Archiwa tagu: kundel

JAK SŁUCH U DOGO ARGENTINO? CZYLI GŁUCHOTA & BAER TEST – Z CYKLU ZANIM KUPISZ

02-09-02hudson-getting-baer-testedPies rasowy tym różni się od kundla, który posiada wypadkową cech typowych dla psa domowego, z których żadna nie przeważa na pozostałymi, że jego rasowość szczególnie predysponuje go do wykonywania OKREŚLONYCH czynności.

Twórcy KAŻDEJ z ras skupieni byli na ”podbijaniu” określonej cechy/umiejętności występującej u psa jako gatunku, poprzez systematyczną selekcję, czyniąc w ten sposób z psów danej rasy, specjalistów w konkretnej (czasem w kilku) dziedzinie.

To rasa czyni z psa myśliwego, tropiciela, zaganiacza, szczurołapa albo aportera. Ktoś ŚWIADOMIE (!) chcący mieć psa rasowego, chce mieć nie tylko psiego przyjaciela, oczekuje też, że jego pies będzie przejawiał cechy typowe dla rasy, że w danej dziedzinie będzie specjalistą.

[Piszę mając nadzieję, że odbiorcy są osobami na określonym poziomie, w związku z czym nie mam zamiaru nikogo przepraszać za to, że UWAŻAM, ŻE LUDZIE, KTÓRZY DECYDUJĄ SIĘ NA BRANIE NA SIEBIE ODPOWIEDZIALNOŚCI ZA PSA RASOWEGO, BO JEST Ś L I C Z N Y, TO IGNORANCI I (SORRY, ALE) DEBILE. KIEDY DECYDUJESZ SIĘ NA KONKRETNĄ RASĘ NP. DOGA ARGENTYŃSKIEGO, TO ZNACZY, ŻE MASZ PEŁNĄ ŚWIADOMOŚĆ DO CZEGO PIES TEJ RASY JEST PRZEZNACZONY !]

Psi kaleka -pies z upośledzonym zmysłem jest kaleką- takim SPECJALISTĄ BYĆ NIE MOŻE.

Osoby (HODOWCY) obarczające kogoś, kto chce mieć rasowego psa, psim inwalidą, postępują wyjątkowo nieetycznie i podle.

Z jednej strony przekazując nowemu właścicielowi upośledzone zwierzę, odbierają jego opiekunowi znaczną część radości (i komfortu !) wynikających z posiadania (zdrowego) psa, a z drugiej odbierają innemu, w stu procentach sprawnemu psu, szansę na trafienie do kochającego domu.

Równocześnie taki pozornie dbający o dobro zwierząt hodowca (nie usypia upośledzonych poważnym niedosłuchem szczeniąt, bo ”małe pieski są takie śliczne i tak głęboko patrzą w oczy”), wymusza na nowym właścicielu konieczność wypracowania skutecznej (?) metody kontroli nad niedosłyszącym, bądź głuchym psem, oraz sprowadza na niego ryzyko związane z SOA – inaczej ”Rage Syndrom”;: http://www.yourpurebredpuppy.com/hea…lterriers.html,

http://www.canine-epilepsy.com/thyroiditisbehavior.html).

Psy z upośledzonym słuchem bardzo często sprawiają ”trudności wychowawcze”. Wypracowanie metody pozwalającej na skuteczne (?) porozumienie na linii opiekun-głuchy, bądź niedosłyszący pies jest nie lada wyzwaniem i nie każdy, nawet bardzo oddany zwierzęciu właściciel, doświadczony psiarz, jest w stanie udźwignąć jego ciężar. Nie jest rzadkością, że takie psy są usypiane w późniejszym wieku lub oddawane do schronisk. Znalezienie domu dla dorosłego głuchego lub poważnie niedosłyszącego psa jest bardzo trudne, zwłaszcza jeżeli jest to pies, wymagającej doświadczenia w prowadzeniu rasy, jak np. Dog Niemiecki, Dogo Argentino, czy Bullterrier. I nie wolno o tym zapominać.

Nieuczciwość hodowców oferujących niedosłyszące szczenięta -a zdarza się to niestety niezależnie od rasy- polega również na tym, że sprzedają miłośnikom danej rasy, psy dosłownie specjalnej troski.

Tacy hodowcy wydają się nie pamiętać, albo zupełnie ignorują fakt, że psiego inwalidy nie trzeba kupować (a już szczególnie nieuczciwie jest, będąc hodowcą, żądać za niego zapłaty, przekraczającej koszty poniesione na szczepienia upośledzonego pieska). Psiego inwalidę (z dowolnym ograniczeniem), osoby chcące ponosić określone ryzyko, mogą adoptować ze schroniska, a pieniądze, które trafiłyby do rąk tzw. hodowcy, można w imię autentycznej miłości do zwierząt, przekazać na zakup pokarmu dla przebywających w schronisku, z którego adoptuje się psa, zwierzaków.

Problem głuchoty powiązany jest z umaszczeniem** merle i dużą ilością białych znaczeń : Locus S → s^w (Dog Argentyński) i s^p.

Dlatego decydując się na psa rasy narażonej na problem wrodzonej głuchoty/niedosłuchu, takiej jak Bullterrier Angielski, Dogo Argentino, Dalamtyńczyk, Owczarek Australijski czy jakiejkolwiek rasy w której występuje umaszczenie merle lub duża ilość białych łat, musimy być pewni, że hodowca jest osobą odpowiedzialną i bada szczenięta nim przekaże je nowym właścicielom.

Ewentualnie, w porozumieniu z hodowcą, CZYLI ŚWIADOMIE ustalamy, że wykonamy BAER TEST po tym, jak piesek trafi do naszego domu i co, jakiego rodzaju zadośćuczynienie zaproponuje nam hodowca w przypadku, gdyby okazało się, że szczenię nie słyszy normalnie (70 decybeli w obu uszach).

Co to jest BAER? → http://www.youtube.com/watch?v=rdhcNU3Di9E.

Po co jest BAER? → http://www.lsu.edu/deafness/baerexpl.htm

Dogo Argentino to rasa, która miała, ma i mieć będzie problemy ze słuchem. Taka jest cena umaszczenia dogo. Argentyny były białe, są białe i będą białe. Jeżeli nie bada się szczeniąt, to nie można powiedzieć, ze robi się coś, żeby zniwelować problem, bo w 100% zlikwidować się go nie da, bo taka jest cena bieli, a konkretnie białej łaty dogo.

