Archiwa tagu: najlepsza hodowla

SPOTKANIE PEŁNOMOCNIKA MINISTRA ROLNICTWA I ROZWOJU WSI Z PRZEDSTAWICIELAMI ZWIĄZKÓW KYNOLOGICZNYCH I FENOLOGICZNYCH – KOMENTARZ. ORAZ ”RASOWOŚĆ PSA RASOWEGO” – CO PAMIĘTAJĄ I O CZYM WIEDZĄ ”NAJSTARSI GÓRALE”, A O CZYM POJĘCIA NIE MAJĄ ZATRUTE PROPAGANDĄ ŻÓŁTODZIOBY, CZYLI ”OSTATNI Z MIOTU NIE DOSTAJE METRYKI” ORAZ MIĘDZYNARODOWE FEDERACJE KYNOLOGICZNE

Dzisiejszy wpis zamieszczam jako uzupełnienie do trzeciej części komentarza, czyli tekstu ”KLUCZOWE OBSZARY ‚NIEPRAWIDŁOWOŚCI’ W POLSKIEJ KYNOLOGII – ŹRÓDŁO PATOLOGII, NA KTÓREJ ŻERUJĄ PATO.PSEUDO.EKO.FUNDACJE ORAZ PSEUDO.HODOWCY. TRZECIA CZĘŚĆ KOMENTARZA ODNOŚNIE PROPOZYCJI PARLAMENTARNEGO ZESPOŁU DS. OCHRONY ZWIERZĄT, PRAW WŁAŚCICIELI ZWIERZĄT ORAZ ROZWOJU POLSKIEGO ROLNICTWA”, który na blogu ukaże się w ciągu kilku dni. Tekst, który w tej chwili czytasz jest także, jak zaznaczyłam w tytule komentarzem do tego, co powiedziane zostało 29 lipca bieżącego roku podczas Spotkania Pełnomocnika Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z przedstawicielami związków kynologicznych i felinologicznych.

[https://www.facebook.com/UniaFelinologiiPolskiej/videos/2731887430427127/?epa=SEARCH_BOX]

Słabo

W całym tym trwającym blisko dwie godziny potoku słów nie ma nic o konsumentach towaru pies rasowyani słowa o nabywcach rasowych psów i ich konsumenckich prawach. Można odnieść wrażenie, że tzw hodowcy pieski robią dla siebie i w pewnym momencie po prostu ustawiają je wypchane na półkach niczym eksponaty w muzeum. Dziwne tylko, że na spotkaniu nie padło także ani jedno słowo o taksydermistach.

Strasznie fajne jest też to, że na tym spotkaniu wszyscy najbardziej martwili się o zwierzęta bezpańskie, ze schronisk, kundelki rozmnażane na wsiach itd. Ale nie było ani słowa o wprowadzeniu wymogu dla hodowców: wymogu zaprzestania znęcania się nad zwierzętami poprzez rozmnażanie osobników kalekich, obciążonych genetycznie, a jest to forma znęcania się wyjątkowo perfidna i obrzydliwa, gdyż cierpienie zwierząt planowo/z rozmysłem i w celach zarobkowych powoływanych do życia, rozłożone jest w czasie na całe ich życie, oraz przenoszone jest na potomstwo osobników niepełnosprawnych, ich potomstwo itd.

Kluczowe ”ale” do wypowiedzi uczestników spotkania

Identyfikacja psa rasowego zaczyna się od badania DNA. Dopiero potem jest czip. Czip wprowadza lekarz weterynarii (lub nawet sam hodowca) na ”słowo honoru” hodowcy, że osobnik Xx to faktycznie jest osobnik Xx a nie np. Xy albo Yx czy Yy… Wszyscy wiemy o dokrywaniu suk drugim repem, żeby krycie na pewno nie było puste, o podkładaniu szczeniąt albo nawet całych miotów. Profil DNA to coś takiego jak numer podwozia, IMEI i ma kluczowe znaczenie (także, gdy zaczynamy mówić o prawach konsumenta.) (Szokujące, że o DNA jako identyfikacji osobnika mówi tylko jedna pani, której udało się uwagi o lewiznach w rodowodach wtrącić na około 6 minut przez zakończeniem spotkania.)

W legislacjach o rasach uznanych za agresywne/niebezpieczne nie chodzi o częstotliwość pogryzień, ale skutki tych pogryzień i dlatego psy określonych ras i typów w krajach, w których powyższy fakt jest rozumiany, traktowane są jak broń. Atak ”nieupilnowanego” psa rasy Dogo Argentino na człowieka ma skutki daleko inne od ataku Labradora, czy kundla gabarytów Foxterriera. Przepisy dotyczące ras agresywnych/niebezpiecznych w Polsce – jak w innych krajach – powinny odnosić się do specyfiki ras i typów, tego jak wielką krzywdę celowi ataku pies danej rasy lub typu może wyrządzić. Dogo Argentino jest SPECYFICZNĄ I WYMAGAJĄCĄ od człowieka rasą. W pewnych okolicznościach te psy mogą być zwierzętami bardzo niebezpiecznymi, wynika to z korzeni rasy (jej genetycznej bazy), powodu jej powstania i użytkowego przeznaczenia psów tej rasy. A co za tym idzie jest niezwykle ważne, by rozumieć, że gdy dogo uderzają w swój >cel< ich szczęki dopadają zwykle podstawy ucha i gdy już pochwycą swoją >zdobycz<, przytrzymują ją, kontrolując jej głowę. Tak właśnie było przypadku ataku, który miał miejsce w USA 21 czerwca 2018 roku i skutkował śmiercią kobiety, właścicielki atakującego psa. Dogo nie ”kąsają” i nie robią tego ”byle gdzie”, gdy atakują. Tak więc psy ras ”podwyższonego ryzyka”, jak Dogo Argentino, Fila Brasileiro, American Pitbull Terrier etc. powinny zostać zaklasyfikowane jako potencjalnie wysoce niebezpieczne. To nie są żarty, gdy atakuje np. dogosprawdź .

Potencjalnie niebezpieczne są wszystkie psy, szczególnie te z grupy II wg klasyfikacji (”jedynie słusznej”) FCI, które cięższe są od swoich właścicieli. Znamy sytuacje, choćby z wystaw albo nawet nagrania z kynologicznych grup fejsbuka prezentujące pańcie ważące +/- 50 kg, które fruwają po ringach za swoimi np. Owczarkami Środkowoazjatyckimi, gdy należące do nich pieski zdenerwują się na innego pieska. Z drugiej strony ciężar posiadacza psa nie jest różnoznaczny z posiadaniem przez niego siły fizycznej niezbędnej dla utrzymania ważącego 70 kg molosa, który ma ochotę eksterminować innego psa. Właściciel, który w publiczną przestrzeń wprowadza wielkiego psa, którego FIZYCZNIE nie jest w stanie ”kontrolować”, choćby ”zapierając się” i będąc w stanie utrzymać smycz z szarpiącym się olbrzymem, stanowi zagrożenie dla otoczenia. Tak więc min. CAO (Owczarki Środkowoazajtyckie) są potencjalnie niebezpieczną rasą, szczególnie w rękach kruchych kobietek i drobniutkich facecików. (Drodzy państwo nie opowiadajcie głupot a’la lista ras niebezpiecznych/agresywnych nie ma sensu i jest niepotrzebna”. Nie czarujcie, bo słabo wam idzie.)

Hodowcy są zaklasyfikowani jako amatorzy – dobrze, skoro nie posiadają żadnego kierunkowego przygotowania do produkcji psów, ale i tak trzepią mioty – ale wszyscy, którzy ich ”obsługują”, włączając w to członków uprawnionych do kontroli organizacji zewnętrznych, mają być profesjonalistami. Przedstawiciel ZKwP stwierdza (około 72-3 minuty spotkania): ”To musi być poważne przygotowanie do, nazwijmy to zawodu, nowego zawodu, który nas czeka, w tym kraju. Nowego zawodu na liście zawodów”. Świetnie. A czy na listę zawodów moglibyśmy też wreszcie wpisać producentów psów rasowych, handlarzy psami rasowymi? Wprowadzić wymóg kierunkowego przygotowania do produkcji psów w postaci EDUKACJI WYŻSZEJ, np. studiów z zakresu biologii, genetyki? Normalnie ich opodatkować, sprawić by ci nieuczciwi wobec nabywców psów i samych zwierząt ponosili odpowiedzialność i tracili prawo do prowadzenia swojego hodowlanego biznesu? Czy to jednak zbyt dużo dla ”hobbystów” żyjących ze sprzedaży psów i kasę za sprzedawane psy inkasujących w ramach ”hobby”?

Urzekło mnie także stwierdzenie przedstawiciela ZKwP, iż Związek Kynologiczny w Polsce nie ma tego typu problemów jakie tu były poruszone przez przedmówców pana przedstawiciela ZKwP. Jasne… ZKwP to kompletnie inny leWel. Są na etapie wprowadzania czipów u wszystkich psów zarejestrowanych w ZKwP (”jest propozycja”, u nich, w ZkwP), bo na razie mają jeszcze tatuaż i czipowanie… Definitywnie, afera dwuzarządowości to coś, co obce jest innym organizacjom kynologicznym. Wielka szkoda, że przy okazji ”rozmówek” o tym, że związki kynologiczne mogą same się kontrolować, nikt nie poruszył tematu 3 milionów złotych i korzeni afery dwuzarządowości… Natomiast zgadzam się, że dla psów chętnych hodowców tatuaże wciąż powinny być wykonywane, gdyż często czytelny tatuaż pozwala dość szybko ustalić właściciela zagubionego psa albo też ”namierzyć” hodowcę psa, który nie miał szczęścia co do właściciela.

Co do innych międzynarodowych federacji kynologicznych, ZKwP po prostu chyba nie chce wejść w porozumienie z innymi organizacjami kynologicznymi w Polsce. Stowarzyszenie ZKwP ukształtowało się w czasach komuny, konkretnie stalinizmu, w 1948 roku i czasach komuny nie miało żadnej konkurencji, wtedy też weszło do FCI. Dzięki faktowi przynależności do FCI oraz dlatego, że w Polsce nie mieli żadnej konkurencji zdobyli pozycję, której zaciekle dziś bronią. Należy wyraźnie podkreślić, że FCI jest federacją, która w większości przypadków zrzesza po jednej organizacji/federacji z danego kraju, która to federacja/organizacja zrzesza stowarzyszenia/kluby/organizacje hodowców psów wzajemnie się w tym kraju uznające i z sobą współpracujące. Polska jest więc dosyć wyjątkowym przypadkiem, gdyż w naszym kraju chodzi konkretnie o jedno stowarzyszenie: o ZKwP, a nie o dowolną liczbę stowarzyszeń/organizacji/klubów, które należą do federacji i się nawzajem uznają, i z sobą współpracują. W innych krajach zastrzeżenie dotyczące tylko jednej organizacji członkowskiej z danego kraju dotyczy przynależności do FCI Jednej Federacji Zrzeszającej Stowarzyszenia/Organizacje Wzajemnie Się Uznające i z Sobą Współpracujące w danym kraju. Gdy o ZKwP chodzi mamy więc chyba przypadek czegoś w rodzaju postawy ”Jesteśmy duzi i dobrze na z tym, nie mamy ochoty nikogo dopuścić do …tortu i się tym tortem dzielić”, hm?

Pozostałe uwagi

Uwaga do wypowiedzi gospodarza spotkania (ok połowy 23 minuty), gdy pan Pełnomocnik mówi o pomyśle/planie zgodnie z którym za obowiązek czipowania odpowiedzialna ma być Izba Weterynaryjna → lekarz weterynarii będzie miał obowiązek sprawdzenia czipa podczas szczepienia przeciwko wściekliźnie, a w przypadku braku czipa, zaczipowania zwierzęcia i przekazania jego danych do bazy roboczo aktualnie zwanej ”czip.gov.pl.”. Super! Byle by ujednolicony był typ/system czipów, które są czytelne dla wszystkich (internacjonalnie) zczytujących dane. Ale: czy można by też wreszcie wprowadzić obowiązek zgłaszania przez weterynarzy faktu okaleczania rasowych psów chirurgicznymi zabiegami o podłożu estetycznym prokuraturze? Ustawa o ochronie zwierząt cięcia uszu i ogonów psom z powodu widzi mi się ich właścicieli zabrania w Polsce od ponad 20 lat. Weterynarz obowiązkowo zgłaszający nadużycia wobec zwierzęcia to byłaby naturalna konsekwencja owiązującego zakazu, logicznie wynikająca z UoOZ: jeśli wet przyjeżdża do hodowli ZKwP (które to stowarzyszenie zupełnie otwarcie organizuje specjalne przeglądy hodowlane min. dla psów z celowo ciętymi uszami i/lub ogonami, jako psów z ”wadami nabytymi”) i widzi okaleczone kopiowaniem szczeniaki, podrostki lub osobniki dorosłe, powinien zgłosić ten fakt służbom, które uprawnione są do weryfikacji dokumentacji znajdującej się w posiadaniu tzw hodowcy. ”Nie ma dokumentów”? ”Nie można ustalić kto psy okaleczył”? → ”hodowca” traci prawo/licencję do rozmnażania psów, wypada, zostaje skreślony z krajowego rejestru legalnych producentów psów. Na tę chwilę weterynarze nie mają obowiązku zgłaszania, że niektórzy ich klienci notorycznie poddają swoje psy, tj. szczenięta z poszczególnych miotów zabiegom okaleczania, których w Polsce ustawa o ochronie zwierząt zakazuje od 1997 roku, a od roku 2012 zakazuje ich w szczególności.

Pomysł obowiązkowej kastracji psów i suk, które nie są wykorzystywane do hodowli – o tym, które są wykorzystywane a które nie może (i ma) zadecydować właściciel (szacun za uwzględnienie praw obywatelskich), ale: zbyt dużą tu mamy uznaniowość, to się nie powiedzie i żeby o tym wiedzieć wystarczy zagłębić się w temat, tj. odnieść się do rzeczywistości made in ZKwP: hodowcy psów rozmnażają wszystko jak leci, odpady hodowlane nagminnie zostają championami a w efekcie sukami hodowlanymi i reproduktorami – co rusz te wątki poruszane są także na forach fejsbuka przez samych hodowców narzekających na fejsbukowych grupach ZKwP, że sędziowie kynologiczni przyznają uprawnienia wszystkiemu co ma łeb i cztery łapy.

Dalej: podatki w świecie hodowców psów są żenująco niskie – tu kłaniają się działy specjalne produkcji rolnej. Dlaczego więc, ktoś, kto hodowcą nie jest i nie zamierza nim być, nie posiada też psa rasy uznawanej za agresywną, ma mieć obowiązek opłacenia podatku, zapewne odczuwalnie wyższego niż podatek za prowadzenie hodowli (około 10 zł rocznie) i podatek od jednej zaliczkowanej sztuki hodowlanej (około 47 zł rocznie), ponieważ nie zdecydował się wykastrować swojego samca, którego zakupił z uwagi na behawioralne oraz fizyczne walory rasy przewidywane przez jej wzorzec u typowego osobnika dorosłego płci męskiej, z przeznaczeniem do wykorzystywania tego psa w obronie?

By ograniczyć produkcję psów rasowych i nierasowych wystarczą surowe, bardzo wysokie i egzekwowane kary za rozmnażanie zwierząt, które; nie posiadają certyfikatu DNA potwierdzającego treść rodowodu/zapis w księdze hodowlanej, wstępnej czy jakiejkolwiek innej; których właściciele nie są zrzeszeni w żadnej organizacji producentów psów rasowych i nie są zarejestrowani jako hodowcy w państwowej bazie danych, niezależnej od baz poszczególnych organizacji kynologicznych. Każdy miot powinien być zarejestrowany w państwowej bazie danych, czymś na kształt ”informacji o ogólnej populacji psów”, która to baza powinna działać niezależnie od baz danych poszczególnych organizacji kynologicznych. Szczególnie rasy agresywne (ich populacja) muszą być monitorowane przez państwo, a nie jedynie prywatne organizacje. Tak likwiduje się czarny rynek produkcji psów. Obowiązkowa kastracja nie zawsze jest dobrym rozwiązaniem, z układem hormonalnym nie ma żartów, czy chodzi o nieodwracalną kastrację czy też odwracalną sterylizację – są opracowania wyników badań traktujących o tej kwestii i warto wziąć je pod uwagę.

Używanie słowa ”rolnik” przez pana Pełnomocnika, gdy mówi o hodowcach, sugeruje, że wszyscy producenci/hodowcy rasowych psów są ”rolnikami”, co jest absolutną nieprawdą – tzw rozliczanie hodowli w ramach działów specjalnych produkcji rolnej nie czyni rolnikiem. Psy ”hodują” w blokach, w centrach dużych miast często osoby zawodowo zajmujące się malowaniem paznokci i z rolnictwem niemające nic wspólnego.

Uwaga do około 26 minuty, gdy jeden z gości spotkania informuje, ze wszystkie kluby czipują swoje szczeniaki, pan pełnomocnik mówi ”nieprawda”. ”Nieprawda, bo są jeszcze tatuaże.” – no i tak to właśnie jest, gdy ”informacje” o metodach prowadzenia stowarzyszenia kynologicznego czerpie z mentalnie tkwiącego w PRLu ZKwP.

Pytanie o wytyczne dotyczące certyfikacji organizacji kynologicznych jest ciekawe. Pan Pełnomocnik nie widzi w tej roli państwowej instytucji o funkcji kontrolno-nadzorczej – wielka szkoda – ale same, poszczególne organizacje. Pan Pełnomocnik stawia na ”samodzielność” poszczególnych organizacji – w ZKwP to nie wyszło. Dla mnie za blisko w tym do postulatu producentów zwierząt futerkowych, którzy twierdzą, że żadne organizacje zewnętrzne nie muszą ich kontrolować, bo najlepiej to oni sami siebie kontrolują. Powinny istnieć jasne, odgórne wytyczne dla wszystkich organizacji producentów psów, bo to jest jedyna droga do wprowadzenia min. wymogu standardu jakości produkowanych psów. Standardu jakości, który przede wszystkim na celu ma wyeliminowanie z tzw programów hodowlanych osobników obciążonych wadami funkcjonalnymi, osobników obciążonych genetycznie; wadami aparatu ruchu (np. dysplazją), serca, nerek, psy głuche etc. Producentom psów ograniczenia np. w postaci; wymogu wprowadzenia nakazu wykonywania RTG stawów wszystkim osobnikom, które mają zostać rodzicami szczeniąt i eliminowania z programów osobników obciążonych dysplazją np. większą niż B, w przypadku stawów biodrowych; BAER test, by wykluczyć osobniki jednostronnie głuche u ras predysponowanych do wystąpienia głuchoty o podłożu genetycznym (umaszczenie z białymi znaczeniami i merle); badań serca etc., się nie opłacają i sami z siebie ich nigdy nie wprowadzą. A konsumenci towaru pies rasowy nie dość, że będą patrzeć na zmagania swoich czworonożnych przyjaciół, to jeszcze zmuszeni będą ponosić dodatkowe koszty na ich leczenie itd. – o tym ryzyku/konieczności nikt im nigdy nie powiedział, żaden ”hodowca”. Nabywcy rasowych psów to grupa konsumentów olewana z każdej strony.

Wątek organizacji uprawnionych do kontroli i odbioru zwierząt… Ojjj… w 30 minucie jeden z gości chce wyłączenia hodowców z ustawy… Czyli sami się będą ”kontrolować”… Tak, jak się ZKwP ”kontroluje” min. z tymi ”zaświadczeniami o leczniczym kopiowaniu uszu”? Słabe to bardzo. Praktycznie, w tym momencie ten pan mówi jak producent zwierząt futerkowych* (futrzarze & kynolodzy a zmiany w UoOZ & darowizny naprawdę idące na pomoc zwierzętom). Zewnętrzne kontrole producentów zwierząt są konieczne. Chyba wszyscy wiedzą, że istnieje coś takiego jak niezależna ocena danej organizacji, systemu, procesu, projektu lub produktu. Przedmiot audytu jest badany pod względem zgodności z określonymi standardami, wzorcami, listami kontrolnymi, przepisami prawa, normami lub przepisami wewnętrznymi organizacji (polityki, procedury), a może jednak nie wszyscy? ”Hodowcy” są cacy, niech pseudo.pato.eko.fundacje dobijają się do drzwi zwykłych Kowalskich, tych co nie rozmnażają, ani kotów, ani psów – skandaliczna, bezczelna i obrzydliwa postawa.

Z pewnością konieczne jest też rozdzielenie rolników, którzy przy okazji zajmują się hodowlą/produkcją rasowych psów/kotów od pań i panów, którzy produkują psy, bo ”hodowla” pomaga im spłacić kredyt na dom i/lub skołować trochę szmalu na kotlety na obiad itp.

w 43 minucie padają bardzo ważne słowa. Faktycznie są kluby kynologów, w których przeprowadza się niezapowiedziane kontrole w hodowlach. Kluczowe jest to, co mówi ta pani o licencjonowaniu hodowli, jako sposobowi na eliminację pseudohodowców, to jest jedna z tych rzeczy, które są konieczne: licencja wydawana przez instytucję państwową. Pani mówi o niemieckich przepisach dotyczących wydawania zezwolenia na hodowlę – od lat o nich wspominam jako punkcie odniesienia, który pokazuje jak funkcjonują przepisy, które mają sens, są skuteczne i bardzo czytelne. Byłoby miło, gdyby amatorom tworzącym w Polsce ”zwierzaczkowe ustawy” chciało się wysłuchać co ta pani ma do powiedzenia, wyciągnąć wnioski i stworzyć nieamatorskie prawo. Pani ta wyjaśnia, iż w Niemczech wydanie zezwolenia na prowadzenie hodowli poprzedza udział w płatnym szkoleniu prowadzonym przez lekarza weterynarii, należy zgłosić jaką rasę zamierza się hodować – przygotowuje się odpowiednią z uwagi na min. gabaryty psów danej rasy, infrastrukturę (tu zaznacza, że taka zmiana w Polsce wiązałaby się z tym, iż należałoby zmienić także boksy w schroniskach – dopasować je do typów/gabarytów psów), a przygotowany teren odwiedza i odbiera hodowlę, czyli dopuszcza do rozpoczęcia działalności – za to także się płaci – lekarz weterynarii. Oczywiście, w tym niezwykle merytorycznym momencie pan Pełnomocnik przerywał rozmowę na temat poruszony przez panią doskonale przygotowaną do zreferowani tej kwestii.

Przykre, ale nie zaskakujące jest, iż choć pan Pełnomocnik przyznał, że działy specjalne produkcji rolnej i pit6 to jest wyjątkowo korzystne rozwiązanie dla hodowców, nie mówi się otwartym tekstem podczas tego spotkania o tym co najważniejsze w kontekście braku klimatu dla daleko idących i skutecznych zmian w polskiej kynologii: o kasie z produkcji psów. Licencje ograniczyłyby zapewne możliwość prowadzenia produkcji psów wielu dzisiejszym tzw hodowcom, z których istotna część to, wziąwszy pod uwagę ich ”styl pracy”, zwyczajne pseuduchy.

