Archiwa tagu: adopcje

JOKO -ŻYCIE Z GŁUCHYM PSEM

1473806_10201549881406355_94629358_n 1457083_10201549884126423_1648082808_n

Na zdjęciach powyżej: Joko – bohaterka tekstu Kasi Korbal 🙂

Dlaczego dziś na blogu poświęconym Dogo Argentino przeczytacie o Owczarku Kaukaskim? Ano dlatego, że ostatnimi czasy środowiskiem hodowców i posiadaczy białych wstrząsnęła AFERA dotycząca nieusypania, a przeciwnie: sprzedawania jako w pełni wartościowych (także) w sensie hodowlanym, psów z co najmniej poważnym uszczerbkiem słuchu, przez jedną z hodowli… ”Trupem”, który ”wyszedł z szafy”, zepsuł powietrze i zwrócił uwagę na problem, została zupełnie głucha suka, celowo nietatuowana, niezaczipowana i ukryta przed komisją, której celem był przegląd miotu. Hodowla przekazała sukę fundacji, której zadaniem miało być znalezienie kalece domu… Tak też się stało. Suka powędrowała już do nowych opiekunów i wszyscy trzymamy kciuki za to, że będzie to historia z happy end’em. Co może mieć z tym wspólnego bohaterka naszego artykułu ? Dowiecie się już za chwilę.

Ja dodam, że skutkiem AFERY i SZOKU, który ta Afera (imię nadane suczce) wywołała, jest zorganizowanie akcji BAER dla Dogo Argentino -zapraszam na facebook’owe strony www.facebook.com/baerdladogoargentino, www.facebook.com/zuzpasjaodogoargentino) -w tych miejscach znajdziecie informacje dotyczące min. tej inicjatywy. Temat ”oferowania do adopcji” głuchych psów ras typu ‚powerful’ (Dogów Argentyńskich, Bulterierów Angielskich, Dogów Niemieckich etc.) od zawsze budził wiele kontrowersji… Dla rzetelnych, odpowiedzialnych, etycznych, krótko mówiąc: uczciwych hodowców, temat nie istnieje, oni takie psy usypiają, OD RAZU PO WYKONANIU BAER TEST. Jednak dla sporej grupy osób nieznających z praktyki ani rasy -w tym przypadku Dogo Argentino- ani nie mających praktycznego doświadczenia w funkcjonowaniu z głuchym psem, ”usypianie małych, ślicznych szczeniaczków” jest ”barbarzyństwem”. Z powodu wątpliwości niektórych osób, co do słuszności co najmniej wstrzymywania się z namawianiem ludzi bez grama doświadczenia do adoptowania głuchych DA czy BA, pokusiłam się o namówienie OSOBY MAJĄCEJ PRAKTYCZNĄ WIEDZĘ WYNIKAJĄCĄ Z DOŚWIADCZENIA Z PRACY Z NIESŁYSZĄCYM PSEM (OWCZAREK KAUKASKI) o przybliżenie nam wszystkim JAK TO JEST ŻYĆ NA CO DZIEŃ Z GŁUCHYM PSEM. Zapraszam wszystkich czytelników bloga, oraz ich znajomych i znajomych ich znajomych do przeczytania artykułu Kasi Korbal 🙂

Zuza Petrykowska

.

Od 8 lat mam u siebie sukę kaukaza. Sukę ”w typie”. Z interwencji. Bo sobie biegała luzem po mieście… Kiedy w końcu udało się ją odłowić, trafiła do mnie na tzw DT. (Pomijam kwestię tego, że zostałam zupełnie sama, mając niecałe 18lat, z problematycznym psem, który miał u mnie być tylko ”kilka dni” a został na zawsze).

Joko była suką z agresją, być może lękową, nikt nie umiał tego jednoznacznie stwierdzić. Nigdy nie przejawiała strachu, nie wysyłała sygnałów typowych dla psa lękowego. Bardzo dużo czasu zajęło mi nauczenie się ”czytania” jej, jako psa ogólnie. Wychowałam się na owczarkach, to było moje pierwsze zetknięcie z molosem i ogólnie rzecz biorąc byłam ”przyzwyczajona” do innego rodzaju psiej psychiki, więc uczenie się Joko było dla mnie wyzwaniem. W końcu po wielu trudach, paru ”behawiorystach” z bożej łaski i szkoleniach udało się nam dojść do ładu.

