Archiwa tagu: głuchota

KILKA SŁÓW O ZMIANACH NADCHODZĄCYCH DLA DOGO ARGENTINO I INNYCH RAS

czas-na-zmiany

Jutro opublikuję artykuł będący efektem pracy ostatnich miesięcy. Jest to pierwszy z serii tekstów dotyczących kwestii fundamentalnych dla polskiej kynologii I PRZEDE WSZYSTKIM DOBRA PSÓW, których od teraz na blogu będzie jeszcze więcej. Ten jutrzejszy będzie naprawdę bardzo, bardzo długi, ale ci którzy wytrzymają do końca 😉 nie będą żałować i myślę, że zgodzą się ze mną, że nie było jak go skrócić. Jeżeli pamiętacie podsumowanie dotyczące roli pigmentu u psów o genotypie sw sw, to wiecie, że przykładam się do pracy, tak więc tym razem nie będzie ”lżej” 😉 Myślę też, że otwierający serię, artykuł spowoduje, iż ”wzrośnie ciśnienie” wielu tzw ”miłośnikom psów”, ale zapowiadałam przecież: WINTER IS COMMING 🙂

Link do filmiku z kalekim Dogo Argentino, który znajdziecie poniżej, jako ciekawostkę, przesłała mi ostatnio jedna z czytelniczek bloga. To, co na filmiku widać (co, na marginesie, mnie wycisnęło łzy z oczu), ewidentny problem z kręgosłupem/rdzeniem kręgowym oraz budową psa (całą jego ”konstrukcją”), pewnie skojarzyło się jej z tym, co widziała, kiedy przyjechała do hodowcy (lekarza weterynarii) po szczeniaka, którego ostatecznie nie zdecydowała się zakupić, między innymi ze względu na to, jak bardzo ”raził” ją sposób, w jaki psiak się poruszał. Obstawiam, że szczeniak którego usiłowano jej sprzedać, najprawdopodobniej miał już symptomy świadczące o cechach dysplazji, ale rozumiem, że osoba niezaznajomiona z dysfunkcjami aparatu ruchu u psów, mogła W TYM filmie, dopatrzeć się tego, co odrzuciło ją od zakupu oferowanego jej psiaka. Dla mnie ten klip jest o tyle cenny, że oglądając go myślałam o tym, że być może dopiero ten rodzaj schorzenia/kalectwa byłby wystarczająco zauważalnym dla sędziów kynologicznych… Sędziów, którzy na wystawach ”przepuszczają”, do dalszego rozrodu, ”uprawnieniami hodowlanymi”, czyli wszystkimi tymi ”tytułami” i ocenami typu ”doskonały”, psy z ewidentnymi problemami aparatu ruchu, psy nierzadko już na pierwszy rzut oka dysplastyczne. Nie pamiętam, kiedy to ostatni raz widziałam na wystawie organizowanej przez Związek Kynologiczny w Polsce więcej niż 4-5 poprawnie poruszających się psów -nie wymagam zbyt wiele, nie oczekuję ”zachwycającego” ruchu, chciałabym po prostu, by nie bolały mnie oczy, kiedy śledzę spojrzeniem np. DDB, ale także jakiegoś wyżła, czy owczarka.

Sędziowie powinni być specjalistami, którzy UCZĄ posiadaczy psów. To sędziowie powinni mówić właścicielom psów wprost: ”To zwierzę nie jest na wystawy, to jest zwierzę do leczenia/do prześwietlenia” itp. itd. kiedy podchodzą do psa z charakterystycznymi dla biodrowej dysplazji przeprostami, który chwilę wcześniej ”przekuśtykał” po ringu. Tylko, że często to sami sędziowie, będący równocześnie hodowcami, ciągają po ringach kalekie zwierzaki…

Popatrzcie sobie na tego cierpiącego psiaka. Wytrzymajcie i obejrzyjcie film https://www.youtube.com/watch?v=tccW62mUqRM. Opis jest bardzo ubogi: ”Será ou pode ser mielopatia esquemica”.

(http://vetspecialists.co.uk/factsheets/Neurology_Facts/Ischemic_Myelopathy.html)

Obejrzyjcie ten film i naprawdę ”wczujcie się”, ZOBACZCIE TO, jak czasem cierpią psy, kiedy, choć bardzo chcą, nie są w stanie podnieść się z posłania, zobaczcie jak cierpią np. psy dysplastyczne. Przyjrzyjcie się cierpieniu tego szczeniaka, bo tak jak on cierpi wiele psów, które urodziły się w hodowlach stowarzyszonych w ZKwP, u hodowców, którzy oszczędzają na badaniach. Zwróćcie też uwagę jak nienaturalnie sztywno ten szczeniak nosi ogon. Często dysplazja stawów biodrowych, daje efekt nienaturalnego trzymania ogona, co wynika z tego, jak pies stara się złagodzić bóle kręgosłupa, powodowane schorzeniem stawów i poruszając się wygina kręgosłup na różne sposoby (grzbiet wygięty w łuk). Niezaleczana -nowe słowo, ale dysplazji nie da się ”wyleczyć”, można ją tylko ”zaleczać”, może, przy wyjątkowym szczęściu, ”zaleczyć” na dłużej- dysplazja jednych stawów rzutuje na pozostałe. I tak dysplazja stawów biodrowych na stawy kolanowe, stawów łokciowych na barki, w końcu kaleki ”tył”, jego nienaturalne ułożenie, przeciążenia, które z niego wynikają, rzutuje na ”przód”, wpływa na powstawanie kolejny zwyrodnień, bóle promieniują na cały układ kostny psa, dlatego zwierzę zaczyna poruszać się coraz dziwaczniej. Wszystko to można zaobserwować na wystawach, nie tylko w kuluarach, ale przede wszystkim na ringach.

Dla porównania macie tu też filmik z młodziutkim Boxerem:

https://www.youtube.com/watch?v=cnZm9c2GVaU.

Zauważyliście ile np. Dogo Canario/Presa Canario siada ”na żabkę”?

I coś jeszcze: https://www.youtube.com/watch?v=Tj8Z7Dc0xSM.

I jeszcze: https://www.youtube.com/watch?v=Q9RU5wEjZ8E, i jeszcze wiele, wiele innych tego typu filmików jest na YouTube, poszperajcie.

Czas przyjrzeć się psom, które mają zostać rodzicami waszych psiaków. Moim zdaniem macie prawo wiedzieć w co inwestujecie.

Na koniec tego wstępu mogę wam zdradzić 😉 że mam kilka ”noworocznych postanowień” 😉 z których większość zaczęłam realizować już od połowy TEGO roku 🙂 tak więc istnieje duże prawdopodobieństwo, iż dopnę swego 🙂

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu oraz zdjęć bez zgody autora jest zabronione.

MORALNOŚĆ I DYSPLAZJA -SŁOWNICZEK HODOWCY

baza - Kopia (3)

 

Wiecie już o stronie www.facebook.com/dysplazjawdogocanariopresacanario więc nie powinno was dziwić, że pożyczyłam sobie z niej foto dzisiejszego wpisu.

”Towarzystwo”, które stara się udawać, że nie nikt nic nie wie o tym, że jedna z jego czołowych gwiazd ma spory problem z ”eliminowaniem” dysplazji stawów u psów, które sprzedaje, zachwyciło się dziś fejsbukową stroną o suczce rasy Bokser, u której ”zdiagnozowano raka płaskonabłonkowego w żuchwie” -zacnie, potrzebna strona. Na pewno pomoga właścicielce, może niesie otuchę posiadaczom innych, chorych psów. Ale mnie rzuciło się w oczy jedno, szczególnie, że właściciclka chorej na raka bokserki wypowiadała się w dyskusji, z której screeny znajdziecie w tym albumie: https://www.facebook.com/media/set/?set=a.828707267184543.1073741828.828616347193635&type=3, jak to jest, że -cytując za stroną- ”rak i amputowana żuchwa u Boksera wzruszają ”towarzystwo”? A dlaczego Dogo Canario/Presa Canario z DYSPLAZJĄ już ich nie wzrusza? Na czym polega to ”wartościowanie” dzięki któremu ”pochylają się nad losem” psa bez żuchwy, ale inny, w ortezach już ich nie interesuje? Czy chodzi ”tylko” o to, że nikt z ”towarzystwa” nie rozmnaża psów rasy Bokser i ‚nie poczuwa się’ do ODPOWIEDZIALNOŚCI? Dlatego tak intensywnie gwiazdy hodowli Dogo Canario/Presa Canario współczują Bokserowi z rakiem, bo…? Rak to nie to samo co DYSPLAZJA/DYSPLAZJA to nie to samo co rak, ale cierpienie zwierzęcia, jest cierpieniem zwierzęcia. Więc: jak to jest, że jedno kalectwo jest ”cool” i używa się go do celów PR’owych, a DYSPLAZJA jest zamiatana pod dywan? Pies w ortezach nie jest chorym zwierzakiem? Chorym z winy hodowcy, który rozmnaża dysplastyczne zwierzęta?” Dysplastycznym molosom ”z najlepszych hodowli” działających pod egidą Związku Kynologicznego w Polsce nie należą się uwaga i współczucie?

Dwa pierwsze zdjęcia to screeny pochodzące z dyskusji, która odbyła się na profilu hodowcy -całość możecie przeczytać w albumie pt. ”Gdzie podziały się etyka i empatia?”, do którego link podałam powyżej. Trzeci screen pochodzi z oficjalnej strony hodowli.

jebłam

j 101111111111

to

SCHIZOFRENIA(?)

Na fejsbukowym profilu osoby, która wyhodowała psy obciążone dysplazją, tej samej, która taki miała problem z jednoznacznym odpowiedzeniem na pytania dotyczące tego czy rodzice tych piesków byli prześwietleni w kierunku dysplazji i czy są od niej wolni, pojawiła się następująca zachęta;jebłam -moralność ...

Cóż, sparafrazuję tę ”reklamę” strony:

d w d c p c

Zachęcam do polubienia strony o dysplazji -Dysplazja w Dogo Canario/Presa Canario.

Strony prowadzonej, by pokazać wkład polskich hodowców Dogo Canario/Presa Canario w utrzymanie i rozwój szalejącej w tej rasie dysplazji stawów. Mala Vida, Venga i Wabo są psami z dysplazją, chorobą, której mechanizm powstawania nie został w pełni poznany, ale przyjmuje się, że w 70% winne są geny, środowisko to 30%. Psiaki wymagały leczenia operacyjnego. Teraz dzięki opiece oddanych właścicieli cieszą się życiem, na tyle na ile pozwala im ich kalectwo.

My prowadzimy stronę ”Dysplazja w Dogo Canario/Presa Canario -gdzie podziały się etyka i empatia?”, by uświadomić innym właścicielom dotkniętych kalectwem molosów z ”najlepszych hodowli”, że nie są sami, tych którzy jeszcze nie mają psów, by uważanie wybierali komu zaufają i że czas położyć kres zamiataniu pod dywan rozmnażania dysplastycznych zwierząt. Kochani, warto walczyć o używanie w hodowli tylko zdrowych zwierząt, po to by jak najmniej z nich musiało cierpieć i przechodzić straszne operacje. Warto walczyć byśmy nie tylko mogli chodzić z podniesioną głową, ale przede wszystkim po to, byśmy mogli bez wstydu patrzeć w lustro. Walczmy!

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu oraz zdjęć bez zgody autora jest zabronione.

CZY PRZEMILCZANY PRZEZ ŚRODOWSKO DYSPLASTYCZNY SKANDAL NA SĄSIEDNIM PODWÓRKU JEST TYLKO CZUBKIEM GÓRY LODOWEJ? CZY MILCZĄCO DOPUŚCIMY DO TEGO SAMEGO W RASIE DOGO ARGENTINO? SZCZĘŚLIWIE CZĘŚĆ POLSKICH HODOWCÓW ARGENTYŃCZYKÓW JEST UCZCIWA I PRZEŚWIETLA SWOJE PSY, A WYNIKI BADAŃ PUBLIKUJE.

Hear_speak_see_no_evil_ToshoguFot z http://en.wikipedia.org/wiki/Three_wise_monkeys

Kiedyś, kilka lat temu, na jednym z internetowych for, polecałam ŚWIETNE WYDAWNICTWO, a jako że żyjemy w kraju, w którym zapuszczony Dog Argentyński z kozińcem wciąż ”zachwyca”, choć jego grzbiet ugina się pod ”ciężarem” dłoni, a nieszczęsny pies porusza się jak zapuszczony mastif, przypominam to http://www.vdh.de/en/shop/dogs-in-motion/ wydawnictwo, przyda się wszystkim ”patrzącym i niewidzącym”, ale prawdę mówiąc najbardziej liczę, że zainteresuje nowicjuszy w świecie kynologii.

Dzieje się, tak więc tytułem ”objaśnienia” do tekstu:

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2014/12/05/zrob-prezent-sobie-i-swojemu-dogo-agrentino-mikolajki-2014/

A propos wątków ”GUFno wiem, więc może mi ktoś z fejsbukowego forum pomoże”. Sorry, ale jeżeli banda ”specjalistów” z grupy ”Dogo Argenino Polska (Poland)” nie jest w stanie NAPISAĆ jednej, drugiej, czy trzeciej osobie, która zadaje na ww grupie pytanie, pisząc publiczny post w stylu ”Co robić? Mój pies ma alergię, nie wiem na co, żeby ją ‚wyciszyć’ karmimy go kurczakiem”, że KARMIENIE DOGO Z ALERGIĄ ”NIE WIADMO NA CO”, KURCZAKIEM, który jest jednym z najbardziej -białe psy- uczulających (i faszerowanych chemią) rodzajów mięsa, to DEBILNY pomysł, to uznałam, że BEZPIECZNIEJ DLA PSÓW będzie zaznaczyć potencjalnym przyszłym (i OBECNM) właścicielom dogo, że MINIMALIZOWANIE RYZYKA jest tym na co powinni stawiać. Stąd ”moja teoria” o karmieniu dogo koniną, koziną, jagnięciną lub królikiem. ”Teoria”, dodam potwierdzona przez praktykę psiarzy, którzy praktykę mają w czymś więcej niż tylko całowanie tyłków znajomym na fesbukowych grupach. Żeby było ‚śmieszniej’, nawet osoba, którą uważam, że szkodnika-pioniera w świecie hodowców Dogo Argentino, szczeniakom w swojej hodowli podawała koninę. Tak jest po prostu bezpieczniej dla szczeniąt.

