Archiwa tagu: American Staffordshire Terrier

CZĘŚĆ 2: DZIECKO JAKO ‚LUDZKIE SZCZENIĘ’ W PRZESTRZENI PUBLICZNEJ -”PIES POGRYZŁ DZIECKO”, CZYLI ZIGNOROWANE CZERWONE ŚWIATŁA I BEZPODSTAWNE ZAŁOŻENIA PROWADZĄ DO TRAGEDII

Część druga

IV. Zawłaszczanie przestrzeni i jej elementów, czyli min. przypominanie naruszającemu przestrzeń dziecka, obcemu psu, że to człowiek decyduje o tym kto, kiedy i na jakich zasadach może do jego ”szczenięcia” się zbliżać

Pomarańczowe światła zmieniają się na czerwone

Jest też inny typ psów, psów niebezpiecznych, choć przez swoich właścicieli uważanych za ”niegroźne i bardzo kochane”. To są wszystkie te psychicznie rozchwiane osobniki, zazwyczaj niezbyt dużych rozmiarów, ale i od tego są wyjątki, które atakują. Po prostu. Rzucają się na inne psy, biegaczy, rowerzystów, osoby jeżdżące na rolkach, czy deskorolkach. Ich właściciele nie spełniają ich psychologicznych potrzeb, nie zadbali o dyscyplinę, nie są dla tych psów przewodnikami, nie umieją prawidłowo reagować na ”wybuchy” swoich podopiecznych i nie zapewniają im też właściwej dawki aktywności fizycznej. I mają cholernie dużo szczęścia, bo jakoś im na sucho uchodzi(?) to, że ich psy, psy za które oni odpowiadają w sensie prawnym, atakują, czasem skutecznie, gryzą inne psy lub obcych ludzi, którzy (nie mam pojęcia dlaczego) nie ciągają ich po sądach. Obstawiam, że sportowcom-amatorom po prostu nie chce się tracić czasu na konflikty z (przepraszam za brak eufemizmu), debilami, dlatego odpuszczają podziurawione psimi zębami buty do biegania, zadrapania pazurami itp. A sami psiarze, o tych poważniejszych przypadkach ”uszkodzenia naskórka”, skutkujących pozwami, mediacjami itd., na fejsbukowych grupach, nie rozpisują się tak chętnie i się nimi nie chwalą, jak ”wystawowymi sukcesami”… Właściciele popieprzonych psów sami prawie nigdy nie uprawiają sportu, więc nie rozumieją, że ”tylko” skręcenie kostki, które może mieć miejsce w wyniku ataku takiego psa, dla osoby czynnie uprawiającej sport i w ogóle czynnej fizycznie, może być/jest bardzo dużym problemem, nie mówiąc już uszkodzeniu mięśnia w wyniku ugryzienia. Gdyby ludzie będący właścicielami tego typu psów uprawiali sport, mieliby przynajmniej odrobinę empatii i zrozumienia w stosunku do atakowanych, bo z własnego doświadczenia wiedzieliby, jak szalenie irytujące, a niekiedy niebezpieczne bywają takie ataki.

Nierzadko właścicielami psów atakujących ludzi uprawiających sport w przestrzeni publicznej, np. biegaczy, są osoby starsze, mające zwyczaj puszczać swoje psy luzem na spacerach. I bardzo przykre jest to, że choć można by się spodziewać, że osoba starsza odczuwa jakieś tam skutki przychodzących z wiekiem ograniczeń, np. artretyzm itp. i w związku z tym powinna rozumieć jak, tak już poza wszystkim, poważną niedogodnością jest uszkodzenie dłoni, uszkodzenie śródręcza, które może spowodować taki doskakujący do ręki biegacza i usiłujący się na niej uwiesić, pies, to jednak i tacy właściciele zaburzonych psów, ci starsi ludzie, czasem naprawdę nic sobie nie robią z tego, że ich psy atakują postronne osoby.

Opadła mi szczęka, kiedy pierwszy raz widziałam jak bardzo aroganckim i bezczelnym może być właściciel popieprzonego ot, tak atakującego człowieka, psa. Parkową alejką biegł mężczyzna, nagle w jego pobliżu znalazł się pies, który szybko się z nim zrównał. W pierwszej chwili pomyślałam, że to taki team i właściciel biega z psem, jednak facet był zaskoczony towarzystwem zwierzaka, mimo to biegł dalej. Po chwili pies (kundel wymiarów Border Collie) wyskoczył do ręki biegacza i ją pochwycił. Mężczyzna, teraz podwójnie zaskoczony sytuacją (co bardzo rzucało się w oczy), odruchowo starał się ”strzepnąć” psa z ręki. Na dłoniach miał rękawiczki bez palców i jak się okazało, całe szczęście, bo psu udało się pochwycić jego dłoń, ale jej nie uszkodził. Nie uszkodził śródręcza, bo zęby zatrzymały się na tworzywie. Pies puścił i z doskoku usiłował poprawić chwyt, raz jeszcze pochwycić rękę faceta, kiedy ten, najwyraźniej już ochłonąwszy z pierwszego szoku, go kopnął. Pies odskoczył i zaczął na niego szczekać i warczeć na przemian, ale teraz już trzymał się od człowieka w pewnej odległości. Jak z podziemi wyrósł wtedy starszy pan i zaczął wyzywać biegacza od ”bandytów” i ”zwyrodnialców”. WTF? Biegacz wk…ł się i op…ł właściciela psa, wykrzykując mu czym jego pies sobie na tego kopniaka zasłużył, po czym pobiegł w swoją stronę. Zdarzyło mi się widzieć tego psa jeszcze dwa razy (na przestrzeni roku) w podobnych akcjach, tj atakującego biegających mężczyzn, z czego wynika, że starszy pan lubi wyzywać od ”bandytów” obcych facetów…

Nie ma znaczenia ”rozmiar psa”, to jakich jest gabarytów, czy ma ”duże”, czy ”małe” zęby, jest rasowy czy ”w typie rasy”, co mówi i ile lat ma jego właściciel, jeżeli w przestrzeni publicznej pies przebywający ze swoim właścicielem ”na spacerze”, atakuje postronne osoby i/lub zwierzęta, należy zgłosić ten fakt odpowiednim organom. Niektórzy ludzie uczą się tylko gdy odczuwają finansowe konsekwencje swoich zaniedbań…

Dziecko czyli ”ludzkie szczenię”

Powszechne jest i potencjalnie bardzo niebezpieczne, gdyż znacząco niekorzystnie wpływa na to co powszechnie (zarówno w środowisku psiarzy i osób psów nieposiadających) uważa się za ”ok” w odniesieniu do interakcji psów z dziećmi i dzieci z psami, tolerowanie tego, że psy i to obce psy, psy ”spoza stada”, bezceremonialnie naruszają przestrzeń ”ludzkich szczeniąt”. Że w przytłaczającej większości ignorujemy, jako ludzie znaczenie dystansów personalnych w interakcjach z psami, przez co wprowadzamy zamieszanie i niejednoznaczności odnośnie naszego i naszych dzieci statusu społecznego, od którego wszystko się zaczyna, gdy przychodzi do satysfakcjonujących, niestresujących i bezpiecznych interakcji z psami.

Nie rozumiejąc czym są dystanse personalne, jak ogromny wpływ mają one, wraz z całą komunikacją niewerbalną, na to jak postrzegają nas i nasze dzieci, nasze i obce psy, nie wymagając od psów poszanowania naszej przestrzeni i nie umiejąc używać przestrzeni ani własnej, ani tej w około nas, tj zawłaszczać jej lub bronić, kiedy przychodzi taka potrzeba, poruszamy się w świecie interakcji z psami jak we mgle. Co za tym idzie, właściciele psów nie uczą ich tego, że nie wolno jest im podejść do pierwszego z brzegu dziecka ot, tak naruszyć jego ”mydlanej bańki”, bo są go ”ciekawe”. Pies ma nos i doskonały węch, nie musi naruszać osobistej przestrzeni dziecka, bo go ono ”ciekawi” albo tym bardziej po to, by np. wyjąć mu z rączki parówkę. Pies poprzez węch ”czyta ludzi” i może to robić nie wdzierając się w naszą ”mydlaną bańkę”. Nie dbamy o podstawy, czyli nie wymagamy obligatoryjnie, by posiadacze psów uczyli swoje psy właściwego postrzegania dzieci, które gwarantowałoby dzieciom, ludzkim szczeniętom bezpieczeństwo, tak więc w oczekiwaniach sporej części osób odnośnie psów, w wyobrażeniach tych ludzi o ”prawidłowo ułożonym psie” jest mnóstwo nielogiczności/ niespójności.

Poszanowanie przestrzeni działa w obie strony. Jeżeli ja, będąc właścicielem/ opiekunem danego psa, mam prawo wymagać od rodziców dzieci, aby pilnowali swoich pociech i nie pozwalali im wyciągać łapek do mojego psa, oni mają prawo żądać ode mnie, abym kontrolowała zachowanie mojego psa i nie pozwalała mu naruszać przestrzeni ich dzieci. ”Złodziejstwo”, to zabieranie brzdącom smakołyków, to nie jest ”słodkie” i ”nieszkodliwe” zachowanie, to sygnał, że pies nie został nauczony poszanowania przestrzeni ”ludzkich szczeniąt” i nie są one dla niego ”w mydlanej bańce”, czyli nietykalne, i uważa, że może wchodzić w ich osobistą strefę. Rodzice małych dzieci, także nie zdając sobie sprawy ze znaczenia osobistej przestrzeni w interakcjach ludzi z psami, nie umieją używać własnej przestrzeni osobistej, tj bronić jej/ odzyskiwać ani zawłaszczać. Z tego też powodu nie potrafią ”włączyć pola siłowego”, które włączają suki, kiedy nie życzą sobie, aby obce osobniki zbliżały się do ich szczeniąt.

Podkreślę, nie chodzi o to, aby obawiać się każdego psa w pobliżu, ale o to, aby zrozumieć, że będąc rodzicem, czy właścicielem psa lub innego zwierzęcia, swoją mową ciała, a więc niewerbalnie można zakomunikować psu, zmierzającemu ewidentnie w stronę nas i naszego dziecka /lub psa, że nie ma prawa wejść w naszą przestrzeń osobistą, bo my sobie tego nie życzymy i tak powstrzymać go od niechcianego przez nas zachowania.

O sytuacjach, w których, czy to prowadzony na smyczy, czy biegający luzem, mały albo duży pies, podbiega do dziecka, które idzie, jedzie na rowerze, wrotkach, deskorolce, czy robi cokolwiek innego, czego ”piesek nie lubi” (jak zachowanie takich zaburzonych psów ”tłumaczą” ich właściciele), czyli w istocie z czym sobie psychicznie nie radzi i czego nie pomaga mu ”przepracować” jego właściciel, i ośmiela się pochwycić dziecko lub ”tylko” wdziera się w jego przestrzeń, oszczekując je i na nie warcząc, goniąc za nim co najmniej je straszy, nawet nie chce mi się rozpisywać. Kiedy taka sytuacja ma miejsce, rodzice atakowanych przez psychicznie zaburzone psy, dzieci, zazwyczaj krzyczą, odpędzają psy, które już naruszyły przestrzeń ich dzieci, czyli reagują po fakcie, robiąc awantury właścicielom zaburzonych psów. Ale to, że będą wydzierać się na właściciela psa, niczego nie zmieni. Może usłyszą ”Przepraszam, to moja wina”, a może nie. Może taki właściciel powie ”O co tyle hałasu? Przecież nic się nie stało” albo przerzuci winę na dziecko, że ono ”reaguje histerycznie” i ”prowokuje psa”, albo powie, że ”To dziecko przestraszyło mojego psa” -tak, tacy bezczelni tupeciarze też się zdarzają.

Bardzo ważne jest, abyśmy wszyscy w końcu zaczęli widzieć tego typu sytuacje, jakimi one w istocie są. Abyśmy nazywali rzeczy po imieniu, bez zakłamujących rzeczywistość tłumaczeń, które nie tyle ”wybielają zachowanie psów”, co raczej mają zdjąć odpowiedzialność z ich właścicieli za popełnione przez nich skandaliczne zaniedbania. To właściciel odpowiedzialny jest za to, że dany pies przede wszystkim jest w danym miejscu, ma możliwość nawiązania tj. rozpoczęcia interakcji, wejścia w interakcję, do której jest zachęcany albo takiej, która już trwa i do której zachęcany, i w której ”mile widziany” wcale być nie musi. Dlatego to właściciel psa odpowiedzialny jest za jego zachowanie, a skupienie uwagi psa na dziecku, zwłaszcza dziecku, które nie zdaje sobie sprawy z obecności psa albo go ona nie zajmuje, skrócenie przez psa dystansu dzielącego go od dziecka, naruszenie przez niego przestrzeni dziecka, można traktować jako atak, zwłaszcza, kiedy towarzyszy mu cały wachlarz dodatków takich, jak werbalne sygnały, mowa ciała oraz eskalacja zachowań, aż do zainicjowania przez psa kontaktu fizycznego z dzieckiem; skakanie na dziecko, pochwycenie go zębami itd.

Rodzice dzieci atakowanych przez zaburzone psy przebywające w przestrzeni publicznej, psy nieradzące sobie z bodźcami płynącymi z otoczenia, psy u których nawaliła socjalizacja i ”tak już zostało” (bo właściciele nic z tym nie robią albo robią źle, skoro pies atakuje dzieci), więc reagują zachowaniem nieadekwatnym do sytuacji, agresywnym wręcz, powinni pomyśleć o swoich dzieciach nieco inaczej. Powinni o swoich dzieciach pomyśleć bardziej ”po psiemu”, jako o ”szczeniętach”.

Chroń swoje ‚szczenię’

Rodzice dzieci atakowanych przez zaburzone psy np. w pobliżu placów zabaw, grające w piłkę, jeżdżące na rowerach itp. reagują, ale po fakcie i w dodatku nieprawidłowo; frustracją. Dają ponieść się emocjom, a to nie pomaga i w żaden sposób nie rozwiązuje problemu. A wystarczy zmienić sposób myślenia o interakcji inicjowanej przez obcego psa, swojej w niej roli i tym jak pies widzi albo nie, dziecko, którego przestrzeń tak bezceremonialnie i z bardzo nieprawidłowym nastawieniem narusza.

Jesteś rodzicem, więc chroń swoje dziecko; wymagaj poszanowania jego, a właściwie swojej przestrzeni, w której to dziecko się znajduje. Naucz się zawłaszczać przestrzeń i wszystko co się w niej znajduje, z własnym dzieckiem włącznie. Naucz się wysyłać przede wszystkim niewerbalne komunikaty psom tak, aby nie ośmielały się traktować cię jako jednego z ludzi, w stosunku do których uważają się za dominujące, więc bezpardonowo naruszają jego przestrzeń. Zrozum, że twoja osobista przestrzeń jest ważna, także albo zwłaszcza wtedy, gdy chodzi o interakcje z psami. Żaden przypadkowy i psychicznie zwichrowany pies nie ma prawa naruszać przestrzeni ‚ludzkiego szczenięcia’ i samowolnie rozpoczynać interakcji z ‚ludzkim szczenięciem’, zwłaszcza gdy usiłuje to zrobić za pomocą zębów. Od korygowania szczeniąt jest matka. Od korygowania zachowania dzieci-‚ludzkich szczeniąt’, jest człowiek, który jest ‚właścicielem’ danego ‚ludzkiego szczenięcia’, nie psychicznie zwichrowany pies.

I znowu powtórzę; psy oszczekujące dzieci, ganiające za nimi, wdzierające się w ich przestrzeń, starające się je pochwycić i w efekcie gryzące dzieci, jak one, przebywające w przestrzeni publicznej, w przeważającej większości przypadków robią tak nie dlatego, że ”polują” na owe dzieci i ”widzą w nich źródło pokarmu”, ale dlatego, że usiłują powstrzymać te dzieci od aktywności, z którą (psy) sobie psychicznie nie radzą. Te psy starają się sprawić, by dzieci przestały robić coś, co je (psy) niepokoi. Sęk w tym, że nikogo z obserwujących tego rodzaju sytuacje nie obchodzi, a najmniej rodziców atakowanych dzieci, co danego psa sprowokowało, przestraszyło, co w tym, że np. kilkulatka idzie obok albo jeździ na wrotkach, ”odpaliło” w jakimś psie potrzebę powstrzymania tego dziecka od wykonywanej przez nie czynności, przez dogonienie go i pochwycenie zębami, tak by to dziecko unieruchomić. Te psy, w swoim mniemaniu przeprowadzają ”korektę”, czyli korygują zachowanie jakiegoś osobnika, gdyż uznają je za niewłaściwe, wprowadzające ”dysharmonię” (zachowanie przeszkadza osobnikowi przeprowadzającemu ”korektę”) i chcą, by osobnik, którego strofują, zaprzestał tego zachowania. Korekta trwa w czasie ”teraźniejszym ciągłym” czyli do chwili, w której strofowany osobnik pojmie, że jego zachowanie jest niewłaściwym i go zaprzestanie. Kiedy korygowany zaprzestaje niechcianego zachowania, korekta się kończy. Tyle że w przypadku psychicznie rozchwianego, zaburzonego psa, ”niewłaściwe zachowanie” ma bardzo pojemne znaczenie. Takie psy ”korygują” ludzi, w tym dzieci, bo te pokrzykują do siebie, bawiąc się w berka, jeżdżą na; rowerze, rolkach, deskorolkach, hulajnodze, roześmiane kopią do siebie piłkę, biegają po parku itp., itd… A brak właściwej reakcji ze strony strofowanych (ludzie ciągle robią to, co psa zaburzonego niepokoi, z czym psychicznie sobie nie radzi) pompuje tylko poziom frustracji u takiego psa i sprawia, że ten staje się jeszcze bardziej psychicznie niezdrowy i wciąż powtarza swoje zachowanie, czyli próbuje ”korygować” dzieci.

”Promień pola siłowego”

Stawiam się w roli rodzica dziecka atakowanego przez obcego psa. Wyobrażam sobie sytuację w jakimś publicznym miejscu, powiedzmy parku, ja idę, a dziecko jeździ na deskorolce. Tak więc, idę sobie i widzę, że obcy pies zachowuje się niepokojąco, nienormalnie (to jest słowo, którego nie znoszą i na dźwięk, którego zapluwają się właściciele zaburzonych psów) w stosunku do mojego dziecka. Biegnie do niego, goni za nim powarkując i szczekając… Może goni za nim, żeby je oszczekać bardziej? I co dalej? Po co jakiś pies zajadle goni moje, jadące na deskorolce dziecko? Jest wysoce prawdopodobne, że ma zamiar naruszyć jego przestrzeń osobistą –po co inaczej by za nim gonił z takim nieprzyjaznym nastawieniem? A co potem? Będzie próbować złapać, poprawka UGRYŹĆ dziecko, żeby je ”skorygować”, by powstrzymać je od działania, z którym to on, pies-intruz sobie nie radzi -drażni go dźwięk wydawany przez (przykładową) deskorolkę mojego dziecka? A może goni moje dziecko, bo wydaje mu się podobne do jakiegoś innego, którego ”nie lubi”, bo ono go źle traktuje albo po prostu ”nie lubi go i już”, bo ”tak ma”? Może powodów, dla których ten pies goni moje, jadące na deskorolce dziecko jest kilka? Może pies jest nie tylko sfrustrowany, ale bardzo sfrustrowany i bardzo chce moje dziecko ugryźć?

Sorry, za brak tzw poprawności politycznej, ale gdyby taki pies zignorował to, że moje dziecko się zatrzymało, o ile by go zauważyło i/lub usłyszało, i dzięki temu zorientowało się, że stało się celem jakiegoś psa lub usłyszało, że ja proszę je, by się zatrzymało i/lub gdyby zignorował fakt, że ja podążam w kierunku dziecka i wciąż usiłował wedrzeć się w przestrzeń mojego dziecka, ode mnie taki pies zarobiłby kopa.

Jeżeli nieznany mi pies, niekontrolowany przez swojego tzw opiekuna, w taki sposób reaguje na to, że moje dziecko w przestrzeni publicznej, po prostu jedzie na deskorolce, skupia całą swoją uwagę na moim dziecku i z odległości iluś tam metrów, rzuca się w pogoń za nim, szybko skraca dystans, starając się ”nawiązać fizyczną interakcję” z moim dzieckiem, ignoruje przy tym moją obecność, to mam wystarczające przesłanki ku temu, by uznać, że pies ten może wyrządzić krzywdę mojemu dziecku. Może je wystraszyć lub wręcz zrzucić z deski i spowodować, że dziecko upadnie na asfalt, pokaleczy się albo coś sobie złamie. Może nawet je ugryźć (jeden ”chaps”) albo pogryźć (więcej niż jeden ”chaps”). A ja nie mam zamiaru przyglądać się temu, jak zaburzony pies napada na moje dziecko. Nie obchodzi mnie, czy byłby to ”malutki, niegroźny buldożek francuski”, czy ”spory, szkolony owczarek niemiecki”. Powtarzam; żaden psychicznie zwichrowany pies nie ma prawa naruszać przestrzeni ‚ludzkiego szczenięcia’ i samowolnie rozpoczynać interakcji z ‚ludzkim szczenięciem’, zwłaszcza gdy usiłuje to zrobić za pomocą zębów. Od korygowania szczeniąt jest matka. Od korygowania zachowania dzieci -‚ludzkich szczeniąt’, jest człowiek, który jest ‚właścicielem’ danego ‚ludzkiego szczenięcia’, a nie pies z psychicznymi problemami. W tym miejscu zaznaczę, bo żyjemy w takich czasach, że niektórym trzeba wszystko tłumaczyć bardzo, bardzo wyraźnie, że nie namawiam nikogo do nieuzasadnionej agresji w stosunku do żywych istot i nikogo nie namawiam do ”kopania psów”. Po prostu w sytuacji tak patologicznej, jak atak jakiegoś psa na dziecko, a ta wyżej opisana, hipotetyczna sytuacja, ma znamiona ataku, reakcja fizyczna jest uzasadniona. I podkreślę także, że nie chodzi o to, aby wyrządzić krzywdę psu, ale o to, aby powstrzymać go od wyrządzenia krzywdy dziecku.

Zdarzyło mi się być mimowolnym świadkiem sytuacji, w których nagle jakiś pies, który niby sobie ”wąchał trawkę”, zauważył gdzieś tam biegacza albo usłyszał dźwięk rowerowego dzwonka i to go odpaliło, doprowadziło do skrajnie nienormalnej (aczkolwiek dla tak się zachowujących osobników zapewne typowej) reakcji, w której rozpoczął pościg za tym kimś i albo usiłował pochwycić rowerową oponę w ruchu (co grozi poważnym wypadkiem), albo ośmielił się pokąsać biegnącą osobę. Czytałam też dość absolutnie szokujących wypowiedzi ”kynologów z fejsbuka” odnośnie przypadków pogryzień dzieci przez psy i ataków psów na dzieci, które nie skończyły się tragicznie, a ”jedynie” tym, że dziecko bardzo się atakującego je psa przestraszyło, i tym bardziej utwierdziły mnie one w przekonaniu, że gdy nie można liczyć na właściciela psa, trzeba liczyć na siebie. Mając do wyboru ”ugryzienie dziecka (czy kogokolwiek innego) przez psa” albo ”kopnięcie psa, by nie dopuścić do ugryzienia przez niego dziecka”, ja zawsze wybiorę to drugie. (Są chwilę, że nie dziwię się ludziom używającym gazu, kiedy nieznany im pies kieruje się w ich stronę, szybko skraca dystans i nie reaguje przy tym na wołanie właściciela, o ile ten w ogóle jest wtedy w pobliżu…). 

W moim odczuciu sytuacje, jak ta teoretyczna powyżej (w tym tekście czysto teoretyczna, jednak, od czasu do czasu, oglądamy przecież takie obrazki w tzw przestrzeni publicznej, np. w parkach, na skwerach itp.), te ”pieski” atakujące dzieciaki, które po prostu przechodzą obok albo jeżdżące na rowerach, czy biegaczy, są przypadkami skrajnymi i wymagają zdecydowanych reakcji rodziców napastowanych dzieci lub napastowanych biegaczy, czy rowerzystów. Pies kąsający obcego, uprawiającego sport np. biegnącego człowieka, to patologia. Jeśli nie działa ”pole siłowe” i pies ”nie odbiera sygnału” od biegacza albo rodzica i ”właściciela” dziecka-szczenięcia, to reakcja fizyczna osobnika, który broni przed zagrożeniem siebie albo swoje ”młode” (”zasoby”), jest tego naturalną konsekwencją. Chroniąca swoje szczenięta suka lub inny pies, wymagający od intruza ”zaprzestania wcinania się w jego przestrzeń z tym niefajnym nastawieniem” i ”wrzucenia na luz”, kiedy mowa ciała nie wystarczy, ostrzegawcze bodźce werbalne także, przechodzi do reakcji fizycznej i wtedy agresor ”obrywa zębem”.

Raczej trudno wyobrazić sobie, abyśmy my, jako luzie mieli rzucać się na czworaka i ”gryźć” atakującego nasze dziecko lub nas, psa. Nogi idealnie sprawdzają się, kiedy trzeba zaznaczyć promień naszej przestrzeni osobistej. Zdecydowana reakcja, zazwyczaj bardzo szybko otrzeźwia psa, który ”nie lubi deskorolek” albo ”ma problem z biegaczami” i potwierdzić to może każdy biegacz, którego kop skierowany w stronę psa szykującego się do jego łydki a nawet ręki, uratował przed uszkodzeniem mięśnia albo rodzic zaatakowanego dziecka, który uniemożliwił nienormalnemu psu, pokaleczenie zębami, ugryzienie (a może nawet pogryzienie) jego dziecka.

Nie zawsze ”zła energia”

Entuzjazm, czy ”złe nastawienie” -psy które naruszają przestrzeń ludzi, generalnie wszystkich ludzi, robią to, bo są przyzwyczajone do tego, że ludzie nie przykładają wagi do swojej przestrzeni osobistej w kontaktach z nimi. Nie przykładają do niej wagi, więc jej nie bronią, nie wymagają od psów poszanowania przestrzeni. Psy naruszają przestrzeń tych ludzi, którzy nie są świadomi znaczenia własnej przestrzeni osobistej i nie umieją jej świadomie używać. Naruszanie przestrzeni oznacza, że pies który to robi, uznaje człowieka, którego przestrzeń narusza za osobnika o niższym statusie społecznym niż jego, kogoś kim może ”sterować”. Innymi słowy, pies śmiało samowolnie naruszający przestrzeń danego człowieka, uważa go za uległego względem siebie, bo tylko osobniki dominujące naruszają przestrzeń osobników uległych bez jakichkolwiek konsekwencji. A skoro status społeczny człowieka jest niższy od statusu psa, pies nie musi liczyć się z człowiekiem i może go ”ustawiać”.

Sporo jest dziś psów, należących do ludzi nieprzykładających wagi do znaczenia przestrzeni osobistej i mających inne braki, nie tylko w emocjonalnej inteligencji… Psów bardzo zaburzonych, które przyzwyczaiły się do zachowań dominacyjnych, naruszając przestrzeń wszystkich w około bez jakichkolwiek konsekwencji (mnóstwo jest takich psów wśród psów niedużych i karłowatych). Psów bardzo, bardzo, powiedzmy ”przekonanych o słuszności swoich roszczeń”. To są te psy, które na każdym kroku wywołują spiny, ”na pewniaka”, wcinając się w przestrzeń innych psów i reagując agresją na jakikolwiek przejaw barku zgody na owo naruszenie przestrzeni. Braku zgody, który objawia się emanowaniem określonego rodzaju energii i przybraniem przez obranego za ”cel” psa, postawy komunikującej ”terroryście”, że ”Sorry, gościu, ale zawijaj się, bo mój jest ten kawałek podłogi, a tobie się coś pomyliło”. To jest ten typ ”rozpuszczonych” psów, które ”ustawiają domowników”, ”korygują” ich warczeniem, narastającym i w specyficznym tempie zmieniającym się w znerwicowane szczeknięcia, a nawet ośmielają się ich kąsać i gryźć. Tak bardzo często mają wszystkie te dziwne, mikro psy, które ”nie lubią” np. kiedy do ich ”pańci” przychodzą wnuki. Ten typ psów walczy z dziećmi o ”przestrzeń” np. na kanapie, to takie psy nie pozwalają, aby dzieci, czy po prostu goście, siadali w ich pobliżu albo w pobliżu ”ich człowieka” i przeganiają ”intruzów” warczeniem. To jest też ten typ tzw niegroźnych, niedużych psów, które jednak bardzo chętnie ”traktują zębami” ludzi, w tym dzieci, po prostu je gryząc. Zachowanie tych psów nie jest normalne. Ich właściciele, całe ich otoczenie przyzwyczaiło się, że one ”tak mają”, ale przyzwyczajenie się do danego ”stanu rzeczy” nie jest równoznaczne z tym, że ów stan rzeczy jest normalny.

Uczmy się od psich mam

Gdybym była psem, o bezpieczeństwo mojego szczeniaka walczyłabym, jak pies, no dobrze, jak suka 😉 czyli, jeśli wcześniejsze ostrzeżenia zostałyby zignorowane przez intruza, z użyciem zębów. Jako człowiek nie mam narzędzi, którymi dysponują psy, więc wspomniany wyżej kopniak spełnia swoją ozdrawiającą agresora, rolę. Działa jak ”pole siłowe”, które przypomina psu, że; szczenię-dziecko jest moje, co oznacza, że należy do mnie, ja jestem dziecka-szczenięcia ”właścicielem”, ja nim ”rozporządzam” i to ja (jak psia matka), decyduję o tym, kto, kiedy i na jakich zasadach może do mojego szczenięcia-dziecka się zbliżać. Moja ”reakcja fizyczna” mówi zaburzonemu psychicznie psu, usiłującemu ugryźć dziecko, by powstrzymać je od zachowania, z którym pies sobie nie radzi, że;

dziecko-szczeniak jest moje, należy do mnie i znajduje się w mojej przestrzeni, którą zawłaszczam i która jest tak duża, jak ja chcę,

nie pozwolę mu ot, tak wedrzeć się w moją przestrzeń, że moja przestrzeń jest moją własnością, wymagam jej poszanowania i będę bronić mojej (nie tylko) osobistej przestrzeni, bo znam jej wagę i uważam za przedłużenie mnie, mojego ciała i to ja rozporządzam WSZYSTKIM co się w MOJEJ PRZESTRZENI znajduje,

nie pozwolę mu bez konsekwencji zbliżyć się do mojego dziecka, mojego ”szczeniaka”( dodatkowo, z tak nieprawidłowym nastawieniem),

pies nie będzie mnie ”dominował”, wdzierając się w moją przestrzeń, ”ustawiając” mnie i mojego szczeniaka.

Psy wiedzą, że szczeniąt atakować nie wolno, nie wolno nawet zbliżać się do nich, bo naruszenie przestrzeni szczeniąt (o ataku na nie nie wspominając) wiąże się ze zdecydowaną reakcją ich matki. Osobnikom, które o tym zapomniały, należy po prostu przypomnieć zasady. Żaden pies nie ma prawa używać zębów w stosunku do dziecka.

”Nie znam się, ale się wypowiem”

Wracając jeszcze do nieudolnie, bardzo nieprofesjonalnie i nierzetelnie ”relacjonowanych” w mediach tragedii, jakimi są przypadki ciężkich pogryzień dzieci przez psy. Otóż, mogłoby się wydawać, że rolą dziennikarza jest informować tzw opinię społeczną odnośnie określonych faktów…. Jednak, kiedy fakty nie są określone, zostaje granie na emocjach odbiorców (bełkotliwych) przekazów. Równie dobrze za byle jak przygotowane materiały o ”pogryzieniach” i zupełny brak w nich edukacyjnej wartości, odpowiadać może ogólnie marny warsztat dziennikarski, zwykłe leserstwo i lenistwo, jak i brak merytorycznego zaplecza osób, które te materiały przygotowują (Kolejny raz przekonujemy się, że tylko w teorii dziennikarz ”powinien wiedzieć” o czym mówi lub pisze do swoich odbiorców). Media z powodzeniem mogłyby spełniać rolę edukacyjną, poprzez informowanie opinii publicznej o tym, jak do danego pogryzienia doszło, o tle zdarzenia, po to, aby uczulać nie tylko rodziców dzieci, ale i posiadaczy psów. Po to, by pobudzić do myślenia, mówiąc kolokwialnie, obie strony. Jednak media, kiedy donoszą o tragediach jakimi są ciężkie pogryzienia małych dzieci przez psy, ograniczają swój przekaz jedynie do ”informacji” w rodzaju: ”Niemowlę walczy o życie po tym, jak zaatakował je pies rasy’‚… I w tym miejscu zazwyczaj podawana jest nazwa konkretnej rasy (stygmatyzacja) albo potoczne określenie odnoszące się do pewnego typu psów (i znów: stygmatyzacja). To drugorzędne, ale również irytujące, a przede wszystkim szkodliwe, że ”dziennikarze” nie sprawdzają czy pies faktycznie jest rasowy, czy jest jakimś mieszańcem o nieudokumentowanym pochodzeniu albo np. psem z pseudo hodowli, w której non stop kryje się córkę ojcem lub matkę synem, tymi kazirodczymi kojarzeniami doprowadzając do ciężkich zaburzeń i chorób, również psychicznych, u potomstwa. Nie interesuje ich czy pies całe życie spędził w kojcu, czy był ”typowym psem rodzinnym”… To ”szczegóły”, które ”dziennikarzy” nie zajmują. Dla mediów liczy się pobudzenie tzw opinii publicznej, wywołanie emocji, zwiększenie ”klikalności” tekstu w internetowych serwisach ”informacyjnych”. Mając więc choć odrobinę tzw oleju w głowie, kiedy w mediach pojawia się doniesienie o ”ataku psa na dziecko”, nie sposób komentować go inaczej niż ”Nie znam szczegółów, więc nie będę się wypowiadać”. Ale tej zasady nie przestrzegają nawet ”miłośnicy psów”, członkowie popularnych fejsbukowych grup o tematyce kynologicznej, którzy zamiast zająć się własnymi psami, spędzają czas na ”dyskach na fejsie”…

V. ”Horror story”

Wschodni brzeg nadwiślańskiej plaży. Późne, leniwe, słoneczne, niedzielne popołudnie. Ludzi jest mało, właściwie kilka dwu-czteroosobowych grupek, głównie zajętych rozmowami dziewczyn i rowerzystów robiących sobie przerwę. W pewnym momencie pojawia się Pani z Dzieckiem. Zerkam w bok i widzę, że ‚parkuje’ wózek przy ścieżce, a dzieciak, który już całkiem nieźle chodzi, zasuwa praktycznie jak mały samochodzik w kierunku plaży. Właściwie to jak spuszczony ze smyczy przez tę plażę pruje już po chwili. Pani rzuca się za nim w pogoń i ledwo ”ogarnia” malca, chwytając go w chwili, w której dzieciak zdążył już wbiec do wody. Oboje są ‚wystylizowani’ i Pani irytuje się, że Dziecko zamoczyło sobie ubranie (buty i spodenki po kolana). Od tej chwili malec biega w podwiniętych portkach i boso po zasyfionej, pełnej kapsli, fragmentów szkła, petów itp., plaży. Obserwuję zmagania Pani z tym, może 3letnim Dzieckiem, z siedziska wyciosanego z pnia drzewa, które na potrzeby wpisu nazwę ławką, z odległości (średnio) jakichś 15 metrów. Przez chwilę ja i osoba, z którą na tej plaży jestem, patrzymy sobie na brykającego dzieciaka i wymieniamy uwagi w rodzaju ”fajny dzieciak”, ”ile ma energii”, ”takie żywe srebro”, ”jaki on ma fajny kapelusik”, ”mama chyba trochę zmęczona” itp. Ale po paru minutach łapiemy się na tym, że Pani z Dzieckiem i jej Króliczek Duracell’a przykuwają naszą uwagę nie tyle słodyczą ”rozbrykanego dzieciaczka w fajnym kapelusiku”, co raczej ”nieudolnością Pani w sprawianiu opieki” nad tym chłopczykiem. Uderzające jest jak bardzo to Dziecko jest samowolne, krnąbrne i nakręcone. Brzdąc robi co chce, biega w te i we wte, machając rączkami, a Pani biega za nim jak potłuczona, jakby nie miała do niego ”instrukcji obsługi”. Kobieta coś do tego dziecka mówi, wydaje mu jakieś polecenia, o coś je prosi, ale ”kontroluje je” jedynie w tych momentach, kiedy udaje się jej dziecko pochwycić np. za rękaw kurteczki. Dzieciak nie mówi, porozumiewa się z Panią piskami i chrząknięciami, kiedyś mogłoby to być wskazówką pomagającą określić jego wiek, ale w dzisiejszych czasach może po prostu oznaczać, że chłopczyk mówi w języku trolli i tak już mu zostanie. Sytuacja wygląda naprawdę dziwnie. Zaczynam zastanawiać się czy to Dziecko nie ma jakichś psychicznych problemów, jest ”normalne”, czy też wymaga ”specjalnej troski”? Jednak nic w zachowaniu Pani nie sugeruje, że chłopczyk wymaga jakiegoś szczególnego podejścia, czy traktowania. Po prostu, tą parą rządzi chaos.

Spokojny dotąd klimat plaży, ulatnia się w kilka chwil po pojawieniu się na niej tej dwójki typowych ofiar ”bezstresowego wychowania”. Dorosła, zgięta w pół, kobieta, ewidentnie nie radząca sobie zupełnie z rozwydrzonym dzieciakiem i ów dzieciak typu Diabeł Tasmański, zachowujący się tak, jakby żadna z dorosłych osób z jego otoczenia nigdy w życiu nie słyszała o ”wychowywaniu dzieci”, jakichś regułach zachowania itp. Oboje biegają wte i wewte jak postacie z Looney Tunes, przykuwając uwagę otoczenia. Patrzę na nich przez chwilę i nie mogę pozbyć się wrażenia, że ta dwójka nie ma ze sobą więzi matka-dziecko, coś w zachowaniu tej Pani każe myśleć, że ona nie jest matką tego Dziecka. Jej mowa ciała, całe jej zachowanie względem chłopczyka pokazuje, że to dziecko nie jest jej, a mały olewa ją, jak nielubianą opiekunkę albo ciocię. Chłopczyk jest niegrzeczny i męczący (ja czuję się nim zmęczona od samego patrzenia na jego zachowanie), a Pani nie ma ”podejścia”, nie umie do niego ”trafić”, ”nawiązać kontaktu”, ”zainteresować”, po prostu biega za nim (szkoda mi jej ‚stylizacji’). Ciekawi mnie czy ta osoba jjednak jest matką tego chłopczyka i czy to u nich taka ”norma” i oni ”tak mają”, że tak wygląda ich ”bycie razem na świeżym powietrzu”, jej i jej Dziecka, ich ”spacery” i ona nawet nie wie, że jest zmęczona tym ”stylem”, czy przeciwnie, traci już cierpliwość. Dla mnie i dla osoby, z którą oglądam to ”przedstawienie”, Pani ta sprawia wrażenie kogoś, kto jest z tym Dzieckiem ”od święta”. Ale wszystko jest możliwe, w końcu tyle jest ”metod wychowawczych”… W każdym razie, po około 10 minutach tego wstępnego i muszę przyznać, że niestety autentycznie przyciągającego uwagę chaosu, na scenę, prawie równocześnie, z przeciwnych kierunków, brzegiem Wisły wkraczają dwie pary; Dziewczyna z Czarnym Psem i Facet z Rudym Psem.

