Archiwa tagu: facebook

CZY KYNOLOGIA ŁOWIECKA ZAJMUJE UMYSŁY SZEREGOWYCH CZŁONKÓW ZWIĄZKU KYNOLOGICZNEGO W POLSCE? CZY PROBLEM BRAKU SPECJALNYCH WYMAGAŃ DLA PSÓW MYŚLIWSKICH PRZESZKADZA? CZY OD 2015 ROKU COŚ SIĘ ZMIENIŁO? CZY W POLSCE MOŻNA POLOWAĆ Z DOGIEM ARGENTYŃSKIM? CZY POWINNIŚMY OBAWIAĆ SIĘ KŁUSOWANIA Z DOGO ARGENTINO?

”Się dzieje” i warto to umówić

Planowałam jako kolejny zamieścić wpis dotyczący problemu agresji u dogo. Jednak z uwagi na bieżące wydarzenia, zdecydowałam, że zanim dam wam tamten artykuł, najpierw poruszę wątek kynologii łowieckiej, ujęty przez pryzmat Dogo Argentino. Tak więc dziś pierwszy z dwóch tekstów na temat ”polowań z psami”. 

.Jak napisałam w opublikowanym pod koniec lipca na blogu Kultura kynologiczna dla psiarzy, dwuczęściowym tekście pt. ”NAJGRUBSZE RYBY W STAWIE’ UTRZYMUJĄ PH STOJĄCEJ WODY NA ‚WŁAŚCIWYM’ POZIOME – SŁÓW PARĘ NA TEMAT: ‚SKĄD W KYNOLOGII TYLE PATO…?*, mierzi mnie kynologia w wydaniu for fejsbukowych ”grup kynologicznych”; powszechna ignorancja i kłopoty ”kynologów” z wysłowieniem się w ojczystym języku. Jednak w świetle ostatnich wydarzeń, sprawy ”dwuzarządowości”, czyli istnienia aktualnie, od 31 maja, w praktyce dwóch Zarządów Głównych w stowarzyszeniu Związek Kynologiczny w Polsce, z których każdy ma pełne przekonanie o słuszności swojego mandatu i tym samym słuszności swojego postępowania (zaistniał więc min. problem wykluczających się wzajemnie uchwał), co skutkuje rozpoczęciem stosownych działań przez organ nadzorczy stowarzyszenia, którym jest Prezydent m.st. Warszawy; przekazaniem ZKwP datowanych na 15 lipca wytycznych, ostrzeżeń z 30 lipca i 27 sierpnia oraz ”rekomendacji” z 3 września br., postanowiłam raz jeszcze sprawdzić czy istnieje szansa na autentycznie otwarte, rzeczowe dyskusje o kynologii na fejsbuku.

Oto treść posta zamieszczonego przeze mnie 31 sierpnia na otwartej dla wszystkich zainteresowanych (czyli takiej, którą każdy użytkownik serwisu Facebook może sobie ‚podczytywać’, nie będąc jej członkiem, i w ten sposób poznawać poglądy min. hodowców na poszczególne tematy) fejsbukowej grupie kynologicznej ”KYNOLOGIA – przeszłość, teraźniejszość, przyszłość…”:

W elektronicznym wydaniu magazynu BRAĆ ŁOWIECKA, z datą 29 sierpnia bieżącego roku, ukazała się niezwykle istotna informacja, artykuł zatytułowany ”Nie będzie specjalnych wymagań dla psów myśliwskich” znaleźć możecie tu: http://braclowiecka.pl/n/36/aktualnosci/6018/nie-bedzie-specjalnych-wymagan-dla-psow-mysliwskich?fbclid=IwAR3ur_J6qwmEfnO24aL9_4wNiKOQ9v0PW73szvwo4YxmMG-yv.

Dla wygody omawiania kwestii w nim poruszonych, a mam kilka uwag i pytań, i uważam, że wy także takowe mieć będziecie (szczególnie, że każdy patrzy przez pryzmat rasy, którą sobie upodobał), pozwalam sobie zacytować sporą jego część poniżej.

W toku opracowywania – już po konsultacjach publicznych – przez Ministerstwo Środowiska oraz Rządowe Centrum Legislacji projektu zmiany rozporządzenia ws. szczegółowych warunków wykonywania polowania i znakowania tusz, które według części zapowiedzi powinno wejść w życie na początku tego tygodnia, w brzmieniu dokumentu pojawiło się kilka poprawek. Wśród istotniejszych znalazła się możliwość wykonywania indywidualnego polowania z psem na dziki w ciągu dnia już od 15 sierpnia (pierwotnie proponowano od 1 września), wprowadzona na wniosek ministra rolnictwa i rozwoju wsi.

PYTANIE o owe ”konsultacje publiczne” – ktoś, coś? Ktoś szerzej zna ten wątek i zechce objaśnić go niedoinformowanym ‚grupowiczom’?

…”w brzmieniu dokumentu pojawiło się kilka poprawek. Wśród istotniejszych znalazła się możliwość wykonywania indywidualnego polowania z psem na dziki w ciągu dnia już od 15 sierpnia”…

UWAGA: Z racji mojego wielkiego sentymentu do rasy Dogo Argentino, presy: chwytająco-trzymającej rasy psów na tzw grubego zwierza (puma, dzik etc.), przez FCI zaklasyfikowanej jako molos, w wielu krajach, włącznie z Polską, znajdującej się na liście psów ras uznawanych za agresywne, wobec czego w wielu miejscach naszego globu zakazanej całkowicie (w Polsce nie) lub podlegającej szeregu restrykcji, dotyczących nie tylko kwestii ich rozmnażania, ale i ”zwykłego” utrzymywania – to akurat nie w Polsce, ale nawet w Polsce, w przestrzeni publicznej psy ras uznawanych za agresywne muszą być prowadzone na smyczy i w kagańcu, dwa powyżej wyróżnione przeze mnie zdania, w połączeniu z innymi informacjami zawartymi ww tu dziś artykule, są z mojego punktu widzenia wyjątkowo ważne, a dlaczego, wyjaśnię w dalszej części postu.

Całkowicie usunięto natomiast szeroko dyskutowany zapis wprowadzający szczególne wymagania dla psów, z którymi wolno wykonywać polowanie, w tym poszukiwać postrzałków (wycofano się z obowiązku zarówno posiadania udokumentowanego pochodzenia z hodowli zarejestrowanej w FCI lub organizacjach z nią współpracujących, jak i potwierdzenia użytkowości przez PZŁ). Ministerstwo Środowiska uzasadniło tę zmianę wątpliwościami co do prawnych możliwości potwierdzania przez PZŁ ułożenia psów.

UWAGA: Kolejne ‚czerwone światło‚ to usunięte owe: ”szczególne wymagania dla psów, z którymi wolno wykonywać polowanie”. Informacja zawarta w nawiasie jest ważna z co najmniej dwóch powodów.

PO PIERWSZE: wymóg, by w polskim łowiectwie/myślistwie mogły być wykorzystywane jedynie psy z dokumentami honorowanymi przez FCI jest skandaliczny, gdyż łamie prawa obywateli, którzy są myśliwymi, bo myśliwi (jak wszyscy inni Polacy), mogą sobie psa (w tym przypadku do polowań) kupić w jakimkolwiek legalnie w Polsce (i nie tylko) funkcjonującym stowarzyszeniu/klubie należącym do którejś z międzynarodowych federacji kynologicznych, bo tak i już. To nie mogło przejść, bo już ‚na dzień dobry’ projekt był niezgody z prawem.

PO DRUGIE: brak wymogu ”papieru” z ZKwP uzasadniony jest wątpliwościami czy psy rozmnażane/hodowane pod egidą ZKwP/PZŁ są odpowiednio wyselekcjonowane – przecież selekcja ma sens tylko wtedy, gdy opiera się na konkretnych, surowo przestrzeganych kryteriach. Podobnie jest w służbach, przykład Owczarków Niemieckich: odkąd wyglądają jak wyglądają i w istotnej części są ”sprawne inaczej”, zastępuje się je, po uprzedniej SELEKCJI, ”zwykłym Azorem/Bellą” ze źródła z ZKwP nie mającego nic wspólnego, bo chodzi o to, by psy spełniały określone kryteria, by odpowiadały na zapotrzebowanie.

W tym miejscu odwołam się dodatkowo do cytatu z podsumowania zawartego w artykule: ”Prawo łowieckie nie upoważniło PZŁ do współpracy z organizacjami kynologicznymi.” I bardzo dobrze, bo wystawa i tzw. sędzia kynologiczny nie są odpowiednimi ”organami” do ustalania czy pies nadaje się do polowań czy nie. WYSTAWA TO TYLKO SHOW, w dodatku często marnej klasy, bo bywa, że nawet eksterieru ”sędzia” nie umie ocenić. (Jedyne ”przeglądy hodowlane” o których się ”miłośnicy psów” rozpisują to te ”dla psów z tzw wadami nabytymi”, przy czym większość tych ”nabytych wad” to celowo oberżnięte uszy i/lub ogony, psów ras tradycyjnie ciętych, okaleczonych dla widzi mi się ich właścicieli, czyli z czysto estetycznych powodów.)

Na Zachodzie psy, tzw użytki nie są poddawane ocenie na wystawach, hodowla przebiega pod okiem profesjonalistów, czynnych myśliwych a wyszkolonego psa certyfikuje (lub nie) organ państwowy. Psa ”użytka” nie wolno łączyć z jego ”odpowiednikiem” wystawowym.

To nie jest tak, że nie można stworzyć sensownego i skutecznego prawa, tym bardziej, że mamy ”ramy” i wiemy gdzie leży granica – mamy przykład Hiszpanii i patologię dotyczącą Galgo i Podenco, które jako psy pracujące nie podlegają przepisom Ustawy o Ochronie Zwierząt, więc galgueros robią z nimi to, co robią.

Informacja o modyfikacji treści projektu rozporządzenia w powyższym zakresie trafiła do ponownego zaopiniowania przez zarząd główny zrzeszenia. W odpowiedzi przekazano propozycję uregulowania kwestii psów sporządzoną przez Komisję Kynologiczną NRŁ.” (Skrót od Naczelna Rada Łowiecka.) ”Zakładała ona, że polowanie ma się odbywać przy użyciu psa rasy myśliwskiej z udokumentowanym pochodzeniem z hodowli zrzeszonych w organizacjach kynologicznych współpracujących z PZŁ, trwale oznakowanego, zgodnie z potwierdzonym przez Związek ułożeniem do pracy w zakresie wykonywania polowania, w tym poszukiwania postrzałków.

UWAGA: Znowu ocieramy się o zagadnienia związane z ograniczaniem swobody wyboru myśliwym: …”przy użyciu psa rasy myśliwskiej z udokumentowanym pochodzeniem z hodowli zrzeszonych w organizacjach kynologicznych współpracujących z PZŁ.” Sorry, ale praktycy sami najlepiej wiedzą, że nie zawsze to ”rasowość” psa decyduje o jego przydatności do wykonywania pracy; mamy bojące się wody ”psy dowodne”, bojące się wystrzałów psy do odnajdywania postrzałków… Odpowiedni temperament niejednokrotnie cechuje mieszańce ras albo psy o tzw niewiadomym pochodzeniu.

Pod koniec artykułu znowu wracamy do problemu ”definicji”, tym razem nie samego ”psa rasowego”, ale ”psa rasy myśliwskiej.” Dla zasady i krótko, w tym miejscu dodam, że działania lobbingowe ZKwP odnośnie definicji ”psa rasowego”, to po prostu działania lobbingowe ZKwP. FCI nie jest jedyną międzynarodową federacją kynologiczną i wielu hodowców na całym świecie doskonale radzi sobie nawet nie spluwając w kierunku tej (to fakt) najbardziej znanej organizacji. Problem z definicją ”psa rasy myśliwskiej” jest pokłosiem tego pierwszego.

UWAGA: Ktoś interesujący się białą presą z Argentyny, zdający sobie sprawę z tego jakie problemy dotyczą tej rasy U NAS, z treści artykułu, do którego na samym początku mojego postu-notatki wkleiłam link, może (min.) wnioskować, że jest wysoce prawdopodobne, że różne ”Cześki”, teraz mogą przyjąć, że ”w zaistniałej sytuacji”, ”zgodnie z prawem” będą mogły w istocie kłusować – chodzi mi o STYL POLOWANIA – także z Dogo Argentino. W Polsce polowanie w klasycznym stylu z dogo (Monteria) jest zabronione, jest nielegalne: pies (dodajmy, że gdy mówimy o dogo, chodzi o rasę uznawaną za agresywną) nie może ”wchodzić w kontakt” ze zwierzyną. (Tu też jest przestrzeń do przedyskutowania, bo psy innych ras, różne terriery, Jamniki w ten ”kontakt” jednak jakoś wchodzą… Jak? Skoro w Polsce szczucie podpada to pod znęcanie się? Widać są równi i równiejsi.) Proszę przeczytajcie charakterystykę DZIKARZA w Polsce, opisaną na stronie PZŁ w tym miejscu: https://www.pzlow.pl/index.php/kynologia/186-podzial-ze-wzgledu-na-uzytkowosc. Jeśli ktoś nie wie co to jest Monteria, to wystarczy wpisać sobie na YT frazę w rodzaju ”Dogo Argentino, Monteria” – tylko polecam wyciszyć dźwięk, bo zwierzyna często bardzo głośno komunikuje, że ją boli ten ”kontakt”.

Ewidentnie, choć tradycja wbijania noża w serce utrzymywanemu przez dogo dzikowi, bardzo podnieca różne persony, które się na dogo decydują, a niektóre z nich podobno nawet zostają czy też mają w planach zostać członkami PZŁ, by ”popędy” swoich psów móc realizować w ”łowiectwie”, przy tym poziomie kynologicznej kultury, który tworzy się u nas aktualnie w około rasy Dogo Argentino, wizja dziwnych ludzi biegających po lesie z Dogo Argentino (nawet bez noży), mnie nie nastraja zbyt dobrze. I jeśli faktycznie, w praktyce okaże się, że ”można w Polsce ‚polować’ -moim zdaniem w polskich warunkach to będzie forma kłusownictwa- z dogo” i podniecający się monterią właściciele będą przenosić zwyczaje z Argentyny w Polskie lasy i na polskie łąki (pomijam kwestie takie jak ”przygotowanie psa”, bo to nie ten typ ludzi, który ”przygotowuje psy”, oni je po prostu puszczają luzem w las… ), to ja byłabym za powszechnym prawem do posiadania broni, bo uważam, że każdy ma prawo się bronić albo po prostu odstrzelić psa stanowiącego zagrożenie dla otoczenia.

UWAGA: Nadmienię, że na stronie Polskiego Związku Łowieckiego w zakładce zatytułowanej „Rasy psów myśliwskich„, tu: https://www.pzlow.pl/index.php/kynologia/185-polskie-rasy-psow-mysliwskich widnieje informacja jakoby w grupie II (wg. porządku FCI) nie znajdowały się żadne rasy myśliwskie.

PYTANIE jak rozumieć to stwierdzenie? Skoro już kilka lat temu ów ”brak ras myśliwskich w grupie II FCI”, nie przeszkadzał jednemu z posiadaczy DA, myśliwemu i członkowi ZKwP, chwalić się na internetowym forum, że właśnie jako myśliwy, legalnie ze swoim psem poluje, podobno jego Dogo Argentino pracował „jak posokowiec”. Takie użytkowanie Doga Argentyńskiego jest bardzo niezwykłe, bo Dogo Argentino nie jest posokowcem, nie oszczekuje ani nie wystawia zwierzyny, on idzie górnym wiatrem i w końcu, gdy doścignie ‚prey’, to instynktownie w nią ‚uderza’. Tak więc tego rodzaju zaprzeczenie instynktowi dogo, czyli wyplenienie u dogo chęci ‚uderzenia’ w zwierzynę, jeśli w istocie się temu człowiekowi udało, uznać można za ewenement. Odpowiedzi na PYTANIA o to, jak ów pan tego dokonał, jak wyglądały próby pracy etc., są więc niezwykle ciekawe.

Ale do ”braku psów myśliwskich w grupie II FCI” wracając: Dogi Argentyńskie są dzikarzami. I jest wysoce niepokojące nierozpoznawanie w nich przez osoby (legalnie) zajmujące się u nas łowiectwem, psów myśliwskich. W Polsce psy tej rasy niestety często ekscytują specyficzny typ ludzi i ten rodzaj właścicieli cierpi na wyżej przeze mnie wspomniany „sprawdzaizm” – dolegliwość polegającą na puszczaniu dogo luzem w las, „żeby się wybiegał i może z dziczkiem sprawdził„.

Tak więc rozpoznanie przez Polski Związek Łowiecki Dogo Argentino jako dzikarza, który jednak z uwagi na styl w jakim swoją pracę wykonuje (znowu odwołam się do YT i zaproponuję wpisanie frazy: „Dogo Argentiono, monteria”), styl stojący w sprzeczności z charakterystyką dzikarza wymaganą w Polsce i opisaną na stronach Polskiego Związku Łowieckiego (w zakładce ”Podział ze względu na użytkowość”), i który dlatego nie…? Nie może? Czy tylko nie powinien? Być w Polsce, jako pies na dziki używany, pomogłoby tej rasie, nawet jeśli Ministerstwo dosyć po macoszemu potraktowało PZŁ. Natomiast jeśli myśliwi widzą szansę dla Dogo Argentino w polskim łowiectwie, to czas, by przedstawili swoje stanowisko na ten temat.

Z pewnością w szpilkach można próbować chodzić po górach, albo w japonkach, jednak najlepiej wychodzi to, gdy wybierze się obuwie specjalnie przeznaczone do chodzenia po górach. Dogo Argentino to rasa, której instynkt łowiecki to efekt przekierowania agresji z innego psa na zwierzynę łowną – protoplasta rasy, Viejo Perro de Pelea Cordobes na ringu zagryzał inne psy – ot, cała filozofia na temat korzeni rasy. Do Białego Walczącego Doga z Cordoby dodano naście ras (o których ludzie nieświadomi korzeni Doga Argentyńskiego, mówią, że z nich powstała rasa), a i tak wielu właścicieli dogo nie radzi dziś sobie z wybujałą agresją swoich psów domowych… Polski myśliwy ma wiele, znacznie do polskich realiów bardziej odpowiednich od Dogo Argentino ras i warto jest, by Polski Związek Łowiecki odniósł się do tego faktu.

Co do samego rozporządzenia, moim zdaniem po prostu nikt nie chce zrobić DOBRZE tego, co powinno zostać zrobione. Ale z drugiej strony uważam też, że nie ma co próbować robić tego z ZKwP, które za chwilę się pozamiata – coraz bardziej prawdopodobna staje się możliwość, że „ten drugi” ZG dąży do tego (całkowicie słusznie), by po tym „samozaoraniu się związku”, utworzyć nową organizację. Jednak szczerze wątpię czy „lepszą”, bo nie będą mieć po swojej stronie potrzebnych zmian w prawie. (Te konieczne zmiany to osobny temat). Tak długo jak ktokolwiek będzie „pytać” ZKwP, któremu się „zgubiło” 3,5 bani, „jak zrobić” coś tam, tak długo g… z tego typu projektów będzie. Powstanie nowej organizacji byłby milowym krokiem w polskiej kynologii. To co jest teraz, po prostu nie funkcjonuje właściwie, zaorany został prestiż i cel tej organizacji. Nie ma co płakać, ”reformować”, po prostu trzeba zbudować nową organizację, wolną od komunistycznych nawyków i pilnować, by nie doszło już do bagna jakie wytworzył ZKwP.

Testy psychiczne wykonywane przez profesjonalistów (nie osoby powiązane z ZKwP), jako podstawa są konieczne. Nie skaczesz ze spadochronem jeśli nie umiesz nawet wejść na pokład samolotu. Testy opracowane pod kątem wykonywania konkretnego rodzaju pracy. A etap wcześniej sprawdzające psychikę psa zupełnie bazowo, w kontekście przydatności do hodowli; norma vs. przesadna agresja, norma vs. nienaturalna lękliwość. I dopiero z tak odsianych psów wolno jest wybierać te z predyspozycjami do pracy łowieckiej. Pracy łowieckiej stojącej w zgodzie z polskim prawem i tradycją. (Żadnej pseudomonterii.) Pytanie na koniec: czy ci, którzy chcą prawo zmieniać celowo nie odnoszą się do istniejącego stanu rzeczy, w tym wzrastającej w Polsce liczby Dogo Argentino w bardzo przypadkowych rękach, czy są takimi ‚nieprofesjonalistami’, że im ”tak wychodzi”?

Szanowni państwo podzielcie się swoimi uwagami dotyczącymi powyższego, nie musimy się we wszystkim zgadzać, ale dyskutujmy. W każdym razie ja chętnie poznam wasze poglądy.

Pod moim postem pojawiła się odpowiedź Administratora grupy, potem moja na nią reakcja i tak ”sobie popisaliśmy na fejsie”, ale do dnia dzisiejszego temat pozostał ”nieinteresujący” dla innych ”grupowiczów”. Wspomnianą wymianę uwag dodałam na koniec dzisiejszego wpisu ponieważ chciałabym, abyście w tym miejscu zapoznali się z treścią mojej korespondencji z Polskim Związkiem Łowieckim. Oczekując… – to za dużo powiedziane, ale niech będzie: co najmniej mając nadzieję, że znajdą się inni chętni do włączenia się w rozmowę na forum otwartej grupy ”fejsa”, przeszukałam swoją skrzynkę mejlową, chcąc pod pierwotnym postem-notatką dodać treść korespondencji, którą w połowie 2015 roku z Polskim Związkiem Łowieckim wymieniłam – zadałam pytania i udzielono mi na nie (zupełnie inaczej niż w przypadku wszystkich zapytań kiedykolwiek kierowanych przeze mnie do stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce) wyczerpujących, kulturalnych odpowiedzi. Odpowiedzi, które tym bardziej teraz, po przeczytaniu powyżej cytowanego artykułu, uznałam za więcej wartościowych danych, materiał jeszcze bardziej zachęcający do podjęcia dyskusji. Jednak, ku mojemu autentycznemu zaskoczeniu, poza Administratorem grupy, treści artykułu ani moich uwag, nikt nie skomentował. Nikt nie zdecydował się włączyć do dyskusji. Widząc brak zainteresowania zagadnieniami, o których traktuje artykuł, uznałam, że dodawanie kolejnych postów, mijałoby się z celem. Nie ma sensu publikować na fejsbuku informacji, które po prostu ”przelecą na łolach” iluś tam osobom. Tym bardziej, że w fejsbukowych komentarzach nie chodzi o ”kontent”, nie po to powstały social media, by ludzie stali się ”lepsi i mądrzejsi” 😉 Dlatego też treść korespondencji z PZŁ zamieszczam w tym wpisie, na blogu, tak, by zainteresowani tematem mogli te informacje tu sobie znaleźć i lepiej zrozumieć problematykę kynologii łowieckiej.

Ciąg dalszy

W 2015 roku, od pewnego czasu stale rosnące zainteresowanie u posiadaczy oraz tzw entuzjastów rasy Dogo Argentino kwestią ”użytkowości”, czyli wykorzystywania psów tej rasy w polskim myślistwie, w tym pomysłami organizowania ”prób pracy/temperamentu” na terenie Polski -przy czym chodzić miało o wykorzystywanie tych psów z naciskiem na ”jak najbardziej w stylu dogo”- i równocześnie się z tym zbiegające ”zamykanie” dla postronnych obserwatorów dotąd otwartych dla nich grup na Serwisie Facebook, grup poświęconych tej rasie (może chodziło tylko o ilość niezmiennie, bez zważania na obowiązujące u nas prawo, ciętych/kopiowanych dogo, które min. na tych grupach można było oglądać, a może nie…), nasunęło mi kilka pytań, które drogą elektroniczną skierowałam do Polskiego Związku Łowieckiego. Jedną z powtarzanych pocztą pantoflową legend na temat przepisów dotyczących w Polsce polowania z psami, konkretnie polowania na dziki, czyli polowania z DZIKARZAMI, była ta o ”górnej granicy wzrostu w kłębie”. (”Jeśli pies ma więcej niż 45 cm w kłębie nie może być w takim myślistwie wykorzystywany”.). No, jeśli ”znawcy” tak prawią 😉 Koleżanka podpuściła mnie bym od owego ”mitycznego wzrostu w kłębie” swoje zapytanie rozpoczęła. Tym bardziej, że do ”legendy” przyklejone było sformułowanie ”specjalne zezwolenie” – bardzo interesujące gdyż o takim ”specjalnym zezwoleniu” ćwierkały wróbelki, gdy o polowanie z dogo w Polsce chodziło… (Pachniało to podobnie jak pseudolegalne kopiowanie uszu i te świstki nazywane ”zaświadczeniami o leczniczym kopiowaniu”, które umożliwiały posiadaczom okaleczonych, urodzonych w Polsce psów, pokazywać je na wystawach ZKwP/FCI w okresie od 1 stycznia 2012 do końca 2015 roku…)

Dla porządku dodam, że niecały rok po prowadzonej przeze mnie z PZŁ wymianie korespondencji, dostałam ‚zdjęcia’ (tzw zrzuty ekranu) z fejsbukowego profilu posiadacza DA, mające być potwierdzeniem, iż w łowiectwie -nie kłusownictwie- na terenie RP, swojego psa/ swoje psy ten człowiek wykorzystuje. Trzy z tych obrazków dodałam do treści dzisiejszego wpisu. W istocie nie przedstawiają one niczego nagannego – żadnego zachowania/sytuacji które mogłyby być uznane za ”dowód” np. ”znęcania się nad zwierzętami”. Nie. Aczkolwiek, jeśli na pierwszym z tych obrazków pies był puszczony luzem w przestrzeni publicznej, a jako pies rasy uznawanej za agresywną Dog Argentyński powinien być ”na smyczy i w kagańcu” (czyli, no, jeżeli chcemy być ”mili” i ”wyrozumiali” bardziej niż to konieczne, to powiemy, że PIES RASY UZNAWANEJ ZA AGRESYWNĄ W PRZESTRZENI PUBLICZNEJ POWINIEN BYĆ CO NAJMNIEJ NA LINCE), to jest to problem – na marginesie czy „łowisko” to „przestrzeń publiczna”? Na drugim, fakt: pies cały pysk wymazany ma w czerwonej substancji, ale a) nie oznacza to wcale, że ta substancja ”na pewno” jest krwią b) nawet gdyby to była krew, pies kontakt mógł mieć z już martwą, uprzednio odstrzeloną zwierzyną, tak więc ta ewentualna krew nie musiałaby ubrudzić jego głowy w wyniku ”kontaktu” tego psa z żywą zwierzyną. Natomiast z całą pewnością psu jedynie ”oszczekującemu”, ”posokowcowi” etc. specjalne zabezpieczenia w postaci ”kolczugi” -a o takim zabezpieczeniu jest mowa w komentarzu widniejącym przy obrazie- nie są potrzebne, bo taki pies NIE MA KONTAKTU ZE ZWIERZYNĄ i dzik nie może zrobić mu krzywdy. Na trzecim obrazku młody osobnik po prostu wącha martwego dzika. Tak więc, w razie (niepotrzebnego) pobudzenia uprzejmie proszę o powstrzymanie się od generalizowania czegokolwiek, jedynie na podstawie tych obrazów – zamieszczam je dla zaznaczenia, że w mediach społecznościowych takie zdjęcia, opatrzone jakimiś tam komentarzami, były i może dalej są publikowane.

Do korespondencji z PZŁ wracając: zaznaczam, że wyczerpujących i wiele wyjaśniających odpowiedzi uprzejma była udzielać mi specjalistka od kynologii łowieckiej, pani Izabela Turlik – w artykule autorstwa Witolda Szabłowskiego, zatytułowanym ”Do płci żeńskiej nie strzelam”, opublikowanym w elektronicznej wersji magazynu Wysokie obcasy, 14 października 2010 roku, przytoczona została także jej wypowiedź: http://wyborcza.pl/51,76842,8479136.html?i=2.

RAZ JESZCZE PODKREŚLĘ, ŻE PYTANIA ZADAWAŁAM 4 LATA TEMU I 4 LATA TEMU OTRZYMAŁAM NA NIE WYCZERPUJĄCE ODPOWIEDZI. Oraz, że poznałam myśliwych; posiadających dogo i z nimi NIE polujących, posiadających dogo i PODOBNO z nimi polujących Gdzieś Tam oraz osoby po prostu luzem puszczające dogo w las, ”żeby się wybiegały i z dziczkiem sprawdziły”. Pamiętam też, wspominane jako przestroga dla ”inteligentnych inaczej”, płacz i zgrzytanie zębów po (polskich) psach (psach mających polskich właścicieli), gdy na forach, w dyskusjach o ”marzeniach” o ”użytkowaniu dogo w typowym dla tej rasy stylu”, przypominano przypadki, w których psy, po tym jak ”miały kontakt z dzikiem”, padły… (Dosyć szybko i w męczarniach. Nie pamiętam, ale zdaje się, że to https://pl.wikipedia.org/wiki/Choroba_Aujeszkiego było powodem. W wolnej chwili postaram się poszukać więcej na temat tamtych ”przestróg” w moim archiwum.)

Oto treść mojej korespondencji z PZŁ, który w korespondencji ze mną reprezentowała Pani Iza Turlik:

(śr., 29 lip 2015, 15:17)

Dzień dobry Pani

Chciałabym uzyskać informacje dotyczące przepisów Polskiego Związku Łowieckiego odnośnie polowania z psami. O ile mi wiadomo jedyny zakaz dotyczący polowania z psem dotyczy w Polsce polowania z psami z grupy chartów. Tak więc w świetle polskiego prawa z chartami polować nie wolno. Poza tym ograniczeniem nie ma obostrzeń dotyczących ras jako takich, jedynie określony jest wzrost w kłębie psa, który to nie może przekraczać wysokości 45cm. Psy, które przekraczają limit 45cm w kłębie mogą być psami myśliwskimi, o ile rzecz jasna ich właściciel jest myśliwym i o ile Okręg Łowiecki, do którego należy dany myśliwy, wyda specjalną zgodę na to, by pies przekraczający wysokość 45cm w kłębie brał udział w polowaniach. Oczekuję od Państwa rzetelnej informacji na temat tego ile (i czy w ogóle?) takich specjalnych zezwoleń wydał Polski Związek Łowiecki swoim myśliwym od dnia 01 stycznia 2010 roku do dnia dzisiejszego, czyli 29 lipca 2015 roku. Szczególnie interesuje mnie ilu właścicieli psów rasy Dog Argentyński/Dogo Argentino, będących legalnie działającymi i zrzeszonymi w Polskim Związku Łowieckim myśliwymi o taką specjalną zgodę wystąpiło. Przypomnę także, że w Polsce rasa Dog Argentyński uznawana jest za niebezpieczną i znajduje się na liście ras psów, na których utrzymywanie należy mieć tzw zezwolenie.

Chciałabym także poznać oficjalne stanowisko Polskiego Związku Łowieckiego na temat obowiązującego w Polsce od lat zakazu kopiowania psów ze względów innych niż medyczne [był to jeszcze czas, w którym i ja żyłam w bajerze, że ”kopiować można z względów medycznych” – w kopiowaniu chodzi jedynie o zmianę wyglądu zwierzęcia, nie ma ono żadnych medycznych przesłanek], czyli np. z uwagi na tzw tradycję. Jak postrzegają ten zapis myśliwi pracujący z psami użytkowymi? Czy zakaz skracania ogonów i cięcia uszu ma dla myśliwych z Polskiego Związku Łowieckiego znaczenie? Czy myśliwi zauważają różnicę pomiędzy komfortem(?) pracy psa ‚skopiowanego’, a jego ewentualnym brakiem u psa posiadającego naturalny ogon i/lub uszy?

Czy psy używane przez myśliwych zrzeszonych w waszej organizacji, psy myśliwskie współpracujące z myśliwymi podczas polowań, posiadają uszy i ogony niezmienione zabiegiem kopiowania, którego to nie można przeprowadzać u nas już od prawie dwóch dekad, ze względów innych niż medyczne? [i znowu wpadka z czasów, gdy i ja żyłam w bajerze, że ”kopiować można z względów medycznych” – w kopiowaniu chodzi jedynie o zmianę wyglądu zwierzęcia, nie ma ono żadnych medycznych przesłanek] Interesuje mnie też czy często podczas polowań takie nieskopiowane ogony i uszy psów myśliwskich ulegają obrażeniom w wyniku, których lekarze weterynarii podejmują decyzję o właściwości wykonania zabiegu skrócenia ogona lub amputowania fragmentu ucha, jako najskuteczniejszej/ najwłaściwszej/ jedynej możliwej metody leczenia psa? Zakładam, iż w związku z tym jak Ustawa o Ochronie Zwierząt jednoznacznie definiuje możliwość, w której zabieg kopiowania staje się w Polsce zabiegiem legalnym, ewentualny promil(?) psów z kopiowanymi ogonami i/lub uszami, to te których przypadki są dokładnie udokumentowane przez leczących je lekarzy weterynarii, czy tak?

Z wyrazami szacunku


(3 sie 2015, 14:03)

Witam,
tak, polowanie z chartami jest w Polsce zabronione, a na ich chów i hodowlę należy uzyskać pozwolenie starosty -art.10 Ustawy Prawo łowieckie. Warunki utrzymywania chartów reguluje Rozporządzenie Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z dnia 5 lipca 2010r. w sprawie warunków i sposobu hodowanie i utrzymywania chartów rasowych oraz ich mieszańców.
Jeżeli chodzi natomiast o czworonogi wykorzystywane w łowiectwie to obecnie nie ma żadnych oficjalnych wytycznych precyzujących jakiego typu zwierzęta mogą występować w charakterze psów stricte myśliwskich. W myśl jednak obowiązujących aktualnie przepisów -pkt. 7 i 8 §5.1. Rozporządzenia Ministra Środowiska z dnia 23 marca 2005 r.w sprawie szczegółowych warunków wykonywania polowania i znakowania tusz (Dz. U. z dnia 15 kwietnia 2005 r.) podczas polowań na ptactwo oraz zwierzynę grubą musi być zapewniona obecność psa odpowiednio o swojej pracy ułożonego.
PZŁ stoi w tym miejscu na stanowisku, iż najlepiej, aby w roli psa użytkowego występowali rodowodowi przedstawiciele z III, IV, V, VI, VII, VIII grupy psów ras myśliwskich ( w myśl nomenklatury FCI i z uwzględnieniem ich użytkowego przeznaczenia) zamiast mieszańców i psów w typie rasy. Na tę chwilę nie jest to jednak wymóg a jedynie zalecenie.
Nie występują także obostrzenia dotyczące określenia wysokości psa w kłębie, która ograniczałyby psu możliwość udziału w łowach. Ponadto NIGDY nie funkcjonowała w PZŁ praktyka wydawania „specjalnych zezwoleń”, które miałyby rzekomo uprawniać psy do pracy w łowisku pomimo przekroczenia jakiegoś ustalonego limitu wysokości w kłębie. O doborze psów do pracy pod względem ich rozmiarów decyduje w tym wypadku przede wszystkim zdrowy rozsądek, etyka, bezpieczeństwo oraz względy praktyczne. Mając na uwadze powyższe nie jestem w stanie udzielić Pani odpowiedzi na zapytanie dotyczące wykorzystywania psów rasy dogo argentino w łowiectwie, chociaż osobiście nie słyszałam o takowej praktyce w Polsce. W naszym kraju nie ma tradycji polowania z psem tej rasy. Nie prowadzimy także statystyk mówiących o tym jakie konkretnie psy rasowe bądź nierasowe znajdują się w rękach poszczególnych członków PZŁ.

Trochę inaczej kształtuje się sytuacja w przypadku udziału psów w próbach i konkursach pracy psów myśliwskich organizowanych przez PZŁ. Tu do uczestnictwa dopuszczane są jedynie zwierzęta posiadające rodowody państw członkowskich FCI. Regulaminy prób oraz konkursów pracy psów myśliwskich opracowane przez PZŁ(http://www.pzlow.pl/palio/html.run?_Instance=www&_PageID=5&newser=no&_C=C_DZIALY.KYNOLOGIA.REGULAMINY&_Lang=pl&_CheckSum=1899427970) uszczegóławiają, które grupy psów bądź, które rasy mogą zostać do poszczególnych konkursowych specjalności dopuszczone. Regulaminy FCI z kolei nakładają w niektórych przypadkach obowiązkowy bądź fakultatywny wymóg zaliczenia przez pewne rasy prób lub konkursów pracy psów myśliwskich, w drodze uzyskiwania przez nie międzynarodowych championatów czy spełnienia dodatkowych wymogów hodowlanych. Dogo Argentino do grona psów, które mogę uczestniczyć w wymienionych imprezach kynologicznych nie zalicza się.

Jeśli natomiast chodzi o kwestie dotyczące kopiowania uszu i ogonów u psów myśliwskich to aspekt ten, jak Pani słusznie zauważyła reguluje Ustawa o Ochronie Zwierząt, a w ślad za nią ZKwP. Tym samym ZKwP zakazuje udziału w imprezach kynologicznych psów z kopiowanymi uszami i ogonami urodzonymi w Polsce po 01.01.2012r. dotyczy to oczywiście także psów myśliwskich (chyba, że jest to uzasadnione względami medycznymi). PZŁ w tym wypadku stoi na stanowisku, iż istnieje realna potrzeba wyłączenia spod zakazu kopiowania ogonów, (uszy w przypadku psów ras myśliwskich pozostawiane były tradycyjnie w stanie naturalnym) wzorem np. Niemiec, psów ras myśliwskich użytkowanych łowiecko. Powodem tego jest stosunkowo duża urazowość (zranienia, odmrożenia itp.) ogonów tychże zwierząt i narażanie ich na niepotrzebne ból i cierpienie, a często finalnie na ich amputację już w wieku dorosłym.
Nie znane są nam jednak oficjalne statystyki dotyczące tego jaki jest dokładny odsetek psów myśliwskich, które posiadają skrócone ogony bądź częściowo amputowane uszy z powodów medycznych.

Pozdrawiam

(3 sie 2015, 18:44)

Dzień dobry Pani

Serdecznie dziękuję za wyczerpującą odpowiedź, mam jednak jeszcze kilka pytań, które pozwolę sobie w tym miejscu zadać. Rozumiem, że ”informację” o zakazie polowania w Polsce z psami powyżej 45cm w kłębie należy włożyć między bajki, bo takiego obostrzenia nie ma i nigdy nie było – za to wyjaśnienie bardzo dziękuję. Dalej, rozumiem także, że Dog Argentyński w Polsce polować z myśliwym należącym do waszej organizacji mógłby… o ile przeszedłby tzw próby pracy albo coś na kształt prób pracy, które ”dopasowane” zostałyby dla DA, czy tak? Proszę mi powiedzieć, czy próby pracy, czyli taki ”test kwalifikacji” Dogo Argentino, który jak Pani podkreśliła nie jest rasą, która zalicza się do standardu wymaganego u ras bardziej myśliwsko u nas ”typowych”, wyglądałby tak samo, jak prób pracy np. Niemieckiego Teriera Myśliwskiego albo któregoś z popularnych w Polsce wyżłów? Czy to jest tak, że po prostu nie ma możliwości przeprowadzić w Polsce LEGALNIE psa rasy Dog Argentyński przez ”ścieżkę formalności”? Proszę mi powiedzieć czy Dog Argentyński jest rasą, z którą w Polsce w pewnych szczególnych okolicznościach polować wolno? Czy zdecydowanie nie? I jak musiałby wyglądać droga Doga Argentyńskiego, który miałby stać się pomocnikiem myśliwego? FCI nie wymieniło Dogo Argentino jako rasy, u której wymagane są próby pracy w ramach kwalifikacji hodowlanych, więc to jest punkt zupełnie jasny, ale mnie interesuje czy w szeregach Polskiego Związku Łowieckiego są myśliwi, którzy z DA polują oraz to jaką drogę ze swymi psami przejść musieli, aby było to możliwe. Jest to dla mnie o tyle ciekawe, iż osobiście znam myśliwego z DA polującego… Tak więc musicie mieć, w którymś ze swoich Oddziałów choć jednego Dogo Argentino.

Myślę, że Pani jako osobie, która w PZŁ zajmuje się kynologią znacznie łatwiej niż mnie będzie dojść do tego ile DA w Polsce poluje z myśliwymi zrzeszonymi w waszym Związku. Proszę zrozumieć, że informacje, których może udzielić PZŁ, o ile tylko zechce ”pochylić się” nad zagadnieniem psów tej rasy i określić czy i ile DA jest w rękach myśliwych zrzeszonych w waszej organizacji, są szalenie istotne. Ponieważ może okazać się, że osoby, które kupują w Polsce Dogi Argentyńskie kłusują z nimi, choć są członkami Polskiego Związku Łowieckiego. Jestem przekonana, że myśliwi w Polsce używają DA ponieważ w środowisku posiadaczy Dogów Argentyńskich krążą legendy o DA, które w Polsce i poza jej terenem polują i których właściciele należą do PZŁ. Jeżeli ktoś ma psa rasy Dog Argentyński i z nim poluje podczas polowań, które odbywają się pod patronatem PZŁ, a sam Polski Związek Łowiecki nie jest w stanie udzielić informacji o tym czy psy tej rasy polują z myśliwymi z PZŁ -jak sama Pani przyznała nie spotkała się Pani w Polsce z używanym w łowiectwie Dogo Argentino, a przecież to Pani zajmuje się w PZŁ sprawami kynologicznymi- a nawet Pani nie jest w stanie w pierwszej odpowiedzi podać mi konkretnych danych dotyczących ”ścieżki” jaką DA musiałby przejść, by stać się w Polsce psem myśliwskim, to jest to spory problem. Dlatego bardzo serdecznie proszę Panią o pomoc w sprawie ustalenia tego czy i ile Dogo Argentino jest w posiadaniu myśliwych należących do PZŁ w poszczególnych oddziałach. Z pewnością Pani i Pani współpracownikom będzie łatwiej przeprowadzić swego rodzaju ”audyt” w tej sprawie niż jakiejś organizacji z zewnątrz. Raz jeszcze bardzo serdecznie dziękują za to, że zechciała Pani poświęcić chwilę swojego czasu i odpowiedzieć na mój mejl oraz żywię nadzieję, że zrobi mi Pani grzeczność i poświęci go jeszcze odrobinę więcej, abyśmy wspólnymi siłami ustaliły czy zwierzakom nie dzieje się krzywda.

Serdecznie pozdrawiam

(7 wrz 2015, 10:36)

Witam,
przepraszam za brak odpowiedzi, ale byłam na urlopie.

Muszę zauważyć, iż myli Pani pojęcia. Mam nadzieję, iż uda mi się jasno Pani nakreślić jak ma się u nas w Polsce sytuacja z psami myśliwskimi.

Po pierwsze niestety nigdzie nie ma oficjalnie przyjętej, sprecyzowanej definicji „psa ułożonego do polowania”, „psa myśliwskiego”, bądź psa „łowiecko użytkowego”. Jeśli myśliwy ma ochotę, może teoretycznie polować nawet z psem w typie shih tzu, oczywiście abstrahując w tym miejscu od etyki, humanitaryzmu, zdrowego rozsądku i tradycji łowieckiej, które w naszej opinii jako PZŁ zdecydowanie zobowiązują do polowania z psami stricte do tego przeznaczonymi. Jeżeli jakiś myśliwy jest w posiadaniu DA i chce z nim polować, prawo mu tego nie zabrania. Nikt od nikogo nie wymaga w przypadku wprowadzania psa do łowiska jako psa – pomocnika myśliwego – przechodzenia przez jakąkolwiek formalną ścieżkę jego dopuszczenia do pracy podczas polowań. Bolejemy nad tym, iż ustawodawca nie pochylił się nad tym problemem i nie określił, iż polować można np. wyłącznie z psami rodowodowymi z poszczególnych grup ras tradycyjnie uznawanych za myśliwskie i wskazanych przez FCI (czyli tych od których wymaga się prób pracy) po wcześniejszym uzyskaniu przez nie dyplomu na konkursie pracy psów myśliwskich (wtedy w grę wchodziłyby tylko zwierzęta rodowodowe urodzone w hodowlach należących do FCI). Ustawodawca ustalił jedynie wymóg obecności psów odpowiednio do swojej pracy przygotowanych podczas polowań na ptactwo i zwierzynę grubą (pisałam już Pani o tym). Także dla DA taka ścieżka nie istnieje. Myśliwi układają bardziej lub mniej profesjonalnie swoje rasowe i nierasowe psy pod kątem ich praktycznego wykorzystania w łowisku.

Inną kwestią jest szeroko rozumiana kynologia łowiecka. Ze względu na to, iż PZŁ podpisał z ZKwP porozumienie o współpracy przyjęliśmy na siebie wymogi ustalone i obowiązki ustalone przez FCI. Z tego wynika m.in. fakt, iż od DA nie wymaga się zaliczenia prób pracy dlatego nie jest uznawany za psa użytkowego (o to z kolei wnosi do FCI kraj pochodzenia rasy).

