Archiwa tagu: euro

”SPROWADZANIE”, ”PRZYCIERANIE NOSA”, TYSIĄCE EURO I CZARY MARY ”Z ZAGRANICZNEJ HODOWLI” VS KILKA NAPRAWDĘ ZNACZĄCYCH DLA DOGO ARGENTINO W POLSCE IMPORTÓW -PORADNIK DLA KUPUJĄCEGO PSA RASOWEGO

success kid little boy fist on beach

Dzisiejszy wpis to kolejna część ”cyklu” ”Dogo Argentino/ Dogi Argentyńskie/ szczeniaki/ sprzedam/ kupię”, w którym staram się odpowiadać na pytania, które podsyłają mi państwo w prywatnych wiadomościach (FB, DGM, GMAIL). Ten tekst to równocześnie CZĘŚĆ ”PORADNIKA DLA KUPUJĄCYCH PSA RASOWEGO” – nie tylko DA, ale generalnie rasowego psa. Zaczniemy od tematu, który zajmuje wielu z Państwa; od ”importowania” psów z zagranicznych hodowli.

Z treści privów wnioskuję, że pytacie o kennele z poza Polski z dwóch powodów.

Powód pierwszy: ROZCZAROWANIE

Widzieliście niektóre polskie psy i się wam one nie podobały. Zniesmaczają was swoim postępowaniem hodoFcy, a część z was ma poczucie, że ”Wszyscy są tacy sami, czyli nic nie warci” i ”każdy coś kombinuje”. Ok, macie prawo tak myśleć. Ale gdybyście widzieli INNE psy, INNE DOGO, Z INNYCH HODOWLI, wiedzielibyście, że nie wszystko co mają do zaoferowania polskie przydomki, to rozczarowujące was białe wypłosze. Gdybyście naprawdę poszukali, znaleźlibyście zachwycające psy i mielibyście okazję poznać uczciwych hodoWców, nie krętaczy. To oczywiste, że nie chcecie się sparzyć, ale nie popadajcie w przesadę, wrzucając wszystkich do jednego worka! Jeżeli wydaje się wam, że na naciągaczy wpaść możecie tylko w Polsce, to gruuubo się mylicie. Wrócę do tego jeszcze nie raz, ale już teraz powiem wam, że najpewniejszą metodą na to, aby nie dać się oszukać jest ROZMAWIAĆ Z POSIADACZAMI DOGO; PYTAĆ ICH JAK UKŁADAJĄ SIĘ ICH KONTAKTY Z HODOWCAMI, JAK WYGLĄDAŁY ONE PRZED ZAKUPEM PSA I JAK WYGLĄDAJĄ TERAZ. PAMIĘTAJCIE: NIE OBIETNICE SIĘ LICZĄ, A FAKTY.

Druga grupa rozczarowanych to wy; wyrolowani przez polskich hodoFców, od których macie swoje pierwsze dogo. Argentyny, które albo ”słabo słyszą”, albo mają inne zdrowotne problemy. Albo najzwyczajniej w świecie zabuliliście za ”urodzonego championa po wybitnych rodzicach”, a psiak wyrósł na przeurocze, bardzo kochane peciszcze. Empirycznie przekonaliście się jakie skutki niesie za sobą naiwna wiara w każdy kit serwowany przez kogoś z ogromnym tupetem. O nic nie pytaliście, ślepo wierzyliście, śmialiście się z ”awantur” na forach… Cóż, prawdę mówiąc sami jesteście sobie winni; skoro łykaliście kit, grzechem byłoby wam go nie sprzedać 🙂 Taki lajf.

Trzecia część rozczarowanych to ci bardziej UPRZEDZENI rozczarowaniem znajomych. Wy dowiedzieliście się od znajomych psiarzy o zagrywkach pani Ikśińskiej albo pana Ygrekowskiego i jesteście porażeni tym, co ludzie (tzw ”hodowcy”) potrafią nagrać na poczcie głosowej innym ludziom albo ile można wyciągnąć za psa, który nie ma nawet najbardziej podstawowego z badań, a sprzedawany jest jako pies ”z potencjałem”… Tu faktycznie muszę przyznać, sama byłam zaskoczona i tymi ”dwudziestoma pięcioma centymetrami” (ale, żeby facet facetowi coś takiego nagrywał?!), i poziomem ignorancji nabywców dających się robić w balona…

Powód drugi: ASPIRACJE – i to jest temat, którym zajmiemy się w tej części ”PORADNIKA DLA KUPUJĄCYCH RASOWEGO PSA”.

