Archiwa tagu: Dogo Argentino Sulimer FCI

DLACZEGO I Z JAKICH LUDZI W ŚRODOWISKU DOGO ARGENTINO SIĘ ŚMIEJĘ ORAZ PARĘ SŁÓW O ETYCE (”PO CO NOSIĆ MASKĘ, KIEDY NIE MA SIĘ JUŻ TWARZY?”)

prawo stanowione

Doskonale zdaję sobie sprawę, że treść słów Frédéric’a Bastiat’a może być dla niektórych niezrozumiała, ale uznałam, że jeżeli powyższe będzie dla kogoś zbyt skomplikowane i trudno będzie odnieść mu tę prawdę do aktualnej sytuacji w polskim ”dogo-grajdole”, to odpuści poniższy tekst i wszyscy będą zadowoleni 🙂

Ten wpis czeka od ponad miesiąca. Zamieszczam go dziś, wzbogacając go niestety o kolejną aktualizację, bo uważam, że nie wolno zamiatać pod dywan tego całego syfu, można to robić na fejsbukowej grupie, ale nie na moim blogu. Sądziłam, że szczyty hipokryzji, które osiągają ”mentorzy” z fejsbukowej grupy ‚‚Dogo Argentino Polska (Poland)” będą mieć swój kres. Bardzo się pomyliłam. Kolejna aferka, ta po ”szarpaninie podczas Mołdawskiej światówki” zniesmaczyła mnie do granic. W końcu ile syfu ci ludzie zdolni są wykreować? I czy jest sens o tym pisać? Około dwa tygodnie temu zamieściłam wpis https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2015/05/12/jak-to-zrobic-na-legalu-czyli-pseudohodowle-w-zkwp-a-moze-tylko-zwyczajny-brak-jaj-u-czesci-posiadaczy-dogo-argentino-ktorym-na-sercu-lezy-dobro-rasy/ o ”trendzie”, który mnie osobiście bardzo niepokoi, gdyż wydał mi się znacznie istotniejszy od ”podsumowywania” ”całokształtu pracy twórczej” ”gwiazd” i ”gwiazdeczek” grupy. Ale wczoraj, 22 maja 2015 pojawiło się nagranie, które w tej chwili ma już ponad 8 tysięcy wejść…

m 01

Raczej nie mieliście okazji zobaczyć tego video na grupie Dogo Argetnio Polska (Poland), ale np. na grupie ”Wystawy ZKwP / FCI – wyjazdy, informacje” ”cenzura” go nie dosięgnęła (jeszcze?). Co niewłaściwego jest w pozostawieniu psów samym sobie, w kojcach, bez bud i stałego dostępu do wody, na jakiejś siatką ogrodzonej działce, nieżależnie od ewentualnej ”przejściowości” takiej sytuacji ? Kilka rzeczy. Po pierwsze automatyczne poidła do wody nie są żadną fanaberią. Po drugie Dogo Argentino jest psem z ”Listy Ras Niebezpiecznych”, a to jego właścicieli, a tym bardziej hodowców, zobowiązuje do odpowiedzialności na takim zupełnie bazowym poziomie. Psy z LRN w świetle prawa, formalności, praktycznie są ‚zameldowane’ tam gdzie właściciel, przypisane do adresu zamieszkania swojego właściciela. Nie dziwi mnie, że ”środowisko”, ludzie ”związani z rasą” nie dostrzegają nieprawidłowości. Oni generalnie mają problem związany ze sprawami ”administracyjnymi”, więc psy same ”mieszkające na zadupiu” nie zajmują ich uwagi. Dalej, psy z nagrania są w kojcach, nie chodzi więc o to czy one zrobią komuś krzywdę, ale o to czy ktoś nie zrobi krzywdy im. Skąd pewność, że nie będą ”przeszkadzać” jakiemuś zwyrodnialcowi, który nakarmi je karmą z trutką albo ”tylko” taką ”zanieczyszczoną”, np szkłem? Skąd ten brak wyobraźni? Na wystawach wszyscy mają obsesje, żeby ”byle kto” nie karmił, czasem nawet nie dotykał ich psów, ”żeby to psom nie zaszkodziło”, a tu raptem psy same, bez opieki? I jest git? wszystko ok? Skoro tak, to dlaczego pod nagraniem znalazły się głosy ”adwokatów” tej hodowli, ‚grupowiczów’ z Kółeczka Wzajemnej Adoracji, ale ”przedstawiciel hodowli” imiennie nie zabrał głosu? -no comment.

Osoba, która zrobiła nagranie, była w stanie podejść do psów naprawdę blisko. ”Pierwsza zasada biznesu: chroń swoją inwestycję”. A jak chronione są te psy? Jak można pozostawić bez opieki/nadzoru psy warte podobno tysiące euro? Które dodatkowo się ”kocha”… Ludzie bywają podli i okrutni. Jedni kradną małe pieski na maszynki do produkowania szczeniąt, do swoich pseudo hodowli, a innych kręcą walki psów. Jak widać na filmie rudera obok siatki, za którą stoją kenele, znana jest okolicznej ”menelowni”… Tylko pozornie wydaje się niedorzeczne, że w tamtym miejscu mogłoby zjawić się paru łebków, którym przyszłoby do głowy ”O jakie fajne, białe pieski. W sam raz na ‚zabawy game’ gdzieś pod Łodzią”. Walki psów się odbywają. Obrzydliwe, moralnie naganne, ale odbywają się i nie zmieni tego fakt, że nie lubimy o tym myśleć. Jak więc można narażać psy na to, że padną ofiara jakiegoś przestępczego procederu? To w ramach ”mnie się to na pewno nie zdarzy”? WTF?

Odblokowałam sobie nawet na fejsbuku ”autorytet”, żeby móc przeczytać ”szacowną” wypowiedź na wystawowej grupie pod tym filmem… ”Przeprowadzka”… Naprawdę dobre. Może i tak, może się przeprowadzają? Ale serio? Nie obawiają się pozostawić psów bez opieki na co najmniej godzinę, godziny? Dwie? Trzy? Pięć? Osiem? Ile? Właściwie już mnie nic nie zdziwi. Najmniej dziwi mnie bezczelność, to aroganckie ”tłumaczenie rzeczywistości”, to ”należy o tym myśleć właśnie tak, jak ja to tłumaczę”. Dla mnie te ”adwokackie” wypowiedź są kompletnie niewiarygodne. Wiarygodne są tylko miłość, opieka, czas, rehabilitacja psów i pieniądze właścicieli psów z przydomkiem ”adwokatującego autorytetu”.