”O! Pieski!”

Oba Psy to niezbyt duże (wzrostu Border Collie) kundelki o lekkim kośćcu, bez nadwagi, takie, powiedzmy ”sportowe” psiaki i oba spuszczone są ze smyczy. Psiaki zauważają się. Od razu widać, że para Dziewczyna-Czarny Pies tworzy zgrany team. Czarny Pies w chwili, w której on i jego pani ”pojawiają się w kadrze”, skupiony jest na wykonywaniu jakiejś pracy, ćwiczenia, które zadała mu kobieta. To ona jest dla niego najbardziej interesująca w całym otoczeniu, jest skupiony na niej, na tym co razem robią i widać, że ”odnoszenie się do przewodnika” jest dla Czarnego Psa bardzo naturalne. Jest to jeden z tych psów, o których potocznie mówi się, że jest są ”posłuszne” -reaguje na komendy i wykonuje polecenia. ”Posłuszeństwo” wypracowuje się treningiem, czyli właściciel takiego psa musiał wykonać pracę, zbudować z nim relację, która pozwala mu ”sprawować kontrolę” nad zachowaniem zwierzęcia. I już na pierwszy rzut oka jest oczywiste, że właścicielka Czarnego Psa, trenuje z nim ”posłuszeństwo”, potocznie ”coś z nim robi”, ma z psem więź. To widać także dlatego, że pies stara się mieć z nią kontakt wzrokowy i w swoich zachowaniach, znowu potocznie mówiąc, ”w tym co robi”, odnosi się o niej. Np. nie oddala się samowolnie w kierunku Rudego Psa (jak ma w zwyczaju większość psów podczas tzw spacerów), ale czeka na zezwolenie od swojej właścicielki, by rozpocząć interakcję z Rudym Psem. Czyli Czarny Pies najpierw czeka na zezwolenie, by przerwać wykonywane ćwiczenie (zabawę-pracę) i oddalić się od właścicielki i dopiero, kiedy je otrzymuje, rozpoczyna interakcję z Rudym Psem.

Natomiast Rudy Pies po prostu idzie obok swojego właściciela. Może mają przerwę w ćwiczeniach, a może Właściciel Rudego Psa ma inny styl ”mania psa” i niespecjalnie przejmuje się ”wyszukiwaniem psu zajęcia”? W każdym razie Czarny Pies przerywa zabawę-ćwiczenie z właścicielką i udaje się w kierunku Rudego Psa, a ponieważ oba psy są do siebie przyjaźnie nastawione, po chwili zaczynają się bawić w ”zabierz mi patyk”. Ganiają się, zajęte sobą i dobrze się bawią, nie ma między nimi żadnych zgrzytów. Właściciel Rudego Psa robi wrażenie faceta, który ”ma psa” i tyle. Wydaje się być kimś, kto na spacerze z psem czeka aż pies ”wymyśli” co będą robić, a potem głównie stoi, idzie za psem i/lub czeka aż pies zdecyduje o tym, że idą dalej albo wracają do domu.

Właściciele bawiących się Psów zbliżają się do siebie i zaczynają rozmowę, jak sugeruje ich mowa ciała, zapewne typowe bla bla bla psiarzy, coś w stylu ”Fajna pogoda, pieski ładnie się bawią”. W pobliżu nich staje też Pani Opiekunka, wszystkie te osoby znajdują się od siebie w odległości, która pozwala im swobodnie słyszeć siebie nawzajem, czyli w razie potrzeby mogą się ze sobą komunikować.

Czy leci z nami pilot?

Od chwili, w której na plaży pojawiają się Psy, cała uwaga Diabełka Tasmańskiego, którego Pani Opiekunka nie może ogarnąć, kieruje się na zwierzaki. Wpierw na widok psów, chłopczyk staje jak wryty, ale już po chwili zdecydowanie rusza w kierunku zwierzaków a Pani rusza za nim. To bardzo ważne; Dzieciak zauważa psy, skupia na nich całą uwagę i zaczyna biec w ich kierunku. Nie odwraca się do Pani Opiekunki, nie pokazuje jej psów, nie ”konsultuje” z nią pomysłu ”idę do tych piesków”, nie pyta ”czy może”, po prostu biegnie do psów tak, jak wcześniej biegł wprost do wody. Za wszelką cenę dąży do kontaktu z psami. Od momentu, w którym na plaży pojawia się para zwierzaków, maluch skupiony jest tylko na nich i robi wszystko, by znaleźć się blisko nich i ich dotknąć. Nie interesuje go nic innego, zachowuje się tak, jakby psy były największą atrakcją z jaką dotąd się spotkał. Jest bardzo podekscytowany i nakręcony, sprawia wrażenie dziecka, które albo nigdy wcześniej nie miało okazji być w pobliżu żywych zwierząt (bo z jakiegoś powodu rodzice kontakt ze zwierzętami mu ograniczają) i nie umie się z nimi obchodzić, albo przyzwyczajone jest, że zwierzę to zabawka, rzecz, z którą może robić co chce, albo, co nie mniej niebezpieczne i niedopuszczalne, że każdego psa może traktować tak, jak jakiegoś tam, którego zna lub też, że kipią w nim takie emocje, że psy działają, jak podlanie ich substancją łatwopalną. Te opcje, są -moim zdaniem- nie do zaakceptowania i mogą skutkować poważnymi, nawet tragicznymi konsekwencjami.

Jednak Właściciele Psów nie zwracają uwagi na brak manier malca. Małe Dziecko biega za ich Psami jak dzikie, wyciągając do nich rączki, usiłując Psy pochwycić -dzieciak stara się pochwycić psa, do którego ”ma bliżej”, zbliżając się z wyciągniętymi w górę rączkami, upadając na jego grzbiet, próbując zwierzaka ”zagarnąć”, ale psy wyślizgują się mu, nie zwracając na jego zachowanie specjalnej uwagi, są zbyt nakręcone zabawą patykiem -nikt z towarzystwa ”dorosłych” nie wydaje się mieć ”problemu” z tym co robi malec. Właścicielom Psów nie przeszkadza, że małe Dziecko usiłuje niewłaściwie i uporczywie nawiązać kontakt z ich Psami. Nie reagują na to. Nie próbują też namówić Pani Opiekunki, żeby zawołała Dziecko, by mogli pokazać mu jak może z Psami nawiązać kontakt. Mnie Pani Opiekunka wydaje się być kompletnie oderwana od rzeczywistości, ale może usłyszała od Właścicieli, że psy ”są łagodne i nie gryzą”? Może dlatego, choć chłopczyk skupił całą swoją uwagę na psach, które ściga, ona stoi jak kukła i patrzy tylko, czy znowu nie wbiegł do wody -bawiące się psy do wody wbiegają co rusz, a on pędzi za nimi.

Ciekawi mnie co mówi Pani Opiekunka o tym, co robi w tej chwili jej ”Duracell”, czy w ogóle coś do Właścicieli Psów mówi, o coś ich pyta i czy w ogóle zauważa zachowanie Dziecka, czy zdaje sobie sprawę z zagrożenia czy nie. Interesujące jest też co mówią, widzą i myślą Właściciele zajętych zabawą Psów. Jedak ku mojemu zaskoczeniu nie wygląda na to, aby Właściciele Psów i Pani Opiekunka weszli z sobą w jakąś głębszą rozmowę. Pani stoi nieco z boku i sprawia wrażenie, że ulżyło jej, że dzieciak znalazł sobie zajęcie i ”się bawi”. Pozwalam sobie na chwilę refleksji nad tym ”Czy wychodząc z psem mam ochotę koncentrować uwagę na zachowaniu obcego dziecka, którego opiekunka, babcia czy ciocia nie reaguje na to, że dzieciak kompletnie nie potrafi obchodzić się z psami i jak nienormalny gania za moim psem, i psuje mi mój czas z psem na świeżym powietrzu?”. Nie, coś takiego nie jara mnie zupełnie, tym bardziej, że wystarczą mi inne psy, posiadacze psów i inne dorosłe osoby, na które trzeba mieć oko. Myślę, że takie ”akcje” nie ”jarają” żadnego normalnego, ”ogarniętego” psiarza, więc czekam na jakiś przejaw ”błyskotliwości”, a przynajmniej asertywności ze strony Właścicieli Psów, bo zachowanie Pani Opiekunki nie ulega zmianie. Nie zaczyna ”ogarniać” malucha w sposób, który zabezpieczyłby go przed interakcją z Psami, nie zabiera go ”trochę dalej”, nie oddalają się od Psów. Kobieta pozwala, by rozbuchany dzieciak, który zachowuje się tak, jakby systematycznie dostawał końskie dawki przetworzonego cukru, włączył się w psią ganiankę. Dziecko zaczyna ”ścigać” Psy, próbując je ”złapać” za cokolwiek, biega za nimi zawzięcie tak, jak pozwalają mu na to jego krótkie nóżki. I siłą rzeczy, wchodzi w rolę, w którą zazwyczaj w psich parkach i/lub na psich wybiegach, wchodzą małe psy, które ganiają grupki lub duety większych od siebie psów, którym nie są w stanie dotrzymać tempa i zabrać ”artefaktu”, bo mają za krótkie łapki…

Nie widzimy, aby Pani Opiekunka, w tych momentach, kiedy udaje jej się dopaść chłopca (bo przywoływanie go do siebie nie zdaje egzaminu od chwili, w której dotarli na plażę) i przez chwilę utrzymać go przy sobie, starała się w jakiś sposób Dziecko uspokoić, coś mu wytłumaczyć, pokazać, powstrzymać je od kontaktu z Psami. Psami, których, jak potwierdzi ciąg dalszy tej sytuacji, nie znają i które są dla nich obce. Kobieta, cokolwiek i jeśli w ogóle robi, aby wpłynąć na zachowanie Dziecka, zmienić je na bardziej spokojne, bardziej właściwe, jeśli Dziecko miałoby mieć kontakt z Psami lub tylko przez fakt, że znajduje się w ich pobliżu, nie robi tego skutecznie. Dzieciak wciąż jest tak samo podekscytowany obecnością psów i skupiony jest na tym, aby nawiązać z nimi kontakt fizyczny, móc ich dotknąć i je ”złapać”. Wciąż stara się na nich ”uwalić”.

Tak więc mały Diabełek Tasmański ”bawi się z psami”, w sposób, który do złudzenia przypomina te sytuacje, kiedy na psi wybieg, wpuszczony zostaje Psi Diabeł Tasmański, niezrównoważony, obciążony błędami w okresie socjalizacji, psiak, który ”nie kuma bazy” i nie umie bawić się z innymi psami tak, aby zabawa przebiegała bez spięć. Taki psiak sam nie umie wysyłać innym psom czytelnych sygnałów niewerbalnych i nie umie czytać lub błędnie odczytuje sygnały wysyłane do niego przez inne psy oraz reaguje przesadnie, najczęściej histerią lub agresją na zachowania otoczenia lub zjawiska w nim zachodzące. Taki pies bardzo często kreuje problem. Nie umie się bawić np. w ”zabierz mi patyk”, bo dla niego ganianie z innymi psami oznacza np., że wybiera sobie ”ofiarę”, na którą poluje i którą np. kąsa po pęcinach. Taki pies wprowadza zamęt, napiętą atmosferę, skutkującą korektą, którą zazwyczaj przeprowadza któryś (kilka) z psów z wybiegu (zdecydowanie rzadziej -niestety- świadomy właściciel psa), co nierzadko przeradza się w spinę, nawet poważną (z dziurkami i krwią), kiedy psów emocjonalnie niestabilnych i niedorozwiniętych jest na wybiegu więcej i gdy w pobliżu nie ma ani jednego człowieka-przewodnika…

Pani Opiekunka nie nawiązuje rozmowy z Właścicielami Psów, nie obserwujemy żadnego ”Przepraszam, ale czy Dziecko mogłoby popatrzeć na pieski z bliska, może mogłoby dotknąć i pogłaskać, któregoś z nich albo oba?”. Nie ma też żadnego, w następstwie tego typu pytania albo własnej inwencji Właścicieli, ”przywoływania psów” i przedstawiania im Dziecka ani Przestawiania Psów Dziecku. Nie ma także nic w stylu ”Powinna Pani pilnować malca i nie pozwalać mu ganiać za psami w taki sposób”, ani ”Może chce Pani, abyśmy pokazali Pani Dziecku, jak może być blisko naszych Psów w taki sposób, żeby to było dla niego bezpieczne i komfortowe dla naszych Psów”, czy wręcz ”Powinna Pani oddalić się stąd z tym Dzieckiem, tak, aby maluch nie mógł ganiać za naszymi Psami, które mamy w tym miejscu prawo puszczać luzem, żeby się wybawiły i którym natarczywość Pani Dziecka za chwilę może zacząć przeszkadzać” -nic, co wydawałoby się jest w takiej sytuacji naturalnym zachowaniem pierwszego z brzegu Właściciela Psa, który myśli, ma wyobraźnię i woli minimalizować ryzyko.

Nic, choć Pani Opiekunka dopada chłopczyka, czyli powiedzmy, że ”kontroluje” zachowanie Dziecka, tylko wtedy, kiedy maluch jest zbyt blisko wody. Przez pozostały czas obserwuje z dystansu jak Dziecko ugania się za Psami. Chłopczyk, oczywiście, biega dosyć nieporadnie i ”dogonienie” go nie sprawia kłopotu dorosłej osobie, jednak od czasu do czasu Psy zatrzymują się i w psich zapasach przewalają po piasku. I to są momenty, w których nieupilnowane Dziecko może mieć okazję nawiązać fizyczny kontakt z Psami, może w końcu do nich dobiec, wejść w ich przestrzeń, a właściwie naruszyć ją, ”złapać”, czyli np. ”pacnąć” rączkami, któregoś z nich lub oba. A zarówno Pani Opiekunka, jak i Właściciele Psów, którzy stoją ciągle w tym samym miejscu, zanim podejmą interwencję, zareagują na zachowanie Dziecka lub Psów, mają do pokonania dystans co najmniej kilku metrów…

Bariera językowa?

Właściciele Psów stoją ciągle w tym samym miejscu. Oboje, co odnotowuję z dużym rozczarowaniem, nie wydają się zbytnio przejmować tym, jak to Dziecko reaguje na ich Psy. Nie sprawiają wrażenia zaalarmowanych stopniem ekscytacji Dziecka i tym jak bardzo chce ono dotknąć ich Psy, wejść z nimi w fizyczny kontakt. Widzą, że chłopczyk usiłuje psy dogonić, że, ku irytacji ganiającej go Pani Opiekunki, za którymś razem, mimo jej pościgu z wyciągniętymi jak u Zoombie rękami, udaje mu się nawet wbiec za nimi do wody, ale nic nie robią. Może wydaje im się, że nic złego nie może się stać, bo przecież taki malec nie ma szans dogonić pary szalejących w zabawie psów… No i Psy na Dziecko nie reagują w ogóle, są zajęte sobą, bawią się.

Oczywiste jest jednak, że taki stan rzeczy nie może trwać w nieskończoność, w pewnym momencie psy, zdyszane, zechcą odpocząć, ”uwalą” się gdzieś i Dziecko będzie mieć do nich dostęp… Dlatego braku reakcji Właścicieli Psów nie usprawiedliwia nawet ewentualna ”bariera językowa”.

Ja, ze swojego miejsca, po zachowaniu chłopca, widzę, że nie jest on dzieckiem, które nauczone zostało jak obchodzić się ze zwierzętami. Po tym jak przyglądałam się dobre dziesięć minut temu, jak okropnie zachowywał się, zanim na plaży pojawiły się psy, wiem, że nigdy w życiu nie pozwoliłabym temu dziecku na to, aby znalazło się w pobliżu mojego zwierzęcia albo zwierzaka nad którym sprawuję opiekę. Jednak, moim zdaniem, nawet pierwszemu z brzegu laikowi wystarczyłaby minuta obserwowania tak zachowującego się Dziecka, by wiedzieć, że znalazłszy się w jego pobliżu, trzeba wołać psa, ”zbierać tyłek w troki” i uciekać od małego Diabła Tasmańskiego jak najdalej. Usadawiam się wygodniej i mówię do osoby, z którą tę scenę oglądam, że nigdzie nie idziemy, bo muszę zobaczyć co będzie dalej. Zobaczyć dokąd sięgają ignorancja z arogancją ”typowego psiarza” albo może do jakich zdarzeń może doprowadzić czyjś (właściciela psa) zbyt niski poziom asertywności…

To jest bardzo ciepły dzień i psy są już zmęczone, przestają daleko odbiegać i zaczynają bawić się blisko swoich właścicieli. I w końcu dzieciak ma szansę je dogonić.

”Nie!”

Czarny i Rudy trzymają się blisko swoich ludzi, więc w końcu, po paru minutach zabawy odbywającej się pod nogami właścicieli, zabawy w ”zabierz mi patyk”, w której jako inicjujący problem Diabeł Tasmański uczestniczy ścigający oba psy i męczący ”opiekunkę”, dzieciak, Pani Czarnego Psa zauważa, że ”coś jest nie w porządku”.

Usłyszeliśmy tylko jedno słowo skierowane przez nią bezpośrednio w kierunku natarczywego Dziecka i Psów; ”NIE!”, Być może Dziewczyna warknęła nie na Dziecko (szkoda), ale na któregoś psa (albo oba), który być może w tym momencie był o krok od przeprowadzenia korekty na chłopczyku? Tego nie wiem na pewno, jednak myślę, że ze szkodą dla Dziecka i Pani Opiekunki owo zdecydowane i głośne ”Nie!” skierowane było jednak do Psa/Psów. Dlaczego ze szkodą dla Dzieciaka i Pani Opiekunki? Dlatego, że od samego początku Dziecko zachowywało się niewłaściwie. Moja pierwsza myśl, kiedy to ”Nie!” usłyszeliśmy była taka, że w końcu ktoś zauważył, że ten dzieciak igra z ogniem i dobrze, że babka krzyknęła, kiedy chłopczyk znowu rzucał się na psy i opadając na nie, usiłował je pochwycić (Pani Opiekunka stała obok i w ogóle nie reagowała). W tym konkretnym momencie takie ”Nie!” skierowane do tego bardzo, bardzo niewłaściwie się zachowującego Dziecka, w przyszłości, w skrajnym przypadku, potencjalnie mogłoby temu Dziecku uratować, jeśli nie życie, to zdrowie, gdyż najprawdopodobniej byłoby wstępem do rozmowy o tym dlaczego ”Nie!”, co złego jest w zachowaniu malucha i dlaczego tak ważne było, by Dziecko go zaprzestało. Rozmowy, rzecz jasna, nie z Diabełkiem Tasmańskim, gdyż ten nie jest w wieku, w którym taka rozmowa miałaby sens, ale Panią Opiekunką. Oczywiście, pewnie gdyby to ”Nie!” skierowane było do ”dzieciaczka”, to sądząc po odrealnieniu Pani Opiekunki, ta wkroczyłaby do akcji natychmiast i zrugała Właścicielkę Psa, wrzeszcząc coś w stylu ”Jak Pani śmie tak zachowywać się w stosunku do dziecka!?”. Może właśnie prawdopodobieństwo scenariusza, w którym Właścicielka Psa najpierw musiałaby przebić się przez pancerz ”Jak pani śmie, to tylko dziecko!”, zniechęciło ją do spełnienia dobrego uczynku…

Jednak niezależnie od tego, czy Dziewczyna powstrzymała (swojego?) napastowanego przez Dziecko, Psa od przeprowadzenia ”korekty” na malcu, czy też krzyknęła na Dziecko, aby zaprzestało swojego zachowania (zanim zechce je do tego nakłonić jej Pies), istotne jest, że uznała, że najlepszym rozwiązaniem będzie przerwać sytuację, w której jej Pies narażony jest na kontakt z chłopcem nieumiejącym obchodzić się z psami i przerwała zabawę pomiędzy psami. Pani z Czarnym Psem uznała, że dalsze pozwalanie, by to Dziecko naprzykrzało się jej Psu, równoznaczne jest z narażeniem siebie, Psa i w końcu tego Dziecka, które tak skandalicznie zachowuje się na oczach Pani Opiekunki, na niepotrzebne ryzyko.

Czy ”Nie!” Właścicielki Czarnego Psa w jakikolwiek sposób zwróciło uwagę Pani Opiekunki, czy było dla tej osoby ”alarmujące”, czy podeszła do Dziecka i je od psów odciągnęła? Nie -tak brzmi odpowiedź na każde z tych pytań. ”Nie!” nie skutkowało także żadną wymianą zdań pomiędzy Właścicielami Psów a Opiekunką Dziecka.

Ze sceny schodzą Dziewczyna z Czarnym Psem i jej Czarny Pies. Zostaje Facet z Rudym Psem, który od chwili swojego ”wejścia w kadr” sprawia wrażenie, że nie kuma bazy, i jego Rudy Pies. Nie jest dla mnie jasne czy Facet z Rudym Psem ”załapał” dlaczego Dziewczyna z Czarnym Psem zdecydowała, że lepiej będzie i dla niej i dla jej Psa, jeśli odejdą z miejsca, w którym grasuje Dziecko. Chyba nie, bo on i jego pies zostali

Zabawka Rudego Psa

Rudy Pies i jego Właściciel nie sprawiają wrażenia tak zgranych jak team Czarny Pies i jego Właścicielka. Facet po prostu spuszcza Psa ze smyczy i ten sobie biega, i ”organizuje sobie czas”. Właściciel wodzi za nim wzrokiem, dla odmiany jego Pies za nim wzrokiem nie wodzi, i nie proponuje mu nic dość interesującego, by nieumiejący się obchodzić z psami chłopczyk, przestał być swego rodzaju atrakcją w oczach Rudego Psa. To bardzo o ważne: za partnera do zabawy Rudy Pies nie obiera swojego właściciela.


Ingerencja Pani Opiekunki w to, co robi maluch, ogranicza się jedynie do tego, że ściągnęła mu także spodenki, po tym, jak ponownie zamoczył je w wodzie. Poza tym ta osoba jedynie patrzy na to, jak chłopczyk biega za Rudym Psem. Właściciel Psa stoi w miejscu z rękami w kieszeniach i smyczą przewieszoną na ramionach. Rudy Pies zatacza kółka z patykiem w pysku, malec za nim biega, Pani Opiekunka na to patrzy. Pies coraz częściej przystaje, Dziecko-Diabełek Tasmański nie jest przecież tak sprawne fizycznie, by mogło ganiać go tak zgrabnie i szybko, jak robił to Czarny Pies. Rudy przystaje, więc malec może go dotykać, jednak cały czas to ”dotykanie” jest usiłowaniem pochwycenia Rudego Psa, z wyciągniętymi w górę rączkami i próbowaniem opadania na niego. Pies cały czas memla badyl i często spojrzeniem upewnia się gdzie znajduje się chłopczyk. I w końcu, jak na dłoni, widzę to, na co czekałam od ok kwadransa, to jest odkąd zaczęła się ”zabawia” Dziecka z Psami, bardzo czytelny sygnał, potwierdzenie, że ”dorośli” odpowiedzialni za sytuację, którą obserwujemy, dali, mówiąc bardzo delikatnie, plamę po całości.

Właściciel/ opiekun psa powinien mieć nieco więcej oleju w głowie od pierwszej z brzegu Pani z Dzieckiem. Powinien dbać o swoje i swojego psa bezpieczeństwo, a jedną z konsekwencji takiego dbania o bezpieczeństwo jest niepozwalanie na kontakt z psem dzieciom, które nie umieją zachować się w interakcji z psami. Odpowiedzialny właściciel psa musi myśleć perspektywicznie i przewidywać, że sytuacja, w której Dziecko, które na widok psów zachowuje się tak, jakoby nigdy wcześniej nie miało prawidłowego lub co najmniej poprawnego kontaktu z przedstawicielami tego gatunku, oznacza potencjalne niebezpieczeństwo.

Korekta no.1

Rudy Pies zatrzymuje się i teraz ”żuje badyl statycznie”, jest ustawiony z prawej strony półprofilem do nas, zad uniesiony, front pochylony do ziemi na wyciągniętych w przód łapach, pomiędzy którymi znajduje się pysk, w którym pies memla patyk, Dziecko podchodzi do niego od tyłu, nieco z boku i zwala się na niego z wyciągniętymi w górę rączkami, które to opadają na grzbiet Rudego Psa. Dziecko uwala się na zwierzaku, tj usiłuje to zrobić i wtedy Rudy Pies je koryguje. Rudy wykonuje bardzo szybki zwrot głową w tył, w kierunku chłopczyka, Dziecko odskakuje od jego ciała. Nie płacze, nie krzyczy. Jest zaskoczone. Gdybym miała obstawiać, to postawiłabym na to, że Rudy Pies pogroził dziecku, warknął, zmarszczył się na Króliczka Duracell’a, może nawet kłapnął pyskiem powietrze. W każdym razie ruch głową, to że Pies tak nagle się do niego odwrócił i skierował pysk w jego stronę (blisko twarzy) wytrąciło Dziecko z jego działania. Jednak go nie przestraszyło, chłopiec nie krzyknął, nie rozpłakał się, nie zrobił niczego, co zwróciłoby uwagę Pani Opiekunki albo Właściciela Rudego Psa i po chwili, kiedy Pies odbiegł, malec znowu za nim popędził…

Ani Pani Opiekunka chłopca, ani Właściciel Rudego Psa nie zwrócili na to uwagi. Stało się coś bardzo istotnego. Oto jednoznacznie przekonaliśmy się, że Rudy Pies traktuje chłopczyka niewłaściwie i że w związku z tym może zdarzyć się coś, co najmniej nieprzyjemnego. Rudy wysłał do niego sygnał i to jest wartością -ostrzegł istotę, z którą ma interakcję (Nikt z tzw dorosłych na to nie zareagował). Problem w tym, że ta istota, to dziecko nie zna języka, w którym otrzymało ostrzeżenie, a Rudy nie powinien znaleźć się w sytuacji, w której uznał, że grożenie tej istocie, temu dziecku-ludzkiemu szczenięciu jest dopuszczalne. Pies, który nawykowo prawidłowo odnosi się do dzieci, rozumie, że są ludzkimi szczeniętami, są poza jego ”zasięgiem” i nie jest jego rolą korygowanie ich, kiedy zachowanie dziecka mu przeszkadza, odchodzi, kończy interakcję z dzieckiem. Jednak Rudy nie unika interakcji z chłopczykiem i nie przerywa jej po tym, jak ”skorygował” malca. Traktuje to dziecko raczej jak ”istotę” niż ‚ludzkie szczenię’. Chłopczyk jest czymś co uatrakcyjnia temu psu przebywanie na plaży, stworzeniem, które go gania i tyle. Dla zasady zaznaczmy też, że pies ten w żadnym momencie trwającej ok kwadransa interakcji z Dzieckiem, nie szuka wsparcia u swojego właściciela.

Problem dotyczący Dziecka i Rudego Psa jest poważniejszy niż mogłoby się wydawać, bo pokazuje, że co najmniej w tej konkretnej sytuacji, w interakcji z tym konkretnym Dzieckiem, Rudy Pies, owego chłopczyka nie postrzega jako Dziecka, jako ‚ludzkiego szczenięcia’, którego nie wolno mu korygować nawet zamkniętym pyskiem, o ”wyskakiwaniu z zębami” nie wspominając. Obok stoją ludzie, dorosłe osoby, jedna (w teorii) odpowiedzialna za Dziecko, druga za Rudego Psa i żadna z tych osób od początku, tj. od nieco ponad kwadransa, nie zauważa po jak bardzo cienkim i kruchym lodzie stąpają. Dziecko nie zostało przedstawione Psom (tym bardziej nie jako ‚ludzkie szczenię’). Nie odbył się żaden rytuał. Dziecku nie pokazano na jakich warunkach może przebywać w towarzystwie psów, jaki psychiczny stan jest wymagany do tego, aby bezpiecznie blisko psów przebywać.

Może oba psy, tak Rudy jak i Czarny, nie mają przećwiczonych relacji z dziećmi-ludzkimi szczeniętami? Może z dziećmi, które są nieuważne lub natarczywe ”radzą sobie same”, wysyłając im sygnały i ostrzegając je groźbami? Może ich Właściciele ”nie widzieli potrzeby”, by poświęcać sprawom relacji pies-dziecko jakąś szczególną uwagę? Może stanęło na tym, że psy ”nie są agresywne” i tyle? Może nie zostały nauczone, że każde dziecko to ‚ludzkie szczenię’ i jako takie każde jest nietykalne, bo jego społeczny status jest wyższy niż status psa? Że ”korygowanie” ‚ludzkich szczeniąt’ jest nieakceptowalne i zachowaniem chroniącym psa ma być jego oddalenie się od ‚ludzkiego szczenięcia’, kiedy to zaczyna zachowywać się w sposób, który powoduje u psa dyskomfort? Że przebywając blisko ‚ludzkiego szczenięcia’ nie wolno naruszać jego ”mydlanej bańki” i wchodzić w jego osobistą przestrzeń z nastawieniem innymi niż spokój i ulegle poddanie? I że powtórzmy: jedynym tolerowanym przez przewodnika sposobem na unikanie i/lub przerywanie interakcji z ‚ludzkim szczenięciem’ jest oddalenie się od niego? Może to zupełnie naturalne dla Rudego Psa, że ”koryguje” dzieci i ośmiela się im grozić, marszcząc się w ich stronę, kłapiąc im pyskiem przed buziami lub powarkując na nie? Może czasem nawet skoryguje je dotknięciem zębów? Może nikt z tzw ”dorosłych” nie zwraca na to uwagi, a dzieci są zbyt małe i/lub zbyt wystraszone, aby o tym powiedzieć swoim rodzicom? Może ten pies ma nawyk traktowania dzieci w ten sposób, bo jego groźby są skuteczne i szybko, w mgnieniu oka ”ustawiają dzieciarnię”, z którą ma do czynienia? A może dzieci nie są dla niego ‚ludzkimi szczeniętami’ albo są, ale podchodzi do dzieci wybiórczo i w niektórych widzi jedynie tylko jakieś ”stworzenia”, a w innych ‚ludzkie szczenięta’ o wyższym od niego statusie społecznym? Może Rudy Pies jest osobnikiem bardzo młodym i może to, że ”dotąd nic złego się nie stało, żadnego dziecka nie ugryzł”, wynika tylko i wyłącznie z tego, że ten pies ma jeszcze ”mały przebieg” i po prostu wszystko przed nim…

Aż ciśnie się stwierdzenie, że ”wszystko jest możliwe”, zważywszy na to, że jego Właściciel zaprezentował się jako ignorant, nie dostrzegając potencjalnego zagrożenia w tym, że jego Pies ”bawi się” (z) Dzieckiem, które zupełnie nie nadaje się do ”zabawy” z psami, bo nie jest to tego przygotowane bo, nie zostało nauczone, jak należy się z psami obchodzić i że w związku z tym ”zabawa” z psami może być dla tego Dziecka niebezpieczna. Skoro facet nie dostrzegł tej oczywistości czy można mu ufać, że interakcja, która ma miejsce pomiędzy jego psem a tym rozwydrzonym dzieciakiem jest bezpieczna?

To dziecko zaczęło za Psami ganiać ot, tak. Ale nie jako Dziecko, tylko taki ”Tasmański Diabełek”, który ganiał oba psy, wydając przy tym z siebie rożne dźwięki. Rudy Pies traktował tego chłopczyka jako coś, co uatrakcyjnia mu memlanie badyla, od chwili, w której zabrakło mu kompana w postaci Czarnego Psa. Nic więcej.

Od momentu, w którym Rudy Pies skorygował malca po raz pierwszy, uznałam, że do incydentu, który uznany zostanie potem za ”atak”/ ”pogryzienie”, zostało maksymalnie 10 minut.

I tak, kilka minut potem…

Korekta no.2

Rudy Pies znowu przystanął, dał chłopczykowi do siebie podejść, dzieciak znowu nabiegł na niego z wyciągniętymi rączkami, szykując się do opadnięcia na zwierzaka, tylko tym razem ”aktorzy” lepiej się ustawili, gdyż i Dziecko i Pies zwróceni byli do widowni profilami sylwetek. W pewnej chwili, kiedy dziecko ustawione buzią do pyska psa, buzią znajdującą się od tego pyska w odległości mniej więcej 30 centymetrów, chciało najprawdopodobniej znowu zwalić się całym ciężarem na jego głowę, pies szybko poruszył głową i kłapnął zębami tuż przed twarzą chłopczyka, na wysokości jego noska. Pies ”ugryzł powietrze”, centymetry od twarzy Dziecka. A dziecko troszkę się wystraszyło, stanęło jak wryte z tymi wyciągniętymi w górę rączkami, ale ponownie ani nie krzyknęło, ani się nie rozpłakało. I ani Pani Opiekunka Dziecka, ani Właściciel Rudego Psa nie zobaczyli tej drugiej korekty, korekty ponownie blokującej dziecku ”uwalenie się” na psie. Po tej drugiej ”korekcie”, ”entuzjazm” z jakim chłopczyk ”obcuje” z psem nie maleje. Sygnały psa nie temperują nastawienia dziecka do niego i malec znowu udaje się w pogoń za Rudym.

Boska interwencja

Opada mi szczęka, bo najwyraźniej ponownie zdarzenia nie odnotował nikt poza mną i osobą, z którą obserwuję ”zabawę psa z dzieckiem” –WTF? Jak to możliwe? Co robili ci ludzie; Właściciel Rudego Psa i Pani Opiekunka, kiedy Rudy Pies kłapał pyskiem przed buzią malca? Od ugryzienia, takiego typowego ”kasownika”, czyli chwyć-puść, to dziecko dzielą minuty. Jeszcze chwila i rano przeczytam, że ”Na nadwiślańskiej plaży, w niedzielne popołudnie pies pogryzł chłopczyka”, że ”Dziecko zostało ugryzione w twarz, podczas zabawy z psem”.

I wtedy dzieje się coś, co w pierwszym tłumaczeniu ”Pulp Fiction”, śp. Tomasz Beksiński, w scenie, w której mimo wszelkiego prawdopodobieństwa Jules Winnfield I Vincent Vega uniknęli śmiertelnych ran postrzałowych, nazwał ”boską interwencją”. Dosłownie dwie-trzy minuty po tym jak Rudy Pies ”ugryzł powietrze” tuż przed noskiem Dziecka, Pani Opiekunka podchodzi do malca i zabiera go od Rudego Psa. Po prostu ”łapie go za chabety” i odchodzi z nim w stronę wózka. I, żeby było jasne, jej decyzja nie jest pokierowana tym co opisałam, tą ”korektą” Rudego Psa, bo ta baba tego nie widziała. Była na tej plaży, w odległości paru kilku metrów od Dziecka i Rudego Psa, i choć powinna dbać o bezpieczeństwo tego Dziecka, nie widziała co działo się na plaży. Nie widziała nawet tego, jak Rudy Pies, w odległości mniejszej niż długość małego palca, kłapnął pyskiem przed twarzą tego Dziecka. Chłopczyk protestuje, wydziera się i szarpie, ale ona najwyraźniej uznała, że ”dość zabawy” i teraz olewa jego chciejstwa i niechciejstwa. Może spojrzała na zegarek, może dostała sms’a? (Może akurat w chwili, w której Rudy Pies groził Dziecku, nad którym miała sprawować opiekę lajkowała kolejnego selfika jakiejś psiapsióły?) W każdym razie coś kazało jej zwijać się z plaży.

Rudy Pies pobiegł w krzaki a jego niczego nieświadomy Właściciel udał się za nim. I ”nic się nie stało”. End of Story. Tym razem.

Ciąg dalszy w tekście ”UCZMY SIĘ OD PSICH MAM -UCZENIE PSÓW PRAWIDŁOWEGO ODNOSZENIA SIĘ DO DZIECI I UŻYWANIE PRZESTRZENI OSOBISTEJ W KONTEKŚCIE USTALENIA STATUSU SPOŁECZNEGO NASZEGO DZIECKA-LUDZKIEGO SZCZENIĘCIA W RELACJACH Z NASZYM PSEM I PSAMI OBCYMI”

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora jest zabronione.

www.facebook.com/zuzpasjaodogoargentino

Reklamy

CZĘŚĆ 1: DZIECKO JAKO ‚LUDZKIE SZCZENIĘ’ W PRZESTRZENI PUBLICZNEJ -”PIES POGRYZŁ DZIECKO”, CZYLI ZIGNOROWANE CZERWONE ŚWIATŁA I BEZPODSTAWNE ZAŁOŻENIA PROWADZĄ DO TRAGEDII

W przestrzeni publicznej czyjś pies jest ostatnim czego powinniśmy się obawiać

Wiele osób myśli w ten sposób, gdyż wydaje się oczywiste, że jeżeli dany pies nie radzi sobie psychicznie z przebywaniem w przestrzeni publicznej, przejawiając zachowania obiektywnie zagrażające otoczeniu, to się go w publiczną przestrzeń nie zabiera -jego właściciel go w nią nie wprowadza. Tak więc, kiedy przebywamy w publicznej przestrzeni, uprawiamy sport, spacerujemy z dziećmi lub własnymi psami itd., mamy prawo nie postrzegać obcych, aczkolwiek niebezpańskich psów, jako zagrożenia dla naszego bezpieczeństwa. Nie jest żadnym szczególnym wymaganiem oczekiwanie, że obecność niebezpańskich psów w przestrzeni publicznej ma być niezagrażająca dla postronnych osób i/lub zwierząt. Innymi słowy nie jest niczym nadzwyczajnym wymaganie od właścicieli wprowadzających swoje psy w przestrzeń publiczną, aby kontrolowali zachowanie swoich podopiecznych. Jednak zdarza się, że psy przebywające ze swoimi właścicielami w miejscach publicznych (na smyczach lub bez) atakują postronne osoby, w tym dzieci.

