Archiwa tagu: gwałtowne reakcje

”UMOWA SPRZEDAŻY” CZYLI KIEDY ZGŁOSIĆ POLICJI GROŹBY W RODZAJU ”PRZYJEDZIEMY I ZABIERZEMY CI PSA” ORAZ ”FAJNIE, FAJNIE, ŻE TAK WALCZYSZ O TE BADANIA, ALE WIESZ, W TYCH USZACH TO LEPIEJ NIE GRZEB”

12784522_939706079476536_175874937_n

Na grupie Dogo Argentino Polska (Poland), lincz właścicielki psa, która ośmieliła się upublicznić film:

https://www.facebook.com/alex.xyzn/videos/g.300344586722991/1024202477654656/?type=2&theater przedstawiający psa, u którego rozpoznano ”rozwijającą się dysplazję stawów łokciowych na skutek nieprawidłowego procesu kostnienia śródręcznego”.

capture-20160320-105218

karta info wizyty oli pies fa

UMOWA SPRZEDAŻY

Wbrew twierdzeniom osób, które tak chętnie zabierają głos w dyskusji dotyczącej psa pani Oli, wyjaśnić należy, że umowę sprzedaży rzeczy ruchomej (np. psa) zawrzeć można w trzech możliwych formach; ustnej, pisemnej i dorozumianej. W formie pisemnej umowę sprzedaży sporządza się dla przyszłych celów dowodowych, ale konieczna jest ona jedynie w przypadku sprzedaży nieruchomości. Dokument stwierdzający fakt zaistnienia dwustronnej czynności prawnej, którego zdjęcie na forum ww publicznej grupy, udostępniła właścicielka psa i które ja wklejam w tym miejscu

umowa oli forte apache (2)

składa się dwóch części. Pierwsza to potwierdzenie formy ustnej umowy sprzedaży, czyli zapłata i wydanie rzeczy (Jak wynika ze sfotografowanej treści, zapłatę przyjęto, a rzecz wydano). Do czynności dwustronnej doszło, gdyż kwota została przyjęta i nastąpiło fizyczne wydanie rzeczy, czyli psa rasy Dog Argentyński o cesze indywidualnej, którą stanowi nr chip zwierzęcia -pani Oli psa wydano. I nie jest istotne, że na sfotografowanym przez właścicielkę zwierzęcia dokumencie nie ma informacji kto z imienia i nazwiska za psa zapłacił, bo wyraźnie napisane jest jakiego konkretnie psa (oznaczonego indywidualnym nr. chip, dodatkowo potwierdzonym w lecznicy weterynaryjnej, w której dokonano rozpoznania ”rozwijającej się dysplazji stawów łokciowych na skutek nieprawidłowego procesu kostnienia śródręcznego”) wydała druga storna umowy. Częścią drugą tego dokumentu stwierdzającego fakt zaistnienia dwustronnej czynności prawnej jest zobowiązanie dostarczenia rodowodu, z czego nie wywiązała się strona, która przyjęła sumę 4 tysięcy złotych i psa wydała nabywcy. Rodowód byłby jedynie dodatkowym potwierdzeniem faktu, iż prawo własności przeszło na właścicielkę psa, z chwilą, w której za niego zapłaciła, a druga strona wydała jej zwierzę. Wniosek jest więc prosty: jeżeli ktoś właścicielce nieszczęsnego psiaka grozi, że go jej odbierze, powinna ten fakt zgłosić policji.

W skrócie:

Odnośnie umów sprzedaży zapamiętaj sobie drogi czytelniku co następuje (za http://www.przewodnikprawny.pl/umowa-sprzeda-y-ruchomo-ci/):

Umowa sprzedaży ruchomości może być zawarta w formie dowolnej, np. ustnej, pisemnej, a także w sposób dorozumiany. Przepisy nie wprowadzają w tej kwestii żadnych ograniczeń”.

Ustalenie ceny sprzedaży stanowi jeden z przedmiotowo istotnych elementów umowy sprzedaży ruchomości. Cena wyrażana jest w postaci określonej kwoty pieniędzy lub poprzez podanie sposobu jej wyliczenia.

Podstawowym obowiązkiem sprzedawcy jest przede wszystkim przeniesienie na kupującego własności określonej rzeczy ruchomej oraz jej wydanie. Do przeniesienia własności dochodzi w zależności od rzeczy bądź to przez podpisanie umowy sprzedaży (rzeczy oznaczone co do tożsamości) bądź to przez przeniesienie faktycznego posiadania rzeczy na kupującego (rzeczy oznaczone co do gatunku oraz rzeczy przyszłe). Wydanie ruchomości ma zazwyczaj miejsce podczas zawarcia umowy lub też w innym terminie określonym w treści umowy. Ponadto sprzedawca ponosi odpowiedzialność względem kupującego, jeśli sprzedana rzecz obciążona jest wadami fizycznymi lub wadami prawnymi.

Obowiązkami kupującego, które wynikają z treści umowy sprzedaży ruchomości, są zapłata ustalonej ceny oraz odbiór rzeczy.

Do zapłaty ceny dochodzi najczęściej przy zawieraniu umowy”.

Skutkiem zawarcia opisywanej umowy jest przeniesienie własności ruchomości na kupującego, który staje się nowym właścicielem nabytej rzeczy. Po zawarciu stosownej umowy sprzedawca zobowiązany jest do wydania, zaś kupujący do odbioru przedmiotowej nieruchomości oraz do zapłaty sprzedawcy ceny w umówionej wysokości. Co więcej, sprzedawca odpowiada za wszelkie wady fizyczne lub prawne, jakimi obciążona jest zbyta rzecz ruchoma. Z tytułu wady rzeczy sprzedanej kupującemu przysługuje uprawnienie do odstąpienia od umowy lub obniżenia ceny”.

Z chwilą, w której stajesz się właścicielem psa nikt, włącznie z hodowcą, który go wyhodował, nie ma prawa narzucać ci ani ”metod leczenia”, ani ”lekarza prowadzącego”. To wszystko są twoje wybory, za które ty ponosisz odpowiedzialność.

Raz jeszcze wklejam wam link http://www.przewodnikprawny.pl/umowa-sprzeda-y-ruchomo-ci/ przeczytajcie CAŁOŚĆ ZE ZROZUMIENIEM, zanim zaczniecie czytać idiotyzmy wypisywane przez ”znawców rasy” na grupie ”Dogo Argentino Polska (Poland)”.

ODDAM W DOBRE RĘCE” CZYLI UWAŻAJ ZANIM PRZEJEDZIESZ NA CZERWONYM ŚWIETLE

Znajdujesz w necie ogłoszenie ”Oddam szczeniaka/psa w dobre ręce” i myślisz ”O, jaka fajna okazja, dzwonię pod numer z ogłoszenia”. Long story short, dzwonisz pod numer podany w ogłoszeniu, potem jedziesz na spotkanie z osobą oferującą w ogłoszeniu ”oddanie psa”, a potem ta osoba odwiedza ciebie, ”żeby sprawdzić w jakich warunkach pies będzie żył”… Wszystko jest fajnie. Przez jakiś czas… Aż… nagle okaże się, że ”wystąpił problem” i hodowca ogłosi ci, że postanowił ci psa odebrać.

Może być tak, że w ogłoszeniu oferowany będzie szczeniak, może być tak, że przedmiotem ogłoszenia będzie zwierzę dorosłe… Możecie tzw hodowcy dać się nabrać na ”oddam w dobre ręce” szczeniaka, ”psie dziecko”, stanowiące ”zagadkę” (‚nie wiadomo co z niego wyrośnie’) albo zdecydujecie się zająć dorosłym psem, ze wszystkimi tego konsekwencjami (wyrobionymi wcześniej nawykami psa, deficytami dotyczącymi socjalizacji, kłopotami zdrowotnymi itp. itd.). Osoba oferująca ”oddanie w dobre ręce” pewnie wcześniej was ”sprawdzi”, mniej więcej podobnie, jak jakaś tzw fundacja, z pomocą której czasem adoptuje się psy, koty i inne zwierzęta towarzyszące. Zarówno w przypadku szczenięcia jak i psa dorosłego będziecie ponosić określony koszty finansowe. Odkąd pies zostanie wam ”oddany”, będziecie wydawać swoje pieniądze na odpowiednią karmę, opiekę weterynaryjną, szkolenia (szczenięta powinny być odpowiednio socjalizowane, natomiast dorosłe psy trzymane w hodowlanych kojcach, często mają spore deficyty związane z brakiem wystarczającej ilości tzw kontaktu z człowiekiem, odpowiedniej socjalizacji i nierzadko trzeba z nimi ”przepracować” te ”problemy”…), być może nawet wystawy… Aż któregoś dnia zadzwoni do was ”wasz” tzw hodowca albo pojawi się na progu waszego domu lub mieszkania i powie wam, że chce SWOJEGO psa z powrotem

Zastanówcie się, zanim dacie się wkręcić w problem, dlaczego tzw hodowca miałby ”oddawać psa w dobre ręce”? Przecież może psa; sprzedać, zaproponować umowę współwłasności, tzw warunek hodowlany albo umowę adopcyjną, dlaczego więc, po co miałby ”oddawać psa w dobre ręce”? 

A teraz wyobraź sobie, że masz ileś tam psów, wszystkie musisz utrzymać (wykarmić i zapewnić im opiekę weterynaryjną, na co najmniej bazowym poziomie -koszt obowiązkowych szczepień) i poświęcić czas, by dać im odpowiednią ilość ‚ruchu na świeżym powietrzu’, generalnie zająć się nimi. Wiesz, musisz je socjalizować i dbać, by w hodowlanych kojcach nie zapomniały co to znaczy być psem…

Można psa/psy ”oddać na hotel”, ale zastanów się drogi czytelniku, ile kosztuje doba tzw hotelowania psa? Można też wynająć kogoś -czytaj PŁACIĆ komuś za opiekę nad psami…

Ale może nie masz na to wszystko kasy?

Może nie masz na to wszystko czasu?

A może nie masz ani kasy ani czasu (tak bywa, kiedy żyje się z psów…)? Dodatkowo socjalizację 24/7 zapewnić mógłby tylko naprawdę oddany opiekun…

Rozumiesz już?

Nabicie w butelkę naiwniaka jest znacznie bardziej opłacalne od ”hotelowania”… No i kto, jak nie oddany opiekun, któremu wydaje się, że Pana Boga z nogi chwycił, będzie tak o psa dbał?

Oddam w dobre ręce” bez jakiejkolwiek z ww umów powinno być sygnałem ostrzegawczym. Ludzie naiwni dają się nabrać na takie oferty. Zawsze są chętni do żerowania na niewiedzy, braku doświadczenia i zwyczajnej naiwności.

Może się okazać, że szczeniak ”interesująco wyrósł” i tzw hodowca zechce go pod jakimś pretekstem odebrać, bo skończą się jego problemy, te które skłoniły go do oddania psa lub by wykorzystać go w hodowli albo sprzedać. I to od razu taki fajny ”produkt”, gotowy, ułożony, zsocjalizowany i zadbany… Jeżeli nie chcesz sobie fundować problemu, trzymaj się z dala od ofert w rodzaju ”oddam w dobre ręce”.

Weźmiesz psa w tzw dobrej wierze, przekonany, że hodowca wraz ze zwierzęciem przekazał ci prawo własności psa, wytworzysz z nim więź i będziesz ponosił koszty jego utrzymania, a potem, nawet po roku czy dwóch, okaże się, że musisz babrać się w sądową sprawę, w której jesteś oskarżony o ”przywłaszczenie”, bo tzw hodowca będzie twierdził, że psa przekazał ci tylko ”na jakiś czas”, ”na przechowanie”, no i przecież nie masz żadnych dokumentów, włącznie z rodowodem, w którym jako właściciel wpisany jest hodowca…

Chcesz unikać dramatów? PILNUJ UMOWY. I pamiętaj, jeżeli ktoś jest rzetelnym hodowcą, ma porządek w dokumentach. Jeżeli więc przyjeżdżasz po odbiór psa i nie czeka na ciebie umowa, to sobie odpuść ”zakup”, zanim zaczniesz żałować, że ”uwierzyłeś na słowo”.

NA MARGINESIE

Jeżeli tzw hodowca znaczną część czasu spędza przed ekranem kompa, jedząc śmieciowe jedzenie albo popijając piwko, to nie ma możliwości, by wszystkim swoim psom zapewnił tę dzienną, normalną (wydawałoby się) dawkę ‚kontaktu z człowiekiem’ i ‚ruchu na świeżym powietrzu’ czyli by robił to, co robią osoby posiadające tylko jednego, dwa, może nawet trzy psy. Policz sobie drogi czytelniku ile psów jednorazowo miewają w swoich hodowlach rekordziści… Doba jest zbyt krótka, by z każdym z licznego stada psów spędzić wystarczającą ilość czasu i poświęcić mu dość uwagi, by wychwycić np. rozwijające się problemy z aparatem ruchu… Inaczej wygląda opieka nad jednym, dwoma ewentualnie trzema psami, z którymi spędzają czas tzw zwykli właściciele (Wyobraźcie sobie ”spacer” z np. 6 psami równocześnie, np. Owczarkami Środkowoazjatyckimi… W hodowli jest 10 albo więcej psów? A ile rąk ma jeden człowiek? Z iloma psami równocześnie, np. Owczarkami Środkowoazjatyckimi albo Fila Brasileiro lub Dogo Argentino, może wyjść na tzw spacer jedna osoba? Ok, nawet dwójka? Ile czasu dziennie poświęcić można jednemu psu ‚wymagającej rasy’?). W hodowli nie można też ”puścić luzem” nawet na zamkniętym terenie, wszystkich psów razem, ”żeby się wybiegały”, bo w hodowlach zwierząt się nie kastruje i o ”zgrzyt” bardzo łatwo… Co z tego wynika? To, że psy miewają braki socjalizacyjne, ale co chyba jeszcze bardziej smutne, jeżeli pies, szczególnie młody i pełen energii z kojca wychodzi dwa razy w tygodniu, to nawet jeżeli ma poważny problem ze stawami i po prostu jest dysplastykiem, na spacerze ”wystrzeliwuje” i hasa, dokąd nie zacznie czuć się źle

4 LATA

Ponad cztery lata, najpierw pytań ”na odległość”, przez internetowe fora o ”To jak to jest z tym słuchem u Dogo Argentino? Przecież są białe, czyli mają skłonność do głuchoty, ktoś coś z tym robi? Bada się w Polsce Dogi Argentyńskie? Kto i czy w ogóle robi BAER TEST swoim psom, zanim je zacznie rozmnażać? Można kupić w Polsce szczeniaka po BAER TEST?”? I potem już ”na żywo”, prosto w oczy osobom, które rozmnażają psy z rodowodami ZKwP, tzw hodowcom, kiedy ich poznawałam podczas kolejnych wystaw…

Ponad cztery lata ”znajomości” z niektórymi z ”czołowych” hodowców argentyńczyków, ale i kanarów… Ponad cztery lata oglądania psów i uczenia się ile z tych wielogodzinnych rozmów ”na żywo”, przez telefon i fejsbukowy czat, rozmów o ”dobru rasy”, ”doświadczeniu” i ”błędach innych hodowców”, znajduje odzwierciedlenie w rzeczywistości, czyli działaniach ludzi roszczących dziś sobie prawo do nazywania ich hodowcami przez duże ”H”. Ponad cztery wśród tzw miłośników psów znaczenia badań dzięki którym eliminuje się z hodowli osobniki kalekie. Propagowania wśród Nabywców, klientów tzw hodowców psów rasowych, zrzeszonych przede wszystkim w największym stowarzyszeniu osób związanych z rozmnażaniem rasowych psów w Polsce, czyli w Związku Kynologicznym w Polsce, świadomości dlaczego badania słuchu u Dogo Argentino i innych ”białych ras” oraz ”merli” są ważne i rozwijania w nich przekonania o potrzebie rzetelnej wiedzy na temat jakości słyszenia osobników używanych w hodowli/ rozmnażanych. Tzw hodowcy niby wiedzą, że to ważne, ale nie bardzo coś konkretnego z tą wiedzą chce im się robić. Rzecz jasna, są wyjątki, ale te wyjątki są ciągle bardzo wyjątkowe… Dlatego to Nabywca musi wywierać presję, by dostać produkt -w końcu w Polsce zwierzę jest rzeczą i tzw hodowcy dokładnie tak je traktują- możliwie najwyższej jakości -czytaj psa wolnego od kalectwa.

Ponad cztery lata, w ciągu których od ”forumowych znajomości”, wynikających z aktywności na forum w wątkach takich jak ten: http://www.molosy.pl/showthread.php?t=24149 (to tak a propos tego kto kogo ”lansował” i kto, i kiedy pod kogo się ”podczepił, wyczuwając okazję” do zostania ”ikoną zmian”, która tyle wniosła…) i ”to samo, ale po korekcie” http://www.molosy.pl/showthread.php?t=24341 lub ten http://www.molosy.pl/showthread.php?t=24509 albo ten http://www.molosy.pl/showthread.php?t=24349, z niektórymi tzw hodowcami Dogów Argentyńskich i Kanaryjskich, przeszłam przez ”klimaty” od ”A kim ty jesteś, że w ogóle śmiesz mi zadawać pytania na temat mojej hodowli?! Weź coś wyhoduj, a potem się mądrzyj”, do ”Pojedź ze mną na wystawę, bo nie znam angielskiego i wiesz…” i… z powrotem.

