Archiwa miesięczne: Luty 2014

”POJEBY”,”WARIACI” i… -DARUJĘ SOBIE INNE OKREŚLENIA, KTÓRYMI EKO OSZOŁOMY LINCZUJĄ POSIADACZY DOGO ARGENTINO. ”OBROŃCY PRAW ZWIERZĄT” DOPUSZCZAJĄ SIĘ WZGLĘDEM NICH NAWET GRÓŹB KARALNYCH

1795995_721211007909526_99637653_o

zdjęcie:

https://www.facebook.com/photo.php?fbid=721211007909526&set=p.721211007909526&type=1&theater

(Zdjęcia psiaków są własnością Oli i Kamila -Insane White Love)

W poniedziałek miał miejsce wypadek; zwykły spacer nagle zamienił się dramatyczną walkę o życie psa. Właściciele psa informują o tym społeczność fejsbukowej grupy ”Dogo Argentino Polska (Poland)”, zamieszczając drastyczne zdjęcie

Zdjęcie nagłówkiem: ”Tym razem śmierdziel był silniejszy..Trzymajcie za Nas kciuki!! Za dwie godziny będzie wszystko wiadomo.” sugeruje niby żartobliwy ton (o tego ”śmierdziela” chyba głównie poszło oszołomom), ale to pozory. W tym momencie Kamil i Ola bardzo liczą na trzymanie kciuków przez przyjaciół i znajomych, bo jest naprawdę źle…

Najaktywniejsza część członków DAP(P) zna i ich i psa. Znamy się z wystaw, wspólnych spacerów z psami i wielu godzin telefonicznych rozmów (Wam na stronie www.facebook.com/zuzpasjaodogoargentino pokazywałam ‚fotostory’ ”psie przedszkole” -to ‚fotostory’, jak i wiele innych znajdziecie na http://www.piesiole.pl ). Dlatego tak bardzo zszokowało nas wszystkich to, co nastąpiło potem, ”na zewnątrz”.

Przez cały dzień właściciele psa na bieżąco informowali znajomych z DAP(P) o jego stanie. Przede wszystkim o tym, że JAKIMŚ CUDEM udało im się na czas dotrzeć do lecznicy, że lekarz (ściągnięty przez nich telefonicznie) podczas bardzo poważnej operacji pozszywał porozrywane naczynia krwionośne i że pies ma ogromne szanse na przeżycie. Zamieszczali zdjęcia z poszczególnych etapów szycia Buco, uspokajając tym nie tyle nas -z daleka, przez ekrany telefonów i komputerów obserwujących sytuację- co samych siebie. Jedyne co my mogliśmy robić, to dopingować ich i przesyłać im tony pozytywnej energii. A w miarę jak stawało się jasne, że zagrożenie życia Buco mija, Ola i Kamil pozwalali sobie na pierwsze, rozładowujące napięcie żarty. W końcu żartowaliśmy wszyscy, bo to był bardzo ciężki dzień, w którym stres udzielił się nam wszystkim i chyba chodziło o to poczucie, że ”teraz już możemy przestać się spinać”. Wielu posiadaczy dogo, patrząc na zdjęcia Buco myślało o tym, jak niewiele potrzeba, aby spacer zmienił się ‚teksańską masakrę’ -dzików na terenach podmiejskich jest coraz więcej, a prawda jest taka, że sporo właścicieli argentynów temat ”Byliśmy na spacerze i z lasu wyskoczył na nas dzik” wciąż traktuje bardzo niepoważnie, z niedowierzaniem. Dzieje się tak najprawdopodobniej dlatego, że wszyscy ci, którzy tak go traktują, MIELI DOTĄD SZCZĘŚCIE spotykać na swojej drodze młodziutkie i małe sztuki. W poniedziałek w okolice, w których Ola i Kamil oglądali dom/y zaplątał się dorosły, ponad 100kilogramowy osobnik…

To fotograficzne story, które właściciele Buco wciąż na grupie DAP(P) uzupełniają, dało do myślenia wszystkim. Kamil wyszedł z założenia, że jego -poprawka: ich wspólne doświadczenie, powinno być nauką dla innych, nie tylko dla posiadaczy dogo, ale przede wszystkim osób, które rozważają wzięcie na siebie odpowiedzialności w postaci Dogo Argentino. Pokazanie tego wszystkiego pozwoliło uzmysłowić ludziom w dogo nie do końca ‚wtajemniczonym’, jakie sytuacje mogą stać się ich udziałem. To bardzo istotne, bo w przypadku Buco nie chodziło tylko o ”instynkt łowiecki”; on bronił swojej ludzko-psiej rodziny i robił to z pełnym poświęceniem: dzik zwiał.

W poniedziałkowy wieczór poprosiłam właścicieli psa o ”wrzutkę” na edukacyjną stronę www.facebook.com/zuzpasjaodogoargentino. Poprosiłam ich, aby ku przestrodze zamieścili fotograficzny zapis spaceru do chwili, w której spotkali ”śmierdziela”, ponieważ sytuacja, w której się znaleźli może nie być wyjątkiem i wszyscy pasjonaci dogo muszą być tego świadomi. Komentarz Kamila nie pozostawia złudzeń000

I NORMALNIE, W NORMALNYCH OKOLICZNOŚCIACH W TYM MIEJSCU BYŚMY SKOŃCZYLI. Może za jakiś czas po prostu opisałabym wam, jak Buco wraca do zdrowia (Może nawet pokusiłabym się o kosztorys -tak, niefajnie jest mówić o pieniądzach, ale powrót do zdrowia psa także kosztuje…). ALE ŻYJEMY W PRZYKREJ RZECZYWISTOŚCI, KTÓRA Z NORMALNOŚCIĄ MA NIEWIELE WSPÓLNEGO …

ROZDZIAŁ DRUGI

Zderzenie z rzeczywistością, czyli ”obrońcy praw zwierząt”

Specjaliści w danej dziedzinie mają to do siebie, że wychodzą z założenia -często niestety błędnego- że odbiorcy treści ich przekazu, mają choć minimalne pojęcie o tym, czym specjalista się zajmuje…

Rzeczywistość zmusza Kamila do ”wyjaśnień”, które dla uściślenia rzeczy oczywistych zamieszcza na grupie DAP(P):

k 01

k 02

k 03

k 04

”Obrońcy praw zwierząt” & groźby karalne:

01

03

04

05

06

07

08

Przy tych pierwszych siedmiu screenach pozostałe wydają się być ‚dziecinną igraszką”. Ale jest interesujące jak na te powyższe dowody, zareagowała społeczność zamkniętej grupy ”ADWOKACI ZWIERZĄT”, w której udzielają się jeden z panów ze screenów powyżej (Od numeru 18. screeny z grupy ADWOKACI ZWIERZĄT). Ciekawostką jest, że na swoim profilu pani, której nie przeszkadzał styl ‚konwersacji’ przywołanej powyżej, poważa się o uwagi na temat komentarzy na DAP(P) – hipokryzja level hard

p 01

p 02

p 03

p 04

p 05

p 33

p 34

p 06

p 07

p 07'

p 08

p 09

p 09'

p 09''

p 10

p 11

p 12

p 14

p 17

Zdjęcie trafiło do zamkniętej grupy ”ADWOKACI ZWIERZĄT” i tam także zaczęło robić zawrotną karierę:

p 40

p 41

p 42

p 44

p 43

p 44

p 45

p 46

Jak grupa zareagowała na tłumaczenie Kamila?:

p 47

70

71

Czy przejęli się tym?:

72

73

74

75

80

-nie, ”poziom rozmowy;” przestał odpowiadać i klasycznie zaczęło się o LEGALNIE KOPIOWANYCH uszach:

80

81

84

85

86

Czy ktoś przeprosił Olę i Kamila za wszystkie te, mówiąc bardzo delikatnie ”epitety”? Tak, do kilku normalnych osób dotarły FAKTY. Kilkoro ze zmanipulowanych miłośników zwierząt zrozumiało, że zostało wprowadzonych w błąd, że zdjęcie, które udostępnili nie przedstawia konającego psa, nad którym znęcał się nienormalny właściciel, ale psa, który bronił swojego ludzko-psiego stada w momencie PRZYPADKOWEGO spotkania z odyńcem. Niestety w chwili, w której zamieszczam ten tekst na blogu NIKT Z OBRZUCAJĄCYCH ICH BŁOTEM OSZCZERSTW I WYZWISKAMI NIE PRZEPROSIŁ ICH ani publicznie -tak nakazywałby charakter, którego widać ci ludzie nie mają- ani nawet w prywatnej wiadomości…

