”NIE CHCIAŁBYM MIEĆ DOBERMANA Z DŁUGIM OGONEM” -CZYLI CO W 2001 ROKU (PRAWIE DWADZIEŚCIA LAT TEMU) MÓWIŁ O OKALECZANIU PSÓW ZE WZGLĘDÓW ESTETYCZNYCH, SĘDZIA KYNOLOGICZNY ZWIĄZKU KYNOLOGICZNEGO W POLSCE, ÓWCZESNY PREZES TEGO STOWARZYSZENIA

Materiały archiwalne

Oto coś nie coś ”Z archiwum” cięcia/ kopiowania/ skracania/ plastyki/ korekty itp. uszu psom i/lub cięcia/ kurtyzowania/ kopiowania psich ogonów w środowisku Związku Kynologicznego w Polsce”.

#Odpowiedzialność

Wywiad jest z 2001 roku, ale warto przeczytać, jak o okaleczaniu rasowych psów, mówił w tamtym czasie ówczesny Prezes stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce, pan Andrzej Mania. Warto się tego dowiedzieć, by wyrobić sobie opinię o tym, jak stowarzyszenie Związek Kynologiczny w Polsce przez lata kreowało kulturę kynologiczną w naszym kraju. Szczególnie, jak kreowało w Polsce kulturę kynologiczną w odniesieniu do praktyk ustawowo zakazanych i jak kształtowana przez Związek Kynologiczny w Polsce narracja na temat tych zabiegów, formowała i ustawiała sposób myślenia o nich przez członków tego stowarzyszenia, a w konsekwencji nierzadko także osób zupełnie z nim niezwiązanych.

Prof. Marek Żakowicz w podręczniku dla studentów medycyny weterynaryjnej ”Chirurgia małych zwierząt” nie pozostawił złudzeń na temat tego, jakiego rodzaju zabiegiem jest abbreviatio auriculae, czyli kopiowanie psom uszu. Tym bardziej więc warto przeczytać wywiad z panem Andrzejem Manią, jako Prezesem Związku Kynologicznego w Polsce w roku 2001, gdyż z tego co pan Mania w tymże wywiadzie powiedział, jasno wynika, że w roku 2001 stanowisko ZKwP na temat kopiowania psom uszu i/lub cięcia im ogonów, także nie pozostawiało wątpliwości i mówiło wprost, że w zabiegach tych chodzi o zmianę wyglądu zwierząt, które są im poddawane.

Uszy grubymi nićmi szyte…

Wejście w życie nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt, w której to od 1 stycznia 2012 roku w szczególności zabroniono wykonywania na psach chirurgicznych zabiegów, których celem jest zmiana ich wyglądu, spowodowało, że ”stara gwardia” ZKwP oraz ich adherenci i pretorianie to, co dotąd, dla wszystkich posiadających zupełnie przeciętny poziom inteligencji, było zupełnie oczywiste i czego ”góra” ZKwP nigdy nie kwestionowała, i o czym w wywiadzie, który jest tematem tego wpisu,  w 2001 roku otwarcie mówił Prezes ZKwP, postanowili uznać za ”niejasne”, ”niejednoznaczne”. I  tak zaczęło się opowiadanie idiotyzmów o ”leczniczych właściwościach” obrzynania, w imię widzi mi się właścicieli, uszu psom. 

Zawsze parskam, czytając albo słuchając tekstów o ”leczniczych właściwościach kopiowania uszu psom” (a także ”skracania”, obcinania im ogonów), szczególnie gdy chodzi o psy trzymająco-chwytające, jak Dogo Argentino. Nie dlatego, że kitowanie, gdy chodzi min. o białe presy ”jest zabawne”. Przeciwnie, jest wręcz porażająco nadmuchane absurdem i groteską.

Gdy przyjrzeć się ilości wszystkich tych polskich Cane Corso, Dobermanów, Dogów Kanaryjskich i w końcu Dogów Argentyńskich, których właściciele twierdzą, że ich psy miały uszy ”chore” i dlatego poddali je zabiegowi kopiowania (sic!) (co z ogonami corsiaków i dobków? ”pokaleczyły się”?  ”strasznie poturbowały” i to w wieku zaledwie kilku dni  -litości…), można dojść do wniosku, że polska populacja ciętych/ kopiowanych/ po skróceniu/ plastyce/ korekcie uszu argentynów i kanarów a za nimi dobków i corsiaków itp., od roku 2011 do dnia dzisiejszego, zapadła i cierpi na jakąś wyjątkową, iście endemiczną, genetyczną ”przypadłość”, nieznaną nigdzie indziej na świecie. ”Przypadłość”/ ”chorobę”, która nie dotyka psów poza naszymi granicami. ”Przypadłość”/ ”chorobę”, która –i to naprawdę niezwykłe(!)– atakuje także psy importowane do Polski na krótko potem, jak się pod opieką polskich właścicieli znajdą. ”Chorobę”/ ”przypadłość”, o której nie słyszeli lekarze weterynarii nienależący do stowarzyszeń hodowców psów w Polsce (Warto zwrócić uwagę na to, co o tej ”tajemniczej chorobie” mają do powiedzenia lekarze weterynarii należący do polskich stowarzyszeń hodowców rasowych psów…). ”Przypadłość”/ ”chorobę”, która skutkuje zdumiewającą podatnością Dogów Argentyńskich i Kanaryjskich, Cane Corso i Dobermanów itp. znajdujących się w rękach polskich właścicieli, na, jak mówiła treść lewych zaświadczeń, tych pseudo zaświadczeń, ”zaświadczeń” bez prawnej podstawy i jakiejkolwiek wartości, tych niby ”zaświadczeń” o ”leczniczym kopiowaniu uszu”, świstków udających ”zaświadczenia”: ”pogryzienia przez inne zwierzęta”. To są dopiero jaja… Zatrważająca ilość Dogo Argentino i Dogo Canario/ Presa Canario, Cane Corso i Dobermanów znajdujących się polskich rękach padła ofiarą ”pogryzienia przez inne zwierzęta”…