Ponad cztery lata, w ciągu których (mówiąc delikatnie) łaszono się do mnie, prosząc o opinię na temat psa po to, by niejednokrotnie ”obrazić się na amen” i ”wyzwać” mnie od ”teoretyków”, bo ”Co ty wiesz, przecież nawet nie masz psa!?” (Przypominam ”hodowcom”: nie trzeba mieć psa, by wiedzieć rzeczy zupełnie podstawowe: https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2013/09/21/dog-argentynski-morfologia-i-anatomia-psa-wzorzec-rasy/).

Cztery lata, podczas których usiłowano mi wcisnąć psy i dla swojego ”pijaru” wykorzystywano fakt, że na swoim kanale na Serwisie YouTube dokumentuję wystawy (Jeżeli ktoś kiedykolwiek myślał o tych materiałach jako o ”promowaniu hodowli” to jest mi bardzo przykro ponieważ ”promować hodowlę” mogłabym jedynie wtedy, gdyby a) płacono mi za to b) psy wchodzące w skład jej rozpłodowego stada byłyby przebadane pod kątem wykluczenia jednostronnej głuchoty, dysplazji stawów biodrowych i łokciowych, a sama hodowla prowadzona byłaby legalnie czyli zgodnie z art. 10 Ustawy o Ochronie Zwierząt. Preferowanie określonego fenotypu i wymienianie i imienia i przydomka psów, które wyglądają jak Dog Argentyński, a nie jakieś białe wypłosze, nie jest ”promocją”).

Cztery lata, przez które tzw hodowcy, z ”klubu zazdrośników” sugerowali, że inni hodowcy, tzw ”bliżsi znajomi” płacą mi za to, bym ‚promowała’ ich hodowle. Nie, oni sobie czasem wzajemnie płacili, np. kiedy osoba X robiła stronę internetową osobie Y itp. Mnie, za jednoznaczne wyrażanie opinii odnośnie fenotypu poszczególnych psów ‚płacono’ hejtem tzw hodowców, którzy czuli się pokrzywdzeni, tym że nie pieję z zachwytu nad ich ”dokonaniami” hodowlanymi. Cztery lata, jak to jeden z obrażonych znajomych, rozmnażający nieprzebadany argentyny, ostatnio określił ”wprowadzania mnie w tajniki hodowli” -włącznie z oglądaniem importowanych z … psów, które na warszawskie cargo przylatywały z całymi uszami, a potem ”coś” się im w te uszy ”robiło” i dziś (one też) uszy mają cięte… I cztery lata, w ciągu których przekonałam się, że czas leci i nic się nie zmienia, nieprzebadane psy nie są niechlubnymi wyjątkami, a normą…

Cztery lata podczas których ludzie początkowo uważani przeze mnie za ”tkniętych przez Boga” jakąś taką niesamowicie pozytywną energią/umiejętnością/wrażliwością (niepotrzebne skreślić) udowodnili mi -ale co smutniejsze sporej części osób, które zaufały im, że są profesjonalistami w tym co robią, nabyły od nich psa i dziś mają problem- że teraz tzw kynologią w Polsce parają się głównie osoby o wątpliwej etyce i niestety krótkim rozumku, który sprawia, że ciągle nie mogą nauczyć się, że ”hodowla” na psach, o których jakości słyszenia niczego się nie wie (zero BAER TEST wpisanego w rodowód psa) i których stanu stawów biodrowych i łokciowych nie zna się (zero badań RTG i wyników wpisanych w rodowód psa), to po prostu rozmnażanie jakichś psów.

Podobno rozmnażane/używane w planach hodowlanych są osobniki ”najlepsze”. Tylko, że ta najpopularniejsza wśród osób związanych z rozmnażaniem psów, ”najlepszość” nie wynika z tego, że dany hodowca w swoim hodowlanym planie używa jedynie osobniki wolne od kalectwa (np. jednostronnej głuchoty -BAER TEST, dysplazji stawów HD i ED, chorób serca, nerek, oczu), tylko z tego, że psy na podstawie WYGLĄDU (niejednokrotnie sprawiającego, iż trudno uwierzyć, że dany pies jest przedstawicielem rasy ”Dog Argentyński” a nie np. (niedożywionym) ”Pointerem”… ) za ”najlepsze” uznał jakiś sędzia kynologiczny albo 3ech (góra 10u) sędziów… Tu nie ma niczego ”naukowego”. To są tylko subiektywne i w zatrważającej większości przypadków, niepoparte dowodami w postaci wyników badań, ”odczucia” tzw sędziów kynologicznych i samych hodowców. Dodajmy, że sędziów którzy coraz częściej nie widzą (może JUŻ nie widzą, bo zbyt się do kalekich psów i ich sposobu poruszania się przyzwyczaili) kłopotów z aparatem ruchu u psów, którym przyznają hodowlane uprawnienia (a wielu sędziów równocześnie jest lekarzami weterynarii…)…

Cztery lata znajomości, po których dziś został jedynie niesmak, bo dzisiejsze gwiazdeczki kynologicznego fejsbuka nie znoszą, kiedy im się ”wypomina”, że robią z gęby cholewę, zachwalając zaskakującymi, każdego kto zna wzorzec Dogo Argentino, komentarzami, psy oszustów znanych z afer związanych z tzw odbieraniem psów nowym właścicielom pod pretekstem ”nie wywiązywania się” przez nich z umów, albo współpracy z pseudohodowlami itp. Ale to ”normalne”, kiedy ktoś żyje z psów, karmi je najtańszą karmą i generalnie nawet książeczki zdrowia ‚pożycza’ od znajomych, żeby wprowadzić psa na wystawę… Nie powinno dziwić, że ”trzepacze postów” na tzw specjalistycznych fejsbukowych grupach, jako znawcy i hodowcy istnieją głównie dlatego, że maja tupet, robią ”ładne” zdjęcia, które jak szaleni lajkują im ich znajomi i na pamięć znają rodowody psów (sztuka, która imponuje tylko chwilę, w końcu każdy może sięgnąć do np. tej bazy: http://worldpedigree.clubdogocanario.ru/). A i jeszcze ”ładnie piszą” o tym, czego kiedyś dowiedzieli się od kogoś, kto kiedyś ”coś znaczył” w hodowli ”ich rasy” albo dlatego, że czasem użyją na fejsbukowej grupie ‚brzydkiego wyrazu’, który powoduje, że w oczach czytających ”stają się bardziej wiarygodni w odbiorze”. W realu prawda wychodzi na jaw.

Spece od fejsbukowej pisaniny sami dopuszczają się zaniedbań w wyniku, których tzw linie w poszczególnych rasach obciążone są dysplazją, rozszczepem podniebienia, głuchotą itp… Na szczęście np. ww rosyjska baza danych dotycząca Dogo Canario/Presa Canrio jest znacznie bardziej rzetelnym źródłem informacji na temat dysplazji u psów wyhodowanych przez popularnych na fejsiku hodowców i zaglądając do niej, można dowiedzieć się znacznie ciekawszych, a przede wszystkim szokujących i niestety prawdziwych informacji o stanie bioder i łokci niektórych z polskich psów (A przecież są jeszcze pozostałe stawy… )…

Przez ponad 4 lata mówiono mi ‚fajnie, że walczysz o badania w Dogo Argentino’. I co? To z czego wielokrotnie robili mi zarzut tzw państwo ”hodowcy” i ich klakierzy: ja hodowcą nie jestem, więc to nie ode mnie zależy to, jak często używane do rozrodu są zwierzęta kalekie z powodu jednostronnej głuchoty, dysplazji i innych schorzeń. A były, są i pewnie będą używane w tzw ”planach hodowlanych” dogo z ”niedosłuchem”, dysplazją i te ‚mocno przekazujące’ inne schorzenia, tak jak sporo jest np. dysplastycznych kanarów, bo nie nastąpiło ”pospolite ruszenie” i dziś komplet BAER, HD&ED u psów hodowlanych w rasie Dog Argentyński, zanim zrobi z nich rodziców szczeniąt, to EWENEMENT.

Ile polskich Dogów Argentyńskich, używanych w tzw programach hodowlanych jest psami po BAER TEST, których wyniki są dostępne dla Nabywców zainteresowanych kupnem po nich szczeniąt? Jak dużo, wśród psów z ‚uprawnieniami hodowlanymi’ jest tych definitywnie wolnych od jednostronnej głuchoty?

Wciąż, po ponad 4ech latach tego ”ale fajnie, że walczysz o te badania”, na palcach jednej ręki można policzyć hodowle pracujące na przebadanych psach. (I tak zawyżyłam, bo, skorygujcie mnie, jeżeli się mylę, ale TYLKO JEDNA HODOWLA w Polsce robi dziś komplet BAER, HD&ED u psów hodowlanych, zanim zrobi z nich rodziców szczeniąt). Wyników ”czołowych czempionów” nie można się doprosić od tzw hodowców, zwłaszcza tych z największym tupetem, bo ich po prostu nie ma.

Ja wiem co mam na podwórku” -to jest odpowiedź, która sprawiła, że kiedy kolejny raz usłyszałam ją, kiedy telefonicznie informowałam znajomą osobę będącą hodowcą DA, że ”biorę się za uszy, za kopiowanie i te ”zaświadczenia” o ”leczniczym kopiowaniu” i chcę, żeby to była wiedza, którą masz ode mnie, a nie z ZKwP”, zachciało mi się rzygać. Ale generalnie napinka na ”jestem hodowcą” i ”odpie…l się ode mnie”, jest zaje potężna… Tylko nie wiem z czego, poza tupcierstwem, wynika. Wystarczy zobaczyć ile z psów urodzonych w ostatnich latach w Polsce (rzadziej tych do Polski sprowadzonych -przy okazji: np. Włochy=zakaz cięcia, Węgry=zakaz cięcia -macie problem) ma uszy zmienione zabiegiem chirurgicznym… BAER TEST nie ma, ale uszy stoją… Symetrycznie zmienione ”korektą po pogryzieniu przez inne zwierzęta” albo ”plastyką po ranach szarpanych głowy i uszu”… To są zarówno psy niewchodzące w skład stad hodowlanych polskich hodowli, psy poszczególnych ”zwykłych Kowalskich” i ”speców” od DA, tych co to się ich yorki żon nie słuchają albo panienek, które lubią sobie zrobić słit focię z ”ładnym”, białym pieskiem, jak już skończą paznokcie malować, ale i psy będące w rękach osób związanych z ”amatorskim” rozmnażaniem psów, tzw hodowców…

Ile psów z uszami w nienaturalnym kształcie, z uszami nienaturalnie stojącymi ma za sobą BAER TEST i prześwietlenie bioder i łokci -to w przypadku Dogo Argentino albo tylko prześwietlenie, kiedy chodzi o Dogo Canario/Presa Canrio? Psy warto było poddać narkozie, by w wyniku jakiegoś chirurgicznego zabiegu (”korekta po pogryzieniu przez inne zwierzęta”? ”plastyka uszu w wyniku ran szarpanych głowy i uszu”? ”leczenie krwiaka ucha”? ”odmrożenie”? -się przekonamy…) kształt ich uszu uległ zmianie, ale nie było warto ich zwiotczyć, by dowiedzieć się czy obustronnie słyszą… Nawet w późniejszym wieku, kiedy chodzi o dysplazję. Ile z tych psów z uszami w nienaturalnym kształcie ma komplet BAER, HD i ED? Ile jest takich Dogów Argentyńskich? Zapytajcie hodowców…

Ilu hodowców ma -wydawałoby się- zupełnie naturalny odruch, kiedy są ”pomawiani”, że to z ich winy dany pies jest dysplastyczny, gdyż użyli w swojej hodowli osobników wręcz obciążonych dysplazją lub też ”tylko” zwierząt nieprzebadanych, automatycznego publikowania na Serwisie Facebook, opisanych przez weterynarza będącego chirurgiem lub radiologiem (nie ma w weterynarii specjalizacji ”ortopeda” i lekarze o wspomnianych specjalizacjach, dokształcając się we własnym zakresie, stają się kompetentni, by pomagać w diagnozowaniu, leczeniu, a w praktyce ‚zaleczaniu’ np. dysplazji i dalszym prowadzeniu obciążonego schorzeniem psa) zdjęć RTG wraz z opisem (diagnozą) stawów rodziców psa, o którym w danym przypadku mowa? Wybaczcie drodzy czytelnicy, że nie podam wam przykładu takiego zachowania, po prostu nie przypominam sobie takiej reakcji wśród hodowców Dogo Argentino lub Dogo Canario/Presa Canario, a przecież, jak pokazały ostatnie dni, ”przypadki” są https://www.facebook.com/alex.xyzn/videos/g.300344586722991/1024202477654656/?type=2&theater

Z zapomnianej już dziś akcji ”BAER dla Dogo Argentino” skorzystała garstka osób i to wcale nie dlatego, że ”tak trudno było się umówić”, po prostu nikomu nie zależało na tym, by wiedzieć jaki jest wynik BAER TEST jego psa/psów. Suka, która miała być kryta pochodzącym z Włoch reproduktorem, której właścicielka zdecydowała się skorzystać z możliwości przeprowadzenia badania za 50zł, okazała się półgłucha i z krycia hodowla się wycofała. Dlaczego? Bo po badaniu ”zostaje ślad” i Nabywcy szczeniąt z kojarzenia, w którym jedno z rodziców ma stwierdzoną jednostronną głuchotę, mogliby mieć podstawy do nazwania tzw hodowczyni ”nieprofesjonalną”. Tak, badań u psów nie robi się dlatego, że ”zostaje po nich ślad” i nie można udawać, że ”ojejku, nie wiedziałam”. A jak kryjesz nieprzebadanym repem, to hulaj dusza piekła nie ma -przecież nie ma wyniku, nie ma śladu, może się upiecze…

Po tych czterech latach wciąż było dla mnie zaskakujące, że osoby podobno tak ”obeznane” w psach typu presa są tak niekonsekwentne nawet w teoretyzowaniu o psach (Szkoda, że nie uchroniło to ich ”obeznanie” i praktyka” (sic!) rozmnażanych przez te przypadki zwierząt przed różnymi schorzeniami, widać teoria nie musi iść w parze z praktyką [a praktycznie to się okazuje, że u tzw hodowców teoria tylko teoretycznie ma wpływ na praktykę i znajomość rodowodów, robienie foteczek i pisanie postów na FB nie wystarczy, żeby być hodowcą]). Raz piszą jedno, innym razem coś zupełnie odwrotnego i kiedy prześledzić ich działalność, na jaw wychodzi, że choć tak mądrzą się na temat wzorca rasy albo żywienia, nie dość, że same wyhodowują coś skrajnie od tego wzorca odbiegającego, dopuszczają się szeregu zaniedbań w wyniku których psy mają albo deficyty psychiczne (co nie przeszkadza rozmnażać np. osobników skrajnie tchórzliwych, bo na tzw testy psychiczne osoby takie przyprowadzają inne psy niż te zgłoszone, czy też nienormalnie agresywnych) i fizyczne, od krzywicy po dysplazję i inne zwyrodnienia. Ale ci tzw hodowcy i fejsbukowi trzepacze postów w przeprowadzaniu linczu na właścicielach kalekich psów są świetni. Nigdy nie zawodzą.

Można się nie zgadzać, mieć inne podejście do tego co jest najistotniejsze w fenotypie psa i mimo to ”różnić się pięknie”. Ale należy być konsekwentnym w kwestiach kluczowych. Można więc dziwić się i to zdziwienie wyrażać (”Ej, sorry, ale rok temu śmiałaś/łeś się z tego, że X prowadza po ringu coś takiego, a teraz robisz mu/jej reklamę i uwiarygadniasz go/ją takim a nie innym komentarzem. I ty to tak na serio?” -kiedy ktoś, kogo ma się za ”znawcę” właśnie zachwyca się jakimś koślawym wypłoszem, bo ”chce, żeby ją/go wszyscy lubili”). Można też odciąć się od tzw środowiska, kiedy to ”zmęczone”’ jest tym, ”ale ty tak walczysz o te badania i taka pamiętliwa jesteś, a ja chcę, żeby wszystkim miło było”. Ale kiedy tzw ”środowisko” kryje skandal dotyczący szalejącej u psów z danej hodowli dysplazji, który okazuje się być tylko czubkiem góry lodowej, bo dysplazja w danej rasie nie jest czymś wyjątkowym, w więcej niż w jednej hodowli (jest tak popularna, że cudem byłoby krycie typu pies i suka A & 0/0 -no dobra, nawet B i ”jedynki”), nie można udawać, że wszystko jest ok, nic się nie dzieje i wmawiać sobie, że wciąż tylko ”różnimy się pięknie”.

