Archiwa tagu: calm submissive state

UCZMY SIĘ OD PSICH MAM -UCZENIE PSÓW PRAWIDŁOWEGO ODNOSZENIA SIĘ DO DZIECI I UŻYWANIE PRZESTRZENI OSOBISTEJ W KONTEKŚCIE USTALENIA STATUSU SPOŁECZNEGO NASZEGO DZIECKA-‚LUDZKIEGO SZCZENIĘCIA’ W RELACJACH Z NASZYM PSEM I PSAMI OBCYMI

Ten wpis dedykuję wszystkim rodzicom małych dzieci i szczególnie mocno polecam przeczytać go tym z nich, którzy równocześnie są posiadaczami psów. 

Psia mama wie najlepiej

Jeżeli chcemy mieć co najmniej poprawne interakcje z psami, to niezależnie od tego czy planujemy zakup psa, mamy psa, czy też nie mamy psa, ale mamy dziecko lub najzwyczajniej po prostu sami chcemy czuć się komfortowo stykając się z psami, powinniśmy zrozumieć jedno; psy uczą się od chwili, w której przychodzą na świat. Ich pierwszą nauczycielką i instruktorką jest ich matka, a psia mama, wie najlepiej co jest dobre dla jej dzieci. Dlatego też podejścia do psów, powinniśmy uczyć się od psich mam.

W pierwszych tygodniach swojego życia, szczenięta znają trzy rzeczy: zapach mamy, jej dotyk i jej energię/ nastawienie, czyli ten bijący od niej asertywny spokój. Ów asertywny spokój to idealne połączenie równowagi psychicznej, wewnętrznego błogostanu z, cytując słownikową definicję słowa ”asertywność”, posiadaniem i wyrażaniem własnego zdania oraz bezpośrednim wyrażaniem emocji i postaw w granicach nienaruszających praw i psychicznego terytorium innych oraz własnych, bez zachowań agresywnych, a także obrona własnych praw w sytuacjach społecznych”. Można więc powiedzieć, że psie mamy odznaczają się czymś, co w odniesieniu do człowieka, określilibyśmy wysoce rozwiniętą inteligencją emocjonalną. Powinniśmy więc pamiętać, że stanem ducha dla psów najbardziej naturalnym, tym w którym czują się najlepiej, jest asertywny spokój. Ten asertywny spokój, który znają od swych mam, które właśnie w tym stanie psychicznym się nimi zajmowały i że naturalnym sposobem poznawania świata jest dla psów zmysł węchu.

Psie mamy i przestrzeń

Psie matki są zaciekle opiekuńcze w stosunku do swoich dzieci. Znają rolę przestrzeni, używają jej i jej bronią, zawłaszczają przestrzeń i wymagają jej poszanowania po to, by zapewnić spokój i bezpieczeństwo swoim szczeniętom. Wyznaczają wyraźne granice dla pozostałych członków psiej ekipy lub po prostu innych, postronnych psów, bardzo zdecydowanie reagując na wszelkie próby przekraczania tych granic, naruszania spokoju i bezpieczeństwa szczeniąt. Matki sygnalizują za pomocą mowy ciała i werbalnie, że nie chcą obecności innych osobników w pobliżu swoich dzieci. I te inne, zbyt ciekawskie psy, które chciały podejść do legowiska, żeby ”sprawdzić co u dzieci”, ”jakie one są?” itp., to rozumieją. Respektują granice wyznaczone przez matkę szczeniąt i wycofują się, choć czasem matka musi im o wyznaczonych przez siebie granicach, przypomnieć (korektą). Kiedy intruz podejdzie zbyt blisko szczeniąt, suka natychmiast zareaguje. Może takiego osobnika, ”ugryźć”, ale to właśnie będzie korekta. Korekta typu ”kasownik”, czyli złap-puść i kiedy korekta odniesie skutek, suka natychmiast powróci do szczeniąt. To bardzo ważne, żeby rozumieć zachowanie matki i by nie mylić go z agresją, nawet, gdy suka-matka używa zębów i kąsa intruza. Suki nie dopuszczając do swoich szczeniąt innych psów (intruzów), sygnalizują w ten sposób, że nie życzą sobie ”pomocy” w wychowywaniu dzieci, że radzą sobie same i pozostałe osobniki mają to uszanować. Matki przedstawiają swoje szczenięta pozostałym członkom stada/ innym osobnikom, kiedy uznają, że nadszedł odpowiedni czas. I robią to na ”własnych warunkach”.

Psia mama delikatnie, ale stanowczo, od pierwszego dnia życia szczeniąt wprowadza do ich życia dyscyplinę ustanawiając; zasady (rules), granice (boundaries) i ograniczenia (limitations). Szczenięta uczą się bawiąc, poznają ograniczenia w tych zabawach, uczą się zarówno od swojego miotowego rodzeństwa, jak i matki. Na późniejszym etapie do tej nauki o ”życiu w społeczeństwie” włączają się inne osobniki, także ucząc szczeniaki i podrostki zasad oraz respektu. (W hodowlach jest to np. starsze przyrodnie rodzeństwo, ”babcie”, ”wujkowie” itp.). Min. tego, że w zabawie nie wolno ”przeginać”. Kiedy szczeniak zbyt się nakręci, a dorosły pies chciałby już zabawę zakończyć, skoryguje szczeniaka ”zmarszczeniem się” i/lub ”warknięciem”. 

(Na filmiku poniżej szczeniaka uspokoiła nie mama, a inny dorosły osobnik. Szczylek zbyt się zacietrzewił w szarpaniu nogawki kamerzysty. Mama, trącając go pyskiem próbowała zakomunikować mu, że ”już dosyć”, ale jak widać malec bardzo się nakręcił i zaczął się z mamą ”kłócić”. Dopiero interwencja buldożka pomogła szczeniaka przywołać do porządku: https://www.youtube.com/watch?v=GN429ymLWwY .)

Mowa ciała i przestrzeni

Ok, zajmijmy się przez chwilę mową ciała i przestrzeni w komunikacji pomiędzy ludźmi. Teoretycznie niby wszyscy wiemy, że istnieją dystanse personalne (temu zagadnieniu poświęciłam tekst ”LUDZIE I INNE ZWIERZĘTA” -MOWA CIAŁA I PRZESTRZENI, DYSTANSE PERSONALNE I OSOBISTA PRZESTRZEŃ W INTERAKCJACH LUDZI Z PSAMI & PSÓW Z LUDŹMI -BAZA BEZ KTÓREJ WSZYSTKO SIĘ SYPIE), ale każdy z nas, od czasu do czasu, miewa do czynienia z osobami, u których tzw wyczucie (emocjonalna inteligencja) szwankują i które nie umieją zachować właściwego dystansu w interakcjach z innymi ludźmi, i naruszają przestrzeń innych osób, nie zauważając przy tym nawet, że ich zachowanie razi. Cytując za Wikipedią; ”Dystanse personalne, są jednym z objawów zachowań przestrzennych człowieka”. Przestrzeń dookoła człowieka, określona przez to z jakiej kultury dana osoba się wywodzi a także gęstość zaludnienia typową dla rejonu, w którym osoba dorastała i się wychowywała (tzw otoczenie społeczne), traktowana jest jako przedłużenia ciała. Dalej za Wikipedią: Dystanse personalne są charakterystyczne dla ludzi, jak i innych gatunków zwierząt.

Dystanse personalne i sposób ich traktowania są ważnymi komunikatami niewerbalnymi. Odległość, jaką ludzie zachowują w stosunku do innych osób, pokazuje między innymi stosunek emocjonalny do rozmówcy (”lubienie” go lub ”nielubienie”), status społeczny, typ prowadzonej rozmowy (intymna/ oficjalna, ”łatwa”/ ”trudna”). Wiemy też co to jest komunikacja niewerbalna, tak? Jeśli nie, to proszę bardzo, za Wikipedią: ”Komunikacja niewerbalna -zespół niewerbalnych komunikatów nadawanych i odbieranych przez ludzi na wszystkich niewerbalnych kanałach jednocześnie. Informują one o podstawowych stanach emocjonalnych, intencjach, oczekiwaniach wobec rozmówcy, pozycji społecznej, pochodzeniu, wykształceniu, samoocenie, cechach temperamentu, itd. Komunikaty te nadawane są i odbierane najczęściej na poziomie nieświadomym, jednak mogą być również nadawane i odbierane świadomie (tak jak większość gestów -emblematów czy wiele wyrazów mimicznych). Komunikacja niewerbalna może odgrywać równie istotną (lub nawet większą) rolę, co komunikacja niewerbalna.” Mamy to, tak? No, to idźmy dalej:

Szczeniaczkowo-dzieciaczkowo

Wychowywanie psa przez człowieka, czyli socjalizacja psa, wprowadzanie go przez przewodnika w każdą sytuację, oswajanie z bodźcami, które płyną z otoczenia i dbanie o psychiczną stabilność i zrównoważenie psa, nauka posłuszeństwa, a więc uległości w stosunku do człowieka-przewodnika, wyrabianie w psiaku określonych nawyków, dzięki którym życie z nim jest frajdą, a nie pasmem problemów i nieszczęść, zajmuje mniej więcej, w przypadku molosa, dwa lata. To jest czas, w którym należy inwestować maksimum swojej energii w utworzenie z psem więzi. Więzi, która nie opiera się jedynie na zaufaniu, którym nas psiak obdarza, ale i dyscyplinie. Czyli ograniczeniach, które psu stawiamy, na jasnych zasadach, dotyczących tego co psu jest wolno, a czego mu nie wolno -i w tym wychowywanie psa bardzo podobne jest do wychowywania dziecka. Te pierwsze dwa lata, kiedy kształtuje się psychika młodego molosa, to czas, w którym jako przewodnik pracujesz na waszą wspólną przyszłość.

Kiedy w naszym domu pojawia się szczeniak, zaczynamy wychowywać psiaka i na co dzień mieć do czynienia z wieloma różnymi psami oraz osobami, bardzo ważną kwestią staje się ”PRZESTRZEŃ”. Bardzo ważne jest nauczenie psa poszanowania przestrzeni; naszej, jako jego właściciela, bo to ustawia nas w określonej roli w relacji z psem, członków naszej rodziny, którzy także mają z psem częste interakcje i powinni w nich czuć się pewnie, więc ich rola i tzw status społeczny musi być dla psa jasny oraz innych, zazwyczaj zupełnie obcych osób, bo to gwarantuje nam uniknięcie wielu kłopotliwych i stresujących (osoby postronne, jak i nas) sytuacji. A także poszanowania przestrzeni innych zwierząt, w tym psów, również po to, abyśmy unikali niepotrzebnych problemów.

Wróćmy do stref dystansu komunikacyjnego

Wewnętrzna strefa intymna, mająca do 15cm i zewnętrzna strefa intymna mierząca od 15 do 45cm, są zarezerwowane wyłącznie dla najbliższych. Prawo do jej naruszania mają jedynie osoby uczuciowo powiązane. Jest to strefa najważniejsza, pilnie strzeżona i uważana za osobistą własność. ”Na sucho” jej przekraczanie uchodzi jedynie w wyjątkowych sytuacjach (np. w zatłoczonym autobusie).

Strefa osobista ma od 45 cm do 1,2 m i jest to odległość, która dzieli nas od ludzi których znamy i zapewnia nam komfortowe warunki w kontaktach towarzyskich. Nie dopuszczamy do tej strefy obcych, a wtargnięcie w nią osoby obcej odbieramy jako naruszenie naszego komfortu.

Strefa społeczna wynosi od 1,2 m do 3,6 m, to dystans jaki staramy się zachować od osób nam nieznanych. Strefa publiczna to ta, w której dystans między osobami wynosi od 3,6 m, wykorzystywana zazwyczaj podczas wystąpień publicznych. I to jest dystans, który niezaburzony pies trzyma w stosunku do obcych dla niego osób i najkrótszy dystans, który obcy pies powinien zachować, chcąc zakomunikować naszemu, że jego nastawienie w stosunku do naszego psa jest obojętne/ neutralne lub pozytywne. Dystans, z którego obcy pies czyta sygnały naszego i z którego nasz czyta komunikaty obcego psa.

”Mydlana bańka”

Kluczowe jest, by pies wiedział, że rozumiemy znaczenie ”przestrzeni osobistej” (w kontekście od intymnej strefy wewnętrznej, przez intymną strefę zewnętrzną i strefę osobistą) w kontaktach z nim i umiemy posługiwać się nią tak samo, jak jego mama i rodzeństwo. Że nasza intymna oraz osobista przestrzeń, nasza ”mydlana bańka”, należy do nas, jako że jest częścią nas i to my-przewodnicy, osobniki o statusie społecznym wyższym i dominującym względem statusu psa, decydujemy o tym kto i kiedy oraz w jaki sposób może w niej przebywać. Dopiero, kiedy rozumiemy znaczenie przestrzeni i umiemy jej używać w interakcjach z psami, a więc wymagać jej poszanowania i jej bronić, kiedy zajdzie taka potrzeba, zawłaszczać przestrzeń w około nas i to co w niej jest, możemy stać się przewodnikami dla naszego psa. Nauczenie psa, aby respektował przestrzeń w około nas, naszą ”mydlaną bańkę”, owo ”przedłużenie naszego ciała”, bardzo ułatwia wychowywanie go, gdyż ustawia psa w roli osobnika nam podporządkowanego. Przestrzeń, to jak jeden osobnik traktuje ”mydlaną bańkę” drugiego, mówi o wzajemnych relacjach pomiędzy osobnikami i ich społecznym statusie. I tak osobniki o niższym statusie społecznym, nie naruszają przestrzeni osobników o wyższym statusie społecznym, natomiast osobniki o wyższym statusie społecznym, mogą przestrzeń osobników o niższym statusie społecznym, naruszać bez konsekwencji. Jeżeli nauczymy naszego szczeniaka, aby w pobliżu nas był spokojny i radosny, ale zachowywał się uważnie, a tego min. wymagamy, ucząc go poszanowania naszej przestrzeni, zyskujemy bardzo wiele. Wymaganie od psa poszanowania naszej przestrzeni, ustawia nas w roli tych, którzy ustanawiają zasady, gdyż, powtórzmy; nie narusza się samowolnie, bez zaproszenia przestrzeni osobników dominujących, a jeśli tak się stanie, naruszenie ich ”mydlanej bańki” ma określone konsekwencje. Wyrobienie w psie nawyku poszanowania naszej przestrzeni, rozwiązuje bardzo wiele problemów, jest też niezwykle ważne, kiedy chodzi o interakcje psa z małymi dziećmi.

”Ludzkie szczenię”

W każdym dziecku, każdy pies powinien widzieć ludzkie szczenię, małego człowieka, który nie jest dla niego żadnym zagrożeniem, ale przede wszystkim jest dla niego nietykalny, otoczony ”polem siłowym”, do którego pies, bez zgody człowieka-właściciela ludzkiego szczenięcia, nie może się zbliżać, (Analogicznie, jak nie może zbliżać się do szczeniąt bez zgody suki-matki). W naszym dziecku, nasz pies powinien widzieć ludzkie szczenię swojego przewodnika. Oznacza to, że respektowanie ”promienia przestrzeni osobistej”, owej ”mydlanej bańki” naszego dziecka, a co za tym idzie jego społecznego statusu, czyli dominującej względem psa, pozycji, powinno być dla naszego psa naturalne. O ile oczywiście przedstawimy naszemu psu nasze dziecko, czyli ludzkie szczenię w sposób prawidłowy tak, jak innym psom swoje szczenięta przedstawia psia mama. Nasz pies, który w naszym dziecku widzi ”szczenię przewodnika”, będzie szanował jego przestrzeń i od początku odnosił się do niego w sposób dla dziecka bezpieczny. Tj. będzie w kontaktach z naszym dzieckiem uważny. Nie będzie w jego pobliżu przejawiał ekscytacji (nauczony, że nie jest to rodzaj energii/ psychicznego stanu, z/w którym wolno przebywać w pobliżu ”szczeniąt”), nie będzie też ”kradł”/ odbierał mu kąsków ani zabawek, gdyż rozumieć będzie, że nierespektowanie przez niego społecznego statusu szczenięcia należącego do jego człowieka, wiązać się będzie ze zdecydowaną reakcją przewodnika. (Nierespektowanie statusu społecznego szczenięcia niesie konsekwencje.) Pies, któremu w czytelny dla niego sposób przedstawi się dziecko oraz jego (psa) rolę w kontekście interakcji ze ”szczenięciem przewodnika” nie będzie też ”bronił” dziecka przed np. członkami rodziny (jak to bywa, np. psy ”nie pozwalają” babciom czy wujkom na zbliżanie się do niemowląt), gdyż będzie wiedział, że to człowiek-przewodnik i ”właściciel ludzkiego szczenięcia” decyduje o tym, kto może przebywać w pobliżu dziecka. Taki pies w interakcjach z dzieckiem (naszym i innymi dziećmi) będzie uważny.

Pies prawidłowo ułożony, bez względu na to, czy jego właściciel jest rodzicem, został przez swojego człowieka nauczony, że dzieci to ludzkie szczenięta i odnosi się do nich tak, jak prawidłowo psychicznie rozwinięty pies odnosi się do szczeniąt, czyli uważnie i z ostrożnością oraz, co nie mniej ważne, bez agresji(!). Nie narusza ich przestrzeni także dlatego, że jego właściciel nauczył go lub po prostu podtrzymał w nim, instynktowne dla psa, respektowanie dystansów personalnych. Taki pies, na etapie, w którym wyrazimy już zgodę na jego interakcje z dzieckiem (czyli, kiedy już, jak psia mama, podejmiemy decyzję, że pies może mieć interakcje dzieckiem), chętnie uczestniczy/ asystuje w jego wychowaniu (co niezwykle ważne, dając dziecku dodatkowe umiejętności społeczne), ciesząc się z tego, że może być kompanem szczeniaka swojego przewodnika.

”Jakiś” pies, który w naszym dziecku będzie widział szczenię należące do osobnika o wyższym od niego statusie społecznym, nie ośmieli się naruszyć przestrzeni naszego dziecka. Ale, aby ”jakiś” pies, który być może wcale nie został przez swojego właściciela nauczony, że ma szanować przestrzeń ludzkich szczeniąt (lub ludzi w ogóle), widział w nas osobnika o statusie społecznym wyższym niż jego, musi przekonać się, czyli odczuć, że rozumiemy czym jest przestrzeń w około nas, w tym nasza intymna i osobista przestrzeń. Że umiemy jej używać i nie oddajemy jej ot, tak psu, który próbuje się w nią wedrzeć. Czyli musimy takiemu psu przekazać, że przede wszystkim nie wolno jest mu wdzierać się w naszą przestrzeń. Tak więc, aby ”jakiś”, obcy pies szanował osobistą przestrzeń naszego dziecka i nie ”wcinał się w nią na pewniaka”, musimy, jako ”właściciele dzieci”, dać mu wyraźny sygnał mową ciała oraz werbalnie (jeśli to konieczne), jak psia mama, że nie wolno mu w przestrzeń naszego dziecka-ludzkiego szczenięcia wejść, bo przestrzeń, w której dziecko się znajduje należy do nas, a my nie zamierzamy go w nią wpuszczać, oddawać mu jej ani niczego co się w niej znajduje.

Pies jak dziecko

Równie ważna jest umiejętność zadbania o poszanowanie przestrzeni znajdującego się pod naszą opieką, szczeniaka. A więc zawłaszczanie przestrzeni i emanowanie energią przewodnika, kiedy obce psy, bezceremonialnie usiłują przestrzeń naszą i naszego szczeniaka naruszać oraz niepozwalanie obcym osobom, by bezceremonialnie dotykały, a więc ot, tak naruszały przestrzeń naszego szczeniaka. Jedynie osoby, które my, jako przewodnicy akceptujemy, które naszemu psiakowi przedstawiamy, mogą, na przez nas określonych zasadach, wchodzić w interakcję z naszym szczeniakiem. Dlaczego to jest takie ważne? Bo, mówiąc krótko, WSZYSTKO się z tym wiąże.

Przestrzeń, człowiek i szczeniak w domu

Tak więc mamy w domu szczeniaka i chcemy by traktował nas jako przewodnika (bo wtedy życie z psem jest proste i piękne). Ok, musimy zacząć od tego, aby nauczyć go, że nie może ot, tak, samowolnie naruszać naszej przestrzeni, że to my go do niej zapraszamy i aby wchodzić w naszą przestrzeń, musi sobie na to zasłużyć. A jak szczeniak ma na to zasłużyć? Odpowiednim zachowaniem, czyli właściwym stanem emocjonalnym. Nie zapraszamy do naszej przestrzeni szczeniaka nadmiernie pobudzonego, niepotrzebnie podekscytowanego. Chodzi przecież o to, aby nasz pies był wyluzowany, czyli radosny, ciekawski, ale i uważny oraz psychicznie stabilny, czyli by był psem umiejącym panować nad swoimi emocjami, bo tylko w takim stanie pies jest otwarty na polecenia przewodnika, łatwo oraz szybko się uczy i wiedzie dobre życie. Utrzymywanie psiaka w stanie zrównoważenia psychicznego tak, by był to dla niego naturalny stan ducha będzie procentowało, bo taki pies nie reaguje impulsywnie (nie rządzą nim impulsy), ”nie wkręca się” ot, tak i byle co nie zaburzy jego spokoju.

Zaczynamy od pierwszego powitania, tego w dniu, w którym poznajemy naszego szczeniaka

Kiedy pierwszy raz spotykamy naszego szczeniaka, przyjeżdżamy do hodowli lub schroniska, pozwólmy mu być sobą (W istocie, tak samo jak ze szczeniakiem należy postępować z podrostkiem lub psem zupełnie dorosłym, gdy uczymy psiaka prawidłowego odnoszenia się do nas, tego by traktował nas jako przewodnika). Jeżeli mamy szczęście i kupujemy psa od mądrego hodowcy, psy będą zachowywać się normalnie, czyli po psiemu i będą nas obwąchiwać. Pozwólmy, aby poznały nasz zapach. Jasne, że szczeniaki będą się trochę ekscytować, ale kiedy tylko zauważymy symptomy eskalacji, niepotrzebnego, nadmiernego pobudzenia, postarajmy się psiaków dodatkowo nie nakręcać naszym zachowaniem i dajmy im czas, żeby się uspokoiły.

Jest ważne, aby podczas tego pierwszego wspólnego rytuału poznania i przywitania, znaleźć się na tym samym poziomie co szczeniak, czyli ukucnąć albo usiąść na podłodze, czy trawniku tak, aby od samego początku psiakowi ”nie kodowało się głowie”, że aby nawiązać z nami interakcję, musi się o nas opierać łapami. Pozwólmy psiakowi nacieszyć się sytuacją, niech przez nią przejdzie po swojemu, niech przeżyje emocje po swojemu, niech wybrzmią, ale jeśli nasza obecność będzie go zbyt pobudzać (np. po paru chwilach ciągle jeszcze nie będzie mógł się opanować i dalej będzie nas obskakiwał, usiłował lizać itp.), pomóżmy mu się wyciszyć. Odsuńmy go na wyciągniecie ręki i nie cofajmy jej (gest stop), dokąd psiak nie zrozumie, że nie życzymy sobie, aby w tym stanie wchodził w naszą intymną przestrzeń. Nie nawiązujmy z nim kontaktu wzrokowego i nie mówmy do niego. Bądźmy spokojni, nie dotykajmy go (nie głaszczmy i nie ”czochrajmy”). Dajmy mu się uspokoić, pozwólmy by nas obwąchał, ale nie patrzmy na niego. Pozwólmy psiakowi nieco ochłonąć. Szczeniaki są różne, jedne od razu załapią sens naszego zachowania, inne jakby ”stracą nami zainteresowanie” i odejdą, po to tylko, żeby po chwili wrócić z tym samym nastawieniem, czyli podekscytowane. W takim przypadku nie należy się zniechęcać. Nakręconemu, podekscytowanemu, rozbawionemu szczeniakowi potrzeba po prostu nieco więcej czasu, aby dostroił się do naszych fal 🙂 Dystansując się do zbyt ”odlotowego” stanu ducha szczeniaka, nie ”zrazimy go” do siebie. Pokażemy mu tylko, że nie chcemy go w naszej przestrzeni, kiedy jest namolny i nieuważny. Przywołując go do nas, gdy się nieco uspokoi, damy mu czytelny dla niego sygnał, jaki rodzaj energii preferujemy w trakcie interakcji i jaki rodzaj energii jest przez nas nagradzany (uwagą i mizianiem). Szczeniaka, kiedy ”załapie” o co chodzi, należy nagrodzić.

Wyrabiając w szczenięciu pożądane nawyki, najlepiej unikać smakołyków (tym bardziej, że w momencie pierwszego kontaktu nie chcemy go ponownie ekscytować) i zamiast nich wykorzystać słowo/ sformułowanie, którego od tego czasu będziemy używać jako nagrody, wzmocnione dotykiem, tym co zazwyczaj nazywamy pogłaskaniem (przykładowy ”dobry pies”&mizianie). Psiak uczy się wtedy, że bycie radosnym, ciekawskim i spokojnym (w sensie uważnym), równocześnie, wiąże się z nagrodą, którą jest uwaga ze strony człowieka-przewodnika, a to dla każdego psa powinno być najcenniejszą z nagród. Żaden smakołyk nie ma tej mocy co autorytet przewodnika (tuż po nim jest ”magiczne słowo”). ”Ciasteczka” są świetne i bardzo się przydają, ale na nieco innym etapie. Kiedy psiak rozumie już np. jak należy się witać, zna rytuał i wchodząc z nami w interakcję jest w pełni wyluzowany, radosny, ale nie namolny, nachalny czy nieuważny. Kiedy (już) nie ekscytuje się niepotrzebnie. Gdy psiak przychodzi do nas w takim stanie ducha, np. gdy wracamy z pracy, warto jest, a właściwie trzeba docenić jego styl bycia. To, że daje nam zdjąć płaszcz i buty, i rozmerdany spokojnie czeka, szanując naszą ”mydlaną bańkę”, nie skacząc na nas, nie popiskując, aż to my się z nim przywitamy, aż zaprosimy go do naszej intymnej sfery i fizycznego kontaktu, i wtedy dać mu smakołyk. Kąsek ma być tylko miłym dodatkiem do ”magicznego słowa” i miziania na przywitanie, czymś co nie jest gwarantowane, ale może się zdarzyć i jest miłą niespodzianką dla psa. Warto jest takiemu emocjonalnie inteligentnemu psiakowi wydać jakieś polecenie, np. ”siad” i kiedy wykona polecenie, dać mu nagrodę.

