Archiwa tagu: federacja kynologiczna

DLACZEGO I Z JAKICH LUDZI W ŚRODOWISKU DOGO ARGENTINO SIĘ ŚMIEJĘ ORAZ PARĘ SŁÓW O ETYCE (”PO CO NOSIĆ MASKĘ, KIEDY NIE MA SIĘ JUŻ TWARZY?”)

prawo stanowione

Doskonale zdaję sobie sprawę, że treść słów Frédéric’a Bastiat’a może być dla niektórych niezrozumiała, ale uznałam, że jeżeli powyższe będzie dla kogoś zbyt skomplikowane i trudno będzie odnieść mu tę prawdę do aktualnej sytuacji w polskim ”dogo-grajdole”, to odpuści poniższy tekst i wszyscy będą zadowoleni 🙂

Ten wpis czeka od ponad miesiąca. Zamieszczam go dziś, wzbogacając go niestety o kolejną aktualizację, bo uważam, że nie wolno zamiatać pod dywan tego całego syfu, można to robić na fejsbukowej grupie, ale nie na moim blogu. Sądziłam, że szczyty hipokryzji, które osiągają ”mentorzy” z fejsbukowej grupy ‚‚Dogo Argentino Polska (Poland)” będą mieć swój kres. Bardzo się pomyliłam. Kolejna aferka, ta po ”szarpaninie podczas Mołdawskiej światówki” zniesmaczyła mnie do granic. W końcu ile syfu ci ludzie zdolni są wykreować? I czy jest sens o tym pisać? Około dwa tygodnie temu zamieściłam wpis https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2015/05/12/jak-to-zrobic-na-legalu-czyli-pseudohodowle-w-zkwp-a-moze-tylko-zwyczajny-brak-jaj-u-czesci-posiadaczy-dogo-argentino-ktorym-na-sercu-lezy-dobro-rasy/ o ”trendzie”, który mnie osobiście bardzo niepokoi, gdyż wydał mi się znacznie istotniejszy od ”podsumowywania” ”całokształtu pracy twórczej” ”gwiazd” i ”gwiazdeczek” grupy. Ale wczoraj, 22 maja 2015 pojawiło się nagranie, które w tej chwili ma już ponad 8 tysięcy wejść…

m 01

Raczej nie mieliście okazji zobaczyć tego video na grupie Dogo Argetnio Polska (Poland), ale np. na grupie ”Wystawy ZKwP / FCI – wyjazdy, informacje” ”cenzura” go nie dosięgnęła (jeszcze?). Co niewłaściwego jest w pozostawieniu psów samym sobie, w kojcach, bez bud i stałego dostępu do wody, na jakiejś siatką ogrodzonej działce, niezależnie od ewentualnej ”przejściowości” takiej sytuacji ? Kilka rzeczy. Po pierwsze automatyczne poidła do wody nie są żadną fanaberią. Po drugie Dogo Argentino jest psem z ”Listy Ras Niebezpiecznych”, a to jego właścicieli, a tym bardziej hodowców, zobowiązuje do odpowiedzialności na takim zupełnie bazowym poziomie. Psy z LRN w świetle prawa, formalności, praktycznie są ‚zameldowane’ tam gdzie właściciel, przypisane do adresu zamieszkania swojego właściciela. Nie dziwi mnie, że ”środowisko”, ludzie ”związani z rasą” nie dostrzegają nieprawidłowości. Oni generalnie mają problem związany ze sprawami ”administracyjnymi”, więc psy same ”mieszkające na zadupiu” nie zajmują ich uwagi. Dalej, psy z nagrania są w kojcach, nie chodzi więc o to czy one zrobią komuś krzywdę, ale o to czy ktoś nie zrobi krzywdy im. Skąd pewność, że nie będą ”przeszkadzać” jakiemuś zwyrodnialcowi, który nakarmi je karmą z trutką albo ”tylko” taką ”zanieczyszczoną”, np szkłem? Skąd ten brak wyobraźni? Na wystawach wszyscy mają obsesje, żeby ”byle kto” nie karmił, czasem nawet nie dotykał ich psów, ”żeby to psom nie zaszkodziło”, a tu raptem psy same, bez opieki? I jest git? wszystko ok? Skoro tak, to dlaczego pod nagraniem znalazły się głosy ”adwokatów” tej hodowli, ‚grupowiczów’ z Kółeczka Wzajemnej Adoracji, ale ”przedstawiciel hodowli” imiennie nie zabrał głosu? -no comment.

Osoba, która zrobiła nagranie, była w stanie podejść do psów naprawdę blisko. ”Pierwsza zasada biznesu: chroń swoją inwestycję”. A jak chronione są te psy? Jak można pozostawić bez opieki/nadzoru psy warte podobno tysiące euro? Które dodatkowo się ”kocha”… Ludzie bywają podli i okrutni. Jedni kradną małe pieski na maszynki do produkowania szczeniąt, do swoich pseudo hodowli, a innych kręcą walki psów. Jak widać na filmie rudera obok siatki, za którą stoją kenele, znana jest okolicznej ”menelowni”… Tylko pozornie wydaje się niedorzeczne, że w tamtym miejscu mogłoby zjawić się paru łebków, którym przyszłoby do głowy ”O jakie fajne, białe pieski. W sam raz na ‚zabawy game’ gdzieś pod Łodzią”. Walki psów się odbywają. Obrzydliwe, moralnie naganne, ale odbywają się i nie zmieni tego fakt, że nie lubimy o tym myśleć. Jak więc można narażać psy na to, że padną ofiara jakiegoś przestępczego procederu? To w ramach ”mnie się to na pewno nie zdarzy”? WTF?

Odblokowałam sobie nawet na fejsbuku ”autorytet”, żeby móc przeczytać ”szacowną” wypowiedź na wystawowej grupie pod tym filmem… ”Przeprowadzka”… Naprawdę dobre. Może i tak, może się przeprowadzają? Ale serio? Nie obawiają się pozostawić psów bez opieki na co najmniej godzinę, godziny? Dwie? Trzy? Pięć? Osiem? Ile? Właściwie już mnie nic nie zdziwi. Najmniej dziwi mnie bezczelność, to aroganckie ”tłumaczenie rzeczywistości”, to ”należy o tym myśleć właśnie tak, jak ja to tłumaczę”. Dla mnie te ”adwokackie” wypowiedź są kompletnie niewiarygodne. Wiarygodne są tylko miłość, opieka, czas, rehabilitacja psów i pieniądze właścicieli psów z przydomkiem ”adwokatującego autorytetu”.

Wielu z was NAIWNIE uważa, że do ”nieprawidłowości”, czy ”zaniedbań” może dojść tylko w pseudo hodowli. Tak nie jest. Jeżeli chcecie wiedzieć więcej na temat tego dlaczego do pewnych osób należy mieć zaufanie szczególnie ograniczone, to poczytajcie sobie o aferze z ”pośredniczką”, ”włoskim reproduktorem w tle”, ”hodowlą ze stowarzyszenia’ i pokojarzcie fakty. Wczytajcie si. Warto.

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2014/01/27/uwaga-na-zarejestrowana-w-skwipr-hodowle-white-angel-dogo-argentino-czyli-bo-to-mezalians-bylby-dla-psa/ -warto wiedzieć, która hodowla przyczyniła się do rozmnażania psów poza strukturami Związku Kynologicznego w Polsce.

Przykre, że jedyną reakcją hodowli na szum, który wywołał film, było zamieszczenie przez ”osobę związaną z hodowlą” video na fejsbukowym profilu. Właściciel/ hodowca przyjechał i nakręcił filmik o pieskach uradowanych przybyciem człowieka, biegających po posesji. Reakcja typowa ”Wszystko jest ok, a wy się oszołomy, czepiacie”. To bardzo typowo. Jak zwykle ”nic się nie stało”.

m 02

Z tego co widziałam hodowla jednak ”wpadła w oko” osobom, które oburzyły się, słusznie zresztą, że psy są same, pozostawione bez opieki, na terenie, który nie do końca wiadomo czym ma być. Z mojego punktu widzenia to bardzo dobrze, że ktoś ma czas i ochotę dowiedzieć się gdzie, na kogo, w którym oddziale ZKwP psy są zarejestrowane, kto jest IMIENNIE odpowiedzialny za każde z tych zwierząt z osobna. Porządek w papierach to nic złego. Przyda się. Może przy okazji wyjaśnią się inne sprawy, które do dziś nie wiadomo jak zostały i czy w ogóle rozwiązane…

zagadka

Film trafił jednak na grupę ”Dogo Argentino Polska (Poland)”… Utrzyma się? Zostanie ”wybroniony”, czy może jednak osoby oburzone brakiem wyobraźni ‚opiekunów’ psów, zostaną dopuszczone do głosu?

Skoro mamy już za sobą wzmiankę o kolejnym ”nic się nie stało, wszystko jest super, tacy jesteśmy fajni”, to przejdę do wątków, które jeszcze wczoraj uważałam za szczyty hipokryzji i manipulacji.

Jak głosi popularna legenda, ”top mit” właściwie, żeby w kynologii być ”kimś”, trzeba ”coś” osiągnąć. Problem z tym, że kiepsko jest z definiowaniem owego mitycznego ”czegoś”.. Generalnie tak to już jest, że w każdej dziedzinie liczą się rzeczywiste (możliwe do zweryfikowania) osiągnięcia (te na plus, jak i te na minus…), a nie samo kłapanie dziobem, ale to w końcu blog o Dogach Argentyńskich, więc pozwólcie, że zostanę przy kynologii. Najpopularniejsi dziś fejsbukowi ”zabieracze głosu” w sprawach związanych z argentynami, mieli kiedyś fioła na punkcie tekstu o ”wnoszeniu czegoś do rasy”…

No, to jedziemy

”Coś”, co się do rasy ”wnosi” (także moim zdaniem) musi być pozytywne = nie może nieść szkody. Najbardziej idealnym, WYMARZONYM przykładem ”wnoszeniem czegoś do rasy” jest UCZCIWA PRACA HODOWLANA, zainicjowanie nowego DOBREGO zwyczaju/ wyrobienie pozytywnego w skutkach nawyku u miłośników rasy np. KUPOWANIA PSÓW TYLKO OD HODOWCÓW, KTÓRYCH PSY POSIADAJĄ AUTENTYCZNE -MOŻLIWE DO ZWERYFIKOWANIA- RODOWODY, INTERESOWANIE SIĘ WYNIKAMI BADAŃ BAER ORAZ TYMI DOTYCZĄCYMI DYSPLAZJI i kupowanie psiaków tylko od hodowców, którzy mają tradycję badania osobników, które rozmnażają oraz szczeniąt, które oferują nabywcom, działanie na rzecz poszerzenia wiedzy osób zainteresowanych daną rasą, czy kynologią w bardziej ogólnym sensie i podobne dokonania, mające w sobie niejednokrotnie coś z ”rewolucyjności”, takiego ”wstrzymywania słońca i poruszania Ziemi”. Tym samym jasne jest, że ”wnieść coś do rasy” może tylko osoba o ŚCIŚLE OKREŚLONYCH PREDYSPOZYCJACH (ETYKA się kłania), ktoś kto FAKTYCZNIE działa i może pochwalić się dorobkiem spełniającym kryteria UCZCIWEJ PRACY HODOWLANEJ, czy tego ‚WSTRZYMANIA SŁOŃCA I RUSZENIA ZIEMI’. Ktoś w swoich działaniach KONSEKWENTNY i nie uginający się pod naciskiem/ wpływem otoczenia albo słabości swojego własnego charakteru.

Podkreślam tę uczciwą pracę hodowlaną, bo ostatnio promuje się w niektórych miejscach na fejsbuku tzw hodowców [w tym ‚przedstawicieli’ zagranicznych hodowli] znanych z afer, których finał do dziś nie ujrzał światła dziennego, choć wszyscy pamiętamy ich wybuch i to błoto, którym dziś frendsi z fejsika się -w tamtym czasie- publicznie fejsbukowo obrzucali… Oficjalnie wszyscy tępią pseudo, czyli ludzi, którzy rozmnażają psy, jak leci, takie, o pochodzeniu których niczego nie wiadomo, ”dogo” z ”rodowodami” ”z księżyca wziętymi”. Potępia się tych, poprzez nieetyczne działania, których coraz więcej głuchych psów w typie dogo ląduje w schroniskach, ”wiesza się psy” na ludziach, którym nie starczyło rozumu, by ”upilnować sukę w cieczce”’ i cwaniakach rozmnażających psy ”dla kasy”, ale nieoficjalnie ‚robi się’ różne rzeczy…

Osobiście uważam, że hodowca, który nie dotrzymuje umowy hodowlanej z drugim hodowcą, nie rozlicza się z ”partnerem”, publicznie pomawia go i szkaluje wszystkich ”konkurentów”, i nieuczciwie postępuje w stosunku do nabywców sprzedawanych przez siebie szczeniąt, jest niegodny tego, by mu rękę podawać, o promowaniu jego ”osiągnięć” nie wspominając. Ale to jest mój punkt widzenia (choć przekonana jestem, że ”klient” chciałby wiedzieć, że ”oferent” znany jest z nieuczciwości, braku wiedzy oraz skrajnego chamstwa). Najwyraźniej jednak cel, czyli to ”promowanie polskich psów na świecie”, jak to niektórzy nazywają- uświęca środki.

Śmieję się więc (ale, żeby było jasne: przez łzy) z przebłysków ”etyki w praktyce” u osób związanych ze środowiskiem Dogo Argentino, w tym niektórych hodowców popularnych na fejsikowych grupach, kiedy czytam co publicznie (i nie tylko) wypisują pod postami i zdjęciami zamieszczanymi przez oszustów, chamów albo aferzystów. Śmieję się z ludzi, którzy brylują na fejsbukowych salonach jako ”autorytety”, ”mentorzy”, wręcz, choć sami znani są tylko i wyłącznie z tego, że posiadają psa wyhodowanego przez kogoś innego. Posiadają psa wyhodowanego przez kogoś innego, kogoś, kto za nich ”odwalił robotę”, a lansują się z tym psem w necie jako specjaliści od -tu można wstawić dowolną ”specjalizację”, ale ze szczególną lubością ten typ ludzi lubi ”rozliczać” hodowców, którzy realizują swoje plany hodowlane. Na wszelki wypadek wyraźnie podkreślę: hodowców, nie osoby, które nie umieją upilnować pary psów, producentów, którzy chcą mieć szczeniaczki, bo ”tak kochają swoją suczkę”, ale PRAWDZIWYCH hodowców. Śmieję się nie tylko dlatego, że śmiech to zdrowie, ale ponieważ prawda jest taka, że osoby z ”wybitnymi psami”, jak i każdy kto kiedykolwiek posiadał psa, szczególnie psa ”rasy trudnej”, radzić mogą jedynie w przypadkach, które dotyczą prowadzenia psa; jego charakteru (w kierunku tzw specyfiki rasy), wychowywania, żywienia itp. Bo tylko w tym zakresie mają autentyczną wiedzę i doświadczenie. Zawsze uważałam za zupełnie logiczne, że dokąd uczeń nie przerośnie mistrza, nie ma prawa mielić ozorem, więc totalnie nie ogarniam tej pretęchy u Członków Fejsbukowego Towarzystwa Wzajemnej Adoracji.

Śmieję się z ”zawieszek”, czyli ludzi, którzy od lat powtarzają to samo i kompletnie się nie rozwijają. Śmieję się, bo to nie jest ”konsekwencja”. To jest zwyczajne ”zawieszenie się” w stanie, w którym ciągłe powtarzanie kalek z tego, co kiedyś mówiły inne osoby, jest śmieszne. Nie można rościć sobie prawa do bycia postrzeganym za autorytet, jeżeli jedynym co się ”wnosi do rasy” jest powtarzanie słów, których trochę uszczknęło się od kogoś, kto wie znacznie więcej i w swoim czasie był kimś, z kim się liczono oraz posiadanie znanego na fejsbuku psa. Tak samo śmieszne jest ”uwiarygadnianie własnego wizerunku” ciągłym wspominaniem o ”kontaktach”, które się (podobno) ma. Śmieję się z wszystkich tych ”plot i ploteczek” z dopiskiem ”mówię to tylko tobie”, za każdym razem, kiedy słyszę od kogoś, że też jest na liście ”mówię to tylko tobie”.

Śmieję się z ludzi, którzy mając wyjątkowe psy, nie zabezpieczają ich materiału genetycznego, bo plenność z wiekiem przechodzi do historii, a psy po prostu UMIERAJĄ, a z tego, że żyły dla rasy praktycznie wynika: NIC.

Śmieję się ze ”specjalistów”, którzy wybierają szczenię, a potem pytają ”Co o nim myślisz?”. I obrażają się, kiedy w odpowiedzi słyszą ”To nic wyjątkowego”. Śmieję się, bo agresywny fejsbukowy marketing nie uczyni z przeciętnego szczenięcia zwierzęcia ponadprzeciętnego. (Taka ”rada” na przyszłość: nie zabiera się w roli ”konsultantKI” i ”doradcy” przy wyborze szczenięcia, z którego ma wyrosnąć ‚zwierzak wartościowy w hodowlanym sensie’, kogoś, kto znany jest z tego, że wielokrotnie, publicznie powtarzałA, że NIGDY NIE UMIAŁA WYBIERAĆ SZCZENIĄT ZE SWOICH MIOTÓW).

Fantazje w zderzeniu z rzeczywistością (+ ”popularne frazy ułatwiają wyszukiwanie”)

Moi drodzy samo ”posiadanie pieska” nie czyni z was osób, które mają prawo wystawiać oceny hodowcom, którzy, podczas gdy wy ‚dużo się na fejsubku cieszycie ze swoich piesków’ i zamieszczacie ”dużo foteczek”, nabierają realnego doświadczenia, jako hodowcy; odchowują kolejne mioty, uczą się, że każdy z nich jest inny, uczą się wybierać szczenięta, typować, które zostawią do dalszej pracy hodowlanej, a które trafią do domów zaufanych, wcześniej wybranych opiekunów (Albo się nie uczą, ale to inna sprawa i na inną okazję ją sobie zostawimy). Bo, kiedy wy teoretyzujecie, oni min OGLĄDAJĄ DUŻO DOGO ARGENTINO NA ŻYWO, poznają kolejne osoby, którym decydują się (bądź nie) przekazać wyhodowanie przez siebie szczenięta, nawiązują kontakty z innymi hodowcami, planują w oparciu i realne wyniki/ efekty, a nie teoretyzowanie ze znajomymi przez telefon ”jakby to mogło być” itp. Ci, ludzie, w przeciwieństwie do was, uczą się na błędach (No, albo nie…). I to nie tylko swoich, ale i waszych. Jakkolwiek nieprzyjemna, PRAWDA/ RZECZYWISTOŚĆ jest taka, że w przypadku powoływania inicjatyw typu ”Klub Rasy” najgorszy, najbardziej tępy i niedouczony tzw hodowca rasy, której klub ma dotyczyć, ma do powiedzenia więcej od pani, która fotografuje psy w śmiesznych czapkach albo pana, który dużo pisze na fejsbuku, bo ten tzw hodowca rozmnaża psy TEJ rasy.

Nie ma większej przyjemności od jeżdżenia na wystawy, albo odwiedzania hodowców i oglądania psów. Różnych psów. W różnych typach. W różnym wieku. PODRÓŻE KSZTAŁCĄ. Trzeba tylko umieć patrzeć. Oczywiście można patrzeć i nie widzieć, ale takim osobom nic nie pomoże.

Śmieję się z pannic, które ‚kupiły sobie suczkę’, pojeździły z nią po wystawach (z różnym skutkiem) i w końcu (wreszcie) udało im się zaliczyć (co zrobić, sędziowie są różni…) uprawnienia hodowlane i kryją te swoje suki lub kryć je będą ”za chwilę”, BO MOGĄ. Jedne ”musiały”, no, dobra: chciały chlasnąć ucho, by zlikwidować drugie znaczenie i suka przestała być -w polskich warunkach- ‚petem ze względu na kolor’ (Ale oliwa sprawiedliwa, zawsze na wierzch wypływa, stąd tyle kolorowych znaczeń u szczeniąt kolorowych rodziców -> pety dają pety). Inne kupiły sobie sunię, ”bo się lubią przytulać do zwierzątek”, a potem ”jakoś tak wyszło, że wkręciły się w wystawy”. Jeszcze inne pojechały do ”sympatycznego kolegi hodowcy”, który im TANIO pokrył suczkę petem z jednym jajem – ups! WNĘTREM z implantem, powinnam była napisać (ładniej brzmi). To jest przerażający trend. Teraz praktycznie każdy hodowca musi być świadom tego, że sprzedając komuś sukę, którą ten ktoś potem na kilku wystawach pokaże, może przyczynić się do powstania jakiejś nowej ”hodowli” -brrr… Ok, gdyby te suki były naprawdę warte rozmnażania, a pannice miały coś we łbach i umiały wybrać dla nich reproduktora, ale… Nie jestem przekonana czy warto jest rozmnażać sukę, która np. rzuca się na małe dzieci i to podczas wystaw… Szczególnie słabe jest to, że to gównie kobiety mają jakąś taką dziwną manię rozmnażać te nieszczęsne suczyny, które wcale nie są takie specjalne, jak im znajomi na fejsbuku pod ”foteczkami” wypisują. W przeważającej większości te zwierzęta są tylko przeciętne. Nie ma w nich nic wyjątkowego i świat naprawdę nie straciłby, gdyby je wysterylizować. Przeciwnie, mniej nieszczęsnych wyrzutków byłoby w schroniskach, ale lajcik, nie? Przecież to zagęszczenie białymi w schronach, wciąż jeszcze przed nami… Cóż, wśród ślepców jednooki jest królem, więc średnie suczyny, robią za ”wyjątkowe”, ich właścicielki lubią ”udowadniać innym”, że ”są takie ekstra” i to jest priorytet. Sporo cienkich facecików (tzw cieniasów) wkręca się w ”rasy niebezpieczne”, ale coraz częściej kobiety leczą swoje kompleksy ”wystawowymi osiągnięciami”. To ciśnienie, te zaciśnięte szczęki, te smycze ponapinane do granic… Brrr… Przy czym wszystkie oczywiście ”taraktują wystawy jako dobrą zabawę” -boszzzz…

Co tym wszystkim ludziom stało się w głowę? A może nie w głowę tylko w portfel? Kiedyś spora część posiadaczy rasowych psów pokazywała je na wystawach ”z ciekawości”, żeby poznać zdanie sędziów” (te czasy, kiedy sędziowie umieli oceniać, znali wzorce ras, anatomię psów…), ”przekonać się jak to jest na wystawach”, ”dla zabawy”, ”poznać inne osoby, która mają psa tej samej rasy”. Albo psy pokazywali hodowcy… Teraz w dobie internetu i fejsbuka w ”znajomych” ma się nawet nieznajomych, a na wystawach nie mówi się ”dzień dobry” ”znajomym”, bo się ich zwyczajnie nie kojarzy. Odpada powód pt. ”poznawanie innych”, a ”jak bywa na wystawie” można dowiedzieć się popijając kawkę, czytając na ww fejsbuku opis najnowszej awantury. W dużym skrócie, panuje ciężki lans na ”musimy zrobić hodowlankę”, bo ”chcemy chcemy ją pokryć” -po ki ”uj”? Stawiam, że 8 na 10 osób nie umiałoby podać powodu innego niż ”się sprzeda, się zarobi”. Jest taka DOSKONAŁA strona http://www.swiatctr.pl/, BAZA wielu INFORMACJI. Drogie dziewczęta zróbcie coś dla tej rasy i zadajcie sobie pytanie czy wasze suki naprawdę warto jest rozmnażać…

Na serio i z szacunkiem, jako do ‚znawców rasy’ można -tj ja OSOBIŚCIE mogę i to podejście polecam innym- podchodzić do ludzi, którzy ‚coś robią’ dla tej rasy i jej nie szkodzą, ‚coś wnoszą’ np. AUTENTYCZNIE SWOJE DOŚWIADCZENIE. Nie wystarczy mieć popularnego w Polsce psa/suki WYHODOWANYCH PRZEZ KOGOŚ INNEGO, by być ”mentorem” i na popularności wynikającej z tego, że ma się psa, którego WYHODOWAŁ KTOŚ INNY, budować swojego EGO. Na szacunek trzeba sobie zasłużyć. Coś ŚWIADOMIE BUDOWAĆ, zbierać doświadczenia, rozwijać się, wyciągać wnioski. Bo samo ”manie ładnego pieska/ suczki” nie jest żadną zasługą. To co najwyżej szczęście, że nie spieprzyło się psa, który od początku miał potencjał. I TRZBA MIEĆ OCZY. I odwagę przyznać, że pies/ suka na którego wybuliło się trochę kasy jest TYLKO PRZECIĘTNY i PR robiony mu na fejsbuku przez kogoś ”popularnego”, tego nie zmieni. Zdjęcia mogą sporo ukryć, ale rozczarowania na żywo nie ”ukoi” nawet najlepsze zdjęcie wrzucone na fejsbukową grupę. Sorry, ale FACE IT. Bardzo niefajnie jest zobaczyć na żywo psa, którego zna się tylko z niezłych zdjęć, kogoś, kto nieźle fotografuje psy, i przekonać się, że wraz ze wszystkimi oglądającymi fotki, zostało się nieźle nabranym… (Miejsce no 1: szok z klubówki 2014… )

Piszę tu o tym, bo ku memu ogromnemu rozczarowaniu największa polskojęzyczna fejsubokwa grupa (która w początkach swojego istnienia zapowiadała się całkiem sensownie) poświęcona rasie, czyli ”Dogo Argentino Polska (Poland)”, stała się miejscem, w którym dziś ”edukacja” nt. rasy dotyczy tego, jak zrobić ”cool” fotkę argentynowi w zimowej czapce albo w ”ładnej kolorowej obróżce”. Doszło do tego, że wśród wywodów sfrustrowanych ”panów myśliwych” z mega ciśnieniem na wylansowanie się na powyższej grupie jako ”hodowca” (w końcu ma jakieś psy, to w swoim mniemaniu jest ”hodowcą”) i ‚super mądrych’ pań, które ‚tyle wiedzą o hodowli, bo puściły jeden miot’ (na bardzo słabym materiale, ale to już tak tylko na marginesie) i teraz pouczają innych, ogłoszenia nt. kolejnych białych (głównie jeszcze ciągle ”w typie”) do adopcji, są jedynym co dobrego z tej grupy wynika, bo może niektórzy sobie skojarzą, że trzaskanie miotów i sprzedawanie szczeniąt byle komu, źle się dla psów kończy. Smutne, bo kiedyś tak nie było…

Jakimś PR’owym ratunkiem dla zużytych gwiazdorzeniem na fejsbuku posiadaczy Dogo Argentino (”W końcu zrobimy coś znaczącego i na poważnie”) miał/ma być chyba pomysł powstania Klubu Rasy, bo tylko to mogłoby tłumaczyć tempo, no, nie powiem ”prac”, bo to o ”komentarze” na fejsie się rozchodzi, jak zawsze i zaskoczenie postaci kluczowych, czyli HODOWCÓW PSÓW RASY DOGO ARGENTINO, oderwanymi od realiów pomysłami ‚grupowiczów’ z grupy ”Dogo Argentino Polska (Poland)”.