Przegląd miotu* robi się przed wydaniem szczeniąt nowym opiekunom → jest warunkiem wyrobienia metryk.

Nie ma jasnego terminu wyznaczonego dla przeglądu, ale tatuaż powinien być wykonany najpóźniej w dnu przeglądu, a szczeniaki wydaje się od kiedy skończą 7 tygodni (od 2014 roku wszystkie psy i koty mają być chipowane)… BAER MOŻE być wykonany przed terminem przeglądu, bo można go wykonać u 6-7 tygodniowych szczeniąt. Tak więc nowy właściciel może otrzymać komplet : szczeniak, metryka, książeczka zdrowia (!!!) i wynik BAER, zaświadczający, że szczeniak, za którego płaci, jest normalnie słyszący.

Pies, posiadający 5 sprawnych zmysłów to ”opcja standard”. Sprawny zmysł słuchu u psa, to nie ”dodatkowe wyposażenie” w samochodzie.

HODOWCA DOGO ARGENTINO, CZY INNEJ RASY ZGROŻONEJ WYSTĄPIENIEM GŁUCHOTY WRODZONEJ, KTÓRY NIE BADA PIESKÓW, ZANIM PRZEKAŻE JE DO NOWYCH DOMÓW/ NIE PORUSZA W ROZMOWACH Z PRZYSZŁYMI WŁAŚCICIELAMI SZCZENIĄT SPRAWY BAER TEST I UDAJE, ŻE ”TAMTU NIE MA”, NIE JEST HODOWCĄ, TYLKO PRODUCENTEM. KAŻDY KTO BĘDZIE CHCIAŁ SPRZEDAĆ NIEPRZEBADANEGO SZCZENIAKA NOWEMU WŁAŚCICIELOWI/NIE USATLI Z NABYWCĄ KWESTII BADANIA SLUCHU SZCZENIĘCIA, BĘDZIE NIEUCZCIWY W STOSUNKU DO NABYWCY.

BAER (określa częstotliwości na których słyszy pies) to jedyne badanie, które może wykonać hodowca zanim przekaże nam szczenię i którego wynik będziemy mogli traktować jako GWARANCJĘ.

Kiedy kupuje się np. 9tygodniowego szczeniaka, to można go kupić jako zwierzę w 100%ach wolne od JEDNEJ wady → głuchoty.

Dlatego kupujący dogo ma prawo oczekiwać, że uda mu się znaleźć hodowcę, który wykona to badanie i przekaże mu szczeniaka tylko wtedy, kiedy piesek pomyślnie przeszedł test.

Dogo bez certyfikatu jest jak produkt bez atestu. Kto kupiłaby samochód z niesprawnym układem hamowania?

Sęk w tym, że jak się nie bada szczeniąt BAER, to sprzedaje się ich tyle ile się urodziło… Zawsze, niezależnie od tego czy wszystkie pieski słyszą tak samo dobrze, bo ODPADA ”PRZESIEW”, KTÓREGO DOKONUJĄ HODOWCY BADAJĄCY SZCZENIĘTA… Przesiew ten polega na tym, że szczenięta głuche i półgłuche po prostu się usypia…

Kiedy bada się szczeniaki, to do nowych właścicieli trafiają tylko słyszące albo takie, u których niedosłuch nie jest zagrażający bezpieczeństwu całego otoczenia, a do hodowli nie trafiają psy z uszczerbkiem słuchu.

Czy hodowca zapewni nas, że nasz pies, kiedy dorośnie nie będzie mieć alergii, dlatego, że jego rodzice są wolni od tego problemu (alergie są drugim najczęstszym problemem ras białych, a więc i DA)?

Nie.

Może powiedzieć nam tylko, że jego psy wcinają wszystko na co pozwala fantazja jego, jako hodowcy, tarzają się w pylących trawach i chodzą po podłodze mytej chemicznymi środkami i nic im nie jest. Są zdrowe, nie mają reakcji alergicznych ani na pokarm, ani na pyłki itp. Ale czy to gwarancja, że nasz pies nie będzie miał uczulenia np. na pyłki traw, albo chemikalia, w których pierzemy jego posłanie? Nie.

Dla nas to informacja, że matka/ojciec lub oboje, nie mają problemów uczuleniowych, więc najprawdopodobniej nasz pies także nie będzie ich miał. Ale alergia i tak może u niego wystąpić (możemy ją sami u psa wyhodować). Hodowca NIE MA JAK zapewnić nas, że u naszego psa alergia ”NA PEWNO nie wystąpi”. Nikt nie może nam takiej gwarancji dać.

Czy hodowca może zagwarantować nam, że sprzedaje nam w 100%ach słyszące szczenię ? Tak, bo z głuchotą jest inaczej niż z alergią czy innymi problemami, które mogą wystąpić w przyszłości, a których wykluczyć nie ma jak na wczesnym etapie życia szczeniąt. Jeżeli w wieku 6/7/8/9 tyg. piesek słyszał, to znaczy, że jest/był wolny od wady zmysłu słuchu, w chwili, w której go nabywaliśmy. Tylko i aż tyle. Dlatego wymagajmy tej gwarancji.

Szczenię zakwalifikowane przez hodowcę jako PET, także musi być przebadane.

Jednostronna głuchota może być wykluczona/wykryta jedynie przy pomocy badania BAER.

Jednostronna głuchota nie czyni psa zupełnie niepełnosprawnym*.

Pies głuchy na jedno ucho może być (to zależy od podejścia hodowcy) oferowany, jako pet, ale nabywca musi mieć całkowitą jasność co do poziomu słyszenia psa, za którego bierze odpowiedzialność.

PIES JEDNOSTRONNIE GŁUCHY NIE MOŻE BYĆ UŻYWANY W HODOWLI.

*Należy pamiętać, że zwierzę głuche na jedno ucho tym bardziej należy chronić przed ryzykiem utraty słuchu w wyniku działania środków farmakologicznych, lub też nawracających zapaleń ucha!

Koszty badania → wliczone w zaliczkę (sami to proponujmy!)