I nie ekscytujmy też siebie, piszcząc do ”ślicznego szczeniaczka” i nie projektujmy tego rodzaju energii na i tak już rozemocjonowanego naszą obecnością, psiaka. Jeżeli my nie będziemy się ekscytować tym ”Boszzz, jaki on piękny!” i okrzepniemy, po tych 2-3 minutach szczenię też zacznie się uspokajać.

Zachowajmy zimną głowę także dlatego, że to te momenty wykorzystują nieuczciwi tzw hodowcy. To w tych chwilach, chwilach ”odlotów” swoich klientów nad ”słodyczą” szczeniąt, za które klientów ”kasują” owi nieuczciwi hodowcy, ci zwyczajni ”rozmnażacze” psów, dają nabywcom szczeniaków do podpisania umowy skonstruowane na niekorzyść nabywców/ nowych opiekunów psiaków. Umowy np. wcale nie będące umowami typu kupno-sprzedaż, dzięki którym następuje przeniesienie własności i pies staje się własnością osoby, która płaci za niego tzw hodowcy kilka tysięcy złotych czy euro, ale umowami zawierającymi pewne zastrzeżenia (nie mylić(!) z umowami hodowlanymi typu: ”warunek hodowlany”) Zastrzeżenia np. co do odpowiedzialności tzw hodowcy za to, że psiak jest częściowo głuchy (niespodzianka, która ”przytrafia się” jeleniom kupującym np. Dogo Argentino bez znanych wyników BAER TEST ) albo w miesiąc czy dwa po transakcji okazał się mieć cechy dysplazji. (To gdy kupuje się szczenię nie mając wiedzy o stanie jego stawów. Niewiedza nabywców rasowych psów, odnośnie skali zjawiska dysplazji o podłożu genetycznym np. w rasach takich jak Dogo Canario/Presa Canario [Dog Kanaryjski], i nieprzeprowadzanie przez nowych właścicieli psiaków podstawowych RTG, tj. bioder (ale i kolan) i łokci, zwłaszcza, gdy nabywają podrostki w wieku 4-5-6 miesięcy, jest zatrważającym i niestety niezwykle powszechnym zjawiskiem. Pierwsze RTG u ras predysponowanych do wystąpienia schorzeń aparatu ruchu, przeprowadza się u szczeniąt w wieku między 3 a 4 miesiącem życia. Jeśli w tym okresie np. u Doga Kanaryjskiego nieprawidłowości będą poważne, należy ze specjalistą uzgodnić metodę leczenia lub jedynie zaleczania schorzenia).

Korzyści

Jeśli opiekun dba o spokój ducha swojego szczeniaka od samego początku, od pierwszych chwil, które z nim spędza, czyli od chwili rytuału przedstawienia, szybko i łatwo przećwiczy z nim powitania, kiedy będą już razem mieszkać. Ekscytację wynikającą z powrotu właściciela do domu, u szczeniaka, który nie jest nadpobudliwy, bo człowiek nie wyrobił w nim nawyku nadpobudliwości, bardzo łatwo jest zatrzymać. Wystarczy wysunąć przed siebie rękę i powiedzieć ”nie” do psiaka, który już szykuje się, by skoczyć lub stanąć na tylnych łapach. Można dotknąć głowy psa, odsunąć ją nieco i powtórzyć ”nie”. Tak długo, jak psiak jest zbyt mały, byśmy mogli dosięgnąć go dłonią, kiedy stoimy, przykucajmy do niego, bądźmy dla niego dostępni. Stabilne psychicznie szczeniaki bardzo szybko łapią o co chodzi. Nauczmy rytuału powitania, tj tego, że psa nie wolno niepotrzebnie ekscytować ”na dzień dobry”, wszystkich, którzy bywają w naszym domu. Uzyskamy w ten sposób wiele korzyści, a to, że pies nie nauczy się skakania na ludzi, jako ”normalnego” sposobu/rytuału powitania i nie będzie niepotrzebnie pobudzony, witając się ze znanymi sobie ludźmi, czy poznając nowe osoby, to tylko jedna z nich. To jasne, ale i tak to zaznaczę, ćwiczyć należy także poza domem. Pies, który nie nauczy się skakać przy powitaniu z właścicielem, nie będzie skakał na inne osoby. Psa, który ”ładnie się wita”, ”cały chodzi” i ”merda ogonem jak wariat” na widok swojego właściciela, ale nie skacze i ”nie szaleje”, nagradzamy. Mizianiem albo smakołykiem (jednak z ”fantami” nie wolno przesadzać), ale nagradzajmy, sygnalizujmy psu, że jego zachowanie jest przez nas pożądane, a łatwo nam będzie je utrwalić.

W kontraście

Sporo psów skacze na swoich właścicieli, ich znajomych i nieznajomych. Skaczą też na dzieci, bo nienauczone poszanowania przestrzeni ani swojego właściciela, ani innych ludzi, nie znają powodu, dla którego nie miałyby skakać na ”ludzi w mniejszym rozmiarze”. Z jakiejś niejasnej przyczyny niektórzy ludzie myślą, że psy same ”Powinny wiedzieć, że w stosunku do dzieci mają być ostrożne i delikatne”. A skąd pies ma to wiedzieć? Pies, którego nikt nigdy nie nauczył właściwego zachowania względem dzieci? Skąd ma to wiedzieć pies, który nie szanuje przestrzeni, osobistej strefy, tej ”strefy komfortu” swojego właściciela? Owszem, są psy z natury bardzo uważne, umiejące zachować się w sposób, który jest wręcz ujmujący dla wszystkich obserwujących interakcję takiego psa z dzieckiem. Jednak te psy mają określoną psychikę, no i ktoś je takiego zachowania nauczył lub po prostu nie popsuł, nie ”rozregulował” w nich umiejętności zachowywania się względem dzieci. Natomiast szczeniak, młody czy dorosły pies, któremu ”pozwala się na wszystko”, nienauczony poszanowania przestrzeni swojego właściciela oraz innych ludzi (w tym dzieci), przyzwyczajony, że ludzie nie wymagają poszanowania swojej przestrzeni osobistej i oddają ją psom, podporządkowując się im. Pies dodatkowo ciągle ”nakręcony” lub łatwo ulegający impulsom, bo jego opiekun nie zdaje sobie sprawy z roli rytuałów i nie dba o właściwe przeprowadzanie rytuałów dotyczących poszczególnych interakcji oraz sytuacji (karmienie, zabawa itp.). Psiak, którego właściciel nie umie wyciszyć, z oczywistych względów na bakier jest z ”byciem grzecznym”. Psy, które skaczą na ludzi, ”żeby się przywitać”, żeby sprawdzić co ci jedzą lub czy mają ”smaczki”, są szalenie irytujące i mogą być niebezpieczne, bo mogą niechcący wyrządzić komuś krzywdę. Zachowują się tak, gdyż zachowanie ich opiekunów oraz reakcje każdej z osób, która doświadczyła na sobie tego ich skakania i natarczywości, tylko wzmocniły psie przekonanie, że skakanie jest ”cool”. Każdorazowa pochwała, a jako pochwała przez psa będzie traktowane pogłaskanie go, często ”pogłaskanie obłaskawiające”, które uprawiają zaskoczeni ”napadnięci”, obcy dla psa ludzie, przez osobę na którą pies skacze, wzmacnia w nim to zachowanie, wzmacnia nawyk. Kiedy daje się smakołyk psu, który widząc, że ”dajemy ciasteczko” naszemu psu (którego nagradzamy za coś konkretnego), molestuje nas, żeby jemu też dać kąsek, uczy się tego molestującego nas psa, że wywieranie presjiskakanie jest dobre. Pies uczy się, że jego zachowanie przynosi mu korzyść, dostaje ”smaczka”, dostaje nagrodę. Dla psa zachowanie jest właściwe, skoro jest nagradzane.

Inne psy naruszają przestrzeń szczeniaka

Kiedy zabierasz swojego szczeniaka na spacer i nagle podbiega do was nieznany pies, możesz krzyknąć ”Ej!” (części to wystarczy) albo wystąpić przed swojego szczeniaka, uniemożliwiając obcemu, skrócenie dystansu i wtargnięcie w waszą przestrzeń. Normalny, niezaburzony pies zatrzyma się, nie wtargnie w waszą przestrzeń i zacznie węszyć tak, aby poznać zapach szczeniaka i twój. Cel, dla którego taki obcy pies podbiega, jest mało istotny, na ogół psy chcą po prostu poznać nowego w okolicy szczeniaka, jednak i wtedy nie zawsze zachowują zasady psiego savoir-vivre. A mówiąc wprost, bardzo często te zasady naruszają. I nawet, kiedy nie zachowują się jednoznacznie agresywnie, bezceremonialne wtargnięcie w przestrzeń drugiego psa, zwłaszcza psa, który jest w towarzystwie człowieka i nieodnoszenie się do tego człowieka, nie zwracanie na jego obecność uwagi i wtargnięcie w przestrzeń takiej dwójki, świadczy o tym, że pies, który przestrzeń narusza, jest zaburzony –przyzwyczajony do nieprawidłowego zachowania ludzi, zupełnie ”nie po psiemu” ignoruje niewerbalne komunikaty i lekceważy mowę ciała.

Rolą opiekuna szczenięcia jest chronić jego psychiczny komfort. Przewodnik ma dawać psu poczucie bezpieczeństwa, tylko tak zdobędzie zaufanie psiaka. Tylko jeśli szczeniak będzie czuć, że przy nas jest bezpieczny, obdarzy nas zaufaniem, dzięki czemu nowe sytuacje nie będą go niepokoić. Tylko w taki sposób, budując swój autorytet w oczach naszego czworonożnego przyjaciela, zapewnimy psu równowagę i stabilność psychiczną. A tylko zrównoważone i psychicznie stabilne psy są radosnymi i wyluzowanymi psiakami.

Dygresja z gabinetu weterynaryjnego

Oto do poczekalni gabinetu weterynaryjnego wchodzi młoda kobieta ze szczenięciem pod pachą i szybko siada na miejscu po mojej lewej stronie. Przestrzeń nas dzielącą zajmuje wolne krzesło. Bardzo dobrze, bo wystarczył jeden rzut oka na tę parę, tuż po tym jak znalazła się w pomieszczeniu, by wiedzieć, że psina jest skrajnie zestresowana, a jej pani nie jest typem osoby, która wie jak zapewnić temu szczeniakowi poczucie bezpieczeństwa, którego on tak bardzo w tej chwili potrzebuje, gdyż sama emanuje niepewnością. Tak więc zachowanie dystansu od obcych, jest dla tego psiaka dobre. Szczeniak to 4-5 miesięczny kundelek, jest drobny, ”ościsty” i nie wygląda na psiaka, który w przyszłości miałby przekroczyć wzrost w kłębie typowego Labradora. Zapewne ktoś, kiedyś w jego rodzinie był ONkiem, po którym malcowi zostały te typowe ONkowe uchole, chwilowo jeszcze załamane w połowie i gackowato urocze. Psi dzieciak ma piękne, ogromne i w tej chwili wystraszone oczy. I cały drży z nerwów.

W poczekalni, poza nim jest bardzo pobudzony spaniel. Jeden z tych psiaków 24/7 żyjących w stanie nadmiernego pobudzenia i ekscytacji. Zwierzak, którego dodatkowo nakręca przebywanie w poczekalni, choć jego właściciel mógłby po prostu wyprowadzić go na zewnątrz i poczekać na ich kolej za drzwiami lecznicy. Jednak mężczyzna tego nie robi i pies zmuszony jest przebywać w pomieszczeniu pełnym zapachowych bodźców, także tych wysoce niepokojących, gdyż stres innych zwierząt też ma zapach i pozostawia specyficzny zapachowy ślad. Spaniel ”szaleje” po całej (fakt, że niezbyt dużej) poczekalni. Niby jest na smyczy, niby jest z nim dwójka opiekunów, ale to bez znaczenia. Tych ludzi mogłoby równie dobrze w ogóle nie być, bo nie wpływają, a na pewno nie wpływają korzystnie na psychiczny stan i zachowanie tego psa. Spaniel dyszy w charakterystyczny sposób, jest pobudzony i ciągle się kręci, smycz jest napięta non-stop. Psiak nie wie co ze sobą zrobić. Reaguje na każdy bodziec, a przede wszystkim wszystko odbiera jako ”bodziec”. Skrzypnięcie drzwi, sygnał nadchodzącej wiadomości dochodzący z telefonu kogoś z obecnych, widok osób przechodzących przed witryną lecznicy, skrzyżowanie spojrzenia z kimkolwiek z obecnych w pomieszczeniu ludzi (od razu usiłuje nawiązać fizyczną interakcję, ciągnąć w kierunku osoby np. wychodzącej z jednego z gabinetów) itd. Co rusz przysiada na krótką chwilę, po czym znowu zaczyna się kręcić. Nie umie się wyciszyć i najwyraźniej jego zachowanie jest dla jego właścicieli naturalne. Kiedy ”próbują” spaniela ”uspokoić, odnoszę wrażenie, że robią to nie tyle ”z potrzeby serca”, ale raczej z uwagi na spojrzenia pana, który czeka z małym psim staruszkiem, którego zachowanie spaniela bardzo drażni. Spaniel jeśli już podchodzi do swoich opiekunów, to po to, żeby się na niego/nią wspinać. Być może instynktownie szuka u nich jakichś wskazówek, ale żadnych nie dostaje. Spaniel wszystko i wszystkich ”chce wąchać” z bardzo bliska i jest w tym bardzo inwazyjny. Choć od chwili, w której weszłam do poczekalni, ignoruję jego obecność i nie zachęcam go w żaden sposób do nawiązania interakcji (także poprzez nie nawiązywanie z nim wzrokowego kontaktu, gdyż nie lubię tego typu energii u psów i nie chcę interakcji z psami znajdującymi się w takim niechlujnym emocjonalnie stanie), ten rwie się do mnie, jakbyśmy byli najlepszymi kolegami. Od wtargnięcia w moją przestrzeń, choć nie zapraszam go do niej ani nawet nie komunikuję mu, że moje nastawienie do niego jest choćby neutralne (cały czas tego psa ignoruję), powstrzymuje go jedynie smycz, której koniec trzyma jego właściciel. Ten pies nie rozumie i nie czyta komunikatów, które wysyłam mu swoją postawą. Być może byłyby dla niego bardziej czytelne, gdybym zamiast siedzieć stała. Spaniel Ignoruje ”energię”, którą emanują psy i osoby w pomieszczeniu. Nie wyczuwa ”niechęci” psiego staruszka ani niepokoju, który dodatkowo wzmacnia u szczeniaka. Nie zwraca uwagi na wysyłane, zarówno przez psy, jak i osoby, niewerbalne sygnały. Właściciele, choć zapewne(?) czują, że powinni psa jakoś uspokoić (sytuacja trwa, oczekiwanie na wejście do gabinetu się przeciąga i spaniel ”szaleje” już dobre 30 minut) nie są w stanie tego zrobić. Mężczyzna nieudolnie próbował ”coś zrobić” -sprowadzało się to do pochylenia się nad psem i pogłaskania go. Poniósł więc oczywistą klęskę i szybko zrezygnował z dalszych prób. Tak więc spaniel nie przestaje się kręcić, ciągnąć na smyczy i ciągle dyszy w ten charakterystyczny sposób, zdradzający niezdrowe pobudzenie i niepokój. Energia, którą wokół siebie roztacza chaotyczny, popiskujący spaniel, bardzo negatywnie działa na szczeniaka, ”spina” psiego staruszka, ale zupełnie nie rusza czwartego oczekującego. Czwartym psem w tym pomieszczeniu jest ”ozdóbka”, która w przeciwieństwie do szczeniaka, nie obserwuje nakręconego spaniela, a jedynie z rzadka ”rzuca okiem” w jego stronę, najwyraźniej w poczuciu totalnego poczucia bezpieczeństwa, które zapewniają jej/mu kolana właścicielki. Tak, czwarty oczekujący to wyjątkowo spokojny, siedzący na kolanach swojej pani tzw mikro psiak. Co istotne, właściciele ozdóbki (także jest ich dwoje) zajęci są rozmową i swoim psem. Nie poświęcają uwagi pobudzonemu spanielowi, nie nawiązują z nim kontaktu wzrokowego. Można odnieść wrażenie, że nie widzą ani tego psa, ani jego właścicieli. Mężczyzna obok kobiety siedzącej na krześle i trzymającej na swoich kolanach ozdóbkę, stoi na szeroko rozstawionych nogach, frontem zwrócony jest do pomieszczenia, a więc i spaniela, jego ręce są swobodne, trochę zaplecione na klatce piersiowej (z łokciami na zewnątrz), trochę gestykulują. Od czasu do czasu nachyla się nad kobietą i psiakiem, dotykając obojga. Pani, która trzyma na kolanach miniaturkę zajmuje miejsce tuż obok właścicielki spaniela, jednak postawa, którą przyjął właściciel ozdóbki, to jak ten team ”dwoje ludzi+pies” weszli do pomieszczenia, jak zajęli miejsce i to co i jak robią od chwili, w której się w nim znaleźli, onieśmiela spaniela. Spaniel ”sam z siebie” nie decyduje się wedrzeć w przestrzeń mikro psiaka, a raczej ludzi mikro psiaka, z którymi mikro tam jest (w przypadku ”gacka”, ”staruszka”, jak i mojej osoby, powstrzymała go od tego jedynie smycz) i unosząc łeb, z odległości metra węszy, wciąga w nozdrza zapach mężczyzny, w ten sposób starając się dowiedzieć czegoś o człowieku, który przyszedł z panią, która na kolanach trzyma ozdóbkę. I jest to jedyny przejaw normalnego zachowania u tego psa. Komunikat, który wysyła samą swoją postawą mężczyzna, trafia do tego spaniela, mimo że pies ten jest emocjonalnym niechlujem, jest w stanie permanentnego pobudzenia, ”odlotu” od chwili, w której wszedł do poczekalni.

Postawiony na podłodze, przed krzesłem opiekunki, w chwilę po tym jak kobieta zajęła miejsce, mały ”gacek”, zerka nerwowo w stronę szarpiącego się w jego kierunku, dążącego do kontaktu z nim, spaniela. Po 2-3 minutach opiekunka szczeniaka zauważa, że spaniel jeszcze bardziej niepokoi jej, już zdenerwowanego pobytem w poczekalni, psa i reaguje. Co robi? Bierze malca na ręce. Szczeniak ląduje na jej kolanach. Ale ta pani nie sadza go w taki sposób, jak zrobiła to właścicielka ozdóbki. Nie, ta pani, po chwili bierze szczeniaka na ręce, jak niemowlę. Układa psa wzdłuż swojej prawej ręki ”kółkami do góry”, odkrywając w ten sposób podbrzusze szczyla, tak, że w tej pozycji, odsłonięty malec ma nieokrzesanego spaniela, który wciąż się do niego rwie, z tyłu, za sobą. Efekt jest taki, że ”gacek” nerwowo wykręcając łebek, próbuje sprawdzić gdzie znajduje się inwazyjny spaniel i drży jeszcze bardziej, a jego oczy stają się jeszcze większe…

A w jaki inny (i oczywisty) sposób, mogła, poprawka powinna była zachować się kobieta, aby dać poczucie bezpieczeństwa w tej stresującej sytuacji swojemu szczeniakowi? Bardzo prosto. Przestrzeń, którą zajęła znajdowała się po przekątnej w stosunku do spaniela i jego ludzi. Dzieliły ją od nich przynajmniej 3 metry. Krzesło na którym usiadła znajdowało się w rogu pomieszczenia, za plecami i po swojej lewej stronie miała ściany. Ona i jej psiak znajdowali się więc w narożnej części poczekalni. Fragment podłogi na którym początkowo ustawiła malca był dla niego właściwym miejscem. Wystarczyłoby, aby kobieta zawłaszczyła przestrzeń tak, jak (zapewne nieświadomie) zrobili to właściciele psa rasy ozdobnej, od początku ignorujący spaniela. Kobieta będąca właścicielką mikro psa dosłownie i w przenośni wzięła w posiadanie ozdóbkę, usadowiwszy psiaka na swoich kolanach, a mężczyzna wzmocnił ten zabieg (słowo ”przekaz” sugerowałoby świadome działanie) ustawiwszy się w miejscu, w którym stanął i przybierając pozycję dominującą. Właścicielka ”gacka” mogła zawłaszczyć przestrzeń bardzo prosto i czytelnie, nie tylko dla psa, w tym przypadku tego konkretnego spaniela, ale i ludzi, właścicieli namolnego spaniela. Wystarczyłoby, aby wysunęła do przodu swoją prawą nogę, tworząc w ten sposób barierę oddzielającą jej szczeniaka od reszty zwierząt i osób znajdujących się w pomieszczeniu. ”Mowa ciała ruleZ”. Ludzie poza swoją świadomością ”łapią” o co chodzi w takich niewerbalnych komunikatach. To ważne, bo spaniel z ”rozkręconym potencjometrem” mógłby ”nie zajarzyć”, że oto kobieta, która przyszła ze szczeniakiem, siedząc, sygnalizuje, że jej noga stanowi barierę, granicę, której nikomu przekroczyć nie wolno. Być może niewerbalny komunikat od siedzącej kobiety nie zadziałaby na niego w tym stopniu, co niewerbalny komunikat wysłany przez stojącego mężczyznę? Postawa mężczyzny zadecydowała, że spaniel uszanował tzw mydlaną bańkę teamu ”dwoje ludzi+mikro pies”. Nie jest powiedziane, że na tym etapie, na którym spaniel jest, z tymi problemami, które ma, zadziałałby na niego ”subtelny” komunikat wysłany przez kobietę. (Nie działały na niego komunikaty wysyłane przeze mnie. Kiedy zmieniłam pozycję z obojętnie-neutralnej na jednoznacznie sygnalizującą, że nie życzę sobie, by wchodził w moją przestrzeń, Spaniel nie odczytał tego sygnału.) Może ”do wyobraźni przemawiają mu” niewerbalne, bardziej ”ordynarne” komunikaty wysyłane przez stojących mężczyzn? Może. Ale zostawmy na chwilę nakręconego spaniela (i jego właścicieli) i skupmy się na ”gacku”.

Zamiast kulić się na krześle, jak nieprzygotowana uczennica, która boi się, że nauczycielka wyrwie ją do tablicy, właścicielka szczeniaka mogła normalnie usiąść i usadzić ”gacka” pomiędzy lewą stopą a prawym kolanem nieco wyciągniętej w przód nogi. Gdyby to nie wystarczyło, mogłaby oprzeć łokcie o kolana i nachylić się nieco nad swoim szczenięciem, stając się takim ”domkiem z daszkiem”, w którego przestrzeni ”gacek” poczułby się bezpiecznie. Dodatkowym wsparciem dla szczeniaka, byłoby ułożenie dłoni na jego przedpiersiu i mizianie go po nim od chwili, w której drżenie jego ciała zaczęłoby ustępować, sygnalizując tym, że poziom stresu malca opada. (Psiak powinien zostać przez właścicielkę dodatkowo zmotywowany do zmiany stanu ducha na bardziej ”luzacki”, poprzez odwrócenie uwagi od nakręconego spaniela, smakołykiem, który uruchomiłby nos malca i sprawił, że ”ciasteczko” przeniosłoby jego umysł do tych pozbawionych stresu, radosnych chwil, gdy nagradzany jest przez swoją panią, tzw smaczkiem za prawidłowe wykonanie jej polecenia). Taka postawa ciała (zupełnie nieświadomie) motywuje większość właścicieli przesadnie pobudzonych psów, do zapanowania nad nimi, w takich przypadkach polegającego na przyciągnięciu tych nieokiełznanych psów bliżej siebie, co bardzo dobrze działa na stalkowane psiaki. Tak więc nawet, gdyby spaniel ”nie zajarzył”, sygnałów, które otoczeniu przekazywałaby kobieta, ze sporym prawdopodobieństwem ”zajarzyliby je” jego właściciele. Taka postawa ciała umożliwia też łatwe wykonanie gestu ”stop” w kierunku psa, który ewentualnie, pomimo bariery, którą stanowi wyciągnięta w przód noga przewodnika chronionego szczeniaka i cała jego pozycja, stara się do szczeniaka dostać, naruszając przestrzeń obcego człowieka, gdyż dłoń jest na wysokości linii wzroku namolnego psa. (Łatwo jest także wstać z krzesła i w ten sposób przystopować stalkera). Gdy jednak i gest stop to zbyt mało, wydanie polecenia właścicielowi namolnego psa:Proszę, skrócić smycz i trzymać swojego psa blisko siebie, bo jego zachowanie stresuje mojego szczeniaka” (tak, wydanie polecenia) jest, na tym etapie naturalną konsekwencją komunikatów, które dotąd wysyłaliśmy niewerbalnie i mało prawdopodobne jest, by opiekunowie nadpobudliwych psów chcieli z nimi ”dyskutować” (o formie, w której informujemy ich, że oczekujemy by wpłynęli na zachowanie swoich psów). Na tym etapie, po tak mocnych niewerbalnych komunikatach, autorytatywne wydanie polecenia obcej osobie, której pies ”nie kontaktuje z bazą”, rzadko kiedy spotyka się z ”oporem”. Tak działa mowa ciała. Większość właścicieli namolnych psów w sytuacji takiej jak ”przepełniona poczekalnia lecznicy weterynaryjnej”, już po przyjęciu przez opiekuna stalkowanego psiaka tej specyficznej pozycji ciała (bariera z nogi i ”domek”), która wysyła w przestrzeń komunikaty ostre niczym neony, nie dopuszcza do tego, abyśmy byli zmuszeni wykonać gest stop w stosunku do ich psa ani tym bardziej wydawać im samym polecenia.