Pieski ”po szkleniu”

Internet to (także) wielki słup ogłoszeniowy i coraz więcej różnych osób prezentuje się w sieci jako ”dyplomowani behawioryści”, ”prowadzący szkolenia” itp. Ludzie ci nie tylko ”prezentują się”, ale wprost reklamują jako świadczący usługi z zakresu ”profesjonalnych szkoleń” i ”profesjonalnych porad behawioralnych”, w ten sposób zdobywając klientów. Nie ma się czemu dziwić. Psy są w Polsce popularnymi zwierzętami domowymi, jest więc oczywiste, że wszystko co się z nimi wiąże, od rozmnażania, przez usługi weterynaryjne, na tzw poradach behawioralnych kończąc, stało się biznesem. ”Behawioryści”, włączając w to i tych, którzy mogą poszczycić się ukończeniem studiów wyższych a nie samym tylko ”uczestniczeniem w seminariach” i byciem ”słuchaczami wykładów” różnych tzw autorytetów, są po prostu kolejną, szybko rozwijającą się gałęzią tego biznesu. A w zalewie ”szkoleniowców” i ”behawiorystów”, walczących o klientów atrakcyjnie zaprojektowanymi stronami internetowymi z filmikami ”ze szkoleń”, ”słitaśnymi fociami piesków”, rzewnymi historyjkami dotyczącymi ”poszczególnych przypadków” (to zazwyczaj w zakładkach tytułowanych ”nasze sukcesy” lub jakoś podobnie), poprzez ”rzesze fanów na fejsbuku” itd., szczególnie nowym właścicielom psów, trudno jest zorientować się czy te osoby, w istocie mają swoim klientom do zaoferowania autentyczną wartość, czy też po prostu szukają jeleni, które dziś łatwo łapie się, od czasu do czasu wrzucając w swoją wypowiedź/ tekst ze strony hasła typu ”wyrzut hormonu” i ”struktura mózgu” itp.

Sposobem, który nigdy nie zawodzi przy ocenie danego behawiorysty (i/lub szkoleniowca) i pozwala go szybko zakwalifikować, jest poznanie jego punktu widzenia w kwestii relacji pies-dziecko/ dziecko-pies. Jak dany ”specjalista” widzi psy w relacjach z dziećmi i dzieci w relacjach z psami? Czy punktem wyjścia do rozmowy na ten temat jest dla niego uwaga, iż nauczenie psa czym jest dziecko jest podstawą? Są tacy ”behawioryści”, którzy uznają za normę, iż pies to, że małe dziecko ”patrzy mu w oczy”, odbiera/ interpretuje/ rozumie jako ”wyzwanie do walki”, ”wyzwanie do określenia lub potwierdzenia swojej pozycji społecznej względem dziecka”. W swojej ”pracy” dopuszczający jako normę szalenie niebezpieczną ewentualność, że pies może nie rozumieć czym jest dziecko i z tego powodu je zaatakować. Że, w konsekwencji dyletanctwa takiego pseudo behawiorysty czy szkoleniowca, pies może spośród możliwych strategii społecznych, wybrać skrajną, krańcowo nieadekwatną do sytuacji i absolutnie niedopuszczalną. Na atakowanie i gryzienie dzieci przez psy, nie może być przyzwolenia. ”Behawioryści”, którzy tłumaczą zachowanie psa; ”Zaatakował, bo odebrał wpatrywanie się w niego dziecka, jako zagrożenie i wyzwanie do walki”, bardzo delikatnie mówiąc, kompromitują się. Tacy ”specjaliści”, ”behawioryści”, ”trenerzy”, ”szkoleniowcy” itp. persony, są kompletnie niewiarygodnymi i niezwykle niebezpiecznymi dyletantami. Każdy pies musi rozumieć, że dziecko to ”szczenię”, a szczenięta nie rzucają wyzwań -doprecyzujmy, dla dyletantów gotowych kłócić się, że jest inaczej, że ‚szczenięta’ nie rzucają wyzwań, które w jakikolwiek sposób mogą stanowić zagrożenie dla ”wyzywanego”. Szczenięta, a więc i dzieci są bezbronne, ale przede wszystkim nietykalne dla psa. „Intensywne wpatrywanie się jakiemuś psu w oczy przez małe dziecko” nie może być przez psa interpretowane jako ”wyzwanie”. Dzieci to szczenięta ludzi, nie stanowią żadnego zagrożenia, więc traktowanie ich, jak osobników stwarzających zagrożenie, atakowanie przy użyciu zębów, najcięższego arsenału, jak równych sobie przeciwników, jest niedopuszczalne. Jest przejawem zaburzenia psychicznego, którego człowiek odpowiedzialny i myślący, przewodnik psa, nie może akceptować. Normalny pies wie, że dziecko, to szczenię człowieka, a szczenię nie jest dla niego zagrożeniem. Niezaburzone psy, jeśli w zachowaniu dziecka coś im ”nie pasuje”, po prostu oddalają się od niego.

Reasumując, to, że jakiś pies jest ”po szkoleniu” wcale nie musi oznaczać, że wie, że nauczony został, iż dzieci to ludzkie szczenięta, bo wcale nie jest powiedziane, że jego właściciel lub osoba, której ten właściciel zaufał, że nauczy i jego i jego psa co jest ”ok” w relacjach psa z ludźmi, w tym dziećmi, tego psa nauczył/a prawidłowego odnoszenia się do dzieci. Ale po kolei, najpierw nieco uporządkujmy.

Zaburzone psychicznie, nieznające swojego miejsca i roli psy ”strofują” ludzi

Psy oszczekujące ludzi, w tym dzieci, na których w tym wpisie (i jego drugiej części) się skupię, ganiające za dziećmi, wdzierające się w ich przestrzeń, starające się je pochwycić i w efekcie kaleczące zębami lub wręcz gryzące dzieci, jak one, przebywające w przestrzeni publicznej, w przeważającej większości przypadków robią tak nie dlatego, że ”polują” na owe dzieci i ”widzą w nich źródło pokarmu”, ale dlatego, że usiłują powstrzymać te dzieci od aktywności, z którą (psy) sobie psychicznie nie radzą. Te psy starają się sprawić, by dzieci przestały robić coś, co je (psy) niepokoi. Sęk w tym, że ani dzieci padających ofiarą ataku takiego psa (bo to też są ataki), ani ich rodziców, ani nawet nikogo z obserwujących tego typu ataki, nie obchodzi, co danego psa sprowokowało/ pobudziło do tego stopnia, że rzucił się na dziecko. Co w tym, że np. kilkulatka gdzieś sobie idzie lub jeździ na wrotkach, ”odpaliło” w jakimś psie potrzebę powstrzymania tego dziecka od wykonywanej przez nie czynności, przez dogonienie go i pochwycenie zębami, tak by to dziecko zatrzymać, uniemożliwiając mu dalsze przemieszczanie się. Dla ofiar tego rodzaju ataków i ich otoczenia, zachowanie takich psów jest nieakceptowalne, dla ich właścicieli już niekoniecznie… I potrafią wymyślać przeróżne tłumaczenia (począwszy od unikania słowa ”atak”), zamiast uczciwie przyznać, że to ich wina (bo to oni przyprowadzili psa w miejsce publiczne i go nie upilnowali), że pies zaatakował dziecko przebywające w przestrzeni publicznej. Te psy, w swoim mniemaniu przeprowadzają ”korektę”, czyli korygują zachowanie jakiegoś osobnika, gdyż uznają je za niewłaściwe, wprowadzające ”dysharmonię” (zachowanie przeszkadza osobnikowi przeprowadzającemu ”korektę”) i chcą, by osobnik, którego strofują, zaprzestał tego zachowania. Korekta trwa w czasie ”teraźniejszym ciągłym” czyli do chwili, w której strofowany osobnik nie pojmie, że jego zachowanie jest niewłaściwym i go nie zaprzestanie. Kiedy korygowany zaprzestaje niechcianego zachowania, ”korekta” się kończy. Tyle że w przypadku psychicznie rozchwianego, zaburzonego psa ”niewłaściwe zachowanie” ma bardzo pojemne znaczenie i tak naprawdę nigdy nie możemy mieć pewności co takiego psa sprowokuje, przestraszy itp. i jak się on ostatecznie zachowa… Takie psy ”korygują” ludzi, w tym dzieci, które są fizycznie mniejsze od dorosłych i stanowią łatwiejszy od nich cel, bo te pokrzykują do siebie, bawiąc się w berka, jeżdżą na; rowerze, rolkach, deskorolkach, hulajnodze albo roześmiane kopią do siebie piłkę, biegają po parku itp., itd… A brak właściwej, z punktu widzenia psa, reakcji ze strony strofowanych (ludzie ciągle robią to, co psa zaburzonego niepokoi, z czym psychicznie sobie nie radzi) pompuje w nim poziom frustracji (w tym niepewności, lęku, rozchwiania itp.) i sprawia, że pies staje się jeszcze bardziej psychicznie niezdrowy, i wciąż, kompulsywnie wręcz powtarza swoje zachowanie, czyli próbuje ”korygować” dzieci. Ale i do tego wątku dojdziemy w dalszej części tekstu.

Tofu nie rzuca się tak dobrze jak mięsem

Towarzyska ogłada i umiejętność zachowania się, to coś, co wynosi się z domu. Kiedyś owo (staranne) wychowanie nazywano kindersztubą. Jednak w dzisiejszej rzeczywistości nietrudno odnieść wrażenie, że ”kindersztuba” to już tylko słowo, archaiczne i zapomniane, o sensie (dla większości) trudnym do zrozumienia. Kiedy chodzi o ”rodziców z dziećmi”, praktycznie normą jest już np. to, że w restauracjach małe i nieco starsze dzieci wydzierają się wniebogłosy i biegają między stolikami, jakby były na placu zabaw, a ich rodzice ignorują fakt, że inne osoby w około, w tym samym czasie usiłują czerpać przyjemność z posiłku (za który przecież, jak i rodzice tych dzieci, płacą), odbywają spotkania biznesowe, prowadzą rozmowy lub po prostu pracują. Gdy przechodzimy do ”wychowania psów”, taką samą normą stało się choćby obskakiwanie przez psy zupełnie obcych ludzi i np. dodatkowo brudzenie im ubrań łapami utytłanymi w błocie, okraszane kretyńskimi tłumaczeniami właścicieli owych psów, że ”On się chce tylko przywitać” (odpowiednik nieśmiertelnego ”To tylko dziecko”). Jestem przekonana, że nie tylko w moim odczuciu lekceważenie osób w około, czy to gdy jest się rodzicem dziecka uprzykrzającego życie pozostałym gościom restauracji, czy właścicielem psa, który swoim zachowaniem także powoduje dyskomfort otoczenia, jest przejawem chamstwa i prostactwa. I nie dajmy się zwariować, to wcale nie są ”mocne” słowa, one po prostu oddają istotę rzeczy.

Jeśli ktoś lubi, dobrze mu z tym, bo to dla niego naturalny stan rzeczy i chce mieć w swoim domu ”cyrk” (lub mu to lata koło czterech liter), to ok, jego sprawa (o ile do szewskiej pasji nie doprowadza sąsiadów). Ale kiedy z tym ”cyrkiem” wychodzi się w przestrzeń publiczną, zaczynają się problemy. Dla większości z nas kontakty z tzw trudnymi ludźmi są męczące i frustrujące, a nie za każdym razem jesteśmy w stanie uniknąć interakcji czy wręcz konfrontacji z takimi osobami. Kiedy spotykamy ”trudnych”, najważniejsze jest umieć utrzymać emocje na wodzy, racjonalnie ocenić sytuację, wyznaczyć granice i zdystansować się. Nie zawsze jest to łatwe, tak więc unikanie (potencjalnie) zapalnych sytuacji, wymówki i narzekanie na innych, niektórym może wydawać się kuszące. Jednak nie należy zapominać, że nasz psychiczny komfort znacznie podnosi zdecydowane wyznaczanie granic i czytelne komunikowanie innym gdzie one leżą.

Bez wyjątków

Ten wpis, choć na blogu Zu z pasją o Dogo Argentino nie będzie dotyczył Dogów Argentyńskich, presy jako takiej ani przedstawicieli żadnej innej konkretnej rasy, choć zaznaczam, że piszę go z perspektywy osoby, dla której pies=molos. Z perspektywy kogoś, kto uważa ”molosowy styl bycia”, ten typowy dla molosów brak skłonności do przesadnych, histerycznych, nieadekwatnych do sytuacji zachowań, tę molosową stabilność psychiczną za normę i wysoce pożądany standard w zachowaniu psa. To trzeci (podzielony na dwie części) z serii pięciu wpisów dotyczących ”przestrzeni” w kontekście interakcji z psami i chciałabym, abyście jako moi Czytelnicy traktowali go jako pretekst, przede wszystkim do przeanalizowania przygotowania lub braku przygotowania waszych psów do interakcji z dziećmi. Do zdania sobie sprawy, że taka kwestia jak przygotowanie psów do interakcji z dziećmi i w drugą stronę: przygotowanie dzieci do interakcji z psami, istnieje i jest niezwykle istotna. Mam też nadzieję, że wpis ten pobudzi Was, także tych z Was, którzy do pojawienia się w ich życiu psa (niezależnie od rasy czy typu) dopiero się przygotowują, do tego, abyście zaczęli obserwować sytuacje, w których małe dzieci, powiedzmy te poniżej dziesiątego roku życia, mają do czynienia z psami. Byście obserwowali jak te spotkania przebiegają. To jest jak zachowują się opiekunowie psów, jak opiekunowie dzieci, jak psy odnoszą się do dzieci i jak względem psów zachowują się dzieciaki. Czy dzieci zwyczajowo są przedstawiane psom a psy dzieciom? Jak wygląda ‚rytuał poznania/ powitania’, w jaki sposób przebiega i czy ten sposób jest prawidłowy, tj bezpieczny dla wszystkich biorących w nim udział? Zawsze, kiedy to tylko możliwe, należy uczyć się na cudzych błędach, zamiast własnych.

Żywię też nadzieję, że swoimi refleksjami po przeczytaniu obu części tego tekstu, podzielicie się chociaż z własnymi znajomymi, rodzicami małych dzieci, którzy z pewnością mają jakieś tam doświadczenia związane z kontaktem ich dzieciaków z psami, i że zachęcicie ich do przeczytania serii pięciu (tak wiem, długich) tekstów o roli przestrzeni w interakcjach z psami, bo przekonana jestem, że sporej części, czasem pogubionych a czasem wkurzonych rodziców, uwagi w nich zawarte mogą pomóc spojrzeć na niektóre kwestie świeżym okiem 🙂

I. Eufemizmy, rżnięcie głupa i przyjmowanie roli ofiary, zamiast odpowiedzialności

Kiedy chodzi o psy i dzieci, unikać nieporozumień, nieprzyjemności a nawet tragedii, jest znacznie łatwiej niż się to niektórym wydaje. Wystarczy zrozumieć i raz na zawsze przyjąć do wiadomości, że odpowiedzialność za to, jak przebiegają interakcje psów z dziećmi i dzieci z psami rozkłada się (prawie) równo na posiadaczy psów i opiekunów dzieci. I że obie strony muszą nauczyć swoich podopiecznych podstawowych zasad, dzięki którym owe interakcje są bezpieczne, w tym wzajemnego poszanowania przestrzeni. Bo to właśnie owo obustronne przestrzeganie zasady poszanowania przestrzeni, asertywne zachowywanie dystansu i prawidłowe odnoszenie się zarówno dzieci do psów jak i psów do dzieci, gwarantuje bezkolizyjne przebywanie w przestrzeni publicznej rodziców z małymi dziećmi i psiarzy z ich czworonożnymi przyjaciółmi. Same oczywistości, wydawałoby się, ale problem wciąż istnieje.

Nieakceptowana i wypierana przez samych zainteresowanych, prawda o sporej części obu środowisk, tj. posiadaczy psów, jak i rodziców małych dzieci, jest taka, że żadna ze stron nieustającego sporu o to ”Czyja to wina, że psy gryzą dzieci?”, w istocie nie poczuwa się do odpowiedzialności za istniejący stan rzeczy. Zamiast uczciwie przyznać, że część odpowiedzialności spoczywa na nich tj. posiadaczach psów/ rodzicach dzieci, określić zakres tej odpowiedzialności (odpowiadam za zachowanie mojego dziecka/ odpowiadam za zachowanie mojego psa) i przedsięwziąć określone działania (uczę dziecko, że nie dotyka się obcych psów/ uczę psa, że nie narusza się przestrzeni postronnych osób), przedstawiciele obu obozów przerzucają się oskarżeniami, epitetami i unikają nazywania rzeczy po imieniu, np. wtedy, gdy obiektywnie nienormalnie się zachowujący pies, rzuca się na jadące na rowerze dziecko albo nienauczone zasad dobrego wychowania dziecko, nie oglądając się na to czy jego zachowanie jest pożądane, narusza przestrzeń obcych ludzi, prowadzących na smyczy psa, żeby tego psa ”pogłaskać”.

Na posiadaczu psa, i to każdego psa, bez żadnych wyjątków, spoczywa obowiązek nauczenia go, że każde dziecko jest ludzkim szczenięciem, czyli człowiekiem na wczesnym etapie rozwoju, bezbronnym i dla psa nietykalnym. I że istnieje bardzo konkretny, jedyny dopuszczalny stan psychiczny, w którym wolno psu przebywać w pobliżu ludzkiego szczenięcia, a tym stanem ducha jest spokój i poddanie woli przewodnika. Prawdą jest, że nauczyć psa prawidłowego odnoszenia się do dzieci i obchodzenia z nimi najłatwiej jest, kiedy w domu, w rodzinie, w której pies żyje, jest dziecko. Ale fakt nieposiadania własnych dzieci przez właściciela danego psa nie może być wymówką, dla której dany pies zachowuje się w stosunku do dzieci agresywnie lub ”tylko” nieodpowiednio (np. nieuważnie). Własne dziecko nie jest niezbędne do tego, aby nauczyć psa prawidłowego odnoszenia się do dzieci, tego na jakich zasadach może przebywać w ich pobliżu oraz w jaki sposób, czyli w jakim stanie psychicznym wolno mu mieć z dziećmi interakcje. Oczywiste jest także, że samo pojawienie się w domu niemowlęcia nie sprawi, że z dnia na dzień pies, którego wychowanie zaniedbano, u którego zaniedbano proces socjalizacji praz kształtowania pożądanych nawyków, ”magicznie” stanie się ”psem idealnym w kontaktach z dziećmi”. Przeciwnie, pojawienie się dziecka w rodzinie, która zaniedbała kwestie zupełnie podstawowe w wychowaniu psa i nie nauczyła go min. znaczenia poszanowania przestrzeni człowieka, szybko obnaży wszystkie dotychczasowe błędy właścicieli takiego psa i wzmocni ich wagę w uciążliwie odczuwalny sposób.

Natomiast obowiązkiem rodziców jest nauczyć dziecko poszanowania przestrzeni zwierząt (ze szczególnym uwzględnieniem psów i kotów, z którymi o interakcje najłatwiej i które to najczęściej podobno ”bez powodu” gryzą i drapią małe dzieci) i tego, że nie służą one do spełniania zachcianek dzieci, bo nie są zabawkami a żywymi istotami. Każde dziecko powinno przez swoich rodziców zostać nauczone, aby każdego psa, bez wyjątku, zwłaszcza psa obcego, przypadkowo napotkanego w przestrzeni publicznej, traktować tak, jakby ten był psem przewodnikiem, którego nie wolno rozpraszać i dotykać, bo nie wolno przeszkadzać mu w wykonywanej pracy. W taki sposób uczy się dziecko, by zachowywało od psów bezpieczny dla niego dystans, nie narażając go przy tym na niepotrzebny lęk, który rodzą teksty typu ”Nie podchodź, bo cię pogryzie”. Ludzie są różni, psy też. Skoro można nauczyć dziecko, aby nie zbliżało się do nieznajomych osób, można nauczyć je, by zachowywało dystans w stosunku do nieznanych zwierząt.

Gdybym jednak miała jednoznacznie opowiedzieć się za tym czyje zaniedbania są groźniejsze w skutkach, rodziców małych dzieci czy posiadaczy psów, to powiedziałabym, że posiadaczy psów. I to nie tylko dlatego, że małe dzieci nie rzucają się na psy i nie gryzą ich, powodując uszczerbek na ich zdrowiu psychofizycznym lub wręcz zagrożenie ich życia. Uważam tak, gdyż niektóre dzieci reagują na psy bardzo niewłaściwie, tj nieadekwatnie, ”histerycznie” itp., wcale nie dlatego, że są ”rozwydrzone”. Czasem to ”niewłaściwe reagowanie” nie wynika z tego, że dane dziecko ma nieodpowiedzialnych i bezmyślnych rodziców, którzy ”nie nauczyli go, że nie można dotykać obcych psów”. Wychodzimy z psami w przestrzeń publiczną, spotykamy tam innych ludzi, w tym dzieci i musimy brać pod uwagę to, że niektóre osoby, w tym właśnie dzieci, mogą mieć lub mają pewne dysfunkcje, zaburzenia psychiczne, problemy wynikające np. z upośledzenia, różnego rodzaju trudności rozwojowe i nie można oczekiwać od nich, że będą zdolne ”nauczyć się prawidłowego odnoszenia się do psów”. Po prostu. I psiarze muszą się z tym pogodzić. Dlatego pies musi być przygotowany przez swojego człowieka, swojego przewodnika do przebywania w przestrzeni publicznej i ewentualnych, na bardzo bazowym poziomie, ”interakcji” z osobami, w tym dziećmi, które ”nie umieją się zachować”.

Ten ”bardzo bazowy poziom” oznacza, że pies musi wiedzieć, że każde dziecko to ludzkie szczenię i jako takie jest dla niego niezagrażające. Oraz, że status społeczny dziecka-ludzkiego szczenięcia jest wyższy niż jego (psa) społeczny status. Co oznacza, że ludzkie szczenię jest dla niego (psa) ”poza zasięgiem” i nie wolno mu naruszać osobistej przestrzeni, ”mydlanej bańki” dziecka, aby je ”korygować” przy użyciu zębów. Pies, który od swojego przewodnika dostał powyższe wskazówki, napotykając na swojej drodze np. dziecko ze spektrum autyzmu, które na jego widok zaczyna piszczeć, krzyczeć i uciekać albo dla odmiany raptownie wdziera się w jego przestrzeń i z zadowoleniem klepie go po głowie, nie będzie go atakował. Nawet jeśli zaskoczy go zachowanie tego dziecka albo go ono przestraszy, taki pies nie straci nad sobą panowania, nie zachowa się impulsywnie, bo będzie wiedzieć, że to tylko szczenię. Nie będzie też za wystraszonym dzieckiem podążał i nie będzie starał się go pochwycić, bo będzie wiedział, że nie wolno mu jest naruszać przestrzeni obcych ludzi, w tym ludzkich szczeniąt, i nie jego rolą jest korygowanie zachowania ludzkich szczeniąt. Tak przygotowany pies, od dziecka które zachowuje się w sposób, który mu nie odpowiada, po prostu się oddala. Ufa także swojemu przewodnikowi, że jeśli/ kiedy sytuacja tego będzie wymagała, to ów przewodnik skoryguje ‚ludzkie szczenię’. Bo przewodnik, który dba o swojego psa, chroni go i daje mu poczucie bezpieczeństwa, więc pies wie, że może liczyć na swojego człowieka.

W tym miejscu, polecam sięgnąć do tekstu:

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2018/08/14/ludzie-i-inne-zwierzeta-mowa-ciala-i-przestrzeni-dystanse-personalne-i-osobista-przestrzen-w-interakcjach-ludzi-z-psami-psow-z-ludzmi-baza-bez-ktorej-wszystko-sie-sypie/

Oczywista oczywistość: nie mogąc zagwarantować otoczeniu, że wprowadzenie do niego psa nie wpłynie negatywnie na bezpieczeństwa tego otoczenia, nie wolno wprowadzać do niego zagrażającego mu psa

Nie są to żadne ”fanaberie”, to absolutnie konieczne minimum, jeżeli chce się zabierać psa w przestrzeń publiczną, trzeba być fair w stosunku do innych osób i zwierząt, i gwarantować otoczeniu, że czworonóg nie będzie dla niego zagrożeniem. I do tego minimum nie jest potrzebne żadne ”specjalne szkolenie”.

Aby przygotować psa do przebywania w przestrzeni publicznej, potrzeba jedynie zaangażowania jego właściciela (które oznacza także, że właściciel psa, koryguje zachowanie osób i/lub innych psów, które proces nauki zakłócają), świadomości tego z czym wiąże się przebywanie w przestrzeni publicznej, tj jakie ewentualności wchodzą w grę i odrobina wyobraźni. Nie można psa pozostawiać samemu sobie w przestrzeni publicznej, tracić go z oczu i pozwalać, by ”robił na co ma ochotę”. Prawidłowa więź człowieka z jego psem skutkuje zaufaniem psa do przewodnika. O ile pies, który pozostawiony jest sam sobie, tj nie dostaje od swojego człowieka wskazówek, nie jest przez niego korygowany, nie widzi w swoim właścicielu przewodnika, napotykając na swojej drodze osobę chorą psychicznie, zachowującą się nienormalnie (być może nawet agresywnie), może się wystraszyć lub podjąć działanie, które w odniesieniu do tej konkretnie osoby będzie niepożądanym, nieadekwatnym (atak), o tyle pies przebywający pod opieką przewodnika, człowieka, któremu ufa, człowieka dającego mu czytelne dla niego wskazówki i korygującego jego zachowanie, uspokojony przez przewodnika, zaufa swojemu człowiekowi, że dziwnie zachowująca się osoba nie jest zagrożeniem i że można ją ignorować.

*Pamiętajmy, że do tragicznych pogryzień dzieci przez psy zazwyczaj nie dochodzi w miejskiej przestrzeni publicznej. Nie słyszymy ani nie czytamy o przypadkach ataków na publicznych skwerach, w jakichś parkach, czy na placach zabaw. Kiedy pojawiają się doniesienia o tragicznym w skutkach ataku psa na dziecko, które w stanie zagrożenia życia ląduje w szpitalu, to dowiadujemy się, że dziecko pogryzione zostało w mieszkaniu albo na terenie posesji, w jakiejś zamkniętej albo co najmniej ograniczonej, niepublicznej przestrzeni. Bardzo też rzadko ofiara ataku jest zupełnie obca dla właściciela zwierzęcia i nawet jeśli to ”pies pilnujący terenu magazynowego” zaatakuje dziecko, to kolejne doniesienia mówią o tym, że właściciel psa i terenu, na którym do tragedii doszło, jest tego dziecka np. dziadkiem, ciocią, sąsiadem itp.

Punkt wyjścia

Powtórzę, że za jednoznaczne tzn nie do obrony przez bezkrytycznych miłośników psów, uważam sytuacje, w których pies; dostrzega dziecko, które nie zdaje sobie sprawy z jego obecności albo nie zajmuje go ona i skupia na dziecku swoją uwagę, przesadnie go ono albo to, co ono robi, ekscytuje i nakręca, co manifestuje się min. ”focusowaniem” się na dziecku, ”niespuszczaniem go z oczu”, oszczekiwaniem dziecka i wydawaniem przez psa innych dźwięków, samowolnie, skracając dzielący go od dziecka dystans, kieruje się w jego stronę, czyli inicjuje ”interakcję”, narusza przestrzeń dziecka i wchodzi z nim ”w fizyczny kontakt” (”wachlarz możliwości” z ugryzieniem włącznie). Takie sytuacje uważam za, mówiąc bardzo delikatnie, wysoce niepokojące sygnały na temat ”ułożenia” i psychiki psa, wiele mówiące także o jego właścicielu oraz zupełnie niedopuszczalne. Nawet jeśli ich skutkiem jest ”tylko” to, że pies dziecko przestraszy, a ono się ”tylko trochę potłucze”.

Normalny, czyli niezaburzony psychicznie pies nie reaguje skrajnie na obecność dziecka, nie pobudza go ona przesadnie. Nie pobudza go ani zapach dziecka, ani jego widok, ani wydawane przez nie dźwięki, ani zachowanie dziecka, czynności, które ono wykonuje. Normalny pies, pies psychicznie stabilny i prawidłowo zsocjalizowany wie, że dziecko to człowiek na wczesnym etapie rozwoju, że dziecko to ‚ludzkie szczenię’, które nie stanowi dla niego żadnego zagrożenia, ale przede wszystkim jest dla psa, szczególnie obcego, psa ”spoza stada”, nietykalne, w ”mydlanej bańce”.

Myślący i odpowiedzialny właściciel, obserwuje zachowanie swojego psa, poświęca mu uwagę, nazywa rzeczy po imieniu i przejmuje się tym, jak jego pies się zachowuje. Myślący i odpowiedzialny właściciel psa, reaguje na jego niewłaściwe zachowanie i pomaga psu w dojściu do psychicznej równowagi i jej utrzymywaniu. Tak więc kiedy właściciel psa dostrzega, że jego psa przesadnie i nienormalnie pobudzają np. krzyki dzieci na placu zabaw, dzieci przejeżdżające obok na rowerach, czy deskorolkach lub dzieci jedynie przechodzące w pobliżu, kiedy widzi, że jego pies ”wybucha”, tj. zaczyna szczekać i szarpiąc się na smyczy, próbuje do dzieci się dostać, zacząć je gonić, skrócić dzielący go od nich dystans i rozładować na nich swoją frustrację, oszczekując je lub może nawet usiłując je pochwycić, koryguje zachowane psa. Nie denerwuje się, nie panikuje ani go tym bardziej nie ignoruje, ale bierze odpowiedzialność za zachowanie swojego podopiecznego i ”postępuje zgodnie z procedurą”. Nie zostawia psa samego z problemem tylko mu pomaga. Najpierw doraźnie. Czyli konkretnym bodźcem, sygnalizuje psu, że ma zwrócić uwagę na niego, jako swojego przewodnika, np. szarpiąc smyczą obrożę i wypowiadając głośne ”Ej!” (bo wpierw musi do psa ”dotrzeć”, zanim zdoła wpłynąć na jego zachowanie), nawiązuje z psem kontakt wzrokowy, uspokaja go (co oznacza, że ma poświęcić czas, bo często wymaga czasu, by pies się naprawdę uspokoił, ”ochłonął” i otworzył na to, czego właściciel-przewodnik od niego oczekuje) i komunikuje psu jakiego zachowania oczekuje od niego, zamiast reakcji skrajnie nieadekwatnej. A tym zachowaniem ma być asertywny spokój i poddanie woli przewodnika. Czyli uspokojenie psa, wyciszenie go i przywrócenie stanu, w którym pies staje się uległy wobec przewodnika, który wskazuje mu, że spokój jest tym, co ma pies przejawiać w danym momencie. Korekta trwa dokąd pies nie zrozumie czego oczekuje od niego jego człowiek. Dlatego tak ważne jest, by być cierpliwym i dać czas zarówno psu jak i sobie, i by samemu emanować asertywnym spokojem. Pies ma osiągnąć pożądany stan ducha, tj. spokój, w środowisku, które chwilę wcześniej zadziałało na niego tak intensywnie. Aby psiak mógł to osiągnąć, musi ufać swojemu właścicielowi, że to środowisko w istocie jest niezagrażające. A jedynie opiekun, który sam zachowuje spokój i cierpliwie daje psu tyle czasu ile on potrzebuje, może ten komfort psiakowi zagwarantować. Zdecydowana większość psów ”nie jest głupia” i kiedy dostają od swoich opiekunów właściwe wskazówki i same przekonują się, że dana sytuacja lub środowisko nie stanowią dla nich żadnego zagrożenia, przestają reagować na to, co wcześniej ”wyprowadzało je z równowagi”. Przestają się tego bać i przed tym uciekać, przestają się tym ekscytować albo reagować na to ”prewencyjną agresją”, starając się odstraszyć ”to”, zanim ”to” im ”zagrozi”. Kiedy właściciel pomoże swojemu psu odzyskać spokój, musi zadać sobie pytanie o to dlaczego jego pies zareagował histerycznie.

Tak więc, myślący i odpowiedzialny właściciel psa, zadaje sobie pytania o to dlaczego jego pies zachował się w taki czy inny sposób i stara się znaleźć błąd, który odpowiada za ”wybuchy” u jego psa. A kiedy go znajdzie naprawia go, czyli poświęca czas na przepracowanie z psem problemu tak, aby być w stanie pomóc zwierzęciu (i sobie) nie tylko doraźnie, ale długofalowo. Myślący i odpowiedzialny właściciel rozumie, że niewłaściwe zachowanie jego psa, jest skutkiem wcześniejszych zaniedbań i nie skupia się jedynie na ”wyrywkach”, bo zdaje sobie sprawę z tego, że musi widzieć pełen obraz sytuacji, a nie tylko jeden jej element, zanim zacznie psa resocjalizować. ”Zapluwanie się” psa, szaleńcze szarpanie na smyczy np. na widok biegających i głośno się zachowujących dzieci (albo innych psów, rowerzystów, kominiarzy etc.) oznacza, że właściciel ma zrobić coś więcej niż ”tylko nauczyć psa niereagowania na dzieci”. Neurotyczne, nierzadko agresywne reakcje np. właśnie na dzieci, to jaskrawy, aczkolwiek z pewnością niejedyny dowód, że należy zdiagnozować,  i przepracować (rozwiązać)  znacznie więcej problemów.

Obowiązkiem rodzica, niestety bardzo często zaniedbywanym, jest nauczenie dziecka, aby szanowało przestrzeń zwierząt. Nauczenie go, że nie wolno jest zbliżać się do obcych psów i usiłować ich dotykać. W tym nie ma żadnej filozofii. Nie wkłada się rąk do garnków z wrzątkiem, nie bawi przewodami elektrycznymi ani zapałkami, a obcych zwierząt się nie dotyka. Obowiązkiem rodzica jest nauczyć dziecko, że nie każdy pies musi chcieć ”przyjaźnić się ze wszystkimi” i lubić ”głaskanie”, zwłaszcza ze strony obcych. Że nie każde napotkanie psa musi oznaczać ”wejście z nim w interakcję”. Psy, jak koty i inne zwierzęta nie są zabawkami. Psy, tym bardziej obce, nie są ”czasoumilaczami” dla dzieci. To oczywista oczywistość, ale niestety tylko pozornie, że zawsze należy pilnować swojego dziecka, mieć je na oku, bo kiedy jest się w miejscu publicznym, w przestrzeni publicznej należy liczyć się z tym, że w którymś momencie może pojawić się jakiś pies. Pies, który może np. przechodzić obok, na przejściu dla pieszych lub siedzieć przy swoim wylegującym się na leżaku właścicielu, ale to nie znaczy, że dziecko może ”na pewniaka” do niego podejść i go ”pogłaskać”. (I kiedy piszę to zdanie, nie chodzi mi o ”agresję” tego potencjalnego psa, więc teksty w stylu ”Jak pies jest agresywny, to nie powinien przebywać w miejscu publicznym”, chętnym do ich wygłaszania, radzę zachować dla siebie. Dziecko, przez rodziców powinno być nauczone, że cudzej własności się nie dotyka, po prostu. Jeżeli to je przerasta, to zamiast ”udzielać rad” posiadaczom psów, chętni do tego, powinni rozważyć możliwość, że być może to niektóre dzieci powinny być wyprowadzane na smyczach…) I tak, chociaż większość psów nie stanowi zagrożenia, to są to tylko zwierzęta i nigdy nie możemy mieć pewności, jak dany pies zachowa się w odniesieniu do danego dziecka, w tej konkretnej sytuacji interakcji z tym akurat dzieckiem.

Naucz więc dziecko zasad prawidłowego obchodzenia się z psem, tego że dotykanie psa wcale nie jest potrzebne, że może cieszyć się jego obecnością z kilku metrów, patrząc, jaki jest ”ładny” i jak ”ładnie wygląda gapiąc się na motylki i wąchając kwiatki”. Naucz dziecko, że to właściciel psa decyduje o tym czy można psa dotknąć, czy nie. I że jest w porządku to, że nie każda osoba zgodzi się na to, aby jej psa ”głaskać”. Naucz dziecko, by traktowało wszystkie psy tak, jak traktuje się psich przewodników, których uwagi nie wolno rozpraszać i których nie wolno dotykać, bo te psy są zajęte pracą ze swoim człowiekiem. W ten sposób nauczysz dziecko zachowywać bezpieczny dystans, ale nie ryzykujesz wyrobienia w nim idiotycznej fobii przed psami. Naucz sam/a siebie i swoje dziecko mowy ciała psa, czytania sygnałów uspokajających, aby unikać zachowań agresywnych ze strony psów. Wytłumacz dziecku, że jeżeli zauważy, że nieznany pies zaczyna szybko przemieszczać się w jego stronę, samo powinno się zatrzymać, nie wykonywać niepotrzebnych ruchów, nie uciekać, nie krzyczeć ani piszczeć, nie patrzeć na tego psa i spokojnie poczekać, na twoją interwencję. Chroń swoje dziecko; myśl zanim ”coś” się zdarzy, zamiast ”uczyć się na błędach”.

I nie hoduj w dziecku fobii

Zdarzają się sytuacje, w których nie sposób ocenić czy ma się do czynienia z dzieckiem, którego rodzice zaniedbali swoje obowiązki, czy jednak z dzieckiem, którego rodzice np. wstydzą się tego, że ich dziecko ma jakiegoś rodzaju zaburzenia psychiczne. Szczerze przyznam, że nie wiem jak było w tym przypadku, ale opiszę Wam zdarzenie, które bardzo mnie przygnębiło.

