Archiwa miesięczne: Luty 2014

”POJEBY”,”WARIACI” i… -DARUJĘ SOBIE INNE OKREŚLENIA, KTÓRYMI EKO OSZOŁOMY LINCZUJĄ POSIADACZY DOGO ARGENTINO. ”OBROŃCY PRAW ZWIERZĄT” DOPUSZCZAJĄ SIĘ WZGLĘDEM NICH NAWET GRÓŹB KARALNYCH

1795995_721211007909526_99637653_o

zdjęcie:

https://www.facebook.com/photo.php?fbid=721211007909526&set=p.721211007909526&type=1&theater

(Zdjęcia psiaków są własnością Oli i Kamila -Insane White Love)

W poniedziałek miał miejsce wypadek; zwykły spacer nagle zamienił się dramatyczną walkę o życie psa. Właściciele psa informują o tym społeczność fejsbukowej grupy ”Dogo Argentino Polska (Poland)”, zamieszczając drastyczne zdjęcie

Zdjęcie nagłówkiem: ”Tym razem śmierdziel był silniejszy..Trzymajcie za Nas kciuki!! Za dwie godziny będzie wszystko wiadomo.” – nagłówek sugeruje niby żartobliwy ton (o tego ”śmierdziela” chyba głównie poszło oszołomom), ale to pozory. W tym momencie Kamil i Ola bardzo liczą na trzymanie kciuków przez przyjaciół i znajomych, bo jest naprawdę źle…

Najaktywniejsza część członków DAP(P) zna i ich, i psa. Znamy się z wystaw, wspólnych spacerów z psami i wielu godzin telefonicznych rozmów (Wam na stronie www.facebook.com/zuzpasjaodogoargentino pokazywałam ‚fotostory’ ”psie przedszkole” -to ‚fotostory’, jak i wiele innych znajdziecie na http://www.piesiole.pl ). Dlatego tak bardzo zszokowało nas wszystkich to, co nastąpiło potem, ”na zewnątrz”.

Przez cały dzień właściciele psa na bieżąco informowali znajomych z DAP(P) o jego stanie. Przede wszystkim o tym, że JAKIMŚ CUDEM udało im się na czas dotrzeć do lecznicy, że lekarz (ściągnięty przez nich telefonicznie) podczas bardzo poważnej operacji pozszywał porozrywane naczynia krwionośne i że pies ma ogromne szanse na przeżycie. Zamieszczali zdjęcia z poszczególnych etapów szycia Buco, uspokajając tym nie tyle nas -z daleka, przez ekrany telefonów i komputerów obserwujących sytuację- co samych siebie. Jedyne co my mogliśmy robić, to dopingować ich i przesyłać im tony pozytywnej energii. A w miarę jak stawało się jasne, że zagrożenie życia Buco mija, Ola i Kamil pozwalali sobie na pierwsze, rozładowujące napięcie żarty. W końcu żartowaliśmy wszyscy, bo to był bardzo ciężki dzień, w którym stres udzielił się nam wszystkim i chyba chodziło o to poczucie, że ”teraz już możemy przestać się spinać”. Wielu posiadaczy dogo, patrząc na zdjęcia Buco, myślało o tym, jak niewiele potrzeba, aby spacer zmienił się ‚teksańską masakrę’ -dzików na terenach podmiejskich jest coraz więcej, a prawda jest taka, że sporo właścicieli argentynów temat ”Byliśmy na spacerze i z lasu wyskoczył na nas dzik”, wciąż traktuje bardzo niepoważnie, z niedowierzaniem. Dzieje się tak najprawdopodobniej dlatego, że wszyscy ci, którzy tak go traktują, MIELI DOTĄD SZCZĘŚCIE spotykać na swojej drodze młodziutkie i małe sztuki. W poniedziałek w okolice, w których Ola i Kamil oglądali dom/y, zaplątał się dorosły, ponad 150kilogramowy osobnik…

To fotograficzne story, które właściciele Buco wciąż na grupie DAP(P) uzupełniają, dało do myślenia wszystkim. Kamil wyszedł z założenia, że jego -poprawka: ich wspólne doświadczenie, powinno być nauką dla innych, nie tylko dla posiadaczy dogo, ale przede wszystkim osób, które rozważają wzięcie na siebie odpowiedzialności w postaci Dogo Argentino. Pokazanie tego wszystkiego pozwoliło uzmysłowić ludziom w dogo nie do końca ‚wtajemniczonym’, jakie sytuacje mogą stać się ich udziałem. To bardzo istotne, bo w przypadku Buco nie chodziło tylko o ”instynkt łowiecki”; on bronił swojej ludzko-psiej rodziny i robił to z pełnym poświęceniem: dzik zwiał.

W poniedziałkowy wieczór poprosiłam właścicieli psa o ”wrzutkę” na edukacyjną stronę www.facebook.com/zuzpasjaodogoargentino. Poprosiłam ich, aby ku przestrodze zamieścili fotograficzny zapis spaceru do chwili, w której spotkali ”śmierdziela”, ponieważ sytuacja, w której się znaleźli może nie być wyjątkiem i wszyscy pasjonaci dogo muszą być tego świadomi. Komentarz Kamila nie pozostawia złudzeń000

I NORMALNIE, W NORMALNYCH OKOLICZNOŚCIACH W TYM MIEJSCU BYŚMY SKOŃCZYLI. Może za jakiś czas po prostu opisałabym wam, jak Buco wraca do zdrowia (Może nawet pokusiłabym się o kosztorys -tak, niefajnie jest mówić o pieniądzach, ale powrót do zdrowia psa także kosztuje…). ALE ŻYJEMY W PRZYKREJ RZECZYWISTOŚCI, KTÓRA Z NORMALNOŚCIĄ MA NIEWIELE WSPÓLNEGO …