Kolejny raz podkreślę, że JESTEM ŚWIADOMA tego, że sporo osób tylko i wyłącznie UCHODZI ZA INTELIGENTNE i że niektórzy -z założenia po prostu- NIE CZYTAJĄ KSIĄŻEK. I nie myślą. Nie zmienia to jednak faktu, że ja ”nie równam w dół” i mam pewne ”wymagania” w stosunku do innych. Z mojej perspektywy są one zupełnie niewygórowane, ale przyjmuję, że to mój punkt widzenia. Jednakowoż nie zamierzam kolejny raz tłumaczyć ignorantom znaczenia NAWYKÓW w wychowaniu psa, szczególnie w przypadku rasy tak SPECYFICZNEJ jak Dogo Argentino. ‚Ogarniam’, że są osoby, dla których sens zawierający się w stwierdzeniu, że …”czym innym jest sytuacja, w której mamy psa, który już raz zabił DLATEGO NIE WOLNO DOPUSZCZAĆ DO WYROBIENIA W DOGO TEGO NAWYKU, o ile chcemy czuć się z nim komfortowo podczas spacerów, w której za każdym razem, wychodząc na ”spacer” musimy ”modlić się”, by w pobliżu nie było żadnego ”celu” dla naszego psa, od tej, w której po prostu idziemy na spacer”, jest ZBYT SKOMPLIKOWANY. Straszny ”fun” mieli niektórzy idioci z tego ”psa, który już raz zabił” -nie ‚kumam’ dlaczego. Mnóstwo dogo podczas spacerów ”poluje”, czasem ze skutkiem śmiertelnym dla zwierzątek, które znajdą się w niewłaściwym miejscu, o niewłaściwym czasie. I nie ma się z czego śmiać.

Po to wymyślono smycz -drogi kretynie/kretynko- którego ”bawi” sformułowanie ‚pies, który już raz zabił’, żeby tacy ludzie jak ty byli w stanie, choć w MINIMALNYM stopniu ”zapanować” nad swoim psem. Nie umiesz sprawić, by twój pies nie był zagrożeniem dla otoczenia, to go nie spuszczaj ze smyczy. TO BARDZO PROSTE. ”Wyprowadzenie psa wiecznie tylko na smyczy męczy psa”? Jasne. Jest mega słabe. Ale trzeba było o tym myśleć wcześniej. Trzeba było psa WYCHOWAĆ. Byłoby naprawdę świetnie, gdyby wszyscy w końcu zrozumieli, że ŻADNYM WYTŁUMACZENIEM jest stwierdzenie ”on tak ma, że poluje. (To taka rasa, one tak mają, że…)

Nikt nie mówił, że będzie łatwo. Argentyńczyki są rasą naprawdę EKSKLUZYWNĄ, BARDZO WYMAGAJĄCĄ. Jeżeli wybierasz psa, którego instynktu zakodowanego w specyfice jego ‚rasowości’, nigdy nie będziesz w stanie rozładowywać z nim, w naturalny dla tego psa sposób, to ponosisz określone konsekwencje tego wyboru. Tylko, żeby było jasne: TY JE PONOSISZ. TY SIĘ ”UŻERASZ” ZE SWOIM PSEM. TY, NIE ZAJĄCE I NIE SARNY NA POLU, NIE KOTY NA ULICY.

Czasem naprawdę zastanawiam się, czy z ludźmi, którzy tak ”jarają się polowaniami z dogo”, że ”ćwiczą” ze swoimi białymi podczas spacerów, puszczając je luzem za dziką zwierzyną, jest wszystko w porządku. I raczej skłaniam się ku przekonaniu, że te osoby mają jakieś ‚kuku w głowę’. Czy ”jaranie się” instynktem swojego dogo ma sens, kiedy;

-nie jest się myśliwym -ZAZNACZAM MYŚLIWYM, A NIE PSEUDOMYŚLIWYM, CZYLI ZWYROLEM, który bez oglądania się na przepisy Związku Łowieckiego, w którego strukturach oficjalnie działa, kompensuje sobie swoje życiowe niepowodzenia, znęcając się nad zwierzętami,

-nie ma się pojęcia o etyce łowieckiej,

-pies nie jest ”psem myśliwskim”, bo to, że on jest ”rasy myśliwskiej” nie oznacza ”z automatu”, że JEST ”MYŚLIWSKIM PSEM”,

-mieszka się w mieście,

-jest się zbyt zajętym np. ”produkowaniem” kolejnego członka swojej ludzkiej rodziny, żeby znaleźć ”chwilę” na nauczenie psa podstawowych ”manier”,

-i w końcu mieszka się w kraju, w którym polowanie z dogo w tradycyjnym stylu (monteria) nigdy nie będzie możliwe. (Nie wspominając o braku jaj do tego, by choć wyobrazić sobie swój udział -i finisz, z własnym udziałem, jako ”finiszującego”- w takim polowaniu z dogo w tradycyjnym stylu).

Jaki jest sens hodować w Polsce dogo ”z naciskiem na instynkt łowiecki” -na marginesie jak niby wypracować TU, w Polsce ten ”nacisk na łowiecki instynkt”, skoro przygotowanie dogo do pracy wygląda np. tak: https://www.youtube.com/watch?v=jISz7L2Lcp4 -jeżeli te psy w większości lądują w polskich domach i to raczej na kanapach, u ludzi, którzy, w najlepszym przypadku, myślą, że ”dogo to taki trochę inny amstaf”? So: WTF? Co to za ściema z tą ”użytkowością”? Co, niby te psy z polskimi przydomkami są takie ”mocne”, że wszystkie lądują w rękach zagranicznych myśliwych i zasuwają jak te z filmu do, którego link zamieściłam powyżej? Bez żartów! Naprawdę, miejcie litość drodzy pozerzy.

Świadomy rzeczywistości, w której przyszło mu hodować psy, polski hodowaca Dogów Argentyńskich powinien stawiać na dwie rzeczy;

-selekcję w kierunku zdrowia zwierząt, które będą przychodziły na świat w jego hodowli, czyli rozmnażać tylko psy przebadane, wolne od jednostronnej głuchoty i od dysplazji stawów, oraz nie bagatelizować problemów behawioralnych, ”osobowości” psów, które rozmnaża (i osobniki zbyt lękliwe lub agresywne w stosunku do ludzi oraz innych zwierząt , w tym psów(!) bezwzględnie eliminować z hodowli),

-przestrzeganie zapisów wzorca rasy, który to w całości poświęcony jest temu, by dogo było zwierzęciem SPRAWNYM fizycznie. O to chodzi w zapisach mówiących o budowie anatomicznej Dogów Argentyńskich. Koniec z rozmnażaniem byle jakich zwierząt tylko dlatego, że zapłaciło się za nie trochę kasy/mają rozdowód albo koś się ”uparł”.

Reszta wątków, to PIC. Ściema. Mydlenie oczu. Pytajcie hodowców, którzy wam bzdety o ”użytkowości” psów z ich przydomkiem, opowiadają o FAKTYCZNY stan rzeczy. Typ/iara opowiada, że są ”dobre” i ”dają radę”? No to gdzie psy z ich przydomkiem pracują? U kogo, z kim, w jakim kraju? Namiar? Kontakt? Możliwość weryfikacji tych opowieści dziwnej treści? I pamiętajcie, że nie jest wam potrzebny Dog Argentyński ”z mocnym instynktem łowieckim”, jeżeli tak naprawdę wasz pies ma leżeć na trawniku przed domem i ładnie wyglądać. Ludzie myślcie! To naprawdę nie boli.

Nie ma się co śmiać z ”psa, który już raz zabił”. Coraz częściej, jak się tak przyglądam, podczas wystaw, ludziom, którym oczy aż się błyszczą na widok dogo, to mam wrażenie, że jedna, czy druga pani, która sama albo której mąż, czy ”chłopak” ”zajarał się na dogo”, dostałaby ataku paniki/serca na widok (swojego) psa (”dzióbaska”) z krwią jakiegoś kota na pysku. I przekonana jestem, że zaczęłaby się go po prostu BAĆ*. A człowiek, który boi się ‚swojego’ psa, jest człowiekiem znajdującym się w niebezpieczeństwie. I potencjalnie stwarza niebezpieczeństwo w stosunku do osób i zwierząt ze swojego otoczenia. Ciekawi mnie ile jest takich osób, które boją się swoich białych (?)

Wybrałam taki najbardziej ”chodliwy” kawałek ze składanki ”boję się mojego psa odkąd…” -temat z kotem. Ale są przecież inne. ”Afery przy karmieniu”, ”pierwsze szarpaniny” z innymi psami, ”warknął mi na dziecko”, co kto lubi…

Nawyki. Świadomość. Wychowanie. Można od tego uciekać, ale w końcu zaniedbania dobierają się ”olewaczom” do tyłków

Dosyć hipokryzji. Niezdolność do opanowania popędu myśliwskiego, czy jakiegokolwiek innego u własnego psa, jest wychowawczą porażką. To się może nie podobać wielu osobom. Ale nie wyobrażam sobie życia z psem, nad którego instynktami się nie panuje. Wszystkie sytuacje typu ”on tak ma, że…” są skutkami błędów wychowawczych popełnionych w przeszłości przez właścicieli.

Polecam raz jeszcze książkę Charles’a Duhigg’a ”Siła nawyku”.

siła nawyku1

”Przypadeq”?

Pamiętacie, że istnieje coś takiego jak dolna i górna granica wzrostu przewidziana dla Dogo Argentino? Jak nie, to sobie przypomnijcie, bo mamy ciekawostkę dla wnikliwych. Z cyklu #przypadeq? Na tę chwilę dane strony mówią, że ostatnia edycja miała miejsce pod koniec marca tego roku, ale istnieją ”legendy” głoszące, że jedni są bardziej ”wszechmocni” od innych i ”jeden ich telefon może wszystko”, tak więc szperajcie, może znajdziecie…

s d a 01 to jest to

s d a 02 to jest to

Zbieg okoliczności czy jednak nie… Jedno jest pewne: czas na mierzenie dogo na ringu, bo ani ”konie”, ani ”krasnale” nie są tym, co powinno dostawać uprawnienia hodowlane.

Zatoczyliśmy koło, bo znowu przy zaniedbaniach jesteśmy… Moi drodzy, wybierając dla siebie szczenię, rozmawiajcie z hodowcami nie tylko o BAER test, ale pytajcie ich także o wyniki badań ich psów w kierunku dysplazji. Zobaczcie co dzieje się ”po sąsiedzku”, u kanarów;

to

Powyższy screen pochodzi ze strony hodowli ”Rey Gladiador”, hodowli psów rasy Dogo Canario/Presa Canario. Dla pełniejszego obrazu sytuacji, wejdźcie proszę na stronę, do której link podałam pod koniec tekstu i przeczytajcie album pt. ”Co stało się z etyką i empatią?” i jak na pytania o prześwietlenia swoich psów odpowiada osoba, na której internetowej stronie znalazłam powyższe wytyczne.

www.facebook.com/dysplazjawdogocanariopresacanario.

Miejcie świadomość, że specyficzne nawyki nadciągają na nasze podwórko…

*Fakt, czasem widzę tam też ludzi, którym to, że ich pies wykańcza okoliczne koty mogłoby się bardzo podobać i to też nie nastraja mnie najlepiej.

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu oraz zdjęć bez zgody autora jest zabronione.

DLACZEGO I Z JAKICH LUDZI W ŚRODOWISKU DOGO ARGENTINO SIĘ ŚMIEJĘ ORAZ PARĘ SŁÓW O ETYCE (”PO CO NOSIĆ MASKĘ, KIEDY NIE MA SIĘ JUŻ TWARZY?”)

prawo stanowione

Doskonale zdaję sobie sprawę, że treść słów Frédéric’a Bastiat’a może być dla niektórych niezrozumiała, ale uznałam, że jeżeli powyższe będzie dla kogoś zbyt skomplikowane i trudno będzie odnieść mu tę prawdę do aktualnej sytuacji w polskim ”dogo-grajdole”, to odpuści poniższy tekst i wszyscy będą zadowoleni 🙂

Ten wpis czeka od ponad miesiąca. Zamieszczam go dziś, wzbogacając go niestety o kolejną aktualizację, bo uważam, że nie wolno zamiatać pod dywan tego całego syfu, można to robić na fejsbukowej grupie, ale nie na moim blogu. Sądziłam, że szczyty hipokryzji, które osiągają ”mentorzy” z fejsbukowej grupy ‚‚Dogo Argentino Polska (Poland)” będą mieć swój kres. Bardzo się pomyliłam. Kolejna aferka, ta po ”szarpaninie podczas Mołdawskiej światówki” zniesmaczyła mnie do granic. W końcu ile syfu ci ludzie zdolni są wykreować? I czy jest sens o tym pisać? Około dwa tygodnie temu zamieściłam wpis https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2015/05/12/jak-to-zrobic-na-legalu-czyli-pseudohodowle-w-zkwp-a-moze-tylko-zwyczajny-brak-jaj-u-czesci-posiadaczy-dogo-argentino-ktorym-na-sercu-lezy-dobro-rasy/ o ”trendzie”, który mnie osobiście bardzo niepokoi, gdyż wydał mi się znacznie istotniejszy od ”podsumowywania” ”całokształtu pracy twórczej” ”gwiazd” i ”gwiazdeczek” grupy. Ale wczoraj, 22 maja 2015 pojawiło się nagranie, które w tej chwili ma już ponad 8 tysięcy wejść…

m 01

Raczej nie mieliście okazji zobaczyć tego video na grupie Dogo Argetnio Polska (Poland), ale np. na grupie ”Wystawy ZKwP / FCI – wyjazdy, informacje” ”cenzura” go nie dosięgnęła (jeszcze?). Co niewłaściwego jest w pozostawieniu psów samym sobie, w kojcach, bez bud i stałego dostępu do wody, na jakiejś siatką ogrodzonej działce, niezależnie od ewentualnej ”przejściowości” takiej sytuacji ? Kilka rzeczy. Po pierwsze automatyczne poidła do wody nie są żadną fanaberią. Po drugie Dogo Argentino jest psem z ”Listy Ras Niebezpiecznych”, a to jego właścicieli, a tym bardziej hodowców, zobowiązuje do odpowiedzialności na takim zupełnie bazowym poziomie. Psy z LRN w świetle prawa, formalności, praktycznie są ‚zameldowane’ tam gdzie właściciel, przypisane do adresu zamieszkania swojego właściciela. Nie dziwi mnie, że ”środowisko”, ludzie ”związani z rasą” nie dostrzegają nieprawidłowości. Oni generalnie mają problem związany ze sprawami ”administracyjnymi”, więc psy same ”mieszkające na zadupiu” nie zajmują ich uwagi. Dalej, psy z nagrania są w kojcach, nie chodzi więc o to czy one zrobią komuś krzywdę, ale o to czy ktoś nie zrobi krzywdy im. Skąd pewność, że nie będą ”przeszkadzać” jakiemuś zwyrodnialcowi, który nakarmi je karmą z trutką albo ”tylko” taką ”zanieczyszczoną”, np szkłem? Skąd ten brak wyobraźni? Na wystawach wszyscy mają obsesje, żeby ”byle kto” nie karmił, czasem nawet nie dotykał ich psów, ”żeby to psom nie zaszkodziło”, a tu raptem psy same, bez opieki? I jest git? wszystko ok? Skoro tak, to dlaczego pod nagraniem znalazły się głosy ”adwokatów” tej hodowli, ‚grupowiczów’ z Kółeczka Wzajemnej Adoracji, ale ”przedstawiciel hodowli” imiennie nie zabrał głosu? -no comment.