Na profilach tych osób i organizacji fejsbukowe życie kwitnie. Od chwili, w której okrzyknęli dwoje normalnych ludzi (oraz ich znajomych) zwyrodnialcami, zdążyli udostępnić już naście, może dziesiąt kolejnych zdjęć ”zwierząt w potrzebie”. Zdjęcie Buco i krzywdzące komentarze pod nim wciąż wiszą na ich ‚łolach’, ale oni w większości zapomnieli już, że dzień czy dwa wcześniej niezdrowo podniecali się wypadkiem, odpowiednio sensacyjnie przedstawiając sytuację, o której w istocie nie mają pojęcia i nawet nie udają, że chcą to zmienić… Zapomnieli, ale swoje zrobili… Oczywiście są też panowie i panie wyjątkowo perfidnie nieumiejący przyznać się, że dorobili ideologię do zdjęcia… Jedna z organizacji (przecież tych, którzy ”wiedzą lepiej” jest znacznie więcej niż wam tu przedstawiłam) uśmierciła już nawet psa Kamila i Oli, a „”ADWOKACI ZWIERZĄT” nie bardzo wiedząc, jak odnieść się do merytorycznych uwag Kamila i moich zajęli się …”uszami” -w każdym razie ”uszy” prowadziły w chwili, w której rezygnowałam z możliwości zabierania głosu w tym zacnym(?) towarzystwie.

Sprawą naruszenia i ciągłego NARUSZANIA dóbr osobistych Oli i Kamila zajmie się profesjonalista.

Zachęcam do podglądania jak Buco dochodzi do zdrowia na grupie DAP(P) 🙂 Dziś (w czwartek) był na kontroli i wszystko wskazuje na to, że już za tydzień szwy zostaną zdjęte 🙂

Nie wiem dlaczego aż tyle osób ma taką dziwaczną manię; zgnoić kogoś, oczernić, opluć oszczerstwami i to wszystko niby w ”dobrej wierze”. Nie wiem dlaczego tak się dzieje, tym bardziej, że CO STAŁO SIĘ W PONIEDZIAŁEK, WIADOMO OD SAMEGO POCZĄTKU. I TO BARDZO DOKŁADNIE. Nie wiem też dlaczego ludzie tak straszenie -bo ”strasznie” to najwłaściwsze słowo- przywiązują się do swoich wyobrażeń i upierają się na niemających nic wspólnego z prawdą wersjach, które kolejne osoby modyfikują, coraz bardziej je ubarwiając. Bezsilność, którą odczuwali wszyscy usiłujący sprowadzić oszołomów z powrotem na planetę Ziemia jest porażającym uczuciem, ale mam nadzieję, że czytelnicy bloga mają nawyk WERYFIKOWANIA tego, co czytają, tego, o czym słyszą, że zadają sobie pytanie w rodzaju ”Co FAKTYCZNIE wynika z tego zdjęcia?” i że posiadają zdolność samodzielnego myślenia 🙂 Moi drodzy bycie Prometeuszem wciąż dużo kosztuje, życzę nam wszystkim, żeby z tej ”przygody” jak najwięcej osób wyciągnęło wnioski (z każdego jej aspektu).

Kamil i Ola pokazali, że w tak trudnej sytuacji, kiedy z psa dosłownie krew się leje, jedyne co może nas uratować to NASZA ZIMNA KREW. Trzeba być przygotowanym; umieć i być w stanie udzielić psu pierwszej pomocy, uspokoić go, mieć ‚swojego’ weterynarza i sprawdzoną lecznicę -nie ma czasu na ‚eksperymenty’ oraz, że TO WŁAŚNIE CZAS decyduje o … wszystkim. Jest mi bardzo przykro, że wielu podobno kochających zwierzęta ludzi, zupełnie tej lekcji nie zrozumiało, ale cieszę się, że was drodzy czytelnicy wśród tych ignorantów nie znajdę. Jednym z celów, dla których grupa ”Dogo Argentino Polska (Poland)” na fejsbuku powstała, było dzielenie się wiedzą i doświadczeniami. Lekcja, którą dostaliśmy w poniedziałek była lekcją, można powiedzieć ”ściśle stargetowaną”, ale może także fani yorków i labów coś z niej dla siebie wyniosą…

Lekcja, która wynieśliśmy z nagonki na Kamila, Olę i praktycznie rzecz biorąc, całe środowisko DA jest… Po prostu bolesna. Z drugiej strony codziennie się czegoś uczymy.

Edit: luty 2017 r.

Parę razy podkreślałam, że kiedyś byłam wielką fanką ciętych uszu i -co także przyznawałam- nie myślałam o tym, jak to jest z tymi uszami naprawdę… Praktycznie nie obchodziło mnie jakie ”czary” i kto ”odprawia” nad uszami znanych mi z wystaw i internetu Dogów Argentyńskich i Kanaryjskich, które rodzą się w Polsce. Serio, miałam to gdzieś, bo mój ”egoizm patrzenia na ładne psy” był zaspokojony i inne wątki z uszami związane były mi obojętne. Byłam jak inni ‚ uszni ignoranci’ (takie ‚słowotwórstwo’ najlepiej oddaje istotę rzeczy), skupiałam się na ”wyrazie” głowy z uszami ciętymi i gdzieś miałam psi ”koszt” kopiowania uszu. Jak w grudniu 2015 r. napisałam w baaaaarodzo długim tekście https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2015/11/17/winter-is-comming-rozmnazacze-nieprzebadanych-psow-koniec-tabu-kopiowania-obcinania-psom-uszu/ w ciemno ”kupowałam” teksty ”znajomych” o ”legalnym kopiowaniu”, bez sprawdzenia polskiego stanu prawnego, bo to było wygodne. Jednak dowiadując się, jak powszechnym zjawiskiem jest dziś dysplazja w ulubionych przez mnie rasach (zaczęło się od dysplazji w Dogo Canario/Presa Canario), uzmysłowiłam sobie, że nie można mówić o tym problemie, ignorując przy tym kwestię okaleczania uszu psów typu presa, bo hodowlana rzeczywistość pokazała/obnażyła, że warto ryzykować życiem psów, by obciąć im uszy, ale nie warto ich prześwietlać, by uratować je od kalectwa. Z mojego punktu widzenia to, że poznałam los ”paru” cierpiących z powodu dysplazji stawów psów typu presa z ”renomowanych” hodowli ZKwP (znanych mi i nieznanych osób zajmujących się rozmnażaniem tych psów) jest o tyle dobre, że dzięki temu poznałam prawdziwą twarz wcześniej ”znanych” mi tzw hodowców. Kiedy dotarła do mnie skala zjawiska dysplazji, zbulwersowało mnie, że tyle wysiłku (i ”kombinowania”) wkładają tzw hodowcy w to, żeby psy ”kozacko wyglądały”, a nie przejmują się ich (ewentualnym) fizycznym kalectwem.

Uważam, że swego rodzaju ewolucja, która nastąpiła w moim podejściu do okaleczania uszu u presy, biorąca się z ”odpuszczenia sobie słuchania mądrość hodowców” dobrze obrazuje ewolucję, którą przechodzą niektórzy właściciele tych psów, gdy odkrywają, że ich ulubieńcy (okaleczeni i ”kozacko wyglądający” lub nie) są psami kalekimi z powodu dysplazji. Jestem zdania, że byłoby nieuczciwością w stosunku do Was, moich czytelników ”cenzurowanie” tekstów sprzed ”przebudzenia”.

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu oraz grafik bez zgody autora jest zabronione. 

”SPROWADZANIE”, ”PRZYCIERANIE NOSA”, TYSIĄCE EURO I CZARY MARY ”Z ZAGRANICZNEJ HODOWLI” VS KILKA NAPRAWDĘ ZNACZĄCYCH DLA DOGO ARGENTINO W POLSCE IMPORTÓW -PORADNIK DLA KUPUJĄCEGO PSA RASOWEGO

success kid little boy fist on beach

Dzisiejszy wpis to kolejna część ”cyklu” ”Dogo Argentino/ Dogi Argentyńskie/ szczeniaki/ sprzedam/ kupię”, w którym staram się odpowiadać na pytania, które podsyłają mi państwo w prywatnych wiadomościach (FB, DGM, GMAIL). Ten tekst to równocześnie CZĘŚĆ ”PORADNIKA DLA KUPUJĄCYCH PSA RASOWEGO” – nie tylko DA, ale generalnie rasowego psa. Zaczniemy od tematu, który zajmuje wielu z Państwa; od ”importowania” psów z zagranicznych hodowli.

