Archiwa tagu: Międzynarodowa Federacja Kynologiczna

USZYGATE I SPECJALNE PRZEGLĄDY, CZYLI GOTOWANIE ŻABY – RZECZ O TYM, JAK MIĘDZY LISTOPADEM 2015 ROKU A PAŹDZIERNIKIEM ROKU 2019 ZMIENIAŁA SIĘ NARRACJA Z; ”PSY/SUKI, KTÓRE ZGODNIE Z UCHWAŁĄ ZG NIE MOGĄ BYĆ WYSTAWIANE NA WYSTAWACH ZE WZGLĘDU NA CIĘTE USZY I/LUB OGON, MOGĄ ZOSTAĆ ZAKWALIFIKOWANE DO HODOWLI NA PODSTAWIE PRZEGLĄDU” NA ”PRZEGLĄD HODOWLANY DLA SUK/PSÓW Z WADAMI UNIEMOŻLIWIAJĄCYMI UDZIAŁ W WYSTAWIE”

Jako przystawkę przed drugim tekstem z zakresu kynologii łowieckiej wrzucam wam coś, co zawsze interesuje pewną część środowiska związanego z rasą Dogo Argentino. 

Ostatnio tj. 18 października b.r. Zarząd Główny Związku Kynologicznego w Polsce, ten Zarząd Główny, który na FB prowadzi fanpejdż ”ZG ZKwP” – wybaczcie, ale już nie ogarniam co dzieje się w tym stowarzyszeniu, który ZG jest tym ”legalnym” etc., sprawę rozstrzygnąć ma Sąd – na posiedzeniu Plenum, uchwalił, że ”opłata za przegląd hodowlany dla suk/psów z wadami uniemożliwiającymi udział w wystawie wynosić będzie 1.500 zł” – tysiąc pięćset złotych, czyli cena za ”wady” poszła w górę a przy okazji ”niezauważenie” nastąpiła ”drobna ewolucja” w doborze słownictwa…

Wyobraźcie sobie, że te ”wady uniemożliwiające udział w wystawie”, coś, co ”zwykłym śmiertelnikom” kojarzy się z wypadkiem-przypadkiem (”przecież nikt normalny nie sabotuje udziału własnego i -podobno- wartościowego psa w wystawie, celowo go okaleczając, nie?” – cha, cha, cha…), to zdaniem osób decyzyjnych w ZKwP, także celowo i z pełną premedytacją kopiowane, cięte uszy i/lub ogony, co wprost napisane zostało w komunikacie z 25 listopada 2015 roku, w którym napisano: Przyjęto iż, psy/suki, które zgodnie z uchwałą ZG nie mogą być wystawiane na wystawach ze względu na cięte uszy i/lub ogon, mogą zostać zakwalifikowane do hodowli na podstawie przeglądu dokonanego przez sędziego międzynarodowego z uprawnieniami do oceny danej rasy oraz muszą spełniać pozostałe wymogi Regulaminu Hodowlanego.” Popatrzcie na grafikę dokumentującą komunikat z roku 2015, gdy ZKwP sobie ten punkt do regulaminu dodało, wszystko było jasne, było wiadomo o co chodzi, teraz niby wydaje się, iż istnieje ”niejasność”.

Jak więc stało się, że dziś ZKwP nie komunikuje już otwartym tekstem, że chodzi o psy lub co najmniej i o psy, które celowo poddano chirurgicznym zabiegom zmiany wyglądu uszu i ogonów, a jedynie mami nas ”wadami uniemożliwiającymi udział w wystawie”?

Cóż, nie od razu Kraków zbudowano… Temat organizowania ”specjalnych przeglądów” jest ”kontrowersyjny”, wymaga więc budowania odpowiedniej narracji etc. ”Oswajano” nas więc konsekwentnie za pomocą techniki popularnie zwanej ”gotowaniem żaby”. Komunikat, który ”uwodzi pomysłowością” użytego w nim słownictwa, ten z 19 listopada 2017 roku brzmiał, iż ustalono: ”opłatę za kwalifikację do hodowli zgodnie z załącznikiem nr 15 (dopuszczenie do hodowli psów i suk z wadami nabytymi) obowiązującą w roku 2018 w wysokości 1000 zł od psa.” – tadam! Mamy to, pojawia się ”delikatne rozmycie”, okazuje się, że jest specjalny i dodatkowy załącznik traktujący o ciętych psach, z uwagi na które dwa lata wcześniej postanowiono te ”specjalne przeglądy” organizować i tylko w nawiasie mamy wyjaśnienie, że chodzi o ”dopuszczenie do hodowli psów i suk z tzw wadami nabytymiw 2017 roku ZKwP oficjalnie zmieniło słownictwo związane z organizowaniem tych specjalnych przeglądów i nazwało celowe okaleczanie psów, jakim jest kopiowanie uszu i/lub ogonów ”wadami nabytymi”.

W obecnie promowanej (wisi przecież ten komunikat na internetowej stronie stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce – jak i poprzednie) przez osoby decyzyjne z ZKwP, narracji o ”powodach”, dla których pies ma być pokazywany na specjalnym przeglądzie zamiast na normalnej wystawie, gdzie jest konkurencja itd., napisane jest tylko:przegląd hodowlany dla suk/psów z wadami uniemożliwiającymi udział w wystawiei nie jest napisane, że na pewno nie chodzi o psy kopiowane, psy z uszami i/lub ogonami celowo ciętymi dla widzi mi się ich właścicieli – osób odpowiadających za te psy w sensie prawnym. Czyli z treści owego komunikatu, tego jak został on sformułowany nie wynika, że przeglądy hodowlane, z pomocą których dla psów uzyskiwane są uprawnienia hodowlane w sposób odbiegający od standardowej procedury obowiązującej w ZKwP/FCI (wystawy), nie są organizowane dla psów okaleczonych celowo, z premedytacją. A przecież wystarczyło napisać, że owe przeglądy organizowane są dla psów, które uległy nieszczęśliwym wypadkom lub odniosły kontuzje w postaci np. uszkodzenia jakiegoś mięśnia/stawu, jeśli w istocie tak jest Ale nie, ”wymyślacze treści” z ZKwP zostali przy tak dobrze się sprawdzających od listopada 2017 roku ”wadach”.

Naturalne jest więc pytanie czy te przeglądy organizowane są dla psów ”także” z kopiowanymi uszami i lub ogonami? Czy może ”przede wszystkim”? A może jedynie ”dodatkowo”? W końcu czy wiadomo jak procentowo wygląda proporcja: celowo cięte uszy i/lub ogony vs. powypadkowa utrata oka/palca, kulawizna wynikająca z zerwanego więzadła itp.?

Kto i czy w ogóle w ZKwP prowadzi (ogólnopolski) rejestr tych ”wypadków-przypadków”?

I kolejne nasuwające się pytanie: Czy można z całą pewnością wykluczyć, że powyższa kwalifikacja, przecież celowo okaleczanych psów, jako psów ”okaleczonych przypadkowo”, owo stawianie znaku równości pomiędzy nieszczęśliwym zdarzeniem a działaniem z premedytacją, a teraz, w nowej uchwale jeszcze ta ”niejasność”, to sprzyjanie ludziom mającym z etyką na bakier? Czy wystarczy, że jakiś ”hodowca” potnie, mówiąc brzydko acz obrazowo, Jakiś Hodowlany Odpad i nie musi już konkurować z innymi hodowcami i ich osiągnięciami? Nie musi już pokazywać na wystawie swojego wypłosza i walczyć o jego uprawnienia hodowlane na wystawowym ringu, konkurując z przychówkiem innych hodowców?

Jeśli tak, to dla takiego ”hodowcy” odpada problem porównywania jego psa z Nie-odpadami Hodowlanymi… Hm…

To jasne, że są psy, które faktycznie ulegały jakimś nieszczęśliwym wypadkom, np. straciły oko albo kuleją, gdyż uległy kontuzji. Ale jeśli weźmiecie pod uwagę, iż uprawnienia hodowlane ”robi się” psom ”najszybciej jak to tylko możliwe”, naprawdę młodym, ”niezużytym” i raz na całe życie, jeśli przyjrzycie się bliżej zamiłowaniu niektórych członków ZKwP do ciętych Dobermanów, Owczarków Środkowoazjatyckich, czy też ciągle jeszcze cieszących się zainteresowaniem typowym dla nowinek, Dogów Argentyńskich, Dogów Kanaryjskich etc., i zrozumiecie, że celowe okaleczenie psa poprzez planowe usunięcie mu części małżowiny usznej i/lub ogona, osoby decyzyjne w ZKwP zakwalifikowały do tej samej kategorii co ”nieszczęśliwe wypadki”, zrozumiecie, że ZKwP, to -mówiąc najkrócej- ”stan umysłu”

Do końca 2015 roku ”wielokropki”, którzy pokątnie ”u krewnych i znajomych królika”, gdzieś w Polsce, a może nawet za granicą, ale w krajach, w których cięcie uszu i/lub ogonów także jest zabronione, cięli swoje psy, mogli je potem ”na lajcie” wystawiać na wystawach organizowanych pod szyldem ZKwP/FCI. Mogli, bo ZKwP honorowało (jakże szczególnie brzmi to słowo w tym kontekście) niemające podstawy prawnej pseudozaświadczenia nazywane powszechnie przez fanatyków kopiowania ”zaświadczeniami o leczniczym kopiowaniu uszu”, które stwierdzały, iż gdzieś w Polsce, jakiś w Polsce praktykujący weterynarz, w klinice weterynaryjnej kopiował uszy tym nieszczęsnym psom – pisałam o tym bardzo obszernie w tym w kilku tekstach, np. w tym*.

Nagle jednak, we wrześniu 2015 roku, w ciągu zaledwie trzech dni po tym, jak na Klubowej Wystawie Molosów w Starej Miłosnej, pojawił się (w wyniku odbytego przeze mnie spotkania z komendantem właściwego komisariatu), patrol policji, ZKwP wycofało się z honorowania tych pseudozaświadczeń i cięte psy przestały być tak ostentacyjnie pokazywane na wystawach ZKwP/FCI, jak to miało miejsce do chwili pojawienia się policjantów na pamiętnej klubówce. W Polsce kopiowanie uszu jest zakazane od 1997 roku(!), Nowelizacja Ustawy o Ochronie Zwierząt z roku 2012 tylko to podkreśliła – i to chyba specjalnie dla członków stowarzyszeń hodowców psów. Żaden weterynarz w Polsce już od 1997 roku nie może legalnie tego zabiegu wykonać, nie może pod groźbą nie tylko utraty prawa do wykonywania zawodu, ale i kary więzienia. Mimo to zapewne znajdują się jacyś pseudoweterynarze, którzy …urwią się za parę stówek… A przecież zabieg ten jest legalny w Rosji, w USA… Generalnie, żeby urodzonemu w Polsce psu kopiować uszy, by zrobić to zgodnie z prawem, trzeba go zabrać za granicę, do kraju, w którym tego rodzaju okaleczanie psów jest legalne i tam, poza polskim terytorium, poddać go takiemu zabiegowi. Albo, chcąc mieć psa z ciętymi uszami, należy kupić go z hodowli w kraju, w którym cięcie uszu jest legalne, np. w Rosji (w hodowli prowadzonej na terenie Rosji, w hodowli, w której psy żyją na terenie Rosji, a nie takiej, o której tylko się mówi znajomym, że jest ”prowadzona w Rosji”). No, ale ciule kombinują i jakoś tam, przez znajomych i znajomych tych znajomych wyszukują sobie …urwiących się wetów albo upraszają ”umiejętnie się posługujących skalpelem” kolegów/koleżanki i tną polskie psy nielegalnie. Okazuje się (bez zaskoczenia), że jeśli jesteś ”specem” od psów presa albo innych, tradycyjnie ciętych ras, to zawsze w Polsce albo ”w okolicy”, sobie szczyle (a nawet starsze psy!) potniesz, bo wiesz do kogo się zgłosić (albo masz znajomych za granicą, w krajach, gdzie też ciąć nie wolno, ale ”znajomy załatwił”).

Poważnie, nie ma problemu: jak tak cię swędzi, żeby twój pies ”wyglądał”, to go potnij, ale zrób to zgodnie z prawem, czyli w kraju, w którym to jest legalne. Teksty o ”zamachu na wolność” z ust kombinatorów pokątnie korumpujących nieetycznych weterynarzy w Polsce i z/lub innych krajów, są po prosu żałosne -a są jednym z ulubionych ”argumentów” tych co płaczą, że ciąć nie można (więc musieli ”kombinować”). Sprawa obrzynania psom części ciała pewnie w ogóle by mnie nie zainteresowała, gdyby nie fakt, że w rasie, którą w swoim czasie (mniej więcej ok 2010 roku) wytypowałam sobie, jako wtedy ”najbardziej mi odpowiadającą”, praktycznie nie było psów z naturalnymi uszami, wszystkie miały je upitolone, natomiast tzw hodowcy nie przeprowadzali badania BAER, które jest jedynym sposobem na wykluczenie jednostronnej głuchoty. Odpowiedzi na pytania o to dlaczego nie robią BAER, były tak żenujące, że do dziś się wzdrygam, gdy je sobie przypominam. W ”top …urestwa” były kawałki o tym, że ”Szkoda ryzykować życie szczeniąt do usypiania ich do BAER TEST” (sic!). Przy czym tym samym ludziom nie było ”szkoda ryzykować życia szczeniaków”, by im (nielegalnie od 1997 roku) upitolić uszy. Pamiętam płacz i zgrzytanie zębów osoby znanej z ”hodowli”, że kolejnego szczeniaka straciła, bo ”pompa nie wytrzymała” – psiaka pokonał ”estetyczny zabieg chirurgiczny” – no, taki lajf. Nikomu z tych … nigdy nie było szkoda szczyli, co im ”pompy wysiadały”, bo obcięcie uszu to jest najważniejsza sprawa dla wielu ”miłosników” kanarów czy argentynów. Czy to się zmieniło na przestrzeni lat? Pozostawię to pytanie otwartym.

Więc?

Wychodzi na to, że jeśli masz ciętego psa, który urodził się w Polsce i tu, w Polsce miał kopiowane uszy, generalnie jeśli masz psa urodzonego i/lub ciętego w jakimkolwiek kraju, w którym uszu dla widzi mi się właściciela ciąć nie wolno, czyli masz psa okaleczonego w wyniku działania przestępczego (twojego, jako jego właściciela/właścicielki – osoby, która nakłoniła do popełnienia przestępstwa i umożliwiła komuś popełnienie tego przestępstwa na tym zwierzaku oraz osoby, która tego zwierzaka okaleczyła) i nie możesz tego psa z jego kopiowanymi uszami pokazywać na wystawach ZKwP/FCI w oparciu o smętne i żenujące świstki, którymi były (i wciąż są) ”zaświadczenia o leczniczym kopiowaniu”, dodajmy, wystawach, które hodowcom posiadającym psy kompletne są niezbędne dla uzyskania dla tych kompletnych psów uprawnień hodowlanych, to możesz celowo okaleczonego psa zabrać na tzw przegląd hodowlany zupełnie tak, jakby kopiowane uszy były ”nieszczęśliwym wypadkiem” i sprawdzić czy za tysiąc pięćset złotych załatwisz sobie prawo do rozmnażania go tak, by ”koledzy i koleżanki” ze stowarzyszenia się nie czepiali, a w każdym razie, by nie bardzo mieli jak się czepiać, że ”idziesz na skróty”… Jeśli zaprowadzisz takiego niezgodnie z prawem większości krajów Unii Europejskiej, ciętego psa, ofiarę przestępstwa na przegląd hodowlany w ZKwP/FCI, dowiesz się jak dokładnie i czy w ogóle osoby organizujące owe specjalne przeglądy hodowlane sprawdzają dokumentację dotyczącą ciętych uszu i/lub ogonów i jak bardzo troszczą się o przestrzeganie przepisów min. polskiej Ustawy o Ochronie Zwierząt.

Na marginesie: nawet, gdy psa rasy tradycyjnie ciętej kupujesz w Rosji, psa który uszy i/lub ogon cięte miał tam i masz psa ciętego bez łamania prawa, rzecz sprowadza się do tego, że za 1500 złotych ”odwalasz temat”. To tak, jakby mówić ”Niech cała reszta nie dość cwanych i nieokaleczających posiadaczy psów, szczególnie ras tradycyjnie ciętych, wydaje szmal na wystawy, niech se jeżdżą, bulą na paliwo, noclegi itd. środkowy palec dla nich ode mnie.” No, nie ma to jak zasady fair play… 

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2019/02/18/jak-kituja-milosnicy-nie-tylko-dogo-argentino-czyli-kultywowanie-tradycji-okaleczania-psow-ciagle-na-topie/

A, zapomniałabym:

I jeszcze to:

*I jeszcze to:

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2015/11/17/winter-is-comming-rozmnazacze-nieprzebadanych-psow-koniec-tabu-kopiowania-obcinania-psom-uszu/

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu, oraz zdjęć i/lub grafik bez zgody autora jest zabronione.

https://kulturakynologiczna.home.blog/

CIĘCIE/KOPIOWANIE/PLASTYKA I KOREKTA USZU U DOGO ARGENTINO, DOGO CANARIO/PRESA CANARIO, CANE CORSO ORAZ INNYCH RAS TRADYCYJNIE CIĘTYCH

 

 (źródło Facebook)

Wstęp

Na moim blogu, przy ”najczęściej szukane” wysoko widnieją frazy ”ucho, presa” i ”wskazanie do cięcia”, a ostatnio znowu otrzymałam zapytania dotyczące kopiowania uszu. Tak więc, aby ostatecznie rozwiać wątpliwości, co do tego ”Czy w Polsce wolno psom uszy kopiować czy nie?” oraz ”Jak to zrobić?”, zamieszczam tekst, który mam nadzieję jednoznacznie wyjaśni kwestię cięcia uszu wszystkim, którzy aktualnie wciąż jeszcze mają jakiekolwiek wątpliwości.

Otóż moi drodzy, niezależnie od tego co w internecie wypisują o ”tradycji rasy” i ”chorobach uszu” jakieś idiotki albo idioci, których zdaniem ”Na Dogo Argentino, DogoCanario/ Presa Canario, Cane Corso etc. z naturalnymi uszami nie daje się patrzeć” i dla których ”tradycja rasy wymaga cięcia ucha”, polskie prawo tak, jak prawo wielu innych krajów UE, zabrania okaleczania psów kopiowaniem im uszu. Kropka.

Rozwinięcie

Kopiowanie uszu zmienia wygląd psa, jest to zabieg estetyczny, niemający żadnych wskazań medycznych. W jego wyniku zmienione zostają wielkość ucha, jego kształt oraz sposób noszenia, czyli ucho ze swobodnie zwisającego staje się stojące. Jest to zabieg przeprowadzany symetrycznie na obojgu uszach danego psa. Istotne, że w zabiegu estetycznym, którym jest kopiowanie uszu chodzi o wygląd uszu, o to, aby tkanka małżowiny usznej usunięta została zgodnie z konkretnym wzorem określającym ”wygląd idealnie ciętej małżowiny usznej” dla psa danej rasy. Liczy się to, aby po zabiegu uszy stały i były zakończone szpiczasto*.