Osoba, która zrobiła nagranie, była w stanie podejść do psów naprawdę blisko. ”Pierwsza zasada biznesu: chroń swoją inwestycję”. A jak chronione są te psy? Jak można pozostawić bez opieki/nadzoru psy warte podobno tysiące euro? Które dodatkowo się ”kocha”… Ludzie bywają podli i okrutni. Jedni kradną małe pieski na maszynki do produkowania szczeniąt, do swoich pseudo hodowli, a innych kręcą walki psów. Jak widać na filmie rudera obok siatki, za którą stoją kenele, znana jest okolicznej ”menelowni”… Tylko pozornie wydaje się niedorzeczne, że w tamtym miejscu mogłoby zjawić się paru łebków, którym przyszłoby do głowy ”O jakie fajne, białe pieski. W sam raz na ‚zabawy game’ gdzieś pod Łodzią”. Walki psów się odbywają. Obrzydliwe, moralnie naganne, ale odbywają się i nie zmieni tego fakt, że nie lubimy o tym myśleć. Jak więc można narażać psy na to, że padną ofiara jakiegoś przestępczego procederu? To w ramach ”mnie się to na pewno nie zdarzy”? WTF?

Odblokowałam sobie nawet na fejsbuku ”autorytet”, żeby móc przeczytać ”szacowną” wypowiedź na wystawowej grupie pod tym filmem… ”Przeprowadzka”… Naprawdę dobre. Może i tak, może się przeprowadzają? Ale serio? Nie obawiają się pozostawić psów bez opieki na co najmniej godzinę, godziny? Dwie? Trzy? Pięć? Osiem? Ile? Właściwie już mnie nic nie zdziwi. Najmniej dziwi mnie bezczelność, to aroganckie ”tłumaczenie rzeczywistości”, to ”należy o tym myśleć właśnie tak, jak ja to tłumaczę”. Dla mnie te ”adwokackie” wypowiedź są kompletnie niewiarygodne. Wiarygodne są tylko miłość, opieka, czas, rehabilitacja psów i pieniądze właścicieli psów z przydomkiem ”adwokatującego autorytetu”.

Wielu z was NAIWNIE uważa, że do ”nieprawidłowości”, czy ”zaniedbań” może dojść tylko w pseudo hodowli. Tak nie jest. Jeżeli chcecie wiedzieć więcej na temat tego dlaczego do pewnych osób należy mieć zaufanie szczególnie ograniczone, to poczytajcie sobie o aferze z ”pośredniczką”, ”włoskim reproduktorem w tle”, ”hodowlą ze stowarzyszenia’ i pokojarzcie fakty. Wczytajcie si. Warto.

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2014/01/27/uwaga-na-zarejestrowana-w-skwipr-hodowle-white-angel-dogo-argentino-czyli-bo-to-mezalians-bylby-dla-psa/ -warto wiedzieć, która hodowla przyczyniła się do rozmnażania psów poza strukturami Związku Kynologicznego w Polsce.

Przykre, że jedyną reakcją hodowli na szum, który wywołał film, było zamieszczenie przez ”osobę związaną z hodowlą” video na fejsbukowym profilu. Właściciel/ hodowca przyjechał i nakręcił filmik o pieskach uradowanych przybyciem człowieka, biegających po posesji. Reakcja typowa ”Wszystko jest ok, a wy się oszołomy, czepiacie”. To bardzo typowo. Jak zwykle ”nic się nie stało”.

m 02

Z tego co widziałam hodowla jednak ”wpadła w oko” osobom, które oburzyły się, słusznie zresztą, że psy są same, pozostawione bez opieki, na terenie, który nie do końca wiadomo czym ma być. Z mojego punktu widzenia to bardzo dobrze, że ktoś ma czas i ochotę dowiedzieć się gdzie, na kogo, w którym oddziale ZKwP psy są zarejestrowane, kto jest IMIENNIE odpowiedzialny za każde z tych zwierząt z osobna. Porządek w papierach to nic złego. Przyda się. Może przy okazji wyjaśnią się inne sprawy, które do dziś nie wiadomo jak zostały i czy w ogóle rozwiązane…

zagadka

Film trafił jednak na grupę ”Dogo Argentino Polska (Poland)”… Utrzyma się? Zostanie ”wybroniony”, czy może jednak osoby oburzone brakiem wyobraźni ‚opiekunów’ psów, zostaną dopuszczone do głosu?

Skoro mamy już za sobą wzmiankę o kolejnym ”nic się nie stało, wszystko jest super, tacy jesteśmy fajni”, to przejdę do wątków, które jeszcze wczoraj uważałam za szczyty hipokryzji i manipulacji.

Jak głosi popularna legenda, ”top mit” właściwie, żeby w kynologii być ”kimś”, trzeba ”coś” osiągnąć. Problem z tym, że kiepsko jest z definiowaniem owego mitycznego ”czegoś”.. Generalnie tak to już jest, że w każdej dziedzinie liczą się rzeczywiste (możliwe do zweryfikowania) osiągnięcia (te na plus, jak i te na minus…), a nie samo kłapanie dziobem, ale to w końcu blog o Dogach Argentyńskich, więc pozwólcie, że zostanę przy kynologii. Najpopularniejsi dziś fejsbukowi ”zabieracze głosu” w sprawach związanych z argentynami, mieli kiedyś fioła na punkcie tekstu o ”wnoszeniu czegoś do rasy”…

No, to jedziemy

”Coś”, co się do rasy ”wnosi” (także moim zdaniem) musi być pozytywne = nie może nieść szkody. Najbardziej idealnym, WYMARZONYM przykładem ”wnoszeniem czegoś do rasy” jest UCZCIWA PRACA HODOWLANA, zainicjowanie nowego DOBREGO zwyczaju/ wyrobienie pozytywnego w skutkach nawyku u miłośników rasy np. KUPOWANIA PSÓW TYLKO OD HODOWCÓW, KTÓRYCH PSY POSIADAJĄ AUTENTYCZNE -MOŻLIWE DO ZWERYFIKOWANIA- RODOWODY, INTERESOWANIE SIĘ WYNIKAMI BADAŃ BAER ORAZ TYMI DOTYCZĄCYMI DYSPLAZJI i kupowanie psiaków tylko od hodowców, którzy mają tradycję badania osobników, które rozmnażają oraz szczeniąt, które oferują nabywcom, działanie na rzecz poszerzenia wiedzy osób zainteresowanych daną rasą, czy kynologią w bardziej ogólnym sensie i podobne dokonania, mające w sobie niejednokrotnie coś z ”rewolucyjności”, takiego ”wstrzymywania słońca i poruszania Ziemi”. Tym samym jasne jest, że ”wnieść coś do rasy” może tylko osoba o ŚCIŚLE OKREŚLONYCH PREDYSPOZYCJACH (ETYKA się kłania), ktoś kto FAKTYCZNIE działa i może pochwalić się dorobkiem spełniającym kryteria UCZCIWEJ PRACY HODOWLANEJ, czy tego ‚WSTRZYMANIA SŁOŃCA I RUSZENIA ZIEMI’. Ktoś w swoich działaniach KONSEKWENTNY i nie uginający się pod naciskiem/ wpływem otoczenia albo słabości swojego własnego charakteru.

Podkreślam tę uczciwą pracę hodowlaną, bo ostatnio promuje się w niektórych miejscach na fejsbuku tzw hodowców [w tym ‚przedstawicieli’ zagranicznych hodowli] znanych z afer, których finał do dziś nie ujrzał światła dziennego, choć wszyscy pamiętamy ich wybuch i to błoto, którym dziś frendsi z fejsika się -w tamtym czasie- publicznie fejsbukowo obrzucali… Oficjalnie wszyscy tępią pseudo, czyli ludzi, którzy rozmnażają psy, jak leci, takie, o pochodzeniu których niczego nie wiadomo, ”dogo” z ”rodowodami” ”z księżyca wziętymi”. Potępia się tych, poprzez nieetyczne działania, których coraz więcej głuchych psów w typie dogo ląduje w schroniskach, ”wiesza się psy” na ludziach, którym nie starczyło rozumu, by ”upilnować sukę w cieczce”’ i cwaniakach rozmnażających psy ”dla kasy”, ale nieoficjalnie ‚robi się’ różne rzeczy…

Osobiście uważam, że hodowca, który nie dotrzymuje umowy hodowlanej z drugim hodowcą, nie rozlicza się z ”partnerem”, publicznie pomawia go i szkaluje wszystkich ”konkurentów”, i nieuczciwie postępuje w stosunku do nabywców sprzedawanych przez siebie szczeniąt, jest niegodny tego, by mu rękę podawać, o promowaniu jego ”osiągnięć” nie wspominając. Ale to jest mój punkt widzenia (choć przekonana jestem, że ”klient” chciałby wiedzieć, że ”oferent” znany jest z nieuczciwości, braku wiedzy oraz skrajnego chamstwa). Najwyraźniej jednak cel, czyli to ”promowanie polskich psów na świecie”, jak to niektórzy nazywają- uświęca środki.

Śmieję się więc (ale, żeby było jasne: przez łzy) z przebłysków ”etyki w praktyce” u osób związanych ze środowiskiem Dogo Argentino, w tym niektórych hodowców popularnych na fejsikowych grupach, kiedy czytam co publicznie (i nie tylko) wypisują pod postami i zdjęciami zamieszczanymi przez oszustów, chamów albo aferzystów. Śmieję się z ludzi, którzy brylują na fejsbukowych salonach jako ”autorytety”, ”mentorzy”, wręcz, choć sami znani są tylko i wyłącznie z tego, że posiadają psa wyhodowanego przez kogoś innego. Posiadają psa wyhodowanego przez kogoś innego, kogoś, kto za nich ”odwalił robotę”, a lansują się z tym psem w necie jako specjaliści od -tu można wstawić dowolną ”specjalizację”, ale ze szczególną lubością ten typ ludzi lubi ”rozliczać” hodowców, którzy realizują swoje plany hodowlane. Na wszelki wypadek wyraźnie podkreślę: hodowców, nie osoby, które nie umieją upilnować pary psów, producentów, którzy chcą mieć szczeniaczki, bo ”tak kochają swoją suczkę”, ale PRAWDZIWYCH hodowców. Śmieję się nie tylko dlatego, że śmiech to zdrowie, ale ponieważ prawda jest taka, że osoby z ”wybitnymi psami”, jak i każdy kto kiedykolwiek posiadał psa, szczególnie psa ”rasy trudnej”, radzić mogą jedynie w przypadkach, które dotyczą prowadzenia psa; jego charakteru (w kierunku tzw specyfiki rasy), wychowywania, żywienia itp. Bo tylko w tym zakresie mają autentyczną wiedzę i doświadczenie. Zawsze uważałam za zupełnie logiczne, że dokąd uczeń nie przerośnie mistrza, nie ma prawa mielić ozorem, więc totalnie nie ogarniam tej pretęchy u Członków Fejsbukowego Towarzystwa Wzajemnej Adoracji.

Śmieję się z ”zawieszek”, czyli ludzi, którzy od lat powtarzają to samo i kompletnie się nie rozwijają. Śmieję się, bo to nie jest ”konsekwencja”. To jest zwyczajne ”zawieszenie się” w stanie, w którym ciągłe powtarzanie kalek z tego, co kiedyś mówiły inne osoby, jest śmieszne. Nie można rościć sobie prawa do bycia postrzeganym za autorytet, jeżeli jedynym co się ”wnosi do rasy” jest powtarzanie słów, których trochę uszczknęło się od kogoś, kto wie znacznie więcej i w swoim czasie był kimś, z kim się liczono oraz posiadanie znanego na fejsbuku psa. Tak samo śmieszne jest ”uwiarygadnianie własnego wizerunku” ciągłym wspominaniem o ”kontaktach”, które się (podobno) ma. Śmieję się z wszystkich tych ”plot i ploteczek” z dopiskiem ”mówię to tylko tobie”, za każdym razem, kiedy słyszę od kogoś, że też jest na liście ”mówię to tylko tobie”.

Śmieję się z ludzi, którzy mając wyjątkowe psy, nie zabezpieczają ich materiału genetycznego, bo plenność z wiekiem przechodzi do historii, a psy po prostu UMIERAJĄ, a z tego, że żyły dla rasy praktycznie wynika: NIC.

Śmieję się ze ”specjalistów”, którzy wybierają szczenię, a potem pytają ”Co o nim myślisz?”. I obrażają się, kiedy w odpowiedzi słyszą ”To nic wyjątkowego”. Śmieję się, bo agresywny fejsbukowy marketing nie uczyni z przeciętnego szczenięcia zwierzęcia ponadprzeciętnego. (Taka ”rada” na przyszłość: nie zabiera się w roli ”konsultantKI” i ”doradcy” przy wyborze szczenięcia, z którego ma wyrosnąć ‚zwierzak wartościowy w hodowlanym sensie’, kogoś, kto znany jest z tego, że wielokrotnie, publicznie powtarzałA, że NIGDY NIE UMIAŁA WYBIERAĆ SZCZENIĄT ZE SWOICH MIOTÓW).