Z treści privów wnioskuję, że pytacie o kennele z poza Polski z dwóch powodów.

Powód pierwszy: ROZCZAROWANIE

Widzieliście niektóre polskie psy i się wam one nie podobały. Zniesmaczają was swoim postępowaniem hodoFcy, a część z was ma poczucie, że ”Wszyscy są tacy sami, czyli nic nie warci” i ”każdy coś kombinuje”. Ok, macie prawo tak myśleć. Ale gdybyście widzieli INNE psy, INNE DOGO, Z INNYCH HODOWLI, wiedzielibyście, że nie wszystko co mają do zaoferowania polskie przydomki, to rozczarowujące was białe wypłosze. Gdybyście naprawdę poszukali, znaleźlibyście zachwycające psy i mielibyście okazję poznać uczciwych hodoWców, nie krętaczy. To oczywiste, że nie chcecie się sparzyć, ale nie popadajcie w przesadę, wrzucając wszystkich do jednego worka! Jeżeli wydaje się wam, że na naciągaczy wpaść możecie tylko w Polsce, to gruuubo się mylicie. Wrócę do tego jeszcze nie raz, ale już teraz powiem wam, że najpewniejszą metodą na to, aby nie dać się oszukać jest ROZMAWIAĆ Z POSIADACZAMI DOGO; PYTAĆ ICH JAK UKŁADAJĄ SIĘ ICH KONTAKTY Z HODOWCAMI, JAK WYGLĄDAŁY ONE PRZED ZAKUPEM PSA I JAK WYGLĄDAJĄ TERAZ. PAMIĘTAJCIE: NIE OBIETNICE SIĘ LICZĄ, A FAKTY.

Druga grupa rozczarowanych to wy; wyrolowani przez polskich hodoFców, od których macie swoje pierwsze dogo. Argentyny, które albo ”słabo słyszą”, albo mają inne zdrowotne problemy. Albo najzwyczajniej w świecie zabuliliście za ”urodzonego championa po wybitnych rodzicach”, a psiak wyrósł na przeurocze, bardzo kochane peciszcze. Empirycznie przekonaliście się jakie skutki niesie za sobą naiwna wiara w każdy kit serwowany przez kogoś z ogromnym tupetem. O nic nie pytaliście, ślepo wierzyliście, śmialiście się z ”awantur” na forach… Cóż, prawdę mówiąc sami jesteście sobie winni; skoro łykaliście kit, grzechem byłoby wam go nie sprzedać 🙂 Taki lajf.

Trzecia część rozczarowanych to ci bardziej UPRZEDZENI rozczarowaniem znajomych. Wy dowiedzieliście się od znajomych psiarzy o zagrywkach pani Ikśińskiej albo pana Ygrekowskiego i jesteście porażeni tym, co ludzie (tzw ”hodowcy”) potrafią nagrać na poczcie głosowej innym ludziom albo ile można wyciągnąć za psa, który nie ma nawet najbardziej podstawowego z badań, a sprzedawany jest jako pies ”z potencjałem”… Tu faktycznie muszę przyznać, sama byłam zaskoczona i tymi ”dwudziestoma pięcioma centymetrami” (ale, żeby facet facetowi coś takiego nagrywał?!), i poziomem ignorancji nabywców dających się robić w balona…

Powód drugi: ASPIRACJE – i to jest temat, którym zajmiemy się w tej części ”PORADNIKA DLA KUPUJĄCYCH RASOWEGO PSA”.

Niektórzy z was mają aspiracje hodować, ”coś wnieść do rasy”, sprowadzić ”nową krew” – zacnie, naprawdę bardzo ładnie. Chcecie psy z zagranicy, bo -słusznie- postanowiliście przeczesać dogo-net i znaleźliście ciekawe hodowle, albo też hodowle, o których wy myślicie, że są ciekawe. (Zagraniczne hodowle Dogów Argentyńskich bardzo kręcą pretensjonalnych pasjonatów rasy, którym wydaje się, że ”jednym importem przytrą nosa wszystkim ważniakom”.)

Pobieżnie o ”importach”

Zacznę od tego, że NIE CHODZI O TO, ABY KOGOKOLWIEK ZNIECHĘCIĆ DO KUPOWANIA DOGO ZA GRANICĄ, DO SPROWADZANIA DO POLSKI ”ŚWIEŻEJ KRWI” itp. itd. Rzecz w tym, że zazwyczaj pytanie, a właściwie zagajanie o te inne, zagraniczne hodowle, w większości daleeekooooo na wschód (czasem nawet północny) od Włoch, Francji, Węgier (Bałkany to też jest ciekawy rejon) oraz Hiszpanii (która od niedawna ma fajne dogo), o Argentynie nie wspominając, pytacie o hodowle z krajów dla tej rasy tak samo egzotycznych jak Polska. Sprowadza się to wasze pytanie do tego, że podrzucacie przydomki, zagajając w stylu: ”A może warto od nich coś wziąć?” Drodzy państwo, teoretycznie, jasne że warto 🙂 Tylko, że wam się wydaje, że zlepek wyrazów ”może”, ”warto” i ”coś” oznacza, że macie ”POMYSŁ” i że jak zapłacicie –zazwyczaj przynajmniej dwa razy tyle ile płacilibyście za psa z polskiej hodowli (i to będę bardzo mocno podkreślać)- to dostaniecie nie wiadomo co, że przywieziecie sobie albo ktoś wam wyśle cargo, ”super szczeniaka”, a to tak nie działa.

Zwykły ”statystyczny Kowalski” nie ma szansy na zakup wartościowego psa ze znanej, powszechnie szanowanej, zagranicznej hodowli, z bardzo prestiżowym przydomkiem, niezależnie od tego ile zapłaci (Szczególnie, kiedy ten Kowalski ma już dogo, które jest bardzo ”takie sobie” -to zawsze negatywnie rzutuje na takiego potencjalnego nabywcę, bo od razu widać, że ”skoro raz dał zrobić się w balona, to nie jest wart, żeby dać mu coś naprawdę dobrego, bo i tak nie zauważy różnicy”. Sorry, brutalnie i nieprzyjemnie to brzmi, ale tak jest, tak postrzegają tę kwestię profesjonaliści. Świat hodowców rasowych psów przypomina ekskluzywny klub, do którego wstęp mają tylko nieliczni i jakkolwiek zabawnie może się to wydawać komuś, kto słyszy/czyta o tym pierwszy raz, to w istocie wygląda to tak, że nawet tzw hodowca często nie ma możliwości dobić się do słynnej z osiągnięć –wyhodowanych, wybitnych psów– zagranicznej np. włoskiej hodowli, o ile nie poleci go ktoś, kogo ten oblegany hodowca sam -jako hodowcę dogo- szanuje. Nie ma mowy o tym, żeby jakiemuś ”pierwszemu lepszemu Kowalskiemu z ulicy” sprzedać naprawdę dobrego psa.

Prawdziwi hodowcy, ci którzy wysoko stawiają poprzeczkę i ”nie pykają” tych ”całych miotów wystawowych”, u których na 8 szczeniąt 2-3 są coś warte, a reszta to pety (takich ludzi stać na ostrą selekcję), psy z potencjałem -tak samo, jak każdy mądry hodowca- zostawiają do swojej dyspozycji; nie tracą ich z oczu, zostawiają je w swoich kennelach, przekazują zaufanym ludziom na umowy typu ”współwłasność, ”warunek hodowlany”, a kiedy decydują się je sprzedać żądają tysięcy euro. (A i tak niechętnie te wyjątkowe psy zbywają.)

Dobre psy ma się szansę ”wyrwać”, jeżeli hodowcy się to opłaca = jeżeli widzi w tym sens/cel → współpracę z kimś twardo stąpającym po ziemi (kimś merytorycznie przygotowanym) i autentyczną reklamę. Dlatego ”no name” nie ma szans na dobrego psa, niezależnie od tego, co hodowcy będzie obiecywał/nawijał na temat tego, jakie ma ”wizje” i ”plany”, i gdzie będzie psa wystawiał. (Szczególnie, kiedy robi to przez FB, maile czy telefonicznie! Bo do hodowcy trzeba pojechać). Ktoś taki nie dostanie psa, który przeznaczony jest dla kogoś pewniejszego. Klienci hodowców, czyli nabywcy psów zbyt często ”ściemniają” albo wydaje im się, że zaliczenie dwóch krajówek i jakiejś międzynarodówki w nieistotnym dla rasy kraju, to będzie ”reklama dla hodowcy”.