Dla odmiany w chirurgicznych zabiegach medycznych przeprowadzanych na małżowinie psiego ucha w przypadkach, w których ewentualnie usuwana jest część małżowiny usznej, lekarz weterynarii nie kieruje się wyglądem psa i ”potrzebą postawienia uszu”, nie obchodzi go też przypisany do rasy ”tradycyjny kształt ciętych uszu”. Lekarz weterynarii, przeprowadzając chirurgiczną ingerencję w małżowinie usznej psa, ingerencję mającą na celu ratowanie zdrowia zwierzęcia, amputując niekiedy znaczną część małżowiny usznej, kieruje się potrzebą natury medycznej, nie zważając na to, jak uszy będą po zabiegu noszone ani czy też małżowiny zostaną prawie zupełnie zredukowane. Nie zajmuje go to, czy w efekcie zabiegu uszy psa będą wyglądały zgodne z tym, jak cięte ucho wyglądać ma w ”tradycji” danej rasy, bo nie wykonuje zabiegu, w którym chodzi o zmianę wyglądu psa ”na życzenie klienta”, tylko zabieg medyczny. 

Kopiowanie uszu to zabieg przez dekady przeprowadzany na psach określonych ras takich jak Doberman, Dogo Argentino (Dog Argentyński), Dogo Canario/Presa Canario (Dog Kanaryjski), Cane Corso, Bokser, Dog Niemiecki, American Staffordshire Terrier, American Pit Bull Terrier, Cimarrón Uruguayo, Owczarek Środkowoazjatycki itp., które zawsze rodzą się z uszami naturalnie swobodnie zwisającymi. Dopiero ingerencja chirurgicznego skalpela powoduje, że uszy psów tych ras stają się mniejsze, stojące i szpiczaste lub zaaokrąglone w specyficzny sposób, jak u Cimarróna. Mijający na ulicy, okaleczone kopiowaniem uszu psy wyżej wymienionych przeze mnie ras, ludzie zazwyczaj nie zdają sobie sprawy, że psy tych ras zawsze rodzą się z uszami naturalnie wiszącymi, jak np. Labradory. ”Tradycja” okaleczania Dobermana, Doga Argentyńskiego czy Cane Corso cięciem uszu (Oraz ogonów w przypadku dobków i corsiakow), spowodowała, że wiele osób, napotykając np. Cane Corso w naturalnymi, nieokaleczonymi uszami (i ogonem) zastanawia się ”Co to za rasa? Może jakiś mieszaniec? Podobny do corsiaka, ale ma inne uszy”. I prawie nikt też nie myśli o tym, że psy ww ras, psy które poznawał albo też tylko mijał na ulicy, z dużym prawdopodobieństwem padły ofiarą przestępstwa, jakim jest znęcanie się, bo tak kopiowanie uszu kwalifikuje polskie (i nie tylko) prawo.

Psy po chirurgicznych zabiegach medycznych, wykonanych w celu ratowania zdrowia, w wyniku których zmieniony został kształt małżowiny usznej (zazwyczaj małżowiny uszne zostają zredukowane do minimum), zobaczyć można w schroniskach, ale nie na wystawach ZKwP czy w hodowlach tzw hodowców. Kopiowanie psom uszu, zakazane jest dziś praktycznie w całej Europie. Legalnie psy kopiowaniem okaleczać można np. na terenie Indii, Chin, Rosji, USA, Kanady lub Meksyku.

W Polsce ”wskazaniem do cięcia” estetycznego, bo tym jest kopiowanie psom uszu, żeby wyglądały tak, jak się ”lud przyzwyczaił”, żeby miały oboje uszu stojących i szpiczastych, zawsze był i wciąż jest tylko i wyłącznie egoizm właściciela. Nie ma ”wskazania do kopiowania/ cięcia” dla kanapowych piesków, które kupują ludzie w Polsce, innego niż ”żeby groźnie/ kozacko wyglądały”. Nie ma medycznych wskazań do symetrycznego, zgodnego z ”tradycją”, okaleczania psich uszu. I każdy kto opowiada, że można ”kopiować psu uszy ze względów medycznych” opowiada idiotyzmy, kłamie i wprowadza w błąd kogoś, komu ten przekaz serwuje. Po prostu wśród wielu z posiadaczy psów typu presa, panuje moda na groźnie wyglądające psy, do czego dorabiana jest ”ideologia” o ”prewencyjnym cięciu uszu ze względów medycznych” albo bajki o ”alergii i zniszczonych krawędziach uszu, które to zaprzyjaźniony weterynarz ciachnął akurat tak, żeby ładnie wyglądały uszka”. Ciągle jeszcze ludzie, którzy upodobali sobie na swoje ofiary psy typu presa (środowisko tego typu ”miłośników” argentynów i kanarów, jest wyjątkowo odporne na zaakceptowanie polskiego stanu prawnego), utrzymują, że kiedy okaleczają psom uszy, to chodzi im o ”zdrowie psów” i ”ochronę przed chorobami uszu nieciętych”.

A co do ”tradycji rasy” i ”użytkowania” Dogo Argentino w praktyce: cięcie ucha, miało zabezpieczać psy przed rozerwaniem/ oderwaniem im uszu przez zwierzę, z którym mają ”kontakt” ”w trakcie polowania” lub innego psa, w czasie walki. Oficjalnie w Polsce z psami trzymająco-chwytającymi czyli psami typu presa, w tym Dogo Argentino (ani Alano Español), na dziki w stylu typowym dla tej rasy się nie poluje, a walki psów z udziałem czołowych championów Doga Argentyńskiego czy Kanaryjskiego, z rodowodami ZKwP także się nie odbywają. Nie ma więc żadnego praktycznego powodu dla nielegalnego w Polsce oraz wielu innych krajach, kopiowania uszu u Dogo Argentino, no może poza kompleksami właścicieli okaleczonych psów. Serio, jak czytam o ”użytkowości Dogo Argentino w Polsce”, to mnie pusty śmiech ogarnia, więc darujcie, ale do wątków dotyczących ”tradycji rasy” w odniesieniu do ”użytkowania Dogo Argentino w Polsce”, nie będę się odnosić. Niech piszą o tym niuńki i pajace, podniecający się ”kozackim wyglądem” i twierdzący, że ”Na naturalne uszy u Doga Argentyńskiego nie da się patrzeć”. Po prostu nie ma to jak sfrustrowany chłoptaś ”wbijający się do związku łowieckiego”, żeby sobie i wszystkim w około coś udowodnić i tego rodzaju persony. Tylko tych nieszczęsnych dzikich zwierząt, na których ”psy się będą sprawdzać” ogromnie szkoda.

A propos żenujących pomysłów, osób i pseudodylematów tych różnych ”znawców”. Nie ma żadnego ”Czy kopiowanie powinno być zakazane?” albo ”Czy powinno zakazać się kopiowania uszu u psów?” ani ”Kopiować czy nie kopiować? Oto jest pytanie.”, bo w Polsce od 1997 r. panuje zakaz okaleczania psów chirurgicznymi zabiegami estetycznymi, a takim właśnie, czysto estetycznym, bo po prostu zmieniającym wygląd psiego ucha, jest zabieg kopiowania uszu. EDIT 2019: o czym w wywiadach mówił członek stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce, sędzia kynologiczny, pan Andrzej Mania;

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2019/02/18/nie-chcialbym-miec-dobermana-z-dlugim-ogonem/, https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2019/02/18/temat-zastepczy-czyli-co-w-2006-roku-nieco-ponad-dekade-temu-mowil-o-okaleczaniu-psow-ze-wzgledow-estetycznych-sedzia-kynologiczny-zwiazku-kynologicznego/ 

Smutne bardzo jest to, że osoby mające problem z przyswojeniem sobie tych bardzo podstawowych i oczywistych faktów, zaczynają zajmować się pisaniem o kopiowaniu uszu w sposób, który innym imbecylom może sugerować, że okaleczanie własnego psa tak, jak robią to imbecyle-fanatyczni wyznawcy ciętych uszu, jest ”cool” i ”generalnie spoko”.

Nie szukajcie na moim blogu ”wskazań do cięcia uszu” ani informacji typu ”polecani do kopiowania”, bo ich nie znajdziecie. Na Facebooku macie od groma posiadaczy psów okaleczonych cięciem uszu (i/lub ogonów), którzy powinni stać się celem zainteresowania prokuratury w celu wyjaśnienia okoliczności w jakich ich psy poddano okaleczeniu lub może wręcz ”powinni siedzieć” za znęcanie się nad zwierzętami, podżeganie do popełnienia przestępstwa itp., ale zamiast tego chwalą się tym, że swoim psom uszy i/lub ogony upierniczyli, wrzucając na FB zdjęcia tych zwierzaków. Znacząca część tych osób to tzw hodowcy i wiele psów z ciętymi uszami i/lub ogonami można było przez lata oglądać nie tylko w polskim internecie, ale i na wystawach organizowanych przez ZKwP, pod patronatem FCI, więc do tych ludzi, tzw hodowców i posiadaczy kopiowanych psów, piszcie i z nimi sobie o cięciu uszu i/lub ogonów gadajcie. Ich pytajcie jak to zrobili, jak upierniczyli uszy (i/lub ogony) swoim, urodzonym (szczególnie) po 1 stycznia 2012 r. psom? Kto im pomagał, ile za to wziął i kto pośredniczył? Piszcie do właścicieli okaleczonych psów, bo każda z osób, która posiada okaleczonego kopiowaniem uszu psa, która nie zabrała psa na wycieczkę do USA, Rosji lub innego kraju, w którym psy kopiowaniem uszu okaleczać można, np. na jakieś hiszpańskie zadupie i zrobiła to nielegalnie w Polsce lub ”u znajomych na Słowacji”, złamała prawo. Ale wcześniej taka osoba musiała dostać ”namiar” od innego posiadacza psa z ciętymi uszami, na ”pewną osobę, która zabieg przeprowadzi”. Na ”jakąś panią weterynarz, co to kiedyś psy hodowała, ale już przestała, a ciąć umie i lubi, to z sentymentu do rasy, ciachnie” albo inną ”technik weterynarii”, ”znanego i zasłużonego działacza, który zawsze chętnie służy pomocą” albo ”hodowcę, który zna kogoś na Słowacji i pomoże”, ale mnie nie obrażajcie i u mnie nie szukajcie pomocy w popełnieniu przestępstwa.

Wszystkim, którzy jeszcze udają, że nie wiedzą wytłuszczę, w błąd osoby nie zajmujące się kynologią, a przy okazji problematyką okaleczania psów nielegalnymi zabiegami, wprowadzają właściciele psów z kopiowanymi uszami, członkowie stowarzyszeń osób zrzeszających tzw hodowców i posiadaczy psów rasowych czyli takich o udokumentowanym pochodzeniu, opowiadając bzdury o ”leczniczych właściwościach” okaleczania psów kopiowaniem i ”tradycji rasy”. Prym w tym wiodą, a w każdym razie latami wiedli, członkowie posiadającego dominującą na polskim rynku pozycję, stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce, którzy to sobie samym i wszystkim w około przez lata i na internetowych forach, i w rozmowach podczas wystaw psów, i wielu innych okazjach, wmawiali i może wciąż wmawiają (?), że istnieje możliwość ”legalnego” skopiowania psa w Polsce, poprzez obcięcie mu uszu, ”z poszanowaniem obowiązującej ustawy”. Osoby takie twierdziły lub wciąż twierdzą, że ”pies był skopiowany ze względów medycznych”, co po prostu jest niemożliwe gdyż KOPIOWANIE NIE JEST ZABIEGIEM, KTÓRY WYKONYWANY JEST ZE WSKAZAŃ MEDYCZNYCH, JEST TO ZABIEG TYLKO I WYŁĄCZNIE ESTETYCZNY. Kopiowania czyli bezsensownego, powodowanego jedynie ”widzi mi się” człowieka okaleczania psów, poza Polską zakazuje wiele krajów. Mimo to posiadacze okaleczonych zwierząt opowiadają legendy o ”chorobach uszu” i przypadkach ”pogryzień”, które mają tłumaczyć nielegalne zabiegi, którym poddali swoje psy w ostatnich latach (szczególnie po 1 stycznia 2012 r.). Podkreślam, całkowicie nietrafne jest stanowisko części członków stowarzyszenia o nazwie Związek Kynologiczny w Polsce, które to mówiło przez ostatnie lata, że ”kopiowanie było lub jest dozwolone w przypadkach gdy wykonywane jest dla ratowania zdrowia”. KOPIOWANIE NIGDY nie jest wykonywane ze wskazań MEDYCZNYCH, a zatem nigdy nie służy ratowaniu zdrowia.

Zakończenie

Dla śmiesznych ludzi, największych ignorantów liczy się ”ostry”, ”groźny”, ”wzbudzający respekt” wygląd, jaki w odczuciu postronnych osób zazwyczaj daje okaleczone ucho Doga Argentyńskiego, Kanaryjskiego, Teriera Typu Bull czy Cane Corso, wygląd ”tradycyjny” dla rasy, wygląd ”fajny”, tzw ”kozacki wygląd”. Patrząc na wspólne foty niektórych osób i ich psów z nielegalnie oberżniętymi uszami (często Dogo Argentino ciętego na American Staffordshire Terriera lub Dobermana, żeby jeszcze tragiczniej było) można wysnuć jeden wniosek, ”kozacki wygląd”, który zdaniem niektórych dają psom cięte uszy, nie jest tym co cechuje większość właścicieli psów o tym ”kozackim wyglądzie”. Sorry.

”Pańcia” ma czas na zrobienie sobie pazurów i napisanie paru ”błyskotliwych” komentarzy na fejbukowej grupie kynologicznej, no ewentualnie przepuszczenie selfie z psem w piętnastu filtrach, które nieco poprawią jej ”look” na ”sexy tipsiarę”, ale nie ma go już na sprawdzenie i douczenie się ”Co nowego w diagnozowaniu i eliminowaniu chorób wrodzonych u rasowych psów”. Analogicznie ”pańcio” o swój sześciopak dba co najwyżej ”piwkowaniem” przed tv i tymi nieszczęsnymi, oberżniętymi psimi uszami, stara się nadrobić swoją posturę typu Zapocony Grubas z Brzuszyskiem lub Woody Allen z Korporacyjną Piwną Piłeczką, tak aby przynajmniej wygląd psa był ”kozacki”. I to wszystko. Nie dziwi mnie już więc dbałość o ”kozacki wygląd” ich psów u tych ludzi. Wygląd człowieka nie jest kwestią jego wyboru, ale nie dajmy się zwariować. ”Zapuszczenie się” jest wyborem, tuczenie siebie i swojej rodziny śmieciowym żarciem, jest wyborem, ”zatrzaśnięcie w solarium” jest wyborem, fundowanie sobie dziwacznych fryzur, przebieranie się za kogoś, kto ma styl i każde inne robienie sobie niedobraną ”stylizacją” krzywdy, też jest wyborem. W psach ”siedzą” panie, które nie umieją się pogodzić z tym, że natura w kwestii wyglądu nie była dla nich zbyt łaskawa i są panowie, którzy mają ”metr sześćdziesiąt w kapeluszu” albo wyglądają jakby byli w bliźniaczej ciąży od 20 lat, i z perspektywy czasu, naprawdę rozumiem, że dla znaczącej części fanatyków kopiowanych, za wszelką cenę, uszu, ”kozacki wygląd” u ich psów, to jedyny ”kozacki wygląd” z jakim ci ludzie kiedykolwiek będą łączeni. Okaleczone uszy psów, trzymanych przez nich na smyczach, psów których zdjęcia wrzucają na serwisy społecznościowe, nadają tym psom -przynajmniej w mniemaniu tych ludzi- ten specyficzny, ”fajny”, ”wzbudzający respekt”, dowartościowujący ich właścicieli, wygląd, na który ci ludzie, sami z siebie nie mają szans.

Przyszły nabywco, zanim zdecydujesz się na psa rasy tradycyjnie okaleczanej czy to obrzynaniem samych uszu czy uszu i ogona nie bierz przykładu z zakompleksionych patałachów i nie pokazuj wszystkim w około, że jesteś tak beznadziejną osobą, żeby za wszelką cenę stygmatyzować swojego psa nielegalnym okaleczaniem go kopiowaniem uszu. Po prostu wylecz się z kompleksów, ciesz się swoimi sukcesami, rodziną, przyjaciółmi, zacznij zdrowo się odżywiać, idź na siłownię albo rób bransoletki z koralików, cokolwiek, ale nie bądź, jak oni. Przyjrzyj się wszystkim tym ludziom, którzy choć od praktycznie 20 lat w Polsce psów okaleczać nie wolno, wciąż to robią. Chcesz być kojarzony/kojarzona z tym środowiskiem? Należeć do ”klubu lasek” w rodzaju ”może jestem (w dowolnej kombinacji) głupia, brzydka i gruba, ale mój pies ma zajebiste, cięte uszy” albo być jednym z tych pajaców, którzy są tak skrajnie przede wszystkim psychicznie nieatrakcyjni, że ”stawiają na ‚wzbudzający respekt’ wygląd swoich psów”? Jeżeli tak, to tym bardziej odpuść sobie presy, corsiaki, ttb i generalnie zainwestuj w wizyty w poradni psychologicznej, bo od ”jarania się” ”kozackim wyglądem” psa z nielegalni upierniczonymi uszami jest już tylko krok do podniecania się ”legendarną” zaciętością Dogo Argentino i puszczaniem ich ”za dziczkiem, żeby się sprawdziły w akcji”…

*Cięte uszy Cimarrón Uruguayo wyglądają jak u Myszki Miki.

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu oraz zdjęć bez zgody autora jest zabronione.

Ps.

Fragment z Ustawy o Ochronie Zwierząt:

2. Przez znęcanie się nad zwierzętami należy rozumieć zadawanie albo świadome dopuszczanie do zadawania bólu lub cierpień, a w szczególności:

1) umyślne zranienie lub okaleczenie zwierzęcia, niestanowiące dozwolonego prawem zabiegu lub procedury w rozumieniu art. 2 ust. 1 pkt 6 ustawy z dnia 15 stycznia 2015 r. o ochronie zwierząt wykorzystywanych do celów naukowych lub edukacyjnych, w tym znakowanie zwierząt stałocieplnych przez wypalanie lub wymrażanie, a także wszelkie zabiegi mające na celu zmianę wyglądu zwierzęcia i wykonywane w celu innym niż ratowanie jego zdrowia lub życia, a w szczególności przycinanie psom uszu i ogonów (kopiowanie)”.

Podręcznik dla studentów medycyny weterynaryjnej autorstwa prof. dr. Marka Żakowicza ”Chirurgia małych zwierząt”, podręcznik, z którego uczyło się wielu praktykujących dziś lekarzy weterynarii, mówi jasno, iż skracanie małżowin usznych (kopiowanie) jest zabiegiem wykonywanym ze skazań estetycznych. Za prof. dr. Markiem Żakowiczem: ”Skracanie małżowin usznych (abbreviatio auriculae). Wskazania: względy estetyczne u niektórych ras psów.

Celem zabiegu jest usunięcie tylnej części małżowiny usznej, co powinno zmienić ustawienie opadającego ucha na ucho stojące. Jednocześnie zmieniony kształt ucha ma harmonizować z sylwetką zwierzęcia. Z tego względu dla każdej rasy istnieją nieco inne wskazania odnośnie do wielkości i kształtu usuwanej części. Małżowiny.