Prowadzę psa na smyczy, obok mnie idzie jego, prowadząca wózek z kilkumiesięcznym dzieckiem, właścicielka. Jak zaznaczałam wcześniej, zawsze prowadzę psa po zewnętrznej tak, aby oddzielać go od postronnych osób i robię to przede wszystkim z uwagi na to, że jak zauważam, ludzie często niepewnie czują się w pobliżu psów o takich gabarytach oraz dlatego, że równie często z niezrozumiałych dla mnie przyczyn, chcą ”w przelocie” Dużego Zwierza ”pogłaskać”. Na wprost nas, chodnikiem podąża grupa rodziców z dziećmi, trzy pary i pięcioro czy sześcioro dzieciaków. Chwilę wcześniej minęła nas inna, podobnie liczna grupa, dwoje z tamtych dzieciaków jechało na rowerach, a jedna dziewczynka bawiła się, kopiąc przed sobą piłkę. Dla świętego spokoju, aby nie ryzykować, że pies znajomej mógłby chcieć ”przejąć” piłkę dziewczynki, gdyby ta potoczyła się pod jego łapy i być może w jakiś sposób wystraszyć tym to dziecko, przeprowadzam go trawnikiem, wymijając, idącą w ogonie grupy, dziewczynkę, której towarzyszy mama. Może to, że przeprowadziłam psa trawnikiem, w jakiś sposób ”zaalarmowało” dorosłych z kolejnej grupy? A może było to bez znaczenia. W każdym razie na czele tej drugiej grupy, obok jadącego przy jego boku, na rowerze, chłopczyka, szedł tata. Pan ten ewidentnie nie czuł się komfortowo z tym, że jego dziecko i on mieli minąć, na powrót idące chodnikiem, Duże Zwierzę -to ważne, Duże Zwierzę, absolutnie niepoświęcające im ani jednego spojrzenia. Kiedy pies i ja mijaliśmy ich, pan ustawił się przyjmując rolę tarczy tak, aby prewencyjnie oddzielić psa od dziecka. Myślę sobie: Ok, facet nie ufa psom. A właściwie to pewnie ich właścicielom, mówiącym, że one ”nikomu nie robią krzywdy” za każdym razem, kiedy psy bezceremonialnie i znienacka naruszają przestrzeń postronnych osób czyli np. tego faceta albo jego synka, co może stresować… (Ja nic nie mówię, bo wydaje mi się oczywiste, że skoro pies przede mną idzie na luzie, na luźnej smyczy, z opuszczonym łbem i po prostu mija tych ludzi, to nic nie muszę mówić -ale to mój punkt widzenia i moje założenie). I przyjmuję, że jest wysoce prawdopodobne, że tym facetem nie kieruje jakaś ”schiza”, ale nieprzyjemne, stresujące doświadczenie własne albo dotyczące jego dziecka (albo kogoś znajomego). Obiektywnie, facet ma prawo mieć uprzedzenia, bo różne rzeczy się zdarzają. Aczkolwiek nic w zachowaniu psa, idącego przy mnie (Już na Dużego Zwierza cmoknęłam, żeby zrównał się ze mną), nie powinno go ”nastawić”, zaalarmować, czy wręcz przestraszyć. Zachowanie faceta niepokoi jego synka, bo mimo, że wcześniej dzieciak nie wydawał się przejmować psem, teraz reaguje na zachowanie swojego ojca, patrzy na tatę, zatrzymuje się i zaczyna zza ojca, z niepokojem zerkać na molosa. My sobie idziemy. Kolejne dorosłe osoby z tej grupy i kilkoro dzieci ”przemykają” obok nas krawędzią chodnika i trawnikiem. I nie wiem czy to skutek zachowania idącego ”na szpicy” taty małego rowerzysty, czy po prostu oni wszyscy mają jednak jakąś ”schizę”. Bo choć nic się nie zdarzyło (chwilę wcześniej pierwszy dorosły i pierwsze dziecko z tej grupy, przeżyli i wyszli bez szwanku z przygody pt. ”mijanie molosa na chodniku”, analogicznie jak grupa, która szła przed nimi), swoim zachowaniem komunikują, że boją się o swoje bezpieczeństwo i zachowują się tak, jakbym, idąc tuż obok nich, na smyczy prowadziła ziejącego ogniem Drogona z Gry o Tron. Na końcu tego korowodu idzie, na oko dziesięcioletni chłopiec, przed nim pani trzymająca za rękę dziewczynkę w podobnym do niego wieku. Chłopiec idzie sam, na końcu tej ”wycieczki’ i co bardzo ważne, nikt temu dziecku nie towarzyszy, w tym znaczeniu, że nikt nie trzyma go za rękę, nikt go nie wspiera, nie uspokaja i nie zapewnia go, że jest bezpieczny -nic z tych rzeczy… W jego zachowaniu nie ma nic szczególnie niepokojącego, ot snuje się na końcu grupy i spodziewam się, że przejdzie obok nas tak samo, jak oni wszyscy, czyli przemknie w stylu, ”jestem przekonany, że walczę o życie” i tyle. Tak się zdarza… I nie zamierzam się tym jakoś wyjątkowo przejmować, bo nie mam wpływu na zachowanie wszystkich osób w około. Jednak, kiedy chłopiec widzi, że od psa, który niewzruszenie spokojnie mija przechodzących obok niego (i obiektywnie dziwnie się zachowujących) ludzi, dzielą go może cztery metry, odskakuje w bok, jak oparzony, z lewej na prawą stronę, przez co znajduje się bliżej nas niż przedtem i staje na trawniku, machając rękami. Wtedy (raptownie, zza naszych pleców) dobiega do niego jeden z mężczyzn, który do tej chwili szedł na czele ”pochodu” i pozwalał, by chłopiec szedł sam. I staje przy nim. Nie uspokaja jednak dziecka. Nie przekładam smyczy do lewej ręki, nie zmieniam toru, którym prowadzę psa, tak by szedł teraz pomiędzy mną i swoją właścicielką ani tym bardziej nie przechodzę tak, by wraz z psem ”schować się” za jego właścicielką, choć w zaistniałej sytuacji pies nie idzie już ”po zewnętrznej”. Nie robię żadnej z tych rzeczy, bo nie mam zamiaru dawać psu sygnału, że dzieje się cokolwiek nas zajmującego. Pies zerka w kierunku chłopca, ale nie poświęca mu dodatkowej uwagi, ignorując jego zachowanie, ale mężczyzna nie odnosi się do tego faktu. Staje przy chłopcu i razem czekają aż przejdziemy, aż ”zagrożenie minie” (Nie wiem, może oni widzą coś, czego ani moja znajoma, ani ja nie widzimy?). Facet dzieli z dzieciakiem jego schizę i nie robi niczego poza tym. Tym samym utwierdza to dziecko w tym, że jego zachowanie jest ”normalne”. Kiedy w końcu ruszają i dzielą nas mniej więcej trzy metry, staję, odwracam się w ich stronę i mówię do idącej na końcu grupy kobiety, która w ogóle nie zareagowała na zachowanie chłopca, najwyraźniej traktując je jako normalne(?), i po prostu trzyma za rękę dziewczynkę, że takie zachowanie, jak to, które zaprezentował chłopiec, może nienormalnego psa skłonić do ataku. Pani patrzy na mnie, mówiąc, że ten chłopiec ”Boi się psów i że nie można od niego wymagać, aby stał spokojnie, na chodniku, czy szedł chodnikiem, kiedy idzie pies, bo on (chłopiec) ma traumę’‚ -dosłownie to od niej słyszymy. No, to kurde blaszka, wszystko jasne. Państwo są z tych, co to się upajają ”traumą”, tylko, że dzieciaka (który przeszedł już na początek grupy, w najmniejszym stopniu nie sprawiając wrażenia osoby upośledzonej itp.), strasznie szkoda. Odpowiadam, że rozumiem, że dziecko się obawia, widzieliśmy skutek tej obawy w jego zachowaniu, ale ten pies (wskazuję przy tym na psa, który stoi przy mnie) nie zwracał na nikogo z ich grupy uwagi, na niego też, nie atakował go, bo jest normalnym psem. W zachowaniu tego psa nie było absolutnie nic, co mogłoby tłumaczyć taką reakcję chłopca. Ale zaburzonego nienormalnego psa, zachowanie chłopca mogłoby sprowokować do podjęcia ataku. (Jest mi bardzo żal tego dziecka i odczuwam wewnętrzną potrzebę, by zareagować, ”coś zrobić”. Ale jedyne co mogę zrobić, to powiedzieć jego rodzicom/ opiekunom, przestrzec ich, że jeżeli nic nie zrobią i pozwolą, aby chłopiec tak reagował na psy, to brakiem swojego działania, sprowadzą na niego nieszczęście.) W tym momencie podchodzi do nas mężczyzna, który przyszedł do chłopca, kiedy ten wyskoczył na trawnik i zaczął nieskoordynowanie się ruszać, i rozdrażniony mówi mi, że tego chłopca kiedyś zaatakował pies i go ugryzł, i on, ten chłopiec, się psów boi. Od tamtego momentu. (Bardzo biedny dzieciak). Odpowiadam mężczyźnie, wyraźnie poddenerwowanemu i poirytowanemu moimi uwagami (obserwując jego mowę ciała obstawiam, że sam nie czuje się komfortowo, patrząc na stojącego przy mnie psa, ”trauma” najwyraźniej rozwija schizę u całej rodziny…), że jestem ostatnią osobą, która lekceważyłaby komfort postronnych osób i że osobiście uważam, że poszanowanie przestrzeni jest podstawą, dlatego zawsze dbam o to, aby zachować dystans, kiedy mijam z psem obcych ludzi, szczególnie dzieci. Ale powtarzam mu, że zachowanie chłopca jest dla niego zagrażające i może się zdarzyć, że tym zachowaniem sprowokuje lub dodatkowo pobudzi niestabilnego psychicznie psa do ataku i zdarzy się nieszczęście. Równocześnie, kiedy tylko stojący przy mnie pies, wychyla się o kilka centymetrów, nie odrywając przy tym łap od podłoża, by zaciągnąć się zapachem ludzi, z którymi mam interakcję, trzymająca za rękę kobietę dziewczynka, zaczyna zachowywać się tak, jakby pies właśnie się na nią rzucił (Odskakuje, krzyczy, macha rękami, jak potłuczona. O cholera… -myślę sobie. Ciężkie życie mają te dzieciaki.) Zwracam uwagę psa na siebie, jego nos, a z nim głowa, na powrót zrównują się z moim kolanem. Mężczyzna mówi coś w rodzaju, ”dzięki za uwagę”, że mam rację itp., ale wszystko w mowie ciała tych ludzi i oczywiście w tym co i jak mówią (np. niepokalana myślą twarz pani trzymającej za rękę dziewczynkę i nie reagującej na idiotyczny wybuch małolatki), komunikuje mi jedno ”Mamy w d…e co mówisz, ten dzieciak ma ”traumę”. Kropka.” I tyle. Koniec przekazu i zamknięcie na jakiekolwiek uwagi i argumenty. Koszmar.

Kiedy opowiemy sobie o tej sytuacji krok po kroku, zauważmy kilka rzeczy. Zachowanie tych wszystkich ludzi, lęk, który manifestują, z którym przechodzą obok psa, może być (lub jest, to zależy od psa) dla psa alarmujący (”Boisz się, czyli masz powód”, ”Jakie są twoje intencje?” itp.), a to może prowokować (lub prowokuje) psa do poświęcenia tym ludziom większej uwagi niż na to zasługują. Może być więc tak, że oni, z karykaturalnie odmalowanym przestrachem na twarzach, dziwnie się poruszając, przemykają obok psa i jego ”stada”, a pies śledzi ich spojrzeniem, przez co oni boją się bardziej, a pies bardziej im się przygląda i napięcie rośnie jak w dobrym thrillerze. Potem, jak już takie ludki sobie odejdą na parę metrów, to, żeby sobie wyregulować ciśnienie, lubią powymieniać się spostrzeżeniami w rodzaju ”Widziałeś, jakie miał mordercze spojrzenie?”. Jednak co jest jeszcze bardziej niepokojące to fakt, że dorośli, którzy szli z tymi dziećmi, przecież z daleka widzieli ”wielkiego psa”, wiedzieli też, w przeciwieństwie do mnie, osoby psa prowadzącej, że chłopiec idący na końcu grupy, odczuwa wyjątkowy lęk przed psami, a mimo to pozwolili mu iść samemu i narazili go na zupełnie niepotrzebny stres. Nikt z tych ludzi nie zachował się fair w stosunku do dziecka, gdyż nie zapewnił mu wsparcia. Nikogo nie było przy tym chłopcu, aby pomóc mu poradzić sobie z sytuacją, która w mig rozstraja go nerwowo, zanim ta sytuacja się wydarzy. Zostawili tego dzieciaka samemu sobie. Dopiero, kiedy chłopiec tak wyraźnie, histerycznie zamanifestował swoją fobię, jeden z mężczyzn, przypuszczalnie jego tata, zareagował. Niestety mężczyzna nie zareagował właściwie. Nie skupił się na faktach, czyli tym, że ta konkretna sytuacja, mijanie tego konkretnego psa w żaden sposób nie zagrażało chłopcu, nie uspokoił go i nie zapewnił, że jest bezpieczny. Zamiast tego podtrzymał jego lęk i stan ducha, w którym chłopiec się znajdował, stając przy nim i nie robiąc absolutnie nic, by pomóc temu dziecku wyjść z ”psychicznego zatrzaśnięcia”, w którym się znalazło. Ten dzieciak wszedł w sytuację ”mijania wielkiego psa na chodniku” w stanie psychicznej nierównowagi i tak zostało. Nie wyszedł z niej uspokojony. Ta sytuacja nie tyle ”się skończyła”, co urwała. Chociaż nie była niebezpieczna, nie wykorzystano jej do tego, by pomóc temu dziecku zrozumieć, że nie musi obawiać się każdego psa, którego zobaczy. A przynajmniej nie wykorzystano jej do tego, aby załagodzić stres tego dziecka, w tym konkretnym momencie. Była to po prostu kolejna, zapewne jedna z wielu takich samych, sytuacja będąca następną cegiełką w budowie schizy tego dzieciaka. To dziecko psychicznie utkwiło w miejscu od chwili, w której kiedyś tam zaatakował je jakiś pies. Psychicznie, za każdym razem, kiedy mija (a może wystarczy, że zobaczy) jakiegoś psa, cały czas jest w tamtej sytuacji, odczuwa paniczny lęk, jak wtedy, gdy zaatakował je tamten pies. A jego rodzice się do tego przyzwyczaili. Na marginesie, wystarczyła chwila interakcji z tymi ludźmi, aby wiedzieć, że to, co oni nazwali ”atakiem” i ”ugryzieniem” wcale nie musiało być ”atakiem” i ”ugryzieniem”, ale to akurat jest drugorzędne, bo cokolwiek się wtedy wydarzyło i jakkolwiek na tamto zdarzenie zareagowali, i jak je nazwali rodzice chłopca, wpłynęło na to dziecko tak, że, mówiąc w skrócie, chłopiec świruje na widok psa, który po prostu idzie tym samym chodnikiem co on. Sytuacja, w której mijali mnie i molosa, zarówno dla samego chłopca jak i jego (tak zakładam) taty, była stresująca, wnioskując po ich zachowaniu (niewerbalne i werbalne komunikaty) co najmniej tak, jakby molos nie szedł spokojnie jak cielę, ale się na nich rzucił i nie udało mu się ich dosięgnąć, tylko dlatego, że był na zbyt krótkiej smyczy, a oni ”wyszli cało z tego ataku”. Wrażenie tym potworniejsze, że pani, która za rękę trzymała dziewczynkę (też dziwnie i nienormalnie się zachowującą, aż chciałam zapytać ”A tej co się stało? Chomik ją ugryzł czy po prostu ‚środowisko’ ma jakie ma?”), jak ameba patrzyła na zachowanie chłopca i nie korygowała zachowania dziewczynki. A sam chłopiec, kiedy zaczęłam rozmowę z jego, jak przypuszczam, mamą, przechodząc do przodu grupy, kiedy jego tata, nim zbliżył się do nas, przechodząc obok niego, próbował go objąć i jakby pocieszyć, bo chyba o to miało chodzić w geście, który wykonał, to chyba miała być manifestacja ”wsparcia”, odepchnął jego rękę, wyraźnie rozdrażniony i zapewne zawstydzony sytuacją. Czyli ten dzieciak wie, że ma problem, jest sfrustrowany i zły, bo doszło do tej sytuacji, był w niej sam i bo go ona zawstydziła.

Gdyby zamiast Dużego Zwierza mijał ich neurotyczny, histeryczny, nadpobudliwy pies, jeden z tych, które mają w zwyczaju tzw wyskakiwanie do np. dzieciaków na deskorolkach albo rowerach i usiłowanie kąsania ich lub wprost mówiąc, gryzienia dzieci, zachowanie chłopca, to że tak obrazowo się przestraszył i odskoczył z chodnika w bok, czyli ”uciekł”, mogłoby sprowokować nienormalnego psa do podążenia za nim, do ”pogoni”. Co jeszcze bardziej by przestraszyło to dziecko, które pewnie zaczęłoby krzyczeć i piszczeć, jeszcze bardziej nakręcając psa, co wszystko razem mogłoby skutkować ”kontaktem fizycznym”. A jaki byłby skutek tego co nazwałam ”kontaktem fizycznym”, którym mogłoby być zarówno oparcie się psa o chłopca i podrapanie go, ale i pokąsanie lub nawet pogryzienie? To oczywiste; pogłębienie ”schizy” i utwierdzenie dziecka w przekonaniu, że jego lęk jest uzasadniony. Dodatkowo ”wszyscy zaangażowani w schizę”, tj każdy z dorosłych i każde dziecko z ich grupy, zarazili by się (bardziej) ”schizą” chłopca, bo przecież ”na własne oczy” widzieliby, że (wyczekiwany, przez chłopca, od chwili, w której psa zobaczył) atak nastąpił.

Ten chłopiec nie dostaje od swoich rodziców wsparcia, nie starają się wyprowadzić go z tego, co sami nazwali traumą, przepracować z nim lęku, który go zżera na widok psa. Jego rodzice pogodzili się z tym, że ich syn ”boi się psów”, przyzwyczaili się do tego. On się boi psów i już, tak ma. Kropka. Jego zachowanie, to jak reaguje na psy jest dla jego rodziców uzasadnione i normalne; był ”atak”, jest ”trauma”. To nie tylko bezduszne, ale i niebezpieczne. Ten chłopiec, kiedy zachował się tak irracjonalnie, odskakując w bok, nie patrzył gdzie odskakuje, mógł wpaść np. na przejeżdżającego rowerzystę, ale kiedy przeraził go pies, sama obecność zwierzaka, który powtórzę, kompletnie to dziecko ignorował, wyłączył myślenie. Oznacza to, że pogodzenie się rodziców chłopca z tym, że on ”boi się psów” i pozwalanie mu na trwanie w tym lęku, utwierdzanie go w przekonaniu, że jego lęk jest ok (rodzice nie usiłują przekonać go, że jest inaczej), bo jest skutkiem owego ”ataku” (a możliwe, że i kolejnych, prowokowanych zachowaniem chłopca) i zostawienie go w tej fobii, zagraża jego bezpieczeństwu. Nie tylko dlatego, że mieszkając w dużym mieście ma całkiem sporą szansę, że kiedyś w końcu (znowu?) będzie mieć pecha i trafi na nienormalnego psa, który go zaatakuje, pogoni za nim i się na niego rzuci, ale dlatego, że jego lęk, właściwie fobia przed psami, odbiera mu zdolność racjonalnego myślenia (Uciekając przed psem, następnym razem może nawet wybiec na ulicę…). Dodatkowo, jak zwracają uwagę psycholodzy, tego rodzaju fobia bardzo negatywnie wpływa na komfort życia człowieka i zaburza jego zdolność do współodczuwania, empatii w stosunku do zwierząt, a tym samym sprzyja niewłaściwym w stosunku do nich zachowaniom

Faktem jest, że wielu właścicieli nie nauczyło swoich psów poszanowania przestrzeni obcych i że wśród takich psów zdarzają się osobniki niezrównoważone, histeryczne, przejawiające zachowania kompulsywne, które obecność dzieci pobudza do tego, by za nimi gonić i usiłować je chwytać, by je zatrzymać albo próbujące odebrać dzieciom jakąś zabawkę czy też coś, co one jedzą. Jest bardzo ważne, żeby zrozumieć, że zachowanie przestraszonego dziecka, jego reakcje na owo dziwne, zaskakujące, budzące strach (lub nawet przerażenie, gdy mamy do czynienia z przejawem autentycznej agresji), zachowanie psa, na taki typ zaburzonych, impulsywnych, histerycznych psów może podziałać dodatkowo pobudzająco, czyli zintensyfikować ich reakcje i działanie. Im bardziej dziecko krzyczy, piszczy, płacze, im bardziej nieskoordynowanie się porusza, machając rączkami i podskakując, tym intensywniejsze i bardziej napastliwe może być zachowanie psa. Dlatego raz jeszcze podkreślę: wytłumacz dziecku, że jeżeli zauważy, że nieznany pies, zaczyna szybko przemieszczać się w jego stronę, samo powinno się zatrzymać, nie wykonywać niepotrzebnych ruchów, nie uciekać, nie krzyczeć ani piszczeć, nie patrzeć na tego psa i spokojnie poczekać, na twoją interwencję. Jest bardzo prawdopodobne, że kiedy dziecko przestanie robić to, co najprawdopodobniej było impulsem do zachowanie psa, czyli tego, że zaczął za nim gonić i co obiektywnie mogło wyglądać na podjęcie ataku lub po prostu nim było, pies zaprzestanie swojego zachowania.

Ej!

Nie mówię ci, że masz, jako rodzic dziecka, które z dużym prawdopodobieństwem uniknęło co najmniej poturbowania lub nawet pokaleczenia zębami przez histerycznego, impulsywnego psa, zachować się tak, jakby nic się nie stało. Twoje dziecko zdążyło się wystraszyć a tobie z pewnością zrobiło się słabo na myśl o tym, że atakuje je jakiś pies. Osobną kwestią, i o tym też trzeba pamiętać, jest to czy fakt napadnięcia dziecka przez czyjegoś nieupilnowanego psa, będzie mieć jakieś skutki dla jego psychiki, czy nastawi je w określony, negatywny sposób do czworonogów, czy też nie. Masz pełne prawo i chyba nawet obowiązek wobec innych, opier…lić właściciela psa, który przyprowadza swojego ”czworonożnego przyjaciela” w publiczne miejsca, pełne innych ludzi, w tym dzieci, który to jednak ”piesek” po prostu psychicznie nie radzi sobie z bodźcami płynącymi z otoczenia i atakuje dzieciaki, bo jego ”opiekun” nie opiekuje się nim i nie sprawuje nad nim kontroli w sposób wystarczający. Ale zanim to zrobisz upewnij się, że z twoim dzieckiem wszystko jest w porządku i zadbaj o to, aby sposób w jaki ”zwrócisz uwagę” tzw opiekunowi psa, nie był dla twojego dziecka, dodatkowym, niepotrzebnym stresem.

*I jeszcze jedna oczywista, ale i tak ją tu umieszczę, uwaga; nie każde ”pogryzienie”, to rzeczywiście pogryzienie. Jednak nie sposób wytłumaczyć tego rodzicowi, którego dziecko zostało skorygowane (do czego nigdy nie powinno dojść!) przez (zwłaszcza) obcego psa, w stosunku do którego zachowywało się niewłaściwie (np. zbyt natarczywie) i na którego to dziecka skórze, owa korekta pozostawiła ”ślad zębów” -nie rany, a jedynie wgłębienia/ wgniecenia/ zadrapania od uderzenia zębami.

II. ”Dziecko pogryzione przez psa, trafiło do szpitala”

Pisząc tekst ”SYTUACJE SPACEROWE” -”POSZANOWANIE PRZESTRZENI” VS. ”NARUSZANIE PRZESTRZENI” W PRZESTRZENI PUBLICZNEJ, CZYLI O OBCYCH LUDZIACH I OBCYCH PSACH NARUSZAJĄCYCH PRZESTRZEŃ NASZĄ I NASZEGO PSA LUB DZIECKA”, w pewnym momencie zahaczyłam o wątek tragicznych pogryzień małych dzieci przez psy. Poniżej zamieszam fragment, który zdecydowałam się wyodrębnić z tamtego tekstu, ponieważ uznałam temat za zbyt poważny, by jedynie ”wpleść go”, jako ”dodatek” do tekstu utrzymanego w swobodnym tonie.

Na swój sposób przywykłam do tego (już się nie dziwię, ale wciąż się oburzam), że donoszące o zdarzeniach typu ”Dziecko pogryzione przez psa, trafiło do szpitala” media, praktycznie nigdy nie opisują ich tła, tego jak dokładnie do tragedii doszło. Zupełnie tak, jakby nikogo z ”dziennikarzy” przygotowujących ”njusa” w istocie nie obchodziło co takiego spowodowało, że dany pies dziecko zaatakował. A przecież tego rodzaju tragedie nie mają miejsca na co dzień. Ciężkie pogryzienia dzieci przez psy, są zdarzeniami, na szczęście o charakterze niecodziennym, nadzwyczajnym, wręcz bardzo rzadkim (Zwłaszcza jeśli pomyślimy o tym ile w Polsce jest małych dzieci i psów).

To nie jest tak, że psy codziennie ”gryzą” małe dzieci, że kiedy wychodzi się na spacer z dzieciaczkiem w spacerówce, trzeba być przygotowanym na to, że pierwszy z brzegu pies będzie to dziecko ”atakował”. Pies atakujący dziecko, to nie jest norma, jest to wyjątkowo nienormalna sytuacja. I każde tego rodzaju zdarzenie powinno być pieczołowicie wyjaśnione i opowiedziane opinii publicznej ze szczegółami. Tak, aby opiekunowie zarówno dzieci, jak i psów stali się bardziej świadomi potencjalnych konsekwencji swoich zaniedbań, po to, by możliwe było unikanie kolejnych tragedii. Kiedy tak się nie dzieje, kiedy ”informacja” zaczyna się i kończy na stwierdzeniu w rodzaju ”Pies zaatakował dziecko na terenie ogrodzonej posesji”, a potem podbijana jest fotkami robionymi ”przez płot”, uwagami przypadkowych osób, podpisanych najczęściej jako ”sąsiedzi”, szczątkowymi uwagami ”specjalistów” i dziesiątkami, setkami lub tysiącami komentarzy w internecie, doniesienia o ”atakach psów na dzieci” są niczym innym, jak tworzeniem sensacji, biciem piany, straszeniem rodziców małych dzieci i innych osób, nakręcaniem ich przeciwko psom i ich właścicielom, niewnoszącym nic poza nakręcaniem spirali strachu u ludzi mających fobie związane z psami i przede wszystkim obmierzłym żerowaniem na ludzkiej tragedii. Media mogłyby edukować, ale niestety tego nie robią. Kiedy chodzi o przypadki tragicznych pogryzień, media po prostu straszą, bo dramaty podnoszą oglądalność i ”klikalność”, co przekłada się na zyski danego koncernu.

Zignorowane czerwone światła i bezpodstawne założenia prowadzą do tragedii

To nie dzieje się ”nagle”. Dramaty i tragedie jakimi są pogryzienia (w tym i te bardzo ciężkie) dzieci przez psy, poprzedza cały szereg ”nieprawidłowości”, tzw czerwonych świateł niedostrzeżonych lub zignorowanych zarówno przez właścicieli psów, jak i opiekunów dzieci -i wcale nie tak rzadko okazuje się, że właściciel psa, który zaatakował dziecko, jest równocześnie rodzicem albo członkiem bliskiej rodziny dziecka, które padło ofiarą ataku. Musi zadziałać wiele czynników, by finalnie doszło do nieszczęścia. Myślę, że nie będzie nadużyciem założenie, że poza naprawdę absolutnie skrajnymi przypadkami, w rodzaju ”ataku agresji psa, wywołanego działaniem u niego guza mózgu”, tragedie są do uniknięcia, można im zapobiegać i były/są możliwe do przewidzenia, przede wszystkim dlatego, że rodzajów psiej agresji jest kilka.

Agresywne zachowania u psów powodować mogą; dziedziczne zaburzenia psychiczne, wynikający ze starzenia się zespół zaburzeń poznawczych, fizjologia (wpływ hormonów u osobników dojrzewających), choroba (i np. ból, który jej towarzyszy), tzw ”trudna przeszłość” psa, która nie została ”przepracowana” (i tym samym nie istnieją ani świadomość opiekunów zwierzęcia na temat ryzyka, z którym wiąże się uczestniczenie zwierzaka w pewnych sytuacjach, ani procedury przeprowadzania psiaka przez te ryzykowne sytuacje) oraz całkowity brak socjalizacji, ”socjalizacja niepełna” lub nieprawidłowo przeprowadzona. Agresja nigdy nie jest normalnym stanem. Normalnym stanem ducha jest asertywny spokój, agresja jest odstępstwem od tej normy. Jest zrozumiała, uzasadniona, o ile jest dostosowaną, adekwatną do sytuacji, reakcją np. na naruszenie przestrzeni i agresywne, zagrażające przewodnikowi lub samemu psu, zachowanie napastnika. Ta ‚normalna agresja’ ustępuje po tym, jak zagrożenie mija, pies się uspokaja (z pomocą przewodnika lub bez niej) i wraca do stanu asertywnego spokoju.

Kiedy więc słowo ”adekwatna” nie oddaje istoty rzeczy, agresja jest ”czerwonym światłem”, którego nie wolno ignorować, szczególnie, gdy pies przejawiający niepożądane, nieprawidłowe zachowanie, ma kontakt z dziećmi. Powiedzmy sobie wprost, istnieje zasadnicza różnica pomiędzy tym, co jest normalne, a tym do czego ktoś się przyzwyczaił i co zaczął za ”normalne” uważać.

Agresywne zachowanie psa/ człowieka można wytłumaczyć np. rosnącą frustracją, ale stan sfrustrowania nie jest normą. Kiedy agresywne zachowanie nie jest adekwatne do sytuacji, w której występuje, nie można zgodzić się ze stwierdzeniem, że ”agresja jest normalna”, bez względu na to czy rozpatrujemy przypadek dotyczący człowieka, czy psa. Kiedy jakiś człowiek np. na potrącenie przez innego, w zatłoczonym miejscu publicznym, zareaguje uderzeniem łamiącym nos temu, kto go przypadkowo potrącił, nie powiemy, że ”zachował się normalnie”, bo tego rodzaju reakcja nie jest adekwatna do wywołującego ją ”bodźca”. Kiedy pies zachowuje się agresywnie, bo ”jest chory” i cierpi z powodu bólu, możemy zgodzić się z tym, że jego zachowanie jest konsekwencją stanu, w którym się znajduje, ale nie powiemy, że ”zachowuje się normalnie”, bo choroba to nie jest normalny stan itd.

Większość z ludzi żyje w bezpodstawnym przekonaniu, że ”Każdy pies wie, że dziecko to dziecko” i że ”Każdy pies musi traktować dziecko we właściwy sposób” – najprawdopodobniej takie osoby uznają, że psy (i to wszystkie) traktują dzieci ”dokładnie tak samo, jak ludzie” (rzecz jasna ci ”dobrzy ludzie”). Nie. Nie każdy ”pies wie, że dziecko to dziecko”. Tylko normalne, niezaburzone psy z prawidłową socjalizacją, właściwie prowadzone rozumieją, że dziecko jest ”ludzkim szczenięciem” czyli człowiekiem na wczesnym etapie rozwoju. Takie psy, znowu to powtórzę, jeśli w zachowaniu dziecka coś im ”nie pasuje”, oddalają się od niego. Po prostu. A właściciel i/lub rodzic dziecka, widząc, że pies przerywa interakcję z dzieckiem, rozumie, że w ten sposób pies komunikuje ”Mam już dosyć” i to szanuje (#Empatia).

Założenie zgodnie z którym ”Każdy pies wie, że dziecko to dziecko” jest tym bardziej szkodliwe, wręcz niebezpieczne, że jak już powyżej wspomniałam, wśród tzw specjalistów, osób, które zajmują się tzw szkoleniem psów lub brylują jako behawioryści i tym samym wpływają na to, jak postrzegają ”prawidłowe wychowanie psa” osoby psy posiadające, nie jest trudno znaleźć takich, którzy twierdzą, że psy po prostu ”mają prawo” zachować się agresywnie, zareagować agresją np. na to, że dziecko (taki czteroletni brzdąc) piszczy albo „intensywnie wpatruje się jakiemuś psu w oczy”. Zaniedbaniem bardzo wielu rodziców jest nienauczenie dzieci, że nie wolno jest im zbliżać się do obcych psów i usiłować ich dotykać.

Nienauczenie dzieci poszanowania przestrzeni zwierząt, ze szczególnym uwzględnieniem kotów, które ”się nie obcyndalają” i ”jadą pazurami jak leci”, i psów, których zachowania mogą być od kocich zdecydowanie bardziej ostre i niebezpieczne, jest wielkim zaniedbaniem niektórych spośród rodziców. Jednak jeszcze większym zaniedbaniem ze strony posiadaczy psów, które dodatkowo przebywają w przestrzeni publicznej (nierzadko bez smyczy i bez kagańca, biegając luzem) lub przy innych okazjach mają kontakt z małymi dziećmi, np. znajomych swoich właścicieli, jest nienauczenie ich psów, że dzieci są ludźmi na wczesnym etapie rozwoju, ”ludzkimi szczeniętami” i jako takie są dla nich nietykalne.

Powtarzam kolejny raz; każdy pies musi rozumieć, że dziecko to szczenię, a szczenięta ”nie rzucają wyzwań”, są bezbronne, ale przede wszystkim nietykalne. „Intensywne wpatrywanie się jakiemuś psu w oczy przez małe dziecko” nie może być przez psa interpretowane jako ”wyzwanie”. Ludzkie szczenięta są dla psów nietykalne nie tylko dlatego, że są bezbronne, są nietykalne także lub przede wszystkim dlatego, że, upraszczając, nie należą do psów. Dzieci-ludzkie szczenięta należą do swoich ”właścicieli”, czyli ludzi i to ludzie ”rozporządzają swoimi szczeniętami”, i to oni je korygują oraz, kiedy zachodzi taka potrzeba, bronią swoich szczeniąt tak, jak broni swoich szczeniąt suka-matka, a więc zaciekle i za wszelką cenę.

Powtórzymy, bo to jest niezwykle istotne

Jeżeli ktoś dopuszcza i uznaje za normę takie postawienie sprawy, w którym pies to, że małe dziecko ”patrzy mu w oczy”, odbiera/ interpretuje/ rozumie jako ”wyzwanie do walki”, ”wyzwanie do określenia lub potwierdzenia swojej pozycji społecznej względem dziecka”, etc., to taki ktoś, jak ten pies, w dużym skrócie, ma coś nie tak z głową. Ktoś taki, powtórzymy, bo to jest niezwykle istotne, przede wszystkim dopuszcza jako normę szalenie niebezpieczną ewentualność, że pies może nie rozumieć czym jest dziecko i z tego powodu je zaatakować. Że może spośród możliwych strategii społecznych, wybrać skrajną, krańcowo nieadekwatną do sytuacji i absolutnie niedopuszczalną. Na gryzienie dzieci przez psy, nie może być przyzwolenia. Ludzie, którzy tłumaczą zachowanie psa; ”Zaatakował, bo odebrał wpatrywanie się w niego dziecka, jako zagrożenie i wyzwanie do walki”, kompromitują się. Tacy ”trenerzy”, ”szkoleniowcy”, ”behawioryści” itp., są kompletnie niewiarygodni i po prostu niebezpieczni dyletanci. Dzieci to ”szczenięta ludzi”, nie stanowią żadnego zagrożenia, więc traktowanie ich, jak osobników stwarzających zagrożenie, atakowanie przy użyciu zębów (najcięższego ”arsenału”), jak równych sobie przeciwników, jest niedopuszczalne. Jest przejawem zaburzenia psychicznego, którego człowiek odpowiedzialny i myślący, przewodnik psa, nie może akceptować. Normalny pies wie, że dziecko, to szczenię człowieka, a szczenię nie jest dla niego zagrożeniem. Psy atakujące dzieci po prostu nie są normalne, są bardzo zaburzone, bo reagują skrajnie nieadekwatnie do sytuacji, krańcowo intensywnie. A wszystko dlatego, że ich właściciele/ opiekunowie zaniedbali swój obowiązek nauczenia ich czym są dzieci i prawidłowego odnoszenia się do dzieci-ludzkich szczeniąt.

Psy zaburzone, bez prawidłowej socjalizacji, nienauczone poszanowania przestrzeni ludzi, a więc i małych dzieci, niewidzące w nich ludzkich szczeniąt, mogą postrzegać dziecko jedynie jako jakieś bliżej nieokreślone ”stworzenie”; ”źródło bodźców”, ”coś na czym łatwo jest się wyładować, bo jest słabe i małe”, ”coś dzięki czemu można rozładować instynkt, używając ‚tego’ w (tzw) zabawie lub np. ”coś, co łatwo upolować”.

”Fajna” i ”niefajna” patologia

Pomyślcie o tym przez chwilę, o właściwym odnoszeniu się psa do dziecka, jako ludzkiego szczenięcia. Są ludzie, którzy uczą psy, że używanie zębów w tzw zabawie psa z człowiekiem jest ok, że łapanie człowieka zębami jest ”spoko”, że można chwytać dłonie właściciela i je ”memlać”, i to jest ”cool”. I robią tak, uczą ”zabawy zębami” swoje psy ludzie posiadający małe dzieci(!). Skąd założenie, że pies ”sam z siebie, na pewno” będzie umiał ”określić dopuszczalne natężenie memlania”, kiedy tak samo, jak ze swoim właścicielem będzie próbował ”bawić się” z dzieckiem? Zwłaszcza, gdy się nakręci, czyli jego ekscytacja poszybuje na wysoki poziom. Czy ten typ posiadaczy psów w ogóle zadaje sobie tego rodzaju pytania? Czy myślą o tym, że pozwalając psu, aby w tzw zabawie ”traktował ich zębami”, uczą go, że ich status społeczny (tym samym status społeczny ich dzieci) wcale nie jest wyższy niż jego? Czy myślą o tym, że w pewnych okolicznościach stworzenie (wcale nie na pewno dla takiego psa ”dziecko”), które zacznie wydawać z siebie piski, bo pies je ugryzie albo ”tylko złapie zębami”, może tymi wydawanymi przez siebie dźwiękami ośmielić psa do zintensyfikowania działania?

