Archiwum kategorii: Anatomia i morfologia

PROPORCJE I WZROST, UKŁAD KOSTNY I TKANKI MIĘKKIE ORAZ TRUDNE SŁOWO: ‚SUBSTANCE’ – WPROWADZENIE DO ANATOMII (NIE TYLKO) DOGO ARGENTINO

Oto esencja tego, co sprawiło, że jako smark zakochałam się w grupie II (wg klasyfikacji FCI): 

Obejrzyjcie sobie ten film, przeczytajcie wzorzec rasy FCI (nr. 116), popatrzcie jak wyglądają dziś DdB…

Ach, to siedzenie w domu

W połowie 2017 roku skończyłam cztery teksty na temat psiej anatomii i odłożyłam je na potem – miałam zdecydować, które z wytypowanych do nich grafik wybrać. Jednak czas mijał, zajęłam się innymi sprawami, a teksty sobie były w folderze… Jako że aktualna sytuacja zafundowała nam sporo przymusowego ‚czasu wolnego’, miałam okazję zrobić porządek min. w psich folderach i wreszcie wybrać grafiki. Tak więc w najbliższym czasie na blogu pojawi się nie tylko trzecia część komentarza odnośnie propozycji zmian w ustawie o ochronie zwierząt (aczkolwiek z zamieszczeniem tego tekstu czekam aż nieco uspokoi się bieżąca sytuacja, bo zależy mi, byście czytając go skupili się i nie byli zestresowani tym wszystkim co dzieje się obecnie) oraz tłumaczenie z zakresu genetyki  (tu, jak z trzecią częścią komentarza, czekam na spokojniejszą aurę), ale i seria o anatomii 🙂 Dziś zamieszczam tzw wprowadzenie do serii tekstów dotyczących tej zupełnie elementarnej kwestii, jaką jest anatomia psa. Pamiętajcie: choć jakość towaru dostępnego dla nabywców ograniczają materiały, na których pracują jego producenci, nie ma powodu, by eksterierowo kiepskie rasowe psy, celowo przez tzw hodowców powoływane do życia (produkowane), były jeszcze bardziej …kiepskie tylko dlatego, że ich nowym właścicielom nie chciało się wykonać minimum pracy.

 Co w trawie piszczy 

Naturalną konsekwencją prowadzenia tematycznego bloga jest możliwość ”monitorowania” zagadnień i problemów, których rozwiązań poszukują jego czytelnicy. Czytelnicy, którzy kontaktując się ze mną przez stronę bloga na Facebooku oraz moje prywatne konto na tym serwisie (gdy jeszcze istniało 🙂 ), często blog pomagają prowadzić, przekazując wartościowe materiały (ponownie: dziękuję), zadając pytania (na których odpowiedź czasem czekają bardzo długo, za co w tym miejscu raz jeszcze przepraszam) oraz proponując tematy, które ich zdaniem należy poruszyć (w przygotowaniu mam kolejnych kilka tekstów, które ukażą się, gdy tylko czas pozwoli mi je dopracować) i pokazują, że opcja ”najczęściej szukane” nie jest aż tak miarodajna, jak przypuszczałam. W trzeciej części ”O RÓŻNICACH, CZYLI JAK NIE STAĆ SIĘ ROZCZAROWANYM NABYWCĄ”, tekstu, który pisałam korzystając z własnych doświadczeń, obserwacji i niejednokrotnie ”szoków”, ale też właśnie jako swego rodzaju wynik i podsumowanie rozmów (w tym w formie korespondencji) z wieloma (także niestety już rozczarowanymi) posiadaczami psów oraz osobami, które do zakupu lub adopcji psa dopiero się przygotowują i chciałby uniknąć błędów, sporo miejsca poświęciłam niezrozumieniu opiekunów młodych molosów problematyki układu kostnego i aparatu ruchu u psa. Obiecałam też, że szerzej zajmę się kwestią żywienia młodego molosa w kontekście zapewnienia mu optymalnych warunków rozwoju. Po przeczytaniu pierwszego z serii czterech, wprowadzającego tekstu, sprzed ponad dwóch lat, po tym jak go zapisałam w folderze i o nim zapominałam, tekstu sprzed ”aktualizacji” zawierającej pytania, z którymi pisaliście/dzwoniliście, przez ten czas i po ponownym podsumowaniu treści przesyłanych mi przez was wiadomości i naszych konwersacji, zdałam sobie sprawę, że pierwotne założenie, z którym ”Wprowadzenie” pisałam, nie było właściwym. Opisywanie doświadczeń z gotowymi porcjami mięsa (RAW) kupowanymi przez internet, na które ”kocia inspekcja”, będąca w takich sytuacjach zawsze o krok przed psim konsumentem, reagowała potrząsaniem łapą i obrazą kociego majestatu (co zdecydowanie obniża wiarygodność produktu jako ”wysokiej jakości”), to za mało. (Nic nie zastąpi ”instytucji” rzeźnika z bazarku.) Pisanie na zasadzie porównywania różnic w rozwoju kośćca i masy mięśniowej u np. dwójki osobników w zbliżonym wieku i typie, jednak zupełnie inaczej prowadzonych, inaczej karmionych (plan żywieniowy podparty merytoryczną bazą vs. przypadek z rodzaju ”akurat to było w promocji”) i pochodzących z różnych kojarzeń, mających różnych przodków, to zawsze pisanie tylko o dwóch bardzo konkretnych osobnikach. Dotarło do mnie, że by napisać o żywieniu w sposób z mojego punktu widzenia zadowalający, musiałabym napisać coś o podstawach, coś w rodzaju osobnego poradnika poświęconego tylko i wyłącznie tej tematyce, a nie ma sensu ”odkrywanie Ameryki”, skoro w sieci jest całkiem sporo wartościowych (kompletnych) artykułów (także w języku polskim), których z jakiegoś powodu wy jeszcze nie przeczytaliście. (Why?) Zdecydowałam się więc na zadanie ”pracy domowej” chętnym do jej odrobienia czytelnikom bloga i polecenie wam (to pod koniec dzisiejszego artykułu) polskojęzycznych opracowań na początek następujących tematów; ”Znaczenie witamin w żywieniu psów”, ”Znaczenie mikroelementów w żywieniu psów”, ”Budowa, pochodzenie i rola białek w żywieniu psów”.

Sorry, no sorry

Kretyńskie i sfeminizowane po korek bieganie w kółeczko na wystawkach-ustawkach zdegenerowało masę ras. Psy rasowe przestały wykonywać prace, dla których poszczególne rasy powstały i teraz zadaniem przygnębiającej większości z nich, ich podstawową pracą i formą użytkowania (poza uzyskiwaniem dla tzw hodowców dochodów ze sprzedaży szczeniąt) w kontekście ich rasowości, jest ustawienie się na wystawowym ringu i to w pozycji przećwiczonej (maksymalnie maskującej mankamenty anatomii) oraz ”zaprezentowanie się w ruchu” – dobre sobie… Bo co powiedzieć, gdy pani ”hodowca” (i lekarz weterynarii w jednej osobie, żeby bardziej harDkorowo było) na sznurku ciągnie za sobą po ringu psie kuriozum: molosa, ociężałego kloca o ”gibkości” a’la sparciała gumka recepturka? Można tylko zapłakać. Z perspektywy czasu sama nie wierzę, że mogłam być aż tak naiwna, gdy dekadę temu wróciłam do kynologii, by znaleźć psa dla siebie, iż oczekiwałam, że typowy Dog de Bordeaux wciąż wygląda i potencjalnie jest tak sprawny, jak pies z filmu, który oglądałam w pierwszej połowie lat ’90 tych. Wierzę, że są jeszcze gibkie, zwinne, nieco rustykalne, surowe, umięśnione i tak, to to słowo: atletyczne Dogi de Bordeaux. Nie widziałam takich, ale wierzę, że są …w końcu nadzieja umiera ostatnia.

W tym wszystkim do czego doprowadziła rzeczywistość, w której za ”hodowlę psów w czystości rasy”, zamiast facetów, którzy przy pomocy tych rasowych psów aktywnie wykonywali konkretną robotę, zabrały się (nierzadko mocno rozhisteryzowane/ sfrustrowane) panie, którym się nudzi, żenadę podbija to, że psy które nieźle/nie najgorzej/znośnie wypadają na (skrupulatnie selekcjonowanych i czasem też obrabianych w programach graficznych) fotkach, oglądane live lub na filmie nieprzyjemnie często rozczarowują …nędzą. Nie tylko ruchem, ale całym swoim wyrazem albo raczej jego brakiem, bida-anatomią. Czasem wystarczy zobaczyć je na innym zdjęciu, w innym ujęciu, by wszystko się wydało. A czasem niespodziewanie ot, tak człowiek zderza się z rzeczywistością i aż go zatyka…

Kobieta trzyma smycz, na której końcu stoi ciemno pręgowany, brachycefaliczny (acz o całkiem normalnej długości kufy, nie płaskiej a’la wklęsłej, jak po zderzeniu ze ścianą) pies wzrostu Boksera o sylwetce …żadnej (”bez mięśni” → klasyczna parówka) i kośćcu przeciętnego wyżła. Poza obwisłymi faflami i okrągłą głową, nie ma w nim nic z molosa. Ponieważ napatrzyłam się na różne kynologiczne nieszczęścia z ”superhodowli” (szczególnie na wystawach klubowych), typując ”co to za rasa”, obstawiam, że ten pies może być Cane Corso, choć nijak na Cane Corso nie wygląda. (W corsiakach wachlarz straszydeł przebija ”opcje” występujące u argntynów. Poza tym ludzie posiadający rasowe psy bywają na tle ich rasowości bardzo wrażliwi. Jakiś czas temu mijałam panią z psiakiem przypominającym Nova Scotia Duck Tolling Retrivera i zwróciłam się do osoby, z którą szłam: ”Zobacz, jaki ładny kundelek, trochę jak ten Kaczkowy Retriver”. Boszzz… Właścicielka owej emanacji depresji inbredowej prawie zabiła mnie spojrzeniem, po czym wybuchnęła: ”To jest Retriver z Nowej Szkocji!”) Strzelam więc: ”To corsinka?”, pani odpowiada krótko: ”Nie.” Oj… Ale nie poddaję się, zgaduję dalej: ”Bokser?” – to był mój drugi typ. Jak ten pies, mógłby wyglądać kupiony okazyjnie za 500 zł ”Bokser”, mieszaniec Boksera z Czymś. Pies, którego profil sylwetki (na szczęście) odbiega od ”idealnego”, lansowanego w FCI, czyli Bokser, którego linia grzbietu nie przypomina stoku narciarskiego dla początkujących. ”Bokser” z lepszą proporcją: grzbiet vs. długość łap. Ale pies, na którego patrzę to nie Bokser. Pani (chyba zniesmaczona moją nieznajomością psich ras) wyręcza mnie: To Bullmastiff. Powstrzymałam impuls: ”Ta bida?!”. I odparłam tylko coś w rodzaju: ”Ten drobiażdżek?”, i zszokowana poszłam dalej. Sylwetka parówkowego weimara, tylko ciemno pręgowanego i z głową Bida Corsiak Bokser Mix, i nazwa rasy: BullMASTIFF. Przecież to aż w uszy, nie tylko oczy, zgrzyta. Ból tak, ale nie nie Mastiff. Cóż, takie czasy…

Gdy konkretnie o dogo chodzi najbardziej uderza, że przestały być rustykalne, zabrakło im surowości, nie mają już ciał dogo. Nie widać u nich definicji mięśnia, sporo w ogóle wygląda jakby mało zanik mięśni, więc jak mają mieć ładnie zdefiniowane mięśnie? Jak mówić o; gęstości, grubości, wypełnieniu, separacji, tym docięciu i dobrej ekspozycji mięśni, gdy patrzy się na wypłosze (których właściciele i/lub hodowcy sami ”definicje mięśnia” mają… mocno niezdefiniowaną i nawet nie rozumieją o co chodzi). Argentyny zgubiły to Autentyczne Coś, ”zadziora” w wyrazie, w całej swojej strukturze, formie, nie mają substance. I nie ma bata, żeby obrzynanie uszu cokolwiek pomogło. Przeciwnie, te cięte uszy jedynie podkreślają nędzę i definitywnie obnażają właściciela psiaka typu Popłuczyny, ale Cięte, bo dokładnie wiadomo o co chodziło z ”wyborem rasy”, gdy patrzy się na psa takiego człowieka (i jego samego).

Cóż, stado psów zamkniętych w kojcach, to stado psów zamkniętych w kojcach – z bezczynnym siedzeniem w kojcu nie ma mowy o substance. Właściciele tych kojcowo-wystawowych dogo też od patrzenia w telewizor nie wyrzeźbią sylwetek. (Poza tym w ”rzeźbieniu sylwetki” także nie chodzi o kuriozalny efekt a’la Jonny Bravo itp. Zero proporcji i ogromniasty biceps poza którym na ręce nie dzieje się absolutnie nic; niczego innego nie widać, bo nic innego nie jest ”zrobione”… No, ewentualnie jakaś idiotyczna ”dziara” – odpowiednik ciętych uszu u psa. Z takimi właścicielami też nie ma o czym rozmawiać.) A dodatkowo na psach z linii Popłuczyny po Rasie też nie zbuduje się niczego wartościowego.

I najsmutniejsze, że nawet proporcjonalne Dogo Argentino coraz częściej nie mają ciał, wyrazu, owego SUBSTANCE; są ”ciastowate”, ”obłe”, jak zeszlifowane drobniutkim papierem ściernym i wygładzone, wypolerowane do granic byle jakości, przypominają odlane z porcelany, niczym nalane Cane Corso. Nie dają wrażenia ”siły”, nie są ”atletyczne”, są… Białe. I parówkowate. 

Ale tak to jest, gdy psy przeznaczone to chase and kill big powerful animals zaczynają rozmnażać ludzie, którzy… Po prostu chcieli rozmnażać białe psy, które ”groźnie wyglądają”. A potem, w większości te psy kupują ludzie, którzy mają je po to, by ”wyglądały”… I wydaje im się, że jak już będą te psy mieć, to one same się ZROBIĄ tak, żeby ”WYGLĄDAŁY”. Niestety, samo to się robi tylko to, że te psy wyglądają jak nędze, jak parówki. W Polsce Dog Argentyński co najwyżej może tylko wyglądać. Hodowcy i właściciele parówek nawet o to nie dbają. 

Back to basics; ”stosunek wapnia do fosforu” i takie tam

Ten akapit zawierać będzie niby oczywiste oczywistości, uwagi, które ”wszyscy znają i rozumieją” i których ”już nie chce się czytać”. Wszyscy są ”tacy mądrzy” i tak ”wszystko wiedzą”, a mimo to masa rasowych psów wygląda jak Popłuczyny po Rasie, której mają być przedstawicielami. Hodowcy-producenci rasowych psów to w sporej części osoby kompletne przypadkowe i, co idealnie pokazują fejbukowe ”dyskusje” (ta ich ”klasa” i ”poziom”), naprawę ograniczone, ale wszystkiego na tych fejsbukowych pseudointelektualistów od kynologii nie można zrzucać. Tzw ”przewapniowanie”, zanik mięśni etc., to ”zasługa” opiekunów psów, ludzi, którzy są z nimi 24/7. Więc musicie rozumieć, wiedzieć jak bardzo ważne jest to czym i jak swojego psa karmicie lub karmić dopiero będziecie, jak ogromny jest wpływ żywienia na ogólny rozwój psiaka, oraz jak właściwie skomponować dietę waszego psa. A aby było to możliwe, musicie nauczyć się podstaw. (Psiarzom, którzy nie mają w zwyczaju dbać o własną dietę wiedza, którą nabędą czytając i ucząc się o powyższych kwestiach może przydać się do tego, by zaczęli z większą uwagą wybierać to, co nazywają ”jedzeniem” i bardziej dbać o samych siebie). Przyswojenie sobie czym są witaminy, mikroelementy, co i jak pies trawi, co z tego wynika, co jego organizm absorbuje, a czego nie i jakie pomiędzy poszczególnymi składnikami pokarmu zachodzą zależności, jest kluczowe dla zrozumienia kolosalnego znaczenia jakie ma żywienie w przypadku, w którym ma się pod opieką szczenię molosa. Szczenię typu, który jako osobnik dorosły osiąga znaczącą wagę. Bardzo często, kiedy odpowiadam na przesyłane do mnie wiadomości albo rozmawiam z moimi czytelnikami przez telefon, proszę te osoby, aby zdecydowały się wykonać RTG stawów psiakom, których zostały właścicielami (bądź zostaną wkrótce). I by zechciały sobie poczytać o wapniu i fosforze, szczególnie gdy czytam te lakoniczne (powtarzające się) ”karmię surowym”, ”jest na suchym” i widzę zdjęcie psiaka, którego dana osoba zdecydowała się kupić i teraz go żywi ”z nadzieją, że mu będzie służyć” to surowe albo suche… Niestety, wiele jest prawdy w powiedzeniu, że ”pierwszego molosa/presę się psuje”, na nim zdobywając doświadczenie (albo i nie)… Zwłaszcza, że mało który właściciel ”odrabia pracę domową” przed zakupem/adopcją psiaka i większość ”nie ogarnia bazy”, gdy upragniony pies trafia do ich domu.

Kolejna tajemnica poliszynela: wiele osób karmi swoje psy dosyć przypadkowo, ”ekonomicznie”, kupując nie tę/taką karmę, która jest dla psa najwłaściwsza na danym etapie jego rozwoju i optymalna w sensie kaloryczności, ale tę/taką która jest tańsza. Albo też bezsensownie eksperymentując z gotowymi karmami, bo ktoś coś tam im powiedział, czy też samodzielnie przygotowując psie posiłki. Są osoby, które podają szczeniakom mnóstwo surowego mięsa… (Do czasu). Albo ”rozpieszczają je” tłustym nabiałem i dziwią się ”kłopotom”… Nie ma w takim ”żywieniowym stylu” żadnego planu, ściśle określonych wytycznych ani sprecyzowanego celu. Nie ma w nim przede wszystkim odrobiny merytorycznego przygotowania – zero wiedzy. Dużo jest za to ”słyszałam, że…” i ”przeczytałem na grupie na fejsbuku”. I chaosu. I wszystko to widać, chwilę po tym, jak rzuci się okiem na szczeniaka czy podrostka, który ma kiepską sierść albo jest wręcz różowo-łysy, zastanawiająco chudy, szczudlasty, z wystającymi żebrami i generalnie cieniutkiej jak sznurówka kości. (Albo zapasiony, jak mały tucznik, a co tam stawy…) 

Na starcie zachwiane proporcje i niedobory

Proporcje sylwetki są bardzo ważne. Ich brak, tj proporcje zaburzone u szczeniaka w wieku 8 tygodni, czyli w wieku, w którym szczenięta zwyczajowo opuszczają hodowcę i trafiają do nowych domów, zdradzają, że w przyszłości psiak nie będzie należał do tych, o których mówi się, że są ”harmonijnie zbudowane”. To, co jest (no sorry, ale) po prostu brzydkie w tym wieku, będzie takie, kiedy dorośnie. (I pamiętajcie, że choć Dogo Argentino to ”molos typu presa”, szczeniaki dogo to szczeniaki typu ”klucha”, a nie zachudzone szczury! Małe dogo mają fałdki a’la mały budda, mocne głowy i łapy, nie wyglądają jak ”Resztki z miotu Dalmatyńczyków bez Kropek”, chyba, że pochodzą z kojarzenia typu ”Dalmatyńczyki bez Kropek” albo są zarobaczone.)

Niewłaściwa budowa anatomiczna, w tym zbyt cienka kość (”nóżki jak wykałaczki”), szczególnie rzucająca się w oczy zbyt krótka kość udowa, przy (nierzadko) jednocześnie znacząco wydłużonej kości piszczelowej i niepoprawnym kącie nachylenia miednicy, ”zapadnięty front” oraz ogólnie nieciekawy fizyczny wyraz szczeniaka, nie wróżą niczego dobrego. Szczątkowe kątowanie kończyn tylnych zanika u tego typu psów wraz z ich wzrostem. Niewłaściwy pokarm np. zbyt wysoka w nim zawartość wapnia, dodatkowo pogarsza i tak od początku wadliwy układ kostny tego typu psów. (Warto zwrócić uwagę, że tzw hodowcy, zarzucający fejsika zdjęciami tego rodzaju szczeniąt praktycznie nigdy nie pokazują ich, kiedy te są już podrostkami lub zwierzętami około dwuletnimi, inaczej niż w pozycji siedzącej lub na wprost. Ukrywają owe marniutkie, suchutkie, szczątkowe ”zadki”, z wątpliwej kondycji stawami, ”hodowlanki” robią na wystawach w pipidówkach podczas ”solowych występów” i przechodzą mini załamania nerwowe za każdym razem, kiedy ktoś celowo lub nie uchwyci takiego ich psa na fotce z wystawy… Ale co zdumiewające, zupełnie nie wstydzą się u tych samych psów, tzw kurzych mostków, do których wrócę w dalszej części tekstu.)

Jest też trochę osób, którym udaje się nabyć całkiem niezłe anatomicznie szczeniaki (takie po całkiem niezłych anatomicznie rodzicach, dziadkach itd.), których potencjał nowi opiekunowie po prostu marnują, karmiąc je byle jak i nie dając szansy tym psiakom, by rozwinęły się w pełni. Nie jest żadnym zaskoczeniem że z kojarzenia w rodzaju ”Samiec typu Popłuczyny po Dogu Argentyńskim x Suka typu Popłuczyny po Dogu Argentyńskim” wychodzi Koszmarek, ale jest wielką szkodą oglądać potomstwo całkiem poprawnych, a czasem wręcz świetnych (w tym min. wolnych od wad wrodzonych) rodziców, dziadków itd., które ze względu na ograniczenia właścicieli, ich brak chęci do czytania i nauki oraz ogólne lenistwo, wygląda jak potomstwo dogo-popłuczyn. Przypadki takich psiaków są niezwykle frustrujące dla hodowców, których omija możliwość przekonania się czy oceniając szczenię jako ”zapowiadające się całkiem nieźle” pomylili się co do oceny samego szczenięcia czy jednak osoby, której je przekazali.