Technika zabiegu dla wszystkich ras psów jest wspólna. Przeprowadza się go u zwierząt, które nie przekroczyły 3-4 miesiąca życia. Najodpowiedniejszy jest wiek 2-2,5 miesiąca, jakkolwiek można skracać małżowiny także u psów w wieku 4-6 tygodni”.

 

”DYSPLAZJA W DOGO CANARIO/PRESA CANARIO -GDZIE PODZIAŁY SIĘ ETYKA I EMPATIA?” -ODPOWIEDZI NA NAJCZĘŚCIEJ ZADAWANE PYTANIA

 

Do skrzynki kontaktowej strony www.facebook.com/dysplazjawdogocanariopresacanario przychodzi wiele zapytań od właścicieli dysplastycznych psów różnych ras, dzisiejszy wpis zawiera odpowiedzi na te pojawiające się najczęściej.

Zadaniem strony ”DYSPLAZJA W DOGO CANARIO/PRESA CANARIO -GDZIE PODZIAŁY SIĘ ETYKA I EMPATIA?” jest zwracanie uwagi na fakt, iż w popularnych hodowlach rasowych psów, zarejestrowanych w stowarzyszeniu Związek Kynologiczny w Polsce, istnieje realny problem dotyczący dysplazji stawów. Problem ten jest na tyle poważny, że w niektórych przypadkach można by rzec, że ”dysplazja kwitnie podlewana ignorancją tzw hodowców”.

Za przykład tego, jak zazwyczaj osoby rozmnażające psy rozmawiają z ich nabywcami, kiedy psiaki okazują się być obciążone dysplazją/ cechami dysplazji, posłużyła dyskusja ze znaną, internetowo popularną panią rozmnażającą psy typu presa. Ta rozmowa (na stronie www.facebook.com/dysplazjawdogocanariopresacanario/ znajduje się album z tzw screenami z dyskusji pomiędzy panią, która psy wyhodowała, ich nabywcami, innymi osobami rozmnażającymi psy pod egidą ZKwP oraz tzw miłośnikami rasy) pokazuje jak zwyczajowo traktowany jest przez tzw hodowców posiadacz niepełnosprawnego psa, kiedy ciężka dysplazja/ niepełnosprawność okazuje się być faktem a nabywca zadaje pytania o wyniki badań rodziców swoich kalekich psów. W przypadku przykładowej dyskusji problem dotyczył więcej niż jednego psa, tj.;

Mala Vida de Rey Gladiador ur. 20.09.2013, suka rasy Dog Kanaryjski (Dogo Canario/Presa Canario). Zoperowane oba łokcie i oba biodra – podcięcie mięśni przywodzicieli i odnerwienie torebek stawowych. Niestety z powodu najcięższego stopnia obu dysplazji, a zwłaszcza ogromnej dysplazji łokciowej, której zabieg może złagodzić tylko na pewien czas dolegliwości bólowe, dalsze leczenie związane jest z punkcjami stawów łokciowych i podawaniem leków dostawowo średnio raz w miesiącu lub częściej. Możliwy jest zabieg endoprotez obu stawów za granicą lub wózek przedni w celu odciążenia kończyn. Okresowo poza punkcjami i podawanymi lekami dostawowo pies dostaje leki niesterydowe przeciwzapalne i osłonowe oraz suplementy – chondroityki oraz ziołowego pochodzenia leki przeciwbólowe. Stosowana jest również magnetoterapia.

Wabo de Rey Gladiador ur. 19.08.2014 -dysplazja łokciowa stopnia 1/2, dysplazja biodrowa stopnia E. Zoperowany prawy łokieć i oba biodra, podobnie jak u suki Mala Vida. Podano komórki macierzyste do obu stawów biodrowych. Średnio raz na 6 tygodni są robione punkcje chorych stawów z równoczesnym podaniem leków dostawowych. W momencie większych dolegliwości bólowych zabiegi te są wykonywane częściej. Pies codziennie dostaje suplementy -chondroityki oraz ziołowego pochodzenia leki przeciwbólowe. Stosowana jest magnetoterapia.

Venga de Rey Gladiador ur 20.02.2014 -dysplazja biodrowa stopnia D. Podawane chondroityki. Stosowana jest magnetoterapia. Jako, że psy ras bojowych (a do takich należy kanaryjska presa) mają bardzo wysoki próg bólowy, na razie nie ma przesłanek do operacji.

Powyższe dane wywołały w marcu 2015 r. wielką burzę. Wszystkie wymienione powyżej psy należą do tego samego małżeństwa NIEZAJMUJĄCEGO SIĘ ROZMNAŻANIEM PSÓW i urodziły się w tej samej hodowli. Doświadczenie wynikające z przykrej, zarówno dla ludzi, jak i psów dysplastycznej niespodzianki, zaowocowało PRAKTYCZNĄ WIEDZĄ o tym, jak bardzo ważne jest, by dramatowi dysplazji zapobiegać. W związku z tym kolejne molosy, które pojawiły się w domu tej rodziny, pochodzą z kojarzeń par wolnych od dysplazji stawów i nie są obciążone tym kalectwem.

Osoby prowadzące tę stronę nie zajmują się ”diagnozowaniem przez internet”.

Na stronie www.facebook.com/dysplazjawdogocanariopresacanario/ chętnie zamieścimy informację dotyczącą przypadku dysplazji u każdego psa, niezależnie od jego rasy, o ile tylko właściciel przekaże do publikacji pełne dane dotyczące pochodzenia psa (skan rodowodu), wraz z opisanym przez chirurga lub radiologa wynikiem (skan) badania RTG.

Oparta o smutne doświadczenie rada brzmi następująco: należy poddawać prześwietleniu każdego psa, szczególnie rasy ”olbrzymiej”, rasy predysponowanej do wystąpienia nieprawidłowości aparatu ruchu, nieprawidłowości o podłożu dziedzicznym, i to nawet już w wieku czterech miesięcy. Jeśli psiak jest przedstawicielem rasy mającej tendencję do dysplazji a właściciel chce mieć pewność, że w chwili zakupu szczeniaka bądź jego przysposobienia (drogą innej umowy z hodowcą), otrzymał szczenię ze stawami wolnymi od zmian dysplastycznych, musi sprawdzić stan jego stawów. Tylko taki sposób postępowania daje jednoznaczne dane nabywcy, który, o ile zaniedba prześwietlenie szczenięcia, które trafiło do jego domu, musi liczyć się z tym, że kilka miesięcy potem, gdy będzie dopytywał tzw hodowcę min. o warunki w jakich szczenięta żyły w pierwszych, decydujących w kwestii dysplazji, 8-12 tygodniach życia, usłyszy, że ”Kiedy opuszczały hodowlę były zupełnie wolne od problemu dysplazji, nie miały żadnych zmian. Jeżeli teraz ‚okazuje się’, że jest problem, to jest to twoja wina”. Sprawdzić, tj poddać prześwietleniu należy zarówno stawy biodrowe jak i łokciowe. Wielu tzw hodowców chełpi się wynikami HD (wynik dotyczący stawów biodrowych), przy czym zapomina lub ignoruje fakt, że to stawy łokciowe (ED) odpowiadają za utrzymanie znacząco większego ciężaru ciała psa (pamiętajmy: pies głowę ma z przodu). Nie zapominajcie też, że nieprawidłowości w stawach łokciowych często są objawem poważnych problemów w stawach barkowych. Może też być tak, że  w późniejszym okresie życia, psiak powiedzmy dwuletni, może mieć idealne stawy łokciowe i biodrowe, ale ”sypać” mu się mogą stawy kolanowe. Pierwszym przejawem genetycznego podłoża zwyrodnień, może być zerwane więzadło -po RTG okazuje się, że dwuletni pies ma w tych stawach zwyrodnienia, jak psi staruszek, choć pozostałe stawy są idealne. Praktycznie idealny stan pozostałych stawów, wskazuje, że ”posypane” stawy kolanowe mają podłoże genetyczne. Z tego też powodu, decydując się na RTG stawów, zarówno za pierwszym razem, jak i w kolejnych, gdy upewniamy się, że u naszego psa wszystko jest w porządku, warto jest sprawdzić je wszystkie. Należy postępować tak zwłaszcza, gdy decydujemy się zakupić lub po czasie odkrywamy, że kupiliśmy psiaka z linii mocno obciążonej dysfunkcjami aparatu ruchu. 

I KOLAGEN, KOLAGEN I JESZCZE RAZ KOLAGEN – podawajcie go rozwijającym się szczeniakom

Na stronie www.facebook.com/dysplazjawdogocanariopresacanario/, opierając się o najświeższe publikacje dotyczące genetyki, staramy się propagować wiedzę o przyczynach dysplazji stawów u psów, możliwościach niwelowania problemu, także poprzez nawoływanie do eliminowania z programów hodowlanych psów obciążonych dysplazją oraz uświadamiać nabywców, iż w interesie swoich psich przyjaciół oraz własnym, muszą od tzw hodowców WYMAGAĆ używania w tzw planach hodowlanych psów jednoznacznie wolnych od dysplazji i zmian zwyrodnieniowych. O tym, że hodowca jest rzetelny, że traktuje nabywcę szczeniaka uczciwie i po partnersku dowodzi udostępniane przez niego do wglądu potencjalnym nabywcom szczeniąt (oraz innym hodowcom), opisanych przez radiologów lub chirurgów wyników badań dotyczących dysplazji u psów, mających być rodzicami szczeniąt.

Polecamy przyszłym i obecnym właścicielom psów, aby na bieżąco dokształcali się, już choćby tylko regularnie czytając informacje publikowane na stronie:

http://www.instituteofcaninebiology.org/.

Utworzenie strony ”DYSPLAZJA W DOGO CANARIO/PRESA CANARIO -GDZIE PODZIAŁY SIĘ ETYKA I EMPATIA?” ma także uzmysłowić właścicielom dysplastycznych psów, przeżywającym szok, dowiadując się nagle, że ich psy są niepełnosprawne i co to w praktyce oznacza (także z finansowego punktu widzenia), że nie są ze swoim dramatem sami. W dużej mierze właśnie to ”nie robienie afery” przez właścicieli dysplastycznych psów i szczeniąt z cechami dysplazji, i poczucie osamotnienia, wynikające niejednokrotnie wręcz z zaszczucia przez tzw hodowcę, jego znajomych (też tzw hodowców) i inne ”życzliwe osoby”, kiedy w końcu właściciel niepełnosprawnego psa, usłyszawszy diagnozę, zaczyna zadawać ‚hodowcy’ pytania o dysplazję w jego hodowli, jest powodem dla którego dysplazja wciąż jest tak wielkim i powszechnym problemem.

Właściciele kalekich psów mają poczucie winy względem swoich psów. Zastraszeni poddają się i dają sobie wmówić, że ciężka dysplazja to ich wina, zupełnie zapominając o tym, że ich pies nie jest jedynym dysplastycznym psem na świecie, że dysplazja typu HD D czy HD E nie bierze się ”z sufitu” i nie jest możliwym, aby pies z takim wynikiem, opuścił hodowlę jako szczenię z nienagannymi, zupełnie niezmienionymi stawami. Zamiast starać się odnaleźć właścicieli miotowego rodzeństwa swoich psów, nawiązać z nimi kontakt (przecież wszyscy mają psy z metrykami np. stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce) i przekonać się czy (lub raczej jakie) pozostałe psiaki mają kłopoty z aparatem ruchu (i jeśli tak, to w jakim stopniu), po prostu poddają się i sami ”kiszą się” ze swoim i swojego psa dramatem. Pozostają w poczuciu, że gdyby nie dali sobie wmówić tzw hodowcy i jego poplecznikom, że ”to tylko niegroźna kulawizna, wyrośnie z tego” i zamiast słuchać tych ”mądrości”, zaczęli psa profesjonalnie diagnozować, byliby w stanie zminimalizować konsekwencje rozwijających się zmian.

To poczucie bezsilności nabywców psów, w którym pozostają i brak ich właściwej reakcji, daje komfort produkującym psy tzw hodowcom do dalszego nie przejmowania się konsekwencjami swojego postępowania. Oczywiście, właściciele kalekich psów mają też poczucie, że zostali oszukani i finansowo wykorzystani, że mówiąc łagodnie ”nadużyto ich zaufania”. Tyle że gdyby do zakupu psów byli merytorycznie przygotowani, zamiast jedynie ”wierzyć na słowo” ”miłym” panom czy paniom, żądając konkretnych dokumentów, najprawdopodobniej do dramatów by nie dochodziło.

Wiele złego, o czym z niezrozumiałych powodów się nie mówi, czynią też tzw nowi hodowcy, osoby pierwszy raz ”wypuszczające miot’‚, które mają dziwaczny zwyczaj ”ufać” na ”słowo honoru” ”doświadczonym hodowcom”. Za dobrą monetę biorą ludzie bez wiedzy i wyobraźni, zapewnienia tych ”doświadczonych hodowców”, kiedy ci opowiadają im np., że ich ”słynne” reproduktory czy hodowlane suki mają wynik HD B, podczas, gdy w rzeczywistości (o czym wiedzą inni ”doświadczeni hodowcy”, dobrzy znajomi ”opowiadaczy”) RTG stawów biodrowych ”legendarnego” psa oznaczone zostało jako ”D”. Nie jest niczym nadzwyczajnym, że ci którzy najbardziej dbają o ”PR”, właściwie nie muszą pokazywać dokumentacji medycznej psów, które rozmnażają, innym tzw hodowcom. Z niewiadomych przyczyn ludzie praktycznie ”czadzieją”, odurzeni ”kłapaniem dzioba” ”doświadczonego hodowcy” i nie wymagają do wglądu opisanych wyników RTG, które potwierdzałyby słowa ”znanego hodowcy” Niejednokrotnie i to w przypadku różnych ras, zdarzało się, że samce, którymi w Polsce kryto suki, jako ”modnymi reproduktorami” i które u nas ”chodziły” jako osobniki z HD B, kiedy po sprzedaży trafiły za granicę, okazywało się (ku zaskoczeniu i rozczarowaniu zagranicznych hodowców), iż rzeczywistości obciążone są ciężką dysplazją.

Dokąd NABYWCY psów nie uzmysłowią sobie, że istnieją mechanizmy, dzięki którym z dysplazją można walczyć a JEDNYM Z NAJSKUTECZNIEJSZYCH JEST WŁAŚNIE ŚWIADOMOŚĆ NABYWCÓW I NIE KUPOWANIE PRZEZ NICH PSÓW PO NIEPRZEBADANYCH I DEFINITYWNIE WOLNYCH OD DYSPLAZJI RODZICACH, dotąd psy będą cierpieć.

W handlu rasowymi psami głos decydujący ma nabywca. Od nabywców/ klientów hodowców zależy czy -przepraszam za słowo- produkt -w tym wypadku pies- się sprzeda. Jeżeli tzw hodowcy nie stać na zapewnienie psom, które powołuje do życia godziwych warunków tego życia a ZDROWIE jest takim warunkiem, nie powinien psów rozmnażać. Jeżeli tzw hodowcy nie stać na to, by psy badać, nie stać na to, by z tzw programu hodowlanego eliminować osobniki niespełniające kryteriów dotyczących zdrowia, to ktoś taki nie jest hodowcą, tylko producentem, zwykłym pseudohodowcą. Nabywcy finansujący producentów sami są sobie winni, tylko wielka szkoda, że za tę ignorancję w praktyce najwięcej płacą psiaki.

Decydując o wyborze szczenięcia, preferować należy te z miotów, które przyszły na świat w ciepłej porze roku, gdyż takie szczenięta spędzają więcej czasu na właściwym dla niech, naturalnym podłożu (zazwyczaj w tzw ogródkach hodowców), niż w domach na śliskich płytkach, bądź innych śliskich i łatwych dla utrzymania czystości powierzchniach. Naturalne podłoże, stawia opór. Śliska powierzchnia powoduje, że szczeniaczkom -co rusz- rozjeżdżają się łapki, co staje się powodem uczenia się przez nie niewłaściwego (nienaturalnego) sposobu poruszania się, co niesie za sobą oczywiste konsekwencje dla funkcjonowania stawów. Namawiam do znalezienia analogii: ludzie nie uczą swoich dzieci chodzić na lodowisku, bo na śliskiej powierzchni łatwo o poślizgnięcie, zwichnięcie/wywichnięcie itp.

A ”psy z drugiej ręki”?

Niezależnie od powodu, dla którego pies niebędący już szczenięciem jest wystawiony na sprzedaż lub oferowany jest do adopcji, obowiązują te same zasady i pytamy o badania (już choćby tylko dlatego, że podpisujemy umowę).

Osoba, która nam psa przekazuje, właściciel i/lub hodowca odpowiada za jego stan.

Pies jest w konkretnym wieku, na konkretnym etapie rozwoju albo też jego rozwój się zakończył, jest osobnikiem dorosłym i w pełni ukształtowanym. Może mieć kilka-kilkanaście miesięcy lub kilka lat. Może być tak, że pies został sprzedany pierwszemu właścicielowi, po czym w którymś momencie powrócił do hodowli i opiekował się nim i odpowiadał za niego hodowca. Może być też tak, że właściciele, tym samym tzw opiekunowie, zmieniali się kilkukrotnie albo też tak, że właściciel był tylko jeden i to on oferuje psa na sprzedaż.

Zasada jest zawsze jedna i ta sama

Pytajcie o wyniki badań, bo jeżeli w umowie sprzedaży, będzie punkt ”pies jest wolny od wad i zdrowy” a nabywca podpiszę taką umowę bez dowodów na to, że pies w istocie jest zdrowy, to kiedy po jakimś bliżej nieokreślonym czasie (zazwyczaj szybciej niż później) okaże się, że pies ma ciężką dysplazję, to ktoś, kto sprzeda nabywcy niepełnosprawnego psa, po prostu może cieszyć się, że trafił na osobę naiwną/łatwowierną. Nie będzie też, rzecz jasna mogło być mowy o tym nieszczęsnym ”No, niech odda nam koszty które ponieśliśmy na leczenie psa!”.

Pamiętać należy, że zapis w rodzaju ”pies jest wolny od wad i zdrowy” nie posiada żadnej wartości, dokąd w umowie precyzyjnie nie są wymienione wady, od których dany psiak jest wolny i ”oznaki zdrowia”, którymi to szczyci się sprzedający. Pies może być wolny od wady typu nieakceptowanego przez wzorzec rasy umaszczenia -i to będzie prawda. Natomiast co ma oznaczać ogólnik, że ”jest zdrowy”? 

Jest oczywistym, że wszystkiego przewidzieć nie można, ale istnieje pewne minimum, które stanowią schorzenia typowe dla danej rasy. Tak więc w przypadku molosa oczekiwanie, iż w umowie pojawi się zapis dotyczący dysplazji, ”pies jest wolny od dysplazji stawów łokciowych i biodrowych” a w przypadku psa w wieku do +/- 16 miesiąca życia ”nie posiada cech dysplazji”, nie jest niczym wyjątkowym. Ale żeby taki zapis posiadał wartość, sprzedający musi udowodnić kupującemu, że pies faktycznie wolny jest od dysplazji.

