Archiwa tagu: Cane Corso

”I JEDNA MAŁA ZEBRA” – JAK SIĘ NIE DAĆ WYROLOWAĆ I DLACZEGO TRZEBA CZYTAĆ UMOWY, KTÓRE SIĘ PODPISUJE I RODOWODY PSÓW, KTÓRE SIĘ KUPUJE

Źródło grafiki: Dailymotion [1.]

Na kynologicznych grupach fejsbuka, także tych poświęconych konkretnym rasom, kiedy ktoś (zazwyczaj taką osobą jest nowy członek grupy i przyszły nabywca rasowego psa) zadaje pytanie o badania psiaków używanych do rozrodu oraz sprzedawanych przez tzw hodowców szczeniąt, dyskutanci prześcigają się w ”mudndrościach”. Szczęśliwie czas, kiedy osoba pytająca ”u źródeł” zalewana była jadem i na starcie hejtowana, jako ”wszczynająca niepokój” i ”psująca atmosferę”, wydaje się należeć już do przeszłości i aktualnie takie pytania traktowane są przez ”znawców tematu”, czyli osoby zajmujące się rozmnażaniem psów, najczęściej jako okazja do zareklamowania się. A nie. Sorry! Przemawia przeze mnie tzw myślenie życzeniowe, czyli bardzo chciałbym, żeby tak było, ale ciągle jeszcze nie jest tak, że plucie na pytających o badania to ”definitywna przeszłość”. W każdym razie hodowcy, którzy badają swoje stada hodowlane i szczeniaki, i się tym chwalą, i chwała im za to 😉 Niech hodowcy, którzy uważniej podchodzą do swojej hodowli i selekcjonują pod kątem zdrowia, tych łatwo wykrywalnych, genetycznych obciążeń, rodziców przyszłych szczeniąt, mówią o tym otwarcie. Jeśli tylko ich zapewnienia mają pokrycie w faktach, a polecam przekonać się o tym przed podpisaniem umowy, czyli domagać się okazania wyników badań rodziców i szczeniąt, gdy np. o BAER TEST chodzi, nie pozostaje nic innego jak ”przybić im piątkę” 🙂

Hodowcy i ”żonglerzy”

Sporo hodowców publicznie podkreśla, że bada swoje hodowlane stada (niektórzy zaznaczają, że ”badają praktycznie na wszystko co w ich rasie zbadać można”) i wymaga od hodowców, z którymi rozważa współpracę, okazania (najlepiej) potwierdzonych wpisem do dokumentów danego psa, wyników badań, dopiero po tego rodzaju weryfikacji podejmując decyzje o współpracy i użyciu w swoim planie hodowlanym danego osobnika lub pokryciu suki tamtego hodowcy swoim reproduktorem. I świetnie, bo tak powinno być. Odpowiedzialny i rzetelny hodowca, to ktoś, kto chce swoim psiakom oszczędzić cierpień i zapewnić spokojne domy na całe życie, logiczne jest więc, że musi dbać o ich zdrowie i komfort życia. Jeżeli ktoś taki mówi, że jego psy są przebadane, to na potwierdzenie swoich słów, zainteresowanym nabywcom i hodowcom, pokazuje wyniki świadczące o tym, że jego psy np. nie mają dysplastycznych zmian w stawach, są wolne od głuchoty itp. Każdy tzw hodowca, który pytany o wyniki badań używanych przez siebie do rozrodu psów ”wykręca kota ogonem”  jest… Sami rozumiecie, nie muszę dopowiadać 🙂

Jednak ”argument” o ‚‚wylewaniu dziecka z kąpielą”, gdy mowa o konieczności eliminowania z tzw planów hodowlanych obciążonych schorzeniami osobników, wciąż jest na topie u pewnego typu hodowców. ”Żonglerzy” (tak ja nazywam ten typ) to tzw hodowcy, którzy przestrzegają przed ”zawężeniem puli genowej”, utyskując na eliminację z hodowli osobników, co prawda genetycznie obciążonych jakimś łatwym do ”namierzenia” dzięki badaniom, ale trudnym ”w życiu psa na co dzień”, upośledzeniem, bo ”Przecież, po latach może okazać się, że to co hodujemy w ogóle nie przypomina TEJ rasy”… (Drodzy państwo, zdradzę wam ”sekret”: wystarczy pójść na wystawę, nawet niekoniecznie klubową wystawę molosów i obejrzeć sobie np. Cane Corso albo Dogo Argentino, by ”odkryć”, że sporo z tych psów nie ma nic wspólnego z wzorcem rasy.) Tacy tzw hodowcy udają, że nie zdają sobie sprawy, a może faktycznie nie mają o tym pojęcia (jeśli tak, to natychmiast powinni przestać psy rozmnażać), że w dzisiejszej rzeczywistości wrodzone wady u rasowych psów nie występują już ”solo”. Że np. wyżej wspomniana dysplazja czy też inne, wynikające z genetyki nieprawidłowości aparatu ruchu, coraz częściej łączą się z nietolerancją pokarmową, częściową głuchotą lub chorobami nerek, serca itd. Ci ludzie wolą wyników badań swoich psów nie upubliczniać, trzymać je dla siebie, żeby podobno ”właściwie wykorzystywać wiedzę” i ”nie eliminować niepotrzebnie takich osobników z hodowli, ale by prowadzić właściwy dobór”, zamiast ”wywalać wszystko w kosmos”… Jasne, w końcu to nie oni żyją potem z tymi kalekimi, wymagającymi specjalnej troski i sporych nakładów finansowych, rasowymi psami z ”najlepszych (pseudo)hodowli”… Osoby tego pokroju jakoś nie zwracają uwagi na to, jak bardzo w ciągu ostatnich kilku dekad degenerowane były (i wciąż są) poszczególne rasy, które dzięki modzie na ”limfatyczność” i ”skórzastość”, już dziś ”nie wyglądają jak lata temu”. Mastino Neapoletano w latach sześćdziesiątych XX wieku nie był tym, czym jest dziś, przypominał raczej nieco cięższego Cane Corso i nie kojarzył się z niepełnosprawnością ruchową połączoną z przewlekłymi chorobami skóry. Jeszcze trzydzieści lat temu Dogi De Baurdoux były zdecydowanie bardziej ”sportową” rasą niż są teraz… Wzorzec FCI Fila Brasileiro od niedawna wymaga psa dłuuuższego, chyba tylko po to, żeby grzbiet łatwiej mógł się zapadać…

W molosach jest trend na ”gabaryty”, na rozmiar XXL, moda na ”nowe interpretacje wzorca”, skutkuje tym, że wzorce zmieniane są tak, aby psy stawały się coraz większe, cięższe i …pokraczne. A co!? Machnijmy se 120 kilowego mastifa! Trzeba mieć fantazję! Argentyn to wciąż jeszcze (przynajmniej w teorii ) ”pies myśliwski”, więc może tej akurat ”mody” uniknie, ale kanar, jego ”kuzyn”? Te łękowate, pozapadane grzbiety z czołowych hodowli kanarowych ”turbo-waranów” zdają się podpowiadać nam odpowiedź na to pytanie… Turbo-warany wygaszone? Te kuriozalne klatki piersiowe, pozapadane grzbiety, szeroko rozstawione łapy, w efekcie nisko noszone szyje i łby u psów rasy, której praca polegać ma na chwytaniu byków, to był tylko taki żarcik skacowanych >hodowców< znajdujących się w stanie pomroczności jasnej? Czy jednak wciąż potomstwo tych potworków zalewa rynek? Jeśli wciąż rozmnażane są turbo-warany, to szykujmy się na powitanie nadciągającej w kiepskim, typowym dla min. tzw hodowców kanaryjskich turbo-waranów, stylu: spondylozy.

Nieważne, że nie masz Buldoga Francuskiego czy ONka, wyobraź sobie i pomyśl o tym, że możliwe jest, że już niedługo z np. kanaryjską presą lub brazylijską Filą też możesz zacząć ”mieszkać w lecznicy”… W końcu to nie ”hodowców”, tylko twoje pieniądze pokrywają koszty leczenia tych rasowych psów z jedynie słusznego stowarzyszenia… A propos!

A jakie słowo pasuje dla określanie tego rodzaju osób?

Osobną kategorią są ci, którzy, kiedy nabywca szczeniaka z ich hodowli pod nos podstawia im wyniki badań, diagnozę, listę wykonanych na psiaku zabiegów, które umożliwiły mu ”jako takie normalne”’ funkcjonowanie, oraz rachunki i zwraca się do tzw hodowcy z żądaniem zwrotu poniesionych kosztów oraz apelem o zaprzestanie rozmnażania genetycznie obciążonych rodziców szczeniaka lub podrostka, a także poinformowaniem nabywców miotowego rodzeństwa kaleki o stanie zdrowia kaleki, by ustalić czy kaleka jest jedynym ”niezdrowym” osobnikiem z miotu, mówią coś w rodzaju, To niemożliwe, moje psy są zdrowe, to championy, po wyjątkowych rodzicach, nikt nigdy się nie skarżył. To twoja wina. Powtórzę krycie i wtedy wszystko będzie jasne”. Naprawdę, są w stowarzyszeniu Związek Kynologiczny w Polsce ”egzemplarze” tak bezczelne i pełne hipokryzji, że tego typu teksty przechodzą im przez gardło bez najmniejszego problemu (oni nie mają żadnego problemu z tym, żeby to napisać!) i spełniają to swoje ”powtórzę krycie” rzeczywiście je powtarzając. I znowu rodzą się kaleki. I znowu ludzie borykają się z dramatami. Ci nowi, kolejni nabici w butelkę, którzy ”nie doczytali”, że ”Przecież powinni byli wiedzieć, że wybierają rasę obciążoną ryzykiem”. ”Sami sobie winni” nabywcy kalekich psiaków na ich leczenie niejednokrotnie wydają 2-3 razy tyle ile zapłacili rozmnażaczowi… Tacy tzw hodowcy, w rzeczywistości zwykłe pseuduchy, utrzymują, że są ”hodowcami” i, że ”Jeśli coś wyszło nie tak”, to może ”Po prostu kojarzenie było niefortunne” i nie ma w tym, żadnej ich winy, ”Tak się po prostu stało”. Nieżalenie od tego ile wad u danego psiaka (i jego rodzeństwa) się ujawniło, upierają się, jednocześnie nie wykonując jego rodzicom szczegółowych badań, że ”Ojciec i matka są wartościowe w sensie hodowlanym i nie należy rezygnować z używania ich do dalszej hodowli”, i ”Może po prostu kaleki pies był źle karmiony?”… Powiecie, trzeba ich po sądach, sukinsynów ciągać! Jasne, jest to pomysł, Ale polskie prawo nie chroni konsumenta towaru pies rasowy w taki sposób, jak chroni innych konsumentów – będzie o tym ”parę słów” w trzeciej części komentarza na temat  wysuwanych przez tzw Zespół posła Sachajko pomysłów odnośnie zmian w Ustawie o Ochronie Zwierząt. Przypomnijcie mi (jeśli zapomnę), bym w najbliższym czasie zamieściła treść skierowanego przeze mnie do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów zapytania oraz odpowiedź urzędników. Tak więc drogi konsumencie towaru pt. ”Pies rasowy”: TYLKO PRECYZYJNIE SKONSTRUOWANA UMOWA Z PRODUCENTEM TOWARU PIES RASOWY JEST W STANIE CIĘ OCHRONIĆ, GDY OKAŻE SIĘ, ŻE TRAFIŁEŚ NA PSEUDUCHA UDAJĄCEGO HODOWCĘ.  

Recesywność cech, wyizolowane allele vs. mentalność typowego tzw hodowcy

Wielokrotnie prosiłam was, moi czytelnicy, abyście czytali rodowody psów, które mają być rodzicami waszych szczeniaków. Hodowcy należący do ZKwP chwalą się, że rodowody ich psów pokazują cztery pokolenia wstecz. Super! Korzystajcie z tego i sprawdźcie rodowody mamy i taty szczeniaka, którego zamierzacie kupić, bo to, co jest bardzo, bardzo ważne, jak zwykle ”umyka” w fejsbukowcyh rozmowach, które możecie sobie czytać na grupach albo w których nawet bierzecie udział.

”Sprawy prywatne”

Metody hodowlane to dla wielu tzw hodowców ”prywatne sprawy”. W oparciu o nie, te ”metody hodowlane”, tzw hodowcy tworzą własne linie, łączą swoje linie z innymi, decydują się na ”kierunek hodowli”. Nie lubią o tych metodach mówić, a już szczególnie nie przy okazji tematów dotyczących badań genetycznych, badań RTG, badań BAER itp., czyli wszystkiego tego, co dla każdego etycznego hodowcy jest oczywistym elementem selekcji i nie stanowi tematu tabu w rozmowie z potencjalnym nabywcą szczeniąt lub innym rzetelnym hodowcą, ani właściwie z każdym kto o te badania zapyta. Dobór rodziców szczeniąt drogą eliminacji osobników, być może fizycznie, w kontekście eksterieru, poprawnych, ale jednak obciążonych wrodzonymi schorzeniami, jest dla wielu tzw hodowców wciąż ”zbyt drastyczną metodą”. Dlatego też istnieją całe linie oparte na ”wybitnych przodkach”, w praktyce genetycznie obciążonych bardzo poważnymi schorzeniami. Poniższa grafika obrazuje rodowód suki rasy Presa Canario/Dogo Canario z bardzo znanej polskiej hodowli ZKwP/FCI… 

Moda na badania jest niebezpieczna

Wracając do analogii z Buldożkami Francuskimi i ”mieszkania w lecznicy”, ”czyste” RTG np. stawów biodrowych, czyli takie które mówi nam, że dany osobnik wolny jest od dysplazji lub ”zmian dysplastycznych”, jeżeli mamy do czynienia z podrostkiem poniżej 18 miesiąca życia, nie jest gwarancją, że pozostałe stawy kończyn tylnych okażą się wolne od nieprawidłowości. Nie zawsze ”czyste biodra” równają się ”czyste” stawy kolanowe i skokowe (u Bokserów badanie stawu kolanowego jest wymogiem). Warto o tym pamiętać. Podobnie o tym, że łokcie bez nieprawidłowości nie oznaczają, że nie będzie ich w stawach barkowych czy w nadgarstkach. Jeżeli macie zamiar na swojego psiego przyjaciela wybrać molosa lub presę, to poczytajcie sobie o chorobach kręgosłupa, bo niestety, nawet u tych ”lżejszych”, jak np. kanary, daje o sobie znać coraz częściej ww spondyloza, dotąd bliżej znana głównie pasjonatom np. Owczarków Niemieckich…

Moi drodzy, uczcie się o morfologii i żywieniu psa. I przykładajcie się do tego. Zrozumcie czym jest układ kostny, jak funkcjonuje, dlaczego muskulatura jest tak ważna, bo tylko tak będziecie w stanie zapewnić swoim psom odpowiednie warunki. Tylko bogaci w wiedzę będziecie umieli się o nie autentycznie troszczyć, a nie tylko być ich właścicielami.

I pamiętajcie, że kiedy większość hodowców danej rasy określone badania u swoich psów wykonuje i upublicznia ich wyniki, mniejszość, która swoich psów nie bada, czuje się… źle. I musi jakoś ”poprawić sobie humor”, usprawiedliwić swoje postępowanie w oczach innych. Tzw hodowcom fantazji, buty i hipokryzji nie brakuje, kiedy starają się lekceważyć pytania o badania, a pytających przedstawiają jako ”pretensjonalnych, rozkapryszonych bałwanów”, którzy ”o pracy hodowlanej nie mają pojęcia” i ”łatwo dają się zmanipulować mitycznym wynikom badań”. Ale to od was zależy czy dacie się wyprowadzić na manowce.

Uczcie się na cudzych błędach

Bardzo wielu z was spędza duuużo czasu w Facebooku. ”Siedzicie na grupach”, czytacie tematy dotyczące ”waszej” rasy, w tym dyskusje, a raczej tylko rozmówki i ”gównoburze”, ”nawiązujecie kontakt z hodowcami” itd. I nierzadko robicie to znacznie dłuuużej niż przez tydzień. Wsiąkacie w te grupkowe klimaty, czytacie wszystko jak leci i wybieracie sobie ”guru”, ”autorytety” z fejsbuka… (Brr…). Dlatego bardzo Was proszę, jak już jesteście na tym Facebooku, to zwracajcie uwagę na to, jak tzw hodowcy reagują na posty dotyczące badań, publikowania wyników psiaków obciążonych schorzeniami, jak traktowane są osoby, które jakiemuś hodowcy zaufały, nabywając psiaka z jego hodowli i jak ten hodowca albo tylko tzw hodowca, potraktował tego kogoś, kiedy okazało się, że psiak jest specjalnej troski. Wyciągajcie wnioski z cudzych błędów. Nie bądźcie naiwni i nie liczcie na to, że wam ”to się na pewno nie zdarzy” albo, że zostaniecie potraktowani ”inaczej” przez kogoś, kto pół roku temu czy dwa lata wcześniej, jak gówno potraktował człowieka, który na którejś z grup (a może kilku) opisał swoje doświadczenie z nim, jako hodowcą, od którego kupił psa, bo się wam wydaje, że ”wy jesteście wyjątkowi”. Jak już spędzacie czas, gapiąc się w Facebooka, to zapamiętuje ”hodowców” biorących udział w gównoburzach, opluwających nabywców, którzy wydali często spore pieniądze najpierw na zakup szczeniaka, a potem na jego leczenie i rehabilitację. Na to, jak ”hodowcy” winą za zaawansowane zmiany o cechach dysplazji u szczeniaka albo ciasną krtań obarczają nabywców, którzy ”Przecież powinni byli wiedzieć, że wybierają rasę obciążoną ryzykiem”. Nie kupujcie psów od ludzi, którzy sami, z własnej woli obnażają się jako skończeni prostacy i prostaczki, aroganccy, bezduszni hipokryci z ciśnieniem na szmal, bo będziecie tego żałować.

Smutny trend na grupach kynologicznych; rozmówki o tym ”Jak się bronić przed natrętnym nabywcą, który chce zwrotu forsy za upośledzone szczenię?

W jednym z kolejnych artykułów powklejam wam tzw zrzuty ekranu dokumentujące cwaniakowanie tzw hodowców, ich rózmówki o tym, jak rolować nabywców psów z  niepełnosprawnościami, psów upośledzonych genetycznie. Teraz posłużę się przykładem z kreskówki 🙂 W 1952 roku, w jednym z odcinków Looney Tunes, zatytułowanym ”Fool Coverage”, Daffy Duck usiłował (dosyć agresywnie) sprzedać Porky Pig ”pełne ubezpieczenie”. Prosiak miał dostać milion dolców za podbite oko. Oczywiście był ”haczyk”, który Daffy wyjaśnił Porkyiemu dopiero po tym, jak ten podpisał umowę…. Do ”zdarzenia”, do tego podbicia oka, musiałby dojść w domu Porkyiego, 4 lipca, czyli w amerykańskie Święto Niepodległości, pomiędzy godziną 15.55 a 16.00, w wyniku paniki stada dzikich słoni, podczas gradobicia…

Kiedy Daffy, zadowolony z siebie, przekonany, że wkręcił kolejnego naiwniaka, zacierał rączki, do domu Porkyiego wbiegło stado słoni, zegarek Kaczora wskazywał godzinę 15.57, to był 4 lipca, a na zewnątrz szalała burza gradowa. Prosiak z podbitym okiem zażądał od naciągacza, aby ten wypłacił mu ów obiecany w umowie milion zielonych i wtedy, zdesperowany Daffy, na chybcika dopisał jeszcze jeden punkt; to miało być ”stado słoni i Jedna Mała Zebra”. Nie każdy ma tyle szczęścia, co prawie wyrolowany przez Daffiego Prosiak z Loony Tunes, przez którego mieszkanie, tuż po cwaniackiej zagrywce Kaczora, przegalopowała słownie: Jedna Mała Zebra.

W dużym skrócie: nie dawajcie się nabrać i sami też starajcie się nie ”cwaniakować”. Podpisując z hodowcą umowę, po prostu ją czytajcie. A najlepiej wcześniej poproście o przesłanie jej wam po to, abyście mogli zapoznać się z jej treścią i zgłosić do niej swoje ewentualne uwagi. Jeśli w umowie jest napisane, że psiak, do którego prawo własności nabywacie, jest ”Wolny od wad i zdrowy”, to wady od których ma on być wolny muszą być wymienione jedna po drugiej. Tak samo wymienione mają być przejawy zdrowia albo wykluczone objawy chorobowe. Inaczej sformułowanie ”Wolny od wad i zdrowy” to tylko napis na dropsach, nic nie znaczy, jest zwyczajną wydmuszką. Ośmiotygodniowy (jak i starszy) szczeniak Dogo Argentino w dniu, w którym sprzedaje go wam osoba zajmująca się rozmnażaniem/produkcją psów, może być definitywnie wolny od wady wrodzonej głuchoty całkowitej i częściowej, na co potwierdzeniem jest wynik badania BAER TEST, który nabywca otrzymuje wraz z metryką i książeczką zdrowia psiaka, w dniu podpisania umowy. Inaczej wszelkie ”zapewnienia” to tylko słowa.

Jeśli kupujecie psiaka co najmniej trzymiesięcznego lub starszego, rasy, w której dysplazja sieje spustoszenie, możecie żądać wyników RTG jego bioder. A z całą pewnością powinniście żądać wyników/wykonania RTG stawów szczeniaka, gdy jego rodzice ani ich rodzice nie są osobnikami pod kątem dysplazji badanymi (a mimo to, o zgrozo, decydujecie się kupić szczeniaka.) Jeśli hodowca stwierdzi, że macie ”nie wiadomo jakie wymagania”, ”urwaliście się z choinki” i generalnie, ”upadliście na głowę”, bo ”z tak wcześnie przeprowadzanych badań nic nie wynika”, a was wciąż nie zniechęci do niego taka jego reakcja na waszą troskę o, już w dniu zakupu, stan stawów szczeniaka rasy predysponowanej do wystąpienia zmian w stawach oraz innych genetycznych schorzeń aparatu ruchu, które u szczeniąt można wychwycić, gdy mają podłoże genetyczne już na tak wczesnym etapie życia i pod okiem specjalisty, podejmując odpowiednie kroki, uchronić psa przed kalectwem w przyszłości, zażądajcie dopisania do umowy punktu, w którym: zawrzecie zobowiązanie, że sami, na swój koszt (rzetelny hodowca koszt badania i opisu powinien wam zwrócić, powtarzam: rzetelny) wykonacie badanie RTG bioder w określonym terminie. A także, że wykonacie co najmniej RTG łokci, zwłaszcza w przypadkach, w których pies pochodzi z linii, o której niczego nie wiadomo, lub co do której wiadomo, że zmiany zwyrodnieniowe dotyczą także stawów kolanowych i barkowych i/lub tak wskaże lekarz weterynarii (np. w związku ze zmianami wykrytymi w stawach biodrowych szczeniaka). Ale spróbujcie zawrzeć w umowie z takim hodowcą, tak ”na marginesie”, by został ślad, iż taka rozmowa w ogóle miała miejsce, że jako nabywca chcieliście wykonać RTG bioder szczeniaka, a producent towaru/hodowca szczeniaka sprzeciwił się temu pomysłowi. I przekonajcie się jaka będzie reakcja takiego hodowcy… Gdy chodzi o zabezpieczenie zdrowia psa nie ma miejsca na kręcenie i ”dogadywanie szczegółów potem”, bo ”potem” to wy, jako właściciele bulicie za leczenie psa, to wasza kasa płynie…

Pamiętacie teksty bezczelnych tzw hodowców, o tym, że ”Jako nabywcy molosa/presy, przecież powinniście wiedzieć, że wybieracie sobie psa rasy predysponowanej do określonych schorzeń”? No, to wybijajcie tym hipokrytom ich pseudo.argumenty i żądajcie dokładnego określenia w umowie tego, kiedy pies ma zostać przebadany. Hodowca może wam nawet wskazać jego zdaniem godne zaufania placówki, w których dane badanie możecie wykonać. (Ale wcale nie musicie jechać ”aż do Czech”, w Polsce są świetne uniwersyteckie kliniki!) Poważne zmiany w stawach widoczne na RTG u szczenięcia nim to ukończy wiek 4 miesięcy, mają podłoże genetyczne. Posiadając szczegółową wiedzę co do stanu aparatu ruchu szczenięcia, macie pełne prawo korzystać z rękojmi! I wcale nie musicie zwracać psa hodowcy i wymieniać go na innego! Tym bardziej, że istnieją spore szanse, że psiak zwrócony hodowcy nie uzyska właściwej pomocy (bo ”hodowcy” tną koszty!). Możecie po prostu żądać od ”hodowcy” poniesienia kosztów leczenia psa. Jeśli to konieczne, a praktyka wielu nabywców, którzy popełnili błąd ślepo ufając osobom sprzedającym im szczeniaki pokazuje, że jest to konieczne częściej niż by się wydawać mogło, bierzcie czynny udział w tworzeniu umowy, po prostu ją współtwórzcie. I pamiętajcie, że chodzi o zabezpieczenie interesów obu stron, Gdy hodowca okaże się pseudohodowcą i dojdzie do procesu sądowego, tylko rzetelnie sporządzona umowa oraz wyniki badań psa pozwolą wam uzyskać zwrot kosztów poniesionych na ratowanie waszego psa od pseuducha. A może i zadośćuczynienie, gdy pozwiecie go o straty moralne? 

Jak dbać o dobre imię hodowli?

Na Zachodzie coraz częściej to sami hodowcy wymieniają w umowach badania, którym nowy właściciel ma poddać szczeniaka. Oczywiście, przenosząc prawo własności psa na nabywcę hodowcy-producenci tracą wszelką kontrolę nad tym, co dzieje się z psiakiem i niczego jego nowemu właścicielowi nakazać ani zabronić nie mogą. Ale starają się jak najlepiej wypełnić swoją część zobowiązań i ”pilnują” nabywcy, pomagają mu np. dopytując czy na pewno pamięta, że termin danego badania się zbliża, a po tym jak właściciel psiaka przedstawi im wyniki, zwracają mu poniesione przez niego koszty. Hodowcy-pasjonaci korzystają na tym, że namawiają swoich klientów na wykonywanie określonych badań psiakom, bo postępując, w ten – wciąż jeszcze obcy polskim tzw hodowcom – sposób, nie tylko budują genetyczną mapę swoich hodowlanych linii, ale i zaufanie klientów, czyli nabywców szczeniąt. Działając w ten sposób pokazują także, że autentycznie przejmują się losem psiaków, pochodzących z ich hodowli.

A! Właśnie! Powtórzmy: przenosząc prawo własności psa na nabywcę, tracą wszelką kontrolę nad tym co dzieje się z psiakiem i niczego jego nowemu właścicielowi nakazać ani zabronić nie mogą i tego właśnie faktu nie są w stanie ogarnąć Dziuńki, które na fejsie lansują się jako ”panie hodowczynie”. Pańcie usiłujące wmawiać ludziom, że przedziwnej natury ”wykoncypowane” przez nie, rojące się od zakazów umowy, które nie mają żadnej wartości, są pełnowartościowe. Gdy sprzedaje się psa nabywcy, gdy dochodzi do przeniesienia własności z jednej osoby na drugą, rojenia Dziuniek przestają kogokolwiek interesować. A nabywca, czyli nowy właściciel psa może z nim zrobić absolutnie wszystko co mu się podoba, oczywiście w granicach obowiązującego prawa. Może więc sprzedać psa osobie trzeciej albo zarejestrować go w stowarzyszeniu, które Dziuńki uważają za ”pseudohodowlane” i Dziuńkom nic do tego. Dla zasady zaznaczę: uważam, że w przypadku psów ras podwyższonego ryzyka, psów ras uznawanych za agresywne, których lista w Polsce jest żenująco niekompletna i nieprzemyślana, a samo rozporządzenie dowodzi niekompetencji osób, które ”opracowywały” jego treść, gdy chodzi o rasy takie jak; Dogo Argentino, Alano Español, Presa Canario/Dogo Canario, Fila Brasileiro, Boerboel, wszystkie typy American Bulldogs, wszystkie typy Terrierów Typu Bull, Owczarki Środkowoazjatyckie etc., przechodzenie tych psów z rąk do rąk, wszelki nimi obrót oraz całe ich pogłowie powinno być monitorowane przez instytucje o funkcji kontrolująco-nadzorczej. Ale i ten wątek szerzej poruszam w trzeciej części komentarza nt. zmian w UoOZ proponowanych przez tzw Zespół posła Sachajko. 

