Archiwum kategorii: Genetyka

CZĘŚC DRUGA ODPOWIEDZI NA NAJCZĘŚCIEJ ZADAWANE PYTANIA KIEROWANE DO ”DYSPLAZJA W DOGO CANARIO/PRESA CANARIO -GDZIE PODZIAŁY SIĘ ETYKA I EMPATIA?”

ile-razy-powtarzaja-sie-te-same-osobnik-w-rodowdzie-psa-z-rodowodem-z-zkwp-horz

W związku z tym, że po publikacji wpisu ”DYSPLAZJA W DOGO CANARIO/PRESA CANARIO -GDZIE PODZIAŁY SIĘ ETYKA I EMPATIA? -ODPOWIEDZI NA NAJCZĘŚCIEJ ZADAWANE PYTANIA”, napisali kolejni ”wpuszczeni w maliny” posiadacze dysplastycznych psiaków, dziś zamieszczam, drugą część odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania, czyli min. o różnicach pomiędzy tzw hodowcami, a PRAWDZIWYMI HODOWCAMI

(https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2016/12/19/1201/),

Jako osobę skupiającą się głównie na wątku molosów, zaskoczyło mnie, że problem dysplazji oraz rękojmi jest aż tak szeroki i że pisali także właściciele ras bardzo, bardzo od molosów innych. Jest mi, jak i osobom, z którymi współpracuję, niezwykle przykro, kiedy czytamy o tym, jak bardzo jesteście, drodzy posiadacze psów wymagających specjalnego leczenia, opieki i traktowania, pogubieni, mówiąc potocznie, w związku z tym, że ”informacje”, które otrzymywaliście od tzw hodowców, na różnych ”forach internetowych” oraz w rozmowach ”face to face”, okazały się aż tak odległe od rzeczywistości. I zgadzam się z twierdzeniem, że ”pewną część środowiska” tzw hodowców cechuje swego rodzaju perfidia, z gatunku, ”Wiem, ale ci nie powiem”.

Czytajcie rodowody

Osoby zajmujące się rozmnażaniem psów, należące do najbardziej w Polsce popularnego stowarzyszenia hodowców psów, utrzymują, że to, co różni psy rozmnażane (przez nich) pod egidą Związku Kynologicznego w Polsce od psów rozmnażanych w innych stowarzyszeniach, nazywanych przez tych ludzi ”stowarzyszeniami pseudohodowców”, to rodowody. Członkowie ZKwP zwykli mówić i pisać np. na fejsubkowych grupach kynologicznych, że ”rodowody wydawane przez Związek Kynologiczny w Polsce, posiadają autentyczną wartość, w przeciwieństwie do pseudorodowodów, wydawanych przez stowarzyszenia pseuduchów”. Rodowody z ZKwP można prześledzić nie tylko do 4 pokoleń wstecz, ale i dalej, opierając się na tym co zawierają dokumenty psów mających być przodkami danego psiaka, warto jednak pamiętać, że ZkwP nie wymaga badań genetycznych (testów DNA) potwierdzających treść zamieszczoną w tej dokumentacji. Wracając jednak do myśli ”rodowody z ZKwP można prześledzić nie tylko do 4 pokoleń wstecz”, namawiam was gorąco do tego, abyście interesowali się rodowodami psów, które chcecie kupić, bądź też już kupiliście, a dlaczego, to mówi wam grafika dzisiejszego wpisu.

Swego rodzaju perfidia

Otóż, osoby należące do tej ”pewnej części środowiska” tzw hodowców, powtarzają, że ”nie można wszystkiego zwalać na genetykę” i że ”warunki środowiskowe są równie ważne” (niektórzy wręcz twierdzą, że ”wszystkiemu winne jest środowisko” i/lub ”używane w hodowli psy są badane”). Natomiast żadna z tych osób nie mówi (być może dlatego, że nie jest im na rękę przyjąć do wiadomości fakty), że kluczowe są ”warunki środowiskowe” podczas pierwszych 8 do 12 tygodni życia szczeniąt, kiedy te przebywają jeszcze pod opieką tzw hodowcy (Spokojnie, pamiętam o roli nabywców, nowych właścicieli szczeniąt i ich działaniach, które mogą pogorszyć lub też prawie zupełnie zniwelować to, co szczeniakom zafundowali tzw hodowcy). Owa perfidia ”stanowiska” brzmiącego, że ”nie można wszystkiego zwalać na genetykę” polega na tym, że tzw hodowcy ciągle opowiadają i wypisują na tematycznych grupach fejsbukowych, które czytają ich klienci, potencjalni przyszli właściciele szczeniąt, że ”dysplazję określa się dopiero u psów ok dwuletnich, że u szczeniaków to niemożliwe”. I tylko bardzo, bardzo rzadko, któraś z osób zajmujących się rozmnażaniem psów -i często traktujących sprzedaż szczeniąt jako podstawowe, a co najmniej znaczące, źródło swojego dochodu- używa sformułowania CECHY DYSPLAZJI, które to przecież podczas badania RTG, wprawne oko lekarza weterynarii wychwyci już u szczeniaka między 3-4 miesiącem życia.

Tak więc ciągłe powtarzanie przez ”pewną część środowiska”, formułki o tym, że ”dysplazja jest nie do określenia u szczeniaka(co literalnie jest prawdą), powoduje, że większości osób czytających te wywody, ”koduje” się w głowach, że RTG jest sens robić nie u szczeniąt, a u psów już starszych, półtorarocznych lub dwuletnich…

Gdyby tzw hodowcy mówili i pisali wprost: sprawdzić stan stawów szczeniąt ras predysponowanych do wystąpienia zmian dysplastycznych, należy zaraz/na krótko po tym, jak odbierze się szczenię z hodowli, kiedy szczeniak jest w wieku 3-4 miesięcy, nabywcy dzień po tym, jak szczenię odbiorą od hodowcy, udawaliby się na już wcześniej umówioną wizytę w placówce weterynaryjnej, w której wykonywaliby badanie RTG stawów swoich szczeniąt. Gdyż takie właśnie postępowanie pozwala wychwycić nawet małe zmiany i daje możliwość, poprzez podjęcie właściwych działań, zniwelowania ich do stopnia, który w przyszłości umożliwi psu normalne funkcjonowanie. (Jest powód, dla którego w Polsce tzw hodowcą psów może zostać praktycznie każdy, ale nie każdy może zostać lekarzem weterynarii, moi drodzy. Dlatego wybaczcie, ale lekarze weterynarii, ludzie, którzy kształcili się, by móc wykonywać swoją profesję, są zdecydowanie bardziej godni zaufania, gdy chodzi o kwestie medyczne dotyczące zwierząt, od osób, które bardzo często nie są w stanie nawet poprawnie posługiwać się językiem polskim, a ”hodowlę psów” wybrały jako praktycznie podstawowe źródło utrzymania, gdyż jest to zajęcie niewymagające ani wykształcenia ani nawet kultury osobistej, o czym można łatwo się przekonać, poznając treść wypowiedzi niektórych z tzw hodowców. ”Próg wejścia”, gdy chodzi o ”amatorską hodowlę psów rasowych”, nie istnieje, wystarczy przynależność do legalnie działającego w naszym kraju stowarzyszenia zrzeszającego hodowców. Należy jedynie uzyskać tzw uprawnienia hodowlane dla każdego z psiaków, co sprowadza się do pokazania danego osobnika na paru wystawach, na których ten uzyska oceny, które pozwalają zrobić z niego reproduktora lub sukę hodowlaną i już można rozmnażać psy i sprzedawać szczenięta. Nie jest to więc droga, porównywalna do tej, którą musi przejść osoba, która pragnie zostać lekarzem medycyny weterynaryjnej. Tak więc naprawdę warto, gdy mowa o schorzeniach, bardziej brać sobie do serca uwagi lekarzy medycyny weterynaryjnej niż handlarzy szczeniakami)

Ale tzw hodowcy tego nie robią, nie przekazują nabywcom pełnej informacji, może z niewiedzy, może celowo, choć ”kochają psy”, ”do hodowli podchodzą z pasją” i roszczą sobie prawo do bycia traktowanymi jako ”autorytety”, których zdanie ”wynika z doświadczenia i zgłębienia problemu na temat, którego się wypowiadają”. Gdyby tzw hodowcy postępowali uczciwie, przekazując nabywcom kluczowe informacje i zachowując tę uczciwość zarówno w stosunku do psów, którym oszczędzaliby cierpienia jak i nabywców, których uznawaliby za równorzędnych partnerów, z którymi się liczą, zamiast traktować ich jak niegodnych uwagi sponsorów/naiwniaków, musieliby ponosić konsekwencje swoich działań, tzw decyzji hodowlanych, włącznie z konsekwencjami finansowymi.

Rękojmia na rzecz ruchomą, jaką jest w tym przypadku pies, obowiązuje przez 12 miesięcy od chwili podpisania umowy/zawarcia transakcji. Z Kodeksu Cywilnego wynika, że przez okres 12 miesięcy nabywca szczenięcia ma pełne prawo oczekiwać od tzw hodowcy, że ten zadość uczyni mu w przypadku, w którym towar-pies okaże się niezgodny z umową -a popularny zapis umów zawieranych pomiędzy sprzedającym szczeniaka czyli tzw hodowcą, a nabywcą, brzmi ”pies jest wolny od wad i zdrowy”. Jeżeli w umowie nie ma wymienionych wad, od których pies jest wolny i ”oznak zdrowia”, które niby gwarantuje nabywcy tzw hodowca/ sprzedający, to takiej umowy nie należy podpisywać, bo punkt sugerujący, że towar-pies ”na pewno” jest ”zgodny z umową”, to tylko zabieg marketingowy. Po podpisaniu takiej umowy praktycznie tracimy prawo do rękojmi, gdyż istotnie, tzw hodowca nie mógł wiedzieć, że ”szczenię ma dysplazję”, gdyż szczenię mieć może jedynie cechy dysplazji. Przypominam, stopień dysplazji (literkę lub cyferkę widniejącą przy słowie ”dysplazja”) określa się u psów powyżej 16 miesiąca życia, psy młodsze, nawet te będące po zabiegach chirurgicznych, wciąż w swojej dokumentacji medycznej, wpisaną mają jedynie frazę ”posiada cechy dysplazji”.

Świadomość nabywców ważna jest dlatego, że zazwyczaj szczenięta sprzedawane są nowym właścicielom, kiedy skończą 8 tygodni/dwa miesiące i do wykonania pierwszego RTG pozostaje średnio jeszcze półtora miesiąca. Tak więc albo należy poczekać z odbiorem szczenięcia do czasu aż skończy ono mniej więcej trzy i pół miesiąca i zabrać malucha na RTG stawów dzień po jego zakupie albo też, odbierając od tzw hodowcy np. 10 tygodniowe szczenię, ufając że tzw hodowca okaże się PRAWDZIWYM HODOWCĄ, dokładnie omówić z nim rodzaj zadość uczynienia, kiedy w około dwa miesiące później, na RTG wyjdą ”cechy dysplazji”. Ważne jest, aby omówić i spisać wszelkie ”zapalne kwestie” w umowie, gdyż wśród tzw hodowców nie brak będzie takich, którzy będą wmawiać nabywcy, że ”cechy dysplazji” (nawet poważne, obustronne nieprawidłowości) u 3-4 miesięcznego szczeniaka będą spowodowane niewłaściwym postępowaniem i zaniedbaniami nabywcy.

Pamiętajmy też, że nie wszyscy nabywcy swoje psy kupują jako 8-10 czy nawet 12 tygodniowe szczeniaki. Niektórzy kupują psy starsze, które w wieku 4-5 miesięcy i dłużej wciąż przebywały pod opieką tzw hodowcy.

I teraz fakt równie ważny, logiczny wydawać by się mogło, ale pomijany, więc wytłuszczę ci go drogi czytelniku. Otóż, gdyby sprzedający/tzw hodowcy informowali nabywców szczeniąt, że ci muszą swoje psiaki, pod kątem wykluczenia zmian w ich stawach, prześwietlać, ci tzw hodowcy dysponowaliby MAPĄ swoich HODOWLANYCH LINII. Ponieważ szczytem braku profesjonalizmu i bezczelności jest wmawianie ludziom, którzy stali się właścicielami kalekich z powodu upośledzenia aparatu ruchu psów, że ”nie można wszystkiego zwalać na genetykę”, jeżeli w rzeczywistości nie posiada się pełnej MAPY swojej własnej LINII HODOWLANEJ i o rzeczonej ”genetyce” w swojej linii, niczego się nie wie, takie ”argumenty” należy traktować, jako nieposiadające wartości.

Jeżeli nabywca nie przebada szczenięcia, nie ma wiedzy o stanie stawów psa w chwili zawarcia umowy. Innymi słowy nie posiada wiedzy czy rzecz miała wadę, czy też była od wady wolna i pozbawia się merytorycznej podstawy do korzystania z prawa do rękojmi, gdyż w przypadku dysplazji liczy się opinia lekarza opisującego zdjęcie RTG, które nie zostało wykonane. Dlatego tzw hodowca może odpowiedzieć ”W chwili, kiedy psa ci sprzedałem/am, był zdrowy”. KROPKA. I tak zazwyczaj tzw hodowcy odpowiadają nabywcom, którzy budzą się z przysłowiową ręką w nocniku i nie mają jak udowodnić tzw hodowcy/sprzedającemu, że racja jest po ich stronie, i to ten tzw hodowca się myli. Równocześnie, jeżeli tzw hodowca nie posiada wiedzy o ”genetycznej kondycji” swojej tzw hodowlanej linii, innymi słowy nie dysponuje pełnymi wynikami (praktycznie) wszystkich szczeniąt, które urodziły się w wyniku jego tzw pracy hodowlanej, nie ma merytorycznej podstawy do rozpowszechniania twierdzenia, że ”nie można wszystkiego zwalać na genetykę”, a jego ”stanowisko”, iż za upośledzenie aparatu ruchu u danego szczenięcia odpowiada nabywca, pozbawione jest podstaw, gdyż ”hodowca” nie ma dowodów, w postaci wyników badań pokoleń psów, na obronę swojej tezy.

Jednak pamiętaj drogi czytelniku, jak działa zasada rękojmi i patrz co podpisujesz. Zapis mówiący, iż ”pies jest zdrowy i wolny od wad” jest tak szeroki, niekonkretny, że z twojego, jako nabywcy, punktu widzenia jest bez wartości, natomiast świetnie chroni interes/biznes sprzedającego/hodowcy. Dlatego wymagać należy od tzw hodowców, aby w umowach dotyczących sprzedaży szczeniąt wyszczególniali wady, od których pies jest wolny (wady to ”wady” podane we wzorcu każdej z ras) oraz schorzenia, którymi dane szczenię nie jest obciążone.

Jeżeli płacisz 2500 tysiąca euro (tak, dwa i pół tysiąca euro lub nawet więcej, [ale kiedy płacisz zdecydowanie mniej, to też]) za szczeniaka z wystawowym, a może nawet i hodowlanym potencjałem, to masz mieć zagwarantowaną przez tzw hodowcę formę zadość uczynienia, kiedy np. samczyk okaże się wnętrem, będzie posiadał braki w uzębieniu, chore nerki albo dla odmiany suczka będzie posiadać cechy dysplazji lub okaże się półgłucha, lub będzie mieć także wykluczającą ją z hodowli, wadę serca. Pamiętaj też, że o ile wnętrostwo lub brak zęba nie będzie drylować twojej kieszeni, to przy dysplazji ryzyko wysokich kosztów rośnie, a jedno sprawne ucho, to ciągły strach przed tym, ”żeby go nie zawiało”…

Jeżeli z treści umów z nabywcami, nie wynika, że tzw hodowca ”przejmuje się” tym, jakim zdrowiem cieszyć się będzie w przyszłości szczenię, które sprzedaje, to jest to dowód na to, że ”hodowla” służy mu jedynie do zarabiania pieniędzy na sprzedanych szczeniakach i to, że rozmnaża psy, nie ma nic wspólnego z hodowlą rasowych psów.

I to naprawdę nie jest ważne, że ”Związek Kynologiczny w Polsce nie wymaga badań w kierunku”… Chodzi o etykę i uczciwość względem samych, podobno uwielbianych psów. To żadna ”łacha”, że bada się psy, które zamierza się rozmnażać, to kwestia odpowiedzialności za los tych psów, za ich życie, które może być pełne i szczęśliwe lub może być pasmem bólu i cierpienia. Badanie zdrowia psów wchodzących w skład breeding stock, to po prostu najbardziej podstawowy element kultury kynologicznej. ”Hodowca”, który tego nie rozumie, jest zwyczajnym pseudohodowcą/handlarzem szukających naiwniaków, którzy kupując od niego jego towar-szczeniaki, będą go sponsorować KROPKA

Powtórzmy, jeżeli tzw hodowca niczego nie wie o tym, jak wyglądają stawy szczeniąt, które w wyniku swoich działań powołał do życia, a potem sprzedał je nabywcom, innym tzw hodowcom lub pozostawił w swojej hodowli jako część tzw hodowlanego stada, to na jakiej podstawie twierdzi, że dysplazja zdiagnozowana u psa pochodzącego z jego hodowli nie ma podłoża genetycznego? Tylko ludzie, którzy posiadają MAPĘ SWOJEJ LINII HODOWLANEJ, czyli mają wiedzę o tym, w jakim stanie były stawy szczeniąt z miotów pochodzących z ich hodowli, kiedy te były w wieku 3-4 miesięcy, kiedy to zmiany są już możliwe do zaobserwowania, mogą mówić o tym, że dysplazja występująca u psa z ich przydomkiem nie jest spowodowana genami, a niewłaściwym prowadzeniem i tzw warunkami środowiskowymi.

Nie można winić nabywcy, który dzień wcześniej odebrał z hodowli szczenię za to, że na prześwietleniu wyszły cechy dysplazji, bo nabywca nie zdążyłby ”zepsuć” w jeden dzień stawów szczenięcia. Na takim prześwietleniu wychodzi tylko to, co wypracował tzw hodowca i to najprawdopodobniej jest powód, dla którego tzw hodowcy nie informują nabywców szczeniąt o tym, iż ci powinni wykonać im RTG stawów. RTG stawów szczeniaka nie tylko ratuje go od kalectwa, ale daje wiedzę hodowcy, a na tym każdemu PRAWDZIWEMU HODOWCY powinno zależeć szczególnie mocno. ALE ”gdzie drwa rąbią, wióry lecą”, świadomy nabywca komplikuje biznes. Wystarczyłoby, że tzw hodowca, w oparciu o prawo rękojmi, z którego może skorzystać każdy nabywca, który zabrał swojego szczeniaka na RTG stawów i odkrył, że ten ma cechy dysplazji, musiałby pokryć koszty leczenia każdego ze szczeniąt z cechami dysplazji, z kolejnych 2-3 miotów i skończyłby się problem pseudohodowli, gdyż ci ”produkujący” największą ilość niezgodnego z umową towaru-szczeniąt obciążonych dysplazją, ”poszliby z torbami”.

Gdyby tzw hodowca używał w swoich tzw planach hodowlanych jedynie osobników wolnych od dysplazji, z możliwie jak największą liczbą przebadanych i również od dysplazji wolnych przodków, a potem poddawał prześwietleniom całe mioty (lub zawierał w umowie punkt obowiązujący do tego nabywców), u których nie wykrywanoby cech dysplazji, mógłby mieć prawo twierdzić, że w jego linii dysplazja nie jest problemem, a szczenię które trafiło do nabywcy w dniu podpisania umowy, stawy miało bez cech dysplazji. I gdyby po kilku miesiącach zgłosił się do hodowcy nabywca z pretensjami, dotyczącymi stanu stawów szczeniaka, hodowca mógłby powiedzieć, że w przypadku tego konkretnego szczenięcia, zmiany dysplastyczne, z dużym prawdopodobieństwem, wynikają z niewłaściwego postępowania nabywcy i ”warunków środowiskowych”, a nie genetyki.

Hodowcom powinno zależeć na tym, aby nabywcy szczeniąt monitorowali ich stan zdrowia, w tym stan stawów. Wykonanie u każdego ze szczeniąt badania RTG stawów, pierwszego w wieku 3-4 miesięcy, kolejnego w zależności od tego, co wykazało pierwsze, w terminie wskazanym przez specjalistę i u psów w wieku ok 18 miesięcy, dawałoby autentyczną wiedzę. Dokąd takiej wiedzy tzw hodowcy nie posiadają, za każdym razem kiedy mówią o ”uwarunkowaniach środowiskowych” są niewiarygodni.

Potencjalni nabywcy pytają o ”wyjątkowe” zapisy w umowach dotyczących sprzedaży szczeniąt

W których to tzw hodowcy zastrzegają, że nabywca ma ściśle określony, ograniczony do kilku dni lub miesiąca (rzadziej do pół roku), od chwili dokonania transakcji, czas na wykonanie badań zakupionemu przez siebie szczenięciu (ustalenie czy ”towar jest zgodny z umową”), a po upływie tego wymyślonego przez sprzedającego (tzw hodowcę) czasu, traci wszelkie prawa do roszczeń względem tzw hodowcy/sprzedającego, jeżeli szczeniak okaże się być obciążony schorzeniami. Jest to kolejny przykład perfidii tzw hodowców/sprzedających, gdyż taki zapis w żaden sposób nie jest korzystny dla nabywcy, a jedynie zabezpiecza biznes sprzedającego.

Jeszcze raz powtórzmy, polskie prawo mówi, że nabywca może skorzystać z zasad rękojmi przez 12 miesięcy.

Istnieją schorzenia, z powodu których cierpią szczenięta, w chwili w której przekazywane są nabywcom, o czym nie wie, żadna ze stron. Do schorzeń, które można wykryć w ciągu kilku dni, i których leczenie także wiąże się z kosztami, a którego skutki pies może ponosić przez całe życie, co dla jego właściciela wiąże się z dodatkowymi kosztami i specjalną opieką, którą musi psu zapewnić, jest np. zapalenie przewodu pokarmowego.

Sytuacja wygląda np. tak, że tzw hodowca informuje nabywcę, że dane szczenię ”Je patyki, które walają się po wybiegu i przez to czasem w kupie jest trochę krwi”. Nabywca przyjmuje do wiadomości słowa tzw hodowcy i zabiera psa do nowego domu. Szczenię w nowym domu zachowuje się inaczej niż u hodowcy, co jest naturalne, ze względu na zmianę środowiska, nowe, inne zapachy, brak towarzystwa znanych mu ludzi i psów, z którymi się bawiło i spało. Kiedy pod koniec drugiego dnia, nabywca wciąż w luźnym kale swojego szczenięcia, widzi ślady krwi, informuje o tym tzw hodowcę, szukając u niego tzw rady. Tzw hodowca uspokaja nabywcę i mówi ”To przez te patyki”, a ”Kupa jest luźna, bo psiak stresuje się sytuacją, którą jest zmiana środowiska”. Nabywca nie śpi w nocy, bo jednak jakiś ”wewnętrzny głos” podpowiada mu, że krew w kale jest bardzo niepokojącym objawem (tym bardziej, że tych ”patyków”, szczeniak nie je odkąd jest w nowym domu) i z samego rana zabiera szczeniaka do kliniki weterynaryjnej. Weterynarz zleca przeprowadzenie USG, po którym nabywca dowiaduje się, że jego psiak ma stan zapalny przewodu pokarmowego (Przy czym psiak nie ma gorączki, a tylko podwyższoną temperaturę, i ”nie sprawia wrażenia ciężko chorego”). Szczenię dostaje antybiotyk, rozpoczyna się proces leczenia i ”ratowania flaków”. Nabywca informuje o diagnozie tzw hodowcę, ten ”wyraża zaniepokojenie”, bo ”Przecież antybiotyk, obniży jego odporność!”, ignorując informacje o nienormalnie powiększonych błonach ścianek żołądka i jelit, zaburzeniach mogących mieć bardzo poważny wpływ na przyszłe życie psa i tym podobnych faktach. Na szczęście nabywca postanawia zaufać gastrologowi uniwersyteckiej kliniki, a nie oczekującemu, że ”samo przejdzie” tzw hodowcy. Antybiotyk w zastrzykach działa, krew z kału znika, weterynaryjna karma psiakowi smakuje i nastrój szczenięcia ulega zdecydowanej zmianie, a do nabywcy dopiero wtedy dociera, że pies nie był ”onieśmielony”, tylko osłabiony chorobą.

Badania, USG, diagnozowanie, leki, wizyty kontrolne i powtarzanie USG, specjalna karma weterynaryjna dla psów z problemami układu trawiennego, co do której na tak wczesnym etapie leczenia i życia szczenięcia, nie jest jasne, jak długo będzie musiała być psu podawana, bo nie jest jasne czy psiak będzie tolerował inny pokarm, bo dopiero czas pokaże czy i jak przebyte w tak młodym wieku, poważne zapalenie przewodu pokarmowego, nieleczone przez tzw hodowcę, odbije się na życiu psa w przyszłości oraz stres nabywcy, który zamiast po prostu cieszyć się, że wreszcie ma w domu upragnionego i długo wyczekiwanego psa, ogryza paznokcie z nerwów, rozpamiętując rozmowę z lekarzem weterynarii, z której wynikało, że kolejnych kilka dni oczekiwania, za radą tzw hodowcy, że ”samo przejdzie” i szczenię, po prostu, nie uzyskawszy specjalistycznej pomocy, umarłoby -to można ”dostać” od tzw hodowcy w ciągu kilku dni.

Także w przypadku, jak ww, po zakończeniu leczenia i podliczeniu wszystkich faktur, nabywca ma pełne prawo zgłosić się do tzw hodowcy z żądaniem zwrotu przez niego kosztów leczenia, w tym kosztów dotyczących specjalnej karmy, jako że ”towar nie był zgodny z umową”.

Zwrot tzw hodowcy ciężko chorego szczenięcia, najpewniej zakończyłby się śmiercią psiny, bo przecież ”hodowca” czekałby aż ”samo przejdzie”. Ile szczeniąt umiera w tzw hodowlach, bo tzw hodowcy czekają aż coś ”samo przejdzie”? Tego, drogi czytelniku, najpewniej nigdy się nie dowiemy.

”Hodowcy” nie są wszechwiedzący i często im się nie chce robić rzeczy, które wydawałoby się ”powinno im się chcieć robić”. Trzeba pamiętać, że zwyczajowo tzw hodowcy trzymają swoje psy i prowadzą hodowle z dala od tzw dużych ośrodków miejskich, w których to mieszczą się, jeżeli nie uniwersyteckie kliniki, to przynajmniej kliniki 24/7, z profesjonalnym sprzętem pozwalającym szybko diagnozować przypadki. Być może właśnie w związku z tym, że dla sporej części tzw hodowców, kliniki uniwersyteckie są nie mniej egzotycznymi miejscami niż Seszele, ich podejście do DIAGNOZOWANIA i leczenia psów jest, jakie jest.

Niewygodna prawda

Na stronach tzw hodowli standardowo, jeżeli już widnieją jakiekolwiek wyniki, to zazwyczaj są to tylko takie, których tzw hodowca nie wstydzi się pokazać innym tzw hodowcom. Ze świecą szukać PRAWDZIWYCH HODOWCÓW, otwarcie mówiących o wynikach rozmnażanych przez siebie szczeniąt i doskonałym przykładem może tu być otwartość vs ”nabieranie wody w usta” w przypadku wyników BAER TEST, określającego jakość słyszenia u psów ras genetycznie predysponowanych do jednostronnej i całkowitej głuchoty, szczeniąt rasy Dogo Argentino, które przychodzą na świat w Polsce.

Odwaga w mówieniu o wynikach kolejnych przebadanych miotów cechuje jedynie profesjonalnych i uczciwych względem samych siebie, psów i ich nabywców, HODOWCÓW, dla których hodowla jest pasją, a nie sposobem na kompensowanie kompleksów lub podstawowym źródłem dochodu. Głuchotę z dysplazją łączy to, że można z nimi walczyć, jedynie poprzez eliminowanie z programów hodowlanych zwierząt nią obciążonych. HODOWCY muszą mieć dostęp do wyników nie tylko ”dobrych”, ale i ”złych”, po to, aby nie łączyć swoich linii z liniami, w których najwięcej jest psów kalekich. Głosy o ”zawężaniu puli genetycznej”, oburzają szczególnie, kiedy uświadomimy sobie, że coraz częściej schorzenia nie występują już pojedynczo, ale że np. jednostronna głuchota łączy się z dysplazją…

Utrzymywanie fikcji, że ”wszyscy przodkowie psów używanych dziś do rozrodu są absolutnie zdrowi” SZKODZI PSOM i przede wszystkim nie jest prawdą.

Zachować dystans

Istotne jest jakiej rasy psa kupujemy, jakie dla tej konkretnej rasy są typowe schorzenia i czy kupujemy psa ”na kolanka” czyli tzw peta, czy psa, z którym chcemy jeździć na wystawy i który (być może) w przyszłości miałby zostać włączony do hodowli. ”Dobre kontakty” i ”przyjaźnie” sprzedających, tzw hodowców z nabywcami szczeniąt zazwyczaj kończą się albo z powodu tego, że ”hodowca” zaskoczony tym, ”jak dobrze wyrósł” szczeniak, po którym nie spodziewał się zbyt wiele lub, co do którego ”zabrakło mu oka” (czyli umiejętności i doświadczenia w ocenie), odczuwa złość w związku z tym, że go sprzedał. Albo np. dlatego, że to, co tzw hodowca określił jako np. ”niegroźną kulawiznę” okazało się być ciężką dysplazją. A kiedy nabywca ”ośmieli się” pokazać ”złe” wyniki swojego psa na którejś z tematycznych grup, tzw ”hodowca” zaczyna ”ziać jadem”

”Na przykład na co uważać?”

Najczęstsze schorzenia (oczywiście, nie jest to pełna lista) rasowych psów to w zależności od rasy;

dysplazja (także stawu barkowego i kolanowego, a nie tylko stawów biodrowych i łokciowych),

zaburzenia kostnienia na podłożu chrzęstnym w stawach,

osteochondroza głowy kości ramiennej (OSTEOCHONDROZA-OCD [odwarstwiająca martwica chrzęstno-kostna] głowy kości ramiennej),

zwichnięcie rzepki kolanowej (skrót PL -od PATELLAR LUXATION),

martwica głowy kości udowej (skrót LCP -od leg clave parthesa),

głuchota (całkowita lub jednostronna) diagnozowana za pomocą BAER TEST,

przewlekła niewydolność nerek (skrót PNN),

wady serca, które wykrywa się za pomocą badań USG, ECHO i EKG

ataksja,

mielopatia zwyrodnieniowa,

rozczep podniebienia,

zapaść wysiłkowa (skrót EIC -od exersise induced collapse),

CERF to kliniczne badanie oczu wykonywane przez weterynarza okulistę, pozwala na wykluczenie lub potwierdzenie występowania u danego psa poniższych schorzeń (litery w nawiasach oznaczają skrót nazwy badania);

zaćma (C od cataract),

dwurzędowość rzęs (D od distuchiasis),

ektropium (EK),

entropium (EN),

jaskra (GL od glaucoma),

zespół suchego oka (KCS),

zwichnięcie soczewki (PLL PRIMARY LENS LUXATION), oznaczenie ”N” oznacza psa zdrowego, ”C” nosiciela, a ”A” psa chorego,

przerwana błona źreniczna (PPM),

postępujący zanik siatkówki (PRA, prcd PRA, to badanie z krwi, w którym oznaczenie ”N” oznacza psa zdrowego, ”C” nosiciela, a ”A” psa chorego),

dysplazja siatkówki (RD),

degeneracja ciała szklistego (VD)

Dodać należy, że wnętrostwo, też jest istotnym sygnałem dla HODOWCY.

Jest tego trochę, więc jest o co pytać HODOWCÓW i tzw hodowców. Trzeba wiedzieć jakie schorzenia typowe są dla rasy, którą się wybiera, bo czy zdecydujemy się na psa duuużej rasy, średniego czy miniaturkę, hodowanie w ”czystości rasy” nieodłącznie wiąże się z przypisanymi do ”rasowości” schorzeniami wrodzonymi.

Też uważam, że jest perfidią traktowanie nabywcy, jak idioty i w ”sytuacjach spornych”, obieranie stanowiska ”Trzeba było sobie poczytać o chorobach, nikt ci tego psa nie kazał kupować”, ale tak właśnie wygląda ”hodowla” psów w Polsce.