Kiedy ktoś kryje psy bez kątów, ledwo się poruszające kaleki nie można go klepać po pleckach ”ale jesteś zaje”. Każdy kto ukrywa przed potencjalnymi Nabywcami szczeniąt prawdę o ”stylu” ”pracy hodowlanej” w danej tzw hodowli i dopinguje tzw hodowcę, który świadomie rozmnaża psy nieprzebadane albo przebadane-kalekie i swoim działaniem uwiarygadnia tego tzw hodowcę jest…

Oburzające jest, że tzw hodowcy i posiadacze, choć wiedzą ile kalekich psów ktoś wypuścił od siebie w świat czy to sprzedał je Nabywcom, czy innym hodowcom albo jak bardzo zaniedbał swojego argentyna czy kanara albo majorkę, azjatę czy innego ”dużego psa”, fundując mu drastyczne problemy z aparatem ruchu, wciąż pieją nad ”talentami” i ”mądrością” takiej osoby. Ciągle i ciągle uwiarygadniając ją jako tzw hodowcę, ”speca od żywienia” i generalnie ”guru” bez którego działalności świat się zawali. (Wbicie sobie do łba rodowodów psów nie czyni ”hodowcą”, min dlatego, że na ”hodowanie psów” trzeba mieć pieniądze, a nie liczyć, ze się na psach zarobi. Tak samo jak nie jest treningiem przypinanie smyczy do obroży psa i nakazywanie mu by ”ciągnął”, ”żeby sobie masę mięśniową wyrzeźbił”. A co z grzbietem? [Cyklicznie wywoływany, długotrwały ucisk na tchawicę ma bardzo poważne skutki zdrowotne]. Ale, jak to było? Przecież ”co ja wiem”… W końcu ”nie jestem hodowcą i nawet nie mam psa”, a ”i do ZKwP też nie należę” -na szczęście 🙂 I dlatego mogłam ”ugryźć” tabu ciętych uszu…).

Żałośni są ”specjaliści”, którzy nie wpadli na pomysł zamrożenia nasienia tych swoich super-psów (a może wpadli, ale nie mieli kasy na opłacenie jego przechowywania w szwajcarskiej klinice albo współwłaściciel’ka oponował’a?). Tacy mUndrzy, tacy cwani, a młodość psa ”przeminęła z wiatrem” jak i wartość jego nasienia… #zamkinapiasku

To jest niesamowite, jak działa to środowisko. Te ”wojny”, ”wojenki” i ”przyjaźnie”, ”pakty o nieagresji” i ”haki”, ”obrabianie sobie tyłków” i ”przekazywanie informacji”. Ale co zjednoczyło całe to towarzycho? Co sprawiło, że wszyscy oni mogli w końcu znaleźć jeden wspólny mianownik, który wreszcie dał im okazję do generalnego ”pojednania”? Co ”zjednoczyło” Hodowców i kanarów i argentynów? Uszy. I to bynajmniej nie BAER TEST. 

USZYGATE

Wygodnie jest nie wiedzieć pewnych rzeczy. Jeszcze wygodniej jest jak ci jakiś tzw ”autorytet” mówi ”jak życie wygląda” i cię ”zwalnia” z ”szukania informacji”… Zawsze wolałam psy z ciętymi uszami. Przyzwyczaiłam się, to była ”moja estetyka”. No i kurczę, ”Skoro Związek Kynologiczny w Polsce sobie wymyślił, że można przedstawiać te ‚zaświadczenia’ o ‚leczniczym kopiowaniu’, no to chyba można, nie? No w końcu jakby nie było można, to by ktoś z tym coś zrobił, prawda?” –wrong! Jak masa tych ignorantów z ZKwP, nie miałam pojęcia, jak istotną w przypadku uszu jest semantyka… Naprawdę wierzyłam w tę propagandę, że ”jak się psu obetnie fragment ucha to, to mu jakoś medycznie lepiej robi”, że ”to jakoś” go chroni, przed ”czymś” i że istnieje coś takiego jak ”kopiowanie ze względów medycznych”, bo było mi tak wygodnie, bo podobały mi się cięte psy. Tylko ciągle były jakieś problemy z tymi ”zaświadczeniami”… Niby to ”spoko jest” i ”ma problemu”, ale to się nie dodawało z tym, że ktoś ”jedzie na Słowację i psa przy hipermarkecie przekazuje komuś innemu i potem boi się czy mu tego psa oddadzą”… Te wszystkie kombinacje… ”Wiesz, ja to oficjalnie mam psy za granicą cięte, w Hiszpanii, papier nawet taki mam, jakby co”… ”Masz to ‚zaświadczenie’, skseruj sobie, tu graficznie datę zmień i podpis jakiś daj”… Ale nie wnikałam, bo podobały mi się kopiowane psy, więc co mnie obchodziło ”jak to się robi”?

Tylko któregoś dnia, czytając wypociny jednego czy drugiego ”autorytetu”, zastanowiłam się nad tym jak to jest, że psy, które nie mają BAER TEST, mają chirurgicznie zmienione uszy? Jak to jest, że psy z dysplazją stwierdzoną przez weterynarzy też mają cięte uszy, ich rodzice mają uszy cięte, ale nie mają prześwietleń? Jak to jest, że z tym ”legalnym cięciem” musi być jakiś ”specjalny wet, zaufany” i że ”to kosztuje od paru stów do ponad tysiąca pięciuset złotych” i że kto inny tnie, kto inny ”zaświadcza”… Że Ustawa obowiązuje od 1997 roku, a w Nowelizacji z 2012 pojawiło się w szczególności… Więc sobie odpuściłam ”autorytety” i zaczęłam czytać podręczniki dla weterynarzy, szczególnie te fragmenty o kopiowaniu, dysplazji i innych schorzeniach, a przede wszystkim sprawdziłam stan prawny… I nagle się okazało, że trzepiące posty na FB, osoby, które już się ”wyautorytetywowały”, robiąc z gęby cholewę i wypisując bzdety, ”żeby ich wszyscy lubili”, w tym ludzie, którzy skompromitowali się osiągnięciem polegającym np. na uzyskaniu np. galopującej dysplazji stawów w swoich liniach, po prostu opowiadają i wypisują o cięciu uszu swoim psom, totalne kłamstwa i bzdury. (Przy okazji: polecam wam przyjrzeć się uważnie kto unika wszelkich fejsbukowych dyskusji o cięciu uszu… Kto, choć zazwyczaj mądrzy się na każdym kroku, tematów związanych z cięciem unika i się ”nie wychyla”… )

W życiu by mi się nie chciało zajmować tematem USZYGATE gdyby nie ta słaba, naprawdę parszywa reakcja środowiska związanego z psami presa na dysplastyczny skandal z początku zeszłego roku. Super-popularna hodowla i bum: dysplazja -ok, mogło się zdarzyć każdemu, ale to jak zareagowała osoba, która odpowiada za to, że te dysplastyczne psy pojawiły się na świecie, jak zareagowali znajomi tego hodowcy.. To było coś… Tupeciarstwo i przysłowiowe wykręcanie kota ogonem po bandzie. I wszystko ok, nikt nic nie mówi… ”Nic się nie stało”… Dziś mamy powtórkę na grupie Dogo Argentino Polska (Poland): pow ww filmem https://www.facebook.com/alex.xyzn/videos/g.300344586722991/1024202477654656/?type=2&theater, pod tym postem https://www.facebook.com/photo.php?fbid=1025835957491308&set=gm.1018662851557824&type=3&theater i także umieszczonym na tej grupie, postem hodowcy.

Jak wprowadzić do Ustawy o Ochronie Zwierząt zapis mówiący, iż rozmnażanie zwierząt kalekich jest formą znęcania się nad nimi? By rozpocząć drogę najpierw trzeba obnażyć mentalność ”konsultantów” ”konsultujących” projekty ustaw dotyczących stricte psów. Ok, no to złapmy ZKwP za jego achillesową piętę czyli ”zaświadczenia o leczniczym kopiowaniu” i obnażmy ”procedury” od lat działające w tym stowarzyszeniu. Sprawdźmy czy hodowle prowadzone są zgodnie z art. 10 Ustawy o Ochronie Zwierząt -i tu też bida…

Przyznam, że zniesmacza mnie sytuacja, w której tzw hodowcy wypisują do mnie poematy na Facebooku i w smsach, dotyczące kontroli i ”kontroli”, które pojawiają się w ich hodowlach. Uważam, że to do siebie powinni mieć, pretensję jeżeli prowadzą hodowle psów ras uznawanych za agresywne, nielegalnie, bo Art 10 UoOZ nakazuje zarejestrowanie hodowli psów ”z listy”. Męczący jest też schemat, zgodnie z którym wyglądają te żale. Kolejny raz jasno zaznaczam: uważam, że nie jest hodowcą, ktoś kto z pełną świadomością kryje nieprzebadaną BAER TEST sukę rasy Dog Argentyński, której matka była jednostronnie głucha, a o ojcu wiadomo tyle, że jego ojciec dawał w każdym miocie szczenięta z ”niedosłuchem” (biorąc pod uwagę tylko mioty przebadane!). Jest to głupie i pozbawione jakiejkolwiek odpowiedzialności w sensie hodowlanym, szczególnie jeżeli w miocie tej suki była przynajmniej jedna jej zupełnie głucha siostra, a kryjący sukę samiec nie ma BAER TEST, bo ”przecież wiem co mam”. Szczenięta z takiego miotu, zwłaszcza jeżeli wziąć pod uwagę ‚tajemnicę dysplazji’ czyli fakt, że suka, jak i jej partner, jest nieprzebadana, oraz ”czkawkę po babci” czyli min. rozszczepy podniebienia, nie posiadają jakiejkolwiek wartości hodowlanej i powinny zostać wykastrowane oraz koniecznie przebadane i to tylko po to, by ich Nabywcy wiedzieli co mają i ”z czym to jeść”. Smętne jest, że najpierw ”zwierzano się mi” -przy czym ‚nikt nie przystawiał tzw hodowcy pistoletu do głowy’, aby informował mnie o swoim ”planie hodowlanym”, że ”na pewno będziemy badać przed kryciem”, po czym ”wyszło tak, że nie starczyło czasu”.

Po raz kolejny powtarzam: to nie ja do mnie dzwoniłam/pisałam i to nie ja mi dosłownie ”obiecywałam”, że przebadam psy, zanim ich użyję w ”hodowli”, więc nie kumam męczenia mnie żalami, że ”przecież nie trzeba mi się tłumaczyć z planu hodowlanego” i ”przecież nie ma wymogu badania”. Nie pamiętam ile razy powtarzałam, że takie ”plany hodowlane” to ja mam tam gdzie słońce nie dochodzi i mi się nie chce baterii marnować na wysłuchiwanie trucia, które mnie nie dotyczy, bo to nie moje psy i nie moja hodowla. To jest krótka piłka: badania to minimum. Nie masz przebadanych psów? To ”z czym do ludzi”? Rozmnażasz nieprzebadane psy i masz się za hodowcę? Nie zawracaj mi d…

Środowisko fanów kopiowanych uszu nie jest w stanie wybaczyć jednego: konsekwencji. Tak, drodzy ”miłośnicy psów” (z ciętymi uszami, w szczególności), wszystko fajnie, ale mieliście 4 lata na to by zacząć badać swoje psy, a przez cały ten czas tylko mówiliście, że zaczniecie to robić, więc nie możecie się dziwić, że skoro przed samymi sobą ”nie dotrzymaliście słowa”, uważam was za bandę cwaniaków, którzy na fejsiku ”lansują się” jako hodowcy, choć w gruncie rzeczy nie macie opanowanych nawet podstaw teorii genetyki, bo gdybyście mieli choć teorię, wiedzielibyście, że jest bezlitosna. I nawet tacy ignoranci jak ty czy ty powinni skumać, że te ”obrączki” na ogonach i ”łatki przy tyłku” są i będą, bo to po babci, legendarnej PECICY z ”łatą” wywabioną azotem… Tak samo jak rozszczepy… ”Łatki” widzicie, jednostronnej głuchoty zobaczyć nie możecie, a nawet jeżeli wasze psy przejawiają charakterystyczne symptomy, to jak mielibyście je zobaczyć, skoro nie widzicie albo zobaczyć nie chcecie, ewidentnych problemów z aparatem ruchu u waszych psów? Jak chcecie wyłapać znacznie subtelniejsze symptomy świadczące o jednostronnej głuchocie, skoro nie widzicie niczego podejrzanego w sposobie w jaki porusza się dany pies?

”Hodowcy-praktycy” -no błagam… Ludzie, którzy sobie praktycznie eksperymentują na żywych organizmach, realizują swoje egoizmy kosztem psów, nieprzebadanych, ale za to ”kozacko wyglądających”. I to takie smutne, że dla kasy kryje się sukę, o której parę miesięcy wstecz mówiło się ”jakie to jest gówno”Każdy kto utrzymuje się z tzw hodowli psów jest partaczem, bo żyje z psów i nie stać go na ”poziom” i taka jest smutna prawda. Rozmnażanie psów, które trzyma się w bez dostępu do światła dziennego i wyciąganie ich z kojców na wystawy, to nie hodowla, no chyba, że chodzi o fermę fretek, ale wtedy to wprost nazywane jest barbarzyństwem. Psów tak się nie trzyma. Nie ma to jak skazać szczeniaka na deficyty od samego początku, wyhodować mu krzywicę, zadbać o to by był miękki bardziej niż ”włoski import”, od ciągłego przebywania w kojcu… 

I te teksty, że ”Nie ma sensu badać, bo ryzyko jest zawsze”. Poczytaj choćby o wynikach badań dotyczących eliminowania głuchoty u amerykańskich Dalmatyńczyków kretynko/kretynie!

Śmieszy mnie, choć to śmiech przez łzy, jak czytam w tych smętnych wiadomościach, że się ”mszczę”. Ludzie, do ciężkiej cholery, to ja wam kazałam obcinać uszy waszym psom? To ja kserowałam ”zaświadczenia” i podrabiałam podpisy, bawiąc się ”fotoszopem”? Wiem, dotąd zawsze ”jakoś to było”, no ale tym razem koniec z ”jakoś to będzie”. To że nikomu wcześniej nie chciało się ”skubnąć” ZKwP za jego achillesowa piętę ”zaświadczeń o leczniczym kopiowaniu”, to też nie jest mój problem. Jeżeli cokolwiek się na was mści, to wasza własna głupota i arogancja.

Od czerwca zeszłego roku dzieje się naprawdę dużo i w tym miejscu chcę podziękować moim czytelnikom: dostałam przesyłkę i już ”poszła w świat”. Opadła mi szczęka, kiedy zobaczyłam nazwisko lekarza. W korespondencji zwrotnej, którą otrzymałam od instytucji, której przekazałam otrzymane dokumenty, pojawiło się sformułowanie ”(…) dokumentacją dowodzącą popełnienia przestępstwa przez lek. wet.”. Proszę mi wybaczyć, bo z oczywistych względów nie mogę na bieżąco informować o kolejnych etapach sprawy. Choć bardzo bym chciała, nie mogę w tej chwili napisać niczego więcej, ale pragnę wyraźnie podkreślić, że pomoc Nadawcy przesyłki jest nieoceniona i może być tym, co wprawi klocki domina w ruch oraz uzupełni przykłady urzędniczych zaniedbań dotyczących art. 10 UoOZ. Zaznaczę, że w tej chwili kończę opracowanie, które przekażę odpowiednim instytucjom, stąd też wciąż na blogu nie ukazał się tekst, który zapowiadałam już w końcu zeszłego roku. Po prostu w trakcie jego przygotowywania okazało się, że materiały zebrane przeze mnie w ostatnich miesiącach są zbyt obszerne i szczegółowe, i zdecydowanie przekraczają możliwości bloga. Jak tylko uporam się z ich ”podsumowaniem”, dam znać jakimś w miarę możliwości skondensowanym wpisem 🙂

Na koniec http://wiadomosci.dziennik.pl/polityka/artykuly/515384,glowny-lekarz-weterynarii-zmiany-rzad-beata-szydlo.html Już tylko biorąc pod uwagę tolerowanie (praktycznie 4 lata) przez Głównego Lekarza Weterynarii i cały Główny Inspektorat Weterynarii „zaświadczeń” o „leczniczym kopiowaniu psom uszu” (OKSYMORON LEVEL HARD) czyli pseudodokumentów, nieposiadających podstawy prawnej i wytwarzanych tylko i wyłącznie na potrzebę (życzenia) poszczególnych członków, monopolizującego kynologiczny rynek w Polsce, stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce, by ci mogli na wystawach rasowych psów, organizowanych przez to stowarzyszenie, pokazywać okaleczone kopiowaniem psy, choć polskie prawo zabrania kopiowania psom uszu i ogonów, kwalifikując ten zabieg jako formę znęcania się, uważam, że to dobry początek. Świetnie, że stołki tracą ludzie współwinni znęcania się nad zwierzętami, urzędnicy państwowi, którzy choć mieli pełnić funkcje kontrolująco-nadzorcze nad przestrzeganiem zapisów Ustawy o Ochronie zwierząt, brakiem reakcji na napływające do nich informacje, dotyczące łamania przez członków ZKwP zapisów UoOZ, przyczyniali się do panoszącego się w ZKwP poczucia „nietykalności” jego członków i „bycia ponad prawem”, i tym samym szerzenia się w tym środowisku procederu ściganego z urzędu i zagrożonego karą pozbawienia wolności! Urzędnicy ci dopuścili się skandalicznego zaniedbania swoich obowiązków. Zobaczymy jakie konsekwencje zostaną wyciągnięte w stosunku do członków ZKwP, z których wielu jest lekarzami weterynarii