ROZDZIAŁ DRUGI

Zderzenie z rzeczywistością, czyli ”obrońcy praw zwierząt”…

Specjaliści w danej dziedzinie mają to do siebie, że wychodzą z założenia -często niestety błędnego- że odbiorcy treści ich przekazu, mają choć minimalne pojęcie o tym, czym specjalista się zajmuje…

Rzeczywistość zmusza Kamila do ”wyjaśnień”, które dla uściślenia rzeczy oczywistych zamieszcza na grupie DAP(P):

k 01

k 02

k 03

k 04

”Obrońcy praw zwierząt” & groźby karalne:

01

03

04

05

06

07

08

Przy tych pierwszych siedmiu screenach pozostałe wydają się być ‚dziecinną igraszką”. Ale jest interesujące jak na te powyższe dowody, zareagowała społeczność zamkniętej grupy ”ADWOKACI ZWIERZĄT”, w której udzielają się jeden z panów ze screenów powyżej (Od numeru 18. screeny z grupy ADWOKACI ZWIERZĄT). Ciekawostką jest, że na swoim profilu pani, której nie przeszkadzał styl ‚konwersacji’ przywołanej powyżej, poważa się o uwagi na temat komentarzy na DAP(P) – hipokryzja level hard

p 01

p 02

p 03

p 04

p 05

p 33

p 34

p 06

p 07

p 07'

p 08

p 09

p 09'

p 09''

p 10

p 11

p 12

p 14

p 17

Zdjęcie trafiło do zamkniętej grupy ”ADWOKACI ZWIERZĄT” i tam także zaczęło robić zawrotną karierę:

p 40

p 41

p 42

p 44

p 43

p 44

p 45

p 46

Jak grupa zareagowała na tłumaczenie Kamila?:

p 47

70

71

Czy przejęli się tym?:

72

73

74

75

80

-nie, ”poziom rozmowy;” przestał odpowiadać i klasycznie zaczęło się o LEGALNIE KOPIOWANYCH uszach:

80

81

84

85

86

Czy ktoś przeprosił Olę i Kamila za wszystkie te, mówiąc bardzo delikatnie ”epitety”? Tak, do kilku normalnych osób dotarły FAKTY. Kilkoro ze zmanipulowanych miłośników zwierząt zrozumiało, że zostało wprowadzonych w błąd, że zdjęcie, które udostępnili nie przedstawia konającego psa, nad którym znęcał się nienormalny właściciel, ale psa, który bronił swojego ludzko-psiego stada w momencie PRZYPADKOWEGO spotkania z odyńcem. Niestety w chwili, w której zamieszczam ten tekst na blogu, NIKT Z OBRZUCAJĄCYCH ICH BŁOTEM OSZCZERSTW I WYZWISKAMI NIE PRZEPROSIŁ ICH, ani publicznie -tak nakazywałby charakter, którego widać ci ludzie nie mają- ani nawet w prywatnej wiadomości…

Na profilach tych osób i organizacji fejsbukowe życie kwitnie. Od chwili, w której okrzyknęli dwoje normalnych ludzi (oraz ich znajomych) zwyrodnialcami, zdążyli udostępnić już naście, może dziesiąt kolejnych zdjęć ”zwierząt w potrzebie”. Zdjęcie Buco i krzywdzące komentarze pod nim wciąż wiszą na ich ‚łolach’, ale oni w większości zapomnieli już, że dzień czy dwa wcześniej niezdrowo podniecali się wypadkiem, odpowiednio sensacyjnie przedstawiając sytuację, o której w istocie nie mają pojęcia i nawet nie udają, że chcą to zmienić… Zapomnieli, ale swoje zrobili… Oczywiście są też panowie i panie wyjątkowo perfidnie nieumiejący przyznać się, że dorobili ideologię do zdjęcia… Jedna z organizacji (przecież tych, którzy ”wiedzą lepiej” jest znacznie więcej niż wam tu przedstawiłam) uśmierciła już nawet psa Kamila i Oli, a „”ADWOKACI ZWIERZĄT” nie bardzo wiedząc, jak odnieść się do merytorycznych uwag Kamila i moich zajęli się …”uszami” -w każdym razie ”uszy” prowadziły w chwili, w której rezygnowałam z możliwości zabierania głosu w tym zacnym(?) towarzystwie.

Sprawą naruszenia i ciągłego NARUSZANIA dóbr osobistych Oli i Kamila zajmie się profesjonalista.

Zachęcam do podglądania jak Buco dochodzi do zdrowia na grupie DAP(P) 🙂 Dziś (w czwartek) był na kontroli i wszystko wskazuje na to, że już za tydzień szwy zostaną zdjęte 🙂

Nie wiem dlaczego aż tyle osób ma taką dziwaczną manię; zgnoić kogoś, oczernić, opluć oszczerstwami i to wszystko niby w ”dobrej wierze”. Nie wiem dlaczego tak się dzieje, tym bardziej, że CO STAŁO SIĘ W PONIEDZIAŁEK, WIADOMO OD SAMEGO POCZĄTKU. I TO BARDZO DOKŁADNIE. Nie wiem też dlaczego ludzie tak straszenie -bo ”strasznie” to najwłaściwsze słowo- przywiązują się do swoich wyobrażeń i upierają się na niemających nic wspólnego z prawdą wersjach, które kolejne osoby modyfikują, coraz bardziej je ubarwiając. Bezsilność, którą odczuwali wszyscy usiłujący sprowadzić oszołomów z powrotem na planetę Ziemia jest porażającym uczuciem, ale mam nadzieję, że czytelnicy bloga mają nawyk WERYFIKOWANIA tego, co czytają, tego, o czym słyszą, że zadają sobie pytanie w rodzaju ”Co FAKTYCZNIE wynika z tego zdjęcia?” i że posiadają zdolność samodzielnego myślenia 🙂 Moi drodzy bycie Prometeuszem wciąż dużo kosztuje, życzę nam wszystkim, żeby z tej ”przygody”, jak najwięcej osób wyciągnęło wnioski (z każdego jej aspektu).