Zmiany są powolne, ale zauważalne

Kiedy w 2010 r. zaczęłam rozważać czy ”Być może w moim domu powinien pojawić się pies” i kiedy zdecydowałam, że chciałabym, aby ewentualnie był to Dog Argentyński, wiedziałam, że jak każda rasa, także ta ma swoje TYPOWE PROBLEMY ZDROWOTNE. Moja znajoma miała białą sukę rasy Bullterrier i to ona, opowiadając mi o tym, jakie problemy zdrowotne typowe są Bullków, uczuliła mnie, że wybierając określoną rasę, ”trzeba wiedzieć no co trzeba uważać i kupować szczenię po przebadanych rodzicach”. Opowiedziała mi o typowych dla Bullów problemach z nerkami i głuchotą, częstą u ”białych” ras, jak właśnie Bulle czy Dalmatyńczyki. Było dla mnie jasne, że skoro Dogo Argentino jest ”białą” rasą, to i u nich głuchota jest istotnym problemem. Usiłowałam dowiedzieć się jak faktycznie wygląda sprawa głuchoty u argentynów, szukając w internecie stosownych artykułów. W tamtym czasie, o ”białych” najwięcej było na (popularnym w tamtym wtedy) ”Forum Molosy”. Wczytywałam się w tematy w dziale ”Dogo Argentino”, ale o głuchocie, choć było to w tamtym momencie najbardziej popularne dla tzw hodowców i posiadaczy psów tej rasy, forum (era Serwisu Facebook, jako głównego źródła promocji tzw hodowców nastała niedługo potem) niczego się nie dowiedziałam. Nie istniały w ‚polskojęzycznym internecie kynologicznym’ artykuły dotyczące problemu głuchoty u rasy Dogo Argentino ani jego ewentualnego „monitorowania” przez tzw hodowców.

Temat tabu

Zaczęłam zadawać pytania na temat głuchoty na Forum Molosy, ale mnie zbywano. Szybko okazało się, że w szeroko pojętej „hodowli” argentynów, o niektórych sprawach się nie mówi, bo to psuje ”łatwość sprzedaży szczeniąt przez internetowe forum”, Reakcje forumowiczów były o tyle niedorzeczne i oburzające wręcz, że zadawałam pytania jako potencjalny NABYWCA. Usiłowałam uzyskać informacje od źródła czyli tzw hodowców, którzy są, a w każdym razie przynajmniej w teorii powinni być, najwłaściwszymi osobami do udzielania informacji na temat tego, czy mają w swoich hodowlach psy przebadane i czy zanim sprzedadzą nabywcy szczenię, poddają je BAER TEST, czy nie. Kogo, jak nie tzw hodowców pytać? Jednak pytania o, jak się okazało, „wstydliwy problem”, bardzo były nie na rękę tzw hodowcom. Zaczęto nazywać mnie ”trollem”, za to że pytałam czy tzw hodowcy mają jakiekolwiek dane dotyczące głuchoty w ich liniach, czy mają dowody na to, że używają w hodowli psów obustronnie słyszących i po prostu, czy wykonują BAER TEST, tak, jak już wtedy, robiła to znacząca część hodowców np. Bullterrierów. Zdumiewające było, że ci ludzie uważali się za ”wnoszących coś do rasy” i usiłowali przekonać mnie, że ”kiedy zostanę hodowcą, to mi się inaczej w głowie poukłada”, że przestanę być ”idealistką”, a ja przecież pytałam jako potencjalny nabywca o to, czy sprzedają szczenięta z w pełni sprawnym zmysłem słuchu, normalnie słyszące, pytałam jako klient czy ich ‚towar’ jest wolny od wady GŁUCHOTY. Moje pytania traktowano jako ”atak konkurencji” tak, jakbym miała być jakimś „hodowcą”, który usiłuje ”zniszczyć dobre imię” tych, którzy rozmnażają Dogi Argentyńskie, pytając o BAER TEST. Hejt, z którym się spotkałam, szkalowanie, pomawianie, były i śmieszne, i straszne zarazem. Jednak ”klasa” tzw hodowców w najmniejszym stopniu nie zniechęciła mnie do znalezienia odpowiedzi na pytania, które im zadawałam, osobom uchodzącym wtedy za ”autorytety” dla „szerokich mas” czytających FM.

Cecha „hodowcy”: „załóż klapki na oczy, a zagrożenie samo zniknie”

Reakcja ”środowiska” „hodowców”, „autorytetów” i „znawców rasy”, uzmysłowiła mi jedno, gdyby ci ludzie badali swoje psy pod kątem wykluczenia z hodowli osobników jednostronnie głuchych i faktycznie dbali w ten sposób o ”dobro rasy”, wnosząc do niej to mityczne COŚ, np. wyjątkową dbałość o to, by rodziło się jak najmniej głuchych i półgłuchych Dogów Argentyńskich, po prostu odpowiedzieliby na pytania, zamieściliby wyniki BAER TEST psów, które w swoich hodowlach rozmnażają i nie byłoby problemu. Jednak na pytania o głuchotę i BAER TEST, odpowiedzią była fala hejtu, co oznaczało, że nie dbano o jakość słuchu rozmnażanych w Polsce Dogo Argentino.

Nie mając innego wyjścia, przetłumaczyłam kilka dużych tekstów dotyczących genetyki umaszczeń i w oparciu o nie, o dostępne w sieci opracowania naukowców amerykańskich i brytyjskich uniwersytetów, mówiące o genetyce psich umaszczeń i wpływie min.”koloru sierści” na upośledzenia zmysłów oraz schorzenia o podłożu genetycznym, napisałam pierwszy polskojęzyczny artykuł poświęcony konkretnie umaszczeniu u rasy Dogo Argentino. Tekst pisany z myślą nie tylko o innych potencjalnych przyszłych właścicielach DA, ale także z nadzieją, że pretensjonalni handlarze mający czelność określać siebie hodowcami, a handel psami bez badań „planową hodowlą”, spuszczą z tonu, przestaną udawać, że rodzących się w Polsce Dogo Argentino nie dotyczy problem, który dotyczy wszystkich psów o genotypie sw sw, czyli ryzyko uszczerbku słuchu (całkowitej bądź jednostronnej głuchoty) i zaczną badać hodowlane stada oraz mioty szczeniąt. Tekst łamał tabu, wyjaśniając skąd u Dogo Argentino ten ”biały kolor” sierści i dlaczego jest to rasa SZCZEGÓLNIE PREDYSPONOWANA DO WYSTĄPIENIA GŁUCHOTY oraz jaki jest prosty sposób na to, by zmniejszać liczbę kalekich z powodu uszkodzenia zmysłu słuchu, szczeniąt. Artykuł ten dziś, tak samo, jak i tuż po publikacji, dostępny jest (za darmo) dla praktycznie wszystkich użytkowników internetu, Wystarczy wpisać frazę ”Dlaczego pigment jest taki ważny dla Dogo Argentino”. Jego treść, pod nieco innym tytułem, zamieściłam też na ”Forum Molosy” i ”Dogomania Forum”. Tzw hodowcom ”popękały żyłki”.

(https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2013/07/05/dlaczego-pigment-jest-taki-wazny-dla-dogo-argentino-podsumowanie/)

Udowodniłam, że lansowanie na forach i używanie do rozrodu psów, praktycznie różowych, jak prosięta, z poważnymi brakami pigmentacyjnymi i bez badań określających jakość ich słuchu, jest drogą donikąd i praktyką szalenie szkodliwą. Dziś, po sześciu latach systematycznej pracy w kierunku podnoszenia świadomości polskich „kynologów” i walki o wzrost świadomości nabywców, od których tak naprawdę zależy jakość kynologicznej kultury w Polsce, (bo na ”hodowców” raczej nie ma co liczyć), wiem, że było warto, a dowodzi tego każdy przypadek rezygnacji z zakupu nieprzebadanego szczenięcia, po nieprzebadanych rodzicach, na rzecz szczeniaka, którego oboje rodzice obustronnie słyszą i które samo zostało poddane BAER TEST.

Nabywcy nie są głupcami za jakich biorą ich ”hodowcy”

Uważam też, że było warto, „wałkując” temat głuchoty i BAER TEST, w odniesieniu do Dogo Argentino, „utracić przyjaźń” tzw polskich hodowców i „sympatyków rasy”, lubujących się wraz z tzw hodowcami w oberżniętych, ale nieprzebadanych uszach czołowych, znanych z FB, polskich Dogo Argentino, będących bliskimi przodkami kupowanych dziś przez tych jeszcze niezorientowanych w temacie, nabywców. Czy wciąż sprzedaje się nabywcom nieprzebadane BAER TEST szczenięta? Oczywiście, że tak. Czy rozmnażane są półgłuche osobniki? Tak. Czy ”hodowcy” zwracają uwagę na to, że suka, którą kryją jakimś tam ”reproduktorem” (który może obustronnie słyszy, a może nie), jest córką samca, który w każdym kryciu dawał średnio dwa zupełnie głuche szczenięta oraz szczeniaki jednostronnie głuche, włącznie z jej miotową siostrą, która także dała, w jedynym miocie, który urodziła, przynajmniej jedno kompletnie głuche szczenię? Czy szczeniaki z takich kojarzeń są poddawane BAER TEST? Nie, bo ”hodowców” nie stać na badanie miotu. ”Hodowcom” nie przeszkadza to, że rozmnażają osobniki z wyjątkowym genetycznym obciążeniem, nawet, kiedy rodzą się im szczeniaki z rozszczepem podniebienia, dziedziczonym po ”babci” z ”lanserskiej” linii… Czy wśród ”hodowców” są tacy, którzy oszukują nabywców, opowiadając im, że rodzice szczeniąt obustronnie słyszą? Tak. I ciągle niestety bardzo wielu nabywców to osoby ślepo ufające ”hodowcom”.

Oczywiście, jak dowodzi problem dysplazji, nie tylko w tej rasie, w Dogo Argentino PRAWDZIWY HODOWCA jest wielką rzadkością, ale dysponując podstawową wiedzą, można wybrać, kupić za normalną, znacząco niższą, niż ta którą każą sobie płacić handlarze udający hodowców, kwotę, szczenię po przebadanych rodzicach. Szczeniak bez BAER TEST, po rodzicach, którego wyników BAER TEST nie widzisz, po rodzicach bez wyników RTG stawów łokciowych i biodrowych, nie jest wart 5 tysięcy złotych. Jest wart dokładnie tyle samo co psy z pseudohodowli, a szczeniaka dowolnej rasy od pseudohodowcy spoza Związku Kynologicznego w Polsce, można kupić już za kilkaset złotych.

Cieszy mnie, że lata mojej systematycznej pracy owocują 🙂 i mam nadzieję, że moje artykuły na temat dysplazji wniosą do polskiej kynologii -SZCZEGÓLNIE Z PUNKTU WIDZENIA NABYWCÓW- tyle samo, co te, w których łamałam tabu głuchoty u argentynów. Wszystkim tym, którzy dziś zaczynają coś tam o głuchocie w Dogo Argentino pisać, jest łatwo, bo nie muszą wykonywać żadnej pracy, na tacy podane mają to, co jeszcze 6-5 lat temu ja musiałam wyłowić z „odmętów internetu”, uporządkować i w miarę jasno przedstawić, nie oglądając się na hejt ze strony osób handlujących szczeniakami. Dziś, inaczej niż jeszcze 3-4 lata temu temat nie budzi tak wielkich negatywnych emocji i poruszanie problemu głuchoty i BAER TEST nie jest już traktowane, jak herezja. Teraz namawianie do BAER TEST nikogo nie dziwi, można nawet powiedzieć, że jest w dobrym tonie i nie grozi już „ostracyzmem społecznym”. Dziś także część tzw hodowców zmuszona jest do tego aby szczeniaki BAER TEST poddawać, zanim zaoferuje je klientom. Uważam to za znaczący sukces.

Drodzy potencjalni przyszli nabywcy psów, korzystajcie z tego, że na temat bardzo wielu schorzeń wrodzonych (jak i nabytych), z którymi szczególnie często borykają się (przede wszystkim) rasowe psy, można znaleźć informacje nawet w Wikipedii. Uzbrojeni w wiedzę, nie będziecie przeżywać szoku, dowiadując się, jak brzmi diagnoza dotycząca waszego psa i unikniecie tego „pogubienia” w sprzecznych informacjach, które dotyczy tak wielu z was, jeżeli, mimo wszystko, waszemu psu przydarzy się nieszczęście „cech dysplazji”. Powtórzę jeszcze raz, że szczeniak po rodzicach bez wyników RTG stawów łokciowych i biodrowych, nie jest wart 5 tysięcy złotych. Jest wart dokładnie tyle samo, co psy z pseudohodowli, a szczeniaka dowolnej rasy od pseudohodowcy spoza Związku Kynologicznego w Polsce, można kupić już za kilkaset złotych.

”Sole trzeźwiące”

”Hodowców” przybywa, bo życie z psów jest proste i wygodne. Aby zarabiać średnio -ceny się wahają, ale nie dziwi kwota i- 5.000 złotych (pięć tysięcy) na sprzedaży jednego szczenięcia Dogo Argentino, nie jest potrzebne żadne wykształcenie. ”Hodowcą” może zostać byle prostak i byle ‚tępa dzida’. Nie trzeba ”prowadzić firmy” i być płatnikiem VAT, mieć ”męczącego szefa”. ”Hodowca” może całymi dniami, mówiąc brzydko, ”pierdzieć w kanapę”, wystarczy, że ma jakąś sukę i/lub jakiegoś psa i zgłosi Urzędowi Skarbowemu dochody z DZIAŁÓW SPECJALNYCH PRODUKCJI ROLNEJ, nie mając nawet jednej skrzynki pelargonii, o ziemi rolnej, uprawach ani hodowli np. owiec, nie wspominając. Po prostu hulaj dusza (czasem tylko gówno z kojców trzeba wynieść). Poczytajcie, drodzy moi, jakiej wysokości i na jakiej zasadzie tzw podatki płacą tzw hodowcy. Obliczcie sobie jaki procent podatku i czy w ogóle, płaci ”hodowca”, który sprzeda np. 8 szczeniąt, każde za 5 tysięcy złotych… Ile i CZY W OGÓLE ”hodowca” musi ”oddać” Urzędowi Skarbowemu z tych przykładowych 40 tysięcy złotych, które zainkasował na sprzedaży szczeniąt? Tylko weźcie sobie coś na uspokojenie, bo szok może być naprawę poważny… I z dystansem podchodźcie także do lamentów o ”wydatkach na hodowlę”, które zawsze w tych ludziach uruchamiają rozmowy o pieniądzach, które inkasują za sprzedawane psy. Serio, gdyby to zajęcie nie przynosiło zysków tym tzw hodowcom, nie paraliby się nim. Zwłaszcza, że ”Nabywcy rasowych psów są tacy roszczeniowi i bez wyobraźni. I ciągle tylko wymagają. Powinni sobie pluszaki kupować.

”Hodowcy” żerują na naiwnych osobach, z które, mówiąc brzydko, doją. Doją i śmieją się z ”idiotów”, których naciągają. Środowisko tych tak zwanych ”hodowców psów” pełne jest zakompleksionych, leniwych nieudaczników, którzy nie mając dość inteligencji, siły przebicia ani pracowitej natury, zabrali się za rozmnażanie psów, bo ”pykać miot za miotem” jest łatwo. PRAWDZIWA HODOWLA I PRAWDZIWI HODOWCY z ”pykaniem miotów” nie mają nic wspólnego.  

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu oraz grafiki bez zgody autora jest zabronione.

Reklamy

”DYSPLAZJA W DOGO CANARIO/PRESA CANARIO -GDZIE PODZIAŁY SIĘ ETYKA I EMPATIA?” -ODPOWIEDZI NA NAJCZĘŚCIEJ ZADAWANE PYTANIA

 

Do skrzynki kontaktowej strony www.facebook.com/dysplazjawdogocanariopresacanario przychodzi wiele zapytań od właścicieli dysplastycznych psów różnych ras, dzisiejszy wpis zawiera odpowiedzi na te pojawiające się najczęściej.

Zadaniem strony ”DYSPLAZJA W DOGO CANARIO/PRESA CANARIO -GDZIE PODZIAŁY SIĘ ETYKA I EMPATIA?” jest zwracanie uwagi na fakt, iż w popularnych hodowlach rasowych psów, zarejestrowanych w stowarzyszeniu Związek Kynologiczny w Polsce, istnieje realny problem dotyczący dysplazji stawów. Problem ten jest na tyle poważny, że w niektórych przypadkach można by rzec, że ”dysplazja kwitnie podlewana ignorancją tzw hodowców”.

Za przykład tego, jak zazwyczaj osoby rozmnażające psy rozmawiają z ich nabywcami, kiedy psiaki okazują się być obciążone dysplazją/ cechami dysplazji, posłużyła dyskusja ze znaną, internetowo popularną panią rozmnażającą psy typu presa. Ta rozmowa (na stronie www.facebook.com/dysplazjawdogocanariopresacanario/ znajduje się album z tzw screenami z dyskusji pomiędzy panią, która psy wyhodowała, ich nabywcami, innymi osobami rozmnażającymi psy pod egidą ZKwP oraz tzw miłośnikami rasy) pokazuje jak zwyczajowo traktowany jest przez tzw hodowców posiadacz niepełnosprawnego psa, kiedy ciężka dysplazja/ niepełnosprawność okazuje się być faktem a nabywca zadaje pytania o wyniki badań rodziców swoich kalekich psów. W przypadku przykładowej dyskusji problem dotyczył więcej niż jednego psa, tj.;

Mala Vida de Rey Gladiador ur. 20.09.2013, suka rasy Dog Kanaryjski (Dogo Canario/Presa Canario). Zoperowane oba łokcie i oba biodra – podcięcie mięśni przywodzicieli i odnerwienie torebek stawowych. Niestety z powodu najcięższego stopnia obu dysplazji, a zwłaszcza ogromnej dysplazji łokciowej, której zabieg może złagodzić tylko na pewien czas dolegliwości bólowe, dalsze leczenie związane jest z punkcjami stawów łokciowych i podawaniem leków dostawowo średnio raz w miesiącu lub częściej. Możliwy jest zabieg endoprotez obu stawów za granicą lub wózek przedni w celu odciążenia kończyn. Okresowo poza punkcjami i podawanymi lekami dostawowo pies dostaje leki niesterydowe przeciwzapalne i osłonowe oraz suplementy – chondroityki oraz ziołowego pochodzenia leki przeciwbólowe. Stosowana jest również magnetoterapia.

Wabo de Rey Gladiador ur. 19.08.2014 -dysplazja łokciowa stopnia 1/2, dysplazja biodrowa stopnia E. Zoperowany prawy łokieć i oba biodra, podobnie jak u suki Mala Vida. Podano komórki macierzyste do obu stawów biodrowych. Średnio raz na 6 tygodni są robione punkcje chorych stawów z równoczesnym podaniem leków dostawowych. W momencie większych dolegliwości bólowych zabiegi te są wykonywane częściej. Pies codziennie dostaje suplementy -chondroityki oraz ziołowego pochodzenia leki przeciwbólowe. Stosowana jest magnetoterapia.

Venga de Rey Gladiador ur 20.02.2014 -dysplazja biodrowa stopnia D. Podawane chondroityki. Stosowana jest magnetoterapia. Jako, że psy ras bojowych (a do takich należy kanaryjska presa) mają bardzo wysoki próg bólowy, na razie nie ma przesłanek do operacji.

Powyższe dane wywołały w marcu 2015 r. wielką burzę. Wszystkie wymienione powyżej psy należą do tego samego małżeństwa NIEZAJMUJĄCEGO SIĘ ROZMNAŻANIEM PSÓW i urodziły się w tej samej hodowli. Doświadczenie wynikające z przykrej, zarówno dla ludzi, jak i psów dysplastycznej niespodzianki, zaowocowało PRAKTYCZNĄ WIEDZĄ o tym, jak bardzo ważne jest, by dramatowi dysplazji zapobiegać. W związku z tym kolejne molosy, które pojawiły się w domu tej rodziny, pochodzą z kojarzeń par wolnych od dysplazji stawów i nie są obciążone tym kalectwem.

Osoby prowadzące tę stronę nie zajmują się ”diagnozowaniem przez internet”.

Na stronie www.facebook.com/dysplazjawdogocanariopresacanario/ chętnie zamieścimy informację dotyczącą przypadku dysplazji u każdego psa, niezależnie od jego rasy, o ile tylko właściciel przekaże do publikacji pełne dane dotyczące pochodzenia psa (skan rodowodu), wraz z opisanym przez chirurga lub radiologa wynikiem (skan) badania RTG.

Oparta o smutne doświadczenie rada brzmi następująco: należy poddawać prześwietleniu każdego psa, szczególnie rasy ”olbrzymiej”, rasy predysponowanej do wystąpienia nieprawidłowości aparatu ruchu, nieprawidłowości o podłożu dziedzicznym, i to nawet już w wieku czterech miesięcy. Jeśli psiak jest przedstawicielem rasy mającej tendencję do dysplazji a właściciel chce mieć pewność, że w chwili zakupu szczeniaka bądź jego przysposobienia (drogą innej umowy z hodowcą), otrzymał szczenię ze stawami wolnymi od zmian dysplastycznych, musi sprawdzić stan jego stawów. Tylko taki sposób postępowania daje jednoznaczne dane nabywcy, który, o ile zaniedba prześwietlenie szczenięcia, które trafiło do jego domu, musi liczyć się z tym, że kilka miesięcy potem, gdy będzie dopytywał tzw hodowcę min. o warunki w jakich szczenięta żyły w pierwszych, decydujących w kwestii dysplazji, 8-12 tygodniach życia, usłyszy, że ”Kiedy opuszczały hodowlę były zupełnie wolne od problemu dysplazji, nie miały żadnych zmian. Jeżeli teraz ‚okazuje się’, że jest problem, to jest to twoja wina”. Sprawdzić, tj poddać prześwietleniu należy zarówno stawy biodrowe jak i łokciowe. Wielu tzw hodowców chełpi się wynikami HD (wynik dotyczący stawów biodrowych), przy czym zapomina lub ignoruje fakt, że to stawy łokciowe (ED) odpowiadają za utrzymanie znacząco większego ciężaru ciała psa (pamiętajmy: pies głowę ma z przodu). Nie zapominajcie też, że nieprawidłowości w stawach łokciowych często są objawem poważnych problemów w stawach barkowych. Może też być tak, że  w późniejszym okresie życia, psiak powiedzmy dwuletni, może mieć idealne stawy łokciowe i biodrowe, ale ”sypać” mu się mogą stawy kolanowe. Pierwszym przejawem genetycznego podłoża zwyrodnień, może być zerwane więzadło -po RTG okazuje się, że dwuletni pies ma w tych stawach zwyrodnienia, jak psi staruszek, choć pozostałe stawy są idealne. Praktycznie idealny stan pozostałych stawów, wskazuje, że ”posypane” stawy kolanowe mają podłoże genetyczne. Z tego też powodu, decydując się na RTG stawów, zarówno za pierwszym razem, jak i w kolejnych, gdy upewniamy się, że u naszego psa wszystko jest w porządku, warto jest sprawdzić je wszystkie. Należy postępować tak zwłaszcza, gdy decydujemy się zakupić lub po czasie odkrywamy, że kupiliśmy psiaka z linii mocno obciążonej dysfunkcjami aparatu ruchu. 

I KOLAGEN, KOLAGEN I JESZCZE RAZ KOLAGEN – podawajcie go rozwijającym się szczeniakom

Na stronie www.facebook.com/dysplazjawdogocanariopresacanario/, opierając się o najświeższe publikacje dotyczące genetyki, staramy się propagować wiedzę o przyczynach dysplazji stawów u psów, możliwościach niwelowania problemu, także poprzez nawoływanie do eliminowania z programów hodowlanych psów obciążonych dysplazją oraz uświadamiać nabywców, iż w interesie swoich psich przyjaciół oraz własnym, muszą od tzw hodowców WYMAGAĆ używania w tzw planach hodowlanych psów jednoznacznie wolnych od dysplazji i zmian zwyrodnieniowych. O tym, że hodowca jest rzetelny, że traktuje nabywcę szczeniaka uczciwie i po partnersku dowodzi udostępniane przez niego do wglądu potencjalnym nabywcom szczeniąt (oraz innym hodowcom), opisanych przez radiologów lub chirurgów wyników badań dotyczących dysplazji u psów, mających być rodzicami szczeniąt.

Polecamy przyszłym i obecnym właścicielom psów, aby na bieżąco dokształcali się, już choćby tylko regularnie czytając informacje publikowane na stronie:

http://www.instituteofcaninebiology.org/.

Utworzenie strony ”DYSPLAZJA W DOGO CANARIO/PRESA CANARIO -GDZIE PODZIAŁY SIĘ ETYKA I EMPATIA?” ma także uzmysłowić właścicielom dysplastycznych psów, przeżywającym szok, dowiadując się nagle, że ich psy są niepełnosprawne i co to w praktyce oznacza (także z finansowego punktu widzenia), że nie są ze swoim dramatem sami. W dużej mierze właśnie to ”nie robienie afery” przez właścicieli dysplastycznych psów i szczeniąt z cechami dysplazji, i poczucie osamotnienia, wynikające niejednokrotnie wręcz z zaszczucia przez tzw hodowcę, jego znajomych (też tzw hodowców) i inne ”życzliwe osoby”, kiedy w końcu właściciel niepełnosprawnego psa, usłyszawszy diagnozę, zaczyna zadawać ‚hodowcy’ pytania o dysplazję w jego hodowli, jest powodem dla którego dysplazja wciąż jest tak wielkim i powszechnym problemem.

Właściciele kalekich psów mają poczucie winy względem swoich psów. Zastraszeni poddają się i dają sobie wmówić, że ciężka dysplazja to ich wina, zupełnie zapominając o tym, że ich pies nie jest jedynym dysplastycznym psem na świecie, że dysplazja typu HD D czy HD E nie bierze się ”z sufitu” i nie jest możliwym, aby pies z takim wynikiem, opuścił hodowlę jako szczenię z nienagannymi, zupełnie niezmienionymi stawami. Zamiast starać się odnaleźć właścicieli miotowego rodzeństwa swoich psów, nawiązać z nimi kontakt (przecież wszyscy mają psy z metrykami np. stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce) i przekonać się czy (lub raczej jakie) pozostałe psiaki mają kłopoty z aparatem ruchu (i jeśli tak, to w jakim stopniu), po prostu poddają się i sami ”kiszą się” ze swoim i swojego psa dramatem. Pozostają w poczuciu, że gdyby nie dali sobie wmówić tzw hodowcy i jego poplecznikom, że ”to tylko niegroźna kulawizna, wyrośnie z tego” i zamiast słuchać tych ”mądrości”, zaczęli psa profesjonalnie diagnozować, byliby w stanie zminimalizować konsekwencje rozwijających się zmian.

To poczucie bezsilności nabywców psów, w którym pozostają i brak ich właściwej reakcji, daje komfort produkującym psy tzw hodowcom do dalszego nie przejmowania się konsekwencjami swojego postępowania. Oczywiście, właściciele kalekich psów mają też poczucie, że zostali oszukani i finansowo wykorzystani, że mówiąc łagodnie ”nadużyto ich zaufania”. Tyle że gdyby do zakupu psów byli merytorycznie przygotowani, zamiast jedynie ”wierzyć na słowo” ”miłym” panom czy paniom, żądając konkretnych dokumentów, najprawdopodobniej do dramatów by nie dochodziło.

Wiele złego, o czym z niezrozumiałych powodów się nie mówi, czynią też tzw nowi hodowcy, osoby pierwszy raz ”wypuszczające miot’‚, które mają dziwaczny zwyczaj ”ufać” na ”słowo honoru” ”doświadczonym hodowcom”. Za dobrą monetę biorą ludzie bez wiedzy i wyobraźni, zapewnienia tych ”doświadczonych hodowców”, kiedy ci opowiadają im np., że ich ”słynne” reproduktory czy hodowlane suki mają wynik HD B, podczas, gdy w rzeczywistości (o czym wiedzą inni ”doświadczeni hodowcy”, dobrzy znajomi ”opowiadaczy”) RTG stawów biodrowych ”legendarnego” psa oznaczone zostało jako ”D”. Nie jest niczym nadzwyczajnym, że ci którzy najbardziej dbają o ”PR”, właściwie nie muszą pokazywać dokumentacji medycznej psów, które rozmnażają, innym tzw hodowcom. Z niewiadomych przyczyn ludzie praktycznie ”czadzieją”, odurzeni ”kłapaniem dzioba” ”doświadczonego hodowcy” i nie wymagają do wglądu opisanych wyników RTG, które potwierdzałyby słowa ”znanego hodowcy” Niejednokrotnie i to w przypadku różnych ras, zdarzało się, że samce, którymi w Polsce kryto suki, jako ”modnymi reproduktorami” i które u nas ”chodziły” jako osobniki z HD B, kiedy po sprzedaży trafiły za granicę, okazywało się (ku zaskoczeniu i rozczarowaniu zagranicznych hodowców), iż rzeczywistości obciążone są ciężką dysplazją.

Dokąd NABYWCY psów nie uzmysłowią sobie, że istnieją mechanizmy, dzięki którym z dysplazją można walczyć a JEDNYM Z NAJSKUTECZNIEJSZYCH JEST WŁAŚNIE ŚWIADOMOŚĆ NABYWCÓW I NIE KUPOWANIE PRZEZ NICH PSÓW PO NIEPRZEBADANYCH I DEFINITYWNIE WOLNYCH OD DYSPLAZJI RODZICACH, dotąd psy będą cierpieć.

W handlu rasowymi psami głos decydujący ma nabywca. Od nabywców/ klientów hodowców zależy czy -przepraszam za słowo- produkt -w tym wypadku pies- się sprzeda. Jeżeli tzw hodowcy nie stać na zapewnienie psom, które powołuje do życia godziwych warunków tego życia a ZDROWIE jest takim warunkiem, nie powinien psów rozmnażać. Jeżeli tzw hodowcy nie stać na to, by psy badać, nie stać na to, by z tzw programu hodowlanego eliminować osobniki niespełniające kryteriów dotyczących zdrowia, to ktoś taki nie jest hodowcą, tylko producentem, zwykłym pseudohodowcą. Nabywcy finansujący producentów sami są sobie winni, tylko wielka szkoda, że za tę ignorancję w praktyce najwięcej płacą psiaki.

Decydując o wyborze szczenięcia, preferować należy te z miotów, które przyszły na świat w ciepłej porze roku, gdyż takie szczenięta spędzają więcej czasu na właściwym dla niech, naturalnym podłożu (zazwyczaj w tzw ogródkach hodowców), niż w domach na śliskich płytkach, bądź innych śliskich i łatwych dla utrzymania czystości powierzchniach. Naturalne podłoże, stawia opór. Śliska powierzchnia powoduje, że szczeniaczkom -co rusz- rozjeżdżają się łapki, co staje się powodem uczenia się przez nie niewłaściwego (nienaturalnego) sposobu poruszania się, co niesie za sobą oczywiste konsekwencje dla funkcjonowania stawów. Namawiam do znalezienia analogii: ludzie nie uczą swoich dzieci chodzić na lodowisku, bo na śliskiej powierzchni łatwo o poślizgnięcie, zwichnięcie/wywichnięcie itp.

A ”psy z drugiej ręki”?

Niezależnie od powodu, dla którego pies niebędący już szczenięciem jest wystawiony na sprzedaż lub oferowany jest do adopcji, obowiązują te same zasady i pytamy o badania (już choćby tylko dlatego, że podpisujemy umowę).

Osoba, która nam psa przekazuje, właściciel i/lub hodowca odpowiada za jego stan.

Pies jest w konkretnym wieku, na konkretnym etapie rozwoju albo też jego rozwój się zakończył, jest osobnikiem dorosłym i w pełni ukształtowanym. Może mieć kilka-kilkanaście miesięcy lub kilka lat. Może być tak, że pies został sprzedany pierwszemu właścicielowi, po czym w którymś momencie powrócił do hodowli i opiekował się nim i odpowiadał za niego hodowca. Może być też tak, że właściciele, tym samym tzw opiekunowie, zmieniali się kilkukrotnie albo też tak, że właściciel był tylko jeden i to on oferuje psa na sprzedaż.

Zasada jest zawsze jedna i ta sama

Pytajcie o wyniki badań, bo jeżeli w umowie sprzedaży, będzie punkt ”pies jest wolny od wad i zdrowy” a nabywca podpiszę taką umowę bez dowodów na to, że pies w istocie jest zdrowy, to kiedy po jakimś bliżej nieokreślonym czasie (zazwyczaj szybciej niż później) okaże się, że pies ma ciężką dysplazję, to ktoś, kto sprzeda nabywcy niepełnosprawnego psa, po prostu może cieszyć się, że trafił na osobę naiwną/łatwowierną. Nie będzie też, rzecz jasna mogło być mowy o tym nieszczęsnym ”No, niech odda nam koszty które ponieśliśmy na leczenie psa!”.