Musimy pamiętać, że hodowcy to też ludzie. Ale ponieważ szczenięta są zaliczkowane dla żadnego hodowcy nie powinno stanowić problemu (natury finansowej) przeprowadzenie badania BAER na szczeniętach, które zamierza przekazać/sprzedać nowym właścicielom. Koszty utrzymania szczeniąt są wysokie. Dlatego jeżeli hodowca poprosi nas o to byśmy z własnej kieszeni pokryli koszty badania, nie obrażajmy się ! Kwestie finansowe zostaną przez obie strony dokładnie opisane w umowie dotyczącej kupna szczenięcia. Możemy być pewni, że jeżeli szczenię, które było dla nas przewidziane okazałoby się mocno niedosłyszące i w związku z tym uśpione, hodowca zagwarantuje nam rozwiązanie, które będzie dla nas satysfakcjonujące.

Dlaczego hodowca ma badać szczenięta zanim przekaże je nowym właścicielom?

To hodowca zajmuje się selekcją. Dlatego to do hodowcy powinno należeć przeprowadzenie badania BAER → szczenięta z poważnym niedosłuchem przez uczciwych hodowców są usypiane.

Tego możemy od hodowcy oczekiwać, ba wymagać → pewności, że tą jedną najbardziej problematyczną cechę rasy, u naszego pieska wykluczył. Nie kupuje się psa rasowego od hodowcy tylko po to by móc ”bawić się w show”. Psa od hodowcy, a nie z innego źródła kupuje się, żeby nie mieć styczności z mentalnością handlarza-rozmnażacza. Nie chodzi tylko o to, że hodowca rejestruje swoją działalność, szczenięta, płaci składki związkowe. Hodowca ma plan. Inny niż handlarz. Hodowca ma plan hodowlany, a handlarz ma biznesplan. Hodowca ma zasady. Hodowca jest uczciwy. Hodowca nie kojarzy psów jak leci, tych które akurat ma pod ręką. Hodowca realizuje plan hodowlany i odpowiedzialnie rozmnaża psy → robi wszystko to czego nie robią rozmnażacze-biznesmeni. Hodowca jest zobowiązany -inaczej niż pseudohodowca- postępować etycznie.

Dlaczego rzetelny hodowca bada pieski? Ponieważ chce mieć absolutną pewność i potwierdzić lub wykluczyć swoje odczucia.

Człowiek nie jest nieomylny. Odpowiedzialny hodowca nie uśpi szczenięcia, bo ”mocno go niepokoi”, ani nie przekaże go nowym właścicielom, bo ”może jednak wszystko z nim ok”. Po to są badania BEAR, żeby hodowca mógł potwierdzić lub wykluczyć swoje przypuszczenia odnośnie stanu słyszenia szczeniąt.

Obiektywnie:

Każdy, kto zajmuje się rasą, na którą w wielu krajach jest ”ban” → zwłaszcza hodowca ← bierze na siebie ogromną odpowiedzialność. W Polsce DA jest ”rasą z listy”.

Tych psów nie można przekazywać byle komu i nie można też przekazywać ich myśląc życzeniowo, że ”nie sprawiał wrażenia, żeby miał jakiś duży problem ze słuchem, więc mogę go sprzedać”. To nie jest ”moralne” podejście, bo ma zbyt wiele wspólnego z podejściem handlarza używanymi samochodami, który sprzedaje powypadkowe BMW jakiemuś nieszczęsnemu naiwniakowi, by być moralnym.

Szczeniak bez badania?

Niezbadanie szczeniąt przed przekazaniem ich nowym właścicielom jest pozbywaniem się odpowiedzialności i przerzucaniem jej na jakiegoś ”Kowalskiego”, który przez kilka miesięcy żył myślą, że będzie miał swoje wymarzone dogo (pewnie od dłuższego czasu myślał o nim jako o konkretnie ”Azorku”, albo ”Śnieżynce”) i po prostu kocha tego psa, żeby nie wiem co… Domeną hodowcy jest przeprowadzać selekcję, dlatego to hodowca powinien poddawać szczenięta badaniu BAER, a nie nowy właściciel.

Ciągłe (o dziwo jeszcze się zdarza) powtarzanie przez niektórych hodowców, że ”badanie BAER nie jest standardem, kiedy hoduje się Dogo Argentino (nie wymaga go Związek Kynologiczny)” nie może być traktowane jako argument na tolerowanie ”wolnoamerykanki”!

Nie jest OFICJALNIE wymagane ale kynologiczna kultura go wymaga. (W ustawie zasadniczej też nie jest napisane, że nie wolno wymiotować współbiesiadnikom do talerza, a jednak standardem jest, że się tego nie robi Dobry obyczaj nakazuje wymiotować w zacisznym miejscu -choć faktem jest, że nie zawsze i nie wszystkim się to udaje).

Jeżeli hodowca swoim działaniem może zniwelować jakiś nawracający problem, nękający rasę, która sobie upodobał np. problem częściowej głuchoty u DA, który jest wyłapywany dzięki badaniu BAER i tego nie robi (”bo nie”), to jest nieuczciwy w stosunku do etyki, sensu hodowli, która mówi by poprawiać i ulepszać (co przynajmniej należy rozumieć jako NIE POGARSZAĆ swoją ignorancją zaistniałego stanu rzeczy). To powinno przyświecać hodowcy. Mieć wiedzę i z niej nie korzystać … Jak można coś w ten sposób ulepszyć ? Albo prościej : jak można czegoś w ten sposób nie schrzanić?

*https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2013/08/07/dogo-argentino-przeglady-miotow-jak-powinny-wygladac-w-praktyce/

**https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2013/07/05/dlaczego-pigment-jest-taki-wazny-dla-dogo-argentino-podsumowanie/

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora jest zabronione.

Zuza Petrykowska

Reklamy

CHARAKTER I WYCHOWANIE DOGO ARGENTINO: KORYGOWANIE NIEWŁAŚCIWEGO ZACHOWANIA I ”KREOWANIE KONSEKWENCJI”.

 

8D7D2386DAB2471F81E7D0500B43D7E8

Czasem zapominam, że pewne rzeczy, dla mnie i moich znajomych zupełnie oczywiste, mogą, dla niektórych z państwa być niezupełnie zrozumiałe. W związku z tym, dziś opowiem słów kilka o korekcie, tym z Czytelników, którym rozwinięcie tematu właściwie przeprowadzonej korekty odpowie na pytanie ”Jak korygować psa tak, aby korekta odniosła oczekiwany skutek?”

Typowy obrazek (nie ten powyżej mam nadzieję), pies ”żebrze przy stole” albo skacze na gości, którzy dopiero co weszli do domu. Reakcja większości właścicieli?