Nie jesteśmy jako PZŁ w stanie odpowiedzieć Pani na pytanie ilu myśliwych posiada i poluje z DA, ponieważ nie prowadzimy takich statystyk, w związku z tym nie posiadamy takich informacji. Znamy tylko ogólną liczbę psów będących w rękach myśliwych zrzeszonych w PZŁ.

Pozdrawiam

To tyle jeśli chodzi o więcej faktów odnośnie tematu specjalnych wymogów dla psów ”asystujących myśliwym” ze strony profesjonalistów, czyli PZŁ, w roku 2015. Poskładajcie sobie stan rzeczy w połowie 2015 roku z treścią artykułu z elektronicznego wydania magazynu ”Brać łowiecka”, który posłużył mi za punkt wyjścia do napisania posta-notatki, którą dziś, nieco poszerzoną, zamieszczam jako wpis na moim blogu. I zastanówcie się (bardzo głęboko) nad potencjalnymi konsekwencjami aktualnie istniejącego stanu rzeczy – zmienił się? Jest ”tak samo”? Jest ”lepiej”? Czy jest ”gorzej”? Przepisy są ”jasne i precyzyjne”? ”Dosyć jasne”? Czy…? Jak jest w Polsce z polowaniem z Dogo Argentino? Mamy kolejną ”szarą strefę”?

”Trzy grosze”

A to wcześniej zapowiedziana treść uwag Administratora grupy ”KYNOLOGIA – przeszłość, teraźniejszość, przyszłość…” i moich, widniejących pod pierwotnie przeze mnie zamieszczonym postem:

Komentarz Administratora grupy: ”Zawsze zaznaczam,że jestem wolnościowcem. Każdy powinien mieć prawo realizować się w dowolny sposób – byleby nie wchodzić innym wolnym ludziom z buciorami w życie. W czasach szkoły średniej (Technikum Leśne) i dużo wcześniej, mocno interesowałem się łowiectwem i sporo wiedziałem. Było dla mnie jasne,że kiedyś zostanę myśliwym. Jednak gdy poznałem temat od strony praktycznej stwierdziłem,ze to nie dla mnie. Lubie, gdy teoria idzie w parze z praktyką a w polskiej gospodarce łowieckiej te dwie sprawy mocno się rozmijają. Jestem za tym by polować z kuszą czy łukiem. Energia kinetyczna bełtu czy strzały jest ogromna i sarnie czy dzikowi jest wszytko jedno w jakich okolicznościach pożegna się z życiem. Jeśli chodzi o polowania indywidualne to przecież można je realizować i dzisiaj – z podchodu. Niewielu się na to decyduje bo to wymaga talentu, umiejętności i cierpliwości. Współczesny leń-myśliwy woli posadzić dupę na ambonie i dokonać egzekucji z kilkudziesięciu/kilkuset metrów. Jeśli chodzi o polowania z psami. zawsze uważałem,że jakiekolwiek papiery czy nawet rasowość, dobremu psu w niczym nie pomagają. Mam kolegę, który poluje z mieszańcem po czarnej labradorce i jakimś wioskowym, owczarkowatym kundlu i jest pewne,że w woj.opolskim nie ma lepszego psa do szukania postrzałków. Jego skuteczność wynosi 100% – wszyscy myśliwi dzwonią do kumpla gdy mają problem z postrzałkiem. Wierzcie mi,ze większość polujących psów jakie znam nie widziało żadnych papierów, zaświadczeń,rodowodów i egzaminów od wielu pokoleń. Myśliwy dostaje lub kupuje ze grosze psa od innego myśliwego tylko wtedy, gdy jego super polująca suka została pokryta najlepszym dostępnym psem. To las i autentyczna w nim robota egzaminują te zwierzęta. Pies głupi, leniwy, lękliwy czy ze słabym instynktem (zdarzają się takie bardzo rzadko) dostaje wiązkę śrutu na klatę bo nikt nie będzie za darmo karmił pasożyta (i to jest słuszna koncepcja) . Jeśli chodzi o polowania z dogo argentino – jestem przeciw bo to barbarzyństwo (wiem,ze norowce też nie pieszczą się z lisem czy borsukiem) . Nikt w Polsce nie dopuści do takiej formy polowań na dziki”.

Moja odpowiedź: ”Zanim znajdę chwilę, by dorzucić ‚dodatek’ do pierwotnego postu, zrobię kilka uwag do twojej wypowiedzi. Mamy XXI wiek i wielu myśliwych jest w posiadaniu wysokiej klasy broni palnej, z której naprawdę umieją korzystać. Oczywiście tu też, jak w kynologii, liczy się kasa i jeśli masz pieniądze na swoją pasję, to uprawiasz ją na wysokim poziomie. Odpuściłabym więc ten mit o ”pajacu z dwururką” jako ”typowym” myśliwym. Ja wiem, że komuna nam wiele dziedzin przeorała, także kulturę łowiecką, ale są ludzie wytrwale ją budujący od podstaw i po prostu wrzucanie ich do jednego wora z takim ‚mentalnym kodziarstwem’ jest wielkim nadużyciem.
Pamiętaj, że w dzisiejszym łowiectwie nie chodzi już o ”zdobywanie pożywienia”, bo ‚po mięso’ wystarczy iść do sklepu. Dziś myśliwstwo to głównie regulacja i ja nie widzę niczego niewłaściwego w tym, że myśliwy z ambony strzela do zwierzyny, szczególnie, gdy robi to czysto – zawsze wolę zjeść zwierzaka, który nawet się nie zorientował, że umarł, od zwierzaka, który bardzo dobrze wiedział co i jak za chwilę się z nim stanie. Rzygam też eko.terrorystami z ich nawijką o ‚obronie życia zwierząt’ przy równoczesnym podcieraniu się przez nich kwestią obrony życia ludzkiego.
Zdaję sobie sprawę, że do środowiska łowieckiego kleją się także zwyrole, ale weź pod uwagę, że ”kolega zwyrol”, to nie jest ktoś z kim chcesz być ”w paczce”, szczególnie podczas wykonywania konkretnego zadania. (Nawet w środowisku bandytów takie numery nie przechodzą. Pamiętasz ”Heat” Michaela Manna? Pamiętasz jak ‚chłopaki’ ”podziękowali za współpracę” Waingro?) Obiektywnie trudno uwierzyć, żeby naprawdę ”dziwni” ludzie utrzymywali się w szeregach organizacji łowieckich.
Z resztą twojej wypowiedzi się zgadzam. Co do polowania z psami dodałabym jeszcze, że kortyzol jest toksyczny (stres naprawdę nam szkodzi): krowa, owca, czy świnia nad którą w rzeźni znęca się jakiś zwyrol, celowo przedłużając uśmiercanie zwierzęcia, ma tak potwornie wysoki wyrzut kortyzolu, że jej mięso staje się dla człowieka toksyczne. Tak samo toksyczne jest mięso dzika, którego zamęcza dogo albo inny pies. Na filmach z ”dogo w akcji”, na YT często widać, że psy, w 3-4 a nawet więcej, zamęczają małe dziki, takie poniżej 100kg i TO JEST BARBARIA TOTALNA
”.

Odpowiedź Administratora grupy: ”Potwierdzam Twoje przemyśliwania jednocześnie dodam, że swego czasu bywałem w rzeźniach dość systematycznie. Jeździłem tam po mięso dla psów i widziałem, że zarówno ubój świń jak i bydła przebiegał tam bardzo sprawnie i bez dostarczania zbędnego cierpienia. W każdej branży trafiają się debile – nic nie poradzisz. Polowania z dogo w Polsce nie przejdą – to pewne a jakieś nieliczne próby takiego w zasadzie kłusownictwa mogą się zdarzyć zawsze i wszędzie”.

Być może

Być może kryzys w polskiej kynologii jest naprawdę bardzo poważny i możliwe, że ”kynologia” w Polsce sprowadza się do wystawek i tytułków, a konkretnie do histerii w około wystawek i tytułków, aktualnie organizowanych przez ”dwa Zarządy Główne” ZKwP i uparte nie przyjmowanie do wiadomości przez najzagorzalszych ”wyznawców jedynie słusznej organizacji”, że ZKwP podzieliło się na dwa różne, raczej wrogie sobie obozy i że z całej tej sytuacji wieje… Szkoda słów. Nieco ponad tydzień po publikacji posta-notatki oraz krótkiej wymianie uwag z Administratorem grupy, w komentarzu pod ww treścią dodałam tylko ‚retoryczne pytanie’: ”Jak to jest? Temat BRAK SPECJALNYCH WYMAGAŃ DLA PSÓW MYŚLIWSKICH pozostaje ‚ostentacyjnie niezauważony’, bo jest bardzo poważny, złożony i dotyka szeregu aspektów, w których „kuleje” ZKwP i naprawdę JEST O CZYM rozmawiać? Czy tylko niezauważony, bo „wszyscy są teraz zaangażowani w wkręcanie się w rytm nowego roku szkolnego”? Kynologia łowiecka jest zazwyczaj dziedziną angażującą w ‚dyskusje’ potężne ilości (nie tylko) fejsbukowych kynologów, więc o co kaman? Dyski o kopiowaniu psów skrajnie nieużytkowych -bo „tylko wtedy poszczególne psy ras tradycyjnie ciętych wyglądają, jak wyglądać powinny, gdy mają cięte uszy i/lub ogony”- prawie zawsze schodzą na wątek „konieczności” kopiowania psów użytkowych – jakoś tak pokrętnie „kynolodzy”, którzy dla swojego widzi mi się psy tną, swoje postępowanie starają się usprawiedliwiać/rozmywać, schodząc w obszary zarezerwowane dla kynologii łowieckiej. Nie trzyma się to, mówiąc brzydko kupy, ale wtedy (przy okazji) wątki z łowiectwem związane są Jakoś Tam poruszane. Teraz pojawia się informacja 10na10 związana z użytkowością, próbami pracy, temperamentem, pożądanymi cechami, selekcją etc., i nic, zero chętnych do „ugryzienia” tematu. Nawet słowa o „łamiących się od entuzjastycznego merdania” ogonach kanapowych wyżłów jakichś ”Grażyn, KarYn, Januszy i Sebiksów” polskiej kynologii. Niesamowite.

Odpowiedział mi ponownie Admin grupy: ”Jako Grzesiks nieśmiało zabiorę głos 🙂 Większość myśliwych, których znam mają psy, które nabyli/dostali od innych myśliwych. Zazwyczaj nie interesują ich papiery, rodowody, medaliki i punkty przyznane przez sędziego na próbach pracy. Interesuje je realna robota jaką wykonuje dany pies. Tylko najlepszy pokryje kilka najlepszych suk. Reszta użyźni glebę w lesie. Takie są realia. Jeśli chodzi o obcinanie uszu i ogonów. Byłem za, jestem za i pozostanę za. z jakich względów wykonuje się ten zabieg – nie ma kompletnie żadnego znaczenia. Dobermanowi jest wszystko jedno czy obcięto mu kitę i uszy bo pańci tak się podobało czy pretekstem było realne bądź urojone zapalenie ucha i kaleczenie ogona w czasie nim merdania. To co człowiek stworzył – ma prawo dowolnie kształtować. Ci, którzy twierdzą,ze natura stworzyła psa z uchem obwisłym i takie powinno ono pozostać -są w błędzie. Natura stworzyła wilka z uchem stojącym. Pies jest tylko gorsza wersją wilka. Wilk jest psowatym optymalnym. Ma idealne proporcje, masę, sierść i anatomię by przetrwać w ekstremalnych warunkach – od stepów po pustynie, góry i daleką Północ. Żaden pies mu nie dorównuje. Jednak skoro stworzono tyle ras psów,często o dość wąskiej specjalizacji to są one NASZYM wytworem i możemy nadal je przetwarzać w dowolny sposób, nawet gdy w grę wchodzi tylko estetyka. Jeśli chodzi o psy myśliwskie. Zawsze uważałem,że powinny być hodowane wyłącznie przez myśliwych. Trzymanie np. jagdterriera w bloku jest nieporozumieniem. Po co ludziom pies myśliwski skoro z nim nie pracują czyli nie polują? Przecież istnieje od cholery ras stworzonych do tego by wylegiwać się na kanapie. Wracając do prób pracy – najlepiej weryfikuje ten temat realne polowanie a nie papierki i pieczątki. Mam kolegę, który ma mieszańca po labradorce i jakimś owczarkowatym kundlu. Ma 100% skuteczność w poszukiwaniu postrzałków. Inne psy nie mają przy nim najmniejszych szans. Widziałem na własne oczy jego pracę i żaden posokowiec nie ma do niego startu. Oto dowód,że praktyka potrafi przebić każdą teorię.”

Ponieważ we dwójkę możemy pogadać sobie poza fejsbukiem, a problematyka kynologii łowieckiej okazała się, dla innych członków grupy ”nieatrakcyjnym tematem”, skwitowałam komentarz Admina dosyć luźno: ”Jest takie znane zdjęcie Picassa z jego ‚ukochanym’ afganem – stoją razem na schodkach domu. Wiesz, CHART AFGAŃSKI – esencja szyku i elegancji, harmonii i dostojeństwa, u jego boku znany malarz. Wszystko super. Tylko że Picasso stoi tak z tym psem ubrany -to za dużo powiedziane, więc niech będzie- mając na sobie jedynie takie W WYRAZIE ‚przepierdziane gacie’. I dokładnie tak, jak Picasso przy tamtym afganie, prezentuje się większość fanatyków kopiowania przy swoich ciętych psach. I to nawet, gdy te cięte psiny wyglądają na popłuczyny po rasie, której niby są przedstawicielami. Powstrzymam się od niepoprawnego politycznie rozwijania wątku, że aby wymagać „wyglądu” od innych -a w przypadku kombinatorów od cięcia psów, tymi innymi są także psy- samemu trzeba wyglądać. Napatrzyłam się live (i na fejsbukowych fotkach) jak wygląda większość ”przestrzegających tradycji” posiadaczy psów i…

Wiele razy mówiłam/pisałam dlaczego jestem przeciwna obcinaniu psom fragmentów ciała, więc nie będę powtarzać tych argumentów (mogę przytoczyć je na życzenie). Zaznaczę tylko, że kawałek o „człowieku tworzącym” i „naturalnych stojących uszach”, zawsze najbardziej mnie śmieszy (przy okazji wyjaśnię dlaczego, teraz znowu byłoby „zbyt długo”). Wilk jest wilkiem. Kropka. Pies jest psem – udomowionym gatunkiem; zmiany kształtu czaszki, w sposobie noszenia i długości ogona, kształtu, osadzenia, wielkości i sposobu noszenia ucha są skutkiem udomowienia, konsekwencją tego, że Człowiek dawno, dawno temu nie chciał mieć Wilka, tylko Psa.
A co do motywu przewodniego postu, pod którym prowadzimy tę rozmowę, to niby „fajnie napisałeś”, tylko, że PROCEDUR nie ma i nie zanosi się na razie na to, by powstać miały. A skoro nikt poza tobą dotąd niczego do tematu nie dodał, najwyraźniej bieżący stan rzeczy nikogo nie zajmuje – smutne, ale nie ”zaskakujące”.

Powyżej zacytowana przeze mnie wymiana uwag, nie różniła się zbytnio od rozmowy, normalnej rozmowy, którą można odbyć z całkowitym pominięciem social media, bo, choć miała miejsce na forum otwartej grupy serwisu Facebook, nikt się do niej nie włączył. Zostanę więc przy prowadzeniu bloga i dzieleniu się z wami moimi refleksjami w tej formie.

*https://kulturakynologiczna.home.blog/2019/07/26/o-czym-sie-wam-nie-mowi-czesc-pierwsza/,https://kulturakynologiczna.home.blog/2019/07/26/o-czym-sie-wam-nie-mowi-czesc-druga/

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu oraz zdjęć i/lub grafik bez zgody autora jest zabronione.

HART FILA BRASILEIRO VS. PSEUDOKYNOLOGIA I MITY O ”CECHACH UŻYTKOWYCH” I ”TYPOWYM DLA RASY TEMPERAMENCIE”, CZYLI RZECZ O TYM, JAK ZASZKODZIĆ RASIE, KTÓREJ POCHODZENIA I PRZEZNACZENIA SIĘ NIE ROZUMIE.

Mam dla was nowy tekst o Dogo Argentino, ale chciałabym abyście go naprawdę zrozumieli, ”załapali” wagę i znaczenie problemu, o którym wam w nim piszę i dlatego wpierw zabiorę was na tzw. sąsiednie podwórko, do świata Fila Brasileiro. Mam nadzieję, że po dzisiejszym artykule, obalającym min. mity dotyczące pochodzenia tej rasy, stać was będzie na głęboką refleksję, także nad treścią tekstu o Dogach Argentyńskich, który ukaże się wkrótce.

Tam, gdzie WIEDZĄ o co chodzi

Zacznijmy od tego, że w Brazylii Fila Brasileiro ”jest u siebie”, nie jest rasą ”egzotyczną”, ”kulturowym przeszczepem” jakim jest min. u nas, w Polsce. W ich ojczyźnie, w kraju, w którym naprawdę rozumie się czym jest ”użytkowość” w odniesieniu do Fila Brasileiro i co oznacza, że w pracy Fila ma być zajadłym, zaciętym obrońcą, a w domu oddanym, stabilnym psychicznie psem, tak jak na filmach, do których poniżej podaję Wam linki, wygląda ocena wyglądu i psychiki Fila Brasileiro, obejrzyjcie to nagranie, bo naprawdę chciałabym, żebyście rozumieli to, o czym wam tu piszę (na tym filmie wstęp zajmuje nieco ponad minutę): https://www.youtube.com/watch?v=esQB4zsoIyE

Ojeriza Fila Brasileiro to postawa (zachowanie) opiekuna i strażnika zwierząt gospodarskich, który nie dopuszcza złodziei do chronionego przez siebie inwentarza. Podobnie jak inne ”livestock guardian dogs”, Fila więź nawiązuje ze ”swoim” człowiekiem, ”swoją” rodziną i na tym kończy się jego potrzeba kontaktów z ludźmi. Jednak to, co tak bardzo różni Fila od innych ras powstałych do wykonywania podobnej pracy, to genetyczna, niewymagająca żadnego ”treningu” ani ”dodatkowych szkoleń” cecha, którą Brazylijczycy określają nawet cnotą: Fila nie obchodzą ludzie poza ”jego” ludźmi, dokąd nie zagrażają ”jego” człowiekowi.

Gdy z pełnoetatowych pracowników rancz, chroniących żywy inwentarz przed rabusiami i złoczyńcami, Fila stały się mieszkańcami miast, ojeriza naturalnie sprawiła, że z takim samym oddaniem, jak przedtem bydła, zaczęły chronić ”swoich” ludzi przed obcymi, po prostu broniąc dostępu obcym do swoich właścicieli. Fila są rasą, której emblematyczną cechą jest agresja skierowana przeciw ludziom. Precyzując: przeciw ludziom obcym dla właścicieli Fila. Jednak, jak widzicie na załączonych filmach, w Brazylii ci ”obcy ludzie” przeciw, którym Fila kieruje swoją agresję, to raczej bandziory niż osoby, które po prostu przebywają w publicznej przestrzeni, w której jest też Fila (wstęp na tym nagraniu trwa mniej więcej pierwszych 5 minut): https://www.youtube.com/watch?v=Cs0LPSq_rdg.

Idealna Fila odpowiada na atak, a nie go inicjuje. Pozostaje nieruchoma, skupiona na napastniku, dokąd ten nie przekroczy dystansu dwóch-trzech metrów. Gdy to się stanie, pies podejmuje interwencję, tj. wyskakuje do napastnika zdecydowanie i bezpośrednio. ”Na całego”. Fila nie cofa się, nie spogląda w tył na swojego właściciela i nie zważa na ograniczającą zasięg smycz. Skupia się na tym z ”napastników”, który jest bliżej. Zazwyczaj tzw pozorant i pies nie mają ze sobą bezpośredniego fizycznego kontaktu – tak jest, gdy prowokator trzyma dystans. Do ugryzień dochodzi, gdy odgrywający rolę napastnika podejdzie zbyt blisko i chroniąc się, do gryzienia nadstawi psu rękaw. Ćwiczenie nazywane ”atakowaniem” zajmuje niewiele czasu, chodzi jedynie o uzyskanie reakcji psa. A ta powinna być zdecydowana, ostra i twarda. Bez okazywania jakiegokolwiek zawahania przez psa, który skupiony ma być na napastniku/ach. To jest charakter tego psa i tego nie trzeba trenować. Fila, o której mówi się, że jest prawidłowej konstrukcji psychicznej, tego właściwego pod względem psychiki typu, rodzi się z tym zachowaniem. I tylko Fila przejawiające to zachowanie są uważana za Fila.

Widzicie, że prawidłowo psychicznie rozwinięty, czyli psychicznie zrównoważony Fila Brasileiro, kiedy odbierze napastnikowi narzędzie albo napastnik wypuści broń i wycofa się na odległość tych 2-3 metrów, zaprzestaje działania/ataku, bo cel został osiągnięty; zagrożenie zostało zażegnane: napastnik jest poza strefą osobistą człowieka Fila. Widać, szczególnie na pierwszym z filmów, do których linki podałam powyżej, że niektóre z psów jeszcze by trochę ”pogoniły kota” mężczyznom, którzy je prowokują, ale generalnie, bardziej ”dla utrwalenia efektu” (i dodatkowej satysfakcji) niż z jakiegokolwiek innego powodu. Bo kiedy ludzie się odsuwają, unikając bezpośredniego kontaktu, psy pohamowują się. One zawieszają atak, przerywają go. Swoje zachowanie dostosowują do zaistniałej sytuacji. One cały czas są przytomne – nie zaliczają ”odlotów”. One wykonują zadanie, a nie ”płyną w agresję”. Fila z nagrań nie ”fiksują” się i nie tracą niepotrzebnie energii.

Te psy rozumieją na czym polega ich zadanie. Powtórzmy: kiedy pojawiają się ”prowokatorzy”, których zachowanie wskazuje, że mają zamiar naruszyć przestrzeń i wedrzeć się w osobistą strefę człowieka Fila, psy, dotąd wpatrzone w swoich ludzi, przenoszą uwagę na ”napastników”, wchodzą w tryb ”wykonywania zadania” i rozpoczynają interwencję. One nie atakują tych ludzi, tylko dlatego, że oni ”pojawiają się w kadrze”. Ludzie muszą zachowywać się w określony sposób, by Fila zareagowały agresją. One nie ”odpalają się” ot, tak. Obcy nacierają na nie i na ich człowieka, mają ewidentnie nieprzychylne nastawienie i agresja Fila z filmów powyżej, jest odpowiedzią na zachowanie ”prowokatorów”. Psy z nagrań aktywnie działają dokąd to konieczne, dokąd nacierają na nie ”agresorzy”. Gdy psom udaje się pochwycić ”łup”, gdy odbiorą go ”napastnikowi”, gdy odbiorą mu ”broń” albo człowiek sam ją porzuci, Fila pohamowują się. Same. Bez interwencji przewodnika. I znowu powtórzmy: tak dzieje się też, gdy ludzie-napastnicy odsuwają się od tych psów. Gdy ”agresor” znajdzie się w odległości mniej więcej 3 metrów od Fila i zaprzestaje ”ataku”, psy także zaprzestają działania. Pozostają zaalarmowane, ale nie tracą energii, ”nie poddają się emocjom”, na bieżąco oceniają sytuację.

One wchodzą w ”tryb szarży”, wykonywania zadania polegającego na ataku i wychodzą z nich tak samo płynnie, sprawnie. I przede wszystkim te psy wiedzą, kiedy mają rozpocząć interwencję i gdy mają ją zakończyć.

Zwróćcie także uwagę na to ile obcych, postronnych osób uczestniczy, jako publiczność w tych próbach charakteru i że ”filety” mają tych obcych w …nosach. Bo to są obcy, którzy nie stanowią zagrożenia, nie przejawiają zachowań potencjalnie zagrażających człowiekowi Fila. Przestudiujcie też zachowanie uznanych za najlepsze psów i ich ludzi, i osób przekazujących właścicielom nagradzanych Fila puchary oraz gratulacje, pod koniec nagrania: jak nagrodę odbiera pierwsza para, jak otrzymuje ją druga para (obcy idzie ”kolizyjnym kursem” na wprost człowieka i psa) i jak przekazywana jest ona trzeciemu zestawowi – pies niepokoi się i daje temu wyraz, gdy ”jego” człowieka dotyka obcy). Patrzcie jak te psy reagują w zależności od tego jaka jest ”chemia” i ”dynamika” sytuacji. Każde z trzech przekazań nagród jest nieco inne i każde daje więcej narzędzi do dowiedzenia się więcej prawdy (nie mitów) na temat tej rasy. Przeanalizowanie każdej z tych sytuacji pomoże wam zrozumieć o co chodzi Brazylijczykom w Fila Brasileiro.

Skąd się wziął ”Pies, który trzyma i nie puszcza”?

Fila Brasileiro to rasa, która wyłoniła się z naturalnej genetycznej selekcji, jakiej psy zostały poddane, gdy musiały sprostać ciężkim warunkom, w których się znalazły, wykonując powierzone im zadania. Oraz dzięki dążeniu człowieka do ulepszania rasy. Przez lata powstawały i wciąż funkcjonują różne teorie na temat pochodzenia brazylijskiego super-psa. Wiele jest spekulacji dotyczących ras, które dały mu początek. Szczególnie, że w okresie, w którym kształtowała się brazylijska Fila nie tyle istniały ”rasy”, jakimi je dziś rozumiemy, co raczej ”typy ras psów” pochodzące z poszczególnych rejonów geograficznych lub nawet nico bardziej szczegółowo, z konkretnych psiarni (np. danego księcia czy gubernatora), przejawiające określone cechy psychofizyczne (fenotyp) i wykonujące bardzo konkretne rodzaje pracy.

Należy zaznaczyć, że wszystkie te przerysowane, kuriozalne wręcz ”mastifowe”, jak i ”bloodhoundowe” cechy wyglądu, widać w liniach Fila rozwijających się pod patronatem Fédération Cynologique Internationale (FCI). Istnieją znaczące różnice pomiędzy wyglądem i kondycją Fila Brasileiro, których hodowcy zrzeszeni są w Club for the Improvement of the Fila Brasileiro (CAFIB), a tym jak wyglądają Fila, których hodowcy podporządkowali się FCI albo… O tym ”albo” nieco później 🙂 Na razie wróćmy do teorii o genesis rasy.

Niemająca podparcia w rzeczywistości, ale bardzo szeroko rozpowszechniona, ogólnie znana i co łatwo zauważyć, patrząc na Fila z niektórych linii, czyniąca rasie wiele szkody, teoria, mówi, że Fila to efekt kilku krzyżowań pomiędzy trzema rasami (raczej typami ras, niż stricte rasami) angielskich psów. Zgodnie z nią, powstały w wyniku tych krzyżówek brazylijski pies po mastifie odziedziczyć miałby gabaryty i solidną strukturę kośćca, po bloodhoudach luźną skórę i nisko osadzone uszy, a po bulldogach upór. Wiara w to tłumaczenie pochodzenia Fila, zachęciła wiele osób do krzyżowania ich z mastifami (Angielskim i Neaopolitano) oraz Dogiem Niemieckim… Skutki są, jakie są.

Inna teoria, uważana za bardziej prawdopodobną, głosi, że Fila wywodzi się z dużych psów portugalskich i hiszpańskich, przede wszystkim od Leônes Mastín (odmiany Mastifa Hiszpańskiego) i Castro Laboreiro, przywiezionych do Brazylii w czasie trwającej od 1580 do 1640 roku Unii Iberyjskiej.

Była też jeszcze inna, znajdująca spore poparcie w tekstach źródłowych, teoria, według której, jedną z ras dających początek Fila Brasileiro miał być Engelsen Doggen – starodawny typ bulldoga, często używany do polowań i walk… Po nim to właśnie Fila Brasileiro miały odziedziczyć swój ”agresywny temperament”, ”upartość” i ”nieustępliwość” oraz niektóre fizyczne cechy, jak np. umaszczenie i charakterystyczną linię grzbietu (zad powyżej kłębu). Sprowadzone do Brazylii, podczas holenderskiej inwazji, około 1630 roku, Engelsen Doggen miały być tym ”zaczynem”, z którego z czasem powstała Fila Brasileiro. Holendrzy przywieźli ze sobą około trzystu psów do pomocy w ochronie nowych ziem podbitych przez Portugalczyków. W prowadzeniu akcji przeciw miejscowemu ruchowi oporu oraz, by zapewnić sobie ochronę przed jaguarami. Przywiezionymi przez nich psami miały być, wymarłe już, właśnie l’engelsen doggen/ Le Dogue De Forte Race, które towarzysząc holenderskim oddziałom szybko rozprzestrzeniły się na północnym wschodzie. Zgodnie z tym tłumaczeniem powstania rasy, na przestrzeni lat, psy będące potomkami pierwszych Dogues of Fort Race przywiezionych do tzw. Nowej Holandii, dostosowywały się do warunków tam panujących. Po wydaleniu Holendrów były już psami genetycznie przystosowanymi zarówno do klimatu, pokarmu, jak i pracy, którą tam wykonywały; polowania na grubą zwierzynę (np. jaguary), wypasania bydła oraz ścigania zbiegłych niewolników. Zachowały muskulaturę i gabaryty przodków, ale poprzez naturalną selekcję genetyczną (oraz pewnie też krzyżowanie z miejscowymi psami), ewoluowały w nową, stricte brazylijską rasę. Poprzez kolonizację na brzegach rzeki São Francisco, dotarły do Minas Gerais, gdzie doceniona została ich umiejętność pracy z bydłem (hodowano tam głównie bydło mleczne). I stały się w tamtym rejonie dosyć powszechne. Wykorzystywano je jako psy pasterskie, zaganiające oraz chroniące stada przed jaguarami i złodziejami bydła. Dzięki poganiaczom bydła oraz tropeiros, czyli ludziom zajmującym się przewożeniem towarów (w tym złota i diamentów) z wnętrza terytorium na wybrzeże, rasa z powodu swojej wszechstronności rozprzestrzeniła się po całym kraju.

I znowu: wpływ dawnych mastifów ma być wyraźnie widoczny w Fila Brasileiro, gdyż …noszą to samo umaszczenie oraz czarną maskę. Od tych dużych, nieustraszonych psów, Fila przejąć miały swoje gabaryty i …wyraz… Mastify, używane jako psy bojowe oraz myśliwskie, przekazały Fila duże, ciężkie głowy, krótkie szyje i tę specyficzną linię grzbietu. Bloodhoundom Fila zawdzięczają swój węch, a także obfitość luźnej skóry, obwisłe fafle i inne cechy typowe Bloodhoundom (przypominam o różnicach między wzorcami rasy w CAFIB i FCI), włącznie z ”zaśpiewem”…

Istnieje też teoria, zgodnie z którą, Fila de Terceira to czwarta rasa ”maczająca pazury” w powstanu Fila Brasileiro. Jak również przypuszczenie, że ”filety” są wręcz potomkami tych psów. Fila da Terceira to dziś już wymarła rasa zaganiaczy bydła, przywieziona z Terceira, z archipelagu Azorów przez portugalskich osadników. Uważa się, że Fila da Terceira powstał z krzyżowań pomiędzy psami, przywiezionymi na wyspę przez portugalskich i hiszpańskich kolonizatorów. Miały nimi być: Old Dogue de Bordeaux (z długą kufą), hiszpańskie Alano, Mastif Hiszpański, a nawet Bloodhound, do których w późnijeszym okresie wprowadzić miano także krew Old English Bulldog (w typie ”Bull”), przywiezionych przez portugalskich byłych wygnańców, bezpośrednio z Anglii. Ale…

W 2018 roku za sprawą wyjątkowej książki nastąpił swoisty przewrót w świecie Fila Brasileiro

Otóż, po 40stu latach dogłębnego, drobiazgowego, bardzo kompleksowego studiowania Fila Brasileiro, w tym prac takich osobowości jak Antônio Roberto Nascimento, Paulo Santos Cruz, Procópio do Vale oraz inni, a także wykorzystując osobiste doświadczenie z rasą, hodowca i badacz Fila Brasileiro, Antônio Carlos Linhares Borges doszedł do wniosku, że istnieje pilna potrzeba zachowania dawnego rustykalnego w wyrazie, ”surowego” Fila, z którego zrodził się modern Brazilian Fila, czyli współczesny Fila Brasileiro (tak, ten, którego sobie teraz wizualizujesz, czytając mój artykuł). Według niego stare, w znaczeniu pierwotne, rdzenne, naturalne linie dogasają i bliskie są zaniknięcia, całkowitego wymarcia (”comes near extinction”) w związku z krzyżowaniami brazylijskiego Fila i ”kundleniem” go z innymi rasami. Rasami, które wprowadziły do rasy endemicznie brazylijskiej, obce geny i utrwaliły w Fila charakterystyczne cechy, będące typowymi dla tamtych, innych ras, natomiast zupełnie obcymi dla stricte brazylijskiego psa i niepowiązanymi z nim.

Budowa i wygląd old dogs, czyli tych pierwotnych, oryginalnych Fila stoi w sprzeczności ze -na początku przeze mnie wspomnianą- starą i powszechnie znaną teorią na temat genetycznych korzeni Fila Brasileiro, sugerującą w powstaniu Fila udział ras angielskich. Jest to mało lub wcale prawdopodobne. Borges uważa, że przekonanie o takim właśnie pochodzeniu Fila, wiara w to, że ”wywodzą się z Angielskiego Mastifa, Bloodhounda i Old English Bulldog”, ostatecznie zachęciła do krzyżowania Fila z tymi obcymi, niemającymi z Fila związku, rasami. Co oznaczało dla brazylijskego super-psa utratę fizycznych i psychicznych cech stanowiących esencję, istotę oryginalnego, pierwotnego, prawdziwego Fila i czego skutki oglądamy w modern dog – tym nowożytnym Fila. Dowodzi także, że Fila Brasileiro jest pochodzenia czysto iberyjskiego, konkretnie pochodzić ma od Portuguese Alaunt dog lub Iberian Alaunt dog.

W 2018 roku Borges opublikował owoc wielu lat swojej pracy badawczej, książkę ”Fila Brasileiro – Preservação do Original” (”Fila Brasileiro – zachować oryginał”), w której wykazał, że badania porównawcze, migracyjne i historyczne dostarczają mocnych dowodów na to, że prawdopodobne pochodzenie rasy ma swoje źródło w portugalskim Alaunt dog. W książce analizuje każdą z teorii o kształtowaniu rasy, wykazując w nich niespójności, bazując na kontekście historycznym poszczególnych epok, widocznym w rycinach, grafikach lub na zdjęciach (gdy te były dostępne) z epoki przedstawiających psy oraz w oparciu o inne dokumenty historyczne. 

W opracowaniu tym pochodzenie Iberyjskiego Alaunta (Iberian Alaunt) a co za tym idzie molosowatych psów Portugalii i Hiszpanii, wyjaśniono migracją Alanów, którzy około roku 400 n.e., pod naporem Hunów, zmuszeni zostali do przeniesienia się z Azji Środkowej do innych regionów, w tym na Półwysep Iberyjski. Alanowie zabrali ze sobą swoje znane z zaciekłości oraz gabarytów psy, które później krzyżowały się z psami miejscowymi. To wyjaśniałoby genetyczne i fizyczne podobieństwo w kilku aspektach, jak np. brachycefaliczna czaszka, mocna (strong) i ciężka (heavy) kość, luźna skóra na szyi i karku oraz podgardle, tzw. łałok, zachodzące pomiędzy psami ras takich, jak Portuguese Alão (Portugalski Alaunt), Cão de Gado Transmontano (Transmontano Cattledog), Mastif Hiszpański, Presa Canario/ Dogo Canario, rejestrowany jedynie w Alianz Canine Worldwide, Alano Espaniol (Peresa de Toro/ Dogo español / Perro de Toro Español/ Alano Carnicero) itp. oraz z pochodzącymi z Bliskiego Wschodu i Kaukazu np.: Bully Kutta, Kangal, Owczarek Kaukaski, rejestrowany w Cynological Federation od Georgia (FCG), Georgian Shepherd (Nagazi), itp.

Książka Borgesa broni teorii mówiącej, iż to wielka imigracja Portugalczyków do Brazylii w okresie ”gorączki złota i diamentów”, rozpoczętym w 1690 roku, była kwestią najważniejszą, kluczową dla powstania brazylijskiego Fila. W tamtym czasie tysiące Portugalczyków przybyło do Brazylii, a zdecydowana większość osiadła w Minas Gerais, przyciągnięta przez wiele kopalń złota i diamentów w tamtym obszarze. Szacuje się, że w okresie między XVIII a XIX stuleciem do Brazylii przybyło 800 tysięcy imigrantów z Lusitanii (to nazwa starożytnej prowincji rzymskiej, znajdującej się na Półwyspie Iberyjskim, obejmującej obszar obecnej Portugalii na południe od Duero [Douro] i południowo-zachodnią część Hiszpanii, dla nas kojarzona na przykład z piękną rasą koni – Lusitano). Ta masowa imigracja Portugalczyków przywiodła do kraju także wiele rustykalnych w typie, wielozadaniowych working dogs, czyli psów pracujących takich, jak Portuguese Alão (Portugalski Alaunt). Wyjaśnia to, dlaczego Fila ukształtowała się i odkryta została w Minas Gerais, a nie w innych brazylijskich stanach. Rasa rozwijała się dokładnie wzdłuż szlaków biegnących po eksplorowanych (w kierunku odnalezienia rud złota i złóż diamentów) obszarach, czyli w miastach, na farmach, tam, gdzie rozwijająca się działalność gospodarcza, łączyła poszczególne regiony oraz tam, gdzie istniał nieustanny przepływ ludzi, a w konsekwencji i psów.

Poszukiwanie i ratowanie, ocalanie -w znaczeniu rozłożonego w czasie działania polegającego na pozyskiwaniu (odkupywaniu) poszczególnych osobników dla dokonania rekonstrukcji rasy- ostatnich okazów, które wciąż odpowiadają morfologii psów pracujących na farmach w latach 60tych i 70tych ubiegłego wieku, jest w toku, trwa. Wciąż znaleźć można wiele osobników o niezwykle rustykalnej anatomii, psów aktualnie wykorzystywanych do pracy na farmach w głębi kraju, selekcjonowanych przez pokolenia, będących najlepszymi z najlepszych, które zupełnie wolne są od domieszek krwi obcych ras. Odnajdywane okazy ocenia się na podstawie ich anatomicznej budowy oraz temperamentu. Jeśli zostają zaaprobowane, kataloguje się je i otrzymują numer nadawany przez Sociedade Brasileira de Cinofilia (SOBRACI). Nucleus of Preservation of the Original Fila Brasileiro (Núcleo OFB) [słowo nucleos ozacza: jądro/ zaczątek/ istota/ rdzeń] utworzono niedawno, a przewodniczy mu Antônio Carlos Linhares Borges. Za pośrednictwem OFB Nucleus zarejestrowane psy rozdysponowywane są w celach hodowlanych do poszczególnych regionalnych oddziałów w całej Brazylii. Kontrolowany jest również proces ochrony rasy, czyli jej restauracji dla jej zachowania, ocalenia od wyginięcia. Model psa, za którym podąża OFB Nucleus opiera się na wzorcu stworzonym przez Paulo Santos Cruz, Erwin Waldemar Rathsam i João Ebner w 1946 roku. Núcleo OFB aktywnie publikuje posty o charakterze edukacyjnym na portalach społecznościowych i platformach takich jak Facebook i YouTube: https://www.youtube.com/watch?v=mFpOnjDvpR8 

Praca nad zachowaniem prawdziwego Fila budzi zainteresowanie i przyciąga do rasy jej nowych entuzjastów, chcących zachować pierwotny, farmerski, surowy typ Fila Brasileiro. Ten, który dawniej, gdy rasa powstała wykorzystywany był do wykonywania wielu różnych zadań w całym Minas Gerais. Wtedy Fila był um cão multitarefa, czyli psem multizadaniowym. Każego dnia Fila pracowały z żywym inwentarzem, jako jego strażnicy, obrońcy i opiekunowie. Były psami pasterskimi, wraz z poganiaczami, kontrolującymi wypasanie stad, pędzenie i zaganianie zwierząt. Wykorzystywano je także do szukania i szybkiego odnajdywania zaginionych, starych lub chorych świń, kurczaków etc. Do strzeżenia nie tylko zwierząt gospodarskich, ale i czuwania nad całym dobytkiem znajdującym się w granicach rozległych majątków, farm i plantacji. W niektórych przypadkach Fila stawały się także psami myśliwskimi (em alguns casos, usado para farejar, perseguir e filar (imobilizar ou presar) a caçain): węszyły, wietrzyły, chwytały wiatr, wpadały na trop i rozpoczynały pościg, pogoń za zwierzyną, którą dopadały, pochwyciwszy ją (jak presa, czyli: ”chwytam i trzymam”), unieruchamiały i ”przypierały do muru”. Tak więc, Fila to pies, który musi posiadać ponadprzeciętne zdrowie, mieć doskonałą/ perfekcyjną budowę (structure) i musi być fizycznie sprawny (functional), a także prawidłowo rozwinięty psychicznie, gdyż bez ”ekscesów”, a więc płynnie i skutecznie wykonywać ma swoją codzienną pracę (”É um cão que deve possuir saúde superior, estrutura excelente e funcional, bem constituído e sem excessos para o trabalho diário”). U swego zarania były one psami często każdego dnia przemierzającymi, towarzysząc jeźdźcom, wiele kilometrów rozległych pastwisk, doglądając bydła lub szukając zaginionych sztuk oraz patrolując teren wielkich posiadłości wraz z funcionários, czyli pracownikami zatrudnionymi w majątkach. Pokonywanie wielkich dystansów było jedną z pierwotnych funkcji ich prawdopodobnych przodków o iberyjskim pochodzeniu/ korzeniach, szczególnie Portugalskiego Alaunta, który z powodu swojej zdolności do sprostania tym wymaganiom, wyróżniał się w wiejskim środowisku, które zawsze wyłania i wybiera osobniki najlepiej nadające się do wykonywania konkretnego rodzaju pracy. 

Jak pisze Borges, powodem, dla którego istnieje potrzeba zdecydowanego działania, czyli restauracji rasy, poprzez wynajdywanie w głębi kraju okazów odpowiadających oryginalnym Fila, sprzed krzyżówek oraz zorganizowaną pracę hodowlaną, jest fakt, że fenotyp surowych, sprawnych i maksymalnie funkcjonalnych Fila, ten sam fenotyp, który odkryty został, oszczędzony i zachowany w latach 40, 50 i 60 ubiegłego wieku, i ten sam, który wciąż dziś jeszcze odnajdywany jest na farmach, teraz został zagubiony, zatracony (is being lost). Stało się tak w wyniku ignorowania przez podmioty, które miały rzekomo zapewnić przetrwanie rasie, które niby stworzone zostały dla jej zachowania, zmian, które z biegiem lat, w wyniku działań hodowców, zaszły. Organizacje te pozwoliły na bezpodstawne, bo niemające żadnych merytorycznych uzasadnień, zmiany dotyczące fizycznej budowy ciała Fila i to w imię ludzkiej próżności (”unwarranted bodily changes in the physical structure of the animal by human vanity”). Aktualny standard rasy należącego do FCI, brazylijskiego Confederação Brasileira de Cinofilia (CBKC), na przestrzeni lat poddany został modyfikacjom, na skutek czego Fila są teraz psami cięższymi, wolniejszymi i ze zdrowotnymi problemami takimi, jak dysplazja biodrowa, słabe, wiotkie wiązadła i skręt żołądka oraz obciążone są klarownie oczywistymi, udowodnionymi cechami pochodzącymi z mieszania ich z innymi rasami (mestization traits). Wzorzec Fila Brasileiro obowiązujący w niezależnym od FCI, CAFIB pomimo, że Klub ten utrzymuje typ funkcjonalny, czyli posiadający cechy użytkowe i dużo zdrowszy (lepsza kondycja fizyczna, w związku z czym ”psy zdolne są do użytkowości”) niż ten z CBKC, także oddala się od starego, tego pierwotnego, surowego typu, kóry dziś jeszcze występuje na wiejskich terenach. Antônio Carlos Linhares Borges precyzuje, że już w latach ’70 ubiegłego wieku istniały pewne zmiany, ”naleciałości” w budowie ciała Fila (corporal modifications), niektóre nieznaczne, delikatne, subtelne, inne wyraźne i jawnie wskazujące na krzyżowanie Fila, kundlenie ich z mastifami itd. Te zmiany wpłynęły na to, jak obie organizacje, tj. (należący do FCI) CBKC i (nieuznający FCI) CAFIB, każda we własnym zakresie, idealizowała/ ustalała pożądany u siebie/w swoich szeregach typ Fila Brasileiro. W tym miejscu (na razie) zmienię temat i opowiem Wam o:

”Original purpose of the Fila Brasileiro”, czyli o pierwotnym przeznaczeniu Fila

Aby funkcjonowanie wielkich plantacji cukru w Brazylii okresu kolonialnego, było możliwe potrzebnych było bardzo wielu niewolników (rocznie do Brazylii transportowano ich mniej więcej 30.000). Fila Brasileiro (często w liczbie ponad 200stu na plantację) używane były do strzeżenia (to guard) tych niewolników i ”odwodzenia” ich, ”zniechęcania” (to discourage) do ucieczek. Jeżeli jednak niewolnicy uciekli the Filas were used to track them down, czyli tropiły ich i odnajdywały, a potem grab and hold at the end of the trail, czyli chwytały i trzymały…

Zróbmy sobie małą przerwę, bo wątek ”polowania na ludzi” nie jest zbyt chętnie omawiany przez tzw. znawców rasy (szczególnie w Polsce), a warto się przy nim na chwilę zatrzymać, choćby po to, by zrozumieć jak długą drogę przeszły ”filety” od swojego oryginalnego ”powołania” do dnia dzisiejszego. Dla naszkicowania ”klimatu sytuacji”, w której byli ludzie starający się odzyskać wolność, gdy w pogoń za nimi puszczano psy, wystarczy nam tekst wsparty wypowiedziami byłych niewolników z amerykańskiego Południa.