W skrócie, sprzedający nie jest w stanie gwarantować kupującemu czegoś, na temat czego nie posiada żadnej wiedzy. Jeżeli kupujący podpisuje taką umowę, to sam jest sobie winny. Jednym z ulubionych ”argumentów” tzw hodowców i ich popleczników w rozmowach z właścicielami psów dysplastycznych, niepełnosprawnych jest ”Przecież nikt ci nie kazał tego psa kupować, pistoletu ci do głowy nikt nie przystawiał” – i trudno się z tym aroganckim i bezczelnym tekstem nie zgodzić.

Pamiętać należy także o tym, iż hodowca odpowiada za psa dokąd pies jest pod jego opieką i kontrolą. Od chwili, w której pies opuści hodowlę może wydarzyć się i zazwyczaj się dzieje, mnóstwo rzeczy, na które hodowca nie ma żadnego wpływu, niezależnie od tego jakie zaniedbania, włącznie z doborem rodziców hodowca mógł popełnić czy też popełnił. Typowe obszary takich zaniedbań to np.;

przygotowanie matki miotu do okresu ciąży i karmienia szczeniąt – czyli kwestia zapewnienia suce odpowiedniej diety, w tym suplementacji,

zapewnienie odpowiedniego podłoża, na którym szczenięta stawiają swoje pierwsze kroki – czyli podłoże stawiające opór, zamiast śliskiej podłogi. (Powtórzmy: z oczywistych przyczyn ludzie także nie uczą się chodzić na lodowisku.)

Kluczowe dla kwestii rozwoju dysplazji są pierwsze tygodnie życia psa. Każde szczenię rodzi się ze zdrowymi stawami, ale do 8-12 tygodnia jego życia, to jakie warunki zapewnia mu hodowca, decyduje o tym, w jaki obrazek w organizmie konkretnego psa ułożą się przypisane mu ”genetyczne puzzle”. A to oznacza, że hodowca może, poprzez warunki w jakich psy trzyma, spowodować, że zmiany dysplastyczne, tzw CECHY DYSPLAZJI będą widoczne na prześwietleniu u szczenięcia już trzymiesięcznego. Z tego powodu, aby mieć pewność, że nie kupujemy przysłowiowego kota w worku i za kilka miesięcy (zazwyczaj zauważalne nawet dla laika oznaki dysplazji widoczne są już u 6-7miesięcznych szczeniaków), przeprowadzać należy RTG stawów łokciowych i biodrowych szczenięcia, które trafia do naszego domu.

Jeżeli pierwszy właściciel psa nie zadał sobie odrobiny trudu, by zadbać o przyszłość psa i nie sprawdzi w jakim stanie były stawy łokciowe i biodrowe psa w chwili, gdy trafił do jego domu i ewentualnie nie zdecydował się podjąć odpowiednich kroków, by zmiany dysplastyczne zniwelować, to nie ma sposobu na udowodnienie, że to z powodu zaniedbań hodowcy pies jest kaleką (Nawet jeżeli o dysplazji rodziców psa niczego nie wiadomo, włącznie z tym czy hodowca w ogóle bada swoje stado hodowlane). Jeżeli na początku nie ma badań, to potem nie ma sposobu na to, by udowodnić zaniedbania na poszczególnych etapach rozwoju psa i pociągnąć do odpowiedzialności (także finansowej) hodowcę czy pierwszego i/lub kolejnych jego właścicieli, gdy po podpisaniu umowy z zapisem ”pies jest zdrowy i wolny od wad”, usłyszymy diagnozę dotyczącą dysplazji i poznamy jej koszty oraz koszty zabiegów i dalszego leczenia (zachowawczego), konicznego dla utrzymywania jako takiego komfortu życia naszego psa.

Rękojmia za rzecz jaką jest (zgodnie z polskim prawem) zwierzę obowiązuje 12 miesięcy od daty zakupu/podpisania umowy. Stopień dysplazji określa się u psów które średnio są w wieku pomiędzy 16-18 miesięcy. W dokumentację medyczną psów młodszych niż 16-18 miesięcy, wpisywana jest fraza ”posiada cechy dysplazji”. Co to w praktyce oznacza? (Gdyby ktoś chciał wybrać się do sądu w sprawie rękojmi?) W związku z tym, że stopień dysplazji czyli jej jednoznaczne określenie, wpisuje się w dokumenty psów starszych niż 12 miesięcy, można przyjąć, że hodowca w chwili sprzedaży szczenięcia nie wie o wadzie aparatu ruchu, bo ta nie może być jednoznacznie określona u psa w wieku -w praktyce- poniżej 16 miesięcy. Tak więc niezależnie co o takim stanowisku tzw hodowcy pomyślałby nabywca, jest ono (dla sądu) jednoznaczne…

Rzetelni hodowcy/sprzedający w umowach z nabywcami psów wymieniają rodzaj zadośćuczynienia w przypadku, w którym u danego psa zostanie wykryte schorzenie np. dysplazja.

Najbezpieczniej jest poinformować hodowcę/sprzedającego, że na własny koszt szczenię podda się badaniu stanu stawów łokciowych i biodrowych (lub także kolanowych i barkowych), i umówić się z nim na to, jak rozwiązane zostaną kwestie związane z ponoszeniem kosztów leczenia, wynikających z nieprawidłowości aparatu ruchu tak, aby z treści umowy jednoznacznie wynikało, że to hodowca poniesie koszty zabiegu np. spojenia łonowego. (Pamiętajmy, że nabywca za psa rasy Dog Kanaryjski/Argentyński płaci średnio 4,5-5 tysięcy złotych i więcej, pojawiają się ogłoszenia, w których za 6 miesięcznego szczeniaka DA żąda się 1600euro).

Ważne jest, aby wykonać RTG stawów. Jeżeli nie zadba się o pewność, że naszemu psu w najbliższych miesiącach życia nie zagrozi niespodzianka kalectwa, z którym będzie musiał borykać się do samego końca, to kiedy zacznie nas niepokoić ”chrupanie w stawach” i to, że kilkumiesięczny szczeniak ”ma trudności z podnoszeniem się z posłania”, będzie zbyt późno na rozwiązania, które w znaczący sposób ułatwiają życie szczeniętom (a potem dorosłym psom), u których na wczesnym etapie rozwoju stwierdzono ”cechy dysplazji”. RTG stawów szczenięcia umożliwia zdiagnozowanie problemu na bardzo wczesnym i niezaawansowanym etapie zmian w stawach. Konsultacja ze specjalistą daje szansę na poprawienie komfortu życia zwierzęcia i umożliwia to, że w przyszłości będzie funkcjonowało bez leków, które stają się nieodłączną częścią życia psów CIERPIĄCYCH z powodu dysplazji. Dla wcześnie zdiagnozowanych psów podniesienie się z posłania czy pokonanie kilku schodków nie będzie stanowić wyzwania.

Zaniedbaniem każdego nabywcy jest nie poddanie szczeniaka RTG stawów i określenie ich stanu

Kiedy chcemy kupić/przysposobić od hodowcy i/lub poprzedniego właściciela psa niebędącego już szczenięciem, kilkunastomiesięcznego lub dorosłego, żądajmy wyników RTG jego stawów (tak samo żądalibyśmy przeglądu technicznego auta ”z drugiej ręki”). Pamiętajmy, że to, co było ”prawie niezauważalną kulawizną” dla młodego psa, po latach lub nawet miesiącach, dla psa dorosłego lub w wieku zaawansowanym, przerodzi się w poważne schorzenie, potężnie utrudniające mu funkcjonowanie.

Jeżeli adoptujemy psa ze schroniska -jest bardzo mało prawdopodobne, by dane medyczne schroniskowych psów zawierały także informację na temat dysplazji- zabierzmy go na prześwietlenie, po to, by nasza pomoc bezdomniakowi była PEŁNA.

To oczywiste, ale podkreślmy, że wszystko to, co dzieje się, kiedy pies przestaje być odpowiedzialnością hodowcy i trafia do nowego domu, jest odpowiedzialnością nowego właściciela.

Dlatego nowy właściciel musi psu zapewnić odpowiednie warunki funkcjonowania w nowym domu.

Do tych warunków zalicza się także, BARDZO CZĘSTO IGNOROWANE przez nabywców psów, podłoże zapewniające opór. Jeżeli do swojego domu sprowadzasz szczenię, młodego rozwijającego się psa rasy dużej lub wielkiej, molosa, to zafunduj mu wykładzinę. Nic ci nie będzie, przemęczysz się te pierwsze 2 lata z wykładziną ”rujnującą ci dokładnie przemyślany charakter wnętrza” a twój pies będzie miał stawy w znacząco lepszym stanie. Połóż wykładzinę w tym rejonie domu/mieszkania, w którym pies przebywa najczęściej. Potraktuj tę radę bardzo serio, zwłaszcza jeżeli nie masz ”domu z ogrodem”, tylko mieszkanie i twój pies nie będzie spędzał znaczącej części czasu, na naturalnym podłożu a właśnie we wnętrzu domu, na śliskiej podłodze.

Tzw hodowcy wmawiają nabywcom dysplastycznych psów, że śliska podłoga jest wszystkiemu winna, powstała swego rodzaju legenda o ”śliskiej podłodze”, którą tzw hodowcy szczują nabywców.

Owszem ta podłoga jest bardzo ważna, tym ważniejsza, że pierwsze 8-12 tygodni życia większość szczeniąt uczy się poruszać na śliskim podłożu, właśnie w domach tzw hodowców. Tak więc patrzcie w jakich warunkach hodowcy trzymają szczenięta, zwracajcie uwagę na to, co pokazują wam na Serwisie Facebook. Kupując/przysposabiając psa bierzcie pod uwagę, że jeżeli urodził się w zimnej części roku, to większość czasu spędzał w pomieszczeniach, dowiedzcie się więc jakie podłoże zapewniał mu hodowca, zobaczcie to podłoże. To jasne, że łatwo jest ”polać zasikane linoleum wodą ze szlaucha”, ale o ile hodowca ma się różnić od producenta, puszczającego szczeniaki jak z linii produkcyjnej, musi zapewnić szczeniętom bezpieczeństwo dla ich rozwijających się stawów, czyli podłoże stawiające opór. Zapamiętajcie sobie, że nawet jeżeli sami zadbacie o odpowiednie podłoże w waszych domach/mieszkaniach, ale nie zadbał o nie tzw hodowca, w kluczowych dla rozwoju zmian idących w kierunku dysplazji, pierwszych 8-12 tygodniach życia szczeniąt, na niewiele zda się wasze zaangażowanie w zabezpieczenie waszym psom odpowiednich warunków życia.

I przede wszystkim PATRZCIE NA PSY. Na szczenię, które zamierzacie kupić i jego rodziców. Obserwujcie ruch tych psów.

Ciężką dysplazję zazwyczaj widać, pies porusza się w niepokojący sposób, mówiący, iż jego aparat ruchu nie funkcjonuje w prawidłowy sposób.

Osoby, które ”w ciemno” kupują/przysposabiają psy ”z drugiej ręki”, ponoszą koszty swojego zaniedbania dosłownie i w przenośni, kiedy opłacają skutki zaleczania dysplazji i ”plują sobie w brodę”, że ”przecież nie trzeba było ulegać emocjom i przez podpisaniem umowy można było spytać o prześwietlania”. Podobnie ci, którzy kupili swoje psy jako szczeniaki, po nieprzebadanych rodzicach albo takich których wyników RTG nigdy im nie pokazano i nie wpadli na pomysł, by swoim szczeniakom zafundować RTG stawów.

Brak wymogu badań psów rozmnażanych pod szyldami kynologicznych stowarzyszeń oznacza brak faktycznej odpowiedzialności ludzi rozmnażających psy, za zwierzęta, które rozmnażają. Nie istnieją w Polsce przepisy prawne, które wymagają od tzw hodowców zrzeszonych w poszczególnych stowarzyszeniach, na czele ze stowarzyszeniem Związek Kynologiczny w Polsce, aby poddawali rozmnażane przez siebie psy czy to badaniom RTG określającym stan ich stawów biodrowych (HD), łokciowych (ED) (oraz pozostałych), czy jakość słyszenia (BAER test) oraz innym, wykluczającym schorzenia typowe dla konkretnych ras psów. Oznacza to, że to nabywcy muszą upominać się o przedstawianie im wyników badań psów mających być rodzicami ich szczeniąt i tym samym podnosić w Polsce jakość kultury kynologicznej i zapewniając podniesienie standardu życia psom, które przecież wcale nie muszą się rodzić, bo w schroniskach jest masa psów (i kotów) oczekujących na domy. Skoro więc, pomimo przepełnionych psimi i kocimi dramatami schronisk, tzw hodowcy, swoim działaniem, sprowadzają na ten świat więcej i więcej psów, to niech przynajmniej zrobią minimum dla komfortu ich życia.

Jeżeli nabywcy przestaną kupować szczenięta po nieprzebadanych rodzicach, tzw hodowcy nie znajdą chętnych na swój ”towar” i albo podniosą jego jakość, poprzez badanie swoich hodowlanych stad, albo przestaną psy rozmnażać, bo nie będą w stanie ich sprzedać.

Nie liczą się ustne zapewnienia tzw hodowcy, tylko to, co rodzice szczenięcia, które proponuje nam tzw hodowca mają wpisane (potocznie ”wbite”) w rodowody. Wyniki badań, badań, jak podkreślają tzw hodowcy nieobowiązkowych i PŁATNYCH, podnoszących koszty tzw hodowania, wpisywane są w rodowody psów. Dodatkowo, mamy erę cyfrową i konkretne zdjęcie RTG przypisane jest do konkretnego psa, nie ma już mowy o oszustwach i pokazywaniu prześwietlenia psa X jako psa Y, te czasy minęły. Warto także nie zapominać, że znając rodowód (wystarczą rodowodowe imiona rodziców) oferowanego szczenięcia lub tego, które już stało się własnością osoby, która je nabyła, można skontaktować się z Oddziałem Związku Kynologicznego w Polsce, do którego należy dany hodowca i poprosić o udzielenie informacji dotyczących wyników badań psów wchodzących w skład stada hodowlanego danego członka ZKwP. Szczególnie osoby będące już posiadaczami szczeniąt z metrykami ZKwP, pochodzącymi przecież z hodowli zarejestrowanych w tym stowarzyszeniu, nie powinny mieć trudności z uzyskaniem informacji na ten temat.

Zafundujcie sobie chwilę refleksji nad tym ile zachodu kosztowało tzw hodowców i posiadaczy psów (bądź też wciąż kosztuje, biorąc pod uwagę ”fotki z fejsika”), zabronione przez polskie prawo, oberżnięcie psu uszu, nazywane kopiowaniem/cięciem uszu, powodujące, że naturalnie obwisłe uszy, stają się mniejsze, szpiczaste i stojące. Pomimo wszystkich trudności wynikających z nielegalności okaleczania w Polsce psów tym estetycznym zabiegiem, aż tylu tzw miłośników psów decydowało lub też wciąż się decyduje poddać swoje psy cięciu uszu. Choć abstrahując już od łamania prawa, okaleczenie psich uszu wymaga poddania psa pełnej narkozie i wiąże się z ryzykiem śmierci szczenięcia. Ci ”miłośnicy psów” uwielbiali i chyba wciąż im nie przeszło, szafować psim życiem, tylko dla zaspokojenia swoich chorych pragnień o psach ”wyglądających groźnie” i ”po kozacku”… Zwróćcie uwagę ile psów z dysplazją ma kopiowane, okaleczone uszy… Warto było psa poddać pełnej narkozie i ryzykować jego śmierć, ale nie było warto przeprowadzić RTG. Tak samo w przypadku Dogo Argentino, warto było uszy urżnąć, ale nie warto było robić ani BAER TEST ani RTG stawów…

okaleczanie-psa

Dlatego wiele polskich psów typu presa, ale także i innych, również tych tradycyjnie okaleczanych ras, może i ”wygląda groźnie” i ”po kozacku” z tymi nieszczęsnymi, okaleczonymi uszami, leżąc w ogrodach, ”pilnując posesji”, tylko, że ”efekt” idzie się …, znika w mgnieniu oka, kiedy taki pies wstaje, ”trzeszcząc” i zaczyna się z trudem przemieszczać… ”Wycieczki”, nawet na drugi kraniec Polski, do ”sprawdzonego weta”, który ”dobrze tnie”, wymienianie się doświadczeniami w tym, jak najlepiej spreparować ”zaświadczenie o leczniczym kopiowaniu uszu”, dyskusje o tym jak okaleczone psy wyglądają ”w nowych fryzurach”, w to ”miłośnicy psów” potrafili (a niektórzy wciąż jeszcze potrafią) angażować mnóstwo swojej energii. Bardzo przykre, że ”gimnastykowanie się” ”miłośników psów” w kierunku uzyskania ”kontaktu” do ”znającego się na rzeczy” weterynarza, który ”wie jak ciąć” i ”nie zrobi nieumiejętnym cięciem z Dogo Argentino Dobermana albo ASTa”, zawsze bardziej interesowało tzw hodowców i posiadaczy psów, od przypilnowania, aby ich ”kozacko” wyglądające psy miały zdrowe stawy i sprawny zmysł słuchu…

Nie wiadomo, śmiać się czy płakać, obserwując sędziów ”sprawdzających rodzaj zgryzu” psom prezentowanym na ringu, bo patrzenie jak sędzia ”liczy zęby” i ”upewnia się” ”czy są braki, czy ich nie ma”, podczas gdy pies kuleje, ”zamiata tyłkiem” i/lub przejawia całą rzeszę innych symptomów świadczących o tym, że powinien jak najszybciej trafić do specjalisty, który rozpocznie diagnozowania nękającego go schorzenia a nie dostawać tzw hodowlane uprawnienia, pozbawia złudzeń co do rzetelności tych tzw sędziów. Przede wszystkim pozbawia złudzeń, że sędziowie, niedostrzegający bądź też udający ślepych na nieprawidłowości w sposobie poruszania się psów, które ”oceniają”, (niejednokrotnie równocześnie, praktykujący lekarze weterynarii i hodowcy), chociaż te nieszczęsne psy ”lubią”. 

Dramat związany z dysplazją wiąże się nie tylko z cierpieniem psów, bo, mówiąc krótko, nie każdego stać na ‚zaleczanie’ dysplazji u jego psa, ale i hipokryzją, bo wielu jest też tzw hodowców, którzy wmawiają nabywcom czy to z powodu swojej znikomej wiedzy, czy też aby chronić swoją ”reputację”, że ze szczeniakami jest ”wszystko w porządku” i tym samym stopują właścicieli chcących szukać pomocy u specjalistów. Skutek jest taki, że pies z dysplazją, której postępowi można było zapobiegać na początku, schorzenie ma dalece rozwinięte, bo nie dostał profesjonalnej pomocy tylko dlatego, że jego właściciel zaufał niewłaściwej osobie.

Rzućcie sobie okiem także na pracę ”Choroby ortopedyczne młodych i rosnących psów i kotów”, Erik R. Wisner, Rachel E. Pollard, wystarczy wpisać w wyszukiwarkę 🙂 

erik-r-wisner-rachel-e-pollard-15-rozdzial-choroby-ortopedyczne-mlodych-psow-i-kotow

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora jest zabronione.