Kamil i Ola pokazali, że w tak trudnej sytuacji, kiedy z psa dosłownie krew się leje, jedyne co może nas uratować to NASZA ZIMNA KREW. Trzeba być przygotowanym; umieć i być w stanie udzielić psu pierwszej pomocy, uspokoić go, mieć ‚swojego’ weterynarza i sprawdzoną lecznicę -nie ma czasu na ‚eksperymenty’ oraz, że TO WŁAŚNIE CZAS decyduje o … wszystkim. Jest mi bardzo przykro, że wielu, podobno kochających zwierzęta ludzi, zupełnie tej lekcji nie zrozumiało, ale cieszę się, że was drodzy czytelnicy wśród tych ignorantów nie znajdę. Jednym z celów, dla których grupa ”Dogo Argentino Polska (Poland);; na fejsbuku powstała, było dzielenie się wiedzą i doświadczeniami. Lekcja, którą dostaliśmy w poniedziałek była lekcją, można powiedzieć ”ściśle stargetowaną”, ale może także fani yorków i labów coś z niej dla siebie wyniosą…

Lekcja, która wynieśliśmy z nagonki na Kamila, Olę i praktycznie rzecz biorąc, całe środowisko DA jest… Po prostu bolesna. Z drugiej strony codziennie się czegoś uczymy.

Edit: luty 2017 r.

Parę razy podkreślałam, że kiedyś byłam wielką fanką ciętych uszu i -co także przyznawałam- nie myślałam o tym, jak to jest z tymi uszami naprawdę… Praktycznie nie obchodziło mnie jakie ”czary” i kto ”odprawia” nad uszami znanych mi z wystaw i internetu Dogów Argentyńskich i Kanaryjskich, które rodzą się w Polsce. Serio, miałam to gdzieś, bo mój ”egoizm patrzenia na ładne psy” był zaspokojony i inne wątki z uszami związane, były mi obojętne. Byłam jak inni ‚ uszni ignoranci’ (takie ‚słowotwórstwo’ najlepiej oddaje istotę rzeczy), skupiałam się na ”wyrazie” głowy z uszami ciętymi i gdzieś miałam psi ”koszt” kopiowania uszu. Jak w grudniu 2015 r. napisałam w baaaaarodzo długim tekście https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2015/11/17/winter-is-comming-rozmnazacze-nieprzebadanych-psow-koniec-tabu-kopiowania-obcinania-psom-uszu/, w ciemno ”kupowałam” teksty ”znajomych” o ”legalnym kopiowaniu”, bez sprawdzenia polskiego stanu prawnego, bo to było wygodne. Jednak dowiadując się, jak powszechnym zjawiskiem jest dziś dysplazja w ulubionych przez mnie rasach (zaczęło się od dysplazji w Dogo Canario/Presa Canario), uzmysłowiłam sobie, że nie można mówić o tym problemie, ignorując przy tym kwestię okaleczania uszu psów typu presa, bo hodowlana rzeczywistość pokazała/obnażyła, że warto ryzykować życiem psów, by obciąć im uszy, ale nie warto ich prześwietlać, by uratować je od kalectwa. Z mojego punktu widzenia to, że poznałam los ”paru” cierpiących z powodu dysplazji stawów psów typu presa, z ”renomowanych” hodowli ZKwP (znanych mi i nieznanych osób zajmujących się rozmnażaniem tych psów), jest o tyle dobre, że dzięki temu poznałam prawdziwą twarz, wcześniej ”znanych” mi tzw hodowców. Kiedy dotarła do mnie skala zjawiska dysplazji, zbulwersowało mnie, że tyle wysiłku (i ”kombinowania”) wkładają tzw hodowcy w to, żeby psy ”kozacko wyglądały”, a nie przejmują się ich (ewentualnym) fizycznym kalectwem.

Uważam, że swego rodzaju ewolucja, która nastąpiła w moim podejściu do okaleczania uszu u presy, biorąca się z ”odpuszczenia sobie słuchania mądrość hodowców”, dobrze obrazuje ewolucję, którą przechodzą niektórzy właściciele tych psów, gdy odkrywają, że ich ulubieńcy (okaleczeni i ”kozacko wyglądający” lub nie) są psami kalekimi z powodu dysplazji. Jestem zdania, że byłoby nieuczciwością w stosunku do Was, moich czytelników ”cenzurowanie” tekstów sprzed ”przebudzenia”.

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu oraz grafik bez zgody autora jest zabronione. 

Reklamy

”SPROWADZANIE”, ”PRZYCIERANIE NOSA”, TYSIĄCE EURO I CZARY MARY ”Z ZAGRANICZNEJ HODOWLI” VS KILKA NAPRAWDĘ ZNACZĄCYCH DLA DOGO ARGENTINO W POLSCE IMPORTÓW -PORADNIK DLA KUPUJĄCEGO PSA RASOWEGO

success kid little boy fist on beach

Dzisiejszy wpis to kolejna część ”cyklu” ”Dogo Argentino/ Dogi Argentyńskie/ szczeniaki/ sprzedam/ kupię”, w którym staram się odpowiadać na pytania, które podsyłają mi państwo w prywatnych wiadomościach (FB, DGM, GMAIL). Ten tekst to równocześnie CZĘŚĆ ”PORADNIKA DLA KUPUJĄCYCH PSA RASOWEGO” – nie tylko DA, ale generalnie rasowego psa. Zaczniemy od tematu, który zajmuje wielu z Państwa; od ”importowania” psów z zagranicznych hodowli.