W artykule autorstwa Chrisa PearsonaSlavery and Dogs in the Antebellum South”, na jego blogu Sniffing the Past -Dogs History, mamy ważny cytat z ”Twelve Years a Slave” [edited by Sue Eakin and Joseph Logsdon (1968) 103-104], który pozwoliłam sobie Wam przetłumaczyć. Otóż, Solomon Northup, szczególnie znany były niewolnik, opowiedział o ucieczce przez bagna Luizjany tak: ”For thirty or forty miles it is without habitants, save wild beasts – the bear, the wild cat, the tiger, and great slimy reptiles, that are crawling through it everywhere. [Przez trzydzieści lub czterdzieści mil nie ma mieszkańców, poza dzikimi zwierzętami – niedźwiedziem, dzikim kotem, tygrysem(?) i wielkimi, oślizgłymi gadami, które pełzają wszędzie wokół.] I staggered on, fearing every instant [Chwiałem się, zataczałem, obawiając się każdej chwili,] I should feel the dreadful sting of the moccasin, or be crushed within the jaws of some disturbd alligator [że poczuję straszne ukąszenie mokasyna, albo zostanę zmiażdżony w paszczy jakiegoś aligatora, którego spokój zakłócę]. The dread of them now almost equalled the fear of the pursuing hounds. [Strach przed nimi/ Przerażenie, które we mnie budziły, teraz prawie dorównywało lękowi przed ścigającymi/ goniącymi mnie psami]”. Dalej, w swoim tekście Chris Pearson pisze: ”Yet despite the myriad obstacles facing Northup, the wild creatures still did not frighten him as much as the pursuing hounds [Jednak, pomimo bezliku/ niezliczonych przeszkód stojących przed Northupem, dzikie stworzenia nadal nie przerażały go tak bardzo, jak ścigające/ ‚prześladujące’ go psy]. Such fears were not simply abolitionist hyperbole; the interviews of many former slaves in the 1930s reiterate the fact that, despite the numerous threats from wild animals, it was the use of trained dogs that appears to have most concerned them [Takie obawy nie były po prostu abolicjonistyczną hiperbolą; przeprowadzone w latach trzydziestych, wywiady z wieloma byłymi niewolnikami, potwierdziły, że pomimo licznych zagrożeń ze strony dzikich zwierząt, to właśnie wykorzystywanie przeszkolonych psów wydawało się najbardziej ich zadręczać i martwić (podczas gdy uciekali)]”. Zachęcam Was do przeczytania całości artykułu, link do niego zamieściłam na końcu dzisiejszego wpisu.

Niewolnictwo zakończyło się w Brazylii w 1888 roku, ale Fila nie przestały być potrzebne. Tym bardziej, że wczesne Fila wykorzystywane były jako psy myśliwskie na grubą zwierzynę (zdarzało się, że skracano/cięto/kopiowano im wtedy uszy), tj. dziki i jaguary. I ta ich cecha, ich psychofizyczne możliwości, przydały się na wielkich ranczach Brazylii. Jak już wiemy, chroniły (to protect) na nich nie tylko inwentarz (przede wszystkim wielkie stada bydła), ale i samych ranczerów. Na ranczach było wiele Fila Brasileiro, które sprawdzały się nie tylko jako stróże, używano ich też do pędzenia bydła. Silny, godny zaufania pies, potrzebny był do pędzenia stad po rozległych terenach Brazylii. Fila mają naturalny instynkt pasterski i tak, jak dobrymi są stróżami, są dobrymi zaganiaczami. Ich naturalna niechęć w stosunku do obcych i przysłowiowa lojalność, wierność i oddanie wobec swojego pana, swojego człowieka, swojej rodziny, sprawiły, że dla wielu Brazylijczyków, Fila stały się bardzo naturalnymi towarzyszami. Jest niezwykle ważne dla każdego autentycznego miłośnika Fila Brasileiro, by wiedzieć, że w początkach rasy, hodowla Fila nigdy nie była ukierunkowana na taki poziom nietolerancji na osoby spoza rodziny i agresji, jak to ma miejsce dziś. Te psy pozwalały swoim panom utrzymywać normalne sąsiedzkie stosunki, pozwalały odwiedzającym ich panów, farmerom, wchodzić na teren nieruchomości. Na wielkich ranczach zatrudniano wielu ludzi, tak więc Fila musiały być psami zrównoważonymi, nieprzejawiającymi zachowań skrajnych, zagrażających pracownikom swojego pana. (Pamiętajcie, że one towarzyszyły szeregowym pracownikom plantacji podczas wspólnie wykonywanej pracy).

Gdy na przestrzeni lat coraz więcej ludzi przenosiło się z terenów wiejskich do miast i metropolii, ich Fila trafiały tam wraz z nimi. Agresja okazywana przez te psy wobec włamywaczy sprawiła, że stały się popularne wśród miejskich właścicieli nieruchomości, jako psy stróżujące. Jako że dzisiejsza Fila Brasileiro prezentuje ten specyficzny temperament (ojeriza) wobec ludzi po prostu obcych, jest w Brazylii także popularnym psem obronnym.

Zadaniem hodowców było i jest utrzymywać prawidłową charakterystykę typu i temperamentu dzisiejszych Fila Brasileiro, jak i uzyskiwać zdrowe, dobrze zbudowane psy, które będą w stanie sprostać stawianym im oczekiwaniom – co jak widzimy, patrząc na niektóre okazy, wcale nie jest tak oczywiste… Tak czy inaczej, w pracy Fila ma być zajadłym, zaciętym obrońcą, a w domu stabilnym psychicznie, kochającym i oddanym przyjacielem. Fila ma wyglądać jak Fila, ale do tego także jeszcze wrócę 🙂

”Brazylijski temperament”

Charakterystyka temperamentu Fila Brasileiro, widniejąca na stronie Club for the Improvement of the Fila Brasileiro (CAFIB), napisana jest w wzniosłym stylu, który z uwagi na dobór słów, zdecydowanie bardziej pasowałby do opisu osoby niż zwierzęcia, ale przymykając oko na egzaltację, poznamy ducha rasy i jej brazylijską wizję. Dowiemy się, że Fila ”obdarzone są niezwykłą odwagą, determinacją i walecznością” oraz ”nie kryją swojej nienawiści wobec obcych, ani pokory, łagodności, posłuszeństwa i wierności w stosunku do swoich właścicieli i ich rodzin”. W konsekwencji czego, ”w miastach są niewyczerpanymi strażnikami i niespożytymi obrońcami własności, a na wsi wybitnymi pasterzami i łowcami, myśliwskimi psami na grubą zwierzynę”. W następstwie tego temperamentu, ”podczas wystaw, Fila nie pozwala dotykać się sędziom, jako osobom obcym i jeśli dany osobnik, w reakcji na usiłowanie dotknięcia go przez obcego, zaatakowałby sędziego, jego zachowanie nie powinno być postrzegane jako wada charakteru, a jedynie jako potwierdzenie prawidłowego temperamentu”. I to jest ”drobny szczegół”, ”coś, co może sprawiać problemy”, nie tylko w polskich warunkach (do tego wątku także wrócę w dalszej części tekstu). Na stronie CAFIB możemy przeczytać, że podczas prób temperamentu, obligatoryjnych po ukończeniu przez Fila dwunastego miesiąca życia, przeprowadzanych podczas wystaw, atakując pozoranta, pies ma wyskoczyć przed swojego człowieka i podjąć interwencję bez wahania czy okazywania uległości. Oraz, co niezwykle ważne, że ”spokojne zachowanie i pogodne usposobienie uwidaczniają pewność siebie i zrównoważenie psa. Fila znakomicie opierają się nieznanemu, obcemu dla niego otoczeniu oraz hałasom, takim jak wystrzały petard, dochodzące z odległości nie mniejszej niż pięć metrów, stanowiące obowiązkowy element testu przeprowadzanego podczas wystaw”.

Pier**lec a nie ”ojeriza”

Pomimo tak obrazowo odmalowanej przez Brazylijczyków charakterystyki temperamentu, znacząca część osób, które jako pierwsze w Polsce zajęły się hodowlą Fila Brasileiro, głośno przy tym (wtedy i teraz też…) powołując się na ”brazylijską filozofię” dotyczącą temperamentu tej rasy, pomyliła niezrównoważenie psychiczne i agresję o podłożu lękowym z ojerizą.

Co za tym idzie, mamy w Polsce i takich ”specjalistów od rasy Fila Brasileiro”, którzy np. to, że przebywający na terenie ogrodzonej posesji Fila, na widok człowieka znajdującego w odległości powiedzmy 20 metrów od owej posesji, po prostu idącego ulicą, zaczyna zachowywać się agresywnie (tj. nakręca się, zapluwa i sprawia wrażenie, że za chwilę przeciśnie się przez sztachety ogrodzenia albo zacznie wspinać się po płocie, żeby się wydostać poza teren posesji i dopaść przechodzącą w oddali, postronną osobę, która nawet nie odnotowuje, że stała się ”obiektem zainteresowania” psa), uważają za przejaw ”temperamentu typowego dla rasy”, ”cechę pożądaną”, zachowanie świadczące, iż ich Fila ”ma charakter”. Serio. Takie właśnie kawałki, na temat powyższego zachowania u swoich psów, opowiadają ”fileciarze”, którzy wychodząc ze swoimi Fila na tzw. spacer a więc wyprowadzając je poza teren posesji, idą ”z duszą na ramieniu”, drżąc na widok ludzi czy psów, idących z naprzeciwka, czyli ”na nich”. Ludzie przyzwyczajeni już do tego, że ich psy chcą atakować zawsze, każdego obcego człowieka, którego zobaczą. I choć sami, za każdym razem są przerażeni perspektywą (koniecznością) wyjścia z tak zachowującym się psem poza teren własnej, ogrodzonej posesji, osobom zainteresowanym rasą, sprzedają teksty w żaden sposób nie oddające prawdy ani o nich, jako ”specach od rasy”, ani o ich psach. Wpajają naiwnym ludziom jakąś przerobioną wersję ”rzeczywistości”, ich codzienności z ich Fila. ”Rzeczywistości”, która z prawdą ma tyle wspólnego, co obrobione w programie graficznym zdjęcie. Z tych opowieści osoby zainteresowane rasą wnioskują, że posiadacz Fila, z którym właśnie rozmawiają, jest ”niezwykłą osobowością”. Zaczynają traktować go jako ”autorytet”, wręcz guru, choć osoba taka czuje autentyczny niepokój i lęk, gdy trzyma w rękach smycz, na której końcu znajduje się ”jego/jej ukochany Fila”…

Fila żyje, istnieje, by chronić swojego człowieka, swoją rodzinę. To nie jest rasa, która przetrwała do dziś dlatego, że ludzie, którzy te psy mają, srają po gaciach ze strachu przed nimi. Obawa, lęk przed własnym Fila Brasileiro, precyzując: przed jego reakcjami wobec otoczenia, jest zaprzeczeniem wszystkiego, co zawiera się w brazylijskim powiedzeniu ”wierny jak Fila”. Widzicie na filmach z prób CAFIB, że te psy nie mają problemu z obcymi, dokąd ci nie zbliżą się na odległość mniej więcej trzech metrów od ich przewodników i ”wyskakują” do obcych wtedy, gdy ci mają ewidentnie wrogie wobec ich człowieka zamiary.

Jeżeli więc jedziesz do hodowli odebrać swojego szczeniaka, a tzw. hodowca nie pokazuje ci jak ”ogarnia” swojego dorosłego ”fileta”, jeśli nie pokazuje ci, że panuje nad swoim psem i że może z nim na smyczy, wyjść po ciebie oraz wprowadzić cię na teren posesji i do domu, to co to w ogóle jest za typ? Co to za farsa? Jak w ogóle może ci przyjść do głowy, że możesz zaufać komuś takiemu? I co nie mniej ważne: jak ktoś, kto mówi ci, że ”obawia się czy ty będziesz umieć zachować się wobec jego dorosłego Fila” i ”dlatego nie pokaże ci żadnego ze swoich dorosłych psów”, może uważać, że warto i można sprzedać ci szczeniaka Fila Brasileiro? WTF? Pomyśl. Jak w przyszłości będziesz ”uczyć” swoją rodzinę, znajomych, jak mają zachowywać się w twoim domu, w stosunku do twojego: najpierw szczeniaka, potem podrostka i w końcu dorosłego psa? Dla ciebie będzie to tylko teoria (tak samo jak dla nich) i ty też skończysz jak ten hodowca. Jeśli ty sam/sama nigdy nie doświadczyłeś/aś obserwowania zachowań dorosłego Fila Brasileiro wobec obcego w domu, w którym ten pies mieszka i uznaje za terytorium, które musi chronić, jeśli nie znasz tego wybitnie specyficznego wrażenia, które powoduje spojrzenie nic nie robiącego Fila, poza właśnie patrzeniem na ciebie ”w ten sposób”, jeśli nie widziałeś właściciela dorosłego Fila Brasileiro w ”akcji” (tj. panującego nad swoim psem, który musi być uległy i posłuszny wobec swojego człowieka oraz psychicznie stabilny, tym samym musi w stosunku do zaproszonych do domu gości, zachowywać się w sposób im niezagrażający), to jak zamierzasz poradzić sobie w praktyce skoro byłeś/aś tylko słuchaczem ”wykładów” i różnych ”teorii” autorstwa tzw. hodowcy ”o tym, jak radzić sobie z Fila”, hę? Jak wyobrażasz sobie, że uda ci się być przewodnikiem dla psa, skoro nawet ktoś, kto ci go sprzedaje nie pokazał ci, że w istocie jest możliwe panowanie nad nim, gdy w domu są np. znajomi? Jesteś przekonany/a, że chcesz kupić Fila Brasileiro od osoby, która boi się reakcji swojego dorosłego ”fileta” – psa, którego wychowała od szczeniaka?

Jeśli tzw. hodowca boi się, że jego pies, w jego domu, na jego terytorium, po tym jak on-człowiek, zaprosił swojego gościa (ciebie) do swojego domu, zaatakuje tego gościa (ciebie), to o czym w ogóle mowa?

”Weryfikacja”

Od tzw. hodowcy, który boi się, że nie zapanuje nad ”temperamentem” swojego ”fileta”, nie kupuje się psa. Od kogoś takiego nie wolno jest kupować Fila Brasileiro ponieważ taki ktoś jest kompletnie niewiarygodny. Fila jest psem, który w domu ma być stabilnym psychicznie, kochającym i oddanym przyjacielem, a nie ”potworem”, którego właściciel się boi. Tyle.

Fila są bardzo terytorialne i będą bronić każdej przestrzeni, w której je umieścimy. Pozostawione w samochodzie będą go bronić. Tak samo zaciekle ”przypilnują” pozostawionego obok telefonu czy pęku kluczy. Ta ”terytorialność” dotyczyć może bardzo dużych obszarów… Te psy sprawdzają się chroniąc naprawdę duże majątki ziemskie oraz rancza. A w mniejszej przestrzeni, ograniczonej tak, jak np. dom jeszcze się to wzmacnia… Dlatego potrzebują przewodnika, który panuje nad ich ”opiekuńczym” podejściem do życia. Nie wszystkie, ale niektóre ”polują” na nieswoje zwierzaki (zabijają te, z którymi się nie wychowały, a które naruszyły ”ich”, to ”filetowe” terytorium)…

Wpadniesz na kawkę?

Kiedy po prostu masz Fila Brasileiro, nie musisz ”pokazywać” go wszystkim. Np. gdy zapraszasz swojego biznesowego partnera na kolację, możesz swojego psa zamknąć w pomieszczeniu bez dostępu dla gości, z którego twój pies sam się nie wydostanie. Jest to słuszne i właściwe rozwiązanie wobec osób, z którymi twój Fila nie będzie miał więcej styczności, z ludźmi bywającymi w twoim domu rzadziej niż ”sporadycznie”. Nie mniej są osoby, które twój pies musi zaakceptować. Są ”obcy”, którzy do twojego domu przychodzą regularnie, dwa-trzy razy w miesiącu (twoi bliscy przyjaciele czy rodzina). Twój Fila Brasileiro musi tych obcych z jego punktu widzenia ludzi, zaakceptować ponieważ to jest twój dom. To ty decydujesz o tym, kto może w nim przebywać, a kto nie. Jedno jednak powiedzmy sobie wprost: nie każdy nadaje się do składania wizyt w filetowym domu i lepiej jest minimalizować ryzyko niż ponosić konsekwencje zaniedbań. Dlatego, jeśli masz wątpliwość co do tego, czy dana osoba ”udźwignie” nastawienie twojego ”fileta” wobec niej, nie narażaj na stres ani tego kogoś, ani siebie, ani nie wystawiaj na próbę swojego psa. Nie warto.

Jednak, gdy rozmnaża się Fila Brasileiro i sprzedaje szczeniaki, przyjmowanie obcych ludzi w domu jest elementem sprawdzianu, kwalifikowania tych osób na nabywców. To również moment na utwierdzanie potencjalnych nabywców szczeniąt, że mają do czynienia z hodowcą, a nie jakimś pętakiem.

Właściciel i nie daj Boże równocześnie tzw. hodowca, który boi się reakcji swojego ”fileta”, zdradza tym i daje dowód na to, że poległ jako ”pan” i ”przewodnik”. Taki ”hodowca” nie pokazując ci, że jest w stanie wprowadzić cię na swój teren bez obawy, że jego pies mu się ”przeciwstawi” i cię zaatakuje, i nie wprowadzając cię do swojego domu, w towarzystwie swojego dorosłego Fila, obnaża się jako człowiek kompletnie niewiarygodny. Poniósł klęskę, zapewne przede wszystkim dlatego, że popełnił błąd wielu głupców z początków rozwoju hodowli rasy w Polsce i uznał agresję lękową za ojerizę.

W Polsce, lata temu, wielu lękliwość skutkującą skrajnie agresywnymi zachowaniami, uznało za ”przejaw temperamentu”. Mit, że niezrównoważenie psychiczne jest tym samym co ojeriza (livestock guardian dog behavior), pokutuje do dziś. Skutki widać, słychać i czuć w podejściu części środowiska Fila Brasileiro do niestabilności psychicznej u osobników rozmnażanych przez należących do niego ”znawców rasy”. Lękliwe, nadpobudliwe, niezrównoważone Fila Brasileiro są ”łatwopalne”. Rzucają się na wszystko i wszystkich. I to nienormalne zachowanie, w Polsce często nazywa się ”ojerizą”.

Godny zaufania jest tylko taki hodowca, który prezentując potencjalnemu nabywcy szczeniaka, pokazuje także, że ma kontrolę nad swoimi dorosłymi psami i interesuje się tym, jak człowiek, który chce od niego kupić szczenię, reaguje na ostentacyjną niechęć dorosłych Fila wobec obcych ludzi. To jest podstawowa kwestia. Inaczej nie zweryfikuje się czy ”hodowcę” cechuje zrozumienie rasy, czy ma ze swoimi psami ”flow” i jest odpowiedzialny, czy tylko ”pozuje na fileciarza” i szybko stara się zbyć szczeniaki, nie bardzo dbając przy tym czy trafią one do odpowiednich ludzi. I nie chodzi o to, że masz móc sobie podczas wizyty w hodowli zrobić ”sesję zdjęciową z Fila Brasileiro” w kagańcu a’la Hannibal Lecter, a o to, by rozmowa z hodowcą, od którego chcesz kupić szczeniaka, przebiegała w domu, w spokoju, w towarzystwie dorosłego Fila Brasileiro. Byś mógł/mogła statycznie, czyli siedząc na kanapie i pijąc kawę, rozmawiając z hodowcą, obejrzeć sobie pozostającego w drugim końcu pokoju, dorosłego psa w jego normalnym stanie ducha. Czyli, gdy ”obcina” gościa w domu swojego pana, traktując go jak intruza, który potencjalnie może okazać się agresorem. Byś nie bał/a zapytać czy możesz ”pójść do łazienki” i miał/a okazję przekonać się jak to jest, kiedy do ”kibelka” odprowadza cię hodowca wraz ze swoim psem, przed drzwiami czekają aż skorzystasz z toalety, a potem odprowadzają cię na miejsce… (Jeśli zamieszka z tobą Fila, też będziesz odprowadzać teściową do łazienki…)

Tzw. hodowcy mogą opowiadać różne rzeczy, niektórzy nawet całkiem ciekawe i zabawne. Mogą różne rzeczy pisać… Mogą obiecywać i zapewniać… Robić ”piękne zdjęcia” i zamieszczać ”urocze” opisy pod nimi. To wszystko jest bez znaczenia. Liczy się tylko to, czy tzw. hodowca w rzeczywistości panuje nad swoimi Fila, kiedy w pobliżu są obcy dla psa ludzie i czy ”obchodzi go komu sprzedaje szczeniaki”. Dlatego jeśli nie dostaniesz zaproszenia na wspólny spacer u boku tzw. hodowcy i jego dorosłego Fila, nim ostatecznie podejmiecie decyzję (”hodowca” czy chce sprzedać ci psa i ty, czy chcesz go kupić), odpuść, bo narobisz sobie problemów, a życie i tak jest dość skomplikowane.

Jeżeli Fila Brasileiro nie umie odróżnić swojego terytorium, a właściwie terytorium swojego pana od pozostałej przestrzeni, jeżeli nie ma dla niego różnicy między terenem domu i posesji a ”światem poza domem i posesją”, reaguje skrajnie nieadekwatną agresją na widok człowieka, który 10 metrów od psa i jego człowieka po prostu sobie idzie, nawet nie patrząc w ich stronę, to nie jest to przykład ojerizy, ale wynaturzonej agresji, skrajnego niezrównoważenia psychicznego tego zwierzęcia.

W przestrzeni publicznej, daleko od rozległych terenów Brazylii

Wielkie wrażenie robi połączenie spokoju i opanowania z akuratnością i szybkością reakcji oraz bezwzględną twardością i hartem, gdy ogląda się Fila chroniącego swojego człowieka. Wystawy psów rozumiane jako ”konkursy piękności” z całą ich powierzchownością, chaosem i pośpiechem były, są i zawsze będą dla psów tej rasy bardzo nienaturalnym środowiskiem.

Poza ”swoim” terenem, Fila jest nieco bardziej wyciszona, nie aż tak terytorialna, jak ”u siebie”. Na ringu wystawowym Fila patrzą na swojego człowieka, nie rozpraszają ich inne psy na tym samym ringu przebywające i nie szukają z nimi zwady. To normalne, dla Fila jego człowiek jest centrum wszechświata. Dla znającego rasę i jej temperament, odpowiedzialnego wystawcy/hodowcy oczywiste jest, że do udziału w wystawie (poza Brazylią, w której wszyscy wiedzą co to jest Fila), czyli przebywania w przestrzeni publicznej, w której roi się od obcych osób, w przestrzeni publicznej, w której nierzadko panuje ścisk, musi swojego podopiecznego przygotować. Zabiera więc ze sobą klatkę kennelową i nakłada psu kaganiec. Właściciel-handler musi pamiętać, że agresja przeciw obcym ludziom jest dla Fila Brasileiro cechą emblematyczną. Tak więc zadaniem odpowiedzialnego i świadomego posiadacza Fila Brasileiro jest zapewnić bezpieczeństwo postronnym osobom, które znajdują się w pobliżu niego i jego psa/psów, a nie są świadome znaczenia dystansów personalnych. Co w przypadku Fila Brasileiro może oznaczać naprawdę bardzo poważne konsekwencje.

Uporczywe patrzenie w oczy wszystkie psy odbierają jako co najmniej niepokojący sygnał. Uporczywe wpatrywanie się w oczy, krzyżowanie spojrzenia z Fila Brasileiro przez obcego człowieka, może być dla Fila bodźcem do podjęcia ataku. Może być odbierane jako wyzwanie. I bywa problemem właśnie na masowych imprezach w rodzaju wystaw psów, gdy ktoś przechodząc przy klatce z Fila, zaczyna się ”filetowi” przyglądać. Może to być problemem także wtedy, gdy sędzia kynologiczny oceniający psy w ringu nie posiada zrozumienia psiej psychiki i/lub tej konkretnej rasy w szczególności i zapomni o ”awersji”, ”wstręcie” Fila do obcych…

Odpowiedzialny właściciel/wystawca ma obowiązek myśleć za wszystkich w około, gdy wprowadza w przestrzeń publiczną Fila. I to ”myślenie za innych” jest czymś, co ktoś decydujący się na Fila musi zaakceptować. Obliguje go do tego wybór Fila Brasileiro na psiego przyjaciela. Fila nie jest ”typowym pieskiem” i nie jest czymś co tzw. typowy Polak ma na myśli, kiedy słyszy słowo ”pies”. A pamiętajmy, że imprezy kynologiczne, jakimi są wystawy rasowych psów, mają zachęcać osoby postronne do wejścia w świat kynologii. Dlatego na wystawę psów może wejść każdy, kto kupi bilet. Każdy. Choć dla ”cywila” albo wręcz zupełnego kynologicznego ignoranta Fila może wyglądać równie niegroźnie i pociesznie co Bloodhound, Ogar albo nawet Dog Niemiecki, nie jest żadnym z nich. I krańcowo inaczej reaguje na nieszanowanie dystansów personalnych, czyli np. takie typowe ”O jaki śliczny piesek!” i wyciąganie rąk do ”głaskania”, automatycznie oznaczające wejście w intymną strefę człowieka Fila.

Jedyną cechą Fila Brasileiro, która sprawia, że nawet laicy i to z dystansu, dostrzegają, że ”ten pies jest jakiś inny” jest inochód. Czyli dwutaktowy, symetryczny chód boczny, który sprzyja kroczącemu ruchowi ciała. Lewa przednia i lewa tylna kończyna przenoszone są synchronicznie, a następnie prawa przednia i prawa tylna kończyna. Ten sposób poruszania się, wymagany jest u Fila Brasileiro, a za wadę uznaje się go u innych ras. Tak więc jeśli pies, którego widzisz ”wygląda jak kiwający się na boki disney’owiski Pies Pluto”, zachowaj dystans.

Fila jest bardzo, bardzo, bardzo specyficzną rasą. Dla każdego kto nigdy o ojerizie nie słyszał i nie rozumie o co w tej cesze chodzi: livestock guardian dog behavior, każdego kto nie rozpozna Fila w Fila, każdego, kto nawykowo wcina się w przestrzeń innych ludzi i psów, ignorując dystanse personalne, atak Fila Brasileiro na osobę, która ”tylko” ”zbyt blisko” podeszła, będzie atakiem zaskakującym. Dla kogoś, kto Fila zna (wie jak działa psychika Fila Brasileiro) w tym, że pies ”wyskoczy” do obcej osoby, która naruszy strefę intymną człowieka Fila, nie będzie niczego dziwnego. Ktoś taki nie zgodzi się zapewne także, że określenie ”nieuzasadniony atak” byłoby właściwym w takim przypadku. Z punktu widzenia Fila zaskakujące i bezceremonialne naruszenie przestrzeni człowieka Fila Brasileiro, przez obcego, jest powodem do podjęcia interwencji, czyli obrony jego człowieka poprzez atak na napastnika. Tak właśnie Fila widzi obcą osobę wchodzącą w intymną przestrzeń jej człowieka: jako napastnika, zagrożenie dla swojego przewodnika. Fila Brasileiro psychicznie tak właśnie została przez ludzi ukierunkowana: ”Narusz mydlaną bańkę człowieka Fila, a pożałujesz”.

Club for the Improvement of the Fila Brasileiro (CAFIB) vs. Brasileira de Cinofilia (CBKC), czyli ”Dwie różne filozofie” i …ta ”trzecia opcja”

W okresie pomiędzy rokiem 1930 a 1940, pierwsze okazy Fila, nazywanych w tamtym czasie ”Fila Nacional”, zaczęły pojawiać się na organizowanych w São Paulo wystawach psów. Pierwszym, który wystawiał te długo zaniedbywane przez historię a popularne na farmach w całym kraju, psy, był Benedito Faria de Camargo. Natomiast dr Paulo Santos Cruz, będący głównym entuzjastą i promotorem rasy, uważany za jej ”ojca”, napisał standard Fila, który stał się obowiązującym w roku 1954. Szczyt popularności ”filetów” w rodzimej Brazylii, przypadł na lata siedemdziesiąte i osiemdziesiąte, kiedy to znalazły się w czołówce ras najczęściej rejestrowanych. Równocześnie hodowcy próbowali zmienić oficjalny standard rasy tak, by zmienić temperament Fila. Tak, by nieco przytemperować zbyt wysoki poziom, wymaganego jako ”wzorcowy”, agresywnego temperamentu wykazywanego przez Fila wobec obcych osób. Ruch ten wciąż uznawany jest za kontrowersyjny z uwagi na fakt, iż niektórzy hodowcy uważają, że potulność Fila w stosunku do rodziny i dzieci (…”very docile with the family and children”…) jest dla tych psów cechą nieodłączną, konieczną, praktycznie definiującą tę rasę. Inni z kolei, zgadzają się co do potulności okazywanej przez Fila członkom rodziny oraz dzieciom, ale woleliby temperament nieco łagodniejszy pod względem ”guard”, czyli strzeżenia, ochrony i obrony właściciela. Czyli temperament na poziomie, w którym pies nie zaakceptowałby wtargnięcia na chronione przez siebie terytorium, ale akceptowałby na nim wizytę obcych, którym towarzyszyłby jego właściciel. To ojeriza definiowana jako niechęć, dystans, nieufność, podejrzliwość i oschłość w stosunku do obcych oraz w pewnych warunkach agresja wobec obcych. Faktem jest, że w tamtym okresie słowo ”ojeriza” we wzorcu, zastąpiono ”aversão” utrzymując znaczenie poprzedniego ”ojeriza”, wyrażeniem ”aversion to strangers”, czyli ”awersja wobec obcych” w oficjalnym standardzie rasy.

Odwołam się w tym miejscu do nagrań z prób, do których linki zamieściłam na początku tego wpisu i przypomnę, że przeprowadzane są w miejscu dla psów obcym, nie na ”ich” terytorium. ”Filety” poddawane próbie charakteru sprawią wrażenie nie ”po prostu agresywnych wobec obcych ludzi”, ale właśnie niezainteresowanych obcymi, zdystansowanych i niechętnych wobec nich, a także nieufnych i podejrzliwych. Agresję wobec obcych demonstrują tylko prowokowane zachowaniem mężczyzn udających ”bandziorów”, a więc w przypadku definitywnie ”podejrzanych zachowań”. (Wyjątkiem może być pies pary, który co najmniej ”groził” mężczyźnie [jedynie] obejmującemu jego właścicielkę i to bez oporu kobiety, i z pewnością, gdyby pozostający przy nim właściciel mu to umożliwił, ten Fila podjąłby ”interwencję”.) Tak więc, choć na nagraniu zachowanie tych Fila jest praktycznie idealne, otwartym pozostaje pytanie czy ”na swoim terytorium” zachowują się tak samo, jak na terytorium sobie nieznanym? Czy też są ”ostrzejsze” i ich właściciele muszą zabezpieczać je w pomieszczeniu, do którego nie mają dostępu goście ani z którego psy same nie mogą się wydostać, gdy do domów, w których te psy mieszkają przychodzą goście? Oglądając te filmy należy wziąć poprawkę na ewentualność, że to co uwodzi w Fila na nagraniu, może stać się ”nieco mniej czarujące”, gdybyśmy mieli znaleźć się w domu, któregoś z nagrodzonych psiaków…

Kolejną kwestią z tamtego okresu, tj. lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ubiegłego wieku, jest rozprzestrzenianie się i w końcu upowszechnienie mieszania ras (”miscegenation”), czyli krzyżowania Fila z innymi rasami i rejestrowania mieszańców jako pełnokrwistych Fila Brasileiro. Skandal ten skutkował podzieleniem się hodowców na dwa obozy i utworzeniem niezależnego od FCI, klubu rasy Club of Enhancement of Fila Brasileiro (CAFIB), którego jednym z założycieli był dr Paulo Santos Cruz. Zrzeszeni w CAFIB hodowcy uważają, iż podążają za wytycznymi wzorca rasy wiernie opisującego ”prawdziwą, starą”, nico rustykalną w wyrazie, brazylijską Fila, bez uwzględniania cech ras dolewanych do Fila w czasach nowożytnych”. Tak więc standard rasy CAFIB różni się od wzorca przestrzeganego przez hodowców zrzeszonych w klubach podlegających FCI. Dolewki krwi innych ras, które pojawiły się w liniach hodowców niepodlegających restrykcjom CAFIB, skutkowały i wciąż skutkują fenotypowymi zmianami. Za nimi idą modyfikacje wzorca, który przystosowywany jest do wyglądu mongrel dogs, ”kundelków”, jak egzemplarze rejestrowane poza CAFIB, określają hodowcy do CAFIB należący. FCI chce psów o zdecydowanie bardziej molosowym wyglądzie, cięższych, o pyskach z wyraźnie zaznaczonymi cechami Bloodhounda (o takim ”bloodhoundowym wyrazie twarzy”), a także o ”przystępniejszym”, ”sympatyczniejszym” temperamencie. CAFIB zdecydowanie sprzeciwia się robieniu z Fila psów ociężałych, topornych i kostropatych oraz nieugięcie nalega na kontynuowanie hodowli w kierunku zachowania niepowtarzalnej cechy, którą jest ojeriza (nie „aversão”) u Fila Brasileiro.

Ta ”trzecia opcja”

Wracając do książki Antônio Carlos Linhares Borges’a Fila Brasileiro – Preservação do Original”: Pedro Ribeiro Junqueira de Souza znany też jako Pedrinho do Engenho był słynnym hodowcą Fila z początków XX wieku, którego psy pochodziły z czystych, odrębnych, udokumentowanych, sięgających co najmniej 1870 roku, linii (…”provenientes de linhagem própria de seus antepassados, desde pelo menos 1870”). Wszystkie reprezentowały typowy dla tamej epoki wygląd i wyraz pierowtnych, surowych Fila. José Gomes także był znanym pionierem-hodowcą rasy od 1940 roku, którego przychówek z psów pochodzących od Pedrinho, odtwarzał typ przodków, z dodatkiem/ niewielką dolewką krwi Fila rodziny Reis, co także dawało osobniki w starym, pierwotnym typie. W książce “Cão Fila Brasileiro – um Presente das Estrelas(„Fila Brasileiro Dog – A Gift of the Stars”) Paulo Roberto Godinho wyjaśnia, że José Gomes zdając sobie sprawę z komercjalnego potencjału rasy, rozpoczął selekcję w kierunku uzyskania (reprodukowania) bardziej ”rozrosłego”, cięższego typu, aby zadowolić gusta klientów kupujących Fila do miast, którzy to zwyczajowo wolą psy ”mocniejsze”. Należący do niego samiec Lorde, jest przykładem rozpczętego w okresie lat 70 ubiegłego wieku, modyfikowania standardu rasy, w kierunku uzyskiwania takich właśnie okazów: pies ten był już cięższy i miał wyraźniejsze podgradle niż Fila w oryginalnym typie. W tamtym czasie luźna skóra na szyi i wyraźne podgardle przez niektórych nabywców i miłośników Fila, uważane były za ”oznakę czystości rasy”. Takie psy uważane były przez niektórych za “lepsze”. Dla uzasadnienia zmiany skutkującej nadmierną ilością luźnej skóry, opowiadano sobie, że pomaga ona psom przetrwać ataki jaguarów, gdyby te usiłowały chwytać Fila za kark.

Kolejnym przykładem wymienionym przez Antônio Borges’a był przychówek Canil Jaguara (Jaguara Kennel). Jego właściciele, Anglicy pan Chalmers i pani Rosemaire, rozpoczęli formalną hodowlę od popielatego Leo, wyszukanego jako szczenię na farmie Pedrinho i pręgowanej Mariazinha, która przybyła do Minas pędząc bydło z Goiás, ale na miejscu została porzucona i odratowana przez wojskowego lekarza weterynarii obozującego w Pampulha. Na wystawie w 1957r. Paulo Santos Cruz miał zasugerować skojarzenie tych osobników. Pan Chalmers udał się do weterynarza, który zajmował się suką i pomimo, iż początkowo tamten mu odmówił, suka i samiec ostatecznie zostały skojarzone. Oba osobniki w pełni odpowiadały staremu typowi Fila. W latach ’70 w hodowli tej urodził się pies Jaguara Jumbo, mający średnio długie fafle i nieco już większe niż u Fila sprzed dekady uszy. Natomiast jego syn – Jumbo II da Jaguara, miał uszy już prawie takie same jak Bloodhound i niezwykle łagodny temperament. Dla wielu hodowców z CAFIB, Jumbo II stał się osobnikiem wzorcowym, punktem odniesienia pod wzgledem budowy anatomicznej i struktury, która ma zostać osiągnięta w pracy hodowlanej. Borges wyjaśnia, że to był dla rasy moment przełomowy: odbił się na Fila, skutkując dotyczącymi wyglądu zmianami w zapisach standardów rasy, zarówno w CBKC (CONFEDERAÇÃO BRASILEIRA DE CINOFILIA), jak i w CAFIB (CLUB FOR THE IMPROVEMENT OF THE FILA BRASILEIRO), mimo że Fila Brasileiro nie ma wspólnego przodka z Bloodhoundami, a stare okazy z lat ’40, ’50 i ’60 ubiegłego wieku, nie miały takich uszu, o czym świadczą fotografie uwieczniające psy z tamtego okresu…

Borges wyjaśnia, że używa terminu ”ORYGINALNY” od przynajmniej lat ’80 i od tego czasu alarmował CAFIB o ‚subtelnym acz stałym’, konsekwentnym oddalaniu się od pierwotnego standardu i w efekcie szkodzących rasie, zachodzących w niej, zmianach. Czterech hodowców: Jefferson Bessa (Kennel Serras de Minas), Maurício Soares (Kennel Park of the Princes), Wagner Alves (Canil Acangussu) i Antonio Ayres (Canil Lapinha) utworzyło w 1995r. UNIFILA, aby zwrócić uwagę na te zachodzące w rasie, szkodliwe zmiany. Przez pierwszych 10 lat działalności wykazano, zanalizowano, wyeksponowano i napiętnowano budzący niepokój stan pogłowia w rasie, tj. wielość typów i brak jakiejkolwiek kontroli poczynań hodowców. Chciano odwrócić tę sytuację i nadać znaczenie narodowej rasie. Hodowcy, między sobą wymienili się psami, tak by możliwe było kojarzenie z sobą najlepszych, najbardziej odpowiadających wzorcowi osobnikow, dokonywano selekcji szczeniąt itp. Jednak po okresie pierwszej dekady działaności UNIFILA, oryginalny fenotyp znowu został zatracony. Po czterdziestu latach przekonywania klubów rasy, że należy zapobiec zachodzącym w Fila zmianom, że zatraca się pierwotnego ducha, istotę rasy Fila Brasileiro, jej prawdziwy wygląd i temperament oraz po podjęciu (niestety bez sukcesu) starań, aby zapobiec temu wszystkiemu, Borges zdecydował się na własną rękę zbadać prawdziwe pochodzenie rasy i jej pierwotne cechy (”original characteristics”). Doprowadziło to do publikacji dwóch książek. Zmotywowany do ”rescue and preserve”, czyli ratowania i zachowania starego/ oryginalnego/ pierwotnego/ farmerskiego typu Fila, wciąż odnajdowanego w głębi kraju, stworzył OFB Nucleus oraz standard Original Brazilian Fila, zarejestrowany w Biblioteca Nacional do Brasil.

Antônio Borges mówi, że jego celem jest odnajdywanie i ocalanie psów z wnętrza terytorium, zachowujących typ Fila hodowanych przez Pedrinho do Engenho w latach 50tych XX wieku. Te okazy były wyjątkowo rustykalnymi i wyjątkowo zdrowymi psami o oryginalnym, pierwotnym, surowym fenotypie, który dziś jest odrzucany przez wszystkie reprezentujące Fila organizacje/ podmioty/ kluby ponieważ reprezentujące go egzemplarze, postrzegane są jako ”niespełniające wymagań wzorca”, ”będące poza standardem rasy”, tym ”oficjalnym”… Który to przecież różni się w zależności od tego, wzorzec którego klubu rozpatrujemy… Często pejoratywnie psy o tym pierwotnym/ oryginalnym typie określane są przez członków klubów/ stowarzyszeń jako „kundle” [(sic!)]

Ogrom pracy

Antônio Linhares wraz z innymi osobami zaangażowanymi w projekt, odbył setki podróży w głąb Minas Gerais, odwiedzając rozliczne farmy, by pozyskać (odkupić od właścicieli) zwierzęta odpowiadające pierwowzorom Fila w celu wykorzystania tych pierwotnych w typie osobników w planowych skojarzeniach (cruzamentos programados), mających na celu restaurację rasy. Są to Fila, które przez wieki lub co najmniej przez wiele dekad (”por séculos ou no mínimo muitas décadas”) pozostały niedostępne dla reszty świata (have remained isolated). Nie miały one kontaktu z przedstawicielami organizacji kynologicznych, dzięki czemu pozostały nietknięte przez dyktowane modą zaspokajającą ludzką próżność, zmiany zachodzące w Fila Brasileiro zarejestrowanych w oficjalnych klubach rasy i rozmnażanych pod ich egidą. I dzięki tej ”izolacji”, zachowały wiele z cech i właściwości znamiennych dla starych iberyjskich psów. Te Fila są zaadoptowane, przystosowane do rodzimego środowiska, a ich genética única, czyli unikatowa baza genetyczna istnieje i utrzymuje się tylko pośród psów żyjących na terenach wiejskich, które wciąż są working dogs. Te niezwykłe, cenne cechy, bez od zawsze wykonywanej przez owe odzyskiwane Fila pracy, zostaną zatracone na przestrzeni lat u osobników, które nie będą psami pracującymi (…”cuja genética única existe somente entre os cães que vivem no meio rural que, sem um trabalho organizado, iria se perder com o passar dos anos”).

Poszukiwania starego typu Fila przeprowadzono także na farmach, w regionach Minas Gerais, w których nigdy wcześniej takich akcji nie prowadzono. Tam, gdzie nigdy przedtem nie szukano, wnosząc dzięki temu do programu odnowy rasy, krew osobników pochodzących z linii dotychczas zupełnie nieznanych ani żadnym innym organizacjom czy klubom związanym z Fila i je rejestrującym, ani poszczególnym hodowcom rasy. Wprowadzono krew osobników z regionów, które w latach 70tych ubiegłego wieku oraz wcześniejszych dekadach, były bardzo trudno dostępne ze względu na brak infrastruktury lub dlatego, że były (precarious) niebezpieczne i udawanie się w nie wiązało się z ryzykiem. W związku z czym znawcy i hodowcy Fila Brasileiro z tamtego okresu nie pozyskali okazów z terenów, do których ostatecznie dotarł Antônio Linhares. W programie preferowano pozyskiwać psy nietknięte te, które have remained isolated i których ”genotyp pozostał nietknięty na farmach”, i które w związku z tym ”zachowały wiele z cech i właściwości znamiennych dla starych iberyjskich psów”. Jednakże w zadaniu uczestniczyło też trochę (niewiele) okazów z CAFIB, zgodnych ze wzorcem rasy zatwierdzonym przez tę organizację i posiadających w wystarczającym stopniu cechy bliskie założeniom wzorca Original Fila Brasileiro. Co do psów zarejestrowanych w CBKC i zgodnych ze standardem rasy tej organizacji, istnieje (odległa) możliwość użycia w programie danego osobnika (”há remota possibilidade de ser usado algum animal”), jedynie jeśli okaz wpisuje się fizycznymi i psychicznymi cechami w założenia wzorca OFB i od niego nie odbiega. Poza tym, taki pies nie może posiadać jakichkolwiek cech mestiçagem, czyli skundlenia dolewką krwi innych ras, które w liniach CBKC są obecne. Autor jako punkt odniesienia dla swojej pracy nad restauracją rasy, poza własnymi badaniami i studiami nad Fila, wykorzystuje też opracowania Vladimir’a Beregovoy’a, który w książce „Primitive Breeds – Perfect Dogs” broni ratowania, pozyskiwania (rescue and maintenance) i kontynuowania restauracji, konserwacji rasy oraz jej utrzymania w znaczeniu planowej (manutenção) hodowli psów o typach nazywanych przez siebie ”Aboriginal” – tubylczymi, rdzennymi i pierwotnymi. Które, ponieważ zostały ukształtowane bardziej naturalnie, prawie bez interwencji człowieka, są idealnymi fenotypowo typami psów: mają wyjątkową konstrukcję, są bardzo sprawne i zdrowe. Beregovoy określa tego typu psy „wilkami udomowionymi” ponieważ w pewnych aspektach fizycznych i pod względem temperamentu przypominają swoich dzikich krewnych.

