Archiwa tagu: etyka

”SHANGHAI WORLD DOG SHOW 2019” ORAZ ”2019 COPA MUNDIAL EL DOGO ARGENTINO EN CHINA” -KILKA PYTAŃ

To niemożliwe!?

Serio? ”World Dog Show Shanghai 2019”, czyli coroczna światowa wystawa psów w tym roku odbędzie się w Chinach? ”Kochamy pieski”, ”jesteśmy przeciwni okrucieństwu wobec zwierząt”, ale prestiżowe ”święto kynologii”, jakim jest World Dog Show, odbędzie się w kraju, w którym wolno psy (jak i koty) żywcem wrzucać do wrzątku, nim wylądują na talerzu? W kraju, w którym tego rodzaju okrucieństwo wobec zwierząt nie jest karane? A należące do Fédération Cynologique Internationale, stowarzyszenie Związek Kynologiczny w Polsce nawet nie zajmuje oficjalnego stanowiska wobec przyznania Chinom tzw światówki?

Spora część członków ZKwP chętnie korzysta z serwisu Facebook nie tylko po to, by tworzyć profile, na których prezentują się jako hodowcy i ułatwić kontakt potencjalnym klientom na szczenięta. Posiadacze rasowych psów z rodowodami Związku Kynologicznego w Polsce, czyli uznawanymi przez Fédération Cynologique Internationale (FCI), tworzą na tym serwisie wiele grup o tematyce kynologicznej, począwszy od takich, w których rozmawiają o ”mydle i powidle”, przez te poświęcone wystawom organizowanym przez Związek Kynologiczny w Polsce (ZKwP) pod egidą Fédération Cynologique Internationale (FCI), psim sportom, na dedykowanych konkretnym rasom lub typom psów, kończąc. Popularne jest w tym środowisku ”przejmowanie się losem zwierząt” (szczególnie psów i kotów), które padły ofiarą złego traktowania i ”wzruszanie się”, przestrzeganie przed ”praktykami pseudohodowlanymi” oraz ”troska” o rasowe psy, które się swoim właścicielom np. ”znudziły” i zostały porzucone lub też z jakiegoś powodu oferowane są przez nich na sprzedaż. (Wtedy to są burze o to ”Czy hodowca wie co się dzieje z ‚jego’ psami?”). Generalnie, polscy ”fejsbukowi kynolodzy” epatują tym ”przejmowaniem się” co rusz… Ale z World Dog Show Shanghai 2019 jest ”jakoś inaczej”. A przecież istnieje strona www.facebook.com/no.for.WDS2019.in.China (”No for China World Dog Show 2019”), na której materiału do ”przejmowania się” jest tyle, że pewnie do końca świata starczy. Dlaczego więc, choć na Facebooku tak wielu członków ZKwP wręcz epatuje swoją ”odrazą” wobec znęcania się nad zwierzętami, nie ”oburzają się” już tak chętnie na organizowanie przez FCI, światowej wystawy psów w Chinach, w żaden oficjalny sposób, którego skutkiem byłoby opublikowanie jakiegoś oficjalnego stanowiska Zarządu Głównego Związku Kynologicznego w Polsce na internetowych stronach tegoż Związku?

Przy okazji, zobaczcie jak na decyzję Fédération Cynologique Internationale o przyznaniu zaszczytu organizacji światowej wystawy psów w roku 2019, Chinom, zareagowały niektóre z organizacji członkowskich Międzynarodowej Federacji Kynologicznej (FCI): https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2019/03/29/shanghai-world-dog-show-2019-reakcje/

A o ‚złotych kartach’ od China Kennel Union dla delegatów FCI wiecie? Norwegowie obliczyli, że ‚złota karta’ ma wartość 100 tysięcy euro: https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2019/03/29/zlote-karty-o-wartosci-100-tysiecy-euro-dla-delegatow-fci/ 

Może więc tytuł tego wpisu powinien brzmieć np. tak: ”CZY CORAZ POWSZECHNIEJSZA ”OBOJĘTNOŚĆ LUDZI DOBRYCH” ROZGRZESZA WSZYSTKICH ZE WSZYSTKIEGO? ”KRYZYS MORALNY” W ZWIĄZKU KYNOLOGICZNYM W POLSCE? CO WSPÓLNEGO MAJĄ HISTORIOZOFIA i FILOZOFIA Z KYNOLOGIĄ? ORAZ USTAWA O OCHRONIE ZWIERZĄT W KONTEKŚCIE WPŁYWU SYMPATYKÓW ZKWP I FCI NA PRACE LEGISLACYJNE -O CZYM POWINNIŚMY PAMIĘTAĆ”?

Od paru lat olewam tzw wystawy (ostatnia na której byłam, to Klubowa Molosów w 2016 roku -wielkie rozczarowanie), kiedy więc na początku marca zwrócono mi uwagę na fakt, iż w tym roku światowa wystawa psów, czyli World Dog Show organizowana jest w Chinach, przede wszystkim: nie mogłam uwierzyć, że to może być prawda. W pierwszej chwili uznałam, że to tylko idiotyczna plotka, kompletna niedorzeczność. Pomyślałam, że przecież ludzie kipieliby z oburzenia i wściekłości na tych wielgachnych fejsbukowych kynologicznych grupach, których wszyscy członkowie ”kochają pieski” i są cholernie ”wrażliwi na psie cierpienie”, więc nawet, mając tak ”olewcze” podejście do Facebooka oraz pokaźną listę zablokowanych, musiałbym o tym skandalu, na którejś z (szczególnie) polskich grup lub stron, przeczytać. A jednak. Ludzie kipią, ale ‚nie bardzo’ na grupach dla członków i sympatyków Związku Kynologicznego w Polsce – może dlatego, że Związek Kynologiczny w Polsce, inaczej niż np. niemiecki czy norweski członek Międzynarodowej Federacji Kynologicznej (FCI) nie zajął oficjalnego stanowiska w sprawie decyzji FCI o przyznaniu WDS w 2019 roku, Chinom? I polskie społeczeństwo nie dowiedziało się jaki jest oficjalny stosunek ZKwP do chińskiej światówki… Czy ktoś z ZKwP się do Szanghaju wybiera? Itp. Itd. Temat jakoś przemyka/ł, nie angażując zbyt wielu ”miłośników psów”…

Dlaczego tak mnie to szokuje? Moi drodzy Związek Kynologiczny w Polsce w swoim statusie, w rozdziale drugim ”Cele i środki działania Związku” informuje, iż ”Związek realizuje swoje cele” min. przez ”czuwanie nad przestrzeganiem ogólnych zasad etycznych przez członków Związku”, a stowarzyszenie to należy do Fédération Cynologique Internationale (FCI), której celem jest min.: ”to support dogdom and canine welfare worldwide thanks to a well-established ethics”, czyli ”wspieranie świata psów i psich miłośników/ entuzjastów oraz dobrostanu psów (powiedzmy propagowania min. takiej ”opieki społecznej” dla psów) na całym świecie, dzięki ugruntowanej etyce”. Skoro więc Fédération Cynologique Internationale zadecydowała, by, choć wrzucanie psów do wrzątku nie ma wspólnego mianownika z ”ogólnymi zasadami moralnymi”, które podobno FCI (jak i ZKwP) przyświecają, Chinom powierzyć organizację World Dog Show 2019, mamy prawo zwracać uwagę na dysonans, konflikt pomiędzy ”wartościami”, do których podobno odnosi się FCI oraz ZKWP a decyzją tej Międzynarodowej Federacji Kynologicznej (FCI) o przyznaniu organizacji World Dog Show 2019, Chinom. A także na brak sprzeciwu Związku Kynologicznego w Polsce wobec zaistniałej sytuacji. Możemy odczuwać co najmniej zdziwienie i zażenowanie poziomem rozbieżności pomiędzy praktyką a tzw założeniami, prawda? Tak więc ja je odczuwam. Tym bardziej, że chodzi o stricte ”święto kynologii”, imprezę organizowaną przez federację zrzeszającą organizacje kynologiczne z 86 krajów, ”celebrację psa” jako gatunku, o którym mówimy, iż ”jest najlepszym przyjacielem człowieka”. 86 krajów do wyboru… A FCI decyduje, że to Chiny są tym, na który stawiają, z tą swoją well-established ethics”…

Puk, puk! -Kto tam? -Filozofia

Przefiltrujmy te teksty o ”etyce” z ZKwP i FCI, porównując je z tym, co zachodzi w praktyce. Zacznijmy od kwestii elementarnej. W filozofii są trzy ważne, podstawowe pytania. Pierwsze: ”co jest realne?” – i na to odpowiada metafizyka, jedna z podstawowych dyscyplin filozoficznych, badająca najogólniejsze własności bytu, po prostu badająca naturę rzeczywistości. Drugie: ”co jest prawdziwe?” – na nie odpowiada epistemologia, dział filozofii zajmujący się relacjami między poznawaniem, poznaniem a rzeczywistością. Epistemologia rozważa naturę takich pojęć jak: prawda, przekonanie, sąd, spostrzeganie, wiedza czy uzasadnienie. („Co to jest poznanie i czym jest poznawanie? Wyjaśnianie praw dotyczących zarówno poznawania i tego, co jest poznane„.) Trzecie: ”co jest dobre? – odpowiedź na to pytanie, to zadanie etyki, działu filozofii zajmującego się badaniem moralności i tworzeniem systemów myślowych, z których można wyprowadzać zasady moralne. (Etyka bada co jest uniwersalnie lepszym zachowaniem, dobrem, za którym istoty ludzkie powinny podążać.) Etyka bywa też nazywana filozofią moralną.

Sprawdzam

Gdy w wyszukiwarkę Google 5* marca bieżącego roku, wpisałam frazę ”światowa wystawa psów 2019, Chiny”, sądziłam, że szczegółowe informacje znajdę na stronie stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce, w końcu należy ono do Fédération Cynologique Internationale (FCI), czyli Międzynarodowej Federacji Kynologicznej (FCI), decyzją której w roku 2019, ”kynologiczny show” (już za mniej niż miesiąc) obędzie się właśnie w Chinach. A ”światówka”, jak każda prestiżowa wystawa, budzi zainteresowanie tzw hodowców i posiadaczy rasowych psów. Tym samym, na fejsbukowych grupach kynologicznych członkowie ZKwP rozmawiają o niej (choć nie bardzo chętnie)… Niektórzy są oburzeni decyzją FCI i pomysłem, że ”ktoś z kolegów i koleżanek” zamierza jechać do Szanghaju, by wziąć z niej udział (”Tylko ludzie bez honoru pojadą na światówkę do Chin”) a inni są ”oburzeni, ale”, a jeszcze inni… Cóż, poczytacie skriny zamieszczone w tym tekście, sami się przekonacie. Ale do szukania informacji o WDS 2019, wracając: doprecyzowanie ”szukanej frazy”, czyli rozwinięcie jej o kolejne kluczowe słowa: ”światowa wystawa psów 2019, Chiny, Związek Kynologiczny w Polsce”, nic nie zmieniło. Na oficjalnych stornach ZKwP nie ma ”szumu” na temat chińskiej światówki.

*(I 29 marca, czyli ponad trzy tygodnie później, też.)

Niezniechęcona szukałam dalej i dzięki temu dowiedziałam się, że zdaniem osób ”decyzyjnych” w ZKwP, tych, które odpowiadają za zawartość strony internetowej stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce, Chiny, Chińska Republika Ludowa, leży… w Europie… W zakładce ”wystawy”, na internetowej stronie ZKwP, nic o wielkim chińskim ”iwencie”, który sprawił, że PR FCI leci na łeb na szyję*, nie ma, aż nie wejdziemy w pole ”WYSTAWY W EUROPIE FCI” -Poważnie. (I wiecie co? Jakoś mnie to, kurczę, nie dziwi.) Kiedy już wejdziemy w to pole, zostaniemy przekierowani na stronę Fédération Cynologique Internationale – ZKwP nie przygotował ”nic od siebie” na temat ”celebracji psów” w Szanghaju. (Może ma to jakiś związek z tym, że w Sejmie co jakiś czas ponawiane są próby pracy nad zmianami w ustawie o ochronie zwierząt i może Związek Kynologiczny w Polsce, żywo przecież zainteresowany tym, ”Co w ustawie piszczy?”, stara się dobrze kojarzyć polskiemu społeczeństwu? Może ludziom w Polsce to stowarzyszenie kojarzy się np. z ”walką o dobro psów”? Aczkolwiek w statusie ZKwP, w punkcie ”Cele i środki działania Związkupojęcie ”dobra psów” nie zostało ujęte. Napisane jest tam, iż ”Celem Związku jest oparta na podstawach naukowych organizacja hodowli i szkolenia psów rasowych dla osiągnięcia jak najwyższego poziomu zarówno pod względem eksterierowym jak i użytkowym”. Tyle. Tak czy inaczej, możliwe, że szersze rozpisywanie się na temat uczestnictwa członków Związku Kynologicznego w Polsce w wystawie organizowanej w kraju, w którym psy obdziera się ze skóry i wrzuca do wrzątku, nim wylądują na talerzu, wystawy organizowanej przecież pod szyldem tego słynnego FCI, wystawy na temat której zdecydowanie negatywnie wypowiedziały się władze znaczących klubów należących do tejże Mędzynarodowej Federacji Kynologicznej, jak Fiński Kennelliito, norweski Norsk Kennel Klub, szwedzki Svenska KennelKlubben, główna organizacja kynologiczna w Wielkiej Brytanii, organizujący Crufts: The Kennel Club, niemiecki Verband für das Deutsche Hundewesen, holenderski Raad van Beheer op Kynologisch Gebied in Nederland, mogłoby mieć wpływ na społeczny odbiór Związku Kynologicznego w Polsce, prawda? Szczególnie, w kontekście tego, że niektóre kręgi starają się bardzo, by przekonać polskie społeczeństwo, że gdy chodzi o kwestię ”psa rasowego”, tylko należące do FCI, ZKwP może być postrzegane jako ”godna zaufania organizacja”, której członkowie ”zawsze i wszędzie, przede wszystkim na uwadze mają psa – najlepszego przyjaciela człowieka”… Tradycyjny chiński festiwal psiego (i kociego) mięsa, jako ”mgliste tło” światowej wystawy psów, pewnie słabo robi na PR ”miłośników psów” z ZKwP, którym (jednoznacznie) ocenić, czy ”opowiedzieć się na temat” lub po prostu: zająć stanowisko odnośnie World Dog Show Shanghai 2019, nawet do głów nie przyszło… Może więc rzeczywiście, jeśli chce się przekonać Polaków, że ”Tylko FCI i tylko ZKwP są godne zaufania”, lepiej ”po cichutku” podejść do WDS 2019, niż zajmować się nim na internetowych stronach ZKwP? Osobiście nie podałabym ręki tzw hodowcy i/lub sędziemu kynologicznemu, czy nawet tzw handlerowi, który się na chińską światówkę wybiera. W każdym razie, na stronie FCI, w wykazie krajów organizujących wystawy pod patronatem FCI, z prawej strony, w miejscu, gdzie lista opisana jest (drodzy ”geografowie” z ZKwP): ”Asia, Africa & Oceania”, znajdziemy zakładkę ”China” oraz informację, że ”szanghajski iwent” trwać będzie od 30 kwietnia, jednak ”Shanghai – World Dog Show (WDS)” to tylko dwa dni: od 2 do 3 maja 2019 roku.

Na marginesie: zobaczcie ILE wystaw pod patronatem Fédération Cynologique Internationale, odbywa się w Chinach! WDS 2019 nie jest żadnym ”wyjątkiem”, to nie jest tak, że wystawa pod patronatem FCI w Chińskiej Republice Ludowej, odbywa się po raz pierwszy. FCI ”przyjaźni się” z ”chińskimi kynologami” od jakiegoś czasu, a decyzja o zorganizowaniu światowej wystawy psów 2019 w Szanghaju jest może ”wyrazem szacunku” dla tej relacji?… Natomiast dla ”wiernych” i ”zaangażowanych” z ZKwP, WDS 2019 jest pewnie okazją do wycieczki, na którą w innych okolicznościach udać by się nie mogli (a ”zasłużyli”)… Zwróćcie też uwagę na statystyki China Kennel Union. No i tę ”notkę pochwalną” sprzed kilku lat:

*

Po ”paru latach” obserwacji serdecznie w nosie mam wszystkie te ”wystawki” (a może rację mają ci, którzy mówią o nich ”ustawki”?), z mojego punktu widzenia będące po prostu szopką dla naiwniaków i od dłuższego czasu nie śledzę informacji dotyczących tego, która i gdzie się odbywa. Tak więc na wieść o tym, że tegoroczna World Dog Show odbędzie się w Szanghaju dosłownie opadła mi szczeka.

Naoglądałam się już pokracznych wypłoszy ”biorących rasę” i dlatego ”wystawowe tytuły” nic dla mnie nie znaczą. Pies, który jest wartościowym przedstawicielem swojej rasy, w znaczeniu ”posiadającym hodowlaną wartość”, jest zwierzęciem przede wszystkim zdrowym; pełnosprawnym i zrównoważonym psychicznie a tytuły z wystaw wcale tego nie gwarantują. Ot, co. Dodatkowo, sposób w jaki tzw hodowcy z Chin interpretują wzorce ustalone przez Fédération Cynologique Internationale dla poszczególnych ras, karykaturalne ”wariacje” na temat niektórych z nich, sprawia, iż decyzja Federacji o tym, by Chiny honorować przywilejem organizacji WDS, w moich oczach staje się jeszcze bardziej kuriozalna.

Powiem Wam więcej, kiedy prawie 10 lat temu ”odrabiałam pracę domową” na temat Dogo Argentino, chcąc zorientować się w hodowlach tej rasy na świecie, żeby wiedzieć co to jest, to co wtedy było w Polsce, skąd się wzięło i dlaczego wygląda, jak wygląda, trafiłam także na strony chińskich keneli. I wiecie co? Szybko z nich uciekłam, bo to, co oni wtedy nazywali ”Dogo Argentino”, było po prostu białe i zdecydowanie bardziej przypominało skośnookie Gull Terry, z dolewką Whippetów niż Dogi Argentyńskie (Dziś, panienki, które tego typu DA produkują w Polsce, mówią, że te smętnie wyglądające psiaki są, uwaga: ”fit” – brr…). Przyznam też, że nawet nie przyszło mi wtedy do głowy sprawdzanie czy Chiny są członkiem FCI albo jakie mają szanse na to, by wkrótce się nim stać, tak groteskowo wyglądały ”Dogo Argentino made in China”. Zainteresowanie argentynami wśród niektórych Chińczyków, uznałam po prostu za ”kaprys” tych ”równiejszych spośród równych”, który pozwala ”wybrańcom” polować na grubego zwierza w stylu innym, niż ten który dotychczas znali… Moja uwaga skupiła się na tzw rodzimym podwórku i tym, co wtedy było ”Dogo Argentino made in Poland”… ALE uważajcie: nie tylko World Dog Show odbędzie się w tym roku w Chinach, albowiem ten rok to także, o zgrozo!: 2019 COPA MUNDIAL EL DOGO ARGENTINO EN CHINA. Tak więc dzisiejszy tekst nie obejmuje jedynie ”kontrowersji” w około WDS 2019, ale zahacza i o AMDA 2019.

Dokładnie zapamiętajcie sobie ”znamienitości”, które się w tym roku w Szanghaju pokażą czy to na WDS, czy na AMDA. Nie wiem jak dla was, dla mnie osoby, które jako ”kynolodzy”, będą firmowały swoimi twarzami, tzw doświadczeniem i ”marką”, zgodę na panujące powszechne w Chinach okrucieństwo w stosunku do psów (jak i kotów oraz innych zwierząt) i brak prawa, które karałoby ludzkie bestie za znęcanie się nad zwierzętami, ”nie są warte, by na nie nasikać, gdyby się paliły”.

No for China World Dog Show 2019

Związek Kynologiczny w Polsce (ZKwP) jest, powołaną 29 lipca 1938 roku organizacją zrzeszającą hodowców i miłośników psów. Po wojnie reaktywowany został 5 maja 1948 a 15 czerwca 1957 roku, ZKwP ponownie został członkiem FCI. Choć stowarzyszenie to zawiodło moje oczekiwania co do informacji na temat organizowanej w Chinach ”światówki” (może jeszcze władze ZKwP jakieś informacje udostępnią dla opinii publicznej), świat nie kończy się na tymże stowarzyszeniu hodowców i posiadaczy psów uznawanych za rasowe z uwagi na rodowody, jak to się mówi: honorowane (ciekawie brzmi to słowo w kontekście decyzji o WDS w Chinach…) przez Fédération Cynologique Internationale. Na Serwisie Facebook działa wspomniana już przeze mnie strona, dzięki której (jeśli starczy wam nerwów) możecie min. obejrzeć straszne, po prostu przerażające nagrania dotyczące tego, jak psy (i koty) są w tym kraju traktowane:

https://www.facebook.com/no.for.WDS2019.in.China/ Jest też petycja:

https://www.thepetitionsite.com/206/893/746/stop-the-fci-wds2019-in-china/?fbclid=IwAR3bQfl17roLgpIUb17wVrY8qcnaVRXm9dBukJ5X8ZCIYUfz7k_5-MlrluI

Nie dajcie się zwieść. To nie jest tak, że w Chinach psy, które trafiają do rzeźni są kradzione. Nie, nie tylko tak tam trafią. Właściciele psów odgrywają znaczącą rolę w handlu nimi na mięso, bo sami chętnie swoje psy odsprzedają ”meat traders”, czyli handlarzom mięsa. Dlatego, kiedy widzicie zdjęcie/nagranie przedstawiające psy w obrożach, przyjmijcie, że jest bardzo wysoce prawdopodobne, że to sami właściciele tychże psów po prostu sprzedali je na mięso. Pies w Chinach nie jest tym, czym jest dla, używając TOLKIENowskego określenia: ‚Ludzi Zachodu’. W tamtej kulturze nie ma znaczenia to, że pies był ”przyjacielem” przez dekadę lub dłużej, kiedy jest stary, niepotrzebny albo po prostu się znudził (bo był ”fajnym szczeniaczkiem”, jak zabawka, ale teraz jest duży i już nie jest taki ”fajnie zabawkowy”), bez mrugnięcia okiem można odsprzedać go na mięso i po prostu wrócić do domu. A gdy przyjdzie ochota, sprawić sobie nowego i potem też go sprzedać na mięso. I tak w kółko… ”Rozwój kynologii w Chinach” najwyraźniej nie idzie w parze z rozwojem empatii dla psich i kocich ”przyjaciół” ani nie wpływa na zmianę sposobu myślenia Chińczyków o tych zwierzętach, gdyż prawo, które sankcjonowałoby tak bezzasadne okrucieństwo wobec braci mniejszych, w Chinach wciąż nie istnieje. Zobaczcie ile tam jest RASOWYCH PSÓW (Tylko ostrzegam, tego się nie da ”odzobaczyć”. Pamiętajcie, że Chinese Kennel Union ma kasę na delegatów FCI, ale wciąż nie wiemy czy zechce przekazać ją na walkę z okrucieństwem wobec ”najlepszych przyjaciół człowieka”):

https://www.facebook.com/no.for.WDS2019.in.China/videos/1053908514733243/

Pani Hanna Shen pisała o ”World Dog Show 2019” już w 2015 roku

W polskim środowisku dziennikarskim jest przynajmniej jedna osoba, która podjęła się i to już w 2015 roku, przedstawienia swoim czytelnikom argumentów mówiących dlaczego decyzja Fédération Cynologique Internationale, czyli Międzynarodowej Federacji Kynologicznej (w skrócie FCI), by światowa wystawa psów w roku 2019 odbywała się Chinach, jest bulwersująca. Tą osobą jest pani Hanna Shen, polska dziennikarka na stałe mieszkająca w Tajwanie. Na temat stosunku Chińczyków do psów znaleźć możecie co najmniej dwa jej teksty: z 30. 06. 2015 i z 21. 04. 2018;

http://haniashen.blogspot.com/2015/06/pies-na-talerzu-chinczykow.html,

http://blogmedia24.pl/node/79888

Różnice

Chyba nic mnie tak nie ”uruchamia”, jak te nędze intelektualne, na Facebooku, co rusz wypisujące, by zneutralizować ewentualne ”popiskiwanie” własnego sumienia lub ”uratować honor” znajomych lub ”autorytetów”, którzy się na WDS 2019 wybierają, że ”U nas jest tak samo”. Hasełko to rzucane jest co chwilę i nikt ćwierćinteligentów, którzy szafują nim na prawo i lewo, nie konfrontuje z faktami stanowiącymi o różnicach. Nikt z biorących udział w tych żenujących dyskach, nie wymaga, by każdy z autorów tego rodzaju komentarzy, zmierzył się z owymi różnicami. Nikt twierdzenia ”u nas jest tak samo” nie rozbiera na czynniki pierwsze. Tak więc, zawczasu wyjaśnijmy sobie: u nas nie jest ”tak samo”.

”U nas” za czyn okrutny uważamy czyn, do którego wcale nie musiało dojść, który mógł zostać niepopełniony: ktoś mógł zdecydować inaczej, mógł wybrać coś innego, ale tego nie zrobił i w efekcie wybrał coś gorszego. ”U nas” w odniesieniu do traktowania zwierząt, o okrucieństwie wobec nich mówimy, gdy określamy zachowanie społecznie nieakceptowane, które umyślnie powoduje niepotrzebny ból, cierpienie lub śmierć zwierzęcia. ”U nas” barbaria przede wszystkim nazywana jest wprost: barbarzyństwem. Jest jako barbarzyństwo kwalifikowana, piętnowana i karana. ”U nas” osoby, które dopuszczają się tak niegodnych, haniebnych, odrażających, bezdusznych zachowań, jak ludzie z nagrań, pokazujących nam potworność chińskich handlarzy psów (i kotów) przeznaczonych na mięso, spotyka ostracyzm społeczny, tacy ludzie są piętnowani, niekiedy wręcz społecznie wykluczani. Tego rodzaju zachowania nami wstrząsają. My, w naszej kulturze uważamy je za wynaturzenie, nazywamy nieludzkimi. Uznajemy za przejaw zdziczenia i jako społeczeństwo je potępiamy. Co więcej, presja społeczna, by winni znęcania się ze szczególnym okrucieństwem, za swoje czyny ponosili odpowiedzialność, wciąż ”u nas” wzrasta. Osoby dopuszczające się takich zachowań są karane, gdyż polskie prawo przewiduje karę dla zwyrodnialców. Jako społeczeństwo rozumiemy, jak wielki wpływ na sprawców ma nieuchronność kary, w nagłaśnianych przypadkach okrucieństwa wobec zwierząt, uderza nas właśnie poczucie ich bezkarności, dlatego dla zwyrodnialców wymagamy coraz surowszych kar. Nie ma ”u nas” powszechnej zgody na takie traktowanie zwierząt, jakie pokazują nam filmy z Chin. Gdy na filmach, które przedstawiają sceny z rzeźni, obserwujemy skrajne okrucieństwo, przerażająco pozbawione sensu bestialstwo lub raczej bestialstwo, którego ”sens” służy jedynie temu, by przedłużyć cierpienie, agonię zwierzęcia, czujemy smutek, empatia dla drugiej istoty krzyczy w nas i budzi się w nas gniew. Wiele osób czuje taką frustrację, że jedynie wyrzucane przez łzy wulgaryzmy dają im ”choć trochę spuścić ciśnienie”. Widok takich scen sprawia, że zaczynamy sobie stawiać pytania o człowieczeństwo. A posługując się nieco bardziej wyszukanym językiem, możemy powiedzieć, iż uważamy, że zadawanie niepotrzebnego bólu zwierzętom umniejsza nas jako istoty moralne.

I nie jest ważne czy rzeźnia jest polska i ktoś pokazuje nam nagranie dokumentujące zwyrodnienie jakiegoś pracownika polskiej rzeźni, osoby, która zabija zwierzęta tak, jak zabijają potwory z horrorów, czy rzeźnia jest chińska i oglądamy chińskiego potwora w akcji. Czujemy jednakowe obrzydzenie. I domagamy się kar dla winnych popełnienia makabrycznych czynów. Z tą tylko jedną różnicą, że istotnie w Polsce mamy szansę, by nasze pragnienie ukarania winnych, zostało zaspokojone, gdyż w Polsce katowanie, celowe zadawanie cierpienia, takie bestialstwo, z jakim Chińczycy potrafią się obchodzić z psami i kotami przeznaczonymi na mięso, uważane jest za przejaw patologii, zwyrodnialstwa i nie ma na nie zgody. ”U nas”, w naszej kulturze nikt normalny nie stoi i ot, tak nie przygląda się scenom, które pokazują nam filmy z chińskimi meat traders w akcji.

Więcej: ”u nas”, w Polsce nie ma zgody także na to bestialstwo, z którym w Hiszpanii traktowane są charty i warto o tym pamiętać nie tylko w kontekście World Dog Show Madrid 2020. (Serio. Dla tych, co nie wiedzą: kolejna ”światówka” odbędzie się w Madrycie…) Tak, w XXI wieku, w kraju członkowskim Unii Europejskiej, galgueros, czyli hiszpańscy myśliwi, Galgos i Podenco, które nie spełniają ich oczekiwań podczas polowań, za karę torturują lub mordują. Szacunki mówią, że co roku okalecza się lub zabija od 50u tysięcy nawet do 100u tysięcy chartów. A zgodnie z hiszpańskim prawem, zarówno Galgos jak i Podenco, wyłączone są z przepisów dotyczących okrucieństwa wobec zwierząt domowych, gdyż uważane są za psy myśliwskie, czyli ”pracujące”/ ”służbowe”. Jeśli nie sprawdzają się w swojej roli, w ramach kary są rytualnie torturowane. Swoje okrucieństwo ich oprawcy, owi galgueros tłumaczą tym, że ”psy zawstydzają swego pana”, nie spełniając jego oczekiwań. Ów ”wstyd” i ”zła sława” muszą zostać zmyte przez tortury i zabicie winnego zwierzęcia. Psy polewane są kwasem, ciągane za samochodami, obdzierane ze skóry, grzebane żywcem, wrzucane do głębokich studzien itp. itd. Jak możemy przeczytać*, najstraszniejsza forma tradycyjnego znęcania się nad ”przynoszącymi hańbę swemu panu” chartami, to taniec fortepianowy (torturowany pies wydaje charakterystyczne dźwięki i z nich wywodzi się nazwa tortury). Przywiązanego za szyję psa mocuje się tak, by niemal wisiał w powietrzu, walczy on o każdy oddech i powoli się dusi. To może trwać nawet trzy dni.Choć większość Hiszpanów ten proceder uważa za okrutny i są mu przeciwni (powstały dziesiątki organizacji walczących przeciwko tej haniebnej tradycji w Hiszpanii) a wiele osób ratuje charty i je adoptuje, jasne jest, że jedynym sposobem na zerwanie z bestialskim zwyczajem jest zmiana postrzegania psów przez ludzi, szczególnie na południu kraju i w mniejszych miejscowościach (Hm… 21 vs. 770, 711-1492?).

*https://noizz.pl/zwierzeta/masowa-zaglada-psow-galgo-w-hiszpanii/fkdv3pk

I last but not least: ”u nas”, w Polsce, w naszej kulturze, bestialskie zadawanie bólu słabszym, znęcanie się, w tym i/lub przede wszystkim nad zwierzętami, traktowane jest jako istotna wskazówka dotycząca psychiki jednostki, która znęcania się dopuszcza. Psychologowie i psychiatrzy z barbarzyństwa wobec zwierząt wyciągają wnioski. Specjaliści uznają, iż dręczyciele zwierząt mają deficyt w zakresie tzw. uczuciowości wyższej i że jest wysoce prawdopodobne, iż nie mają również empatii i współczucia w stosunku do ludzi. Kwestia okrucieństwa wobec zwierząt w kontekście związku z zachowaniami antyspołecznymi znalazła potwierdzenie w analizach empirycznych, zauważono współistnienie okrucieństwa wobec zwierząt i przemocy w rodzinie, zarówno wobec partnerów życiowych, jak i dzieci. Dziś wiadomo już, że nie wolno lekceważyć przejawów okrucieństwa wobec zwierząt, gdyż bywa ono tzw czerwoną flagą: sprawcy okrucieństwa wobec zwierząt znajdują się w grupie bardziej predysponowanej do zachowań przestępczych wobec ludzi.  

I coś jeszcze: psi smalec nie jest elementem polskiej kultury i tradycji, to zwyczaj, którzy na ziemie Rzeczpospolitej przywędrował z Azji. Tu, za Wikipedią, macie nieco więcej: ”Na niektórych obszarach wiejskich w Polsce notuje się przypadki wytapiania z psów smalcu i wykorzystywania go przez medycynę ludową. Przed zabiciem zwierzę okładane jest kijem. Psi smalec ma być remedium na choroby skóry, choroby płuc czy gruźlicę. Według Doroty Sumińskiej zwyczaj spożywania psiego tłuszczu dotarł do Polski z Azji, a w XIX i na początku XX psi smalec był produkowany przez polskich Cyganów. Według Katarzyny Bychawskiej, psychologa zwierzęcego, przesąd o medycznych właściwościach tego tłuszczu bywa „głęboko zakorzeniony”. Współczesne doniesienia medialne o przypadkach wytapiania psiego smalcu w Polsce pochodzą z okolic Iłży (2007), okolic Częstochowy (2009), Podhala i Woli Radziszowskiej (2014). Obok smalcu, znane są przypadki wykorzystywania dawniej przez medycynę ludową w Polsce psiej śliny która miałaby leczyć czyraki oraz psich odchodów zmieszanych z wódką, jako leku na żółtaczkę.

Warto mieć na uwadze także i to, że dla istotnej części naszego społeczeństwa formą okrucieństwa wobec zwierząt jest wykorzystywanie ich do testów środków kosmetycznych oraz w celach medycznych. Coraz większa świadomość społeczna powoduje, iż wielu z nas pozostaje wiernym wyznawanym przez siebie wartościom, wszędzie tam, gdzie jako konsumenci mamy faktyczny wpływ na otaczającą nas rzeczywistość i możliwość, by z tego faktu skorzystać, czyli np. poprzez bojkotowanie wyrobów firm kosmetycznych testujących swoje produkty na zwierzętach.

Pies w kulturze Człowieka Zachodu vs. Pies na talerzu, czyli ”dążyć do dobra, unikać zła”

W tekście Why is CHINA hosting the World Dog Show 2019?jego autorka Sarah Antoinett słusznie zauważyła: ”Niektórzy sugerują, że to dobrze, że Chiny są gospodarzem World Dog Show 2019, ponieważ nauczy to Chińczyków wartości życia psa – że psy mają być wysoko cenione pielęgnowane (”umiłowane” to pierwsze tłumaczenie słowa ”cherished”) i szanowane, a nie skórowane i pieczone żywcem. Niestety ten sposób myślenia jest nietrafiony – Światowa Wystawa Psów w Chinach to sposób na zachowanie twarzy, nic więcej. To sposób na uciszenie międzynarodowej społeczności, która coraz bardziej otwarcie mówi o chińskim okrucieństwie wobec najlepszego przyjaciela człowieka. To dla okazja, by Chiny powiedziały: „Kochamy psy! Patrzcie, przecież nawet wyprawiamy im święto, fetujemy je (”celebrating”)! O czym mówicie?” Bezdyskusyjne jest również to, że gdyby decyzja o przyznaniu organizacji Światowej Wystawy Psów Rasowych, Chinom, została cofnięta, byłby to komunikat: „Dopóki nie zrobicie czegoś z brakiem przepisów o dobrostanie zwierząt i dokąd nie podejmiecie kroków w celu ochrony wielu z nich, poddanych haniebnemu okrucieństwo, nie pozwolimy na organizację tej wystawy”, Chiny definitywnie byłyby bardziej skłonne do zwrócenia uwagi i faktycznego, możliwego do wykonania, wdrażania takich praw. Na tę chwilę, przyznanie Chińczykom honoru zorganizowania WDS 2019 jest naszym sposobem na powiedzenie, że to powszechne okrucieństwo w ich kraju jest dopuszczalne.

Ale nie. Jeśli chcemy, aby to wstrętne, obrzydliwe okrucieństwo się skończyło, musimy się uaktywnić, coś powiedzieć. Musimy przypomnieć Chinom o korzeniach, czasie zanim komuniści przejęli ster, kiedy władcy Chin kochali i szanowali psy, tak dalece, że nakazywali swoim obywatelom robić to samo. Pod rządami komunistów okrucieństwo wobec psów rozprzestrzeniło się w całym kraju; pogarda dla nich jest powszechna, a podziemne organizacje regularnie szerzą propagandę, zachęcając do nienawiści wobec PSA. To jest chore, świadczy o zdeprawowaniu, jest demoralizujące i nie jest kwestionowane, nie jest przez nikogo skutecznie konfrontowane, nie ma przeciwko temu zorganizowanego oporu. Właśnie dlatego my w społeczności międzynarodowej musimy podnieść głos i mówić o tej sytuacji otwarcie.” Link do oryginalnego tekstu: https://skyespitfire.wordpress.com/2019/03/04/why-is-china-hosting-the-world-dog-show-2019/?fbclid=IwAR2TuTfjgxdKcMEm_bNPj7ArFZIVDgvpecD4O_iCOuerEvyVeByUmvbrHFE

”Addres an issue”, czyli do ”stylu uboju” dołącza tabu pokarmowe

Fejsbukowe dyskusyjki pokazują, że osoby biorące w nich udział i z największą gorliwością ”machające ręką” na oburzenie i pytania o moralność w kontekście uczestniczenia w WDS 2019, innych ‚grupowiczów’, mało wiedzą, za to bardzo dużo im się wydaje, ‚słabo idzie im myślenie’ i jak to z głupcami bywa, są bardzo pewne siebie. Chętnie, praktycznie zrównują stan prawny dotyczący zwierząt w Polsce z tym, co dzieje się w Chinach, ignorując przy tym różnice mówiące o tym, jak ”u nas” podchodzi się do barbarzyństwa wobec zwierząt, a jak się do niego podchodzi ”gdzie indziej”. Sposób ich ”argumentowania” każe sądzić, że ”w związku z tym, że (generalnie na świecie) są ludzie, którzy robią złe rzeczy, nie istnieje etyka, a w każdym razie nie trzeba nią sobie zawracać głowy”. Po drodze ludzie tacy posiłkują się zwyczajem okrutnego zabijania, poprzez wieszanie itp., w Hiszpanii, chartów, które ”nie sprawdziły się” na polowaniu i w ten sposób ”zhańbiły swoich właścicieli”, budując tą drogą narrację w w stylu: ”Na to okrucieństwo też nikt nie reaguje, nikt wystaw w Hiszpanii nie bojkotuje”. Jak gdyby tego rodzaju twierdzenia miały rozgrzeszać ”kolegów i koleżanki ze Związku”, którzy do Szanghaju (oraz Hiszpanii) pojadą i to szczekając w około, że ”kochamy pieski”, na przemian z ”przecież w Polsce jest tak samo”… Najwyraźniej w oczach osób ”mądrych inaczej”, w istocie coraz powszechniejsza w środowisku ”obojętność ludzi dobrych” rozgrzesza wszystkich ze wszystkiego.