Z treści privów wnioskuję, że pytacie o kennele z poza Polski z dwóch powodów.

Powód pierwszy: ROZCZAROWANIE

Widzieliście niektóre polskie psy i się wam one nie podobały. Zniesmaczają was swoim postępowaniem hodoFcy, a część z was ma poczucie, że ”Wszyscy są tacy sami, czyli nic nie warci” i ”każdy coś kombinuje”. Ok, macie prawo tak myśleć. Ale gdybyście widzieli INNE psy, INNE DOGO, Z INNYCH HODOWLI, wiedzielibyście, że nie wszystko co mają do zaoferowania polskie przydomki, to rozczarowujące was białe wypłosze. Gdybyście naprawdę poszukali, znaleźlibyście zachwycające psy i mielibyście okazję poznać uczciwych hodoWców, nie krętaczy. To oczywiste, że nie chcecie się sparzyć, ale nie popadajcie w przesadę, wrzucając wszystkich do jednego worka! Jeżeli wydaje się wam, że na naciągaczy wpaść możecie tylko w Polsce, to gruuubo się mylicie. Wrócę do tego jeszcze nie raz, ale już teraz powiem wam, że najpewniejszą metodą na to, aby nie dać się oszukać jest ROZMAWIAĆ Z POSIADACZAMI DOGO; PYTAĆ ICH JAK UKŁADAJĄ SIĘ ICH KONTAKTY Z HODOWCAMI, JAK WYGLĄDAŁY ONE PRZED ZAKUPEM PSA I JAK WYGLĄDAJĄ TERAZ. PAMIĘTAJCIE: NIE OBIETNICE SIĘ LICZĄ, A FAKTY.

Druga grupa rozczarowanych to wy; wyrolowani przez polskich hodoFców, od których macie swoje pierwsze dogo. Argentyny, które albo ”słabo słyszą”, albo mają inne zdrowotne problemy. Albo najzwyczajniej w świecie zabuliliście za ”urodzonego championa po wybitnych rodzicach”, a psiak wyrósł na przeurocze, bardzo kochane peciszcze. Empirycznie przekonaliście się jakie skutki niesie za sobą naiwna wiara w każdy kit serwowany przez kogoś z ogromnym tupetem. O nic nie pytaliście, ślepo wierzyliście, śmialiście się z ”awantur” na forach… Cóż, prawdę mówiąc sami jesteście sobie winni; skoro łykaliście kit, grzechem byłoby wam go nie sprzedać 🙂 Taki lajf.

Trzecia część rozczarowanych to ci bardziej UPRZEDZENI rozczarowaniem znajomych. Wy dowiedzieliście się od znajomych psiarzy o zagrywkach pani Ikśińskiej albo pana Ygrekowskiego i jesteście porażeni tym, co ludzie (tzw ”hodowcy”) potrafią nagrać na poczcie głosowej innym ludziom albo ile można wyciągnąć za psa, który nie ma nawet najbardziej podstawowego z badań, a sprzedawany jest jako pies ”z potencjałem”… Tu faktycznie muszę przyznać, sama byłam zaskoczona i tymi ”dwudziestoma pięcioma centymetrami” (ale, żeby facet facetowi coś takiego nagrywał?!), i poziomem ignorancji nabywców dających się robić w balona…

Powód drugi: ASPIRACJE – i to jest temat, którym zajmiemy się w tej części ”PORADNIKA DLA KUPUJĄCYCH RASOWEGO PSA”.

Niektórzy z was mają aspiracje hodować, ”coś wnieść do rasy”, sprowadzić ”nową krew” – zacnie, naprawdę bardzo ładnie. Chcecie psy z zagranicy, bo -słusznie- postanowiliście przeczesać dogo-net i znaleźliście ciekawe hodowle, albo też hodowle, o których wy myślicie, że są ciekawe. (Zagraniczne hodowle Dogów Argentyńskich bardzo kręcą pretensjonalnych pasjonatów rasy, którym wydaje się, że ”jednym importem przytrą nosa wszystkim ważniakom”.)

Pobieżnie o ”importach”

Zacznę od tego, że NIE CHODZI O TO, ABY KOGOKOLWIEK ZNIECHĘCIĆ DO KUPOWANIA DOGO ZA GRANICĄ, DO SPROWADZANIA DO POLSKI ”ŚWIEŻEJ KRWI” itp. itd. Rzecz w tym, że zazwyczaj pytanie, a właściwie zagajanie o te inne, zagraniczne hodowle, w większości daleeekooooo na wschód (czasem nawet północny) od Włoch, Francji, Węgier (Bałkany to też jest ciekawy rejon) oraz Hiszpanii (która od niedawna ma fajne dogo), o Argentynie nie wspominając, pytacie o hodowle z krajów dla tej rasy tak samo egzotycznych jak Polska. Sprowadza się to wasze pytanie do tego, że podrzucacie przydomki, zagajając w stylu: ”A może warto od nich coś wziąć?” Drodzy państwo, teoretycznie, jasne że warto 🙂 Tylko, że wam się wydaje, że zlepek wyrazów ”może”, ”warto” i ”coś” oznacza, że macie ”POMYSŁ” i że jak zapłacicie –zazwyczaj przynajmniej dwa razy tyle ile płacilibyście za psa z polskiej hodowli (i to będę bardzo mocno podkreślać)- to dostaniecie nie wiadomo co, że przywieziecie sobie albo ktoś wam wyśle cargo, ”super szczeniaka”, a to tak nie działa.

