Archiwa tagu: atak

”LUDZIE I INNE ZWIERZĘTA” -MOWA CIAŁA I PRZESTRZENI, DYSTANSE PERSONALNE I OSOBISTA PRZESTRZEŃ W INTERAKCJACH LUDZI Z PSAMI & PSÓW Z LUDŹMI -BAZA BEZ KTÓREJ WSZYSTKO SIĘ SYPIE

Znaczenie przestrzeni osobistej

Wartości przestrzeni osobistej nie poświęca się wystarczająco dużo uwagi, po prostu nie jest to coś o czym zazwyczaj myślimy. Praktycznie, na co dzień jej istnienie jest poza naszą świadomością. Aż do chwili, w której nie poczujemy dyskomfortu w związku z jej naruszeniem. Przestrzeń osobista nie jest tylko strefą buforową, którą zachowujemy po to, aby nie wpadać na innych. Jest to także obszar prywatnej strefy dookoła nas, który traktujemy prawie jak przedłużenie naszego ciała. Warto też zapamiętać, że dystanse personalne są charakterystyczne dla ludzi, jak i innych gatunków zwierząt(Wikipedia).

Edward T. Hall puszcza oko

Proksemika, to nauka badająca integralną część komunikacji niewerbalnej; wzajemny wpływ relacji przestrzennych między osobami, odpowiadająca na pytanie, jak ludzie traktują swoją przestrzeń i osoby się w niej znajdujące.

To nie przypadek decyduje o odległości jaką zachowujemy w stosunku do poszczególnych osób. Ludzie mają ustalony, głęboko zintegrowany, subtelny kod postępowania, kiedy chodzi o przestrzeń osobistą i terytorium. Nie mierzymy przy linijce dystansu, który zachowujemy w stosunku do innych, po prostu wiemy jaka odległość będzie właściwa w odniesieniu do konkretnej osoby i ją zachowujemy. Nie przejawiamy naszej ”ekspresyjności”, tj. nie wykonujemy gestów i nie przybieramy min w jakiejś oderwanej od innych pustce. W związku z czym ważne jest rozumieć, jak te inne osoby traktują swoją przestrzeń i jak wiedza o tym pomaga podczas interakcji. Rozumienie jak zachowywać swoją osobistą przestrzeń i używać swojej przestrzeni osobistej oraz jak robią to inni, ma zasadnicze znaczenie przy nawiązywaniu interakcji i tworzeniu relacji. Umożliwia określenie charakteru danej interakcji, nim padną pierwsze słowa, pozwala też na pozostawienie dobrego wrażenia, gdyż wpływa na nasze poczucie, że dana sytuacja przebiegła ”prawidłowo” (albo nie). Tak więc popełnij błąd ”na dzień dobry”, a możesz kogoś poważnie obrazić, zaniepokoić lub rozdrażnić. A co najgorsze, najprawdopodobniej ten zrażony do ciebie ktoś, nawet nic ci nie powie. Mówiąc krótko, traktuj osobistą przestrzeń innych jako ich własność: szanują ją, a zyskasz ich przychylność, narusz ją lub bądź zbyt daleko, a automatycznie stracisz u nich kilka punktów. Tak więc;

Wewnętrzna strefa intymna, mająca do 15cm i zewnętrzna strefa intymna mierząca od 15 do 45cm, są zarezerwowane wyłącznie dla najbliższych. Prawo do naruszania tej przestrzeni i przebywania w niej mają jedynie osoby uczuciowo powiązane. Jest to strefa najważniejsza, pilnie strzeżona i uważana za osobistą własność. ”Na sucho” jej przekraczanie uchodzi jedynie w wyjątkowych sytuacjach (np. w zatłoczonej windzie lub w metrze, czy autobusie).

Strefa osobista ma od 45 cm do 1,2 m i jest to odległość, która dzieli nas od ludzi których znamy i zapewnia nam komfortowe warunki w kontaktach towarzyskich. Nie dopuszczamy do tej strefy obcych, a wtargnięcie w nią osoby obcej odbieramy jako naruszenie naszego komfortu.

Strefa społeczna wynosi od 1,2 m do 3,6 m, to dystans jaki staramy się zachować od osób nam nieznanych. A strefa publiczna to ta, w której dystans między osobami wynosi od 3,6 m, wykorzystywana zazwyczaj podczas wystąpień publicznych.

Mydlana bańka

”Mydlana bańka” jest świetną metaforą dla naszej przestrzeni osobistej, którą traktujemy jako ”prywatną przestrzeń powietrzną” i swoją własność. Kiedy ktoś ”stanie zbyt blisko” nas, czujemy się niekomfortowo, bardzo niekomfortowo lub wręcz podatni na zagrożenie. Naruszenie naszej przestrzeni osobistej odbieramy jako uciążliwość, zdarzenie irytujące lub delikatnie mówiąc, wybitnie wkurzające. Wtargnięcie osoby nieupoważnionej w naszą ”mydlaną bańkę”, ten moment, kiedy ”ktoś staje zbyt blisko” nas, natychmiast wywołuje w nas zarówno reakcje psychologiczne jak i fizyczne, co powoduje, że zaczynamy zachowywać się troszeczkę inaczej niż zazwyczaj.

Na złożoność zagadnienia, jakim jest przestrzeń osobista składa się wiele czynników, niektóre z nich są bardzo zróżnicowane i różnią się także w zależności od osoby, oznacza to, że różne osoby mogą różne rozumieć pojęcie ”stania od kogoś we właściwej odległości” i to może powodować nieporozumienia. Wpływ na poszczególne różnice mają; typ spotkania (np. towarzyskie lub biznesowe), w którym osoby biorą udział, rodzaj relacji pomiędzy tymi osobami (osobista czy oficjalna), ich status społeczny, ”lubienie się” lub ”nielubienie” tych osób, ich płeć i być może najważniejszy czynnik, czyli pochodzenie kulturowe, gdyż różne kultury mają różne wytyczne co do zachowywania ”właściwego dystansu”. Dalej będą to intencje/zamiary oraz gęstość zaludnienia terenu, z którego zaangażowane osoby pochodzą. Aby jednak nie gubić przewodniego wątku tego wpisu, skupmy się na tych aspektach przestrzeni osobistej, które najistotniejsze są dla nas w kontekście interakcji z psami; jako posiadaczy psów, osób, które psy wychowują i odpowiadają za to, jak ich psy odnoszą się do; nas, tzw obcych ludzi, w tym dzieci, innych psów oraz zwierząt.

Zawłaszczanie przestrzeni

Status społeczny ma olbrzymi wpływ na rozmiar przestrzeni osobistej i to ile przestrzeni zawłaszczasz dla siebie. W dużym skrócie: im wyższy jest mój status, tym więcej przestrzeni uznaję za należącą do mnie -jak samiec alfa przewodzący swojemu stadu.

Status społeczny wpływa na rozmiar terytorium, którego wymagasz. Dawni władcy posiadali wielkie pałace nie dlatego, że potrzebowali 40 sypialń, ale dlatego, że te budowle, z ich ogrodami i całym przepychem, były sposobem na ukazanie potęgi i wpływów tych ludzi. Dziś tę samą rolę spełniają rezydencje i posiadłości ”bogatych i sławnych” -także demonstrują ich powodzenie i wysoki poziom życia. Kiedy przechodzimy do dominacji i podporządkowania rzecz sprowadza się do tego, że osoba (lub osobnik) z wyższym statusem społecznym może naruszać przestrzeń osoby o niższym statusie społecznym (lub podległego mu osobnika) bez specjalnego oporu ze strony podwładnego (lub uległego osobnika). A nawet bywa zachęcana do takiego zachowania. Nie masz ochoty, żeby ”po przyjacielsku” klepał cię po ramieniu jakiś zapijaczony typ, który akurat ”nawinął się” i oto stanął na twojej drodze, czy po prostu obcy ktoś, kogo uważasz za ”mniej ważnego/ną” od ciebie, ale raczej nie będziesz bronić się przed ”przyjacielskim uściskiem” ze strony ulubionej gwiazdy sportu, czy kina. Zasada ta działa nawet wtedy, gdy naprawdę nie znosisz osoby o wyższym statusie, np. swojego szefa, który do twojego pokoju może wchodzić bez zaproszenia z twojej strony. Natomiast wtargnięcie przez podwładnego do gabinetu szefa i zajęcie ”fotela szefa”, może prowadzić do przykrych dla podwładnego konsekwencji…

Trzy ”opcje”

Od razu zaznaczę, bo może nie wszyscy sami by się połapali, że pisząc o poniższych ”opcjach”, nie piszę o nich w kontekście sytuacji towarzyskich, czy zawodowych, które wymagają subtelności i które rozgrywać można mową ciała, praktycznie zupełnie poza werbalnie i naprawdę subtelnie. Nie. Mnie w tym momencie chodzi o sytuacje absolutnie nietowarzyskie i niezawodowe, kiedy obcy ludzie, których tzw wyczucie (emocjonalna inteligencja) szwankuje, którzy nie umieją zachować właściwego dystansu w stosunku do innych i co gorsze nawet nie zauważają, że ich zachowanie razi innych, oraz obce, zaburzone psy, naruszają naszą przestrzeń. Jestem zwolenniczką wysyłania prostych, krótkich i czytelnych komunikatów do obu tych grup.

I.