Ps. Pamiętajcie o tym, że dysplazja stawów łokciowych (ED) i biodrowych (HD) to nie jedyne niebezpieczeństwo, które czyha na psa, kiedy chodzi o jego stawy (Gwoli ścisłości istnieją także dysplazja stawu barkowego i kolanowego -przy czym jest normą badanie pod kątem określenia stopnia dysplazji stawu kolanowego używanych w hodowli Bokserów, najwyraźniej na bazie praktycznych doświadczeń, hodowcy uznali, że to badanie jest konieczne)…

W stawie ramiennym, łokciowym, kolanowym i skokowym możemy mieć do czynienia z zaburzeniami kostnienia na podłożu chrzęstnym, które mogą pojawić się u molosów pomiędzy 4 a 9/10 miesiącem życia. Coraz bardziej popularne staje się badanie psów pod kątem eliminowania z programów hodowlanych osobników obciążonych OSTEOCHONDROZĄ GŁOWY KOŚCI RAMIENNEJ. (Pełniej ”OSTEOCHONDROZA-OCD [odwarstwiająca martwica chrzęstno-kostna] głowy kości ramiennej” http://www.artroskopia-wet.com/staw.php?id=1). O tym, że dane zwierzę wolne jest od tego schorzenia mówi nam wynik ”OCD 0/0”. Więcej znajdziecie np. w tym miejscu: http://www.ortopedia-weterynaryjna.pl/kompendium_17_osteochondroza.html.

Polecam zajrzeć także tu:

http://www.swiatczarnegoteriera.republika.pl/a-zdrowie_choroby_oc_ocd.html

Kolejnym problemem może być ZWICHNIĘCIE RZEPKI KOLANOWEJ, wyniki dotyczące tego schorzenia mają skrót ”PL” (od ”PATELLAR LUXATION”), np. ”PL 0/0” a przeczytać o nim możecie np. tu: http://www.ortopedia-weterynaryjna.pl/kompendium_13_zwichniecie-rzepki.html.

Stopnie zwichnięcia rzepki oznaczone dla każdego stawu oddzielnie;

0 -staw kolanowy normalny

I -staw kolanowy prawie normalny, brak zaburzeń ruchu

II -luźne usytuowanie rzepki, podczas zgniatania ulega zwichnięciu

III -znaczne przesunięcie rzepki, podczas zgniatania można ją wprowadzić na miejsce i zwichnąć

IV -przesunięcie rzepki wymagające operacji

Pamiętajmy też o kręgosłupie psa. W ramach kwalifikacji hodowlanej (podkreślmy, jej nieobowiązkowej, tj niewymaganej przez ZKwP, części) psy niektórych ras badane są pod kątem określenia stopnia spondylozy, aby wykluczyć z hodowli osobniki z zaawansowanymi zmianami.

ZASADY HODOWLI PSÓW RASOWYCH RAYMOND’A OPPENHEIMER’A, ANGIELSKIEGO SĘDZIEGO KYNOLOGICZNEGO I HODOWCY BULLTERRIERÓW ”ORMANDY”

history3

Raymond Oppenheimer angielski sędzia i hodowca twórca przesławnego kennelu Bullterrierow „Ormandy”:

1. Pamiętaj, że zwierzęta które dziś dobierasz do hodowli będą przez wiele kolejnych lat miały wpływ na daną rasę. Miej to na uwadze, gdy dobierasz zwierzęta do rozrodu.
2. Możesz wybrać jednorazowo tylko 2 osobniki w jednym pokoleniu. Wybieraj tylko najlepsze, ponieważ będziesz musiał czekać na kolejne pokolenie, żeby poprawić to od czego wyszedłeś. Rozmnażaj tylko wtedy, gdy możesz oczekiwać, że uzyskane potomstwo będzie lepsze niż jego rodzice.
3. Nie możesz oczekiwać, że statystyczne przewidywania będą miały zastosowanie, jeśli chodzi o małą liczbę zwierząt (jak np. w jednym miocie). Statystyki sprawdzają się tylko w odniesieniu do wielkich populacji.
4. Rodowód jest narzędziem które ma ci pomóc rozpoznać jakie zalety i wady twój pies może prezentować lub przekazywać. Rodowód jest tylko tak dobry, jak pies który go posiada.
5. Miej na celu uzyskanie psa idealnego pod każdym względem, a nie tylko dla jednej czy dwu cech. Nie kieruj się też modą panującą w obrębie danej rasy.
6. Jakość to nie ilość. Jakość jest rezultatem dogłębnych badań, wynikiem konsekwentnego dążenia do zrealizowania pewnej wizji, rezultatem cierpliwości, żeby czekać aż uzyska się odpowiedni miot i umiejętności obiektywnego oceniania do czego już się doszło, lecz przede wszystkim efektem posiadania planu hodowlanego mającego na uwadze przynajmniej 3 pokolenia do przodu.
7. Nie zawracaj sobie głowy dobrym psem, który jest marnym reproduktorem. Ciesz się z jego (jej) posiadania ale nie uwzględniaj go (jej) w swoim planie hodowlanym.
8. Rzadko używaj out-crossów. Na każdą pożądaną cechę którą uzyskasz, przypadnie wiele złych, które będziesz musiał wyeliminować w następnych pokoleniach.
9. Inbreeding to cenne narzędzie będące najszybszą metodą utrwalenia dobrych cech i typu. Wyciąga na światło dzienne cechy, które muszą zostać wyeliminowane.
10. Hodowanie niczego nie „tworzy”. To co uzyskujesz, nie bierze się z kosmosu, lecz zawsze „tam” było, nawet jeżeli ukryte przez wiele pokoleń.
11. Zapomnij o starym banale, że rodzeństwo doskonałego reproduktora jest równie dobre jak on sam. Rodzeństwo rzadko ma tą samą genetyczną „układankę”.
12. Bądź ze sobą szczery. Nie ma idealnych psów (suk), tak jak i nie ma idealnych reproduktorów. Nie będziesz dobrym hodowcą, jeżeli nie potrafisz rozpoznać plusów i minusów u psów, które zamierzasz rozmnażać.
13. Cechy dziedziczne są przejmowane po równo od obu rodziców. Nie spodziewaj się że rozwiążesz wszystkie problemy w jednym pokoleniu.
14. Jeżeli najgorsze szczenię w twoim ostatnim miocie, nie jest lepsze niż najgorsze szczenię w twoim pierwszym miocie, tzn. że nie robisz postępu. Twój ostatni miot powinien naprawdę być ostatnim.
15. Nie wybieraj psa do rozrodu ani na podstawie najlepszego, ani najgorszego szczenięcia jakie spłodził(a). Oceniaj cały miot na podstawie cech większości.
16. Pamiętaj że jakość jest kombinacją „soundness” i funkcjonalności. Liczy się nie tylko brak wad ale pozytywna prezencja zalet. Liczy się cały pies.
17. Nie kieruj się emocjami w wyborze zwierząt do hodowli. Odpowiedni pies dla twojej hodowli to właśnie ten pies, nieważne kto jest jego właścicielem. Nigdy nie szkaluj dobrego psa, są zbyt rzadkie i wspaniałe aby były poniżane przez czyjąś małostkowość.
18. Niech nie satysfakcjonuje cię nic poza numerem jeden. Numer dwa to zawsze za mało.

Polskojęzyczna treść zasad, zamieszczona powyżej, pochodzi z profilu na Serwisie Facebook, należącego do pani Marzeny Kaca-Bibrich, 

Zdjęcie użyte w tekście pochodzi ze strony: http://www.thebullterrierclub.org/history/ 

Link do anglojęzycznej wersji tekstu: http://www.tybrushe-boxers.com/20_principles_of_breeding.htm 

Zuza Petrykowska

 

KONIECZNA JEST KONTROLA W ZWIĄZKU KYNOLOGICZNYM W POLSCE. KOLEJNA UCHWAŁA PLENUM ZKWP ZACHĘCA DO OKALECZANIA PSÓW Z POWODÓW ESTETYCZNYCH?

Jak jest możliwe, że działalność stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce przez tyle lat jego istnienia nie podlegała żadnej kontroli?

komunikat 25 .11

Ciąg dalszy tematu;

winter-is-coming

Jak to było możliwe, ten brak kontroli, skoro od 1997r w Polsce obowiązuje zakaz okaleczania psów zabiegami estetycznymi (nieratującymi ich zdrowia lub życia)? Kopiowanie psich uszu zalicza się do zabiegów estetycznych. Dlaczego więc prywatne stowarzyszenie ZKwP nie doczekało się żadnej kontroli, choć obcinanie psom fragmentów uszu i/lub ogonów to ”zabiegi”, którym niektórzy członkowie ZKwP chętnie swoje psy poddawali i wciąż poddają? Jakim cudem było możliwe, iż prywatne stowarzyszenie Związek Kynologiczny w Polsce nie doczekało się jakiejkolwiek kontroli weryfikującej ilość okaleczonych psów zarejestrowanych w tym stowarzyszeniu, szczególnie po wprowadzeniu w życie 1 stycznia 2012r Nowelizacji Ustawy o Ochronie Zwierząt, podkreślającej, iż kopiowania psom uszu (i kurtyzowania im ogonów) polskie prawo zabrania W SZCZEGÓLNOSCI? Dlaczego, choć zabroniony przez polskie prawo proceder kwitnie wśród części zrzeszonych w Związku Kynologicznym w Polsce posiadaczy i hodowców psów ras tradycyjnie okaleczanych, co widać na wystawach organizowanych przez to stowarzyszenie, internetowych stronach hodowców i posiadaczy (w tym Serwis Facebook) w nim zrzeszonych oraz w ich hodowlach*, i w Polsce wciąż publicznie można oglądać zwierzęta poddane ”zabiegom” kwalifikowanym przez polskie prawo jako forma znęcania się, ZKwP nie podlegało żadnej kontroli?

Statut ZKwP podaje, iż stowarzyszenie to swoje cele realizuje poprzez ”reprezentowanie interesów kynologii przed władzami i instytucjami w kraju oraz organizacjami kynologicznymi międzynarodowymi i zagranicznymi”. Czy ta treść zwalnia ZKwP z konieczności odpowiadania przez tymi władzami i instytucjami? Przed rodzimym Ustawodawcą? Czy mamy do czynienia z sytuacją określaną jako państwo w państwie? Czy brak kontroli nad poczynaniami Plenum ZKwP w sprawie wydawanych przez nie uchwał dotyczących nielegalnego w Polsce obcinania psom uszu i ogonów wynika z tego, iż wiele instytucji oraz znaczna część społeczeństwa uznała, iż to ZKwP jest organem decydującym czy swoje przepisy dostosuje do obowiązującego w Polsce prawa czy nie? Czy taka samozwańcza deklaracja ”reprezentowania interesów kynologii” zwalnia Zarząd Główny Związku Kynologicznego w Polsce z obowiązków przestrzegania zapisów np. Ustawy o Ochronie Zwierząt?

 

Związek Kynologiczny w Polsce jest tylko prywatnym stowarzyszeniem i nie stanowi polskiego prawa, może jedynie się do niego dostosować. Jednak kolejne decyzje Plenum tego Związku poddają w wątpliwość jego szacunek względem obowiązującego w Polsce prawa.

Czyżby to właśnie ten brak kontroli nakłonił Zarząd Główny Związku Kynologicznego w Polsce do uchwalenia aż tak skandalicznych postanowień, jak te dotyczące ”opierania” się przez ZKwP zakazowi okaleczania psów ze względów estetycznych?

W punkcie piątym komunikatu widniejącego na oficjalniej stronie prywatnego stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce (screen macie powyżej), informującym o podjętych w dniu 25 listopada 2015 r. uchwałach podano: Przyjęto iż, psy/suki, które zgodnie z uchwałą ZG nie mogą być wystawiane na wystawach ze względu na cięte uszy i/lub ogon, mogą zostać zakwalifikowane do hodowli na podstawie przeglądu dokonanego przez sędziego międzynarodowego z uprawnieniami do oceny danej rasy oraz muszą spełniać pozostałe wymogi Regulaminu Hodowlanego”. (Chodzi tu o treść uchwały z 16 września tego roku, screen znajdziecie poniżej.) Pomijając problem niezgodności zacytowanej powyżej uchwały ze statutem stowarzyszenia ZKwP, mówiącym, iż: ”Członek Związku jest zobowiązany przestrzegać postanowień statutu i wydanych na jego podstawie regulaminów” -a w żadnym w tych regulaminów, szczególnie w Regulaminie Hodowli Psów Rasowych nie ma mowy o tego rodzaju niejasnej ”kwalifikacji hodowlanej”- i fakt, że uchwała ta przeczy podstawowym zasadom dotyczących funkcjonowania samego stowarzyszenia, jest ona kolejną niezgodną z obowiązującą w Polsce Ustawą o Ochronie Zwierząt, uchwałą, którą Zarząd Główny ZKwP podjął. Przypomnijmy zaakceptowanie przez Zarząd Główny Związku Kynologicznego w Polsce, nieposiadających podstawy prawnej ”zaświadczeń” o ”leczniczym kopiowaniu” psich uszu, które to członkowie ZKwP składali w poszczególnych oddziałach Związku, po wejściu w życie 1 stycznia 2012r Nowelizacji Ustawy o Ochronie Zwierząt, by okaleczone nielegalnym w Polsce ”zabiegiem” psy mogły być pokazywane na organizowanych przez ZKwP wystawach.

małe a cieszy

a przez prawie 4 lata było tak:

komunikat o ''zaświadczeniach''

Jest to tym bardziej oburzające, iż Statut ZKwP nakazuje swoim członkom ”traktować humanitarnie wszystkie zwierzęta i przestrzegać ustawy o ochronie zwierząt”.

W uchwale, którą w ostatnich dniach Związek Kynologiczny w Polsce raczył podzielić się z opinią publiczną i swoimi członkami, poprzez podanie jej treści na swojej oficjalnej stronie internetowej, stowarzyszenie to zadecydowało o utworzeniu swoim członkom możliwości dalszego wykorzystywania w hodowli okaleczonych kopiowaniem psów (zaznaczmy: urodzonych po tym jak Ustawodawca kopiowania i kurtyzowania zabronił w Polsce W SZCZEGÓLNOŚCI ), z obejściem procedury opisanej w Regulaminie Hodowli Psów Rasowych, do którego muszą(?) stosować się członkowie ZKwP posiadający psy kompletnie, nieokaleczone (z naturalnymi uszami i ogonami). Czy takim rozstrzygnięciem, szczególnie biorąc pod uwagę treść uchwały ZG ZKwP z dnia 16 września tego roku czyli sprzed nieco ponad dwóch miesięcy, uchwały zabraniającej udziału w wystawach psom okaleczonym (a zgodnie z Regulaminem Hodowli Psów Rasowych udział psa w wystawach jest kluczowym elementem kwalifikacji hodowlanej dla każdego psa zarejestrowanego w stowarzyszeniu ZKwP), powoduje, iż słuszny wydaje się wniosek, iż Zarząd Główny Związku Kynologicznego w Polsce kolejny raz postanowił zadrwić z treści nie tylko zapisów Ustawy o Ochronie Zwierząt, ale i własnego Statutu? Trudno przecież wyobrazić sobie, by Plenum ZKwP nie znało i nie rozumiało zasad wedle, których stowarzyszenie to funkcjonuje, może jednak? Czy osoby ”decyzyjne”, Plenum ZKwP doprawdy nie zna treści Ustawy o Ochronie Zwierząt? Obowiązujący aktualnie w Polsce stan prawny kwalifikuje ”zabieg” kopiowania, tj chirurgicznej ingerencji w tkankę małżowiny usznej psa, zmieniającej jego kształt i sposób noszenia, jako formę znęcania się poprzez ”umyślne zranienie lub okaleczenie zwierzęcia, niestanowiące dozwolonego prawem zabiegu lub procedury”, gdyż ”wszelkie zabiegi majce na celu zmianę wyglądu zwierzęcia i wykonywane w celu innym niż ratowanie jego zdrowia lub życia, a w szczególności przycinanie psom uszu i ogonów (kopiowanie)” ustawodawca uznał za ”zadawanie albo świadome dopuszczanie do zadawania bólu i cierpień”.

Art. 5.Każde zwierzę wymaga humanitarnego traktowania.

Art. 6. 2. Przez znęcanie się nad zwierzętami należy rozumieć zadawanie albo świadome dopuszczanie do zadawania bólu lub cierpień, a w szczególności:

1)16) umyślne zranienie lub okaleczenie zwierzęcia, niestanowiące dozwolonego prawem zabiegu lub doświadczenia na zwierzęciu, w tym znakowanie zwierząt stałocieplnych przez wypalanie lub wymrażanie, a także wszelkie zabiegi mające na celu zmianę wyglądu zwierzęcia i wykonywane w celu innym niż ratowanie jego zdrowia lub życia, a w szczególności przycinanie psom uszu i ogonów (kopiowanie)

Publiczność wystaw organizowanych przez ZKwP, ”stowarzyszenie osób zainteresowanych w amatorskiej hodowli psów rasowych” -jak czytamy w Statucie ZKwP- nie będzie już na nich, tak licznie oglądać psów z kopiowanymi uszami i ciętymi ogonami -to wynika z Uchwały z 16 września tego roku. Nie oznacza to jednak, że osoby lubujące się w okaleczaniu psów nielegalnymi procedurami chirurgicznymi zmieniającymi wygląd psów, nie będą kultywowały tradycji kopiowania uszu i/lub kurtyzowania ogonów swoim psom -zachęca ich do tego Uchwala z dnia 25 listopada tego roku. Proceder obcinania uszu i/lub ogonów wprost oficjalnie schodzi do podziemia i to bardzo nisko… Okaleczone psy nie będą pokazywane przez polskich tzw hodowców psów ras ”tradycyjnie ciętych” na organizowanych w Polsce wystawach. Polacy należący do ZKwP nie będą mogli chwalić się przed wystawową publicznością ani okaleczonymi psami, które urodziły się w Polsce ani tymi, które pochodzą z krajów również objętych zakazem kultywowania barbarzyńskiej tradycji (importami). Natomiast nikt z ZKwP nie zabroni im chwalić się ”nowymi fryzurkami” -tak określają uszy po kopiowaniu fani ich obcinania- np. na Serwisie Facebook.

Polska kynologia upada w imię skandalicznego przywiązania do barbarzyńskich tradycji garstki aroganckich, względem prawa, ”miłośników psów”. Zarząd Główny ZKwP poucza swoją najnowszą uchwałą ludzi chcących psy okaleczać, nie o tym, że ”zabiegi” kopiowania i kurtyzowania są w Polsce zakazane, ale w praktyce wręcz zachęca ich do nie przejmowania się, polskim prawem i nie respektowania go, proponując w swojej uchwale rozwiązanie pozwalające obejść (złamać?) własny Regulamin Hodowli Psów Rasowych ZKwP, tak by okaleczone psy mogły być rozmnażane i zaspokajały chore wizje swoich właścicieli? W imię interesu garstki, za nic mających dobrostan psów członków, ZG ZKwP ordynarnie lekceważy i polskie prawo (zapisy Ustawy o Ochronie Zwierząt), i własne regulaminy, i tych ze swoich członków, którzy zapisów Ustawy o Ochronie Zwierząt, przestrzegają?