I, w sumie, jak tym ”dobrym ludziom”, którzy tylko oglądają się na innych i z ulgą przyjmują, że ”oni też nic nie robią”, nie przyznać racji? Bo w końcu, jak bojkotować decyzję Fédération Cynologique Internationale dotyczącą powierzenia organizacji WDS 2020 Hiszpanii, w której wieszane są Galgo i Podenco, bo ”zhańbiły swoich właścicieli”, w ogóle jak pytać o tę decyzję i ”obrażać się na wystawę”, jeśli nie zbojkotowało się World Dog Show Shanghai 2019 za iście nieludzkie traktowanie przez Chińczyków niezliczonej ilości, i to najróżniejszych psów oraz kotów przeznaczonych na mięso? Jak nie pojechać na World Dog Show Madrid 2020 lub raczej: ”dlaczego nie pojechać?”, jeśli skala tego, co akceptowane przez pochodzące z 86 krajów organizacje współpracujące z FCI, poszerzona została już o festiwal psiego mięsa? Jak zmienić te potworne zwyczaje, powstrzymać zło, skoro powszechnie członkowie organizacji wchodzących w skład Fédération Cynologique Internationale, akceptują owe haniebne praktyki? Nie wymuszają przecież na Federacji zmian decyzji, którymi ta przyznaje krajom członkowskim, w których psy wiesza się za ”hańbę” właściciela lub jeszcze żywe wrzuca się do wrzątku, organizowanie najbardziej prestiżowych wystaw. Choć podobno wszystkim im chodzi o support dogdom and canine welfare worldwide thanks to a well-established ethics”… W Polsce katowanie, to bestialstwo, z jakim Chińczycy potrafią się obchodzić z psami i kotami, które przeznaczyli na mięso (oraz to, co robią hiszpańscy galgueros), uważane jest za przejaw patologii i to niezależnie o tego, kto i na jakim zwierzęciu się takiego bestialstwa dopuszcza. Dla takiego zachowania, jako przejawu bezdyskusyjnie bestialskiego okrucieństwa i zwyrodnienia, czujemy obrzydzenie. (Z pewnością znaczenie ma także fakt, że u nas dawno, dawno temu ubój publiczny został przeniesiony do rzeźni i nasze społeczeństwo nieprzywykłe jest do jego widoku.). Psychologowie i psychiatrzy także mają o tego typu bestialstwie dosyć jednoznaczne zdanie. Czy więc fakt, że patrząc na nagrania z chińskimi meat traders w akcji, kiedy chodzi akurat o psy (i koty) ma jakieś znaczenie? Oczywiście, że tak. I to nie, jak piszą ”mądrzy inaczej”, z powodu ”hipokryzji”. Po prostu, w naszym kraju akurat to psy, jak i koty są pokarmowym tabu.

Istnieje kilka teorii naukowych, które próbują wyjaśnić powstawanie i istnienie tabu pokarmowego, jedną z nich jest teoria strukturalistyczna. Za Wikipedią: według etnosocjologa Edmunda Leacha (Kultur und Kommunikation, 1974): ”z reguły niejadalne są zwierzęta, które albo uważa się za bardzo obce albo za bardzo bliskie człowiekowi. Leach porównał jadalność zwierząt do reguł obowiązujących w małżeństwie: blisko spokrewnione osoby obowiązuje tabu zaślubin i kazirodztwa. Odpowiednio zwierzęta, z którymi człowiek obcuje w swoim miejscu zamieszkania (psy, koty), są poddane tabu pokarmowemu. Brak pokrewieństwa oznacza zezwolenie na zaślubiny, a w przeniesieniu na pokarm jadalność dzikich zwierząt. „Bardzo daleki” związek wyklucza bliskie kontakty socjalne u ludzi, jak i jadalność zwierząt, które uważa się za „dzikie” i „obce”.

Co o pokarmowym tabu możemy przeczytać na stronach samej tylko Wikipedii? Wystarczająco dużo, by lepiej zrozumieć wielość tzw kontrowersyjnych aspektów WDS 2019, czyli chińskiej światówki: ”Z punktu widzenia fizjologii odżywiania psie mięso nadaje się do spożycia. Akceptację albo odrzucenie jego spożycia przez całe społeczeństwa albo pojedyncze grupy należy więc traktować jako pozyskane drogą kulturową. Ponieważ psy w Europie i w Stanach Zjednoczonych są ulubionymi zwierzętami domowymi, dyskusja o tym tabu albo o jego braku w niektórych krajach prowadzona jest bardzo emocjonalnie. Podczas mistrzostw świata w piłce nożnej 2002 doszło do międzynarodowych protestów przeciwko spożywaniu psiego mięsa w Korei. Jedną z najbardziej znanych przeciwników była aktorka i aktywistka ochrony zwierząt Brigitte Bardot, która określiła to „barbarzyńską moralnością”, przez co zarzucono jej rasizm”.

Pamiętajmy: tabu pokarmowe to, jak klarownie tłumaczy (ponownie) Wikipedia:istniejący w określonych grupach społecznych lub kulturowych świadomy zakaz spożywania pokarmu pochodzenia roślinnego lub zwierzęcego, który jest jadalny z punktu widzenia fizjologii trawienia. (…) Nie jest znane tabu pokarmowe, które byłoby akceptowane we wszystkich kulturach. (…) W wielu przypadkach tabu nie jest utrwalone pisemnie, posiada mimo to moc zakazu wiążącego określoną grupę”.

(”Na świecie Chińczycy wyróżniają się najmniejszą liczbą zakazów pokarmowych – w Europie Francuzi.”)

Zwierzęta domowe, które w pewnym sensie uważane są za część rodziny i które są rozpieszczane, antropolodzy tacy jak Harris nazywają „zwierzętami kanapowymi” w odróżnieniu od zwierząt gospodarczych, jak bydło czy świnie. W Europie i Stanach Zjednoczonych „zwierzęta kanapowe”, jak psy czy koty, traktowane są jako niejadalne. (…) Według Harrisa tabu pokarmowe dotyczące psiego mięsa jest następnym przykładem analizy kosztów i zysków: na Zachodzie nie jada się psów, nie dlatego, że są lubiane, tylko dlatego, że posiadają wiele innych zdolności, z których człowiek korzysta. Stąd jest to dla człowieka nieekonomiczne źródło mięsa. Sytuację w Chinach Harris tłumaczy hipotezą, że zjada się tam psy ze względu na to, że zawsze brakowało Chińczykom innego mięsa. Poza tym pożytek z psa jako towarzysza człowieka jest jego zdaniem w Chinach mały, gdyż jednostce wystarcza towarzystwo miliarda ludzi w tym społeczeństwie.

Dla większości Europejczyków, jak i dla Amerykanów, spożywanie psa jest tabu. W języku polskim mięso z psa określane bywa psiną; termin odnotowany został przez słownik Doroszewskiego i jest wykorzystywany przez współczesne media, choć nie został odnotowany w Słowniku Języka Polskiego PWN. W Unii Europejskiej ubój psów i handel ich mięsem są zabronione od 1986 r. W Szwajcarii handel jest co prawda zabroniony, ale nie ubój dla prywatnego użytku. W tamtejszych mediach pojawiają się wiadomości o spożywaniu psiego mięsa i nie są to bynajmniej pojedyncze przypadki. Miłośniczka zwierząt Edith Zellweger podawała kilkakrotnie w swoich wywiadach przykłady spożywania, jak i nielegalnego handlu. Kilogram psiego mięsa ma kosztować około 25 franków szwajcarskich. Jej zdaniem psy i koty spożywa się nie tylko w pojedynczych kantonach, ale w całej Szwajcarii. Dziennikarz Markus Rohner publikował swoje wywiady z ludźmi jedzącymi psy, najczęściej mieszkańcami wsi. Poza tym nabywcy psiego mięsa mają także pochodzić z Niemiec. Zdaniem Dorothei Beutling, profesor z Instytutu Higieny Mięsa (FU Berlin Wolny Uniwersytet Berliński), psie mięso jest konsumowane w dużych ilościach w niektórych krajach Europy wschodniej, przede wszystkim w Rumunii, ale znane są też nieoficjalne, nielegalne przypadki ze Słowacji jak i z Polski: Dziennikarze „Gazety Wyborczejpowoływali się w 1995 na wypowiedź inspektora Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami w Jaworznie o rodzinach z tego miasta, jedzących psie mięso od pokoleń.”

Oficjalne statystyki z czasów Cesarstwa Niemieckiego potwierdzają ubój psów, który był rejestrowany w ten sam sposób jak ubój innych zwierząt użytkowych. Przed I wojną światową spisywano rocznie ok. 7000 przypadków ubić psów, przy czym dochodziło do licznych nielegalnych ubojów. Statystyki wskazują na regiony z najwyższymi liczbami ubić jak Saksonia, Turyngia i Śląsk. W Chemnitz istniała rzeźnia tylko dla psów i kilka gospód, w których podawano psie mięso. […] Szczególnie ceniony jako regionalny przysmak był tatar z psiego mięsa(…). Niemiecki przepis prawny dotyczący kontroli mięsa z lat 40. zalicza psy do zwierząt rzeźnych.

Znowu w szkole, czyli powtórka z pojęć

Wystawa w Szanghaju budzi, jak to się dziś ładnie mówi: ”kontrowersje”. Dla wielu z nas decyzja o tym, by, pomimo braku prawa, które zakazałoby bestialskiego traktowania psów i kotów (zwierząt w ogóle) ”lądujących na talerzach”, honorować Chiny przyznaniem im przez Fédération Cynologique Internationale, organizacji bardzo prestiżowego kynologicznego wydarzenia, jest co najmniej ”moralnie wątpliwa”. Tym bardziej, iż FCI wszem i wobec głosi, że jako organizacja ma na uwadze ”dobro psów”. Organizacja, która ”was created on May 22nd, 1911 with the aim to promote and protect cynology and purebred dogs by any means it considers necessary”, czyli ”powstała 22 maja 1911 r. w celu promowania i ochrony kynologii, i psów rasowych dowolnymi środkami/w dowolny sposób, który uzna za potrzebny/ konieczny/ niezbędny/ nieodzowny”… Hm… Co więc z tymi wszystkimi psami i to, żeby jeszcze straszniej było, często rasowymi psami, które tak potwornie są w Chińskiej Republice Ludowej, kraju organizatora WDS 2019, traktowane? Treść dysek i rozmówek o WDS 2019 na fejsbukowych grupach kynologicznych członków i sympatyków ZKwP, mrozi krew w żyłach, gdyż ludzie, mówiąc wprost, najgłupsi mają w nich do powiedzenia najwięcej. Może to dlatego, że nawet ci, którzy czują głęboki wewnętrzny sprzeciw, by ”siedzieć cicho i nic nie mówić” nie umieją swoich myśli wyrazić? Podczas, gdy ”koledzy i koleżanki ze Związku” (i to ci, którzy oficjalnie są tacy ”przeciwni okrucieństwu wobec zwierząt”!) ignorują fakt, że w Chinach psy się zjada (i to rasowe psy, a przedtem bestialsko się je zabija) i nawet komentują ”szum” wokół WDS 2019 tekstami w rodzaju ”Ile można w kółko o tym samym?” Może nie umieją przekazać dlaczego są oburzeni, co powoduje, że na samą myśl o tym, że Fédération Cynologique Internationale zdecydowało, by tę wystawę organizować w Chinach, wszystko się w nich gotuje? Co powoduje tę ”ułomność”? Niewystarczający zasób słów, brak zrozumienia podstawowych pojęć? To wina reformy edukacji sprzed prawie dwóch dekad? Czy jeszcze coś innego? Może panujący w ZKwP ”klimat”?

Moi drodzy, uporządkujmy sobie parę spraw, nim pójdziemy dalej, tym bardziej, że jak mówi nam, w rozdziale drugim ”Cele i środki działania Związku”, Statut Związku Kynologicznego w Polsce,Związek realizuje swoje cele” min. przez czuwanie nad przestrzeganiem ogólnych zasad etycznych przez członków Związku”. A co to znaczy ”przestrzeganie ogólnych zasad etycznych”? Sprawdźmy znaczenie słowa ”ogólny”, nim przejdziemy do ‚zasad etyki’. Tak więc, za słownikiem PWN: wyraz ”ogólny” oznacza: ”dotyczący ogółu osób, obejmujący całokształt czegoś, odnoszący się do wielu podobnych przedmiotów, zjawisk, składający się ze szczegółów” -bez zaskoczenia, można powiedzieć, że sformułowanie ”ogólne zasady etyczne”, to po prostu ”zero konkretów”.

Zróbmy kolejny krok: Wikipedia ponownie służy pomocą: ”Zasady etycznew odróżnieniu od moralnych są ogólnymi, filozoficznymi twierdzeniami, wynikającymi z danego światopogląduprzyjętego systemu pojęciowego (w niektórych wypadkach również religijnego). Na ich bazie można tworzyć konkretne nakazy i zakazy moralne. Często zdarza się tak, że różne zasady etyczne prowadzą do tych samych zasad moralnych.” -Ok, odnieśmy powyższe do treści Statutu stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce. Pamiętamy wymyślone przez członków stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce ”zaświadczenia o leczniczym kopiowaniu uszu”, co za tym idzie, wniosek, który się nasuwa wydaje się być oczywisty: jeśli ktoś nie czuje ”winy”, nie ma tzw poczucia winy, nie poczuwa się do winy w związku z tym, że postąpił w określony sposób, nie ma sensu mówienie mu o ”ogólnej etyce”, bo w takim kimś nie ma… Powiedzmy, że w kimś takim nie ma ‚żyznej gleby’, by te ”ogólne zasady” w nim ‚zasadzić’. Taki ktoś jest ”jałowy”, w nim te ”ogólne zasady” się nie przyjmą. W kimś takim nie można ”zasadzić sumienia”.

Idźmy dalej: etyka to ”dział filozofii zajmujący się badaniem moralności i tworzeniem systemów myślowych, z których można wyprowadzać zasady moralne. Etyka bywa też nazywana filozofią moralną.Cywilizacja łacińska, nazywana także cywilizacją Zachodu, ukształtowała się w Europie. Z czasem ten typ cywilizacji objął również takie tereny, jak obie Ameryki, Australię i Nową Zelandię. Szczegółowe analizy cywilizacji Zachodu przeprowadzili; Feliks Koneczny, Oswald Spengler, Arnold Tynbee i Samuel Huntington. Jak pisał Koneczny: Nie może istnieć etyka powszechna, skoro każda cywilizacja ma swoją własną. Ogólnoludzki trzon etyczny zawiera zaledwie cztery punkty. Powszechnie potępia się kradzież, cudzołóstwo, zdradę swego zrzeszenia, tudzież brak czci względem rodziców i starszych w swym zrzeszeniu”.

Ponownie za Wikipedią: ”Według Feliksa Konecznego cywilizacja łacińska opiera się na greckiej filozofii, rzymskim prawie i etyce chrześcijańskiej. Jako jedyna łączy wszechstronny rozwój kategorii prawdy, rozumiany jako metodyczne dochodzenie do poznania obiektywnej prawdy z kategorią dobra, opartą na podporządkowaniu życia społecznego etyce, będącej zbiorem norm postępowania przyjętym przez społeczeństwo. Dzięki temu cywilizacja łacińska mogła jako jedyna z obecnie istniejących cywilizacji stać się personalistyczną w przeciwieństwie do pozostałych cywilizacji, będących cywilizacjami gromadnościowymi. Cywilizacja łacińska wytworzyła pojęcie państwa, etyki i prawdy. Prawo jest tworzone na podstawie norm etycznych i moralnego prawa naturalnego, dzięki czemu możliwy jest rozwój moralności”.

W książce ”Państwo i prawo w cywilizacji łacińskiej”, Feliks Koneczny pisał tak: ”To pewne, że etyka jest wcześniejsza od prawa, gdyż towarzyszy najprymitywniejszym nawet związkom zrzeszeń ludzkich w samym ich zaraniu. Moralność nie z uczuć wypływa (…), lecz z pojęć, a jakieś pojęcia o moralności istnieją od samych początków życia zbiorowego. Ani nawet najdrobniejsze zrzeszenie nie zdołałoby się utrzymać, gdyby w nim nie było pojęć dobra i zła, gdyby w niem nie było zgody na to, co uważać za godziwe, a niegodziwe, chociażby zrazu miały rozstrzygać o tym względy utylitarności*. Abstrakcyjne pojęcia moralności mogą się z początku ograniczać do niektórych tylko, a ciasnych dziedzin życia, lecz jakieś muszą istnieć i stanowić źródło norm postępowania. Sama możliwość etyk rodowych, naturalnych, świadczy o ich starszeństwie względem prawa. W naturalnej kolei rzeczy, etyka wyprzedza prawo, a prawo ma być tylko pieczęcią na postulatach etycznych, wiadomych już uprzednio. Gdy prawo nie kroczy śladami etyki, powstaje jej dwoistość. Tego nie zniesie na dłuższą metę żadne zrzeszenie, lecz skaże samo siebie na upadek w rozkładzie, z coraz większą utratą walorów moralnych. Natomiast nie da się nigdy prawa przemienić w etykę. Etyka nie może być zawisłą od prawa, jakie obowiązuje gdzieś w danej chwili. Albo jest prawa przodowniczką, albo całkiem dla prawa nie istnieje.

*Utylitaryzm to (za Wikipedią): ”postawa zwana też filozofią zdrowego rozsądku, kierunek etyki zapoczątkowany w XVIII wieku, według którego to, co jest pożyteczne, jest dobre, a miarą słuszności postępowania jest użyteczność jego skutków”.

Quincunx to pojęcie z historiozofii Feliksa Konecznego: pięciomian bytu, czynnik cywilizacjotwórczy. ”Łączy pięć kategorii: dobro, prawdę, zdrowie, dobrobyt, piękno. Feliks Koneczny w swoich badaniach poszukiwał formuły lub czynnika opisującego wszystko co ogólnoludzkie, łączącego dzieła bytu materialnego i moralnego, istniejącego we wszystkich cywilizacjach i kulturach we wszystkich epokach. Wyróżnił pięć kategorii bytu – w sferze duchowej (wewnętrznej) to dobro i prawda, (przyrodzona i nadprzyrodzona), w sferze cielesnej (zewnętrznej) to zdrowie i dobrobyt. Za sferę łączącą kwestie ducha i ciała uznał piękno. Łącznie tym pięciu kategoriom bytu nadał miano quincunx”.

Dlaczego chciałam, abyście sobie powtórzyli te pojęcia (i w głębi duszy mam nadzieję, że poszperacie sobie przynajmniej w Wikipedii, by dowiedzieć się jeszcze więcej lub przypomnieć sobie to, o czy zapomnieliście)? Bo teraz poczytamy sobie to:

”INTERNATIONALE – MANIFESTO OF THE CENTENARY. For the welfare of dogs”. (November 2011). Wiecie: ”Manifest z okazji setnej rocznicy utworzenia Fédération Cynologique Internationale. Dla dobra psów”…

No, to fru: ”On the occasion of its Centenary Year, the Fédération Cynologique Internationale does confirm its mission across the globe: to preserve the health of dogs and to promote the relations between dog and man thanks to its international activities.” –Z okazji obchodów swojego stulecia, Fédération Cynologique Internationale potwierdza swoją misję na całym świecie: zachowanie zdrowia psów i promowanie powiązań/relacji między psem a człowiekiem dzięki międzynarodowej działalności” -Dobre! Samozwańczo FCI potwierdza ”misję”, której nikt tej Federacji nie powierzył, jej twórcy ją sobie sami ”powierzyli”. (FCI to nie jakaś ”rządowa organizacja”). A, i ta ”misja” rozciąga się ”na cały świat”, acha… I co tam jest dalej? Że ”preserve the health of dogs”, czyli chodzi im o ‚zachowanie zdrowia psów’, hm… Wszystkie te krótkopyskie potworki oraz np. kuriozalnie oskórzone Mastino Neapoletano czy inne karykatury są tego pragnienia żywymi dowodami… A w kontekście WDS 2019 faktycznie nabiera to sensu od strony, o której nigdy przedtem nie myślałam, w końcu lepiej żeby ludzie się nie potruli… I chcą ”promote the relations between dog and man” -Hmm… Podobno najlepiej jest ”zacząć zmieniać świat” od siebie. Może ci tzw ”decyzyjni” w FCI, powinni więcej uwagi poświęcać temu co dzieje się z psami już wyhodowanymi przez członków Federacji, której szefują, hmm? Szczególnie z tymi psiakami, które zostają sprzedane bezpośrednio do Chin albo ”jakoś” tam trafiają… Może członkowie FCI powinni np. zwracać większą uwagę na ‚utrzymywanie relacji’ ze swoimi ”psimi dziećmi”, które bezpośrednio albo ”jakoś” lądują w Chinach, co?Thanks to its international activities.” -no właśnie! Niech nie tylko sprzedają swoje ”psie dzieci” ”jakoś” albo bezpośrednio do Chin, ale niech też je odwiedzają i sprawdzają jak im się żyje. Co rusz jakaś wystawa jest tam pod patronatem FCI organizowana, co za problem? A jak to jest problem, bo ”daleko”, ”drogo”, ”trudno” albo coś w ten deseń, to może nie należy sprzedawać tam ani bezpośrednio, ani ”jakoś” jeszcze więcej psów? ”Through its 86 members and contract partners (one member per country), it cares about the welfare of all dogs worldwide. -”Za pośrednictwem 86 członków i partnerów (z każdego z tych krajów tylko jedna organizacja może należeć do FCI), dba o dobro wszystkich psów na całym świecie” -Tupeciarze! To już jest zuchwałość granicząca z bezczelnością! A może wcale nie? Po prostu wiadomo już kto odpowiada za to, że się psom na świecie krzywa dzieje. (Powinni jakoś ten kawałek ”uaktualnić”, pamiętajcie kto chciał norweski Klub wywalić za otwarte zniechęcanie swoich członków do udziału w chińskiej światówce…) ”Na całym świecie” -w tych Chinach to im słabiutko idzie. ”The FCI considers health, temperament and behaviour to be the essential points to reach this welfare and it promotes dog activities and dog sports which it considers beneficial to the dogs.” -”FCI uznaje, że zdrowie, temperament i zachowanie są kwestiami kluczowymi, dla osiągnięcia tego dobrobytu i promuje psie aktywności oraz sporty dla psów, które uważa za korzystne dla psów.” Hmm… ”welfare”... Ta… Te klatki pełne psów w rzeźniach, psiaków oczekujących na swoją kolej do wrzątku, no, to faktycznie jest jakaś aktywność, jak się taki pies szarpie, nim go jeden z drugim barbarzyńcą skatują, dla ”lepszego smaku mięsa”… ”These visions and values, re-confirmed this year 2011, one hundred years after the FCI foundation, are supported by the FCI statutory goal.” -”Te wizje i wartości, ponownie potwierdzone w tym 2011 roku, sto lat po utworzeniu FCI są wspierane przez cel statutowy FCI”. ”Wizje”? Raczej ”majaki”. ”Wartości” -błagam… ”Fajnie”, napisali sobie coś tam, a potem sobie napisali, że to coś tam, potwierdzają. Dalej są nudy, nudy, nudy, ale to zdanie jest niezłe: ”One of its tasks is to support dogdom and canine welfare worldwide thanks to a well-established ethics, the ever increasing scientific research and the non-profit exchange of cynological information.” -”Jednym z zadań jest wspieranie świata psów i psich miłośników/ entuzjastów oraz dobrostanu psów (szerzenia idei takiej ”opieki społecznej” dla psów, by się o psy troszczono) na całym świecie, dzięki ugruntowanej etyce, wciąż idącym do przodu naukowym badaniom i niekomercyjnej wymianie informacji kynologicznych.” Dzięki ”well-established ethics”, takiej ”dobrze rozwiniętej”, ”ugruntowanej”, uwaga: ”etyce”. No, te ”złote karty” dla delegatów FCI dają do myślenia. Ciekawe jak delegaci się o nich ustosunkują. Tyle szmalu, który można wykorzystać, by rzeczywiście zmienić psią codzienność w Chinach

Tak więc, co ci wszyscy ”kynolodzy” z FCI, którzy ”przybili piątkę” chińskiemu festiwalowi psiego mięsa w Yulin w prowincji Shaanxi, nie postrzegając go jako wystarczającego powodu, by nie przyznawać Chinom WDS 2019, mają na myśli, gdy w swój manifest wpisują słowo ”etyka”? O jaką etykę im chodzi? Wiecie już dlaczego należy to pytanie wypowiedzieć i dlaczego odpowiedź na nie jest ważna. To jest kluczowa kwestia (Szczególnie, gdy pamiętamy o tych ”złotych kartach”). Tzw kynolodzy z FCI coś mówią, coś piszą i na coś się powołują. W obecnych warunkach, w świetle decyzji o przyznaniu zorganizowania światowej wystawy psów w 2019 roku, Chinom, ‚pogrożeniu palcem’ przez FCI norweskiemu NKK, zasadne jest pytanie o jakiego rodzaju ”etyce” ci ludzie mówią?

Zatrzymajmy się w tym miejscu na moment, ”złapmy oddech” i jak to się mówi ”pochylmy się” nad zagadnieniami dotyczącymi etyki, jako takiej. Jako organizacja FCI (tak samo jak ZKwP) odwołuje się (przynajmniej w teorii) najprawdopodobniej do cywilizacji łacińskiej nie precyzują o jaką etykę im chodzi, ale też dlaczego mieliby odnosić się do etyki innej niż ta wytworzona w cywilizacji łacińskiej? Etykę, którą znamy, ten nasz zbiór norm postępowania przyjęty przez społeczeństwo w naszej kulturze? Ten nasz zbiór zasad, ów ”ogół zasad etycznych” różni się od tego przyjętego np. w cywilizacji chińskiej. W Państwie Środka nie rozwinęły się wszystkie kategorie quincunxa. Tam uformowała się moralność, jako system filozoficzno-moralny konfucjanizmu oraz system filozoficzno-religijny taoizmu. Konfucjanizm mówi, iż (za Wikipedią) ”zbudowanie idealnego społeczeństwa i osiągnięcie pokoju na świecie jest możliwe pod warunkiem przestrzegania obowiązków wynikających z hierarchii społecznej oraz zachowywania tradycji, czystości, ładu i porządku”. (”Dokładne określenie, czy konfucjanizm jest religią, czy filozofią jest trudne. Według europejskich kryteriów jest to mieszanka pojęć religijnych, społecznych, ekonomicznych, etycznych i obyczajowych tworzących spójny, choć nie do końca zdefiniowany światopogląd.) Taoizm natomiast głosi (za słownikiem PWN): ”duchowo-materialną jedność świata, manifestującą się w harmonii wszelkich zjawisk zachodzących w świecie, nazywanej wieloznacznym terminem dao. Według taoizmu celem mędrca jest poznanie dao, dzięki któremu nabywa się cnotę (de), pozwalającą na spontaniczne przestrzeganie zasady wu-wei, czyli niesprzeciwiania się naturalnemu porządkowi rzeczy panującemu w przyrodzie i społeczeństwie. W przeciwieństwie do konfucjanizmu taoizm kładł nacisk na wolność, spontaniczność i sceptycyzm wobec wszelkich konwencji, a intelektualno-kontemplacyjną postawę stawiał wyżej niż konwencjonalną naukę. Kontynuacją klasycznego taoizmu był neotaoizm filozoficzny, rozwijający się od początku naszej ery. Ten nurt myśli chińskiej miał charakter synkretyczny, łączył refleksję nad klasyczną myślą taoistyczną z dociekaniami dotyczącymi kosmicznych pierwiastków yin-yang. Taoizm jako religia (dao jiao) zaczął rozwijać się na przełomie II i III w. n.e., z połączenia wcześniejszej myśli filozoficznej z ludowymi wierzeniami i praktykami magicznymi, obejmującymi m.in. opartą na dualistycznej koncepcji yin-yang alchemię, dążącą do znalezienia eliksiru długowieczności, oraz różnego rodzaju praktyki lecznicze i wróżbiarskie, a także wiarę w duchy, demony i bóstwa.

Jako że to blog o psach, pozwólcie moi drodzy, że na tym wycinku dotyczącym różnic w tzw normach postępowania, poprzestanę. Wyraźnie je jednak zaznaczając i wskazując Wam gdzie możecie szukać informacji, które pomogą Wam min. jeszcze głębiej zrozumieć aspekty, w których wartości, które oficjalnie kierować mają FCI, ‚nie kleją się’ z np.. decyzją Federacji o przyznaniu WDS 2019, Chinom a WDS 2020, Hiszpanii. Liczę, że doczytacie sobie korzystając z np. dobrodziejstw internetu, znacznie więcej. Warto. Zagadnienia związane z cywilizacjami są fascynujące. A poza tym nie zaszkodzi wiedzieć więcej o świecie, prawda?

Wróćmy teraz do treści manifestu: ”Under any circumstances, the welfare of the dogs must be of the utmost priority in a context of fair-play principles and humanitarian objectives where any form of discrimination is strictly forbidden (Statutes, art.2-3-4).W każdych okolicznościach dobro psów musi być najwyższym priorytetem w kontekście zasad fair play i celów humanitarnych, jakakolwiek forma dyskryminacji jest surowo zabroniona (Statut, art.2-3-4). Jeszcze raz, tylko POWOLI: W każdych okolicznościach dobrobyt/dobrostan psów musi być najwyższym priorytetem w kontekście zasad fair-play i ‚humanitarian objectives’ czylihumanitarnych celów‚, hm… ”Humanitarnyoznacza: ”mający na celu dobro człowieka, poszanowanie jego praw i godności oraz oszczędzenie mu cierpień; też: mający na celu dobro zwierząt” – Od lat przeginali z tym wszystkimi krótkopyskimi potworkami, które wyglądają, jakby w pełnym rozbiegu uderzyły w ścianę i tak też oddychają, jak ofiary ciężkich wypadków, ale przy okazji WDS 2019 przekroczyli wszelkie granice. Tam jest napisane, że to ”dobro psów” ma być, powiedzmy, że ‚stawiane przed’, niech będzie: ‚satysfakcją’ ich właścicieli, – rzadko brak mi słów, ale tym razem brak mi słów… Naprawdę, powinni wrzucić tam jakąś aktualizację, po tym jak potraktowali Norwegów, bo nie daje się tego czytać… O! Patrzcie co jest dalej: ”This utmost care about welfare implies that any member or contract partner can refuse to (re)-register in its studbook a dog suffering from hereditary defects or featuring defects which go against the Article 2 of the statutes or a dog which does not comply with the rules of selection defined by the member or contract partner in question (Standing Orders, art.8, point 5).” – Ta najwyższa troska o dobrostan oznacza, że każdy członek lub partner może odmówić zarejestrowania lub ponownego zarejestrowania w swojej księdze hodowlanej psa cierpiącego z powodu wad dziedzicznych lub posiadającego wady niezgodne z art. 2 statutu lub psa niespełniającego kryteriów dotyczących selekcji definiowanych przez danego członka lub partnera kontraktowego (zlecenia stałe, art.8, punkt 5). Widzicie? ”Może”, ale ”nie musi”… Niby chodzi o ”dobro psów”, ale gdzieżby oni śmieli narzucać tzw hodowcom, wydającym rodowody z oznaczeniami FCI, jakieś ”standardy” i ”wymogi”! To by ”ograniczało wolność i swobodę” tzw hodowców! Efekty są jakie są…

Wybaczcie, ale dalszą część tego manifestu sami możecie sobie ”przetrawić” (całość dostępna jest w jako pdf, wystarczy wpisać w wyszukiwarkę ”FEDERATION CYNOLOGIQUE INTERNATIONALE – MANIFESTO OF THE CENTENARY For the welfare of dogs”), tym bardziej, że nie jest to zbyt długi tekst. Mnie szkoda jest nerwów, żeby dłużej się tym pełnym hipokryzji bełkotem zajmować. Popatrzcie po prostu na wzorce niektórych ras, porozmawiajcie sobie z lekarzami weterynarii, z posiadaczami psów niektórych ras… Pomyślcie o ”tle” WDS 2019 i WDS 2020, przeczytajcie stanowiska niektórych z klubów należących do FCI (na początku tego tekstu znajdziecie linki) i wszystko będzie dla was jasne.

Jeżeli mieliście jakiekolwiek złudzenia co do tego, czy dzisiejsze organizacje kynologiczne kierują się ”moralnymi zasadami” albo też jak te ”moralne zasady” rozumieją w praktyce, to już może przestać się łudzić, wiecie już jak jest.

To oczywiste, że w tych organizacjach jest wielu zapalonych, autentycznych miłośników psów, którzy na bieżąco przyswajają sobie najświeższe informacje ze świata nauki, by być coraz lepszymi hodowcami i mieć coraz zdrowsze i szczęśliwsze psy, ludzi po prostu psy kochających i posiadających zasady – oni są tacy dlatego, że taki mają charakter, taką mają potrzebę serca. I sprzeciw tych ludzi wobec decyzji FCI, jest najlepszym na to dowodem. Ale i oni, na dłuższą metę, przynajmniej na razie, niestety także funkcjonują w tych organizacjach…

Paralela

To, o czym dziś Wam piszę, budzi we mnie wiele emocji i …obrzydzenia. Także dlatego, że ”przykład ze świata kynologii”, nie odnosi się i nie ogranicza jedynie do ”świata kynologii”… Chodzi min. o sposób myślenia (albo raczej jego brak), który przy okazji ”przykładu ze świata kynologii” obnażył marność co poniektórych z tzw kynologów po prostu jako ludzi. Marność tych, którzy co rusz trzepią ozorami i/lub klikają na fejsbuku o tym, jak to ”kochają psy” i ”chcą dla nich jak najlepiej”. Jak ”uważnie selekcjonują” przyszłych posiadaczy wyhodowanych przez siebie psiaków, na okrągło ”ostrzegają” innych przed ”pseudohodowlami”, udostępniają posty o przypadkach skandalicznych zaniedbań, pod którymi zamieszczają komentarze, z których wynika, że oni sobie ”nie wyobrażają, żeby”, oni ”nigdy”, jakie to ”straszne” itp. itd., Którzy opowiadają/piszą o ”bataliach”, które przeszli, gdy odkrywszy, iż nowy właściciel nieodpowiednio traktuje ich ”psie dziecko”, postanowili psiaka odebrać. Ludzi epatujących swoim ”obrzydzeniem” dla ”znęcania się nad zwierzętami”, ”uwrażliwiających” znajomych, że ”Nie należy strzelać w sylwestra! Bo to potwornie stresuje naszych domowych psich i kocich przyjaciół oraz zwierzęta dzikie i wolno żyjące”. Ludzi warczących na ”sprzedaż żywych karpi” w okolicach Świąt Bożego Narodzenia itp. A wszystko to szczególnie na fejsbukowych profilach i kynologicznych grupach tematycznych, poprzez które z tymi osobami kontaktują się klienci na szczenięta…

Moi drodzy, co do tej chińskiej ”światówki”, jak i tego smętnego AMDA, czyli COPA MUNDIAL EL DOGO ARGENTINO EN CHINA, mam jeszcze jedną uwagę, która moim zdaniem powinna otworzyć oczy nawet najgłupszym i najbardziej zepsutym ”kynologom”, z którymi możecie mieć okazję mieć interakcje. A jeśli nie im, to może przynajmniej osobom, które zamierzają nabyć rasowego psa z rodowodem uznawanym przez Fédération Cynologique Internationale (FCI). W życiu trzeba umieć oceniać ludzi. Rozliczać ich z tego na ile to, co mówią, potwierdzają ich czyny. Przyznaję, że obawiam się czy paralela, którą się posłużyłam ma szansę trafić do ”najgłupszych i najbardziej zepsutych”, skoro dziś ”modnie jest” płakać nad karpiem, ale nad dzieckiem już nie tak bardzo, ale zaryzykuję, bo uważam, że warto:

„Kochać psy i „być kynologiem”, i zawieźć swoje psy na chińską wystawę, to tak, jak mieć dzieci, „kochać je i życzyć im, żeby im dobrze w życiu szło” i być „wrażliwym na krzywdę” wszystkich dzieci, tak „ogólnie”. I jednocześnie, wiedząc, że ktoś inny, niech będzie, że ‚szef’, też ma dzieci, ale nie traktuje ich dobrze, że po prostu się nad nimi znęca, że w piwnicy ma specjalną salę tortur, w której swoje dzieci ‚oprawia’, nie tylko „nic z tym nie zrobić”, ale jeszcze zabrać własne dzieci do domu tego ‚szefa’, na ‚ważną uroczystość’. Zabrać je tam, bo zostało się połechtanym zaproszeniem ‚szefa’ do jego domu. Bo będą na tej ‚uroczystości’ inni „ważni” ludzie i żeby dzieci mogły „poznać wpływowe osoby”, zobaczyć jak dobrze się ‚szef’ urządził, jaki ma dom, w jak prestiżowej dzielnicy… I przede wszystkim: ŻEBY DZIECI POZNAŁY ‚SZEFA’. I dobrze się bawić na tej imprezie, wiedząc, że własne dzieci naraziło się na kontakt ze zwyrodnialcem… nie myśląc o dzieciach ‚szefa’ w sali tortur….