Pamiętać należy, że zapis w rodzaju ”pies jest wolny od wad i zdrowy” nie posiada żadnej wartości, dokąd w umowie precyzyjnie nie są wymienione wady, od których dany psiak jest wolny i ”oznaki zdrowia”, którymi to szczyci się sprzedający. Pies może być wolny od wady typu nieakceptowanego przez wzorzec rasy umaszczenia -i to będzie prawda. Natomiast co ma oznaczać ogólnik, że ”jest zdrowy”? 

Jest oczywistym, że wszystkiego przewidzieć nie można, ale istnieje pewne minimum, które stanowią schorzenia typowe dla danej rasy. Tak więc w przypadku molosa oczekiwanie, iż w umowie pojawi się zapis dotyczący dysplazji, ”pies jest wolny od dysplazji stawów łokciowych i biodrowych” a w przypadku psa w wieku do +/- 16 miesiąca życia ”nie posiada cech dysplazji”, nie jest niczym wyjątkowym. Ale żeby taki zapis posiadał wartość, sprzedający musi udowodnić kupującemu, że pies faktycznie wolny jest od dysplazji.

W skrócie, sprzedający nie jest w stanie gwarantować kupującemu czegoś, na temat czego nie posiada żadnej wiedzy. Jeżeli kupujący podpisuje taką umowę, to sam jest sobie winny. Jednym z ulubionych ”argumentów” tzw hodowców i ich popleczników w rozmowach z właścicielami psów dysplastycznych, niepełnosprawnych jest ”Przecież nikt ci nie kazał tego psa kupować, pistoletu ci do głowy nikt nie przystawiał” – i trudno się z tym aroganckim i bezczelnym tekstem nie zgodzić.

Pamiętać należy także o tym, iż hodowca odpowiada za psa dokąd pies jest pod jego opieką i kontrolą. Od chwili, w której pies opuści hodowlę może wydarzyć się i zazwyczaj się dzieje, mnóstwo rzeczy, na które hodowca nie ma żadnego wpływu, niezależnie od tego jakie zaniedbania, włącznie z doborem rodziców hodowca mógł popełnić czy też popełnił. Typowe obszary takich zaniedbań to np.;

przygotowanie matki miotu do okresu ciąży i karmienia szczeniąt – czyli kwestia zapewnienia suce odpowiedniej diety, w tym suplementacji,

zapewnienie odpowiedniego podłoża, na którym szczenięta stawiają swoje pierwsze kroki – czyli podłoże stawiające opór, zamiast śliskiej podłogi. (Powtórzmy: z oczywistych przyczyn ludzie także nie uczą się chodzić na lodowisku.)

Kluczowe dla kwestii rozwoju dysplazji są pierwsze tygodnie życia psa. Każde szczenię rodzi się ze zdrowymi stawami, ale do 8-12 tygodnia jego życia, to jakie warunki zapewnia mu hodowca, decyduje o tym, w jaki obrazek w organizmie konkretnego psa ułożą się przypisane mu ”genetyczne puzzle”. A to oznacza, że hodowca może, poprzez warunki w jakich psy trzyma, spowodować, że zmiany dysplastyczne, tzw CECHY DYSPLAZJI będą widoczne na prześwietleniu u szczenięcia już trzymiesięcznego. Z tego powodu, aby mieć pewność, że nie kupujemy przysłowiowego kota w worku i za kilka miesięcy (zazwyczaj zauważalne nawet dla laika oznaki dysplazji widoczne są już u 6-7miesięcznych szczeniaków), przeprowadzać należy RTG stawów łokciowych i biodrowych szczenięcia, które trafia do naszego domu.

Jeżeli pierwszy właściciel psa nie zadał sobie odrobiny trudu, by zadbać o przyszłość psa i nie sprawdzi w jakim stanie były stawy łokciowe i biodrowe psa w chwili, gdy trafił do jego domu i ewentualnie nie zdecydował się podjąć odpowiednich kroków, by zmiany dysplastyczne zniwelować, to nie ma sposobu na udowodnienie, że to z powodu zaniedbań hodowcy pies jest kaleką (Nawet jeżeli o dysplazji rodziców psa niczego nie wiadomo, włącznie z tym czy hodowca w ogóle bada swoje stado hodowlane). Jeżeli na początku nie ma badań, to potem nie ma sposobu na to, by udowodnić zaniedbania na poszczególnych etapach rozwoju psa i pociągnąć do odpowiedzialności (także finansowej) hodowcę czy pierwszego i/lub kolejnych jego właścicieli, gdy po podpisaniu umowy z zapisem ”pies jest zdrowy i wolny od wad”, usłyszymy diagnozę dotyczącą dysplazji i poznamy jej koszty oraz koszty zabiegów i dalszego leczenia (zachowawczego), konicznego dla utrzymywania jako takiego komfortu życia naszego psa.

Rękojmia za rzecz jaką jest (zgodnie z polskim prawem) zwierzę obowiązuje 12 miesięcy od daty zakupu/podpisania umowy. Stopień dysplazji określa się u psów które średnio są w wieku pomiędzy 16-18 miesięcy. W dokumentację medyczną psów młodszych niż 16-18 miesięcy, wpisywana jest fraza ”posiada cechy dysplazji”. Co to w praktyce oznacza? (Gdyby ktoś chciał wybrać się do sądu w sprawie rękojmi?) W związku z tym, że stopień dysplazji czyli jej jednoznaczne określenie, wpisuje się w dokumenty psów starszych niż 12 miesięcy, można przyjąć, że hodowca w chwili sprzedaży szczenięcia nie wie o wadzie aparatu ruchu, bo ta nie może być jednoznacznie określona u psa w wieku -w praktyce- poniżej 16 miesięcy. Tak więc niezależnie co o takim stanowisku tzw hodowcy pomyślałby nabywca, jest ono (dla sądu) jednoznaczne…

Rzetelni hodowcy/sprzedający w umowach z nabywcami psów wymieniają rodzaj zadośćuczynienia w przypadku, w którym u danego psa zostanie wykryte schorzenie np. dysplazja.

Najbezpieczniej jest poinformować hodowcę/sprzedającego, że na własny koszt szczenię podda się badaniu stanu stawów łokciowych i biodrowych (lub także kolanowych i barkowych), i umówić się z nim na to, jak rozwiązane zostaną kwestie związane z ponoszeniem kosztów leczenia, wynikających z nieprawidłowości aparatu ruchu tak, aby z treści umowy jednoznacznie wynikało, że to hodowca poniesie koszty zabiegu np. spojenia łonowego. (Pamiętajmy, że nabywca za psa rasy Dog Kanaryjski/Argentyński płaci średnio 4,5-5 tysięcy złotych i więcej, pojawiają się ogłoszenia, w których za 6 miesięcznego szczeniaka DA żąda się 1600euro).

Ważne jest, aby wykonać RTG stawów. Jeżeli nie zadba się o pewność, że naszemu psu w najbliższych miesiącach życia nie zagrozi niespodzianka kalectwa, z którym będzie musiał borykać się do samego końca, to kiedy zacznie nas niepokoić ”chrupanie w stawach” i to, że kilkumiesięczny szczeniak ”ma trudności z podnoszeniem się z posłania”, będzie zbyt późno na rozwiązania, które w znaczący sposób ułatwiają życie szczeniętom (a potem dorosłym psom), u których na wczesnym etapie rozwoju stwierdzono ”cechy dysplazji”. RTG stawów szczenięcia umożliwia zdiagnozowanie problemu na bardzo wczesnym i niezaawansowanym etapie zmian w stawach. Konsultacja ze specjalistą daje szansę na poprawienie komfortu życia zwierzęcia i umożliwia to, że w przyszłości będzie funkcjonowało bez leków, które stają się nieodłączną częścią życia psów CIERPIĄCYCH z powodu dysplazji. Dla wcześnie zdiagnozowanych psów podniesienie się z posłania czy pokonanie kilku schodków nie będzie stanowić wyzwania.

Zaniedbaniem każdego nabywcy jest nie poddanie szczeniaka RTG stawów i określenie ich stanu

Kiedy chcemy kupić/przysposobić od hodowcy i/lub poprzedniego właściciela psa niebędącego już szczenięciem, kilkunastomiesięcznego lub dorosłego, żądajmy wyników RTG jego stawów (tak samo żądalibyśmy przeglądu technicznego auta ”z drugiej ręki”). Pamiętajmy, że to, co było ”prawie niezauważalną kulawizną” dla młodego psa, po latach lub nawet miesiącach, dla psa dorosłego lub w wieku zaawansowanym, przerodzi się w poważne schorzenie, potężnie utrudniające mu funkcjonowanie.

Jeżeli adoptujemy psa ze schroniska -jest bardzo mało prawdopodobne, by dane medyczne schroniskowych psów zawierały także informację na temat dysplazji- zabierzmy go na prześwietlenie, po to, by nasza pomoc bezdomniakowi była PEŁNA.

To oczywiste, ale podkreślmy, że wszystko to, co dzieje się, kiedy pies przestaje być odpowiedzialnością hodowcy i trafia do nowego domu, jest odpowiedzialnością nowego właściciela.

Dlatego nowy właściciel musi psu zapewnić odpowiednie warunki funkcjonowania w nowym domu.

Do tych warunków zalicza się także, BARDZO CZĘSTO IGNOROWANE przez nabywców psów, podłoże zapewniające opór. Jeżeli do swojego domu sprowadzasz szczenię, młodego rozwijającego się psa rasy dużej lub wielkiej, molosa, to zafunduj mu wykładzinę. Nic ci nie będzie, przemęczysz się te pierwsze 2 lata z wykładziną ”rujnującą ci dokładnie przemyślany charakter wnętrza” a twój pies będzie miał stawy w znacząco lepszym stanie. Połóż wykładzinę w tym rejonie domu/mieszkania, w którym pies przebywa najczęściej. Potraktuj tę radę bardzo serio, zwłaszcza jeżeli nie masz ”domu z ogrodem”, tylko mieszkanie i twój pies nie będzie spędzał znaczącej części czasu, na naturalnym podłożu a właśnie we wnętrzu domu, na śliskiej podłodze.

Tzw hodowcy wmawiają nabywcom dysplastycznych psów, że śliska podłoga jest wszystkiemu winna, powstała swego rodzaju legenda o ”śliskiej podłodze”, którą tzw hodowcy szczują nabywców.

Owszem ta podłoga jest bardzo ważna, tym ważniejsza, że pierwsze 8-12 tygodni życia większość szczeniąt uczy się poruszać na śliskim podłożu, właśnie w domach tzw hodowców. Tak więc patrzcie w jakich warunkach hodowcy trzymają szczenięta, zwracajcie uwagę na to, co pokazują wam na Serwisie Facebook. Kupując/przysposabiając psa bierzcie pod uwagę, że jeżeli urodził się w zimnej części roku, to większość czasu spędzał w pomieszczeniach, dowiedzcie się więc jakie podłoże zapewniał mu hodowca, zobaczcie to podłoże. To jasne, że łatwo jest ”polać zasikane linoleum wodą ze szlaucha”, ale o ile hodowca ma się różnić od producenta, puszczającego szczeniaki jak z linii produkcyjnej, musi zapewnić szczeniętom bezpieczeństwo dla ich rozwijających się stawów, czyli podłoże stawiające opór. Zapamiętajcie sobie, że nawet jeżeli sami zadbacie o odpowiednie podłoże w waszych domach/mieszkaniach, ale nie zadbał o nie tzw hodowca, w kluczowych dla rozwoju zmian idących w kierunku dysplazji, pierwszych 8-12 tygodniach życia szczeniąt, na niewiele zda się wasze zaangażowanie w zabezpieczenie waszym psom odpowiednich warunków życia.

I przede wszystkim PATRZCIE NA PSY. Na szczenię, które zamierzacie kupić i jego rodziców. Obserwujcie ruch tych psów.

Ciężką dysplazję zazwyczaj widać, pies porusza się w niepokojący sposób, mówiący, iż jego aparat ruchu nie funkcjonuje w prawidłowy sposób.

Osoby, które ”w ciemno” kupują/przysposabiają psy ”z drugiej ręki”, ponoszą koszty swojego zaniedbania dosłownie i w przenośni, kiedy opłacają skutki zaleczania dysplazji i ”plują sobie w brodę”, że ”przecież nie trzeba było ulegać emocjom i przez podpisaniem umowy można było spytać o prześwietlania”. Podobnie ci, którzy kupili swoje psy jako szczeniaki, po nieprzebadanych rodzicach albo takich których wyników RTG nigdy im nie pokazano i nie wpadli na pomysł, by swoim szczeniakom zafundować RTG stawów.

Brak wymogu badań psów rozmnażanych pod szyldami kynologicznych stowarzyszeń oznacza brak faktycznej odpowiedzialności ludzi rozmnażających psy, za zwierzęta, które rozmnażają. Nie istnieją w Polsce przepisy prawne, które wymagają od tzw hodowców zrzeszonych w poszczególnych stowarzyszeniach, na czele ze stowarzyszeniem Związek Kynologiczny w Polsce, aby poddawali rozmnażane przez siebie psy czy to badaniom RTG określającym stan ich stawów biodrowych (HD), łokciowych (ED) (oraz pozostałych), czy jakość słyszenia (BAER test) oraz innym, wykluczającym schorzenia typowe dla konkretnych ras psów. Oznacza to, że to nabywcy muszą upominać się o przedstawianie im wyników badań psów mających być rodzicami ich szczeniąt i tym samym podnosić w Polsce jakość kultury kynologicznej i zapewniając podniesienie standardu życia psom, które przecież wcale nie muszą się rodzić, bo w schroniskach jest masa psów (i kotów) oczekujących na domy. Skoro więc, pomimo przepełnionych psimi i kocimi dramatami schronisk, tzw hodowcy, swoim działaniem, sprowadzają na ten świat więcej i więcej psów, to niech przynajmniej zrobią minimum dla komfortu ich życia.

Jeżeli nabywcy przestaną kupować szczenięta po nieprzebadanych rodzicach, tzw hodowcy nie znajdą chętnych na swój ”towar” i albo podniosą jego jakość, poprzez badanie swoich hodowlanych stad, albo przestaną psy rozmnażać, bo nie będą w stanie ich sprzedać.

Nie liczą się ustne zapewnienia tzw hodowcy, tylko to, co rodzice szczenięcia, które proponuje nam tzw hodowca mają wpisane (potocznie ”wbite”) w rodowody. Wyniki badań, badań, jak podkreślają tzw hodowcy nieobowiązkowych i PŁATNYCH, podnoszących koszty tzw hodowania, wpisywane są w rodowody psów. Dodatkowo, mamy erę cyfrową i konkretne zdjęcie RTG przypisane jest do konkretnego psa, nie ma już mowy o oszustwach i pokazywaniu prześwietlenia psa X jako psa Y, te czasy minęły. Warto także nie zapominać, że znając rodowód (wystarczą rodowodowe imiona rodziców) oferowanego szczenięcia lub tego, które już stało się własnością osoby, która je nabyła, można skontaktować się z Oddziałem Związku Kynologicznego w Polsce, do którego należy dany hodowca i poprosić o udzielenie informacji dotyczących wyników badań psów wchodzących w skład stada hodowlanego danego członka ZKwP. Szczególnie osoby będące już posiadaczami szczeniąt z metrykami ZKwP, pochodzącymi przecież z hodowli zarejestrowanych w tym stowarzyszeniu, nie powinny mieć trudności z uzyskaniem informacji na ten temat.

Zafundujcie sobie chwilę refleksji nad tym ile zachodu kosztowało tzw hodowców i posiadaczy psów (bądź też wciąż kosztuje, biorąc pod uwagę ”fotki z fejsika”), zabronione przez polskie prawo, oberżnięcie psu uszu, nazywane kopiowaniem/cięciem uszu, powodujące, że naturalnie obwisłe uszy, stają się mniejsze, szpiczaste i stojące. Pomimo wszystkich trudności wynikających z nielegalności okaleczania w Polsce psów tym estetycznym zabiegiem, aż tylu tzw miłośników psów decydowało lub też wciąż się decyduje poddać swoje psy cięciu uszu. Choć abstrahując już od łamania prawa, okaleczenie psich uszu wymaga poddania psa pełnej narkozie i wiąże się z ryzykiem śmierci szczenięcia. Ci ”miłośnicy psów” uwielbiali i chyba wciąż im nie przeszło, szafować psim życiem, tylko dla zaspokojenia swoich chorych pragnień o psach ”wyglądających groźnie” i ”po kozacku”… Zwróćcie uwagę ile psów z dysplazją ma kopiowane, okaleczone uszy… Warto było psa poddać pełnej narkozie i ryzykować jego śmierć, ale nie było warto przeprowadzić RTG. Tak samo w przypadku Dogo Argentino, warto było uszy urżnąć, ale nie warto było robić ani BAER TEST ani RTG stawów…

okaleczanie-psa

Dlatego wiele polskich psów typu presa, ale także i innych, również tych tradycyjnie okaleczanych ras, może i ”wygląda groźnie” i ”po kozacku” z tymi nieszczęsnymi, okaleczonymi uszami, leżąc w ogrodach, ”pilnując posesji”, tylko, że ”efekt” idzie się …, znika w mgnieniu oka, kiedy taki pies wstaje, ”trzeszcząc” i zaczyna się z trudem przemieszczać… ”Wycieczki”, nawet na drugi kraniec Polski, do ”sprawdzonego weta”, który ”dobrze tnie”, wymienianie się doświadczeniami w tym, jak najlepiej spreparować ”zaświadczenie o leczniczym kopiowaniu uszu”, dyskusje o tym jak okaleczone psy wyglądają ”w nowych fryzurach”, w to ”miłośnicy psów” potrafili (a niektórzy wciąż jeszcze potrafią) angażować mnóstwo swojej energii. Bardzo przykre, że ”gimnastykowanie się” ”miłośników psów” w kierunku uzyskania ”kontaktu” do ”znającego się na rzeczy” weterynarza, który ”wie jak ciąć” i ”nie zrobi nieumiejętnym cięciem z Dogo Argentino Dobermana albo ASTa”, zawsze bardziej interesowało tzw hodowców i posiadaczy psów, od przypilnowania, aby ich ”kozacko” wyglądające psy miały zdrowe stawy i sprawny zmysł słuchu…

Nie wiadomo, śmiać się czy płakać, obserwując sędziów ”sprawdzających rodzaj zgryzu” psom prezentowanym na ringu, bo patrzenie jak sędzia ”liczy zęby” i ”upewnia się” ”czy są braki, czy ich nie ma”, podczas gdy pies kuleje, ”zamiata tyłkiem” i/lub przejawia całą rzeszę innych symptomów świadczących o tym, że powinien jak najszybciej trafić do specjalisty, który rozpocznie diagnozowania nękającego go schorzenia a nie dostawać tzw hodowlane uprawnienia, pozbawia złudzeń co do rzetelności tych tzw sędziów. Przede wszystkim pozbawia złudzeń, że sędziowie, niedostrzegający bądź też udający ślepych na nieprawidłowości w sposobie poruszania się psów, które ”oceniają”, (niejednokrotnie równocześnie, praktykujący lekarze weterynarii i hodowcy), chociaż te nieszczęsne psy ”lubią”. 

Dramat związany z dysplazją wiąże się nie tylko z cierpieniem psów, bo, mówiąc krótko, nie każdego stać na ‚zaleczanie’ dysplazji u jego psa, ale i hipokryzją, bo wielu jest też tzw hodowców, którzy wmawiają nabywcom czy to z powodu swojej znikomej wiedzy, czy też aby chronić swoją ”reputację”, że ze szczeniakami jest ”wszystko w porządku” i tym samym stopują właścicieli chcących szukać pomocy u specjalistów. Skutek jest taki, że pies z dysplazją, której postępowi można było zapobiegać na początku, schorzenie ma dalece rozwinięte, bo nie dostał profesjonalnej pomocy tylko dlatego, że jego właściciel zaufał niewłaściwej osobie.

Rzućcie sobie okiem także na pracę ”Choroby ortopedyczne młodych i rosnących psów i kotów”, Erik R. Wisner, Rachel E. Pollard, wystarczy wpisać w wyszukiwarkę 🙂 

erik-r-wisner-rachel-e-pollard-15-rozdzial-choroby-ortopedyczne-mlodych-psow-i-kotow

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora jest zabronione.

Ps. Pamiętajcie o tym, że dysplazja stawów łokciowych (ED) i biodrowych (HD) to nie jedyne niebezpieczeństwo, które czyha na psa, kiedy chodzi o jego stawy (Gwoli ścisłości istnieją także dysplazja stawu barkowego i kolanowego -przy czym jest normą badanie pod kątem określenia stopnia dysplazji stawu kolanowego używanych w hodowli Bokserów, najwyraźniej na bazie praktycznych doświadczeń, hodowcy uznali, że to badanie jest konieczne)…

W stawie ramiennym, łokciowym, kolanowym i skokowym możemy mieć do czynienia z zaburzeniami kostnienia na podłożu chrzęstnym, które mogą pojawić się u molosów pomiędzy 4 a 9/10 miesiącem życia. Coraz bardziej popularne staje się badanie psów pod kątem eliminowania z programów hodowlanych osobników obciążonych OSTEOCHONDROZĄ GŁOWY KOŚCI RAMIENNEJ. (Pełniej ”OSTEOCHONDROZA-OCD [odwarstwiająca martwica chrzęstno-kostna] głowy kości ramiennej” http://www.artroskopia-wet.com/staw.php?id=1). O tym, że dane zwierzę wolne jest od tego schorzenia mówi nam wynik ”OCD 0/0”. Więcej znajdziecie np. w tym miejscu: http://www.ortopedia-weterynaryjna.pl/kompendium_17_osteochondroza.html.

Polecam zajrzeć także tu:

http://www.swiatczarnegoteriera.republika.pl/a-zdrowie_choroby_oc_ocd.html

Kolejnym problemem może być ZWICHNIĘCIE RZEPKI KOLANOWEJ, wyniki dotyczące tego schorzenia mają skrót ”PL” (od ”PATELLAR LUXATION”), np. ”PL 0/0” a przeczytać o nim możecie np. tu: http://www.ortopedia-weterynaryjna.pl/kompendium_13_zwichniecie-rzepki.html.

Stopnie zwichnięcia rzepki oznaczone dla każdego stawu oddzielnie;

0 -staw kolanowy normalny

I -staw kolanowy prawie normalny, brak zaburzeń ruchu

II -luźne usytuowanie rzepki, podczas zgniatania ulega zwichnięciu

III -znaczne przesunięcie rzepki, podczas zgniatania można ją wprowadzić na miejsce i zwichnąć

IV -przesunięcie rzepki wymagające operacji

Pamiętajmy też o kręgosłupie psa. W ramach kwalifikacji hodowlanej (podkreślmy, jej nieobowiązkowej, tj niewymaganej przez ZKwP, części) psy niektórych ras badane są pod kątem określenia stopnia spondylozy, aby wykluczyć z hodowli osobniki z zaawansowanymi zmianami.

ZASADY HODOWLI PSÓW RASOWYCH RAYMOND’A OPPENHEIMER’A, ANGIELSKIEGO SĘDZIEGO KYNOLOGICZNEGO I HODOWCY BULLTERRIERÓW ”ORMANDY”

history3

Raymond Oppenheimer angielski sędzia i hodowca twórca przesławnego kennelu Bullterrierow „Ormandy”:

1. Pamiętaj, że zwierzęta które dziś dobierasz do hodowli będą przez wiele kolejnych lat miały wpływ na daną rasę. Miej to na uwadze, gdy dobierasz zwierzęta do rozrodu.
2. Możesz wybrać jednorazowo tylko 2 osobniki w jednym pokoleniu. Wybieraj tylko najlepsze, ponieważ będziesz musiał czekać na kolejne pokolenie, żeby poprawić to od czego wyszedłeś. Rozmnażaj tylko wtedy, gdy możesz oczekiwać, że uzyskane potomstwo będzie lepsze niż jego rodzice.
3. Nie możesz oczekiwać, że statystyczne przewidywania będą miały zastosowanie, jeśli chodzi o małą liczbę zwierząt (jak np. w jednym miocie). Statystyki sprawdzają się tylko w odniesieniu do wielkich populacji.
4. Rodowód jest narzędziem które ma ci pomóc rozpoznać jakie zalety i wady twój pies może prezentować lub przekazywać. Rodowód jest tylko tak dobry, jak pies który go posiada.
5. Miej na celu uzyskanie psa idealnego pod każdym względem, a nie tylko dla jednej czy dwu cech. Nie kieruj się też modą panującą w obrębie danej rasy.
6. Jakość to nie ilość. Jakość jest rezultatem dogłębnych badań, wynikiem konsekwentnego dążenia do zrealizowania pewnej wizji, rezultatem cierpliwości, żeby czekać aż uzyska się odpowiedni miot i umiejętności obiektywnego oceniania do czego już się doszło, lecz przede wszystkim efektem posiadania planu hodowlanego mającego na uwadze przynajmniej 3 pokolenia do przodu.
7. Nie zawracaj sobie głowy dobrym psem, który jest marnym reproduktorem. Ciesz się z jego (jej) posiadania ale nie uwzględniaj go (jej) w swoim planie hodowlanym.
8. Rzadko używaj out-crossów. Na każdą pożądaną cechę którą uzyskasz, przypadnie wiele złych, które będziesz musiał wyeliminować w następnych pokoleniach.
9. Inbreeding to cenne narzędzie będące najszybszą metodą utrwalenia dobrych cech i typu. Wyciąga na światło dzienne cechy, które muszą zostać wyeliminowane.
10. Hodowanie niczego nie „tworzy”. To co uzyskujesz, nie bierze się z kosmosu, lecz zawsze „tam” było, nawet jeżeli ukryte przez wiele pokoleń.
11. Zapomnij o starym banale, że rodzeństwo doskonałego reproduktora jest równie dobre jak on sam. Rodzeństwo rzadko ma tą samą genetyczną „układankę”.
12. Bądź ze sobą szczery. Nie ma idealnych psów (suk), tak jak i nie ma idealnych reproduktorów. Nie będziesz dobrym hodowcą, jeżeli nie potrafisz rozpoznać plusów i minusów u psów, które zamierzasz rozmnażać.
13. Cechy dziedziczne są przejmowane po równo od obu rodziców. Nie spodziewaj się że rozwiążesz wszystkie problemy w jednym pokoleniu.
14. Jeżeli najgorsze szczenię w twoim ostatnim miocie, nie jest lepsze niż najgorsze szczenię w twoim pierwszym miocie, tzn. że nie robisz postępu. Twój ostatni miot powinien naprawdę być ostatnim.
15. Nie wybieraj psa do rozrodu ani na podstawie najlepszego, ani najgorszego szczenięcia jakie spłodził(a). Oceniaj cały miot na podstawie cech większości.
16. Pamiętaj że jakość jest kombinacją „soundness” i funkcjonalności. Liczy się nie tylko brak wad ale pozytywna prezencja zalet. Liczy się cały pies.
17. Nie kieruj się emocjami w wyborze zwierząt do hodowli. Odpowiedni pies dla twojej hodowli to właśnie ten pies, nieważne kto jest jego właścicielem. Nigdy nie szkaluj dobrego psa, są zbyt rzadkie i wspaniałe aby były poniżane przez czyjąś małostkowość.
18. Niech nie satysfakcjonuje cię nic poza numerem jeden. Numer dwa to zawsze za mało.

Polskojęzyczna treść zasad, zamieszczona powyżej, pochodzi z profilu na Serwisie Facebook, należącego do pani Marzeny Kaca-Bibrich, 

Zdjęcie użyte w tekście pochodzi ze strony: http://www.thebullterrierclub.org/history/ 

Link do anglojęzycznej wersji tekstu: http://www.tybrushe-boxers.com/20_principles_of_breeding.htm 

Zuza Petrykowska

 

”UMOWA SPRZEDAŻY” CZYLI KIEDY ZGŁOSIĆ POLICJI GROŹBY W RODZAJU ”PRZYJEDZIEMY I ZABIERZEMY CI PSA” ORAZ ”FAJNIE, FAJNIE, ŻE TAK WALCZYSZ O TE BADANIA, ALE WIESZ, W TYCH USZACH TO LEPIEJ NIE GRZEB”

12784522_939706079476536_175874937_n

Na grupie Dogo Argentino Polska (Poland), lincz właścicielki psa, która ośmieliła się upublicznić film:

https://www.facebook.com/alex.xyzn/videos/g.300344586722991/1024202477654656/?type=2&theater przedstawiający psa, u którego rozpoznano ”rozwijającą się dysplazję stawów łokciowych na skutek nieprawidłowego procesu kostnienia śródręcznego”.

capture-20160320-105218

karta info wizyty oli pies fa

UMOWA SPRZEDAŻY

Wbrew twierdzeniom osób, które tak chętnie zabierają głos w dyskusji dotyczącej psa pani Oli, wyjaśnić należy, że umowę sprzedaży rzeczy ruchomej (np. psa) zawrzeć można w trzech możliwych formach; ustnej, pisemnej i dorozumianej. W formie pisemnej umowę sprzedaży sporządza się dla przyszłych celów dowodowych, ale konieczna jest ona jedynie w przypadku sprzedaży nieruchomości. Dokument stwierdzający fakt zaistnienia dwustronnej czynności prawnej, którego zdjęcie na forum ww publicznej grupy, udostępniła właścicielka psa i które ja wklejam w tym miejscu

umowa oli forte apache (2)

składa się dwóch części. Pierwsza to potwierdzenie formy ustnej umowy sprzedaży, czyli zapłata i wydanie rzeczy (Jak wynika ze sfotografowanej treści, zapłatę przyjęto, a rzecz wydano). Do czynności dwustronnej doszło, gdyż kwota została przyjęta i nastąpiło fizyczne wydanie rzeczy, czyli psa rasy Dog Argentyński o cesze indywidualnej, którą stanowi nr chip zwierzęcia -pani Oli psa wydano. I nie jest istotne, że na sfotografowanym przez właścicielkę zwierzęcia dokumencie nie ma informacji kto z imienia i nazwiska za psa zapłacił, bo wyraźnie napisane jest jakiego konkretnie psa (oznaczonego indywidualnym nr. chip, dodatkowo potwierdzonym w lecznicy weterynaryjnej, w której dokonano rozpoznania ”rozwijającej się dysplazji stawów łokciowych na skutek nieprawidłowego procesu kostnienia śródręcznego”) wydała druga storna umowy. Częścią drugą tego dokumentu stwierdzającego fakt zaistnienia dwustronnej czynności prawnej jest zobowiązanie dostarczenia rodowodu, z czego nie wywiązała się strona, która przyjęła sumę 4 tysięcy złotych i psa wydała nabywcy. Rodowód byłby jedynie dodatkowym potwierdzeniem faktu, iż prawo własności przeszło na właścicielkę psa, z chwilą, w której za niego zapłaciła, a druga strona wydała jej zwierzę. Wniosek jest więc prosty: jeżeli ktoś właścicielce nieszczęsnego psiaka grozi, że go jej odbierze, powinna ten fakt zgłosić policji.

W skrócie:

Odnośnie umów sprzedaży zapamiętaj sobie drogi czytelniku co następuje (za http://www.przewodnikprawny.pl/umowa-sprzeda-y-ruchomo-ci/):

Umowa sprzedaży ruchomości może być zawarta w formie dowolnej, np. ustnej, pisemnej, a także w sposób dorozumiany. Przepisy nie wprowadzają w tej kwestii żadnych ograniczeń”.

Ustalenie ceny sprzedaży stanowi jeden z przedmiotowo istotnych elementów umowy sprzedaży ruchomości. Cena wyrażana jest w postaci określonej kwoty pieniędzy lub poprzez podanie sposobu jej wyliczenia.

Podstawowym obowiązkiem sprzedawcy jest przede wszystkim przeniesienie na kupującego własności określonej rzeczy ruchomej oraz jej wydanie. Do przeniesienia własności dochodzi w zależności od rzeczy bądź to przez podpisanie umowy sprzedaży (rzeczy oznaczone co do tożsamości) bądź to przez przeniesienie faktycznego posiadania rzeczy na kupującego (rzeczy oznaczone co do gatunku oraz rzeczy przyszłe). Wydanie ruchomości ma zazwyczaj miejsce podczas zawarcia umowy lub też w innym terminie określonym w treści umowy. Ponadto sprzedawca ponosi odpowiedzialność względem kupującego, jeśli sprzedana rzecz obciążona jest wadami fizycznymi lub wadami prawnymi.

Obowiązkami kupującego, które wynikają z treści umowy sprzedaży ruchomości, są zapłata ustalonej ceny oraz odbiór rzeczy.

Do zapłaty ceny dochodzi najczęściej przy zawieraniu umowy”.

Skutkiem zawarcia opisywanej umowy jest przeniesienie własności ruchomości na kupującego, który staje się nowym właścicielem nabytej rzeczy. Po zawarciu stosownej umowy sprzedawca zobowiązany jest do wydania, zaś kupujący do odbioru przedmiotowej nieruchomości oraz do zapłaty sprzedawcy ceny w umówionej wysokości. Co więcej, sprzedawca odpowiada za wszelkie wady fizyczne lub prawne, jakimi obciążona jest zbyta rzecz ruchoma. Z tytułu wady rzeczy sprzedanej kupującemu przysługuje uprawnienie do odstąpienia od umowy lub obniżenia ceny”.