Wszystko to mogła i/lub powinna była zrobić, w trosce o psychiczny komfort swojego podopiecznego, właścicielka ”gacka”. Zamiast tego jednak ”wywaliła go kółkami do góry”, wzmacniając jego niepewność i pogłębiając obawy związane z zachowaniem niekorygowanego, nadpobudliwego spaniela. Wnioskując z zachowania tej pani, jej postępowania ww opisanej sytuacji, zasadniczo można mieć pewność, że szczeniak, gdy podrośnie będzie niepewnym siebie, lękliwym psem, bo nie ma go kto nauczyć pewności siebie na poziomie gwarantującym psychiczną równowagę.

Wróćmy jednak w przestrzeń publiczną poza poczekalniami gabinetów weterynaryjnych, w której obce psy usiłują naruszać przestrzeń naszego szczeniaka

Pamiętaj, że zdarzają się psy bardzo mocno zaburzone, które potrafią przebiec spory dystans, tylko po to, żeby rzucić się na szczeniaka, zaatakować go, choć nie stanowi on dla niech żadnego zagrożenia. Musisz dbać o swoją osobistą przestrzeń, gdyż w niej (albo w około niej) znajduje się twój szczeniak. Szczeniak, który ma ufać ci, że jesteście teamem, że umiesz go chronić, wiesz jak to robić i że może na tobie jako swoim przewodnikowi polegać, że twoje osądy zapewnią jemu, tobie, czyli wam, bezpieczeństwo. Wiele z agresywnych reakcji na inne psy, niewłaściwych zachowań w stosunku do innych psów, bierze się stąd, że gdy te agresywnie się dziś zachowujące (sfrustrowane) psiaki były szczeniętami, ich ludzie nie umieli chronić własnej oraz ich przestrzeni i pozwalali, aby psy o niewłaściwym nastawieniu, nadpobudliwe, zachowujące się zbyt intensywnie i dominujące, mówiąc krótko o nastawieniu, które stresowało dzisiejszych ”agresorów”, bez żadnego oporu ze strony człowieka, naruszały przestrzeń tych psiaków.

Dlatego, kiedy jakiś obcy pies, biegnie do was z drugiego końca polany, musisz przywołać go do porządku, poprzez zawłaszczenie przestrzeni i szczeniaka, który w niej jest. Musisz zablokować wtargnięcie intruza w waszą przestrzeń. Tylko manifestując, że nie masz zamiaru oddać obcemu psu swojej osobistej przestrzeni, podporządkowując się mu i wpuszczając go do wnętrza swojej ”mydlanej bańki”, możesz obronić swoją przestrzeń osobistą (i swojego szczeniaka) oraz zasłużyć na respekt obcego psa. Psy nie liczą się z ludźmi, którzy nie rozumieją jak ważna jest w interakcjach przestrzeń.

Niewiele jest w przestrzeni publicznej psów niezaburzonych, mających uważnych i mądrych właścicieli, którzy od początku, od pierwszych chwil, kiedy przysposabiają szczenię, nie psują go i zachowują w nim to „bycie psem”. Czyli wszystko to, co typowe jest dla psa jako gatunku i czego nauczył się wcześniej od swojej mamy. Psów, które ludzi i inne psy (oraz zwierzęta) poznają nosem, poprzez zmysł węchu, z pewnej odległości, zaciągając się ich zapachem, nie naruszając ich przestrzeni, bezceremonialnym w nią wtargnięciem. I dając sobie czas na odczytanie sygnałów, które w związku ze spotkaniem, przekazuje im napotkany pies. Same, tym zachowaniem przekazują napotkanemu psu, że znają zasady, rozumieją jak działa psi savoir vivre i nie dążą do konfliktu. Udowadniają to, szanując przestrzeń obcego psa. Zrównoważone osobniki nie zaczynają interakcji z innym psem od wtargnięcia w jego przestrzeń lub przestrzeń jego i jego przewodnika. Tak robią psy zaburzone. Zrównoważone psy nie rozpoczynają interakcji tylko dlatego, że jakiś pies czy człowiek pojawił się w pobliżu. Psy nie muszą nawiązywać interakcji ze wszystkimi psami, czy osobami, które napotykają. I psy niezaburzone tego nie robią. Niezaburzone psy wszystkiego, co z psiego punktu widzenia, ważne, dowiadują się o napotkanym psie, czy człowieku, wciągając w nozdrza jego zapach. Nie muszą wchodzić z nim w fizyczny kontakt typu ”nos w du…ę”.

Niezaburzone psy, zanim rozpoczną interakcję z innym osobnikiem, upewniają się, że osobnik, który je zainteresował; w ogóle je zauważył. Czyli zamiast podbiegać do drugiego psa od tyłu i znienacka ”atakować” go swoją obecnością, ryzykując, że ich zachowanie zostanie poczytane za atak lub próbę sprowokowania ”awantury”, czekają, by upewnić się, że interesujący je osobnik jest świadom ich obecności i zainteresowania, które wywołał. Kiedy to się dzieje, czyli gdy psy spostrzegą się nawzajem, przesyłają sobie komunikaty niewerbalnie. Porozumiewają się mową ciała; wysyłają sygnały, odbierają je i przekazują nadawcy odpowiedzi. Czyli na odległość rozstrzygają, czy chcą interakcji czy nie. Rozstrzygają to, czy ewentualna interakcja będzie pokojowa, bo oba psy są do siebie pozytywnie nastawione, czy nie. I zazwyczaj, gdy okazuje się, że ”zawarcie znajomości” mogłoby skutkować jakimś ”kwasem”, nie decydują się skrócić dzielącego je dystansu, ”nie zostają znajomymi”, nie otwierają dla siebie wzajemnie swoich osobistych przestrzeni i się do nich nie zapraszają, ale bezkolizyjnie wymijają się po łuku. Obywa się bez ”spiny”, o ile tylko oba psy wzajemnie szanują swoją przestrzeń i unikają ”kolizyjnego kursu”.

W zawłaszczaniu przestrzeni chodzi o to, żeby nieznanemu psu pokazać, że musi szanować waszą przestrzeń; twoją i twojego szczeniaka, że nie może jej naruszać ot, tak, ale że musi odnieść się do człowieka, jako przewodnika zestawu szczeniak-człowiek, bo to człowiek decyduje, czy obcy pies może wejść w ich przestrzeń. Analogicznie, rzecz ma się z dziećmi, ”ludzkimi szczeniętami”, ale do tego wrócę w dalszej części wpisu.

Jako przewodnik bierzesz każdego obcego psa ”na klatę”, czyli stajesz na linii obcy-twój szczeniak, jesteś ”tarczą” i po prostu, jakkolwiek zabawne może się to komuś wydawać ”emanujesz energią przywódcy”. Oznacza to, że musisz być pewny/a siebie i sprawiać wrażenie, że naprawdę twój ”jest ten kawałek podłogi” i ”nieupoważnionym wstęp wzbroniony”. Dajesz wtedy sygnał zarówno własnemu psu: ”Obserwuj moją mowę ciała i patrz, jak ja to załatwię, utwierdź się w tym, że to ja jestem liderem i o nic nie musisz się martwić. Pokażę temu obcemu, że nie ma prawa naruszać mojej (naszej) przestrzeni, że ja, twój lider, sobie tego nie życzę. Ze mną jesteś bezpieczny, obronię cię”. I obcemu psu: ”Nie naruszaj mojej przestrzeni, jestem liderem tego ‚stada’. Ten szczeniak jest mój. Nie podchodź do nas”.

Zaznaczenie ”ten szczeniak jest mój”, to zaznaczenie ”to jest moje”, w generalnym sensie, działa tak samo, kiedy wychodzisz z kuchni z kanapką, a pies podbiega i chce ci ją zabrać. Jeżeli umiesz zawłaszczyć np. kanapkę i wychodząc z przykładowej kuchni emanujesz energią ”to jest moje”, pies nie ośmieli się próbować kraść twojej przekąski. Najgorsze co można robić, kiedy pies chce zabrać nam przykładową kanapkę, czy inną rzecz, to unosić tę rzecz w górę. To zachowanie spowoduje, że pies ruszy w kierunku, w którym przedmiot się oddala, nos i oczy poprowadzą go za kanapką i pies będzie się o nas opierał, starając się dostać do jedzenia. A to już jest konfrontacja. Jeżeli umiemy zawłaszczać przestrzeń, przedmioty, inne zwierzęta, oraz ludzi; nasze dzieci, mężów, żony, przyjaciół i całą resztę włącznie z panią z warzywniaka, to unikamy wielu trudnych i stresujących sytuacji.

Umiejętność ”zawłaszczania przestrzeni” przez ludzi to forma komunikacji z psem. Komunikacji, którą psy doskonale rozumieją i którą same się posługują. Z którą jednak zaburzone psy są na bakier (o czym w dalszej części tekstu).

Umiejętność zawłaszczania przestrzeni przez człowieka, daje między innymi to, że nie musisz dotykać, trzymać w ręce np. danego przedmiotu, aby przekazać psu, że przedmiot ten należy do Ciebie i nie wolno go psu dotykać, wszystko to możesz zrobić na odległość, przybierając określoną pozycję ciała, a czasem tylko rzucając psu zdecydowane spojrzenie. Zawłaszczanie przestrzeni, jest elementem komunikacji niewerbalnej, tym ”emanowaniem energii lidera”.

Kiedy w domu z psem pojawia się niemowlę

Ok, mamy dzidziusia. Super. Mamy też psa. Co musimy zrobić, żeby wszystko grało, kiedy mama i niemowlę przyjadą do domu? Przypominam;

Przed rytuałem poznania, oswaja się psa z nowym zapachem. Przyniesienie do domu jakiegokolwiek przedmiotu pachnącego dzieckiem jest dobrym rozwiązaniem. Jeżeli zapach niemowlęcia powoduje u psa jakąkolwiek ekscytację, należy to zachowanie skorygować. W przeciwnym wypadku zapach dziecka zawsze będzie działał na psa pobudzająco, a to nie jest bezpieczne. Zapach dziecka to zapach, w pobliżu, którego psu nie wolno jest się ekscytować, ten zapach nie może psa pobudzać. To zapach, który ma mówić psu, że w jego pobliżu musi zachowywać się spokojnie i uważnie. Jeżeli istnieje taka konieczność, ćwiczymy z psem aż zrozumie czego od niego wymagamy. Czyli ćwiczymy aż uzyskamy stan, w którym zapach niemowlęcia nie powoduje u psa ekscytacji. Jednakże, jeżeli od samego początku dba się o psychiczną kondycję psa, o jego równowagę psychiczną, więź z nim, utrzymuje się go w stanie posłusznego poddania i dba o to, aby był radosnym i ciekawskim stworzeniem, które łatwo się wycisza, nie powinno być z tym żadnych problemów.

Krótko mówiąc, od pierwszego kontaktu psa z zapachem dziecka, z przedmiotami pachnącymi niemowlęciem, wyrabiamy w psie nawyk, że ten zapach oznacza spokój i wyciszenie oraz poddanie woli przewodnika.

Nawyk to; wskazówka → zachowanie → nagroda. Zapach jest wskazówką. Zachowanie, które wskazówka wyzwala to naturalny spokój, zwyczajny stan psa, którym ten żyje z nami od początku. Nagrodą jest zadowolenie przewodnika, który chwali psa werbalnie lub dotykiem, ewentualnie smakołykiem (jednak z fantami nie wolno przesadzać) i poczucie psa, że został nagrodzony przez przewodnika.

Psa/ psy wprowadzamy do domu, w którym dziecko już jest. W ten sposób tworzymy sytuację, w której dziecko jest w domu, do którego psa/ psy wprowadza przewodnik. Czyli poddane woli przewodnika psy, wprowadzane są w nową sytuację na zasadach ustalonych przez przewodnika. Dodatkowo, postępując w ten sposób unika się zbędnego nakręcania psów (świrowania, ekscytacji) w związku z nową sytuacją, wejściem oczekiwanej przez psy pani itd. Lepiej przyprowadzić psa/ psy do domu, po tym jak mama i dziecko przyjechali już ze szpitala i mama oraz wszyscy obecni podczas rytuału przedstawiania ludzkiego szczenięcia, ”małego Alfy”, psim członkom stada, mieli ”chwilę dla siebie”. Czas potrzebny mamie na wszystko to, co chciała zrobić, żeby czuć się komfortowo po przyjeździe do domu. Wtedy nie ma niepotrzebnych nerwów, spieszenia się z czymkolwiek, bo mama i reszta obecnych mają poczucie kontroli nad sytuacją. A to jest niezbędne do tego, aby rytuał został prawidłowo przeprowadzony. (Wszyscy domownicy muszą pilnować, by kontakt psa z dzieckiem odbywał się zawsze na określonych zasadach).

”Rytuał”

Pierwszy raz pokazujesz/ przedstawiasz psu dziecko, kiedy pies jest po spacerze; zmęczony, wybiegany, ma ”rozładowane bateryjki” i jest w stanie posłusznego poddania. (Takie zwierzę trudniej się ekscytuje i łatwiej uspokaja). Pies musi być spokojny. Jeżeli psa będą ekscytować dźwięki, które wydaje z siebie dziecko albo jego zapach, musisz psa korygować. Pies ma być wyluzowany i uległy, nie ”podminowany” ani dyszący z emocji, a spokojny. Jeżeli zaczyna ”fiksować”, nawet odrobinkę, musi być korygowany. Do skutku, do uzyskania stanu spokojnego poddania.

Mama przedstawia psu dziecko, kiedy jest spokojna i zrelaksowana -wszyscy którzy uczestniczą w ceremonii mają być wyluzowani, bo ich samopoczucie wpływa na psy.

Rytuału nie uda się przeprowadzić prawidłowo będąc zdenerwowanym. Dobrze jest więc poprosić o pomoc w jego prawidłowym przeprowadzeniu kogoś zaprzyjaźnionego, kogo wcześniej dokładnie wprowadzi się w sens ”zaprezentowania” psu nowego domownika, którym jest ‚ludzkie szczenię’ i z kim omówi się, jak ma ten rytuał wyglądać, krok po kroku. Z oczywistych powodów najłatwiej jest, gdy tym kto wprowadza psa do pomieszczenia, w którym już jest mama z dzieckiem (tym pomieszczeniem powinien być tzw pokój dzienny, gdyż przez pewien czas nie chcemy, aby pies kręcił się po tzw pokoju dziecinnym), jest tata i równocześnie właściciel psa. Wygodnie jest poprosić znajomą osobę, aby wyprowadziła psa na długi spacer, podczas, którego rodzice spokojnie ”zainstalują się” w domu z niemowlęciem. I umówić się z tym kimś, aby, gdy rodzice będą już gotowi, przyprowadził psa przed dom. Osoba, która jest ”asystentem” i która wyprowadziła psa na spacer, przekazuje psa jego właścicielowi i udaje się do mamy i dziecka. Kiedy właściciel psa i równocześnie tata, dostaje potwierdzenie, że może wracać z psem do domu, wtedy wracają. Ponieważ wygodnie jest korygować psa znajdującego się na smyczy, nie należy od razu puszczać psa luzem. Mama trzyma niemowlę na rękach i nie robi niczego, aby ekscytować psa, który z pewnością ucieszy się na jej widok ”jak wariat”. Powinna okazać, że w tym momencie, choć widzi psa i cieszy ją jej widok, zajmuje ją niemowlę. Pies powinien widzieć, że skupiona jest na dziecku. Pies musi zrozumieć, że jego rodzinie zaszła zmiana, że od tej chwili w domu jest ktoś, kto jest najważniejszy dla jego pani i pana, i tym kimś jest niemowlę-ludzkie szczenię. Pies ma zachować dystans do dziecka, więc zarówno mama dziecka, jak i jego tata, nie pozwalają psu podejść do mamy trzymającej niemowlę na bliżej niż metr-półtora. Chodzi o to, aby pies zorientował się, że stało się coś bardzo wyjątkowego i od teraz w domu jest ”szczenię”, które absorbuje uwagę jego pani i że choć wcześniej pies mógł swobodnie przebywać w osobistej przestrzeni swojej właścicielki, teraz wymaga ona od niego, aby zachował dystans. To będzie trudne dla psa, przyzwyczajonego do powitań przebiegających w określony sposób. Ale jeżeli nasz pies, jest psem zrównoważonym i nieulegającym łatwo emocjom, bardzo szybko zacznie nie tylko bardzo się przyglądać temu co robi jego pani, ale i węszyć. I skupi się na tym co oznacza zapach, który wwierca mu się w nozdrza, zapach, który zna jako ”zapach uspokojenia”. Pies będzie obserwował co robi jego pani. Żeby było jasne, nie chodzi o to, aby ”olać psa” i potraktować go jak powietrze! Postępując w ten sposób, tj nie odrywając się od niemowlęcia, dlatego, że ”na scenie pojawił się pies”, komunikujemy mu, że opieka nad niemowlęciem jest dla nas najważniejsza. Kiedy pies, wciąż na smyczy, korygowany w razie potrzeby przez tatę dziecka i swojego pana równocześnie, zrozumie co się dzieje i po prostu usiądzie, węsząc i obserwując co robi jego pani, mama dziecka, może przekazać niemowlę osobie, która jej asystuje i przywitać się z psem tak, jak to zawsze mają w zwyczaju. Poświęcić należytą uwagę psu, który tęsknił za nią i przeżywał jej nieobecność, z pewnością czując w domu nieco bardziej niż ostatnio, napiętą atmosferę oczekiwania. Jest ważne, aby witając się z psem, nie zepsuć tego jego spokoju i wyciszenia, czyli aby korygować każdą jego ”próbę odlotu”. Aby psiak zrozumiał zmiany, które zaszły, musimy być konsekwentni. Musimy pamiętać także o tym, że nasz pies potrzebuje kontaktu z nami(!). Mamy dziecko, ale psa też mamy i nie wolno nam go zaniedbywać!

Pokój dziecka powinien być pokojem dziecka i pies nie powinien do niego wchodzić przez pierwsze dwa-trzy miesiące. Wszystko po to, aby uczył się odnosić do dziecka prawidłowo. Pies ma doskonały węch i naprawdę nie jest dla niego ”karą”, to że ma dać przestrzeń osobom zajmującym się niemowlęciem. On wszystko co musi wiedzieć, wie ”na odległość”, gdyż czuje zapachy. Wystarczy więc, że z dystansu progu pokoju dziecięcego będzie obserwował jak jego właściciele opiekują się maleństwem. Ważne jest też, by pies wiedział, że choć jemu do dziecinnego pokoju wchodzić nie wolno, mogą do niego wchodzić inne osoby, niż tylko mama i tata dziecka. Że może do pokoju dziecka wejść dziadek albo ciocia itd. Wszystko to po to, by pies nie uznał, że jego rolą jest decydowanie o tym, kto może przebywać w pokoju dziecinnym, by nie zaczął ”bronić” dziecka przed innymi członkami rodziny, bo takie zachowanie nie jest bezpieczne. Ani dla dziecka ani dla członków jego rodziny. Po tych dwóch-trzech miesiącach (choć ktoś może uznać, że wystarczy krótszy okres czasu), mama zaprasza psa, aby podszedł blisko i powąchał dziecko trzymane przez nią na rękach. Powtórzmy; mama zaprasza psa, psu nie wolno jest podchodzić do dziecka i wchodzić w jego przestrzeń, samowolnie. Pies może być blisko dziecka tylko wtedy, gdy zaprosi go do tego, aby był blisko niego, mama lub tata dziecka albo inny członek rodziny. Pies, którego przyzwyczaimy do przestrzegania tych reguł, nie jest uciążliwy dla osób opiekujących się maleństwem.

W rytuale przedstawiania nowego członka rodziny, dziecka, ludzkiego szczenięcia, psom, kluczową rolę odgrywają hierarchia i dominacja. Ten kto chce przeprowadzić tę ceremonię w sposób właściwy, nie ucieknie przed tematem ”dominacji”. Przedstawiasz psu dziecko jako osobnik dominujący. Pozwalasz mu podejść na metr, półtora lub dwa metry, jak ci jest wygodniej. I to wszystko. Ta odległość wystarczy, by pies mógł obserwować, słuchać i węszyć i przyswajać zapach ”z daleka”. Nie pozwalasz psu na samowolnie podejście bliżej. Jeżeli chcesz, by psy właściwie odnosiły się do dziecka i chcesz nauczyć je, by dawały ci swobodę, kiedy opiekujesz się dzieckiem, nie możesz im pozwolić na samowolne decydowanie o tym, kiedy mogą być blisko niego a kiedy nie. To wąchanie, słuchanie i obserwowanie ”na odległość” powinno trwać przynajmniej dwa miesiące, ale to absolutne minimum. Nie przejmuj się, psu nie będzie „smutno”, nie robisz mu żadnej przykrości, po prostu ustalasz zasady. Zasady, dzięki którym nauczy się, że w pobliżu dziecka wolno/ można przebywać tylko wtedy, kiedy jest się spokojnym i zrównoważonym, i kiedy matka/ ojciec (lub inna osoba opiekująca się dzieckiem), czyli człowiek, na to pozwala, kiedy zaprasza psa, by był blisko dziecka. To jest ważne dlatego, że czasami psy, które nie znają swojej roli w rodzinie/ stadzie zaczynają przejawiać nadopiekuńcze skłonności, co w efekcie powoduje, że np. zaczynają warczeć na niektórych domowników i ”bronią dziecka”. To nie jest ani dobre, ani urocze, ani tym bardziej bezpieczne.

W żadnym wypadku nie izoluj psów od dziecka!

Przeciwnie, pozwalaj im wszystko obserwować, ale z dystansu, tak robiłaby suka, opiekująca się swoimi szczeniętami i nikt nie miałby jej tego za złe. Weź z niej przykład. Musisz wyznaczyć granice w sposób, który będzie czytelny dla twojego psa. Jeżeli pokażesz psom w jaki sposób chcesz, by były obok dziecka, uzyskasz; ”EFEKT MYDLANEJ BAŃKI” -psy będą zawsze blisko, ale nigdy nie będą na dziecko skakać, nigdy nie będą plątały się mamie pod nogami, kiedy się nim opiekuje, nie ośmielą się też w przyszłości „rywalizować” z dzieckiem. Z urodzenia dziecko będzie dla nich autorytetem, ”Alfą”, ponieważ nauczone były traktować je od samego początku jako ”Alfę”. Nauczysz je szanowania przestrzeni dziecka.

Po miesiącu, dwóch lub trzech (będziesz wiedzieć, kiedy) w analogicznych okolicznościach, jak te z 1go dnia, pozwolisz psom zbliżyć się tak, by mogły z bliska powąchać dziecko, by mogły go dotknąć. Pozwolisz im na fizyczną interakcję z niemowlęciem, z twoim ‚szczenięciem’. Rzecz jasna, ty je wołasz, ty decydujesz jak długo są blisko dziecka i ty je odsyłasz, kiedy chcesz zakończyć sytuację.

Oczywiste oczywistości

Każdy pies może być wspaniałym towarzyszem, jeśli tylko zapewni mu się odpowiednią dawkę ćwiczeń, dyscypliny i uczuć. Formując, kształtując w nim dobre zachowania, właściwe nawyki w okresie szczenięctwa, macie największe szanse ”wymodelować” sobie idealnego czworonożnego przyjaciela.

Pamiętajcie, że przy wyborze szczeniaka. wielkie znaczenie ma jego poziom energii, powiedzmy ”osobowość”, bo psy są różne, jak i ludzie.

Otoczenie ma znaczenie, dlatego psich kolegów też trzeba psu roztropnie wybierać.

Prawidłowo ukształtowane psychicznie psy, ”umieją się zachować”. Ich psychika radzi sobie z bodźcami płynącymi z otoczenia i reagują adekwatnie do sytuacji. Zachowują stan asertywnego spokoju i uległości względem przewodnika, tam gdzie psy zaburzone reagują przesadnie; agresją, niebezpieczną ekscytacją, która łatwo eskaluje, strachem, wycofaniem, czy ucieczką. Zaburzone psy potrafią np. na wybuchający w ich pobliżu balonik zareagować chęcią walki i agresją albo ”odlatują”, ”tracąc kontakt z bazą”, zamykają się w sobie lub uciekają od ”źródła bodźca”. Psy stabilne psychicznie, po prostu ”odnotowują”, że dźwięk, choć niespodziewany, wybrzmiał, nie oznaczał jednak zagrożenia i można go ”olać”.

Na koniec: kolejność na znaczenie

Wiele osób decyduje się na ”pierwszego w dorosłym życiu psa” tuż przed albo chwilę po ślubie. I tak naprawdę ”na wariata”, tuż przedtem, nim radośni, przyszli właściciele psiaka, zajdą w ciążę. Bo wcześniej nie było jak ”mieć psa”. Bo ”obijali się” po wynajmowanych mieszkaniach, po odziedziczonych po ciociach ”klitkach” i na psa nie było miejsca, ”warunków”. A teraz przeprowadzają się do, nieważne czy na kredyt, czy ”po babci”, ale nowego i także wyczekanego, i wymarzonego domu lub mieszkania. Remont/ wykańczanie, dziecko, szczeniak… Wszystko na raz, w tym samym czasie, praktycznie jednocześnie. Start w ”nowy początek” z przytupem i melodyjką. Wymarzony i wyczekany szczeniak (kiedy chodzi o ”rasowca” w przeważającej większości przypadków wybrany ze względu na wygląd i wyobrażenia na temat rasy a nie faktyczną zdolność do sprostania wymaganiom, które owa rasowość przed właścicielem takiego psa stawia) wraz ze swoimi ludźmi wprowadza się do domu lub mieszkania, za chwilę na świat przychodzi dzidziuś. I… Cóż, to się nie bardzo udaje. ”Dużo miejsca”, ”ogródek” to za mało, kiedy masz paromiesięcznego psa i malutkie niemowlę. Pies sam się nie wychowa. Pies potrzebuje twojej uwagi i twojego czasu, tak jak potrzebuje ich dziecko. I w starciu z nawałem obowiązków, psiak może przegrać. Więc jeśli nie wyobrażasz sobie rodziny bez psa, daj sobie przynajmniej rok na zbudowanie relacji z psiakiem, nim przywitasz w swoim życiu kolejne spełnione marzenie. Będzie ci łatwiej. 