Nie można „kochać dzieci” i jednocześnie nie czuć odrazy do kogoś, kto się nad dziećmi znęca!

Stwierdzenie „kocham moje dzieci” i przedstawianie ich zwyrodnialcowi, się „nie dodają”. Nie ma PRAWDY w tym działaniu i nie ma w nim MORALNOŚCI. Szukanie wymówek, by „nie mieszać się do spraw ‚szefa'”, który się nad swoimi dziećmi znęca i po prostu iść na imprezę, udawanie, że skoro Kowalski z Iksińskim też udają, że się nic złego w piwnicy ‚szefa’ nie dzieje, to można mieć „czyste sumienie” (tym bardziej, że impreza odbywa się na poziomie zero a nie w piwnicy), mówienie „to taka kultura, tam bije się dzieci”, nie sprawią, że zabranie „ukochanych” dzieci do domu zwyrodnialca będzie czynem moralnym.

Czytałam wypowiedzi niektórych z Członków Związku Kynologicznego w Polsce na liczącej pond 15 tysięcy członków, grupie i jestem zniesmaczona (kolejny raz) niskim poziomem porażającej większości tych ludzi (prawie 20 tysięcy członków grupy a komentarzy pod postem na temat WDS 2019, raptem 38…). Tym, że oni nawet nie rozumieją, że ich „światopogląd” się w ogóle nie klei, że oni są wewnętrznie „disconected”. Ja wiem, że filozofia nie jest mocną stroną wielu z dzisiejszych „kynologów”, ale mimo wszystko, myślenie naprawdę nie boli. Przyzwoitość nie boli na pewno.

Tylko ludzie bez honoru pojadą na światówkę do Chin.” -Czy pytanie o ”normy moralne” w ZKwP ma sens?

Jak wyjaśnia nieoceniona Wikipedia: ”Honor to postawa, dla której charakterystyczne jest połączenie silnego poczucia własnej wartości z wiarą w wyznawane zasady moralne, religijne lub społeczne. Naruszenie zasad honoru przez siebie lub innych odbierane bywa jako „dyshonor” lub „hańba” (…). Honoru nie wystarczy zadeklarować, podlega on udowodnieniu w sytuacji, która pozwala na weryfikację według norm moralnych danej społeczności. Nie ma się więc honoru jako cechy immanentnej istniejącej niejako z założenia, która podlegałaby późniejszemu potwierdzeniu (lub też utracie). To, czy ktoś jest honorowy, można stwierdzić dopiero na podstawie oceny jego zachowania (w sytuacji, w której dana osoba udowadnia czynem deklarowane przez nią wartości, zdając w pewnym sensie „praktyczny egzamin z honoru”). Równocześnie oznacza to, że pojęcie honoru jest subiektywne i silnie osadzone w kulturze i epoce.

W przedwojennej Polsce istniało pojęcie ”zdolności honorowej” – były osoby zdolne do żądania i dawania satysfakcji honorowej a niektórzy uważani byli za osobników bez zdolności honorowej i z takimi człowiek przyzwoity się nie pojedynkował. Władze Fédération Cynologique Internationale zdecydowały się na krok… Powiedzieć, że osoby za ten ruch odpowiedzialne, ”nie mają zdolności honorowej”, to jak nic nie powiedzieć.

Podtytuł Tylko ludzie bez honoru pojadą na światówkę do Chin. zapożyczyłam z wypowiedzi jednej z członkiń ZKwP, pani, która bardzo krótko i zwięźle przedstawiła swój pogląd na temat chińskiej wystawy. Reakcja na jej wypowiedź sprawiła, że uznałam, że warto przypomnieć znaczenie słowa ”honor” (co też zrobiłam powyżej). W końcu, kiedy ograniczone panienki w swoim mniemaniu ”kasują” ”współdyskutantów” tak, jak ta Żółta od ”do czego służy honor” (ona zapewne się nim podciera) nie należy lekceważyć ich ograniczeń.

A propos

Gdy „dziś” słyszę lub czytam o „przedwojennej tradycji” w Związku Kynologicznym w Polsce, takie teksty odbieram, jako próbę manipulacji. Uważam, że jest rażącym nadużyciem mówienie o ZKwP w kontekście „przedwojennej tradycji”, bo stowarzyszenie powołano w 1938 roku, „na chwilę” przed II WŚ. Na chwilę przed II WŚ, po której sowieckie robactwo zalało to, co z naszego kraju zostało. Stowarzyszenie reaktywowane zostało w 1948 roku.

Jako kilkulatka oglądałam programy ”Podaj Łapę” pana Adama Kochanowskiego i kynologia „wdrukowała mi się” jako kultura, dziedzina kultury, coś „wysokich lotów”. Wrażenie zaskoczenia i przygnębiającego rozczarowania, które mnie dopadło, gdy tylko zderzyłam się z postaciami robiącymi za „guru” rasy, którą sobie upatrzyłam, było dla mnie tym dotkliwsze, że w owym momencie, w moim mniemaniu wszyscy, którzy parali się kynologią powinni być tak samo elokwentni i kulturalni, jak gospodarz ”Podaj łapę”. Długo nie mogłam zrozumieć, ale tak naprawdę, że to już „nie te czasy”. Gdy byłam dzieckiem programy pana Kochanowskiego zachwycały mnie (nawet podobało mi się to, jak czasem prowadził je pan Kaźmierski) i ZKwP to było dla mnie „coś”. I to przez duże „C”. Kiedy dorosłam i zaczęłam ”grzebać”, cóż… Odkrycie, dzięki wydanej w 1993 roku książce ”CHART POLSKI”, autorstwa Małgorzaty i Izabeli Szmurło, że element polskiej kultury, łowieckiej tradycji, naszego dziedzictwa narodowego, którym bez wątpienia nasz rodzimy chart jest, ZKwP, jego działające w latach komuny, władze, starając się przypodobać się radzieckim władzom kynologicznym, po prostu zwalczały, wyleczyło mnie z sentymentalnego podejścia do Związku Kynologicznego w Polsce i zaszczepiło na gadkę o ”przedwojennej tradycji” w tym stowarzyszeniu.

Już widniejące powyżej fragmenty książki pań Szmurło wystarczą, by zrozumieć, że Chart Polski, wszystko, co się z nim wiązało, co dla Polaków symbolizował, nie było po myśli ZSRR i dlatego ZKwP długo nie chciało mieć z Chartem Polskim nic wspólnego (by ”bratni związek” się nie „obraził”). „Przedwojenna tradycja” w odniesieniu do ZKwP i sposób w jaki władze Związku reagowały na pierwsze próby restauracji Charta Polskiego przez poszczególnych członków tego stowarzyszenia, wzajemnie się wykluczają.

Specyficzny ”mental” cechujący niektórych, jedynie zmutował zamiast „ewoluować”, powodując, że ZKwP kuleje i to bardzo. Doskonale obrazują to tematy oraz poziom dyskusji odbywających się na co popularniejszych fejsbukowych grupach zrzeszających członków tego stowarzyszenia. Jeżeli nawet przyjąć, iż ludzie inteligentni, z klasą, po prostu unikają fejsbukowego bagna i dlatego prawie wcale takowych na Facebooku nie widać, niepokojący jest poziom degrengolady bijący nierzadko od najbardziej aktywnych w social media członków Związku Kynologicznego w Polsce. Wyklucza on możliwość „samo naprawy” dla tego stowarzyszenia. Wystarczy poczytać treść komentarzy zamieszczanych na forach grup itp., by dostrzec, iż próby poruszania tematów ”trudnych” spotykają się z niechęcią i są przez członków ZKwP często naprawdę agresywnie ucinane, niczym przez odurzonych sekciarzy. Próby inicjowania rozmów na ”trudne tematy” w środowisku ZKwP działają (nawet na tych niby „gniewnych”) alarmująco-ostraszająco, bo okazują się być postrzegane, przez tę znaczącą w swojej masie część, nie tyle jako ”trudne”, co po prostu ”niebezpieczne”. Mówienie do tych ludzi tzw otwartym tekstem powoduje, że załącza im się program ”auto-cenzor”, skutecznie zniechęcający ich do jakiejkolwiek głębszej refleksji i odzywa się w nich „syndrom W KUPIE RAŹNIEJ”. Można ”coś tam” mówić, wygłaszać „niepoprawne opinie”, ale tylko do pewnego momentu. Są obszary dosłownie tabu i tych tematów analizować nie wolno, bo to szkodzi „stadu”, wprowadza niepokój i uczucie zagrożenia. Jak wiemy, tabu scala środowisko.

Na marginesie, w środowiskach, w których patologia jest normą, ten, który się wyłamie, zostaje persona non grata. Bo kłuje w oczy. Bo przypomina o tym, że każdy, kto w patologii tkwi, ponosi odpowiedzialność (co najmniej za swój patologiczny stan) i przyczynia się do trwania patologii. Ludzie, którzy się wyłamują i poddają jakiemuś rodzajowi „terapii”, doznają oświecenia, w tym znaczeniu, że pojmują, że normalnie żyć można tylko otaczając się ludźmi niezwiązanymi z patologicznymi środowiskami. I nierzadko po tzw ozdrowieniu pojawia się problem: nie można znaleźć tzw wspólnego języka z „dawnymi znajomymi”…

Plucie w twarz

Znam osoby z dużym sercem i zapałem, które współpracując z wieloma innym autentycznymi miłośnikami psów z Całego Świata, wyciągały z Chin, z rzeźni, rasowe psy, transportowały je potem przez „pół kuli ziemskiej”, ”gimnastyki” przy tym było co nie miara i dziś taki jeden czy drugi ‚wyszarpany z rzeźni‚ pies mieszka w Polsce, ale też np. w UK, uratowany wielkim wysiłkiem i kasą mnóstwa osób. Nie wyobrażam sobie, że miałabym jednocześnie sponsorować ratowanie psa z chińskiej rzeźni i ”być ok” z tym, że „moje” stowarzyszenie przyklaskuje pomysłowi tak prestiżowej imprezy kynologicznej w Chinach. Myślę, że niektórzy polscy hodowcy, ale i szeregowi posiadacze psów posiadających rodowody tego stowarzyszenia, mają spore dylematy… I to nie chodzi o to, że mieliby jechać na tę wystawę. Już samo to, że FCI taką decyzję podjęło a Związek Kynologiczny w Polsce siedzi cichutko i nie zgłasza żadnych „ale”, nie publikuje nawet żadnego ”oświadczenia”, w którym wyjaśniłby swoje stanowiska, jest dla nich skandalem. Naprawdę współczuję niektórym, bo w masie koniunkturalistów, mają ”przechlapane” i boją się nawet powiedzieć, że szokuje ich światowa wystawa, ów „największy konkurs psiej piękności” w kraju, w którym za absolutnie bestialskie znęcanie się nad zwierzętami nie ma kar. W kraju, w którym psy zarzyna się na mięso, żywcem wrzuca do wrzątku itd. (nawet jeśli to miałby być tylko jeden region w tym kraju…). I że są przeciwni temu, by jakikolwiek sposób być kojarzonymi z poczynaniami FCI czy ”kolegów i koleżanek”, którzy chcą do Szanghaju na WDS 2019 jechać i tam pojadą.

Against All Odds

Na marginesie, ciekawe jak wyglądają statystyki tej wystawy, ile psów zostało zgłoszonych i ile tam pojedzie. I ile może nie wróci, bo zostaną sprzedane ‚zachwyconym ich hodowlaną wartością, chińskim’ kynologom’?

Charty cholernie często mają przechlapane… Te polskie, po II WŚ prawie przestały istnieć, rozstrzeliwane po stodołach ludzi, którzy starali się je zachować – rasę odbudowała garstka upartych pasjonatów i to wbrew wielu… Jak to się mówi ”against all odds”. I do dziś CP nie doczekały się w Polsce prawa, które chroniłoby je jako ‚narodowe dobro’, bardzo ważny element polskiej kultury i tradycji. Nie mamy nawet prawa chroniącego charty przed zakusami kłusowników… Greyhoundy, jak roboty, ”zużywane są” na wyścigach psów, na całym świecie, włącznie z Chinami i odratowują je organizacje prawie z całego świata… Tak samo jak hiszpańskie Galgo i Podenco, które… No, wiecie przecież co z nimi robią niektórzy ludzie w Hiszpanii… Kiedy więc myślę o chartach zgłoszonych na chińską światówkę, automatycznie myślę o tym ich ratowaniu i… Czy to nie straszne? Że ludzie tak walczyli o tego Charta Polskiego a teraz ktoś albo kilku ”ktosiów”, zawiezie do Chin, jednego czy dwa a może… (Nie wiem ile, może się ze statystyk dowiemy?). Ktoś, kto tak naprawdę nie rozumie tego wszystkiego, co się z tą rasą wiąże. Nie zna, jak to ująć? ”Kontekstu”? Ciekawe czy Polacy się z Chartami Polskimi na WDS 2019 wybierają? Hmm… To ważniejsze niż mogłoby się wydawać. Potomstwo takiego jednego czy drugiego Charta Polskiego też może skończyć w klatce meat traders… Mam wielką nadzieję, że Polacy do takiej ewentualności swoich rąk nie przykładają.

Nie ma psów ”szlachetnych” i ”nieszlachetnych”. Po prostu, jedne ”dobrze się kojarzą”, np. z wysokim statusem, więc ”podnoszą status” swoich właścicieli w oczach postronnych osób, a inne ”tylko” odszczurzają stodoły i pola na wisach, jeszcze inne pilnują trzód albo pracują w służbach specjalnych. Ale nie ma psów ”szlachetnych” i ”nieszlachetnych”, bo wszystkie psy, inaczej niż ludzie, mają piękne dusze.

Ustawa o ochronie zwierząt, prace w sejmie i rola Związku Kynologicznego w Polsce w decydowaniu o tym, kto jest w Polsce pseudohodowcą a kto nie

Przy tych od lat trwających, z przerwami, pracach nad zmianami w ustawie o ochronie zwierząt (UoOZ), z WDS 2019 w Chinach (oraz WDS 2020 w Hiszpanii) w tle, wszyscy, poprawka: sympatycy i członkowie Związku Kynologicznego w Polsce, jego działacze (oraz w niektórych przypadkach wręcz ”wierni poddani” lub ”wyznawcy”), pieją: „Tylko FCI!„, ”Tylko Fédération Cynologique Internationale!”, ”Tylko Związek Kynologiczny w Polsce należy do FCI”, a ”Tylko psy z rodowodami Fédération Cynologique Internationale są prawdziwie rasowe!” -Serio? Ci ludzie naprawdę w to wierzą? Z pełnym przekonaniem? Że owo FCI to takie ”skończone dobro” i ”niepodważalne zasady”? Czy może po prostu nigdy nie czytali tego, co można na stronach Fédération Cynologique Internationale znaleźć, więc ”nie robi im” decyzja FCI o WDS 2019 i WDS 2020? A może doskonale zdają sobie sprawę z tej hipokryzji, ale po prostu ich ona nie obchodzi? To działa tak, że „załóż klapki na oczy a problem wyparuje”? Czy po prostu ”etyka” to słowo, które w części środowiska ludzi posiadających tzw rasowe psy z rodowodami FCI nic już nie znaczy?

”Majówka w Chinach” vs. Quincunx (Czyli o ”wartości” fejsbukowych dysek)

Dobrze jest przekonać się w jakim kierunku nawigowane są dyskusje na tzw kontrowersyjne tematy, na fejsbukowych grupach członków, sympatyków i niekiedy wręcz wyznawców ZKwP i FCI… Kiedy będziecie czytać treść ze skrinów, pamiętajcie, że kwestie, o których nie wolno Wam zapominać, to:

Organizatorem WDS 2019 mógł zostać niemiecki związek kynologiczny.

WDS 2019, do której zostało już mniej niż miesiąc, nie jest jedyną imprezą pod patronatem Fédération Cynologique Internationale (FCI) w Chinach! To po prostu pierwsza ”tak duża” tam, wystawa psów. (Na stronach FCI możecie znaleźć pochwalną notkę dotyczącą międzynarodowej wystawy z 2014 roku.)

Ta ”impreza” strice poświęcona jest psom. Tym razem nie są to żadne ”igrzyska”, w kraju, który z okazji ”mistrzostw świata” w jakiejś tam dziedzinie sportu ”czyści ulice” z wolno żyjących kotów i bezpańskich psów, nic z tych rzeczy. To ma być ”święto kynologii”, wiecie święto ”najlepszych przyjaciół człowieka” w jednym z 86 krajów, które z FCI współpracują.

‚Złote karty’ dla delegatów FCI

Czytając pełne hipokryzji albo głupoty a niekiedy jeszcze cynizmu, komentarze, pamiętajcie, że to ludzie z tego środowiska, środowiska, które toleruje tak wątpliwą pod względem etyki postawę, jak udział w WDS 2019 oraz dosłownie nabijanie się z tych, spośród członków Związku Kynologicznego w Polsce, którzy o wzięciu udziału w WDS 2019 (oraz WDS 2020), mówią, że to niehonorowe (Lansowana jest ”teza”, że krytykujący ”krytykują z zazdrości, bo, nie mogą jechać.”) najczęściej trzeszczą: ”uwaga na pseudohodowle” i nazywają Inne niż Fédération Cynologique Internationale (FCI), federacje kynologiczne pseudofederacjami a hodowców zrzeszonych w innych niż ZKwP stowarzyszeniach, ”pseuduchami”. Jakie więc ”zasady” cechują, wiernych FCI, członków ZKwP? Jakie to ”zasady” decydują o tym, że oni nie są ”pseudohodowcami”? To musi być chyba ”coś” innego, niż logo federacji i/lub stowarzyszenia. A może się mylę? Chodzi tylko o znaczek?

I miejcie na uwadze wszystkie te, udostępnione w ustawieniach ”publiczne”, posty o tym, jak to jedna z drugą mUndrą albo mUndrym są ”przeciwko okrucieństwu wobec zwierząt”. Tak więc;

Seledynowy od tekstu o ”podwójnych standardach” odleciał, więc rozpracujmy sobie jego komentarz, krok po kroku, abyśmy wszyscy mieli jasność jaka jest rzeczywistość. W pierwszym zdaniu napisał: ”Jasne, dajcie już spokój tym Chinom, do Madrytu pewnie się wybierzecie dupy grzać, a w Hiszpanii traktowanie psów jest nie lepsze.” -Zapewne chodzi mu o już wspomniane Galgo i Podenco – i to akurat fakt bezdyskusyjny: to, co dzieje się w Hiszpanii z chartami jest barbarzyństwem. Jednak czy w Hiszpanii psy (i koty) kąpane są we wrzątku i ściąga się z nich skórę żywcem, traktowane są prądem, by zaspokoić kulinarne żądze co poniektórych?. Nie. Psów ani kotów w Hiszpanii się nie jada. W żadnym jej regionie (inaczej niż w Szwajcarii) ani podczas żadnych ”festiwali”. Hiszpanie, którzy się tego obrzydliwego bestialstwa na chartach dopuszczają, owi galgueros, w przeciwieństwie do Chińczyków, nie wierzą, że psie mięso ma właściwości rozgrzewające i może leczyć impotencję ani, że mięso psa jest delikatniejsze, jeśli zwierzę było bite na śmierć (Pies zostaje ogłuszony, ale nie na tyle, by stracił przytomność). Hiszpanie nie wierzą, że im pies więcej wycierpi, tym mięso lepiej smakuje. Galgueros, czyli myśliwi za ”wstyd” i ”złą sławę” torturują i zabijają swoje psy, nie po to by je potem jeść. Polewają je kwasem, ciągają za samochodami, obdzierają je ze skóry, grzebią żywcem, wrzucają do studzien oraz z lubością fundują swoim chartom ”fortepianowy taniec”, ale ich nie jedzą. Hiszpanie nie kradną też i nie trują psów oraz kotów, by serwować je amatorom psiny i kociny, więc problem, który w Chinach jest poważny tj. że ci, którzy tam zdecydują się na konsumpcję psiego i kociego mięsa, ryzykują chorobę, odpada, bo powtórzmy: w Hiszpanii psiny ani kociny się nie jada. Dodać też należy, że jak pisała w artykule z 2015 roku pani Hanna Shen, Chiny zajmują drugie miejsce w rankingu państw z największą liczbą przypadków wścieklizny. Ale czy to jest różnica istotna, w kontekście o którym mowa? Czyli organizowania stricte kynologicznej imprezy, ”prestiżowego konkursu psich piękności”, ”celebracji” tzw najlepszego przyjaciela człowieka, dla członków FCI z 86 krajów, akurat właśnie w kraju, w którym ludzie wierzą, że mięso psa jest delikatniejsze, jeśli zwierzę było bite na śmierć albo, że przyniosło ”dyshonor” i dlatego należy polewać je kwasem i/lub wieszać? Ja uważam, że nie. I nie mieści mi się w głowie, że ”miłośnikom psów z rodowodami FCI”, ”nie robi”, że w rok po Szanghaju, to Madryt będzie gościł ”kynologów” z 86 państw świata… Najwyraźniej mam kiepską wyobraźnię.

Dalej tamten człowiek napisał: ”A jak komuś szkoda kasy na bilet to zapraszam na Polskie wioski”- co miało chyba sugerować, że u nas, ze zwierzętami, szczególnie z psami postępuje się ”dokładnie tak samo”, jak w Chinach albo w Hiszpanii, aczkolwiek w Polsce masowo chartów się na drzewach nie wiesza ani nie bije się ich, czy innych psów na śmierć, żeby mięso było ”lepsze”. Dalej ten pan pisał: ”Ja rozumiem ze żal dupę ściska, że wystawa daleko, droga itp. Ale to stosowanie podwójnych standardów jest po prostu żałosne, czasem jak się nie ma nic do powiedzenia sensownego, warto…..pomilczeć.” -szkoda, że Seledynowy sam jakoś się do tej swojej ”rady” nie umiał zastosować. Z jego ostatniego zdania wynika, że ”tylko kasa” jest powodem, dla którego nie tylko niektórzy Polacy, ale i Niemcy, Brytyjczycy, Szwedzi, Norwegowie czy Finowie do Chin się wybierać ani myślą. Cóż…

Pamiętacie tę myśl, że ”Kto ratuje jedno życie, ten ratuje cały świat”? Odnosiła się ona do ratowania istnień ludzkich, ale wszyscy ci ”kynolodzy” tak ”bardzo kochają pieski”… Pani Brązowa napisała ”Łatwo bojkotować imprezę, na którą z wielu względów i tak się nie pojedzie.” -To fakt, szczególnie jeśli głównym z tych ”wielu względów” i rozstrzygającym równocześnie, jest poczucie, że wzięcie udziału w takiej ”imprezie” wiązałby się z konfliktem moralnym, czyli sytuacją polegającą na konieczności podjęcia działania, którego urzeczywistnienie jest wyznaczone przez wykluczające się wartości. (Nie jestem pewna, czy pani, która napisała komentarz, który teraz rozkładam, jest w stanie zrozumieć pojęcie konfliktu moralnego, ale ja na szczęście mam inteligentnych czytelników.) Dalej: ”Łatwo oceniać tych, którzy chcą jechać” -absolutnie tak, zwłaszcza jeśli mają czelność nazywać się ”miłośnikami psów” i zwyczajowo na prawo i lewa trąbią o okrucieństwach pseudohodowli na tzw rodzimym podwórku, epatując swoją (niby) wyższością nad tymi, którzy się okrucieństwem wobec zwierząt ”w ogóle nie przejmują”. ”U nas w kraju też masa syfu odnośnie zwierząt, w Hiszpanii też, w Rosji itp. Jakoś negatywnego oceniania ludzi którzy tam jadą nie widziałam” -to ”u nas”, z wyżej już wyłuszczonych względów sobie odpuszczę, ”Hiszpanię” też. Natomiast co do uwag odnośnie ”Rosji itp.”, powiem tylko, że skoro ta pani odnotowuje ”syf odnośnie zwierząt” i nie robi niczego poza ”niezauważaniem”, ażeby ”negatywnie oceniano ludzi”, którzy też nic z tym ”syfem” nie robią (np. chociaż nie bojkotują imprez kynologicznych w krajach, które bardzo źle zwierzęta, szczególnie psy i koty, traktują, a ona nie robi tego wraz z nimi, tymi ”innymi”), to powinna mieć na tyle ”obycia”, by nie ważyć się komentować postawy osób, dla których bojkot, w tym przypadku masowej imprezy kynologicznej dla członków FCI, jest sprawą oczywistą. I, co więcej nie powinna ważyć się kwestionować potrzeby/ powodu/ prawa tych, którzy nie boją się mówić o swoim przekonaniu o słuszności bojkotowania WDS 2019 (oraz WDS 2020). I nie boją się wyrażać opinii na temat ”kolegów i koleżanek”, którzy ”nie odnotowują” dysonansu pomiędzy teoretycznym, spisanym w statutach kynologicznych organizacji, odwoływaniem się do etyki i praktycznym (nie)stosowaniu się do niej. Pani ta pisze dalej: ”Bojkot tej imprezy to dla mnie jakieś dziwne zjawisko.” -Rozumiem to i wiem z jakiego rodzaju ograniczeń wynika. ”Takie traktowanie psów w skali całego kraju jakim są Chiny jest zjawiskiem marginalnym” -Proszę, ale już o Hiszpanii ani słóweczka… No, dobrze, odpuśćmy jej galgueros. Ale czy tej pani wydaje się, że, nawet jeśli to byłoby prawdą, że owo ”takie traktowanie psów” (czyli jakie, jakiż to parszywy eufemizm mogła mieć na myśli?), to ”margines”, oznaczałoby, że zło przestaje być złem? Bo jest ”marginalne”? To dla tej osoby wystarczający powód, by zjawisko konfliktu moralnego u kogoś o zdecydowanej postawie, miało przestać zachodzić? Bo, jako tło kynologicznej imprezy pod sztandarem FCI, festiwal psiego (i kociego) mięsa, to niesankcjonowane zło wobec psów (i kotów) jest ”marginalne”? FCI zadecydowało, by, choć wrzucanie psów do wrzątku nie ma wspólnego mianownika z ”ogólnymi zasadami moralnymi”, które podobno FCI przyświecają, Chinom powierzyć organizację WDS 2019! FCI zadecydowało także, by, choć polewanie psów kwasem i wieszanie ich tak, by umierały nawet i trzy dni, nie ma wspólnego mianownika z ”ogólnymi zasadami moralnymi”, które podobno FCI przyświecają, Hiszpanii powierzyć organizację WDS 2020. Czyny okrutne wobec zwierząt, wywodzące się z tradycji, zaspokajające pewne ”przyjemności”, ”potrzeby”, są głęboko zakorzenione w kulturze, skutkuje to brakiem ogólnego sprzeciwu przedstawicieli tej kultury wobec tychże czynów. W tym świetle decyzje FCI, której to ”misją” podobno jest ”dbanie o dobro psów na całym świecie” są skandalicznie wręcz niemoralne. Owo ”marginalne zjawisko” głęboko tkwi w chińskiej kulturze, która go nie sankcjonuje, nie sankcjonuje go także FCI. Analogicznie hiszpańskie prawo ciągle nie chroni dziesiątek tysięcy chartów, które legalnie są w Hiszpanii torturowane. Nie chroni psów i nie karze ich oprawców. Kolejne zdanie: ”I wystarczy odrobina dobrych chęci żeby do takich informacji dotrzeć. To nie jest tak że w całych Chinach się psy zjada. To tak jakby napisać że w Polsce w każdym domu stoi słoik z psim smalcem…” -Co za ”zabieg”! Poleciała… Może takie ”argumentowanie” robi na kimś wrażenie, ja nieco powyżej napisałam Wam już dlaczego mnie tego rodzaju nieudolne próby manipulacji naprawdę irytują i powodują, że jednoznacznie kwalifikują osoby, które się ich dopuszczają, więc nie będę się powtarzać. Niepozostawiającą wątpliwości, odpowiedź założycielki wątku, pani komentuje: ”Czym innym jest uświadamianie innych a czym innym ocena moralności osób które na tą imprezę chcą jechać.” -Cha, cha, cha. Oj… Czyli pani przekazuje czytającym, że to ”A fuj! Nieładnie!” być zdolnym do oceny poczynań innych pod kątem moralności ich postępowania lub precyzyjniej: że czyjaś zdolność do moralnej oceny postępowania innych, powoduje dyskomfort u ocenianych. Tak, ”uświadamianie innych”, jest takie ”ogólne”, ”bezosobowe” i przez to wygodne i bezpieczne, bo nie wprowadza niepokoju, bo nie wiąże się z ”przypisywaniem odpowiedzialności”. No i w końcu ”pobudzenie u innych procesów myślowych” nie musi się udać. (I to nie dlatego, że inni są ”ograniczeni”, ale dlatego, że np. przekaz jest ”nieczytelny”…) Natomiast ocena moralna ściśle wiąże się z przypisywaniem odpowiedzialności danej jednostce. I jako taka może być postrzegana jako najprostsza forma uszanowania wolności owej jednostki. Przez uwzględnienie jej niezależności i przypisanie aktywnego wpływu na tzw los. Lub też jako zagrożenie, szczególnie w przypadku osób pasywnych, które przyzwyczaiły się mówić, ale przede wszystkim myśleć: ”zdarzyło mi się” (bez ich czynnego udziału). I taką też, pasywną, przybrały narrację dotyczącą wszystkich zdarzeń w życiu. Kiedy więc, ktoś zaczyna mówić o odpowiedzialności, poprzez ocenę moralności danej jednostki czy zbiorowości, ktoś, kto uważa, że ”rzeczy się przytrafiają” (niezależnie od poczynań i decyzji jednostki) a ”oceny moralne” są ”niemiłe”, odczuwa duuuży dyskomfort. Trudno. Taki lajf.

Pamiętajcie, że czytacie posty ludzi, którzy mają się za ”kynologów” i ”miłośników psów”, to właśnie takie osoby min. swoimi komentarzami, czyli sposobem myślenia budują i utrzymują marną klasę polskiej kynologii

Znowu to samo! Będę się powtarzać: a gdzie byliście gdy nasi sąsiedzi Rosja i Ukraina bestialsko i masowo mordowali psy przed mistrzostwami w piłce nożnej??? „Czyścili” ulice? Jakoś sobie nie przypominam nawoływania do bojkotu WDS i EDS w imię tego co zrobili!? Chyba nie ma tygodnia na FB żebym nie widziała pobitego, zmaltretowanego, zabitego psa, TU w Polsce…” – Zobaczcie, jaka znudzona! Jak ona ma już dosyć tego niewygodnego tematu… ”Gdzie byli i co robili?” ci wszyscy ”oni”? -zwróćcie uwagę jak ujada ta pani: ”wszyscy inni”, do których swoje oburzenie (na oburzenie) kieruje autorka tego komentarza: ”gdzie byliście?”. Jej w tym komentarzu nie ma, ona jest poza ”tym wszystkim”, to w ogóle nie jest jej odpowiedzialność, od niej nic nie zależy i ona na nic nie ma wpływu. Jej to nie obchodzi. Ona ma już dosyć: ”Znowu to samo!”. I tylko się ”powtarza”… Ten komentarz bardzo dobrze pokazuje chyba największy problem tego środowiska: odpowiedzialność może być tylko zbiorowa. Indywidualnej nie ma. To zawsze ”ktoś inny” musi zrobić ”coś”, jakoś ”wskazać kierunek”, bez ”innych” ani rusz… A jak nie ma indywidualnej odpowiedzialności, wszystko rozmywa się w tej zbiorowej, w której nikt nie ma sobie indywidualnie niczego do zarzucenia…

Wielu członków ZKwP w ogóle nie zna treści statutu i regulaminów własnego stowarzyszenia o zainteresowaniu tzw celami Federacji, do której ich stowarzyszenie należy, nie wspominając. Nie zaprzątają też ich głów problemy związane z etyką czy moralnością. Tak więc niby się na złe traktowanie zwierząt i brak cywilizowanych praw oburzają, ale nic z tych ich ”oburzy” nie wynika. Nie wpływają na rzeczywistość, nie dyskutują otwarcie i odważnie, nie wymagają, nie bojkotują… Poddańczo akceptują istniejący stan. Wszystko idzie w parę na Facebooku… Utrzymują kontakty z hodowcami i nabywcami, jak to się mówi ”z całego świata”, choć, jak widać niektórzy mają zastrzeżenia, co do zwyczajów czy prawa obowiązującego w poszczególnych krajach, dotyczącego zwierząt. Jeżdżą na wystawy do poszczególnych krajów, w tym do wyżej wspomnianej Hiszpanii czy Rosji, bez oglądania się na te własne zastrzeżenia. Pozwalają też, by ich psy oceniali sędziowie kynologiczni z tych krajów, bez uwagi na to, na ile teksty o etyce z jednej czy drugiej strony internetowej pokrywają się z działaniami poszczególnych organizacji, których ci sędziowie są przecież przedstawicielami. A gdy ktoś z ich ”kolegów lub koleżanek ze Związku” śmie wyrazić opinię, w której potępia tę hipokryzję i im ją wytyka, zaszczuwają go, zarzucając, że ”pewnie pije hiszpańskie wino”, ”lubi churros” albo ”ma w domu chińskie produkty”, więc ”nie ma prawa oceniać” czyjegokolwiek stosunku do WDS 2019 czy WDS 2020.

Tak więc pytanie o ”świadomość” w kontekście ”kasa vs. moralność?”, nawet, gdyby autorka tego komentarza pytała o to na serio, nie ma sensu. Szczególnie, gdy uwzględnimy kwestie takie jak ”przepisy” ZKwP dotyczące okaleczania psów chirurgicznymi zabiegami o podłożu estetycznym, których w Polsce wykonywać nie wolno od 1997 roku a ciętych psów ras tradycyjnie okaleczanych wciąż jest całkiem sporo. Oraz np. podejście do nabywców szczeniąt, gdy ci odkrywają, że zakupione przez nich psiaki są niezdrowe…

Natomiast to nagminne wręcz, obieganie od sedna sprawy w tych komentarzach, czyli organizowania ”kynologicznego święta” w kraju, w którym za wrzucenie psa do wrzątku czy polanie go kwasem nieprzewidywana jest jakakolwiek kara, jest w najlepszym razie przejawem niskiego poziomu inteligencji osób, które się tego ”wykręcania kota ogonem” dopuszczają. W końcu, ktoś może być po prostu głupi, jeśli jednak ”wykręca kota ogonem” nie będąc głupcem, to znaczy to, że jest ‚evil person’.

Perełka, czyli przykład ”zderzenia światów”. W tej rozmówce ekspresyjna, aczkolwiek ”wykropkowująca” część imiesłowu przymiotnikowego biernego, pani Zielona, zaatakowana zostaje przez panienki Żółtą i Pomarańczową ”mądrymi słowami”, a kiedy wydaje się, że już śmeiszno-straszniej być nie może, pojawia się pani Niebieska.