Wymiksowałam się stamtąd, z grupy, którą kiedyś postrzegałam jako ”światło w tunelu” dla rasy Dogo Argentino, pod koniec zeszłego roku, bo było mi po prostu przykro patrzeć na to co dziś firmują sobą osoby, które długo miałam za no niestety, to jest to słowo: AUTORYTETY. Ludzie, z których zdaniem kiedyś bardzo się liczyłam i którzy, w swoim czasie były moimi ”nauczycielami”. Ma dla mnie duże znaczenie ile świetnych rzeczy udało się kiedyś razem zrobić dla rasy, jej pasjonatów, ale i hodowców. Mam ”sentyment” do tego wspólnego działania, które zaowocowało ogromem pracy, z której dziś, każdy, kto umie korzystać z internetowej wyszukiwarki, może ZA DARMO skorzystać i po prostu było mi wstyd za niektóre z wypowiedzi ”autorytetów”, za to co dziś sobą POWTÓRZĘ: firmują. Mnie było wstyd, za to ich ”co innego piszę na fejsbuku, a co inneg robię realnie”. Ja zwyczajnie i po ludzku jestem dumna z tej naszej, a czasem tylko mojej pracy, jak i tej części materiałów o rasie Dogo Argentino, która powstała niezależnie ode mnie i po prostu nie chcę mieć nic wspólnego z ludźmi, którzy ten dorobek ostatnich lat, swoim aktualnym postępowaniem, niszczą, których drugie imię to HIPOKRYZJA, mówiąc najdelikatniej.

Kiedy zrezygnowałam z przynależności do grupy ”Dogo Argentino Polska (Poland)”, rozmawiałam z jedną z bardziej w nią zaangażowanych osób. Znowu zapowiedzi były szumne. Miało być bardzo ”poważnie”, ”o psychice rasy, żywieniu, utrzymywaniu psów w formie fizycznej i psychicznej” -prawdziwy ”powrót do przeszłości”, do ”założeń”. Przez pierwsze tygodnie nowego roku pojawiały się fotki niezłych psów, znaczących, w pewnym sensie, dla rasy w Polsce i takich ”ze świata”, a potem… Zrobiło się po prostu tragikomicznie, ale o tym za chwilę.

W styczniu napisałam do znajomego, dzieląc się z nim swoimi uwagami. Że miło, że wreszcie, przynajmniej co poniektórzy, zorientowali się, że ”natura nie lubi próżni” i że oddanie pola ludziom bez wiedzy (a NIC NIE ROBIENIE JEST ODDANIEM POLA) ma fatalne skutki. Że trzymam kciuki i że fajnie, że coś mają zamiar robić, że zamieszczają trochę zdjęć dobrze wyglądających psów, bombardują oglądających tymi WIZERUNKAMI. Tylko, że samo zamieszczanie fotek to zbyt mało. Nie omawiali ich, nie zwracali uwagi na to, dlaczego te psy są ”dobre”. Fakt, to jest ”złożony” temat, bo należałoby wprost mówić zarówno o wadach, jak i zaletach prezentowanych psów. Ale NALEŻY poświęcić czas na opowiedzenie dlaczego w danym kryciu, CZYIMŚ ZDANIEM warto było użyć repa z krowią postawą -to jest poważna wada funkcjonalna, która wpływa na motorykę, użytkowość itd. itp. (Chciałabym dowiedzieć się jakie mogą być zalety krycia krowiarzem -serio.) Należy tłumaczyć ludziom takie rzeczy, (no, chyba, że ”tak wyszło”, że się sukę cielakiem kryło i by to przy ”tłumaczeniu” wyszło i poszło, w świat..), budzić ich świadomość, uczyć ich, wyjaśniać znaczenie linii w hodowli, pisać o wadach w liniach występujących. To jest bardzo ważne, żeby znaleźć sposób na czytelne wytłumaczenie oglądającym/ czytającym dlaczego raz warto było(?) użyć psa o wadliwej anatomii, a dlaczego innym razem nie. Rzecz jasna, ma to sens POD WARUNKIEM, ŻE a) WIESZ DLACZEGO b) NAPRAWDĘ BYŁO WARTO. Z samego przerzucania się fotkami znanymi z dawnego Forum Molosy (które w okolicach 2011 roku przestało mieć znaczenie) itp. i urządzania ”konkursów” typu ”A to co to jest za piesek?” na dłuższą metę wynika słownie NIC.

(Rzecz jasna ”wszyscy chcą się edukować”, ale równocześnie jakoś im do tego charakterów brak [”Mój piesek jest śliczny i mam was w d’e”/ ”Nie po to tyle bulę za psa, żeby mi go tu ktoś rozkładał” itp. itd…])

Ignorancja Level Hard (w ”sensie globalnym” )

Jeszcze należąc do ww grupy, zwracałam uwagę na kwestię niebezpieczeństwa zawężenia puli genetycznej u polskich psów, rozmnażanych przez Gwiazdy Jednego Krycia, od których to psy wędrują potem do kolejnych Chcę Mieć Szczeniaczki (i kasiorkę) i tak dalej, i tak dalej… Że to jest temat, na który należy uwrażliwić czytających grupę. Jak to się mówi, wszystko mi opadło, kiedy zwróciłam uwagę ”autorytetowi”, że wystarczy spojrzeć ile tych bardzo cienkich psów w Polsce ma w sobie x-factor w postaci mega słabego przedstawiciela DA z miotu ”X” (szczęśliwie nieistniejącej już hodowli, rozmnażane były cztery osobniki z tego miotu na B) i że ignoranci rozmnażają psy, nie ogarniając ‚mapy’, nie rozumiejąc co jest w rodowodach i co to na dłuższą metę oznacza. I, że wypadałoby, by ktoś im to wyjaśnił. Ale ”autorytet” orzekł, że ”to nie jest problem”, że ”liczy się pula w sensie globalnym” – większej głupoty dawno nie czytałam (Ale też pozbawił mnie resztek złudzeń na temat tej pani, ten jej tekst). Tym bardziej, że u nas mało kto robi ”ambitne krycia” (jeździ za granicę, ściąga nasienie/ breeding stock z Drugiego Końca Świata itp.). U nas im bliżej i TANIEJ, przede wszystkim, tym lepiej – tak kombinują ci, którzy produkują białe psy dla kasy. Nie ma powodu, żeby nie edukować potencjalnych nabywców o tym, że ważne jest to, co w rodowodzie i że należy czytać rodowody. A przynajmniej powinni robić to, czyli CZYTAĆ RODOWODY, ci, którzy zainteresowani są wystawami, chcieliby pokazywać swoje psy i nie narażać się przy tym na śmieszność. W skrajnych sytuacjach ważne jest to ze względu na to, że poszczególne linie i mocno zimbredowane osobniki nie są ”zdrowe”. Zawsze, każda linia ma charakterystyczne wady/ problemy. Czasem są to drobiazgi niewpływające na komfort życia psów, w rodzaju koloru przebijającego przez sierść w niedozwolonym przez wzorzec miejscu (Zazwyczaj pamiątka po przodku, który tego koloru też miał zbyt dużo…). Czasem charakterystyczne, obwisłe, jak u Doga Niemieckiego fafle, które psują zupełnie wyraz u Doga Argentyńskiego albo odstające łokcie, czy spionowane łopatki -a to już wpływa na funkcjonalność i tzw użytkowość argentynów. Czasem są to kłopoty z gabarytami, czyli DA ”wielkie, jak konie” – a Dogo Argentino to jednak pies. Bywają też problemy z pigmentacją, generalnie, słaba pigmentacja osobników oraz częsty niedosłuch związany z tymi brakami, to już jest poważny problem. Podobnie, jak poważnym problemem są dysplazja i nowotwory, które wciąż są w tej rasie tematem tabu -bo praktycznie się o tym nie mówi. Czasem wystarczy spojrzeć w rodowód, by zrozumieć dlaczego suka nie rozwija się poprawnie i nie dostaje cieczki, dlaczego pies jest różowy, jak prosiak (prawie zupełnie niewybawiony) albo wielki jak koń…

[Mój ulubiony motyw, w każdym razie w mojej prywatnej TOP czołówce, to ”Ja mam dziecko outcorssu” ”Dziecko outcorossu” –uśmiałam się serdecznie i ciepło uśmiecham się [sarkazm] na myśl o znajomości przez tego pana metod hodowlanych. Nie zdążyłam zapytać jak było z rodzicami tego ”dziecka outcrossu”, to pewnie też interbreeding był? I ich rodzice także? Jak tak z cztery pokolenia interbreedingu w rodowodzie u rodziców tego ”dziecka outcrossu” są, to gość łapie plusik za oryginalność.]

W odpowiedzi na moje ”refleksje” znajomy ”działacz” z grupy DAP(P), oświecił mnie, że (w tamtym czasie, tak ze cztery miesiące temu), był luźny pomysł, by ”omawiać planowane mioty”. W pierwszej chwili pomyślałam, że może to nawet niegłupie, takie ”omawianie planowanych kojarzeń”, ale po chwili dotarło do mnie, że sorka, jakie ”omawianie planowanych kojarzeń”? Skoro one na grupie będą ogłaszane jako kojarzenia, które już miały miejsce? Omawiać, czyli dyskutować plusy & minusy projektu na krycie, które już się odbyło? Proszę… Jaki miałby to mieć cel? Rozgrzeszać? Kamienować? I z drugiej strony -to brzydko zabrzmi, więc sorry- kim są osoby, które dziś ”brylują na salonach” coraz śmieszniejszej fejsbukowej grupy DAP(P), że komuś przyszło do głowy, by spróbować stadnie pełnić role jakichś ”weryfikatorów”? Skąd ta pretęcha? Przyznam wprost, że z większością ludzi mających dziś czelność gwiazdorzyć na fejsbukowej grupie, parafrazując postać Cezarego Pazury z filmu ”Chłopaki nie płaczą”, NIE CHCIAŁABYM MUCHY W KIBLU UBIĆ, o ”radzeniu się ich”/ ”kupowaniu od nich psów”, nie mówiąc, bo zbyt dobrze znam ich ”dorobek artystyczny”. Dodatkowo, co się zmieniło na przestrzeni trzech ostatnich lat? Pamiętam rozmowy na dawnym Forum Molosy (dziś ”Pupileo” albo cholera wie, jak i czy w ogóle to jeszcze istnieje) i to, jak mnie ”naprostowywano”, że ”strategie hodowlane” to coś w rodzaju ”tajemnicy biznesowej” i nikt nie ma prawa od hodowcy ”żądać wyjaśnień”. Więc? Jakie podstawy miałby mieć pomysł powstania takiej swoistej ”centralnej rady opiniująco-aprobującej” na fejsbuku? Jak to jest, że jednym ”wpadkowiczom” się szczeniaków gratuluje -i robią to tzw ”autorytety”, osoby, których zdaniu ludzie zainteresowani DA ufają- i wciska się ”lajki” pod informacją ”mamy szczeniaki”, a na innych się ”wiesza psy”?. Co kieruje ”autorytetem” zmiennym jak choragiweka na wietrze? Jest coś po za ”prywatą”? Serio. ”Nie ogarniam bazy”. Tym bardziej, że z Fejsbukowego Kółeczka Wzajemnej Adoracji coraz częściej i coraz bardziej otwarcie śmieją się HODOWCY. A no właśnie 🙂

”Dysplastyczny autorytet” & Co.

Kilka tygodni temu ponownie napisałam do tego samego znajomego działającego w DAP(P), bo ”mają tam teraz bardzo fajnie”. Przez kilka miesięcy Pan Pytajnik Zamęczacz Fejsbukowo-telefonicznie-mejlowy, długo hodowany w cieplarnianych warunkach, kontynuował, jako metodę na zaistnienie atakowanie ‚gwiazdeczek’ grupy (chachachacha). Szkoda, że tyle czasu co na pisanie postów na grupie, nie poświęcał swoim słabiutkim, limfatycznie-byle jakim sukom. Typ g…o wie, ale duuużo komentuje, choć prawda! Ostatnio zniknął… Czyżby nawet on doszedł do wniosku, że nie ma mowy, żeby ktokolwiek brał go na serio, jeżeli dalej będzie męczył kota wśród ‚grupowiczów’? Zaznaczyłam znajomemu, że, jak to tak z boku obserwuję, to coraz mniej wiarygodne się to wszystko staje. ”Śmietanką”/ głównymi udzielającymi się są tam teraz Pani o Wątpliwej Uczciwości, od wału z ”hodowlą ze stowarzyszenia” (która już oficjalnie nie jest tylko w stowarzyszeniu, bo ”TAJFUN” dotarł już do ZKwP, więc to ”taka sama” HODOWLA jak te PRAWDZIWE), facet, który przyznał, że nie umie wypracować sobie autorytetu u yorka, który się go po prostu nie słucha, ale pisze ”bardzo poważnie” (gdybym z tym gościem nigdy nie rozmawiała, to bym mu pewnie uwierzyła), pani, która za każdym razem, kiedy zabiera głos, zachowuje się jak słoń w składzie porcelany i ma niezwykłą zdolność do kreowania sytuacji typu ”pocztówki znad krawędzi”. Inna pani która, gdyby nie wada suki, też już by ‚hodowcą’ była, ale ją albo zgryz powstrzymuje, albo coś innego… Tu edit, no, jednak się okazało, że COŚ już powstrzymywać ją przestało… (Ale ”wejście w wielkim stylu” nie wyszło… Ten nędzny pomysł z ”klubem”… a taki mógł być OSTRY ”LANS na speca”… (peciki wyszły śliczne). No i ”autorytet” i historie prześwietleń w kierunku dysplazji psów, które od lat rozmnażała… ”Autorytet” publicznie zwyzywana od najgorszych przez pana hodowcę znanego z ”ROZMIARU” (edit 2018: i programu interwencyjnego jednej z telewizji, chyba Polsat…), szaleństwa w oczach i ”problemów” z dotrzymywaniem umów współwłasności, teraz uprawiający samoośmieszanie się, łasząc się do ”rozmiarowego”… (Za co już zebrała po tyłku…) .”Autorytet” w swoim czasie piszący JAK JA, o tym, jak ważny jest BAER TEST i badania w kierunku dysplazji u Dogo Argentino, wywołany do tablicy przez posiadaczy kilku psów z jego przydomkiem, jak piskorz wił się, nie mogąc JEDNOZNACZNIE odpowiedzieć na pytanie czy prześwietla swoje psy… Osoba, która kiedyś, JAK JA oburzała się na ”robienie z petów championów”, dziś robi to samo z psami z własnym przydomkiem. To są aktualni ”mentorzy” grupy DAP(P). Parę osób o coś tam się stara, STARE foty psów, które KIEDYŚ wyhodowała tzw Ważna Hodowczyni wrzucają, ale to bez znaczenia, bo nikt, z żadnym z tych psów niczego istotnego dla rasy nie zrobił, więc to są tylko jakieś zdjęcia, jakichś psów. Fajnie, że są, bo wkrótce te psy popadają i nikt, by nawet nie wiedział, że kiedykolwiek żyły, że ktoś miał jaja (pomysł+plan+czas+upór), by je WYHODOWAĆ… Ale foty Dogo Argentino w kolorowych czapkach to było coś MEGA… Naprawdę masę ”wartości” to wniosło… Nurtuje mnie czy lans w kolorowych obróżkach od Czy Możemy Porozmawiać o Tym Czy Prześwietlasz w Kierunku Dysplazji Psy, Które Rozmnażasz jest już na grupie pasee, odkąd Czy Możemy Porozmawiać o Tym Czy Prześwietlasz w Kierunku Dysplazji Psy, Które Rozmnażasz zapytała jak to jest z dysplazją u psów ”autoryteru”? Tyle fajowych fotek w tych obróżkach było… No, tak, ale jak Alfa i Omega pytania o prześwietlenia swoich psów, zbywa idiotycznym ubieraniem ich w ”wątki osobiste”, to potem tak jest, że obróżkę trzeba wziąć na cenzurowane, żeby na grupie nie podpaść…

Wracając do pomysłu ”omawiania miotów” przez Ludzi Robiących Zdjęcia Dogom Argentyńskim w Śmiesznych Czapkach: jak to jest, na jakiej podstawie w ich głowach urodził się pomysł roszczenia sobie praw do decydowania co wolno, a czego nie wolno hodowcom? Kiedy patrzę na całe to ”nasze” dogoargentynowe ”towarzycho”, myślę sobie tak: ”Brak mi ”mania psa” w czasie teraźniejszym-ciągłym, 24/7”, bo z psem ”pod ręką”, jest łatwiej. Coś czytasz, coś tam sobie myślisz, wołasz psa i go oglądasz, dotykasz, macasz, wyczuwasz pod palcami strukturę, zagłębienia, wszelkie nierówności i od razu masz proste przełożenie. CZUJESZ jego rzeźbę. To bardzo ułatwia ”aktualizowanie systemu = wyciąganie wniosków z przyswajanej wiedzy. Mając psa ”pod ręką”, możesz dokładnie dokumentować jego rozwój; przygotowywać się do ”bycia hodowcą”; ważyć go raz w tygodniu, mierzyć, możesz go -teraz zabawię się w słowotwórstwo: ”obfotografowywać” non stop, jak naukowy przedmiot badań i na bieżąco porównywać, jak się zmienia. Możesz dokładnie analizować jego rozwój, to jak reaguje na dany pokarm itp. Możesz go ciągle obserwować i uczyć się każdego dnia, by być lepszym. Patrzeć jak się rusza, jak nabiera świadomości własnego ciała, jak się ”wiąże” i ”wypełnia”, co daje mu właściwie zaplanowany i dostosowany do fazy rozwoju, trening. Możesz swojego psa BUDOWAĆ. Łatwiej absorbujesz teorię, którą praktyka ”wdrukowuje ci na dysk twardy w głowie” z tymi wszystkimi extras’ami, na które nie masz szansy bez psa ”pod ręką”.

To jest moja pięta achillesowa: nie mogę uczyć się każdego dnia, aż tyle ile bym chciała, bo z własnego wyboru nie mam psa ”pod ręką”. Psy muszę sobie ”pożyczać” od znajomych. Ale, mimo to, ciągle się uczę. A ja nie jestem hodowcą. Nie mam planów by nim być. Nie mam ciśnienia na ”wygrywanie wystaw” i udowadnianie ”koleżankom” jaka zaj…a jest moja suka. Nie mam suki, której za chwilę zafunduję szczeniaki. Ja się uczyć nie muszę… Ja chcę.

Dlaczego ludzie, posiadający psy, czasem więcej niż przeciętne, nie wykorzystują tego, że je mają po to, by stawać się bardziej świadomymi? Chcą swoje psy rozmnażać, a nie umieją na nie patrzeć, nie umieją zobaczyć ich niedostatków, więc jak chcą cokolwiek poprawić? Przecież planowa hodowla rasowego psa ma na celu to, by każde kolejne pokolenie było lepsze od poprzedniego. Szczenięta mają być lepsze od rodziców. Jak jakiś pan z nadmuchanym ego albo pannica, którzy patrzą i nie widzą, mogą wyhodować cokolwiek wartościowego? ”Przypadkiem”? Może ”będą mieć szczęście”? No może tak…

Ale raczej nie

To było takie żenujące, kiedy podczas wystawy w Łodzi, pani, która na wystawę przyszła z panem, który wystawiał sukę ‚bez kolan’, usłyszawszy mój komentarz, oburzona syczała na mnie ”Czy pani ma pojęcie o ten rasie?” SMUTECZEK. Anatomia jest kwestią kluczową. Ktoś jej nierozumiejący, nie ma prawa głosu. Nie widzisz jak zbudowany jest twój pies, nie wiesz tego, to stul dziób i idź się uczyć.

Wnioski

Paru hodowców wciąż jeszcze do tej grupy należy(?), ostatnio zadali nawet pytania pod notatkami dotyczącym pomysłu o powołaniu ”Klubu Rasy”. Pytania rzeczowe, bardzo konkretne, odpowiedzi? Były jak zwykle… Ale hodowcy nie wygłupiają się, wdając się w pozbawione sensu dyskusje z roszczącymi sobie prawa do tego, by uchodzić za kogoś kim nie są, aroganckimi ignorantami, jak to ma w zwyczaju większość wiodących prym ‚grupowiczów’… I myślę, że przykro im, że grupa na której mogli kiedyś pokazać swoje hodowlane osiągnięcia hodowcom spoza Polski, zmieniła się w śmietnik skolonizowany przez amatorów ”śmiesznych fotek”, którzy od czasu do czasu awanturują się między sobą, jak to było np. ostatnio 3 maja, po wystawie w Mołdawii…

Konkludując dziecinadę z ”Klubem Rasy” w tle, podpadłam znajomemu, dzieląc się z nim spostrzeżeniem (”poczynionym na bazie obserwacji tematów poruszanych przez ‚grupowiczów’, jak i ”stylu” ich wypowiedzi), że o ile do jakiegokolwiek zebrania związanego z inicjatywą ”Klub Rasy” w drugi majowy weekend dojdzie, to jedynym wątkiem, który mogą rzeczowo ogarnąć najaktywniejsi ‚grupowicze’, jest ten dotyczący fotek w kolorowych obrożach, które mogą drażnić oczy ”autorytetu”. W końcu ”konflikt interesów” to bardzo poważne zagadnienie. Edit: spotkanie się odbyło, było kameralnie i miło, ale nikogo znaczącego na nim nie było… (SMUTECZEK no. 2) #PlanktonNieRządzi

Skoro na największej grupie głównie się miziają albo opluwają i mało tam ‚merytoryki’, to na ziemię proponuje wrócić dzięki temu:

http://www.tybrushe-boxers.com/20_principles_of_breeding.htm linkowi 🙂

Chcę wam jeszcze zwrócić uwagę na temat ”reklamowania miotów”: żadna poważna grupa nie może być miejscem zbywania szczeniaków. Od tego są strony internetowe poszczególnych hodowli i fejsbukowe profile hodowców. Tyle. Zero tolerancji. Pamiętajcie o tym.

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora jest zabronione.

www.facebook.com/zuzpasjaodogoargentino

https://twitter.com/odogoargentino

Ps. Usunęłam z fejsbuka strony ”Baer dla Dogo Argentino” i ”Dysplasia results of Dogo Argentino” ponieważ nie cieszyły się zainteresowaniem polskich hodowców. Jedynie Pani Justyna Olech z hodowli Sulimer (FCI) udostępniła na tych stronach wyniki swoich hodowlanych Dogo Argentino. Wnioski wyciągnijcie sami.

DOG ARGENTYŃSKI: PIES Z LISTY ‚RAS UZNAWANYCH ZA AGRESYWNE’ -DO THINGS RIGHT!

Zawsze uważałam, że temat, który poruszę w tym wpisie jest sprawą tak oczywistą, że nie trzeba go jakoś ”specjalnie” rozwijać i omawiać. Jednakże W ZWIĄZKU Z TYM, ŻE POJAWIA SIĘ CORAZ WIĘCEJ HODOWCÓW I HODOWLI (także spoza Związku Kynologicznego w Polsce) UWAŻAM, IŻ WYBOROWI HODOWLI NALEŻY POŚWIĘCIĆ ZNACZNIE WIĘCEJ CZASU I WYJAŚNIĆ POTENCJALNYM NABYWCOM I TYM Z HODOWCÓW, KTÓRZY NIE PATRZĄ DALEJ NIŻ CZUBEK WŁASNEGO NOSA, Z JAKIEGO   J E S Z C Z E   POWODU JEST TO WYBÓR AŻ TAK WAŻNY.

Nie tylko eksterier.

Wiele razy zaznaczałam dlaczego WYBIERANIE ODPOWIEDNIEJ HODOWLI JEST ISTOTNE. Dla zorientowanych w temacie jest jasne, że chodzi o to, aby swoim wyborem nagradzać mądrych ludzi, którzy mają ściśle określony plan, wiedzą co robią a efekty ich działań bronią się same: ich Dogo Argentino są zdrowe. Używane przez nich do rozrodu osobniki nie są dysplastycznymi kalekami (mają wykonane RTG stawów biodrowych i łokciowych, a czasem i inne certyfikaty dotyczące stanu ich aparatu ruchu), są obustronnie słyszące a szczenięta, które ci hodowcy sprzedają nabywcom mają wykonane BAER TEST. Dogo Argentino z hodowli posiadającej tradycję wykonywania badań wyglądają jak Dogo Aargentino i przejawiają typowe dla DA cechy psychiczne. Reasumując, uczciwy hodowca, osoba rzetelna hoduje rasowe psy, które wyglądają i zachowują się tak, jak Martinez chciał, żeby wyglądały i zachowywały się jego ukochane Dogo Argentino. I te psy są zdrowe.

 

Najważniejsza jest ODPOWIEDZIALNOŚĆ.