-”Na miejsce!” -Samo odesłanie psa na jego miejsce to zbyt mało. Pies musi mieć jasność dlaczego dana sytuacja została przerwana, jaki jest powód odesłania go na miejsce i czego, jakiego zachowania oczekuje od niego przewodnik, ”zamiast”.

Konsekwencją nietolerowanego zachowania w świecie psów jest korekta mająca charakter działania odbywającego się w ”czasie teraźniejszym ciągłym”. Nieprzerwanie, do chwili uzyskania oczekiwanego efektu. Jest tylko ”tu i teraz”, robisz źle → przestań → efekt → wszystko jest ok.

Korekta jest wynikiem/ skutkiem zachowania nieakceptowanego/ niedopuszczalnego przez resztę członków stada (ludzko-psia rodzina to też ”stado”), dążącego, za wszelką cenę, do utrzymania porządku, czyli zasad zapewniających przetrwanie tego stada.

Korekta polegać będzie na wytrąceniu danego osobnika ze stanu, w którym się znalazł, a skutkiem ma być i jest natychmiastowy efekt: zaprzestanie tego działania i powrót do stanu posłusznego poddania, czyli posłuszeństwo wobec przewodnika (lub osobnika o wyższym statusie społecznym niż osobnik korygowany).

U wilków i psów korektą będzie warknięcie, uderzenie kłem -to najczęściej wystarcza, jeżeli korygującym jest stojący znacznie wyżej w hierarchii osobnik, a ”przewinienie” jest niewielkie. Korektą będzie także fizycznie intensywniejsze zachowanie jeżeli ”przegięcie” było z gatunku tych cięższych lub koryguje osobnik stojący w stadzie na podobnej co korygowany, pozycji.

My, ludzie w kontaktach z psem/psami musimy nauczyć się kreowania konsekwencji pomimo tego, iż nie dysponujemy zębami, którymi moglibyśmy ”szturchnąć” psa.

Kreowanie konsekwencji przez przewodnika-człowieka nie różni się (aż tak bardzo) od tego stosowanego w psiej, czy wilczej społeczności i polega na tym samym, czyli ”przywołaniu do porządku”, którego skutkiem jest okazanie -w tym przypadku- przewodnikowi/ ludzkiemu Alfie posłusznego poddania. Posłuszne poddanie (calm submissive state) to psychiczny stan, san ducha, styl bycia psa. Nie uzyskuje się go siłą i agresją, tj nie przejawia tego stanu w odniesieniu do swojego człowieka, pies zastraszony, bojący się swojego właściciela, nieufający swojemu opiekunowi. Ten stan ducha cechuje jedynie psy mające emocjonalnie inteligentnych, stabilnych psychicznie, empatycznych i pewnych siebie właścicieli, którzy są dla niech przewodnikami, bo psy im ufają. 

Jak to osiągnąć? Przede wszystkim będąc spokojnym, opanowanym i pewnym siebie, emitując ten rodzaj wewnętrznej energii, o której tyle mówi Cesar Millan, na naszego psa/ psy, bo takie właśnie są psy, które dominują w grupach np. bezpańskich, zaniedbanych psów i tacy są wilczy przewodnicy stada (Choć pies i wilk to osobne gatunki tu [też] mają wspólny mianownik).

Stan ”calm assertive energy” przewodnika jest punktem wyjścia, od którego zaczynamy 🙂

Ów asertywny spokój to idealne połączenie równowagi psychicznej, wewnętrznego błogostanu z, cytując słownikową definicję słowa ”asertywność”, ”posiadaniem i wyrażaniem własnego zdania oraz bezpośrednim wyrażaniem emocji i postaw w granicach nienaruszających praw i psychicznego terytorium innych oraz własnych, bez zachowań agresywnych, a także obrona własnych praw w sytuacjach społecznych”. Furiat, ktoś niepewny siebie nigdy nie będzie zdolny przekonać psa, że bezpiecznie i rozsądnie będzie podporządkować się jego niestabilnej energii. (Tylko ludzie mają tę wadę, że podążają za niestabilnymi psychicznie ”liderami”, zwierzętom takie wtopy się nie zdarzają). Psy, których właściciele mają emocjonalne problemy są jak oni, równie niestabilne, często nad wyraz tchórzliwe, czy po prostu agresywne. (Pies mówi wszystko o swoim właścicielu.) 

Jak zachowanie psa koryguje przewodnik-człowiek?

Zacznijmy od tego, że (tak samo jak pies czy wilk) w odpowiednim momencie, czyli od razu, ”tu i teraz”, z odpowiednim nasileniem i kiedy tylko uzyskuje efekt, zaprzestaje korekty. Zrozumienie psiej natury, bycie blisko z własnym psem, dobry z nim kontakt, skutkuje tym, że uczymy się psa czytać. Wiemy co konkretnie u niego właśnie oznacza np. ”ten” rodzaj spojrzenia, jak wygląda na 5 sekund przedtem, zanim podejmie próbę ataku na naszą, pozostawioną bez opieki kanapkę 😉 lub kiedy może mu się wydawać, że powinien zaatakować innego psa itp. Jesteśmy w stanie przewidzieć jego zachowanie i w odpowiednim momencie mu zapobiec. Możemy swojego psa szybko przywołać do porządku w ogóle nie dopuszczając do niechcianego przez nas zachowania.

Problemy wielu psiarzy biorą się stąd, że na niewłaściwe zachowanie swojego psa reagują bardzo późno, za późno i do tego przesadnie, kiedy pies zdąży się już ”rozkręcić” i w skali od 1go do 10u jest już na poziomie 8ym… Z dotarciem do takiego psa i uspokojeniem go naprawdę jest problem. Długo to trwa i męczy, a pamiętajcie Drodzy Czytelnicy, że właściwie korektę można przeprowadzić jedynie wtedy, gdy samemu jest się zdolnym zachować stan CALM ASSERTIVE ENERGY.