Wielu z was NAIWNIE uważa, że do ”nieprawidłowości”, czy ”zaniedbań” może dojść tylko w pseudo hodowli. Tak nie jest. Jeżeli chcecie wiedzieć więcej na temat tego dlaczego do pewnych osób należy mieć zaufanie szczególnie ograniczone, to poczytajcie sobie o aferze z ”pośredniczką”, ”włoskim reproduktorem w tle”, ”hodowlą ze stowarzyszenia’ i pokojarzcie fakty. Wczytajcie si. Warto.

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2014/01/27/uwaga-na-zarejestrowana-w-skwipr-hodowle-white-angel-dogo-argentino-czyli-bo-to-mezalians-bylby-dla-psa/ -warto wiedzieć, która hodowla przyczyniła się do rozmnażania psów poza strukturami Związku Kynologicznego w Polsce.

Przykre, że jedyną reakcją hodowli na szum, który wywołał film, było zamieszczenie przez ”osobę związaną z hodowlą” video na fejsbukowym profilu. Właściciel/ hodowca przyjechał i nakręcił filmik o pieskach uradowanych przybyciem człowieka, biegających po posesji. Reakcja typowa ”Wszystko jest ok, a wy się oszołomy, czepiacie”. To bardzo typowo. Jak zwykle ”nic się nie stało”.

m 02

Z tego co widziałam hodowla jednak ”wpadła w oko” osobom, które oburzyły się, słusznie zresztą, że psy są same, pozostawione bez opieki, na terenie, który nie do końca wiadomo czym ma być. Z mojego punktu widzenia to bardzo dobrze, że ktoś ma czas i ochotę dowiedzieć się gdzie, na kogo, w którym oddziale ZKwP psy są zarejestrowane, kto jest IMIENNIE odpowiedzialny za każde z tych zwierząt z osobna. Porządek w papierach to nic złego. Przyda się. Może przy okazji wyjaśnią się inne sprawy, które do dziś nie wiadomo jak zostały i czy w ogóle rozwiązane…

zagadka

Film trafił jednak na grupę ”Dogo Argentino Polska (Poland)”… Utrzyma się? Zostanie ”wybroniony”, czy może jednak osoby oburzone brakiem wyobraźni ‚opiekunów’ psów, zostaną dopuszczone do głosu?

Skoro mamy już za sobą wzmiankę o kolejnym ”nic się nie stało, wszystko jest super, tacy jesteśmy fajni”, to przejdę do wątków, które jeszcze wczoraj uważałam za szczyty hipokryzji i manipulacji.

Jak głosi popularna legenda, ”top mit” właściwie, żeby w kynologii być ”kimś”, trzeba ”coś” osiągnąć. Problem z tym, że kiepsko jest z definiowaniem owego mitycznego ”czegoś”.. Generalnie tak to już jest, że w każdej dziedzinie liczą się rzeczywiste (możliwe do zweryfikowania) osiągnięcia (te na plus, jak i te na minus…), a nie samo kłapanie dziobem, ale to w końcu blog o Dogach Argentyńskich, więc pozwólcie, że zostanę przy kynologii. Najpopularniejsi dziś fejsbukowi ”zabieracze głosu” w sprawach związanych z argentynami, mieli kiedyś fioła na punkcie tekstu o ”wnoszeniu czegoś do rasy”…

No, to jedziemy

”Coś”, co się do rasy ”wnosi” (także moim zdaniem) musi być pozytywne = nie może nieść szkody. Najbardziej idealnym, WYMARZONYM przykładem ”wnoszeniem czegoś do rasy” jest UCZCIWA PRACA HODOWLANA, zainicjowanie nowego DOBREGO zwyczaju/ wyrobienie pozytywnego w skutkach nawyku u miłośników rasy np. KUPOWANIA PSÓW TYLKO OD HODOWCÓW, KTÓRYCH PSY POSIADAJĄ AUTENTYCZNE -MOŻLIWE DO ZWERYFIKOWANIA- RODOWODY, INTERESOWANIE SIĘ WYNIKAMI BADAŃ BAER ORAZ TYMI DOTYCZĄCYMI DYSPLAZJI i kupowanie psiaków tylko od hodowców, którzy mają tradycję badania osobników, które rozmnażają oraz szczeniąt, które oferują nabywcom, działanie na rzecz poszerzenia wiedzy osób zainteresowanych daną rasą, czy kynologią w bardziej ogólnym sensie i podobne dokonania, mające w sobie niejednokrotnie coś z ”rewolucyjności”, takiego ”wstrzymywania słońca i poruszania Ziemi”. Tym samym jasne jest, że ”wnieść coś do rasy” może tylko osoba o ŚCIŚLE OKREŚLONYCH PREDYSPOZYCJACH (ETYKA się kłania), ktoś kto FAKTYCZNIE działa i może pochwalić się dorobkiem spełniającym kryteria UCZCIWEJ PRACY HODOWLANEJ, czy tego ‚WSTRZYMANIA SŁOŃCA I RUSZENIA ZIEMI’. Ktoś w swoich działaniach KONSEKWENTNY i nie uginający się pod naciskiem/ wpływem otoczenia albo słabości swojego własnego charakteru.

Podkreślam tę uczciwą pracę hodowlaną, bo ostatnio promuje się w niektórych miejscach na fejsbuku tzw hodowców [w tym ‚przedstawicieli’ zagranicznych hodowli] znanych z afer, których finał do dziś nie ujrzał światła dziennego, choć wszyscy pamiętamy ich wybuch i to błoto, którym dziś frendsi z fejsika się -w tamtym czasie- publicznie fejsbukowo obrzucali… Oficjalnie wszyscy tępią pseudo, czyli ludzi, którzy rozmnażają psy, jak leci, takie, o pochodzeniu których niczego nie wiadomo, ”dogo” z ”rodowodami” ”z księżyca wziętymi”. Potępia się tych, poprzez nieetyczne działania, których coraz więcej głuchych psów w typie dogo ląduje w schroniskach, ”wiesza się psy” na ludziach, którym nie starczyło rozumu, by ”upilnować sukę w cieczce”’ i cwaniakach rozmnażających psy ”dla kasy”, ale nieoficjalnie ‚robi się’ różne rzeczy…

Osobiście uważam, że hodowca, który nie dotrzymuje umowy hodowlanej z drugim hodowcą, nie rozlicza się z ”partnerem”, publicznie pomawia go i szkaluje wszystkich ”konkurentów”, i nieuczciwie postępuje w stosunku do nabywców sprzedawanych przez siebie szczeniąt, jest niegodny tego, by mu rękę podawać, o promowaniu jego ”osiągnięć” nie wspominając. Ale to jest mój punkt widzenia (choć przekonana jestem, że ”klient” chciałby wiedzieć, że ”oferent” znany jest z nieuczciwości, braku wiedzy oraz skrajnego chamstwa). Najwyraźniej jednak cel, czyli to ”promowanie polskich psów na świecie”, jak to niektórzy nazywają- uświęca środki.