W unikaniu/piętnowaniu ”przypadkowych hodowców” chodzi o to, by zdawać sobie sprawę. iż kupowanie od nich szczeniąt jest równoznaczne z finansowaniem ich działalności, a więc wspieraniem ich i zachęcaniem do powoływania na świat kolejnych psów. I że wiąże się nie tylko z ryzykiem obniżenia jakości przychodzących na świat zwierząt, co jak wiemy wynika z niskiej znajomości zagadnień związanych z samą hodowlą. Braki tzw hodowców objawiają się min w punktach;

używanie do rozrodu osobników nieprzebadanych,

genetyka: przypadkowe kojarzenia dają przypadkowe, byle jakie efekty, co skutkuje wzrostem liczby eksterierowo kiepskich psów, których fizyczne i psychiczne cechy coraz mniej mają wspólnego z rasą,

opieka nad matką i rozwijającymi się szczeniętami etc.,

RYZYKO, ŻE TE PRZYPADKOWE OSOBY, BEZ PODSTAWOWEJ WIEDZY, NIEETYCZNIE I DLA ZYSKU UŻYWAĆ BĘDĄ DO ROZRODU OSOBNIKÓW O ZABURZONYM TEMPERAMENCIE; AGRESYWNYCH LUB PRZESADNIE STRACHLIWYCH, CZEGO SKUTKI MOGĄ BYĆ (I BĘDĄ) OPŁAKANE. ORAZ, ŻE KOLEJNYM WYNIKAJĄCYM Z TEJ NIEWIEDZY, BRAKU PRZYGOTOWANIA I CIASNOTY UMYSŁOWEJ ZAGROŻENIEM BĘDZIE/JEST FAKT, ŻE PSY Z TYCH HODOWLI CORAZ CZĘŚCIEJ, W CORAZ WIĘKSZEJ LICZBIE BĘDĄ TRAFIAŁY DO LUDZI NIEODPOWIEDZIALNYCH, NIEUMIEJĄCYCH BYĆ PRZEWODNIKAMI DLA PSA TAK WYMAGAJĄCEJ I POTENCJALNIE NIEBEZPIECZNIEJ RASY. DO LUDZI TAKŻE JE ROZMNAŻAJĄCYCH. A W NAJGORSZYM PRZYPADKU DO OSÓB CHCĄCYCH WYKORZYSTAĆ MOŻLIWOŚCI DOGO ARGENTINO W SPOSÓB ABSOLUTNIE NIEDOPUSZCZALNY, MORALNIE NAGANNY, NIEZGODNY Z PRAWEM, PO PROSTU BANDYCKI. I CO NAJSTRASZNIEJSZE WBREW NATURZE PSA DOMOWEGO.

NIE WOLNO KUPOWAĆ TYCH PSÓW OD LUDZI, KTÓRYM ZALEŻY JEDYNIE NA TYM, ABY JE SPRZEDAĆ!

NALEŻY KUPOWAĆ DOGO ARGENTINO TYLKO OD HODOWCÓW ODPOWIEDZIALNYCH I NA SERIO PODCHODZĄCYCH DO HODOWLI, KTÓRZY MAJĄ AUTENTYCZNY KONTAKT ZE SWOIMI PSAMI ORAZ NABYWCAMI SZCZENIĄT, NIE TYLKO PRZED ICH SPRZEDAŻĄ, ALE TAKŻE I PO NIEJ.

Nie ma niestety w Polsce przepisów prawa odpowiadających na potrzebę ograniczenia osobom przypadkowym, nieodpowiedzialnym, niemoralnym i PO PROSTU GŁUPIM prawa do hodowli, a mówiąc właściwie ROZMNAŻANIA psów, szczególnie potencjalnie NIEBEZPIECZNYCH RAS PSÓW.

Na rozmnażanie psów rasy takiej jak Dog Argentyński -wymienić w tym miejscu mogłabym przynajmniej kilka, jeśli nie kilkanaście lub kilkadziesiąt innych- powinno być specjalne zezwolenie, wydawane jedynie osobom spełniającym ściśle określone kryteria i wymogi.

Niestety, każdy może stać się dziś hodowcą. Jedyne ”legalne ale”, które w praktyce KAŻDY MOŻE OBEJŚĆ, BO NIE MA W POLSCE OBOWIĄZKU PARADOWANIA Z PSEM PO WYSTAWACH, to zaliczenie wystaw kwalifikujących psa do hodowli ZGODNEJ Z PRZEPISAMI np. ZWIĄZKU KYNOLOGICZNEGO W POLSCE (który wielu, z różnych przyczyn, ma w nosie)*. Psa się pokazuje, zostaje oceniony przez sędziego ”według zgodności z wzorcem” i potem, w oparciu o przepisy ZKwP, w końcu można go rozmnażać, uprzednio rejestrując hodowlę w FCI i Związku Kynologicznym w Polsce/wchodząc w współpracę z wybranym hodowcą. Tak robią wszyscy hodowcy i hodoFcy.

ALE rosnąca popularność tej rasy niesie za sobą niebezpieczeństwo, którego nie wolno lekceważyć. Konsekwencją popularności jest coraz większa liczba osób interesujących się DA, na rynku jest coraz więcej szczeniąt, coraz więcej kupców… Coraz trudniej będzie kontrolować to, co dzieje się z psami po tym, jak przejmą je nowi właściciele.

Nie możemy, nie mamy podstaw by zakładać, że każdy, kto będzie chciał ”mieć szczeniaczki”, będzie dążył do ”zrobienia tych szczeniaczków” drogą prowadzącą przez ścieżki, które wyznacza stowarzyszenie hodowców rasowych psów, np. Związek Kynologiczny w Polsce, umownie więc użyjmy słowa ”LEGALNIE”.

Znajdzie się wielu chętnych pójść na skróty…

Tak było i jest od zawsze, z każdą rasą, która staje się popularna.

Dobry, godny zaufania hodowca to człowiek przede wszystkim odpowiedzialny za to, co robi, co powołuje do życia i gdzie to powołane przez niego psie życie trafia.

Nie ma niestety ”wystaw” kwalifikujących hodowców do hodowli.

Nie ma w Polsce żadnych testów psychicznych ani dla hodowców ani dla nabywców psów ras takich, jak np. Dogo Argentino, dla ludzi rozmnażających ”psy ras uznawanych za agresywne”.

Nie ma takich wymogów, mimo iż od lat mamy w Polsce ”LISTĘ RAS NIEBEZPIECZNYCH”.

 

Pozwolenia na psa rasy uznawanej za agresywną 

Żeby było jeszcze tragiczniej najbardziej nieodpowiedzialni ludzie, W TYM NIEKTÓRZY HODOWCY, ZAMIAST SKUPIAĆ SIĘ NA TYM, ŻE DOGO ARGENTINO TO PIES SZALENIE NIEBEZPIECZNY W RĘKACH NIEODPOWIEDNICH OSÓB, WYPISYWAŁY/WYPISUJĄ (ŻEBY SZCZENIAKI LEPIEJ SIĘ SPRZEDAWAŁY), NA FORACH, na które dotąd w pierwszej kolejności trafiały osoby zainteresowane Dogo Argentino, szukając o tej rasie informacji i pytając min. o zezwolenia na psy tej rasy, ŻE ”ZEZWOLENIA NA PSA Z LISTY RAS NIEBEZPIECZNYCH, TO WŁAŚCIWIE TAKIE ZAWRACANIE GŁOWY”(!). Ci ludzie mają pełną świadomość ułomności przepisów polskiego prawa w kwestii zabezpieczania psów swojej ”ukochanej rasy” przed trafieniem w ręce ludzi zupełnie do tego niewłaściwych oraz niczemu niewinnych ludzi i zwierząt przed psami rasy Dog Argentyński, wychowywanymi przez osoby kompletnie się do tego nienadające: kretynów czyniących z tych psów postrachy okolic. Ale ZAMIAST SKUPIĆ SIĘ NA TYM, BY POPRZEZ SWOJĄ FORUMOWĄ DZIAŁALNOŚĆ, UŚWIADAMIAĆ OSOBY FASCYNUJĄCE SIĘ DA, ŻE WYMAGANIA JAKIE TRZEBA SPEŁNIAĆ, WYCHOWUJĄC PSY TEJ RASY, MOGĄ NIEJEDNOKROTNIE PRZEROSNĄĆ DOŚWIADCZONEGO PSIARZA, PISZĄ TYLKO KRETYNIZMY W RODZAJU ”ZEZWOLENIEM NIE TRZEBA SIĘ AŻ TAK PRZEJMOWAĆ”. TACY LUDZIE TO SĄ HANDLARZE. TAK NIE POSTĘPUJĄ LUDZIE ODPOWIEDZIALNI, PODOBNO CHCĄCY ZROBIĆ ”COŚ DOBREGO DLA RASY”. Na marginesie, to ”robienie czegoś dobrego dla rasy”, to specyficzny synonim, który zawiera, określa wszystko to, czym brzydzę się u tzw. ”hodowców” i jest pochodną moich doświadczeń z forumowymi gwiazdami dawnego Forum Molosy, o którym od czasu do czasu wspominam. W swoim czasie, kiedy pisałam pierwsze poważne artykuły na Forum Molosy (na temat genetyki umaszczeń, roli pigmentu etc.), zarzucano mi, że ”robienie czegoś dobrego dla rasy”, to nie jest PISANIE ARTYKUŁÓW UŚWIADAMIAJĄCYCH PRZYSZŁYCH NABYWCÓW, A,  U W A G A, będzie ”grubo”; ”hodowla” (sic! + jak najbardziej słuszny cudzysłów). Ludzie, którzy klepali na tym forum najwięcej postów i w związku z tym uchodzili za specjalistów od wszystkiego, twierdzili, że ROZMNAŻANIE psów jest ”dobre dla rasy”. (Pewnie, byłoby dla nich lepiej, gdybym zamiast im utrudniać -wcześniej łatwą- sprzedaż szczeniaków, poprzez gładko funkcjonujące forum, jak oni rozmnażała nieprzebadane psy). I że ”jakbym zaczęła hodować to, by mi przeszło pisanie”. Rozumiecie to państwo?

Są wśród ”rozmnażaczy” DA ludzie, którzy wprost, publicznie przyznają, że uświadamianie potencjalnych przyszłych nabywców psów rasy, którą hodują/rozmnażają nie jest im na rękę! A dodatkowo ZUPEŁNIE NIE WIDZĄ, A W PRAKTYCE CHYBA WIDZIEĆ NIE CHCĄ, ZAGROŻEŃ, JAKIE NIESIE ZA SOBĄ POPULARYZACJA RASY I ZWIĘKSZAJĄCA SIĘ Z ROKU NA ROK ILOŚĆ TZW HODOWCÓW ROZMNAŻAJĄCYCH DA, POWOŁUJĄCYCH DO ŻYCIA, W SPOSÓB W ZNACZNEJ, ZNACZNEJ WIĘKSZOŚCI ZUPEŁNIE NIEPRZEMYŚLANY KOLEJNE PSY, KTÓRYM PRZECIEŻ NALEŻY ZNALEŹĆ ODPOWIEDZIALNYCH OPIEKUNÓW! Uważam to ostatnie za zadanie przekraczające intelektualne zdolności tych ludzi. 

Bezmyślne produkowanie szczeniaków rasy przeznaczonej do wykonywania bardzo konkretnego rodzaju pracy, w kraju, w którym z założenia tej pracy wykonywać nie mogą w formie, w której wykonują ją w rodzimej Argentynie, pracy, która w Polsce postrzegana jest jako ”kontrowersyjna” i na którą nie ma u nas warunków (przede wszystkim prawnych, ale i obyczajowo-kulturowych), przez ludzi nieznających/nierozumiejących tej rasy i sprzedawanie kitów na internetowych forach, że to ”bardzo fajne, rodzinne pieski”, PO TO, ŻEBY PIESKI SIĘ SPRZEDAWAŁY jest świństwem, które powinno być karalne.

Lista ”ras uznawanych za agresywne” stworzona lata temu przez, wtedy jeszcze MSWiA, to z kynologicznego, behawioralnego i zwyczajnie zdroworozsądkowego punktu widzenia w istocie bubel prawny, nad którym w tym miejscu nie mam zamiaru dłużej się rozwodzić. Faktem natomiast jest, że każdy posiadacz DA musi poinformować odpowiedni urząd administracji publicznej, iż pies rasy Dog Argentyński (nr tatuażu/chipa – przy czym od 01.01.2014 wszystkie psy i koty muszą być chipowane) znajduje się pod jego opieką i jest przypisany do konkretnego adresu zameldowania.

W praktyce jednak, nawet przestępcza przeszłość potencjalnie nie wyklucza kogoś z grona posiadaczy psa z ”listy ras niebezpiecznych’‚. Nikt ”nie prześwietla” osób, które składają wniosek o zezwolenie na psa ”rasy uznawanej za agresywną”, który składa się po tym, jak pies trafi już do domu -tak właśnie, niestety wygląda ta ”procedura”… Mamy nawet znanego z ”wybuchowego temperamentu” i stosowania przemocy wobec (dziś już byłej) żony, ”pana hodowcę” Dogów Argentyńskich… ”Pan hodowca” ”nie trzyma ciśnienia”, bywa, że otwarcie grozi osobom, które mu ”podpadły”, środowisko związane z DA  (i nie tylko) doskonale wie jak ten ”pan hodowca” potrafi się zachować, bo większość z tych osób na własnej skórze miała okazję przekonać się, że osobnik ten jest bardzo niestabilny psychicznie i eufemizmem byłoby powiedzenie, że ma ”problemy psychiczne”. A mimo to owo środowisko w pełni akceptuje jego członkostwo w ZKwP, obecność na wystawach ZKwP, dziwne telefony, którymi czasem niektórych raczy itd… (Edit 2015: na YT jest nawet nagranie zatytułowane ”Dogi Argentyńskie w mp3”…)

”Całego świata nie zbawimy”, ale świadomość tego w jakim punkcie jesteśmy, jakie są fakty, czego należy oczekiwać, jakie powinny być standardy i jak sprawić by przynajmniej niektórzy tych standardów przestrzegali, sprawi, że po jakimś czasie, o ile tylko niezmiennie będziemy WYMAGAĆ przestrzegania tych standardów, ci, którzy wciąż będą ”odstawać” w końcu ”wypadną z gry”.

Nie ma żadnego organu sankcjonującego rozmnażanie psów z ”Listy Ras Niebezpiecznych”. Powtarzam, na dobrą sprawę każdy, omijając Związek Kynologiczny w Polsce czy inne organizacje, może sobie po prostu wziąć sukę i psa, i zacząć je rozmnażać, zwiększając tym potencjalne zagrożenie, które niesie za sobą przekazywanie psów nieodpowiednim ludziom.

W praktyce, kiedy dochodzi do tragedii nie ma już żadnego znaczenia to czy pies, który zaatakował był zwierzęciem, które urodziło się w pseudohodowli czy w hodowli działającej pod egidą organizacji kynologicznej. ”THE DEMAGE HAS BEEN DONE” I JUŻ NIC INNEGO SIĘ NIE LICZY.

Nie wiemy co dzieje się z psami rozmnożonymi przez pseudohodowców przed wprowadzeniem zmian do ustawy o ochronie zwierząt (która weszła w życie 01.01.2012 r.), nie wiemy co dzieje się z wszystkimi psami rozmnożonymi w tych tzw legalnie działających hodowlach i nie wiemy też ilu jest działających w szarej strefie ”rozmnażaczy” dzisiaj. Ilu jest ludzi, którzy działając poza przepisami kynologicznych organizacji i moralnością, ”trzepią mioty”. Nie mamy pojęcia ile w istocie  DA i ”DA” łącznie rodzi się w Polsce.

Możemy być pewni tylko jednego, rodzi się ich coraz więcej i nie jest jasne gdzie, do jakiego typu człowieka trafia każde ze szczeniąt z osobna.

 

Ktoś musi być odpowiedzialny 

Jeżeli sami nie przejmiemy na siebie odpowiedzialności za to, by ograniczyć rozmnażanie psów przez nieodpowiednie osoby, czyli nie zaczniemy bardzo starannie wybierać hodowców oraz uświadamiać potencjalnych nabywców na temat specyfiki rasy, przyczyniać się będziemy do zwiększania się liczby psów trafiających na niezawinione przez siebie a jakiegoś człowieka-idiotę, dożywocie do schronisk, usypianych ze względu na problemy behawioralne (wywołane przez ludzi-debilów) oraz w wyniku ”ataków” na inne psy, zwierzęta I LUDZI, za które też odpowiadać będą ludzie-imbecyle a nie psy. Będziemy przyczyniać się do rozprzestrzeniania się negatywnego, krzywdzącego wizerunku rasy.

DA są zbanowane w wielu krajach. Nie chcemy by działania nieodpowiedzialnych kretynów przyczyniły się do zakazu hodowli i trzymania Dogów Argentyńskich także w Polsce!

Bardzo ważne jest, aby poza kwestiami typowości w rasie, poza wyglądem, skupić się na kwestii odpowiedzialności i bezpieczeństwa! Wszyscy dokładnie wiemy do czego pierwotnie została ta rasa stworzona, jakie jest jej przeznaczenie i jakie DA mają ”możliwości”. W związku z tym należy wybierać jedyne odpowiedzialnych hodowców, którzy utrzymują kontakty z nabywcami swoich szczeniąt i dbają o to, by mieć maksimum wiedzy na temat losów psów, które wypuścili od siebie w świat.

Odpowiedzialny hodowca długo wybiera, komu powierzy swoje ”psie dziecko”. Czas zrewanżować się tym odpowiedzialnym ludziom, ”Dobrym Hodowcom”! Odpowiedzialny Nabywca długo wybiera kogo nagrodzi swoim zaufaniem, zanim ostatecznie podejmie decyzję.

 

KWALIFIKACJE HODOWCY

Hodowca musi być osobą inteligentną, o szerokich horyzontach, osobą na pewnym ”poziomie”, jak to się kiedyś mówiło. To nie może być byle cieć z spod budki z piwem ani zapuszczona tipsiara, którzy nie umieją poprawnie w rodzimym języku mówić. Nie można nazywać ”hodowcami” prostaków i prostaczek znanych z fejsbukowych gównoburz, jakichś cwaniaczków i cwaniar, którzy korzystając z tego, w jaki sposób ”opodatkowane” jest (to fakt, w pełni) amatorskie rozmnażanie tzw rasowych psów, ssą kasę z naiwniaków. Ktoś, kto rozmnaża psy rasy tak specyficznej ma posiadać ”zrozumienie rasy”, mieć doświadczenie, rozumieć siłę, skalę zagrożenia, jakie pies tej rasy może stanowić, gdy trafi do nieodpowiedzialnego człowieka. Że rasa, którą do rozmnażania wybrał jest ‚trudna w obsłudze’, wymagająca, a psy źle prowadzone są potencjalnie bardzo niebezpieczne. Tego nie zdobywa w się w ciągu roku od momentu, w którym pies trafi do domu! Najlepiej sprawdzający się w hodowli i w wyborze opiekunów dla DA są ludzie, którzy TROCHĘ z nimi (albo terrierem typu bull, rotkami, czy innym psem typu powerfull breed) PRZEŻYLI (KILKA LAT), ZANIM PODJĘLI DECYZJĘ, IŻ ZAJMĄ SIĘ PLANOWĄ (!) HODOWLĄ PSÓW TEJ RASY. Tylko ludzie z doświadczeniem mogą być odpowiedzialnymi hodowcami BAZUJĄCYMI NA   W Ł A S N Y C H  DOŚWIADCZENIACH, A NIE TYM, CO PANI IKSIŃSKA NAPISAŁA W KOMENTARZU POD ZDJĘCIEM NA JAKIMŚ ŚMIESZNYM FORUM ALBO ”FEJSIE”! WIEDZĘ ZDOBYWA SIĘ LATAMI. I TO WIEDZĘ TEORETYCZNĄ, KTÓRA POZWALA W PRAKTYCE UNIKAĆ BŁĘDÓW. KURS PRAWA JAZDY TEŻ NIE POLEGA NA TYM, ŻE ZA KIEROWNICĄ SADZA SIĘ CZŁOWIEKA, KTÓRY NIE ZNA NIE TYLKO PRZEPISÓW RUCHU DROGOWEGO, ALE NAWET NIE WIE CO TO SPRZĘGŁO! WIELU ”HODOWCÓW” JEDNAK UCZYĆ SIĘ ”HODOWANIA” ZACZYNA OD ”DOPUSZCZENIA” SAMCA DO SUKI…

Dobry Hodowca musi udowodnić że rozumie czym jest planowa hodowla zwierząt, psów rasowych, rasy Dogo Argentino i to od początku do końca;

dbać o to, by szczenięta trafiły do odpowiednich ludzi, selekcjonować przyszłych opiekunów, zanim szczenięta się urodzą, czyli hodowca planuje krycia z odpowiednim wyprzedzeniem, a nie powołuje miot do życia, a potem szuka na niego kupców, jak nabywców na swetry robione na drutach,

znać podstawy genetyki i metody hodowlane, bez których nie można mówić o planowej, rozumnej hodowli,

zdawać sobie sprawę, że kiedy przekazuje się nowym nabywcom peta, to nie tylko uczciwie jest powiedzieć im, że to pet, ale dalej, że należy namawiać opiekunów do wykastrowania/wysterylizowania psa lub suki peta. Najlepiej jest zawierać ten punkt w umowie kupna-sprzedaży, tak aby nabywca dokładnie zdawał sobie sprawę, że tego konkretnego zwierzęcia rozmnażać nie należy. W ten sposób hodowca robi wszystko, co w jego/jej mocy, aby psy bez wartości hodowlanej nie były bezsensownie, ze szkodliwością dla rasy, rozmnażane. Nie chodzi o to, by ludzi ”zmuszać” do kastrowania/sterylizowania ich psów i suk, ale ich uświadamiać, edukować, informować, że istnieje taka możliwość i że jest ona korzystna z wielu powodów. I tak, że jest to często korzystne rozwiązanie dla właścicieli zwierząt. I że dla psa/suki także jest korzystniej, gdy choć wykastrowany/a, MA DOM, a nie plącze się po ”tymczasach” albo sprzedana/y nie wiadomo komu – bo sobie pierwszy właściciel ”nie radził” z trudnym temperamentem – używany/a jest jako maszynka do produkcji szczeniaków w pseudohodowlach.

z behawioryzmem być ”za pan brat”, by móc służyć rzetelną pomocą nabywcy szczeniaka, kiedy ten napotka na pierwsze problemy wychowawcze,

być w stanie podpowiedzieć rodzaje, formy treningu odpowiednie dla danego zwierzęcia, oraz móc w razie konieczności skontaktować nabywcę z godnym zaufania, doświadczonym psim trenerem,

znać przepisy organizacji kynologicznej pod egidą, której rozmnaża swoje psy.

Nie ma w Polsce prawnie usankcjonowanej listy wyżej wymienionych wymogów. Prawdopodobnie nie ma takiej listy ani wymogu spełniania każdego z jej punktów w żadnym kraju. Ale nie znaczy to, że wymóg taki nie jest potrzebny.

Dlatego o tych wymogach należy mówić głośno i bezustannie powtarzać, że nie każdy może/powinien rozmnażać psy, a już szczególnie nie psy będące przedstawicielami ras potencjalnie bardzo, bardzo niebezpiecznych, gdy ludzie nieumiejętnie lub po prostu źle i po bandycku się z nimi obchodzą .

DA nie jest psem ”z natury” agresywnym i niebezpiecznym. Staje się taki w rękach nieodpowiedniego człowieka, który posiadaniem psa tej rasy coś sobie kompensuje. Kiedy DA ”wychowuje” niepewny siebie, zakompleksiony, słaby psychicznie człowiek, którego ”jara” to, że sąsiedzi boją się jego psa, zwierzę przejmuje cechy swojego właściciela i staje się równie niestabilne psychicznie, jak on. I niebezpieczne dla otoczenia.

Dogo Argentino staje się również niebezpieczny, kiedy jest źle traktowany, kiedy trafia w ręce różnej maści bandziorów i bandziorków, i agresji jest celowo uczony.

 

Podoba mi się Dogo Argentino

Te psy podobają się wielu ludziom. Właśnie: ”podobają się”. Nic dziwnego, kiedy ogląda się naprawdę dorodne DA trudno jest się nie zachwycić, ale ”podoba się” nie może być kryterium, które decyduje o wyborze tej rasy. Jedynie znikoma część osób, którym DA się ”podoba” faktycznie rozumie tę rasę i posiada cechy, które powodują, że ci ludzie umieliby sprostać wyzwaniu jakim jest posiadanie Dogo Argentino.

Dogo Argntino musi być odpowiednio socjalizowany, nie może być psem przejawiającym agresję w stosunku do ludzi, zwierząt, czy w wyniku zjawisk zachodzących w otoczeniu!

To rasa o niezwykłej mocy fizycznej, ”zwierzę-maszyna”, absolutnie fantastyczny, doskonały twór człowieka o niezwykłej wyobraźni i uporze, który wymyślił sobie wspaniałego, białego psa, a potem, po latach pracy hodowlanej, uzyskał wreszcie wymarzony, na samym początku zaplanowany efekt: psa doskonałego, bardzo specyficznego, o wyjątkowej specjalizacji. Jego opiekun musi umieć, musi być w stanie mu sprostać. Musi od samego początku ”do things right”, jeżeli porywa się na posiadanie tak wymagającego psa. Dogo Argentino jest wyzwaniem i jedynie stabilny psychicznie, odpowiedzialny, mądry i doświadczony człowiek umie wychować DA na lojalnego, posłusznego przyjaciela.

 

Na koniec

Jeżeli nie podoba ci się to, do czego dogo zostały stworzone, jeżeli nie akceptujesz rodzaju pracy, do której powołano tą rasę, nie nadajesz się na przewodnika dla Dogo Argentino.

