”INTRO Z DEDYKACJĄ” – WSTĘP DO TŁUMACZENIA TEKSTU Z ZAKRESU GENETYKI. A TAKŻE PARĘ ZDAŃ NA TEMAT PISANIA BLOGA ZU Z PASJĄ O DOGO ARGENTINO I PRACY ‚PRO PUBLICO BONO’

Źródło grafiki: https://www.sykescottages.co.uk/blog/7-downton-abbey-filming-locations/

Downton Abbey

Kynologia rozumiana jako – przede wszystkim – planowa hodowla psów rasowych, poprzedzona pieczołowitym studiowaniem rodowodów oraz bardzo nieprzypadkowym dobieraniem w pary poszczególnych osobników, narodziła się na Wyspach Brytyjskich. Nie ma w tym nic zaskakującego, w końcu to należący do wyższych sfer Anglicy nie mogli obejść się bez Burke’s Peerage[1]. Choćby ci z was, którzy oglądali serial Downton Abbey pamiętają zapewne, jak ważny był (i raczej wciąż jest) dla brytyjskiej arystokracji ów Burke’s Peerage, czyli Księga genealogiczna Burke’a, wykaz zawierający dokładną informację na temat każdego utytułowanego arystokraty w Wielkiej Brytanii. Księga ta, przewodnik po genealogii i heraldyce Zjednoczonego Królestwa, stanowiła eleganckie, wręcz wyrafinowane a przede wszystkim niezbędne narzędzie w domach brytyjskich arystokratów starających się jak najkorzystniej zaaranżować małżeństwa swoich synów i córek, gdyż umożliwiała dokonanie perfect mach. Na owo idealne dopasowanie pozwalało dokładne sprawdzenie za pomocą tegoż przewodnika background, czyli pochodzenia i ”tła rodzinnego” danej panny na wydaniu lub pretendenta do roli zięcia. Herbarz umożliwiał prześledzenie ich bloodline krok po kroku lub raczej pokolenie za pokoleniem. Sprawdzano opinię jaką cieszyła się rodzina potencjalnej synowej lub zięcia i to czy dane skojarzenie nie przyniesie ujmy, dyshonoru danemu rodowi – wszystko było w tej księdze. Elegancja polegała na tym, że ”selekcja” nie miała nic wspólnego z pieniędzmi, z ”zasobami”. Chodziło o rodowód i twoją linię: blodline – to skąd pochodzisz. Tak więc rodzice chcący dobrze (korzystnie) ożenić swoich synów i/lub wydać za mąż córki zawsze używali Burke’s Peerage do sprawdzenia rodziny, tytułu i pozycji potencjalnych narzeczonych swoich latorośli, a także koligacji rodzin tychże pretendentów i pretendentek. Wszystko, by dopasować jedynie odpowiednich kandydatów i kandydatki, z których ich córki i synowie mogli wybrać tych, którzy będą im odpowiadać najbardziej. Także i dziś niektórzy Brytyjczycy są w stanie prześledzić swoją bloodline, swój rodowód na wiele, wiele pokoleń wstecz. A jeśli w ten sposób podchodzi się do ”konstruowania” swojej rodziny, dlaczego mniej skrupulatnie planować rodowody swoich psów?

W 1880 roku brytyjski Kennel Club[2] postanowił, że na organizowanych przez ten klub wystawach prezentowane mogą być jedynie psy uprzednio zarejestrowane w księdze hodowlanej prowadzonej przez ów klub. Jak możemy przeczytać (kolejny raz) w Wikipedii[3]: do drugiej połowy XIX wieku pojęcie rasy psa nie miało odrębnej, od zootechnicznej, definicji. (…) Od tej pory kolejno powstające kluby kynologiczne (…) ustalały podobne przepisy oraz wzorce ras, co bardziej wpłynęło na kształtowanie cech psów niż jakikolwiek inny czynnik różnicowania ras (głównie warunki zewnętrzne i użytkowość). Hodowla nastawiona głównie na spełnienie wymogów wzorca narzuconego przez klub kynologiczny doprowadziła między innymi do wzmocnienia roli genów odpowiedzialnych za upośledzenie zwierzęcia. Zjawisko takie nie występowało w warunkach naturalnych ani podczas wcześniejszych hodowli, nastawionych na użytkowość psa”. Dodajmy jeszcze, że W zootechnice rasa definiowana jest jako grupa zwierząt tego samego gatunku, powstała w efekcie działalności człowieka mającej na celu uzyskanie pożądanych cech użytkowych i pokrojowych zwierząt, które przekazywane są dziedzicznie potomstwu. Rozróżnia się trzy typy ras w zależności od stopnia ingerencji człowieka w ich powstanie. Wyróżnikiem ras są przede wszystkim cechy fenologiczne i fenotypowe:

rasy prymitywne – powstałe głównie w wyniku presji środowiskowej,

rasy kulturalne (szlachetne) – powstałe w wyniku doboru sztucznego,

rasy przejściowe (uszlachetnione) – powstałe w wyniku skrzyżowania rasy prymitywnej i kulturalnej.