Niektórzy z was mają aspiracje hodować, ”coś wnieść do rasy”, sprowadzić ”nową krew” – zacnie, naprawdę bardzo ładnie. Chcecie psy z zagranicy, bo -słusznie- postanowiliście przeczesać dogo-net i znaleźliście ciekawe hodowle, albo też hodowle, o których wy myślicie, że są ciekawe. (Zagraniczne hodowle Dogów Argentyńskich bardzo kręcą pretensjonalnych pasjonatów rasy, którym wydaje się, że ”jednym importem przytrą nosa wszystkim ważniakom”.)

Pobieżnie o ”importach”

Zacznę od tego, że NIE CHODZI O TO, ABY KOGOKOLWIEK ZNIECHĘCIĆ DO KUPOWANIA DOGO ZA GRANICĄ, DO SPROWADZANIA DO POLSKI ”ŚWIEŻEJ KRWI” itp. itd. Rzecz w tym, że zazwyczaj pytanie, a właściwie zagajanie o te inne, zagraniczne hodowle, w większości daleeekooooo na wschód (czasem nawet północny) od Włoch, Francji, Węgier (Bałkany to też jest ciekawy rejon) oraz Hiszpanii (która od niedawna ma fajne dogo), o Argentynie nie wspominając, pytacie o hodowle z krajów dla tej rasy tak samo egzotycznych jak Polska. Sprowadza się to wasze pytanie do tego, że podrzucacie przydomki, zagajając w stylu: ”A może warto od nich coś wziąć?” Drodzy państwo, teoretycznie, jasne że warto 🙂 Tylko, że wam się wydaje, że zlepek wyrazów ”może”, ”warto” i ”coś” oznacza, że macie ”POMYSŁ” i że jak zapłacicie –zazwyczaj przynajmniej dwa razy tyle ile płacilibyście za psa z polskiej hodowli (i to będę bardzo mocno podkreślać)- to dostaniecie nie wiadomo co, że przywieziecie sobie albo ktoś wam wyśle cargo, ”super szczeniaka”, a to tak nie działa.

Zwykły ”statystyczny Kowalski” nie ma szansy na zakup wartościowego psa ze znanej, powszechnie szanowanej, zagranicznej hodowli, z bardzo prestiżowym przydomkiem, niezależnie od tego ile zapłaci (Szczególnie, kiedy ten Kowalski ma już dogo, które jest bardzo ”takie sobie” -to zawsze negatywnie rzutuje na takiego potencjalnego nabywcę, bo od razu widać, że ”skoro raz dał zrobić się w balona, to nie jest wart, żeby dać mu coś naprawdę dobrego, bo i tak nie zauważy różnicy”. Sorry, brutalnie i nieprzyjemnie to brzmi, ale tak jest, tak postrzegają tę kwestię profesjonaliści. Świat hodowców rasowych psów przypomina ekskluzywny klub, do którego wstęp mają tylko nieliczni i jakkolwiek zabawnie może się to wydawać komuś, kto słyszy/czyta o tym pierwszy raz, to w istocie wygląda to tak, że nawet tzw hodowca często nie ma możliwości dobić się do słynnej z osiągnięć –wyhodowanych, wybitnych psów– zagranicznej np. włoskiej hodowli, o ile nie poleci go ktoś, kogo ten oblegany hodowca sam -jako hodowcę dogo- szanuje. Nie ma mowy o tym, żeby jakiemuś ”pierwszemu lepszemu Kowalskiemu z ulicy” sprzedać naprawdę dobrego psa.

Prawdziwi hodowcy, ci którzy wysoko stawiają poprzeczkę i ”nie pykają” tych ”całych miotów wystawowych”, u których na 8 szczeniąt 2-3 są coś warte, a reszta to pety (takich ludzi stać na ostrą selekcję), psy z potencjałem -tak samo, jak każdy mądry hodowca- zostawiają do swojej dyspozycji; nie tracą ich z oczu, zostawiają je w swoich kennelach, przekazują zaufanym ludziom na umowy typu ”współwłasność, ”warunek hodowlany”, a kiedy decydują się je sprzedać żądają tysięcy euro. (A i tak niechętnie te wyjątkowe psy zbywają.)