Na wykropkowany imiesłów przymiotnikowy bierny, któremu towarzyszył rzeczownik, Żółta zareagowała ”czyli nie inaczej niż my Polacy” -Uuu… Mocno poleciała. I od razu jest jasne, z jakiego rodzaju osobnikami przystaje ”pani Żółta”. Szkoda tylko, że bazując na zachowaniach swojego kręgu towarzyskiego, cechy ”dzikusów” pani Żółta przypisuje całemu swojemu narodowi. Zielona odpisuje Żółtej, żeby sobie ”darowała wykład”. Najwyraźniej nie interesują jej ”refleksje” Żółtej (nie dziwi mnie to). Na klarowny komunikat o chęci ucięcia ”interakcji” przez Zieloną, Żółta odpisuje: ”Ty również! daruj sobie puste słowa”. Hm… Coś u Żółtej ”nie bangla”. Po pierwsze, Zielona klarownie zakomunikowała, że nie jest ciekawa ”myśli” Żółtej: ”daruj sobie wykład” -tak jej odpisała, zawczasu, uprzedzając ewentualne ”wymUndrzanie się” Żółtej. Ale Żółta nie kuma. Po drugie, Zielona wcale się nie rozpisuje, przeciwnie, jest bardzo oszczędna w słowach. Po trzecie, jak w pierwszym komentarzu, i w drugim (i tak już będzie do końca), Żółta obnaża swoje słabości. Włącza się Pomarańczowa i ”wali” ”mądrymi słowami” -nawet mi się nie chce tego komentować. Panie Żółta i Pomarańczowa przez chwilę się miziają, po czym Zielona wyjaśnia, tzn usiłuje wyjaśnić swoje wzburzenie, pisząc: ”dla mnie takie traktowanie zwierząt to bestialstwo”. Nie jest jej łatwo wyjaśnić swoje wzburzenie, bo Żółta i Pomarańczowa, te ”tytany intelektu”, przecież ”wiedzą lepiej”. Tak więc Pomarańczowa ”usadza” w swoim mniemaniu, Zieloną, oburzając się: ”dla mnie też, ale nie jest to dla mnie żadną podstawą do wyzywania jakiegokolwiek narodu od „pierd…dzikusów„. No tak… Zielona nie zwyzywała ”narodu”. Zielona nie napisała nic, co sugerować by mogło, że ”nie szanuje narodu”. W okienku komentarza, pod filmem zawierającym drastyczne sceny z udziałem psów i ludzi, obiektywnie się nad tymi psami znęcających, napisała dwa, a właściwie to półtora słowa: ”Pierd…dzikusy!!!”, opatrzone trzema wykrzyknikami. Wczujcie się i przeczytajcie zdanie Pomarańczowej ”ze zrozumieniem”, jest ”po polskiemu”, nie ”po polsku”, ale zmuście się: ”dla mnie też, ale nie jest to dla mnie żadną podstawą do wyzywania jakiegokolwiek narodu od „pierd…dzikusów„. Powoli, zacznijmy od ”żadną podstawą” -czyli, jednak w ”światopoglądzie” pani Pomarańczowej, jakieś ”podstawy” do ”wyzywania jakiegokolwiek narodu od pierd…dzikusów” są. (Po prostu akurat nie należy do nich ”wzburzenie” odnośnie złego traktowania zwierząt). Przejdźmy do ”wyzywania” -słowo ”dzikus” nie jest wyzwiskiem, ale Zielona użyła tego rzeczownika w połączeniu z imiesłowem biernym przymiotnikowym, pochodzącym od wyrazu powszechnie uważanego za wulgarny i powstało ”wyzwisko”, czyli spontanicznie wypowiedziane wyrażenie, ujawniające negatywne emocje mówiącego względem adresata. Idźmy dalej: ”jakiegokolwiek narodu” -to nie jest przypadkowe użycie słów i wskazuje, że Pomarańczowa ”wartościuje” narody na ”lepsze i ”gorsze”. Przeczytajcie to jeszcze raz [kontekst: ”takie traktowanie zwierząt to bestialstwo”]: ”dla mnie też, ale nie jest to dla mnie żadną podstawą do wyzywania jakiegokolwiek narodu od „pierd…dzikusów„. Po polsku to zdanie brzmiałoby jakoś np. tak: ”Ja też (uważam, że takie [jak na filmie udostępnionym przez założycielkę wątku] traktowanie zwierząt to bestialstwo), ale jeżeli tego bestialstwa nie dopuszczają się wszyscy przedstawiciele tego narodu, nie jest ono powodem, by o całym narodzie mówić źle.” Tylko, że w ten sposób Pomarańczowa zatoczyłaby kółeczko do mUndrości swojej Żółtej psiapsi, która napisała przecież: ”czyli nie inaczej niż my Polacy”… I teraz idzie bomba, Żółta pisze do Pomarańczowej: ”na mnie to nie robi wrażenia, ona sama nie rozumie tego co pisze” -słodka jest. Taka.. głupia. I nie ogarnia, że jest głupia. Zielona, ma cierpliwość (niepotrzebnie) i pisze ”no tak bo przecież mnie znasz nie od dziś”. Żółta jest w bajce, że ”kontroluje rozmowę”, więc pisze Zielonej: ”Pani (…) bez odbioru ,nie mój poziom. Pa” -fakt, nie jej poziom. Jest tak ograniczona, że brakuje skali. Nie jest w stanie dosięgnąć Zielonej, która dalej tłumaczy (najwyraźniej panie wpędziły ją w poczucie winy albo uznała, że [potencjalnie] ‚dzbanów’ odbierających jej komentarz tak samo, jak Żółta z Pomarańczową może być więcej): ”akurat odnosiłam się nie do narodu ale do ludzi z filmiku. Konkretnych osób ciągających, rzucających te psinki. Może faktycznie nie powinno być „pierd…” ale zadziałały emocje. No ale co będę tłumaczyć. Już wszystko o mnie Panie wiedzą i niczego więcej się nie spodziewają.” (Zielona ich nie ”tyka”, kulturalnie im ”paniuje”, co też zdecydowanie wskazuje na różnice pomiędzy nią a tymi paniami). Wtedy na Zieloną szarżuje nowa, Niebieska ”intelektualistka”: ”niestety ale nie ma co się łudzić że Twoja świnkę to na czerwonym dywanie zaproszono do limuzyny. Rzeczywistość jest taka sama. Proszę teraz zobaczyć filmiki z transportu świń lub innych zwierząt rzeźnych, podejść do lustra i powiedzieć do siebie to samo.” -Czy jest sens dziwić, się, że choć Zielona nie obraziła żadnej z nich, sama została obrażona? Zaznaczam: nazywanie osoby głupiej wprost: głupią, nie jest obraźliwie. Są ludzie wysocy, niscy, szczupli, grubi, z jasnymi albo ciemnymi włosami i są też ludzie inteligentni albo nieinteligentni. I o tych nieinteligentnych mówi się, że są głupi. Ot, co. Czy dla Niebieskiej ”intelektualistki” ma znaczenie, że film, który zamieściła założycielka tematu i który tak emocjonalnie skomentowała Zielona, pochodzi ze strony ”No for China World Dog Show 2019”? Że zamieszczony został na grupie ”kynologów”, rzekomych ”miłośników psów (nie tylko) rasowych (ale jeśli już ”rasowych”, to tylko z rodowodami ZKWP/ FCI [bo inne rodowody się nie liczą, bo ”inne organizacje zrzeszają pseudo hodowców” i ”te ich rasowe psy to kundle”])”, na grupie członków, sympatyków (i nierzadko wyznawców) Związku Kynologicznego w Polsce, w kontekście, który można sprecyzować:Patrzcie, wy, którzy nie widzicie nic złego w WDS 2019 organizowanej w Chinach. Wy, którzy chcecie na wystawę do Szanghaju jechać, wy ”miłośnicy psów”, którzy tak dużo postów trzepiecie i opowiadacie w rozmowach face to face, jak wam dobro psów na sercach leży” i ciągle przed pseudohodowlami przestrzegacie i mówicie, że ”tylko FCI”, jak w Chinach traktowane są psy. Będziecie tam ”nawiązywać kontakty, żeby tam sprzedawać szczeniaki, by trafiły do wrzątku kiedyś? Nie brzydzi was decyzja FCI?”. Dla Niebieskiej, jak i wielu innych wypowiadających się pod materiałami pochodzącymi ze strony No for China World Dog Show 2019 i udostępnianymi na grupach, kontekst komentarza Zielonej, fakt, że zamieściła go pod konkretnym filmem, zamieszczonym w konkretnym miejscu, w kontekście bardzo konkretnego wydarzenia, jakim jest World Dog Show 2019, nie ma znaczenia. Gdyby to było amerykańskie forum, panienki mogłyby Zielonej przywalić jeszcze za niewolnictwo, ale że jest Zielona zagrywka na nutę white man guilt też by nie wyszła… Przeczytajcie ostatnie posty, nie chcę Wam spojlerować. 

”Sztuczka”

Pisząc fragment o Charcie Polskim, myśląc o determinacji ludzi, którzy walczyli o to, by ta rasa nie zginęła, przypomniałam sobie idiom ”Against all odds” (oznaczający, że pomimo bardzo małego prawdopodobieństwa np. pokonuje się ciężką chorobę). Siłą rzeczy, przypomniał mi się też kawałek Phila Collinsa i wiecie co? Nigdy nie lubiłam takich ”sztuczek”, ale tym razem zrobię wyjątek. Jeżeli w dalszym ciągu uważając się za ”miłośnika psów”, mimo przeczytania tego tekstu, nie rozumiesz jeszcze ”Co jest nie w porządku w organizowaniu światowej wystawy psów w Chinach?”, to puść sobie ”Against All Odds” Phila Collinsa, jako tło do oglądania filmów na stronie ”No for China World Dog Show 2019”. Nagrań z psami w klatkach, psami, które w chińskich rzeźniach czekają na zaszlachtowanie. Patrz w oczy tych psów, bo wiele z nich patrzy w oczy filmującym je ludziom, uparcie szukając w człowieku… Jeżeli to cię nie ruszy, to jest z tobą coś bardzo nie tak.

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu oraz grafik bez zgody autora jest zabronione.

www.facebook.com/zuzpasjaodogoargentino

Reklamy

FESTIWAL PSIEGO MIĘSA W YULIN W PROWINCJI SHAANXI, ”SHANGHAI WORLD DOG SHOW 2019” I ZŁOTE KARTY O WARTOŚCI, JAK PODAJE NORSK KENNEL KLUB, 100 TYSIĘCY EURO DLA DELEGATÓW FEDERATION CYNOLOGIQUE INTERNATIONALE

Czasem naprawdę doceniam internet. Zwłaszcza możliwość wykorzystania Google Translate do przetłumaczenia sobie z norweskiego treści ze strony Norsk Kennel Klub.

Jak możemy dowiedzieć się ze stanowiska opublikowanego na stronie Norsk Kennel Klub, norweskiego członka Fédération Cynologique Internationale: ”All FCI’s 91 delegates have received gold cards that can be used in connection with any visit to the World Dog Show 2019 in China. The gold cards were awarded by the China Kennel Union after the club was awarded WDS2019 under the FCIS General Assembly in June. NKK now urges that the money intended to cover hotels and stay for FCI’s delegates during WDS 2019 now be donated to organizations that work on concret measures to improve dog welfare in China.” –Wszystkich 91 delegatów FCI otrzymało złote karty, które mogą być wykorzystane w związku z każdą wizytą na World Dog Show 2019 w Chinach. Złote karty zostały przyznane przez China Kennel Union po tym, jak przyznano mu organizację WDS 2019, w czerwcu podczas Walnego Zgromadzenia FCI. Norsk Kennel Klub wzywa teraz, aby pieniądze przeznaczone na pokrycie hoteli i pobytu dla delegatów FCI podczas WDS 2019, zostały przekazane organizacjom, które pracują nad konkretnymi środkami/ wypracowują konkretne środki działania (zapewne chodzi min o lobbowanie na rzecz zmiany prawa) w celu poprawy dobrostanu psów w Chinach.

Dalej możemy przeczytać, iż ”NKK has reacted strongly to the World Dog Show being awarded to a country where the abuse of dogs is extensive. In this connection, Norwegian exhibitors and judges have been discouraged from attending the event, which has resulted in a threat of FCI exclusion.” –NKK zdecydowanie zareagowało na przyznanie organizacji World Dog Show krajowi w którym nadużycia (znęcanie się, maltretowanie) wobec psów są ekstensywne (obfitują w wielość przypadków, rozciągają się na wiele aspektów itd.). W związku z tym norwescy wystawcy i sędziowie byli zniechęceni do udziału w wydarzeniu, co spowodowało zagrożenie wykluczeniem z FCI.

Jeszcze dalej NKK informuje, że w liście przekazanym do FCI i China Kennel UnionNKK confirms that they will not make use of the card, and requires that the China Kennel Union donate the money that was intended for NKK’s stay to an organization that works with actual and concrete measures to improve dog welfare in the country.” –Norsk Kennel Klub potwierdza, że Norwegowie nie będą korzystać z karty, i wymagają, aby China Kennel Union przekazał pieniądze przeznaczone na pobyt NKK, organizacji, która pracuje nad doprowadzeniem do poprawy sytuacji psów w Chinach.

It is not good democratic practice to accept this form of gift, and NKK would never use this card. When we also see that there is an urgent need to use resources to improve dog welfare in the country, these „gold cards” get an extra taste. ”We also expect other kennel clubs to respond in the same way to this gift, and refrain from making use of the offer, ”says NKK’s CEO Trine Hage.” -Nie jest dobrą demokratyczną praktyką, akceptowanie/ przyjmowanie tej formy prezentu i NKK nigdy nie użyłby tej karty (przedstawiciele NNK). Kiedy widzimy, że istnieje pilna potrzeba wykorzystania zasobów w celu poprawy dobrostanu psów w kraju, te „złote karty” zyskują także dodatkowy smak. Oczekujemy także, że inne kluby zareagują w ten sam sposób na ten prezent i powstrzymają się od wykorzystania tej oferty”, mówi prezes NKK, Trine Hage.]

W dalszej części stanowiska Norsk Kennel Klub czytamy: ”In the letter which is now submitted to the FCI and CKU, NKK also lists several measures that could have been implemented if the money intended for FCI delegates had instead been earmarked for dog welfare. The measures are calculated based on Norwegian prices. Carried out in China, one can very likely be able to get even more done for the total amount these cards are worth; estimated at just over EUR 100,000.” -W liście, który jest teraz przekazywany do FCI i CKU, NKK wymienia również kilka środków/ rozwiązań, które mogłyby zostać wdrożone, jeśli pieniądze przeznaczone dla delegatów FCI zostały.by przeznaczone na dobrostan psów. Obliczeń dokonano na podstawie cen norweskich. Wykorzystując te środki/ zasoby (które CKU przeznaczyło dla delegatów z Norwegii, wartość ‚gold card’), realizując ich wykorzystanie w Chinach, prawdopodobnie można by zrobić/ osiągnąć jeszcze więcej z całkowitą kwotą, którą te karty są warte; szacowana przez Norwegów wartość wyniosła nieco ponad 100 000 euro.

Norweski klub podaje, że sposób w jaki te pieniądze można by wydać (na podstawie norweskich cen) to:

At least 600 consultant hours with PR / lobbyist company with the purpose of influencing legislation on dog welfareCo najmniej 600 godzin konsultacji z firmą PR / lobbystami w celu wywarcia wpływu na ustawodawstwo dotyczące dobrostanu psów,

At least 100 lectures focusing on dog welfare with well-known and renowned speakers -Co najmniej 100 wykładów koncentrujących się na dobrostanie psów ze znanymi i uznanymi mówcami

At least 1 very comprehensive campaign on nationwide TV / Radio -Co najmniej jedna bardzo obszerna kampania w ogólnokrajowej telewizji / radiu

20,000 books and other information material with a focus on ethics and dog welfare -20,000 książek i innych materiałów informacyjnych skoncentrowanych na kwestii etyki i dobrostanu psów.”

The NKK has still not received an answer to our question to the FCI and the China Kennel Union regarding which measures have been implemented or planned to end the abuse of dogs in China. Since we still do not know what the CKU has actually done or are or planning to make progress towards WDS2019, we have to demand that the money intended for NKK’s stay during WDS2019 now be donated to an organization that actually works for the dog welfare, or used by CKU or FCI to work with dog welfare. We also expect other kennel clubs to refuse this „gold card” and stay at home during events. We also request regular feedback from FCI and CKU on any progress in dog welfare in China, says Trine Hage.” –NKK nadal nie otrzymał odpowiedzi na nasze pytanie skierowane do FCI i China Kennel Union dotyczące tego, które środki zostały wdrożone lub są planowane do wdrożenia w celu zakończenia nadużyć wobec psów, ich maltretowania w Chinach. Ponieważ nadal nie wiemy, co CKU faktycznie zrobiło lub jakie działania planuje podjąć by poczynić postępy przed zbliżającym się WDS 2019, musimy zażądać, aby pieniądze przeznaczone na pobyt NKK podczas WDS 2019 zostały przekazane organizacji, która faktycznie działa na rzecz dobrostanu psów lub by wykorzystane zostały przez CKU lub FCI do pracy nad dobrostanem psów. Oczekujemy także, że inne kluby hodowlane odmówią przyjęcia tej „złotej karty i pozostaną w domu (zapewne chodzi o hotelowe pokoje) podczas imprez. Zwracamy się również z prośbą o regularne informacje zwrotne, oczekujemy tych informacji od FCI i CKU na temat postępów dotyczących dobrostanu psów w Chinach”, mówi Trine Hage”.

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu oraz grafik bez zgody autora jest zabronione.

www.facebook.com/zuzpasjaodogoargentino

”SHANGHAI WORLD DOG SHOW 2019” – JAK NA DECYZJĘ FEDERATION CYNOLOGIQUE INTERNATIONAL O PRZYZNANIU ORGANIZACJI ŚWIATOWEJ WYSTAWY PSÓW RASOWYCH W ROKU 2019 CHINOM, POMIMO ODBYWAJĄCEGO SIĘ W YULIN W PROWINCJI SHAANXI FESTIWALU PSIEGO MIĘSA, ZAREAGOWAŁY NIEKTÓRE KLUBY CZŁONKOWSKIE FCI

Fiński Kennelliito, czyli ”The Finnish Kennel Club – canine expert since 1889”, na swojej stronie już 25 sierpnia 2015 roku zamieścił następującą treść: https://www.kennelliitto.fi/en/about-us/news/statement-finnish-kennel-club-concerning-decision-making-fci-and-treatment-dogs-china. Zwróćcie szczególną uwagę na sformułowanie użyte w zdaniu: ”The Finnish Kennel Club recommends all Finnish judges who will be invited to judge at the WDS 2019, as well as all exhibitors thinking about participating with their dogs, to pay attention to this statement of the FKC.

Na stronie Norsk Kennel Klub: https://www.nkk.no/aktuelt/uakseptable-gullkort-etter-wds-valg-article111111-991.html. (Polecam Wam, abyście sami, krok po kroku przetłumaczyli sobie treść opublikowaną przez NKK).

Na stronie Svenska Kennelklubben https://www.skk.se/globalassets/dokument/om-skk/skk-standpoint.pdf także widnieje oficjalne stanowisko klubu (I treść stanowiska szwedzkiego klubu także umieściłam w postaci tzw zrzutów ekranu, ale pod koniec tego tekstu.)

Na stronie niemieckiego członka FCI, Verband für das Deutsche Hundewesen też widnieje oficjalne stanowisko: https://www.vdh.de/newslettersystem/en/news/artikel/world-dog-show-china-2019-the-position-of-the-vdh/.

Znajdziemy je także na stronie holenderskiego Związku Raad van Beheer op Kynologisch Gebied in Nederland: https://www.houdenvanhonden.nl/contentassets/1153e564a120472389ebe4de07a001f0/toespraak-rvb-nieuwjaarsreceptie-2019.pdf

Oraz na stronie czołowej brytyjskiej organizacji kynologicznej, gospadarza słynnego Crufts: The Kennel Club: https://www.thekennelclub.org.uk/press-releases/2015/june/kennel-club-statement-regarding-the-world-dog-show-2019/.

Natomiast na stronach Związku Kynologicznego w Polsce… Sprawdźcie.

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu oraz grafik bez zgody autora jest zabronione.

www.facebook.com/zuzpasjaodogoargentino

”DYSPLAZJA W DOGO CANARIO/PRESA CANARIO -GDZIE PODZIAŁY SIĘ ETYKA I EMPATIA?” -ODPOWIEDZI NA NAJCZĘŚCIEJ ZADAWANE PYTANIA

 

Do skrzynki kontaktowej strony www.facebook.com/dysplazjawdogocanariopresacanario przychodzi wiele zapytań od właścicieli dysplastycznych psów różnych ras, dzisiejszy wpis zawiera odpowiedzi na te pojawiające się najczęściej.

Zadaniem strony ”DYSPLAZJA W DOGO CANARIO/PRESA CANARIO -GDZIE PODZIAŁY SIĘ ETYKA I EMPATIA?” jest zwracanie uwagi na fakt, iż w popularnych hodowlach rasowych psów, zarejestrowanych w stowarzyszeniu Związek Kynologiczny w Polsce, istnieje realny problem dotyczący dysplazji stawów. Problem ten jest na tyle poważny, że w niektórych przypadkach można by rzec, że ”dysplazja kwitnie podlewana ignorancją tzw hodowców”.

Za przykład tego, jak zazwyczaj osoby rozmnażające psy rozmawiają z ich nabywcami, kiedy psiaki okazują się być obciążone dysplazją/ cechami dysplazji, posłużyła dyskusja ze znaną, internetowo popularną panią rozmnażającą psy typu presa. Ta rozmowa (na stronie www.facebook.com/dysplazjawdogocanariopresacanario/ znajduje się album z tzw screenami z dyskusji pomiędzy panią, która psy wyhodowała, ich nabywcami, innymi osobami rozmnażającymi psy pod egidą ZKwP oraz tzw miłośnikami rasy) pokazuje jak zwyczajowo traktowany jest przez tzw hodowców posiadacz niepełnosprawnego psa, kiedy ciężka dysplazja/ niepełnosprawność okazuje się być faktem a nabywca zadaje pytania o wyniki badań rodziców swoich kalekich psów. W przypadku przykładowej dyskusji problem dotyczył więcej niż jednego psa, tj.;

Mala Vida de Rey Gladiador ur. 20.09.2013, suka rasy Dog Kanaryjski (Dogo Canario/Presa Canario). Zoperowane oba łokcie i oba biodra – podcięcie mięśni przywodzicieli i odnerwienie torebek stawowych. Niestety z powodu najcięższego stopnia obu dysplazji, a zwłaszcza ogromnej dysplazji łokciowej, której zabieg może złagodzić tylko na pewien czas dolegliwości bólowe, dalsze leczenie związane jest z punkcjami stawów łokciowych i podawaniem leków dostawowo średnio raz w miesiącu lub częściej. Możliwy jest zabieg endoprotez obu stawów za granicą lub wózek przedni w celu odciążenia kończyn. Okresowo poza punkcjami i podawanymi lekami dostawowo pies dostaje leki niesterydowe przeciwzapalne i osłonowe oraz suplementy – chondroityki oraz ziołowego pochodzenia leki przeciwbólowe. Stosowana jest również magnetoterapia.

Wabo de Rey Gladiador ur. 19.08.2014 -dysplazja łokciowa stopnia 1/2, dysplazja biodrowa stopnia E. Zoperowany prawy łokieć i oba biodra, podobnie jak u suki Mala Vida. Podano komórki macierzyste do obu stawów biodrowych. Średnio raz na 6 tygodni są robione punkcje chorych stawów z równoczesnym podaniem leków dostawowych. W momencie większych dolegliwości bólowych zabiegi te są wykonywane częściej. Pies codziennie dostaje suplementy -chondroityki oraz ziołowego pochodzenia leki przeciwbólowe. Stosowana jest magnetoterapia.

Venga de Rey Gladiador ur 20.02.2014 -dysplazja biodrowa stopnia D. Podawane chondroityki. Stosowana jest magnetoterapia. Jako, że psy ras bojowych (a do takich należy kanaryjska presa) mają bardzo wysoki próg bólowy, na razie nie ma przesłanek do operacji.

Powyższe dane wywołały w marcu 2015 r. wielką burzę. Wszystkie wymienione powyżej psy należą do tego samego małżeństwa NIEZAJMUJĄCEGO SIĘ ROZMNAŻANIEM PSÓW i urodziły się w tej samej hodowli. Doświadczenie wynikające z przykrej, zarówno dla ludzi, jak i psów dysplastycznej niespodzianki, zaowocowało PRAKTYCZNĄ WIEDZĄ o tym, jak bardzo ważne jest, by dramatowi dysplazji zapobiegać. W związku z tym kolejne molosy, które pojawiły się w domu tej rodziny, pochodzą z kojarzeń par wolnych od dysplazji stawów i nie są obciążone tym kalectwem.

Osoby prowadzące tę stronę nie zajmują się ”diagnozowaniem przez internet”.

Na stronie www.facebook.com/dysplazjawdogocanariopresacanario/ chętnie zamieścimy informację dotyczącą przypadku dysplazji u każdego psa, niezależnie od jego rasy, o ile tylko właściciel przekaże do publikacji pełne dane dotyczące pochodzenia psa (skan rodowodu), wraz z opisanym przez chirurga lub radiologa wynikiem (skan) badania RTG.

Oparta o smutne doświadczenie rada brzmi następująco: należy poddawać prześwietleniu każdego psa, szczególnie rasy ”olbrzymiej”, rasy predysponowanej do wystąpienia nieprawidłowości aparatu ruchu, nieprawidłowości o podłożu dziedzicznym, i to nawet już w wieku czterech miesięcy. Jeśli psiak jest przedstawicielem rasy mającej tendencję do dysplazji a właściciel chce mieć pewność, że w chwili zakupu szczeniaka bądź jego przysposobienia (drogą innej umowy z hodowcą), otrzymał szczenię ze stawami wolnymi od zmian dysplastycznych, musi sprawdzić stan jego stawów. Tylko taki sposób postępowania daje jednoznaczne dane nabywcy, który, o ile zaniedba prześwietlenie szczenięcia, które trafiło do jego domu, musi liczyć się z tym, że kilka miesięcy potem, gdy będzie dopytywał tzw hodowcę min. o warunki w jakich szczenięta żyły w pierwszych, decydujących w kwestii dysplazji, 8-12 tygodniach życia, usłyszy, że ”Kiedy opuszczały hodowlę były zupełnie wolne od problemu dysplazji, nie miały żadnych zmian. Jeżeli teraz ‚okazuje się’, że jest problem, to jest to twoja wina”. Sprawdzić, tj poddać prześwietleniu należy zarówno stawy biodrowe jak i łokciowe. Wielu tzw hodowców chełpi się wynikami HD (wynik dotyczący stawów biodrowych), przy czym zapomina lub ignoruje fakt, że to stawy łokciowe (ED) odpowiadają za utrzymanie znacząco większego ciężaru ciała psa (pamiętajmy: pies głowę ma z przodu). Nie zapominajcie też, że nieprawidłowości w stawach łokciowych często są objawem poważnych problemów w stawach barkowych. Może też być tak, że  w późniejszym okresie życia, psiak powiedzmy dwuletni, może mieć idealne stawy łokciowe i biodrowe, ale ”sypać” mu się mogą stawy kolanowe. Pierwszym przejawem genetycznego podłoża zwyrodnień, może być zerwane więzadło -po RTG okazuje się, że dwuletni pies ma w tych stawach zwyrodnienia, jak psi staruszek, choć pozostałe stawy są idealne. Praktycznie idealny stan pozostałych stawów, wskazuje, że ”posypane” stawy kolanowe mają podłoże genetyczne. Z tego też powodu, decydując się na RTG stawów, zarówno za pierwszym razem, jak i w kolejnych, gdy upewniamy się, że u naszego psa wszystko jest w porządku, warto jest sprawdzić je wszystkie. Należy postępować tak zwłaszcza, gdy decydujemy się zakupić lub po czasie odkrywamy, że kupiliśmy psiaka z linii mocno obciążonej dysfunkcjami aparatu ruchu. 

I KOLAGEN, KOLAGEN I JESZCZE RAZ KOLAGEN – podawajcie go rozwijającym się szczeniakom

Na stronie www.facebook.com/dysplazjawdogocanariopresacanario/, opierając się o najświeższe publikacje dotyczące genetyki, staramy się propagować wiedzę o przyczynach dysplazji stawów u psów, możliwościach niwelowania problemu, także poprzez nawoływanie do eliminowania z programów hodowlanych psów obciążonych dysplazją oraz uświadamiać nabywców, iż w interesie swoich psich przyjaciół oraz własnym, muszą od tzw hodowców WYMAGAĆ używania w tzw planach hodowlanych psów jednoznacznie wolnych od dysplazji i zmian zwyrodnieniowych. O tym, że hodowca jest rzetelny, że traktuje nabywcę szczeniaka uczciwie i po partnersku dowodzi udostępniane przez niego do wglądu potencjalnym nabywcom szczeniąt (oraz innym hodowcom), opisanych przez radiologów lub chirurgów wyników badań dotyczących dysplazji u psów, mających być rodzicami szczeniąt.

Polecamy przyszłym i obecnym właścicielom psów, aby na bieżąco dokształcali się, już choćby tylko regularnie czytając informacje publikowane na stronie:

http://www.instituteofcaninebiology.org/.

Utworzenie strony ”DYSPLAZJA W DOGO CANARIO/PRESA CANARIO -GDZIE PODZIAŁY SIĘ ETYKA I EMPATIA?” ma także uzmysłowić właścicielom dysplastycznych psów, przeżywającym szok, dowiadując się nagle, że ich psy są niepełnosprawne i co to w praktyce oznacza (także z finansowego punktu widzenia), że nie są ze swoim dramatem sami. W dużej mierze właśnie to ”nie robienie afery” przez właścicieli dysplastycznych psów i szczeniąt z cechami dysplazji, i poczucie osamotnienia, wynikające niejednokrotnie wręcz z zaszczucia przez tzw hodowcę, jego znajomych (też tzw hodowców) i inne ”życzliwe osoby”, kiedy w końcu właściciel niepełnosprawnego psa, usłyszawszy diagnozę, zaczyna zadawać ‚hodowcy’ pytania o dysplazję w jego hodowli, jest powodem dla którego dysplazja wciąż jest tak wielkim i powszechnym problemem.

Właściciele kalekich psów mają poczucie winy względem swoich psów. Zastraszeni poddają się i dają sobie wmówić, że ciężka dysplazja to ich wina, zupełnie zapominając o tym, że ich pies nie jest jedynym dysplastycznym psem na świecie, że dysplazja typu HD D czy HD E nie bierze się ”z sufitu” i nie jest możliwym, aby pies z takim wynikiem, opuścił hodowlę jako szczenię z nienagannymi, zupełnie niezmienionymi stawami. Zamiast starać się odnaleźć właścicieli miotowego rodzeństwa swoich psów, nawiązać z nimi kontakt (przecież wszyscy mają psy z metrykami np. stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce) i przekonać się czy (lub raczej jakie) pozostałe psiaki mają kłopoty z aparatem ruchu (i jeśli tak, to w jakim stopniu), po prostu poddają się i sami ”kiszą się” ze swoim i swojego psa dramatem. Pozostają w poczuciu, że gdyby nie dali sobie wmówić tzw hodowcy i jego poplecznikom, że ”to tylko niegroźna kulawizna, wyrośnie z tego” i zamiast słuchać tych ”mądrości”, zaczęli psa profesjonalnie diagnozować, byliby w stanie zminimalizować konsekwencje rozwijających się zmian.

To poczucie bezsilności nabywców psów, w którym pozostają i brak ich właściwej reakcji, daje komfort produkującym psy tzw hodowcom do dalszego nie przejmowania się konsekwencjami swojego postępowania. Oczywiście, właściciele kalekich psów mają też poczucie, że zostali oszukani i finansowo wykorzystani, że mówiąc łagodnie ”nadużyto ich zaufania”. Tyle że gdyby do zakupu psów byli merytorycznie przygotowani, zamiast jedynie ”wierzyć na słowo” ”miłym” panom czy paniom, żądając konkretnych dokumentów, najprawdopodobniej do dramatów by nie dochodziło.

Wiele złego, o czym z niezrozumiałych powodów się nie mówi, czynią też tzw nowi hodowcy, osoby pierwszy raz ”wypuszczające miot’‚, które mają dziwaczny zwyczaj ”ufać” na ”słowo honoru” ”doświadczonym hodowcom”. Za dobrą monetę biorą ludzie bez wiedzy i wyobraźni, zapewnienia tych ”doświadczonych hodowców”, kiedy ci opowiadają im np., że ich ”słynne” reproduktory czy hodowlane suki mają wynik HD B, podczas, gdy w rzeczywistości (o czym wiedzą inni ”doświadczeni hodowcy”, dobrzy znajomi ”opowiadaczy”) RTG stawów biodrowych ”legendarnego” psa oznaczone zostało jako ”D”. Nie jest niczym nadzwyczajnym, że ci którzy najbardziej dbają o ”PR”, właściwie nie muszą pokazywać dokumentacji medycznej psów, które rozmnażają, innym tzw hodowcom. Z niewiadomych przyczyn ludzie praktycznie ”czadzieją”, odurzeni ”kłapaniem dzioba” ”doświadczonego hodowcy” i nie wymagają do wglądu opisanych wyników RTG, które potwierdzałyby słowa ”znanego hodowcy” Niejednokrotnie i to w przypadku różnych ras, zdarzało się, że samce, którymi w Polsce kryto suki, jako ”modnymi reproduktorami” i które u nas ”chodziły” jako osobniki z HD B, kiedy po sprzedaży trafiły za granicę, okazywało się (ku zaskoczeniu i rozczarowaniu zagranicznych hodowców), iż rzeczywistości obciążone są ciężką dysplazją.

Dokąd NABYWCY psów nie uzmysłowią sobie, że istnieją mechanizmy, dzięki którym z dysplazją można walczyć a JEDNYM Z NAJSKUTECZNIEJSZYCH JEST WŁAŚNIE ŚWIADOMOŚĆ NABYWCÓW I NIE KUPOWANIE PRZEZ NICH PSÓW PO NIEPRZEBADANYCH I DEFINITYWNIE WOLNYCH OD DYSPLAZJI RODZICACH, dotąd psy będą cierpieć.

W handlu rasowymi psami głos decydujący ma nabywca. Od nabywców/ klientów hodowców zależy czy -przepraszam za słowo- produkt -w tym wypadku pies- się sprzeda. Jeżeli tzw hodowcy nie stać na zapewnienie psom, które powołuje do życia godziwych warunków tego życia a ZDROWIE jest takim warunkiem, nie powinien psów rozmnażać. Jeżeli tzw hodowcy nie stać na to, by psy badać, nie stać na to, by z tzw programu hodowlanego eliminować osobniki niespełniające kryteriów dotyczących zdrowia, to ktoś taki nie jest hodowcą, tylko producentem, zwykłym pseudohodowcą. Nabywcy finansujący producentów sami są sobie winni, tylko wielka szkoda, że za tę ignorancję w praktyce najwięcej płacą psiaki.

Decydując o wyborze szczenięcia, preferować należy te z miotów, które przyszły na świat w ciepłej porze roku, gdyż takie szczenięta spędzają więcej czasu na właściwym dla niech, naturalnym podłożu (zazwyczaj w tzw ogródkach hodowców), niż w domach na śliskich płytkach, bądź innych śliskich i łatwych dla utrzymania czystości powierzchniach. Naturalne podłoże, stawia opór. Śliska powierzchnia powoduje, że szczeniaczkom -co rusz- rozjeżdżają się łapki, co staje się powodem uczenia się przez nie niewłaściwego (nienaturalnego) sposobu poruszania się, co niesie za sobą oczywiste konsekwencje dla funkcjonowania stawów. Namawiam do znalezienia analogii: ludzie nie uczą swoich dzieci chodzić na lodowisku, bo na śliskiej powierzchni łatwo o poślizgnięcie, zwichnięcie/wywichnięcie itp.

A ”psy z drugiej ręki”?

Niezależnie od powodu, dla którego pies niebędący już szczenięciem jest wystawiony na sprzedaż lub oferowany jest do adopcji, obowiązują te same zasady i pytamy o badania (już choćby tylko dlatego, że podpisujemy umowę).

Osoba, która nam psa przekazuje, właściciel i/lub hodowca odpowiada za jego stan.

Pies jest w konkretnym wieku, na konkretnym etapie rozwoju albo też jego rozwój się zakończył, jest osobnikiem dorosłym i w pełni ukształtowanym. Może mieć kilka-kilkanaście miesięcy lub kilka lat. Może być tak, że pies został sprzedany pierwszemu właścicielowi, po czym w którymś momencie powrócił do hodowli i opiekował się nim i odpowiadał za niego hodowca. Może być też tak, że właściciele, tym samym tzw opiekunowie, zmieniali się kilkukrotnie albo też tak, że właściciel był tylko jeden i to on oferuje psa na sprzedaż.

Zasada jest zawsze jedna i ta sama

Pytajcie o wyniki badań, bo jeżeli w umowie sprzedaży, będzie punkt ”pies jest wolny od wad i zdrowy” a nabywca podpiszę taką umowę bez dowodów na to, że pies w istocie jest zdrowy, to kiedy po jakimś bliżej nieokreślonym czasie (zazwyczaj szybciej niż później) okaże się, że pies ma ciężką dysplazję, to ktoś, kto sprzeda nabywcy niepełnosprawnego psa, po prostu może cieszyć się, że trafił na osobę naiwną/łatwowierną. Nie będzie też, rzecz jasna mogło być mowy o tym nieszczęsnym ”No, niech odda nam koszty które ponieśliśmy na leczenie psa!”.

Pamiętać należy, że zapis w rodzaju ”pies jest wolny od wad i zdrowy” nie posiada żadnej wartości, dokąd w umowie precyzyjnie nie są wymienione wady, od których dany psiak jest wolny i ”oznaki zdrowia”, którymi to szczyci się sprzedający. Pies może być wolny od wady typu nieakceptowanego przez wzorzec rasy umaszczenia -i to będzie prawda. Natomiast co ma oznaczać ogólnik, że ”jest zdrowy”? 

Jest oczywistym, że wszystkiego przewidzieć nie można, ale istnieje pewne minimum, które stanowią schorzenia typowe dla danej rasy. Tak więc w przypadku molosa oczekiwanie, iż w umowie pojawi się zapis dotyczący dysplazji, ”pies jest wolny od dysplazji stawów łokciowych i biodrowych” a w przypadku psa w wieku do +/- 16 miesiąca życia ”nie posiada cech dysplazji”, nie jest niczym wyjątkowym. Ale żeby taki zapis posiadał wartość, sprzedający musi udowodnić kupującemu, że pies faktycznie wolny jest od dysplazji.

W skrócie, sprzedający nie jest w stanie gwarantować kupującemu czegoś, na temat czego nie posiada żadnej wiedzy. Jeżeli kupujący podpisuje taką umowę, to sam jest sobie winny. Jednym z ulubionych ”argumentów” tzw hodowców i ich popleczników w rozmowach z właścicielami psów dysplastycznych, niepełnosprawnych jest ”Przecież nikt ci nie kazał tego psa kupować, pistoletu ci do głowy nikt nie przystawiał” – i trudno się z tym aroganckim i bezczelnym tekstem nie zgodzić.

Pamiętać należy także o tym, iż hodowca odpowiada za psa dokąd pies jest pod jego opieką i kontrolą. Od chwili, w której pies opuści hodowlę może wydarzyć się i zazwyczaj się dzieje, mnóstwo rzeczy, na które hodowca nie ma żadnego wpływu, niezależnie od tego jakie zaniedbania, włącznie z doborem rodziców hodowca mógł popełnić czy też popełnił. Typowe obszary takich zaniedbań to np.;

przygotowanie matki miotu do okresu ciąży i karmienia szczeniąt – czyli kwestia zapewnienia suce odpowiedniej diety, w tym suplementacji,

zapewnienie odpowiedniego podłoża, na którym szczenięta stawiają swoje pierwsze kroki – czyli podłoże stawiające opór, zamiast śliskiej podłogi. (Powtórzmy: z oczywistych przyczyn ludzie także nie uczą się chodzić na lodowisku.)

Kluczowe dla kwestii rozwoju dysplazji są pierwsze tygodnie życia psa. Każde szczenię rodzi się ze zdrowymi stawami, ale do 8-12 tygodnia jego życia, to jakie warunki zapewnia mu hodowca, decyduje o tym, w jaki obrazek w organizmie konkretnego psa ułożą się przypisane mu ”genetyczne puzzle”. A to oznacza, że hodowca może, poprzez warunki w jakich psy trzyma, spowodować, że zmiany dysplastyczne, tzw CECHY DYSPLAZJI będą widoczne na prześwietleniu u szczenięcia już trzymiesięcznego. Z tego powodu, aby mieć pewność, że nie kupujemy przysłowiowego kota w worku i za kilka miesięcy (zazwyczaj zauważalne nawet dla laika oznaki dysplazji widoczne są już u 6-7miesięcznych szczeniaków), przeprowadzać należy RTG stawów łokciowych i biodrowych szczenięcia, które trafia do naszego domu.