Tej podstawowej wiedzy jest bardzo dużo. Ale nikt za was tego nie zrobi: nikt za was nie nauczy się elementarnych podstaw. To praca, którą wy, przyszli i obecni (dla was to ostatni dzwonek) właściciele musicie wykonać, chcąc wychować molosa, jak i presę na sprawnego psiaka, który będzie w stanie optymalnie wykorzystywać swoje zasoby i swoją ”rasowość”. Inaczej czyjakolwiek praca to tylko ”pisanina/paplanina o żywieniu”, która mija się z celem i niczego nie wnosi.

Od zera do bohatera? Nie bardzo

Ciągle jeszcze i pewnie tak już zostanie, naprawdę często to przypadek decyduje, że ”wybiera się” rasę psa. Przypadek decyduje, że ”wybiera się” szczenię z ogłoszenia. Przypadek decyduje czym i jak psa się karmi itp. itd. Tylko na końcu tego ciągu przypadków oczekiwanie ”mistrzów przypadku”, którzy któregoś dnia chcą ”Na wystawę!” lub gorzej: ”Robimy szczeniaczki!”, jest takie, że byle jaki pies, po byle jakich przodkach, byle jak karmiony, byle jak utrzymywany (ach ta ”ilość ruchu na świeżym powietrzu” itd.), anatomicznie i sprawnościowo będzie psim odpowiednikiem Daniela Cragia w ”Casino Royal”. WTF? Ludzie: jak? Skąd takie pomysły?

(https://wyborcza.pl/51,75410,17783738.html?i=1)

Edukacja (odpuście ”łażenie na skróty”)

Nie mam zamiaru wprawiać w złe samopoczucie nikogo z moich czytelników, żadnej z osób, która zdecydowała się do mnie napisać, czy z którą kiedykolwiek rozmawiałam. Nie. Po prostu ogólną prawdą jest to, że aby być w stanie pewne rzeczy zrozumieć i rozmawiać o nich na określonym poziomie, wpierw należy o tych rzeczach czegoś się dowiedzieć i nauczyć dotyczących ich podstaw. Jeżeli ktoś ”nie ogarnia bazy” w rodzaju dodawania i odejmowania, nie pójdzie dalej i nie pojmie mnożenia i dzielenia, ”zatnie się”. Często zdarza mi się rozmawiać o psach, także z osobami ”oczadziałymi” na punkcie (przede wszystkim) mitu Dogo Argentino. Z osobami, które w pewnym momencie zdają się mieć mi za złe, że nie rozumieją co i o czym do nich mówię. Daleko za mną jest etap, w którym z wyrozumiałością tłumaczyłam nienadążającym gdzie u psa jest kolano, co oznacza i z czego wynika ”karp” albo ”iks”, dlaczego ”białych” nie wolno karmić ”po taniości” np. kurzymi korpusami, co to znaczy ”hodowca godny zaufania” (szczególnie w kontekście rasy genetycznie predysponowanej do uszkodzeń min. zmysłu słuchu), po co psom ras dużych podawać kolagen, dlaczego pewnych nawyków w psach wyrabiać nie warto, itp. Molosy, jak presy, a Dogi Argentyńskie w szczególności nie są psami dla leni. Szanujmy swój czas. Po prostu.

”Mięśnie tylnych łap” w czołówce ”najczęściej szukane”

Wiele osób wciąż nie umie patrzeć na psa całościowo, jako na organizm, który prawidłowo rozwijać się i funkcjonować może jedynie wtedy, gdy zapewni mu się od samego początku odpowiednie (optymalne) warunki. I to też tylko jeżeli ”materiał wyjściowy”, czyli szczenię jest co najmniej poprawnie zbudowane. Osobnik o wadliwej anatomii nigdy nie będzie ”modelowym przedstawicielem swojej rasy”, nie będzie ”zachwycał ruchem”, a pewnych zadań/ćwiczeń nie będzie w stanie wykonywać w sposób poprawny, ponieważ nieprawidłowa budowa anatomiczna w znaczący sposób ograniczać będzie jego możliwości. Być może to niezrozumienie i nieumiejętność całościowego patrzenia właścicieli bierze się z tego, że takie osoby nie przykładają zbytniej uwagi do funkcjonowania własnych organizmów?. Tak czy inaczej, ten rodzaj posiadaczy psów nie wiąże ”spacerów z psem”, tej ”odpowiedniej dawki ruchu na świeżym powietrzu” ze wzmacnianiem i budowanie mięśni psa, nie postrzega ”wychodzenia z psem” jako formy treningu i cięgle ”nie ogarnia”, że ”dom z ogródkiem” to dla psa żadna frajda, kiedy i tak całe dnie spędza polegując jako więzień, sorry: ”stóż posesji”…

W każdym razie, kiedy patrzę na zdjęcia przedstawiające psy, których właściciele nagle się ”ocknęli” i piszą do mnie z pytaniem ”Jak rozwinąć mięśnie tylnych łap?” u ich psa, to czasem nie wiem śmiać się czy płakać. Czasami aż mam ochotę wprost zapytać: ”Człowieku, a gdzie ty byleś przez ten czas, odkąd to niby ‚masz’ tego psa? Co z tym psem dotąd robiłeś, że on wygląda jak z interwencji?” i ”Dlaczego ‚rozwijać’ chcesz tylko ‚mięśnie tylnych łap’? Dlaczego uważasz, że miałoby mieć sens, pracować tylko nad ‚jednym elementem’ jego ciała? Masz trzyletniego psiaka o budowie sflaczałej, nieco zeschniętej (a czasem wręcz wysuszonej) parówki, psa o płaskim froncie, zerowej obręczy barkowej, bez zadu (zero mięśni), z wadliwie ułożoną miednicą i kątowaniem, które praktycznie nie istnieje/stykającymi się z sobą, zajęczymi piętamiI chcesz ‚rozwijać mięśnie tylnych łap? WTF?”. Taki właściciel nawet nie jest w stanie ”ogarnąć” punktu wyjścia i tego jak bardzo zaniedbał szczeniaka na samym początku, a parówka to nie Wołowina Kobe i żeby nie wiem co, żeby nie wiem jak się taki właściciel ”napinał”, nie będzie Wołowiny Kobe z parówki.

”Parówki”, zanim cokolwiek się z nimi zacznie robić, cokolwiek ”budować”, zanim w jakikolwiek sposób zacznie się z nimi pracować, trzeba ”oddać na przegląd techniczny” i upewnić się, że wcześniejsze zaniedbania nie doprowadziły do uszkodzeń aparatu ruchu, stawów, chrząstek i/lub ścięgien psa w stopniu uniemożliwiającym jakikolwiek trening, poza spacerem na smyczy i pływaniem. Zaniedbanie psiaka na wczesnym etapie skutkuje u niego brakiem odpowiedniego umięśnienia (i napięcia mięśniowego), co zdecydowanie podnosi ryzyko wystąpienia wszelkich kontuzji oraz ”odezwania się” dysplazji stawów. Naprawdę, nie ma to jak oczy, które patrzą i widzą, chwila refleksji i realne oczekiwania co do możliwości naprawienia zaniedbań. Powtarzam: szanujmy swój czas. I te biedne psy. 

Bardzo ciekawie dyskutuje się z osobami, które ”odrobiły pracę domową” lub po prostu dzielą się swoimi doświadczeniami, obserwacjami i uwagami (to się ”wkład własny” nazywa), ale potwornie nużące i irytujące jest otwieranie wiadomości, w których autorzy demaskują siebie jako leni, którym nie chce się przeczytać choćby kilku artykułów o anatomii i żywieniu psów. 

Kiepska/licha/marna/słaba/zła anatomia w natarciu, czyli kit na ”dogo fit”

Argentyńczykami zawsze interesowali się ”ludzie z fantazją”, nie brakowało tej ”fantazji” przy tworzeniu ”zaświadczeń o leczniczym kopiowaniu uszu”, nic dziwnego, że nie brakuje jej przy tworzeniu nowych ”mód” sprzyjających ”hodowcom” rozmnażającym wadliwe anatomicznie osobniki w typie rasy, ale metką ZKwP. (Po prostu Jakieś Białe Psy.)

Odnośnie mody na ”fit dogo”, które nie tyle jest fit, co po prostu źle, marniutko zbudowane to, tak: ja też widzę fotki takich psiaków. Nie dowierzam, że kity na ”fit” gdzieś przechodzą, że ludzie się na to nabierają, ale najwyraźniej tak jest. Ze swojej strony mogę powiedzieć tylko tyle, że ktoś, kto ma psiaka o ”konstrukcji” wykałaczki obciągniętej skórą, bardzo marnie, licho zbudowanego, a w najlepszym przypadku Ponitera w typie dogo (jest u nas nawet [możliwe, że nie jedyna] hodowla oparta na takiej suce), i mówi o nim, że to ”Dogo Argentino w typie fit” ma… I fantazję i tupet. W pewnym sensie można takim ludziom pogratulować pomysłowości i kreatywności. Rynek jest trudny (od cholery hodowców się narobiło), szczeniaki trzeba sprzedać, więc o klienta na szczeniaki trzeba walczyć, i nie ma się co dziwić, że tzw hodowcy robią co mogą. Wy, jako przyszli nabywcy Dogo Argentino czy też innych presiaków, a może molosów, musicie po prostu trzeźwo myśleć, szukając informacji o rasie (czytać wzorzec i rozumieć jego zapisy i odnosić je do tego, czego nauczycie się o psiej anatomii). Musicie też zebrać informacje o hodowcy, któremu zdecydujecie się zaufać.

Kreowanie ”mody” na ”fit dogo” przez jakąś tam cześć osób rozmnażających białe, trwa już parę lat i to nie jest zjawisko, które trudno zrozumieć. Jest jasne, że jeżeli chce się być ”hodowcą”, np. właśnie Dogo Argentino i sprzedawać szczeniaki, a ma się do swojej dyspozycji osobniki o wadliwej, niedostatecznej dla tej rasy anatomii; psiaki o lekkiej kości, często zbyt wysokonożne, nietrzymające proporcji właściwych rasie, ”sarenkowate” (niekiedy nawet sprawiające wrażenie ”eleganckich”, ale wciąż o zaburzonych proporcjach i nieprawidłowej dla rasy anatomii), o wąskich i płytkich, niedosięgających łokci klatkach piersiowych, praktycznie nieistniejących obręczach barkowych, nieprawidłowo usytuowanych łopatkach, kurzych mostkach, marniutkich zadkach i suchych, lisich głowach (wszystko to w dowolnej kombinacji), to trzeba jakoś ludziom sprzedać to, że te psy są takie cienkie. Wymyślić narrację, która będzie usprawiedliwiać to jak one wyglądają. Trzeba jakoś opowiedzieć to, że, mówiąc krótko: te psy nie wyglądają tak, jak powinny tak, jak nakazuje wzorzec rasy. Facebook świetnie się do takiego kitowania nadaje, bo można co rusz wrzucać fotki okraszone odpowiednią ”filozofią” i lajkami znajomych. Ale dalej nie jest tak, że jak ”wystarczająco długo” jacyś ludzie będą swoje marnie zbudowane psiaki lansować na FB, to one przestaną być chucherkami albo Pointerami w typie Dogo Argentino. To nie jest tak, że od ilości zdjęć i komentarzy te psy zmienią się na ”bardziej jak Dogo Argentino”. Zostaną im ich dłuuugie łapy, brak proporcji właściwych rasie, pointerowe czaszki i pointerowe sylwetki. Nie jest tak, że nawet te Pointerów nie przypominające dogo-wypłosze, staną się Dogo Argentino. Wąskie, płytkie klatki piersiowe psów z kurzymi mostkami nagle nie zmienią się i te smętne klatki piersiowe nie ”napompują” się, nie poszerzą i nie pogłębią. Łopatki nie zmienią położenia, miednice nachylenia, zady z nieproporcjonalnych, rachitycznych nie staną się umięśnione, grzbiety mocne, a kości nie przestaną być cienkie jak wykałaczki, bo ktoś dużo zdjęć będzie zamieszczać. Anatomia takich psów nie ulegnie zmianie przez to, że ktoś będzie dorabiał ideologię do ich wadliwej, z angielskiego poor, czyli biednej/lichej budowy anatomicznej, pisząc bzdurne komentarze pod ich zdjęciami, czy wywody dotyczące ”prowadzenia psa w typie fit” na fejsbukowych grupach kynologicznych. Nie ma magicznej różdżki, która z chucherka zrobi psa o prawidłowej budowie anatomicznej. I nawet Harry Potter nie pomoże. Te psy nie są fit one są po prostu licho, dosyć ”biednie” zbudowane. Jest bardzo duża różnica pomiędzy normalnie zbudowanym i ”zrobionym” TTB, a marniutkim, cienkim jak przecinek DA, dla którego tekst o ”fit” kondycji ma być alibi dla nieprawidłowej anatomii. To, że i ”pitom” i dogo (nielegalnie) obrzyna się uszy, nie zmienia faktu, że to różne typy psów. To, co sprawdza się przy normalnie zbudowanych TTB, nie sprawdza się przy argentyńczykach pochodzących z kojarzeń osobników o nieprawidłowej dla tej rasy anatomii, bardzo mocno odstających od nakazów wzorca rasy, lub, gdy po prostu odzywa się depresja inbredowa.

To, że fotki takich psiaków możecie oglądać w sieci albo gorzej: te psiaki na wystawach, nie oznacza, że ludzi opowiadających, czy też wypisujących bzdury w internecie, właścicieli tych psich wypłoszy, dogo-przecinków macie traktować poważnie, nie daj Boże, u nich ”szukając porad dotyczących żywienia” i starając się swoje nieszczęsne psy upodobnić do ich chucherek. 

Powiedzmy to sobie jeszcze raz

Bardzo duża (niestety ta większa) część rasowych psów używanych do rozrodu, nie jest warta tego, by je rozmnażać. (Wystawowe tytuły to tylko ”opium dla mas”). Nie są to psy wartościowe w sensie hodowlanym, a mimo to są w hodowli używane i ich geny ”idą w świat”. Psy te nie są wartościowe jako rodzice z różnorakich powodów; są nosicielami szkodliwych mutacji, np. głuchoty, schorzeń układu kostnego, chorób serca lub nerek, wnętrostwa, cierpią na przewlekłe alergie skórne i/lub pokarmowe albo też mają znacznie poważniejsze kłopoty z układem trawiennym itp., oraz problemy z psychiką. A wszystko to, w większości przypadków, w dowolnej kombinacji. Dysfunkcje te są efektem niekiedy szokującego wręcz ograniczenia puli genowej przez stosujących ”metody hodowlane”, tzw hodowców, którzy zatrważających skutków swojego postępowania wydają się celowo nie zauważać. Przypominam mapkę pochodzenia pewnej ofiary bardzo ciężkiej dysplazji, suczki Doga Kanaryjskiego z rodzimym, bardzo znanym przydomkiem, pochodzącej od utytułowanych Championów, wiecie, wystawowych zwycięzców… 

Przy okazji: przeczytajcie sobie oba teksty, jeśli jeszcze ich nie znacie. Zmieniłam nazwę w ich odnośnikach, tak więc wyzerowały się liczniki udostępnień, ale osób zainteresowanych tematem, nie powinno to zniechęcać (zaktualizowałam teksty także o link dotyczący fejsbukowej strony ”Dysplazja w Dogo Canario/Presa Canario – gdzie podzialy się etyka i empatia?”);

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2016/12/19/dysplazja-w-dogo-canario-presa-canario-gdzie-podzialy-sie-etyka-i-empatia-odpowiedzi-na-najczesciej-zadawane-pytania/

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2017/01/15/czesc-druga-odpowiedzi-na-najczesciej-zadawane-pytania-kierowane-do-dysplazja-w-dogo-canario-presa-canario-gdzie-podzialy-sie-etyka-i-empatia/

Z ”przerasowieniem” mamy do czynienia w przypadku coraz większej liczby ras. Jednak aby znać ww powody, dla których danego osobnika do rozrodu używać nie należy, trzeba być nieco ”bliżej” tych psów, czyli mieć z nimi kontakt (np. zostać ”dziabniętym” przez przesadnie lękliwego lub nienormalnie dominującego, agresywnego wręcz psa), lub mieć kontakt z właścicielami potomstwa i/lub miotowego rodzeństwa takich psów, a nie tylko oglądać fotki tych piesków na fejsbuku. Jednak obok tych nieco ”głębszych” powodów, dla których wiele z hodowlanych psów (jak i ich potomstwo) powinno zostać z hodowli wykluczonych, jest całe mnóstwo innych, gołym okiem widocznych. I te oczywiste, rzucające się w oczy powody, to wady anatomiczne tych zwierząt; niepoprawna budowa, ‚konstrukcja’ układu kostnego, która to uniemożliwia albo raczej coraz częściej tylko uniemożliwiłaby tym, dziś raczej kanapowym psom, wykonywanie zadań, do których dana rasa została stworzona. Takie wady to np. tzw Iksy – krowia postawa łap tylnych, znacząco negatywnie rzutująca na napęd, lub pozbawione przedpiersia, wąskie, płytkie klatki piersiowe wpływające min. na pojemność płuc.

Dzieci hodowców psów rasowych

Na koniec dzisiejszego tekstu zwrócę waszą uwagę na jeszcze jedną kwestię, taką nieco na marginesie tematu kryteriów wg których hodowcy kojarzą psy, w kontekście widzenia przez nich albo nie wadliwej anatomii u ich psów. Istnieje szczególnie istotny wątek, który jednak przeoczany jest nie tylko przez samych tzw hodowców, ale przede wszystkim przez nabywców rasowych psów. I przy okazji wprowadzenia do serii o anatomii, podzielę się z wami następującą uwagą;

WPROWADZENIE: Na ”pieskowej” grupie pańcia („hodowca”) zamieszcza film, na którym jest jej pies rasy +/-50kg i jej dziecko +/- 8-10letnie. Dziecko prowadzi psa, pańcia idzie za nimi i nagrywa film dokumentujący „klimat” między dzieckiem i psem – ten jest bardzo ok.

ROZWINIĘCIE: Niestety, na nagraniu uwidacznia się także sposób poruszania się tej dwójki. Pies – ”zaplecze” typu bida i ma sensu się nad nim rozwodzić, gdyż dziecko tej „hodowczyni” to dopiero jest przypadek! Dzieciak ma klasycznego iksa – „kolana uciekają do środka” i po wewnętrznej stronie nogi aż do kolan, w trakcie ruchu, praktycznie ciągle się stykają – ma też szpotawe stopy. Dziecko idzie „płynąc”; wszystkie stawy pracują nienormalnie, i człapie (nie „kroczy”), waląc śródstopiem o podłoże, jak kaczka. Przy czym, żeby jeszcze „fajniej” było, jedna z nóg jest dłuższa – i tu problem jest głębszy, ta stopa bardziej „leci” do wewnątrz, co świetnie widać w pracy stawów biodrowych, gdyż jeden z nich musi znosić większe naprężenia, jakoś „kompensować” niekorygowaną różnicę. Ale pańcia hodowczyni i mamusia w jednej osobie najwyraźniej nie widzi problemu – dzieciak idzie w skrajnie dziadowskim w typie obuwiu, które pogłębia problemy. (Gdyby pańcia miała świadomość, że „coś jest nie tak” z tym, jak jej dziecko się porusza, podczas spaceru dzieciak nie chodziłby w byle czym, tylko w odpowiednio dla niego dopasowanym obuwiu. A pańcia korygowałaby dziecko w chwili, gdy to zaczynałoby się poruszać inaczej niż uczono/uczy się je podczas zajęć z gimnastyki korekcyjnej.) Może „hodowczyni” nie widzi wady postawy, bo sama ma iksa i dla niej iks jest normalny? Może nie widzi, bo po prostu nie widzi, bo tak ma, że nie widzi? I może różnica pomiędzy jedną nogą a drugą musiałaby wynosić co najmniej centymetr, żeby ZOBACZYŁA „kulawiznę” i to, że „coś jest nie tak”?

ZAKOŃCZENIE + „TEZA”: Ta pańcia, niby ”hodowca”, NIE WIDZI KURIOZALNEGO WRĘCZ PRZYPADKU WADY POSTAWY U SWOJEGO WŁASNEGO DZIECKA. Co taka pani może mieć do zaoferowania jako „hodowca”, skoro jest ślepa na swego rodzaju ułomność fizyczną u własnego dziecka? (Pewne sporty na starcie odpadają, bo w przypadku dziecka tej pani przyczynią się np. do szybszego „potrzaskania” u niego stawów). Wady postawy wpływają na komfort życia, upraszczając: wiążą się min. z dolegliwościami bólowymi. (U kobiet w okresie ciąży przysparzają dodatkowych problemów.) Generalnie, wszelkie przybieranie na wadze u osób z tego typu wadami, dodatkowo daje popalić osłabionym stawom.

Ktoś taki, jak pańcia „hodowczyni” z przykładu, tak ślepy, jest ujowym hodowcą, bo zaniedbał WŁASNE DZIECKO. Chcesz wiedzieć jaka jest wartość hodowcy? Dowiesz się bez jego/jej brzęczenia o metodach hodowlanych, jeśli „hodowca” ma dzieci. Jeśli dzieci „hodowcy” mają wady postawy, jeśli zostały tak koncertowo zaniedbane na wczesnym etapie rozwoju, że nawet wkładek ortopedycznych nie dostały i snują się w czymś, co powoduje, że ich kostki ”latają”, to wiesz już wszystko, co musisz wiedzieć nt. „hodowcy”. Jest bez znaczenia trucie o „metodach hodowlanych”, gdy brzęczą ludzie nieumiejący się zatroszczyć o aparat ruchu własnych dzieci.