Dobre psy ma się szansę ”wyrwać”, jeżeli hodowcy się to opłaca = jeżeli widzi w tym sens/cel → współpracę z kimś twardo stąpającym po ziemi (kimś merytorycznie przygotowanym) i autentyczną reklamę. Dlatego ”no name” nie ma szans na dobrego psa, niezależnie od tego, co hodowcy będzie obiecywał/nawijał na temat tego, jakie ma ”wizje” i ”plany”, i gdzie będzie psa wystawiał. (Szczególnie, kiedy robi to przez FB, maile czy telefonicznie! Bo do hodowcy trzeba pojechać). Ktoś taki nie dostanie psa, który przeznaczony jest dla kogoś pewniejszego. Klienci hodowców, czyli nabywcy psów zbyt często ”ściemniają” albo wydaje im się, że zaliczenie dwóch krajówek i jakiejś międzynarodówki w nieistotnym dla rasy kraju, to będzie ”reklama dla hodowcy”.

Polacy, ludzie z kraju w którym na wystawach champion of champions ten -teoretycznie- najbardziej prestiżowy tytuł ”biorą” psy, które na zagranicznych, specjalistycznych wystawach, w stawce kilkudziesięciu (powyżej 70u) dogo wywołują śmiech, kraju w którym niektórzy sędziowie nie wiedzą, że psy z niebieskimi trójkątami na tęczówce to pety niepodlegające ocenie, pety które wyprasza się z ringu albo nie wyrzucają z ringu wnętrów, ludzie z kraju, w którym jako dogo sprzedaje się wszystko co białe (Ostatnio jedna hodowla dogo wyspecjalizowała się w dogo-charcikach, takich chucherkach na delikatnym szkielecie, coraz suchszych, coraz wyższych i coraz węższych -brr…), nie są brani serio przez zagranicznych hodowców (żeby było smętniej ani tych naprawdę wielkich, ani nawet tych przeciętnych czy byle jakich…). Nasi hodoWcy osiągają sukcesy, ale na Polskę wciąż patrzy się przez pryzmat poczynań hodoFców i tych smętnych ”kup na sznurkach”, które niektórzy potrafią z uporem maniaka wozić po większości ważnych wystaw… ”Statystyczni Kowalscy z ulicy”, którzy sami nawiązują kontakt, zgłaszają się do zagranicznych hodowli, jako nabywcy dogo, to dla wielu zagranicznych hodowców klienci na ”odpady hodowlane” (pety).

Polakom w większości wydaje się, że to, że ktoś każe im płacić 2-2,5 tysiąca euro za szczeniaka oznacza, że nabywają nie wiadomo jakiej klasy psa, a tak nie jest. Nabywcy z Polski często traktowani są jak jelenie, którym można sprzedać i wmówić wszystko, bo niestety wciąż jest łatwo wszystko niektórym z nas wmówić i sprzedać… Tym bardziej, że są ludzie, którzy w ciemno bulą przynajmniej dwa razy tyle, ile płaciliby w Polsce. I to dalej bulą za psa pozbawionego badań! Powtórzę: płacą dwa razy więcej za psa bez badań, choć psa bez badań można za połowę tej kasy kupić w Polsce. Oczywiście, jak ktoś lubi przepłacać, puszczać kasę, a nie kręci go hazard, to proszę bardzo, why not? Wolnoć Tomku w swoim domku.