Albo sfrustrowane, zaburzone psy-zaganiacze (nie mam w tym momencie na myśli żadnej konkretnej rasy, chodzi mi o zachowanie), które ”zaganiają” bawiące się dzieci, kąsając je w pęciny, traktując je tak, jakby dzieciaki były owcami, zachowują się wysoce nieodpowiednio, ulegając impulsowi ”zaganiania”. ”Zaganiacze” pobudza do działania zachowanie dzieci, ich ekscytacja, wydawane przez nie dźwięki, bieganie i ”rozbieganie się stada”. ”Zaganiacze” chwytają i/lub kąsają dzieci, czasem nawet kaleczą je zębami… Inne zaburzone, sfrustrowane psy do bardzo niebezpiecznego ”stanu ducha” i w skrajanych przypadkach działania, pobudza impuls, który pojawia się u nich, kiedy czują określony zapach albo słyszą specyficzne dźwięki, np. kwilenie niemowlęcia. Zapach i/lub kwilenie i inne odgłosy wydawane przez malutkie dzieci, ekscytuje je i pobudza. Dźwięki dodatkowo mogą kojarzyć z odgłosami wydawanymi albo przez piszczące zabawki, bardzo je ekscytujące i pobudzające specyficzne cechy typowe dla ich rasy lub tzw typu, albo z piskami istot, które atakują (w tym psów, z którymi się ”bawią”) podczas tzw spacerów i/lub uśmiercają podczas ”polowań” w czasie tych tzw spacerów (gryzonie, jeże, ptactwo, koty itd.). Różnica w postrzeganiu ”odjazdów” ”zaganiacza” i ”psa mordercy”, jest taka, że głupi, nieuważni i niemyślący ludzie uważają zachowanie ”zaganiacza” za ”zabawne i nieszkodliwe” (No, chyba, że ”w zabawie” ”zaganiacz” złapie zbyt intensywnie czyjeś, obce [nie swojego właściciela], dziecko, które się przestraszy, popłacze itd. i którego rodzic dziko się wk…rwi, i zrobi aferę w związku z tym, że pies ugryzł/ pokaleczył zębami jego dziecko). Podczas gdy zaatakowanie leżącego w łóżeczku, na kanapie czy na kocyku, na podłodze, niemowlęcia przez psa, kiedy jego właścicielka, ”mama dziecka wyszła tylko na chwilę wywiesić pranie do ogrodu”, natychmiast uruchamia jednoznacznie wszystkich, którzy o takim zdarzeniu cokolwiek usłyszą. Dla wszystkich jest jasne, że pies, który zaatakował niemowlę jest, delikatnie mówiąc ”zaburzony”, ale nie kojarzą z patologią zachowania zaganiacza, który używa zębów w ”zabawie z dziećmi” -WTF? Że niby jeden ”się tylko bawi” a drugi ”po prostu morduje”?

W jednym i w drugim przypadku pies, którym kieruje impuls, używa zębów w stosunku do ludzkiego szczenięcia, jednak ludzie ”wartościują” te zachowania. Nie ma w tym logiki, ale jedno zachowanie jest ”zabawne” i ”raczej nieszkodliwe”, a drugie jest ”przerażającym atakiem”. Najprawdopodobniej dzieje się tak ze względu na drastyczną różnicę skutków zachowania obu zaburzonych, sfrustrowanych, nieprawidłowo socjalizowanych albo wcale niesocjalizowanych, ulegających impulsom psów. Oba zachowania są patologiczne. Jednak dokąd nienauczony poszanowania przestrzeni osób, a więc i małych dzieci, innych psów oraz zwierząt, zaburzony, sfrustrowany, nieprawidłowo socjalizowany albo wcale niesocjalizowany, ulegający impulsom pies, ciężko nie zrani lub wręcz nie zagryzie małego dzieciaczka, ludzie nie widzą problemu. Nie widzą go choć i ”zaganiacz”, i ”pies morderca”, kierują się impulsami, które powinny niepokoić zarówno opiekunów psa jak i dziecka, z którym taki pies ma kontakt. Jeden i drugi naruszają przestrzeń ”ludzkich szczeniąt”, używając przy tym zębów, ale ludzie widzą problem tylko w przypadku wybitnie tragicznego w skutkach zdarzenia.

Należy zmienić sposób myślenia o tym, co jest ”ok” a co ”ok” nie jest. Żaden pies, w żadnych okolicznościach nie może używać zębów w stosunku do ludzkiego szczenięcia, czyli dziecka. I dokąd ludzie, zwłaszcza posiadacze psów, osoby na co dzień mające z psami styczność, tego nie zrozumieją nic się nie zmieni, nic się nie ruszy w tzw ”budowaniu świadomości”.

Pies bez prawidłowej socjalizacji, zaburzony, nie postrzega dziecka jako ”ludzkiego szczenięcia”, którego przestrzeni osobistej, ”mydlanej bańki” nie wolno mu naruszać. Postrzeganie przez psa dziecka jako ludzkiego szczenięcia automatycznie oznacza, że bez zezwolenia człowieka nie wolno mu do dziecka się zbliżać i w żaden sposób go dotykać, włączając w to korektę i ”grożenie”, nawet zamkniętym pyskiem.

Jeśli pies nie został nauczony przez swojego właściciela, by każde dziecko postrzegać jako ludzką istotę, tyle że na wczesnym etapie rozwoju, po prostu ”ludzkie szczenię”, które to przede wszystkim powinno być dla niego nietykalne tak, jak nietykalne dla innych psów, są szczenięta urodzone przez sukę, przez okres kilku pierwszych tygodni ich życia, generalnie, dokąd matka nie zadecyduje, że inne osobniki mogą mieć kontakt ze szczeniakami, i które w żaden sposób fizycznie nie jest w stanie mu zagrozić, dziecko może być dla niego ”jedynie źródłem bodźców” lub stworzeniem, na którym łatwo jest mu się ”wyżyć”, odreagować frustrację, gdyż ma nad nim przewagę.

W skrajnym przypadku może oznaczać to np., że niemowlę lub nieco starsze dziecko (2-4 letnie), pies może traktować jako ”stworzenie”, które jakoś nieskoordynowanie się rusza i wydaje z siebie dźwięki. ”Stworzenie”, które psa impulsywnego, żyjącego wiecznie w stanie ekscytacji/ frustracji (także zalęknionego), psychicznie zaburzonego, mającego ”spapraną psychikę”, nienauczonego, że asertywny spokój jest wymaganym stanem psychicznym do bycia ”blisko ludzi”, a spokój i poddanie woli przewodnika jest jedynym stanem, w którym pies może przebywać w pobliżu dzieci-ludzkich szczeniąt, psa, u którego ekscytacja łatwo eskaluje, nienormalnie pobudza. Stworzeniem, wydającym dźwięki, które takiemu psu mogą przypominać dźwięki wydawane przez gumowe, piszczące nakręcające go i wprowadzające w stan ekscytacji przez, którą trudno się przebić właścicielowi, kiedy chce wydać psu polecenie, zabawki. Albo gorzej, uśmiercane, ”upolowane” na ”spacerach” np. kury, czy koty. Tak więc poważnie zaburzony pies, może nie tylko widzieć w dziecku stworzenie, na którym łatwo jest mu odreagować stresy i frustracje jego codziennego życia, ale w pewnych okolicznościach, może nawet na dziecko ”zapolować”, może widzieć w nim ”źródło pokarmu”. Innymi słowy, ciężkie pogryzienie, czy wręcz zagryzienie może być polowaniem, które zakończyło się sukcesem, uśmierceniem ofiary, której pies w żaden sposób nie utożsamiał z ”dzieckiem”.

III. Liczą się intencje, czyli nie trzeba się bać psów

Wracając jednak do sytuacji bardziej codziennych, typowych dla przechadzek w przestrzeni publicznej: nie trzeba się bać psów! Trzeba po prostu wziąć głęboki wdech i zrozumieć, że to nie wina psa, że ma właściciela bez wyobraźni albo szacunku dla innych, bo do tego sprowadza się wprowadzanie w przestrzeń publiczną psów, które nie mają przygotowania do przebywania w publicznej przestrzeni.

Nastawienie z jakim obce psy naruszają naszą przestrzeń jest kluczową kwestią, a zdecydowana większość z tych, które w przestrzeni publicznej bezceremonialnie naruszają osobistą przestrzeń obcych ludzi, nie ma ”złych intencji”, one po prostu nie umieją się zachować. Niektóre osoby bardzo niepokoi nagłe psie zainteresowanie, uważają, że skoro nie prowadzą obok siebie ”wabika” w postaci innego psa, to nie powinni być dla psów ”interesujący”. I tego typu uprzedzonym i zazwyczaj psów się obawiającym (bezpodstawnie lub w wyniku przykrych doświadczeń) osobom, trudno jest wytłumaczyć, że w większości te psy są jedynie ciekawskie i chcą ”wiedzieć co jest grane” (np. te, które podbiegają lub ciągną na smyczy, by ”powąchać z bliska” osobę, która właśnie przechodzi) lub kojarzą bliskość ludzi z czymś przyjemnym; uwaga, mizianie, jedzenie, nauczone, że kiedy ktoś sięga do kieszeni, to po to, by dać psu smakołyk (taki nawyk ma wiele psów nieudolnie przez swych właścicieli ”szkolonych” przy pomocy smakołyków. Albo są znudzone (np. ”stróże spod budki z piwem”, ujadające i podążające za kimś, kto przechodzi w pobliżu, kiedy ich właściciel ”piwkuje”), a ludzie, z którymi zazwyczaj mają do czynienia, przyzwyczaili je do tego, że ich zachowanie, ów brak poszanowania przestrzeni (także) obcych ludzi, jest akceptowany. Te psiaki zapomniały o zasadach savoir vivre i tym, że nie można ot, tak wchodzić w osobistą przestrzeń, dlatego, że ludzie nie zwracają uwagi na rolę osobistej przestrzeni w interakcjach z nimi, ucząc je w zamian ekscytacji, jako pożądanego stanu psychicznego do bycia ”blisko ludzi”. Lub po prostu nie dają im wskazówek odnośnie tego, jak mają zachowywać się ”zamiast”, pozwalając, by same ”decydowały”. Te psiaki są pogubione, ale kierują nimi inne nawyki niż psami zwyczajowo dominującymi swoje otoczenie, więc jest je znacznie łatwiej i przy użyciu zdecydowanie lżejszych bodźców, wybić z ”nieokrzesania”, kiedy próbują naruszyć naszą przestrzeń i sprawić, by szanowały naszą mydlaną bańkę.

Pamiętajmy także o pewnym ”wyjątku”, tj psach, które żyją w rodzinach, w których niedawno na świat przyszło dziecko. Wiele z takich psów przejawia niesłychany entuzjazm na widok spacerówek z niemowlętami lub samodzielnie już poruszających się małych dzieci. Starają się zaglądać do wózków, jakby upewniając się czy to na pewno nie ”ich dziecko” albo też rozmerdane podbiegają do maluchów, licząc, że ten ludzik niedaleko, to ”ich ludzik”. Właściciele takich psów na ogół odpowiednio wcześnie uprzedzają mamy/ rodziców z dziećmi, tłumacząc skąd te entuzjastyczne i nierzadko onieśmielające postronne osoby, reakcje, ale i same psy, nie rozpoznając w ludzikach ”swoich ludzików”, zazwyczaj nie wchodzą z nimi w kontakt fizyczny. Jedne dzieci na psie zainteresowanie reagują radością, inne mogą się przestraszyć, podobnie jak ich rodzice. Mając wzgląd na powyższe, właściciel zawsze powinien mieć oko na swojego pupila i reagować, zanim ten naruszy czyjąś przestrzeń.

*Dodatkowa uwaga odnośnie pożądanego stanu psychicznego do bycia w pobliżu ludzi: w skrajnych przypadkach, brak przygotowania psa do przebywania w przestrzeni publicznej, brak przewodnictwa ze strony człowieka, objawia się także niepewnością lub wręcz lękliwością psa w stosunku do ludzi, po prostu, jak on przebywających w tej publicznej przestrzeni, i skutkuje nieuzasadnionymi agresywnymi zachowaniami w stosunku do nieznajomych. Obiektywnie nieuzasadnionymi dla otoczenia, którego to agresywne zachowanie dotyka. Brak wskazówek ze strony właściciela, brak zrozumienia człowieka psychicznych potrzeb jego psa, tego konkretnego zwierzęcia, utrwala w psiaku ”przekonanie”, że agresja to akceptowany/ normalny stan psychiczny do ”bycia w pobliżu ludzi” i ”psychicznego radzenia sobie” z bodźcami płynącymi z otoczenia.

”Haj 24/7”

Wiele też, z niewłaściwie zachowujących się psów, tj. bezceremonialnie naruszających przestrzeń obcych ludzi, jest psiakami ”tak bardzo podekscytowanymi sytuacją, że nic innego się nie liczy” i nie wiadomo nawet o jaką ”sytuację” chodzi konkretnie, bo te psiaki tak mają 24/7, to jest ich ”normalny stan psychiczny”. ”Niepilotowane” przez swoich właścicieli, nie umieją się wyciszać, przychodzi im to z trudem, a jeśli już się zdarzy, to bardzo łatwo, w jednej chwili znowu stają się nad wyraz pobudzone i ”nieokrzesane” -takie mają emocjonalne nawyki lub ”konstrukcję psychiczną”. Te psy nie zostały nauczone poszanowania przestrzeni ludzi ani innych psów. Kiedyś jako szczenięta, wiedziały ”co i jak”, ale przebywanie z ludźmi i innymi rozchwianymi psami, sprawiło, że zapomniały o normalnym, czyli spokojnie asertywnym stanie psychicznym, jako tym, z którym żyje się najlepiej i zasadach savoir vivre, w związku z czym ich podstawowym trybem działania, a więc i nawiązywania interakcji, są ”nieokrzesanie” i ekscytacja.

Takie nakręcone i ciągle się ekscytujące psy często chcą wejść w fizyczny kontakt z osobą lub psem, którego widzą, ”za wszelką cenę”. Chcą ”się przywitać” i ”bawić”, jak tłumaczą ich właściciele i cechuje je ”nieskończony entuzjazm”. Przy czym w ogóle nie czytają sygnałów, są na nie jakby ślepe i z tymi innymi psami lub ludźmi, ”komunikują się” w swoim nieokrzesanym trybie/ języku ekscytacji (Aż trafią na psa/ osobę, która je z ich stanu wytrąci). To są te psy, które tak ”nosi”, że ”z radości” zaczynają skakać na swoich właścicieli, szczekać, szarpać i gryźć smycz, na której są (jeśli są na smyczy) na widok znajomego psa albo osoby, a nawet, kiedy spotykają lub raczej jedynie mijają nieznajomych, z którymi w ”interakcję” wejść nie mogą. Inne psy i ludzie, jeśli nie postrzegają umysłowego stanu tych nakręconych psów, jako ”odchyłu od normy”, bardzo szybko wchodzą na te same obroty co one i kiedy patrzymy na takie ”zestawy” z boku, widać, że ten kociokwik pasuje wszystkim zaangażowanym, bo ekscytacja bardzo szybko się udziela (Ta sama zasada działa, kiedy na placu zabaw pojawi się rozwrzeszczane dziecko, np. non-stop piszcząca i pokrzykująca histerycznie kilkulatka, albo do restauracji wejdzie ktoś, kto bardzo głośno mówi. Inne dzieci lub goście restauracji stają się tak samo głośni. Decybele idą w górę, bo innym udziela się stan ”prowodyra” zamieszania i każdy chce być ”usłyszany”/ ”tak samo ważny” etc. I w jednej chwili to, co było w danym miejscu nienormalne staje się ”normą”). Psy kręcą się, depczą po ludziach, szczekają, skaczą na ludzi (I nierzadko na siebie, i to w takich momentach najłatwiej o ”spinę” między psami, ”spinę”, która była ”nie do przewidzenia”, ”po prostu nagle się na siebie rzuciły”), itp. itd., Ludzie się cieszą, nawet gdy pies przeżuwający smycz, zahaczy zębami o ich rękę i na tej ręce zamknie pysk, dalej go głaszczą, może powiedzą ”Auł!”, ale nie zrobią nic, by zakomunikować mu, że ”przegiął” i powinien się uspokoić. Właściciele psów ignorują fakt, że ich psy niepotrzebnie się nakręcają i przyzwyczajają się, że ich psy mają taki ”styl bycia” (Męczący wszystkich, dla których cyrk 24/7 jest nienaturalnym i niepożądanym stanem do funkcjonowania na co dzień).

Te ”entuzjastycznie podekscytowane” psy, naruszając przestrzeń innych, są pobudzone i ”przepełnione entuzjazmem” w ich zachowaniu (zazwyczaj) nie ma agresji (przynajmniej nie w chwili inicjowania interakcji). Działają po prostu tylko na jednym ”paśmie”, przyzwyczajone, że ich stan ducha i ”styl bycia” jest ”normalny”, ogólnie akceptowany, pożądany i nagradzany przez ludzi i większość psów, których właściciele pozwalają na przejmowanie przez nie stanu ducha ”świrów”. Te nieumiejące nawiązywać interakcji inaczej niż w stanie niepotrzebnej ekscytacji i pobudzenia, a więc ”niechlujnie emocjonalnie”, psy, zachowują się troszkę tak, jak ludzie, którzy przyzwyczaili się myśleć, że sieciówki z fast food, to restauracje. (Nie musisz wiedzieć, którego widelca, czy noża użyć, jeśli przez całe życie stołujesz się w fast foodach i jesz przy użyciu plastikowych sztućców lub po prostu palcami.) Te psy zapominały o savoir vivre, bo nie jest im on potrzebny na ich poziomie, ludzie go od nich nie wymagają, a większość z psów, którymi mają do czynienia przejmuje ich rodzaj energii. I tak to się kręci.

O innych psach, tych nieprzejmujących od nich niepotrzebnego pobudzenia (powiedzmy, ”tych wiedzących, do którego dania, które sztućce są właściwe”), właściciele psów wiecznie nakręconych, mówią, że są ”agresywne”, gdy te usiłują korygować zbyt intensywnie się dla nich zachowujące psiaki, i z tymi innymi, niebędącymi wiecznie pobudzonymi psami, ich 24/7 nakręcone psy, nie mają styczności. (Wieczne pobudzenie i ekscytacja tego typu psów, bardzo stresuje te o mniej ”przebojowej osobowości”, te które nie umieją asertywnie ”zwrócić uwagi” narzucającym im się czubkom, i źle wpływa na psychikę tych nie dość asertywnych osobników).

Ekscytacja emocjonalnie niechlujnych psów łatwo eskaluje i niektóre wynikające z niej zachowania, zdecydowanie nie idą w kierunku budzącym pozytywne odczucia u osób, które nagle stają się ich obiektem, przeciwnie, u niektórych budzą obawy. I nie ma się co dziwić, bo pies nakręcony jest nieuważny.

Szczególnie nieszczęśliwe psy, które całe swoje życie spędzają w stanie permanentnego pobudzenia (do tego tendencję mają szczególnie terriery), właściwie to w stanie 50/50; 50%pobudzenia i 50% bezczynności&nudy, sprawią wrażenie ”łatwopalnych”. Niewiele im trzeba, żeby się podekscytować, np. widzą pokrzykujące do siebie dzieci, które bawią się piłką, kopiąc ją do siebie czy nią rzucając i zaczynają ujadać.

Frustruje je, że zapięte na smycz, którą trzyma właściciel, nie mogą znaleźć się w pobliżu wywołujących ekscytację ”bodźców”, a więc dzieci i piłki, i ”zrobić czegoś”, np. zawłaszczyć piłkę i ją ”rozpracować” na drobne kawałeczki. Byle co powoduje, że wchodzą na wysokie obroty i skupiają się na źródle bodźców, które je nakręcają. Potrafią przez 20 minut ”fokusować się” np. na ww zabawie dzieci piłką, nie spuszczając wzroku z ze sceny rozgrywającej się niedaleko miejsca, w którym zmuszone są ją ”tylko” oglądać. poszczekując od czasu do czasu, skomląc, napinając smycz i odwracając się na swojego właściciela, który w tym samym czasie zazwyczaj zupełnie ignoruje swojego psa, zajęty czymś ”ważniejszym” albo nie reaguje, bo przyzwyczaił się, że jego pies ”tak ma” i to jest jego ”normalne zachowanie”. Takie psy szarpią się na smyczy, napinają ją i próbują dostać się jakoś do przykładowej piłki, a kiedy bardzo się wkręcą, zaczynają podskakiwać, gryźć smycz a nawet ręce właściciela. Wszystkie te zachowania zdradzają poziom ich frustracji i prawdę o ich właścicielach.

Znudzonego psa może pobudzić pojawienie się człowieka lub innego psa na chodniku 15 metrów przed nim. Widzą kogoś albo jakiegoś psa i od razu kierują się w jego stronę. Puszczone luzem np. przy ogródku piwnym, w którym spędza czas ich właściciel, podbiegają do przechodzącego obok człowieka i go oszczekują. Podążają za nim, ujadając, jak wiejskie burki, choć dany człowiek nie robi absolutnie nic, po prostu przechodzi chodnikiem, ale one, znudzone, sfrustrowane i niepilnowane przez właścicieli, zachowują się w przestrzeni publicznej, jak ”psy stróżujące” na ”swojej posesji”. Takie zachowanie jest stresujące dla wielu osób, które padają jego ofiarą i kiedy obserwuję je u jakiegoś psa ”łagodnej rasy”, np. gończaka, zawsze myślę o tym, co byłoby, gdyby właściciele molosów ”zaprogramowali” ten typ nieprawidłowości u swoich olbrzymów i tez je puszczali w samopas…

Zachowanie to jest także irytujące dla innych psów, niektóre czują się zastraszone, inne prowokowane, co nierzadko prowadzi do spięć. Ponieważ ”stróże spod budki z piwem”, kiedy zbliżają się do psa prowadzonego na smyczy, zdają się doskonale sobie zdawać sprawę z ograniczeń, które smycz wprowadza, nie obawiają się ”atakować”, świadome, że mogą uciec, a cel ich ataku nie może za nimi podążyć. Tłamszą też i bardzo stresują te psiaki, które ich natarczywości po prostu się obawiają, gdyż właścicielom prowadzącym ”cel” na smyczy, jest szalenie trudno przegonić te samowolne, znudzone ”wolne elektrony”. Tym bardziej, że one w ogóle nie mają zwyczaju odnosić się do ludzi. Zatrzymanie się, zwrócenie w kierunku psa stalkującego nas lub nas i naszego psa, wejście w rolę ”tarczy”/ ”pola siłowego” i głośne klaśnięcie z przytupem, w razie potrzeby wzmocnione donośnym ”Ej!”’, daje bardzo dobre rezultaty. Niektóre psy, skorygowane w ten sposób, w pierwszym odruchu kulą się, by po chwili ”poodszczekiwać się”, ale najdalej po kilku krokach, zatrzymują się w miejscu i przestają stalkować. Inne od razu zwiewają (Zaznaczam, że osobiście wyznaję zasadę, że ”To mój pies/ pies, który jest pod moją opieką, jest moim kumplem i to z tym/ moim psem trzymam sztamę i gdzieś mam to, czy moja reakcja na niewłaściwe zachowanie obcego psa, ‚zestresuje’ tego obcego psa”.)

Szybko, łatwo i na odległość

Niektórzy właściciele psów zdają się zupełnie ignorować fakt, że nie każdy musi lubić psy, nie każdy musi akceptować to, że nawet ”przepełniony entuzjazmem”, pies chce się z nim, jak powtarzają właściciele części psów, ”przywitać”, szczególnie, kiedy pogoda jest fatalna, bo pies może mieć zwyczaj skakać i opierać się o ludzi. U niektórych właścicieli tego typu psów, reakcja w rodzaju ”Pimpuś, nie skacz na pana”, okraszona przepraszającym uśmiechem połączonym ze szczyptą zażenowania i poczucia wstydu, zupełnie zanikła, zastąpiona przez pełne tępego i niemego zachwytu spojrzenie, jak ich pies opiera się brudnymi łapami o jakiegoś obcego człowieka. Najcięższe przypadki ewoluują w kierunku aroganckiego ”Jeżeli przechodzisz obok psa, to musisz się liczyć z tym, że na ciebie skoczy” -serio.

Ktoś może psów się bać, niekomfortowo z psami może czuć się jego dziecko albo po prostu, może nie chcieć, by pies do niego, jego dziecka, czy psa podchodził i ma do tego prawo. I naprawdę nie musimy znać powodów, dla których ktoś mówi ”Stop!”. Po prostu. I opiekunowie psów powinni, mają obowiązek brać to pod uwagę. Kiedy taki rozentuzjazmowany pies biegnie wprost na osobę, która nie chce z nim kontaktu, wystarczy gest stop i słowo ”Nie” wypowiedziane zdecydowanym tonem. Czasem to ”Nie!” trzeba powtórzyć, czasem klasnąć w dłonie, syknąć albo tupnąć nogą w podłoże. Ale wyłamanie się ze schematu biernego przyzwalania na wtargnięcie w mydlaną bańkę, przez ”cel”, wybija psa i każe mu ”przetrybić” co się stało (”A, nie chcą mnie tu”). I nie jest ważne co mówi właściciel psa, jak jego zachowanie tłumaczy. Jeżeli właściciel nie umie sprawić, aby jego pies samowolnie nie nawiązywał interakcji z obcymi ludźmi i nie naruszał przestrzeni postronnych osób, to nie może mieć pretensji do kogoś, kto robi to za niego, bo nie życzy sobie kontaktu z jego psem. Naprawę, zdecydowane ”Nie” w połączeniu z gestem stop doskonale działa i zapobiega naruszeniu przestrzeni przez nieznanego psa, przywracając komfort osobom nie życzącym sobie interakcji z psami, tym bardziej, że działa na odległość, czyli zanim pies wejdzie w strefę osobistą, tę ”mydlaną bańkę” danej osoby.

Koniec części pierwszej.

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora jest zabronione.

www.facebook.com/zuzpasjaodogoargentino

https://twitter.com/odogoargentino

DOG ARGENTYŃSKI: USZY CIĘTE/KORYGOWANE/KOPIOWANE/PODDANE PLASTYCE -SZCZERE WYZNANIA.

a p257

Tekst w przygotowaniu, po prostu wciąż czekam na odpowiedzi, które spływają do mnie z poszczególnych …miejsc 😉 Dzisiejszy short niech posłuży nam za trailer 😉

Musicie jeszcze chwilkę uzbroić się w cierpliwość, naprawdę warto. Obiecuję, że na dniach puszczę coś o polskich Dogach Argentyńskich i może nie tylko 😉 z nienaturalnymi, niekompletnymi uszami, zmienionymi jakąś formą zabiegu chirurgicznego… W ramach pocieszenia najbardziej niecierpliwych szczere wyznanie, osoby, która w 2011 roku była właścicielką suki rasy Dog Argentyński, a dziś jest -jak to się mówi- hodowcą.

a p243

a p245

a p246

a p249

a p251

a p253

a p257

a dziś:

wczoraj i dziś

 

 

Winter is Coming 😉

 

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu oraz zdjęć bez zgody autora jest zabronione.

PRZYKŁAD ”ZAŚWIADCZENIA” O ”LECZNICZYM KOPIOWANIU”, KONKRETNIE ”KOREKCIE USZU PO POGRYZIENIU PRZEZ INNE ZWIERZĘTA” I IGNORANCJA LEVEL HARD W PEŁNEJ ODSŁONIE CZYLI CO O KOPIOWANIU PSICH USZU MÓWI SIĘ ”W ŚRODOWISKU” -NA FACEBOOKOWYCH GRUPACH LICZĄCYCH PONAD 5 TYSIECY OSÓB, W KTÓRYCH WYPOWIADAJĄ SIĘ HODOWCY I POSIADACZE PSÓW, BĘDĄCY CZŁONKAMI ZWIĄZKU KYNOLOGICZNEGO W POLSCE.

”Święta to czas zadumy” -ok, dlaczego więc nie wykorzystać tych paru, tak innym trybem płynących, dni na podumanie także o psich sprawach? Tym bardziej, iż chcąc upewnić się jakie i czy w ogóle reakcje członków ZKwP wywołała uchwała Zarządu Głównego ich stowarzyszenia, z dnia 25 listopada 2015, planowałam poczytać sobie co w fejsbukowych grupach kynologicznych piszczy…

A piszczy jak na obrazku:

WPIS

 

Tak, wciąż jesteśmy -i jeszcze jakiś czas pobędziemy, bo dobrze nam idzie 😉 (się dzieje)- w ‚klimacie’ ”WINTER IS COMING”:

winter-is-coming

Ale zanim zaproszę was do Matrixa tzw miłośników psów, raz jeszcze rzućcie okiem na ściągę z rzeczywistości (Ustawa o Ochronie Zwierząt) vs ‚zoom’ na treść tzw zaświadczenia nie mającego jakiejkolwiek podstawy prawej, a wymyślonego tylko i wyłącznie na potrzeby wewnętrznych procedur Związku Kynologicznego w Polsce:

WTF

I wstęp do Matrixa- uchwały ZKwP dotyczące kopiowania -obcinania psom fragmentów uszu ze względów estetycznych (”Zabieg” zmienia kształt, wielkość i sposób noszenia ucha u psa):

komunikat z 07.11.2011

komunikat z 16.09.2015

komunikat z 25.11.2015

Dziś ”dyska” o ”ulotkach pseudohodowców” -najciekawsze zaczyna się od nr. 15  Moim zdaniem macie prawo wiedzieć jak ”miłośnicy psów” odnoszą się do kwestii związanych z łamaniem praw zwierząt i znęcaniem się nad nimi. [W wolnej chwili zaproszę was na kolejną wycieczkę do Matrixa/świata równoległego -nie wiem jak określić to w czym żyją niektórzy członkowie ZKwP- i zaprezentuję wam dyskusję, z której dowiecie się jak niesamowicie wielkie mniemanie mają o sobie niektórzy z członków ZKwP, którzy osoby zrzeszone w innych stowarzyszeniach nazywają pseudohodowcami, nie bacząc na syf własnego podwórka…]. Uważam, że moi czytelnicy potrafią czytać ze zrozumieniem…

s01s02

s03s04

s05s05'

s06s07

s07's08

s09s09a

s10s11

s12s13

s14

s15

s16s17

s18s19

s20s21

s22

s23s25

s27

 

 

 

 

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu oraz zdjęć bez zgody autora jest zabronione.

KONIECZNA JEST KONTROLA W ZWIĄZKU KYNOLOGICZNYM W POLSCE. KOLEJNA UCHWAŁA PLENUM ZKWP ZACHĘCA DO OKALECZANIA PSÓW Z POWODÓW ESTETYCZNYCH?

Jak jest możliwe, że działalność stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce przez tyle lat jego istnienia nie podlegała żadnej kontroli?

komunikat 25 .11

 

Ciąg dalszy tematu;

winter-is-coming

Jak to było możliwe, ten brak kontroli, skoro od 1997r w Polsce obowiązuje zakaz okaleczania psów zabiegami estetycznymi, a więc nie ratującymi ich zdrowia lub życia? Kopiowanie psich uszu zalicza się do ”zabiegów” estetycznych. Dlaczego więc prywatne stowarzyszenie ZKwP nie doczekało się żadnej kontroli, choć obcinanie psom fragmentów uszu i/lub ogonów to ”zabiegi” którym niektórzy członkowie ZKwP chętnie swoje psy poddawali i wciąż poddają? Jakim cudem było możliwe, iż prywatne stowarzyszenie Związek Kynologiczny w Polsce nie doczekało się jakiejkolwiek kontroli weryfikującej ilość okaleczonych psów zarejestrowanych w tym stowarzyszeniu, szczególnie po wprowadzeniu w życie 1 stycznia 2012r Nowelizacji Ustawy o Ochronie Zwierząt, podkreślającej, iż kopiowania psom uszu i kurtyzowania im ogonów polskie prawo zabrania W SZCZEGÓLNOSCI? Dlaczego, choć zabroniony przez polskie prawo proceder kwitnie wśród części zrzeszonych w Związku Kynologicznym w Polsce posiadaczy i hodowców, co widać na wystawach organizowanych przez to stowarzyszenie, internetowych stronach hodowców i posiadaczy (w tym Serwis Facebook) w nim zrzeszonych oraz w ich hodowlach*, i w Polsce wciąż publicznie można oglądać zwierzęta poddane ”zabiegom” kwalifikowanym przez polskie prawo jako forma znęcania się, ZKwP nie podlegało żadnej kontroli?

Statut ZKwP podaje, iż stowarzyszenie to swoje cele realizuje poprzez ”reprezentowanie interesów kynologii przed władzami i instytucjami w kraju oraz organizacjami kynologicznymi międzynarodowymi i zagranicznymi” czy ta treść zwalnia je z konieczności odpowiadania przez tymi władzami i instytucjami? Przed rodzimym Ustawodawcą? Czy mamy do czynienia z sytuacją określaną jako państwo w państwie? Czy brak kontroli nad poczynaniami Plenum ZKwP w sprawie wydawanych przez nie uchwał dotyczących nielegalnego w Polsce obcinania psom uszu i ogonów wynika z tego, iż wiele instytucji oraz znaczna część społeczeństwa uznała, iż to ZKwP jest organem decydującym czy swoje przepisy dostosuje do obowiązującego w Polsce prawa czy nie? Czy taka samozwańcza deklaracja ”reprezentowania interesów kynologii” zwalnia Zarząd Główny Związku Kynologicznego w Polsce z obowiązków przestrzegania zapisów np. Ustawy o Ochronie Zwierząt?

Związek Kynologiczny w Polsce jest tylko prywatnym stowarzyszeniem i nie stanowi polskiego prawa, może jedynie się do niego dostosować. Jednak kolejne decyzje Plenum tego Związku poddają w wątpliwość jego szacunek względem obowiązującego w Polsce prawa.

Czyżby to właśnie ten brak kontroli nakłonił Zarząd Główny Związku Kynologicznego w Polsce do uchwalenia aż tak skandalicznych postanowień, jak te dotyczące ”opierania” się przez ZKwP zakazowi okaleczania psów ze względów estetycznych?

W punkcie piątym komunikatu widniejącego na oficjalniej stronie prywatnego stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce (screen macie powyżej), informującym o podjętych w dniu 25 listopada 2015r. uchwałach podano: ”Przyjęto iż, psy/suki, które zgodnie z uchwałą ZG nie mogą być wystawiane na wystawach ze względu na cięte uszy i/lub ogon, mogą zostać zakwalifikowane do hodowli na podstawie przeglądu dokonanego przez sędziego międzynarodowego z uprawnieniami do oceny danej rasy oraz muszą spełniać pozostałe wymogi Regulaminu Hodowlanego”. (Chodzi tu o treść uchwały z 16 września tego roku, screen znajdziecie poniżej) Pomijając problem niezgodności zacytowanej powyżej uchwały ze statutem stowarzyszenia ZKwP, mówiącym, iż: ”Członek Związku jest zobowiązany przestrzegać postanowień statutu i wydanych na jego podstawie regulaminów” -a w żadnym w tych regulaminów, szczególnie w Regulaminie Hodowli Psów Rasowych nie ma mowy o tego rodzaju niejasnej ”kwalifikacji hodowlanej”- i fakt, że uchwała ta przeczy podstawowym zasadom dotyczących funkcjonowania samego stowarzyszenia, jest ona kolejną niezgodną z obowiązującą w Polsce Ustawą o Ochronie Zwierząt, uchwałą, którą Zarząd Główny ZKwP podjął. Przypomnijmy zaakceptowanie przez ZG ZKwP nie posiadających podstawy prawnej ”zaświadczeń” o ”leczniczym kopiowaniu” psich uszu, które to członkowie ZKwP składali w poszczególnych oddziałach Związku, po wejściu w życie 1 stycznia 2012r Nowelizacji Ustawy o Ochronie Zwierząt, by okaleczone nielegalnym w Polsce ”zabiegiem” psy mogły być pokazywane na organizowanych przez ZKwP wystawach.

małe a cieszy

a przez prawie 4 lata było tak:

komunikat o ''zaświadczeniach''

 

Jest to tym bardziej oburzające, iż Statut ZKwP nakazuje swoim członkom ”traktować humanitarnie wszystkie zwierzęta i przestrzegać ustawy o ochronie zwierząt”.

W uchwale, którą w ostatnich dniach Związek Kynologiczny w Polsce raczył podzielić się z opinią publiczną i swoimi członkami, poprzez podanie jej treści na swojej oficjalnej stronie internetowej, stowarzyszenie to zadecydowało o utworzeniu swoim członkom możliwości dalszego wykorzystywania w hodowli okaleczonych kopiowaniem psów (zaznaczmy: urodzonych po tym jak Ustawodawca kopiowania i kurtyzowania zabronił w Polsce W SZCZEGÓLNOŚCI ), z obejściem procedury opisanej w Regulaminie Hodowli Psów Rasowych, do którego muszą(?) stosować się członkowie ZKwP posiadający psy kompletnie, nieokaleczone (z naturalnymi uszami i ogonami). Czy takim rozstrzygnięciem, szczególnie biorąc pod uwagę treść uchwały ZG ZKwP z dnia 16 września tego roku czyli sprzed nieco ponad dwóch miesięcy, uchwały zabraniającej udziału w wystawach psom okaleczonym (a zgodnie z Regulaminem Hodowli Psów Rasowych udział psa w wystawach jest kluczowym elementem kwalifikacji hodowlanej dla każdego psa zarejestrowanego w stowarzyszeniu ZKwP), powoduje, iż słuszny wydaje się wniosek, iż Zarząd Główny Związku Kynologicznego w Polsce kolejny raz postanowił zadrwić z treści nie tylko zapisów Ustawy o Ochronie Zwierząt, ale i własnego Statutu? Trudno przecież wyobrazić sobie, by Plenum ZKwP nie znało i nie rozumiało zasad wedle, których stowarzyszenie to funkcjonuje, może jednak? Czy osoby ”decyzyjne”, Plenum ZKwP doprawdy nie zna treści Ustawy o Ochronie Zwierząt? Obowiązujący aktualnie w Polsce stan prawny kwalifikuje ”zabieg” kopiowania, tj chirurgicznej ingerencji w tkankę małżowiny usznej psa, zmieniającej jego kształt i sposób noszenia, jako formę znęcania się poprzez ”umyślne zranienie lub okaleczenie zwierzęcia, niestanowiące dozwolonego prawem zabiegu lub procedury”, gdyż ”wszelkie zabiegi majce na celu zmianę wyglądu zwierzęcia i wykonywane w celu innym niż ratowanie jego zdrowia lub życia, a w szczególności przycinanie psom uszu i ogonów (kopiowanie)” ustawodawca uznał za ”zadawanie albo świadome dopuszczanie do zadawania bólu i cierpień”.

”Art. 5.Każde zwierzę wymaga humanitarnego traktowania.