Czas, w którym planuje się zajść w ciążę, być w ciąży, potem zajmować się niemowlęciem i kilka kolejnych lat, to nie jest czas, w którym powinno się sprowadzać do domu szczenię, które należy wychować/ ułożyć. I to już nawet nie chodzi o rasę, czy typ psiaka. Po prostu dziecko absorbuje rodziców tak bardzo, że nie mają ani czasu, ani energii, ani ochoty na to, by absorbowało ich dodatkowo także szczenię, podrostek lub dorosły pies (który ma już swoje nawyki, które trzeba poznać i nad którymi zazwyczaj trzeba trochę popracować). Nic samo się nie zrobi, pies się sam nie ”wychowa”. Dlatego osobom planującym powiększenie rodziny, rodzicom z małymi dzieciaczkami, odradzam dodawanie sobie kolejnego obowiązku, w postaci szczeniaka. Oczywiście wybór zawsze należy do was i zrobicie jak chcecie, ale nim podejmiecie decyzję, uczciwie rozważcie czy dacie radę sprostać równocześnie opiece nad niemowlęciem i wychowywaniu molosa (czy jakiegokolwiek innego psa).

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora jest zabronione.

www.facebook.com/zuzpasjaodogoargentino

twitter.com/odogoargentino (@odogoargentino)

Reklamy

WYCHOWANIE I SZKOLENIE DOGO ARGENTINO: KARA & NAGRODA

1233528_714876825207833_322422122_n

Niektórzy wychowując swoje psy opierają się na założeniu, że psa należy/ trzeba nagradzać za ”dobre zachowanie” tzw ”fantem” w postaci smakołyku, czyli pokarmu

Ja uważam, że psa należy nagradzać za stan posłusznego poddania bez użycia ”fantów” w postaci ”ciasteczek”.

”Fantowe podejście” mówi, że pozytywną, z punktu widzenia właściciela/ szkoleniowca psa, czynność, czyli (zazwyczaj) podawanie psu smakołyku, należy powtarzać za każdym razem, kiedy zachowanie psa uważa się za pożądane. (Niepożądane zachowanie nie jest nagradzane.) Odbywa się to na zasadzie ”nagroda” vs. ”kara”. Przy czym ”karą” za brak w danej sytuacji pozytywnej (pozytywnej, czyli pożądanej i oczekiwanej przez właściciela/ szkoleniowca psa) reakcji na polecenie osoby psa szkolącej, jest brak podania smakołyku. (W myśl zasady, że ”Skoro nie zrobiłeś tego tak, jak tego oczekiwałem/łam [albo wcale], nie dam ci ”smaczka”/ nie nagrodzę cię smaczkiem”…) Nagradzanie ”fantem” wykorzystuje się także przy przekierowywaniu uwagi psa, kiedy pies robi coś nagannego, odwraca się jego uwagę od niepochwalanego zachowania/ niechcianej czynności tzw ”pozytywnym działaniem”… W wyniku takich metod pies ma kojarzyć podanie mu smakołyku z wykonanym w sposób zadowalający człowieka, ćwiczeniem i wyrobić w sobie określony ”mechanizm skojarzeniowy”, który da efekt, o który, w założeniu chodzi osobie psa trenującej (np. przychodzenie na zawołanie, nie atakowanie innych psów etc.) Czy to aby na pewno ma sens?

NAGRODA

U psów i wilków (od których psy pochodzą), nie istnieje pojęcie nagrody typu ”fant”. U nich nie ma ”No dobra XYZ, nabiegałeś się dzisiaj i byłeś bardzo zajęty, kiedy cię zawołałem, ale jak chciałem, żebyś do mnie przybiegł, to przybiegłeś, dzięki. Masz, to jest twoja działka z tego zajączka cośmy go razem dziś ubili”.

Zaznaczam: określenie ”przewodnik” odnosi się zarówno do człowieka/ właściciela psa, jak i osobnika Alfa w czysto psim stadzie/”zespole”. Użyte przeze mnie ”stado” odnosi się zarówno do czysto psiej paczki, jak i paczki ”mieszanej” np.: dwoje dorosłych ludzi, jedno dziecko, 3 koty, 1 pies, 1 szynszyla.

W psim świecie panuje prosty porządek. Psy znają jedynie sens zadowolenia swojego przewodnika. Nagradzany jest stan ducha, czyli stan posłusznego poddania wobec przywódcy stada. W psim rozumieniu nagrodą samą w sobie, ”profitem” jest możliwość przynależności do stada, ponieważ stado gwarantuje porządek z życiu zwierzęcia, określa ramy zachowań dopuszczalnych, daje poczucie bezpieczeństwa i zapewnia przetrwanie. (To stado ułatwia organizowanie/ dostęp do pokarmu etc.).

Jedzenie/ pokarm/ posiłek jest ”nagrodą”, bo ”Jeżeli przestrzegam zasad, to kiedy przyjdzie czas będę mógł się najeść”. W psim świecie nie istnieje coś takiego, jak gwarancja, że ”cały tydzień o 7ej będzie kolacja”. To jest coś, co psom fundują ludzie, zdziczałe psy, psy pozbawione ludzkiej opieki, nie mają tej ”gwarancji”. Na to czy pies będzie mieć okazję się najeść, czyli uzupełnić zapasy nakłada się cała masa okoliczności. Stąd tak ważny jest omawiany już przeze mnie i wielokrotnie podkreślany rytuał zależności podczas przyjmowania przez psa pożywienia podawanego mu przez przewodnika. W psim świecie pokarm przyjmuje się zawsze w trakcie rytuału zależności. Innymi słowy ”lekcje” z użyciem pokarmu spożywanego przez psa, tych ”smaczków” i ”ciasteczek”, mają sens jedynie wtedy, gdy szkoleniowiec dba, aby pies, który spożywa podany przez niego pokarm/ ”smaczek” zasłużył na ten pokarm/ ”smaczek” będąc poddanym osobie (woli tej osoby), która psu pokarm/ ”smaczek” podaje. W psim stadzie/ psiej społeczności, aby zasłużyć na pokarm trzeba być non-stop uległym w stosunku do przewodnika i reszty osobników zajmujących wyższą w hierarchii tego stada, pozycję. Żyjąc w stadzie trzeba wciąż, 24/7 przestrzegać zasad. Osobnik zajmujący w stadzie wyższą pozycję  (w relacji człowiek-pies, treser/ szkoleniowiec taką właśnie pozycję zajmować powinien), nie ”nagrodzi” osobnika niesubordynowanego/ nieprzestrzegającego zasady pełnej uległości, czyli posłuszeństwa 24/7 wobec ”zwierzchnika”, dając mu dostęp do pokarmu. Przewodnik/ Alfa ”nie popchnie nosem kąska mięsa” w stronę osobnika, który nie dość, że nie okazuje mu szacunku 24/7, to jeszcze np. podejmuje decyzję o ataku na jakieś stworzenie. Treserzy/ szkoleniowcy nagradzający psy pokarmem/ ”smaczkami”, psy niebędące względem nich uległe non-stop, w procesie szkolenia czy tresury,  a jedynie wybiórczo wykonując tylko część ich poleceń, działają niezgodnie z regułami psiego świata. Wysyłając zwierzętom sprzeczne komunikaty, komplikują sprawy bardzo proste i wymagają przy tym, żeby psy ”orientowały się” o co im chodzi. Działają wbrew zasadom, które psy ”mają wgrane w system operacyjny” od chwili, w której przychodzą na świat. Wprowadzają zamęt i utrudniają zrozumienie psu jego roli w relacji pies-człowiek.

Pokarm to w psim świecie kwestia bardzo szczególna.

Nagroda-zabawa też odbywa się na określonych zasadach. Po dniu pełnym pracy (patrolowanie okolicy, przemieszczanie się za przewodnikiem, polowanie itp.), przychodzi czas na relaks, moment, w którym pielęgnuje się więź wzajemnie łączącą członków stada. Można pohasać, poganiać się i odpocząć. Jeżeli jestem jednym z ”szeregowych” członków stada i moja pozycja nie jest zbyt wysoka, jest to czas, kiedy kolejny raz mogę osobnikom stojącym w hierarchii wyżej ode mnie przypomnieć, że szanuję ich rangę i pamiętam gdzie jest moje miejsce. Relaks to świetny moment na ”podlizywanie się” i czas kiedy przywódca stada zbiera należny sobie ”hołd”, jedynie od czasu do czasu manifestując swoją dominującą pozycję. Reguły obowiązujące podczas zabawy, dyktuje przewodnik. Można bawić się w polowanie i zagryzanie, ale jedno spojrzenie przewodnika/ Alfy, jedna reakcja osobnika stojącego wyżej w hierarchii, wystarczy, by przywołać kompana do porządku. Nagrodą jest uwaga, którą w czasie relaksu poświęca pozostałym członkom stada przewodnik, przyjmując od nich wyrazy posłusznego poddania. Samo przebywanie blisko ”szefa” jest ogromnym zaszczytem/ nagrodą, podobnie jak przebywanie w pobliżu i zabawa z dziećmi/ szczeniętami przewodnika (W wychowaniu wilczych szczeniąt pomagają wszyscy członkowie stada, ale ”niańką” jest konkretny osobnik: ”Beta”). I wreszcie jest to czas na psie/ wilcze ”okazywanie sobie czułości” czyli wzajemną pielęgnację sierści itp . Nagrodą dla psa jest spokój i harmonia panująca w stadzie, bo to jest gwarancją prawidłowego funkcjonowania stada, które to z kolei gwarantuje zabezpieczenie bytu (każdego) psa.

(Przypadek ”samotnych, szarych wilków” to inna historia. Dotyczy dziko żyjących psów/ wilków. A więc zwierząt nieprzebywających pod stałą opieką człowieka, niemieszkających w psio-ludzkich rodzinach/ stadach)

Chęć przetrwania jest tym co determinuje absolutnie każdego psa. Przewodnik jest w centrum świata każdego prawidłowo zsocjalizowanego, czyli nieprzejawiającego skrajnych zachowań (bezuzasadniona lękliwość/ ”agresja miskowa”/ niepewność przy zetknięciu z dziećmi, przedmiotami, czy zjawiskami itp. itd.) poddanego/ posłusznego psa. To przewodnik decyduje o przetrwaniu stada, ponieważ to on podejmuje wszystkie decyzje. Decyduje, kiedy jest czas na zdobywanie pokarmu, kiedy można jeść, kto, i w jakiej kolejności będzie się posilał. To on daje sygnał do zabawy, decyduje kiedy jest czas na odpoczynek, kto i kiedy może się rozmnażać i czy w razie zagrożenia lepiej będzie się wycofać, czy walczyć/ bronić. Dlatego zadowolenie przewodnika jest najważniejsze.

Autorytet przewodnika podważyć może jedynie równie fizycznie i psychicznie silny osobnik -to u dziko żyjących psów i wilków. Efektem takiej prawdziwej psiej/ wilczej konfrontacji jest albo dodatkowe podbudowanie autorytetu przewodnika, albo zmiana lidera w stadzie. U psów autorytet przewodnika-człowieka może zniszczyć każdy właściciel sam, kiedy z ignorancją podchodzi do psich zasad społecznych. Generalnie właściciele psów, mający problemy ze swoimi psami nie cieszą się autorytetem u swoich podopiecznych (na własne życzenie).

Nagrodą dla psa jest świadomość dobrze spełnionego, względem przewodnika (i stada) obowiązku, posłusznego poddania, oznaczającego dzień bez korekty i wykonywania poleceń. (Praca zespołowa: ”Całe stado dało z siebie wszystko, każdy wiedział co ma robić, upolowaliśmy mięso i jadłem. Przetrwałem kolejny dzień”).

W naturalnych warunkach (wilki/ dziko żyjące psy) przewodnik nie daje ”fantów” poddanym sobie osobnikom. Pokarm, owszem jest nagrodą, ale za ogólne/ ciągłe/ nieprzerwane posłuszne poddanie szefowi. Nie wygląda to tak, że lider grupy rozdaje poszczególnym członkom stada kawałki upolowanego jelonka. Nie ma mowy o sytuacji w stylu ”No dobra XYZ, nabiegałeś się dzisiaj i byłeś bardzo zajęty, kiedy cię zawołałem, ale jak chciałem, żebyś do mnie przybiegł, to przybiegłeś, dzięki, masz to jest twoja działka”. Po czym nie oddaje XYZetowi kawałka jedzonka. Przewodnik stada nie ”dziękuje poszczególnym członkom swojej ekipy za dobrze wykonaną robotę”. Nie musi. Posłuszeństwo mu się po prostu należy. Możliwość jedzenia, a właściwie posilenia się, odbywa się na ogólnie przyjętych zasadach. Najpierw jedzą najważniejsi, zgodnie z hierarchią ważności. A jedzenie służy jako środek uzupełniający zapasy energetyczne i jest wydarzeniem. Jest celebrowane ponieważ nie jest gwarantowane. W naturalnych, niezaburzonych warunkach, psy przyjmują pokarm w trakcie ”rytuału zależności” względem przewodnika i pozostałych członków stada. I tylko tak.  Jasne, samotnicy znajdują pokarm np. na śmietnikach, ale już w tandemie przy tym ”znaleźnym” będzie panowała określona kolejność, albo będą mieć miejsce ”spinki” związane z dominacją. Ten kto ma silniejszy charakter i kto jest silniejszy, ten zje lepsze kąski i zje ich więcej.

Autentyczny przewodnik, mający prawdziwy kontakt z naturą swojego podopiecznego, nie musi go przekupywać ”smaczkami”. Autentyczny przewodnik po prostu wymaga, a jego pies spełnia jego wymagania i robi to z ochotą, ponieważ to przewodnik dźwiga na sobie odpowiedzialność za stado. Dlatego pozostali członkowie stada np. nie świrują na widok innego psa, nie zżerają kanapy pod nieobecność ludzi, nie sapią i nie skomlą odkąd w domu pojawiło się płaczące niemowlę, nie mówiąc już o powarkiwaniu na którąkolwiek osobę w rodzinie itp. itd. Psy mające autentycznego przewodnika mogą po prostu cieszyć się życiem. W tych relacjach nie potrzeba przekupstwa i ”wkradania się w łaski”. Wszystko kręci się dookoła odpowiedniej energii, którą przewodnik emituje na psa.

(DYGRESJA. Niezwykłe jest to, że większość właścicieli psów ma jakieś tam pojęcie w kwestii hierarchii, czyli tego, że psy są zwierzętami hierarchicznymi i że wzajemnie się, nazwijmy to ”pozycjonują”. Że generalnie przestrzegają zasad hierarchii w swoich społecznościach. Równocześnie te same osoby, w jakiś zupełnie zdumiewający sposób, przyjmują, że sprawy ”hierarchii w stadzie”, ich jako ludzi, ”nie dotyczą”, jakby byli ”ponad” te kwestie. Na jakiej zasadzie mieliby być wyjęci z tych reguł? Zawsze fascynował mnie powód takiego myślenia. Jak to jest, że człowieka ta sprawa niby ”nie dotyczy”? Miałoby chodzić o ”naukowe definicje stada”? Że niby ”stado” to ”zbiorowość przedstawicieli jednego gatunku”? Więc dwa (człowiek + pies) albo cztery (człowiek + pies + kot + papuga żako) gatunki to już nie jest stado, ta ? Ok. Dobra. Ale jak wytłumaczyć to psu? Wszyscy, albo dwa, albo na przykład cztery gatunki dzielimy tę samą przestrzeń, koegzystujemy ze sobą, mamy wzajemne interakcje (Ja głaszczę psa, on mnie liże, kot śpi wtulony w psa, a papuga siada mi na ramieniu i zaczepia psa poskrzekując do niego, kot się  irytuje i wychodzi z pokoju). Jak pies miałby wpaść na pomysł, że to nie jest ”stado” (takie jakim on je widzi) i jego zasady pozostałych domowników , sorry, członków jego stada, jedynego jakie zna ”z autopsji”, nie dotyczą?

Domyślam się, że to podobny klimat jak ten z ”udomowionymi psami” i ”dzikimi wilkami”. Psy przecież świetnie zdają sobie sprawę i w 100%ach ogarniają co to znaczy być ”udomowionym” i, że należy zapomnieć o naturalnych instynktach/ zasadach, bo te należą do ”dzikiego wilka”, koniec, kropka i udomowienie jest praktycznie równe ”ucywilizowaniu/ uczłowieczeniu”, więc powinny zacząć stosować ”ludzką psychologię”. Psy są przecież mistrzami w opracowywaniu naukowych teorii i posługiwaniu się encyklopedycznymi hasłami… Nie zrozumcie mnie źle, świadoma jestem dostępnych wyników badań dotyczących zarówno wilków, jak i psów domowych, chodzi mi o to, że ”chodzenie na skróty” prowadzi na manowce.

Zdumiewają mnie niektórzy właściciele psów pytający na internetowych forach, innych ”mądrali”, co mają zrobić, bo ”jeden ich pies nie toleruje drugiego” i, w skrócie, pragnie go eksterminować. Opisują przy tym zachowania będące bezdyskusyjnie zachowaniami dominacyjnymi. Piszą, że ich psy ”ustalają” pomiędzy sobą hierarchię i kompletnie nie zastanawiają się gdzie w tej bajce jest ich -ludzi- miejsce. Skoro psy walczą o dominację, jeden chce zdominować drugiego, to niestety osoba będąca ich właścicielem nie jest dla nich przewodnikiem. Nie kontroluje zachowania swoich psów albo kontroluje je tylko czasami z czego wniosek, że niestety nie jest przewodnikiem, a bycie ”szefem” tylko czasami zawsze wprowadza chaos. I co najgorsze, taka osoba, wydaje się być absolutnie niepokalana myślą jak bardzo, w niektórych sytuacjach taki stan rzeczy może być groźny. A ”doradzacze” prześcigają się w pomysłach i ”dobrych radach”, w rodzaju ”Separuj je od siebie”, ”Jednego zamykaj w łazience, kiedy karmisz tego drugiego”, ”Jak zaczyna warczeć, to odwracaj jego uwagę, daj mu smaczek” (o zgrozo!), ”Wyprowadzaj je osobno”. A to zawsze tylko zaognia problem. Takie psy są wiecznie napięte na siebie i niestabilne psychicznie. A kiedy wreszcie przyjdzie ten moment, że właścicielowi nie uda się ich ”upilnować”, w najlepszym przypadku kończy się szyciem albo tym, że jeden z psów przestaje być ”składnikiem problemu”, bo odchodzi do Krainy Wiecznych Łowów. W jeszcze ”lepszym”, wieczną schizą właściciela, że ”Muszę pamiętać, żeby dokładnie zamknąć drzwi i przypiąć go do kaloryfera”. To obłęd w czystej postaci.

Skoro niektórzy tak lubią stosować ”ludzką psychologię” w odniesieniu do psów, to dlaczego nawet w tym nie są konsekwentni ? Jeżeli dziecko bije albo jest bite przez innego dzieciaka, to powinnam dać ciasteczko ”agresorowi” za każdym razem, kiedy zaczyna wyzywać kolegę, co jest preludium przed szarpaniną i liczyć, że ciasteczko odwróci jego uwagę od pomysłu skopania tamtego dziecka? A może powinnam wziąć cwaniaka za chabety, wymownie spojrzeć mu w oczy i powiedzieć zdecydowanym tonem ”przestań (bo pożałujesz)”? Podjąć działanie, konkretnie zareagować, dać sygnał ”nie rób tego”, zanim sytuacja się rozkręci i patrzenie w oczy nie odniesie już żadnego skutku? Czy jednak dać agresorowi ”smaczek”, żeby ”wyrobić pozytywne skojarzenie z pojawianiem się w kadrze tego drugiego dziecka?”. Dochodzi do tego, że w sytuacji porad a’la ”zagubiona we mgle owieczka bez dzwoneczka” pomysły, by ”jednego z psów oddać” są wręcz na wagę złota…

Fanatycy tzw ”metod pozytywnych” za wszelką cenę starają się zdeprecjonować pracę/ sukcesy osób przestrzegających zasad psiej psychologii. Na rozmaitych forach rozpisują się o ”złamanych charakterach” psów, które zwyczajnie w świecie są poddane/ posłuszne swoim przewodnikom. Nie wiem z czego wnioskują na temat tego ”złamanego charakteru”? Pies, który idzie z/za właścicielem/ obok swojego człowieka, ”ze spuszczoną głową”, nie jest ”smutny”, bo np. nie może ciągnąć na smyczy (Ciągnięcie na smyczy jest przejawem ”ekspresji osobowości psa”, czy raczej nieudolności jego właściciela w byciu dla psa autorytetem?) Taki pies po prostu podąża za przewodnikiem/ przy swoim przewodniku. Psi łeb noszony równo z linią grzbietu albo jedynie niewiele ponad nią, nie oznacza, że pies jest ”podłamany”. On jest wyluzowany, nie spina się, bo jest poddany woli przewodnika, nic ponadto. Mięśnie jego ciała nie są napięte i pies po prostu sobie idzie, czasem wręcz człapie, bo nie musi się już ”napinać”, ponieważ ma świadomość, że to nie on ”dźwiga na barkach” odpowiedzialność za stado, tylko człowiek-przewodnik.  To święte oburzenie i oskarżanie innych o ”psychiczne torturowanie psów” jest zadziwiające, ponieważ idąc dalej tym tropem, bardzo szybko można dojść do konkluzji, że wszystkie dziko żyjące psy i wilki, będące poddane swoim przewodnikom, są zwierzętami z ”okaleczoną psychiką” , ”złamanymi charakterami” i że są ”zastraszone przez agresywnie dominujących pozerów”. Co najzwyczajniej w świecie jest kosmiczną bzdurą i nie trzyma się kupy, brzydko mówiąc.

Dygresja do dygresji 😉 Jakoś dotąd nie spotkałam się z twierdzeniem posiadacza Dogo Argentino, Presa Canario, Cane Corso, Akity Japońskiej, czy innego psa typu powerful breed, że ”dominacja nad psem to wymysł niepewnych siebie psycholi”. Wręcz przeciwnie. Nigdy też nie zdarzyło się, żeby zaatakował mnie Rottweiler, argentyn, czy kanar… Za to nie raz napadały na mnie wyskakujące zza krzaków ”labki”, sznaucery średnie, ”szeltki”i inne ”lofciaste pieseczki”,tych ”łagodnych ras”, których pańcie dostają palpitacji serca podczas ideologicznych dyskusji ”o przewadze ”metod pozytywnych” nad ”faszystowską dominacją”, na internetowych forach…)

KARA

Pies nie zna pojęcia ”kary”, w sposób w jaki rozumieją je ludzie. Ludzka ”kara” jest czystą abstrakcją. W psim świecie nie ma ”kary”, jest tylko ”korekta”. Wynikiem jakiegoś niewłaściwego zachowania, którego skutki wilk/pies może odczuwać jako rozłożony w czasie proces/efekt może być obniżenie pozycji w stadzie, a za tym utrudnione dojście do pokarmu lub wykluczenie ze stada z wszelkimi tego konsekwencjami. Pojęcie kary, którym posługują się ludzie związane jest ze świadomością istoty karanej odnośnie tego, że jest ona karana, czyli że jakieś rozłożone w czasie (np. dzień, dwa dni i więcej) zachowanie przewodnika-człowieka względem podopiecznego-psa, ma związek z jego (psa) zachowaniem, którego przewodnik-człowiek nie akceptuje i którego zaprzestania lub ograniczenia wymaga od swojego podopiecznego. Np. ”Azor nawarczał na Burka podczas tzw kolacji, więc przez 5 dni ‚palimy mu miskę’, się nauczy, że tak nie wolno” –WTF?

Pies żyje teraźniejszością/ w chwili obecnej/ ”tu i teraz”, co oznacza, że nie rozpamiętuje, nie analizuje, nie rozmyśla abstrakcyjnie (pies nie posiada takiej zdolności), w kółko o tym, że coś zrobił ”źle”, albo że coś ”mógł zrobić inaczej”, albo że ”czegoś nie powinien był robić”. To zachowanie jest typowe dla człowieka.

Karę (w świecie ludzi) ponosi się jako skutek złego (nieakceptowanego/ niebezpiecznego itp.) zachowania. Jej wynikiem (wynikiem odbycia kary) ma być ”nauka na przyszłość”, czyli niepowtarzanie niechcianego przez karzących zachowania lub co najmniej znaczne ograniczenie częstotliwości występowania tego zachowania. I można by zaryzykować stwierdzenie, że mniej więcej, do tego momentu ludzie i psy łapią się na wspólny mianownik, ale potem dla psów za dużo już abstrakcji, by ”kumały” o co chodzi. U ludzi zaprzestanie/ ograniczenie danego zachowania ma być efektem uświadomienia sobie (poprzez refleksję nad faktem ”bycia ukaranym”/ przemyślenie zagadnienia) karanemu niewłaściwości danego zachowania. Tylko wtedy kara ma sens, ponieważ jedynie mechanizm ”refleksji” w trakcie i po byciu ukaranym, może przynieść oczekiwane przez nakładających karę, skutki. Tak więc (w świecie ludzi) kara/ ukaranie/ nałożenie/ odbycie kary wiąże się z przeanalizowaniem jej przyczyn (zarówno u karanego, jak i karzącego), świadomością u karanego ”złego charakteru jego uczynku”, czyli ”zatrzymania się” i ”pochylenia się nad problemem”, zastanowienia się nad postępkiem i jakimś dłuższym czasem trwania/ obowiązywania/ działania ”efektu kary”.