Bardzo sensowna wypowiedź pada ok 82 minuty spotkania, właściwie, obok uwagi pani, która mówiła o konieczności wprowadzenia licencji dla osób chcących się zajmować hodowlą psów, najmądrzejsza podczas całego tego spotkania. Pan (który moim zdaniem wcześniej mówił trochę jak hodowca zwierząt na skóry) poddaje pomysł sprawozdań nie tylko finansowych, ale informujących o tym ile w danym roku psów zostało wyprodukowanych, jakich ras (dokładne dane), ile wydano rodowodów itp. Tym powinna zajmować się państwowa instytucja o funkcji kontrolno-nadzorczej – nauka z ZKwP nie powinna pójść w las. Pada też uwaga o rozmnażaniu psów zdeformowanych, niebędących w stanie normalnie oddychać, mających zniekształcone kręgosłupy itp. Ten pan wspomniał także o żywieniu psów, o tym, że psy karmione są przez nabywców (od siebie dodam, że nie tylko nabywcy nie umieją żywić swoich psów, jest to także problem wielu z tzw hodowców) karmami znanych marek, ale karmami w istocie przypadkowymi; suchymi, gotowymi karmami, które nie są certyfikowane i nikt nie wie tak naprawdę co w tych karmach jest. A skutek jest taki, że psy żywione są źle, ”markowo”, ale nieprawidłowo: niedostatecznie, bo byle czym. (Prawdą jest, że nie za wszystko, nie za każde schorzenie odpowiada hodowca/producent psa – jesteśmy tym co jemy i nasze psy także są tym czym je karmimy.)

Ponownie, ok 86 minuty zabiera głos bardzo merytoryczna pani, która mówiła o licencjach. Long story short stwierdziła, że instytucje prozwierzęce powinny zajmować się edukacją, prewencją i profilaktyką. Ale tego nie robią. Dodała, że ”Do orzekania o dobrostanie zwierząt jest urzędnik państwowy, który uczył się i studiował przez 5 lat, czyli lekarz weterynarii. I koniec na ten temat.” Jeśli chodzi o interwencje, powinna powstać ”Policja dla Zwierząt”, której pracownicy zatrudnieni byliby na państwowych etatach i mieliby normalne pensje, a organizacje prozwierzęce zgłaszałyby przypadki naruszeń dobrostanu zwierząt i to państwowe służby kontrolne (jak inspekcja weterynaryjna, policja dla zwierząt) zajmowałyby się oceną tego czy zwierzę należy odebrać, czy też wystarczy pouczyć jego właściciela co do sposobu sprawowania opieki, lub też pomóc mu tę opiekę sprawować (pielęgnacja, pomoc w dostarczeniu zwierzęcia do gabinetu weterynaryjnego, sfinansowanie leczenia itp.) Jej wypowiedź skwitowana została przez jednego z uczestników spotkania mniej więcej jako wizja ”idealnego świata” i ”chciejstwo”, a nie realna perspektywa zmiany istniejącego stanu rzeczy, co wiele mówi o nastawieniu niektórych z biorących udział w tym spotkaniu. Przyzwyczajenie do tzw imposybilizmu rodem z PRLu, nastawienie w rodzaju ”to zbyt trudne, by mogło się udać, nie mierzmy zbyt wysoko”, w moich oczach dyskwalifikują ”zawodników” jako ”partnerów do rozmowy”.

Dodam w tym miejscu, że tzw hodowcy, ludzie którzy jako amatorzy, osoby z założenia nieposiadające przygotowania do produkcji psów; panie od malowania paznokci, kierowcy itp., ewentualnie osoby, które – jak można dowiedzieć się z informacji widniejących na profilach w social media – ukończyły kierunki studiów (a niektóre z nich, wnioskując z treści postów, nawet ”studii”) bardzo, bardzo odległych od nauk ścisłych, lubują się w kwestionowaniu diagnoz stawianych przez lekarzy weterynarii. Lata studiów medycyny weterynaryjnej są niczym wobec oburzeń ”pań hodowczyń”, które każdy post na forum kynologicznej grupy serwisu FB, w którym nabywca kalekiego psa informuje iż poszukuje kontaktu z właścicielami miotowego rodzeństwa i półrodzeństwa swojego psa, u którego lekarze specjaliści stwierdzili schorzenie o podłożu genetycznym, zaciemniają ”dyskusją” o tym, że weterynarze się nie znają, to konowały, naciągacze, którym tylko kasa w głowie. Cóż, gdyby to była prawda, to ten typ hodowczyń powinien świetnie rozumieć się z tego rodzaju weterynarzami, bo wspólny mianownik aż piszczy.

Jeszcze parę zdań

Są rzeczy których robić nie wypada i jedną z nich jest odwoływanie się do ”przedwojennej tradycji” Związku Kynologicznego w Polsce, co przy okazji uwag o związkowym kwartalniku, piśmie ”Pies”, które jest spadkobiercą przedwojennego pisma ”Mój pies”, uczynił pan z ZKwP. Prawda na temat Związku stoi w konflikcie z ”romantyczną wizją” o „przedwojennej tradycji” tego stowarzyszenia, gdyż, choć pierwotnie Związek powstał w lipcu 1938 roku, już 1 września 1939 roku Niemcy napadły na Polskę i rozpoczęła się trwająca 6 lat II WŚ., a potem, po wojnie „zaopiekowali się Polską” sowieci. Na lata 1948 – 1956 przypada w Polsce stalinizm – okres najcięższego terroru, a Związek reaktywowany został w maju 1948 roku. Chart Polski, wszystko, co dla Polaków symbolizował, co się z nim wiązało nie było po myśli ZSRR i dlatego ZKwP dłuuugo nie chciało mieć z Chartem Polskim nic wspólnego (by ”bratni związek” się nie ”obraził”). ”Przedwojenna tradycja” w odniesieniu do ZKwP i sposób w jaki władze Związku reagowały na pierwsze próby restauracji Charta Polskiego przez poszczególnych członków tego stowarzyszenia i pasjonatów rasy, wzajemnie się wykluczają. Działające w latach komuny władze ZKwP, starając się przypodobać się radzieckim władzom kynologicznym, Charta Polskiego po prostu zwalczały. Tak więc ”przedwojenność” i ZKwP pasują do siebie jak pięść do oka. Zapewne też „ukorzenienie się” organizacji w tamtej epoce, tłumaczy min. powszechnie panującą wśród jej członków „niechęć do wolnego rynku”, czyli konkurencji na polskim rynku kynologicznym.

Nie sposób w tym momencie nie wspomnieć o zapale amatorów z ZKwP do dodawania zapisów niezgodnych z prawem do umów, które zawierają z nabywcami psów. Pomimo, że sprzedając psy i przenosząc prawo własności na nabywców, tracą prawo do rozporządzania tymi psami, odmawiają przyjęcia do wiadomości albo po prostu nie wiedzą, bo nie znają prawa, że od chwili, gdy kupiec psa nabędzie, może z nim robić wszystko. W granicach obowiązującego prawa. Może więc psa zarejestrować w innym stowarzyszeniu, ciągać na wystawy, uzyskać dla niego uprawnienia hodowlane itd. Hodowca/Producent psa nie może jego nowemu właścicielowi niczego zabronić ani narzucić. Koniec. Generalnie, wczucie się w rolę podopiecznych monopolisty skutkuje tym, że producenci psów roszczą sobie prawo do rozporządzania także tymi sprzedanymi psami, do narzucania ich nowym i jedynym właścicielom swojej woli po tym jak zainkasowali za psa całą kwotę. Coraz częściej ”hodowcy” zastawiają pułapki na nabywców, podsuwając im do podpisania umowy współwłasności, w których do całkowitego przeniesienia własności nigdy nie dochodzi, umowy, w których odroczone w czasie jest i obarczone szeregiem warunków, włącznie z obowiązkową kastracją, całkowite przeniesienie własności na nabywcę, bez wyjaśniania nabywcom sensu umowy. Konsumenci są z rozmysłem wprowadzani w błąd przez producentów towaru, który nabywają. Ktoś powie, że gra się tak, jak przeciwnik pozwala i będzie mieć rację, tyle że nie zmieni to faktu, że bieżący stan rzeczy jest skandaliczny – pojęcie praw konsumenta i ochrony praw konsumenta, gdy o nabywców psów rasowych chodzi, nie istnieje. (Nie daj się wyrolować.)

Zemdliło mnie przy ”wewnętrznym kodeksie hodowcy” i tym ”Co hodowcy wolno, co hodowcy nie wolno”, bo praktyka pokazuje, że w ZKwP wolno min./także wymyślać świstki w rodzaju ”zaświadczenie o leczniczym kopiowaniu” i to jest tam ”ok”, więc ”kurtyna”, jak to się mówi. Wypowiedź ”Jestem za unią, natomiast my nie czujemy takiej potrzeby, żeby należeć do jakiejś unii wewnętrznej, tutaj, ponieważ jesteśmy bardzo dużym związkiem i jesteśmy podłączeni do federacji międzynarodowej”, nie dziwi mnie, nie spodziewałam się niczego innego po ZKwP. Po pierwsze sformułowanie stanowiska w taki sposób, w jaki zrobił to uczestnik spotkania, wskazuje na to, co zaznaczyłam wam już w jednym z powyższych akapitów: ZKwP chce, żeby wszystko zostało po staremu (#monopol). W swojej wypowiedzi ten pan zignorował fakt, że co najmniej niektóre z organizacji kynologicznych, których przedstawiciele zasiedli do rozmów, także należą do międzynarodowych federacji kynologicznych. To nie jest tak, że tylko ZKwP należy do międzynarodowej federacji kynologicznej. ZKwP należy do najbardziej znanej federacji kynologicznej, czyli FCI (Fédération Cynologique Internationale), ale poza FCI mamy np. Alianz Canine Worldwide (ACW) oraz World Kennel Union (WKU). Przynajmniej uściślono, że chodzi o to, by wszystkie zebrane przy stole organizacje miały prawo do wydawania rodowodów certyfikowanych przez państwo.

A teraz drugi temat, do podkreślenia którego zmotywowała mnie pani siedząca po prawicy pana Pełnomocnika:

Rasowość psa rasowego”

Środowisko ZKwP od lat lansuje tezę, zwłaszcza w social media, że pies nieposiadający dokumentów wystawionych przez to stowarzyszenie nie może być uznawany za rasowego. Że pies bez metryki wystawionej przez ZKwP, niemający dokumentu uznawanego przez FCI jest kundlem, psem z pseudo, psem w typie rasy. Cóż… Młodsi ”najstarsi górale” (pod warunkiem, że interesują się kynologią) także wiedzą, że dopiero z początkiem lat 90tych ubiegłego wieku, ZKwP zrezygnowało z praktyki niewydawania metryk ”nadliczbowym” szczeniętom. Tych ”nadliczbowych” szczeniaków (gdy w miocie urodziło się powyżej 6 sztuk) w ogóle nie rejestrowano. Tak więc, gdy w jednym miocie na świat przyszło np. 8 sztuk, to choć wszystkie osiem miało tych samych przodków, wiecie rodowody itd., to dwa z nich nie miały papierów z ZKwP i były… kundlami, psami ”w typie”, jak ”z pseudo”…

Jakaś część hodowców obchodziła jakoś ten zapis regulaminu swojego stowarzyszenia. Pisali jakieś pisma i upraszali tych ”wyżej”, by wolno było im zarejestrować cały, nierzadko naprawdę liczny miot. Zgoda maiła zależeć od zobowiązania hodowcy, że dana suka, matka tego zbyt licznego miotu, ponownie nie urodzi, dokąd nie zregeneruje się jej organizm – hodowca nie mógł jej pokryć przez kilka kolejnych cieczek. Tak więc można mniemać, że powodem tej restrykcji, zwyczaju rejestrowania jedynie 6 szczeniaków z miotu, miało być ”dbanie o kondycję suki” – nie obciążanie jej zbyt licznym miotem. Ale ”nadliczbowych” bardzo często wcale nie usypiano. (Po co było blokować sobie sukę na naprawdę długi czas?) Były więc ”kundlami”, psami ”nierasowymi”, które i tak sprzedawano, może ”oddawano”… I ”szły w świat”… I w szerszym znaczeniu, ponownie: praktycznie nikogo nie obchodziło co się z nimi dzieje. Co dzieje się z tymi prawdziwymi ”rasowymi kundlami”Pokłosiem tej praktyki było to, że wielu cwaniaków-naciągaczy sprzedawało ludziom naiwnym, autentyczne kundle i mieszańce jako te ”nadliczbowe rasowce bez metryk” i to jeszcze długo po tym, jak ZKwP z tej restrykcji zrezygnowało. Oczadziałe kitowaniem żółtodzioby przekonane są, że niewydawanie metryk szczeniakom urodzonym ”pod skrzydłami” Związku Kynologicznego w Polsce to mit, ”kłamstwo wymyślone przez pseudohodowców spoza Związku”. Sorry, ale nie. ”Rasowe Kudle” w Związku Kynologicznym w Polsce nie rodzą się dopiero od początku lat ’90 ubiegłego wieku.

Złudzenia

Niektórym członkom (głównie) ZKwP wydaje się, że Fédération Cynologique Internationale to coś takiego jak NATO, UE albo ONZ, a FCI to tylko Międzynarodowa Federacja Kynologiczna. Największa, ale wcale nie najstarsza i niejedyna federacja zrzeszająca organizacje hodowców psów z ”całego świata” (w rzeczywistości z 86 krajów). FCI przyjęła system, zgodnie z którym tylko jedna ‚organizacja’ hodowców psów z danego kraju ma przywilej współpracy z tym tworem. Nie będę rozwijać tego zdania, bo nieco powyżej wyjaśniłam wam już o co chodzi z FCI i jedną organizacją na dany kraj. Więc chociaż FCI nie przewiduje by np. 2 (lub więcej) duże organizacje/federacje zrzeszające hodowców w danym kraju, równocześnie mogły z FCI współpracować, pamiętajmy, że zgodnie z polskim prawem nie można mówić ”pseudohodowca” o kimś, kto psy rozmnaża zgodnie z polskim prawem, czyli pod szyldem któregoś z legalnie w Polsce działających stowarzyszeń/organizacji mających swoje regulaminy itp., tylko dlatego, że to stowarzyszenie/organizacja nie nazywa się ”Związek Kynologiczny w Polsce” i nie działa jako członek Fédération Cynologique Internationale. Są hodowcy działający zupełnie legalnie i z sukcesami poza strukturami ZKwP/FCI (i to od dawna) i bardziej nawet od nich profesjonalnie postępujący, gdyż wykonujący badania DNA w kierunku potwierdzenia pochodzenia danego psa. W Polsce nie ma obowiązku należenia do konkretnego stowarzyszenia po to, by psy rozmnażać. A organizacji stanowiących alternatywę dla hodowców, którym ZKwP nie odpowiada, jest ”trochę” i nieprawdą jest, że ”wszystkie powstały w roku 2012”, czyli ”z okazji” nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt – takie twierdzenia, to bardzo, bardzo brzydka manipulacja konsumentem.

Jeżeli od zawsze słyszysz ”tylko FCI”, że ”rasowy pies to taki, który ma rodowód z FCI”, że ”tylko ZKwP jest ok, a wszystkie hodowle spoza ZKwP, to pseudohodowle”, to nie myślisz nawet o tym, żeby szukać sobie psa gdzie indziej. Po co? Dlaczego? Skoro to wszystko inne, to ”pseuduchy”? Przecież pogardzasz pseuduchami i źle im życzysz, więc nie będziesz od nich psa kupować, nie?

Tyle że to nie jest tak. Nie ma ”jednej i jedynie słusznej federacji hodowców psów”, po prostu: ta najbardziej znana jest najbardziej znana. ”Jedna i jedynie słuszna” to jest dokładnie taki sam kit, jak to nawijanie przez ”speców” z ZKwP, szczególnie na przestrzeni lat 2012-2015, o ”uszach i ogonach ciętych z poszanowaniem ustawy o ochronie zwierząt”. Że niby można w Polsce kopiować psu uszy i/lub ciachnąć ogon, żeby wyglądał ”tradycyjnie”, tak jak się ”wszyscy” przyzwyczaili przez dekady, że pies danej rasy wygląda, w ramach jakichś ”medycznych przesłanek”. Nie wiadomo jak, nie wiadomo gdzie, nie wiadomo kiedy, nie wiadomo za ile i nie wiadomo kto dawał się namówić na przeprowadzanie zabiegów zagrożonych nie tylko utratą prawa do wykonywania zawodu, ale i karą pozbawienia wolności. Jakoś, gdy przychodziło do pytań o nazwiska lekarzy weterynarii, którzy zabiegi przeprowadzali i adresy placówek, zapadała cisza… choć psów ciętych i wystawianych na wystawach ZKwP/FCI jest przecież od groma i ciut, ciut…*

”Ukradzione wzorce ras”

Przy okazji, zauważcie jak śmieszno-straszne są też teksty o ”kradzieży” wzorców ras, które to można przeczytać na internetowych forach albo wprost usłyszeć od niektórych ”ideologicznie kynologicznie zaangażowanych”. Że niby jedna federacja kynologiczna ”ukradła” wzorce ras drugiej, czy trzeciej kynologicznej federacji. To, że pies jest danej rasy oznacza, że spełnia kryteria zarówno dotyczące tzw wyglądu, jak i psychiki, które cechują jego rasę oraz ma tzw udokumentowane pochodzenie. (Aczkolwiek, jeśli zagłębicie się w zasady dotyczące tego, jak w poszczególnych organizacjach członkowskich FCI, czyli w różnych organizacjach z tych 86 krajów w FCI zrzeszonych, podchodzi się do zagadnienia udokumentowania pochodzenia psa rasowego odkryjecie znaczące różnice. Będą one dotyczyły nie tylko zasad na podstawie, których dany hodowca może zadecydować o użyciu danego osobnika w hodowli, ale i tego, jakie taki pies musi mieć dokumenty – z uwagi na mój osobisty sentyment do rasy Dogo Argentino z mojego punktu widzenia takimi ciekawymi przypadkami są np. Hiszpania albo Włochy… Ale to jest temat na zupełnie inny wpis.) A jedynym co ewentualnie ”formalnie” różni go od jakiegoś innego psa, który także jest przedstawicielem tej samej rasy, to organizacja, do której należy hodowca, który tego psa wyhodował.

W teorii wzorzec danej rasy przedstawia optymalny model psa tejże rasy, model będący najdoskonalszą możliwą wersją psa danej rasy. Opisany tam WZÓR psa zbudowany jest w sposób, który najlepiej umożliwi psu danej rasy wykonywanie pracy dla wykonywania której dana owa rasa powstała, a w niektórych przypadkach się wyłoniła. Gdy przestudiujemy wzorce FCI niektórych ras, odkryjemy, że funkcjonalność psa, jego sprawność są ostatnim o co w tych wzorcach chodzi a jedynym celem niektórych zapisów jest spełnienie kaprysów hodowców lubujących się w karykaturalnym wręcz podkreślaniu pewnych cech. Jednak, z uwagi na to, że w wielu kynologicznych organizacjach treści wzorców ras zgadzają się ze wspomnianą przeze mnie na początku tego akapitu, teorią i chodzi w nich o zachowanie funkcjonalności psa będącego przedstawicielem danej rasy, powtórzymy: tzw standard rasy opisuje możliwie najdoskonalej zbudowanego psa, który dzięki tej idealnej budowie fizycznej oraz właściwej dla swojej rasy psychice, temu mitologizowanemu niekiedy temperamentowi (bo wytyczne dotyczące pożądanej ”osobowości” także się we wzorcu znajdują), spełnia wymagania, które jego rasowość przed nim stawia – taki pies z powodzeniem może wykonywać określone zadania. Interesujący tu jest przypadek rasy Fila Brasileiro; FB made in FCI to kostropaty kloc, natomiast FB made in CAFIB lub wręcz OFB z Nucleos to zupełnie inna filozofia, geny i w efekcie różne rasy. O rasie Fila Brasileiro . Opowiadanie o tym, że wzorzec rasy został przez organizację X ”ukradziony” organizacji Y przypomina sytuację, w której jeden koncern produkujący samochody zarzucałby drugiemu, że tamten też wybrał optymalne rozwiązanie i produkowane przez niego samochody także mają… koła. Dlatego w poszczególnych klubach/organizacjach wzorce danej rasy zazwyczaj, acz nie zawsze, są tożsame. Jeśli się różnią, to najczęściej z uwagi na to, iż jedni hodowcy niezwykle poważnie i surowo podchodzą do kwestii użytkowości psów ”swojej” rasy oraz jej pierwotnego przeznaczenia – i bywa, że nie godząc się na mody dotyczące interpretacji zapisów wzorca i mówiąc wprost niszczenie ras, występują z federacji, która tym modom przyklaskuje i dopuszcza ”fantazyjne i oryginalne” interpretowanie zapisów standardu rasy, i tworzą niezależne od ”matczynej” organizacji związki, w których owych modyfikacji i mód nie tolerują. Podczas, gdy inni hodowcy ochoczo podążają za takimi modami. Dodatkowo może nawet zadowoleni, że ”luzy” w interpretowaniu wzorców dają im możliwość robienia championów z najgorszej klasy odpadów hodowlanych.

Najprostszym przykładem różnic we wzorcach jednej rasy, mogą być te dotyczące tzw oskórzenia, czyli dążenia jednych hodowców do uzyskania (za wszelką cenę) u psów danej rasy, nadmiernej ilości luźnej skóry na ciele. Tacy hodowcy nie tylko dążą do podkreślenia, ale przerysowania cech (Mastino Neapoletano, Shar Pei, Fila Brasileiro etc.). Co powoduje kuriozalny wręcz wygląd hodowanych przez nich zwierząt, ale niesie za sobą także znaczące zmiany dotyczące komfortu życia hodowanych przez nich psów. (W tym praktycznie nieuleczalne, bo ciągle nawracające choroby skóry). Tak więc kuriozalność owych dążeń nie wynika jedynie z uwagi na karykaturalny wygląd psów hodowanych dosłownie pod kątem uzyskania takiego właśnie dziwacznego wyglądu, ale i z powodu ograniczenia funkcjonalności ras z tym problemem. Aż do kompletnej ich nieprzydatności do wykonywania pracy, którą pierwotnie miały wykonywać. Te psy nie mają żadnego praktycznego przeznaczenia poza ”wyglądaniem w określony sposób”. Różnice we wzorcach biorą się także z tego, że nie wszyscy hodowcy zgadzają się na postępującą miniaturyzację niektórych ras oraz na coraz krótsze kufy u psów ras brachycefalicznych. W niektórych federacjach/klubach preferowane są kufy o długości niezagrażającej życiu psiaków, znacząco wpływającej na podniesienie wydolności układu oddechowego brachycefalików. Gdy mówimy o różnicach we wzorcach dobrym przykładem będą też Owczarki Niemieckie, gdyż istnieje przepaść pomiędzy ONkami na show, a tymi zdolnymi do pracy użytkowej. Sztandarowym przykładem niszczenia rasy w imię czyjegoś tam widzi mi się może być wspomniany już Mastino Neapoletano. Prześledźcie co stało się z tą rasą i to pod banderą FCI, w ciągu ostatnich 40 lat. Sprawdźcie, jak jeszcze w latach ’80 ubiegłego wieku wyglądały MN a jak wyglądają aktualnie.