Dzieciak z przykładu ma JUŻ +/- 8-10 lat i nie ma ”świadomości własnego ruchu”; nie czuje własnego ciała, nie umie, nie jest w stanie przyjąć prawidłowej postawy, porusza się niechlujnie. Czyli: było ZERO gimnastyki korekcyjnej – NIC. Jak więc mamusia albo tatuś takiego dzieciaka, parający się „planową hodowlą psów rasowych”, może dostrzegać wadliwą anatomię u czworonoga? Jak w ogóle ktoś taki miałby dbać o aparat ruchu psa? Ludzie, którzy są „hodowcami” i mają dzieciaki np. z tak zaniedbanym iksem; biodrami, kolanami, kostkami… Są kompletnie niewiarygodni. Mogą „fajnie i ciekawie” opowiadać, ale nic poza tym. Ich gadka nie ma żadnej wartości.

https://www.mjakmama24.pl/dziecko/zdrowie/koslawe-kolana-u-dziecka-przyczyny-metody-leczenia-aa-jjwJ-Cf7y-dicp.html

Strona, której lenie ”nie umieją znaleźć”

Bez nauczenia się czym są witaminy, mikroelementy i ”O co chodzi z białkiem?” nie ruszycie z miejsca, a rozpisywanie się ze ”znajomkami z fejsbuka” o tym ”Czy karmić psa wołowiną czy od razu koniną i dlaczego nie wieprzowiną?”, nie będzie miało najmniejszego sensu. Te zagadnienia to absolutna baza, coś jak elementarz. Człowiek uczy się całe życie, więc do dzieła, nie traćcie czasu. Nie traćcie go tym bardziej, że szczęśliwie dla wszystkich miłośników psów, doskonałe opracowanie powyżej wymienionych tematów znajdziecie na wielokrotnie przeze mnie polecanej stronie o nazwie ”ŚWIAT CZARNEGO TERRIERA”, do której często odsyłam piszące do mnie osoby i w której to stworzenie jej autorzy włożyli mnóstwo pracy, i do której w każdej chwili, każdy z was może wrócić, jeżeli ”coś się wam pomiesza”. Gdy o żywienie i suplementację psa chodzi, jest czego się uczyć(!), zresztą sprawdźcie sobie listę tematów na ww stronie 🙂 Zamieszczam linki do opracowań zagadnień wymienionych przeze mnie na początku, bo najbardziej leniwi lubią jak się im wszystko podaje na tacy ;

http://www.swiatctr.pl/a-zywienie_witaminy.html

http://www.swiatctr.pl/a-zywienie_mikroelementy.html

http://www.swiatctr.pl/a-zywienie_bialko.html

Na marginesie: nie istnieje możliwość ”nie znalezienia” tej strony, jeżeli szuka się informacji dotyczących żywienia psa, gdziekolwiek w internecie.

Pamiętajcie o tym, że ścięgna są niezwykle ważne i mają znaczącą rolę w rozwoju fizycznym psa, (np. kiedy rosną kości), dlatego suplementacja jest tak ważna. #Kolagen (https://podkowa.eu/):  https://podkowa.eu/pl/p/-Kolagen-NatiCol-Kwas-Hialuronowy-Chondroityna-Witamina-C-Tabletki/1667 

(Uwaga dla skrajnie bezczelnych

Nikt za was nie będzie waszym psom ”układał diety”. Nikt za was nie będzie ”oceniał” jakości ani składu gotowej karmy, której zakup rozważacie. Życie innych ludzi nie polega na gromadzeniu informacji o psich karmach, na wypadek gdyby jakiś leń nie raczył chcieć kajać się sprawdzaniem ”Z czego jest ta karma i czy warto ją kupić?”. Nikt nie będzie poświęcał swojego czasu na robienie czegoś, co wy sami powinniście robić, tylko dlatego, że wam się nie chce albo ”nie macie do tego głowy”. Przeczytajcie sobie skład, wpiszcie w wyszukiwarkę nazwy poszczególnych składników i symbole, przeczytajcie co one oznaczają, przeczytajcie kolejne odnośniki i te, które pojawią się pod nimi – tak jak robią normalni, nieleniwi ludzie, gdy starają się poszerzyć swoją wiedzę o kolejny aspekt. I sami wyciągnijcie wnioski. Jeżeli jesteście w stanie napisać mejla czy wiadomość na portalu społecznościowym, oczekując ”rozłożenia na czynniki pierwsze” symboli wymienionych na opakowaniu jakiejś karmy, to znaczy, że nie jesteście aż takimi amebami i sami dacie radę.)

A, żeby nie było za lajtowo na deser;

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora jest zabronione.

https://kulturakynologiczna.home.blog/

ZASADY HODOWLI PSÓW RASOWYCH RAYMOND’A OPPENHEIMER’A, ANGIELSKIEGO SĘDZIEGO KYNOLOGICZNEGO I HODOWCY BULLTERRIERÓW ”ORMANDY”

history3

Raymond Oppenheimer angielski sędzia i hodowca twórca przesławnego kennelu Bullterrierow „Ormandy”:

1. Pamiętaj, że zwierzęta które dziś dobierasz do hodowli będą przez wiele kolejnych lat miały wpływ na daną rasę. Miej to na uwadze, gdy dobierasz zwierzęta do rozrodu.
2. Możesz wybrać jednorazowo tylko 2 osobniki w jednym pokoleniu. Wybieraj tylko najlepsze, ponieważ będziesz musiał czekać na kolejne pokolenie, żeby poprawić to od czego wyszedłeś. Rozmnażaj tylko wtedy, gdy możesz oczekiwać, że uzyskane potomstwo będzie lepsze niż jego rodzice.
3. Nie możesz oczekiwać, że statystyczne przewidywania będą miały zastosowanie, jeśli chodzi o małą liczbę zwierząt (jak np. w jednym miocie). Statystyki sprawdzają się tylko w odniesieniu do wielkich populacji.
4. Rodowód jest narzędziem które ma ci pomóc rozpoznać jakie zalety i wady twój pies może prezentować lub przekazywać. Rodowód jest tylko tak dobry, jak pies który go posiada.
5. Miej na celu uzyskanie psa idealnego pod każdym względem, a nie tylko dla jednej czy dwu cech. Nie kieruj się też modą panującą w obrębie danej rasy.
6. Jakość to nie ilość. Jakość jest rezultatem dogłębnych badań, wynikiem konsekwentnego dążenia do zrealizowania pewnej wizji, rezultatem cierpliwości, żeby czekać aż uzyska się odpowiedni miot i umiejętności obiektywnego oceniania do czego już się doszło, lecz przede wszystkim efektem posiadania planu hodowlanego mającego na uwadze przynajmniej 3 pokolenia do przodu.
7. Nie zawracaj sobie głowy dobrym psem, który jest marnym reproduktorem. Ciesz się z jego (jej) posiadania ale nie uwzględniaj go (jej) w swoim planie hodowlanym.
8. Rzadko używaj out-crossów. Na każdą pożądaną cechę którą uzyskasz, przypadnie wiele złych, które będziesz musiał wyeliminować w następnych pokoleniach.
9. Inbreeding to cenne narzędzie będące najszybszą metodą utrwalenia dobrych cech i typu. Wyciąga na światło dzienne cechy, które muszą zostać wyeliminowane.
10. Hodowanie niczego nie „tworzy”. To co uzyskujesz, nie bierze się z kosmosu, lecz zawsze „tam” było, nawet jeżeli ukryte przez wiele pokoleń.
11. Zapomnij o starym banale, że rodzeństwo doskonałego reproduktora jest równie dobre jak on sam. Rodzeństwo rzadko ma tą samą genetyczną „układankę”.
12. Bądź ze sobą szczery. Nie ma idealnych psów (suk), tak jak i nie ma idealnych reproduktorów. Nie będziesz dobrym hodowcą, jeżeli nie potrafisz rozpoznać plusów i minusów u psów, które zamierzasz rozmnażać.
13. Cechy dziedziczne są przejmowane po równo od obu rodziców. Nie spodziewaj się że rozwiążesz wszystkie problemy w jednym pokoleniu.
14. Jeżeli najgorsze szczenię w twoim ostatnim miocie, nie jest lepsze niż najgorsze szczenię w twoim pierwszym miocie, tzn. że nie robisz postępu. Twój ostatni miot powinien naprawdę być ostatnim.
15. Nie wybieraj psa do rozrodu ani na podstawie najlepszego, ani najgorszego szczenięcia jakie spłodził(a). Oceniaj cały miot na podstawie cech większości.
16. Pamiętaj że jakość jest kombinacją „soundness” i funkcjonalności. Liczy się nie tylko brak wad ale pozytywna prezencja zalet. Liczy się cały pies.
17. Nie kieruj się emocjami w wyborze zwierząt do hodowli. Odpowiedni pies dla twojej hodowli to właśnie ten pies, nieważne kto jest jego właścicielem. Nigdy nie szkaluj dobrego psa, są zbyt rzadkie i wspaniałe aby były poniżane przez czyjąś małostkowość.
18. Niech nie satysfakcjonuje cię nic poza numerem jeden. Numer dwa to zawsze za mało.

Polskojęzyczna treść zasad, zamieszczona powyżej, pochodzi z profilu na Serwisie Facebook, należącego do pani Marzeny Kaca-Bibrich, 

Zdjęcie użyte w tekście pochodzi ze strony: http://www.thebullterrierclub.org/history/ 

Link do anglojęzycznej wersji tekstu: http://www.tybrushe-boxers.com/20_principles_of_breeding.htm 

Zuza Petrykowska

 

WZORZEC RASY DOGO ARGENTINO: TŁUMACZENIE ARTYKUŁU SĘDZIEGO KYNOLOGICZNEGO, HODOWCY DOGÓW ARGENTYŃSKICH, PANA MASSIMO INZOLI, ZATYTUŁOWANEGO ”10 THINGS TO KNOW BEFORE JUDGING THE DOGO ARGENTINO”

Na początek wypada zaznaczyć, że jest to tekst kierowany głównie do sędziów kynologicznych, napisany przez sędziego kynologicznego (będącego równocześnie hodowcą Dogów Argentyńskich), którego to będziemy mieć zaszczyt obserwować podczas pracy w trakcie tegorocznej białostockiej wystawy, bo to właśnie Pan Massimo Inzoli sędziować będzie Dogo Argentino 31 sierpnia 2014 w Białymstoku. (Notka o autorze umieszczona jest pod koniec wpisu). Playlista z wystawy; https://www.youtube.com/watch?v=dbClDR-NFzs&list=PLXiGVnK0adaa4eYgeP3gnsMMy0RHBXpqe

Ponieważ mamy świadomość, że nasze tłumaczenie czytać będą nie tylko fachowcy, pozwoliłyśmy sobie umieścić, w kwadratowych nawiasach, pisane kursywą, dodatkowe uściślenia, które naszym zdaniem pomogą nieobeznanym z Dogo Argentino czytelnikom, lepiej zrozumieć przesłanie artykułu. Tym bardziej, że choć język polski jest niezwykle bogaty, rzadko kiedy anglojęzyczne kynologiczne sformułowania znajdują w nim swoje wierne odbicie. W kwadratowych nawiasach, których w tekście jest łącznie sześć, znajdziecie dodatkowe objaśnienia do oryginalnego tekstu.

Korekta tłumaczenia: Zuza Petrykowska, marzec 2020 r. 

Zapraszamy do lektury;

10 RZECZY, KTÓRE MUSISZ WIEDZIEĆ O DOGO ARGENTINO PRZED PRZYSTĄPIENIEM DO JEGO OCENIANIA.

1. Wzorzec rasy

Pierwszą rzeczą, którą musisz wiedzieć oceniając [a dosłownie ”kontemplując”] Dogo Argentino jest to, że historia tej rasy jest inna od którejkolwiek z pozostałych ras.

Większość uznanych ras stworzonych zostało w procesie selekcji, opierającym się na różnorakich kryteriach, zależnych od funkcji jaką miał spełniać [uzyskany drogą selekcji] pies i warunków geograficznych obszaru, w którym miał funkcjonować [pracować]. Gdy rasa już powstała, fizyczne cechy będące esencją typu [te niezbędne i dla niego nieodzowne] były oficjalnie ustalane [i dopracowywane], poprzez badania [ w znaczeniu: studiowanie anatomii przedstawicieli danej rasy] i opracowywanie [rysowanie i opisywanie] wzorca.

Jednakże w przypadku Dogo Argentino, ten proces uległ odwróceniu.

Na początku zeszłego stulecia, Argentyńczyk Dr. Nores Martines wyobraził sobie rasę psa idealnie nadającego się do pracy pomocnika myśliwego, podczas polowania na grubą zwierzynę. Najpierw stworzył wzorzec rasy, a dopiero potem przystąpił do tworzenia Dogo Argentino. Finalnie Dr. Martines skrzyżował dziewięć ras, by jako rezultat otrzymać zwierzę tak bardzo zbliżone do ideału zaprojektowanego lata wcześniej, jak to tylko możliwe.

[UWAGA DODATKOWA: W przypadku innych ras historie ich powstania wyglądały tak, że potrzebowano psa do wykonywania jakiegoś konkretnego rodzaju pracy i aby go, czyli typ/”rasę” otrzymać selekcjonowano pod ściśle określonym kątem, najlepiej nadające się do konkretnego zadania osobniki. Gdy taki ”idealny pies” w końcu się urodził, ”studiowano go” (jego budowę anatomiczną), szkicowano i opisywano tzw wzorcem. W przypadku Dogo Argentino zrobiono coś, można powiedzieć, że zupełnie odwrotnego. Najpierw stworzono, dosłownie zaprojektowano hipotetyczny obraz rasy, którą chciano uzyskać, jej ”teoretyczny model”, a dopiero potem przystąpiono do jej tworzenia. (Mniej więcej tak, jak buduje się budynek, opierając się na architektonicznym planie albo szyje się sukienkę korzystając z wykrojów). Z jednym ALE. Otóż Martinez miał Viejo Perro Pelea Cordobes czyli Białego Doga z Cordoby/ Walczącego Psa z Cordoby. Kochał te psy, podziwiał ich piękno i siłę wyrazu, ale one, ze względu na kilka cech, którymi się odznaczały, w szczególności wysoki poziom agresji, w generalnym sensie były bezużyteczne. Matinez chciał zachować Psa z Cordoby, jego elegancki, majestatyczny wygląd, charakterystyczną białą sierść i siłę wyrazu, ale eliminując z niego niepożądane cechy, czyli min. właśnie tę wyjątkową agresję, ponieważ, choć w tamtym czasie VPPC miały się całkiem dobrze, wiedział, że na dłuższą metę jest to rasa skazana na zagładę.

Dzisiejszy Dogo Argentino to wciąż Viejo Perro Pelea Cordobes, tylko że po dziesiątkach lat (pokoleń) modyfikacji, czyli pracy hodowlanej Martinezów, a nie ”zupełnie nowa rasa stworzona z 9 wymieszanych z sobą ras”. (Odkąd człowiek zapragnął tworzyć psie rasy, aby takie specjalnie hodowane psy wykorzystywać do wykonywania konkretnych zadań, to te rasy, jak świat długi i szeroki, miały ”dodawane” inne rasy, po to, aby niektóre cechy przyćmić, czy jak w przypadku Dogo Argentino wyciszyć, a inne wydobyć, bo tą właśnie drogą tworzy się psich specjalistów). KONIEC UWAGI DODATKOWEJ.]

Tak więc wzorzec rasy, napisany przez jej twórcę, powinien być rozpatrywany w sposób wyjątkowo uważny, [zwłaszcza] w przypadku porównań do wzorców opisujących inne rasy. Dogo ma być dokładnie takie, jak wyobraził je sobie [i opisał w standardzie] jego twórca dziesiątki lat temu i wszelkie [jakiekolwiek] zamiary zmienienia go, powinny być uznane za poważny atak na pierwotnego ducha rasy.

Wiele lat po napisaniu oryginalnego wzorca Dogo Argntino, Fédération Cynologique Internationale (FCI) zdecydowało się przeredagować wzorce rożnych krajów tak, aby stały się bardziej ujednolicone, nowocześniejsze i łatwiejsze w odbiorze, pozostawiając mniej miejsca dla osobistych interpretacji.

Aby osiągnąć cel, którym miała być uniformizacja wzorca, FCI drogą formalną poprosiła Federación Cinológica Argentina (FCA) o dostarczenie wersji wzorca Dogo Argentino, która spełniałaby wytyczne nowego formatu. W Lutym 1997 roku, po zagorzałych bataliach pomiędzy FCA i Klubem Rasy, nowy wzorzec został wysłany do FCI. Ale nie była to jeszcze ostateczna wersja i FCI odesłało go do FCA, do korekty. Trwało to wszystko aż do Stycznia 1999 roku, kiedy to nowy wzorzec DA został ostatecznie zaaprobowany i wdrożony w życie.

Ze względu na nowy format i kilka dyskusyjnych punktów, nowy wzorzec zmodyfikował ducha oryginalnego wzorca Dogo Argentino. Tak więc w poszanowaniu dla obecnego i oficjalnego dokumentu, którego musimy przestrzegać my – wszyscy sędziowie, podczas oceniania dogo, każdy kto pragnie poważnie pogłębić swoje zrozumienie rasy, musi uważnie czytać i studiować oryginalny wzorzec. To jest jedyny dokument, który zawiera to, co było i to, co powinno być praktyczną regułą w odniesieniu do zrozumienia i sędziowania Dogo Argentino.

2. Forma (ciało)

Dogo Argentino jest lżejszym i bardziej atletycznie zbudowanym (od innych) molosem. [UWAGA DODATKOWA: Dogo Argentino to pies typu presa. Dogo ”molosem” jest z nazwy, bo tak wymyślili w FCI, stąd też tego słowa użył pan sędzia i hodowca w jednej osobie, którego tłumaczenie artykułu aktualnie czytasz. Jest niezwykle istotne, by pamiętać, iż anatomia Dogo Argentino nie jest anatomią ”molosa”. Przypominam uwagi Dr. Otto Schimpfa, który o dogo jako ”molosie” powiedział: Molossoid” is a concept that has come down to us from antiquity and is associated with the meaning of ”enormous, solid, with a large head, etc” The Dogo Argentino does not need these attributesMolosoidalny typ budowy, czyli masywny typ budowy to pojęcie/koncepcja, ze starożytności, z antyku, przywodzące na myśl psa ogromnego, solidnego z dużą, wielką głową itp. Dogo Argentino nie potrzebuje tych atrybutów/cech. Przy okazji, polecam zajrzeć do tekstu: https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2019/12/01/polowanie-z-dogo-argentino-na-terenie-europy-i-co-to-jest-monteria/ i przeczytać (co najmniej) jego fragment dotyczący wspomnianych uwag, o podtytule: Gdy cały twój świat kręci się w około FCI: Puk, puk! – Czy to molos? – Gdzie jest miejsce presy Dogo Argentino?”. KONIEC UWAGI DODATKOWEJ.] Nie może zmierzać w kierunku cięższego, brachymorficznego typu [bulldog], ani nie powinien być w typie psa wyścigowego, charciego, o lekkiej kości i długich nogach. W zamian plasuje się pośrodku, bez podążania w którykolwiek z tych dwóch skrajnie różnych typów budowy.

Pierwsze wrażenie, które odnosimy, patrząc na Dogo wynika z jego substance. [UWAGA DODATKOWA: W pierwotnym tłumaczeniu dodatkowe objaśnienie, odnoszące się do punktów 2&3, brzmiało następująco: ”Jako że w polskim języku kynologicznym nie ma słowa, które oddałoby sens angielskiego, esencjonalnego ”substance”, a taki nagłówek ma drugi punkt artykułu i generalnie jest to słowo szalenie istotne, kiedy przychodzi do opisu dogo, zdecydowałyśmy się na użycie słowa ”FORMA”, które to w obu najważniejszych w tym kontekście znaczeniach, zarówno kształtu (sylwetki), jak i kondycji fizycznej, zawiera w sobie sens, czy wręcz istotę tego, co czyni białego molosa Dogiem Argentyńskim; siłę, atletyczną budowę ciała (kondycję fizyczną), harmonijną i tym samym elegancką sylwetkę, które ten typowy dla dogo, pierwotny, surowy, rustykalny wyraz czynią dodatkowo majestatycznym, dumnym i szlachetnym.” Uważam jednak, iż znaczenie słowa substnce należy uściślić, tak więc, uściślam 🙂 Niektórzy sędziowie uważają, że dobrze umięśniony pies ma substance. Ale jeśli pies jest dobrze umięśniony, a ma niewystarczającą/słabą kość, to nie ma substance. Samo w sobie słowo substance odnosi się do bone heaviness, czyli ciężkości kości, w języku polskim mówimy raczej rodzaju/typu kośćca, i jest wyraźnie związane z overall structure of the dog, czyli ogólną strukturą (budową) psa. Bone heaviness – jakość kośćca danego osobnika, czyli typ jego kośćca, oraz dostateczność lub nie owego bone heaviness względem wymogów wzorca rasy, określamy/stwierdzamy/ustalamy poprzez ocenę kończyn przednich psa, to jaki typ kośćca one prezentują. Przyjęto, iż występują trzy rodzaje kośćca; flat (bladd) bone: weighs less and allows for greater speed (charty) – płaska (pęcherzowa) kość: waży mniej i pozwala na większą prędkość, oval bone: balances the frame of the dog (Pointer) – kość owalna: korespondująca z ogólnym typem budowy psa; jego size, propotions, substance, czyli gabarytami, proporcjami oraz substance rozumianym jako połączenie umięśnienia i typu kościa, round bone resist lateral conatct and stress (Shar Pei) – pękata, odporna/opierająca się bocznemu kontaktowi i naprężeniom. Jest ważne, by sędziowie wiedzieli, jaki poziom substance jest wymagany przez standard danej rasy. KONIEC UWAGI DODATKOWEJ.].

W związku z czym musi on mieć mocny [solidny] kościec, idący w parze z wyrazistą [dobrze zaznaczoną] muskulaturą i zredukowaną do minimum tkanką tłuszczową. Dogo pozbawione tej esencji nigdy nie będzie miało podstawowej charakterystyki typu, pozwalającej uznać je za dobrego przedstawiciela rasy.

Dogo Argentino to pies rustykalny o dumnym i szlachetnym w wyrazie. [UWAGA DODATKOWA: Rustykalny/‚Rusticity” – czyli pierwotny, surowy w typie, a mówiąc szerzej; rustykalny w znaczeniu ”prostoty” odnoszącej się do budowy ciała, która jest optymalna w stosunku do pracy, którą dogo, jako przedstawiciel swojej rasy ma wykonywać i ”wiejskości” w odniesieniu do wytrzymałości czy wręcz krzepkości, charakteryzującej Dogo Argentino. KONIEC UWAGI DODATKOWEJ.]