Jeżeli pierwszy właściciel psa nie zadał sobie odrobiny trudu, by zadbać o przyszłość psa i nie sprawdzi w jakim stanie były stawy łokciowe i biodrowe psa w chwili, gdy trafił do jego domu i ewentualnie nie zdecydował się podjąć odpowiednich kroków, by zmiany dysplastyczne zniwelować, to nie ma sposobu na udowodnienie, że to z powodu zaniedbań hodowcy pies jest kaleką (Nawet jeżeli o dysplazji rodziców psa niczego nie wiadomo, włącznie z tym czy hodowca w ogóle bada swoje stado hodowlane). Jeżeli na początku nie ma badań, to potem nie ma sposobu na to, by udowodnić zaniedbania na poszczególnych etapach rozwoju psa i pociągnąć do odpowiedzialności (także finansowej) hodowcę czy pierwszego i/lub kolejnych jego właścicieli, gdy po podpisaniu umowy z zapisem ”pies jest zdrowy i wolny od wad”, usłyszymy diagnozę dotyczącą dysplazji i poznamy jej koszty oraz koszty zabiegów i dalszego leczenia (zachowawczego), konicznego dla utrzymywania jako takiego komfortu życia naszego psa.

Rękojmia za rzecz jaką jest (zgodnie z polskim prawem) zwierzę obowiązuje 12 miesięcy od daty zakupu/podpisania umowy. Stopień dysplazji określa się u psów które średnio są w wieku pomiędzy 16-18 miesięcy. W dokumentację medyczną psów młodszych niż 16-18 miesięcy, wpisywana jest fraza ”posiada cechy dysplazji”. Co to w praktyce oznacza? (Gdyby ktoś chciał wybrać się do sądu w sprawie rękojmi?) W związku z tym, że stopień dysplazji czyli jej jednoznaczne określenie, wpisuje się w dokumenty psów starszych niż 12 miesięcy, można przyjąć, że hodowca w chwili sprzedaży szczenięcia nie wie o wadzie aparatu ruchu, bo ta nie może być jednoznacznie określona u psa w wieku -w praktyce- poniżej 16 miesięcy. Tak więc niezależnie co o takim stanowisku tzw hodowcy pomyślałby nabywca, jest ono (dla sądu) jednoznaczne…

Rzetelni hodowcy/sprzedający w umowach z nabywcami psów wymieniają rodzaj zadośćuczynienia w przypadku, w którym u danego psa zostanie wykryte schorzenie np. dysplazja.

Najbezpieczniej jest poinformować hodowcę/sprzedającego, że na własny koszt szczenię podda się badaniu stanu stawów łokciowych i biodrowych (lub także kolanowych i barkowych), i umówić się z nim na to, jak rozwiązane zostaną kwestie związane z ponoszeniem kosztów leczenia, wynikających z nieprawidłowości aparatu ruchu tak, aby z treści umowy jednoznacznie wynikało, że to hodowca poniesie koszty zabiegu np. spojenia łonowego. (Pamiętajmy, że nabywca za psa rasy Dog Kanaryjski/Argentyński płaci średnio 4,5-5 tysięcy złotych i więcej, pojawiają się ogłoszenia, w których za 6 miesięcznego szczeniaka DA żąda się 1600euro).

Ważne jest, aby wykonać RTG stawów. Jeżeli nie zadba się o pewność, że naszemu psu w najbliższych miesiącach życia nie zagrozi niespodzianka kalectwa, z którym będzie musiał borykać się do samego końca, to kiedy zacznie nas niepokoić ”chrupanie w stawach” i to, że kilkumiesięczny szczeniak ”ma trudności z podnoszeniem się z posłania”, będzie zbyt późno na rozwiązania, które w znaczący sposób ułatwiają życie szczeniętom (a potem dorosłym psom), u których na wczesnym etapie rozwoju stwierdzono ”cechy dysplazji”. RTG stawów szczenięcia umożliwia zdiagnozowanie problemu na bardzo wczesnym i niezaawansowanym etapie zmian w stawach. Konsultacja ze specjalistą daje szansę na poprawienie komfortu życia zwierzęcia i umożliwia to, że w przyszłości będzie funkcjonowało bez leków, które stają się nieodłączną częścią życia psów CIERPIĄCYCH z powodu dysplazji. Dla wcześnie zdiagnozowanych psów podniesienie się z posłania czy pokonanie kilku schodków nie będzie stanowić wyzwania.

Zaniedbaniem każdego nabywcy jest nie poddanie szczeniaka RTG stawów i określenie ich stanu

Kiedy chcemy kupić/przysposobić od hodowcy i/lub poprzedniego właściciela psa niebędącego już szczenięciem, kilkunastomiesięcznego lub dorosłego, żądajmy wyników RTG jego stawów (tak samo żądalibyśmy przeglądu technicznego auta ”z drugiej ręki”). Pamiętajmy, że to, co było ”prawie niezauważalną kulawizną” dla młodego psa, po latach lub nawet miesiącach, dla psa dorosłego lub w wieku zaawansowanym, przerodzi się w poważne schorzenie, potężnie utrudniające mu funkcjonowanie.

Jeżeli adoptujemy psa ze schroniska -jest bardzo mało prawdopodobne, by dane medyczne schroniskowych psów zawierały także informację na temat dysplazji- zabierzmy go na prześwietlenie, po to, by nasza pomoc bezdomniakowi była PEŁNA.

To oczywiste, ale podkreślmy, że wszystko to, co dzieje się, kiedy pies przestaje być odpowiedzialnością hodowcy i trafia do nowego domu, jest odpowiedzialnością nowego właściciela.

Dlatego nowy właściciel musi psu zapewnić odpowiednie warunki funkcjonowania w nowym domu.

Do tych warunków zalicza się także, BARDZO CZĘSTO IGNOROWANE przez nabywców psów, podłoże zapewniające opór. Jeżeli do swojego domu sprowadzasz szczenię, młodego rozwijającego się psa rasy dużej lub wielkiej, molosa, to zafunduj mu wykładzinę. Nic ci nie będzie, przemęczysz się te pierwsze 2 lata z wykładziną ”rujnującą ci dokładnie przemyślany charakter wnętrza” a twój pies będzie miał stawy w znacząco lepszym stanie. Połóż wykładzinę w tym rejonie domu/mieszkania, w którym pies przebywa najczęściej. Potraktuj tę radę bardzo serio, zwłaszcza jeżeli nie masz ”domu z ogrodem”, tylko mieszkanie i twój pies nie będzie spędzał znaczącej części czasu, na naturalnym podłożu a właśnie we wnętrzu domu, na śliskiej podłodze.

Tzw hodowcy wmawiają nabywcom dysplastycznych psów, że śliska podłoga jest wszystkiemu winna, powstała swego rodzaju legenda o ”śliskiej podłodze”, którą tzw hodowcy szczują nabywców.

Owszem ta podłoga jest bardzo ważna, tym ważniejsza, że pierwsze 8-12 tygodni życia większość szczeniąt uczy się poruszać na śliskim podłożu, właśnie w domach tzw hodowców. Tak więc patrzcie w jakich warunkach hodowcy trzymają szczenięta, zwracajcie uwagę na to, co pokazują wam na Serwisie Facebook. Kupując/przysposabiając psa bierzcie pod uwagę, że jeżeli urodził się w zimnej części roku, to większość czasu spędzał w pomieszczeniach, dowiedzcie się więc jakie podłoże zapewniał mu hodowca, zobaczcie to podłoże. To jasne, że łatwo jest ”polać zasikane linoleum wodą ze szlaucha”, ale o ile hodowca ma się różnić od producenta, puszczającego szczeniaki jak z linii produkcyjnej, musi zapewnić szczeniętom bezpieczeństwo dla ich rozwijających się stawów, czyli podłoże stawiające opór. Zapamiętajcie sobie, że nawet jeżeli sami zadbacie o odpowiednie podłoże w waszych domach/mieszkaniach, ale nie zadbał o nie tzw hodowca, w kluczowych dla rozwoju zmian idących w kierunku dysplazji, pierwszych 8-12 tygodniach życia szczeniąt, na niewiele zda się wasze zaangażowanie w zabezpieczenie waszym psom odpowiednich warunków życia.

I przede wszystkim PATRZCIE NA PSY. Na szczenię, które zamierzacie kupić i jego rodziców. Obserwujcie ruch tych psów.

Ciężką dysplazję zazwyczaj widać, pies porusza się w niepokojący sposób, mówiący, iż jego aparat ruchu nie funkcjonuje w prawidłowy sposób.

Osoby, które ”w ciemno” kupują/przysposabiają psy ”z drugiej ręki”, ponoszą koszty swojego zaniedbania dosłownie i w przenośni, kiedy opłacają skutki zaleczania dysplazji i ”plują sobie w brodę”, że ”przecież nie trzeba było ulegać emocjom i przez podpisaniem umowy można było spytać o prześwietlania”. Podobnie ci, którzy kupili swoje psy jako szczeniaki, po nieprzebadanych rodzicach albo takich których wyników RTG nigdy im nie pokazano i nie wpadli na pomysł, by swoim szczeniakom zafundować RTG stawów.

Brak wymogu badań psów rozmnażanych pod szyldami kynologicznych stowarzyszeń oznacza brak faktycznej odpowiedzialności ludzi rozmnażających psy, za zwierzęta, które rozmnażają. Nie istnieją w Polsce przepisy prawne, które wymagają od tzw hodowców zrzeszonych w poszczególnych stowarzyszeniach, na czele ze stowarzyszeniem Związek Kynologiczny w Polsce, aby poddawali rozmnażane przez siebie psy czy to badaniom RTG określającym stan ich stawów biodrowych (HD), łokciowych (ED) (oraz pozostałych), czy jakość słyszenia (BAER test) oraz innym, wykluczającym schorzenia typowe dla konkretnych ras psów. Oznacza to, że to nabywcy muszą upominać się o przedstawianie im wyników badań psów mających być rodzicami ich szczeniąt i tym samym podnosić w Polsce jakość kultury kynologicznej i zapewniając podniesienie standardu życia psom, które przecież wcale nie muszą się rodzić, bo w schroniskach jest masa psów (i kotów) oczekujących na domy. Skoro więc, pomimo przepełnionych psimi i kocimi dramatami schronisk, tzw hodowcy, swoim działaniem, sprowadzają na ten świat więcej i więcej psów, to niech przynajmniej zrobią minimum dla komfortu ich życia.

Jeżeli nabywcy przestaną kupować szczenięta po nieprzebadanych rodzicach, tzw hodowcy nie znajdą chętnych na swój ”towar” i albo podniosą jego jakość, poprzez badanie swoich hodowlanych stad, albo przestaną psy rozmnażać, bo nie będą w stanie ich sprzedać.

Nie liczą się ustne zapewnienia tzw hodowcy, tylko to, co rodzice szczenięcia, które proponuje nam tzw hodowca mają wpisane (potocznie ”wbite”) w rodowody. Wyniki badań, badań, jak podkreślają tzw hodowcy nieobowiązkowych i PŁATNYCH, podnoszących koszty tzw hodowania, wpisywane są w rodowody psów. Dodatkowo, mamy erę cyfrową i konkretne zdjęcie RTG przypisane jest do konkretnego psa, nie ma już mowy o oszustwach i pokazywaniu prześwietlenia psa X jako psa Y, te czasy minęły. Warto także nie zapominać, że znając rodowód (wystarczą rodowodowe imiona rodziców) oferowanego szczenięcia lub tego, które już stało się własnością osoby, która je nabyła, można skontaktować się z Oddziałem Związku Kynologicznego w Polsce, do którego należy dany hodowca i poprosić o udzielenie informacji dotyczących wyników badań psów wchodzących w skład stada hodowlanego danego członka ZKwP. Szczególnie osoby będące już posiadaczami szczeniąt z metrykami ZKwP, pochodzącymi przecież z hodowli zarejestrowanych w tym stowarzyszeniu, nie powinny mieć trudności z uzyskaniem informacji na ten temat.

Zafundujcie sobie chwilę refleksji nad tym ile zachodu kosztowało tzw hodowców i posiadaczy psów (bądź też wciąż kosztuje, biorąc pod uwagę ”fotki z fejsika”), zabronione przez polskie prawo, oberżnięcie psu uszu, nazywane kopiowaniem/cięciem uszu, powodujące, że naturalnie obwisłe uszy, stają się mniejsze, szpiczaste i stojące. Pomimo wszystkich trudności wynikających z nielegalności okaleczania w Polsce psów tym estetycznym zabiegiem, aż tylu tzw miłośników psów decydowało lub też wciąż się decyduje poddać swoje psy cięciu uszu. Choć abstrahując już od łamania prawa, okaleczenie psich uszu wymaga poddania psa pełnej narkozie i wiąże się z ryzykiem śmierci szczenięcia. Ci ”miłośnicy psów” uwielbiali i chyba wciąż im nie przeszło, szafować psim życiem, tylko dla zaspokojenia swoich chorych pragnień o psach ”wyglądających groźnie” i ”po kozacku”… Zwróćcie uwagę ile psów z dysplazją ma kopiowane, okaleczone uszy… Warto było psa poddać pełnej narkozie i ryzykować jego śmierć, ale nie było warto przeprowadzić RTG. Tak samo w przypadku Dogo Argentino, warto było uszy urżnąć, ale nie warto było robić ani BAER TEST ani RTG stawów…

okaleczanie-psa

Dlatego wiele polskich psów typu presa, ale także i innych, również tych tradycyjnie okaleczanych ras, może i ”wygląda groźnie” i ”po kozacku” z tymi nieszczęsnymi, okaleczonymi uszami, leżąc w ogrodach, ”pilnując posesji”, tylko, że ”efekt” idzie się …, znika w mgnieniu oka, kiedy taki pies wstaje, ”trzeszcząc” i zaczyna się z trudem przemieszczać… ”Wycieczki”, nawet na drugi kraniec Polski, do ”sprawdzonego weta”, który ”dobrze tnie”, wymienianie się doświadczeniami w tym, jak najlepiej spreparować ”zaświadczenie o leczniczym kopiowaniu uszu”, dyskusje o tym jak okaleczone psy wyglądają ”w nowych fryzurach”, w to ”miłośnicy psów” potrafili (a niektórzy wciąż jeszcze potrafią) angażować mnóstwo swojej energii. Bardzo przykre, że ”gimnastykowanie się” ”miłośników psów” w kierunku uzyskania ”kontaktu” do ”znającego się na rzeczy” weterynarza, który ”wie jak ciąć” i ”nie zrobi nieumiejętnym cięciem z Dogo Argentino Dobermana albo ASTa”, zawsze bardziej interesowało tzw hodowców i posiadaczy psów, od przypilnowania, aby ich ”kozacko” wyglądające psy miały zdrowe stawy i sprawny zmysł słuchu…

Nie wiadomo, śmiać się czy płakać, obserwując sędziów ”sprawdzających rodzaj zgryzu” psom prezentowanym na ringu, bo patrzenie jak sędzia ”liczy zęby” i ”upewnia się” ”czy są braki, czy ich nie ma”, podczas gdy pies kuleje, ”zamiata tyłkiem” i/lub przejawia całą rzeszę innych symptomów świadczących o tym, że powinien jak najszybciej trafić do specjalisty, który rozpocznie diagnozowania nękającego go schorzenia a nie dostawać tzw hodowlane uprawnienia, pozbawia złudzeń co do rzetelności tych tzw sędziów. Przede wszystkim pozbawia złudzeń, że sędziowie, niedostrzegający bądź też udający ślepych na nieprawidłowości w sposobie poruszania się psów, które ”oceniają”, (niejednokrotnie równocześnie, praktykujący lekarze weterynarii i hodowcy), chociaż te nieszczęsne psy ”lubią”. 

Dramat związany z dysplazją wiąże się nie tylko z cierpieniem psów, bo, mówiąc krótko, nie każdego stać na ‚zaleczanie’ dysplazji u jego psa, ale i hipokryzją, bo wielu jest też tzw hodowców, którzy wmawiają nabywcom czy to z powodu swojej znikomej wiedzy, czy też aby chronić swoją ”reputację”, że ze szczeniakami jest ”wszystko w porządku” i tym samym stopują właścicieli chcących szukać pomocy u specjalistów. Skutek jest taki, że pies z dysplazją, której postępowi można było zapobiegać na początku, schorzenie ma dalece rozwinięte, bo nie dostał profesjonalnej pomocy tylko dlatego, że jego właściciel zaufał niewłaściwej osobie.

Rzućcie sobie okiem także na pracę ”Choroby ortopedyczne młodych i rosnących psów i kotów”, Erik R. Wisner, Rachel E. Pollard, wystarczy wpisać w wyszukiwarkę 🙂 

erik-r-wisner-rachel-e-pollard-15-rozdzial-choroby-ortopedyczne-mlodych-psow-i-kotow

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora jest zabronione.

Ps. Pamiętajcie o tym, że dysplazja stawów łokciowych (ED) i biodrowych (HD) to nie jedyne niebezpieczeństwo, które czyha na psa, kiedy chodzi o jego stawy (Gwoli ścisłości istnieją także dysplazja stawu barkowego i kolanowego -przy czym jest normą badanie pod kątem określenia stopnia dysplazji stawu kolanowego używanych w hodowli Bokserów, najwyraźniej na bazie praktycznych doświadczeń, hodowcy uznali, że to badanie jest konieczne)…

W stawie ramiennym, łokciowym, kolanowym i skokowym możemy mieć do czynienia z zaburzeniami kostnienia na podłożu chrzęstnym, które mogą pojawić się u molosów pomiędzy 4 a 9/10 miesiącem życia. Coraz bardziej popularne staje się badanie psów pod kątem eliminowania z programów hodowlanych osobników obciążonych OSTEOCHONDROZĄ GŁOWY KOŚCI RAMIENNEJ. (Pełniej ”OSTEOCHONDROZA-OCD [odwarstwiająca martwica chrzęstno-kostna] głowy kości ramiennej” http://www.artroskopia-wet.com/staw.php?id=1). O tym, że dane zwierzę wolne jest od tego schorzenia mówi nam wynik ”OCD 0/0”. Więcej znajdziecie np. w tym miejscu: http://www.ortopedia-weterynaryjna.pl/kompendium_17_osteochondroza.html.

Polecam zajrzeć także tu:

http://www.swiatczarnegoteriera.republika.pl/a-zdrowie_choroby_oc_ocd.html

Kolejnym problemem może być ZWICHNIĘCIE RZEPKI KOLANOWEJ, wyniki dotyczące tego schorzenia mają skrót ”PL” (od ”PATELLAR LUXATION”), np. ”PL 0/0” a przeczytać o nim możecie np. tu: http://www.ortopedia-weterynaryjna.pl/kompendium_13_zwichniecie-rzepki.html.

Stopnie zwichnięcia rzepki oznaczone dla każdego stawu oddzielnie;

0 -staw kolanowy normalny

I -staw kolanowy prawie normalny, brak zaburzeń ruchu

II -luźne usytuowanie rzepki, podczas zgniatania ulega zwichnięciu

III -znaczne przesunięcie rzepki, podczas zgniatania można ją wprowadzić na miejsce i zwichnąć

IV -przesunięcie rzepki wymagające operacji

Pamiętajmy też o kręgosłupie psa. W ramach kwalifikacji hodowlanej (podkreślmy, jej nieobowiązkowej, tj niewymaganej przez ZKwP, części) psy niektórych ras badane są pod kątem określenia stopnia spondylozy, aby wykluczyć z hodowli osobniki z zaawansowanymi zmianami.

KONIECZNA JEST KONTROLA W ZWIĄZKU KYNOLOGICZNYM W POLSCE. KOLEJNA UCHWAŁA PLENUM ZKWP ZACHĘCA DO OKALECZANIA PSÓW Z POWODÓW ESTETYCZNYCH?

Jak jest możliwe, że działalność stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce przez tyle lat jego istnienia nie podlegała żadnej kontroli?

komunikat 25 .11

Ciąg dalszy tematu;

winter-is-coming

Jak to było możliwe, ten brak kontroli, skoro od 1997r w Polsce obowiązuje zakaz okaleczania psów zabiegami estetycznymi (nieratującymi ich zdrowia lub życia)? Kopiowanie psich uszu zalicza się do zabiegów estetycznych. Dlaczego więc prywatne stowarzyszenie ZKwP nie doczekało się żadnej kontroli, choć obcinanie psom fragmentów uszu i/lub ogonów to ”zabiegi”, którym niektórzy członkowie ZKwP chętnie swoje psy poddawali i wciąż poddają? Jakim cudem było możliwe, iż prywatne stowarzyszenie Związek Kynologiczny w Polsce nie doczekało się jakiejkolwiek kontroli weryfikującej ilość okaleczonych psów zarejestrowanych w tym stowarzyszeniu, szczególnie po wprowadzeniu w życie 1 stycznia 2012r Nowelizacji Ustawy o Ochronie Zwierząt, podkreślającej, iż kopiowania psom uszu (i kurtyzowania im ogonów) polskie prawo zabrania W SZCZEGÓLNOSCI? Dlaczego, choć zabroniony przez polskie prawo proceder kwitnie wśród części zrzeszonych w Związku Kynologicznym w Polsce posiadaczy i hodowców psów ras tradycyjnie okaleczanych, co widać na wystawach organizowanych przez to stowarzyszenie, internetowych stronach hodowców i posiadaczy (w tym Serwis Facebook) w nim zrzeszonych oraz w ich hodowlach*, i w Polsce wciąż publicznie można oglądać zwierzęta poddane ”zabiegom” kwalifikowanym przez polskie prawo jako forma znęcania się, ZKwP nie podlegało żadnej kontroli?

Statut ZKwP podaje, iż stowarzyszenie to swoje cele realizuje poprzez ”reprezentowanie interesów kynologii przed władzami i instytucjami w kraju oraz organizacjami kynologicznymi międzynarodowymi i zagranicznymi”. Czy ta treść zwalnia ZKwP z konieczności odpowiadania przez tymi władzami i instytucjami? Przed rodzimym Ustawodawcą? Czy mamy do czynienia z sytuacją określaną jako państwo w państwie? Czy brak kontroli nad poczynaniami Plenum ZKwP w sprawie wydawanych przez nie uchwał dotyczących nielegalnego w Polsce obcinania psom uszu i ogonów wynika z tego, iż wiele instytucji oraz znaczna część społeczeństwa uznała, iż to ZKwP jest organem decydującym czy swoje przepisy dostosuje do obowiązującego w Polsce prawa czy nie? Czy taka samozwańcza deklaracja ”reprezentowania interesów kynologii” zwalnia Zarząd Główny Związku Kynologicznego w Polsce z obowiązków przestrzegania zapisów np. Ustawy o Ochronie Zwierząt?

 

Związek Kynologiczny w Polsce jest tylko prywatnym stowarzyszeniem i nie stanowi polskiego prawa, może jedynie się do niego dostosować. Jednak kolejne decyzje Plenum tego Związku poddają w wątpliwość jego szacunek względem obowiązującego w Polsce prawa.

Czyżby to właśnie ten brak kontroli nakłonił Zarząd Główny Związku Kynologicznego w Polsce do uchwalenia aż tak skandalicznych postanowień, jak te dotyczące ”opierania” się przez ZKwP zakazowi okaleczania psów ze względów estetycznych?

W punkcie piątym komunikatu widniejącego na oficjalniej stronie prywatnego stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce (screen macie powyżej), informującym o podjętych w dniu 25 listopada 2015 r. uchwałach podano: Przyjęto iż, psy/suki, które zgodnie z uchwałą ZG nie mogą być wystawiane na wystawach ze względu na cięte uszy i/lub ogon, mogą zostać zakwalifikowane do hodowli na podstawie przeglądu dokonanego przez sędziego międzynarodowego z uprawnieniami do oceny danej rasy oraz muszą spełniać pozostałe wymogi Regulaminu Hodowlanego”. (Chodzi tu o treść uchwały z 16 września tego roku, screen znajdziecie poniżej.) Pomijając problem niezgodności zacytowanej powyżej uchwały ze statutem stowarzyszenia ZKwP, mówiącym, iż: ”Członek Związku jest zobowiązany przestrzegać postanowień statutu i wydanych na jego podstawie regulaminów” -a w żadnym w tych regulaminów, szczególnie w Regulaminie Hodowli Psów Rasowych nie ma mowy o tego rodzaju niejasnej ”kwalifikacji hodowlanej”- i fakt, że uchwała ta przeczy podstawowym zasadom dotyczących funkcjonowania samego stowarzyszenia, jest ona kolejną niezgodną z obowiązującą w Polsce Ustawą o Ochronie Zwierząt, uchwałą, którą Zarząd Główny ZKwP podjął. Przypomnijmy zaakceptowanie przez Zarząd Główny Związku Kynologicznego w Polsce, nieposiadających podstawy prawnej ”zaświadczeń” o ”leczniczym kopiowaniu” psich uszu, które to członkowie ZKwP składali w poszczególnych oddziałach Związku, po wejściu w życie 1 stycznia 2012r Nowelizacji Ustawy o Ochronie Zwierząt, by okaleczone nielegalnym w Polsce ”zabiegiem” psy mogły być pokazywane na organizowanych przez ZKwP wystawach.

małe a cieszy

a przez prawie 4 lata było tak:

komunikat o ''zaświadczeniach''

Jest to tym bardziej oburzające, iż Statut ZKwP nakazuje swoim członkom ”traktować humanitarnie wszystkie zwierzęta i przestrzegać ustawy o ochronie zwierząt”.

W uchwale, którą w ostatnich dniach Związek Kynologiczny w Polsce raczył podzielić się z opinią publiczną i swoimi członkami, poprzez podanie jej treści na swojej oficjalnej stronie internetowej, stowarzyszenie to zadecydowało o utworzeniu swoim członkom możliwości dalszego wykorzystywania w hodowli okaleczonych kopiowaniem psów (zaznaczmy: urodzonych po tym jak Ustawodawca kopiowania i kurtyzowania zabronił w Polsce W SZCZEGÓLNOŚCI ), z obejściem procedury opisanej w Regulaminie Hodowli Psów Rasowych, do którego muszą(?) stosować się członkowie ZKwP posiadający psy kompletnie, nieokaleczone (z naturalnymi uszami i ogonami). Czy takim rozstrzygnięciem, szczególnie biorąc pod uwagę treść uchwały ZG ZKwP z dnia 16 września tego roku czyli sprzed nieco ponad dwóch miesięcy, uchwały zabraniającej udziału w wystawach psom okaleczonym (a zgodnie z Regulaminem Hodowli Psów Rasowych udział psa w wystawach jest kluczowym elementem kwalifikacji hodowlanej dla każdego psa zarejestrowanego w stowarzyszeniu ZKwP), powoduje, iż słuszny wydaje się wniosek, iż Zarząd Główny Związku Kynologicznego w Polsce kolejny raz postanowił zadrwić z treści nie tylko zapisów Ustawy o Ochronie Zwierząt, ale i własnego Statutu? Trudno przecież wyobrazić sobie, by Plenum ZKwP nie znało i nie rozumiało zasad wedle, których stowarzyszenie to funkcjonuje, może jednak? Czy osoby ”decyzyjne”, Plenum ZKwP doprawdy nie zna treści Ustawy o Ochronie Zwierząt? Obowiązujący aktualnie w Polsce stan prawny kwalifikuje ”zabieg” kopiowania, tj chirurgicznej ingerencji w tkankę małżowiny usznej psa, zmieniającej jego kształt i sposób noszenia, jako formę znęcania się poprzez ”umyślne zranienie lub okaleczenie zwierzęcia, niestanowiące dozwolonego prawem zabiegu lub procedury”, gdyż ”wszelkie zabiegi majce na celu zmianę wyglądu zwierzęcia i wykonywane w celu innym niż ratowanie jego zdrowia lub życia, a w szczególności przycinanie psom uszu i ogonów (kopiowanie)” ustawodawca uznał za ”zadawanie albo świadome dopuszczanie do zadawania bólu i cierpień”.

Art. 5.Każde zwierzę wymaga humanitarnego traktowania.

Art. 6. 2. Przez znęcanie się nad zwierzętami należy rozumieć zadawanie albo świadome dopuszczanie do zadawania bólu lub cierpień, a w szczególności:

1)16) umyślne zranienie lub okaleczenie zwierzęcia, niestanowiące dozwolonego prawem zabiegu lub doświadczenia na zwierzęciu, w tym znakowanie zwierząt stałocieplnych przez wypalanie lub wymrażanie, a także wszelkie zabiegi mające na celu zmianę wyglądu zwierzęcia i wykonywane w celu innym niż ratowanie jego zdrowia lub życia, a w szczególności przycinanie psom uszu i ogonów (kopiowanie)

Publiczność wystaw organizowanych przez ZKwP, ”stowarzyszenie osób zainteresowanych w amatorskiej hodowli psów rasowych” -jak czytamy w Statucie ZKwP- nie będzie już na nich, tak licznie oglądać psów z kopiowanymi uszami i ciętymi ogonami -to wynika z Uchwały z 16 września tego roku. Nie oznacza to jednak, że osoby lubujące się w okaleczaniu psów nielegalnymi procedurami chirurgicznymi zmieniającymi wygląd psów, nie będą kultywowały tradycji kopiowania uszu i/lub kurtyzowania ogonów swoim psom -zachęca ich do tego Uchwala z dnia 25 listopada tego roku. Proceder obcinania uszu i/lub ogonów wprost oficjalnie schodzi do podziemia i to bardzo nisko… Okaleczone psy nie będą pokazywane przez polskich tzw hodowców psów ras ”tradycyjnie ciętych” na organizowanych w Polsce wystawach. Polacy należący do ZKwP nie będą mogli chwalić się przed wystawową publicznością ani okaleczonymi psami, które urodziły się w Polsce ani tymi, które pochodzą z krajów również objętych zakazem kultywowania barbarzyńskiej tradycji (importami). Natomiast nikt z ZKwP nie zabroni im chwalić się ”nowymi fryzurkami” -tak określają uszy po kopiowaniu fani ich obcinania- np. na Serwisie Facebook.

Polska kynologia upada w imię skandalicznego przywiązania do barbarzyńskich tradycji garstki aroganckich, względem prawa, ”miłośników psów”. Zarząd Główny ZKwP poucza swoją najnowszą uchwałą ludzi chcących psy okaleczać, nie o tym, że ”zabiegi” kopiowania i kurtyzowania są w Polsce zakazane, ale w praktyce wręcz zachęca ich do nie przejmowania się, polskim prawem i nie respektowania go, proponując w swojej uchwale rozwiązanie pozwalające obejść (złamać?) własny Regulamin Hodowli Psów Rasowych ZKwP, tak by okaleczone psy mogły być rozmnażane i zaspokajały chore wizje swoich właścicieli? W imię interesu garstki, za nic mających dobrostan psów członków, ZG ZKwP ordynarnie lekceważy i polskie prawo (zapisy Ustawy o Ochronie Zwierząt), i własne regulaminy, i tych ze swoich członków, którzy zapisów Ustawy o Ochronie Zwierząt, przestrzegają?

Jak widać Zarząd Główny najstarszej polskiej organizacji kynologicznej, Związku Kynologicznego w Polsce, powstałego w roku 1938, ale rozwijającego się w okresie PRLu, stowarzyszenia samozwańczych ”reprezentantów interesów kynologii’, w najnowszej ze swoich uchwał nie bawił się już w subtelności o rzekomym ”leczniczym kopiowaniu”, nie napisano w komunikacie dotyczącym decyzji podjętych 25 listopada tego roku ani słowa o ”zaświadczeniach”, nic o ”leczeniu poprzez obcinanie fragmentów uszu”. Nie. Użyto wprost słów ”cięte uszy i/lub ogon”. Ta bezpośredniość jest wysoce alarmująca i ostatecznie powinna pozbawić złudzeń tych, którym ”elastyczność” ZKwP względem ”tradycyjnego” okaleczania części zarejestrowanych w tym stowarzyszeniu psów, wydaje się przypadkowa.

Na koniec dodam, iż wciąż oczekuję od Głównego Inspektoratu Weterynarii oraz osoby Głównego Lekarza Weterynarii podania mi do wiadomości PODSTAWY PRAWNEJ ”zaświadczenia”, które to honorowane było przez poszczególne Oddziały ZKwP i o którym była mowa w cytowanym przez mnie poniżej komunikacie oraz którego treść wiążąca była dla członków ZKwP aż do 16 września tego roku. Brak podstawy prawnej, oznacza, iż Główny Inspektorat Weterynarii dopuścił się poważnego zaniedbania, tolerując pseudodokumenty stanowiące alibi dla znęcania się nad zwierzętami. O podstawę prawną ww ”zaświadczenia” pytam już trzeci raz, obie odpowiedzi, które dotąd otrzymałam słowem nie odnosiły się do ”podstawy prawnej” pseudodokumentu… Wnioski zostawiam wam, Drodzy czytelnicy.

Treść ze strony ZKwP:

KOMUNIKAT Zarządu Głównego ZKwP W związku z uchwaloną przez Sejm RP nowelizacją Ustawy o Ochronie Zwierząt (DZ.U.2011,nr 230, poz.1373), która w art.6, ust.2, pkt. 1 w sposób nie budzący wątpliwości zakazuje wykonywania zabiegów kopiowania uszu i ogonów, Zarząd Główny na posiedzeniu w dn. 29.10.2011 podjął następujące uchwały:

1. Wszystkie psy urodzone w Polsce po 01.01.2012r. muszą mieć pozostawione naturalne uszy i ogony. Kierownicy sekcji ras zostają zobowiązani do zaznaczania w protokółach kontroli miotów każdego przypadku ciętego ogona i/lub uszu oraz zgłaszania tego faktu zarządowi oddziału. W rasach, w których występują ogony szczątkowe i/lub skrócone, ogony wszystkich szczeniąt muszą zostać opisane w protokółach kontroli miotów, a następnie w metrykach i rodowodach.

2.Od 01.01.2012r. zostaje wprowadzony zakaz wystawiania psów z kopiowanymi ogonami i/lub uszami. Zakaz ten dotyczy WYŁĄCZNIE psów URODZONYCH W POLSCE PO 01.01.2012. W wyjątkowych przypadkach dopuszcza się przyjęcie na wystawę psa urodzonego w Polsce po 01.01.2012 i poddanego zabiegowi kopiowania, o ile zabieg został przeprowadzony z poszanowaniem art.27 Ustawy o Ochronie Zwierząt (DZ.U.1997, nr 111, poz.724). W takim przypadku właściciel psa zobowiązany jest dołączyć do zgłoszenia oryginał lub, poświadczoną przez jego macierzysty oddział ZKwP, kopię stosownego zaświadczenia lekarskiego, które musi zawierać, umożliwiające weryfikację, szczegółowe dane kontaktowe lecznicy i wystawiającego zaświadczenie lekarza takie jak: nazwisko, adres, nr telefonu oraz adres e-mail. Zaświadczenie pozostaje w dokumentach wystawowych organizatora imprezy.

3.W dniu 18.03.2015 Plenum ZG ZKwP uchwaliło, że zaświadczenia lekarskie wystawione przez lekarzy weterynarii z zagranicy po tej dacie nie będą honorowane. Psy z takimi zaświadczeniami nie będą przyjmowane na wystawy.

 *”Rozdział 2

Art. 10. 1. 29) Prowadzenie hodowli lub utrzymywanie psa rasy uznawanej za agresywną wymaga zezwolenia wydanego przez wójta (burmistrza, prezydenta miasta) właściwego ze względu na planowane miejsce prowadzenia hodowli lub utrzymywania psa na wniosek osoby zamierzającej prowadzić taką hodowlę lub utrzymywać takiego psa.

2. Zezwolenia, o którym mowa w ust. 1, nie wydaje się, a wydane cofa się, jeżeli pies będzie lub jest utrzymywany w warunkach i w sposób, które stanowią zagrożenie dla ludzi lub zwierząt.

2a. 30) Organem właściwym w sprawie cofnięcia zezwolenia, o którym mowa w ust. 1, jest wójt (burmistrz, prezydent miasta) właściwy ze względu na miejsce prowadzenia hodowli lub utrzymywania psa.

2b. W razie zmiany miejsca prowadzenia hodowli lub utrzymywania psa właściwy organ dokonuje zmiany zezwolenia, o którym mowa w ust. 1.

2c. Rozstrzygnięcia w sprawie wydania zezwolenia oraz cofnięcia zezwolenia, o którym mowa w ust. 1, są podejmowane w formie decyzji administracyjnej.

3. Minister właściwy do spraw administracji publicznej, po zasięgnięciu opinii Związku Kynologicznego w Polsce, ustala, w drodze rozporządzenia, wykaz ras psów uznawanych za agresywne, biorąc pod uwagę konieczność zapewnienia bezpieczeństwa ludzi i zwierząt.”