Śmieję się więc (ale, żeby było jasne: przez łzy) z przebłysków ”etyki w praktyce” u osób związanych ze środowiskiem Dogo Argentino, w tym niektórych hodowców popularnych na fejsikowych grupach, kiedy czytam co publicznie (i nie tylko) wypisują pod postami i zdjęciami zamieszczanymi przez oszustów, chamów albo aferzystów. Śmieję się z ludzi, którzy brylują na fejsbukowych salonach jako ”autorytety”, ”mentorzy”, wręcz, choć sami znani są tylko i wyłącznie z tego, że posiadają psa wyhodowanego przez kogoś innego. Posiadają psa wyhodowanego przez kogoś innego, kogoś, kto za nich ”odwalił robotę”, a lansują się z tym psem w necie jako specjaliści od -tu można wstawić dowolną ”specjalizację”, ale ze szczególną lubością ten typ ludzi lubi ”rozliczać” hodowców, którzy realizują swoje plany hodowlane. Na wszelki wypadek wyraźnie podkreślę: hodowców, nie osoby, które nie umieją upilnować pary psów, producentów, którzy chcą mieć szczeniaczki, bo ”tak kochają swoją suczkę”, ale PRAWDZIWYCH hodowców. Śmieję się nie tylko dlatego, że śmiech to zdrowie, ale ponieważ prawda jest taka, że osoby z ”wybitnymi psami”, jak i każdy kto kiedykolwiek posiadał psa, szczególnie psa ”rasy trudnej”, radzić mogą jedynie w przypadkach, które dotyczą prowadzenia psa; jego charakteru (w kierunku tzw specyfiki rasy), wychowywania, żywienia itp. Bo tylko w tym zakresie mają autentyczną wiedzę i doświadczenie. Zawsze uważałam za zupełnie logiczne, że dokąd uczeń nie przerośnie mistrza, nie ma prawa mielić ozorem, więc totalnie nie ogarniam tej pretęchy u Członków Fejsbukowego Towarzystwa Wzajemnej Adoracji.

Śmieję się z ”zawieszek”, czyli ludzi, którzy od lat powtarzają to samo i kompletnie się nie rozwijają. Śmieję się, bo to nie jest ”konsekwencja”. To jest zwyczajne ”zawieszenie się” w stanie, w którym ciągłe powtarzanie kalek z tego, co kiedyś mówiły inne osoby, jest śmieszne. Nie można rościć sobie prawa do bycia postrzeganym za autorytet, jeżeli jedynym co się ”wnosi do rasy” jest powtarzanie słów, których trochę uszczknęło się od kogoś, kto wie znacznie więcej i w swoim czasie był kimś, z kim się liczono oraz posiadanie znanego na fejsbuku psa. Tak samo śmieszne jest ”uwiarygadnianie własnego wizerunku” ciągłym wspominaniem o ”kontaktach”, które się (podobno) ma. Śmieję się z wszystkich tych ”plot i ploteczek” z dopiskiem ”mówię to tylko tobie”, za każdym razem, kiedy słyszę od kogoś, że też jest na liście ”mówię to tylko tobie”.

Śmieję się z ludzi, którzy mając wyjątkowe psy, nie zabezpieczają ich materiału genetycznego, bo plenność z wiekiem przechodzi do historii, a psy po prostu UMIERAJĄ, a z tego, że żyły dla rasy praktycznie wynika: NIC.

Śmieję się ze ”specjalistów”, którzy wybierają szczenię, a potem pytają ”Co o nim myślisz?”. I obrażają się, kiedy w odpowiedzi słyszą ”To nic wyjątkowego”. Śmieję się, bo agresywny fejsbukowy marketing nie uczyni z przeciętnego szczenięcia zwierzęcia ponadprzeciętnego. (Taka ”rada” na przyszłość: nie zabiera się w roli ”konsultantKI” i ”doradcy” przy wyborze szczenięcia, z którego ma wyrosnąć ‚zwierzak wartościowy w hodowlanym sensie’, kogoś, kto znany jest z tego, że wielokrotnie, publicznie powtarzałA, że NIGDY NIE UMIAŁA WYBIERAĆ SZCZENIĄT ZE SWOICH MIOTÓW).

Fantazje w zderzeniu z rzeczywistością (+ ”popularne frazy ułatwiają wyszukiwanie”)

Moi drodzy samo ”posiadanie pieska” nie czyni z was osób, które mają prawo wystawiać oceny hodowcom, którzy, podczas gdy wy ‚dużo się na fejsubku cieszycie ze swoich piesków’ i zamieszczacie ”dużo foteczek”, nabierają realnego doświadczenia, jako hodowcy; odchowują kolejne mioty, uczą się, że każdy z nich jest inny, uczą się wybierać szczenięta, typować, które zostawią do dalszej pracy hodowlanej, a które trafią do domów zaufanych, wcześniej wybranych opiekunów (Albo się nie uczą, ale to inna sprawa i na inną okazję ją sobie zostawimy). Bo, kiedy wy teoretyzujecie, oni min OGLĄDAJĄ DUŻO DOGO ARGENTINO NA ŻYWO, poznają kolejne osoby, którym decydują się (bądź nie) przekazać wyhodowanie przez siebie szczenięta, nawiązują kontakty z innymi hodowcami, planują w oparciu i realne wyniki/ efekty, a nie teoretyzowanie ze znajomymi przez telefon ”jakby to mogło być” itp. Ci, ludzie, w przeciwieństwie do was, uczą się na błędach (No, albo nie…). I to nie tylko swoich, ale i waszych. Jakkolwiek nieprzyjemna, PRAWDA/ RZECZYWISTOŚĆ jest taka, że w przypadku powoływania inicjatyw typu ”Klub Rasy” najgorszy, najbardziej tępy i niedouczony tzw hodowca rasy, której klub ma dotyczyć, ma do powiedzenia więcej od pani, która fotografuje psy w śmiesznych czapkach albo pana, który dużo pisze na fejsbuku, bo ten tzw hodowca rozmnaża psy TEJ rasy.