Czasem bywa i tak, że hodowcy nie chcą sobie tworzyć konkurencji i dlatego nie wypuszczają wartościowych zwierząt za granicę. Ale zdarzają się wyjątki -jak wszędzie. Zdarza się, że ktoś nawiązuje kontakt z hodowcą, że ludzie się porozumiewają i udaje się z zagranicznej hodowli sprowadzić jakiemuś ”żuczkowi” naprawdę przyzwoitego zwierzaka, ale to są wyjątki i na tę chwilę nie znam takiego przypadku. Dodatkowo też zaznaczę, że nie są to aż ”taaakieeeee hodowle”…

Rzecz sprowadza się do tego, że ktoś, kto dokładnie wie co chce zrobić i jak ma zamiar to zrobić, nie ściąga w ciemno psa z zagranicy, tylko dlatego, że wydaje mu się, że przydomek jest atrakcyjny (albo wystarczy, że jest zagraniczny), a miot jest ”po championach” (płacąc za tego psa x 2 w stosunku do ceny, jaką płaciłby za psa polskiego), tylko po to, by po roku, kiedy ten podrośnie, zobaczyć albo nie daj Boże nie, że wybulił ciężkie pieniądze na peciszcze (Bez podstawowych wyników badań -sic!). A taki właśnie efekt w ogromnej większości ma to importowanie przypadków z przypadkowych kenneli przez ”ambitnych żuczków”.

To jest tak -z profesjonalnego, rzetelnego punktu widzenia- że jeżeli ktoś chce kupić psa i prosi o ‚porady’ przy sprowadzaniu zwierzaka importowanego, to niech od razu sobie odpuści. Jeżeli prosi o ”porady”, podrzucając przydomki na zasadzie ”może ten, a może tamten”, to znaczy, że nie ma wystarczającej wiedzy na temat tego GDZIE WARTO KUPIĆ PSA. My tu nie mówimy o sytuacji, gdy hodowcy między sobą rozmawiają o tym, że ”taka, a taka krew by się nam przydała”, tylko o ciśnienia zielonego żuczka, który stwierdza ”Oł yeah! Importuję coś! Kopary im opadną”, po czym rzuca się jak piskorz, miota trochę tu, trochę tam i w końcu: jest ”import”. Nieważne, że przypadkowy = bezużyteczny.

Kupowanie psa od zagranicznego hodowcy (jeżeli ma mieć sens), właściwie najpierw dobicie się do tego hodowcy, wymaga oparcia się o kontakty kogoś, kto nas ”zaanonsuje”, przedstawi i dosłownie poręczy za nas. Wciąż wiele osób ma problem ze zrozumieniem, że w hodowli rasowych psów ciężko jest coś osiągnąć lansując się na Zosię Samosię.

Idealną byłaby sytuacja -w Utopijnej rzeczywistości- w której na długo zanim zdecydujemy się na zakup/sprowadzenie psa, nawiązujemy kontakt’y z wybranym’i polskim’i hodowcą’ami i z nim’mi zastanawiamy się jaki import miałby sens. On’i pomaga’ją nam w wyborze psa, a my pomagamy jemu/im wnieść coś wartościowego do programów hodowlanych. Naprawdę, drodzy państwo pomyślcie odrobinkę dalej niż czubek własnego nosa. Tu nie chodzi o to, żeby komuś coś narzucać, nakazywać albo czegoś bronić, ale aby uczulić was na fakty + myślenie perspektywiczne; chcecie ”sprowadzić wyjątkowego psa”, chcecie ”zrobić coś wyjątkowego”? Macie duuużo forsy i ochotę ”zaznaczyć swój udział w hodowli”? Nic prostszego: nawiązujcie kontakty z hodoWcami. Czasem hodowcy mają pomysły, których nie realizują z bardzo prozaicznych powodów np. nie mają nikogo godnego zaufania dla kolejnego samca, a sami nie chcą w swojej hodowli kolejnego psa itp. itd. W takich sytuacjach ideałem może być ktoś, kto za tego ”dodatkowego” psa bierze odpowiedzialność na siebie, kto jest jego właścicielem, ma go u siebie, dba o niego i dodatkowo przyczynia się do wniesienia czegoś wartościowego do rozwoju polskich argentynów. Myślę, że większość z was pamięta ”Ulicę Sezamkową” i hasło ”współpraca” 🙂

Wiara w magię ”importów” i całego tego ”sprowadzania” a’la Zosia Samosia, to taka sama naiwność jak ufność w to, że hodowca da komuś, kto nabywa od niego psa ”prawo wyboru najlepszego szczeniaka z miotu” – ludzie, błagam! Jasne, jeżeli pani X albo pan Y chcą coś takiego usłyszeć, to sprzedający szczeniaki to wyłapie i powie im coś w tym stylu, ale prawda jest taka, że to zawsze hodowca wybiera najlepszego szczeniaka i wybiera go dla siebie (ewentualnie dla kogoś z kim omówił już warunki przekazania szczeniaka/psa ”wybitnego”). Jak ktoś ”daje wam wybrać najlepszego szczeniaka z miotu”, to robi was w balona.