Różnice najatrakcyjniejsze” dla ignoranckich konsumentów dotyczą umaszczenia psów. Ludziom niemającym pojęcia o kynologii oraz pozbawionym chęci do przyswajania sobie zupełnie bazowej wiedzy z zakresu genetyki, gdy o kynologię chodzi, zazwyczaj ”najbardziej podobają się” psiaki o ”oryginalnym i nietypowym” dla danej rasy umaszczeniu. A pamiętać należy, że im ”dziwniejsze” umaszczenie, tym potencjalnie więcej ryzyka dotyczącego zdrowia psa za sobą niesie. Poczytajcie sobie o genetyce umaszczeń. Dowiedzcie się skąd bierze się ”biały kolor sierści” i co to jest albinizm, co to jest merle (+ geny letalne) oraz ”rozcieńczalniki”. Warto wiedzieć o konsekwencjach, które niesie za sobą eksperymentowanie tzw hodowców na psach… I nie ”rzucać się” na każde ogłoszenie w rodzaju: ”Wyjątkowy, bo marmurkowy/niebieski Buldożek Francuski” albo ”Magnetyczny Biały Doberman”…

Parę słów o alternatywach

Polski Klub Psa Rasowego – Polski Związek Kynologiczny to stowarzyszenie zarejestrowane w 2001 roku https://www.facebook.com/pkprpzk – PZK należy do powstałej w 1997 roku międzynarodowej, obecnie działającej w 62 państwach (kiedyś federacji, a dziś) fundacji Alianz Canine Worldwide http://alianzfederation.org/ – zmiana kwalifikacji nastąpiła po tym, jak hiszpański rząd uznał ACW za organizację non-profit, a w Hiszpanii, jak i np. Francji hodowla psów podlega pod państwowy nadzór. I w Hiszpanii uznawane są rodowody zarówno FCI jak i ACW http://alianzfederation.org/nuestros-miembros/. PKPR – PZK należy także do powstałej w 2010 roku Polskiej Unii Kynologicznej (PUK), która utworzona została jako federacja, do której pierwotnie należał PKPR – PZK, powstały w 1990 roku ZOND, czyli Związek Owczarka Niemieckiego Długowłosego, powstały w 2001 roku Klub Hodowców Rasy Owczarek Niemiecki ”KHRON” w Polsce, który po pewnym czasie z PUK wystąpił, oraz Polskie Stowarzyszenie Zoopsychologów i Polskie Stowarzyszenie Treserów https://rejestr.io/krs/347848/polska-unia-kynologiczna. To Polski Klub Psa Rasowego jako pierwszy polski związek kynologów, wprowadził obowiązek wykonywania badań genetycznych w kierunku ustalenia pochodzenia używanych w hodowli osobników. Warto też pamiętać, że gdy powstawała Polska Unia Kynologiczna jej twórcy liczyli, iż Związek Kynologiczny w Polsce przyłączy się do nich i to da nowy początek polskiej kynologii. Tak się jednak nie stało. Cóż, od 1 stycznia 2013 roku wszystkie psy i suki używane do hodowli w PKPR muszą posiadać certyfikaty DNA.

Polskie Porozumienie Kynologiczne http://www.ppk.org.pl/ , w którego skład wchodzą; Stowarzyszenie Właścicieli Kotów i Psów Rasowych (pierwotnie noszące nazwę ”Związek Właścicieli Kotów i Psów Rasowych”, ale z uwagi na naciski nazwę zmieniono, słowo ”związek” zastąpiono słowem ”stowarzyszenie”), Stowarzyszenie Hodowców Psów Rasowych, Canis e Catus, powstały w 2013 roku Anarex Klub Psów Rasowych (początkowo organizacja zajmująca się szkoleniem Owczarków Niemieckich), organizacje International Animal Guard oraz Zielony Czas, należy do powstałej w 2012 roku federacji WKU, czyli World Kennel Union http://worldkennel.org/en/. Mająca swoją siedzibę w Kijowie World Kennel Union, która dziś (za oficjalną stroną internetową) podaje, że należą do niej organizacje z 24 krajów, wyłoniła się, w wyniku zaistniałej w tamtym czasie sytuacji politycznej, z mającej siedzibę w Moskwie, International Kennel Union (IKU), czyli Międzynarodowej Unii Kynologicznej (Международный кинологический союз) http://www.iku.ru/. Hodowców należących do Polskiego Porozumienia Kynologicznego obowiązują standardy dotyczące wymogu wykonywania badań genetycznych potwierdzających pochodzenie osobników używanych w hodowli. Przynależność do PPK oznacza automatyczną zgodę na niezapowiedzianą kontrolę hodowli, której dokonuje przedstawiciel tej organizacji (zatrudniony na umowę o pracę lub dzieło inspektor posiadający uprawnienia do wykonywania takich kontroli). Hodowcy posiadający powyżej 5 psów, taką kontrole muszą przejść co 2 lata i nie ma mowy o sytuacji w rodzaju ”pies rozpłynął się w niebyt i nie wiadomo co się z nim stało”.

Polska Federacja Kynologiczna, także należąca do ACW, czyli Alianz Canine Worldwide to nazwa własna stowarzyszenia https://pfk.org.pl/o-nas/, które w 2010 roku zawarło umowę z Instytutem Zootechniki – Państwowym Instytutem Badawczym w Balicach, który na zlecenie tego stowarzyszenia przeprowadza badania DNA w kierunku potwierdzenia pochodzenia danego psa. Na podstawie tych badań nabywcy szczeniąt po miotach urodzonych w Polskiej Federacji Kynologicznej mogą dokonać weryfikacji pochodzenia psa niezależnym państwowym ośrodku badawczym.

”Certyfikat potwierdzenia rasowości”

Wykonywanie badań DNA w kierunku potwierdzenia oświadczenia zawartego w metryce psa oraz jego rodowodzie jest dziś standardem w liczących się stowarzyszeniach hodowców nienależących do ZKwP/FCI. Hodowcy należący do ”tych innych” stowarzyszeń wykonują profil dla każdego psa, którego nabywają, nim włączą go do hodowli. Rzecz jasna, można, będąc hodowcą, w którego stowarzyszeniu wciąż nie rozumie się, iż certyfikat DNA to absolutna podstawa, gdy rozmnaża się rasowe psy, ten fakt ignorować i udawać, że nie jest ważne, że wszyscy w około podnieśli już poprzeczkę. Można opierać się nieuniknionemu. Jak ci, którzy sto lat temu przyzwyczajeni i przywiązani do lamp naftowych, uważali, że elektryczność jest niebezpiecznym wynalazkiem. Można. Na tym polega wolność. Ale nie można mówić o ludziach, którzy amatorską hodowlę rasowych psów starają się wnieść na możliwie najbardziej dla amatorów profesjonalny poziom, nazywać ”pseudohodowcami”. A może ”można”, bo to, jak uszy & dysplazja nie są ”kompetencje” ZKwP? To czyje to są kompetencje? …

Ale do FCI wracając, żeby było jasne: aktualnie nie ma tematu ”więcej niż jedna organizacja z danego kraju może należeć do FCI”. Nawet w sytuacji, gdyby jedna organizacja zatrzymała się na etapie mentalnego PRLu z nastawieniem w rodzaju ”Jesteśmy zajefajni, bo mamy taki znaczek, jaki mamy i nic nie musimy, bo mamy ten znaczek”, a druga, trzecia itd., nowe i prężnie się rozwijające wprowadziły szereg wymogów, które podniosłyby jakość rozmnażanych zwierząt, poprzez postawienie na ich zdrowie (a nie jakieś dziwaczne interpretacje dotyczące fenotypu i to podobno inspirowane wzorcem rasy). Nie jest to więc chyba aż taka ”tragedia” dla kynologii, ten brak możliwości przynależenia do FCI więcej niż jednej organizacji z Polski, jak co poniektórzy twierdzą. Przyznać jednak trzeba, że sytuacja ”nie ma opcji na dwie organizacje kynologiczne z Polski, które należałyby do FCI” (fakt: największej federacji), wytwarza niezdrowy klimat na naszym kynologicznym rynku, bo w Polsce mówi się zawsze właściwie tylko o FCI, niesłusznie, po prostu niesprawiedliwie, bezpodstawnie, traktując wszystko co spoza FCI jako ”pseudo”.

I tak, jedni mają poczucie, że są ”zajefajni”, bo są z organizacji X i ich psy są ”rasowe” i ”lepsze od innych”, gdyż ich rodowody i metryki FCI uznaje. (O innych międzynarodowych federacjach zrzeszających organizacje hodowców psów rasowych albo w ogóle tacy psiarze nic nie wiedzą, albo im się wydaje, że Coś Tam ”wiedzą”.) Więc ich psy są (ich zdaniem) ”lepsze” od ”pseudorasowych”, tych ”kundelków”, których dokumentów FCI nie uznaje. A drudzy wkurzają się, że ”klimat” ustalony przez założenia FCI i popularną w Polsce nawijkę, dyskwalifikuje ich jako wiarygodnych hodowców dla znaczącej części potencjalnych konsumentów. Niezależnie od tego ile korzystnych rzeczy dla psów by nie zrobili, bo nie chce z nimi współpracować gigant rynku, czyli FCI.

*Co na świstkach pt. ”zaświadczenia o leczniczym kopiowaniu” widnieje, poza właścicielami okaleczonych psów, wiedzą tylko psiarze w Oddziałach Związku Kynologicznego w Polsce, w których te zaświadczenia zalegają… Tak więc psy ciachali jacyś ”nieznani sprawcy weterynaryjni”, a właściciele tych ciętych psów okraszali owo ciachanie wierutną bzdurą, że to niby ”ze względów medycznych”. Tyle że te ”medyczne względy”, gdy pociągnąć za język właściciela planowo okaleczonego psa, zawsze okazywały się ”super tajnymi danymi medycznymi”. Wszystkim w około takie kity wstawiali. Przez całe lata. I ja też się na to nabrałam. Wyłączyłam myślenie, zaślepiona tekstami ”doświadczonych hodowców” – łatwo mi było, bo mi się kopiowane podobały bardziej i nie obchodziły mnie ”magiczne obrzędy”, w których psy traciły fragmenty małżowin usznych. Tylko że, gdy zaczynasz samodzielnie myśleć, to pewne rzeczy przestają się ”kleić”. Kiedy samodzielnie, nie oglądając się na fukanie ”przyjaciół” i ”znajomych”, zaczynasz szukać informacji i weryfikować je, a za nimi wszystkie te opowieści dziwnej treści, ze stanem faktycznym, czyli prawnym stanem, to narracja cwaniaczków sypie się w jednej chwili i rozpada się jak domek z kart – koniec tabu kopiowania uszu psom w ZKwP.

FCI zrzesza największą liczbę hodowców i ma największą, jak to się mówi ”bazę genetyczną/hodowlaną”. Najwięcej rodowodów jest w bazie FCI i wielu hodowców uważa dane z FCI, w kontekście treści owych rodowodów, za niepodważalne fakty. Nie ma jednak wymogu by dane zawarte w metrykach i rodowodach z FCI uwierzytelniane były certyfikatami DNA. Można więc przyjąć, że wiara w treści rodowodów psów z logo FCI co najmniej niekiedy opiera się na… zaufaniu. I… samej wierze. Kynologia to nie religia, ale cóż…

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora jest zabronione.

https://kulturakynologiczna.home.blog/

”I JEDNA MAŁA ZEBRA” – JAK SIĘ NIE DAĆ WYROLOWAĆ I DLACZEGO TRZEBA CZYTAĆ UMOWY, KTÓRE SIĘ PODPISUJE I RODOWODY PSÓW, KTÓRE SIĘ KUPUJE

Źródło grafiki: Dailymotion [1.]

Na kynologicznych grupach fejsbuka, także tych poświęconych konkretnym rasom, kiedy ktoś (zazwyczaj taką osobą jest nowy członek grupy i przyszły nabywca rasowego psa) zadaje pytanie o badania psiaków używanych do rozrodu oraz sprzedawanych przez tzw hodowców szczeniąt, dyskutanci prześcigają się w ”mudndrościach”. Szczęśliwie czas, kiedy osoba pytająca ”u źródeł” zalewana była jadem i na starcie hejtowana, jako ”wszczynająca niepokój” i ”psująca atmosferę”, wydaje się należeć już do przeszłości i aktualnie takie pytania traktowane są przez ”znawców tematu”, czyli osoby zajmujące się rozmnażaniem psów, najczęściej jako okazja do zareklamowania się. A nie. Sorry! Przemawia przeze mnie tzw myślenie życzeniowe, czyli bardzo chciałbym, żeby tak było, ale ciągle jeszcze nie jest tak, że plucie na pytających o badania to ”definitywna przeszłość”. W każdym razie hodowcy, którzy badają swoje stada hodowlane i szczeniaki, i się tym chwalą, i chwała im za to 😉 Niech hodowcy, którzy uważniej podchodzą do swojej hodowli i selekcjonują pod kątem zdrowia, tych łatwo wykrywalnych, genetycznych obciążeń, rodziców przyszłych szczeniąt, mówią o tym otwarcie. Jeśli tylko ich zapewnienia mają pokrycie w faktach, a polecam przekonać się o tym przed podpisaniem umowy, czyli domagać się okazania wyników badań rodziców i szczeniąt, gdy np. o BAER TEST chodzi, nie pozostaje nic innego jak ”przybić im piątkę” 🙂

Hodowcy i ”żonglerzy”

Sporo hodowców publicznie podkreśla, że bada swoje hodowlane stada (niektórzy zaznaczają, że ”badają praktycznie na wszystko co w ich rasie zbadać można”) i wymaga od hodowców, z którymi rozważa współpracę, okazania (najlepiej) potwierdzonych wpisem do dokumentów danego psa, wyników badań, dopiero po tego rodzaju weryfikacji podejmując decyzje o współpracy i użyciu w swoim planie hodowlanym danego osobnika lub pokryciu suki tamtego hodowcy swoim reproduktorem. I świetnie, bo tak powinno być. Odpowiedzialny i rzetelny hodowca, to ktoś, kto chce swoim psiakom oszczędzić cierpień i zapewnić spokojne domy na całe życie, logiczne jest więc, że musi dbać o ich zdrowie i komfort życia. Jeżeli ktoś taki mówi, że jego psy są przebadane, to na potwierdzenie swoich słów, zainteresowanym nabywcom i hodowcom, pokazuje wyniki świadczące o tym, że jego psy np. nie mają dysplastycznych zmian w stawach, są wolne od głuchoty itp. Każdy tzw hodowca, który pytany o wyniki badań używanych przez siebie do rozrodu psów ”wykręca kota ogonem”  jest… Sami rozumiecie, nie muszę dopowiadać 🙂

Jednak ”argument” o ‚‚wylewaniu dziecka z kąpielą”, gdy mowa o konieczności eliminowania z tzw planów hodowlanych obciążonych schorzeniami osobników, wciąż jest na topie u pewnego typu hodowców. ”Żonglerzy” (tak ja nazywam ten typ) to tzw hodowcy, którzy przestrzegają przed ”zawężeniem puli genowej”, utyskując na eliminację z hodowli osobników, co prawda genetycznie obciążonych jakimś łatwym do ”namierzenia” dzięki badaniom, ale trudnym ”w życiu psa na co dzień”, upośledzeniem, bo ”Przecież, po latach może okazać się, że to co hodujemy w ogóle nie przypomina TEJ rasy”… (Drodzy państwo, zdradzę wam ”sekret”: wystarczy pójść na wystawę, nawet niekoniecznie klubową wystawę molosów i obejrzeć sobie np. Cane Corso albo Dogo Argentino, by ”odkryć”, że sporo z tych psów nie ma nic wspólnego z wzorcem rasy.) Tacy tzw hodowcy udają, że nie zdają sobie sprawy, a może faktycznie nie mają o tym pojęcia (jeśli tak, to natychmiast powinni przestać psy rozmnażać), że w dzisiejszej rzeczywistości wrodzone wady u rasowych psów nie występują już ”solo”. Że np. wyżej wspomniana dysplazja czy też inne, wynikające z genetyki nieprawidłowości aparatu ruchu, coraz częściej łączą się z nietolerancją pokarmową, częściową głuchotą lub chorobami nerek, serca itd. Ci ludzie wolą wyników badań swoich psów nie upubliczniać, trzymać je dla siebie, żeby podobno ”właściwie wykorzystywać wiedzę” i ”nie eliminować niepotrzebnie takich osobników z hodowli, ale by prowadzić właściwy dobór”, zamiast ”wywalać wszystko w kosmos”… Jasne, w końcu to nie oni żyją potem z tymi kalekimi, wymagającymi specjalnej troski i sporych nakładów finansowych, rasowymi psami z ”najlepszych (pseudo)hodowli”… Osoby tego pokroju jakoś nie zwracają uwagi na to, jak bardzo w ciągu ostatnich kilku dekad degenerowane były (i wciąż są) poszczególne rasy, które dzięki modzie na ”limfatyczność” i ”skórzastość”, już dziś ”nie wyglądają jak lata temu”. Mastino Neapoletano w latach sześćdziesiątych XX wieku nie był tym, czym jest dziś, przypominał raczej nieco cięższego Cane Corso i nie kojarzył się z niepełnosprawnością ruchową połączoną z przewlekłymi chorobami skóry. Jeszcze trzydzieści lat temu Dogi De Baurdoux były zdecydowanie bardziej ”sportową” rasą niż są teraz… Wzorzec FCI Fila Brasileiro od niedawna wymaga psa dłuuuższego, chyba tylko po to, żeby grzbiet łatwiej mógł się zapadać…

W molosach jest trend na ”gabaryty”, na rozmiar XXL, moda na ”nowe interpretacje wzorca”, skutkuje tym, że wzorce zmieniane są tak, aby psy stawały się coraz większe, cięższe i …pokraczne. A co!? Machnijmy se 120 kilowego mastifa! Trzeba mieć fantazję! Argentyn to wciąż jeszcze (przynajmniej w teorii ) ”pies myśliwski”, więc może tej akurat ”mody” uniknie, ale kanar, jego ”kuzyn”? Te łękowate, pozapadane grzbiety z czołowych hodowli kanarowych ”turbo-waranów” zdają się podpowiadać nam odpowiedź na to pytanie… Turbo-warany wygaszone? Te kuriozalne klatki piersiowe, pozapadane grzbiety, szeroko rozstawione łapy, w efekcie nisko noszone szyje i łby u psów rasy, której praca polegać ma na chwytaniu byków, to był tylko taki żarcik skacowanych >hodowców< znajdujących się w stanie pomroczności jasnej? Czy jednak wciąż potomstwo tych potworków zalewa rynek? Jeśli wciąż rozmnażane są turbo-warany, to szykujmy się na powitanie nadciągającej w kiepskim, typowym dla min. tzw hodowców kanaryjskich turbo-waranów, stylu: spondylozy.

Nieważne, że nie masz Buldoga Francuskiego czy ONka, wyobraź sobie i pomyśl o tym, że możliwe jest, że już niedługo z np. kanaryjską presą lub brazylijską Filą też możesz zacząć ”mieszkać w lecznicy”… W końcu to nie ”hodowców”, tylko twoje pieniądze pokrywają koszty leczenia tych rasowych psów z jedynie słusznego stowarzyszenia… A propos!

A jakie słowo pasuje dla określanie tego rodzaju osób?

Osobną kategorią są ci, którzy, kiedy nabywca szczeniaka z ich hodowli pod nos podstawia im wyniki badań, diagnozę, listę wykonanych na psiaku zabiegów, które umożliwiły mu ”jako takie normalne”’ funkcjonowanie, oraz rachunki i zwraca się do tzw hodowcy z żądaniem zwrotu poniesionych kosztów oraz apelem o zaprzestanie rozmnażania genetycznie obciążonych rodziców szczeniaka lub podrostka, a także poinformowaniem nabywców miotowego rodzeństwa kaleki o stanie zdrowia kaleki, by ustalić czy kaleka jest jedynym ”niezdrowym” osobnikiem z miotu, mówią coś w rodzaju, To niemożliwe, moje psy są zdrowe, to championy, po wyjątkowych rodzicach, nikt nigdy się nie skarżył. To twoja wina. Powtórzę krycie i wtedy wszystko będzie jasne”. Naprawdę, są w stowarzyszeniu Związek Kynologiczny w Polsce ”egzemplarze” tak bezczelne i pełne hipokryzji, że tego typu teksty przechodzą im przez gardło bez najmniejszego problemu (oni nie mają żadnego problemu z tym, żeby to napisać!) i spełniają to swoje ”powtórzę krycie” rzeczywiście je powtarzając. I znowu rodzą się kaleki. I znowu ludzie borykają się z dramatami. Ci nowi, kolejni nabici w butelkę, którzy ”nie doczytali”, że ”Przecież powinni byli wiedzieć, że wybierają rasę obciążoną ryzykiem”. ”Sami sobie winni” nabywcy kalekich psiaków na ich leczenie niejednokrotnie wydają 2-3 razy tyle ile zapłacili rozmnażaczowi… Tacy tzw hodowcy, w rzeczywistości zwykłe pseuduchy, utrzymują, że są ”hodowcami” i, że ”Jeśli coś wyszło nie tak”, to może ”Po prostu kojarzenie było niefortunne” i nie ma w tym, żadnej ich winy, ”Tak się po prostu stało”. Nieżalenie od tego ile wad u danego psiaka (i jego rodzeństwa) się ujawniło, upierają się, jednocześnie nie wykonując jego rodzicom szczegółowych badań, że ”Ojciec i matka są wartościowe w sensie hodowlanym i nie należy rezygnować z używania ich do dalszej hodowli”, i ”Może po prostu kaleki pies był źle karmiony?”… Powiecie, trzeba ich po sądach, sukinsynów ciągać! Jasne, jest to pomysł, Ale polskie prawo nie chroni konsumenta towaru pies rasowy w taki sposób, jak chroni innych konsumentów – będzie o tym ”parę słów” w trzeciej części komentarza na temat  wysuwanych przez tzw Zespół posła Sachajko pomysłów odnośnie zmian w Ustawie o Ochronie Zwierząt. Przypomnijcie mi (jeśli zapomnę), bym w najbliższym czasie zamieściła treść skierowanego przeze mnie do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów zapytania oraz odpowiedź urzędników. Tak więc drogi konsumencie towaru pt. ”Pies rasowy”: TYLKO PRECYZYJNIE SKONSTRUOWANA UMOWA Z PRODUCENTEM TOWARU PIES RASOWY JEST W STANIE CIĘ OCHRONIĆ, GDY OKAŻE SIĘ, ŻE TRAFIŁEŚ NA PSEUDUCHA UDAJĄCEGO HODOWCĘ.  