Z chwilą, w której stajesz się właścicielem psa nikt, włącznie z hodowcą, który go wyhodował, nie ma prawa narzucać ci ani ”metod leczenia”, ani ”lekarza prowadzącego”. To wszystko są twoje wybory, za które ty ponosisz odpowiedzialność.

Raz jeszcze wklejam wam link http://www.przewodnikprawny.pl/umowa-sprzeda-y-ruchomo-ci/ przeczytajcie CAŁOŚĆ ZE ZROZUMIENIEM, zanim zaczniecie czytać idiotyzmy wypisywane przez ”znawców rasy” na grupie ”Dogo Argentino Polska (Poland)”.

ODDAM W DOBRE RĘCE” CZYLI UWAŻAJ ZANIM PRZEJEDZIESZ NA CZERWONYM ŚWIETLE

Znajdujesz w necie ogłoszenie ”Oddam szczeniaka/psa w dobre ręce” i myślisz ”O, jaka fajna okazja, dzwonię pod numer z ogłoszenia”. Long story short, dzwonisz pod numer podany w ogłoszeniu, potem jedziesz na spotkanie z osobą oferującą w ogłoszeniu ”oddanie psa”, a potem ta osoba odwiedza ciebie, ”żeby sprawdzić w jakich warunkach pies będzie żył”… Wszystko jest fajnie. Przez jakiś czas… Aż… nagle okaże się, że ”wystąpił problem” i hodowca ogłosi ci, że postanowił ci psa odebrać.

Może być tak, że w ogłoszeniu oferowany będzie szczeniak, może być tak, że przedmiotem ogłoszenia będzie zwierzę dorosłe… Możecie tzw hodowcy dać się nabrać na ”oddam w dobre ręce” szczeniaka, ”psie dziecko”, stanowiące ”zagadkę” (‚nie wiadomo co z niego wyrośnie’) albo zdecydujecie się zająć dorosłym psem, ze wszystkimi tego konsekwencjami (wyrobionymi wcześniej nawykami psa, deficytami dotyczącymi socjalizacji, kłopotami zdrowotnymi itp. itd.). Osoba oferująca ”oddanie w dobre ręce” pewnie wcześniej was ”sprawdzi”, mniej więcej podobnie, jak jakaś tzw fundacja, z pomocą której czasem adoptuje się psy, koty i inne zwierzęta towarzyszące. Zarówno w przypadku szczenięcia jak i psa dorosłego będziecie ponosić określony koszty finansowe. Odkąd pies zostanie wam ”oddany”, będziecie wydawać swoje pieniądze na odpowiednią karmę, opiekę weterynaryjną, szkolenia (szczenięta powinny być odpowiednio socjalizowane, natomiast dorosłe psy trzymane w hodowlanych kojcach, często mają spore deficyty związane z brakiem wystarczającej ilości tzw kontaktu z człowiekiem, odpowiedniej socjalizacji i nierzadko trzeba z nimi ”przepracować” te ”problemy”…), być może nawet wystawy… Aż któregoś dnia zadzwoni do was ”wasz” tzw hodowca albo pojawi się na progu waszego domu lub mieszkania i powie wam, że chce SWOJEGO psa z powrotem

Zastanówcie się, zanim dacie się wkręcić w problem, dlaczego tzw hodowca miałby ”oddawać psa w dobre ręce”? Przecież może psa; sprzedać, zaproponować umowę współwłasności, tzw warunek hodowlany albo umowę adopcyjną, dlaczego więc, po co miałby ”oddawać psa w dobre ręce”? 

A teraz wyobraź sobie, że masz ileś tam psów, wszystkie musisz utrzymać (wykarmić i zapewnić im opiekę weterynaryjną, na co najmniej bazowym poziomie -koszt obowiązkowych szczepień) i poświęcić czas, by dać im odpowiednią ilość ‚ruchu na świeżym powietrzu’, generalnie zająć się nimi. Wiesz, musisz je socjalizować i dbać, by w hodowlanych kojcach nie zapomniały co to znaczy być psem…

Można psa/psy ”oddać na hotel”, ale zastanów się drogi czytelniku, ile kosztuje doba tzw hotelowania psa? Można też wynająć kogoś -czytaj PŁACIĆ komuś za opiekę nad psami…

Ale może nie masz na to wszystko kasy?

Może nie masz na to wszystko czasu?

A może nie masz ani kasy ani czasu (tak bywa, kiedy żyje się z psów…)? Dodatkowo socjalizację 24/7 zapewnić mógłby tylko naprawdę oddany opiekun…

Rozumiesz już?

Nabicie w butelkę naiwniaka jest znacznie bardziej opłacalne od ”hotelowania”… No i kto, jak nie oddany opiekun, któremu wydaje się, że Pana Boga z nogi chwycił, będzie tak o psa dbał?

Oddam w dobre ręce” bez jakiejkolwiek z ww umów powinno być sygnałem ostrzegawczym. Ludzie naiwni dają się nabrać na takie oferty. Zawsze są chętni do żerowania na niewiedzy, braku doświadczenia i zwyczajnej naiwności.

Może się okazać, że szczeniak ”interesująco wyrósł” i tzw hodowca zechce go pod jakimś pretekstem odebrać, bo skończą się jego problemy, te które skłoniły go do oddania psa lub by wykorzystać go w hodowli albo sprzedać. I to od razu taki fajny ”produkt”, gotowy, ułożony, zsocjalizowany i zadbany… Jeżeli nie chcesz sobie fundować problemu, trzymaj się z dala od ofert w rodzaju ”oddam w dobre ręce”.

Weźmiesz psa w tzw dobrej wierze, przekonany, że hodowca wraz ze zwierzęciem przekazał ci prawo własności psa, wytworzysz z nim więź i będziesz ponosił koszty jego utrzymania, a potem, nawet po roku czy dwóch, okaże się, że musisz babrać się w sądową sprawę, w której jesteś oskarżony o ”przywłaszczenie”, bo tzw hodowca będzie twierdził, że psa przekazał ci tylko ”na jakiś czas”, ”na przechowanie”, no i przecież nie masz żadnych dokumentów, włącznie z rodowodem, w którym jako właściciel wpisany jest hodowca…

Chcesz unikać dramatów? PILNUJ UMOWY. I pamiętaj, jeżeli ktoś jest rzetelnym hodowcą, ma porządek w dokumentach. Jeżeli więc przyjeżdżasz po odbiór psa i nie czeka na ciebie umowa, to sobie odpuść ”zakup”, zanim zaczniesz żałować, że ”uwierzyłeś na słowo”.

NA MARGINESIE

Jeżeli tzw hodowca znaczną część czasu spędza przed ekranem kompa, jedząc śmieciowe jedzenie albo popijając piwko, to nie ma możliwości, by wszystkim swoim psom zapewnił tę dzienną, normalną (wydawałoby się) dawkę ‚kontaktu z człowiekiem’ i ‚ruchu na świeżym powietrzu’ czyli by robił to, co robią osoby posiadające tylko jednego, dwa, może nawet trzy psy. Policz sobie drogi czytelniku ile psów jednorazowo miewają w swoich hodowlach rekordziści… Doba jest zbyt krótka, by z każdym z licznego stada psów spędzić wystarczającą ilość czasu i poświęcić mu dość uwagi, by wychwycić np. rozwijające się problemy z aparatem ruchu… Inaczej wygląda opieka nad jednym, dwoma ewentualnie trzema psami, z którymi spędzają czas tzw zwykli właściciele (Wyobraźcie sobie ”spacer” z np. 6 psami równocześnie, np. Owczarkami Środkowoazjatyckimi… W hodowli jest 10 albo więcej psów? A ile rąk ma jeden człowiek? Z iloma psami równocześnie, np. Owczarkami Środkowoazjatyckimi albo Fila Brasileiro lub Dogo Argentino, może wyjść na tzw spacer jedna osoba? Ok, nawet dwójka? Ile czasu dziennie poświęcić można jednemu psu ‚wymagającej rasy’?). W hodowli nie można też ”puścić luzem” nawet na zamkniętym terenie, wszystkich psów razem, ”żeby się wybiegały”, bo w hodowlach zwierząt się nie kastruje i o ”zgrzyt” bardzo łatwo… Co z tego wynika? To, że psy miewają braki socjalizacyjne, ale co chyba jeszcze bardziej smutne, jeżeli pies, szczególnie młody i pełen energii z kojca wychodzi dwa razy w tygodniu, to nawet jeżeli ma poważny problem ze stawami i po prostu jest dysplastykiem, na spacerze ”wystrzeliwuje” i hasa, dokąd nie zacznie czuć się źle

4 LATA

Ponad cztery lata, najpierw pytań ”na odległość”, przez internetowe fora o ”To jak to jest z tym słuchem u Dogo Argentino? Przecież są białe, czyli mają skłonność do głuchoty, ktoś coś z tym robi? Bada się w Polsce Dogi Argentyńskie? Kto i czy w ogóle robi BAER TEST swoim psom, zanim je zacznie rozmnażać? Można kupić w Polsce szczeniaka po BAER TEST?”? I potem już ”na żywo”, prosto w oczy osobom, które rozmnażają psy z rodowodami ZKwP, tzw hodowcom, kiedy ich poznawałam podczas kolejnych wystaw…

Ponad cztery lata ”znajomości” z niektórymi z ”czołowych” hodowców argentyńczyków, ale i kanarów… Ponad cztery lata oglądania psów i uczenia się ile z tych wielogodzinnych rozmów ”na żywo”, przez telefon i fejsbukowy czat, rozmów o ”dobru rasy”, ”doświadczeniu” i ”błędach innych hodowców”, znajduje odzwierciedlenie w rzeczywistości, czyli działaniach ludzi roszczących dziś sobie prawo do nazywania ich hodowcami przez duże ”H”. Ponad cztery wśród tzw miłośników psów znaczenia badań dzięki którym eliminuje się z hodowli osobniki kalekie. Propagowania wśród Nabywców, klientów tzw hodowców psów rasowych, zrzeszonych przede wszystkim w największym stowarzyszeniu osób związanych z rozmnażaniem rasowych psów w Polsce, czyli w Związku Kynologicznym w Polsce, świadomości dlaczego badania słuchu u Dogo Argentino i innych ”białych ras” oraz ”merli” są ważne i rozwijania w nich przekonania o potrzebie rzetelnej wiedzy na temat jakości słyszenia osobników używanych w hodowli/ rozmnażanych. Tzw hodowcy niby wiedzą, że to ważne, ale nie bardzo coś konkretnego z tą wiedzą chce im się robić. Rzecz jasna, są wyjątki, ale te wyjątki są ciągle bardzo wyjątkowe… Dlatego to Nabywca musi wywierać presję, by dostać produkt -w końcu w Polsce zwierzę jest rzeczą i tzw hodowcy dokładnie tak je traktują- możliwie najwyższej jakości -czytaj psa wolnego od kalectwa.

Ponad cztery lata, w ciągu których od ”forumowych znajomości”, wynikających z aktywności na forum w wątkach takich jak ten: http://www.molosy.pl/showthread.php?t=24149 (to tak a propos tego kto kogo ”lansował” i kto, i kiedy pod kogo się ”podczepił, wyczuwając okazję” do zostania ”ikoną zmian”, która tyle wniosła…) i ”to samo, ale po korekcie” http://www.molosy.pl/showthread.php?t=24341 lub ten http://www.molosy.pl/showthread.php?t=24509 albo ten http://www.molosy.pl/showthread.php?t=24349, z niektórymi tzw hodowcami Dogów Argentyńskich i Kanaryjskich, przeszłam przez ”klimaty” od ”A kim ty jesteś, że w ogóle śmiesz mi zadawać pytania na temat mojej hodowli?! Weź coś wyhoduj, a potem się mądrzyj”, do ”Pojedź ze mną na wystawę, bo nie znam angielskiego i wiesz…” i… z powrotem.

Ponad cztery lata, w ciągu których (mówiąc delikatnie) łaszono się do mnie, prosząc o opinię na temat psa po to, by niejednokrotnie ”obrazić się na amen” i ”wyzwać” mnie od ”teoretyków”, bo ”Co ty wiesz, przecież nawet nie masz psa!?” (Przypominam ”hodowcom”: nie trzeba mieć psa, by wiedzieć rzeczy zupełnie podstawowe: https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2013/09/21/dog-argentynski-morfologia-i-anatomia-psa-wzorzec-rasy/).

Cztery lata, podczas których usiłowano mi wcisnąć psy i dla swojego ”pijaru” wykorzystywano fakt, że na swoim kanale na Serwisie YouTube dokumentuję wystawy (Jeżeli ktoś kiedykolwiek myślał o tych materiałach jako o ”promowaniu hodowli” to jest mi bardzo przykro ponieważ ”promować hodowlę” mogłabym jedynie wtedy, gdyby a) płacono mi za to b) psy wchodzące w skład jej rozpłodowego stada byłyby przebadane pod kątem wykluczenia jednostronnej głuchoty, dysplazji stawów biodrowych i łokciowych, a sama hodowla prowadzona byłaby legalnie czyli zgodnie z art. 10 Ustawy o Ochronie Zwierząt. Preferowanie określonego fenotypu i wymienianie i imienia i przydomka psów, które wyglądają jak Dog Argentyński, a nie jakieś białe wypłosze, nie jest ”promocją”).

Cztery lata, przez które tzw hodowcy, z ”klubu zazdrośników” sugerowali, że inni hodowcy, tzw ”bliżsi znajomi” płacą mi za to, bym ‚promowała’ ich hodowle. Nie, oni sobie czasem wzajemnie płacili, np. kiedy osoba X robiła stronę internetową osobie Y itp. Mnie, za jednoznaczne wyrażanie opinii odnośnie fenotypu poszczególnych psów ‚płacono’ hejtem tzw hodowców, którzy czuli się pokrzywdzeni, tym że nie pieję z zachwytu nad ich ”dokonaniami” hodowlanymi. Cztery lata, jak to jeden z obrażonych znajomych, rozmnażający nieprzebadany argentyny, ostatnio określił ”wprowadzania mnie w tajniki hodowli” -włącznie z oglądaniem importowanych z … psów, które na warszawskie cargo przylatywały z całymi uszami, a potem ”coś” się im w te uszy ”robiło” i dziś (one też) uszy mają cięte… I cztery lata, w ciągu których przekonałam się, że czas leci i nic się nie zmienia, nieprzebadane psy nie są niechlubnymi wyjątkami, a normą…

Cztery lata podczas których ludzie początkowo uważani przeze mnie za ”tkniętych przez Boga” jakąś taką niesamowicie pozytywną energią/umiejętnością/wrażliwością (niepotrzebne skreślić) udowodnili mi -ale co smutniejsze sporej części osób, które zaufały im, że są profesjonalistami w tym co robią, nabyły od nich psa i dziś mają problem- że teraz tzw kynologią w Polsce parają się głównie osoby o wątpliwej etyce i niestety krótkim rozumku, który sprawia, że ciągle nie mogą nauczyć się, że ”hodowla” na psach, o których jakości słyszenia niczego się nie wie (zero BAER TEST wpisanego w rodowód psa) i których stanu stawów biodrowych i łokciowych nie zna się (zero badań RTG i wyników wpisanych w rodowód psa), to po prostu rozmnażanie jakichś psów.

Podobno rozmnażane/używane w planach hodowlanych są osobniki ”najlepsze”. Tylko, że ta najpopularniejsza wśród osób związanych z rozmnażaniem psów, ”najlepszość” nie wynika z tego, że dany hodowca w swoim hodowlanym planie używa jedynie osobniki wolne od kalectwa (np. jednostronnej głuchoty -BAER TEST, dysplazji stawów HD i ED, chorób serca, nerek, oczu), tylko z tego, że psy na podstawie WYGLĄDU (niejednokrotnie sprawiającego, iż trudno uwierzyć, że dany pies jest przedstawicielem rasy ”Dog Argentyński” a nie np. (niedożywionym) ”Pointerem”… ) za ”najlepsze” uznał jakiś sędzia kynologiczny albo 3ech (góra 10u) sędziów… Tu nie ma niczego ”naukowego”. To są tylko subiektywne i w zatrważającej większości przypadków, niepoparte dowodami w postaci wyników badań, ”odczucia” tzw sędziów kynologicznych i samych hodowców. Dodajmy, że sędziów którzy coraz częściej nie widzą (może JUŻ nie widzą, bo zbyt się do kalekich psów i ich sposobu poruszania się przyzwyczaili) kłopotów z aparatem ruchu u psów, którym przyznają hodowlane uprawnienia (a wielu sędziów równocześnie jest lekarzami weterynarii…)…

Cztery lata znajomości, po których dziś został jedynie niesmak, bo dzisiejsze gwiazdeczki kynologicznego fejsbuka nie znoszą, kiedy im się ”wypomina”, że robią z gęby cholewę, zachwalając zaskakującymi, każdego kto zna wzorzec Dogo Argentino, komentarzami, psy oszustów znanych z afer związanych z tzw odbieraniem psów nowym właścicielom pod pretekstem ”nie wywiązywania się” przez nich z umów, albo współpracy z pseudohodowlami itp. Ale to ”normalne”, kiedy ktoś żyje z psów, karmi je najtańszą karmą i generalnie nawet książeczki zdrowia ‚pożycza’ od znajomych, żeby wprowadzić psa na wystawę… Nie powinno dziwić, że ”trzepacze postów” na tzw specjalistycznych fejsbukowych grupach, jako znawcy i hodowcy istnieją głównie dlatego, że maja tupet, robią ”ładne” zdjęcia, które jak szaleni lajkują im ich znajomi i na pamięć znają rodowody psów (sztuka, która imponuje tylko chwilę, w końcu każdy może sięgnąć do np. tej bazy: http://worldpedigree.clubdogocanario.ru/). A i jeszcze ”ładnie piszą” o tym, czego kiedyś dowiedzieli się od kogoś, kto kiedyś ”coś znaczył” w hodowli ”ich rasy” albo dlatego, że czasem użyją na fejsbukowej grupie ‚brzydkiego wyrazu’, który powoduje, że w oczach czytających ”stają się bardziej wiarygodni w odbiorze”. W realu prawda wychodzi na jaw.

Spece od fejsbukowej pisaniny sami dopuszczają się zaniedbań w wyniku, których tzw linie w poszczególnych rasach obciążone są dysplazją, rozszczepem podniebienia, głuchotą itp… Na szczęście np. ww rosyjska baza danych dotycząca Dogo Canario/Presa Canrio jest znacznie bardziej rzetelnym źródłem informacji na temat dysplazji u psów wyhodowanych przez popularnych na fejsiku hodowców i zaglądając do niej, można dowiedzieć się znacznie ciekawszych, a przede wszystkim szokujących i niestety prawdziwych informacji o stanie bioder i łokci niektórych z polskich psów (A przecież są jeszcze pozostałe stawy… )…

Przez ponad 4 lata mówiono mi ‚fajnie, że walczysz o badania w Dogo Argentino’. I co? To z czego wielokrotnie robili mi zarzut tzw państwo ”hodowcy” i ich klakierzy: ja hodowcą nie jestem, więc to nie ode mnie zależy to, jak często używane do rozrodu są zwierzęta kalekie z powodu jednostronnej głuchoty, dysplazji i innych schorzeń. A były, są i pewnie będą używane w tzw ”planach hodowlanych” dogo z ”niedosłuchem”, dysplazją i te ‚mocno przekazujące’ inne schorzenia, tak jak sporo jest np. dysplastycznych kanarów, bo nie nastąpiło ”pospolite ruszenie” i dziś komplet BAER, HD&ED u psów hodowlanych w rasie Dog Argentyński, zanim zrobi z nich rodziców szczeniąt, to EWENEMENT.

Ile polskich Dogów Argentyńskich, używanych w tzw programach hodowlanych jest psami po BAER TEST, których wyniki są dostępne dla Nabywców zainteresowanych kupnem po nich szczeniąt? Jak dużo, wśród psów z ‚uprawnieniami hodowlanymi’ jest tych definitywnie wolnych od jednostronnej głuchoty?

Wciąż, po ponad 4ech latach tego ”ale fajnie, że walczysz o te badania”, na palcach jednej ręki można policzyć hodowle pracujące na przebadanych psach. (I tak zawyżyłam, bo, skorygujcie mnie, jeżeli się mylę, ale TYLKO JEDNA HODOWLA w Polsce robi dziś komplet BAER, HD&ED u psów hodowlanych, zanim zrobi z nich rodziców szczeniąt). Wyników ”czołowych czempionów” nie można się doprosić od tzw hodowców, zwłaszcza tych z największym tupetem, bo ich po prostu nie ma.

Ja wiem co mam na podwórku” -to jest odpowiedź, która sprawiła, że kiedy kolejny raz usłyszałam ją, kiedy telefonicznie informowałam znajomą osobę będącą hodowcą DA, że ”biorę się za uszy, za kopiowanie i te ”zaświadczenia” o ”leczniczym kopiowaniu” i chcę, żeby to była wiedza, którą masz ode mnie, a nie z ZKwP”, zachciało mi się rzygać. Ale generalnie napinka na ”jestem hodowcą” i ”odpie…l się ode mnie”, jest zaje potężna… Tylko nie wiem z czego, poza tupcierstwem, wynika. Wystarczy zobaczyć ile z psów urodzonych w ostatnich latach w Polsce (rzadziej tych do Polski sprowadzonych -przy okazji: np. Włochy=zakaz cięcia, Węgry=zakaz cięcia -macie problem) ma uszy zmienione zabiegiem chirurgicznym… BAER TEST nie ma, ale uszy stoją… Symetrycznie zmienione ”korektą po pogryzieniu przez inne zwierzęta” albo ”plastyką po ranach szarpanych głowy i uszu”… To są zarówno psy niewchodzące w skład stad hodowlanych polskich hodowli, psy poszczególnych ”zwykłych Kowalskich” i ”speców” od DA, tych co to się ich yorki żon nie słuchają albo panienek, które lubią sobie zrobić słit focię z ”ładnym”, białym pieskiem, jak już skończą paznokcie malować, ale i psy będące w rękach osób związanych z ”amatorskim” rozmnażaniem psów, tzw hodowców…

Ile psów z uszami w nienaturalnym kształcie, z uszami nienaturalnie stojącymi ma za sobą BAER TEST i prześwietlenie bioder i łokci -to w przypadku Dogo Argentino albo tylko prześwietlenie, kiedy chodzi o Dogo Canario/Presa Canrio? Psy warto było poddać narkozie, by w wyniku jakiegoś chirurgicznego zabiegu (”korekta po pogryzieniu przez inne zwierzęta”? ”plastyka uszu w wyniku ran szarpanych głowy i uszu”? ”leczenie krwiaka ucha”? ”odmrożenie”? -się przekonamy…) kształt ich uszu uległ zmianie, ale nie było warto ich zwiotczyć, by dowiedzieć się czy obustronnie słyszą… Nawet w późniejszym wieku, kiedy chodzi o dysplazję. Ile z tych psów z uszami w nienaturalnym kształcie ma komplet BAER, HD i ED? Ile jest takich Dogów Argentyńskich? Zapytajcie hodowców…

Ilu hodowców ma -wydawałoby się- zupełnie naturalny odruch, kiedy są ”pomawiani”, że to z ich winy dany pies jest dysplastyczny, gdyż użyli w swojej hodowli osobników wręcz obciążonych dysplazją lub też ”tylko” zwierząt nieprzebadanych, automatycznego publikowania na Serwisie Facebook, opisanych przez weterynarza będącego chirurgiem lub radiologiem (nie ma w weterynarii specjalizacji ”ortopeda” i lekarze o wspomnianych specjalizacjach, dokształcając się we własnym zakresie, stają się kompetentni, by pomagać w diagnozowaniu, leczeniu, a w praktyce ‚zaleczaniu’ np. dysplazji i dalszym prowadzeniu obciążonego schorzeniem psa) zdjęć RTG wraz z opisem (diagnozą) stawów rodziców psa, o którym w danym przypadku mowa? Wybaczcie drodzy czytelnicy, że nie podam wam przykładu takiego zachowania, po prostu nie przypominam sobie takiej reakcji wśród hodowców Dogo Argentino lub Dogo Canario/Presa Canario, a przecież, jak pokazały ostatnie dni, ”przypadki” są https://www.facebook.com/alex.xyzn/videos/g.300344586722991/1024202477654656/?type=2&theater

Z zapomnianej już dziś akcji ”BAER dla Dogo Argentino” skorzystała garstka osób i to wcale nie dlatego, że ”tak trudno było się umówić”, po prostu nikomu nie zależało na tym, by wiedzieć jaki jest wynik BAER TEST jego psa/psów. Suka, która miała być kryta pochodzącym z Włoch reproduktorem, której właścicielka zdecydowała się skorzystać z możliwości przeprowadzenia badania za 50zł, okazała się półgłucha i z krycia hodowla się wycofała. Dlaczego? Bo po badaniu ”zostaje ślad” i Nabywcy szczeniąt z kojarzenia, w którym jedno z rodziców ma stwierdzoną jednostronną głuchotę, mogliby mieć podstawy do nazwania tzw hodowczyni ”nieprofesjonalną”. Tak, badań u psów nie robi się dlatego, że ”zostaje po nich ślad” i nie można udawać, że ”ojejku, nie wiedziałam”. A jak kryjesz nieprzebadanym repem, to hulaj dusza piekła nie ma -przecież nie ma wyniku, nie ma śladu, może się upiecze…

Po tych czterech latach wciąż było dla mnie zaskakujące, że osoby podobno tak ”obeznane” w psach typu presa są tak niekonsekwentne nawet w teoretyzowaniu o psach (Szkoda, że nie uchroniło to ich ”obeznanie” i praktyka” (sic!) rozmnażanych przez te przypadki zwierząt przed różnymi schorzeniami, widać teoria nie musi iść w parze z praktyką [a praktycznie to się okazuje, że u tzw hodowców teoria tylko teoretycznie ma wpływ na praktykę i znajomość rodowodów, robienie foteczek i pisanie postów na FB nie wystarczy, żeby być hodowcą]). Raz piszą jedno, innym razem coś zupełnie odwrotnego i kiedy prześledzić ich działalność, na jaw wychodzi, że choć tak mądrzą się na temat wzorca rasy albo żywienia, nie dość, że same wyhodowują coś skrajnie od tego wzorca odbiegającego, dopuszczają się szeregu zaniedbań w wyniku których psy mają albo deficyty psychiczne (co nie przeszkadza rozmnażać np. osobników skrajnie tchórzliwych, bo na tzw testy psychiczne osoby takie przyprowadzają inne psy niż te zgłoszone, czy też nienormalnie agresywnych) i fizyczne, od krzywicy po dysplazję i inne zwyrodnienia. Ale ci tzw hodowcy i fejsbukowi trzepacze postów w przeprowadzaniu linczu na właścicielach kalekich psów są świetni. Nigdy nie zawodzą.

Można się nie zgadzać, mieć inne podejście do tego co jest najistotniejsze w fenotypie psa i mimo to ”różnić się pięknie”. Ale należy być konsekwentnym w kwestiach kluczowych. Można więc dziwić się i to zdziwienie wyrażać (”Ej, sorry, ale rok temu śmiałaś/łeś się z tego, że X prowadza po ringu coś takiego, a teraz robisz mu/jej reklamę i uwiarygadniasz go/ją takim a nie innym komentarzem. I ty to tak na serio?” -kiedy ktoś, kogo ma się za ”znawcę” właśnie zachwyca się jakimś koślawym wypłoszem, bo ”chce, żeby ją/go wszyscy lubili”). Można też odciąć się od tzw środowiska, kiedy to ”zmęczone”’ jest tym, ”ale ty tak walczysz o te badania i taka pamiętliwa jesteś, a ja chcę, żeby wszystkim miło było”. Ale kiedy tzw ”środowisko” kryje skandal dotyczący szalejącej u psów z danej hodowli dysplazji, który okazuje się być tylko czubkiem góry lodowej, bo dysplazja w danej rasie nie jest czymś wyjątkowym, w więcej niż w jednej hodowli (jest tak popularna, że cudem byłoby krycie typu pies i suka A & 0/0 -no dobra, nawet B i ”jedynki”), nie można udawać, że wszystko jest ok, nic się nie dzieje i wmawiać sobie, że wciąż tylko ”różnimy się pięknie”.

Kiedy ktoś kryje psy bez kątów, ledwo się poruszające kaleki nie można go klepać po pleckach ”ale jesteś zaje”. Każdy kto ukrywa przed potencjalnymi Nabywcami szczeniąt prawdę o ”stylu” ”pracy hodowlanej” w danej tzw hodowli i dopinguje tzw hodowcę, który świadomie rozmnaża psy nieprzebadane albo przebadane-kalekie i swoim działaniem uwiarygadnia tego tzw hodowcę jest…

Oburzające jest, że tzw hodowcy i posiadacze, choć wiedzą ile kalekich psów ktoś wypuścił od siebie w świat czy to sprzedał je Nabywcom, czy innym hodowcom albo jak bardzo zaniedbał swojego argentyna czy kanara albo majorkę, azjatę czy innego ”dużego psa”, fundując mu drastyczne problemy z aparatem ruchu, wciąż pieją nad ”talentami” i ”mądrością” takiej osoby. Ciągle i ciągle uwiarygadniając ją jako tzw hodowcę, ”speca od żywienia” i generalnie ”guru” bez którego działalności świat się zawali. (Wbicie sobie do łba rodowodów psów nie czyni ”hodowcą”, min dlatego, że na ”hodowanie psów” trzeba mieć pieniądze, a nie liczyć, ze się na psach zarobi. Tak samo jak nie jest treningiem przypinanie smyczy do obroży psa i nakazywanie mu by ”ciągnął”, ”żeby sobie masę mięśniową wyrzeźbił”. A co z grzbietem? [Cyklicznie wywoływany, długotrwały ucisk na tchawicę ma bardzo poważne skutki zdrowotne]. Ale, jak to było? Przecież ”co ja wiem”… W końcu ”nie jestem hodowcą i nawet nie mam psa”, a ”i do ZKwP też nie należę” -na szczęście 🙂 I dlatego mogłam ”ugryźć” tabu ciętych uszu…).

Żałośni są ”specjaliści”, którzy nie wpadli na pomysł zamrożenia nasienia tych swoich super-psów (a może wpadli, ale nie mieli kasy na opłacenie jego przechowywania w szwajcarskiej klinice albo współwłaściciel’ka oponował’a?). Tacy mUndrzy, tacy cwani, a młodość psa ”przeminęła z wiatrem” jak i wartość jego nasienia… #zamkinapiasku

To jest niesamowite, jak działa to środowisko. Te ”wojny”, ”wojenki” i ”przyjaźnie”, ”pakty o nieagresji” i ”haki”, ”obrabianie sobie tyłków” i ”przekazywanie informacji”. Ale co zjednoczyło całe to towarzycho? Co sprawiło, że wszyscy oni mogli w końcu znaleźć jeden wspólny mianownik, który wreszcie dał im okazję do generalnego ”pojednania”? Co ”zjednoczyło” Hodowców i kanarów i argentynów? Uszy. I to bynajmniej nie BAER TEST. 

USZYGATE

Wygodnie jest nie wiedzieć pewnych rzeczy. Jeszcze wygodniej jest jak ci jakiś tzw ”autorytet” mówi ”jak życie wygląda” i cię ”zwalnia” z ”szukania informacji”… Zawsze wolałam psy z ciętymi uszami. Przyzwyczaiłam się, to była ”moja estetyka”. No i kurczę, ”Skoro Związek Kynologiczny w Polsce sobie wymyślił, że można przedstawiać te ‚zaświadczenia’ o ‚leczniczym kopiowaniu’, no to chyba można, nie? No w końcu jakby nie było można, to by ktoś z tym coś zrobił, prawda?” –wrong! Jak masa tych ignorantów z ZKwP, nie miałam pojęcia, jak istotną w przypadku uszu jest semantyka… Naprawdę wierzyłam w tę propagandę, że ”jak się psu obetnie fragment ucha to, to mu jakoś medycznie lepiej robi”, że ”to jakoś” go chroni, przed ”czymś” i że istnieje coś takiego jak ”kopiowanie ze względów medycznych”, bo było mi tak wygodnie, bo podobały mi się cięte psy. Tylko ciągle były jakieś problemy z tymi ”zaświadczeniami”… Niby to ”spoko jest” i ”ma problemu”, ale to się nie dodawało z tym, że ktoś ”jedzie na Słowację i psa przy hipermarkecie przekazuje komuś innemu i potem boi się czy mu tego psa oddadzą”… Te wszystkie kombinacje… ”Wiesz, ja to oficjalnie mam psy za granicą cięte, w Hiszpanii, papier nawet taki mam, jakby co”… ”Masz to ‚zaświadczenie’, skseruj sobie, tu graficznie datę zmień i podpis jakiś daj”… Ale nie wnikałam, bo podobały mi się kopiowane psy, więc co mnie obchodziło ”jak to się robi”?

