Archiwa tagu: No for China World Dog Show 2019

WORLD DOG SHOW MADRID 2020, CZYLI ŚWIATOWA WYSTAWA PSÓW ORGANIZOWANA PRZEZ FCI W MADRYCIE, W CIENIU LEGALNEGO BARBARZYŃSTWA WOBEC PSÓW ORAZ DZIAŁALNOŚĆ ORGANIZACJI POZARZĄDOWYCH, JAKO ŚWIATŁO W TUNELU DLA ISTNIEJĄCEGO W HISZPANII STANU PRAWNEGO – CZĘŚĆ DRUGA KOMENTARZA W SPRAWIE PARLAMENTARNEGO ZESPOŁU DS. OCHRONY ZWIERZĄT, PRAW WŁAŚCICIELI ZWIERZĄT ORAZ ROZWOJU POLSKIEGO ROLNICTWA I PROPOZYCJI ZMIAN W USTAWIE O OCHRONIE ZWIERZĄT

(Tak, dobrze kombinujecie, TO JEST Dogo Argentino[1.])

W tym tekście długi jest tylko tytuł

Wporzo FCI! Nie ma sprawy, nie ma żadnego problemu w tym, że piszecie w swoim manifeście o etyce, że piszecie, że jesteście organizacją, której celem jest min.: ”to support dogdom and canine welfare worldwid thanks to a well-established ethics”, czyli ”wspieranie świata psów i psich miłośników/entuzjastów oraz dobrostanu psów (powiedzmy propagowania min. takiej ”opieki społecznej” dla psów) na całym świecie, dzięki ugruntowanej etyce” i równocześnie balujecie, sorry: świętujecie wydarzenie WDS 2019 w Chinach, gdzie psy się żywcem obdziera ze skóry i wrzuca do garów a potem zżera. Jeśli byliście wyluzowani z organizowaniem WDS 2019 w Chinach, to jak mielibyście nie mieć luzu z WDS 2020[2.] w Hiszpanii? Co z tego, że w Hiszpanii barbaria wobec psów należących do myśliwych i uznawanych za myśliwskie jest legalna, totalnie wporzo i można się w Hiszpanii zgodnie z prawem znęcać nad takimi psiakami na najbardziej wykolejone sposoby? Lajcik. Nic się nie dzieje. Co tam! Grunt, żeby była wystawka w Madrycie. W końcu, ”Nie bądźmy tacy spięci”! (Przecież inicjatywy typu ”Adoptuj, nie kupuj” wymyślili – na całym świecie – zazdrośnicy i nieudacznicy, którzy ”nie rozumieją pasji do hodowania psów”…) Tylko co to za ”etyka” wam przyświeca? Jaka jest definicja po waszemu rozumianej ”etyki”? 

Na WDS 2020, tę tak zwaną ”światówkę”, do Madrytu, już za mniej więcej półtora miesiąca*, ze swoimi psami, ”nawiązywać kontakty”, szukać kupców na szczeniaki oraz ”sędziować stawki” pojedzie zapewne masa obmierzłych hipokrytów (”kynologów”) obojga płci, także z Polski – hak im wszystkim w smak. Pamiętajcie po prostu kto na fejsbuku trzepie najwięcej postów o ”kochaniu pieseczków” i ”nie znęcaniu się nad zwierzętami”, lansuje się jako ”szczególnie wrażliwy/a na cierpienie braci mniejszych”, non-stop opowiada bajki o tym, że Fédération Cynologique Internationale, to taka super-extra-jedyna-nie-pseudo federacja kynologiczna i inne tego typu rzeczy, żebyście im mogli napluć w te ich zakłamane ryła, kiedy już z tej imprezki wrócą. (Szczególnie, gdy kolejny raz będą ”wypowiadać się” nt. ”ochrony praw zwierząt” i pouczać o pseudohodowcach.) I w Hiszpanii są przyzwoici hodowcy psów, ale masowa impreza kynologiczna organizowana w kraju o tak skandalicznym prawie w odniesieniu do psów ”służbowych”, to po prostu popularyzacja rozmnażania psów, popularyzacja produkowania większej ilości psów, tak by więcej z nich miało okazję stać się ofiarami zwyrolstwa. Każdy, kto ma się za ”miłośnika psów” i bierze udział w spędach typu wystawki, które to niby mają krzewić ”kulturę kynologiczną” (tym razem) w Hiszpanii, a są po prostu manifestacją obmierzłej hipokryzji, by nie powiedzieć ”totalnego zakłamania”, w rzeczywistości firmuje swoim ryłem istniejący stan prawny i przyklaskuje temu, co (tym razem) w Hiszpanii, w XXI wieku (w kraju należącym do UE) jest legalne i na co spora część hiszpańskiego społeczeństwa pozwala, czyli szokującemu barbarią znęcaniu się nad psami. Tyle.