Negowanie instynktu, cech wrodzonych, utrwalanych w tych psach przez dziesiątki lat planowej hodowli i selekcji oraz zaprzeczanie faktom nie jest rozwiązaniem. DA pozostaną sobą, determinuje je rasa. Nie możesz zaprzeczać, możesz tylko ukierunkować instynkt. Zwróć uwagę np. na to, jak bawią się szczeniaki dogo (”za ucho i do ziemi”)…

Te psy należy od wczesnego szczenięctwa wprowadzać w pełną gamę doświadczeń. Mieszkasz na wsi? Jeździj do miasta. Mieszkasz w mieście? Pojedź na wieś. Pokaż szczeniakowi krowę, żeby móc z nim jechać bez obaw na weekend za miastem. Pokaż mu konia, bo nie chcesz, żeby na środku ulicy zaatakował konnych policjantów i oberwał kopytem. Przewoź szczeniaka autobusem, pociągiem, tramwajem, metrem, oswajaj go z ich odgłosami i tłumem – oswój go ze środkami transportu publicznego, bo nigdy nie wiesz, czy kiedyś nie będziesz musieć skorzystać z tego rodzaju transportu ze swoim psem u boku. Zabieraj go w miejsca gdzie jest mnóstwo ludzi i gdzie spotka inne psy. Jeśli nie masz kota, weź go na wizytę do kociarzy i oswój z tym, że ”kota się nie je”. Bądź jego przewodnikiem 🙂

Zanim wybierzesz psa zastanów się jaki rodzaj sportu będziesz z nim uprawiać, bo pamiętaj: to pies pracujący, co w założeniu oznaczało, że ma pracować i przebywać z innymi psami i musi być uległy w stosunku do człowieka. Jako właściciel musisz zagwarantować otoczeniu, że twój pies może/jest w stanie bezkolizyjnie przebywać w towarzystwie obcych ludzi, zwierząt, zjawisk. Musisz zapewnić mu PRACĘ, formę fizycznej i psychicznej aktywności, która wypełni lukę spowodowaną niemożnością realizowania przez DA jego łowieckiego instynktu.

Ale ani mi się waż robić z Dogo Argentino ”pilnowacza” podwórka. Dogo Argentino nie jest psem do pilnowania posesji! Gdzieś tam, przy okazji, na końcu oczywiście, że broni i pilnuje swojej rodziny, ale nie jest to pies, którego wybiera się do pracy polegającej na pilnowaniu posesji. To nie jest rodzaj pracy dla której ta rasa powstała!

Zastanów się czy jesteś przygotowany do posiadania Dogo Argentino?

Wyedukuj się zanim przyczynisz się do zniszczenia reputacji DA

Życie z dogo to znacznie więcej niż ”posiadanie psa”. To rasa dla ludzi z charakterem i w tym znaczeniu dogo jest psem bardzo ekskluzywnym.

EDIT 2018. Wracając do myśli: ”Jeżeli nie podoba ci się to, do czego dogo zostały stworzone, jeżeli nie akceptujesz rodzaju pracy, do której powołano tą rasę, nie nadajesz się na przewodnika dla Dogo Argentino. Negowanie instynktu, cech wrodzonych, utrwalanych w tych psach przez dziesiątki lat planowej hodowli i selekcji, oraz zaprzeczanie faktom nie jest rozwiązaniem. DA pozostaną sobą, determinuje je rasa. Nie możesz zaprzeczać, możesz tylko ukierunkować instynkt”. Otóż, w warunkach, w których jesteśmy, w Polsce, na terenie Unii Europejskiej tęsknoty za ”polowaniem z Dogo Argentino” w tradycyjnym dla tej rasy stylu, przy świadomości tego, jakiej konstrukcji psychicznej jest większość tych, którzy ”jarają się dogo” (wystarczy poczytać komentarze w internecie i porozmawiać z tzw hodowcami, żeby wyrobić sobie opinię na temat proweniencji większości z nich), jakimi pobudkami kierują się handlarze sprzedający przypadkowym nabywcom szczeniaki psów tej rasy, śmieszy i straszy równocześnie. Jeżeli masz/chcesz mieć Dogo Argentino tu i teraz, w tej szerokości geograficznej, znasz historię rasy(?) i wiesz, że instynkt łowiecki to tylko przeprogramowany instynkt, że DA jako myśliwski ‚molos’ to ”lajtowa wersja”, bo pierwotnie instynkt kazał im (Białemu/ Walczącemu Psu z Cordoby) zabijać inne psy podczas walk psów (Wiesz o tym? Jeżeli nie wiedziałeś/aś to już wiesz). Odpuść więc sobie ”robienie z DA psa obronnego”. Nie rozbudzaj w nim instynktu, nad którym (może się to okazać bardzo szybko) nie jesteś w stanie zapanować. Nigdy nie ucz Dogo Argentino agresji wobec/ w stosunku do człowieka. I nie używaj ”historii rasy” jako wymówki ani nie ”podbijaj” sobie ”puszczania po lesie” Doga Argentyńskiego, za ”sarenkami i dziczkami” tekstami, że to ”instynkt” i ”one tak mają”, i że ”one muszą”.

Człowiek ma panować nad psem, być jego opiekunem i przewodnikiem, więc jest szalenie niepokojące, że niektórzy ”fani” i posiadacze Dogo Argetino aż tak różnią się od miłośników i posiadaczy np. terrierów typu bull. Którzy to nie puszczają swoich TTB w samopas, żeby wykańczały inne psy na spacerach albo dziką zwierzynę w lesie lub ”jedynie” się za nimi uganiały, w ramach ”rozładowywania instynktów”. Jakoś miłośnicy TTB nie mieli najmniejszego problemu z tym, żeby w swoich psach zobaczyć psy, zamiast ”rasy” czy ”typu” z przykrą (w każdym razie utrudniającą psom społeczne umiejętności i kontrowersyjną) historią w tle. Może kiedyś przyjdzie czas, że ci którzy dziś nazywają siebie ”miłośnikami Dogo Argentino” i płaczą, że DA nie mogą min. w Polsce ”się wyszumieć”, jak ”tradycja nakazuje” (a są to zarówno posiadacze pojedynczych sztuk psów tej rasy, jak i ludzie ”zawodowo” rozmnażający Dogo Argentino, czyli tzw hodowcy-amatorzy -praktyka pokazuje, że to naprawdę tylko z pozoru oksymoron) też zobaczą w swoich psach przede wszystkim psy, a nie tylko rasę. I może jakoś bardziej kreatywnie zaczną podchodzić do ”specyfiki przeznaczenia rasy”. Może, w końcu znajdą się tacy, których stać będzie na to, żeby zamiast kombinować jak psu uszy uciąć, żeby wyglądał ”kozacko”, pokazać Dogo Argentino jako psa domowego, nad którego instynktami, jeśli tylko się chce i ma się odrobinę ”oleju w głowie”, można zapanować.

Dogo Argentino to smutny przykład, że to nie pies, czy rasa jest problemem, a ludzie. Ludzie, którzy mają się za ”miłośników” tej właśnie rasy… Fanatycy kopiowania/ cięcia/ korygowania/ plastyki psich uszu, okaleczania ich po prostu, wciąż tnący swoje psy, mimo zakazu obowiązującego w Polsce od 1997r, robią to i nielegalnie tną uszy swoim psom w ramach ”tradycji rasy”. ”Tradycji użytkowej Dogo Argentino”, choć nikt w Polsce z DA w tradycyjnym dla rasy stylu nie poluje. Nie wolno w Polsce biegać ani po lasach, ani po łąkach z gromadą psów nastawionych na zabicie dzikiej zwierzyny. Na ”kontakt” za tą zwierzyną, jej pochwycenie i utrzymanie. Zabronione są u nas tego rodzaju praktyki. Nie wolno z Dogo Argentino (ani np. Alano Espanol) biegać z białą bronią w ręce albo za paskiem, ganiać dzików i takim umęczonym przez psy dzikom, wbijać w serca wielgachnych noży. To na pewno jest coś, ten mit wokół rasy, co bardzo przemawia do wyobraźni różnym zakompleksionym personom, tym kolesiom typu ”metr siedemdziesiąt w kapeluszu” (choć i od tego rodzaju ”ćwiczeń” nie urosną). Tym facecikom ze śmiesznymi tatuażami, których Dogi Argentyńskie wieszają się na rękawach pseudo szkoleniowców albo brzydkim panienkom, (którym filtry nakładane na zdjęcia nie pomagają), a które mUNdrzą się o ”wyglądzie głowy psa z ciętym uchem”. Ci ludzie walczą o ”zachowanie pozorów”, tnąc uszy, powołując się lub raczej odwołując się do czegoś, co w na terenie UE nigdy się nie zdarzy. Dogi Argentyńskie nie będą biegały po polskich lasach i łąkach z bandą pomyleńców z wielgachnymi nożami, rozpruwających flaki dzikim zwierzętom. Czas, żeby ”miłośnicy Dogo Argentino” pojęli to, co dawno, dawno temu zrozumiał Martinez, patrząc na punkt wyjścia Dogo Argentino, czyli Viejo Perro Pelea Cordobes. Dog Argentyński powstał dlatego, że Biały/ Walczący Pies z Cordoby nie przetrwałyby dłużej. W generalnym sensie tamte psy były bezużyteczne, zbyt agresywne. Z Dogo Argentino jest łatwiej niż z Viejo Perro Pelea Cordobes, bo to już ”wersja 2.0”. Polska to nie Argentyna. Dogi Argentyńskie w Polsce nie polują. Są całe linie, które od pokoleń wylegują się na kanapach i psy z tych linii trafiają do rodzin z dziećmi. Nie jest to więc rasa która (kiedykolwiek) miała szansę przetrwać u nas jako ”użytkowa”, na pewno nie użytkowana, jak rodzimej Argentynie. Dogi Argentyńskie nie przetrwają więc u nas dzięki ”myśliwskiej tradycji rasy”, z której w Polsce zawsze było tylko to obrzynanie uszu ani użytkowaniu ich w ten ”tradycyjny” dla rasy sposób. Przetrwają jako psy rodzinne, bo tym w Polsce są od początku.

Czas więc, by ”miłośnicy rasy” autentycznie zajęli się dobrem psów i zamiast wypisywać/ opowiadać totalne bzdury o ”konieczności cięcia/ kopiowania/ skracania/ plastyki/ korekty uszu zgodnie z tradycją rasy”, zaczęli dbać o to, aby każdy osobnik rasy Dog Argentyński w Polsce był rejestrowany we właściwym ze względu na adres zameldowania jego właściciela/ opiekuna, urzędzie administracji publicznej. By psy miały zarejestrowane w bazie danych czipy, dzięki którym łatwo będzie ustalić osobę odpowiedzialną za danego psa w sensie prawnym (To że nie piszę na blogu o aferach związanych z zarejestrowanymi w ZKwP, czyli najstarszym i najpopularniejszym, monopolizującym rynek kynologiczny w Polsce, stowarzyszeniu hodowców rasowych psów, Związek Kynologiczny w w Polsce, nie oznacza, że nie o nich nie wiem. Piszą do mnie o nich znajomi i nieznajomi posiadacze Dogo Argentino, ludzie, którzy sami dali się nabrać tym tzw hodowcom i oglądam reportaże. Rozmnażanie psów ras uznawanych za agresywne w taki sposób, w jaki to robią ”celebryci” świata DA, jest w Polsce możliwe, bo brak jest odpowiednich przepisów). By normą stało się poddawanie wszystkich osobników Dogo Argentino BAER TEST i by tzw hodowcy zaczęli dbać o aparat ruchu tych psów. Sorry, ale głuchy DA, dysplastyczny DA, Dog Argentyński z wadą serca, chorymi nerkami itp. to nie jest pies, który nawet w teorii byłby psem ”użytkowym”.

 

Zuza Petrykowska

Ps. Pamiętacie Daddy’iego Cesar’a Millan’a? Daddy był żywym dowodem na to, że z odpowiednim podejściem można z psa ”rasy niebezpiecznej” zrobić … Daddy’iego 😉 A i w Polsce, w świecie Dogo Argentino nie ma odpowiednika CM. (Dziecku CM ”Daddy” nie zeżarłby zwierzątka i dziecko CM nie musiałoby brać ”na miękko” tego faktu…)

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora jest zabronione.

DOGO ARGENTINO: PRZEGLĄDY MIOTÓW -JAK POWINNY WYGLĄDAĆ W PRAKTYCE

images

W związku z tym, że pojawia się coraz więcej miotów, a Dogo Argentino dla większości osób, które odbiorami miotów się zajmują, wciąż jest rasą ”egzotyczną”, przypominam temat, który pierwszy raz pojawił się na Dogomania Forum w dziale Dogo Argentino, jako temat ”do czytania” jesienią 2011 roku.

Warto przypominać o tym, o co chodzi w przeglądach miotów zarówno osobom ze Związku Kynologicznego, jak i hodowcom (nabywcom też to nie zaszkodzi), aby nie zdarzały się takie skandale, jak te z wystaw, na które na ring Osoba Rozmnażająca dogo wprowadziła ewidentnego peta – w tym przypadku z wystaw tego psa eliminuje już samo umaszczenie i -jak się potem, po pierwszej wystawie, okazało- wnętrostwo.

Zapraszam do przypomnienia, albo przyswojenia sobie podstaw 🙂

Zacytowane poniżej obszerne fragmenty pochodzą z artykułu „NA CO NALEŻY ZWRÓCIĆ UWAGĘ PRZY PRZEGLĄDACH MIOTÓW”, autorstwa Lek. wet. M. Supronowicz, zamieszczonego w dziale „Zdaniem lekarza” w numerze 4 (336) Kwartalnika Związku Kynologicznego w Polsce „PIES”.
Cytowany artykuł (który to właśnie wzbudził moje zainteresowanie przeglądami u DA, zwłaszcza, że po jego przeczytaniu, zaczęłam szukać dostępnych informacji o przeglądach u dogo i okazało się, że jest z nimi krucho → informacjami, nie przeglądami [mam nadzieję …]) pisany jest z perspektywy lekarza weterynarii, więc myślę, że jest wystarczająco obiektywny

NA CO NALEŻY ZWRÓCIĆ UWAGĘ PRZY PRZEGLĄDACH MIOTÓW

Przeglądy miotów wykonywane są obowiązkowo najczęściej po ukończeniu przez szczenięta 6 tygodnia życia i po tatuażu. Regulamin Hodowli Psów Rasowych mało dokładnie albo wcale nie określa terminu wykonania przeglądu, jego zakresu czy sposobu przeprowadzenia z uwzględnieniem ważnych cech anatomiczno-genetycznych u poszczególnych ras. Mówi jedynie, że ”hodowca ma obowiązek udostępnić Kierownikowi Sekcji (Oddziałowej Komisji Hodowlanej) miot i hodowlę do przeglądu”. Podaje wzór ”Karty Przeglądu”, a także zawiera sformułowanie, że ”karta krycia, karta miotu, protokół przeglądu miotu oraz potwierdzenie wykonania tatuażu są podstawą wystawienia metryk”. Regulamin nie podaje, w jakim wieku szczeniąt należy zrobić przegląd, ale podano, że tatuaż (widoczna i czytelna identyfikacja osobnicza) najpóźniej powinien nastąpić w dniu przeglądu miotu, a szczenięta do nowego domu mogą być wydane po ukończeniu 7tygodni życia wraz z metrykami i książeczkami zdrowia z odnotowanym terminem szczepienia. Regulamin nie mówi, że przeglądu miotu dokonuje osobiście kierownik sekcji czy osoba przez niego upoważniona, co należy rozumieć, że kierownik sekcji czy oddziałowa komisja hodowlana dba o jego właściwe przeprowadzenie, a protokół przeglądu miotu jest niezbędny do wykonania dokumentacji hodowlanej. Doskonałą sytuację mają niektóre duże oddziały, gdzie kierownikiem sekcji jest sędzia kynologiczny danej rasy. Życie jednak pokazuje, że w wielu oddziałach sekcjami kierują asystenci lub po prostu jedyni chętni do tego działacze, którzy mają małe doświadczenie w hodowli i specjalistycznej ocenie szczeniąt. Na co zwracać uwagę przy (bardzo ważnych moim zdaniem) przeglądach szczeniąt ? Nie lubię sformułowania”odbiór miotu”. Wydaje mi się, że przeglądy mają mieć również charakter doradczy i informacyjny w stosunku do początkujących hodowców, a raczej towarzyski w stosunku do doświadczonych kolegów mogących poszczycić się dużym dorobkiem hodowlanym. To asystent czy działacz może podczas takich odwiedzin dowiedzieć się dużo o rasie, jej specyfice, zdarzających się najczęściej wadach i trudnościach w odchowie szczeniąt. Warto nadmienić, że w wielu krajach sędzią danej rasy nie zostaje się tak łatwo jak u nas i dopiero po spełnieniu dodatkowych wymogów, w tym np. odwiedzeniu kilku renomowanych hodowli tejże rasy i przedstawieniu protokołów z tych odwiedzin i dyskusji z hodowcami. Bez wątpienia można tam się bardzo wiele nauczyć o konkretnej rasie – znacznie więcej niż podczas asystowania na wystawie. Ale wróćmy do przeglądów u mało doświadczonych właścicieli suk. Najważniejsze to stwierdzić, że szczenięta są danej rasy. Przegląd miotu nie mówi, czy szczenię będzie wygrywało na wystawach – 6 tygodni to jeszcze bardzo wcześnie na takie przepowiednie, ale że jest to potomek tejże suki danej rasy i wpisanego w papiery psa (na podstawie oświadczenia pisemnego hodowcy– karty krycia miotu). (…)

Drugą sprawą są wady dyskwalifikujące w danej rasie. Nie o to jednak chodzi, by kontrolujący szukał tylko i wyłącznie wad. Należy wziąć każdego szczeniaka do rąk i skontrolować układ szczęki i żuchwy (często jeszcze w tym wieku nie ma siekaczy). Jeżeli są już wyrośnięte siekacze, to trzeba je policzyć, czy jest 6 w szczęce i 6 w żuchwie. Należy zwrócić uwagę hodowcy na potrzebę obserwowania zgryzu. O zgryzie można mówić (i to nie z całkowitą pewnością), gdy szczenię wymieni wszystkie zęby mleczne, to jest około 6 miesiąca życia. A i później zgryzy czasem się zmieniają. Wyraźny tyłozgryz lub przodozgryz (nie we wszystkich rasach) marze martwić, ale niewielkie odstępstwa od prawidłowego układu szczęki i żuchwy często same się korygują. Znamy przypadki, że wyraźny przodozgryz w zębach mlecznych bez żadnych korekcji był nożycowy przy zębach stałych, Wyraźny tyłozgryz u bulteriera czy westie u dorosłego psa był nożycowy, a jednocześnie wiele nożycowych zgryzów mlecznych przechodzi w przodozgryzy. W protokole przeglądu należy zaznaczyć rodzaj zgryzu, ale nie dyskwalifikować takiego szczeniaka za wcześnie. Zalecam dokładne obejrzenie kształtu czaszki, trzeba sprawdzić, czy ciemiączko jest zarośnięte (w niektórych rasach niewielkie ciemiączko jest dopuszczalne nawet u dorosłych osobników). Oglądamy oczy – kolor w tym wieku jeszcze się zmienia, ale możemy już dostrzec niebieskie oko lub oko pół niebieskiego i półbrązowego (u niektórych ras jest to typowe, a u innych stanowi wadę) , informujemy o tym hodowcę i wpisujemy do protokołu. Patrzymy, czy nie ma wwinięcia lub wywinięcia powiek u szczeniąt. Entropium zdarza się częściej u psów ras limfatycznych. Mrużenie jednego lub obu oczu podobnie jak ich asymetryczność nie są oznakami zdrowia i zwracamy na to uwagę hodowcy. Sprawdzamy też długość mostka (czy nie jest skrócony lub rozdwojony), długość ogona i układ jego kręgów (np. charcik włoski). Są rasy, u których załamany ogon jest cechą dyskwalifikującą (np. u jamników). U innych wymagany we wzorcu jest ogon szczątkowy odpowiedniej długości (np. buldog francuski, i angielski, boston terrier). Sprawdzić należy kolor nosa, czy jest typowy dla danej rasy i umaszczenia. W tym wieku często niedopigmentowane nosy ciemnieją same w miarę upływu czasu. Trzeba to wiedzieć aby móc poinformować hodowcę o konieczności zwrócenia na kolor nosa uwagi w późniejszym wieku. Ważny jest kształt uszu – czasem (”zbyt troskliwa”) suka odgryza kawałek lub całe ucho przy okazji dokładnego wylizywania szczenięcia (najczęściej zdenerwowana tuż po porodzie). Coraz częściej zdarza się, że zewnętrzny kanał słuchowy ucha jest zrośnięty jedno- lub dwustronnie. Trudno jednakże w tym wieku przewidzieć sposób noszenia uszu.

Koniecznie należy zobaczyć szczenięta w ruchu. Sześciotygodniowe szczenięta wszystkich ras powinny swobodnie i bez problemów poruszać się po niezbyt śliskiej podłodze. Wszelkie kulawizny czy trudności w poruszaniu się zaznaczamy w przeglądzie. Wchodzi tu w grę usztywnienie stawów kolanowych, niedoskonałości w obrębie rzepek, bardzo wyraźna krowia (zbieżne stawy skokowe) postawa kończyn tylnych. Czasem występuje tzw. postawa foki – szczenię porusza się na przednich kończynach, ciągnąc za sobą tułów i tylne nogi, ma przy tym spłaszczoną klatkę piersiową. Należy wtedy zaznaczyć to w protokole i zalecić hodowcy kontakt z lekarzem weterynarii. Trzeba oddzielić takie szczenię od pozostałych sióstr braci, aby po nim nie chodziły, i otoczyć je specjalną troską. Często zdarza się, że taki psiak po kilku tygodniach porusza się normalnie, a deformacja klatki piersiowej ustępuje. Dokładnie oglądamy narządy płciowe szczeniąt. U samców delikatnie sprawdzamy obecność jąder w mosznie. U większości ras już w tym wieku możemy wyczuć oba, ale u niektórych jądra zstępują do moszny później. W każdym przypadku informujemy hodowcę, które szczenięta mają jeszcze jądra poza moszną, i zaznaczamy to w protokole. Rzadko, ale zdarza się, że samiec ma dwa wyczuwalne jądra, a później jedno cofa się do jamy brzusznej. U suk oglądamy srom – bardzo rzadko zdarzają się obojnaki, a częściej niecałkowite trzymanie moczu. Okolica sromu jest wtedy mokra. Jeżeli suka matka chętnie ”czyści” swoje szczenięta, to hodowca na ogólnie zauważa wady w tym wieku. Kontrolujemy pępek i pachwiny, czynie ma przepuklin. Jeśli występują, to określamy ich wielkość. U suczek zwracamy uwagę na wykształcenie sutek. Czasem są one zrośnięte w sznurowane pakiety.

Ważny jest kolor szczeniąt – u wielu ras każde umaszczenie jest dopuszczalne , ale są też takie, gdzie maść dyskwalifikuje, a nawet białe znaczenia– mniejsze czy większe – mają kolosalne znaczenie. Jest regułą, że białe znaczenia zmniejszają się i dość szeroka strzałka na głowie może być u dorosłego osobnika prawidłowo wąska , a pojedyncze łaty na korpusie zleją się w całość. Małe, białe znaczenia na piersiach i końcach palców zazwyczaj również znikają (np. rottweiler, czarne sznaucery, czarny terrier rosyjski). Jednomaścistość u psów dominuje nad łaciatością i jeśli się to wie, dziwne i niezrozumiałe jest, gdy po łaciatych psach rodzą się jednobarwne szczenięta. Pręgowanie jest cechą dominującą i jeżeli szczenię jest pręgowane, to przynajmniej jedno z rodziców jest pręgowane. Rodzaj szaty też ma duże znaczenie. Po krótkowłosych jamnikach czy chihuahua mogą urodzić się szczenięta długowłose. Ale po dwóch długowłosych nie powinny rodzić się krótkowłose. Szorstkowłosość dominuje nad pozostałymi rodzajami szaty i szorstkowłose szczenięta nie rodzą się po dwóch długo- czy krótkowłosych rodzicach. Podobnie ma się rzecz w przypadku umaszczeń. *Umaszczenie czarne podpalane jest recesywne do rudego*. Po dwóch czarnych podpalanych rodzicach nie może się urodzić rudy potomek, może natomiast czekoladowy(np. jamnik) – wówczas wiemy, że oboje niosą gen recesywny czekoladowy. Dwa rude mogą dać potomstwo czarne podpalane. Zwracamy uwagę, czy nie występują zmiany na skórze, takie jak wysypka, łysiny czy łupież. W każdym przypadku zaznaczmy to w protokole i zalecamy kontakt z lekarzem weterynarii. Pazurki pierwszy raz przycinamy u siedmiodniowych szczeniąt, a następnie co tydzień. Bardzo wielu hodowców w ogóle nie obcina pazurków, które są zakrzywione, bardzo ostre i kaleczą suce skórę okolicy pakietów mlecznych, co często jest u niej przyczyną zapaleń ropnych skóry brzucha. Najczęstsze wyjaśnienie hodowcy brzmi –”bo się boję krwawienia”. Nie należy się tego obawiać, bo nawet jeżeli poza krótkim przycięciu pazurka pojawi się krew, nie stanowi to problemu – łatwo ją można zatamować i maluch o tym zapomina. Natomiast ropne zapalenie skóry brzucha matki stanowi poważny problem, często powoduje zapalenie przewodu pokarmowego u szczeniąt i trudno się leczy. Poruszyłam tu wiele spraw, z którymi się stykamy przy przeglądach szczeniąt. Nie wyczerpuje to całości, a muszę dodać, że niektóre odchylenia od normy występują rzadko. Natomiast poważnym i powszechnym problemem jest niedożywienie szczeniąt, a także suki matki , chociaż nie zawsze idzie to w parze.”