Mieszkałyśmy w mieście, na dość tłocznym osiedlu i wszyscy żyli 😉 I sąsiedzi, i ich psy, a kaukazica, co by o niej nie mówić, terytorialna jest wybitnie. Do dziś dnia, żadna obca osoba/pies/kot/lis nie ma prawa na jej terenie przebywać.

Dzisiaj Joko ma 13 lat. Życie z psem, który nie słyszy i niedowidzi nie jest ani łatwe, ani przyjemne. Zarówno dla niej, jak i dla nas sytuacja nie jest komfortowa. W dodatku wymaga wielu ”środków ostrożności”, które pozwalają nam na względnie spokojną koegzystencję. Udało się nam przenieść na wieś i tym samym psica miała wybór: dom czy podwórko? Terenu mamy dość sporo i koniec końców, kaukaz wylądował w budzie (na swoje własne życzenie 😉 ).

Pierwsze zmiany w jej zachowaniu zaobserwowaliśmy mniej więcej rok temu; większą ostrożność. Stała się też bardziej nerwowa a co za tym idzie mniej przewidywalna. Na początku śmialiśmy się, że Joko tak bardzo wczuwa się w swoją ”misję”, że nikogo po zmroku nie wpuszcza za bramę. Mój narzeczony wracając wieczorem, nie mógł normalnie wjechać samochodem na teren posesji, bo suka dostawała szału. Wejść do domu mógł dopiero, kiedy się jej ”przedstawił” (stanął w miejscu, nie wykonując gwałtownych ruchów i dał się jej obwąchać). Wtedy przyszło nam na myśl, że być może ona zaczyna ślepnąć… No trudno -kwestia wieku. Ma prawo. To nie było uciążliwe ani niebezpieczne, tylko trochę upierdliwe.

Od kilku miesięcy wiemy już na pewno, że suka jest GŁUCHA. To niestety stwarza już dużo więcej problemów. Nie ma szans na zajście jej od tyłu bez jednoczesnego narażenia się na wyskok z zębami z jej strony. Oczywiście, jak tylko zorientuje się z kim ma do czynienia, ”przeprasza” i natychmiast wywala się kołami do góry, ale przy codziennej krzątaninie, zwykłych codziennych zajęciach to jej ”przeczulenie” było/jest utrapieniem. Trzeba ciągle mieć oczy dookoła głowy, ciągle obserwować gdzie jest pies.

Wejście wieczorem na ”jej część” działki, bez wcześniejszego (czytelnego dla niej) uprzedzenia jej o naszej obecności, często kończy się spotkaniem twarzą w twarz z kaukazim pyskiem. Oczywiście tu też, jak tylko ”poczuje” że to my, odpuszcza. Nigdy nie zrobiła nikomu krzywdy, ale mamy świadomość, że igramy z ogniem. Dlatego, jeżeli za oknem jest ciemno, a musimy iść do garażu/samochodu/wyjść po prostu wcześniej, wypuszczamy drugą nasza suczkę, z komendą ”Idź, obudź Joko”. Psica leci informować ”Uwaga ! Idziemy” -co czasami też kończy się wydarciem paszczy przez staruszkę.

To jest bardzo ważna kwestia: drugi (przynajmniej jeden) pies bardzo pomaga w ogarnięciu tego niesłyszącego. Wiedząc już, że Joko nie słyszy, zaczęłam obserwować jak naśladuje naszą drugą suczkę. Stara się jej trzymać. I jeżeli jesteśmy razem na podwórku to widzę, że bacznie obserwuje co robi młoda i kopiuje jej zachowania. Chociaż oczywiście robi to po swojemu i w swoim tempie, to zdecydowanie odpręża się w towarzystwie drugiego futra. Jest spokojniejsza i widać, że dużo łatwiej jest jej pojąć o co chodzi i co będzie dalej. No i jednocześnie przejmuje stan umysłu młodej. Jako, że Pola to taki typowy ‚happy go lucky’ pies, to automatycznie widać po kaukazicy, że przestaje się spinać. Drugi słyszący i ogarnięty pies jest dużą pomocą. Dziewuchy się u mnie dogadują bez większych problemów. Chociaż zdarzają się fruwające kłaki, bo listek pofrunął nie tam gdzie trzeba…