*W związku z zaistniałą sytuacją termin rozpoczęcia WDS 2020 został przełożony na lipiec 2020. 

O hipokrytach rozpisałam się w zeszłym roku przy okazji WDS 2019 organizowanej w Chinach i nie chce mi się powtarzać[3.] A, właśnie! WDS 2019 była tak dawno temu, że niektórzy już o tym skandalu zapomnieli. Tym bardziej, że to takie ”nieprzyjemne” myśleć o tym, co tam się dzieje… Tylko, że psie (i kocie) życie w Chinach toczy się jak zawsze, handlarze psim mięsem uwijają się przez 365 dni w roku. (A w tym roku nawet o jeden dzień dłużej…) Sami zobaczcie jak wygląda typowa ”stawka” psów z jednego transportu, jakie są te psy, które poupychane w ciężarówkach przyjeżdżają do schronisk prowadzonych przez organizacje wolontariuszy ratujących psiaki przed rzeźnią, wykupujących je od meat traders. Ciężko w takim transporcie znaleźć kundla, to są prawie same rasowce; efekty ”międzynarodowej współpracy hodowanej”, ”sukcesu hodowlanego”, ”popularyzacji idei hodowli psa rasowego” i tego całego ”udokumentowanego pochodzenia”; Golden Retrivery, Labradory, Owczarki Belgijskie Malinois, Owczarki Niemieckie, Samojedy, Husky, Malamuty, Akity, Wilczaki, Pudle, Bassety, Boksery, Owczarki Szkockie Collie, Bernardyny, Buldożki Francuskie etc.

https://www.facebook.com/plushbearsshelter/

https://www.facebook.com/ShanghaiAnimalRescue/,

Zapytacie pewnie ”A co do madryckiej światówki ma Parlamentarny Zespół ds. ochrony zwierząt, praw właścicieli zwierząt oraz rozwoju polskiego rolnictwa?”. Otóż ma całkiem sporo dlatego, że gdy chce się tworzyć nowe prawo, wypada uczyć się na błędach innych, by ich nie powtarzać, by ich uniknąć i stworzyć prawo w końcu odpowiadające realnej potrzebie. I warto przyjrzeć się temu, jak działają pozarządowe organizacje, które faktycznie ratują zwierzęta, utrzymując się z darowizn.

Ivan Jimenez a.k.a. Viktor Larkhill i Let’s Adopt! 

Dzisiejszy tekst będzie zdecydowanie krótszy niż zazwyczaj także dlatego, że są sytuacje w których to powiedzenie o obrazach mówiących więcej niż słowa bardzo się sprawdza. Myśleliście, że gdy o ”złe traktowanie” psów chodzi Chiny ”wymiatają”? Hiszpania też całkiem nieźle daje radę w barbarii… Aż się człowiek zastanawia czy to naprawdę ludzie są zdolni do aż takiego bestialstwa, cóż…