3. Proporcje

Prawidłowe proporcje są kolejną cechą charakteryzującą typ. Kufa dogo jest prawie tak samo długa jak czaszka; zaakceptować można tylko nieznaczne jej skrócenie. Tułów musi sięgać prawie do łokcia, chociaż pies z głęboką klatką piersiową, której linia kończy się nieco poniżej łokcia, będzie preferowany. Głęboka klatka piersiowa wiąże się z dużą pojemność płuc. Długość ciała powinna być nieznacznie dłuższa, niż wysokość w kłębie, wpisując psa w prostokąt.

4. Głowa

Głowa dogo jest uformowana z połączenia czaszki stworzonej do chwytania i utrzymywania i kufy stworzonej do węszenia. Czaszka musi mieć silne mięśnie skroniowe i żwacze (szczęki), ponieważ są to główne mięśnie zapewniające solidny, dobrze rozwinięty chwyt. Kufa w swych płaszczyznach bocznych powinna być tak równoległa, jak to możliwe, szeroka, nigdy szpiczasta [nie powinna zwężać się w kierunku nosa].

Fafle są umiarkowanie grube, krótkie i przylegające. Nie chcemy zbyt obfitych i obwisłych warg, które tamują dopływ powietrza do pyska: Dogo to pies chwytający i trzymający, który podczas wykonywania swojej pracy musi móc oddychać tyle, ile tego potrzebuje, wspomagając się powietrzem płynącym z nozdrzy. Fafle muszą być więc krótkie, tak by pozwalały psu swobodnie oddychać poprzez pysk, podczas utrzymywania zdobyczy. W oryginalnym wzorcu rasy obwisłe fafle były wadą dyskwalifikującą.

Widziana z boku górna linia głowy powinna być ”sinusoidalna”/”falista”, co oznacza, że czaszka lekko wypukła bocznie (lekko zaokrąglona) przechodzi w delikatnie wklęsły, górny profil (lekko zadarty). [Lekko wypukłe wygięcie czaszki powinno przejść w lekko wklęsłą górną linię kufy -w sposób gładki/ płynny.]

5. Wyraz

Wyraz wyraźnej surowości [owa rustykalność] jest esencjonalny.

Górna powieka jest bardzo gruba i stosunkowo ciężka i ma tendencję do tworzenia kąta z górną krawędzią oka. Dolna krawędź oka powinna być mocno przylegająca. W rezultacie [charakterystyczny i typowy dla dogo] kształt oka jest trójkątny, dając oko dobrze chronione, bez widocznych białek. Preferuje się, by krawędzie powiek były czarne, ponieważ niedostateczne wybarwienie skutkuje w końcu zupełną utratą pigmentacji, która to powinna być surowo piętnowana. Oko umiejscowione jest częściowo z boku głowy, a kość oczodołu u podstawy wygląda na grubą, ponieważ kufa zaczyna się znacznie poniżej oczu. Oczy są możliwie najciemniejszego koloru, a niebieskie są niedopuszczalne, chociaż taki kolor może pojawić się u szczeniąt.

6. Kufa [Twarzoczaszka]

Bezwzględnie należy unikać przesadnie skróconej kufy. Kufa Dogo musi mieć dobrze rozwinięte górną i dolną szczękę. Bardzo krótka kufa zmniejsza górną szczękę i ogranicza zdolność węchową [zdolność do tropienia]. Wynika z tego, że dobra głębokość pyska jest także istotna. Głębokość, to wrażenie głębokości, kufy nie powinna pochodzić od obwisłych fafli, ale dobrze rozwiniętych i silnych szczęk.

7. Zgryz

Perfekcyjne nałożenie się kłów jest znacznie ważniejsze niż zgryz [rodzaj/ typ zgryzu] sam w sobie, który to może być nożycowy lub cęgowy. (W wyjątkowych przypadkach możemy zaakceptować odwrócony zgryz nożycowy, jeśli spełnione są określone wymagania [Chodzi o położenie kłów względem siebie]). Dolne kły muszą być idealnie umiejscowione pomiędzy dwoma górnymi, wspierane przez pierwsze siekacze. Pies chwytająco-trzymający musi mieć doskonale dopasowane kły. Zęby muszą być duże i zdrowe, najlepiej, żeby uzębienie było pełne [z kompletem przedtrzonowców].

8. Okrywa włosowa/ umaszczenie [UWAGA DODATKOWA: O charakterystycznym, białym umaszczeniu Dogo Argentino i wszystkim co się z nim wiąże: https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2013/07/05/dlaczego-pigment-jest-taki-wazny-dla-dogo-argentino-podsumowanie. KONIEC UWAGI DODATKOWEJ.] 

Dogo rodzi się białe, a umiera czarne. Nie jest zasadne szukanie idealnego pigmentu/ wybarwienia u młodych psów. Z biegiem lat skóra dogo staje się ewoluującą mapą -zmienia się stopniowo.

Kiedy dwadzieścia lat temu kupiłem swoją pierwszą sukę, na jej podszerstku zauważyłem osiem małych czarnych plamek. Pamiętam, że nie spałem wtedy przez tydzień. Dziś to jedna z ostatnich rzeczy, na które zwracam uwagę.

Im bardziej sierść dogo jest biała, tym bardziej szczęśliwi jesteśmy. Ale dla psa, którego przetrwanie zależy od innych, funkcjonalnych cech, czysta estetyka koloru sierści jest sprawą drugorzędną.

Czysto biały jest kolorem, który rozprzestrzenił się u wielu ras psów. To kolor udomowienia. W większości kultur zwierzęta białe są cenne, przypisuje się im także wartość symboliczną. Często białą szatę traktowano jako podkreślającą rasową czystość zwierzęcia, w opozycji do pospolitości mieszańców [i ich zwykłej, niebiałej sierści].

Umaszczenie u psów determinowane jest przez różne pigmenty. Inne zwierzęta, włączając w to ptaki i owady, mogą wytwarzać wiele różnych pigmentów. Ale psy, jak wszystkie ssaki, mogą produkować ograniczoną ich ilość; melaninę, występującą w dwóch typach: eumelaniny (odpowiedzialnej za czarny barwnik) i feomelaniny (odpowiadającej za barwnik ”żółty”).

Selekcja w kierunku uzyskania bieli nie jest łatwa, bo ten kolor nie jest regulowany poprzez działanie tylko jednego genu. U Dogów Argentyńskich kilka różnych loci (S, C and T) wpływa na okrywę włosową. Gen, który interesuje nas najbardziej znajduje się w serii alleli S, która całkowicie zahamowuje działanie melaniny i w efekcie daje czysto białą okrywę włosową. W locus S znajdują się allele odpowiadające za obecność pigmentów w sierści. Pierwszy allel tego loci determinuje całkowitą/ pełną pigmentację powierzchni ciała. Inne regulują stopień depigmentacji w poszczególnych częściach okrywy włosowej. Ostatni allel serii, sw, determinuje występowanie całkowicie białej szaty.

Dzięki allelowi sw ciemny kolor znika niemal zupełnie albo, jak to często ma miejsce w przypadku braku specyficznej selekcji, pojawia się w postaci asymetrycznych, małych plamek, w okolicach oczu, [i/lub] na uszach [i] lub u nasady ogona. [UWAGA DODATKOWA: Bardzo trudnej, SPECYFICZNEJ selekcji, polegającej na zadaniu sobie dodatkowego trudu w kierunku redukcji spotów. Ale dziś już wiemy, że tu raczej chodzi o selekcję na poziomie labolatoryjnym, niż klasycznie rozumianą hodowlę psów rasowych i proste niewykorzystywanie w hodowli ”łaciatych psów”. Użycie sformułowania ”właściwa selekcja” sugerowałoby, że dogo selekcjonuje się w sposób niewłaściwy i dlatego okrywa włosowa niektórych osobników nie jest idealnie biała, a jak przecież wiemy tajemnica ”koloru” dogo leży w jego genotypie. KONIEC UWAGI DODATKOWEJ.

Ponieważ allel sw jest recesywny, naturalnym jest zastanawiać się jak to jest możliwe, że dwa białe psy mogą dawać potomstwo z czarnymi znaczeniami na oczach, uszach lub ogonie.

Niezwykłość alleli z serii S przejawia się obecnością dodatkowych genów nazywanych modyfikatorami, których czynność jest niezależna od tej, którą wykonują geny główne/ podstawowe. Niektóre modyfikatory wpływają na rozmiar, zwiększając zasięg pigmentowanych obszarów i odpowiadają jako ”dodatnie”, inne, które redukują pigmentację, są ”ujemne”.

To obecność tych modyfikatorów odpowiada za spoty dookoła oczu dogo. Znaczenie dookoła oka dogo nie może przekraczać 10% powierzchni głowy. Rzecz jasna jest to przybliżona miara, ponieważ jest niemożliwym mierzenie znaczenia, podczas gdy sędzia ocenia inne cechy typu i budowę danego zwierzęcia. Ciemne znaczenia (lepiej jeśli są czarne) nie powinny być zbyt obszerne; w ten sposób są estetyczne i nie rozpraszają uwagi.

Inne geny, które wpływają na kolor szaty u Dogo Argentino znajdują się w serii T. Allele z serii T są odpowiedzialne za plamki w białych obszarach; dają efekt cętkowania na czysto białej okrywie włosowe wynikającej z działania genu sw.

Zimą u dogo wytwarza się podszerstek, którego niektóre włosy, czasami mogą być zabarwione na szaro. Lepiej jeżeli sierść przez cały rok pozostaje czysto biała i gdy podszerstek też zawsze jest czysto biały.

Biel Dogo Argentino nie powinna być mylona z albinizmem regulowanym przez/ pochodzącym od działania genu z serii C. Na szczęście psy albinosy są bardzo rzadkie; albinizm powodowany jest zahamowaniem albo zupełnym brakiem któregokolwiek z pigmentów w okrywie włosowej, skórze albo błonach śluzowych.

Reasumując, biel Doga Argentyńskiego jest bielą pochodzącą z alleli sw. Wpływają na nią tylko geny z serii T, które dają cętki na sierści, co nie jest cechą pożądaną. Jednakże kolor dogo nigdy nie jest związany z albinizmem, który pochodzi z obecności genów z serii C.

Sierść jest krótka, posiada lśniąca strukturę, jednakże nie jest gładka. Nigdy nie powinna sprawiać wrażenia miękkiej i puszystej.

U niektórych psów, które widziałem pigmentacja nosa w komplecie z błonami śluzowymi jest brązowa. To jest bardzo poważna wada ponieważ wskazuje na obecność genów recesywnych, które są niepożądane. Dogo z brązową pigmentacją nosa i/albo błon śluzowych nie powinien być rozmnażany i powinien być zdyskwalifikowany z konkursu [wystawy].

9. Temperament

Dogo nigdy nie powinien być agresywny w stosunku do ludzi. Dogo warczący na sędziego bądź handlera powinien być usunięty z ringu. Zwracaj uwagę na agresję w stosunku do zwierząt tej samej płci! U psa, który nigdy nie był użyty do pracy [polowania] w grupie psów, agresja skierowana do przedstawicieli tej samej płci może być normalna i tolerowana, ale raz jeszcze: agresja przeciwko człowiekowi niedopuszczalna.

10. Ruch

Stosunek pomiędzy wysokością w kłębie, a długością ciała identyfikuje dogo jako przedstawiciela rasy, której sylwetka wpisuje się w prostokąt i nie jest kwadratowa. W wyniku tego dogo ma raczej predyspozycje do kłusu niż galopu.

Oczywiście dogo jest też dobre w galopie, ale jego proporcje wraz z katowaniem, predysponują je do poruszania się kłusem z długim wykrokiem. Zwinny i swobodny kłus podkreśla, że dogo jest mezomorficznym typem psa, a nie brachymorficznym z ciężkim ruchem [sposobem poruszania się].

Ruch/krok/chód dogo jest niemal koci. Jego sposób poruszania się jest zwinny i szybki, i dogo zawsze jest świadom tego, co dzieje się dookoła niego.

Kiedy coś wzbudzi zainteresowanie dogo, jego reakcje są gwałtowne, a zmiana jego nastawienia oczywista.

W takim momencie jest zdolny przejść w gwałtowny, energiczny galop, by znaleźć się blisko swojego celu. W pierwszej fazie polowania pies porusza się kłusem bądź inochodem, ostrożnie podążając tropami zwierzyny. Kiedy dystans pomiędzy nim, a obiektem polowania zaczyna się zmniejszać, zainteresowanie dogo rozbudza się gwałtownie, nastawienie zaczyna zmieniać i wtedy też zmienia się jego ruch. Doganiając swoją zdobycz, dogo galopuje.

Ostatnie setki metrów dzielące dogo od jego zdobyczy są tymi, podczas których wykorzystuje on swoją największą siłę. Rzuca się na swoją zdobycz tak, aby ją unieruchomić.

Ważne jest aby pamiętać, że podczas polowania, zanim dogo dosięgnie zdobyczy, trzeba pokonać wiele kilometrów pieszo, z psami podążającymi tropem dzików. Jeżeli dogo nie jest wytrzymałe [fizycznie] i nie ma dobrych podstaw [przygotowania w postaci treningu fizycznego, ale i specjalistycznego szkolenia] przybędzie na miejsce walki o swoje życie niedotleniony i wyczerpany.

Podsumowując, podstawowe cechy, które dogo musi mieć to –w tym miejscu zdecydowałyśmy, że najlepszym rozwiązaniem będzie pozostawić oryginalne określenia z języka angielskiego i po myślniku wyjaśnić ich znaczenie, bo (znowu) kynologiczny polski nie jest dość precyzyjny i tak;

Rusticityczyli musi być pierwotny, surowy w typie, a mówiąc szerzej; rustykalny w znaczeniu ”prostoty” odnoszącej się do budowy ciała, która jest konstrukcją optymalną w stosunku do pracy, którą dogo jako przedstawiciel swojej rasy ma wykonywać. I ”wiejskości” w odniesieniu do wytrzymałości czy wręcz krzepkości, charakteryzującej Dogo Argentino.

Substancemocną kość, atletyczną budowę ciała (kondycję fizyczną), harmonijną i tym samym elegancką sylwetkę, które ten pierwotny, surowy, rustykalny wyraz czynią dodatkowo majestatycznym, dumnym i szlachetnym.

Hard expressiontwardy, z naciskiem na surowy, zdecydowany wyraz.

Muzzle that can scent but that is strongpysk zapewniający dobry węch i silny chwyt, czyli stworzoną do tropienia, ale równocześnie silną kufę,

A deep thorax, broad chestgłęboki tułów i szeroką klatkę piersiową (czyli cechy mające ogromne znaczenie dla wydolności oddechowej),

And an alert and combative characterczujny i waleczny charakter.

O autorze

Pochodzący z Caltanissetta, na Sycylii, Massimo Iznoli od 1992 roku jest hodowcą Dogo Argentino, jego dogo noszą przydomek ”de Angel o Demonio”. W 2007 roku wyhodowany przez niego pies, multi-Champion Indio de Angel o Demonio, zwyciężył ranking FCA na najczęściej nagradzanego Dogo Arentino w ojczyźnie rasy.

Założyciel Dogo Argentino Club Italia (DACI) [włoskiego klubu rasy Doga Argentyńskiego] i jego były vice przewodniczący, Inzoli sędziował klubowe wystawy Dogo Argentino w Austrii, Bułgarii, na Węgrzech, we Włoszech, na Słowacji, w Serbii, w Hiszpanii i w Szwajcarii i sędziował tę rasę także podczas prestiżowej Cierre Ranking w 2008 w Buenos Aires, w Argentynie.

Inzoli był inicjatorem i lektorem pierwszego, organizowanego w 2005 roku przez Włoski Związek Kynologiczny, kursu doskonalącego wiedzę [odświeżającego i aktualizującego informacje] sędziów kynologicznych o DA i od tego czasu jest odpowiedzialny za szkolenie nowych sędziów Dogo Argentino.

[W 2009 roku Pan Inzoli sędziował Dogi Argentyńskie w Polsce podczas Klubowej Wystawy Molosów.]

Link do tekstu źródłowego: http://www.dogoargentino.it/articoli/16_dogo.pdf

Uznałyśmy, że takie ”niewygładzone” tłumaczenie będzie okazją do zaprezentowania wszystkim zainteresowanym, jak bardzo złożone są niektóre kwestie i określenia, ile w nich niuansów oraz jak ważnym jest dokładnie zrozumieć i umieć zobrazować sobie znaczenie ich wszystkich, tak aby faktycznie umieć patrzeć na Dogo Argentino. Równocześnie mamy nadzieję, że powyższy tekst zachęci do dyskusji także hodowców, dla których zaprezentowane tłumaczenie jest okazją także do tego, by mogli podzielić się swoimi punktami widzenia i zaproponowali polskojęzyczne określenia, które mogłyby zostać użyte równolegle z tymi, na które my się zdecydowałyśmy.

Ewa Ziemska & Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu oraz zdjęć bez zgody autorów jest zabronione.

Dogo Argentino : XIX Międzynarodowa Wystawa Psów Rasowych Katowice 22.03.2014 r

485541_820640164631498_1758855389_n

Na zdjęciu Cazador Criollo DESPERADO – CAC, CACIB, BOB

fot. Ewa Ziemska (Rey Gladiator)

Na początek pełne wyniki, a tuż po nich linki do filmików z YT 🙂

____________________

PSY

klasa szczeniąt

Alcatraz Caballero Fantasma – 1 wo.

klasa młodzieży

HEROS Złota Troja – Zwycięzca Młodzieży, Najlepszy Jumnior w Rasie
LOCO White Hunter – 2
JADEO de Los Escorpiones Blancos – nieobecny
B-BOY Blancos Lobos de La Montenes – nie do oceny (zostałam poinformowana iż powodem braku możliwości oceny było cyt. : Marcin Pietrowicz: bo nie chciał się dać złapać za jaja)

klasa pośrednia

BARTON Guerrera del Blanco – nieobecny

klasa otwarta

HUIRO de Los Escorpiones Blancos – CAC, res.CACIB
INEKO White Hunter – 2
El Susto Blanco CORRADO – 3

klasa championów

Cazador Criollo DESPERADO – CAC, CACIB, BOB

 

___________________

SUKI

klasa szczeniąt

CAMAYA Arroyo Blanco – wo. BEST PUPPY

klasa młodzieży

ROSARIO del Cavdillo
ZARINA Taurus – nieobecna

klasa pośrednia

VAIRA Blansky Les – CAC
ARROGANT ANGEL Insane White Love – 2
COCO de Lacy Atoazra – 3
BRASILIA Guerrera del Blanco – 4
KATIUSHA White Hunter
Dianca Alquanto Magnificente

klasa otwarta

MARICA Debajo de Gran Torre – CAC
SAFONA Złota Troja – 2
AYMARA Garganta del Diablo – 3
ASKA Mordida de Tijera – nieobecna

klasa championów

FABIANA de Los Escorpiones Blancos – CAC, CACIB
DOLORES Dogo Primera – 2 res. CACIB

 

_____________________________

A za komentarz nich posłuży wpis Oli Nie Aleksandry z Insaine White Love :

”Bywałam na różnych wystawach zanim w moim domu zagościły dogo. Oglądałam różne rasy, ale nigdy nie spotkałam się z tak dokładną oceną. Myślę, że Wszyscy, którzy byli wczoraj obecni ciągle są jeszcze pod wrażeniem dokładności i skrupulatności sędziego . Oglądał, dotykał, zaglądał, przeglądał, obserwował i to co wzbudziło największe chyba wrażenia to mierzył -chodził z miarką i mierzył. Dodatkowo wypraszał z ringu psy, które po prostu nie były przygotowane. To naprawde było wspaniałe show! Oby więcej takich sędziów i takich show! Gratuluje zwycięzcom!

 

 

 

LINKI (od klasy szczeniąt do Best of Breed) :

https://www.youtube.com/watch?v=-UwuN0VSwTo

https://www.youtube.com/watch?v=8n9Eu1m2qms

https://www.youtube.com/watch?v=J1jlsx68iww

https://www.youtube.com/watch?v=ShTbOSycPyM

https://www.youtube.com/watch?v=0Q75VQL3GAE

https://www.youtube.com/watch?v=m4FF14z8KH0

https://www.youtube.com/watch?v=aKan0DN8Oqs

https://www.youtube.com/watch?v=46qrjD91Yog

https://www.youtube.com/watch?v=yE8SowtGYC8

https://www.youtube.com/watch?v=gnZyiZcR3iU

https://www.youtube.com/watch?v=i6bbogH9q-c

https://www.youtube.com/watch?v=r4Bk9smNaiE

https://www.youtube.com/watch?v=AImSY5SwH-k

https://www.youtube.com/watch?v=nZNqGZHmwY0

https://www.youtube.com/watch?v=AqIGU9tOIQ0

https://www.youtube.com/watch?v=2q2kJyWKq9Q

https://www.youtube.com/watch?v=kXzTk_kzOPc

https://www.youtube.com/watch?v=f3j2-KjDFIM

https://www.youtube.com/watch?v=oQO0IA_gsec

https://www.youtube.com/watch?v=4GXcIdHsTv4

https://www.youtube.com/watch?v=x8wkSUgzW60

https://www.youtube.com/watch?v=msPdgjMmv58

https://www.youtube.com/watch?v=OR3A1u3utAk

https://www.youtube.com/watch?v=rz4chfjQLYM

https://www.youtube.com/watch?v=g9Zm3oUn6jU

https://www.youtube.com/watch?v=0KNdpPqjp4g

https://www.youtube.com/watch?v=5Ano4yop0BA

Zuza Petrykowska

DOG ARGENTYŃSKI – MORFOLOGIA I ANATOMIA PSA & WZORZEC RASY

Przejdźmy do rzeczy bez zbędnych ceregieli: Larouss Encyklopedia ”PIES” dr Pierre Rousselet-Blanc. Polska Oficyna Wydawnicza „BGW”, Warszawa 1993

Ponieważ nie na wszystko starcza czasu, grafiki wykorzystane w artykule postaram się uaktualniać, a na tę chwilę, tam gdzie nie ma jeszcze dogo-wrzutki/wrzutki w języku polskim, obrazującej daną kwestię, posłużę się obrazkami z netu i obszernie cytowanej Encyklopedii

WYGLĄD ZEWNĘTRZNY PSA

MORFOLOGIA
Nauka o kształtach i budowie zewnętrznej to wiedza bardzo użyteczna, ilekroć chcemy opisać jakąś część psa lub porównać dwoje zwierząt. Ze względu na ogromne różnice między psami nabiera ona wielkiego znaczenia, przedstawia bowiem kryteria estetyki wykorzystywane na wystawach psów. Niegdyś kryteria te dotyczyły konia, dziś zaś stosuje się je często do opisu wzorców, czyli norm ustalonych dla każdej rasy psów.