Skorygowanie psa pozostającego w stanie posłusznego poddania 24/7, tzn psa mającego nawyk bycia spokojnym, wyluzowanym, ciekawskim i radosnym, przy czym równocześnie uważnym i uległym, jest znacznie łatwiejsze, bo:

właściciel ma u psa autorytet ”Alfy”/przewodnika,

czyta swojego psa, obserwuje przewiduje zachowania swojego podopiecznego,

dostrzega, kiedy u jego psa pojawia się ekscytacja i już na wczesnym etapie ”wkręcania się” psa, powiedzmy na poziomie 3im (w skali od 1go o 10u) , jest w stanie psiaka skorygować, by ten uspokoił się i wrócił do stanu posusznego poddania, zanim ”rozkręci” się i stanie się to znacząco trudniejsze i/lub wymagać będzie więcej czasu.

Ok, więc jak korygujemy?

Mistrzowie gatunku korygują swoje (i nie tylko) psy spojrzeniem. Tak, są osoby, które ze swoim psem/psami mają tak wyśmienity kontakt, że wystarczy, że tylko spojrzą i pies od razu przypomina sobie kto jest od podejmowania decyzji. Na nieswojego psa muszą po prostu popatrzeć chwilę dłużej 🙂

Głosem, kiedy w ”skali ekscytacji” pies jest na ”trójce”, wystarczy syknąć, szarpnąć obrożę tak, jak robi to Cesar Millan. Kiedy pies wkręci się na poziom 5-6y w skali do 10u, trzeba już ”mocniejszego” środka i wtedy używa się bodźca fizycznego takiego jak słynne uderzenie Cesar’a wyprostowanymi palcami w pysk, bok, szturchnięcie psa kolanem/ piętą itp.

PSY, LUDZIE I WILKI

Efekt korekty będzie natychmiastowy ponieważ każdy członek stada zna zasady i wie, że niedostosowanie się do wymogów stada, równa się z poniesieniem konsekwencji za ”niesubordynację”.

U dziko żyjących psów i wilków konsekwencją może być spadek pozycji w hierarchii, wykluczenie ze stada, a w bardzo ekstremalnych przypadkach unicestwienie (Zwierzę było korygowane wiele razy za to samo ”przewinienie”, ”zwracano mu uwagę”, a poprawa nie nastąpiła. W końcu, któremuś z członków stada, albo kilku równocześnie, ”puszczają nerwy” i sprawa się kończy…). Tylko z punktu widzenia człowieka takie zachowanie postrzegane jest jako okrucieństwo, gdyż stado za wszelką cenę dąży do utrzymania porządku, bo jedynie ten porządek może zapewnić stadu przetrwanie.

W psio-ludzkich i ludzko-psich relacjach

Na przykład jeśli pies wymknie się z domu, ”zwieje” i będzie biegał po okolicy, to niestety, niezależnie od tego ile czasu to zajmie, czy 5 czy 25 minut, czy 5 godzin… należy za nim pobiec, dogonić go (nie można pozwolić, żeby pies przebywał w miejscu nam nieznanym, musimy mieć z nim choć wzrokowy kontakt, bo inne ”opcje” zwyczajnie są dla psa zagrażające, coś złego może mu się podczas takiej ucieczki przytrafić) i pomóc mu się uspokoić, czyli wprowadzić go w stan posłusznego poddania. Następnie zaprowadzić do domu i powtórzyć ”ćwiczenie”, którym w tym przypadku okazało się zwykłe otwarcie drzwi. Sytuację można ”zamknąć” dopiero, gdy pies nie będzie ”świrował”, kiedy będziemy otwierać drzwi i będzie w tym czasie zachowywał się spokojnie i posłusznie. Wtedy, taki stan posłusznego poddania przewodnikowi, nagradzamy, okazując psu uczucie.

Jeżeli pies np. zaatakował innego psa, podczas zabawy w parku. Natychmiast trzeba skorygować jego zachowanie. Nie wolno się denerwować, spinać i stresować, bo niczego pozytywnego nie wskóramy. Trzeba do psa podejść, czy podbiec i nawet jeżeli trzeba będzie go ganiać przez pięć minut, nie wolno zrezygnować, ponieważ to zachowanie musi zostać skorygowane. Trzeba do psa podejść i pies musi się nam, jako przewodnikowi poddać. Następnie należy psa doprowadzić do psa, którego wcześniej zaatakował i nakazać mu podporządkowanie się zaatakowanemu (położyć psa na boku, w pozycji podporządkowania, pomóc mu się stopniowo uspokoić i wymagać by pozostał w tej pozycji aż stanie się zupełnie spokojny i pogodzony z wolą przewodnika → pies ufa swojemu przewodnikowi. Nie wolno tego robić będąc zdenerwowanym, zawstydzonym, czy wręcz wściekłym na psa, bo tylko pogorszy się sytuację(!). Wielokrotnie w tekstach na blogu wspominam o tym, dlaczego ”Dogo Argentino nie jest rasą dla wszystkich”. Proszę sobie wyobrazić teraz ile charakteru trzeba, aby podołać wyzwaniu jakim jest przeprowadzenie w sposób właściwy korekty, po tym jak młode niedopilnowane dogo, taki podrostek, zaatakuje jakiegoś psa, w przestrzeni publicznej… Panika, strach, płacz i podobne zachowania tylko pogorszą sytuację i wyrobią w psie cały szereg bardzo szkodliwych, wręcz niebezpiecznych nawyków na przyszłość. (A dorosły Dogo Argentino atakujący innego psa…? W takiej sytuacji to najlepiej już chyba tylko dzwonić do adwokata…