→ W tym miejscu Pani doktor wspomina o odpowiednim odżywianiu zarówno szczeniąt, jak i suki matki , szczepieniach i zwraca uwagę na chorobowe symptomy u maleństw. Wspomina, że dane dotyczące odrobaczania i szczepień również odnotowuje się w protokole przeglądu.
„Przegląd miotu winien być pomocą i wyjaśnieniem zagadnień często nowych i trudnych, z którymi po raz pierwszy styka się hodowca . Jest to także wymiana doświadczeń, poglądów i obustronne udzielenie odpowiedzi na pytania. Atmosfera przeglądu powinna być koleżeńska i prowokować do swobodnego zadawania pytań dotyczących zagadnień dla niego w tym momencie najważniejszych. Dla dokumentacji hodowlanej prowadzonej przez Związek przegląd stanowi potwierdzenie rodzicielstwa, rasy, wieku, płci, liczby i maści szczeniąt. Spełnia również rolę kontaktu bezpośredniego przedstawiciela oddziału/sekcji z hodowcą. Przebieg przeglądu w największym stopniu zależy od doświadczenia i poziomu wiedzy o danej rasie wizytujących oraz zastanej kondycji i stanu szczeniąt. Zwróciłam uwagę na najważniejsze moim zdaniem zagadnienia związane z rolą i przebiegiem przeglądu. Oczywiście przedstawiony materiał nie wyczerpuje całości złożonego tematu dotyczącego rozrodu, odchowu szczeniąt, szczegółowych wiadomości o każdej rasie, mało lubianej genetyki, chorób, dokumentacji hodowlanej i wielu jeszcze innych zagadnień związanych bezpośrednio z przeglądami miotów. Z tego co podałam, wynika, że przeglądy są sprawą odpowiedzialną, wymagającą ekspertyzy w danej rasie i odchowie szczeniąt i powinni je przeprowadzać jedynie doświadczeni kynolodzy z dużym stażem. Przestrzegam przed wydawaniem niepoważnych opinii krzywdzących hodowców, zwłaszcza w przypadkach przez nich niezawinionych, np. losowych. Hodowla psów rasowych wbrew pozorom jest trudna – wymaga wiedzy, doświadczenia ale i szczęścia. Przegląd miotu może być autentyczną pomocą przedstawicieli Związku dla mało doświadczonego hodowcy. Natomiast hodowcy nie powinni mieć obaw przed spodziewaną wizytą i szczerze oraz kompletnie odpowiadać na pytania oraz nie obawiać się zadawania własnych.”

www.facebook.com/zuzpasjaodogoargentino

Edit (luty 2017 r. )

Dzięki uprzejmości jednej z czytelniczek zamieszczam skany artykułu;

piesprzegladmiotu1piesprzegladmiotu2piesprzegladmiotu3

WYBIERAJĄC HODOWLĘ DOGO ARGENTINO -HODOWCY VS. HODOFCY

Od jakiegoś czasu ”nie śledzę” wszystkich miotów, które przychodzą na świat w poszczególnych hodowlach – przeszło mi. Wiem co u kogo ”w trawie piszczy”, ale w znacznej większości sens tych miotów sprowadza się po prostu do tego, że coś piszczy… Nie śledzę poczynań wszystkich hodowców*, bo nie ma czego śledzić.

W ciągu tych ponad dwóch lat, odkąd piszę o dogo, sporo rzeczy się zmieniło… Począwszy od tego, że mądralińska pani na etacie gwiazdy przestała nazywać poprawnie pigmentowane DA, wywodzące się z włoskich linii, ”dalmatyńczykami”. (W końcu przecież stara się do swoich kryć wybierać psy z podobnymi rodowodami co te ”dalmatyńczyki”. Co prawda rodowody są tylko ”podobne”, bo dogo-świat z naciskiem na ”ŚWIAT” jest dzięki fb naprawdę mały, a Włosi pamiętliwi, ale kopiuje ile może). Wraz z nią parę innych osób nauczyło się, że różowe dogo wygląda jak prosiak z alergią na pyłki traw, i nie ma co bronić takiego ”wizerunku”. I co najważniejsze, że tak poważne braki pigmentacyjne, jakie jeszcze niedawno uchodziły na sucho polskim gwiazdom for (które niektórzy traktowali i wciąż jeszcze traktują, jak sklepy internetowe, dzięki którym zbywali i zbywają szczeniaki), to bardzo poważny problem dla rasy, której ”barwa” sierści to efekt niezdolności do produkcji pigmentu, a najczęstszym skutkiem tej niezdolności u białych psów jest głuchota uwarunkowana genetycznie. Dbałość o poprawną pigmentację wymaga od hodowców staranniejszej selekcji – nie wszystkim się chce 😦

Obawiam się jednak, że wzrost świadomości na temat tego jak istotna jest kwestia pigmentu u psów, których umaszczenie wynika z wielkiej białej łaty, jest jedyną pozytywną zmianą…

Niestety to o czym pisałam półtora roku temu, to straszliwe ciśnienie niektórych na pozowanie na super-extra hodowców, skutkuje dziś tym, że mamy aktualnie wysyp nowych tzw hodowli, w których w ogromnej większości bazą hodowlaną są te zakupione dzięki internetowym forom bardzo przeciętnej (z tendencją w dół) jakości psy. Tak wyszło, to o czym pisałam np w tym artykule http://www.dogomania.pl/forum/threads/223765-Dogo-Argrentino-Top-10-dogo-%C5%9Bciem spełnia się. Zalewa nas fala nowych hodowli, nowych ”hodowców”, nowych ”hodowlanych” niby Dogo Argentino… I nie wynika z tego nic dobrego. Argentyny stają się coraz popularniejsze i nie ma się z czego cieszyć.

Popularność to pierwszy gwóźdź do trumny każdej rasy

Nie można się cieszyć z tego, że ludzie z coraz gorszym zapleczem merytorycznym (intelektualnym), kompletnie nie mający pojęcia o specyfice rasy, zaczynają obłąkańczo te psy rozmnażać. Bez wyobraźni i wiedzy.

Wyobraźni na temat tego, że to jest rasa myśliwska – idioci na internetowych forach i fejsikowych profilach coraz częściej prezentują Doga Argentyńskiego w taki sposób, jakby to była odmiana spaniela, albo labradora i ludzie dają się na to nabierać. Fakt, że niektóre psy wyprodukowane w Polsce faktycznie wyglądają jak ogromne, galaretowate laby, ale na miłość boską! mimo wszystko labami ani spanielami nie są! Lenistwo intelektualne i brak refleksji głębszej niż ”O jejku, jejku, jaki on śliczny !!!”, to największy grzech ignorantów porywających się na posiadanie a czasem i rozmnażanie Dogo Argentino. Wyobraźni dotyczącej wyboru odpowiednich przyszłych opiekunów. DA w rękach nieodpowiedzialnego idioty, to naprawdę bardzo, bardzo niebezpieczny pies.

To jest ta różnica, kilka lat temu, żeby kupić w Polsce Dogo Argentino trzeba było naprawdę zdobyć zaufanie hodowcy, te psy nie trafiały do przypadkowych osób. Dziś jest zupełnie inaczej. Fora, przez niektóre osoby rozmnażające argentyńczyki, traktowane są jako sposób na reklamę, coś, dzięki czemu bez większych problemów opchnie się szczeniaki. Problem w tym, że w większości przypadków relacja hodowca-nabywca na sprzedaży się kończy. Nikt nie lubi babrać się w brudach. Na forach można polansować się przy akcjach adopcyjnych, porobić trochę szumu, jak to się ”szuka domku dla pieska w typie” itd. Ale jak sobie nowy właściciel nie radzi z dorastającym, dominującym, agresywnym psem to, to jest tylko i wyłącznie jego problem.

Wiedza

Szczeniaki posprzedawane dzięki nachalnie wciskanym na forach kitom, dziś są rozmnażane jako ”typowi przedstawiciele rasy” przez ludzi, którzy zaliczyli z tymi psami maksymalnie kilka wystaw , gdzieś blisko domu (bo się im dalej nie chciało jechać albo nie mieliby po co, bo stawka była la nich za mocna) i widzieli w całym swoim życiu na żywo góra kilka innych białych psów (często tej samej ”klasy” co ich pies/suka…) i ani o tym jak Dog Argentyński w istocie wygląda, ani o jego temperamencie nie mają zielonego pojęcia.

Można zrozumieć temperament DA po tym, jak się raz zobaczy psa tej rasy na wystawie? Co można wiedzieć jeżeli całe doświadczenie z argentynem sprowadza się do tego, że ktoś kupił sobie do mieszkania w bloku sukę, kilka razy zabrał ją na wystawę, ktoś z forum, jako komentarz dodał naście serduszek pod zdjęciem psa, a na ”fejsie” ludzie na tym samym kynologicznym poziomie, co właściciel, dali fotce 8 lajków? Najwyraźniej zdaniem wielu świeżaków w świecie dogo-rozmnażaczy to wystarczy, żeby rejestrować przydomki i pozować na hodowców.

Mamy więc samce ”delfiny butlonose”, na temat, których super-ekstra wyrazistej głowy idiotyzmy wypisuje osoba rozmnażająca. Mamy kobyły, których wzrost znacznie przekracza ilość centymetrów w kłębie określony /dopuszczanych przez wzorzec rasy http://dogoargentinoclub.pl/info/wzorzec/wzorzec-fci-nieoficjalne-tlumaczenie/. Mamy suki z łbami jak bullterrier’y. Mamy Championy z niewypigmentowanymi w sposób poprawny nosami. Mamy na wystawach psy z niebieskimi trójkątami na tęczówce -i sędziów idiotów, którzy tym psom dają tytuły. Mamy wnętry niedyskwalifikowane i przez idiotów przepuszczane. Mamy coraz więcej ”cieciostwa” na wystawach, a to cieciostwo zawdzięczamy na równi sędziom, którzy nie znają podstaw wzorca rasy ani nie interesują się publikacjami na temat ras, w których powinni się specjalizować i hodoFcom. Ignorancja po obu stronach wciąż jest obecna. Sędziowie wciąż wiedzą mało, choć to nie jest precyzyjne podsumowanie sędziów. Starzy sędziowie, ci z doświadczeniem, uczą się. Jest ciut lepiej. Niektórzy naprawdę starają się zrozumieć o co chodzi w DA… Ale ZKWP zmienił przepisy i nowi sędziowie są ”specami od wszystkiego” i gówno wiedzą o argentynach. I dalej, mamy przypadki typu ”panienka, która uparła się, żeby zostać hodowcą”. Podobno wszystko przez ”przypadek”… Zaczęło się od tego, że jej zbyt młodą sukę, w dodatku sukę, której głowa wygląda, jak głowa bulteriera sprzed stu pięćdziesięciu lat i która za tą nie-dogo głowę zaliczyła dyskwalifikację, ”niechcący” pokrył jej pies. Osoba rozmnażająca była na tyle mało-mądra, że nie oddzieliła suki w cieczce od samca i ”ciach”. Dwunasto/trzynasto(?) miesięczna suka zaszła w ciążę… Potem była afera z ”legalizowaniem” w ZKWP tego miotu (regulamin określa wyraźnie wiek suki i uprawnienia jakie musi uzyskać -określone tytuły na określonej liczbie wystaw- zanim pierwszy raz może zostać matką). W końcu urodziły się szczeniaki. Szczeniaki zostały sprzedane… I tu mamy smaczek, między innymi pet. Pet, samiec z niedozwolonym przez wzorzec rasy umaszczeniem –trzy osobne, duże czarne znaczenia na głowie. Pies jest z założenia petem i pomijając już klasę jego matki, powinien za to umaszczenie zostać sprzedany jako pet, a komisja odbierająca miot, która przecież miała z nim tyle papierkowej roboty, powinna była wpisać w jego metrykę ”niehodowlany”. Tak się nie stało. I osoba rozmnażająca -”bo właściciel chciał -sic!!!- wystawiała tego pecika na wystawie, wśród psów o wartości hodowlanej. Dalej, żeby było jeszcze śmieszno-straszniej było, na wystawie okazało się, że pies jest wnętrem (! -na wystawie??? to ona nie wiedziała, czy udawała, że nie wie, że wprowadza na ring peta do kwadratu ? Ano…). Wnętr zaliczył dyskwalifikację. Ale nie przeszkodziło to rozmnażaczce zabrać tego samego psa na kolejną wystawę, na której to już -o dziwo !- dyskwalifikacji nie zaliczył… Dodatkowo ta osoba ogłosiła już kolejny miot tej samej pary, mimo że pierwszy był klasyczną wpadką i zarzekała się, że nie ma zamiaru zostać hodowcą, bo rozumie, że jej suka nie jest wartościowa. Powtarzam ogłosiła, że będzie kolejny miot z tej samej pary, mimo że w pierwszym miocie jest co najmniej jeden wnętr! – dodaję link, bo nie mam już siły się rozpisywać na temat poważnej wady genetycznej jaką jest wnętrostwo: http://twojezwierze.pl/psy/choroby-psow/artykuly/zobacz/moj-pies-jest-wnetrem-co-to-oznacza.html

Kolejny przebój, pani, której życiowy partner jest ”’zagranicznym hodowcą Dogo Argentino” postanawia sama nieco przygwiazdorzyć (czekamy na rozwój sprawy), podobno sąd ma rozstrzygnąć jak było… W każdym razie, efekt jest taki, że pies przebywający w rękach Polskich Właścicieli został użyty jako reproduktor, ale w oparciu o włoskie przepisy prawa hodowlanego, pozwalające użyć, jako rozpłodowego samca w wieku 14 miesięcy. Tyle że nie jest na tę chwilę jasne, czy w przypadku tego konkretnego zwierzęcia, jego ”prawnego statutu” opieranie się nawet o te włoskie przepisy ma rację bytu… Samca tego użyto dla suki niezarejestrowanej w ZKWP, zarejestrowanej za to w stowarzyszeniu http://swkipr.pl/  (Takich stowarzyszeń powstało przynajmniej kilka po wprowadzeniu w życie [01.01.2012 r. ustawy dotyczącej min. pseudo hodowców, mającej na celu rozwiązanie problemu pseudo hodowli…). Właściciel suki podobno nie został poinformowany o tym, że jego sukę krył pies A i myślał, że krył ją pies B, bo podobno Pani, której życiowy partner jest ”zagranicznym hodowcą Dogo Argentino”, poinformowała, przedstawiając mu odpowiednie papiery, Pana Hodowcę stowarzyszonego w stowarzyszeniu, że będzie jego sukę krył pies B… (A facet nie odróżnił dorosłego psa od szczeniaka, i nie zauważył, że szczeniak ma cięte uszy, a dorosły samiec B, który to niby krył jego sukę, o czym ten pan był przekonany, dokąd polska para, która trzyma u siebie psa A, go nie ”oświeciła”, miał uszy naturalne… -serio???). Kryć przyjechał pies A. Pan Hodowca stowarzyszony w stowarzyszeniu ogłosił, że miot jest po jego suce i psie B. Wygląda na to, że nabywcy dostali informację, że ojcem miotu jest włoski Champion, a nie byle jaki szczeniaczek przebywający w rękach polskiej pary… Afera wybuchła przy okazji płatności za krycie… Okazało się, że polska para, która ma u siebie psa A, nie dostała żadnych pieniędzy za to, że psa A udostępniła Panu Hodowcy stowarzyszonemu w stowarzyszeniu. I oberwało się Pani, której życiowy partner jest ”zagranicznym hodowcą Dogo Argentino. Przez chwilę był syf na fejsie, potem wątek został usunięty… Dziś nie jest jasne czy nabywcy szczeniąt od Pana Hodowcy stowarzyszonego w stowarzyszeniu zostali o tym przekręcie poinformowani… Może ci ludzie dalej myślą, że ojcem ich psów jest pies, którego pierwotnie wskazał im Pan Hodowca stowarzyszony w stowarzyszeniu… Może nawet wydaje im się, że swoje psy będą mogli wystawiać na wystawach ZKWP, bo dalej pojęcia nie mają, że to ich stowarzyszenie to nie to samo, co ZKWP…

Czy stowarzyszenie, które podobno rejestrowalnią pseudo hodowli nie jest, zostało poinformowane o ”błędach” w papierach? Tego też nie wiadomo, a Pan Hodowca zarejestrowany w stowarzyszeniu nie był łaskaw odpowiedzieć na to pytanie, mimo że postawiałam mu je osobiście w publicznym wątku na Grupie Dogo Argentino Polska… Zobaczymy co odpowie na to http://swkipr.pl/ . Wiadomo tylko tyle, że polska para, która trzyma psa A, postanowiła zarejestrować przydomek i też chcą być hodowcami… Fajnie, nie? Ludzie, którzy poczuli się ”dotknięci niesprawiedliwością” dopiero, kiedy zorientowali się, że nie dostali swojej działki, też już mogą uchodzić za ”hodowców”…

Wreszcie mamy też takie kwiatki, jak autor tego posta http://www.pupileo.pl/showthread.php?t=32181. Nie będę streszczać 🙂 przeczytajcie Państwo sami i wyróbcie sobie zdanie na temat poziomu/klasy i podstawowej wiedzy, choćby już tylko na temat przepisów hodowlanych, tego pana… (Straszna szkoda, że pan ten usunął swój wątek z grupy Dogo Argentino Polska (Poland) bo to było po prostu niesamowite… Obnażyć swój ”poziom” w taki sposób… Trzeba być doprawdy ”wybitnym”). Pozostaje mieć nadzieję, że żaden szanujący się hodowca nie zechce mieć z tym panem nic wspólnego…

Mamy też pasjonatów rozmnażania kierujących się … tytułami psów i niczym więcej. Tak więc zapewne będziemy na ringach już wkrótce oglądać więcej galaretowatych białych mastifów… Niestety… Może ci zapaleńcy, z których jeden ostatnio przypomniał sobie, ze kiedyś zajmował się hodowlą Doga Argentyńskiego, po prostu są ślepi?

* ”Hodowców” śledzę 😉 nie mam siły oglądać tego co wyprawiają hoFcy

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora jest zabronione.

Zuza Petrykowska

http://www.facebook.com/zuzpasjaodogoargentino

JAK WYBRAĆ HODOWLĘ DOGO ARGENTINO? CZYLI POZNAJ ANATOMIĘ PSA I WZORZEC RASY, ZANIM WYBIERZESZ HODOWLĘ. (PSY Z POTENCJAŁEM WYSTAWOWYM A MOŻE NAWET HODOWLANYM VS. PETY)

Musisz

Drogi czytelniku w tym tekście wiele razy powtórzy się słowo ”musisz” ponieważ fakty są takie, że aby móc w pełni świadomie wybrać hodowlę i być ze swojego wyboru w pełni zadowolony musisz przyszły właścicielu Dogo Argentino (w ogóle jakiegokolwiek rasowego psa) wyznaczyć sobie kryteria wyboru, którymi będziesz się posługiwał, decydując o tym, któremu hodowcy zaufasz
Czemuś tak niesamowitemu nie sposób się oprzeć

561297503_8236e25310

ale psa wybiera się na długie lata, wiąże się z nim określone nadzieje i dlatego warto przygotować się do jego wyboru merytorycznie. Kierowanie się emocjami zawsze potem wychodzi bokiem, naprawdę nie ma się co spieszyć (chyba, że łapie się pchły).

Jak wybrać hodowlę Dogo Argentino (i nie wdepnąć przy tym w g…)?

Pamiętaj, że wybierając daną hodowlę w istocie nagradzasz efekty pracy konkretnego hodowcy. Postępujesz tak, jakbyś decydował, któremu pracownikowi dasz premię, czy oddawał głos na konkretnego polityka. Musisz zdawać sobie sprawę z tego, że istnieje wiele analogii pomiędzy tzw życiem codziennym, a hodowlą psów. Są takie miejsca jak np. Zakopane, do którego zawsze przyjeżdżają tabuny turystów. Tam turyści przyjeżdżali, przyjeżdżają i będą przyjeżdżać niezależnie od np. poziomu obsługi kelnerskiej w restauracjach. Tak więc dla właścicieli zakopiańskich knajp nie ma znaczenia czy ich kelnerzy i kelnerki są profesjonalni. Nawet jeżeli ktoś, kto zostanie fatalnie obsłużony, tak się wkurzy, że postanowi, że jego noga w restauracji X więcej nie postanie to, to w żaden sposób nie ”uderzy po kieszeni” właściciela tego lokalu. Dlatego właściciel knajpy nie czuje potrzeby, by cokolwiek poprawiać. Na miejsce obrażonego pana Iksińskiego jest 10u innych gości, być może także jednorazowych klientów, którzy nawet jeżeli również się ”obrażą”, to i tak najpierw uiszczą rachunek. Biznes się kręci. W świecie ”hodowli rasowych psów” pełno jest partaczy, osób, które jedynie dzięki swoim fejsbukowym kreacjom znane są jako ”hodowczynie” czy ”hodowcy”, udają, że ”coś robią”, ”udzielają się” i lubią pozować na ”autorytety”. Ale wystarczy zobaczyć co takie ”gwiazdy” i ”gwiazdeczki” ”wyhodowały”. Przyjrzeć się, podczas wystaw, psom, którym robią ”take ładne zdjęcia” w nigdy przypadkowych(!) pozach/ustawieniach albo poznać ludzi, którzy mają od kogoś takiego psa. Obejrzeć potomków tych fejsbukowych ”championów” i dowiedzieć się, jak u nich z dysplazją albo BAER TEST… Warto także poszukać ”afer”, tj, tego kto, ile razy, komu, dlaczego i w jakich okolicznościach groził? Kto, ile razy i dlaczego ”użerał się fundacjami”, bo pseudohodowlane praktyki w Związku Kynologicznym w Polsce zdarzają się, jak wszędzie indziej i nawet tzw hodowcy białej presy, czyli Dogów Argentyńskich, zostawali bohaterami reportaży telewizyjnych o rażących zaniedbaniach; psach pozostawianych samym sobie na niby ”ogrodzonych posesjach” , bez dostępu do wody itd.

Wybieranie hodowli to naprawdę poważna decyzja. Wielu osobom wydaje się, że wystarczy, że kupują psa rasowego z rodowodem, że mają świadomość, że tylko pies posiadający udokumentowane pochodzenie jest psem rasowym, więc uważają, że kontaktują się z wybranym hodowcą i w końcu nabywając pieska z jego hodowli są ”bezpieczni” i ”na pewno” nie zostaną wyrolowani… Mają podstawy, wiedzą, że rasowy = rodowodowy, ale to nie wystarczy, warto bardziej zagłębić się w temat. Proszę na sprawę wyboru hodowli spojrzeć w ten sposób: kiedy wybieram psa z hodowli XYZ, to znaczy, że popieram działania konkretnego hodowcy -”oddaję na niego swój wyborczy głos”. Jeżeli w mocie było 6 szczeniąt i sześć osób ”zagłosowało” na danego hodowcę, kupując psy z jego hodowli, to hodowca ”zyskał sto procent poparcia” i ”załapał się” na kolejną kadencję – może ”planować” albo po prostu ”zrobić” kolejny, (byle jaki) miot. Trzeba nauczyć się oceniać nie tylko psy, ale i ludzi, zanim podejmie się decyzję o wyborze hodowli. Rozróżniać tych o mentalności bazarowego handlarza, który gnijącą, wędzoną makrelę wciskać będą jako ”świeży stek z tuńczyka”, od pasjonatów, których w przypadku DA, na palcach jednej ręki można policzyć (choć coraz więcej powstaje hodowli) a jeszcze duuużo wolnych palców zostanie… Szukać tych, którzy w swoją hodowlę inwestują, inwestują w breeding stock, do rozrodu używają jedynie osobników przebadanych i wolnych od schorzeń o podłożu genetycznym (np. schorzeń aparatu ruchu, a więc osobniki wolne od dysplazji), nabywcom przekazują szczenięta wraz z certyfikatem dotyczącym jakości ich słyszenia. I w końcu umieć patrzeć na psy i odróżniać te będące typowymi przedstawicielami rasy od nieposiadających tej wartości, od petów. Tych petów na pierwszy rzut oka, czyli petów eksterierowych. O tym czy dany osobnik posiada autentyczną wartość hodowlaną, mówi nam nie sam eksterier, ale eksterier poparty wynikami badań wykluczającymi u tego osobnika typowe dla jego rasy schorzenia. U Dogo Argentino będą to min. jednostronna (bądź całkowita) głuchota, schorzenia aparatu ruchu, jak choćby dysplazja stawów biodrowych i łokciowych (czasem barkowych ale też kolanowych) wady serca lub nerek. Należy także wiedzieć skąd bierze się ”białe umaszczenie Dogo Argentino” i rozumieć ograniczenia/ zastrzeżenia, które wynikają z tej pięknej i efektownej, ale i bardzo ryzykownej maści:

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2013/07/05/dlaczego-pigment-jest-taki-wazny-dla-dogo-argentino-podsumowanie/.

Decyzja o wyborze hodowli zazwyczaj jest trudna. Ale jest przynajmniej dwa razy trudniejsza, kiedy pragnie się mieć psa z wielką białą łatą, bo ”biały” Dogo Argentino, czytelniku, to podobnie jak np. biały Bullterrier Angielski, kolorowy pies, którego kolor przykrywa ogromna, biała łata -przeczytajcie tekst podlinkowany powyżej.

Jeżeli ”nie odrobi się pracy domowej”, może się zdarzyć, że funduje się ”kolejną kadencję” komuś, kto niczym sobie na nasze zaufanie nie zasłużył. (Nawet decydując się na peta, a nie psa wystawowego nie należy zapominać, że niedosłyszący Dog Argentyński, w przyszłości może okazać się pięćdziesięcioma kilogramami problemu, z którym bardzo trudno sobie poradzić…). Nieprzemyślany wybór hodowcy oznacza, że odbiera się szansę wykazania się innym, tym bardziej godnym zaufania i pozwala się, nie bacząc na cierpienie psów, oszustom napychać kieszenie. Tak więc, tak samo, jak psy, należy umieć oceniać ludzi, umieć słuchać odpowiedzi na zadawane im pytania i wyciągać wnioski, bo nie wszyscy zarejestrowani hodowcy są hodowcami. Niektórzy tylko za hodowców uchodzą, będąc w istocie producentami rasowych psów. Pseudohodowlane praktyki mają miejsce w Związku Kynologicznym w Polsce.