Hodowca nie robi wam łaski, sprzedając wam psa. Niestety bywa, że tylko to, że szczeniak z wrodzonymi wadami lub w przewlekłym stanie chorobowym sprzedany został nowym właścicielom, uratowało mu życie. Często jedynymi którym ktoś ”robi łaskę” są psiaki. Bo nabywca jest w stanie w tego swojego jedynego, wyczekanego i od razu ukochanego psiaka, zainwestować niejednokrotnie naprawdę duże sumy, ludzie nawet zadłużają się po to, żeby swoje psiaki móc leczyć. Wracając od hodowcy, trzymając w rękach swojego wyczekanego psiaka, wstąpcie do gabinetu weterynaryjnego (wcześniej wyselekcjonowanego, poleconego wam przez zaufane osoby) i pokażcie szczeniaka lekarzowi. Niech go obejrzy, czasem dobrze jest znać wyniki morfologii krwi… Generalnie, doświadczenie uczy, że pełny profil krwi, szczeniakowi zabranemu z hodowli wykonać należy i tyle. 

48 godzin

Pamiętajcie, że nowy dom to stres i psiak może zachowywać się nienaturalnie, być bardziej wyciszony niż leży to w jego naturze. ”Luźna kupa” lub zaparcie w pierwszym dniu/dwóch dniach to też mogą być ”tylko” objawy stresu, ale wszelkie odstępstwa od normy utrzymujące się dłużej niż maksymalnie 48 godzin są powodem do niepokoju i należy wybrać się do weterynarza.

Po co ci ten pies?

W umowie musi być też zawarta informacja uściślająca ”po co wam pies”. Jeśli chcecie psa ”na wystawy”, to w umowie powinien być punkt mówiący o tym, iż w dniu podpisania umowy szczenię wolne jest od wad uniemożliwiających mu udział w wystawach, wad wymienionych przez wzorzec rasy – taką wadą może być np. wada umaszczenia – i że kupujecie szczenię, oczekując, że w przyszłości będziecie mogli brać ze swoim psiakiem udział w wystawach organizowanych przez ZKwP/FCI. (Chyba, że wybieracie rasę, której FCI, do którego czołowe polskie stowarzyszenie hodowców i właścicieli psów rasowych [ZKwP] należy, nie uznaje – np. Alano Español lub Boerboel.) Jeśli kupujecie 8 tygodniowego samca, w dniu podpisywania umowy nie możecie otrzymać gwarancji na to, że oba jego jądra zejdą i psiak nie będzie wnętrem. Nikt także nie zagwarantuje wam, że ”na pewno” psiak będzie mieć prawidłowy zgryz. Możecie natomiast wymóc na sprzedającym, po prostu zażądać od niego, aby w umowie określił sposób zadośćuczynienia wam w przypadku, w którym np. wnętrostwo czy nieprawidłowy zgryz uniemożliwią wam udział z zakupionym psiakiem w wystawach. Myślcie racjonalnie, przewidujcie potencjalne ”schody”, a unikniecie nieprzyjemnych niespodzianek 

Jeżeli w przyszłości ”wyjdzie problem” z uzębieniem, czyli ten już wspomniany wadliwy zgryz albo braki w uzębieniu, rozwiązanie powinna określać umowa. Czy brak zęba jest spowodowany recesywną cechą, czy też jakiegoś rodzaju zaniedbaniem ze strony nabywcy psa, powie nam w odpowiednim czasie przeprowadzone RTG uzębienia, które pokazuje czy zalążki zębowe są w szczęce. Wzrost zęba może zostać zablokowany np. przez mleczny ząb, który nie wypadł i nie został usunięty we właściwym czasie. Informacja o tym, że takie RTG należy wykonać u psiaka, który docelowo ma być osobnikiem używanym w hodowli, a w określonym przedziale czasu wciąż ”zęba nie ma”, powinna zostać zawarta w umowie. Takie postawienie sprawy gwarantuje, że obie strony umowy darzą się szacunkiem i dbają o siebie wzajemnie.

Nieco inna sytuacja jest ze zgryzem. Moim zdaniem, w przypadku rodzaju zgryzu zbyt wiele zależy od nabywcy. Dla Dogo Argentino wymagany jest zgryz nożycowy (cęgowy jest dopuszczalny), który łatwo można zepsuć, pozwalając rozwijającemu się psu uwieszać się na gałęziach (niektórzy właściciele nie mają wyobraźni) lub choćby pozwalając mu bawić się w przeciąganie. Nie zdecydowałabym się obarczać winą za wadę zgryzu hodowcy, w przypadku, kiedy oboje rodzice mają prawidłowy lub nawet cęgowy zgryz, bo to nie hodowca ”ma oko na psiaka 24/7”, a jego nowy właściciel.

Z mojego punktu widzenia, każdego rozwijającego się psa, presę, a już molosa szczególnie trzeba obserwować i ”dmuchać na zimne”, bo może mu to oszczędzić wielu cierpień, a na pewno niedogodności, a wam pieniędzy i nerwów. Jeśli wasz szczeniak ma w przyszłości być ”psem sportowym”, to sposób w jaki się rozwija musi być monitorowany, a każda kulawizna, nawet taka, która z pozoru ”wygląda niegroźnie”, powinna być traktowana jako poważnie zagrażająca jego sprawności. Uwaga, że chcecie z psem uprawiać sport, musi znaleźć się w umowie, wraz z konkretnie wymienionym rodzajem sportu/pracy, którą pies potencjalnie ma wykonywać (bieganie, ratownictwo itp.). Określenie w umowie dotyczącej nabycia psa, waszych oczekiwań względem niego, wymaga sformułowania przez obie jej strony pewnego rodzaju harmonogramu działań, umożliwiających jej wypełnienie obu stronom.

Pamiętajcie, że Związek Kynologiczny w Polsce posiadaczy psów dysplastycznych odsyła do …rękojmi. Przeczytajcie sobie oba teksty, do których linki wkleiłam poniżej, jeśli jeszcze ich nie znacie. Zmieniłam nazwę w odnośnikach obu, tak więc wyzerowały się liczniki udostępnień, ale osób zainteresowanych tematem, nie powinno to zniechęcać 🙂 Zaktualizowałam je też o link dotyczący fejsbukowej strony ”Dysplazja w Dogo Canario/Presa Canario – gdzie podziały się etyka i empatia?;

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2016/12/19/dysplazja-w-dogo-canario-presa-canario-gdzie-podzialy-sie-etyka-i-empatia-odpowiedzi-na-najczesciej-zadawane-pytania/

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2017/01/15/czesc-druga-odpowiedzi-na-najczesciej-zadawane-pytania-kierowane-do-dysplazja-w-dogo-canario-presa-canario-gdzie-podzialy-sie-etyka-i-empatia/.

Reasumując, dlaczego musicie w umowie zawrzeć punkt dotyczący tego ”Do czego i po co ten pies?”, bo, mówiąc krótko, ”rzecz”, czyli pies, którego od hodowcy-producenta towaru kupicie, może ”nie mieć właściwości, które rzecz tego rodzaju powinna mieć ze względu na cel w umowie oznaczony albo wynikający z okoliczności lub przeznaczenia”. Jeśli więc chcesz pokazywać psiaka, którego kupujesz na wystawach, bo kręci cię ”show” i podoba ci się pomysł spędzania weekendów na wystawach w różnych miastach, w różnych krajach, chcesz kolekcjonować rozetki, medale i pucharki, to w umowie, którą pospisujesz ze sprzedającym-hodowcą musisz też mieć napisane, że pies jest kompletny, tj, że ma uszy i ogon w stanie naturalnym, niecięte (żadnego kopiowania uszek ani obrzynania ogonków, zwłaszcza na nielegalu).

Z psem który ma ”wady nabyte”, którymi stowarzyszenie Związek Kynologiczny w Polsce wymyśliło sobie nazywać nie tylko np. amputowane pojedyncze palce, blizny czy połamane zęby, ale i, a może nawet przede wszystkim oberżnięte uszy i ogony, unikając w ten sposób słowa ”kopiowanie”, sobie po wystawkach nie pojeździcie. Jak psiak ma oberżnięte uszy i/lub ogon, to musicie odpalić do Oddziału ZKwP tysiąc pięćset złotych za ”specjalny przegląd” – nie wiem jak kwalifikowany jest ten wydatek, tzn jak go tytułują osoby, które płacą ten tysiąc pięćset złotych do kasy ZKwP, czy jakąś fakturkę na to ci z ZKwP wystawiają, czy jak – jeśli będziecie chcieli zacząć w przyszłości zajmować się jego rozmnażaniem, ale w ”show” się z nim bawić nie będziecie (chyba, że w Rosji).

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2019/11/19/uszygate-i-specjalne-przeglady-czyli-gotowanie-zaby/

Psiak niekompletny, którego wygląd uszu i/lub ogona został zmieniony za pomocą chirurgicznego zabiegu estetycznego, ma teraz w slangu członków Związku Kynologicznego w Polsce odpowiedzialnych za kształt i ostateczny charakter uchwał tego stowarzyszenia, ”wadę nabytą”. Jeśli kupicie szczeniaka lub podrostka z tą ”nabytą wadą”, spowodowaną celowymi działaniami hodowcy, lub innej osoby, która psem rozporządzała i poddała go okaleczeniu, zanim go wam zaoferowano, nie będziecie mogli brać udziału w wystawach. I o tym sprzedający musi was poinformować, zanim podejmiecie decyzję o zakupie osobnika z ”wadą nabytą”. Z drugiej strony dla kogoś, kto chce zaoszczędzić ogromne kwoty, które pociąga za sobą udział w wystawach, wszystkie te zgłoszenia, koszty związane z podróżą (w tym paliwo), pobyty w hotelach itd., i po prostu od razu zająć się rozmnażaniem psów rasowych pod patronatem FCI, na lajcie znacząco ograniczając koszty poniesione na funkcjonowanie tej działalności, to zakup psa z celowo spowodowaną przez sprzedającego ”wadą nabytą” uszu i/lub ogona, może być bardzo atrakcyjną propozycją. (Mam szczerą nadzieję, że się kiedyś jakaś państwowa instytucja o charakterze kontrolująco-nadzorczym do d… ZKwP dobierze.)

Pamiętajcie też, że szczeniak/podrostek/dorosłe zwierzę z ”wadą nabytą” z definicji nie jest osobnikiem pełnowartościowym, dlatego też tzw hodowca/sprzedający/producent towaru nie może żądać za niego kwoty standardowo ustalonej przy zakupie zwierzęcia bez ”wad nabytych”. Jeśli kupujecie ”ciuch” z plamą, dziurą itp., to nie kupujecie go za standardową stawkę. Uszkodzona rzecz oferowana jest kupującym często nawet ze zniżką wysokości 70% 🙂 

Hodowca, który zawiera w umowie zapis, że dany osobnik w dniu podpisania umowy posiada kompletne, niezmienione uszy i ogon zaznacza, że kwestia ta jest dla niego istotna i nie przyłożył ręki do nielegalnego okaleczenia danego osobnika.

[1.]https://www.dailymotion.com/video/x31ie1q – wszystkie użyte w tekście kreskówkowe grafiki pochodzą z tego samego odcinka Looney Tunes pt. ”Full Coverage”. 

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu oraz grafik bez zgody autora jest zabronione.

https://kulturakynologiczna.home.blog/

USZYGATE I SPECJALNE PRZEGLĄDY, CZYLI GOTOWANIE ŻABY – RZECZ O TYM, JAK MIĘDZY LISTOPADEM 2015 ROKU A PAŹDZIERNIKIEM ROKU 2019 ZMIENIAŁA SIĘ NARRACJA Z; ”PSY/SUKI, KTÓRE ZGODNIE Z UCHWAŁĄ ZG NIE MOGĄ BYĆ WYSTAWIANE NA WYSTAWACH ZE WZGLĘDU NA CIĘTE USZY I/LUB OGON, MOGĄ ZOSTAĆ ZAKWALIFIKOWANE DO HODOWLI NA PODSTAWIE PRZEGLĄDU” NA ”PRZEGLĄD HODOWLANY DLA SUK/PSÓW Z WADAMI UNIEMOŻLIWIAJĄCYMI UDZIAŁ W WYSTAWIE”

Jako przystawkę przed drugim tekstem z zakresu kynologii łowieckiej wrzucam wam coś, co zawsze interesuje pewną część środowiska związanego z rasą Dogo Argentino. 

Ostatnio tj. 18 października b.r. Zarząd Główny Związku Kynologicznego w Polsce, ten Zarząd Główny, który na FB prowadzi fanpejdż ”ZG ZKwP” – wybaczcie, ale już nie ogarniam co dzieje się w tym stowarzyszeniu, który ZG jest tym ”legalnym” etc., sprawę rozstrzygnąć ma Sąd – na posiedzeniu Plenum, uchwalił, że ”opłata za przegląd hodowlany dla suk/psów z wadami uniemożliwiającymi udział w wystawie wynosić będzie 1.500 zł” – tysiąc pięćset złotych, czyli cena za ”wady” poszła w górę a przy okazji ”niezauważenie” nastąpiła ”drobna ewolucja” w doborze słownictwa…

Wyobraźcie sobie, że te ”wady uniemożliwiające udział w wystawie”, coś, co ”zwykłym śmiertelnikom” kojarzy się z wypadkiem-przypadkiem (”przecież nikt normalny nie sabotuje udziału własnego i -podobno- wartościowego psa w wystawie, celowo go okaleczając, nie?” – cha, cha, cha…), to zdaniem osób decyzyjnych w ZKwP, także celowo i z pełną premedytacją kopiowane, cięte uszy i/lub ogony, co wprost napisane zostało w komunikacie z 25 listopada 2015 roku, w którym napisano: Przyjęto iż, psy/suki, które zgodnie z uchwałą ZG nie mogą być wystawiane na wystawach ze względu na cięte uszy i/lub ogon, mogą zostać zakwalifikowane do hodowli na podstawie przeglądu dokonanego przez sędziego międzynarodowego z uprawnieniami do oceny danej rasy oraz muszą spełniać pozostałe wymogi Regulaminu Hodowlanego.” Popatrzcie na grafikę dokumentującą komunikat z roku 2015, gdy ZKwP sobie ten punkt do regulaminu dodało, wszystko było jasne, było wiadomo o co chodzi, teraz niby wydaje się, iż istnieje ”niejasność”.

Jak więc stało się, że dziś ZKwP nie komunikuje już otwartym tekstem, że chodzi o psy lub co najmniej i o psy, które celowo poddano chirurgicznym zabiegom zmiany wyglądu uszu i ogonów, a jedynie mami nas ”wadami uniemożliwiającymi udział w wystawie”?

Cóż, nie od razu Kraków zbudowano… Temat organizowania ”specjalnych przeglądów” jest ”kontrowersyjny”, wymaga więc budowania odpowiedniej narracji etc. ”Oswajano” nas więc konsekwentnie za pomocą techniki popularnie zwanej ”gotowaniem żaby”. Komunikat, który ”uwodzi pomysłowością” użytego w nim słownictwa, ten z 19 listopada 2017 roku brzmiał, iż ustalono: ”opłatę za kwalifikację do hodowli zgodnie z załącznikiem nr 15 (dopuszczenie do hodowli psów i suk z wadami nabytymi) obowiązującą w roku 2018 w wysokości 1000 zł od psa.” – tadam! Mamy to, pojawia się ”delikatne rozmycie”, okazuje się, że jest specjalny i dodatkowy załącznik traktujący o ciętych psach, z uwagi na które dwa lata wcześniej postanowiono te ”specjalne przeglądy” organizować i tylko w nawiasie mamy wyjaśnienie, że chodzi o ”dopuszczenie do hodowli psów i suk z tzw wadami nabytymiw 2017 roku ZKwP oficjalnie zmieniło słownictwo związane z organizowaniem tych specjalnych przeglądów i nazwało celowe okaleczanie psów, jakim jest kopiowanie uszu i/lub ogonów ”wadami nabytymi”.

W obecnie promowanej (wisi przecież ten komunikat na internetowej stronie stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce – jak i poprzednie) przez osoby decyzyjne z ZKwP, narracji o ”powodach”, dla których pies ma być pokazywany na specjalnym przeglądzie zamiast na normalnej wystawie, gdzie jest konkurencja itd., napisane jest tylko:przegląd hodowlany dla suk/psów z wadami uniemożliwiającymi udział w wystawiei nie jest napisane, że na pewno nie chodzi o psy kopiowane, psy z uszami i/lub ogonami celowo ciętymi dla widzi mi się ich właścicieli – osób odpowiadających za te psy w sensie prawnym. Czyli z treści owego komunikatu, tego jak został on sformułowany nie wynika, że przeglądy hodowlane, z pomocą których dla psów uzyskiwane są uprawnienia hodowlane w sposób odbiegający od standardowej procedury obowiązującej w ZKwP/FCI (wystawy), nie są organizowane dla psów okaleczonych celowo, z premedytacją. A przecież wystarczyło napisać, że owe przeglądy organizowane są dla psów, które uległy nieszczęśliwym wypadkom lub odniosły kontuzje w postaci np. uszkodzenia jakiegoś mięśnia/stawu, jeśli w istocie tak jest Ale nie, ”wymyślacze treści” z ZKwP zostali przy tak dobrze się sprawdzających od listopada 2017 roku ”wadach”.

Naturalne jest więc pytanie czy te przeglądy organizowane są dla psów ”także” z kopiowanymi uszami i lub ogonami? Czy może ”przede wszystkim”? A może jedynie ”dodatkowo”? W końcu czy wiadomo jak procentowo wygląda proporcja: celowo cięte uszy i/lub ogony vs. powypadkowa utrata oka/palca, kulawizna wynikająca z zerwanego więzadła itp.?

Kto i czy w ogóle w ZKwP prowadzi (ogólnopolski) rejestr tych ”wypadków-przypadków”?

I kolejne nasuwające się pytanie: Czy można z całą pewnością wykluczyć, że powyższa kwalifikacja, przecież celowo okaleczanych psów, jako psów ”okaleczonych przypadkowo”, owo stawianie znaku równości pomiędzy nieszczęśliwym zdarzeniem a działaniem z premedytacją, a teraz, w nowej uchwale jeszcze ta ”niejasność”, to sprzyjanie ludziom mającym z etyką na bakier? Czy wystarczy, że jakiś ”hodowca” potnie, mówiąc brzydko acz obrazowo, Jakiś Hodowlany Odpad i nie musi już konkurować z innymi hodowcami i ich osiągnięciami? Nie musi już pokazywać na wystawie swojego wypłosza i walczyć o jego uprawnienia hodowlane na wystawowym ringu, konkurując z przychówkiem innych hodowców?

Jeśli tak, to dla takiego ”hodowcy” odpada problem porównywania jego psa z Nie-odpadami Hodowlanymi… Hm…

To jasne, że są psy, które faktycznie ulegały jakimś nieszczęśliwym wypadkom, np. straciły oko albo kuleją, gdyż uległy kontuzji. Ale jeśli weźmiecie pod uwagę, iż uprawnienia hodowlane ”robi się” psom ”najszybciej jak to tylko możliwe”, naprawdę młodym, ”niezużytym” i raz na całe życie, jeśli przyjrzycie się bliżej zamiłowaniu niektórych członków ZKwP do ciętych Dobermanów, Owczarków Środkowoazjatyckich, czy też ciągle jeszcze cieszących się zainteresowaniem typowym dla nowinek, Dogów Argentyńskich, Dogów Kanaryjskich etc., i zrozumiecie, że celowe okaleczenie psa poprzez planowe usunięcie mu części małżowiny usznej i/lub ogona, osoby decyzyjne w ZKwP zakwalifikowały do tej samej kategorii co ”nieszczęśliwe wypadki”, zrozumiecie, że ZKwP, to -mówiąc najkrócej- ”stan umysłu”

Do końca 2015 roku ”wielokropki”, którzy pokątnie ”u krewnych i znajomych królika”, gdzieś w Polsce, a może nawet za granicą, ale w krajach, w których cięcie uszu i/lub ogonów także jest zabronione, cięli swoje psy, mogli je potem ”na lajcie” wystawiać na wystawach organizowanych pod szyldem ZKwP/FCI. Mogli, bo ZKwP honorowało (jakże szczególnie brzmi to słowo w tym kontekście) niemające podstawy prawnej pseudozaświadczenia nazywane powszechnie przez fanatyków kopiowania ”zaświadczeniami o leczniczym kopiowaniu uszu”, które stwierdzały, iż gdzieś w Polsce, jakiś w Polsce praktykujący weterynarz, w klinice weterynaryjnej kopiował uszy tym nieszczęsnym psom – pisałam o tym bardzo obszernie w tym w kilku tekstach, np. w tym*.

Nagle jednak, we wrześniu 2015 roku, w ciągu zaledwie trzech dni po tym, jak na Klubowej Wystawie Molosów w Starej Miłosnej, pojawił się (w wyniku odbytego przeze mnie spotkania z komendantem właściwego komisariatu), patrol policji, ZKwP wycofało się z honorowania tych pseudozaświadczeń i cięte psy przestały być tak ostentacyjnie pokazywane na wystawach ZKwP/FCI, jak to miało miejsce do chwili pojawienia się policjantów na pamiętnej klubówce. W Polsce kopiowanie uszu jest zakazane od 1997 roku(!), Nowelizacja Ustawy o Ochronie Zwierząt z roku 2012 tylko to podkreśliła – i to chyba specjalnie dla członków stowarzyszeń hodowców psów. Żaden weterynarz w Polsce już od 1997 roku nie może legalnie tego zabiegu wykonać, nie może pod groźbą nie tylko utraty prawa do wykonywania zawodu, ale i kary więzienia. Mimo to zapewne znajdują się jacyś pseudoweterynarze, którzy …urwią się za parę stówek… A przecież zabieg ten jest legalny w Rosji, w USA… Generalnie, żeby urodzonemu w Polsce psu kopiować uszy, by zrobić to zgodnie z prawem, trzeba go zabrać za granicę, do kraju, w którym tego rodzaju okaleczanie psów jest legalne i tam, poza polskim terytorium, poddać go takiemu zabiegowi. Albo, chcąc mieć psa z ciętymi uszami, należy kupić go z hodowli w kraju, w którym cięcie uszu jest legalne, np. w Rosji (w hodowli prowadzonej na terenie Rosji, w hodowli, w której psy żyją na terenie Rosji, a nie takiej, o której tylko się mówi znajomym, że jest ”prowadzona w Rosji”). No, ale ciule kombinują i jakoś tam, przez znajomych i znajomych tych znajomych wyszukują sobie …urwiących się wetów albo upraszają ”umiejętnie się posługujących skalpelem” kolegów/koleżanki i tną polskie psy nielegalnie. Okazuje się (bez zaskoczenia), że jeśli jesteś ”specem” od psów presa albo innych, tradycyjnie ciętych ras, to zawsze w Polsce albo ”w okolicy”, sobie szczyle (a nawet starsze psy!) potniesz, bo wiesz do kogo się zgłosić (albo masz znajomych za granicą, w krajach, gdzie też ciąć nie wolno, ale ”znajomy załatwił”).

Poważnie, nie ma problemu: jak tak cię swędzi, żeby twój pies ”wyglądał”, to go potnij, ale zrób to zgodnie z prawem, czyli w kraju, w którym to jest legalne. Teksty o ”zamachu na wolność” z ust kombinatorów pokątnie korumpujących nieetycznych weterynarzy w Polsce i z/lub innych krajów, są po prosu żałosne -a są jednym z ulubionych ”argumentów” tych co płaczą, że ciąć nie można (więc musieli ”kombinować”). Sprawa obrzynania psom części ciała pewnie w ogóle by mnie nie zainteresowała, gdyby nie fakt, że w rasie, którą w swoim czasie (mniej więcej ok 2010 roku) wytypowałam sobie, jako wtedy ”najbardziej mi odpowiadającą”, praktycznie nie było psów z naturalnymi uszami, wszystkie miały je upitolone, natomiast tzw hodowcy nie przeprowadzali badania BAER, które jest jedynym sposobem na wykluczenie jednostronnej głuchoty. Odpowiedzi na pytania o to dlaczego nie robią BAER, były tak żenujące, że do dziś się wzdrygam, gdy je sobie przypominam. W ”top …urestwa” były kawałki o tym, że ”Szkoda ryzykować życie szczeniąt do usypiania ich do BAER TEST” (sic!). Przy czym tym samym ludziom nie było ”szkoda ryzykować życia szczeniaków”, by im (nielegalnie od 1997 roku) upitolić uszy. Pamiętam płacz i zgrzytanie zębów osoby znanej z ”hodowli”, że kolejnego szczeniaka straciła, bo ”pompa nie wytrzymała” – psiaka pokonał ”estetyczny zabieg chirurgiczny” – no, taki lajf. Nikomu z tych … nigdy nie było szkoda szczyli, co im ”pompy wysiadały”, bo obcięcie uszu to jest najważniejsza sprawa dla wielu ”miłosników” kanarów czy argentynów. Czy to się zmieniło na przestrzeni lat? Pozostawię to pytanie otwartym.

Więc?

Wychodzi na to, że jeśli masz ciętego psa, który urodził się w Polsce i tu, w Polsce miał kopiowane uszy, generalnie jeśli masz psa urodzonego i/lub ciętego w jakimkolwiek kraju, w którym uszu dla widzi mi się właściciela ciąć nie wolno, czyli masz psa okaleczonego w wyniku działania przestępczego (twojego, jako jego właściciela/właścicielki – osoby, która nakłoniła do popełnienia przestępstwa i umożliwiła komuś popełnienie tego przestępstwa na tym zwierzaku oraz osoby, która tego zwierzaka okaleczyła) i nie możesz tego psa z jego kopiowanymi uszami pokazywać na wystawach ZKwP/FCI w oparciu o smętne i żenujące świstki, którymi były (i wciąż są) ”zaświadczenia o leczniczym kopiowaniu”, dodajmy, wystawach, które hodowcom posiadającym psy kompletne są niezbędne dla uzyskania dla tych kompletnych psów uprawnień hodowlanych, to możesz celowo okaleczonego psa zabrać na tzw przegląd hodowlany zupełnie tak, jakby kopiowane uszy były ”nieszczęśliwym wypadkiem” i sprawdzić czy za tysiąc pięćset złotych załatwisz sobie prawo do rozmnażania go tak, by ”koledzy i koleżanki” ze stowarzyszenia się nie czepiali, a w każdym razie, by nie bardzo mieli jak się czepiać, że ”idziesz na skróty”… Jeśli zaprowadzisz takiego niezgodnie z prawem większości krajów Unii Europejskiej, ciętego psa, ofiarę przestępstwa na przegląd hodowlany w ZKwP/FCI, dowiesz się jak dokładnie i czy w ogóle osoby organizujące owe specjalne przeglądy hodowlane sprawdzają dokumentację dotyczącą ciętych uszu i/lub ogonów i jak bardzo troszczą się o przestrzeganie przepisów min. polskiej Ustawy o Ochronie Zwierząt.

Na marginesie: nawet, gdy psa rasy tradycyjnie ciętej kupujesz w Rosji, psa który uszy i/lub ogon cięte miał tam i masz psa ciętego bez łamania prawa, rzecz sprowadza się do tego, że za 1500 złotych ”odwalasz temat”. To tak, jakby mówić ”Niech cała reszta nie dość cwanych i nieokaleczających posiadaczy psów, szczególnie ras tradycyjnie ciętych, wydaje szmal na wystawy, niech se jeżdżą, bulą na paliwo, noclegi itd. środkowy palec dla nich ode mnie.” No, nie ma to jak zasady fair play… 

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2019/02/18/jak-kituja-milosnicy-nie-tylko-dogo-argentino-czyli-kultywowanie-tradycji-okaleczania-psow-ciagle-na-topie/

A, zapomniałabym:

I jeszcze to:

*I jeszcze to:

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2015/11/17/winter-is-comming-rozmnazacze-nieprzebadanych-psow-koniec-tabu-kopiowania-obcinania-psom-uszu/

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu, oraz zdjęć i/lub grafik bez zgody autora jest zabronione.

KONTAKT: zuzpasjaodogoargentino@gmail.com

https://kulturakynologiczna.home.blog/

ZAKUP BILETU DO MUZEUM CZY GALERII NIE DAJE PRAWA DO DOTYKANIA EKSPONATÓW, CZYLI WYSTAWA PSÓW I POSZANOWANIE VS. NARUSZANIE PRZESTRZENI

Świeży temat: ”Wystawa psów w Bydgoszczy. Zwierzę ugryzło 8-latka”: ://bydgoszcz.naszemiasto.pl/artykul/wystawa-psow-w-bydgoszczy-zwierze-ugryzlo-8-latka,5004384,artgal,t,id,tm.html?fbclid=IwAR2wWSWjCZ9tSaQ-XEhkn6i1e_fjkgwGtufxy7Juvx5abMd5tuOGbpl_jqs.