Nie ma większej przyjemności od jeżdżenia na wystawy, albo odwiedzania hodowców i oglądania psów. Różnych psów. W różnych typach. W różnym wieku. PODRÓŻE KSZTAŁCĄ. Trzeba tylko umieć patrzeć. Oczywiście można patrzeć i nie widzieć, ale takim osobom nic nie pomoże.

Śmieję się z pannic, które ‚kupiły sobie suczkę’, pojeździły z nią po wystawach (z różnym skutkiem) i w końcu (wreszcie) udało im się zaliczyć (co zrobić, sędziowie są różni…) uprawnienia hodowlane i kryją te swoje suki lub kryć je będą ”za chwilę”, BO MOGĄ. Jedne ”musiały”, no, dobra: chciały chlasnąć ucho, by zlikwidować drugie znaczenie i suka przestała być -w polskich warunkach- ‚petem ze względu na kolor’ (Ale oliwa sprawiedliwa, zawsze na wierzch wypływa, stąd tyle kolorowych znaczeń u szczeniąt kolorowych rodziców -> pety dają pety). Inne kupiły sobie sunię, ”bo się lubią przytulać do zwierzątek”, a potem ”jakoś tak wyszło, że wkręciły się w wystawy”. Jeszcze inne pojechały do ”sympatycznego kolegi hodowcy”, który im TANIO pokrył suczkę petem z jednym jajem – ups! WNĘTREM z implantem, powinnam była napisać (ładniej brzmi). To jest przerażający trend. Teraz praktycznie każdy hodowca musi być świadom tego, że sprzedając komuś sukę, którą ten ktoś potem na kilku wystawach pokaże, może przyczynić się do powstania jakiejś nowej ”hodowli” -brrr… Ok, gdyby te suki były naprawdę warte rozmnażania, a pannice miały coś we łbach i umiały wybrać dla nich reproduktora, ale… Nie jestem przekonana czy warto jest rozmnażać sukę, która np. rzuca się na małe dzieci i to podczas wystaw… Szczególnie słabe jest to, że to gównie kobiety mają jakąś taką dziwną manię rozmnażać te nieszczęsne suczyny, które wcale nie są takie specjalne, jak im znajomi na fejsbuku pod ”foteczkami” wypisują. W przeważającej większości te zwierzęta są tylko przeciętne. Nie ma w nich nic wyjątkowego i świat naprawdę nie straciłby, gdyby je wysterylizować. Przeciwnie, mniej nieszczęsnych wyrzutków byłoby w schroniskach, ale lajcik, nie? Przecież to zagęszczenie białymi w schronach, wciąż jeszcze przed nami… Cóż, wśród ślepców jednooki jest królem, więc średnie suczyny, robią za ”wyjątkowe”, ich właścicielki lubią ”udowadniać innym”, że ”są takie ekstra” i to jest priorytet. Sporo cienkich facecików (tzw cieniasów) wkręca się w ”rasy niebezpieczne”, ale coraz częściej kobiety leczą swoje kompleksy ”wystawowymi osiągnięciami”. To ciśnienie, te zaciśnięte szczęki, te smycze ponapinane do granic… Brrr… Przy czym wszystkie oczywiście ”taraktują wystawy jako dobrą zabawę” -boszzzz…

Co tym wszystkim ludziom stało się w głowę? A może nie w głowę tylko w portfel? Kiedyś spora część posiadaczy rasowych psów pokazywała je na wystawach ”z ciekawości”, żeby poznać zdanie sędziów” (te czasy, kiedy sędziowie umieli oceniać, znali wzorce ras, anatomię psów…), ”przekonać się jak to jest na wystawach”, ”dla zabawy”, ”poznać inne osoby, która mają psa tej samej rasy”. Albo psy pokazywali hodowcy… Teraz w dobie internetu i fejsbuka w ”znajomych” ma się nawet nieznajomych, a na wystawach nie mówi się ”dzień dobry” ”znajomym”, bo się ich zwyczajnie nie kojarzy. Odpada powód pt. ”poznawanie innych”, a ”jak bywa na wystawie” można dowiedzieć się popijając kawkę, czytając na ww fejsbuku opis najnowszej awantury. W dużym skrócie, panuje ciężki lans na ”musimy zrobić hodowlankę”, bo ”chcemy chcemy ją pokryć” -po ki ”uj”? Stawiam, że 8 na 10 osób nie umiałoby podać powodu innego niż ”się sprzeda, się zarobi”. Jest taka DOSKONAŁA strona http://www.swiatctr.pl/, BAZA wielu INFORMACJI. Drogie dziewczęta zróbcie coś dla tej rasy i zadajcie sobie pytanie czy wasze suki naprawdę warto jest rozmnażać…

Na serio i z szacunkiem, jako do ‚znawców rasy’ można -tj ja OSOBIŚCIE mogę i to podejście polecam innym- podchodzić do ludzi, którzy ‚coś robią’ dla tej rasy i jej nie szkodzą, ‚coś wnoszą’ np. AUTENTYCZNIE SWOJE DOŚWIADCZENIE. Nie wystarczy mieć popularnego w Polsce psa/suki WYHODOWANYCH PRZEZ KOGOŚ INNEGO, by być ”mentorem” i na popularności wynikającej z tego, że ma się psa, którego WYHODOWAŁ KTOŚ INNY, budować swojego EGO. Na szacunek trzeba sobie zasłużyć. Coś ŚWIADOMIE BUDOWAĆ, zbierać doświadczenia, rozwijać się, wyciągać wnioski. Bo samo ”manie ładnego pieska/ suczki” nie jest żadną zasługą. To co najwyżej szczęście, że nie spieprzyło się psa, który od początku miał potencjał. I TRZBA MIEĆ OCZY. I odwagę przyznać, że pies/ suka na którego wybuliło się trochę kasy jest TYLKO PRZECIĘTNY i PR robiony mu na fejsbuku przez kogoś ”popularnego”, tego nie zmieni. Zdjęcia mogą sporo ukryć, ale rozczarowania na żywo nie ”ukoi” nawet najlepsze zdjęcie wrzucone na fejsbukową grupę. Sorry, ale FACE IT. Bardzo niefajnie jest zobaczyć na żywo psa, którego zna się tylko z niezłych zdjęć, kogoś, kto nieźle fotografuje psy, i przekonać się, że wraz ze wszystkimi oglądającymi fotki, zostało się nieźle nabranym… (Miejsce no 1: szok z klubówki 2014… )