Kiedy jakaś osoba narusza naszą przestrzeń możemy zareagować otwarcie, ”komunikatem werbalnym” i po prostu powiedzieć jej: ”Hej! Stoisz zbyt blisko, odsuń się”. Przez chwilę będzie niezręcznie (ja zawsze czuję się nieco zażenowana koniecznością zwrócenia uwagi osobie, która w kolejce do kasy ”wchodzi mi na plecy”), ale zdecydowane komunikaty mają tę zaletę, że działają. Analogicznie rzecz ma się w stosunku do psów. Jeżeli pies podchodzi do mnie zbyt blisko, pstrykam palcami lub klaszczę, mówię ”Nie” (reakcje werbalne), patrząc na niego jednoznacznie. Jeśli zbyt blisko podchodzi obcy pies, robię dokładnie to samo, choć już zawczasu odpowiednią mową ciała sygnalizuję mu, że ma nie naruszać mojej przestrzeni.

Intruza można także odepchnąć, jednak decydując się na ”komunikat fizyczny”, zachowujemy się już otwarcie wrogo w stosunku do takiej osoby. Tak wyglądają sytuacje rodem z kreskówek, ale i realnego świata, pomiędzy dwoma pewnymi siebie samcami, także naszego gatunku. Kiedy jeden podchodzi zbyt blisko, z wypiętą klatą, zadartą głową, rozwartymi i prawie buchającymi parą nozdrzami, i naprawdę złym nastawieniem, ten drugi odpycha go, aby odzyskać swoją przestrzeń. I ciach! To jest sygnał do rozpoczęcia walki -zadyma gotowa. Jako że większość naszych interakcji z innymi ludźmi odbywa się w ”pokojowym kontekście”, do naruszeń naszej przestrzeni, przez inne osoby powinniśmy podchodzić nieco subtelniej i bardziej elegancko, i darować sobie ”komunikaty fizyczne”. Gdy zbyt blisko podchodzi mój pies i pchając się pomiędzy stolik a sofę, kasuje merdającym ogonem filiżankę z kawą na tym stoliku stojącą, mogę go odsunąć ręką albo stopą, a on po prostu się wycofa. Kiedy jednak moją przestrzeń, mojego ”stada”, w tym psa i niemowlęcia, z bardzo niewłaściwym nastawieniem, narusza zaburzony pies typu Szukający Guza Agresywny ”Wyżełek” (sytuację z nim opisałam w tekście ‚‚SYTUACJE SPACEROWE” -”POSZANOWANIE PRZESTRZENI” VS. ”NARUSZANIE PRZESTRZENI” W PRZESTRZENI PUBLICZNEJ, CZYLI O OBCYCH LUDZIACH I OBCYCH PSACH NARUSZAJĄCYCH PRZESTRZEŃ NASZĄ I NASZEGO PSA LUB DZIECKA”, w wątku ”Dobre rady Pani ”Anny”), wysyłam do niego ”komunikat fizyczny” i dostaje ode mnie przeprogramującego jego nastawienie, kopa lub ”strzała z piąchy”, jak w tam opisanym przypadku.

II.

Naturalną reakcją osoby, której przestrzeń została naruszona może być cofnięcie się, ”danie kroku w tył”. Jednak, w pewnych okolicznościach może to skutkować tym, że intruz będzie podążał za cofającym się. Czyli, że jedna osoba wciąż odczuwać będzie dyskomfort, a druga nie będzie zdawać sobie sprawy, że jest przyczyną dyskomfortu i tak sobie będą ”tańcować”.

Ja ”nie tańczę”, ale tak właśnie postępują, tj. cofają się osoby, obawiające się psów, kiedy jakiś pies do nich podejdzie albo podbiegnie. Tak robią osoby, które np. idą lub stoją, trzymając w ręce coś, co przykuwa uwagę psa, np. coś do jedzenia i których przestrzeń nagle narusza ten ‚jakiś pies’. Te osoby automatycznie cofają się, ustępując pola psu, pies postępuje krok do przodu, one unoszą do góry rękę z jedzeniem, a pies podąża za kąskiem, nierzadko stając na tylnych łapach, przednie opierając o niepewną lub wystraszoną osobę i usiłując dosięgnąć tego czegoś, co osoba trzyma w ręce. Czy pies zachowuje się dominująco? Tak; bez zaproszenia wchodzi w przestrzeń tej osoby z nastawieniem, że zaspokoi swoją ciekawość, może poczęstuje się pokarmem tej osoby lub nawet jej go odbierze i opiera się o tego kogoś, wchodząc z nim w fizyczny kontakt i ”wywołując presję”.

Gdyby pies został nauczony przez swojego właściciela, że nie wolno mu jest naruszać przestrzeni obcych, nie zachowałby się w taki, powiedzmy ”zuchwały” sposób, trzymałby stosowny dystans i nie kierowałyby nim impulsy. Gdyby ten ”zuchwały” pies zachował się tak w stosunku do innego psa, który nie życzyłby sobie, aby intruz odnosił się do niego w taki sposób, tj, naruszał jego przestrzeń i próbował odebrać mu pożywienie, zostałby przez używającego swojej przestrzeni i wymagającego jej poszanowania, osobnika, skorygowany. Intensywność korekty zależałaby od ”ciężaru przewinienia”, wiążącego się ściśle z wzajemnymi relacjami obu psów (dominacja vs. uległość) i tego jak szybko korygowany zrozumiałby swój błąd. Korygujący przybrałby odpowiednią postawę, ”zmarszczyłby się”, zawarczał, lub użyłby zębów (bite & let go, co działa jak ”kasownik”; pochwyć i puść). Bezceremonialnie i znienacka naruszające przestrzeń innych psów, aby ”włożyć im nos w d…pę”, zaburzone psy, korygowane są przez molestowane psy zazwyczaj warczeniem, a kiedy to nie wystarczy, zębami. Właściciele psów korygowanych, psy, które bronią swojej przestrzeni, nazywają ”agresywnymi”, bo ich pies ”Tylko chciał się przywitać, a ten od razu z zębami”

Psy, które nie mają dość ”odwagi”, aby skorygować napastliwego psa, nim ten wtargnie w ich przestrzeń, tj mową ciała i swoją energią zakomunikować mu, że nie życzą sobie interakcji, poddają się mu i pozwalają sobie ”włożyć nos w d..pę”. Często można zaobserwować, jak te zestresowane przez zachowanie natręta psiaki, w końcu nie wytrzymują i ”odwijają się do niego”, warcząco-rozszczekane, sztywne i zdawałoby się ”reagujące zbyt intensywnie”, bo przecież ”Dał/a się tamtej/emu obwąchać i nie oponował/a, więc o co chodzi?”. Chodzi o to, że dla napastowanego, zachowanie namolnego osobnika było zbyt intensywne i w końcu musiał mu jakoś dać znać, że nie jest zadowolony, a że nie ma ”osobowości lidera”, zrobił to po czasie i nico histerycznie.

Wszystko co psy muszą wiedzieć o poszanowaniu przestrzeni, mają od początku ”wgrane w system”. Uczy je tego psia mama, to jest w ich genach i przysposabiając szczeniaka, człowiek, w ”podstawowym pakiecie”, dostaje ”gotowca”. Rolą właściciela jest nauczyć psa ”drugiego języka”, czyli do zestawu umiejętności (ściśle związanych z komunikacją niewerbalną), dodać nowe. Psy muszą po prostu nauczyć się, jak odbierać przekazy od nas, ludzi, dlatego my musimy rozumieć, jak psy funkcjonują tak, aby one wiedziały czego od nich chcemy i że chcemy od nich tego samego, czego chciała ich mama. Ale, aby to było możliwe, pies musi za opiekunów mieć ludzi zrównoważonych psychicznie i spokojnych w ten sam asertywny sposób, jak jego psia mama. Osoby o histerycznych, znerwicowanych lub zwyczajnie agresywnych typach osobowości na psich przewodników kompletnie się nie nadają i polegną w tej roli.

Pies musi nauczyć się obu języków; psiego i ludzkiego, zanim będzie mógł wyjść ”do świata”. Czyli zrobić kolejny krok, którym są interakcje z obcymi ludźmi, psami, innymi zwierzętami oraz oswojenie się z zachodzącymi w otoczeniu zjawiskami. Jednak większość z właścicieli psów, zamiast dodać nowe umiejętności do tego ”podstawowego zestawu”, całkowicie od nowa ”programują” zachowanie psa. Właściciele ”rozmontowują” w psach to ”bycie psem”, zupełnie zapominając o znaczeniu komunikacji niewerbalnej, o tym, że pies od pierwszych dni poznaje świat poprzez zmysł węchu, że zapach jest dla niego podstawowym źródłem informacji o otoczeniu, a normalnym ”stanem ducha”, jest ten, który dobrze znają, bijący od psiej mamy, asertywny spokój. (O który niezwykle często bardzo jest trudno u ludzkich opiekunów…).

Ludzie są egoistyczni w podejściu do psów, dosyć ”humorzaści” i bardzo niekonsekwentni. Zazwyczaj nieświadomie uczą psy ekscytacji, wyrabiając w nich określone nawyki, uczą je, że podekscytowanie jest stanem ducha pożądanym i nagradzanym. Uczą je reagowania na bodźce wizualne, werbalne i od pierwszych chwil, które ze swoimi psami spędzają, nie zwracają uwagi na rolę przestrzeni i pozwalają swoim psom, aby bez ograniczeń naruszały przestrzeń ich, ich dzieci, znajomych, obcych ludzi i innych zwierząt, w tym psów. ”Reagują”, tj orientują się, że ”coś jest nie tak”, kiedy spotka ich ”nieprzyjemność” związana np. z tym, że; ich pies ubłoconymi łapami oparł się o obcego faceta, który ”spieszy się na ważne spotkanie” albo ”skacząc z radości, że wrócili do domu”, pazurem rozorał im wargę, przewrócił czyjeś dziecko w pobliżu placu zabaw, bo ”zdenerwowała go zabawka tego dziecka”, ”przestał pozwalać im”, żeby przebywali w kuchni, kiedy on je albo ”pogryzł się” z czyimś psem itp., itd…

II’.