Czy można prowadzić działalność polegającą na pomaganiu zwierzakom w potrzebie, działalność opierającą się o darowizny, czyli prosząc ludzi – i to z całego świata – o pieniądze na ratowanie tych zwierząt i robić to transparentnie? Wygląda na to, że można: https://letsadoptinternational.com/who-is-viktor-larkhill/. I to jeszcze jak. Sprawdźcie sobie na YouTube istniejący od października 2009 roku kanał Viktora Larkhilla: https://www.youtube.com/user/LetsAdopt/videos (właściwie to wystarczy wpisać wyszukiwarkę YT to imię i nazwisko) lub zajrzyjcie na jego profil na Facebooku: https://www.facebook.com/ViktorLarkhillOfficial/. Nie będę rozpisywać się o jego działalności, powiem tylko, że od ponad dekady zajmuje się on (wraz ze współpracownikami) ratowaniem psów i kotów znajdujących się w krytycznych stanach, przebywających w makabrycznych warunkach, zwierzętami, które padły ofiarami ludzi-potworów i ostrzegę – pamiętając o tym, jak to wszystkie te pseudowrażliwe pańcie z kynologicznych for fejsbuka oburzały się na uwagi bardziej wrażliwych moralnie, że ”tylko ludzie bez honoru” pojadą na WDS 2019, i tak im niesmacznie jakoś wtedy było, choćby tylko czytać o ciemnej stronie chińskiej WDS – że na kanale organizacji prowadzonej przez Viktora materiały dokumentujące stan ratowanych zwierząt zazwyczaj nie są cenzurowane (co wiąże się z ich demonetyzacją) i po prostu pokazywane są obrażenia i rany zwierząt. Pokazywane są też operacje (ich kluczowe fragmenty) i postęp w rekonwalescencji poszczególnych pacjentów. Te pseudowrażliwe pańcie z fejsbuka, ”hodowczynie” (niestety tzw kynologia to w Polsce dziedzina potwornie wręcz sfeminizowana [Może dlatego tyle psów jest aż tak histerycznych?]…), w tym roku jadą pewnie z kump(e)lami do Hiszpanii na dog show i nie ma co liczyć, że kilka podcastów je od tych zamiarów odwiedzie. Jednak warto byście wiedzieli czemu te ”gwiazdy rodzimej kynologii” przyklaskują, dlatego polecam wam wspomniany kanał na YT i stronę na FB. 

Wielkim plusem stylu prowadzenia kanału i przekazywania informacji publiczności jest to, że choć dostajemy obrazy, które powodują, że płakać zaczynają najtwardsi, co rusz publikowane są aktualizacje i widzimy jak stan zdrowia tych zwierząt ulega poprawie, poznajemy też ludzi, którzy te uratowane zwierzaki zaadoptowali. Z tego nagrania dowiecie się skąd wziął się ów styl: ”Hope for Paws! The Best Animal Rescue Channel ?https://www.youtube.com/watch?v=P8IAdB3NAko

W kwietniu ubiegłego roku Viktor zrobił krótki podcast o traktowaniu przez hiszpańskich myśliwych ich myśliwskich psów, czyli po prostu o znęcaniu się nad psami funkcjonującymi jako psy myśliwskie: Thousands of suffering dogs stuffed in tiny cages with no water”: https://www.youtube.com/watch?v=x_4-UUf2zAc, opisany następująco:

Psy ze zdjęć pochodzą z różnych hiszpańskich sfor polujących. W ten sposób myśliwi trzymają swoje ukochane psy, gdy nie polują.

Tam, gdzie są trzymane, cyklicznie myśliwi odrzucają wszystkie psiaki/szczenięta, które na pierwszy rzut oka ([myśliwi]mówią, że znają się na tym) nie nadają się do polowania. Skręcają im karki lub rozbijają ich głowy o ściany i to tyle.

Tam, gdzie są trzymane, żyją bez higieny i żywione są głównie czerstwym chlebem i wodą.

Tam, gdzie są trzymane, łapią leiszmaniozę, parwowirusa, nosówkę, grzybice, świerzb, robaki itp., a ich właścicieli nie mogło by to obchodzić mniej.

Tam, gdzie są trzymane, nawet jeśli pies jest chory, żaden weterynarz nigdy nie zagląda. Dla myśliwych byłby to niepotrzebny wydatek.

Tam, gdzie są trzymane, gdy myśliwy zadecyduje, że pies nie nadaje się już do polowań lub rozmnażania, rozcina jego szyję, by usunąć mikroczip, zanim porzuci go na śmierć z połamanymi łapami, zwisającego z drzewa lub utopionego.

Myśliwi lubią patrzeć na śmierć i używać swoich psów jak przedmiotów/narzędzi. Dla nich psy są jak strzelby lub karabiny. Kiedy psy się zestarzeją, są wyrzucane i zastępowane innymi.

Oni [ci myśliwi] z pewnością są wstydem dla rasy ludzkiej/przynoszą wstyd naszemu gatunkowi.