GŁOWA I LINE PIONÓW

1a1textures-wallpapers-textures-blue-texture (1)sdgfvhjnlkm;1

Głowa ma wiele charakterystycznych miejsc, z których każde ma swoją nazwę. Te miejsca (…) są nader ważne dla oceny psa przedstawionego do konkursu, gdyż właśnie kształt i proporcje głowy są podstawowym wyznacznikiem rasy i gatunku. Przełom czołowy (stop) na głowie wyznacza granicę między mózgowio- oraz trzewioczaską (kufą). U jednych psów krawędź czołowa może być wyrazista i tworzyć wyraźny próg (bokser), u innych może jej praktycznie nie być (chart). Od krawędzi czołowej ku przodowi powierzchnia praktycznie płaska i schodząca aż do wierzchołka nosa nazywa się grzbietem nosa, natomiast część głowy między uszami – pokrywą czaszki. Długość grzbietu nosa i pokrywy czaszki oraz kąt, utworzony przez te dwie powierzchnie to parametry dobrze opisujące morfologię głowy i często służące do opisu wzorca danej rasy. Odległość między łukami jarzmowymi (…) których kościstą i bardzo wydatną rzeźbę można zawsze wyczuć pod palcami między okiem i uchem, określa szerokość głowy i ten precyzyjny parametr uzupełnia dwa poprzednie. Z szerokością głowy wiążemy często tzw. obwód głowy, czyli obwód przechodzący przez czoło, łuki jarzmowe i gardło.


Szyja łączy głowę z tułowiem i pod względem morfologicznym ma niewiele punktów charakterystycznych. Tułów natomiast ma ich mnóstwo. Kłąb – punkt powszechnie uwzględniany przy mierzeniu wzrostu czworonoga – jest zapewne najważniejszym spośród nich. Z tyłu za kłębem znajduje się grzbiet, potem lędźwie, następnie zad. Grzbiet utrzymuje klatkę piersiową, lędźwie utrzymują brzuch., zad utrzymuje natomiast miednicę. Łuk żebrowy to linia, która przebiega za ostatnimi żebrami, morfologicznie oddziela ona klatkę piersiową od brzucha. Zaznaczmy, że biodro to jedyna wypukłość miednicy (guz krzyżowy), nie zaś staw.


Nazwy stosowane przy opisie (eksterieru) kończyn dotyczą w większości rzeźby kostnej (wyrostków kostnych), bardzo licznych i wyraźnie widocznych, służących do dokonywania pomiarów, opisywania linii i wyznaczania kątów. Na podobnych parametrach opiera się określanie pionów, czyli ogólnego kierunku kończyn (…). Nadto okolica, której u człowieka odpowiada nadgarstek, bywa również potocznie i niewłaściwie nazywana kolanem, tak samo jak w morfologii konia. Nie należy jej przeto mylić z kolanem ludzkim, gdyż u psa kolano jest stawem kończyny tylnej.
 1textures-wallpapers-textures-blue-texture (2)sdgfvhjnlkm;

LINIE PIONÓW

Odpowiadają położeniu kończyn względem ziemi, gdy pies stoi swobodnie.


Określa się je zawsze, oglądając zwierzę od przodu, z boku i od tyłu. Każda kończyna ma swoją oś kierunkową – jest to prosta łącząca teoretyczny punkt połączenia tułowia z kończyną (średnio łopatka w jednej trzeciej długości dla kończyny przedniej i staw biodrowy dla kończyny tylnej) oraz punkt styku łapy z ziemią. W teorii oś ta jest pionowa, gdyż zmniejsza to męczenie się stawów i zwiększa sprawność ; u niektórych ras jednak oś ta może się odchylać od pionu i nie uważa się tego za wadę.


W przypadku kończyny przedniej tylko przedramiona ustawione są rzeczywiście pionowo w obydwu płaszczyznach. Oglądana z przodu linia, poprowadzona ze stawu barkowego poprzez przedramię i nadgarstek, a kończąc na palcach, powinna biec pionowo. Jeżeli odchyla się na zewnątrz mówi się, że przednie kończyny psa są rozbieżne, jeżeli do wewnątrz –że są one zbieżne. Jeśli łapy odchylają się do wewnątrz, mówi się o postawie szpotawej, jeśli odstają na zewnątrz – o postawie francuskiej. Jeśli przedramię i łokieć rozchodzą się na zewnątrz, mówi się, że kończyny są beczkowate. Jeśli śródręcze z profilu jest długie i mocno pochyłe, mówi się o miękkim śródręczu ; przy krótkim i pionowym mówimy natomiast, że pies ma strome śródręcze (często wśród terrierów). Jeśli chodzi o kończynę tylną, tylko śródstopie ustawione jest pionowo. – teoretycznie rzecz biorąc – w obydwu płaszczyznach. Oglądana od tyłu linia, która zaczyna się od guza kulszowego, przechodzi przez staw skokowy i dochodzi do palców, powinna biec pionowo. Odchylenia od tej osi oceniane są tak samo jak w przypadku kończyny przedniej.
Wypada zaznaczyć, że w przypadku kończyn tylnych łapom zwróconym na zewnątrz towarzyszą zwykle zbyt zbieżne stawy skokowe tzw. postawa krowia. Oglądając psa zboku mówimy, że ma on kończyny odstawione, jeśli punkt styku z ziemią odchyla się do tyłu od teoretycznej osi kierunkowej pionowej lub przeciwnie – podstawione, jeśli odchyla się do przodu. W języku potocznym używa się określenia łapa, które określa zakończenie tylnej oraz przedniej kończyny. Łapa może mieć różne kształty.

DSC04140-1 DSC04146-1

388535_102723503180936_100003298595391_10934_72512802_n

3 1textures-wallpapers-textures-blue-texture (4)sdgfvhjnlkm;

ZĘBY, USZY, OGON I SZATA

Opisując psa uwzględniamy wiele innych aspektów: liczbę i układ zębów, sposób noszenia ogona, maść, według tych cech ocenia się urodę danej rasy.

DSC09641

UZĘBIENIE

Psy – tak jak wszystkie zwierzęta mięsożerne – mają uzębienie znakomicie przystosowane do sposobu odżywiania się. Wyjątkowo dobrze rozwinięte są kły oraz niektóre trzonowce, a łamacze nadają całości niezwykłą sprawność przy rozdrabnianiu pokarmów. Dorosły pies ma łącznie 42 zęby, tak, że na jedną stronę szczęki przypadają : 3siekacze, 1 kieł, 4 przedtrzonowce, oraz 2 trzonowce w szczęce górnej i 3 w żuchwie, siekacze są małe i pełnią mniej ważne funkcje ; siekacze środkowe nazywamy cęgami, bezpośrednio sąsiadują z nimi średniaki, a jeszcze dalej położone są okrajki. Leżące za kłami zęby przedtrzonowe i trzonowe nazywa się często u psa przedłamaczami, łamaczami i załamaczami (tylko wjęzyku francuskim, w nazewnictwie anatomicznym – nie) dla podkreślenia wagi tej pary zębów, tj. łamaczy która składa sięz czwartego przedtrzonowca górnej szczęki i pierwszego trzonowcażuchwy. W rzeczy samej, łamacze – istne naturalne nożyce – są dla psa domowego najważniejsze, gdyż kły nie służą mu już do zagryzania zdobyczy. Zadaniem łamaczy jest ciąć, natomiast trzonowce raczej miażdżą, zwiemy je także zębami guzkowatymi. Łamacze i zęby guzkowate mają po trzy rozgałęzione korzenie, toteż wyrywa się je trudniej niż inne zęby w przypadku ropnia. Przy zamkniętym pysku siekacze górne powinny normalnie zachodzić bezpośrednio przed siekacze dolne. Kieł dolny wysunięty jest lekko przed górny, natomiast wszystkie zęby przedtrzonowe i trzonowe górne nakładają się bo bokach na dolne. U psów o średniej budowie występuje wiele odchyleń od zgryzu normalnego ; najczęściej spotykamy się z wysunięciem siekaczy żuchwy przed siekacze szczęki (górnej) – mówimy wtedy, że pies ma przodozgryz. Odchylenie to jest normą u wielu ras o określonej budowie, stanowi jednak częstą wadę u innych ras (pudel yorkshire). Jeśli natomiast siekacze żuchwy są nadmiernie cofnięte (żuchwa jest jakby „za krótka”)mówimy, że pies ma tyłozgryz.
Jak wszystkim ssakom, tak i psom wyrastają najpierw zęby zwane mlecznymi (32 zęby), a dopiero po nich – stałe (oprócz pierwszego przedtrzonowego). Zęby zużywają się z upływem czasu, zmieniają się więc ich kształty. Na podstawie tych zmian oraz zużycia siekaczy można określić wiek zwierzęcia. Niegdyś często uciekano się do tej metody, obecnie stosujemy ją rzadziej, gdyż jest niedokładna. Można ją stosować jedynie wobec szczeniąt, gdyż tylko moment wyrzynania się zębów mlecznych, a następnie stałych następuje u wszystkich psów mniej więcej w tym samym czasie bez względu na rasę i płeć osobnika. Stopień zużycia zależy od typu psa i od pożywienia – pokarm płynny mniej niszczy zęby.

DSC09589DSC09584

DSC09582P[PLKMLN

UCHO


Psie ucho jest istotną ozdobą, która w rozstrzygający sposób wpływa na fizjonomię większych ras psów. Termin „ucho” ma tu oczywiście znaczenie nadawane mu w morfologii – czyli jest to (anatomicznie) małżowina uszna.

Kształt, wielkość i sposób noszenia bywają najrozmaitsze, tak samo jak rozmaite są psy.
Sposób noszenia ucha to jego cecha zasadnicza, najłatwiejsza do opisu i pozwalająca rozróżnić główne typy. Po pierwsze ucho stojące, które odpowiada pierwotnemu sposobowi noszenia właściwemu dla wilka, ale nie bardzo rozpowszechnione. Jest ono atrybutem ras bliskich prototypowi psa, jak np. szpic i nadaje psu wygląd wilka, jak to widzimy u niektórych owczarków. Pod względem kształtu i rozmiarów psie ucho bywa bardzo zróżnicowane ; zmienia się od małego trójkąta równobocznego u szpica, do wielkiego trapezu jak u nietoperza u buldożka francuskiego ; kształtem pośrednim jest trójkąt równoramienny u owczarka niemieckiego. Nie należy utożsamiać ucha stojącego naturalnie z uchem trzymającym się prostu w wyniku otektomii (obcięcia części ucha), co nader często praktykuje się wobec psów do stróżowania i psów pasterskich.
Ucho mniej czy bardziej obwisłe to zjawisko, które wystąpiło wraz z udomowieniem psa ; umownie rozróżnić można typ półstojący jak u owczarka szetlandzkiego (najwyżej polowa małżowiny załamana jest ku przodowi) lub whipeta (załamanie do tyłu, tzw. ucho w płatek róży), wreszcie typ obwisły, bardzo pospolity wśród ras myśliwskich.

Ten ostatni typ ma wiele odmian stosownie od osadzenia ucha (powyżej lub poniżej poziomu oczu), do oddalenia uszu od boków głowy (zależy to od jędrności chrząstki u nasad małżowiny) oraz od kształtu i rozmiaru ucha. Wzorzec ściśle określa cechy ucha dla prawie wszystkich ras. Można w zasadzie uznać, że zalety i wady ucha u psa mniej więcej jednorocznego są już stałe.

DSC04182-1 DSC04190-1

OGON

Ogon psa może wyglądać bardzo różnie. Jest noszony mniej lub bardziej wysoko, mniej lub bardziej zakrzywiony, cienki lub gruby, długi lub krótki. Z zakrzywieniem ogona wiąże się jego sposób noszenia, który dla wielu ras okazuje się cechą szczególnie charakterystyczną i bardzo wyraźnie wpływa na właściwą sylwetkę zwierzęcia. Ogon oglądamy gdy pies stoi spokojnie – jest to konieczny warunek, wiadomo bowiem, że ogon psa wyraża każdy odcień jego nastroju. Pis spuszcza go po prostu lub podwija, wyrażając w ten sposób strach lub uległość; wznosi i zadziera ogon w chwilach podniecenia lub gniewu.
Wiele owczarków i psów do stróżowania nosi ogon raczej opuszczony, natomiast duża część psów myśliwskich i gończych trzyma ogon nieco uniesiony, tzw ogon szablasty. U tych ostatnich (u gończych) ogon bardzo łatwo wznosi się ponad linię poziomą, gdy tylko psa coś pobudzi. Mówimy nawet, że jest wesoło noszony – jest to częsta i charakterystyczna postawa wśród terrierów. Przy jeszcze wyższym uniesieniu ogona może się on zawijać, a nawet kłaść na grzbiecie, jak to widzimy w grupie szpiców. Zaznaczmy wreszcie niektóre osobliwości, jak krótki, ze zgrubieniami ogon buldoga albo ogon z zawiniętym sierpowato końcem, jak wśród niektórych chartów.
Brak ogona to zjawisko rzadkie ; występuje np. u bobtaila. Natomiast dla sporej liczby ras wzorzec przewiduje obcinanie części ogona (kaudektomia).
O skróceniu ogona decydują względy utylitarne (mniejsze ryzyko zranienia, np. na polowaniu) lub estetyczne.

NARZĄD RUCHU I CHODY PSA

Kościec psa domowego – prawie niezmieniony od początku jego istnienia – nadal jak u dzikiego przodka pełni wszystkie swe funkcje, mimo że wraz z podziałem na rasy nastąpiło znaczne zróżnicowanie niektórych jego części. Różnią się także mięśnie poszczególnych ras i tylko regularne ćwiczenia mogą zapewnić im, podobnie jak mięśniom człowieka, siłę i wytrzymałość.
Badając narząd ruchu psa opiszemy po kolei najpierw kościec, a potem mięśnie. Całość zdołała się u psa znakomicie dostosować do polowań i biegu.

KOŚCIEC

Jak u wszystkich kręgowców, główną oś tworzy kręgosłup, który u psa składa się z siedmiu kręgów szyjnych, trzynastu kręgów piersiowych, siedmiu kręgów lędźwiowych, zrośniętych z sobą trzech krzyżowych i ok. dwudziestu ogonowych. Taka oś pozwala psu osiągać w ruchu moc i zwinność – cechy charakterystyczne dla ssaków mięsożernych. Kręgi piersiowe, choć jest ich dwakroć więcej niż szyjnych lub lędźwiowych, nie tworzą jednak odcinka od nich dłuższego. Są znacznie krótsze, podtrzymują klatkę piersiową i chronią serce oraz płuca nawet przy gwałtownych ruchach zwierzęcia. Swą zwinność pies zawdzięcza szyi i lędźwiom, nie zaś grzbietowi. Dziewięć pierwszych kręgów piersiowych ma środkową wypukłość grzbietową – wyrostki kolczyste, mocne rozwinięte i łatwe do odszukania pod skórą psa. Wyrostki te tworzą w miejscu najbardziej wzniesionym kłąb. Klatka piersiowa składa się z każdej strony ztrzynastu żeber, z których po dziewięć łączy się z mostkiem. Mostek ma dwa wyczuwalne pod palcami końce : z przodu rękojeść mostka mostka na środku przedpiersia i wyrostek mieczykowaty z tyłu– oddziela on okolice piersiową od okolicy brzucha.

Czaszka jest złożoną konstrukcją kostną, zbudowaną wokół dwóch wielkich jam zwanych mózgowiczaszką i trzewioczaszką. Rozróżniamy kości tzw. czaszkowe (kość potyliczna, kość ciemieniowa i kość skroniowa to najbardziej znane) oraz kości „twarzowe” (szczękowa, czołowa, siekaczowa, nosowa, jarzmowa i żuchwa, żeby wymienić najważniejsze).
Największe różnice, ze względu na rasę, występują w kościach twarzowych. Rozległe jamy nosowe mieszczą małżowiny nosowe – kościane blaszki pokryte śluzówką nosową i węchową.

Kończyna przednia – jej cechą szczególną jest brak połączenia stawowego z tułowiem. Pies nie ma ani obojczyka, ani wyrostka kruczego, toteż jedyną kością tej okolicy jest łopatka, utrzymywana przy klatce piersiowej przez silne mięśnie. Łopatka – kość duża i płaska – ma wyczuwalną wypukłość – grzebień łopatki, który kończy się na poziomie stawu barkowego dobrze wyczuwalnym wyrostkiem barkowym. Kość ramienna tworzy bardzo wyraźną wypukłość (guzek większy), a ten wraz z wyrostkiem barkowym łopatki określa punkt barku. Przedramię składa się z dwóch przylegających do siebie kości: promieniowej i łokciowej, które w przeciwieństwie do kości ludzkich nie mogą obracać się względem siebie. Najważniejszą wypukłością tych kości jest wyrostek łokciowy. Dalej kończyna przednia składa się z nadgarstka, czyli siedmiu kości zestawionych w dwuszereg, z których najbardziej wysuniętą do tyłu (kość dodatkowa) można zboku wyszukać, następnie ze śródręcza, a wreszcie z pięciu palców, z których jeden jest silnie zredukowany.

Kończyna tylna zaczyna się od potężnej obręczy miednicznej będącej połączeniem trzech kości– kulszowej, łonowej i biodrowej. Oba skrzydła kości biodrowej wspierają się na kości krzyżowej i wyznaczają okolice zadu, natomiast guzy kulszowe wyznaczają wierzchołki pośladków. Miednica łączy się z kością udową poprzez półkulistą panewkę, w której mieści się główka kości udowej. Kość udowa ma wyczuwalną wypukłość tzw. krętarz, ustawioną bocznie względem główki kości udowej. Kolano – staw złożony – łączykość udową z układem : kość piszczelowa-rzepka-kość strzałkowa. Słabiutka kość strzałkowa nie pełni żadnych funkcji podtrzymujących. Stopa ma taką samą budowę jak odcinek dłoniowy kończyny przedniej i składa się z trzech segmentów : kości stępu, z których najdalej wysunięty ku tyłowi jest guz piętowy: śródstopia, a wreszcie czterech palców.

oiug

MIĘŚNIE

Budowa szkieletu psa wskazuje, że jest on urodzonym biegaczem, a najdobitniej świadczą o tym następujące cechy: potężny i giętki kręgosłup, stawy, które dla usprawnienia biegu zbudowane są tak, że preferują ruch: zginania i prostowania przy upośledzeniu ruchów obrotowych i odchyleń od płaszczyzny strzałkowej (zanik obojczyka, połączone kości promieniowa i łokciowa. Uwsteczniona kość strzałkowa, palce rozstawione); dłoń i stopa długie i sztywne, co wydłuża i odciąża kończynę, przy czym główna masa mięśni leży bliżej kręgosłupa.

Mięśnie czyli napęd organizmu, są bardzo liczne i zróżnicowane pod względem znaczenia funkcjonalnego; prościej więc będzie raczej wymienić najważniejsze spośród nich według pełnionej przez nie roli niż sporządzać ich pełną listę.

Mięśnie żuciowe: skroniowy i żwacz należą u psa do najpotężniejszych, pozwalają psu wytworzyć nacisk ponad 200kG/cm kwadratowy; mięśnie zginacze szyi: ramienno-głowy i mostkowo-głowy; mięśnie prostowniki kręgosłupa: wspólna masa lędźwi, mięśnie szyjne i grzbietowe; mięśnie zginacze części lędźwiowej kręgosłupa: mięśnie brzucha (skośny: zewnętrzny i wewnętrzny, mięsień prosty brzucha) oraz mięśnie lędźwiowe; mięśnie prostowniki ramienia: ramienno-głowy i nadgrzbietowy; mięśnie zginacze ramienia: mięsień najszerszy grzbietu, trójgłowy ramienia; mięśnie prostowniki przedramienia: trójgłowy ramienia; mięśnie zginacza przedramienia: dwugłowy ramienia, ramienny; mięśnie prostowniki przedniej łapy przedramienia dogłowowe; mięśnie zginacze przedniej łapy przedramienia doogonowe; mięśnie prostowniki uda: pośladkowe; mięśnie prostowniki podudzia: kulszowo-piszczelowe, z których najważniejszy jest dwugłowy uda oraz brzuchaty łydki; mięśnie zginacze stopy i prostowniki palców: piszczelowe dogłowowe; mięśnie prostowniki stopy: zginacze palców, piszczelowe doogonowe.DSC09599

CHODY

Pies, wykorzystując swój narząd ruchu może poruszać się w trojaki sposób:
krok (stęp) – chód najwolniejszy, przy którym podłoża dotykają zawsze trzy kończyny;
kłus – chód klasyczny dla psa myśliwskiego i psa strzegącego stada
galop – chód najszybszy.