Polacy, ludzie z kraju w którym na wystawach champion of champions ten -teoretycznie- najbardziej prestiżowy tytuł ”biorą” psy, które na zagranicznych, specjalistycznych wystawach, w stawce kilkudziesięciu (powyżej 70u) dogo wywołują śmiech, kraju w którym niektórzy sędziowie nie wiedzą, że psy z niebieskimi trójkątami na tęczówce to pety niepodlegające ocenie, pety które wyprasza się z ringu albo nie wyrzucają z ringu wnętrów, ludzie z kraju, w którym jako dogo sprzedaje się wszystko co białe (Ostatnio jedna hodowla dogo wyspecjalizowała się w dogo-charcikach, takich chucherkach na delikatnym szkielecie, coraz suchszych, coraz wyższych i coraz węższych -brr…), nie są brani serio przez zagranicznych hodowców (żeby było smętniej ani tych naprawdę wielkich, ani nawet tych przeciętnych czy byle jakich…). Nasi hodoWcy osiągają sukcesy, ale na Polskę wciąż patrzy się przez pryzmat poczynań hodoFców i tych smętnych ”kup na sznurkach”, które niektórzy potrafią z uporem maniaka wozić po większości ważnych wystaw… ”Statystyczni Kowalscy z ulicy”, którzy sami nawiązują kontakt, zgłaszają się do zagranicznych hodowli, jako nabywcy dogo, to dla wielu zagranicznych hodowców klienci na ”odpady hodowlane” (pety).

Polakom w większości wydaje się, że to, że ktoś każe im płacić 2-2,5 tysiąca euro za szczeniaka oznacza, że nabywają nie wiadomo jakiej klasy psa, a tak nie jest. Nabywcy z Polski często traktowani są jak jelenie, którym można sprzedać i wmówić wszystko, bo niestety wciąż jest łatwo wszystko niektórym z nas wmówić i sprzedać… Tym bardziej, że są ludzie, którzy w ciemno bulą przynajmniej dwa razy tyle, ile płaciliby w Polsce. I to dalej bulą za psa pozbawionego badań! Powtórzę: płacą dwa razy więcej za psa bez badań, choć psa bez badań można za połowę tej kasy kupić w Polsce. Oczywiście, jak ktoś lubi przepłacać, puszczać kasę, a nie kręci go hazard, to proszę bardzo, why not? Wolnoć Tomku w swoim domku.

Czasem bywa i tak, że hodowcy nie chcą sobie tworzyć konkurencji i dlatego nie wypuszczają wartościowych zwierząt za granicę. Ale zdarzają się wyjątki -jak wszędzie. Zdarza się, że ktoś nawiązuje kontakt z hodowcą, że ludzie się porozumiewają i udaje się z zagranicznej hodowli sprowadzić jakiemuś ”żuczkowi” naprawdę przyzwoitego zwierzaka, ale to są wyjątki i na tę chwilę nie znam takiego przypadku. Dodatkowo też zaznaczę, że nie są to aż ”taaakieeeee hodowle”…

Rzecz sprowadza się do tego, że ktoś, kto dokładnie wie co chce zrobić i jak ma zamiar to zrobić, nie ściąga w ciemno psa z zagranicy, tylko dlatego, że wydaje mu się, że przydomek jest atrakcyjny (albo wystarczy, że jest zagraniczny), a miot jest ”po championach” (płacąc za tego psa x 2 w stosunku do ceny, jaką płaciłby za psa polskiego), tylko po to, by po roku, kiedy ten podrośnie, zobaczyć albo nie daj Boże nie, że wybulił ciężkie pieniądze na peciszcze (Bez podstawowych wyników badań -sic!). A taki właśnie efekt w ogromnej większości ma to importowanie przypadków z przypadkowych kenneli przez ”ambitnych żuczków”.

To jest tak -z profesjonalnego, rzetelnego punktu widzenia- że jeżeli ktoś chce kupić psa i prosi o ‚porady’ przy sprowadzaniu zwierzaka importowanego, to niech od razu sobie odpuści. Jeżeli prosi o ”porady”, podrzucając przydomki na zasadzie ”może ten, a może tamten”, to znaczy, że nie ma wystarczającej wiedzy na temat tego GDZIE WARTO KUPIĆ PSA. My tu nie mówimy o sytuacji, gdy hodowcy między sobą rozmawiają o tym, że ”taka, a taka krew by się nam przydała”, tylko o ciśnienia zielonego żuczka, który stwierdza ”Oł yeah! Importuję coś! Kopary im opadną”, po czym rzuca się jak piskorz, miota trochę tu, trochę tam i w końcu: jest ”import”. Nieważne, że przypadkowy = bezużyteczny.

Kupowanie psa od zagranicznego hodowcy (jeżeli ma mieć sens), właściwie najpierw dobicie się do tego hodowcy, wymaga oparcia się o kontakty kogoś, kto nas ”zaanonsuje”, przedstawi i dosłownie poręczy za nas. Wciąż wiele osób ma problem ze zrozumieniem, że w hodowli rasowych psów ciężko jest coś osiągnąć lansując się na Zosię Samosię.

Idealną byłaby sytuacja -w Utopijnej rzeczywistości- w której na długo zanim zdecydujemy się na zakup/sprowadzenie psa, nawiązujemy kontakt’y z wybranym’i polskim’i hodowcą’ami i z nim’mi zastanawiamy się jaki import miałby sens. On’i pomaga’ją nam w wyborze psa, a my pomagamy jemu/im wnieść coś wartościowego do programów hodowlanych. Naprawdę, drodzy państwo pomyślcie odrobinkę dalej niż czubek własnego nosa. Tu nie chodzi o to, żeby komuś coś narzucać, nakazywać albo czegoś bronić, ale aby uczulić was na fakty + myślenie perspektywiczne; chcecie ”sprowadzić wyjątkowego psa”, chcecie ”zrobić coś wyjątkowego”? Macie duuużo forsy i ochotę ”zaznaczyć swój udział w hodowli”? Nic prostszego: nawiązujcie kontakty z hodoWcami. Czasem hodowcy mają pomysły, których nie realizują z bardzo prozaicznych powodów np. nie mają nikogo godnego zaufania dla kolejnego samca, a sami nie chcą w swojej hodowli kolejnego psa itp. itd. W takich sytuacjach ideałem może być ktoś, kto za tego ”dodatkowego” psa bierze odpowiedzialność na siebie, kto jest jego właścicielem, ma go u siebie, dba o niego i dodatkowo przyczynia się do wniesienia czegoś wartościowego do rozwoju polskich argentynów. Myślę, że większość z was pamięta ”Ulicę Sezamkową” i hasło ”współpraca” 🙂

Wiara w magię ”importów” i całego tego ”sprowadzania” a’la Zosia Samosia, to taka sama naiwność jak ufność w to, że hodowca da komuś, kto nabywa od niego psa ”prawo wyboru najlepszego szczeniaka z miotu” – ludzie, błagam! Jasne, jeżeli pani X albo pan Y chcą coś takiego usłyszeć, to sprzedający szczeniaki to wyłapie i powie im coś w tym stylu, ale prawda jest taka, że to zawsze hodowca wybiera najlepszego szczeniaka i wybiera go dla siebie (ewentualnie dla kogoś z kim omówił już warunki przekazania szczeniaka/psa ”wybitnego”). Jak ktoś ”daje wam wybrać najlepszego szczeniaka z miotu”, to robi was w balona.

Łatwiej jest Polakowi kupić dobrej klasy psa w Polsce niż za granicą; nie ma bariery językowej, więc wszystko można dogadać osobiście, bez zdawania się na znajomych i tłumaczy, można zrobić wywiad wśród posiadaczy psów z danym przydomkiem i dowiedzieć się, jak psy się chowają, jak układała się współpraca z hodowcą, pojechać do hodowli, poznać rodziców szczeniąt, a przede wszystkim, jeżeli wiemy jak to zrobić, w Polsce -i w całej Europie zachodniej- za te tysiące euro dostaniemy psa z autentycznym potencjałem hodowlanym, z pełnym, potwierdzonym kompletem badań, ale o tym kiedy indziej.