Piszę tu o tym, bo ku memu ogromnemu rozczarowaniu największa polskojęzyczna fejsubokwa grupa (która w początkach swojego istnienia zapowiadała się całkiem sensownie) poświęcona rasie, czyli ”Dogo Argentino Polska (Poland)”, stała się miejscem, w którym dziś ”edukacja” nt. rasy dotyczy tego, jak zrobić ”cool” fotkę argentynowi w zimowej czapce albo w ”ładnej kolorowej obróżce”. Doszło do tego, że wśród wywodów sfrustrowanych ”panów myśliwych” z mega ciśnieniem na wylansowanie się na powyższej grupie jako ”hodowca” (w końcu ma jakieś psy, to w swoim mniemaniu jest ”hodowcą”) i ‚super mądrych’ pań, które ‚tyle wiedzą o hodowli, bo puściły jeden miot’ (na bardzo słabym materiale, ale to już tak tylko na marginesie) i teraz pouczają innych, ogłoszenia nt. kolejnych białych (głównie jeszcze ciągle ”w typie”) do adopcji, są jedynym co dobrego z tej grupy wynika, bo może niektórzy sobie skojarzą, że trzaskanie miotów i sprzedawanie szczeniąt byle komu, źle się dla psów kończy. Smutne, bo kiedyś tak nie było…

Jakimś PR’owym ratunkiem dla zużytych gwiazdorzeniem na fejsbuku posiadaczy Dogo Argentino (”W końcu zrobimy coś znaczącego i na poważnie”) miał/ma być chyba pomysł powstania Klubu Rasy, bo tylko to mogłoby tłumaczyć tempo, no, nie powiem ”prac”, bo to o ”komentarze” na fejsie się rozchodzi, jak zawsze i zaskoczenie postaci kluczowych, czyli HODOWCÓW PSÓW RASY DOGO ARGENTINO, oderwanymi od realiów pomysłami ‚grupowiczów’ z grupy ”Dogo Argentino Polska (Poland)”.

Wymiksowałam się stamtąd, z grupy, którą kiedyś postrzegałam jako ”światło w tunelu” dla rasy Dogo Argentino, pod koniec zeszłego roku, bo było mi po prostu przykro patrzeć na to co dziś firmują sobą osoby, które długo miałam za no niestety, to jest to słowo: AUTORYTETY. Ludzie, z których zdaniem kiedyś bardzo się liczyłam i którzy, w swoim czasie były moimi ”nauczycielami”. Ma dla mnie duże znaczenie ile świetnych rzeczy udało się kiedyś razem zrobić dla rasy, jej pasjonatów, ale i hodowców. Mam ”sentyment” do tego wspólnego działania, które zaowocowało ogromem pracy, z której dziś, każdy, kto umie korzystać z internetowej wyszukiwarki, może ZA DARMO skorzystać i po prostu było mi wstyd za niektóre z wypowiedzi ”autorytetów”, za to co dziś sobą POWTÓRZĘ: firmują. Mnie było wstyd, za to ich ”co innego piszę na fejsbuku, a co inneg robię realnie”. Ja zwyczajnie i po ludzku jestem dumna z tej naszej, a czasem tylko mojej pracy, jak i tej części materiałów o rasie Dogo Argentino, która powstała niezależnie ode mnie i po prostu nie chcę mieć nic wspólnego z ludźmi, którzy ten dorobek ostatnich lat, swoim aktualnym postępowaniem, niszczą, których drugie imię to HIPOKRYZJA, mówiąc najdelikatniej.

Kiedy zrezygnowałam z przynależności do grupy ”Dogo Argentino Polska (Poland)”, rozmawiałam z jedną z bardziej w nią zaangażowanych osób. Znowu zapowiedzi były szumne. Miało być bardzo ”poważnie”, ”o psychice rasy, żywieniu, utrzymywaniu psów w formie fizycznej i psychicznej” -prawdziwy ”powrót do przeszłości”, do ”założeń”. Przez pierwsze tygodnie nowego roku pojawiały się fotki niezłych psów, znaczących, w pewnym sensie, dla rasy w Polsce i takich ”ze świata”, a potem… Zrobiło się po prostu tragikomicznie, ale o tym za chwilę.

W styczniu napisałam do znajomego, dzieląc się z nim swoimi uwagami. Że miło, że wreszcie, przynajmniej co poniektórzy, zorientowali się, że ”natura nie lubi próżni” i że oddanie pola ludziom bez wiedzy (a NIC NIE ROBIENIE JEST ODDANIEM POLA) ma fatalne skutki. Że trzymam kciuki i że fajnie, że coś mają zamiar robić, że zamieszczają trochę zdjęć dobrze wyglądających psów, bombardują oglądających tymi WIZERUNKAMI. Tylko, że samo zamieszczanie fotek to zbyt mało. Nie omawiali ich, nie zwracali uwagi na to, dlaczego te psy są ”dobre”. Fakt, to jest ”złożony” temat, bo należałoby wprost mówić zarówno o wadach, jak i zaletach prezentowanych psów. Ale NALEŻY poświęcić czas na opowiedzenie dlaczego w danym kryciu, CZYIMŚ ZDANIEM warto było użyć repa z krowią postawą -to jest poważna wada funkcjonalna, która wpływa na motorykę, użytkowość itd. itp. (Chciałabym dowiedzieć się jakie mogą być zalety krycia krowiarzem -serio.) Należy tłumaczyć ludziom takie rzeczy, (no, chyba, że ”tak wyszło”, że się sukę cielakiem kryło i by to przy ”tłumaczeniu” wyszło i poszło, w świat..), budzić ich świadomość, uczyć ich, wyjaśniać znaczenie linii w hodowli, pisać o wadach w liniach występujących. To jest bardzo ważne, żeby znaleźć sposób na czytelne wytłumaczenie oglądającym/ czytającym dlaczego raz warto było(?) użyć psa o wadliwej anatomii, a dlaczego innym razem nie. Rzecz jasna, ma to sens POD WARUNKIEM, ŻE a) WIESZ DLACZEGO b) NAPRAWDĘ BYŁO WARTO. Z samego przerzucania się fotkami znanymi z dawnego Forum Molosy (które w okolicach 2011 roku przestało mieć znaczenie) itp. i urządzania ”konkursów” typu ”A to co to jest za piesek?” na dłuższą metę wynika słownie NIC.