Zwykły ”statystyczny Kowalski” nie ma szansy na zakup wartościowego psa ze znanej, powszechnie szanowanej, zagranicznej hodowli, z bardzo prestiżowym przydomkiem, niezależnie od tego ile zapłaci (Szczególnie, kiedy ten Kowalski ma już dogo, które jest bardzo ”takie sobie” -to zawsze negatywnie rzutuje na takiego potencjalnego nabywcę, bo od razu widać, że ”skoro raz dał zrobić się w balona, to nie jest wart, żeby dać mu coś naprawdę dobrego, bo i tak nie zauważy różnicy”. Sorry, brutalnie i nieprzyjemnie to brzmi, ale tak jest, tak postrzegają tę kwestię profesjonaliści. Świat hodowców rasowych psów przypomina ekskluzywny klub, do którego wstęp mają tylko nieliczni i jakkolwiek zabawnie może się to wydawać komuś, kto słyszy/czyta o tym pierwszy raz, to w istocie wygląda to tak, że nawet tzw hodowca często nie ma możliwości dobić się do słynnej z osiągnięć –wyhodowanych, wybitnych psów– zagranicznej np. włoskiej hodowli, o ile nie poleci go ktoś, kogo ten oblegany hodowca sam -jako hodowcę dogo- szanuje. Nie ma mowy o tym, żeby jakiemuś ”pierwszemu lepszemu Kowalskiemu z ulicy” sprzedać naprawdę dobrego psa.

Prawdziwi hodowcy, ci którzy wysoko stawiają poprzeczkę i ”nie pykają” tych ”całych miotów wystawowych”, u których na 8 szczeniąt 2-3 są coś warte, a reszta to pety (takich ludzi stać na ostrą selekcję), psy z potencjałem -tak samo, jak każdy mądry hodowca- zostawiają do swojej dyspozycji; nie tracą ich z oczu, zostawiają je w swoich kennelach, przekazują zaufanym ludziom na umowy typu ”współwłasność, ”warunek hodowlany”, a kiedy decydują się je sprzedać żądają tysięcy euro. (A i tak niechętnie te wyjątkowe psy zbywają.)

Dobre psy ma się szansę ”wyrwać”, jeżeli hodowcy się to opłaca = jeżeli widzi w tym sens/cel → współpracę z kimś twardo stąpającym po ziemi (kimś merytorycznie przygotowanym) i autentyczną reklamę. Dlatego ”no name” nie ma szans na dobrego psa, niezależnie od tego, co hodowcy będzie obiecywał/nawijał na temat tego, jakie ma ”wizje” i ”plany”, i gdzie będzie psa wystawiał. (Szczególnie, kiedy robi to przez FB, maile czy telefonicznie! Bo do hodowcy trzeba pojechać). Ktoś taki nie dostanie psa, który przeznaczony jest dla kogoś pewniejszego. Klienci hodowców, czyli nabywcy psów zbyt często ”ściemniają” albo wydaje im się, że zaliczenie dwóch krajówek i jakiejś międzynarodówki w nieistotnym dla rasy kraju, to będzie ”reklama dla hodowcy”.

Polacy, ludzie z kraju w którym na wystawach champion of champions ten -teoretycznie- najbardziej prestiżowy tytuł ”biorą” psy, które na zagranicznych, specjalistycznych wystawach, w stawce kilkudziesięciu (powyżej 70u) dogo wywołują śmiech, kraju w którym niektórzy sędziowie nie wiedzą, że psy z niebieskimi trójkątami na tęczówce to pety niepodlegające ocenie, pety które wyprasza się z ringu albo nie wyrzucają z ringu wnętrów, ludzie z kraju, w którym jako dogo sprzedaje się wszystko co białe (Ostatnio jedna hodowla dogo wyspecjalizowała się w dogo-charcikach, takich chucherkach na delikatnym szkielecie, coraz suchszych, coraz wyższych i coraz węższych -brr…), nie są brani serio przez zagranicznych hodowców (żeby było smętniej ani tych naprawdę wielkich, ani nawet tych przeciętnych czy byle jakich…). Nasi hodoWcy osiągają sukcesy, ale na Polskę wciąż patrzy się przez pryzmat poczynań hodoFców i tych smętnych ”kup na sznurkach”, które niektórzy potrafią z uporem maniaka wozić po większości ważnych wystaw… ”Statystyczni Kowalscy z ulicy”, którzy sami nawiązują kontakt, zgłaszają się do zagranicznych hodowli, jako nabywcy dogo, to dla wielu zagranicznych hodowców klienci na ”odpady hodowlane” (pety).

Polakom w większości wydaje się, że to, że ktoś każe im płacić 2-2,5 tysiąca euro za szczeniaka oznacza, że nabywają nie wiadomo jakiej klasy psa, a tak nie jest. Nabywcy z Polski często traktowani są jak jelenie, którym można sprzedać i wmówić wszystko, bo niestety wciąż jest łatwo wszystko niektórym z nas wmówić i sprzedać… Tym bardziej, że są ludzie, którzy w ciemno bulą przynajmniej dwa razy tyle, ile płaciliby w Polsce. I to dalej bulą za psa pozbawionego badań! Powtórzę: płacą dwa razy więcej za psa bez badań, choć psa bez badań można za połowę tej kasy kupić w Polsce. Oczywiście, jak ktoś lubi przepłacać, puszczać kasę, a nie kręci go hazard, to proszę bardzo, why not? Wolnoć Tomku w swoim domku.