 W odniesieniu do punktu 7 komunikatu z 25 listopada tego roku wkleję wam fragment mejla przesłanego przeze mnie na skrzynkę mejlową ZG ZKwP sześć dni temu czyli 17 grudnia tego roku: ”To bardzo ładnie, że wreszcie choć w jednej z najczęściej okaleczanych nielegalnym obcinaniem uszu i ogonów (równocześnie!) ras, zaistniała realna szansa na walkę z dysplazją stawów. Tylko dlaczego ”reprezentanci interesów kynologii” nie walczą o obowiązkowe badania w kierunku eliminowania genetycznych schorzeń u wszystkich ras nękanych tymi schorzeniami? Same skargi do waszego Rzecznika Dyscyplinarnego są dość inspirujące, byście wiedzieli o które schorzenia, w których rasach chodzi. I dlaczego z jednej strony niby wprowadzacie środek do walki z dysplazją, a z drugiej robicie wszystko by hodowcy i posiadacze Cane Corso jednak wciąż mogli się, przy poparciu waszego stowarzyszenia nad swoimi psami znęcać?”. Odpowiedź jeszcze nie nadeszła…

EDIT: Pamiętajmy także, iż FCI (Fédération Cynologique Internationale) zatwierdziło zmiany we wzorcach niektórych włoskich ras, w tym CANE CORSO, której to przedstawicieli wciąż dosyć często polscy hodowcy i posiadacze okaleczają ”zabiegami kopiowania” (obcinanie uszu) i cięcia części ogona. Aby przeczytać nowy wzorzec CC wystarczy wejść na stronę FCI http://www.fci.be/en/New-standards-of-Italian-breeds-valid-from-01-01-2016-231.html i kliknąć w Cane Corso (343). Ciekawe kiedy Związek Kynologiczny w Polsce postanowi zwrócić swoim członkom uwagę na fakt, iż nowy wzorzec Cane Corso wymaga aby uszy oraz ogony u psów tej rasy pozostawiono niezmienione estetycznymi ”zabiegami”, naturalne. Przychodzące na świat po 1 stycznia 2016r Cane Corso, aby być Cane Corso muszą pozostać KOMPLETNE: ”Ears: Triangular, drooping, of medium size. With a wide set-on that is much above the zygomatic arches. Ears are un-cropped.” Czyli polscy uparci fanatycy okaleczania psów, jeżeli dalej będą okaleczać swoje Cane Corso, będą działać także dodatkowo wbrew zaleceniom oficjalnego wzorca rasy… Co na to FCI? Zobaczymy, przekonamy się w ciągu pierwszych miesięcy przyszłego roku, jak członkowie ZKwP odniosą się do zmiany wzorca Cane Corso czyli rasy z lubością ”tradycyjnie” okaleczanej w Polsce, pomimo od lat (https://pl.wikipedia.org/wiki/Kopiowanie_(kynologia)) funkcjonującego u nas zakazu, zmiany zatwierdzonej przez FCI… Pożyjemy zobaczymy czy i w tym przypadku ”fani” CC zastosują podejście typu ”wolnoć Tomku w swoim domku”… A jeżeli zajdzie potrzeba, przekonamy się co na tę wolnoamerykankę powie nam FCI.

capture-20151223-162233

capture-20151223-162252

capture-20151223-162038

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu oraz zdjęć bez zgody autora jest zabronione.

WINTER IS COMING ‚ROZMNAŻACZE’ NIEPRZEBADANYCH PSÓW. KONIEC TABU KOPIOWANIA = OBCINANIA PSOM USZU.

winter-is-coming

”Skandal” -czy to słowo, to już archaizm?

Kilka miesięcy temu w środowisku hodowców (i posiadaczy) psów presa wybuchł skandal. Otóż znana (głównie z własnych internetowych autokreacji) wszystkim, którzy interesują się Dogo Canario/ Presa Canario oraz Dogo Argentino, pani nie umiała wprost odpowiedzieć na pytania, które na jej fejsbukowym profilu zadali jej właściciele dysplastycznych, po prostu kalekich Dogów Kanaryjskich pochodzących z jej hodowli. Pytania były bardzo proste i tyczyły się tego czy pani bada rozmnażane przez siebie psy pod kątem wykluczenia z tzw planów hodowlanych osobników kalekich z powodu dysplazji. Rzecz sprowadzała się do prostej odpowiedzi; ”tak” lub ”nie”, podczas publicznie dostępnej dla wszystkich zainteresowanych dyskusji, którą hodowczyni sama na własnym fejsbukowym profilu, wywołała. Odpowiedź nie padła, natomiast w trakcie ww wymiany zdań, hodowczyni kwestionowała, wraz z ”kolegą po fachu”, tj. innym tzw hodowcą DC/PC, diagnozę postawioną przez lekarzy weterynarii.

Nie ma znaczenia fakt, że ”Związek Kynologiczny w Polsce nie wymaga” (to ulubiony ”argument” wszystkich ”państwa” hodowców) od swoich członków, by poprzez certyfikowane badania określające stan stawów i określające stopień dysplazji u psów typu presa, czyli Dogo Canario/ Presa Canario, Dogo Argentino (ale i wielu innych ras np. Cane Corso, Owczarek Środkowoazjatycki, Mastif Angielski etc.), eliminowali ze swoich tzw planów hodowlanych osobniki obciążone ciężką dysplazją. Wiecie jak wyglądają ”plany hodowlane” w Polsce, prawda? Wiecie, że niektóre psy są ”modne” przez jakiś czas i kryją wtedy wszystko jak leci… (Na marginesie: należy wyraźnie podkreślić, iż w innym stowarzyszeniu, stowarzyszeniu o nazwie Polski Klub Psa Rasowego ten rodzaj badań jest już wymagany (http://a-c-e.ovh.org/przeswietlenie.pdf), jak również wymagane są badania DNA dla rozmnażanych pod szyldem PKPR psów oraz, już od roku 2010, konkretnie od dnia 20 lutego 2010r., stowarzyszenie to nie rejestruje psów okaleczonych, tj tych poddanych ”zabiegom” zmiany wyglądu poprzez cięcie ogonów i/lub uszu. Nie zapominajmy, że członkowie Związku Kynologicznego w Polsce nazywają także hodowców zrzeszonych w Polskim Klubie Psa Rasowego pseudo hodowcami… Szczyt bezczelności, nie? Do PKPR wrócę jeszcze pod koniec tego tekstu). W każdym razie, powstała strona*, na której można prześledzić ww wymianę zdań hodowców z ZKwP z posiadaczami kalekich psów zarejestrowanych w ZKwP i posiadających metryki z oznaczeniami tego stowarzyszenia. Bardzo się to niedopuszczanie do zamiecenia afery pod dywan nie spodobało tzw ”środowisku”. I zaczęło się (kolejny raz) szkalowanie mojej osoby, a także właścicieli kalekich psiaków, usiłowanie zastraszenia, groźby karalne itp. itd… ”Miłośnicy piesków” dali popis swoich możliwości, ukazujących więcej niż tylko braki intelektualne czy wątpliwą ”klasę”. Cóż, taki lajf.

*www.facebook.com/dysplazjawdogocanariopresacanario

Sposobów reakcji na ww ”styl” zwalczania osób/ akcji propagujących uświadamianie przyszłych potencjalnych nabywców psów o zagrożeniach, które mogą napotkać na swojej kynologicznej drodze jest kilka. Ja, między innymi, wybrałam poinformowanie drogą elektroniczną Zarządu Głównego Związku Kynologicznego w Polsce o tym, jak reagują członkowie tego stowarzyszenia na powstanie ww strony, której celem jest zwracanie uwagi nie tylko hodowcom psów, iż zaniedbania dotyczące podstaw etyki hodowli nie będą im dłużej uchodzić na sucho, ale i uczulenie potencjalnych nabywców, by zanim kupią psiaka, wymagali opisywanych, certyfikowanych wyników badań RTG rodziców szczeniąt od tzw hodowców. (Podobno tym ze Związku Kynologicznego w Polsce chodzi o ”dobro psów” i też by chcieli obowiązkowych badań. Podobno…)

Jak zareagował Zarząd Główny Związku Kynologicznego w Polsce na przesłany im ”skriny” z Facebooka? Żałośnie (zainteresowanym mogę udostępnić całość korespondencji). Dodajmy, że podobnie żałośnie Związek Kynologiczny w Polsce zareagował po aferze, która wybuchła na fejsbukowej grupie ”Wystawy ZkwP / FCI – wyjazdy, informacje”, 12 stycznia tego roku, po gdańskiej wystawie (11.01.2015r.) *1, *2, *3. (Przekazano mi odpowiedzi, które w tej sprawie osoba zgłaszająca problem otrzymała od Biura Zarządu Głównego ZKwP). Na końcu artykułu znajdziecie oznaczone numerkami tzw screen’y tematyczne. Nazwisko i awatar osoby, która usiłowała zwrócić uwagę na poważne nieprawidłowości i ”obudzić sumienia” członków ww fejsbukowej grupy -w tym i moje- zakryłam tylko i wyłącznie dlatego, byście skupili się na treści.

Czy na Zarządzie Głównym ZKwP zrobiło wrażenie usiłowanie zastraszenia mojej osoby, przez członka tego stowarzyszenia, hodowcę psów rasy Dogo Canario/Presa Canario, stwierdzenie przez niego, że ”powinnam się cieszyć, że jestem kobietą, bo już dawno bym miała pyszczek obity”?

(https://www.facebook.com/dysplazjawdogocanariopresacanario/photos/a.828700057185264.1073741826.828616347193635/842628202459116/?type=3&theater)

Nie. Ewidentne usiłowanie zastraszenia i ”nieśmiałe” groźby karalne na ZG ZKwP wrażenia nie zrobiły. I to przynajmniej wynika już z pierwszej odpowiedzi przesłanej mi przez Biuro Zarządu Głównego ZKwP. No, to może myślicie, że kynologiczne (w założeniu) stowarzyszenie przejęło się rozmnażaniem kalekich psów i powoływaniem do życia -można założyć, iż z pełną świadomością i premedytacją- kolejnych kalek przez swoich członków? Nie. To też nie jest tak ważne, jakby mogło się nam wydawać. ”Nieprawidłowości” przy ”zaświadczeniach” o ”legalnym” obcinaniu psom uszu? NoŁp… Pańcia odpowiadająca na moje mejle napisała coś o Rzeczniku Dyscyplinarnym *A i jakoś tak się wq…am, no i poszło.

No, to niech się ”poobrażają” ci ”przyjaciele” i ”znajomi”

Przychodzi taki moment, że powyżej pewnego poziomu syfu nie ma już jak oddychać… Kiedy opowieści dziwnej treści stają się zbyt dziwne, kiedy tzw znajomi mówią ci ”Fajnie, ze tak walczysz o te badania, masz rację, ale w tych uszach i ”zaświadczeniach”, to lepiej nie grzeb.”, i kiedy przypominasz sobie, że przecież widziałaś tego szczeniaka, kiedy przyleciał do Polski z Włoch, ”cały”, z uszami albo, kiedy ktoś ci mówił, że boi się psa zarejestrować w np. warszawskim oddziale ”po tej aferze na wystawowej grupie, bo ‚zaświadczenia’ nie ma”. Ale przede wszystkim chodzi o to, że hipokryzja ludzi, którzy mają się za hodowców, ”miłośników psów” & ”pasjonatów rasy” i ich brak elementarnej uczciwości względem tych zwierząt, bo słowo ”dobrostan” jest dla nich obce, zabija w tobie pasję, sprawia, że kynologia przestaje cię cieszyć, bo zbyt dużo już wiesz, bo zbyt wiele razy pokazano ci, że ”miłość do psów” to ostatnie o co tym ludziom chodzi. ”Reakcje” władz ZKwP mnie… dobiły (Na życzenie mogę udostępnić wam treści moich zapytań do ZG ZKwP i odpowiedzi, które na nie otrzymywałam). Wtedy trzeba sobie jasno powiedzieć: mam gdzieś to, jak bardzo poobrażają się na mnie ”zaprzyjaźnieni hodowcy”, zweryfikować autentyczność legend, którymi karmią i dowiedzieć się jak jest naprawdę.

A z wiedzy bierze się pokora

Jest mi potwornie wstyd za to, że dałam się ”urobić” znajomym hodowcom. To potwornie głupie, ale w aspekcie kopiowania autentycznie wierzyłam tym ludziom na słowo. Wizualnie zawsze wolałam Dogi Argentyńskie ze stojącymi uszami i byłam zwolenniczką kopiowania, ale dopiero w trakcie styczniowej afery zaczęłam MYŚLEĆ. Dotarło do mnie ile zachodu wymaga obcięcie w Polsce psu uszu i że nikomu nie chce się tak starać, aby walczyć z kalectwem w tych rasach, które z takim rozmachem (ta ilość!) się ”tnie’. Najgorsze jest to, że tak bardo zaufałam znajomym, że nie sprawdziłam jakie w istocie mamy w Polsce prawo. Byłam po prostu przekonana, że moi znajomi mają rację. W końcu nie mogliby przecież tak rumaczyć i kogucić, gdyby jej nie mieli, hę? A jednak… Na szczęście mam w sobie dość ”pierwiastka”, by przeciwstawić się ”autorytetom” i uwolnić się od wpływu ”lepiej wiedzących”, stąd też ten artykuł. Na końcu zamieszczam screeny z moimi wrzutkami do pierwszej dyskusji dotyczącej skandalu z pokazywaniem na wystawie okaleczonych Dogo Argentino, na wystawowej grupie. Jestem przekonana, że ogrom ludzi wciąż jeszcze myśli, pozostając w błędzie, jak ja wtedy, w styczniu tego roku, że ”nie żadnego problemu”. Wielu psiarzom wciąż się wydaje, że ‚świat kończy się na ZKwP”…

Owszem, nawet kilkutygodniowe Dogo Argentino bawią się charakterystyczny sposób, który można określić krótko: za ucho i do ziemi. I choć ludziom, którzy Dogo Argentino nie znają, którzy nigdy szczeniąt DA nie widzieli, bo całe życie ”siedzą” w Labradorach, Owczarkach Szetlandzkich, albo spanielach, ośmiotygodniowe, bawiące się Dogo Argentino czy któreś z TTB ”w akcji”, mogą wydawać się nawet ”psychiczne”, ”jakieś nienormalne” itp., to możliwe są urazy mechaniczne uszu, nawet u szczeniąt. Tylko, że sorry: całe mioty? Połowa miotu z ”mechanicznymi urazami”? 50% szczeniaków z danego krycia zostało ”pogryzionych tak dotkliwie”, że trzeba im było obydwoje uszu ciąć, akurat, ”przypadkiem” dokładnie tak, jak wymaga tego tzw tradycja rasy? Jakieś blizny, ślady po tym ”pogryzieniu”? Cokolwiek?

Zastanówcie się, Moi Drodzy: skoro tyle szczeniąt ”coś sobie robi” w uszy, to znaczy tzw hodowcy nie umieją im zapewnić odpowiedniej opieki albo wyjątkowo mocno się gimnastykują, by uszka jednak obciąć, bo ”tak lubią”. Sprawdźcie, które to hodowle, które z polskich przydomków Dogo Argentino i Dogo Canario/ Presa Canario (a może i Cane Corso? Teriery Typu Bull? Itp.) przodują w tej ”wyjątkowości”.

Dalej: ¾ miotu miało ”chore uszy”? -Ej, Chwilunia. Jeżeli tyle szczeniąt, z tylu polskich hodowli ma ”choroby uszu”, w efekcie których uszy im…? Co? Odpadają? Coś im je ”zjada”? To serio, czas na poważne badania genetyczne populacji polskich argentynów i kanarów, bo polskie psy mają jakąś paskudną, nie dającą się normalnie wytłumaczyć, skłonność do tajemniczych i na świecie nie znanych chorób uszu, które kończą się ”amputowaniem” części uszek…

Naprawdę, bez jaj, koniec tego używania pieprzu, o ”koniecznych zabiegach”.

Zestawcie sobie, Drodzy Czytelnicy, ilość Dogo Argentino z obciętymi uszami, z miotów pochodzących z lat 2013, 2014 i 2015 z tymi pierwszymi miotami po nowelizacji Ustawy o Ochronie Zwierząt w roku 2012… (Mogłabym w tym miejscu zacząć ”rzucać” przydomkami…) Zestawcie ilość psów ras dziś wciąż najczęściej ”ciętych”, po tej nowelizacji, tych, które na świat przyszły w pierwszych miesiącach roku 2012 z ”ciętymi” psiakami urodzonymi w latach 2013, 2014 i 2015 (I później…). Tzw hodowcy bali się ”ciąć” tuż po Nowelizacji, badali jak ZKwP podejdzie do zaostrzenia (magia słówka ”szczególnie”) treści Ustawy, sprawdzali na ile będą sobie mogli pozwolić i czekali… A kiedy okazało się, że ”klimat” (wciąż zadziwiająco dużo ”wyjątkowych przypadków” i honorowanych przez poszczególne oddziały ”zaświadczeń”) w ZKwP sprzyja kultywowaniu/ praktykowaniu ”tradycji”, przestali się ”obcyndalać”.

Obejrzyjcie profile polskich hodowli/ hodowców na fejsbuku, zobaczcie ile z polskich psów urodzonych po Nowelizacji Ustawy o Ochronie Zwierząt ma uszy kopiowane: cięte tylko i wyłącznie ze względów estetycznych. (Z lenistwa nie wklejam do artykułu fotek publicznie dostępnych na profilach hodowców przedstawiających szczenięta z ”zaplasterkowanymi” po ”zabiegu” kopiowania uszkami, ale mam je w swoim archiwum). Chwalą się tymi kopiowanymi psami nie tylko hodowcy, ale i zwykli ich posiadacze, osoby, które po prostu ”kupiły sobie pieska na wystawki”. Zróbcie sobie, jak ja, ranking hodowli przodujących w ”wypadkach”, które to spowodowały, że psy z określonym przydomkiem mają uszy obcięte, a w konkretnym oddziale Związku Kynologicznego w Polsce przechowywane jest jakieś ”zaświadczenie”, które to ”tłumaczy” udział okaleczonego psa w wystawach, które odbywały się od 01 stycznia 2012 roku… Wszystko to pomimo obowiązującego w Polsce od 1997 roku zakazu obcinania psom uszu (i ogonów)… [Nawet Wikipedia pomoże wam szerzej otworzyć oczy: https://pl.wikipedia.org/wiki/Kopiowanie_(kynologia] Zapytajcie pierwszego lepszego praktykującego np. w Warszawie lekarza weterynarii czy ”ciachnie uszy” waszemu psu. Wszyscy, z którymi ja rozmawiałam, stwierdzają jednoznacznie, że zabieg ten jest nielegalny od 1997 roku i bardziej lub mniej grzecznie ucinają temat.

Aby łatwiej wam było ”ogarnąć” skalę zjawiska niezgodnego z polskim prawem obrzynania psom uszu (i/lub ogonów) i równoczesnego olewania przez wielu z członków ZKwP kwestii badań eliminujących z hodowli psy kalekie, np. półgłuche, wyjaśnię wam stan rzeczy istniejący oficjalnie do dnia 16.09.2015, kiedy to plenum stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce raczyło zadecydować, iż: od 1 stycznia 2016 r. nie będą przyjmowane na wystawy psy urodzone w Polsce po 1 stycznia 2012 r z kopiowanymi uszami i/lub ogonami. Co ciekawe jeszcze do dnia 12.10.2015, kiedy to odpisywałam pewnej Pani Katarzynie, która to odpowiadała na moje zapytania skierowane do Głównego Lekarza Weterynarii, ZKwP nie raczyło ”zaktualizować” swojego komunikatu dotyczącego cięcia uszu, choć okraszony był hasłem ”z ostatniej chwili”… Przynajmniej to co widnieje tam dziś napawa maluteńkim optymizmem*B. Choć to tylko początek drogi…

Oups!

Z jakiego powodu stowarzyszenie Związek Kynologiczny w Polsce tak nagle postanowiło zamknąć jedną z ”furtek”, tym ze swoich członków, którzy od lat z lubością -no właśnie co oni robią? ”obchodzą”?- obowiązujące w Polsce przepisy zakazu dotyczące znęcania się nad psami, poprzez okaleczanie ich ”zabiegami” obcinania im fragmentów uszu i/lub ogonów? Zgodnie z moją wiedzą i znajomością przepisów dotyczących kopiowania niektórzy z członków ZKwP po prostu Łamią polskie prawo. Uważam, że do tzw decyzyjnych członków stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce najprawdopodobniej doszło wreszcie, że nie istnieje coś takiego, jak określone w wiszącym jeszcze 10 października na stronach ZKwP komunikacie ”z ostatniej chwili”, ”stosowne zaświadczenie lekarskie”. Pomysł na alibi? Czy tylko niewiedza skutkuje ułatwieniem znęcania się -kopiowanie jest kwalifikowane jako bezzasadne okaleczenie- przez część członków ZKwP nad psami, to pożałowania godne ”zaświadczenie”, nie posiada absolutnie żadnej mocy prawnej. Prawdopodobne wydaje się, iż to dlatego właśnie Zarząd Główny Związku Kynologicznego w Polsce (te ”decyzyjne” osoby w ZKwP) nie podjął się wyjaśnienia powodów, dla których od pierwszego stycznia przyszłego roku okaleczone, urodzone w Polsce psy nie będą mogły brać udziału w organizowanych przez ZKwP wystawach, choć dotąd ZKwP nie miało z okaleczonymi psami na wystawach żadnych problemów, brali jak leciało…

Z treści komunikatu umieszczonego na oficjalnej stronie internetowej prywatnego stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce, widniejącego na niej przez prawie cztery lata, czyli co najmniej do 12 października 2015r., po wprowadzeniu do Ustawy o Ochronie Zwierząt zapisu nie pozostawiającego złudzeń, iż kopiowanie uszu u psów jest w Polsce zabronione i przez prawie cztery lata po tym jak ZKwP niby przyjął do wiadomości treść tej ustawy, wynikało jasno, iż władze Związku są w pełni świadome, iż nowelizacja Ustawy o Ochronie Zwierząt jedynie podkreśliła jednoznacznie, wymieniając ”kopiowanie”, zakazane na terenie RP od 1997 roku okaleczanie psów ”zabiegiem” obcinania im fragmentów uszu i/lub ogonów, jako formę znęcania się nad nimi. Wynikało to z fragmentu: ”W związku z uchwaloną przez Sejm RP nowelizacją Ustawy o Ochronie Zwierząt (DZ.U.2011,nr 230, poz.1373), która w art.6, ust.2, pkt. 1 w sposób nie budzący wątpliwości zakazuje wykonywania zabiegów kopiowania uszu i ogonów”. Można przypuszczać, iż brak logiki w dalszej treści ww ”komunikatu” wynikał ze świadomego działania jego autorów.

Punkt pierwszy tego ”komunikatu” wydawał się być jednoznaczny, natomiast w drugim pojawiało się coś absolutnie niezwykłego. Otóż, w treści punktu drugiego mieliśmy słowo ”kopiowanie” użyte w sposób sugerujący, iż czysto estetyczny ”zabieg”, wykonywany pod pełną, narażającą życie szczeniaczków, narkozą, na zupełnie zdrowych psiakach (nawet gdy kopiowanie psów było w Polsce dozwolone, czyli przed rokiem 1997, nie wydaje się realne, by uczciwy, etyczny lekarz weterynarii, ryzykował tak poważny ”zabieg” na zwierzęciu niezdrowym), ma jakieś ”lecznicze wartości”, bo to miało sugerować sformułowanie ”przeprowadzony z poszanowaniem art.27 Ustawy o Ochronie Zwierząt (DZ.U.1997, nr 111, poz.724)”. A przecież artykuł 27 mówi, iż zabiegi lekarsko weterynaryjne dopuszczalne są na zwierzętach tylko w przypadkach koniecznych dla ratowania ich życia bądź zdrowia lub też z powodu koniecznego ograniczenia ich populacji. Nowelizacja Ustawy o Ochronie Zwierząt wymienia ”zabieg” kopiowania, jako ten, który zabroniony jest w szczególności. Ale po tekście z rzekomymi ”wyjątkowymi przypadkami” ”legalnego kopiowania”, prywatnego stowarzyszenia ZKwP, które w swoim regulaminie nie odnosi się do ”zabiegów” okaleczania psów, do którego tak mocno przywiązani są jego niektórzy członkowie (w szczególności ci związani z rasami Dog Kanaryjski, Dog Argentyński, Owczarek Środkowo Azjatycki, na co dowodem jest choćby ostatnia XXII Klubowa Wystawa Molosów) mieliśmy kolejny;właściciel psa zobowiązany jest dołączyć do zgłoszenia oryginał lub, poświadczoną przez jego macierzysty oddział ZKwP, kopię stosownego zaświadczenia lekarskiego, które musi zawierać, umożliwiające weryfikację, szczegółowe dane kontaktowe lecznicy i wystawiającego zaświadczenie lekarza”.

No, to zadajmy parę pytań;

Pomijając już te ”oryginały” i ”kopie” ”poświadczane przez macierzyste oddziały” -że niby co? Te wszystkie panie i panowie mają jakieś ”przeszkolenie z zakresu weryfikowania autentyczności dokumentów” (bo jak inaczej? -cha cha cha…) nieposiadających żadnej wartości (prawnej podstawy), w dodatku? Tych wszystkich ”paszportów Polsatu”? To jest naprawdę świetne, bo im dalej w las… Ale ok, zostańmy przy ”zaświadczeniach”, co to znaczy ”stosowne zaświadczenie”? Czy ”stosowne” zaświadczenie to byłoby takie, które ma podstawę prawną? Jaką więc podstawę prawną mają te tzw ”zaświadczenia”, które to wymyśliło sobie prywatne stowarzyszenie Związek Kynologiczny w Polsce na potrzeby usprawiedliwiania (?) ”zwyczaju”, z którego członkowie tego stowarzyszenia nie mają ochoty rezygnować? Jaką podstawę prawną mają ”zaświadczenia”, które mają stanowić, jak możemy przypuszczać, alibi dla tych, z tych członków ZKwP, którzy pomimo obowiązującego w Polsce zakazu okaleczania psów poprzez umyślne zranienie lub okaleczenie zwierzęcia niestanowiące dozwolonego prawem zabiegu lub procedury w rozumieniu art. 2 ust. 1 pkt 6 ustawy z dnia 15 stycznia 2015 (…) a także wszelkie zabiegi mające na celu zmianę wyglądu zwierzęcia i wykonywane w celu innym niż ratowanie jego zdrowia lub życia, a w szczególności przycinanie psom uszu i ogonów (kopiowanie), wciąż psy okaleczają, bo ”pies z ciętymi uszami i/lub ogonem wygląda lepiej”? Zastanów się Drogi Czytelniku, zadaj te pytania lekarzowi weterynarii, do którego lecznicy zabierasz swojego zwierzaka albo pisz do Głównego Inspektoratu Weterynarii lub bezpośrednio do Głównego Lekarza Weterynarii.

Jakie zaświadczenia może, zgodnie z prawem i w poszanowaniu Kodeksu Etyki Lekarza Weterynarii wystawiać praktykujący w Polsce lekarz weterynarii? Jakie zaświadczenia, poza tym dotyczącym wyjazdu za granicę ze zwierzęciem towarzyszącym (zaświadczenie o szczepieniach)? Jakie są inne tego rodzaju dokumenty posiadające podstawę prawną i wzór (druk akcydensowy), które wydawane są przez praktykujących w Polsce lekarzy weterynarii?

Jak wygląda wzór ww ”zaświadczenia” o ”legalnym, medycznym kopiowaniu” (oksymoron level hard), o którym mowa była w komunikacie, który wisiał na oficjalnej stornie internetowej prywatnego stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce przez prawie cztery lata, co najmniej do 12 października 2015, od nowelizacji Ustawy o Ochronie zwierząt? Polecam sobie pogadać w weterynarzami, z tymi wolnymi od tzw układów towarzyskich w ZKwP, którym zależy na praktyce. Zapytajcie ich, jak rozumieją artykuł 27 Ustawy o Ochronie Zwierząt.

W przypadku wyrażenia zgody na procedurę eutanazji mamy do czynienia z OŚWIADCZENIEM, ale oświadcza właściciel/ opiekun zwierzęcia, a nie lekarz weterynarii. Mamy wtedy dokument, którego wzór jest powszechnie dostępny w internecie, w postaci OŚWIADCZENIA właściciela/ opiekuna zwierzęcia o wyrażeniu zgody na wykonanie zabiegu lekarsko weterynaryjnego.

Tak więc, przy okazji zabiegów wykonywanych na zwierzętach towarzyszących (pies/ kot) to nie lekarz weterynarii ”zaświadcza”, że wykonał zabieg zgodnie z prawem, to jest, a w każdym razie powinno być jasne samo przez się, a osoba prawnie za zwierzę odpowiedzialna wyraża zgodę na przeprowadzenie przez danego lekarza weterynarii konkretnego zabiegu. Co to jest, w takim razie, to coś, ten, w istocie, pseudo dokument, który sobie wymyśliło prywatne stowarzyszenie Związek Kynologiczny w Polsce, by ”zgodnie z prawem”, ”z poszanowaniem art 27 UoOZ” okaleczać psy? Co to za pseudo dokument, to ”zaświadczenie” HONOROWANE wciąż jeszcze przez ZKwP, ale, zgodnie z treścią najnowszego komunikatu, tylko do 01.01.2016, o czym poinformowało to prywatne stowarzyszenie na swojej oficjalnej stronie po tym jak 16.09.2015r. uchwaliło zakaz?

Na czym stawiają/ stawiali swoje pieczątki i co w istocie podpisują/ podpisywali lekarze weterynarii, którzy wystawiali -czy czas przeszły oby na pewno jest właściwy?- członkom Związku Kynologicznego w Polsce ”zaświadczenia” dokumentujące, iż wykonali ”zabieg” kopiowania ”w celu medycznym”? Na czym stawiają swoje pieczątki i co w istocie podpisują lekarze weterynarii, którzy KONSULTUJĄ przypadki okaleczonych ”zabiegiem” kopiowania psów, na rzecz prywatnego stowarzyszenia hodowców psów? Art. 35 KODEKSU ETYKI LEKARZA WETERYNARII mówi: ”Lekarz weterynarii, udzielając konsultacji na rzecz organizacji handlowych, przemysłowych, związków hodowców zwierząt lub innych podmiotów w gospodarstwie lub hodowli, obowiązany jest do poinformowania lekarza weterynarii, który sprawuje opiekę nad zwierzętami w tej hodowli lub gospodarstwie o ustaleniach i zaleceniach, jakie przekazał właścicielowi lub opiekunowi zwierząt, których dotyczyła konsultacja”.

Jak myślicie czy po 01.01.2016r. takie ”zaświadczenia” wciąż jeszcze będą wystawiane, czy też może brak możliwości pokazywania okaleczonych, urodzonych w Polsce po 01.01.2012r. spowoduje nagły spadek ”wyjątkowych wypadków”, tych ”pogryzień”, po których nie ma śladu (ani jednej blizny!) i mitycznych, nieznanych medycynie weterynaryjnej, ”chorób” uszu. [Na marginesie: obcinanie jest podstawą wszelkiego leczenia! Np. jak na plaży postawisz stopę na rozbitym szkle i paskudnie pokaleczysz sobie podeszwę stopy, to przecież lekarz od razu ci stopę ucina, nie 🙂 ? Tnie się aż do kolana, prawda? A drugą nogę obcina się ”ze względów estetycznych”, bo ”głupio wygląda się” z tylko jedną nogą obciętą.]

Skoro wszystko jest cacy, to dlaczego tak trudno ZOBACZYĆ takie ”zaświadczenie”? Dlaczego hodowcy nie wrzucają na swoje fejsbukowe profile skanów tych ”zaświadczeń”? Dlaczego tak trudno jest poznać nazwiska weterynarzy, którzy te ”zaświadczenia” wystawiają? Skąd tyle obaw? Po co te TAJEMNICE?

Co to są za świstki, to czym dysponują poszczególne oddziały ZKwP? (https://www.youtube.com/watch?v=m6cuNm9fMZg)

Co jest napisane w każdym z ”zaświadczeń” wystawionych jako alibi (?) do obcięcia uszu u każdego ze znanych fanom rasy, wystawowych, okaleczonych tzw Championów? Naprawdę są tam imiona i nazwiska autentycznych, istniejących realnie lekarzy weterynarii, mających prawo do prowadzenia praktyki weterynaryjnej? Są w tych ”zaświadczeniach” adresy prawdziwych lecznic weterynaryjnych, które pod wymienionymi adresami naprawdę funkcjonują? Są te ”zaświadczenia” poświadczone oryginalnymi pieczątkami praktykujących lekarzy weterynarii?

Co z tymi wszystkimi psami i sukami, nieszczęsnymi okaleczonymi Dogo Canario/Presa Canario i Dogo Argentino, Cane Corso, Owczarkami Środkowoazjatyckimi, Terierami Typu Bull i przedstawicielami innych ras, których właścicielom nie udało się ”załatwić” ”zaświadczenia”? Co z TTB takimi jak American Pit Bull Terrier, które nie są rejestrowane w ZKwP? Jak to się dzieje, że ”pity” mają obciachane uszy albo Alano Espaniol? Ile jest w rękach polskich tzw hodowców okaleczonych psów, tych sprowadzonych do Polski jako ”kompletne”, czyli z uszami (i lub ogonami) nieobciętymi i którym po drodze między jednym prawnie za nie odpowiedzialnym właścicielem, a drugim, po tym jak zostały sprzedane przez tego pierwszego i pierwszy raz pokazane, nie na wystawie, ale na fejsbuku, żeby było zabawniej, ‚coś się z uszami stało’, ale nie ma na to ‚coś się stało’ żadnego ”pokrycia” w żadnym ”zaświadczeniu”? Może hodowcy/ posiadacze okaleczonych psów mają jakieś ”zaświadczenia” od weterynarzy z zagranicy? Może ”zaświadczenie” jest od lekarza X, a ucho obciął lekarz Y? To też można sprawdzić! To może być trudne do ustalenia, ale jest możliwe. Byłoby znacznie łatwiej, gdyby przepisy dotyczące utrzymywania psów ras uznawanych za agresywne nie były w Polsce aż tak prawie martwe. Szczęśliwie (jak wszyscy wiemy) prawie robi wielką różnicę -na temat tego zagadnienia, tych ‚prawie’ martwych przepisów, także wkrótce poczytacie.

Wracając jednak do obrzynania psom uszu: tak już tylko dla zasady zapytam, co z osobami, które psów na wystawach ZKwP nie wystawiają, ale uszy im oberżnęły, bo tak psy ”wyglądają lepiej”? Co z tymi wszystkimi tzw petami, ‚psami nie na wystawy’, których zdjęcia można oglądać np. na tzw grupach, na fejsbuku? (Czy muszę wymieniać nazwiska? O! Przy okazji: pozdrawiam Śląsk i pana, którego York żony się nie słucha, ale on ma Dogo Argentino, bo jest gość’u…) Co z tymi nieszczęsnymi Terrierami Typu Bull, szczególnie: co z NIEUZNAWANYMI PRZEZ ZKwP (bo nie uznaje ich za rasę FCI) American Pit Bull Terrierami, z których tyle ma poobrzynane uszy, na co dowodami są zdjęcia na kilogramy zamieszczane na grupach tematycznych przez ich właścicieli? Czy ci ”miłośnicy psów” też jakieś ”zaświadczenia” sobie pozałatwiali czy ot tak, po prostu pojechali do znajomego/ poleconego przez kogoś ”dobrze poinformowanego” weta, zapłacili kilka stówek/ tysiączek i uszka sobie ciachnęli, żeby się potem ”nową fryzurką” na fejsiku chwalić? Jak ci wszyscy ludzie to robią? Jak się ”załatwia” oberżnięcie psu uszu w kraju, w którym uszu ze względów estetycznych się nie tnie od prawie dwudziestu lat, bo jest to przestępstwem, jak twierdzą pytani przeze mnie o ”zabiegi” kopiowania, różni warszawscy lekarze weterynarii ? Kto pomaga? Kto ”poleca”? Kto tnie?

Żaden lekarz weterynarii nie wystawia ”zaświadczeń” mówiących, że wykonał zabieg zgodne z prawem.

Żaden lekarz weterynarii nie wystawia ”zaświadczeń” mówiących, iż wykonał ”zabieg” ”leczniczego kopiowania”, a przynajmniej nie wystawiają takich ”zaświadczeń” lekarze weterynarii na życzenie osób nie będących członkami prywatnego stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce, ponieważ; nie istnieje coś takiego jak ”kopiowanie ze względów medycznych”, nikomu, kto nie jest członkiem kynologicznej organizacji nie przyszłoby do głowy żądać od lekarza weterynarii takiego ”zaświadczenia”, bo ludzie spoza tego środowiska nie miewają ciągot do łamania Ustawy o Ochronie Zwierząt w punkcie mówiącym o zakazie kopiowania, po to by swoje psy ciągać po ”wystawkach”. ”Dresiarze” też swoje psy okaleczają, ale ”przynajmniej” nie udają, że robią to ”z przyczyn leczniczych”. Sprawą nielegalnego kopiowania trzeba się zająć także ze względu na psy spoza organizacji kynologicznych ponieważ ZAKAZ OKALECZANIA PSÓW ”ZABIEGIEM” KOPIOWANIA DOTYCZY WSZYSTKICH PSÓW W POLSCE, NIE TYLKO TYCH Z ZKWP, CZY KTÓREGOKOLWIEK INNEGO PRYWATNEGO STOWARZYSZENIA, ALE WSZYSTKICH PSÓW W POLSCE.

Nie wydaje się właściwym pisanie o tym procederze w czasie przeszłym było stosowne, dokąd ta forma znęcania się nad zwierzętami nie zacznie być odczuwalna dla dopuszczających się znęcania, w sposób znaczący (kara pozbawienia wolności, konfiskata psów, zakaz prowadzenia hodowli, zakaz prowadzenia praktyki weterynaryjnej itp.) Tak więc: z jakiego powodu osoby będące właścicielami psów poddanych ”zabiegowi” kopiowania nie przedstawiają w swoich oddziałach Związku Kynologicznego OŚWIADCZEŃ, iż wyraziły zgodę na przeprowadzenie ”zabiegu” ”leczniczego” kopiowania, a zamiast tego składają w ZKwP te pseudo dokumenty (podstawa prawna: jaka jest?) tzw ”zaświadczenia”, które to mają być sporządzone przez lekarzy weterynarii, którzy to w swoich weterynaryjnych przychodniach dokonali owego ”leczniczego kopiowania”? Czy chodzić może ”tylko” o to, że takie oświadczenie (wystawiane na potrzebę prezentowania okaleczonego psa na wystawach ZKwP) ”zbyt jednoznacznie” wskazywałoby w każdym z przypadków na… popełnienie przestępstwa? Zarówno przez lekarza weterynarii, jak i właściciela psa? I wskazywałoby równocześnie naturę tzw regulacji obowiązujących w prywatnym stowarzyszeniu Związek Kynologiczny w Polsce?