Jak widać Zarząd Główny najstarszej polskiej organizacji kynologicznej, Związku Kynologicznego w Polsce, powstałego w roku 1938, ale rozwijającego się w okresie PRLu, stowarzyszenia samozwańczych ”reprezentantów interesów kynologii’, w najnowszej ze swoich uchwał nie bawił się już w subtelności o rzekomym ”leczniczym kopiowaniu”, nie napisano w komunikacie dotyczącym decyzji podjętych 25 listopada tego roku ani słowa o ”zaświadczeniach”, nic o ”leczeniu poprzez obcinanie fragmentów uszu”. Nie. Użyto wprost słów ”cięte uszy i/lub ogon”. Ta bezpośredniość jest wysoce alarmująca i ostatecznie powinna pozbawić złudzeń tych, którym ”elastyczność” ZKwP względem ”tradycyjnego” okaleczania części zarejestrowanych w tym stowarzyszeniu psów, wydaje się przypadkowa.

Na koniec dodam, iż wciąż oczekuję od Głównego Inspektoratu Weterynarii oraz osoby Głównego Lekarza Weterynarii podania mi do wiadomości PODSTAWY PRAWNEJ ”zaświadczenia”, które to honorowane było przez poszczególne Oddziały ZKwP i o którym była mowa w cytowanym przez mnie poniżej komunikacie oraz którego treść wiążąca była dla członków ZKwP aż do 16 września tego roku. Brak podstawy prawnej, oznacza, iż Główny Inspektorat Weterynarii dopuścił się poważnego zaniedbania, tolerując pseudodokumenty stanowiące alibi dla znęcania się nad zwierzętami. O podstawę prawną ww ”zaświadczenia” pytam już trzeci raz, obie odpowiedzi, które dotąd otrzymałam słowem nie odnosiły się do ”podstawy prawnej” pseudodokumentu… Wnioski zostawiam wam, Drodzy czytelnicy.

Treść ze strony ZKwP:

KOMUNIKAT Zarządu Głównego ZKwP W związku z uchwaloną przez Sejm RP nowelizacją Ustawy o Ochronie Zwierząt (DZ.U.2011,nr 230, poz.1373), która w art.6, ust.2, pkt. 1 w sposób nie budzący wątpliwości zakazuje wykonywania zabiegów kopiowania uszu i ogonów, Zarząd Główny na posiedzeniu w dn. 29.10.2011 podjął następujące uchwały:

1. Wszystkie psy urodzone w Polsce po 01.01.2012r. muszą mieć pozostawione naturalne uszy i ogony. Kierownicy sekcji ras zostają zobowiązani do zaznaczania w protokółach kontroli miotów każdego przypadku ciętego ogona i/lub uszu oraz zgłaszania tego faktu zarządowi oddziału. W rasach, w których występują ogony szczątkowe i/lub skrócone, ogony wszystkich szczeniąt muszą zostać opisane w protokółach kontroli miotów, a następnie w metrykach i rodowodach.

2.Od 01.01.2012r. zostaje wprowadzony zakaz wystawiania psów z kopiowanymi ogonami i/lub uszami. Zakaz ten dotyczy WYŁĄCZNIE psów URODZONYCH W POLSCE PO 01.01.2012. W wyjątkowych przypadkach dopuszcza się przyjęcie na wystawę psa urodzonego w Polsce po 01.01.2012 i poddanego zabiegowi kopiowania, o ile zabieg został przeprowadzony z poszanowaniem art.27 Ustawy o Ochronie Zwierząt (DZ.U.1997, nr 111, poz.724). W takim przypadku właściciel psa zobowiązany jest dołączyć do zgłoszenia oryginał lub, poświadczoną przez jego macierzysty oddział ZKwP, kopię stosownego zaświadczenia lekarskiego, które musi zawierać, umożliwiające weryfikację, szczegółowe dane kontaktowe lecznicy i wystawiającego zaświadczenie lekarza takie jak: nazwisko, adres, nr telefonu oraz adres e-mail. Zaświadczenie pozostaje w dokumentach wystawowych organizatora imprezy.

3.W dniu 18.03.2015 Plenum ZG ZKwP uchwaliło, że zaświadczenia lekarskie wystawione przez lekarzy weterynarii z zagranicy po tej dacie nie będą honorowane. Psy z takimi zaświadczeniami nie będą przyjmowane na wystawy.

 *”Rozdział 2

Art. 10. 1. 29) Prowadzenie hodowli lub utrzymywanie psa rasy uznawanej za agresywną wymaga zezwolenia wydanego przez wójta (burmistrza, prezydenta miasta) właściwego ze względu na planowane miejsce prowadzenia hodowli lub utrzymywania psa na wniosek osoby zamierzającej prowadzić taką hodowlę lub utrzymywać takiego psa.

2. Zezwolenia, o którym mowa w ust. 1, nie wydaje się, a wydane cofa się, jeżeli pies będzie lub jest utrzymywany w warunkach i w sposób, które stanowią zagrożenie dla ludzi lub zwierząt.

2a. 30) Organem właściwym w sprawie cofnięcia zezwolenia, o którym mowa w ust. 1, jest wójt (burmistrz, prezydent miasta) właściwy ze względu na miejsce prowadzenia hodowli lub utrzymywania psa.

2b. W razie zmiany miejsca prowadzenia hodowli lub utrzymywania psa właściwy organ dokonuje zmiany zezwolenia, o którym mowa w ust. 1.

2c. Rozstrzygnięcia w sprawie wydania zezwolenia oraz cofnięcia zezwolenia, o którym mowa w ust. 1, są podejmowane w formie decyzji administracyjnej.

3. Minister właściwy do spraw administracji publicznej, po zasięgnięciu opinii Związku Kynologicznego w Polsce, ustala, w drodze rozporządzenia, wykaz ras psów uznawanych za agresywne, biorąc pod uwagę konieczność zapewnienia bezpieczeństwa ludzi i zwierząt.”

 W odniesieniu do punktu 7 komunikatu z 25 listopada tego roku wkleję wam fragment mejla przesłanego przeze mnie na skrzynkę mejlową ZG ZKwP sześć dni temu czyli 17 grudnia tego roku: ”To bardzo ładnie, że wreszcie choć w jednej z najczęściej okaleczanych nielegalnym obcinaniem uszu i ogonów (równocześnie!) ras, zaistniała realna szansa na walkę z dysplazją stawów. Tylko dlaczego ”reprezentanci interesów kynologii” nie walczą o obowiązkowe badania w kierunku eliminowania genetycznych schorzeń u wszystkich ras nękanych tymi schorzeniami? Same skargi do waszego Rzecznika Dyscyplinarnego są dość inspirujące, byście wiedzieli o które schorzenia, w których rasach chodzi. I dlaczego z jednej strony niby wprowadzacie środek do walki z dysplazją, a z drugiej robicie wszystko by hodowcy i posiadacze Cane Corso jednak wciąż mogli się, przy poparciu waszego stowarzyszenia nad swoimi psami znęcać?”. Odpowiedź jeszcze nie nadeszła…

EDIT: Pamiętajmy także, iż FCI (Fédération Cynologique Internationale) zatwierdziło zmiany we wzorcach niektórych włoskich ras, w tym CANE CORSO, której to przedstawicieli wciąż dosyć często polscy hodowcy i posiadacze okaleczają ”zabiegami kopiowania” (obcinanie uszu) i cięcia części ogona. Aby przeczytać nowy wzorzec CC wystarczy wejść na stronę FCI http://www.fci.be/en/New-standards-of-Italian-breeds-valid-from-01-01-2016-231.html i kliknąć w Cane Corso (343). Ciekawe kiedy Związek Kynologiczny w Polsce postanowi zwrócić swoim członkom uwagę na fakt, iż nowy wzorzec Cane Corso wymaga aby uszy oraz ogony u psów tej rasy pozostawiono niezmienione estetycznymi ”zabiegami”, naturalne. Przychodzące na świat po 1 stycznia 2016r Cane Corso, aby być Cane Corso muszą pozostać KOMPLETNE: ”Ears: Triangular, drooping, of medium size. With a wide set-on that is much above the zygomatic arches. Ears are un-cropped.” Czyli polscy uparci fanatycy okaleczania psów, jeżeli dalej będą okaleczać swoje Cane Corso, będą działać także dodatkowo wbrew zaleceniom oficjalnego wzorca rasy… Co na to FCI? Zobaczymy, przekonamy się w ciągu pierwszych miesięcy przyszłego roku, jak członkowie ZKwP odniosą się do zmiany wzorca Cane Corso czyli rasy z lubością ”tradycyjnie” okaleczanej w Polsce, pomimo od lat (https://pl.wikipedia.org/wiki/Kopiowanie_(kynologia)) funkcjonującego u nas zakazu, zmiany zatwierdzonej przez FCI… Pożyjemy zobaczymy czy i w tym przypadku ”fani” CC zastosują podejście typu ”wolnoć Tomku w swoim domku”… A jeżeli zajdzie potrzeba, przekonamy się co na tę wolnoamerykankę powie nam FCI.

capture-20151223-162233

capture-20151223-162252

capture-20151223-162038

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu oraz zdjęć bez zgody autora jest zabronione.

BADANIA, OD KTÓRYCH ZALEŻEĆ POWINNY UPRAWNIENIA HODOWLANE, CZYLI KOMPLETNIE GŁUCHY DOGO ARGENTINO I SKANDALICZNE REAKCJE ŚRODOWISKA HODOWCÓW NA AKCJĘ UŚWIADAMIANIA POTENCJALNYCH I OBECNYCH WŁAŚCICIELI PSÓW TYPU PRESA O ZNACZENIU TYCH BADAŃ.

Iral White Angel BAER test wynik 1na2

Iral White Angel BAER test wynik 2na2

Zawsze ogromnie zniesmaczało mnie (i rozczarowywało), kiedy przychodziło do pytań o BAER test i słyszałam, że ‚szkoda ryzykować, życiem szczeniaka, bo to zabieg, który wykonuje się w pełnej narkozie i nigdy nie wiadomo czy szczenię się wybudzi’ (badanie wykluczające jednostronną głuchotę można wykonywać już u ośmiotygodniowych szczeniąt). Ale nikomu z tych, którzy wygłaszali takie mUNdrościnigdy nie było szkoda ryzykować życiem, nawet starszych szczeniąt, kiedy chodziło o cięcie uszu, w przypadku którego chodziło jedynie o to, by pies miał bardziej ”kozacki” wygląd. (No, bo ile mamy w Polsce ciętych, ”UŻYTKOWYCH” Dogów Argentyńskich?) Czasem szczeniaki umierały (i pewnie dalej umierają) podczas obcinania uszu: nie wybudzały się z narkozy. Ale nie pamiętam, żebym słyszała, że ktoś, gdzieś, kiedyś płakał po tym, jak ‚stracił szczenię podczas wykonywania badania BAER test’, potwierdzającego normalny słuch. (Nic dziwnego, bo to się nie dzieje.) Natomiast przeżycie przez szczeniaka zabiegu obcinania fragmentu ucha (małżowiny usznej) często komentowane jest uwagami o ”silnym sercu” (”Wybudził się bez problemu, więc ma ma mocną pompę”).

Zazwyczaj, jeżeli -chciałabym móc użyć słowa ”kiedy”, ale to sugerowałaby, że publikowanie w internecie przez hodowców DA wyników BAER test potwierdzających, że używają w hodowli psów obustronnie słyszących, wolnych od głuchoty jednostronnej, jest u nas jakimś popularnym zwyczajem/standardem, a tak niestety nie jest, więc słowo ”jeżeli” jest znacznie właściwszym- ktoś pokazuje w internecie wyniki badania BAER test, to pokazuje wyniki psów normalnie słyszących. Wyników Dogo Argentino zupełnie głuchych nie mamy okazji oglądać.

Zazwyczaj dzieje się tak dlatego, że szczenięta niesłyszące są usypiane natychmiast po wykonaniu BAER test, który w takich sytuacjach jedynie potwierdza przypuszczenia i obawy hodowcy.

Zazwyczaj tak jest. Ale od czasu do czasu ten zwyczaj jest łamany i zupełnie głuche szczenię nie zostaje uśpione. Była taka AFERA jakiś czas temu: https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2013/11/26/adopcje-dogo-argentino/. Nie zostaje uśpione dlatego, że hodowca przekazał je/sprzedał nowym właścicielom, nie zdając sobie zupełnie sprawy z tego, że zwierzę jest inwalidą (Możemy wierzyć w taką ewentualność, w końcu coraz bardziej przypadkowi (i tępi) ludzie biorą się za rozmnażanie Dogów Argentyńskich i wszystko jest możliwe. Aczkolwiek takie przypadki mówiłyby o tzw hodowcy wystarczająco dużo, aby skreślić go z listy ”godny zaufania”.) Albo zupełnie głuche Dogi Argentyńskie nie są usypiane dlatego, że tzw hodowca z pełną premedytacją postanowił je sprzedać i odpowiedzialnością za szczenię oraz decyzje, które będą dotyczyć jego dalszego losu, obciążyć nowego opiekuna. Co tym bardziej skreśla takiego tzw hodowcę z listy osób ”godnych zaufania”.

Niewiedza albo podłość -żadna z tych cech nie jest/nie powinna być właściwą dla hodowcy. ”Zdjęcie wpisu” to zdjęcie/wynik BAER test takiego właśnie obustronnie/zupełnie głuchego Doga Argentyńskiego pochodzącego z hodowli zarejestrowanej w Stowarzyszeniu Właścicieli Kotów i Psów Rasowych. Właściciele psa poinformowali mnie, iż ich prawnik skontaktował się już z hodowlą.

Są sytuacje, w których to czy pies pochodzi z hodowli zarejestrowanej w organizacji kynologicznej podlegającej FCI czy nie, właściwie nie ma znaczenia. Szczególnie dobrze ten fakt obrazuje dysplastyczny skandal w środowisku hodowców psów rasy Dogo Canario/Presa Canario działających pod egidą Związku Kynologicznego w Polsce, który to został już oficjalnie poinformowany o delikatnie mówiąc ‚nieprawidłowościach’, których dopuszczają się hodowcy (i ich tzw sympatycy) korzystający z zaufania, jakim większość osób pragnących zakupić rasowego psa darzy tę najstarszą w Polsce organizację kynologiczną. (Poinformowane o tych ”nieprawidłowościach” zostało już także Towarzystwo Przyjaciół Zwierząt w Polsce oraz, co najistotniejsze, kiedy dochodzi do popełnienia przestępstw z Kodeksu Karnego (jak groźby i zastraszanie), polska policja). Nie ma znaczenia ”renoma” jaką cieszy się dana organizacja kynologiczna, kiedy jej członkowie zaczynają stosować bandycki terror w stosunku do innych osób. Coś jest bardzo nie w porządku, delikatnie mówiąc, kiedy tzw hodowcy rasowych psów zaczynają stosować mafijne metody do kneblowania ust tym, dla których dobrostan zwierząt jest ważniejszy niż dla tzw hodowców.

W dzisiejszym tekście posłużymy się jednak wynikiem BAER test psa spoza Związku Kynologicznego w Polsce, pochodzącgo z zarejestrowanej w Stowarzyszeniu Właścicieli Kotów i Psów Rasowych, hodowli ”White Angel”. Dziś, by przypomnieć jak niezwykle ważne są badania słuchu dla psów rasy Dogo Argentino kilka słów o przypadku kompletnie głuchego psa o imieniu Iral White Angel, którego ojcem jest Demon White Angel, a matką Hexa White Angel -ponieważ rodowody wydawane przez organizacje, których członkowie rozmnażają zwierzęta w powstałych po nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt (po 1 stycznia 2012 roku) są dosyć ”specyficzne”, jest to cała wiedza dotycząca przodków głuchego Irala White Angel, którą dysponują jego właściciele.

(Edit 2015: Uwaga na hodowlę lub raczej ”pana hodowcę”, który kiedyś był członkiem SWKiPR i psy rozmnażał pod przydomkiem ”White Angel” a dziś jest członkiem stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce i jego hodowla (FCI) nazywa się ”Quebrada Del Toro- Dogo Argentino Kennel”. Najwyraźniej ZKwP jest bardziej przyjazne od Stowarzyszenia Właścicieli Kotów i Psów Rasowych. Już w lipcu 2015 r., suka Dogo Argentino o rodowodowym imieniu Totora De La Pampita (ta całkowicie biała: https://www.youtube.com/watch?v=dpkuE7hiC0A), należąca do tej osoby, pokazywana była na warszawskiej wystawie. Link do tekstu:

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2014/01/27/uwaga-na-zarejestrowana-w-skwipr-hodowle-white-angel-dogo-argentino-czyli-bo-to-mezalians-bylby-dla-psa/). Oto informacje na temat Irala:

rodowód

Emocje na bok

Wiele z osób, które ”chcą mieć psa konkretnej rasy”, przyjeżdżając do hodowcy, odebrać szczeniaka, zupełnie traci głowę. Zapominając o najistotniejszych kwestiach praktycznych, o których część z nich pamiętała jeszcze, kiedy rozmawiali z hodowcą przez telefon i ustalali, że szczegóły ”dogadają przy odbiorze szczeniaka”. W końcu hodowca ”wydawał/a się taki/a miły/a i kompetentny/a, tak ciekawie opowiadał/a o rasie i swoich psach”… Wciąż sporo osób wybiera daną hodowlę, bo: ”Było blisko i nie musieliśmy jechać na drugi koniec Polski”. Albo: ”I tak mnie/nas kompletnie nie interesowały całe te wystawy, więc jakie to ma znaczenie gdzie jest zarejestrowana hodowla?”. (Potem okazuje się, że kiedy przychodzi do starania się o praktyczną pomoc, to w jakiej organizacji kynologicznej pies jest zarejestrowany może mieć znaczenie.) I kiedy przychodzi dzień, w którym jedzie się po psiaka, na którego tak bardzo się czekało, niektórym emocje kompletnie przysłaniają rzeczywistość i wystarczy pokazać im szczeniaka, żeby o bożym świecie zapomnieli. Od chwili, w której zobaczą ”ślicznego małego pieska” można och urabiać jak się chce, bo nie mają już kontaktu z rzeczywistością; biorą na ręce, całują pieska, bawią się z nim tarzając po podłodze i w kółko powtarzają: ”Jaki on śliczny!”. W tym momencie wystarczy im tylko podać do podpisania umowę i zainkasować kwotę. Nie dziwi mnie, że ”zwykłemu Kowalskiemu” nawet się nie śni, jak bardzo sprzedający psy potrafią być perfidni w stosunku do ich nabywców, czyli swoich klientów. Przeciętny człowiek, który nigdy nie interesował się ”hodowlą rasowych psów” nie jest sobie w stanie wyobrazić jakimi pokładami zdolności handlowych i często hipokryzji dysponują ludzie żyjący ze sprzedawania psów, więc kiedy okazuje się, że padł ofiarą kogoś nieuczciwego albo nieprofesjonalnego, największą pretensję -i słusznie- ma do siebie. ”Gdybym nie był/a tak podekscytowany/a widokiem szczeniaka i tym jaki był w tamtym momencie słodki, zapytałbym/a o te badania”.