Tylko któregoś dnia, czytając wypociny jednego czy drugiego ”autorytetu”, zastanowiłam się nad tym jak to jest, że psy, które nie mają BAER TEST, mają chirurgicznie zmienione uszy? Jak to jest, że psy z dysplazją stwierdzoną przez weterynarzy też mają cięte uszy, ich rodzice mają uszy cięte, ale nie mają prześwietleń? Jak to jest, że z tym ”legalnym cięciem” musi być jakiś ”specjalny wet, zaufany” i że ”to kosztuje od paru stów do ponad tysiąca pięciuset złotych” i że kto inny tnie, kto inny ”zaświadcza”… Że Ustawa obowiązuje od 1997 roku, a w Nowelizacji z 2012 pojawiło się w szczególności… Więc sobie odpuściłam ”autorytety” i zaczęłam czytać podręczniki dla weterynarzy, szczególnie te fragmenty o kopiowaniu, dysplazji i innych schorzeniach, a przede wszystkim sprawdziłam stan prawny… I nagle się okazało, że trzepiące posty na FB, osoby, które już się ”wyautorytetywowały”, robiąc z gęby cholewę i wypisując bzdety, ”żeby ich wszyscy lubili”, w tym ludzie, którzy skompromitowali się osiągnięciem polegającym np. na uzyskaniu np. galopującej dysplazji stawów w swoich liniach, po prostu opowiadają i wypisują o cięciu uszu swoim psom, totalne kłamstwa i bzdury. (Przy okazji: polecam wam przyjrzeć się uważnie kto unika wszelkich fejsbukowych dyskusji o cięciu uszu… Kto, choć zazwyczaj mądrzy się na każdym kroku, tematów związanych z cięciem unika i się ”nie wychyla”… )

W życiu by mi się nie chciało zajmować tematem USZYGATE gdyby nie ta słaba, naprawdę parszywa reakcja środowiska związanego z psami presa na dysplastyczny skandal z początku zeszłego roku. Super-popularna hodowla i bum: dysplazja -ok, mogło się zdarzyć każdemu, ale to jak zareagowała osoba, która odpowiada za to, że te dysplastyczne psy pojawiły się na świecie, jak zareagowali znajomi tego hodowcy.. To było coś… Tupeciarstwo i przysłowiowe wykręcanie kota ogonem po bandzie. I wszystko ok, nikt nic nie mówi… ”Nic się nie stało”… Dziś mamy powtórkę na grupie Dogo Argentino Polska (Poland): pow ww filmem https://www.facebook.com/alex.xyzn/videos/g.300344586722991/1024202477654656/?type=2&theater, pod tym postem https://www.facebook.com/photo.php?fbid=1025835957491308&set=gm.1018662851557824&type=3&theater i także umieszczonym na tej grupie, postem hodowcy.

Jak wprowadzić do Ustawy o Ochronie Zwierząt zapis mówiący, iż rozmnażanie zwierząt kalekich jest formą znęcania się nad nimi? By rozpocząć drogę najpierw trzeba obnażyć mentalność ”konsultantów” ”konsultujących” projekty ustaw dotyczących stricte psów. Ok, no to złapmy ZKwP za jego achillesową piętę czyli ”zaświadczenia o leczniczym kopiowaniu” i obnażmy ”procedury” od lat działające w tym stowarzyszeniu. Sprawdźmy czy hodowle prowadzone są zgodnie z art. 10 Ustawy o Ochronie Zwierząt -i tu też bida…

Przyznam, że zniesmacza mnie sytuacja, w której tzw hodowcy wypisują do mnie poematy na Facebooku i w smsach, dotyczące kontroli i ”kontroli”, które pojawiają się w ich hodowlach. Uważam, że to do siebie powinni mieć, pretensję jeżeli prowadzą hodowle psów ras uznawanych za agresywne, nielegalnie, bo Art 10 UoOZ nakazuje zarejestrowanie hodowli psów ”z listy”. Męczący jest też schemat, zgodnie z którym wyglądają te żale. Kolejny raz jasno zaznaczam: uważam, że nie jest hodowcą, ktoś kto z pełną świadomością kryje nieprzebadaną BAER TEST sukę rasy Dog Argentyński, której matka była jednostronnie głucha, a o ojcu wiadomo tyle, że jego ojciec dawał w każdym miocie szczenięta z ”niedosłuchem” (biorąc pod uwagę tylko mioty przebadane!). Jest to głupie i pozbawione jakiejkolwiek odpowiedzialności w sensie hodowlanym, szczególnie jeżeli w miocie tej suki była przynajmniej jedna jej zupełnie głucha siostra, a kryjący sukę samiec nie ma BAER TEST, bo ”przecież wiem co mam”. Szczenięta z takiego miotu, zwłaszcza jeżeli wziąć pod uwagę ‚tajemnicę dysplazji’ czyli fakt, że suka, jak i jej partner, jest nieprzebadana, oraz ”czkawkę po babci” czyli min. rozszczepy podniebienia, nie posiadają jakiejkolwiek wartości hodowlanej i powinny zostać wykastrowane oraz koniecznie przebadane i to tylko po to, by ich Nabywcy wiedzieli co mają i ”z czym to jeść”. Smętne jest, że najpierw ”zwierzano się mi” -przy czym ‚nikt nie przystawiał tzw hodowcy pistoletu do głowy’, aby informował mnie o swoim ”planie hodowlanym”, że ”na pewno będziemy badać przed kryciem”, po czym ”wyszło tak, że nie starczyło czasu”.

Po raz kolejny powtarzam: to nie ja do mnie dzwoniłam/pisałam i to nie ja mi dosłownie ”obiecywałam”, że przebadam psy, zanim ich użyję w ”hodowli”, więc nie kumam męczenia mnie żalami, że ”przecież nie trzeba mi się tłumaczyć z planu hodowlanego” i ”przecież nie ma wymogu badania”. Nie pamiętam ile razy powtarzałam, że takie ”plany hodowlane” to ja mam tam gdzie słońce nie dochodzi i mi się nie chce baterii marnować na wysłuchiwanie trucia, które mnie nie dotyczy, bo to nie moje psy i nie moja hodowla. To jest krótka piłka: badania to minimum. Nie masz przebadanych psów? To ”z czym do ludzi”? Rozmnażasz nieprzebadane psy i masz się za hodowcę? Nie zawracaj mi d…

Środowisko fanów kopiowanych uszu nie jest w stanie wybaczyć jednego: konsekwencji. Tak, drodzy ”miłośnicy psów” (z ciętymi uszami, w szczególności), wszystko fajnie, ale mieliście 4 lata na to by zacząć badać swoje psy, a przez cały ten czas tylko mówiliście, że zaczniecie to robić, więc nie możecie się dziwić, że skoro przed samymi sobą ”nie dotrzymaliście słowa”, uważam was za bandę cwaniaków, którzy na fejsiku ”lansują się” jako hodowcy, choć w gruncie rzeczy nie macie opanowanych nawet podstaw teorii genetyki, bo gdybyście mieli choć teorię, wiedzielibyście, że jest bezlitosna. I nawet tacy ignoranci jak ty czy ty powinni skumać, że te ”obrączki” na ogonach i ”łatki przy tyłku” są i będą, bo to po babci, legendarnej PECICY z ”łatą” wywabioną azotem… Tak samo jak rozszczepy… ”Łatki” widzicie, jednostronnej głuchoty zobaczyć nie możecie, a nawet jeżeli wasze psy przejawiają charakterystyczne symptomy, to jak mielibyście je zobaczyć, skoro nie widzicie albo zobaczyć nie chcecie, ewidentnych problemów z aparatem ruchu u waszych psów? Jak chcecie wyłapać znacznie subtelniejsze symptomy świadczące o jednostronnej głuchocie, skoro nie widzicie niczego podejrzanego w sposobie w jaki porusza się dany pies?

”Hodowcy-praktycy” -no błagam… Ludzie, którzy sobie praktycznie eksperymentują na żywych organizmach, realizują swoje egoizmy kosztem psów, nieprzebadanych, ale za to ”kozacko wyglądających”. I to takie smutne, że dla kasy kryje się sukę, o której parę miesięcy wstecz mówiło się ”jakie to jest gówno”Każdy kto utrzymuje się z tzw hodowli psów jest partaczem, bo żyje z psów i nie stać go na ”poziom” i taka jest smutna prawda. Rozmnażanie psów, które trzyma się w bez dostępu do światła dziennego i wyciąganie ich z kojców na wystawy, to nie hodowla, no chyba, że chodzi o fermę fretek, ale wtedy to wprost nazywane jest barbarzyństwem. Psów tak się nie trzyma. Nie ma to jak skazać szczeniaka na deficyty od samego początku, wyhodować mu krzywicę, zadbać o to by był miękki bardziej niż ”włoski import”, od ciągłego przebywania w kojcu… 

I te teksty, że ”Nie ma sensu badać, bo ryzyko jest zawsze”. Poczytaj choćby o wynikach badań dotyczących eliminowania głuchoty u amerykańskich Dalmatyńczyków kretynko/kretynie!

Śmieszy mnie, choć to śmiech przez łzy, jak czytam w tych smętnych wiadomościach, że się ”mszczę”. Ludzie, do ciężkiej cholery, to ja wam kazałam obcinać uszy waszym psom? To ja kserowałam ”zaświadczenia” i podrabiałam podpisy, bawiąc się ”fotoszopem”? Wiem, dotąd zawsze ”jakoś to było”, no ale tym razem koniec z ”jakoś to będzie”. To że nikomu wcześniej nie chciało się ”skubnąć” ZKwP za jego achillesowa piętę ”zaświadczeń o leczniczym kopiowaniu”, to też nie jest mój problem. Jeżeli cokolwiek się na was mści, to wasza własna głupota i arogancja.

Od czerwca zeszłego roku dzieje się naprawdę dużo i w tym miejscu chcę podziękować moim czytelnikom: dostałam przesyłkę i już ”poszła w świat”. Opadła mi szczęka, kiedy zobaczyłam nazwisko lekarza. W korespondencji zwrotnej, którą otrzymałam od instytucji, której przekazałam otrzymane dokumenty, pojawiło się sformułowanie ”(…) dokumentacją dowodzącą popełnienia przestępstwa przez lek. wet.”. Proszę mi wybaczyć, bo z oczywistych względów nie mogę na bieżąco informować o kolejnych etapach sprawy. Choć bardzo bym chciała, nie mogę w tej chwili napisać niczego więcej, ale pragnę wyraźnie podkreślić, że pomoc Nadawcy przesyłki jest nieoceniona i może być tym, co wprawi klocki domina w ruch oraz uzupełni przykłady urzędniczych zaniedbań dotyczących art. 10 UoOZ. Zaznaczę, że w tej chwili kończę opracowanie, które przekażę odpowiednim instytucjom, stąd też wciąż na blogu nie ukazał się tekst, który zapowiadałam już w końcu zeszłego roku. Po prostu w trakcie jego przygotowywania okazało się, że materiały zebrane przeze mnie w ostatnich miesiącach są zbyt obszerne i szczegółowe, i zdecydowanie przekraczają możliwości bloga. Jak tylko uporam się z ich ”podsumowaniem”, dam znać jakimś w miarę możliwości skondensowanym wpisem 🙂

Na koniec http://wiadomosci.dziennik.pl/polityka/artykuly/515384,glowny-lekarz-weterynarii-zmiany-rzad-beata-szydlo.html Już tylko biorąc pod uwagę tolerowanie (praktycznie 4 lata) przez Głównego Lekarza Weterynarii i cały Główny Inspektorat Weterynarii „zaświadczeń” o „leczniczym kopiowaniu psom uszu” (OKSYMORON LEVEL HARD) czyli pseudodokumentów, nieposiadających podstawy prawnej i wytwarzanych tylko i wyłącznie na potrzebę (życzenia) poszczególnych członków, monopolizującego kynologiczny rynek w Polsce, stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce, by ci mogli na wystawach rasowych psów, organizowanych przez to stowarzyszenie, pokazywać okaleczone kopiowaniem psy, choć polskie prawo zabrania kopiowania psom uszu i ogonów, kwalifikując ten zabieg jako formę znęcania się, uważam, że to dobry początek. Świetnie, że stołki tracą ludzie współwinni znęcania się nad zwierzętami, urzędnicy państwowi, którzy choć mieli pełnić funkcje kontrolująco-nadzorcze nad przestrzeganiem zapisów Ustawy o Ochronie zwierząt, brakiem reakcji na napływające do nich informacje, dotyczące łamania przez członków ZKwP zapisów UoOZ, przyczyniali się do panoszącego się w ZKwP poczucia „nietykalności” jego członków i „bycia ponad prawem”, i tym samym szerzenia się w tym środowisku procederu ściganego z urzędu i zagrożonego karą pozbawienia wolności! Urzędnicy ci dopuścili się skandalicznego zaniedbania swoich obowiązków. Zobaczymy jakie konsekwencje zostaną wyciągnięte w stosunku do członków ZKwP, z których wielu jest lekarzami weterynarii

A czytając dyski o ”zaniedbaniach ze strony nowych właścicieli” zacznijcie myśleć. Zdumiewające, że ludzie obserwujący grupy nie orientują się, że są rozgrywani przez tzw hodowców, którzy zamiast zacząć od stanowczego ścięcia argumentów osoby, która posiada np. dysplastycznego psa, poprzez publikację wyników rodziców takiego szczeniaka i tym samym udowodnienie, że jako hodowcy ze swojej strony zrobili co w ich mocy, by zminimalizować ryzyko wystąpienia kalectwa u potomstwa danej pary, czekają aż z sytuacji wybronią ich członkowie grupy… Przy każdej z takich sytuacji, czytam i nie wierzę. Nie chodzi już nawet o to, że zdarza się, że ludzie kompletnie skompromitowani swoimi ”dokonaniami”, ”jadą” właścicieli niepełnosprawnych psów, po prostu niewiarygodne jest, że ktoś kupuje narrację, w której człowieka, który przedstawia diagnozę wystawioną przez praktykującego lekarza weterynarii, traktuje się jak idiotę i ciężar ”dyskusji” przerzucany jest na;

a) wybór weterynarza przez właściciela i to, że ‚na pewno wet jest niedouczony’

b) ”skąd hodowca mógł wiedzieć?” (Przecież ”dysplazja i inne schorzenia genetyczne biorą się z kosmosu”)

c) ”złą karmę i brak suplementacji”. Drodzy ”hodowcy”, sorry, ale to że niektórzy z was karmią psy najtańszym np. mięsem i nie mają na suplementy, żeby np. ociężałego np. Doga Argentyńskiego chociaż spróbować wyprowadzić z kozińca i mają czelność wmawiać osobom, które mają tylko jednego psa, że ich, jak tych ”hodowców” nie stać na dobrą karmę i właściwą opiekę weterynaryjną, jest szczytem sk…ństwa -mniej słodyczy przed fejsbukiem, miej piwka, a zostanie wam więcej kaski na suplementację i i prześwietlenia w kierunku zdiagnozowania stanu co najmniej HD i ED).

Taki jest standard tych ”dyskusji”: zrobić z Nabywcy szczeniaka-kaleki idiotę, wmówić mu, że wybrał niewłaściwego weta, że wszystko co dotąd zrobił w związku z tym co ten wet mu poradził było złe, głupie i dodatkowo zaszkodziło psu i opie…ć właściciela za to, że ”marnuje czas na kręcenie dymu na FB zamiast psem się zająć”.

Skoro czytacze ”dymnych” tematów są tacy mUndrzy i nawet po cwaniacku udzielają się w tych dyskach, to dlaczego nie ogarniają podstawowej rzeczy? To nie Nabywca psa ma się tłumaczyć, Nabywca tylko INFORMUJE czytelników posta o problemie i diagnozie, to hodowca musi pokazać, że wyeliminował z programu hodowlanego osobniki obciążone danym schorzeniem i dopiero wtedy taki tzw hodowca staje się ciut wiarygodniejszy jako autor połajanek w kierunku Nabywcy. Jest na Serwisie Facebook taka strona ”Institute of Canine Biology” -gorąco polecam na nią zajrzeć i zacząć sobie przyswajać treść artykułów, zanim zacznie się wypisywać kretynizmy na tzw grupach tematycznych. Mam świadomość, że niektórym tzw hodowcom bardzo nie na rękę jest pisanie o najnowszych odkryciach naukowców z dziedziny genetyki, ale mam to w nosie. Zacznijcie się uczyć drodzy miłośnicy psów. Zacznijcie czytać wartościowe teksty, bo jeżeli liczycie, że ”towarzycho” w swoich postach w tych grupach ”daje wam” ”wiedzę”, to się zaje mylicie. Aczkolwiek wbijcie sobie do głów jedno: aktualny trYnd jest taki: jeżeli ośmielisz się drogi Nabywco obnażyć ”efekt pracy hodowlanej” tzw hodowcy chronionego paktem ”w kupie raźniej” (może smród jednoczy?) przez towarzystwo wzajemnej adoracji, licz się z tym, że zaleje cię fala jadu, którego wisienką na torcie ma być wmówienie ci, że za to co zrobiłeś (podanie do publicznej wiadomości diagnozy psa) towarzycho ukaże cię zorganizowaną akcją i nawet pomogą tzw hodowcy odebrać tę nieszczęsną kalekę…

Zuza Petrykowska

Ps. Tak, wiadomość o tej samej treści wysyłam do tego do kogo ją wysyłam i ”wróbelków”… A odnośnie tzw oczekiwań: na wszystko jest czas i miejsce, cierpliwości.

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora jest zabronione.

DOG ARGENTYŃSKI: USZY CIĘTE/KORYGOWANE/KOPIOWANE/PODDANE PLASTYCE -SZCZERE WYZNANIA.

a p257

Szczere wyznanie, osoby, która w 2011 roku była właścicielką suki rasy Dog Argentyński, a dziś jest -jak to się mówi- hodowcą.a p243

 

a p245

a p246

a p249

a p251

a p253

a p257

a dziś:

wczoraj i dziś

Winter is Coming 😉

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu oraz zdjęć bez zgody autora jest zabronione.

WINTER IS COMING ‚ROZMNAŻACZE’ NIEPRZEBADANYCH PSÓW. KONIEC TABU KOPIOWANIA = OBCINANIA PSOM USZU.

winter-is-coming

”Skandal” -czy to słowo, to już archaizm?

Kilka miesięcy temu w środowisku hodowców (i posiadaczy) psów presa wybuchł skandal. Otóż znana (głównie z własnych internetowych autokreacji) wszystkim, którzy interesują się Dogo Canario/ Presa Canario oraz Dogo Argentino, pani nie umiała wprost odpowiedzieć na pytania, które na jej fejsbukowym profilu zadali jej właściciele dysplastycznych, po prostu kalekich Dogów Kanaryjskich pochodzących z jej hodowli. Pytania były bardzo proste i tyczyły się tego czy pani bada rozmnażane przez siebie psy pod kątem wykluczenia z tzw planów hodowlanych osobników kalekich z powodu dysplazji. Rzecz sprowadzała się do prostej odpowiedzi; ”tak” lub ”nie”, podczas publicznie dostępnej dla wszystkich zainteresowanych dyskusji, którą hodowczyni sama na własnym fejsbukowym profilu, wywołała. Odpowiedź nie padła, natomiast w trakcie ww wymiany zdań, hodowczyni kwestionowała, wraz z ”kolegą po fachu”, tj. innym tzw hodowcą DC/PC, diagnozę postawioną przez lekarzy weterynarii.

Nie ma znaczenia fakt, że ”Związek Kynologiczny w Polsce nie wymaga” (to ulubiony ”argument” wszystkich ”państwa” hodowców) od swoich członków, by poprzez certyfikowane badania określające stan stawów i określające stopień dysplazji u psów typu presa, czyli Dogo Canario/ Presa Canario, Dogo Argentino (ale i wielu innych ras np. Cane Corso, Owczarek Środkowoazjatycki, Mastif Angielski etc.), eliminowali ze swoich tzw planów hodowlanych osobniki obciążone ciężką dysplazją. Wiecie jak wyglądają ”plany hodowlane” w Polsce, prawda? Wiecie, że niektóre psy są ”modne” przez jakiś czas i kryją wtedy wszystko jak leci… (Na marginesie: należy wyraźnie podkreślić, iż w innym stowarzyszeniu, stowarzyszeniu o nazwie Polski Klub Psa Rasowego ten rodzaj badań jest już wymagany (http://a-c-e.ovh.org/przeswietlenie.pdf), jak również wymagane są badania DNA dla rozmnażanych pod szyldem PKPR psów oraz, już od roku 2010, konkretnie od dnia 20 lutego 2010r., stowarzyszenie to nie rejestruje psów okaleczonych, tj tych poddanych ”zabiegom” zmiany wyglądu poprzez cięcie ogonów i/lub uszu. Nie zapominajmy, że członkowie Związku Kynologicznego w Polsce nazywają także hodowców zrzeszonych w Polskim Klubie Psa Rasowego pseudo hodowcami… Szczyt bezczelności, nie? Do PKPR wrócę jeszcze pod koniec tego tekstu). W każdym razie, powstała strona*, na której można prześledzić ww wymianę zdań hodowców z ZKwP z posiadaczami kalekich psów zarejestrowanych w ZKwP i posiadających metryki z oznaczeniami tego stowarzyszenia. Bardzo się to niedopuszczanie do zamiecenia afery pod dywan nie spodobało tzw ”środowisku”. I zaczęło się (kolejny raz) szkalowanie mojej osoby, a także właścicieli kalekich psiaków, usiłowanie zastraszenia, groźby karalne itp. itd… ”Miłośnicy piesków” dali popis swoich możliwości, ukazujących więcej niż tylko braki intelektualne czy wątpliwą ”klasę”. Cóż, taki lajf.

*www.facebook.com/dysplazjawdogocanariopresacanario

Sposobów reakcji na ww ”styl” zwalczania osób/ akcji propagujących uświadamianie przyszłych potencjalnych nabywców psów o zagrożeniach, które mogą napotkać na swojej kynologicznej drodze jest kilka. Ja, między innymi, wybrałam poinformowanie drogą elektroniczną Zarządu Głównego Związku Kynologicznego w Polsce o tym, jak reagują członkowie tego stowarzyszenia na powstanie ww strony, której celem jest zwracanie uwagi nie tylko hodowcom psów, iż zaniedbania dotyczące podstaw etyki hodowli nie będą im dłużej uchodzić na sucho, ale i uczulenie potencjalnych nabywców, by zanim kupią psiaka, wymagali opisywanych, certyfikowanych wyników badań RTG rodziców szczeniąt od tzw hodowców. (Podobno tym ze Związku Kynologicznego w Polsce chodzi o ”dobro psów” i też by chcieli obowiązkowych badań. Podobno…)

Jak zareagował Zarząd Główny Związku Kynologicznego w Polsce na przesłany im ”skriny” z Facebooka? Żałośnie (zainteresowanym mogę udostępnić całość korespondencji). Dodajmy, że podobnie żałośnie Związek Kynologiczny w Polsce zareagował po aferze, która wybuchła na fejsbukowej grupie ”Wystawy ZkwP / FCI – wyjazdy, informacje”, 12 stycznia tego roku, po gdańskiej wystawie (11.01.2015r.) *1, *2, *3. (Przekazano mi odpowiedzi, które w tej sprawie osoba zgłaszająca problem otrzymała od Biura Zarządu Głównego ZKwP). Na końcu artykułu znajdziecie oznaczone numerkami tzw screen’y tematyczne. Nazwisko i awatar osoby, która usiłowała zwrócić uwagę na poważne nieprawidłowości i ”obudzić sumienia” członków ww fejsbukowej grupy -w tym i moje- zakryłam tylko i wyłącznie dlatego, byście skupili się na treści.

Czy na Zarządzie Głównym ZKwP zrobiło wrażenie usiłowanie zastraszenia mojej osoby, przez członka tego stowarzyszenia, hodowcę psów rasy Dogo Canario/Presa Canario, stwierdzenie przez niego, że ”powinnam się cieszyć, że jestem kobietą, bo już dawno bym miała pyszczek obity”?

(https://www.facebook.com/dysplazjawdogocanariopresacanario/photos/a.828700057185264.1073741826.828616347193635/842628202459116/?type=3&theater)

Nie. Ewidentne usiłowanie zastraszenia i ”nieśmiałe” groźby karalne na ZG ZKwP wrażenia nie zrobiły. I to przynajmniej wynika już z pierwszej odpowiedzi przesłanej mi przez Biuro Zarządu Głównego ZKwP. No, to może myślicie, że kynologiczne (w założeniu) stowarzyszenie przejęło się rozmnażaniem kalekich psów i powoływaniem do życia -można założyć, iż z pełną świadomością i premedytacją- kolejnych kalek przez swoich członków? Nie. To też nie jest tak ważne, jakby mogło się nam wydawać. ”Nieprawidłowości” przy ”zaświadczeniach” o ”legalnym” obcinaniu psom uszu? NoŁp… Pańcia odpowiadająca na moje mejle napisała coś o Rzeczniku Dyscyplinarnym *A i jakoś tak się wq…am, no i poszło.

No, to niech się ”poobrażają” ci ”przyjaciele” i ”znajomi”

Przychodzi taki moment, że powyżej pewnego poziomu syfu nie ma już jak oddychać… Kiedy opowieści dziwnej treści stają się zbyt dziwne, kiedy tzw znajomi mówią ci ”Fajnie, ze tak walczysz o te badania, masz rację, ale w tych uszach i ”zaświadczeniach”, to lepiej nie grzeb.”, i kiedy przypominasz sobie, że przecież widziałaś tego szczeniaka, kiedy przyleciał do Polski z Włoch, ”cały”, z uszami albo, kiedy ktoś ci mówił, że boi się psa zarejestrować w np. warszawskim oddziale ”po tej aferze na wystawowej grupie, bo ‚zaświadczenia’ nie ma”. Ale przede wszystkim chodzi o to, że hipokryzja ludzi, którzy mają się za hodowców, ”miłośników psów” & ”pasjonatów rasy” i ich brak elementarnej uczciwości względem tych zwierząt, bo słowo ”dobrostan” jest dla nich obce, zabija w tobie pasję, sprawia, że kynologia przestaje cię cieszyć, bo zbyt dużo już wiesz, bo zbyt wiele razy pokazano ci, że ”miłość do psów” to ostatnie o co tym ludziom chodzi. ”Reakcje” władz ZKwP mnie… dobiły (Na życzenie mogę udostępnić wam treści moich zapytań do ZG ZKwP i odpowiedzi, które na nie otrzymywałam). Wtedy trzeba sobie jasno powiedzieć: mam gdzieś to, jak bardzo poobrażają się na mnie ”zaprzyjaźnieni hodowcy”, zweryfikować autentyczność legend, którymi karmią i dowiedzieć się jak jest naprawdę.

A z wiedzy bierze się pokora

Jest mi potwornie wstyd za to, że dałam się ”urobić” znajomym hodowcom. To potwornie głupie, ale w aspekcie kopiowania autentycznie wierzyłam tym ludziom na słowo. Wizualnie zawsze wolałam Dogi Argentyńskie ze stojącymi uszami i byłam zwolenniczką kopiowania, ale dopiero w trakcie styczniowej afery zaczęłam MYŚLEĆ. Dotarło do mnie ile zachodu wymaga obcięcie w Polsce psu uszu i że nikomu nie chce się tak starać, aby walczyć z kalectwem w tych rasach, które z takim rozmachem (ta ilość!) się ”tnie’. Najgorsze jest to, że tak bardo zaufałam znajomym, że nie sprawdziłam jakie w istocie mamy w Polsce prawo. Byłam po prostu przekonana, że moi znajomi mają rację. W końcu nie mogliby przecież tak rumaczyć i kogucić, gdyby jej nie mieli, hę? A jednak… Na szczęście mam w sobie dość ”pierwiastka”, by przeciwstawić się ”autorytetom” i uwolnić się od wpływu ”lepiej wiedzących”, stąd też ten artykuł. Na końcu zamieszczam screeny z moimi wrzutkami do pierwszej dyskusji dotyczącej skandalu z pokazywaniem na wystawie okaleczonych Dogo Argentino, na wystawowej grupie. Jestem przekonana, że ogrom ludzi wciąż jeszcze myśli, pozostając w błędzie, jak ja wtedy, w styczniu tego roku, że ”nie żadnego problemu”. Wielu psiarzom wciąż się wydaje, że ‚świat kończy się na ZKwP”…

Owszem, nawet kilkutygodniowe Dogo Argentino bawią się charakterystyczny sposób, który można określić krótko: za ucho i do ziemi. I choć ludziom, którzy Dogo Argentino nie znają, którzy nigdy szczeniąt DA nie widzieli, bo całe życie ”siedzą” w Labradorach, Owczarkach Szetlandzkich, albo spanielach, ośmiotygodniowe, bawiące się Dogo Argentino czy któreś z TTB ”w akcji”, mogą wydawać się nawet ”psychiczne”, ”jakieś nienormalne” itp., to możliwe są urazy mechaniczne uszu, nawet u szczeniąt. Tylko, że sorry: całe mioty? Połowa miotu z ”mechanicznymi urazami”? 50% szczeniaków z danego krycia zostało ”pogryzionych tak dotkliwie”, że trzeba im było obydwoje uszu ciąć, akurat, ”przypadkiem” dokładnie tak, jak wymaga tego tzw tradycja rasy? Jakieś blizny, ślady po tym ”pogryzieniu”? Cokolwiek?

Zastanówcie się, Moi Drodzy: skoro tyle szczeniąt ”coś sobie robi” w uszy, to znaczy tzw hodowcy nie umieją im zapewnić odpowiedniej opieki albo wyjątkowo mocno się gimnastykują, by uszka jednak obciąć, bo ”tak lubią”. Sprawdźcie, które to hodowle, które z polskich przydomków Dogo Argentino i Dogo Canario/ Presa Canario (a może i Cane Corso? Teriery Typu Bull? Itp.) przodują w tej ”wyjątkowości”.

Dalej: ¾ miotu miało ”chore uszy”? -Ej, Chwilunia. Jeżeli tyle szczeniąt, z tylu polskich hodowli ma ”choroby uszu”, w efekcie których uszy im…? Co? Odpadają? Coś im je ”zjada”? To serio, czas na poważne badania genetyczne populacji polskich argentynów i kanarów, bo polskie psy mają jakąś paskudną, nie dającą się normalnie wytłumaczyć, skłonność do tajemniczych i na świecie nie znanych chorób uszu, które kończą się ”amputowaniem” części uszek…

Naprawdę, bez jaj, koniec tego używania pieprzu, o ”koniecznych zabiegach”.

Zestawcie sobie, Drodzy Czytelnicy, ilość Dogo Argentino z obciętymi uszami, z miotów pochodzących z lat 2013, 2014 i 2015 z tymi pierwszymi miotami po nowelizacji Ustawy o Ochronie Zwierząt w roku 2012… (Mogłabym w tym miejscu zacząć ”rzucać” przydomkami…) Zestawcie ilość psów ras dziś wciąż najczęściej ”ciętych”, po tej nowelizacji, tych, które na świat przyszły w pierwszych miesiącach roku 2012 z ”ciętymi” psiakami urodzonymi w latach 2013, 2014 i 2015 (I później…). Tzw hodowcy bali się ”ciąć” tuż po Nowelizacji, badali jak ZKwP podejdzie do zaostrzenia (magia słówka ”szczególnie”) treści Ustawy, sprawdzali na ile będą sobie mogli pozwolić i czekali… A kiedy okazało się, że ”klimat” (wciąż zadziwiająco dużo ”wyjątkowych przypadków” i honorowanych przez poszczególne oddziały ”zaświadczeń”) w ZKwP sprzyja kultywowaniu/ praktykowaniu ”tradycji”, przestali się ”obcyndalać”.