Macie ochotę kupować psy za granicą? Lusss. Nikt na siłę was od tego odwodził nie będzie. Po prostu zastanówcie się czy jest sens wydawać kupę forsy na -w 95% przypadków- peta. Tylko dlatego, żeby wasz pies miał zagraniczny przydomek, skoro możecie za te same pieniądze albo mniejsze (to zależy…) nabyć psa z potencjałem w polskiej hodowli…

Zastanówcie się nad powyższym.

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu oraz zdjęć bez zgody autora jest zabronione. 

‚WYBITNIE OBIECUJĄCY’ PRIMA APRILIS W POŁOWIE LUTEGO & BÓL D… VS TO CO WAŻNE I WOLNOŚĆ SŁOWA A’LA KOMINEK

cat=[pkoj;iuy

Generalnie rzecz biorąc należałoby przyjąć, że ostatnie ‚wydarzenia’ to po prostu żart. Kiepski, bo kiepski, ale żart. Niestety, biorąc pod uwagę naszą polską rzeczywistość wypada pogodzić się, że to jednak może nie być fragment kynologicznego ”mamy cię”…

Baśnie & legendy

Dawno, dawno temu (2012) za górami, za lasami (w Lesznie) jeden pan sędzia (…) w przypływie czegoś co dla wielu z nas do dziś pozostaje zagadką -a co ja nazywam ”ułańską fantazją w wersji hard”- przyznał pewnemu bardzo -delikatnie rzecz ujmując- dyskusyjnemu psu tytuł Champion of Champions…

Wystawy w Lesznie są specyficznie http://www.zkwp.leszno.pl/champions.html: ”W Wystawie Championów mogą brać udział psy z tytułami: Champion Młodzieży, Champion, Interchampion.

Nie ma definicji tytułu Champion of Champions, ale z założenia cel przyznawania tego tytułu był szczytny, to miało być crème de la crème rasy… Przy tych ”niszowych” rasach tych, o których nasi sędziowie wciąż wiedzą jeszcze bardzo mało, a do tej grupy zalicza się Dogi Argentyńskie, U NAS ta idea nie sprawdza się zupełnie.

W Polsce wystawy Champion of Champions to przy Dogo Argentino wciąż impreza śmiechu warta -analogicznie do sytuacji, w której na naszych ”prestiżowych światówkach” pojawiają się np. 4 sztuki dogo -nawet gdyby były to cztery naprawdę wartościowe psy, to przy ogólnej klasie/jakości trzaskanych dziś w Polsce dogo, ”prestiż międzynarodowości” leci na łeb na szyję. Różnica jest taka, że na wystawę, która jak co roku odbywać się będzie w Lesznie (tym razem 23 lutego), zgłosić można -w tym miejscu powinnam napisać ”tylko psa z tytułem Championa”, ale w naszych warunkach uczciwiej będzie napisać: każdego Dogo Argentino z tytułem championa – i w tym rzecz, o tę rzeczywistość właśnie rozbija się wartość tego tytułu. Na tej wystawie nie ma zwyczajowych klas i jest jeden CAC, który trafia do psa i suki, i tytuł Best of Breed, który trafia albo do suki albo psa. Potem zwierzak z tytułem Best of Breed (”najlepszy w rasie”) przechodzi do kolejnego etapu, w którym biorą udział przedstawiciele różnych ras… Tyle teorii…

W praktyce dwa lata temu, jako że pan sędzia miał przed sobą tylko jednego psa, jako reprezentanta rasy, zwierzak ten dostał tytuł Best of Breed za samą obecność na ringu (najpierw zaliczył CAC, a potem Champion of Champions…). I tak zwalista, ociężała baryła przypominająca bardziej -wstrzymam się – niż DA, załapała absolutnie niemożliwy do ”zaliczenia” w innych warunkach tytuł. Było to (i wciąż jest) o tyle groteskowe, że pies ten poległ na światowej wystawie w Paryżu w 2011 roku; tylko w swojej klasie miał 11 konkurentów (!) i uzyskał raptem ocenę dobrą, wzbudził także powszechne rozbawienie na wystawie węgierskiego klubu rasy w 2012 i 2013 roku -jest wyjątkowo nieudanym zbyt dużym, zbyt ciężkim przedstawicielem swojej rasy, zbyt… No, nie o to w tej rasie chodzi. Cóż, często nawet dla wiele lat działających w Związku Kynologicznym w Polsce sędziów, argentyny, to wciąż egzotyki, których kompletnie nie rozumieją… W Polsce jest multum osób rozmnażających dogo, które ”lecą na tytuły”, bo lubią w zapowiedziach miotu reklamować Państwu, jako swoim potencjalnym klientom, ”szczenięta po utytułowanych rodzicach”. Od wpadki/zadziwiającego entuzjazmu pana sędziego, pies ten robi powalającą karierę jako, uwaga: reproduktor… -UWAGA DLA PRZYSZŁYCH NABYWCÓW: PYTAJCIE O OKOLICZNOŚCI ZDOBYWANIA TYTUŁÓW. Polecam zapoznać się ze spisem wystawców na ten rok http://www.zkwp.leszno.pl/spischampion2014.pdf i wziąć na wstrzymanie, ewentualnie zaproponować coś na wstrzymanie szołmenom opowiadającym legendy o wartości tytułu Champion of Champions. Uprzedzę: wartości wynikającej głównie ze stawki/ilości dogo na tych wystawach) jeżeli zdarzy się państwu takowych słuchać…

Szczęśliwie jednak w tym roku na wystawie w Lesznie poza specami od szoł swoją reprezentację będzie też mieć drużyna hodowców -a to już coś i należy trzymać kciuki za to by w przyszłym roku hodowcy potraktowali tą imprezę bardziej serio… Zgłoszony jest też bardzo miły dla oka samiec, którego naprawdę warto zobaczyć na żywo 🙂

Ważna -OBOWIĄZKOWA- wystawa

W 2014 najważniejszą wystawą może okazać się -to zależy od obsady wrześniowej klubówki- wystawa w Białymstoku – i tam warto będzie być nie tylko dlatego, żeby zobaczyć kto z hodowców pofatygował się w rejon Polski, do którego praktycznie wszystkim ”jest daleko” czy obejrzeć dużą ilość dogo w jednym miejscu, ale i po to by mieć okazję zobaczyć jak pracuje sędzia , który jest specjalistą.

Pamiętajcie też drodzy państwo, że tytuł przywieziony z zagranicznej wystawy, w którą trzeba zainwestować nieco więcej czasu i środków finansowych jest znacznie bardziej atrakcyjny -szczególnie gdy stawka/konkurencja dopisze, a sędzia nie wypadł sroce spod ogona i że jednak są tacy, którzy z byle ”pipidówkowego ivent’u” będą robić szoł na miarę wyprawy na drugi koniec świata… Tym ostatnim życzę, by kiedyś zdobyli naprawdę znaczące lokaty na autentycznie znaczących wystawach u sędziów-specjalistów, co najważniejsze prezentując psy z WŁASNYM PRZYDOMKIEM, bo może wtedy, gdy przekonają się jak smakuje prawdziwy sukces przestaną się wygłupiać z tym tanim szołmeństwem, trollingiem i skupią się na tym co w hodowli psów jest najważniejsze.

”Tacy mili ludzie”

Jest poziom ”naiwności”, który gdy się go przekroczy zaczyna bardzo jednoznacznie świadczyć o osobie/osobach… Kiedy ta ”naiwność” przestaje być ”uroczą i nieszkodliwą”, bo ma związek z rozmnażaniem argentynów i staje się po prostu działaniem na szkodę rasy.