Jeśli jednak zdecydujesz się ”nie oddawać swojego kawałka podłogi”, możesz pomóc sobie poprzez stworzenie bariery. Ja (zanim zdecyduję się na ostry, werbalny komunikat z punktu I), kiedy, jakaś namolna pani, stojąca za mną w kolejce, dyszy mi w kark i wbija swój koszyk w moją nerkę, po prostu przekładam torbę na drugie ramię. Kiedy zaczyna marudzić, że oberwała torbą, zwracam jej uwagę, że najwyraźniej stała zbyt blisko.

Możesz iść z dzieckiem, psem, kotem albo nawet strusiem, być ubranym/ą najdziwniej jak to możliwe, trzymać w ręce co ci się żywnie podoba, jeść na co masz ochotę, iść albo jechać na rowerze, ale żaden obcy pies nie ma prawa naruszać twojej przestrzeni. Opcję ”mój jest ten kawałek podłogi” demonstrujesz psu, który właśnie zobaczył ciebie, twojego psa albo twoje dziecko i w ciągu paru chwil znalazł się bardzo blisko ciebie i/lub twoich podopiecznych, tak naprawdę nie wiesz po co, bo ”się nie znacie”. Intruz nie ma żadnego powodu naruszać waszej przestrzeni i przede wszystkim nie ma do tego ”uprawnień”. Musisz zakomunikować mu, że nie on gra w tej sytuacji pierwsze skrzypce, tylko ty, jako osobnik dominujący względem niego, dodatkowo przewodnik psa lub/i dziecka, znajdującego się obok ciebie, że to jest twoja przestrzeń, a wszystko co znajduje się w niej, należy do ciebie i to ty decydujesz, kto może znaleźć się w pobliżu. Swoją rolę/pozycję/status demonstrujesz mową ciała, swoją postawą -a więc stosowną komunikacją niewerbalną. Nie możesz ”przestraszyć się” takiego psa, bo jeśli się go ”przestraszysz”, możesz sobie darować ”pozowanie na lidera”. Twoja wiarygodność zależy od tego, czy jesteś autentycznie pewną siebie osobą, czy wiesz co robisz i ”o co kaman”, czy nie. Czy po prostu umiesz i naturalnie zawłaszczasz przestrzeń, czy nie.

Tak więc, kiedy chcesz przekazać nieznanemu sobie psu, który właśnie zaczął skracać dystans, a ty sobie nie życzysz, aby podchodził do ciebie, twojego psa, czy dziecka, wstępujesz nieco przed swoją własność (dziecko/pies) i mową ciała, która, upraszczając ma mówić, że jesteś Królem Świata, sygnalizujesz obcemu psu, że nie może zbliżać się ani do ciebie, ani do twojej własności, uniemożliwiając mu w ten sposób, skrócenie dystansu i wtargnięcie w waszą przestrzeń. Wiele psów jest tak zaburzonych, że nie mają nawyku ”oglądania się na człowieka”, nie są przyzwyczajone, że ludzie sygnalizują im coś innego niż podekscytowanie lub niepewność, czy wręcz uległość i nie mają w zwyczaju ”liczyć się z obcymi”. Wchodzą w przestrzeń wszystkich ludzi i innych psów, ”jak w masło”, wcinają się w przestrzeń innych ”nałogowo”. Oznacza to, że w takiej sytuacji, aby zwrócić na siebie uwagę psa, będziesz musiał/a posłużyć się sygnałem werbalnym. To może być klaśnięcie, wzmocnione ostrym ”Ej!”, ”Nie wolno!” lub ”Nie!”, czasem dodatkowy ”przytup”, czyli tąpnięcie stopą w podłoże.

Normalny, niezaburzony pies, a w każdym razie nie na tyle zaburzony, żeby nie wystarczyło mu zdecydowane, werbalne przywołanie go do porządku, zatrzyma się, skupi na sygnale, który mu przekazałeś/aś, nie wtargnie w waszą przestrzeń i zacznie węszyć tak, aby poznać zapach twój i należącego do ciebie dziecka/psa lub innej osoby. Zrozumie sens twojego zachowania. Zrozumie, że to, co przywiodło go tak blisko ciebie jest twoje i nie może ot, tak naruszyć twojej ”mydlanej bańki”, ”wziąć sobie tego” lub ”mieć z tym interakcji” bez twojej zgody. Pies bardziej zaburzony, może się przestraszyć i cię oszczekać. Przestraszy go, że twoja reakcja na jego samowolkę i ”rumaczenie”, odbiegać będzie od schematu, do którego jest przyzwyczajony. Tj. albo do opcji, w której ludzie się cofają, oddając mu przestrzeń i tym samym stawiając się w pozycji uległej względem niego, albo wyrażają entuzjazm, akceptując jego zachowanie (dodatkowo je wzmacniając) i również wyrażając uległość względem niego. Twoja reakcja może przestraszyć go także dlatego, że odbierze ją jako ”rzucenie mu wyzwania”, czyli potencjalną okazję do ”starcia” z energią, która jest mu obca w odniesieniu do nieznanego człowieka, którego przestrzeń nawykowo próbował naruszyć -energią lidera. Człowiek świadomie używający swojej osobistej przestrzeni ma inną mowę ciała i emanuje innego rodzaju energię niż ludzie nieświadomi znaczenia dystansów personalnych. Pies, który zwyczajowo, w istocie doświadczał interakcji z ludźmi nieświadomi znaczenia dystansów personalnych, ”nieogarniającymi bazy”, nawykowo traktuje ludzi jako osobniki o społecznym statusie niższym niż jego, a więc uległe względem niego i takie ma do nich nastawienie. Ma się za dominującego względem ludzi, z którymi ma interakcje -stąd wynika to, co roboczo nazwałam ”zuchwałością” w zachowaniu takiego psa. Napotkanie przez takiego psa, człowieka, który wyłamuje się ze schematu, wymusza na nim zamianę jego nawykowych reakcji i może być dla takiego typu psa wyzwaniem, z którym jego psychika w pierwszej chwili może sobie nie poradzić. Dominowanie innych ludzi, którego bardzo podstawowym przejawem jest właśnie bezceremonialne naruszanie przestrzeni osobistej, było łatwe, praktycznie automatyczne, nie wymagało ze strony psa żadnego wysiłku, nie ścierał się z ”energią lidera”, gdyż ludzie, nieświadomi znaczenia i powagi sytuacji, poddawali się zachowaniu psa. Sytuacja, w której napotkany człowiek sygnalizuje psu, na poziomie dla niego bardzo czytelnym, poprzez przede wszystkim niewerbalny komunikat, że zdominować mu się nie da, że jest świadom znaczenia osobistej przestrzeni, że ta przestrzeń jest jego własnością i będzie jej bronił, że nie pozwoli mu ot tak jej naruszyć, jest dla psa, który ”osobowości lidera” nie ma, po prostu dotąd ”tak wychodziło”, że wszystkich po kolei dominował, swego rodzaju szokiem. ”Dominanta z przypadku” przerasta opór ”energii lidera”. Tak więc tego typu pies, może oszczekać cię, kiedy ”mu się postawisz”, ale zatrzyma się. Nie podejdzie bliżej. Zachowa dystans. I w tym czasie powinien go do siebie przywołać lub po niego przyjść, właściciel.

Nigdy nie daj sobie wmówić, że twoja reakcja na zachowanie obcego dla ciebie psa, który z niewiadomych dla ciebie przyczyn skupił swoją uwagę na tobie i/lub twoim ”stadzie” (czyli psie i/lub dziecku i/lub osobie/osobach) i zaczął skracać dystans, ostatecznie usiłując naruszyć twoją/waszą osobistą przestrzeń, jest nieprawidłowa. Twoja osobista przestrzeń jest twoją własnością, ty decydujesz czy chcesz w niej kogoś, czy nie. I to nie jest twój problem, że właściciel psa jest ignorantem, który nie nauczył psa, jak powinien odnosić się do ludzi. Jeśli właściciel psa zacznie wciskać ci głodne kawałki o tym, że twoje zachowanie było ”przesadzone” i ”przestraszyłeś psa”, ”prowokowałeś/aś go” (w domyśle do zachowania, które niby ”nie jest dla niego naturalne”) i to, że pies cię oszczekiwał i przestraszył twoje dziecko albo wkurzył twojego psa, to twoja wina to, po pierwsze wiesz, że masz do czynienia z ignorantem, w dodatku bezczelnym, aroganckim chamem, mającym ”w nosie” innych ludzi, kimś, kto kompletnie ”nie kuma bazy”. Po drugie, że taki właściciel nigdy nie nauczył się prawidłowo wyznaczać granic swojemu psu i ma dosyć pokrętną wizję tego co i dlaczego w zachowaniu psa, szczególnie w odniesieniu do obcych ludzi i zwierząt, jest ”dopuszczalne” i gdzie leży granica tych zachowań. Pomyśl, osoba, która uważa, że chronienie przez ciebie twojej własności, a właściwie przedłużenia twojego ciała, bo tak należy traktować osobistą przestrzeń, może ”prowokować” jej psa, ma spory problem z głową i jednoznacznie mówi ci jaka jest jej/jego rola w jego/jej relacji z jego/jej psem, tj, że pies jest dominujący względem tego kogoś oraz innych osób, z którymi ma do czynienia, a ten ktoś nawet nie zdaje sobie z tego sprawy -to bardzo niebezpieczny stan rzeczy. I po trzecie, że jeżeli właściciel psa go nie kontroluje, tj. nie jest w stanie wydanym na odległość poleceniem, powstrzymać go od jakiegoś zachowania i (czasem najlepiej także) przywołać go do siebie, to nie powinien spuszczać go ze smyczy. Jest jasne, że masz prawo czuć się niekomfortowo na myśl, że ktoś puszcza luzem psa nad, którym nie ma żadnej kontroli. Więc możesz powiedzieć trującemu ci właścicielowi psa, żeby się ”ogarnął” i nie pieprzył głupot.