Widzę też różnice w zachowaniu młodszej suki względem pełnosprawnych psów. W interakcjach z nimi pozwala sobie na dużo więcej, niż w kontaktach z Joko. Jest w stosunku do staruszki bardziej uważna i delikatna. No i nie wbiega dzikim pędem. Podchodzi, zachowuje dystans i czeka niejako na ”zaproszenie” do bliższego kontaktu. Przy tym serwuje cała gamę sygnałów uspokajających. Jeżeli takiego pozwolenia nie dostanie, to po prostu zwyczajnie się wycofuje. Z naszą ekipą spacerową to zupełnie inny pies. Młoda gania, skacze, szaleje i jej zachowanie nie ma zupełnie nic wspólnego z delikatnością czy opanowaniem. Pola nauczyła się obsługi głuchego psa lepiej od nas i pomaga nam w dogadaniu się z Joko.

Ma to też przełożenie na spacer, chociaż już mniej widowiskowe 😉 Opcja spięcia dziewczyn jedną smyczą i puszczenia luźno kończy się awanturą, bez względu na długość linki miedzy nimi. Każda chce iść inną stroną i innym tempem. Pola jest raczej typem przydupasa, co Joko uważa za haniebne i uwłaczające. I awanturka gotowa. Jeden pies luzem, drugi na lince sprawdza się ciut lepiej. Aczkolwiek zdecydowanie wolę spacery sam na sam z kaukazicą. Wtedy mam dla niej pełną uwagę i przy pomocy smyczy, całkiem nieźle się porozumiewamy.

Spotkanie z obcym psem, w dodatku takim, który ma tendencje do taranowania i chamskiej zabawy, mogłoby skończyć się kiepsko. Joko od zawsze była ”księżniczką” w kwestii innych psów i bardzo wybrednie traktowała ekipę do zabawy. Oczywiście potrafi zachowywać się spokojnie i neutralnie wobec każdego psa, ale to wymaga użycia smyczy i mojego wyraźnego polecenia. A jak wydać polecenie psu głuchemu? Zostaje dotyk. I tutaj zbawienna okazała się kolczatka, która bardzo precyzyjnie pokazuje psicy, że nie będę akceptować takiego czy innego zachowania. Oczywiście można się bawić w pozytywne szkolenie, ba! Nawet trzeba, ale demonizowanie metod awersyjnych nie jest dobre. Wszystko zależy od konkretnego psa i jego impulsywności. Inaczej szkoli się niufka, ze stoickim charakterem, a inaczej pobudliwego, nerwowego dobermana. Wszystko sprowadza się do poziomu wrażliwości u psa. Także obce pieski na ogół są ignorowane, a jeżeli są zbyt nachalne, dobitnie się o tym dowiadują. Piesek, który ma ochotę wejść nieproszony na teren Joko, to piesek, o którym możemy mówić w czasie przeszłym… Nie da się jej odwołać ”zwykłymi metodami”. Tu pomogła obroża elektryczna.

Nie jest to barbarzyństwo ani znęcanie się nam psem. Nie ma to nic wspólnego ze ”smażeniem psa jak na krześle elektrycznym”. Impuls ma wybić psa z amoku, kiedy żaden inny bodziec nie dociera. Każdy, kto miał psa ze smykałką do polowania wie, że przychodzi moment, kiedy przysłowiowe klapki na oczach i „bieeeeegnę!” biorą górę nad posłuszeństwem… Pies staje się głuchy i ślepy na nasze wołania, gwizdki, czy klikerki i ma tylko jeden cel: dorwać zdobycz. (Pomijam kwestie tego, że przywołanie musi być przeprowadzone w zasadzie perfekcyjnie). OE nie powinna być stosowanie w formie ”kary”. Ma być to bardzo mądrze i w odpowiednim czasie wyciągnięty z rękawa as, który zmusi psa do wrócenia na ziemię. Ma za zadanie wytrącić go z tego maksymalnego pobudzenia, do poziomu, w którym można go odwołać. Dlatego nie należy używać OE jako ”kary” czy korekty. To nie powinien być stały element standardowego treningu posłuszeństwa. Pies nie może ”spodziewać się impulsu” i na niego czekać, bo OE traci wtedy sens zastosowania. Impuls elektryczny ma być ”szokiem”, najlepiej jednorazowym. Rażenie psa raz po raz mija się z celem. Jak wspomniałam wcześniej, w najlepszym przypadku pies uodporni się na bodźce, w najgorszym -wolę nie prorokować. Efekt zaskoczenia ma wytrącić psa ze stanu ”odlotu” i spowodować, że poszuka odpowiedzi na pytanie ”O co chodzi???”, U NAS. Stąd trzeba mieć przepracowane przywołanie i tą mityczną ”więź” z psem. Bez tego będzie ciężko poprawnie użyć ”elektryka”, a jeżeli ktoś się o to pokusi, bez solidnych podstaw, to faktycznie zrobi psu krzywdę. Dlatego z całą pewnością OE nie powinna być używana przez laika czy osobę, która nie rozumie idei zastosowanie tego narzędzia. I warto się dobrze dokształcić, zanim założymy psu na szyję to ustrojstwo.