Czy można mieć jeszcze wątpliwości, iż ZKwP zrobiło naprawdę dużo, by swoim członkom stwarzać dogodne warunki i utrzymywać klimat akceptacji dla kultywowania barbarzyńskiej tradycji okaleczania psów? To prywatne stowarzyszenie robi/ robiło tak wiele, by pomagać swoim członkom wprost -no właśnie: CO ROBIĆ? Łamać?- zapisy Ustawy o Ochronie Zwierząt, zabraniające procederu okaleczania psów, a praktycznie nie robi niczego, by dopilnować ich dobrostanu np. poprzez wprowadzenie wymogów hodowlanych nakazujących przeprowadzanie badań wykluczających genetyczne obciążenia u zwierząt rozmnażanych pod swoją egidą oraz zabraniających rozmnażania psów obciążonych schorzeniami o podłożu genetycznym (dysplazja, głuchota, choroby serca etc.), by w efekcie minimalizować liczbę kalekich, cierpiących i niechcianych psów, zapełniających schroniska. Psów, nie zapominajmy, na które nieszczęśni Nabywcy wydają ciężko przez siebie zarobione tysiące złotych, zanim zostaną zupełnie bez pomocy, z kalekimi psami, na utrzymywanie których ich nie stać albo z prowadzeniem, których po prostu sobie nie radzą…

A może ”zaświadczenia” zawierają nieprawdziwe dane?

Może widnieją na nich nazwiska nieistniejących weterynarzy?

Może ”podbijane” są pieczątkami osób, które straciły już prawo wykonywania zawodu ”lekarz weterynarii”?

Może adresy placówek wpisane są w tych ”zaświadczeniach” nieczytelnie?

Może te ”zaświadczenia” wytwarzane są przez samych hodowców/ posiadaczy psów na domowych drukarkach?

Ile z tych ”zaświadczeń” może być ”kopiami” czegoś co ktoś, kiedyś faktycznie wystawił, ale potem to ”poszło w obieg” i zaczęło ”żyć własnym życiem”? Przecież Photoshop wcale nie jest aż tak trudny w obsłudze…

Jest możliwe, że na tych ”zaświadczeniach” widnieją ”podpisy” i ”pieczątki” weterynarzy, którzy ”zabiegu” na danym psie nigdy nie wykonali… Podpisy spreparowane/ podrobione…

Kto, ale TAK NAPRAWDĘ SPRAWDZA treść tych ”zaświadczeń”?

I czy w ogóle sprawdzane są zawarte w nich dane?

Czy jest jasne kogo należy wypytać o ”chorobę uszu” albo ”przypadek pogryzienia”, w którego wyniku dany pies ma uszy obcięte?

Kto może wyjaśnić tę niesamowitą symetrię zgodnie z którą uszy są przycięte? Jeżeli istnieją ”zaświadczenia”, z których wynika, iż jedno ucho coś tam, a drugie to dla estetyki, to WOW… Serio. Mają rozmach s…y.

Raz jeszcze przypomnę, że jeżeli osoba odpowiedzialna w sensie prawnym za danego psa, posiada poświadczone oryginalną pieczęcią i podpisem lekarza weterynarii ”dokumenty” dotyczące ”zabiegu” kopiowania, tj datę jego wykonania, adres placówki weterynaryjnej itp, oznacza to, iż posiada potwierdzenie nie na to, że może bez przeszkód wystawiać psa na wystawach organizowanych przez prywatne stowarzyszenie ZKwP, ale że ‚dokument’ ten jest dowodem na popełnienie przestępstwa przez danego lekarza weterynarii. Różnica jest jedynie taka, że w przypadkach, w których osoby prawnie za poszczególne psy odpowiadające posługują się ”zaświadczeniami” nieczytelnymi, spreparowanymi/ sfałszowanymi, z których nie można odczytać ani nazwiska lekarza weterynarii, ani adresu placówki weterynaryjnej, i z samej tylko treści ”zaświadczenia” dowiedzieć się kto z imienia i nazwiska, poza właścicielem psa, odpowiedzialny jest za okaleczenie danego zwierzęcia, ustalenie komu i kiedy właściciel zwierzęcia zapłacił za jago okaleczenie, będzie trudniejsze i czynności sprawdzające zajmą policji/ prokuraturze więcej czasu.

Ustawa o Ochronie Zwierząt jest nadrzędna względem przepisów, jakiegoś prywatnego stowarzyszenia, np. Związku Kynologicznego w Polsce.

Ustawa o Ochronie Zwierząt mówi wprost, że kopiowanie na terenie RP jest zakazane. Oznacza to w praktyce, że każdy posiadacz okaleczonego kopiowaniem (lub kurtyzowaniem) psa powinien być w stanie podać dokładne informacje na temat tego kto, gdzie i kiedy psa, za którego dany właściciel jest odpowiedzialny, okaleczył. Czy członków Związku Kynologicznego w Polsce obowiązują jakieś inne prawa niż pozostałych obywateli RP?

”Donkiszotyzm”

Poniżej zamieszczam treść przesłaną przeze mnie 11 września 2015 r. do warszawskiego komisariatu przy ulicy Grenadierów, któremu to podlega komisariat Warszawa Wesoła, na którego terenie miała miejsce tegoroczna Klubowa Wystawa Molosów:

Dzień dobry.

Prywatne stowarzyszenie Związek Kynologiczny w Polsce toleruje u swoich członków łamanie Ustawy o Ochronie Zwierząt, w punkcie zabraniającym okaleczania psów zabiegami kopiowania (skracania małżowin usznych). Ustawodawca jednoznacznie zakwalifikował kopiowanie jako zabieg mający na celu zmianę wyglądu zwierzęcia i wykonywany w celu innym niż ratowanie jego zdrowia lub życia. Tym samym zabieg kopiowania wypełnia znamiona przestępstwa jakim jest znęcanie się nad zwierzęciem poprzez umyślne zranienie lub okaleczenie go, niestanowiące dozwolonego prawem zabiegu. Za obowiązującą ustawą:

Art. 6.1a. Zabrania się znęcania nad zwierzętami.

2. Przez znęcanie się nad zwierzętami należy rozumieć zadawanie albo świadome dopuszczanie do zadawania bólu lub cierpień, a w szczególności:

1) umyślne zranienie lub okaleczenie zwierzęcia, niestanowiące dozwolonego prawem zabiegu lub procedury w rozumieniu art. 2 ust. 1 pkt 6 ustawy z dnia 15 stycznia 2015 r. o ochronie zwierząt wykorzystywanych do celów naukowych lub edukacyjnych, w tym znakowanie zwierząt stałocieplnych przez wypalanie lub wymrażanie, a także wszelkie zabiegi mające na celu zmianę wyglądu zwierzęcia i wykonywane w celu innym niż ratowanie jego zdrowia lub życia, a w szczególności przycinanie psom uszu i ogonów (kopiowanie)”.

Podręcznik dla studentów medycyny weterynaryjnej autorstwa prof. dr. Marka Żakowicza ”Chirurgia małych zwierząt”, podręcznik, z którego uczyło się wielu praktykujących dziś lekarzy weterynarii, mówi jasno, iż skracanie małżowin usznych (kopiowanie) jest zabiegiem wykonywanym ze skazań estetycznych. Za prof. dr. Markiem Żakowiczem: ”Skracanie małżowin usznych (abbreviatio auriculae). Wskazania: względy estetyczne u niektórych ras psów.

Celem zabiegu jest usunięcie tylnej części małżowiny usznej, co powinno zmienić ustawienie opadającego ucha na ucho stojące. Jednocześnie zmieniony kształt ucha ma harmonizować z sylwetką zwierzęcia. Z tego względu dla każdej rasy istnieją nieco inne wskazania odnośnie do wielkości i kształtu usuwanej części. Małżowiny.

Technika zabiegu dla wszystkich ras psów jest wspólna. Przeprowadza się go u zwierząt, które nie przekroczyły 3-4 miesiąca życia. Najodpowiedniejszy jest wiek 2-2,5 miesiąca, jakkolwiek można skracać małżowiny także u psów w wieku 4-6 tygodni”. Ustawodawca najwyraźniej podzielał opinię, iż obcinaniem psom uszu, szczególnie obcinaniem wynikającym z tzw tradycji, niczego się nie leczy i że zabiegi takie, będące jedynie okaleczeniem pod całkowitą narkozą, zabiegi wynikające tylko i wyłącznie z widzi mi się osoby odpowiedzialnej za psa w sensie prawnym, są niewłaściwe i należy ich zakazać. (W załącznikach przesyłam skany z ww podręcznika)

Opinię na temat bezpodstawnego i prawnie zabronionego okaleczania psów nazywanego kopiowaniem dosyć jednoznaczną miał także główny Lekarz Weterynarii w roku 2005: ”Główny lekarz przypomniał podległej sobie Inspekcji Weterynaryjnej, że powinna kontrolować przestrzeganie prawa zarówno przez weterynarzy, jak i opiekunów psów. Według ustawy inspektorzy mogą odebrać psa lub zarekwirować weterynarzowi narzędzia służące do przycinania uszu i ogonów („kopiowania”). Powinni też zawiadomić policję lub prokuraturę o złamaniu prawa przez opiekuna psa i weterynarza.

(http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2546489.html ).

Jako ”ciekawostkę” dodam, iż jak dotąd nie znalazłam w Warszawie ani jednego Lekarza weterynarii, który pytany przez mnie o kopiowanie nie przerwałby mi, stwierdzając definitywnie, iż okaleczanie psów jest w Polsce procederem nielegalnym od roku 1997 (Nawet polskojęzyczna Wikipedia nie pozostawia w tej kwestii czytającemu wątpliwości: https://pl.wikipedia.org/wiki/Kopiowanie_(kynologia). Weterynarze sami dodają, że zabieg kopiowania nie ma żadnych ”właściwości leczniczych”.

Całkowicie nietrafne jest stanowisko prywatnego stowarzyszenia o nazwie Związek Kynologiczny w Polsce, które to mówi, że ‚kopiowanie jest dozwolone w przypadkach gdy wykonywane jest dla ratowania zdrowia’. KOPIOWANIE NIGDY nie jest wykonywane ze wskazań MEDYCZNYCH, a zatem nigdy nie służy ratowaniu zdrowia.

Pomimo tego na internetowej stronie Związku Kynologicznego w Polsce znajdujemy nielogiczną i wprowadzającą w błąd czytającego treść. ZKwP od 01.01.2012 udaje, że w końcu zaczyna stosować się do polskiego prawa, które obowiązuje od 1997 roku i od daty 01.01.2012 niby zakazuje udziału w wystawach zwierząt okaleczonych, ale z drugiej strony stwierdza, że w ”wyjątkowych przypadkach” mogą one brać w wystawach udział. Przy czym PODKREŚLAM: nie należy zapominać, że okaleczanie psów, nazywane przez ”kynologów” kopiowaniem jest w Polsce zakazane od roku 1997 i DOTYCZY WSZYSTKICH PSÓW W POLSCE, A NIE TYLKO TYCH ZAREJESTROWANYCH W stowarzyszeniu o nazwie ZWIĄZEK KYNOLOGIZNY W POLSCE:

Treść ze strony ZKwP:

”KOMUNIKAT Zarządu Głównego ZKwP W związku z uchwaloną przez Sejm RP nowelizacją Ustawy o Ochronie Zwierząt (DZ.U.2011,nr 230, poz.1373), która w art.6, ust.2, pkt. 1 w sposób nie budzący wątpliwości zakazuje wykonywania zabiegów kopiowania uszu i ogonów, Zarząd Główny na posiedzeniu w dn. 29.10.2011 podjął następujące uchwały:

1. Wszystkie psy urodzone w Polsce po 01.01.2012r. muszą mieć pozostawione naturalne uszy i ogony. Kierownicy sekcji ras zostają zobowiązani do zaznaczania w protokółach kontroli miotów każdego przypadku ciętego ogona i/lub uszu oraz zgłaszania tego faktu zarządowi oddziału. W rasach, w których występują ogony szczątkowe i/lub skrócone, ogony wszystkich szczeniąt muszą zostać opisane w protokółach kontroli miotów, a następnie w metrykach i rodowodach.

2.Od 01.01.2012r. zostaje wprowadzony zakaz wystawiania psów z kopiowanymi ogonami i/lub uszami. Zakaz ten dotyczy WYŁĄCZNIE psów URODZONYCH W POLSCE PO 01.01.2012. W wyjątkowych przypadkach dopuszcza się przyjęcie na wystawę psa urodzonego w Polsce po 01.01.2012 i poddanego zabiegowi kopiowania, o ile zabieg został przeprowadzony z poszanowaniem art.27 Ustawy o Ochronie Zwierząt (DZ.U.1997, nr 111, poz.724). W takim przypadku właściciel psa zobowiązany jest dołączyć do zgłoszenia oryginał lub, poświadczoną przez jego macierzysty oddział ZKwP, kopię stosownego zaświadczenia lekarskiego, które musi zawierać, umożliwiające weryfikację, szczegółowe dane kontaktowe lecznicy i wystawiającego zaświadczenie lekarza takie jak: nazwisko, adres, nr telefonu oraz adres e-mail. Zaświadczenie pozostaje w dokumentach wystawowych organizatora imprezy.

3. W dniu 18.03.2015 Plenum ZG ZKwP uchwaliło, że zaświadczenia lekarskie wystawione przez lekarzy weterynarii z zagranicy po tej dacie nie będą honorowane. Psy z takimi zaświadczeniami nie będą przyjmowane na wystawy.” -Odnośnie punktu 3.: Posiadacze psów pochodzących z zagranicznych hodowli np. z Włoch, czy Węgier, twierdzili często, że ”zaświadczenia” ich nie dotyczą, bo psy są ”importami” i kopiowane były za granicą. Niestety arogancja idzie w parze z ignorancją, gdyż osoby te zapominają, że np. w tych krajach także obowiązuje zakaz kopiowania, co więc jest w tych ”papierach”, które to niby usprawiedliwiają okaleczanie importowanych psów? A może takie ”dokumenty w ogóle nie istnieją? W przypadkach budzących wątpliwości należy zwrócić się do zagranicznych hodowców, z hodowli, których pochodzącą będące dziś w rękach polskich posiadaczy, okaleczone psy, by od nich uzyskać informacje dotyczące tego, czy psy do polski przekazane były z uszami naturalnymi, czy też sprzedane zostały jako zwierzęta po zabiegu kopiowania.

Członkowie ZKwP wmawiają sobie samym i wszystkim w około, że istnieje możliwość ”legalnego” skopiowania psa, czyli obcięcia mu uszu, ”z poszanowaniem obowiązującej ustawy”, twierdząc, że ”pies był skopiowany ze względów medycznych”, co po prostu jest niemożliwe (Raz jeszcze odsyłam do cytowanego na początku podręcznika). Czy używanie przez te osoby słowa ”kopiowanie” w sposób sugerujący, że to zabieg ”leczniczy” ma usprawiedliwiać ich nielegalne praktyki i przekonać zainteresowanych, że skracanie małżowin usznych u psów (z łac abbreviatio auriculae) jest zbiegiem legalnym oraz jest to zabieg mający podłoże/przesłanki medyczne? KOPIOWANIE NIE JEST ZABIEGIEM, KTÓRY WYKONYWANY JEST ZE WSKAZAŃ MEDYCZNCH, JEST TO ZABIEG TYLKO I WYŁĄCZNIE ESTETYCZNY, zabroniony przez prawo polskie, a także prawo włoskie, węgierskie i np. czeskie. Kopiowania, czyli bezsensownego, powodowanego jedynie ”widzi mi się” człowieka okaleczania psów zakazuje wiele innych krajów UE. Mimo to posiadacze okaleczonych zwierząt opowiadają legendy o ”chorobach uszu” i przypadkach ”pogryzień”, które mają tłumaczyć nielegalne zabiegi którym poddali swoje psy. (Na marginesie, chodzi o rasowe psy, posiadające materialną wartość, a te rzekome ”przypadki pogryzień” nie są zgłaszane np. policji i hodowcy/posiadacze psów nie starają się dochodzić swoich praw, zadość uczynień od osób odpowiedzialnych za te rzekome pogryzienia, czyli właścicieli psów, które zaatakowały ich psy. Dodatkowo, jeżeli hodowca nie jest w stanie chronić swoich psów przed tym, by się ze sobą nie ”gryzły”, to nie powinien mieć ich aż tylu ile ma, bo nie jest w stanie zapewnić im odpowiednich warunków)

Z ww powodów zwracam się z prośbą o policyjną interwencję patrolu z komisariatu Warszawa – Wesoła, przy ul. Praskiego Pułku 21, podczas organizowanej przez prywatne stowarzyszenie Związek Kynologiczny w Polsce wystawy psów, która odbywać się będzie w dniach 12-13.09.2015, oficjalny adres imprezy kynologicznej: Warszawa – Stara Miłosna, HIPODROM, ul. Praskiego Pułku 89, od godziny 10.00, w dniu 13 września, czyli podczas części wystawy, nazwanej KLUBOWĄ WYSTAWĄ MOLOSÓW. Jest to najbardziej prestiżowa wystawa, spośród tych, na których w Polsce hodowcy psów ras Dogo Canario/Presa Canario (Dog Kanaryjski) i Dogo Argentino (Dog Argentyński), czyli psów ras najczęściej okaleczanych nielegalnym zabiegiem kopiowania, mogą swoje psy prezentować, w związku z czym interwencja w niedzielę będzie nieocenioną pomocą w walce z przestępstwami dotyczącymi zwierząt, gdyż więcej okaleczonych psów prezentowanych będzie tego dnia; Dogi Argentyńskie od godziny 10.00 rano, a niedługo po nich Dogi Kanaryjskie.

Interwencja patrolu policji miałaby polegać na spisaniu danych z tzw ”zaświadczeń”, które posiadać muszą osoby prawnie odpowiedzialne za każdego z okaleczonych psów (Wymaga tego od wystawców sam Związek Kynologiczny w Polsce). Na ”dokumencie” ma być widoczny i możliwy do odczytania adres placówki weterynaryjnej, w której dokonano zmiany wyglądu uszu psa, czytelny podpis lekarza weterynarii, który zabiegu dokonał, czytelna pieczęć lekarza weterynarii, oraz informacje o danym zwierzęciu i dane jego właściciela. Osoby nie posiadające ”zaświadczeń”, a pomimo tego wystawiające psy powinny zostać odnotowane, ich dane powinny zostać spisane i rozpoczęta powinna zostać procedura sprawdzająca, dotycząca tego, czy faktycznie tzw zaświadczenie ”zostało w torebce, w samochodzie”, ”zostawiłam/em w domu” itp. Jeżeli procedura weryfikująca istnienie ”zaświadczeń” ”zapomnianych” i ”zgubionych” wykaże całkowity brak ”zaświadczeń” policja podjąć powinna odpowiednie czynności, a jakie to już Państwo sami najlepiej wiecie. Dodam, iż Główny Inspektorat Weterynarii poinformował mnie, że: ”Główny Lekarz Weterynarii zwrócił się jednocześnie w przedmiotowym piśmie z prośbą, aby sędziowie wnikliwie weryfikowali zaświadczenia wydane hodowcom przez lekarzy weterynarii o wykonaniu u psa takiego zabiegu oraz zwracali szczególną uwagę na przypadki, w których od jednego hodowcy pochodzi więcej niż jeden pies z przyciętymi uszami i ogonem”. Tak więc Zarząd główny ZKwP został poinformowany, iż tzw kynolodzy Z Związku Kynologicznego w Polsce powinni wymagać od swoich członków ”trzymania przy sobie” tzw zaświadczeń.

Główny Inspektorat Weterynarii odpowiadając mi, poprzez osobę Pani Katarzyny W-kopiując treść mejla do artykułu pozostawiam tylko pierwszą literę nazwiska- przekazał mi taką informację:

”Odnosząc się do dokumentacji medycznej leczonych zwierząt, informuję, iż zgodnie z przepisem art. 53 ust. 2 ustawy z dnia 11 marca 2004 r. o ochronie zdrowia zwierząt oraz zwalczaniu chorób zakaźnych zwierząt (Dz. U. z 2014 r., poz. 1539 z późn. zm.), lekarze weterynarii są obowiązani do prowadzenia dokumentacji lekarsko-weterynaryjnej z wykonywanych zabiegów leczniczych i profilaktycznych oraz stosowanych produktów leczniczych. Zakres, sposób prowadzenia oraz wzory ewidencji leczenia zwierząt i dokumentacji lekarsko-weterynaryjnej zostały określone przepisami rozporządzenia Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z dnia 29 września 2011 r. w sprawie zakresu i sposobu prowadzenia dokumentacji lekarsko-weterynaryjnej i ewidencji leczenia zwierząt oraz wzorów tej dokumentacji i ewidencji (Dz. U. z 2011 r. Nr 224, poz. 1347). Zgodnie z przepisami ww. rozporządzenia, dokumentacja lekarsko – weterynaryjna prowadzona jest przez lekarza weterynarii w postaci papierowej lub elektronicznej książki leczenia zwierząt, w której znajdują się m. in. następujące informacje:

·data i godzina wykonania czynności lekarsko – weterynaryjnych,

·imię, nazwisko i adres posiadacza zwierzęcia,

·opis leczonego zwierzęcia, tj.: gatunek, płeć, rasa, wiek lub data urodzenia, maść oraz numer identyfikacyjny, jeżeli posiada,

·dane uzyskane z wywiadu lekarskiego,

·rozpoznanie albo wstępne rozpoznanie choroby,

·ilość, dawkowanie i sposób podania zastosowanego lub wydawanego na podstawie recepty lekarza weterynarii produktu leczniczego,

·wynik badania klinicznego i ewentualnie dodatkowych badań diagnostycznych, jeżeli zostały wykonane,

·zabiegi lecznicze lub profilaktyczne oraz zalecenia lekarskie.

Zapisy w książce leczenia w postaci papierowej lub w wydruku z książki leczenia zwierząt prowadzonej w postaci elektronicznej, powinny zostać potwierdzone pieczęcią i podpisem lekarza weterynarii. Powyższe wyczerpuje obowiązek prowadzenia dokumentacji lekarsko – weterynaryjnej w świetle obowiązujących przepisów prawa”.

Te ”zaświadczenia”, jak nazywają papiery (podobno) przedstawiane w Oddziałach ZKwP posiadacze psów, których uszy zostały poddane zabiegowi kopiowania, mają usprawiedliwiać okaleczenie każdego z tych zwierząt, chociaż kopiowanie nie jest zabiegiem medycznym. Wszystkie te informacje, które wymienia Pani W-kopiując treść mejla do artykułu pozostawiam tylko pierwszą literę nazwiska- znaleźć będzie można jedynie w przypadkach, w których zwierzęta poddano leczeniu, ale nie będą one dotyczyły przypadków kopiowania, czyli zabiegu czysto estetycznego.

Z odpowiedzi Głównego Inspektoratu Weterynarii wynika, że o ile osoba odpowiedzialna w sensie prawnym za danego psa, posiada poświadczone oryginalną pieczęcią i podpisem lekarza weterynarii dokumenty dotyczące zabiegu kopiowania, tj datę jego wykonania, adres placówki weterynaryjnej itp, oznacza to, iż posiada dokument potwierdzający nie to, że może bez przeszkód wystawiać psa na wystawach organizowanych przez prywatne stowarzyszenie ZKwP, ale że dokument ten jest dowodem na popełnienie przestępstwa przez danego lekarza weterynarii. Różnica jest jedynie taka, że w przypadkach, w których osoby prawnie za poszczególne psy odpowiadające posługują się ”zaświadczeniami” nieczytelnymi, spreparowanymi/sfałszowanymi, z których nie można odczytać ani nazwiska lekarza weterynarii ani adresu placówki weterynaryjnej, i z samej tylko treści ”zaświadczenia” dowiedzieć się kto z imienia i nazwiska, poza właścicielem psa, odpowiedzialny jest za okaleczenie danego zwierzęcia, ustalenie komu i kiedy właściciel zwierzęcia zapłacił za jago okaleczenie, będzie trudniejsze i czynności sprawdzające zajmą policji/prokuraturze więcej czasu.

Proszę także, by patrol policji, który podejmie interwencję podczas KLUBOWEJ WYSTAWY MOLOSÓW w dniu 13.09.2015r., prosił poszczególnych wystawców psów ras Dog Kanaryjski i Dog Argentyński o okazanie książeczek zdrowia każdego z psów, który widnieje w katalogu wystawy jako zwierzę na niej prezentowane, książeczki z aktualnymi, ”wbitymi do niej” obowiązkowymi szczepieniami oraz, by hodowcy i posiadacze psów pytani byli przez ten patrol o to czy posiadają zezwolenia na utrzymywanie psa rasy uznawanej za agresywną, a w przypadkach rozmów z hodowcami obu tych ras, by odnotowywali także to czy osoby te posiadają zezwolenie na prowadzenie hodowli psa rasy uznawanej za agresywną:

(http://www.infor.pl/prawo/gmina/pozwolenia/219395,Pozwolenie-na-posiadanie-psa-groznej-rasy.html).

Pragnę także Państwa poinformować, iż treść korespondencji, którą od ponad dwóch miesięcy prowadzę w sprawie kopiowania vel okaleczania psów z poszczególnymi stowarzyszeniami (w tym Związkiem Kynologicznym w Polsce), urzędami gmin/miast/dzielnic, a także Polskim Związkiem Łowieckim, Głównym Inspektoratem Weterynarii oraz Głównym Lekarzem Weterynarii, a teraz także i Komisariatem Policji Warszawa VII przy ulicy Grenadierów 73/75, który to uprzejmie proszę o przekazanie powyższej informacji/notatki drogą elektroniczną Komisariatowi Warszawa-Wesoła przy ul. Praskiego Pułku 21, przekazuję nie tylko mediom. Treść ta będzie stanowiła istotny składnik wniosku, który z pomocą fundacji i po konsultacji z prawnikiem nieformalny zespół, w którym działam, złoży do prokuratury.

Z wyrazami szacunku

Zuzanna Petrykowska

”Niestety”?

Niestety patrol, który pojawił się na wystawie nie był… merytorycznie przygotowany (jak obiecałam nagranie udostępnię, jeżeli uzyskam na to zgodę odpowiednich organów, gdyż upublicznianie wizerunków policjantów wykonujących obowiązki nie jest dozwolone). Nie zmienia to jednak faktu, że już samo pojawienie się panów policjantów podczas warszawskiej wystawy ”spięło tyłki” działacz(k)om i członk(ini)om stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce. Na razie musimy cieszyć się, iż wszystkie te ”niuńki” i ”kolesie”, którzy swoim szczeniakom uszka (i/lub ogonki) poobrzynali nie będą już mogły/ mogli się z nimi lansować w Polsce. Choć usłyszałam od jednej z pań działaczek warszawskiego ZKwP -mam to na filmie z wizyty patrolu policji na klubówce- tekst ”skąd pani wie, że ten pies nie był pomiędzy Włochami, a Polską np. w Rosji?” Wiecie, w Rosji obcinanie psom uszu jest ok… W Polsce jest nielegalne, we Włoszech również, ale np. w Rosji… W Rosji hulaj dusza… Teoretycznie można więc kupić psa, oberżnąć mu uszy w Rosji i przyjechać z nim do Polski. Na szczęście do Rosji trzeba mieć wizę, psy też mają paszporty (ach, te formalności… ). Wszystko jest do sprawdzenia. (Poza tym pies, o którym była mowa w Rosji nigdy nie był). Ale tekst pani działaczki obnażył wiele… W końcu pani ta nie broniła ”zaświadczeń” i kopiowania jako ”metody leczenia”. Czyżby zamiast tego, usiłując pokazać mi, że ”nie wiem o czym mówię”, niechcący przyznała, że członkowie ZKwP znają różne sposoby, by obowiązujący w Polsce zakaz obcinania psom uszu, ignorować poprzez ”fundowanie go” psom poza granicami Polski? Jeżeli ”obetniesz” psa w kraju, w którym jest to legalne, to nie ma problemu. Tylko, że żyjąc w Polsce podlegamy polskiemu prawu i każdy kto ma okaleczonego psa musi być w stanie pokazać dokumenty, które jednoznacznie uwolnią go od zarzutu znęcania się.

Od 1go stycznia przyszłego roku fani psiaków z kopiowanymi uszami będą musieli z nimi jeździć za granicę, do krajów, w których kopiowanie jest legalne, ale moi Drodzy Czytelnicy pamiętajcie, iż członkowie plenum, które uchwaliło zakaz dotyczący TYLKO psów urodzonych w Polsce po 01. stycznia 2012r, i dopiero ostatnio uzupełniło komunikat o informację, iż w wystawach ZKwP nie będą mogły brać udziału także kopiowane psy (”importy”) z krajów objętych zakazem kopiowania*C, to także są hodowcy, min psów ras tradycyjnie okaleczanych zabiegiem kopiowania, np. Bokserów, Dobermanów…

ZKwP swoją najnowszą decyzją sprawił, że wielu tzw hodowców będzie teraz ze swoimi przydomkami uciekać za granicę np. do Hiszpanii, i rejestrować się w zagranicznych organizacjach kynologicznych należących do FCI. Pozując na hodowców, może hiszpańskich albo ukraińskich będą dalej, we własnym wyobrażeniu, ”legalnie” nieszczęsnym presom bez RTG wykluczającym kalectwo dysplazji w przypadku Dogo Canario/ Presa Canario i Dogo Argentino oraz BAER TEST w przypadku tych drugich, obrzynać uszy, by psy lepiej się sprzedawały, bo z obciętymi uszami groźniej wyglądają… I -uwaga, bo to jest naprawdę świetne: w myśl przepisów prywatnego stowarzyszenia ZKwP(sic!), które to tak pętają im istotę szarą, będą sobie mogli wystawiać psy na tych smętnych wystawach organizowanych w Polsce… Szkoda tylko, że ci głupcy nie potrafią pojąć, że sprzyjające ”obchodzeniu” praw zwierząt przepisy prywatnego stowarzyszenia, nie są nadrzędnymi dla przepisów ustawowych, które obowiązują obywateli państwa polskiego. Polscy tzw hodowcy, fanatycy obcinania psom uszu jeżeli chcą LEGALNIE psom uszy obrzynać, muszą wynieść się z Polski i gdzie indziej prowadzić swoje hodowle, zacząć ŻYĆ ze swoimi okaleczonymi psami w krajach, które z tego okaleczenia nie robią ”problemu”. Nie można prowadzić biznesu w Polsce, a podatków płacić np. w Wielkiej Brytanii . Trzeba przez większą część roku BYĆ i ŻYĆ w np. Wielkiej Brytanii, by móc płacić w niej podatki. ”Przeniesienie przydomka”, ale mieszkanie w Polsce i cięcie psów w Polsce albo tak samo nielegalnie np. na Słowacji, nie powoduje, że nielegalne okaleczenie psa przestaje być przestępstwem, bo świat nie kończy się na Związku Kynologicznym w Polsce i prowadzaniu psów na organizowane przez to stowarzyszenie wystawy. Chcesz okaleczać psa i nieć wywalone na przepisy, które obowiązują wszystkich obywateli RP? Wyprowadź się gdzieś, gdzie cięcie psów jest legalne, bo to, że ze swoim biznesem rozmnażania psów ”formalnie” uciekniesz do innego kraju, nie ma znaczenia jeśli żyjesz w Polsce.

Nie dość, że kopiowania zabrania polskie prawo, to FCI odsyła każdą zrzeszoną u siebie organizację, w tym ZKwP, do przepisów prawa obowiązujących w kraju, w którym dana organizacja np. prywatne stowarzyszenie ZKwP działa. I to jest kolejny przykład na to jak bardzo ZKwP lekceważy nie tylko prawo polskie, ale i przepisy organizacji, z którą ma podpisaną umowę.

Wątek ”importów”, czyli psów sprowadzonych do Polski z zagranicy jest …frapujący. Jeżeli ktokolwiek pomyślał, że oto nastał definitywny koniec promowania na wystawach organizowanych przez ZKwP okaleczanych psów, to się bardzo pomylił! Ale wszystko jest do zrobienia, wystarczy tylko chcieć. Np. Węgry też kwalifikują kopiowanie jako zabieg nielegalny. Masz psa z Węgier, to kto, kiedy i dlaczego poddał go zabiegowi kopiowania? Przyjechał ”cięty”? Masz ”zaświadczenie”? No dobra, nie ”zaświadczenie”, jakiś naprawdę posiadający wartość ”papier”, że pies nie ma naturalnych uszu nie ze względu na okaleczenie, ale z innego powodu. Jest możliwe, że zagraniczni hodowcy także łamią prawo obowiązujące w ich krajach, dlatego należy upewnić się czy ktokolwiek w ZKwP dba, pyta o tzw importy z obciętymi uszami? O możliwe do zweryfikowania ”zaświadczenia” dotyczące tych psów? A import z Włoch? Czy gdyby zapytać włoskiego hodowcę o kopiowane uszy psa z jego przydomkiem, wziąłby na sobie ciężar nielegalności ”zabiegu”, czy przyznałby, że psa sprzedał kompletnego?

Komunikat, który w ostatnim czasie pojawił się na oficjalnej stronie Związku Kynologicznego w Polsce *D mówi, że zakaz wystawiania dotyczyć ma także psów importowanych z krajów, w których również obowiązuje zakaz kopiowania. Być może pojawienie się tego komunikatu wynika z przebłysku zainteresowania Głównego Lekarza Weterynarii sprawą obcinania uszu psom zarejestrowanym w ZKwP… Może komunikat należy wiązać z informacją, którą raczyła, drogą elektroniczną, przekazać mi pani Katarzyna W-w treści artykułu pozostawiam tylko pierwszą literę nazwiska- korespondująca ze mną w imieniu Głównego Lekarza Weterynarii? *5, *6. Może. W każdym razie odnoszę wrażenie graniczące z pewnością, że warto pisać.

Szkoda tylko, że w swoim komunikacie ZKwP nie podał do wiadomości zainteresowanym pełnej listy krajów, w których kopiowanie, czyli obcinanie psom uszu ze względów estetycznych jest przestępstwem. Jak z doświadczenia wiemy, polskim fanatykom obrzynania psom uszu, należy taką listę podać w sposób niebudzący już nawet u nich absolutnie żadnych wątpliwości.

I jeszcze ci cwaniacy co to niby hodują na spółkę z kimś z kraju, w którym kopiowanie nie jest nielegalne… I potem, psiaki, choć uszka mają obcinane w Polsce -czyli bezprawnie- ”oficjalnie” uszy miały zrobione gdzieś-tam… bo się niby tam-gdzieś urodziły… Swoją drogą, Moi Drodzy, jak to jest? Hodowca psów typu presa, rasy znajdującej się w Polsce na liście ras uznawanych za agresywne, będący równocześnie weterynarzem, ”mocnym” działaczem ”swojego” oddziału ZKwP, współpracuje z zagranicznym hodowcą… Przekazawszy swój przydomek małżonce, presy rozmnaża teraz ”na przydomek” wspólnika, choć psy trzyma i sprzedaje w Polsce… Czy ten hodowca ma te psy, które PRZEBYWAJĄ NA TERENIE RP zarejestrowane w odpowiednim urzędzie? Czy ma pozwolenie na prowadzenie hodowli psów rasy w Polsce uznawanej za agresywną, bo przecież już nawet ”tylko” posiadając psa ”z listy” musimy mieć na niego pozwolenie, i czy odpowiedni urząd wie ile pod wskazanym przez hodowcę adresem, psów przebywa? W jakim te zwierzęta są stanie? Ile z tych psów ma oberżnięte uszy i jak to wszystko razem ma się do przepisów prawa obowiązującego w Polsce? Jak długo jeszcze ma trwać sytuacja, w której to prawo dotyczące rozmnażania, trzymania, sprzedawania etc. psów w Polsce, szczególnie psów ras uznawanych za agresywne, mają stanowić korporacyjne zwyczaje ”wypracowane” przez, jak pokazuje choćby ten komunikat*E, szkodzące psom nawyki członków monopolistycznego Związku Kynologicznego w Polsce i dlaczego dalej mielibyśmy godzić się na swoisty ”stan zastany”?

A skoro przy przydomkach jesteśmy

ZKwP nie widzi nic ”niestosownego” w tym, że przez kilka lat jakieś małżeństwo produkuje białe psy ”w typie rasy” (niektórzy nazywają takie psy po prostu ”kundlami”), które sprzedaje potem jako psy rasowe (jak te ze stowarzyszeń zrzeszonych w FCI*7), z których spora część okazuje się kaleka z powodu głuchoty i trafia do schronisk, i dla których organizuje się potem ”wydarzenia” na fejsbuku, i przyjmuje w swoje szeregi osoby, które po prostu przyczyniają się do cierpienia psów poprzez beztroskie ich rozmnażanie. Kiedy, w końcu jedno z małżonków pragnie zostać członkiem ZKwP, żeby hodować pod jego egidą (mentalność bez zmian, ”wiedza” bez zmian, zmienia się tylko przydomek hodowlany…), podczas gdy drugie wciąż sprzedaje psy z przydomkiem stowarzyszenia ”z księżyca”, czyli spoza FCI, to to pierwsze zostaje przyjęte i osoba należąca do ZKwP kupuje sobie psa z hodowli należącej do FCI, i zostaje PEŁNOPRAWNYM CZŁONKIEM Związku Kynologicznego w Polsce, choć drugie z małżonków wciąż handluje ”białymi w typie rasy”. ”Dzwoni wam”, że coś tu z etyką nie jest w porządku, prawda? Potem osoba znana wciąż jako handlująca ”psami w typie rasy” występuje jako handler na wystawie organizowanej przez ZKwP (dla ZKwP to też żaden problem) i prezentuje psa swojej ”drugiej połówki”, psa naprawdę rasowego, bo posiadającego rodowód honorowany przez FCI, mimo że sama wciąż w ofercie sprzedaży ma psy z pochodzeniem trudnym/ ciężkim do zweryfikowania (Czy weryfikacja w ogóle jest możliwa?). Oburzające? To mało powiedziane. Zrozumcie to: jedno rozmnaża psy ”w typie rasy”, a drugie jest hodowcą w ZKwP… Jedno z małżonków może należeć do jakiegoś stowarzyszenia, rozmnażalni nienależącej do żadnej z liczących się federacji kynologicznych, jak FCI lub ACW, a drugie może być członkiem ZKwP i władze ZKwP nie widzą w tym żadnego problemu etycznego. Najwyraźniej nie ma ograniczeń… A jak tak, to wiadomo co się liczy… Many, many, many…

Papier przyjmie wszystko. Straszna żenada to hodowanie ”a’la Polaczek”… Oberżnąć uszy to podstawa, co tam BAER TEST, co tam RTG w kierunku wykluczenia dysplazji… Tylko przykre, że głupców wśród nabywców psów jest wciąż aż tak wielu…

Moi Drodzy Czytelnicy namawiam was gorąco, byście informowali odpowiednie organa (policję, prokuraturę po prostu) o każdorazowym przypadku prezentowania na wystawie psa poddanego ”zabiegowi” kopiowania, czyli psa z obciętymi uszami i/ lub ogonem. Znacie to powiedzenie, że najgorsza jest obojętność ludzi dobrych? Jest w nim bardzo wiele prawdy. Nie jest ważne, że Związek Kynologiczny w Polsce od przyszłego roku nie będzie pozwalał prezentować podczas organizowanych przez siebie wystaw, większości znanych z fejsika, okaleczonych psów. Hodowcy, którzy poddali swoje psy ”zabiegowi” kopiowania, wciąż mogą używać ich w hodowli, co oznacza, że wciąż mogą czerpać z nich korzyści. Chodzi o to, by osoby, które nie badają psów, nie starają się poprawić ich dobrostanu, poprzez eliminowanie z hodowli zwierząt chorych/ kalekich, ludzie dla zysku narażający zwierzęta na cierpienie, osoby nagminnie łamiące OBOWIĄZUJĄCĄ Ustawę o Ochronie Zwierząt, poniosły konsekwencje swojego postępowania. To, że część okaleczonych psów przestanie być pokazywana na wystawach W POLSCE nie może być dla nich jedyną ”karą”. Są kretynki, gotowe formalnie ”odsprzedać” psiaka np. komuś z Serbii, żeby ”oficjalnie” pies był własnością nie-Polaka i uszy miał obcięte niby w Serbii, tylko po to by móc go wystawiać w Polsce… Są ludzie, którzy swoje psy ”sprzedali” za granicę i niby za granicą uszy psom obciął tamten chwilowy właściciel, bo Polak psy niby ”odkupił” zaraz po kopiowaniu uszu (psy nigdy nie były w tamtym kraju -psy, jak ludzie mają paszporty)…

Zakaz okaleczania psów ze względów estetycznych, a właśnie tym jest kopiowanie-obcinanie psom uszu (i/lub kurtyzowanie ogonów) obowiązuje w Polsce od lat. I ci wszyscy ludzie doskonale o tym wiedzą, po prostu nic sobie z tego nie robią. Wiedzą o tym wszystkie te pannice, tzw ”hodowczynie”, wie ”technik weterynarii”, a mimo to łamie Ustawę o Ochronie Zwierząt. Bezczelnie prezentuje wyniki swojego działania na swoim i przyjaciółki fejsbukowym profilu, zamieszczając zdjęcia okaleczonych szczeniąt z miotu, który powołała do życia, tylko osoba mająca w naprawdę głębokim poważaniu treść zapisów Ustawy o Ochronie Zwierząt.