(Rzecz jasna ”wszyscy chcą się edukować”, ale równocześnie jakoś im do tego charakterów brak [”Mój piesek jest śliczny i mam was w d’e”/ ”Nie po to tyle bulę za psa, żeby mi go tu ktoś rozkładał” itp. itd…])

Ignorancja Level Hard (w ”sensie globalnym” )

Jeszcze należąc do ww grupy, zwracałam uwagę na kwestię niebezpieczeństwa zawężenia puli genetycznej u polskich psów, rozmnażanych przez Gwiazdy Jednego Krycia, od których to psy wędrują potem do kolejnych Chcę Mieć Szczeniaczki (i kasiorkę) i tak dalej, i tak dalej… Że to jest temat, na który należy uwrażliwić czytających grupę. Jak to się mówi, wszystko mi opadło, kiedy zwróciłam uwagę ”autorytetowi”, że wystarczy spojrzeć ile tych bardzo cienkich psów w Polsce ma w sobie x-factor w postaci mega słabego przedstawiciela DA z miotu ”X” (szczęśliwie nie istniejącej już hodowli, rozmnażane były cztery osobniki z tego miotu na B) i że ignoranci rozmnażają psy, nie ogarniając ‚mapy’, nie rozumiejąc co jest w rodowodach i co to na dłuższą metę oznacza. I, że wypadałoby, by ktoś im to wyjaśnił. Ale ”autorytet” orzekł, że ”to nie jest problem”, że ”liczy się pula w sensie globalnym” -większej głupoty dawno nie czytałam (Ale też pozbawił mnie resztek złudzeń na temat tej pani, tej jej tkest). Tym bardziej, że u nas mało kto robi ”ambitne krycia” (jeździ za granicę, ściąga nasienie/ breeding stock z Drugiego Końca Świata itp.). U nas im bliżej i TANIEJ, przede wszystkim, tym lepiej -tak kombinują ci, którzy produkują białe psy dla kasy. Nie ma powodu, żeby nie edukować potencjalnych nabywców o tym, że ważne jest to, co w rodowodzie i że należy czytać rodowody. A przynajmniej powinni robić to, czyli CZYTAĆ RODOWODY, ci, którzy zainteresowani są wystawami, chcieliby pokazywać swoje psy i nie narażać się przy tym na śmieszność. W skrajnych sytuacjach ważne jest to ze względu na to, że poszczególne linie i mocno zimbredowane osobniki nie są ”zdrowe”. Zawsze, każda linia ma charakterystyczne wady/ problemy. Czasem są to drobiazgi niewpływające na komfort życia psów, w rodzaju koloru przebijającego przez sierść w niedozwolonym przez wzorzec miejscu (Zazwyczaj pamiątka po przodku, który tego koloru też miał zbyt dużo…). Czasem charakterystyczne, obwisłe, jak u Doga Niemieckiego fafle, które psują zupełnie wyraz u Doga Argentyńskiego albo odstające łokcie, czy spionowane łopatki -a to już wpływa na funkcjonalność i tzw użytkowość argentynów. Czasem są to kłopoty z gabarytami, czyli DA ”wielkie, jak konie” – a Dogo Argentino to jednak pies. Bywają też problemy z pigmentacją, generalnie, słaba pigmentacja osobników oraz częsty niedosłuch związany z tymi brakami, to już jest poważny problem. Podobnie, jak poważnym problemem są dysplazja i nowotwory, które wciąż są w tej rasie tematem tabu -bo praktycznie się o tym nie mówi. Czasem wystarczy spojrzeć w rodowód, by zrozumieć dlaczego suka nie rozwija się poprawnie i nie dostaje cieczki, dlaczego pies jest różowy, jak prosiak (prawie zupełnie niewybawiony) albo wielki jak koń…

[Mój ulubiony motyw, w każdym razie w mojej prywatnej TOP czołówce, to ”Ja mam dziecko outcorssu” ”Dziecko outcorossu” –uśmiałam się serdecznie i ciepło uśmiecham się [sarkazm] na myśl o znajomości przez tego pana metod hodowlanych. Nie zdążyłam zapytać jak było z rodzicami tego ”dziecka outcrossu”, to pewnie też interbreeding był? I ich rodzice także? Jak tak z cztery pokolenia interbreedingu w rodowodzie u rodziców tego ”dziecka outcrossu” są, to gość łapie plusik za oryginalność.]

W odpowiedzi na moje ”refleksje” znajomy ”działacz” z grupy DAP(P), oświecił mnie, że (w tamtym czasie, tak ze cztery miesiące temu), był luźny pomysł, by ”omawiać planowane mioty”. W pierwszej chwili pomyślałam, że może to nawet niegłupie, takie ”omawianie planowanych kojarzeń”, ale po chwili dotarło do mnie, że sorka, jakie ”omawianie planowanych kojarzeń,” skoro one na grupie będą ogłaszane jako kojarzenia, które już miały miejsce? Omawiać, czyli dyskutować plusy & minusy projektu na krycie, które już się odbyło? Proszę… Jaki miałby to mieć cel? Rozgrzeszać? Kamienować? I z drugiej strony -to brzydko zabrzmi, więc sorry- kim są osoby, które dziś ”brylują na salonach” coraz śmieszniejszej fejsbukowej grupy DAP(P), że komuś przyszło do głowy, by spróbować stadnie pełnić role jakichś ”weryfikatorów”? Skąd ta pretęcha? Przyznam wprost, że z większością ludzi mających dziś czelność gwiazdorzyć na fejsbukowej grupie, parafrazując postać Cezarego Pazury z filmu ”Chłopaki nie płaczą”, NIE CHCIAŁABYM MUCHY W KIBLU UBIĆ, o ”radzeniu się ich”/ ”kupowaniu od nich psów”, nie mówiąc, bo zbyt dobrze znam ich ”dorobek artystyczny”. Dodatkowo, co się zmieniło na przestrzeni trzech ostatnich lat? Pamiętam rozmowy na dawnym Forum Molosy (dziś ”Pupileo” albo cholera wie, jak i czy w ogóle to jeszcze istnieje) i to, jak mnie ”naprostowywano”, że ”strategie hodowlane” to coś w rodzaju ”tajemnicy biznesowej” i nikt nie ma prawa od hodowcy ”żądać wyjaśnień”. Więc? Jakie podstawy miałby mieć pomysł powstania takiej swoistej ”centralnej rady opiniująco-aprobującej” na fejsbuku? Jak to jest, że jednym ”wpadkowiczom” się szczeniaków gratuluje -i robią to tzw ”autorytety”, osoby, których zdaniu ludzie zainteresowani DA ufają- i wciska się ”lajki” pod informacją ”mamy szczeniaki”, a na innych się ”wiesza psy”?. Co kieruje ”autorytetem” zmiennym jak horagiweka na wietrze? Jest coś po za ”prywatą”? Serio. ”Nie ogarniam bazy”. Tym bardziej, że z Fejsbukowego Kółeczka Wzajemnej Adoracji coraz częściej i coraz bardziej otwarcie, śmieją się HODOWCY. A no właśnie 🙂