Ale wracając do codzienności z niesłyszącym psem: opcja obudzenia Joko z drzemki = absurd. Nikt z nas tego nie zaryzykuje. Wolimy poczekać.

Spacer? – tylko na lince. Wiadomo, kaukaz to pies niezależny, a Joko zawsze ceniła dystans. Na chwilę obecną spuszczenie jej ze smyczy w lesie/na polu skończyłoby się szukaniem psa albo powrotem do domu z nadzieją, że psisko samo wróci. Nikt nie zamierza ryzykować takiego scenariusza z oczywistych względów.

Nasza suka od zawsze miała smykałkę do ”polowania”; sarenki, bażanty, listy, koty, w sumie każda zdobycz warta jest szaleńczego pościgu. Do tego wrodzony ”olew na człowieka” i mieszanka wybuchowa gotowa. Przy zastosowaniu OE, i dużej pomocy ze strony znajomego myśliwego, udało się u niej te zapędy ograniczyć prawie do minimum. Jednak pełnego zaufania w tej kwestii nie miałam do niej nigdy. Teraz odwołanie od pogoni byłoby nierealne, choćby z tej przyczyny, że ona zwyczajnie nie słyszy komend, a nie ma w sobie zakorzenionej tej potrzeby kontaktu wzrokowego, tak typowej dla większości ras ”miękkich”. Ona idzie na żywioł i po prostu goni. Jedna taka akacja przekonała nas, że spacer poza ogrodzoną posesją -TYLKO na smyczy. Zarówno dla niej, jak i dla nas to średnia frajda. To jest typ psa, który sam ustala dystans od człowieka i stada. Nigdy nie była wylewna w uczuciach, zawsze te dwa metry obok, ale przy psie głuchym, dwa metry to często i tak za daleko…

Wejście do kojca z marszu też jest ryzykowne. Czekamy aż nas zauważy i dopiero wtedy wiemy, że można się pakować na „salony”.

To wszystko wydaje się banalne i prozaiczne, ale w codziennym życiu jest męczące. Pomimo tego, że kontaktowaliśmy się z naszym zaufanym ”zaklinaczem psów”, nie znaleźliśmy rady i metody, która by niwelowała problemy. Wiem, że to kwestia wieku, wiem też, że nic nie zmienię. Ale brak zaufania względem własnego psa jest -delikatnie mówiąc- przykry.

Warto tu podkreślić, że moja sytuacja jest o tyle komfortowa, że pies nas zna, mamy z nim wypracowane schematy. Wie, ze trzeba usiąść zanim założymy obrożę, czy zanim dostanie michę. Wie, że przed wyjściem z kojca trzeba usiąść i nie wolno skakać po nas, czy gościach. Cała podstawowa obsługa psa została wypracowana lata temu, kiedy Joko słyszała i widziała, więc jest nam o niebo łatwiej niż z psem, który jest głuchy od urodzenia. Tym bardziej, że od samego początku komendy były słowne i „gestowe”. My mamy łatwiej, a w codziennym życiu i tak jest nam trudno 🙂 Szczególnie, że to nie jest piesek malutki i leciutki. To kawał zwierzaka, który wie jak zrobić krzywdę.