A czytając dyski o ”zaniedbaniach ze strony nowych właścicieli” zacznijcie myśleć. Zdumiewające, że ludzie obserwujący grupy nie orientują się, że są rozgrywani przez tzw hodowców, którzy zamiast zacząć od stanowczego ścięcia argumentów osoby, która posiada np. dysplastycznego psa, poprzez publikację wyników rodziców takiego szczeniaka i tym samym udowodnienie, że jako hodowcy ze swojej strony zrobili co w ich mocy, by zminimalizować ryzyko wystąpienia kalectwa u potomstwa danej pary, czekają aż z sytuacji wybronią ich członkowie grupy… Przy każdej z takich sytuacji, czytam i nie wierzę. Nie chodzi już nawet o to, że zdarza się, że ludzie kompletnie skompromitowani swoimi ”dokonaniami”, ”jadą” właścicieli niepełnosprawnych psów, po prostu niewiarygodne jest, że ktoś kupuje narrację, w której człowieka, który przedstawia diagnozę wystawioną przez praktykującego lekarza weterynarii, traktuje się jak idiotę i ciężar ”dyskusji” przerzucany jest na;

a) wybór weterynarza przez właściciela i to, że ‚na pewno wet jest niedouczony’

b) ”skąd hodowca mógł wiedzieć?” (Przecież ”dysplazja i inne schorzenia genetyczne biorą się z kosmosu”)

c) ”złą karmę i brak suplementacji”. Drodzy ”hodowcy”, sorry, ale to że niektórzy z was karmią psy najtańszym np. mięsem i nie mają na suplementy, żeby np. ociężałego np. Doga Argentyńskiego chociaż spróbować wyprowadzić z kozińca i mają czelność wmawiać osobom, które mają tylko jednego psa, że ich, jak tych ”hodowców” nie stać na dobrą karmę i właściwą opiekę weterynaryjną, jest szczytem sk…ństwa -mniej słodyczy przed fejsbukiem, miej piwka, a zostanie wam więcej kaski na suplementację i i prześwietlenia w kierunku zdiagnozowania stanu co najmniej HD i ED).

Taki jest standard tych ”dyskusji”: zrobić z Nabywcy szczeniaka-kaleki idiotę, wmówić mu, że wybrał niewłaściwego weta, że wszystko co dotąd zrobił w związku z tym co ten wet mu poradził było złe, głupie i dodatkowo zaszkodziło psu i opie…ć właściciela za to, że ”marnuje czas na kręcenie dymu na FB zamiast psem się zająć”.

Skoro czytacze ”dymnych” tematów są tacy mUndrzy i nawet po cwaniacku udzielają się w tych dyskach, to dlaczego nie ogarniają podstawowej rzeczy? To nie Nabywca psa ma się tłumaczyć, Nabywca tylko INFORMUJE czytelników posta o problemie i diagnozie, to hodowca musi pokazać, że wyeliminował z programu hodowlanego osobniki obciążone danym schorzeniem i dopiero wtedy taki tzw hodowca staje się ciut wiarygodniejszy jako autor połajanek w kierunku Nabywcy. Jest na Serwisie Facebook taka strona ”Institute of Canine Biology” -gorąco polecam na nią zajrzeć i zacząć sobie przyswajać treść artykułów, zanim zacznie się wypisywać kretynizmy na tzw grupach tematycznych. Mam świadomość, że niektórym tzw hodowcom bardzo nie na rękę jest pisanie o najnowszych odkryciach naukowców z dziedziny genetyki, ale mam to w nosie. Zacznijcie się uczyć drodzy miłośnicy psów. Zacznijcie czytać wartościowe teksty, bo jeżeli liczycie, że ”towarzycho” w swoich postach w tych grupach ”daje wam” ”wiedzę”, to się zaje mylicie. Aczkolwiek wbijcie sobie do głów jedno: aktualny trYnd jest taki: jeżeli ośmielisz się drogi Nabywco obnażyć ”efekt pracy hodowlanej” tzw hodowcy chronionego paktem ”w kupie raźniej” (może smród jednoczy?) przez towarzystwo wzajemnej adoracji, licz się z tym, że zaleje cię fala jadu, którego wisienką na torcie ma być wmówienie ci, że za to co zrobiłeś (podanie do publicznej wiadomości diagnozy psa) towarzycho ukaże cię zorganizowaną akcją i nawet pomogą tzw hodowcy odebrać tę nieszczęsną kalekę…

Zuza Petrykowska

Ps. Tak, wiadomość o tej samej treści wysyłam do tego do kogo ją wysyłam i ”wróbelków”… A odnośnie tzw oczekiwań: na wszystko jest czas i miejsce, cierpliwości.

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora jest zabronione.

WZORZEC RASY DOGO ARGENTINO: TŁUMACZENIE ARTYKUŁU SĘDZIEGO KYNOLOGICZNEGO, HODOWCY DOGÓW ARGENTYŃSKICH, PANA MASSIMO INZOLI, ZATYTUŁOWANEGO ”10 THINGS TO KNOW BEFORE JUDGING THE DOGO ARGENTINO”

Na początek wypada zaznaczyć, że jest to tekst kierowany głównie do sędziów kynologicznych, napisany przez sędziego kynologicznego (będącego równocześnie hodowcą Dogów Argentyńskich), którego to będziemy mieć zaszczyt obserwować podczas pracy w trakcie tegorocznej białostockiej wystawy, bo to właśnie Pan Massimo Inzoli sędziować będzie Dogo Argentino 31 sierpnia 2014 w Białymstoku. (Notka o autorze umieszczona jest pod koniec wpisu).

Ponieważ mamy świadomość, że nasze tłumaczenie czytać będą nie tylko fachowcy, pozwoliłyśmy sobie umieścić w kwadratowych nawiasach, pisane kursywą, dodatkowe uściślenia, które naszym zdaniem pomogą nieobeznanym z Dogo Argentino czytelnikom, lepiej zrozumieć przesłanie artykułu, tym bardziej iż, choć język polski jest niezwykle bogaty, rzadko kiedy anglojęzyczne kynologiczne sformułowania znajdują w nim swoje odbicie. W kwadratowych nawiasach, których w tekście jest łącznie sześć, znajdziecie uwagi, iż pod koniec wpisu, w punktach zawarte są dodatkowe objaśnienia.

Zapraszamy do lektury;

”10 RZECZY, KTÓRE MUSISZ WIEDZIEĆ O DOGO ARGENTINO PRZED PRZYSTĄPIENIEM DO JEGO OCENIANIA.”

1. Wzorzec rasy

Pierwszą rzeczą, którą musisz wiedzieć oceniając [a dosłownie ”kontemplując”] Dogo Argentino jest to, że historia tej rasy jest inna od którejkolwiek z pozostałych ras.

Większość uznanych ras stworzonych zostało w procesie selekcji, opierającym się na różnorakich kryteriach, zależnych od funkcji jaką miał spełniać [uzyskany drogą selekcji] pies i warunków geograficznych obszaru, w którym miał funkcjonować [pracować]. Gdy rasa już powstała, fizyczne cechy będące esencją typu [te niezbędne i dla niego nieodzowne] były oficjalnie ustalane [i dopracowywane], poprzez badania [ w znaczeniu: studiowanie anatomii przedstawicieli danej rasy] i opracowywanie [rysowanie i opisywanie] wzorca.

Jednakże w przypadku Dogo Argentino, ten proces uległ odwróceniu.

Na początku zeszłego stulecia, Argentyńczyk Dr. Nores Martines wyobraził sobie rasę psa idealnie nadającego się do pracy pomocnika myśliwego, podczas polowania na grubą zwierzynę. Najpierw stworzył wzorzec rasy, a dopiero potem przystąpił do tworzenia Dogo Argentino. Finalnie Dr. Martines skrzyżował dziewięć ras, by jako rezultat otrzymać zwierzę tak bardzo zbliżone do ideału zaprojektowanego lata wcześniej, jak to tylko możliwe. [Dodatkowe wyjaśnienie do tego akapitu znajdziecie w punkcie 1.]

Tak więc wzorzec rasy, napisany przez jej twórcę, powinien być rozpatrywany w sposób wyjątkowo uważny, [zwłaszcza] w przypadku porównań do wzorców opisujących inne rasy. Dogo ma być dokładnie takie, jak wyobraził je sobie [i opisał w standardzie] jego twórca dziesiątki lat temu i wszelkie [jakiekolwiek] zamiary zmienienia go, powinny być uznane za poważny atak na pierwotnego ducha rasy.

Wiele lat po napisaniu oryginalnego wzorca Dogo Argntino, Fédération Cynologique Internationale (FCI) zdecydowało się przeredagować wzorce rożnych krajów tak, aby stały się bardziej ujednolicone, nowocześniejsze i łatwiejsze w odbiorze, pozostawiając mniej miejsca dla osobistych interpretacji.

Aby osiągnąć cel, którym miała być uniformizacja wzorca, FCI drogą formalną poprosiła Federación Cinológica Argentina (FCA) o dostarczenie wersji wzorca Dogo Argentino, która spełniałaby wytyczne nowego formatu. W Lutym 1997 roku, po zagorzałych bataliach pomiędzy FCA i Klubem Rasy, nowy wzorzec został wysłany do FCI. Ale nie była to jeszcze ostateczna wersja i FCI odesłało go do FCA, do korekty. Trwało to wszystko aż do Stycznia 1999 roku, kiedy to nowy wzorzec DA został ostatecznie zaaprobowany i wdrożony w życie.

Ze względu na nowy format i kilka dyskusyjnych punktów, nowy wzorzec zmodyfikował ducha oryginalnego wzorca Dogo Argentino. Tak więc w poszanowaniu dla obecnego i oficjalnego dokumentu, którego musimy przestrzegać my – wszyscy sędziowie, podczas oceniania dogo, każdy kto pragnie poważnie pogłębić swoje zrozumienie rasy, musi uważnie czytać i studiować oryginalny wzorzec. To jest jedyny dokument, który zawiera to, co było i to, co powinno być praktyczną regułą w odniesieniu do zrozumienia i sędziowania Dogo Argentino.

2. Forma (ciało) [Dodatkowe wyjaśnienie w punkcie 2.]

Dogo Argentino jest lżejszym i bardziej atletycznie zbudowanym (od innych) molosem. Nie może zmierzać w kierunku cięższego, brachymorficznego typu [bulldog], ani nie powinien być w typie psa wyścigowego, charciego, o lekkiej kości i długich nogach. W zamian plasuje się pośrodku, bez podążania w którykolwiek z tych dwóch skrajnie różnych typów budowy.

Pierwsze wrażenie, które odnosimy, patrząc na Dogo wynika z jego formy [Dodatkowe wyjaśnienie w punkcie 3]. W związku z czym musi on mieć mocny [solidny] kościec, idący w parze z wyrazistą [dobrze zaznaczoną] muskulaturą i zredukowaną do minimum tkanką tłuszczową. Dogo pozbawione tej esencji nigdy nie będzie miało podstawowej charakterystyki typu, pozwalającej uznać je za dobrego przedstawiciela rasy.

Dogo Argentino to pies rustykalny [Dodatkowe wyjaśnienie w punkcie 4.] o dumnym i szlachetnym w wyrazie.

3. Proporcje

Prawidłowe proporcje są kolejną cechą charakteryzującą typ. Kufa dogo jest prawie tak samo długa jak czaszka; zaakceptować można tylko nieznaczne jej skrócenie. Tułów musi sięgać prawie do łokcia, chociaż pies z głęboką klatką piersiową, której linia kończy się nieco poniżej łokcia, będzie preferowany. Głęboka klatka piersiowa wiąże się z dużą pojemność płuc. Długość ciała powinna być nieznacznie dłuższa, niż wysokość w kłębie, wpisując psa w prostokąt.

4. Głowa

Głowa dogo jest uformowana z połączenia czaszki stworzonej do chwytania i utrzymywania i kufy stworzonej do węszenia. Czaszka musi mieć silne mięśnie skroniowe i żwacze (szczęki), ponieważ są to główne mięśnie zapewniające solidny, dobrze rozwinięty chwyt. Kufa w swych płaszczyznach bocznych powinna być tak równoległa, jak to możliwe, szeroka, nigdy szpiczasta [nie powinna zwężać się w kierunku nosa].

Fafle są umiarkowanie grube, krótkie i przylegające. Nie chcemy zbyt obfitych i obwisłych warg, które tamują dopływ powietrza do pyska: Dogo to pies chwytający i trzymający, który podczas wykonywania swojej pracy musi móc oddychać tyle, ile tego potrzebuje, wspomagając się powietrzem płynącym z nozdrzy. Fafle muszą być więc krótkie, tak by pozwalały psu swobodnie oddychać poprzez pysk, podczas utrzymywania zdobyczy. W oryginalnym wzorcu rasy obwisłe fafle były wadą dyskwalifikującą.

Widziana z boku górna linia głowy powinna być ”sinusoidalna”/”falista”, co oznacza, że czaszka lekko wypukła bocznie (lekko zaokrąglona) przechodzi w delikatnie wklęsły, górny profil (lekko zadarty). [Lekko wypukłe wygięcie czaszki powinno przejść w lekko wklęsłą górną linię kufy -w sposób gładki/ płynny.]

5. Wyraz

Wyraz wyraźnej surowości [ta rustykalność] jest esencjonalny.

Górna powieka jest bardzo gruba i stosunkowo ciężka i ma tendencję do tworzenia kąta z górną krawędzią oka. Dolna krawędź oka powinna być mocno przylegająca. W rezultacie [charakterystyczny i typowy dla dogo] kształt oka jest trójkątny, dając oko dobrze chronione, bez widocznych białek. Preferuje się, by krawędzie powiek były czarne, ponieważ niedostateczne wybarwienie skutkuje w końcu zupełną utratą pigmentacji, która to powinna być surowo piętnowana. Oko umiejscowione jest częściowo z boku głowy, a kość oczodołu u podstawy wygląda na grubą, ponieważ kufa zaczyna się znacznie poniżej oczu. Oczy są możliwie najciemniejszego koloru, a niebieskie są niedopuszczalne, chociaż taki kolor może pojawić się u szczeniąt.

6. Kufa [Twarzoczaszka]

Bezwzględnie należy unikać przesadnie skróconej kufy. Kufa Dogo musi mieć dobrze rozwinięte górną i dolną szczękę. Bardzo krótka kufa zmniejsza górną szczękę i ogranicza zdolność węchową [zdolność do tropienia]. Wynika z tego, że dobra głębokość pyska jest także istotna. Głębokość, to wrażenie głębokości, kufy nie powinna pochodzić od obwisłych fafli, ale dobrze rozwiniętych i silnych szczęk.

7. Zgryz

Perfekcyjne nałożenie się kłów jest znacznie ważniejsze niż zgryz [rodzaj/ typ zgryzu] sam w sobie, który to może być nożycowy lub cęgowy. (W wyjątkowych przypadkach możemy zaakceptować odwrócony zgryz nożycowy, jeśli spełnione są określone wymagania [Chodzi o położenie kłów względem siebie]). Dolne kły muszą być idealnie umiejscowione pomiędzy dwoma górnymi, wspierane przez pierwsze siekacze. Pies chwytająco-trzymający musi mieć doskonale dopasowane kły. Zęby muszą być duże i zdrowe, najlepiej, żeby uzębienie było pełne [z kompletem przedtrzonowców].

8. Okrywa włosowa/ umaszczenie [Dodatkowe wyjaśnienie w punkcie 5.]

Dogo rodzi się białe, a umiera czarne. Nie jest zasadne szukanie idealnego pigmentu/ wybarwienia u młodych psów. Z biegiem lat skóra dogo staje się ewoluującą mapą -zmienia się stopniowo.

Kiedy dwadzieścia lat temu kupiłem swoją pierwszą sukę, na jej podszerstku zauważyłem osiem małych czarnych plamek. Pamiętam, że nie spałem wtedy przez tydzień. Dziś to jedna z ostatnich rzeczy, na które zwracam uwagę.

Im bardziej sierść dogo jest biała, tym bardziej szczęśliwi jesteśmy. Ale dla psa, którego przetrwanie zależy od innych, funkcjonalnych cech, czysta estetyka koloru sierści jest sprawą drugorzędną.

Czysto biały jest kolorem, który rozprzestrzenił się u wielu ras psów. To kolor udomowienia. W większości kultur zwierzęta białe są cenne, przypisuje się im także wartość symboliczną. Często białą szatę traktowano jako podkreślającą rasową czystość zwierzęcia, w opozycji do pospolitości mieszańców [i ich zwykłej, niebiałej sierści].