Obejrzyjcie profile polskich hodowli/ hodowców na fejsbuku, zobaczcie ile z polskich psów urodzonych po Nowelizacji Ustawy o Ochronie Zwierząt ma uszy kopiowane: cięte tylko i wyłącznie ze względów estetycznych. (Z lenistwa nie wklejam do artykułu fotek publicznie dostępnych na profilach hodowców przedstawiających szczenięta z ”zaplasterkowanymi” po ”zabiegu” kopiowania uszkami, ale mam je w swoim archiwum). Chwalą się tymi kopiowanymi psami nie tylko hodowcy, ale i zwykli ich posiadacze, osoby, które po prostu ”kupiły sobie pieska na wystawki”. Zróbcie sobie, jak ja, ranking hodowli przodujących w ”wypadkach”, które to spowodowały, że psy z określonym przydomkiem mają uszy obcięte, a w konkretnym oddziale Związku Kynologicznego w Polsce przechowywane jest jakieś ”zaświadczenie”, które to ”tłumaczy” udział okaleczonego psa w wystawach, które odbywały się od 01 stycznia 2012 roku… Wszystko to pomimo obowiązującego w Polsce od 1997 roku zakazu obcinania psom uszu (i ogonów)… [Nawet Wikipedia pomoże wam szerzej otworzyć oczy: https://pl.wikipedia.org/wiki/Kopiowanie_(kynologia] Zapytajcie pierwszego lepszego praktykującego np. w Warszawie lekarza weterynarii czy ”ciachnie uszy” waszemu psu. Wszyscy, z którymi ja rozmawiałam, stwierdzają jednoznacznie, że zabieg ten jest nielegalny od 1997 roku i bardziej lub mniej grzecznie ucinają temat.

Aby łatwiej wam było ”ogarnąć” skalę zjawiska niezgodnego z polskim prawem obrzynania psom uszu (i/lub ogonów) i równoczesnego olewania przez wielu z członków ZKwP kwestii badań eliminujących z hodowli psy kalekie, np. półgłuche, wyjaśnię wam stan rzeczy istniejący oficjalnie do dnia 16.09.2015, kiedy to plenum stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce raczyło zadecydować, iż: od 1 stycznia 2016 r. nie będą przyjmowane na wystawy psy urodzone w Polsce po 1 stycznia 2012 r z kopiowanymi uszami i/lub ogonami. Co ciekawe jeszcze do dnia 12.10.2015, kiedy to odpisywałam pewnej Pani Katarzynie, która to odpowiadała na moje zapytania skierowane do Głównego Lekarza Weterynarii, ZKwP nie raczyło ”zaktualizować” swojego komunikatu dotyczącego cięcia uszu, choć okraszony był hasłem ”z ostatniej chwili”… Przynajmniej to co widnieje tam dziś napawa maluteńkim optymizmem*B. Choć to tylko początek drogi…

Oups!

Z jakiego powodu stowarzyszenie Związek Kynologiczny w Polsce tak nagle postanowiło zamknąć jedną z ”furtek”, tym ze swoich członków, którzy od lat z lubością -no właśnie co oni robią? ”obchodzą”?- obowiązujące w Polsce przepisy zakazu dotyczące znęcania się nad psami, poprzez okaleczanie ich ”zabiegami” obcinania im fragmentów uszu i/lub ogonów? Zgodnie z moją wiedzą i znajomością przepisów dotyczących kopiowania niektórzy z członków ZKwP po prostu Łamią polskie prawo. Uważam, że do tzw decyzyjnych członków stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce najprawdopodobniej doszło wreszcie, że nie istnieje coś takiego, jak określone w wiszącym jeszcze 10 października na stronach ZKwP komunikacie ”z ostatniej chwili”, ”stosowne zaświadczenie lekarskie”. Pomysł na alibi? Czy tylko niewiedza skutkuje ułatwieniem znęcania się -kopiowanie jest kwalifikowane jako bezzasadne okaleczenie- przez część członków ZKwP nad psami, to pożałowania godne ”zaświadczenie”, nie posiada absolutnie żadnej mocy prawnej. Prawdopodobne wydaje się, iż to dlatego właśnie Zarząd Główny Związku Kynologicznego w Polsce (te ”decyzyjne” osoby w ZKwP) nie podjął się wyjaśnienia powodów, dla których od pierwszego stycznia przyszłego roku okaleczone, urodzone w Polsce psy nie będą mogły brać udziału w organizowanych przez ZKwP wystawach, choć dotąd ZKwP nie miało z okaleczonymi psami na wystawach żadnych problemów, brali jak leciało…

Z treści komunikatu umieszczonego na oficjalnej stronie internetowej prywatnego stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce, widniejącego na niej przez prawie cztery lata, czyli co najmniej do 12 października 2015r., po wprowadzeniu do Ustawy o Ochronie Zwierząt zapisu nie pozostawiającego złudzeń, iż kopiowanie uszu u psów jest w Polsce zabronione i przez prawie cztery lata po tym jak ZKwP niby przyjął do wiadomości treść tej ustawy, wynikało jasno, iż władze Związku są w pełni świadome, iż nowelizacja Ustawy o Ochronie Zwierząt jedynie podkreśliła jednoznacznie, wymieniając ”kopiowanie”, zakazane na terenie RP od 1997 roku okaleczanie psów ”zabiegiem” obcinania im fragmentów uszu i/lub ogonów, jako formę znęcania się nad nimi. Wynikało to z fragmentu: ”W związku z uchwaloną przez Sejm RP nowelizacją Ustawy o Ochronie Zwierząt (DZ.U.2011,nr 230, poz.1373), która w art.6, ust.2, pkt. 1 w sposób nie budzący wątpliwości zakazuje wykonywania zabiegów kopiowania uszu i ogonów”. Można przypuszczać, iż brak logiki w dalszej treści ww ”komunikatu” wynikał ze świadomego działania jego autorów.

Punkt pierwszy tego ”komunikatu” wydawał się być jednoznaczny, natomiast w drugim pojawiało się coś absolutnie niezwykłego. Otóż, w treści punktu drugiego mieliśmy słowo ”kopiowanie” użyte w sposób sugerujący, iż czysto estetyczny ”zabieg”, wykonywany pod pełną, narażającą życie szczeniaczków, narkozą, na zupełnie zdrowych psiakach (nawet gdy kopiowanie psów było w Polsce dozwolone, czyli przed rokiem 1997, nie wydaje się realne, by uczciwy, etyczny lekarz weterynarii, ryzykował tak poważny ”zabieg” na zwierzęciu niezdrowym), ma jakieś ”lecznicze wartości”, bo to miało sugerować sformułowanie ”przeprowadzony z poszanowaniem art.27 Ustawy o Ochronie Zwierząt (DZ.U.1997, nr 111, poz.724)”. A przecież artykuł 27 mówi, iż zabiegi lekarsko weterynaryjne dopuszczalne są na zwierzętach tylko w przypadkach koniecznych dla ratowania ich życia bądź zdrowia lub też z powodu koniecznego ograniczenia ich populacji. Nowelizacja Ustawy o Ochronie Zwierząt wymienia ”zabieg” kopiowania, jako ten, który zabroniony jest w szczególności. Ale po tekście z rzekomymi ”wyjątkowymi przypadkami” ”legalnego kopiowania”, prywatnego stowarzyszenia ZKwP, które w swoim regulaminie nie odnosi się do ”zabiegów” okaleczania psów, do którego tak mocno przywiązani są jego niektórzy członkowie (w szczególności ci związani z rasami Dog Kanaryjski, Dog Argentyński, Owczarek Środkowo Azjatycki, na co dowodem jest choćby ostatnia XXII Klubowa Wystawa Molosów) mieliśmy kolejny;właściciel psa zobowiązany jest dołączyć do zgłoszenia oryginał lub, poświadczoną przez jego macierzysty oddział ZKwP, kopię stosownego zaświadczenia lekarskiego, które musi zawierać, umożliwiające weryfikację, szczegółowe dane kontaktowe lecznicy i wystawiającego zaświadczenie lekarza”.

No, to zadajmy parę pytań;

Pomijając już te ”oryginały” i ”kopie” ”poświadczane przez macierzyste oddziały” -że niby co? Te wszystkie panie i panowie mają jakieś ”przeszkolenie z zakresu weryfikowania autentyczności dokumentów” (bo jak inaczej? -cha cha cha…) nieposiadających żadnej wartości (prawnej podstawy), w dodatku? Tych wszystkich ”paszportów Polsatu”? To jest naprawdę świetne, bo im dalej w las… Ale ok, zostańmy przy ”zaświadczeniach”, co to znaczy ”stosowne zaświadczenie”? Czy ”stosowne” zaświadczenie to byłoby takie, które ma podstawę prawną? Jaką więc podstawę prawną mają te tzw ”zaświadczenia”, które to wymyśliło sobie prywatne stowarzyszenie Związek Kynologiczny w Polsce na potrzeby usprawiedliwiania (?) ”zwyczaju”, z którego członkowie tego stowarzyszenia nie mają ochoty rezygnować? Jaką podstawę prawną mają ”zaświadczenia”, które mają stanowić, jak możemy przypuszczać, alibi dla tych, z tych członków ZKwP, którzy pomimo obowiązującego w Polsce zakazu okaleczania psów poprzez umyślne zranienie lub okaleczenie zwierzęcia niestanowiące dozwolonego prawem zabiegu lub procedury w rozumieniu art. 2 ust. 1 pkt 6 ustawy z dnia 15 stycznia 2015 (…) a także wszelkie zabiegi mające na celu zmianę wyglądu zwierzęcia i wykonywane w celu innym niż ratowanie jego zdrowia lub życia, a w szczególności przycinanie psom uszu i ogonów (kopiowanie), wciąż psy okaleczają, bo ”pies z ciętymi uszami i/lub ogonem wygląda lepiej”? Zastanów się Drogi Czytelniku, zadaj te pytania lekarzowi weterynarii, do którego lecznicy zabierasz swojego zwierzaka albo pisz do Głównego Inspektoratu Weterynarii lub bezpośrednio do Głównego Lekarza Weterynarii.

Jakie zaświadczenia może, zgodnie z prawem i w poszanowaniu Kodeksu Etyki Lekarza Weterynarii wystawiać praktykujący w Polsce lekarz weterynarii? Jakie zaświadczenia, poza tym dotyczącym wyjazdu za granicę ze zwierzęciem towarzyszącym (zaświadczenie o szczepieniach)? Jakie są inne tego rodzaju dokumenty posiadające podstawę prawną i wzór (druk akcydensowy), które wydawane są przez praktykujących w Polsce lekarzy weterynarii?

Jak wygląda wzór ww ”zaświadczenia” o ”legalnym, medycznym kopiowaniu” (oksymoron level hard), o którym mowa była w komunikacie, który wisiał na oficjalnej stornie internetowej prywatnego stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce przez prawie cztery lata, co najmniej do 12 października 2015, od nowelizacji Ustawy o Ochronie zwierząt? Polecam sobie pogadać w weterynarzami, z tymi wolnymi od tzw układów towarzyskich w ZKwP, którym zależy na praktyce. Zapytajcie ich, jak rozumieją artykuł 27 Ustawy o Ochronie Zwierząt.

W przypadku wyrażenia zgody na procedurę eutanazji mamy do czynienia z OŚWIADCZENIEM, ale oświadcza właściciel/ opiekun zwierzęcia, a nie lekarz weterynarii. Mamy wtedy dokument, którego wzór jest powszechnie dostępny w internecie, w postaci OŚWIADCZENIA właściciela/ opiekuna zwierzęcia o wyrażeniu zgody na wykonanie zabiegu lekarsko weterynaryjnego.

Tak więc, przy okazji zabiegów wykonywanych na zwierzętach towarzyszących (pies/ kot) to nie lekarz weterynarii ”zaświadcza”, że wykonał zabieg zgodnie z prawem, to jest, a w każdym razie powinno być jasne samo przez się, a osoba prawnie za zwierzę odpowiedzialna wyraża zgodę na przeprowadzenie przez danego lekarza weterynarii konkretnego zabiegu. Co to jest, w takim razie, to coś, ten, w istocie, pseudo dokument, który sobie wymyśliło prywatne stowarzyszenie Związek Kynologiczny w Polsce, by ”zgodnie z prawem”, ”z poszanowaniem art 27 UoOZ” okaleczać psy? Co to za pseudo dokument, to ”zaświadczenie” HONOROWANE wciąż jeszcze przez ZKwP, ale, zgodnie z treścią najnowszego komunikatu, tylko do 01.01.2016, o czym poinformowało to prywatne stowarzyszenie na swojej oficjalnej stronie po tym jak 16.09.2015r. uchwaliło zakaz?

Na czym stawiają/ stawiali swoje pieczątki i co w istocie podpisują/ podpisywali lekarze weterynarii, którzy wystawiali -czy czas przeszły oby na pewno jest właściwy?- członkom Związku Kynologicznego w Polsce ”zaświadczenia” dokumentujące, iż wykonali ”zabieg” kopiowania ”w celu medycznym”? Na czym stawiają swoje pieczątki i co w istocie podpisują lekarze weterynarii, którzy KONSULTUJĄ przypadki okaleczonych ”zabiegiem” kopiowania psów, na rzecz prywatnego stowarzyszenia hodowców psów? Art. 35 KODEKSU ETYKI LEKARZA WETERYNARII mówi: ”Lekarz weterynarii, udzielając konsultacji na rzecz organizacji handlowych, przemysłowych, związków hodowców zwierząt lub innych podmiotów w gospodarstwie lub hodowli, obowiązany jest do poinformowania lekarza weterynarii, który sprawuje opiekę nad zwierzętami w tej hodowli lub gospodarstwie o ustaleniach i zaleceniach, jakie przekazał właścicielowi lub opiekunowi zwierząt, których dotyczyła konsultacja”.

Jak myślicie czy po 01.01.2016r. takie ”zaświadczenia” wciąż jeszcze będą wystawiane, czy też może brak możliwości pokazywania okaleczonych, urodzonych w Polsce po 01.01.2012r. spowoduje nagły spadek ”wyjątkowych wypadków”, tych ”pogryzień”, po których nie ma śladu (ani jednej blizny!) i mitycznych, nieznanych medycynie weterynaryjnej, ”chorób” uszu. [Na marginesie: obcinanie jest podstawą wszelkiego leczenia! Np. jak na plaży postawisz stopę na rozbitym szkle i paskudnie pokaleczysz sobie podeszwę stopy, to przecież lekarz od razu ci stopę ucina, nie 🙂 ? Tnie się aż do kolana, prawda? A drugą nogę obcina się ”ze względów estetycznych”, bo ”głupio wygląda się” z tylko jedną nogą obciętą.]

Skoro wszystko jest cacy, to dlaczego tak trudno ZOBACZYĆ takie ”zaświadczenie”? Dlaczego hodowcy nie wrzucają na swoje fejsbukowe profile skanów tych ”zaświadczeń”? Dlaczego tak trudno jest poznać nazwiska weterynarzy, którzy te ”zaświadczenia” wystawiają? Skąd tyle obaw? Po co te TAJEMNICE?

Co to są za świstki, to czym dysponują poszczególne oddziały ZKwP? (https://www.youtube.com/watch?v=m6cuNm9fMZg)

Co jest napisane w każdym z ”zaświadczeń” wystawionych jako alibi (?) do obcięcia uszu u każdego ze znanych fanom rasy, wystawowych, okaleczonych tzw Championów? Naprawdę są tam imiona i nazwiska autentycznych, istniejących realnie lekarzy weterynarii, mających prawo do prowadzenia praktyki weterynaryjnej? Są w tych ”zaświadczeniach” adresy prawdziwych lecznic weterynaryjnych, które pod wymienionymi adresami naprawdę funkcjonują? Są te ”zaświadczenia” poświadczone oryginalnymi pieczątkami praktykujących lekarzy weterynarii?

Co z tymi wszystkimi psami i sukami, nieszczęsnymi okaleczonymi Dogo Canario/Presa Canario i Dogo Argentino, Cane Corso, Owczarkami Środkowoazjatyckimi, Terierami Typu Bull i przedstawicielami innych ras, których właścicielom nie udało się ”załatwić” ”zaświadczenia”? Co z TTB takimi jak American Pit Bull Terrier, które nie są rejestrowane w ZKwP? Jak to się dzieje, że ”pity” mają obciachane uszy albo Alano Espaniol? Ile jest w rękach polskich tzw hodowców okaleczonych psów, tych sprowadzonych do Polski jako ”kompletne”, czyli z uszami (i lub ogonami) nieobciętymi i którym po drodze między jednym prawnie za nie odpowiedzialnym właścicielem, a drugim, po tym jak zostały sprzedane przez tego pierwszego i pierwszy raz pokazane, nie na wystawie, ale na fejsbuku, żeby było zabawniej, ‚coś się z uszami stało’, ale nie ma na to ‚coś się stało’ żadnego ”pokrycia” w żadnym ”zaświadczeniu”? Może hodowcy/ posiadacze okaleczonych psów mają jakieś ”zaświadczenia” od weterynarzy z zagranicy? Może ”zaświadczenie” jest od lekarza X, a ucho obciął lekarz Y? To też można sprawdzić! To może być trudne do ustalenia, ale jest możliwe. Byłoby znacznie łatwiej, gdyby przepisy dotyczące utrzymywania psów ras uznawanych za agresywne nie były w Polsce aż tak prawie martwe. Szczęśliwie (jak wszyscy wiemy) prawie robi wielką różnicę -na temat tego zagadnienia, tych ‚prawie’ martwych przepisów, także wkrótce poczytacie.

Wracając jednak do obrzynania psom uszu: tak już tylko dla zasady zapytam, co z osobami, które psów na wystawach ZKwP nie wystawiają, ale uszy im oberżnęły, bo tak psy ”wyglądają lepiej”? Co z tymi wszystkimi tzw petami, ‚psami nie na wystawy’, których zdjęcia można oglądać np. na tzw grupach, na fejsbuku? (Czy muszę wymieniać nazwiska? O! Przy okazji: pozdrawiam Śląsk i pana, którego York żony się nie słucha, ale on ma Dogo Argentino, bo jest gość’u…) Co z tymi nieszczęsnymi Terrierami Typu Bull, szczególnie: co z NIEUZNAWANYMI PRZEZ ZKwP (bo nie uznaje ich za rasę FCI) American Pit Bull Terrierami, z których tyle ma poobrzynane uszy, na co dowodami są zdjęcia na kilogramy zamieszczane na grupach tematycznych przez ich właścicieli? Czy ci ”miłośnicy psów” też jakieś ”zaświadczenia” sobie pozałatwiali czy ot tak, po prostu pojechali do znajomego/ poleconego przez kogoś ”dobrze poinformowanego” weta, zapłacili kilka stówek/ tysiączek i uszka sobie ciachnęli, żeby się potem ”nową fryzurką” na fejsiku chwalić? Jak ci wszyscy ludzie to robią? Jak się ”załatwia” oberżnięcie psu uszu w kraju, w którym uszu ze względów estetycznych się nie tnie od prawie dwudziestu lat, bo jest to przestępstwem, jak twierdzą pytani przeze mnie o ”zabiegi” kopiowania, różni warszawscy lekarze weterynarii ? Kto pomaga? Kto ”poleca”? Kto tnie?

Żaden lekarz weterynarii nie wystawia ”zaświadczeń” mówiących, że wykonał zabieg zgodne z prawem.

Żaden lekarz weterynarii nie wystawia ”zaświadczeń” mówiących, iż wykonał ”zabieg” ”leczniczego kopiowania”, a przynajmniej nie wystawiają takich ”zaświadczeń” lekarze weterynarii na życzenie osób nie będących członkami prywatnego stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce, ponieważ; nie istnieje coś takiego jak ”kopiowanie ze względów medycznych”, nikomu, kto nie jest członkiem kynologicznej organizacji nie przyszłoby do głowy żądać od lekarza weterynarii takiego ”zaświadczenia”, bo ludzie spoza tego środowiska nie miewają ciągot do łamania Ustawy o Ochronie Zwierząt w punkcie mówiącym o zakazie kopiowania, po to by swoje psy ciągać po ”wystawkach”. ”Dresiarze” też swoje psy okaleczają, ale ”przynajmniej” nie udają, że robią to ”z przyczyn leczniczych”. Sprawą nielegalnego kopiowania trzeba się zająć także ze względu na psy spoza organizacji kynologicznych ponieważ ZAKAZ OKALECZANIA PSÓW ”ZABIEGIEM” KOPIOWANIA DOTYCZY WSZYSTKICH PSÓW W POLSCE, NIE TYLKO TYCH Z ZKWP, CZY KTÓREGOKOLWIEK INNEGO PRYWATNEGO STOWARZYSZENIA, ALE WSZYSTKICH PSÓW W POLSCE.

Nie wydaje się właściwym pisanie o tym procederze w czasie przeszłym było stosowne, dokąd ta forma znęcania się nad zwierzętami nie zacznie być odczuwalna dla dopuszczających się znęcania, w sposób znaczący (kara pozbawienia wolności, konfiskata psów, zakaz prowadzenia hodowli, zakaz prowadzenia praktyki weterynaryjnej itp.) Tak więc: z jakiego powodu osoby będące właścicielami psów poddanych ”zabiegowi” kopiowania nie przedstawiają w swoich oddziałach Związku Kynologicznego OŚWIADCZEŃ, iż wyraziły zgodę na przeprowadzenie ”zabiegu” ”leczniczego” kopiowania, a zamiast tego składają w ZKwP te pseudo dokumenty (podstawa prawna: jaka jest?) tzw ”zaświadczenia”, które to mają być sporządzone przez lekarzy weterynarii, którzy to w swoich weterynaryjnych przychodniach dokonali owego ”leczniczego kopiowania”? Czy chodzić może ”tylko” o to, że takie oświadczenie (wystawiane na potrzebę prezentowania okaleczonego psa na wystawach ZKwP) ”zbyt jednoznacznie” wskazywałoby w każdym z przypadków na… popełnienie przestępstwa? Zarówno przez lekarza weterynarii, jak i właściciela psa? I wskazywałoby równocześnie naturę tzw regulacji obowiązujących w prywatnym stowarzyszeniu Związek Kynologiczny w Polsce?

Czy można mieć jeszcze wątpliwości, iż ZKwP zrobiło naprawdę dużo, by swoim członkom stwarzać dogodne warunki i utrzymywać klimat akceptacji dla kultywowania barbarzyńskiej tradycji okaleczania psów? To prywatne stowarzyszenie robi/ robiło tak wiele, by pomagać swoim członkom wprost -no właśnie: CO ROBIĆ? Łamać?- zapisy Ustawy o Ochronie Zwierząt, zabraniające procederu okaleczania psów, a praktycznie nie robi niczego, by dopilnować ich dobrostanu np. poprzez wprowadzenie wymogów hodowlanych nakazujących przeprowadzanie badań wykluczających genetyczne obciążenia u zwierząt rozmnażanych pod swoją egidą oraz zabraniających rozmnażania psów obciążonych schorzeniami o podłożu genetycznym (dysplazja, głuchota, choroby serca etc.), by w efekcie minimalizować liczbę kalekich, cierpiących i niechcianych psów, zapełniających schroniska. Psów, nie zapominajmy, na które nieszczęśni Nabywcy wydają ciężko przez siebie zarobione tysiące złotych, zanim zostaną zupełnie bez pomocy, z kalekimi psami, na utrzymywanie których ich nie stać albo z prowadzeniem, których po prostu sobie nie radzą…

A może ”zaświadczenia” zawierają nieprawdziwe dane?

Może widnieją na nich nazwiska nieistniejących weterynarzy?

Może ”podbijane” są pieczątkami osób, które straciły już prawo wykonywania zawodu ”lekarz weterynarii”?

Może adresy placówek wpisane są w tych ”zaświadczeniach” nieczytelnie?

Może te ”zaświadczenia” wytwarzane są przez samych hodowców/ posiadaczy psów na domowych drukarkach?

Ile z tych ”zaświadczeń” może być ”kopiami” czegoś co ktoś, kiedyś faktycznie wystawił, ale potem to ”poszło w obieg” i zaczęło ”żyć własnym życiem”? Przecież Photoshop wcale nie jest aż tak trudny w obsłudze…

Jest możliwe, że na tych ”zaświadczeniach” widnieją ”podpisy” i ”pieczątki” weterynarzy, którzy ”zabiegu” na danym psie nigdy nie wykonali… Podpisy spreparowane/ podrobione…

Kto, ale TAK NAPRAWDĘ SPRAWDZA treść tych ”zaświadczeń”?

I czy w ogóle sprawdzane są zawarte w nich dane?

Czy jest jasne kogo należy wypytać o ”chorobę uszu” albo ”przypadek pogryzienia”, w którego wyniku dany pies ma uszy obcięte?

Kto może wyjaśnić tę niesamowitą symetrię zgodnie z którą uszy są przycięte? Jeżeli istnieją ”zaświadczenia”, z których wynika, iż jedno ucho coś tam, a drugie to dla estetyki, to WOW… Serio. Mają rozmach s…y.

Raz jeszcze przypomnę, że jeżeli osoba odpowiedzialna w sensie prawnym za danego psa, posiada poświadczone oryginalną pieczęcią i podpisem lekarza weterynarii ”dokumenty” dotyczące ”zabiegu” kopiowania, tj datę jego wykonania, adres placówki weterynaryjnej itp, oznacza to, iż posiada potwierdzenie nie na to, że może bez przeszkód wystawiać psa na wystawach organizowanych przez prywatne stowarzyszenie ZKwP, ale że ‚dokument’ ten jest dowodem na popełnienie przestępstwa przez danego lekarza weterynarii. Różnica jest jedynie taka, że w przypadkach, w których osoby prawnie za poszczególne psy odpowiadające posługują się ”zaświadczeniami” nieczytelnymi, spreparowanymi/ sfałszowanymi, z których nie można odczytać ani nazwiska lekarza weterynarii, ani adresu placówki weterynaryjnej, i z samej tylko treści ”zaświadczenia” dowiedzieć się kto z imienia i nazwiska, poza właścicielem psa, odpowiedzialny jest za okaleczenie danego zwierzęcia, ustalenie komu i kiedy właściciel zwierzęcia zapłacił za jago okaleczenie, będzie trudniejsze i czynności sprawdzające zajmą policji/ prokuraturze więcej czasu.

Ustawa o Ochronie Zwierząt jest nadrzędna względem przepisów, jakiegoś prywatnego stowarzyszenia, np. Związku Kynologicznego w Polsce.

Ustawa o Ochronie Zwierząt mówi wprost, że kopiowanie na terenie RP jest zakazane. Oznacza to w praktyce, że każdy posiadacz okaleczonego kopiowaniem (lub kurtyzowaniem) psa powinien być w stanie podać dokładne informacje na temat tego kto, gdzie i kiedy psa, za którego dany właściciel jest odpowiedzialny, okaleczył. Czy członków Związku Kynologicznego w Polsce obowiązują jakieś inne prawa niż pozostałych obywateli RP?

”Donkiszotyzm”

Poniżej zamieszczam treść przesłaną przeze mnie 11 września 2015 r. do warszawskiego komisariatu przy ulicy Grenadierów, któremu to podlega komisariat Warszawa Wesoła, na którego terenie miała miejsce tegoroczna Klubowa Wystawa Molosów:

Dzień dobry.

Prywatne stowarzyszenie Związek Kynologiczny w Polsce toleruje u swoich członków łamanie Ustawy o Ochronie Zwierząt, w punkcie zabraniającym okaleczania psów zabiegami kopiowania (skracania małżowin usznych). Ustawodawca jednoznacznie zakwalifikował kopiowanie jako zabieg mający na celu zmianę wyglądu zwierzęcia i wykonywany w celu innym niż ratowanie jego zdrowia lub życia. Tym samym zabieg kopiowania wypełnia znamiona przestępstwa jakim jest znęcanie się nad zwierzęciem poprzez umyślne zranienie lub okaleczenie go, niestanowiące dozwolonego prawem zabiegu. Za obowiązującą ustawą:

Art. 6.1a. Zabrania się znęcania nad zwierzętami.

2. Przez znęcanie się nad zwierzętami należy rozumieć zadawanie albo świadome dopuszczanie do zadawania bólu lub cierpień, a w szczególności:

1) umyślne zranienie lub okaleczenie zwierzęcia, niestanowiące dozwolonego prawem zabiegu lub procedury w rozumieniu art. 2 ust. 1 pkt 6 ustawy z dnia 15 stycznia 2015 r. o ochronie zwierząt wykorzystywanych do celów naukowych lub edukacyjnych, w tym znakowanie zwierząt stałocieplnych przez wypalanie lub wymrażanie, a także wszelkie zabiegi mające na celu zmianę wyglądu zwierzęcia i wykonywane w celu innym niż ratowanie jego zdrowia lub życia, a w szczególności przycinanie psom uszu i ogonów (kopiowanie)”.

Podręcznik dla studentów medycyny weterynaryjnej autorstwa prof. dr. Marka Żakowicza ”Chirurgia małych zwierząt”, podręcznik, z którego uczyło się wielu praktykujących dziś lekarzy weterynarii, mówi jasno, iż skracanie małżowin usznych (kopiowanie) jest zabiegiem wykonywanym ze skazań estetycznych. Za prof. dr. Markiem Żakowiczem: ”Skracanie małżowin usznych (abbreviatio auriculae). Wskazania: względy estetyczne u niektórych ras psów.

Celem zabiegu jest usunięcie tylnej części małżowiny usznej, co powinno zmienić ustawienie opadającego ucha na ucho stojące. Jednocześnie zmieniony kształt ucha ma harmonizować z sylwetką zwierzęcia. Z tego względu dla każdej rasy istnieją nieco inne wskazania odnośnie do wielkości i kształtu usuwanej części. Małżowiny.

Technika zabiegu dla wszystkich ras psów jest wspólna. Przeprowadza się go u zwierząt, które nie przekroczyły 3-4 miesiąca życia. Najodpowiedniejszy jest wiek 2-2,5 miesiąca, jakkolwiek można skracać małżowiny także u psów w wieku 4-6 tygodni”. Ustawodawca najwyraźniej podzielał opinię, iż obcinaniem psom uszu, szczególnie obcinaniem wynikającym z tzw tradycji, niczego się nie leczy i że zabiegi takie, będące jedynie okaleczeniem pod całkowitą narkozą, zabiegi wynikające tylko i wyłącznie z widzi mi się osoby odpowiedzialnej za psa w sensie prawnym, są niewłaściwe i należy ich zakazać. (W załącznikach przesyłam skany z ww podręcznika)

Opinię na temat bezpodstawnego i prawnie zabronionego okaleczania psów nazywanego kopiowaniem dosyć jednoznaczną miał także główny Lekarz Weterynarii w roku 2005: ”Główny lekarz przypomniał podległej sobie Inspekcji Weterynaryjnej, że powinna kontrolować przestrzeganie prawa zarówno przez weterynarzy, jak i opiekunów psów. Według ustawy inspektorzy mogą odebrać psa lub zarekwirować weterynarzowi narzędzia służące do przycinania uszu i ogonów („kopiowania”). Powinni też zawiadomić policję lub prokuraturę o złamaniu prawa przez opiekuna psa i weterynarza.

(http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2546489.html ).

Jako ”ciekawostkę” dodam, iż jak dotąd nie znalazłam w Warszawie ani jednego Lekarza weterynarii, który pytany przez mnie o kopiowanie nie przerwałby mi, stwierdzając definitywnie, iż okaleczanie psów jest w Polsce procederem nielegalnym od roku 1997 (Nawet polskojęzyczna Wikipedia nie pozostawia w tej kwestii czytającemu wątpliwości: https://pl.wikipedia.org/wiki/Kopiowanie_(kynologia). Weterynarze sami dodają, że zabieg kopiowania nie ma żadnych ”właściwości leczniczych”.

Całkowicie nietrafne jest stanowisko prywatnego stowarzyszenia o nazwie Związek Kynologiczny w Polsce, które to mówi, że ‚kopiowanie jest dozwolone w przypadkach gdy wykonywane jest dla ratowania zdrowia’. KOPIOWANIE NIGDY nie jest wykonywane ze wskazań MEDYCZNYCH, a zatem nigdy nie służy ratowaniu zdrowia.

Pomimo tego na internetowej stronie Związku Kynologicznego w Polsce znajdujemy nielogiczną i wprowadzającą w błąd czytającego treść. ZKwP od 01.01.2012 udaje, że w końcu zaczyna stosować się do polskiego prawa, które obowiązuje od 1997 roku i od daty 01.01.2012 niby zakazuje udziału w wystawach zwierząt okaleczonych, ale z drugiej strony stwierdza, że w ”wyjątkowych przypadkach” mogą one brać w wystawach udział. Przy czym PODKREŚLAM: nie należy zapominać, że okaleczanie psów, nazywane przez ”kynologów” kopiowaniem jest w Polsce zakazane od roku 1997 i DOTYCZY WSZYSTKICH PSÓW W POLSCE, A NIE TYLKO TYCH ZAREJESTROWANYCH W stowarzyszeniu o nazwie ZWIĄZEK KYNOLOGIZNY W POLSCE:

Treść ze strony ZKwP:

”KOMUNIKAT Zarządu Głównego ZKwP W związku z uchwaloną przez Sejm RP nowelizacją Ustawy o Ochronie Zwierząt (DZ.U.2011,nr 230, poz.1373), która w art.6, ust.2, pkt. 1 w sposób nie budzący wątpliwości zakazuje wykonywania zabiegów kopiowania uszu i ogonów, Zarząd Główny na posiedzeniu w dn. 29.10.2011 podjął następujące uchwały:

1. Wszystkie psy urodzone w Polsce po 01.01.2012r. muszą mieć pozostawione naturalne uszy i ogony. Kierownicy sekcji ras zostają zobowiązani do zaznaczania w protokółach kontroli miotów każdego przypadku ciętego ogona i/lub uszu oraz zgłaszania tego faktu zarządowi oddziału. W rasach, w których występują ogony szczątkowe i/lub skrócone, ogony wszystkich szczeniąt muszą zostać opisane w protokółach kontroli miotów, a następnie w metrykach i rodowodach.