Wyjaśnimy, że rasy psa[4]to dawniej rasy (w znaczeniu zootechnicznym) zwierząt z gatunku psa domowego (Canis familiaris) wyselekcjonowane głównie pod kątem wartości użytkowej, a współcześniej grupy psów uznanych przez organizację kynologiczną za spełniające wymogi wzorca rasy ukierunkowanego głównie pod kątem wyglądu zewnętrznego przekazujące swoje cechy fizyczne i psychiczne potomstwu. Różne stowarzyszenia kynologiczne stosują różne kryteria podziału tego gatunku na rasy oraz – zachowując odrębność w jeszcze większym stopniu – grupują rasy według swoich zasad, określonych we wzorcu danej rasy.

Pojęcie rasy powstaje, kiedy grupa osobników należących do tego samego gatunku jest w stanie reprodukować się, konsekwentnie zachowując te same cechy, przy uwzględnieniu takich czynników jak środowisko, historia, geografia, czy użytkowość. Istotne jest, by była to grupa o liczebności wystarczającej do utrzymania rasy bez konieczności stosowania kojarzeń w pokrewieństwie bądź dolewu obcej krwi”.

Dziś

To taka rasa, one tak mają, że”… Ile razy zdarzyło się wam usłyszeć to zdanie od posiadacza psa danej rasy, gdy rozmawialiście z nim o ”typowych cechach” i ”temperamencie” psów tej właśnie rasy? Albo ile razy mieliście okazję przeczytać to zdanie w jakiejś dysce na fejsie, gdy posiadacz psa ”dzielił się swoim doświadczeniem” a hodowca wymUNdrzał na temat rozmnażanej przez siebie rasy? Ile razy ktoś posługiwał się tekstem ”to taka rasa, one tak mają, że”... w kontekście tłumaczenia obiektywnie przesadnego, histerycznego lub po prostu agresywnego oraz wyjątkowo nieadekwatnego do sytuacji zachowania swojego (może nawet hodowlanego) np. Doga Argentyńskiego? Ile razy obserwowaliście u psów (różnych ras) (lękowo-)agresywne reakcje na sytuacje, które psa zrównoważonego, osobnika o zrównoważonej i stabilnej psychice nie niepokoiły(by) i nie pobudzały(by) zupełnie? I co wtedy myśleliście? Że to wina właściciela psa? Tego, że psa ”niewłaściwie wychował”? Fakt, bardzo często właściciele psów popełniają wiele wychowawczych błędów – niektóre z nich w istocie są karygodne. Jednak nie wszystko w zachowaniu i psychice psa wynika z environment, czyli otoczenia.

Nie za wszystko odpowiada ”środowisko”, ze szczególnym naciskiem na ”postępowanie właściciela” danego psa i/bo nie wszystko właściciel psa jest w stanie ”przeskoczyć”, pewnych rzeczy nie zmieni. Przy czym absolutnie nie jest dzisiejszy wpis ”usprawiedliwianiem” zaniedbań właścicieli psów. Zaniedbań, niejednokrotnie – w przypadku niektórych ras – wcale niebędących ”zaniedbaniami”, a postępowaniem wynikającym wprost z celowego działania niektórych z właścicieli psów do tych ras należących. Właścicieli, którym bardzo podoba się, że na smyczy mają, a raczej usiłują utrzymać psa, niby canis familiaris, czyli zwierzę gatunku pies domowy zachowujące się bardzo nie jak udomowione zwierzę. Właścicieli, którym imponuje? Których ”jara”? Że na smyczy, którą trzymają szarpie się pies ”z najsilniejszym uściskiem szczęk”? Pies, który pała żądzą mordu na widok każdego pojawiającego się w zasięgu jego wzroku psa, kota etc.?

Jak wiecie nie piszę często. Mam za to zwyczaj pisać długie i kompleksowe artykuły. Z szacunku zarówno dla was, jako moich czytelników, siebie, jako autorki tekstów oraz pasji, którą kynologia dla mnie jest, przykładam się do publikacji, które zamieszczam na blogu, a od niedawna blogach – drugi z nich nosi nazwę Kultura kynologiczna dla psiarzy[4] (zaniedbałam ostatnio drugi blog, ale nadrobię 😉 mam parę materiałów, które planuję jeszcze w tym miesiącu opublikować na Kulturze) I staram się pisać w sposób precyzyjny, abyście w tych tekstach znajdowali odpowiedzi na pytania, które pojawiają się w prywatnych wiadomościach, które od was dostaję i naszych rozmowach. Ale też informacje, których nie znajdziecie na innych blogach i których najprawdopodobniej nawet nie przyszło wam na myśl szukać. Wydarzyło się całkiem niedawno coś niezwykle interesującego. Coś, co daje okazję do głębokiej refleksji min. nad paroma aspektami związanymi z hodowlą rasowych psów i każe przeanalizować owe aspekty w oparciu o tę nową, świeżą wiedzę. I być może to ta ewentualna konieczność rewizji poglądów, przekonań i ”plemiennych wierzeń” jest powodem dla którego polscy ”kynolodzy” tematu nie podejmują. No, a może, jak zwykle, nikogo z grona ”specjalistów” genetyka nie interesuje, więc nie wiedzą, że świat mija ich bokiem…