”Dysplastyczny autorytet” & Co.

Kilka tygodni temu ponownie napisałam do tego samego znajomego działającego w DAP(P), bo ”mają tam teraz bardzo fajnie”. Przez kilka miesięcy Pan Pytajnik Zamęczacz Fejsbukowo-telefonicznie-mejlowy, długo hodowany w cieplarnianych warunkach, kontynuował, jako metodę na zaistnienie atakowanie ‚gwiazdeczek’ grupy (chachachacha). Szkoda, że tyle czasu, co na pisanie postów na grupie, nie poświęcał swoim słabiutkim, limfatycznie-bylejakim sukom. Typ g…o wie, ale duuużo komentuje, choć prawda! Ostatnio zniknął… Czyżby nawet on doszedł do wniosku, że nie ma mowy, żeby ktokolwiek brał go na serio, jeżeli dalej będzie męczył kota wśród ‚grupowiczów’? Zaznaczyłam znajomemu, że, jak to tak z boku obserwuję, to coraz mniej wiarygodne się to wszystko staje. ”Śmietanką”/ głównymi udzielającymi się są tam teraz Pani o Wątpliwej Uczciwości, od wału z ”hodowlą ze stowarzyszenia” (która już oficjalnie nie jest tylko w stowarzyszeniu, bo ”TAJFUN” dotarł już do ZKwP, więc to ”taka sama” HODOWLA jak te PRAWDZIWE), facet, który przyznał, że nie umie wypracować sobie autorytetu u yorka, który się go po prostu nie słucha, ale pisze ”bardzo poważnie” -gdybym z tym gościem nigdy nie rozmawiała, to bym mu pewnie uwierzyła. Pani, która za każdym razem, kiedy zabiera głos, zachowuje się jak słoń w składzie porcelany i ma niezwykłą zdolność do kreowania sytuacji typu ”pocztówki znad krawędzi”. Inna pani która, gdyby nie wada suki, też już by ‚hodowcą’ była, ale ją albo zgryz powstrzymuje, albo coś innego… Tu edit, no, jednak się okazało, że COŚ już powstrzymywać ją przestało… (Ale ”wejście w wielkim stylu” nie wyszło… Ten nędzny pomysł z ”klubem”… a taki mógł być OSTRY ”LANS na speca”… (peciki wyszły śliczne). No i ”autorytet” i historie prześwietleń w kierunku dysplazji psów, które od lat rozmnażała… ”Autorytet” publicznie zwyzywana od najgorszych przez pana hodowcę znanego z ”ROZMIARU” (edit 2018: i programu interwencyjnego jednej z telewizji, chyba Polsat…), szaleństwa w oczach i ”problemów” z dotrzymywaniem umów współwłasności, teraz uprawiający samoośmieszanie się, łasząc się do ”rozmiarowego”… (Za co już zebrała po tyłku…) .”Autorytet” w swoim czasie piszący JAK JA, o tym, jak ważny jest BAER TEST i badania w kierunku dysplazji u Dogo Argentino, wywołany do tablicy przez posiadaczy kilku psów z jego przydomkiem, jak piskorz wił się, nie mogąc JEDNOZNACZNIE odpowiedzieć na pytanie czy prześwietla swoje psy… Osoba, która kiedyś, JAK JA oburzała się na ”robienie z petów championów”, dziś robi to samo z psami z własnym przydomkiem. To są aktualni ”mentorzy” grupy DAP(P). Parę osób o coś tam się stara, STARE foty psów, które KIEDYŚ wyhodowała tzw Ważna Hodowczyni wrzucają, ale to bez znaczenia, bo nikt, z żadnym z tych psów niczego istotnego dla rasy nie zrobił, więc to są tylko jakieś zdjęcia, jakichś psów. Fajnie, że są, bo wkrótce te psy popadają i nikt, by nawet nie wiedział, że kiedykolwiek żyły, że ktoś miał jaja (pomysł+plan+czas+upór), by je WYHODOWAĆ… Ale foty Dogo Argentino w kolorowych czapkach to było coś MEGA… Naprawdę masę ”wartości” to wniosło… Nurtuje mnie czy lans w kolorowych obróżkach od Czy Możemy Porozmawiać o Tym Czy Prześwietlasz w Kierunku Dysplazji Psy, Które Rozmnażasz jest już na grupie pasee, odkąd Czy Możemy Porozmawiać o Tym Czy Prześwietlasz w Kierunku Dysplazji Psy, Które Rozmnażasz zapytała jak to jest z dysplazją u psów ”autoryteru”? Tyle fajowych fotek w tych obróżkach było… No, tak, ale jak Alfa i Omega pytania o prześwietlenia swoich psów, zbywa idiotycznym ubieraniem ich w ”wątki osobiste”, to potem tak jest, że obróżkę trzeba wziąć na cenzurowane, żeby na grupie nie podpaść…