Poza troską o fizyczne cechy odkupionych i tak pozyskanych Fila, wzorzec OFB poszukiwał psów o doskonałym temperamencie. Temperament potwierdzano za pomocą kilku testów mających wykazać czy dany pies posiada psychiczne cechy pozwalające na zarejestrowanie go i tym samym uznanie za przydatnego w programie hodowlanym. Jednak dla tych, którzy chcieliby selekcjonować Fila w kierunku bardziej specyficznego (ostrzejszego) temperamentu, pasującego do guard function, grupa behawiorystów i profesjonalnych trenerów opracowała i stworzyła własny, dostosowany do rasy (develop their own breed-based) test bazujący na uznanym i powszechnie znanym Schutzhund Test stosowanym w odniesieniu do wielu psich ras.

Borges wyjaśnia, że projekt, któremu się poświęcił to restauracja i zachowanie (rescue and preserve) oryginalnego Fila. Nie chodzi w nim o ulepszenie, podniesienie standardu i unowocześnienie (aprimoramento) ani o poprawę, naprawianie (melhoramento) ”modern Fila Brasileiro”, tym bardziej, że powszechnie uważa się, że Fila została ulepszona i naprawiona (aprimorado e melhorado). Obowiązkiem hodowców wobec rasy jest dziś zachować zwierzę dawno już uformowane, więc teraz nowe ”poprawki i ulepszenia” mogłyby prowadzić do nawrotu problemów, które miały miejsce w latach ’70 i ’80 ubiegłego stulecia i które skutkowały wtedy konfliktem oraz rozdzieleniem się hodowców na dwa kluby, tj. CAFIB i CBKC, z dwoma różnymi wzorcami rasy. Tak więc inna jest Fila Brasileiro z klubów rasy podlegających FCI, w tym Confederação Brasileira de Cinofilia (CBKC), inna jest Fila Brasileiro rejestrowana w Club for the Improvement of the Fila Brasileiro (CAFIB) i inna jest Original Fila Brasileiro rejestrowana w Sociedade Brasileira de Cinofilia (SOBRACI) i odtwarzana dzięki Nucleus of Preservation of the Original Fila Brasileiro (Núcleo OFB). Jest więc nad czym się zadumać, gdyż genetycznie każdy z tych ”typów” jest już zupełnie inną rasą.

”Przeszczepy kulturowe” i określona odpowiedzialność prawna vs. niepokalanie myślą

Zdolność do analizowania sytuacji i odnajdywania się w warunkach, w których człowiekowi przyszło żyć wiele mówi o jego inteligencji (jak i mądrości). W końcu, dzięki uczeniu się i przekazywaniu wiedzy naszym potomkom różnimy się od innych zwierząt. Kwestia podejścia do temperamentu Fila Brasileiro jest jedną z tych, która pokazuje, że inteligencja jest ważna, ale jej wysoki poziom nie jest powszechny. I dlatego nie każdy zarejestrowany w legalnie działającym stowarzyszeniu hodowców, powinien mieć możliwość rozmnażania psów i sprzedawania ich ot, tak innym osobom.

Polscy tzw. hodowcy i posiadacze Fila Brasileiro, raczej nie interesują się Original Fila Brasileiro, możliwe, że nawet nic (do tej chwili) o Nucleus of Preservation of the Original Fila Brasileiro nie słyszeli, i w znaczącej części żyją w jakimś urojeniu, ”schizofrenii”. Z jednej strony wciąż zapatrzeni są w Club for the Improvement of the Fila Brasileiro (CAFIB), ignorując rzeczywistość czyli fakt, że Polska to nie Brazylia, mitologizują kwestię ojerizy, tej emblematycznej cechy Fila: ”głębokiej niechęci w stosunku do obcych ludzi”. Popełniają przy tym kardynalny błąd polegający na myleniu agresji o podłożu lękowym (szalenie niebezpiecznego dla otoczenia, niezrównoważenia psychicznego) z ową ”ojerizą”. Ojerizą, która tak ich ”jara”, że aż się pogubili i to do stopnia, w którym boją się (po wyciągnięciu z kojca), zabierać swoje psy do świata poza posesją. A z drugiej strony, w poddańczym hołdzie składanym FCI lub po prostu z czystej głupoty, robią ze swoich ”filetów” nie tylko psy ”szalone”, ale i fenotypowo przerażające: ciężkie, kostropate, kuriozalnie oskórzone kaleki zgodne z wzorcem Confederação Brasileira de Cinofilia (CBKC). Zupełnie jakby planowali jak najszybciej dorównać … , którzy zniszczyli już niektóre molosy, jak np. Mastino Neapoletano czy Dog de Bordeaux.

Wróćmy jednak do zapatrzenia w Club for the Improvement of the Fila Brasileiro, czyli CAFIB, gdy chodzi o ”temperament” Fila. Powtarzam: wymagania CAFIB oscylują wokół słowa ”ojeriza” (nie aversão) i mówią, że pies nie powinien pozwalać dotykać się sędziemu, jako osobie obcej i jeżeli zaatakowałby sędziego (symbolizującego tego ”obcego człowieka”), to jego zachowanie nie powinno być postrzegane jako wada charakteru a przeciwnie, jako cecha wysoce pożądana. Psy z linii z głęboko utrwaloną ojerizą tego stopnia lub raczej tak rozumianą, są bardzo związane ze swoimi ludźmi, swoją rodziną a bardzo wysoki poziom agresji w stosunku do osób spoza swojego najbliższego kręgu, swojej rodziny (”very high levels of aggression towards people who are not in their immediate families”) zaczynają przejawiać w okresie między 18 a 24 miesiącem swojego życia. Natomiast wspierany przez FCI (które dla ”wyznawców” monopolizującego polski rynek kynologiczny stowarzyszenia, powinno być wyznacznikiem nie tylko, gdy chodzi o zalecane przez nie (kuriozalne) cechy wyglądu Fila Brasileiro) klub rasy Confederação Brasileira de Cinofilia (CBKC), wskazuje (całkowicie słusznie), że w początkach rasy, hodowla Fila nigdy nie była ukierunkowana na taki poziom agresji i psy pozwalały odwiedzającym ich panów, farmerom, wchodzić na teren nieruchomości. I zaleca dążenie do ”zmiękczenia” temperamentu Fila. Jednak FCI ignoruje fakt, że upieranie się przez część Brazylijczyków przy ”tym poziomie agresji” nie bierze się ”z sufitu”. Dopiero w czasach, gdy w Brazylii znacznie wzrósł wskaźnik przestępczości zaczęto hodowlę ukierunkowaną na wzrost popędu obronnego u Fila i ostrzejsze reakcje w stosunku do ludzi (”to breed for a much more protective dog”).

Zróbcie sobie kolejną przerwę i zajrzyjcie na tę https://www.hoplofobia.info/bron-palna-w-brazylii/ stronę. Myślę, że wystarczy wam zapoznać się z informacjami, które autor tekstu zawarł tylko w tym wpisie (sprawdźcie też linki, do których odsyła swoich czytelników), by zrozumieć jak wygląda rzeczywistość w Brazylii i jak bardzo różni się ona od naszej, polskiej rzeczywistości. Dla zachęty zacytuję w tym miejscu fragment tekstu, cytat, który autorowi artykułu pomógł naświetlić problem: ”W kraju wolnym od religijnych, etnicznych i rasowych konfliktów, od sporów terytorialnych i granicznych, w kraju bez wojen domowych i brutalnych politycznych zamieszek, w latach 2008-2011 odnotowano w sumie 206 tysięcy zabójstw – to więcej niż wynosi liczba ofiar dwunastu ostatnich największych starć zbrojonych na świecie. – Julio Jacobo Waiselfisz, “Map of Violence” (s. 28).

Ok, wracamy do kynologii: w kontrze do FCI, CAFIB nawet nie zarejestruje psa, dokąd ten, jako osobnik dorosły, nie okaże ojerizy. (Szczenięta nie są rejestrowane). Hodowcy należący do CAFIB postrzegają swoje psy jako ”as very close to the working tracking mastiff of Brazil as it always was” i wskazują, że psy rejestrowane w FCI krzyżowane są z Dogami Niemieckimi i innymi ”miększymi mastifami”. Kierunek hodowli Fila Brasileiro obrany w Brazylii przez hodowców związanych z CAFIB, (niemieszanie Fila z przedstawicielami innych ras i upieranie się przy tym ”kontrowersyjnym” poziomie ojerizy oraz naleganie na kontynuację tej drogi), skutkuje zakazem hodowli Fila np. w Australii czy Zjednoczonym Królestwie Wielkiej Brytanii i Irlandii, ale, jak wskazują statystki przywoływane w tekście z Hoplofobii, w Brazylii ma swoje uzasadnienie…

Wskaźnik przestępstw w Brazylii może tłumaczyć poziom ojerizy, przy którym obstaje CAFIB, kiedy to ewentualne zaatakowanie sędziego kynologicznego ma być postrzegane jako cecha wysoce pożądana. Ale rozmnażanie tak agresywnych w stosunku do człowieka, tak mocno reagujących osobników w Polsce, nie ma żadnego logicznego wytłumaczenia. (Głupota ludzka jest nieograniczona, więc wielka to szkoda, że rozporządzenie o ”rasach uznawanych za agresywne” w Polsce praktycznie nie funkcjonuje…) Brazylijczycy w swoim kraju mogą i pewnie powinni robić to, co podpowiadają im warunki, w których żyją. Ale Polska to nie Brazylia. I polscy tzw hodowcy, którzy w Polsce, w warunkach, które z brazylijskimi nie mają nic wspólnego, rozmnażają psy po prostu przerażająco nienormalnie się zachowujące – skrajnie nieadekwatnie do sytuacji, psy, których sami się boją, a których zachowanie ośmielają się nazywać ”ojerizą”, postępują skandalicznie. Sprzedawanie szczeniąt po rodzicach z głębokimi problemami psychicznymi, niemającymi absolutnie nic wspólnego z ojerizą i będących jej przeciwieństwem, ludziom, którym wydaje się, że są przygotowani na odpowiedzialność w postaci tego typu (tak zniszczonego) Fila Brasileiro, w moich oczach jest, przepraszam za brzydkie słowo, ku**stwem. Tym bardziej, że nikt normalny nie chce psa z takimi problemami.

Wyobraźcie sobie, że w Polsce, na wystawie psów, na oczach polskich wystawców innych ras i postronnych osób zwiedzających, którzy ”kupili sobie bilety i przyszli obejrzeć dog show” -ze swoimi małymi dziećmi- przyszli, by ”liznąć nieco kultury kynologicznej”, spory ”filet” (każdy molos, który skończył 12-15 miesięcy jest spory) zaatakowałby sędziego. I, że to zachowanie miałoby być postrzegane jako ”wysoce pożądana cecha charakteru” takiego psa. Coś, czemu należy przyklasnąć bo ”to super, że pies ma temperament!”. Czaicie? Taka akcja: pies rzuca się na człowieka, sędziego kynologicznego, który (niezależnie od tego co o tym myślimy [ja jestem na nie]) przecież ma psy dotykać, a w około masa ludzi… Niektórzy z nich to pewnie potencjalni zainteresowani nabyciem szczeniaka… Lipa… Bo weź teraz reklamuj, że to taka ”fajna rasa”, ”No, nie dla wszystkich, ale generalnie do rany przyłóż”. To ”ekstra cecha”, ”zaje sprawa”, że pies atakuje człowieka… Nie bardzo się to ”klei”, co? Pisanie ”błyskotliwych” komentarzy na fejsbuku, a życie poza fejsbukiem to dwie różne rzeczy… Dlatego, choć ta polska ”ojeriza”, sorry po prostu pseudoojeriza(!) podobno taka ”super jest”, tym polskim tzw. hodowcom zależy na zdobyciu uprawnień hodowlanych dla poszczególnych osobników, jak najszybciej, póki dany podrostek nie wykazuje 100% swoich możliwości. Nie mogą tych uprawnień zdobyć, dokąd psiak nie skończy 15 miesięcy, więc szybciuteńko zaliczają byle jakie trzy wystawy… Ci tzw. hodowcy pieją z zachwytu i podniecają się, że hodowane przez nich psy mają ”ojerizę”, ale równocześnie sikają z obawy, że nie uda im się zdobyć uprawnień hodowlanych, zanim podrostki z ich przydomkiem pokażą na co je stać, a właściwe jak bardzo są pop…one. Gruba schiza…

Nijak

Na początku tego artykułu napisałam Wam do jakiego rodzaju wynaturzeń dochodzi, gdy Fila Brasileiro trafi w ręce Głupiego Człowieka. Kretyni i kretynki, psy, które są skrajnie nadpobudliwe i niezrównoważone, które bez jakiegokolwiek powodu zapluwają się na widok ludzi znajdujących się daleko poza terenem ”ich” posesji, określają jako ”psy z temperamentem” i kwalifikują jako w pełni nadające się pod względem psychicznym do tego, by rozmnażać je i sprzedawać ich potomstwo polskim klientom… A jak takie zachowanie Fila ma się do ”brazylijskiej filozofii” na temat tej rasy, która opisuje Fila jako psy self consciousness, czyli full awareness, co można tłumaczyć jako ”przytomne”, ”rozumne” oraz calmness, a więc ”spokojne” i ”opanowane”? To proste: nijak.

Zarówno ojeriza prezentowana przez Fila Brasileiro z filmów, które widzieliście, gdy sprawdziliście linki, jak i stopień niezrównoważenia psychicznego, lękowa agresja, przejawiająca się u sporej części polskich Fila a którą polscy ”hodowcy” uparli się interpretować jako ”typową dla rasy cechę”, ”prawidłowy temperament”, czyli ”ojerizę” właśnie, mają wspólny mianownik: genetykę. Ten typ zachowania, tj. zarówno aversão, ojeriza jak i pseudoojeriza jest w liniach (bloodlines) selekcjonowany (is selected for). Selekcjonowany, czyli celowo wyszukiwany, wybierany i ”podbijany” poprzez kojarzenie ze sobą osobników najsilniej zachowanie okazujących. Oznacza to, że osobniki przejawiające określone cechy charakteru (ojeriza, którą widzicie np. na ww nagraniach, w przypadku odpowiedzialnych i normalnych hodowców, posiadających zrozumienie rasy, ale i pier**lec osobników niezrównoważonych, skrajnie nadpobudliwych, agresywnych, gdy ”hodowcą” jest skończony/a idiot(k)a) są uznawane za pożądane. Szuka się tych skłonności u osobników, które ma się zamiar rozmnażać a psy, które nie przejawiają zachowań interpretowanych jako ”pożądane”, są ”odsiewane”, eliminowane z hodowli.

Jeżeli ”hodowcy” Fila Brasileiro w Polsce nie potrafią odróżnić agresji na tle lękowym, skrajnego niezrównoważenia psychicznego u swoich psów, od jedynie ”awersji” w stosunku do obcych, to w jaki sposób mają w swoich tzw. hodowlach uzyskiwać osobniki o temperamencie umożliwiającym normalne funkcjonowanie tym psom w polskich warunkach? Jeśli zrównoważona Fila, czyli taka, która pozostaje uważana i ”oceniająca sytuację”, ale nie rzuca się na kogoś, kto jedynie zbliża się do człowieka Fila, zachowując te 3 metry zdrowego dystansu (i nie budzi w człowieku Fila obaw), dla ”speca od rasy” i ”hodowcy” jest ”Filą bez ojerizy”, to w jakim kierunku zmierza hodowla Fila Brasileiro w Polsce? Należy postawić pytanie: jak bardzo niski jest poziom kultury kynologicznej w Polsce, skoro ”specjaliści” zdają się myśleć, że ”prawidłowo psychicznie rozwinięty Fila Brasileiro to pies, który pała żądzą mordu na sam widok człowieka spoza ”swojej” rodziny”?

Bez wątpienia jest to rasa, której populację (także) w Polsce należy ściśle kontrolować. Powinna ona znaleźć się na liście ”ras uznawanych za agresywne” ponieważ w nieodpowiedzialnych rękach stanowić może zagrożenie dla ludzi i zwierząt. Fila towarzysząca zrównoważonemu człowiekowi, rodzinie jest cudownym psem domowym, czujnym stróżem i nieocenionym kompanem spacerów każdego dnia. Co jeśli trafi w niepowołane ręce? Co jeśli taka bezmyślna, lecząca swoje kompleksy osoba zapragnie ją rozmnażać? Jak pokazuje działalność tzw. hodowców Fila, czyli części osób bezmyślnie, bez wyobraźni, bez poczucia, że ich postępowanie może mieć fatalne w skutkach konsekwencje, rozmnażających nienormalnie agresywne ”filety”, w przypadku tej konkretnej rasy, nazwa ”listy”, to sformułowanie ”lista ras uznawanych za agresywne” jest w sam raz… Ale to akurat jest zagadnienie na zupełnie inny wpis.

Ojeriza w stopniu, przy którym upiera się Club for the Improvement of the Fila Brasileiro, tj. atakowanie nawet sędziego kynologicznego usiłującego dotknąć psa, z pewnością ma sens w Brazylii. Jeśli przeczytaliście artykuł ”Broń palna w Brazylii”, do którego nieco wyżej podałam wam link, rozumiecie już dlaczego pies, który bez wahania włącza ”pole siłowe” jest tam, w pewnych warunkach idealnym kompanem. Ale ten sam poziom ”awersji” w stosunku do obcych ludzi w Polsce? Sorry, ale to może być …więcej niż trudne. Tym bardziej, że w Polsce nie mamy do czynienia z ojerizą, ale w zatrważająco dużej części przypadków z pseudoojerizą – nienormalną lękową agresją. Z niepohamowaną agresją wynikająca z lękliwości, a więc braku zrównoważenia psychicznego, która nie jest odpowiedzią psa na prowokację i/lub zagrożenie, ale przejawem frustracji i/lub psychicznych zaburzeń o podłożu dziedzicznym.

Co charakterystyczne, stabilne Fila to psy, o których można powiedzieć, że są flegmatyczne, że charakterologicznie przypominają psiaki z kreskówek Disneya: zauroczone swoim człowiekiem i skupione na nim. Wszystko jednak się zmienia w chwili zagrożenia. Zachowanie prawdziwego Fila zmienia się w ułamku sekundy. NIGDY natomiast nie jest pochopne a w momencie ustąpienia zagrożenia pies wycisza się równie szybko, jak się ”uruchomił”. Dobrze wychowany, związany ze swoim człowiekiem Fila, NIGDY nie atakuje bez powodu. Atak jest w zasadzie ostatecznością u takiego osobnika. Typowe jest jedynie ”taksowanie” obcych i ”skanowanie” otoczenia, i, jeśli zachodzi taka potrzeba, ostrzeganie osobników nieostrożnych, zwyczajnie przekraczających dystans; wchodzących na teren, którego pilnuje Fila.

”Pies Pluto” gryzie

Osobiście uważam, że między innymi z powodów wspomnianych powyżej Fila Brasileiro nie jest rasą ”na polskie warunki”. Po prostu nie jest rasą, która współgra z polską mentalnością.

Nie żyjemy z naszymi psami w próżni, ale w społeczeństwie, wśród innych ludzi i wybierając sobie określoną rasę psa, po prostu musimy brać pod uwagę otoczenie, w którym żyjemy. A fakty są takie, że Polska to nie Brazylia. U nas psy nigdy nie polowały na niewolników, bo w Polsce ich po prostu nie było. Z tych też powodów ”statystyczny Polak” nie wyobraża sobie, że gdzieś na świecie, kiedyś, ktoś wyhodował rasę psów, dla której agresja wobec ludzi (co prawda, przynajmniej w teorii, złodziei i bandytów, ale jednak ludzi) jest cechą cenioną i pożądaną. ”Typowy Polak” kojarzy psa z najlepszym przyjacielem człowieka, a nie zwierzęciem, które na człowieka poluje, czy choćby jedynie przejawia w związku z nim ”livestock guardian dog behavior” o takim natężeniu. ”Typowy Polak” nie wyobraża też sobie, że ktoś psy rasy, w której agresja w stosunku do ludzi jest cechą wrodzoną i bez ”oglądania się na ludzi, że to są ludzie”, celowo sobie do Polski sprowadził i tu je rozmnaża i sprzedaje… Ten typowy ”lubiący pieski” Polak nie poświęca także uwagi znaczeniu ”przestrzeni” w interakcji z psami i dystansom personalnym. Tym bardziej więc nawet nie przychodzi mu do głowy, że ”mydlana bańka”, to ”pole siłowe” człowieka, który u swojego boku ma, nierzadko wyglądającego jak disney’owski Pies Pluto, Fila Brasileiro, ma promień przynajmniej trzech metrów i naruszenie granicy owej ”bańki”, skutkuje bezwzględnym, automatycznym podjęciem przez ”Psa Pluto” ataku na osobę, która się tego naruszenia dopuści.

”Typowemu Polakowi” trudno byłoby, poprawka: jest trudno, zrozumieć także to, że nawet dziecko, które odwiedza dziecko, które w domu ma Fila Brasileiro, może w oczach Fila, być potencjalnym napastnikiem, zagrożeniem dla ”jego” dziecka… Tak właśnie i na dzieci, takie powiedzmy dziesięcioletnie i zdecydowanie młodsze nawet, patrzą Fila. Z tego powodu dzieci, które w domu mają ”filety”, nie przyjmują u siebie kolegów i koleżanek. Po prostu. Dziecięce zabawy pełne są okrzyków, pisków, nieskoordynowanych ruchów, przepychanek i ganianek. Czasem ktoś, kogoś ”walnie”, ktoś się rozpłacze itp. Fila każdy pisk ”swojego” dziecka, każde ”walnięcie” ”jego” dziecka przez obce dziecko, potraktuje jako usiłowanie wyrządzenia krzywdy ”jego” dziecku, atak na ”jego” małego człowieka. I będzie ”swojego” małego człowieka bronić. Definitywnie, Fila Brasileiro nie jest psem, który ułatwia ”zawieranie znajomości i utrzymywanie przyjaźni”.

Zawsze na służbie

Dorosłym zdecydowanie łatwiej niż dzieciom jest wytłumaczyć, że samowolne poruszanie się po domu człowieka Fila, zbyt głośne mówienie, raptowne ruchy, takie jak nagłe wstanie z fotela czy kanapy, nagłe udanie się w kierunku właściciela Fila, klepanie go po plecach, obejmowanie itp. są niedopuszczalnymi zachowaniami. Nie ma mowy o jakiejkolwiek ”elastyczności”. Fila działa na zasadzie odruchów, jak prezydencki ochroniarz. Normalna i psychicznie stabilna Fila, to pies uległy wobec swojego człowieka, odwoływalny dla swojego pana – właściciel może powstrzymać go od, nie tyle ”wykonania” danego działania co raczej ”dokonania go”. Bo Fila działanie podejmuje samodzielnie, na zasadzie naturalnego odruchu, tak więc przewodnik reaguje na zachowanie już trwające, na coś, co już się dzieje. I jeśli jest przewodnikiem a nie ”przewodnikiem”, pies ”nie dokona działania”.

Nie bajeruj znajomych, że ”będzie spoko” i ”na pewno dacie radę”. Zastanów się kto z twoich przyjaciół faktycznie poradzi sobie z tym, że twój pies traktuje ich jak kogoś, kto w każdej chwili może wyrządzić ci krzywdę. Może naprawdę lepiej będzie zamykać psa podczas gdy te osoby będą cię odwiedzać? Nie chcesz w kółko powtarzać ”Ej, weź wyluzuj i przestań się pocić, bo zaczynasz śmierdzieć tchórzem a on/ona tego nie lubi”, bo w końcu sam/sama zaczniesz czuć niepokój. Ale pamiętaj: Fila odseparowana od Ciebie – sensu swojego istnienia – cierpi potwornie.

Gdy przyjrzymy się innym rasom molosów, używanych jako guard dog, dostrzeżemy zasadniczą różnicę. Te inne molosy, psy w ogóle, mogą być używane jako guard dog, FILA BRASILEIRO JEST GUARD DOG. Gdy człowiek normalnego, psychicznie zrównoważonego Fila przyjmuje w swoim domu gości (tylko w takim przypadku, mając zrównoważonego psa/psy, dla którego/których jest się niekwestionowanym autorytetem, można przyjmować znajomych), Fila zachowuje się jak agent Secret Service z obstawy prezydenta USA, na wiecu na otwartym terenie – skanuje otoczenie w poszukiwaniu ”podejrzanych zachowań”. Kiedy takie zachowanie wychwyci, działa. Fila Brasileiro są po prostu dużo bardziej ”ostentacyjne” w swojej pracy: w ochronie swojego człowieka niż psy innych ras. Właściwie to należałoby powiedzieć, że są dużo bardziej ostentacyjne w sygnalizowaniu obcym, że nie będą się ”obcyndalać”, gdy już odpalą tryb ”livestock guardian dog behavior”. Tak więc, kiedy chcesz w swoim domu przyjmować znajomych (dla twojego Fila i tak obcych ludzi), wytłumacz im, że będąc u ciebie w domu, będą czuć się jakby byli w White House, bo u ciebie też obowiązują procedury, sztywna etykieta, której trzeba bezwzględnie przestrzegać albo ”agent specjalny” będzie interweniował. Ty wybierasz Fila Brasileiro, a twoi znajomi wybierają czy dalej chcą być twoimi znajomymi… Coś za coś 😉

Zagęszczenie terenu (Odrobinka empatii: weź i się wczuj)

Fakt, że Polska to nie Brazylia ma wielkie znaczenie także ze względu na zagęszczenie terenu i wspominane przeze mnie wielokrotnie w innych wpisach, ale i dzisiejszym, zagadnienie dystansów personalnych. W tym miejscu odsyłam Was do książki, autorstwa Allana I Barbary Pease ”Mowa ciała, której fragment zacytowałam poniżej, chcąc choć trochę pomóc wam zrozumieć, że Fila ”nico bardziej” niż inne psy, denerwuje brak poszanowania przestrzeni ich człowieka i dlaczego tak jest. Namawiam was do rozpoczęcia od rozdziału 9 tej pozycji, zatytułowanego ”TERYTORIALNI INTRUZI TERYTORIA I PRZESTRZEŃ OSOBISTA”. Dziś Fila chronią ludzi w miastach, ale wciąż są rasą, która ukształtowała się na rozległych terenach i wielkich ranczach Brazylii, gdy ich praca polegała na ochronie bydła.

Jeszcze jedna dygresja zanim przeczytacie fragment ”Mowy ciała”: pamiętacie film ”Giant” (”Olbrzym”) z 1956 roku? Jest w nim scena, w której postać grana przez Elizabeth Taylor pyta postać graną przez Rocka Hudsona o to, kiedy w końcu będą na ”jego ziemi”. (Jadą już ”parę dni”, wszędzie w około tylko otwarta, niekończąca się przestrzeń…) W odpowiedzi postać Liz słyszy: ”Od dwóch dni jesteśmy na mojej ziemi” – to jest właśnie ten rodzaj ”zagęszczenia terenu”, przy którym Fila Brasileiro była i jest jak znalazł. Owo ”rozcieńczone zagęszczenie” (nie ma to jak oksymoronek od czasu do czasu) sprawiło, że te psy lubią mieć dużo miejsca.

A wracając do wspomnianej książki i dystansów personalnych:

Wygląda na to, że pojazd wpływa na powiększenie się naszej przestrzeni osobistej. W niektórych przypadkach terytorium to powiększa się dziesięciokrotnie, tak więc kierowca rości sobie prawo do przestrzeni w promieniu 8-10 m z przodu i z tyłu samochodu. Kiedy ktoś zajeżdża mu drogę, nawet jeśli robi to w bezpieczny sposób, u kierowcy mogą zajść fizjologiczne zmiany: może on wybuchnąć złością, a nawet zaatakować drugiego kierowcę. Takie zachowanie jest znane pod pojęciem „drogowej furii”. Porównaj to z sytuacją w windzie, kiedy ktoś wślizguje się tuż przed jakąś osobę, naruszając jej terytorium. W takiej sytuacji normalną reakcją będą przeprosiny, przez co osoba ta zwykle nie ma do intruza żadnych pretensji. Jest to reakcja diametralnie różna od tego, co się dzieje, gdyby tej samej osobie zajechano drogę.

Dla niektórych samochód staje się ochronnym kokonem, w którym mogą się schować przed światem zewnętrznym. Jadąc wolno przy krawężniku, mogą stanowić takie samo zagrożenie jak kierowcy z powiększoną przestrzenią osobistą. Włosi, mający potrzebę mniejszej przestrzeni, często oskarżani są o „siedzenie na ogonie” czy natarczywość, ponieważ podjeżdżają bliżej, niż jest to kulturowo akceptowane w innych krajach”.

”Filety” posiadają ”powiększoną przestrzeń osobistą”. Są trochę jak uważni i doświadczeni kierowcy: lubią zachowywać dystans od innych i by inni zachowywali dystans do nich. Gorąco polecam wszystkim przyszłym i obecnym właścicielom psów ”Mowę ciała”, gdyż zbyt często ludzie ignorują znaczenie niewerbalnej komunikacji w interakcjach z psami, w tym i niezwykle istotną proksemikę. Szczególnie ci, którzy rozważają na swojego psiego przyjaciela wybór Fila Brasileiro, powinni zrozumieć, że dystanse personalne są BARDZO WAŻNE. Kiedy staniecie się posiadaczami Fila, wasza ”mydlana bańka” powiększy się znacząco, a wasz pies może często odczuwać ”pobudzenie”, które bywa udziałem kierowców, których dotyka tzw. drogowa furia…

O roli proksemiki pisałam już w serii tekstów, do których ten linkowany poniżej jest wprowadzeniem:

https://kulturakynologiczna.home.blog/2019/07/29/wychowanie-i-szkolenie-psa-pies-i-dziecko-czesc-pierwsza-wprowadzenie/

‚Bypass The Gatekeepers’

Lata temu nauczyłam się, że poszukiwanie wartościowych informacji na ”kynologicznie kontrowersyjne” tematy na polskojęzycznych stronach, forach itd. od razu najlepiej jest sobie odpuścić, bo przeglądanie ich jest stratą czasu. Tak jest i w przypadku ojerizy u Fila Brasileiro.

Jest bez znaczenia jakiej rasy czy typu masz psa. To ty jesteś człowiekiem. Pies jest tylko zwierzęciem, dlatego to ty masz decydować o tym, co psu wolno, a czego nie. Nigdy odwrotnie. Tam, gdzie pies nie zważa na swojego właściciela, przejmuje kontrolę i staje się ”osobą decyzyjną”, pojawiają się problemy. A Fila Brasileiro, która dyktuje co jest możliwe, a co możliwe nie jest w domu jej człowieka, dodatkowo także poza jego domem, jest psem szalenie niebezpiecznym.

W Polsce tekstem numer jeden z gatunku tych, po których usłyszeniu lub przeczytaniu od razu jest jasne z kim ma się do czynienia i że osoba, która tak ”wyjaśnia” albo usprawiedliwia zachowanie psa, jest po prostu głupia, jest fraza: ”To taka rasa, one tak mają, że”… Jeżeli, wybierając psa danej rasy, traktujesz go przede wszystkim jako zwierzę należące do gatunku psa domowego, a nie jedynie przedstawiciela konkretnej rasy, nie dajesz mu taryfy ulgowej ”z powodu jego rasy”, kiedy przejawia zachowania obiektywnie świadczące o braku zrównoważenia. I nie tłumaczysz jego fiksacji, nadpobudliwości i ”odpałów” wymówką ćwierćinteligentów: ”To taka rasa, one tak mają, że”… Nie mówisz więc, np.:”Terrier jest szczurołapem, poluje na gryzonie, więc to normalne, że ma instynkt, który, gdy mieszka w mieście rozładowuje zabijając gołębie podczas spacerów.”(Sic!) Nie zaślepia cię myślenie o psie i tym jak on się zachowuje tylko i wyłącznie z perspektywy jego ”rasowego przeznaczenia”, w którym i tak coraz rzadziej rasowe psy mogą się spełniać. Większość osób posługujących się tego rodzaju ”argumentami”, zasłaniająca się ”alibi” tego rodzaju, jak na dłoni pokazuje swój intelektualny poziom.

Właśnie, a propos ”rasowego przeznaczenia”, którym posiadacze tzw. rasowców ”tłumaczą” ”wybryki” swoich psów. W kontekście pierwotnego przeznaczenia Fila Brasileiro, idąc tropem sposobu ”myślenia” kogoś, kto fakt, że jego terrier zabija na spacerach gołębie, usprawiedliwia to zachowanie swojego psa jego ”rasowym przeznaczeniem”, tłumaczenie ”odpałów” w przypadku Fila Brasileiro, mogłoby brzmieć (a może nawet czasem brzmi…?): ”Są agresywne wobec ludzi, bo kiedyś polowały na niewolników”. Jednak wątek pierwotnego przeznaczenia rasy, fakt, że używano Fila do polowania na zbiegłych niewolników -czyli ludzi- rozwijany jest niechętnie. Szczególnie, gdy ewentualnym nabywcom reklamuje się szczenięta Fila. „Rozbudzanie wyobraźni” potencjalnego klienta w tym kierunku może na dłuższą metę, zadziałać na niekorzyść sprzedającego. Nikt więc nie zachęca „Kowalskiego” do zakupu szczeniaka opowiadaniem mu, że choć psy doprowadzać miały zbiegów w stanie (podobno) „nienaruszonym”, to właśnie te psy, które (niby) tylko „chwytały i doprowadzały” do właściciela, w owych niewolnikach, spośród wszystkich innych zagrożeń czyhających na nich w trakcie ucieczki, budziły największe przerażenie. Tłumacząc zupełnie nieuzasadnioną agresję Fila wobec ludzi, tę pseudoojerizję, ”spece od rasy”, ”dyplomatycznie” odwołują się do czasów po zakończeniu okresu niewolnictwa w Brazylii, a więc po 1888 roku, kiedy to Fila pracowały już jako ”ochroniarze” na ranczach, i wielkich majątkach ziemskich. Pomijają przy tym owi ”spece” fakt, że od końca niewolnictwa, aż do roku 1968 (pierwsze ”regulacje” dotyczące tej rasy) upłynęło prawie sto lat. Prawie sto lat, kiedy to Fila odnalazły się w roli psów ranczerów. Skoro się w tej roli odnalazły i w niej przetrwały, nie mogły być psami pałającymi żądzą mordu wobec każdego obcego. Wiecie już z wcześniejszej części tego tekstu, że Fila Brasileiro były stróżami wielkich rancz, na których roiło się od obcych, niezwiązanych z rodziną ”pana” ludzi. Tak więc próby tłumaczenia skrajnej, niczym nieuzasadnionej agresji niektórych z polskich ”filetów”, wobec obcych ludzi, ”pracą na ranczach” nie mają poparcia w faktach. Są niczym więcej niż… bredzeniem owych ”speców”.

W tym miejscu, abstrahując od Fila Brasileiro, polecę Wam jeszcze jeden artykuł. O ”tropieniu”, ”odnajdywaniu”, ”chwytaniu” i ”trzymaniu” zbiegłych z plantacji niewolników, ciekawie pisze Henry Louis Gates Jr. w tekście ”Did Dogs Really Eat Slaves, Like in Django?” Pewnie wielu z Was oglądało film Quentina Tarantino ”Django” i pamiętacie scenę, w której psy, co prawda (znowu) nie w Brazylii, ale na amerykańskim Południu i nie Fila Brasileiro, ale nieco inne tzw. bloodhounds, rzucają się na niewolnika, rozszarpują go i… zjadają. (Co Tarantino zdecydował się przekazać widzom, wyjątkowo nie obrazem, a ”wielkodusznie”, za pomocą dźwięku…) Być może niektórzy z Was zastanawiali się, oglądając tamtą scenę albo teraz, czytając ten tekst, czy zdarzenia jak to z filmu Tarantino, w rzeczywistości mogły mieć miejsce?

Jak nietrudno się domyślić, właśnie na to pytanie w ”Did Dogs Really Eat Slaves, Like in Django?” daje odpowiedź Henry Louis Gates Jr., powołując się na nieco powyżej cytowany już i przeze mnie, tekst Chrisa Pearsona i używając cytatów z ”Slavery and Dogs in the Antebellum South”. HLGJ zaznacza, że profesjonalni łowcy niewolników używali psów do ścigania i pochwytywania zbiegów: „Former slaves claimed that masters, patrollers, or professional slave catchers would use [Byli niewolnicy twierdzili, że ich panowie/ właściciele albo zorganizowane grupy składające się głównie z białych mężczyzn pilnujących przestrzegania, wymuszających dyscyplinę na niewolnikach, na terenie przedsescesyjnego Południa, albo łowcy niewolników używali] savage dogs, trained to hunt and follow the track of the poor colored fugitive, [dzikich, strasznych psów, szkolonych w polowaniu i podążaniu po śladzie biednego kolorowego zbiega]” (according to the 1857 slave narrative of William J. Anderson). Ale tropienie niewolników to jedno, pożeranie ich, jak na filmie ”Django”, to zupełnie co innego. Czy coś takiego naprawę się działo? Czy coś takiego mogło się stać? Biorąc pod uwagę fakt, że ostatecznie celem plantatora było wykorzystanie jego ”ludzkiego mienia/ majątku” dla zmaksymalizowania zysków, a nie niszczenie własności, tego ”ludzkiego inwentarza”, raczej nie byłoby najlepszą decyzją biznesową… Jednak, jak pisze Henry Louis Gates Jr., najwyraźniej czasem się to zdarzało. Powołuje się przy tym na inny fragment: Doddington cytuje posiadacza niewolników z Luizjany o nazwisku Bennett H. Barrow, „który prowadził szczegółowy dziennik i często wspominał o znaczeniu psów w chwytaniu uciekinierów, a także o straszliwej brutalności, krzywdzie i męczarni (violence), którą mogły wyrządzić (to inflict)”.

Ale najstraszniejsze -i systematyczne- używanie psów-ludożerców (use of man-eating dogs), nie miało miejsca w Stanach Zjednoczonych, jak pisze autor ”Did Dogs Really Eat Slaves, Like in Django?”, a podczas rewolucji haitańskiej, w wojnie niewolników z armią Napoleona w Saint Domingue (francuska nazwa kolonii, która stała się Haiti). Dowiadujemy się, że, jak zauważa historyk Philippe Girard w „Niewolnikach, którzy pokonali Napoleona”, „użycie przez Francuzów polujących na ludzi psów (man-hunting dogs) podczas haitańskiej rewolucji, było najbardziej wstrząsającą zbrodnią w tym wyjątkowo okrutnym konflikcie i nadal jest na Haiti żywo pamiętane”. Girard kontynuuje, że te psy nie tylko polowały, ale i zjadały schwytanych ludzi, a ich wykorzystywanie, pisze dalej, jako katów/ wykonawców egzekucji odbywało się regularnie… przed siedzibą rządu w Cap [Le Cap, Saint-Domingue, miasto, obecnie znane jako Cap-Haïtien], ku irytacji miejscowej ludności, która (uwaga!) skarżyła się na hałas”.

No comment.

Ok, wróćmy do wychowywania Fila Brasileiro

Kiedy o posiadaniu psa myślisz normalnie, trzeźwo, a nie jak ktoś z IQ poniżej średniej, rozumiesz, że mając psa odpowiadasz także za szkody, które on ewentualnie może wyrządzić. Nie migając się od odpowiedzialności za zachowanie psa myśleniem: ”To Fila Brasileiro one tak mają, że są agresywne w stosunku do ludzi”, jesteś w stanie wpływać na stan psychiczny swojego psa i zapanować nad jego zachowaniem wobec obcych osób. W związku z czym rozumiesz, że wybierając Fila nie zrobisz z niego ”przyjaciela obcych”, ale możesz tak go ułożyć, by zachowywał stan psychicznego zrównoważenia i nie ział nienawiścią w stosunku do kogoś, kto przechodzi za ogrodzeniem posesji, na której twoja Fila przebywa albo nie chciał eksterminować kogoś, kogo ty zapraszasz i wprowadzasz do swojego domu. No, chyba, że kupisz go z hodowli, w której rozmnażane są osobniki z niestabilną psychiką… Genetyki nie przeskoczysz, ale o tym będzie następny tekst 🙂

Awersja w stosunku do obcych jest cechą, nad którą odpowiedzialny przewodnik Fila Brasileiro może pracować i nad którą może zapanować. Z pewnością powinien to robić, zwłaszcza, gdy nie mieszka w Brazylii, a w Polsce. Może panować nad ”niechęcią” swojego Fila wobec obcych, wprowadzając do życia szczenięcia dyscyplinę i ustanawiając; zasady (rules), granice (boundaries) i ograniczenia (limitations) oraz dbając o jego socjalizację. Socjalizację, która w przypadku Fila polega przede wszystkim na zapewnieniu szczeniakowi maksimum pozytywnych interakcji z ludźmi. Socjalizację, w której chodzi o oswajanie młodego Fila Brasileiro z ludźmi i tworzenie pozytywnych nawyków z nimi związanych. (Kolejny raz polecam książkę ”Siła nawyku” autorstwa Charles’a Duhigg’a.) Dbając w ten sposób o stan psychiczny psiaka, od pierwszych chwili, gdy ten trafi do nowego domu, można panować nad emblematyczną cechą rasy, udowadniając przy tym, że demonizowanie Fila Brasileiro jest cechą, sorry, ale ograniczonych intelektualnie właścicieli psów tej rasy, którzy albo naprawdę nie rozumieją ”o co chodzi w Fila” i nigdy nie mieli okazji poznać (z odległości 3 metrów 😉 ) normalnego Fila Brasileiro, albo celowo -by zadość uczynić swoim kompleksom- robią ze swoich Fila ”bestie”.

Okiełznać filową niechęć do obcych ludzi można tylko prowadząc swojego szczeniaka jako psa domowego, a nie ”przedstawiciela konkretnej rasy”! I wiedzą to szczególnie ci posiadacze ”filetów”, dla których ich Fila nie jest jedynym psem w domu. Zwłaszcza mając jednego (lub więcej) molosa, rozumie się, że Fila może być tak samo zrównoważonym i stonowanym psem, jak każdy inny molos. Tak, jak zrównoważone są te inne molosy w domu, których spokój i ogólny ”luz” kojąco wpływa na ”fileta” i temperuje jego ”nieprzychylność” wobec stałych gości w domu, czyli ludzi bywających w ”molosowym” domu regularnie.

Wielu posiadaczy rasowych psów zaślepia patrzenie na nie przez pryzmat ”rasy”. To jest podejście niewyobrażalnie ograniczające sposób myślenia o tym, co jest możliwe, a co niemożliwe w wychowywaniu i układaniu psa domowego. Co jest możliwe, a co możliwe nie jest w przypadku psa domowego rasy Fila Brasileiro i w efekcie, z czym ”trzeba się pogodzić” w zachowaniu Fila Brasileiro. Zatrzaśnięcie się w postrzeganiu psa tylko i wyłącznie przez pryzmat jego ”rasy”, przy równoczesnym całkowitym ignorowaniu, że należy on do gatunku ”pies domowy”, determinuje przekonanie właścicieli Fila na temat tego, jakie cele są ”możliwe do osiągnięcia” oraz znacząco ogranicza ich poczucie odpowiedzialności za zachowanie ich psa i jego nawyki.

Między bajki można i należy włożyć historyjki kretynów opowiadających, że nie jest możliwe, by Fila Brasileiro były psami po prostu zrównoważonymi. Kretynów, niezrównoważenie psychiczne u swoich psów traktujących jako ”normę”, ”właściwe zachowanie” i mających czelność nazywać pier**lca swoich psów ”ojerizą”. Kretynów, którzy obserwując zachowanie zrównoważonego ”fileta” płaczą, że ”on/ona nie przejawia ojerizy”…

I jeszcze jedno: Fila jest psem, któremu, jak każdemu innemu, udziela się stan ducha jego człowieka i ze względu na ”awersję wobec obcych” Fila bardzo, bardzo, bardzo nie są psami dla ludzi nerwowych i niepewnych siebie. Tacy ludzie zakażają swoją energią i emocjonalnym stanem otoczenie, a Fila, która na okrągło obcuje z człowiekiem nerwowym i niepewnym siebie, to Fila, u której ”niechęć wobec obcych ludzi” zmienia się w … No, wiecie w co.

Każdy (zrównoważony) molos powinien mieć ”pstryczek on/off”

Widać na ww filmach z prób charakteru, że normalny Fila wie, kiedy wejść w tryb działania i kiedy z niego wyjść. Jest to niezwykle ważne zwłaszcza, gdy Fila przebywa w przestrzeni publicznej. Tylko dla zasady przypomnę wam, że brazylijscy ”pozoranci”, podczas prób temperamentu Fila, nie są poprzebierani za ”ludziki miszelena”. Nie muszą być ”chronieni specjalnym ubiorem”, bo nie chodzi o to, że Fila ”ma się rzucać na ludzi i ich gryźć”, ma po prostu ”odbijać ich” od swojego człowieka, niczym pole siłowe. Gdyby nie smycz… zapewne dochodziłoby do ”ukąszeń”, ale Fila trzyma się swojego człowieka – to jest instynkt, za którym podąża Fila.