Nie myślcie, że tylko chaty albo psy myśliwskie padają ofiarami tego rodzaju bestialstwa. Tam po prostu chyba jest tak, że psy, a czasem i koty nie są chyba aż tak bardzo bliskie (niektórym) ludziom, jak choćby u nas: ”SWEET OLD DOG FREED AFTER BEING DENIED OF MEDICAL CARE ALL HER LIFEhttps://www.youtube.com/watch?v=8VoXXSXeD9w.

I am a hunter, and I can shoot whomever I want” he said…”: https://www.youtube.com/watch?v=jXYpozfRkd4.

Cruel Hunters push their dogs to the edge of the cliff!https://www.youtube.com/watch?v=WaSNjLhE4ag – w tym nagraniu Viktor dużo mówi, tłumaczy skąd bierze się i z czego wynika taka ilość, tak potwornie zmasakrowanych psów, które trafiają do jego ośrodka. W 6ej minucie pojawia się dalsza część filmu, ta od której rozpoczął się podcast i, nie żeby to stanowiło jakąś różnicę, ale przypatrzcie się (film nie jest aż tak dobrej jakości, by można było to stwierdzić ”na pewno”, ale) czy nie spadają tam także dogo? I zwróćcie uwagę na zwierzynę… Myśliwy nie przejmuje się jeleniem, nie zawraca sobie głowy ”skróceniem jego cierpienia”, psy spadają… Aż w końcu wraz z nimi spada i jeleń. Wyobrażacie sobie w ten sposób definiowaną monterię, drodzy miłośnicy rasy Dogo Argentino? Chcielibyście tego rodzaju patolę na legalu mieć i u nas?

Ten kanał godny jest polecenia, bo nie tylko pokazuje sporo prawdy o psim i kocim życiu w Hiszpanii, ale dlatego, że jego gospodarz; uwrażliwia, uczy, uświadamia, iż przypadki znęcania należy zgłaszać! Gdy sprawcy są nieznani nie ma kogo ścigać, ale jeśli sprawca jest znany trzeba go zgłosić, bo tacy ludzie są niebezpieczni dla innych ludzi, a nie ”tylko” dla zwierząt. Viktor porusza wiele istotnych tematów. Jak np. kolejna pułapka technologii, czyli co potrafią robić ludzie nie do końca …ludzcy i w dodatku oczadziali od social media… Np. potrafią nagrywać filmiki przedstawiające niby ratowanie zwierząt a w rzeczywistości będące materiałami nagrywanymi przez zwyrodnialców, osoby, które najpierw wyrządziły zwierzęciu jakąś krzywdę, a potem udawały bohaterów. Wszystko po to, by zyskać ”fejm” i ”falołersów”. Zwraca uwagę na wykorzystywanie psów i kotów przez zorganizowane mafie zarządzające ”profesjonalnymi żebrakami”. Kiedyś tak wykorzystywano dzieci, nierzadko odurzone, by zbyt nie płakały i nie ”marudziły”… I to dzieci maiły ”chwytać za serca” naciąganych ludzi, gdzieniegdzie wciąż szajki wykorzystują w tym celu dzieci. Teraz, gdy w większości krajów zjawisko to jest trzebione, mafie wymyśliły, że zwierzak obok człowieka ”podnosi skuteczność”. I choć w większości przypadków ciągle jeszcze chodzi o to, że zarówno bezdomny człowiek, jak i pies polegają na sobie i są to piękne przyjaźnie, w Hiszpanii dostrzegalna jest rosnąca liczba osób używających psów pod wpływem środków farmakologicznych, w szczególności szczeniąt jako rekwizytów. Gdy policja odbiera zwierzaki, następnego dnia załatwiane są nówki sztuki. I tak w kółko: OUTRAGEOUS! THIS IS NOT WHAT YOU THINK!https://www.youtube.com/watch?v=Tz9y4zSv0tw. Poświęcił też uwagę temu wydarzeniu: ”She wagged her tail ´till the end”; https://www.youtube.com/watch?v=tR0TcV0uj7o, ”THE DOG THAT MADE AN ENTIRE COUNTRY CRY… REMEMBERING SOTA”: https://www.youtube.com/watch?v=-xnEyMuY97U, czyli bezpodstawnemu zastrzeleniu przez policjanta psa i to na oczach wielu ludzi. 

Nie aż tak ”różowo”?