Łatwiej jest Polakowi kupić dobrej klasy psa w Polsce niż za granicą; nie ma bariery językowej, więc wszystko można dogadać osobiście, bez zdawania się na znajomych i tłumaczy, można zrobić wywiad wśród posiadaczy psów z danym przydomkiem i dowiedzieć się, jak psy się chowają, jak układała się współpraca z hodowcą, pojechać do hodowli, poznać rodziców szczeniąt, a przede wszystkim, jeżeli wiemy jak to zrobić, w Polsce -i w całej Europie zachodniej- za te tysiące euro dostaniemy psa z autentycznym potencjałem hodowlanym, z pełnym, potwierdzonym kompletem badań, ale o tym kiedy indziej.

Macie ochotę kupować psy za granicą? Lusss. Nikt na siłę was od tego odwodził nie będzie. Po prostu zastanówcie się czy jest sens wydawać kupę forsy na -w 95% przypadków- peta. Tylko dlatego, żeby wasz pies miał zagraniczny przydomek, skoro możecie za te same pieniądze albo mniejsze (to zależy…) nabyć psa z potencjałem w polskiej hodowli…

Zastanówcie się nad powyższym.

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu oraz zdjęć bez zgody autora jest zabronione. 

ROK 2014 I PRZEGRANA WALKA Z WIATRAKAMI. DOGO ARGENTINO BRZYDKIE JAK SRACZKA W ŚNIEGU, CZYLI ”SĘDZIOWSKI SUKCES”

523546_513828215370508_1207531033_n

”Wyrzyg”

To nie będzie tekst, który zbierze dużo ”lajeczków”, ryzyko za duże. Niewtajemniczonym, a więc tym z was Drodzy Czytelnicy, którzy nie ”kumają klimatów” w stowarzyszeniu Związek Kynologiczny w Polsce, już wyjaśniam: otóż ”lajkowania” gorzkich tekstów, ZKwP swoim członkom nie wybacza. Ale wszyscy go przeczytacie i to wystarczy.

Dwa lata temu chciało mi się bawić w subtelności. Sądziłam, że fora o tematyce kynologicznej, szczególnie działy poświęcone konkretnym rasom, to właściwe, poprawka: idealne miejsce na wymianę uwag, zdań, czy w końcu publikowanie przełomowych dla rasy teksów (Przecież pełno na nich [niby] hodowców i pasjonatów konkretnej rasy) O naiwności! Dziś jest oczywiste, że ”ważenie słów” i ”dyplomacja” nie mają już żadnego sensu, demage has been done.

Dzień dobry, czy możemy porozmawiać o…

Nie dziwcie się, Drodzy Czytelnicy, że kiedy ktoś z was, ktoś ”spoza świata zaawansowanej kynologii”, ”zagada” na wystawie lub przez Facebook tzw hodowcę albo też pojawi się w którymkolwiek Oddziale stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce, z nadzieją na ”sprzężenie zwrotne”, czyli rzeczową wymianę informacji, mówiąc/pisząc coś w rodzaju ”Czytałem/am w necie, na takim blogu o Dogach Argentyńskich, że przy tej rasie bardzo ważne jest, np.: prawidłowe ‚wypigmnetowanie’, bo…”, usłyszy coś w stylu/otrzyma komentarz zwrotny o treści ”Proszę nie czytać wypocin jakiejś tam głupiej pindy SPOZA Związku, ja osobiście hoduję i to jest tylko takie teoretyzowanie/znam hodowcę Jakiegoś Tam i to jest świetny człowiek. Bardzo sympatyczny, ładne pieski ma”…

Niezależnie od tego, jak wiele czynników jest istotnych przy rozmnażaniu, a w wyjątkowych przypadkach HODOWLI, ignorantom, od których, a jakże także w strukturach ZKwP, nie tylko na kynologicznych grupach Serwisu Facebook, aż się roi, jest wszystko jedno. Nie obchodzi ich co czytaliście. Poprawka, nie obchodzi ich co jest ważne dla rasy Dogo Argentino, oni mają to w d…e. Grunt, że znają osobiście i lubią jakąś ”Panią Hodowczynię” albo ”Pana Hodowcę” (albo NIE LUBIĄ konkretnego hodowcy, ale o tym kiedy indziej) lub po prostu szukają klienta na szczeniaka i będą usiłowali go Wam wcisnąć za wszelką cenę. Tyle.