Uwaga nieco na marginesie; wiele osób żyje w przekonaniu, że ”pies dominujący”, że ta ”dominacja” w wykonaniu psa, musi mieć jakieś ”widowiskowe” przejawy, mocno dla właściciela i jego otoczenia odczuwalne, że oni tę ”dominację” psa odczuwają świadomie, że jego zachowanie jest dla nich przykre, łączące się z odczuwaniem strachu przez ludzi stykających się z takim psem, poczuciem lęku i zagrożenia. Nie, to nie jest tak. Psy przejawiają szereg zachowań dominacyjnych w interakcjach z ludźmi, zachowań wcale nie ”subtelnych”, ale praktycznie ordynarnie wręcz kłujących w oczy. Sęk w tym, że osoby doświadczające tej psiej dominacji w interakcjach z własnymi, czy też obcymi psami, orientują się, że ”jest problem” dopiero wtedy, gdy wydarzy się coś ”widowiskowego” i przykrego…

Nawet, kiedy pies nie zachowuje się jednoznacznie agresywnie, bezceremonialne wtargnięcie w przestrzeń człowieka i np. innego psa, zwłaszcza psa lub dziecka, czyli ”ludzkiego szczenięcia”, który/e jest w towarzystwie człowieka i nie odnoszenie się do tego człowieka, nie zwracanie na jego obecność uwagi i wtargnięcie w przestrzeń takiej dwójki, świadczy o tym, że pies który przestrzeń narusza, jest zaburzony. Powinno być jasne, że pies, który biega luzem, jest spuszczony ze smyczy i przebywa swobodnie w przestrzeni publicznej, jest zwierzęciem, które mówiąc potocznie: umie się zachować. Że jest kontrolowane przez swojego właściciela, tj, że jego opiekun może go na odległość powstrzymać od jakiegoś zachowania i przywołać do siebie. Problem w tym, że jest to możliwe tylko wtedy, gdy właściciel jest dla psa kimś więcej niż tylko ”kumplem”. Właściciel musi być ”zwierzchnikiem psa”.

III.

Kiedy chodzi o interpersonalne sytuacje zawsze pozostaje opcja nr 3, czyli ”stań jeszcze bliżej”, przejmij inicjatywę i teraz ty narusz przestrzeń intruza. Stojąc aż tak blisko kogoś obcego, możesz poczuć się bardzo niezręczne i nieswojo, ale w pewnych okolicznościach, w ten sposób możesz pokazać usiłującemu z tobą pogrywać, np. konkurentowi, że jego próba manipulacji się nie powiodła, bo ty też znasz tę zagrywkę i nie ”zastraszył” cię swoim zachowaniem. Nie jest to jednak rozwiązanie, którego finisz byłby satysfakcjonujący dla kogoś, kto usiłowałby w ten sposób odpowiedzieć na naruszenie przestrzeni przez obcego psa, którego motywem działania byłby atak.

Jeżeli mimo wszystko, z jakichś bardzo złożonych powodów, ktoś znalazłby się w sytuacji ewidentnego ataku obcego psa, z poczuciem, że ataku nie uniknie, to jedyne co może zrobić, to zachować spokój. Żyjemy w rzeczywistości, w której wielu psiarzom wydaje się, że pies ”kojcowy”, spędzający życie w kojcu, na jakiejś posesji, ”u wujka Mietka”, nieobeznany z tzw światem zewnętrznym, bez prawidłowej socjalizacji, w związku z czym zaburzony i reagujący nieadekwatnie do sytuacji, jest ”psem stróżującym”, jakby to zamknięcie w kojcu i uwięzienie robiło z psa, ”psa stróżującego”, a nie po prostu frustrata. Zawsze słabo mi, kiedy czytam/słucham, że ktoś szuka ”dużego psa stróżującego, żeby pilnował posesji”, formułuje myśl w sposób, który zdradza, że w jego mniemaniu, wystarczy kupić kaukaza albo środkowegoazjatę i ”reszta się sama zrobi” -pełno jest takich ciemniaków. Innym wydaje się, że ”skakanie do rękawa” robi z psa, ”psa obronnego”. Idiotów jarających się ”szkoleniami obronnymi”, prowadzonymi przez jakiegoś ”Pana Mietka”, czy innego ”Pana Czesia”, ”rozbudzaniem instynktów” i ”sprawdzaniem potencjałów” na tego typu ”szkoleniach”, też jest niemało. Zdarzają się także psy-odpady ze szkoleń dla służb, szkoleń profesjonalnych, których jednak te psy z jakichś względów nie ukończyły… Tak więc trzeba się liczyć z tym, że ”nie prowokując losu”, nie wchodząc na posesje z tabliczkami ”uwaga zły pies” ani nie robiąc innych głupot, można np. podczas spaceru po łące, nad rzeką, a nawet w środku miasta, wpaść na psa, który wydostał się z jakiegoś niby zamkniętego terenu, uciekł z kojca, czy mieszkania albo po prostu zerwał się ze smyczy lub też został przez swojego właściciela puszczony luzem… Psa z problemami, któremu frustracja albo owo nieszczęsne ”skakanie do rękawa” i ”ćwiczenia z pozorantem” popieprzyły pod czaszką, któremu ”po szkoleniu” poszybował w górę ”potencjał agresji” albo, który ”po prostu” dostał zajoba, bo właścicielowi nie chciało się zadbać o jego prawidłową socjalizację a potem ”zapomniał, że ma psa”. Psa, który na nasz widok zaczyna się marszczyć, warczeć, czasem i szczekać, w końcu biec i niebezpiecznie szybko skracać dystans…

Pamiętam sytuację sprzed kilku lat. Nie wiem co spowodowało, że przebywający bez opieki właściciela, biegający luzem – i to akurat jest zabawny fragment tej anegdoty: Labrador: zdecydował się, w biały dzień, w gęsto zaludnionej dzielnicy Warszawy, wybiec z bramy kamienicy, wprost na chodnik, wprost na mnie i mnie zaatakować. Przyznam szczerze, że kiedy zorientowałam się, że to coś, co na mnie biegnie, z drugiej strony ulicy, ma wobec mnie naprawdę złe zamiary, pomyślałam ”Ten …uj, chce mnie ugryźć. Co za żenada, to przecież labek”. Nie dowierzałam. Nie przestraszyłam się, raczej zdziwiłam i pomyślałam, że ”Byłaby wiocha, gdyby pogryzł mnie jakiś Labrador”. Zachowanie tego psa było skrajnie nienormalne i nieoczekiwane, bo dokąd nie zobaczyłam rozpędzonego na mnie pieprzniętego labka, nie zdawałam sobie sprawy, że gdzieś w pobliżu jest jakikolwiek pies. Ale, jak zaznaczyłam, to był tylko Labrador, więc pomimo zaskoczenia, irracjonalność tej sytuacji mnie uspokoiła. Byłam w szpilkach, w rozpiętym płaszczu, a to był tylko labek. Wystarczyło więc wystraszyć go akcją ”na Rozdymkę-Nosferatu”. Podniosłam ręce do góry (rozpościerając płaszcz), zrobiłam się dużo większa i wrzasnęłam na porąbanego psa, który nagle się zatrzymał i stanął jak wryty. Chwyciłam pantofel i byłam gotowa zacząć napierniczać tego laba po łbie obcasem, ale zwierzak wycofał się. Zwiał do bramy z której wypadł. Może wszystko da się wytłumaczyć, tym że warszawska Praga ma swój specyficzny klimat… Nie wiem. Ale pamiętam wrażenie zaskoczenia i niedowierzania, że ”O cholera, to bydlę chce mnie ugryźć”. Wiem, że każda z takich sytuacji jest inna i nigdy nie odważyłabym się napisać, że ”polecam rozwiązanie”, które mnie w tamtym momencie nasunęło się jako najwłaściwsze. Mnie, z zaskoczenia wziął labek (co samo przez się, jest śmieszne), w ostatecznym rozrachunku nie tylko popieprzony, ale przede wszystkim tchórzliwy. Gdyby był zdecydowany zaatakować mnie fizycznie, to by to zrobił. Broniłabym się, ale ugryzienie, to ugryzienie…

Reasumując, powtórzę; jeżeli ktoś znalazłby się w sytuacji ewidentnego ataku obcego psa, z poczuciem, że ataku nie uniknie, to jedyne co może zrobić, to zachować spokój. Nie mamy zębów, nie mamy pazurów, nie możemy z psem walczyć, ale nie należy okazywać strachu. Nie wolno odwracać się do psa tyłem ani uciekać, nie należy szukać z nim kontaktu wzrokowego (należy patrzeć w bok) i przybrać tzw pozycję żółwia, tj. brodę oprzeć na klatce piersiowej, rękami objąć szyję wokół karku i wykonać skłon do ziemi. W pozycji żółwia dłońmi zasłania się kark, ramiona ciasno przylegają do szyi, łokcie zasłaniają wtedy twarz. Istnieje duża szansa, że po obwąchaniu nieruchomego człowieka pies po prostu odejdzie. Jeżeli zabrakło czasu na ustawienie się w pozycji żółwia, należy ustawić się bokiem do psa, w lekkim rozkroku tak, aby łatwiej było zachować równowagę, dłonie złożyć na karku a zagiętymi łokciami zasłonić twarz. Jeśli atak psa będzie na tyle gwałtowny, że atakowany zostanie przewrócony, musi starać się przyjąć ”pozycję żółwia”.