Nie tylko stowarzyszenie Związek Kynologiczny w Polsce ma ”skomplikowaną sytuację”; dwa Zarządy Główne uważają się za legalne, wkrótce minie rok odkąd się ”wszystko pokomplikowało” tak, że pierwszy z brzegu członek ZKwP nie jest w stanie wyjaśnić sytuacji osobie, która zapyta go ”Ale tak w ogóle, to co się stało i o co chodzi, poza tym, że o coś z pieniędzmi w tle?”. Na Facebooku funkcjonują dwie strony ”Zarząd Główny Związku Kynologicznego w Polsce” oraz ”ZG ZKwP”. Na tej pierwszej znaleźć możemy link do materiału TVP3, czyli reportażu z cyklu ”Twoje sprawy” z 14 stycznia br.: https://warszawa.tvp.pl/46191528/14012020. Tylko, że przeciętny widz, który ten program obejrzał, dalej nie ma pojęcia o co chodzi. Nie wie, że w Polsce hodowla psów rasowych kwalifikowana jest jako amatorska, czyli niby nieprzynosząca zysków. Że hodowcy psów rozliczają się w ramach działów specjalnych produkcji rolnej, jako jacyś ”specjalni rolnicy” albo producenci zwierząt futerkowych, ale nie muszą mieć nawet jednej skrzynki pelargonii, choćby tylko na balkonie… Typowy widz nie ma pojęcia ile i na jakich zasadach odprowadza podatku tzw hodowca psów, jeśli w swojej hodowli ma, no, skromniutko: tylko jeden miot w okresie rozliczeniowym, niech będzie że ten miot to 7 sztuk, rasy, której cena zaczyna się od 5 tysięcy złotych/1200 euro i wszystkie szczeniaki zostały sprzedane…

Generalnie, gdy sięgnąć do historii okazuje się, że prawda na temat ZKwP stoi w konflikcie z tą ”romantyczną wizją” o „przedwojennej tradycji” Związku, gdyż, choć Związek powstał w lipcu 1938 roku, to przecież już 1 września 1939 roku Niemcy napadły na Polskę i rozpoczęła się trwająca 6 lat II WŚ. A potem, po wojnie „zaopiekowali się Polską” sowieci. Na lata 1948 – 1956 przypada w Polsce stalinizm, czyli okres najcięższego terroru, a stowarzyszenie Związek Kynologiczny w Polsce reaktywowane zostało w maju 1948 roku… Zapewne „ukorzenienie się” organizacji w tamtej epoce, tłumaczy min. powszechnie panującą wśród jej członków „niechęć do wolnego rynku”, czyli w praktyce otwartą wrogość wobec wszelkiej konkurencji na polskim rynku kynologicznym oraz to, że przez wiele, wiele lat to stowarzyszenie nie było obiektem zainteresowania żadnej państwowej instytucji zdolnej do przeprowadzenia w nim gruntownej kontroli. Ale to temat na osobny wpis. Reasumując, ”statystyczny Kowalski” w istocie wciąż nie ”ogarnia” o co toczy się wojenka w ZKwP. Mimo że występujący w programie adwokat wypowiedział się klarownie. Klarownie, aczkolwiek pan adwokat najwyraźniej ”nie siedzi w pieskach’, co zdradza użycie przez niego ogólnika, iż stowarzyszenie, o którym mowa ma ”zajmować się psami”, najwyraźniej i ten pan adwokat uważa ZKwP za jakąś ”instytucję”… 

Z Let’s Adopt! i Let’s Adopt Global jest chyba jakoś podobnie, są jakieś żale – może dotąd już wyjaśnione, bo większość negatywnych opinii na temat VL, które możecie znaleźć w sieci jest z 2015 roku. No właśnie… Na temat VL w sieci znajdziecie nie tylko pochlebne informacje. O tym dlaczego jest jakaś ”kosa” między nim a jego dawnymi współpracownikami co nieco mówi ten artykuł https://thedarksideofanimalrescue.wordpress.com/tag/viktor-larkhill/. Z kolei z tego, opublikowanego na stronach Let’s Adopt Global (tu macie ich FB: https://www.facebook.com/letsadoptglobal/): http://blog.myletsadopt.com/2015/how-viktor-larkhill-kept-animals-stranded-for-months/ wynika, że LAG miało – ja tak to widzę – problem z tym, że VL po rozłamie w pierwotnej fundacji, usiłował odbudować swoje przedsięwzięcie i bazę swoich sponsorów, choć nie robił tego kosztem podopiecznych.