2.Od 01.01.2012r. zostaje wprowadzony zakaz wystawiania psów z kopiowanymi ogonami i/lub uszami. Zakaz ten dotyczy WYŁĄCZNIE psów URODZONYCH W POLSCE PO 01.01.2012. W wyjątkowych przypadkach dopuszcza się przyjęcie na wystawę psa urodzonego w Polsce po 01.01.2012 i poddanego zabiegowi kopiowania, o ile zabieg został przeprowadzony z poszanowaniem art.27 Ustawy o Ochronie Zwierząt (DZ.U.1997, nr 111, poz.724). W takim przypadku właściciel psa zobowiązany jest dołączyć do zgłoszenia oryginał lub, poświadczoną przez jego macierzysty oddział ZKwP, kopię stosownego zaświadczenia lekarskiego, które musi zawierać, umożliwiające weryfikację, szczegółowe dane kontaktowe lecznicy i wystawiającego zaświadczenie lekarza takie jak: nazwisko, adres, nr telefonu oraz adres e-mail. Zaświadczenie pozostaje w dokumentach wystawowych organizatora imprezy.

3. W dniu 18.03.2015 Plenum ZG ZKwP uchwaliło, że zaświadczenia lekarskie wystawione przez lekarzy weterynarii z zagranicy po tej dacie nie będą honorowane. Psy z takimi zaświadczeniami nie będą przyjmowane na wystawy.” -Odnośnie punktu 3.: Posiadacze psów pochodzących z zagranicznych hodowli np. z Włoch, czy Węgier, twierdzili często, że ”zaświadczenia” ich nie dotyczą, bo psy są ”importami” i kopiowane były za granicą. Niestety arogancja idzie w parze z ignorancją, gdyż osoby te zapominają, że np. w tych krajach także obowiązuje zakaz kopiowania, co więc jest w tych ”papierach”, które to niby usprawiedliwiają okaleczanie importowanych psów? A może takie ”dokumenty w ogóle nie istnieją? W przypadkach budzących wątpliwości należy zwrócić się do zagranicznych hodowców, z hodowli, których pochodzącą będące dziś w rękach polskich posiadaczy, okaleczone psy, by od nich uzyskać informacje dotyczące tego, czy psy do polski przekazane były z uszami naturalnymi, czy też sprzedane zostały jako zwierzęta po zabiegu kopiowania.

Członkowie ZKwP wmawiają sobie samym i wszystkim w około, że istnieje możliwość ”legalnego” skopiowania psa, czyli obcięcia mu uszu, ”z poszanowaniem obowiązującej ustawy”, twierdząc, że ”pies był skopiowany ze względów medycznych”, co po prostu jest niemożliwe (Raz jeszcze odsyłam do cytowanego na początku podręcznika). Czy używanie przez te osoby słowa ”kopiowanie” w sposób sugerujący, że to zabieg ”leczniczy” ma usprawiedliwiać ich nielegalne praktyki i przekonać zainteresowanych, że skracanie małżowin usznych u psów (z łac abbreviatio auriculae) jest zbiegiem legalnym oraz jest to zabieg mający podłoże/przesłanki medyczne? KOPIOWANIE NIE JEST ZABIEGIEM, KTÓRY WYKONYWANY JEST ZE WSKAZAŃ MEDYCZNCH, JEST TO ZABIEG TYLKO I WYŁĄCZNIE ESTETYCZNY, zabroniony przez prawo polskie, a także prawo włoskie, węgierskie i np. czeskie. Kopiowania, czyli bezsensownego, powodowanego jedynie ”widzi mi się” człowieka okaleczania psów zakazuje wiele innych krajów UE. Mimo to posiadacze okaleczonych zwierząt opowiadają legendy o ”chorobach uszu” i przypadkach ”pogryzień”, które mają tłumaczyć nielegalne zabiegi którym poddali swoje psy. (Na marginesie, chodzi o rasowe psy, posiadające materialną wartość, a te rzekome ”przypadki pogryzień” nie są zgłaszane np. policji i hodowcy/posiadacze psów nie starają się dochodzić swoich praw, zadość uczynień od osób odpowiedzialnych za te rzekome pogryzienia, czyli właścicieli psów, które zaatakowały ich psy. Dodatkowo, jeżeli hodowca nie jest w stanie chronić swoich psów przed tym, by się ze sobą nie ”gryzły”, to nie powinien mieć ich aż tylu ile ma, bo nie jest w stanie zapewnić im odpowiednich warunków)

Z ww powodów zwracam się z prośbą o policyjną interwencję patrolu z komisariatu Warszawa – Wesoła, przy ul. Praskiego Pułku 21, podczas organizowanej przez prywatne stowarzyszenie Związek Kynologiczny w Polsce wystawy psów, która odbywać się będzie w dniach 12-13.09.2015, oficjalny adres imprezy kynologicznej: Warszawa – Stara Miłosna, HIPODROM, ul. Praskiego Pułku 89, od godziny 10.00, w dniu 13 września, czyli podczas części wystawy, nazwanej KLUBOWĄ WYSTAWĄ MOLOSÓW. Jest to najbardziej prestiżowa wystawa, spośród tych, na których w Polsce hodowcy psów ras Dogo Canario/Presa Canario (Dog Kanaryjski) i Dogo Argentino (Dog Argentyński), czyli psów ras najczęściej okaleczanych nielegalnym zabiegiem kopiowania, mogą swoje psy prezentować, w związku z czym interwencja w niedzielę będzie nieocenioną pomocą w walce z przestępstwami dotyczącymi zwierząt, gdyż więcej okaleczonych psów prezentowanych będzie tego dnia; Dogi Argentyńskie od godziny 10.00 rano, a niedługo po nich Dogi Kanaryjskie.

Interwencja patrolu policji miałaby polegać na spisaniu danych z tzw ”zaświadczeń”, które posiadać muszą osoby prawnie odpowiedzialne za każdego z okaleczonych psów (Wymaga tego od wystawców sam Związek Kynologiczny w Polsce). Na ”dokumencie” ma być widoczny i możliwy do odczytania adres placówki weterynaryjnej, w której dokonano zmiany wyglądu uszu psa, czytelny podpis lekarza weterynarii, który zabiegu dokonał, czytelna pieczęć lekarza weterynarii, oraz informacje o danym zwierzęciu i dane jego właściciela. Osoby nie posiadające ”zaświadczeń”, a pomimo tego wystawiające psy powinny zostać odnotowane, ich dane powinny zostać spisane i rozpoczęta powinna zostać procedura sprawdzająca, dotycząca tego, czy faktycznie tzw zaświadczenie ”zostało w torebce, w samochodzie”, ”zostawiłam/em w domu” itp. Jeżeli procedura weryfikująca istnienie ”zaświadczeń” ”zapomnianych” i ”zgubionych” wykaże całkowity brak ”zaświadczeń” policja podjąć powinna odpowiednie czynności, a jakie to już Państwo sami najlepiej wiecie. Dodam, iż Główny Inspektorat Weterynarii poinformował mnie, że: ”Główny Lekarz Weterynarii zwrócił się jednocześnie w przedmiotowym piśmie z prośbą, aby sędziowie wnikliwie weryfikowali zaświadczenia wydane hodowcom przez lekarzy weterynarii o wykonaniu u psa takiego zabiegu oraz zwracali szczególną uwagę na przypadki, w których od jednego hodowcy pochodzi więcej niż jeden pies z przyciętymi uszami i ogonem”. Tak więc Zarząd główny ZKwP został poinformowany, iż tzw kynolodzy Z Związku Kynologicznego w Polsce powinni wymagać od swoich członków ”trzymania przy sobie” tzw zaświadczeń.

Główny Inspektorat Weterynarii odpowiadając mi, poprzez osobę Pani Katarzyny W-kopiując treść mejla do artykułu pozostawiam tylko pierwszą literę nazwiska- przekazał mi taką informację:

”Odnosząc się do dokumentacji medycznej leczonych zwierząt, informuję, iż zgodnie z przepisem art. 53 ust. 2 ustawy z dnia 11 marca 2004 r. o ochronie zdrowia zwierząt oraz zwalczaniu chorób zakaźnych zwierząt (Dz. U. z 2014 r., poz. 1539 z późn. zm.), lekarze weterynarii są obowiązani do prowadzenia dokumentacji lekarsko-weterynaryjnej z wykonywanych zabiegów leczniczych i profilaktycznych oraz stosowanych produktów leczniczych. Zakres, sposób prowadzenia oraz wzory ewidencji leczenia zwierząt i dokumentacji lekarsko-weterynaryjnej zostały określone przepisami rozporządzenia Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z dnia 29 września 2011 r. w sprawie zakresu i sposobu prowadzenia dokumentacji lekarsko-weterynaryjnej i ewidencji leczenia zwierząt oraz wzorów tej dokumentacji i ewidencji (Dz. U. z 2011 r. Nr 224, poz. 1347). Zgodnie z przepisami ww. rozporządzenia, dokumentacja lekarsko – weterynaryjna prowadzona jest przez lekarza weterynarii w postaci papierowej lub elektronicznej książki leczenia zwierząt, w której znajdują się m. in. następujące informacje:

·data i godzina wykonania czynności lekarsko – weterynaryjnych,

·imię, nazwisko i adres posiadacza zwierzęcia,

·opis leczonego zwierzęcia, tj.: gatunek, płeć, rasa, wiek lub data urodzenia, maść oraz numer identyfikacyjny, jeżeli posiada,

·dane uzyskane z wywiadu lekarskiego,

·rozpoznanie albo wstępne rozpoznanie choroby,

·ilość, dawkowanie i sposób podania zastosowanego lub wydawanego na podstawie recepty lekarza weterynarii produktu leczniczego,

·wynik badania klinicznego i ewentualnie dodatkowych badań diagnostycznych, jeżeli zostały wykonane,

·zabiegi lecznicze lub profilaktyczne oraz zalecenia lekarskie.

Zapisy w książce leczenia w postaci papierowej lub w wydruku z książki leczenia zwierząt prowadzonej w postaci elektronicznej, powinny zostać potwierdzone pieczęcią i podpisem lekarza weterynarii. Powyższe wyczerpuje obowiązek prowadzenia dokumentacji lekarsko – weterynaryjnej w świetle obowiązujących przepisów prawa”.

Te ”zaświadczenia”, jak nazywają papiery (podobno) przedstawiane w Oddziałach ZKwP posiadacze psów, których uszy zostały poddane zabiegowi kopiowania, mają usprawiedliwiać okaleczenie każdego z tych zwierząt, chociaż kopiowanie nie jest zabiegiem medycznym. Wszystkie te informacje, które wymienia Pani W-kopiując treść mejla do artykułu pozostawiam tylko pierwszą literę nazwiska- znaleźć będzie można jedynie w przypadkach, w których zwierzęta poddano leczeniu, ale nie będą one dotyczyły przypadków kopiowania, czyli zabiegu czysto estetycznego.

Z odpowiedzi Głównego Inspektoratu Weterynarii wynika, że o ile osoba odpowiedzialna w sensie prawnym za danego psa, posiada poświadczone oryginalną pieczęcią i podpisem lekarza weterynarii dokumenty dotyczące zabiegu kopiowania, tj datę jego wykonania, adres placówki weterynaryjnej itp, oznacza to, iż posiada dokument potwierdzający nie to, że może bez przeszkód wystawiać psa na wystawach organizowanych przez prywatne stowarzyszenie ZKwP, ale że dokument ten jest dowodem na popełnienie przestępstwa przez danego lekarza weterynarii. Różnica jest jedynie taka, że w przypadkach, w których osoby prawnie za poszczególne psy odpowiadające posługują się ”zaświadczeniami” nieczytelnymi, spreparowanymi/sfałszowanymi, z których nie można odczytać ani nazwiska lekarza weterynarii ani adresu placówki weterynaryjnej, i z samej tylko treści ”zaświadczenia” dowiedzieć się kto z imienia i nazwiska, poza właścicielem psa, odpowiedzialny jest za okaleczenie danego zwierzęcia, ustalenie komu i kiedy właściciel zwierzęcia zapłacił za jago okaleczenie, będzie trudniejsze i czynności sprawdzające zajmą policji/prokuraturze więcej czasu.

Proszę także, by patrol policji, który podejmie interwencję podczas KLUBOWEJ WYSTAWY MOLOSÓW w dniu 13.09.2015r., prosił poszczególnych wystawców psów ras Dog Kanaryjski i Dog Argentyński o okazanie książeczek zdrowia każdego z psów, który widnieje w katalogu wystawy jako zwierzę na niej prezentowane, książeczki z aktualnymi, ”wbitymi do niej” obowiązkowymi szczepieniami oraz, by hodowcy i posiadacze psów pytani byli przez ten patrol o to czy posiadają zezwolenia na utrzymywanie psa rasy uznawanej za agresywną, a w przypadkach rozmów z hodowcami obu tych ras, by odnotowywali także to czy osoby te posiadają zezwolenie na prowadzenie hodowli psa rasy uznawanej za agresywną:

(http://www.infor.pl/prawo/gmina/pozwolenia/219395,Pozwolenie-na-posiadanie-psa-groznej-rasy.html).

Pragnę także Państwa poinformować, iż treść korespondencji, którą od ponad dwóch miesięcy prowadzę w sprawie kopiowania vel okaleczania psów z poszczególnymi stowarzyszeniami (w tym Związkiem Kynologicznym w Polsce), urzędami gmin/miast/dzielnic, a także Polskim Związkiem Łowieckim, Głównym Inspektoratem Weterynarii oraz Głównym Lekarzem Weterynarii, a teraz także i Komisariatem Policji Warszawa VII przy ulicy Grenadierów 73/75, który to uprzejmie proszę o przekazanie powyższej informacji/notatki drogą elektroniczną Komisariatowi Warszawa-Wesoła przy ul. Praskiego Pułku 21, przekazuję nie tylko mediom. Treść ta będzie stanowiła istotny składnik wniosku, który z pomocą fundacji i po konsultacji z prawnikiem nieformalny zespół, w którym działam, złoży do prokuratury.

Z wyrazami szacunku

Zuzanna Petrykowska

”Niestety”?

Niestety patrol, który pojawił się na wystawie nie był… merytorycznie przygotowany (jak obiecałam nagranie udostępnię, jeżeli uzyskam na to zgodę odpowiednich organów, gdyż upublicznianie wizerunków policjantów wykonujących obowiązki nie jest dozwolone). Nie zmienia to jednak faktu, że już samo pojawienie się panów policjantów podczas warszawskiej wystawy ”spięło tyłki” działacz(k)om i członk(ini)om stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce. Na razie musimy cieszyć się, iż wszystkie te ”niuńki” i ”kolesie”, którzy swoim szczeniakom uszka (i/lub ogonki) poobrzynali nie będą już mogły/ mogli się z nimi lansować w Polsce. Choć usłyszałam od jednej z pań działaczek warszawskiego ZKwP -mam to na filmie z wizyty patrolu policji na klubówce- tekst ”skąd pani wie, że ten pies nie był pomiędzy Włochami, a Polską np. w Rosji?” Wiecie, w Rosji obcinanie psom uszu jest ok… W Polsce jest nielegalne, we Włoszech również, ale np. w Rosji… W Rosji hulaj dusza… Teoretycznie można więc kupić psa, oberżnąć mu uszy w Rosji i przyjechać z nim do Polski. Na szczęście do Rosji trzeba mieć wizę, psy też mają paszporty (ach, te formalności… ). Wszystko jest do sprawdzenia. (Poza tym pies, o którym była mowa w Rosji nigdy nie był). Ale tekst pani działaczki obnażył wiele… W końcu pani ta nie broniła ”zaświadczeń” i kopiowania jako ”metody leczenia”. Czyżby zamiast tego, usiłując pokazać mi, że ”nie wiem o czym mówię”, niechcący przyznała, że członkowie ZKwP znają różne sposoby, by obowiązujący w Polsce zakaz obcinania psom uszu, ignorować poprzez ”fundowanie go” psom poza granicami Polski? Jeżeli ”obetniesz” psa w kraju, w którym jest to legalne, to nie ma problemu. Tylko, że żyjąc w Polsce podlegamy polskiemu prawu i każdy kto ma okaleczonego psa musi być w stanie pokazać dokumenty, które jednoznacznie uwolnią go od zarzutu znęcania się.

Od 1go stycznia przyszłego roku fani psiaków z kopiowanymi uszami będą musieli z nimi jeździć za granicę, do krajów, w których kopiowanie jest legalne, ale moi Drodzy Czytelnicy pamiętajcie, iż członkowie plenum, które uchwaliło zakaz dotyczący TYLKO psów urodzonych w Polsce po 01. stycznia 2012r, i dopiero ostatnio uzupełniło komunikat o informację, iż w wystawach ZKwP nie będą mogły brać udziału także kopiowane psy (”importy”) z krajów objętych zakazem kopiowania*C, to także są hodowcy, min psów ras tradycyjnie okaleczanych zabiegiem kopiowania, np. Bokserów, Dobermanów…

ZKwP swoją najnowszą decyzją sprawił, że wielu tzw hodowców będzie teraz ze swoimi przydomkami uciekać za granicę np. do Hiszpanii, i rejestrować się w zagranicznych organizacjach kynologicznych należących do FCI. Pozując na hodowców, może hiszpańskich albo ukraińskich będą dalej, we własnym wyobrażeniu, ”legalnie” nieszczęsnym presom bez RTG wykluczającym kalectwo dysplazji w przypadku Dogo Canario/ Presa Canario i Dogo Argentino oraz BAER TEST w przypadku tych drugich, obrzynać uszy, by psy lepiej się sprzedawały, bo z obciętymi uszami groźniej wyglądają… I -uwaga, bo to jest naprawdę świetne: w myśl przepisów prywatnego stowarzyszenia ZKwP(sic!), które to tak pętają im istotę szarą, będą sobie mogli wystawiać psy na tych smętnych wystawach organizowanych w Polsce… Szkoda tylko, że ci głupcy nie potrafią pojąć, że sprzyjające ”obchodzeniu” praw zwierząt przepisy prywatnego stowarzyszenia, nie są nadrzędnymi dla przepisów ustawowych, które obowiązują obywateli państwa polskiego. Polscy tzw hodowcy, fanatycy obcinania psom uszu jeżeli chcą LEGALNIE psom uszy obrzynać, muszą wynieść się z Polski i gdzie indziej prowadzić swoje hodowle, zacząć ŻYĆ ze swoimi okaleczonymi psami w krajach, które z tego okaleczenia nie robią ”problemu”. Nie można prowadzić biznesu w Polsce, a podatków płacić np. w Wielkiej Brytanii . Trzeba przez większą część roku BYĆ i ŻYĆ w np. Wielkiej Brytanii, by móc płacić w niej podatki. ”Przeniesienie przydomka”, ale mieszkanie w Polsce i cięcie psów w Polsce albo tak samo nielegalnie np. na Słowacji, nie powoduje, że nielegalne okaleczenie psa przestaje być przestępstwem, bo świat nie kończy się na Związku Kynologicznym w Polsce i prowadzaniu psów na organizowane przez to stowarzyszenie wystawy. Chcesz okaleczać psa i nieć wywalone na przepisy, które obowiązują wszystkich obywateli RP? Wyprowadź się gdzieś, gdzie cięcie psów jest legalne, bo to, że ze swoim biznesem rozmnażania psów ”formalnie” uciekniesz do innego kraju, nie ma znaczenia jeśli żyjesz w Polsce.

Nie dość, że kopiowania zabrania polskie prawo, to FCI odsyła każdą zrzeszoną u siebie organizację, w tym ZKwP, do przepisów prawa obowiązujących w kraju, w którym dana organizacja np. prywatne stowarzyszenie ZKwP działa. I to jest kolejny przykład na to jak bardzo ZKwP lekceważy nie tylko prawo polskie, ale i przepisy organizacji, z którą ma podpisaną umowę.

Wątek ”importów”, czyli psów sprowadzonych do Polski z zagranicy jest …frapujący. Jeżeli ktokolwiek pomyślał, że oto nastał definitywny koniec promowania na wystawach organizowanych przez ZKwP okaleczanych psów, to się bardzo pomylił! Ale wszystko jest do zrobienia, wystarczy tylko chcieć. Np. Węgry też kwalifikują kopiowanie jako zabieg nielegalny. Masz psa z Węgier, to kto, kiedy i dlaczego poddał go zabiegowi kopiowania? Przyjechał ”cięty”? Masz ”zaświadczenie”? No dobra, nie ”zaświadczenie”, jakiś naprawdę posiadający wartość ”papier”, że pies nie ma naturalnych uszu nie ze względu na okaleczenie, ale z innego powodu. Jest możliwe, że zagraniczni hodowcy także łamią prawo obowiązujące w ich krajach, dlatego należy upewnić się czy ktokolwiek w ZKwP dba, pyta o tzw importy z obciętymi uszami? O możliwe do zweryfikowania ”zaświadczenia” dotyczące tych psów? A import z Włoch? Czy gdyby zapytać włoskiego hodowcę o kopiowane uszy psa z jego przydomkiem, wziąłby na sobie ciężar nielegalności ”zabiegu”, czy przyznałby, że psa sprzedał kompletnego?

Komunikat, który w ostatnim czasie pojawił się na oficjalnej stronie Związku Kynologicznego w Polsce *D mówi, że zakaz wystawiania dotyczyć ma także psów importowanych z krajów, w których również obowiązuje zakaz kopiowania. Być może pojawienie się tego komunikatu wynika z przebłysku zainteresowania Głównego Lekarza Weterynarii sprawą obcinania uszu psom zarejestrowanym w ZKwP… Może komunikat należy wiązać z informacją, którą raczyła, drogą elektroniczną, przekazać mi pani Katarzyna W-w treści artykułu pozostawiam tylko pierwszą literę nazwiska- korespondująca ze mną w imieniu Głównego Lekarza Weterynarii? *5, *6. Może. W każdym razie odnoszę wrażenie graniczące z pewnością, że warto pisać.

Szkoda tylko, że w swoim komunikacie ZKwP nie podał do wiadomości zainteresowanym pełnej listy krajów, w których kopiowanie, czyli obcinanie psom uszu ze względów estetycznych jest przestępstwem. Jak z doświadczenia wiemy, polskim fanatykom obrzynania psom uszu, należy taką listę podać w sposób niebudzący już nawet u nich absolutnie żadnych wątpliwości.

I jeszcze ci cwaniacy co to niby hodują na spółkę z kimś z kraju, w którym kopiowanie nie jest nielegalne… I potem, psiaki, choć uszka mają obcinane w Polsce -czyli bezprawnie- ”oficjalnie” uszy miały zrobione gdzieś-tam… bo się niby tam-gdzieś urodziły… Swoją drogą, Moi Drodzy, jak to jest? Hodowca psów typu presa, rasy znajdującej się w Polsce na liście ras uznawanych za agresywne, będący równocześnie weterynarzem, ”mocnym” działaczem ”swojego” oddziału ZKwP, współpracuje z zagranicznym hodowcą… Przekazawszy swój przydomek małżonce, presy rozmnaża teraz ”na przydomek” wspólnika, choć psy trzyma i sprzedaje w Polsce… Czy ten hodowca ma te psy, które PRZEBYWAJĄ NA TERENIE RP zarejestrowane w odpowiednim urzędzie? Czy ma pozwolenie na prowadzenie hodowli psów rasy w Polsce uznawanej za agresywną, bo przecież już nawet ”tylko” posiadając psa ”z listy” musimy mieć na niego pozwolenie, i czy odpowiedni urząd wie ile pod wskazanym przez hodowcę adresem, psów przebywa? W jakim te zwierzęta są stanie? Ile z tych psów ma oberżnięte uszy i jak to wszystko razem ma się do przepisów prawa obowiązującego w Polsce? Jak długo jeszcze ma trwać sytuacja, w której to prawo dotyczące rozmnażania, trzymania, sprzedawania etc. psów w Polsce, szczególnie psów ras uznawanych za agresywne, mają stanowić korporacyjne zwyczaje ”wypracowane” przez, jak pokazuje choćby ten komunikat*E, szkodzące psom nawyki członków monopolistycznego Związku Kynologicznego w Polsce i dlaczego dalej mielibyśmy godzić się na swoisty ”stan zastany”?

A skoro przy przydomkach jesteśmy

ZKwP nie widzi nic ”niestosownego” w tym, że przez kilka lat jakieś małżeństwo produkuje białe psy ”w typie rasy” (niektórzy nazywają takie psy po prostu ”kundlami”), które sprzedaje potem jako psy rasowe (jak te ze stowarzyszeń zrzeszonych w FCI*7), z których spora część okazuje się kaleka z powodu głuchoty i trafia do schronisk, i dla których organizuje się potem ”wydarzenia” na fejsbuku, i przyjmuje w swoje szeregi osoby, które po prostu przyczyniają się do cierpienia psów poprzez beztroskie ich rozmnażanie. Kiedy, w końcu jedno z małżonków pragnie zostać członkiem ZKwP, żeby hodować pod jego egidą (mentalność bez zmian, ”wiedza” bez zmian, zmienia się tylko przydomek hodowlany…), podczas gdy drugie wciąż sprzedaje psy z przydomkiem stowarzyszenia ”z księżyca”, czyli spoza FCI, to to pierwsze zostaje przyjęte i osoba należąca do ZKwP kupuje sobie psa z hodowli należącej do FCI, i zostaje PEŁNOPRAWNYM CZŁONKIEM Związku Kynologicznego w Polsce, choć drugie z małżonków wciąż handluje ”białymi w typie rasy”. ”Dzwoni wam”, że coś tu z etyką nie jest w porządku, prawda? Potem osoba znana wciąż jako handlująca ”psami w typie rasy” występuje jako handler na wystawie organizowanej przez ZKwP (dla ZKwP to też żaden problem) i prezentuje psa swojej ”drugiej połówki”, psa naprawdę rasowego, bo posiadającego rodowód honorowany przez FCI, mimo że sama wciąż w ofercie sprzedaży ma psy z pochodzeniem trudnym/ ciężkim do zweryfikowania (Czy weryfikacja w ogóle jest możliwa?). Oburzające? To mało powiedziane. Zrozumcie to: jedno rozmnaża psy ”w typie rasy”, a drugie jest hodowcą w ZKwP… Jedno z małżonków może należeć do jakiegoś stowarzyszenia, rozmnażalni nienależącej do żadnej z liczących się federacji kynologicznych, jak FCI lub ACW, a drugie może być członkiem ZKwP i władze ZKwP nie widzą w tym żadnego problemu etycznego. Najwyraźniej nie ma ograniczeń… A jak tak, to wiadomo co się liczy… Many, many, many…

Papier przyjmie wszystko. Straszna żenada to hodowanie ”a’la Polaczek”… Oberżnąć uszy to podstawa, co tam BAER TEST, co tam RTG w kierunku wykluczenia dysplazji… Tylko przykre, że głupców wśród nabywców psów jest wciąż aż tak wielu…

Moi Drodzy Czytelnicy namawiam was gorąco, byście informowali odpowiednie organa (policję, prokuraturę po prostu) o każdorazowym przypadku prezentowania na wystawie psa poddanego ”zabiegowi” kopiowania, czyli psa z obciętymi uszami i/ lub ogonem. Znacie to powiedzenie, że najgorsza jest obojętność ludzi dobrych? Jest w nim bardzo wiele prawdy. Nie jest ważne, że Związek Kynologiczny w Polsce od przyszłego roku nie będzie pozwalał prezentować podczas organizowanych przez siebie wystaw, większości znanych z fejsika, okaleczonych psów. Hodowcy, którzy poddali swoje psy ”zabiegowi” kopiowania, wciąż mogą używać ich w hodowli, co oznacza, że wciąż mogą czerpać z nich korzyści. Chodzi o to, by osoby, które nie badają psów, nie starają się poprawić ich dobrostanu, poprzez eliminowanie z hodowli zwierząt chorych/ kalekich, ludzie dla zysku narażający zwierzęta na cierpienie, osoby nagminnie łamiące OBOWIĄZUJĄCĄ Ustawę o Ochronie Zwierząt, poniosły konsekwencje swojego postępowania. To, że część okaleczonych psów przestanie być pokazywana na wystawach W POLSCE nie może być dla nich jedyną ”karą”. Są kretynki, gotowe formalnie ”odsprzedać” psiaka np. komuś z Serbii, żeby ”oficjalnie” pies był własnością nie-Polaka i uszy miał obcięte niby w Serbii, tylko po to by móc go wystawiać w Polsce… Są ludzie, którzy swoje psy ”sprzedali” za granicę i niby za granicą uszy psom obciął tamten chwilowy właściciel, bo Polak psy niby ”odkupił” zaraz po kopiowaniu uszu (psy nigdy nie były w tamtym kraju -psy, jak ludzie mają paszporty)…

Zakaz okaleczania psów ze względów estetycznych, a właśnie tym jest kopiowanie-obcinanie psom uszu (i/lub kurtyzowanie ogonów) obowiązuje w Polsce od lat. I ci wszyscy ludzie doskonale o tym wiedzą, po prostu nic sobie z tego nie robią. Wiedzą o tym wszystkie te pannice, tzw ”hodowczynie”, wie ”technik weterynarii”, a mimo to łamie Ustawę o Ochronie Zwierząt. Bezczelnie prezentuje wyniki swojego działania na swoim i przyjaciółki fejsbukowym profilu, zamieszczając zdjęcia okaleczonych szczeniąt z miotu, który powołała do życia, tylko osoba mająca w naprawdę głębokim poważaniu treść zapisów Ustawy o Ochronie Zwierząt.

Wiedzą o tym, iż kopiowanie jest nielegalne także, a może PRZEDE WSZYSTKIM weterynarze będący członkami ZKwP, hodowcy, spece od ”obchodzenia” polskiego prawa poprzez tzw ”umowy hodowlane” i udawanie, że szczenięta rodzą się poza terenem RP i dlatego mają ”legalnie obcięte uszy”. I wiedzą o tym pnący się po szczebelkach w ZKwP, początkujący działacze. Kopiowanie, obcinanie uszu psom, bo tak ”lepiej wyglądają”, ”tak lubimy i już” jest nielegalne. Osoby ‚decyzyjne’ w ZKwP postanowiły ‚odciąć’ się, tj to stowarzyszenie od problemu nielegalnego obcinania psom uszu, poprzez niepoparty żadnym wyjaśnieniem komunikat, że od 01 stycznia 2016r. urodzone w Polsce, po 01 stycznia 2012r. psy z obciętymi uszami i/lub ogonami nie będą mogły brać udziału w wystawach, które to stowarzyszenie organizuje. W ww komunikacie nie pojawia się słówko na temat ”zaświadczeń”, które przez prawie cztery ostatnie lata związek Kynologiczny w Polsce tak chętnie akceptował i teraz nagle akceptować przestał

ZKwP ”wypiął się na ”zaświadczenia” mówiące, iż ”wyjątkowo”, kolejny pies, z tej samej hodowli, miał ”chore uszy” (Sic! Czyli Polacy wykreowali nowy problem u psów typu presa, inny niż typowa dla DA głuchota -fascynujące!), ”został napadnięty przez innego psa i dotkliwie pogryziony” (Nie odpuściłabym! Przecież taki szczeniak ma rynkową wartość sięgającą powyżej 6 tys złotych, nawet ponad 2 tys euro! A poza tym cierpiał, przecież właściciel go -podobno- ”kocha”. No i jeszcze kwestia narażania psiaka na ryzyko wynikające z pełnego uśpienia takiego młodego organizmu, przecież szczeniak mógł się nie obudzić z narkozy! Gdzie była policja?! Gdzie zdjęcia ze zdarzenia?! Świadkowie?! Aaa… ”na posesji u samego hodowcy” się to zdarzyło… Hm… A który to już raz? Odebrać mu psy! Jeżeli dorosłe ciągle atakują szczeniaki, to z dorosłymi coś jest bardzo psychicznie ”nie ok”…) Reakcja ”kochających psy” tzw hodowców była taka *8 i reszta numerków…

Hodowcy, którzy dotąd stawali na głowie, by zaświadczenia na potrzeby wystaw organizowanych przez ZKwP dla poszczególnych okaleczonych psów ”załatwiać”, nie wiedzą co się stało. Pomóżmy im to wyjaśnić. Składajmy wnioski do prokuratury i domagajmy się kontroli dokumentów dotyczących procederu tzw kopiowania (obcinania) uszu psom i tzw kurtyzowania (obcinania) ogonów. Poczytajcie screen’y znajdujące się na końcu artykułu, te z publicznego wydarzenia na fejsbuku, które szybko przekształcone zostało z tajną grupę… I przestańcie mieć złudzenia.