Sprawa a raczej treść artykułu, do którego powyżej podałam Wam link, poruszona została zapewne na niejednej z kynologicznych grup tematycznych. Komentarze były, są i pewnie jeszcze będą bardzo różnej… ”klasy”. Jednak najistotniejsze jest to, że niezależnie od tego co w istocie zaszło (to wiedzą tylko osoby bezpośrednio w zdarzenie zaangażowane) kolejny raz mamy dowód na to, że w kynologii kwestia poszanowania przestrzeni vs. naruszania przestrzeni w interakcjach ludzi z psami, jest skandalicznie wręcz zaniedbana.

Ogólnie

Żyjemy w ”tu i teraz” a nie życzeniowo, w ”idealnym świecie”. Jeżeli rzeczywistość pokazuje, że (niestety) ludzie są bezmyślnymi (nie umieją przewidywać konsekwencji swoich zachowań) prostakami (nie mają szacunku dla cudzej własności i wyciągają do niej ręce jak po swoje), to tę rzeczywistość trzeba ”wziąć na klatę”.

Tak więc podczas wystawy psów nie wolno zostawiać psa bez nadzoru. Nieważne, że jest zabezpieczony, w klatce i to przykrytej jakimś materiałem a droga do tej klatki otoczona jest mnóstwem tobołów, które mają ”utrudnić” nachlanym intruzom kontakt z psem pod nieobecność jego właściciela lub też, gdy ten jedynie na chwilę spuści klatkę z psem z oczu. Skoro doświadczenie uczy,  że ludzie, jeśli mają ochotę włożyć łapę do klatki z tak zabezpieczonym psem albo zaproponować to swojemu dziecku (sic!), niepowstrzymani i tak to zrobią, to nie wolno dawać im ku temu okazji. Wnioski są niewesołe, ale oczywiste. Tak po prostu wygląda rzeczywistość. Trzeba być mądrzejszym od innych dla dobra psa oraz własnego.

Rozwiązanie

Należy gości wystawy, zwiedzających, osoby, które zakupiły bilet i ”przyszły pooglądać pieski”, edukować. Podobno wystawy mają także za zadanie ludzi niezwiązanych z kynologią, w świat kynologii wprowadzać. To wprowadzanie powinno więc zaczynać się od uczenia tzw laików wystawowego savior -vivre, czyli tego co zwiedzającemu wolno (bo jest dla niego bezpieczne i nie przeszkadza ”gwiazdom” wydarzenia a więc psom i hodowcom), a czego mu nie wolno (bo stanowi dla niego zagrożenie i utrudnia przebieg wydarzenia jego głównym uczestnikom). Organizator wystawy powinien zadbać o bezpieczeństwo wszystkich, którzy w wydarzeniu biorą udział w więc także osób, które znalazły się na terenie imprezy, jako zwiedzający. Zakup biletu do muzeum czy galerii nie daje prawa do dotykania eksponatów (I to akurat rozumieją wszyscy, może z wyjątkiem osób z poważnymi zaburzeniami psychicznymi, które to np. usiłują lizać lub liżą obrazy, ale ten typ ”pasjonatów sztuki” definitywnie należy do mniejszości). I tak samo, jak z obrazami w galeriach, jest z psami, które podziwiać można podczas dog shows -ich też się nie dotyka. Psy pokazywane na wystawach nie są po to, żeby zabawiać zwiedzających. Wystawa psów to nie cyrk. To wydarzenie dla hodowców i posiadaczy rasowych psów. Jednak najwyraźniej kultura leci na łeb na szyję i to co wydawać by się mogło oczywiste dla wielu wcale takie nie jest. Żyjemy w czasach, w których organizator wystawy musi zacząć liczyć się z tym faktem. Praktyka pokazuje, że znacząca część gości wystawy nie umie się podczas tego wydarzenia zachować, tak więc organizator powinien poinstruować kupujących bilety i przebywających na terenie wystawy jako ”zwiedzający oglądacze”, co do tego, jakich zasad zobowiązani są przestrzegać.

Bonus

Z okazji wystaw drukuje się bilety, katalogi, dyplomy, można wydrukować także ulotki informacyjne zawierające podstawowe dane dotyczące zachowania zasad bezpieczeństwa przez zwiedzających. Wystarczy odbitka ksero wręczana każdemu, kto kupuje bilet. Tyle mówi się dziś o ”promocji” kynologicznych stowarzyszeń… Czy ulotka z informacją o tym dlaczego obcego psa się nie dotyka nie byłaby idealnym sposobem promocji? Przecież takie ulotki nie zawsze wyrzuca się ”od razu”. Wraz z biletami lądują w torbach i plecakach, w samochodzie, na stolikach z kluczami… Taką ulotkę można potem przypiąć na tablicy ogłoszeń w przedszkolu, szkole…

Tyle korzyści za ile? 5 groszy od kserokopii? …

Poszanowanie przestrzeni vs. naruszanie przestrzeni

Poszanowanie przestrzeni vs. naruszanie przestrzeni to temat wiecznie żywy i ciągle nienależycie serio przez tzw kynologów traktowany. Dystanse personalne dotyczą zarówno ludzi, jak i innych zwierząt -psów też. Proksemika to osobna dziedzina, element komunikacji niewerbalnej. I obiektywnie „niewyczuwanie niestosowności” przez daną osobę, naruszania przestrzeni obcego (człowieka lub zwierzęcia) świadczy o inteligencji tej osoby (nie tylko tej emocjonalnej). Nie pozostaje nic innego jak „trąbić” i to „drukowanymi literami”, zarówno posiadaczom psów, jak i osobom postronnym (w tym rodzicom odpowiadającym za dzieci), że przestrzeń intymna psa jest, tak samo jak przestrzeń intymna człowieka, jego własnością, przedłużeniem ciała i pies/kot (czy jakiekolwiek inne zwierzę, np. człowiek) nie musi akceptować wtargnięcia w nią.

Nikt normalny, ”kynologicznie świadomy” nie zostawiłby na wystawie, wśród tłumu obcych ludzi i psów czasem po prostu agresywnych wobec innych przedstawicieli swojego gatunku, psa rasy Fila Brasileiro. I najwyraźniej, w starciu z arogancją i ignorancją postronnych osób, należy przyjąć, że wchodząc z psem w przestrzeń wystawy, dla jego bezpieczeństwa i własnego spokoju ducha, należy traktować go, jakby był Fila Brasileiro, nawet, gdy nasz pies to Pekińczyk albo Labrador.

Do poczytania

Zachęcam do przeczytania serii tekstów o przestrzeni w kontekście interakcji z psami: https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2018/08/12/czlowiek-pies-i-przestrzen/

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora jest zabronione.

www.facebook.com/zuzpasjaodogoargentino

”TEMAT ZASTĘPCZY” -CZYLI CO W 2006 ROKU (NIECO PONAD DEKADĘ TEMU) MÓWIŁ O OKALECZANIU PSÓW ZE WZGLĘDÓW ESTETYCZNYCH, SĘDZIA KYNOLOGICZNY ZWIĄZKU KYNOLOGICZNEGO W POLSCE, ÓWCZESNY PREZES TEGO STOWARZYSZENIA.

Materiały archiwalne

Oto coś nie coś ”Z archiwum” cięcia/ kopiowania/ skracania/ plastyki/ korekty uszu psom i/lub cięcia/ kurtyzowania/ kopiowania psich ogonów w środowisku Związku Kynologicznego w Polsce”.

#Odpowiedzialność

Wywiad jest z 2006 roku, ale warto poczytać, jak o okaleczaniu rasowych psów mówił wtedy Prezes Związku Kynologicznego w Polsce, pan Andrzej Mania. Warto się tego dowiedzieć, by wyrobić sobie opinię o tym, jak stowarzyszenie Związek Kynologiczny w Polsce, kreowało przez lata kulturę kynologiczną w naszym kraju. Szczególnie, jak kreowało w Polsce kulturę kynologiczną w odniesieniu do praktyk ustawowo zakazanych i jak kształtowana przez Związek Kynologiczny w Polsce narracja na temat tych zabiegów, formowała i ustawiała sposób myślenia o nich przez członków tego stowarzyszenia, a w konsekwencji nierzadko także osób zupełnie z nim niezwiązanych.

Pamiętajmy, że odpowiedź na pytanie: ”Czy Związek Kynologiczny w Polsce nie powinien zadbać o psy?”, brzmiała: ”Nie. Bo egzekwowanie prawa to nie nasza rzecz”.

Wyjątkowo godna uwagi jest zmiana dotycząca ”naświetlenia” tematu nielegalnego okaleczania psów, do której doszło na przestrzeni 5 lat pomiędzy wywiadami (wywiad z roku 2001:https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2019/02/18/nie-chcialbym-miec-dobermana-z-dlugim-ogonem/). W 2006, tytuł wywiadu, a więc główna myśl bijąca z niego jest taka, że okaleczanie psów zabiegami o podłożu estetycznym, to ”temat zastępczy”, przy czym w roku 2001 pan Mania udzielił wywiadu, który opublikowany został pod tytułem bardzo jednoznacznym, po prostu: ”Nie chciałbym mieć dobermana z długim ogonem”.

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2019/02/18/nie-chcialbym-miec-dobermana-z-dlugim-ogonem/

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2019/02/18/jak-kituja-milosnicy-nie-tylko-dogo-argentino-czyli-kultywowanie-tradycji-okaleczania-psow-ciagle-na-topie/

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu oraz zdjęć bez zgody autora jest zabronione.

www.facebook.com/zuzpasjaodogoargentino

https://twitter.com/odogoargentino

”NIE CHCIAŁBYM MIEĆ DOBERMANA Z DŁUGIM OGONEM” -CZYLI CO W 2001 ROKU (PRAWIE DWADZIEŚCIA LAT TEMU) MÓWIŁ O OKALECZANIU PSÓW ZE WZGLĘDÓW ESTETYCZNYCH, SĘDZIA KYNOLOGICZNY ZWIĄZKU KYNOLOGICZNEGO W POLSCE, ÓWCZESNY PREZES TEGO STOWARZYSZENIA

Materiały archiwalne

Oto coś nie coś ”Z archiwum” cięcia/ kopiowania/ skracania/ plastyki/ korekty itp. uszu psom i/lub cięcia/ kurtyzowania/ kopiowania psich ogonów w środowisku Związku Kynologicznego w Polsce”.

#Odpowiedzialność

Wywiad jest z 2001 roku, ale warto przeczytać, jak o okaleczaniu rasowych psów mówił w tamtym czasie ówczesny Prezes stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce, pan Andrzej Mania. Warto się tego dowiedzieć, by wyrobić sobie opinię o tym, jak stowarzyszenie Związek Kynologiczny w Polsce przez lata kreowało kulturę kynologiczną w naszym kraju. Szczególnie, jak kreowało w Polsce kulturę kynologiczną w odniesieniu do praktyk ustawowo zakazanych i jak kształtowana przez Związek Kynologiczny w Polsce narracja na temat tych zabiegów formowała i ustawiała sposób myślenia o nich przez członków tego stowarzyszenia, a w konsekwencji nierzadko także osób zupełnie z nim niezwiązanych.

Prof. Marek Żakowicz w podręczniku dla studentów medycyny weterynaryjnej ”Chirurgia małych zwierząt” nie pozostawił złudzeń na temat tego, jakiego rodzaju zabiegiem jest abbreviatio auriculae, czyli kopiowanie psom uszu. Tym bardziej więc warto przeczytać wywiad z panem Andrzejem Manią, jako Prezesem Związku Kynologicznego w Polsce w roku 2001, gdyż z tego co pan Mania w tymże wywiadzie powiedział, jasno wynika, że w roku 2001 stanowisko ZKwP na temat kopiowania psom uszu i/lub cięcia im ogonów, także nie pozostawiało wątpliwości i mówiło wprost, że w zabiegach tych chodzi o zmianę wyglądu zwierząt, które są im poddawane.

Uszy grubymi nićmi szyte…

Wejście w życie nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt, w której to od 1 stycznia 2012 roku w szczególności zabroniono wykonywania na psach chirurgicznych zabiegów, których celem jest zmiana ich wyglądu, spowodowało, że ”stara gwardia” ZKwP oraz ich adherenci i pretorianie to, co dotąd, dla wszystkich posiadających zupełnie przeciętny poziom inteligencji, było zupełnie oczywiste i czego ”góra” ZKwP nigdy nie kwestionowała, i o czym w wywiadzie, który jest tematem tego wpisu,  w 2001 roku otwarcie mówił Prezes ZKwP, postanowili uznać za ”niejasne”, ”niejednoznaczne”. I  tak zaczęło się opowiadanie idiotyzmów o ”leczniczych właściwościach” obrzynania, w imię widzi mi się właścicieli, uszu psom. 

Zawsze parskam, czytając albo słuchając tekstów o ”leczniczych właściwościach kopiowania uszu psom” (a także ”skracania”, obcinania im ogonów), szczególnie gdy chodzi o psy trzymająco-chwytające, jak Dogo Argentino. Nie dlatego, że kitowanie, gdy chodzi min. o białe presy ”jest zabawne”. Przeciwnie, jest wręcz porażająco nadmuchane absurdem i groteską.

Gdy przyjrzeć się ilości wszystkich tych polskich Cane Corso, Dobermanów, Dogów Kanaryjskich i w końcu Dogów Argentyńskich, których właściciele twierdzą, że ich psy miały uszy ”chore” i dlatego poddali je zabiegowi kopiowania (sic!) (co z ogonami corsiaków i dobków? ”pokaleczyły się”?  ”strasznie poturbowały” i to w wieku zaledwie kilku dni  -litości…), można dojść do wniosku, że polska populacja ciętych/ kopiowanych/ po skróceniu/ plastyce/ korekcie uszu argentynów i kanarów a za nimi dobków i corsiaków itp., od roku 2011 do dnia dzisiejszego, zapadła i cierpi na jakąś wyjątkową, iście endemiczną, genetyczną ”przypadłość”, nieznaną nigdzie indziej na świecie. ”Przypadłość”/ ”chorobę”, która nie dotyka psów poza naszymi granicami. ”Przypadłość”/ ”chorobę”, która –i to naprawdę niezwykłe(!)– atakuje także psy importowane do Polski na krótko potem, jak się pod opieką polskich właścicieli znajdą. ”Chorobę”/ ”przypadłość”, o której nie słyszeli lekarze weterynarii nienależący do stowarzyszeń hodowców psów w Polsce (Warto zwrócić uwagę na to, co o tej ”tajemniczej chorobie” mają do powiedzenia lekarze weterynarii należący do polskich stowarzyszeń hodowców rasowych psów…). ”Przypadłość”/ ”chorobę”, która skutkuje zdumiewającą podatnością Dogów Argentyńskich i Kanaryjskich, Cane Corso i Dobermanów itp. znajdujących się w rękach polskich właścicieli, na, jak mówiła treść lewych zaświadczeń, tych pseudo zaświadczeń, ”zaświadczeń” bez prawnej podstawy i jakiejkolwiek wartości, tych niby ”zaświadczeń” o ”leczniczym kopiowaniu uszu”, świstków udających ”zaświadczenia”: ”pogryzienia przez inne zwierzęta”. To są dopiero jaja… Zatrważająca ilość Dogo Argentino i Dogo Canario/ Presa Canario, Cane Corso i Dobermanów znajdujących się polskich rękach padła ofiarą ”pogryzienia przez inne zwierzęta”…

Dogi Argentyńskie, jak i Kanaryjskie, to raczej takie ”kozaki” i to właśnie jara w nich różnych ziótków, więc jakież to niezwykłe zwierzęta ”gryzą” te argentyny i kanary w te ich naturalne uszy. I to tylko w uszy. Co to za niezwykłe stwory, które wiedzą, że z kolei Dobermany i Cane Corso gryźć należy nie tylko w uszy, ale także w ogony?! I kiedy to się niby dzieje? Znajdujące się w rękach polskich właścicieli argentyny i kanary miały/mają jakąś genetyczną skłonność do prowokowania ”zwierząt”, aby te ”gryzły” je np. podczas tzw spacerów? I to precyzyjnie w uszy? A Dobermany i Cane Corso? One genetycznie tak mają, że ”zwierzęta” ”ogryzają” lub ”odgryzają” im dodatkowo także ogony? I, co nie mniej ciekawe: czy te ”ataki” ”zwierząt” ”gryzących” argentyńczyki, kanary corsiaki i dobki zdarzają się też po kopiowaniu, czy już nie? Czy pocięte Dogi Argentyńskie i Kanaryjskie, Dobermany i Cane Corso także padają ”ofiarą” tych różnych, tajemniczych, najwyraźniej piekielnie inteligentnych(?) i zapewne ”niesamowicie agresywnych zwierząt”? Może wiewiórek z wielgachnymi zębiskami? Żeby zrobić ”kuku” psu na grubego zwierza, np. argentyńskiej presie, będąc wiewiórką, trzeba mieć ”pałer”… Te wiewiórki szablstozębne atakują też kopiowane Dogi Kanaryjskie, Argentyńskie, Cane Corso i Dobermany, te ze skróconymi uszami/ po plastyce/ korekcie uszu, czy nie? Ogony dobków i corsiaków po ”skróceniu” też dalej prowokują ”zwierzęta” do ”gryzienia”? Czy w tych polskich argentynach i kanarach, dobkach i corsiakach pociętych tuż przed i niedługo po wejściu w życie nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt, a i tych ciętych aktualnie, jest tak głęboka ”skaza genetyczna”, że tajemnicze, stanowiące wyzwanie dla naukowców, którzy chcieliby opisać zjawisko owych ”ataków” na rasowe psy, wiewiórki szablastozębne(?), odróżniają psy mające ją w sobie, posiadające tę ”skazę”, od pozostałych? Czy wiewiórki szablastozębne(?) umieją odróżnić osobniki już ”uleczone”, korektą/ plastyką/ kopiowaniem/ cięciem/ skróceniem uszu i/lub ogonów, te ”oznakowane”, od psów naturalnych, kompletnych, tych nieciętych?

To przecież absolutnie fascynujące kwestie, które wymagają dokładnego zbadania! Co te psy mają w końcówkach swoich naturalnych uszu? Co to jest? To, co tak ”prowokuje” ”inne zwierzęta” do ”atakowania” tych nieszczęsnych psów? I celowania w tych ”atakach” stricte w ich uszy i/lub ogony? Co to jest to, co tak męczy te zatrważające ilości urodzonych w Polsce, zwłaszcza po styczniu 2012 roku polskie Dogo Argentino, Dogo Canario/ Presa Canario, Cane Corso i Dobermany itp.? Czym jest to, co uaktywnia się, gdy psy tych ras, kupowane od hodowców z innych krajów, staną się własnością polskich właścicieli i przekroczą polską granicę? Co powoduje, że ”zwierzęta gryzą” te psy w uszy i/lub ogony?

Wypada prześwietlić pulę genetyczną tych pociętych polskich psiaków rasy Dogo Argentino, Dogo Canario/ Presa Canario, Doberamnów i Cane Corso, bo ewidentnie cierpią na jakąś fascynującą ”chorobę”, która kosiła, a może i dalej kosi, całe mioty, a precyzując szczenięce uszy i/lub ogony szczeniąt… To jest ewenement na skalę światową: ”choroba”, ”skaza genetyczna” objawiająca się ”prowokowaniem” właśnie np. mitycznych szablastozębnych wiewiórek, istnienia których do dziś nie potwierdzono, więc może polnych myszy, jeży albo kretów, a może ślimaków, do ”ataków” na, i to niesamowite: uszy oraz ogony psów, ale tylko i wyłącznie psów ras tradycyjnie okaleczanych plastyką/ kopiowaniem/ cięciem/ skracaniem/ korektą uszu, np. psów typu presa i ras tradycyjnie okaleczanych amputacjami ogonów… Ludzie! To jest coś! Na tym można karierę naukową zrobić, taką od a do zet. Coś ”ogryza” uszy rasowym Dogom Argentyńskim, psom, które są zdolne poradzić sobie z dzikiem a nawet pumą… Łaaał… 

Dla tych, którym wywiad czyta się niewygodnie, powiększenie:

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2019/02/18/temat-zastepczy-czyli-co-w-2006-roku-nieco-ponad-dekade-temu-mowil-o-okaleczaniu-psow-ze-wzgledow-estetycznych-sedzia-kynologiczny-zwiazku-kynologicznego/

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2019/02/18/jak-kituja-milosnicy-nie-tylko-dogo-argentino-czyli-kultywowanie-tradycji-okaleczania-psow-ciagle-na-topie/

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora jest zabronione.

www.facebook.com/zuzpasjaodogoargentino

https://twitter.com/odogoargentino

”BRANŻOWY JĘZYK” ŚRODOWISKA FANATYKÓW KOPIOWANIA/ CIĘCIA/ SKRACANIA/ PLASTYKI/ KOREKTY ITP. USZU PSOM I/LUB KURTYZOWANIA/ CIĘCIA/ KOPIOWANIA PSICH OGONÓW. ORAZ PARĘ SŁÓW O TYM JAK KITUJĄ ”MIŁOŚNICY” (NIE TYLKO) DOGO ARGENTINO, CZYLI KULTYWOWANIE TRADYCJI OKALECZANIA PSÓW CIĄGLE NA TOPIE

”Szukana fraza”

Kiedy otwieram niektóre maile albo prywatne wiadomości na Facebooku, albo patrzę na ”klucz”, jakim sporo z was trafia na blog, czuję się zażenowana. Jeden temat niezmiennie jara ”miłośników psów” (szczególnie) typu presa: ”uszy”. Co jest ”niejasnego” w polskich przepisach zabraniających z powodu widzi mi się właścicieli, okaleczania psów na terenie Polski, chirurgicznymi zabiegami zmieniającymi ich wygląd? Obowiązujące w Polsce prawo zabrania cięcia/ skracania/ kopiowania/ korekty/ plastyki itp. uszu i/lub skracania/ przycinania/ kopiowania/ kurtyzowania itp. ogonów psom. Ustawa mówi (Art. 6.1a.), że ”Zabrania się znęcania nad zwierzętami” i że ”Przez znęcanie się nad zwierzętami należy rozumieć zadawanie albo świadome dopuszczanie do zadawania bólu lub cierpień, a w szczególności:

1. umyślne zranienie lub okaleczenie zwierzęcia, niestanowiące dozwolonego prawem zabiegu lub procedury w rozumieniu art. 2 ust. 1 pkt 6 ustawy z dnia 15 stycznia 2015 r. o ochronie zwierząt wykorzystywanych do celów naukowych lub edukacyjnych, w tym znakowanie zwierząt stałocieplnych przez wypalanie lub wymrażanie, a także wszelkie zabiegi mające na celu zmianę wyglądu zwierzęcia i wykonywane w celu innym niż ratowanie jego zdrowia lub życia, a w szczególności przycinanie psom uszu i ogonów (kopiowanie)”.

Gdy zostaniecie złapani na tym, że udało wam się namówić jakiegoś lekarza weterynarii, by popełnił przestępstwo w postaci wykonania zagrożonego karą pozbawienia wolności i utratą prawa do wykonywania zawodu, także będziecie odpowiadać. Waszą winą będzie to, że dostarczyliście temu komuś zwierzę, by przeprowadził na nim nielegalny zabieg, zapłaciliście mu za przeprowadzenie go itd… Mimo tych grożących wam oraz komuś, kogo/ osobom, które za sobą pociągniecie poważnych konsekwencji (zwłaszcza z punktu widzenia weterynarza…), nie boicie się szukać informacji o tym, ”jak złamać prawo”? Szukacie jakichś podpowiedzi ”gdzie?”, ”za ile?”, ”u kogo?” Itd., oberżnąć psu uszy i/lub ogon? Serio?

No, najwyraźniej serio

Aż taki to fetysz? Skoro ”kopiowanie”, ”cięcie”, ”skracanie”, ”plastyka” i ”korekta” psom uszu to ciągle taki ”hot” temat (czyżby także był to powód, dla którego kiedyś otwarte fejsbukowe grupy o rasie Dogo Argentino, na których aż się roi od psów z uszami zmienionymi zabiegiem chirurgicznym o podłożu estetycznym, dziś są zamkniętymi? -to retoryczne pytanie, rzecz jasna, wiemy jak jest), przygotowałam zainteresowanym wpis o tej tematyce. (Właściwie to nawet trzy.)

”Branżowy język”

Dla niezorientowanych w temacie a chcących zrozumieć patologię, w której nurzają się posiadacze części z rasowych, mających rodowody honorowane przez FCI, Dogów Argentyńskich, Dogów Kanaryjskich, Dobermanów, Cane Corso oraz psiaków innych ras, tradycyjnie (czyli butnie i uparcie) okaleczanych w imię zaspokajania próżności właścicieli, najpierw krótkie wyjaśnienie. Zacznijmy więc od tego, że dla zrozumienia istoty zjawiska, z którym mamy do czynienia, czyli kwestii nielegalnego okaleczania psów zabiegami chirurgicznymi o podłożu estetycznym, na terenie Polski (albo dla odmiany np. na Słowacji, ale wtedy łamane jest Słowackie prawo…), wpierw należy zrozumieć, że określenia: ”plastyka uszu”, ”cięcie uszu”, ”skracanie uszu”, ”kopiowanie uszu”, ”korekta uszu”, jak i ”kurtyzowanie ogona”, ”cięcie ogona” oraz ”kopiowanie ogona”, stosowane są przez ”życzliwie patrzących” na te praktyki, członków stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce, w tym i lekarzy medycyny weterynaryjnej, wymiennie. (Określenia te widnieją na pseudo zaświadczeniach, tych żałosnych ”zaświadczeniach o leczniczym kopiowaniu”, którymi niektórzy chwalili się na Facebooku i, o których to świstach słów kilka nieco potem.) Aby więc w pełni pojąć skalę zjawiska okaleczania psów (i to rasowych, tych z rodowodami FCI) zabronionymi w (między innymi) naszym kraju, niepotrzebnymi, wynikającymi jedynie z widzi mi się właścicieli tych nieszczęsnych psów, zabiegami chirurgicznymi, w wyniku których uszy psa zmienione zostają symetrycznie, zgodnie ze ściśle określonym wzorem cięcia przypisanym do konkretnej rasy, należy ów ”branżowy język”, te ww określenia, rozumieć dokładnie tak, jak rozumieją je przychylni tym praktykom, członkowie stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce, tj. jednakowo/ tożsamo.