Co jeszcze istotniejsze: każdy pies powinien tak, jak Fila z nagrań, reagować na napastnika, który ”wywija” czymś i prowokuje, usiłując naruszyć lub nawet naruszając osobistą przestrzeń przewodnika psa i samego psa. Kiedy napastnik narusza strefę człowieka i jego psa, jest w odległości 2-3 metrów od nich, pies powinien podjąć działanie, ”włączyć pole siłowe”. Tak powinien psychicznie pracować molos, kiedy pojawia się zagrożenie. Każdy normalny, stabilny psychicznie molos, w sytuacji takiej, jak ta z filmów, powinien mieć ”jaja” i podjąć interwencję. Gdy spośród istniejących ras psów, wybieram molosa, to takiego zachowania jak u Fila z nagrania, oczekuję od niego, gdy na naszej drodze pojawi się ktoś z ewidentnie niecnymi zamiarami. (Zwróćcie uwagę na jeszcze jeden ”smaczek”. Pooglądajcie sobie nagrania z pozorantami i psami innych molosowych i niemolosowych ras. Zobaczcie ile innych także molosów (i bandogów), po tym jak pozorant zaprzestanie działania, często wciąż jeszcze się zapluwa. A u niektórych psów ”otchłań w oczach” sygnalizuje, że już nie mają ”kontaktu z bazą”… Ile z tych ”szkolonych” molosów i nie-molosów nie ma pstryczka ”on/off”? A Fila ma. Fila się ”włącza”, a potem ”wyłącza” i czeka ”co dalej?”, w ogóle ”czy będzie coś dalej?”…)

Ojeriza (a może aversão?) prezentowana na filmikach, do których linki wkleiłam na samym początku tekstu, nie jest na poziomie ”nie do zaakceptowania”. Psy wchodzą w tryb działania i z niego wychodzą, i widać to bardzo wyraźnie. Jak napisałam powyżej, z wielu powodów, ojeriza nawet taka jak ta na ww filmach, w polskich warunkach, w naszej rzeczywistości, tak długo, jak skala zabójstw i innych ciężkich przestępstw pozostaje daleko w tyle za brazylijską (i niech tak zostanie) jest cechą u psa domowego, bardzo delikatnie mówiąc, uciążliwą. Jasne, kiedy w przestrzeni publicznej agresywnie zachowujący się człowiek, zaczyna być autentycznym zagrożeniem, tj. skracając dystans, nakierowuje się na nas z podejrzanym i potencjalnie niebezpiecznym dla nas przedmiotem w rekach, pies powinien ”włączyć pole siłowe”. Jednak, gdy jesteśmy w domu, zapraszamy przyjaciół, ”agent specjalny” ostentacyjnie i nieustannie ”skanujący otoczenie w poszukiwaniu podejrzanych zachowań” nie jest nam potrzebny – nie jeżeli mamy rodzinę, przyjaciół i znajomych, i nie mieszkamy jak jakiś pustelnik na tzw bezludziu. Fila ogranicza nie tylko ”życie towarzyskie” (całej rodziny, włącznie z dziećmi), ale przekreśla możliwość ”beztroskich wakacji”, nie mówiąc o innych sytuacjach, w których właściciel psa zmuszony jest przez dłuższy okres przebywać poza domem… O ile, w końcu, pewnie znajdziemy kogoś chętnego do mieszkania z naszym np. Dogo Argentino albo wyprowadzania go na spacery, czy też znajdziemy godny zaufania hotel, w którym białego umieścimy na czas wyjazdu, o tyle mając Fila …po prostu siedzimy w domu.

Brazylijski ideał

Temperament psychicznie zdrowych Fila sprawia, że energicznie przechodzą od stanu gotowości, do precyzyjnej odpowiedzi na bodziec – są ukierunkowane na pracę, do której są przeznaczone. Puszczone luzem, po terenie gospodarstwa (farmy, majątku ziemskiego), przejawiają silną dominację terytorialną dotyczącą obszaru ”kwatery głównej” swojego człowieka, ale bez niepotrzebnej, nieadekwatnej agresji. Trzeba zauważyć, że Fila jest tym bardziej agresywna i ostra w obronie terytorium, im bardziej inwazyjne jest działanie obcych. Te psy bronią swojego człowieka spontanicznie, bez oglądania się na przewodnika. Są w pełni skupione na napastniku, nigdy nie wycofując się w obliczu okazywanej przez niego agresji, ale reagują na odwołanie swojego właściciela. Niestymulowane, nieprowokowane, pozostają spokojne, pewne siebie, niezainteresowane obcymi, dokąd ci nie staną się intruzami, i są uległe wobec swojego człowieka-przewodnika, potwierdzając tym wysoki próg pobudliwości i psychiczne zrównoważenie. Tylko na marginesie i znowu: dla zasady dodam w tym miejscu, że wybitnie nie jest to rasa ”na kanapę”, ”do leżenia i nic nie robienia” i ”sprawiania wrażenia”. I że te psy, jak i wiele innych wymagających ras, nie powinny trafiać do ludzi leniwych, którzy w wyborze rasowego psa skupiają się na wyglądzie typowego przedstawiciela danej rasy, a raczej tym jakiego rodzaju emocje wywołuje w nich ten wygląd i jak działać on może na emocje innych ludzi. Fila niezależnie od tego z jakiej pochodzi linii, zupełnie nie jest psem dla osób lekceważących wszystko co wiąże się z pojęciem rasy, oprócz wyglądu tzw rasowego psa.

”Zupa z gwoździa”

Zbierając informacje do tego tekstu, zakładałam, że Fila Brasileiro jest rasą zdecydowanie bardziej od Doga Argentyńskiego wymagającą, także w znaczeniu potencjalnego zagrożenia, które dla otoczenia źle prowadzony pies ściśle określonego typu może stanowić. Po przeanalizowaniu specyfiki Fila, ale tak na poważnie, w oparciu o dane z portugalskojęzycznych i anglojęzycznych źródeł, a nie historyjki rozhisteryzowanych pań i panów, którzy w Polsce mają się za ”hodowców”, po rozmowach z właścicielami FILA Brasileiro, właścicielami mieszkających w Polsce zrównoważonych ”filetów” (także osobników adoptowanych w wieku kilku lat[!]), porównaniu tego z tym, co wiem o Dogo Argentino, mnie samą zaskoczyła konkluzja, że Fila są z gruntu zdecydowanie bardziej zrównoważone od Dogo Argentino. Nie chodzi tylko o ”genetyczne korzenie” tych ras, ”ewolucję”, którą przeszły, ale o ludzi. Niemniej ważne od ”genetycznego zaplecza” jest to, jak na Fila Brasileiro i w kontraście: Dogo Argentino, aktualnie patrzą ich miłośnicy oraz pseudomiłośnicy. To ludzie, wybierając na rodziców kolejnych szczeniąt, osobniki przejawiające konkretne cechy psychiczne, szczeniąt, które dorastają i potem także są rozmnażane, decydują o tym, jakie są rasowe Dogi Argentyńskie, Fila Brasileiro, ale i Owczarki Niemieckie albo Labradory…

Największe ryzyko, które wiąże się z Fila (przy czym stosunkowo łatwo jest uniknąć takich sytuacji) jest takie, że ”filet” zachowa się agresywnie w stosunku do człowieka spoza rodziny, kogoś, kto nie będzie mieć złych intencji, ale naruszy ”mydlaną bańkę” człowieka Fila, a pies odbierze to niemające charakteru napaści, naruszenie strefy osobistej ”swojego” człowieka, jako próbę ataku na przewodnika. Fila, choć kiedyś polowały na ludzi, ścigając zbiegłych niewolników, nie mają w sobie instynktu ”polowania na ludzi” dziś. Dziś, w stosunku do ”swoich” ludzi przejawiają livestock guardian dog behavior, jakby ci byli żywym inwentarzem, który chronią przed złodziejami i to jest ten ich specyficzny temperament: zmodyfikowane, przeniesione na ”swoich” ludzi ”niedopuszczanie złodziei do chronionego inwentarza”.

Fila nie ciągnie poza ”jego” teren, nie ”ucieka”, nie wabią go i nie ekscytują zapachy, ani odgłosy, nie ma ochoty ”urwać się w las i sobie zapolować”, bo sensem istnienia Fila jest jego człowiek i jego rodzina. Nie szukają zwady ani z innymi psami, ani obcymi ludźmi.

Inaczej sprawy mają się z Dogami Argentyńskimi, zdecydowanie częściej przejawiającymi zachowania, które gdy oglądamy ”sytuację” z boku, przywołują obraz protoplasty rasy: Viejo Perro Pelea Cordobes w ”akcji”. Jesteśmy wtedy świadkami jak w Dogo Argentino odzywa się ”przemycone coś”, co od razu i w całości byłoby dla nas nie do przyjęcia. Zresztą to było nie do przyjęcia dla Martineza i dlatego z Viejo Perro Pelea Cordobes zrobił Dogo Argentino. Jednak po tylu latach okazuje się, że choć do VPPC dodano tyle innych ”składników” i starano się go ”aż tak zmiękczyć”, pokolenia planowej hodowli w kierunku owego ”zmiękczenia”, nie wypleniły z Dogo Argentino agresji wobec innych psów, nieprowokowanej, nieadekwatnej do sytuacji agresji, niekiedy bardzo ”w stylu” Viejo Perro Pelea Cordobes… A może ta praca hodowlana nie była kontynuowana dość długo i z dostatecznym zapałem, by z Dogo Argentino przegonić najciemniejsze cechy Viejo Perro Pelea Cordobes i ustabilizować ich psychikę ”bardziej”?

Gdy posłuchać co o takich skrajnie niewłaściwych, delikatnie mówiąc, zachowaniach, mówią niektórzy właściciele i równocześnie tzw. hodowcy argentynów, osoby budujące PR tej rasy, kulturę kynologiczną wokoło niej, ciężko pozbyć się wrażenia, że całe to dodawanie ”miększych” ras do walczącego Białego Doga z Cordoby, to tylko pozory, taka ”gra”. Patologiczna agresja wobec innych psów wciąż jest w Dogo Argentino. Pytanie czy jest przemycana, czy też ”przemycana”, ”niechcący”, czy z pełną premedytacją? Na pewno ”niepostrzeżenie”? Jedno jest pewne, wciąż niektóre Dogi Argentyńskie są jak przemycony w częściach karabin, który czasem niepostrzeżenie sam składa się w całość i strzela…

Punkt widzenia

Są tacy, którzy choć mają szczęście mieć za przyjaciela zrównoważonego Fila (a nawet dwa), powiedzą, że wybór akurat tej rasy to był błąd. Błąd, którego nigdy więcej nie popełnią i którego z pewnością nie popełniliby, gdyby naprawdę rozumieli co to jest ojeriza. Że życie z Fila jest uciążliwe w sposób nieporównywalnie bardziej stresujący niż życie z psem ”po prostu agresywnym” bo Fila jest/bywa agresywna w stosunku do ludzi oraz nieustająco ”skanuje otoczenie” w poszukiwaniu ”podejrzanych zachowań”. Gdy takie zachowanie wychwyci, działa – nieważne czy w domu, czy poza nim. Niektórzy twierdzą, że można z nimi żyć, że ich przywiązanie i czułość, z jaką okazują je swojemu człowiekowi, a także posłuszeństwo i doświadczenie sensu przysłowia ”wierny jak Fila”, warte jest absolutnie wszystkich wyrzeczeń, które niesie z sobą bycie człowiekiem mającym oddanie Fila Brasileiro. Mnie w Fila najbardziej fascynuje to, że im więcej o tych psach wiem, im więcej się o nich dowiaduję, tym większy głód wiedzy czuję bo ”wiem, że nic nie wiem” 😉 i tym większą ochotę mam, by wiedzieć jeszcze więcej 🙂

”Rada”

Kynologia to fascynująca dziedzina. Jest w niej wszystko: geografia, historia, kultura i to od starożytności po dzisiejszą sytuację polityczną danego regionu (właśnie! jest w kynologii także polityka…), są zwierzęta, a jakże, bez nich, a przede wszystkim bez psów 🙂 nie byłoby kynologii. I są w niej ludzie… Jak z większością innych rzeczy, jakość kynologii, tej kynologicznej kultury zależy od ludzi. Pamiętajcie o tym, kiedy następnym razem jakiś głupek będzie pisać bzdury, czy to ”użytkowych cechach” danej rasy, ”prawidłowym temperamencie”, czy o tym, że ”jest tylko jedno, jedynie słuszne stowarzyszenie” albo ”jedynie słuszna federacja stowarzyszeń”. W kynologii dzieje się mnóstwo i to nieustannie. Dlatego warto jest wyjść poza ”mUndrości” z zamkniętych fejsbukowych grupek, na których rolowane są ciągle te same ”tezy” i ”opinie”. Dobrze jest samemu poszukać informacji o rasie, która nas interesuje. W ten sposób właśnie można dowiedzieć się o rzeczach, o których nikt wam na tych smętnych grupkach ani nawet podczas ”wizyty w hodowli”, nie powie – bo po co macie ”za dużo” wiedzieć?

Szukajcie informacji na własną rękę, nie chodźcie na skróty, we własnym zakresie poszerzajcie horyzonty, bo tylko tak będziecie odporni na głupotę innych. Głupotę, która, niestety, czasem jest cholernie zaraźliwa. I choć może nie uczyni Was głupszymi w tym sensie, że nie poleci Wam w dół ilość punktów IQ, gdy zaczniecie za guru uważać jakiegoś głąba, to może was zubożyć. Zubożyć o wiedzę, której za sprawą zapatrzenia w guru-głąba, nigdy nie posiądziecie. Wyłamujcie się ze schematu, który coraz częściej nie pozwala ”fejsbukowym kynologom” na samodzielne obsługiwanie wyszukiwarek internetowych, w związku z czym, o wszystko teraz pytają na, a jak 😉 na fejsbukowych grupach ”kynologicznych”… Bądźcie samodzielni. Nie pożałujecie 🙂

Tekst powstał min. w oparciu o informacje i uwagi zawarte na następujących stronach;

http://www.cafibbrasil.com/inicio.html

https://www.youtube.com/channel/UCkm-4IrtYKQ0kkPJPP3zBkg

http://www.dog-pictures.co.uk/dog-pictures/rescue-operation-fila.shtml

http://www.canilcaramonan.com.br/historia/

https://pt.wikipedia.org/wiki/Original_fila_brasileiro

https://www.facebook.com/originalfilabr/

https://www.youtube.com/channel/UCVtc4o-fqsCjgYmYTkT1AUw

https://pt.wikipedia.org/wiki/Alaunt

https://en.wikipedia.org/wiki/Alaunt

https://pl.wikipedia.org/wiki/Alanowie

http://www.caodegadotransmontano.org.pt/site_i.php?menu=1

http://sobraci.com.br/index.php

https://sniffingthepast.wordpress.com/2012/02/23/slavery-and-dogs-in-the-antebellum-south/

https://www.theroot.com/did-dogs-really-eat-slaves-like-in-django-1790894866

https://en.wikipedia.org/wiki/Slavery_in_Brazil

https://en.wikisource.org/wiki/Brazilian_and_United_States_Slavery_Compared

https://www.hoplofobia.info/bron-palna-w-brazylii/

Fragmenty pochodzące z portugalskojęzycznej strony Wikipedii poświęconej Original Fila Brasileiro https://pt.wikipedia.org/wiki/Original_fila_brasileiro zostały przetłumaczone przeze mnie, stanowią więc tłumaczenie tekstu zawartego na ww stronie. Pozostałe informacje pochodzące z portugalskojęzycznych źródeł także przetłumaczone zostały przeze mnie, jak i te ze źródeł anglojęzycznych.

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora oraz ”parafrazowanie” tekstu bez odnoszenia się do źródła, są zabronione. 

https://kulturakynologiczna.home.blog/

www.facebook.com/zuzpasjaodogoargentino

NOWY BLOG: ”KULTURA KYNOLOGICZNA DLA PSIARZY”

 

Zapraszam was, abyście zajrzeli do mojego nowego projektu, czyli na blog Kultura kynologiczna dla psiarzy: https://kulturakynologiczna.home.blog/ na którym znajdziecie treści sięgające daleko poza tematykę związaną z dogo, presą i molosami, którą poruszam tu, na ‚Zu z pasją’. Do utworzenia drugiego bloga zmobilizowały mnie wiadomości, które od was dostaję (w tym propozycje tematów), materiały, które mi przesyłacie, nasze rozmowy telefoniczne i wnioski płynące z tych interakcji. Które, mówiąc krótko, wskazują, że odpowiada wam styl, w jakim prowadzę bloga i chcielibyście poczytać o ‚kynologii’ wprost, takiej jaką ona jest więcej, i że wielu z was wcale nie obraża się na teksty w długiej formie. Zwłaszcza, gdy te krótkie, na które zwyczajowo natrafiacie w sieci, nie wnoszą dla was nic nowego i nie odpowiadają na nurtujące was pytania oraz wątpliwości.

Przyznaję, że ‚sprzężenie zwrotne’, które otrzymałam od was po tekście dotyczącym chińskiej światówki* dodatkowo zmotywowało mnie do utworzenia nowego bloga. Prywatne wiadomości – w tym miejscu namawiam was serdecznie do tego, abyście dzielili się swoimi refleksjami w bardziej otwarty sposób i komentowali wpisy na wordpressowej stronie, bo ja przecież nie gryzę, a wasze uwagi mogą przysłużyć się innym – napisało do mnie sporo osób ‚jakoś tam’ związanych z ZKwP. Osób, co do których mogę powiedzieć, że pamiętamy się z różnych kynologiczny for, w tym tych Serwisu Facebook i osób, które na mój tekst trafiły, szukając informacji w polskojęzycznym internecie właśnie o WDS 2019, czyli światowej wystawie psów w Chinach. I które, choć pisały, że podzielają moje wątpliwości, jednak nie odważyły się publicznie przyznać, że co najmniej z dużą częścią uwag w tamtym tekście zawartych się zgadzają. Gdyż, parafrazując tłumaczenie (więcej niż) jednej z tych osób, zostałyby ”zjedzone” za ”plucie w rodzinne gniazdo”, bo tak właśnie sporo tzw kynologów pojmuje podejmowanie i zajmowanie się ”trudnymi tematami”. I po prostu ”nie wypada” tego robić. A jeśli, mimo wszystko owe ”trudne tematy” się porusza, to grozi to towarzyskim ostracyzmem… Niestety tym, którzy moich wątpliwości odnośnie (nie)dochowania zasad etyki w kontekście min. chińskiej światówki nie podzielają, a tekst czytały, nie chciało się go komentować ani nawet napisać krytyki w prywatnej wiadomości.

Dla odmiany, jak się okazało ‚publiczne powodzenie’ tekst ten miał w środowisku posiadaczy rasowych psów oraz hodowców niezwiązanych z ZKwP/FCI. I to chyba jest najbardziej zasmucające w dzisiejszej polskiej przestrzeni kynologicznej; ludzie, którzy kynologią się zajmują i nią żyją (nie mylić z ”z niej żyją”) w przeważającej większości boją się otwarcie, w swoim środowisku, rozmawiać na te tzw trudne tematy. A to właśnie tacy ludzie (kynolodzy z duszy i serca) do mnie pisali i z takimi osobami wymieniłam wiele cennych uwag. Przykre jest także to, że klimat, w którym, w niektórych odnogach środowiska ”kynologów” o każdym, kto działa w kynologicznej organizacji innej niż ta z najdłuższym stażem, mówi się ”pseuduch”, powoduje, że ludzie z innych klubów i stowarzyszeń, po prostu chyba nawet nie tyle już ”boją się” nawiązywać kontakty z sympatykami ZKwP, co nie mają na nie ochoty.

Przechodząc do samego bloga Kultura kynologiczna dla psiarzy: planowałam, że zacznę od czegoś bardzo bazowego i napiszę co nieco o kynologii, jako dziedzinie. Jednak dzieją się różne ciekawe rzeczy i uznałam, że najlepiej rozpocząć będzie od opowiedzenia wam nie tyle o samej kynologii, co o, zgodnie z nazwą bloga: kulturze kynologicznej. Kulturze kynologicznej taką, jaką mamy ją dziś i z której to wszystko z czym mamy dziś do czynienia się bierze. I która kuleje. Bardzo. A ”rozwija się” a może raczej ”mutuje” w sieci, a szczególnie intensywnie na forach Facebooka… Cóż więc lepiej pomoże nam zorientować się w problematyce kultury kynologicznej, jak nie przykłady z natury? Znajdziecie ich w tekście aż nadto, bo (zwłaszcza w ostatnim czasie) podostawałam od was sporo różnych ciekawostek i niektóre z nich wybrałam jako uzupełnienie artykułu. Tak więc tematem pierwszego wpisu na blogu Kultura kynologiczna dla psiarzy będą; kwestia ‚amatorskiej hodowli psów rasowych’, opłacalność hodowli psów vs. prawa konsumenta (czyli nabywcy tego rasowego psa), obszary, w których polskie psiarstwo wymaga kluczowych zmian, by na powrót mogło stać się kynologią (i choć, nigdy nie jest za późno na zmianę, pytanie czy ktokolwiek tych zmian chce?). Międzynarodowe Federacje Kynologiczne zrzeszające hodowców psów, DNA i profilowanie, inbred (czyli chów wsobny/kojarzenia kazirodcze), niszowe i w Polsce wciąż jeszcze niespotykane ”hodowle butikowe”, odwieczne ”Na co zwrócić uwagę, wybierając hodowlę?” (Odpowiedź na to pytanie jest kluczowa z uwagi na fakt, iż w przeważającej większości przypadków kwestie sporne pomiędzy nabywcami towaru ”pies rasowy”, a ich producentami-hodowcami-sprzedającymi dotyczą zdrowia tych psów, wynikającego wprost z metod hodowlanych i selekcji przez tzw hodowców stosowanych). Także fakt, że za pseudokynologię w wykonaniu pseudokynologów w szeregach ZKwP, obrywają prawdziwie oddani swojej pasji hodowcy do tego stowarzyszenia należący. Oraz ”sterowanie konsumentem”, czyli manipulacja potencjalnym nabywcą rasowego psa (ale i nabywcą, który właścicielem psa już się stał), któremu wmawia się mnóstwo rzeczy po to, by…

No, właśnie, po co? Na to pytanie, moi drodzy, mam nadzieję, że sami będziecie w stanie sobie odpowiedzieć po lekturze pierwszego opublikowanego na blogu Kultura kynologiczna dla psiarzy artykułu, traktującego o wielu, wielu rzeczach, o których się wam (szczególnie przyszli nabywcy rasowych psów), nie mówi, bo ”nie musicie o nich wiedzieć” lub mówi się wam o nich bardzo… ”Specyficznie”. Tekst inicjujący bloga podzieliłam na dwie części, tak więc oto co nieco o rodzimej kulturze kynologicznej A.D. 2019;

”NAJGRUBSZE RYBY W STAWIE” UTRZYMUJĄ PH STOJĄCEJ WODY NA ”WŁAŚCIWYM” POZIOMIE – SŁÓW PARĘ NA TEMAT: ”SKĄD W ‚KYNOLOGII’ TYLE PATO…?”. (CZĘŚĆ PIERWSZA)

(DRUGA CZĘŚĆ) ”NAJGRUBSZE RYBY W STAWIE” UTRZYMUJĄ PH STOJĄCEJ WODY NA ”WŁAŚCIWYM” POZIOMIE – SŁÓW PARĘ NA TEMAT: ”SKĄD W ‚KYNOLOGII’ TYLE PATO…?”

 

”Ogłoszenia”

Jako że coraz mniej podoba mi się polityka Facebooka a za nią jego algorytmy, coraz rzadziej zaglądam na ten serwis, zapraszam was więc do kontaktu mejlowego, piszcie na adres: zuzpasjaodogoargentino@gmail.com albo powiązany z nowym blogiem: kultura.kynologiczna@gmail.com lub też bezpośrednio przez wordpressową stronę Kultura kynologiczna dla psiarzy (albo dzwońcie 🙂 ). Zdaję sobie sprawę z tego, że wielu z was jest po prostu wygodniej pisać przez FB, ale warto walczyć w leniem wewnętrznym 😉 Tym bardziej, że nie przewiduję tworzenia osobnej strony na Facebooku dla nowego bloga i „promowania” go w taki sposób, gdyż jest to blog przewidziany dla osób, które „nie chodzą na skróty” i mają ”instynkt indywidualnego poszukiwacza informacji kynologicznych”, czyli min. umieją obsługiwać wyszukiwarki internetowe, szukać konkretnych fraz i dzięki temu są/będą autentycznie zainteresowane treścią artykułów na KKDP.

W najbliższym czasie tu, na ‚Zu z pasją’ pojawią się trzy duuuże teksty dotyczące zagadnień związanych z psią agresją i podkreślę, że są one formą ukłonu w kierunku, nieco ostatnio przeze mnie zaniedbanej ”pierwotnej grupy docelowej” tego bloga, tj. właścicieli i entuzjastów psów rasy darzonej przeze mnie sporym sentymentem, czyli Dogo Argentino.

Być może niektóre z artykułów dostępnych na kulturakynologiczna.home.blog będą pojawiać się także tu, na Zu z pasją o Dogo Argentino i odwrotnie, ale to, jak to się mówi „wyjdzie w praniu”.

*https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2019/03/30/shanghai-world-dog-show-2019-oraz-2019-copa-mundial-el-dogo-argentino-en-china/?fbclid=IwAR1g3wHUWAaKGcfPvRjft0HX2KgNWs-gqPkzTW5k1WamVwb1YT1T9GSz5ig

Zuza Petrykowska

Ps. Już jakiś czas temu odpuściłam sobie udzielanie się na zamkniętych dla ogółu, psiarskich forach, bo mówiąc wprost zamęczył mnie klimat tych środowisk (zwłaszcza hipokryzja). Klimat zamkniętych grup, niby-dyskusyjnych, niedostępnych dla osób spoza towarzystwa wzajemnej adoracji, w których ciągle nazbyt często ”jedzie się” nabywców psów obciążonych schorzeniami. (Nabywców, którzy ośmielili się opisać problem, zamiast ”siedzieć cicho”.) Albo też wprost daje się popisy tego, jak bardzo nie szanuje się swojego klienta, czyli nabywcy/ konsumenta na towar ‚rasowy pies’, w arogancki, bezczelny wręcz sposób, komentując posty zupełnie ”zielonych Kowalskich”, którzy po tym, jak ”dopuszczeni zostali do ‚zaszczytu bycia członkiem’ danej grupy, ośmielają się zadać ‚jaśnie oświeconym hodowcom’ pytania” dotyczące danej rasy, w tym i te na temat ceny za szczeniaka.

Zamęczył mnie klimat, w którym wałkowane są głównie pseudokynologiczne tematy, bo te nie wymagają znajomości złożoności dziedziny, którą jest kynologia. I każda ”gwazdeczka” może w nich zabłysnąć, jak czarnobylaska łuna. Traktowanie serio danego wątku, komentarze zawierające określone fakty, udzielanie rzeczowych odpowiedzi (nazbyt często) kwitowane infantylnymi reakcjami, które ciężko nawet określić mianem ”wypowiedzi”, uważam po prostu za stratę czasu. Aczkolwiek, ja na kynologii w żaden sposób nie zarabiam. Ale rozumiem, że inne osoby mają swoje powody, by mimo ogólnego, wciąż się obniżającego poziomu tych for, tkwić na nich i się na nich udzielać.

Nieco inaczej ma się sytuacja z grupami otwartymi, czyli tymi, do których dostęp mają wszyscy użytkownicy Facebooka, w tym znaczeniu, że zamieszczane na nich posty i komentarze widoczne są i możliwe do prześledzenia, nie tylko dla członków takich grup, ale i każdego, kto ma ochotę je sobie poczytać. ”Problem” polega jedynie na tym, że grupy otwarte nie są tak chętnie oblegane przez członków i sympatyków ZKwP, jak te zamknięte (albo nawet tajne), gdyż na takich otwartych dla zainteresowanych ”z zewnątrz” grupach, wszystko co zostanie powiedziane, jest dostępne dla potencjalnych nabywców psów. A więc zaliczałyby się do tego ww reakcje hodowców na posty nabywców, którzy zakupili psy obciążone schorzeniami, ”gwónoburze i oburze”, które posty zawierające te informacje wywołały u ”niczemu winnych hodowców” itp., itd. Krótko mówiąc to, co jest najbardziej interesujące z punktu widzenia nabywcy na towar ”pies rasowy”, człowieka szukającego informacji o ”producencie towaru”, prawie zupełnie nie kręci tzw hodowców…

Ostatnio zdarzyło mi się złamać moją ‚dietę antygrupową’ i zamieściłam post na jedynej polskojęzycznej otwartej kynologicznej grupie Serwisu Facebook, którą uważam za godną uwagi, tj. ”KYNOLOGIA – przeszłość, teraźniejszość, przyszłość …”* i czasem na nią zaglądam, i którą polecam wam do podglądania, bo za niezwykle cenne uważam, że niektórzy jej członkowie mają odwagę publicznie dzielić się swoimi refleksjami dotyczącymi kondycji nie tylko polskiej kynologii, ale i nieprawidłowości w najstarszym polskim stowarzyszeniu hodowców.

*https://www.facebook.com/groups/185845201976118/about/

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu oraz zdjęć i/lub grafik bez zgody autora jest zabronione.

ZAKUP BILETU DO MUZEUM CZY GALERII NIE DAJE PRAWA DO DOTYKANIA EKSPONATÓW, CZYLI WYSTAWA PSÓW I POSZANOWANIE VS. NARUSZANIE PRZESTRZENI

Świeży temat: ”Wystawa psów w Bydgoszczy. Zwierzę ugryzło 8-latka”: ://bydgoszcz.naszemiasto.pl/artykul/wystawa-psow-w-bydgoszczy-zwierze-ugryzlo-8-latka,5004384,artgal,t,id,tm.html?fbclid=IwAR2wWSWjCZ9tSaQ-XEhkn6i1e_fjkgwGtufxy7Juvx5abMd5tuOGbpl_jqs.

Sprawa a raczej treść artykułu, do którego powyżej podałam Wam link, poruszona została zapewne na niejednej z kynologicznych grup tematycznych. Komentarze były, są i pewnie jeszcze będą bardzo różnej… ”klasy”. Jednak najistotniejsze jest to, że niezależnie od tego co w istocie zaszło (to wiedzą tylko osoby bezpośrednio w zdarzenie zaangażowane) kolejny raz mamy dowód na to, że w kynologii kwestia poszanowania przestrzeni vs. naruszania przestrzeni w interakcjach ludzi z psami, jest skandalicznie wręcz zaniedbana.

Ogólnie

Żyjemy w ”tu i teraz” a nie życzeniowo, w ”idealnym świecie”. Jeżeli rzeczywistość pokazuje, że (niestety) ludzie są bezmyślnymi (nie umieją przewidywać konsekwencji swoich zachowań) prostakami (nie mają szacunku dla cudzej własności i wyciągają do niej ręce jak po swoje), to tę rzeczywistość trzeba ”wziąć na klatę”.

Tak więc podczas wystawy psów nie wolno zostawiać psa bez nadzoru. Nieważne, że jest zabezpieczony, w klatce i to przykrytej jakimś materiałem a droga do tej klatki otoczona jest mnóstwem tobołów, które mają ”utrudnić” nachlanym intruzom kontakt z psem pod nieobecność jego właściciela lub też, gdy ten jedynie na chwilę spuści klatkę z psem z oczu. Skoro doświadczenie uczy,  że ludzie, jeśli mają ochotę włożyć łapę do klatki z tak zabezpieczonym psem albo zaproponować to swojemu dziecku (sic!), niepowstrzymani i tak to zrobią, to nie wolno dawać im ku temu okazji. Wnioski są niewesołe, ale oczywiste. Tak po prostu wygląda rzeczywistość. Trzeba być mądrzejszym od innych dla dobra psa oraz własnego.

Rozwiązanie

Należy gości wystawy, zwiedzających, osoby, które zakupiły bilet i ”przyszły pooglądać pieski”, edukować. Podobno wystawy mają także za zadanie ludzi niezwiązanych z kynologią, w świat kynologii wprowadzać. To wprowadzanie powinno więc zaczynać się od uczenia tzw laików wystawowego savior -vivre, czyli tego co zwiedzającemu wolno (bo jest dla niego bezpieczne i nie przeszkadza ”gwiazdom” wydarzenia a więc psom i hodowcom), a czego mu nie wolno (bo stanowi dla niego zagrożenie i utrudnia przebieg wydarzenia jego głównym uczestnikom). Organizator wystawy powinien zadbać o bezpieczeństwo wszystkich, którzy w wydarzeniu biorą udział w więc także osób, które znalazły się na terenie imprezy, jako zwiedzający. Zakup biletu do muzeum czy galerii nie daje prawa do dotykania eksponatów (I to akurat rozumieją wszyscy, może z wyjątkiem osób z poważnymi zaburzeniami psychicznymi, które to np. usiłują lizać lub liżą obrazy, ale ten typ ”pasjonatów sztuki” definitywnie należy do mniejszości). I tak samo, jak z obrazami w galeriach, jest z psami, które podziwiać można podczas dog shows -ich też się nie dotyka. Psy pokazywane na wystawach nie są po to, żeby zabawiać zwiedzających. Wystawa psów to nie cyrk. To wydarzenie dla hodowców i posiadaczy rasowych psów. Jednak najwyraźniej kultura leci na łeb na szyję i to co wydawać by się mogło oczywiste dla wielu wcale takie nie jest. Żyjemy w czasach, w których organizator wystawy musi zacząć liczyć się z tym faktem. Praktyka pokazuje, że znacząca część gości wystawy nie umie się podczas tego wydarzenia zachować, tak więc organizator powinien poinstruować kupujących bilety i przebywających na terenie wystawy jako ”zwiedzający oglądacze”, co do tego, jakich zasad zobowiązani są przestrzegać.

Bonus

Z okazji wystaw drukuje się bilety, katalogi, dyplomy, można wydrukować także ulotki informacyjne zawierające podstawowe dane dotyczące zachowania zasad bezpieczeństwa przez zwiedzających. Wystarczy odbitka ksero wręczana każdemu, kto kupuje bilet. Tyle mówi się dziś o ”promocji” kynologicznych stowarzyszeń… Czy ulotka z informacją o tym dlaczego obcego psa się nie dotyka nie byłaby idealnym sposobem promocji? Przecież takie ulotki nie zawsze wyrzuca się ”od razu”. Wraz z biletami lądują w torbach i plecakach, w samochodzie, na stolikach z kluczami… Taką ulotkę można potem przypiąć na tablicy ogłoszeń w przedszkolu, szkole…

Tyle korzyści za ile? 5 groszy od kserokopii? …

Poszanowanie przestrzeni vs. naruszanie przestrzeni

Poszanowanie przestrzeni vs. naruszanie przestrzeni to temat wiecznie żywy i ciągle nienależycie serio przez tzw kynologów traktowany. Dystanse personalne dotyczą zarówno ludzi, jak i innych zwierząt -psów też. Proksemika to osobna dziedzina, element komunikacji niewerbalnej. I obiektywnie „niewyczuwanie niestosowności” przez daną osobę, naruszania przestrzeni obcego (człowieka lub zwierzęcia) świadczy o inteligencji tej osoby (nie tylko tej emocjonalnej). Nie pozostaje nic innego jak „trąbić” i to „drukowanymi literami”, zarówno posiadaczom psów, jak i osobom postronnym (w tym rodzicom odpowiadającym za dzieci), że przestrzeń intymna psa jest, tak samo jak przestrzeń intymna człowieka, jego własnością, przedłużeniem ciała i pies/kot (czy jakiekolwiek inne zwierzę, np. człowiek) nie musi akceptować wtargnięcia w nią.

Nikt normalny, ”kynologicznie świadomy” nie zostawiłby na wystawie, wśród tłumu obcych ludzi i psów czasem po prostu agresywnych wobec innych przedstawicieli swojego gatunku, psa rasy Fila Brasileiro. I najwyraźniej, w starciu z arogancją i ignorancją postronnych osób, należy przyjąć, że wchodząc z psem w przestrzeń wystawy, dla jego bezpieczeństwa i własnego spokoju ducha, należy traktować go, jakby był Fila Brasileiro, nawet, gdy nasz pies to Pekińczyk albo Labrador.

Do poczytania

Zachęcam do przeczytania serii tekstów o przestrzeni w kontekście interakcji z psami: https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2018/08/12/czlowiek-pies-i-przestrzen/

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora jest zabronione.

www.facebook.com/zuzpasjaodogoargentino

O RÓŻNICACH CZYLI JAK NIE STAĆ SIĘ ROZCZAROWANYM NABYWCĄ. CZĘŚĆ 3 Z 3

 (Źródło Facebook)

”Coś mu jest, coś jest nie tak, musimy iść do weterynarza” vs ”Poczekamy, zobaczymy co z tego wyniknie, najwyżej podamy mu”…

Emocjonalny stosunek nabywcy do jego psa zwykle pojawia się na długo zanim psiak się urodzi, nawet na długo zanim wybrana zostanie hodowla. Hodowca natomiast nie ma do szczeniąt aż tak emocjonalnego stosunku (a jeżeli ma, to nie jest w stanie obiektywnie ocenić wartości miotu) i o szczeniaku wybranym przez siebie dla nabywcy, myśli w kategorii np. ”Niezła głowa, zbyt krótki, za długie łapy, nie trzyma proporcji, pet”, w skrócie ”Żółty” -od koloru obróżki, którą nosi ten akurat szczeniak.

Najprawdopodobniej to właśnie ”nastawienie” powoduje, że to, co nabywcę zaniepokoiłoby tak, że w środku nocy biegłby/jechał ze szczeniakiem pod pachą do lecznicy 24/7, tzw hodowcy ”nie rusza”. Niektórzy tzw hodowcy mają zwyczaj sami ”leczyć” szczeniaki i dorosłe psy. Większość z nich uważa się za ”speców”, którzy ”nie raz już to przechodzili” i ”wiedzą, że wystarczy podać”… Lub też przyzwyczajona jest do ”radzenia się znajomych hodowców”. I najczęściej wcale nie chodzi o to, że ”weterynarze się nie znają”, a o ekonomię. Wielu tzw hodowców ”oszczędza”. Kłania się wspomniany w pierwszej części tekstu, brak zaplecza finansowego i ”hodowanie na styk” (”Jak sprzedam szczeniaka, będę mieć na kotlety”), które świetnie oddają teksty w rodzaju ”Proszę to zachować dla siebie, ja z tego, z hodowli żyję”, wymykające się rozemocjonowanym tzw hodowcom, w rozmowach z Wami, drodzy czytelnicy, kiedy okazuje się, że psiak ma jakiś zdrowotny problem.

Tzw hodowców bardzo często nie stać po prostu na korzystanie z usług lecznic weterynaryjnych, tak samo jak nie stać ich na przeprowadzanie badań i jak nie byłoby ich stać na utrzymywanie szczeniąt, które okazałby się obciążone wadami i które bardzo trudno byłoby im sprzedać. Dlatego tzw hodowcom nie opłaca się przeprowadzać badań ani szczeniętom ani ich rodzicom, bo to generowałoby zbyt duże koszty i ”hodowla” przestałaby przynosić zyski. Nierzadko więc robią wszystko co mogą, aby odwlec moment, w którym będą musieli zapłacić lekarzowi weterynarii za jego usługi. Dlatego, np. zamiast wieźć do lecznicy psa, u którego właśnie odezwały się skutki babeszjozy, zamieszczają posty na fejsbukowych grupach, oczekując ”diagnozy przez internet”, od przypadkowych ”specjalistów”, którzy akurat są ”on line”. To jasne, że bardzo fajnie jest, kiedy doświadczenia z psami powodują, że niektórzy ”naprawdę wiedzą” co dolega ich psu i przy niezagrażających psiemu życiu sytuacjach, podają właściwy preparat, jeżeli mają go w domu i nie muszą jechać do weterynarza z każdym drobiazgiem. Jednak często to nie ”doświadczenie”, a zwyczajna bezduszność połączona z brakiem pieniędzy na leczenie psów, kieruje ludźmi, którzy ”nie przejmują się aż tak”. Wspomnijcie wszystkie przypadki psów, które z dnia na dzień ”wyparowują” i wszelki słuch po nich ginie. O ”wybitnych reproduktorach”, po ”wybitnych rodzicach”, ojców ”wybitnego potomstwa”, psach o oryginalnych, niejednokrotne szalenie pretensjonalnych imionach, nadawanych im np. na cześć znanych gitarzystów…

W tym miejscu wypada też dodać, że niektórzy tzw hodowcy czują się tak pewnie, że sami przeprowadzają tzw cesarki swoim sukom, choć zabiegi chirurgiczne na zwierzętach towarzyszących, polskie prawo pozwala przeprowadzać jedynie praktykującym lekarzom weterynarii. A jeszcze inni mieli lub niestety wciąż jeszcze mają czelność sami okaleczać szczenięta ”zabiegami kopiowania”, czyli przycinania uszu i/lub ogona. Ciętych, młodziutkich argentynów z polskimi przydomkami na FB nie brakuje… Czyżby wszyscy posiadacze tych nieszczęsnych psiaków wywozili je na cięcie uszu do Rosji?

Przy okazji wypada wspomnieć przypadek bardzo znanego w środowisku Związku Kynologicznego w Polsce działacza tego stowarzyszenia, hodowcy, sędziego kynologicznego, w swoim czasie lekarza weterynarii*. Cóż, taka to jest ta ”kultura” w ZKwP, stowarzyszeniu wciąż posiadającym dominującą pozycję na polskim rynku kynologicznym. Stowarzyszeniu osób rozmnażających i sprzedających nabywcom psy posiadające rodowody honorowane przez FCI, czyli federację stowarzyszeń zrzeszających osoby, które rozmnażają (i sprzedają) psy.

A propos, najpierw słów kilka o ”papierologii” czyli nie tylko FCI

Nabywcy często kompletnie nie interesują się ”papierologią” dotyczącą ich psów i ten typ osób to target-marzenie dla wszystkich cwaniaków, którzy pozakładali w Polsce ”stowarzyszenia hodowców” spod znaku pieska i kotka po 2012 roku. W internecie roi się od ogłoszeń o sprzedaży ”rasowych” szczeniąt w ”okazyjnych cenach”, w których sprzedający piszą bzdety, które krótko mówiąc, naiwniacy łykają jak młode pelikany. W epoce powszechnego dostępu do informacji, ignorancja jest wyborem. Dlatego winą za to, że nabywcy kupują mieszańce, kundle, które z jakąś rasą łączy jedynie kolor sierści, psy z kojarzeń typu ”pani co roku dopuszcza do swojej suczki swojego pieska (syna tej suczki) i sprzedaje np. ‚maltańczyki’ za 500 złotych” (w bonusie standardowo już obciążone schorzeniami wynikającymi z chowu wsobnego, czyli kojarzeń kazirodczych) lub płacą komuś za to, że w obsranej stodole, w klatkach trzyma np. 60 dorosłych psów i kilogramy zarobaczonych, niedożywionych i nierzadko chorych, jak ich rodzice, szczeniąt, obarczać można jedynie ich samych: głupców, którzy ”chcąc oszczędzić”, sami proszą się, żeby zrobić z nich jeszcze większych idiotów. Przykre jest tylko to, że głupi ludzie generujący popyt na ”rasowe psy w atrakcyjnych cenach”, nie tylko dają pole do popisu zwyczajnym oszustom, ale i uczestniczą w procederze znęcania się nad zwierzętami. Tacy ludzie ten proceder nakręcają.

Osobom, które kynologią się nie interesują, których nie zajmuje zastanawianie się ”skąd się na świecie wziął ich pies” (genetyka), które ”po prostu chcą kupić psa”, bardzo łatwo jest pogubić się w nazwach wszystkich tych działających dziś w Polsce stowarzyszeń ludzi, którzy psy rozmnażają, federacji zrzeszających te stowarzyszenia oraz w rodowodach. Kupują psa z jakiegoś stowarzyszenia (albo nawet i nie to, bo ”się znajomym znajomych pieski urodziły”), nie patrząc przy tym na jego nazwę, choć dziś prawie każdy ma ”internet w telefonie” i wszyscy znają ”wujka Google”. A potem są zaskoczeni, że np. nie mogą ze swoim psem wziąć udziału w jakiejś wystawie, albo że ich ”Tosa Inu” z obciętym ogonem (tak, serio), wygląda raczej jak zastanawiająco piaskowy pinczer średni, niż japoński molos. Albo, że ich ”Nowofunland”, choć czarny, to raczej mieszaniec Groenendael’a (jeden z Owczarków Belgijskich) z jakimś wiejskim, ”bysiem”, którego któryś z członków rodziny może kiedyś leżał obok jakiegoś Nowofundlanda…

Rodowód to nic innego jak drzewo genealogiczne. Rodowód dokumentuje pochodzenie psa w sposób kompletny, nie ma w nim ”dziur”, ”białych plam”/”niewypełnionych pól”. Rodowód pozwala zorientować się w przodkach danego psiaka na kilka pokoleń wstecz. Jednak, nawet monopolizujący rynek kynologiczny w Polsce, Związek Kynologiczny w Polsce należący do Federacion Cynologique Internationale (FCI), nie wymaga, aby informacje zawarte w rodowodach wydawanych przez to stowarzyszenie, zawierały certyfikat identyfikacyjny DNA. Oznacza to, że nabywca musi na ”słowo honoru” przyjąć, że rodzicami danego szczenięcia są ojciec i matka wpisani w rodowód psiaka. ZKwP wciąż nie zdecydowało się wprowadzić wymogu badań DNA, które potwierdzałyby informacje zamieszczane w rodowodach psów zarejestrowanych w tym stowarzyszeniu.