Tak czy inaczej, moim zdaniem, jako osoby kynologią zainteresowane, wy, moi czytelnicy o tym niezwykłym przełomie powinniście wiedzieć, więc tym bardziej winna się czuję, że publikacją zapowiadanego dziś wpisu ociągam się już ponad półtora roku… Tak więc, już wkrótce dodam nowy artykuł, którego przygotowanie wymagało dużo czasu i (nabycia) wiedzy. I mam nadzieję, że i on okaże się dla was interesujący i pomocny 🙂

Parę słów ekstra o ”tle rodzinnym” 

Koncepcja gatunku nie jest wcale taka prosta (o czym możecie przekonać się sięgając choćby – ponownie – do powszechnie dostępnej Wikipedii), ale nie komplikujmy niepotrzebnie tego co akurat proste jest. Najlepszy Przyjaciel Człowieka – Pies domowy, czyli Canis lupus familiaris jest udomowioną formą Wilka szaregoCanis lupus. Badania genetyczne i embriologiczne dowiodły, że pies domowy należy do tego samego gatunku co wilk szary.

Vulpes vulpes, czyli Lis rudy (zwany także Lisem pospolitym) jest gatunkiem drapieżnego ssaka z rodziny Canidae, czyli psowatych, łącznie obejmującej ponad 30 współcześnie żyjących gatunków min.; psy, wilki, lisy, kojoty i szakale.

Lis srebrny z ang. silver fox to ten sam gatunek co Lis rudy (Vulpes vulpes), tyle że Lis srebrny ma futro w srebrzystym kolorze. Silver fox to melanistyczna ”wersja” Lisa rudego. Melanizm to brunatne lub czarne zabarwienie skóry lub jej wytworów, w tym przypadku lisiego futra, wynikające ze zwiększonej zawartości melaniny, czyli ciemnego pigmentu w komórkach barwnikowych (chromatoforach) [O pigmencie macie co nieco tu: Pigmentacja & Dogo Argentino]. Forma ta pożądana była i niestety wciąż jeszcze jest, w przemyśle futrzarskim ze względu na walory kolorystyczne sierści tak wybarwionych lisów. Cytując za Wikipedią[5]: ”Ich sierść jest całkowicie czarna (poza końcówką ogona-białą) lub srebrnoniebieska z możliwymi przebarwieniami na bokach. W zależności od stopnia posrebrzenia rozróżnia się cztery typy lisa srebrnego: pełnosrebrzysty, trzy czwarte srebrzysty, półsrebrzysty i ćwierćsrebrzysty. Zakończenie ogona jest białe, głowa zaś czarna z rozjaśniającym posrebrzeniem i tzw. maską. Na wolności srebrne lisy nie parzą się z innymi lisami srebrnymi, lecz z lisami rudymi, co jest przyczyną powstawania „krzyżaków”. Lisy srebrne są hodowane na futra; w hodowlach rozmnaża się je bez krzyżowania.” Według danych z 2005 roku, wyróżnia się 45 podgatunków Lisa rudego, jednak pojęcie podgatunku nie będzie nas zaprzątać, gdyż jak już powyżej wspomniałam, Lis srebrny jest Lisem rudym i jak pies domowy i wilk należy do rodziny psowatych.

Odmiana (morpha/varietas, w skrócie var.) to kategoria systematyczna niższa od podgatunku, wyższa od formy. ”Wyróżniana na podstawie zbioru cech stanowiących odchylenie od wzorca gatunku, występującego u dużej grupy osobników. Jako odmianę klasyfikuje się grupę osobników tworzących mniej lub bardziej wyraźny wariant lokalny gatunku ukształtowany zwykle pod specyficznym wpływem środowiska. (…) Odmiany danego gatunku mogą się swobodnie krzyżować między sobą”.[6]

W kynologii często używa się słowa ”typ” (aczkolwiek nieco inne znaczenie ”typ” ma w ustach polskiego kynologa, a inne gdy o ”typie” mówi amerykański kynolog – ale o tym kiedy indziej), słownikowa definicja mówi, iż typ to ”jednostka klasyfikacyjna obejmująca osobniki o wyrazistych cechach psychicznych lub psychicznych i fizycznych; też: osobnik o takich cechach”.

”Sprzężenie zwrotne”

O przeczytanie brudnopisu tekstu, który dziś zapowiadam, tekstu będącego tłumaczeniem, dosyć technicznej i pioruńsko ważnej pracy na temat genetyki – tłumaczeniem zawierającym kilka dodanych przeze mnie rozszerzeń, będących wyjaśnieniami ”trudnych wyrazów i terminów” – poprosiłam trójkę znajomych. Dostałam trzy zupełnie różne ”zwrotki”.