”Pomoce dodatkowe”, czyli koty są nieocenionymi szkoleniowcami

Koty nie lubią niestabilnej energii, nadmiernego pobudzenia, ekscytacji i hałasu, starają się nie przebywać w pobliżu źródeł bodźców, którym są niechętne, ale kiedy tylko mogą, wpływają na swoje środowisko, są więc idealnymi ”kołczami” dla psów. Dla uważnego miłośnika zwierząt, który dba o psychiczny komfort swoich podopiecznych, tj. np. nie olewa faktu, że jakieś zachowanie nowego domownika (szczeniaka) jest wysoce stresujące dla jego kota i pomaga kotu (i sobie przede wszystkim), korygując zachowania psiego dzieciaka, jego kot może być wymarzoną pomocą w wychowaniu szczenięcia. Kiedy w kocim domu zamieszka nowy, psi lokator, kot, kiedy już okrzepnie w nowej sytuacji, postara się tonować zachowanie psiaka, poprzez nauczenie go, że kocia bańka mydlana jest świętością. Że na przebywanie w niej, a nawet tylko blisko niej, trzeba sobie zasłużyć i że wszelkie nieautoryzowane próby jej naruszenia będą korygowane (pazurami i czasem ”strasznymi odgłosami”). Pojawienie się psa w kocim domu, nie zmienia kocich przyzwyczajeń, nie wpływa na kocie poczucie bezpieczeństwa (no chyba, że właściciel kota jest jakimś totalnym palantem), bo koty rozumieją znaczenie strefy osobistej, umieją jej używać i zdecydowanie jej bronią. Jeżeli jakiś fotel jest ”koci”, to taki pozostanie. Kot, jak psia mama, posługuje się komunikacją niewerbalną, dodatkowo prycha, warczy, burczy i syczy, kiedy psiak ma problem ze zrozumieniem zasad, bo np. zbyt jest rozbawiony i za wszelką cenę chce namówić kota do zabawy, chce by kot ”bawił się z nim” ”po psiemu”, czyli dał się podgryzać, brał udział w zapasach albo ganiał szczeniaka.

Umiejętności zarządzania przestrzenią osobistą możemy uczyć się od kotów. Koty nie chcą mieć interakcji z nadpobudliwymi, nieuważnymi, nieskoordynowanymi, hałaśliwymi i nieszanującymi zasad savoir vivre, istotami. Unikają więc kontaktów, zarówno z nieumiejącymi się zachować dziećmi, traktującymi żywe zwierzęta jak zabawki, jak i zbyt ”nakręconymi” szczeniakami, które zazwyczaj na początku próbują bawić się z nimi, jak ze swoim miotowym rodzeństwem, co dla kotów jest ”zbyt intensywne”. Szczenięta, kiedy trafiają do nowego domu, są bardzo towarzyskie i starają się zasłużyć na kocią aprobatę lub co najmniej pokojową współegzystencję. Dlatego też szybko uczą się zasad i ograniczeń wyznaczonych przez kociego kompana. To wcale nie jest tak rzadkie, że w jakimś domu, jedynym przed którym pies ”czuje respekt”, jest kot (albo nawet papuga)…

Koty uczą psy nie tylko poszanowania przestrzeni, ale i pomagają im jeszcze szybciej kojarzyć ”o co chodzi w imieniu” i przychodzenie na zawołanie z nagrodą -uwagą ze strony człowieka, jego zadowoleniem i czułością człowieka w stosunku do zwierzęcia. Rytuały, związane z podawaniem pokarmu kotom, pomagają psu płynnie wejść z zwyczaj spokojnego oczekiwania na swoją kolej podczas posiłku i mają znaczący wpływ na uzmysłowienie mu jego miejsca w domowej hierarchii.

Koty uczą psy także ”uczuciowości w kocim stylu”. Szczeniaki, obserwując ”wyrażanie uczuć po kociemu” i reakcje swojego człowieka/rodziny na kocie czułości, i ten koci styl zabiegania o uwagę, uczą się kocich zachowań, poprzez naśladownictwo. Psy wychowujące się z kotami, przyzwyczajone są do dotyku, lubią się przytulać i zabiegają o kontakt fizyczny ze swoim człowiekiem/rodziną. Wspaniałe jest to, że koty przychodzą na mizianie, kiedy są wyluzowane i spokojne, a kontakt z ich człowiekiem relaksuje je jeszcze bardziej. Pies, obserwując warunki w jakich koty są blisko ludzi, ten psychiczny stan kotów, uczy się, że to nastawienie, ten stan ducha, z którym do człowieka przychodzi kot, jest właściwym, aby przebywać blisko przewodnika.

Molosowe ”przytulasy” zarezerwowane są dla ”wtajemniczonych”, dla rodziny i bliskich znajomych, z którymi pies, kiedy tacy ludzie odwiedzają jego dom i już rozsiądą się na kanapie, wita się, stając lub siadając przed nimi i zaglądając im w oczy, prosi o to, żeby go poprzytulać. To jest jedno z bardziej uroczych zachowań, które może przejawiać ”wielkie psisko”. Miśkowanie, tj. nachylenie się nad psem i objęcie go, przyłożenie głowy do jego głowy i to zwrotne odczuwanie jego radości w związku z tym, że ten moment trwa, jest niezwykle miłym doświadczeniem. ”Miskowanie” nie ma nic wspólnego z natarczywością, to jest zupełnie inne nastawienie zwierzęcia, które do nas podchodzi i chce od nas zupełnie czego innego niż pies, który wchodzi w naszą przestrzeń jako dominant i wywiera na nas presję, abyśmy ”weszli w jego bajkę” i zaczęli go głaskać. Dwie totalnie różne sprawy, Tu nie ma ”roszczeniowości”, jest za to współodczuwanie radości z tego, że ”oto jesteśmy razem”.

Pożądany nawyk

Kontrolowanie swojej ”mydlanej bańki” i przestrzeni w około, jej zawłaszczanie, wymaganie poszanowania oraz unikanie niepotrzebnego naruszania, jest zachowaniem nawykowym, ”odruchem”, nad którym się nie zastanawiasz i którego nie analizujesz, także w interakcjach z psami. Jeśli jesteś osobą posiadającą psa, dla którego jesteś przewodnikiem (nie tylko właścicielem), to jest ci znacznie łatwiej niż osobie, która nie ma z psami zbyt wiele kontaktów albo której kontakty ograniczają się do interakcji z psami samowolnymi, zaburzonymi, nienauczonym poszanowania przestrzeni nieznanych sobie ludzi oraz zwierząt. Wykorzystaj więc fakt, że możesz wpływać na zachowanie innych i rozmawiaj z ludźmi o tym, że przestrzeń osobista jest ważna także wtedy, gdy mamy do czynienia z psami, a nie tylko dyszącymi nam w kark paniami w kolejce do kasy.

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora jest zabronione.

Www.facebook.com/zuzpasjaodogoargentino

Reklamy

CHARAKTER I WYCHOWANIE DOGO ARGENTINO: KORYGOWANIE NIEWŁAŚCIWEGO ZACHOWANIA I ”KREOWANIE KONSEKWENCJI”.

 

8D7D2386DAB2471F81E7D0500B43D7E8

Czasem zapominam, że pewne rzeczy, dla mnie i moich znajomych zupełnie oczywiste, mogą, dla niektórych z państwa być niezupełnie zrozumiałe. W związku z tym, dziś opowiem słów kilka o korekcie, tym z Czytelników, którym rozwinięcie tematu właściwie przeprowadzonej korekty odpowie na pytanie ”Jak korygować psa tak, aby korekta odniosła oczekiwany skutek?”

Typowy obrazek (nie ten powyżej mam nadzieję), pies ”żebrze przy stole” albo skacze na gości, którzy dopiero co weszli do domu. Reakcja większości właścicieli?

-”Na miejsce!” -Samo odesłanie psa na jego miejsce to zbyt mało. Pies musi mieć jasność dlaczego dana sytuacja została przerwana, jaki jest powód odesłania go na miejsce i czego, jakiego zachowania oczekuje od niego przewodnik, ”zamiast”.

Konsekwencją nietolerowanego zachowania w świecie psów jest korekta mająca charakter działania odbywającego się w ”czasie teraźniejszym ciągłym”. Nieprzerwanie, do chwili uzyskania oczekiwanego efektu. Jest tylko ”tu i teraz”, robisz źle → przestań → efekt → wszystko jest ok.

Korekta jest wynikiem/ skutkiem zachowania nieakceptowanego/ niedopuszczalnego przez resztę członków stada (ludzko-psia rodzina to też ”stado”), dążącego, za wszelką cenę, do utrzymania porządku, czyli zasad zapewniających przetrwanie tego stada.

Korekta polegać będzie na wytrąceniu danego osobnika ze stanu, w którym się znalazł, a skutkiem ma być i jest natychmiastowy efekt: zaprzestanie tego działania i powrót do stanu posłusznego poddania, czyli posłuszeństwo wobec przewodnika (lub osobnika o wyższym statusie społecznym niż osobnik korygowany).

U wilków i psów korektą będzie warknięcie, uderzenie kłem -to najczęściej wystarcza, jeżeli korygującym jest stojący znacznie wyżej w hierarchii osobnik, a ”przewinienie” jest niewielkie. Korektą będzie także fizycznie intensywniejsze zachowanie jeżeli ”przegięcie” było z gatunku tych cięższych lub koryguje osobnik stojący w stadzie na podobnej co korygowany, pozycji.

My, ludzie w kontaktach z psem/psami musimy nauczyć się kreowania konsekwencji pomimo tego, iż nie dysponujemy zębami, którymi moglibyśmy ”szturchnąć” psa.