Recesywność cech, wyizolowane allele vs. mentalność typowego tzw hodowcy

Wielokrotnie prosiłam was, moi czytelnicy, abyście czytali rodowody psów, które mają być rodzicami waszych szczeniaków. Hodowcy należący do ZKwP chwalą się, że rodowody ich psów pokazują cztery pokolenia wstecz. Super! Korzystajcie z tego i sprawdźcie rodowody mamy i taty szczeniaka, którego zamierzacie kupić, bo to, co jest bardzo, bardzo ważne, jak zwykle ”umyka” w fejsbukowcyh rozmowach, które możecie sobie czytać na grupach albo w których nawet bierzecie udział.

”Sprawy prywatne”

Metody hodowlane to dla wielu tzw hodowców ”prywatne sprawy”. W oparciu o nie, te ”metody hodowlane”, tzw hodowcy tworzą własne linie, łączą swoje linie z innymi, decydują się na ”kierunek hodowli”. Nie lubią o tych metodach mówić, a już szczególnie nie przy okazji tematów dotyczących badań genetycznych, badań RTG, badań BAER itp., czyli wszystkiego tego, co dla każdego etycznego hodowcy jest oczywistym elementem selekcji i nie stanowi tematu tabu w rozmowie z potencjalnym nabywcą szczeniąt lub innym rzetelnym hodowcą, ani właściwie z każdym kto o te badania zapyta. Dobór rodziców szczeniąt drogą eliminacji osobników, być może fizycznie, w kontekście eksterieru, poprawnych, ale jednak obciążonych wrodzonymi schorzeniami, jest dla wielu tzw hodowców wciąż ”zbyt drastyczną metodą”. Dlatego też istnieją całe linie oparte na ”wybitnych przodkach”, w praktyce genetycznie obciążonych bardzo poważnymi schorzeniami. Poniższa grafika obrazuje rodowód suki rasy Presa Canario/Dogo Canario z bardzo znanej polskiej hodowli ZKwP/FCI… 

Moda na badania jest niebezpieczna

Wracając do analogii z Buldożkami Francuskimi i ”mieszkania w lecznicy”, ”czyste” RTG np. stawów biodrowych, czyli takie które mówi nam, że dany osobnik wolny jest od dysplazji lub ”zmian dysplastycznych”, jeżeli mamy do czynienia z podrostkiem poniżej 18 miesiąca życia, nie jest gwarancją, że pozostałe stawy kończyn tylnych okażą się wolne od nieprawidłowości. Nie zawsze ”czyste biodra” równają się ”czyste” stawy kolanowe i skokowe (u Bokserów badanie stawu kolanowego jest wymogiem). Warto o tym pamiętać. Podobnie o tym, że łokcie bez nieprawidłowości nie oznaczają, że nie będzie ich w stawach barkowych czy w nadgarstkach. Jeżeli macie zamiar na swojego psiego przyjaciela wybrać molosa lub presę, to poczytajcie sobie o chorobach kręgosłupa, bo niestety, nawet u tych ”lżejszych”, jak np. kanary, daje o sobie znać coraz częściej ww spondyloza, dotąd bliżej znana głównie pasjonatom np. Owczarków Niemieckich…

Moi drodzy, uczcie się o morfologii i żywieniu psa. I przykładajcie się do tego. Zrozumcie czym jest układ kostny, jak funkcjonuje, dlaczego muskulatura jest tak ważna, bo tylko tak będziecie w stanie zapewnić swoim psom odpowiednie warunki. Tylko bogaci w wiedzę będziecie umieli się o nie autentycznie troszczyć, a nie tylko być ich właścicielami.

I pamiętajcie, że kiedy większość hodowców danej rasy określone badania u swoich psów wykonuje i upublicznia ich wyniki, mniejszość, która swoich psów nie bada, czuje się… źle. I musi jakoś ”poprawić sobie humor”, usprawiedliwić swoje postępowanie w oczach innych. Tzw hodowcom fantazji, buty i hipokryzji nie brakuje, kiedy starają się lekceważyć pytania o badania, a pytających przedstawiają jako ”pretensjonalnych, rozkapryszonych bałwanów”, którzy ”o pracy hodowlanej nie mają pojęcia” i ”łatwo dają się zmanipulować mitycznym wynikom badań”. Ale to od was zależy czy dacie się wyprowadzić na manowce.

Uczcie się na cudzych błędach

Bardzo wielu z was spędza duuużo czasu w Facebooku. ”Siedzicie na grupach”, czytacie tematy dotyczące ”waszej” rasy, w tym dyskusje, a raczej tylko rozmówki i ”gównoburze”, ”nawiązujecie kontakt z hodowcami” itd. I nierzadko robicie to znacznie dłuuużej niż przez tydzień. Wsiąkacie w te grupkowe klimaty, czytacie wszystko jak leci i wybieracie sobie ”guru”, ”autorytety” z fejsbuka… (Brr…). Dlatego bardzo Was proszę, jak już jesteście na tym Facebooku, to zwracajcie uwagę na to, jak tzw hodowcy reagują na posty dotyczące badań, publikowania wyników psiaków obciążonych schorzeniami, jak traktowane są osoby, które jakiemuś hodowcy zaufały, nabywając psiaka z jego hodowli i jak ten hodowca albo tylko tzw hodowca, potraktował tego kogoś, kiedy okazało się, że psiak jest specjalnej troski. Wyciągajcie wnioski z cudzych błędów. Nie bądźcie naiwni i nie liczcie na to, że wam ”to się na pewno nie zdarzy” albo, że zostaniecie potraktowani ”inaczej” przez kogoś, kto pół roku temu czy dwa lata wcześniej, jak gówno potraktował człowieka, który na którejś z grup (a może kilku) opisał swoje doświadczenie z nim, jako hodowcą, od którego kupił psa, bo się wam wydaje, że ”wy jesteście wyjątkowi”. Jak już spędzacie czas, gapiąc się w Facebooka, to zapamiętuje ”hodowców” biorących udział w gównoburzach, opluwających nabywców, którzy wydali często spore pieniądze najpierw na zakup szczeniaka, a potem na jego leczenie i rehabilitację. Na to, jak ”hodowcy” winą za zaawansowane zmiany o cechach dysplazji u szczeniaka albo ciasną krtań obarczają nabywców, którzy ”Przecież powinni byli wiedzieć, że wybierają rasę obciążoną ryzykiem”. Nie kupujcie psów od ludzi, którzy sami, z własnej woli obnażają się jako skończeni prostacy i prostaczki, aroganccy, bezduszni hipokryci z ciśnieniem na szmal, bo będziecie tego żałować.

Smutny trend na grupach kynologicznych; rozmówki o tym ”Jak się bronić przed natrętnym nabywcą, który chce zwrotu forsy za upośledzone szczenię?

W jednym z kolejnych artykułów powklejam wam tzw zrzuty ekranu dokumentujące cwaniakowanie tzw hodowców, ich rózmówki o tym, jak rolować nabywców psów z  niepełnosprawnościami, psów upośledzonych genetycznie. Teraz posłużę się przykładem z kreskówki 🙂 W 1952 roku, w jednym z odcinków Looney Tunes, zatytułowanym ”Fool Coverage”, Daffy Duck usiłował (dosyć agresywnie) sprzedać Porky Pig ”pełne ubezpieczenie”. Prosiak miał dostać milion dolców za podbite oko. Oczywiście był ”haczyk”, który Daffy wyjaśnił Porkyiemu dopiero po tym, jak ten podpisał umowę…. Do ”zdarzenia”, do tego podbicia oka, musiałby dojść w domu Porkyiego, 4 lipca, czyli w amerykańskie Święto Niepodległości, pomiędzy godziną 15.55 a 16.00, w wyniku paniki stada dzikich słoni, podczas gradobicia…

Kiedy Daffy, zadowolony z siebie, przekonany, że wkręcił kolejnego naiwniaka, zacierał rączki, do domu Porkyiego wbiegło stado słoni, zegarek Kaczora wskazywał godzinę 15.57, to był 4 lipca, a na zewnątrz szalała burza gradowa. Prosiak z podbitym okiem zażądał od naciągacza, aby ten wypłacił mu ów obiecany w umowie milion zielonych i wtedy, zdesperowany Daffy, na chybcika dopisał jeszcze jeden punkt; to miało być ”stado słoni i Jedna Mała Zebra”. Nie każdy ma tyle szczęścia, co prawie wyrolowany przez Daffiego Prosiak z Loony Tunes, przez którego mieszkanie, tuż po cwaniackiej zagrywce Kaczora, przegalopowała słownie: Jedna Mała Zebra.

W dużym skrócie: nie dawajcie się nabrać i sami też starajcie się nie ”cwaniakować”. Podpisując z hodowcą umowę, po prostu ją czytajcie. A najlepiej wcześniej poproście o przesłanie jej wam po to, abyście mogli zapoznać się z jej treścią i zgłosić do niej swoje ewentualne uwagi. Jeśli w umowie jest napisane, że psiak, do którego prawo własności nabywacie, jest ”Wolny od wad i zdrowy”, to wady od których ma on być wolny muszą być wymienione jedna po drugiej. Tak samo wymienione mają być przejawy zdrowia albo wykluczone objawy chorobowe. Inaczej sformułowanie ”Wolny od wad i zdrowy” to tylko napis na dropsach, nic nie znaczy, jest zwyczajną wydmuszką. Ośmiotygodniowy (jak i starszy) szczeniak Dogo Argentino w dniu, w którym sprzedaje go wam osoba zajmująca się rozmnażaniem/produkcją psów, może być definitywnie wolny od wady wrodzonej głuchoty całkowitej i częściowej, na co potwierdzeniem jest wynik badania BAER TEST, który nabywca otrzymuje wraz z metryką i książeczką zdrowia psiaka, w dniu podpisania umowy. Inaczej wszelkie ”zapewnienia” to tylko słowa.

Jeśli kupujecie psiaka co najmniej trzymiesięcznego lub starszego, rasy, w której dysplazja sieje spustoszenie, możecie żądać wyników RTG jego bioder. A z całą pewnością powinniście żądać wyników/wykonania RTG stawów szczeniaka, gdy jego rodzice ani ich rodzice nie są osobnikami pod kątem dysplazji badanymi (a mimo to, o zgrozo, decydujecie się kupić szczeniaka.) Jeśli hodowca stwierdzi, że macie ”nie wiadomo jakie wymagania”, ”urwaliście się z choinki” i generalnie, ”upadliście na głowę”, bo ”z tak wcześnie przeprowadzanych badań nic nie wynika”, a was wciąż nie zniechęci do niego taka jego reakcja na waszą troskę o, już w dniu zakupu, stan stawów szczeniaka rasy predysponowanej do wystąpienia zmian w stawach oraz innych genetycznych schorzeń aparatu ruchu, które u szczeniąt można wychwycić, gdy mają podłoże genetyczne już na tak wczesnym etapie życia i pod okiem specjalisty, podejmując odpowiednie kroki, uchronić psa przed kalectwem w przyszłości, zażądajcie dopisania do umowy punktu, w którym: zawrzecie zobowiązanie, że sami, na swój koszt (rzetelny hodowca koszt badania i opisu powinien wam zwrócić, powtarzam: rzetelny) wykonacie badanie RTG bioder w określonym terminie. A także, że wykonacie co najmniej RTG łokci, zwłaszcza w przypadkach, w których pies pochodzi z linii, o której niczego nie wiadomo, lub co do której wiadomo, że zmiany zwyrodnieniowe dotyczą także stawów kolanowych i barkowych i/lub tak wskaże lekarz weterynarii (np. w związku ze zmianami wykrytymi w stawach biodrowych szczeniaka). Ale spróbujcie zawrzeć w umowie z takim hodowcą, tak ”na marginesie”, by został ślad, iż taka rozmowa w ogóle miała miejsce, że jako nabywca chcieliście wykonać RTG bioder szczeniaka, a producent towaru/hodowca szczeniaka sprzeciwił się temu pomysłowi. I przekonajcie się jaka będzie reakcja takiego hodowcy… Gdy chodzi o zabezpieczenie zdrowia psa nie ma miejsca na kręcenie i ”dogadywanie szczegółów potem”, bo ”potem” to wy, jako właściciele bulicie za leczenie psa, to wasza kasa płynie…

Pamiętacie teksty bezczelnych tzw hodowców, o tym, że ”Jako nabywcy molosa/presy, przecież powinniście wiedzieć, że wybieracie sobie psa rasy predysponowanej do określonych schorzeń”? No, to wybijajcie tym hipokrytom ich pseudo.argumenty i żądajcie dokładnego określenia w umowie tego, kiedy pies ma zostać przebadany. Hodowca może wam nawet wskazać jego zdaniem godne zaufania placówki, w których dane badanie możecie wykonać. (Ale wcale nie musicie jechać ”aż do Czech”, w Polsce są świetne uniwersyteckie kliniki!) Poważne zmiany w stawach widoczne na RTG u szczenięcia nim to ukończy wiek 4 miesięcy, mają podłoże genetyczne. Posiadając szczegółową wiedzę co do stanu aparatu ruchu szczenięcia, macie pełne prawo korzystać z rękojmi! I wcale nie musicie zwracać psa hodowcy i wymieniać go na innego! Tym bardziej, że istnieją spore szanse, że psiak zwrócony hodowcy nie uzyska właściwej pomocy (bo ”hodowcy” tną koszty!). Możecie po prostu żądać od ”hodowcy” poniesienia kosztów leczenia psa. Jeśli to konieczne, a praktyka wielu nabywców, którzy popełnili błąd ślepo ufając osobom sprzedającym im szczeniaki pokazuje, że jest to konieczne częściej niż by się wydawać mogło, bierzcie czynny udział w tworzeniu umowy, po prostu ją współtwórzcie. I pamiętajcie, że chodzi o zabezpieczenie interesów obu stron, Gdy hodowca okaże się pseudohodowcą i dojdzie do procesu sądowego, tylko rzetelnie sporządzona umowa oraz wyniki badań psa pozwolą wam uzyskać zwrot kosztów poniesionych na ratowanie waszego psa od pseuducha. A może i zadośćuczynienie, gdy pozwiecie go o straty moralne? 

Jak dbać o dobre imię hodowli?

Na Zachodzie coraz częściej to sami hodowcy wymieniają w umowach badania, którym nowy właściciel ma poddać szczeniaka. Oczywiście, przenosząc prawo własności psa na nabywcę hodowcy-producenci tracą wszelką kontrolę nad tym, co dzieje się z psiakiem i niczego jego nowemu właścicielowi nakazać ani zabronić nie mogą. Ale starają się jak najlepiej wypełnić swoją część zobowiązań i ”pilnują” nabywcy, pomagają mu np. dopytując czy na pewno pamięta, że termin danego badania się zbliża, a po tym jak właściciel psiaka przedstawi im wyniki, zwracają mu poniesione przez niego koszty. Hodowcy-pasjonaci korzystają na tym, że namawiają swoich klientów na wykonywanie określonych badań psiakom, bo postępując, w ten – wciąż jeszcze obcy polskim tzw hodowcom – sposób, nie tylko budują genetyczną mapę swoich hodowlanych linii, ale i zaufanie klientów, czyli nabywców szczeniąt. Działając w ten sposób pokazują także, że autentycznie przejmują się losem psiaków, pochodzących z ich hodowli.

A! Właśnie! Powtórzmy: przenosząc prawo własności psa na nabywcę, tracą wszelką kontrolę nad tym co dzieje się z psiakiem i niczego jego nowemu właścicielowi nakazać ani zabronić nie mogą i tego właśnie faktu nie są w stanie ogarnąć Dziuńki, które na fejsie lansują się jako ”panie hodowczynie”. Pańcie usiłujące wmawiać ludziom, że przedziwnej natury ”wykoncypowane” przez nie, rojące się od zakazów umowy, które nie mają żadnej wartości, są pełnowartościowe. Gdy sprzedaje się psa nabywcy, gdy dochodzi do przeniesienia własności z jednej osoby na drugą, rojenia Dziuniek przestają kogokolwiek interesować. A nabywca, czyli nowy właściciel psa może z nim zrobić absolutnie wszystko co mu się podoba, oczywiście w granicach obowiązującego prawa. Może więc sprzedać psa osobie trzeciej albo zarejestrować go w stowarzyszeniu, które Dziuńki uważają za ”pseudohodowlane” i Dziuńkom nic do tego. Dla zasady zaznaczę: uważam, że w przypadku psów ras podwyższonego ryzyka, psów ras uznawanych za agresywne, których lista w Polsce jest żenująco niekompletna i nieprzemyślana, a samo rozporządzenie dowodzi niekompetencji osób, które ”opracowywały” jego treść, gdy chodzi o rasy takie jak; Dogo Argentino, Alano Español, Presa Canario/Dogo Canario, Fila Brasileiro, Boerboel, wszystkie typy American Bulldogs, wszystkie typy Terrierów Typu Bull, Owczarki Środkowoazjatyckie etc., przechodzenie tych psów z rąk do rąk, wszelki nimi obrót oraz całe ich pogłowie powinno być monitorowane przez instytucje o funkcji kontrolująco-nadzorczej. Ale i ten wątek szerzej poruszam w trzeciej części komentarza nt. zmian w UoOZ proponowanych przez tzw Zespół posła Sachajko. 

Hodowca nie robi wam łaski, sprzedając wam psa. Niestety bywa, że tylko to, że szczeniak z wrodzonymi wadami lub w przewlekłym stanie chorobowym sprzedany został nowym właścicielom, uratowało mu życie. Często jedynymi którym ktoś ”robi łaskę” są psiaki. Bo nabywca jest w stanie w tego swojego jedynego, wyczekanego i od razu ukochanego psiaka, zainwestować niejednokrotnie naprawdę duże sumy, ludzie nawet zadłużają się po to, żeby swoje psiaki móc leczyć. Wracając od hodowcy, trzymając w rękach swojego wyczekanego psiaka, wstąpcie do gabinetu weterynaryjnego (wcześniej wyselekcjonowanego, poleconego wam przez zaufane osoby) i pokażcie szczeniaka lekarzowi. Niech go obejrzy, czasem dobrze jest znać wyniki morfologii krwi… Generalnie, doświadczenie uczy, że pełny profil krwi, szczeniakowi zabranemu z hodowli wykonać należy i tyle. 

48 godzin

Pamiętajcie, że nowy dom to stres i psiak może zachowywać się nienaturalnie, być bardziej wyciszony niż leży to w jego naturze. ”Luźna kupa” lub zaparcie w pierwszym dniu/dwóch dniach to też mogą być ”tylko” objawy stresu, ale wszelkie odstępstwa od normy utrzymujące się dłużej niż maksymalnie 48 godzin są powodem do niepokoju i należy wybrać się do weterynarza.

Po co ci ten pies?

W umowie musi być też zawarta informacja uściślająca ”po co wam pies”. Jeśli chcecie psa ”na wystawy”, to w umowie powinien być punkt mówiący o tym, iż w dniu podpisania umowy szczenię wolne jest od wad uniemożliwiających mu udział w wystawach, wad wymienionych przez wzorzec rasy – taką wadą może być np. wada umaszczenia – i że kupujecie szczenię, oczekując, że w przyszłości będziecie mogli brać ze swoim psiakiem udział w wystawach organizowanych przez ZKwP/FCI. (Chyba, że wybieracie rasę, której FCI, do którego czołowe polskie stowarzyszenie hodowców i właścicieli psów rasowych [ZKwP] należy, nie uznaje – np. Alano Español lub Boerboel.) Jeśli kupujecie 8 tygodniowego samca, w dniu podpisywania umowy nie możecie otrzymać gwarancji na to, że oba jego jądra zejdą i psiak nie będzie wnętrem. Nikt także nie zagwarantuje wam, że ”na pewno” psiak będzie mieć prawidłowy zgryz. Możecie natomiast wymóc na sprzedającym, po prostu zażądać od niego, aby w umowie określił sposób zadośćuczynienia wam w przypadku, w którym np. wnętrostwo czy nieprawidłowy zgryz uniemożliwią wam udział z zakupionym psiakiem w wystawach. Myślcie racjonalnie, przewidujcie potencjalne ”schody”, a unikniecie nieprzyjemnych niespodzianek 

Jeżeli w przyszłości ”wyjdzie problem” z uzębieniem, czyli ten już wspomniany wadliwy zgryz albo braki w uzębieniu, rozwiązanie powinna określać umowa. Czy brak zęba jest spowodowany recesywną cechą, czy też jakiegoś rodzaju zaniedbaniem ze strony nabywcy psa, powie nam w odpowiednim czasie przeprowadzone RTG uzębienia, które pokazuje czy zalążki zębowe są w szczęce. Wzrost zęba może zostać zablokowany np. przez mleczny ząb, który nie wypadł i nie został usunięty we właściwym czasie. Informacja o tym, że takie RTG należy wykonać u psiaka, który docelowo ma być osobnikiem używanym w hodowli, a w określonym przedziale czasu wciąż ”zęba nie ma”, powinna zostać zawarta w umowie. Takie postawienie sprawy gwarantuje, że obie strony umowy darzą się szacunkiem i dbają o siebie wzajemnie.

Nieco inna sytuacja jest ze zgryzem. Moim zdaniem, w przypadku rodzaju zgryzu zbyt wiele zależy od nabywcy. Dla Dogo Argentino wymagany jest zgryz nożycowy (cęgowy jest dopuszczalny), który łatwo można zepsuć, pozwalając rozwijającemu się psu uwieszać się na gałęziach (niektórzy właściciele nie mają wyobraźni) lub choćby pozwalając mu bawić się w przeciąganie. Nie zdecydowałabym się obarczać winą za wadę zgryzu hodowcy, w przypadku, kiedy oboje rodzice mają prawidłowy lub nawet cęgowy zgryz, bo to nie hodowca ”ma oko na psiaka 24/7”, a jego nowy właściciel.

Z mojego punktu widzenia, każdego rozwijającego się psa, presę, a już molosa szczególnie trzeba obserwować i ”dmuchać na zimne”, bo może mu to oszczędzić wielu cierpień, a na pewno niedogodności, a wam pieniędzy i nerwów. Jeśli wasz szczeniak ma w przyszłości być ”psem sportowym”, to sposób w jaki się rozwija musi być monitorowany, a każda kulawizna, nawet taka, która z pozoru ”wygląda niegroźnie”, powinna być traktowana jako poważnie zagrażająca jego sprawności. Uwaga, że chcecie z psem uprawiać sport, musi znaleźć się w umowie, wraz z konkretnie wymienionym rodzajem sportu/pracy, którą pies potencjalnie ma wykonywać (bieganie, ratownictwo itp.). Określenie w umowie dotyczącej nabycia psa, waszych oczekiwań względem niego, wymaga sformułowania przez obie jej strony pewnego rodzaju harmonogramu działań, umożliwiających jej wypełnienie obu stronom.