Pytania, które trzeba zadać, czyli coś, czego kruche ego ”hodowcy” może nie wytrzymać

Z hodowcami psów rasowych -i dotyczy to w takim samym stopniu hodowców wszystkich ras, bez wyjątków- bywa jak z urzędnikami. Jedni i drudzy nie zawsze ”sami z siebie” chcą o wszystkim mówić i jeżeli nie wiemy o co zapytać, to ”sami z siebie” nam nie podpowiedzą. Zwłaszcza, kiedy chodzi o tzw. ”trudne kwestie” np. autentyczne efekty pracy hodowlanej (Temat, niezwykle drażliwy, bo łatwo w nim zahaczyć o kompleksy pani czy pana mających się za ”hodowców”). Te efekty to min. to na ile psy, które możemy u hodowcy oglądać, odwiedzając jego hodowlę albo podczas wystaw, wyglądają na przedstawicieli swojej rasy. Molosa, generalnie rasę psa zawsze poznaje się po ”twarzy”, co w praktyce oznacza, że ”Argentyn ma z buzi na argentyna wyglądać”. Oglądając wszystkie te ”Championy” musimy zadać sobie pytanie, czy w istocie patrzymy na psy zbudowane zgodne z wymogami wzorca rasy? Przejawiające psychiczne cechy dla tej rasy typowe? Zastanówmy się też nad tym, czy psy, które obserwujemy są emocjonalnie stabilne, tzn czy są osobnikami zrównoważonymi psychicznie, czy też może są przesadnie bojaźliwe lub wręcz agresywne? Więcej o ”efektach pracy hodowlanej” i ”trudnych pytaniach”, które warto postawić osobie zajmującej się rozmnażaniem rasowych, zanim podejmie się decyzję, że akurat z tą osobą chce się podpisać umowę dotyczącą kupna-sprzedaży psa, znajdziecie tu:

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2016/12/19/1201/

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2017/01/15/szkic/

Miłośniku, przyszły właścicielu presy Dogo Argentino, musisz nauczyć się rozróżniać autentyczne wyniki pracy hodowcy, a żeby być do tego zdolnym najpierw musisz nauczyć się samodzielnie oceniać wyhodowanie przez niego psy*, od bajerowania na temat efektów hodowlanej pracy, w którym niektórzy ”hodowcy” są naprawdę świetni. Aby móc oprzeć się ”propagandzie sukcesu”, czyli opowieściom tzw hodowców o tym, jak długo ”siedzą w rasie”, jakie wielkie i oryginalne mają ”plany”, ile wystaw i z jakimi wynikami ”wygrały” ich psy, musisz najpierw nauczyć się patrzeć na wszystkie psy, w ogóle. Jeżeli nauczysz się podstaw anatomii i zobaczysz co dokładnie znaczy ”spionowana łopatka”, ”harmonijny ruch”, poznasz rodzaje chodu psa, zrozumiesz/ unaocznisz sobie czym jest poprawne kątowanie albo ”miękki nadgarstek” i jak je rozpoznać, nauczysz się dostrzegać wady dokładnie tak samo, jak zalety danego psa, staniesz się odporny/a na agresywny, kitujący PR. Chcąc kupić presę i nie dać się wpuścić w maliny, czyli nie paść ofiarą oszustwa, musisz wiedzieć skąd bierze się u psów dysplazja stów. Nie licz, że ”wyjaśni” ci to pierwszy z brzegu ”hodowca” i przeczytaj artykuły, do których linki wkleiłam powyżej.

A! (Bardzo ważne, zwłaszcza jeżeli jesteś osobą, którą na poważnie interesują wystawy i zamierzasz jeździć także na te zagraniczne. Bez wiedzy, polegając jedynie na ”uroku osobistym tzw hodowcy”, możesz w przyszłości bardzo się rozczarować…) Nie ma nic bardziej przykrego od widoku wyrazu twarzy wystawcy, który inwestuje czas i pieniądze w wyjazd na zagraniczną wystawę i na zimno zderza się z rzeczywistością, kiedy okazuje się, że jego pies, który dotąd ”kosił konkurentów” w stawce ”6 argentynów na krzyż”, u sędziów, którzy wzorca rasy uczą się na kwadrans przed wystawą, sędziowany przez starego dogo-wyjadacza, w stawce ponad 20u konkurentów w swojej klasie (!), odpada na pierwszym etapie przesiewu…

Bardzo wiele osób uważa, wręcz wyznaje pogląd, którego z infantylną upartością zaciekle broni na forach, że ”wszystkie psy są piękne”. Oczywiście. Jako ”psiara” nie mogę się z tym nie zgodzić. Generalnie, ”pieski są śliczne i słodkie” (nawet małe i zaplute pokurcze, te mikro psy, mikroby wręcz, z wyłupiastymi oczami, mają w swoich właścicielach największych fanów). Ale jako miłośnik rasy, patrzący na sprawę kynologicznym okiem, muszę powiedzieć, że owszem, ”wszystkie psy są najpiękniejsze i najcudowniejsze dla swoich właścicieli”, ale nie wszystkie posiadają taką samą wartość, jako przedstawiciele konkretnej rasy, ponieważ nie wszystkie są np. zbudowane zgodnie z wytycznymi wzorca rasy albo mają zdrowy i sprawny aparat ruchu.

Pety vs psy z potencjałem wystawowym (a może nawet hodowlanym)

Psy pochodzące z zarejestrowanych hodowli (właśnie o tym, jak ważne jest mieć świadomość gdzie, czyli w jakim związku czy stowarzyszeniu zarejestrowana jest hodowla, będzie kolejny tekst) dzielą się na zwierzaki posiadające potencjał hodowlany, zwierzęta, które w chwili przekazywania nowym właścicielom, mają wykonany komplet badań dokumentujących ich stan zdrowia i wykluczających, iż obciążone są schorzeniami będącymi zmorą danej rasy (w przypadku DA chodzi mi  BAER TEST) i wydają się obiecująco zapowiadać pod względem fizycznym (takich psiaków jest jak na lekarstwo), i można spodziewać się/liczyć, że wyrosną, rozwiną się na typowych przedstawicieli rasy i pety. Pety, które z założenia nie posiadają wartości hodowlanej, choć także mają wykonany komplet badań, ale ich anatomia, już na wczesnym etapie ich rozwoju wskazuje, że nie będą ”ładnymi”, typowymi przedstawicielami swojej rasy (delikatny kościec, zaburzone proporcje itp.). Z tego powodu ważne jest, by znać wzorzec rasy i umieć go odnieść do oglądanych np. podczas wystawy, psów, będących potencjalnymi rodzicami naszych szczeniąt. Pewne cechy zdradzające, że dane szczenię nie wyrośnie na idealnie zbudowanego przedstawiciela rasy, można wcześnie zaobserwować (Niektórzy tzw hodowcy wychodzą z wygodnego dla niech -zwłaszcza finansowo- założenia, że ”Jak biały, to wystawowy”, a to, proszę państwa, jest zwykły kit, bo temat wartości hodowlanej, czy nawet jedynie wystawowej, danego zwierzęcia jest znacznie bardziej złożony.

Autentyczne wyniki pracy hodowlanej (a każdy kolejny miot, to etap pracy, podlegający ocenie) ”jakość” psów, kiedy dorosną, dają komunikat o powodzeniu pomysłu na kojarzenie, o sensowności wybranej przez hodowcę drogi. Każdy, kto ”zabiera się do” rozmnażania zwierząt -w tym przypadku psów bardzo trudnej w hodowli rasy, musi być na tyle inteligentny, by rozumieć podstawy genetyki. Kolejny raz odsyłam do artykułu na temat roli pigmentacji, podlinkowanego powyżej i przypominam, że Dogo Argentino są podatne min. na alergie. Namawiam też do zapoznania się z zagadnieniami metod hodowlanych stosowanych min. przy argentynach. I raz jeszcze polecam zastanowić się nad faktem, że Dogo Argentino to myśliwski molos, którego łowiecki instynkt dla osób nieprzygotowanych/ nieuświadomionych, może być bardzo poważnym problemem.

Do przemyślenia: jeżeli ze skojarzenia danej pary hodowlanej przychodzą na świat szczenięta z jakąś poważną wadą, która ujawnia się w trakcie dorastania piesków, np. wnętrostwo u samca/ samców, dla inteligentnego, znającego podstawy genetyki hodowcy, jest to sygnał, że takiego krycia nie wolno powtarzać i należy rozważyć czy w ogóle jest sens dalszego używania w hodowli (już w innych połączeniach) tego konkretnego samca i tej konkretnej suki. Wnętrostwo jest wadą genetyczną, ujawniającą się recesywnie. I jest dla hodowcy oczywiste, że -przepraszam za kolokwializm- jednojajowo płodny wnętr, będzie tę wadę przekazywał swojemu potomstwu. Jest także jasne, że miotowi bracia wnętra, samce, u których ta wada ”fizycznie” się nie objawiła, także obciążone są tą samą cechą recesywną i ich potomstwo jest na nią tak samo narażone. Tak więc kolejne łączenie pary, o której wiadomo, że dała potomstwo z wadą wrodzoną, świadczyć może tylko o dwóch rzeczach a) w danej hodowli rozmnaża psy osoba skrajnie niepokalana inteligencją b) w danej hodowli rozmnaża psy osoba skrajnie łaknąca forsy… (http://twojezwierze.pl/psy/choroby-psow/artykuly/zobacz/moj-pies-jest-wnetrem-co-to-oznacza.html http://www.piesporadnik.pl/title,Wnetrostwo,pid,573.html  )

To nie zapewnienia, nie słowa tzw hodowcy, a psy które wybrał jako godne rozmnażania, pary hodowlane, te przez niego wyhodowane, wybrane z miotu, te które ocenił jako osobniki posiadające największą wartość hodowlaną, czyli najbliższe ideałowi określonemu przez wzorzec rasy, takie które warto jego zdaniem wystawiać, a w przyszłości użyć w planach hodowlanych, mówią o stanie wiedzy hodowcy i wynikach jego pracy. Za hodowcę mówią też badania osobników, które wybrał na rodziców szczeniąt lub ich brak. Oraz on sam, a od chamów, prostaków i ludzie emocjonalnie niestabilnych należy trzymać się jak najdalej. Nie należy dać uwieść się ”na słowo” opowieściami o wynikach wystaw  i zdobytych tytułach. Sporo osób w polskim dogo-świecie jest świetnych w gadce o duperelach, ale te osoby gubią się kiedy zaczyna się z nimi rozmawiać o konkretach. Hodowca musi mieć pojęcie o rodowodach swoich psów, musi wiedzieć ”z czego są zrobione”. Ktoś kto krzyżuje psy bo ”takie ma”, ”takie sobie kupił” i mu ”się podobają” i ”zobaczymy co z tego wyjdzie”, to nie jest poważny hodowca, to nawet nie jest ”hodowca”. To jest jakiś ktoś, kto sobie coś tam robi, ale na dłuższa metę nikt nie wie co i najgorsze, że on sam też, to zwykły ”rozmnażacz” żyjący ze sprzedaży szczeniaków …

Zupełnie inaczej rzecz ma się, kiedy słucha się/ rozmawia z hodowcą/ wystawcą, którego pies/y zapiera/ją dech w piersiach (Coraz mniej jest takich argentynów, ale czasem się zdarzają, to są takie ”wyjątkowe wyjątki”).

Właśnie, to jest charakterystyczne. Kiedy widzi się ”takiego sobie” Doga Argentyńskiego, człowiek myśli sobie ”fajne, białe psisko”/ ”duży, biały pies”/ ”ogromny, ”biały Labrador” i tyle, nic więcej. Ewentualnie rozczarowanie, że ”to, co ktoś widział na jakimś zdjęciu, co go tak zachwyciło, nie ma odbicia w (np. wystawowej) rzeczywistości… Kiedy jednak ma się do czynienia z naprawdę dobrym, wybitnym psem, to dosłownie zatyka z wrażenia. Kiedy obserwuje się prawdziwe, atletyczne Dogo Argentino w głowie migają neony ”silny”, ”dostojny”, ”zachwycający”, ”gibki”. Człowiek patrzy i wierzy, że taki pies, pies tej rasy faktycznie może poradzić sobie z dzikiem, pumą, bo wszystko w nim mówi o jego sprawności. Takie psy przywołują skojarzenia z dzikimi kotami, ogierami, z siłą natury i pięknem.

Jak o każdej z wystaw także o wartości Wystawy Klubowe i przyznawanych na niej lokat, decyduje to, co o Dogo Argentino wie ten, kto te psy sędziuje. Niestety, nawet na wystawach klubowych zdarza się, że DA sędziują osoby zupełnie przypadkowe w odniesieniu do tej rasy i potem słucha się zadziwiających ”mądrości” od kogoś, kto na co dzień hoduje małe buldogowate i o argentynach wie tyle, co przeczyta na kwadrans przed wejściem psów na ring albo tyle ile asystent/ka podpowieWystawa klubowa jest swego rodzaju przeglądem hodowlanej stawki oraz ”osiągnięć” tzw hodowców. Teoretycznie to najbardziej prestiżowa z odbywających się w Polsce wystaw, w których biorą udział Dogi Argentyńskie. To tu można spotkać (i poznać) hodowców i zobaczyć ich psy (w zestawieniu z konkurentami albo tymi, którzy za ”konkurentów ”chcieliby uchodzić. Trzeba zdawać sobie sprawę, że poza wystawą klubową, na większość z wystaw odbywających się w naszym kraju przyjeżdża średnio 6-8* psów… Tak więc zdarza się, że ”zgarniają rasę” naprawdę słabe zwierzęta, które w innych okolicznościach (większej liczby konkurentów) nie miałby szansy zakwalifikować się do pierwszej czwórki.) Czasem można odnieść wrażenie, że sędziowie przyznają tytuły i wnioski na championaty za samo pofatygowanie się na wystawę… w dzisiejszych warunkach nawet ”prestiżowa” kiedyś tzw klubówka nie jest wystawą, na którą warto jechać, czasem przez pół Polski. Przypadkowi sędziowie, jak i przypadkowe ”Dogi Argentyńskie” skutecznie zniechęcają do udziału w takich imprezach, a wygrane białych wypłoszy… Cóż, zniechęcają do tego jeszcze bardziej.

Obejrzyj sobie czytelniku, na forach oraz na FB polskie Championy Dogo Argentino. Będziesz albo zaskoczony, albo zażenowany tym, jak bardzo, bardzo różne argentyny mogą się tym tytułem poszczycić. Ile jest u nas obleśne brzydkich (galaretowatych, kostropatych, na glinianych kozincowanych łapach i tylko z nazwy) ”polskich Championów”. Poczytaj też sobie ich zagraniczne tytuły. Im bardziej egzotyczny Championat, tym mniej wart (pies). Ważne, żeby to wiedzieć, bo mamy w Polsce psy utytułowane w bardzo egzotycznych miejscach (które nigdzie indziej nie zdobyłby hodowlanych uprawnień). Miejscach tak dla DA oryginalnych, że równie dobrze wystawcy/hodowcy mogliby chwalić się championatami Madagaskaru, Etiopii, Księżyca, Jowisza… Najwięcej znaczą tytuły zdobyte w krajach, w których DA są rasą popularną/ liczną i doskonale znaną sędziom; w Ameryce Łacińskiej (rodzima Argentyna, Brazylia), Włoszech, Hiszpanii, Francji, potem mamy południowych sąsiadów (Węgry), potem długo, długo nic i Rosję (z naciskiem na Moskwę). Warto jednak zwrócić uwagę na wysiłek niektórych prawdziwych hodowców, hodowców z sukcesami ”podbijających nowe tereny”, jeżdżących z białą presą do Niemiec i tam święcących triumfy.

*Wniosek z powyższego, zawsze pytaj hodowcę, o to w jakich warunkach jego psy uzyskały swoje tytuły. Poproś o ”zestawienie”. Chodzi o to, drogi argentynomaniaku, abyś miał możliwość dowiedzieć się z iloma i jakimi konkurentami stawał w szranki pies, którego tak reklamuje ci hodowca (Ci ludzie tym żyją, oni potrafią z całego serca nienawidzić tzw konkurentów, opluwać ich publicznie lub tylko w prywatnych wiadomościach, lub telefonicznych rozmowach, więc nie kupuj odpowiedzi w stylu ”nie pamiętam”. Oni bardzo dokładnie pamiętają każdą wygraną, dokładnie tak samo, jak każdą przegraną, żyją tymi ”wynikami wystaw”, bo tylko dzięki nim mogą dziś opylić ci szczeniaka.) Hodowcy uwielbiają górnolotne określenia, mocno działające na wyobraźnię przyszłych właścicieli, ”zgarnianie rasy” jest jednym z tych określeń. ”Moc” jego oddziaływania blednie, jak podkoszulek zostawiony na słońcu, kiedy okazuje się, że pies, czy suka ”zgarnęli rasę” jako soliści)…

W Polsce (to zjawisko dotyczy większości ras) praktycznie wszystkie psy, z wyjątkiem tych posiadających określone przez wzorzec ”wady dyskwalifikujące”* są oferowane/ sprzedawane nowym właścicielom jako psy ”posiadające potencjalną wartość hodowlaną”. Trzeba pamiętać, że niektóre cechy (nie mające nic wspólnego z niebieskim okiem czy czernią przy ogonie) świadczące o tym, że w przyszłości pies nie będzie posiadał wartości hodowlanej są widoczne już we wczesnym wieku. Np. charakterystyczne wady inbreed’owe, będące skutkiem kojarzeń krewaniczych, np. możliwa do zaobserwowania dla wnikliwego oka wada postawy osobników urodzonych w danej hodowli. W skrajnych przypadkach skutki nieprzemyślanego ”linebredu” powodują, że dokładnie tę samą wadę obserwujemy u większości psów z danej hodowli (Wada staje się sygnaturą hodowli).

Warto mieć na uwadze, że za psy sprzedawane jako definitywne pety, tj te obciążone wadami wymienionymi przez wzorzec rasy i/lub nie posiadające certyfikowanych wyników badań, hodowca nie może ustalić zbyt wygórowanej ceny.

*Dla DA są to min. niebieski refleks tęczówki, częściowo niedopigmentowana tęczówka (niebieska ”łatka” na tęczówce) Choć taka wada nie przeszkadzała pewnemu panu pokazywać na wystawie psa nią obciążonego, a sędziującej osobie tego psa ocenić, jakby był pełnowartościowym zwierzęciem. Dlatego niektórych sędziów nie należy traktować serio. (Właściciel pieska, udziałem swojego peciszcza w wystawie ”legalizował” sobie puszczony na lewo, poprawka ”przez nieuwagę” miocik, po tym, jak ”nie upilnował” swojego peta i suki…)

Psy, które cechuje wada inbreedowa nie powinny być używane w hodowli, nie powinny być także oferowane nowym właścicielom inaczej niż jako pety. Pamiętajmy, że ”wykucie na pamięć” wzorca rasy to za mało. Trzeba nauczyć się anatomii psa, obserwować poprawnie zbudowane zwierzęta w ruchu, jeździć na wystawy i odwiedzać hodowców. Trzeba nauczyć się przekładać wiedzę teoretyczną na umiejętność praktycznego patrzenia. Można także godzinami oglądać filmiki na YouTube, których bohaterami są Dogi Argentyńskie, jeżeli nie mamy innej możliwości oglądania „dogo w naturze”. Jednym słowem należy robić wszystko co pozwoli nam dowiedzieć się więcej o rasie.

*Dodatkowe wymogi hodowlane :
W przypadku Dogo Argentino Polski Związek Kynologiczny wymaga testów psychicznych. Dla Dogo Argentino nie są przewidziane obowiązkowe badania stawów biodrowych, ani badania słuchu. O wyniki obu badań sam, przyszły właścicielu argentyna, musisz zapytać hodowcę, od którego planujesz zakupić szczeniaka. Na szczęście dla coraz liczniejszej grupy polskich hodowców BAER nie jest już hasłem na dźwięk, którego dostają apopleksji i coraz więcej polskich psów ma za sobą BAER test 🙂

Rozmowa i pierwszy kontakt z hodowcą

jeżeli kontaktujemy się z hodowcą (np. telefonicznie), a on o nic nas nie pyta i jedyna informacja, którą od niego otrzymujemy odnosi się do kwoty, za którą możemy psa kupić, to odpuśćmy sobie takiego ”hodowcę” i jego ”hodowlę”. Dogo Argentino to nie ciuch z przeceny ani pączek z hipermarketu. Dogo Argentino to duży, trudny w prowadzeniu pies, który jeżeli trafi w nieodpowiednie ręce, może stać się nieprzewidywalnym i niebezpiecznym zwierzęciem (Wkrótce na blogu pojawi się artykuł o temperamencie dogo-myśliwego, na spacerowe -i nie tylko- przejawy którego coraz częściej nowi nabywcy okazują się być zupełnie nieprzygotowani… Tak to właśnie jest, kiedy mnożą się hodoFle, a hodFcy chcę tylko wcisnąć szczeniaka…). Dlatego nie należy usprawiedliwiać hodowcy i myśleć ”No tak, na pewno ma dziesiątki telefonów dziennie, więc w końcu 27 raz odpowiedział ‚z automatu’, gdyby był wypoczęty porozmawiał by ze mną dłużej”. Owszem, do hodowców dzwonią/wydzwaniają przeróżni ludzie i 90% telefonów to ”zawracanie głowy” przez kogoś, kto ”chce rasowego, ale niekoniecznie z rodowodem, najlepiej tanio”. Wszyscy jesteśmy tylko ludźmi, i hodowca ma prawo być poirytowany telefonami od kretynów. Mimo wszystko jednak, jeżeli my na ”dzień dobry” nie brzmimy jak troglodyta, przedstawiamy się jak cywilizowani ludzie i umiemy złożyć zdanie, nie kalecząc przy tym języka polskiego, to należy nam się, aby profesjonalnie nas potraktowano. Ktoś, kto zajmuje się hodowlą DA, zajmuje się hodowlą jednej z ras umieszczonych na tej nieszczęsnej liście MSWiA, psów ras uznawanych za agresywne i jego podstawowym obowiązkiem jest być w stu procentach pewnym, komu psa sprzedaje. Handlarza interesuje tylko zainkasowanie kwoty za szczeniaka. Hodowcę interesuje kto chce kupić od niego jego pieska. Dlatego hodowca o cenie mówi na samym końcu. Tym bardziej, że sam hodowca dokąd nie urodzą się szczenięta, nie wie jaką wartość szczenięta będą mieć, ile urodzi się psów z potencjałem, czy zostawi sobie jakiegoś, czy będą pieski na warunek, współwłasność, czy będą pety. Normalny, prawdziwy hodowca jest ciekawy tego z kim rozmawia, pyta czy osoba zainteresowana kupnem szczeniaka, miała wcześniej psa tak wymagającej w prowadzeniu rasy, czy ma doświadczenie, gdzie mieszka, w jakich warunkach pies będzie żył (dom czy mieszkanie), dlaczego chcemy Doga Argentyńskiego, czy zdajemy sobie sprawę z tego, że to pies z silnym instynktem łowieckim, czy mamy dzieci, inne zwierzęta, czy chcemy psa wystawowego, czy sami jesteśmy zainteresowani hodowlą, a może chcemy peta? Hodowca bardzo skrupulatnie wybiera ”rodziców adopcyjnych” dla swoich szczeniąt i dlatego zanim cokolwiek z nami ustali, najpierw chce nas poznać i porozmawiać z nimi ”na żywo”, twarzą w twarz.

Cena

Bywa różnie. Cena za Dogo Argentino w Polsce waha się… Dwa lata temu powiedziałbym, że od 4.000 za peta wzwyż…  W przypadku wybitnego krycia, takiego na które jedzie się do np. Brazylii (co raczej polskim hodowcom się nie zdarza i jeśli już coś ponadprzeciętnego ”kombinują”, to starają się ściągnąć do Polski nasienie psa, który gdzieś tam uchodzi za wybitnego i którego zazwyczaj sami nie mieli nigdy okazji zobaczyć ”live”), cena za szczeniaka może wynosić nawet kilka tysięcy euro. Ale to raczej, kiedy kupujemy psa za granicą. I wtedy, zagraniczny hodowca za tych kilka tysięcy euro chętnie wciśnie nam peta. Psiaka, którego w życiu nie zostawiłby sobie do hodowli ani nie przekazał do hodowli znanemu sobie hodowcy, którego ceni i szanuje, ale nam chętnie go wciśnie, skoro już przyjechaliśmy. W końcu mieć parę tysięcy euro a nie mieć, to zawsze jest różnica, bo gdy chodzi o kaskę, nieistotna jest szerokość geograficzna.) *Ale… ponieważ, kiedy ten tekst pierwotnie powstawał, we wrześniu 2011 roku, nie było jeszcze aż tylu hodowli, nie zdarzały się przypadki, kiedy to pety ”szły” w cenie psów z potencjałem, z kompletem badań itd… Czas leci, hodoFców jest coraz więcej, wszystko się zmienia i… jak się okazuje, ”schodzi na psy”.
Pamiętajcie państwo o podziale na pety, psy wystawowe i te posiadające autentyczną wartość hodowlaną. Cena szczeniaka zależy od tego, czy chcemy mieć przebadanego peta ”na kolanka”, bo nie jesteśmy zainteresowani wystawami etc., ale nie chcemy niespodzianek dotyczących stanu zdrowia szczyla, chcemy oszczędzić sobie nerwów i wydatków, czy też chcemy mieć peta i tyle?  Czy chcemy psa wystawowego (który być może mógłby w przyszłości zostać psem hodowlanym/suką hodowlaną)? Jeśli tak, to psiak, poza tym, że nie może być obciążony wadami, które wzorzec rasy wymienia jako dyskwalifikujące, musi mieć komplet certyfikowanych badań, które mówią nam, że psiak nie tylko dobrze wygląda, czyli min. jest szczeniakiem o proporcjonalnej sylwetce, dobrym kośćcu i kształtnej głowie, ale jest zdrowy i w chwili, w której podpisujemy umowę ze sprzedającym go nam hodowcą, nie ma przeciwwskazań, aby na tym etapie życia, obiektywnie móc uznać to szczenię za posiadające wystawowy potencjał. O tym czy w przyszłości dany psiak będzie mógł zostać użyty w hodowli, dowiemy się, gdy zwierzak osiągając dojrzałość, będzie mieć nie tylko poprawny zgryz, ale i będzie prawidłowo fizycznie rozwinięty, czyli jego anatomia będzie odpowiadać wymaganiom wzorca rasy. 