U psów/wilków nie ma na to środków (myślenie abstrakcyjne i przekazanie wniosków z niego wynikających, innym psom/ członkom stada). Konsekwencją nietolerowanego zachowania w świecie psów jest korekta mająca charakter działania odbywającego się w ”czasie teraźniejszym ciągłym”. Nieprzerwanie, do chwili uzyskania efektu.

Jest tylko tu i teraz . Robisz źle → przestań →  efekt →  wszystko jest ok: https://www.youtube.com/watch?v=QPbY3ezRdnk -wilk zbyt się podekscytował i za bardzo się narzucał, więc Szarplaninac zwrócił mu uwagę. Żaden pies nie mówi innemu ”Słuchaj stary źle zrobiłeś, nie wolno jest tak się ekscytować tym, że będziemy jeść/ pan tak długo cię głaskał/ sąsiadka przyszła na kawę. To nie jest dobre, bo rozprasza wszystkich pozostałych członków stada, wiesz tych co są blisko ciebie (włącznie z ludźmi, którzy czują irytację i/lub lęk i/lub zniecierpliwienie etc). Tak więc teraz musimy cię ukarać. Nie będziemy się z tobą bawić /nie damy ci dziś zjeść kolacji/ ‚obrazimy się’ na ciebie/ ludzie nie spuszczą cię ze smyczy na spacerze dziś i jutro itp. A ty skojarzysz to postępowanie ze swoim ‚złym zachowaniem’ i będziesz wiedział, że ‚ponosisz karę’ ”. Psy nie prowadzą pomiędzy sobą tego typu ”psychologizujących rozmów”. Tak ”każe” się dzieci, ale nie psy. Dzieci rozumieją co do nich mówimy. Psy nie. Psy nie znają ”kary”. Psy znają i stosują względem siebie korektę, czyli natychmiastową reakcję na niewłaściwe zachowanie, obliczoną na natychmiastowe zaprzestanie tego zachowania i powrót poddawanego korekcie osobnika do stanu psychicznego ”posłusznego poddania”, gwarantującego trwanie harmonii w stadzie. Kiedy w grupie/ stadzie kilku psów (lub wilków), np. w parku, podczas zabawy, jeden z nich zachowa się w sposób niewłaściwy, np. w wyniku nadmiernej ekscytacji wprowadzi zamęt/ chaos, ”przeholuje” i za mocno skubnie kompana podczas zabawy, niepotrzebnie pobudzając innych członków stada, zagrażając porządkowi w nim panującemu, inne psy, czasem tylko jeden lub dwa, skorygują go. Tu mamy sukę zwracająca uwagę narzucającemu się jej samcowi: https://www.youtube.com/watch?v=x9A0WzGLHQQ

*Hierarchia (w zdrowym stadzie – dziko żyjące psy/wilki) jest praktycznie niepodważalna. ”Drastyczne zmiany” następują tylko na ”szczycie” i to pod bardzo specyficznymi, jasno określonymi i znanymi wszystkim członkom stada, warunkami. W bardzo wyjątkowych, losowych sytuacjach (np. osłabienie fizyczne jakiegoś osobnika) psy/wilki niebędące wysoko w hierarchii, mają szansę zmienić swoją pozycję, ”przeskakując wyżej”. I odwrotnie, ktoś, kto miał problemy z przestrzeganiem zasad, wiele razy był korygowany za to samo zachowanie, w krótkich odstępach czasu, może zostać ”zdegradowany” i spaść w hierarchii ważności o kilka oczek niżej. (U wilków czasem zdarza się, że stała atencja jednego lub kilku wyżej stojących w hierarchii członków stada, poświęcona osobnikowi uplasowanemu niżej, nawet osobnikowi Omega, wspieranie go poprzez przyjmowanie dowodów uległości, ośmielanie go poprzez zabawę, podczas posiłków, zachęcanie go by nie jadł jako ostatni, a np. 4 od końca i nie atakowanie go podczas tych prób, może ”wywindować go” i odmienić jego los. Osobnik Omega stosując się do zasad panujących w stadzie, wcale nie musi być skazany na bycie Omegą do końca życia). Nawet jeżeli psy przebywają w swoim towarzystwie tylko kilka minut (są zostawione ”same sobie” i człowiek ich nie kontroluje), ich wzajemne relacje są bardzo jasno określone i hierarchia poszczególnych osobników jest ustalona. Jeżeli żaden z psów nie ma charakteru dominanta i nie próbuje zawłaszczyć sobie ”placu zabaw” ani zdominować kompanów, zabawa będzie przebiegać bez zakłóceń. Kiedy ktoś zacznie się za bardzo szarogęsić, ktoś inny może ”zwrócić mu uwagę”. Stąd raz dany pies wydaje się być dominujący, a innym razem uległy, w zależności od ”składu” psiego towarzystwa i energii poszczególnych osobników. Pamiętać trzeba, że one żyją w ”chwili obecnej”. Dlatego psu potrzebny jest autentyczny przewodnik, który kontroluje jego zachowanie. Widząc, że w parku, wśród 5 biegających psów, dwa z nich zaczynają przejawiać zachowania dominacyjne względem siebie, może zainterweniować i uprzedzić ewentualną scysję. Interwencja przewodnika powoduje, że psy przypominają sobie, że szef już jest i że jest nim człowiek.

W wilczym stadzie hierarchia jest ustalona jasno, każdy osobnik ma swoje miejsce. Praktycznie rzecz biorąc można by członków każdego stada ustawić w kolejce, obrazując w ten sposób kto jest najważniejszy, a kto jest na końcu. Kiedy następuje jakieś większe nieporozumienie rozwiązuje się je przy pomocy zębów, szczęk i pazurów. I ok, bo wszyscy zawodnicy mają do dyspozycji taki sam sprzęt. I podobnie jest, gdy ”pokłócą się” psy… W przypadku psów, przewodnik-człowiek musi pamiętać, że fizycznie stoi na przegranej pozycji. Dlatego nie wolno mu dopuścić do sytuacji, w której psy ustalają hierarchię pomiędzy sobą  (zwłaszcza, że używają do tego sprzętu, którym my nie dysponujemy). Zawsze należy blokować dominacyjne zapędy psów, z którymi ma się do czynienia. We własnym domu, zwłaszcza kiedy ma się więcej niż jednego psa, na spacerze w parku, kiedy nasz pies albo psy bawią się z psimi kumplami i kiedy zaczyna się robić jasne, że za chwilę dojdzie do ”spiny”, bo komuś zaczęło się wydawać, że jest ”mocniejszy”. Wtedy trzeba wkroczyć do akcji i przypomnieć psom, że życie z człowiekiem-przewodnikiem wyklucza dominowanie innych psów. W psio-ludzkim stadzie przewodnikiem zawsze powinien być (ale nie zawsze jest) człowiek. ”Modyfikacją” jest jedynie to, że każdy członek rodziny jest no. 1, a pies jest w hierarchii niżej od trzyletniego brzdąca.

Nawet jeżeli psów mamy kilka, nie faworyzujemy żadnego z nich.

W ludzko-psim zestawie nawet jeżeli człowiek jest jeden a psów jest pięć, to człowiek pilnuje, by wzajemne relacje psów były na tym samym poziomie. Nie ma opcji na to, by jeden pies szefował reszcie, to zawsze prowadzi do problemów. Każdego z psów należy traktować tak samo. Żadnego nie wolno faworyzować, bo to przynosi skutki odwrotne od oczekiwanych. Żaden pies nie będzie ”chodził jak w zegarku” dopóki człowiek nie zostanie dla niego autentycznym przewodnikiem.

Korekta  jest wynikiem/ skutkiem zachowania nieakceptowanego/ niedopuszczalnego przez resztę członków stada (dążących za wszelką cenę do utrzymania porządku, czyli przestrzegania zasad zapewniających przetrwanie stada). Korekta polegać będzie na wytrąceniu danego osobnika ze stanu, w którym się znalazł, a skutkiem ma być i jest natychmiastowy efekt: zaprzestanie tego działania i powrót do stanu posłusznego poddania, czyli okazanie posłuszeństwa wobec przewodnika. Jeżeli korygującym jest stojący znacznie wyżej w hierarchii osobnik, a ”przewinienie” jest niewielkie, zazwyczaj wystarczającą korektą będzie warknięcie lub uderzenie kłem. Jeżeli ”przegięcie” było z gatunku tych cięższych lub koryguje osobnik stojący na podobnej co korygowany, pozycji w stadzie, korektą będzie fizycznie intensywniejsze zachowanie.

Efekt korekty będzie natychmiastowy ponieważ każdy członek stada zna zasady i wie, że niedostosowanie się do wymogów stada, równa się poniesieniu konsekwencji za ”niesubordynację”. Konsekwencją może być spadek pozycji w hierarchii, wykluczenie ze stada, a w bardzo ekstremalnych przypadkach unicestwienie (Wiele razy osobnik był korygowany za to samo ”przewinienie”, ”miał zwracaną uwagę”, komuś wreszcie ”puszczają nerwy” i kończy sprawę). Tylko z punktu widzenia człowieka takie zachowanie postrzegane jest jako okrucieństwo.

Kreowanie konsekwencji przez przewodnika-człowieka polega na ”przywołaniu do porządku”, którego skutkiem jest okazanie człowiekowi posłusznego poddania.

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2013/09/21/charakter-i-wychowanie-dogo-argentino-korygowanie-niewlasciwego-zachowania-czyli-kreowanie-konsekwencji/

Niestety, wielu właścicieli psów mylnie identyfikuje zachowania będące korektą jako przejaw ”agresji”. Zaczynają świrować, że ich starszy pies za chwilę zagryzie szczeniaka itp. Zapominają, że jeżeli oni nie są w stanie udzielić psu wskazówek odnośnie właściwego zachowania, kiedy ten zaczyna np. nakręcać się coraz bardziej w zabawie albo przy jedzeniu, to dorosły, zrównoważony pies ”udzieli mu lekcji” (Tym bardziej, że bardzo prawdopodobne jest, że to ten właśnie pies, a nie człowiek, jest przewodnikiem w ich ”stadzie” albo, że pies i człowiek sprawują tą funkcję na przemian… ). Wystarczyłoby poobserwować przez chwilę zwierzęta w ich wzajemnych relacjach, by przekonać się czy mamy do czynienia z faktyczną agresją wobec szczeniaka (co jest bardzo rzadkim zachowaniem i oznacza, że z drugim, dorosłym psem jest duuuży problem), czy ze zwykłą i zupełnie normalną w psim świecie (zwłaszcza, że człowiek zachowuje się jak ”owca we mgle”) korektą. Zakładanie, że każde warknięcie starszego/ dorosłego osobnika na szczeniaka oznacza potencjalne zagrożenie życia dla szczeniaka, jest tak samo błędne jak założenie, że ”każdy pies, który merda ogonem się cieszy”. Na tym filmiku mama żąda chwili dla siebie 😉 : https://www.youtube.com/watch?v=fpBxzSOwtrg

Kiedy skorygowany pies zaprzestaje nieakceptowanego przez inne psy zachowania, natychmiast absolutnie automatycznie wszyscy pozostali członkowie stada/ inne psy, przechodzą nad tym wydarzeniem do porządku. Natychmiast wszystko wraca do normy. Przewinienie zostaje wybaczone, ”urazy” zapomniane. Minutę po zdarzeniu nikt już nie pamięta, że chwilę wcześniej nastąpił jakiś zgrzyt i kogoś trzeba było ”skubnąć zębem”. Wszystko gra i żaden pies nie zastanawia się nad tym co się wydarzyło. Koniec. Kropka. Zero ”psychologizowania”. Psom żyje się znacznie łatwiej niż ludziom 🙂

Dominacja nad psem nie ma nic wspólnego z agresją czy frustracją

Wydawałoby się, że skoro większość osób mających więcej niż jednego psa (z zupełnie niezrozumiałych przyczyn ) pozwala jednemu z nich dominować, po prostu oddając mu rolę przewodnika, to pomysł by przejęli tę rolę na siebie, nie powinien być aż tak ”kontrowersyjny”. A jednak, z jakiegoś dziwnego powodu, ludzie, o ile są w stanie pogodzić się z ”dominacją” u psów, to kiedy przychodzi do nich samych, czyli ”dominujących ludzi”, zaczynają zdradzać objawy schizofrenii. Zaczynają się gadki o ”agresywnym pozerstwie” itp. Skąd taki pomysł ? Dominacja nad psem polega na przekonaniu go, że jest się jego przewodnikiem.  Psa można ”przekonać” oddziałując na niego. Jak ? Na pewno nie prowadząc długie monologi. Przekupstwo też nie jest metodą na wyrobienie sobie autorytetu u psa. Wszystko polega na energii. Na pewności siebie i przekonaniu o słuszności swojego postępowania . Taką energię emitują/ projektują na członków stada, przewodnicy. 

Parę słów min. o tym jak zostać przewodnikiem:  https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2018/08/14/ludzie-i-inne-zwierzeta-mowa-ciala-i-przestrzeni-dystanse-personalne-i-osobista-przestrzen-w-interakcjach-ludzi-z-psami-psow-z-ludzmi-baza-bez-ktorej-wszystko-sie-sypie/

Nie oszukujmy się. Człowiek nie jest w stanie ”ogarnąć” psa inaczej niż ”mentalnie”, czyli siłą swojej woli. Fizycznie, w ewentualnym starciu z psem, leżymy i kwiczymy. Pies, który nie jest poddany człowiekowi, może być lub bywać posłuszny, owszem, może przychodzić na zawołanie i ”podawać łapę”, ale nigdy nie jest podporządkowany na 100%. Nie jest psem poddanym woli przewodnika. A my czujemy to zupełnie instynktownie i gdzieś w środku nie jesteśmy pewni czy jeżeli zachowamy się jakoś tam, to jak na to nasze zachowanie zareaguje nasz pies. ”Ten słodki Azor, który jest taki kochaniutki i tak lubi się miziać… Czy jeżeli teraz zepchnę go z kanapy, to nie zawarczy na mnie? Kiedyś już zawarczał. Czy tym razem nie zachce mnie chapsnąć?” To są dylematy ludzi posiadających często świetnie wytresowane, ale równocześnie zupełnie niewychowane psy, które nie są im poddane. Nasze psy doskonale zdają sobie sprawę z naszego stanu emocjonalnego. Więc jeżeli nie ufam mojemu psu, bo się go obawiam, bo nie umiem przewidzieć/ powstrzymać jego reakcji, to on to wie  i dlatego nie traktuje mnie jak swojego przewodnika i nigdy mi się nie podda. I koło się zamyka. By dominować nad psem, trzeba przede wszystkim zmienić swój sposób postrzegania psa i swoje nastawienie. Tzw ”metody pozytywne” bywają o tyle irytujące, że osoby je ”wyznające” (niestety to słowo bardzo często okazuje się być najodpowiedniejszym) z góry zakładają, że może im się nie udać. Dopuszczają możliwość, że pies nie wykona ich polecenia albo, że wykona je tylko ”czasem” i nie starają się tak, jakby mogły się starać, gdyby miały inne nastawienie. Tym samym godzą się na częściową próżnię, emanują nieodpowiedni rodzaj energii i idą na łatwiznę, ponieważ nie chce im się wykonać odrobiny pracy nad sobą –bo to wcale nie o psa chodzi!

Najgorsze, że zamknięcie się na fakty dotyczące tego, jak psy postrzegają relacje społeczne i jak się w nich zachowują, i życzeniowe nastawienie ”wyznawców metod pozytywnych”, że psy, skoro są udomowione, to staną się bardziej ”ludzkie”, to ”Trzeba próbować, może w końcu, może tym razem się uda”, ich psi podopieczni odczuwają jako brak przekonania i pewności w działaniu. Psy takie nastawienie odczytują jako słabość. Ci ludzie nie podejmują działań z nastawieniem ”to się stanie”/ ”zrobię to”/ ”uda mi się”, ”on wykona to polecenie” i emanują słabą energię. Dla swoich psów zawsze będą tylko podajnikami na karmę, ”miziaczami”, stworzeniami na drugim końcu smyczy, partnerami do zabawy, ale nie będą, tymi których poleceń się słucha i wykonuje bez chwili wahania czy ”buntu”, bo do tego niezbędny jest szacunek/ respekt, którym ich psy nie darzą ich.

Uczucie, którym obdarzasz swojego psa na pewno zapewni ci jego zaufanie (ale nie zagwarantuje mu poczucia bezpieczeństwa i) nie zaowocuje autorytetem, który buduje się od pierwszych dni z psem, wprowadzając do jego życia dyscyplinę i ustanawiając zasady (rules), granice (bounderies) i ograniczenia (limitations). Gdyby dominujący osobnik-przewodnik, w grupie psów lub wilków, lub w ”składzie mieszanym”, był po prostu agresywny, nie byłby przewodnikiem. Agresja jest wynikiem niestabilności psychicznej. Żadne zwierzę nie zaufa niestabilnej/ niepewnej energii. Gdyby opowieści dziwnej treści całej masy ”szkoleniowców”, o ”sfrustrowanych pajacach, którym marzy się dominacja”, miały w sobie cokolwiek z prawdy, to idąc ich tropem, ”filozując”, jak niektórzy z nich, trzeba byłoby oczekiwać, że dominujący w grupie samiec, jako agresor (choć taki scenariusz jest niemożliwy, ponieważ w świecie zwierząt agresor nie ma szans być przewodnikiem), byłby eliminowany. Wilki na wolności mają przewodników, którym poddają się ”na lajcie”. Psy poddają się innym psom, a nawet ludziom (tym szczęśliwcom, którzy zechcą zastanowić się nad ich naturą) i robią to zupełnie dobrowolnie, a przy tym są szczęśliwe, że ich ludzcy przewodnicy posługują się czytelnymi dla nich zasadami i odbierają sygnały, które one, mową ciała, spojrzeniem, dźwiękiem, im przekazują. Te psy są szczęśliwe, bo są pewne swojego przewodnika, który o nie dba, zapewniając im ”organizację pracy” i bezpieczeństwo przetrwania.

Tylko ludziom, na szczęście nie wszystkim, wydaje się, że dominacja jest słowem nacechowanym negatywnie. Dominacja u psów, dominacja dzięki której stają się uległe/ posłuszne jest kwestią energii emitowanej przez przewodnika. Dominacja, czyli ten specyficzny rodzaj energii, daje autorytet przewodnikowi. Autorytet pozwalający sprawnie korygować/ ”prostować” niechciane przez przewodnika (i resztę stada/ rodziny) zachowania oraz zapewnić sukces stadu. Trwanie stada i jego przetrwanie jest tym sukcesem.

W relacji z człowiekiem (i innymi psami) pies może prezentować cztery rodzaje zachowania:

walka -kiedy nie zgadza się z naszym działaniem np. pies zaczyna szarpać się, kiedy usiłujemy zapiąć mu obrożę i smycz przed wyjściem na spacer, warczy, kiedy chcemy mu odebrać miskę lub zabawkę, lub najklarowniejszy przykład, kiedy pies chce nas pogryźć,

”świrowanie” -nadmierna ekscytacja, nadmierna agresja, lękliwość –wszystkie rodzaje ”odlotów”,

unikanie -kiedy pies po prostu unika kontaktu z nami albo zupełnie nas ignorując, albo starając się uniknąć przebywania w pobliżu nas lub innych psów,

poddanieposłuszne poddanie, gotowość do odbierania i wypełniania komend.

Chyba wszyscy możemy się zgodzić, że ten czwarty stan poddania jest najwłaściwszym dla ludzko-psiego stada 🙂 bo pozwala ”wszystkim zaangażowanym” cieszyć się harmonijna relacją.

O wychowaniu, energii i stanie ducha było już tu https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2013/08/17/wychowanie-i-szkolenie-dogo-dogo-argentino-cesar-millan/ , ale przypomnieć nie zaszkodzi 😉

Na koniec coś absolutnie słodkiego http://www.youtube.com/watch?v=WZCBuyfCCeo&feature=share , a jeżeli to było za słodkie to ok, zejdźmy na ziemię 😉 na ”nasze podwórko” 😉 i zobaczmy, że dogo też może kumplować się ze swoim** kotem 😉 https://www.youtube.com/watch?v=sMFMQtc9Wc0

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora jest zabronione.

DOG ARGENTYŃSKI: PIES Z LISTY ‚RAS UZNAWANYCH ZA AGRESYWNE’ -DO THINGS RIGHT!

261941-dog-attack

Zawsze uważałam, że temat, który poruszę w tym wpisie jest sprawą tak oczywistą, że nie trzeba go jakoś ”specjalnie” rozwijać i omawiać. Jednakże W ZWIĄZKU Z TYM, ŻE POJAWIA SIĘ CORAZ WIĘCEJ HODOWCÓW I HODOWLI (także spoza Związku Kynologicznego w Polsce) UWAŻAM, IŻ WYBOROWI HODOWLI NALEŻY POŚWIĘCIĆ ZNACZNIE WIĘCEJ CZASU I WYJAŚNIĆ POTENCJALNYM NABYWCOM I TYM Z HODOWCÓW, KTÓRZY NIE PATRZĄ DALEJ NIŻ CZUBEK WŁASNEGO NOSA, Z JAKIEGO   J E S Z C Z E   POWODU JEST TO WYBÓR AŻ TAK WAŻNY.

Nie tylko eksterier.

Wiele razy zaznaczałam dlaczego WYBIERANIE ODPOWIEDNIEJ HODOWLI JEST ISTOTNE. Dla zorientowanych w temacie jest jasne, że chodzi o to, aby swoim wyborem nagradzać mądrych ludzi, którzy mają ściśle określony plan, wiedzą co robią a efekty ich działań bronią się same: ich Dogo Argentino są zdrowe. Używane przez nich do rozrodu osobniki nie są dysplastycznymi kalekami (mają wykonane RTG stawów biodrowych i łokciowych, a czasem i inne certyfikaty dotyczące stanu ich aparatu ruchu), są obustronnie słyszące a szczenięta, które sprzedają nabywcom mają wykonane BAER TEST. Dogo Argentino z hodowli posiadającej tradycję wykonywania badań, wyglądają jak Dogo Aargentino i przejawiają typowe dla DA cechy psychiczne. Reasumując, uczciwy hodowca, osoba rzetelna hoduje rasowe psy, które wyglądają i zachowują się tak, jak Martinez chciał, żeby wyglądały i zachowywały się jego ukochane Dogo Argentino, i są zdrowe.

 

Najważniejsza jest ODPOWIEDZIALNOŚĆ.

W unikaniu/piętnowaniu ”przypadkowych hodowców” chodzi o to, by zdawać sobie sprawę. iż kupowanie od nich szczeniąt jest równoznaczne z finansowaniem ich działalności, a więc wspieraniem ich i zachęcaniem do powoływania na świat kolejnych psów. I że wiąże się nie tylko z ryzykiem obniżenia jakości przychodzących na świat zwierząt, co jak wiemy wynika z niskiej znajomości zagadnień związanych z samą hodowlą. Braki tzw hodowców objawiają się min w punktach;

używanie do rozrodu osobników nieprzebadanych,

genetyka: przypadkowe kojarzenia dają przypadkowe, byle jakie efekty, co skutkuje wzrostem liczby eksterierowo kiepskich psów, których fizyczne i psychiczne cechy coraz mniej mają wspólnego z rasą,

opieka nad matką i rozwijającymi się szczeniętami etc.,

RYZYKO, ŻE TE PRZYPADKOWE OSOBY, BEZ PODSTAWOWEJ WIEDZY, NIEETYCZNIE I DLA ZYSKU, DODATKOWO UŻYWAĆ BĘDĄ DO ROZRODU OSOBNIKÓW O ZABURZONYM TEMPERAMENCIE; AGRESYWNYCH LUB PRZESADNIE STRACHLIWYCH, CZEGO SKUTKI MOGĄ BYĆ (I BĘDĄ) OPŁAKANE. ORAZ, ŻE KOLEJNYM WYNIKAJĄCYM Z TEJ NIEWIEDZY, BRAKU PRZYGOTOWANIA I CIASNOTY UMYSŁOWEJ, ZAGROŻENIEM, BĘDZIE/JEST FAKT, ŻE PSY Z TYCH HODOWLI CORAZ CZĘŚCIEJ, W CORAZ WIĘKSZEJ LICZBIE BĘDĄ TRAFIAŁY DO LUDZI NIEODPOWIEDZIALNYCH, NIEUMIEJĄCYCH BYĆ PRZEWODNIKAMI DLA PSA TAK TRUDNEJ I POTENCJALNIE NIEBEZPIECZNIEJ RASY, I TAKŻE JE ROZMNAŻAJĄCYCH. A W NAJGORSZYM PRZYPADKU DO OSÓB CHCĄCYCH WYKORZYSTAĆ MOŻLIWOŚCI DOGO ARGENTINO W SPOSÓB ABSOLUTNIE NIEDOPUSZCZALNY, MORALNIE NAGANNY, NIEZGODNY Z PRAWEM, PO PROSTU BANDYCKI, I CO NAJSTRASZNIEJSZE, WBREW NATURZE PSA DOMOWEGO.

NIE WOLNO KUPOWAĆ TYCH PSÓW OD LUDZI, KTÓRYM ZALEŻY JEDYNIE NA TYM, ABY JE SPRZEDAĆ!