DSC09606

Każdy z tych chodów można „rozkładać” na czynniki pierwsze i analizować używając terminów pochodzących z mechaniki mięśni ; sekwencja podstawowa dla danej kończyny jest zawsze taka sama bez względu na rodzaj chodu. Tak więc analizując na przykład galop, wyróżniamy najpierw fazę zawieszenia, w czasie której żadna z kończyn nie dotyka podłoża, potem fazę podparcia, w czasie której łapa przednia podtrzymuje ciało i przedłuża pęd, wreszcie fazę odbicia, w czasie której łapa tylna nadaje ciału dynamiczne pchnięcie. Przy bliższej analizie poszczególnych faz zauważamy, że w fazie zawieszenia kończyna przednia przygotowuje się do lądowania. Cała kończyna wyciąga się do przodu szukając punktu oparcia możliwie jak najdalej, dzięki akcji wszystkich mięśni prostowników i uruchamiając przy tym mięsień ramienno-głowowy, który ciągnie górną część ramienia daleko do przodu. Przy podparciu kończyna przednia najpierw amortyzuje lądowanie (dzięki „sprężynującemu” działaniu różnych odcinków kości), potem przedłuża pęd poprzez ściągnięcie mięśnia trójgłowego ramienia i mięśni przedramienia doogonowych. Jednocześnie ustawia się pod tułowiem „napęd tylny” (pod działaniem mięśni lędźwiowych zgina się kręgosłup i zmienia pozycja miednicy), kończyna tylna wyciąga się do przodu i szykuje do odbicia. W fazie odbicia wchodzą do akcji najpotężniejsze mięśnie organizmu : pośladkowy i czterogłowy uda. Całkowitemu i gwałtownemu wyprostowaniu kończyny tylnej towarzyszy rozprostowanie kręgosłupa zwiększające napęd (działanie łącznej masy mięśni; kończyna tylna „zostaje” za tułowiem). Swoją szybkość zawdzięcza więc pies rozwojowi mięśni napędu tylnego.

Kłus różni się od galopu tym, że pies nie jest nigdy w zawieszeniu, czyli nie ma takiej chwili, w której żadna z łap nie dotyka podłoża. Kłus jest sekwencją dwóch faz : podparcia i zawieszenia. Krok natomiast rozkłada się na dwie symetryczne fazy : przesunięcie lewej przekątnej, a potem przesunięcie prawej (wypada wyjaśnić, że lewą przekątną nazywamy współgranie kończyny przedniej lewej z tylną prawą, przekątna prawa to współgranie kończyn prawej przedniej z lewą tylną). Odruchowe połączenie tych faz decyduje o sprawności chodu psa ; ponadto pies potrafi w każdej chwili je zmieniać i może bez utraty sił na przemian skakać i skręcać, galopować i biec truchtem itd.

 

DSC09633

Pies z wielką łatwością skacze w dal, wzwyż i w miejscu. Nie jest dobrym skoczkiem jak kot, po części dlatego, że nie może wysuwać pazurów ani skręcać łap. Może jednak nauczyć się skakania wykorzystując do rozpędu swoją masę. W wodzie pies porusza się w sposób naturalny, wykonując ruchy jak przy kłusie.

Spisała, z jednej ze swoich ulubionych w dzieciństwie książek (Larousse Encyklopedia ”PIES”, dr Pierre Rousselet-Blanc. Polska Oficyna Wydawnicza „BGW”, Warszawa 1993), Zuza Petrykowska.

1

iujh (3) iujh (4)

DSC09627

 

blue

DSC09635

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu, grafik bez zgody autora oraz cytatów bez podania źródła jest zabronione.

Zuza Petrykowska

www.facebook.com/zuzpasjaodogoargentino

WYBIERAJĄC HODOWLĘ DOGO ARGENTINO -HODOWCY VS. HODOFCY

Od jakiegoś czasu ”nie śledzę” wszystkich miotów, które przychodzą na świat w poszczególnych hodowlach – przeszło mi. Wiem co u kogo ”w trawie piszczy”, ale w znacznej większości sens tych miotów sprowadza się po prostu do tego, że coś piszczy… Nie śledzę poczynań wszystkich hodowców*, bo nie ma czego śledzić.

W ciągu tych ponad dwóch lat, odkąd piszę o dogo, sporo rzeczy się zmieniło… Począwszy od tego, że mądralińska pani na etacie gwiazdy przestała nazywać poprawnie pigmentowane DA, wywodzące się z włoskich linii, ”dalmatyńczykami”. (W końcu przecież stara się do swoich kryć wybierać psy z podobnymi rodowodami co te ”dalmatyńczyki”. Co prawda rodowody są tylko ”podobne”, bo dogo-świat z naciskiem na ”ŚWIAT” jest dzięki fb naprawdę mały, a Włosi pamiętliwi, ale kopiuje ile może). Wraz z nią parę innych osób nauczyło się, że różowe dogo wygląda jak prosiak z alergią na pyłki traw, i nie ma co bronić takiego ”wizerunku”. I co najważniejsze, że tak poważne braki pigmentacyjne, jakie jeszcze niedawno uchodziły na sucho polskim gwiazdom for (które niektórzy traktowali i wciąż jeszcze traktują, jak sklepy internetowe, dzięki którym zbywali i zbywają szczeniaki), to bardzo poważny problem dla rasy, której ”barwa” sierści to efekt niezdolności do produkcji pigmentu, a najczęstszym skutkiem tej niezdolności u białych psów jest głuchota uwarunkowana genetycznie. Dbałość o poprawną pigmentację wymaga od hodowców staranniejszej selekcji – nie wszystkim się chce 😦

Obawiam się jednak, że wzrost świadomości na temat tego jak istotna jest kwestia pigmentu u psów, których umaszczenie wynika z wielkiej białej łaty, jest jedyną pozytywną zmianą…

Niestety to o czym pisałam półtora roku temu, to straszliwe ciśnienie niektórych na pozowanie na super-extra hodowców, skutkuje dziś tym, że mamy aktualnie wysyp nowych tzw hodowli, w których w ogromnej większości bazą hodowlaną są te zakupione dzięki internetowym forom bardzo przeciętnej (z tendencją w dół) jakości psy. Tak wyszło, to o czym pisałam np w tym artykule http://www.dogomania.pl/forum/threads/223765-Dogo-Argrentino-Top-10-dogo-%C5%9Bciem spełnia się. Zalewa nas fala nowych hodowli, nowych ”hodowców”, nowych ”hodowlanych” niby Dogo Argentino… I nie wynika z tego nic dobrego. Argentyny stają się coraz popularniejsze i nie ma się z czego cieszyć.

Popularność to pierwszy gwóźdź do trumny każdej rasy

Nie można się cieszyć z tego, że ludzie z coraz gorszym zapleczem merytorycznym (intelektualnym), kompletnie nie mający pojęcia o specyfice rasy, zaczynają obłąkańczo te psy rozmnażać. Bez wyobraźni i wiedzy.

Wyobraźni na temat tego, że to jest rasa myśliwska – idioci na internetowych forach i fejsikowych profilach coraz częściej prezentują Doga Argentyńskiego w taki sposób, jakby to była odmiana spaniela, albo labradora i ludzie dają się na to nabierać. Fakt, że niektóre psy wyprodukowane w Polsce faktycznie wyglądają jak ogromne, galaretowate laby, ale na miłość boską! mimo wszystko labami ani spanielami nie są! Lenistwo intelektualne i brak refleksji głębszej niż ”O jejku, jejku, jaki on śliczny !!!”, to największy grzech ignorantów porywających się na posiadanie a czasem i rozmnażanie Dogo Argentino. Wyobraźni dotyczącej wyboru odpowiednich przyszłych opiekunów. DA w rękach nieodpowiedzialnego idioty, to naprawdę bardzo, bardzo niebezpieczny pies.

To jest ta różnica, kilka lat temu, żeby kupić w Polsce Dogo Argentino trzeba było naprawdę zdobyć zaufanie hodowcy, te psy nie trafiały do przypadkowych osób. Dziś jest zupełnie inaczej. Fora, przez niektóre osoby rozmnażające argentyńczyki, traktowane są jako sposób na reklamę, coś, dzięki czemu bez większych problemów opchnie się szczeniaki. Problem w tym, że w większości przypadków relacja hodowca-nabywca na sprzedaży się kończy. Nikt nie lubi babrać się w brudach. Na forach można polansować się przy akcjach adopcyjnych, porobić trochę szumu, jak to się ”szuka domku dla pieska w typie” itd. Ale jak sobie nowy właściciel nie radzi z dorastającym, dominującym, agresywnym psem to, to jest tylko i wyłącznie jego problem.

Wiedza

Szczeniaki posprzedawane dzięki nachalnie wciskanym na forach kitom, dziś są rozmnażane jako ”typowi przedstawiciele rasy” przez ludzi, którzy zaliczyli z tymi psami maksymalnie kilka wystaw , gdzieś blisko domu (bo się im dalej nie chciało jechać albo nie mieliby po co, bo stawka była la nich za mocna) i widzieli w całym swoim życiu na żywo góra kilka innych białych psów (często tej samej ”klasy” co ich pies/suka…) i ani o tym jak Dog Argentyński w istocie wygląda, ani o jego temperamencie nie mają zielonego pojęcia.

Można zrozumieć temperament DA po tym, jak się raz zobaczy psa tej rasy na wystawie? Co można wiedzieć jeżeli całe doświadczenie z argentynem sprowadza się do tego, że ktoś kupił sobie do mieszkania w bloku sukę, kilka razy zabrał ją na wystawę, ktoś z forum, jako komentarz dodał naście serduszek pod zdjęciem psa, a na ”fejsie” ludzie na tym samym kynologicznym poziomie, co właściciel, dali fotce 8 lajków? Najwyraźniej zdaniem wielu świeżaków w świecie dogo-rozmnażaczy to wystarczy, żeby rejestrować przydomki i pozować na hodowców.

Mamy więc samce ”delfiny butlonose”, na temat, których super-ekstra wyrazistej głowy idiotyzmy wypisuje osoba rozmnażająca. Mamy kobyły, których wzrost znacznie przekracza ilość centymetrów w kłębie określony /dopuszczanych przez wzorzec rasy http://dogoargentinoclub.pl/info/wzorzec/wzorzec-fci-nieoficjalne-tlumaczenie/. Mamy suki z łbami jak bullterrier’y. Mamy Championy z niewypigmentowanymi w sposób poprawny nosami. Mamy na wystawach psy z niebieskimi trójkątami na tęczówce -i sędziów idiotów, którzy tym psom dają tytuły. Mamy wnętry niedyskwalifikowane i przez idiotów przepuszczane. Mamy coraz więcej ”cieciostwa” na wystawach, a to cieciostwo zawdzięczamy na równi sędziom, którzy nie znają podstaw wzorca rasy ani nie interesują się publikacjami na temat ras, w których powinni się specjalizować i hodoFcom. Ignorancja po obu stronach wciąż jest obecna. Sędziowie wciąż wiedzą mało, choć to nie jest precyzyjne podsumowanie sędziów. Starzy sędziowie, ci z doświadczeniem, uczą się. Jest ciut lepiej. Niektórzy naprawdę starają się zrozumieć o co chodzi w DA… Ale ZKWP zmienił przepisy i nowi sędziowie są ”specami od wszystkiego” i gówno wiedzą o argentynach. I dalej, mamy przypadki typu ”panienka, która uparła się, żeby zostać hodowcą”. Podobno wszystko przez ”przypadek”… Zaczęło się od tego, że jej zbyt młodą sukę, w dodatku sukę, której głowa wygląda, jak głowa bulteriera sprzed stu pięćdziesięciu lat i która za tą nie-dogo głowę zaliczyła dyskwalifikację, ”niechcący” pokrył jej pies. Osoba rozmnażająca była na tyle mało-mądra, że nie oddzieliła suki w cieczce od samca i ”ciach”. Dwunasto/trzynasto(?) miesięczna suka zaszła w ciążę… Potem była afera z ”legalizowaniem” w ZKWP tego miotu (regulamin określa wyraźnie wiek suki i uprawnienia jakie musi uzyskać -określone tytuły na określonej liczbie wystaw- zanim pierwszy raz może zostać matką). W końcu urodziły się szczeniaki. Szczeniaki zostały sprzedane… I tu mamy smaczek, między innymi pet. Pet, samiec z niedozwolonym przez wzorzec rasy umaszczeniem –trzy osobne, duże czarne znaczenia na głowie. Pies jest z założenia petem i pomijając już klasę jego matki, powinien za to umaszczenie zostać sprzedany jako pet, a komisja odbierająca miot, która przecież miała z nim tyle papierkowej roboty, powinna była wpisać w jego metrykę ”niehodowlany”. Tak się nie stało. I osoba rozmnażająca -”bo właściciel chciał -sic!!!- wystawiała tego pecika na wystawie, wśród psów o wartości hodowlanej. Dalej, żeby było jeszcze śmieszno-straszniej było, na wystawie okazało się, że pies jest wnętrem (! -na wystawie??? to ona nie wiedziała, czy udawała, że nie wie, że wprowadza na ring peta do kwadratu ? Ano…). Wnętr zaliczył dyskwalifikację. Ale nie przeszkodziło to rozmnażaczce zabrać tego samego psa na kolejną wystawę, na której to już -o dziwo !- dyskwalifikacji nie zaliczył… Dodatkowo ta osoba ogłosiła już kolejny miot tej samej pary, mimo że pierwszy był klasyczną wpadką i zarzekała się, że nie ma zamiaru zostać hodowcą, bo rozumie, że jej suka nie jest wartościowa. Powtarzam ogłosiła, że będzie kolejny miot z tej samej pary, mimo że w pierwszym miocie jest co najmniej jeden wnętr! – dodaję link, bo nie mam już siły się rozpisywać na temat poważnej wady genetycznej jaką jest wnętrostwo: http://twojezwierze.pl/psy/choroby-psow/artykuly/zobacz/moj-pies-jest-wnetrem-co-to-oznacza.html

Kolejny przebój, pani, której życiowy partner jest ”’zagranicznym hodowcą Dogo Argentino” postanawia sama nieco przygwiazdorzyć (czekamy na rozwój sprawy), podobno sąd ma rozstrzygnąć jak było… W każdym razie, efekt jest taki, że pies przebywający w rękach Polskich Właścicieli został użyty jako reproduktor, ale w oparciu o włoskie przepisy prawa hodowlanego, pozwalające użyć, jako rozpłodowego samca w wieku 14 miesięcy. Tyle że nie jest na tę chwilę jasne, czy w przypadku tego konkretnego zwierzęcia, jego ”prawnego statutu” opieranie się nawet o te włoskie przepisy ma rację bytu… Samca tego użyto dla suki niezarejestrowanej w ZKWP, zarejestrowanej za to w stowarzyszeniu http://swkipr.pl/  (Takich stowarzyszeń powstało przynajmniej kilka po wprowadzeniu w życie [01.01.2012 r. ustawy dotyczącej min. pseudo hodowców, mającej na celu rozwiązanie problemu pseudo hodowli…). Właściciel suki podobno nie został poinformowany o tym, że jego sukę krył pies A i myślał, że krył ją pies B, bo podobno Pani, której życiowy partner jest ”zagranicznym hodowcą Dogo Argentino”, poinformowała, przedstawiając mu odpowiednie papiery, Pana Hodowcę stowarzyszonego w stowarzyszeniu, że będzie jego sukę krył pies B… (A facet nie odróżnił dorosłego psa od szczeniaka, i nie zauważył, że szczeniak ma cięte uszy, a dorosły samiec B, który to niby krył jego sukę, o czym ten pan był przekonany, dokąd polska para, która trzyma u siebie psa A, go nie ”oświeciła”, miał uszy naturalne… -serio???). Kryć przyjechał pies A. Pan Hodowca stowarzyszony w stowarzyszeniu ogłosił, że miot jest po jego suce i psie B. Wygląda na to, że nabywcy dostali informację, że ojcem miotu jest włoski Champion, a nie byle jaki szczeniaczek przebywający w rękach polskiej pary… Afera wybuchła przy okazji płatności za krycie… Okazało się, że polska para, która ma u siebie psa A, nie dostała żadnych pieniędzy za to, że psa A udostępniła Panu Hodowcy stowarzyszonemu w stowarzyszeniu. I oberwało się Pani, której życiowy partner jest ”zagranicznym hodowcą Dogo Argentino. Przez chwilę był syf na fejsie, potem wątek został usunięty… Dziś nie jest jasne czy nabywcy szczeniąt od Pana Hodowcy stowarzyszonego w stowarzyszeniu zostali o tym przekręcie poinformowani… Może ci ludzie dalej myślą, że ojcem ich psów jest pies, którego pierwotnie wskazał im Pan Hodowca stowarzyszony w stowarzyszeniu… Może nawet wydaje im się, że swoje psy będą mogli wystawiać na wystawach ZKWP, bo dalej pojęcia nie mają, że to ich stowarzyszenie to nie to samo, co ZKWP…

Czy stowarzyszenie, które podobno rejestrowalnią pseudo hodowli nie jest, zostało poinformowane o ”błędach” w papierach? Tego też nie wiadomo, a Pan Hodowca zarejestrowany w stowarzyszeniu nie był łaskaw odpowiedzieć na to pytanie, mimo że postawiałam mu je osobiście w publicznym wątku na Grupie Dogo Argentino Polska… Zobaczymy co odpowie na to http://swkipr.pl/ . Wiadomo tylko tyle, że polska para, która trzyma psa A, postanowiła zarejestrować przydomek i też chcą być hodowcami… Fajnie, nie? Ludzie, którzy poczuli się ”dotknięci niesprawiedliwością” dopiero, kiedy zorientowali się, że nie dostali swojej działki, też już mogą uchodzić za ”hodowców”…

Wreszcie mamy też takie kwiatki, jak autor tego posta http://www.pupileo.pl/showthread.php?t=32181. Nie będę streszczać 🙂 przeczytajcie Państwo sami i wyróbcie sobie zdanie na temat poziomu/klasy i podstawowej wiedzy, choćby już tylko na temat przepisów hodowlanych, tego pana… (Straszna szkoda, że pan ten usunął swój wątek z grupy Dogo Argentino Polska (Poland) bo to było po prostu niesamowite… Obnażyć swój ”poziom” w taki sposób… Trzeba być doprawdy ”wybitnym”). Pozostaje mieć nadzieję, że żaden szanujący się hodowca nie zechce mieć z tym panem nic wspólnego…

Mamy też pasjonatów rozmnażania kierujących się … tytułami psów i niczym więcej. Tak więc zapewne będziemy na ringach już wkrótce oglądać więcej galaretowatych białych mastifów… Niestety… Może ci zapaleńcy, z których jeden ostatnio przypomniał sobie, ze kiedyś zajmował się hodowlą Doga Argentyńskiego, po prostu są ślepi?

* ”Hodowców” śledzę 😉 nie mam siły oglądać tego co wyprawiają hoFcy

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora jest zabronione.

Zuza Petrykowska

http://www.facebook.com/zuzpasjaodogoargentino

JAK WYBRAĆ HODOWLĘ DOGO ARGENTINO? CZYLI POZNAJ ANATOMIĘ PSA I WZORZEC RASY, ZANIM WYBIERZESZ HODOWLĘ. (PSY Z POTENCJAŁEM WYSTAWOWYM A MOŻE NAWET HODOWLANYM VS. PETY)

Musisz

Drogi czytelniku w tym tekście wiele razy powtórzy się słowo ”musisz” ponieważ fakty są takie, że aby móc w pełni świadomie wybrać hodowlę i być ze swojego wyboru w pełni zadowolony musisz przyszły właścicielu Dogo Argentino (w ogóle jakiegokolwiek rasowego psa) wyznaczyć sobie kryteria wyboru, którymi będziesz się posługiwał, decydując o tym, któremu hodowcy zaufasz
Czemuś tak niesamowitemu nie sposób się oprzeć

561297503_8236e25310

ale psa wybiera się na długie lata, wiąże się z nim określone nadzieje i dlatego warto przygotować się do jego wyboru merytorycznie. Kierowanie się emocjami zawsze potem wychodzi bokiem, naprawdę nie ma się co spieszyć (chyba, że łapie się pchły).

Jak wybrać hodowlę Dogo Argentino (i nie wdepnąć przy tym w g…)?

Pamiętaj, że wybierając daną hodowlę w istocie nagradzasz efekty pracy konkretnego hodowcy. Postępujesz tak, jakbyś decydował, któremu pracownikowi dasz premię, czy oddawał głos na konkretnego polityka. Musisz zdawać sobie sprawę z tego, że istnieje wiele analogii pomiędzy tzw życiem codziennym, a hodowlą psów. Są takie miejsca jak np. Zakopane, do którego zawsze przyjeżdżają tabuny turystów. Tam turyści przyjeżdżali, przyjeżdżają i będą przyjeżdżać niezależnie od np. poziomu obsługi kelnerskiej w restauracjach. Tak więc dla właścicieli zakopiańskich knajp nie ma znaczenia czy ich kelnerzy i kelnerki są profesjonalni. Nawet jeżeli ktoś, kto zostanie fatalnie obsłużony, tak się wkurzy, że postanowi, że jego noga w restauracji X więcej nie postanie to, to w żaden sposób nie ”uderzy po kieszeni” właściciela tego lokalu. Dlatego właściciel knajpy nie czuje potrzeby, by cokolwiek poprawiać. Na miejsce obrażonego pana Iksińskiego jest 10u innych gości, być może także jednorazowych klientów, którzy nawet jeżeli również się ”obrażą”, to i tak najpierw uiszczą rachunek. Biznes się kręci. W świecie ”hodowli rasowych psów” pełno jest partaczy, osób, które jedynie dzięki swoim fejsbukowym kreacjom znane są jako ”hodowczynie” czy ”hodowcy”, udają, że ”coś robią”, ”udzielają się” i lubią pozować na ”autorytety”. Ale wystarczy zobaczyć co takie ”gwiazdy” i ”gwiazdeczki” ”wyhodowały”. Przyjrzeć się, podczas wystaw, psom, którym robią ”take ładne zdjęcia” w nigdy przypadkowych(!) pozach/ustawieniach albo poznać ludzi, którzy mają od kogoś takiego psa. Obejrzeć potomków tych fejsbukowych ”championów” i dowiedzieć się, jak u nich z dysplazją albo BAER TEST… Warto także poszukać ”afer”, tj, tego kto, ile razy, komu, dlaczego i w jakich okolicznościach groził? Kto, ile razy i dlaczego ”użerał się fundacjami”, bo pseudohodowlane praktyki w Związku Kynologicznym w Polsce zdarzają się, jak wszędzie indziej i nawet tzw hodowcy białej presy, czyli Dogów Argentyńskich, zostawali bohaterami reportaży telewizyjnych o rażących zaniedbaniach; psach pozostawianych samym sobie na niby ”ogrodzonych posesjach” , bez dostępu do wody itd.