Fantazje w zderzeniu z rzeczywistością (+ ”popularne frazy ułatwiają wyszukiwanie”)

Moi drodzy samo ”posiadanie pieska” nie czyni z was osób, które mają prawo wystawiać oceny hodowcom, którzy, podczas gdy wy ‚dużo się na fejsubku cieszycie ze swoich piesków’ i zamieszczacie ”dużo foteczek”, nabierają realnego doświadczenia, jako hodowcy; odchowują kolejne mioty, uczą się, że każdy z nich jest inny, uczą się wybierać szczenięta, typować, które zostawią do dalszej pracy hodowlanej, a które trafią do domów zaufanych, wcześniej wybranych opiekunów (Albo się nie uczą, ale to inna sprawa i na inną okazję ją sobie zostawimy). Bo, kiedy wy teoretyzujecie, oni min OGLĄDAJĄ DUŻO DOGO ARGENTINO NA ŻYWO, poznają kolejne osoby, którym decydują się (bądź nie) przekazać wyhodowanie przez siebie szczenięta, nawiązują kontakty z innymi hodowcami, planują w oparciu i realne wyniki/ efekty, a nie teoretyzowanie ze znajomymi przez telefon ”jakby to mogło być” itp. Ci, ludzie, w przeciwieństwie do was, uczą się na błędach (No, albo nie…). I to nie tylko swoich, ale i waszych. Jakkolwiek nieprzyjemna, PRAWDA/ RZECZYWISTOŚĆ jest taka, że w przypadku powoływania inicjatyw typu ”Klub Rasy” najgorszy, najbardziej tępy i niedouczony tzw hodowca rasy, której klub ma dotyczyć, ma do powiedzenia więcej od pani, która fotografuje psy w śmiesznych czapkach albo pana, który dużo pisze na fejsbuku, bo ten tzw hodowca rozmnaża psy TEJ rasy.

Nie ma większej przyjemności od jeżdżenia na wystawy, albo odwiedzania hodowców i oglądania psów. Różnych psów. W różnych typach. W różnym wieku. PODRÓŻE KSZTAŁCĄ. Trzeba tylko umieć patrzeć. Oczywiście można patrzeć i nie widzieć, ale takim osobom nic nie pomoże.

Śmieję się z pannic, które ‚kupiły sobie suczkę’, pojeździły z nią po wystawach (z różnym skutkiem) i w końcu (wreszcie) udało im się zaliczyć (co zrobić, sędziowie są różni…) uprawnienia hodowlane i kryją te swoje suki lub kryć je będą ”za chwilę”, BO MOGĄ. Jedne ”musiały”, no, dobra: chciały chlasnąć ucho, by zlikwidować drugie znaczenie i suka przestała być -w polskich warunkach- ‚petem ze względu na kolor’ (Ale oliwa sprawiedliwa, zawsze na wierzch wypływa, stąd tyle kolorowych znaczeń u szczeniąt kolorowych rodziców -> pety dają pety). Inne kupiły sobie sunię, ”bo się lubią przytulać do zwierzątek”, a potem ”jakoś tak wyszło, że wkręciły się w wystawy”. Jeszcze inne pojechały do ”sympatycznego kolegi hodowcy”, który im TANIO pokrył suczkę petem z jednym jajem – ups! WNĘTREM z implantem, powinnam była napisać (ładniej brzmi). To jest przerażający trend. Teraz praktycznie każdy hodowca musi być świadom tego, że sprzedając komuś sukę, którą ten ktoś potem na kilku wystawach pokaże, może przyczynić się do powstania jakiejś nowej ”hodowli” -brrr… Ok, gdyby te suki były naprawdę warte rozmnażania, a pannice miały coś we łbach i umiały wybrać dla nich reproduktora, ale… Nie jestem przekonana czy warto jest rozmnażać sukę, która np. rzuca się na małe dzieci i to podczas wystaw… Szczególnie słabe jest to, że to gównie kobiety mają jakąś taką dziwną manię rozmnażać te nieszczęsne suczyny, które wcale nie są takie specjalne, jak im znajomi na fejsbuku pod ”foteczkami” wypisują. W przeważającej większości te zwierzęta są tylko przeciętne. Nie ma w nich nic wyjątkowego i świat naprawdę nie straciłby, gdyby je wysterylizować. Przeciwnie, mniej nieszczęsnych wyrzutków byłoby w schroniskach, ale lajcik, nie? Przecież to zagęszczenie białymi w schronach, wciąż jeszcze przed nami… Cóż, wśród ślepców jednooki jest królem, więc średnie suczyny, robią za ”wyjątkowe”, ich właścicielki lubią ”udowadniać innym”, że ”są takie ekstra” i to jest priorytet. Sporo cienkich facecików (tzw cieniasów) wkręca się w ”rasy niebezpieczne”, ale coraz częściej kobiety leczą swoje kompleksy ”wystawowymi osiągnięciami”. To ciśnienie, te zaciśnięte szczęki, te smycze ponapinane do granic… Brrr… Przy czym wszystkie oczywiście ”taraktują wystawy jako dobrą zabawę” -boszzzz…

Co tym wszystkim ludziom stało się w głowę? A może nie w głowę tylko w portfel? Kiedyś spora część posiadaczy rasowych psów pokazywała je na wystawach ”z ciekawości”, żeby poznać zdanie sędziów” (te czasy, kiedy sędziowie umieli oceniać, znali wzorce ras, anatomię psów…), ”przekonać się jak to jest na wystawach”, ”dla zabawy”, ”poznać inne osoby, która mają psa tej samej rasy”. Albo psy pokazywali hodowcy… Teraz w dobie internetu i fejsbuka w ”znajomych” ma się nawet nieznajomych, a na wystawach nie mówi się ”dzień dobry” ”znajomym”, bo się ich zwyczajnie nie kojarzy. Odpada powód pt. ”poznawanie innych”, a ”jak bywa na wystawie” można dowiedzieć się popijając kawkę, czytając na ww fejsbuku opis najnowszej awantury. W dużym skrócie, panuje ciężki lans na ”musimy zrobić hodowlankę”, bo ”chcemy chcemy ją pokryć” -po ki ”uj”? Stawiam, że 8 na 10 osób nie umiałoby podać powodu innego niż ”się sprzeda, się zarobi”. Jest taka DOSKONAŁA strona http://www.swiatctr.pl/, BAZA wielu INFORMACJI. Drogie dziewczęta zróbcie coś dla tej rasy i zadajcie sobie pytanie czy wasze suki naprawdę warto jest rozmnażać…

Na serio i z szacunkiem, jako do ‚znawców rasy’ można -tj ja OSOBIŚCIE mogę i to podejście polecam innym- podchodzić do ludzi, którzy ‚coś robią’ dla tej rasy i jej nie szkodzą, ‚coś wnoszą’ np. AUTENTYCZNIE SWOJE DOŚWIADCZENIE. Nie wystarczy mieć popularnego w Polsce psa/suki WYHODOWANYCH PRZEZ KOGOŚ INNEGO, by być ”mentorem” i na popularności wynikającej z tego, że ma się psa, którego WYHODOWAŁ KTOŚ INNY, budować swojego EGO. Na szacunek trzeba sobie zasłużyć. Coś ŚWIADOMIE BUDOWAĆ, zbierać doświadczenia, rozwijać się, wyciągać wnioski. Bo samo ”manie ładnego pieska/ suczki” nie jest żadną zasługą. To co najwyżej szczęście, że nie spieprzyło się psa, który od początku miał potencjał. I TRZBA MIEĆ OCZY. I odwagę przyznać, że pies/ suka na którego wybuliło się trochę kasy jest TYLKO PRZECIĘTNY i PR robiony mu na fejsbuku przez kogoś ”popularnego”, tego nie zmieni. Zdjęcia mogą sporo ukryć, ale rozczarowania na żywo nie ”ukoi” nawet najlepsze zdjęcie wrzucone na fejsbukową grupę. Sorry, ale FACE IT. Bardzo niefajnie jest zobaczyć na żywo psa, którego zna się tylko z niezłych zdjęć, kogoś, kto nieźle fotografuje psy, i przekonać się, że wraz ze wszystkimi oglądającymi fotki, zostało się nieźle nabranym… (Miejsce no 1: szok z klubówki 2014… )

Piszę tu o tym, bo ku memu ogromnemu rozczarowaniu największa polskojęzyczna fejsubokwa grupa (która w początkach swojego istnienia zapowiadała się całkiem sensownie) poświęcona rasie, czyli ”Dogo Argentino Polska (Poland)”, stała się miejscem, w którym dziś ”edukacja” nt. rasy dotyczy tego, jak zrobić ”cool” fotkę argentynowi w zimowej czapce albo w ”ładnej kolorowej obróżce”. Doszło do tego, że wśród wywodów sfrustrowanych ”panów myśliwych” z mega ciśnieniem na wylansowanie się na powyższej grupie jako ”hodowca” (w końcu ma jakieś psy, to w swoim mniemaniu jest ”hodowcą”) i ‚super mądrych’ pań, które ‚tyle wiedzą o hodowli, bo puściły jeden miot’ (na bardzo słabym materiale, ale to już tak tylko na marginesie) i teraz pouczają innych, ogłoszenia nt. kolejnych białych (głównie jeszcze ciągle ”w typie”) do adopcji, są jedynym co dobrego z tej grupy wynika, bo może niektórzy sobie skojarzą, że trzaskanie miotów i sprzedawanie szczeniąt byle komu, źle się dla psów kończy. Smutne, bo kiedyś tak nie było…

Jakimś PR’owym ratunkiem dla zużytych gwiazdorzeniem na fejsbuku posiadaczy Dogo Argentino (”W końcu zrobimy coś znaczącego i na poważnie”) miał/ma być chyba pomysł powstania Klubu Rasy, bo tylko to mogłoby tłumaczyć tempo, no, nie powiem ”prac”, bo to o ”komentarze” na fejsie się rozchodzi, jak zawsze i zaskoczenie postaci kluczowych, czyli HODOWCÓW PSÓW RASY DOGO ARGENTINO, oderwanymi od realiów pomysłami ‚grupowiczów’ z grupy ”Dogo Argentino Polska (Poland)”.

Wymiksowałam się stamtąd, z grupy, którą kiedyś postrzegałam jako ”światło w tunelu” dla rasy Dogo Argentino, pod koniec zeszłego roku, bo było mi po prostu przykro patrzeć na to co dziś firmują sobą osoby, które długo miałam za no niestety, to jest to słowo: AUTORYTETY. Ludzie, z których zdaniem kiedyś bardzo się liczyłam i którzy, w swoim czasie były moimi ”nauczycielami”. Ma dla mnie duże znaczenie ile świetnych rzeczy udało się kiedyś razem zrobić dla rasy, jej pasjonatów, ale i hodowców. Mam ”sentyment” do tego wspólnego działania, które zaowocowało ogromem pracy, z której dziś, każdy, kto umie korzystać z internetowej wyszukiwarki, może ZA DARMO skorzystać i po prostu było mi wstyd za niektóre z wypowiedzi ”autorytetów”, za to co dziś sobą POWTÓRZĘ: firmują. Mnie było wstyd, za to ich ”co innego piszę na fejsbuku, a co inneg robię realnie”. Ja zwyczajnie i po ludzku jestem dumna z tej naszej, a czasem tylko mojej pracy, jak i tej części materiałów o rasie Dogo Argentino, która powstała niezależnie ode mnie i po prostu nie chcę mieć nic wspólnego z ludźmi, którzy ten dorobek ostatnich lat, swoim aktualnym postępowaniem, niszczą, których drugie imię to HIPOKRYZJA, mówiąc najdelikatniej.

Kiedy zrezygnowałam z przynależności do grupy ”Dogo Argentino Polska (Poland)”, rozmawiałam z jedną z bardziej w nią zaangażowanych osób. Znowu zapowiedzi były szumne. Miało być bardzo ”poważnie”, ”o psychice rasy, żywieniu, utrzymywaniu psów w formie fizycznej i psychicznej” -prawdziwy ”powrót do przeszłości”, do ”założeń”. Przez pierwsze tygodnie nowego roku pojawiały się fotki niezłych psów, znaczących, w pewnym sensie, dla rasy w Polsce i takich ”ze świata”, a potem… Zrobiło się po prostu tragikomicznie, ale o tym za chwilę.

W styczniu napisałam do znajomego, dzieląc się z nim swoimi uwagami. Że miło, że wreszcie, przynajmniej co poniektórzy, zorientowali się, że ”natura nie lubi próżni” i że oddanie pola ludziom bez wiedzy (a NIC NIE ROBIENIE JEST ODDANIEM POLA) ma fatalne skutki. Że trzymam kciuki i że fajnie, że coś mają zamiar robić, że zamieszczają trochę zdjęć dobrze wyglądających psów, bombardują oglądających tymi WIZERUNKAMI. Tylko, że samo zamieszczanie fotek to zbyt mało. Nie omawiali ich, nie zwracali uwagi na to, dlaczego te psy są ”dobre”. Fakt, to jest ”złożony” temat, bo należałoby wprost mówić zarówno o wadach, jak i zaletach prezentowanych psów. Ale NALEŻY poświęcić czas na opowiedzenie dlaczego w danym kryciu, CZYIMŚ ZDANIEM warto było użyć repa z krowią postawą -to jest poważna wada funkcjonalna, która wpływa na motorykę, użytkowość itd. itp. (Chciałabym dowiedzieć się jakie mogą być zalety krycia krowiarzem -serio.) Należy tłumaczyć ludziom takie rzeczy, (no, chyba, że ”tak wyszło”, że się sukę cielakiem kryło i by to przy ”tłumaczeniu” wyszło i poszło, w świat..), budzić ich świadomość, uczyć ich, wyjaśniać znaczenie linii w hodowli, pisać o wadach w liniach występujących. To jest bardzo ważne, żeby znaleźć sposób na czytelne wytłumaczenie oglądającym/ czytającym dlaczego raz warto było(?) użyć psa o wadliwej anatomii, a dlaczego innym razem nie. Rzecz jasna, ma to sens POD WARUNKIEM, ŻE a) WIESZ DLACZEGO b) NAPRAWDĘ BYŁO WARTO. Z samego przerzucania się fotkami znanymi z dawnego Forum Molosy (które w okolicach 2011 roku przestało mieć znaczenie) itp. i urządzania ”konkursów” typu ”A to co to jest za piesek?” na dłuższą metę wynika słownie NIC.