Wyjątkowo aktywni na forach społecznościowych i wyjątkowo nierozumiejący zasad, którymi kieruje się rynek oraz tego, że prawem klienta jest dostęp do informacji o towarze (masowa ”hodowla” uczyniła z psów towar), członkowie mającego w Polsce ciągle dominującą pozycję Związku Kynologicznego w Polsce, ślepo przekonani o tym, że ”ZKwP należy się monopol”, działają jak Orwellowska Policja Myśli. Zaciekle bronią potencjalnych nabywców przed ”myślozbrodnią”, którą rodzi dostęp do informacji o tym, że nie tylko pies z metryką wydawaną przez stowarzyszenie, którego są członkami i rodowodem honorowanym przez FCI, jest rasowy, nazywając absolutnie każdego hodowcę działającego poza Związkiem Kynologicznym w Polsce ”pseudohodowcą”. Wielu członków ZKwP, przy każdej nadarzającej się okazji w rodzaju ”dyskusji o stowarzyszeniach i ‚rasowowści’ psów”, stara się dyskredytować wszelkie inicjatywy kynologiczne niezwiązane z ich stowarzyszeniem, uzmysławiające natomiast potencjalnym nabywcom, iż mają wybór i nie są skazani na psa z metryką ZKwP. Działania części członków ZKwP mają znamiona nieuczciwej konkurencji, przeciwdziałają warunkom niezbędnym dla powstania i rozwoju konkurencji.

Być może działania te można byłoby wziąć za dobrą monetę i może nawet traktować jako słuszne (choć przecież wszyscy wiemy, że monopol prowadzi do wynaturzeń), gdyby ZKwP funkcjonował wzorcowo. Gdyby członkowie ZkwP zaciekle tępili wszelkie przypadki nieprawidłowości, przede wszystkim ”na swoim podwórku” – np. cięcie uszu psom, czyli ignorowanie przez tzw hodowców i posiadaczy psów zakazu okaleczania czworonogów chirurgicznymi zabiegami estetycznymi. Może wtedy działania wyznawców ZKwP nie raziłyby aż tak bardzo… Jednak praktyka pokazuje tępą bezrefleksyjność tych osób nad stanem ich ”własnego podwórka”. Min. powszechnym w tym stowarzyszeniu przyzwoleniu na rozmnażanie psów z dysfunkcjami fizycznymi (brak wymogu badań) i nierzadko psychicznymi (niestabilność psychiczna psów) Niestety brak jest konkretnego, jednomyślnego i zdecydowanego działania członków ZKwP, którzy w swojej masie, w praktyce wciąż pozwalają na to, by psy ras predysponowanych do wystąpienia wad dziedzicznych, rozmnażane były bez uprzedniego przeprowadzenia badań w rodzaju zwykłego RTG stawów, BAER TEST, itp., jako formy kwalifikacji hodowlanej. Potencjalny nabywca np. Dogo Argentino, zadając pytanie o BAER, słyszy, że ”ZKwP nie wprowadził odgórnie wymogu badań” i tyle. ”Nie ma wymogu, więc nie musimy”. Choć schorzenia takie jak dysplazja dotykają coraz większej populacji, także psów ras małych, jak Buldog Francuski czy Mops, problem ten jest ignorowany, a RTG stawów to badanie, wymagane jedynie dla wąskiej części psów używanych do rozrodu przez członków ZKwP. A nie chodzi o to, aby wąską część rozmnażanych pod egidą ZKWP, psów badać pod kątem zaledwie kilku schorzeń, ale o to, by zauważyć problem i postawić uczciwą diagnozę, określającą które rasy, jakich badań wymagają. Oraz postawić wymóg, że do rozrodu używane mogą być jedynie zwierzęta wolne od wad, znacząco utrudniających komfort życia ich potomstwu oraz znalezienie tym niepełnosprawnym i wymagającym szczególnej opieki psom, domów. ZKwP wciąż nie wprowadziło także obowiązku identyfikacji DNA, potwierdzającego treść zawartą w rodowodach wydawanych przez to stowarzyszenie, w sensie generalnym. A nie tylko wtedy, gdy ”właściciel nie upilnuje suczki i psa”, a matką miotu jest suka np. bez hodowlanych uprawnień. W pozostałych przypadkach, kiedy chodzi o ”planowe krycia”, nabywcy pozostaje ”wierzyć na słowo”, że przodkami jego szczenięcia są psy wpisane w dokumenty z pieczątką ZKwP… Przez lata członkowie ZKwP tolerowali i jak pokazuje praktyka wciąż tolerują, nielegalne w Polsce, okaleczanie psów z rodowodami ZKwP, zabiegami cięcia uszu i ogonów, opowiadając przy tym, że obcięcie psu fragmentu małżowiny usznej ”ma działanie lecznicze i chroni psa przed zapaleniem ucha”, a ”nieobcięty ogon, się rani i/lub łamie”… Tajemnicą poliszynela jest też, które osoby z ”towarzycha” działaczy mają na swoim koncie największe dokonania, kiedy chodzi o kopiowanie psich uszu i ogonów oraz uważane są za specjalistów w tej dziedzinie. A dodać należy, że ten stan rzeczy ma miejsce, choć w ZKwP działają jako wystawcy, hodowcy i sędziowie kynologiczni praktykujący na terenie Polski, lekarze weterynarii…

Inne niż Fédération Cynologique Internationale federacje kynologiczne, zupełnie od FCi niezależne

Strach przed konkurencją (odpływem klientów na szczenięta), powoduje bardzo agresywny hejt członków ZKwP min. na powstały w 2001 r. Polski Klub Psa Rasowego, należący do ACW, czyli Alianz Canine Worldwide**. ACW to także federacja zrzeszająca stowarzyszenia hodowców psów i niezależnie od tego czy jej zasięg pozwala nazwać ją, czy też nie, ”konkurencyjną” względem FCI, jest to uznana, niezależna federacja, wydająca własne dokumenty dotyczące pochodzenia rozmnażanych pod egidą ACW psów. Bez ”oglądania się na FCI”.

Dla polskiego nabywcy może to być o tyle istotna informacja, że do ACW należy wymieniony przeze mnie powyżej, Polski Klub Psa Rasowego, o którym wspominałam przy okazji kwestii dysplazji, gdyż, jak podaje strona PKPR*** w tym stowarzyszeniu wyniki RTG stawów biodrowych są elementem kwalifikacji hodowlanej u psów ras predysponowanych do tego schorzenia i do rozrodu dopuszczane są jedynie reproduktory, i suki hodowlane z wynikami A lub B, posiadające certyfikat identyfikacyjny DNA (obowiązuje od 01.01.2013 r.). A od 20 stycznia 2010 roku Polski Klub Psa Rasowego nie rejestruje psiaków okaleczonych cięciem uszu i/lub ogona. Uważam, opierając się o te dane, że nazywanie członków tego stowarzyszenia ”pseudohodowcami”, jest poważnym nadużyciem, szczególnie w ustach członków uciekającego od identyfikacji DNA, latami ignorującego wprowadzony w 1997 r. zakaz okaleczania psów chirurgicznymi zabiegami o charakterze estetycznym, a problem dysplazji zamykającego w notatce o ”rękojmi”, ZKwP.

Inne organizacje kynologiczne niezrzeszone w FCI, to min. działające na terenie USA, American Kennel Club -AKC (http://www.akc.org/) i United Kennel Club -UKC (http://www.scottishkennelclub.org/index.html),

brytyjski The Kennel Club -TKC, organizujący najbardziej znaną na świecie wystawę Crufts (http://www.thekennelclub.org.uk/),

działający na terenie Zjednoczonego Królestwa, Scottisch Kennel Club -SKC (http://www.scottishkennelclub.org/index.html)

i Canadian Kennel Club -CKC (https://www.ckc.ca/en).

Zaznaczam, że także w Skandynawii funkcjonują organizacje kynologiczne działające niezależnie od FCI.

Wielu nabywców psów nazywanych rasowymi, gubi się we wszystkich tych skrótach i nazwach, ale wystarczy kilka minut w Google, aby przekonać się czy ogłoszenie faktycznie warte jest zainteresowania, czy też nie. Decydując się na psa konkretnej rasy, należy zrobić dokładny ”przeszper” 😉 w internecie. Dowiedzieć się jaka jest kondycja rasy i jaka organizacja/stowarzyszenie/hodowla oferuje nabywcom psy, które rodzą się w wyniku autentycznej pracy hodowlanej, prawdziwej selekcji, opartej nie tylko o ”wystawowe tytuły”, ale przede wszystkim o coraz powszechniejsze na świecie, wyniki badań, eliminujące z programów hodowlanych osobniki obciążone wrodzonymi wadami. Jeżeli masz pieniądze i dobrowolnie chcesz przeznaczyć co najmniej kilka tysięcy złotych na zakup psa, to pamiętaj, żeby nie dać się orżnąć. Jeżeli fascynuje Cię pies rasy pochodzącej z Finlandii, USA czy Wielkiej Brytanii, nie masz ”ciśnienia” na ”sprowadzanie świeżej krwi”, a po prostu chcesz mieć psa konkretnej rasy i po przebadanych przodkach, nie musisz kupować takiego psa od polskiego hodowcy. Możesz nawiązać kontakt bezpośrednio z zagranicznym hodowcą. W większości przypadków ”różnicy cenowej” nie odczujesz, a możesz mieć okazję przekonać się jak inaczej od tzw hodowców, do hodowli podchodzą prawdziwi hodowcy.

Wracając do zdrowia

Jednego trzeba się nauczyć: nie jest ważne co mówi hodowca. Naprawdę. Po tym, jak zabierzesz szczeniaka z hodowli, pojedź z nim do weterynarza i poproś, żeby wyjaśnił ci np. jakie szczepienia szczenię przeszło. Niech specjalista ”odcyfruje” ci nakleję po naklejce, może w książeczce są ślady czegoś, o czym hodowca nie był łaskaw cię poinformować, a co może mieć realny wpływ na stan zdrowia psiaka aktualnie lub w najbliższej przyszłości? Niektórzy tzw hodowcy sami szczepią szczeniaki tym, co akurat mają pod ręką i bywa, że zaznaczają ten fakt w książeczkach zdrowia szczeniąt. Nie zapomnij także odwiedzić gabinetu weterynaryjnego, z którego usług korzystał hodowca, dokąd szczeniak przebywał pod jego opieką. Zwłaszcza, jeżeli zapłacisz za szczeniaka ”z potencjałem”, takiego ”na wystawy” i ”do hodowli”. Pamiętaj, że niejednokrotnie w sytuacjach spornych, dotyczących stanu zdrowia psów, tzw hodowcy, aby utrudnić nabywcom dochodzenie ich praw (pociągniecie do odpowiedzialności tzw hodowcy) poprzez ustalenie faktycznego stanu zdrowia psiaków w dniu zawarcia umowy pomiędzy tzw hodowcą a nabywcą, odmawiają nabywcy wydania dokumentacji medycznej dotyczącej zabiegów wykonanych na szczeniętach przed ich sprzedażą. Mam na myśli szczególnie zabiegi chirurgiczne, które psiak mógł przejść, o czym nabywca nie został poinformowany. Osoba będąca formalnym właścicielem psa ma pełne prawo do uzyskania pełnej informacji medycznej na temat psa, którego jest właścicielem.

Tzw hodowcy miewają różne, zaskakujące pomysły na to, jak ”zabezpieczyć zdrowie” szczeniąt. Wystarczy przecież wspomnieć wszystkie te ”pierdulety”, które opowiadali (a co bezczelniejsi wciąż opowiadają) o ”leczniczym”, ”prewencyjnym” obcinaniu szczeniętom części małżowin usznych, które to miało ”w przyszłości chronić psy przed zapaleniami uszu”, a w istocie sprawiało jedynie, że szczeniak-towar z oberzniętymi uszami ”lepiej schodził”. Ślady tych ”przebojowych” pomysłów zostają czasem w książeczkach zdrowia, dlatego w skrajnych przypadkach należy wybrać się do lecznicy, która była tą, z której tzw hodowca korzystał, bo można dowiedzieć się nierzadko szokujących rzeczy. Nie tylko o szczepieniach, ale także o chirurgicznych zabiegach, które przeszedł pies, zanim sprzedano go jako ”pełnowartościowego” przyszłego ”championa” i ”reproduktora”…

Zasada ograniczonego zaufania jest bardzo ważna nie tylko dlatego, że na przykład każdemu szczeniakowi może się zdarzyć, że zje jakieś patyki i/lub kamienie i rzeczywiście nie należy panikować, kiedy w kale zauważy się ślady krwi. Natomiast niezależnie od tłumaczeń tzw hodowcy, z których wynika, że ”Ona/on tak ma, wypuszczona/y na teren posesji wciąga wszystko jak odkurzacz. Ta krew w kupie, to pewnie przez te patyki, które zżera, tyle ich tu jest, a ja nie nadążam sprzątać. Jest ta krew w kupie od jakiegoś czasu”, to krew widoczna w kale szczeniaka dłużej niż jeden-dwa dni jest objawem wysoce niepokojącym. I może oznaczać zapalenie przewodu pokarmowego. Możesz czekać aż ”samo przejdzie”, ufając, że ”hodowca na pewno ma rację”. A możesz udać się do lecznicy i wykonać USG (jeżeli masz szczęście i trafił ci się naprawdę fajny psychicznie szczeniak, to uśpienie go przed wykonaniem badania, wcale nie będzie konieczne), które może uratować twojemu psu życie -i przy okazji- dowiedzieć się -od weterynarza, który zdradzi ci sekrety książeczki zdrowia twojego psa- że psiakowi, którego jesteś teraz właścicielem, w wieku kilku tygodni, podano specyfik, który podawać wolno jedynie dorosłym psom, w przypadku, w którym dorosły pies zakażony został pasożytem lamblii. Dowiesz się też, że tzw hodowca, nie reagując na od ponad tygodnia pojawiającą się w kale szczenięcia krew, doprowadził u szczeniaka do rozwinięcia się u niego zapalenia przewodu pokarmowego.

Układ kostny&aparat ruchu u psa czyli zagadnienia dla porażającej części nabywców będące kompletnie poza ich (oraz tzw hodowców) zasięgiem pojmowania

Nabywcy szczeniąt choć zazwyczaj bardzo dobrze (szybko) reagują na niepokojące objawy u swoich psiaków i ”wolą dmuchać na zimne”. Jednak coraz częściej okazują się być bezbronni w zderzeniu z rzeczywistością, w której coraz więcej psów cierpi na dysfunkcje aparatu ruchu. Nawet gdy niepokoi ich sposób poruszania się ich psiaka, porównują jego ruch z tym, jak poruszają się inne szczenięta i podrostki, które spotykają podczas spacerów. Szczególnie przykre jest gdy dwie osoby np. na psim wybiegu, przyglądają się dwóm szczeniętom w tym samym wieku, z tymi samymi dysfunkcjami i tej samej rasy. (Np. Labradora) I kiedy wnioski z takich porównań brzmią mniej więcej ”Skoro on/ona też się tak porusza, to znaczy, że to jest ok, to jest normalny sposób poruszania się psa”. ”Wewnętrzny głos” właściciela, którego niepokoi to, jak jego psiak się porusza, zostaje zagłuszony przez to, w jaki sposób porusza się większość psów, które obserwuje.

Prawda jest taka, że brak wiedzy u nabywców psów, odnośnie zagrożeń wynikających z rasowych predyspozycji danego szczeniaka, brak zainteresowania z ich strony stanem zdrowia rodziców szczenięcia, które decydują się zakupić/zaadoptować, niewłaściwe warunki, które psiak ma w nowym domu (w tym podłoże) oraz dieta niedostosowana do indywidualnych cech szczenięcia (wiek, waga, typ budowy i rodzaj aktywności), powodują, że powiększa się liczba psów cierpiących z powodu dysfunkcji aparatu ruchu. Nie można całą winą za kulawizny, krzywice, dysplazje oraz ich konsekwencje obarczać jedynie tzw hodowców, a dowodem na to są kundle i mieszańce, które także spotyka się na psich wybiegach i w parkach podczas spacerów, i które również mają problemy z aparatem ruchu.

Coraz więcej psów obciążonych jest anatomicznymi wadami i przejawia symptomy świadczące o tym, że ruch sprawia im kłopot, a normalny sposób poruszania się nie jest dla nich możliwy. Często wady takie doskonale widoczne są już u szczeniąt w wieku, w którym najczęściej rasowe psy sprzedawane są nabywcom, tj już w 8 tygodniu życia szczeniąt i zdradzają (delikatnie mówiąc) predyspozycję danego zwierzęcia do problemów wynikających z niepoprawnej budowy anatomicznej. Szczególnie dobrze widoczne są nieprawidłowe ułożenie miednicy oraz prawie zupełny brak kątowania kończyn tylnych (tzw przeprosty), które uwypuklają zdjęcia prezentujące sylwetki psiaków z profilu, które osoby rozmnażające psy, szukając kupców na szczenięta, zamieszczają na stronach internetowych, w tym na swoich profilach na Serwisie Facebook. Nieprawidłowe ułożenie miednicy, pociąga za sobą niewłaściwy sposób kątowania kończyn tylnych (daje też niewłaściwą linię grzbietu), ale i problemy ze stawami łokciowymi oraz kręgosłupem nie są dziś rzadkością.

Ta nieszczęsna większość zaniedbanych przez swoich opiekunów na wczesnym etapie rozwoju psiaków (w tym tzw hodowców), powoduje, że wadliwy sposób poruszania się psów zaczyna być traktowany jako normalny, przez osoby nieposiadające podstawowej wiedzy na temat psiej anatomii, czyli przez większość posiadaczy psów. Osoby nieumiejące przywołać sobie ani obrazu układu kostnego psa ani obrazu psa poprawnie zbudowanego i normalnie się poruszającego nie są w stanie zauważyć i zrozumieć przyczyn problemów z poruszaniem się u swoich psów.

Szczególnie rażąca jest niewiedza posiadaczy psów rasowych, którzy nie rozumieją sensu wzorca rasy i tego, że wzorzec rasy dla rasowego psa, to mniej więcej coś takiego, jak architektoniczno-budowlany projekt (plan) budynku, określający funkcję, formę i konstrukcję obiektu. W dużym skrócie: wadliwie skonstruowany budynek zawali się i dokładnie to samo dzieje się z niektórymi psami → sypią się im stawy i konstrukcja się wali. O ile mogę zrozumieć punkt widzenia handlarza, (przepraszam tzw hodowcy psów), któremu zależy na tym, żeby sprzedać szczniaki-towar i który w nosie ma wszystko inne, o tyle trudno mi zrozumieć ignorancję nabywców, którzy wydają, często niemałe pieniądze na ten towar, czyli szczeniaki, które sypią się, bo a) ich rodzice też się sypali, ze względu na to jak byli/są zbudowani b) trafiają do opiekunów, którzy nie umieją się nimi zajmować.

Wadliwie zbudowane (przykład nieprawidłowego ułożenia miednicy) i przez to wadliwie się poruszające psy dla pozbawionych wiedzy ”Kowalskich”, stają się osobnikami wzorcowymi, ”punktami odniesienia”, z którymi porównują swoje psy, chcąc sprawdzić czy to, jak ich pies chodzi, w jaki sposób się porusza, jest ”normalne”. Pozbawieni absolutnie podstawowej wiedzy właściciele, uspokajają się, poprzez porównywanie swoich szczeniaków i podrostków z psami z dysfunkcjami aparatu ruchu, że ”wszystko jest ok”. Brak ”czujności” względem budowy anatomicznej szczeniąt i ich aparatu ruchu, skutkuje tym, że po tym, jak bezmyślnie wybrali tzw hodowlę, bezmyślnie wybierają pierwszy lepszy gabinet weterynaryjny. A potem równie bezrefleksyjnie patrzą, jak kulawiznę szczenięcia ”załatwia się” przeciwbólowym zastrzykiem, bez poświęcania jej pochodzeniu należytej uwagi. Czyli bez analizowania jej związku z budową psa. I jak przypadkowi weterynarze, mówiąc wprost: maskują problem.

Jeżeli naprawdę chcesz przygotować się na pojawienie się w Twoim domu psa, zainwestuj trochę swojego czasu (i pieniędzy) w edukację. Kolejny raz polecam wydawnictwo Dogs in Motion: http://www.vdh.de/en/shop/dogs-in-motion/.

Puść sobie ten filmik: https://www.youtube.com/watch?v=iRcAX6lIBfk

Nabywcy szczeniąt nie umieją łączyć faktów

Podają swoim psom ”zbilansowaną karmę”, ale nie zadają sobie trudu, by przeanalizować co oznacza słowo ”zbilansowana”. Owszem, znowu upraszczając, taka karma będzie mieć ”wszystko czego potrzebuje pies”, jednakże jeżeli psiak ma określone deficyty, kiedy trafia do nowego domu lub, gdy objawiają się one na krótko po tym, jak trafi do nowego opiekuna, taka karma wcale nie będzie pokrywać jego zapotrzebowania. Ona wystarczy i będzie świetnie służyć psu bez deficytów i tylko takiemu. I pod warunkiem, że deficyty nie wystąpią np. ze względu na zmianę trybu życia psa lub jego etap rozwoju. Niedoświadczeni i bezrefleksyjni właściciele nie dostosowują karmy, generalnie sposobu żywienia i suplementacji do typu budowy psa, tego jak się on rozwija, jego indywidualnego tempa rozwoju, oraz tego, jaki tryb życia psiak prowadzi.

Ignoranccy właściciele nie biorą pod uwagę tego, jak wyglądają ”spacery” ich pupila, ignorując kwestię ”wydatków energetycznych”. Niezależnie od tego czy na tzw spacerach aktywność psa to tylko snucie się na smyczy przez ok godzinę lub krócej i kwadrans do pół godziny zabawy na psim placu zabaw z mało absorbującym towarzystwem (albo nawet nie), czy też ich psiak szaleje co najmniej trzy dni w tygodniu na psim placu zabaw z psimi kolegami, z którymi bawi się w zapasy i ganianki, przez dobre trzy kwadranse lub dłużej, a wcześniej wędruje i robi dziesięciokilometrowe ”kółeczko”, którego przejście zajmuje 2h. I psa karmią tak samo. A jako sposób na upewnienie się, że z ich szczeniakiem lub podrostkiem jest wszystko w porządku, zamiast wizyty u specjalisty i RTG, wybierają ”porównywanie z innymi psami na wybiegu”.

Zapominają, że sami, z oczywistych przyczyn, na lodowisku chodzić się nie uczyli i skazują szczenięta i młode psy, u których wciąż trwa faza wzrostu na to, by ślizgały się po domowej, wyłożonej płytkami lub panelami, podłodze, która dla psiaka jest jak lodowisko. A wszystko dlatego, że nabywcom brak wyobraźni, by ”ogarnąć” dlaczego powierzchnia stawiająca opór jest dla rozwijających się psów tak ważna. No i ”Bo wykładziny są obrzydliwe”. Zapominają ile razy w ciągu dnia szczeniak podskakuje i skacze na ludzi, ”witając się” i wskakuje na kanapę, a potem z niej zeskakuje i jak często łapy mu się rozjeżdżają. (I na którą ciężar spada zazwyczaj – nieszczęsne łokcie i nadgarstki). Do tego dodać należy ignorowanie faktu, że nawet ”niegroźne” skaleczenie poduszki podczas spaceru, może spowodować, że pies zacznie kuleć, co w konsekwencji prowadzi do tego, że zaczyna bardziej obciążać drugą łapę i tym samym zaburza ruch. Nie kojarzą też, że niewłaściwe podłoże i wszelki dyskomfort, który pies może odczuwać wpływają na to, że pies nawykowo uczy się poruszać niewłaściwie.

Psy zaniedbane dokładnie tak samo jak dzieciaki

Za każdym razem, kiedy obserwuję młodą psią rasową czy też nie, kalekę zamiatającą zadem lub z wyginającym się na wszystkie strony stawem skokowym albo utykającą z powodu problemu ze stawem łokciowym lub nadgarstkiem, czy też śródręczem, nie wierzę, że jej właściciel nie widzi tego co ja (Albo też zdaje się tym kompletnie nie przejmować). Ale zdarza się, że takiemu właścicielowi na spacerze z psem towarzyszy dziecko i choć nieodmiennie mnie to szokuje, nie raz już przekonałam się, że jeżeli ktoś nie dostrzega wady postawy u swojego własnego dziecka (nie widzi tego np. tzw iksa i nie robi niczego, by zatroszczyć się o stan stawów swojego dziecka, jego kręgosłup, a to ”nie robienie niczego”, objawia się tym, że nie ćwiczy z dzieckiem, nie koryguje tego, jak dziecko np. stawia stopy, czyli nie robi tego wszystkiego, co robią rodzice, którzy zauważają problem, zabierają swoje dziecko na gimnastykę korekcyjną i ciągle pilnują, tak, także na spacerach, aby dziecko ćwiczyło właściwy sposób poruszania się i przyzwyczajało kręgosłup do właściwej postawy), nie jest w stanie wychwycić nieprawidłowości w sposobie poruszania się u psa. Jest to absolutnie oczywiste. Ktoś, kto nie był w stanie dbać o prawidłowy rozwój i ułożenie stawów biodrowych u własnego dziecka, kiedy to było niemowlęciem, nie jest w stanie dbać o to samo u swojego zwierzęcia. Kropka.

Zastanawiałam się jak najlepiej będzie uwrażliwić obecnych i przyszłych posiadaczy psów na psie problemy aparatu ruchu, które ja widzę ”na kilometr”, a których właściciele psów z tymi dysfunkcjami wydają się kompletnie nie widzieć. Ostatecznie uznałam, że najlepiej będzie przedstawić osobom czytającym ten wpis wady postawy u człowieka i zadania gimnastyki korekcyjnej oraz rehabilitacji u dzieci, bo uważam, że należy korzystać z łatwo przyswajalnych przykładów i mam nadzieję, że osoby niedostrzegające problemów u swoich psów, a w tych gorszych wariantach i u swoich dzieci, bardziej ”wczują się w temat”, kiedy zaczną czytać o tym, jakie problemy z postawą mogą mieć ludzie.

(http://www.profesor.pl/publikacja,16499,Artykuly,Wady-postawy-ciala-a-wskazania-i-przeciwwskazania-do-udzialu-w-zajeciach-wychowania-fizycznego,

(http://wylecz.to/pl/choroby/uklad-kostno-stawowy/kolana-szpotawe-i-koslawe.html#popupClose)

Podstawową kwestią jest to, aby właściciele psów byli świadomi istniejących wad i zagrożeń, które z nich wynikają. Dlatego polecam przeczytać podlinkowaną treść i bogatszym o wiedzę na temat wad postawy ciała u człowieka, odnieść się kolejny raz do układu kostnego psa. ”Ruszyć wyobraźnią” i uwrażliwić się na problem, bo wady postawy u psów tak samo jak u ludzi, skutkują zaburzeniami napięcia mięśni, ich osłabieniem, przykurczami lub mięśniami zbyt rozciągniętymi, a także poważnymi ograniczeniami w zakresie ruchu w stawach. Pies nie może mówić, ale wystarczy porozmawiać z osobami, które na co dzień borykają się z kłopotami kręgosłupa lub mają doświadczenia np. w ”problemach z kolanami”. Myślenie nie boli, pomaga za to chronić przed bólem nie tylko psy, ale i innych ludzi.

O przykład zaniedbania nietrudno

Zdarza mi się pytać właścicieli, szczególnie młodziutkich psiaków o to, co sądzą o tym jak zbudowany jest ich pies. Czy zdają sobie sprawę, że wady anatomiczne, którymi jest obciążony wpływają na sposób w jaki się porusza i jak będzie się rozwijał? Czy w ogóle zdają sobie sprawę z tych wad i zauważają, że ich psiaki nie poruszają się prawidłowo?Czy widzą ”luźny zad”, którym pies ”zamiata” na boki, przykurcze i niedorozwój mięśni, ”martwy ogon” itp.? Czasem nie pytam o ”odczucia właścicieli”, a po prostu zwracam uwagę, że psa należy prześwietlić, aby ustalić co konkretnie jest nie tak oraz wybrać skuteczny sposób leczenia lub niestety tylko zaleczania istniejącego problemu. Staram się uświadomić takim osobom, że z wiekiem ich psu będzie się funkcjonowało gorzej. I że nie podejmowanie żadnych środków zaradczych, skutkować będzie tym, że pies będzie bardzo podatny na kontuzje. I że w którymś momencie i tak będą musieli poddać go zabiegowi chirurgicznemu (który w późniejszym wieku, z wielu powodów – np. kondycja serca psa, może okazać się niemożliwym do przeprowadzenia – sytuacja patowa). Ograniczam się do przypadków naprawdę drastycznych, takich, w których na widok tego, jak dany pies się porusza ”aż pękają oczy”. Znikoma część takich osób potwierdza, że nie pierwszy raz słyszą od kogoś napotkanego na spacerze z psem, że ich zwierzak ma problem z ruchem. Niektórzy po takiej kilkunastominutowej rozmowie deklarują, że zabiorą psiaka np. na SGGW, aby wykonać RTG stawów i usłyszeć diagnozę dotyczącą wyniku prześwietlenia. Rzecz jasna czy faktycznie to robią, czy podejmują jakiekolwiek działania, aby swoim psom pomóc, wiedzą tylko te osoby. Poza tym psa nie wystarczy zdiagnozować, trzeba także dostosować jego (i przy tym swój) tryb życia do opartych o wyniki badań, zaleceń lekarza. A właścicielom nie zawsze chce się ”aż tak wysilać”.

Z perspektywy czasu, tj obserwując to, jak pogarsza się kondycja spotykanych przez mnie psów, psów które nie powinny biegać, podskakiwać, skakać i przeskakiwać, spadać z murków, schodków itp. (bo mówiąc wprost sypią się, ale robią to wszystko, bo ich właściciele nie dbają o nie i im na to pozwalają), z przykrością zauważam, że niestety znaczna część posiadaczy psiaków, mówiąc wprost kalekich, ignoruje problemy ”ukochanych psów”. Nie robią nic. W związku z czym, kiedy pies rośnie i felerny szkielet musi dźwigać coraz większy ciężar, wynikający raczej z tycia psa, łapania przez niego ”sadła”, niż właściwego ”budowania masy” (czyli przemyślanej pracy w kierunku wzmocnienia mięśni głębokich, tak bardzo ważnych, zwłaszcza przy wadliwej budowie anatomicznej) lub, gdy zwierzak pada ofiarą nowej kontuzji, psiak po prostu przestaje ”hasać” i coraz częściej ogranicza ruch. Pies ”rośnie”, ale niedorozwój masy mięśniowej, przykurcze itd., zostają i także się rozwijają… Obstawiam, że powód dla którego właściciele psów nie podejmują żadnych działań, tj. olewają kłopoty układu kostnego u swoich psów, jest prosty. Tacy ludzie nie myślą, są ignorantami pozbawionymi empatii. Pies, inaczej niż dziecko czy po prostu człowiek, nie powie ”Już nie mogę, boli mnie, nie chcę iść dalej”. A skoro nie powie i żalów nie słychać, to można udawać, że problem nie istnieje. Przecież skoro pies ”teraz daje radę”, to ”potem też jakoś będzie sobie radził”.

To bardzo przykre, że posiadacze kalekich młodych molosów, psów które osiągają duuuże rozmiary i mogą duuużo ważyć, nic sobie nie robią z kalectwa swoich psów. Niewiedza nie jest usprawiedliwieniem. A kiedy psa zaniedbuje osoba, która wie, że pies wymaga specjalnej opieki, to już w ogóle jest skandal. Takim sztandarowym przykładem jest dla mnie przypadek (w tej chwili) pięciomiesięcznego berneńczyka. Kość udowa tego psiaka ”zawieszona” w miednicy w sposób bardzo nieprawidłowy, kiedy psiak po prostu sobie stoi, układa się praktycznie pionowo, co za tym idzie pionowo też układają się kości piszczelowa i strzałkowa, co z kolei skutkuje tym, że łapa praktycznie pozbawiona jest kątowania, co ostatecznie powoduje nienaturalny nacisk i rotację w stawie skokowym, ale i wpływa na śródstopie. Staw skokowy ”lata na wszystkie strony” i samo patrzenie na tego psa boli. Najbardziej druzgocące wrażenie psiak ten sprawia, kiedy idzie, a w każdym razie stara się iść stępa. Stęp to najwolniejszy, swobodny krok, w którym w każdym momencie trzy z psich łap wspierają organizm zwierzęcia, czyli dotykają podłoża, a stopy podnoszone są znad ziemi pojedynczo w określonej sekwencji.

Psiak ten nie jest diagnozowany przez specjalistę, choć jego właścicielka zdaje sobie sprawę, że pies ma poważną dysfunkcję, bo jak sama przyznała, zwracano jej już uwagę, szczególnie na lewą tylną łapę psiaka. Ta dysfunkcja znacząco będzie wpływać na dalszy rozwój i komfort życia zwierzęcia w przyszłości. Zwłaszcza, kiedy psina zacznie przybierać na wadze, a zaniedbanie tego najlepiej i z daleka widocznego już dziś problemu, będzie przyczyniać się do rozwoju kolejnych nieprawidłowości (Wina tzw hodowcy jest oczywista i nie zamierzam się nad nią w tym momencie rozwodzić). Nie jestem przekonana czy pannica będąca właścicielką tej psiny, jest zdolna do ”myślenia perspektywicznego”, z tego jak traktuje kalectwo psa, wnioskować można, że niestety nie. Dla mnie ten przypadek jest tym bardziej bulwersujący, że osoba będąca za psa odpowiedzialna, stwierdziła, że psiak ”tak specyficznie się rusza od początku” i przyznaje, że od chwili gdy pies stał się jej własnością, wie, że ”coś z nim jest nie tak”, że kupiła tego psa i wzięła go z hodowli, mimo że widziała niewłaściwe ułożenie kości i psiak poruszał się (kulał) w ten sposób, który można obserwować i dziś. I tyle. Chociaż ”uratowała” psiaka i wzięła go pod swoją opiekę, zaniedbuje go i przyczynia się do dalszego rozwoju jego kalectwa, zamiast próbować robić wszystko, aby anatomiczna wada była dla jej psa w przyszłości, przez wszystkie lata jego życia, możliwie jak najmniej odczuwalną. Przykro patrzeć na tę psinkę, gdy zacznie się myśleć o tym, ile waży dorosły berneńczyk i ile może się kontuzji temu psiakowi przytrafić. Co zdarzy się z jego stawami biodrowymi, choćby tylko przez najbliższy rok, skoro jego właścicielka, choć wie, że pies wymaga interwencji medycznej, a psiak, kiedy ”biegnie”, przemieszcza się ”na żabę”, zamiast zacząć mu pomagać, pozwala mu ”biegać”, skakać, generalnie ”hasać” bez ograniczeń i pozwala by ”rolowały się” po nim inne, także dużo cięższe od niego psy?

Może do pomocy takim psom zniechęcają ich właścicieli koszty tej pomocy? Diagnozowanie, zabiegi, suplementy, specjalne dbanie o psiaka do końca jego życia… Może, po prostu łatwiej żyje się z psem, którego mimo jego ułomności traktuje się, jakby tej ułomności nie miał? Wygodniej przecież puścić psa ze smyczy i pogapić się w telefon albo porozmawiać z inną panią, która ”wyszła z psem”, niż poświęcać psu uwagę, której wymaga. A jak pies ”posypie się” tak, że będzie ledwo chodził, to nie będzie trzeba się przejmować, że puszczony ze smyczy ucieknie, przecież on ledwo chodzi, łatwo będzie go więc dogonić, no i w telefon będzie można spokojnie się wlepić…

(Do przeczytania: http://bori2.republika.pl/htmle/staw%20skokowy.html,

http://www.labteam.pl/?pogodzinach=1&id=5&id2=20)

Kity w ogłoszeniach

Nie mam cierpliwości do osób, które bezczelnie łżą i wciskają kit, dlatego zazwyczaj, po tym, jak rzucę okiem na zdjęcia prezentujące wyjątkowo anatomicznie kiepskie szczeniaki i podrostki na sprzedaż, nie czytam, jak swój towar zachwalają tzw hodowcy. Po prostu ze wszech miar unikam pokusy zadawania tym ludziom pytań na temat stanu zdrowia psiaków, pod ogłoszeniami o sprzedaży szczeniąt, które ci zamieszczają na fejsbukowych grupach kynologicznych. Ale czasem, zwłaszcza kiedy ktoś podsyła mi coś ”wybitnego”, pozwalam sobie na odstępstwo od reguły. Niedawno więc wyświetliło mi się ogłoszenie, w którym pani chcąca sprzedać szczeniaka rasy mało w Polsce popularnej i przez to postrzeganej jako ”ekskluzywna” (coś w sam raz dla tych, którzy lubią ”lansować się”, opowiadając znajomym jakiego to wyjątkowego i drogiego psa mają), zachwalała swój towar, pisząc, że ”jest piękny, ma wspaniały ruch” i że jest psem ”na wystawy i do hodowli”. Ze zdjęć, które tzw hodowczyni wybrała, wynikało, że pies ma ”rypniętą” miednicę. Czyli miednicę ułożoną pod niewłaściwym kątem i źle wyglądający przykurcz. Wbrew pozorom najlepiej tę prawdę oddawała fotka nie ta, na której pies wyglądał jakby kucał, żeby się załatwić (choć to było zdjęcie, które niby miało ”oddać sylwetkę psa z profilu” -sic!), ale ta która pokazywać miała ten jego ”piękny ruch”. Niewłaściwe kąty, dawały niepełny, brzydko krótki, wykrok, a fakt, że pies nie opierał łapy na poduszce i to, że stykała się ona z podłożem w tym konkretnym miejscu, podkreślało niewłaściwy kąt ułożenia miednicy. W odpowiedzi na pytanie ”Co pies ma z zadem?”, pani, która podrostka chciała sprzedać, napisała, że ”kuca z zimna”. I to by było na tyle w kwestii, powiedzmy jej ”profesjonalizmu”. Tak, charty, kiedy im zimno, czasem sprawiają wrażenie, że ”przykucają”, jednak na niewłaściwy kąt ułożenia miednicy, temperatura otoczenia nie ma żadnego wpływu. Inne zdjęcia tego samego samca, dostępne na stronie tej pani, jeszcze lepiej ukazały niewłaściwe kąty i ułożenie kości kończyn tylnych u tego psiaka. Tzw hodowcy po prostu starają się sprzedać swój towar, dlatego nabywcy psów muszą znać układ kostny psa, by umieć zobaczyć, kiedy usiłuje się im wciskać kity. Psiak z ”rypniętą miednicą”, psiak lekki, np. chart właśnie, nie musi borykać się z żadnymi poważnymi konsekwencjami swojej anatomicznej wady. Jednak oferowanie go jako psa z ”potencjałem hodowlanym” jest nieuczciwością, nie tylko względem nabywcy, z którego robi się idiotę, ale przede wszystkim rasy. Koślawy chart z przykurczami, pies mający przecież być esencją elegancji i harmonii, mający oszałamiać swoim ruchem i sylwetką, to jeden z najsmutniejszych widoków, na który narażone jest oko ciut wrażliwszego kynologa. Taki ”chart” to tylko chuda, koślawa, kanciasta szkapa.

W kolejnym wpisie nieco szerzej opiszę kwestie związane z układem kostnym psa i postaram się zwrócić Waszą uwagę na dysfunkcje psiego aparatu ruchu, w sposób, który -moim zdaniem- pozwoli wam zrozumieć dlaczego powinniście poświęcać anatomii Waszych psów więcej czasu oraz dlaczego znajomość budowy psiego szkieletu i układu mięśni, umiejętność patrzenia na psa i swego rodzaju ”prześwietlania spojrzeniem” ułożenia jego kości, tj. dostrzegania jego wad anatomicznych i konsekwencji, które niosą, jest ważna. Świadomy człowiek widzi nieprawidłowości, dostrzega niedorozwój mięśni i przykurcze u swojego psa, wie też kiedy ten nie jest ”fit”, a po prostu jest zbyt chudy. Dzięki temu umie o swojego psa prawidłowo dbać. Siłą rzeczy we wpisie tym znaczącą część uwagi poświęcę kwestii żywienia molosa.

Zabawa, która nie jest zabawą

To, że pies jest przedstawicielem konkretnej rasy, nie może przesłaniać tego, że przede wszystkim jest Canis Familiaris, czyli psem domowym, psem za którego człowiek jest odpowiedzialny. To nie jest tak, że skoro pies jest Jamnikiem albo terrierem, to przy każdej okazji ma przekopywać trawniki i ogrody. Zachowanie psa należy kontrolować, podczas zabawy z innymi psami także.

Wielu właścicieli psów ogranicza się do stania z boku i nie interweniowania w psie kontakty. Prawdopodobnie większość z takich osób ma dobre intencje i chodzi im o to, aby ”nie psuć psom dobrej zabawy”, bo ”one same się ze sobą dogadują”. Rozumiem to, mnie najbardziej irytują właściciele histeryczni, którzy zamierają na każdy dźwięk, który wyda ich pies lub pies znajdujący się w pobliżu ich psa. Jednak kompletna ignorancja względem sygnałów, które psy wysyłają, ich mowy ciała lub też niewłaściwe odczytywanie psich przekazów, powoduje, że właściciele psów nie interweniują w sytuacjach, w których interweniować powinni. Tym samym tracą kontrolę nad zachowaniem psa i pozwalają, by utrwalały się w nim nawyki bardzo niepożądane.

Wpierw krótko o interakcjach z ludźmi

Szczególnie przeszkadzają dwa psie zachowania w kontaktach z ludźmi. Pierwsze to skakanie na ludzi, które bierze się stąd, że opiekunowie psów nie interweniują, kiedy ich psy na ludzi skaczą lub robią to w sposób niewłaściwy, tak samo, jak niewłaściwie reagują osoby ”obskakiwane”. Gdyby pies dostał czytelny dla niego sygnał, że jego zachowanie jest niepożądane i ma go zaprzestać, nie skakał by na ludzi. Jednak ”skakanie na ludzi”, to skutek, a nie istota problemu. Kłopoty z psim zachowaniem biorą się z tego, że właściciele psów patrzą na zachowanie swoich pupilów w sposób wybiórczy. Nie widzą całościowego obrazu, nie widzą związku pomiędzy poszczególnymi zdarzeniami i zachowaniami, nie rozumieją mechanizmu uczenia się psów, wybierają sobie fragment z całości i na nim się skupiają. Nie rozumieją też, że nie wystarczy przerwać jakiegoś zachowania, należy psu przekazać, jakie zachowanie ”zamiast” jest pożądanym, tym właściwym.

Psy skaczą na swoich właścicieli, ich znajomych i nieznajomych. Skaczą też na dzieci, bo nie nauczone poszanowania przestrzeni ani swojego właściciela ani innych ludzi, nie widzą powodu, dla którego nie miały by skakać na ”ludzi w mniejszym rozmiarze”. Z jakiejś niejasnej przyczyny niektórzy ludzie myślą, że psy same ”powinny wiedzieć, że w stosunku do dzieci mają być ostrożne i delikatne”. A skąd pies ma to wiedzieć? Pies, którego nikt nigdy nie nauczył właściwego zachowania względem dzieci? Skąd ma to wiedzieć pies, który -po podstawa- nie szanuje przestrzeni, tej ”strefy komfortu” swojego właściciela? Owszem, są psy z natury bardzo uważne, umiejące zachować się w sposób, który jest wręcz ujmujący dla wszystkich obserwujących interakcję takiego psa z dzieckiem. Jednak te psy mają określoną psychikę, no i ktoś je takiego zachowania nauczył lub po prostu nie popsuł w nich umiejętności zachowywania się względem dzieci. Natomiast szczeniak, młody czy dorosły pies, któremu ”pozwala się na wszystko”, raz jeszcze użyję tego sformułowania, bo jest kluczowe: nienauczony poszanowania przestrzeni swojego właściciela oraz innych ludzi (we wszystkich rozmiarach), dodatkowo ciągle ”nakręcony” lub łatwo ulegający impulsom (bo jego opiekun nie zdaje sobie sprawy z roli rytuałów i nie dba o właściwe przeprowadzanie rytuałów dotyczących poszczególnych interakcji oraz sytuacji – karmienie, zabawa itp.), psiak którego właściciel nie umie wyciszyć, z oczywistych względów na bakier jest z ”byciem grzecznym”. Psy, które skaczą na ludzi, ”żeby się przywitać”, żeby sprawdzić co ci jedzą lub czy mają ”smaczki”, są szalenie irytujące i mogą być niebezpieczne, bo mogą niechcący wyrządzić komuś krzywdę. Zachowują się tak, gdyż zachowanie ich opiekunów oraz reakcje każdej z osób, która doświadczyła na sobie tego ich skakania, tylko wzmocniły psie przekonanie, że skakanie jest cool. Każdorazowa pochwała, a jako pochwała przez psa będzie traktowane pogłaskanie go, często ”pogłaskanie obłaskawiające”, które uprawiają zaskoczeni ”napadnięci”, obcy dla psa ludzie, przez osobę na którą pies skacze, wzmacnia w nim to zachowanie, wzmacnia nawyk (Podanie smaczka psu, który molestuje nas, o to, żeby jemu też dać smakołyk, uczy psa, że skakanie jest dobre i ma sens → jest nagradzane).