Zwrócono mi uwagę, że artykuł jest dłuuugi i że powinien być czytelny dla laików, których ”techniczny język genetyczny” oraz ilość tekstu mogą do czytania zniechęcić – nie sposób się z tym nie zgodzić. Tylko, że tłumaczona przeze mnie treść napisana została przez naukowców a nie felietonistów i raczej nie dla laików, i aż roi się od ”trudnych wyrazów” i to właśnie owa forma powoduje, że warto było tę pracę przetłumaczyć. Jej wartość wynika z tego, iż ”od kuchni” i nie ”na skróty” opowiada o fascynującej planowej hodowli, tak różnej od tego czym jest znana nam amatorska hodowla psów rasowych. (Uprawiana nierzadko przez kompletnych dyletantów, osoby rozmnażające – nawet – w blokach mieszkalnych czy na terenie wynajmowanych posesji, przypadkowe psy – także ras uznawanych za agresywne – których profilów DNA nie znają i o których pochodzeniu wiedzą to, co te przypadkowe psiny wpisane mają w metrykach wydawanych przez jakieś stowarzyszenie…) Automatycznie też język, którym ten tekst jest pisany dobitnie wskazuje, że planowa hodowla jest dziedziną niezwykle wręcz złożoną i wymagającą. A wyciąganie wniosków z efektów prac zajmuje czas, bardzo dużo czasu. Bo w planowej hodowli, która ma określony cel, zwierzęta, pokolenia zwierząt naprawdę poddaje się ocenie, a ta ocena oparta jest o ściśle przemyślane, jasno określone kryteria. I w końcu, tłumaczony przeze mnie tekst uzmysławia ”laikom”, że jedynie głupcy mogą myśleć, że ”pykanie” miotu za miotem Jakichś Tam Psów, których, podkreślę to raz jeszcze: nawet profilów DNA się nie zna, jest tym samym co prawdziwa hodowla. A ostatnimi czasy, gdy poziom fejsbukowych gównoburz w środowisku tzw hodowców psów zdaje się bardzo wiernie oddawać stan polskiej kynologii, jest to już wcale nieoczywista prawda, warto więc ją podkreślać.

Druga osoba na przesłaną jej przeze mnie treść zareagowała zdecydowanie bardziej entuzjastycznie. Więcej, była wręcz zachwycona moim pomysłem tego ”zajrzenia od kuchni”. Jej zdaniem ”artykuł najeżony trudnymi wyrazami” pokazuje po prostu jak (tym bardziej) dziś, w XXI wieku wygląda hodowla i wskazuje jak istotną rolę odgrywa w niej, nieustannie się rozwijająca genetyka. Zdaniem tej osoby, jeżeli hodowca-amator nie rozumie tych wszystkich terminów i musi czytać objaśnienia, to znaczy, że w ogóle …”nie ogarnia podstaw biologii, niczego nie czyta, nie szuka samodzielnie i ‚dobrowolnie’ nie rozwija się jako hodowca-amator”. (I sorry, ale ja też tak uważam.)

Trzecia ”recenzja” była dosłownie …wypośrodkowana. Z niej dowiedziałam się, że tekst nie jest łatwy, ale napisany jest tak, że można do niego wracać i przeczytać go kilka razy. A przede wszystkim, laik może dowiedzieć się z tego artykułu kilku (obiektywnie) interesujących, nowych rzeczy i poznać fakty, z których wcześniej nie zdawał sobie sprawy.

Zdecydowanie miałam więc przez chwilę (na ponad rok odłożyłam ten tekst) ”mały dylemat” dotyczący formy w jakiej mam swoje tłumaczenie zamieścić, bo chciałabym, aby artykuł był przejrzysty i aby ”łatwo się go czytało”. Z drugiej strony, genetyka wcale nie jest ”łatwa” i co najgorsze rzeczywiście gubią się w niej coraz częściej ”hodowcy rasowych psów”, zwłaszcza owi Fejsbukowi Kynolodzy od Siedmiu Boleści. ”Hodowcy” niepoświęcający czytaniu ze zrozumieniem aż tyle uwagi, ile powinni. Jednak moi czytelnicy ”Kynologami od Siedmiu Boleści nie są”, więc lusss 😉

Krótko mówiąc, temat, który w zapowiadanym dziś wpisie podejmuję, jest złożony, naprawdę rozległy i wymaga wstępnego przygotowania.

Szybka powtórka

Wyjątkowo, teraz będzie ”personalnie” 😉 Zakładam, że skoro jesteś moim czytelnikiem, umiesz obsługiwać internetowe wyszukiwarki i zapewne nie jesteś typem kogoś, kto zamiast samemu ”przetłumaczyć” sobie skład psiej karmy albo tak ”bazowo”, autentycznie po amatorsku ”zagłębić się” w podstawy genetyki i znaleźć sobie wyjaśnienia określonych sformułowań, ”szukałaby pomocy” na psich grupach fejsbuka. Wybacz mi więc (i nie traktuj personalnie tego), że w ramach przygotowania do przeczytania tekstu, który ukaże się wkrótce na ‚Zu z pasją’, poproszę cię byś powtórzył/a sobie znaczenia paru słów, terminów i sformułowań. Wiesz, jeżeli nie są ci one obce, to po prostu nie będziesz, czytając zapowiadany dziś przeze mnie artykuł, zaglądać do encyklopedii, podręczników, Wikipedii, czy słowników. Ani też nie będziesz ”zjeżdżać w dół” artykułu, by sprawdzić odnośniki, które tam umieściłam. Ale jeśli uważasz, że przyda ci się ”mała powtórka”, oto lista słów, terminów i sformułowań, które powtórz sobie, chcąc przeczytać ze zrozumieniem mój kolejny artykuł;