(Rzecz jasna ”wszyscy chcą się edukować”, ale równocześnie jakoś im do tego charakterów brak [”Mój piesek jest śliczny i mam was w d’e”/ ”Nie po to tyle bulę za psa, żeby mi go tu ktoś rozkładał” itp. itd…])

Ignorancja Level Hard (w ”sensie globalnym” )

Jeszcze należąc do ww grupy, zwracałam uwagę na kwestię niebezpieczeństwa zawężenia puli genetycznej u polskich psów, rozmnażanych przez Gwiazdy Jednego Krycia, od których to psy wędrują potem do kolejnych Chcę Mieć Szczeniaczki (i kasiorkę) i tak dalej, i tak dalej… Że to jest temat, na który należy uwrażliwić czytających grupę. Jak to się mówi, wszystko mi opadło, kiedy zwróciłam uwagę ”autorytetowi”, że wystarczy spojrzeć ile tych bardzo cienkich psów w Polsce ma w sobie x-factor w postaci mega słabego przedstawiciela DA z miotu ”X” (szczęśliwie nieistniejącej już hodowli, rozmnażane były cztery osobniki z tego miotu na B) i że ignoranci rozmnażają psy, nie ogarniając ‚mapy’, nie rozumiejąc co jest w rodowodach i co to na dłuższą metę oznacza. I, że wypadałoby, by ktoś im to wyjaśnił. Ale ”autorytet” orzekł, że ”to nie jest problem”, że ”liczy się pula w sensie globalnym” – większej głupoty dawno nie czytałam (Ale też pozbawił mnie resztek złudzeń na temat tej pani, ten jej tekst). Tym bardziej, że u nas mało kto robi ”ambitne krycia” (jeździ za granicę, ściąga nasienie/ breeding stock z Drugiego Końca Świata itp.). U nas im bliżej i TANIEJ, przede wszystkim, tym lepiej – tak kombinują ci, którzy produkują białe psy dla kasy. Nie ma powodu, żeby nie edukować potencjalnych nabywców o tym, że ważne jest to, co w rodowodzie i że należy czytać rodowody. A przynajmniej powinni robić to, czyli CZYTAĆ RODOWODY, ci, którzy zainteresowani są wystawami, chcieliby pokazywać swoje psy i nie narażać się przy tym na śmieszność. W skrajnych sytuacjach ważne jest to ze względu na to, że poszczególne linie i mocno zimbredowane osobniki nie są ”zdrowe”. Zawsze, każda linia ma charakterystyczne wady/ problemy. Czasem są to drobiazgi niewpływające na komfort życia psów, w rodzaju koloru przebijającego przez sierść w niedozwolonym przez wzorzec miejscu (Zazwyczaj pamiątka po przodku, który tego koloru też miał zbyt dużo…). Czasem charakterystyczne, obwisłe, jak u Doga Niemieckiego fafle, które psują zupełnie wyraz u Doga Argentyńskiego albo odstające łokcie, czy spionowane łopatki -a to już wpływa na funkcjonalność i tzw użytkowość argentynów. Czasem są to kłopoty z gabarytami, czyli DA ”wielkie, jak konie” – a Dogo Argentino to jednak pies. Bywają też problemy z pigmentacją, generalnie, słaba pigmentacja osobników oraz częsty niedosłuch związany z tymi brakami, to już jest poważny problem. Podobnie, jak poważnym problemem są dysplazja i nowotwory, które wciąż są w tej rasie tematem tabu -bo praktycznie się o tym nie mówi. Czasem wystarczy spojrzeć w rodowód, by zrozumieć dlaczego suka nie rozwija się poprawnie i nie dostaje cieczki, dlaczego pies jest różowy, jak prosiak (prawie zupełnie niewybawiony) albo wielki jak koń…

[Mój ulubiony motyw, w każdym razie w mojej prywatnej TOP czołówce, to ”Ja mam dziecko outcorssu” ”Dziecko outcorossu” –uśmiałam się serdecznie i ciepło uśmiecham się [sarkazm] na myśl o znajomości przez tego pana metod hodowlanych. Nie zdążyłam zapytać jak było z rodzicami tego ”dziecka outcrossu”, to pewnie też interbreeding był? I ich rodzice także? Jak tak z cztery pokolenia interbreedingu w rodowodzie u rodziców tego ”dziecka outcrossu” są, to gość łapie plusik za oryginalność.]

W odpowiedzi na moje ”refleksje” znajomy ”działacz” z grupy DAP(P), oświecił mnie, że (w tamtym czasie, tak ze cztery miesiące temu), był luźny pomysł, by ”omawiać planowane mioty”. W pierwszej chwili pomyślałam, że może to nawet niegłupie, takie ”omawianie planowanych kojarzeń”, ale po chwili dotarło do mnie, że sorka, jakie ”omawianie planowanych kojarzeń”? Skoro one na grupie będą ogłaszane jako kojarzenia, które już miały miejsce? Omawiać, czyli dyskutować plusy & minusy projektu na krycie, które już się odbyło? Proszę… Jaki miałby to mieć cel? Rozgrzeszać? Kamienować? I z drugiej strony -to brzydko zabrzmi, więc sorry- kim są osoby, które dziś ”brylują na salonach” coraz śmieszniejszej fejsbukowej grupy DAP(P), że komuś przyszło do głowy, by spróbować stadnie pełnić role jakichś ”weryfikatorów”? Skąd ta pretęcha? Przyznam wprost, że z większością ludzi mających dziś czelność gwiazdorzyć na fejsbukowej grupie, parafrazując postać Cezarego Pazury z filmu ”Chłopaki nie płaczą”, NIE CHCIAŁABYM MUCHY W KIBLU UBIĆ, o ”radzeniu się ich”/ ”kupowaniu od nich psów”, nie mówiąc, bo zbyt dobrze znam ich ”dorobek artystyczny”. Dodatkowo, co się zmieniło na przestrzeni trzech ostatnich lat? Pamiętam rozmowy na dawnym Forum Molosy (dziś ”Pupileo” albo cholera wie, jak i czy w ogóle to jeszcze istnieje) i to, jak mnie ”naprostowywano”, że ”strategie hodowlane” to coś w rodzaju ”tajemnicy biznesowej” i nikt nie ma prawa od hodowcy ”żądać wyjaśnień”. Więc? Jakie podstawy miałby mieć pomysł powstania takiej swoistej ”centralnej rady opiniująco-aprobującej” na fejsbuku? Jak to jest, że jednym ”wpadkowiczom” się szczeniaków gratuluje -i robią to tzw ”autorytety”, osoby, których zdaniu ludzie zainteresowani DA ufają- i wciska się ”lajki” pod informacją ”mamy szczeniaki”, a na innych się ”wiesza psy”?. Co kieruje ”autorytetem” zmiennym jak choragiweka na wietrze? Jest coś po za ”prywatą”? Serio. ”Nie ogarniam bazy”. Tym bardziej, że z Fejsbukowego Kółeczka Wzajemnej Adoracji coraz częściej i coraz bardziej otwarcie śmieją się HODOWCY. A no właśnie 🙂

”Dysplastyczny autorytet” & Co.

Kilka tygodni temu ponownie napisałam do tego samego znajomego działającego w DAP(P), bo ”mają tam teraz bardzo fajnie”. Przez kilka miesięcy Pan Pytajnik Zamęczacz Fejsbukowo-telefonicznie-mejlowy, długo hodowany w cieplarnianych warunkach, kontynuował, jako metodę na zaistnienie atakowanie ‚gwiazdeczek’ grupy (chachachacha). Szkoda, że tyle czasu co na pisanie postów na grupie, nie poświęcał swoim słabiutkim, limfatycznie-byle jakim sukom. Typ g…o wie, ale duuużo komentuje, choć prawda! Ostatnio zniknął… Czyżby nawet on doszedł do wniosku, że nie ma mowy, żeby ktokolwiek brał go na serio, jeżeli dalej będzie męczył kota wśród ‚grupowiczów’? Zaznaczyłam znajomemu, że, jak to tak z boku obserwuję, to coraz mniej wiarygodne się to wszystko staje. ”Śmietanką”/ głównymi udzielającymi się są tam teraz Pani o Wątpliwej Uczciwości, od wału z ”hodowlą ze stowarzyszenia” (która już oficjalnie nie jest tylko w stowarzyszeniu, bo ”TAJFUN” dotarł już do ZKwP, więc to ”taka sama” HODOWLA jak te PRAWDZIWE), facet, który przyznał, że nie umie wypracować sobie autorytetu u yorka, który się go po prostu nie słucha, ale pisze ”bardzo poważnie” (gdybym z tym gościem nigdy nie rozmawiała, to bym mu pewnie uwierzyła), pani, która za każdym razem, kiedy zabiera głos, zachowuje się jak słoń w składzie porcelany i ma niezwykłą zdolność do kreowania sytuacji typu ”pocztówki znad krawędzi”. Inna pani która, gdyby nie wada suki, też już by ‚hodowcą’ była, ale ją albo zgryz powstrzymuje, albo coś innego… Tu edit, no, jednak się okazało, że COŚ już powstrzymywać ją przestało… (Ale ”wejście w wielkim stylu” nie wyszło… Ten nędzny pomysł z ”klubem”… a taki mógł być OSTRY ”LANS na speca”… (peciki wyszły śliczne). No i ”autorytet” i historie prześwietleń w kierunku dysplazji psów, które od lat rozmnażała… ”Autorytet” publicznie zwyzywana od najgorszych przez pana hodowcę znanego z ”ROZMIARU” (edit 2018: i programu interwencyjnego jednej z telewizji, chyba Polsat…), szaleństwa w oczach i ”problemów” z dotrzymywaniem umów współwłasności, teraz uprawiający samoośmieszanie się, łasząc się do ”rozmiarowego”… (Za co już zebrała po tyłku…) .”Autorytet” w swoim czasie piszący JAK JA, o tym, jak ważny jest BAER TEST i badania w kierunku dysplazji u Dogo Argentino, wywołany do tablicy przez posiadaczy kilku psów z jego przydomkiem, jak piskorz wił się, nie mogąc JEDNOZNACZNIE odpowiedzieć na pytanie czy prześwietla swoje psy… Osoba, która kiedyś, JAK JA oburzała się na ”robienie z petów championów”, dziś robi to samo z psami z własnym przydomkiem. To są aktualni ”mentorzy” grupy DAP(P). Parę osób o coś tam się stara, STARE foty psów, które KIEDYŚ wyhodowała tzw Ważna Hodowczyni wrzucają, ale to bez znaczenia, bo nikt, z żadnym z tych psów niczego istotnego dla rasy nie zrobił, więc to są tylko jakieś zdjęcia, jakichś psów. Fajnie, że są, bo wkrótce te psy popadają i nikt, by nawet nie wiedział, że kiedykolwiek żyły, że ktoś miał jaja (pomysł+plan+czas+upór), by je WYHODOWAĆ… Ale foty Dogo Argentino w kolorowych czapkach to było coś MEGA… Naprawdę masę ”wartości” to wniosło… Nurtuje mnie czy lans w kolorowych obróżkach od Czy Możemy Porozmawiać o Tym Czy Prześwietlasz w Kierunku Dysplazji Psy, Które Rozmnażasz jest już na grupie pasee, odkąd Czy Możemy Porozmawiać o Tym Czy Prześwietlasz w Kierunku Dysplazji Psy, Które Rozmnażasz zapytała jak to jest z dysplazją u psów ”autoryteru”? Tyle fajowych fotek w tych obróżkach było… No, tak, ale jak Alfa i Omega pytania o prześwietlenia swoich psów, zbywa idiotycznym ubieraniem ich w ”wątki osobiste”, to potem tak jest, że obróżkę trzeba wziąć na cenzurowane, żeby na grupie nie podpaść…

Wracając do pomysłu ”omawiania miotów” przez Ludzi Robiących Zdjęcia Dogom Argentyńskim w Śmiesznych Czapkach: jak to jest, na jakiej podstawie w ich głowach urodził się pomysł roszczenia sobie praw do decydowania co wolno, a czego nie wolno hodowcom? Kiedy patrzę na całe to ”nasze” dogoargentynowe ”towarzycho”, myślę sobie tak: ”Brak mi ”mania psa” w czasie teraźniejszym-ciągłym, 24/7”, bo z psem ”pod ręką”, jest łatwiej. Coś czytasz, coś tam sobie myślisz, wołasz psa i go oglądasz, dotykasz, macasz, wyczuwasz pod palcami strukturę, zagłębienia, wszelkie nierówności i od razu masz proste przełożenie. CZUJESZ jego rzeźbę. To bardzo ułatwia ”aktualizowanie systemu = wyciąganie wniosków z przyswajanej wiedzy. Mając psa ”pod ręką”, możesz dokładnie dokumentować jego rozwój; przygotowywać się do ”bycia hodowcą”; ważyć go raz w tygodniu, mierzyć, możesz go -teraz zabawię się w słowotwórstwo: ”obfotografowywać” non stop, jak naukowy przedmiot badań i na bieżąco porównywać, jak się zmienia. Możesz dokładnie analizować jego rozwój, to jak reaguje na dany pokarm itp. Możesz go ciągle obserwować i uczyć się każdego dnia, by być lepszym. Patrzeć jak się rusza, jak nabiera świadomości własnego ciała, jak się ”wiąże” i ”wypełnia”, co daje mu właściwie zaplanowany i dostosowany do fazy rozwoju, trening. Możesz swojego psa BUDOWAĆ. Łatwiej absorbujesz teorię, którą praktyka ”wdrukowuje ci na dysk twardy w głowie” z tymi wszystkimi extras’ami, na które nie masz szansy bez psa ”pod ręką”.

To jest moja pięta achillesowa: nie mogę uczyć się każdego dnia, aż tyle ile bym chciała, bo z własnego wyboru nie mam psa ”pod ręką”. Psy muszę sobie ”pożyczać” od znajomych. Ale, mimo to, ciągle się uczę. A ja nie jestem hodowcą. Nie mam planów by nim być. Nie mam ciśnienia na ”wygrywanie wystaw” i udowadnianie ”koleżankom” jaka zaj…a jest moja suka. Nie mam suki, której za chwilę zafunduję szczeniaki. Ja się uczyć nie muszę… Ja chcę.

Dlaczego ludzie, posiadający psy, czasem więcej niż przeciętne, nie wykorzystują tego, że je mają po to, by stawać się bardziej świadomymi? Chcą swoje psy rozmnażać, a nie umieją na nie patrzeć, nie umieją zobaczyć ich niedostatków, więc jak chcą cokolwiek poprawić? Przecież planowa hodowla rasowego psa ma na celu to, by każde kolejne pokolenie było lepsze od poprzedniego. Szczenięta mają być lepsze od rodziców. Jak jakiś pan z nadmuchanym ego albo pannica, którzy patrzą i nie widzą, mogą wyhodować cokolwiek wartościowego? ”Przypadkiem”? Może ”będą mieć szczęście”? No może tak…

Ale raczej nie

To było takie żenujące, kiedy podczas wystawy w Łodzi, pani, która na wystawę przyszła z panem, który wystawiał sukę ‚bez kolan’, usłyszawszy mój komentarz, oburzona syczała na mnie ”Czy pani ma pojęcie o ten rasie?” SMUTECZEK. Anatomia jest kwestią kluczową. Ktoś jej nierozumiejący, nie ma prawa głosu. Nie widzisz jak zbudowany jest twój pies, nie wiesz tego, to stul dziób i idź się uczyć.