Moim zdaniem sposób w jaki prowadzony jest kanał organizacji VL LA! na YT jest naprawdę pożyteczny i dużo mówi o ”prawach zwierząt” w Hiszpanii, w której, jeśli zwyrol skatuje np. psa, ktoś to nagra i przedstawi policji, a jakimś cudem dojedzie do procesu, zwyrol może dostać wyrok wysokości 12 miesięcy pozbawienia wolności. Jeśli w wyniku działania zwyrola taki zwierzak poniesie śmierć, to wyrok wynosić może 18 miesięcy. W praktyce oznacza to i tak, że zwyrol nigdy nie poniesie kary, bo nigdy nie trafi do więzienia. VL pokazuje swojej publiczności rzeczywistość, w której zwierzaki, te ”przypadki”, którymi zajmuje się Let’s Adopt!, bez tych ludzi po prostu by poumierały w męczarniach i nikogo by to nie ”ruszyło”: https://www.patreon.com/LetsAdopt. A dzięki temu, że ta organizacja istnieje, sami policjanci kontaktują się z nią, gdy natrafią na skatowane zwierzę. Odpuszczam sobie ocenianie ile jest w działalności VL ”show” i czy w ogóle, bo z podcastów wynika, że każdy kto przekazuje pieniądze tej organizacji, będąc w Hiszpanii może odwiedzić White House – który nosi tę nazwę ze względu na to, że po prostu jest w białym kolorze – i poznać zwierzaki będące tam stałymi rezydentami, zwierzaki, które ze względu na specjalne wymagania nie kwalifikują się do adopcji.

Chcesz kupić rasowego psa?

A może ściągnij go sobie z zagranicy? Ale może bądź bardziej oryginalny/a od innych? Wiesz, tych mUNdralińskich z for fejsbuka, uprawiających lans w najbardziej siermiężnym wydaniu… Tak, ”apeluję” w tej chwili do twojej słabości, do twojego ego. Może daj dom psu wyrwanemu z chińskiej rzeźni albo wyciągniętemu z hiszpańskiego kontenera na śmieci? Dziś rasowy pies to głównie …lans. Sorry, ale prawda jest taka, że mało kto wybiera rasę psa, kierując się jego rasowymi predyspozycjami oraz własną zdolnością do sprostania tej psiej rasowości – i przykład sporej części właścicieli Dogo Argentino jest tu bardzo a propos.

Nie obrażajcie się i pomyślcie: skoro w posiadaniu rasowego psa tak często chodzi o otoczkę z tym jego ”pochodzeniem”, o nazwę hodowli, to ile się za psa wybuliło i jakie ”osiągnięcia wystawowe” meli jego rodzice, to o ile większy fejm wśród znajomych zrobić można, opowiadając im o tym, jak własnego wyjątkowego psa, nim stał się własny i wyjątkowy trzeba było wyrwać z koszmaru? Jak masa ludzi ratowała jego życie a potem, jak ściągało się go z pomocą kolejnych osób i to z różnych krajów, np. własnie z chińskiego albo hiszpańskiego piekła. Zamiast ot, tak wydać pieniądze na psa z ”hodowli”, która w praktyce może okazać się zwykłą pseudohodowlą – bo o tym, jak jest naprawdę, przekonasz się dopiero po tym, jak tzw hodowca zainkasuje od ciebie pieniądze za psa, psiak podrośnie i dowiesz się czy jest tak zdrowy, jak cię o tym zapewniano, możesz wydać szmal na coś autentycznie wartościowego, na pomoc psiakom w potrzebie. Oczywiście, możesz też po prostu przygarnąć psa z polskiego schroniska – to tak samo ważny i dobry uczynek, a psy tak już mają, że czy są rasowe czy nie, zawsze są za…ebiste. Tylko pamiętaj, u nas z ”niechcianymi rasowcami” jest… specyficznie. W Polsce na rasowych psach z drugiej ręki swoje łapska zawsze trzymają jakieś tzw fundacje… Więc w Polsce znacznie fajniej adoptuje się kundle, na które wszystkie te ”działające na rzecz psów” tzw ”fundacje” mają koncertowo wywalone.