Art. 6. 2. Przez znęcanie się nad zwierzętami należy rozumieć zadawanie albo świadome dopuszczanie do zadawania bólu lub cierpień, a w szczególności:

1)16) umyślne zranienie lub okaleczenie zwierzęcia, niestanowiące dozwolonego prawem zabiegu lub doświadczenia na zwierzęciu, w tym znakowanie zwierząt stałocieplnych przez wypalanie lub wymrażanie, a także wszelkie zabiegi mające na celu zmianę wyglądu zwierzęcia i wykonywane w celu innym niż ratowanie jego zdrowia lub życia, a w szczególności przycinanie psom uszu i ogonów (kopiowanie)”

Publiczność wystaw organizowanych przez ZKwP, ”stowarzyszenie osób zainteresowanych w amatorskiej hodowli psów rasowych” -jak czytamy w Statucie ZKwP- nie będzie już na nich tak licznie oglądać psów z kopiowanymi uszami i kurtyzowanymi ogonami -to wynika z Uchwały z 16 września tego roku. Nie oznacza to jednak, że osoby lubujące się w okaleczaniu psów nielegalnymi procedurami chirurgicznymi zmieniającymi wygląd psów, nie będą kultywowały tradycji kopiowania uszu i/lub kurtyzowania ogonów swoim psom -zachęca ich do tego Uchwala z dnia 25 listopada tego roku. Proceder obcinania uszu i/lub ogonów wprost oficjalnie schodzi do podziemia i to bardzo nisko… Okaleczone psy nie będą pokazywane przez polskich tzw hodowców psów ras ”tradycyjnie” ”ciętych” na organizowanych w Polsce wystawach. Polacy należący do ZKwP nie będą mogli chwalić się przed wystawową publicznością ani okaleczonymi psami, które urodziły się w Polsce ani tymi, które pochodzą z krajów również objętych zakazem kultywowania barbarzyńskiej tradycji (importami). Natomiast nikt z ZKwP nie zabroni im chwalić się ”nowymi fryzurkami” -tak określają uszy po kopiowaniu fani ich obcinania- np. na Serwisie Facebook.

Polska kynologia upada w imię skandalicznego przywiązania do barbarzyńskich tradycji garstki aroganckich, względem praw zwierząt, ”miłośników psów”. Zarząd Główny ZKwP poucza swoją najnowszą uchwałą ludzi chcących psy okaleczać, nie o tym, że ”zabiegi” kopiowania i kurtyzowania są w Polsce zakazane, ale w praktyce wręcz zachęca ich do nie przejmowania się, polskim prawem i nie respektowania go, proponując w swojej uchwale rozwiązanie pozwalające obejść (złamać?) własny Regulamin Hodowli Psów Rasowych ZKwP, tak by okaleczone psy mogły być rozmnażane i zaspokajały chore wizje swoich właścicieli? W imię interesu garstki, za nic mających dobrostan psów członków, ZG ZKwP ordynarnie lekceważy i polskie prawo (zapisy Ustawy o Ochronie Zwierząt), i własne regulaminy, i tych ze swoich członków, którzy zapisów Ustawy o Ochronie Zwierząt, przestrzegają?

Jak widać Zarząd Główny najstarszej polskiej organizacji kynologicznej, Związku Kynologicznego w Polsce, powstałego w roku 1938, ale rozwijającego się w okresie PRLu, stowarzyszenia samozwańczych ”reprezentantów interesów kynologii’, w najnowszej ze swoich uchwał nie bawił się już w subtelności o rzekomym ”leczniczym kopiowaniu”, nie napisano w komunikacie dotyczącym decyzji podjętych 25 listopada tego roku ani słowa o ”zaświadczeniach”, nic o ”leczeniu poprzez obcinanie fragmentów uszu”. Nie. Użyto wprost słów ”cięte uszy i/lub ogon”. Ta bezpośredniość jest wysoce alarmująca i ostatecznie powinna pozbawić złudzeń tych, którym ”elastyczność” ZKwP względem ”tradycyjnego” okaleczania części zarejestrowanych w tym stowarzyszeniu psów, wydaje się przypadkowa.

Na koniec dodam, iż wciąż oczekuję od Głównego Inspektoratu Weterynarii oraz osoby Głównego Lekarza Weterynarii podania mi do wiadomości PODSTAWY PRAWNEJ ”zaświadczenia”, które to honorowane było przez poszczególne Oddziały ZKwP i o którym była mowa w cytowanym przez mnie poniżej komunikacie oraz którego treść wiążąca była dla członków ZKwP aż do 16 września tego roku. Brak podstawy prawnej, oznacza, iż Główny Inspektorat Weterynarii dopuścił się poważnego zaniedbania, tolerując pseudodokumenty stanowiące alibi dla znęcania się nad zwierzętami. O podstawę prawną ww ”zaświadczenia” pytam już trzeci raz, obie odpowiedzi, które dotąd otrzymałam słowem nie odnosiły się do ”podstawy prawnej” pseudodokumentu… Wnioski zostawiam wam, Drodzy czytelnicy.

Treść ze strony ZKwP:

”KOMUNIKAT Zarządu Głównego ZKwP W związku z uchwaloną przez Sejm RP nowelizacją Ustawy o Ochronie Zwierząt (DZ.U.2011,nr 230, poz.1373), która w art.6, ust.2, pkt. 1 w sposób nie budzący wątpliwości zakazuje wykonywania zabiegów kopiowania uszu i ogonów, Zarząd Główny na posiedzeniu w dn. 29.10.2011 podjął następujące uchwały:

1. Wszystkie psy urodzone w Polsce po 01.01.2012r. muszą mieć pozostawione naturalne uszy i ogony. Kierownicy sekcji ras zostają zobowiązani do zaznaczania w protokółach kontroli miotów każdego przypadku ciętego ogona i/lub uszu oraz zgłaszania tego faktu zarządowi oddziału. W rasach, w których występują ogony szczątkowe i/lub skrócone, ogony wszystkich szczeniąt muszą zostać opisane w protokółach kontroli miotów, a następnie w metrykach i rodowodach.

2.Od 01.01.2012r. zostaje wprowadzony zakaz wystawiania psów z kopiowanymi ogonami i/lub uszami. Zakaz ten dotyczy WYŁĄCZNIE psów URODZONYCH W POLSCE PO 01.01.2012. W wyjątkowych przypadkach dopuszcza się przyjęcie na wystawę psa urodzonego w Polsce po 01.01.2012 i poddanego zabiegowi kopiowania, o ile zabieg został przeprowadzony z poszanowaniem art.27 Ustawy o Ochronie Zwierząt (DZ.U.1997, nr 111, poz.724). W takim przypadku właściciel psa zobowiązany jest dołączyć do zgłoszenia oryginał lub, poświadczoną przez jego macierzysty oddział ZKwP, kopię stosownego zaświadczenia lekarskiego, które musi zawierać, umożliwiające weryfikację, szczegółowe dane kontaktowe lecznicy i wystawiającego zaświadczenie lekarza takie jak: nazwisko, adres, nr telefonu oraz adres e-mail. Zaświadczenie pozostaje w dokumentach wystawowych organizatora imprezy.

3.W dniu 18.03.2015 Plenum ZG ZKwP uchwaliło, że zaświadczenia lekarskie wystawione przez lekarzy weterynarii z zagranicy po tej dacie nie będą honorowane. Psy z takimi zaświadczeniami nie będą przyjmowane na wystawy.

 

*Rozdział 2

Art. 10. 1. 29) Prowadzenie hodowli lub utrzymywanie psa rasy uznawanej za agresywną wymaga zezwolenia wydanego przez wójta (burmistrza, prezydenta miasta) właściwego ze względu na planowane miejsce prowadzenia hodowli lub utrzymywania psa na wniosek osoby zamierzającej prowadzić taką hodowlę lub utrzymywać takiego psa.

2. Zezwolenia, o którym mowa w ust. 1, nie wydaje się, a wydane cofa się, jeżeli pies będzie lub jest utrzymywany w warunkach i w sposób, które stanowią zagrożenie dla ludzi lub zwierząt.

2a. 30) Organem właściwym w sprawie cofnięcia zezwolenia, o którym mowa w ust. 1, jest wójt (burmistrz, prezydent miasta) właściwy ze względu na miejsce prowadzenia hodowli lub utrzymywania psa.

2b. W razie zmiany miejsca prowadzenia hodowli lub utrzymywania psa właściwy organ dokonuje zmiany zezwolenia, o którym mowa w ust. 1.

2c. Rozstrzygnięcia w sprawie wydania zezwolenia oraz cofnięcia zezwolenia, o którym mowa w ust. 1, są podejmowane w formie decyzji administracyjnej.

3. Minister właściwy do spraw administracji publicznej, po zasięgnięciu opinii Związku Kynologicznego w Polsce, ustala, w drodze rozporządzenia, wykaz ras psów uznawanych za agresywne, biorąc pod uwagę konieczność zapewnienia bezpieczeństwa ludzi i zwierząt.”

 

W odniesieniu do punktu 7 komunikatu z 25 listopada tego roku wkleję wam fragment mejla przesłanego przeze mnie na skrzynkę mejlową ZG ZKwP sześć dni temu czyli 17 grudnia tego roku: ”To bardzo ładnie, że wreszcie choć w jednej z najczęściej okaleczanych nielegalnym obcinaniem uszu i ogonów (równocześnie!) ras, zaistniała realna szansa na walkę z dysplazją stawów. Tylko dlaczego ”reprezentanci interesów kynologii” nie walczą o obowiązkowe badania w kierunku eliminowania genetycznych schorzeń u wszystkich ras nękanych tymi schorzeniami? Same skargi do waszego Rzecznika Dyscyplinarnego są dość inspirujące, byście wiedzieli o które schorzenia, w których rasach chodzi. I dlaczego z jednej strony niby wprowadzacie środek do walki z dysplazją, a z drugiej robicie wszystko by hodowcy i posiadacze Cane Corso jednak wciąż mogli się, przy poparciu waszego stowarzyszenia nad swoimi psami znęcać?”. Odpowiedź jeszcze nie nadeszła…

EDIT: Pamiętajmy także, iż FCI (Fédération Cynologique Internationale) zatwierdziło zmiany we wzorcach niektórych włoskich ras, w tym CANE CORSO, której to przedstawicieli wciąż dosyć często polscy hodowcy i posiadacze okaleczają ”zabiegami” kopiowania (obcinanie uszu) i kurtyzowania (obcinanie ogona). Aby przeczytać nowy wzorzec CC wystarczy wejść na stronę FCI http://www.fci.be/en/New-standards-of-Italian-breeds-valid-from-01-01-2016-231.html i kliknąć w Cane Corso (343). Ciekawe kiedy Związek Kynologiczny w Polsce postanowi zwrócić swoim członkom uwagę na fakt, iż nowy wzorzec Cane Corso wymaga aby uszy oraz ogony u psów tej rasy pozostawiono niezmienione estetycznymi ”zabiegami”, naturalne. Przychodzące na świat po 1 stycznia 2016r Cane Corso, aby być Cane Corso muszą pozostać KOMPLETNE: ”Ears: Triangular, drooping, of medium size. With a wide set-on that is much above the zygomatic arches. Ears are un-cropped.” Czyli polscy uparci fanatycy okaleczania psów, jeżeli dalej będą okaleczać swoje Cane Corso, będą działać także dodatkowo wbrew zaleceniom oficjalnego wzorca rasy… Co na to FCI? Zobaczymy, przekonamy się w ciągu pierwszych miesięcy przyszłego roku, jak członkowie ZKwP odniosą się do zmiany wzorca Cane Corso czyli rasy z lubością ”tradycyjnie” okaleczanej w Polsce, pomimo od lat (https://pl.wikipedia.org/wiki/Kopiowanie_(kynologia)) funkcjonującego u nas zakazu, zmiany zatwierdzonej przez FCI… Pożyjemy zobaczymy czy i w tym przypadku ”fani” CC zastosują podejście typu ”wolnoć Tomku w swoim domku”… A jeżeli zajdzie potrzeba, przekonamy się co na tę wolnoamerykankę powie nam FCI.

capture-20151223-162233

capture-20151223-162252

capture-20151223-162038

 

W styczniu duuuży tekst dotyczący ”kynologicznej biurokracji”.

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu oraz zdjęć bez zgody autora jest zabronione.

WINTER IS COMING ‚ROZMNAŻACZE’ NIEPRZEBADANYCH PSÓW. KONIEC TABU KOPIOWANIA = OBCINANIA PSOM USZU.

winter-is-coming

Kilka miesięcy temu w środowisku hodowców (i posiadaczy) psów presa wybuchł skandal. Otóż znana, głównie z własnych internetowych autokreacji, wszystkim, którzy interesują się Dogo Canario/Presa Canario oraz Dogo Argentino, pani nie umiała wprost odpowiedzieć na pytania, które na jej fejsbukowym profilu zadali jej właściciele dysplastycznych, kalekich Dogów Kanaryjskich pochodzących z jej hodowli. Pytania były bardzo proste i tyczyły się tego czy pani bada rozmnażane przez siebie psy pod kątem wykluczenia z tzw planów hodowlanych osobników kalekich z powodu dysplazji. Rzecz sprowadzała się do prostej odpowiedzi; ”TAK” lub ”NIE”, podczas publicznie dostępnej dla wszystkich zainteresowanych dyskusji, którą hodowczyni sama na własnym fejsbukowym profilu, wywołała. Odpowiedź nie padła, natomiast w trakcie ww wymiany zdań hodowczyni kwestionowała, wraz z ”kolegą po fachu”, tj innym hodowcą DC/PC, diagnozę postawioną przez lekarzy weterynarii.

Nie ma znaczenia fakt, że ”Związek Kynologiczny w Polsce nie wymaga” (ulubiony ”argument” wszystkich ”państwa” hodowców) od swoich członków, by poprzez certyfikowane badania określające stopień dysplazji u psów typu presa, czyli Dogo Canario/Presa Canario, Dogo Argentino (ale i wielu innych ras np. Cane Corso, Owczarek Środkowoazjatycki, Mastif Angielski etc.), eliminowali ze swoich tzw planów hodowlanych osobniki obciążone ciężką dysplazją. W tym miejscu należy wyraźnie podkreślić, iż w innym stowarzyszeniu o nazwie Polski Klub Psa Rasowego (http://www.pkpr.pl/) ten rodzaj badań jest już wymagany (http://a-c-e.ovh.org/przeswietlenie.pdf), jak również wymagane są badania DNA dla rozmnażanych pod jego egidą psów oraz już od roku 2010 (konkretnie od dnia 20 lutego 2010r.) stowarzyszenie to nie rejestruje psów okaleczonych, tj tych poddanych ”zabiegom” zmiany wyglądu poprzez kurtyzowanie ogonów i/lub kopiowanie uszu. Nie zapominajmy, że członkowie Związku Kynologicznego w Polsce nazywają hodowców zrzeszonych w Polskim Klubie Psa rasowego pseudohodowcami… Szczyt bezczelności, nie?

Proszę Państwa abyście nie mylili Polskiego Klubu Psa Rasowego z szeregiem innych, nie spełniających jakichkolwiek etycznych wymogów stowarzyszeń, zapamiętajcie po prostu, że Polski Klub Psa Rasowego jeszcze przed Nowelizacją Ustawy o Ochronie Zwierząt, bo już w roku 2010 postanowił uszanować obowiązujące w Polsce od 1997 roku prawo, nie rejestrując u siebie okaleczonych psów, a także, iż członkom Polskiego Klubu Psa Rasowego badania, do których z taką ”rezerwą” odnoszą się osoby ze Związku Kynologicznego w Polsce nie były i nie są straszne. Jeżeli więc nie interesują was wystawy organizowane przez należący do FCI Związek Kynologiczny w Polsce i jesteście absolutnie przekonani o tym, iż nigdy nie będziecie chcieli prezentować na nich swojego psa, to może warto kupić psa po przebadanych rodzicach, którzy zarejestrowani są w należącym do ACW (http://www.alianzfederation.org/) alternatywnej dla FCI organizacji kynologicznej, Polskim Klubie Psa Rasowego? (Na marginesie PKPR też organizuje wystawy)

Powstała strona, na której można prześledzić ww wymianę zdań hodowców z ZKwP z posiadaczami kalekich psów zarejestrowanych w ZKwP… Bardzo się to niedopuszczanie do zamiecenia afery pod dywan nie spodobało tzw ”środowisku”… I… Zaczęło się (kolejny raz) szkalowanie mojej osoby, a także właścicieli kalekich psiaków, usiłowanie zastraszenia, groźby karalne itp. itd… ”Miłośnicy piesków” dali popis swoich możliwości, ukazujących więcej niż tylko braki intelektualne czy wątpliwą ”klasę”… Cóż, taki lajf 🙂

Sposobów reakcji na ww ”styl” zwalczania osób/akcji propagujących uświadamianie przyszłych potencjalnych Nabywców psów o zagrożeniach, które mogą napotkać na swojej kynologicznej drodze jest kilka 🙂 Ja, między innymi, wybrałam poinformowanie drogą elektroniczną Zarządu Głównego Związku Kynologicznego w Polsce o tym jak reagują członkowie tego PRYWATNEGO STOWARZYSZENIA na powstanie strony, której celem jest zwracanie uwagi nie tylko hodowcom psów, iż zaniedbania dotyczące podstaw etyki hodowli nie będą im dłużej uchodzić na sucho, ale i uczulenie potencjalnych Nabywców, by zanim kupią psiaka, wymagali opisywanych, certyfikowanych wyników badań RTG rodziców szczeniąt od tzw hodowców. Podobno tym ze Związku Kynologicznego chodzi o dobro psów i też by chcieli obowiązkowych badań. Podobno…

Jak zareagował ZG ZKwP na przesłany im ”skriny” z fejsbuka? Żałośnie (po konsultacji z prawnikiem udostępnię całość korespondencji). Dodajmy, że podobnie żałośnie Związek Kynologiczny w Polsce zareagował po aferze, która wybuchła na fejsbukowej grupie ”Wystawy ZkwP / FCI – wyjazdy, informacje” 12 stycznia tego roku, po gdańskiej wystawie (11.01.2015r.) *1, *2, *3. (Przekazano mi odpowiedzi, które w tej sprawie osoba zainteresowana otrzymała od Biura Zarządu Głównego). Na końcu artykułu znajdziecie oznaczone numerkami tzw screen’y tematyczne 😉 Nazwisko i awatar osoby, która usiłowała zwrócić uwagę na poważne nieprawidłowości i ”obudzić sumienia” członków ww fejsbukowej grupy -w tym moje- zakryłam tylko i wyłącznie dlatego, byście skupili się na treści. Czy na Zarządzie Głównym ZKwP zrobiło wrażenie usiłowanie zastraszenia mojej osoby, przez członka tego stowarzyszenia, hodowcę psów rasy Dogo Canario/Presa Canario, stwierdzenie przez niego, że ”powinnam się cieszyć, że jestem kobietą, bo już dawno bym miała pyszczek obity”? (https://www.facebook.com/dysplazjawdogocanariopresacanario/photos/a.828700057185264.1073741826.828616347193635/842628202459116/?type=3&theater) Nie. Ewidentne usiłowanie zastraszenia, i ”nieśmiałe” groźby karalne na ZG ZKwP wrażenia nie zrobiły, to przynajmniej wynika już z pierwszej odpowiedzi przesłanej mi przez Biuro Zarządu Głównego ZKwP. No to może myślicie, że kynologiczne (w założeniu) stowarzyszenie przejęło się rozmnażaniem kalekich psów i powoływaniem do życia -można założyć, iż z pełną świadomością i premedytacją- kolejnych kalek przez swoich członków? Nie. To też nie jest ważne. ”Nieprawidłowości” przy ”zaświadczeniach” o ”legalnym”/”medycznym” obcinaniu psom uszu? NoŁp… Pańcia odpowiadająca na moje mejle napisała coś o Rzeczniku Dyscyplinarnym *A i jakoś tak się wq…am 🙂 No i poszło… 🙂

Przychodzi taki moment, że powyżej pewnego poziomu syfu nie ma już jak oddychać… Kiedy opowieści dziwnej treści stają się zbyt dziwne, kiedy tzw znajomi mówią ci ”fajnie, ze tak walczysz o te badania, masz rację, ale w tych uszach i ”zaświadczeniach”, to lepiej nie grzeb”, i kiedy przypominasz sobie, że przecież widziałaś tego szczeniaka, kiedy przyleciał do Polski ”cały” (z uszami) albo kiedy ktoś ci mówił, że boi się psa zarejestrować w np. warszawskim oddziale ”po tej aferze na wystawowej grupie, bo ‚zaświadczenia’ nie ma”… Ale przede wszystkim chodzi o to, że hipokryzja ludzi, którzy mają się za hodowców, ”miłośników psów” & ”pasjonatów rasy” i ich brak elementarnej uczciwości względem samych zwierząt, bo słowo ”dobrostan” jest dla nich obce, zabija w tobie pasję, sprawia, że kynologia przestaje cię cieszyć, bo zbyt dużo już wiesz, bo zbyt wiele razy pokazano ci, że ”miłość do psów” to ostatnie o co tym ludziom chodzi. ”Reakcje” władz ZKwP mnie… dobiły (Wkrótce udostępnię wam treści moich tzw zapytań do ZG ZKwP i odpowiedzi, które na nie otrzymywałam). Wtedy trzeba sobie jasno powiedzieć: mam gdzieś to jak bardzo poobrażają się na mnie ”zaprzyjaźnieni hodowcy”, zweryfikować autentyczność legend, którymi karmią i DOWIEDZIEĆ SIĘ JAK JEST NAPRAWDĘ. A z wiedzy bierze się pokora.

Jest mi potwornie wstyd za to, że dałam się ”urobić” znajomym hodowcom. To potwornie głupie, ale w aspekcie kopiowania autentycznie wierzyłam tym ludziom na słowo. Wizualnie zawsze wolałam DA ze stojącymi uszami i byłam zwolenniczką kopiowania, ale dopiero w trakcie styczniowej afery zaczęłam MYŚLEĆ. Dotarło do mnie ile zachodu wymaga obcięcie w Polsce psu uszu i że nikomu nie chce się tak starać, aby walczyć z kalectwem w tych rasach, które z takim rozmachem (ta ilość!) się ”tnie’. Najgorsze jest to, że tak bardo zaufałam znajomym, że NIE SPRAWDZIŁAM jakie w istocie mamy w Polsce prawo… Byłam po prostu przekonana, że moi znajomi mają rację. W końcu nie mogliby przecież tak rumaczyć i kogucić, gdyby jej nie mieli, hę? A jednak… Na szczęście mam w sobie dość ”pierwiastka”, by przeciwstawić się ”autorytetom” i uwolnić się od wpływu ”lepiej wiedzących”, stąd też ten artykuł 🙂 Na końcu zamieszczam screeny z moimi wrzutkami do pierwszej dyskusji na wystawowej grupie. Jestem przekonana, że ogrom ludzi wciąż jeszcze myśli, pozostając w błędzie, jak ja wtedy, w styczniu tego roku. Wielu psiarzom wciąż się wydaje, że ‚świat kończy się na ZKwP”…

Owszem, nawet kilkutygodniowe Dogo Argentino bawią się charakterystyczny sposób, który można określić krótko: za ucho i do ziemi. I choć ludziom, którzy Dogo Argentino nie znają, którzy nigdy szczeniąt DA nie widzieli, bo całe życie ”siedzą” w Labladorach, Owczarkach Szetlandzkich, albo spanielach, 8tygodniowe, bawiące się DA czy któreś z TTB ”w akcji”, mogą wydawać się nawet ”psychiczne”, ”jakieś nienormalne” itp., możliwe są urazy mechaniczne uszu, nawet u szczeniąt. Tylko, że SORRY: całe mioty? Połowa miotu z ”mechanicznymi urazami”? 50% szczeniaków z danego krycia zostało ”pogryzionych tak dotkliwie”, że trzeba im było OBYDWOJE uszu ciąć, akurat, ”przypadkiem” dokładnie tak, jak wymaga tego tzw tradycja rasy? Jakieś blizny, ślady po tym ”pogryzieniu”? Cokolwiek?

Zastanówcie się, Moi Drodzy: skoro tyle szczeniąt ”coś sobie robi” w uszy, to znaczy tzw hodowcy nie umieją im zapewnić odpowiedniej opieki albo wyjątkowo mocno się gimnastykują, by uszka jednak obciąć, bo ”tak lubią”. Sprawdźcie, które to hodowle, które z polskich przydomków Dogo Argentino i Dogo Canario/Presa Canario (a może i Cane Corso? Teriery Typu Bull? Boksery? Dobermany?) przodują w tej ”wyjątkowości”.

Dalej: ¾ miotu miało ”chore uszy”? -ej… Chwilunia 🙂 Jeżeli tyle szczeniąt, z tylu polskich hodowli ma ”choroby uszu”, to serio, czas na poważne badania genetyczne populacji polskich dogo i kanarów, bo polskie psy mają jakąś paskudną, nie dającą się normalnie wytłumaczyć, skłonność do tajemniczych i na świecie nie znanych chorób uszu, które kończą się ”amputowaniem” części uszek… Naprawdę, bez jaj, koniec tego używania pieprzu, o ”koniecznych zabiegach”.

Zestawcie sobie, Drodzy Czytelnicy, ilość Dogo Argentino z obciętymi uszami, z miotów pochodzących z lat 2013, 2014 i 2015 z tymi pierwszymi miotami po nowelizacji Ustawy o Ochronie Zwierząt w roku 2012… (Mogłabym w tym miejscu zacząć ”rzucać” przydomkami…) Zestawcie ilość psów ras dziś wciąż najczęściej ”ciętych”, po tej nowelizacji, tych, które na świat przyszły w pierwszych miesiącach roku 2012 z ”ciętymi” psiakami urodzonymi w latach 2013, 2014 i 2015. Tzw hodowcy bali się ”ciąć” tuż po Nowelizacji, badali jak ZKwP podejdzie do zaostrzenia (magia słówka ”szczególnie”) treści Ustawy, sprawdzali na ile będą sobie mogli pozwolić i czekali… A kiedy okazało się, że ”klimat” (wciąż zadziwiająco dużo ”wyjątkowych przypadków” i honorowanych przez poszczególne oddziały ”zaświadczeń”) w ZKwP sprzyja kultywowaniu/praktykowaniu ”tradycji”, przestali się ”obcyndalać”.

Obejrzyjcie profile polskich hodowli/hodowców na fejsbuku, zobaczcie ile z polskich psów urodzonych po Nowelizacji Ustawy o Ochronie Zwierząt ma uszy skopiowane: OBCIĘTE tylko i wyłącznie ze względów estetycznych. (Z lenistwa nie wklejam do artykułu fotek publicznie dostępnych na profilach hodowców przedstawiających szczenięta z ”zaplasterkowanymi” po ”zabiegu” kopiowania uszkami, ale mam je w swoim archiwum). Chwalą się tymi kopiowanymi psami nie tylko hodowcy, ale i zwykli ich posiadacze, osoby, które po prostu ”kupiły sobie pieska na wystawki”. Zróbcie sobie, jak ja, ranking hodowli przodujących w ”wypadkach”, które to spowodowały, że psy z określonym przydomkiem mają uszy obcięte, a w konkretnym oddziale Związku Kynologicznego w Polsce przechowywane jest jakieś ”zaświadczenie”, które to ”tłumaczy” udział okaleczonego psa w wystawach, które odbywały się od 01 stycznia 2012 roku… Wszystko to pomimo obowiązującego w Polsce od 1997 roku zakazu obcinania psom uszu (i kurtyzowania ogonów)… [Nawet Wikipedia pomoże wam szerzej otworzyć oczy: https://pl.wikipedia.org/wiki/Kopiowanie_(kynologia] Zapytajcie pierwszego lepszego praktykującego np. w Warszawie lekarza weterynarii czy ”ciachnie uszy” waszemu psu. Wszyscy, z którymi ja rozmawiałam, stwierdzają jednoznacznie, że zabieg ten jest nielegalny od 1997 roku i bardziej lub mniej grzecznie ucinają temat.

Aby łatwiej wam było ”ogarnąć” skalę zjawiska niezgodnego z polskim prawem obrzynania psom uszu (i/lub ogonów) i równoczesnego olewania przez wielu z członków ZKwP kwestii badań eliminujących z hodowli psy kalekie, wyjaśnię wam stan rzeczy istniejący oficjalnie do dnia 16.09.2015, kiedy to plenum PRYWATNEGO stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce raczyło zadecydować, iż: od 1 stycznia 2016 r. nie będą przyjmowane na wystawy psy urodzone w Polsce po 1 stycznia 2012 r z kopiowanymi uszami i/lub ogonami. Co ciekawe jeszcze do dnia 12.10.2015, kiedy to odpisywałam pewnej Pani Katarzynie, która to odpowiadała na moje zapytania skierowane do Głównego Lekarza Weterynarii, ZKwP nie raczyło ”zaktualizować” swojego komunikatu dotyczącego cięcia uszu, choć okraszony był hasłem ”z ostatniej chwili”… Przynajmniej to co widnieje tam dziś napawa maluteńkim optymizmem*B. Choć to tylko początek drogi…

Z jakiego powodu prywatne stowarzyszenie Związek Kynologiczny w Polsce tak nagle postanowiło zamknąć jedną z ”furtek”, tym ze swoich członków, którzy od lat z lubością -no właśnie co oni robią? ”obchodzą”?- obowiązujące w Polsce przepisy zakazu dotyczące znęcania się nad psami, poprzez okaleczanie ich ”zabiegami” obcinania im fragmentów uszu i/lub ogonów? Zgodnie z moją wiedzą i znajomością przepisów dotyczących kopiowania niektórzy z członków ZKwP po prostu ŁAMIĄ polskie prawo. Uważam, że do tzw decyzyjnych członków prywatnego stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce najprawdopodobniej doszło wreszcie, iż nie istnieje coś takiego, jak określone w wiszącym jeszcze 10 października na stronach ZKwP komunikacie ”z ostatniej chwili”, ”stosowne zaświadczenie lekarskie”. Pomysł na alibi? Czy tylko niewiedza skutkuje ułatwieniem znęcania się -kopiowanie jest kwalifikowane jako bezzasadne okaleczenie- przez część członków ZKwP nad psami, to pożałowania godne ”zaświadczenie”, nie posiada absolutnie żadnej mocy prawnej. Prawdopodobne wydaje się, iż to dlatego właśnie Zarząd Główny Związku Kynologicznego w Polsce (te ”decyzyjne” osoby w ZKwP) nie podjął się wyjaśnienia powodów, dla których od pierwszego stycznia przyszłego roku okaleczone, urodzone w Polsce psy nie będą mogły brać udziału w organizowanych przez ZKwP wystawach, choć dotąd ZKwP nie miało z okaleczonymi psami na wystawach żadnych problemów, brali jak leciało….

Z treści komunikatu umieszczonego na oficjalnej stronie internetowej prywatnego stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce, widniejącego na niej przez prawie cztery lata, czyli co najmniej do 12 października 2015r., po wprowadzeniu do Ustawy o Ochronie Zwierząt zapisu nie pozostawiającego złudzeń, iż kopiowanie uszu u psów jest w Polsce zabronione i przez prawie cztery lata po tym jak ZKwP niby przyjął do wiadomości treść tej ustawy, wynikało jasno, iż władze Związku są w pełni świadome, iż nowelizacja Ustawy o Ochronie Zwierząt jedynie podkreśliła jednoznacznie, wymieniając ”kopiowanie”, zakazane na terenie RP od 1997 roku okaleczanie psów ”zabiegiem” obcinania im fragmentów uszu i/lub ogonów, jako formę znęcania się nad nimi. Wynikało to z fragmentu: ”W związku z uchwaloną przez Sejm RP nowelizacją Ustawy o Ochronie Zwierząt (DZ.U.2011,nr 230, poz.1373), która w art.6, ust.2, pkt. 1 w sposób nie budzący wątpliwości zakazuje wykonywania zabiegów kopiowania uszu i ogonów”. Można przypuszczać, iż brak logiki w dalszej treści ww ”komunikatu” wynikał ze świadomego działania jego autorów.

Punkt pierwszy tego ”komunikatu” wydawał się być jednoznaczny, natomiast w drugim pojawiało się coś absolutnie niezwykłego. Otóż, w treści punktu drugiego mieliśmy słowo ”kopiowanie” użyte w sposób sugerujący, iż czysto estetyczny ”zabieg”, wykonywany pod pełną, narażającą życie szczeniaczków, narkozą, na zupełnie zdrowych psiakach (nawet gdy kopiowanie psów było w Polsce dozwolone, czyli przed rokiem 1997, nie wydaje się realne, by uczciwy, etyczny lekarz weterynarii, ryzykował tak poważny ”zabieg” na zwierzęciu niezdrowym), ma jakieś ”lecznicze wartości”, bo to miało sugerować sformułowanie ”przeprowadzony z poszanowaniem art.27 Ustawy o Ochronie Zwierząt (DZ.U.1997, nr 111, poz.724)”. A przecież artykuł 27 mówi, iż zabiegi lekarsko weterynaryjne dopuszczalne są na zwierzętach tylko w przypadkach koniecznych dla ratowania ich życia bądź zdrowia lub też z powodu koniecznego ograniczenia ich populacji. Nowelizacja Ustawy o Ochronie Zwierząt wymienia ”zabieg” kopiowania, jako ten, który zabroniony jest w szczególności. Ale po ”zabiegu” z rzekomymi ”wyjątkowymi przypadkami” ”legalnego kopiowania” prywatnego stowarzyszenia ZKwP, które w swoim regulaminie nie odnosi się do ”zabiegów” okaleczania psów, do którego tak mocno przywiązani są jego niektórzy członkowie (w szczególności ci związani z rasami Dog Kanaryjski, Dog Argentyński, Owczarek Środkowo Azjatycki, na co dowodem jest choćby ostatnia XXII Klubowa Wystawa Molosów) mieliśmy kolejny;właściciel psa zobowiązany jest dołączyć do zgłoszenia oryginał lub, poświadczoną przez jego macierzysty oddział ZKwP, kopię stosownego zaświadczenia lekarskiego, które musi zawierać, umożliwiające weryfikację, szczegółowe dane kontaktowe lecznicy i wystawiającego zaświadczenie lekarza”.

Pomijając już te ”oryginały” i ”kopie” ”poświadczane przez macierzyste oddziały” -że niby co? Te wszystkie panie i panowie mają jakieś ”przeszkolenie z zakresu weryfikowania autentyczności dokumentów” (bo jak inaczej? -cha cha cha…) nie posiadających żadnej wartości (prawnej podstawy), w dodatku 🙂 ? Tych wszystkich ”paszportów Polsatu”? To jest naprawdę świetne, bo im dalej w las… Ale ok, zostańmy przy ”zaświadczeniach”, co to znaczy ”stosowne zaświadczenie”? Czy ”stosowne” zaświadczenie to byłoby takie, które ma podstawę prawną? Jaką więc podstawę prawną mają te tzw ”zaświadczenia”, które to wymyśliło sobie prywatne stowarzyszenie Związek Kynologiczny w Polsce na potrzeby usprawiedliwiania (?) ”zwyczaju”, z którego członkowie tego stowarzyszenia nie mają ochoty rezygnować? Jaką podstawę prawną mają ”zaświadczenia”, które mają stanowić, jak możemy przypuszczać, alibi dla tych, z tych członków ZKwP, którzy pomimo obowiązującego w Polsce zakazu okaleczania psów poprzez umyślne zranienie lub okaleczenie zwierzęcia niestanowiące dozwolonego prawem zabiegu lub procedury w rozumieniu art. 2 ust. 1 pkt 6 ustawy z dnia 15 stycznia 2015 (…) a także wszelkie zabiegi mające na celu zmianę wyglądu zwierzęcia i wykonywane w celu innym niż ratowanie jego zdrowia lub życia, a w szczególności przycinanie psom uszu i ogonów (kopiowanie), wciąż psy okaleczają, bo ”pies z ciętymi uszami i/lub ogonem wygląda lepiej”? Zastanów się Drogi Czytelniku, zadaj te pytania lekarzowi weterynarii, do którego lecznicy zabierasz swojego zwierzaka albo pisz do Głównego Inspektoratu Weterynarii lub bezpośrednio do Głównego Lekarza Weterynarii.

Jakie zaświadczenia może, zgodnie z prawem i w poszanowaniu Kodeksu Etyki Lekarza Weterynarii wystawiać praktykujący w Polsce lekarz weterynarii? Jakie zaświadczenia, poza tym dotyczącym wyjazdu za granicę ze zwierzęciem towarzyszącym (zaświadczenie o szczepieniach)? Jakie są inne tego rodzaju dokumenty posiadające podstawę prawną i wzór (druk akcydensowy), które wydawane są przez praktykujących w Polsce lekarzy weterynarii?

Jak wygląda wzór ww ”zaświadczenia” o ”legalnym, medycznym kopiowaniu” (oksymoron level hard), o którym mowa była w komunikacie, który wisiał na oficjalnej stornie internetowej prywatnego stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce przez prawie cztery lata, co najmniej do 12 października 2015, od nowelizacji Ustawy o Ochronie zwierząt? Polecam sobie pogadać w weterynarzami, z tymi wolnymi od tzw układów towarzyskich w ZKwP, którym zależy na praktyce. Zapytajcie ich jak rozumieją artykuł 27 Ustawy o Ochronie Zwierząt 🙂

W przypadku wyrażenia zgody na procedurę eutanazji mamy do czynienia z OŚWIADCZENIEM, ale oświadcza właściciel/opiekun zwierzęcia, a nie lekarz weterynarii. Mamy wtedy dokument (którego wzór jest powszechnie dostępny w internecie) w postaci OŚWIADCZENIA właściciela/opiekuna zwierzęcia o wyrażeniu zgody na wykonanie zabiegu lekarsko weterynaryjnego.

Tak więc, przy okazji zabiegów wykonywanych na zwierzętach towarzyszących (pies/kot) to nie lekarz weterynarii ”zaświadcza”, że wykonał zabieg zgodnie z prawem, to jest, a w każdym razie powinno być jasne samo przez się, a osoba prawnie za zwierzę odpowiedzialna wyraża zgodę na przeprowadzenie przez danego lekarza weterynarii konkretnego zabiegu. Co to jest, w takim razie, to coś, ten, w istocie, pseudo dokument, który sobie wymyśliło prywatne stowarzyszenie Związek Kynologiczny w Polsce, by ”zgodnie z prawem”, ”z poszanowaniem art 27 UoOZ” okaleczać psy? Co to za pseudo dokument, to ”zaświadczenie” HONOROWANE wciąż jeszcze przez ZKwP, ale, zgodnie z treścią najnowszego komunikatu, tylko do 01.01.2016, o czym poinformowało to prywatne stowarzyszenie na swojej oficjalnej stronie po tym jak 16.09.2015r. uchwaliło zakaz?