Kreowanie konsekwencji przez przewodnika-człowieka nie różni się (aż tak bardzo) od tego stosowanego w psiej, czy wilczej społeczności i polega na tym samym, czyli ”przywołaniu do porządku”, którego skutkiem jest okazanie -w tym przypadku- przewodnikowi/ ludzkiemu Alfie posłusznego poddania. Posłuszne poddanie (calm submissive state) to psychiczny stan, san ducha, styl bycia psa. Nie uzyskuje się go siłą i agresją, tj nie przejawia tego stanu w odniesieniu do swojego człowieka, pies zastraszony, bojący się swojego właściciela, nieufający swojemu opiekunowi. Ten stan ducha cechuje jedynie psy mające emocjonalnie inteligentnych, stabilnych psychicznie, empatycznych i pewnych siebie właścicieli, którzy są dla niech przewodnikami, bo psy im ufają. 

Jak to osiągnąć? Przede wszystkim będąc spokojnym, opanowanym i pewnym siebie, emitując ten rodzaj wewnętrznej energii, o której tyle mówi Cesar Millan, na naszego psa/ psy, bo takie właśnie są psy, które dominują w grupach np. bezpańskich, zaniedbanych psów i tacy są wilczy przewodnicy stada (Choć pies i wilk to osobne gatunki tu [też] mają wspólny mianownik).

Stan ”calm assertive energy” przewodnika jest punktem wyjścia, od którego zaczynamy 🙂

Ów asertywny spokój to idealne połączenie równowagi psychicznej, wewnętrznego błogostanu z, cytując słownikową definicję słowa ”asertywność”, ”posiadaniem i wyrażaniem własnego zdania oraz bezpośrednim wyrażaniem emocji i postaw w granicach nienaruszających praw i psychicznego terytorium innych oraz własnych, bez zachowań agresywnych, a także obrona własnych praw w sytuacjach społecznych”. Furiat, ktoś niepewny siebie nigdy nie będzie zdolny przekonać psa, że bezpiecznie i rozsądnie będzie podporządkować się jego niestabilnej energii. (Tylko ludzie mają tę wadę, że podążają za niestabilnymi psychicznie ”liderami”, zwierzętom takie wtopy się nie zdarzają). Psy, których właściciele mają emocjonalne problemy są jak oni, równie niestabilne, często nad wyraz tchórzliwe, czy po prostu agresywne. (Pies mówi wszystko o swoim właścicielu.) 

Jak zachowanie psa koryguje przewodnik-człowiek?

Zacznijmy od tego, że (tak samo jak pies czy wilk) w odpowiednim momencie, czyli od razu, ”tu i teraz”, z odpowiednim nasileniem i kiedy tylko uzyskuje efekt, zaprzestaje korekty. Zrozumienie psiej natury, bycie blisko z własnym psem, dobry z nim kontakt, skutkuje tym, że uczymy się psa czytać. Wiemy co konkretnie u niego właśnie oznacza np. ”ten” rodzaj spojrzenia, jak wygląda na 5 sekund przedtem, zanim podejmie próbę ataku na naszą, pozostawioną bez opieki kanapkę 😉 lub kiedy może mu się wydawać, że powinien zaatakować innego psa itp. Jesteśmy w stanie przewidzieć jego zachowanie i w odpowiednim momencie mu zapobiec. Możemy swojego psa szybko przywołać do porządku w ogóle nie dopuszczając do niechcianego przez nas zachowania.

Problemy wielu psiarzy biorą się stąd, że na niewłaściwe zachowanie swojego psa reagują bardzo późno, za późno i do tego przesadnie, kiedy pies zdąży się już ”rozkręcić” i w skali od 1go do 10u jest już na poziomie 8ym… Z dotarciem do takiego psa i uspokojeniem go naprawdę jest problem. Długo to trwa i męczy, a pamiętajcie Drodzy Czytelnicy, że właściwie korektę można przeprowadzić jedynie wtedy, gdy samemu jest się zdolnym zachować stan CALM ASSERTIVE ENERGY.

Skorygowanie psa pozostającego w stanie posłusznego poddania 24/7, tzn psa mającego nawyk bycia spokojnym, wyluzowanym, ciekawskim i radosnym, przy czym równocześnie uważnym i uległym, jest znacznie łatwiejsze, bo:

właściciel ma u psa autorytet ”Alfy”/przewodnika,

czyta swojego psa, obserwuje przewiduje zachowania swojego podopiecznego,

dostrzega, kiedy u jego psa pojawia się ekscytacja i już na wczesnym etapie ”wkręcania się” psa, powiedzmy na poziomie 3im (w skali od 1go o 10u) , jest w stanie psiaka skorygować, by ten uspokoił się i wrócił do stanu posusznego poddania, zanim ”rozkręci” się i stanie się to znacząco trudniejsze i/lub wymagać będzie więcej czasu.

Ok, więc jak korygujemy?

Mistrzowie gatunku korygują swoje (i nie tylko) psy spojrzeniem. Tak, są osoby, które ze swoim psem/psami mają tak wyśmienity kontakt, że wystarczy, że tylko spojrzą i pies od razu przypomina sobie kto jest od podejmowania decyzji. Na nieswojego psa muszą po prostu popatrzeć chwilę dłużej 🙂

Głosem, kiedy w ”skali ekscytacji” pies jest na ”trójce”, wystarczy syknąć, szarpnąć obrożę tak, jak robi to Cesar Millan. Kiedy pies wkręci się na poziom 5-6y w skali do 10u, trzeba już ”mocniejszego” środka i wtedy używa się bodźca fizycznego takiego jak słynne uderzenie Cesar’a wyprostowanymi palcami w pysk, bok, szturchnięcie psa kolanem/ piętą itp.

PSY, LUDZIE I WILKI

Efekt korekty będzie natychmiastowy ponieważ każdy członek stada zna zasady i wie, że niedostosowanie się do wymogów stada, równa się z poniesieniem konsekwencji za ”niesubordynację”.

U dziko żyjących psów i wilków konsekwencją może być spadek pozycji w hierarchii, wykluczenie ze stada, a w bardzo ekstremalnych przypadkach unicestwienie (Zwierzę było korygowane wiele razy za to samo ”przewinienie”, ”zwracano mu uwagę”, a poprawa nie nastąpiła. W końcu, któremuś z członków stada, albo kilku równocześnie, ”puszczają nerwy” i sprawa się kończy…). Tylko z punktu widzenia człowieka takie zachowanie postrzegane jest jako okrucieństwo, gdyż stado za wszelką cenę dąży do utrzymania porządku, bo jedynie ten porządek może zapewnić stadu przetrwanie.

W psio-ludzkich i ludzko-psich relacjach

Na przykład jeśli pies wymknie się z domu, ”zwieje” i będzie biegał po okolicy, to niestety, niezależnie od tego ile czasu to zajmie, czy 5 czy 25 minut, czy 5 godzin… należy za nim pobiec, dogonić go (nie można pozwolić, żeby pies przebywał w miejscu nam nieznanym, musimy mieć z nim choć wzrokowy kontakt, bo inne ”opcje” zwyczajnie są dla psa zagrażające, coś złego może mu się podczas takiej ucieczki przytrafić) i pomóc mu się uspokoić, czyli wprowadzić go w stan posłusznego poddania. Następnie zaprowadzić do domu i powtórzyć ”ćwiczenie”, którym w tym przypadku okazało się zwykłe otwarcie drzwi. Sytuację można ”zamknąć” dopiero, gdy pies nie będzie ”świrował”, kiedy będziemy otwierać drzwi i będzie w tym czasie zachowywał się spokojnie i posłusznie. Wtedy, taki stan posłusznego poddania przewodnikowi, nagradzamy, okazując psu uczucie.

Jeżeli pies np. zaatakował innego psa, podczas zabawy w parku. Natychmiast trzeba skorygować jego zachowanie. Nie wolno się denerwować, spinać i stresować, bo niczego pozytywnego nie wskóramy. Trzeba do psa podejść, czy podbiec i nawet jeżeli trzeba będzie go ganiać przez pięć minut, nie wolno zrezygnować, ponieważ to zachowanie musi zostać skorygowane. Trzeba do psa podejść i pies musi się nam, jako przewodnikowi poddać. Następnie należy psa doprowadzić do psa, którego wcześniej zaatakował i nakazać mu podporządkowanie się zaatakowanemu (położyć psa na boku, w pozycji podporządkowania, pomóc mu się stopniowo uspokoić i wymagać by pozostał w tej pozycji aż stanie się zupełnie spokojny i pogodzony z wolą przewodnika → pies ufa swojemu przewodnikowi. Nie wolno tego robić będąc zdenerwowanym, zawstydzonym, czy wręcz wściekłym na psa, bo tylko pogorszy się sytuację(!). Wielokrotnie w tekstach na blogu wspominam o tym, dlaczego ”Dogo Argentino nie jest rasą dla wszystkich”. Proszę sobie wyobrazić teraz ile charakteru trzeba, aby podołać wyzwaniu jakim jest przeprowadzenie w sposób właściwy korekty, po tym jak młode niedopilnowane dogo, taki podrostek, zaatakuje jakiegoś psa, w przestrzeni publicznej… Panika, strach, płacz i podobne zachowania tylko pogorszą sytuację i wyrobią w psie cały szereg bardzo szkodliwych, wręcz niebezpiecznych nawyków na przyszłość. (A dorosły Dogo Argentino atakujący innego psa…? W takiej sytuacji to najlepiej już chyba tylko dzwonić do adwokata…