Wybieranie hodowli to naprawdę poważna decyzja. Wielu osobom wydaje się, że wystarczy, że kupują psa rasowego z rodowodem, że mają świadomość, że tylko pies posiadający udokumentowane pochodzenie jest psem rasowym, więc uważają, że kontaktują się z wybranym hodowcą i w końcu nabywając pieska z jego hodowli są ”bezpieczni” i ”na pewno” nie zostaną wyrolowani… Mają podstawy, wiedzą, że rasowy = rodowodowy, ale to nie wystarczy, warto bardziej zagłębić się w temat. Proszę na sprawę wyboru hodowli spojrzeć w ten sposób: kiedy wybieram psa z hodowli XYZ, to znaczy, że popieram działania konkretnego hodowcy -”oddaję na niego swój wyborczy głos”. Jeżeli w mocie było 6 szczeniąt i sześć osób ”zagłosowało” na danego hodowcę, kupując psy z jego hodowli, to hodowca ”zyskał sto procent poparcia” i ”załapał się” na kolejną kadencję – może ”planować” albo po prostu ”zrobić” kolejny, (byle jaki) miot. Trzeba nauczyć się oceniać nie tylko psy, ale i ludzi, zanim podejmie się decyzję o wyborze hodowli. Rozróżniać tych o mentalności bazarowego handlarza, który gnijącą, wędzoną makrelę wciskać będą jako ”świeży stek z tuńczyka”, od pasjonatów, których w przypadku DA, na palcach jednej ręki można policzyć (choć coraz więcej powstaje hodowli) a jeszcze duuużo wolnych palców zostanie… Szukać tych, którzy w swoją hodowlę inwestują, inwestują w breeding stock, do rozrodu używają jedynie osobników przebadanych i wolnych od schorzeń o podłożu genetycznym (np. schorzeń aparatu ruchu, a więc osobniki wolne od dysplazji), nabywcom przekazują szczenięta wraz z certyfikatem dotyczącym jakości ich słyszenia. I w końcu umieć patrzeć na psy i odróżniać te będące typowymi przedstawicielami rasy od nieposiadających tej wartości, od petów. Tych petów na pierwszy rzut oka, czyli petów eksterierowych. O tym czy dany osobnik posiada autentyczną wartość hodowlaną, mówi nam nie sam eksterier, ale eksterier poparty wynikami badań wykluczającymi u tego osobnika typowe dla jego rasy schorzenia. U Dogo Argentino będą to min. jednostronna (bądź całkowita) głuchota, schorzenia aparatu ruchu, jak choćby dysplazja stawów biodrowych i łokciowych (czasem barkowych ale też kolanowych) wady serca lub nerek. Należy także wiedzieć skąd bierze się ”białe umaszczenie Dogo Argentino” i rozumieć ograniczenia/ zastrzeżenia, które wynikają z tej pięknej i efektownej, ale i bardzo ryzykownej maści:

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2013/07/05/dlaczego-pigment-jest-taki-wazny-dla-dogo-argentino-podsumowanie/.

Decyzja o wyborze hodowli zazwyczaj jest trudna. Ale jest przynajmniej dwa razy trudniejsza, kiedy pragnie się mieć psa z wielką białą łatą, bo ”biały” Dogo Argentino, czytelniku, to podobnie jak np. biały Bullterrier Angielski, kolorowy pies, którego kolor przykrywa ogromna, biała łata -przeczytajcie tekst podlinkowany powyżej.

Jeżeli ”nie odrobi się pracy domowej”, może się zdarzyć, że funduje się ”kolejną kadencję” komuś, kto niczym sobie na nasze zaufanie nie zasłużył. (Nawet decydując się na peta, a nie psa wystawowego nie należy zapominać, że niedosłyszący Dog Argentyński, w przyszłości może okazać się pięćdziesięcioma kilogramami problemu, z którym bardzo trudno sobie poradzić…). Nieprzemyślany wybór hodowcy oznacza, że odbiera się szansę wykazania się innym, tym bardziej godnym zaufania i pozwala się, nie bacząc na cierpienie psów, oszustom napychać kieszenie. Tak więc, tak samo, jak psy, należy umieć oceniać ludzi, umieć słuchać odpowiedzi na zadawane im pytania i wyciągać wnioski, bo nie wszyscy zarejestrowani hodowcy są hodowcami. Niektórzy tylko za hodowców uchodzą, będąc w istocie producentami rasowych psów. Pseudohodowlane praktyki mają miejsce w Związku Kynologicznym w Polsce.

Pytania, które trzeba zadać, czyli coś, czego kruche ego ”hodowcy” może nie wytrzymać

Z hodowcami psów rasowych -i dotyczy to w takim samym stopniu hodowców wszystkich ras, bez wyjątków- bywa jak z urzędnikami. Jedni i drudzy nie zawsze ”sami z siebie” chcą o wszystkim mówić i jeżeli nie wiemy o co zapytać, to ”sami z siebie” nam nie podpowiedzą. Zwłaszcza, kiedy chodzi o tzw. ”trudne kwestie” np. autentyczne efekty pracy hodowlanej (Temat, niezwykle drażliwy, bo łatwo w nim zahaczyć o kompleksy pani czy pana mających się za ”hodowców”). Te efekty to min. to na ile psy, które możemy u hodowcy oglądać, odwiedzając jego hodowlę albo podczas wystaw, wyglądają na przedstawicieli swojej rasy. Molosa, generalnie rasę psa zawsze poznaje się po ”twarzy”, co w praktyce oznacza, że ”Argentyn ma z buzi na argentyna wyglądać”. Oglądając wszystkie te ”Championy” musimy zadać sobie pytanie, czy w istocie patrzymy na psy zbudowane zgodne z wymogami wzorca rasy? Przejawiające psychiczne cechy dla tej rasy typowe? Zastanówmy się też nad tym, czy psy, które obserwujemy są emocjonalnie stabilne, tzn czy są osobnikami zrównoważonymi psychicznie, czy też może są przesadnie bojaźliwe lub wręcz agresywne? Więcej o ”efektach pracy hodowlanej” i ”trudnych pytaniach”, które warto postawić osobie zajmującej się rozmnażaniem rasowych, zanim podejmie się decyzję, że akurat z tą osobą chce się podpisać umowę dotyczącą kupna-sprzedaży psa, znajdziecie tu:

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2016/12/19/1201/

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2017/01/15/szkic/

Miłośniku, przyszły właścicielu presy Dogo Argentino, musisz nauczyć się rozróżniać autentyczne wyniki pracy hodowcy, a żeby być do tego zdolnym najpierw musisz nauczyć się samodzielnie oceniać wyhodowanie przez niego psy*, od bajerowania na temat efektów hodowlanej pracy, w którym niektórzy ”hodowcy” są naprawdę świetni. Aby móc oprzeć się ”propagandzie sukcesu”, czyli opowieściom tzw hodowców o tym, jak długo ”siedzą w rasie”, jakie wielkie i oryginalne mają ”plany”, ile wystaw i z jakimi wynikami ”wygrały” ich psy, musisz najpierw nauczyć się patrzeć na wszystkie psy, w ogóle. Jeżeli nauczysz się podstaw anatomii i zobaczysz co dokładnie znaczy ”spionowana łopatka”, ”harmonijny ruch”, poznasz rodzaje chodu psa, zrozumiesz/ unaocznisz sobie czym jest poprawne kątowanie albo ”miękki nadgarstek” i jak je rozpoznać, nauczysz się dostrzegać wady dokładnie tak samo, jak zalety danego psa, staniesz się odporny/a na agresywny, kitujący PR. Chcąc kupić presę i nie dać się wpuścić w maliny, czyli nie paść ofiarą oszustwa, musisz wiedzieć skąd bierze się u psów dysplazja stów. Nie licz, że ”wyjaśni” ci to pierwszy z brzegu ”hodowca” i przeczytaj artykuły, do których linki wkleiłam powyżej.

A! (Bardzo ważne, zwłaszcza jeżeli jesteś osobą, którą na poważnie interesują wystawy i zamierzasz jeździć także na te zagraniczne. Bez wiedzy, polegając jedynie na ”uroku osobistym tzw hodowcy”, możesz w przyszłości bardzo się rozczarować…) Nie ma nic bardziej przykrego od widoku wyrazu twarzy wystawcy, który inwestuje czas i pieniądze w wyjazd na zagraniczną wystawę i na zimno zderza się z rzeczywistością, kiedy okazuje się, że jego pies, który dotąd ”kosił konkurentów” w stawce ”6 argentynów na krzyż”, u sędziów, którzy wzorca rasy uczą się na kwadrans przed wystawą, sędziowany przez starego dogo-wyjadacza, w stawce ponad 20u konkurentów w swojej klasie (!), odpada na pierwszym etapie przesiewu…

Bardzo wiele osób uważa, wręcz wyznaje pogląd, którego z infantylną upartością zaciekle broni na forach, że ”wszystkie psy są piękne”. Oczywiście. Jako ”psiara” nie mogę się z tym nie zgodzić. Generalnie, ”pieski są śliczne i słodkie” (nawet małe i zaplute pokurcze, te mikro psy, mikroby wręcz, z wyłupiastymi oczami, mają w swoich właścicielach największych fanów). Ale jako miłośnik rasy, patrzący na sprawę kynologicznym okiem, muszę powiedzieć, że owszem, ”wszystkie psy są najpiękniejsze i najcudowniejsze dla swoich właścicieli”, ale nie wszystkie posiadają taką samą wartość, jako przedstawiciele konkretnej rasy, ponieważ nie wszystkie są np. zbudowane zgodnie z wytycznymi wzorca rasy albo mają zdrowy i sprawny aparat ruchu.

Pety vs psy z potencjałem wystawowym (a może nawet hodowlanym)

Psy pochodzące z zarejestrowanych hodowli (właśnie o tym, jak ważne jest mieć świadomość gdzie, czyli w jakim związku czy stowarzyszeniu zarejestrowana jest hodowla, będzie kolejny tekst) dzielą się na zwierzaki posiadające potencjał hodowlany, zwierzęta, które w chwili przekazywania nowym właścicielom, mają wykonany komplet badań dokumentujących ich stan zdrowia i wykluczających, iż obciążone są schorzeniami będącymi zmorą danej rasy (w przypadku DA chodzi mi  BAER TEST) i wydają się obiecująco zapowiadać pod względem fizycznym (takich psiaków jest jak na lekarstwo), i można spodziewać się/liczyć, że wyrosną, rozwiną się na typowych przedstawicieli rasy i pety. Pety, które z założenia nie posiadają wartości hodowlanej, choć także mają wykonany komplet badań, ale ich anatomia, już na wczesnym etapie ich rozwoju wskazuje, że nie będą ”ładnymi”, typowymi przedstawicielami swojej rasy (delikatny kościec, zaburzone proporcje itp.). Z tego powodu ważne jest, by znać wzorzec rasy i umieć go odnieść do oglądanych np. podczas wystawy, psów, będących potencjalnymi rodzicami naszych szczeniąt. Pewne cechy zdradzające, że dane szczenię nie wyrośnie na idealnie zbudowanego przedstawiciela rasy, można wcześnie zaobserwować (Niektórzy tzw hodowcy wychodzą z wygodnego dla niech -zwłaszcza finansowo- założenia, że ”Jak biały, to wystawowy”, a to, proszę państwa, jest zwykły kit, bo temat wartości hodowlanej, czy nawet jedynie wystawowej, danego zwierzęcia jest znacznie bardziej złożony.

Autentyczne wyniki pracy hodowlanej (a każdy kolejny miot, to etap pracy, podlegający ocenie) ”jakość” psów, kiedy dorosną, dają komunikat o powodzeniu pomysłu na kojarzenie, o sensowności wybranej przez hodowcę drogi. Każdy, kto ”zabiera się do” rozmnażania zwierząt -w tym przypadku psów bardzo trudnej w hodowli rasy, musi być na tyle inteligentny, by rozumieć podstawy genetyki. Kolejny raz odsyłam do artykułu na temat roli pigmentacji, podlinkowanego powyżej i przypominam, że Dogo Argentino są podatne min. na alergie. Namawiam też do zapoznania się z zagadnieniami metod hodowlanych stosowanych min. przy argentynach. I raz jeszcze polecam zastanowić się nad faktem, że Dogo Argentino to myśliwski molos, którego łowiecki instynkt dla osób nieprzygotowanych/ nieuświadomionych, może być bardzo poważnym problemem.

Do przemyślenia: jeżeli ze skojarzenia danej pary hodowlanej przychodzą na świat szczenięta z jakąś poważną wadą, która ujawnia się w trakcie dorastania piesków, np. wnętrostwo u samca/ samców, dla inteligentnego, znającego podstawy genetyki hodowcy, jest to sygnał, że takiego krycia nie wolno powtarzać i należy rozważyć czy w ogóle jest sens dalszego używania w hodowli (już w innych połączeniach) tego konkretnego samca i tej konkretnej suki. Wnętrostwo jest wadą genetyczną, ujawniającą się recesywnie. I jest dla hodowcy oczywiste, że -przepraszam za kolokwializm- jednojajowo płodny wnętr, będzie tę wadę przekazywał swojemu potomstwu. Jest także jasne, że miotowi bracia wnętra, samce, u których ta wada ”fizycznie” się nie objawiła, także obciążone są tą samą cechą recesywną i ich potomstwo jest na nią tak samo narażone. Tak więc kolejne łączenie pary, o której wiadomo, że dała potomstwo z wadą wrodzoną, świadczyć może tylko o dwóch rzeczach a) w danej hodowli rozmnaża psy osoba skrajnie niepokalana inteligencją b) w danej hodowli rozmnaża psy osoba skrajnie łaknąca forsy… (http://twojezwierze.pl/psy/choroby-psow/artykuly/zobacz/moj-pies-jest-wnetrem-co-to-oznacza.html http://www.piesporadnik.pl/title,Wnetrostwo,pid,573.html  )

To nie zapewnienia, nie słowa tzw hodowcy, a psy które wybrał jako godne rozmnażania, pary hodowlane, te przez niego wyhodowane, wybrane z miotu, te które ocenił jako osobniki posiadające największą wartość hodowlaną, czyli najbliższe ideałowi określonemu przez wzorzec rasy, takie które warto jego zdaniem wystawiać, a w przyszłości użyć w planach hodowlanych, mówią o stanie wiedzy hodowcy i wynikach jego pracy. Za hodowcę mówią też badania osobników, które wybrał na rodziców szczeniąt lub ich brak. Oraz on sam, a od chamów, prostaków i ludzie emocjonalnie niestabilnych należy trzymać się jak najdalej. Nie należy dać uwieść się ”na słowo” opowieściami o wynikach wystaw  i zdobytych tytułach. Sporo osób w polskim dogo-świecie jest świetnych w gadce o duperelach, ale te osoby gubią się kiedy zaczyna się z nimi rozmawiać o konkretach. Hodowca musi mieć pojęcie o rodowodach swoich psów, musi wiedzieć ”z czego są zrobione”. Ktoś kto krzyżuje psy bo ”takie ma”, ”takie sobie kupił” i mu ”się podobają” i ”zobaczymy co z tego wyjdzie”, to nie jest poważny hodowca, to nawet nie jest ”hodowca”. To jest jakiś ktoś, kto sobie coś tam robi, ale na dłuższa metę nikt nie wie co i najgorsze, że on sam też, to zwykły ”rozmnażacz” żyjący ze sprzedaży szczeniaków …

Zupełnie inaczej rzecz ma się, kiedy słucha się/ rozmawia z hodowcą/ wystawcą, którego pies/y zapiera/ją dech w piersiach (Coraz mniej jest takich argentynów, ale czasem się zdarzają, to są takie ”wyjątkowe wyjątki”).

Właśnie, to jest charakterystyczne. Kiedy widzi się ”takiego sobie” Doga Argentyńskiego, człowiek myśli sobie ”fajne, białe psisko”/ ”duży, biały pies”/ ”ogromny, ”biały Labrador” i tyle, nic więcej. Ewentualnie rozczarowanie, że ”to, co ktoś widział na jakimś zdjęciu, co go tak zachwyciło, nie ma odbicia w (np. wystawowej) rzeczywistości… Kiedy jednak ma się do czynienia z naprawdę dobrym, wybitnym psem, to dosłownie zatyka z wrażenia. Kiedy obserwuje się prawdziwe, atletyczne Dogo Argentino w głowie migają neony ”silny”, ”dostojny”, ”zachwycający”, ”gibki”. Człowiek patrzy i wierzy, że taki pies, pies tej rasy faktycznie może poradzić sobie z dzikiem, pumą, bo wszystko w nim mówi o jego sprawności. Takie psy przywołują skojarzenia z dzikimi kotami, ogierami, z siłą natury i pięknem.

Jak o każdej z wystaw także o wartości Wystawy Klubowe i przyznawanych na niej lokat, decyduje to, co o Dogo Argentino wie ten, kto te psy sędziuje. Niestety, nawet na wystawach klubowych zdarza się, że DA sędziują osoby zupełnie przypadkowe w odniesieniu do tej rasy i potem słucha się zadziwiających ”mądrości” od kogoś, kto na co dzień hoduje małe buldogowate i o argentynach wie tyle, co przeczyta na kwadrans przed wejściem psów na ring albo tyle ile asystent/ka podpowieWystawa klubowa jest swego rodzaju przeglądem hodowlanej stawki oraz ”osiągnięć” tzw hodowców. Teoretycznie to najbardziej prestiżowa z odbywających się w Polsce wystaw, w których biorą udział Dogi Argentyńskie. To tu można spotkać (i poznać) hodowców i zobaczyć ich psy (w zestawieniu z konkurentami albo tymi, którzy za ”konkurentów ”chcieliby uchodzić. Trzeba zdawać sobie sprawę, że poza wystawą klubową, na większość z wystaw odbywających się w naszym kraju przyjeżdża średnio 6-8* psów… Tak więc zdarza się, że ”zgarniają rasę” naprawdę słabe zwierzęta, które w innych okolicznościach (większej liczby konkurentów) nie miałby szansy zakwalifikować się do pierwszej czwórki.) Czasem można odnieść wrażenie, że sędziowie przyznają tytuły i wnioski na championaty za samo pofatygowanie się na wystawę… w dzisiejszych warunkach nawet ”prestiżowa” kiedyś tzw klubówka nie jest wystawą, na którą warto jechać, czasem przez pół Polski. Przypadkowi sędziowie, jak i przypadkowe ”Dogi Argentyńskie” skutecznie zniechęcają do udziału w takich imprezach, a wygrane białych wypłoszy… Cóż, zniechęcają do tego jeszcze bardziej.

Obejrzyj sobie czytelniku, na forach oraz na FB polskie Championy Dogo Argentino. Będziesz albo zaskoczony, albo zażenowany tym, jak bardzo, bardzo różne argentyny mogą się tym tytułem poszczycić. Ile jest u nas obleśne brzydkich (galaretowatych, kostropatych, na glinianych kozincowanych łapach i tylko z nazwy) ”polskich Championów”. Poczytaj też sobie ich zagraniczne tytuły. Im bardziej egzotyczny Championat, tym mniej wart (pies). Ważne, żeby to wiedzieć, bo mamy w Polsce psy utytułowane w bardzo egzotycznych miejscach (które nigdzie indziej nie zdobyłby hodowlanych uprawnień). Miejscach tak dla DA oryginalnych, że równie dobrze wystawcy/hodowcy mogliby chwalić się championatami Madagaskaru, Etiopii, Księżyca, Jowisza… Najwięcej znaczą tytuły zdobyte w krajach, w których DA są rasą popularną/ liczną i doskonale znaną sędziom; w Ameryce Łacińskiej (rodzima Argentyna, Brazylia), Włoszech, Hiszpanii, Francji, potem mamy południowych sąsiadów (Węgry), potem długo, długo nic i Rosję (z naciskiem na Moskwę). Warto jednak zwrócić uwagę na wysiłek niektórych prawdziwych hodowców, hodowców z sukcesami ”podbijających nowe tereny”, jeżdżących z białą presą do Niemiec i tam święcących triumfy.

*Wniosek z powyższego, zawsze pytaj hodowcę, o to w jakich warunkach jego psy uzyskały swoje tytuły. Poproś o ”zestawienie”. Chodzi o to, drogi argentynomaniaku, abyś miał możliwość dowiedzieć się z iloma i jakimi konkurentami stawał w szranki pies, którego tak reklamuje ci hodowca (Ci ludzie tym żyją, oni potrafią z całego serca nienawidzić tzw konkurentów, opluwać ich publicznie lub tylko w prywatnych wiadomościach, lub telefonicznych rozmowach, więc nie kupuj odpowiedzi w stylu ”nie pamiętam”. Oni bardzo dokładnie pamiętają każdą wygraną, dokładnie tak samo, jak każdą przegraną, żyją tymi ”wynikami wystaw”, bo tylko dzięki nim mogą dziś opylić ci szczeniaka.) Hodowcy uwielbiają górnolotne określenia, mocno działające na wyobraźnię przyszłych właścicieli, ”zgarnianie rasy” jest jednym z tych określeń. ”Moc” jego oddziaływania blednie, jak podkoszulek zostawiony na słońcu, kiedy okazuje się, że pies, czy suka ”zgarnęli rasę” jako soliści)…

W Polsce (to zjawisko dotyczy większości ras) praktycznie wszystkie psy, z wyjątkiem tych posiadających określone przez wzorzec ”wady dyskwalifikujące”* są oferowane/ sprzedawane nowym właścicielom jako psy ”posiadające potencjalną wartość hodowlaną”. Trzeba pamiętać, że niektóre cechy (nie mające nic wspólnego z niebieskim okiem czy czernią przy ogonie) świadczące o tym, że w przyszłości pies nie będzie posiadał wartości hodowlanej są widoczne już we wczesnym wieku. Np. charakterystyczne wady inbreed’owe, będące skutkiem kojarzeń krewaniczych, np. możliwa do zaobserwowania dla wnikliwego oka wada postawy osobników urodzonych w danej hodowli. W skrajnych przypadkach skutki nieprzemyślanego ”linebredu” powodują, że dokładnie tę samą wadę obserwujemy u większości psów z danej hodowli (Wada staje się sygnaturą hodowli).