Na czym stawiają/stawiali swoje pieczątki i co w istocie podpisują/podpisywali lekarze weterynarii, którzy wystawiali -czy czas przeszły oby na pewno jest właściwy?- członkom Związku Kynologicznego w Polsce ”zaświadczenia” dokumentujące, iż wykonali ”zabieg” kopiowania ”w celu medycznym”? Na czym stawiają swoje pieczątki i co w istocie podpisują lekarze weterynarii, którzy KONSULTUJĄ przypadki okaleczonych ”zabiegiem” kopiowania psów, na rzecz prywatnego stowarzyszenia hodowców psów? Art. 35 KODEKSU ETYKI LEKARZA WETERYNARII mówi: ”Lekarz weterynarii, udzielając konsultacji na rzecz organizacji handlowych, przemysłowych, związków hodowców zwierząt lub innych podmiotów w gospodarstwie lub hodowli, obowiązany jest do poinformowania lekarza weterynarii, który sprawuje opiekę nad zwierzętami w tej hodowli lub gospodarstwie o ustaleniach i zaleceniach, jakie przekazał właścicielowi lub opiekunowi zwierząt, których dotyczyła konsultacja”.

Jak myślicie czy po 01.01.2016r. takie ”zaświadczenia” wciąż jeszcze będą wystawiane, czy też może brak możliwości pokazywania okaleczonych, urodzonych w Polsce po 01.01.2012r. spowoduje nagły spadek ”wyjątkowych wypadków”, tych ”pogryzień”, po których nie ma śladu (ani jednej blizny!) i mitycznych, nieznanych medycynie weterynaryjnej, ”chorób” uszu. [Na marginesie: obcinanie jest podstawą wszelkiego leczenia! Np. jak na plaży postawisz stopę na rozbitym szkle i paskudnie pokaleczysz sobie podeszwę stopy, to przecież lekarz od razu ci stopę ucina, nie 🙂 ? Tnie się aż do kolana, prawda? A drugą nogę obcina się ”ze względów estetycznych”, bo ”głupio wygląda się” z tylko jedną nogą obciętą]

Skoro wszystko jest cacy, to dlaczego tak trudno ZOBACZYĆ takie ”zaświadczenie”? Dlaczego hodowcy nie wrzucają na swoje fejsbukowe profile skanów tych ”zaświadczeń”? Dlaczego tak trudno jest poznać nazwiska weterynarzy, którzy te ”zaświadczenia” wystawiają? Skąd tyle obaw? Po co te TAJEMNICE?

Co to są za świstki, to czym dysponują poszczególne oddziały ZKwP?

https://www.youtube.com/watch?v=m6cuNm9fMZg

Co jest napisane w każdym z ”zaświadczeń” wystawionych jako alibi (?) do obcięcia uszu u każdego ze znanych fanom rasy, wystawowych, okaleczonych Championów? Naprawdę są tam imiona i nazwiska autentycznych, istniejących realnie lekarzy weterynarii, mających prawo do prowadzenia praktyki weterynaryjnej? Są w tych ”zaświadczeniach” adresy prawdziwych lecznic weterynaryjnych, które pod wymienionymi adresami naprawdę funkcjonują? Są te ”zaświadczenia” poświadczone oryginalnymi pieczątkami praktykujących lekarzy weterynarii?

Co z tymi wszystkimi psami i sukami, nieszczęsnymi okaleczonymi Dogo Canario/Presa Canario i Dogo Argentino, Cane Corso, Owczarkami Środkowoazjatyckimi, Terierami Typy Bull i przedstawicielami innych ras, których właścicielom nie udało się ”załatwić” ”zaświadczenia”? Co z TTB takimi jak American Pit Bull Terrier, które nie są rejestrowane w ZKwP? Jak to się dzieje, że ”pity” mają obciachane uszy? Ile jest w rękach polskich tzw hodowców okaleczonych psów, tych sprowadzonych do Polski jako ”kompletne”, czyli z uszami (i lub ogonami) nie obciętymi i którym po drodze między jednym prawnie za nie odpowiedzialnym właścicielem, a drugim, po tym jak zostały sprzedane przez tego pierwszego i pierwszy raz pokazane, nie na wystawie, ale fejsbuku, żeby było zabawniej, ‚coś się z uszami stało’, ale nie ma na to ‚coś się stało’ żadnego ”pokrycia” w żadnym ”zaświadczeniu”? Może hodowcy/posiadacze okaleczonych psów mają jakieś ”zaświadczenia” od weterynarzy z zagranicy? Może ”zaświadczenie” jest od lekarza X, a ucho obciął lekarz Y? To też można sprawdzić! To może być trudne do ustalenia, ale jest możliwe 🙂 Byłoby znacznie łatwiej gdyby przepisy dotyczące utrzymywania psów ras uznawanych za agresywne nie były w Polsce aż tak prawie martwe 😉 Szczęśliwie (jak wszyscy wiemy) prawie robi wielką różnicę -na temat tego zagadnienia, tych ‚prawie’ martwych przepisów, także wkrótce poczytacie 🙂

Wracając jednak do obrzynania psom uszu: tak już tylko dla zasady zapytam, co z osobami, które psów na wystawach ZKwP nie wystawiają, ale uszy im oberżnęły, bo tak psy ”wyglądają lepiej”? Co z tymi wszystkimi tzw petami, ‚psami nie na wystawy’, których zdjęcia można oglądać np. na tzw grupach, na fejsbuku? (Czy muszę wymieniać nazwiska? O! Przy okazji: pozdrawiam Śląsk i pana, którego York żony się nie słucha, ale on ma Dogo Argentino, bo jest gość’u…) Co z tymi nieszczęsnymi Terrierami Typu Bull, szczególnie: co z NIEUZNAWANYMI PRZEZ ZKwP (bo nie uznaje ich za rasę FCI) American Pit Bull Terrierami, z których tyle ma poobrzynane uszy, na co dowodami są zdjęcia na kilogramy zamieszczane na grupach tematycznych przez ich właścicieli? Czy ci ”miłośnicy psów” też jakieś ”zaświadczenia” sobie pozałatwiali czy ot tak, po prostu pojechali do znajomego/poleconego przez kogoś ”dobrze poinformowanego” weta, zapłacili kilka stówek/tysiączek i uszka sobie ciachnęli, żeby się potem ”nową fryzurką” na fejsiku chwalić? Jak ci wszyscy ludzie to robią? Jak się ”załatwia” oberżnięcie psu uszu w kraju, w którym uszu ze względów estetycznych się nie tnie od prawie dwudziestu lat, bo jest to przestępstwem, jak twierdzą pytani przeze mnie o ”zabiegi” kopiowania, różni warszawscy lekarze weterynarii ? Kto pomaga? Kto ”poleca”? Kto tnie?

Żaden lekarz weterynarii nie wystawia ”zaświadczeń” mówiących, że wykonał zabieg zgodne z prawem.

Żaden lekarz weterynarii nie wystawia ”zaświadczeń” mówiących, iż wykonał ”zabieg” ”leczniczego kopiowania”, a przynajmniej nie wystawiają takich ”zaświadczeń” lekarze weterynarii na życzenie osób nie będących członkami prywatnego stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce, ponieważ;

nie istnieje coś takiego jak ”kopiowanie ze względów medycznych”,

nikomu, kto nie jest członkiem kynologicznej organizacji nie przyszłoby do głowy żądać od lekarza weterynarii takiego zaświadczenia, bo ludzie spoza tego środowiska nie miewają ciągot do łamania Ustawy o Ochronie Zwierząt w punkcie mówiącym o zakazie kopiowania, po to by swoje psy ciągać po ”wystawkach”. ”Dresiarze” też swoje psy okaleczają, ale ”przynajmniej” nie udają, że robią to ”z przyczyn leczniczych”. Sprawą nielegalnego kopiowania trzeba się zająć także ze względu na psy spoza organizacji kynologicznych ponieważ ZAKAZ OKALECZANIA PSÓW ”ZABIEGIEM” KOPIOWANIA DOTYCZY WSZYSTKICH PSÓW W POLSCE, NIE TYLKO TYCH Z ZKWP, CZY KTÓREGOKOLWIEK INNEGO PRYWATNEGO STOWARZYSZENIA, ALE WSZYSTKICH PSÓW W POLSCE.

Nie wydaje mi się właściwym, aby pisanie o tym procederze w czasie przeszłym było stosowne, dokąd ta forma znęcania się nad zwierzętami nie zacznie być odczuwalna dla dopuszczających się znęcania, w sposób znaczący (kara pozbawienia wolności, konfiskata psów, zakaz prowadzenia hodowli, zakaz prowadzenia praktyki weterynaryjnej itp.) Tak więc:

z jakiego powodu osoby będące właścicielami psów poddanych ”zabiegowi” kopiowania nie przedstawiają w swoich oddziałach Związku Kynologicznego OŚWIADCZEŃ, iż wyraziły zgodę na przeprowadzenie ”zabiegu” ”leczniczego” kopiowania, a zamiast tego składają w ZKwP te pseudo dokumenty (podstawa prawna: jaka jest?) tzw ”zaświadczenia”, które to mają być sporządzone przez lekarzy weterynarii, którzy to w swoich weterynaryjnych przychodniach dokonali owego ”leczniczego kopiowania”? Czy chodzić może ”tylko” o to, że takie oświadczenie (wystawiane na potrzebę prezentowania okaleczonego psa na wystawach ZKwP) ”zbyt jednoznacznie” wskazywałoby w każdym z przypadków na… popełnienie przestępstwa? Zarówno przez lekarza weterynarii jak i właściciela psa? I wskazywałoby równocześnie naturę tzw regulacji obowiązujących w prywatnym stowarzyszeniu Związek Kynologiczny w Polsce?

Czy można mieć jeszcze wątpliwości, iż ZKwP zrobiło naprawdę dużo, by swoim członkom stwarzać dogodne warunki i utrzymywać klimat akceptacji dla kultywowania barbarzyńskiej tradycji okaleczania, przepraszam: KOPIOWANIA psów? To prywatne stowarzyszenie robi/robiło tak wiele, by pomagać swoim członkom wprost -no właśnie: CO ROBIĆ?- zapisy Ustawy o Ochronie Zwierząt, zabraniające procederu okaleczania psów, a praktycznie nie robi niczego, by dopilnować ich dobrostanu np. poprzez wprowadzenie wymogów hodowlanych nakazujących przeprowadzanie badań wykluczających genetyczne obciążenia u zwierząt rozmnażanych pod swoją egidą oraz zabraniających rozmnażania psów obciążonych schorzeniami o podłożu genetycznym (dysplazja, głuchota, choroby serca etc.), by w efekcie minimalizować liczbę kalekich, cierpiących i niechcianych psów, zapełniających schroniska. Psów, nie zapominajmy, na które nieszczęśni Nabywcy wydają ciężko przez siebie zarobione tysiące złotych, zanim zostaną zupełnie bez pomocy, z kalekimi psami, na utrzymywanie których ich nie stać albo z prowadzeniem, których po prostu sobie nie radzą…

A może ”zaświadczenia” zawierają nieprawdziwe dane?

Może widnieją na nich nazwiska nieistniejących weterynarzy?

Może ”podbijane” są pieczątkami osób, które straciły już prawo wykonywania zawodu ”lekarz weterynarii”?

Może adresy placówek wpisane są w tych ”zaświadczeniach” nieczytelnie?

Może te ”zaświadczenia” wytwarzane są przez samych hodowców/posiadaczy psów na domowych drukarkach?

Ile z tych ”zaświadczeń” może być ”kopiami” czegoś co ktoś, kiedyś faktycznie wystawił, ale potem to ”poszło w obieg” i zaczęło ”żyć własnym życiem”? Przecież Photoshop wcale nie jest aż tak trudny w obsłudze…

Jest możliwe, że na tych ”zaświadczeniach” widnieją ”podpisy” i ”pieczątki” weterynarzy, którzy ”zabiegu” na danym psie nigdy nie wykonali… Podpisy spreparowane/podrobione…

Kto, ale TAK NAPRAWDĘ SPRAWDZA treść tych ”zaświadczeń”?

I czy w ogóle sprawdzane są zawarte w nich dane?

Czy jest jasne kogo należy wypytać o ”chorobę uszu” albo ”przypadek pogryzienia”, w którego wyniku dany pies ma uszy obcięte?

Kto może wyjaśnić tę niesamowitą symetrię zgodnie z którą uszy są przycięte vel skopiowane? Jeżeli istnieją ”zaświadczenia”, z których wynika, iż jedno ucho coś tam, a drugie to dla estetyki, to WOW… Serio. Mają rozmach…

Raz jeszcze przypomnę, że jeżeli osoba odpowiedzialna w sensie prawnym za danego psa, posiada poświadczone oryginalną pieczęcią i podpisem lekarza weterynarii ”dokumenty” dotyczące ”zabiegu” kopiowania, tj datę jego wykonania, adres placówki weterynaryjnej itp, oznacza to, iż posiada potwierdzenie nie na to, że może bez przeszkód wystawiać psa na wystawach organizowanych przez prywatne stowarzyszenie ZKwP, ale że ‚dokument’ ten jest dowodem na popełnienie przestępstwa przez danego lekarza weterynarii. Różnica jest jedynie taka, że w przypadkach, w których osoby prawnie za poszczególne psy odpowiadające posługują się ”zaświadczeniami” nieczytelnymi, spreparowanymi/sfałszowanymi, z których nie można odczytać ani nazwiska lekarza weterynarii ani adresu placówki weterynaryjnej, i z samej tylko treści ”zaświadczenia” dowiedzieć się kto z imienia i nazwiska, poza właścicielem psa, odpowiedzialny jest za okaleczenie danego zwierzęcia, ustalenie komu i kiedy właściciel zwierzęcia zapłacił za jago okaleczenie, będzie trudniejsze i czynności sprawdzające zajmą policji/prokuraturze więcej czasu.

Ustawa o Ochronie Zwierząt jest nadrzędna względem przepisów, jakiegoś prywatnego stowarzyszenia, np. Związku Kynologicznego w Polsce.

Ustawa o Ochronie Zwierząt mówi wprost, że kopiowanie na terenie RP jest zakazane. Oznacza to w praktyce, że każdy posiadacz okaleczonego kopiowaniem (lub kurtyzowaniem) psa powinien być w stanie podać dokładne informacje na temat tego kto, gdzie i kiedy psa, za którego dany właściciel jest odpowiedzialny, okaleczył. Czy członków Związku Kynologicznego w Polsce obowiązują jakieś inne prawa niż pozostałych obywateli RP?

Poniżej zamieszczam treść przesłaną przeze mnie 11 września 2015 r. do warszawskiego komisariatu przy ulicy Grenadierów, któremu to podlega komisariat Warszawa Wesoła, na którego terenie miała miejsce tegoroczna Klubowa Wystawa Molosów:

Dzień dobry.

Prywatne stowarzyszenie Związek Kynologiczny w Polsce toleruje u swoich członków łamanie Ustawy o Ochronie Zwierząt, w punkcie zabraniającym okaleczania psów zabiegami kopiowania (skracania małżowin usznych). Ustawodawca jednoznacznie zakwalifikował kopiowanie jako zabieg mający na celu zmianę wyglądu zwierzęcia i wykonywany w celu innym niż ratowanie jego zdrowia lub życia. Tym samym zabieg kopiowania wypełnia znamiona przestępstwa jakim jest znęcanie się nad zwierzęciem poprzez umyślne zranienie lub okaleczenie go, niestanowiące dozwolonego prawem zabiegu. Za obowiązującą ustawą:

Art. 6.1a. Zabrania się znęcania nad zwierzętami.

2. Przez znęcanie się nad zwierzętami należy rozumieć zadawanie albo świadome dopuszczanie do zadawania bólu lub cierpień, a w szczególności:

1) umyślne zranienie lub okaleczenie zwierzęcia, niestanowiące dozwolonego prawem zabiegu lub procedury w rozumieniu art. 2 ust. 1 pkt 6 ustawy z dnia 15 stycznia 2015 r. o ochronie zwierząt wykorzystywanych do celów naukowych lub edukacyjnych, w tym znakowanie zwierząt stałocieplnych przez wypalanie lub wymrażanie, a także wszelkie zabiegi mające na celu zmianę wyglądu zwierzęcia i wykonywane w celu innym niż ratowanie jego zdrowia lub życia, a w szczególności przycinanie psom uszu i ogonów (kopiowanie)”.

Podręcznik dla studentów medycyny weterynaryjnej autorstwa prof. dr. Marka Żakowicza ”Chirurgia małych zwierząt”, podręcznik, z którego uczyło się wielu praktykujących dziś lekarzy weterynarii, mówi jasno, iż skracanie małżowin usznych (kopiowanie) jest zabiegiem wykonywanym ze skazań estetycznych. Za prof. dr. Markiem Żakowiczem: Skracanie małżowin usznych (abbreviatio auriculae). Wskazania: względy estetyczne u niektórych ras psów.

Celem zabiegu jest usunięcie tylnej części małżowiny usznej, co powinno zmienić ustawienie opadającego ucha na ucho stojące. Jednocześnie zmieniony kształt ucha ma harmonizować z sylwetką zwierzęcia. Z tego względu dla każdej rasy istnieją nieco inne wskazania odnośnie do wielkości i kształtu usuwanej części. Małżowiny.

Technika zabiegu dla wszystkich ras psów jest wspólna. Przeprowadza się go u zwierząt, które nie przekroczyły 3-4 miesiąca życia. Najodpowiedniejszy jest wiek 2-2,5 miesiąca, jakkolwiek można skracać małżowiny także u psów w wieku 4-6 tygodni”. Ustawodawca najwyraźniej podzielał opinię, iż obcinaniem psom uszu, szczególnie obcinaniem wynikającym z tzw tradycji, niczego się nie leczy i że zabiegi takie, będące jedynie okaleczeniem pod całkowitą narkozą, zabiegi wynikające tylko i wyłącznie z widzi mi się osoby odpowiedzialnej za psa w sensie prawnym, są niewłaściwe i należy ich zakazać. (W załącznikach przesyłam skany z ww podręcznika)

Opinię na temat bezpodstawnego i prawnie zabronionego okaleczania psów nazywanego kopiowaniem dosyć jednoznaczną miał także główny Lekarz Weterynarii w roku 2005: ”Główny lekarz przypomniał podległej sobie Inspekcji Weterynaryjnej, że powinna kontrolować przestrzeganie prawa zarówno przez weterynarzy, jak i opiekunów psów. Według ustawy inspektorzy mogą odebrać psa lub zarekwirować weterynarzowi narzędzia służące do przycinania uszu i ogonów („kopiowania”). Powinni też zawiadomić policję lub prokuraturę o złamaniu prawa przez opiekuna psa i weterynarza.” (http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2546489.html ).

Jako ”ciekawostkę” dodam, iż jak dotąd nie znalazłam w Warszawie ani jednego Lekarza weterynarii, który pytany przez mnie o kopiowanie nie przerwałby mi, stwierdzając definitywnie, iż okaleczanie psów jest w Polsce procederem nielegalnym od roku 1997 (Nawet polskojęzyczna Wikipedia nie pozostawia w tej kwestii czytającemu wątpliwości: https://pl.wikipedia.org/wiki/Kopiowanie_(kynologia). Weterynarze sami dodają, że zabieg kopiowania nie ma żadnych ”właściwości leczniczych”.

Całkowicie nietrafne jest stanowisko prywatnego stowarzyszenia o nazwie Związek Kynologiczny w Polsce, które to mówi, że ‚kopiowanie jest dozwolone w przypadkach gdy wykonywane jest dla ratowania zdrowia‚. KOPIOWANIE NIGDY nie jest wykonywane ze wskazań MEDYCZNYCH, a zatem nigdy nie służy ratowaniu zdrowia.

Pomimo tego na internetowej stronie Związku Kynologicznego w Polsce znajdujemy nielogiczną i wprowadzającą w błąd czytającego treść. ZKwP od 01.01.2012 udaje, że w końcu zaczyna stosować się do polskiego prawa, które obowiązuje od 1997 roku i od daty 01.01.2012 niby zakazuje udziału w wystawach zwierząt okaleczonych, ale z drugiej strony stwierdza, że w ”wyjątkowych przypadkach” mogą one brać w wystawach udział. Przy czym PODKREŚLAM: nie należy zapominać, że okaleczanie psów, nazywane przez ”kynologów” kopiowaniem jest w Polsce zakazane od roku 1997 i DOTYCZY WSZYSTKICH PSÓW W POLSCE, A NIE TYLKO TYCH ZAREJESTROWANYCH W stowarzyszeniu o nazwie ZWIĄZEK KYNOLOGIZNY W POLSCE:

Treść ze strony ZKwP:

”KOMUNIKAT Zarządu Głównego ZKwP W związku z uchwaloną przez Sejm RP nowelizacją Ustawy o Ochronie Zwierząt (DZ.U.2011,nr 230, poz.1373), która w art.6, ust.2, pkt. 1 w sposób nie budzący wątpliwości zakazuje wykonywania zabiegów kopiowania uszu i ogonów, Zarząd Główny na posiedzeniu w dn. 29.10.2011 podjął następujące uchwały:

1. Wszystkie psy urodzone w Polsce po 01.01.2012r. muszą mieć pozostawione naturalne uszy i ogony. Kierownicy sekcji ras zostają zobowiązani do zaznaczania w protokółach kontroli miotów każdego przypadku ciętego ogona i/lub uszu oraz zgłaszania tego faktu zarządowi oddziału. W rasach, w których występują ogony szczątkowe i/lub skrócone, ogony wszystkich szczeniąt muszą zostać opisane w protokółach kontroli miotów, a następnie w metrykach i rodowodach.

2.Od 01.01.2012r. zostaje wprowadzony zakaz wystawiania psów z kopiowanymi ogonami i/lub uszami. Zakaz ten dotyczy WYŁĄCZNIE psów URODZONYCH W POLSCE PO 01.01.2012. W wyjątkowych przypadkach dopuszcza się przyjęcie na wystawę psa urodzonego w Polsce po 01.01.2012 i poddanego zabiegowi kopiowania, o ile zabieg został przeprowadzony z poszanowaniem art.27 Ustawy o Ochronie Zwierząt (DZ.U.1997, nr 111, poz.724). W takim przypadku właściciel psa zobowiązany jest dołączyć do zgłoszenia oryginał lub, poświadczoną przez jego macierzysty oddział ZKwP, kopię stosownego zaświadczenia lekarskiego, które musi zawierać, umożliwiające weryfikację, szczegółowe dane kontaktowe lecznicy i wystawiającego zaświadczenie lekarza takie jak: nazwisko, adres, nr telefonu oraz adres e-mail. Zaświadczenie pozostaje w dokumentach wystawowych organizatora imprezy.

3. W dniu 18.03.2015 Plenum ZG ZKwP uchwaliło, że zaświadczenia lekarskie wystawione przez lekarzy weterynarii z zagranicy po tej dacie nie będą honorowane. Psy z takimi zaświadczeniami nie będą przyjmowane na wystawy.”Odnośnie punktu 3.: Posiadacze psów pochodzących z zagranicznych hodowli np. z Włoch, czy Węgier, twierdzili często, że ”zaświadczenia” ich nie dotyczą, bo psy są ”importami” i kopiowane były za granicą. Niestety arogancja idzie w parze z ignorancją, gdyż osoby te zapominają, że np. w tych krajach także obowiązuje zakaz kopiowania, co więc jest w tych ”papierach”, które to niby usprawiedliwiają okaleczanie importowanych psów? A może takie ”dokumenty w ogóle nie istnieją? W przypadkach budzących wątpliwości należy zwrócić się do zagranicznych hodowców, z hodowli, których pochodzącą będące dziś w rękach polskich posiadaczy, okaleczone psy, by od nich uzyskać informacje dotyczące tego, czy psy do polski przekazane były z uszami naturalnymi, czy też sprzedane zostały jako zwierzęta po zabiegu kopiowania.

Członkowie ZKwP wmawiają sobie samym i wszystkim w około, że istnieje możliwość ”legalnego” skopiowania psa, czyli obcięcia mu uszu, ”z poszanowaniem obowiązującej ustawy”, twierdząc, że ”pies był skopiowany ze względów medycznych”, co po prostu jest niemożliwe (Raz jeszcze odsyłam do cytowanego na początku podręcznika). Czy używanie przez te osoby słowa ”kopiowanie” w sposób sugerujący, że to zabieg ”leczniczy” ma usprawiedliwiać ich nielegalne praktyki i przekonać zainteresowanych, że skracanie małżowin usznych u psów (z łac abbreviatio auriculae) jest zbiegiem legalnym oraz jest to zabieg mający podłoże/przesłanki medyczne? KOPIOWANIE NIE JEST ZABIEGIEM, KTÓRY WYKONYWANY JEST ZE WSKAZAŃ MEDYCZNCH, JEST TO ZABIEG TYLKO I WYŁĄCZNIE ESTETYCZNY, zabroniony przez prawo polskie, a także prawo włoskie, węgierskie i np. czeskie. Kopiowania, czyli bezsensownego, powodowanego jedynie ”widzi mi się” człowieka okaleczania psów zakazuje wiele innych krajów UE. Mimo to posiadacze okaleczonych zwierząt opowiadają legendy o ”chorobach uszu” i przypadkach ”pogryzień”, które mają tłumaczyć nielegalne zabiegi którym poddali swoje psy. (Na marginesie, chodzi o rasowe psy, posiadające materialną wartość, a te rzekome ”przypadki pogryzień” nie są zgłaszane np. policji i hodowcy/posiadacze psów nie starają się dochodzić swoich praw, zadość uczynień od osób odpowiedzialnych za te rzekome pogryzienia, czyli właścicieli psów, które zaatakowały ich psy. Dodatkowo, jeżeli hodowca nie jest w stanie chronić swoich psów przed tym, by się ze sobą nie ”gryzły”, to nie powinien mieć ich aż tylu ile ma, bo nie jest w stanie zapewnić im odpowiednich warunków)

Z ww powodów zwracam się z prośbą o policyjną interwencję patrolu z komisariatu Warszawa – Wesoła, przy ul. Praskiego Pułku 21, podczas organizowanej przez prywatne stowarzyszenie Związek Kynologiczny w Polsce wystawy psów, która odbywać się będzie w dniach 12-13.09.2015, oficjalny adres imprezy kynologicznej: Warszawa – Stara Miłosna, HIPODROM, ul. Praskiego Pułku 89, od godziny 10.00, w dniu 13 września, czyli podczas części wystawy, nazwanej KLUBOWĄ WYSTAWĄ MOLOSÓW. Jest to najbardziej prestiżowa wystawa, spośród tych, na których w Polsce hodowcy psów ras Dogo Canario/Presa Canario (Dog Kanaryjski) i Dogo Argentino (Dog Argentyński), czyli psów ras najczęściej okaleczanych nielegalnym zabiegiem kopiowania, mogą swoje psy prezentować, w związku z czym interwencja w niedzielę będzie nieocenioną pomocą w walce z przestępstwami dotyczącymi zwierząt, gdyż więcej okaleczonych psów prezentowanych będzie tego dnia; Dogi Argentyńskie od godziny 10.00 rano, a niedługo po nich Dogi Kanaryjskie.

Interwencja patrolu policji miałaby polegać na spisaniu danych z tzw ”zaświadczeń”, które posiadać muszą osoby prawnie odpowiedzialne za każdego z okaleczonych psów (Wymaga tego od wystawców sam Związek Kynologiczny w Polsce). Na ”dokumencie” ma być widoczny i możliwy do odczytania adres placówki weterynaryjnej, w której dokonano zmiany wyglądu uszu psa, czytelny podpis lekarza weterynarii, który zabiegu dokonał, czytelna pieczęć lekarza weterynarii, oraz informacje o danym zwierzęciu i dane jego właściciela. Osoby nie posiadające ”zaświadczeń”, a pomimo tego wystawiające psy powinny zostać odnotowane, ich dane powinny zostać spisane i rozpoczęta powinna zostać procedura sprawdzająca, dotycząca tego, czy faktycznie tzw zaświadczenie ”zostało w torebce, w samochodzie”, ”zostawiłam/em w domu” itp. Jeżeli procedura weryfikująca istnienie ”zaświadczeń” ”zapomnianych” i ”zgubionych” wykaże całkowity brak ”zaświadczeń” policja podjąć powinna odpowiednie czynności, a jakie to już Państwo sami najlepiej wiecie. Dodam, iż Główny Inspektorat Weterynarii poinformował mnie, że: Główny Lekarz Weterynarii zwrócił się jednocześnie w przedmiotowym piśmie z prośbą, aby sędziowie wnikliwie weryfikowali zaświadczenia wydane hodowcom przez lekarzy weterynarii o wykonaniu u psa takiego zabiegu oraz zwracali szczególną uwagę na przypadki, w których od jednego hodowcy pochodzi więcej niż jeden pies z przyciętymi uszami i ogonem”. Tak więc Zarząd główny ZKwP został poinformowany, iż tzw kynolodzy Z Związku Kynologicznego w Polsce powinni wymagać od swoich członków ”trzymania przy sobie” tzw zaświadczeń.

Główny Inspektorat Weterynarii odpowiadając mi, poprzez osobę Pani Katarzyny W-kopiując treść mejla do artykułu pozostawiam tylko pierwszą literę nazwiska- przekazał mi taką informację:

Odnosząc się do dokumentacji medycznej leczonych zwierząt, informuję, iż zgodnie z przepisem art. 53 ust. 2 ustawy z dnia 11 marca 2004 r. o ochronie zdrowia zwierząt oraz zwalczaniu chorób zakaźnych zwierząt (Dz. U. z 2014 r., poz. 1539 z późn. zm.), lekarze weterynarii są obowiązani do prowadzenia dokumentacji lekarsko-weterynaryjnej z wykonywanych zabiegów leczniczych i profilaktycznych oraz stosowanych produktów leczniczych. Zakres, sposób prowadzenia oraz wzory ewidencji leczenia zwierząt i dokumentacji lekarsko-weterynaryjnej zostały określone przepisami rozporządzenia Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z dnia 29 września 2011 r. w sprawie zakresu i sposobu prowadzenia dokumentacji lekarsko-weterynaryjnej i ewidencji leczenia zwierząt oraz wzorów tej dokumentacji i ewidencji (Dz. U. z 2011 r. Nr 224, poz. 1347). Zgodnie z przepisami ww. rozporządzenia, dokumentacja lekarsko – weterynaryjna prowadzona jest przez lekarza weterynarii w postaci papierowej lub elektronicznej książki leczenia zwierząt, w której znajdują się m. in. następujące informacje:

·data i godzina wykonania czynności lekarsko – weterynaryjnych,

·imię, nazwisko i adres posiadacza zwierzęcia,

·opis leczonego zwierzęcia, tj.: gatunek, płeć, rasa, wiek lub data urodzenia, maść oraz numer identyfikacyjny, jeżeli posiada,

·dane uzyskane z wywiadu lekarskiego,

·rozpoznanie albo wstępne rozpoznanie choroby,

·ilość, dawkowanie i sposób podania zastosowanego lub wydawanego na podstawie recepty lekarza weterynarii produktu leczniczego,

·wynik badania klinicznego i ewentualnie dodatkowych badań diagnostycznych, jeżeli zostały wykonane,

·zabiegi lecznicze lub profilaktyczne oraz zalecenia lekarskie.

Zapisy w książce leczenia w postaci papierowej lub w wydruku z książki leczenia zwierząt prowadzonej w postaci elektronicznej, powinny zostać potwierdzone pieczęcią i podpisem lekarza weterynarii. Powyższe wyczerpuje obowiązek prowadzenia dokumentacji lekarsko – weterynaryjnej w świetle obowiązujących przepisów prawa”.

Te ”zaświadczenia”, jak nazywają papiery (podobno) przedstawiane w Oddziałach ZKwP posiadacze psów, których uszy zostały poddane zabiegowi kopiowania, mają usprawiedliwiać okaleczenie każdego z tych zwierząt, chociaż kopiowanie nie jest zabiegiem medycznym. Wszystkie te informacje, które wymienia Pani W-kopiując treść mejla do artykułu pozostawiam tylko pierwszą literę nazwiska- znaleźć będzie można jedynie w przypadkach, w których zwierzęta poddano leczeniu, ale nie będą one dotyczyły przypadków kopiowania, czyli zabiegu czysto estetycznego.

Z odpowiedzi Głównego Inspektoratu Weterynarii wynika, że o ile osoba odpowiedzialna w sensie prawnym za danego psa, posiada poświadczone oryginalną pieczęcią i podpisem lekarza weterynarii dokumenty dotyczące zabiegu kopiowania, tj datę jego wykonania, adres placówki weterynaryjnej itp, oznacza to, iż posiada dokument potwierdzający nie to, że może bez przeszkód wystawiać psa na wystawach organizowanych przez prywatne stowarzyszenie ZKwP, ale że dokument ten jest dowodem na popełnienie przestępstwa przez danego lekarza weterynarii. Różnica jest jedynie taka, że w przypadkach, w których osoby prawnie za poszczególne psy odpowiadające posługują się ”zaświadczeniami” nieczytelnymi, spreparowanymi/sfałszowanymi, z których nie można odczytać ani nazwiska lekarza weterynarii ani adresu placówki weterynaryjnej, i z samej tylko treści ”zaświadczenia” dowiedzieć się kto z imienia i nazwiska, poza właścicielem psa, odpowiedzialny jest za okaleczenie danego zwierzęcia, ustalenie komu i kiedy właściciel zwierzęcia zapłacił za jago okaleczenie, będzie trudniejsze i czynności sprawdzające zajmą policji/prokuraturze więcej czasu.

Proszę także, by patrol policji, który podejmie interwencję podczas KLUBOWEJ WYSTAWY MOLOSÓW w dniu 13.09.2015r., prosił poszczególnych wystawców psów ras Dog Kanaryjski i Dog Argentyński o okazanie książeczek zdrowia każdego z psów, który widnieje w katalogu wystawy jako zwierzę na niej prezentowane, książeczki z aktualnymi, ”wbitymi do niej” obowiązkowymi szczepieniami oraz, by hodowcy i posiadacze psów pytani byli przez ten patrol o to czy posiadają zezwolenia na utrzymywanie psa rasy uznawanej za agresywną, a w przypadkach rozmów z hodowcami obu tych ras, by odnotowywali także to czy osoby te posiadają zezwolenie na prowadzenie hodowli psa rasy uznawanej za agresywną (http://www.infor.pl/prawo/gmina/pozwolenia/219395,Pozwolenie-na-posiadanie-psa-groznej-rasy.html).

Pragnę także Państwa poinformować, iż treść korespondencji, którą od ponad dwóch miesięcy prowadzę w sprawie kopiowania vel okaleczania psów z poszczególnymi stowarzyszeniami (w tym Związkiem Kynologicznym w Polsce), urzędami gmin/miast/dzielnic, a także Polskim Związkiem Łowieckim, Głównym Inspektoratem Weterynarii oraz Głównym Lekarzem Weterynarii, a teraz także i Komisariatem Policji Warszawa VII przy ulicy Grenadierów 73/75, który to uprzejmie proszę o przekazanie powyższej informacji/notatki drogą elektroniczną Komisariatowi Warszawa-Wesoła przy ul. Praskiego Pułku 21, przekazuję nie tylko mediom. Treść ta będzie stanowiła istotny składnik wniosku, który z pomocą fundacji i po konsultacji z prawnikiem nieformalny zespół, w którym działam, złoży do prokuratury.

Z wyrazami szacunku

Zuzanna Petrykowska

Niestety patrol, który pojawił się na wystawie nie był… merytorycznie przygotowany (jak obiecałam nagranie udostępnię w odpowiednim czasie). Nie zmienia to jednak faktu, że już samo pojawienie się panów policjantów podczas warszawskiej wystawy ”spięło tyłki” działacz(k)om i członk(ini)om prywatnego stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce. Na razie musimy cieszyć się, iż wszystkie te ”niuńki” i ”kolesie”, którzy swoim szczeniakom uszka (i/lub ogonki) poobrzynali nie będą już mogły/mogli się z nimi lansować w Polsce. Choć usłyszałam od jednej z pań działaczek warszawskiego ZKwP -mam to na filmie z wizyty patrolu policji na klubówce- tekst ”skąd pani wie, że ten pies nie był pomiędzy Włochami, a Polską np. w Rosji?”

Wiecie, w Rosji obcinanie psom uszu jest ok… W Polsce jest nielegalne, we Włoszech również, ale np. w Rosji… W Rosji hulaj dusza… Teoretycznie można więc kupić psa, oberżnąć mu uszy w Rosji i przyjechać z nim do Polski. Na szczęście do Rosji trzeba mieć wizę, psy też mają paszporty (ach, te formalności… ). Wszystko jest do sprawdzenia 🙂 (Poza tym pies, o którym była mowa w Rosji nigdy nie był). Ale tekst pani działaczki obnażył wiele… W końcu pani ta nie broniła ”zaświadczeń” i kopiowania jako ”metody leczenia”. Czyżby zamiast tego, usiłując pokazać mi, że nie wiem o czym mówię, niechcący przyznała, że członkowie ZKwP znają różne sposoby, by obowiązujący w Polsce zakaz obcinania psom uszu, ignorować poprzez ”fundowanie go” psom poza granicami Polski? Jeżeli ”obetniesz” psa w kraju, w którym jest to legalne, to nie ma problemu. Tylko, że żyjąc w Polsce podlegamy polskiemu prawu i każdy kto ma okaleczonego psa musi być w stanie pokazać dokumenty, które jednoznacznie uwolnią go od zarzutu znęcania się.