NALEŻY KUPOWAĆ DOGO ARGENTINO TYLKO OD HODOWCÓW ODPOWIEDZIALNYCH I NA SERIO PODCHODZĄCYCH DO HODOWLI, KTÓRZY MAJĄ AUTENTYCZNY KONTAKT ZE SWOIMI PSAMI ORAZ NABYWCAMI SZCZENIĄT, NIE TYLKO PRZED ICH SPRZEDAŻĄ, ALE TAKŻE I PO NIEJ.

Nie ma niestety w Polsce przepisów prawa odpowiadających na potrzebę ograniczenia osobom przypadkowym, nieodpowiedzialnym, niemoralnym i PO PROSTU GŁUPIM prawa do hodowli, a mówiąc właściwie ROZMNAŻANIA psów, szczególnie potencjalnie NIEBEZPIECZNYCH RAS PSÓW.

Na rozmnażanie psów rasy takiej jak Dog Argentyński -wymienić w tym miejscu mogłabym przynajmniej kilka, jeśli nie kilkanaście lub kilkadziesiąt innych- powinno być specjalne zezwolenie, wydawane jedynie osobom spełniającym ściśle określone kryteria i wymogi.

Niestety, każdy może stać się dziś hodowcą. Jedyne ”legalne ale”, które w praktyce KAŻDY MOŻE OBEJŚĆ, BO NIE MA W POLSCE OBOWIĄZKU PARADOWANIA Z PSEM PO WYSTAWACH, to zaliczenie wystaw kwalifikujących psa do hodowli ZGODNEJ Z PRZEPISAMI ZWIĄZKU KYNOLOGICZNEGO W POLSCE (które wielu, z różnych przyczyn, ma w nosie)*. Psa się pokazuje, zostaje oceniony przez sędziego ”według zgodności z wzorcem” i potem, w oparciu o przepisy ZKwP, w końcu można go rozmnażać, uprzednio rejestrując hodowlę w FCI i Związku Kynologicznym w Polsce/wchodząc w współpracę z wybranym hodowcą. Tak robią wszyscy hodowcy i hodoFcy.

ALE rosnąca popularność tej rasy niesie za sobą niebezpieczeństwo, którego nie wolno lekceważyć. Konsekwencją popularności jest coraz większa liczba osób interesujących się DA, na rynku jest coraz więcej szczeniąt, coraz więcej kupców… Coraz trudniej będzie kontrolować to, co dzieje się z psami, po tym jak przejmą je nowi właściciele.

Nie możemy, nie mamy podstaw by zakładać, że każdy, kto będzie chciał ”mieć szczeniaczki”, będzie dążył do ”zrobienia tych szczeniaczków” drogą prowadzącą przez ścieżki, które wyznacza stowarzyszenie hodowców rasowych psów, np. Związek Kynologiczny w Polsce, umownie więc użyjmy słowa ”LEGALNIE”.

Znajdzie się wielu chętnych pójść na skróty…

Tak było i jest od zawsze, z każdą rasą, która staje się popularna.

Dobry, godny zaufania hodowca to człowiek przede wszystkim odpowiedzialny za to, co robi, co powołuje do życia i gdzie to powołane przez niego psie życie trafia.

Nie ma niestety ”wystaw” kwalifikujących hodowców do hodowli.

Nie ma w Polsce żadnych testów psychicznych ani dla hodowców, ani dla nabywców psów ras takich, jak np. Dogo Argentino, ”ras uznawanych za agresywne”.

Nie ma takich wymogów, mimo iż od lat mamy w Polsce ”LISTĘ RAS NIEBEZPIECZNYCH”.

 

Pozwolenia na psa rasy uznawanej za agresywną 

Żeby było jeszcze tragiczniej najbardziej nieodpowiedzialni ludzie, W TYM NIEKTÓRZY HODOWCY, ZAMIAST SKUPIAĆ SIĘ NA TYM, ŻE DOGO ARGENTINO TO PIES SZALENIE NIEBEZPIECZNY W RĘKACH NIEODPOWIEDNICH OSÓB, WYPISYWAŁY/WYPISUJĄ, PO TO ŻEBY SZCZENIAKI LEPIEJ SIĘ SPRZEDAWAŁY, NA FORACH, na które dotąd w pierwszej kolejności trafiały osoby zainteresowane Dogo Argentino, szukając o tej rasie informacji i pytając min. o zezwolenia na psy tej rasy, ŻE ”ZEZWOLENIA NA PSA Z LISTY RAS NIEBEZPIECZNYCH, TO WŁAŚCIWIE TAKIE ZAWRACANIE GŁOWY”(!). Ci ludzie mają pełną świadomość ułomności przepisów polskiego prawa w kwestii zabezpieczania psów swojej ”ukochanej rasy” przed trafieniem w ręce ludzi zupełnie do tego niewłaściwych oraz niczemu niewinnych ludzi i zwierząt przed psami rasy Dog Argentyński, wychowywanymi przez osoby kompletnie się do tego nienadające; kretynów czyniących z tych psów postrachy okolic. Ale ZAMIAST SKUPIĆ SIĘ NA TYM, BY POPRZEZ SWOJĄ FORUMOWĄ DZIAŁALNOŚĆ, UŚWIADAMIAĆ OSOBY FASCYNUJĄCE SIĘ DA, ŻE WYMAGANIA JAKIE TRZEBA SPEŁNIAĆ, WYCHOWUJĄC PSY TEJ RASY, MOGĄ NIEJEDNOKROTNIE PRZEROSNĄĆ DOŚWIADCZONEGO PSIARZA, PISZĄ TYLKO KRETYNIZMY W RODZAJU ”ZEZWOLENIEM NIE TRZEBA SIĘ AŻ TAK PRZEJMOWAĆ”. TACY LUDZIE TO SĄ HANDLARZE. TAK NIE POSTĘPUJĄ LUDZIE ODPOWIEDZIALNI, PODOBNO CHCĄCY ZROBIĆ ”COŚ DOBREGO DLA RASY”. Na marginesie, to ”robienie czegoś dobrego dla rasy”, to specyficzny synonim, który zawiera, określa wszystko to, czym brzydzę się u tzw. ”hodowców” i jest pochodną moich doświadczeń z forumowymi gwiazdami dawnego Forum Molosy, o którym od czasu do czasu wspominam. W swoim czasie, kiedy pisałam pierwsze poważne artykuły na Forum Molosy (na temat genetyki umaszczeń, roli pigmentu etc.), zarzucano mi, że ”robienie czegoś dobrego dla rasy”, to nie jest PISANIE ARTYKUŁÓW UŚWIADAMIAJĄCYCH PRZYSZŁYCH NABYWCÓW, A,  U W A G A, będzie ”grubo”; ”hodowla” (sic! + jak najbardziej słuszny cudzysłów). Ludzie, którzy klepali na tym forum najwięcej postów i w związku z tym uchodzili za specjalistów od wszystkiego, twierdzili, że ROZMNAŻANIE psów jest ”dobre dla rasy” (Pewnie, byłoby dla nich lepsze. Gdybym zamiast im utrudniać łatwą sprzedaż szczeniaków, poprzez gładko funkcjonujące forum, jak oni rozmnażała nieprzebadane psy). I że ”jakbym zaczęła hodować to, by mi przeszło pisanie”. Rozumiecie to państwo?

Są wśród ”rozmnażaczy” DA ludzie, którzy wprost, publicznie przyznają, że uświadamianie potencjalnych przyszłych nabywców psów rasy, którą hodują/rozmnażają nie jest im na rękę! A dodatkowo ZUPEŁNIE NIE WIDZĄ, A W PRAKTYCE CHYBA WIDZIEĆ NIE CHCĄ, ZAGROŻEŃ, JAKIE NIESIE ZA SOBĄ POPULARYZACJA RASY I ZWIĘKSZAJĄCA SIĘ Z ROKU NA ROK ILOŚĆ TZW HODOWCÓW ROZMNAŻAJĄCYCH DA, POWOŁUJĄCYCH DO ŻYCIA, W SPOSÓB W ZNACZNEJ, ZNACZNEJ WIĘKSZOŚCI, ZUPEŁNIE NIEPRZEMYŚLANY, KOLEJNE PSY, KTÓRYM PRZECIEŻ NALEŻY ZNALEŹĆ ODPOWIEDZIALNYCH OPIEKUNÓW! Uważam, że to ostatnie, to zadanie przekraczające intelektualne zdolności tych ludzi. 

Bezmyślne produkowanie szczeniaków rasy przeznaczonej do wykonywania bardzo konkretnego rodzaju pracy, w kraju, w którym z założenia tej pracy wykonywać nie mogą, w formie, w której wykonują ją w rodzimej Argentynie, pracy która w Polsce postrzegana jest jako ”kontrowersyjna” i na którą nie ma warunków, przede wszystkim prawnych, przez ludzi nieznających/nierozumiejących tej rasy, i sprzedawanie kitów na internetowych forach, że to ”bardzo fajne, rodzinne pieski”, PO TO, ŻEBY PIESKI SIĘ SPRZEDAWAŁY, jest świństwem, które powinno być karalne.

Lista ”ras uznawanych za agresywne” stworzona lata temu przez, wtedy jeszcze MSWiA, to z kynologicznego, behawioralnego i zwyczajnie zdroworozsądkowego punktu widzenia, w istocie bubel prawny nad którym, w tym miejscu nie mam zamiaru dłużej się rozwodzić. Faktem natomiast jest, że każdy posiadacz DA musi poinformować odpowiedni urząd administracji publicznej, iż pies rasy Dog Argentyński (nr tatuażu/chipa – przy czym od 01.01.2014 wszystkie psy i koty muszą być chipowane) znajduje się pod jego opieką i jest przypisany do konkretnego adresu zameldowania.

W praktyce jednak, nawet przestępcza przeszłość potencjalnie nie wyklucza kogoś z grona posiadaczy psa z ”listy ras niebezpiecznych’‚. Nikt ”nie prześwietla” osób, które składają wniosek o zezwolenie na psa ”rasy uznawanej za agresywną”, który składa się po tym, jak pies trafi już do domu -tak właśnie, niestety wygląda ta ”procedura”… Mamy nawet znanego z ”wybuchowego temperamentu” i stosowania przemocy wobec, dziś już byłej, żony, ”pana hodowcę” Dogów Argentyńskich… ”Pan hodowca” ”nie trzyma ciśnienia”, bywa, że otwarcie grozi osobom, które mu ”podpadły”, środowisko związane z DA  (i nie tylko) doskonale wie jak ten ”pan hodowca” potrafi się zachować, bo większość z tych osób na własnej skórze miała okazję przekonać się, że osobnik ten jest bardzo niestabilny psychicznie i eufemizmem byłoby powiedzenie, że ma ”problemy psychiczne”, a mimo to owe środowisko w pełni akceptuje jego członkostwo w ZKwP, obecność na wystawach ZKwP, dziwne telefony, którymi czasem niektórych raczy itd… (Edit 2015: na YT jest nawet nagranie zatytułowane ”Dogi Argentyńskie w mp3”…)

”Całego świata nie zbawimy”, ale świadomość tego w jakim punkcie jesteśmy, jakie są fakty, czego należy oczekiwać, jakie powinny być standardy i jak sprawić by przynajmniej niektórzy tych standardów przestrzegali, sprawi, że po jakimś czasie, o ile tylko niezmiennie będziemy WYMAGAĆ przestrzegania tych standardów ci, którzy wciąż będą ”odstawać”, w końcu ”wypadną z gry”.

Nie ma żadnego organu sankcjonującego rozmnażanie psów z ”Listy Ras Niebezpiecznych”. Powtarzam, na dobrą sprawę każdy, omijając Związek Kynologiczny w Polsce czy inne organizacje, może sobie po prostu wziąć sukę i psa i zacząć je rozmnażać, zwiększając tym potencjalne zagrożenie, które niesie za sobą przekazywanie psów nieodpowiednim ludziom.

W praktyce, kiedy dochodzi do tragedii nie ma już żadnego znaczenia to czy pies, który zaatakował, był zwierzęciem, które urodziło się w pseudohodowli czy w hodowli działającej pod egidą organizacji kynologicznej. ”THE DEMAGE HAS BEEN DONE” I JUŻ NIC INNEGO SIĘ NIE LICZY.

Nie wiemy co dzieje się z psami rozmnożonymi przez pseudo hodowców przed wprowadzeniem zmian do ustawy o ochronie zwierząt (która weszła w życie 01.01.2012 r.), nie wiemy co dzieje się z wszystkimi psami rozmnożonymi w tych tzw legalnie działających hodowlach i nie wiemy też ilu jest działających w szarej strefie ”rozmnażaczy” dzisiaj, ludzi, którzy działając poza przepisami kynologicznych organizacji i moralnością, dzisiaj ”trzepią mioty”. Na mamy pojęcia ile w istocie,  DA i ”DA” łącznie rodzi się w Polsce.

Możemy być pewni tylko jednego, rodzi się ich coraz więcej i nie jest jasne gdzie, do jakiego typu człowieka trafia każde ze szczeniąt z osobna.

 

Ktoś musi być odpowiedzialny 

Jeżeli sami nie przejmiemy na siebie odpowiedzialności za to, by ograniczyć rozmnażanie psów przez nieodpowiednie osoby, czyli nie zaczniemy bardzo starannie wybierać hodowców oraz uświadamiać potencjalnych nabywców na temat specyfiki rasy, przyczyniać się będziemy do zwiększania się liczby psów trafiających na niezawinione przez siebie a jakiegoś człowieka-idiotę, dożywocie do schronisk, usypianych ze względu na problemy behawioralne (wywołane przez ludzi-debilów) oraz w wyniku ”ataków” na inne psy, zwierzęta I LUDZI, za które też odpowiadać będą ludzie-imbecyle a nie psy. Będziemy przyczyniać się do rozprzestrzeniania się negatywnego, krzywdzącego wizerunku rasy.

DA są zbanowane w wielu krajach. Nie chcemy by działania nieodpowiedzialnych kretynów przyczyniły się do zakazu hodowli i trzymania Dogów Argentyńskich także w Polsce!

Bardzo ważne jest aby poza kwestiami typowości w rasie, poza wyglądem, skupić się na kwestii odpowiedzialności i bezpieczeństwa! Wszyscy dokładnie wiemy do czego pierwotnie została ta rasa stworzona, jakie jest jej przeznaczenie i jakie DA mają ”możliwości”. W związku z tym należy wybierać jedyne odpowiedzialnych hodowców, którzy utrzymują kontakty z nabywcami swoich szczeniąt i dbają o to, by mieć maksimum wiedzy na temat losów psów, które wypuścili od siebie w świat.

Odpowiedzialny hodowca długo wybiera, komu powierzy swoje ”psie dziecko”. Czas zrewanżować się tym odpowiedzialnym ludziom, ”Dobrym Hodowcom”! Odpowiedzialny Nabywca długo wybiera kogo nagrodzi swoim zaufaniem, zanim ostatecznie podejmie decyzję.

 

KWALIFIKACJE HODOWCY

Hodowca musi być osobą inteligentną, o szerokich horyzontach, osobą na pewnym ”poziomie”, jak to się kiedyś mówiło. To nie może być byle cieć z spod budki z piwem ani zapuszczona tipsiara, którzy nie umieją poprawnie w rodzimym języku mówić. Nie można nazywać ”hodowcami” prostaków i prostaczek, znanych z fejsbukowych gównoburz, jakichś cwaniaczków i cwaniar, którzy korzystając z tego, w jaki sposób ”opodatkowane” jest ”amatorskie” rozmnażanie tzw rasowych psów, ssą kasę z naiwniaków. Ktoś, kto rozmnaża psy rasy tak specyficznej, ma posiadać ”zrozumienie rasy”, mieć doświadczenie, rozumieć siłę, skalę zagrożenia, jakie pies tej rasy może stanowić, gdy trafi do nieodpowiedzialnego człowieka, że rasa, którą do rozmnażania wybrał, jest trudna, wymagająca i potencjalnie bardzo niebezpieczna. Tego nie zdobywa w się w ciągu roku od momentu, w którym pies trafi do domu! Najlepiej sprawdzający się w hodowli i w wyborze opiekunów dla DA, są ludzie, którzy TROCHĘ Z nimi (albo terrierem typu bull, rotkami, czy innym psem typu powerfull breed) PRZEŻYLI (KILKA LAT) ZANIM PODJĘLI DECYZJĘ, IŻ ZAJMĄ SIĘ PLANOWĄ (!) HODOWLĄ PSÓW TEJ RASY. Tylko ludzie z doświadczeniem mogą być odpowiedzialnymi hodowcami BAZUJĄCYMI NA   W Ł A S N Y C H  DOŚWIADCZENIACH, A NIE TYM CO PANI IKŚIŃSKA NAPISAŁA W KOMENTARZU POD ZDJĘCIEM NA JAKIMŚ ŚMIESZNYM FORUM ALBO ”FEJSIE”! WIEDZĘ ZDOBYWA SIĘ LATAMI. I TO WIEDZĘ TEORETYCZNĄ, KTÓRA POZWALA W PRAKTYCE UNIKAĆ BŁĘDÓW. KURS PRAWA JAZDY TEŻ NIE POLEGA NA TYM, ŻE ZA KIEROWNICĄ SADZA SIĘ CZŁOWIEKA, KTÓRY NIE ZNA NIE TYLKO PRZEPISÓW RUCHU DROGOWEGO, ALE NAWET NIE WIE CO TO SPRZĘGŁO! WIELU ”HODOWCÓW” JEDNAK UCZYĆ SIĘ ”HODOWANIA” ZACZYNA OD ”DOPUSZCZENIA” SAMCA DO SUKI…

Musi udowodnić że rozumie czym jest planowa hodowla zwierząt, psów rasowych, rasy Dogo Argentino, od początku do końca;

dbać o to, by szczenięta trafiły do odpowiednich ludzi, selekcjonować przyszłych opiekunów, zanim szczenięta się urodzą, czyli hodowca planuje krycia z odpowiednim wyprzedzeniem, a nie powołuje miot do życia, a potem szuka na niego kupców, jak nabywców na swetry robione na drutach,

znać podstawy genetyki i metody hodowlane, bez których nie można mówić o planowej, rozumnej hodowli,

zdawać sobie sprawę, że kiedy przekazuje się nowym nabywcom peta, to nie tylko uczciwie jest powiedzieć im, że to pet, ale dalej, że należy namawiać opiekunów do wykastrowania/wysterylizowania psa lub suki peta, (Najlepiej jest zawierać ten punkt w umowie kupna-sprzedaży, tak aby nabywca dokładnie zdawał sobie sprawę, że tego konkretnego zwierzęcia rozmnażać nie należy. W ten sposób hodowca robi wszystko, co w jego/jej mocy, aby psy bez wartości hodowlanej nie były bezsensownie, ze szkodliwością dla rasy, rozmnażane. Nie chodzi o to, by ludzi ”zmuszać” do kastrowania/sterylizowania ich psów i suk, ale ich uświadamiać, edukować, informować, że istnieje taka możliwość i że jest ona korzystna z wielu powodów.)

z behawioryzmem być ”za pan brat”, by móc służyć rzetelną pomocą nabywcy szczeniaka, kiedy ten napotka na pierwsze problemy wychowawcze,

być w stanie podpowiedzieć rodzaje, formy treningu odpowiednie dla danego zwierzęcia, oraz móc w razie konieczności skontaktować nabywcę z godnym zaufania, doświadczonym psim trenerem,

znać przepisy organizacji kynologicznej pod egidą, której rozmnaża swoje psy.

Nie ma w Polsce prawnie usankcjonowanej listy wyżej wymienionych wymogów. Prawdopodobnie nie ma takiej listy ani wymogu spełniania każdego z jej punktów w żadnym kraju. Ale nie znaczy to, że wymóg taki nie jest potrzebny.

Dlatego o tych wymogach należy mówić głośno i bezustannie powtarzać, że nie każdy może/powinien rozmnażać psy, a już szczególnie nie psy ras potencjalnie bardzo, bardzo niebezpiecznych.

DA nie jest psem ”z natury” agresywnym i niebezpiecznym. Staje się taki w rękach nieodpowiedniego człowieka, który posiadaniem psa tej rasy coś sobie kompensuje. Kiedy DA ”wychowuje” niepewny siebie, zakompleksiony, słaby psychicznie człowiek, którego ”jara” to, że sąsiedzi boją się jego psa, zwierzę przejmuje cechy swojego właściciela i staje się równie niestabilne psychicznie, jak on. I niebezpieczne dla otoczenia.

Dogo Argentino staje się również niebezpieczny, kiedy jest źle traktowany, kiedy trafia w ręce różnej maści bandziorów i bandziorków, i agresji jest celowo uczony.

 

Podoba mi się Dogo Argentino

Te psy podobają się wielu ludziom, właśnie, ”podobają się”. Nic dziwnego, kiedy ogląda się naprawdę dorodne DA trudno jest się nie zachwycić, ale ”podoba się” nie może być kryterium, które decyduje o wyborze tej rasy. Jedynie znikoma część osób, którym DA się ”podoba” faktycznie rozumie tę rasę i posiada cechy, które powodują, że ci ludzie umieliby sprostać wyzwaniu jakim jest posiadanie Dogo Argentino.

Dogo Argntino musi być odpowiednio socjalizowany, nie może być psem przejawiającym agresję w stosunku do ludzi, zwierząt, czy zjawisk!

To rasa o niezwykłej mocy fizycznej, ”zwierzę-maszyna”, absolutnie fantastyczny, doskonały twór człowieka o niezwykłej wyobraźni i uporze, który wymyślił sobie wspaniałego, białego psa, a potem, po latach pracy hodowlanej, uzyskał wreszcie wymarzony, na samym początku zaplanowany efekt: psa doskonałego, bardzo specyficznego, o wyjątkowej specjalizacji. Jego opiekun musi umieć, być w stanie mu sprostać. Musi od samego początku ”do things right”, jeżeli porywa się na posiadanie tak wymagającego psa. Dogo Argentino jest wyzwaniem i jedynie stabilny psychicznie, odpowiedzialny, mądry i doświadczony człowiek umie wychować DA na lojalnego, posłusznego przyjaciela.

 

Na koniec

Jeżeli nie podoba ci się to, do czego dogo zostały stworzone, jeżeli nie akceptujesz rodzaju pracy, do której powołano tą rasę, nie nadajesz się na przewodnika dla Dogo Argentino.

Negowanie instynktu, cech wrodzonych, utrwalanych w tych psach przez dziesiątki lat planowej hodowli i selekcji, oraz zaprzeczanie faktom nie jest rozwiązaniem. DA pozostaną sobą, determinuje je rasa. Nie możesz zaprzeczać, możesz tylko ukierunkować instynkt. Zwróć uwagę jak bawią się szczeniaki dogo (”za ucho i do ziemi”)…

Te psy należy od wczesnego szczenięctwa wprowadzać w pełną gamę doświadczeń. Mieszkasz na wsi? Jeździj do miasta. Mieszkasz w mieście? Pojedź na wieś. Pokaż szczeniakowi krowę, żeby móc z nim jechać bez obaw na weekend za miastem. Pokaż mu konia, bo nie chcesz, żeby na środku ulicy zaatakował konnych policjantów i oberwał kopytem. Przewoź szczeniaka autobusem, pociągiem, tramwajem, metrem, oswajaj go z ich odgłosami i tłumem – oswój go ze środkami transportu publicznego, bo nigdy nie wiesz, czy kiedyś nie będziesz musieć skorzystać z tego rodzaju transportu ze swoim psem u boku. Zabieraj go w miejsca gdzie jest mnóstwo ludzi i gdzie spotka inne psy. Jeśli nie masz kota, weź go na wizytę do kociarzy i oswój z tym, że ”kota się nie je”. Bądź jego przewodnikiem 🙂

Zanim wybierzesz psa zastanów się jaki rodzaj sportu będziesz z nim uprawiać, bo pamiętaj: to pies pracujący, co w założeniu oznaczało, że ma pracować i przebywać z innymi psami i musi być uległy w stosunku do człowieka. Jako właściciel musisz zagwarantować otoczeniu, że twój pies może/jest w stanie bezkolizyjnie przebywać w towarzystwie obcych ludzi, zwierząt, zjawisk. Musisz zapewnić mu PRACĘ, formę fizycznej i psychicznej aktywności, która wypełni lukę spowodowaną niemożnością realizowania przez DA jego łowieckiego instynktu.

Ale ani mi się waż robić z Dogo Argentino ”pilnowacza” podwórka. Dogo Argentino nie jest psem do pilnowania posesji! Gdzieś tam, przy okazji, na końcu oczywiście, że broni i pilnuje swojej rodziny, ale nie jest to pies, którego wybiera się do pracy polegającej na pilnowaniu posesji. To nie jest rodzaj pracy dla, której ta rasa powstała!

Zastanów się, czy jesteś przygotowany do posiadania Dogo Argentino?

Wyedukuj się zanim przyczynisz się do zniszczenia reputacji DA

Życie z dogo to znacznie więcej niż ”posiadanie psa”. To rasa dla ludzi z charakterem i w tym znaczeniu dogo jest psem bardzo ekskluzywnym.