Umaszczenie u psów determinowane jest przez różne pigmenty. Inne zwierzęta, włączając w to ptaki i owady, mogą wytwarzać wiele różnych pigmentów. Ale psy, jak wszystkie ssaki, mogą produkować ograniczoną ich ilość; melaninę, występującą w dwóch typach: eumelaniny (odpowiedzialnej za czarny barwnik) i feomelaniny (odpowiadającej za barwnik ”żółty”).

Selekcja w kierunku uzyskania bieli nie jest łatwa, bo ten kolor nie jest regulowany poprzez działanie tylko jednego genu. U Dogów Argentyńskich kilka różnych loci (S, C and T) wpływa na okrywę włosową. Gen, który interesuje nas najbardziej znajduje się w serii alleli S, która całkowicie zahamowuje działanie melaniny i w efekcie daje czysto białą okrywę włosową. W locus S znajdują się allele odpowiadające za obecność pigmentów w sierści. Pierwszy allel tego loci determinuje całkowitą/ pełną pigmentację powierzchni ciała. Inne regulują stopień depigmentacji w poszczególnych częściach okrywy włosowej. Ostatni allel serii, sw, determinuje występowanie całkowicie białej szaty.

Dzięki allelowi sw ciemny kolor znika niemal zupełnie albo, jak to często ma miejsce w przypadku braku specyficznej [Dodatkowe wyjaśnienie w punkcie 6.] selekcji, pojawia się w postaci asymetrycznych, małych plamek, w okolicach oczu, [i/lub] na uszach [i] lub u nasady ogona.

Ponieważ allel sw jest recesywny, naturalnym jest zastanawiać się jak to jest możliwe, że dwa białe psy mogą dawać potomstwo z czarnymi znaczeniami na oczach, uszach lub ogonie.

Niezwykłość alleli z serii S przejawia się obecnością dodatkowych genów nazywanych modyfikatorami, których czynność jest niezależna od tej, którą wykonują geny główne/ podstawowe. Niektóre modyfikatory wpływają na rozmiar, zwiększając zasięg pigmentowanych obszarów i odpowiadają jako ”dodatnie”, inne, które redukują pigmentację, są ”ujemne”.

To obecność tych modyfikatorów odpowiada za spoty dookoła oczu dogo. Znaczenie dookoła oka dogo nie może przekraczać 10% powierzchni głowy. Rzecz jasna jest to przybliżona miara, ponieważ jest niemożliwym mierzenie znaczenia, podczas gdy sędzia ocenia inne cechy typu i budowę danego zwierzęcia. Ciemne znaczenia (lepiej jeśli są czarne) nie powinny być zbyt obszerne; w ten sposób są estetyczne i nie rozpraszają uwagi.

Inne geny, które wpływają na kolor szaty u Dogo Argentino znajdują się w serii T. Allele z serii T są odpowiedzialne za plamki w białych obszarach; dają efekt cętkowania na czysto białej okrywie włosowe wynikającej z działania genu sw.

Zimą u dogo wytwarza się podszerstek, którego niektóre włosy, czasami mogą być zabarwione na szaro. Lepiej jeżeli sierść przez cały rok pozostaje czysto biała i gdy podszerstek też zawsze jest czysto biały.

Biel Dogo Argentino nie powinna być mylona z albinizmem regulowanym przez/ pochodzącym od działania genu z serii C. Na szczęście psy albinosy są bardzo rzadkie; albinizm powodowany jest zahamowaniem albo zupełnym brakiem któregokolwiek z pigmentów w okrywie włosowej, skórze albo błonach śluzowych.

Reasumując, biel Doga Argentyńskiego jest bielą pochodzącą z alleli sw. Wpływają na nią tylko geny z serii T, które dają cętki na sierści, co nie jest cechą pożądaną. Jednakże kolor dogo nigdy nie jest związany z albinizmem, który pochodzi z obecności genów z serii C.

Sierść jest krótka, posiada lśniąca strukturę, jednakże nie jest gładka. Nigdy nie powinna sprawiać wrażenia miękkiej i puszystej.

U niektórych psów, które widziałem pigmentacja nosa w komplecie z błonami śluzowymi jest brązowa. To jest bardzo poważna wada ponieważ wskazuje na obecność genów recesywnych, które są niepożądane. Dogo z brązową pigmentacją nosa i/albo błon śluzowych nie powinien być rozmnażany i powinien być zdyskwalifikowany z konkursu [wystawy].

9. Temperament

Dogo nigdy nie powinien być agresywny w stosunku do ludzi. Dogo warczący na sędziego bądź handlera powinien być usunięty z ringu. Zwracaj uwagę na agresję w stosunku do zwierząt tej samej płci! U psa, który nigdy nie był użyty do pracy [polowania] w grupie psów, agresja skierowana do przedstawicieli tej samej płci może być normalna i tolerowana, ale raz jeszcze: agresja przeciwko człowiekowi niedopuszczalna.

10. Ruch

Stosunek pomiędzy wysokością w kłębie, a długością ciała identyfikuje dogo jako przedstawiciela rasy, której sylwetka wpisuje się w prostokąt i nie jest kwadratowa. W wyniku tego dogo ma raczej predyspozycje do kłusu niż galopu.

Oczywiście dogo jest też dobre w galopie, ale jego proporcje wraz z katowaniem, predysponują je do poruszania się kłusem z długim wykrokiem. Zwinny i swobodny kłus podkreśla, że dogo jest mezomorficznym typem psa, a nie brachymorficznym z ciężkim ruchem [sposobem poruszania się].

Ruch/krok/chód dogo jest niemal koci. Jego sposób poruszania się jest zwinny i szybki, i dogo zawsze jest świadom tego, co dzieje się dookoła niego.

Kiedy coś wzbudzi zainteresowanie dogo, jego reakcje są gwałtowne, a zmiana jego nastawienia oczywista.

W takim momencie jest zdolny przejść w gwałtowny, energiczny galop, by znaleźć się blisko swojego celu. W pierwszej fazie polowania pies porusza się kłusem bądź inochodem, ostrożnie podążając tropami zwierzyny. Kiedy dystans pomiędzy nim, a obiektem polowania zaczyna się zmniejszać, zainteresowanie dogo rozbudza się gwałtownie, nastawienie zaczyna zmieniać i wtedy też zmienia się jego ruch. Doganiając swoją zdobycz, dogo galopuje.

Ostatnie setki metrów dzielące dogo od jego zdobyczy są tymi, podczas których wykorzystuje on swoją największą siłę. Rzuca się na swoją zdobycz tak, aby ją unieruchomić.

Ważne jest aby pamiętać, że podczas polowania, zanim dogo dosięgnie zdobyczy, trzeba pokonać wiele kilometrów pieszo, z psami podążającymi tropem dzików. Jeżeli dogo nie jest wytrzymałe [fizycznie] i nie ma dobrych podstaw [przygotowania w postaci treningu fizycznego, ale i specjalistycznego szkolenia] przybędzie na miejsce walki o swoje życie niedotleniony i wyczerpany.

Podsumowując, podstawowe cechy, które dogo musi mieć to –w tym miejscu zdecydowałyśmy, że najlepszym rozwiązaniem będzie pozostawić oryginalne określenia z języka angielskiego i po myślniku wyjaśnić ich znaczenie, bo (znowu) kynologiczny polski nie jest dość precyzyjny i tak;

rusticity – czyli musi być pierwotny, surowy w typie, a mówiąc szerzej; rustykalny w znaczeniu ”prostoty” odnoszącej się do budowy ciała, która jest konstrukcją optymalną w stosunku do pracy, którą dogo jako przedstawiciel swojej rasy ma wykonywać. I ”wiejskości” w odniesieniu do wytrzymałości czy wręcz krzepkości, charakteryzującej Dogo Argentino.

Substance – jako że w polskim języku kynologicznym nie ma słowa, które oddałoby sens angielskiego, esencjonalnego ”substance”, a taki nagłówek ma drugi punkt artykułu i generalnie jest to słowo szalenie istotne, kiedy przychodzi do opisu dogo, zdecydowałyśmy się na użycie słowa ”FORMA”, które to w obu najważniejszych w tym kontekście znaczeniach, zarówno kształtu (sylwetki), jak i kondycji fizycznej, zawiera w sobie sens, czy wręcz istotę tego co czyni białego molosa Dogiem Argentyńskim; siłę, atletyczną budowę ciała (kondycję fizyczną), harmonijną i tym samym elegancką sylwetkę, które ten pierwotny, surowy, rustykalny wyraz czynią dodatkowo majestatycznym, dumnym i szlachetnym.

hard expression – twardy, z naciskiem na surowy, zdecydowany wyraz.

muzzle that can scent but that is strong – pysk zapewniający dobry węch i silny chwyt, czyli stworzoną do tropienia, ale równocześnie silną kufę,

a deep thorax, broad chest – głęboki tułów i szeroką klatkę piersiową (czyli cechy mające ogromne znaczenie dla wydolności oddechowej),

and an alert and combative character – czujny i waleczny charakter.

O autorze

Pochodzący z Caltanissetta, na Sycylii, Massimo Iznoli od 1992 roku jest hodowcą Dogo Argentino, jego dogo noszą przydomek ”de Angel o Demonio”. W 2007 roku wyhodowany przez niego pies, multi-Champion Indio de Angel o Demonio, zwyciężył ranking FCA na najczęściej nagradzanego Dogo Arentino w ojczyźnie rasy.

Założyciel Dogo Argentino Club Italia (DACI) [włoskiego klubu rasy Doga Argentyńskiego] i jego były vice przewodniczący, Inzoli sędziował klubowe wystawy Dogo Argentino w Austrii, Bułgarii, na Węgrzech, we Włoszech, na Słowacji, w Serbii, w Hiszpanii i w Szwajcarii i sędziował tę rasę także podczas prestiżowej Cierre Ranking w 2008 w Buenos Aires, w Argentynie.

Inzoli był inicjatorem i lektorem pierwszego, organizowanego w 2005 roku przez Włoski Związek Kynologiczny, kursu doskonalącego wiedzę [odświeżającego i aktualizującego informacje] sędziów kynologicznych o DA i od tego czasu jest odpowiedzialny za szkolenie nowych sędziów Dogo Argentino.

[W 2009 roku Pan Inzoli sędziował Dogi Argentyńskie w Polsce podczas Klubowej Wystawy Molosów.]

Link do tekstu źródłowego: http://www.dogoargentino.it/articoli/16_dogo.pdf

Dodatkowe wyjaśnienia

1. W przypadku innych ras historie ich powstania wyglądały tak, że potrzebowano psa do wykonywania jakiegoś konkretnego rodzaju pracy i aby go (typ/ ”rasę”) otrzymać selekcjonowano pod ściśle określonym kątem, najlepiej nadające się do konkretnego zadania osobniki. Gdy taki ”idealny pies” w końcu się urodził, ”studiowano go” (jego budowę anatomiczną), szkicowano i opisywano tzw wzorcem. W przypadku DA zrobiono coś, można powiedzieć, że zupełnie odwrotnego. Najpierw stworzono, dosłownie zaprojektowano hipotetyczny obraz rasy, którą chciano uzyskać, jej ”teoretyczny model”, a dopiero potem przystąpiono do jej tworzenia. (Mniej więcej tak, jak buduje się budynek, opierając się na architektonicznym planie albo szyje się sukienkę korzystając z wykrojów)]. Z jednym ALE. Otóż Martinez miał Viejo Perro Pelea Cordobes czyli Białego Doga z Cordoby/ Walczącego Psa z Cordoby. Kochał te psy, podziwiał ich piękno i siłę wyrazu, ale one, ze względu na kilka cech, którymi się odznaczały, w szczególności wysoki poziom agresji, w generalnym sensie były bezużyteczne. Matinez chciał zachować Psa z Cordoby, jego elegancki, majestatyczny wygląd, charakterystyczną białą sierść i siłę wyrazu, ale eliminując z niego niepożądane cechy czyli min. właśnie tę wyjątkową agresję, ponieważ, choć w tamtym czasie VPPC miały się całkiem dobrze, wiedział, że na dłuższą metę jest to rasa skazana na zagładę.

Dzisiejszy Dogo Argentino to wciąż Viejo Perro Pelea Cordobes, tylko że po dziesiątkach lat (pokoleń) modyfikacji czyli pracy hodowlanej Martinezów, a nie ”zupełnie nowa rasa stworzona z 9 wymieszanych z sobą ras”. (Odkąd człowiek zapragnął tworzyć psie rasy, aby takie specjalnie hodowane psy wykorzystywać do wykonywania konkretnych zadań, to te rasy, jak świat długi i szeroki, miały ”dodawane” inne rasy, po to aby niektóre cechy przyćmić -czy jak w przypadku Dogo Argentino wyciszyć- a inne wydobyć, bo tą właśnie drogą tworzy się psich specjalistów).

2. & 3. Jako że w polskim języku kynologicznym nie ma słowa, które oddałoby sens angielskiego, esencjonalnego ”substance”, a taki nagłówek ma drugi punkt artykułu i generalnie jest to słowo szalenie istotne, kiedy przychodzi do opisu dogo, zdecydowałyśmy się na użycie słowa ”FORMA”, które to w obu najważniejszych w tym kontekście znaczeniach, zarówno kształtu (sylwetki), jak i kondycji fizycznej, zawiera w sobie sens, czy wręcz istotę tego co czyni białego molosa Dogiem Argentyńskim; siłę, atletyczną budowę ciała (kondycję fizyczną), harmonijną i tym samym elegancką sylwetkę, które ten typowy dla dogo, pierwotny, surowy, rustykalny wyraz czynią dodatkowo majestatycznym, dumnym i szlachetnym.

4. Rustykalny/‚Rusticity” – czyli pierwotny, surowy w typie, a mówiąc szerzej; rustykalny w znaczeniu”prostoty” odnoszącej się do budowy ciała, która jest optymalna w stosunku do pracy, którą dogo jako przedstawiciel swojej rasy ma wykonywać i ”wiejskości” w odniesieniu do wytrzymałości czy wręcz krzepkości, charakteryzującej Dogo Argentino.

5. O charakterystycznym, białym umaszczeniu Dogo Argentino i wszystkim co się z nim wiąże: https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2013/07/05/dlaczego-pigment-jest-taki-wazny-dla-dogo-argentino-podsumowanie.

6. Bardzo trudnej, SPECYFICZNEJ selekcji, polegającej na zadaniu sobie dodatkowego trudu w kierunku redukcji spotów. Ale dziś już wiemy, że tu raczej chodzi o selekcję na poziomie labolatoryjnym, niż klasycznie rozumianą hodowlę psów rasowych i proste niewykorzystywanie w hodowli ”łaciatych psów”. Użycie sformułowania ”właściwa selekcja” sugerowałoby, że dogo selekcjonuje się w sposób niewłaściwy i dlatego okrywa włosowa niektórych osobników nie jest idealnie biała, a jak przecież wiemy tajemnica ”koloru” dogo leży w jego genotypie.

Uznałyśmy, że takie ”niewygładzone” tłumaczenie będzie okazją do zaprezentowania wszystkim zainteresowanym, jak bardzo złożone są niektóre kwestie i określenia, ile w nich niuansów oraz jak ważnym jest dokładnie zrozumieć i umieć zobrazować sobie znaczenie ich wszystkich, tak aby faktycznie umieć patrzeć na Dogo Argentino. Równocześnie mamy nadzieję, że powyższy tekst zachęci do dyskusji także hodowców, dla których zaprezentowane tłumaczenie jest okazją także do tego, by mogli podzielić się swoimi punktami widzenia i zaproponowali polskojęzyczne określenia, które mogłyby zostać użyte równolegle z tymi, na które my się zdecydowałyśmy.

Ewa Ziemska & Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu oraz zdjęć bez zgody autorów jest zabronione.

O SNUCIU POD PUBLICZKĘ OPOWIEŚCI O ”UŻYTKOWOŚCI” DOGO ARGENTINO, CZYLI POLOWANIE Z DOGIEM ARGENTYŃSKIM W POLSCE

SmallDislike

Opowieści dziwnej treści

Konsekwencja i jej brak w snuciu przez część polskich tzw hodowców Dogo Argentino, opowieści o potencjalnej (i podobno nie tylko) użytkowości ich psów jest (na swój sposób) fascynującą kwestią.

Niektórzy Hodowcy twierdzą, iż ”kładą nacisk na użytkowość argentynów”. Na ”utrzymywanie, zachowywanie i przekazywanie dalszym pokoleniom” tzw ”cech kluczowych dla rasy” i ”dla podtrzymywania jej pierwotnego przeznaczenia”. I że robią, to pomimo faktu, iż w Polsce, z Dogami Argentyńskimi w tradycyjnym dla tej rasy stylu (monteria) polować nie wolno. Pomimo, że w Polsce polować z psem/psami można jedynie w ramach przepisów obowiązującego u nas prawa, a te uniemożliwiają wykorzystywanie Dogów Argentyńskich do/w monterii. I Że robią to po to, by ich psy (gdyby [jakimś cudem] trafiły do rodzimej Argentyny) wciąż ”mogły wykazać się cechami niczym nieustępującymi rdzennie argentyńskim Argentynom”.