Od 1go stycznia przyszłego roku fani psiaków z kopiowanymi uszami będą musieli z nimi jeździć za granicę, do krajów, w których kopiowanie jest legalne, ale moi Drodzy Czytelnicy pamiętajcie, iż członkowie plenum, które uchwaliło zakaz dotyczący TYLKO psów urodzonych w Polsce po 01. stycznia 2012r, i dopiero ostatnio uzupełniło komunikat o informację, iż w wystawach ZKwP nie będą mogły brać udziału także kopiowane psy (”importy”) z krajów objętych zakazem kopiowania*C, to także są hodowcy, min psów ras tradycyjnie okaleczanych zabiegiem kopiowania, np. Bokserów, Dobermanów…

ZKwP swoją najnowszą decyzją sprawił, że wielu tzw hodowców będzie teraz ze swoimi przydomkami uciekać za granicę np. do Hiszpanii, i rejestrować się w zagranicznych organizacjach kynologicznych należących do FCI. Pozując na hodowców, może hiszpańskich albo ukraińskich będą dalej, we własnym wyobrażeniu, ”legalnie” nieszczęsnym presom bez RTG wykluczającym kalectwo dysplazji w przypadku Dogo Canario/Presa Canario i Dogo Argentino oraz BAER TEST w przypadku tych drugich, obrzynać uszy, by psy lepiej się sprzedawały, bo z obciętymi uszami groźniej wyglądają… I -uwaga, bo to jest naprawdę świetne: w myśl przepisów prywatnego stowarzyszenia ZKwP(sic!), które to tak pętają im istotę szarą, będą sobie mogli wystawiać psy na tych smętnych wystawach organizowanych w Polsce… Szkoda tylko, że ci głupcy nie potrafią pojąć, że sprzyjające ”obchodzeniu” praw zwierząt przepisy prywatnego stowarzyszenia nie są nadrzędnymi dla przepisów ustawowych, które obowiązują obywateli państwa polskiego. Polscy tzw hodowcy, fanatycy obcinania psom uszu jeżeli chcą LEGALNIE psom uszy obrzynać, muszą wynieść się z Polski i zacząć ŻYĆ ze swoimi okaleczonymi psami w krajach, które z tego okaleczenia nie robią ”problemu”. Nie można prowadzić biznesu w Polsce, a podatków płacić np. w Wielkiej Brytanii 🙂 Trzeba przez większą część roku BYĆ i ŻYĆ w np. Wielkiej Brytanii, by móc płacić w niej podatki. ”Przeniesienie przydomka” nie powoduje, że nielegalne okaleczenie psa przestaje być przestępstwem, bo świat nie kończy się na Związku Kynologicznym w Polsce i prowadzaniu psów na organizowane przez to stowarzyszenie wystawy. Chcesz okaleczać psa? Wyprowadź się gdzieś, gdzie to jest legalne, bo to, że ze swoim biznesem rozmnażania psów ”formalnie” uciekniesz do innego kraju nie ma znaczenia: żyjesz w Polsce 🙂

Nie dość, że kopiowania zabrania polskie prawo, to FCI odsyła każdą zrzeszoną u siebie organizację, w tym ZKwP, do przepisów prawa obowiązujących w kraju, w którym dana organizacja np. prywatne stowarzyszenie ZKwP działa. I to jest kolejny przykład na to jak bardzo ZKwP lekceważy nie tylko prawo polskie, ale i przepisy organizacji, z którą ma podpisaną umowę.

Wątek ”importów”, czyli psów sprowadzonych do Polski z zagranicy jest …frapujący… Jeżeli ktokolwiek pomyślał, że oto nastał definitywny koniec promowania na wystawach organizowanych przez ZKwP okaleczanych psów, to się bardzo pomylił! Ale wszystko jest do zrobienia 🙂 wystarczy tylko chcieć 😉 Np. Węgry też kwalifikują kopiowanie jako zabieg nielegalny 🙂 Masz psa z Węgier, to kto, kiedy i dlaczego poddał go zabiegowi kopiowania? Przyjechał ”cięty”? Masz ”zaświadczenie”? No dobra, nie ”zaświadczenie”, jakiś naprawdę posiadający wartość ”papier”, że pies nie ma naturalnych uszu nie ze względu na okaleczenie, ale z innego powodu. Jest możliwe, że zagraniczni hodowcy także łamią prawo obowiązujące w ich krajach, dlatego należy upewnić się czy ktokolwiek w ZKwP dba, pyta o tzw importy z obciętymi uszami? O możliwe do zweryfikowania ”zaświadczenia” dotyczące tych psów? A import z Włoch? Czy gdyby zapytać włoskiego hodowcę o skopiowane uszy psa z jego przydomkiem wziąłby na sobie ciężar nielegalności ”zabiegu”, czy przyznałby, że psa sprzedał ”kompletnego”?

Komunikat, który w ostatnim czasie pojawił się na oficjalnej stronie Związku Kynologicznego w Polsce *D mówi, że zakaz wystawiania dotyczyć ma także psów importowanych z krajów, w których również obowiązuje zakaz kopiowania. Być może pojawienie się tego komunikatu wynika z przebłysku zainteresowania Głównego Lekarza Weterynarii sprawą obcinania uszu psom zarejestrowanym w ZKwP… Może komunikat należy wiązać z informacją, którą raczyła, drogą elektroniczną, przekazać mi pani Katarzyna W-w treści artykułu pozostawiam tylko pierwszą literę nazwiska- korespondująca ze mną w imieniu Głównego Lekarza Weterynarii? *5, *6. Może 😉 W każdym razie odnoszę wrażenie graniczące z pewnością, że warto pisać.

Szkoda tylko, że w swoim komunikacie ZKwP nie podał do wiadomości zainteresowanym pełnej listy krajów, w których kopiowanie, czyli obcinanie psom uszu ze względów estetycznych jest przestępstwem. Jak z doświadczenia wiemy, polskim fanatykom obrzynania psom uszu, należy taką listę podać w sposób nie budzący już nawet u nich absolutnie żadnych wątpliwości.

I jeszcze ci cwaniacy co to niby hodują na spółkę z kimś z kraju, w którym kopiowanie nie jest nielegalne… I potem, psiaki, choć uszka mają obcinane w Polsce -czyli bezprawnie- ”oficjalnie” uszy miały zrobione gdzieś-tam… bo się niby tam-gdzieś urodziły… Swoją drogą, Moi Drodzy, jak to jest? Hodowca psów typu presa, rasy znajdującej się w Polsce na liście ras uznawanych za agresywne, będący równocześnie weterynarzem, ”mocnym” działaczem ”swojego” oddziału ZKwP, współpracuje z zagranicznym hodowcą… Przekazawszy swój przydomek małżonce, presy rozmnaża teraz ”na przydomek” wspólnika, choć psy trzyma i sprzedaje w Polsce… Czy ten hodowca ma te psy, które PRZEBYWAJĄ NA TERENIE RP zarejestrowane w odpowiednim urzędzie? Czy ma pozwolenie na prowadzenie hodowli psów rasy w Polsce uznawanej za agresywną, bo przecież już nawet ”tylko” posiadając psa ”z listy” musimy mieć na niego pozwolenie, i czy odpowiedni urząd wie ile pod wskazanym przez hodowcę adresem, psów przebywa? W jakim te zwierzęta są stanie? Ile z tych psów ma oberżnięte uszy i jak to wszystko razem ma się do przepisów prawa obowiązującego w Polsce? Jak długo jeszcze ma trwać sytuacja, w której to prawo dotyczące rozmnażania, trzymania, sprzedawania etc. psów w Polsce, szczególnie psów ras uznawanych za ”agresywne”, mają stanowić korporacyjne zwyczaje ”wypracowane” przez, jak pokazuje choćby ten komunikat*E, szkodzące psom nawyki członków monopolistycznego Związku Kynologicznego w Polsce i dlaczego dalej mielibyśmy godzić się na swoisty ”stan zastany”?

A skoro przy przydomkach jesteśmy…

ZKwP nie widzi nic ”niestosownego” w tym, że przez kilka lat jakieś małżeństwo produkuje białe psy ”w typie rasy” (niektórzy nazywają takie psy po prostu ”kundlami”), które sprzedaje potem jako psy rasowe (jak te ze stowarzyszeń zrzeszonych w FCI*7), z których spora część okazuje się kaleka z powodu głuchoty i trafia do schronisk, i dla których organizuje się potem ”wydarzenia” na fejsbuku, i przyjmuje w swoje szeregi osoby, które po prostu przyczyniają się do cierpienia psów poprzez beztroskie ich rozmnażanie. Kiedy, w końcu jedno z małżonków pragnie zostać członkiem ZKwP, żeby hodować pod jego egidą (mentalność bez zmian, ”wiedza” bez zmian, zmienia się tylko przydomek hodowlany…), podczas gdy drugie wciąż sprzedaje psy z przydomkiem stowarzyszenia ”z księżyca”, czyli spoza FCI, to to pierwsze zostaje przyjęte i osoba należąca do ZKwP kupuje sobie psa z hodowli należącej do FCI, i zostaje PEŁNOPRAWNYM CZŁONKIEM Związku Kynologicznego w Polsce, choć drugie z małżonków wciąż handluje ”białymi w typie rasy”. ”Dzwoni wam”, że coś tu z etyką nie jest w porządku, prawda? Potem osoba znana wciąż jako handlująca ”psami w typie rasy” występuje jako handler na wystawie organizowanej przez ZKwP (dla ZKwP to też żaden problem) i prezentuje psa swojej ”drugiej połówki”, psa naprawdę rasowego, bo posiadającego rodowód honorowany przez FCI, mimo że sama wciąż w ofercie sprzedaży ma psy z pochodzeniem trudnym/ciężki do zweryfikowania (Czy weryfikacja w ogóle jest możliwa?). Oburzające? To mało powiedziane. Zrozumcie to: jedno rozmnaża psy ”w typie rasy”, a drugie jest hodowcą w ZKwP… Jedno z małżonków może należeć do jakiegoś stowarzyszenia, rozmnażalni nienależącej do żadnej z liczących się federacji kynologicznych, jak FCI lub ACW, a drugie może być członkiem ZKwP i władze ZKwP nie widzą w tym żadnego problemu etycznego. Najwyraźniej nie ma ograniczeń… A jak tak, to wiadomo co się liczy…

Papier przyjmie wszystko. Straszna żenada to hodowanie ”a’la Polaczek”… Oberżnąć uszy to podstawa, co tam BAER TEST, co tam RTG w kierunku wykluczenia dysplazji… Tylko przykre, że głupców wśród Nabywców psów jest wciąż aż tak wielu…

Moi Drodzy Czytelnicy 🙂 namawiam was gorąco, byście informowali odpowiednie organa (policję, prokuraturę po prostu) o każdorazowym przypadku prezentowania na wystawie psa poddanego ”zabiegowi” kopiowania, czyli psa z obciętymi uszami i/lub kurtyzowanym ogonem. Znacie to powiedzenie, że najgorsza jest obojętność ludzi dobrych? -jest w nim bardzo wiele prawdy. Nie jest ważne, że Związek Kynologiczny w Polsce od przyszłego roku nie będzie pozwalał prezentować podczas organizowanych przez siebie wystaw, większości znanych z fejsika, okaleczonych psów. Hodowcy, którzy poddali swoje psy ”zabiegowi” kopiowania, wciąż mogą używać ich w hodowli, co oznacza, że wciąż mogą czerpać z nich korzyści. Chodzi o to, by osoby, które nie badają psów, nie starają się poprawić ich dobrostanu, poprzez eliminowanie z hodowli zwierząt chorych/kalekich, ludzie dla zysku narażający zwierzęta na cierpienie, osoby nagminnie łamiące OBOWIĄZUJĄCĄ Ustawę o Ochronie Zwierząt, poniosły konsekwencje swojego postępowania. To, że część okaleczonych psów przestanie być pokazywana na wystawach W POLSCE nie może być dla nich jedyną ”karą”. Są kretynki, gotowe formalnie ”odsprzedać” psiaka np. komuś z Serbii, żeby ”oficjalnie” pies był własnością nie-Polaka i uszy miał obcięte niby w Serbii, tylko po to by móc go wystawiać w Polsce… Są ludzie, którzy swoje psy ”sprzedali” za granicę i niby za granicą uszy psom obciął tamten chwilowy właściciel, bo Polak psy niby ”odkupił” zaraz po skopiowaniu uszu (psy nigdy nie były w tamtym kraju -psy, jak ludzie mają paszporty)…

Zakaz okaleczania psów ze względów estetycznych, a właśnie tym jest kopiowanie-obcinanie psom uszu (i/lub kurtyzowanie ogonów) obowiązuje w Polsce od lat. I ci wszyscy ludzie doskonale o tym wiedzą, po prostu nic sobie z tego nie robią. Wiedzą o tym wszystkie te pannice, tzw ”hodowczynie”, wie ”technik weterynarii”, a mimo to łamie Ustawę o Ochronie Zwierząt. Bezczelnie prezentuje wyniki swojego działania na swoim i przyjaciółki fejsbukowym profilu, zamieszczając zdjęcia okaleczonych szczeniąt z miotu, który powołała do życia, tylko osoba mająca w naprawdę głębokim poważaniu treść zapisów Ustawy o Ochronie Zwierząt.

Wiedzą o tym, iż kopiowanie jest nielegalne także, a może PRZEDE WSZYSTKIM weterynarze będący członkami ZKwP, hodowcy, spece od ”obchodzenia” polskiego prawa poprzez tzw ”umowy hodowlane” i udawanie, że szczenięta rodzą się poza terenem RP i dlatego mają ”legalnie obcięte uszy”. I wiedzą o tym pnący się po szczebelkach w ZKwP, początkujący działacze. Kopiowanie, obcinanie uszu psom, bo tak ”lepiej wyglądają”, ”tak lubimy i już” jest nielegalne. Osoby ‚decyzyjne’ w ZKwP postanowiły ‚odciąć’ się, tj to stowarzyszenie od problemu nielegalnego obcinania psom uszu, poprzez nie poparty żadnym wyjaśnieniem komunikat, że od 01 stycznia 2016r. urodzone w Polsce, po 01 stycznia 2012r. psy z obciętymi uszami i/lub ogonami nie będą mogły brać udziału w wystawach, które to stowarzyszenie organizuje. W ww komunikacie nie pojawia się słówko na temat ”zaświadczeń”, które przez prawie cztery ostatnie lata związek Kynologiczny w Polsce tak chętnie akceptował i teraz nagle akceptować przestał

ZKwP ”wypiął się na ”zaświadczenia” mówiące, iż ”wyjątkowo”, kolejny pies, z tej samej hodowli, miał ”chore uszy” (Sic! Czyli Polacy wykreowali nowy problem u psów typu presa, inny niż typowa dla DA głuchota -fascynujące!), ”został napadnięty przez innego psa i dotkliwie pogryziony” (Nie odpuściłabym! Przecież taki szczeniak ma rynkową wartość sięgającą powyżej 6 tys złotych, nawet ponad 2 tys euro! A poza tym cierpiał, przecież właściciel go -podobno- ”kocha”. No i jeszcze kwestia narażania psiaka na ryzyko wynikające z pełnego uśpienia takiego młodego organizmu, przecież szczeniak mógł się nie obudzić z narkozy! Gdzie była policja?! Gdzie zdjęcia ze zdarzenia?! Świadkowie?! Aaa… ”na posesji u samego hodowcy” się to zdarzyło… Hm… A który to już raz? Odebrać mu psy! Jeżeli dorosłe ciągle atakują szczeniaki, to z dorosłymi coś jest bardzo psychicznie nie ok…) Reakcja ”kochających psy” tzw hodowców była taka *8 i reszta numerków

Hodowcy, którzy dotąd stawali na głowie, by zaświadczenia na potrzeby wystaw organizowanych przez ZKwP dla poszczególnych okaleczonych psów ”załatwiać”, nie wiedzą co się stało. Pomóżmy im to wyjaśnić 🙂 Składajmy wnioski do prokuratury i domagajmy się kontroli dokumentów dotyczących procederu tzw kopiowania (obcinania) uszu psom i tzw kurtyzowania (obcinania) ogonów. Poczytajcie screen’y znajdujące się na końcu artykułu, te z publicznego wydarzenia na fejsbuku, które szybko przekształcone zostało z tajną grupę… I przestańcie mieć złudzenia.

Domagajcie się kontroli Drodzy Czytelnicy już nawet nie jako miłośnicy psów czy ”społeczeństwo”, ale po prostu jako ludzie, którzy chcąc nie chcąc, część swoich dochodów (w podatkach) przeznaczają na utrzymywanie schronisk, do których trafiają rasowe psy, bez ograniczeń, nieustanowionych prawnie, nie przez PRYWATNE STOWARZYSZENIE, ale NAPRAWDĘ autentycznych regulacji, ”produkowane’ przez członków Związku Kynologicznego w Polsce. Domagajcie się tego jako osoby, które pośrednio utrzymują takie przybytki (Pokazany w materiale TVN uwaga nie jest jedynym takim.) http://uwaga.tvn.pl/reportaze,2671,n/gehenna-psow,178508.html.

Co? Nie chcecie finansować psich umieralni?

Nie macie ochoty fundować fajnego życia psim oprawcom?

Musimy zmienić prawo.

Nie zmienimy prawa bez zmiany aktualnej rzeczywistości, a żeby ją zmienić np. wprowadzić badania =zwiększyć odpowiedzialność psich ”producentów” za zwierzęta, które produkują, ograniczyć ilość tzw hodowli przez zmianę systemu podatkowego, z którego dziś korzystają ludzie rozmnażający psy (czas na wprowadzenie normalnych podatków dla tzw hodowców), i tym samym zmniejszyć ilość rasowych psów trafiających do schronisk. Musimy zmienić ”opiniodawców”/”konsultantów”, w których ręce dotąd trafiały wszystkie projekty zmian ustaw, dotyczących hodowli psów.

Musimy pokazać czym jest Związek Kynologiczny w Polsce, jak funkcjonuje, jakie panują w nim zwyczaje i nawyki.

Czas by prokuratura przyjrzała się ”zaświadczeniom” nagromadzonym w poszczególnych oddziałach prywatnego stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce i ”oddzieliła ziarna od plew”.

Polskie społeczeństwo ma prawo wiedzieć na jakich zasadach prowadzi się w Polsce hodowlę psów, jakie są z tego korzyści (jak się na hodowli psów zarabia), jakiej wysokości podatki płacą ludzie sprzedający rasowe psy, jak to jest z psami ras uznawanych za agresywne, czy ich hodowcy mają jakieś szczególne zobowiązania względem polskich obywateli itp. itd.

To się nie uda bez ”pospolitego ruszenia” prawdziwych miłośników psów.

Tzw hodowcy, szczególnie hodowcy psów typu presa, ale nie tylko tych (to środowisko znam i wiem, jak wiele psów tych jest okaleczanych, ale proceder dotyczy wciąż także Owczarków Środkowoazjatyckich, TTB, Bokserów, Dobermanów i przedstawicieli wielu innych ras), bezwstydnie obnoszą się na swoich fejsbukowych profilach ze zdjęciami okaleczonych psów, nierzadko nawet szczeniąt z jeszcze ”plasterkowanymi” uszkami. Poszperajcie na fejsbuku, poszukajcie w najpopularniejszych hodowlach Dogo Canario/Presa Canario, Dogo Argentino i w hodowlach, w których rozmnażane są psy innych ras, przekonajcie się ilu z tych, którzy tak chętnie rżną ”ukochanym” (choć nieprzebadanym) psom, uszy, jest prominentnymi albo tylko ”pnącymi się”, działaczami Związku Kynologicznego w Polsce… Ci ludzie nie stawiają na pierwszym miejscu dobrostanu psów, można odnieść wrażenie, że nie obchodzi ich nic poza wyglądem, a konkretnie wyglądem psich uszu i równocześnie określają wszystkich, którzy należą do innych działających w Polsce organizacji kynologicznych mianem pseudohodowców -sic! Nie starają się minimalizować problemu jednostronnej głuchoty (gdzie uchwały i wymogi hodowlane?!), nie walczą z dysplazją (gdzie uchwały i wymogi hodowlane?!), nie robią tego co jest nie tylko legalne, ale przede wszystkim DOBRE dla psów. Zamiast tego są w stanie ryzykować życiem szczeniąt tylko po to, by obciąć im uszy i sprzedać zazwyczaj nieprzebadane psiaki, po także zwyczajowo nieprzebadanych rodzicach, i to ze sporym zyskiem… Żądajcie od hodowców psów informacji o wynikach badań ich psów, badań w kierunku dysplazji stawów biodrowych i łokciowych, głuchoty, wad serca, problemów z oczami (odklejająca się siatkówka), itp. a przekonacie się, że jedynie nikła część tych ludzi swoje psy bada!

Nie jest normalną sytuacja, w której poszczególne fundacje zajmują się ”ratowaniem” psów poszczególnych ras. Jeżeli rasowe psy zapełniają schroniska, to znaczy, że coś jest bardzo nie w porządku: tzw hodowcy PRODUKUJĄ zbyt dużą ilość psów i nie są w stanie zapewnić im odpowiednich opiekunów.

Jest tylko jeden sposób na zmianę prawa i spowodowanie, by rasowe psy, a więc psy niby nie rozmnażane przypadkowo, tylko niby wyselekcjonowane do rozmnażania, rozmnażane przez ludzi należących do najstarszej w Polsce i cieszącej się największym -na jakiej podstawie?! wymogów hodowlanych?!- zaufaniem społecznym, organizacji kynologicznej, nie trafiały do schronisk.

Przy okazji zaznaczyć należy, że w schroniskach znajdują się także ”rasowe psy” urodzone w pseudohodowlach, które nie podlegają FCI ani żadnej innej, konkurencyjnej dla FCI organizacji zrzeszającej kynologiczne stowarzyszenia. Psy z pseudohodowli, które po Nowelizacji Ustawy o Ochronie Zwierząt, czyli po 01 stycznia 2012r., przekształciły się w różnej maści ”stowarzyszenia”. W tym miejscu musimy więc zadać sobie pytanie czym różnią się od siebie poszczególne tzw rasowe psy zapełniające dziś schroniska? Czyli czym w istocie różnią się hodowcy zrzeszeni w ZKwP, których psy trafiają do schronisk, od psich producentów niepodlegających nie tylko ZKwP ale i niepodlegających FCI czy innej kynologicznej organizacji o światowej renomie? Psy pochodzące od hodowców zrzeszonych w ZKwP tkwią w schroniskach, bądź są bohaterami wydarzeń na fejsbuku i np. OLX, choć hodowcy ze Związku Kynologicznego w Polsce szczycą się tym, iż są odpowiedzialni za psy, które powołali do życia nie tylko do chwili, w której inkasują za nie kwotę od Nabywcy…

Aby znacznie zmniejszyć zatrważające ilości trafiających do schronisk rasowych psów należy podjąć działanie; uczulić polskie społeczeństwo na ogrom zjawiska jakim jest rozmnażanie przez tzw hodowców zrzeszonych przede wszystkim w cieszącym się największym zaufaniem społecznym i zabiegającym o monopol na rynku prywatnym stowarzyszeniu psów kalekich. Psów które trafiają do nowych domów, i których właścicieli bardzo często, bardzo szybko przestaje być stać na opiekę nad nimi, konieczne do końca życia psa leczenie albo po prostu nie radzą sobie z np. głuchymi Dogo Argentino, i te, z powodu swojego kalectwa, trafiają do schronisk. Trzeba uświadomić sobie, że żyjemy w XXI wieku, rozmnażanie psów nie jest obowiązkiem, nie każdy musi być hodowcą, a chorych psów po prostu nie należy rozmnażać. Można wykluczać z hodowli osobniki obciążone wadami i minimalizować liczbę kalek, które zapychają potem schroniska, wystarczy przeprowadzać badania.

Trzeba też WYKLUCZYĆ z udziału w ‚aktywnym produkowaniu szczeniąt’ sporą część tzw hodowców. Powiedzmy sobie szczerze: jest zbyt wielu ‚rozmnażaczy’ psów. Nie jesteśmy w trzecim świecie, każdy kto rozmnaża psy i komu zależy na ich dobrostanie, może trafić do specjalisty, który wykluczy u jego pary hodowlanej kalectwo. Jednak członkowie ZKwP w większości mają ”uczulenie” na temat badań i tylko mówią, że swoje stada hodowlane badają, ale nie pokazują certyfikowanych wyników wpisanych w rodowód, nie pokazują wyników opisanych przez specjalistów, dlatego nie należy im ufać. Nie można ufać ludziom, którzy zamiast minimalizować ryzyko kalectwa psów, które powołują do życia, łamią ich prawa, obrzynając im uszy i chwaląc się tym na fejsbuku, a hodowców spoza ZKwP wyzywają od ”pseuduchów”.

Nie można ufać temu środowisku ”na słowo” także z powodu tego jak bardzo broni się ono przed wprowadzeniem obowiązkowych badań DNA (Gdzie uchwały? Dlaczego tak opornie to idzie?)…

Skończyłoby się tzw ”podkładanie miotów” (inna suka wpisana w rodowody jako matka szczeniąt, a inna suka w istocie je rodzi…), krycie suk innymi psami niż wymieniony w rodowodzie reproduktor i ”dokrywanie” suk innym psem/psami -a to ma teraz miejsce i niektórzy z was, którzy teraz ten tekst czytają DOKŁADNIE wiedzą, że piszę właśnie o nich. Z obowiązkowymi testami DNA musiałoby wreszcie być w 100%ach UCZCIWIE. Tzw hodowcy z ZKwP ciągle narzekają jak to wszystko, te badania, wszystkie te ”dodatkowe wymogi” straszliwie dużo by ich kosztowały… Jak wiele musieliby ”dokładać”… A przecież oni na pieskach chcieliby tylko zarabiać… A to podobno jest amatorska hodowla psów rasowych (oficjalnie w Polsce na hodowli zwierząt towarzyszących się nie zarabia…). Należy wprowadzić DODATKOWE WYMOGI HODOWLANE, bo tylko to może ograniczyć ilość producentów rasowych psów i podnieść poziom prawdziwej hodowli. Hodowla rasowych psów to miała być PASJA, a nie biznes.

Proszę Was gorąco: wspierajmy tych nielicznych hodowców, ras ”tradycyjnie” w Polsce (i poza naszym krajem) okaleczanych ”zabiegami” obcinania uszu i/lub ogonów, którzy psów przychodzących na świat w ich hodowlach nie okaleczają! (Mam na myśli także hodowców spoza ZKwP). Wspierajmy też tych NIELICZNYCH sędziów kynologicznych mających ODWAGĘ do zwracania uwagi na to, że występujące na ringu psy są okaleczone zabiegiem w Polsce NIELEGALNYM. Być może do końca tego roku nie zdarzy się już sytuacja, w której sędzia ODMÓWI sędziowania psów okaleczonych i nakaże zejść z ringu osobom prezentującym okaleczone zwierzęta, ale wspierajmy tych, którzy szanują prawo. Nie możemy liczyć na asystentów kynologicznych, nie tylko dlatego, że regulamin ZKwP nie daje im zbyt dużych praw na ringu, ale również dlatego, że niektórzy z nich, szczeniaczkom przychodzącym na świat w ich własnych hodowlach, obrzynają uszy, tzn ktoś za nich to robi…

Chodzicie na wystawy? Oglądacie całe to show? W takim razie za każdym razem, kiedy na ringu oglądacie psa, szczególnie szczeniaka z obciętymi uszami i/lub ogonem pamiętajcie, że istnieje bardzo, bardzo duża szansa, na to, że jego uszy przestały być naturalne niezgodnie z prawem. Domagajcie się jako widzowie, miłośnicy psów i ludzie, którzy po prostu przestrzegają prawa, wyjaśnienia na jakiej podstawie prezentowany na ringu pies ma obcięte uszy i/lub ogon. Jeżeli usłyszycie, że ”to nie wasza sprawa”, że pies, tj jego właściciel ”ma zaświadczenie”, dzwońcie na policję, proście o patrol interwencyjny. Pamiętajcie:

Art. 6.1a. Zabrania się znęcania nad zwierzętami.

2. Przez znęcanie się nad zwierzętami należy rozumieć zadawanie albo świadome dopuszczanie do zadawania bólu lub cierpień, a w szczególności:

1) umyślne zranienie lub okaleczenie zwierzęcia, niestanowiące dozwolonego prawem zabiegu lub procedury w rozumieniu art. 2 ust. 1 pkt 6 ustawy z dnia 15 stycznia 2015 r. o ochronie zwierząt wykorzystywanych do celów naukowych lub edukacyjnych, w tym znakowanie zwierząt stałocieplnych przez wypalanie lub wymrażanie, a także wszelkie zabiegi mające na celu zmianę wyglądu zwierzęcia i wykonywane w celu innym niż ratowanie jego zdrowia lub życia, a w szczególności przycinanie psom uszu i ogonów (kopiowanie)”.

A jeżeli usłyszycie jakieś bzdury o art. 27 UoOZ, tym bardziej nie odpuszczajcie, nawet jeżeli te bzdury będzie opowiadał wam ktoś ”decyzyjny” 😉

Domagajmy się, jako miłośnicy psów i tzw społeczeństwo DODATKOWYCH WYMOGÓW HODOWLANYCH, a drastycznie spadnie ilość rozmnażaczy zarabiających na psiej krzywdzie. Mniej psów będzie trafiało do schronisk i poprawi się jakość vel ZDROWIE rozmnażanych w Polsce rasowych psów.

A jak już o finansach zahaczyliśmy… Należy także uczulić miłośników zwierząt na kwestię opodatkowania hodowli zwierząt towarzyszących, nie tylko psów, ale i kotów rasowych, koni, ptaków… Czy statystyczny Kowalski ma świadomość w jaki sposób rozlicza się hodowca rozmnażający psy z tego ile na każdym z nich zarobił? Czy typowy Polak wie ile podatku odprowadza tzw hodowca, który w ciągu roku, z powiedzmy 3 różnych suk ma trzy mioty, w każdym np. (tak plus-minus) po 7 szczeniąt, z których każde sprzedaje za nie mniej niż 3 tysiące złotych? Przy czym warto wspomnieć, że obciążone ciężką dysplazją szczenięta Doga Kanaryjskiego po nieprzebadanych rodzicach sprzedawane są np. za 5000 tysięcy złotych i więcej… Doga Argentyńskiego, o którego wynikach HD i ED rodziców ani ich słuchu, o słuchu samego szczenięcia nie wspominając, nie nie wiadomo, też można w Polsce kupić za podobną kwotę… Mają Polacy tę ”ułańską fantazję” -szczególnie te barany, które tyle na ”koty w worku” kasy wywalają (Ludzie, serio tyle kasy i nawet BAER nie???)

Ile podatku płaci popularny tzw hodowca jeżeli w ciągu roku sprzeda 3×7 szczeniąt? Za te ”marne” 21 tysięcy? Ile musi odprowadzić podatku, jeżeli ze sprzedaży szczeniaków ”wpadło” mu 63 tysiące złotych? (Zaniżyłam tę kwotę, założyłam, że to są tylko złotówki, nie euro i wybrałam DOLNĄ granicę…)

Obiecuję, że wkrótce poczytacie o podatkach i tym jak na co dzień żyje się z kalekim z powodu dysplazji psem… Jakie koszty ponosi właściciel rasowej kaleki zakupionej od człowieka zrzeszonego w ZKwP-i nie chodzi mi jedynie o kwestie finansowe…

Związek Kynologiczny w Polsce jest tylko prywatnym stowarzyszeniem i nie jest odpowiednią ”instytucją” do opiniowania zmian w Ustawie o Ochronie Zwierząt, a to do niego właśnie zazwyczaj kierowało Ministerstwo Rolnictwa wszelkie propozycje zmian dotyczących hodowli psów, a więc zwierząt towarzyszących, wszelkie interpelacje Ministerstwo pokazywało ZKwP. Czas to zmienić. Sposób jest prosty 🙂

Namawiam was, byście wzięli sprawy w swoje ręce, wszyscy, którzy uważacie się za miłośników psów, zobaczcie wreszcie pełny obraz sytuacji. Zafundujmy Związkowi Kynologicznemu w Polsce KONTROLĘ, sprawmy, by prokuratura w końcu zaczęła interesować się zebraną w poszczególnych oddziałach ZkwP tzw dokumentacją, z której (podobno) wynika kto, kiedy i dlaczego poszczególnym psom obcinał uszy. Od 1997r. kopiowanie jest w Polsce zabronione, co więc zawierają ”zaświadczenia” chomikowane w Związku Kynologicznym w Polsce? Dlaczego w ZKwP nadal nie ma obowiązkowych badań DNA dla rozmnażanych psów? Dlaczego wciąż, pomimo lawiny skarg wpływających do Rzecznika Dyscyplinarnego od Nabywców szczeniaków obarczonych genetycznymi schorzeniami, ZKwP nie wprowadza nakazu podstawowych badań znacznie zmniejszających częstotliwość występowania poszczególnych rodzajów kalectwa u psów?

Zamiast tego Rzecznik Dyscyplinarny ZKwP odsyła osobę, która obdarzyła zaufaniem członka tego prywatnego stowarzyszenia do przepełnionego sądu cywilnego, by ta w ramach rękojmi za wady fizyczne usiłowała dojść swoich praw. Jest to o tyle podłe, że rękojmia, kiedy chodzi o zwierzęta, obowiązuje tylko 12 miesięcy, a w przypadku dysplazji dokładne oznaczenie jej stopnia możliwe jest dopiero od około 16-18 miesiąca życia psa. Półtoraroczne, kalekie z powodu dysplazji psy najczęściej są już po operacjach umożliwiających im w miarę normalne funkcjonowanie, choć w ich dokumentacji medycznej wciąż wpisane jest jedynie ”posiada cechy dysplazji”. Specjalista jest w stanie już u naprawdę młodego psa, na wczesnym etapie rozwoju zwyrodnień, stwierdzić, że ten ma dysplazję, ale jednoznacznie określić jej stopień może najwcześniej w ok 4 miesiące po tym jak proponowana przez ZKwP rękojmia przestaje działać…F*

Moi Drodzy, czas wyjść z Matrix’a 🙂 ZKwP wytworzył klimat akceptacji/komfortu ”obchodzenia” Ustawy o Ochronie zwierząt, jego członkowie wmówili wszystkim WŁĄCZNIE ZE MNĄ, że słowo ”kopiowanie” określa ”zabieg” mający podłoże medyczne, co jest NIEPRAWDĄ! Skończmy ściemy i zacznijmy naprawdę troszczyć się o psy!

Czyżby naprawdę było tak, że członkowie ZKwP wierzą, że najwyższą instancją w Polsce, która zajmuje się tematem ”psy” jako takim jest ZKwP, apominając przy tym, że związek Kynologiczny w Polsce to tylko prywatne stowarzyszenie? ZKwP musi przestrzegać polskiego prawa, a polskie prawo mówi, że obcinanie psom uszu ze względu na wygląd, KOPIOWANIE jest przestępstwem z zakresu znęcania się nad nimi.

ZKwP jest prywatnym stowarzyszeniem, któremu Ministerstwo Rolnictwa odsyłało ”do konsultacji” wszelkie projekty zmian ustaw dotyczących np. rozmnażania psów. W ten sposób wszystkie nowoczesne propozycje, wszystkie pomysły wprowadzania wymogów hodowlanych, do których zaliczałby się obowiązkowe badania DNA rodziców, eliminacja dysplazji itp. były, już w zarodku, niszczone przez speców od ”zaświadczeń”, wszelkie interpelacje dotyczące ”hodowli psów” trafiały właśnie do ZKwP. Jeżeli chcemy wprowadzić zmiany dobre dla psów, ale finansowo niekorzystne dla kynologicznego biznesu, najpierw musimy sprawić by SPOŁECZEŃSTWO zrozumiało wreszcie z czym mamy w istocie do czynienia. Musimy sprawić aby Związek Kynologiczny w Polsce przestał być sędzią we własnej sprawie. Dlaczego garstka tzw działaczy z ZKwP ma decydować o losie wszystkich psów w Polsce? (WTF?)

Tylko gdy obnażymy kulisy biznesu kynologicznego będziemy w stanie wprowadzić korzystne dla zwierzaków zmiany. Kochani niby dlaczego to ZKwP ma ”opiniować” projekty zmian w Ustawie o Ochronie Zwierząt? Czy ktoś z was był kiedykolwiek świadkiem tego jak odbywają się ”testy psychiczne” (element tzw kwalifikacji hodowlanej niektórych ras, których zaliczenie przez danego psa jest niezbędne, by mógł być rozmnażany)? Jeżeli nie to polecam 🙂 poprzyglądać się tzw specjalistom w akcji…

W PRL’u nikt nie zajmował się ”pieskami”, bo wszyscy zajęci byli budowaniem ‚krainy szczęśliwości’, powstał Związek Kynologiczny w Polsce …i tak sobie trwa do dziś. Choć PRL padł ZKwP trwa… Czy relikt poprzedniej epoki ma wyznaczać styl uprawiania kynologi (i rozliczania się z niej przed… Urzędem Skarbowym) w XXI wieku? Wolne żarty, ludziska, błagam 🙂 zacznijcie myśleć 🙂

Aby było wam łatwiej poczytajcie sobie posty z wydarzenia (screen’y na koniec wpisu), które utworzyli na fejsbuku fanatycy oberżniętych uszu. Wydarzenie było publiczne, więc państwo ”zwolennicy tradycji” szybko przeprowadzili się z dyskusjami o tym jak przywrócić swobodę wystawiania okaleczonych psów na wystawach organizowanych przez ZKwP do tajnej grupy.

Jest kilka podstawowych spraw, z którymi należy się w najbliższej przyszłości zająć. Kluczowe są nie tylko obowiązkowe badania rozmnażanych psów, czy całkowity zakaz utrzymywania w Polsce i promowania podczas imprez kynologicznych zwierząt okaleczonych (przykład Szwajcarii). Mamy także FASYNUJĄCY temat PODATKÓW w świecie kynologii, czyli to dlaczego rozmnażanie psów to taki fajny biznes i dlaczego każda dziunia chce teraz ”hodować pieski”, zajmiemy się także sprawą utrzymywania psów ras uznawanych za agresywne. Do następnego

 

*1 odsłona 1 1na2odsłona 1 2na2

*2 osłona 2

*3 odsłona 3 1na2odsłona 3 2na2

*Aa g

*B, C, D komunikat

*Ekomunikat schorzenia

*Frekojmia

 

*4 wydarzonko publiczne

*5, g l w 01

g l w 02

*7 PODKREŚLAM: Polski Klub Psa Rasowego ma podpisaną umowę z http://www.alianzfederation.org/

*8 i reszta; 010220222426

Ja w styczniu 2015, zaślepiona zaufaniem do zaprzyjaźnionych hodowców, moich ”autorytetów”…

ja 01ja 02-vert i 3

ja 04ja 05

Teraz już wszyscy wiemy jak jest 🙂

 

Zuza Petrykowska 

Do udostępniania CAŁOŚCI tektu zachęcam 🙂

Kopiowanie i wykorzystywanie fragmentów tekstu oraz zdjęć bez zgody autora jest zabronione.