Do tego wszystkiego dochodzi ogólne samopoczucie psa. Widzę, że jest bardziej zestresowana, sfrustrowana, że ta sytuacja jest dla niej męcząca. Częściej unika kontaktu i zachowuje większy dystans tak, jakby sama dawała sobie czas na odpowiednią reakcję. Teraz dostaje stress out, żeby oswoić się z takim stanem rzeczy i trochę ”wyluzować”. Jednak wiemy, ze to rozwiązanie tymczasowe. Nie da się psa faszerować lekami na uspokojenie przez cały czas. I w tym miejscu dochodzimy do sedna: stanęliśmy przed ogromnie trudną decyzją. Wiemy, że na dłuższą metę ryzykujemy zdrowiem swoim i naszych zwierzaków. Co będzie jeśli suka nie wyhamuje w porę? Co jeżeli my się zagapimy i sami sprowokujemy ”atak”? Co w końcu jeżeli Joko całkiem straci wzrok?

Życie z psem głuchym jest zwyczajnie niebezpieczne. Albo raczej życie z TAKIM głuchym psem jest niebezpieczne, bo o ile jamnik najwyżej zafunduje nam siniaki czy jakieś (relatywnie) niewielkie skaleczenie, o tyle kaukaz czy Dogo Argentino naprawdę może zafundować tragiczne w skutkach obrażenia. I z taką świadomością na co dzień żyjemy. I wiem zarówno ja, jak i mój narzeczony, że przyjdzie w końcu ten dzień, kiedy trzeba będzie się z suką wybrać na tą ostatnią podróż. Odwlekamy to, w imię własnego egoizmu. To w końcu mój pierwszy ”dorosły pies”. Pierwszy, z którym faktycznie pracowałam, którego szkoliłam, który nauczył mnie szanować i podziwiać molosy. Niech to brzmi patetycznie, ale dużo zawdzięczam mojej burej suce I niech ten ”referat” posłuży jako przestroga dla każdej osoby, która chce wziąć sobie głuchego psa. To nie jest łatwe i przyjemne. To cholernie trudna ”robota”. I prawdę mówiąc sama się dziwię, ze nadal dajemy radę.

Dużo jeszcze przede mną nauki w temacie psa -w takim ogólnym sensie- i nie da się ukryć, że ten tekst podszyty jest w dużej mierze emocjami, ale jeżeli ktokolwiek, po jego przeczytaniu podejmie słuszną decyzję o uśpieniu głuchego szczeniaka TYCH ras albo naprawdę uczciwie rozważy, czy stać go na podejmowanie ryzyka adoptowania głuchego psa, to warto było się uzewnętrznić.

Katarzyna Korbal

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora jest zabronione.

ADOPCJE DOGO ARGENTINO (”JAKA PIĘKNA KATASTROFA”)

Grek-Zorba5-340x233

Za każdym razem, kiedy gdzieś pojawia się ogłoszenie o ”dogo do adopcji” albo o psie ”w typie dogo”, a chwilę potem grupka oszołomów zachęcających do adoptowania tego zwierzaka, zastanawiam się skąd ta odwaga w braniu na siebie odpowiedzialności za namawianie ludzi do przyjmowania na siebie odpowiedzialności za psy, o których najczęściej wiadomo: NIC.

Są momenty, że myślę, że to ”skancerowana odwaga”. Skancerowana głupotą i brakiem wyobraźni, kompletnym niepokalaniem myślą, że zachęcanie do adoptowania psa, o którym wiadomo NIC, ALBO JAK OSTATNIO, W PRZYPADKU AFERY (imię suki), ŻE JEST GŁUCHY, to branie na siebie odpowiedzialności za to, jak osobie/osobom adoptującym psa (TEJ BARDZO TRUDNEJ/WYMAGAJĄCEJ W PROWADZENIU RASY) i temu psu, ułoży się wspólna historia – oszołomstwo w najczystszej postaci.

Temat adopcji jest złożony. Są przypadki rasowych psów pochodzących z zarejestrowanych hodowli typu ”rozmnażalnia” i tych ”w typie” z pseudohodowli. Psów, które trafiły do zupełnie przypadkowych osób, ludzi którzy sobie z tymi psami nie poradzili i się ich po prostu pozbyli – uprzednio niszcząc psychikę i zdrowie fizyczne/zaburzając fizyczny rozwój tych zwierząt.