Wnioski

Paru hodowców wciąż jeszcze do tej grupy należy(?), ostatnio zadali nawet pytania pod notatkami dotyczącym pomysłu o powołaniu ”Klubu Rasy”. Pytania rzeczowe, bardzo konkretne, odpowiedzi? Były jak zwykle… Ale hodowcy nie wygłupiają się, wdając się w pozbawione sensu dyskusje z roszczącymi sobie prawa do tego, by uchodzić za kogoś kim nie są, aroganckimi ignorantami, jak to ma w zwyczaju większość wiodących prym ‚grupowiczów’… I myślę, że przykro im, że grupa na której mogli kiedyś pokazać swoje hodowlane osiągnięcia hodowcom spoza Polski, zmieniła się w śmietnik skolonizowany przez amatorów ”śmiesznych fotek”, którzy od czasu do czasu awanturują się między sobą, jak to było np. ostatnio 3 maja, po wystawie w Mołdawii…

Konkludując dziecinadę z ”Klubem Rasy” w tle, podpadłam znajomemu, dzieląc się z nim spostrzeżeniem (”poczynionym na bazie obserwacji tematów poruszanych przez ‚grupowiczów’, jak i ”stylu” ich wypowiedzi), że o ile do jakiegokolwiek zebrania związanego z inicjatywą ”Klub Rasy” w drugi majowy weekend dojdzie, to jedynym wątkiem, który mogą rzeczowo ogarnąć najaktywniejsi ‚grupowicze’, jest ten dotyczący fotek w kolorowych obrożach, które mogą drażnić oczy ”autorytetu”. W końcu ”konflikt interesów” to bardzo poważne zagadnienie. Edit: spotkanie się odbyło, było kameralnie i miło, ale nikogo znaczącego na nim nie było… (SMUTECZEK no. 2) #PlanktonNieRządzi

Skoro na największej grupie głównie się miziają albo opluwają i mało tam ‚merytoryki’, to na ziemię proponuje wrócić dzięki temu:

http://www.tybrushe-boxers.com/20_principles_of_breeding.htm linkowi 🙂

Chcę wam jeszcze zwrócić uwagę na temat ”reklamowania miotów”: żadna poważna grupa nie może być miejscem zbywania szczeniaków. Od tego są strony internetowe poszczególnych hodowli i fejsbukowe profile hodowców. Tyle. Zero tolerancji. Pamiętajcie o tym.

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora jest zabronione.

www.facebook.com/zuzpasjaodogoargentino

https://twitter.com/odogoargentino

Ps. Usunęłam z fejsbuka strony ”Baer dla Dogo Argentino” i ”Dysplasia results of Dogo Argentino” ponieważ nie cieszyły się zainteresowaniem polskich hodowców. Jedynie Pani Justyna Olech z hodowli Sulimer (FCI) udostępniła na tych stronach wyniki swoich hodowlanych Dogo Argentino. Wnioski wyciągnijcie sami.

DOGO ARGENTINO REALITY: ”REMINISCENCJE -MARZEC 2013”, CZYLI BADANIE SŁUCHU U POLSKICH DOGO (BAER TEST) A HODOWLA DOGO W POLSCE.

 untitledhvyuhvhbubjn

Podsumowując rok 2013 nie mogę olać uwagi, którą zamieściłam na początku tego roku w wątku, który na Dogomania Forum utworzyłam, UWAGA !: WE WRZEŚNIU 2011: http://www.dogomania.pl/forum/threads/214312-Badania-s%C5%82uchu-i-genotypowanie-polskich-Dogo-Argentino. Drodzy czytelnicy, mam nadzieję, że ostatnie wydarzenia uświadomiły wam dlaczego BAER TEST jest tak istotny dla Dogów Argentyńskich i chciałabym, żebyście mieli jasność -wiem, że nie wszyscy mają czas grzebać w starych wątkach kynologicznych for, dlatego podrzucam wam ściągę w postaci linka- że to nie jest tak, że ”nikt nigdy niczego nie proponował, bo u nas się nic nie robi” -nie kupujcie tzw pieprzenia kota za pomocą młotka.

W badaniu BAER TEST wszystkich dogo nie chodzi o to, żeby komuś ”zrobić na złość”. Dogo to nie bulteriery, nie istnieje w dogo-świecie wieloletnia tradycja badania dogo BAER, ale czas najwyższy ją zapoczątkować. Po to, by do was, Drodzy przyszli posiadacze dogo, nie trafiały głuche jak pień szczeniaki -co ostatnio stało się udziałem osób, które zaufały niewłaściwej ”pani hodowczyni” i żebyście mieli pełną świadomość na temat tego, jak wasze dogo słyszy. Kiedy trafi się wam pies jednostronnie słyszący, to sprawne ucho może czasem wykończyć zwyczajna weterynaryjna kuracja, gdy psiaka męczyć będze ”zapalenie ucha”, więc musicie wiedzieć jak wasz pies słyszy po to, żeby uprzedzić weterynarza jakich środków farmakologicznych, na waszym psie, stosować nie może.

”Reminiscencja”

Reality TV: sytuacja wygląda tak: ”miło, że niektórzy hodowcy i właściciele robią BAER, (choć nie muszą)”.

Niezależnie od klasy psów i ich wartości hodowlanej (na temat której z dyplomatycznych przyczyn nie zamierzam się w tej chwili wypowiadać [wypowiedziałam się dawno temu, na temat kilku pokazywanych na naszych wystawach dogo i zainteresowani doskonale znają moje zdanie: nie zmieniło się]), więc przez grzeczność i bogata w świadomość na temat realiów dzisiejszej sytuacji rasy w Polsce, ujmę sprawę w ten sposób: WARTO JEST, BĘDĄC NABYWCĄ DOGO ARGENTINO, ZROBIĆ BAER TEST DLA WŁASNEGO KOMFORTU. Wiele razy pisałam na temat tego ”komfortu” albo jego braku i nie chce mi się powtarzać.


To nie jest tak, że tylko polskie dogo potrzebują BAER’owania. Kwestia ewentualnego niedosłuchu albo całkowitej, obustronnej głuchoty jest u tej rasy obecna od zawsze, jest znacząca dziś, będzie jutro i jeszcze długo, długo nie zniknie, bo NIE ROBI SIĘ -I U NAS- NIC (nie na szeroką, znaczącą skalę), PO TO, ŻEBY TO ZMIENIĆ (Jakieś panienki na jakichś forach piszą, że ”jest lepiej”, ale to ”lepiej” ma jedynie zamknąć usta zadającym pytania). NA ŚWIECIE KONSEKWENTNIE ELIMINUJĄ TEN PROBLEM JEDYNIE NIEKTÓRZY HODOWCY -W SWOICH LINIACH. (Przykładem działań na szerszą skalę mogą być Skandynawowie, którzy mają słyszące, acz obleśnie brzydkie dogo). Kiedy piszę, że ”u nas robi się NIC”, to mam na myśli to, że nikt u nas nie odważył się poddać badaniu całej swojej bazy hodowlanej. Dlaczego? Ano z tego prostego powodu, że ewentualna konieczność wykasowania tzw wartościowych psów, recesywnie przekazujących tę cechę (nikt nie jest tak szalony, żeby hodować na głuchych jak pień psach!!!), nie stać żadnego z hodowców. I nawet gdyby okazało się, że wszyscy w PL powinni wymienić całą swoją bazę -a tak źle chyba nie jest- to skąd mieliby wytrzasnąć w 100% słyszące (a najlepiej to w ogóle tak na trzy pokolenia wstecz), psy, skoro W EUROPIE NIE BADA SIĘ DOGO TAK WNIKLIWIE I NIE ELIMINUJE TYCH NIEDOSŁYSZĄCYCH? (Nie muszę chyba wspominać Ameryki Łacińskiej, prawda ?) Czyli powiedzmy: jestem hodowcą → badam → wychodzi mi, że nie mam na czym hodować, bo nigdzie nie ma wyniku 70 decybeli w obu uszach i co? Zmieniam rasę, bo nie mam skąd wziąć ”czystych” psów? Wychodzi na to, że tak powinno się w tego rodzaju sytuacji postąpić.


W ciągu ostatnich dwóch lat pojawiła się masa szczeniąt; kolejni hodowcy i tzw ”hodowcy”. I tylko wyjątkowy naiwniak może wierzyć, że wszystkie te osoby mają takie samo pojęcie o ”hodowli”.


Sorry, nie. Jako ”hodowcy” objawili się ignoranci nieumiejący zobaczyć dlaczego pies na którym hodują NIE PRZEDSTAWIA WARTOŚCI HODOWLANEJ -naprawdę nie kumają tego, patrzą i nie widzą, że ich pies wygląda jak mieszaniec z inną rasą. Pojawiły się typy infantylne (”BO CHCĘ MIEĆ SZCZENIACZKI, BO SĄ TAKIE ŚLICZNE” – ten typ rozłożył w Polsce Cane Corso i tego TYPU ”hodowców”, jak karaluchów przybywa wśród szczęśliwych posiadaczy suk dogo) i pojawili się ”kasjerzy” (TRZY TYŚKI ZA SZCZENIÓRA RAZY SZEŚĆDAJE OSIEMNAŚCIE TYŚKÓW, MINUS KOSZT UTRZYMANIA SUKI I SZCZENIĄT… TO RAZEM DAJE… BEZ PODATKU!!!). Sorry, ale handlarze całe mioty sprzedają w jednej cenie, nie bawią się w umowy na współwłasność (CZYLI NIE ODDAJĄ PSÓW ”ZA DARMO!!!” -no, dobra, nierzadko za koszt całkowitego utrzymania psa). I ci ludzie nigdy w życiu nie będą zawracać sobie d… ”czyszczeniem swoich kenneli (albo mieszkań w bloku) z niedosłyszących osobników”. Nie, ci ludzie będą trzaskać mioty, nie oglądając się na nic. Jak zwykle tylko rzetelni hodowcy podeszliby do sprawy poważnie. A jak tak, to równie dobrze można jeździć po ”fajne dogo” do Skandynawii albo Niemiec (podobno ci drudzy mają nawet klub rasy…) i wystawiać je potem na Madagaskarze, Kamczatce albo w Księstwie Monako…
Serio, polskie ringi zalewają badziewne (krzywe, zbyt duże, pozbawione typowości tzw dogo), może z pięciu sędziów zaczyna powoli kumać tę rasę, a reszta rozdaje tytuły na zasadzie, no, nie wiem… Może: ”ale fajna biba była wczoraj, jeszcze ze mnie nie zeszło”? (Tak, czasem dogo wystawia się w soboty, a wystawka zaczyna się w piąteczek…) Albo na zasadzie ”towarzyskiej umowy” i wygrywają ci co z jakiegoś powodu mają wygrać. To żadna nowość. Tak było i jest. Po prostu, kiedy chodzi o dogo, to wszystko wyjątkowo widać…

Od końca zeszłego roku nie mogę wyjść z ”szoku”, tak bardzo zaskakuje mnie schizofreniczna skłonność sędziów do interpretacji wzorca. I tego na jakiej zasadzie, komu przyznają określone tytuły. Tego, co uprawiają sędziowie nie da się nazwać inaczej niż farsą (i dotyczy to większości ras, nie tylko molosów, czy dogo – choć mnie akurat przy dogo rzuca się to w oczy najbardziej).


Jako ciekawostkę dodam, że ostatnio pogadałam sobie z paroma sędziami. Wszyscy zwrócili uwagę na to, że uprawnienia do sędziowania wielu przeróżnych ras skutkują… klęskami. Ci ludzie mówią wprost, że nie można ”być dobrym we wszystkim” i zbyt wiele uprawnień powoduje, że nie kumają poszczególnych ras. Kiedy rozmawia się z nimi prywatnie, przyznają, że kwestie problematyczne dla poszczególnych ras -jak głuchota u dogo- to problemy, na które powinno się zwracać uwagę podczas wystaw. Czyli: bardzo chętnie prosiliby o wynik BAER, nadając uprawnienia hodowlane, ale nie ma takiego wymogu, a nie mogą żądać wyników badań, które obowiązkowe nie są. A, i to jest najlepsze: ”na wystawę można zgłosić każdego psa, bez względu na eksterier”… Schizofrenia jakaś… Co w takim razie oznacza ”wada dyskwalifikująca”? Sędziowie mają problem z interpretacją tego punktu?


Wszyscy -sorry nie wszyscy- inteligentni ludzie, dokładnie zdają sobie sprawę z tego, że za niedosłuch częściowy i całkowity odpowiadają recesywne geny i jedynym sposobem na ‚zmaksymalizowanie eliminacji’ tego problemu jest BAER. Nie będę stawiać pod ścianą wszystkich hodowców i publicznie rozliczać ich z tego czy hodują na BAER’owanych psach, czy nie. Wystarczy mi, że BAER robić będą nabywcy szczeniąt, bo jestem przekonana, że dwa lata BAER’owania przez nabywców i przewaga normalnych wyników zachęci hodowców do odważnego BAER’owania psów na których hodują (i szczeniąt). Hodowcy sami przekonają się jakie kojarzenia, jakie wyniki dają i jestem więcej niż pewna, że za parę lat zmieni się nastawienie do BAER.

”Epilog”

No i okazało się, że wystarczyło kilka miesięcy, żebyśmy mogli przekonać się do czego może doprowadzić pieprzenie kotka za pomocą młotka o BAER TEST.

Wypada jedynie dodać, że akcja ”BAER dla Dogo Argentino” (polecam zajrzeć na fanpege akcji na Facebook’u 🙂 http://www.facebook.com/BAERdlaDogo), nie byłaby możliwa bez Justyny Ciechańskiej, która niewzruszona brakiem reakcji polskiego dogo-śwaitka dwa lata temu, teraz, po wybuchu Afery opisanej w drugim akapicie tego wpisu: https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2013/11/27/joko/, zaproponowała zainteresowanym posiadaczom dogo, współpracę.

Zuza Petrykowska

Ps. polecam zajrzeć tu: http://www.pupileo.pl/showthread.php?t=24349 i zobaczyć, jak na to samo ogłoszenie zareagowali użytkownicy Forum Molosy -dziś Pupileo- Polecam 🙂 sprawdzić, jak ten sam temat ”się rozwinął” albo raczej został rozwinięty przez ”gwiazdy”… Jak reagują najaktywniejsi ”trzaskacze potów o niczym” (dziś obejdę się z tymi panami delikatnie) na pytanie z marca 2013: ”Ile psów zostało przebadanych?”. Reagują, rzecz jasna, w sposób dla siebie typowy.