Na (nie tylko) zamkniętych facebookowych grupach o tematyce kynologicznej, dyskusje o ”słuszności” okaleczania psów, podziwie dla ”hołdowania tradycji” okaleczania przedstawicieli części ras i/lub/oraz przywiązaniu poszczególnych osób do okaleczania kupowanych i/lub/oraz hodowanych przez nie i nierzadko przez lata (a może nawet wciąż?) pokazywanych na wystawach rasowych psów, nie należą do rzadkości, są raczej elementem ”stałego programu”. Osoby prezentujące pogląd, że niepotrzebne okaleczanie psów jest złe, że jest oznaką zacofania, braku poszanowania prawa oraz jaskrawego braku szacunku dla tych z członków stowarzyszenia, którzy przepisów przestrzegają etc., stanowią mniejszość, a ich zdanie jest marginalizowane, czasem wyśmiewane…

Gusła, mity i legendy

Dodać należy także, iż niektórzy członkowie stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce, a do stowarzyszenia tego należą także lekarze weterynarii, aktualnie prowadzący w naszym kraju swoje praktyki, utrzymują, że ”kopiowanie uszu ma właściwości lecznicze” i traktowane jest przez nich jako ”działanie prewencyjne”, mające psa okaleczonego ”korektą”/ ”cięciem”/ ”kopiowaniem” itp. uszu ”chronić przed chorobami” tychże uszu lub ich ”uszkodzeniem”. Analogicznie, cięcie/ kopiowanie/ kurtyzowanie ogona u psa ma ”uchronić ogon przed urazami”, np. przed jego złamaniem. Tego typu narracja jest szalenie szkodliwa, gdyż wprowadza w błąd osoby, które swoją wiedzę kynologiczną czerpią nierzadko przede wszystkim. z wypowiedzi członków ZKwP, przeczytanych na forach grup kynologicznych Serwisu Facebook, a nie z podręczników medycyny weterynaryjnej. I co za tym idzie, kreowany, ustawiany przez ”działaczy” i/lub sympatyków stowarzyszenia, trzepiących posty na rzecz ”promocji” ZKwP, sposób myślenia o okaleczaniu psów w imię ”poprawy ich wyglądu”, trafia ”pod strzechy”…

”Na legalu”

Rozumieć też trzeba, że co innego, w odniesieniu do tego, co ci ludzie robią ze swoimi psami, dla części członków Związku Kynologicznego w Polsce, oznacza określenie ”legalny”/ ”legalnie”, a co innego dla osób z tym stowarzyszeniem niezwiązanych w jakikolwiek sposób. Ci członkowie ZKwP, kiedy, w odniesieniu do swoich psów, mówią, że coś jest ”legalne”, mają na myśli uchwały i regulaminy swojego stowarzyszenia, które to regulaminy i uchwały czasem stoją w sprzeczności z obowiązującym w Polsce prawem. I przykład tych smętnych, nieposiadających podstawy prawnej ”zaświadczeń o leczniczym kopiowaniu”, które tzw osoby decyzyjne w ZKwP wymyśliły, jako usprawiedliwianie poczynań tych, którzy, będąc członkami ZKwP, pomimo obowiązującego w Polsce prawa, wciąż chcieli psy okaleczać i móc chwalić się tym na wystawach ZKwP, jest emblematycznym. Zapamiętajcie reakcję stowarzyszenia hodowców psów Związek Kynologiczny w Polsce, na próbę ukrócenia procederu okaleczania psów: ”W wyjątkowych przypadkach dopuszcza się przyjęcie na wystawę psa urodzonego w Polsce po 01.01.2012 i poddanego zabiegowi kopiowania, o ile zabieg został przeprowadzony z poszanowaniem art.27 Ustawy o Ochronie Zwierząt (DZ.U.1997, nr 111, poz.724).” Te pseudo zaświadczenia istniały i istnieją, gdyż w innym przypadku okaleczone psy, od 1 stycznia 2012 roku nie mogłyby być pokazywane na wystawach, które na terenie Polski Związek Kynologiczny w Polsce organizował oraz tych, które odbywały się także pod patronatem FCI, ale już poza granicami naszego kraju, w państwach, w których okaleczanie psów ze względów estetycznych także jest surowo zabronione.

Całość brzmiała następująco: KOMUNIKAT Zarządu Głównego ZKwP W związku z uchwaloną przez Sejm RP nowelizacją Ustawy o Ochronie Zwierząt (DZ.U.2011,nr 230, poz.1373), która w art.6, ust.2, pkt. 1 w sposób nie budzący wątpliwości zakazuje wykonywania zabiegów kopiowania uszu i ogonów, Zarząd Główny na posiedzeniu w dn. 29.10.2011 podjął następujące uchwały:

1. Wszystkie psy urodzone w Polsce po 01.01.2012r. muszą mieć pozostawione naturalne uszy i ogony. Kierownicy sekcji ras zostają zobowiązani do zaznaczania w protokółach kontroli miotów każdego przypadku ciętego ogona i/lub uszu oraz zgłaszania tego faktu zarządowi oddziału. W rasach, w których występują ogony szczątkowe i/lub skrócone, ogony wszystkich szczeniąt muszą zostać opisane w protokółach kontroli miotów, a następnie w metrykach i rodowodach.

2.Od 01.01.2012r. zostaje wprowadzony zakaz wystawiania psów z kopiowanymi ogonami i/lub uszami. Zakaz ten dotyczy WYŁĄCZNIE psów URODZONYCH W POLSCE PO 01.01.2012. W wyjątkowych przypadkach dopuszcza się przyjęcie na wystawę psa urodzonego w Polsce po 01.01.2012 i poddanego zabiegowi kopiowania, o ile zabieg został przeprowadzony z poszanowaniem art.27 Ustawy o Ochronie Zwierząt (DZ.U.1997, nr 111, poz.724). W takim przypadku właściciel psa zobowiązany jest dołączyć do zgłoszenia oryginał lub, poświadczoną przez jego macierzysty oddział ZKwP, kopię stosownego zaświadczenia lekarskiego, które musi zawierać, umożliwiające weryfikację, szczegółowe dane kontaktowe lecznicy i wystawiającego zaświadczenie lekarza takie jak: nazwisko, adres, nr telefonu oraz adres e-mail. Zaświadczenie pozostaje w dokumentach wystawowych organizatora imprezy.

3.W dniu 18.03.2015 Plenum ZG ZKwP uchwaliło, że zaświadczenia lekarskie wystawione przez lekarzy weterynarii z zagranicy po tej dacie nie będą honorowane. Psy z takimi zaświadczeniami nie będą przyjmowane na wystawy.

Organizacje zrzeszone w FCI przyjmują, że coś, na czym widnieje pieczątka stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce, posiada wartość. Jeżeli więc, w ramach wyjaśnienia dlaczego dany pies jest niekompletny, czyli ma cięte uszy i/lub ogon, przekazywany jest im jakiś papier z pieczątką ZKwP, przyjmują, że ma on odzwierciedlenie w polskim prawie, mówiąc krótko, gdy odnosi się to do psów okaleczonych, że pies stał się niekompletny zgodnie z obowiązującym w Polsce prawem. 

”Argumenty”, czyli ”użytkowanie”, ”tradycja rasy” i ”zdrowie” Doga Argentyńskiego pretekstami do okaleczania uszu Dogo Argentino

Gdy mamy do czynienia z kwestią nielegalnego skracania/ cięcia/ kopiowania/ korekty/ plastyki uszu, zazwyczaj ”Grażyny” i ”Karyny” do spółki z ”Januszami” i ”Sebiksami” polskiej kynologii, broniąc obrzynania psom fragmentów ciała mówią/ piszą np. coś takiego: ”Dogo Argentino w swoim pierwotnym opisie miał mieć cięte uszy i powinien mieć do dziś, zarówno z uwagi na przeznaczenie jak i zdrowie”. Jakie … (w tym miejscu każdy przeciętnie inteligentny odbiorca tego rodzaju komunikatu, gdy usiłuje się robić z niego idiotę, ma pełne prawo użyć partykuły wzmacniającej, wyrazu powszechnie uważanego za wulgarny) ”przeznaczenie” i jakie ”zdrowie”? W Polsce monteria* i walki psów są zakazane.

Osoby nieumiejące po prostu przyznać, że jarają się psami z okaleczonymi uszami, bo te upierniczone uszy wiążą się dla nich z jakimś mitem, są swego rodzaju fetyszem, jakoś koją ich kompleksy, czy cholera wie co im dają, szukając alibi dla, w istocie, haniebnego procederu, szczególnie, gdy przyjrzymy się kombinacjom koniecznym do tego, by dziś, w Polsce psu uszy oberżnąć, odwołują się do ”argumentów”, których nie są w stanie bronić i używają wyrazów, których znaczenia nie rozumieją.

W Polsce, zarówno walki psów są zabronione i Dogi Argentyński zarejestrowane w Związku Kynologicznym w Polsce, któremu to stowarzyszeniu zawdzięczamy owe pseudo zaświadczenia, potocznie nazywane ”zaświadczeniami o leczniczym kopiowaniu uszu” w walkach psów udziału nie biorą, jak i zabronione jest polowanie z Dogo Argentino w tradycyjnym dla tej rasy stylu (monteria). W naszym kraju Dog Argentyński jest jedną z ras psów uznawanych za agresywne i jako taki może być wyprowadzany w przestrzeń publiczną na smyczy i w kagańcu. Tak więc Dogo Argentino zarejestrowane w ZKwP nie biegają po polskich łąkach i lasach (przynajmniej oficjalnie, niektóre foteczki z fejsbunia mówią co innego…) ze swoimi właścicielami i/lub wystawowymi handlerami, żeby jeszcze śmieszno-straszniej było, nie chwytają dzików a „panowie i władcy” tych polskich argentynów, nie wbijają tym polskim dzikom noży w serca, jak tradycja użytkowania Dogo Argentino nakazuje. (Czy może jednak są tacy, którzy to robią?) Pum u nas nie mamy, ale bywają poj…ńcy szczujący swoje psy na wolno żyjące koty albo inne zwierzaki. Niektórzy polscy posiadacze Dogów Argentyńskich czasem sobie swoje białe „puszczają po lesie, za sarenką”, żeby ”się pieski wybiegały”. W związku z czym polscy posiadacze argentynów nie muszą obawiać się, że ich psu, w walce inny pies albo dzik oderwie ucho (sarenka czy kot w starciu z Dogiem Argentyńskim są bezbronne). Polskim psom nie trzeba „ze względów użytkowych” „skracać uszu” i robić „nowych fryzur”, jak nazywają chirurgiczną zmianę wyglądu, wielkości i sposobu noszenia uszu fanatycy tego procederu, jarający się „kozackim” i „budzącym respekt na dzielni” wyglądem psów z takimi uszami. To, że obetnie się psu uszy, nie sprawi, że samemu zacznie się ”budzić respekt”. Jeżeli jakiś typ jest kurduplem o wzroście ”metr siedemdziesiąt” i ma śmieszne tatuaże, nie urośnie od tego, że okaleczy swojego psa. Dalej będzie tylko kurduplem ze śmiesznymi tatuażami. Pani, która jest po prostu brzydka i do tego ma grube uda, też nie stanie się Gisele Bundchen dlatego, że obcięcia psu uszy. (Nawet, kiedy przepuści fotkę w paru filtrach, a jakaś inna ”ładna inaczej” znajoma napisze jej, że w jakiejś kiecce wygląda ”pięknie”.)

Uwaga za marginesie: jeśli, Drogi Czytelniku znasz zwyroli, którzy szczują w Polsce swoje Dogo Argentino (albo inne psy) na dziką zwierzynę i dodatkowo jarają się mordowaniem „białą bronią” tej zwierzyny, to zasuwaj z tym na najbliższy komisariat. Jak znasz z…ebów, którzy tak się „tradycją rasy” jarają, że się do jej źródła, Viejo Perro Pelea Cordobes dogrzebali i gdzieś do walk swoje Dogo Argentino wystawiają, to też zapierniczaj na komisariat, bo to też temat dla prokuratury.

Kiedyś pewien zbrodniarz powiedział, że ”kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą”. Nie. Tak myślą ludzie ułomni intelektualnie, totalitaryści, niewolnicy ideologii, cała reszta wie, że to nieprawda. Ludzie, którzy okaleczają swoje psy też mogą kłamać do woli, powtarzając, że „Kopiowanie uszu ma lecznicze właściwości.”, ale nie zaczarują rzeczywistości.

Abbreviatio auriculae

Podręcznik dla studentów medycyny weterynaryjnej autorstwa prof. dr. Marka Żakowicza ”Chirurgia małych zwierząt”, podręcznik, z którego uczyło się wielu praktykujących dziś lekarzy weterynarii, mówi jasno, iż skracanie małżowin usznych (kopiowanie) jest zabiegiem wykonywanym ze skazań estetycznych. Za prof. dr. Markiem Żakowiczem: ”Skracanie małżowin usznych (abbreviatio auriculae). Wskazania: względy estetyczne u niektórych ras psów. Celem zabiegu jest usunięcie tylnej części małżowiny usznej, co powinno zmienić ustawienie opadającego ucha na ucho stojące. Jednocześnie zmieniony kształt ucha ma harmonizować z sylwetką zwierzęcia. Z tego względu dla każdej rasy istnieją nieco inne wskazania odnośnie do wielkości i kształtu usuwanej części małżowiny.

Technika zabiegu dla wszystkich ras psów jest wspólna. Przeprowadza się go u zwierząt, które nie przekroczyły 3-4 miesiąca życia. Najodpowiedniejszy jest wiek 2-2,5 miesiąca, jakkolwiek można skracać małżowiny także u psów w wieku 4-6 tygodni”.

Tzw kopiowanie uszu zmienia wygląd psa, jest to zabieg estetyczny, niemający żadnych wskazań medycznych. W jego wyniku zmienione zostają wielkość ucha, jego kształt oraz sposób noszenia, czyli ucho ze swobodnie zwisającego staje się stojące. Jest to zabieg przeprowadzany symetrycznie na obojgu uszach danego psa. Istotne, że w zabiegu estetycznym, chodzi o wygląd uszu, o to aby tkanka małżowiny usznej usunięta została zgodnie z konkretnym wzorem określającym ”wygląd idealnie ciętej małżowiny usznej” dla psa danej rasy. Liczy się to, aby po zabiegu uszy stały i były zakończone szpiczasto (wyjątkiem może być cięcie ucha na sposób przewidziany np. dla Cimarron Uruguayo), aby uszy WYGLĄDAŁY odpowiednio. I tyle. Z tego też powodu Ustawodawca jednoznacznie zakwalifikował kopiowanie jako zabieg mający na celu zmianę wyglądu zwierzęcia i wykonywany w celu innym niż ”ratowanie jego zdrowia lub życia”. Tym samym zabieg kopiowania (choć bez znaczenia jest to jakiego słowa użyjemy, czy powiemy ”kopiowanie”, ”plastyka”, ”korekta”, ”cięcie”, ”skrócenie”. Itp., gdyż chodzi o efekt: zmianę wyglądu psa, poprzez zmianę wyglądu jego uszu), wypełnia znamiona przestępstwa, jakim jest znęcanie się nad zwierzęciem poprzez umyślne zranienie lub okaleczenie go, niestanowiące dozwolonego prawem zabiegu. Za obowiązującą ustawą, żeby się Wam utrwaliło:

Art. 6.1a. Zabrania się znęcania nad zwierzętami.

2.Przez znęcanie się nad zwierzętami należy rozumieć zadawanie albo świadome dopuszczanie do zadawania bólu lub cierpień, a w szczególności:

1) umyślne zranienie lub okaleczenie zwierzęcia, niestanowiące dozwolonego prawem zabiegu lub procedury w rozumieniu art. 2 ust. 1 pkt 6 ustawy z dnia 15 stycznia 2015 r. o ochronie zwierząt wykorzystywanych do celów naukowych lub edukacyjnych, w tym znakowanie zwierząt stałocieplnych przez wypalanie lub wymrażanie, a także wszelkie zabiegi mające na celu zmianę wyglądu zwierzęcia i wykonywane w celu innym niż ratowanie jego zdrowia lub życia, a w szczególności przycinanie psom uszu i ogonów (kopiowanie).

Ustawodawca najwyraźniej podzielał opinię, iż obcinaniem psom uszu, szczególnie obcinaniem wynikającym z tzw tradycji, niczego się nie leczy i że zabiegi takie, będące jedynie okaleczeniem pod całkowitą narkozą, zabiegi wynikające tylko i wyłącznie z widzi mi się osoby odpowiedzialnej za psa w sensie prawnym, są niewłaściwe i należy ich zakazać.

Każdy zabieg wymagający pełnej narkozy, jest zabiegiem ryzykownym. Należy więc unikać zabiegów niepotrzebnych a jedynie stanowiących zagrożenie dla życia psich malców. Wiele o mentalności tzw hodowców psów mówi ich niechęć do wykonywania BAER TEST, badania potwierdzającego lub wykluczającego głuchotę jednostronną (bądź całkowitą), a więc badania określającego jakość słyszenia psiaków, badania niewymagającego pełnej narkozy, na którą to jednak narkozę(!), jako powód niechęci do przeprowadzenia BAER test, powołują się tzw hodowcy, jednocześnie bez mrugnięcia okiem szafujący życiem szczeniąt, by wykonać cięcie uszu.

A, i ”argument” najżałośniejszy z żałosnych, czyli zakaz cięcia jako ”zamach na wolność” posiadaczy psów

Jeżeli ktoś bardzo chce, może pojechać ze swoim psem do kraju, w którym chirurgiczne zabiegi zmieniające psom wygląd są legalne i tam oberżnąć swojemu psu uszy i/lub ogon. Nie ma problemu, jak tak cię swędzi, żeby twój pies ”wyglądał”, to go potnij, ale zrób to zgodnie z prawem, czyli w kraju, w którym to jest legalne, bo teksty o ”zamachu na wolność” z ust kombinatorów pokątnie korumpujących nieetycznych weterynarzy w Polsce i z/lub innych krajów, są po prosu żałosne.

I jeszcze jedno, jak chcesz, żeby twój pies ”wyglądał”, to nie kupuj go w byle jakiej ”hodowli”, w której rozmnażane są smętne wypłosze, marne popłuczyny po Dogo Argentino, które z rasą mają tyle wspólnego, że są białe. Skup się na prawidłowym żywieniu szczeniaka, ogarnij na czym polega ”budowanie” psa. Nie trzymaj go na śliskich panelach, ale zadbaj o kondycję jego więzadeł. Zapewnij mu stosowną porcję ruchu i daj szansę potencjałowi, który w sobie ma, który mają jego gany, alby w pełni się rozwinął. Nie ma nic bardziej żałosnego od argentyna z frontem płaskim jak deska do prasowania, klatką szerokości przecinka, dysplazją i ”kozackimi” uszami, w dodatku ciętymi na AST’a albo Dobermana.

Związek Kynologiczny w Polsce nie jest żadnym ”urzędem” ani ”instytucją”, to tylko stowarzyszenie zrzeszające ludzi, amatorów, min. zajmujących się rozmnażaniem rasowych psów

Standardem jest, że niektórzy członkowie ZKwP nie myślą dalej niż, parafrazując, koniec regulaminu i/lub uchwał ich stowarzyszenia. I niestety, w takim środowisku jest naturalne, że słowo ”legalne”/ ”legalny” odnosi się do treści uchwał i regulaminów ZKwP, a niekoniecznie do obowiązującego w Polsce prawa, czego doskonałym przykładem jest proceder okaleczania psów chirurgicznymi zabiegami zmieniającymi ich wygląd, tj cięciem/ plastyką/ kopiowaniem/ korektą/ skracaniem itp. uszu i/lub kurtyzowaniem/ kopiowaniem/ cięciem ogonów. Zabiegi te są w Polsce nielegalne od 1997r. i jest to dla członków stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce oczywiste od samego początku, czego dowodem jest min. wywiad z roku 2001, którego udzielił magazynowi o tematyce kynologicznej ówczesny prezes stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce, pan Andrzej Mania: https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2019/02/18/nie-chcialbym-miec-dobermana-z-dlugim-ogonem/ albo wywiad tego samego członka ZKwP z roku 2006 https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2019/02/18/temat-zastepczy-czyli-co-w-2006-roku-nieco-ponad-dekade-temu-mowil-o-okaleczaniu-psow-ze-wzgledow-estetycznych-sedzia-kynologiczny-zwiazku-kynologicznego/, kiedy to także pełnił rolę prezesa ZKwP.

Nowelizacja UoOZ (ustawy o ochronie zwierząt) z roku 2011, tylko podkreśliła fakt, iż okaleczanie psów zabiegami chirurgicznymi o podłożu estetycznym jest w Polsce zakazane. Z uwagi na ignorowanie przez część członków ZKwP stanu prawnego w Nowelizacji UoOZ pojawiło się sformułowanie, że w szczególności zabrania się kopiowania. Jednak członkowie ZKwP lubujący się w obrzynaniu psom uszu (i/lub ogonów), ”miłośnicy” ras tradycyjnie okaleczanych (do których należą, zajmujące dziś czołowe miejsce na liście okaleczanych, Dogi Argentyńskie oraz Dogi Kanaryjskie), nie przyjmują tego do wiadomości i, w rezultacie, psy od lat są okaleczane.

Czy o nielegalnych praktykach środowisko ZKwP wie?

http://www.dogomania.com/forum/topic/20228-aleksander-waszkowski-pl/

http://torun.wyborcza.pl/torun/1,48723,16884632,Weterynarz_obcial_psom_ogony__Zostal_skazany_za_znecanie.html

https://nowosci.com.pl/torun-odcinal-uszy-psom-sa-zarzuty-za-znecanie-nad-zwierzetami/ar/10811964#112

Nielegalnie, w Polsce, swoje psy estetycznymi zabiegami chirurgicznymi, okaleczają, przy współudziale praktykujących (a może nawet prawa do wykonywania zawodu już pozbawionych), polecanych sobie „w zaufaniu”, weterynarzy, „miłośnicy” Dogów Argentyńkich, Dobermanów, Cane Corso, Dogów Kanaryjskich itp., dokarmiający w ten sposób swój egoizm i tyle. Wszystko inne to dorabianie ideologii do łamania prawa. Weterynarze, którzy wykonują te zabiegi, doskonale wiedzą, że są one w Polsce nielegalne i robią to, przedkładając swój osobisty interes (stawka za nielegalny zabieg), wewnętrzne procedury stowarzyszenia hodowców psów, którego są członkami lub na którego rzecz ”wykonują konsultacje”, panujące w tym stowarzyszeniu tradycje, zwyczaje oraz ”kulturę”, ponad Kodeks Etyki Lekarza Weterynarii i obowiązujące w Polsce prawo.

Raz jeszcze pseudo zaświadczenia o ”leczniczym kopiowaniu uszu”

Po wejściu życie poprzedniej nowelizacji UoOZ, od 1 styczna 2012 roku, aby na wystawy organizowane w Polsce przez Związek Kynologiczny w Polsce, pod patronatem Fédération Cynologique Internationale (FCI), można było zgłaszać psy z uszami ”kopiowanymi” lub ”ciętymi”, nie ”zmienionymi chirurgicznym zabiegiem”, a ”kopiowanymi” właśnie lub ”ciętymi”, potrzebny był świstek nazywany przez posiadaczy psów z uszami zmienionymi takim zabiegiem: ”zaświadczenie o leczniczym kopiowaniu uszu”. Na oficjalnej stronie ZKwP, w każdym przypadku używano słowa ”kopiowanie” na zmianę z ”cięcie”. I tak treść, którą można było znaleźć na stronie ZKwP mówiła, powtórzę, żeby i to się Wam utrwaliło;

KOMUNIKAT Zarządu Głównego ZKwP W związku z uchwaloną przez Sejm RP nowelizacją Ustawy o Ochronie Zwierząt (DZ.U.2011,nr 230, poz.1373), która w art.6, ust.2, pkt. 1 w sposób nie budzący wątpliwości zakazuje wykonywania zabiegów kopiowania uszu i ogonów, Zarząd Główny na posiedzeniu w dn. 29.10.2011 podjął następujące uchwały:

1. Wszystkie psy urodzone w Polsce po 01.01.2012r. muszą mieć pozostawione naturalne uszy i ogony. Kierownicy sekcji ras zostają zobowiązani do zaznaczania w protokółach kontroli miotów każdego przypadku ciętego ogona i/lub uszu oraz zgłaszania tego faktu zarządowi oddziału. W rasach, w których występują ogony szczątkowe i/lub skrócone, ogony wszystkich szczeniąt muszą zostać opisane w protokółach kontroli miotów, a następnie w metrykach i rodowodach.

2.Od 01.01.2012r. zostaje wprowadzony zakaz wystawiania psów z kopiowanymi ogonami i/lub uszami. Zakaz ten dotyczy WYŁĄCZNIE psów URODZONYCH W POLSCE PO 01.01.2012. W wyjątkowych przypadkach dopuszcza się przyjęcie na wystawę psa urodzonego w Polsce po 01.01.2012 i poddanego zabiegowi kopiowania, o ile zabieg został przeprowadzony z poszanowaniem art.27 Ustawy o Ochronie Zwierząt (DZ.U.1997, nr 111, poz.724). W takim przypadku właściciel psa zobowiązany jest dołączyć do zgłoszenia oryginał lub, poświadczoną przez jego macierzysty oddział ZKwP, kopię stosownego zaświadczenia lekarskiego, które musi zawierać, umożliwiające weryfikację, szczegółowe dane kontaktowe lecznicy i wystawiającego zaświadczenie lekarza takie jak: nazwisko, adres, nr telefonu oraz adres e-mail. Zaświadczenie pozostaje w dokumentach wystawowych organizatora imprezy.”

”3.W dniu 18.03.2015 Plenum ZG ZKwP uchwaliło, że zaświadczenia lekarskie wystawione przez lekarzy weterynarii z zagranicy po tej dacie nie będą honorowane. Psy z takimi zaświadczeniami nie będą przyjmowane na wystawy.”

Posiadacze psów pochodzących z zagranicznych hodowli np. z Włoch, czy Węgier, twierdzili często, że ”zaświadczenia” ich nie dotyczą, bo psy są ”importami” i kopiowane były za granicą. Niestety buta i arogancja idą w parze z ignorancją, gdyż osoby te zapominają, że w tych krajach także obowiązuje zakaz kopiowania… Tak więc, przypadkach budzących wątpliwości należy zwrócić się do zagranicznych hodowców, z hodowli, których pochodzącą będące dziś w rękach polskich posiadaczy, okaleczone psy, by od nich uzyskać informacje dotyczące tego, czy psy do polski przekazane były z uszami naturalnymi, czy też sprzedane zostały jako zwierzęta po zabiegu… Należy także liczyć się z faktem, że być może nie tylko polscy posiadacze psów ras tradycyjnie okaleczanych zabiegiem kopiowania uszu, łamią prawo.

Krótki rys historyczny końca ery pseudo zaświadczeń -”Interwencja” na Klubowej Wystawie Molosów.

W pierwszych dniach września 2015 roku, odbyłam spotkanie w KOMENDZIE REJONOWEJ POLICJI WARSZAWA VII przy ul. Grenadierów 73/75 w Warszawie, którego celem było zapoznanie Nadkomisarza, któremu podlega także komisariat w Starej Miłosnej, gdzie odbywają się wystawy psów organizowane przez ZKwP, z problematyką okaleczania psów nielegalnymi w Polsce zabiegami oraz pseudo zaświadczeniami o ”leczniczym kopiowaniu”. Po tym spotkaniu, drogą elektroniczną przekazałam, pracownikom komisariatu przy ul. Grenadierów obszerną notatkę, w której raz jeszcze zgłaszałam potrzebę interwencji patrolu policji na Klubowej Wystawie Molosów, która odbywać się miała (i odbyła) w dniu 13 września 2015r, na terenie temu komisariatowi podlegającym. Podczas tamtego spotkania zawiadamiałam o przestępczym procederze i jednocześnie prosiłam o interwencję w celu spisania treści zaświadczeń, które właściciele okaleczonych psów, pokazujący je w dniu 13 września 2015r. musieli mieć przy sobie, aby psy mogły zostać ocenione, aby stosowne organy mogły zweryfikować treść owych ”zaświadczeń” ze stanem faktycznym i pociągnąć do odpowiedzialności osoby winne popełnieniu przestępstwa znęcania się (Tylko uprawnione organy mają prawo legitymować polskich obywateli np. biorących udział w imprezie, którą jest wystawa psów). Niestety, mimo moich starań, obaj policjanci z komisariatu w Starej Miłosnej, którzy na wystawie się pojawili, byli nieprzygotowani do pełnienia obowiązków. Nie zapoznali się z treścią przekazaną przez mnie kierownictwu komisariatu i ”interwencja” nie powiodła się. Jak już pisałam w tekście https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2015/11/17/winter-is-comming-rozmnazacze-nieprzebadanych-psow-koniec-tabu-kopiowania-obcinania-psom-uszu/ dysponuję nagraniem wideo, dokumentującym udział pań z ZKwP, w tym członkini kierownictwa warszawskiego oddziału, w tejże ”interwencji”. Zajadłość reprezentantki ZkwP, przerażonej widokiem policjantów na terenie wystawy, nieprzygotowanych i tylko wspominających o ”zaświadczeniach”, mówiła sama za siebie.

Choć, z mojego punktu widzenia, interwencja ta była, z powodu nieprzygotowania policjantów, nieudana, to już 16 września 2015r., a więc trzy dni po zaobserwowaniu przez członków ZKwP, policjantów na Klubowej Wystawie Molosów, Plenum Związku Kynologicznego w Polsce zakazało ”wystawiania psów na zaświadczenia o leczniczym kopiowaniu”, najwyraźniej obawiając się, że może się tak zdarzyć, że uprawnione organy zechcą zapoznać się z treścią tych ”zaświadczeń” i członkowie ZKwP takimi ”zaświadczeniami” dysponujący, w tym lekarze weterynarii, będą mieć z tego powodu bardzo duże problemy.