Jeżeli dzwonimy do hodowli i hodowca mówi nam coś w rodzaju ”wszystkie pieski są w tej samej cenie, która wynosi 4500 zł”, to możemy założyć, że wszystkie szczenięta są petami. Jeżeli tzw hodowca od razu wie, że wszystkie psy sprzeda za tę samą kwotę, to znaczy, że jest handlarzem, a nie hodowcą psów. Dodatkowo jeżeli usłyszymy, że ”Dog Argentyński to teraz tak popularna rasa, że na szczenięta trzeba się zapisywać i dwa-trzy krycia czasem przeczekać”, to jeżeli dzwonimy do hodowcy, rozmawiamy z nim, on mówi nam, że ”na argentyny trzeba się zapisywać” i równocześnie rozmawia z nami o sprzedaniu nam szczeniaka z miotu, który aktualnie ma u siebie, to coś tu nie gra. Albo na DA jest ”popyt” i ”schodzą jak świeże bułeczki” i wtedy hodowca nie ma z nami o czym rozmawiać, bo szczenięta są zarezerwowane, albo po prostu opowiada nam bajki i stara się wyrobić w nas przekonanie, że musimy kupić teraz i to psa od niego, bo potem może nam być bardzo trudno. Takich cwaniaków i cwaniar trzeba unikać.

To co widać ”na pierwszy rzut oka”

Pet to szczeniak błękitnym refleksem na tęczówce, nie w pełni wybarwioną tęczówką, niebieskim okiem, z kolorem przebijającym się przez wielką białą łatę w innym miejscu niż głowa, albo w kilku miejscach na głowie (wystarczy, że dwóch różnych) i poza nią. Kolor na głowie wystawowego (a w Polsce i hodowlanego DA) nie może przekraczać 10% powierzchni głowy, wliczając w to powierzchnię naturalnego, nieciętego ucha i może występować tylko w jednym miejscu, może to być tylko jedna ”łatka”, nie dwie, nie trzy, jedna. (Tak, jest w Polsce hodowla założona przez panią, która obcięła uszy swojej suce, po to, by móc ją wystawiać i zrobić jej uprawnienia hodowlane, ale cóż… Obiektywnie, biorąc pod uwagę ”kolorystyczne wymogi wzorca rasy”, suka ta jest petem a jej potomstwo nie powinno było się urodzić, gdyż ona z założenia nie przedstawiała wartości hodowlanej. Jednak suka urodziła potomstwo i nikt nie zgłosił żadnych ”ale”, choć pani ta, sama, tak bardzo kiedyś narzekała i to publicznie, że podobno jakiś pies miał braki w uzębieniu a mimo to został reproduktorem… Ot, ”uczciwość” tzw hodowców…)

Niestety nie w pełni wybarwione nosy nie są jeszcze zaliczane do wad dyskwalifikujących, choć nie w pełni wypigmentowany nos to tak samo wynik silnej ekspresji swsw jak fragment niebieskiej tęczówki, oczy wiecie już, jeżeli przeczytaliście linkowany na początku tekst.

Dogo stają się (niestety) coraz bardziej popularne, w związku z tym powstają coraz to nowe hodowle, które w większości pracują na kiepskiej jakości materiale i po prostu rozmnażają rasowe psy zgodnie z prawem (To ”zgodnie z prawem” to też osobny wątek, więc o związkach i stowarzyszeniach w innym wpisie). Nie wolno mylić hodowcy-pasjonata z  handlarzem-cwanikiem. Jeżeli będziemy się mylić, to pomożemy cwaniakom rozłożyć na łopatki wspaniałą rasę, jaką jest Dogo Argentino, dokładnie w taki sam sposób, jak w latach 90tych zeszłego wieku rujnowano w Polsce wspaniałe Rottki i ASTy. A tego przecież żaden argentynomianiak nie chce.

Jak już wcześniej wspominałam w Polsce panuje zwyczaj (nie dotyczący hodowców-pasjonatów, których na palcach jednej ręki można w naszym kraju policzyć [a i tak zostanie jeszcze kilka wolnych palców] im szacunek do idei pracy hodowlanej, a także poczucie dobrego smaku nie pozwalają na arogancję, która obezwładnia ich „kolegów), że praktycznie wszystkie psy, nieposiadające wad, które wzorzec rasy definiuje jako wady dyskwalifikujące (mam na myśli wady, widoczne u szczeniąt już w okresie, kiedy przekazuje się je nowym właścicielom), sprzedawane są jako psy z potencjałem wystawowym i hodowlanym równocześnie (choć to dwie różne ”bajki”). Wybitnie bezczelne jednostki pchają pety z wadami na wystawy… i być może wadliwie umaszczone szczeniaki ”opychają” jak szczeniaki z potencjałem (za tę samą cenę)… Tak to już jest, że tupet pomieszany z wyjątkowym uporem sprawia, że hodowcy-bajerowcy i ci z gatunku ‚w życiu się o prawdziwe Dogo Argentino nie otarłem/am’, ci hodoFcy i producenci, są w stanie z najkoszmarniejszego psa zrobić ”championa”.

Jak powstają hodowle, których ”trzon” stanowią słabe psy?

Osoby opierające hodowlę na eksterierowo słabych psach, czyli min. przerośniętych, ze słabą anatomią, ze słabym kośćcem, ”galaretowatych”, osobnikach bez wyrazu, z fatalnymi głowami, psich sukach i suczych psach (wszystko to z ”i”&”lub” na przemian) nie bardzo wiedzą jak powinien wyglądać Dog Argentyński. I raczej nie bardzo się tym przejmują. W polskiej ”kynologii” ”siedzi” bardzo dużo osób, które po prostu mają kompleksy i/albo chcą na rozmnażaniu psów zarobić, z tego żyją, że sprzedają  szczeniaki (Choć hodowla niby jest w Polsce ”amatorska”). Garstka hodowców (mówię o ogóle) ze Związku Kynologicznego w Polsce to hodowcy sercem i duszą, tacy z prawdziwego zdarzenia, którzy np., kiedy chodzi o białą presę, czyli nasze ukochane Dogo Argentino (czy to kanaryjską, czyli Dogo Canario/ Presa Canario), wykonują RTG stawów biodrowych i łokciowych (a czasem i kolanowych albo barkowych, z którymi także są problemy…) osobnikom, które decydują się rozmnażać i które zostają rodzicami szczeniąt, które potem kupują za tysiące złotych (albo euro) nabywcy (o BAER TEST nie wspominając), sprawdzają kondycję serca i wykonują inne badania, po to, aby mającym się urodzić szczeniętom oszczędzić cierpień a ich opiekunom stresu i wydatków. Wracając jednak do wątku ”wiedzieć jak wygląda prawdziwy, czyli anatomiczny i sprawny Dog Argentyński”, gdyby osoby te to wiedziały, nie kupowałyby przypadkowych szczeniaków od przypadkowych tzw hodowców. Ludzie ci nie zaczynaliby od słabych psów i na ich bazie nie rozpoczynaliby ”hodowli”. To fakt, hodowca-pasjonat, który może poszczycić się pewnym dorobkiem, ktoś, kto wypracował określony poziom, który starannie utrzymuje, nie oddaje ot, tak wybitnego a czasem nawet tylko poprawnego osobnika, komuś ”z ulicy”. Obiektywnie trudno jest zdobyć wartościowy ”zaczyn” do hodowli. Gdyby jednak osoby porywające się na ”hodowanie Dogo Argentino”, na byle czym, miały odrobinę inteligencji, zamiast rozmnażać dogo-popłuczyny, budowałby relacje z hodowcami osiągającymi sukcesy, które to potwierdzają wyniki badań ich psów! Czyli hodowcami mającym w swoim dorobku nie tylko psy anatomicznie zajmujące, ale przede wszystkim sprawne, czyli zdrowe, wolne od wad wrodzonych. Gdyby starczyło tym ludziom inteligencji i pokory, swoją drogę jako ”hodowcy”, rozpoczynaliby od współpracy z kimś, na czyją fachową pomoc mogliby liczyć i nie papraliby rasy jeszcze bardziej, produkując białe wypłosze. Przeciwnie, w ich hodowli rodziłyby się przynajmniej poprawne osobniki. I już na starcie, współpracując z prawdziwymi, dbającymi o poziom i wciąż inwestującymi w swoją hodowlę, hodowcami, osoby te miałyby szansę mieć, jako breeding stock anatomiczne osobniki. Tak więc ludzie, którzy w życiu o autentyczne DA się nawet nie otarli, i którzy zupełnie nie mają ”oka”/”wyczucia” do argentynów (do psiej anatomii w ogóle), kupują szczeniaki od innych przypadkowych ludzi albo takich, których uważają za ”specjalistów”, bo ci są dobrzy w tzw ”bajerze” i rozpowszechnianiu ”informacji”, szczególnie na FB, o tym, jakie to ”super-ekstra psy mają u siebie”. Szczeniaki, które wyrastają na brzydkie, rasowo, czyli eksterierowo kiepskie DA, których rozmnażanie nie ma najmniejszego sensu, bo nie wnosi nic wartościowego do rasy. A przeciwnie może dużo zepsuć. jednak ponieważ te osoby nie mają pojęcia czym charakteryzuje się Dogo Argentino a hodowcy-bajerowcy, od których swoje psy kupili, idą w zaparte i jak mantrę powtarzają ”Ależ nam chłopak/dziewczyna ładnie wyrósł/wyrosła”. No, w końcu ludzie zapłacili im  za przyszłe ”championy”, niech więc mają poczucie, że mają ”championy”, nie można im powiedzieć (nawet jeśli się to widzi, będąc zwykłym handlarzem szczeniąt): „Sorry, ale nie wyszło„, bo jeszcze zechcą zwrotu pieniędzy… Posiadacze dogo-koszmarków ”wyjeżdżają” im tytuły, zdobywają uprawnienia i produkują kolejne brzydkie, jak sraczka na śniegu szczeniaki, z których wyrastają brzydkie, jak sraczka na śniegu ”Dogi Argentyńskie”… A wszystko dlatego, że dla polskich sędziów i generalnie większości sędziów z krajów innych niż Argentyna, Brazylia, Włochy, Francja i Hiszpania DA, to rasa wciąż bardzo egzotyczna…
i tak w kółko. Niektórzy tzw hodowcy mają pioruńskie ciśnienie, żeby ich psy, tzn. psy noszące ich przydomek ”zasilały inne hodowle”, żeby ich przydomek pojawiał się w innych hodowlach (to im wizerunkowo dobrze robi). Sęk w tym, że od jakiegoś czasu tak się dzieje, że wyhodowane przez najgorliwszych hodowców-bajerowców psy, zasilają tylko polskie, w większości bardzo słabe i coraz gorsze, nowe ”hodowle”… Jakoś nikt z zagranicy się o ich psy „nie zabija”…

Tak więc mamy dziś sytuację, w której samozwańczy ”spece od rasy”, bajeranci, produkują/trzaskają mnóstwo słabych psów, których rodzice pokazywani są głównie w Polsce, sprzedają je potem naiwnym ludziom, którzy po prostu chcą mieć ”Dogo Argentino” i myślą ”Hodowla, to hodowla, ważne, żeby była blisko domu, bo mi się nie chce daleko jechać” i biedacy, którzy w życiu prawdziwego DA nie widzieli (No, bo jak? Jadą do hodowli, a tam poczwarki. Nawet jak są ”odrobinę” rozczarowani i 6 zmysł im się włącza, to ”przecież są w hodowli Dogo Argentino”, więc wszystko jest ok. Kupują więc te poczwarki i zakładają nowe hodowle…
Niestety trzeba uzmysłowić sobie, że z dorobkiem hodowców-bajerowców (generalnie, rasa jest często bez znaczenia) jest trochę jak ze sztuką nowoczesną (Jestem plastykiem, więc to dla mnie najbardziej naturalny punkt odniesienia). Przed wejściem na wystawę -nie ma znaczenia czy chodzi o malarstwo, rzeźbę czy instalacje- żeby ”ogarnąć bezmiar talentu artysty i jego geniusz”, trzeba przeczytać ścianę mdłej treści tekstu albo wysłuchać godzinnego wykładu, a i tak ”nad wyraz intelektualny”, mocno naciągany, ”przekaz twórcy”, może nie przekonać, że np. zużyta gumowa rękawiczka jest sztuką… Po praniu mózgu (albo usiłowaniu jego przeprowadzenia) normalny człowiek i tak ma wrażenie, że robią z niego idiotę, choć to fakt, nie każdy, bo większość tak cholernie chce uchodzić za intelektualistów, że oglądają ekspozycję cmokając i ”ochając” nad rozklekotanym czarno-białym telewizorem, na ekranie, którego goły facet pali fajkę w bujanym fotelu

I tu i tu, czyli i w przypadku tzw. osiągnięć hodowlanych hodowców-bajerowców, hodoFców-producentów, i ”wartości przekazu” niektórych ”artystów”, mamy do czynienia z przerostem używania pieprzu nad treścią. O formie nikt już nie pamięta. A sztuka powinna być przede wszystkim piękna. Na szczęście z psami jest łatwiej niż ze sztuką. W przypadku Dogo Argentino prawdziwa sztuka dalej broni się sama. Psy definitywnie są albo zachwycające, albo śmieszne.

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora jest zabronione.

http://www.facebook.com/zuzpasjaodogoargentino

DLACZEGO PIGMENT JEST TAKI WAŻNY DLA DOGO ARGENTINO -PODSUMOWANIE

Przypominam artykuł, który pierwotnie zamieściłam na jednym z internetowych for (”Forum Molosy”) 9 września 2011 roku 🙂 RZECZ JASNA ARTYKUŁ PUBLIKOWANY DZIŚ ZAWIERA KILKA AKTUALIZACJI …

Jest to podsumowanie, w oparciu o ogólnie dostępną, ba OBOWIĄZKOWĄ dla hodowców, ale i obecnych, jak i przyszłych właścicieli dogo wiedzę, na temat pochodzenia/istoty BIAŁEGO UMASZCZENIA u Dogo Argentino

Zdjęcia pochodzą z różnych internetowych storn (dla wszystkich publicznie dostępnych i nie wszystkie przedstawiają Dogo Argentino, natomiast doskonale obrazują typy niewłaściwych wariantów umaszczenia, które występuje u ”białych” psów).

Na początek: należy pamiętać, że istnieje bardzo dużo różnych alleli zlokalizowanych w różnych chromosomach, odpowiadających za różne rodzaje umaszczenia. Nie wszystkie allele występują u wszystkich ras. Są rasy, u których pewnych genów nie ma wcale, u innych występują niemal wszystkie a u jeszcze innych pewne geny występują wyłącznie w postaci recesywnej.
Z ciekawostek: po pierwsze u Dogo Argentino nie ma mowy o Merle! Za to występuje TICKING 🙂 ale o tym nieco później.

Wszystkie Dogo Argentino używane do rozrodu muszą bezwzględnie przechodzić badania słuchu.
Wszystkie szczenięta równie bezwzględnie muszą przechodzić te same badania co ich rodzice zanim trafią do nowych domów. (Ewentualnie wkrótce po tym jak trafią do nowych domów – w końcu ostateczna decyzja dotycząca kwestii ustalenia jakości słyszenia szczeniąt należy do nabywców, osób, które z tymi psami potem żyjĄ na co dzień.) Należy zdawać sobie sprawę z ewentualnego zagrożenia SOA – inaczej „Rage Syndrom”: http://www.yourpurebredpuppy.com/hea…lterriers.html, http://www.canine-epilepsy.com/thyroiditisbehavior.html), który może ujawnić się u każdego mocno niedosłyszącego lub głuchego psa (proszę przeczytać artykuł → upraszczając: istotną rolę przy występowaniu tego zjawiska odgrywają także zaburzenia hormonalne – tarczyca), niezależnie od rasy. Głuchy szczeniak -jak i dorosły pies- to obarczanie nowego właściciela koniecznością wypracowania skutecznej (?) metody kontrolowania psa, zarówno w domu, jak i poza nim.
Należy również zdawać sobie sprawę z tego, że nawet z przebadanych rodziców, pochodzących z kilku pokoleń psów normalnie słyszących mogą urodzić się niedosłyszące lub głuche szczenięta → to ryzyko wliczone w umaszczenie Dogo Argentino, dlatego tak ważne są badania słuchu populacji dogo.
Choć za „Range Syndrome” nie odpowiada tylko niedosłuch (kwestia socjalizacji etc.) wiadomo już, że szczególnie narażone na jego wystąpienie są psy z niedosłuchem. Jak zauważają behawioryści każdy niedosłyszący, czy głuchy pies (a konkretnie właściciel takiego psa) może paść ofiarą tego syndromu dlatego też, zaraz po zdiagnozowaniu należy usypiać głuche szczenięta. Hodowla rasowych psów ma z założenia selekcjonować zwierzęta w kierunku wyłaniania osobników najlepszych. Nieetyczne jest świadome powoływanie na na świat zwierząt kalekich, które bez trudu można znaleźć w schroniskach, i sprzedawanie lub tylko przekazywanie ich potem nowym opiekunom. to nie jest hodowla, coś takiego to jest PRODUKCJA.

* TYROZYNAZA to enzym odpowiadający za powstawanie pigmentu.

Albinizm to brak tyrozynazy przy obecności melanocytów. Taki pies nie jest „biały”, jest DOSŁOWNIE BEZBARWNY i nigdzie nie można zaobserwować u niego śladów pigmentu.

U Dogo Argentino albinizm nie występuje → pytanie czy mógłby ? …
To fotki, jak dotąd, najgorzej, najsłabiej pigmentowanego dorosłego dogo, jakiego udało mi się wyśledzić w necie →vghfcrfghjukj jjhkiolkjmn

Link do artykułu opisującego jego historię: http://latimesblogs.latimes.com/unle…no-update.html

Pigment u psów przybiera dwie formy:

Eumelanina to ciemny pigment: czarny, brązowy (czekoladowy) i niebieski.

Felomelanina i to jasny pigment dający czerwony, żółty i kremowy kolor psiej sierści.

PIGMENT JEST STRUKTURALNY a nie jedynie dekoracyjny, jak do niedawna sądziło wielu tzw ”hodowców”. Oznacza to, że komórki pigmentu mają swoje obowiązki. Utrata pigmentu poza zmianami koloru sierści dającymi mocno białego psa, może skutkować także poważnym upośledzeniem lub uszkodzeniem innych funkcji; skóry, sierści, zmysłów; wzrok, słuch, a nawet funkcji innych organów.

LOCUS S → Geny z S odpowiadają za zakres pigmentacji. Ta seria genów bierze swój początek w JEDNOLITYM UMASZCZENIU przechodząc w „kolor” biały. Tak więc MOCNIEJ PIGMENTOWANY PIES MOŻE DAWAĆ BIELSZE PSY, ALE NIE ODWROTNIE → FAKT WARTY ZAPAMIĘTANIA.

„Białe geny” są w rzeczywistości genami, które upośledzają zdolność organizmu do tworzenia pigmentu. Strefy białe w rzeczywistości są POZBAWIONE PIGMENTU i oznaczają jego brak w miejscach w których występują → biel/biały nie jest „trzecią” formą melaniny.

Umaszczenie Dogo Argentino:

s^w = ”ekstremalnie (duża) biała łata” → kolor jest ograniczony do nie więcej niż 10-15% całej powierzchni ciała. Jeżeli pigment jest obecny, to jest ograniczony do głowy & okolic ogona. Ten gen jest również powiązany z sensoryczną głuchotą (głuchota na poziomie sensorów) w wielu rasach.

Albinizm, wbrew powszechnie panującej opinii, NIE MA nic wspólnego z głuchotą! U albinosów melanocyty są obecne przy braku barwnika, u Dogo Argentino i Bullterriera Angielskiego odwrotnie → brak jest melanocytów → stąd problemy z głuchotą.

Z tego wynika, że DA jest rasą predysponowaną do wystąpienia głuchoty.
Dogo Argentino, zdaniem naukowców występują wyłącznie pod postacią swsw.
Wiadomy jest fakt, że jedną z przyczyn głuchoty jest brak melanocytów w prążku naczyniowym ślimaka, który prowadzi do wczesnego, postnatalnego zwyrodnienia prążka i wtórnej degeneracji komórek słuchowych ślimaka i neuronów

DSC04182-1

Zdaniem genetyków (w oparciu o dostępne w tej chwili wyniki badań) wszystkie Dogo Argentino są sw sw. Zarówno dogo z poprawną (wzorcową) pigmentacją głowy; całkowicie/jednolicie ciemna tęczówka oka, ZAUWAŻALNIE czarne krawędzie powiek, czarny W PEŁNI WYBARWIONY nos, ZAUWAŻALNIE czarne krawędzie fafli oraz czarne poduszki, jak i psy ubogo wybarwione (”różowe”). Wszystkie są sw sw .
Najprawdopodobniej niepełna, bądź jedynie śladowa pigmentacja niektórych dogo jest wynikiem WYJĄTKOWO SILNEJ EKSPRESJI sw → działanie sw jest tak intensywne, że łata obejmuje także naturalne centra pigmentacyjne, swego rodzaju „bastiony” komórek pigmentacyjnych, jakimi są głowa, a więc; krawędzie powiek, krawędzie fafli/warg, nos, a także poduszki, co daje efekt ubogiej/śladowej pigmentacji. Niedopigmentowany nos jest przykładem silnej ekspresji sw.
Kolorowe znaczenia, potocznie „łaty”, a faktyczne DZIURY W BIAŁEJ ŁACIE przez, które możemy zobaczyć rzeczywisty kolor psa u dogo pojawiają się najczęściej właśnie na głowie, w okolicach ogona lub, jak u pirenejczyka, w okolicy karku.
Kojarzenia psów z wyjątkowo silną ekspresją swsw prowadzą do systematycznego utrwalania tej cechy i w konsekwencji do coraz słabiej pigmentowanych psów. Konsekwencje utrwalania braku pigmentu prowadzą do uszkodzeń funkcji zmysłów. Dlatego tak wiele Bullterrierów, Dalmatyńczyków i Dogo Argentino boryka się z problemem głuchoty.
Białe umaszczenie z założenia jest ryzykowne i należy w sposób bardzo przemyślany podchodzić do hodowli psów ”ras białych”. W przeciwnym wypadku będzie się sprowadzać na świat np. niedosłyszące lub głuche szczenięta (najczęstsza konsekwencja silnej ekspresji sw, to upośledzenie narządu słuchu).
Ponieważ białe umaszczenie wynikające z swsw, jest tak „wrażliwe” stopień pigmentacji można już teraz traktować jako wskazówkę (do czasu aż zostaną udostępnione wyniki badań poświęconych dogo) i starać się w programach hodowlanych używać osobników z ekspresją sw pozwalającą na wypigmentowane krawędzie fafli/warg, czarne nosy, poduszki, ciemne tęczówki oczu, oraz promować te z zauważalnie pigmentowanymi krawędziami powiek. Należy uważać, bo przy tym umaszczeniu bardzo łatwo się „wykoleić” i przekroczyć cienką granicę… Jeżeli ktoś w dalszym ciągu będzie twierdzić, że skoro wszystkie dogo są zagrożone komplikacjami związanymi z charakterystyczną maścią, to nie ma sensu „zawracać sobie głowy pigmentem”, to proszę czytać dalej. Albo przynajmniej wziąć pod uwagę, to, że w zamyśle twórców rasy (tradycyjnie) dogo ma być pigmentowany, a z pustego w próżne…

Stopień pigmentacji nosa, czy warg nie może być traktowany jako wyrokujący w sprawie głuchoty. Tj. nie możemy tylko patrząc na dane zwierzę wyrokować na temat słuchu psa oraz tego czy szczenięta po nim będą miały idealny słuch, czy nie. Pamiętajmy, że POTENCJALNIE „na pierwszy rzut oka” i w oparciu o to, co wiemy już na temat pochodzenia umaszczenia dogo, każdy zwierzak tej rasy POTENCJALNIE może mieć problem ze słuchem. Dlatego tak ważne jest przeprowadzanie badań słuchu u psów tej rasy. Bez konkretnych danych → opracowań wyników badań/w oczekiwaniu na wyniki badań ← należy przyjąć, że w związku z tym, że w ciągu swojego życia suka może mieć zaledwie kilka miotów (6), niedopigmentowaną, mającą za to wiele anatomicznie i psychicznie pożądanych cech sukę, można (ewentualnie) dopuścić do hodowli. Ponieważ pies-reproduktor może w swoim życiu pokryć praktycznie nieograniczoną liczbę suk, to już takiego niedopigmentowanego samca nie należy lekkomyślnie używać do rozrodu. Nawet jeżeli pies normalnie słyszy, to przekaże wyjątkowo silną ekspresję sw i jej konsekwencje swojemu potomstwu. Nie wolno zapominać, że pies reproduktor zostawia po sobie więcej potomstwa niż hodowlana suka, w związku z czym każdą swoją „niedoskonałość” przekaże większej niż suka liczbie potomków. Dotyczy to wszystkich/wszelkich wad, nie tylko ewentualnego upośledzenia słuchu. Z tego powodu samce używane jako reproduktory powinny podlegać większej selekcji niż suki.