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora jest zabronione.

JOKO -ŻYCIE Z GŁUCHYM PSEM

1473806_10201549881406355_94629358_n 1457083_10201549884126423_1648082808_n

Na zdjęciach powyżej: Joko – bohaterka tekstu Kasi Korbal 🙂

Dlaczego dziś na blogu poświęconym Dogo Argentino przeczytacie o Owczarku Kaukaskim? Ano dlatego, że ostatnimi czasy środowiskiem hodowców i posiadaczy białych wstrząsnęła AFERA dotycząca nieusypania, a przeciwnie: sprzedawania jako w pełni wartościowych (także) w sensie hodowlanym, psów z co najmniej poważnym uszczerbkiem słuchu, przez jedną z hodowli… ”Trupem”, który ”wyszedł z szafy”, zepsuł powietrze i zwrócił uwagę na problem, została zupełnie głucha suka, celowo nietatuowana, niezaczipowana i ukryta przed komisją, której celem był przegląd miotu. Hodowla przekazała sukę fundacji, której zadaniem miało być znalezienie kalece domu… Tak też się stało. Suka powędrowała już do nowych opiekunów i wszyscy trzymamy kciuki za to, że będzie to historia z happy end’em. Co może mieć z tym wspólnego bohaterka naszego artykułu ? Dowiecie się już za chwilę.

Ja dodam, że skutkiem AFERY i SZOKU, który ta Afera (imię nadane suczce) wywołała, jest zorganizowanie akcji BAER dla Dogo Argentino -zapraszam na facebook’owe strony www.facebook.com/baerdladogoargentino, www.facebook.com/zuzpasjaodogoargentino) -w tych miejscach znajdziecie informacje dotyczące min. tej inicjatywy. Temat ”oferowania do adopcji” głuchych psów ras typu ‚powerful’ (Dogów Argentyńskich, Bulterierów Angielskich, Dogów Niemieckich etc.) od zawsze budził wiele kontrowersji… Dla rzetelnych, odpowiedzialnych, etycznych, krótko mówiąc: uczciwych hodowców, temat nie istnieje, oni takie psy usypiają, OD RAZU PO WYKONANIU BAER TEST. Jednak dla sporej grupy osób nieznających z praktyki ani rasy -w tym przypadku Dogo Argentino- ani nie mających praktycznego doświadczenia w funkcjonowaniu z głuchym psem, ”usypianie małych, ślicznych szczeniaczków” jest ”barbarzyństwem”. Z powodu wątpliwości niektórych osób, co do słuszności co najmniej wstrzymywania się z namawianiem ludzi bez grama doświadczenia do adoptowania głuchych DA czy BA, pokusiłam się o namówienie OSOBY MAJĄCEJ PRAKTYCZNĄ WIEDZĘ WYNIKAJĄCĄ Z DOŚWIADCZENIA Z PRACY Z NIESŁYSZĄCYM PSEM (OWCZAREK KAUKASKI) o przybliżenie nam wszystkim JAK TO JEST ŻYĆ NA CO DZIEŃ Z GŁUCHYM PSEM. Zapraszam wszystkich czytelników bloga, oraz ich znajomych i znajomych ich znajomych do przeczytania artykułu Kasi Korbal 🙂

Zuza Petrykowska

.

Od 8 lat mam u siebie sukę kaukaza. Sukę ”w typie”. Z interwencji. Bo sobie biegała luzem po mieście… Kiedy w końcu udało się ją odłowić, trafiła do mnie na tzw DT. (Pomijam kwestię tego, że zostałam zupełnie sama, mając niecałe 18lat, z problematycznym psem, który miał u mnie być tylko ”kilka dni” a został na zawsze).

Joko była suką z agresją, być może lękową, nikt nie umiał tego jednoznacznie stwierdzić. Nigdy nie przejawiała strachu, nie wysyłała sygnałów typowych dla psa lękowego. Bardzo dużo czasu zajęło mi nauczenie się ”czytania” jej, jako psa ogólnie. Wychowałam się na owczarkach, to było moje pierwsze zetknięcie z molosem i ogólnie rzecz biorąc byłam ”przyzwyczajona” do innego rodzaju psiej psychiki, więc uczenie się Joko było dla mnie wyzwaniem. W końcu po wielu trudach, paru ”behawiorystach” z bożej łaski i szkoleniach udało się nam dojść do ładu.

Mieszkałyśmy w mieście, na dość tłocznym osiedlu i wszyscy żyli 😉 I sąsiedzi, i ich psy, a kaukazica, co by o niej nie mówić, terytorialna jest wybitnie. Do dziś dnia, żadna obca osoba/pies/kot/lis nie ma prawa na jej terenie przebywać.

Dzisiaj Joko ma 13 lat. Życie z psem, który nie słyszy i niedowidzi nie jest ani łatwe, ani przyjemne. Zarówno dla niej, jak i dla nas sytuacja nie jest komfortowa. W dodatku wymaga wielu ”środków ostrożności”, które pozwalają nam na względnie spokojną koegzystencję. Udało się nam przenieść na wieś i tym samym psica miała wybór: dom czy podwórko? Terenu mamy dość sporo i koniec końców, kaukaz wylądował w budzie (na swoje własne życzenie 😉 ).

Pierwsze zmiany w jej zachowaniu zaobserwowaliśmy mniej więcej rok temu; większą ostrożność. Stała się też bardziej nerwowa a co za tym idzie mniej przewidywalna. Na początku śmialiśmy się, że Joko tak bardzo wczuwa się w swoją ”misję”, że nikogo po zmroku nie wpuszcza za bramę. Mój narzeczony wracając wieczorem, nie mógł normalnie wjechać samochodem na teren posesji, bo suka dostawała szału. Wejść do domu mógł dopiero, kiedy się jej ”przedstawił” (stanął w miejscu, nie wykonując gwałtownych ruchów i dał się jej obwąchać). Wtedy przyszło nam na myśl, że być może ona zaczyna ślepnąć… No trudno -kwestia wieku. Ma prawo. To nie było uciążliwe ani niebezpieczne, tylko trochę upierdliwe.

Od kilku miesięcy wiemy już na pewno, że suka jest GŁUCHA. To niestety stwarza już dużo więcej problemów. Nie ma szans na zajście jej od tyłu bez jednoczesnego narażenia się na wyskok z zębami z jej strony. Oczywiście, jak tylko zorientuje się z kim ma do czynienia, ”przeprasza” i natychmiast wywala się kołami do góry, ale przy codziennej krzątaninie, zwykłych codziennych zajęciach to jej ”przeczulenie” było/jest utrapieniem. Trzeba ciągle mieć oczy dookoła głowy, ciągle obserwować gdzie jest pies.

Wejście wieczorem na ”jej część” działki, bez wcześniejszego (czytelnego dla niej) uprzedzenia jej o naszej obecności, często kończy się spotkaniem twarzą w twarz z kaukazim pyskiem. Oczywiście tu też, jak tylko ”poczuje” że to my, odpuszcza. Nigdy nie zrobiła nikomu krzywdy, ale mamy świadomość, że igramy z ogniem. Dlatego, jeżeli za oknem jest ciemno, a musimy iść do garażu/samochodu/wyjść po prostu wcześniej, wypuszczamy drugą nasza suczkę, z komendą ”Idź, obudź Joko”. Psica leci informować ”Uwaga ! Idziemy” -co czasami też kończy się wydarciem paszczy przez staruszkę.

To jest bardzo ważna kwestia: drugi (przynajmniej jeden) pies bardzo pomaga w ogarnięciu tego niesłyszącego. Wiedząc już, że Joko nie słyszy, zaczęłam obserwować jak naśladuje naszą drugą suczkę. Stara się jej trzymać. I jeżeli jesteśmy razem na podwórku to widzę, że bacznie obserwuje co robi młoda i kopiuje jej zachowania. Chociaż oczywiście robi to po swojemu i w swoim tempie, to zdecydowanie odpręża się w towarzystwie drugiego futra. Jest spokojniejsza i widać, że dużo łatwiej jest jej pojąć o co chodzi i co będzie dalej. No i jednocześnie przejmuje stan umysłu młodej. Jako, że Pola to taki typowy ‚happy go lucky’ pies, to automatycznie widać po kaukazicy, że przestaje się spinać. Drugi słyszący i ogarnięty pies jest dużą pomocą. Dziewuchy się u mnie dogadują bez większych problemów. Chociaż zdarzają się fruwające kłaki, bo listek pofrunął nie tam gdzie trzeba…

Widzę też różnice w zachowaniu młodszej suki względem pełnosprawnych psów. W interakcjach z nimi pozwala sobie na dużo więcej, niż w kontaktach z Joko. Jest w stosunku do staruszki bardziej uważna i delikatna. No i nie wbiega dzikim pędem. Podchodzi, zachowuje dystans i czeka niejako na ”zaproszenie” do bliższego kontaktu. Przy tym serwuje cała gamę sygnałów uspokajających. Jeżeli takiego pozwolenia nie dostanie, to po prostu zwyczajnie się wycofuje. Z naszą ekipą spacerową to zupełnie inny pies. Młoda gania, skacze, szaleje i jej zachowanie nie ma zupełnie nic wspólnego z delikatnością czy opanowaniem. Pola nauczyła się obsługi głuchego psa lepiej od nas i pomaga nam w dogadaniu się z Joko.

Ma to też przełożenie na spacer, chociaż już mniej widowiskowe 😉 Opcja spięcia dziewczyn jedną smyczą i puszczenia luźno kończy się awanturą, bez względu na długość linki miedzy nimi. Każda chce iść inną stroną i innym tempem. Pola jest raczej typem przydupasa, co Joko uważa za haniebne i uwłaczające. I awanturka gotowa. Jeden pies luzem, drugi na lince sprawdza się ciut lepiej. Aczkolwiek zdecydowanie wolę spacery sam na sam z kaukazicą. Wtedy mam dla niej pełną uwagę i przy pomocy smyczy, całkiem nieźle się porozumiewamy.

Spotkanie z obcym psem, w dodatku takim, który ma tendencje do taranowania i chamskiej zabawy, mogłoby skończyć się kiepsko. Joko od zawsze była ”księżniczką” w kwestii innych psów i bardzo wybrednie traktowała ekipę do zabawy. Oczywiście potrafi zachowywać się spokojnie i neutralnie wobec każdego psa, ale to wymaga użycia smyczy i mojego wyraźnego polecenia. A jak wydać polecenie psu głuchemu? Zostaje dotyk. I tutaj zbawienna okazała się kolczatka, która bardzo precyzyjnie pokazuje psicy, że nie będę akceptować takiego czy innego zachowania. Oczywiście można się bawić w pozytywne szkolenie, ba! Nawet trzeba, ale demonizowanie metod awersyjnych nie jest dobre. Wszystko zależy od konkretnego psa i jego impulsywności. Inaczej szkoli się niufka, ze stoickim charakterem, a inaczej pobudliwego, nerwowego dobermana. Wszystko sprowadza się do poziomu wrażliwości u psa. Także obce pieski na ogół są ignorowane, a jeżeli są zbyt nachalne, dobitnie się o tym dowiadują. Piesek, który ma ochotę wejść nieproszony na teren Joko, to piesek, o którym możemy mówić w czasie przeszłym… Nie da się jej odwołać ”zwykłymi metodami”. Tu pomogła obroża elektryczna.

Nie jest to barbarzyństwo ani znęcanie się nam psem. Nie ma to nic wspólnego ze ”smażeniem psa jak na krześle elektrycznym”. Impuls ma wybić psa z amoku, kiedy żaden inny bodziec nie dociera. Każdy, kto miał psa ze smykałką do polowania wie, że przychodzi moment, kiedy przysłowiowe klapki na oczach i „bieeeeegnę!” biorą górę nad posłuszeństwem… Pies staje się głuchy i ślepy na nasze wołania, gwizdki, czy klikerki i ma tylko jeden cel: dorwać zdobycz. (Pomijam kwestie tego, że przywołanie musi być przeprowadzone w zasadzie perfekcyjnie). OE nie powinna być stosowanie w formie ”kary”. Ma być to bardzo mądrze i w odpowiednim czasie wyciągnięty z rękawa as, który zmusi psa do wrócenia na ziemię. Ma za zadanie wytrącić go z tego maksymalnego pobudzenia, do poziomu, w którym można go odwołać. Dlatego nie należy używać OE jako ”kary” czy korekty. To nie powinien być stały element standardowego treningu posłuszeństwa. Pies nie może ”spodziewać się impulsu” i na niego czekać, bo OE traci wtedy sens zastosowania. Impuls elektryczny ma być ”szokiem”, najlepiej jednorazowym. Rażenie psa raz po raz mija się z celem. Jak wspomniałam wcześniej, w najlepszym przypadku pies uodporni się na bodźce, w najgorszym -wolę nie prorokować. Efekt zaskoczenia ma wytrącić psa ze stanu ”odlotu” i spowodować, że poszuka odpowiedzi na pytanie ”O co chodzi???”, U NAS. Stąd trzeba mieć przepracowane przywołanie i tą mityczną ”więź” z psem. Bez tego będzie ciężko poprawnie użyć ”elektryka”, a jeżeli ktoś się o to pokusi, bez solidnych podstaw, to faktycznie zrobi psu krzywdę. Dlatego z całą pewnością OE nie powinna być używana przez laika czy osobę, która nie rozumie idei zastosowanie tego narzędzia. I warto się dobrze dokształcić, zanim założymy psu na szyję to ustrojstwo.

Ale wracając do codzienności z niesłyszącym psem: opcja obudzenia Joko z drzemki = absurd. Nikt z nas tego nie zaryzykuje. Wolimy poczekać.

Spacer? – tylko na lince. Wiadomo, kaukaz to pies niezależny, a Joko zawsze ceniła dystans. Na chwilę obecną spuszczenie jej ze smyczy w lesie/na polu skończyłoby się szukaniem psa albo powrotem do domu z nadzieją, że psisko samo wróci. Nikt nie zamierza ryzykować takiego scenariusza z oczywistych względów.