Pamiętajmy, że Dogo Argentino jest na liście psów ras uznawanych za agresywne. W moim mniemaniu, które opieram o poznanie ”kilku” Dogo Argentino, ”paru” posiadaczy psów tej rasy i przekonaniu się jaki stosunek, do ”pewnych rzeczy” mają niektórzy ”fani” tej rasy, wyprowadzanie w publiczną przestrzeń dorosłego, tj dojrzałego płciowo osobnika rasy Dog Argentyński, wiąże się -jak zresztą nakazuje ustawa- z bezwzględną koniecznością utrzymywania go na smyczy. A jeżeli DA miałby ”biegać luzem”, to bezwzględnie powinien być w kagańcu. Przy czym osobiście nie wyobrażam sobie puszczania dorosłego DA na psi wybieg, aby ”bawił się” z innymi, obcymi psami… Zapewne zdarzają się wyjątki i niektóre psy, trzymane pojedynczo, tj nie w hodowlach, mieszkające nie w kojcach, a ze swoimi ludźmi, psy którym ich właściciele poświęcają maksimum uwagi i naprawdę posiadają zrozumienie psiej psychiki i specyfiki tej rasy, mogą być ”aniołami”. Jenak nie bardzo wierzę, aby DA mógł być ”przyjazny dla wszystkich piesków” i nie wydaje mi się, aby szczęśliwi właściciele ”aniołów” ryzykowali interakcjami ich psów z przypadkowymi psami… (Edit 2016: Przez bardzo długi czas, byłam wielką fanką psa, którego eksterierowo postrzegam jako niewypał, natomiast zachwycała mnie jego psychika. Uważałam go za cudownego stwora. Przeszło mi, kiedy jego właściciel opowiedział mi, że mój ”ulubieniec” ma nawyk polegający na tym, że za każdym razem, gdy otwierają się drzwi klatki schodowej (wtedy mieszkali w blokowisku), jego pies wybiega (czyli jest puszczany przez swojego ”pańcia” luzem) i szuka …kota. Bo już ma ”wyniki” i kilka osiedlowych kotów zabił. Nie wiem czy bardziej oszukana poczułam się, kiedy kolejny raz, po kolejnym miocie, słyszałam od znanej hodowcy zapewnienia, że ”kolejny miot już na pewno będzie mieć BAR TEST zrobiony”, czy w tamtym momencie, kiedy właściciel, niby ”wzorcowo prowadzonego Dogo Argentino” przyznał, ze jest takim samym palantem jak wielu innych, tylko, że lepiej się z tym kryje, błaznując i robiąc sobie z wszystkiego podśmiechujki…)

Ważne jest by korektę przeprowadzić właściwie i do końca

I etap -pies poddaje się przewodnikowi

II etap -otwarte drzwi z pierwszego przykładu przestają być powodem świrowania psa. Czyli do chwili, w której pies uspokoi się i przyprowadzony do domu -po przykładowej ucieczce- będzie siedział na miejscu, nie wiercił się, nie próbował się gdzieś przemieszczać, chować się pod stół albo za kanapę, do czasu aż przewodnik uzna, że korekta osiągnęła efekt (Dokładnie jak sadzanie wściekającego się dzieciaka na ”karnym jeżyku”, na trzy minuty). Pies ma siedzieć we wskazanym przez przewodnika miejscu do czasu aż jego ”emocje opadną” i stanie się ponownie posłusznie poddany.

Przewodnik decyduje o końcu korekty.

Konsekwencją złego zachowania jest dokładne uświadomienie podporządkowanemu psu, że przewodnik nie zgadza się z jego zachowaniem. Korygującym jest ten kto zna i rozumie zasady panujące w psim świecie, ten kto ich przestrzega. Biorąc po uwagę stan świadomości większości właścicieli psów, tym kto poprawia złe zachowanie ich podopiecznych, w sposób dla poprawianego klarowny, a tym samym skuteczny, jest praktycznie zawsze inny pies. Pies korygujący innego psa daje mu jedynie bodziec ”nie rób tego, przestań”. Korygowany ma wrócić do stanu posłusznego poddania (bo ten stan jest jedynym bezpiecznym, dla każdego z poszczególnych osobników, jak i stada jako całości, oraz pozwala przestrzegać planu ”przetrwalnikowego” i dlatego, że każde zwierzę dąży do życia w równowadze) i zaprzestać nieakceptowanego zachowania.

Reasumując, czym ma być to na początku przeze mnie wspomniane ”zamiast”?

Stan posłusznego poddania jest tym czego oczekujemy od psa, ”zamiast” zachowania nieakceptowanego. Posłusznie poddany woli przewodnika pies, jest spokojny i otwarty na każdą komendę, a najistotniejsze, że dokładnie zna swoje miejsce w hierarchii ”stada”, czyli w rodzinie, której jest członkiem. Taki pies nie ”żebrze przy stole”, bo wie, że przyjmowanie pokarmu to osobny rytuał, odbywający się na ściśle określonych przez ludzkiego Alfę/ przewodnika zasadach. Nie skacze też na gości, bo wie, że to nie on gra w rodzinie ”pierwsze skrzypce”, a ludzie, i że to od ludzi zależy sposób w jaki przebiega ceremonia/ rytuał powitania.

”Dodatki” (Edit 2018)

W kreowaniu konsekwencji i wyrabianiu u psa pożądanych nawyków, bardzo ważne jest, aby już podczas pierwszego wspólnego rytuału poznania i przywitania, znaleźć się na tym samym poziomie co szczeniak, czyli ukucnąć albo usiąść na podłodze, czy trawniku, tak, aby od samego początku psiakowi ”nie kodowało się głowie”, że aby nawiązać z nami interakcję, musi się o nas opierać łapami (wywierać jakąś ”fizyczna presję” na nas, czy inne osoby). Pozwólmy psiakowi nacieszyć się sytuacją, niech przez nią przejdzie po swojemu, niech przeżyje emocje po swojemu. Jednak jeśli nasza obecność będzie go zbyt pobudzać (np. po paru chwilach ciągle jeszcze nie będzie mógł się opanować i dalej będzie nas obskakiwał i usiłował lizać), pomóżmy mu się wyciszyć. Odsuńmy go na wyciągniecie ręki i nie cofajmy jej (gest stop), dokąd psiak nie zrozumie, że nie życzymy sobie, aby w tym stanie wchodził w naszą osobistą przestrzeń. Nie nawiązujmy z nim kontaktu wzrokowego i nie mówmy do niego. Bądźmy spokojni, nie dotykajmy go (nie głaszczmy i nie ”czochrajmy”), dajmy mu się uspokoić, pozwólmy by nas obwąchał, ale nie patrzmy na niego. Pozwólmy psiakowi nieco ochłonąć. Szczeniaki są różne, jedne od razu załapią sens naszego zachowania, inne jakby ”stracą nami zainteresowanie” i odejdą, po to tylko, żeby po chwili wrócić z tym samym nastawieniem, czyli podekscytowane. W takim przypadku nie należy się zniechęcać. Nakręconemu, podekscytowanemu, rozbawionemu szczeniakowi potrzeba po prostu nieco więcej czasu, aby dostroił się do naszych fal 🙂 Dystansując się od zbyt ”odlotowego” stanu ducha szczeniaka, nie ”zrazimy go” do siebie. Pokażemy mu tylko, że nie chcemy go w naszej przestrzeni, kiedy jest namolny i nieuważny. Przywołując go do nas, gdy się nieco uspokoi, damy mu czytelny dla niego sygnał, jaki rodzaj energii preferujemy w trakcie interakcji i jaki rodzaj energii jest przez nas nagradzany (uwagą i mizianiem). Szczeniaka, kiedy ”załapie” o co chodzi, należy nagrodzić.