Pamiętajcie, że Związek Kynologiczny w Polsce posiadaczy psów dysplastycznych odsyła do …rękojmi. Przeczytajcie sobie oba teksty, do których linki wkleiłam poniżej, jeśli jeszcze ich nie znacie. Zmieniłam nazwę w odnośnikach obu, tak więc wyzerowały się liczniki udostępnień, ale osób zainteresowanych tematem, nie powinno to zniechęcać 🙂 Zaktualizowałam je też o link dotyczący fejsbukowej strony ”Dysplazja w Dogo Canario/Presa Canario – gdzie podziały się etyka i empatia?;

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2016/12/19/dysplazja-w-dogo-canario-presa-canario-gdzie-podzialy-sie-etyka-i-empatia-odpowiedzi-na-najczesciej-zadawane-pytania/

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2017/01/15/czesc-druga-odpowiedzi-na-najczesciej-zadawane-pytania-kierowane-do-dysplazja-w-dogo-canario-presa-canario-gdzie-podzialy-sie-etyka-i-empatia/.

Reasumując, dlaczego musicie w umowie zawrzeć punkt dotyczący tego ”Do czego i po co ten pies?”, bo, mówiąc krótko, ”rzecz”, czyli pies, którego od hodowcy-producenta towaru kupicie, może ”nie mieć właściwości, które rzecz tego rodzaju powinna mieć ze względu na cel w umowie oznaczony albo wynikający z okoliczności lub przeznaczenia”. Jeśli więc chcesz pokazywać psiaka, którego kupujesz na wystawach, bo kręci cię ”show” i podoba ci się pomysł spędzania weekendów na wystawach w różnych miastach, w różnych krajach, chcesz kolekcjonować rozetki, medale i pucharki, to w umowie, którą pospisujesz ze sprzedającym-hodowcą musisz też mieć napisane, że pies jest kompletny, tj, że ma uszy i ogon w stanie naturalnym, niecięte (żadnego kopiowania uszek ani obrzynania ogonków, zwłaszcza na nielegalu).

Z psem który ma ”wady nabyte”, którymi stowarzyszenie Związek Kynologiczny w Polsce wymyśliło sobie nazywać nie tylko np. amputowane pojedyncze palce, blizny czy połamane zęby, ale i, a może nawet przede wszystkim oberżnięte uszy i ogony, unikając w ten sposób słowa ”kopiowanie”, sobie po wystawkach nie pojeździcie. Jak psiak ma oberżnięte uszy i/lub ogon, to musicie odpalić do Oddziału ZKwP tysiąc pięćset złotych za ”specjalny przegląd” – nie wiem jak kwalifikowany jest ten wydatek, tzn jak go tytułują osoby, które płacą ten tysiąc pięćset złotych do kasy ZKwP, czy jakąś fakturkę na to ci z ZKwP wystawiają, czy jak – jeśli będziecie chcieli zacząć w przyszłości zajmować się jego rozmnażaniem, ale w ”show” się z nim bawić nie będziecie (chyba, że w Rosji).

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2019/11/19/uszygate-i-specjalne-przeglady-czyli-gotowanie-zaby/

Psiak niekompletny, którego wygląd uszu i/lub ogona został zmieniony za pomocą chirurgicznego zabiegu estetycznego, ma teraz w slangu członków Związku Kynologicznego w Polsce odpowiedzialnych za kształt i ostateczny charakter uchwał tego stowarzyszenia, ”wadę nabytą”. Jeśli kupicie szczeniaka lub podrostka z tą ”nabytą wadą”, spowodowaną celowymi działaniami hodowcy, lub innej osoby, która psem rozporządzała i poddała go okaleczeniu, zanim go wam zaoferowano, nie będziecie mogli brać udziału w wystawach. I o tym sprzedający musi was poinformować, zanim podejmiecie decyzję o zakupie osobnika z ”wadą nabytą”. Z drugiej strony dla kogoś, kto chce zaoszczędzić ogromne kwoty, które pociąga za sobą udział w wystawach, wszystkie te zgłoszenia, koszty związane z podróżą (w tym paliwo), pobyty w hotelach itd., i po prostu od razu zająć się rozmnażaniem psów rasowych pod patronatem FCI, na lajcie znacząco ograniczając koszty poniesione na funkcjonowanie tej działalności, to zakup psa z celowo spowodowaną przez sprzedającego ”wadą nabytą” uszu i/lub ogona, może być bardzo atrakcyjną propozycją. (Mam szczerą nadzieję, że się kiedyś jakaś państwowa instytucja o charakterze kontrolująco-nadzorczym do d… ZKwP dobierze.)

Pamiętajcie też, że szczeniak/podrostek/dorosłe zwierzę z ”wadą nabytą” z definicji nie jest osobnikiem pełnowartościowym, dlatego też tzw hodowca/sprzedający/producent towaru nie może żądać za niego kwoty standardowo ustalonej przy zakupie zwierzęcia bez ”wad nabytych”. Jeśli kupujecie ”ciuch” z plamą, dziurą itp., to nie kupujecie go za standardową stawkę. Uszkodzona rzecz oferowana jest kupującym często nawet ze zniżką wysokości 70% 🙂 

Hodowca, który zawiera w umowie zapis, że dany osobnik w dniu podpisania umowy posiada kompletne, niezmienione uszy i ogon zaznacza, że kwestia ta jest dla niego istotna i nie przyłożył ręki do nielegalnego okaleczenia danego osobnika.

[1.]https://www.dailymotion.com/video/x31ie1q – wszystkie użyte w tekście kreskówkowe grafiki pochodzą z tego samego odcinka Looney Tunes pt. ”Full Coverage”. 

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu oraz grafik bez zgody autora jest zabronione.

https://kulturakynologiczna.home.blog/

BADANIA, OD KTÓRYCH ZALEŻEĆ POWINNY UPRAWNIENIA HODOWLANE, CZYLI KOMPLETNIE GŁUCHY DOGO ARGENTINO I SKANDALICZNE REAKCJE ŚRODOWISKA HODOWCÓW NA AKCJĘ UŚWIADAMIANIA POTENCJALNYCH I OBECNYCH WŁAŚCICIELI PSÓW TYPU PRESA O ZNACZENIU TYCH BADAŃ.

Iral White Angel BAER test wynik 1na2

Iral White Angel BAER test wynik 2na2

Zawsze ogromnie zniesmaczało mnie (i rozczarowywało), kiedy przychodziło do pytań o BAER test i słyszałam, że ‚szkoda ryzykować, życiem szczeniaka, bo to zabieg, który wykonuje się w pełnej narkozie i nigdy nie wiadomo czy szczenię się wybudzi’ (badanie wykluczające jednostronną głuchotę można wykonywać już u ośmiotygodniowych szczeniąt). Ale nikomu z tych, którzy wygłaszali takie mUNdrościnigdy nie było szkoda ryzykować życiem, nawet starszych szczeniąt, kiedy chodziło o cięcie uszu, w przypadku którego chodziło jedynie o to, by pies miał bardziej ”kozacki” wygląd. (No, bo ile mamy w Polsce ciętych, ”UŻYTKOWYCH” Dogów Argentyńskich?) Czasem szczeniaki umierały (i pewnie dalej umierają) podczas obcinania uszu: nie wybudzały się z narkozy. Ale nie pamiętam, żebym słyszała, że ktoś, gdzieś, kiedyś płakał po tym, jak ‚stracił szczenię podczas wykonywania badania BAER test’, potwierdzającego normalny słuch. (Nic dziwnego, bo to się nie dzieje.) Natomiast przeżycie przez szczeniaka zabiegu obcinania fragmentu ucha (małżowiny usznej) często komentowane jest uwagami o ”silnym sercu” (”Wybudził się bez problemu, więc ma ma mocną pompę”).

Zazwyczaj, jeżeli -chciałabym móc użyć słowa ”kiedy”, ale to sugerowałaby, że publikowanie w internecie przez hodowców DA wyników BAER test potwierdzających, że używają w hodowli psów obustronnie słyszących, wolnych od głuchoty jednostronnej, jest u nas jakimś popularnym zwyczajem/standardem, a tak niestety nie jest, więc słowo ”jeżeli” jest znacznie właściwszym- ktoś pokazuje w internecie wyniki badania BAER test, to pokazuje wyniki psów normalnie słyszących. Wyników Dogo Argentino zupełnie głuchych nie mamy okazji oglądać.

Zazwyczaj dzieje się tak dlatego, że szczenięta niesłyszące są usypiane natychmiast po wykonaniu BAER test, który w takich sytuacjach jedynie potwierdza przypuszczenia i obawy hodowcy.

Zazwyczaj tak jest. Ale od czasu do czasu ten zwyczaj jest łamany i zupełnie głuche szczenię nie zostaje uśpione. Była taka AFERA jakiś czas temu: https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2013/11/26/adopcje-dogo-argentino/. Nie zostaje uśpione dlatego, że hodowca przekazał je/sprzedał nowym właścicielom, nie zdając sobie zupełnie sprawy z tego, że zwierzę jest inwalidą (Możemy wierzyć w taką ewentualność, w końcu coraz bardziej przypadkowi (i tępi) ludzie biorą się za rozmnażanie Dogów Argentyńskich i wszystko jest możliwe. Aczkolwiek takie przypadki mówiłyby o tzw hodowcy wystarczająco dużo, aby skreślić go z listy ”godny zaufania”.) Albo zupełnie głuche Dogi Argentyńskie nie są usypiane dlatego, że tzw hodowca z pełną premedytacją postanowił je sprzedać i odpowiedzialnością za szczenię oraz decyzje, które będą dotyczyć jego dalszego losu, obciążyć nowego opiekuna. Co tym bardziej skreśla takiego tzw hodowcę z listy osób ”godnych zaufania”.

Niewiedza albo podłość -żadna z tych cech nie jest/nie powinna być właściwą dla hodowcy. ”Zdjęcie wpisu” to zdjęcie/wynik BAER test takiego właśnie obustronnie/zupełnie głuchego Doga Argentyńskiego pochodzącego z hodowli zarejestrowanej w Stowarzyszeniu Właścicieli Kotów i Psów Rasowych. Właściciele psa poinformowali mnie, iż ich prawnik skontaktował się już z hodowlą.

Są sytuacje, w których to czy pies pochodzi z hodowli zarejestrowanej w organizacji kynologicznej podlegającej FCI czy nie, właściwie nie ma znaczenia. Szczególnie dobrze ten fakt obrazuje dysplastyczny skandal w środowisku hodowców psów rasy Dogo Canario/Presa Canario działających pod egidą Związku Kynologicznego w Polsce, który to został już oficjalnie poinformowany o delikatnie mówiąc ‚nieprawidłowościach’, których dopuszczają się hodowcy (i ich tzw sympatycy) korzystający z zaufania, jakim większość osób pragnących zakupić rasowego psa darzy tę najstarszą w Polsce organizację kynologiczną. (Poinformowane o tych ”nieprawidłowościach” zostało już także Towarzystwo Przyjaciół Zwierząt w Polsce oraz, co najistotniejsze, kiedy dochodzi do popełnienia przestępstw z Kodeksu Karnego (jak groźby i zastraszanie), polska policja). Nie ma znaczenia ”renoma” jaką cieszy się dana organizacja kynologiczna, kiedy jej członkowie zaczynają stosować bandycki terror w stosunku do innych osób. Coś jest bardzo nie w porządku, delikatnie mówiąc, kiedy tzw hodowcy rasowych psów zaczynają stosować mafijne metody do kneblowania ust tym, dla których dobrostan zwierząt jest ważniejszy niż dla tzw hodowców.

W dzisiejszym tekście posłużymy się jednak wynikiem BAER test psa spoza Związku Kynologicznego w Polsce, pochodzącgo z zarejestrowanej w Stowarzyszeniu Właścicieli Kotów i Psów Rasowych, hodowli ”White Angel”. Dziś, by przypomnieć jak niezwykle ważne są badania słuchu dla psów rasy Dogo Argentino kilka słów o przypadku kompletnie głuchego psa o imieniu Iral White Angel, którego ojcem jest Demon White Angel, a matką Hexa White Angel -ponieważ rodowody wydawane przez organizacje, których członkowie rozmnażają zwierzęta w powstałych po nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt (po 1 stycznia 2012 roku) są dosyć ”specyficzne”, jest to cała wiedza dotycząca przodków głuchego Irala White Angel, którą dysponują jego właściciele.

(Edit 2015: Uwaga na hodowlę lub raczej ”pana hodowcę”, który kiedyś był członkiem SWKiPR i psy rozmnażał pod przydomkiem ”White Angel” a dziś jest członkiem stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce i jego hodowla (FCI) nazywa się ”Quebrada Del Toro- Dogo Argentino Kennel”. Najwyraźniej ZKwP jest bardziej przyjazne od Stowarzyszenia Właścicieli Kotów i Psów Rasowych. Już w lipcu 2015 r., suka Dogo Argentino o rodowodowym imieniu Totora De La Pampita (ta całkowicie biała: https://www.youtube.com/watch?v=dpkuE7hiC0A), należąca do tej osoby, pokazywana była na warszawskiej wystawie. Link do tekstu:

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2014/01/27/uwaga-na-zarejestrowana-w-skwipr-hodowle-white-angel-dogo-argentino-czyli-bo-to-mezalians-bylby-dla-psa/). Oto informacje na temat Irala:

rodowód

Emocje na bok

Wiele z osób, które ”chcą mieć psa konkretnej rasy”, przyjeżdżając do hodowcy, odebrać szczeniaka, zupełnie traci głowę. Zapominając o najistotniejszych kwestiach praktycznych, o których część z nich pamiętała jeszcze, kiedy rozmawiali z hodowcą przez telefon i ustalali, że szczegóły ”dogadają przy odbiorze szczeniaka”. W końcu hodowca ”wydawał/a się taki/a miły/a i kompetentny/a, tak ciekawie opowiadał/a o rasie i swoich psach”… Wciąż sporo osób wybiera daną hodowlę, bo: ”Było blisko i nie musieliśmy jechać na drugi koniec Polski”. Albo: ”I tak mnie/nas kompletnie nie interesowały całe te wystawy, więc jakie to ma znaczenie gdzie jest zarejestrowana hodowla?”. (Potem okazuje się, że kiedy przychodzi do starania się o praktyczną pomoc, to w jakiej organizacji kynologicznej pies jest zarejestrowany może mieć znaczenie.) I kiedy przychodzi dzień, w którym jedzie się po psiaka, na którego tak bardzo się czekało, niektórym emocje kompletnie przysłaniają rzeczywistość i wystarczy pokazać im szczeniaka, żeby o bożym świecie zapomnieli. Od chwili, w której zobaczą ”ślicznego małego pieska” można och urabiać jak się chce, bo nie mają już kontaktu z rzeczywistością; biorą na ręce, całują pieska, bawią się z nim tarzając po podłodze i w kółko powtarzają: ”Jaki on śliczny!”. W tym momencie wystarczy im tylko podać do podpisania umowę i zainkasować kwotę. Nie dziwi mnie, że ”zwykłemu Kowalskiemu” nawet się nie śni, jak bardzo sprzedający psy potrafią być perfidni w stosunku do ich nabywców, czyli swoich klientów. Przeciętny człowiek, który nigdy nie interesował się ”hodowlą rasowych psów” nie jest sobie w stanie wyobrazić jakimi pokładami zdolności handlowych i często hipokryzji dysponują ludzie żyjący ze sprzedawania psów, więc kiedy okazuje się, że padł ofiarą kogoś nieuczciwego albo nieprofesjonalnego, największą pretensję -i słusznie- ma do siebie. ”Gdybym nie był/a tak podekscytowany/a widokiem szczeniaka i tym jaki był w tamtym momencie słodki, zapytałbym/a o te badania”.

Kilka faktów

Hodowca, który nie orientuje się, że szczeniak jest KOMPLETNIE GŁUCHY nie nadaje się do rozmnażania psów rasy, wyjątkowo na problemy z prawidłowym słyszeniem narażonej, niezależnie czy ”nie zauważa” problemu ”niechcący”, czy robi to z pełną świadomością, gdyż naraża i właścicieli psa, i samo zwierzę, a takie postępowanie poddaje w wątpliwość etyczność hodowcy i jest zaprzeczeniem idei hodowli rasowych psów.

Drodzy przyszli nabywcy zwierząt, w sensie generalnym, pamiętajcie o takich ”uroczych smaczkach”, jak np. kawałek z umowy, którą podpisała osoba będąca właścicielem Irala White Angel;

Hodowca oświadcza, że u rodziców psa będącego przedmiotem umowy, nie stwierdzono występowania schorzeń dziedzicznych” – TO BARDZO WYGODNE! I W PRAKTYCE NALEŻY TO TŁUMACZYĆ: NIE STWIERDZONO, BO NIE STARANO SIĘ ICH WYKLUCZYĆ, BĄDŹ POTWIERDZIĆ. Jeżeli rodzice danego zwierzęcia nie zostali poddani badaniu BAER test, o którego wynik każdy świadomy nabywca Dogo Argentino powinien pytać hodowcę, to nie wiadomo czy są osobnikami obustronnie słyszącymi, czy nie. Nie wiadomo czy są jednostronnie głuche czy nie, a może tylko jedno z nich? Gdyby z dwójki rodziców obustronnie słyszących, urodziło się zupełnie głuche szczenię, nie byłoby to winą hodowcy, ale takiego szczenięcia hodowca nie sprzedaje. Kompletnie głuche szczenię hodowca usypia jako obciążone genetycznym kalectwem.

Nie będę państwu przepisywać całej tej umowy, po prostu zamieszczę jej screen-fragment (z pominięciem danych personalnych), żebyście mogli się przekonać, jak wyglądać może umowa między Sprzedającym i Kupującym.

Na przyszłość: w umowie zwracajcie uwagę na punkt poruszający kwestię jakości słyszenia psa, kiedy kupujecie psa z ”wielką białą łatą” albo o umaszczeniu typu merle i wymagajcie jasnego określenia warunków! I nie podpisujcie umów, w których problem głuchoty w żaden sposób nie jest zdefiniowany. Musicie wiedzieć czy kupujecie psa, który przeszedł BAER test, no co macie dokument poświadczający to, jak wasz pies słyszy(?), czy takiego, o którego jakości słyszenia nie wiecie niczego pewnego. Musicie wiedzieć czy kupujecie psa wolnego od zmory rasy: jednostronnej głuchoty, czyli psa, który słyszy normalnie na oboje uszu i od głuchoty jest kompletnie wolny. Wymagajcie w umowach zapisów jednoznacznie definiujących termin w jakim wasz pies ma przejść BAER test, jeżeli kupujecie szczeniaka bez certyfikatu oraz to jakiego zadośćuczynienia będziecie żądać od hodowcy/jaką rekompensatę przewidział dla was hodowca, jeżeli pies okaże się kaleki. Jednostronna głuchota jest kalectwem, z którym odpowiednio prowadzony pies, chroniony przed alergiami i ”zawiewaniem sobie uszu”, może żyć zupełnie normalnie pod warunkiem, że jego właściciel jest w stanie zapewnić mu odpowiednią opiekę. Aby to zrobić, świadomie chronić psa przed NABYTĄ utratą słuchu, czyli np. nawracającymi zapaleniami uszu, właściciel musi wiedzieć, że jego pies sprawne ma tylko jedno ucho.

umowa frag 1

umowa frag 2

umowa frag 3

Nieco inaczej rzecz ma się z dysplazją

Kupując psa rasy, w której dysplazja jest powszechna, należy przede wszystkim rozumieć czym ona jest. A znając aktualne stanowisko np. ZKwP, na temat szczeniąt obarczonych schorzeniami, wiedzieć o dysplazji po prostu WSZYSTKO.

Aby w ogóle serio traktować danego hodowcę i brać go pod uwagę jako kogoś, komu zapłaci się kilka tysięcy złotych za psa, z którym będzie żyło się kolejną dekadę, należy takiego hodowcę najpierw zapytać o wyniki badań w kierunku dysplazji jego breeding stock, czyli psów, które w swojej hodowli rozmnaża. I każde ”kręcenie” na temat wyników dotyczących dysplazji, podobnie jak wyników BAER test, traktować jako znak, że czas zakończyć rozmowę i znaleźć hodowcę, który nie kręci. (Proście o informacje na temat wyników HD, a także ED miotowego rodzeństwa psów, które mają być rodzicami waszego szczeniaka. Szukajcie kontaktu z posiadaczami psów z wybranej przez siebie hodowli. Sami sprawdźcie ”czy na pewno jest tak ”spoko” i ”fajnie”, bo może się okazać, że połowa dorosłych osobników z danego krycia jest kalekami… Genetyka jest bezlitosna). Należy wiedzieć, że dysplazji z wynikiem D lub E posiadacz psa nie może mu sam ”zafundować”, trzymając psa na zbyt śliskiej podłodze, jak to często starają się opiekunom nieszczęsnych genetycznych kalek wmówić ”uczciwi hodowcy”. Zwłaszcza, gdy psiak poważnie zaawansowane cechy dysplazji ma, będąc w wieku 7 lub 8miesięcy(!)

Wolne od dysplazji stawów biodrowych są osobniki z wynikiem A.

B to wynik stawów biodrowych prawie normalnych, C to dysplazja nieznaczna.

W dysplazji łokciowej 0/0 oznacza, że stawy są wolne od dysplazji, a 1/1, 0/1, 1/0 to dysplazja lekka.

Poniżej zamieszczam linki do ”ściąg” na temat dysplazji stawów biodrowych i łokciowych;

https://www.facebook.com/media/set/?set=a.831743246880945.1073741830.828616347193635&type=3, https://www.facebook.com/media/set/?set=a.831746043547332.1073741831.828616347193635&type=3

Krucjata przeciwko budzeniu świadomości o roli obciążeń genetycznych w hodowli psów rasowych

Dysplastyczny skandal, który wybuchł na ”sąsiednim podwórku”, czyli w środowisku Dogo Canario/Presa Canario związanych z ZKwP i obrzydliwa nagonka skierowana na osoby, które postanowiły nie dopuścić do jego zamilczenia, tworząc stronę: www.facebook.com/dysplazjawdogocanariopresacanari,o to swego rodzaju ”powtórka z rozrywki” z dawnego Forum Molosy (dziś Pupileo), sprzed czterech lat, kiedy to na FM podjęty został temat roli pigmentu, jego znaczenia, a także BAER test i pytań o wyniki BAER rozmnażanych w tamtym czasie (zarejestrowanych z ZKwP) i popularnych na FM Dogów Argentyńskich. Wtedy ”fejsbuk” nie był tak popularny i ”szczucie” niepokornych, zadających niewygodne pytania i poruszających niewygodne dla ”hodowlanego biznesu” kwestie, odbywało się na/poprzez Forum Molosy. Różne dziwne osoby zakładały tzw lewe konta i spod lewych nicków rozpoczynały tematy szkalujące osoby, które domagały się odpowiedzi na pytania o jakość słyszenia rozmnażanych w tamtym czasie Dogo Argentino. Dziś do grożenia i szkalowania służy fejsbuk. Tyle, że środowisko tzw hodowców i ”sympatyków” tych tzw hodowców, przechodzi wszelkie granice w swej obłąkańczej krucjacie przeciw ‚psującym biznes’, szkalując i pomawiając. Wprost, posługując się własnymi imionami i nazwiskami, czyli używając w tych celach swoich oryginalnych kont na Serwisie FACEBOOK, opluwając tych, którzy edukują przyszłych i być może obecnych posiadaczy psów o tym, czym jest dysplazja i jak nie należy traktować nabywców psów z ”najlepszych hodowli”, psów genetycznie obciążonych dysplazją. Dobrostan psów, ich zdrowie i komfort życia w ogóle nie interesuje ”adwokatów” tych ”najlepszych” hodowców, za nic mają cierpienie zwierząt i straty moralne (i finansowe) ich właścicieli.