Kilka faktów

Hodowca, który nie orientuje się, że szczeniak jest KOMPLETNIE GŁUCHY nie nadaje się do rozmnażania psów rasy, wyjątkowo na problemy z prawidłowym słyszeniem narażonej, niezależnie czy ”nie zauważa” problemu ”niechcący”, czy robi to z pełną świadomością, gdyż naraża i właścicieli psa, i samo zwierzę, a takie postępowanie poddaje w wątpliwość etyczność hodowcy i jest zaprzeczeniem idei hodowli rasowych psów.

Drodzy przyszli nabywcy zwierząt, w sensie generalnym, pamiętajcie o takich ”uroczych smaczkach”, jak np. kawałek z umowy, którą podpisała osoba będąca właścicielem Irala White Angel;

Hodowca oświadcza, że u rodziców psa będącego przedmiotem umowy, nie stwierdzono występowania schorzeń dziedzicznych” – TO BARDZO WYGODNE! I W PRAKTYCE NALEŻY TO TŁUMACZYĆ: NIE STWIERDZONO, BO NIE STARANO SIĘ ICH WYKLUCZYĆ, BĄDŹ POTWIERDZIĆ. Jeżeli rodzice danego zwierzęcia nie zostali poddani badaniu BAER test, o którego wynik każdy świadomy nabywca Dogo Argentino powinien pytać hodowcę, to nie wiadomo czy są osobnikami obustronnie słyszącymi, czy nie. Nie wiadomo czy są jednostronnie głuche czy nie, a może tylko jedno z nich? Gdyby z dwójki rodziców obustronnie słyszących, urodziło się zupełnie głuche szczenię, nie byłoby to winą hodowcy, ale takiego szczenięcia hodowca nie sprzedaje. Kompletnie głuche szczenię hodowca usypia jako obciążone genetycznym kalectwem.

Nie będę państwu przepisywać całej tej umowy, po prostu zamieszczę jej screen-fragment (z pominięciem danych personalnych), żebyście mogli się przekonać, jak wyglądać może umowa między Sprzedającym i Kupującym.

Na przyszłość: w umowie zwracajcie uwagę na punkt poruszający kwestię jakości słyszenia psa, kiedy kupujecie psa z ”wielką białą łatą” albo o umaszczeniu typu merle i wymagajcie jasnego określenia warunków! I nie podpisujcie umów, w których problem głuchoty w żaden sposób nie jest zdefiniowany. Musicie wiedzieć czy kupujecie psa, który przeszedł BAER test, no co macie dokument poświadczający to, jak wasz pies słyszy(?), czy takiego, o którego jakości słyszenia nie wiecie niczego pewnego. Musicie wiedzieć czy kupujecie psa wolnego od zmory rasy: jednostronnej głuchoty, czyli psa, który słyszy normalnie na oboje uszu i od głuchoty jest kompletnie wolny. Wymagajcie w umowach zapisów jednoznacznie definiujących termin w jakim wasz pies ma przejść BAER test, jeżeli kupujecie szczeniaka bez certyfikatu oraz to jakiego zadośćuczynienia będziecie żądać od hodowcy/jaką rekompensatę przewidział dla was hodowca, jeżeli pies okaże się kaleki. Jednostronna głuchota jest kalectwem, z którym odpowiednio prowadzony pies, chroniony przed alergiami i ”zawiewaniem sobie uszu”, może żyć zupełnie normalnie pod warunkiem, że jego właściciel jest w stanie zapewnić mu odpowiednią opiekę. Aby to zrobić, świadomie chronić psa przed NABYTĄ utratą słuchu, czyli np. nawracającymi zapaleniami uszu, właściciel musi wiedzieć, że jego pies sprawne ma tylko jedno ucho.

umowa frag 1

umowa frag 2

umowa frag 3

Nieco inaczej rzecz ma się z dysplazją

Kupując psa rasy, w której dysplazja jest powszechna, należy przede wszystkim rozumieć czym ona jest. A znając aktualne stanowisko np. ZKwP, na temat szczeniąt obarczonych schorzeniami, wiedzieć o dysplazji po prostu WSZYSTKO.

Aby w ogóle serio traktować danego hodowcę i brać go pod uwagę jako kogoś, komu zapłaci się kilka tysięcy złotych za psa, z którym będzie żyło się kolejną dekadę, należy takiego hodowcę najpierw zapytać o wyniki badań w kierunku dysplazji jego breeding stock, czyli psów, które w swojej hodowli rozmnaża. I każde ”kręcenie” na temat wyników dotyczących dysplazji, podobnie jak wyników BAER test, traktować jako znak, że czas zakończyć rozmowę i znaleźć hodowcę, który nie kręci. (Proście o informacje na temat wyników HD, a także ED miotowego rodzeństwa psów, które mają być rodzicami waszego szczeniaka. Szukajcie kontaktu z posiadaczami psów z wybranej przez siebie hodowli. Sami sprawdźcie ”czy na pewno jest tak ”spoko” i ”fajnie”, bo może się okazać, że połowa dorosłych osobników z danego krycia jest kalekami… Genetyka jest bezlitosna). Należy wiedzieć, że dysplazji z wynikiem D lub E posiadacz psa nie może mu sam ”zafundować”, trzymając psa na zbyt śliskiej podłodze, jak to często starają się opiekunom nieszczęsnych genetycznych kalek wmówić ”uczciwi hodowcy”. Zwłaszcza, gdy psiak poważnie zaawansowane cechy dysplazji ma, będąc w wieku 7 lub 8miesięcy(!)

Wolne od dysplazji stawów biodrowych są osobniki z wynikiem A.

B to wynik stawów biodrowych prawie normalnych, C to dysplazja nieznaczna.

W dysplazji łokciowej 0/0 oznacza, że stawy są wolne od dysplazji, a 1/1, 0/1, 1/0 to dysplazja lekka.

Poniżej zamieszczam linki do ”ściąg” na temat dysplazji stawów biodrowych i łokciowych;

https://www.facebook.com/media/set/?set=a.831743246880945.1073741830.828616347193635&type=3, https://www.facebook.com/media/set/?set=a.831746043547332.1073741831.828616347193635&type=3

Krucjata przeciwko budzeniu świadomości o roli obciążeń genetycznych w hodowli psów rasowych

Dysplastyczny skandal, który wybuchł na ”sąsiednim podwórku”, czyli w środowisku Dogo Canario/Presa Canario związanych z ZKwP i obrzydliwa nagonka skierowana na osoby, które postanowiły nie dopuścić do jego zamilczenia, tworząc stronę: www.facebook.com/dysplazjawdogocanariopresacanari,o to swego rodzaju ”powtórka z rozrywki” z dawnego Forum Molosy (dziś Pupileo), sprzed czterech lat, kiedy to na FM podjęty został temat roli pigmentu, jego znaczenia, a także BAER test i pytań o wyniki BAER rozmnażanych w tamtym czasie (zarejestrowanych z ZKwP) i popularnych na FM Dogów Argentyńskich. Wtedy ”fejsbuk” nie był tak popularny i ”szczucie” niepokornych, zadających niewygodne pytania i poruszających niewygodne dla ”hodowlanego biznesu” kwestie, odbywało się na/poprzez Forum Molosy. Różne dziwne osoby zakładały tzw lewe konta i spod lewych nicków rozpoczynały tematy szkalujące osoby, które domagały się odpowiedzi na pytania o jakość słyszenia rozmnażanych w tamtym czasie Dogo Argentino. Dziś do grożenia i szkalowania służy fejsbuk. Tyle, że środowisko tzw hodowców i ”sympatyków” tych tzw hodowców, przechodzi wszelkie granice w swej obłąkańczej krucjacie przeciw ‚psującym biznes’, szkalując i pomawiając. Wprost, posługując się własnymi imionami i nazwiskami, czyli używając w tych celach swoich oryginalnych kont na Serwisie FACEBOOK, opluwając tych, którzy edukują przyszłych i być może obecnych posiadaczy psów o tym, czym jest dysplazja i jak nie należy traktować nabywców psów z ”najlepszych hodowli”, psów genetycznie obciążonych dysplazją. Dobrostan psów, ich zdrowie i komfort życia w ogóle nie interesuje ”adwokatów” tych ”najlepszych” hodowców, za nic mają cierpienie zwierząt i straty moralne (i finansowe) ich właścicieli.

Świat staje na głowie, kiedy ludzie pozbawieni empatii i etyki zaczynają nazywać się ”miłośnikami rasy”. Polski Kodeks Karny przewiduje określone konsekwencje zarówno w stosunku do osób dopuszczających się kierowania gróźb karalnych i zastraszania, jak i tych, którzy ”tylko” dopuszczają się przestępstw przeciwko dobremu imieniu, ale co równie istotne nasz Kodeks Karny ma także określone rozwiązania dla osób, które znęcają się nad zwierzętami. Korzystajmy z prawa, które pozwala nam piętnować przestępstwa, tak jak właściciele głuchego dogo, którego wyniki posłużyły za ”zdjęcie wpisu”.

Dysplazja? Co ci proponuje Związek Kynologiczny w Polsce? To proste: czytanie ze zrozumieniem

dys 02

(http://www.zkwp.pl/zg/index.php?n=kom_zg)

Rękojmia -czyli zwierzę towarem konsumpcyjnym. Wyciągnijcie wnioski.dys 03

(http://www.prawakonsumenta.uokik.gov.pl/reklamacje/rekojmia)

Reasumując

Każdy Dogo Argentino, który nie posiada certyfikatu, ‚wbitego’ do rodowodu przez uprawnionego do tego lekarza weterynarii, wyniku badania BAER test potwierdzającego, że zwierzak słyszy normalnie, w praktyce jest petem.

Mamy XXI wiek, żyjemy w Unii Europejskiej a nie w zapyziałym trzecim świecie i to, że Związek Kynologiczny w Polsce, czy nawet jakakolwiek inna organizacja na świecie nie wymaga jeszcze (najwyższy czas to zmienić), aby u ras zagrożonych głuchotą, czyli psów o umaszczeniu typu ”biała łata”, szczególnie sw sw, czy merle, BAER test był badaniem obowiązkowym, tym od którego min. także zależeć będzie czy dane zwierzę otrzyma uprawnienia hodowlane, czy nie, nie oznacza, że problem głuchoty oraz innych schorzeń o podłożu genetycznym, nękających psy rasowe, wolno jest lekceważyć i ignorować! Faktem jest to, że wszyscy hodowcy Dogo Argentino doskonale zdają sobie sprawę, że jest to rasa, u której jednostronna głuchota, której nie można wykluczyć ”domowymi testami” (z dzwoneczkami i upuszczeniem garnków na podłogę), sieje największe spustoszenie. A problemem to, że jedynie garstka z ludzi dogo rozmnażających bada swoje psy i z programów hodowlanych eliminuje osobniki dotknięte kalectwem/kalectwami.

Kupowanie ”do hodowli”, niejednokrotnie za naprawdę poważne pieniądze (5 tysięcy złotych to sporo za psa), Dogów Argentyńskich, o których jakości słyszenia niczego się nie wie, jest tym samym co nabywanie ”dzieła sztuki” od jakiegoś ‚pana Czesia’, który ”przysięgał że to oryginalny Kossak”. Falsyfikaty mogą wyglądać jak oryginały, ale na aukcjach dzieł sztuki nie wystawia się przedmiotów, których autentyczność nie jest potwierdzona. Z tego samego powodu żaden poważny hodowca Dogów Argentyńskich, Dalmatyńczyków, Bulterierów, Catahoula Leopard Dog, etc., nie może używać w hodowli zwierząt, które nie posiadają certyfikatu poświadczającego, że są wolne od jednostronnej głuchoty, a tę pewność daje tylko wykonanie BAER test!

W związku z tym czego uczy skandaliczne zachowanie hodowców Dogo Canario/Presa Canario, należy przyjąć, że to już najwyższy czas wymagać od hodowców Dogów Argentyńskich nie tylko wyników BAER test rodziców szczeniąt, które są nam oferowane, ale także żądać od nich certyfikowanych wyników określających stan ich aparatu ruchu, czy rodzice szczeniąt są wolni od dysplazji, czy może ich wynik to w najgorszym przypadku B lub C- choć z punktu widzenia nabywcy kwalifikowanie przez lekarzy specjalistów wyniku C jako dysplazji, powinno dawać do myślenia.

Nie ma obowiązku być ”hodowcą rasowych psów”. Jeżeli wybiera się do hodowli rasę wybitnie trudną, a taką z wielu przyczyn jest Dogo Argentino, robi się to dobrowolnie. Nie masz przebadanego breeding stock? To co z ciebie za ”hodowca”? Jesteś pseuduchem najzwyczajniejszym w świecie! Tym bardziej obmierzłym, że chowasz się w strukturach Związku Kynologicznego w Polsce!

250 złotych za pewność, że psiak jest wolny od jednostronnej głuchoty i z czystym sumieniem możesz sprzedać go innemu hodowcy albo przekazać nabywcy, który będzie hodowcą chciał zostać w przyszłości? To bardzo niewiele. A zysk jest ogromny: reputacja uczciwego hodowcy. Hodowca Dogo Argentino może nowego posiadacza psa zapewnić o dwóch rzeczach; że w chwili, w której dochodzi do transakcji i/albo podpisania umowy pomiędzy hodowcą, a nowym właścicielem, pies normalnie słyszy i że jego rodzice także słyszą obustronnie i są wolni (co najmniej) od dysplazji -to ogromnie dużo. Hodowca Dogo Canario/Presa Canario ma ”łatwiej”: słyszące tylko na jedno ucho osobniki nie są zmorą w tej rasie, więc może po prostu zapewnić nowego posiadacza Dogo Kanaryjskiego, że rodzice szczenięcia są wolni od dysplazji, ale same zapewnienia nie wystarczą. Potrzebne są wyniki badań, które potwierdzają zapewnienia hodowców.

Edit:

Dodaję do tekstu treść będącą odpowiedzią na bardzo krótki komentarz jednej z czytelniczek:

Pani Ewelino dlaczego ”Jak zwykle WA”? Po pierwsze dokumenty, tj. wyniki badania psa, umowę jego zakupu i rodowód przesłała mi osoba będąca opiekunem psa. Zrobiła to, prosząc mnie, abym na blogu poruszyła temat tego, ‚jak nie należy kupować psa‚. Chciała przestrzec innych, potencjalnych przyszłych właścicieli, by nie emocjonowali się szczeniakami, ale trzeźwo myśleli, podpisując umowę. Ta osoba ZDECYDOWAŁA SIĘ opowiedzieć o swoim doświadczeniu osobom trzecim, aby inni mogli wyciągnąć wnioski z jej błędu. Tak się złożyło, że ten ktoś kupił psa z tej, a nie innej hodowli, czyli z hodowli spoza Związku Kynologicznego w Polsce, ale to nie jest tak, że wszyscy hodowcy prowadzący hodowle zarejestrowane w ZKwP są ideałami i że taka sama historia nie mogłaby się zdarzyć w hodowli działającej jako zarejestrowana w najstarszej polskiej organizacji kynologicznej. Nabywcy psów sądzą się ze Sprzedającymi z ZKwP, tylko o tym nie mówią publicznie, bo albo nie mają siły opisywać tego, jak zostali przez hodowcę potraktowani albo są zastraszani, albo po prostu NIE CHCĄ, dlatego nie czyta Pani o zbyt wielu takich przypadkach. Tematyka powyższego tekstu jasno pokazuje, że to nie jest tak, że hodowle zarejestrowane w Związku Kynologicznym w Polsce są w JAKIKOLWIEK SPOSÓB ”lepsze” od hodowli spoza ZKwP, np. z Stowarzyszenia Właścicieli Kotów i Psów Rasowych. Na przestrzeni ostatnich lat hodowcy zrzeszeni w ZKwP nie zrobili NIC, aby pozytywny wynik BAER test stał się kryterium niezbędnym przy uzyskiwaniu uprawnień hodowlanych dla psów ras genetycznie zagrożonych głuchotą. Powszechnie przyjęło się uważać, że ZKwP jest jakimś ”gwarantem jakości”, ale dysplastyczny skandal wybuchł w środowisku Dogo Canario/Presa Canario zarejestrowanych w ZKwP i to hodowcy rozmnażający psy pod egidą Związku Kynologicznego w Polsce zareagowali w sposób agresywny, bandycki wręcz na powstanie strony, która zwraca uwagę na to, jak poważnym, genetycznym schorzeniem jest dysplazja u psów trafiających do Nabywców i narażających ich na ogromne straty moralne i finansowe, a same zwierzęta na życie w kalectwie. Hodowcy zrzeszeni w Związku Kynologicznym w Polsce nie zrobili NIC, by badania w kierunku wykluczenia dysplazji stawów były kryterium niezbędnym przy uzyskiwaniu hodowlanych uprawnień dla psów, które rozmnażają. Najwyższy czas skończyć z mitem, że Związek Kynologiczny w Polsce jest w jakikolwiek sposób ”lepszy” od innych organizacji kynologicznych w naszym kraju. W końcu hodowcy spoza ZKwP działają w Stowarzyszeniach -legalnie działających, w ramach obowiązującego prawa- a wciąż są przez hodowców z ZKwP nazywani ”pseudohodowcami”. Pojęcia nie mam na jakiej podstawie, gdyż to ci, którzy nazywają ludzi rozmnażających psy poza strukturami ZKwP, ”pseudohodowcami”, w praktyce sami uprawiają praktyki pseudohodowlane. Podkreślam raz jeszcze: NIE MA ZNACZENIA w jakiej organizacji kynologicznej działa hodowca, LICZY SIĘ TYLKO DOBROSTAN ZWIERZĄT → KOMFORT ICH ŻYCIA. Żaden hodowca, który ŚWIADOMIE przyczynia się do powoływania kalekich zwierząt nie powinien zwierząt rozmnażać.

Ten komentarz dodam do tekstu jako ”rozwinięcie” i ”podsumowanie”, Pani komentarz do tekstu przekonał mnie, że jest to konieczne. Pozdrawiam

Edit: pamiętajcie o Aferze, suczce rasy Dogo Argentino, którą ”pani hodowczyni” ukryła przed przeglądem miotu, suczce, której nie zaczipowała i którą, zamiast uspić, przekazała fundacji, by ta znalazła jej właścicieli

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2013/11/26/adopcje-dogo-argentino-jaka-piekna-katastrofa/

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu oraz zdjęć bez zgody autora jest zabronione.

O SNUCIU POD PUBLICZKĘ OPOWIEŚCI O ”UŻYTKOWOŚCI” DOGO ARGENTINO, CZYLI POLOWANIE Z DOGIEM ARGENTYŃSKIM W POLSCE

SmallDislike

Opowieści dziwnej treści

Konsekwencja i jej brak w snuciu przez część polskich tzw hodowców Dogo Argentino, opowieści o potencjalnej (i podobno nie tylko) użytkowości ich psów jest (na swój sposób) fascynującą kwestią.