Czasem bywa i tak, że hodowcy nie chcą sobie tworzyć konkurencji i dlatego nie wypuszczają wartościowych zwierząt za granicę. Ale zdarzają się wyjątki -jak wszędzie. Zdarza się, że ktoś nawiązuje kontakt z hodowcą, że ludzie się porozumiewają i udaje się z zagranicznej hodowli sprowadzić jakiemuś ”żuczkowi” naprawdę przyzwoitego zwierzaka, ale to są wyjątki i na tę chwilę nie znam takiego przypadku. Dodatkowo też zaznaczę, że nie są to aż ”taaakieeeee hodowle”…

Rzecz sprowadza się do tego, że ktoś, kto dokładnie wie co chce zrobić i jak ma zamiar to zrobić, nie ściąga w ciemno psa z zagranicy, tylko dlatego, że wydaje mu się, że przydomek jest atrakcyjny (albo wystarczy, że jest zagraniczny), a miot jest ”po championach” (płacąc za tego psa x 2 w stosunku do ceny, jaką płaciłby za psa polskiego), tylko po to, by po roku, kiedy ten podrośnie, zobaczyć albo nie daj Boże nie, że wybulił ciężkie pieniądze na peciszcze (Bez podstawowych wyników badań -sic!). A taki właśnie efekt w ogromnej większości ma to importowanie przypadków z przypadkowych kenneli przez ”ambitnych żuczków”.

To jest tak -z profesjonalnego, rzetelnego punktu widzenia- że jeżeli ktoś chce kupić psa i prosi o ‚porady’ przy sprowadzaniu zwierzaka importowanego, to niech od razu sobie odpuści. Jeżeli prosi o ”porady”, podrzucając przydomki na zasadzie ”może ten, a może tamten”, to znaczy, że nie ma wystarczającej wiedzy na temat tego GDZIE WARTO KUPIĆ PSA. My tu nie mówimy o sytuacji, gdy hodowcy między sobą rozmawiają o tym, że ”taka, a taka krew by się nam przydała”, tylko o ciśnienia zielonego żuczka, który stwierdza ”Oł yeah! Importuję coś! Kopary im opadną”, po czym rzuca się jak piskorz, miota trochę tu, trochę tam i w końcu: jest ”import”. Nieważne, że przypadkowy = bezużyteczny.

Kupowanie psa od zagranicznego hodowcy (jeżeli ma mieć sens), właściwie najpierw dobicie się do tego hodowcy, wymaga oparcia się o kontakty kogoś, kto nas ”zaanonsuje”, przedstawi i dosłownie poręczy za nas. Wciąż wiele osób ma problem ze zrozumieniem, że w hodowli rasowych psów ciężko jest coś osiągnąć lansując się na Zosię Samosię.

Idealną byłaby sytuacja -w Utopijnej rzeczywistości- w której na długo zanim zdecydujemy się na zakup/sprowadzenie psa, nawiązujemy kontakt’y z wybranym’i polskim’i hodowcą’ami i z nim’mi zastanawiamy się jaki import miałby sens. On’i pomaga’ją nam w wyborze psa, a my pomagamy jemu/im wnieść coś wartościowego do programów hodowlanych. Naprawdę, drodzy państwo pomyślcie odrobinkę dalej niż czubek własnego nosa. Tu nie chodzi o to, żeby komuś coś narzucać, nakazywać albo czegoś bronić, ale aby uczulić was na fakty + myślenie perspektywiczne; chcecie ”sprowadzić wyjątkowego psa”, chcecie ”zrobić coś wyjątkowego”? Macie duuużo forsy i ochotę ”zaznaczyć swój udział w hodowli”? Nic prostszego: nawiązujcie kontakty z hodoWcami. Czasem hodowcy mają pomysły, których nie realizują z bardzo prozaicznych powodów np. nie mają nikogo godnego zaufania dla kolejnego samca, a sami nie chcą w swojej hodowli kolejnego psa itp. itd. W takich sytuacjach ideałem może być ktoś, kto za tego ”dodatkowego” psa bierze odpowiedzialność na siebie, kto jest jego właścicielem, ma go u siebie, dba o niego i dodatkowo przyczynia się do wniesienia czegoś wartościowego do rozwoju polskich argentynów. Myślę, że większość z was pamięta ”Ulicę Sezamkową” i hasło ”współpraca” 🙂

Wiara w magię ”importów” i całego tego ”sprowadzania” a’la Zosia Samosia, to taka sama naiwność jak ufność w to, że hodowca da komuś, kto nabywa od niego psa ”prawo wyboru najlepszego szczeniaka z miotu” – ludzie, błagam! Jasne, jeżeli pani X albo pan Y chcą coś takiego usłyszeć, to sprzedający szczeniaki to wyłapie i powie im coś w tym stylu, ale prawda jest taka, że to zawsze hodowca wybiera najlepszego szczeniaka i wybiera go dla siebie (ewentualnie dla kogoś z kim omówił już warunki przekazania szczeniaka/psa ”wybitnego”). Jak ktoś ”daje wam wybrać najlepszego szczeniaka z miotu”, to robi was w balona.

Łatwiej jest Polakowi kupić dobrej klasy psa w Polsce niż za granicą; nie ma bariery językowej, więc wszystko można dogadać osobiście, bez zdawania się na znajomych i tłumaczy, można zrobić wywiad wśród posiadaczy psów z danym przydomkiem i dowiedzieć się, jak psy się chowają, jak układała się współpraca z hodowcą, pojechać do hodowli, poznać rodziców szczeniąt, a przede wszystkim, jeżeli wiemy jak to zrobić, w Polsce -i w całej Europie zachodniej- za te tysiące euro dostaniemy psa z autentycznym potencjałem hodowlanym, z pełnym, potwierdzonym kompletem badań, ale o tym kiedy indziej.