Świat staje na głowie, kiedy ludzie pozbawieni empatii i etyki zaczynają nazywać się ”miłośnikami rasy”. Polski Kodeks Karny przewiduje określone konsekwencje zarówno w stosunku do osób dopuszczających się kierowania gróźb karalnych i zastraszania, jak i tych, którzy ”tylko” dopuszczają się przestępstw przeciwko dobremu imieniu, ale co równie istotne nasz Kodeks Karny ma także określone rozwiązania dla osób, które znęcają się nad zwierzętami. Korzystajmy z prawa, które pozwala nam piętnować przestępstwa, tak jak właściciele głuchego dogo, którego wyniki posłużyły za ”zdjęcie wpisu”.

Dysplazja? Co ci proponuje Związek Kynologiczny w Polsce? To proste: czytanie ze zrozumieniem

dys 02

(http://www.zkwp.pl/zg/index.php?n=kom_zg)

Rękojmia -czyli zwierzę towarem konsumpcyjnym. Wyciągnijcie wnioski.dys 03

(http://www.prawakonsumenta.uokik.gov.pl/reklamacje/rekojmia)

Reasumując

Każdy Dogo Argentino, który nie posiada certyfikatu, ‚wbitego’ do rodowodu przez uprawnionego do tego lekarza weterynarii, wyniku badania BAER test potwierdzającego, że zwierzak słyszy normalnie, w praktyce jest petem.

Mamy XXI wiek, żyjemy w Unii Europejskiej a nie w zapyziałym trzecim świecie i to, że Związek Kynologiczny w Polsce, czy nawet jakakolwiek inna organizacja na świecie nie wymaga jeszcze (najwyższy czas to zmienić), aby u ras zagrożonych głuchotą, czyli psów o umaszczeniu typu ”biała łata”, szczególnie sw sw, czy merle, BAER test był badaniem obowiązkowym, tym od którego min. także zależeć będzie czy dane zwierzę otrzyma uprawnienia hodowlane, czy nie, nie oznacza, że problem głuchoty oraz innych schorzeń o podłożu genetycznym, nękających psy rasowe, wolno jest lekceważyć i ignorować! Faktem jest to, że wszyscy hodowcy Dogo Argentino doskonale zdają sobie sprawę, że jest to rasa, u której jednostronna głuchota, której nie można wykluczyć ”domowymi testami” (z dzwoneczkami i upuszczeniem garnków na podłogę), sieje największe spustoszenie. A problemem to, że jedynie garstka z ludzi dogo rozmnażających bada swoje psy i z programów hodowlanych eliminuje osobniki dotknięte kalectwem/kalectwami.

Kupowanie ”do hodowli”, niejednokrotnie za naprawdę poważne pieniądze (5 tysięcy złotych to sporo za psa), Dogów Argentyńskich, o których jakości słyszenia niczego się nie wie, jest tym samym co nabywanie ”dzieła sztuki” od jakiegoś ‚pana Czesia’, który ”przysięgał że to oryginalny Kossak”. Falsyfikaty mogą wyglądać jak oryginały, ale na aukcjach dzieł sztuki nie wystawia się przedmiotów, których autentyczność nie jest potwierdzona. Z tego samego powodu żaden poważny hodowca Dogów Argentyńskich, Dalmatyńczyków, Bulterierów, Catahoula Leopard Dog, etc., nie może używać w hodowli zwierząt, które nie posiadają certyfikatu poświadczającego, że są wolne od jednostronnej głuchoty, a tę pewność daje tylko wykonanie BAER test!

W związku z tym czego uczy skandaliczne zachowanie hodowców Dogo Canario/Presa Canario, należy przyjąć, że to już najwyższy czas wymagać od hodowców Dogów Argentyńskich nie tylko wyników BAER test rodziców szczeniąt, które są nam oferowane, ale także żądać od nich certyfikowanych wyników określających stan ich aparatu ruchu, czy rodzice szczeniąt są wolni od dysplazji, czy może ich wynik to w najgorszym przypadku B lub C- choć z punktu widzenia nabywcy kwalifikowanie przez lekarzy specjalistów wyniku C jako dysplazji, powinno dawać do myślenia.

Nie ma obowiązku być ”hodowcą rasowych psów”. Jeżeli wybiera się do hodowli rasę wybitnie trudną, a taką z wielu przyczyn jest Dogo Argentino, robi się to dobrowolnie. Nie masz przebadanego breeding stock? To co z ciebie za ”hodowca”? Jesteś pseuduchem najzwyczajniejszym w świecie! Tym bardziej obmierzłym, że chowasz się w strukturach Związku Kynologicznego w Polsce!

250 złotych za pewność, że psiak jest wolny od jednostronnej głuchoty i z czystym sumieniem możesz sprzedać go innemu hodowcy albo przekazać nabywcy, który będzie hodowcą chciał zostać w przyszłości? To bardzo niewiele. A zysk jest ogromny: reputacja uczciwego hodowcy. Hodowca Dogo Argentino może nowego posiadacza psa zapewnić o dwóch rzeczach; że w chwili, w której dochodzi do transakcji i/albo podpisania umowy pomiędzy hodowcą, a nowym właścicielem, pies normalnie słyszy i że jego rodzice także słyszą obustronnie i są wolni (co najmniej) od dysplazji -to ogromnie dużo. Hodowca Dogo Canario/Presa Canario ma ”łatwiej”: słyszące tylko na jedno ucho osobniki nie są zmorą w tej rasie, więc może po prostu zapewnić nowego posiadacza Dogo Kanaryjskiego, że rodzice szczenięcia są wolni od dysplazji, ale same zapewnienia nie wystarczą. Potrzebne są wyniki badań, które potwierdzają zapewnienia hodowców.

Edit:

Dodaję do tekstu treść będącą odpowiedzią na bardzo krótki komentarz jednej z czytelniczek:

Pani Ewelino dlaczego ”Jak zwykle WA”? Po pierwsze dokumenty, tj. wyniki badania psa, umowę jego zakupu i rodowód przesłała mi osoba będąca opiekunem psa. Zrobiła to, prosząc mnie, abym na blogu poruszyła temat tego, ‚jak nie należy kupować psa‚. Chciała przestrzec innych, potencjalnych przyszłych właścicieli, by nie emocjonowali się szczeniakami, ale trzeźwo myśleli, podpisując umowę. Ta osoba ZDECYDOWAŁA SIĘ opowiedzieć o swoim doświadczeniu osobom trzecim, aby inni mogli wyciągnąć wnioski z jej błędu. Tak się złożyło, że ten ktoś kupił psa z tej, a nie innej hodowli, czyli z hodowli spoza Związku Kynologicznego w Polsce, ale to nie jest tak, że wszyscy hodowcy prowadzący hodowle zarejestrowane w ZKwP są ideałami i że taka sama historia nie mogłaby się zdarzyć w hodowli działającej jako zarejestrowana w najstarszej polskiej organizacji kynologicznej. Nabywcy psów sądzą się ze Sprzedającymi z ZKwP, tylko o tym nie mówią publicznie, bo albo nie mają siły opisywać tego, jak zostali przez hodowcę potraktowani albo są zastraszani, albo po prostu NIE CHCĄ, dlatego nie czyta Pani o zbyt wielu takich przypadkach. Tematyka powyższego tekstu jasno pokazuje, że to nie jest tak, że hodowle zarejestrowane w Związku Kynologicznym w Polsce są w JAKIKOLWIEK SPOSÓB ”lepsze” od hodowli spoza ZKwP, np. z Stowarzyszenia Właścicieli Kotów i Psów Rasowych. Na przestrzeni ostatnich lat hodowcy zrzeszeni w ZKwP nie zrobili NIC, aby pozytywny wynik BAER test stał się kryterium niezbędnym przy uzyskiwaniu uprawnień hodowlanych dla psów ras genetycznie zagrożonych głuchotą. Powszechnie przyjęło się uważać, że ZKwP jest jakimś ”gwarantem jakości”, ale dysplastyczny skandal wybuchł w środowisku Dogo Canario/Presa Canario zarejestrowanych w ZKwP i to hodowcy rozmnażający psy pod egidą Związku Kynologicznego w Polsce zareagowali w sposób agresywny, bandycki wręcz na powstanie strony, która zwraca uwagę na to, jak poważnym, genetycznym schorzeniem jest dysplazja u psów trafiających do Nabywców i narażających ich na ogromne straty moralne i finansowe, a same zwierzęta na życie w kalectwie. Hodowcy zrzeszeni w Związku Kynologicznym w Polsce nie zrobili NIC, by badania w kierunku wykluczenia dysplazji stawów były kryterium niezbędnym przy uzyskiwaniu hodowlanych uprawnień dla psów, które rozmnażają. Najwyższy czas skończyć z mitem, że Związek Kynologiczny w Polsce jest w jakikolwiek sposób ”lepszy” od innych organizacji kynologicznych w naszym kraju. W końcu hodowcy spoza ZKwP działają w Stowarzyszeniach -legalnie działających, w ramach obowiązującego prawa- a wciąż są przez hodowców z ZKwP nazywani ”pseudohodowcami”. Pojęcia nie mam na jakiej podstawie, gdyż to ci, którzy nazywają ludzi rozmnażających psy poza strukturami ZKwP, ”pseudohodowcami”, w praktyce sami uprawiają praktyki pseudohodowlane. Podkreślam raz jeszcze: NIE MA ZNACZENIA w jakiej organizacji kynologicznej działa hodowca, LICZY SIĘ TYLKO DOBROSTAN ZWIERZĄT → KOMFORT ICH ŻYCIA. Żaden hodowca, który ŚWIADOMIE przyczynia się do powoływania kalekich zwierząt nie powinien zwierząt rozmnażać.

Ten komentarz dodam do tekstu jako ”rozwinięcie” i ”podsumowanie”, Pani komentarz do tekstu przekonał mnie, że jest to konieczne. Pozdrawiam

Edit: pamiętajcie o Aferze, suczce rasy Dogo Argentino, którą ”pani hodowczyni” ukryła przed przeglądem miotu, suczce, której nie zaczipowała i którą, zamiast uspić, przekazała fundacji, by ta znalazła jej właścicieli

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2013/11/26/adopcje-dogo-argentino-jaka-piekna-katastrofa/

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu oraz zdjęć bez zgody autora jest zabronione.

”NIE MAMY PAŃSKIEGO PŁASZCZA I CO PAN NAM ZROBI!?” & ”SYNDROM STRUSIA” WCZORAJ I DZIŚ, CZYLI CO O DYSPLAZJI MOŻNA POCZYTAĆ NA ”PUPILEO” -DAWNYM ”FORUM MOLOSY”, NA KTÓRYM NAJWIĘKSI -INTERNETOWO- HODOWCY TRZEPALI NAJWIĘCEJ POSTÓW.

 

1393783608_by_robotnik_majowy67_600

https://www.youtube.com/watch?v=2zJFhdZ6Ox4 -pytając o RTG niektórych molosów, nie bądź zaskoczony taką właśnie reakcją hodowcy.

Dla zasady zacznę tak: w nawiązaniu do wpisu:

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2015/06/10/czy-przemilczany-przez-srodowsko-dysplastyczny-skandal-na-sasiednim-podworku-jest-tylko-czubkiem-gory-lodowej-czy-milczaco-dopuscimy-do-tego-samego-w-rasie-dogo-argentino-szczesliwie-czesc-polskich-3/ (I daruję sobie ”uwagi poboczne”, bo wszyscy albo co najmniej sporo z was wie już dlaczego dziś ciąg dalszy tematu ”dysplazja”.)

”Pupileo”, czyli dawne ”Forum Molosy”, to miejsce, w którym ”w epoce sprzed fejsbuka”, dzisiejsze fejsbukowe gwiazdy trzaskały tysiące postów, od rana do nocy. Masa ludzi, masa pytań, rzeki, wręcz oceany bzdur i tylko od czasu do czasu perełki -WYPOWIEDZI, Z KTÓRYCH COŚ WYNIKA.

Przyznaję, że był czas, kiedy nie śmiałam się z FM i bardzo serio traktowałam ludzi (hodowców), którzy się na nim wypowiadali. Tam, o ile tylko wiedzieć jak i czego szukać, wciąż można znaleźć mnóstwo cennych informacji, włącznie z tymi, które dziś dla niektórych mogą być więcej niż niewygodne. Jest tam tyle spisanej, przepisanej, przedrukowanej etc. TEORII, którą w swoim czasie dzielili się hodowcy ze zwykłymi śmiertelnikami, że naprawdę szkoda, że większość z tego zalega pod tonami forumowego syfu. Niektórzy hodowcy od zawsze bardziej istnieli wirtualnie niż praktycznie -tzn internetowa popularność zrobiła im ”markę” ”wybitnych hodowców”, z których każdym słowem należy się liczyć, ale należy przyznać, że kiedyś nawet albo szczególnie te osoby, pisały dużo mądrych rzeczy

Ale co dzieje się, kiedy w wyszukiwarkę wpisać np. ”dysplazja” ”dogo canario” ”pupileo”? Pojawia się link do wątku http://www.pupileo.pl/showthread.php?t=17283 o intrygującym tytule ”Pomoc i porady dla właścicieli DC, które są obciążone dysplazją”. Wiecie kiedy ten temat został założony? 13 grudnia 2009 roku. A wiecie ile ma stron? CAŁE DWIE… ”Umarł” 25 kwietnia 2010. Najwyraźniej polskich ‚kanarów’ ten temat ”nie dotyczy”, bo w dziale ”Dogo Canario”, w zakładce ”Charakter, wychowanie zdrowie i żywienie DC” mamy wątek http://www.pupileo.pl/showthread.php?t=11232 pt. ”RTG stawów biodrowych” i co? Też nic. Też tylko dwie strony. Temat założony 10 czerwca 2008, czyli ponad rok przed ”pomocą i poradami dla właścicieli”, ”umarł” 25 września 2008… Ciekawy jest też tytuł ”Najczęstsze choroby DChttp://www.pupileo.pl/showthread.php?t=5443, ale może hodowcy DC/PC wcale tak nie uważają, bo choć wątek powstał 22 września 2006 roku, ma tylko trzy strony, nic o dysplazji i, jak pozostałe, ”umarł” 11 października 200824 czerwca 2010 powstał interesujący wątek ”zdrowie DC -wyniki badańhttp://www.pupileo.pl/showthread.php?t=19755. Jak obstawiacie? Był ”szał”? Nieee. Nie było. Standardowo po dwóch stronach, 12 października, ”game over”. A przecież Dogo Canario/Presa Canario to w Polsce tak cholernie popularna rasa…

Coś zmieniło się poza tym, że kiedyś hodowcy pisali na internetowym forum spod tzw nicków, a dziś piszą z imienia i nazwiska na fejsbuku? ”Archiwum X” prawdę ci powie… Poczytajcie…

”Głosy sumienia”, czyli wypowiedzi osób, które w praktyce borykały/borykają się z dysplazją swoich psów (”z najlepszych hodowli”), kontra ”głosy rozsądku”, ci ”mądrzy praktycy” -hodowcy, którzy i tak ”wiedzą lepiej”, bo ”przecież na czymś trzeba hodować”. Zwracajcie uwagę na ”dynamikę” wymiany zdań. Zauważcie, że im mniej pitu-pitu, a więcej konkretnych, opartych o naukowe fakty wypowiedzi, tym mniej ”kontr” ze strony hodowców:https://www.facebook.com/media/set/?set=a.837674916287778.1073741832.828616347193635&type=3

Dysplazja u psa z hodowli hodowcy praktycznie ‚wyświęconego’ przez towarzystwo? ”Masz czelność” zadać kilka pytań? Czyli ”chcesz zaszkodzić!” & ”Jesteś złym człowiekiem!”. Generalnie ”wstydź się!”, bo ”pewnych rzeczy się nie robi!” (”Nie wolno kwestionować ”autorytetów”!”) Bo w końcu ”kim ty jesteś w tej rasie, że śmiesz pytać?!”. Dobre sobie… Pamiętam taką jedną z tego forum, pisała tam, że robi BAER wszystkim swoim szczeniakom Dogo Argentino, a potem wybuchła Afera (takie imię dostała całkowicie głucha suka, nieuśpiona, a przekazana do fundacji https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2013/11/26/adopcje-dogo-argentino/, wcześniej ukryta przez panią hodowczynię przed komisją od przeglądu miotu https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2013/08/07/dogo-argentino-przeglady-miotow-jak-powinny-wygladac-w-praktyce/)

(Oczywiście macie prawo wziąć poprawkę na fakt, że te dyskusje miały miejsce kilka lat temu, kiedy ”Pupi” było jeszcze FM i ”może nie wszystko było jeszcze wtedy wiadomo”. Wasze prawo. Serio, nikt się z was nie będzie śmiał).

Warto pogrzebać w ”Pupileo”, bo tam inaczej niż na FB wpisy nie ”giną” (nie ”znikają” , nie ”wyparowują”…) i zagrożenie syndromem ”pamięci złotej rybki” nam nie grozi. Zwrócić uwagę na ‚cukiereczki’ dotyczące ”dodatkowych wymogów” np. w ”Dysplazja u CdBhttp://www.pupileo.pl/showthread.php?t=17223, na temat których mądrzyła się osoba, która rozmnażała u nas białe psy… Fajnie tak ‚mądrze’ pisać o dysplazji i równocześnie dawać taką plamę przy okazji BAER test i głuchoty u Dogo Argentino… Z drugiej strony wtedy była chyba jeszcze przed pierwszym miotem (jakkolwiek to zabrzmiało).

Ale jaka ”NAJCENNIEJSZA NAUKA” płynie z zaznajomienia się z ”stanowiskiem” znanych w necie hodowców, którym mnóstwo ludzi uważa za ”godnych zaufania”, z ”autorytety”, za ”wielkie postacie polskiej kynologii”? Nie wiecie? To wam podpowiem, to leci jakoś tak, że jak się wam chory pies trafi, to ”nie forum jest od tego, żeby rozstrzygać skąd to się wzięło” -w zakłamaniu to akurat niektórzy są wybitnie konsekwentni.

(#BrudyNależyPraćTylkoPrywatniePrzezTelefon!)

Polecam pogrzebać w odmętach serwisu Pupileo i przekonać się jak z biegiem czasu internetowa pisanina coraz bardziej rozmija się z kynologiczną rzeczywistością. Czytając dawne Forum Molosy, dziś serwis ”Pupileo”, można dojść do wniosku, że Dogów Kanaryjskich, Bojowych Psów z Majorki (Ca de Bou), czy Dogów Argentyńskich ”problem dysplazji w ogóle nie dotyczy” (te ostatnie chyba jedynie z racji swojej nikłej, w porównaniu do DC/PC i CdB liczebności, faktycznie nie są chwilowo jeszcze tak nieszczęśnie obciążone), w końcu na forum, na którym ”najznamienitsi” hodowcy molosów; Dogo Canario/Presa Canario, Ca de Bou, czy Dogo Argentino klepali tysiące postów, PRAKTYCZNIE niczego o niej nie ma. Tzn o ”dysplazji” jako takiej coś tam jest, coś tam hodowcy pisali, musieli, nie mieli wyjścia, bo o dysplazji bardzo konkretnie pisali nie-hodowcy, czyli posiadacze dysplastycznych psów ”z najlepszych hodowli”. Tak więc jest sporo ciekawych ”rozważań” dotyczących dysplazji, ale CO NAJISTOTNIEJSZE PRZEŚWIETLEŃ I OPISÓW DO TYCH PRZEŚWIETLEŃ JEST TAM JAK NA LEKARSTWO. Jak myślicie, dlaczego?

Poczytajcie sobie ”Pupileo”, wątki które powstawały w ”zobowiązujących” czasach, kiedy to serwis ten nosił nazwę Forum Molosy, sugerując, że znaleźć na nim można ”SPECJALISTYZNE informacje poświęcone KONKRETNIE molosom”… Sprawdźcie czy i jak, a może w którą stronę ”ewoluowali” wypowiadający się na nim hodowcy molosów. Czy przez tych kilka lat czegoś się nauczyli? Może, choć pisali takie różne ‚mądre’ rzeczy np. właśnie o dysplazji, nie tylko o nich pisali, ale i zaczęli je robić? Może zaczęli prześwietlać psy, które rozmnażają? Może na stronach NAJPOPULARNIEJSZYCH hodowli, które w swoim czasie stworzyło klepanie dużej ilości postów o wszystkim (i o niczym)na ww forum, znajdziemy dziś WYNIKI I OPISY prześwietleń HD i ED psów, które są w nich rozmnażane? Sprawdźcie, w którym kierunku poszła ta ”ewolucja” i zweryfikujcie podstawy zaufania, którym darzycie ludzi, z być może wcale na wasze zaufanie nie zasługują.

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu oraz zdjęć bez zgody autora jest zabronione.

JAK WYBRAĆ HODOWLĘ DOGO ARGENTINO? CZYLI POZNAJ ANATOMIĘ PSA I WZORZEC RASY, ZANIM WYBIERZESZ HODOWLĘ. (PSY Z POTENCJAŁEM WYSTAWOWYM A MOŻE NAWET HODOWLANYM VS. PETY)

Musisz

Drogi czytelniku w tym tekście wiele razy powtórzy się słowo ”musisz” ponieważ fakty są takie, że aby móc w pełni świadomie wybrać hodowlę i być ze swojego wyboru w pełni zadowolony musisz przyszły właścicielu Dogo Argentino (w ogóle jakiegokolwiek rasowego psa) wyznaczyć sobie kryteria wyboru, którymi będziesz się posługiwał, decydując o tym, któremu hodowcy zaufasz
Czemuś tak niesamowitemu nie sposób się oprzeć

561297503_8236e25310

ale psa wybiera się na długie lata, wiąże się z nim określone nadzieje i dlatego warto przygotować się do jego wyboru merytorycznie. Kierowanie się emocjami zawsze potem wychodzi bokiem, naprawdę nie ma się co spieszyć (chyba, że łapie się pchły).

Jak wybrać hodowlę Dogo Argentino (i nie wdepnąć przy tym w g…)?