molekuła, locus, chromosom, gen, DNA, sekwencjonowanie DNA, autosom, mapa genetyczna i mapowanie genomu, rekombinacja genetyczna, autosom, amplikon, amplifikacja, syntenia, proces podziału redukcyjnego jądra komórkowego (mitoza, mejoza), powiązanie mejotyczne, marker genetyczny, markery; morfologiczne, molekularne, polimoficzne, mikrosatelitarne, backcrossing (krzyżowanie wsteczne), heterozygota, homozygota, cross-breeding, ‚crossfostering’, chów wsobny, biologia ewolucyjna, biologia molekularna, genetyka molekularna, kariotyp, odległość genetyczna, kortykosteroidy, neuroprzekaźniki, homologia, cytogenetyka, taksonomia, etologia, dywergerencja i Prawa Mendla. Chyba wymieniłam te wstępnie najważniejsze 🙂

Objaśnienia dotyczące ‚trudniejszych’ z wyrażeń znajdą się w zapowiadanym tekście dla zachowania jego płynności i przez to ułatwienia jego czytania, ale mała powtórka z paru pojęć nikomu jeszcze nie zaszkodziła, prawda? Poza tym, wiesz, to jest tak, że pewnie można o martwym ciągu powiedzieć, że ”to bardzo trudne ćwiczenie”, o Rembrandtcie, że ”ładnie malował” albo o kimś, kto zdobywa ośmiotysięczniki, że ”chodzi po górach”. Ale nie oszukujmy się, takie ”podsumowania” nie oddają istoty rzeczy. I świadczą (w najlepszym przypadku) o (delikatnie mówiąc) powierzchownym podejściu do sprawy osoby, która w ten sposób o ww działaniach się wypowiada. Ja, mojego artykułu (mimo wszystko) nie pisałam ”powierzchownie”. I zależy mi na tym, by osoby, które będą go czytać, zrozumiały jak wielkie, po prostu przełomowe znaczenie mają ustalenia naukowców po to, by owym ustaleniom mogły poświęciły należną uwagę i były w stanie naprawdę je przemyśleć. I nawet, gdyby tak się złożyło, że osobą, która jako jedyna przeczyta ze zrozumieniem kolejny mój tekst będziesz właśnie ty, to było warto uporządkować notatki i napisać go akurat właśnie dla ciebie 🙂

Ścieżki hodowców psów i taksydermistów raczej się nie schodzą

Jeżeli jesteś przyszłym nabywcą psa rasowego, to pamiętaj, że dziś masa osób, które mają się za ”hodowców psów rasowych”, ludzi, od których potencjalnie możesz chcieć nabyć swojego psa (co do którego masz przecież określone oczekiwania), kompletnie nie ma pojęcia o genetyce. Tacy ludzie w rozmowach o konieczności usuwania z tzw programów hodowlanych osobników obciążonych wrodzonymi schorzeniami i/lub nieprawidłową psychiką, potrafią zawzięcie kłócić się, iż usuwanie psów niosących konkretne ”problemy”, ”zubaża pulę genetyczną”. I w tym punkcie się zacinają. Tego rodzaju ”państwo hodowcy” zapominają(?), że nie hodują psów dla siebie. Hodowcy nie „dezaktywują” na Jakimś Tam etapie wyhodowanych psów, nie wypychają ich i nie podziwiają, gdy te jako martwe eksponaty kurzą się w ich domach latami niczym ”trofea”, ale sprzedają je nabywcom. Nabywcom, którzy z tymi psami – w przeciwieństwie do hodowców – funkcjonują 24/7, przez lata.

Dla nabywcy, właściciela rasowego psa, kwestie „temperamentu”; zrównoważenie i stabilna psychika vs. niezrównoważenie i niestabilność; nieuzasadniona agresja/ lękliwość, ”kondycji”; fizyczne zdrowie vs. genetyczne obciążenia, są ważne nie ”teoretycznie”, ale praktycznie. Jako nabywca rasowego psa nie masz ochoty płacić ani dosłownie, czyli buląc forsę za rachunki w klinikach weterynaryjnych ani ”w przenośni”, czyli swoim komfortem psychicznym, za niechęć tzw hodowców do eliminowania z puli genetycznej osobników noszących wady utrudniające ich potomstwu normalne funkcjonowanie oraz znalezienie stałych domów na całe psie życie. Dla ciebie, jako osoby nabywającej rasowego psa, bezrefleksyjne powtarzanie przez tzw hodowców tego, co kiedyś od kogoś usłyszeli, a może gdzieś przeczytali, ”hodowców”, którzy, gdy zapytać ich o ”metody hodowlane”, np. co to jest kojarzenie niekrewniacze, zacinają się, jest bezwartościowe. Bo dla ciebie liczy się twoja codzienność z psem w praktyce. Tak więc MYŚL, zanim zakupisz psa.