Skutkiem sprowadzenia przeze mnie na ”Klubówkę” w dniu 13 września patrolu policji była uchwała ZKwP z dnia 16 września 2015r. Mówiąca; ”Plenum podjęło uchwałę, że od 1 stycznia 2016r. nie będą przyjmowane na wystawy psy urodzone w Polsce po 1 stycznia 2012 r z kopiowanymi uszami i/lub ogonami.”, –tylko tyle, nic więcej, żadnych wyjaśnień, choć wcześniejsze uchwała z dnia 18 marca 2015 roku mówiła, że uchwalono, iż; ”obowiązują dotychczasowe zasady przyjmowania na wystawy psów urodzonych w Polsce po 01.01.2012 i poddanych zabiegowi kopiowania ogonów i/lub uszu, o ile zabieg został przeprowadzony z poszanowaniem art.27 Ustawy o Ochronie Zwierząt (DZ.U.1997, nr 111, poz.724)”. (To właśnie, ten oksymoron o ”kopiowaniu z poszanowaniem art 27 UoOZ” jest powodem, dla którego w pewnym momencie pan zajmujący się w swoim czasie hodowlą Dogów Argentyńskich i równocześnie praktykujący lekarz weterynarii, ”wpadł w kłopoty”, ale środowiska zawodowe stoją murem za ”swoimi” Regionalna Izba Lekarsko-Weterynaryjna postarała się, by koledze włos z głowy nie spadł… Na razie…) ”W takim przypadku właściciel psa zobowiązany jest dołączyć do zgłoszenia oryginał lub poświadczoną przez jego macierzysty oddział ZKwP kopię stosownego zaświadczenia lekarskiego, wystawionego przez lekarza weterynarii, będącego członkiem Izby Weterynaryjnej w Polsce. Zaświadczenie musi zawierać, umożliwiające weryfikację, szczegółowe dane kontaktowe lecznicy i wystawiającego zaświadczenie lekarza, takie jak: nazwisko, adres, nr telefonu oraz adres e-mail. Zaświadczenie pozostaje w dokumentach wystawowych organizatora imprezy.

Zaświadczenia wystawiane przez lekarzy weterynarii z zagranicy nie będą honorowane.
Psy pochodzące z krajów, w których nie obowiązuje zakaz kopiowania ogonów i uszu będą przyjmowane na wystawy na dotychczasowych zasadach”.

Aktualnie okaleczone, kopiowane uszy Zarząd Główny ZKwP postanowił nazywać ”wadą nabytą” i dziś na stronie najstarszego stowarzyszenia hodowców rasowych psów (…) ZKwP, mamy uchwałę z dnia 19 listopada 2017 roku, o przeglądach hodowlanych psów kopiowanych, które dziś nazywa się tam psami ”z wadami nabytymi”; ZkwP ”ustalił opłatę za kwalifikację do hodowli zgodnie z załącznikiem nr 15 (dopuszczenie do hodowli psów i suk z wadami nabytymi) obowiązującą w roku 2018 w wysokości 1000 zł od psa. Opłatę za przegląd wnosi się na rzecz oddziału Związku organizującego przegląd. [Zatwierdził wniosek Głównej Komisji Szkolenia Psów o dopuszczenie psów z kopiowanymi uszami/ogonami do udziału w imprezach organizowanych pod patronatem GKSP; dotyczy psów urodzonych w Polsce przed 01.01.2012 r. oraz psów urodzonych w krajach, w których kopiowanie jest legalne]”.

…”jeżeli zostaną naruszone nasze regulaminy, to”…

Tzw opinia publiczna, bulwersuje się od czasu do czasu, gdy wybucha skandal dotyczący pseudo hodowlanych praktyk w stowarzyszeniu Związek Kynologiczny w Polsce (mnóstwo komentarzy i udostępnień na Serwisie Facebook robi swoje) i oczekuje od ZKwP ”zajęcia jakiegoś stanowiska”. W takich momentach warto przypomnieć sobie pytanie, zadanie w 2006 roku, ówczesnemu Prezesowi stowarzyszenia ZKwP, w kontekście ignorowania zakazu kopiowania uszu i cięcia psom ogonów, przez właścicieli rasowych psów, będących członkami Związku Kynologicznego w Polsce, które to brzmiało ”Czy Związek Kynologiczny w Polsce nie powinien zadbać o psy?”. Pan Andrzej Mania, ówczesny prezes ZKwP, odpowiedział: ”Nie. Bo egzekwowanie prawa to nie nasza rzecz”… Tak więc pamiętajcie moi drodzy: Związek Kynologiczny nie jest żadną ”instytucją państwową”. ZKwP to tylko stowarzyszenie amatorskich hodowców…

Warto nie zapominać także, że ZKwP robi wyjątki nawet wtedy, gdy chodzi o wewnętrzne procedury, regulaminy i uchwały tego stowarzyszenia. Tak jest np. z tymi specjalnymi tzw przeglądami hodowlanymi dla okaleczonych cięciem uszu i/lub ogonów psów, które teraz nazywa się w ZKwP psami z ”wadami nabytymi”… Zupełnie jakby do ich okaleczenia nie przyczyniło się celowe działanie ich właścicieli, którzy to po prostu chcieli, by uszy ich psów wyglądały w określony sposób, ale ”losowe zdarzenie”.

Niewygodna i usilnie zakłamywana prawda

Użytkowość Dogów Argentyńskich trzymanych w Polsce ogranicza się do tego, że mają „ładnie wyglądać”, choć znacząca część, nawet tych wystawowych i „hodowlanych” to raczej białe wypłosze. Psy tej rasy, rozmnażane w Polsce mają słyszeć na oboje uszu, mieć sprawny aparat ruchu, serce i nerki, oraz być stabilne psychicznie, bo w przeważającej większości trafiają na kanapy rodzin z dziećmi. A ktoś, kto płaci średnio od tysiąca euro wzwyż za szczeniaka, chce mieć sprawnego psa a nie inwalidę (”tylko” dysplazja to już spore obciążenie dla finansów) i nie chce także obawiać się ”odpałów” swojego psa.


I tak, choć od lat na różnych forach „spece” posiadający i rozmnażający psy tej rasy (niektórych miałam okazję poznać), kłamali publicznie, także w setkach postów walających się po necie, że „kopiowanie uszu ma lecznicze właściwości”, rzeczywistości nie zaczarują.

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2019/02/18/nie-chcialbym-miec-dobermana-z-dlugim-ogonem/

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2019/02/18/temat-zastepczy-czyli-co-w-2006-roku-nieco-ponad-dekade-temu-mowil-o-okaleczaniu-psow-ze-wzgledow-estetycznych-sedzia-kynologiczny-zwiazku-kynologicznego/

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora jest zabronione.

www.facebook.com/zuzpasjaodogoargentino

https://twitter.com/odogoargentino

 

 

WYCHOWANIE I SZKOLENIE PSA: CZĘŚĆ SZÓSTA (Z PSEM WŚRÓD IGNORANTÓW -”EKSPERYMENTY W TERENIE” I TOP WKU…ĄCYCH ZACHOWAŃ POSIADACZY PSÓW)

Pierwotnie tekst ten nosił tytuł ”Z PSEM WŚRÓD IGNORANTÓW -”EKSPERYMENTY W TERENIE” I TOP WKU…ĄCYCH ZACHOWAŃ POSIADACZY PSÓW”, jednak najwyraźniej tylko z mojego punktu widzenia tytuł ten był dość precyzyjny, by jasne było, iż tekst jest dla wszystkich tych, którzy szukają informacji o tym jak układać i wychowywać psa, w kontekście jego interakcji nie tylko z właścicielem i jego rodziną, szczególnie dziećmi, ale ludźmi w ogóle, w tym także dziećmi w ogólnym sensie. Ponieważ wiele wejść ma tekst na temat wprowadzania niemowlęcia do domu, w którym jest pies, uznałam, że bardziej prozaiczny tytuł tekstu, do którego wstęp czytasz obecnie, może pomóc osobom szukającym odpowiedzi na pytania w nieco szerszym zakresie i dlatego postanowiłam zmienić jego tytuł na mniej konkretny, za to zawierający frazy najczęściej szukane.

 

Pępki świata i ich święte krowy

Tym razem będzie o braku szacunku w stosunku do osób postronnych i ignorancji posiadaczy czworonogów, przekonanych, że ich psy to święte krowy. O osobach, które swoją arogancją i krótkowzrocznością komunikują otoczeniu (celowo albo ”niechcący”, bo ”tak im wychodzi”), że zupełnie ”gdzieś” mają tych, którzy nie podzielają przekonania, że tekst ”To tylko pies!” jest stosowną reakcją na niewłaściwe zachowanie psa i to na jego niewłaściwe zachowanie w przestrzeni publicznej.

Pies pozwala sobie na tyle, na ile pozwala mu jego człowiek. Jeżeli więc pozwalasz swojemu psu na zachowania uciążliwe dla innych, irytujące osoby postronne, stresujące je lub wręcz narażające je na niebezpieczeństwo i ludzie ci o tym mówią a ty to ”zlewasz”, to problem jest z tobą. Nie uczysz psa bezkolizyjnego, harmonijnego przebywania w przestrzeni publicznej, wśród ludzi, zwierząt (i zjawisk) i nie wywiązujesz się z odpowiedzialności, którą jest posiadanie psa. Nie masz więc prawa oczekiwać, że otoczenie będzie potulnie poddawać się kreowanej przez ciebie sytuacji. To jak ”zajmujesz się” psem, to jakie nawyki w nim wyrobiłeś/aś i to jak go wychowałeś/aś może wku..ać i często wku…a innych. Pamiętaj, nie wszystko w zachowaniu twojego psa, nie wszystko do czego ty się przyzwyczaiłeś/aś, co tobie pasuje i co ty uważasz za ”fajne”, ”właściwe”, ”pożądane”, musi być takie dla innych. Do niewłaściwych zachowań twojego psa nie muszą ”przyzwyczajać się” inni ludzie ani zwierzęta.

Czy aby to pojąć trzeba odpowiadać za Dużego Zwierza?

Agresja nigdy nie jest normalnym stanem. Normalnym stanem ducha jest asertywny spokój, agresja jest odstępstwem od tej normy. Jest zrozumiała lub uzasadniona, o ile jest dostosowaną, adekwatną do sytuacji, reakcją np. na naruszenie przestrzeni i agresywne, zagrażające przewodnikowi lub samemu psu, zachowanie napastnika.

W każdym innym przypadku, czy to spowodowana brakiem prawidłowej socjalizacji, dziedzicznymi zaburzeniami psychicznymi (o które w przypadku psów rasowych i tzw metod hodowlanych, wcale nie jest trudno [”#Życie24na7wKojcu”]), wynikająca ze starzenia się psa i powodowana zespołem zaburzeń poznawczych (w skrócie CDS), z fizjologii (wpływ hormonów u osobnika właśnie dojrzewającego) lub biorąca się z choroby, czy ”trudnej przeszłości”, kiedy więc słowo ”adekwatna” nie oddaje istoty rzeczy, jest nie do zaakceptowania. Szczególnie, gdy dochodzi do niej w przestrzeni publicznej.

Idę chodnikiem i: padam ofiarą ataku psa wielkości ”ratlerka” (”rozmiar” psa jest bez znaczenia, atak to atak), prowadzonego przez właścicielkę na długiej, luźnej smyczy. Psa, który znienacka, po tym jak już mnie minie, zawraca, podbiega do mnie od tyłu i chwyta mnie za łydkę (na szczęście ”opakowaną” w buty z wysoką cholewką), usiłując wgryźć się w nią skuteczniej. Zatrzymuję się więc, patrzę w dół, spoglądam na stojącą jak bezmózgi kołek, jego właścicielkę i głośno wypowiadam jedno słowo: ”Serio?!” Jej pies wystraszony tym, że zatrzymałam się i odwróciłam, już do niej zwiał i udaje, że go nie ma. Co robi panienka, której popieprzony piesek atakuje postronne osoby podczas tzw spaceru? Po prostu stoi z wyrazem twarzy niepokalanym myślą. Zero reakcji na zachowanie psa. Żadnego ”przepraszam”. Nic. Po prostu stoi. Co więc robię ja? Pomagam jej. W tym celu używam partykuły wzmacniającej (tej, dzięki której każdy Polak rozpozna swojego krajana podczas zagranicznych wojaży), która niestety najskuteczniej pomaga osobom, którym zawiesił się system, na powrót zacząć kontaktować z bazą. Powtarzam więc: ”Serio, k…?!” I dopiero wtedy panienka się odzywa i pada ciche (mam poczucie, że naprawdę wymuszone) ”Przepraszam”. Ciśnienie podskakuje mi pod sufit, ale zachęcam ją do jakiejś ”refleksji” na temat zdarzenia, pytając: ”I co dalej?” A idiotka odpowiada tylko: ”To pierwszy raz”. Myślę sobie ”Nie. No, kurczę! To niemożliwe, żebym była aż tak wyjątkowa”. Ale nie opie…m tej ameby bardziej, bo wszystko w niej mówi mi, że to nie ma sensu. Że do chwili, w której jej pies nie złapie kogoś za łydkę wiosną czy latem, gdy chodzi się z odkrytymi nogami albo nie ugryzie czyjegoś dziecka, panienka nie będzie reagować na jego ”odpały”. W końcu ”to taki mały piesek i nic się nie stało” -no nie? Nieważne czy pies jest ”mały”, czy ”duży”, atakowanie ludzi i ich gryzienie, to atakowanie ludzi i ich gryzienie. Wyobraźcie sobie co by było, co by się działo w mediach społecznościowych, gdyby tak, jak ”małe, słodziutkie i niegroźne pieski” zachowały się duże psy a ich właściciele za każdym razem ”tłumaczyliby”, że ”to pierwszy raz”.  Hm?

Z mojego punktu widzenia nieuzasadniona agresja jest nie do zaakceptowania i kropka. Oznacza to, że nie wyobrażam sobie, abym mogła uznać, że ”Ten pies tak ma i już”. I zwalnia mnie to z obowiązku reagowania na jego zachowanie, korygowania go etc. Ale ludzie są rożni i różne rzeczy im pasują. Jeżeli ktoś godzi się na to, że w stosunku do niego i jego bliskich, w jego domu, ogrodzie, na jego posesji, jego pies będzie przejawiał zachowania agresywne, to ok. Jego sprawa, jego los i powiedzmy, że powód tej agresji mnie nie interesuje (I aż do kolejnego paska w ”serwisie informacyjnym” nikogo nie będzie obchodził). Ale kiedy taki ktoś zabiera agresywnie się zachowującego psa w miejsca publiczne, w których są inni ludzie oraz zwierzęta, moim zdaniem, ryzykuje zbyt wiele i przede wszystkim uprawia hazard nie swoimi zasobami. (Czy muszę dodawać albo klarować, że w pisząc te słowa nie mam już na myśli ”małych, słodziutkich i niegroźnych piesków”, ale wszystkie te nieco większe , ale także ponapinane i/lub histeryczne onki, labki, wyżły itd.itp.?) Nie swoje środki ryzykuje, puszczając takiego psa luzem lub na rozwijającej się smyczy, dodatkowo sam/a wślepiając się w ekran telefonu lub oddając ”plotkom” z sąsiadami i nie sprawując nad agresywnym psem kontroli.

Nigdy nie zgodziłabym się za normę przyjąć, że notorycznie nieprawidłowe (szczególnie wziąwszy pod uwagę, że psy trzymamy w skupiskach ludzkich i w pobliżu innych zwierząt) zachowanie w stosunku do człowieka (dziecko, matka prowadząca wózek, rowerzysta, biegacz, ktoś niosący coś dużego i nietypowego itp.), czy zwierząt (spacer z psem nie jest np. ”polowaniem” i pies na spacerze nie może ”polować” ani na wiewiórki ani na ”dziczki”), jest normą, którą można tłumaczyć w znaczeniu jej usprawiedliwiania (np. ulubione przez wielu: „To pies ze schroniska” -kropka.). To jasne, że pies może być chory, może przyjmować leki, które znacząco wpływają na jego kondycję psychiczną i ”rozmontowują mu” osobowość, że może dojrzewać i może wydawać mu się, że może ”rumaczyć”, że może się starzeć i mieć zaburzone reakcje albo tracić pamięć. Ale od tego, aby nad psem sprawował kontrolę, jest jego właściciel, opiekun tego psa. I od tego jest smycz a kiedy to potrzebne, także kaganiec, by ich używać.

Żyj sam i daj żyć innym

Jak już pisałam, dla mnie pies to molos, Duże Zwierzę i potencjalnie, jeśli będzie ono zaniedbane i w efekcie tego zaburzone psychicznie i/lub nieupilnowane, może wyrządzić wielką szkodę. Dlatego do mnie „opowieści usprawiedliwiające” nie trafiają i mnie nie przekonują. Nie rozumiem bierności niektórych psiarzy i przyznaję, że zdarzają się sytuacje, w których drażni mnie ona nieprzeciętnie wręcz. Oburza mnie, że osoby, które odpowiedzialne są za ”małe pieski” i te inne, ”z założenia niegroźne”, przy czym jednak agresywnie się zachowujące, zdają się wartościować napaści i ugryzienia. Zupełnie nie licząc się z tym, że dla kogoś (np. dziecka) nawet ugryzienie przez Jamnika może stać się traumą, że małe dziecko może tak bardzo wystraszyć się ataku ”słodkiego Buldożka Francuskiego”, czy jakiegoś małego terriera, że zacznie bać się wszystkich psów, a jego rodzicom bardzo trudno będzie przepracować z nim ten strach. Że ugryzienie biegacza ”w łydkę”, może poważanie uszkodzić mięsień, nawet jeśli ugryzie ”tylko kundelek w typie owczarka” (I zupełnie bez znaczenia jest, że ktoś biega ”tylko” amatorsko). Nie uważam też, że przez to, że ”mój pies jest duży” i ”groźny”, i ”wygląda agresywnie” (zdaniem niektórych -WTF?) , ma służyć za gryzak sfrustrowanym psim agresorom ”łagodnych i niegroźnych ras”. A ja mam w tym samym czasie, gdy atakuje nas jakiś popieprzony pies, powstrzymywać mojego przed tym, aby ”nie oddał” przychlastowi i że razem z moim psem mamy biernie przyglądać się temu, jak agresor kąsa i gryzie mojego psa. Nie, ja, kiedy atakuje mojego psa i mnie (bo mój pies nie jest wolnym elektronem, razem jesteśmy w publicznej przestrzeni i bo ja trzymam smycz, na której jest wyprowadzany mój pies) atakuje jakieś psi pier…olec, reaguję i bronię mojego psa i siebie przed atakiem. I robię to przy użyciu fizycznych bodźców, gdy inne sposoby zawodzą.

Nie wyobrażam sobie usprawiedliwiania agresji, co najmniej pięćdziesięcio kilogramowego zwierza, który, jak pierwszy z brzegu burek „Nie lubi listonoszy” (”Bo jeden go kiedyś kopnął” albo „Bo nie. I już”) i „to dla tego atakuje wszystkich, którzy mu się z listonoszem kojarzą” (Np. noszą torby w charakterystyczny sposób.) I kropka. I co? Reszta świata ma/musi zaakceptować, ten stan permanentnego popier…olenia u takiego psa? Co to za skandaliczne postawienie sprawy? Reszta świata widzi to tak, że ten pies jest pier…olnięty i nie zgadza się z tym, że ”to normalne”. Ten pies jest agresywny i niebezpieczny ot, co. Dlatego, jeżeli masz psa, który zachowuje się nienormalnie, nie chodź z nim w miejsca publiczne a jak już musisz, to sprawuj nad nim kontrolę; zapnij na smycz i wyprowadzaj go w kagańcu.

O! Dziecko!

Nigdy też nie zaakceptuję tekstów o tym, że psy po prostu ”mają prawo” zachować się agresywnie, zareagować agresją na to, że dziecko np. czterolatek ”piszczy” albo „intensywnie wpatruje się jakiemuś psu w oczy”. Powtórzę, że zaniedbaniem bardzo wielu rodziców jest nienauczenie dzieci, że nie wolno jest im zbliżać się do obcych psów i usiłować ich dotykać. Nienauczenie dzieci poszanowania przestrzeni zwierząt, ze szczególnym uwzględnieniem kotów, które się ”nie obcyndalają” i ”jadą pazurami jak leci”, i psów, których zachowania mogą być od kocich zdecydowanie bardziej ostre i niebezpieczne. Jednak jeszcze większym zaniedbaniem i to ze strony posiadaczy psów, które dodatkowo przebywają w przestrzeni publicznej (nierzadko bez smyczy, biegając luzem), jest nienauczenie tychże psów, że dzieci są ludzkimi szczeniętami i że jako takie są dla nich nietykalne. Każdy pies musi rozumieć, że dziecko to szczenię, a szczenięta ”nie rzucają wyzwań”, są bezbronne, ale przede wszystkim nietykalne. Są dla psów nietykalne, gdyż należą do swoich właścicieli-ludzi i to ludzie ”rozporządzają swoimi szczeniętami” oraz, kiedy zachodzi taka potrzeba, bronią swoich szczeniąt tak, jak broni swoich szczeniąt suka-matka, a więc zaciekle i do końca.

Jeżeli ktoś dopuszcza takie postawienie sprawy, w którym pies odbiera zachowanie dziecka, to że małe dziecko ”patrzy mu w oczy”, a on-pies interpretuje to jako ”wyzwanie do walki”, ”wyzwanie do określenia lub potwierdzenia swojej pozycji społecznej względem dziecka”, itp., to taki ktoś ma coś nie tak z głową. Przede wszystkim dopuszcza szalenie niebezpieczną ewentualność, że pies może nie rozumieć czym jest dziecko i z tego powodu je zaatakować. A na atakowanie dzieci przez psy, nie może być przyzwolenia. Ludzie, którzy tłumaczą zachowanie psa; ”Zaatakował, bo odebrał wpatrywanie się dziecka, jako zagrożenie i wyzwanie do walki” kompromitują się. Dzieci to szczenięta ludzi, nie stanowią żadnego zagrożenia, więc traktowanie ich, jak osobników stwarzających zagrożenie, atakowanie przy użyciu zębów, jest niedopuszczalne, jest przejawem zaburzenia psychicznego, którego przewodnik nie może akceptować. Normalny pies wie, że dziecko, to szczenię człowieka, a szczenię nie jest dla niego zagrożeniem. Psy atakujące dzieci po prostu nie są normalne, są bardzo zaburzone, reagują bardzo nieadekwatnie do sytuacji. A wszystko dlatego, że ich właściciele/ opiekunowie zaniedbali swój obowiązek nauczenia psów odnoszenia się do dzieci, ludzkich szczeniąt.

Posiadanie psa wiąże się z szeregiem obowiązków, nie wystarczy tylko ”dać michę i wyjść na siusiu”, psa trzeba wychowywać. I to nie chodzi o to, żeby przynosił patyczek i siadał na zawołanie. Pies, który przebywa w przestrzeni publicznej, w tzw miejscach publicznych, w których są ludzie, w tym małe dzieci, wykonujący różne czynności, inne zwierzęta, czyli przede wszystkim psy, ale i wiewiórki, czy koty, musi znać zasady przebywania w tych miejscach, radzić sobie psychicznie z bodźcami, które to otoczenie powoduje. Masz psa, to super, ale on nie może uprzykrzać życia innym. Nie tylko ty chcesz ”wyjść na spacer” ze swoim psem. Inni też chcą i chcą móc sobie spokojnie spacerować, czy to ze swoimi psami, czy dziećmi albo biegać lub jeździć na rowerze. Niektórzy chcą w spokoju poczytać książkę na ławce w parku albo zjeść coś z przyjaciółmi na rozłożonym na trawniku kocu. Miejsca publiczne nazywają się tak dlatego, że są powszechnie i zazwyczaj nieodpłatnie dostępne dla ”każdej jednostki fizycznej”. Skwer, chodnik, czy inne ”miejsce publiczne”, to bez znaczenia, nie jesteś pępkiem świata, a twój pies nie jest świętą krową. Jeżeli więc zaczyna ujadać na przejeżdżające na rolkach dzieciaki, rzucać się na przechodzącego obok psa albo wbiega na czyjś koc, to przeproś za jago zachowanie osoby, którym przeszkadza i zabierz go gdzie indziej. Gdzieś, gdzie jego zachowanie nie będzie wprowadzało dysharmonii, stresowało innych lub powodowało napięcia u ludzi i psów w około. Nie utrudniaj życia innym. Racz zrobić rachunek sumienia i przyznaj, że nie wszystkie psy ”mają tak, jak twój”, niektóre są zrównoważone, stabilne psychicznie i po prostu normalne, więc tekst ”To tylko pies!” możesz sobie wsadzić w…

”Przyzwyczajenie-znieczulenie”

Wpuszczasz psa z klatki schodowej, a ten wybiega, piłując japę na cały regulator, plotkujesz na chodniku, podczas gdy twój pies drze ryja na całe osiedle, bo ”coś zobaczył”, puszczasz psa luzem, mimo że ten zaczepia inne psy i wywołuje spiny, a na każdą uwagę, że twój pies zachowuje się źle, odpowiadasz ”Wyluzuj, to tylko pies” .-ej, ogarnij się, bo twoje zachowanie wku…a innych i kiedyś, ktoś nie wytrzyma i ci ”przyfasoli”.

Zakładam, że raczej lubisz swojego psa, ale zrozum, nie wszyscy w około muszą go ”lubić” i przyklaskiwać twojemu podejściu do tego ”co wolno psu” w odniesieniu do obcych ludzi i innych zwierząt. Szczególnie, kiedy pozwalasz mu drzeć mordę na każdego, nawet w promieniu 30 metrów od niego; psa, człowieka; rowerzystę, biegacza etc. Może tobie to nie przeszkadza, może jesteś przyzwyczajony/a do tego, że twój pies zachowuje się jak debil i w jego zachowaniu nie widzisz (już?) nic nadzwyczajnego. Może dla ciebie ono jest ”normalne” i nie czujesz już zażenowany/a za każdym razem, gdy np. stoisz (jak kołek) i trzymasz smycz (i nie robisz nic poza tym), na końcu której twój stojący na tylnych łapach pies, szarpie się jak dziki i wypluwa sobie płuca, bo w pobliżu przejeżdża rowerzysta albo ktoś przebiega. Ale ludzi w około jego opętańcze darcie japy denerwuje i powoduje, że nie czują się komfortowo, widząc jego zachowanie i zdając sobie sprawę, że jeśli wypuścisz smycz z rąk, to twój pies zaatakuje tego kogoś, kogo obrał za cel. Postaw się na miejscu tego przykładowego rowerzysty czy biegacza, którego twój pies ”obelżywie oszczekuje” i do którego tak się szarpie, i wyobraź sobie, że zdarzają im się dni, kiedy po kilka razy wyskakują na nich z zza krzaków albo rzucają się z chodnika obok, psy tak pop…olone, jak twój. A nie każdy jest na smyczy. (Miej litość.)

Przychodzisz na publiczną plażę z napiętym, jak baranie jaja terrierem, który sprawia wrażenie, jakby był podłączony do prądu, to przynajmniej staraj się, żeby jego obecność na plaży nie męczyła innych. Masz psa, który na okrągło jest pobudzony i tobie może nie przeszkadzać, że kiedy rozkładasz koc dla siebie i koleżanki/kolegi, ten skacze w około ciebie tak, że plącze ci nogi w smycz, a piach ląduje w jedzeniu, które znajoma osoba na tym kocu rozkłada. Może jesteś przyzwyczajona/y do tego, że podekscytowany łapie za tę smycz zębami i od czasu do czasu, dla odmiany, twoje przedramię, dookoła którego smycz jest okręcona. Może uważasz, że pytanie go ”Puszku, co robisz?” za każdym razem, kiedy cię gryzie, ma sens, bo może za którymś razem w końcu przemówi ludzkim głosem i powie ci dlaczego bawi go gryzienie twojej ręki? Ale kiedy zaczyna ujadać, bo w odległości kilku metrów od niego jakiś dzieciak bawi się piłką, a twojego psa aż nosi z frustracji, że nie może znaleźć się tam, gdzie to dziecko, to każ mu się zamknąć. Niech żuje ci ręce do woli, to twoje łapy, ale kiedy zaczyna oszczekiwać jakieś dziecko i szarpać się na smyczy, usiłując wydostać z szelek, po to, żeby ”coś zrobić z tym, że to dziecko z piłką tam jest”, ty zrób coś, żeby przestał zachowywać się, jak debil. Nie jesteś na tej plaży sam/a!