Pamiętaj, że wybierając daną hodowlę w istocie nagradzasz efekty pracy konkretnego hodowcy. Postępujesz tak, jakbyś decydował, któremu pracownikowi dasz premię, czy oddawał głos na konkretnego polityka. Musisz zdawać sobie sprawę z tego, że istnieje wiele analogii pomiędzy tzw życiem codziennym, a hodowlą psów. Są takie miejsca jak np. Zakopane, do którego zawsze przyjeżdżają tabuny turystów. Tam turyści przyjeżdżali, przyjeżdżają i będą przyjeżdżać niezależnie od np. poziomu obsługi kelnerskiej w restauracjach. Tak więc dla właścicieli zakopiańskich knajp nie ma znaczenia czy ich kelnerzy i kelnerki są profesjonalni. Nawet jeżeli ktoś, kto zostanie fatalnie obsłużony, tak się wkurzy, że postanowi, że jego noga w restauracji X więcej nie postanie to, to w żaden sposób nie ”uderzy po kieszeni” właściciela tego lokalu. Dlatego właściciel knajpy nie czuje potrzeby, by cokolwiek poprawiać. Na miejsce obrażonego pana Iksińskiego jest 10u innych gości, być może także jednorazowych klientów, którzy nawet jeżeli również się ”obrażą”, to i tak najpierw uiszczą rachunek. Biznes się kręci. W świecie ”hodowli rasowych psów” pełno jest partaczy, osób, które jedynie dzięki swoim fejsbukowym kreacjom znane są jako ”hodowczynie” czy ”hodowcy”, udają, że ”coś robią”, ”udzielają się” i lubią pozować na ”autorytety”. Ale wystarczy zobaczyć co takie ”gwiazdy” i ”gwiazdeczki” ”wyhodowały”. Przyjrzeć się, podczas wystaw, psom, którym robią ”take ładne zdjęcia” w nigdy przypadkowych(!) pozach/ustawieniach albo poznać ludzi, którzy mają od kogoś takiego psa. Obejrzeć potomków tych fejsbukowych ”championów” i dowiedzieć się, jak u nich z dysplazją albo BAER TEST… Warto także poszukać ”afer”, tj, tego kto, ile razy, komu, dlaczego i w jakich okolicznościach groził? Kto, ile razy i dlaczego ”użerał się fundacjami”, bo pseudohodowlane praktyki w Związku Kynologicznym w Polsce zdarzają się, jak wszędzie indziej i nawet tzw hodowcy białej presy, czyli Dogów Argentyńskich, zostawali bohaterami reportaży telewizyjnych o rażących zaniedbaniach; psach pozostawianych samym sobie na niby ”ogrodzonych posesjach” , bez dostępu do wody itd.

Wybieranie hodowli to naprawdę poważna decyzja. Wielu osobom wydaje się, że wystarczy, że kupują psa rasowego z rodowodem, że mają świadomość, że tylko pies posiadający udokumentowane pochodzenie jest psem rasowym, więc uważają, że kontaktują się z wybranym hodowcą i w końcu nabywając pieska z jego hodowli są ”bezpieczni” i ”na pewno” nie zostaną wyrolowani… Mają podstawy, wiedzą, że rasowy = rodowodowy, ale to nie wystarczy, warto bardziej zagłębić się w temat. Proszę na sprawę wyboru hodowli spojrzeć w ten sposób: kiedy wybieram psa z hodowli XYZ, to znaczy, że popieram działania konkretnego hodowcy -”oddaję na niego swój wyborczy głos”. Jeżeli w mocie było 6 szczeniąt i sześć osób ”zagłosowało” na danego hodowcę, kupując psy z jego hodowli, to hodowca ”zyskał sto procent poparcia” i ”załapał się” na kolejną kadencję – może ”planować” albo po prostu ”zrobić” kolejny, (byle jaki) miot. Trzeba nauczyć się oceniać nie tylko psy, ale i ludzi, zanim podejmie się decyzję o wyborze hodowli. Rozróżniać tych o mentalności bazarowego handlarza, który gnijącą, wędzoną makrelę wciskać będą jako ”świeży stek z tuńczyka”, od pasjonatów, których w przypadku DA, na palcach jednej ręki można policzyć (choć coraz więcej powstaje hodowli) a jeszcze duuużo wolnych palców zostanie… Szukać tych, którzy w swoją hodowlę inwestują, inwestują w breeding stock, do rozrodu używają jedynie osobników przebadanych i wolnych od schorzeń o podłożu genetycznym (np. schorzeń aparatu ruchu, a więc osobniki wolne od dysplazji), nabywcom przekazują szczenięta wraz z certyfikatem dotyczącym jakości ich słyszenia. I w końcu umieć patrzeć na psy i odróżniać te będące typowymi przedstawicielami rasy od nieposiadających tej wartości, od petów. Tych petów na pierwszy rzut oka, czyli petów eksterierowych. O tym czy dany osobnik posiada autentyczną wartość hodowlaną, mówi nam nie sam eksterier, ale eksterier poparty wynikami badań wykluczającymi u tego osobnika typowe dla jego rasy schorzenia. U Dogo Argentino będą to min. jednostronna (bądź całkowita) głuchota, schorzenia aparatu ruchu, jak choćby dysplazja stawów biodrowych i łokciowych (czasem barkowych ale też kolanowych) wady serca lub nerek. Należy także wiedzieć skąd bierze się ”białe umaszczenie Dogo Argentino” i rozumieć ograniczenia/ zastrzeżenia, które wynikają z tej pięknej i efektownej, ale i bardzo ryzykownej maści:

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2013/07/05/dlaczego-pigment-jest-taki-wazny-dla-dogo-argentino-podsumowanie/.

Decyzja o wyborze hodowli zazwyczaj jest trudna. Ale jest przynajmniej dwa razy trudniejsza, kiedy pragnie się mieć psa z wielką białą łatą, bo ”biały” Dogo Argentino, czytelniku, to podobnie jak np. biały Bullterrier Angielski, kolorowy pies, którego kolor przykrywa ogromna, biała łata -przeczytajcie tekst podlinkowany powyżej.

Jeżeli ”nie odrobi się pracy domowej”, może się zdarzyć, że funduje się ”kolejną kadencję” komuś, kto niczym sobie na nasze zaufanie nie zasłużył. (Nawet decydując się na peta, a nie psa wystawowego nie należy zapominać, że niedosłyszący Dog Argentyński, w przyszłości może okazać się pięćdziesięcioma kilogramami problemu, z którym bardzo trudno sobie poradzić…). Nieprzemyślany wybór hodowcy oznacza, że odbiera się szansę wykazania się innym, tym bardziej godnym zaufania i pozwala się, nie bacząc na cierpienie psów, oszustom napychać kieszenie. Tak więc, tak samo, jak psy, należy umieć oceniać ludzi, umieć słuchać odpowiedzi na zadawane im pytania i wyciągać wnioski, bo nie wszyscy zarejestrowani hodowcy są hodowcami. Niektórzy tylko za hodowców uchodzą, będąc w istocie producentami rasowych psów. Pseudohodowlane praktyki mają miejsce w Związku Kynologicznym w Polsce.

Pytania, które trzeba zadać, czyli coś, czego kruche ego ”hodowcy” może nie wytrzymać

Z hodowcami psów rasowych -i dotyczy to w takim samym stopniu hodowców wszystkich ras, bez wyjątków- bywa jak z urzędnikami. Jedni i drudzy nie zawsze ”sami z siebie” chcą o wszystkim mówić i jeżeli nie wiemy o co zapytać, to ”sami z siebie” nam nie podpowiedzą. Zwłaszcza, kiedy chodzi o tzw. ”trudne kwestie” np. autentyczne efekty pracy hodowlanej (Temat, niezwykle drażliwy, bo łatwo w nim zahaczyć o kompleksy pani czy pana mających się za ”hodowców”). Te efekty to min. to na ile psy, które możemy u hodowcy oglądać, odwiedzając jego hodowlę albo podczas wystaw, wyglądają na przedstawicieli swojej rasy. Molosa, generalnie rasę psa zawsze poznaje się po ”twarzy”, co w praktyce oznacza, że ”Argentyn ma z buzi na argentyna wyglądać”. Oglądając wszystkie te ”Championy” musimy zadać sobie pytanie, czy w istocie patrzymy na psy zbudowane zgodne z wymogami wzorca rasy? Przejawiające psychiczne cechy dla tej rasy typowe? Zastanówmy się też nad tym, czy psy, które obserwujemy są emocjonalnie stabilne, tzn czy są osobnikami zrównoważonymi psychicznie, czy też może są przesadnie bojaźliwe lub wręcz agresywne? Więcej o ”efektach pracy hodowlanej” i ”trudnych pytaniach”, które warto postawić osobie zajmującej się rozmnażaniem rasowych, zanim podejmie się decyzję, że akurat z tą osobą chce się podpisać umowę dotyczącą kupna-sprzedaży psa, znajdziecie tu:

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2016/12/19/1201/

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2017/01/15/szkic/

Miłośniku, przyszły właścicielu presy Dogo Argentino, musisz nauczyć się rozróżniać autentyczne wyniki pracy hodowcy, a żeby być do tego zdolnym najpierw musisz nauczyć się samodzielnie oceniać wyhodowanie przez niego psy*, od bajerowania na temat efektów hodowlanej pracy, w którym niektórzy ”hodowcy” są naprawdę świetni. Aby móc oprzeć się ”propagandzie sukcesu”, czyli opowieściom tzw hodowców o tym, jak długo ”siedzą w rasie”, jakie wielkie i oryginalne mają ”plany”, ile wystaw i z jakimi wynikami ”wygrały” ich psy, musisz najpierw nauczyć się patrzeć na wszystkie psy, w ogóle. Jeżeli nauczysz się podstaw anatomii i zobaczysz co dokładnie znaczy ”spionowana łopatka”, ”harmonijny ruch”, poznasz rodzaje chodu psa, zrozumiesz/ unaocznisz sobie czym jest poprawne kątowanie albo ”miękki nadgarstek” i jak je rozpoznać, nauczysz się dostrzegać wady dokładnie tak samo, jak zalety danego psa, staniesz się odporny/a na agresywny, kitujący PR. Chcąc kupić presę i nie dać się wpuścić w maliny, czyli nie paść ofiarą oszustwa, musisz wiedzieć skąd bierze się u psów dysplazja stów. Nie licz, że ”wyjaśni” ci to pierwszy z brzegu ”hodowca” i przeczytaj artykuły, do których linki wkleiłam powyżej.

A! (Bardzo ważne, zwłaszcza jeżeli jesteś osobą, którą na poważnie interesują wystawy i zamierzasz jeździć także na te zagraniczne. Bez wiedzy, polegając jedynie na ”uroku osobistym tzw hodowcy”, możesz w przyszłości bardzo się rozczarować…) Nie ma nic bardziej przykrego od widoku wyrazu twarzy wystawcy, który inwestuje czas i pieniądze w wyjazd na zagraniczną wystawę i na zimno zderza się z rzeczywistością, kiedy okazuje się, że jego pies, który dotąd ”kosił konkurentów” w stawce ”6 argentynów na krzyż”, u sędziów, którzy wzorca rasy uczą się na kwadrans przed wystawą, sędziowany przez starego dogo-wyjadacza, w stawce ponad 20u konkurentów w swojej klasie (!), odpada na pierwszym etapie przesiewu…

Bardzo wiele osób uważa, wręcz wyznaje pogląd, którego z infantylną upartością zaciekle broni na forach, że ”wszystkie psy są piękne”. Oczywiście. Jako ”psiara” nie mogę się z tym nie zgodzić. Generalnie, ”pieski są śliczne i słodkie” (nawet małe i zaplute pokurcze, te mikro psy, mikroby wręcz, z wyłupiastymi oczami, mają w swoich właścicielach największych fanów). Ale jako miłośnik rasy, patrzący na sprawę kynologicznym okiem, muszę powiedzieć, że owszem, ”wszystkie psy są najpiękniejsze i najcudowniejsze dla swoich właścicieli”, ale nie wszystkie posiadają taką samą wartość, jako przedstawiciele konkretnej rasy, ponieważ nie wszystkie są np. zbudowane zgodnie z wytycznymi wzorca rasy albo mają zdrowy i sprawny aparat ruchu.

Pety vs psy z potencjałem wystawowym (a może nawet hodowlanym)

Psy pochodzące z zarejestrowanych hodowli (właśnie o tym, jak ważne jest mieć świadomość gdzie, czyli w jakim związku czy stowarzyszeniu zarejestrowana jest hodowla, będzie kolejny tekst) dzielą się na zwierzaki posiadające potencjał hodowlany, zwierzęta, które w chwili przekazywania nowym właścicielom, mają wykonany komplet badań dokumentujących ich stan zdrowia i wykluczających, iż obciążone są schorzeniami będącymi zmorą danej rasy (w przypadku DA chodzi mi  BAER TEST) i wydają się obiecująco zapowiadać pod względem fizycznym (takich psiaków jest jak na lekarstwo), i można spodziewać się/liczyć, że wyrosną, rozwiną się na typowych przedstawicieli rasy i pety. Pety, które z założenia nie posiadają wartości hodowlanej, choć także mają wykonany komplet badań, ale ich anatomia, już na wczesnym etapie ich rozwoju wskazuje, że nie będą ”ładnymi”, typowymi przedstawicielami swojej rasy (delikatny kościec, zaburzone proporcje itp.). Z tego powodu ważne jest, by znać wzorzec rasy i umieć go odnieść do oglądanych np. podczas wystawy, psów, będących potencjalnymi rodzicami naszych szczeniąt. Pewne cechy zdradzające, że dane szczenię nie wyrośnie na idealnie zbudowanego przedstawiciela rasy, można wcześnie zaobserwować (Niektórzy tzw hodowcy wychodzą z wygodnego dla niech -zwłaszcza finansowo- założenia, że ”Jak biały, to wystawowy”, a to, proszę państwa, jest zwykły kit, bo temat wartości hodowlanej, czy nawet jedynie wystawowej, danego zwierzęcia jest znacznie bardziej złożony.

Autentyczne wyniki pracy hodowlanej (a każdy kolejny miot, to etap pracy, podlegający ocenie) ”jakość” psów, kiedy dorosną, dają komunikat o powodzeniu pomysłu na kojarzenie, o sensowności wybranej przez hodowcę drogi. Każdy, kto ”zabiera się do” rozmnażania zwierząt -w tym przypadku psów bardzo trudnej w hodowli rasy, musi być na tyle inteligentny, by rozumieć podstawy genetyki. Kolejny raz odsyłam do artykułu na temat roli pigmentacji, podlinkowanego powyżej i przypominam, że Dogo Argentino są podatne min. na alergie. Namawiam też do zapoznania się z zagadnieniami metod hodowlanych stosowanych min. przy argentynach. I raz jeszcze polecam zastanowić się nad faktem, że Dogo Argentino to myśliwski molos, którego łowiecki instynkt dla osób nieprzygotowanych/ nieuświadomionych, może być bardzo poważnym problemem.

Do przemyślenia: jeżeli ze skojarzenia danej pary hodowlanej przychodzą na świat szczenięta z jakąś poważną wadą, która ujawnia się w trakcie dorastania piesków, np. wnętrostwo u samca/ samców, dla inteligentnego, znającego podstawy genetyki hodowcy, jest to sygnał, że takiego krycia nie wolno powtarzać i należy rozważyć czy w ogóle jest sens dalszego używania w hodowli (już w innych połączeniach) tego konkretnego samca i tej konkretnej suki. Wnętrostwo jest wadą genetyczną, ujawniającą się recesywnie. I jest dla hodowcy oczywiste, że -przepraszam za kolokwializm- jednojajowo płodny wnętr, będzie tę wadę przekazywał swojemu potomstwu. Jest także jasne, że miotowi bracia wnętra, samce, u których ta wada ”fizycznie” się nie objawiła, także obciążone są tą samą cechą recesywną i ich potomstwo jest na nią tak samo narażone. Tak więc kolejne łączenie pary, o której wiadomo, że dała potomstwo z wadą wrodzoną, świadczyć może tylko o dwóch rzeczach a) w danej hodowli rozmnaża psy osoba skrajnie niepokalana inteligencją b) w danej hodowli rozmnaża psy osoba skrajnie łaknąca forsy… (http://twojezwierze.pl/psy/choroby-psow/artykuly/zobacz/moj-pies-jest-wnetrem-co-to-oznacza.html http://www.piesporadnik.pl/title,Wnetrostwo,pid,573.html  )

To nie zapewnienia, nie słowa tzw hodowcy, a psy które wybrał jako godne rozmnażania, pary hodowlane, te przez niego wyhodowane, wybrane z miotu, te które ocenił jako osobniki posiadające największą wartość hodowlaną, czyli najbliższe ideałowi określonemu przez wzorzec rasy, takie które warto jego zdaniem wystawiać, a w przyszłości użyć w planach hodowlanych, mówią o stanie wiedzy hodowcy i wynikach jego pracy. Za hodowcę mówią też badania osobników, które wybrał na rodziców szczeniąt lub ich brak. Oraz on sam, a od chamów, prostaków i ludzie emocjonalnie niestabilnych należy trzymać się jak najdalej. Nie należy dać uwieść się ”na słowo” opowieściami o wynikach wystaw  i zdobytych tytułach. Sporo osób w polskim dogo-świecie jest świetnych w gadce o duperelach, ale te osoby gubią się kiedy zaczyna się z nimi rozmawiać o konkretach. Hodowca musi mieć pojęcie o rodowodach swoich psów, musi wiedzieć ”z czego są zrobione”. Ktoś kto krzyżuje psy bo ”takie ma”, ”takie sobie kupił” i mu ”się podobają” i ”zobaczymy co z tego wyjdzie”, to nie jest poważny hodowca, to nawet nie jest ”hodowca”. To jest jakiś ktoś, kto sobie coś tam robi, ale na dłuższa metę nikt nie wie co i najgorsze, że on sam też, to zwykły ”rozmnażacz” żyjący ze sprzedaży szczeniaków …

Zupełnie inaczej rzecz ma się, kiedy słucha się/ rozmawia z hodowcą/ wystawcą, którego pies/y zapiera/ją dech w piersiach (Coraz mniej jest takich argentynów, ale czasem się zdarzają, to są takie ”wyjątkowe wyjątki”).

Właśnie, to jest charakterystyczne. Kiedy widzi się ”takiego sobie” Doga Argentyńskiego, człowiek myśli sobie ”fajne, białe psisko”/ ”duży, biały pies”/ ”ogromny, ”biały Labrador” i tyle, nic więcej. Ewentualnie rozczarowanie, że ”to, co ktoś widział na jakimś zdjęciu, co go tak zachwyciło, nie ma odbicia w (np. wystawowej) rzeczywistości… Kiedy jednak ma się do czynienia z naprawdę dobrym, wybitnym psem, to dosłownie zatyka z wrażenia. Kiedy obserwuje się prawdziwe, atletyczne Dogo Argentino w głowie migają neony ”silny”, ”dostojny”, ”zachwycający”, ”gibki”. Człowiek patrzy i wierzy, że taki pies, pies tej rasy faktycznie może poradzić sobie z dzikiem, pumą, bo wszystko w nim mówi o jego sprawności. Takie psy przywołują skojarzenia z dzikimi kotami, ogierami, z siłą natury i pięknem.

Jak o każdej z wystaw także o wartości Wystawy Klubowe i przyznawanych na niej lokat, decyduje to, co o Dogo Argentino wie ten, kto te psy sędziuje. Niestety, nawet na wystawach klubowych zdarza się, że DA sędziują osoby zupełnie przypadkowe w odniesieniu do tej rasy i potem słucha się zadziwiających ”mądrości” od kogoś, kto na co dzień hoduje małe buldogowate i o argentynach wie tyle, co przeczyta na kwadrans przed wejściem psów na ring albo tyle ile asystent/ka podpowieWystawa klubowa jest swego rodzaju przeglądem hodowlanej stawki oraz ”osiągnięć” tzw hodowców. Teoretycznie to najbardziej prestiżowa z odbywających się w Polsce wystaw, w których biorą udział Dogi Argentyńskie. To tu można spotkać (i poznać) hodowców i zobaczyć ich psy (w zestawieniu z konkurentami albo tymi, którzy za ”konkurentów ”chcieliby uchodzić. Trzeba zdawać sobie sprawę, że poza wystawą klubową, na większość z wystaw odbywających się w naszym kraju przyjeżdża średnio 6-8* psów… Tak więc zdarza się, że ”zgarniają rasę” naprawdę słabe zwierzęta, które w innych okolicznościach (większej liczby konkurentów) nie miałby szansy zakwalifikować się do pierwszej czwórki.) Czasem można odnieść wrażenie, że sędziowie przyznają tytuły i wnioski na championaty za samo pofatygowanie się na wystawę… w dzisiejszych warunkach nawet ”prestiżowa” kiedyś tzw klubówka nie jest wystawą, na którą warto jechać, czasem przez pół Polski. Przypadkowi sędziowie, jak i przypadkowe ”Dogi Argentyńskie” skutecznie zniechęcają do udziału w takich imprezach, a wygrane białych wypłoszy… Cóż, zniechęcają do tego jeszcze bardziej.

Obejrzyj sobie czytelniku, na forach oraz na FB polskie Championy Dogo Argentino. Będziesz albo zaskoczony, albo zażenowany tym, jak bardzo, bardzo różne argentyny mogą się tym tytułem poszczycić. Ile jest u nas obleśne brzydkich (galaretowatych, kostropatych, na glinianych kozincowanych łapach i tylko z nazwy) ”polskich Championów”. Poczytaj też sobie ich zagraniczne tytuły. Im bardziej egzotyczny Championat, tym mniej wart (pies). Ważne, żeby to wiedzieć, bo mamy w Polsce psy utytułowane w bardzo egzotycznych miejscach (które nigdzie indziej nie zdobyłby hodowlanych uprawnień). Miejscach tak dla DA oryginalnych, że równie dobrze wystawcy/hodowcy mogliby chwalić się championatami Madagaskaru, Etiopii, Księżyca, Jowisza… Najwięcej znaczą tytuły zdobyte w krajach, w których DA są rasą popularną/ liczną i doskonale znaną sędziom; w Ameryce Łacińskiej (rodzima Argentyna, Brazylia), Włoszech, Hiszpanii, Francji, potem mamy południowych sąsiadów (Węgry), potem długo, długo nic i Rosję (z naciskiem na Moskwę). Warto jednak zwrócić uwagę na wysiłek niektórych prawdziwych hodowców, hodowców z sukcesami ”podbijających nowe tereny”, jeżdżących z białą presą do Niemiec i tam święcących triumfy.

*Wniosek z powyższego, zawsze pytaj hodowcę, o to w jakich warunkach jego psy uzyskały swoje tytuły. Poproś o ”zestawienie”. Chodzi o to, drogi argentynomaniaku, abyś miał możliwość dowiedzieć się z iloma i jakimi konkurentami stawał w szranki pies, którego tak reklamuje ci hodowca (Ci ludzie tym żyją, oni potrafią z całego serca nienawidzić tzw konkurentów, opluwać ich publicznie lub tylko w prywatnych wiadomościach, lub telefonicznych rozmowach, więc nie kupuj odpowiedzi w stylu ”nie pamiętam”. Oni bardzo dokładnie pamiętają każdą wygraną, dokładnie tak samo, jak każdą przegraną, żyją tymi ”wynikami wystaw”, bo tylko dzięki nim mogą dziś opylić ci szczeniaka.) Hodowcy uwielbiają górnolotne określenia, mocno działające na wyobraźnię przyszłych właścicieli, ”zgarnianie rasy” jest jednym z tych określeń. ”Moc” jego oddziaływania blednie, jak podkoszulek zostawiony na słońcu, kiedy okazuje się, że pies, czy suka ”zgarnęli rasę” jako soliści)…

W Polsce (to zjawisko dotyczy większości ras) praktycznie wszystkie psy, z wyjątkiem tych posiadających określone przez wzorzec ”wady dyskwalifikujące”* są oferowane/ sprzedawane nowym właścicielom jako psy ”posiadające potencjalną wartość hodowlaną”. Trzeba pamiętać, że niektóre cechy (nie mające nic wspólnego z niebieskim okiem czy czernią przy ogonie) świadczące o tym, że w przyszłości pies nie będzie posiadał wartości hodowlanej są widoczne już we wczesnym wieku. Np. charakterystyczne wady inbreed’owe, będące skutkiem kojarzeń krewaniczych, np. możliwa do zaobserwowania dla wnikliwego oka wada postawy osobników urodzonych w danej hodowli. W skrajnych przypadkach skutki nieprzemyślanego ”linebredu” powodują, że dokładnie tę samą wadę obserwujemy u większości psów z danej hodowli (Wada staje się sygnaturą hodowli).