Praca pro publico bono + trochę ”lansu”, czyli rozwinięcie tematu: ”I co chcesz zrobić z tym tłumaczeniem? Do kogo je kierujesz i gdzie zamierzasz je opublikować?

Jeden z trójki moich ”recenzentów” powołanych 😉 na okazję czytania brudnopisu zapowiadanego dziś artykułu, w zdecydowanie czarniejszych barwach niż ja widzi stan polskiej kynologii i od powyżej zacytowanych pytań zaczął swoją ”recenzję”. Cóż, prowadzenie bloga (a prowadzę go już od ”paru” lat) daje zupełnie inne wrażenie i reakcje zwrotne niż funkcjonowanie stricte w social media – a tak jest w przypadku ”czepialskiego” recenzenta, on działa poprzez SM, a konkretnie FB (i niestety, możliwe, że ze sporą szkodą dla naszej rodzimej kynologii nie prowadzi własnego bloga). Tak więc, pomimo ”intelektualnej nędzy panującej w social media”, ja, moje tłumaczenie (a właściwie tłumaczenia, bo przygotowałam więcej niż jedno) kieruję do wszystkich, którzy będą mieli ochotę je przeczytać, a zamieszczę je na obu blogach; tu, na Zu z pasją o Dogo Argentino i na blogu Kultura kynologiczna dla psiarzy, bo ”gwiżdżę” na ”standardy” rodem z social media – ot, cała (moja) ”filozofia”.

Poświęcę w tym miejscu parę zdań sprawie social media (z naciskiem na FB) i dodam wyjaśnienie, które wysłałam Czepialskiemu, gdy czepiał się, że ”za bardzo się przejmuję” i ”niepotrzebnie się wysilam”, bo uważam, że paru osobom mogą się one przydać.

Otóż, fakty są takie, że social media mogą porządnie dowalić ludziom o choćby tylko nieco ponadprzeciętnej inteligencji (i wrażliwości), którzy jednak dali się zmanipulować, że poziom „debaty”/”dyskusji” prezentowany przez jednostki uzależnione od SM i w nich, powiedzmy ”królujące”, jest wyznacznikiem „normy”, ”ogólnego stanu rzeczy”. I że tak, w takim ”klimacie” i w takiej (anty)kulturze prowadzi się ”rozmowy” i wszelkie interakcje w sieci, a może i poza nią, w tzw realu, jak prowadzi się je za pomocą social media, ze szczególnym naciskiem na FB i TT.

SM stworzone zostały przez kolesiów ze słabymi umiejętnościami społecznymi, którzy nędznie dawali radę w realu, więc wykombinowali sobie bezpieczne dla nich narzędzie do komunikowania się z innymi, takimi jak oni niedojdami, za pomocą technologii. (Zwróćcie uwagę, że choć naukowcy spierają się co do tego ile procent w komunikacji między ludźmi stanowi komunikacja niewerbalna, to jednak jest ona naprawdę ważna[7]). Potem poszło lawinowo, bo normalni, ale podatni na „nowości” ludzie zaadoptowali styl komunikacji zaprojektowany dla umożliwiania interakcji kolesiom z errorem w umiejętnościach społecznych, koleżkom nieradzącym sobie zupełnie w tych – ciągle nie wiadomo ilu konkretnie – procentach, od których zależy jakość relacji między ludźmi. I tak sposób komunikowania się ludzi z problemami w komunikacji face to face, zaczął być powszechnym sposobem komunikacji. A jak zaczął być powszechnym sposobem komunikacji, siłą rzeczy stał się narzędziem prowadzenia ”dyskusji”.

SM pierwotnie miały spełniać potrzeby tych, którzy nie radzili sobie w interakcjach na żywo, tam gdzie liczy się komunikacja niewerbalna, w rozmowach twarzą w twarz i tych przez telefon, kiedy ważny jest ton głosu, cała ta ”werbalna interpunkcja” itd. Ta technologia nawet nie miała ”uzupełniać” braków w umiejętnościach społecznych, ale po prostu je maskować, ukrywać deficyty tak, by ludzie z ”errorem” w kompetencjach społecznych mogli w swoim stylu komunikować się z innymi ”errorami” oraz wydawać się ”jak inni” tym bez ”errorów”.