Nauczenie psa właściwego zachowania, w tym nie skakania na ludzi, jest dużo prostsze niż mogłoby się wydawać tylko zaczyna się wcześniej 🙂 Wystarczy, że sam właściciel nauczy psa, że rytuał powitania przebiegać ma w spokoju i będzie tego pilnował. To właśnie, kiedy pies wita się ze swoim człowiekiem najczęściej skacze. Dlatego, kiedy pierwszy raz spotykamy swojego szczeniaka, przyjeżdżamy do hodowli, pozwólmy mu być sobą. Jeżeli mamy szczęście (kupujemy psa od mądrego hodowcy), psy będą zachowywać się normalnie, czyli po psiemu i będą nas obwąchiwać. Pozwólmy, aby poznały nasz zapach, ale kiedy tylko zauważymy symptomy niepotrzebnej ekscytacji lub jej eskalacji, postarajmy się jej u naszego psiaka nie pobudzać. Nie mówmy do niego, tym bardziej nie piszczmy i nie ”gadusiajmy” jak do niemowlaka. Bądźmy spokojni, dajmy się obwąchać, nie ”wkręcajmy się” w ”O jejkuuu! Jakie one są ŚLICZNE!!!”, a psiaki same po chwili się uspokoją. Dobrze jest znaleźć się na tym samym poziomie co szczeniak, czyli ukucnąć albo usiąść na podłodze, tak aby od samego początku psiakowi ”nie kodowało się w głowie”, że aby nawiązać z nami interakcję, musi się o nas opierać łapami. Nie ekscytujmy siebie, piszcząc do ”ślicznego szczeniaczka” i nie projektujmy tej energii na i tak już podekscytowanego psiaka. Jeżeli nasza ekscytacja nie będzie eskalować i po 2-3 minutach, ”okrzepniemy” w tym ”Boszzz, jaki on śliczny!”, szczenię też zacznie się wyciszać. Od samego początku należy unikać bezsensownego ekscytowania psiaka i starać się, aby był ”wyluzowany”, czyli radosny, ciekawski, ale psychicznie spokojny. Ten spokój będzie procentował, bo spokojny pies ”nie wkręca się” ot, tak przy byle jakim bodźcu. ”Nie wkręca się” oznacza także, że nie przestraszy go byle co i byle co nie zaburzy jego spokoju ducha.

Jeżeli opiekun dba o spokój ducha swojego psiaka, od samego początku, od pierwszych chwil, które z nim spędza, czyli od chwili poznania się psiaka z człowiekiem, szybko i łatwo przećwiczy z nim powitania, kiedy będą już razem mieszkać. Ekscytację wynikającą z powrotu właściciela do domu, u szczeniaka, który nie jest nadpobudliwy, bo człowiek nie wyrobił w nim nawyku nadpobudliwości, bardzo łatwo jest zatrzymać. Wystarczy wysunąć przed siebie rękę i powiedzieć ”nie” do psiaka, który już szykuje się, by stanąć na tylnych łapach. Można dotknąć głowy psa, odsunąć ją nieco i powtórzyć ”nie”. Tak długo, jak psiak jest zbyt mały, byśmy mogli dosięgnąć go dłonią, kiedy stoimy, przykucajmy do niego, bądźmy dla niego dostępni. Stabilne psychicznie szczeniaki bardzo szybko łapią o co chodzi. Nauczmy rytuału powitania wszystkich, którzy bywają w naszym domu. Uzyskamy w ten sposób wiele korzyści, a to że pies nie nauczy się skakania na ludzi jako rytuału powitania i nie będzie pobudzony, witając się z ludźmi, to tylko jedna z nich. (Oczywiście ćwiczyć należy także poza domem). Pies, który nie nuczy się skakać przy powitaniu z właścicielem, nie będzie skakał na obcych. Kropka 🙂 Psa, który ”ładnie się wita”, tj. ”cały chodzi”, ”merda ogonem jak szalony” na widok swojego właściciela, ale na niego nie skacze, nagradzajmy. Mizianiem albo smakołykiem, ale nagradzajmy, sygnalizujmy psu, że jego zachowanie jest pożądane, a łatwo nam będzie je utrwalić.

Pamiętajmy też by nie przeholować ze smaczkami. Nadużywając smakołyków, łatwo jest ”wyprztykać się z asów w rękawie” i znudzić psa ”nagrodą, szczególnie jeżeli oferuje się psu ciągle takie same smaczki, nie zważając, że monotonia zniechęca psa do zabiegania o nagrodę. Dodatkowo nieumiejętne korzystanie z pozytywnych wzmocnień, które dają smaczki, skutkuje wyrobieniem w psie nawyku postrzegania wszystkich ludzi w około, jako podajników na karmę. W oczach takiego psa, każda osoba, która wkłada rękę do kieszeni, torby itp. robi to, po to, by dać psu coś do jedzenia… A przyglądając się takiemu psiakowi, łatwo jest zauważyć, że pies nie jest zainteresowany człowiekiem, który mu smakołyk podaje, a jedynie kąskiem. Takie psy działają kompulsywnie, nie nawiązują kontaktu wzrokowego z człowiekiem, są pobudzone, pchają się na niego, naruszając jego przestrzeń, obserwują wędrówkę jego dłoni do kieszeni i to czy smakołyk jest już w ręce, czy nie. A po tym jak smakołyk pochwycą, tracą zainteresowanie osobą, która im go podała.

Nie wolno uczyć psa podejmowania karmy od przypadkowych osób. Pies nie może przyjmować pokarmu od ludzi, którzy nie są jego właścicielem/ami lub osobami, które z przewodnikiem danego psa współpracują. Nagroda ma być nagrodą, to jedno. Pies na nagrodę musi zasłużyć wykonaniem konkretnego zadania. I dwa, nagrody podawać psu mogą jedynie osoby posiadające zgodę jego opiekuna. Nie chodzi jedynie o uniknięcie problemu jakim jest nawyk oczekiwania przez psa i wymuszania przez niego, aby karmę podawano mu za każdym razem, gdy zbliży się do osoby, która w kieszeni/saszetce/torbie/plecaku trzyma psie smakołyki. Że to degeneruje istotę smakołyku jako nagrody za wykonanie konkretnego zadania/utrzymanie pożądanego zachowania itp., ale i o kwestię bezpieczeństwa psa. Są ludzie, którzy wybierają się na ”spacer” w okolice, w które zazwyczaj psiarze wyprowadzają swoje psy, tylko po to, aby od czasu do czasu móc jakiemuś nieszczęsnemu psiakowi psiknąć gazem pieprzowym w pysk i są osoby, które znajdują chorą przyjemność w truciu zwierząt, zarówno wolno żyjących, jaki i domowych: psów i kotów. Raz po raz można usłyszeć lub przeczytać, że w jakieś miejscowości, w jakiejś dzielnicy ktoś, w okolicach, w których posiadacze psów zazwyczaj wyprowadzają swoich pupilów na spacery, rozrzuca zatrutą lub nafaszerowaną drobinami szkła, czy gwoździ karmę. Ucząc psa, aby nie podejmował karmy od nieznajomych, ludzi, których nie znamy, nawet posiadaczy innych psów, minimalizujemy ryzyko, że ktoś naszemu psu wyrządzi krzywdę.

Wiele jest psów, które ”świrują” na widok rozsypanego przy śmietnikach pieczywa i które szaleją za tym spleśniałym ”chlebem dla ptaków”. Psy uczą się, że stare spleśniałe bułki to rarytas od innych psów, które rozochocone tym, jak zachowują się ich właściciele, kiedy tylko zobaczą swojego psa ze starym chlebem w pysku, za każdym razem rzucają się na zielone ”pieczywko”. Zachowanie ludzi, ich ekscytacja, wszystkie te krzyki, groźby i nawet wyzwiska, które niektórzy kierują do swoich psów, uczą je, że ilekroć tak się będą zachowywać, czyli podejmować ”pokarm” znaleziony na spacerze, ”coś będzie się działo”: ludzie poświęcą im uwagę, będą je ganiać i ”będzie zabawa”. Im mniej człowiek ekscytuje się na widok psa, który do pyska pakuje sobie zieloną bułę, tym łatwiej jest mu oduczyć go takiego zachowania, przekierować jego uwagę i sprawić by spleśniałe pieczywo oraz inne ”ciekawostki kulinarne”, na które pies może natrafić podczas spaceru, przestały być dla niego atrakcyjne.

Pamiętać też trzeba o tym, że za każdym razem, kiedy właściciel psa sygnalizuje mu, że oto właśnie pies ma coś niebywale ważnego, do czego człowiek nie ma dostępu (zielony chleb w psim pysku), a na czym człowiekowi bardzo zależy, co chce psu odebrać, ”ważność człowieka” w psich oczach spada. Kiedy człowiek zasygnalizuje psu, że ten ma kontrolę nad czymś, czego człowiek-właściciel nie kontroluje, przekazuje psu rolę przewodnika. Każdemu właścicielowi, który gania za psem, usiłując odebrać mu to, co ten ma w pysku, autorytet u psa leci na łeb na szyję. Człowiek ma być dla psa przewodnikiem, nie może więc wchodzić z nim w interakcje, które obnażają go jako niezdolnego do ”wywarcia wpływu” → człowiek goni, pies ucieka i człowiek nie ma szans psa dogonić, dokąd pies łaskawie się nie zatrzyma i pozwoli człowiekowi do siebie podejść (a i tak nie odda mu ”artefaktu”). Przewodnik, aby pozostać przewodnikiem nie może wchodzić ze swoim psem w interakcje, które pozbawiają go roli lidera. Od ”ganianek” pies ma psich kolegów. Dlatego mądry właściciel ”trzyma ciśnienie”, kiedy jego pies euforycznie podbiega do rozsypanego w około śmietnika, spleśniałego pieczywa lub jakiegokolwiek innego, ale równie podejrzanego ”pokarmu” i dając mu krótki sygnał dźwiękowy w rodzaju klaśnięcia w dłonie, zwraca uwagę psa na siebie i go do siebie przywołuje (najlepiej gestem). Jeżeli to nie skutkuje, właściciel oddala się zdecydowanie, nie zwracając uwagi na psa. Chodzi o to, aby sytuacji, która potencjalnie może rozwinąć się w zagrażającym autorytetowi przewodnika kierunku, człowiek nie poświęcał zbytniej uwagi, bo będzie na tym tracił, tylko szybko sygnalizował psu, że w zielonym chlebie nie ma niczego interesującego. ”Poświęcając uwagę” tego typu sytuacji czyli tak naprawdę tracąc zimną krew i panikując (bo tak zazwyczaj reagują właściciele, kiedy ich psy usiłują ”przekąsić coś na mieście”), człowiek mający przecież być liderem, za którym pies podąża, a nie odwrotnie, ”wchodzi w bajkę psa”. ”Spada przy okazji kilka oczek w dół” i sam stawia siebie w roli ”partnera psa w zabawie w ganianie za artefaktem”. A jako ”partner”, traci rolę przewodnika (lidera). Pamiętajcie, to przewodnik decyduje co jest ”fajne” i co ”fajnie jest robić”, a co nie jest godne uwagi. Dlatego właściciel musi przekierować uwagę psa na siebie i aktywność, która będzie znacznie bardziej dla psa atrakcyjna, a w każdym razie pożądana przez właściciela, niż ta ”podejrzana karma”, którą pies znalazł. Tą bardziej od znalezionej ”karmy”, atrakcyjną dla psa aktywnością, powinna być interakcja z właścicielem. Nie należy psa nagradzać smakołykami, za to, że ”po prostu przyszedł”, bo łatwo stracić zainteresowanie psa ”atutem”, który opiera się o karmę. Stąd też zawsze na pierwszym miejscu, jako nagroda stać musi interakcja z właścicielem. Po ”przyjściu na przywołanie” musi nastąpić coś dalej, bo to człowiek, właściciel ma być dla psa źródłem największych atrakcji. Właścicielowi, który ma ”dobry link” ze swoim psem, łatwo jest przekierować uwagę psa z np. ww spleśniałego chleba na piłkę, która oznacza zaproszenie do zabawy. I tylko dla podkreślenia oczywistości dodam, że przećwiczenie niepodejmowania znalezionej podczas spacerów ”karmy”, dużo łatwiejsze jest w okresie szczenięctwa. U podrostka i dorosłego psa, mamy już do czynienia z nawykami, które opiekun psa musi ”przeprogramować”.

Wstrętny zwyczaj

Niektórzy posiadacze psów mają wstrętny zwyczaj traktować ”wyjście do sklepu” jako ”okazję do wyprowadzenia psa”. Psi ”spacer”, wygląda wtedy tak, że pies idzie z właścicielem do sklepu, przed sklepem właściciel psa przywiązuje go do czegoś, pies czeka, a potem wracają do domu. Pies ma okazję się załatwić, ale to dla niego jedyna korzyść. Oczekiwanie na właściciela wiąże się z ogromnym stresem dla wielu psów, które kompulsywnie ujadają lub starają się sprawiać wrażenie, że są przeźroczyste i wcale ich nie ma. Dodatkowo zimą właściciele bez wyobraźni, skazują psa na czekanie, które wiąże się z tym, że siedzący pies, mrozi sobie tyłek i stawy, a przy tym jak niewielką uwagę właściciele psów kierują na ich aparat ruchu i jak niewielu z nich myśli o stawach swoich pupilów, skazywanie ich na mrożenie sobie tyłków jest wyjątkowo parszywym zwyczajem. Psy pozostawione ”przed sklepem” niejednokrotnie przeżywają gehennę, boją się ludzi i innych psów, a są narażone na przebywanie w ich bardzo bliskim sąsiedztwie bez możliwości udania się w miejsce, w którym będą czuły się bardziej bezpieczne. Dodatkowo łatwo mogą stać się łupem psich złodziei lub może spotkać je inna krzywda. Mogą też stać się niebezpieczne dla otoczenia, gdyż mogą reagować w nieprzewidywalny sposób na pojawiających się w ich pobliżu ludzi albo inne zwierzęta…

Jackpot, czyli chciał mnie ugryźć uwiązany przed sklepem …york (Serio)

A propos nierównego traktowania psów, ”łagodnych ras” i przywiązywania przed sklepem czworonożnych pupilów. Ostatnio, objuczona zakupami, wychodziłam ze sklepu, zajęta upewnianiem się, że i portfel, i telefon mam przy sobie oraz pisaniem sms’a, nie zwróciłam uwagi na przywiązanego do miejsca, do którego przypina się rowery, yorka. Kiedy przechodziłam obok metalowego stojaka, york zaczął jak szalony szczekać na minie, a że przywiązany był na długiej smyczy, w mig znalazł się przy mojej kostce. Nigdy nie przestraszyłam się zachowania jakiegoś psa, ale muszę przyznać, że to stworzonko wzięło mnie z zaskoczenia. Aż mi się ”system zawiesił” tak mnie zaskoczył. Stworek zatrzymał się, jazgotał i kombinował jak mnie dziabnąć -w na szczęście osłoniętą- kostkę. Był strasznie nakręcony. Oprzytomniawszy poruszyłam nogą, chcąc go odgonić i bum! Zaskoczenie nr 2. czyli przechodzień, który sytuacji nie widział, bo wyłonił się zza rogu, w chwili gdy york wciąż jazgotał, a ja poruszałam stopą, starając się panować nad zakupami i również mnie zaatakował, tyle, że tekstem ”Co pani ludziom psy kopie?”. No żesz, jasna cholera! (Ok, przeklęłam innymi słowami 😉 bo są sytuacje kiedy zamiast rzucać tofu, po prostu należy rzucić mięsem.) Wyjaśniałam więc, w dosyć asertywny sposób, panu, który błędnie odczytał sytuację, że york rzucił mi się do kostki, pokusiłam się przy okazji o stawienie diagnozy dotyczącej kondycji psychicznej yorka z użyciem przymiotnika, którego fragment kojarzy się z wyrazem ”króliczek” w języku angielskim i przedrostka ”po”. Uznałam, że nie ma sensu wdawać się w dyskusję i wyjaśniać temu człowiekowi, że gdybym yorka faktycznie kopnęła, to pewnie już by się nie wydzierał, bo po prostu byłby game over. I sobie poszłam. Nie zdecydowałam się też wrócić do sklepu w poszukiwaniu właściciela/ki tego stworka i wyjaśnień dlaczego zostawia przed sklepem, wzdłuż trasy wyjścia z tegoż sklepu, agresywnego, niezabezpieczonego psa, bo sytuacja po prostu mnie wq…iła i rozniosłabym idiot(k)ę.

Piszę o tej sytuacji, bo pies, który decyduje się pokonać dystans ok 2 metrów po to, by znaleźć się na drodze obcego człowieka i zębami ”nawiązać z nim interakcję”, z człowiekiem, który go kompletnie ignoruje, jest zaburzony i niebezpieczny. Tak, niebezpieczny może być nawet york, bo nawet zęby yorka mogą uszkodzić skórę i wbić się w mięsień, a prawda jest taka, że nie wiadomo co za syf taki york ma w pysku… Niektóre osoby wyznają zasadę, że ”mały pies=mała kupa” i dlatego nie sprzątają po swoich miniaturkach, może uważają, że małe gówno nie śmierdzi albo nie brudzi, bo jest małe? Nie wiem. Wiem natomiast, że posiadacze miniaturek często nie postrzegają tych stworzeń jako psów i zupełnie ignorują wszelkie kwestie związane z ich wychowaniem. Biorąc pod uwagę oba te fakty, skłaniam się ku ”tezie”, że jest wysoce prawdopodobne, że właściciele, którzy swoich psów nie wychowują, którzy po niech nie sprzątają, mogą także ich nie szczepić albo w ogóle ignorować ich stan zdrowia. Z tego powodu nie uważam, aby ugryzienie przez yorka miało być traktowane inaczej niż ugryzienie lub pogryzienie przez jakiegokolwiek innego psa, takiego ”w większym rozmiarze”, niezależnie od tego, jak zabawna wydawać by się komuś mogła fraza w rodzaju ”ugryzł mnie york”.

”Zabawa zębami”

Kolejny problem to ”zabawa zębami”. Niektórzy właściciele bez wyobraźni, do zabawy z psem wykorzystują nie zabawki, a swoje własne ręce. ”Bawią się z psem”, klepiąc go po pysku i pozwalając, aby pies łapał ich dłonie w zęby i je przygryzał, wpychają mu pięść do pyska i też pozwalają, aby pies ”gryzł” wtedy ich ręce. Konsekwencje wyuczenia psa, że w interakcji z człowiekiem może używać zębów, mogą być bardzo poważne. Szczególnie w domu z małymi dziećmi lub też w interakcji obce dziecko-pies w jakiejś zupełnie przypadkowej sytuacji poza domem. Psy nadpobudliwe, niestabilne psychicznie, o energii typu ”Diabeł Tasmański”, które bardzo intensywnie reagują nawet na niezbyt mocne bodźce z otoczenia, nauczone ”zabawy zębami”, mogą tak ”bawić się” także z dziećmi. Pies, który nie szanuje przestrzeni swojego właściciela, a używanie zębów względem właściciela jest bardzo ostrym przejawem tego, że pies swojego właściciela jako przewodnika nie postrzega (inaczej nie ośmieliłby się używać zębów w interakcji z nim), nie traktuje dziecka tegoż właściciela jako ”własności” swojego przewodnika. Oznacza to, że nie odnosi się do dziecka, w taki sposób, w jaki mógłby odnosić się do szczenięcia suki, która choć raz skorygowałby go, gdyby z niewłaściwym rodzajem energii zjawił się w pobliżu jej szczenięcia. Suki-matki są bardzo wrażliwe na to kto i w jakiej odległości znajduje się w pobliżu ich szczeniąt oraz z jaką energią do nich podchodzi i bardzo ostro korygują każdego osobnika, który próbuje zbliżyć się do szczeniąt bez autoryzacji matki. Innymi słowy, gdyby jakimś cudem w pobliżu szczeniąt znalazł się pies o energii kreskówkowego Diabła Tasmańskiego, który dodatkowo ośmieliłby się potraktować szczenięta zębami, matka bez wahania podjęłaby działanie, którego celem mogłoby być nawet unicestwienie takiego osobnika.

Tak więc, w dużym skrócie, to że pies ”bawi się zębami” jest wierzchołkiem problemu i oznacza, że w wychowaniu psa, właściciel popełnił szereg błędów, których konsekwencji świadomie lub nie, doświadcza. Konsekwencjami bardzo czytelnymi dla takiego nieświadomego lub ignoranckiego właściciela, których doświadczyłby z całą pewnością, byłoby ”pogryzienie (jego) dziecka przez jego psa”. ”Pogryzienie”, które rzecz jasna wcale pogryzieniem by być nie musiało, bo pies, który ”pogryzłby dziecko”, mógłby po prostu ”uważać”, że się z nim bawi, jak z właścicielem i nie mieć ”intencji” w rodzaju ”upoluję sobie to stworzenie, podoba mi się jak piszczy”, taki pies by się ”bawił ” i po prostu ”podobałoby mu się piszczenie zabawki”. Wystarczy odrobina wyobraźni, by wiedzieć, że nie wolno uczyć psów, że w interakcjach z ludźmi mogą używać zębów.

Pamiętać także należy, że zabawy w przeciąganie, psy -inaczej niż ludzie- traktują serio, więc momenty, w których człowiek przegrywa z psem, puszczając szarpak, są dla psa sygnałem, że człowiek fizycznie jest słabszy od psa i nie wpływają korzystnie na ”obraz właściciela w psiej głowie”… Nie polecam też żadnych piszczących zabawek, które mogą psy pobudzać, przez skojarzenia z piskami, które wydaje uśmiercana ofiara. Odpowiedzialny właściciel stara się swoim postępowaniem utrwalać w psie ”spokój ducha”, niepotrzebnie nie pobudza i nie ekscytuje psa. Zamiast tego dba, by ten był radosny i ciekawski świata, ale stabilny psychicznie.

A propos ”obrazu właściciela w psiej głowie” warto przeczytać ten artykuł:

https://www.psychologytoday.com/blog/canine-corner/201704/dogs-prefer-advice-people-who-actually-have-the-answers 🙂

Między psami

Nigdy nie zrozumiem dwóch rzeczy. Pierwszą jest (dla mnie wręcz oburzająca) ignorancja z jaką do zachowania swoich psów podchodzą właściciele ”miniaturek” i wszystkich tych tzw niegroźnych ras, kiedy to kompletnie przez nich niewychowane, niekorygowane i nieposiadające ze swoimi opiekunami autentycznej więzi, psy wykazują skrajne zachowania, których właściciele/opiekunowie, ludzie za zachowanie tych psów odpowiedzialni, po prostu nie widzą lub które świadomie ignorują. Drugą jest porażająca niekonsekwencja, którą przejawiają niektórzy psiarze, dla których nie tylko presy, ale nawet molosy takie jak Cane Corso są psami bardzo egzotycznymi. Większość osób ”kochających psy” źle reaguje na słowo ”hierarchia” i zaraz po tym, gdy ono padnie, zaczynają się przedziwne, ”filozoficzne” dyskusje, powoływania się na ”badania naukowców”, ”historię udomowienia psa” itd. Smutne, że w tych rozmowach nie tyle chodzi o dojście do wspólnych wniosków, co raczej udowadnianie sobie wzajemnie, że ”moja mojszość jest bardziej mojsza niż twoja”. Mówiąc krótko, sednem tych rozmów jest dominacja jednego rozmówcy nad drugim. Jednak tak się składa, że to zazwyczaj osoby, które nie dostają apopleksji przy słowie ”hierarchia”, reagują właściwie w sytuacjach, które innym psiarzom wymykają się spod kontroli i w konsekwencji bywają dla psów szkodliwe i to nawet bardzo szkodliwe…

Przykład spacerowy, jeden z wielu. Otóż, do grupki osób i czterech psów dołącza kolejna ze swoim psem, będącym samcem, który właśnie osiągnął dojrzałość (od ok trzech tygodni układ hormonalny samca zaczyna dawać o sobie znać). Co w połączeniu ze sposobem wychowania psa, na który zdecydował się (lub tylko mu ”tak wyszło”), właściciel psa, skutkuje tym, że pies podczas spaceru ”zzoomowany” jest na wyszukiwaniu ”celów”, które usiłuje dominować. Cztery psy, do których ”dołączają”, to nastoletnia suczka, kilkunastomiesięczny samiec, dwuletnia suka i sześciomiesięczny szczeniak. Wszystkie psy się znają. Staruszka nie jest zainteresowana interakcją z młodymi psami i trzyma się swojego właściciela, który jest też właścicielem kilkunastomiesięcznego samca. Młoda suka jest ”sfokusowana” tylko i wyłącznie na piłce (którą na początku spaceru, właściciel trzymał w kieszeni). Trzyma się przy nim, nie opuszczając go na krok i szczeka na niego histerycznie przez cały czas, domagając się piłki. Z suką nie ma kontaktu. Ona nie nawiązuje kontaktu wzrokowego nawet, a raczej szczególnie ze swoim właścicielem, tępo patrzy tylko w jego kieszeń. Sprawia wrażenie, że przy haśle ”piłka”, ”zawiesił się jej system”. Po kilkunastu minutach jej uporczywego szczekania, właściciel się poddaje i daje jej piłkę. Suka natychmiast traci jakiekolwiek zainteresowanie właścicielem i od tego momentu skupiona jest już tylko na przeżuwaniu piłki, której zaciekle ”broni” przed pozostałymi psami, za każdym razem, kiedy któryś z nich po prostu przechodzi obok niej. Właściciel suki udaje, że jej zachowanie nie ma charakteru kompulsywnego (Co nie daje nadziei na to, że kiedyś rozwiąże problem, który u suki wyhodował). Suki w ogóle ”nie ma w spacerze”, żuje piłkę, w pewnej odległości od ”stada”. Staruszka grzecznie stoi obok swojego właściciela, a szczeniak i kulkunastomiesięczny młodziak bawią się w ”zapasy”.

Jak zawsze, kiedy w sytuację wchodzi nowy pies, ”chemia” nieco się zmienia. Jeszcze dwa miesiące wcześniej oba młode samce (różnica wieku wynosi ok 3 miesiące) doskonale się rozumiały i nie było między nimi zgrzytów. Teraz ewidentnie pies, który dołącza ma ochotę udowodnić młodzieniaszkowi, że jest względem niego dominujący. Zaczyna się kładzenie łap na karku i powarkiwanie, kiedy ”dominowany” ciągle jeszcze ”nie łapie”, że ”dominant” nie chce dołączyć do zabawy w zapasy, ale wymaga przyjęcia pozycji uległej. Młodszy pies, ciągle jest w bajce pt ”bawimy się”, jak sugeruje jego zachowanie i początkowo nie rozumie co się dzieje, kiedy ”dominant” na poważnie zaczyna próbować go dominować. Zabawa przechodzi w walkę, bo młodszy samiec nie ma zamiaru odpuścić, zrzuca z siebie starszego i ”stawia się” agresorowi. Właściciele tych dwóch psów robią: nic. Stoją i patrzą. Ludzie, którzy przez kwadrans rozmawiali o ”szkoleniu” i ”układaniu psów” (nie dotykając przy tym tematu nienormalnego zachowania sfokusowanej na piłce, suki jednego z nich), w momencie, w którym zabawa pomiędzy dwoma wyluzowanymi psami, tj młodzieniaszkiem i ok sześciomiesięcznym szczeniakiem, przeradza się w interakcję będącą walką pomiędzy dwoma samcami w praktycznie tym samym wieku, nie podejmują żadnego działania. Sytuacja wyszła poza dotychczasowe ramy i dwa podrostki, ignorując najmłodszego psa, zaczynają walkę o ”pozycję”. Mimo to ich opiekunowie nie ingerują w zachowanie swoich zwierząt. Zmieniają się dźwięki przez psy wydawane, zdecydowanie zmienia się ”styl zapasów” i zachowania obu psów, a u starszego pojawiają się zęby, które nie są elementem ”zabawy w przepychanki”. Rozpoczyna się spina. Zęby i pazury na poważnie. Stojący obok i obserwujący zdarzenie szczeniak, powili zaczyna się ”wkręcać” i jest oczywiste, że niepowstrzymany, przyłączy się do interakcji, która zabawą już nie jest. Pobudza go ta sytuacja, choć jeszcze nie bardzo ”kuma” o co w niej chodzi. Mężczyźni na słowa właścicielki szczeniaka, że należy samce ”wybić” z tego stanu i przerwać im, bo stają się coraz bardziej agresywne, mogą się pokaleczyć i ona nie chce, żeby jej szczeniak obserwował i uczył się tego rodzaju zachowań, odpowiadają, że psy ”Muszą się poustawiać”, ”Muszą ułożyć sobie hierarchię” i ”Musi być jasne, który dominuje”. Mnie opada szczęka i uderza mnie brak konsekwencji, bo przez cały czas panowie rozmawiali w sposób sugerujący, iż uważają, że ”problematyka hierarchii” ich psów nie dotyczy zupełnie, w żaden sposób. Jest też jasne, dzięki tej sytuacji, że żaden z tych panów nie jest ”dominantem”, bo to ”dominant” narzuca reguły w jakich przebiega psie spotkanie. Kobieta odgania swojego szczeniaka, molosa, któremu energia obu samców zaczyna udzielać się coraz bardziej i odważnie wchodzi między psy. ”Rykiem” skierowanym do młodszego z psów, tego, z którym wcześniej bawił się jej szczeniak i którego dobrze zna, komendą ”zostaw” udaje jej się ”wybić” od razu oba psy. Młodszy na widok badyla, z którym wcześniej biegał w pysku, zupełnie zapomina o ”agresorze”, a kiedy kobieta rzuca kij, psiak, wraz z jej młodym molosem, odbiega i oba zwierzaki bawią się, jak przed pojawieniem się ”dominanta”. Młodzieniaszek odpuścił, ale ”agresor” jest jeszcze w swojej bajce, tej pt. ”Udowodnię ci, że nad tobą dominuję” i tego psa musi powstrzymać kolejnym (dosłownie) ryknięciem komendy ”Zostaw”, kiedy ten usiłuje pobiec za młodszym i szczeniakiem. Wytrącony z sytuacji przez zupełnie dla siebie obcą osobę, ”agresor” (bardziej ”rykiem” niż komendą) odpuszcza i wtedy jego właściciel zapina go na smycz. Mężczyźni wydają się być zniesmaczeni zachowaniem kobiety, w czym upewnia mnie zdanie wypowiedziane przez jednego z nich, brzmiące ”Psy same powinny załatwiać takie rzeczy”. Skoro ”psy powinny same załatwiać takie rzeczy”, to dlaczego właściciel ”agresora” zapiął swojego psa na smycz, zamiast pozwolić mu spiąć się kolejny raz z młodzieniaszkiem, kiedy ten wraz ze szczeniakiem następnym razem podbiegnie do kobiety lub swojego właściciela? (Co to za ”logika”?) Właściciel psa, który zaburzył chemię sytuacji, nie wykreował konsekwencji wobec swojego psa, po prostu z nim odszedł, ”pouczając” wcześniej właścicielkę szczeniaka, że psy ”Nie zrobią sobie krzywdy”, i że ”One jakoś muszą sobie ułożyć kontakty”.

Pytane: od czego pies ma właściciela? Po co ”szkolenia”, skoro właściciel nie rozumie, że jako człowiek, to on jest zobligowany do nadzorowania sposobu w jaki jego pies kontaktuje się z innymi psami (i otoczeniem)? Tak więc pies z ”fazą na dominowanie”’ młodszego kolegi nie dostał czytelnego dla siebie sygnału, że jego zachowanie jest nieakceptowane, bo → właściciel je akceptuje. Nie rozumiejąc przy tym skutków jakie to niesie dla jego psa i sposobu w jaki jego pies traktuje jego samego, inne osoby oraz inne psy. Pies został z sytuacji zabrany i tyle. Nie pokazano mu jakiego zachowania oczekuje się od niego ”zamiast”. Nie został uspokojony i odszedł z sytuacji z tym samym napięciem, z którym w nią wszedł. Zachowanie zostało przerwane, ale nie przez właściciela, który aby przeprowadzić korektę, której skutkiem byłoby, uspokojenie psa i wykreowanie konsekwencji polegającej na nieatakowaniu przez niego innych osobników, najpierw musiałby zrozumieć co w ogóle się wydarzyło. Niewłaściwie i potencjalnie bardzo niebezpieczne zachowanie, jako jedyna rozpoznała i przerwała właścicielka małego molosa z czego plus jest taki (bardzo duży dla jej psa), że szczeniak zobaczył, że jego opiekunka ”ma moc oddziaływania na inne, obce psy”. A także, że jej psiak nie zaobserwował zachowania niedopuszczalnego podczas spaceru, który ma być okazją do socjalizacji jako uczenia się właściwych zachowań min. poprzez zabawę z innymi psami, a jego ”horyzont” nie został poszerzony o obserwowanie walczących psów oraz być może przyłączenie się do tej spiny. Całego świata nie da się uratować, ale trzeba robić wszystko, by dbać o prawidłowy rozwój psychiczny własnego psa i minimalizować ryzyko, że będzie na sobie doświadczał skutków ignorancji właścicieli innych psów.

Owszem socjalizacja psa to także spięcia. Jednak po to pies ma człowieka-opiekuna, aby człowiek nadzorował przebieg spięć, w których jego pies będzie uczestniczył. Co innego, krótka ”spinka”, drobne i szybko przechodzące do historii nieporozumienie, wśród bawiących się, wyluzowanych i psychicznie stabilnych psów, o zrównoważonej energii. A co innego sytuacja, w której napięty pies wchodzi w jakąś interakcję z innymi psami, kompletnie ignorując przy tym ”chemiczny odczyn” sytuacji, w którą wchodzi. Pies, który od razu ”ładuje się” jako agresor w duet/grupę bawiących się psów, nie zważając na ich mowę ciała, ignorując wysyłane przez nie sobie nawzajem sygnały, to nie jest pies zrównoważony, to pies, któremu właściciel pozwala ”rumaczyć” i który napotykane przez siebie psy postrzega jako osobniki, które musi dominować, ponieważ, w którymś momencie, jego właściciel popełnił błąd wychowawczy, którego skutkiem jest zaburzenie psychiki tego psa.

”Co on taki miękki, charakteru nie ma?”

Istnieje też specyficzna korelacja pomiędzy obawą obcych osób, zazwyczaj posiadaczy innych psów, ras kiedyś popularnych i uważanych za ”wzbudzające respekt”, przejawiająca się okrzykiem ”Jaki on wielki!” na widok molosa, fascynacją tym ”rozmiarem” (i wyobrażeniami, które ten za sobą niesie) oraz rozczarowaniem (tak, to właściwe słowo), że ”walki nie będzie”, okraszonym tekstem typu ”Co on taki miękki, charakteru nie ma?”. Naprawdę za każdym razem, kiedy jakaś zupełnie obca osoba, znienacka obnaża się jako bezrefleksyjna/y zakompleksiona/y idiot(k)a jestem zażenowana. Są ludzie, którzy reagują swego rodzaju rozczarowaniem na to, że młody molos, który jednak już zaczyna interesować się zapachem suk i odważnie jeży się, kiedy usiłują atakować go napięte do granic wytrzymałości wyrywanych ze stawów rąk właścicieli i szelek, w których się rzucają, Labradory i inne psy ”łagodnych ras”, nie ”wkręca się” i nie odpowiada na ich zachowanie agresją. Mówiąc krótko, brak ”żądzy mordu” u psychicznie zdrowego i mądrze prowadzonego molosa, zawodzi osoby, które wyobrażają sobie -na tylko takim osobom znanych podstawach- że ”wielki pies powinien reagować” w jakiś, w ich mniemaniu ”wielki”, ”widowiskowy”, wydający im się właściwym(?) sposób.

Zdarzało mi się słyszeć coś na kształt zawodu, że ”walki nie będzie”, kiedy właścicielka młodego molosa, który, kiedy bawił się z innym psem, zaatakowany został przez bardzo pobudzonego ONka, weszła między psy, kategorycznie nakazując swojemu ”zostaw”, kiedy ten już był o sekundę przed tym, aby ”się odwinąć” i chwycić agresora, który skacząc na niego równocześnie próbował ”dziabnąć” go w bok. Młody molos natychmiast odpuścił. Owczarka, kobieta odgoniła przy użyciu nogi. Właścicielka zapinała na smycz swojego molosa, kiedy ”pan i władca” nakręconego ONka zwrócił się do niej z uwagą, że jej pies ”Nie ma charakteru”, bo ”Łatwo odpuścił”. Szczęka mi opadła. Ludzie są tak bardzo uwięzieni w swoich kompleksach, że nie myślą trzeźwo i nie potrafią widzieć rzeczy takimi, jakimi są. Właścicielka molosa wzięła głęboki oddech i powoli, z wyjątkową cierpliwością wyjaśniła panu od owczarka, że jej pies jest stabilny psychicznie, bo ona dba o to, aby utrzymywać go w stanie psychicznej równowagi. Łatwo więc jest go uspokoić, bo nie ”wkręca się” ot, tak, bo nie jest nadpobudliwy i rozchwiany, jak jego owczarek. Zapytała też pana od owczarka czy zastanowił się nad tym co powiedział? Tj czy naprawdę chciałby, aby ona nie interweniowała i pozwoliła swojemu psu ”z tym wielkim łbem”, żeby zachował się w stosunku do jego owczarka w taki sposób, jak zachował się owczarek względem jej molosa? Poprosiła, aby ”pan” owczarka wyobraził sobie co by się wydarzyło, gdyby za kilka miesięcy, jej molos, któremu głowa przecież jeszcze urośnie, sam skorygował jego owczarka. Zanim mężczyzna zdążył odpowiedzieć, poprosiła go, by odpuścił sobie FILOZO(fo)WANIE, bo na szczęście, dla niej dobro jej psa jest ważniejsze niż przebieg doświadczenia, które dziś miał ochotę przeprowadzić właściciel owczarka i nigdy nie pozwoliłaby na to, aby jej pies uczestniczył w ”walce”, która mogłaby skończyć się obrażeniami, nawet niewielkimi u jej czy innego psa. Zwłaszcza po to, by ”coś komuś udowodnić”. Przeprosiła też ”pana i władcę” owczarka, że jej pies nie spełnił jego wyobrażeń co do ”nie-miękkości charakteru”, która powinna cechować zachowanie ”wielkiego psa, z wielkim łbem” i zabrała swojego psa z wybiegu.

Myśleć więcej niż inni

Być może z takich sytuacji wynika jedno: może po prostu chodzi o to, że ci mądrzy właściciele molosów są inni od właścicieli owczarków, Husky, Labradorów i mieszańców? Może jest tak dlatego, że potrafią ”wysilić wyobraźnię” i rozumieją jak niebezpieczną ”maszynerią” może być organizm pobudzonego molosa, który nie ma ochoty, by inny pies go ”dominował”. Wiedzą jakie konsekwencje mieć będzie takie zachowanie, jak wyżej wspomnianego, napalonego na dominację mieszańca czy ONka, u ich molosa na takim właśnie mieszańcu lub ONku, kiedy ich szczeniak podrośnie i osiągnie pełnię rozwoju fizycznego (jak i psychicznego) i ”szczenięce nawyki” staną się tym ważniejsze. Mądrzy właściciele molosów rozumieją doskonale, że bardzo niebezpieczne dla nich i otoczenia byłoby, gdyby ich psy ośmielały się dominować owo otoczenie, bo to automatycznie oznaczałoby, że oni sami nie są dla swoich psów przewodnikami i nie mają kontroli nad ich zachowaniem. Mądrzy posiadacze molosów rozumieją, że trudno jest wyciszyć molosa, który w końcu decyduje się wykorzystać swoją ”molosowatość” w starciu z innym psem. Rozumieją, że molos, któremu pozwoli się na ”rozpalenie emocji”, staje się trudny do ”wychłodzenia”, jak rozgrzany piec hutniczy i długo z takiego psa ”schodzi temperatura”, Monitorują więc ”termostat” na bieżąco.

Ludzie dla których ”wielkie psy” wciąż są zjawiskiem niezrozumiałym, którzy molosy traktują tak samo, jak ”Burka babci” lub mieszańca sąsiadów, czy swojego wyżła, wciąż jeszcze nie kojarzą, że CC, Rotki czy presy, to psy posiadające specyficznie inną psychikę i przeznaczone do wykonywania zupełnie innego rodzaju pracy niż ta, którą wykonywać miały psy ras, do których są przyzwyczajeni. To psy z ”dużymi głowami” i w konsekwencji ”mocnym zgryzem”, w dodatku, jak to się potocznie określa ”świadome swojej siły”. Dlatego trzeba nierozumiejącym specyfiki ”molosowatości” tłumaczyć, cierpliwie i ze spokojem, że jeżeli dziś ich bezczynność wobec niewłaściwych i niejednokrotnie agresywnych zachowań ich psów, nauczy naszego Doga Argentyńskiego, Kanaryjskiego, Corsiaka albo innego Dużego Zwierza, że takie zachowanie jest dopuszczalne, to w przyszłości nasz pies, nawet nie bardzo się starając, może podczas odpierania takiej ”próby ustawiania hierarchii”, ich psu zrobić wielką krzywdę, z ”game over” włącznie. Trzeba ludziom tłumaczyć, że nie wystarczy, że nad zachowaniem psa ”niebezpiecznej rasy” pracuje jego właściciel, jeżeli wszyscy inni posiadacze ”niegroźnych” labków, ”przymilnych” mieszańców i ”tresowanych” ONków, nie będą właściwie reagować.

Bardzo często psy normalnie się bawią i nie ma między nimi żadnych nieporozumień, a te które się przytrafiają są chwilowe, szybko się ulatniają i faktycznie nie wymagają ingerencji człowieka. Aż pojawia się Pies z Problemami. Pies pobudzony, bo właściciele nie zapewniają mu odpowiedniego poziomu stymulacji psychicznej, sprawiający wrażenie, że ”od dawna nie miał okazji się wybiegać”, zachowujący się ”jakby był na prochach”, nieumiejący się wyciszyć. Pies nieposłuszny, bo nieułożony, mający właściciela za Podajnik na Karmę, ale nie ”przewodnika”. Pies emocjonalnie zaburzony, którego psychiczną kondycję najlepiej oddałoby określenie ”emocjonalnie niedorozwinięty”. Pies, który przyłączając się do psiaków razem biegających, ganiających się nawzajem, by odebrać -> zdobyć i ”memlać” patyk-artefakt lub ”uwalających się” na sobie w psich zapasach w błocie, nie bawi się z nimi, ale zaczyna na jednego z nich polować. Robi to usiłując uwiesić się zębami na boku lub pod szyją jednego z nich albo zaczyna kąsać biegające psy w pęciny. Pies, który przyzwyczajony, że jego interakcja z innymi psami zaczyna się od i praktycznie polega na tym, że inne psy poddają się jego bezdyskusyjnej dominacji, reaguje agresją na każdego psa, na którego np. nie jest w stanie wskoczyć, gdyż ten jest za duży na to, by mógł położyć łapy na jego grzbiecie i w ten sposób przybrać postawę dominującą. Pies, który atakuje każdego psa, który znajdzie się w pobliżu ”jego człowieka”, czyli jego (psa) własności. Pies, który wybiera sobie najbardziej spokojnego, wycofanego lub po prostu uległego psiaka z grupy i zamęczając go, na nim ćwiczy ”polowanie” oraz ”dominację”. Pies, który nie umie bawić się w ”zapasy”, bo w jego wykonaniu od zapasów do poważnej spiny jest tylko krok -to problem, który dotyczy wielu TTB. Krótko mówiąc, pies którego psychika i emocjonalność są zaburzone na tyle, że jego pojawienie się znacząco zmienia ”chemię sytuacji” i powoduje, że wspólna zabawa, wcześniej świetnie się rozumiejącej i bezkonfliktowo się bawiącej lub jedynie przebywającej wspólnie na tym samym wybiegu, grupy psów, staje się niemożliwa.