Wracając do pomysłu ”omawiania miotów” przez Ludzi Robiących Zdjęcia Dogom Argentyńskim w Śmiesznych Czapkach: jak to jest, na jakiej podstawie w ich głowach urodził się pomysł roszczenia sobie praw do decydowania co wolno, a czego nie wolno hodowcom? Kiedy patrzę na całe to ”nasze” dogoargentynowe ”towarzycho”, myślę sobie tak: ”Brak mi ”mania psa” w czasie teraźniejszym-ciągłym, 24/7”, bo z psem ”pod ręką”, jest łatwiej. Coś czytasz, coś tam sobie myślisz, wołasz psa i go oglądasz, dotykasz, macasz, wyczuwasz pod palcami strukturę, zagłębienia, wszelkie nierówności i od razu masz proste przełożenie. CZUJESZ jego rzeźbę. To bardzo ułatwia ”aktualizowanie systemu = wyciąganie wniosków z przyswajanej wiedzy. Mając psa ”pod ręką”, możesz dokładnie dokumentować jego rozwój; przygotowywać się do ”bycia hodowcą”; ważyć go raz w tygodniu, mierzyć, możesz go -teraz zabawię się w słowotwórstwo: ”obfotografowywać” non stop, jak naukowy przedmiot badań i na bieżąco porównywać, jak się zmienia. Możesz dokładnie analizować jego rozwój, to jak reaguje na dany pokarm itp. Możesz go ciągle obserwować i uczyć się każdego dnia, by być lepszym. Patrzeć jak się rusza, jak nabiera świadomości własnego ciała, jak się ”wiąże” i ”wypełnia”, co daje mu właściwie zaplanowany i dostosowany do fazy rozwoju, trening. Możesz swojego psa BUDOWAĆ. Łatwiej absorbujesz teorię, którą praktyka ”wdrukowuje ci na dysk twardy w głowie” z tymi wszystkimi extras’ami, na które nie masz szansy bez psa ”pod ręką”.

To jest moja pięta achillesowa: nie mogę uczyć się każdego dnia, aż tyle ile bym chciała, bo z własnego wyboru nie mam psa ”pod ręką”. Psy muszę sobie ”pożyczać” od znajomych. Ale, mimo to, ciągle się uczę. A ja nie jestem hodowcą. Nie mam planów by nim być. Nie mam ciśnienia na ”wygrywanie wystaw” i udowadnianie ”koleżankom” jaka zaj…a jest moja suka. Nie mam suki, której za chwilę zafunduję szczeniaki. Ja się uczyć nie muszę… Ja chcę.

Dlaczego ludzie, posiadający psy, czasem więcej niż przeciętne, nie wykorzystują tego, że je mają po to, by stawać się bardziej świadomymi? Chcą swoje psy rozmnażać, a nie umieją na nie patrzeć, nie umieją zobaczyć ich niedostatków, więc jak chcą cokolwiek poprawić? Przecież planowa hodowla rasowego psa ma na celu to, by każde kolejne pokolenie było lepsze od poprzedniego. Szczenięta mają być lepsze od rodziców. Jak jakiś pan z nadmuchanym ego albo pannica, którzy patrzą i nie widzą, mogą wyhodować cokolwiek wartościowego? ”Przypadkiem”? Może ”będą mieć szczęście”? No może tak…

Ale raczej nie

To było takie żenujące, kiedy podczas wystawy w Łodzi, pani, która na wystawę przyszła z panem, który wystawiał sukę ‚bez kolan’, usłyszawszy mój komentarz, oburzona syczała na mnie ”Czy pani ma pojęcie o ten rasie?” SMUTECZEK. Anatomia jest kwestią kluczową. Ktoś jej nie rozumiejący, nie ma prawa głosu. Nie widzisz jak zbudowany jest twój pies, nie wiesz tego, to stul dziób i idź się uczyć.

Wnioski

Paru hodowców wciąż jeszcze do tej grupy należy(?), ostatnio zadali nawet pytania pod notatkami dotyczącym pomysłu o powołaniu ”Klubu Rasy”. Pytania rzeczowe, bardzo konkretne, odpowiedzi? Były jak zwykle… Ale hodowcy nie wygłupiają się, wdając się w pozbawione sensu dyskusje z roszczącymi sobie prawa do tego, by uchodzić za kogoś kim nie są, aroganckimi ignorantami, jak to ma w zwyczaju większość wiodących prym ‚grupowiczów’… I myślę, że przykro im, że grupa na której mogli kiedyś pokazać swoje hodowlane osiągnięcia hodowcom spoza Polski, zmieniła się w śmietnik skolonizowany przez amatorów ”śmiesznych fotek”, którzy od czasu do czasu awanturują się między sobą, jak to było np. ostatnio 3 maja, po wystawie w Mołdawii…

Konkludując dziecinadę z ”Klubem Rasy” w tle, podpadłam znajomemu, dzieląc się z nim spostrzeżeniem (”poczynionym na bazie obserwacji tematów poruszanych przez ‚grupowiczów’, jak i ”stylu” ich wypowiedzi), że o ile do jakiegokolwiek zebrania związanego z inicjatywą ”Klub Rasy” w drugi majowy weekend dojdzie, to jedynym wątkiem, który mogą rzeczowo ogarnąć najaktywniejsi ‚grupowicze’, jest ten dotyczący fotek w kolorowych obrożach, które mogą drażnić oczy ”autorytetu”. W końcu ”konflikt interesów” to bardzo poważne zagadnienie. Edit: spotkanie się odbyło, było kameralnie i miło, ale nikogo znaczącego na nim nie było… (SMUTECZEK no. 2) #PlanktonNieRządzi

Skoro na największej grupie głównie się miziają albo opluwają i mało tam ‚merytoryki’, to na ziemię proponuje wrócić dzięki temu:

http://www.tybrushe-boxers.com/20_principles_of_breeding.htm linkowi 🙂

Chcę wam jeszcze zwrócić uwagę na temat ”reklamowania miotów”: żadna poważna grupa nie może być miejscem zbywania szczeniaków. Od tego są strony internetowe poszczególnych hodowli i fejsbukowe profile hodowców. Tyle. Zero tolerancji. Pamiętajcie o tym.

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora jest zabronione.

www.facebook.com/zuzpasjaodogoargentino

https://twitter.com/odogoargentino

Ps. Usunęłam z fejsbuka strony ”Baer dla Dogo Argentino” i ”Dysplasia results of Dogo Argentino” ponieważ nie cieszyły się zainteresowaniem polskich hodowców. Jedynie Pani Justyna Olech z hodowli Sulimer (FCI) udostępniła na tych stronach wyniki swoich hodowlanych Dogo Argentino. Wnioski wyciągnijcie sami.