Macie ochotę kupować psy za granicą? Lusss. Nikt na siłę was od tego odwodził nie będzie. Po prostu zastanówcie się czy jest sens wydawać kupę forsy na -w 95% przypadków- peta. Tylko dlatego, żeby wasz pies miał zagraniczny przydomek, skoro możecie za te same pieniądze albo mniejsze (to zależy…) nabyć psa z potencjałem w polskiej hodowli…

Zastanówcie się nad powyższym.

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu oraz zdjęć bez zgody autora jest zabronione. 

STAŁY(TROLL)FRAGMENT GRY W ŚWIECIE ”HODOWCÓW” I ”MIŁOŚNIKÓW” RASY DOG ARGENTYŃSKI (EDIT 2015: PET Z NIEBIESKĄ CĘTKĄ NA TĘCZÓWCE POKAZYWANY JEST NA WYSTAWACH ZWIĄZKU KYNOLOGICZNEGO W POLSCE)

 do tekstu

Dostałam dziś od osoby będącej członkiem fejsbukowej grupy Dogo Argentino Polska (Poland) prywatną wiadomość ze screen’em. Ten ktoś oburzał się, że na ”konkurencyjnym” profilu pojawił się, pod postem ”anonimowego” właściciela tegoż profilu, wpis, w którym jedna . pisze, że jestem jak ksiądz… Właściwie to poczułam się urzeczona troską i zobligowana do ”reakcji” (Przy okazji: cieszy mnie, że coraz więcej z państwa NAPRAWDĘ CZYTA DOGO-NET). Ok, reaguję: mam nadzieję, że ta suka ”Frutilla Nido De Condores” tzn suka tej z nickiem ”Frutilla Nido De Condores”, skorzysta z akcji BAER dla Dogo Argentino. W końcu, z myślą o psach z tym przydomkiem powstała owa akcja. Jeżeli suka już skorzystała, to mam nadzieję, że słyszy dobrze i ta z nickiem ”Frutilla Nido De Condores” pamięta, że to moje kontakty załatwiły min. jej suce badanie słuchu za 5 dyszek, bo nikomu poza mną nie chciało się wykonać kilku telefonów -to uściślam dla tych wszystkich, którzy zarzucają mi ”autokreację” i ”przerost ego”, Pewnie łatwiej trollować i kreować szitsztormy niż wziąć się za coś pożytecznego, ale ludzie: jest granica po przekroczeniu której… No, jeśli sami tego nie ogarniacie, to nikt wam nie pomoże. A MOŻE TAMTA SUKA, W DRODZE WYJĄTKU, MIAŁA WYKONANY BAER TEST, ZANIM ZOSTAŁA SPRZEDANA? PAMIĘTAMY WSZYSCY TEN http://www.pupileo.pl/showthread.php?t=24509&page=7 WĄTEK, A JUŻ SZCZEGÓLNIE PAMIĘTAMY TEN POST:

1466181_545926165494046_1778253846_n

Odnośnie ”pana ”psia krew” vel Takangor (takiego nicku używał na Dogomania Forum i Pupileo [dawne Forum Molosy]), właściciela psa Bocanegra Nido de Condres, mogę powiedzieć tylko tyle, że chciałabym zobaczyć jak w sierpniu w Białymstoku wprowadza na ring swojego peta z niebieską cętką na tęczowce, tak jak już zrobił to jakiś czas temu na innej wystawie… Obawiam się jednak, że próżne me nadzieje, bo tym razem sędzia będzie wybitnym specjalistą od dogo. Pan Massimo Inzoli, bo to o nim mowa, jest nie tylko sędzią, ale i znanym hodowcą DA (przydomek ”de Angel o Demonio”) i założycielem DACI, czyli Dogo Argentino Club Italia, a na samej wystawie z pewnością będzie więcej niż jeden Dog Argentyński. A, i gdyby np. powstała teoria, w którą ktoś chciałby uwierzyć, że to np. ”wypadek” i co do tęczówki Bocanegra Nido de Condres, to ”się mu tak teraz dopiero zrobiło”, to proszę:

Edit 2015: podczas XXIII Międzynarodowej Wystawy Psów Rasowych CACIB Łódź 2015 (Judge Sergio Pizzorno (UY) ) w kl. otwartej, ”Takangor” pokazał swojego Bocanegra Nido de Condres. Pamiętajmy: we wzorcu Dogo Argentino oczy różnobarwne uznane są za wadę dyskwalifikującą:

Cóż… ”się zrobiły” szczeniaki, musiał je ‚zalegalizować’ w Związku Kynologicznym w Polsce, więc ciągał peta po wystawach. No comment. Foty z wątku ”Miot ”B” w Nido de Condores”, na Pupileo, kiedy to ”pupi” było jeszcze Forum Molosy. Wszyscy wiedzą, wszyscy udają, że jest ”spoko i cool”… 

Dawno, dawno temu

Kiedy zaczynałam kompletować materiały do bloga, planowałam zacząć od tekstów opartych o ”archiwum Forum Molosy” (dziś Pupileo) i Dogomania Forum, ukazujących nieuczciwość, czasem prostactwo -szczególnie interesujące w przypadku przebrzmiałych dziś gwiazd dawnego Forum Molosy oraz tych, które się na owym forum wykluły… Inni dogo pasjonaci, w tym hodowcy odradzali mi ten ”kierunek”, zwracając uwagę, że właściwszym będzie skupić się w blogu na ”edukacji” dotyczącej psiej anatomii, rozumienia wzorca etc. -ok, grunt to mieć pozytywne nastawienie…