Domagajcie się kontroli Drodzy Czytelnicy już nawet nie jako miłośnicy psów czy ”społeczeństwo”, ale po prostu jako ludzie, którzy chcąc nie chcąc, część swoich dochodów (w podatkach) przeznaczają na utrzymywanie schronisk, do których trafiają rasowe psy, bez ograniczeń, nieustanowionych prawnie, nie przez PRYWATNE STOWARZYSZENIE, ale NAPRAWDĘ autentycznych regulacji, ”produkowane’ przez członków Związku Kynologicznego w Polsce. Domagajcie się tego jako osoby, które pośrednio utrzymują takie przybytki (Pokazany w materiale TVN uwaga nie jest jedynym takim.) http://uwaga.tvn.pl/reportaze,2671,n/gehenna-psow,178508.html.

Co? Nie chcecie finansować psich umieralni?

Nie macie ochoty fundować fajnego życia psim oprawcom?

Musimy zmienić prawo.

Nie zmienimy prawa bez zmiany aktualnej rzeczywistości, a żeby ją zmienić np. wprowadzić badania = zwiększyć odpowiedzialność psich ”producentów” za zwierzęta, które produkują, ograniczyć ilość tzw hodowli przez zmianę systemu podatkowego, z którego dziś korzystają ludzie rozmnażający psy (czas na wprowadzenie normalnych podatków dla tzw hodowców), i tym samym zmniejszyć ilość rasowych psów trafiających do schronisk. Musimy zmienić ”opiniodawców”/ ”konsultantów”, w których ręce dotąd trafiały wszystkie projekty zmian ustaw, dotyczących hodowli psów.

Musimy pokazać czym jest Związek Kynologiczny w Polsce, jak funkcjonuje, jakie panują w nim zwyczaje i nawyki.

Czas by prokuratura przyjrzała się ”zaświadczeniom” nagromadzonym w poszczególnych oddziałach prywatnego stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce i ”oddzieliła ziarna od plew”.

Polskie społeczeństwo ma prawo wiedzieć na jakich zasadach prowadzi się w Polsce hodowlę psów, jakie są z tego korzyści (jak się na hodowli psów zarabia), jakiej wysokości podatki płacą ludzie sprzedający rasowe psy, jak to jest z psami ras uznawanych za agresywne, czy ich hodowcy mają jakieś szczególne zobowiązania względem polskich obywateli itp. itd.

To się nie uda bez ”pospolitego ruszenia” prawdziwych miłośników psów.

Tzw hodowcy, szczególnie hodowcy psów typu presa, ale nie tylko tych (to środowisko znam i wiem, jak wiele psów tych jest okaleczanych, ale proceder dotyczy wciąż także Owczarków Środkowoazjatyckich, TTB, Bokserów, Dobermanów i przedstawicieli wielu innych ras), bezwstydnie obnoszą się na swoich fejsbukowych profilach ze zdjęciami okaleczonych psów, nierzadko nawet szczeniąt z jeszcze ”plasterkowanymi” uszkami. Poszperajcie na fejsbuku, poszukajcie w najpopularniejszych hodowlach Dogo Canario/Presa Canario, Dogo Argentino i w hodowlach, w których rozmnażane są psy innych ras, przekonajcie się ilu z tych, którzy tak chętnie rżną ”ukochanym” (choć nieprzebadanym) psom, uszy, jest prominentnymi albo tylko ”pnącymi się”, działaczami Związku Kynologicznego w Polsce… Ci ludzie nie stawiają na pierwszym miejscu dobrostanu psów, można odnieść wrażenie, że nie obchodzi ich nic poza wyglądem, a konkretnie wyglądem psich uszu i równocześnie określają wszystkich, którzy należą do innych działających w Polsce organizacji kynologicznych mianem pseudo hodowców -sic! Nie starają się minimalizować problemu jednostronnej głuchoty (gdzie uchwały i wymogi hodowlane?!), nie walczą z dysplazją (gdzie uchwały i wymogi hodowlane?!), nie robią tego, co jest nie tylko legalne, ale przede wszystkim DOBRE dla psów. Zamiast tego są w stanie ryzykować życiem szczeniąt tylko po to, by obciąć im uszy i sprzedać zazwyczaj nieprzebadane psiaki, po także zwyczajowo nieprzebadanych rodzicach, i to ze sporym zyskiem… Żądajcie od hodowców psów informacji o wynikach badań ich psów, badań w kierunku dysplazji stawów biodrowych i łokciowych, głuchoty, wad serca, problemów z oczami (odklejająca się siatkówka), itp. a przekonacie się, że jedynie nikła część tych ludzi swoje psy bada!

Nie jest normalną sytuacja, w której poszczególne fundacje zajmują się ”ratowaniem” psów poszczególnych ras. Jeżeli rasowe psy zapełniają schroniska, to znaczy, że coś jest bardzo nie w porządku: tzw hodowcy PRODUKUJĄ zbyt dużą ilość psów i nie są w stanie zapewnić im odpowiednich opiekunów.

Jest tylko jeden sposób na zmianę prawa i spowodowanie, by rasowe psy, a więc psy niby nierozmnażane przypadkowo, tylko niby wyselekcjonowane do rozmnażania, rozmnażane przez ludzi należących do najstarszej w Polsce i cieszącej się największym -na jakiej podstawie?! wymogów hodowlanych?!- zaufaniem społecznym, organizacji kynologicznej, nie trafiały do schronisk i fundacji.

Przy okazji zaznaczyć należy, że w schroniskach, ”pod opieka fundacji” znajdują się także ”rasowe psy” urodzone w pseudo hodowlach, które nie podlegają FCI ani żadnej innej, konkurencyjnej dla FCI organizacji zrzeszającej kynologiczne stowarzyszenia. Psy z pseudo hodowli, które po Nowelizacji Ustawy o Ochronie Zwierząt, czyli po 01 stycznia 2012r., przekształciły się w różnej maści ”stowarzyszenia”. W tym miejscu musimy więc zadać sobie pytanie czym różnią się od siebie poszczególne tzw rasowe psy zapełniające dziś schroniska? Czyli czym w istocie różnią się hodowcy zrzeszeni w ZKwP, których psy trafiają do schronisk, od psich producentów niepodlegających nie tylko ZKwP ale i niepodlegających FCI czy innej kynologicznej organizacji o światowej renomie? Psy pochodzące od hodowców zrzeszonych w ZKwP tkwią w schroniskach, w ”domach tymczasowych”, ”hotelach”, na opłacenie których za pomocą fejsbuka żebrzą nie rzadko po prostu pseudo fundacje a nie FUNDACJE, bądź też psiaki te są bohaterami wydarzeń na rzeczonym fejsbuku albo np. OLX, choć hodowcy ze Związku Kynologicznego w Polsce szczycą się tym, iż ”są odpowiedzialni za psy, które powołali do życia” i to niby nie tylko do chwili, w której inkasują za nie kwotę od Nabywcy…

Aby znacznie zmniejszyć zatrważające ilości trafiających do schronisk i ”pod skrzydła fundacji” rasowych psów należy podjąć działanie; uczulić polskie społeczeństwo na ogrom zjawiska jakim jest rozmnażanie przez tzw hodowców zrzeszonych przede wszystkim w cieszącym się największym zaufaniem społecznym i zabiegającym o monopol na rynku prywatnym stowarzyszeniu, psów kalekich. Psów które trafiają do nowych domów, i których właścicieli bardzo często, bardzo szybko przestaje być stać na opiekę nad nimi, konieczne do końca życia psa leczenie albo po prostu nie radzą sobie z np. głuchymi Dogo Argentino, i te, z powodu swojego kalectwa, trafiają do schronisk i do ”fundacji”. Trzeba uświadomić sobie, że żyjemy w XXI wieku, rozmnażanie psów nie jest obowiązkiem, nie każdy musi być hodowcą, a chorych psów po prostu nie należy rozmnażać. Można wykluczać z hodowli osobniki obciążone wadami i minimalizować liczbę kalek, które zapychają potem domy ”statystycznych Kowalskich”, ”fundacyjne hoteliki”, czy schroniska, wystarczy przeprowadzać badania.

Trzeba też WYKLUCZYĆ z udziału w ‚aktywnym produkowaniu szczeniąt’ sporą część hodowców. Powiedzmy sobie szczerze: jest zbyt wielu ‚rozmnażaczy’ psów. Nie jesteśmy w trzecim świecie, każdy kto rozmnaża psy i komu zależy na ich dobrostanie, może trafić do specjalisty, który wykluczy u jego pary hodowlanej kalectwo. Jednak członkowie ZKwP w większości mają ”uczulenie” na temat badań i tylko mówią, że swoje stada hodowlane badają, ale nie pokazują certyfikowanych wyników wpisanych w rodowód, nie pokazują wyników opisanych przez specjalistów, dlatego nie należy im ufać. Nie można ufać ludziom, którzy zamiast minimalizować ryzyko kalectwa psów, które powołują do życia, łamią ich prawa, obrzynając im uszy i chwaląc się tym na fejsbuku, a hodowców spoza ZKwP wyzywają od ”pseuduchów”.

Nie można ufać temu środowisku ”na słowo” także z powodu tego jak bardzo broni się ono przed wprowadzeniem obowiązkowych badań DNA (Gdzie uchwały? Dlaczego tak opornie to idzie?)…

Z wymogiem badań DNA, które potwierdzałyby albo wykluczały treś zawartą w metrykach a potem rodowodach, skończyłoby się tzw ”podkładanie miotów” (inna suka wpisana w rodowody jako matka szczeniąt, a inna suka w istocie je rodzi…), krycie suk innymi psami niż wymieniony w rodowodzie reproduktor i ”dokrywanie” suk innym psem/psami -a to ma teraz miejsce i niektórzy z was, którzy teraz ten tekst czytają DOKŁADNIE wiedzą, że piszę właśnie o nich. Z obowiązkowymi testami DNA musiałoby wreszcie być w 100%ach UCZCIWIE. Tzw hodowcy z ZKwP ciągle narzekają, jak to wszystko, te badania, wszystkie te ”dodatkowe wymogi” ”straszliwie dużo by ich kosztowały”… Jak wiele musieliby ”dokładać”… A przecież oni na pieskach chcieliby tylko zarabiać… A to podobno jest ”amatorska hodowla psów rasowych” (Wiecie, oficjalnie w Polsce na hodowli zwierząt towarzyszących się nie zarabia… Skumajcie to). Należy wprowadzić DODATKOWE WYMOGI HODOWLANE, bo tylko to może ograniczyć ilość producentów rasowych psów i podnieść poziom prawdziwej hodowli. Hodowla rasowych psów to miała być PASJA, nie biznes.

Proszę Was gorąco: wspierajmy tych nielicznych hodowców, ras ”tradycyjnie” w Polsce (i poza naszym krajem) okaleczanych ”zabiegami” obcinania uszu i/lub ogonów, którzy psów przychodzących na świat w ich hodowlach nie okaleczają! (Mam na myśli także hodowców spoza ZKwP). Wspierajmy też tych NIELICZNYCH sędziów kynologicznych mających ODWAGĘ do zwracania uwagi na to, że występujące na ringu psy są okaleczone zabiegiem w Polsce (i praktycznie w UE) NIELEGALNYM. Być może do końca tego roku nie zdarzy się już sytuacja, w której sędzia ODMÓWI sędziowania psów okaleczonych i nakaże zejść z ringu osobom prezentującym okaleczone zwierzęta, ale wspierajmy tych, którzy szanują prawo. Nie możemy liczyć na asystentów kynologicznych, nie tylko dlatego, że regulamin ZKwP nie daje im zbyt dużych praw na ringu, ale również dlatego, że niektórzy z nich, szczeniaczkom przychodzącym na świat w ich własnych hodowlach, obrzynają uszy, tzn ktoś za nich to robi…

Możecie mieć wpływ

Chodzicie na wystawy? Oglądacie całe to show? W takim razie za każdym razem, kiedy na ringu oglądacie psa, szczególnie szczeniaka z obciętymi uszami i/lub ogonem pamiętajcie, że istnieje bardzo, bardzo duża szansa, na to, że jego uszy przestały być naturalne niezgodnie z prawem. Domagajcie się, jako widzowie albo po prostu miłośnicy psów i ludzie, którzy przestrzegają prawa, wyjaśnienia na jakiej podstawie prezentowany na ringu pies ma obcięte uszy i/lub ogon. Pytajcie o nazwisko weterynarza, który psa ciął. Żądajcie okazania ”zaświadczenia”. Jeżeli usłyszycie, że ”to nie wasza sprawa” (a zapewne tak będzie), że pies, tj. jego właściciel ”ma zaświadczenie”, dzwońcie na policję, proście o patrol interwencyjny. Macie prawo złożyć zawiadomienie odnośnie tego, że opierając się o znajomość polskich przepisów oraz popularnych w części środowiska ZKwP zwyczajów dotyczących okaleczania psów pewnych ras, mniemacie, iż w oddziale ZKwP do którego należy dany hodowca i/lub posiadacz danego psa/suki, przechowywane jest pseudo zaświadczenie niby wyjaśniające w jakich okolicznościach, tj gdzie, kiedy i kto przeprowadził na tym zwierzęciu zakazany polskim prawem zabieg. I że domagacie się, podejrzewając iż owo ”zaświadczenie” jest spreparowane i obciąża lekarza weterynarii, którym z okaleczaniem psów nie ma nic wspólnego, by uprawnione do tego organy państwowe zweryfikowały treść owego ”zaświadczenia” a w przypadku, gdy ”zabieg przeprowadzony był za granicą”, aby zweryfikowano tę informację na podstawie paszportu psa. Tak samo postąpić możecie, gdy okaleczone psy oglądacie w mediach społecznościowych. Wystarczy zrobić tzw zrzut ekranu. Dokładnie opisać problem -policja nie siedzi na FB i kynologia to nie ich dziedzina -złożyć zawiadomienie. W poszczególnych oddziałach ZKwP tych pseudo zaświadczeń jest od groma… Pamiętajcie:

Art. 6.1a. Zabrania się znęcania nad zwierzętami.

2. Przez znęcanie się nad zwierzętami należy rozumieć zadawanie albo świadome dopuszczanie do zadawania bólu lub cierpień, a w szczególności:

1) umyślne zranienie lub okaleczenie zwierzęcia, niestanowiące dozwolonego prawem zabiegu lub procedury w rozumieniu art. 2 ust. 1 pkt 6 ustawy z dnia 15 stycznia 2015 r. o ochronie zwierząt wykorzystywanych do celów naukowych lub edukacyjnych, w tym znakowanie zwierząt stałocieplnych przez wypalanie lub wymrażanie, a także wszelkie zabiegi mające na celu zmianę wyglądu zwierzęcia i wykonywane w celu innym niż ratowanie jego zdrowia lub życia, a w szczególności przycinanie psom uszu i ogonów (kopiowanie)”.

A jeżeli usłyszycie jakieś bzdury o art. 27 UoOZ, tym bardziej nie odpuszczajcie, nawet jeżeli te bzdury będzie opowiadał wam ktoś ”decyzyjny”.

Domagajmy się, jako miłośnicy psów i tzw społeczeństwo DODATKOWYCH WYMOGÓW HODOWLANYCH, a drastycznie spadnie ilość ‚rozmnażaczy’ zarabiających na psiej krzywdzie. Mniej psów będzie trafiało do schronisk i poprawi się jakość/ ZDROWIE rozmnażanych w Polsce rasowych psów.

A jak już o finansach zahaczyliśmy… Należy także uczulić miłośników zwierząt na kwestię opodatkowania hodowli zwierząt towarzyszących, nie tylko psów, ale i kotów rasowych, koni, ptaków… Czy statystyczny Kowalski ma świadomość w jaki sposób rozlicza się hodowca rozmnażający psy z tego ile na każdym z nich zarobił? Czy typowy Polak wie ile podatku odprowadza tzw hodowca, który w ciągu roku, z powiedzmy 3 różnych suk ma trzy mioty, w każdym np. (tak plus-minus) po 7 szczeniąt, z których każde sprzedaje za nie mniej niż 3 tysiące złotych? Przy czym warto wspomnieć, że obciążone ciężką dysplazją szczenięta Doga Kanaryjskiego po nieprzebadanych rodzicach sprzedawane są np. za 5000 tysięcy złotych i więcej… Doga Argentyńskiego, o którego wynikach HD i ED rodziców ani ich słuchu, o słuchu samego szczenięcia nie wspominając, nie nie wiadomo, też można w Polsce kupić za podobną kwotę… Mają Polacy tę ”ułańską fantazję” -szczególnie te barany, które tyle na ”koty w worku” kasy wywalają (Ludzie, serio tyle kasy i nawet BAER nie???)

Ile podatku płaci popularny tzw hodowca jeżeli w ciągu roku sprzeda 3×7 szczeniąt? Za te ”marne” 21 tysięcy? Ile musi odprowadzić podatku, jeżeli ze sprzedaży szczeniaków ”wpadło” mu 63 tysiące złotych? (Zaniżyłam tę kwotę, założyłam, że to są tylko złotówki, nie euro i wybrałam DOLNĄ granicę…)

Związek Kynologiczny w Polsce jest tylko prywatnym stowarzyszeniem i nie jest odpowiednią ”instytucją” do opiniowania zmian w Ustawie o Ochronie Zwierząt, a to do niego właśnie zazwyczaj kierowało Ministerstwo Rolnictwa wszelkie propozycje zmian dotyczących hodowli psów, a więc zwierząt towarzyszących, wszelkie interpelacje Ministerstwo pokazywało ZKwP. Czas to zmienić. Sposób jest prosty:

Namawiam was, byście wzięli sprawy w swoje ręce, wszyscy, którzy uważacie się za miłośników psów, zobaczcie wreszcie pełny obraz sytuacji. Zafundujmy Związkowi Kynologicznemu w Polsce KONTROLĘ, sprawmy, by prokuratura w końcu zaczęła interesować się zebraną w poszczególnych oddziałach ZkwP tzw dokumentacją, z której (podobno) wynika kto, kiedy i dlaczego poszczególnym psom obcinał uszy. Od 1997r. kopiowanie jest w Polsce zabronione, co więc zawierają ”zaświadczenia” chomikowane w Związku Kynologicznym w Polsce? Dlaczego w ZKwP nadal nie ma obowiązkowych badań DNA dla rozmnażanych psów? Dlaczego wciąż, pomimo lawiny skarg wpływających do Rzecznika Dyscyplinarnego od Nabywców szczeniaków obarczonych genetycznymi schorzeniami, ZKwP nie wprowadza nakazu podstawowych badań znacznie zmniejszających częstotliwość występowania poszczególnych rodzajów kalectwa u psów?

Zamiast tego Rzecznik Dyscyplinarny ZKwP odsyła osobę, która obdarzyła zaufaniem członka tego prywatnego stowarzyszenia do przepełnionego sądu cywilnego, by ta w ramach rękojmi za wady fizyczne usiłowała dojść swoich praw. Jest to o tyle podłe, że rękojmia, kiedy chodzi o zwierzęta, obowiązuje tylko 12 miesięcy, a w przypadku dysplazji dokładne oznaczenie jej stopnia możliwe jest dopiero od około 16-18 miesiąca życia psa. Półtoraroczne, kalekie z powodu dysplazji psy najczęściej są już po operacjach umożliwiających im w miarę normalne funkcjonowanie, choć w ich dokumentacji medycznej wciąż wpisane jest jedynie ”posiada cechy dysplazji”. Specjalista jest w stanie już u naprawdę młodego psa, na wczesnym etapie rozwoju zwyrodnień, stwierdzić, że ten ma dysplazję, ale jednoznacznie określić jej stopień może najwcześniej w ok 4 miesiące po tym jak proponowana przez ZKwP rękojmia przestaje działać…F*

Moi Drodzy, czas wyjść z Matrixa

ZKwP wytworzył klimat akceptacji/ komfortu ”obchodzenia” Ustawy o Ochronie zwierząt, jego członkowie wmówili wielu (WŁĄCZNIE ZE MNĄ), że słowo ”kopiowanie” określa zabieg mający podłoże medyczne, co jest NIEPRAWDĄ! Skończmy ściemy i zacznijmy naprawdę troszczyć się o psy!

Czyżby autentycznie było tak, że członkowie ZKwP wierzą, że najwyższą instancją w Polsce, która zajmuje się tematem ”psy” jako takim, jest ZKwP, zapominając przy tym, że związek Kynologiczny w Polsce to tylko prywatne stowarzyszenie? Członkowie ZKwP muszą przestrzegać polskiego prawa, a polskie prawo mówi, że obcinanie psom uszu ze względu na wygląd, KOPIOWANIE jest przestępstwem z zakresu znęcania się nad nimi.

ZKwP jest prywatnym stowarzyszeniem, któremu Ministerstwo Rolnictwa odsyłało ”do konsultacji” wszelkie projekty zmian ustaw dotyczących np. rozmnażania psów. W ten sposób wszystkie nowoczesne propozycje, wszystkie pomysły wprowadzania wymogów hodowlanych, do których zaliczałby się obowiązkowe badania DNA rodziców, eliminacja dysplazji itp. były, już w zarodku, niszczone przez speców od ”zaświadczeń”, wszelkie interpelacje dotyczące ”hodowli psów” trafiały właśnie do ZKwP. Jeżeli chcemy wprowadzić zmiany dobre dla psów, ale finansowo niekorzystne dla kynologicznego biznesu, najpierw musimy sprawić by SPOŁECZEŃSTWO zrozumiało wreszcie z czym mamy w istocie do czynienia. Musimy sprawić aby Związek Kynologiczny w Polsce przestał być sędzią we własnej sprawie. Dlaczego garstka tzw działaczy z ZKwP ma decydować o losie wszystkich psów w Polsce? (WTF?)

Tylko gdy obnażymy kulisy biznesu kynologicznego będziemy w stanie wprowadzić korzystne dla zwierzaków zmiany. Kochani niby dlaczego to ZKwP ma ”opiniować” projekty zmian w Ustawie o Ochronie Zwierząt? Czy ktoś z was był kiedykolwiek świadkiem tego jak odbywają się ”testy psychiczne” (element tzw kwalifikacji hodowlanej niektórych ras, których zaliczenie przez danego psa jest niezbędne, by mógł być rozmnażany)? Jeżeli nie to polecam 🙂 poprzyglądać się tzw specjalistom w akcji…

W PRL’u nikt nie zajmował się ”pieskami”, bo wszyscy zajęci byli budowaniem ‚krainy szczęśliwości’, powstał Związek Kynologiczny w Polsce …i tak sobie trwa do dziś. Choć PRL padł ZKwP trwa… Czy relikt poprzedniej epoki ma wyznaczać styl uprawiania kynologi (i rozliczania się z niej przed… Urzędem Skarbowym) w XXI wieku? Wolne żarty, ludziska, błagam 🙂 zacznijcie myśleć 🙂

Aby było wam łatwiej poczytajcie sobie posty z wydarzenia (screen’y na koniec wpisu), które utworzyli na fejsbuku fanatycy oberżniętych uszu. Wydarzenie było publiczne, więc państwo ”zwolennicy tradycji” szybko przeprowadzili się z dyskusjami o tym, jak przywrócić swobodę wystawiania okaleczonych psów na wystawach organizowanych przez ZKwP do tajnej grupy.

Jest kilka podstawowych spraw, z którymi należy się w najbliższej przyszłości zająć. Kluczowe są nie tylko obowiązkowe badania rozmnażanych psów, czy całkowity zakaz utrzymywania w Polsce i promowania podczas imprez kynologicznych zwierząt okaleczonych (przykład Szwajcarii). Mamy także FASYNUJĄCY temat PODATKÓW w świecie kynologii, czyli to dlaczego rozmnażanie psów to taki fajny biznes i dlaczego każda dziunia chce teraz ”hodować pieski”, zajmiemy się także sprawą utrzymywania psów ras uznawanych za agresywne. Do następnego 🙂

I jeszcze jedno: Proszę Państwa abyście nie mylili Polskiego Klubu Psa Rasowego z szeregiem innych, nie spełniających jakichkolwiek etycznych wymogów stowarzyszeń, zapamiętajcie po prostu, że Polski Klub Psa Rasowego jeszcze przed Nowelizacją Ustawy o Ochronie Zwierząt, bo już w roku 2010 postanowił uszanować obowiązujące w Polsce od 1997 roku prawo, nie rejestrując u siebie okaleczonych psów, a także, iż członkom Polskiego Klubu Psa Rasowego badania, do których z taką ”rezerwą” odnoszą się osoby ze Związku Kynologicznego w Polsce nie były i nie są straszne. Jeżeli więc nie interesują was wystawy organizowane przez należący do FCI Związek Kynologiczny w Polsce i jesteście absolutnie przekonani o tym, iż nigdy nie będziecie chcieli prezentować na nich swojego psa, to może warto kupić psa po przebadanych rodzicach, którzy zarejestrowani są w należącym do ACW (http://www.alianzfederation.org/), alternatywnej dla FCI organizacji kynologicznej, Polskim Klubie Psa Rasowego? (Na marginesie PKPR też organizuje wystawy.)

*1 odsłona 1 1na2odsłona 1 2na2

*2 osłona 2

*3 odsłona 3 1na2odsłona 3 2na2

*Aa g

*B, C, D komunikat

*Ekomunikat schorzenia

*Frekojmia

 

*4 wydarzonko publiczne

*5, g l w 01

g l w 02

*7 PODKREŚLAM: Polski Klub Psa Rasowego ma podpisaną umowę z http://www.alianzfederation.org/

*8 i reszta; 010220222426

Ja w styczniu 2015, zaślepiona zaufaniem do zaprzyjaźnionych hodowców, moich ”autorytetów”…

ja 01ja 02-vert i 3

ja 04ja 05

Teraz już wszyscy wiemy jak jest 🙂

 

Zuza Petrykowska 

Do udostępniania CAŁOŚCI tektu zachęcam 🙂

Kopiowanie i wykorzystywanie fragmentów tekstu oraz zdjęć bez zgody autora jest zabronione.

KILKA SŁÓW O ZMIANACH NADCHODZĄCYCH DLA DOGO ARGENTINO I INNYCH RAS

czas-na-zmiany

Jutro opublikuję artykuł będący efektem pracy ostatnich miesięcy. Jest to pierwszy z serii tekstów dotyczących kwestii fundamentalnych dla polskiej kynologii I PRZEDE WSZYSTKIM DOBRA PSÓW, których od teraz na blogu będzie jeszcze więcej. Ten jutrzejszy będzie naprawdę bardzo, bardzo długi, ale ci którzy wytrzymają do końca 😉 nie będą żałować i myślę, że zgodzą się ze mną, że nie było jak go skrócić. Jeżeli pamiętacie podsumowanie dotyczące roli pigmentu u psów o genotypie sw sw, to wiecie, że przykładam się do pracy, tak więc tym razem nie będzie ”lżej” 😉 Myślę też, że otwierający serię, artykuł spowoduje, iż ”wzrośnie ciśnienie” wielu tzw ”miłośnikom psów”, ale zapowiadałam przecież: WINTER IS COMMING 🙂

Link do filmiku z kalekim Dogo Argentino, który znajdziecie poniżej, jako ciekawostkę, przesłała mi ostatnio jedna z czytelniczek bloga. To, co na filmiku widać (co, na marginesie, mnie wycisnęło łzy z oczu), ewidentny problem z kręgosłupem/rdzeniem kręgowym oraz budową psa (całą jego ”konstrukcją”), pewnie skojarzyło się jej z tym, co widziała, kiedy przyjechała do hodowcy (lekarza weterynarii) po szczeniaka, którego ostatecznie nie zdecydowała się zakupić, między innymi ze względu na to, jak bardzo ”raził” ją sposób, w jaki psiak się poruszał. Obstawiam, że szczeniak którego usiłowano jej sprzedać, najprawdopodobniej miał już symptomy świadczące o cechach dysplazji, ale rozumiem, że osoba niezaznajomiona z dysfunkcjami aparatu ruchu u psów, mogła W TYM filmie, dopatrzeć się tego, co odrzuciło ją od zakupu oferowanego jej psiaka. Dla mnie ten klip jest o tyle cenny, że oglądając go myślałam o tym, że być może dopiero ten rodzaj schorzenia/kalectwa byłby wystarczająco zauważalnym dla sędziów kynologicznych… Sędziów, którzy na wystawach ”przepuszczają”, do dalszego rozrodu, ”uprawnieniami hodowlanymi”, czyli wszystkimi tymi ”tytułami” i ocenami typu ”doskonały”, psy z ewidentnymi problemami aparatu ruchu, psy nierzadko już na pierwszy rzut oka dysplastyczne. Nie pamiętam, kiedy to ostatni raz widziałam na wystawie organizowanej przez Związek Kynologiczny w Polsce więcej niż 4-5 poprawnie poruszających się psów -nie wymagam zbyt wiele, nie oczekuję ”zachwycającego” ruchu, chciałabym po prostu, by nie bolały mnie oczy, kiedy śledzę spojrzeniem np. DDB, ale także jakiegoś wyżła, czy owczarka.

Sędziowie powinni być specjalistami, którzy UCZĄ posiadaczy psów. To sędziowie powinni mówić właścicielom psów wprost: ”To zwierzę nie jest na wystawy, to jest zwierzę do leczenia/do prześwietlenia” itp. itd. kiedy podchodzą do psa z charakterystycznymi dla biodrowej dysplazji przeprostami, który chwilę wcześniej ”przekuśtykał” po ringu. Tylko, że często to sami sędziowie, będący równocześnie hodowcami, ciągają po ringach kalekie zwierzaki…

Popatrzcie sobie na tego cierpiącego psiaka. Wytrzymajcie i obejrzyjcie film https://www.youtube.com/watch?v=tccW62mUqRM. Opis jest bardzo ubogi: ”Será ou pode ser mielopatia esquemica”.

(http://vetspecialists.co.uk/factsheets/Neurology_Facts/Ischemic_Myelopathy.html)

Obejrzyjcie ten film i naprawdę ”wczujcie się”, ZOBACZCIE TO, jak czasem cierpią psy, kiedy, choć bardzo chcą, nie są w stanie podnieść się z posłania, zobaczcie jak cierpią np. psy dysplastyczne. Przyjrzyjcie się cierpieniu tego szczeniaka, bo tak jak on cierpi wiele psów, które urodziły się w hodowlach stowarzyszonych w ZKwP, u hodowców, którzy oszczędzają na badaniach. Zwróćcie też uwagę jak nienaturalnie sztywno ten szczeniak nosi ogon. Często dysplazja stawów biodrowych, daje efekt nienaturalnego trzymania ogona, co wynika z tego, jak pies stara się złagodzić bóle kręgosłupa, powodowane schorzeniem stawów i poruszając się wygina kręgosłup na różne sposoby (grzbiet wygięty w łuk). Niezaleczana -nowe słowo, ale dysplazji nie da się ”wyleczyć”, można ją tylko ”zaleczać”, może, przy wyjątkowym szczęściu, ”zaleczyć” na dłużej- dysplazja jednych stawów rzutuje na pozostałe. I tak dysplazja stawów biodrowych na stawy kolanowe, stawów łokciowych na barki, w końcu kaleki ”tył”, jego nienaturalne ułożenie, przeciążenia, które z niego wynikają, rzutuje na ”przód”, wpływa na powstawanie kolejny zwyrodnień, bóle promieniują na cały układ kostny psa, dlatego zwierzę zaczyna poruszać się coraz dziwaczniej. Wszystko to można zaobserwować na wystawach, nie tylko w kuluarach, ale przede wszystkim na ringach.

Dla porównania macie tu też filmik z młodziutkim Boxerem:

https://www.youtube.com/watch?v=cnZm9c2GVaU.

Zauważyliście ile np. Dogo Canario/Presa Canario siada ”na żabkę”?

I coś jeszcze: https://www.youtube.com/watch?v=Tj8Z7Dc0xSM.

I jeszcze: https://www.youtube.com/watch?v=Q9RU5wEjZ8E, i jeszcze wiele, wiele innych tego typu filmików jest na YouTube, poszperajcie.

Czas przyjrzeć się psom, które mają zostać rodzicami waszych psiaków. Moim zdaniem macie prawo wiedzieć w co inwestujecie.

Na koniec tego wstępu mogę wam zdradzić 😉 że mam kilka ”noworocznych postanowień” 😉 z których większość zaczęłam realizować już od połowy TEGO roku 🙂 tak więc istnieje duże prawdopodobieństwo, iż dopnę swego 🙂

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu oraz zdjęć bez zgody autora jest zabronione.