Tak więc mamy PSA WYMAGAJĄCEJ/TRUDNEJ W PROWADZENIU RASY, którego na początku trzeba zdiagnozować, czyli dowiedzieć się o nim, jak reaguje na różne sytuacje, zwierzęta, ludzi… Czy jest zsocjalizowany, czy jego socjalizacja była zaburzona przez debilne postępowanie ”pierwszego opiekuna”? Czy ma problemy ze zdrowiem? Jeżeli tak to jakie konkretnie? I ile nas ta adopcja będzie kosztowała. Nie tylko w sensie finansowym -aczkolwiek ten aspekt jest także szalenie istotny (behawioryści są drodzy), ale w znaczeniu tego, ile czasu będziemy musieli poświęcić psu na ”wyprowadzenie go” do stanu, który powszechnie uważa się za normalny.

No i mamy psy głuche… Niestety. Wciąż. Oby wkrótce nastał koniec ”głuszców do adopcji”.

Na hasło ”dla głuchego dogo musi być odpowiednia osoba”, wielokrotnie, w rozmowach ze znajomymi hodowcami dogo, pojawiał się tylko jeden wniosek: NIE MA ODPOWIEDNIEJ OSOBY DLA GŁUCHEGO DOGO ARGENTINO. ODPOWIEDNIA OSOBA TO TA, KTÓRA USYPIA GŁUCHE DOGO.

Zazwyczaj adoptującymi różnej maści psie kaleki -my skupmy się na głuchych przedstawicielach powerful breeds- są ludzie o wielkim sercu, idealiści. Ktoś taki myśli sobie coś w stylu ”Babcia miała głuchego kota i jakoś sobie dawał radę”/”Głusi ludzie ogarniają życie jakby nie byli głusi” -to bardzo urocze i ”romantyczne”, ale pies jest tylko psem.

Głuchy Dog Argentyński nie przestaje być ”zlepkiem” pokoleniami podbijanych cech, które czynią z niego Dogo Argentino -psa rasowego, który powstał po to, by wykonywać ściśle określony rodzaj zadań. Głuchy pies po prostu nie może być specjalistą, nie może sprawnie wykonywać pracy, do której został stworzony (Najczęściej dlatego, że głuchota jest tylko jednym z zaburzeń, objawem, który człowiekowi jest najłatwiej ”wychwycić”. Proszę nie zapominać o tym, że BIAŁE PSY SĄ BIAŁE W WYNIKU GENETYCZNEGO ZABURZENIA NIEPOZWALAJĄCEGO NA WŁAŚCIWE FUNKCJONOWANIE TYROZYNAZY – POLECAM SIĘGNĄĆ DO TEGO ARTYKUŁU:

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2013/07/)

Głuchota nie wyłącza instynktu. Głuchy pies nie zostaje przez naturę ”wykastrowany” z tego wszystkiego co ma w genach, on po prostu, w okolicznościach, które nierzadko trudno jest opanować doświadczonym posiadaczom dogo, na co dzień żyjącym z W PEŁNI ZDROWYMI PRZEDSTAWICIELAMI TEJ RASY, staje się zwierzęciem nad, którym opiekun ZUPEŁNIE nie ma kontroli.

Powstrzymać przed ”ubiciem” małego zwierzątka w pełni słyszące i prawidłowo zsocjalizowane, acz przez ułamek sekundy niedopilnowane dogo, jest niezwykle trudno. I prawdę mówiąc powodzenie takiej akcji graniczy z cudem. Powstrzymać głuche dogo, kiedy przestraszone ”najściem intruza” -w sytuacji, która normalnego psa zupełnie by nie pobudziła- atakuje człowieka jest… Powodzenia, bo będzie bardzo potrzebne. Kropka.

Ludzie adoptujący głuche dogo, bulle, generalnie głuche psy, zupełnie nie zdają sobie sprawy z tego, że o ile oni sami mogą się przyzwyczaić do tego, jak bardzo specyficzna jest relacja z głuchym psem, że taki pies chodzi za opiekunem jak cień, że wpatruje się w niego ciągle i na podstawie zachowania opiekuna ”ogarnia rzeczywistość” (A co kiedy pies się starzeje i wzrok mu się psuje?), może to być trudne do zaakceptowania dla innych. Wszystko fajnie, kiedy ktoś bierze tego psa, żyjąc solo albo bierze go para. Ale kiedy para się rozstaje albo pojawia się ”love of life” nie jest powiedziane, że relacje tej osoby z psem ułożą się równie cukierkowo – często to jest pierwszy etap, którego głuchy pies nie przechodzi i ląduje w schronie (znowu)…

Potem, kiedy ”love of life” wypala na tyle, że pojawia się dziecko… Większość głuchych psów traci dach nad głową.