EDIT 2018. Wracając do myśli: ”Jeżeli nie podoba ci się to, do czego dogo zostały stworzone, jeżeli nie akceptujesz rodzaju pracy, do której powołano tą rasę, nie nadajesz się na przewodnika dla Dogo Argentino. Negowanie instynktu, cech wrodzonych, utrwalanych w tych psach przez dziesiątki lat planowej hodowli i selekcji, oraz zaprzeczanie faktom nie jest rozwiązaniem. DA pozostaną sobą, determinuje je rasa. Nie możesz zaprzeczać, możesz tylko ukierunkować instynkt”. Otóż, w warunkach, w których jesteśmy, w Polsce, na terenie Unii Europejskiej tęsknoty za ”polowaniem z Dogo Argentino” w tradycyjnym dla tej rasy stylu, przy świadomości tego, jakiej konstrukcji psychicznej jest większość tych, którzy ”jarają się dogo” (wystarczy poczytać komentarze w internecie i porozmawiać z tzw hodowcami, żeby wyrobić sobie opinię na temat proweniencji większości z nich), jakimi pobudkami kierują się handlarze sprzedający przypadkowym nabywcom szczeniaki psów tej rasy, śmieszy i straszy równocześnie. Jeżeli masz/chcesz mieć Dogo Argentino tu i teraz, w tej szerokości geograficznej, znasz historię rasy(?) i wiesz, że instynkt łowiecki to tylko przeprogramowany instynkt, że DA jako myśliwski molos to ”lajtowa wersja”, bo pierwotnie instynkt kazał im (Białemu/ Walczącemu Psu z Cordoby) zabijać inne psy podczas walk psów(?). (Jeżeli nie wiedziałeś/aś to już wiesz). Odpuść więc sobie ”robienie z DA psa obronnego”. Nie rozbudzaj w nim instynktu, nad którym szybko może się okazać, że nie jesteś w stanie zapanować. Nigdy nie ucz Dogo Argentino agresji wobec/ w stosunku do człowieka. I nie używaj ”historii rasy” jako wymówki ani nie ”podbijaj” sobie ”puszczania po lesie” Doga Argentyńskiego, za ”sarenkami i dziczkami” tekstami, że to ”instynkt” i ”one tak mają”, i że ”muszą”.

Człowiek ma panować nad psem, być jego opiekunem i przewodnikiem, więc jest szalenie niepokojące, że niektórzy ”fani” i posiadacze Dogo Argetino aż tak różnią się od miłośników i posiadaczy np. terrierów typu bull. Którzy to nie puszczają swoich TTB w samopas, żeby wykańczały inne psy na spacerach albo dziką zwierzynę w lesie lub ”jedynie” się za nimi uganiały, w ramach ”rozładowywania instynktów”. Jakoś miłośnicy TTB nie mieli najmniejszego problemu z tym, żeby w swoich psach zobaczyć psy, zamiast ”rasy” czy ”typu” z przykrą, w każdym razie utrudniającą psom społeczne umiejętności i kontrowersyjną, historią w tle. Może kiedyś przyjdzie czas, że ci którzy dziś nazywają siebie ”miłośnikami Dogo Argentino” i płaczą, że DA nie mogą min. w Polsce ”się wyszumieć”, jak ”tradycja nakazuje” (a są to zarówno posiadacze pojedynczych sztuk psów tej rasy, jak i ludzie ”zawodowo” rozmnażający Dogo Argentino, czyli tzw hodowcy-amatorzy -praktyka pokazuje, że to tylko z pozoru oksymoron) też zobaczą w swoich psach przede wszystkim psy, a nie tylko rasę i może jakoś bardziej kreatywnie zaczną podchodzić do ”specyfiki przeznaczenia rasy”. Może, w końcu znajdą się tacy, których stać będzie na to, żeby zamiast kombinować jak psu uszy uciąć, żeby wyglądał ”kozacko”, pokazać Dogo Argentino jako psa domowego, nad którego instynktami, jeśli tylko się chce i ma się odrobinę ”oleju w głowie”, można zapanować.

Dogo Argentino to smutny przykład, że to nie pies, czy rasa jest problemem, a ludzie. Ludzie, którzy mają się za ”miłośników” tej właśnie rasy… Fanatycy kopiowania/ cięcia/ korygowania/ plastyki psich uszu, okaleczania ich po prostu, wciąż tnący swoje psy, mimo zakazu obowiązującego od 1997r, robią to i nielegalnie tną uszy swoim psom w ramach ”tradycji rasy”. ”Tradycji użytkowej Dogo Argentino”, choć nikt w Polsce z DA, w tradycyjnym dla rasy stylu, nie poluje. Nie wolno w Polsce biegać ani po lasach, ani po łąkach z gromadą psów nastawionych na zabicie dzikiej zwierzyny. Na ”kontakt” za tą zwierzyną, jej pochwycenie i utrzymanie. Zabronione są u nas tego rodzaju praktyki. Nie wolno z Dogo Argentino (ani np. Alano Espanol) biegać z białą bronią w ręce albo za paskiem, ganiać dzików i takim umęczonym przez psy dzikom, wbijać w serca wielgachnych noży. To na pewno jest coś, ten mit wokół rasy, co bardzo przemawia do wyobraźni różnym zakompleksionym personom, tym kolesiom typu ”metr siedemdziesiąt w kapeluszu” (choć i od tego rodzaju ”ćwiczeń” nie urosną) ze śmiesznymi tatuażami, których Dogi Argentyńskie wieszają się na rękawach pseudo szkoleniowców, albo brzydkim panienkom, (którym którym filtry nakładane na zdjęcia nie pomagają), które mUNdrzą się o ”wyglądzie głowy psa z ciętym uchem”. Ci ludzie walczą o ”zachowanie pozorów”, tnąc uszy, powołując się lub raczej odwołując się do czegoś, co w na terenie UE nigdy się nie zdarzy. Dogi Argentyńskie nie będą biegały po polskich lasach i łąkach z bandą pomyleńców z wielgachnymi nożami, rozpruwającymi flaki dzikim zwierzętom. Czas, żeby ”miłośnicy Dogo Argentino” pojęli to, co dawno, dawno temu zrozumiał Martinez, patrząc na punkt wyjścia Dogo Argentino, czyli Viejo Perro Pelea Cordobes. Dog Argentyński powstał dlatego, że Biały/ Walczący Pies z Cordoby nie przetrwałyby dłużej. W generalnym sensie tamte psy były bezużyteczne, zbyt agresywne. Z Dogo Argentino jest łatwiej niż z Viejo Perro Pelea Cordobes, bo to już ”wersja 2.0”. Polska to nie Argentyna. Dogi Argentyńskie w Polsce nie polują. Są całe linie, które od pokoleń wylegują się na kanapach i psy z tych linii trafiają do rodzin z dziećmi. Nie jest to więc rasa która (kiedykolwiek) miała szansę przetrwać u nas jako ”użytkowa”, na pewno nie użytkowana, jak rodzimej Argentynie. Dogi Argentyńskie nie przetrwają więc u nas dzięki ”myśliwskiej tradycji rasy”, z której w Polsce zawsze było tylko to obrzynanie uszu ani użytkowaniu ich w ten ”tradycyjny” dla rasy sposób. Przetrwają jako psy rodzinne, bo tym w Polsce są od początku.

Czas więc, by ”miłośnicy rasy” autentycznie zajęli się dobrem psów i zamiast wypisywać/ opowiadać totalne bzdury o ”konieczności cięcia/ kopiowania/ skracania/ plastyki/ korekty uszu zgodnie z tradycją rasy”, zaczęli dbać o to, aby każdy osobnik rasy Dog Argentyński, w Polsce, był rejestrowany we właściwym ze względu na adres zameldowania jego właściciela/ opiekuna, urzędzie administracji publicznej. By psy miały zarejestrowane w bazie danych czipy, dzięki którym łatwo będzie ustalić osobę odpowiedzialną za danego psa w sensie prawnym (To że nie piszę na blogu o aferach związanych z zarejestrowanymi w ZKwP, czyli najstarszym i najpopularniejszym, monopolizującym rynek kynologiczny w Polsce, stowarzyszeniu hodowców rasowych psów, Związek Kynologiczny w w Polsce, nie oznacza, że nie o nich nie wiem. Piszą do mnie o nich znajomi i nieznajomi posiadacze Dogo Argentino, ludzie, którzy sami dali się nabrać tym tzw hodowcom i oglądam reportaże. Rozmnażanie psów ras uznawanych za agresywne w taki sposób, w jaki to robią ”celebryci” świata DA, jest w Polsce możliwe, bo brak jest odpowiednich przepisów). By normą stało się poddawanie wszystkich osobników Dogo Argentino BAER TEST i by tzw hodowcy zaczęli dbać o aparat ruchu tych psów. Sorry, ale głuchy DA, dysplastyczny DA, Dog Argentyński z wadą serca, chorymi nerkami itp. to nie jest pies, który nawet w teorii byłby psem ”użytkowym”.

 

Zuza Petrykowska

Ps. Pamiętacie Daddy’iego Cesar’a Millan’a? Daddy był żywym dowodem na to, że z odpowiednim podejściem można z psa ”rasy niebezpiecznej” zrobić … Daddy’iego 😉 A i w Polsce, w świecie Dogo Argentino nie ma odpowiednika CM. (Dziecku CM ”Daddy” nie zeżarłby zwierzątka i dziecko CM nie musiałoby brać ”na miękko” tego faktu…)

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora jest zabronione.

WYCHOWANIE I SZKOLENIE: DOGO ARGENTINO & CESAR MILLAN

12627_diego-and-berkeley-07_qfzh4jyeg47qazfc4e357d3al3ncurxrbvj6lwuht2ya6mzmafma_400x225

Wyrywkowe szukanie powodów ”złego zachowania” u psa

Większość problemów przy rozwiązaniu, których właściciele psów szukają pomocy na internetowych forach ma jedno źródło: pies nie do końca wie jakie jest jego miejsce w relacji z właścicielem albo też jest przekonany, że to on jest ”szefem”, któremu my jesteśmy lub powinniśmy być podporządkowani (a przynajmniej tak to może wyglądać ”z boku” ). Nie zamierzam zajmować się tym z jakich powodów wielu psiarzy lekceważy pojęcie ”hierarchii” w psio-ludzkich/ ludzko-psich relacjach. Zamiast tego poniżej przedstawiam ”wyciąg” z metod Cesar’a, gdyż może się on bardzo się przydać tym, którzy zastanawiają się jak będą wychowywać, szkolić i ‚tresować’ swojego psa lub tym, którzy już psa mają i nie do końca komfortowo się z tym faktem czują…

Zanim kupisz/ zaadoptujesz psa zrób ”rozpoznanie” i poznaj metody wychowawcze, które pomogą ci ziścić marzenie, by twój pies został twoim najlepszym przyjacielem Jest tego ”trochę”, tych pomysłów na to jak psa wychowywać, układać i szkolić, ludzie są różni, mają różne osobowości/ charaktery, oczekiwania… A co za tym idzie potrzeby, cele i style pracy. Pamiętaj, że dobrze wytresowany pies, to nie to samo co dobrze wychowany pies (Pies wytresowany wcale nie musi być uległy wobec przewodnika, pies wychowany jest uległy w stosunku do swojego przewodnika/ właściciela). I że przestrzegając kilku prostych zasad, oszczędza się wiele czasu, nerwów i często pieniędzy. Znacznie łatwiej, rozsądniej i bardziej odpowiedzialnie jest zapobiegać problemom niż je rozwiązywać, szczególnie, kiedy ma się albo chce mieć w domu białego.

Wszystkich potencjalnych przyszłych właścicieli Dogo Argentino, ale i nie tylko ich, absolutnie wszystkich właścicieli psów, zachęcam do ZAPOZNANIA SIĘ z metodami, które stosuje Cesar Millan http://www.cesarsway.com/ i obejrzenia historii o tym, jak pomógł z pozoru bardzo ”problematycznemu dogo” odzyskać równowagę. To przypadek, w którym kluczową rolę odegrał strach ”pańci” psiego bohatera programu, że z jej psa może w przyszłości wyrosnąć ”psi bandyta”. Była tak niepewna i tak bardzo ”martwiła się na zapas”, że swoim zachowaniem wykreowała przypadek ”red zone”, czyli psa potencjalnie bardzo niebezpiecznego. ”Rehabilitacja” tego przypadku, w sumie polegała na uświadomieniu jego współwłaścicielce, że nie ma podstaw do tego, by bała się własnego psa.

Odcinek (12, sezonu 7) ”The Dog Whisperer” z Dogo Argentino o imieniu Diego, można obejrzeć dzięki dailymotion: ttps://www.dailymotion.com/video/x6hcx9z

Poniżej, w dużym skrócie, przedstawiam ”klucz” do zrozumienia podejścia Cesar’a Millan’a do psów, zaznaczając, że jego podejście do ludzi jest jeszcze ważniejsze i metod, które stosuje on w pracy z psiakami, takie ”Oto chodzi Cesar’owi”.

TRZY ZASADY, o których zawsze trzeba pamiętać i dzięki którym będziemy mieć szczęśliwego psa

Pierwsza: myśl o psie, jako o psie, a nie jak o człowieku. Pies to zwierzę z gatunku pies domowy, przedstawiciel rasy/ typu, o imieniu -w takiej kolejności. Powtórzmy: zwierzę → pies → rasa → imię.

Druga: ponieważ pies jest psem (a nie człowiekiem), to odbiera świat poprzez: nos → oczy → uszy -w tej kolejności, więc daj mu być psem.

Trzecia: pamiętaj, żyjąc z psem musisz zapewnić mu: ćwiczenia, dyscyplinę i okazywanie uczucia. Najpierw ćwiczenia (aktywność fizyczna i psychiczna), potem dyscyplina (zasady [rules], granice [boundaries] i ograniczenia [limitations]), potem okazywanie uczucia (mizianie, przytulanie i to wszystko co jest najfajniejsze w tym, że ma się psa a pies ma nas 🙂 ) -w tej kolejności.

Energia lidera

Cesar przede wszystkim uczy ludzi jak emanować ten właściwy rodzaj energii. Uczy, że w kontakcie z psem człowiek zawsze musi być spokojny, asertywny i pewny siebie. Przypomina, że psy są bardzo wrażliwe na naszą mowę ciała, czytają w nas jak w otwartych książkach, wyczuwają zmianę temperatury ciała i wyczuwają zmianę zapachu, który wydzielasz w rozmaitych sytuacjach. Psa nigdy nie oszukasz. On wie jak się czujesz. Czy to jest ”twój dzień”, czy raczej ”wstałeś lewą nogą”. Czują twój strach i niepewność (bo wtedy inaczej pachniesz), tak samo jak to, że tego dnia jesteś zdolny przenosić góry. Tylko pewny siebie, stabilny psychicznie człowiek, emocjonalnie zrównoważony, czyli przede wszystkim opanowany i niepoddający się emocjom, może być dla psa wiarygodnym przewodnikiem/ liderem. Dlatego nigdy nie wolno na psa krzyczeć, niecierpliwić się i traktować niepowodzenia podczas ćwiczeń, jako osobistą klęskę. Pies na którego będziesz wrzeszczeć, owszem przestanie ”żebrać” albo żuć twoje buty, ale nie dlatego, że ”trafiły do niego twoje argumenty”. Odejdzie, przejdzie gdzie indziej, ale tylko dlatego, że uzna cię za świra a świry są niestabilne psychicznie, a przebywanie w pobliżu kogoś niestabilnego jest niebezpieczne. Żadne zwierzę nie zaufa niestabilnej, rozchwianej a więc niebezpiecznej energii. Po prostu nie będzie chciało znajdować się w jej pobliżu.

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2018/08/14/ludzie-i-inne-zwierzeta-mowa-ciala-i-przestrzeni-dystanse-personalne-i-osobista-przestrzen-w-interakcjach-ludzi-z-psami-psow-z-ludzmi-baza-bez-ktorej-wszystko-sie-sypie/

Pies żyje w teraźniejszości, dlatego nigdy nie jest zbyt późno na zmianę

Pies dobrze czuje się tylko w sytuacjach jasno określonych. Lider/ przewodnik musi być liderem z prawdziwego zdarzenia, który nie bierze sobie wolnego od szefowania. Lider musi panować nad sytuacją, po to by pies nie miał ”poczucia”, że ”skoro nie ma szefa”/ ”mój człowiek nie sprawdza się w roli przewodnika, to ja to wezmę na siebie”. Większość problemów ludzi z psami (a nie psów z ludźmi) bierze się stąd, że człowiek nie jest ”szefem”, wydaje mu się, że nim jest albo dlatego, że bywa nim tylko czasami. Sęk w tym, że szef musi być szefem zawsze i wszędzie. I musi być w tym autentyczny. Alfa nie bierze urlopu od bycia Alfą. Pies żyje w chwili obecnej. Kiedy nie ma lidera, a ludzie w około nie zauważają tego psiego problemu, potrzeby, by ”ktoś szefował” i nie rozumieją, że z punktu widzenia psa lider jest niezbędny (ponieważ w psim przekonaniu inaczej panuje chaos, który stanowi zagrożenie dla przetrwania ‚stada’), pies automatycznie przejmuje jego rolę. Taka jest natura psów. Często ”agresywne psy” wale nie są agresywne. One po prostu są sfrustrowane. W swoim psim sposobie postrzegania świata nie mają wyboru, muszą wziąć obowiązek ‚przewodnictwa’ na swoje barki. W swoim psim mniemaniu dźwigają na sobie ciężar przewodnictwa stada (którym jest dla nich rodzina, duet człowiek-pies, to ”stado”, w którym na co dzień funkcjonują), a wcale nie mają ”natury lidera” i to powoduje u nich frustrację. Dodatkowo ludzie, którzy sami oddali psu tę funkcję, często nie stosują się do zasad/ praw, które to za sobą niesie i nie traktują, i nie postrzegają psa jako przewodnika stada. Z tego wynikają problemy, także ten ”najbardziej lajtowe”;

Przykład 1. Ludzie -niemający pojęcia o tym, jak z punktu widzenia psa wygląda sytuacja- ”rozbijają stado”, wychodząc z domu bez autoryzacji lidera, zamykając go w mieszkaniu (wycie i niszczycielstwo psów pozostawianych samych w domach, to konsekwencja tej ludzkiej ignorancji -psy rozładowują frustrację niszcząc otoczenie), a potem jeszcze się dziwią, że pies narozrabiał i mają do niego pretensję. No i kto tu postępuje nielogicznie?

Przykład 2. Właściciele nie pozwalają przewodnikowi prowadzić ‚stada’ -pies jako szef prowadzi nas tam, gdzie chce, żebyśmy się znaleźli- a ludzie ciągną go w przeciwnym kierunku itp. A dla psa jest zupełnie oczywiste, że skoro on wyszedł pierwszy i to my za nim podążaliśmy (generalnie na co dzień nie wymagając od niego poszanowania zasad, których po prostu mu nie przekazaliśmy, nie przedstawiliśmy i o których w ogóle nie pomyśleliśmy, że powinny naszego psa obowiązywać) opuszczając mieszkanie, to on jest ”szefem wycieczki”. Pies jest konsekwentny, w tej sytuacji, to ludzie wprowadzają chaos i postępują nielogicznie.

Zdaniem CM ponad 90 % psów rodzi się z energią follower’a czyli jednostki z natury podążającej za liderem, niemającej w sobie naturalnej ”przebojowości” lidera. W naturalnych warunkach, gdyby takie psy żyły w stadzie zdziczałych psów, nie mogłyby zostać liderami, poddałyby się woli jednostki silniejszej psychicznie i zgodnie podążałyby za przewodnikiem. Przygniatające musi być wrażenie dźwigania na sobie odpowiedzialności za przetrwanie stada, kiedy nie jest się do tego stworzonym, wie się o tym i wie się także, że inne psy to czują. Taki pies żyje w ciągłym poczuciu zagrożenia życia. Dosłownie. Przecież wszystko jest na jego (psa) głowie, bo człowiek nie ma pojęcia ”co jest grane”. Inne, obce psy są przez takiego pseudo lidera postrzegane jako potencjalne zagrożenie, z którym będzie się musiał mierzyć (konfrontacja = stres). Takie psy przejmują rolę ”przewodnika”, bo ich ‚stado’ nie ma przewodnika, a nie dlatego, że tego ”chcą”, że mają taką naturę. W psim świecie ktoś musi być szefem. Właśnie takie psy zostają sfrustrowanymi, rozchwianymi ”liderami”, bo człowiek nie zapewnia im bezpieczeństwa czyli stabilności i zasad -jasnych zasad. Takie psy są agresywne, takie psy wypadają na nas zza krzaków i rzucają się nam do łydek, takie psy atakują nas i naszego psa, kiedy nieświadomi ich obecności mijamy je podczas spaceru i wreszcie takie psy rzucają się nam do twarzy, kiedy wsiadamy do windy. (Kiedyś, o mały włos york nie odgryzł mi połowy policzka, kiedy weszłam do windy, pisząc sms do przyjaciółki. Jakkolwiek zabawne wydaje mi się to z perspektywy czasu, to zabawnie nie było, kiedy to ”malutkie i słodziutkie coś” wystrzeliło z ramion swojej właścicielki). Mniej niż 10 % populacji psów rodzi się z energią lidera. To są psy, które rodzą się, by być Alfą i te psy faktycznie są trudne, ”konfrontacyjne” i jedynie doświadczony psiarz umie przekonać takiego psa do podporządkowania się.

Lider wprowadza psa (dosłownie) w każdą sytuację. To jest kluczowe, szczególnie w okresie szczenięctwa, wtedy wyrabia się zaufanie do człowieka-szefa. Lider broni follower’a. Pies musi ufać, że to ty stawisz czoło każdej sytuacji (w ten sposób potwierdzasz swoją pozycję w waszym składzie). Przez pierwsze dwa lata życia psa, wychowując go i budując jego zaufanie do siebie, pracujesz na waszą wspólną przyszłość.
Np. człowiek występuje przed psem/ szczeniakiem, kiedy podbiega do was inny pies. Cel tego ”podbiegnięcia” jest mało istotny, na ogół psy chcą po prostu poznać nowego w okolicy szczeniaka/ psa. Ale kiedy podbiega pies niestabilny psychicznie, szczeniaka należy chronić przed jego energią. Ty jako lider bierzesz tego psa ”na klatę”. Stajesz na linii obcy-twój szczeniak, jesteś ”tarczą” i po prostu, jakkolwiek zabawne dla kogoś, kto nie ma pojęcia o metodach CM, może się to wydawać/ brzmieć, ”emanujesz energią przywódcy” (Odsyłam do rozwinięcia tej kwestii w serii pięciu tekstów o roli jaką w interakcjach pomiędzy ludźmi i psami/ psami i ludźmi odgrywa przestrzeń:

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2018/08/12/czlowiek-pies-i-przestrzen/).

Oznacza to, że musisz być pewny siebie i sprawiać wrażenie, że naprawdę twój ”jest ten kawałek podłogi” i ”nieupoważnionym wstęp wzbroniony”. Dajesz wtedy sygnał zarówno własnemu psu: ”Obserwuj moją mowę ciała i patrz jak ja to załatwię. Utwierdź się w tym, że to ja jestem liderem i o nic nie musisz się martwić. Pokażę temu obcemu, że nie ma prawa naruszać mojej (naszej) przestrzeni, że ja, twój lider, sobie tego nie życzę. Ze mną jesteś bezpieczny, obronię cię. Nie musisz się niczym martwić”. I obcemu psu ”Nie naruszaj mojej przestrzeni, jestem liderem tego stada. Ten szczeniak jest mój. Nie podchodź do nas”. Na marginesie „ten szczeniak jest mój„, to zaznaczenie „to jest moje„, w generalnym sensie, działa tak samo, kiedy wychodzisz z kuchni z kanapką, a pies podbiega i chce ci ją zabrać. Jeżeli umiesz zawłaszczyć np. kanapkę i wychodząc z przykładowej kuchni emanujesz energią „to jest moje„, pies nie ośmieli się próbować kraść twojej przekąski. Najgorsze co można robić, kiedy pies chce zabrać nam przykładową kanapkę, to unosić tę rzecz w górę. To zachowanie spowoduje, że pies ruszy w kierunku, w którym przedmiot się oddala, nos i oczy poprowadzą go za kanapką i pies będzie się o nas opierał, starając się dostać do jedzenia. A to już jest konfrontacja. Jeżeli umiemy zawłaszczać przestrzeń, przedmioty, inne zwierzęta, oraz ludzi (nasze dzieci, mężów, żony, przyjaciół i całą resztę włącznie z panią z warzywniaka), to unikamy wielu trudnych i stresujących sytuacji.

Jeżeli zachowasz się odpowiednio, obcy pies nie podejdzie do was bliżej niż na metr i zacznie węszy, wciągać w nozdrza powietrze, próbując poznać wasz zapach. Takiego psa, kiedy jednoznacznie widzisz już, że nie stanowi zagrożenia dla twojego psiaka (i ciebie), ty-lider, jeżeli chcesz, zapraszasz, przywołujesz, by poznał ciebie i twojego psa, bo ty mu na to pozwalasz. Twój pies w mig załapuje, że nie musi bać się nieznanego psa. Nie wyrabia w sobie przekonania, że obcy pies/ człowiek jest niebezpieczny i nie uczy się niepotrzebnie stresować się obecnością lub wręcz bać się obcych psów, osób i/lub nieznanych zjawisk. Dzieje się tak, ponieważ minutę wcześniej unaoczniłeś mu, że kontrolujesz zachowanie obcego psa (albo człowieka). Twój szczeniak nie musi się bać. W ten sposób uczysz swojego psa, że obcy pies nie stanowi dla niego zagrożenia, pomagasz psu się uspołecznić. Psy mogą się poznać, a chwilę potem mogą razem wygłupiać się na trawniku.