Kojarzenie osobników z brakami pigmentacyjnymi jest niedopuszczalne → braki pigmentacyjne to ta wyjątkowo silna ekspresja sw.
To oczywiste ale należy to przypomnieć, to taka „kosmetyczna uwaga”: należy zdawać sobie sprawę, że niedopigmentowanie jest dziedziczne (jaskrawy przykład różowych nosów u Bullterrierów), w związku z czym z pary niedopigentowanych psów nie będą rodzić się psy poprawnie pigmentowane. Przypominam: MOCNIEJ PIGMENTOWANY PIES MOŻE DAWAĆ BIELSZE PSY, ALE NIE ODWROTNIE. Kwestia pigmentu wciąż jest przez wielu hodowców traktowana z „przymrużeniem oka”, w myśl zasady „co, kto lubi” i w programach hodowlanych pozostawiana jest na ostatnim miejscu [Edit 2015 r.: szczęśliwie po krucjacie, którą przeprowadziłam na pewnym kiedyś -w chwili pierwszej publikacji artykułu- bardzo popularnym forum do części ignorantów -polskich hodowców- dotarło, że kwestii pigmentacji dłużej olewać nie wolno i tak się fajnie złożyło, że miesiąc po tym jak wrzuciłam tekst na forum NAJWAŻNIEJSZY KLUB RASY – KLUB ARGENTYŃSKI ogłosił wprowadzenie korekty wzorca obejmującej min temat zbyt różowych dogo. To się nazywa idealne wyczucie czasu 😉 ] Proszę pamiętać, że traktowanie sprawy pigmentu w ten właśnie sposób przez hodowców Bullterriera Angielskiego, lekceważenie przez nich tego tematu, doprowadziło do tego, że w tej chwili nawet osobniki kolorowe rodzą się z tendencją do braków pigmentacyjnych i jako osobniki dorosłe mają jedynie częściowo pigmentowane, a czasem wręcz prawie zupełnie różowe nosy. Oraz co ważniejsze: kolorowe bulle nie są wolne od problemu głuchoty: http://www.lsu.edu/deafness/incidenc.htm. Coraz częściej rodzą się półgłuche lub głuche kolorowe bulle (chociaż obustronna głuchota jest rzadkością) i to właśnie one, osobniki z częściowym niedosłuchem robią szkodę tej w rasie. Podobnie rzecz ma się w przypadku Dogo Argentino.  W naszej rasie także najwięcej szkody powodują psy z częściowym niedosłuchem.
Należy wyraźnie podkreślić: w tej chwili nie ma badań jednoznacznie wykazujących bezpośredni związek między głuchotą a brakiem pigmentacji warg i nosa → NIE MA PODSTAW [!!!] do twierdzeń w rodzaju:  „O, ten pies ma różowe fafle, NA PEWNO ma problem ze słuchem”. Tak więc nie wolno nadinterpretować faktów i upraszczać rzeczywistości w ignorancki sposób, ponieważ takie uproszczenia byłyby niezwykle krzywdzące dla wielu hodowców. Niemniej jednak od dawna wiadomo, że u Dogo Argentino występuje problem głuchoty, dlatego wszystkie psy, które mają zostać użyte do rozrodu powinny zostać przebadane. (Chodzi o migrację pigmentu i fakt, że nie dociera on do wszystkich partii ciała, i skoro jest go tak mało, może zdarzyć się, że w uchu słabo wybarwionego psa, psa z wyjątkowo silną ekspresją sw, nie będzie melanocytów i tego zagrożenia nie wolno bagatelizować.)

Bardzo ciekawe zdjęcie (to malutkie) suki z motylkowym nosem, jasnymi oczami i kolorem biszkoptowym na głowie (opisanej jako suka Dogo Argentino)

Dogo20Argentino-6-White-116x_119283304687 oraz kilka zdjęć z fejsowego fanpejdża DeafDogsRock;

61557_588247484518724_2103105202_n48005_592454180764721_459017957_n1016052_613941958615943_1463122744_n1016782_627936510549821_1846449102_n

OCZY (http://abnormality.purpleflowers.net/genetics/eyes.htm) :
Niebieskie oko u różnych ras jest powodowane przez różne geny.
U Dogo Argentino i Bullterriera Angielskiego obecność niebieskiego oka spowodowana jest silną ekspresją genu sw.
Wystąpienie niebieskiego -zupełnie lub częściowo- oka lub oczu predysponuje do wystąpienia głuchoty -całkowitej lub częściowej- w takich rasach jak; Bullterier Angielski, Dogo Argentino i Dalmatyńczyk (oraz Bokser i APBT i u mieszańców tych ras). Jest to objaw, który mówi, że mamy do czynienia z wyjątkowo silną ekspresją sw. U wszystkich „białych” ras zaburzenie w wybarwieniu tęczówki należy traktować jako ostrzeżenie.
„Oczny przykład” silnej ekspresji sw, która uniemożliwia prawidłową pigmentację oczu

362176174_37378d7682

W TYM MIEJSCU WARTO ZAUWAŻYĆ, ŻE NIEKTÓRZY POLSCY NABYWCY DOGO -ALE TO WCIĄŻ WINA HODOWCY- A WRAZ Z NIMI SĘDZIOWIE SĄ ZUPEŁNIE ODPORNI NA WIEDZĘ 😦 Mamy w Polsce takiego pana, który prowadza na wystawy swojego peta z niebieskim trójkątem na tęczówce. i żeby było JESZCZE śmieszniej, a właściwie tragiczniej ten pies został oceniony przez przez sędziującego i dostał nawet jakiś kuriozalny w jego przypadku tytuł, w rodzaju BOB … Tak, tak proszę państwa, kiedy będąc na wystawie zdarzy się wam zobaczyć na ringu dogo z niebieską tęczówką/fragmentem niewybarwionej tęczówki to wiedzcie, że a) ten kto stoi na drugim końcu sznurka jest oszustem b) ten kto nie wyrzuca tego kogoś z ringu jest zupełnym ignorantem nie mającym najmniejszych podstaw by uchodzić za sędziego/sędzię… (TYLKO PRZEZ GRZECZNOŚĆ NIE WYMIENIĘ W TYM MIEJSCU PEŁNEJ NAZWY PSA -WRAZ Z PRZYDOMKIEM HODOWLANYM- I POMINĘ MILCZENIEM NAZWISKO OSOBY SĘDZIUJĄCEJ…)

 Zupełnie niebieskie oczy dogo;

imagesCASAD5QX-24235746_moto_2272_mid-1

Możliwe są cztery przyczyny tego, że pies ma niebieskie oczy/oko.

Trzy z nich związane są z utratą pigmentu w okrywie włosowej.

Najczęstszą przyczyną jest działanie genu merle –u Dogo Argentino nie występującego. Merle działa min. rozjaśniając oczy (tęczówki) i nosy. To powoduje, że postrzegamy oko → tęczówkę jako niebieską (u zwierząt nieposiadających tęczówki oczy są czerwone). W związku z działaniem merle psy często mają:

„wall eyes” → jedno oko jest niebieskie, a drugie brązowe lub bursztynowe

„split eye” → tęczówka lub tęczówki jest/są nie w pełni wybarwione na brązowo lub bursztynowo i ma/mają niebieską „łatkę”. Niedopigmentowanie takiego oka waha się od prawie niebieskiego do prawie brązowego/prawie bursztynowego.

Im mocniej działanie merle przejawia się w okrywie włosowej, tj. im więcej obszarów zupełnie pozbawionych jest pigmentu), tym bardziej prawdopodobne jest, że pies będzie miał niebieskie oczy albo „motylkowy nos”. Psy merle z przeważającymi obszarami koloru (czerń, wątróbka) rzadko mają niedopigmentowane oczy i/lub nosy. Podwójne homozygotyczne merle z dużym prawdopodobieństwem będą miały niebieskie oczy i prawie różowe nosy, wynika to z kombinacji merle i dużych obszarów bieli na głowie

np. 602004_578565458820260_208283422_n
Drugą przyczyną powodującą niebieskie oczy/oko jest dużo bieli (brak pigmentu) dookoła oczu/oka. Białe obszary pojawiają się tam, gdzie komórki nie są w stanie produkować pigmentu. Tak więc jeżeli te białe obszary rozprzestrzeniają się na głowę, może zdarzyć się, że zabraknie pigmentu na prawidłowe wybarwienie tęczówki oka oraz/albo nosa. Jednak jest to przypadek pasujący jedynie do psów ekstremalnie białych („extreme spotting pattern”) takich jak np. białe Boksery oraz Dogo Argentino i mieszańce APBT. Możecie państowo raz jeszcze spojrzeć na przykłady zupełnie niebieskich oczu u dogo pokazanych powyżej.

Trzecia możliwość jest wynikiem działania jednego z silniejszych genów z serii C. W serii C zawiera się gen odpowiadający za albinizm. Niektóre z genów serii C wpływają tylko na felomelaninę (czerwony pigment) w okrywie włosowej, rozjaśniając/rozcieńczając ją do koloru kremowego lub (tzw.) białego, pozostawiając nos czarnym albo wątróbkowym, niebieskim, albo isabellowatym, a oczy brązowe (albo bursztynowe). Jednak istnieje także przynajmniej jeden gen, który rozjaśnia cały pigment psa, prawie do białego. To najbliższy albinizmowi przykład znany przynajmniej u Dobermanów. „Białe Dobermany” mają bardzo jasną okrywę włosową, w kolorze bardzo delikatnym/jasnym isabella i „podpalaniem” w kolorze kremowym, niebieskie oczy i zupełnie różowe nosy.
Albinos, żeby być albinosem musi wyglądać następująco: musi mieć białe, a właściwie zupełnie bezbarwne futro, kompletnie różowy nos, różowe krawędzie powiek, niebieskie oczy i różowe poduszki.

”Doberman albinos” (za stroną : http://homepage.usask.ca/~schmutz/white.html: „Some people call white Dobermans „albino”. This coloration is inherited in a recessive manner, as is classic albinism. We recently studied the DNA sequence of tyrosinase in such dogs, (and blue and Isabella Dobermans), and found no mutation in the coding sequence of this gene. Another gene called „P” may be the cause of the white coloration in Doberman Pinschers because this gene has also caused other forms of albinism in other animals”). W skrócie: po przeprowadzeniu badań nie znalezniono mutacji, która pozwoliłaby naukowcom określać te psy mianem albniosów. Chyba wychodzi na to, że naukowcy wciąż jeszcze nie wiedzą JAK NAZYWAĆ ten ”kolor” i być może dlatego w publikacjach dotyczących zaburzeń pigmentacyjnych pojawia się określenie ”forms of albnism”… – i porównanie ”albinosa” z kolorowymi dobkami :1312361150_98e24abc0cHPIM0936.JPG

Montydayone011rottivaler

dobiecolorsNa tym ostatnim zdjęciu mamy pełną gamę kolorowych Dobermanów. Na foto nie ma ”albinosa”, bo albino to zaprzeczenie koloru! Kolor niebieski i isabella są kolorami niehodowlanymi, oznacza to, że psów w tym umaszczeniu się nie rozmnaża. Oczywiście robią to debile pozbawieni etyki, produkujący chore pseudo.albinosy, które reklamują jako ”białe dobermany”. Cóż 😦 są hieny, żądne robienia kasy na absolutnie wszystkim.

*Pamiętajmy też, że na zdjęciach oczy psów blikują w określony sposób; niebieskie oczy na czerwono, brązowe i bursztynowe na żółto, a żółte na zielono.

Ostatnia możliwość wynika z faktu, że niebieskie oczy mogą być powodowane działaniem zupełnie osobnego genu niemającego związku z umaszczeniem psa. Ten gen jednakże jest rzadki. Podobno występuje u Borderów, ale głównie jest obserwowany u Husky. Husky może mieć jedno lub oboje oczu niebieskich niezależnie od koloru sierści. Niebieski kolor oczu występuje w wariantach od prawie białego do błękitnego jak niebo. Efekt błękitnych oczu, robi szczególnie duże wrażenie, kiedy obserwuje się go u czarnych psów.
W przypadku psów z kompletnie wybarwionymi nosami i czernią dookoła oczu (pigmentowanymi krawędziami powiek), jedynym wytłumaczeniem błękitu oczu jest, że za ich kolor odpowiada czynnik inny od tego odpowiedzialnego za umaszczenie i pigmentację (jej zakres).

Bursztynowe oczy :
Bursztynowe oczy pojawiają się zazwyczaj, kiedy eumelanina jest rozjaśniona/rozcieńczona albo zmodyfikowana przez geny recesywne serii B albo D. Innymi słowy, wszystkie wątróbkowe psy (bb) mają bursztynowe oczy, a niebieskie i isabellowate (dd). Czasami psy z czarnym pigmentem także mają bursztynowe oczy, ale generalnie znajduje się je tylko przy umaszczeniach wątróbkowych i rozcieńczonych/rozjaśnionych (dilute). Bursztynowe oczy wahają się od jasno brązowych do żółtych, żółto-zielonych, albo szarych.

U niektórych „kolorowych” ras zdarzają się wyjątki od tej „generalnej” reguły, np. u Alano Espaniol. Bursztynowe, czy wręcz żółte oczy występują u nich bardzo często niezależnie od umaszczenia. Być może, jak w czwartym przypadku oczu niebieskich, istnieje jakiś osobny gen odpowiadający za jasne (mało intensywne) wybarwienie tęczówki oka?

 

NOSY (http://abnormality.purpleflowers.net/genetics/noses.htm):

„Butterfly” albo „parti” :
O „motylkowym” nosie mówimy, kiedy pies na skórze nosa ma jasnoróżowe plamki/kropki. Te wzorki są nierównomiernie/przypadkowo rozłożone i mogą pokrywać dowolną powierzchnię nosa, od małej różowej kropki, do prawie całego nosa. Czasem „motylkowe nosy” występują u psów extreme white spotting (jak Boksery, Bullterriery Angielskie, i Dogo Argentino, mieszańce APBT) ale zazwyczaj są powiązane z merle. Nie wszystkie merle mają „motylkowe nosy”, chociaż podwójne merle i normalne merle z mniejszą ilością ciemnych wzorów niż zazwyczaj są bardziej podatne na wystąpienie „motylkowych nosów”. „Motylkowe nosy” są często spotykane u Dogów Niemieckich Arlekinów. „Motylkowe nosy” powstają, kiedy w części nosa nie ma/brak jest pigmentu – różowy kolor jest wynikiem braku pigmentu. Gen merle rozcieńcza dowolną część/ilość pigmentu w okrywie włosowej i nosie, tworząc szare strefy w umaszczeniu i różowe strefy na nosie. Dog Niemiecki Arlekin ma dodatkowy gen, który rozcieńcza szare strefy merle do białego, więc to ekstra mocne/silne rozcieńczenie oznacza, że Arlekiny są wyjątkowo podatne/narażone na motylkowe nosy. Te nieróżowe strefy na nosie mogą być wątróbkowe, niebieskie albo isabellowate jeśli pies jest bb (wątróbka) i/albo dd (dilute → maść rozcieńczona). Psy z maścią wątróbkową i isabellowatą często mają bardzo jasne nosy, czasem jasno różowe, więc motylkowe nosy mogą nie objawiać się u wątróbkówych albo isabellowatych merle (nos może być po prostu zupełnie różowy)

Przykłady ”motylków” przy ekstremalnie białej łacie, u Dogo Argentino:

60243126_1 1258129252677_f zentauro large7160243126_2mail

Dudley nose”. Czasami w niektórych rasach takich, jak Bullterrier Angielski terminu „dudley nose” używa się by opisać psa z różowym nosem powiązanym z dużą ilością bieli na pysku. Jednakże zazwyczaj chodzi o psy z utratą pigmentu na nosie. Generalnie, utrata pigmentu w przypadku nosa „dudley” sprowadza się do braku pigmentu na środku nosa i rozchodzeniu się tego braku, który u niektórych psów obejmuje prawie całą powierzchnię nosa. Utrata pigmentu powoduje, że nos staje się jaśniejszy w strefach, w których występuje brak, aż do barwy dull pink → matowo różowej. Nos dudley nigdy nie traci całego pigmentu i nigdy nie jest tak różowy, jak motylkowy nos albo różowy nos występujący u psów wątróbkowych. Dodatkowo w przypadku nosa dudley zawsze obecna jest ciemniejsza strefa krawędzi nosa. Nosy dudley generalnie widywane są tylko u psów z intensywnie czarnymi nosami, z tego powodu, że jaśniejszy pigment wątróbkowego, isabellowatego i niebieskiego umaszczenia, powoduje, że utrata pigmentu jest bardzo trudna do zauważenia/wychwycenia.
W przypadku psa z fotki poniżej warto zwrócić uwagę zarówno na jego nos, jak i jasne oczy:

5667527842_633de6147f-1

„Snow nose” : Znany także jako „zimowy nos”, to nos „dudley”, który pojawia się w okresie zimowym albo jako efekt stresu lub innych czynników. Nos „dudley” jest permanentny (występuje zawsze – wybarwienie nie ulega zmianie), a nos „zimowy” jest zjawiskiem sezonowym.

Psy wątróbkowe (bb) i rozcieńczone (dilute) wątróbkowe czyli isabellowate (dd) mają nosy w kolorze od głęboko/mocno brązowego do różowego. Jest genetycznie niemożliwe, żeby wątróbkowy pies miał czarny albo niebieski nos.
Psy błękitne (dd) mają nosy w kolorze od jasno szarego do prawie czarnego. Jest genetycznie niemożliwe aby niebieski pies miał brązowy nos. Jednakże należy zauważyć, że czasami szare psy nie muszą mieć genu rozcieńczającego (dilute). Najwidoczniej „błękitny” pies może mieć czarny nos i ciemne oczy ponieważ w rzeczywistości będzie czarnym psem z genem szarzenia/siwienia, a nie właściwym/typowym błękitnym w wyniku działania genu dilute. Czasami też „niebieskie” psy mogą być bardzo ciemne i ich sierść, i nos mogą wydawać się prawie czarne. Czasem może być ciężko jednoznacznie stwierdzić czy pies jest czarny, czy błękitny.
Taki ciekawy przykład :silverlab

Brązowa pigmentacja nosa i fafli, zamiast wymaganej czarnej → osobniki homozygotyczne pod względem genu B (bb), nie posiadają czarnego pigmentu (typowy to Labrador i Pitbull „Red Nose”)

Poniżej przykłady białych psów z wadliwym brązowym (rozjaśnionym) pigmentem (wszystkie, poza pierwszą, fotki pochodzą z fanpejdża DeafDogsRock i psy ze zdjęć są głuche) i jasnymi oczami (od brązowych, jasno żółte -”księżycowe”).30-11045132_621185794558226_2030584430_n

7247_584249734918499_699045698_n294897_604413862902086_737468594_n 207113_596347113708761_1112854038_n

Locus T i Dogo Argentino → czyli ticking.
Ticking manifestuje się poprzez pigmentację włosów i jest bardzo specyficzny, czasem pojawia się i znika.

Zdarza się czasem u Bulterierów i jest także możliwy u Dogo Argentino (wpływ Ponitera). Ticking to te ”widoczne niewielkie obszary z kolorowymi włosami”, o których, jako o wadzie wspomina wzorzec rasy. Obecność ticking nie ma negatywnych, zdrowotnych konsekwencji i jest czysto kosmetyczną wadą.
Czy plamy pigmentacyjne, plamy na skórze Dogo Argentino to ticking ? Nie. Plamy na skórze występują zawsze u białych psów. Wynikają z działania tego samego genu lub genów, które odpowiadają za wzorcową pigmentację nosa, krawędzi powiek, warg i poduszek. Brak pigmentu na skórze (plam pigmentacyjnych) może być powodowany silną ekspresją sw, może także być rezultatem działania lub współdziałania innych genów.
Pigment z biegiem lat się intensyfikuje, dlatego im starsze dogo, tym lepiej widoczne są na nim piegi. 
Jaskrawy przykład ticking u pointera :

blackpointer

Wnioski

Białe „za wszelką cenę” dogo były, są i będą -z założenia- skazane na uszkodzenia słuchu. Wymóg przeprowadzania obowiązkowych badań słuchu dla wszystkich psów, które miałby zostać użyte w hodowli (jak i badań pod kątem wychwycenia wad aparatu ruchu), o wprowadzenie którego powinni starać się wszyscy miłośnicy rasy, to minimum, które musi spełniać każdy etyczny hodowca. Skoro nie ma obowiązku narzuconego przez np. FCI a za nim ZKwP, sami hodowcy powinni starać się niwelować zagrożenie niedosłuchem poprzez badanie swoich hodowlanych dogo.

Nazewnictwo, którym wciąż posługuje się spora liczba hodowców, sędziów kynologicznych i posiadaczy dogo, zawiera błędy logiczne → niewłaściwą metodę rozumowanianomenklaturę niemającą odbicia w rzeczywistości. To nie kolor jest „łatą” u Dogo Argentino, a biel, błędnie traktowana przez twórców wzorca jako kolor bazowy. Dziś jest jasne, że dogo jest kolorowym psem z wielką białą łatą. Wzorzec nie odnosi się do aktualnego stanu wiedzy (rzeczywistości) i już samo to daje prawo do żądania przeprowadzenia w nim zmian, tych dotyczących umaszczenia, Z naukowego punktu widzenia naprawdę nie ma znaczenia to, że pies ma kolor w okolicach ogona albo na łopatce, dalej jest swsw o ile kolor na jego ciele nie przekracza 15%.

Duża/poważna wada”, to wada zdrowotna lub rozwojowa, która warunkowana jest genetycznie. Obecność niektórych cech fenotypowych, które mogą świadczyć o jakimś schorzeniu jest POWAŻNĄ WADĄ.

I teraz „pigmentacyjnie” nawiązując do aktualnie obowiązującego wzorca rasy: OBIEKTYWNIE, w oparciu o wiedzę/fakty, a nie „widzi mi się”, za (aktualnie obowiązującym) wzorcem :

WADY DUŻE :

Słaba pigmentacja nosaTAK

Zbyt jasne okoTAK

Nadmierna pigmentacja skóry u młodych psówNIE. Za pigmentację skóry odpowiadają te same geny, które dają prawidłowe wybarwienie tęczówki, krawędzi powiek, nosa, krawędzi fafli i poduszek. Tak więc „obfita pigmentacja skóry” może być traktowana jedynie jako WADA KOSMETYCZNA, a faktycznie POWINNA BYĆ TRAKTOWANA JAKO ZALETA.

Niewielkie plamki zabarwionej sierściNIE. Ponieważ ticking to wada kosmetyczna i nie niesie w sobie żadnych negatywnych dla zdrowia psa i jego potomstwa konsekwencji. (Inaczej rzecz ma się z brakami pigmentu…)

WADY DYSKWALIFIKUJĄCE :

Nos bez pigmentacjiTAK (+ nos nie w pełni wypigmentowany, o którym niestety wzorzec w tej chwili nie wspomina jako o wadzie dyskwalifikującej…)

Jasno niebieskie oczy, oczy różnobarwneTAK

GłuchotaTAK

Łaty na tułowiu. Więcej niż jedna łata na głowieNIE. Szczególnie łata na głowie jest pożądana, zwłaszcza kiedy obejmuje obszary blisko ucha/uszu, lub wręcz ucho, a jeszcze lepiej dwoje uszu.

Pies rasowy tym różni się od kundla, który posiada wypadkową cech typowych dla psa domowego, (jako gatunku), z których żadna nie przeważa na pozostałymi), że jego „rasowość” szczególnie predysponuje go do wykonywania określonych czynności. Twórcy rasy skupieni byli na „podbijaniu” określonej cechy/umiejętności występującej u psa poprzez systematyczną selekcję, czyniąc w ten sposób z psów danej rasy specjalistów w konkretnej (czasem w kilku) dziedzinie. To rasa czyni z psa tropiciela, zaganiacza, szczurołapa albo aportera. Ktoś chcący mieć psa rasowego oczekuje, że jego pies będzie przejawiał cechy typowe dla rasy, że w danej dziedzinie będzie specjalistą. Psi kaleka → pies z upośledzonym zmysłem takim specjalistą być nie może. Osoby obarczające kogoś, kto chce mieć rasowego psa, psim inwalidą, postępują wyjątkowo nieetycznie i podle. Z jednej strony, przekazując nowemu właścicielowi upośledzone zwierzę, odbierają jego opiekunowi znaczną część radości (i komfortu!) wynikającą z posiadania zdrowego psa, a z drugiej odbierają innemu, w stu procentach sprawnemu psu, szansę na trafienie do kochającego domu. Równocześnie taki pozornie dbający o dobro zwierząt hodowca (nie usypia upośledzonych szczeniąt, bo „małe pieski są takie śliczne i tak głęboko patrzą w oczy”), wymusza na nowym właścicielu konieczność wypracowania skutecznej (?) metody kontroli nad niedosłyszącym, bądź głuchym psem, oraz sprowadza na niego ryzyko związane z „Rage Syndorme”. Nieuczciwość takich hodowców polega również na tym, że sprzedają miłośnikom danej rasy psy dosłownie specjalnej troski. Tacy hodowcy wydają się nie pamiętać, albo zupełnie ignorują fakt, że psiego inwalidy nie trzeba kupować (a już szczególnie nieuczciwie jest, będąc hodowcą, żądać za niego zapłaty przekraczającej koszty poniesione na szczepienia upośledzonego pieska). Psiego inwalidę z dowolnym ograniczeniem, osoby chcące ponosić określone ryzyko, mogą adoptować ze schroniska, a pieniądze, które trafiłyby do rąk tzw. hodowcy, można w imię autentycznej miłości do zwierząt, przekazać na zakup pokarmu dla przebywających w schronisku, z którego adoptuje się psa, zwierzaków.

Jeżeli ktoś miałby ochotę podważyć powyższe, to proszę o merytoryczną argumentację opartą o badania naukowe. Aby ułatwić życie osobom czytającym temat, które nie znają języków obcych, uprzejmie proszę o zamieszczanie tłumaczeń na język polski i wklejanie linków do oryginalnych opracowań jako uzupełnień. Przy okazji badań naukowych… Chcę wyraźnie zaznaczyć, że dokąd osoba zajmująca się hodowlą psów rasowych (lub planująca to w przyszłości), psów „białej” rasy, których umaszczenie spowodowane jest zupełnym brakiem pigmentu we włosie, jak to ma miejsce w przypadku Dogo Argentino, czyli działaniem LOCUS S („białe” psy, za których umaszczenie odpowiada LOCUS C, są „białe” jedynie pozornie, w ich sierści jest pigment, a psy te mają umaszczenie śmietankowe lub popielate), nie bada swoich psów pod kątem występowania u nich głuchoty, lub częściowego upośledzenia słuchu, nie ma moralnego prawa kwestionować powyższych informacji.
Dodatkowo chcę przypomnieć, że przeprowadzanie testu BAER u psów „białych ras” takich jak Dogo Argentino, Bullterrier Angielski i Dalmatyńczyk (a także psów z umaszczeniem merle), jest w dzisiejszych warunkach standardem, wymogiem, który musi spełniać etyczny hodowca, chcący działać dla dobra rasy, którą sobie upodobał, i także w najmniejszym stopniu nie uprawnia do podważania ustaleń genetyków.

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora jest zabronione.

_____

ZAPRASZAMY NA http://www.facebook.com/zuzpasjaodogoargentino