Skazywanie psa na schronisko, obijanie po ”Domach Tymczasowych”, to powolne wykańczanie go, niszczenie i obleśna hipokryzja.

Mamy XXI wiek, wiemy dlaczego białe psy są białe, mamy możliwość przeprowadzenia badania słuchu szczeniąt, zanim wydane zostaną nowym opiekunom i naprawdę nie ma alibi dla tych, którzy przerzucają odpowiedzialność za swoją nieuczciwość na innych. Hodowca, który nie usypia głuchych szczeniąt, a przekazuje je do fundacji -jak to miało miejsce w przypadku suki oferowanej jako ”Afera”- nie powinien mieć prawa do hodowli rasowych psów, ponieważ łamie wszelkie zasady etyki hodowlanej. (A ukrycie tej głuchej suki przed komisją dokonującą przeglądu hodowlanego, to szczyt -brak mi słów, więc urwę w tym miejscu.).

Kiedy pierwszy raz (ponad dwa lata temu) pytałam na dawnym Forum Molosy -dziś ”Pupileo”- o to, jak jest ze słuchem u polskich dogo, gwiazdy forum prawie mnie zjadły. Zostałam ”trollem”, bo niby ”obrażałam hodowców”, dostałam jednego bana, potem drugiego, atakowano mnie na na pełnej linii, a na Dogomania Forum hodowców, których gwiazdy FM uważały za moich ”przyjaciół”, pomawiano, szkalowana i nawet im grożono…

Dziś, po wybuchu AFERY nie czuję krztyny satysfakcji, przeciwnie jest mi bardzo przykro, że ”gwiazda”, która pluła na mnie z największą zaciekłością, wypuściła wiele problematycznych -mówiąc najdelikatniej- pod względem jakości słuchu, dogo. Na szczęście prawie wszystko można naprawić i plusem tej AFERY jest to, że udało się nam zorganizować akcję ”BAER dla Dogo Argentino”, która powstała specjalnie z myślą o dogo z przydomkiem, który powinna nosić ”Afera”, gdyby hodowla, z której się wywodzi była naprawdę… uczciwa.

Do wzięcia udziału w ”BAER dla Dogo Argentino” zachęcam wszystkich posiadaczy dogo, których psy nie mają jeszcze za sobą tego badania. Zróbmy coś, czego nie zrobił nikt przed nami i zadbajmy o to, żeby w przyszłości wszystkie polskie dogo słyszały.

www.facebook.com/baerdladogoargentino – w tym miejscu znajdziecie informacje dotyczące akcji 🙂 nawet jeżeli link nie zadziała 🙂 i pojawi się komunikat, że strona została wyłączona 🙂 nie została wyłączona 🙂 zapewniam 🙂

Mamy nadzieję, że kiedy temat AFERY już okrzepnie 🙂 BAER przestanie być tematem tabu 🙂

O ile wiem wciąż jeszcze są miejsca i od grudnia 2013 do marca 2014 można umówić się na wykonanie BAER TEST we Wrocławiu, w cenie 50 złotych 🙂 W tym celu należy kontaktować się z Panią Justyną Ciechańską, adres email: bulteriery@gmail.com 🙂

Zuza Petrykowska

Ps. głuche psy, o ile już mamy z takimi do czynienia, powinny żyć w psich stadach, z innymi psami, bo żaden człowiek nie ułoży/zsocjalizuje głuchego psa tak, jak zrobi to stado. Dlatego też głuche psy (NA SWOJĄ WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ) adoptować mogą jedynie osoby, które mogą liczyć na psią pomoc. Innymi słowy, psiarze posiadający warunki na to, by utrzymywać kilka/kilkanaście psów – ideałem, w takiej nie-idealnej sytuacji, byłoby, gdyby takie psy pozostawały w hodowlach.

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora jest zabronione.