Na wszelki wypadek zapamiętajcie sobie, że w ZKwP bardzo często działacze związkowi traktowani są wyjątkowo (jakoś tak jest, że ”wtajemniczeni” wiedzą, że ”działacze mogą więcej”…), są jak ”bogowie na Olimpie” i kiedy przychodzi co do czego, od nich zależy WSZYSTKO. (Nie muszę Wam przecież pisać ”drukowanymi”, wiecie przecież jak w życiu jest ważna ”sympatia” lub ”antypatia” tzw bliźnich.) Nie jest więc rozsądnie narażać się, mówiąc co się myśli np. o konkretnych postanowieniach i przepisach, o ”sytuacji” danej rasy w Polsce, jej ”ogólnej kondycji”, poziomie sędziowania, w ogóle o samych ”arcy-sędziach”, nie wspominając. A pokazywać ”namaszczonym”, że wie się od nich więcej, jest zbrodnią najcięższą. Dlatego trzymajcie buzie w ciup i czytajcie/słuchajcie, po prostu dajcie tym ludziom ”błyszczeć” i wyrabiajcie sobie o nich opinie.

Ja jestem spoza Związku Kynologicznego w Polsce, więc mam ten komfort, że nikt mnie z tego stowarzyszenia za opinie ”niezgodne z linią partii” nie wyrzuci. Dlatego, w takim tekście, jak ten, mogę sędziom, mówiąc wprost, niszczącym swoją arogancką ignorancją, nieuctwem i słów mi brak na określenie tego czym jeszcze, wspaniałą rasę Dogo Argentino (oraz wiele innych) ”wyrzygać” na blogu, co o nich myślę. Jako członek ZKwP z hukiem wyleciałbym z tego stowarzyszenia za następujące linijki;

Drodzy sędziowie kynologiczni, z uporem godnym lepszej sprawy, bawiący się w ”rozesrywanie” tytułów po byle białym, brzydkim jak rzygowiny (mówiąc bardzo delikatnie, acz obrazowo), kostropatym, kulejącym byle czym, które ktoś przytargał na tzw ”wystawę”, niszczycie sens hodowli rasowego psa. Jesteście szkodnikami takimi samymi jak pseudohodowcy, niczym się od nich nie różnicie. Możliwe nawet, że jesteście od nich gorsi, bo podobno ”dysponujecie wiedzą” i macie jakąś intelektualna bazę, a ”pierdzicie” uprawnieniami hodowlanymi na lewo i prawo. Znacie, ”starzy wyjadacze” zasady Raymonda Oppenheimera? http://www.thedogplace.org/ShowPlace/Breeding-Principles_Oppenheimer-10.asp, jak nie, to sobie je przeczytajcie, a jak nie znacie angielskiego, to sobie skorzystajcie z translate.google.pl 

Tępi jak tłuczki do mięsa ludzie biorą się za rozmnażanie Dogo Argentino, bo ”działy specjalne produkcji rolnej” to bardzo wygodna sprawa… Świetny biznes… Nie dociera do was ”arcysędziowie”, że psy, którym rok, dwa i trzy lata temu poprzyznawaliście uprawnienia hodowlane są skrajnie słabe? Nie widzicie tego, kiedy na kolejnych wystawach oglądacie te pokraki i chucherka, będące ich potomstwem? Nie jest wam wstyd przyznawać uprawnień hodowlanych tym stworzeniom? Jak rano myjecie zęby, to możecie sobie patrzeć w lustrzane odbicie? Jesteście dość rozgarnięci, żeby rozumieć, że to głównie dzięki wam, sędziom, którzy przecież jesteście NIBY od tego, żeby OCENIAĆ, KLASYFIKOWAĆ I KWALIFIKOWAĆ, rynek rok w rok zalewa fala szczeniaków Doga Argentyńskiego, FALA SŁABYCH SZCZENIAKÓW. Nędznych ”peciszczy”, które trafiają w ręce coraz bardziej przypadkowych nabywców, petów, które lada chwila zaczną zapełniać schroniska w całej Polsce… Serio aż tak wam to wisi?