Pamiętajmy, że Dogo Argentino jest na liście psów ras uznawanych za agresywne. W moim mniemaniu, które opieram o poznanie ”kilku” Dogo Argentino, ”paru” posiadaczy psów tej rasy i przekonaniu się jaki stosunek, do ”pewnych rzeczy” mają niektórzy ”fani” tej rasy, wyprowadzanie w publiczną przestrzeń dorosłego, tj dojrzałego płciowo osobnika rasy Dog Argentyński, wiąże się -jak zresztą nakazuje ustawa- z bezwzględną koniecznością utrzymywania go na smyczy. A jeżeli DA miałby ”biegać luzem”, to bezwzględnie powinien być w kagańcu. Przy czym osobiście nie wyobrażam sobie puszczania dorosłego DA na psi wybieg, aby ”bawił się” z innymi, obcymi psami… Zapewne zdarzają się wyjątki i niektóre psy, trzymane pojedynczo, tj nie w hodowlach, mieszkające nie w kojcach, a ze swoimi ludźmi, psy którym ich właściciele poświęcają maksimum uwagi i naprawdę posiadają zrozumienie psiej psychiki i specyfiki tej rasy, mogą być ”aniołami”. Jenak nie bardzo wierzę, aby DA mógł być ”przyjazny dla wszystkich piesków” i nie wydaje mi się, aby szczęśliwi właściciele ”aniołów” ryzykowali interakcjami ich psów z przypadkowymi psami… (Edit 2016: Przez bardzo długi czas, byłam wielką fanką psa, którego eksterierowo postrzegam jako niewypał, natomiast zachwycała mnie jego psychika. Uważałam go za cudownego stwora. Przeszło mi, kiedy jego właściciel opowiedział mi, że mój ”ulubieniec” ma nawyk polegający na tym, że za każdym razem, gdy otwierają się drzwi klatki schodowej (wtedy mieszkali w blokowisku), jego pies wybiega (czyli jest puszczany przez swojego ”pańcia” luzem) i szuka …kota. Bo już ma ”wyniki” i kilka osiedlowych kotów zabił. Nie wiem czy bardziej oszukana poczułam się, kiedy kolejny raz, po kolejnym miocie, słyszałam od znanej hodowcy zapewnienia, że ”kolejny miot już na pewno będzie mieć BAR TEST zrobiony”, czy w tamtym momencie, kiedy właściciel, niby ”wzorcowo prowadzonego Dogo Argentino” przyznał, ze jest takim samym palantem jak wielu innych, tylko, że lepiej się z tym kryje, błaznując i robiąc sobie z wszystkiego podśmiechujki…)

Ważne jest by korektę przeprowadzić właściwie i do końca

I etap -pies poddaje się przewodnikowi

II etap -otwarte drzwi z pierwszego przykładu przestają być powodem świrowania psa. Czyli do chwili, w której pies uspokoi się i przyprowadzony do domu -po przykładowej ucieczce- będzie siedział na miejscu, nie wiercił się, nie próbował się gdzieś przemieszczać, chować się pod stół albo za kanapę, do czasu aż przewodnik uzna, że korekta osiągnęła efekt (Dokładnie jak sadzanie wściekającego się dzieciaka na ”karnym jeżyku”, na trzy minuty). Pies ma siedzieć we wskazanym przez przewodnika miejscu do czasu aż jego ”emocje opadną” i stanie się ponownie posłusznie poddany.

Przewodnik decyduje o końcu korekty.

Konsekwencją złego zachowania jest dokładne uświadomienie podporządkowanemu psu, że przewodnik nie zgadza się z jego zachowaniem. Korygującym jest ten kto zna i rozumie zasady panujące w psim świecie, ten kto ich przestrzega. Biorąc po uwagę stan świadomości większości właścicieli psów, tym kto poprawia złe zachowanie ich podopiecznych, w sposób dla poprawianego klarowny, a tym samym skuteczny, jest praktycznie zawsze inny pies. Pies korygujący innego psa daje mu jedynie bodziec ”nie rób tego, przestań”. Korygowany ma wrócić do stanu posłusznego poddania (bo ten stan jest jedynym bezpiecznym, dla każdego z poszczególnych osobników, jak i stada jako całości, oraz pozwala przestrzegać planu ”przetrwalnikowego” i dlatego, że każde zwierzę dąży do życia w równowadze) i zaprzestać nieakceptowanego zachowania.

Reasumując, czym ma być to na początku przeze mnie wspomniane ”zamiast”?

Stan posłusznego poddania jest tym czego oczekujemy od psa, ”zamiast” zachowania nieakceptowanego. Posłusznie poddany woli przewodnika pies, jest spokojny i otwarty na każdą komendę, a najistotniejsze, że dokładnie zna swoje miejsce w hierarchii ”stada”, czyli w rodzinie, której jest członkiem. Taki pies nie ”żebrze przy stole”, bo wie, że przyjmowanie pokarmu to osobny rytuał, odbywający się na ściśle określonych przez ludzkiego Alfę/ przewodnika zasadach. Nie skacze też na gości, bo wie, że to nie on gra w rodzinie ”pierwsze skrzypce”, a ludzie, i że to od ludzi zależy sposób w jaki przebiega ceremonia/ rytuał powitania.

”Dodatki” (Edit 2018)

W kreowaniu konsekwencji i wyrabianiu u psa pożądanych nawyków, bardzo ważne jest, aby już podczas pierwszego wspólnego rytuału poznania i przywitania, znaleźć się na tym samym poziomie co szczeniak, czyli ukucnąć albo usiąść na podłodze, czy trawniku, tak, aby od samego początku psiakowi ”nie kodowało się głowie”, że aby nawiązać z nami interakcję, musi się o nas opierać łapami (wywierać jakąś ”fizyczna presję” na nas, czy inne osoby). Pozwólmy psiakowi nacieszyć się sytuacją, niech przez nią przejdzie po swojemu, niech przeżyje emocje po swojemu. Jednak jeśli nasza obecność będzie go zbyt pobudzać (np. po paru chwilach ciągle jeszcze nie będzie mógł się opanować i dalej będzie nas obskakiwał i usiłował lizać), pomóżmy mu się wyciszyć. Odsuńmy go na wyciągniecie ręki i nie cofajmy jej (gest stop), dokąd psiak nie zrozumie, że nie życzymy sobie, aby w tym stanie wchodził w naszą osobistą przestrzeń. Nie nawiązujmy z nim kontaktu wzrokowego i nie mówmy do niego. Bądźmy spokojni, nie dotykajmy go (nie głaszczmy i nie ”czochrajmy”), dajmy mu się uspokoić, pozwólmy by nas obwąchał, ale nie patrzmy na niego. Pozwólmy psiakowi nieco ochłonąć. Szczeniaki są różne, jedne od razu załapią sens naszego zachowania, inne jakby ”stracą nami zainteresowanie” i odejdą, po to tylko, żeby po chwili wrócić z tym samym nastawieniem, czyli podekscytowane. W takim przypadku nie należy się zniechęcać. Nakręconemu, podekscytowanemu, rozbawionemu szczeniakowi potrzeba po prostu nieco więcej czasu, aby dostroił się do naszych fal 🙂 Dystansując się od zbyt ”odlotowego” stanu ducha szczeniaka, nie ”zrazimy go” do siebie. Pokażemy mu tylko, że nie chcemy go w naszej przestrzeni, kiedy jest namolny i nieuważny. Przywołując go do nas, gdy się nieco uspokoi, damy mu czytelny dla niego sygnał, jaki rodzaj energii preferujemy w trakcie interakcji i jaki rodzaj energii jest przez nas nagradzany (uwagą i mizianiem). Szczeniaka, kiedy ”załapie” o co chodzi, należy nagrodzić.

Nie zapraszamy do naszej przestrzeni szczeniaka nadmiernie pobudzonego, niepotrzebnie podekscytowanego. Chodzi przecież o to, aby nasz pies był wyluzowany, czyli radosny, ciekawski, ale i uważny oraz psychicznie spokojny i stabilny, bo tylko w takim stanie pies jest otwarty na polecenia przewodnika i łatwo, szybko się uczy. Utrzymywanie psiaka w tym, aby ten stan ducha był dla niego naturalnym lub innymi słowy nie zepsucie go (albo ponowne przyzwyczajenie go do tego stanu, jeśli się szczenię zepsuło), będzie procentowało, bo taki pies nie reaguje impulsywnie (nie rządzą nim impulsy), ”nie wkręca się” ot, tak i byle co nie zaburzy jego spokoju ducha.

Mechanizm powstawania nawyku jest prosty. Bodziec/ impuls to wskazówka wyzwalająca określone zachowanie, w wyniku którego pojawia się nagroda, będąca stanem psychicznym (nazwijmy ten stan ”zadowoleniem”, do którego zwierzę dąży). W tym miejscu polecam wszystkim książkę Charles’a Duchigg’a ”Siła nawyku” (The Power of Habit).

Jest znacząca różnica pomiędzy pożądanym nawykiem i nawykiem niepożądanym, kiedy wskazówką dla psa jest np. powrót właściciela do domu. Zachowaniem może być spokojne oczekiwanie aż przewodnik zaprosi psa do swojej przestrzeni i okaże mu uczucie, czyli spokojnie przebiegający rytuał przywitania albo zachowaniem może być jazgotliwe szczekanie, obskakiwanie/ skakanie na człowieka itd. Nagroda to osiągnięcie przez psa stanu psychicznego, do którego zwierzę zostało przyzwyczajone przez swojego właściciela, do którego własnym postępowaniem, człowiek swojego psa nauczył dążyć, stanu ”wyćwiczonego” , świadomie lub nie, przez człowieka, który w stosunku do swojego psa zachowywał się w określony sposób i w określony sposób z nim postępował.

”Pies nie przychodzi/ nie wraca na zawołanie po spuszczeniu go ze smyczy”

Na marginesie, ucieczki i nieprzychodzenie na zawołanie, ignorowanie właściciela i takie ”sprawdzanie się z nim”, zdarza się psiakom szczególnie w okresie dojrzewania. ”Bezduszny” 😉 trener/ szkoleniowiec/ behawiorysta zawsze powie nam jedno (i będzie mieć rację), że dokąd nie przećwiczy się z psem komend, nie spuszcza się go ze smyczy. To przećwiczenie komend, to po prostu wyrobienie w psie bardzo silnego (pożądanego) nawyku.