Pozytywny przekaz (czy to mówiony, czy pisany) jest długi. W realu, podczas rozmów normalnie ludzie nie czkają i nie gdaczą do siebie jak postacie z Roku 1984 Orwella, ale ze sobą rozmawiają. A rozmowa musi mieć treść, ”farsz”, tzw ”kontent” i musi też odbywać się w sposób zgodny z normami społecznymi. Pozytywny przekaz pisany ma, parafrazując nauczycieli języka polskiego ze szkoły podstawowej: „wstęp”, „rozwinięcie” i „zakończenie”. Jak w normalnej rozmowie, pisząc także musisz zbudować wypowiedź. Dla odmiany, negatywny przekaz jest krótki. To nie przypadek, że Twitter ma (po ”unowocześnieniu”) 270 znaków (przedtem było ich 140) przewidzianych na jeden twitt – jeden komunikat, jedną ”wypowiedź”. Nie ma racjonalnego powodu na takie ograniczenie, poza tym, by zachęcić ludzi do ”czkania” krótkich komunikatów – nie chodzi więc o to, żeby w SM tworzyć wartościowy kontent → budować treść. Komentarze użytkowników nie mają być przekazem pozytywnym, mają jedynie wywoływać reakcję.

Pozytywny przekaz w rodzaju „Lubię Zosię” nie wystarczy. Pozytywny przekaz musi być zbudowany, musi mieć owe; ”wstęp, rozwinięcie i zakończenie”. Bo jeśli na dzień dobry, po paru minutach rozmowy, praktycznie obcej przykładowej Zosi powiesz: „Lubię Cię Zosiu„, to Zosia zmruży oczy i będzie czekać na ciąg dalszy: ”Skąd takie wyznanie?”, ”O co naprawdę ci chodzi?” Dlaczego/za co ją, tę ”Zosię lubisz”? Itp., itd. Ale negatywny przekaz typu „Bartek, jesteś …ujem” nie wymaga tłumaczeń, nie zachęca do nich, nie stwarza ku nim okazji, bo na dzień dobry jest agresja, kontestowanie i konflikt → jest jednoznaczna reakcja, która nie wymaga zbyt wielu literek, bo tak sprawnie generuje kolejną reakcję…

Zakładam, że to poprzez styl, w którym się wypowiadam i prowadzę Zu z pasją o Dogo Argentino, osoby, które się ze mną kontaktują, które wybierają, by się ze mną skontaktować, zwyczajowo, zamiast wybrać opcję pozostawienia komentarza pod wpisem (albo na FB), wybierają internetowe komunikatory (gównie skrzynkę tzw fanpejdża bloga na FB[8]) albo gmail, decydując się na bardziej złożoną i jednocześnie prywatną formę. Wiadomości, które dostaję zazwyczaj są bardzo konkretne (to jest praktycznie ponad 80% przypadków), osoby, które nawiązują ze mną w ten sposób interakcję, piszą na konkretny, ważny dla nich temat, są przygotowane (przez co wnoszą autentyczną wartość do tej interakcji), rzeczowo przedstawiają problem, pytanie lub zgłaszają uwagi, ich wypowiedzi są przemyślane i długie (bo są O CZYMŚ), ci ludzie piszą ortograficznie (czyli uważnie) i są kulturalni. I interakcje z takimi czytelnikami są nie tylko autentycznie miłe, ale i wzbogacające dla mnie. Tak więc ja, pisząc moje teksty i zamieszczając je na blogach, mam zupełnie inną jakość kontaktu z odbiorcą mojego ”kontentu” niż osoby działające w social media. Dlatego też nie uważam, aby przygotowywanie artykułów ”nieco ambitniejszych” niż typowe teksty na psiarskich blogach, czy ”wpisy na fejsie”, było niesłusznym, ”chybionym” działaniem.

Ciągle ”aktualizuję system”, ciągle ”poszerzam horyzont”. Dużo czytam i to ze zrozumieniem 😉 Obserwuję i wyciągam wnioski. Mam w sobie dużo pokory wobec tego, czego nie wiem. A choć jestem plastykiem mam naturę analityka, więc myślenie&łączenie faktów nie jest dla mnie czymś egzotycznym, a bardzo naturalnym. Jest mnóstwo interesujących rzeczy, także w kynologii, która u mnie plasuje się dosyć wysoko w kategorii ”zainteresowania” i ja akurat mam radochę, kiedy odkrywam coś nowego, gdy zainteresuje mnie w tej kynologicznej przestrzeni jakaś kolejna kwestia. I mam tzw ”fun” z zadawania pytań (czasem korygowania ich, bo gdy się mało wie o Czymś Tam, to się zadaje niewłaściwe pytania) i odnajdywania na nie odpowiedzi. Miałam fun czytając o badaniach, którym poświęciłam kilka kolejnych wpisów (wkrótce kolejno ukażą się na obu blogach) i wyciągając wnioski z materiału, który przyswoiłam, bo jest to dla mnie forma relaksu. Bo zazwyczaj ”wgryzam się” w zagadnienie, które mnie interesuje i robię to przede wszystkim dla siebie – z własnego egoizmu ”wgryzam się” w poszczególne tematy, bo pozyskiwanie nowych informacji i wzbogacanie wiedzy jest dla mnie ważne i jest jedną z tych rzeczy, która mnie daje satysfakcję. Było mi też fajnie pisać tekst, który dziś zapowiadam, bo przetłumaczenie (dla mnie) jest ”przemieleniem tematu” i utrwaleniem pozyskanej wiedzy. Gdy tłumaczę jakiś tekst i zapisuję jego polskojęzyczną wersję, wykonuję dodatkową pracę – myślę więcej. Uważam, że skoro dla utrwalenia wniosków przygotowuję notatkę dla siebie, to równie dobrze mogę ją „puścić w świat”. I tak naprawdę jest mi obojętne ile osób coś z tego dla siebie wyciągnie. Było by miło, gdyby zrobiły to chociaż 3+1, bo temat po prostu jest, jak to się mówi: fajny, ale to nie jest warunek niezbędny, bo moje samopoczucie od tego nie zależy. Ja nie zubożeję jeżeli akurat tego tekstu, czy jakiegokolwiek innego, nie przeczyta nikt, poza 3 osobami, którym go w takiej ”roboczej wersji” podrzuciłam. Nie mam zamiaru ”zbawiać” ani ”ratować” Całego Świata 🙂 Uważam po prostu, że zrobiłam coś naprawdę pozytywnego wynajdując temat, wchodząc w niego i to było dla mnie tak fajne, że teraz ”podaję dalej”. A na tyle, na ile zdążyłam się przekonać ten styl prowadzenia bloga jest właśnie tym, co odpowiada osobom, które go czytają.