Nikogo nie obchodzi w jaką dyskusję na fejsbuku się wdałeś/aś, wychodzisz psem, to się nie wlepiaj w telefon. Zajmuj się psem. Jeżeli zabierasz go na ”leniwy lunch” ze znajomymi, nie zostawiaj samego sobie. W dodatku puszczonego luzem, podczas gdy ty pijesz ze znajomkami piwo w restauracyjnym ogródku. Twój pies ma się trzymać ciebie, ty masz go pilnować, a nie pozwalać na to, żeby oddalał się, kiedy tylko zobaczy innego psa, który budzi w nim ”takie jakieś emocje”, że zaczyna ścigać go tak, że właściciel drugiego psa spieprza z nim na drugą stronę ulicy… Myśl o tym, że zachowanie twojego psa oraz twoja ignorancja do spółki z arogancją, wpływają na innych. Masz psa = masz obowiązek.

”Kukułki”

Niektórzy psiarze funkcjonują ze swoimi psami, w tzw miejscach publicznych, w przekonaniu, że ich psom wolno wszystko i że/bo są, i to jest naprawdę niezłe, ”niegroźne”. Tacy psiarze są jak rodzice rozwydrzonych dzieci, na wszystko mający jedną odpowiedź: ”To tylko dziecko!”, tyle że psiarze odpowiadają: ”To tylko pies!” I kiedy przychodzi co do czego, i ich pies wywoła ”problem”, np. spinę z innym psem, osoby postronne zajmą się tym. Ignoranccy aroganci np. pozwalają swojemu debilnemu psu biegać w samopas, chociaż nie są w stanie na odległość sprawić, że zaprzestanie jakiegoś zachowania, nie są a stanie przywołać go do siebie, bo ich pies kompletnie się z nimi nie liczy. Czyli nie sprawują nad nim kontroli, nie mają z nim ”flow”, ale puszczają go luzem. I kiedy ich pies naprzykrza się innemu, który nie ma fazy na ”bliskie spotkania” i sytuacja staje się napięta, bo atakowany namolnością intruza pies, zaczyna się marszczyć itd., a intruz jeszcze bardziej się napina, to jak potoczy się ”spina”, pozostawiają właścicielowi napastowanego psa. Przerzucają swoją odpowiedzialność na jakąś obcą osobę, która w tym momencie musi przecież zająć się własnym psem i kontrolować jego zachowanie (no, albo nie…). I śmieją jeszcze mieć pretensje dotyczące tego, jak ten ktoś sobie poradził (albo nie) z tym, że obcy dla niego pies, pies ”kukułeczki”, wtargnął w ich przestrzeń i narobił syfu.

Jesteś właścicielem psa, więc odpowiedzialność za jego zachowanie spoczywa na tobie. Kiedy ktoś zwraca ci uwagę, dotyczącą jego zachowania, weź ją sobie do serca, nie mów, ”To tylko pies!”, że ”Chciał się tylko przywitać”, że ”Nic się nie stało” i że ‚‚Nie ma się czym denerwować” albo że ”Przestraszył się” i ”to dlatego” ganiał przerażonego sześciolatka, jeżdżącego na rowerze. Nie wciskaj ludziom kitów. Na to już za późno, dałeś/aś ciała i ten ktoś już jest wku…wony, więc nie mów, ”Po co te emocje?”, bo jeszcze bardziej taką osobę wku…wiasz. Przeproś, ”posyp głowę popiołem” i zabieraj swojego psa i siebie z oczu tego kogoś. Nie wdawaj się w dyskusje, nie broń stanowiska, które jest nie do obrony, bo tylko się ośmieszasz. Nie dopilnowałeś/aś psa, ot, cała filozofia. To normalne, że ludzie zwracają się do właściciela psa, kiedy ten zachowuje się niewłaściwie. Ale jeżeli nie ma cię w pobliżu, to nie dziw się, że wku…wiony tata owego sześciolatka, zasunął kopa twojemu psu. Gdyby moje dziecko usiłował ugryźć jakiś pies, ode mnie też zarobiłby kopa i kompletnie nieistotne byłoby dla mnie czy ten pies byłby duży, czy mały albo za jak ”słodkiego” ty go masz. Pies nie może ganiać dziecka, bo ”przestraszył się odgłosu” wydawanego przez jego rower, deskorolkę, czy cokolwiek innego. Pies nie może ganiać dziecka, po to, żeby je zębami ”skorygować”, żeby wymusić na nim zaprzestanie jakiegoś zachowania, dlatego, że on pies, psychicznie nie radzi sobie z tym, co zachowanie dziecka u niego wywołuje. Od korygowania szczeniaków są ich matki a od korygowania dzieci -ludzkich szczeniąt, są ludzie. Psy nie mogą ot, tak naruszać przestrzeni dzieci, tym bardziej nie mogą naruszać jej z intencją ”korygowania ich” i to przy użyciu zębów. To, że ty możesz tego nie ogarniać, to twój problem. Kogoś, czyje dziecko, psa albo kogo samego, atakować będzie twój psychicznie zaburzony pies, to, że ty zachowujesz się, jak owieczka bez dzwoneczka, zupełnie nie obchodzi. Jeżeli twój pies nie umie radzić sobie z płynącymi z otoczenia bodźcami, bądź odpowiedzialny/a i nie spuszczaj go ze smyczy. Wtedy unikniesz rozmów z wku…wionymi tatusiami sześciolatków na rowerkach, którzy mają zerową tolerancję na twoje kity i zachowanie twojego psa.

To jest tak proste, że aż nie do uwierzenia; jeżeli nie umiesz kontrolować zachowania swojego psa i twoja relacja z nim ogranicza się do tego, że jesteś dla niego podajnikiem na karmę, to nie spuszczaj go ze smyczy. Jeżeli nie umiesz sprawić, by zachowywał się w sposób nieinwazyjny, nieuciążliwy dla otoczenia, żeby swoim zachowaniem nie wprowadzał zamętu do otoczenia i nie denerwował ludzi w około, to zadbaj o to, żeby choć minimalnie kontrolować go, kiedy może stać się ”niegrzeczny” i po prostu wyprowadzaj go na smyczy.

Pepeg story

Otwarta przestrzeń, polana, grupka kilku osób (samych kobiet) i kilku luzem puszczonych psów. Wszystkie psiaki są nieduże, takie do 25 kg. Ja i pies nie idziemy ”na czołowe” z tą grupą, idziemy ścieżką nieco z boku. Po prostu sobie tamtędy przechodzimy. Z daleka widzę ”klimat” między tamtymi psami. Widzę, który jest ”liderem” w tym zestawie i gra rolę ”koguta” ogarniającego swoje ”stadko kur” i jak, jakimi metodami dominuje drugiego samca. (Łapy ”dominanta” często lądują na kłębie dominowanego podrostka i starszy samiec zastyga w tej pozycji za każdym razem, gdy udaje mu się dogonić dominowanego osobnika, który najwyraźniej nie ma większego problemu z zaistniałą sytuacją). Patrzę na to i wiem, że jeżeli ”dominat” spróbuje takich ”metod”, tego rodzaju ”strategii społecznej” i to ”na dzień dobry” z molosem, który idzie obok mnie (zdarza się nam napotykać naprawdę dziwne, bardzo konfrontacyjne, ale biegające luzem psy…), będzie kicha. Nie mam już jak zmienić trasy, dwa z psów, rzecz jasna ”dominat” i ten uległy wobec niego podrostek, niczym emisariusze, odłączyły się od pozostałych i zaczęły oddalać od właścicielek, zmierzając w naszym kierunku. (Dzieli nas dystans ponad dwudziestu metrów.) Młodziutki psiak jest nakręcony, podekscytowany i raczej niegroźny, biegnie na nas z ewidentnym nastawieniem, że ”oto pojawił się ktoś nowy, potencjalny kompan do ganianki”. Psiak nie widzi nic poza ”nowym” psem, nie widzi człowieka, który z tym psem jest i pędzi na pewniaka, skracając dystans. Nie interesuje go ”czytanie sygnałów”, nie ma ”refleksji” nad tym czy ów nieznany pies okazuje mu zainteresowanie itp., po prostu do nas biegnie. On, niepowstrzymany, nawykowo naruszy przestrzeń (tym akurat razem) moją i prowadzonego przeze mnie psa, ale nie kieruje nim ”potrzeba dominacji” a ”nawyk ekscytacji”. Idący przy mnie molos, zerka na niego, jednak zdecydowanie większą uwagę zwraca na drugiego psa, tego starszego, którego nie cieszy nasz widok… Z ”miękkim” podrostkiem, gdyby ten był solo, molos zapewne by się ”dogadał” i w efekcie, jeżeli psiak nie wystraszyłby się jego gabarytów, mogliby się poganiać i mieć całkiem sympatyczną interakcję -zakładam tak, ponieważ znam psa, z którym jestem na spacerze, więc jego zachowania i reakcje potrafię przewidzieć. Ale nie ma opcji na ”sympatyczną interakcję” dlatego, że młodziak nie jest sam i przede wszystkim dlatego, że drugi z psów, ”dominat”, będzie ”bronił zasobów”, czyli nie dopuści do tego, by molos ”przejął” podrostka. Nie zamierzam też pozwalać przebywającemu pod moją opieką molosowi na interakcję z psami, o których nie wiem nic, poza tym czego dowiaduje się właśnie w tym momencie i co już mi się nie podoba.

”Dominant” nie jest nastawiony ”pozytywnie”. Starszego psa pojawienie się idącego ze mną molosa, także w pełni dojrzałego samca, ekscytuje inaczej niż młodziaka. Idzie na nas z nastawieniem dominanta; jest naprężony, na sztywnych łapach, patrzy z ukosa, ale przy tym jest jednoznacznie zaskoczony i nieco onieśmielony gabarytami dorosłego psa, którego prowadzę. I przez to nie ośmiela się wejść na nas wprost. Ten, raczej, jak mówi tor, którym się porusza, starać się będzie zajść nas od tyłu, po łuku i naruszyć naszą strefę, kiedy idący obok mnie pies, straci go z oczu. Wciąż się przemieszczamy, nie robimy przystanku. ”Dominat”, jak inne tego typu psy, spróbuje po prostu ”włożyć nos w dupę” prowadzonego przeze mnie osobnika, kiedy zapomnimy, że jest ”tam gdzieś za nami”. Koryguję molosa, któremu nie podoba się nastawienie ”dominanta”, będącego jeszcze chwilę temu obok rozentuzjazmowanego podrostka, a teraz zataczającego duży łuk i zaczynającego jednoznacznie podążać za nami. Przekierowuję uwagę Dużego Zwierza na siebie i nie zatrzymując się, gdyż nie chcę wytrącać go z trybu ”mamy swoje sprawy i te psy nas nie interesują”, kontynuuję spacer. Molos zerka w tył, ale potulnie kroczy przy mnie.

”Dominant” nie odpuszcza. Zachowuje się zgodnie z moimi przewidywaniami i w odległości mniej niż 10u metrów, ”siada nam na ogonie”. Duże Zwierzę podaje się mojej woli, choć ”ciutkę” się jeży. Stalkujący molosa ”dominant” jeży się bardzo.

Od grupki kobiet odłączają się dwie panie i zbliżają się w naszą stronę. Oto natrafia się świetna (kolejna) okazja do przekonania się jak i czy w ogóle na komunikaty niewerbalne i werbalne wysyłane zarówno przez obce psy(!), jak i ich właścicieli, reagują właściciele upierdliwych psów. To interesujące tym bardziej, że owa psia ”upierdliwość” nie bierze się z sufitu…

Eksperymentuję: przystaję na moment -podrostek nie wyhamowuje, dalej, w tym samym tempie idzie wprost na nas. Starszy samiec także nie reaguje. Głośno i zdecydowanym tonem mówię ”Nie!”, komunikat wzmacniam gestem stop oraz tupnięciem w podłoże. Nie chcę, aby obcy pies ot, tak naruszył moją przestrzeń, absorbował sobą mnie i psa, a co za tym idzie prawdopodobnie zatrzymał nas, dając czas stalkerowi na zbliżenie się. ”Rozentuzjazmowany” młodziak szybko reaguje: zatrzymuje się, przestaje skracać dystans, po prostu staje w miejscu i patrzy na psa, którego prowadzę. Pani pod opieką, której ten pies jest, wydaje się być nico bardziej przytomna od właścicielki ”dominanta”, gdyż na mój komunikat reaguje równe szybko, jak jej pies. Ruszamy a kobieta podchodzi do podrostka i zapina go na smycz. Nie dyskutuje ze mną. Nic nie mówi, po prostu zabiera swojego psa. I na tym etapie -super. Nie obchodzi mnie co myśli o moim zachowaniu, czy rozumie je i wie z czego wynika, czy dla niej zachowałam się ”jak wariatka”. Jej pies nie wszedł w moją przestrzeń, nie zaczął nas absorbować, nie zatrzymał nas i możemy przemieszczać się, ciągle nie dając możliwości pseudo dominantowi na wejście w naszą przestrzeń. Zadziałało moje ”Nie!”, babka zapięła swojego psa na smycz i go zabrała -małe, a cieszy. Serio. Dosyć szybka reakcja osoby, która w jakimś tam stopniu zwraca uwagę na zachowanie swojego psa i to, jak na nie reagują inni ludzie. Brawo dla tej pani.

Kątem oka widzę, że drugi z psów (ten napięty, jak baranie jaja), mniejszy od zabranego już przez właścicielkę, młodziaka, ”dominant”, nieprzychylnie łypiący na olbrzyma, którego obrał sobie za cel, nie zaprzestał stalkowania. Moje zachowanie go nie ”wybiło”, on dalej chce wejść w moją przestrzeń, dla którego jest ona ”przestrzenią psa, którego prowadzę”, bo ”dominant” nie ma zwyczaju odnoszenia się w takich sytuacjach do ludzi. Moja obecność go nie obchodzi i to co robię nie ma dla niego znaczenia. ”Dominant” chce naruszyć przestrzeń molosa (naszą), bo ”jego jest przestrzeń, w której jesteśmy” -to mówi jego zachowanie. On przyzwyczajony jest naruszać przestrzeń innych psów (i ludzi) z tym nietolerowanym przez mnie, konfrontacyjnym nastawieniem mówiącym, że to ”on tu rządzi”. Jego właścicielka zaczyna wydawać dźwięki, standardowe ”on tylko chce…”, czy mój pies ”to suczka?” itp. Robi to, by zyskać na czasie, by sprawić jakieś wrażenie, że jakoś ”jest w tej sytuacji”, choć zachowanie jej psa mówi, że nie ma jej w tym co jej pies robi. Pani ignoruje fakt, że mogę sobie nie życzyć i nie życzę sobie obecności jej psa blisko siebie, czego już przecież dałam wyraz. ”Nie kuma” tego z czym nie miała problemu pani pierwszego psiaka. Skoro powiedziałam ”Nie!”, pokazałam gest ”stop” i do tego tupnęłam, to znaczy, że nie chcę, aby obcy (jej) pies do mnie podchodził. Ale ona udaje, że tego nie słyszała albo, że nie rozumie co oznacza słowo ”Nie!” ani ”gest stop”. Jej pies samowolnie się od niej oddalił i usiłuje wejść w moją przestrzeń (i tylko przy okazji, mojego psa, bo to ja jestem przewodnikiem psa a nie pies moim), ja tego nie chcę, a ona ma do w sowim …zadzie. Kompletnie jej to wisi. Niby woła psa, ale nie skutkuje to tym, że zaczyna kontrolować jego zachowanie, on do niej nie przychodzi.

Jej pies nie przestaje za nami podążać. Zachowanie i mowa ciała jej psa komunikują, że to on jest osobnikiem dominującym względem swojej właścicielki oraz, że to on ustala zasady, według których inne psy mogą być w przestrzeni, którą on uznaje za swoją (w tym momencie jest to polana i jej niesprecyzowane okolice, w których przebywamy ja i molos). Jednak, gdy chodzi o idącego przy mnie molosa, pies tej pani definitywnie okazuje się być pseudo dominantem. Podąża za nami dlatego, że wciąż jest w bajce, że pies, którego prowadzę (jak inne) ”musi się zgodzić” na naruszenie przez niego swojej przestrzeni. Jednak boi się zainicjować kontakt, jak to ma w zwyczaju, czyli wedrzeć się w przestrzeń obcego osobnika, gdyż tym razem chodzi o przestrzeń ponadprzeciętnie (zwłaszcza z tego psa punktu widzenia) dużego samca. Dlatego wyczekuje okazji, by zrobić to w chwili, w której molos o nim ”zapomni”. To ten psi pseudo dominant decyduje o tym, co może a czego nie może robić -nie jego właścicielka. Nic w zachowaniu tej kobiety nie mówi, że ona przyjęła do wiadomości mój brak zgody na to, aby jej pies do mnie i mojego psa podszedł. Zignorowała moje ”Nie!”. Nie przyszło jej do głowy, że jeżeli mówię ”nie” i stopuję psa, który się do mnie zbliża, mam ku temu powód. I sęk w tym, że ta pani nie powinna nawet zajmować się tym jaki jest ten powód, ale od razu powinna uszanować moje ”nie”. Czyli podjąć działanie dzięki któremu jej pies nie zbliży się do mnie i idącego ze mną psa. Ja i molos idziemy, jej pies niezmordowanie nas stalkuje.

Kiedy mówię tej pani, że nie chcę, aby jej pies naruszał moją przestrzeń, babka się rozkręca. Powtarzam, że nie chcę jej psa blisko siebie, a ona to ponownie ignoruje. Lekceważy mój brak zgody na przebywanie jej psa w mojej przestrzeni osobistej. Najprawdopodobniej ta osoba przyjmuje, że skoro prowadzę psa na smyczy, to ”muszę się automatycznie godzić na to, że inne psy będą do niego podchodzić”, czyli, że inne psy, będą naruszać moją przestrzeń po to, by wejść w przestrzeń mojego psa. Nie. To tak nie działa. To, że ta pani nie rozumie znaczenia przestrzeni osobistej, szczególnie, że nie ogarnia jej w odniesieniu do interakcji z psami, nie jest moim problemem. To jest jej problem i nie widzę powodu, dla którego inni (w tym ja) mają dawać się terroryzować przejawianej przez nią ignorancji. Nie stoję w miejscu, cały czas wolno sobie, wraz z molosem, idę. Przemieszczamy się w obranym wcześniej kierunku. Pies tej pani idzie za mną i idącym przy mnie samcem. Ciągle stara się znaleźć blisko prowadzonego przeze mnie psa (najbliżej podchodzi na 3 metry) a jest zjeżony na maksa, napięty. Boi się molosa, ale nie umie ustąpić (taki nawyk…). Nie reaguje na werbalne komunikaty, nie pomaga moje pstrykanie na niego palcami ani syczenie, ciągnie się za mną i moim psem.

Babka coś nawija i podnosi mi ciśnienie. Pluszak nie jest (jeszcze?) w fazie na ”zwracanie uwagi” namolnemu psu, bo staram się, najlepiej jak mogę, przekazać mu, że nie powinien interesować się ciągnącym się za nami kretynem i najprawdopodobniej, w tym momencie, może nawet(?) dałyby sobie włożyć nos w dupę, bo ten pseudo dominant wisi mu i powiewa… Tym bardziej, że molos ufa mi, że wiem co robię i nie sprowadziłabym na niego (nas) zagrożenia, pozwalając na to, by w naszą przestrzeń wszedł agresor, pies z nieprzychylnym nam nastawieniem. No, ale właśnie… Ten pies to jest stalker. I ten stalker jest zjeżony, nabuzowany, sztywny… Mogłoby wystarczyć jedno jego (jeszcze bardziej) ”krzywe spojrzenie”… I co może zrobić pies, który idzie obok mnie, kiedy zachowanie namolnego kundla go zdenerwuje? Kiedy tamten jednak, niezasłużenie wpuszczony przeze mnie w naszą przestrzeń, ”zebrałby się w sobie” i po ”obwąchaniu”, ośmieli się doskoczyć do molosa i jak tamtego podrostka, próbowałby ”dominować”, jeszcze bardziej nas terroryzować? Molos ”odwinąłby się”, aby przekazać mu, że ma się zabierać z jego/naszej przestrzeni, odstraszyłby go… W zależności od tego, jak ”obliczył siebie” sytuację dominancik, to odstraszenie wystarczy albo nie. Jeśli nie wystarczy, stalker stanie się agresorem, nie odpuści i postara się ”postawić na swoim”, co nie może mu się udać. Koniec końców, to zawsze ten większy pies ma przekopane. Moją rolą, jako przewodnika, jest zapewnić psa, który przebywa pod moją opieką, że to nie na jego głowie, jest ochrona naszej przestrzeni i to nie on musi ”odbijać” psich intruzów z kompleksem Napoleona.

Kiedy więc namolny pies, którego właścicielka zdążyła już zacząć iść w przeciwnym niż my kierunku, licząc chyba na to, że jej pies pójdzie za nią (nie wiem na jakiej podstawie, bo ona go nie obchodzi), bez zmian podąża za nami, odwracam się i nogą, konkretnie krawędzią pepega odbijam go od nas. Nie wkładam w to specjalnej siły, chcę, żeby ten namolny pies z nastawieniem, którego nie życzę sobie w pobliżu siebie ani mojego psa, dał nam spokój. Zmęczyło mnie, że ten najeżony kretyn cały czas idzie za nami. Nie chcę, żeby ten pies był blisko mnie. (Nie mogę powiedzieć, że ”kopię” tego psa, bo gdybym chciała go kopnąć, mogłabym zrobić mu krzywdę, a but zsunąłby mi się ze stopy). Intruz natychmiast odskakuje i odpuszcza sobie stalkowanie nas, od razu zaczyna wąchać trawkę dziesięć metrów od nas. I to uruchamia jego ”panią i władczynię”.

Zawraca i zaczyna jęczeć, że bla bla bla… i coś tam dalej, ale nie słucham jej, idę w swoim kierunku. Ona strasznie się ekscytuje. Zatrzymuję się więc i odwracam do niej, mówiąc: ”Pani pies nie chciał odkleić się ode mnie i tego oto psa, ciągle lazł za nami, a ja pani powiedziałam, że nie życzę go sobie w swojej przestrzeni osobistej. Nie zrobiła pani nic, nie zapięła go pani na smycz i nie zabrała go. Zignorowała pani to, co pani powiedziałam, a teraz śmie się pani na mnie wyzierać? Bo skutecznie przegoniłam od siebie i psa, pani namolnego kundla?”. Kobieta coś truje, zupełnie nie odnosi się o tego co do niej mówię. (Ten typ tak ma: ignoruje fakty.) Zwracam jej uwagę, żeby nie pochodziła do mnie w takim stanie, nie machała łapami i nie wydzierała się, bo wku… psa obok mnie i baba odchodzi. Jej psu nie stała się żadna krzywda, ale ona poczuła się ”dotknięta” moją reakcją na jej zaniedbanie. Oburzyło ją, że śmiałam pepegiem trącić jej psa, bo ona nie zrobiła nic, żeby powstrzymać go od zachowania, które było dla mnie uciążliwe. A wystarczyło, żeby właściwie zareagowała na komunikat ”Nie chcę pani psa obok siebie”.

Na marginesie, ciekawe jest to, że tego typu osobom nie zdarza się myśleć, że pies do którego ich pies ot, tak podchodzi, może być na coś chory albo po prostu agresywny. Kiedy słyszę coś w rodzaju ”Proszę się nie denerwować, mój pies nie gryzie”, zawsze odpowiadam, że ”mój gryzie” i z żalem przyznaję, że niestety tego rodzaju deklaracja działa najlepiej.

Nie bądź kukułką, można inaczej

Zrozum, że nie każdy właściciel psa zachowuje się tak nonszalancko, jak ty. Niektórzy posiadacze psów, szczególnie właściciele psów dużych ras, psów ciężkich (czyli takich powyżej 50kg) i z dużymi głowami, psów, które swoimi gabarytami (”wyglądem”) budzą niepokój u innych osób (i dostają od tych osób określone, często niczym nieuzasadnione ”łatki”), i które budzą specyficzne zainteresowanie u niektórych psów, są nauczeni doświadczeniem, że aby móc spokojnie ze swoim psem przebywać w przestrzeni publicznej i by spacer z psem był przyjemnością, muszą skanować otoczenie. Muszą zwracać uwagę na zachowania ludzi w około (uważać min. np. ”głaskaczy”) i mieć oko na przebywające w pobliżu psy. Psy które, kiedy prowadzone są na smyczach, odpada problem naruszania przez nie przestrzeni i psy, które biegają luzem i nie przestrzegają przy tym psiego savoir vivre. Nie przestrzegają zasad etykiety, bo albo są ”entuzjastycznie nakręcone 24/7” i rozpoczynanie interakcji z innym (praktycznie każdym napotkanym) psem w takim stanie jest dla nich naturalne (bo tak też zachowują się w stosunku do ludzi) i kiedy automatycznie wchodzą w przestrzeń innego psa, nie czytają sygnałów, które on wysyła (tj. mowy jego ciała i kompletnie ignorują płynące od niego subtelne niewerbalne komunikaty), skupiając się na tym, żeby się z nim ”przywitać”, za wszelką cenę. Albo ich intencją jest okazanie dominacji względem psa, którego właśnie zobaczyły i w którego stronę zdecydowanie zmierzają, i którego przestrzeń zamierzają naruszyć tak, jak to robią osobniki o wyższym statusie społecznym, dominujące nad osobnikami o niższym statusie społecznym. Życie uczy, że kiedy ma się pod swoją opieką Duże Zwierzę, trzeba być uważnym. I to wcale nie ze względu na to, że owo Duże Zwierzę ma problem z otoczeniem, ale dlatego, że otoczenie bardzo często ma problem z Dużym Zwierzem. O ile jeszcze łatwo zneutralizować zamęt powodowany przez psy zachowujące się, jakby były na prochach 24/7, to ponapinane wyżełki i inne popierdółki, którym wydaje się, że ”dominują”, są naprawdę trudnymi przeciwnikami dla przewodnika molosa. Spuszczone ze smyczy, zlewające ciepłym moczem swoich właścicieli, a więc nawykowo mające gdzieś ludzi i w ogóle się z nimi nie liczące, zaciekle ”szukają guza”. Pojawiają się znikąd, zachodząc psa, którego sobie upatrzyły od tyłu albo biegną do niego, nawet z odległości kilkudziesięciu metrów, otwarcie ”kolizyjnym kursem” i wywołują tzw spiny.

Niektórzy posiadacze psów, umieją przewidzieć zachowania swoich podopiecznych. Wiedzą jak ich psy reagują na konkretne zachowania innych psów np. naruszanie przez nie przestrzeni ich podopiecznych. Np. wiedzą, że bezceremonialne wdarcie się w przestrzeń ich, spokojnie idącego albo np. żującego sobie na wybiegu oponę, psa, przez napiętego dominanta, nie ujdzie intruzowi na sucho. Reakcja młodego, sprawnego psa, ważącego np. 50 kg, różnić się może (różni się) od reakcji psa ważącego połowę mniej. No i rasa, czy też tzw typ również jest istotnym czynnikiem… Wiele z psów nawykowo naruszających przestrzeń wszystkich innych psów, reaguje histerycznie na ”zwrócenie im uwagi” przez molosa, czy po prostu dużego psa. ”Odwinięcie się”, zawarczenie i okazanie falujących falbanek przez, dotąd zajętego żuciem opony, molosa, który nie życzy sobie towarzystwa ani tym bardziej łap obcego psa na swoim kłębie, jest często przez takie psy odbierane jako ”atak”. Co skutkuje histerycznym skowytem, który dla otoczenia składającego się z ”niekumających bazy” ludzi jest dowodem, że ”ten miły piesek chciał się tylko przywitać, a ten wielki pies go zaatakował”. Albo też owo okazanie falujących falbanek traktowane jest przez intruzów jako ”wyzwanie”. Czyli molos przekazuje obcemu psu: ”Nie znam cię. Nie chcę tego zmieniać. Na pewno cię nie lubię”, ”Zabieraj łapy z mojego grzbietu, bo mnie wkurzasz” itp. a intruz reaguje agresją na sygnał ostrzegawczy i atakuje molosa. I powstaje problem. Molosy szybko ”zamiatają” takie cwaniakowanie u ponapinanych intruzów. I zazwyczaj, kiedy złapią namolnego cwaniaczka, chwilę go przytrzymują, czekając aż ten przestanie wierzgać i wtedy go puszczają. Ale mają słabą tolerancję na psy, które nie uczą się na swoich błędach. Właściciele molosów mają natomiast słabą tolerancję na właścicieli tych psów, którzy, jak ich czworonożni podopieczni, również nie uczą się na błędach. Zdarzają się naprawdę dziwni, po prostu głupi ludzie, którzy zawsze postępują tak samo: ich pies biega w samopas, w ogóle nie patrzy nawet w stronę właściciela i za każdym razem, gdy widzi konkretnego psa, wywołuje z nim spinę. Do takich osób trafia jedynie ”obietnica”, brzmiąca mniej więcej: ”Jeżeli pani/pana pies kolejny raz podbiegnie do mojego i znowu będzie usiłować go pogryźć, to ja puszczę smycz i nie będę przeszkadzać mojemu psu w zachowaniu, które w takiej sytuacji uzna za najwłaściwsze. Innymi słowy, pozwolę mojemu psu obronić się przed pana/pani agresywnym psem z natężeniem, które mój pies uzna za stosowne”. Polecam takie obietnice składać głośno i wyraźnie tak, aby otocznie, tj ludzie wokoło dokładnie usłyszeli, że sytuacja, w której nasz pies jest atakowany przez tego luzem biegającego, ma miejsce kolejny raz i że jest to kolejna rozmowa z właścicielem/ką pieprzniętego psa. Zawstydzanie idiotów pokroju osób mających w du…e wszystko i wszystkich z wyjątkiem samych siebie, często odnosi skutek. Osobiście też staram się dotrzymywać obietnic, dlatego, jeżeli kolejny ras prowadzony przeze mine pies, zaczepiany lub po prostu atakowany jest przez tego samego osobnika, luzuję smycz. Pozwalam, by będący ze mną pies sam mógł odstraszyć niedoszłego ”przeciwnika”. Robię to, rzecz jasna tylko w tych przypadkach, w których intruz jest psem o gabarytach, które nie pozwolą mu zewrzeć się z prowadzonym przeze mnie psem w uścisku. Czyli w tych sytuacjach, o których wiem, że ”walka” z oczywistych względów nie jest możliwa, bo Duże Zwierzę ”nie zniża się” do ”walczenia” z małymi psami. Pozwalam mu odstraszać niezbyt duże kundle, ”miniaturki”, itp, ale ONkami, goldkami, labkami itp. zajmuję się ja, unikając ryzyka, że potencjalni ”dominanci” tak będą zacietrzewieni, że jednak nie przestraszą się ryczącego na nie molosa, a ośmielą się go zaatakować. 