Powtórzmy, mechanizm powstawania nawyku jest prosty. (Także wtedy, może nawet szczególnie wtedy, gdy chodzi o te niepożądane nawyki.) Bodziec/ impuls to wskazówka wyzwalająca określone zachowanie, w wyniku którego pojawia się nagroda, będąca stanem psychicznym (nazwijmy ten stan ”zadowoleniem”, do którego zwierzę dąży). Tak więc ”przećwiczenie komend” z psem, w kontekście spuszczania go ze smyczy, pozwalania mu na bieganie luzem i przywoływania go, aby ponownie zapiąć go na smycz, to wyrobienie w psie nawyku powracania do właściciela zawsze, kiedy ten wyda psu komendę głosową albo da mu niewerbalny sygnał, że chce, by pies do niego powrócił.

Wskazówką jest więc w tej sytuacji komenda/gest, nakazująca/y psu powrót, zachowaniem powrót do właściciela, po tym, gdy pojawiła się wskazówka. Nagrodą dla psa ma być to, że przychodzi do swojego przewodnika, kiedy ten go woła, bo przewodnik jest dla niego najważniejszy na świecie i daje psu, który do niego powraca, coś niebywale dla psa cennego; swoją uwagę, entuzjazm i mizianie (czyli okazywanie uczucia), czas razem, zabawę, interakcję na poziomie psychicznym, co buduje więź psa z przewodnikiem. Przewodnik obdarza psa uczuciem jako nagrodą. Przekazuje mu, że ”to super, że tu jesteś teraz” i albo pozwala psu na dalsze hasanie na wybiegu, albo ”proponuje” mu inne zajęcie. Przewodnik musi być zaangażowany i autentycznie poświęcać swojemu psu czas i uwagę. I tak to wygląda w relacjach idealnych.

Do których dążymy tak:

Ćwiczymy z psem, czyli wyrabiamy w nim pożądane przez nas nawyki wtedy, gdy sami jesteśmy asertywnie spokojni. I ćwiczymy z psem będącym w stanie posłusznego poddania (calm submissive state), bo tylko taki pies jest w stanie przyjmować komendy, gdyż skupiony jest na swoim przewodniku. Tak więc pracujemy z psem, który jest na tę pracę w pełni otwarty, uważny, a nie przesadnie podekscytowany, czy niepotrzebnie ”nakręcony”. Za każdym razem nagradzamy psiaka za to, że przywołany przyszedł do nas. Nagradzamy go naszą energią i uwagą, mizianiem i zabawą. Entuzjazmem, który jednak nie ma być przesadny, który nie ma niepotrzebnie ekscytować psa, a jedynie utwierdzać go w przekonaniu, że zrobił coś super, co nas niesamowicie cieszy i jesteśmy z niego, z tego jak się zachował, bardzo, zadowoleni. Tak więc, jako nagrody używamy ”magicznego słowa”, czegoś tak banalnego nawet jak ”dobry pies” i poświęcamy psu uwagę, klepiemy go i miziamy -tak sygnalizujemy mu, że jest super-psem i tak wzmacniamy w nim pożądane przez nas zachowania. Smakołyki, które ja nazywam ”fantami”, nie mogą być dla psa podstawową nagrodą, bo każdy smakołyk w końcu się nudzi a dla najedzonego psa, pokarm przestaje być jakąkolwiek atrakcją. Jeżeli nauczymy psa (wyrobimy w nim nawyk oczekiwania), że mamy mieć dla niego ”fajny” z jego punktu widzenia ”fant”, to bez tego fantu nie istniejemy, nie mamy czym psa po prostu przekupić. Dlatego wyrabiając w szczenięciu pożądane nawyki, najlepiej unikać zbyt dużej ilości smakołyków i zamiast nich, wykorzystać nasz entuzjazm i słowo/ sformułowanie, którego będziemy używać jako nagrody, wzmocnione dotykiem, tym co zazwyczaj nazywamy pogłaskaniem (przykładowy ”dobry pies”&mizianie). Psiak uczy się wtedy, że bycie radosnym, ciekawskim i spokojnym (w sensie uważnym), równocześnie, a także uległym wobec człowieka (co objawia się min. ”przychodzeniem na zawołanie”), nieustająco wiąże się z nagrodą, którą jest uwaga ze strony człowieka-przewodnika, a to dla każdego psa jest najcenniejszą z nagród. Żaden smakołyk nie ma tej mocy co autorytet przewodnika, więź z nim i ”magiczne słowo”. ”Ciasteczka” są świetne i bardzo się przydają, ale na nieco innym etapie. Kiedy psiak rozumie już o co nam chodzi, zna rytuał, rozumie już i po prostu wie, że powrót do właściciela i zapięcie na smycz nie oznacza ”końca poświęcania mu uwagi” przez człowieka, ”końca zabawy”, tego ”czasu razem”. Ktoś, kto ma ze swoim psem więź nie traktuje spuszczenia go ze smyczy jako zła koniecznego, tylko jako fragment/element spaceru, kiedy to psiak może na luzie integrować się z psimi kumplami, biegać z nimi i bawić w zapasy Jeśli tak nie jest i pies, to że go mamy, właściwie nas męczy i wychodzimy z nim z domu, odpinamy go ze smyczy, puszczamy luzem, licząc, że znajdzie sobie coś do roboty a w pewnej chwili go na tę smycz ponownie zapinamy, co oznacza koniec spaceru, i prowadzimy go z powrotem do domu, to nie ma się co dziwić, że pies ”nie ma ochoty” do nas wracać. Nie jesteśmy dla niego w żaden sposób atrakcyjni, po co ma do nas wracać? Skoro cały czas jesteśmy np. ”w telefonie”? Nie oferujemy mu niczego, poza tymi chwilami, kiedy puszczony w samopas coś tam sobie robi… Puszczanie psa luzem przestaje być źródłem stresu, kiedy mamy z psem więź i o coś w tym, że w ogóle mamy psa, chodzi. Przestaje być to źródłem stresu zarówno dla nas, jak i dla psa, który czuje, że jest dla nas ważny nie tylko wtedy, gdy wołamy go, by zapiąć go na smycz i wracać do domu. Zapięcie na smycz dla takiego psa nie oznacza końca atrakcji czy interakcji z człowiekiem, więc chętnie do swojego właściciela wraca. Wie, że powrót do przewodnika wiąże się czymś bardzo fajnym 🙂

Rzecz jasna molosy to wyjątkowe wyjątki

Kiedy młody molos z cudnej kluchy nico już wyrośnie, zaczynają się problemy z innymi psami. I zazwyczaj nie chodzi o to, że taki kilkumiesięczny szczyl jest ”agresywny w stosunku do nieznanych sobie psów”. Tym bardziej, że problemy zaczynają się zanim jeszcze nasz psiak zacznie ”pachnieć”, dojrzewać, zanim do akcji wejdą hormony i zacznie próbować ”rumaczyć”. No, nie. Zdecydowanie częściej to te obce psy mają problem z młodym molosem i to wcale nie jest aż tak istotne czy mamy sukę, czy psa, bo chodzi o to, że jakoś tak wyjątkowo mocno ”działają” na inne psy, gabaryty molosa. Bywa, że popierdółki typu wyżełków, onków i labków są tak napięte na młodego molosa, że atakują go. Po prostu. Rzucają się na niego z otwartym ryjem i zębiskami, co powoduje, że moloswy dzieciak uczy się zwracać na takie psy większą uwagę niż na to zasługują. (Wiecie, nawyki ”i te sprawy”: wskazówka → zachowanie → nagroda). I kiedy mamy takiego już, powiedzmy 10-12 miesięcznego moloska, który jest miód-malina, charakterologicznie cudo, po prostu, ale kolejny raz atakuje go ”niegroźny” labek albo wyżełek, dzieciak się wku…wia. I taki luzem biegający i mający prawo bronić się przed atakiem ”niegroźnego labka”, molos, może być już dla tego popieprzonego psa niebezpieczny, bo może mu wyrządzić krzywdę. I wtedy zaczynają się dylematy ”Puszczać go ze smyczy czy nie?” Jeżeli ”wielkie psisko” będzie na smyczy i zostanie zaatakowane przez jakiegoś psa, i zacznie się bronić (bo nie zdążymy go przed tym powstrzymać), mamy większe szanse wybronić naszego psa i nas samych z tej sytuacji, niż w przypadku, w którym nasz Duży Pies biega sobie luzem… To są poważne kwestie, bo przychodzi moment, że człowiekowi płakać się chce, bo przez kilka miesięcy pracuje ze swoim szczeniakiem, ma z nim więź, więc tworzą zgrany team. Tylko, że szczeniak rośnie, a masa psów ma psychiczne problemy, które są kompletnie ignorowane przez ich właścicieli. Co gorsza, popieprzone psy uczą agresywnych zachowań inne psy i może być tak, że nauczą ich także naszego szczeniaka (wskazówka → zachowanie → nagroda). Że i w naszym psiaku wyrobią niepożądane nawyki. Jest bardzo trudno prowadzić psa tzw wymagającej rasy, w dużej mierze chodzi o to, że co dzień trzeba mierzyć się z ignorancją właścicieli innych psów.

Zachęcam o poczytania teksów o znaczeniu przestrzeni w interakcjach psów z ludźmi/ ludzi z psami i psów z psami:

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2018/08/14/ludzie-i-inne-zwierzeta-mowa-ciala-i-przestrzeni-dystanse-personalne-i-osobista-przestrzen-w-interakcjach-ludzi-z-psami-psow-z-ludzmi-baza-bez-ktorej-wszystko-sie-sypie/

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora jest zabronione.

www.facebook.com/zuzpasjaodogoargentino