A, i nie. Nie jest dla mnie problemem to, że wykonałam pracę i za darmo ktoś, różni ktosie mogą z mojej pracy teraz korzystać. Nie jest to dla mnie problemem, dokąd mojej pracy ci ktosie sobie nie przypisują. To aż tak proste 🙂

”Deser”

Jakiś czas temu, szukając informacji do artykułu zupełnie z kynologią niezwiązanego, trafiłam na świetne wywiady z bardzo niezwykłym człowiekiem, jednym z siedmiu ludzi na świecie z wynikiem 185 IQ… Mam tu na myśli Sama Vaknina 🙂 Rozmowy z Samem, dla którego (tylko) jedną ze specjalności są zaburzenia osobowości o podłożu narcystycznym, psychopatia i borderline, na temat toksyczności social media prowadził (i od czasu do czasu prowadzi, gdyż panowie pozostają w kontakcie) znany brytyjski trener personalny Richard Grannon. Nie mam pojęcia czy te wywiady dostępne są gdzieś w sieci z polskimi napisami (możliwe, że tak, po prostu nie sprawdzałam tego), w każdym razie, tych z was, którzy w angielskim są na tyle swobodni, że napisów nie potrzebują, zachęcam do wsłuchania się w słowa obu panów:https://www.youtube.com/watch?v=wpvv_ooqJik&list=PLsh_y_ett4o0BMy2VH1Y3ku83Gv2j5_06&index=12&t=0s. A także do poświęcenia godziny, by przybliżyć sobie to, o czym SV mówi w tym klipie: https://www.youtube.com/watch?v=QY79nDYjW94&list=PLsh_y_ett4o0BMy2VH1Y3ku83Gv2j5_06&index=14&t=0s. A jeśli ciekawi was osoba SV, to kolejny fragment powie wam o nim to, co najważniejsze:  https://www.youtube.com/watch?v=uYIbY85aF70&list=PLsh_y_ett4o0BMy2VH1Y3ku83Gv2j5_06&index=10&t=0s&pbjreload=10.

LINKI

[1] https://www.burkespeerage.com/sovereign_families.php. (W Polsce, w swoim czasie pochodzenie także miało znaczenie i szlachcicami chcieli być też ci, którzy nie mieli szlacheckich korzeni… Walerian Nekanda-Trepka a właściwie Walerian Zbylut Nekanda Sieciechowski Trepka, pochodzący ze starego rodu szlacheckiego, urodzony mniej więcej ok 1585 roku, ”wkurzony” wkupywaniem się plebejuszy do stanu szlacheckiego, spisał „Liber generationis plebeanorum” znane lepiej jakoLiber chamorum„, czyli ”Księgi chamów”):

https://www.wilanow-palac.pl/herbarze_i_liber_chamorum.html,

https://genealogia.okiem.pl/glossary/glossary.php?word=Liber%20generationis%20plebeanorum)

[2] https://www.thekennelclub.org.uk/

[3] https://pl.wikipedia.org/wiki/Rasa

[4] https://pl.wikipedia.org/wiki/Rasy_psa

[5] https://pl.wikipedia.org/wiki/Lis_srebrny

[6] https://pl.wikipedia.org/wiki/Odmiana_(biologia)

[7] https://deltatraining.pl/najwazniejsze-artykuly/komunikacja-niewerbalna-jak-ja-wykorzystac, http://wiecjestem.us.edu.pl/komunikacja-niewerbalna-wiarygodnosc

[8] www.facebook.com/Kulturakynologiczna

Dla dociekliwych: https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC5492679/

Przypominam, że na Facebooku już mnie nie znajdziecie – poza fanpejdżem bloga, do którego odsyła was teraz fejsbukowa wtyczka wordpress’u – zachęcam was więc do kontaktowania się ze mną bardziej poprzez adresy email: zuzpasjaodogoargentino@gmail.com lub kultura.kynologiczna@gmail.com niż FB.

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora jest zabronione.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.