Serio?

Kiedy czytamy komentarze pod zdjęciami; na forach internetowych, na grupach i w publicznej części facebook’owych profilów (tzw) hodowców i niektórych nadgorliwych nabywców, możemy wyłapać rzucone ”mimochodem” uwagi na temat cech, które (podobno) ”możemy zaobserwować” u ich psów (psów widocznych na zdjęciach). Teksty te służą praktycznie tylko do podtrzymywania kitów o ”zgodności z wzorcem” i ”oku” hodowcy, który zostawił sobie takie właśnie ”wybitne” psy do hodowli. No i czasem też możemy przeczytać nieśmiało przemycony komentarz na temat tego, kto i gdzie ”sprawdzał” swoje psy… W większości przypadków, w rzeczywistości chodzi o sytuacje, w których podczas spaceru pies ”urwał się” i pobiegł za dzikiem w las… Potem do takiej przygody dorabia się całe zaplecze ”o tym, jak to się miało okazję przekonać, o ‚zachowaniu cech typowych dla rasy’, u swojego psa”… W końcu dziś Facebook czy forum internetowe, są jak papier i przyjmują wszystko.

Podobno 

Osoby, które w Polsce ”polują” ze swoimi Dogami Argentyńskimi (o ile naprawę to robią), nie wypisują głupot na forach. I przede wszystkim, podobno polują z tymi Dogo Argentino tak, jak poluje się z wyżłami czy posokowcami… Czyli, że biały ”podejmuje ślad i tropi”… Że taki argentyn idzie górnym wiatrem albo (od zestrzału) po farbie/za posoką a potem… odpuszcza. I nie robi tego, czego należałoby się po nim spodziewać w związku z tym, że to Dogo Argentino… … … Pozostaje wierzyć, że o ile naprawdę mamy w Polsce takich myśliwych, to są to jakieś wybitne jednostki, którym naprawdę udało się tak ułożyć ich psa/psy, że nie uderza/ją w zwierzynę, gdy mają ją do niej dostęp i mają ją ”na widelcu”, tylko odpuszczają i czekają aż myśliwy zwierzynę ustrzeli… Że te Dogi Argentyńskie, jak to się mówi ”nie mają kontaktu” ze zwierzyną… (Tego ”kontaktu”, który tak podnieca różnych ziutków, oglądających na YT filmiki z dogo ”w akcji”.) Nie wierzę w to. Ale o tym wątku ”użytkowości”, kiedy indziej. Teraz zajmijmy się ”użytkowością” od strony anatomii.

”Forum pierwszego kontaktu”

Na takim właśnie, kiedyś popularnym, jako ”forum pierwszego kontaktu” dla osób zainteresowanych Dogo Argentino, forum, które ostatnio zmieniło nazwę, prowadzone były jakiś czas temu, mocno przeintelektualizowane wywody na temat braków w uzębieniu, które zdaniem forumowych gwiazd tamtego czasu, były/są ”zamachem na użytkowość” Doga Argentyńskiego i z tego powodu ”Psy z brakami (w uzębieniu) powinny być usuwane z programów hodowlanych”*. Było to o tyle śmieszne, że przy ”klasie” prezentowanych tam psów, ich tzw ”typowości” itd., osoby robiące ”skandal” z braków w uzębieniu, powinny wziąć buzię w ciup i w ogóle się nie odzywać. Braki w uzębieniu, dyskutowane jako ”zbrodnia przeciw użytkowości”, gdy forum roi się od zachwytów nad osobnikami anatomicznie słabymi, niekiedy obciążonymi wręcz ”walącymi po oczach” wadami, psami, których dodatkowo ani jakość słyszenia nie jest znana, ani wyniki RTG, (przynajmniej) stawów biodrowych i łokciowych, a które mają uprawnienia hodowlane i są rozmnażane, to farsa. Gdyby powtarzające się (o podłożu recesywnym) braki w uzębieniu, miały być największym problemem Dogo Argentino, dogo-świat byłby piękny. Dodajmy, że gdyby te braki miały być powodem do dyskwalifikacji zwierzęcia, jako osobnika ”niewartego użycia w programach hodowlanych”, mogłoby okazać się, że się połowa psów prezentowanych na tamtym forum, nie powinna się urodzić albo być rozmnażana… ”Najstarsi górale” 😉 związani z początkami hodowli argentynów w Polsce, pamiętają (i wciąż mają) zdjęcia najmocniej lansowanych na tamtym forum, szczerbatych założycieli linii…

Tak więc, traktowany wybiórczo i nachalnie lansowany swego czasu, temat ”braków w uzębieniu”, to jedyny wątek związany z anatomią, która nierozerwalnie łączącą się ze zdolnością do użytkowości danego zwierzęcia, jaki kiedyś ”na serio” podjęto publicznie w odniesieniu do Dogo Argentino urodzonych w Polsce, na tamtym bardzo specyficznym forum… Niestety merytoryczne, wartościowe dyskusje o anatomii to temat poruszany tam z największą niechęcią. W istocie ”anatomia” białych, to temat w ogóle nieporuszany…

Najpopularniejsi, dzięki kitom z for a dziś i fejsbuka, tzw hodowcy, nie chcą albo wręcz nie są w stanie (nie umieją, mają oczy, ale nie widzą i po prostu brak im wiedzy) patrzeć na Dogo Argentino jako ”zagadnienie” w sposób całościowy. W tych swoich publicznych ”wywodach”, które zdarzają im się dla ”podlansowania się” w oczach potencjalnych klientów (nabywców szczeniaków) nie łączą z sobą wszystkich aspektów, które muszą się wzajemnie uzupełniać, by decydować o tym, w naszych polskich warunkach CZYSTO TEORETYCZNIE, czy dane zwierzę w istocie byłoby zdolne do polowania w argentyńskim stylu… Właściwie to do jakiegokolwiek polowania w ogóle, nawet tylko takiego w stylu ”staropolskim”…

Drodzy czytelnicy, wystarczy odrobina inteligencji, by wiedzieć, że to nie brak jakiegoś zęba* zdecyduje o tym, czy jakiemuś Dogo Argentino uda się zwierzynę;

dogonić (poprawna budowa ciała w części odpowiadającej za napęd; solidny kościec, umięśnienie, kątowanie, budowa łapy i wydolność układu oddechowego; głęboka klatka piersiowa, w której płuca i serce mają dość miejsca, prawidłowa budowa czaszki),

pochwycić (odwaga, wrodzony instynkt, prawidłowa budowa czaszki; szczęk, siła, którą dają prawidłowa budowa całego ciała i trening, bo TYLKO ORGANIZM PSA, KTÓRY JEST  W   FORMIE (I JEST NAUCZONY  J A K  POLOWAĆ), JEST W STANIE SPROSTAĆ OGROMNEMU WYSIŁKOWI JAKIM JEST  P O L O W A N I E),

utrzymać (budowa, siła, trening, poprawny chwyt; właściwy zgryz i ROZMIESZCZENIE ZĘBÓW** i krótkie fafle, pozwalające na swobodne oddychanie psu trzymającemu zwierzynę).

Wiele czynników decyduje o zdolności lub jej braku do sprostania wyzwaniu, jakim jest ta czysto teoretyczna monteria, do której to niby mają być zdolne ”wszystkie” rodzące się w Polsce Dogi Argentyńskie. Doprecyzuję, że mam na myśli Dogo Argentino urodzone w hodowlach zarejestrowanych w stowarzyszeniu Związek Kynologiczny w Polsce. Inne twory i stowarzyszenia, w których rozmnaża się psy tej rasy/”w typie rasy”, na tę chwilę nie dają wiarygodnych podstaw do traktowania ich jako alternatywy. Nad czym, podkreślam, że ubolewam, gdyż mierżą mnie buta i arogancja znaczącej części członków ZKwP, uznających, że sam fakt przynależności do Związku Kynologicznego w Polsce czyni z nich święte krowy, nawet gdy dopuszczają się praktyk pseudohodowlanych. Brzydzą mnie też praktyki osłabiające i ograniczające, konkurencję, praktyki monopolistyczne, których dopuszczają się niektórzy członkowie ZKwP, obnażając przy tym swój brak zrozumienia zasad konkurencji i wolnego rynku. Zaciekłe, niejednokrotnie pozbawione podstaw a czasem dające wrażenie obłąkańczego, bronienie i tak już dominującej pozycji ZKwP, tego monopolu Związku Kynologicznego w Polsce, przez tzw kynologów, będących członkami tego stowarzyszenia, jest działaniem szkodliwym dla polskiego rynku kynologicznego. Miejmy nadzieję na zmiany w najbliższej przyszłości. Być może osoby zajmujące się rozmnażaniem psów tej (i nie tylko) rasy w strukturach innych niż ZkwP, zasłużą na nasze zaufanie? W przypadku argentynów z pewnością pomogłoby w tym bezwzględne, obligatoryjnie narzucone (w regulaminie danego stowarzyszenia) jako element kwalifikacji hodowlanej, przeprowadzanie badań w kierunku wykluczenia jednostronnej głuchoty (BAER TEST), wad aparatu ruchu (min. RTG) oraz serca u osobników używanych do rozrodu. Oraz testy psychiczne z prawdziwego zdarzenia… Gdyż z punktu widzenia tzw konsumenta, potencjalnego nabywcy psa, właśnie certyfikowane wyniki badań znacząco podnoszą zaufanie do producenta danego towaru. (W tym przypadku hodowcy rasowego psa i jego ”produktu”, którym jest dziś pies -hodowla rasowych psów nazywana jest ”amatorską”, ale członkowie ZKwP też sprzedają psy nabywcom za określone i wcale niemałe kwoty). Jest to coś, czym inne stowarzyszenia zrzeszające osoby rozmnażające psy rasowe, mogą o klientów zawalczyć. I coś, czego wciąż nie rozumieją w strukturach ZKwP. (O tym jak i to niestety w przytłaczającej większości przypadków, członkowie ZKwP, tzw hodowcy, reagują na samo tylko upublicznienie przez nabywcę pieska, informacji, że ”psiak z hodowli X cierpi na schorzenie Y” można przekonać się śledząc to, co dzieje się na fejsbukowych grupach o tematyce kynologicznej…) Pozostaje także nie tracić nadziei, że ograniczeni umysłowo członkowie ZKwP kiedyś pojmą, że ograniczanie dostępu do rynku osobom, które chcą psy hodować, ale oczekują wyższych niż obowiązujące w ZKwP standardy (np. obowiązkowe badania DNA potwierdzające treść rodowodów), ograniczanie poprzez min. tzw czarny PR, nie robi z nich ”prawdziwych hodowców” ani ”uczciwych ludzi” a z tych, których oczerniają ”pseuduchów”. Konkurencja jest zjawiskiem pożądanym, gdyż prowadzi do poprawy jakości towarów i usług, a także zakresu ich wyboru. Przeciwdziałanie kształtowaniu się warunków niezbędnych do powstania i/lub rozwoju konkurencji, poprzez np. działania dyskredytujące potencjalnych nabywców, co do których choćby jeden tylko członek ZKwP podejrzewa, że być może zechcą danego psa z rodowodem ZKwP/FCI, użyć do hodowli pod szyldem stowarzyszenia innego niż ”jedynie słuszny Związek Kynologiczny w Polsce”, narzucanie ”podejrzanym” uciążliwych warunków umów, pokazują jak poważny jest problem. Kiedy jakiś ‚byt’ ma monopol, nie jest istotne jak ten ‚byt’ funkcjonuje. W świecie kynologicznym jeśli standardowo np. odmawia się sprzedaży szczeniąt osobom, które są zarejestrowane w stowarzyszeniu hodowców, w którego regulaminie wpisane są jako element kwalifikacji hodowlanej np. badania wykluczające dysplazję dla wszystkich używanych w programach hodowlanych osobników i/lub obowiązkowe testy DNA potwierdzające zawartość rodowodów, nazywając przy tym tych odrzuconych klientów/ niedoszłych nabywców pseudohodowcami, uniemożliwia się takim osobom nie tylko pozyskanie psów o tzw udokumentowanym pochodzeniu (którym tak się wszyscy w ZKwP szczycą…), ale zamyka się im możliwość działania poza strukturami ZKwP, które ciągle ucieka od wymogów badań… Wróćmy do czynników decydujących o zdolności (lub jej braku) do sprostania wyzwaniu jakim jest ta, w polskich warunkach czysto teoretyczna monteria i skupmy się po prostu na sprawności Doga Argentyńskiego.

Sprawny Dogo Argentino

To zaczyna się od sposobu sprawowania opieki nad szczenięciem. To, jak będziemy o psa dbać my, jak hodowca dba o jego rodziców, decyduje o prawidłowym (bądź nie) rozwoju kośćca i masy mięśniowej. Właściwe, mądre, dostosowane do potrzeb tej konkretnej rasy żywienie jest niezbędne. Niedożywiony/źle żywiony szczeniak/młody pies nie rozwinie się w optymalny do wymagań, sposób. I nie będzie zdolny do monterii w tej nawet czysto teoretycznej wersji.

Stąd wzorzec rasy przewiduje wzrost minimalny, oraz jego górną granicę. Osobniki o cechach gigantyzmu czyli wzroście powyżej 68 cm, który wciąż traktowany jest jeszcze jako górna granica dla samca rasy Dogo Argentino, choć Argentyński Klub Rasy obniżył tę granicę i wymaga, by samce nie przekraczały wzrostu 65 cm w kłębie, jest niedopuszczalny szczególnie u suk, które nie powinny przekraczać 65 cm, a jak wymaga Argentyna 64 cm w kłębie.

Drodzy czytelnicy, pamiętajcie, Dogo Argentino to nie koń, nawet nie kucyk. Dogo Argentino to pies, jedyny na świecie myśliwski molos rasy dosłownie zaprojektowanej, począwszy od wizji twórcy, do uzyskania przez niego optymalnego efektu. Nie tolerujmy niszczenia tego skończonego dzieła przez partaczy mających pomysły na ”poprawianie” cech, które zostały szczegółowo i jasno opisane, zdefiniowane przez wzorzec rasy Argentyńskiego Klubu Dogo Argentino. Pamiętajmy, dr. Jose Luis Forlla sam robi wyjątki tylko dla egzemplarzy wybitnych (Jeżeli ktoś ma wątpliwości, niech sprawdzi znaczenie słowa ”wybitny” w słowniku) i że czyni to, jako człowiek postrzegający tę wybitność w szerszej, powiązanej z monterią, perspektywie: http://dogoargentinoclub.pl/info/wzorzec/uwagi-na-temat-wysokosci/. Przypomnijcie sobie o powyższych faktach, kiedy następnym razem rzuci się wam gdzieś w necie w oczy połączenie wyrazów ”dogo” i ”użytkowość”. I pamiętajcie o tym odwiedzając wystawy psów rasowych, oglądając fotki ”championów” na stronach hodowli itp. Nie dajcie sobie wciskać kitów. Nauczcie się patrzeć i łączyć fakty. Zdolność do ”sprawdzenia się podczas polowania na grubą zwierzynę”, do polowania w klasycznym, przypisanym do tej rasy stylu, jest możliwa tylko u zwierząt posiadających jak najmniejszą liczbę wad anatomicznych. Każdy błąd anatomii obniża wydolność organizmu i wpływa niekorzystnie na użytkowość psa. Do tego dane zwierzę musi mieć instynkt i odwagę, czyli cechy psychiczne. Hodowca i/lub właściciel, który twierdzi, że jego pies byłby w stanie sprostać polowaniu na grubego zwierza w stylu przypisanemu tej rasie, sam także musi spełnić określone kryteria. Argentyn nie jest psem dla ludzi nieaktywnych i/albo rozchwianych psychicznie, niebędących w stanie być dla psa tej rasy przewodnikiem na co dzień i partnerem podczas treningu. A obie te rzeczy są niezbędne psom niezależnie od rasy, ale w przypadku białych są konieczne dla zachowania równowagi psychicznej psa oraz zapewnienia bezpieczeństwa otoczeniu, w którym ten przebywa. Hodowca/właściciel, który sprawia wrażenie, że nie jest/nie byłby w stanie zapewnić psu odpowiedniej ilości ruchu i treningu, nie jest/nie będzie w stanie zapewnić mu odpowiedniej ilości ruchu i jakości treningu. (To samo tyczy się nabywców szczeniąt.). Kiedy hodowca/właściciel wygląda jak ktoś, kto bardzo lubi jeść, ale najwyraźniej ma problem ze spalaniem kalorii to nie jest ktoś, kto trenuje z argentynem. Niektórym wydaje się, że można puścić psa luzem, jechać samochodem obok niego i to wystarczy. Nie. Nie wystarczy. Może to może być ”uzupełnienie”, ale na pewno nie ”podstawa” i jedyna forma ”treningu”. Przy białych sylwetkę utrzymuje się bez większych wyrzeczeń. Z argentynem się nie tyje.