Często właściciele psów nie reagują, kiedy jeden z nich zaczyna zachowywać się niewłaściwie. Nie reagują np. na ”polowanie” lub wkrętkę na walkę. Martwi to zwłaszcza w przypadku TTB, które, kiedy rozsadza je energia i raz upatrzą sobie obiekt, same, bez korekty nie wybiją się ze stanu ”Spinka! Spinka! Wrrr! Wrrr! Spinka!”. TTB, niekorygowane przez właścicieli bardzo szybko się nakręcają i z każdym psem bawią się, tak jakby ten drugi pies też był TTB. Tj. kąsają i mocno szarpią (a czasem nawet kaleczą) każdego psa, z którym się bawią. Nie wybijane z tej ”wkrętki”, nie rozumieją, że piski drugiego psa i jego uciekanie oznaczają, że ”zabawa” nie jest już dla tego drugiego psa zabawą i że daje on sygnał do przerwy. Korekty przeprowadzane na nich przez pewniejsze siebie psy, ich warczenie oraz używanie w korektach, które te psy usiłują przeprowadzić, zębów, dodatkowo TTB nakręcają (dźwięki) i nie są dla nich czytelne -próg bólu jest znacznie wyższy u TTB (jak i presy) niż ”zwykłych psów”. Tak więc często, mimo iż jakiś pies ucieka przed TTB, popiskując, właściciele nie podejmują żadnego działania, odczytując ”odwijanie się” i kąsanie TTB przez napastowanego przez niego psiaka, jako ciągły udział napastowanego w zabawie. Nie przerywają zachowania napastliwego psa, nie chronią też psa napastowanego przed stresem, który napastnik w nim wywołuje. W końcu, kiedy zdesperowany, napastowany psiak wydaje z siebie wyjątkowo płaczliwy pisk lub zaczyna skamleć, właściciele decydują, że TTB ”Chyba troszkę przesadził, to może skończmy na dziś”. Skutek jest taki, że często TTB, który w duchu nie jest ”agresywnym” psem, a po prostu nie umie się bawić z innymi psami w sposób przez te psy akceptowalny, dostaje od ”pań z osiedla” łatkę psa agresywnego. A w końcu staje się agresywny, z tego ”głodu interakcji” i frustracji, którą odpalają w nim reakcje innych psów na jego zachowanie i to że trzymany wiecznie na smyczy (bo ”jest agresywny”) nie ma okazji na kontakt z innymi przedstawicielami swojego gatunku. I nie może swobodnie biegać, wyszaleć się i rozładować kumulującej się w nim energii. Bywa też, że zaburzony emocjonalnie TTB, wiecznie podminowany i pobudzony, szuka okazji, żeby spełnić się jako TTB w spinie i staje się psem naprawdę niebezpiecznym.

Szkolenia? Doprawdy?

Niby wszyscy chodzą ”na szkolenia” i do ”psiego przedszkola”, pełno teraz ”behawiorystów”, dlaczego więc niektórzy (niezależnie od płci) stoją, jak tępe dzidy i patrzą, jak ich zastraszony np. Mops ucieka przed rozkręconym na maxa np. Bullterrierem, kompletnie nie reagując, kiedy ich pies szuka u nich wsparcia i pomocy, biegając dookoła ich kostek, by wreszcie spróbować schronić się przed napastnikiem pod najbliższą ławką? Właściciele niewyżytych kundelków i niedużych owczarków przyglądają się jak to, co kilka minut wcześniej było hasaniem za patykiem grupki psów, zmienia się w uganianie się ich psa za dwoma najbardziej zajętymi zabawą w ”zabierz mi patyk”, psiakami, które w ferworze zabawy jeszcze się nie zorientowały, że coś niedużego, np. JRT za nimi biega i usiłuje je gryźć. Nic nie dają im obserwacje, że pozostałe psy wyłączyły się z ganianki i albo są na drugim końcu wybiegu, wąchając trawę albo ”przeczekują” psychola w pobliżu swoich właścicieli.

Szerszy horyzont czyli właściwy punkt odniesienia

Nauka z bycia w pobliżu dwóch psów typu presa, które postanowiły sobie ”coś udowodnić” i ”wzięły się za łby” uwrażliwia na to, jak może zakończyć się pozostawienie ”układania hierarchii” psom i dlaczego nie wolno pozwalać ignorantom na ”nieangażowanie się” w to, jak ”psy ustawiają sobie hierarchię/kontakty/się ze sobą dogadują”. Rzecz jasna, spięcie lub nawet walka psa w typie Husky/Alaskan Malamute z mieszańcem ONka z labem to (na szczęście) nie to samo, co ”spięcie się” ze sobą dwóch samców kanara czy nawet młodych suk DA, które ”spinając się” już tylko ”na początek” dziurawią sobie na wylot nawzajem policzki, łapy itp. Odpowiednio szybkie nie rozdzielenie dwóch Dogów Kanaryjskich lub Argentyńskich (generalnie psów, w których jeden jest np. właśnie DA), które wchodzą ze sobą w ”kontakt fizyczny”, bo mają ”problem z hierarchią”, kończy się zazwyczaj bardzo ciężkimi obrażeniami lub wręcz śmiercią jednego z nich. Są hodowle, w których można zostać świadkiem różnych zdarzeń w zupełnie zaskakujących momentach… I być może dopiero takie nieco ”graniczne” doświadczenie, jest tym co ”uwrażliwiłoby” osoby pozostawiające psom ”układanie kontaktów”, na to, że nie jest to właściwy rodzaj postępowania. Z oczywistych jednak względów, daleka jestem od ”życzenia” komukolwiek uczestniczenia w zdarzeniu typu ”dwa Dogi Argentyńskie ze sobą walczą”. Aczkolwiek wystarczy duży pies, który ”sprowadza do parteru” niezbyt dużego agresora, tylko poprzez samo ”uwalenie się na nim” i dociśnięcie go do ziemi, i też może być niefajnie…

”Forma” i FORMA

Spacery z psem są świetną okazją do pracy nad własną kondycją. Jasne, że na początku tylko się ze szczeniakiem przemieszczamy, czyli chodzimy z nim i to niezbyt długo, aby go nie zmęczyć. Długo też unikamy okazji, w których mógłby nabawić się kontuzji, ale nie zmienia to faktu, że także wtedy, gdy ”tylko chodzimy”, spalamy kalorie. Kiedy rozwój aparatu ruchu dobiegnie końca, molosa ”typu fit”, jak argentyńczyk czy corsiak, można zabierać na spacery, które będą treningiem. Pies razem z nami, jeśli tylko potwierdzą do wyniki badań, może np. biegać. Przy czym pamiętać należy, że zaczyna się od wydłużenia trasy, dystansu, który się z psem pokonuje, idąc. Nie można z dnia na dzień wymagać od psa, by bez jakiegokolwiek przygotowania, od dziś ”biegał przy rowerze”. I nie należy od psa, który nie ukończył drugiego roku życia lub innymi słowy, u którego nie zakończyła się faza wzrostu, wymagać owego ”biegania przy rowerze”. Wypada też dodać, że pies (jak człowiek) potrzebuje rozgrzewki, która pobudza krążenie, dosłownie rozgrzewa i uelastycznia mięśnie i w ten sposób przygotowuje organizm do wysiłku oraz chroni go przed kontuzjami. A po treningu, niezależnie od tego na jaki rodzaj aktywności z psem się zdecydujemy, ważne jest uspokojenie organizmu. Nie wolno treningu ”ucinać” ot, tak. Przed jego zakończeniem organizm należy płynnie wyciszyć, np. zmieniając tempo biegu tak, by zakończyć go spokojnym krokiem.

Właściciele, którzy któregoś dnia budzą się z pomysłem ”Od dziś pies ma trening” i ściągają z kanapy zapasionego zwierza, którego główną aktywnością fizyczną na co dzień jest leżenie na tej kanapie i każą mu biec przy rowerze, przodują w rankingu ”Krótka historia o tym, jak załatwiłem’/am swojego psa”. Ludzka głupota najczęściej wykańcza psy.

Molos ”typu fit” zupełnie nie jest psem dla ludzi nielubiących i unikających aktywności fizycznej. Tak, wiem, że patrząc na część tzw hodowców albo posiadaczy tego typu psów można w to wątpić. Ale trzeba pamiętać, że w naszym domu, pies, inaczej niż w hodowli, nie jest tylko jednym z wielu zamkniętych w kojcu i naprawdę nie ma powodu, żeby robić z niego zapasioną, sfrustrowaną kluchę, która głównie leży na kanapie lub terenie posesji. Przy okazji: wzorzec rasy podaje, że dla samca DA górna granica wagi wynosi 45kg, oczywiście zdarzają się osobniki cięższe, w ogóle mocno wychodzące poza proporcje opisane we wzorcu, ważące zdecydowanie więcej niż 45kg… Przypomnijcie sobie te słowa, kiedy jako ”hodowca” przedstawi się wam jakiś starszawy, lekko niedomagający pan, albo jakaś młoda, ale lekko (albo mocno) otłuszczona pani (i vice versa). Polecam z dużą dozą sceptycyzmu traktować ”hodowców”, których fizyczność nie bardzo ”gra” z wymaganiami, jakie przez swoim właścicielem stawiają białe, kanary czy np. corsiaki. Szczególnie, że za psem, który nieupilnowany uda się za czymś w pogoń, trzeba pobiec… I choć kanar nie jest aż takim amatorem ruchu jak argentyn, czy corsiak, to jednak wciąż nie powinien być niepełnosprawną kluchą, nawet, kiedy takie wrażenie sprawia jego tzw hodowca. 

”Kozacki wygląd” rekompensatą za…

Człowiek lubi wygodę. Długo myślałam, że cięte uszy po prostu ”fajnie wyglądają”, nic więcej – bo to było wygodne. Przez myśl mi nie przeszło, że obcięcie psu fragmentu małżowiny usznej może mu ”uratować życie”, a to zawsze była i chyba dalej jest ulubiona ściema właścicieli i hodowców okaleczonych kopiowaniem uszu psów, kiedy ich o te cięte uszy zapytać. Bezrefleksyjnie przyjęłam stanowisko, że kopiowane uszy jakoś ”lepiej ukazują kształt głowy” i ”podkreślają wyraz”. Niektórzy twierdzili i wciąż twierdzą, że takie uszy ”powodują, że pies wygląda na ostrego, bardziej groźnego i wzbudzającego respekt”. I że ”ucho kopiowane harmonizuje ze szlachetną, elegancką sylwetką psa”, choć jak tak popatrzeć na te trzaskane w Polsce, zwłaszcza po 2012 r., przez różnych obwiesiów Dogo Argentino albo Dogo Canario/Presa Canario, to teksty o ”harmonii”, ”eleganckiej sylwetce” i ”szlachetności” brzmią jak kpina.

Dogo Argentino nigdy nie fascynowały mnie ze względu na ”respekt”, jaki ich wygląd/wyraz/gabaryty czy cokolwiek innego, może budzić u innych. To nie miał być pies, który sprawi, że ludzie jakoś inaczej zaczną mnie traktować. Ja za najbardziej interesujące w tej rasie uznałam wymogi, które stawia swojemu właścicielowi Dog Argentyński. Dziś, niezmiennie uważam, że pies, a molos szczególnie (jeżeli tylko masz dla niego odpowiednio dużo czasu), jest najlepszym coachem, jednak tylko pod pewnymi warunkami. Poznając różne argentyńczyki i ich właścicieli, doszłam do wniosku, że teoria o wymogach, które niby muszą spełniać osoby decydujące się na posiadanie Dogo Argentino, w rzeczywistości ”nieco rozjeżdża się” z praktyką, mówiąc delikatnie. A łowiecki instynkt, który u jednych białych nie ”wybija” wcale, u innych mocniej, a dla innych jest esencją ich życia, jest dodatkiem, który jednak mnie nie ”kręci”. Nie wiem też co konkretnym osobom poszło nie tak z ich psami i na ile jakieś zachowanie wynika z błędów wychowawczych, które w stosunku do swoich psów popełnili, a na ile to kwestia ”dziedziczenia cech” ani też gdzie problem wziął się wprost z tego, że biały miał wyleczyć kompleksy swojego właściciela. Lata walki o promowanie BAER TEST i nieustający opór większości środowiska tzw hodowców, którzy jednak zamiast swoje psy badać, wolą udawać, że jednostronna głuchota nie jest u białych problemem, stosunek tych ludzi do sprawy dysplazji, także znacząco zniechęciły mnie do pomysłu posiadania psa tej rasy. Jednak to, co utrzymuje mnie w decyzji, że Dog Argentyński nie jest typem psa, o który mi chodzi, gdy myślę ”pies”, to fakt, że ”selekcja na psychikę”, to wciąż w tej rasie tabu i po prostu, w sensie generalnym, nie istnieje. Przy tak szczególnej rasie, nie bez przyczyny objętej szeregiem restrykcji w wielu krajach, brak selekcjonowania psów pod kątem ich psychiki, jest szczególnie niepokojący.

”Hodowcy” potrafią godzinami truć o ”wyrazie” i ”charakterze” głowy, ale promil polskich Dogo Argentino ma głowy, które faktycznie wyglądają wzorcowo i niektóre polskie argentyńczyki jako przedstawicieli swojej rasy, identyfikuje się raczej ”po białym kolorze” sierści niż ”wyrazie”. A propos ”koloru”: aktualne znowu na polskich ringach wystawowych pojawiają się psy z niewybarwionymi, a właściwie prawie różowymi nosami, którym sędziowie niemający pojęcia o genetyce, ekspresji genów i związkach braku pigmentacji z głuchotą oraz innymi dysfunkcjami organizmu, przyznają hodowlane uprawnienia, nadając smętnym petom tytuły bez praktycznej wartości.

Nie będę już nawet pisać o proporcjach głowy… Choć rasę psa poznaje się ”po twarzy”, ”hodowcy” nie przykładają wagi do kształtu, wielkości, osadzenia i rozstawu oczu u psów, które zachwalają jako ”championy”. O ”czarnych kreskach” w około oczu, których brak u tak wielu polskich psów, nie wspominając. Ignorują też (różowe i zbyt obwisłe) fafle i fatalne kształty kufy. Skupiając się na tym, jak zorganizować ”ciachnięcie uszu” tzw hodowcy zaniedbali to, co w hodowli naprawdę jest istotne. A w swojej obsesji oberżniętych uszu, zapomnieli nawet o tym, że ucho nieokaleczone, naturalnie wiszące, idealnie umiejscowione, o proporcjonalnej względem głowy wielkości i kształcie, noszone we właściwy sposób, a nie np. ”w różyczkę” ( jak u Whippet’a), czy załamane (jak u terrierów), jest nie tylko ozdobą psa, ale także, a może przede wszystkim dowodem na solidną pracę, którą wykonał hodowca, uzyskując takie właśnie, idealne ucho. Poza tym psie uszy są fantastyczne w dotyku i co na pewno nie mniej ważne, a wręcz najważniejsze są (jak ogon) niezwykle istotnym elementem psiej komunikacji. Oberżnięcie psu uszu, ”rozwiązuje problem” (w rzeczywistości tylko pozornie) uszu nietypowych, małych, źle osadzonych, ”zbyt kolorowych” i zbyt wielkich przy małej, kruchej główce a’la Dalmatyńczyk bez kropek lub ”duży JRT z gór” itp. Niezależnie od tego, jak bardzo pretensjonalne imię wybierze psu tzw hodowca, cięcie uszu nie zrobi z białego o wyrazie pyska a’la krokodyl, Dogo Argentino. Kiedy podliczam ile petów w Polsce zostało psami hodowlanymi po tym, jak oberżnięto im kolorowe uszy, to aż mnie pusty śmiech ogarnia. Niektórzy tzw hodowcy całe linie zbudowali na tym, że ”uciachali” swoim psom uszy…

Dla śmiesznych ludzi, największych ignorantów liczy się ”ostry”, ”groźny”, ”wzbudzający respekt” wygląd, jaki w odczuciu postronnych osób zazwyczaj daje okaleczone ucho, wygląd ”tradycyjny” dla rasy, wygląd ”fajny”, tzw ”kozacki wygląd”. Patrząc na wspólne foty niektórych osób i ich psów z nielegalnie oberżniętymi uszami (często na American Staffordsire Terriera, żeby jeszcze tragiczniej było) można wysnuć jeden wniosek: ”kozacki wygląd”, który zdaniem niektórych dają psom cięte uszy, nie jest tym co cechuje większość właścicieli psów o tym ”kozackim wyglądzie”. Sorry.

”Pańcia” ma czas na zrobienie sobie pazurów i napisanie paru ”błyskotliwych” komentarzy na fejbukowej grupie kynologicznej, no ewentualnie przepuszczenie selfie z psem w piętnastu filtrach, które nieco poprawią jej ”look” na ”sexy tipsiarę”. Ale nie ma go już na sprawdzenie i douczenie się ”Co nowego w diagnozowaniu i eliminowaniu chorób wrodzonych u rasowych psów”. Analogicznie, ”pańcio” o swój sześciopak dba co najwyżej ”piwkowaniem” przed tv i tymi nieszczęsnymi, oberżniętymi psimi uszami, stara się nadrobić swoją posturę typu Zapocony Grubas z Brzuszyskiem lub Woody Allen z Korporacyjną Piłeczką tak, aby przynajmniej wygląd psa był ”kozacki”. I to wszystko. Nie dziwi mnie już więc dbałość o ”kozacki wygląd” ich psów u tych ludzi. Wygląd człowieka nie jest kwestią jego wyboru, ale nie dajmy się zwariować. ”Zapuszczenie się” jest wyborem, tuczenie siebie i swojej rodziny śmieciowym żarciem, jest wyborem. ”Zatrzaśnięcie się w solarium” jest wyborem. Fundowanie sobie dziwacznych fryzur i każde inne robienie sobie niedobraną ”stylizacją” krzywdy, też jest wyborem. W psach ”siedzą” panie, które nie umieją się pogodzić z tym, że natura w kwestii wyglądu nie była dla nich zbyt łaskawa i są panowie, którzy mają ”metr sześćdziesiąt w kapeluszu” albo wyglądają jakby byli w bliźniaczej ciąży od 20 lat. I z perspektywy czasu, naprawdę rozumiem, że dla znaczącej części fanatyków kopiowanych, za wszelką cenę, uszu, ”kozacki wygląd” u ich psów, to jedyny ”kozacki wygląd” z jakim ci ludzie kiedykolwiek będą łączeni. Okaleczone uszy psów, trzymanych przez nich na smyczach, psów których zdjęcia wrzucają na serwisy społecznościowe, nadają tym psom -przynajmniej w mniemaniu tych ludzi- ten specyficzny, ”fajny”, ”wzbudzający respekt”, dowartościowujący ich właścicieli, wygląd, na który ci ludzie, sami z siebie nie mają szans.

Przyszły nabywco, zanim zdecydujesz się na psa rasy tradycyjnie okaleczanej, czy to obrzynaniem samych uszu, czy uszu i ogona, nie bierz przykładu z zakompleksionych patałachów i nie pokazuj wszystkim w około, że jesteś tak beznadziejną osobą, żeby za wszelką cenę stygmatyzować swojego psa nielegalnym okaleczaniem go kopiowaniem uszu. Po prostu wylecz się z kompleksów, ciesz się swoimi sukcesami, rodziną, przyjaciółmi, zacznij zdrowo się odżywiać, idź na siłownię albo rób bransoletki z koralików, cokolwiek, ale nie bądź, jak oni. Przyjrzyj się wszystkim tym ludziom, którzy choć od praktycznie 20lat w Polsce psów okaleczać nie wolno, wciąż to robią. Chcesz być kojarzony/kojarzona z tym środowiskiem? Należeć do ”klubu lasek” w rodzaju ”może jestem głupia i/lub brzydka i/lub gruba, ale mój pies ma zajebiste, cięte uszy” albo być jednym z tych pajaców, którzy są tak skrajnie, przede wszystkim psychicznie nieatrakcyjni, że ”stawiają na ‚wzbudzający respekt’ wygląd swoich psów”? Jeżeli tak, to tym bardziej odpuść sobie presy, corsiaki itp,  i generalnie zainwestuj w wizyty w poradni psychologicznej, bo od ”jarania się” ”kozackim wyglądem” psa z nielegalnie upierniczonymi uszami jest już tylko krok do podniecania się ”legendarną” zaciętością Dogo Argentino i puszczaniem ich ”za dziczkiem, żeby się sprawdziły w akcji”…

 (Źródło Facebook)

*http://torun.wyborcza.pl/torun/1,35576,16884632,Weterynarz_obcial_psom_ogony__Zostal_skazany_za_znecanie.html.

**http://alianzfederation.org

***http://pkpr.republika.pl/Regulamin_hodowli.pdf

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora jest zabronione.

 

 

 

CIĘCIE/KOPIOWANIE/PLASTYKA I KOREKTA USZU U DOGO ARGENTINO, DOGO CANARIO/PRESA CANARIO, CANE CORSO ORAZ INNYCH RAS TRADYCYJNIE CIĘTYCH

 

 (źródło Facebook)

Wstęp

Na moim blogu, przy ”najczęściej szukane” wysoko widnieją frazy ”ucho, presa” i ”wskazanie do cięcia”, a ostatnio znowu otrzymałam zapytania dotyczące kopiowania uszu. Tak więc, aby ostatecznie rozwiać wątpliwości, co do tego ”Czy w Polsce wolno psom uszy kopiować czy nie?” oraz ”Jak to zrobić?”, zamieszczam tekst, który mam nadzieję jednoznacznie wyjaśni kwestię cięcia uszu wszystkim, którzy aktualnie wciąż jeszcze mają jakiekolwiek wątpliwości.

Otóż moi drodzy, niezależnie od tego co w internecie wypisują o ”tradycji rasy” i ”chorobach uszu” jakieś idiotki albo idioci, których zdaniem ”Na Dogo Argentino, DogoCanario/ Presa Canario, Cane Corso etc. z naturalnymi uszami nie daje się patrzeć” i dla których ”tradycja rasy wymaga cięcia ucha”, polskie prawo tak, jak prawo wielu innych krajów UE, zabrania okaleczania psów kopiowaniem im uszu. Kropka.

Rozwinięcie

Kopiowanie uszu zmienia wygląd psa, jest to zabieg estetyczny, niemający żadnych wskazań medycznych. W jego wyniku zmienione zostają wielkość ucha, jego kształt oraz sposób noszenia, czyli ucho ze swobodnie zwisającego staje się stojące. Jest to zabieg przeprowadzany symetrycznie na obojgu uszach danego psa. Istotne, że w zabiegu estetycznym, którym jest kopiowanie uszu chodzi o wygląd uszu, o to, aby tkanka małżowiny usznej usunięta została zgodnie z konkretnym wzorem określającym ”wygląd idealnie ciętej małżowiny usznej” dla psa danej rasy. Liczy się to, aby po zabiegu uszy stały i były zakończone szpiczasto*.

Dla odmiany w chirurgicznych zabiegach medycznych przeprowadzanych na małżowinie psiego ucha w przypadkach, w których ewentualnie usuwana jest część małżowiny usznej, lekarz weterynarii nie kieruje się wyglądem psa i ”potrzebą postawienia uszu”, nie obchodzi go też przypisany do rasy ”tradycyjny kształt ciętych uszu”. Lekarz weterynarii, przeprowadzając chirurgiczną ingerencję w małżowinie usznej psa, ingerencję mającą na celu ratowanie zdrowia zwierzęcia, amputując niekiedy znaczną część małżowiny usznej, kieruje się potrzebą natury medycznej, nie zważając na to, jak uszy będą po zabiegu noszone ani czy też małżowiny zostaną prawie zupełnie zredukowane. Nie zajmuje go to, czy w efekcie zabiegu uszy psa będą wyglądały zgodne z tym, jak cięte ucho wyglądać ma w ”tradycji” danej rasy, bo nie wykonuje zabiegu, w którym chodzi o zmianę wyglądu psa ”na życzenie klienta”, tylko zabieg medyczny. 

Kopiowanie uszu to zabieg przez dekady przeprowadzany na psach określonych ras takich jak Doberman, Dogo Argentino (Dog Argentyński), Dogo Canario/Presa Canario (Dog Kanaryjski), Cane Corso, Bokser, Dog Niemiecki, American Staffordshire Terrier, American Pit Bull Terrier, Cimarrón Uruguayo, Owczarek Środkowoazjatycki itp., które zawsze rodzą się z uszami naturalnie swobodnie zwisającymi. Dopiero ingerencja chirurgicznego skalpela powoduje, że uszy psów tych ras stają się mniejsze, stojące i szpiczaste lub zaaokrąglone w specyficzny sposób, jak u Cimarróna. Mijający na ulicy, okaleczone kopiowaniem uszu psy wyżej wymienionych przeze mnie ras, ludzie zazwyczaj nie zdają sobie sprawy, że psy tych ras zawsze rodzą się z uszami naturalnie wiszącymi, jak np. Labradory. ”Tradycja” okaleczania Dobermana, Doga Argentyńskiego czy Cane Corso cięciem uszu (Oraz ogonów w przypadku dobków i corsiakow), spowodowała, że wiele osób, napotykając np. Cane Corso w naturalnymi, nieokaleczonymi uszami (i ogonem) zastanawia się ”Co to za rasa? Może jakiś mieszaniec? Podobny do corsiaka, ale ma inne uszy”. I prawie nikt też nie myśli o tym, że psy ww ras, psy które poznawał albo też tylko mijał na ulicy, z dużym prawdopodobieństwem padły ofiarą przestępstwa, jakim jest znęcanie się, bo tak kopiowanie uszu kwalifikuje polskie (i nie tylko) prawo.

Psy po chirurgicznych zabiegach medycznych, wykonanych w celu ratowania zdrowia, w wyniku których zmieniony został kształt małżowiny usznej (zazwyczaj małżowiny uszne zostają zredukowane do minimum), zobaczyć można w schroniskach, ale nie na wystawach ZKwP czy w hodowlach tzw hodowców. Kopiowanie psom uszu, zakazane jest dziś praktycznie w całej Europie. Legalnie psy kopiowaniem okaleczać można np. na terenie Indii, Chin, Rosji, USA, Kanady lub Meksyku.

W Polsce ”wskazaniem do cięcia” estetycznego, bo tym jest kopiowanie psom uszu, żeby wyglądały tak, jak się ”lud przyzwyczaił”, żeby miały oboje uszu stojących i szpiczastych, zawsze był i wciąż jest tylko i wyłącznie egoizm właściciela. Nie ma ”wskazania do kopiowania/ cięcia” dla kanapowych piesków, które kupują ludzie w Polsce, innego niż ”żeby groźnie/ kozacko wyglądały”. Nie ma medycznych wskazań do symetrycznego, zgodnego z ”tradycją”, okaleczania psich uszu. I każdy kto opowiada, że można ”kopiować psu uszy ze względów medycznych” opowiada idiotyzmy, kłamie i wprowadza w błąd kogoś, komu ten przekaz serwuje. Po prostu wśród wielu z posiadaczy psów typu presa, panuje moda na groźnie wyglądające psy, do czego dorabiana jest ”ideologia” o ”prewencyjnym cięciu uszu ze względów medycznych” albo bajki o ”alergii i zniszczonych krawędziach uszu, które to zaprzyjaźniony weterynarz ciachnął akurat tak, żeby ładnie wyglądały uszka”. Ciągle jeszcze ludzie, którzy upodobali sobie na swoje ofiary psy typu presa (środowisko tego typu ”miłośników” argentynów i kanarów, jest wyjątkowo odporne na zaakceptowanie polskiego stanu prawnego), utrzymują, że kiedy okaleczają psom uszy, to chodzi im o ”zdrowie psów” i ”ochronę przed chorobami uszu nieciętych”.

A co do ”tradycji rasy” i ”użytkowania” Dogo Argentino w praktyce: cięcie ucha, miało zabezpieczać psy przed rozerwaniem/ oderwaniem im uszu przez zwierzę, z którym mają ”kontakt” ”w trakcie polowania” lub innego psa, w czasie walki. Oficjalnie w Polsce z psami trzymająco-chwytającymi czyli psami typu presa, w tym Dogo Argentino (ani Alano Español), na dziki w stylu typowym dla tej rasy się nie poluje, a walki psów z udziałem czołowych championów Doga Argentyńskiego czy Kanaryjskiego, z rodowodami ZKwP także się nie odbywają. Nie ma więc żadnego praktycznego powodu dla nielegalnego w Polsce oraz wielu innych krajach, kopiowania uszu u Dogo Argentino, no może poza kompleksami właścicieli okaleczonych psów. Serio, jak czytam o ”użytkowości Dogo Argentino w Polsce”, to mnie pusty śmiech ogarnia, więc darujcie, ale do wątków dotyczących ”tradycji rasy” w odniesieniu do ”użytkowania Dogo Argentino w Polsce”, nie będę się odnosić. Niech piszą o tym niuńki i pajace, podniecający się ”kozackim wyglądem” i twierdzący, że ”Na naturalne uszy u Doga Argentyńskiego nie da się patrzeć”. Po prostu nie ma to jak sfrustrowany chłoptaś ”wbijający się do związku łowieckiego”, żeby sobie i wszystkim w około coś udowodnić i tego rodzaju persony. Tylko tych nieszczęsnych dzikich zwierząt, na których ”psy się będą sprawdzać” ogromnie szkoda.

A propos żenujących pomysłów, osób i pseudodylematów tych różnych ”znawców”. Nie ma żadnego ”Czy kopiowanie powinno być zakazane?” albo ”Czy powinno zakazać się kopiowania uszu u psów?” ani ”Kopiować czy nie kopiować? Oto jest pytanie.”, bo w Polsce od 1997 r. panuje zakaz okaleczania psów chirurgicznymi zabiegami estetycznymi, a takim właśnie, czysto estetycznym, bo po prostu zmieniającym wygląd psiego ucha, jest zabieg kopiowania uszu. EDIT 2019: o czym w wywiadach mówił członek stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce, sędzia kynologiczny, pan Andrzej Mania;

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2019/02/18/nie-chcialbym-miec-dobermana-z-dlugim-ogonem/, https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2019/02/18/temat-zastepczy-czyli-co-w-2006-roku-nieco-ponad-dekade-temu-mowil-o-okaleczaniu-psow-ze-wzgledow-estetycznych-sedzia-kynologiczny-zwiazku-kynologicznego/ 

Smutne bardzo jest to, że osoby mające problem z przyswojeniem sobie tych bardzo podstawowych i oczywistych faktów, zaczynają zajmować się pisaniem o kopiowaniu uszu w sposób, który innym imbecylom może sugerować, że okaleczanie własnego psa tak, jak robią to imbecyle-fanatyczni wyznawcy ciętych uszu, jest ”cool” i ”generalnie spoko”.

Nie szukajcie na moim blogu ”wskazań do cięcia uszu” ani informacji typu ”polecani do kopiowania”, bo ich nie znajdziecie. Na Facebooku macie od groma posiadaczy psów okaleczonych cięciem uszu (i/lub ogonów), którzy powinni stać się celem zainteresowania prokuratury w celu wyjaśnienia okoliczności w jakich ich psy poddano okaleczeniu lub może wręcz ”powinni siedzieć” za znęcanie się nad zwierzętami, podżeganie do popełnienia przestępstwa itp., ale zamiast tego chwalą się tym, że swoim psom uszy i/lub ogony upierniczyli, wrzucając na FB zdjęcia tych zwierzaków. Znacząca część tych osób to tzw hodowcy i wiele psów z ciętymi uszami i/lub ogonami można było przez lata oglądać nie tylko w polskim internecie, ale i na wystawach organizowanych przez ZKwP, pod patronatem FCI, więc do tych ludzi, tzw hodowców i posiadaczy kopiowanych psów, piszcie i z nimi sobie o cięciu uszu i/lub ogonów gadajcie. Ich pytajcie jak to zrobili, jak upierniczyli uszy (i/lub ogony) swoim, urodzonym (szczególnie) po 1 stycznia 2012 r. psom? Kto im pomagał, ile za to wziął i kto pośredniczył? Piszcie do właścicieli okaleczonych psów, bo każda z osób, która posiada okaleczonego kopiowaniem uszu psa, która nie zabrała psa na wycieczkę do USA, Rosji lub innego kraju, w którym psy kopiowaniem uszu okaleczać można, np. na jakieś hiszpańskie zadupie i zrobiła to nielegalnie w Polsce lub ”u znajomych na Słowacji”, złamała prawo. Ale wcześniej taka osoba musiała dostać ”namiar” od innego posiadacza psa z ciętymi uszami, na ”pewną osobę, która zabieg przeprowadzi”. Na ”jakąś panią weterynarz, co to kiedyś psy hodowała, ale już przestała, a ciąć umie i lubi, to z sentymentu do rasy, ciachnie” albo inną ”technik weterynarii”, ”znanego i zasłużonego działacza, który zawsze chętnie służy pomocą” albo ”hodowcę, który zna kogoś na Słowacji i pomoże”, ale mnie nie obrażajcie i u mnie nie szukajcie pomocy w popełnieniu przestępstwa.

Wszystkim, którzy jeszcze udają, że nie wiedzą wytłuszczę, w błąd osoby nie zajmujące się kynologią, a przy okazji problematyką okaleczania psów nielegalnymi zabiegami, wprowadzają właściciele psów z kopiowanymi uszami, członkowie stowarzyszeń osób zrzeszających tzw hodowców i posiadaczy psów rasowych czyli takich o udokumentowanym pochodzeniu, opowiadając bzdury o ”leczniczych właściwościach” okaleczania psów kopiowaniem i ”tradycji rasy”. Prym w tym wiodą, a w każdym razie latami wiedli, członkowie posiadającego dominującą na polskim rynku pozycję, stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce, którzy to sobie samym i wszystkim w około przez lata i na internetowych forach, i w rozmowach podczas wystaw psów, i wielu innych okazjach, wmawiali i może wciąż wmawiają (?), że istnieje możliwość ”legalnego” skopiowania psa w Polsce, poprzez obcięcie mu uszu, ”z poszanowaniem obowiązującej ustawy”. Osoby takie twierdziły lub wciąż twierdzą, że ”pies był skopiowany ze względów medycznych”, co po prostu jest niemożliwe gdyż KOPIOWANIE NIE JEST ZABIEGIEM, KTÓRY WYKONYWANY JEST ZE WSKAZAŃ MEDYCZNYCH, JEST TO ZABIEG TYLKO I WYŁĄCZNIE ESTETYCZNY. Kopiowania czyli bezsensownego, powodowanego jedynie ”widzi mi się” człowieka okaleczania psów, poza Polską zakazuje wiele krajów. Mimo to posiadacze okaleczonych zwierząt opowiadają legendy o ”chorobach uszu” i przypadkach ”pogryzień”, które mają tłumaczyć nielegalne zabiegi, którym poddali swoje psy w ostatnich latach (szczególnie po 1 stycznia 2012 r.). Podkreślam, całkowicie nietrafne jest stanowisko części członków stowarzyszenia o nazwie Związek Kynologiczny w Polsce, które to mówiło przez ostatnie lata, że ”kopiowanie było lub jest dozwolone w przypadkach gdy wykonywane jest dla ratowania zdrowia”. KOPIOWANIE NIGDY nie jest wykonywane ze wskazań MEDYCZNYCH, a zatem nigdy nie służy ratowaniu zdrowia.

Zakończenie

Dla śmiesznych ludzi, największych ignorantów liczy się ”ostry”, ”groźny”, ”wzbudzający respekt” wygląd, jaki w odczuciu postronnych osób zazwyczaj daje okaleczone ucho Doga Argentyńskiego, Kanaryjskiego, Teriera Typu Bull czy Cane Corso, wygląd ”tradycyjny” dla rasy, wygląd ”fajny”, tzw ”kozacki wygląd”. Patrząc na wspólne foty niektórych osób i ich psów z nielegalnie oberżniętymi uszami (często Dogo Argentino ciętego na American Staffordshire Terriera lub Dobermana, żeby jeszcze tragiczniej było) można wysnuć jeden wniosek, ”kozacki wygląd”, który zdaniem niektórych dają psom cięte uszy, nie jest tym co cechuje większość właścicieli psów o tym ”kozackim wyglądzie”. Sorry.

”Pańcia” ma czas na zrobienie sobie pazurów i napisanie paru ”błyskotliwych” komentarzy na fejbukowej grupie kynologicznej, no ewentualnie przepuszczenie selfie z psem w piętnastu filtrach, które nieco poprawią jej ”look” na ”sexy tipsiarę”, ale nie ma go już na sprawdzenie i douczenie się ”Co nowego w diagnozowaniu i eliminowaniu chorób wrodzonych u rasowych psów”. Analogicznie ”pańcio” o swój sześciopak dba co najwyżej ”piwkowaniem” przed tv i tymi nieszczęsnymi, oberżniętymi psimi uszami, stara się nadrobić swoją posturę typu Zapocony Grubas z Brzuszyskiem lub Woody Allen z Korporacyjną Piwną Piłeczką, tak aby przynajmniej wygląd psa był ”kozacki”. I to wszystko. Nie dziwi mnie już więc dbałość o ”kozacki wygląd” ich psów u tych ludzi. Wygląd człowieka nie jest kwestią jego wyboru, ale nie dajmy się zwariować. ”Zapuszczenie się” jest wyborem, tuczenie siebie i swojej rodziny śmieciowym żarciem, jest wyborem, ”zatrzaśnięcie w solarium” jest wyborem, fundowanie sobie dziwacznych fryzur, przebieranie się za kogoś, kto ma styl i każde inne robienie sobie niedobraną ”stylizacją” krzywdy, też jest wyborem. W psach ”siedzą” panie, które nie umieją się pogodzić z tym, że natura w kwestii wyglądu nie była dla nich zbyt łaskawa i są panowie, którzy mają ”metr sześćdziesiąt w kapeluszu” albo wyglądają jakby byli w bliźniaczej ciąży od 20 lat, i z perspektywy czasu, naprawdę rozumiem, że dla znaczącej części fanatyków kopiowanych, za wszelką cenę, uszu, ”kozacki wygląd” u ich psów, to jedyny ”kozacki wygląd” z jakim ci ludzie kiedykolwiek będą łączeni. Okaleczone uszy psów, trzymanych przez nich na smyczach, psów których zdjęcia wrzucają na serwisy społecznościowe, nadają tym psom -przynajmniej w mniemaniu tych ludzi- ten specyficzny, ”fajny”, ”wzbudzający respekt”, dowartościowujący ich właścicieli, wygląd, na który ci ludzie, sami z siebie nie mają szans.

Przyszły nabywco, zanim zdecydujesz się na psa rasy tradycyjnie okaleczanej czy to obrzynaniem samych uszu czy uszu i ogona nie bierz przykładu z zakompleksionych patałachów i nie pokazuj wszystkim w około, że jesteś tak beznadziejną osobą, żeby za wszelką cenę stygmatyzować swojego psa nielegalnym okaleczaniem go kopiowaniem uszu. Po prostu wylecz się z kompleksów, ciesz się swoimi sukcesami, rodziną, przyjaciółmi, zacznij zdrowo się odżywiać, idź na siłownię albo rób bransoletki z koralików, cokolwiek, ale nie bądź, jak oni. Przyjrzyj się wszystkim tym ludziom, którzy choć od praktycznie 20 lat w Polsce psów okaleczać nie wolno, wciąż to robią. Chcesz być kojarzony/kojarzona z tym środowiskiem? Należeć do ”klubu lasek” w rodzaju ”może jestem (w dowolnej kombinacji) głupia, brzydka i gruba, ale mój pies ma zajebiste, cięte uszy” albo być jednym z tych pajaców, którzy są tak skrajnie przede wszystkim psychicznie nieatrakcyjni, że ”stawiają na ‚wzbudzający respekt’ wygląd swoich psów”? Jeżeli tak, to tym bardziej odpuść sobie presy, corsiaki, ttb i generalnie zainwestuj w wizyty w poradni psychologicznej, bo od ”jarania się” ”kozackim wyglądem” psa z nielegalni upierniczonymi uszami jest już tylko krok do podniecania się ”legendarną” zaciętością Dogo Argentino i puszczaniem ich ”za dziczkiem, żeby się sprawdziły w akcji”…

*Cięte uszy Cimarrón Uruguayo wyglądają jak u Myszki Miki.

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu oraz zdjęć bez zgody autora jest zabronione.

Ps.

Fragment z Ustawy o Ochronie Zwierząt:

2. Przez znęcanie się nad zwierzętami należy rozumieć zadawanie albo świadome dopuszczanie do zadawania bólu lub cierpień, a w szczególności:

1) umyślne zranienie lub okaleczenie zwierzęcia, niestanowiące dozwolonego prawem zabiegu lub procedury w rozumieniu art. 2 ust. 1 pkt 6 ustawy z dnia 15 stycznia 2015 r. o ochronie zwierząt wykorzystywanych do celów naukowych lub edukacyjnych, w tym znakowanie zwierząt stałocieplnych przez wypalanie lub wymrażanie, a także wszelkie zabiegi mające na celu zmianę wyglądu zwierzęcia i wykonywane w celu innym niż ratowanie jego zdrowia lub życia, a w szczególności przycinanie psom uszu i ogonów (kopiowanie)”.

Podręcznik dla studentów medycyny weterynaryjnej autorstwa prof. dr. Marka Żakowicza ”Chirurgia małych zwierząt”, podręcznik, z którego uczyło się wielu praktykujących dziś lekarzy weterynarii, mówi jasno, iż skracanie małżowin usznych (kopiowanie) jest zabiegiem wykonywanym ze skazań estetycznych. Za prof. dr. Markiem Żakowiczem: ”Skracanie małżowin usznych (abbreviatio auriculae). Wskazania: względy estetyczne u niektórych ras psów.

Celem zabiegu jest usunięcie tylnej części małżowiny usznej, co powinno zmienić ustawienie opadającego ucha na ucho stojące. Jednocześnie zmieniony kształt ucha ma harmonizować z sylwetką zwierzęcia. Z tego względu dla każdej rasy istnieją nieco inne wskazania odnośnie do wielkości i kształtu usuwanej części. Małżowiny.

Technika zabiegu dla wszystkich ras psów jest wspólna. Przeprowadza się go u zwierząt, które nie przekroczyły 3-4 miesiąca życia. Najodpowiedniejszy jest wiek 2-2,5 miesiąca, jakkolwiek można skracać małżowiny także u psów w wieku 4-6 tygodni”.

 

PRZYKŁAD ”ZAŚWIADCZENIA” O ”LECZNICZYM KOPIOWANIU”, KONKRETNIE ”KOREKCIE USZU PO POGRYZIENIU PRZEZ INNE ZWIERZĘTA” I IGNORANCJA LEVEL HARD W PEŁNEJ ODSŁONIE CZYLI CO O KOPIOWANIU PSICH USZU MÓWI SIĘ ”W ŚRODOWISKU” -NA FACEBOOKOWYCH GRUPACH LICZĄCYCH PONAD 5 TYSIECY OSÓB, W KTÓRYCH WYPOWIADAJĄ SIĘ HODOWCY I POSIADACZE PSÓW, BĘDĄCY CZŁONKAMI ZWIĄZKU KYNOLOGICZNEGO W POLSCE.

”Święta to czas zadumy” – ok, dlaczego więc nie wykorzystać tych paru, tak innym trybem płynących, dni na podumanie także o psich sprawach? Tym bardziej, iż chcąc upewnić się jakie i czy w ogóle reakcje członków ZKwP wywołała uchwała Zarządu Głównego ich stowarzyszenia, z dnia 25 listopada 2015, planowałam poczytać sobie co w fejsbukowych grupach kynologicznych piszczy…

A piszczy jak na obrazku:WPIS

Tak, wciąż jesteśmy -i jeszcze jakiś czas pobędziemy, w ‚klimacie’ ”WINTER IS COMING”:

winter-is-coming

Ale zanim zaproszę was do Matrixa tzw miłośników psów, raz jeszcze rzućcie okiem na ściągę z rzeczywistości (Ustawa o Ochronie Zwierząt) i na treść tzw zaświadczenia, nie mającego jakiejkolwiek podstawy prawej, a wymyślonego tylko i wyłącznie na potrzeby wewnętrznych procedur Związku Kynologicznego w Polsce:

WTFI wstęp do Matrixa, czyli uchwały ZKwP dotyczące kopiowania/ cięcia/ korekty/ plastyki/ skracania, po prostu obcinania psom fragmentów małżowin usznych ze względów estetycznych (”Zabieg” zmienia kształt, wielkość i sposób noszenia ucha u psa)komunikat z 07.11.2011komunikat z 16.09.2015

Dziś ”dyska” o ”ulotkach pseudohodowców” -najciekawsze zaczyna się od grafiki nr. 15. Moim zdaniem macie prawo wiedzieć, jak ”miłośnicy psów” odnoszą się do kwestii związanych z łamaniem praw zwierząt i znęcaniem się nad nimi. [W wolnej chwili zaproszę was na kolejną wycieczkę do Matrixa/świata równoległego -nie wiem jak określić to, w czym żyją niektórzy członkowie ZKwP- i zaprezentuję wam dyskusję, z której dowiecie się jak niesamowicie wielkie mniemanie mają o sobie niektórzy z członków ZKwP, którzy osoby zrzeszone w innych stowarzyszeniach nazywają pseudohodowcami, nie bacząc przy tym na syf z własnego podwórka…]. Uważam, że moi czytelnicy potrafią czytać ze zrozumieniem.s01s02

 

s03s04

s05s05'

s06s07

s07's08

s09s09a

s10s11

s12s13

s14

s15

s16s17

s18s19

s20s21

s22

s23s25

s27

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu oraz zdjęć bez zgody autora jest zabronione.