Warto mieć na uwadze, że za psy sprzedawane jako definitywne pety, tj te obciążone wadami wymienionymi przez wzorzec rasy i/lub nie posiadające certyfikowanych wyników badań, hodowca nie może ustalić zbyt wygórowanej ceny.

*Dla DA są to min. niebieski refleks tęczówki, częściowo niedopigmentowana tęczówka (niebieska ”łatka” na tęczówce) Choć taka wada nie przeszkadzała pewnemu panu pokazywać na wystawie psa nią obciążonego, a sędziującej osobie tego psa ocenić, jakby był pełnowartościowym zwierzęciem. Dlatego niektórych sędziów nie należy traktować serio. (Właściciel pieska, udziałem swojego peciszcza w wystawie ”legalizował” sobie puszczony na lewo, poprawka ”przez nieuwagę” miocik, po tym, jak ”nie upilnował” swojego peta i suki…)

Psy, które cechuje wada inbreedowa nie powinny być używane w hodowli, nie powinny być także oferowane nowym właścicielom inaczej niż jako pety. Pamiętajmy, że ”wykucie na pamięć” wzorca rasy to za mało. Trzeba nauczyć się anatomii psa, obserwować poprawnie zbudowane zwierzęta w ruchu, jeździć na wystawy i odwiedzać hodowców. Trzeba nauczyć się przekładać wiedzę teoretyczną na umiejętność praktycznego patrzenia. Można także godzinami oglądać filmiki na YouTube, których bohaterami są Dogi Argentyńskie, jeżeli nie mamy innej możliwości oglądania „dogo w naturze”. Jednym słowem należy robić wszystko co pozwoli nam dowiedzieć się więcej o rasie.

*Dodatkowe wymogi hodowlane :
W przypadku Dogo Argentino Polski Związek Kynologiczny wymaga testów psychicznych. Dla Dogo Argentino nie są przewidziane obowiązkowe badania stawów biodrowych, ani badania słuchu. O wyniki obu badań sam, przyszły właścicielu argentyna, musisz zapytać hodowcę, od którego planujesz zakupić szczeniaka. Na szczęście dla coraz liczniejszej grupy polskich hodowców BAER nie jest już hasłem na dźwięk, którego dostają apopleksji i coraz więcej polskich psów ma za sobą BAER test 🙂

Rozmowa i pierwszy kontakt z hodowcą

jeżeli kontaktujemy się z hodowcą (np. telefonicznie), a on o nic nas nie pyta i jedyna informacja, którą od niego otrzymujemy odnosi się do kwoty, za którą możemy psa kupić, to odpuśćmy sobie takiego ”hodowcę” i jego ”hodowlę”. Dogo Argentino to nie ciuch z przeceny ani pączek z hipermarketu. Dogo Argentino to duży, trudny w prowadzeniu pies, który jeżeli trafi w nieodpowiednie ręce, może stać się nieprzewidywalnym i niebezpiecznym zwierzęciem (Wkrótce na blogu pojawi się artykuł o temperamencie dogo-myśliwego, na spacerowe -i nie tylko- przejawy którego coraz częściej nowi nabywcy okazują się być zupełnie nieprzygotowani… Tak to właśnie jest, kiedy mnożą się hodoFle, a hodFcy chcę tylko wcisnąć szczeniaka…). Dlatego nie należy usprawiedliwiać hodowcy i myśleć ”No tak, na pewno ma dziesiątki telefonów dziennie, więc w końcu 27 raz odpowiedział ‚z automatu’, gdyby był wypoczęty porozmawiał by ze mną dłużej”. Owszem, do hodowców dzwonią/wydzwaniają przeróżni ludzie i 90% telefonów to ”zawracanie głowy” przez kogoś, kto ”chce rasowego, ale niekoniecznie z rodowodem, najlepiej tanio”. Wszyscy jesteśmy tylko ludźmi, i hodowca ma prawo być poirytowany telefonami od kretynów. Mimo wszystko jednak, jeżeli my na ”dzień dobry” nie brzmimy jak troglodyta, przedstawiamy się jak cywilizowani ludzie i umiemy złożyć zdanie, nie kalecząc przy tym języka polskiego, to należy nam się, aby profesjonalnie nas potraktowano. Ktoś, kto zajmuje się hodowlą DA, zajmuje się hodowlą jednej z ras umieszczonych na tej nieszczęsnej liście MSWiA, psów ras uznawanych za agresywne i jego podstawowym obowiązkiem jest być w stu procentach pewnym, komu psa sprzedaje. Handlarza interesuje tylko zainkasowanie kwoty za szczeniaka. Hodowcę interesuje kto chce kupić od niego jego pieska. Dlatego hodowca o cenie mówi na samym końcu. Tym bardziej, że sam hodowca dokąd nie urodzą się szczenięta, nie wie jaką wartość szczenięta będą mieć, ile urodzi się psów z potencjałem, czy zostawi sobie jakiegoś, czy będą pieski na warunek, współwłasność, czy będą pety. Normalny, prawdziwy hodowca jest ciekawy tego z kim rozmawia, pyta czy osoba zainteresowana kupnem szczeniaka, miała wcześniej psa tak wymagającej w prowadzeniu rasy, czy ma doświadczenie, gdzie mieszka, w jakich warunkach pies będzie żył (dom czy mieszkanie), dlaczego chcemy Doga Argentyńskiego, czy zdajemy sobie sprawę z tego, że to pies z silnym instynktem łowieckim, czy mamy dzieci, inne zwierzęta, czy chcemy psa wystawowego, czy sami jesteśmy zainteresowani hodowlą, a może chcemy peta? Hodowca bardzo skrupulatnie wybiera ”rodziców adopcyjnych” dla swoich szczeniąt i dlatego zanim cokolwiek z nami ustali, najpierw chce nas poznać i porozmawiać z nimi ”na żywo”, twarzą w twarz.

Cena

Bywa różnie. Cena za Dogo Argentino w Polsce waha się… Dwa lata temu powiedziałbym, że od 4.000 za peta wzwyż…  W przypadku wybitnego krycia, takiego na które jedzie się do np. Brazylii (co raczej polskim hodowcom się nie zdarza i jeśli już coś ponadprzeciętnego ”kombinują”, to starają się ściągnąć do Polski nasienie psa, który gdzieś tam uchodzi za wybitnego i którego zazwyczaj sami nie mieli nigdy okazji zobaczyć ”live”), cena za szczeniaka może wynosić nawet kilka tysięcy euro. Ale to raczej, kiedy kupujemy psa za granicą. I wtedy, zagraniczny hodowca za tych kilka tysięcy euro chętnie wciśnie nam peta. Psiaka, którego w życiu nie zostawiłby sobie do hodowli ani nie przekazał do hodowli znanemu sobie hodowcy, którego ceni i szanuje, ale nam chętnie go wciśnie, skoro już przyjechaliśmy. W końcu mieć parę tysięcy euro a nie mieć, to zawsze jest różnica, bo gdy chodzi o kaskę, nieistotna jest szerokość geograficzna.) *Ale… ponieważ, kiedy ten tekst pierwotnie powstawał, we wrześniu 2011 roku, nie było jeszcze aż tylu hodowli, nie zdarzały się przypadki, kiedy to pety ”szły” w cenie psów z potencjałem, z kompletem badań itd… Czas leci, hodoFców jest coraz więcej, wszystko się zmienia i… jak się okazuje, ”schodzi na psy”.
Pamiętajcie państwo o podziale na pety, psy wystawowe i te posiadające autentyczną wartość hodowlaną. Cena szczeniaka zależy od tego, czy chcemy mieć przebadanego peta ”na kolanka”, bo nie jesteśmy zainteresowani wystawami etc., ale nie chcemy niespodzianek dotyczących stanu zdrowia szczyla, chcemy oszczędzić sobie nerwów i wydatków, czy też chcemy mieć peta i tyle?  Czy chcemy psa wystawowego (który być może mógłby w przyszłości zostać psem hodowlanym/suką hodowlaną)? Jeśli tak, to psiak, poza tym, że nie może być obciążony wadami, które wzorzec rasy wymienia jako dyskwalifikujące, musi mieć komplet certyfikowanych badań, które mówią nam, że psiak nie tylko dobrze wygląda, czyli min. jest szczeniakiem o proporcjonalnej sylwetce, dobrym kośćcu i kształtnej głowie, ale jest zdrowy i w chwili, w której podpisujemy umowę ze sprzedającym go nam hodowcą, nie ma przeciwwskazań, aby na tym etapie życia, obiektywnie móc uznać to szczenię za posiadające wystawowy potencjał. O tym czy w przyszłości dany psiak będzie mógł zostać użyty w hodowli, dowiemy się, gdy zwierzak osiągając dojrzałość, będzie mieć nie tylko poprawny zgryz, ale i będzie prawidłowo fizycznie rozwinięty, czyli jego anatomia będzie odpowiadać wymaganiom wzorca rasy. 

Jeżeli dzwonimy do hodowli i hodowca mówi nam coś w rodzaju ”wszystkie pieski są w tej samej cenie, która wynosi 4500 zł”, to możemy założyć, że wszystkie szczenięta są petami. Jeżeli tzw hodowca od razu wie, że wszystkie psy sprzeda za tę samą kwotę, to znaczy, że jest handlarzem, a nie hodowcą psów. Dodatkowo jeżeli usłyszymy, że ”Dog Argentyński to teraz tak popularna rasa, że na szczenięta trzeba się zapisywać i dwa-trzy krycia czasem przeczekać”, to jeżeli dzwonimy do hodowcy, rozmawiamy z nim, on mówi nam, że ”na argentyny trzeba się zapisywać” i równocześnie rozmawia z nami o sprzedaniu nam szczeniaka z miotu, który aktualnie ma u siebie, to coś tu nie gra. Albo na DA jest ”popyt” i ”schodzą jak świeże bułeczki” i wtedy hodowca nie ma z nami o czym rozmawiać, bo szczenięta są zarezerwowane, albo po prostu opowiada nam bajki i stara się wyrobić w nas przekonanie, że musimy kupić teraz i to psa od niego, bo potem może nam być bardzo trudno. Takich cwaniaków i cwaniar trzeba unikać.

To co widać ”na pierwszy rzut oka”

Pet to szczeniak błękitnym refleksem na tęczówce, nie w pełni wybarwioną tęczówką, niebieskim okiem, z kolorem przebijającym się przez wielką białą łatę w innym miejscu niż głowa, albo w kilku miejscach na głowie (wystarczy, że dwóch różnych) i poza nią. Kolor na głowie wystawowego (a w Polsce i hodowlanego DA) nie może przekraczać 10% powierzchni głowy, wliczając w to powierzchnię naturalnego, nieciętego ucha i może występować tylko w jednym miejscu, może to być tylko jedna ”łatka”, nie dwie, nie trzy, jedna. (Tak, jest w Polsce hodowla założona przez panią, która obcięła uszy swojej suce, po to, by móc ją wystawiać i zrobić jej uprawnienia hodowlane, ale cóż… Obiektywnie, biorąc pod uwagę ”kolorystyczne wymogi wzorca rasy”, suka ta jest petem a jej potomstwo nie powinno było się urodzić, gdyż ona z założenia nie przedstawiała wartości hodowlanej. Jednak suka urodziła potomstwo i nikt nie zgłosił żadnych ”ale”, choć pani ta, sama, tak bardzo kiedyś narzekała i to publicznie, że podobno jakiś pies miał braki w uzębieniu a mimo to został reproduktorem… Ot, ”uczciwość” tzw hodowców…)

Niestety nie w pełni wybarwione nosy nie są jeszcze zaliczane do wad dyskwalifikujących, choć nie w pełni wypigmentowany nos to tak samo wynik silnej ekspresji swsw jak fragment niebieskiej tęczówki, oczy wiecie już, jeżeli przeczytaliście linkowany na początku tekst.

Dogo stają się (niestety) coraz bardziej popularne, w związku z tym powstają coraz to nowe hodowle, które w większości pracują na kiepskiej jakości materiale i po prostu rozmnażają rasowe psy zgodnie z prawem (To ”zgodnie z prawem” to też osobny wątek, więc o związkach i stowarzyszeniach w innym wpisie). Nie wolno mylić hodowcy-pasjonata z  handlarzem-cwanikiem. Jeżeli będziemy się mylić, to pomożemy cwaniakom rozłożyć na łopatki wspaniałą rasę, jaką jest Dogo Argentino, dokładnie w taki sam sposób, jak w latach 90tych zeszłego wieku rujnowano w Polsce wspaniałe Rottki i ASTy. A tego przecież żaden argentynomianiak nie chce.

Jak już wcześniej wspominałam w Polsce panuje zwyczaj (nie dotyczący hodowców-pasjonatów, których na palcach jednej ręki można w naszym kraju policzyć [a i tak zostanie jeszcze kilka wolnych palców] im szacunek do idei pracy hodowlanej, a także poczucie dobrego smaku nie pozwalają na arogancję, która obezwładnia ich „kolegów), że praktycznie wszystkie psy, nieposiadające wad, które wzorzec rasy definiuje jako wady dyskwalifikujące (mam na myśli wady, widoczne u szczeniąt już w okresie, kiedy przekazuje się je nowym właścicielom), sprzedawane są jako psy z potencjałem wystawowym i hodowlanym równocześnie (choć to dwie różne ”bajki”). Wybitnie bezczelne jednostki pchają pety z wadami na wystawy… i być może wadliwie umaszczone szczeniaki ”opychają” jak szczeniaki z potencjałem (za tę samą cenę)… Tak to już jest, że tupet pomieszany z wyjątkowym uporem sprawia, że hodowcy-bajerowcy i ci z gatunku ‚w życiu się o prawdziwe Dogo Argentino nie otarłem/am’, ci hodoFcy i producenci, są w stanie z najkoszmarniejszego psa zrobić ”championa”.

Jak powstają hodowle, których ”trzon” stanowią słabe psy?

Osoby opierające hodowlę na eksterierowo słabych psach, czyli min. przerośniętych, ze słabą anatomią, ze słabym kośćcem, ”galaretowatych”, osobnikach bez wyrazu, z fatalnymi głowami, psich sukach i suczych psach (wszystko to z ”i”&”lub” na przemian) nie bardzo wiedzą jak powinien wyglądać Dog Argentyński. I raczej nie bardzo się tym przejmują. W polskiej ”kynologii” ”siedzi” bardzo dużo osób, które po prostu mają kompleksy i/albo chcą na rozmnażaniu psów zarobić, z tego żyją, że sprzedają  szczeniaki (Choć hodowla niby jest w Polsce ”amatorska”). Garstka hodowców (mówię o ogóle) ze Związku Kynologicznego w Polsce to hodowcy sercem i duszą, tacy z prawdziwego zdarzenia, którzy np., kiedy chodzi o białą presę, czyli nasze ukochane Dogo Argentino (czy to kanaryjską, czyli Dogo Canario/ Presa Canario), wykonują RTG stawów biodrowych i łokciowych (a czasem i kolanowych albo barkowych, z którymi także są problemy…) osobnikom, które decydują się rozmnażać i które zostają rodzicami szczeniąt, które potem kupują za tysiące złotych (albo euro) nabywcy (o BAER TEST nie wspominając), sprawdzają kondycję serca i wykonują inne badania, po to, aby mającym się urodzić szczeniętom oszczędzić cierpień a ich opiekunom stresu i wydatków. Wracając jednak do wątku ”wiedzieć jak wygląda prawdziwy, czyli anatomiczny i sprawny Dog Argentyński”, gdyby osoby te to wiedziały, nie kupowałyby przypadkowych szczeniaków od przypadkowych tzw hodowców. Ludzie ci nie zaczynaliby od słabych psów i na ich bazie nie rozpoczynaliby ”hodowli”. To fakt, hodowca-pasjonat, który może poszczycić się pewnym dorobkiem, ktoś, kto wypracował określony poziom, który starannie utrzymuje, nie oddaje ot, tak wybitnego a czasem nawet tylko poprawnego osobnika, komuś ”z ulicy”. Obiektywnie trudno jest zdobyć wartościowy ”zaczyn” do hodowli. Gdyby jednak osoby porywające się na ”hodowanie Dogo Argentino”, na byle czym, miały odrobinę inteligencji, zamiast rozmnażać dogo-popłuczyny, budowałby relacje z hodowcami osiągającymi sukcesy, które to potwierdzają wyniki badań ich psów! Czyli hodowcami mającym w swoim dorobku nie tylko psy anatomicznie zajmujące, ale przede wszystkim sprawne, czyli zdrowe, wolne od wad wrodzonych. Gdyby starczyło tym ludziom inteligencji i pokory, swoją drogę jako ”hodowcy”, rozpoczynaliby od współpracy z kimś, na czyją fachową pomoc mogliby liczyć i nie papraliby rasy jeszcze bardziej, produkując białe wypłosze. Przeciwnie, w ich hodowli rodziłyby się przynajmniej poprawne osobniki. I już na starcie, współpracując z prawdziwymi, dbającymi o poziom i wciąż inwestującymi w swoją hodowlę, hodowcami, osoby te miałyby szansę mieć, jako breeding stock anatomiczne osobniki. Tak więc ludzie, którzy w życiu o autentyczne DA się nawet nie otarli, i którzy zupełnie nie mają ”oka”/”wyczucia” do argentynów (do psiej anatomii w ogóle), kupują szczeniaki od innych przypadkowych ludzi albo takich, których uważają za ”specjalistów”, bo ci są dobrzy w tzw ”bajerze” i rozpowszechnianiu ”informacji”, szczególnie na FB, o tym, jakie to ”super-ekstra psy mają u siebie”. Szczeniaki, które wyrastają na brzydkie, rasowo, czyli eksterierowo kiepskie DA, których rozmnażanie nie ma najmniejszego sensu, bo nie wnosi nic wartościowego do rasy. A przeciwnie może dużo zepsuć. jednak ponieważ te osoby nie mają pojęcia czym charakteryzuje się Dogo Argentino a hodowcy-bajerowcy, od których swoje psy kupili, idą w zaparte i jak mantrę powtarzają ”Ależ nam chłopak/dziewczyna ładnie wyrósł/wyrosła”. No, w końcu ludzie zapłacili im  za przyszłe ”championy”, niech więc mają poczucie, że mają ”championy”, nie można im powiedzieć (nawet jeśli się to widzi, będąc zwykłym handlarzem szczeniąt): „Sorry, ale nie wyszło„, bo jeszcze zechcą zwrotu pieniędzy… Posiadacze dogo-koszmarków ”wyjeżdżają” im tytuły, zdobywają uprawnienia i produkują kolejne brzydkie, jak sraczka na śniegu szczeniaki, z których wyrastają brzydkie, jak sraczka na śniegu ”Dogi Argentyńskie”… A wszystko dlatego, że dla polskich sędziów i generalnie większości sędziów z krajów innych niż Argentyna, Brazylia, Włochy, Francja i Hiszpania DA, to rasa wciąż bardzo egzotyczna…
i tak w kółko. Niektórzy tzw hodowcy mają pioruńskie ciśnienie, żeby ich psy, tzn. psy noszące ich przydomek ”zasilały inne hodowle”, żeby ich przydomek pojawiał się w innych hodowlach (to im wizerunkowo dobrze robi). Sęk w tym, że od jakiegoś czasu tak się dzieje, że wyhodowane przez najgorliwszych hodowców-bajerowców psy, zasilają tylko polskie, w większości bardzo słabe i coraz gorsze, nowe ”hodowle”… Jakoś nikt z zagranicy się o ich psy „nie zabija”…

Tak więc mamy dziś sytuację, w której samozwańczy ”spece od rasy”, bajeranci, produkują/trzaskają mnóstwo słabych psów, których rodzice pokazywani są głównie w Polsce, sprzedają je potem naiwnym ludziom, którzy po prostu chcą mieć ”Dogo Argentino” i myślą ”Hodowla, to hodowla, ważne, żeby była blisko domu, bo mi się nie chce daleko jechać” i biedacy, którzy w życiu prawdziwego DA nie widzieli (No, bo jak? Jadą do hodowli, a tam poczwarki. Nawet jak są ”odrobinę” rozczarowani i 6 zmysł im się włącza, to ”przecież są w hodowli Dogo Argentino”, więc wszystko jest ok. Kupują więc te poczwarki i zakładają nowe hodowle…
Niestety trzeba uzmysłowić sobie, że z dorobkiem hodowców-bajerowców (generalnie, rasa jest często bez znaczenia) jest trochę jak ze sztuką nowoczesną (Jestem plastykiem, więc to dla mnie najbardziej naturalny punkt odniesienia). Przed wejściem na wystawę -nie ma znaczenia czy chodzi o malarstwo, rzeźbę czy instalacje- żeby ”ogarnąć bezmiar talentu artysty i jego geniusz”, trzeba przeczytać ścianę mdłej treści tekstu albo wysłuchać godzinnego wykładu, a i tak ”nad wyraz intelektualny”, mocno naciągany, ”przekaz twórcy”, może nie przekonać, że np. zużyta gumowa rękawiczka jest sztuką… Po praniu mózgu (albo usiłowaniu jego przeprowadzenia) normalny człowiek i tak ma wrażenie, że robią z niego idiotę, choć to fakt, nie każdy, bo większość tak cholernie chce uchodzić za intelektualistów, że oglądają ekspozycję cmokając i ”ochając” nad rozklekotanym czarno-białym telewizorem, na ekranie, którego goły facet pali fajkę w bujanym fotelu

I tu i tu, czyli i w przypadku tzw. osiągnięć hodowlanych hodowców-bajerowców, hodoFców-producentów, i ”wartości przekazu” niektórych ”artystów”, mamy do czynienia z przerostem używania pieprzu nad treścią. O formie nikt już nie pamięta. A sztuka powinna być przede wszystkim piękna. Na szczęście z psami jest łatwiej niż ze sztuką. W przypadku Dogo Argentino prawdziwa sztuka dalej broni się sama. Psy definitywnie są albo zachwycające, albo śmieszne.

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora jest zabronione.

http://www.facebook.com/zuzpasjaodogoargentino