Można być naiwnym, całkiem sympatycznym człowiekiem, który kupił psa od hodowcy o ”specyficznej mentalności”, bo dał się nabrać i głęboko wierzył, że piesek wyrośnie na typowego, może nawet zachwycającego przedstawiciela rasy. Kimś kto ma czas i ochotę jeździć z psem na wystawy… Ale kiedy kolejne klęski wystawowe (duże zagraniczne wystawy, w których bierze udział ponad 70 dogo, a sędziowie naprawdę znają się na rzeczy) dobitnie potwierdzają to co widoczne jest dla wszystkich poza właścicielem psa (piesek być może jest kochany, ale nie ma sensu wozić go na wystawy, bo każdorazowe paradowanie z nim po ringu naraża właścicieli na śmieszność, a kennel którego przydomek pies nosi na wstyd) nie ”uczą” posiadacza psa, że ma psa ”BRZYDKIEGO”  (którego jeżeli mu to jako właścicielowi ”nie robi” może sobie pokazywać gdzie mu się żywnie podoba, niezależnie od reakcji innych wystawców, hodowców i sędziów) i zaczyna tego psa udostępniać jako reproduktora (co umożliwili wcześniej polscy sędziowie…) ludziom równie pozbawionym ”trzeźwego spojrzenia” -mówiąc najdelikatniej- co właściciel, to oznacza, że właściciel albo jest osobą po prostu głupią albo celowo działa na szkodę rasy. To jest oczywiste dla wszystkich trzeźwo myślących : ale dla ”naiwnych inaczej” wypada powtórzyć : reproduktorem powinien być pies wybitny, a nie śmieszny.

”Fejk”?

W dogo necie pojawiła się zapowiedź kolejnego miotu, którego składnikiem ma być ”Champion of Champions” i ok, może to dzieje się naprawdę, ale jeżeli to ma być reality, to co się będzie działo pierwszego kwietnia… Z drugiej strony może kontrasty się przyciągają ? Może to jest jakiś pomysł kryć całkiem przyzwoitą drobną suczą sukę ciężkim zwalistym baryłowatym psem… Taki przeskok ze skrajności w skrajność…

Mamy też zapowiedź całkiem interesującą, bo panu, który sprzedaje dogo jak AGD -przypominam treść ogłoszenia dotyczącego poprzedniego miotu

cats

To ten sam pan od krycia samicy samcem http://www.pupileo.pl/showthread.php?t=32181 udało się dostać do interesującego repa… Szkoda tylko, że to krycie nie jest tak interesujące jak mogłoby być, bo ten pan nie będzie krył najlepszej suki z miotu (w całym miocie na świat przyszły dwa szczeniaki), będzie krył jedyną sukę z miotu, która dodatkowo nie urodziła się -w sensie umaszczenia- petem. Jak szaleć to szaleć… Choć muszę przyznać, że byłoby miło gdyby coś się temu panu wreszcie udało… Liczę, że już nauczył się czegoś o przepisach hodowlanych i ”załapał”, że dogo to nie AGD… (Nadzieja umiera ostatnia).

Co do obu ogłoszeń, w których autentyczność ciężko mi uwierzyć, mogę powiedzieć tylko tyle : oby mioty miały zrobiony BAER 🙂 Reszta jest milczeniem…

”Wybitnie obiecujący”

Czasem autentycznie szkoda mi ludzi… Zawsze, kiedy na wystawie widzę kogoś, kogo tzw hodowca zrobił w balona jest mi przykro. Ludzie nie ”odrabiają pracy domowej”, kupują psy od przypadkowych osób, niby mówią tym tzw hodowcom czego oczekują itp. itd. a potem pojawiają się na wystawie z czymś co wybitnie i ponad wszelką wątpliwość jest petem, a jedyne co jest w tym zwierzaku wybitnie obiecujące to to, że ułożenie jego miednicy i całego tyłu (ułożenie kości/kątowanie), sposób w jaki się rusza, ”obiecują”, że rentgen w kierunku dysplazji stawów jest nieunikniony…

Pisałam niedawno w tekście o petach i psach z potencjałem https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2014/01/31/jak-to-jest-z-tymi-petami-i-potencjalem-wystawowo-hodowlanym/, że dysplazja u polskich dogo jest rzadka → cofam to. Do niedawna faktycznie ciężko było zobaczyć na polskim ringu młode dogo z polskim przydomkiem ewidentnie mające problem ze stawami. Znacznie łatwiej o takie psy było na zagranicznych prestiżowych wystawach światowych i klubówkach (Psy dorosłe z równie prestiżowymi jak wystawy, w których brały udział, przydomkami, żeby było ciekawiej…). Jednak na naszych wystawach pojawia się coraz więcej podrostków, dogo urodzonych w zeszłym roku… i niektóre z tych zwierząt mają ewidentne problemy związane z dysplazją. Co za tym idzie jest to wyraźny sygnał dla nabywców przede wszystkim -na niektórych tzw hodowców naprawdę nie ma w tej materii co liczyć- że miotowe rodzeństwo ich psów także powinno zostać przebadane. Dla wprawnego oka nie będzie trudnością zobaczyć, które zwierzaki mam na myśli. Oburza mnie, że sędziowie -osoby wydawałoby się najbardziej kompetentne- zamiast informować właścicieli o tym iż konkretne zwierzę należy przebadać, umywają ręce przyznając absurdalne w przypadku tych zwierzą tytuły…

”Łopatologicznie” rzecz ujmując metod (bardziej) zaleczania (niż ”leczenia”) dysplazji stawów jest kilka. To która będzie dla danego psa najodpowiedniejszą zależeć będzie od wielu czynników, min wieku psa, jego wagi, stanu mięśni -czyli ogólnej kondycji/formy zwierzęcia. Samo zjawisko dysplazji jest bardzo złożone, tak więc złożona jest procedura jego diagnostyki (a to wszystko kosztuje…). W zależności od rodzaju zabiegu, stopnia jego złożoności, reakcji organizmu etc. zabieg na jeden staw może kosztować nas tysiąc, dwa i pół, nawet do dziesięciu tysięcy złotych… Każdy przypadek jest indywidualny i jest leczony w sposób najodpowiedniejszy dla danego zwierzęcia. Jak bardzo jest to poważne zagrożenie -nie tylko dla naszego budżetu- ale przede wszystkim zdrowia psa, mówi nam już kwestia wyboru tej najwłaściwszej metody leczenia (Nie należy także zapominać o wrodzonych, a więc dziedziczonych po przodkach skłonnościach danego zwierzęcia do tej choroby dlatego też warto zadawać hodowcom pytania o stan bioder rodziców szczeniąt, oraz postarać się nawiązać kontakty z nabywcami psów z wybranej przez siebie hodowli, po to by od tych ”zwykłych Kowalskich” dowiedzieć się czy w danej linii występują problemy z dysplazją stawów).

http://www.lancet.pl/dysplazja.html

http://www.zrozumpupila.pl/2011/11/dysplazja-stawu-biodrowego-u-psow-badanie-rtg/

http://www.ortopedia-weterynaryjna.pl/kompendium_16_dysplazja-stawow-biodrowych.html

http://www.ortopedia-weterynaryjna.pl/kompendium_15_dysplazje-stawu-lokciowego.html

http://www.ortopedia-weterynaryjna.pl/kompendium_17_osteochondroza.html

”Najgorszemu wrogowi…” -czyli ból d…

Praktycznie każdy, kto staje się tzw osobą publiczną albo nawet tylko zyskuje popularność w określonych kręgach, jednocześnie staje się obiektem ataków internetowych -życiowych- frustratów -takie czasy. Przyzwyczaiłam się do tego ja i przyzwyczajonych jest do tego co najmniej kilkoro z hodowców, których mam szczęście znać. Nie pozostaje nam nic innego, jak cieszyć się z tego 🙂 Miarą popularności -i sukcesu- jest ilość osobistych ”hejterów”.

Trzeba mieć świadomość, że taką ”kampanię” jak ta, z którą mamy teraz do czynienia; wypisywanie (na specjalnie do tego celu powołanym profilu) przez ”anonima/anonimów” idiotyzmów min. o ”agresywnych psach” robi się po to, by uzyskać tylko doraźne cele; coś zasugerować, spróbować zniszczyć reputację kilku osób, w tym hodowców -przecież dorównać im (czyli osiągnąć to co oni) jest znacznie trudniej. Nie ma nic łatwiejszego od pomówienia, rzucanie oszczerstw nic nie kosztuje (choć to zależy 😉 …). To żałosne nie tylko ze względu na formę: brak jaj do podpisywania tych głodnych kawałków imieniem i nazwiskiem -jak zawsze, kiedy trolle biorą się do roboty- ale i cały, powtarzalny ”styl” -trolle się zmieniają, ”styl” zostaje ten sam… Pisałam o tym państwu w jednym z poprzednich wpisów: wymienienie przeze mnie w alfabetycznej kolejności przydomków i tym samym stojących za nimi ludzi, których jako hodowców psów rasy Dog Argentyński, szanuję za ich osiągnięcia – wyhodowane psy, spowoduje troll-atak i na mnie i na tych hodowców. Przypominałam państwu nawet ten wątek (zalecam poczytać 🙂 ) http://www.dogomania.pl/forum/threads/226287-Polskie-hodowle-Dogo-Argentino i szczególnie ten (mój) post-niestety skrót nie wchodzi, więc na wszelki wypadek wrzucam print screen’y :

1

2

3

4

Powyższe jednoznacznie wykazuje prostacką ”manipulację” jakiej wtedy też ”anonimowe” trolle usiłowały dokonać poprzez wpisy na Dogomania Forum.