[1.]https://www.facebook.com/ViktorLarkhillOfficial/videos/284985602478249/

[2.]https://www.wdsmadrid2020.com/index.php/en/information.html

[3.]https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2019/03/30/shanghai-world-dog-show-2019-oraz-2019-copa-mundial-el-dogo-argentino-en-china/.

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora jest zabronione.

https://kulturakynologiczna.home.blog/

PARLAMENTARNY ZESPÓŁ DS. OCHRONY ZWIERZĄT, PRAW WŁAŚCICIELI ZWIERZĄT ORAZ ROZWOJU POLSKIEGO ROLNICTWA I PROPOZYCJA ZMIAN W USTAWIE O OCHRONIE ZWIERZĄT WSPOMAGANA ZAPAŁEM LOBBY FUTRZARSKIEGO, CZYLI DLACZEGO WARTO OBEJRZEĆ FILM ‚MIĘSOŻERCA – WRÓG NUMER JEDEN’. CZĘŚĆ PIERWSZA KOMENTARZA

Punkt odniesienia

Nie ma czegoś takiego jak ”prawa zwierząt”. To ludzie mają prawa. Zwierzęta nie mają praw, bo są zwierzętami, nie ludźmi. Jednak bycie człowiekiem oznacza min. godne traktowanie zwierząt – rozwińmy to o oczywistą oczywistość, która w dzisiejszym świecie jednak niektórym umyka: bycie człowiekiem zaczyna się od godnego traktowania innych ludzi. (Godne traktowanie oznacza odnoszenie się z szacunkiem do drugiej istoty i samego siebie.) Ludzie, przynajmniej w kulturze cywilizacji zachodniego chrześcijaństwa (którą cechują; rozum, wolna wola, odpowiedzialność i prawa) mają więc obowiązek moralny chronić zwierzęta. (Pamiętajmy: różne cywilizacje, różne kultury mają rożną moralność i etyki.) W skrócie, obowiązek moralny to zajęcie określonej postawy, podjęcie określonego działania lub obowiązek zaniechania działania albo zajęcia postawy. Tak więc – u nas – prawo ma ochraniać zwierzęta i zapewniać im godne traktowanie. Innymi słowy, naszym obowiązkiem jest zapewnić zwierzętom ochronę przed okrucieństwem. Czym jest okrucieństwo? W naszej kulturze i tradycji to zadawanie obiektywnie łatwo możliwych do uniknięcia; niepotrzebnego bólu i cierpienia. (To proste: nie inicjuj przemocy wobec dziecka ani osoby dorosłej; nie bij dzieci, nie atakuj innych dorosłych, ani nie inicjuj przemocy wobec zwierząt; ich także nie bij i nie wyładowuj na nich frustracji, nie okładaj własnych ani obcych ”bejzbolami”, nie krzywdź nożami, nie skazuj na śmierć głodową etc.) Dla nas okrucieństwo jest przejawem barbarii i niezależnie od tego czy dotyczy ludzi, czy zwierząt jest istotną wskazówką, iż osobnik znęcający się nie jest ”normalny”. Z tego prosty wniosek, że, ponownie: w naszej kulturze i tradycji obowiązkiem jest godnie, nie okrutne traktowanie zarówno ludzi jak i zwierząt (dlatego mamy u nas prawa dotyczące ochrony zwierząt). Kto znęca się nad zwierzętami a nierzadko także nad innymi ludźmi (od zwierząt zaczynając)? Osobnicy niedostosowani, nieprzestrzegający zasad i praw. Tak więc prawo, które zapewnia ochronę zwierzętom przed zwyrodnialcami wynikać powinno z prawa, które chronić ma ludzi przed zwyrodnialcami – baza jest ta sama. Cóż, świat się zmienił… ”Nieuchronność kary” przestała być …”nieuchronna” i cierpią na tym i ludzie i zwierzęta.

Wyjaśniłam wam moje stanowisko, mój punkt wyjścia do rozmów na temat ochrony zwierząt, a teraz zajmę się omawianiem ”szczegółów”, tych bardziej konkretnych kwestii.

W dzisiejszym artykule poruszam dwa tematy wzajemnie się z sobą przeplatające, ale dla zachowania porządku podejdę do nich osobno..