Na marginesie, czasem dobrze jest na spacerze z psem wyciągnąć z kieszeni telefon, po to, by nagrać zachowanie intruza. Kiedy kolejny raz zauważamy tego samego psiego agresora puszczonego luzem i szukającego guza zacznijmy nagrywać. (Jeśli jesteśmy ”ogarniętym” psiarzem, to podczas spaceru z naszym podopiecznym skanujemy otoczenie, więc agresora z ”dorobkiem” nie jest trudno zauważyć.) Nagrajmy to jak: pies-agresor zbliża się do nas i naszego psa, jak uspokajamy naszego psa, jak nawołujemy właściciela takiego wywołującego spiny psa, by po niego przyszedł, zapiął go na smycz i zabrał gdzie indziej, jak informujemy (praktycznie całe otoczenie), że jeżeli obcy pies przekroczy granicę trzech metrów, to uznamy, że ponownie jesteśmy atakowani przez tego puszczonego luzem i niezabezpieczonego kagańcem psa, że nasz pies przebywa w przestrzeni publicznej na smyczy i że kolejny raz jest celem ataku psa puszczonego luzem i niezabezpieczonego kagańcem. To oczywiste, że trudno jest jednocześnie utrzymać smycz, nogą odganiać agresora, który stara się pogryźć naszego psa i jednocześnie tak trzymać telefon, aby możliwe był nagranie zdarzenia, ale to się udaje. I dzięki takim nagraniom powstaje materiał, z którym powinniśmy zgłosić się do dzielnicowego, który to ma obowiązek ”oświecić” właściciela agresywnego psa na temat konsekwencji, które za sobą niesie niezabezpieczanie tego typu psa w czasie, gdy przebywa on w przestrzeni publicznej. Poza tym warto pamiętać, że działając w taki sposób pomagamy także innym psom i ich właścicielom.

Bycie przewodnikiem dla psa w paru aspektach przypomina bycie rodzicem (więź, wychowywanie, czułość, troska itp. itd.) i powiem wprost: ja sobie nie wyobrażam, że dowiedziawszy się od mojego dziecka, że inne dziecko w jego szkole jest agresywne wobec niego (i może innych dzieci), miałabym mojemu dziecku powiedzieć ”rozwiążcie to między sobą, bez ingerencji ze strony dorosłych”. To byłoby podłe i bezduszne, i skutkowałoby utratą zaufania dziecka (a więc także jakiejkolwiek wiarygodności), wobec rodzica, który, gdy dziecko oczekuje pomocy, zawodzi je. Normalni ludzie nie chcą, żeby ich normalne psy musiały użerać się z psami, które mają ze sobą problemy, dokładnie tak samo, jak nie chcą, żeby ich dzieci miały użerać się z dziećmi niedostosowanymi i agresywnymi. Dlatego, gdy dowiadują się, że dziecko ma problem, podejmują interwencję. Jednak masa posiadaczy psów jak mantrę powtarza, że ”Psy powinny po psiemu, bez ingerencji ze strony człowieka, rozwiązywać swoje sprawy”. Sorry, ale, tak już poza odpowiedzialnością przewodnika wobec jego psa i tym, że to, że przewodnik ma chronić psa przed niepotrzebnym stresem itp., wystarczy raz zobaczyć jak ”swoje sprawy same rozwiązują” psy typu presa albo molosy w rodzaju CC, żeby zweryfikować słuszność tego poglądu i zrozumieć, jak bardzo, potencjalnie niebezpieczne może być ”zostawienie psich spraw, psom”.

Wielokrotnie powtarzałam, że mam świadomość, że psy typu presa, molosy są dosyć egzotycznymi psami w miastach, w miejskich parkach, na skwerach i psich wybiegach. I że ludzie w większości przyzwyczajeni do obcowania z labkami, owczarkami, wyżłami, spanielami, kundelkami i innymi ”miękkimi” psami, no ewentualnie łatwo nakręcającymi się ttb czy mikro psami, nie ogarniają czym jest Duże Zwierzę, które dużo waży i ma duża buzię. Że Duże Zwierzę może napiętemu kundelkowi, zrobić krzywdę, chwytając go za szyję, przywalając go do ziemi i ”uwalając” się na nim, jeśli agresorek zbyt będzie je irytował i tylko tak zrobić mu ”kuku”. Ale po prostu nie chcę, by pies, który przebywa pod moją opieką, za którego ja jestem odpowiedzialna, musiał ”mierzyć się” z psami, którym ich właściciele zrobili krzywdę i którym przez to wydaje się, że mogą swoje zaburzone dominacyjne zachowania przejawiać w stosunku do każdego psa, którego sobie namierzą oraz każdej osoby, która im się nawinie. Puszczanie luzem pieprzniętego psa, z olewem totalnym na to, co on robi i dziwienie się ludziom, którzy w efekcie ”gimnastykują się”, żeby ich psy nie przemieliły pieprzniętego agresora, jest mocno wku… zachowaniem.

Wołanie głuchego Bullterriera

Poznałam kiedyś panią, która miała białą, głuchą Bullterierkę. Chodziła z nią na spacery do parków, w których pełno było ludzi uprawiających sport, rodziców z dziećmi i innych posiadaczy psów na spacerach ze swoimi podopiecznymi. Spuszczała tę sukę ze smyczy i pozwalała, by ganiała aż do ”wyczerpania baterii” (co w przypadku tej rasy jest chyba niemożliwe do osiągnięcia). Kiedy suka zaczynała zachowywać się ”nieodpowiednio” (szybko się nakręcała i ”odlatywała”), np. zaczynała psa, z którym wcześniej się bawiła, zbyt intensywnie traktować (jak worek treningowy), uwieszając mu się na faflach, raniąc je do krwi, tak, że jej ”kolega” biegał po parku z czerwoną kufą albo za bardzo zoomowała się na bawiących się dzieciach, pani ta zaczynała ją wołać. Serio. Głuchego jak pień bulla. Gdy było jasne, że jej pies przeholowuje, babka, zaczynała udawać, że stara się coś z tym zrobić, że woła sukę i zaczynała wydzierać się, w kółko powtarzając jej imię, tłumacząc, zaniepokojonemu właścicielowi ”worka treningowego”, że ”Jak ona jest taka rozbawiona, to się jej dowołać nie można”

Typ ludzi, którym się nie chce

Bardzo smutne jest to, że ludzie posiadający psy, które ”sprawiają im kłopoty” lub wręcz takie, o których sami wprost mówią, że są zaburzone, tak naprawdę nie są zainteresowani rozwiązaniem problemu. Mówią, że ich pies coś tam, jakoś usprawiedliwiają to jego niewłaściwe zachowanie, czyli w istocie usprawiedliwiają swoją indolencję, swoje nic nie robienie w kierunku poprawy zachowania ich psa tak, by zaczął zachowywać się właściwie, ale nie interesuje ich zgłębienie przyczyn tego niewłaściwego, często uciążliwego dla innych, postronnych osób, zachowania. Nie interesuje ich scharakteryzowanie tego zachowania, dokładne opisanie, nazwanie i określenie jego przyczyn, bo im się nie chce. To jest zbyt dużo pracy, zbyt wiele wiedzy trzeba przyswoić i czasu poświęcić, by przepracować z psem problemy, które go gnębią i powodują, ze jest trudny w życiu na co dzień. Zbyt wiele potrzeba konsekwencji i zdecydowania. A im, od strony intelektualnej nie chce się w to zagłębiać, nie chce im się o tym myśleć, skupić na tym co niezbędne, by problem rozwiązać. Ani wdrażać w życie koniecznych dla poprawy zachowania psa zmian. Wolą sobie coś tam pochrzanić, że ich pies to coś tam i że sorry, bo on tak ma, no ale tak ma i w ogóle to… I że fajnie by było…

”Taka sytuacja”

Moja druga połowa wchodzi do wnętrza restauracji, ja z psem czekamy na zewnątrz. Planujemy zająć miejsce w ogródku, ale chwilowo ja i pies siadamy przy stoliku tuż przy witrynie knajpy, czekając, by w komplecie udać się do ogródka. Jakieś trzy-cztery metry ode mnie i psa siedzą trzy osoby. Na ich stoliku są talerze, stoi karafka z winem i kieliszki. Państwo są wyluzowani i w trakcie posiłku. Rzucają okiem na leżącego obok mnie, zmęczonego długim spacerem, psa. Coś zaczyna burczeć, odruchowo, kątem oka zerkam na Pluszaka, chociaż wiem, że to nie on wydaje z siebie ten odgłos. Dostrzegam pod stolikiem trójki osób małego psa. Małego psa, który jest napięty, łypie nieprzychylnie w naszą stronę, burczy, warczy i nawet ośmiela się zacząć szczekać, kiedy nawiązuję z nim kontakt wzrokowy, próbując przekonać się ”Co to jest?” Leżący przy mnie pies nie reaguje na psiego wariata. Mniejsze od Foxterriera coś, rozkręca się. Pluszak go zlewa. Siedząca najbliżej nas pani, zaczyna, patrząc na Pluszka; ”Jaki on grzeczny. Taki duży a taki grzeczny. Ona tak na niego warczy i szczeka a on taki grzeczny”. Rzucam okiem na Pluszaka, w czterech literach ma i tego porąbanego psiaka, i te osoby. Nie nawiązuję kontaktu wzrokowego z mówiącą ”w przestrzeń” panią, bo nie chcę zachęcać jej do rozpoczęcia rozmowy, ale ona dalej nawija. Powtarza, że ona (ta ukryta pod ich stolikiem bucząco-warcząco-szczekająca poczwarka) ”Jest taka niegrzeczna, a ten wielki pies jest taki grzeczny i nawet na nią nie patrzy. Jak to możliwe?” (WTF? A co, Pluszak, zdaniem tej pani powinien zrobić ”w reakcji” na zachowanie jej psa? Wskoczyć pod ich stolik, złapać poczwarkę i połknąć ją, jak kobra? Sorry, ale on nie je byle czego.) Patrzę więc na panią, która cały czas mówi i to do mnie, jak się okazuje, i zadaję jej pytanie; ”Przepraszam, a czego się pani spodziewa? Że co on miałby zrobić? Zacząć zachowywać się tak samo, jak pani pies? On jest normalny, więc ją ignoruje”. Pani wyczuwa ”przytyk” dotyczący różnic pomiędzy oboma zwierzakami, ale odnoszę wrażenie, że dokładnie rozumie dlaczego powiedziałam to, co powiedziałam. Jej towarzysz włącza się i mówi, że ”To pies ze schroniska”. Patrzę na niego z szeroko otwartymi oczami i uniesionymi brwiami, bo nie wiedzę ”linku”. (”To pies ze schroniska”, więc może się zachowywać, jak debil, nienormalnie agresywnie i już? Bo?) Ich pies cały czas burczy, warczy i poszczekuje. I raz na parę sekund wyskakuje spod ich stolika, ”przeklinając” w kierunku Pluszaka i zaraz pod ten stolik wraca. Nie korygują go, nie wysyłają mu żadnego dla niego czytelnego sygnału, że jego zachowanie jest niewłaściwe, ma go zaprzestać i się uspokoić, bo spokój jest pożądanym stanem ducha w sytuacji, w której nie dzieje się absolutnie nic zagrażającego bezpieczeństwu. Pani ogranicza się jedynie do łapania psiny za kufę i zaciskania na niej dłoni oraz próbuje psa ”przestawić”, jakoś odwrócić, ale suczka jest napięta i nie daje się ruszyć. Ciągle namierza Pluszaka. Beznadzieja zachowań tych ludzi i ich tłumaczenie nienormalnego zachowania ich psa ”schroniskową przeszłością”, skłania mnie do tego, żeby jednak wygłosić kilka zdań ; ”Państwa pies jest zaburzony. Pierwszym zmysłem psa jest węch, więc wasz pies wszystko co chciałby wiedzieć o mnie i moim psie powinien wiedzieć po tym, jak wciągnie w nozdrza nasz zapach. Nie musi do nas podchodzić w tym celu, tym bardziej, że nasza mowa ciała mówi, że nie jesteśmy zainteresowani interakcją z nim. Że nas w ogóle nie obchodzi i nasze nastawienie wobec niego jest zupełnie neutralne. Tym bardziej więc, powinien się uspokoić, bo nasze zachowanie oznacza, że nie jesteśmy dla niego żadnym zagrożeniem. Nie naruszamy też jego przestrzeni, niezależnie od tego co mu się wydaje, nie wchodzimy w nią. Po prostu tu siedzimy w przestrzeni, obiektywnie, publicznej”. Facet odpowiada, że oni ”nie są tacy mądrzy, bo tyle nie czytają”. Patrzę na niego z politowaniem, bo oto kolejny raz mam do czynienia ze standardem typu; ”Fajny taki spokojny psiak, nasz taki nie jest, ale… Nie chce się nam czegokolwiek robić, więc tak sobie będziemy pieprzyć, że fajnie by było, jakby nasz był taki spokojny, ale no, po prostu… No, byłoby fajnie, ale… nic nie zrobimy dla naszego. Szkoda, że nasz taki nie jest”… Itd… Ale weź się nie wymądrzaj, paniusiu”. I kontynuuję; ”Proszę pana, rozumiem, że jak się ma w nosie pewne rzeczy, to takie podśmiechujki, jakie pan teraz uprawia są bardzo fajne, ale siedząca przy stoliku z panem pani wydaje się tęsknić za normalnym psem, jak ten, który leży obok mnie i to pani zaczęła rozmowę. Tu nie chodzi nawet o to, żeby ”dużo czytać”, tylko patrzeć i ogarniać co się dzieje, umieć reagować i unikać problemów. Wasz pies nie jest normalny, reaguje agresją na to, że kilka metrów od niego jest inny pies, który ma go w nosie. I takie psy, jak pański, powodują, że np. ja nie mogę ot, tak puścić luzem mojego psa, bo nie wiem co zrobi pański pies”… – W tym momencie typ mi przerywa i mówi, że ”Ona jeszcze nigdy nikogo nie ugryzła.” (Wow, dajmy im medal…) I wtedy jego, zachwycająca się ”manierami” Pluszaka, towarzyszka, szybko uzupełnia, wtrącając: ”Ale ugryzie, ale w końcu ugryzie”. (No ładnie -myślę sobie. Czyli dostaję ”na talerzu” potwierdzenie, że pies jest poważnie zaburzony i jego zachowanie powoduje, że nawet jego właściciele wiedzą, że ”w końcu coś się zdarzy”, ale nic z tym nie robią…) Zamykam więc rozmowę; ”No właśnie, nawet jeżeli pana pies z frustracji, która go zżera, bo jest bardzo pogubiony i nie dostaje od was żadnej pomocy, żadnych wskazówek co do tego, jak powinien i może się zachowywać, ugryzie mojego, czy jakiegoś innego, luzem puszczonego i zajętego swoimi sprawami, psa, bo ”coś tam” i mój, czy inny pies, odbije piłeczkę. Tzn skoryguje go, zachowa się tak, aby powstrzymać zachowanie pana psa, to i tak to ten mój albo inny pies, będzie dla pana tym ”agresywnym”. Gdyby wasz pies był nieco większy, już kilka minut temu, karafka z winem wylądowałaby na spódnicy, którejś z pań albo pańskich spodniach, kieliszki i talerze z obiadem, byłaby na bruku, bo wyskakując spod stolika, na mojego psa i mnie, wasz pies powywracałby wszystko. Macie państwo psa niewielkich rozmiarów i tylko to uchroniło was przed zasyfionym finiszem wizyty w restauracji i może dlatego, nie ogarniacie jak poważny jest problem. Wszystko do czasu oczywiście, kiedy jak pani sama zauważyła, wasz pies ugryzie jakiegoś psa albo człowieka”. To mówiąc wstałam, i weszłam z Pluszakiem do knajpy, tam poczekaliśmy chwilę na miskę z wodą i już w komplecie udaliśmy się do ogródka.

Szanujmy innych (to naprawdę nie boli)

Kiedy idę sobie z prowadzonym przeze mnie psem, nie mam obowiązku ”kochać całego świata”, ”ze wszystkimi się bratać” i ”być do rany przyłóż”, tylko dlatego, że obok mnie idzie pies. Założenie, bardzo typowe dla wielu psiarzy, czyli że ktoś, kto ma psa, ”kocha wszystkie pieski” i generalnie na pewno akceptuje ”metody wychowawcze” i ”poglądy na wychowanie” psa, każdego z właścicieli napotykanych psów, jest bezpodstawne. Ja nie akceptuję ”mądrości” osób, które dużo mówią, ale w praktyce nie bardzo umieją sobie poradzić z zachowaniem swoich psów i nie ”kocham wszystkich piesków”.

Lubię psy. Ale tylko niektóre. Lubię psy, które umieją się zachować. Psy zrównoważone, stabilnie psychicznie, czytające sygnały, a nie zaburzone w sposób, który sprawia, że przestają zwracać uwagę na niewerbalną komunikację i bezceremonialnie naruszają przestrzeń moją i mojego psa, ignorując zupełnie obecność człowieka i odnosząc się jedynie do psa, jakby to pies wyprowadzał człowieka, a nie człowiek psa. Lubię psy, które nie naruszają mojej przestrzeni i przestrzeni mojego psa bez mojego zezwolenia. Psów, które ładują się w moją strefę osobistą, w której także znajduje się mój pies, dla którego ja jestem przewodnikiem, nie lubię. Takich psów nie chcę mieć w mojej przestrzeni i takim psom nie pozwalam zbliżać się do siebie ani mojego psa. Ja dla psa, którego jestem opiekunem, jestem przewodnikiem, to ja wyprowadzam psa, a nie pies mnie i dlatego to ja decyduję czy i jaki pies może się do mnie i mojego psa zbliżać. Tak samo jest z rodzicami dzieci; to od rodziców dzieci, zależy, czy jakiś pies może do ich dziecka podejść, czy nie. Niestety, właściciele psów nienauczonych poszanowania przestrzeni, u których czytanie mowy ciała zostało zaburzone nieprawidłowymi nawykami, które tym psom zaszczepili ludzie, kompletnie ten fakt ignorują. Ci ludzie kompletnie nie liczą się z tym, że niektórzy, inaczej niż oni, świadomie podchodzą do kwestii osobistej przestrzeni i nie życzą sobie jej bezceremonialnego naruszania, bez względu na to, co ”piesek chciał tylko”.

Wychodząc z psem ”w miejsca publiczne”, funkcjonuję z nim jako ”zestaw człowiek&pies”, wielką szkodą jest, że sposób w jaki np. ja postrzegam ”przebywanie z psem w miejscach publicznych”, tj min. na spacerach, jak modeluję swoją więź z psem i jak wygląda moja rola w relacji człowiek-pies, w odniesieniu do psa, nad którym sprawuję opiekę, jest aż tak mało popularny wśród osób posiadających psy i wydawałoby się, zobowiązanych do kontrolowania ich zachowania. Z mojego punktu widzenia zdumiewające jest, że ludzie wyprowadzający psy na spacery, puszczający je w samopas w przestrzeni publicznej, zupełnie ignorują fakty. Jeżeli jakiś pies bezceremonialnie ładuje się w przestrzeń psa, który prowadzony jest na smyczy albo idzie spokojnie przy nodze właściciela, czy grupy osób, oszczekuje tego psa i na niego warczy, zdradzając tym samym swoje dalekie od przyjacielskiego, czy nawet neutralnego, po prostu agresywne nastawienie, to ten agresywny intruz, nie atakuje tylko psa, on atakuje całą grupę, bo pies jest w tym momencie elementem grupy.

Przyzwyczajenie ludzi posiadających zaburzone psy do myślenia o takich sytuacjach w kategoriach typu ”mój pies ma problemy z innymi psami”, jest bardzo szkodliwe, bo nie oddaje istoty rzeczy. Tak zachowujące się psy są przede wszystkim zaburzone, ich reakcje na to, co dzieje się w ich otoczeniu są nieprawidłowe, przesadne. Zdradzają też, że psy te pogubiły się w swojej roli w relacji z człowiekiem.

Prawie na każdym spacerze doświadczam ignorancji lub po prostu barku szacunku w stosunku do innych ludzi ze strony psiarzy, kompletnie nie panujących nad zachowaniem swoich psów, nie rozumiejących przyczyn ich zachowania oraz nie traktujących tych irytujących czy wręcz utrudniających życie, a czasem nawet niebezpiecznych dla innych, postronnych osób, zachowań ich psów.

Rozregulowane potencjometry i pseudo dominanci

Powtórzymy, pies, który bezceremonialnie ładuje się w przestrzeń psa, który znajduje się w towarzystwie człowieka, czy grupy osób, nie narusza przestrzeni i/lub nie atakuje tylko psa, on narusza przestrzeń i/lub atakuje całą grupę. A więc i ludzi, bo atakowany pies jest elementem grupy. I tak postrzegany jest przez niezaburzone psy, pies idący obok człowieka, właśnie jako element zestawu, a nie ”wolny elektron”. Niezaburzone psy ”ogarniają całość obrazka”. Zanim zdecydują się nawiązać interakcję, stają w pewnej bezpiecznej, tj komfortowej dla wszystkich zainteresowanych, odległości, zazwyczaj kilku metrów i zaciągają się zapachem napotkanego psa (i jego człowieka, jeśli człowiek jest obok). Obserwują i psa, i jego człowieka. I nie skracają dystansu, dokąd nie mają pewności, że mogą to zrobić. I nawet jeśli ten pies nie jest dla nich ”nieznajomy”, upewniają się, czytając mowę ciała tego psa (i jego człowieka, jeśli człowiek jest obok), czy dziś, w tym momencie napotkany pies (i jego człowiek, jeśli ten jest obok) ma do nich tak samo neutralne, a może wręcz pozytywne nastawienie, jak one do niego (nich), czy skrócenie dystansu będzie zachowaniem pożądanym, czy nie. Na tym polega psi savoir vivre, na poszanowaniu przestrzeni, zamiast jej bezceremonialnym naruszaniu.

Naruszaniu przestrzeni, które powodowane jest przesadną ekscytacją, tym ”rozkręconym potencjometrem” tak typowym dla psów, które przez swoich właścicieli nauczone zostały, że poszanowanie przestrzeni, zarówno właściciela jak i innych ludzi oraz psów, nie jest ważne. I że ważna jest leżąca u podstaw ich zachowania, nie łącząca się z dominacją (przynajmniej u znaczącej większości takich psów i do pewnego momentu), ekscytacja. Że ekscytacja ta jest pożądanym (ludzie nie korygują zachowania takich psów) i nagradzanym (uwaga ludzi, zabawa z nimi, smakołyki od nich) stanem umysłu, dlatego po ludziach można skakać, do woli naruszać ich przestrzeń i ignorować ich obecność, kiedy prowadzą obok siebie inne psy. I podbiegać do tych innych psów, ”żeby się z nimi bawić”, zarażając je swoim przesadnie podnieconym stanem ducha. Takie psy zachowują się tak, jakby jedynym sposobem komunikacji między psami było wtargnięcie w przestrzeń pierwszego z brzegu psa, z nastawieniem ”Jejku! Jejku! Jak zaje..iście! Róbmy coś!”, z równocześnie zablokowaną funkcją odbioru jego zwrotnej reakcji. Kiedy atakowany ”entuzjastyczną ekscytacją” pies nie reaguje przejęciem energii intruza, nie wchodzi w tak samo wysokie rejestry, jak on, ale pozostając w swoim stanie ducha, neutralnie komunikuje mu, że zachowanie intruza nie jest tym, z czym chce mieć do czynienia i np. krótko warknie na intruza, aby go ”ostudzić” i wybić z tej ekscytacji, intruz może tego nawet nie zauważyć i często nie zauważa, zbyt rozstrojony, żeby ”złapać kontakt z bazą”.

Psy także miewają gorsze dni. I kiedy, powiedzmy, że ich ”cierpliwość” zbyt wiele razy, w zbyt krótkich odstępach czasu, wystawiana jest na próbę, mogą na taką ekscytację reagować ostrzej. Mogą intruza, który nie odbiera ”zmarszczenia się” atakowanego, jego ostrzegawczych warknięć, skorygować zębami; mogą go ”ukąsić” (jak kasownik, czyli złapać i puścić). Zwłaszcza, kiedy rzecz dzieje się na wybiegu i korygujący pies nie ma przy sobie swojego przewodnika, który zdecydowanie da mu sygnał ”Nie rób tak. Odpuść temu kretynowi, bo możesz go za mocno dziabnąć”. Taka reakcja u psa atakowanego energią, której nie chce się poddać, u intruza, u którego jego ”zabawowa ekscytacja” przykrywa skłonność do dominacyjnych zachowań, może być odczytana niewłaściwie. Jako wyzwanie i sygnał do rozpoczęcia spiny. Właściciele nieumiejących się zachować i niereagujących na mowę ciała, psów, także mogą ją odczytać jako agresję. Tego typu osoby potrafią zacząć z oburzeniem ”rzucać się”, że ich pies ”Chciał się tylko pobawić, a został ugryziony!”. Nie pozostaje nic innego jak zwrócić im uwagę, że najwyraźniej pies, którego przestrzeń samowolnie ”ugryziony” naruszył, nie miał ochoty na zabawę, a intruz nie zrozumiał sygnału.

Równie męczące i częste są próby naruszenia przestrzeni powodowane dominacyjnymi zapędami obcego psa. Nauczonego interakcjami z osobami, z którymi ma zazwyczaj do czynienia, a więc przede wszystkim przez swojego właściciela, iż ludzie nie są świadomi znaczenia przestrzeni osobistej w interakcjach z psami, nie umieją jej używać tj, nie umieją przestrzeni zawłaszczać ani jej zachowywać/bronić, ignoruje wszystkich ludzi, przyzwyczajony, że swoją przestrzeń oddają mu bez oporów. A więc przyjmują względem niego postawę uległą i za cel swojego dominacyjnego zachowania od razu przyjmuje psa, jako tego, który ”wie o co kaman”.