*Jeżeli podbiega do was pies ”torpedka” np. rozpuszczony jamnik sąsiadki, któremu nigdy wżyciu nie zdarzyło się zostać skorygowanym za złe zachowanie przez jakąkolwiek osobę, sytuacja będzie wyglądać nieco inaczej. Taki pies na ogół zupełnie olewa człowieka. Ludzie nie reagują, bądź reagują niewłaściwie na jego zachowanie, więc nie ma odruchu ”oglądania się” na ludzi. Biegnąc do naszego szczeniaka ”zoomuje się” tylko na nim. Właśnie takiego psa, o ile komunikaty niewerbalne, tj mowa ciała i sygnały werbalne, tj np. mocnym głosem huknięcie ”Nie!”, nie odniosły skutku, szturcha się piętą, co niektórzy, niezbyt pilni ”oglądacze” Zaklinacza Psów biorą za ”kopanie” i ”znęcanie się” (Na marginesie, Dogo Argentino nie jest psem dla ludzi, którym wydaje się, że Cesar Millan ”znęcał się w swoim programie nad psami”. Nie będę tej myśli rozwijać, powtórzę tylko, jeżeli kiedykolwiek zdarzyło ci się oglądać The Dog Whisperer’a w akcji i twoim zdaniem Cesar ”stosuje przemoc wobec psów”, to pod żadnym, ale to żadnym pozorem nie bierz się za Dogo Argentino!). Kiedy obcy pies podchodzi do nas zbyt blisko, narusza naszą przestrzeń, jest namolny i ”nie ma z nim kontaktu, bo jest w jakiejś swojej bajce”, a my sobie nie życzymy, aby charakter interakcji naszego szczeniaka z tym psem, ustalił ten niepotrzebnie pobudzony, nakręcony pies, szturchamy tego psa stopą albo uderzamy go palcami dłoni, tak jak robi to Cesar. Efektem jest wytrącenie ”torpedy” ze stanu ”przyświrowania” i zmuszenie go, by ”zorientował się w sytuacji”, czyli zwrócił uwagę na człowieka i zrozumiał kto ustala zasady. Takie psy często są tak autentycznie zaskoczone reakcją człowieka, włączeniem się w nią człowieka, że po prostu siadają i gapią się, oczekując na naszą kolejną reakcję. To naprawdę zabawny widok. Są zmieszane -i to jest bardzo czytelny stan psiej duszy- spuszczają wzrok, często cały łeb i wyczekują ”co dalej”. ”Zawiesza im się system operacyjny”, ale wystarczy je przywołać, pokazać, że taki spokojny stan ich ducha się akceptuje, a od razu wraca im humor.

Jeżeli będziesz emanować właściwą energią, to podczas spotkań z psami nienauczonymi zasad psiego savoir-vivre i nałogowo wcinającymi się w przestrzeń zarówno psów, jak i ludzi, psów, które wdzierają się w przestrzeń ludzi i innych psów w stanie typowej dla nich niepotrzebnej, nadmiernej ekscytacji, czyli kiedy są ”emocjonalnie niechlujne”, będziesz oddziaływać na nie tylko własnego psa, ale oba (i psy w około, np. w parku), a one, ich reakcje na twoją energię, będą oddziaływać na nie wzajemnie. To będzie wzmacniało twoją pozycję. Musisz być spokojny i pewny siebie. Ale naprawdę. Jeżeli będziesz udawać, psy będą to czuły i nigdy nie będziesz dla nich wiarygodnym przewodnikiem.
(Pies ufający, że lider go chroni i ”ogarnia sytuację”, w przyszłości odda za człowieka życie, jeżeli zajdzie taka potrzeba. Ochrona właściciela przez psa jest najwyższą formą posłuszeństwa i świadczy o autentycznym oddaniu zwierzęcia człowiekowi.)

Pamiętaj także, że postępując właściwie wpływasz na innych ludzi – właścicieli psów i nie tylko- i uczysz ich, że postępując tak jak ty, będą bardziej zadowoleni z kontaktów ze swoimi psami. Możesz także pomóc osobom, które psów się boją i nie czują się w ich pobliżu komfortowo.

A propo’s ”overexcitement”

Overexcitement, czyli nadpobudliwość, to coś, czego nie wolno prowokować/ powodować u psa, bo to utrudnia relację z nim. Nie wolno bez sensu piszczeć, ”gadusiać” jak do niemowlaka, nakręcać psa (”O popatrz, mam dla ciebie jedzonko/ zabawkę” itp.). Do psa należy zwracać się spokojnie, normalnym tonem, wtedy gdy zwierzę jest wyluzowane i spokojne. Kiedy pies jest w takim stanie, jego mózg jest ”otwarty” i zwierzak jest gotowy wypełniać polecenia. Podniecony pies, w którym szaleją emocje jest zamknięty na polecenia przewodnika i żeby cokolwiek osiągnąć zawsze najpierw trzeba takiego psa uspokoić i wyciszyć. Bezsensowne nakręcanie psa powoduje niestabilność psychiczną zwierzęcia i o tym zawsze musimy pamiętać.

Nie ma sensu 10 minutowe przemówienie do psa w rodzaju ”Azorek idziemy już do domku, jest za gorąco na spacerki”, podczas gdy Azorek stoi zwrócony d… do swojego pana, na napiętej smyczy i ciągnie go np. w kierunku innego psa. Napięta smycz oznacza, że sytuacja jest napięta, bo pies ma inny pomysł na życie niż jego pan. Że jego pan nie jest jego ”panem” (z czego człowiek najczęściej kompletnie nie zdaje sobie sprawy) i że szefem w tym duecie jest pies, który ma własny pomysł na siebie, na to popołudnie i dąży do jego realizacji. Człowiek nie może oczekiwać, że pies zgadnie, co ten ma na myśli, że wsłucha się w jego gadanie, przetłumaczy sobie z ludzkiego na psi i stanie się idealnym psem. Owszem psy ”czytają ludzi jak książki”, ale to dotyczy energii, którą człowiek emanuje. Pies odbiera natężenie dźwięku, ton głosu, słyszy napięcie w głosie człowieka albo jego absolutną pewność i spokój z niej wynikający. Pies wie w jakim stanie emocjonalnym jest człowiek, zwłaszcza, że czyta naszą mowę ciała, ale sensu słów, z których składają się te beznadziejne wywody, pies nie rozumie. (Psia znajomość ”ludzkiego” ogranicza się kojarzenia dźwięku związanego z imieniem, posiłkiem, wyjściem na dwór i komendami. Długo i profesjonalnie szkolone psy są w stanie opanować ponad 60 komend/ haseł/ słów). Tylko pies w stanie „calm submissive state” jest zdolny odebrać nasz przekaz/ wykonać polecenie . Niczego się od psa nie uzyska, dopóki nie będzie on spokojny, w odpowiednim stanie ducha otwartym na komunikaty stanie umysłu. Kontakt wzrokowy bardzo pomaga.

Do psa się nie przemawia, z psem się nie dyskutuje. Pies musi być skupiony na przewodniku. Polecenie wydaje się raz. Im mniej głosu, tym lepiej. Raz nie skutkuje -korekta. Korektę powtarza się do skutku, czyli do uzyskania efektu. Pod warunkiem, że korektę przeprowadza się we właściwy sposób, nie trzeba długo czekać, by odniosła skutek. W innym przypadku zamęcza się psa bezsensownym, niejasnym dla niego zachowaniem.

Zawsze kiedy widzisz duet człowiek-pies i pies jest przed człowiekiem, na napiętej smyczy albo puszczony luzem i zachowujący się niczym wolny elektron, to pies jest szefem tej ”wycieczki” (Dodatkowo, napięta smycz = napięta sytuacja). Tylko dla zasady zaznaczam, że chodzi mi o typowe ”spacery” i psy, które ciągną/ prowadzą za sobą swoich właścicieli, czyli psy, które ”wyprowadzają swoich ludzi”. Pies który sobie po prostu idzie, na luźnej smycz, co chwilą odwracając się, zerka na swojego człowieka, to co innego i komunikuje to jego zachowanie, jego mowa ciała. Pies przewodnik, pies wykonujący konkretną pracę, polecenia przewodnika, znajdując się na przedzie nie jest dominujący względem przewodnika, ponieważ ulegle wykonuje powierzone mu zadanie.

Cesar powtarza, że pies musi podążać za przewodnikiem. Nieważne czy to będziesz ty, twoja teściowa czy dziecko sąsiadów. Pies musi znać swoje miejsce i wiedzieć, że to człowiek jest przewodnikiem. (Mam bardzo smutne wrażenie, że większość posiadaczy psów denerwuje się na samą myśl, że ich pies mógłby czuć respekt przed np. sąsiadem/ być uległy w stosunku do sąsiada. Jakaś taka dziwna polska mentalność powoduje, że masa ludzi lubi myśl, że inni ludzie zwyczajnie boją się ich psów. Moim zdaniem to najbardziej żałosny przejaw zakompleksienia i kompensacji. Bardzo smutne… Tak więc jeżeli ”jara cię” myśl, że ktoś się może twojego psa bać, zrób sobie przysługę i nie wybieraj Dogo Argentino, nie chcesz, żeby cię ”zjadł”). Kiedy pies jest za tobą i idzie na luźnej smyczy, a ty chcesz (powód nie ma znaczenia) zatrzymać się i wydać mu jakąś komendę, nie masz z tym problemu, bo jesteś na pozycji przewodnika. Pies jest skupiony na podążaniu za tobą i w tym stanie z łatwością przyjmie i wykona polecenie. Psu który idzie pięć metrów przed tobą i ciągnie cię za sobą, musisz najpierw się w ogóle przypomnieć, że jesteś gdzieś tam z tyłu, na końcu smyczy. On jest z przodu, ty tylko podążasz za nim jego, przewodnikiem. W jego mniemaniu nie masz ani prawa, ani powodu wydawać mu poleceń. Nie mówiąc już o trwających długie minuty bezsensownych monologach. Nie odniosą oczekiwanego skutku, a narażą cię na śmieszność.

Stąd przywiązanie Cesar’a do ”ringówek”. Taka smycz i obroża umieszczona wysoko (jak u charta) pozwala na korektę psa, przy minimalnej intensywności fizycznej. Przy obroży umieszczonej wysoko, delikatne szarpnięcie wystarczy, by psa przywołać do porządku.

Bardzo niemądre jest wyprowadzanie na szelkach psów, o ile nie chodzi o psy zaprzęgowe, lub specjalistyczny trening w przypadku innych psów ras (np. TTB). Szelki umieszczone są w miejscu, które jest najsilniejszą częścią psiego ciała. Dlatego psy w szelkach mogą godzinami ciągać za sobą swoich właścicieli, a ci mogą je szarpać i ciągnąć w przeciwnym kierunku… ”Bezszyje” psy np. Buldożki Francuskie, którym szalenie trudno byłoby założyć na ten ”bezszyjny” obszar klasyczną obrożę, wyprowadzane są właśnie w szelkach i nadają się idealnie do obrazowania tego o czym tu piszę. Wydaje się, że BF to ”takie małe coś”, ale jak się taka kluska, w tych swoich szeleczkach ponapina i zacznie zapierać, jest jak głaz. I trzeba taką kluskę wziąć pod pachę, żeby ją przestawić na inne miejsce…

Ważne!

Każdy przedmiot, który trzymasz w ręce jest przedłużeniem ciebie. Jeżeli pies podgryza smycz, to musisz widzieć, że to tak jakby podgryzał ciebie. Każde tego typu zachowanie oznacza brak respektu w stosunku do przewodnika, dominujący pies skorygowałby zachowanie świadczące o braku szacunku dla jego pozycji. Nie jesteś liderem psa, który ośmiela się podgryzać smycz, kiedy jesteście na spacerze, a ty np. nie zgadzasz się, żeby pies szedł w określonym kierunku albo kiedy po prostu idziecie, a pies żuje smycz ”z nudów”. To nie ”nudy” są powodem. Podgryzanie oznacza, że nie masz u psa autorytetu lidera. Gdyby postrzegał cię jako lidera, nie ośmieliłby się używać zębów w stosunku do ciebie. Gdyby pies ”potraktował” zębami psiego alfę spotkałaby go za to kara w psim stylu. Nawet gdyby to była tylko zabawa.

Rytuał powitania

Przy powitaniu, kiedy wchodzisz do domu, w którym jest pies albo kiedy ktoś przychodzi do twojego domu, w którym jest pies, obowiązuje zasada NO TOUCH, NO TALK, NO EYE CONTACT, czyli bez dotykania psa, bez mówienia do psa i bez patrzenia na psa. Zachowując się w ten sposób (powściągliwie, acz pewnie) nie podkręcasz ewentualnej nadpobudliwości i pies nie będzie na ciebie skakał, a raz, dwa razy skorygowany, szybko się uspokoi. Jeżeli masz szczęście trafiłeś/aś do domu, w którym ludzie panują nad swoim psem, twoja wizyta nie zmienia się w cyrk. No, ale jeżeli odwiedzasz kogoś, kto nie panuje nad swoim psem, to się tym nie przejmuj i rób co należy.

To ludzie, których odwiedzasz są ”gwoździem programu”, nie pies. Wchodząc do domu znajomych, mających psa, wchodzisz jak do siebie, pies widzi, że jesteś pewny siebie i nie szukasz u niego ”pozwolenia”. To gospodarze, ludzie autoryzują twoją obecność w tym miejscu i pies wyraźnie musi mieć tego świadomość. Nie nawiązujesz z nim żadnego kontaktu. Witasz się z ludźmi, zupełnie ignorując psa. Jeżeli emanujesz energią lidera (”mój jest ten kawałek podłogi”), pies nie ośmieli się naruszać twojej przestrzeni. (Zawsze kiedy podejmujesz działanie, do którego nakłonił cię pies, jakiekolwiek np. siedzisz w fotelu, a pies przychodzi do ciebie i szturchając cię nosem, nakłania cię, żebyś go pogłaskał, ”wchodzisz do jego bajki” i stajesz się follow’erem. Niby nic, a jednak decyduje o tym, jak postrzega cię pies. Przywołujesz do siebie psa (inicjujesz działanie – jesteś liderem), kiedy widzisz, że nie jest już podekscytowany i wariactwo związane z wizytą już mu przeszło. Przywołujesz do siebie uspokojonego, wyluzowanego psa i dopiero wtedy się z nim witasz. Nigdy nie używaj w stosunku do psa wysokich tonów, nie piszcz i nie zachowuj się jak upośledzony. Takie zachowanie pobudza psa, powoduje ekscytację (Kojarzysz dlaczego psy tak lubią piszczące zabawki? Jak tak, to skojarz dlaczego piszczące zabawki w przypadku powerfull breeds, jak Dogo Argentino, Bullterrier -wszystkie terriery typu bull i te ”zwykłe”, i wiele, wiele innych, są mega głupim pomysłem. Przypominają psu dźwięki, które wydaje z siebie uśmiercane zwierzę. Wystarczy, że psa ”pomiziasz” na wysokości przedpiersia i odeślesz na jego miejsce, nawet nie musisz na niego patrzeć.

Jedzenie, czyli czas posiłku to okazja do wypracowania zasad

Czas posiłku jest okazją do przypominania psu, kto jest od kogo zależny, a więc kto jest szefem. Obowiązuje zasada nos-oczy. Pies ma nie być niepotrzebnie pobudzony. Karmi się tylko spokojnego, niepodekscytowanego psa, z którym ma się kontakt wzrokowy. Pies wącha powietrze w pobliżu miski, którą trzyma właściciel i patrzy na człowieka normalnym spojrzeniem, które mówi, że zwierzak nie jest nadmiernie pobudzony i po prostu oczekuje aż jego przewodnik poda mu karmę. Nie wolno karmić psa, który jest podekscytowany, pobudzony, który w ogóle nie patrzy na człowieka i nie szuka z nim kontaktu wzrokowego. (Właśnie tak można wyhodować „potwora”, który zmusza nas do wychodzenia z kuchni, kiedy dajemy mu miskę i warczy, kiedy próbujemy mu tę miskę odebrać). Pies musi zasłużyć na pokarm, poddanie się woli przewodnika-właściciela jest tym co pies musi prezentować/ okazywać w chwili karmienia, a robi to zachowując się spokojnie i ulegle.

Pies spokojnie czeka na posiłek, nie ekscytuje się tym, że właściciel trzyma miskę w ręce, tylko spokojnie na właściciela patrzy, to takiemu psu podaje się miskę i psa w takim stanie psychicznym nagradzamy podaniem mu pokarmu. Należy towarzyszyć psu w trakcie posiłku i ćwiczyć odbieranie miski, po to by pies miał świadomość, że to człowiek kontroluje pożywienie. To zapobiega agresywnemu zachowaniu (także przy jedzeniu) w przyszłości. Nie zwracanie uwagi na psychiczny stan psa, w trakcie rytuału podawania pokarmu, to czy panuje on nad emocjami i spokojnie czeka czy też jest ”emocjonalnie niechlujny”, być może nawet natarczywy, czy wręcz wywołujący presję, źle się kończy. Sypanie chrupek o michy, bez zważania na zachowanie psa i wyjście z kuchni, to bardzo poważny błąd!

Ćwiczenie odbierania miski jest bardzo ważne. Chodzi w nim o to, aby nauczyć psa nieskupiania się na jedzeniu a na przewodniku. Pies jest skupiony na człowieku, na tym czego chce od niego człowiek i chce człowieka zadowolić (ponieważ psi sens życia polega na zadowalaniu przewodnika stada). W ten sposób uczy się psa, a potem na okrągło powtarza, że jest uległy wobec człowieka -to bardzo pożądany nawyk. To ćwiczenie powoduje też, że pies zna maniery obowiązujące (nie tylko) podczas posiłku.

*Potem ”pół godzinki dla słoninki”. Po posiłku pies powinien mieć ”chwilę dla siebie” -czas spokoju. Dobry jest zwyczaj odsyłania/ odprowadzania, po skończonym posiłku, psa na jego miejsce/ do ”jego pokoju”/ klatki, aby spokojnie mógł przetrawić pokarm. Na ogół, po około trzech kwadransach, czas załatwić potrzeby fizjologiczne. Psa nie wolno karmić przed samym spacerem ani tuż po nim ze względu na niebezpieczeństwo tzw skrętu kiszek, który prawie zawsze kończy się śmiercią zwierzęcia (Max 30 minut od zaobserwowania objawów do operacji może psa uratować. Czasem.)

”Disagreement with your puppy”

Niepozwalanie szczeniakowi/psu na jego zachcianki jest kluczem do wychowania posłusznego psa. Nie należy mylić dyscypliny ze złością i frustracją, to błąd wielu osób, a sfrustrowany człowiek kreuje sfrustrowanego, niepewnego, trudnego psa! Dyscyplina kreuje normalnego psa. Kluczem jest nie branie błędów psa personalnie, ”do siebie”.

Dotyk o bardzo niewielkim nasileniu wystarczy, by wytrącić psa (jak mówi Cesar po prostu ”brain” psa) z niewłaściwego stanu/ zachowania. Można również użyć dźwięku, czyli werbalnego sygnału (który zwyczajowo poprzedza komunikat fizyczny), można syknąć, pstryknąć palcami, klasnąć dłońmi, jak nam wygodniej. Chodzi o ”wybicie” psa ze stanu, w który sam się wkręca, np. na widok innego psa. Trzeba uderzyć go dwoma palcami, w sposób imitujący uderzenie zębów innego psa (w górną część ciała -kark/ głowa/ pysk). Uderzenie musi być zdecydowane i na tyle intensywne, by pies na nie zareagował (w ogóle je ”odnotował”). W 90%ach przypadków nie trzeba go powtarzać. Dla psa jest to jasny sygnał, że nie zgadzamy się z jego ”wkręcaniem się” w daną sytuację. Nasze zachowanie zapobiega eskalacji niechcianego zachowania u psa. Przynosi, zwłaszcza w przypadku szczeniąt, bardzo szybki rezultat. Szczenięta jeszcze niezepsute przez człowieka, doskonale pamiętają taką reakcję u swoich mam. Pies, który koryguje zachowanie innego psa, uderza go zębami albo pyskiem w górną część ciała. To zachowanie automatycznie zwraca uwagę psa ponownie na przewodnika.

”Breed” czyli rasa. I ”świadomość” jako słowo klucz

Kwestia brania pod uwagę typowych zachowań rasy i świadomość pierwotnego przeznaczenia np. teriera i cech szczególnych dla terierów, pozwala przewidzieć ewentualne problemy, które mogą w pojawić się w przyszłości. Świadomie wychowując psa, można ”przeskoczyć” cechy typowe dla rasy (takie jak nadpobudliwość, ciętość, skłonność do ubijania z lubością małych zwierzątek, np. wiewiórek i domowych gryzoni np. świnek morskich). Świadomy właściciel pamięta, że pies to najpierw zwierzę, potem pies, a dopiero na trzecim miejscu przedstawiciel danej rasy czy typu. Pamiętaj, że to że coś ”jest dla danej rasy typowe” nie oznacza, że musisz się na to godzić.

”Pit bull” może bawić się z pudelkiem. Wychodzenie z założenia, że ”mój Pit nie powinien bawić się z delikatnymi psami, bo może im zrobić krzywdę (złapać za mocno i uszkodzić)”, jest pójściem na łatwiznę i oznacza, że właściciel nie kontroluje psa. To lider decyduje kiedy, z kim i jak się można bawić. Do człowieka należy kontrolowanie psa. To właściciel kieruje psem i to on pilnuje swojego podopiecznego.

Pamiętaj, nigdy niczego nie wyciągaj psu z pyska, bo to oznacza, że z nim walczysz, a skoro tak, to nie jesteś jego liderem. Lider nie musi walczyć. Lider oczekuje, że np. odda mu się zabawkę i to się dzieje, poprzez oddziaływanie energią, po prostu.

Szczególnie należy unikać, zwłaszcza przy ”powerfull breeds” przeciągania szmaty i podobnych zabaw ”siłowych”. Na ogół właściciele odpuszczają pierwsi, dają psom wygrać (bo ”były takie słodkie i tak się starały”) i pies odbiega ze szmatą. To idiotyczna zabawa. Pies szarpie szmatę z właścicielem (Czyli walczy z nim, u psów nawet w zabawie zaznacza się swoją pozycję), daje z siebie wszystko i… wygrywa. I kto jest szefem, kto udowodnił wszystkim obecnym podczas zabawy, że jest silniejszy? Kto jest ”debeściakiem”? Na pewno nie człowiek. Druga sprawa to piszczące zabawki, o których już wspomniałam. W przypadku tzw powerfull breeds piszczące zabawki są ryzykowne. Psy lubią piszczenie tych kurczaków itp., bo przypominają im pisk uśmiercanego zwierzęcia. Pobudzanie tych ”mrocznych” instynktów, szczególnie u molosów i ras typu bull jest mało odpowiedzialnym pomysłem.

Nawet w zabawie istotne jest to, żeby w pobliżu psa być pewnym siebie, nie usiłować sprawiać wrażenie pewnej siebie osoby, ale być pewnym siebie (mowa ciała, zdecydowane ruchy, ton głosu). Pies musi wiedzieć, że np. to że coś jest na podłodze, nie oznacza, że może to sobie wziąć. Ty decydujesz czym i kiedy pies może się bawić.

Uruchamianie nosa

Pies powinien poznawać świat nosem (to u niego pierwszy działający zmysł). Psy reagujące przede wszystkim wzrokowo i na dźwięki są zaburzone. Pies powinien używać nosa jak najczęściej. Poznając człowieka pies powinien go obwąchać, właściciel musi zadbać o to, by inni ludzie ”nie psuli” jego psa. Piszczenie, przemawianie do psa, dotykanie go w trakcie rytuału poznania, to błąd, który zaburza ten rytuał i nie daje psu być psem. W normalnych warunkach psy się obwąchują. To ludzie do siebie machają (wzrok) i do siebie mówią (słuch) i obejmują się (dotyk), nie psy. Psy węszą i wąchają. Tak psy poznają świat: nosem, pozwólmy im na to.

Najgorszym pomysłem jest piszczenie i ”gadusianie” do psa: ”Zobacz Misiaczku, co pańciusia dla ciebie ma! Zobacz jakie dobre jedzonko!”. Takie zachowanie rujnuje psie ”bycie psem”. Przede wszystkim ”podkręca” psa, ekscytuje go, kiedy to wcale nie jest potrzebne. ”Podkręcony pies” to pies, do którego nie docierają polecenia właściciela. Trzeba go uspokoić i przywrócić stan ”submissive, calm energy’‚. W psim świecie na pokarm trzeba sobie zasłużyć. Dlatego tak ważne są ćwiczenia posłuszeństwa, pies wie, że nagrodą za wypełnianie poleceń jest pokarm. Ktoś, kto przychodzi, robi zamieszanie i za nic daje psu, coś co w normalnych warunkach jest nagrodą, zwyczajnie niszczy pracę właściciela tego psa. Dodatkowo ktoś, kto daje psu pokarm za nic i nagradza podekscytowanego psa (pokarm=nagroda), za jego podekscytowane i niepożądane zachowanie, ustawia się w roli fallower’a, więc automatycznie staje się względem psa (w psich oczach) uległy. W praktyce relacje takiej osoby z psem opierają się na niepewności/ obawie/ lęku/ strachu tego kogoś przed psem. Ten ktoś boi się psa, bo pies ”nie traktuje go poważnie”, a czasem nawet zachowuje się w stosunku do niego w sposób dominująco-wyzywający. Pies taką osobę albo olewa albo dominuje. Nie traktuje jej serio i nie wypełnia jej poleceń albo się z tym ociąga. Jest to naturalne, człowiek sam się podporządkował.

Na koniec

Każdy dobry sposób na rozładowywanie energii jest dobry. Cesar poleca wykorzystywanie bieżni, właścicielom nie mającym wystarczająco czasu na piesze wędrówki z psem. Zawsze jednak zaznacza, że jest to tylko i wyłącznie substytut i nic nie zastąpi wspólnego ”przemieszczania się” i podążania za liderem podczas spaceru oraz interakcji z człowiekiem i innymi psami.

Psa należy wychowywać jako psa, a nie przedstawiciela konkretniej rasy. Kiedy wychowujesz psa wszystko się liczy, nawet to jak się pies bawi. Jako lider możesz zapobiegać niepożądanym zachowaniom, np. tym związanym z przeznaczeniem rasowym psa. Pitt bull nie musi bawić się po pittbullowemu, a terrier po terrierowemu (typowa wkrętka na ”PITTBULLMOODE” albo ”TERRIERMOODE”). Człowiek musi kontrolować zabawę. Kontakt wzrokowy z człowiekiem to podstawa. Zapobiega zachowaniom obsesyjnym (np. podczas jedzenia -/”agresja miskowa” albo zoomowania się tylko i wyłącznie na rzucanej w kółko piłce).

W bardzo dużym skrócie to wskazówki, które przekazuje Cesar Millan w swoich programach i książkach

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora jest zabronione.