I chociaż nie wszyscy Argentyńczycy polujący ze swoimi psami są ”fit”, to pamiętajmy, polscy hodowcy muszą starać się kilka razy bardziej, bo w Polsce nie można ”puścić dogo” za dziką zwierzyną, której na koniec wbija się nóż w serce. (Na marginesie, kto z tych posiadających psy ”mogące konkurować” z argentyńskimi, hiszpańskimi czy na przykład francuskimi, byłby w stanie sprostać im, jako ich prawdziwy partner?  (To pytanie retoryczne.) Dlatego polscy posiadacze DA muszą wymyślać swoim psom inne rozrywki. A pierwszym dowodem na to wymyślanie rozrywek jest forma lub chociaż brak zadyszki u hodowcy/właściciela psa po minimalnym wysiłku fizycznym.

Na koniec, jeżeli hodowca sprawia na was wrażenie powodujące, że za najwłaściwsze uznajecie, że najkorzystniej byłoby dla niego, żeby pogadał z kimś takim, jak Cesar Millan albo inny trener personalny, który pomoże mu uzyskać stan calm assertive energy (wskazówki CM, dotyczące formy psychicznej są nie do przecenienia), nie kupujcie od niego szczeniaka. Taki ktoś sam potrzebuje pomocy, nie liczcie więc, że w przyszłości, kiedy natraficie na pierwsze wychowawcze problemy ze swoim dogo, ten ktoś pomoże wam, udzielając rzeczowych wychowawczych wskazówek…

Zuza Petrykowska

*Nie wolno kojarzyć z sobą osobników, u których powtarzają się wady

** Braki w uzębieniu mają znaczenie, kiedy przychodzi do chwytania

fot. http://www.proairsoftsupplies.co.uk/acatalog/3d_pvc_facebook_dislike_finger.html

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu oraz zdjęć bez zgody autora jest zabronione. 

www.facebook.com/zuzpasjaodogoargentino

DOBRY HODOWCA DOGO ARGENTINO, CZYLI JAK ROZPOZNAĆ GODNEGO ZAUFANIA HODOWCĘ DOGÓW ARGENTYŃSKICH?

 

imagesCAWMK512

Dobry hodowca przede wszystkim mówi nam o tym, jak wymagająca jest to rasa.

Ostatnio, z uwagi na to, że argentyny stają się niestety coraz bardziej popularne, ich wizerunek  -w rzeczywistości rasy niesłychanie wymagającej w prowadzeniu- uległ bardzo kłamliwemu ”zespanieleniu”.

Czym jest to ”zespanielenie”?

Proszę przejrzeć internetowe fora. Wszystkie te infantylne, niemające absolutnie żadnej merytorycznej wartości posty, niektórych właścicieli i hodowców DA, o ”ślicznych pieskach”, ”kochanych chłopczykach” i ”słodkich dziewczynkach”, opatrzone tonami emotek, serduszek i wykrzykników – wszystkie one są o psach. Nie dzieciach, a o psach. O psach potencjalnie bardzo niebezpiecznej rasy, które forumowi ignoranci przedstawiają w świetle, które nieobeznanemu z tematem Dogo Argentino ”Kowalskiemu”, może ją ”reklamować”, jako taką tylko troszeczkę, minimalnie inną ”wersję” spaniela, może labradora – milutkiego pieska, którego można fotografować w przeciwsłonecznych okularach, z niemowlakami na kocykach, generalnie psa dla każdego, kto nie obawia się ”typowych dla dogo uczuleń” i ”kiedyś już miał psa”…

Nie ma większej nieodpowiedzialności i nieuczciwości od rozpowszechniania jako prawdziwego takiego ”look’u” tej rasy!

[Polecam także podejrzeć publicznie dostępne Facebookowe profile hodowców i szeregowych posiadaczy Dogo Argentino – im więcej infantylizmu albo zaburzeń emocjonalnych (szczególnie takich ostrych, typu border line), tym gorzej. Popatrzcie sobie kto się z kim ”przyjaźni”, kto komu ”cukrzy” i wchodzi w…]

Dogo to myśliwski molos. Molos z silnym łowieckim instynktem, któremu nie każdy jest w stanie sprostać.

Dobry Hodowca nie sprzedaje szczeniąt przez nachalne wciskanie kitów na internetowych forach. Unika infantylizmów i cechuje go konkret w podejściu do tematu ”Moja Hodowla”.

Dobry Hodowca nie ma ”ciśnienia”. Ma możliwość/ warunki zatrzymać szczenięta u siebie, jeżeli zajdzie taka konieczność i nie musi za wszelką cenę ich ”wypchnąć” pierwszym lepszym chętnym na ”białą kluskę”. Nie stara się wcisnąć nam szczeniaka, klepiąc nas po pleckach na do widzenia. Zamiast tego rozważa czy będziemy nadawać się na opiekuna dogo. Nie chce, aby pies z jego przydomkiem w przyszłości, Z NASZEJ WINY spowodował nieszczęście. Nie chce, by ”jego” pies trafił do schroniska i nie chce także, by do niego – hodowcy, wrócił. Odbieranie psów opiekunom to coś, czego nie życzy sobie żaden hodowca. Tego typu ”interwencja” to dla hodowcy porażka. Niestety ZDARZA SIĘ, że ludzie sprawiający dobre wrażenie, zawodzą hodowców.

Konieczność szukania odpowiedzialnego opiekuna, umiejącego ”naprawić” – czytaj: zresocjalizować zepsutego przez nieodpowiedzialnego ”opiekuna” psa, jest nie lada wyzwaniem i wymaga czasu. Pociąga także za sobą określone koszty. I nie zawsze się udaje.

I najczęściej spoczywa na samym hodowcy.

Dogo traktowane od szczeniaka niefrasobliwie, jak gdyby były spanielami czy labradorami, zaskakują swoich opiekunów dosyć szybko… Są dominujące i agresywne w stosunku do całego otoczenia (Podawanie psu środków uspokajających to nie jest sposób na życie…). Wyprowadzić na prostą takiego psa, umie tylko doświadczony psiarz. I praktycznie nigdy nie jest nim psuj, który zwichrował psu psychikę…

 

WARTOŚĆ HODOWLANA czyli BAER & Co.

Dobry Hodowca wypuszcza od siebie przebadane szczeniaki.

Nie powinnam musieć rozwijać tego punktu, ale mimo wszystko (wielkodusznie) to zrobię.

Dobry Hodowca szczegółowo omówił i wymienił badania, którym podda szczenię, zanim je nam przekaże. Ilość/ rodzaj badań zależeć będzie od rodzaju umowy, którą spisujemy: czy po prostu psa nabywamy, czy bierzemy psa na umowę współwłasności, czy na tzw warunek. Umowa, którą podpisujemy z hodowcą jest dopasowana do potrzeb i oczekiwań obu stron.

Nie wolno używać w programach hodowlanych psów z uszczerbkiem słuchu. Dlatego rodzice szczeniąt muszą być przebadani pod kątem jakości słyszenia oraz innych schorzeń (w tym dysplazji) a potem szczenięta, zanim trafią do nowych domów, także muszą przejść BAER TEST.

Chodzi o odpowiedzialność i uczciwość w stosunku do osób, które stają się opiekunami psa – nikt nie musi kupować/ przysposabiać psiego inwalidy, nawet kiedy mówimy o pół-inwalidzie, a o takie psy chodzi najczęściej.

Szczególnie upośledzenie musi zostać wykluczone, gdy kupujemy psa ”z potencjałem” (choćby tylko wystawowym).

Chodzi o uczciwość w stosunku do HODOWLI RASY JAKO TAKIEJ: utrzymywanie poziomu i przestrzeganie wzorca rasy.

Używanie w programach hodowlanych półgłuchych psów jest obrzydliwą hipokryzją, bo przynajmniej w teorii, hodowla to selekcja w kierunku uzyskania jak najdoskonalszych egzemplarzy. Hodowca używający, w programach hodowlanych nieprzebadanych psów jest nieuczciwy w stosunku do idei jaką jest, jeśli nie poprawianie, to przynajmniej nie psucie rasy. Głuchota jest wadą dyskwalifikującą. Fakt, że we wzorcu nie doprecyzowano czy chodzi o głuchotę całkowitą czy jednostronną nie jest żadnym ”przyzwoleniem”. Mimo to niektórzy interpretują ten zapis bardzo luźno, wychodząc z założenia, że ”jak go obserwuję, to widzę, że słyszy” (no comment) – ”czyli słyszy przynajmniej na jedno ucho, czyli głuchy zupełnie nie jest” – I dla takich ludzi BAER wciąż nie jest obowiązkowy.

Chodzi o potwierdzenie wartości hodowlanej suki lub psa hodowlanego.

Zwierzę musi:

Normalnie słyszeć (70 decybeli w obojgu uszach)

Mieć w pełni wypigmentowane tęczówki oczu, bez niebieskich luk i refleksów. Oczy nie mogą być jasne. Trufla nosowa także musi być poprawnie wybarwiona a więc w pełni wypigmentowana na czarno. (Tatuowanie nosów w ”różowe kropki” jest ku…estwem)

Samiec musi posiadać oba jądra w worku mosznowym (implanty jąder się nie liczą), suka musi mieć normalne cieczki, czyli mieć normalnie funkcjonujący układ hormonalny.

Być wolne od zmian dysplastycznych

Przewlekłych alergii

Mieć poprawny nożycowy, ewentualnie cęgowy zgryz (korygowanie zgryzu jest ku…estwem)

Mieć zrównoważony temperament, czyli być psychicznie stabilne i niereakcyjne

Zwierzęta niespełniające tych kryteriów eliminuje się z hodowli.

I DOPIERO NA KOŃCU DOGO ARGENTINO MUSI BYĆ ANATOMICZNIE (w znaczeniu wymogów wzorca rasy), POPRAWNIE ZBUDOWANYM PRZEDSTAWICIELEM SWOJEJ RASY – na takich psach prowadzi się selekcję w kierunku uzyskania jak najlepszych przedstawicieli*.

 

Alergia oraz legendy na jej temat

Dobry Hodowca nie rozmnaża psów z przewlekłymi alergiami.

Dobry Hodowca udzieli nam wyczerpujących informacji na temat sposobu karmienia odpowiedniego dla naszego psa. Nie ma najmniejszego sensu przeprowadzanie eksperymentów żywieniowych na dogo. Jeżeli hodowca proponuje nam określoną, w swojej hodowli i na swoich psach wypróbowaną karmę, nie ma sensu upierać się z testowaniem innych. Naprawdę, jednym z największych idiotyzmów, których dopuszczają się nowi właściciele dogo jest ”wybudzanie” u swojego psa alergicznych reakcji podczas szukania dla niego czegoś innego, niż to co proponuje nam hodowca. Wielu posiadaczy dogo, zrobiło ze swoich psów alergików właśnie w taki sposób. Efekt końcowy jest taki, że okazuje się, że mamy psa, który alergicznie reaguje na wszystko: wodę w kałuży, pyłki traw – wszystko. A zrobiliśmy to sobie -choć właściwie to jemu- sami. Swoją głupotą. Wybierając sposób żywienia psa nie wolno postępować chaotycznie. Osobiście nie jestem fanką suchych karm, sama unikam przetworzonej żywności i nie widzę powodu, aby serwować ją psom. Jednak wprowadzanie nowej diety, ”przechodzenie” na inny sposób żywienia niż ten, który dotąd stosował hodowca, musi odbywać się uważnie, pod kontrolą (Pisanie postów na fejsbukowych grupach i pytanie przypadkowych osób o ”porady żywieniowe” jest skrajną głupotą i nieodpowiedzialnością.)

Generalnie wszystkie porady żywieniowe, których udziela nam Dobry Hodowca należy brać sobie mocno do serca i się do nich stosować.

 

 

Trenninig

Dobry Hodowca powie nam słów kilka o treningu dogo. Jeżeli ktoś z was zachwycił się wyjątkowym egzemplarzem dogo np. podczas wystawy, to musicie wiedzieć, że TAKI EFEKT UZYSKUJE SIĘ CIĘŻKO Z PSEM PRACUJĄC. Wasz pies będzie rozlazłą galaretą i w życiu nie będzie wyglądał tak, jak ”tamten pies z wystawy”, jeżeli nie będziecie z nim odpowiednio pracować. Wiele dogo, które można obejrzeć podczas dog shows mogłoby wyglądać znacznie lepiej/ korzystniej (nawet pomimo wad), gdyby ich właściciele umieli zadbać o ich trening. Niestety niezwiązane grzbiety u dorosłych psów, zero mięśni, fatalnie umiejscowione i ułożone łopatki, ogólna wątłość i bylejakość to często efekt zaniedbania opiekunów, a nie jedynie genetyki danego psa.

To nie jest tak, ze dogo się po prostu ma i już. I ”samo z siebie się takie fajne zrobi, jak podrośnie”. Nic z tego. Można mieć to szczęście i dostać szczeniaka ze świetnego skojarzenia po anatomicznie bardzo dobrych, jeżeli przynajmniej nie przyzwoitych rodzicach i go zwyczajnie w świecie zepsuć. Zepsuć tym nic-nie-robieniem-z-nim. A pewnych rzeczy się w późniejszym wieku nie nadrobi.

Można także zepsuć psa debilnym, niedostosowanym do jego wieku (momentu rozwoju kośćca i tkanki mięśniowej) ”treningiem”. Łatwo molosowi przeciążyć stawy, doprowadzić do nabytych uszkodzeń takich jak kulwizny… Dobry Hodowca służy radą, dba o swoje ”dziecko”, pilnuje opiekuna i OPIEPRZA go w razie potrzeby. A inteligentny właściciel pamięta, że pomysł, żeby półroczny szczeniak biegł kilka-naście/ dziesiąt kilometrów za rowerem JEST SKRAJNYM DEBILIZMEM.

 

”Widziałem TAAAKIEGOOO Dogo Argentino”

W przypadku Dobrego Hodowcy najbardziej charakterystyczne jest to, że kiedy myślimy o jego psach, przewijamy sobie w głowie obrazy z wystaw, przypominamy sobie widziane na nich dogo, uderza nas to, że nigdy nie mieliśmy okazji zobaczyć słabego psa z przydomkiem tego Dobrego Hodowcy.

Dzieje się tak dlatego, że Dobrzy Hodowcy dbają o to, by na wystawach nie były pokazywane egzemplarze, które mogłyby przynieść im… wstyd.

Nigdy. Nie. Mieliśmy. Okazji. Zobaczyć. Na. Wystawie. Słabego. Psa. Z. Przydomkiem. Tego. Dobrego. Hodowcy.

Dziś zdanie o tym, które psy są dobre, a które nie, można wyrobić sobie już w ciągu roku -jeżeli ktoś się bardzo uprze. Trzeba tylko pojeździć na wystawy… I oglądać. (A jeszcze lepiej jest pojeździć sobie po hodowlach, czyli odwiedzić poszczególne hodowle. Tylko pamiętajcie: nie chodzi o to, by spośród ”takich sobie” psów wybrać najmniej byle jakiego.)

Dobre Dogo Argentino jest psem szlachetnym w wyglądzie, majestatycznym, atletycznym, o mocnym kośćcu. Patrząc na takie zwierzę czuje się jego siłę, zwinność, jednym słowem MOC. Oglądane w ruchu tak samo zachwyca (No niestety są psy, które ”ładnie” wyglądają tylko stojąc. Kiedy zaczynają się ruszać, kłusować ich urok znika, ukazując wszystkie wady budowy i poważne problemy ze stawami…).

Jeżeli przyjeżdżamy na wystawę oglądać dogo na żywo, chcemy poczuć na własnej skórze te ciarki, które wywołuje podziwianie cudu natury, wszystko to, o czym piszą reklamując nam swoje hodowle hodowcy i hodofffcy (poczuć ”moc tych nagród”, zobaczyć efekty tych ”super-extra kryć” i przekonać się o ”niesamowitych importach”) i nie czujemy nic poza rozczarowaniem w rodzaju ”To, to miało być to? To o to tyle szumu? Hmm… Kurcze miałem/am wrażenie, że to inaczej ma wyglądać” – to zaufajmy swojemu instynktowi, bo PRAWDZIWA SZTUKA BRONI SIĘ SAMA. Z Dogo Argentino jest dokładnie tak samo – zwierzę pozbawione tej charakterystycznej MOCY – a rozczarowanie oznacza, że oglądane psy jej nie mają- nie ma cech typowych dla przedstawiciela swojej rasy.

Oglądanie Dobrego Dogo to zawsze jest ogromna przyjemność, nigdy rozczarowanie dla oglądającego. No, chyba, że jednak…

Powróćmy do: Nigdy. Nie. Mieliśmy. Okazji. Zobaczyć. Na. Wystawie. Słabego. Psa. Z. Przydomkiem. Tego. Dobrego. Hodowcy.

Nie dzieje się tak dlatego, że u Dobrego Hodowcy nie rodzą się także słabe psy (Na marginesie u Dobrych Hodowców rodzi się najwięcej ”słabych” psów, bo Dobrzy Hodowcy niesłychanie wysoko stawiają sobie poprzeczkę i selekcjonują ”zaokrąglając wzwyż”, czyli oni wręcz czepiają się bardziej niż trzeba.