Niektórzy Hodowcy twierdzą, iż ”kładą nacisk na użytkowość argentynów”. Na ”utrzymywanie, zachowywanie i przekazywanie dalszym pokoleniom” tzw ”cech kluczowych dla rasy” i ”dla podtrzymywania jej pierwotnego przeznaczenia”. I że robią, to pomimo faktu, iż w Polsce, z Dogami Argentyńskimi w tradycyjnym dla tej rasy stylu (monteria) polować nie wolno. Pomimo, że w Polsce polować z psem/psami można jedynie w ramach przepisów obowiązującego u nas prawa, a te uniemożliwiają wykorzystywanie Dogów Argentyńskich do/w monterii. I Że robią to po to, by ich psy (gdyby [jakimś cudem] trafiły do rodzimej Argentyny) wciąż ”mogły wykazać się cechami niczym nieustępującymi rdzennie argentyńskim Argentynom”.

Serio?

Kiedy czytamy komentarze pod zdjęciami; na forach internetowych, na grupach i w publicznej części facebook’owych profilów (tzw) hodowców i niektórych nadgorliwych nabywców, możemy wyłapać rzucone ”mimochodem” uwagi na temat cech, które (podobno) ”możemy zaobserwować” u ich psów (psów widocznych na zdjęciach). Teksty te służą praktycznie tylko do podtrzymywania kitów o ”zgodności z wzorcem” i ”oku” hodowcy, który zostawił sobie takie właśnie ”wybitne” psy do hodowli. No i czasem też możemy przeczytać nieśmiało przemycony komentarz na temat tego, kto i gdzie ”sprawdzał” swoje psy… W większości przypadków, w rzeczywistości chodzi o sytuacje, w których podczas spaceru pies ”urwał się” i pobiegł za dzikiem w las… Potem do takiej przygody dorabia się całe zaplecze ”o tym, jak to się miało okazję przekonać, o ‚zachowaniu cech typowych dla rasy’, u swojego psa”… W końcu dziś Facebook czy forum internetowe, są jak papier i przyjmują wszystko.

Podobno 

Osoby, które w Polsce ”polują” ze swoimi Dogami Argentyńskimi (o ile naprawę to robią), nie wypisują głupot na forach. I przede wszystkim, podobno polują z tymi Dogo Argentino tak, jak poluje się z wyżłami czy posokowcami… Czyli, że biały ”podejmuje ślad i tropi”… Że taki argentyn idzie górnym wiatrem albo (od zestrzału) po farbie/za posoką a potem… odpuszcza. I nie robi tego, czego należałoby się po nim spodziewać w związku z tym, że to Dogo Argentino… … … Pozostaje wierzyć, że o ile naprawdę mamy w Polsce takich myśliwych, to są to jakieś wybitne jednostki, którym naprawdę udało się tak ułożyć ich psa/psy, że nie uderza/ją w zwierzynę, gdy mają ją do niej dostęp i mają ją ”na widelcu”, tylko odpuszczają i czekają aż myśliwy zwierzynę ustrzeli… Że te Dogi Argentyńskie, jak to się mówi ”nie mają kontaktu” ze zwierzyną… (Tego ”kontaktu”, który tak podnieca różnych ziutków, oglądających na YT filmiki z dogo ”w akcji”.) Nie wierzę w to. Ale o tym wątku ”użytkowości”, kiedy indziej. Teraz zajmijmy się ”użytkowością” od strony anatomii.

”Forum pierwszego kontaktu”

Na takim właśnie, kiedyś popularnym, jako ”forum pierwszego kontaktu” dla osób zainteresowanych Dogo Argentino, forum, które ostatnio zmieniło nazwę, prowadzone były jakiś czas temu, mocno przeintelektualizowane wywody na temat braków w uzębieniu, które zdaniem forumowych gwiazd tamtego czasu, były/są ”zamachem na użytkowość” Doga Argentyńskiego i z tego powodu ”Psy z brakami (w uzębieniu) powinny być usuwane z programów hodowlanych”*. Było to o tyle śmieszne, że przy ”klasie” prezentowanych tam psów, ich tzw ”typowości” itd., osoby robiące ”skandal” z braków w uzębieniu, powinny wziąć buzię w ciup i w ogóle się nie odzywać. Braki w uzębieniu, dyskutowane jako ”zbrodnia przeciw użytkowości”, gdy forum roi się od zachwytów nad osobnikami anatomicznie słabymi, niekiedy obciążonymi wręcz ”walącymi po oczach” wadami, psami, których dodatkowo ani jakość słyszenia nie jest znana, ani wyniki RTG, (przynajmniej) stawów biodrowych i łokciowych, a które mają uprawnienia hodowlane i są rozmnażane, to farsa. Gdyby powtarzające się (o podłożu recesywnym) braki w uzębieniu, miały być największym problemem Dogo Argentino, dogo-świat byłby piękny. Dodajmy, że gdyby te braki miały być powodem do dyskwalifikacji zwierzęcia, jako osobnika ”niewartego użycia w programach hodowlanych”, mogłoby okazać się, że się połowa psów prezentowanych na tamtym forum, nie powinna się urodzić albo być rozmnażana… ”Najstarsi górale” 😉 związani z początkami hodowli argentynów w Polsce, pamiętają (i wciąż mają) zdjęcia najmocniej lansowanych na tamtym forum, szczerbatych założycieli linii…

Tak więc, traktowany wybiórczo i nachalnie lansowany swego czasu, temat ”braków w uzębieniu”, to jedyny wątek związany z anatomią, która nierozerwalnie łączącą się ze zdolnością do użytkowości danego zwierzęcia, jaki kiedyś ”na serio” podjęto publicznie w odniesieniu do Dogo Argentino urodzonych w Polsce, na tamtym bardzo specyficznym forum… Niestety merytoryczne, wartościowe dyskusje o anatomii to temat poruszany tam z największą niechęcią. W istocie ”anatomia” białych, to temat w ogóle nieporuszany…

Najpopularniejsi, dzięki kitom z for a dziś i fejsbuka, tzw hodowcy, nie chcą albo wręcz nie są w stanie (nie umieją, mają oczy, ale nie widzą i po prostu brak im wiedzy) patrzeć na Dogo Argentino jako ”zagadnienie” w sposób całościowy. W tych swoich publicznych ”wywodach”, które zdarzają im się dla ”podlansowania się” w oczach potencjalnych klientów (nabywców szczeniaków) nie łączą z sobą wszystkich aspektów, które muszą się wzajemnie uzupełniać, by decydować o tym, w naszych polskich warunkach CZYSTO TEORETYCZNIE, czy dane zwierzę w istocie byłoby zdolne do polowania w argentyńskim stylu… Właściwie to do jakiegokolwiek polowania w ogóle, nawet tylko takiego w stylu ”staropolskim”…

Drodzy czytelnicy, wystarczy odrobina inteligencji, by wiedzieć, że to nie brak jakiegoś zęba* zdecyduje o tym, czy jakiemuś Dogo Argentino uda się zwierzynę;

dogonić (poprawna budowa ciała w części odpowiadającej za napęd; solidny kościec, umięśnienie, kątowanie, budowa łapy i wydolność układu oddechowego; głęboka klatka piersiowa, w której płuca i serce mają dość miejsca, prawidłowa budowa czaszki),

pochwycić (odwaga, wrodzony instynkt, prawidłowa budowa czaszki; szczęk, siła, którą dają prawidłowa budowa całego ciała i trening, bo TYLKO ORGANIZM PSA, KTÓRY JEST  W   FORMIE (I JEST NAUCZONY  J A K  POLOWAĆ), JEST W STANIE SPROSTAĆ OGROMNEMU WYSIŁKOWI JAKIM JEST  P O L O W A N I E),

utrzymać (budowa, siła, trening, poprawny chwyt; właściwy zgryz i ROZMIESZCZENIE ZĘBÓW** i krótkie fafle, pozwalające na swobodne oddychanie psu trzymającemu zwierzynę).

Wiele czynników decyduje o zdolności lub jej braku do sprostania wyzwaniu, jakim jest ta czysto teoretyczna monteria, do której to niby mają być zdolne ”wszystkie” rodzące się w Polsce Dogi Argentyńskie. Doprecyzuję, że mam na myśli Dogo Argentino urodzone w hodowlach zarejestrowanych w stowarzyszeniu Związek Kynologiczny w Polsce. Inne twory i stowarzyszenia, w których rozmnaża się psy tej rasy/”w typie rasy”, na tę chwilę nie dają wiarygodnych podstaw do traktowania ich jako alternatywy. Nad czym, podkreślam, że ubolewam, gdyż mierżą mnie buta i arogancja znaczącej części członków ZKwP, uznających, że sam fakt przynależności do Związku Kynologicznego w Polsce czyni z nich święte krowy, nawet gdy dopuszczają się praktyk pseudohodowlanych. Brzydzą mnie też praktyki osłabiające i ograniczające, konkurencję, praktyki monopolistyczne, których dopuszczają się niektórzy członkowie ZKwP, obnażając przy tym swój brak zrozumienia zasad konkurencji i wolnego rynku. Zaciekłe, niejednokrotnie pozbawione podstaw a czasem dające wrażenie obłąkańczego, bronienie i tak już dominującej pozycji ZKwP, tego monopolu Związku Kynologicznego w Polsce, przez tzw kynologów, będących członkami tego stowarzyszenia, jest działaniem szkodliwym dla polskiego rynku kynologicznego. Miejmy nadzieję na zmiany w najbliższej przyszłości. Być może osoby zajmujące się rozmnażaniem psów tej (i nie tylko) rasy w strukturach innych niż ZkwP, zasłużą na nasze zaufanie? W przypadku argentynów z pewnością pomogłoby w tym bezwzględne, obligatoryjnie narzucone (w regulaminie danego stowarzyszenia) jako element kwalifikacji hodowlanej, przeprowadzanie badań w kierunku wykluczenia jednostronnej głuchoty (BAER TEST), wad aparatu ruchu (min. RTG) oraz serca u osobników używanych do rozrodu. Oraz testy psychiczne z prawdziwego zdarzenia… Gdyż z punktu widzenia tzw konsumenta, potencjalnego nabywcy psa, właśnie certyfikowane wyniki badań znacząco podnoszą zaufanie do producenta danego towaru. (W tym przypadku hodowcy rasowego psa i jego ”produktu”, którym jest dziś pies -hodowla rasowych psów nazywana jest ”amatorską”, ale członkowie ZKwP też sprzedają psy nabywcom za określone i wcale niemałe kwoty). Jest to coś, czym inne stowarzyszenia zrzeszające osoby rozmnażające psy rasowe, mogą o klientów zawalczyć. I coś, czego wciąż nie rozumieją w strukturach ZKwP. (O tym jak i to niestety w przytłaczającej większości przypadków, członkowie ZKwP, tzw hodowcy, reagują na samo tylko upublicznienie przez nabywcę pieska, informacji, że ”psiak z hodowli X cierpi na schorzenie Y” można przekonać się śledząc to, co dzieje się na fejsbukowych grupach o tematyce kynologicznej…) Pozostaje także nie tracić nadziei, że ograniczeni umysłowo członkowie ZKwP kiedyś pojmą, że ograniczanie dostępu do rynku osobom, które chcą psy hodować, ale oczekują wyższych niż obowiązujące w ZKwP standardy (np. obowiązkowe badania DNA potwierdzające treść rodowodów), ograniczanie poprzez min. tzw czarny PR, nie robi z nich ”prawdziwych hodowców” ani ”uczciwych ludzi” a z tych, których oczerniają ”pseuduchów”. Konkurencja jest zjawiskiem pożądanym, gdyż prowadzi do poprawy jakości towarów i usług, a także zakresu ich wyboru. Przeciwdziałanie kształtowaniu się warunków niezbędnych do powstania i/lub rozwoju konkurencji, poprzez np. działania dyskredytujące potencjalnych nabywców, co do których choćby jeden tylko członek ZKwP podejrzewa, że być może zechcą danego psa z rodowodem ZKwP/FCI, użyć do hodowli pod szyldem stowarzyszenia innego niż ”jedynie słuszny Związek Kynologiczny w Polsce”, narzucanie ”podejrzanym” uciążliwych warunków umów, pokazują jak poważny jest problem. Kiedy jakiś ‚byt’ ma monopol, nie jest istotne jak ten ‚byt’ funkcjonuje. W świecie kynologicznym jeśli standardowo np. odmawia się sprzedaży szczeniąt osobom, które są zarejestrowane w stowarzyszeniu hodowców, w którego regulaminie wpisane są jako element kwalifikacji hodowlanej np. badania wykluczające dysplazję dla wszystkich używanych w programach hodowlanych osobników i/lub obowiązkowe testy DNA potwierdzające zawartość rodowodów, nazywając przy tym tych odrzuconych klientów/ niedoszłych nabywców pseudohodowcami, uniemożliwia się takim osobom nie tylko pozyskanie psów o tzw udokumentowanym pochodzeniu (którym tak się wszyscy w ZKwP szczycą…), ale zamyka się im możliwość działania poza strukturami ZKwP, które ciągle ucieka od wymogów badań… Wróćmy do czynników decydujących o zdolności (lub jej braku) do sprostania wyzwaniu jakim jest ta, w polskich warunkach czysto teoretyczna monteria i skupmy się po prostu na sprawności Doga Argentyńskiego.

Sprawny Dogo Argentino

To zaczyna się od sposobu sprawowania opieki nad szczenięciem. To, jak będziemy o psa dbać my, jak hodowca dba o jego rodziców, decyduje o prawidłowym (bądź nie) rozwoju kośćca i masy mięśniowej. Właściwe, mądre, dostosowane do potrzeb tej konkretnej rasy żywienie jest niezbędne. Niedożywiony/źle żywiony szczeniak/młody pies nie rozwinie się w optymalny do wymagań, sposób. I nie będzie zdolny do monterii w tej nawet czysto teoretycznej wersji.

Stąd wzorzec rasy przewiduje wzrost minimalny, oraz jego górną granicę. Osobniki o cechach gigantyzmu czyli wzroście powyżej 68 cm, który wciąż traktowany jest jeszcze jako górna granica dla samca rasy Dogo Argentino, choć Argentyński Klub Rasy obniżył tę granicę i wymaga, by samce nie przekraczały wzrostu 65 cm w kłębie, jest niedopuszczalny szczególnie u suk, które nie powinny przekraczać 65 cm, a jak wymaga Argentyna 64 cm w kłębie.

Drodzy czytelnicy, pamiętajcie, Dogo Argentino to nie koń, nawet nie kucyk. Dogo Argentino to pies, jedyny na świecie myśliwski molos rasy dosłownie zaprojektowanej, począwszy od wizji twórcy, do uzyskania przez niego optymalnego efektu. Nie tolerujmy niszczenia tego skończonego dzieła przez partaczy mających pomysły na ”poprawianie” cech, które zostały szczegółowo i jasno opisane, zdefiniowane przez wzorzec rasy Argentyńskiego Klubu Dogo Argentino. Pamiętajmy, dr. Jose Luis Forlla sam robi wyjątki tylko dla egzemplarzy wybitnych (Jeżeli ktoś ma wątpliwości, niech sprawdzi znaczenie słowa ”wybitny” w słowniku) i że czyni to, jako człowiek postrzegający tę wybitność w szerszej, powiązanej z monterią, perspektywie: http://dogoargentinoclub.pl/info/wzorzec/uwagi-na-temat-wysokosci/. Przypomnijcie sobie o powyższych faktach, kiedy następnym razem rzuci się wam gdzieś w necie w oczy połączenie wyrazów ”dogo” i ”użytkowość”. I pamiętajcie o tym odwiedzając wystawy psów rasowych, oglądając fotki ”championów” na stronach hodowli itp. Nie dajcie sobie wciskać kitów. Nauczcie się patrzeć i łączyć fakty. Zdolność do ”sprawdzenia się podczas polowania na grubą zwierzynę”, do polowania w klasycznym, przypisanym do tej rasy stylu, jest możliwa tylko u zwierząt posiadających jak najmniejszą liczbę wad anatomicznych. Każdy błąd anatomii obniża wydolność organizmu i wpływa niekorzystnie na użytkowość psa. Do tego dane zwierzę musi mieć instynkt i odwagę, czyli cechy psychiczne. Hodowca i/lub właściciel, który twierdzi, że jego pies byłby w stanie sprostać polowaniu na grubego zwierza w stylu przypisanemu tej rasie, sam także musi spełnić określone kryteria. Argentyn nie jest psem dla ludzi nieaktywnych i/albo rozchwianych psychicznie, niebędących w stanie być dla psa tej rasy przewodnikiem na co dzień i partnerem podczas treningu. A obie te rzeczy są niezbędne psom niezależnie od rasy, ale w przypadku białych są konieczne dla zachowania równowagi psychicznej psa oraz zapewnienia bezpieczeństwa otoczeniu, w którym ten przebywa. Hodowca/właściciel, który sprawia wrażenie, że nie jest/nie byłby w stanie zapewnić psu odpowiedniej ilości ruchu i treningu, nie jest/nie będzie w stanie zapewnić mu odpowiedniej ilości ruchu i jakości treningu. (To samo tyczy się nabywców szczeniąt.). Kiedy hodowca/właściciel wygląda jak ktoś, kto bardzo lubi jeść, ale najwyraźniej ma problem ze spalaniem kalorii to nie jest ktoś, kto trenuje z argentynem. Niektórym wydaje się, że można puścić psa luzem, jechać samochodem obok niego i to wystarczy. Nie. Nie wystarczy. Może to może być ”uzupełnienie”, ale na pewno nie ”podstawa” i jedyna forma ”treningu”. Przy białych sylwetkę utrzymuje się bez większych wyrzeczeń. Z argentynem się nie tyje.

I chociaż nie wszyscy Argentyńczycy polujący ze swoimi psami są ”fit”, to pamiętajmy, polscy hodowcy muszą starać się kilka razy bardziej, bo w Polsce nie można ”puścić dogo” za dziką zwierzyną, której na koniec wbija się nóż w serce. (Na marginesie, kto z tych posiadających psy ”mogące konkurować” z argentyńskimi, hiszpańskimi czy na przykład francuskimi, byłby w stanie sprostać im, jako ich prawdziwy partner?  (To pytanie retoryczne.) Dlatego polscy posiadacze DA muszą wymyślać swoim psom inne rozrywki. A pierwszym dowodem na to wymyślanie rozrywek jest forma lub chociaż brak zadyszki u hodowcy/właściciela psa po minimalnym wysiłku fizycznym.

Na koniec, jeżeli hodowca sprawia na was wrażenie powodujące, że za najwłaściwsze uznajecie, że najkorzystniej byłoby dla niego, żeby pogadał z kimś takim, jak Cesar Millan albo inny trener personalny, który pomoże mu uzyskać stan calm assertive energy (wskazówki CM, dotyczące formy psychicznej są nie do przecenienia), nie kupujcie od niego szczeniaka. Taki ktoś sam potrzebuje pomocy, nie liczcie więc, że w przyszłości, kiedy natraficie na pierwsze wychowawcze problemy ze swoim dogo, ten ktoś pomoże wam, udzielając rzeczowych wychowawczych wskazówek…

Zuza Petrykowska

*Nie wolno kojarzyć z sobą osobników, u których powtarzają się wady

** Braki w uzębieniu mają znaczenie, kiedy przychodzi do chwytania

fot. http://www.proairsoftsupplies.co.uk/acatalog/3d_pvc_facebook_dislike_finger.html

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu oraz zdjęć bez zgody autora jest zabronione. 

www.facebook.com/zuzpasjaodogoargentino