Wiedzą o tym, iż kopiowanie jest nielegalne także, a może PRZEDE WSZYSTKIM weterynarze będący członkami ZKwP, hodowcy, spece od ”obchodzenia” polskiego prawa poprzez tzw ”umowy hodowlane” i udawanie, że szczenięta rodzą się poza terenem RP i dlatego mają ”legalnie obcięte uszy”. I wiedzą o tym pnący się po szczebelkach w ZKwP, początkujący działacze. Kopiowanie, obcinanie uszu psom, bo tak ”lepiej wyglądają”, ”tak lubimy i już” jest nielegalne. Osoby ‚decyzyjne’ w ZKwP postanowiły ‚odciąć’ się, tj to stowarzyszenie od problemu nielegalnego obcinania psom uszu, poprzez niepoparty żadnym wyjaśnieniem komunikat, że od 01 stycznia 2016r. urodzone w Polsce, po 01 stycznia 2012r. psy z obciętymi uszami i/lub ogonami nie będą mogły brać udziału w wystawach, które to stowarzyszenie organizuje. W ww komunikacie nie pojawia się słówko na temat ”zaświadczeń”, które przez prawie cztery ostatnie lata związek Kynologiczny w Polsce tak chętnie akceptował i teraz nagle akceptować przestał

ZKwP ”wypiął się na ”zaświadczenia” mówiące, iż ”wyjątkowo”, kolejny pies, z tej samej hodowli, miał ”chore uszy” (Sic! Czyli Polacy wykreowali nowy problem u psów typu presa, inny niż typowa dla DA głuchota -fascynujące!), ”został napadnięty przez innego psa i dotkliwie pogryziony” (Nie odpuściłabym! Przecież taki szczeniak ma rynkową wartość sięgającą powyżej 6 tys złotych, nawet ponad 2 tys euro! A poza tym cierpiał, przecież właściciel go -podobno- ”kocha”. No i jeszcze kwestia narażania psiaka na ryzyko wynikające z pełnego uśpienia takiego młodego organizmu, przecież szczeniak mógł się nie obudzić z narkozy! Gdzie była policja?! Gdzie zdjęcia ze zdarzenia?! Świadkowie?! Aaa… ”na posesji u samego hodowcy” się to zdarzyło… Hm… A który to już raz? Odebrać mu psy! Jeżeli dorosłe ciągle atakują szczeniaki, to z dorosłymi coś jest bardzo psychicznie ”nie ok”…) Reakcja ”kochających psy” tzw hodowców była taka *8 i reszta numerków…

Hodowcy, którzy dotąd stawali na głowie, by zaświadczenia na potrzeby wystaw organizowanych przez ZKwP dla poszczególnych okaleczonych psów ”załatwiać”, nie wiedzą co się stało. Pomóżmy im to wyjaśnić. Składajmy wnioski do prokuratury i domagajmy się kontroli dokumentów dotyczących procederu tzw kopiowania (obcinania) uszu psom i tzw kurtyzowania (obcinania) ogonów. Poczytajcie screen’y znajdujące się na końcu artykułu, te z publicznego wydarzenia na fejsbuku, które szybko przekształcone zostało z tajną grupę… I przestańcie mieć złudzenia.

Domagajcie się kontroli Drodzy Czytelnicy już nawet nie jako miłośnicy psów czy ”społeczeństwo”, ale po prostu jako ludzie, którzy chcąc nie chcąc, część swoich dochodów (w podatkach) przeznaczają na utrzymywanie schronisk, do których trafiają rasowe psy, bez ograniczeń, nieustanowionych prawnie, nie przez PRYWATNE STOWARZYSZENIE, ale NAPRAWDĘ autentycznych regulacji, ”produkowane’ przez członków Związku Kynologicznego w Polsce. Domagajcie się tego jako osoby, które pośrednio utrzymują takie przybytki (Pokazany w materiale TVN uwaga nie jest jedynym takim.) http://uwaga.tvn.pl/reportaze,2671,n/gehenna-psow,178508.html.

Co? Nie chcecie finansować psich umieralni?

Nie macie ochoty fundować fajnego życia psim oprawcom?

Musimy zmienić prawo.

Nie zmienimy prawa bez zmiany aktualnej rzeczywistości, a żeby ją zmienić np. wprowadzić badania = zwiększyć odpowiedzialność psich ”producentów” za zwierzęta, które produkują, ograniczyć ilość tzw hodowli przez zmianę systemu podatkowego, z którego dziś korzystają ludzie rozmnażający psy (czas na wprowadzenie normalnych podatków dla tzw hodowców), i tym samym zmniejszyć ilość rasowych psów trafiających do schronisk. Musimy zmienić ”opiniodawców”/ ”konsultantów”, w których ręce dotąd trafiały wszystkie projekty zmian ustaw, dotyczących hodowli psów.

Musimy pokazać czym jest Związek Kynologiczny w Polsce, jak funkcjonuje, jakie panują w nim zwyczaje i nawyki.

Czas by prokuratura przyjrzała się ”zaświadczeniom” nagromadzonym w poszczególnych oddziałach prywatnego stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce i ”oddzieliła ziarna od plew”.

Polskie społeczeństwo ma prawo wiedzieć na jakich zasadach prowadzi się w Polsce hodowlę psów, jakie są z tego korzyści (jak się na hodowli psów zarabia), jakiej wysokości podatki płacą ludzie sprzedający rasowe psy, jak to jest z psami ras uznawanych za agresywne, czy ich hodowcy mają jakieś szczególne zobowiązania względem polskich obywateli itp. itd.

To się nie uda bez ”pospolitego ruszenia” prawdziwych miłośników psów.

Tzw hodowcy, szczególnie hodowcy psów typu presa, ale nie tylko tych (to środowisko znam i wiem, jak wiele psów tych jest okaleczanych, ale proceder dotyczy wciąż także Owczarków Środkowoazjatyckich, TTB, Bokserów, Dobermanów i przedstawicieli wielu innych ras), bezwstydnie obnoszą się na swoich fejsbukowych profilach ze zdjęciami okaleczonych psów, nierzadko nawet szczeniąt z jeszcze ”plasterkowanymi” uszkami. Poszperajcie na fejsbuku, poszukajcie w najpopularniejszych hodowlach Dogo Canario/Presa Canario, Dogo Argentino i w hodowlach, w których rozmnażane są psy innych ras, przekonajcie się ilu z tych, którzy tak chętnie rżną ”ukochanym” (choć nieprzebadanym) psom, uszy, jest prominentnymi albo tylko ”pnącymi się”, działaczami Związku Kynologicznego w Polsce… Ci ludzie nie stawiają na pierwszym miejscu dobrostanu psów, można odnieść wrażenie, że nie obchodzi ich nic poza wyglądem, a konkretnie wyglądem psich uszu i równocześnie określają wszystkich, którzy należą do innych działających w Polsce organizacji kynologicznych mianem pseudo hodowców -sic! Nie starają się minimalizować problemu jednostronnej głuchoty (gdzie uchwały i wymogi hodowlane?!), nie walczą z dysplazją (gdzie uchwały i wymogi hodowlane?!), nie robią tego, co jest nie tylko legalne, ale przede wszystkim DOBRE dla psów. Zamiast tego są w stanie ryzykować życiem szczeniąt tylko po to, by obciąć im uszy i sprzedać zazwyczaj nieprzebadane psiaki, po także zwyczajowo nieprzebadanych rodzicach, i to ze sporym zyskiem… Żądajcie od hodowców psów informacji o wynikach badań ich psów, badań w kierunku dysplazji stawów biodrowych i łokciowych, głuchoty, wad serca, problemów z oczami (odklejająca się siatkówka), itp. a przekonacie się, że jedynie nikła część tych ludzi swoje psy bada!

Nie jest normalną sytuacja, w której poszczególne fundacje zajmują się ”ratowaniem” psów poszczególnych ras. Jeżeli rasowe psy zapełniają schroniska, to znaczy, że coś jest bardzo nie w porządku: tzw hodowcy PRODUKUJĄ zbyt dużą ilość psów i nie są w stanie zapewnić im odpowiednich opiekunów.

Jest tylko jeden sposób na zmianę prawa i spowodowanie, by rasowe psy, a więc psy niby nierozmnażane przypadkowo, tylko niby wyselekcjonowane do rozmnażania, rozmnażane przez ludzi należących do najstarszej w Polsce i cieszącej się największym -na jakiej podstawie?! wymogów hodowlanych?!- zaufaniem społecznym, organizacji kynologicznej, nie trafiały do schronisk i fundacji.

Przy okazji zaznaczyć należy, że w schroniskach, ”pod opieka fundacji” znajdują się także ”rasowe psy” urodzone w pseudo hodowlach, które nie podlegają FCI ani żadnej innej, konkurencyjnej dla FCI organizacji zrzeszającej kynologiczne stowarzyszenia. Psy z pseudo hodowli, które po Nowelizacji Ustawy o Ochronie Zwierząt, czyli po 01 stycznia 2012r., przekształciły się w różnej maści ”stowarzyszenia”. W tym miejscu musimy więc zadać sobie pytanie czym różnią się od siebie poszczególne tzw rasowe psy zapełniające dziś schroniska? Czyli czym w istocie różnią się hodowcy zrzeszeni w ZKwP, których psy trafiają do schronisk, od psich producentów niepodlegających nie tylko ZKwP ale i niepodlegających FCI czy innej kynologicznej organizacji o światowej renomie? Psy pochodzące od hodowców zrzeszonych w ZKwP tkwią w schroniskach, w ”domach tymczasowych”, ”hotelach”, na opłacenie których za pomocą fejsbuka żebrzą nie rzadko po prostu pseudo fundacje a nie FUNDACJE, bądź też psiaki te są bohaterami wydarzeń na rzeczonym fejsbuku albo np. OLX, choć hodowcy ze Związku Kynologicznego w Polsce szczycą się tym, iż ”są odpowiedzialni za psy, które powołali do życia” i to niby nie tylko do chwili, w której inkasują za nie kwotę od Nabywcy…

Aby znacznie zmniejszyć zatrważające ilości trafiających do schronisk i ”pod skrzydła fundacji” rasowych psów należy podjąć działanie; uczulić polskie społeczeństwo na ogrom zjawiska jakim jest rozmnażanie przez tzw hodowców zrzeszonych przede wszystkim w cieszącym się największym zaufaniem społecznym i zabiegającym o monopol na rynku prywatnym stowarzyszeniu, psów kalekich. Psów które trafiają do nowych domów, i których właścicieli bardzo często, bardzo szybko przestaje być stać na opiekę nad nimi, konieczne do końca życia psa leczenie albo po prostu nie radzą sobie z np. głuchymi Dogo Argentino, i te, z powodu swojego kalectwa, trafiają do schronisk i do ”fundacji”. Trzeba uświadomić sobie, że żyjemy w XXI wieku, rozmnażanie psów nie jest obowiązkiem, nie każdy musi być hodowcą, a chorych psów po prostu nie należy rozmnażać. Można wykluczać z hodowli osobniki obciążone wadami i minimalizować liczbę kalek, które zapychają potem domy ”statystycznych Kowalskich”, ”fundacyjne hoteliki”, czy schroniska, wystarczy przeprowadzać badania.

Trzeba też WYKLUCZYĆ z udziału w ‚aktywnym produkowaniu szczeniąt’ sporą część hodowców. Powiedzmy sobie szczerze: jest zbyt wielu ‚rozmnażaczy’ psów. Nie jesteśmy w trzecim świecie, każdy kto rozmnaża psy i komu zależy na ich dobrostanie, może trafić do specjalisty, który wykluczy u jego pary hodowlanej kalectwo. Jednak członkowie ZKwP w większości mają ”uczulenie” na temat badań i tylko mówią, że swoje stada hodowlane badają, ale nie pokazują certyfikowanych wyników wpisanych w rodowód, nie pokazują wyników opisanych przez specjalistów, dlatego nie należy im ufać. Nie można ufać ludziom, którzy zamiast minimalizować ryzyko kalectwa psów, które powołują do życia, łamią ich prawa, obrzynając im uszy i chwaląc się tym na fejsbuku, a hodowców spoza ZKwP wyzywają od ”pseuduchów”.

Nie można ufać temu środowisku ”na słowo” także z powodu tego jak bardzo broni się ono przed wprowadzeniem obowiązkowych badań DNA (Gdzie uchwały? Dlaczego tak opornie to idzie?)…

Z wymogiem badań DNA, które potwierdzałyby albo wykluczały treś zawartą w metrykach a potem rodowodach, skończyłoby się tzw ”podkładanie miotów” (inna suka wpisana w rodowody jako matka szczeniąt, a inna suka w istocie je rodzi…), krycie suk innymi psami niż wymieniony w rodowodzie reproduktor i ”dokrywanie” suk innym psem/psami -a to ma teraz miejsce i niektórzy z was, którzy teraz ten tekst czytają DOKŁADNIE wiedzą, że piszę właśnie o nich. Z obowiązkowymi testami DNA musiałoby wreszcie być w 100%ach UCZCIWIE. Tzw hodowcy z ZKwP ciągle narzekają, jak to wszystko, te badania, wszystkie te ”dodatkowe wymogi” ”straszliwie dużo by ich kosztowały”… Jak wiele musieliby ”dokładać”… A przecież oni na pieskach chcieliby tylko zarabiać… A to podobno jest ”amatorska hodowla psów rasowych” (Wiecie, oficjalnie w Polsce na hodowli zwierząt towarzyszących się nie zarabia… Skumajcie to). Należy wprowadzić DODATKOWE WYMOGI HODOWLANE, bo tylko to może ograniczyć ilość producentów rasowych psów i podnieść poziom prawdziwej hodowli. Hodowla rasowych psów to miała być PASJA, nie biznes.

Proszę Was gorąco: wspierajmy tych nielicznych hodowców, ras ”tradycyjnie” w Polsce (i poza naszym krajem) okaleczanych ”zabiegami” obcinania uszu i/lub ogonów, którzy psów przychodzących na świat w ich hodowlach nie okaleczają! (Mam na myśli także hodowców spoza ZKwP). Wspierajmy też tych NIELICZNYCH sędziów kynologicznych mających ODWAGĘ do zwracania uwagi na to, że występujące na ringu psy są okaleczone zabiegiem w Polsce (i praktycznie w UE) NIELEGALNYM. Być może do końca tego roku nie zdarzy się już sytuacja, w której sędzia ODMÓWI sędziowania psów okaleczonych i nakaże zejść z ringu osobom prezentującym okaleczone zwierzęta, ale wspierajmy tych, którzy szanują prawo. Nie możemy liczyć na asystentów kynologicznych, nie tylko dlatego, że regulamin ZKwP nie daje im zbyt dużych praw na ringu, ale również dlatego, że niektórzy z nich, szczeniaczkom przychodzącym na świat w ich własnych hodowlach, obrzynają uszy, tzn ktoś za nich to robi…

Możecie mieć wpływ

Chodzicie na wystawy? Oglądacie całe to show? W takim razie za każdym razem, kiedy na ringu oglądacie psa, szczególnie szczeniaka z obciętymi uszami i/lub ogonem pamiętajcie, że istnieje bardzo, bardzo duża szansa, na to, że jego uszy przestały być naturalne niezgodnie z prawem. Domagajcie się, jako widzowie albo po prostu miłośnicy psów i ludzie, którzy przestrzegają prawa, wyjaśnienia na jakiej podstawie prezentowany na ringu pies ma obcięte uszy i/lub ogon. Pytajcie o nazwisko weterynarza, który psa ciął. Żądajcie okazania ”zaświadczenia”. Jeżeli usłyszycie, że ”to nie wasza sprawa” (a zapewne tak będzie), że pies, tj. jego właściciel ”ma zaświadczenie”, dzwońcie na policję, proście o patrol interwencyjny. Macie prawo złożyć zawiadomienie odnośnie tego, że opierając się o znajomość polskich przepisów oraz popularnych w części środowiska ZKwP zwyczajów dotyczących okaleczania psów pewnych ras, mniemacie, iż w oddziale ZKwP do którego należy dany hodowca i/lub posiadacz danego psa/suki, przechowywane jest pseudo zaświadczenie niby wyjaśniające w jakich okolicznościach, tj gdzie, kiedy i kto przeprowadził na tym zwierzęciu zakazany polskim prawem zabieg. I że domagacie się, podejrzewając iż owo ”zaświadczenie” jest spreparowane i obciąża lekarza weterynarii, którym z okaleczaniem psów nie ma nic wspólnego, by uprawnione do tego organy państwowe zweryfikowały treść owego ”zaświadczenia” a w przypadku, gdy ”zabieg przeprowadzony był za granicą”, aby zweryfikowano tę informację na podstawie paszportu psa. Tak samo postąpić możecie, gdy okaleczone psy oglądacie w mediach społecznościowych. Wystarczy zrobić tzw zrzut ekranu. Dokładnie opisać problem -policja nie siedzi na FB i kynologia to nie ich dziedzina -złożyć zawiadomienie. W poszczególnych oddziałach ZKwP tych pseudo zaświadczeń jest od groma… Pamiętajcie:

Art. 6.1a. Zabrania się znęcania nad zwierzętami.

2. Przez znęcanie się nad zwierzętami należy rozumieć zadawanie albo świadome dopuszczanie do zadawania bólu lub cierpień, a w szczególności:

1) umyślne zranienie lub okaleczenie zwierzęcia, niestanowiące dozwolonego prawem zabiegu lub procedury w rozumieniu art. 2 ust. 1 pkt 6 ustawy z dnia 15 stycznia 2015 r. o ochronie zwierząt wykorzystywanych do celów naukowych lub edukacyjnych, w tym znakowanie zwierząt stałocieplnych przez wypalanie lub wymrażanie, a także wszelkie zabiegi mające na celu zmianę wyglądu zwierzęcia i wykonywane w celu innym niż ratowanie jego zdrowia lub życia, a w szczególności przycinanie psom uszu i ogonów (kopiowanie)”.

A jeżeli usłyszycie jakieś bzdury o art. 27 UoOZ, tym bardziej nie odpuszczajcie, nawet jeżeli te bzdury będzie opowiadał wam ktoś ”decyzyjny”.

Domagajmy się, jako miłośnicy psów i tzw społeczeństwo DODATKOWYCH WYMOGÓW HODOWLANYCH, a drastycznie spadnie ilość ‚rozmnażaczy’ zarabiających na psiej krzywdzie. Mniej psów będzie trafiało do schronisk i poprawi się jakość/ ZDROWIE rozmnażanych w Polsce rasowych psów.

A jak już o finansach zahaczyliśmy… Należy także uczulić miłośników zwierząt na kwestię opodatkowania hodowli zwierząt towarzyszących, nie tylko psów, ale i kotów rasowych, koni, ptaków… Czy statystyczny Kowalski ma świadomość w jaki sposób rozlicza się hodowca rozmnażający psy z tego ile na każdym z nich zarobił? Czy typowy Polak wie ile podatku odprowadza tzw hodowca, który w ciągu roku, z powiedzmy 3 różnych suk ma trzy mioty, w każdym np. (tak plus-minus) po 7 szczeniąt, z których każde sprzedaje za nie mniej niż 3 tysiące złotych? Przy czym warto wspomnieć, że obciążone ciężką dysplazją szczenięta Doga Kanaryjskiego po nieprzebadanych rodzicach sprzedawane są np. za 5000 tysięcy złotych i więcej… Doga Argentyńskiego, o którego wynikach HD i ED rodziców ani ich słuchu, o słuchu samego szczenięcia nie wspominając, nie nie wiadomo, też można w Polsce kupić za podobną kwotę… Mają Polacy tę ”ułańską fantazję” -szczególnie te barany, które tyle na ”koty w worku” kasy wywalają (Ludzie, serio tyle kasy i nawet BAER nie???)

Ile podatku płaci popularny tzw hodowca jeżeli w ciągu roku sprzeda 3×7 szczeniąt? Za te ”marne” 21 tysięcy? Ile musi odprowadzić podatku, jeżeli ze sprzedaży szczeniaków ”wpadło” mu 63 tysiące złotych? (Zaniżyłam tę kwotę, założyłam, że to są tylko złotówki, nie euro i wybrałam DOLNĄ granicę…)

Związek Kynologiczny w Polsce jest tylko prywatnym stowarzyszeniem i nie jest odpowiednią ”instytucją” do opiniowania zmian w Ustawie o Ochronie Zwierząt, a to do niego właśnie zazwyczaj kierowało Ministerstwo Rolnictwa wszelkie propozycje zmian dotyczących hodowli psów, a więc zwierząt towarzyszących, wszelkie interpelacje Ministerstwo pokazywało ZKwP. Czas to zmienić. Sposób jest prosty:

Namawiam was, byście wzięli sprawy w swoje ręce, wszyscy, którzy uważacie się za miłośników psów, zobaczcie wreszcie pełny obraz sytuacji. Zafundujmy Związkowi Kynologicznemu w Polsce KONTROLĘ, sprawmy, by prokuratura w końcu zaczęła interesować się zebraną w poszczególnych oddziałach ZkwP tzw dokumentacją, z której (podobno) wynika kto, kiedy i dlaczego poszczególnym psom obcinał uszy. Od 1997r. kopiowanie jest w Polsce zabronione, co więc zawierają ”zaświadczenia” chomikowane w Związku Kynologicznym w Polsce? Dlaczego w ZKwP nadal nie ma obowiązkowych badań DNA dla rozmnażanych psów? Dlaczego wciąż, pomimo lawiny skarg wpływających do Rzecznika Dyscyplinarnego od Nabywców szczeniaków obarczonych genetycznymi schorzeniami, ZKwP nie wprowadza nakazu podstawowych badań znacznie zmniejszających częstotliwość występowania poszczególnych rodzajów kalectwa u psów?

Zamiast tego Rzecznik Dyscyplinarny ZKwP odsyła osobę, która obdarzyła zaufaniem członka tego prywatnego stowarzyszenia do przepełnionego sądu cywilnego, by ta w ramach rękojmi za wady fizyczne usiłowała dojść swoich praw. Jest to o tyle podłe, że rękojmia, kiedy chodzi o zwierzęta, obowiązuje tylko 12 miesięcy, a w przypadku dysplazji dokładne oznaczenie jej stopnia możliwe jest dopiero od około 16-18 miesiąca życia psa. Półtoraroczne, kalekie z powodu dysplazji psy najczęściej są już po operacjach umożliwiających im w miarę normalne funkcjonowanie, choć w ich dokumentacji medycznej wciąż wpisane jest jedynie ”posiada cechy dysplazji”. Specjalista jest w stanie już u naprawdę młodego psa, na wczesnym etapie rozwoju zwyrodnień, stwierdzić, że ten ma dysplazję, ale jednoznacznie określić jej stopień może najwcześniej w ok 4 miesiące po tym jak proponowana przez ZKwP rękojmia przestaje działać…F*

Moi Drodzy, czas wyjść z Matrixa

ZKwP wytworzył klimat akceptacji/ komfortu ”obchodzenia” Ustawy o Ochronie zwierząt, jego członkowie wmówili wielu (WŁĄCZNIE ZE MNĄ), że słowo ”kopiowanie” określa zabieg mający podłoże medyczne, co jest NIEPRAWDĄ! Skończmy ściemy i zacznijmy naprawdę troszczyć się o psy!

Czyżby autentycznie było tak, że członkowie ZKwP wierzą, że najwyższą instancją w Polsce, która zajmuje się tematem ”psy” jako takim, jest ZKwP, zapominając przy tym, że związek Kynologiczny w Polsce to tylko prywatne stowarzyszenie? Członkowie ZKwP muszą przestrzegać polskiego prawa, a polskie prawo mówi, że obcinanie psom uszu ze względu na wygląd, KOPIOWANIE jest przestępstwem z zakresu znęcania się nad nimi.

ZKwP jest prywatnym stowarzyszeniem, któremu Ministerstwo Rolnictwa odsyłało ”do konsultacji” wszelkie projekty zmian ustaw dotyczących np. rozmnażania psów. W ten sposób wszystkie nowoczesne propozycje, wszystkie pomysły wprowadzania wymogów hodowlanych, do których zaliczałby się obowiązkowe badania DNA rodziców, eliminacja dysplazji itp. były, już w zarodku, niszczone przez speców od ”zaświadczeń”, wszelkie interpelacje dotyczące ”hodowli psów” trafiały właśnie do ZKwP. Jeżeli chcemy wprowadzić zmiany dobre dla psów, ale finansowo niekorzystne dla kynologicznego biznesu, najpierw musimy sprawić by SPOŁECZEŃSTWO zrozumiało wreszcie z czym mamy w istocie do czynienia. Musimy sprawić aby Związek Kynologiczny w Polsce przestał być sędzią we własnej sprawie. Dlaczego garstka tzw działaczy z ZKwP ma decydować o losie wszystkich psów w Polsce? (WTF?)

Tylko gdy obnażymy kulisy biznesu kynologicznego będziemy w stanie wprowadzić korzystne dla zwierzaków zmiany. Kochani niby dlaczego to ZKwP ma ”opiniować” projekty zmian w Ustawie o Ochronie Zwierząt? Czy ktoś z was był kiedykolwiek świadkiem tego jak odbywają się ”testy psychiczne” (element tzw kwalifikacji hodowlanej niektórych ras, których zaliczenie przez danego psa jest niezbędne, by mógł być rozmnażany)? Jeżeli nie to polecam 🙂 poprzyglądać się tzw specjalistom w akcji…

W PRL’u nikt nie zajmował się ”pieskami”, bo wszyscy zajęci byli budowaniem ‚krainy szczęśliwości’, powstał Związek Kynologiczny w Polsce …i tak sobie trwa do dziś. Choć PRL padł ZKwP trwa… Czy relikt poprzedniej epoki ma wyznaczać styl uprawiania kynologi (i rozliczania się z niej przed… Urzędem Skarbowym) w XXI wieku? Wolne żarty, ludziska, błagam 🙂 zacznijcie myśleć 🙂

Aby było wam łatwiej poczytajcie sobie posty z wydarzenia (screen’y na koniec wpisu), które utworzyli na fejsbuku fanatycy oberżniętych uszu. Wydarzenie było publiczne, więc państwo ”zwolennicy tradycji” szybko przeprowadzili się z dyskusjami o tym, jak przywrócić swobodę wystawiania okaleczonych psów na wystawach organizowanych przez ZKwP do tajnej grupy.

Jest kilka podstawowych spraw, z którymi należy się w najbliższej przyszłości zająć. Kluczowe są nie tylko obowiązkowe badania rozmnażanych psów, czy całkowity zakaz utrzymywania w Polsce i promowania podczas imprez kynologicznych zwierząt okaleczonych (przykład Szwajcarii). Mamy także FASYNUJĄCY temat PODATKÓW w świecie kynologii, czyli to dlaczego rozmnażanie psów to taki fajny biznes i dlaczego każda dziunia chce teraz ”hodować pieski”, zajmiemy się także sprawą utrzymywania psów ras uznawanych za agresywne. Do następnego 🙂

I jeszcze jedno: Proszę Państwa abyście nie mylili Polskiego Klubu Psa Rasowego z szeregiem innych, nie spełniających jakichkolwiek etycznych wymogów stowarzyszeń, zapamiętajcie po prostu, że Polski Klub Psa Rasowego jeszcze przed Nowelizacją Ustawy o Ochronie Zwierząt, bo już w roku 2010 postanowił uszanować obowiązujące w Polsce od 1997 roku prawo, nie rejestrując u siebie okaleczonych psów, a także, iż członkom Polskiego Klubu Psa Rasowego badania, do których z taką ”rezerwą” odnoszą się osoby ze Związku Kynologicznego w Polsce nie były i nie są straszne. Jeżeli więc nie interesują was wystawy organizowane przez należący do FCI Związek Kynologiczny w Polsce i jesteście absolutnie przekonani o tym, iż nigdy nie będziecie chcieli prezentować na nich swojego psa, to może warto kupić psa po przebadanych rodzicach, którzy zarejestrowani są w należącym do ACW (http://www.alianzfederation.org/), alternatywnej dla FCI organizacji kynologicznej, Polskim Klubie Psa Rasowego? (Na marginesie PKPR też organizuje wystawy.)

*1 odsłona 1 1na2odsłona 1 2na2

*2 osłona 2

*3 odsłona 3 1na2odsłona 3 2na2

*Aa g

*B, C, D komunikat

*Ekomunikat schorzenia

*Frekojmia

 

*4 wydarzonko publiczne

*5, g l w 01

g l w 02

*7 PODKREŚLAM: Polski Klub Psa Rasowego ma podpisaną umowę z http://www.alianzfederation.org/

*8 i reszta; 010220222426

Ja w styczniu 2015, zaślepiona zaufaniem do zaprzyjaźnionych hodowców, moich ”autorytetów”…

ja 01ja 02-vert i 3

ja 04ja 05

Teraz już wszyscy wiemy jak jest 🙂

 

Zuza Petrykowska 

Do udostępniania CAŁOŚCI tektu zachęcam 🙂

Kopiowanie i wykorzystywanie fragmentów tekstu oraz zdjęć bez zgody autora jest zabronione.

KILKA SŁÓW O ZMIANACH NADCHODZĄCYCH DLA DOGO ARGENTINO I INNYCH RAS

czas-na-zmiany

Jutro opublikuję artykuł będący efektem pracy ostatnich miesięcy. Jest to pierwszy z serii tekstów dotyczących kwestii fundamentalnych dla polskiej kynologii I PRZEDE WSZYSTKIM DOBRA PSÓW, których od teraz na blogu będzie jeszcze więcej. Ten jutrzejszy będzie naprawdę bardzo, bardzo długi, ale ci którzy wytrzymają do końca 😉 nie będą żałować i myślę, że zgodzą się ze mną, że nie było jak go skrócić. Jeżeli pamiętacie podsumowanie dotyczące roli pigmentu u psów o genotypie sw sw, to wiecie, że przykładam się do pracy, tak więc tym razem nie będzie ”lżej” 😉 Myślę też, że otwierający serię, artykuł spowoduje, iż ”wzrośnie ciśnienie” wielu tzw ”miłośnikom psów”, ale zapowiadałam przecież: WINTER IS COMMING 🙂

Link do filmiku z kalekim Dogo Argentino, który znajdziecie poniżej, jako ciekawostkę, przesłała mi ostatnio jedna z czytelniczek bloga. To, co na filmiku widać (co, na marginesie, mnie wycisnęło łzy z oczu), ewidentny problem z kręgosłupem/rdzeniem kręgowym oraz budową psa (całą jego ”konstrukcją”), pewnie skojarzyło się jej z tym, co widziała, kiedy przyjechała do hodowcy (lekarza weterynarii) po szczeniaka, którego ostatecznie nie zdecydowała się zakupić, między innymi ze względu na to, jak bardzo ”raził” ją sposób, w jaki psiak się poruszał. Obstawiam, że szczeniak którego usiłowano jej sprzedać, najprawdopodobniej miał już symptomy świadczące o cechach dysplazji, ale rozumiem, że osoba niezaznajomiona z dysfunkcjami aparatu ruchu u psów, mogła W TYM filmie, dopatrzeć się tego, co odrzuciło ją od zakupu oferowanego jej psiaka. Dla mnie ten klip jest o tyle cenny, że oglądając go myślałam o tym, że być może dopiero ten rodzaj schorzenia/kalectwa byłby wystarczająco zauważalnym dla sędziów kynologicznych… Sędziów, którzy na wystawach ”przepuszczają”, do dalszego rozrodu, ”uprawnieniami hodowlanymi”, czyli wszystkimi tymi ”tytułami” i ocenami typu ”doskonały”, psy z ewidentnymi problemami aparatu ruchu, psy nierzadko już na pierwszy rzut oka dysplastyczne. Nie pamiętam, kiedy to ostatni raz widziałam na wystawie organizowanej przez Związek Kynologiczny w Polsce więcej niż 4-5 poprawnie poruszających się psów -nie wymagam zbyt wiele, nie oczekuję ”zachwycającego” ruchu, chciałabym po prostu, by nie bolały mnie oczy, kiedy śledzę spojrzeniem np. DDB, ale także jakiegoś wyżła, czy owczarka.

Sędziowie powinni być specjalistami, którzy UCZĄ posiadaczy psów. To sędziowie powinni mówić właścicielom psów wprost: ”To zwierzę nie jest na wystawy, to jest zwierzę do leczenia/do prześwietlenia” itp. itd. kiedy podchodzą do psa z charakterystycznymi dla biodrowej dysplazji przeprostami, który chwilę wcześniej ”przekuśtykał” po ringu. Tylko, że często to sami sędziowie, będący równocześnie hodowcami, ciągają po ringach kalekie zwierzaki…

Popatrzcie sobie na tego cierpiącego psiaka. Wytrzymajcie i obejrzyjcie film https://www.youtube.com/watch?v=tccW62mUqRM. Opis jest bardzo ubogi: ”Será ou pode ser mielopatia esquemica”.

(http://vetspecialists.co.uk/factsheets/Neurology_Facts/Ischemic_Myelopathy.html)

Obejrzyjcie ten film i naprawdę ”wczujcie się”, ZOBACZCIE TO, jak czasem cierpią psy, kiedy, choć bardzo chcą, nie są w stanie podnieść się z posłania, zobaczcie jak cierpią np. psy dysplastyczne. Przyjrzyjcie się cierpieniu tego szczeniaka, bo tak jak on cierpi wiele psów, które urodziły się w hodowlach stowarzyszonych w ZKwP, u hodowców, którzy oszczędzają na badaniach. Zwróćcie też uwagę jak nienaturalnie sztywno ten szczeniak nosi ogon. Często dysplazja stawów biodrowych, daje efekt nienaturalnego trzymania ogona, co wynika z tego, jak pies stara się złagodzić bóle kręgosłupa, powodowane schorzeniem stawów i poruszając się wygina kręgosłup na różne sposoby (grzbiet wygięty w łuk). Niezaleczana -nowe słowo, ale dysplazji nie da się ”wyleczyć”, można ją tylko ”zaleczać”, może, przy wyjątkowym szczęściu, ”zaleczyć” na dłużej- dysplazja jednych stawów rzutuje na pozostałe. I tak dysplazja stawów biodrowych na stawy kolanowe, stawów łokciowych na barki, w końcu kaleki ”tył”, jego nienaturalne ułożenie, przeciążenia, które z niego wynikają, rzutuje na ”przód”, wpływa na powstawanie kolejny zwyrodnień, bóle promieniują na cały układ kostny psa, dlatego zwierzę zaczyna poruszać się coraz dziwaczniej. Wszystko to można zaobserwować na wystawach, nie tylko w kuluarach, ale przede wszystkim na ringach.

Dla porównania macie tu też filmik z młodziutkim Boxerem:

https://www.youtube.com/watch?v=cnZm9c2GVaU.

Zauważyliście ile np. Dogo Canario/Presa Canario siada ”na żabkę”?

I coś jeszcze: https://www.youtube.com/watch?v=Tj8Z7Dc0xSM.

I jeszcze: https://www.youtube.com/watch?v=Q9RU5wEjZ8E, i jeszcze wiele, wiele innych tego typu filmików jest na YouTube, poszperajcie.

Czas przyjrzeć się psom, które mają zostać rodzicami waszych psiaków. Moim zdaniem macie prawo wiedzieć w co inwestujecie.

Na koniec tego wstępu mogę wam zdradzić 😉 że mam kilka ”noworocznych postanowień” 😉 z których większość zaczęłam realizować już od połowy TEGO roku 🙂 tak więc istnieje duże prawdopodobieństwo, iż dopnę swego 🙂

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu oraz zdjęć bez zgody autora jest zabronione.