Lata temu ”najjaśniejsza gwiazda” wtedy Forum Molosy -dziś to forum nazywa się Pupileo- pisała o psach z przydomkiem SanAgnes, pochodzących z linii Di Casa Dei Marchesi, że to ”dalmatyńczyki” -psy wyhodowane przez Panią Agnieszkę miały poprawny pigment i nie były tak różowe jak te lansowane przez gwiazdę FM jako ”ideały piękna”… Potem ”gwiazda” starała się dobić do reproduktorów DCDM -bez skutku rzecz jasna, bo tego typu tekstów się nie zapomina = skutecznie palą mosty, szczególnie u Włochów. Dociekliwi prześledzą sobie hodowlane posunięcia ”gwiazdy” -rodowody poszczególnych miotów z jej przydomkiem- i zobaczą jak bardzo starała się kopiować kroki tych, których wcześniej wyszydzała. Dziś (ok, po wystawie w Głogowie) inny ”szołman”, tym razem na FB pod ”publicznym” zdjęciem zamieszczonym na swoim profilu komentuje ”kulawiznę” psa z przydomkiem Di Casa Di Nardinii w sposób sugerujący, że pies jest kaleką, bo właściciel psa -no właśnie co ? ”Nadepnął na odcisk” ”szołmenowi”? Nie wiem. Nie mam pojęcia dlaczego dziwni ludzie dziwnie się zachowują. Nie wydaje mi się natomiast, żeby takimi zagrywkami ”szołmen” zyskał przychylność bardzo liczących się w Europie zachodniej kenneli… Szkoda, uczenie się na błędach innych to bardzo przydatna umiejętność… 

Ta kampania oszczerstw, którą nakręca sfrustrowane ”towarzystwo wzajemnej adoracji” ma na celu zadziałać na emocje. To pogram ”tylko na dzisiaj” ; ma rozmyć istotę rzeczy, odwrócić uwagę od faktów ; nieudolności, chaotycznych ”działań hodowlanych”, hodowlanego ”miotania się”. Zaistniała potrzeba odwrócić uwagę od własnych wpadek, skupić się na ”konkurencji”, na hodowlach, które mają autentyczne sukcesy, które na wystawach pokazują kolejne (udane) pokolenia psów wyhodowanych przez siebie, z WŁASNYM PRZYDOMKIEM, a nie psy, które kupili od innych, zazwyczaj zagranicznych hodowców… Proszę sprawdzić kto ”lajkuje” posty ”anonimów”, kto ”firmuje” swoim ”lubieniem” ich treść… Nie ma się czym pochwalić, więc trzeba ”obrobić cztery litery” tym, którzy mogą poszczycić się dorobkiem świadczącym o słuszności ich hodowlanych decyzji, bo to taka głupia sprawa – utknąć w gównie i jak tu wyjść z niego żeby się: a) bardziej nie umazać b) żeby się postronni ze smrodu nie śmieli… Najlepiej wmówić coś komuś i potem go z tego ”rozliczać”. A przecież naprawdę wystarczy tylko zobaczyć kto wciska ”lajki” -szczególnie którzy ‚hodowcy’ i którzy ”dysponenci reproduktorów”- z jakich wypowiedzi albo ”sukcesów” zasłynęli i najważniejsze sprawdzić co udało im się wyhodować, jak wyglądają ich ”dogo”. Ten ból czterech liter, który dziś odczuwają co poniektórzy, ten męczący żylak, na który nie umieją znaleźć lekarstwa ma dwa źródła ; artykuł zamieszczony przeze mnie na blogu 24 stycznia https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2014/01/23/przelomowy-rok-2014-przegrana-walka-z-wiatrakiami-dogo-brzydkie-jak-sraczka-w-sniegu/ i to pytanie

grafika

26.01 jm. głogów 1

pod którym wywiązała się momentami naprawdę fascynująca wymiana zdań…

Choć może należałoby sięgnąć głębiej i powiedzieć wprost, że od serduszkowych komentarzy na FB nie zostaje się hodowcą…

Jako ciekawostkę dodam, że aby komentować teksty bloga wystarczy się zarejestrować 🙂 Na stornie www.facebook.com/zuzpasjaodogoargentino wygląda to odrobinkę inaczej, bo jest to strona EDUKACYJNA, a chwilowo jeszcze trolle, które ostatnio zaczęły szkalować konkretne osoby i w tym celu powołały nawet specjalny profil, muszą pozostać oficjalnie ”anonimowe”… Dlatego zachęcamy do dyskusji, takiego klasycznego czatu na fejsbukowej grupie Dogo Argentino Polska (Poland)

Na koniec wszystkim oburzonym banowaniem na stronie zu z pasją czy fejsbukowej grupie, trollom dedykuję wywiad z Tomkiem Tomczykiem 🙂 http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,14231599,Kominek_o_hejterach__Najwieksza_bakteria_internetu_.html a szczególnie zawierający esencję fragment z tego wywiadu :

”Dlaczego jest tyle hejtu w sieci, skąd to się bierze?

W największym stopniu z poczucia anonimowości. Hejter nie bierze żadnej odpowiedzialności za swoje słowa, czuje się bezkarny. Gdyby nie było Kodeksu karnego, to ludzie by się okradali i zabijali. Nie liczmy na to, że jesteśmy dobrzy z natury. Ludzi trzeba trzymać na krótkiej smyczy, po to wymyślono prawo.

Nie ma sensu zastanawiać się, jaki jest sposób myślenia hejtera, ani tym bardziej myśleć, jak do niego dotrzeć. To tak, jakbyś chciał swojemu psu wytłumaczyć sens życia. Hejter pewnych rzeczy nie skuma, trzeba go po prostu ubić, jak bakterię.”

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu oraz zdjęć bez zgody autora jest zabronione.

STAŁY(TROLL)FRAGMENT GRY W ŚWIECIE ”HODOWCÓW” I ”MIŁOŚNIKÓW” RASY DOG ARGENTYŃSKI (EDIT 2015: PET Z NIEBIESKĄ CĘTKĄ NA TĘCZÓWCE POKAZYWANY JEST NA WYSTAWACH ZWIĄZKU KYNOLOGICZNEGO W POLSCE)

 do tekstu

Dostałam dziś od osoby będącej członkiem fejsbukowej grupy Dogo Argentino Polska (Poland) prywatną wiadomość ze screen’em. Ten ktoś oburzał się, że na ”konkurencyjnym” profilu pojawił się, pod postem ”anonimowego” właściciela tegoż profilu, wpis, w którym jedna . pisze, że jestem jak ksiądz… Właściwie to poczułam się urzeczona troską i zobligowana do ”reakcji” (Przy okazji: cieszy mnie, że coraz więcej z państwa NAPRAWDĘ CZYTA DOGO-NET). Ok, reaguję: mam nadzieję, że ta suka ”Frutilla Nido De Condores” tzn suka tej z nickiem ”Frutilla Nido De Condores”, skorzysta z akcji BAER dla Dogo Argentino. W końcu, z myślą o psach z tym przydomkiem powstała owa akcja. Jeżeli suka już skorzystała, to mam nadzieję, że słyszy dobrze i ta z nickiem ”Frutilla Nido De Condores” pamięta, że to moje kontakty załatwiły min. jej suce badanie słuchu za 5 dyszek, bo nikomu poza mną nie chciało się wykonać kilku telefonów -to uściślam dla tych wszystkich, którzy zarzucają mi ”autokreację” i ”przerost ego”, Pewnie łatwiej trollować i kreować szitsztormy niż wziąć się za coś pożytecznego, ale ludzie: jest granica po przekroczeniu której… No, jeśli sami tego nie ogarniacie, to nikt wam nie pomoże. A MOŻE TAMTA SUKA, W DRODZE WYJĄTKU, MIAŁA WYKONANY BAER TEST, ZANIM ZOSTAŁA SPRZEDANA? PAMIĘTAMY WSZYSCY TEN http://www.pupileo.pl/showthread.php?t=24509&page=7 WĄTEK, A JUŻ SZCZEGÓLNIE PAMIĘTAMY TEN POST:

1466181_545926165494046_1778253846_n

Odnośnie ”pana ”psia krew” vel Takangor (takiego nicku używał na Dogomania Forum i Pupileo [dawne Forum Molosy]), właściciela psa Bocanegra Nido de Condres, mogę powiedzieć tylko tyle, że chciałabym zobaczyć jak w sierpniu w Białymstoku wprowadza na ring swojego peta z niebieską cętką na tęczowce, tak jak już zrobił to jakiś czas temu na innej wystawie… Obawiam się jednak, że próżne me nadzieje, bo tym razem sędzia będzie wybitnym specjalistą od dogo. Pan Massimo Inzoli, bo to o nim mowa, jest nie tylko sędzią, ale i znanym hodowcą DA (przydomek ”de Angel o Demonio”) i założycielem DACI, czyli Dogo Argentino Club Italia, a na samej wystawie z pewnością będzie więcej niż jeden Dog Argentyński. A, i gdyby np. powstała teoria, w którą ktoś chciałby uwierzyć, że to np. ”wypadek” i co do tęczówki Bocanegra Nido de Condres, to ”się mu tak teraz dopiero zrobiło”, to proszę:

Edit 2015: podczas XXIII Międzynarodowej Wystawy Psów Rasowych CACIB Łódź 2015 (Judge Sergio Pizzorno (UY) ) w kl. otwartej, ”Takangor” pokazał swojego Bocanegra Nido de Condres. Pamiętajmy: we wzorcu Dogo Argentino oczy różnobarwne uznane są za wadę dyskwalifikującą:

Cóż… ”się zrobiły” szczeniaki, musiał je ‚zalegalizować’ w Związku Kynologicznym w Polsce, więc ciągał peta po wystawach. No comment. Foty z wątku ”Miot ”B” w Nido de Condores”, na Pupileo, kiedy to ”pupi” było jeszcze Forum Molosy. Wszyscy wiedzą, wszyscy udają, że jest ”spoko i cool”… 

Dawno, dawno temu

Kiedy zaczynałam kompletować materiały do bloga, planowałam zacząć od tekstów opartych o ”archiwum Forum Molosy” (dziś Pupileo) i Dogomania Forum, ukazujących nieuczciwość, czasem prostactwo -szczególnie interesujące w przypadku przebrzmiałych dziś gwiazd dawnego Forum Molosy oraz tych, które się na owym forum wykluły… Inni dogo pasjonaci, w tym hodowcy odradzali mi ten ”kierunek”, zwracając uwagę, że właściwszym będzie skupić się w blogu na ”edukacji” dotyczącej psiej anatomii, rozumienia wzorca etc. -ok, grunt to mieć pozytywne nastawienie…

Nie wszyscy zdają sobie sprawę, że kynologia jaką dziś znamy narodziła się na Wyspach Brytyjskich, a -wszędzie i od zawsze- samo zagadnienie rozmnażania zwierząt ”w czystości rasy”, było zajęciem tzw wyższych sfer: ludzi, mówiąc banalnie ”bogatych”, posiadaczy majątków ziemskich, osób autentycznie wykształconych, o wysokim poziomie kultury osobistej, oczytanych i ciekawych świata. Dziś, kiedy mięso potrzebne do wykarmienia gromady psów przestało być towarem ”ekskluzywnym”, byle cieć, nie mający w zwyczaju myć rąk po wyjściu z ”toalety”, może ”brać się za hodowlę” min rasowych psów. A inny cieć, który być może nawet -jakimś cudem- dorobił się tytułu ”magistra”, a może tylko ”ma gadane”, może mieć się za znawcę w absolutnie każdej dziedzinie – w końcu wszyscy jesteśmy wolnymi ludźmi.

Ja bazując na tej ”wolności nas wszystkich” zawsze wychodzę z założenia, że każdy ma prawo do własnego zdania czy opinii, jednak za wartościowe uważam tylko te opinie, które oparte są o znacznie więcej niż tylko samo prawo do ich wyrażania.

Wytyczne 

Moja chęć poznania rasy, zgłębiania tematu ”Dogo Argentino”, wynikała z faktu, że był czas, kiedy przygotowywałam się do przyjęcia na siebie odpowiedzialności w postaci dogo i było dla mnie oczywiste, że muszę solidnie odrobić pracę domową i naprawdę dobrze się przygotować, jeśli chcę białego. A jeszcze w maju 2011 roku w całym polskojęzycznym internecie nie można było znaleźć podstawowych informacji na temat typowych dla tej rasy zdrowotnych problemów -włączając w to, to zawłaszczone szczególnie przez jedną panią z dużym ciśnieniem na bycie autorytetem i hodowanie, ”Forum Molosy”. Nic o tym czy i jak Polacy rozmnażający Dogi Argentyńskie pod szyldem ”Związek Kynologiczny w Polsce”, starają się (czy w ogóle?) niwelować wielki zdrowotny problem tej rasy, czyli jednostronną głuchotę. Tyle było na tym forum postów… A nic o tym, czy ludzie tam prezentujący swoje hodowle wykonują BAER  szczeniętom, nim przekażą je nowym właścicielom ani o tym, czy osobniki dorosłe, używane do rozrodu obustronnie słyszą… Niestety, praktycznie równocześnie, właśnie w tamtym okresie, hodowla SanAgnes, którą wyszukałam sobie, po dłuuugo trwającym ”przeszperze” w internecie i wybrałam jako tę, z której psa (nawet peta) bym chciała, z uwagi na fakt, że Dogi Argentyńskie z tym polskim przydomkiem odznaczały się wyjątkowo wspaniałym wyrazem, nie do znalezienia nigdzie indziej w Polsce (Sorry, w tamtym czasie moim drugim wyborem była hodowla White Hunter, dogo z obu tych hodowli miałam przyjemność widzieć live na wystawach), zawiesiła swoją działalność. A niedługo potem mój tryb życia uległ znacznej zmianie i na tę chwilę częste wyjazdy wykluczają sens -z mojego punktu widzenia- wprowadzania do mojego życia odpowiedzialności w postaci Dogo Argentino. Jednak uwieńczeniem moich poszukiwań odpowiedzi na pytania, które u gwiazd FM spowodowały rzyganie jadem i  tzw pękniecie żyłek był tekst, który pierwszy raz opublikowałam na FM, we wrześniu 2011 roku:

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2013/07/05/dlaczego-pigment-jest-taki-wazny-dla-dogo-argentino-podsumowanie/: 

Teksty ukazujące się na blogu w późniejszym czasie sprawiły, podobnie jak wcześniej te zamieszczane przeze mnie na forach, że tzw hodowcom co rusz ”pękały żyłki” i zgodnie z przewidywaniem, opartym o rytm/”styl” w jakim dotąd pojawiały się -na internetowych forach- trolle szkalujące mnie i hodowców oraz posiadaczy DA, których podziwiam i szanuję, nieudacznicy kolejny raz ruszyli do ”ataku”. Muszę przyznać, że uważam, że zrobili wielką przysługę środowisku hodowców, posiadaczy i generalnie miłośnikom rasy Dogo Argentino, bo przyszli posiadacze dogo będą teraz uważniej śledzić internet i większym namysłem podejmować decyzję komu zaufać. Nawet jeśli tylko kilkoro z Państwa uniknie kontaktów z patologią polskiej kynologii, będę to poczytywać za sukces. 

Drodzy Państwo 🙂 czytajcie działy poświęcone rasie Dog Argentyński na forach ”Pupileo” (kiedyś ”Forum Molosy”) i ”Dogomania Forum”, zwracajcie uwagę na tzw nicki, czytajcie uważnie co kto pisze , jak to pisze (forma wyrażania ”myśli” drogą pisemną mówi wiele o człowieku), patrzcie na ”chemię” pomiędzy użytkownikami, ”kto od kogo ma psa” i czytajcie ze zrozumieniem, zwłaszcza to, co aktualnie dzieje się na FB.  

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu oraz grafik bez zgody autora jest zabronione.

www.facebook.com/zuzpasjaodogoargentino