Nasza suka od zawsze miała smykałkę do ”polowania”; sarenki, bażanty, listy, koty, w sumie każda zdobycz warta jest szaleńczego pościgu. Do tego wrodzony ”olew na człowieka” i mieszanka wybuchowa gotowa. Przy zastosowaniu OE, i dużej pomocy ze strony znajomego myśliwego, udało się u niej te zapędy ograniczyć prawie do minimum. Jednak pełnego zaufania w tej kwestii nie miałam do niej nigdy. Teraz odwołanie od pogoni byłoby nierealne, choćby z tej przyczyny, że ona zwyczajnie nie słyszy komend, a nie ma w sobie zakorzenionej tej potrzeby kontaktu wzrokowego, tak typowej dla większości ras ”miękkich”. Ona idzie na żywioł i po prostu goni. Jedna taka akacja przekonała nas, że spacer poza ogrodzoną posesją -TYLKO na smyczy. Zarówno dla niej, jak i dla nas to średnia frajda. To jest typ psa, który sam ustala dystans od człowieka i stada. Nigdy nie była wylewna w uczuciach, zawsze te dwa metry obok, ale przy psie głuchym, dwa metry to często i tak za daleko…

Wejście do kojca z marszu też jest ryzykowne. Czekamy aż nas zauważy i dopiero wtedy wiemy, że można się pakować na „salony”.

To wszystko wydaje się banalne i prozaiczne, ale w codziennym życiu jest męczące. Pomimo tego, że kontaktowaliśmy się z naszym zaufanym ”zaklinaczem psów”, nie znaleźliśmy rady i metody, która by niwelowała problemy. Wiem, że to kwestia wieku, wiem też, że nic nie zmienię. Ale brak zaufania względem własnego psa jest -delikatnie mówiąc- przykry.

Warto tu podkreślić, że moja sytuacja jest o tyle komfortowa, że pies nas zna, mamy z nim wypracowane schematy. Wie, ze trzeba usiąść zanim założymy obrożę, czy zanim dostanie michę. Wie, że przed wyjściem z kojca trzeba usiąść i nie wolno skakać po nas, czy gościach. Cała podstawowa obsługa psa została wypracowana lata temu, kiedy Joko słyszała i widziała, więc jest nam o niebo łatwiej niż z psem, który jest głuchy od urodzenia. Tym bardziej, że od samego początku komendy były słowne i „gestowe”. My mamy łatwiej, a w codziennym życiu i tak jest nam trudno 🙂 Szczególnie, że to nie jest piesek malutki i leciutki. To kawał zwierzaka, który wie jak zrobić krzywdę.

Do tego wszystkiego dochodzi ogólne samopoczucie psa. Widzę, że jest bardziej zestresowana, sfrustrowana, że ta sytuacja jest dla niej męcząca. Częściej unika kontaktu i zachowuje większy dystans tak, jakby sama dawała sobie czas na odpowiednią reakcję. Teraz dostaje stress out, żeby oswoić się z takim stanem rzeczy i trochę ”wyluzować”. Jednak wiemy, ze to rozwiązanie tymczasowe. Nie da się psa faszerować lekami na uspokojenie przez cały czas. I w tym miejscu dochodzimy do sedna: stanęliśmy przed ogromnie trudną decyzją. Wiemy, że na dłuższą metę ryzykujemy zdrowiem swoim i naszych zwierzaków. Co będzie jeśli suka nie wyhamuje w porę? Co jeżeli my się zagapimy i sami sprowokujemy ”atak”? Co w końcu jeżeli Joko całkiem straci wzrok?

Życie z psem głuchym jest zwyczajnie niebezpieczne. Albo raczej życie z TAKIM głuchym psem jest niebezpieczne, bo o ile jamnik najwyżej zafunduje nam siniaki czy jakieś (relatywnie) niewielkie skaleczenie, o tyle kaukaz czy Dogo Argentino naprawdę może zafundować tragiczne w skutkach obrażenia. I z taką świadomością na co dzień żyjemy. I wiem zarówno ja, jak i mój narzeczony, że przyjdzie w końcu ten dzień, kiedy trzeba będzie się z suką wybrać na tą ostatnią podróż. Odwlekamy to, w imię własnego egoizmu. To w końcu mój pierwszy ”dorosły pies”. Pierwszy, z którym faktycznie pracowałam, którego szkoliłam, który nauczył mnie szanować i podziwiać molosy. Niech to brzmi patetycznie, ale dużo zawdzięczam mojej burej suce I niech ten ”referat” posłuży jako przestroga dla każdej osoby, która chce wziąć sobie głuchego psa. To nie jest łatwe i przyjemne. To cholernie trudna ”robota”. I prawdę mówiąc sama się dziwię, ze nadal dajemy radę.

Dużo jeszcze przede mną nauki w temacie psa -w takim ogólnym sensie- i nie da się ukryć, że ten tekst podszyty jest w dużej mierze emocjami, ale jeżeli ktokolwiek, po jego przeczytaniu podejmie słuszną decyzję o uśpieniu głuchego szczeniaka TYCH ras albo naprawdę uczciwie rozważy, czy stać go na podejmowanie ryzyka adoptowania głuchego psa, to warto było się uzewnętrznić.

Katarzyna Korbal

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora jest zabronione.

ADOPCJE DOGO ARGENTINO (”JAKA PIĘKNA KATASTROFA”)

Grek-Zorba5-340x233

Za każdym razem, kiedy gdzieś pojawia się ogłoszenie o ”dogo do adopcji” albo o psie ”w typie dogo”, a chwilę potem grupka oszołomów zachęcających do adoptowania tego zwierzaka, zastanawiam się skąd ta odwaga w braniu na siebie odpowiedzialności za namawianie ludzi do przyjmowania na siebie odpowiedzialności za psy, o których najczęściej wiadomo: NIC.

Są momenty, że myślę, że to ”skancerowana odwaga”. Skancerowana głupotą i brakiem wyobraźni, kompletnym niepokalaniem myślą, że zachęcanie do adoptowania psa, o którym wiadomo NIC, ALBO JAK OSTATNIO, W PRZYPADKU AFERY (imię suki), ŻE JEST GŁUCHY, to branie na siebie odpowiedzialności za to, jak osobie/osobom adoptującym psa (TEJ BARDZO TRUDNEJ/WYMAGAJĄCEJ W PROWADZENIU RASY) i temu psu, ułoży się wspólna historia – oszołomstwo w najczystszej postaci.

Temat adopcji jest złożony. Są przypadki rasowych psów pochodzących z zarejestrowanych hodowli typu ”rozmnażalnia” i tych ”w typie” z pseudohodowli. Psów, które trafiły do zupełnie przypadkowych osób, ludzi którzy sobie z tymi psami nie poradzili i się ich po prostu pozbyli – uprzednio niszcząc psychikę i zdrowie fizyczne/zaburzając fizyczny rozwój tych zwierząt.

Tak więc mamy PSA WYMAGAJĄCEJ/TRUDNEJ W PROWADZENIU RASY, którego na początku trzeba zdiagnozować, czyli dowiedzieć się o nim, jak reaguje na różne sytuacje, zwierzęta, ludzi… Czy jest zsocjalizowany, czy jego socjalizacja była zaburzona przez debilne postępowanie ”pierwszego opiekuna”? Czy ma problemy ze zdrowiem? Jeżeli tak to jakie konkretnie? I ile nas ta adopcja będzie kosztowała. Nie tylko w sensie finansowym -aczkolwiek ten aspekt jest także szalenie istotny (behawioryści są drodzy), ale w znaczeniu tego, ile czasu będziemy musieli poświęcić psu na ”wyprowadzenie go” do stanu, który powszechnie uważa się za normalny.

No i mamy psy głuche… Niestety. Wciąż. Oby wkrótce nastał koniec ”głuszców do adopcji”.

Na hasło ”dla głuchego dogo musi być odpowiednia osoba”, wielokrotnie, w rozmowach ze znajomymi hodowcami dogo, pojawiał się tylko jeden wniosek: NIE MA ODPOWIEDNIEJ OSOBY DLA GŁUCHEGO DOGO ARGENTINO. ODPOWIEDNIA OSOBA TO TA, KTÓRA USYPIA GŁUCHE DOGO.

Zazwyczaj adoptującymi różnej maści psie kaleki -my skupmy się na głuchych przedstawicielach powerful breeds- są ludzie o wielkim sercu, idealiści. Ktoś taki myśli sobie coś w stylu ”Babcia miała głuchego kota i jakoś sobie dawał radę”/”Głusi ludzie ogarniają życie jakby nie byli głusi” -to bardzo urocze i ”romantyczne”, ale pies jest tylko psem.

Głuchy Dog Argentyński nie przestaje być ”zlepkiem” pokoleniami podbijanych cech, które czynią z niego Dogo Argentino -psa rasowego, który powstał po to, by wykonywać ściśle określony rodzaj zadań. Głuchy pies po prostu nie może być specjalistą, nie może sprawnie wykonywać pracy, do której został stworzony (Najczęściej dlatego, że głuchota jest tylko jednym z zaburzeń, objawem, który człowiekowi jest najłatwiej ”wychwycić”. Proszę nie zapominać o tym, że BIAŁE PSY SĄ BIAŁE W WYNIKU GENETYCZNEGO ZABURZENIA NIEPOZWALAJĄCEGO NA WŁAŚCIWE FUNKCJONOWANIE TYROZYNAZY – POLECAM SIĘGNĄĆ DO TEGO ARTYKUŁU:

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2013/07/)

Głuchota nie wyłącza instynktu. Głuchy pies nie zostaje przez naturę ”wykastrowany” z tego wszystkiego co ma w genach, on po prostu, w okolicznościach, które nierzadko trudno jest opanować doświadczonym posiadaczom dogo, na co dzień żyjącym z W PEŁNI ZDROWYMI PRZEDSTAWICIELAMI TEJ RASY, staje się zwierzęciem nad, którym opiekun ZUPEŁNIE nie ma kontroli.

Powstrzymać przed ”ubiciem” małego zwierzątka w pełni słyszące i prawidłowo zsocjalizowane, acz przez ułamek sekundy niedopilnowane dogo, jest niezwykle trudno. I prawdę mówiąc powodzenie takiej akcji graniczy z cudem. Powstrzymać głuche dogo, kiedy przestraszone ”najściem intruza” -w sytuacji, która normalnego psa zupełnie by nie pobudziła- atakuje człowieka jest… Powodzenia, bo będzie bardzo potrzebne. Kropka.

Ludzie adoptujący głuche dogo, bulle, generalnie głuche psy, zupełnie nie zdają sobie sprawy z tego, że o ile oni sami mogą się przyzwyczaić do tego, jak bardzo specyficzna jest relacja z głuchym psem, że taki pies chodzi za opiekunem jak cień, że wpatruje się w niego ciągle i na podstawie zachowania opiekuna ”ogarnia rzeczywistość” (A co kiedy pies się starzeje i wzrok mu się psuje?), może to być trudne do zaakceptowania dla innych. Wszystko fajnie, kiedy ktoś bierze tego psa, żyjąc solo albo bierze go para. Ale kiedy para się rozstaje albo pojawia się ”love of life” nie jest powiedziane, że relacje tej osoby z psem ułożą się równie cukierkowo – często to jest pierwszy etap, którego głuchy pies nie przechodzi i ląduje w schronie (znowu)…

Potem, kiedy ”love of life” wypala na tyle, że pojawia się dziecko… Większość głuchych psów traci dach nad głową.

Skazywanie psa na schronisko, obijanie po ”Domach Tymczasowych”, to powolne wykańczanie go, niszczenie i obleśna hipokryzja.

Mamy XXI wiek, wiemy dlaczego białe psy są białe, mamy możliwość przeprowadzenia badania słuchu szczeniąt, zanim wydane zostaną nowym opiekunom i naprawdę nie ma alibi dla tych, którzy przerzucają odpowiedzialność za swoją nieuczciwość na innych. Hodowca, który nie usypia głuchych szczeniąt, a przekazuje je do fundacji -jak to miało miejsce w przypadku suki oferowanej jako ”Afera”- nie powinien mieć prawa do hodowli rasowych psów, ponieważ łamie wszelkie zasady etyki hodowlanej. (A ukrycie tej głuchej suki przed komisją dokonującą przeglądu hodowlanego, to szczyt -brak mi słów, więc urwę w tym miejscu.).

Kiedy pierwszy raz (ponad dwa lata temu) pytałam na dawnym Forum Molosy -dziś ”Pupileo”- o to, jak jest ze słuchem u polskich dogo, gwiazdy forum prawie mnie zjadły. Zostałam ”trollem”, bo niby ”obrażałam hodowców”, dostałam jednego bana, potem drugiego, atakowano mnie na na pełnej linii, a na Dogomania Forum hodowców, których gwiazdy FM uważały za moich ”przyjaciół”, pomawiano, szkalowana i nawet im grożono…

Dziś, po wybuchu AFERY nie czuję krztyny satysfakcji, przeciwnie jest mi bardzo przykro, że ”gwiazda”, która pluła na mnie z największą zaciekłością, wypuściła wiele problematycznych -mówiąc najdelikatniej- pod względem jakości słuchu, dogo. Na szczęście prawie wszystko można naprawić i plusem tej AFERY jest to, że udało się nam zorganizować akcję ”BAER dla Dogo Argentino”, która powstała specjalnie z myślą o dogo z przydomkiem, który powinna nosić ”Afera”, gdyby hodowla, z której się wywodzi była naprawdę… uczciwa.

Do wzięcia udziału w ”BAER dla Dogo Argentino” zachęcam wszystkich posiadaczy dogo, których psy nie mają jeszcze za sobą tego badania. Zróbmy coś, czego nie zrobił nikt przed nami i zadbajmy o to, żeby w przyszłości wszystkie polskie dogo słyszały.

www.facebook.com/baerdladogoargentino – w tym miejscu znajdziecie informacje dotyczące akcji 🙂 nawet jeżeli link nie zadziała 🙂 i pojawi się komunikat, że strona została wyłączona 🙂 nie została wyłączona 🙂 zapewniam 🙂

Mamy nadzieję, że kiedy temat AFERY już okrzepnie 🙂 BAER przestanie być tematem tabu 🙂

O ile wiem wciąż jeszcze są miejsca i od grudnia 2013 do marca 2014 można umówić się na wykonanie BAER TEST we Wrocławiu, w cenie 50 złotych 🙂 W tym celu należy kontaktować się z Panią Justyną Ciechańską, adres email: bulteriery@gmail.com 🙂

Zuza Petrykowska

Ps. głuche psy, o ile już mamy z takimi do czynienia, powinny żyć w psich stadach, z innymi psami, bo żaden człowiek nie ułoży/zsocjalizuje głuchego psa tak, jak zrobi to stado. Dlatego też głuche psy (NA SWOJĄ WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ) adoptować mogą jedynie osoby, które mogą liczyć na psią pomoc. Innymi słowy, psiarze posiadający warunki na to, by utrzymywać kilka/kilkanaście psów – ideałem, w takiej nie-idealnej sytuacji, byłoby, gdyby takie psy pozostawały w hodowlach.

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora jest zabronione.