Przydomki mnożą się w zastraszającym tempie

Przydomków zarejestrowanych w FCI oraz w ZKwP jest już dużo za dużo. Tych ”godnych polecenia”, za którymi stoją ludzie mający przynajmiej konieczne minimum wiedzy, kompetencje psychiczne i nierzadko konkretne cele oraz środki, nie tylko intelektualne, ale i tzw lokalowe, a przede wszystkim finansowe, na to, by ich hodowla miała sens jest… Jeśli powiem, że można takie osoby policzyć na palcach jednej ręki, to przesadzę z tą liczbą, ale nie wypada mi w tym miejscu po prostu wpisać nazwy hodowli, która spełnia kryteria. Nie ma w Polsce hodowcy idealnego, prawdopodobnie określenie ”hodowca idealny” w ogóle jest bezużyteczne, można jednak szukać i znaleźć hodowlę godną zaufania. Hodowlę posiadającą psy o eksterierze wymaganym przez wzorzec rasy, zrównoważonej psychice i przebadane pod kątem wykluczenia jednostronnej głuchoty oraz dysplazji stawów -co jest absolutnym minimum, jeżeli hoduje się białe molosy.

Godni zaufania hodowcy, krycia planują na lata do przodu; realizują plan hodowlany a kiedy jakiś element tego planu zawodzi, np. konkretne zwierzę nie wyrasta tak, jak hodowca założył i np. występuje problem ze zgryzem itp., plan się zmienia i zwierzak jest z tego planu wyłączany. Czasem w ogóle rezygnuje się z kojarzenia. Niczego nie robi się ”na siłę”, bo tam się myśli i plan musi ”spinać się” z każdej strony, lekko i bez naciągania. Na szczenięta z tych hodowli ludzie czekają po rok, dwa… Czekają, powtarzam.

Pseudohodowcy są też w Związku Kynologicznym w Polsce -face it

W monopolizującym polski rynek kynologiczny, najstarszym w Polsce stowarzyszeniu osób posiadających i rozmnażających rasowe psy, w Związku Kynologicznym w Polsce, także mamy do czynienia z pseudohodowcami. Przy czym należy w tym miejscu zauważyć, że działania pseudohodowców z ZKwP, w tym stowarzyszeniu określa się, za każdym razem, mianem ”skandalu” o charakterze ”incydentalnym”. Narracja członków ZKwP, którzy się takim ”skandalem”, za każdym razem, ”bardzo oburzają” na fejsbuku i są ”bardzo zaskoczeni”, ”że coś takiego w ich stowarzyszeniu było możliwe”, za każdym razem, kiedy dzięki działaniu jakichś upartych, autentycznych miłośników psów i/lub mających wyjątkowe ”jaja” i nieobawiających się ostracyzmu ze strony ”kolegów” i ”koleżanek” ze stowarzyszenia, członków ZKwP, ujrzy światło dzienne prawda o tym, jak ”znana i lubiana pani hodowca” albo ”popularny i osiągający sukcesy pan hodowca” traktowali swoje ”ukochane” psy, idzie w kierunku ”skandalicznych incydentów”. Jak masz, za każdym razem, ”absorbować” to, co czytasz na fejsbukowej grupce, Drogi Czytelniku? To proste, to: ”wyjątek”, ”skandal” i ”incydent”. Jest to i śmieszne (nie mylić z ”zabawne”) i straszne…

Podróby Almas Beluga

Drodzy Czytelnicy wiecie, że można kupić tzw kawior już za 16 zł za gram? Wiecie też pewnie, że ”przyzwoity” kawior z jesiotra to ok 300 zł za 50 gram… Almas Beluga to 225 funtów brytyjskich za 30gram… A teraz ”skumajcie” istotę rzeczy: polscy hodoFcy Dogo Argentino będą wciskać wam produkt typu sztucznie barwionego kawioru Abba i każą wam bulić za te popłuczyny jak za Almas Beluga.

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora jest zabronione.