Warto mieć na uwadze, że za psy sprzedawane jako definitywne pety, tj te obciążone wadami wymienionymi przez wzorzec rasy i/lub nie posiadające certyfikowanych wyników badań, hodowca nie może ustalić zbyt wygórowanej ceny.

*Dla DA są to min. niebieski refleks tęczówki, częściowo niedopigmentowana tęczówka (niebieska ”łatka” na tęczówce) Choć taka wada nie przeszkadzała pewnemu panu pokazywać na wystawie psa nią obciążonego, a sędziującej osobie tego psa ocenić, jakby był pełnowartościowym zwierzęciem. Dlatego niektórych sędziów nie należy traktować serio. (Właściciel pieska, udziałem swojego peciszcza w wystawie ”legalizował” sobie puszczony na lewo, poprawka ”przez nieuwagę” miocik, po tym, jak ”nie upilnował” swojego peta i suki…)

Psy, które cechuje wada inbreedowa nie powinny być używane w hodowli, nie powinny być także oferowane nowym właścicielom inaczej niż jako pety. Pamiętajmy, że ”wykucie na pamięć” wzorca rasy to za mało. Trzeba nauczyć się anatomii psa, obserwować poprawnie zbudowane zwierzęta w ruchu, jeździć na wystawy i odwiedzać hodowców. Trzeba nauczyć się przekładać wiedzę teoretyczną na umiejętność praktycznego patrzenia. Można także godzinami oglądać filmiki na YouTube, których bohaterami są Dogi Argentyńskie, jeżeli nie mamy innej możliwości oglądania „dogo w naturze”. Jednym słowem należy robić wszystko co pozwoli nam dowiedzieć się więcej o rasie.

*Dodatkowe wymogi hodowlane :
W przypadku Dogo Argentino Polski Związek Kynologiczny wymaga testów psychicznych. Dla Dogo Argentino nie są przewidziane obowiązkowe badania stawów biodrowych, ani badania słuchu. O wyniki obu badań sam, przyszły właścicielu argentyna, musisz zapytać hodowcę, od którego planujesz zakupić szczeniaka. Na szczęście dla coraz liczniejszej grupy polskich hodowców BAER nie jest już hasłem na dźwięk, którego dostają apopleksji i coraz więcej polskich psów ma za sobą BAER test 🙂

Rozmowa i pierwszy kontakt z hodowcą

jeżeli kontaktujemy się z hodowcą (np. telefonicznie), a on o nic nas nie pyta i jedyna informacja, którą od niego otrzymujemy odnosi się do kwoty, za którą możemy psa kupić, to odpuśćmy sobie takiego ”hodowcę” i jego ”hodowlę”. Dogo Argentino to nie ciuch z przeceny ani pączek z hipermarketu. Dogo Argentino to duży, trudny w prowadzeniu pies, który jeżeli trafi w nieodpowiednie ręce, może stać się nieprzewidywalnym i niebezpiecznym zwierzęciem (Wkrótce na blogu pojawi się artykuł o temperamencie dogo-myśliwego, na spacerowe -i nie tylko- przejawy którego coraz częściej nowi nabywcy okazują się być zupełnie nieprzygotowani… Tak to właśnie jest, kiedy mnożą się hodoFle, a hodFcy chcę tylko wcisnąć szczeniaka…). Dlatego nie należy usprawiedliwiać hodowcy i myśleć ”No tak, na pewno ma dziesiątki telefonów dziennie, więc w końcu 27 raz odpowiedział ‚z automatu’, gdyby był wypoczęty porozmawiał by ze mną dłużej”. Owszem, do hodowców dzwonią/wydzwaniają przeróżni ludzie i 90% telefonów to ”zawracanie głowy” przez kogoś, kto ”chce rasowego, ale niekoniecznie z rodowodem, najlepiej tanio”. Wszyscy jesteśmy tylko ludźmi, i hodowca ma prawo być poirytowany telefonami od kretynów. Mimo wszystko jednak, jeżeli my na ”dzień dobry” nie brzmimy jak troglodyta, przedstawiamy się jak cywilizowani ludzie i umiemy złożyć zdanie, nie kalecząc przy tym języka polskiego, to należy nam się, aby profesjonalnie nas potraktowano. Ktoś, kto zajmuje się hodowlą DA, zajmuje się hodowlą jednej z ras umieszczonych na tej nieszczęsnej liście MSWiA, psów ras uznawanych za agresywne i jego podstawowym obowiązkiem jest być w stu procentach pewnym, komu psa sprzedaje. Handlarza interesuje tylko zainkasowanie kwoty za szczeniaka. Hodowcę interesuje kto chce kupić od niego jego pieska. Dlatego hodowca o cenie mówi na samym końcu. Tym bardziej, że sam hodowca dokąd nie urodzą się szczenięta, nie wie jaką wartość szczenięta będą mieć, ile urodzi się psów z potencjałem, czy zostawi sobie jakiegoś, czy będą pieski na warunek, współwłasność, czy będą pety. Normalny, prawdziwy hodowca jest ciekawy tego z kim rozmawia, pyta czy osoba zainteresowana kupnem szczeniaka, miała wcześniej psa tak wymagającej w prowadzeniu rasy, czy ma doświadczenie, gdzie mieszka, w jakich warunkach pies będzie żył (dom czy mieszkanie), dlaczego chcemy Doga Argentyńskiego, czy zdajemy sobie sprawę z tego, że to pies z silnym instynktem łowieckim, czy mamy dzieci, inne zwierzęta, czy chcemy psa wystawowego, czy sami jesteśmy zainteresowani hodowlą, a może chcemy peta? Hodowca bardzo skrupulatnie wybiera ”rodziców adopcyjnych” dla swoich szczeniąt i dlatego zanim cokolwiek z nami ustali, najpierw chce nas poznać i porozmawiać z nimi ”na żywo”, twarzą w twarz.

Cena

Bywa różnie. Cena za Dogo Argentino w Polsce waha się… Dwa lata temu powiedziałbym, że od 4.000 za peta wzwyż…  W przypadku wybitnego krycia, takiego na które jedzie się do np. Brazylii (co raczej polskim hodowcom się nie zdarza i jeśli już coś ponadprzeciętnego ”kombinują”, to starają się ściągnąć do Polski nasienie psa, który gdzieś tam uchodzi za wybitnego i którego zazwyczaj sami nie mieli nigdy okazji zobaczyć ”live”), cena za szczeniaka może wynosić nawet kilka tysięcy euro. Ale to raczej, kiedy kupujemy psa za granicą. I wtedy, zagraniczny hodowca za tych kilka tysięcy euro chętnie wciśnie nam peta. Psiaka, którego w życiu nie zostawiłby sobie do hodowli ani nie przekazał do hodowli znanemu sobie hodowcy, którego ceni i szanuje, ale nam chętnie go wciśnie, skoro już przyjechaliśmy. W końcu mieć parę tysięcy euro a nie mieć, to zawsze jest różnica, bo gdy chodzi o kaskę, nieistotna jest szerokość geograficzna.) *Ale… ponieważ, kiedy ten tekst pierwotnie powstawał, we wrześniu 2011 roku, nie było jeszcze aż tylu hodowli, nie zdarzały się przypadki, kiedy to pety ”szły” w cenie psów z potencjałem, z kompletem badań itd… Czas leci, hodoFców jest coraz więcej, wszystko się zmienia i… jak się okazuje, ”schodzi na psy”.
Pamiętajcie państwo o podziale na pety, psy wystawowe i te posiadające autentyczną wartość hodowlaną. Cena szczeniaka zależy od tego, czy chcemy mieć przebadanego peta ”na kolanka”, bo nie jesteśmy zainteresowani wystawami etc., ale nie chcemy niespodzianek dotyczących stanu zdrowia szczyla, chcemy oszczędzić sobie nerwów i wydatków, czy też chcemy mieć peta i tyle?  Czy chcemy psa wystawowego (który być może mógłby w przyszłości zostać psem hodowlanym/suką hodowlaną)? Jeśli tak, to psiak, poza tym, że nie może być obciążony wadami, które wzorzec rasy wymienia jako dyskwalifikujące, musi mieć komplet certyfikowanych badań, które mówią nam, że psiak nie tylko dobrze wygląda, czyli min. jest szczeniakiem o proporcjonalnej sylwetce, dobrym kośćcu i kształtnej głowie, ale jest zdrowy i w chwili, w której podpisujemy umowę ze sprzedającym go nam hodowcą, nie ma przeciwwskazań, aby na tym etapie życia, obiektywnie móc uznać to szczenię za posiadające wystawowy potencjał. O tym czy w przyszłości dany psiak będzie mógł zostać użyty w hodowli, dowiemy się, gdy zwierzak osiągając dojrzałość, będzie mieć nie tylko poprawny zgryz, ale i będzie prawidłowo fizycznie rozwinięty, czyli jego anatomia będzie odpowiadać wymaganiom wzorca rasy. 

Jeżeli dzwonimy do hodowli i hodowca mówi nam coś w rodzaju ”wszystkie pieski są w tej samej cenie, która wynosi 4500 zł”, to możemy założyć, że wszystkie szczenięta są petami. Jeżeli tzw hodowca od razu wie, że wszystkie psy sprzeda za tę samą kwotę, to znaczy, że jest handlarzem, a nie hodowcą psów. Dodatkowo jeżeli usłyszymy, że ”Dog Argentyński to teraz tak popularna rasa, że na szczenięta trzeba się zapisywać i dwa-trzy krycia czasem przeczekać”, to jeżeli dzwonimy do hodowcy, rozmawiamy z nim, on mówi nam, że ”na argentyny trzeba się zapisywać” i równocześnie rozmawia z nami o sprzedaniu nam szczeniaka z miotu, który aktualnie ma u siebie, to coś tu nie gra. Albo na DA jest ”popyt” i ”schodzą jak świeże bułeczki” i wtedy hodowca nie ma z nami o czym rozmawiać, bo szczenięta są zarezerwowane, albo po prostu opowiada nam bajki i stara się wyrobić w nas przekonanie, że musimy kupić teraz i to psa od niego, bo potem może nam być bardzo trudno. Takich cwaniaków i cwaniar trzeba unikać.

To co widać ”na pierwszy rzut oka”

Pet to szczeniak błękitnym refleksem na tęczówce, nie w pełni wybarwioną tęczówką, niebieskim okiem, z kolorem przebijającym się przez wielką białą łatę w innym miejscu niż głowa, albo w kilku miejscach na głowie (wystarczy, że dwóch różnych) i poza nią. Kolor na głowie wystawowego (a w Polsce i hodowlanego DA) nie może przekraczać 10% powierzchni głowy, wliczając w to powierzchnię naturalnego, nieciętego ucha i może występować tylko w jednym miejscu, może to być tylko jedna ”łatka”, nie dwie, nie trzy, jedna. (Tak, jest w Polsce hodowla założona przez panią, która obcięła uszy swojej suce, po to, by móc ją wystawiać i zrobić jej uprawnienia hodowlane, ale cóż… Obiektywnie, biorąc pod uwagę ”kolorystyczne wymogi wzorca rasy”, suka ta jest petem a jej potomstwo nie powinno było się urodzić, gdyż ona z założenia nie przedstawiała wartości hodowlanej. Jednak suka urodziła potomstwo i nikt nie zgłosił żadnych ”ale”, choć pani ta, sama, tak bardzo kiedyś narzekała i to publicznie, że podobno jakiś pies miał braki w uzębieniu a mimo to został reproduktorem… Ot, ”uczciwość” tzw hodowców…)

Niestety nie w pełni wybarwione nosy nie są jeszcze zaliczane do wad dyskwalifikujących, choć nie w pełni wypigmentowany nos to tak samo wynik silnej ekspresji swsw jak fragment niebieskiej tęczówki, oczy wiecie już, jeżeli przeczytaliście linkowany na początku tekst.

Dogo stają się (niestety) coraz bardziej popularne, w związku z tym powstają coraz to nowe hodowle, które w większości pracują na kiepskiej jakości materiale i po prostu rozmnażają rasowe psy zgodnie z prawem (To ”zgodnie z prawem” to też osobny wątek, więc o związkach i stowarzyszeniach w innym wpisie). Nie wolno mylić hodowcy-pasjonata z  handlarzem-cwanikiem. Jeżeli będziemy się mylić, to pomożemy cwaniakom rozłożyć na łopatki wspaniałą rasę, jaką jest Dogo Argentino, dokładnie w taki sam sposób, jak w latach 90tych zeszłego wieku rujnowano w Polsce wspaniałe Rottki i ASTy. A tego przecież żaden argentynomianiak nie chce.

Jak już wcześniej wspominałam w Polsce panuje zwyczaj (nie dotyczący hodowców-pasjonatów, których na palcach jednej ręki można w naszym kraju policzyć [a i tak zostanie jeszcze kilka wolnych palców] im szacunek do idei pracy hodowlanej, a także poczucie dobrego smaku nie pozwalają na arogancję, która obezwładnia ich „kolegów), że praktycznie wszystkie psy, nieposiadające wad, które wzorzec rasy definiuje jako wady dyskwalifikujące (mam na myśli wady, widoczne u szczeniąt już w okresie, kiedy przekazuje się je nowym właścicielom), sprzedawane są jako psy z potencjałem wystawowym i hodowlanym równocześnie (choć to dwie różne ”bajki”). Wybitnie bezczelne jednostki pchają pety z wadami na wystawy… i być może wadliwie umaszczone szczeniaki ”opychają” jak szczeniaki z potencjałem (za tę samą cenę)… Tak to już jest, że tupet pomieszany z wyjątkowym uporem sprawia, że hodowcy-bajerowcy i ci z gatunku ‚w życiu się o prawdziwe Dogo Argentino nie otarłem/am’, ci hodoFcy i producenci, są w stanie z najkoszmarniejszego psa zrobić ”championa”.

Jak powstają hodowle, których ”trzon” stanowią słabe psy?

Osoby opierające hodowlę na eksterierowo słabych psach, czyli min. przerośniętych, ze słabą anatomią, ze słabym kośćcem, ”galaretowatych”, osobnikach bez wyrazu, z fatalnymi głowami, psich sukach i suczych psach (wszystko to z ”i”&”lub” na przemian) nie bardzo wiedzą jak powinien wyglądać Dog Argentyński. I raczej nie bardzo się tym przejmują. W polskiej ”kynologii” ”siedzi” bardzo dużo osób, które po prostu mają kompleksy i/albo chcą na rozmnażaniu psów zarobić, z tego żyją, że sprzedają  szczeniaki (Choć hodowla niby jest w Polsce ”amatorska”). Garstka hodowców (mówię o ogóle) ze Związku Kynologicznego w Polsce to hodowcy sercem i duszą, tacy z prawdziwego zdarzenia, którzy np., kiedy chodzi o białą presę, czyli nasze ukochane Dogo Argentino (czy to kanaryjską, czyli Dogo Canario/ Presa Canario), wykonują RTG stawów biodrowych i łokciowych (a czasem i kolanowych albo barkowych, z którymi także są problemy…) osobnikom, które decydują się rozmnażać i które zostają rodzicami szczeniąt, które potem kupują za tysiące złotych (albo euro) nabywcy (o BAER TEST nie wspominając), sprawdzają kondycję serca i wykonują inne badania, po to, aby mającym się urodzić szczeniętom oszczędzić cierpień a ich opiekunom stresu i wydatków. Wracając jednak do wątku ”wiedzieć jak wygląda prawdziwy, czyli anatomiczny i sprawny Dog Argentyński”, gdyby osoby te to wiedziały, nie kupowałyby przypadkowych szczeniaków od przypadkowych tzw hodowców. Ludzie ci nie zaczynaliby od słabych psów i na ich bazie nie rozpoczynaliby ”hodowli”. To fakt, hodowca-pasjonat, który może poszczycić się pewnym dorobkiem, ktoś, kto wypracował określony poziom, który starannie utrzymuje, nie oddaje ot, tak wybitnego a czasem nawet tylko poprawnego osobnika, komuś ”z ulicy”. Obiektywnie trudno jest zdobyć wartościowy ”zaczyn” do hodowli. Gdyby jednak osoby porywające się na ”hodowanie Dogo Argentino”, na byle czym, miały odrobinę inteligencji, zamiast rozmnażać dogo-popłuczyny, budowałby relacje z hodowcami osiągającymi sukcesy, które to potwierdzają wyniki badań ich psów! Czyli hodowcami mającym w swoim dorobku nie tylko psy anatomicznie zajmujące, ale przede wszystkim sprawne, czyli zdrowe, wolne od wad wrodzonych. Gdyby starczyło tym ludziom inteligencji i pokory, swoją drogę jako ”hodowcy”, rozpoczynaliby od współpracy z kimś, na czyją fachową pomoc mogliby liczyć i nie papraliby rasy jeszcze bardziej, produkując białe wypłosze. Przeciwnie, w ich hodowli rodziłyby się przynajmniej poprawne osobniki. I już na starcie, współpracując z prawdziwymi, dbającymi o poziom i wciąż inwestującymi w swoją hodowlę, hodowcami, osoby te miałyby szansę mieć, jako breeding stock anatomiczne osobniki. Tak więc ludzie, którzy w życiu o autentyczne DA się nawet nie otarli, i którzy zupełnie nie mają ”oka”/”wyczucia” do argentynów (do psiej anatomii w ogóle), kupują szczeniaki od innych przypadkowych ludzi albo takich, których uważają za ”specjalistów”, bo ci są dobrzy w tzw ”bajerze” i rozpowszechnianiu ”informacji”, szczególnie na FB, o tym, jakie to ”super-ekstra psy mają u siebie”. Szczeniaki, które wyrastają na brzydkie, rasowo, czyli eksterierowo kiepskie DA, których rozmnażanie nie ma najmniejszego sensu, bo nie wnosi nic wartościowego do rasy. A przeciwnie może dużo zepsuć. jednak ponieważ te osoby nie mają pojęcia czym charakteryzuje się Dogo Argentino a hodowcy-bajerowcy, od których swoje psy kupili, idą w zaparte i jak mantrę powtarzają ”Ależ nam chłopak/dziewczyna ładnie wyrósł/wyrosła”. No, w końcu ludzie zapłacili im  za przyszłe ”championy”, niech więc mają poczucie, że mają ”championy”, nie można im powiedzieć (nawet jeśli się to widzi, będąc zwykłym handlarzem szczeniąt): „Sorry, ale nie wyszło„, bo jeszcze zechcą zwrotu pieniędzy… Posiadacze dogo-koszmarków ”wyjeżdżają” im tytuły, zdobywają uprawnienia i produkują kolejne brzydkie, jak sraczka na śniegu szczeniaki, z których wyrastają brzydkie, jak sraczka na śniegu ”Dogi Argentyńskie”… A wszystko dlatego, że dla polskich sędziów i generalnie większości sędziów z krajów innych niż Argentyna, Brazylia, Włochy, Francja i Hiszpania DA, to rasa wciąż bardzo egzotyczna…
i tak w kółko. Niektórzy tzw hodowcy mają pioruńskie ciśnienie, żeby ich psy, tzn. psy noszące ich przydomek ”zasilały inne hodowle”, żeby ich przydomek pojawiał się w innych hodowlach (to im wizerunkowo dobrze robi). Sęk w tym, że od jakiegoś czasu tak się dzieje, że wyhodowane przez najgorliwszych hodowców-bajerowców psy, zasilają tylko polskie, w większości bardzo słabe i coraz gorsze, nowe ”hodowle”… Jakoś nikt z zagranicy się o ich psy „nie zabija”…

Tak więc mamy dziś sytuację, w której samozwańczy ”spece od rasy”, bajeranci, produkują/trzaskają mnóstwo słabych psów, których rodzice pokazywani są głównie w Polsce, sprzedają je potem naiwnym ludziom, którzy po prostu chcą mieć ”Dogo Argentino” i myślą ”Hodowla, to hodowla, ważne, żeby była blisko domu, bo mi się nie chce daleko jechać” i biedacy, którzy w życiu prawdziwego DA nie widzieli (No, bo jak? Jadą do hodowli, a tam poczwarki. Nawet jak są ”odrobinę” rozczarowani i 6 zmysł im się włącza, to ”przecież są w hodowli Dogo Argentino”, więc wszystko jest ok. Kupują więc te poczwarki i zakładają nowe hodowle…
Niestety trzeba uzmysłowić sobie, że z dorobkiem hodowców-bajerowców (generalnie, rasa jest często bez znaczenia) jest trochę jak ze sztuką nowoczesną (Jestem plastykiem, więc to dla mnie najbardziej naturalny punkt odniesienia). Przed wejściem na wystawę -nie ma znaczenia czy chodzi o malarstwo, rzeźbę czy instalacje- żeby ”ogarnąć bezmiar talentu artysty i jego geniusz”, trzeba przeczytać ścianę mdłej treści tekstu albo wysłuchać godzinnego wykładu, a i tak ”nad wyraz intelektualny”, mocno naciągany, ”przekaz twórcy”, może nie przekonać, że np. zużyta gumowa rękawiczka jest sztuką… Po praniu mózgu (albo usiłowaniu jego przeprowadzenia) normalny człowiek i tak ma wrażenie, że robią z niego idiotę, choć to fakt, nie każdy, bo większość tak cholernie chce uchodzić za intelektualistów, że oglądają ekspozycję cmokając i ”ochając” nad rozklekotanym czarno-białym telewizorem, na ekranie, którego goły facet pali fajkę w bujanym fotelu

I tu i tu, czyli i w przypadku tzw. osiągnięć hodowlanych hodowców-bajerowców, hodoFców-producentów, i ”wartości przekazu” niektórych ”artystów”, mamy do czynienia z przerostem używania pieprzu nad treścią. O formie nikt już nie pamięta. A sztuka powinna być przede wszystkim piękna. Na szczęście z psami jest łatwiej niż ze sztuką. W przypadku Dogo Argentino prawdziwa sztuka dalej broni się sama. Psy definitywnie są albo zachwycające, albo śmieszne.

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora jest zabronione.

http://www.facebook.com/zuzpasjaodogoargentino