Taki pies inicjuje interakcję z psem, którego dostrzeże ”na swoim terenie”. Czyli po tym, jak go zauważy, ”obiera na niego kurs” i zaczyna skracać dystans. Bez znaczenia jest to, że obcy ”na terenie dominanta” pies nie jest z nim ”na kursie kolizyjnym”. Ten obcy może kompletnie ignorować obecność psa, któremu ”coś się wydaje”, ale ten i tak zacznie skracać dystans, aby ”podjąć interwencję”. I zrobi to samowolnie, bez oglądania się na swojego właściciela, kiedy tylko poczuje impuls. Niepowstrzymany ”wetnie się” w przestrzeń każdego psa lub człowieka, który prowadzi na smyczy psa. Odpali go pojawienie się w pobliżu innego osobnika i będzie mniej lub bardziej zuchwale (to zależy od tego jakiego ”rozmiaru” jest ”dominant”) usiłował wedrzeć się w przestrzeń napotkanego psa. Ignorując obecność człowieka jeśli ten prowadzi ”cel” na smyczy. Co jest sygnałem, iż tego napotkanego psa z założenia traktuje jako osobnika uległego względem siebie i równocześnie psa ”wyprowadzającego na spacer swojego człowieka”. Człowieka, który, w takim przypadku, jest osobnikiem jeszcze mniej ważnym, w sensie ”statusu społecznego”, od atakowanego przez ”dominanta”, psa. Na wszelką formę oporu ze strony napastowanego psa, osobnik z nawykiem dominacji, reaguje agresją. Tj. rzuca się do walki z psem, któremu naruszanie przestrzeni przez agresora i jego dominacyjne zapędy, nie pasują. I który wyraźnie to manifestuje; jeżąc się, unosząc głowę i uszy, ogon stawiając w sztorc, wypinając pierś do przodu, marszcząc się i ”falując firankami”. Generalnie, w odbiorze stając się jeszcze większym.

Psy żądające natychmiastowej uległości od każdego osobnika swojego gatunku, którego sobie upatrzą i namierzą, nawykowo terroryzują inne psy poprzez bezceremonialne naruszanie ich przestrzeni i, dla wielu normalnych, ale mniej ”przebojowych” psów, zaskakujące i bardzo stresujące, ”rzucanie się” na nie i gryzienie ich. Wcinając się, z takim nastawieniem w przestrzeń molosa, usiłując wymusić i na nim zajęcie pozycji uległej, mówiąc krótko ryzykują. Jednak naprawdę to zdrowiem i być może nawet życiem, bo agresorzy potrafią w swojej zajadłości wbiec nawet pod jadący samochód, swoich zaburzonych psów, ryzykują ich nieprzytomni, nieodpowiedzialni, głupi i aroganccy właściciele.

Uczysz psa, aby szanował przestrzeń innych psów (i ludzi), czytał ich mowę ciała, zwracał uwagę na komunikaty niewerbalne, które wysyłają do niego oraz innych, kiedy właściwie przeprowadzasz rytuały poznania, kiedy twój pies jest szczenięciem i poznajecie nowe osoby, psy i inne zwierzaki. Wchodzisz w rolę przewodnika swojego psa, kiedy umiesz używać swojej osobistej przestrzeni, zachowujesz ją, bronisz jej i zawłaszczasz przestrzeń w około, kiedy pojawia się nieznany wam pies, który ”chce poznać” szczeniaka. Oceniając nastawienie tego obcego psa, decydujesz, czy chcesz, aby do was podchodził, czy nie. Wybieraj mądrze i pozwalaj na interakcje twojego szczeniaka tylko z psami, które umieją się zachować, z psami zrównoważonymi. A więc tymi, które, kiedy staniesz przed swoim szczeniakiem, jak ”pole siłowe”, komunikując im, że szczeniak jest twój, że jest twoją własnością i ty decydujesz, czy jakiś pies może do was podejść, czy nie, zatrzymają się i skupią się na twoim przekazie. Jeżeli pies uszanuje ciebie jako przewodnika szczeniaka, podejdzie do was ciekawski, ale i spokojny, i będzie odnosił się do ciebie, będzie wiedział, że szczeniak jest twój i ty decydujesz, jak ma ta interakcja przebiegać; jak długo może trwać i jak on, pies ”spoza waszej paczki”, może się do szczeniaka odnosić i z nim bawić. Dla obcego psa ma być jasne, że to ty chronisz szczeniaka i to ty, kiedy uznasz, że chcesz, przerwiesz interakcję, że przerwiesz ją oraz podejmiesz interwencję, jeśli uznasz, że on, pies ”spoza waszej paczki”, zachował się w stosunku do szczeniaka niewłaściwie.

Nauczenie psa, wyrobienie w nim nawyku, aby czytał niewerbalne sygnały innych psów i wnioskował po ich mowie ciała czy życzą sobie interakcji z nim, czy nie, jest ważne także dlatego, że kiedy twój pies będzie przebywał z innymi psami np. na psim wybiegu, a jest Dużym Zwierzem, może onieśmielać je swoimi gabarytami. Twój pies nie może ”kozaczyć”, dlatego, że z obawy przed jego ”słoniowym”, z perspektywy niektórych psiaków, rozmiarem, te oddają mu swoją przestrzeń i pozwalają by się w nią wdzierał. On ma być fajnym, wyluzowanym psem. Twój pies nie powinien i nie może ”dominować” innych psów w tak, dodam żenującym stylu. W pewnych okolicznościach, kiedy będziesz czuć się gorzej, albo będziesz rozkojarzony/a pracą itp., itd., nie będziesz poświęcać psu tyle czasu, co wcześniej albo podrzucisz go znajomym, wyjeżdżając na wakacje, coś, co wydawać by się mogło, jest bez znaczenia; małe psy oddają swoją osobistą przestrzeń twojemu, rozbrykanemu ”słonikowi”, bo ”mu się zapomniało”, że powinien zwracać uwagę na ich mowę ciała, może okazać się tym, co skłoni twojego psa do sprawdzenia, czy ”To na pewno ty dalej jesteś jego przewodnikiem? Bo może czas, żebyście zamienili się rolami?” Pamiętaj, wszystko się liczy i wszystko ma znaczenie.

Wychodząc z psem ”w miejsca publiczne”, funkcjonuję z nim jako ”zestaw człowiek/ludzie&pies”. Problemem jest, że nie widzą tego w ten sposób właściciele psów z nawykiem dominacji. Nie rozumieją oni, że dla normalnego psa, którego bardzo ważną cechą jest obrona jego człowieka, agresor wdzierający się w przestrzeń grupy, jest zagrożeniem dla tej grupy a nie jedynie jednego z jej członków. Ignoranci takie sytuacje widzą tak, że oto ”ich pies po prostu podszedł do innego psa, którego ktoś prowadził na smyczy, albo który szedł obok swojego właściciela, czy kilku osób”. Nie zwracają uwagi na mowę ciała ani swojego psa, ani psa, do którego ich pies ”po prostu podszedł”, ani człowieka, czy osób, który/e z psem był/y. Nie widzą napięcia mięśni, ustawienia ogona, uszu, nie widzą zjeżonej sierści i tego, że ich pies bardzo szybko i drastycznie skrócił dystans między sobą, a tym drugim psem i jego człowiekiem/grupą ludzi… Nie myślą też o rasie, która nie tylko wpływa na wygląd danego zwierzęcia! Ale także cechy psychofizyczne. Np ”labki” są ”miękkie”, bo to psy, które miały wyławiać z wody strzeloną kaczkę w taki sposób, aby nie uszkodzić mięsa. Molos to typ ”guard dog”, pies nastawiony na ochranianie swojego człowieka. I od molosów nikt nie wymagał ”nie uszkadzania mięsa”.

To nie pies decyduje

Jeżeli pies, którego nie znam, nie poświęca uwagi na to, aby ”odczytać mnie poza werbalnie”, zaciągnąć się zapachem moim i mojego psa, i upewnić się, czytając moją mowę ciała (i mowę ciała mojego psa), czy nie mam nic przeciwko temu, aby się do mnie zbliżył, to nie chcę, aby zbliżał się do mnie i mojego psa. Nie chcę, aby mój pies miał interakcje z psami, które ignorują komunikację niewerbalną, mają reakcje nieadekwatne do sytuacji i nie są nauczone poszanowania przestrzeni ludzi ani psów. I nie chcę mieć z takimi psami nic wspólnego, bo ich zachowanie po prostu mnie drażni. Takie psy przejawiają szereg zachowań, które z mojego punktu widzenia są nie do zaakceptowania i dlatego nie wyrażam zgody na ich interakcję z moim psem ani ze mną. Nie lubię, kiedy psy na mnie skaczą i pchają mi pyski do kieszeni, żeby sprawdzić, czy mam przy sobie jakieś psie smakołyki. I nie nigdy nie pojmę, jak można nie być zażenowanym dopuszczeniem do tego, by pies, którego jest się właścicielem, zachowywał się w taki sposób wobec (szczególnie) obcych ludzi. Jest dla mnie oczywiste, że posiadacze tak zachowujących się psów, ”sraliby po gaciach”, gdyby Duże Zwierzę zachowywało się tak w stosunku do nich. Czyli wdzierało się w ich osobistą przestrzeń, skakało na nich, opierało się o nich przednimi łapami, kufą dosięgając ich twarzy i zaglądając w oczy, ”chciało smaczka”. No, ale cóż… Tak, czy inaczej, to ja-człowiek decyduję o tym, czy jakiś pies może wejść w moją strefę osobistą.

Po co?

Często, prowadząc psa, jestem uczestnikiem sytuacji (lub obserwuję takowe jako przechodzeń, ale odnosić się będę do sytuacji, których byłam uczestnikiem), w których jakiś, prowadzony na smyczy pies dostrzega innego, zatrzymuje się i obiera go za ”cel”. Staje i zaczyna wgapiać się w psa, którego dzieli od niego np. około 15-10 metrów. Właściciel takiego psa także staje. I tak stoją, dwa pajace. Ustawiony na ”cel” pies, stojący za nim człowiek a między nimi naprężona do granic smycz.

Tak więc idę chodnikiem, obok mnie spokojny psiak, mający w nosie stojące w odległości około 10 metrów przed nami, pajace. Obcy pies, bez niespodzianek; ziejący frustracją, ”łeścik” w szelkach. Wślepia się w Pluszaka i zaczyna przejawiać oznaki eskalacji ekscytacji związanej z dostrzeżeniem prowadzonego przeze mnie psa. Zaczyna się trząść i powarkiwać, jest naprężony, na sztywnych łapach, z ogonem w sztorc, cały ”aż chodzi”. W jego mowie ciała nie ma nic co można odczytać jako ”chęć poznania się” z moim psem. On nie węszy, nie zaciąga się zapachem Pluszaka i moim, nie stara się poznać naszego zapachu i czegoś o nas dowiedzieć. Nie przejawia żadnych oznak świadczących o tym, że pojawienie się w zasięgu jego wzroku prowadzonego przeze mnie psa, kojarzy z ewentualną możliwością rozpoczęcia jakiejś pokojowej interakcji z moim, wciąż wyluzowanym, psem. ”Snajper” nie zaprasza Pluszaka ”do zabawy”, za to emanuje frustracją. Nic tak do szału nie doprowadza psów przyzwyczajonych do dominowania, jak brak możliwości naruszenia przestrzeni jakiegoś psa. Pluszak omija go wzrokiem i to jest dla mnie najlepszy sygnał, że właściwie oceniam ”łeścika”. Molos nie patrzy w jego stronę, olewa napiętego pajaca tak, jak ma w zwyczaju olewać psich wariatów, czyli reagujące na niego frustracją i nienormalną agresją, niezbyt duże, czy wręcz mikro psy. (Te większe go wkurzają i, a jakże, potrafi im ”odbluzgnąć”, jeśli się na niego drą.) Prowadzę go ”po zewnętrznej” tak, aby obcy terierek-frustrat miał możliwie najbardziej utrudniony fizyczny kontakt z moim psem. Żeby nie dać mu okazji do dziabnięcia zbyt dużego, by mógł mu położyć łapy na grzbiecie i niedostępnego, by włożyć mu nos w du…pę, Pluszaka, ”w szynkę” lub pęcinę, w razie gdyby jego pajacowaty właściciel poluzował mu smycz, kiedy będziemy agresora mijać. To luzowanie smyczy i pozwolenie zaburzonemu psu na naruszenie przestrzeni ignorującego go, obcego psa, zachowującego od frustrata stosowny dystans, to bardzo typowe zachowanie niepokalanych myśleniem właścicieli tego rodzaju agresorów. Właściciel obcego psa ciągle stoi w miejscu. Nie koryguje zachowania swojego psa, nie uspokaja go, nie skraca smyczy, nie odwraca jego uwagi i nie kieruje jej na siebie, i jakąś propozycję, którą dla niego mógłby mieć (gdyby nie był pajacem), nie odciąga go i nie oddala się z nim. Nie robi niczego, po prostu stoi w miejscu. Dociera do mnie, że pomimo tego co dzieje się z jego psem, temu człowiekowi wydaje się, że jego ”piesek zobaczył pieska, z którym chce się przywitać”. Ten człowiek stoi tam jak pajac, z napiętym, niepewnym, zaburzonym psem i wygląda na to, że ”trybi sobie”, że tej jego poczwarce chodzi o ”przywitanie się i może zabawę z moim psem”. Po co miałby tam tak stać, gdyby rozumiał, że jego pies przejawia zachowanie agresywne wobec mojego? Hę? Co myśli ten człowiek? Zachowanie psów reagujących w taki sposób na inne, jest nawykowe. One napinają się na jakiegoś psa i jeśli same nie mogą udać się w jego kierunku, bo ogranicza je ”zasięg smyczy”, to wyczekują aż dzielący je od niego dystans się zmniejszy (aż człowiek prowadzący psa obranego przez nie za ”cel”, podprowadzi ów ”cel” bliżej) i rzucają się w jego kierunku. Zapominając, że są na smyczy, prawie wypluwają sobie przy tym płuca. Tak mają, że kiedy widzą innego psa i nie mogą wejść w jego ”mydlaną bańkę”, czyli naruszyć jego osobistej przestrzeni, dostają szału. Nie wiem więc skąd przekonanie właścicieli tego typu ”łeścików” oraz innych nieszczęśliwych psów, że ”tym razem będzie inaczej”. Staram się sobie tłumaczyć, że ci ludzie liczą na to, że z jakiegoś (nie wiadomo jakiego, po prostu magicznego) powodu, ”tym razem będzie inaczej”. Bo jeżeli stoją tak, wiedząc, że ”będzie tak, jak zawsze”, to są skrajnymi idiotami/ idiotkami.

”Łeścik” w końcu zaczyna szczekać na idącego przy mnie psa, który w ogóle nie patrzy w jego stronę. Zapluwa się, choć dla normalnego psa, byłoby oczywiste, że Pluszak i ja przemieszczamy się bezkolizyjnie w stosunku do niego, idziemy sobie gdzieś indziej, ścieżki nasza, jego i jego człowieka, nie krzyżują się. Nie idziemy ”na czołowe”, więc nawet gdyby bardzo mocno ponaciągać teorię, że napięty ”łeścik” czegoś ”broni”, ta nie utrzyma się. No, chyba, że chodzi o to, że wydaje mu się, że jest ”panem na włościach” i broni swojej przestrzeni, która jest… nieograniczona. Pies człowieka-ameby wściekle rzuca się w kierunku Pluszaka. Jego właściciel nie ściąga smyczy. Autentycznie, jak warzywo, stoi dalej. Potworek szaleje. Dzieli nas jakieś pięć metrów. Zatrzymuję się, zdecydowanie szarpiąc smyczą obrożę Pluszaka, tak aby ten upewnił się, że ma ”nie wyglądać zza mojej nogi, żeby sprawdzić ‚jak sytuacja’, tylko grzecznie stać w miejscu” i dlatego, że Pluszak zdążył się troszkę zjeżyć. I zadaję trzymającemu smycz ”łeścika”, człowiekowi proste pytanie: ”Co pan robi?” Człowiek-warzywo głupio się uśmiecha, ale nie odpowiada. Próbuję dalej; ”Po co pan tak stoi? Proszę odejść, zanim ten pański pies wypluje sobie płuca”. Typ odpowiada (i to jest przebój); ”Chciałem, żeby się poznały”. Unoszę brwi i ponieważ nie mam złudzeń, że oto usiłuję rozmawiać z amebą (a to kompletnie bez sensu), odpowiadam brzydko, acz dosadnie, patrząc w oczy ameby; ”A na …uj mojemu psu taki poj…any kolega?”, po czym odbijam w bok i kontynuuję spacer z psem.

Znowu tzw siła nawyku, czyli wskazówka do zachowania i nagroda po nim

Najczęściej spotykany typ ameb, kiedy ich pies napina się na innego psa, gdy tylko go zobaczy, korzysta zawsze z tej samej ”procedury”. Zamiast skorygować zachowanie psa i iść dalej w swoją stronę, po łuku wymijając psiaka obcego, budzącego niezdrowe (ale po korekcie już nieco mniej) emocje u ich czworonoga, ci ludzie podkręcają jeszcze odlot swojego psa. Ten typ właścicieli, gdy ich pies zaczyna przejawiać oznaki (nieuzasadnionej) wrogości wobec obcego, znajdującego się w odległości co najmniej kilku metrów, psa, staje w miejscu. Stają i przyciągają szarpiącego się na smyczy psa do siebie. I nic poza tym. Nie ”rozbrajają granatu” (nie korygują zachowania psa, nim ten ”wyskoczy” do psiaka, którego sobie obrał za cel, na którym rozładuje frustrację) ale przeprowadzają pozornie ”kontrolowany wybuch”. Czyli pozwalają na to, by ich pies rzucał się na obcego psa, szarpiąc się na smyczy, ujadając i warcząc, wyrywając im ręce ze stawów. Postępują tak za każdym razem, wyrabiając w swoim psie nawyk. Nawyk, w którym wskazówką odbezpieczającą zachowanie, czyli atak na żyjącego swoim życiem, obcego psa, jest nie tyle chwila, w której ich pies zobaczy obcego psa, ale moment, w którym właściciel staje w miejscu, oczekując na dalszy rozwój wypadków, jak gdyby kompletnie nie odgrywał w całej sytuacji jakiejkolwiek roli (i nie wiedział, na podstawie wcześniejszych doświadczeń, jak sytuacja będzie przebiegać). Kiedy człowiek się zatrzymuje, jego sfrustrowany i psychicznie niezrównoważony pies odbiera to jako ”sygnał do akcji” i ”wyskakuje” do obcego psa. Zachowanie, które uruchamia wskazówka to atak. Nagrodą dla agresora jest akceptacja jego zachowania przez człowieka: pies nie otrzymuje korekty, czyli w jego rozumieniu jego zachowanie jest dobre. Często ta część nagrody jest wzmocniona poklepaniem psa ”po akcji” którą ”przeprowadził” -zachowanie to w rozumieniu tego typu właścicieli ma ich agresywnie się zachowującego psa, ”uspokoić”, ale pies odbiera je jako nagrodę. Natomiast najmocniejszą częścią nagrody jest zniwelowanie poziomu frustracji, który u tego typu psów nigdy jednak nie opada do bezpiecznego poziomu, bo ciągle żyją one w stanie nadmiernego pobudzenia i rozchwiania psychicznego, gdyż ich ludzie nie są dla niech przewodnikami i nie potrafią dać im wskazówek odnośnie tego, jak powinny zachowywać się ”zamiast”.

Pojawienie się obcego psa w polu widzenia takiego agresora, nie jest wskazówką do ataku na niego. Wyraźnie widać to, gdy właściciel niestabilnego psychicznie psa, zaczyna myśleć i korygować jego zachowanie, nim jego pies za bardzo ”odleci”. Nie zatrzymywanie się w oczekiwaniu aż ”cel” znajdzie się dość blisko, by agresywny pies mógł do niego ”wyskoczyć” i go zaatakować, tylko korygowanie agresora i mijanie psa, który budzi u niego emocje, z którymi agresor nie umie sobie poradzić bez pomocy swojego człowieka, pokazują, że korekta we właściwym momencie i o właściwym natężeniu ”rozbraja granat”.

Nie bądź debilem, myśl

Założenie, że twój pies może podchodzić do innego, praktycznie każdego psa, którego spotka na swojej drodze albo którego jedynie wypatrzy z jakiejś tam odległości, jest po prostu głupie, nieodpowiedzialne i świadczy wybitnie źle o tobie. Analogicznie jest z założeniem, że twój pies może podchodzić do każdego człowieka, którego spotka albo którego wypatrzy. Jeśli na to pozwalasz, to przede wszystkim przedstawiasz się jako osoba, która nie myśli, ma kiepską wyobraźnię i zupełnie nie liczy się z innymi. (Jest przecież powód dla, którego uczymy dzieci, aby trzymały się z dala od obcych.)

Nigdy nie wiesz jaki jest ten pies, do którego właśnie postanowił podejść twój psiak, ten do którego dystans zaczął samowolnie skracać. Przecież może być na coś chory, może mieć psychiczne problemy i może być bardzo agresywny. Ludzie są różni, o czym ty, mając psa, który samowolnie się od ciebie oddala i ma cię w nosie, ale i tak puszczasz go bez smyczy, powinieneś/ powinnaś doskonale wiedzieć. To, że budzący zainteresowanie twojego psa, pies nie jest prowadzony w kagańcu i na smyczy wcale nie oznacza, że dla twojego psa będzie bezpiecznie się do niego zbliżyć i naruszyć jego przestrzeń. Jeżeli budzący zainteresowanie twojego psa, pies jest prowadzony na smyczy, oznacza to, że nie będzie miał możliwości samodzielnie oddalić się od swojego opiekuna i rozpocząć interakcji z twoim psem. Oznacza to także, w razie czego nie będzie mógł od twojego psa oddalić się lub po prostu uciec, jeśli ten zacznie zachowywać się w sposób, który tamtego psa wystraszy i najście twojego psa, będzie dla tamtego bardzo stresującym przeżyciem, gdyż nie każdy pies tak, jak i nie każdy człowiek, umie chronić swoją osobistą przestrzeń.

Warto zastanowić się nad tym, że zapewne istnieje powód, dla którego budzący zainteresowanie twojego psa, pies prowadzony jest na smyczy. Może nie ma żadnego emocjonującego ”drugiego dna”, może ten pies i jego człowiek/ludzie kończą już spacer i właściciel/e chce/ą już iść do domu bez żadnych przystanków? Może opiekun/owie psa jest/są zmęczony/eni i nie chce mu/im się pilnować psa podczas zabawy, dlatego prowadzi/ą go na smyczy? Ale może właściciel stara się z tym psem coś przepracować? A może chwilę wcześniej ten obcy pies brał udział w spinie i jest pobudzony? Może to on został zaatakowany a może on był atakującym? Nie wiesz jaki ”na pewno” jest ten pies, który budzi zainteresowanie twojego psa. Może w tym momencie, idąc przy nodze swojego człowieka, uspokaja się, może jego człowiek stara się go wyciszyć? Może temu psu, który budzi zainteresowanie twojego psa, nie jest potrzebny w tym momencie ”kolega do zabawy” albo kolejny psi kołek, któremu się wydaje, że jest ”panem na włościach”?

Nie wiesz, więc nie pozwalaj, aby twój pies samowolnie wchodził z interakcję z każdym psem. I w końcu, to nie do twojego psa ani nie do ciebie należy decyzja, czy twój pies może wejść w strefę osobistą człowieka, który tamtego psa prowadzi, więc nie bądź burakiem i szanuj osobistą przestrzeń innych ludzi.

Zamieńmy się rolami

Jeżeli idę z psem i nagle z jazgotem uaktywnia się coś za nami, coś czego obecności nie byliśmy nawet świadomi, bo jest tak małe albo tak dobrze schowało się za właścicielem, że kiedy odwracam się (a pies za mną) usiłując to zobaczyć, to dalej tylko to słyszę, to wiem, że mam do czynienia z zaburzonym psim czymś. Właściciele tego czegoś mówią między sobą coś o tym, że prowadzony przeze mnie pies jest ”wielki, ślini się i jest groźny” (WTF?), więc ”to normalne (WTF?), że ich ‚pies’ przestraszył się” mojego. Patrzę na Pluszaka, on patrzy na mnie i merda do mnie ogonem. Mówię do idącej przy mnie przyjaciółki ”Te małe to jakieś poj…ane są. Znowu jakiś szczur nas zwyzywał, nawet nie wiedziałam, że ”to” gdzieś tam jest”. Koleś trzymający ”coś” na smyczy, drze się do mnie (jak jego pies, z bezpiecznej odległości co najmniej dziesięciu metrów), że ”Przynajmniej są słodziutkie!”. Rozumiem, że chodzi mu o to, że są poje…ane, ale słodziutkie. Odwracam się więc i z uśmiechem odpowiadam mu, że ”Jak są poje…ane, to raczej nie bardzo są słodziutkie”. Typ jeszcze się produkuje, ale macham na niego ręką. Kiedy przechodzimy na drugą stronę ulicy, a oni są od nas jakieś minimum 30metrów i nie przechodzą na drugą stronę ulicy, jego pies znowu zaczyna jazgotać na mojego, a koleś coś za nami pokrzykuje. Pokaż mi swojego psa, a powiem ci kim jesteś (No, jak nie, jak tak 🙂 )

Wyobraźmy sobie, że właściciele Dużych Zwierzów dopuszczaliby do tego, aby ich psy zachowywały się tak, jak zachowują się w przestrzeni publicznej, psy ”niegroźnych ras” i wszystkie te ”joreczki” i ”łeściki”… Molosy są normalne i trzeba naprawdę dużo ”pracy”, żeby im schrzanić psychikę, ale przypuśćmy, że spuszczałabym ze smyczy ponad pięćdziesięcio kilowego ”kloca” i pozwalałabym mu podbiegać do obcych ludzi, skakać po nich i zaczepiać pazurami przednich łap o ich twarze, bo ”On tak ma, że się ze wszystkimi wita”. Że ktoś machałaby ręką na to, że jego kanar znowu ”Przestraszył się dziecka na deskorolce” i dlatego zaczął je ścigać, warcząc, szczekając na nie i usiłując pochwycić je za łydkę. Że spod restauracyjnego stolika, na ”czułałkę”, wyskakiwałby rotek, bo ”Jest ze schroniska”. Że siedzący na plaży mastif, napinałby się na bawiące się dzieci, a wcześniej od czasu do czasu gryzł w rękę osobę, która trzymałaby smycz… Raczej by to nie przeszło, co 😉 ? A z mikrobami i ”niegroźnymi” rasami przechodzi – DLACZEGO?

Zwyczajne chamstwo

Doświadczenie interakcji z ludźmi posiadającymi psy i ich psami, szczególnie w dużym mieście, w który mnóstwo ludzi ”ma psy”, uczy że jedynie promil z tych osób ”wie po co im pies”. Ze w tym, że mają psa jest jakaś celowość, mają dla niego czas i poświęcają mu go, że łączy tych ludzi z ich psami autentyczna więź. I to jest frustrujące, że takich osób, jest promil. Bardzo łatwo jest nadziać się na ”trudne przypadki”, których właściciele nie reagują na to, że zachowanie ich psów, do którego oni dopuszczają, utrudnia życie innym. Zdarzają się spacery, wycieczki rowerowe, czy wyjścia na bieganie, które bardzo męczą. Ludzie w jednej ręce trzymają smycz, a w drugiej telefon, poza którym świata nie widzą albo puszczają psa luzem i giną w telefonie. I ok, rozumiem, nauczyłam się, poprawka: interakcje z nieodpowiedzialnymi idiotami mnie tego nauczyły, że ludzie ”nie kumają bazy”, że, jak powiedział pan od skretyniałej suczki, co rusz wyskakującej spod stolika i wściekle ujadającej na drugiego psa, ”nie są tacy mądrzy, bo nie czytają”. Ale przykre jest, że osoby, które wychodzą ze swoimi, nieumiejącymi się zachować i stwarzającymi problemy, innym, psami, nie rozumieją, że ich postawa, tj. bierne pozwalanie tym psom, by dalej zachowały się niewłaściwie, jest po prostu przejawem chamstwa. Tu nie chodzi o ”czytanie”, tu chodzi o ogarnianie podstaw, tego że nie jesteśmy na świecie sami i w około pełno jest innych ludzi.

Dlatego Moi Drodzy, nie miejcie wyrzutów sumienia, kiedy puszczą wam nerwy. Gdy będziecie biegać a z krzaków wyskoczy na was jakiś popieprzony pies i będzie usiłował złapać was za pęcinę albo kiedy inny poważnie zaburzony pies będzie rzucał się na wasze dziecko lub psa: opie…cie właścicieli tych psów do woli. Nie martwcie się, że ”to brzydko i nieładnie jest używać takich wyrazów”, macie do czynienia z chamami, których nie obchodzą inni, więc nie obawiajcie się, że urazicie ich ”delikatne serduszka”. Pamiętajcie, że kumulowanie negatywnej energii, jest niezdrowe, więc nie hamujcie się i rzucajcie mięsem do woli, w trosce o prawidłowe ciśnienie tętnicze 🙂 Pozdrawiam Was serdecznie.

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora jest zabronione.

Www.facebook.com/zuzpasjaodogoargentino