Po prostu Dobry Hodowca umie zadbać o to, by te słabe psy nie były pokazywane na wystawach, w związku z czym nie mamy okazji tych psów oglądać. One mieszkają sobie gdzieś tam i są wielkim skarbem dla swoich właścicieli, którzy w ramach szacunku dla samych siebie i hodowcy nie ciągają ich po wystawach… Cieszą się nimi, ale nie mają ciśnień (ani na ”show”, ani na szczęście na ”zostawanie hodowcami”…)

Jak to możliwe?

Otóż Dobry Hodowca często na dwa krycia do przodu ma umówionych przyszłych nabywców/ właścicieli szczeniąt. Są ludzie, którzy potrafią czekać na ”swoje” krycie rok, a nawet trzy lata, aby mieć szczenię z konkretnego skojarzenia. I te osoby spędzają na rozmowach z Dobrym Hodowcą dziesiątki godzin. W związku z czym Dobry Hodowca dokładnie wie czy, jakie i ewentualnie ile szczeniąt z takiego krycia zostawi sobie, komu zaproponuje umowę współwłasności na psa, czy sukę, czy takich umów będzie jedna, dwie, czy trzy, do kogo trafi pies/psy z potencjałem, do kogo suka/suki, ile ewentualnie będzie umów na warunek i kto czeka na peta, z którym całe dnie będzie np. chodził po górach, trenował nad morzem, czy polował (zgodnie z przepisami polskiego prawa). Te kwestie Dobry Hodowca ustala na długo przed kryciem. Bo ma na to czas, bo obmyśla poszczególne ”konfiguracje”. Dlatego wszystkie psy noszące przydomek Dobrego Hodowcy, które oglądać możemy na wystawach są ”dobre”.

Dobrego Hodowcę interesuje kontakt z przyszłym posiadaczem szczenięcia, a potem dorosłego dogo i jego psy nie trafiają do przypadkowych ludzi. Dobrym Hodowcom nie zdarzają się  ”wtopy” w rodzaju ”Co prawda kupiłem tego psa jako peta, ale teraz mi się tak porobiło, że bym sobie pochodził z nim na wystawy i zobaczył co z tego wyniknie”**…

Dobry Hodowca nie zalicza wtop w rodzaju ”bla bla bla w naszej hodowli tego i tego dnia urodziły się szczeniaczki, tyle piesków, tyle suczek bla bla bla, zostały 3 suczki, jeden piesek, przyjmujemy rezerwacje” – Nie! to jest kłamstwo! REZERWACJE PRZYJMUJE SIĘ ,ZANIM URODZĄ SIĘ SZCZENIĘTA! (http://definicja.net/definicja/Rezerwacja). SENS TAKIEGO OGŁOSZENIA JEST MNIEJ WIĘCEJ TAKI: TRZEPNĘLIŚMY MIOT, BO TAK I JUŻ, I ZOSTAŁO NAM KILKA SZCZENIAKÓW, JEST KTOŚ CHĘTNY?

Średnia przy dogo (generalnie w hodowli psów rasowych ) jest słaba. Na ogół na miot powiedzmy 7 szczeniąt jedno/ dwa w przyszłości warte użycia w kolejnych posunięciach hodowlanych to bardzo, bardzo dużo. Zdarza się oczywiście, że tych szczeniąt z potencjałem jest więcej (ale są to naprawdę rzadkie przypadki). Z tej siódemki zostaje nam piątka, z której dwa/ trzy szczenięta nie są już tak dla hodowcy cenne, ale spełniają kryteria show-dogs, które warto jest pokazywać, bo pomimo wad, które spowodowały, że Dobry Hodowca nie zdecydował się zatrzymać ich do dalszej pracy hodowlanej, posiadają wszelkie cechy typowe dla przedstawicieli swojej rasy i wciąż biją od nich ten niezbędny dla dogo majestat i szlachetność wyrazu lub tez po prostu ”dobrze się na nie patrzy”. Tak została nam dwójka/ trójka (częściej trójka) petów – czyli piesków nieprzedstawiających żadnej*** wartości hodowlanej, których budowa anatomiczna/ typ, powodują, że są pozbawione cech typowych dla przedstawicieli swojej rasy.

Całe ”mioty wystawowe” to ciężki kit. Naprawdę ”całe białe” nie jest ”kryterium hodowlanym”.

Trzeba pamiętać, że dogo to naprawdę trudna w hodowli rasa. Wielu hodowców stosuje linebreed, co oznacza, że jeżeli gdzieś się pomylą, potkną się w swoim planie i zabraknie im oka i instynktu, by swoją pomyłkę sobie uzmysłowić lub też odwagi, by się do niej przyznać, łatwo wpadają w pułapkę, z której bardzo, bardzo ciężko jest wyjść. (Możliwe jest to tylko dzięki przebudowaniu planu hodowlanego). Zaczynają się ”odjazdy” i kombinacje z interpretowaniem zapisów wzorca rasy tak, by to, co się urodziło jakoś dopasować, wymyślając stosowną do okoliczności narrację.

Linebreed daje komfort przewidywania, planowania cech potomstwa danej pary. Pozwala nam z dużym prawdopodobieństwem określić, które cechy szczenięta odziedziczą po swoich przodkach i pod tym względem jest znacznie wygodniejszy od outcrossu, który jest… ruletką (ale za to pozwala na odświeżenie puli genetycznej, które jest także ogromnie cenne ze względu na zapobieganie zubożenia tej puli).

 

 ”Jakie śliczne piesiuńki ! Och ! Och ! Och !

Dobry Hodowca nie wciska kitu.

Nabywca nie jest w stanie wywnioskować czegokolwiek z fotek dwudniowych, siedmiodniowych  itp. szczeniąt. Wrzucanie na fora i Facebook fotek tak małych szczeniąt to tylko i wyłącznie chwyt marketingowy, który ma pobudzić emocje potencjalnego nabywcy.

Nie ma nic złego w pokazaniu na dwóch-trzech fotkach, że ”Oto mamy maluchy” – to normalne, że się potwierdza/ ogłasza, że szczenięta już są. Ale trzepanie fotka za fotką zdjęć, z których nic nie wynika, jest kitowaniem.

”Coś widać” powiedzmy w szóstym tygodniu. Na takich zdjęciach widzimy już linie, kąty i kształty i możemy pokusić się o wnioski. (Dobry Hodowca widzi wszystko znacznie wcześniej i od początku wybiera faworytów.) Wszystko wcześniej, to ”branie pod siusiu”. Nabywcy nie interesują ”śliczne” zdjęcia z pluszowymi maskotkami, fotki ”na kanapie z ciocią Wiesią” itp. – to jest taki najgorszego rodzaju ”PR”, z którego -w kynologicznym sensie- nie wynika absolutnie nic. Profesjonalnie przygotowane zdjęcia, zrobione po to, żebyśmy mogli coś zobaczyć, to fotografie ustawionych na równej powierzchni szczeniaków. Ustawianych tak, aby widać było głowę i profil sylwetki (łopatkę, głębokość klatki, linię grzbietu, kąty). Tylko i wyłącznie z takich zdjęć wynika to, co jest interesujące dla nabywcy, tylko tak można, na podstawie zdjęć, ”ocenić anatomię psiaków”.

A skoro już ktoś podrzuca nam przypadkowo dobierane i ”urabiające” fotki, to warto pamiętać, że u pięcio-sześciotygodniowych szczeniąt, wzdęty brzuch, głowa ciasno obciągnięta skórą jest oznaką zarobaczenia…

Dobry Hodowca DORADZA i należy tych jego rad słuchać – szczególnie, kiedy chodzi o żywienie, trening i ”podejście do wychowania”.

*Suka/pies hodowlany MUSI SPEŁNIAĆ OKREŚLONE WYMOGI: rozwinięcie:

Zaczynamy od tego, że wiemy jak dane zwierzę słyszy (zaczynamy od tego, bo to można zbadać zanim wyda się szczenięta do nowych domów, już od 7go tygodnia ich życia). Dogo, Bull, Dalmtyńczyk, jak i każdy szczeniak/ dorosły pies rasy w której umaszczeniu występują białe znaczenia, oraz ”kolor” merle, powinien zostać poddany badaniu BAER, które jednoznacznie i ponad wszelką wątpliwość wykaże poziom słyszenia w obu jego uszach. Wielu hodowców obawia się BAER. Obawiają się, że gdyby badania wykazały uszczerbek słuchu u ich psów, zmniejszyłaby się liczba osobników hodowlanych – to prawda. Ale w hodowli rasowych psów chodzi o selekcjonowanie najlepszych osobników i UŻYWA SIĘ TYLKO TAKICH – więc? WTF?Linebreed sam w sobie ogranicza pulę genetyczną, tak więc wydaje się logiczne, że zdrowie psów pochodzących ze skojarzeń nieszczególnie bogatych genetycznie, musi być wnikliwe kontrolowane tak, aby wykluczyć z programów hodowlanych te zwierzęta, w przypadku których ograniczenie puli genetycznej skutkowało bardzo negatywnymi zmianami lub w przypadku, których można przypuszczać, że mamy już do czynienia z depresją inbredową.

Obawy hodowców o zmniejszenie (dodatkowe) tej genetycznej bazy, nie zmienią faktu, że dziś możemy kupić np. Bullterriera z pełnym zestawem badań, mówiących nam prawdę o słuchu szczeniaka, jego nerkach (problemy typowe dla bullów) i sercu… Sądzę, że już wkrótce ”klienci” wymuszą na wszystkich hodowcach dogo, zwyczaj ich BAERowania, oraz przyzwyczają wszystkich hodowców do badania szczeniąt przekazywanych nowym właścicielom, jako zwierząt ”z potencjałem wystawowo-hodowlanym”.

Potem, w wieku już między 3a4ym miesiącem życia szczyla, można zrobić pierwsze prześwietlenie, które pokaże nam stan stawów biodrowych zwierzęcia – jeżeli chcemy kupić psa do hodowli/sukę hodowlaną powinniśmy móc porównać stawy zwierzęcia powiedzmy w okresie trzeciego, ósmego, szesnastego i dwudziestego czwartego miesiąca życia – to ostatnie badanie jest najważniejsze.

Wykrycie  ewentualnych nieprawidłowości we wczesnym wieku, pozwoli nam walczyć z dysplazją lub cechami dysplazji naszego pupila, oraz możliwe najlepiej zabezpieczyć go przed jej konsekwencjami.

Kolejna kwestia to zejście obu jąder u samca – wnętrostwo wyklucza psa z hodowli, wskazuje, że para hodowlana ze skojarzenia, której wnętr pochodzi, nie powinna być ponownie łączona, oraz że miotowe rodzeństwo wnętra także obciążone jest (w sposób recesywny) tą samą wadą.

U suki ważne jest, by była wolna od problemów hormonalnych, które najczęściej objawiają się problemami z cieczką, która np. w ogóle nie występuje, mimo iż suka jest już w wieku, w którym cieczka powinna wystąpić.

I prawidłowy zgryz. Zgryz nożycowy. I dopuszczalny zgryz cęgowy.

Tyłozgryz i przodozgryz wykluczają zwierzę z programów hodowlanych. Dobry Hodowca poinstruuje nas, jak dbać o prawidłowy zgryz naszego psa (jak go nie zepsuć) oraz w jaki sposób można zgryz korygować (zabezpieczyć zgryz cęgowy, aby tym dopuszczalnym cęgowym pozostał).

Przyjmuje się, że mniej więcej do dwudziestego czwartego miesiąca życia ustala się pigment dogo i jeżeli do tego czasu nos się nie wypigmentował, to naturalnie się już nie wybarwi. Z tęczówkami jest prościej: kolorują się szybko i szczenię opuszczające hodowlę w mniej więcej ósmym tygodniu życia musi mieć już w pełni wykolorowaną tęczówkę. Bez niebieskich luk i refleksów. Ale prawdą jest też, że szczenięta z linii o popranej pigmentacji, opuszczając hodowlę, także mają już w pełni wybarwione noski.

BAER (oraz wszystkie inne badania, na których powinno nam zależeć, jeżeli zamierzamy w przyszłości sami zostać hodowcami albo chcemy z naszym psem/suką uczestniczyć w programie hodowlanym (współpracować w porozumieniu z wybranym hodowcą), kosztuje. Ale od tego mamy umowy pomiędzy hodowcą a nabywcą, by kwestię badania BAER dokładnie omówić i uwzględnić ją w kosztach (można koszt badania BAER doliczyć do zaliczki, kiedy rezerwuje się szczeniaka u hodowcy).

Wszystkie te punkty są niesłychanie ważne, ponieważ hodowcy stosują linebreed (ograniczający pulę genetyczną) i zdarza się, że w rodowodach obojga rodziców po kilka razy powtarzają się te same zwierzaki…).

Wyniki tych badań potwierdzają PRZYDATNOŚĆ HODOWLANĄ danego zwierzęcia. Uprawnienia hodowlane zdobywane na wystawach, na ”show” dają prawo rozmnażania zwierząt, ale: Nabywco pamiętaj tylko wyniki badań, zaliczenie powyższych punktów, zrównoważony temperament i dopiero na końcu poprawna, czynią psa wartym rozmnażania.

Chów w pokrewieństwie niestety, czy to się komuś podoba czy nie, wymaga od hodowców ostrej selekcji i Dobry Hodowca doskonale zdaje sobie z tego sprawę.

**Co także jest bardzo ważne: szanowni państwo: nabywcy psów z Dobrych Hodowli nie robią -przepraszam za kolokwializm- siary tym hodowcom na internetowych forach! Poczytajcie sobie państwo uważnie tematy na internetowych forach  -ze szczególną uwagą te pozakładane przeze mnie 😉 [”sigourney.weaver” na Dogomania Forum oraz ”gość + jakiś tam numerek” na kiedyś bardzo popularnym forum, którego moderatorzy postanowili usunąć informację o tym, kto jest autorką artykułów o genetyce umaszczeń etc… (tematy z DGM mają takie same tytuły, jak te z ”tamtego” forum, więc łatwo jest je ”namierzyć”). Zachęcam do uważnego wczytywania się – naprawdę warto 🙂 To bardzo pomaga wyrobić sobie zdanie (szczególnie na temat osób, które … być może będą kiedyś dobijać się do was na ”fejsie” chcąc zostać waszymi znajomymi… ). Przypomniałam sobie o tym z uwagi na to, że na Dogomnia Forum w dziale Dog Argentyński zamieściłam ostatnio informację min. o tym blogu i standardowo odezwał się … taki bardzo, bardzo… specyficzny ”pan”… z bogatym … ”dorobkiem”… Rzecz jasna, ”popisy” na Facebooku, także są nie do przecenienia…

***Żadnej – słówko dyskusyjne. Owszem są sytuacje zupełnie oczywiste, kiedy dane zwierzę ma wadę genetyczną np.: nie w pełni wypigmentowaną tęczówką oka, jest głuche#, umaszczenie niezgodne ze standardem rasy##, lekką, praktycznie charcią kość, albo jest zbudowane jak Mastif Angielski. Albo, kiedy kilka wad nakłada się na siebie np. głowa odbiegająca budową od tego, co nazywamy typową dla dogo głową###, idzie w parze z fatalną linią grzbietu i płytką klatką piersiową…

#Takie szczenięta powinny być usypane niezwłocznie po zdiagnozowaniu niepełnosprawności

##Zdarza się, że zwierzęta doskonałe anatomicznie rodzą się z kolorem przebijającym się przez wielka białą łatę np. w okolicy ogona lub karku i mimo iż jest to ich jedyna wada, formalnie są petami (W sensie naukowym nie jest to żadna wada i jest to tylko ”forma kosmetycznej” wady), ale  musimy szanować wytyczne wzorca. Są to przypadki niezwykle bolesne dla Dobrego Hodowcy i takie psy często pozostają w hodowli. Dobrzy Hodowcy uważają, że barbarzyństwem byłoby sprzedawać, jako peta co najmniej poprawnie zbudowane zwierzę (tym bardziej, że przepisy hodowlane dotyczące dogo, w krajach, w których ta rasa nie jest aż tak ”egzotyczna” są znacznie bardziej zrównoważone w kwestii koloru niekoniecznie na głowie, czy więcej niż jednej łaty na psim łbie…), dodatkowo pozbawione wad rozwojowych, jak ”klasycznego peta”, którego nieprzydatność do hodowli wynikająca z niedoskonałości anatomicznych, czy np. wad zgryzu jest zupełnie oczywista i nie podlega dyskusji. Proszę sobie to wyobrazić: zdarza się, że formalnie taki anatomicznie świetny ”pet”, jest petem ze względu na kolor, a naprawdę bardzo marnej jakości pies jest ”wystawowy”, tylko dlatego, że jest biały…

###”Rasę psa (a molosa szczególnie) poznaje się po twarzy” – w przypadku dogo głowa jest kwestią determinującą, absolutnie decydującą

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora jest zabronione.

www.facebook.com/zuzpasjaodogoargentino