Nie zapraszamy do naszej przestrzeni szczeniaka nadmiernie pobudzonego, niepotrzebnie podekscytowanego. Chodzi przecież o to, aby nasz pies był wyluzowany, czyli radosny, ciekawski, ale i uważny oraz psychicznie spokojny i stabilny, bo tylko w takim stanie pies jest otwarty na polecenia przewodnika i łatwo, szybko się uczy. Utrzymywanie psiaka w tym, aby ten stan ducha był dla niego naturalnym lub innymi słowy nie zepsucie go (albo ponowne przyzwyczajenie go do tego stanu, jeśli się szczenię zepsuło), będzie procentowało, bo taki pies nie reaguje impulsywnie (nie rządzą nim impulsy), ”nie wkręca się” ot, tak i byle co nie zaburzy jego spokoju ducha.

Mechanizm powstawania nawyku jest prosty. Bodziec/ impuls to wskazówka wyzwalająca określone zachowanie, w wyniku którego pojawia się nagroda, będąca stanem psychicznym (nazwijmy ten stan ”zadowoleniem”, do którego zwierzę dąży). W tym miejscu polecam wszystkim książkę Charles’a Duchigg’a ”Siła nawyku” (The Power of Habit).

Jest znacząca różnica pomiędzy pożądanym nawykiem i nawykiem niepożądanym, kiedy wskazówką dla psa jest np. powrót właściciela do domu. Zachowaniem może być spokojne oczekiwanie aż przewodnik zaprosi psa do swojej przestrzeni i okaże mu uczucie, czyli spokojnie przebiegający rytuał przywitania albo zachowaniem może być jazgotliwe szczekanie, obskakiwanie/ skakanie na człowieka itd. Nagroda to osiągnięcie przez psa stanu psychicznego, do którego zwierzę zostało przyzwyczajone przez swojego właściciela, do którego własnym postępowaniem, człowiek swojego psa nauczył dążyć, stanu ”wyćwiczonego” , świadomie lub nie, przez człowieka, który w stosunku do swojego psa zachowywał się w określony sposób i w określony sposób z nim postępował.

”Pies nie przychodzi/ nie wraca na zawołanie po spuszczeniu go ze smyczy”

Na marginesie, ucieczki i nieprzychodzenie na zawołanie, ignorowanie właściciela i takie ”sprawdzanie się z nim”, zdarza się psiakom szczególnie w okresie dojrzewania. ”Bezduszny” 😉 trener/ szkoleniowiec/ behawiorysta zawsze powie nam jedno (i będzie mieć rację), że dokąd nie przećwiczy się z psem komend, nie spuszcza się go ze smyczy. To przećwiczenie komend, to po prostu wyrobienie w psie bardzo silnego (pożądanego) nawyku.

Powtórzmy, mechanizm powstawania nawyku jest prosty. (Także wtedy, może nawet szczególnie wtedy, gdy chodzi o te niepożądane nawyki.) Bodziec/ impuls to wskazówka wyzwalająca określone zachowanie, w wyniku którego pojawia się nagroda, będąca stanem psychicznym (nazwijmy ten stan ”zadowoleniem”, do którego zwierzę dąży). Tak więc ”przećwiczenie komend” z psem, w kontekście spuszczania go ze smyczy, pozwalania mu na bieganie luzem i przywoływania go, aby ponownie zapiąć go na smycz, to wyrobienie w psie nawyku powracania do właściciela zawsze, kiedy ten wyda psu komendę głosową albo da mu niewerbalny sygnał, że chce, by pies do niego powrócił.

Wskazówką jest więc w tej sytuacji komenda/gest, nakazująca/y psu powrót, zachowaniem powrót do właściciela, po tym, gdy pojawiła się wskazówka. Nagrodą dla psa ma być to, że przychodzi do swojego przewodnika, kiedy ten go woła, bo przewodnik jest dla niego najważniejszy na świecie i daje psu, który do niego powraca, coś niebywale dla psa cennego; swoją uwagę, entuzjazm i mizianie (czyli okazywanie uczucia), czas razem, zabawę, interakcję na poziomie psychicznym, co buduje więź psa z przewodnikiem. Przewodnik obdarza psa uczuciem jako nagrodą. Przekazuje mu, że ”to super, że tu jesteś teraz” i albo pozwala psu na dalsze hasanie na wybiegu, albo ”proponuje” mu inne zajęcie. Przewodnik musi być zaangażowany i autentycznie poświęcać swojemu psu czas i uwagę. I tak to wygląda w relacjach idealnych.

Do których dążymy tak:

Ćwiczymy z psem, czyli wyrabiamy w nim pożądane przez nas nawyki wtedy, gdy sami jesteśmy asertywnie spokojni. I ćwiczymy z psem będącym w stanie posłusznego poddania (calm submissive state), bo tylko taki pies jest w stanie przyjmować komendy, gdyż skupiony jest na swoim przewodniku. Tak więc pracujemy z psem, który jest na tę pracę w pełni otwarty, uważny, a nie przesadnie podekscytowany, czy niepotrzebnie ”nakręcony”. Za każdym razem nagradzamy psiaka za to, że przywołany przyszedł do nas. Nagradzamy go naszą energią i uwagą, mizianiem i zabawą. Entuzjazmem, który jednak nie ma być przesadny, który nie ma niepotrzebnie ekscytować psa, a jedynie utwierdzać go w przekonaniu, że zrobił coś super, co nas niesamowicie cieszy i jesteśmy z niego, z tego jak się zachował, bardzo, zadowoleni. Tak więc, jako nagrody używamy ”magicznego słowa”, czegoś tak banalnego nawet jak ”dobry pies” i poświęcamy psu uwagę, klepiemy go i miziamy -tak sygnalizujemy mu, że jest super-psem i tak wzmacniamy w nim pożądane przez nas zachowania. Smakołyki, które ja nazywam ”fantami”, nie mogą być dla psa podstawową nagrodą, bo każdy smakołyk w końcu się nudzi a dla najedzonego psa, pokarm przestaje być jakąkolwiek atrakcją. Jeżeli nauczymy psa (wyrobimy w nim nawyk oczekiwania), że mamy mieć dla niego ”fajny” z jego punktu widzenia ”fant”, to bez tego fantu nie istniejemy, nie mamy czym psa po prostu przekupić. Dlatego wyrabiając w szczenięciu pożądane nawyki, najlepiej unikać zbyt dużej ilości smakołyków i zamiast nich, wykorzystać nasz entuzjazm i słowo/ sformułowanie, którego będziemy używać jako nagrody, wzmocnione dotykiem, tym co zazwyczaj nazywamy pogłaskaniem (przykładowy ”dobry pies”&mizianie). Psiak uczy się wtedy, że bycie radosnym, ciekawskim i spokojnym (w sensie uważnym), równocześnie, a także uległym wobec człowieka (co objawia się min. ”przychodzeniem na zawołanie”), nieustająco wiąże się z nagrodą, którą jest uwaga ze strony człowieka-przewodnika, a to dla każdego psa jest najcenniejszą z nagród. Żaden smakołyk nie ma tej mocy co autorytet przewodnika, więź z nim i ”magiczne słowo”. ”Ciasteczka” są świetne i bardzo się przydają, ale na nieco innym etapie. Kiedy psiak rozumie już o co nam chodzi, zna rytuał, rozumie już i po prostu wie, że powrót do właściciela i zapięcie na smycz nie oznacza ”końca poświęcania mu uwagi” przez człowieka, ”końca zabawy”, tego ”czasu razem”. Ktoś, kto ma ze swoim psem więź nie traktuje spuszczenia go ze smyczy jako zła koniecznego, tylko jako fragment/element spaceru, kiedy to psiak może na luzie integrować się z psimi kumplami, biegać z nimi i bawić w zapasy Jeśli tak nie jest i pies, to że go mamy, właściwie nas męczy i wychodzimy z nim z domu, odpinamy go ze smyczy, puszczamy luzem, licząc, że znajdzie sobie coś do roboty a w pewnej chwili go na tę smycz ponownie zapinamy, co oznacza koniec spaceru, i prowadzimy go z powrotem do domu, to nie ma się co dziwić, że pies ”nie ma ochoty” do nas wracać. Nie jesteśmy dla niego w żaden sposób atrakcyjni, po co ma do nas wracać? Skoro cały czas jesteśmy np. ”w telefonie”? Nie oferujemy mu niczego, poza tymi chwilami, kiedy puszczony w samopas coś tam sobie robi… Puszczanie psa luzem przestaje być źródłem stresu, kiedy mamy z psem więź i o coś w tym, że w ogóle mamy psa, chodzi. Przestaje być to źródłem stresu zarówno dla nas, jak i dla psa, który czuje, że jest dla nas ważny nie tylko wtedy, gdy wołamy go, by zapiąć go na smycz i wracać do domu. Zapięcie na smycz dla takiego psa nie oznacza końca atrakcji czy interakcji z człowiekiem, więc chętnie do swojego właściciela wraca. Wie, że powrót do przewodnika wiąże się czymś bardzo fajnym 🙂

Rzecz jasna molosy to wyjątkowe wyjątki

Kiedy młody molos z cudnej kluchy nico już wyrośnie, zaczynają się problemy z innymi psami. I zazwyczaj nie chodzi o to, że taki kilkumiesięczny szczyl jest ”agresywny w stosunku do nieznanych sobie psów”. Tym bardziej, że problemy zaczynają się zanim jeszcze nasz psiak zacznie ”pachnieć”, dojrzewać, zanim do akcji wejdą hormony i zacznie próbować ”rumaczyć”. No, nie. Zdecydowanie częściej to te obce psy mają problem z młodym molosem i to wcale nie jest aż tak istotne czy mamy sukę, czy psa, bo chodzi o to, że jakoś tak wyjątkowo mocno ”działają” na inne psy, gabaryty molosa. Bywa, że popierdółki typu wyżełków, onków i labków są tak napięte na młodego molosa, że atakują go. Po prostu. Rzucają się na niego z otwartym ryjem i zębiskami, co powoduje, że moloswy dzieciak uczy się zwracać na takie psy większą uwagę niż na to zasługują. (Wiecie, nawyki ”i te sprawy”: wskazówka → zachowanie → nagroda). I kiedy mamy takiego już, powiedzmy 10-12 miesięcznego moloska, który jest miód-malina, charakterologicznie cudo, po prostu, ale kolejny raz atakuje go ”niegroźny” labek albo wyżełek, dzieciak się wku…wia. I taki luzem biegający i mający prawo bronić się przed atakiem ”niegroźnego labka”, molos, może być już dla tego popieprzonego psa niebezpieczny, bo może mu wyrządzić krzywdę. I wtedy zaczynają się dylematy ”Puszczać go ze smyczy czy nie?” Jeżeli ”wielkie psisko” będzie na smyczy i zostanie zaatakowane przez jakiegoś psa, i zacznie się bronić (bo nie zdążymy go przed tym powstrzymać), mamy większe szanse wybronić naszego psa i nas samych z tej sytuacji, niż w przypadku, w którym nasz Duży Pies biega sobie luzem… To są poważne kwestie, bo przychodzi moment, że człowiekowi płakać się chce, bo przez kilka miesięcy pracuje ze swoim szczeniakiem, ma z nim więź, więc tworzą zgrany team. Tylko, że szczeniak rośnie, a masa psów ma psychiczne problemy, które są kompletnie ignorowane przez ich właścicieli. Co gorsza, popieprzone psy uczą agresywnych zachowań inne psy i może być tak, że nauczą ich także naszego szczeniaka (wskazówka → zachowanie → nagroda). Że i w naszym psiaku wyrobią niepożądane nawyki. Jest bardzo trudno prowadzić psa tzw wymagającej rasy, w dużej mierze chodzi o to, że co dzień trzeba mierzyć się z ignorancją właścicieli innych psów.

Zachęcam o poczytania teksów o znaczeniu przestrzeni w interakcjach psów z ludźmi/ ludzi z psami i psów z psami:

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2018/08/14/ludzie-i-inne-zwierzeta-mowa-ciala-i-przestrzeni-dystanse-personalne-i-osobista-przestrzen-w-interakcjach-ludzi-z-psami-psow-z-ludzmi-baza-bez-ktorej-wszystko-sie-sypie/

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora jest zabronione.

www.facebook.com/zuzpasjaodogoargentino