Nie wszyscy zdają sobie sprawę, że kynologia jaką dziś znamy narodziła się na Wyspach Brytyjskich, a -wszędzie i od zawsze- samo zagadnienie rozmnażania zwierząt ”w czystości rasy”, było zajęciem tzw wyższych sfer: ludzi, mówiąc banalnie ”bogatych”, posiadaczy majątków ziemskich, osób autentycznie wykształconych, o wysokim poziomie kultury osobistej, oczytanych i ciekawych świata. Dziś, kiedy mięso potrzebne do wykarmienia gromady psów przestało być towarem ”ekskluzywnym”, byle cieć, nie mający w zwyczaju myć rąk po wyjściu z ”toalety”, może ”brać się za hodowlę” min rasowych psów. A inny cieć, który być może nawet -jakimś cudem- dorobił się tytułu ”magistra”, a może tylko ”ma gadane”, może mieć się za znawcę w absolutnie każdej dziedzinie – w końcu wszyscy jesteśmy wolnymi ludźmi.

Ja bazując na tej ”wolności nas wszystkich” zawsze wychodzę z założenia, że każdy ma prawo do własnego zdania czy opinii, jednak za wartościowe uważam tylko te opinie, które oparte są o znacznie więcej niż tylko samo prawo do ich wyrażania.

Wytyczne 

Moja chęć poznania rasy, zgłębiania tematu ”Dogo Argentino”, wynikała z faktu, że był czas, kiedy przygotowywałam się do przyjęcia na siebie odpowiedzialności w postaci dogo i było dla mnie oczywiste, że muszę solidnie odrobić pracę domową i naprawdę dobrze się przygotować, jeśli chcę białego. A jeszcze w maju 2011 roku w całym polskojęzycznym internecie nie można było znaleźć podstawowych informacji na temat typowych dla tej rasy zdrowotnych problemów -włączając w to, to zawłaszczone szczególnie przez jedną panią z dużym ciśnieniem na bycie autorytetem i hodowanie, ”Forum Molosy”. Nic o tym czy i jak Polacy rozmnażający Dogi Argentyńskie pod szyldem ”Związek Kynologiczny w Polsce”, starają się (czy w ogóle?) niwelować wielki zdrowotny problem tej rasy, czyli jednostronną głuchotę. Tyle było na tym forum postów… A nic o tym, czy ludzie tam prezentujący swoje hodowle wykonują BAER  szczeniętom, nim przekażą je nowym właścicielom ani o tym, czy osobniki dorosłe, używane do rozrodu obustronnie słyszą… Niestety, praktycznie równocześnie, właśnie w tamtym okresie, hodowla SanAgnes, którą wyszukałam sobie, po dłuuugo trwającym ”przeszperze” w internecie i wybrałam jako tę, z której psa (nawet peta) bym chciała, z uwagi na fakt, że Dogi Argentyńskie z tym polskim przydomkiem odznaczały się wyjątkowo wspaniałym wyrazem, nie do znalezienia nigdzie indziej w Polsce (Sorry, w tamtym czasie moim drugim wyborem była hodowla White Hunter, dogo z obu tych hodowli miałam przyjemność widzieć live na wystawach), zawiesiła swoją działalność. A niedługo potem mój tryb życia uległ znacznej zmianie i na tę chwilę częste wyjazdy wykluczają sens -z mojego punktu widzenia- wprowadzania do mojego życia odpowiedzialności w postaci Dogo Argentino. Jednak uwieńczeniem moich poszukiwań odpowiedzi na pytania, które u gwiazd FM spowodowały rzyganie jadem i  tzw pękniecie żyłek był tekst, który pierwszy raz opublikowałam na FM, we wrześniu 2011 roku:

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2013/07/05/dlaczego-pigment-jest-taki-wazny-dla-dogo-argentino-podsumowanie/: 

Teksty ukazujące się na blogu w późniejszym czasie sprawiły, podobnie jak wcześniej te zamieszczane przeze mnie na forach, że tzw hodowcom co rusz ”pękały żyłki” i zgodnie z przewidywaniem, opartym o rytm/”styl” w jakim dotąd pojawiały się -na internetowych forach- trolle szkalujące mnie i hodowców oraz posiadaczy DA, których podziwiam i szanuję, nieudacznicy kolejny raz ruszyli do ”ataku”. Muszę przyznać, że uważam, że zrobili wielką przysługę środowisku hodowców, posiadaczy i generalnie miłośnikom rasy Dogo Argentino, bo przyszli posiadacze dogo będą teraz uważniej śledzić internet i większym namysłem podejmować decyzję komu zaufać. Nawet jeśli tylko kilkoro z Państwa uniknie kontaktów z patologią polskiej kynologii, będę to poczytywać za sukces. 

Drodzy Państwo 🙂 czytajcie działy poświęcone rasie Dog Argentyński na forach ”Pupileo” (kiedyś ”Forum Molosy”) i ”Dogomania Forum”, zwracajcie uwagę na tzw nicki, czytajcie uważnie co kto pisze , jak to pisze (forma wyrażania ”myśli” drogą pisemną mówi wiele o człowieku), patrzcie na ”chemię” pomiędzy użytkownikami, ”kto od kogo ma psa” i czytajcie ze zrozumieniem, zwłaszcza to, co aktualnie dzieje się na FB.  

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu oraz grafik bez zgody autora jest zabronione.

www.facebook.com/zuzpasjaodogoargentino