Dogi Argentyńskie, jak i Kanaryjskie, to raczej takie ”kozaki” i to właśnie jara w nich różnych ziótków, więc jakież to niezwykłe zwierzęta ”gryzą” te argentyny i kanary w te ich naturalne uszy. I to tylko w uszy. Co to za niezwykłe stwory, które wiedzą, że z kolei Dobermany i Cane Corso gryźć należy nie tylko w uszy, ale także w ogony?! I kiedy to się niby dzieje? Znajdujące się w rękach polskich właścicieli argentyny i kanary miały/mają jakąś genetyczną skłonność do prowokowania ”zwierząt”, aby te ”gryzły” je np. podczas tzw spacerów? I to precyzyjnie w uszy? A Dobermany i Cane Corso? One genetycznie tak mają, że ”zwierzęta” ”ogryzają” lub ”odgryzają” im dodatkowo także ogony? I, co nie mniej ciekawe: czy te ”ataki” ”zwierząt” ”gryzących” argentyńczyki, kanary corsiaki i dobki zdarzają się też po kopiowaniu, czy już nie? Czy pocięte Dogi Argentyńskie i Kanaryjskie, Dobermany i Cane Corso także padają ”ofiarą” tych różnych, tajemniczych, najwyraźniej piekielnie inteligentnych(?) i zapewne ”niesamowicie agresywnych zwierząt”? Może wiewiórek z wielgachnymi zębiskami? Żeby zrobić ”kuku” psu na grubego zwierza, np. argentyńskiej presie, będąc wiewiórką, trzeba mieć ”pałer”… Te wiewiórki szablstozębne atakują też kopiowane Dogi Kanaryjskie, Argentyńskie, Cane Corso i Dobermany, te ze skróconymi uszami/ po plastyce/ korekcie uszu, czy nie? Ogony dobków i corsiaków po ”skróceniu” też dalej prowokują ”zwierzęta” do ”gryzienia”? Czy w tych polskich argentynach i kanarach, dobkach i corsiakach pociętych tuż przed i niedługo po wejściu w życie nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt, a i tych ciętych aktualnie, jest tak głęboka ”skaza genetyczna”, że tajemnicze, stanowiące wyzwanie dla naukowców, którzy chcieliby opisać zjawisko owych ”ataków” na rasowe psy, wiewiórki szablastozębne(?), odróżniają psy mające ją w sobie, posiadające tę ”skazę”, od pozostałych? Czy wiewiórki szablastozębne(?) umieją odróżnić osobniki już ”uleczone”, korektą/ plastyką/ kopiowaniem/ cięciem/ skróceniem uszu i/lub ogonów, te ”oznakowane”, od psów naturalnych, kompletnych, tych nieciętych?

To przecież absolutnie fascynujące kwestie, które wymagają dokładnego zbadania! Co te psy mają w końcówkach swoich naturalnych uszu? Co to jest? To, co tak ”prowokuje” ”inne zwierzęta” do ”atakowania” tych nieszczęsnych psów? I celowania w tych ”atakach” stricte w ich uszy i/lub ogony? Co to jest to, co tak męczy te zatrważające ilości urodzonych w Polsce, zwłaszcza po styczniu 2012 roku polskie Dogo Argentino, Dogo Canario/ Presa Canario, Cane Corso i Dobermany itp.? Czym jest to, co uaktywnia się, gdy psy tych ras, kupowane od hodowców z innych krajów, staną się własnością polskich właścicieli i przekroczą polską granicę? Co powoduje, że ”zwierzęta gryzą” te psy w uszy i/lub ogony?

Wypada prześwietlić pulę genetyczną tych pociętych polskich psiaków rasy Dogo Argentino, Dogo Canario/ Presa Canario, Doberamnów i Cane Corso, bo ewidentnie cierpią na jakąś fascynującą ”chorobę”, która kosiła, a może i dalej kosi, całe mioty, a precyzując szczenięce uszy i/lub ogony szczeniąt… To jest ewenement na skalę światową: ”choroba”, ”skaza genetyczna” objawiająca się ”prowokowaniem” właśnie np. mitycznych szablastozębnych wiewiórek, istnienia których do dziś nie potwierdzono, więc może polnych myszy, jeży albo kretów, a może ślimaków, do ”ataków” na, i to niesamowite: uszy oraz ogony psów, ale tylko i wyłącznie psów ras tradycyjnie okaleczanych plastyką/ kopiowaniem/ cięciem/ skracaniem/ korektą uszu, np. psów typu presa i ras tradycyjnie okaleczanych amputacjami ogonów… Ludzie! To jest coś! Na tym można karierę naukową zrobić, taką od a do zet. Coś ”ogryza” uszy rasowym Dogom Argentyńskim, psom, które są zdolne poradzić sobie z dzikiem a nawet pumą… Łaaał… 

Dla tych, którym wywiad czyta się niewygodnie, powiększenie:

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2019/02/18/temat-zastepczy-czyli-co-w-2006-roku-nieco-ponad-dekade-temu-mowil-o-okaleczaniu-psow-ze-wzgledow-estetycznych-sedzia-kynologiczny-zwiazku-kynologicznego/

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2019/02/18/jak-kituja-milosnicy-nie-tylko-dogo-argentino-czyli-kultywowanie-tradycji-okaleczania-psow-ciagle-na-topie/

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora jest zabronione.

www.facebook.com/zuzpasjaodogoargentino

https://twitter.com/odogoargentino

Reklamy

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s