TEMAT PIERWSZY

Taka tam ”drobnostka”, której nikt nie zauważył

Macie ”problem” z ideą hodowli zwierząt tylko na skóry? (Powiem wprost: ja mam.) Jeśli macie ”problem”, to czy wiecie o co konkretnie wam chodzi czy może wciąż staracie się zrozumieć co i dlaczego wam ”nie gra i nie pasuje”? A może wcale nie jest dla was ”dyskusyjną” branża biznesu, w której dzikie zwierzaki rozmnaża się w niewoli i trzyma w ciasnych klatkach, w których spędzają całe życie, aż do chwili, gdy można obedrzeć je ze skór, trupki zutylizować, a skóry sprzedać na futra? A co nie mniej ważne – i to pytanie powinnam postawić na wstępie – czy zauważyliście, że w aktualnym tzw klimacie politycznym (powiedzmy, że od ”paru miesięcy” szczególnie) wszyscy miłośnicy zwierząt, którzy ośmielają się ”kontestować” narzucony przez… demokratyczną większość punkt widzenia na to, co jest ”dobrą i tolerowaną ekologią”, a co jest ”patologiczną przesadą w walce o (tak zwane) prawa zwierząt”, są teraz nazywani ”lewakami”? (Wrócę jeszcze do tego słowa.) Że każda uwaga na temat kwestii ochrony zwierzaków i ich godnego traktowania, która nie pasuje sprawującym władzę, przypisuje jej autora do jednoznacznie lewicowego środowiska. I pal licho jakie dany ktoś ma poglądy, może mieć je nawet mocno konserwatywne, bo teraz, jeśli ktoś jest przeciwny przemysłowi futrzarskiemu, to z automatu ”jest lewakiem”.

Miało nie być w Polsce uboju rytualnego, produkcja zwierząt futerkowych to nie to samo co produkcja zwierząt przeznaczonych na żywność, to także nie myślistwo ani regulacje w ekosystemie, ale poruszanie tych wątków ”prawicowcom” jakoś ”nie przystoi”, jest teraz zdradą wobec tzw środowiska i obranej przez nie (jakakolwiek ona tak naprawdę jest) drogi. I to szczególnie, gdy temat porusza nie zawodowy polityk lub inny ”człowiek mediów”, a zwykły Kowalski o tradycyjnych poglądach.

Do mnie nie przemawiają ”argumenty” lobby futrzarskiego, sprowadzające się do – jak pokazał wspomniany przeze mnie w tytule dzisiejszego wpisu, film dokumentalny – ”jak nie my, to ktoś inny na tym zarobi” i tak ”wyjaśniające” dlaczego ”przemysłu futrzarskiego nie należy w Polsce likwidować”. I w dzisiejszym tekście wytłumaczę wam dlaczego nie kupuję tak ”wykoncypowanej” pseudo.argumentacji. Dlaczego wkurza mnie, że mam być ”lewakiem” (przy czym zrozumcie, że nie traktuję tego wyrazu jako ”epitetu”, prawdę mówiąc nie wiem nawet jak się do tego słowa odnieść, bo ”prawacy”, aktualnie ”chłostający” nim innych, tyle że niepopierających lobby futrzarskiego ”prawaków”, sami chyba już nie wiedzą co to określenie miałoby oznaczać), bo paru biznesmenów frustruje fakt, że nie istnieje absolutnie żaden patent na wmówienie polskiemu społeczeństwu, że produkcja zwierząt tylko i wyłącznie na skóry jest w Polsce ”konieczna”. Na wmówienie Polakom, że produkcja zwierząt futerkowych jest ”niezbędna” nam, jako polskiemu Narodowi. Że to marnotrawstwo, z którym wiąże się utylizowanie niejadalnych (przynajmniej u nas, w naszej kulturze) trupków (czyli mięsa z) futerkowych zwierząt obdartych ze skór jest ”moralne”. (A, sorry, trupki zjadane są w postaci karmy dla innych zwierząt futerkowych. Widocznie kanibalizm dobrze na futro robi…)

A! i jeszcze jedno: czy ktoś badał dlaczego Polacy – jako ”Naród” – nie stoją murem za futrzarzami, za gałęzią przemysłu i przedsiębiorcami z tej branży? Czy ta kwestia w ogóle pojawia się w mediach? Teraz, gdy ”prawacy” i ”lewacy” okładają się epitetami, etykietkami raczej o dość negatywnej konotacji, a ci pierwsi tyle mówią o ”starciu cywilizacji”? Zastanawialiście się nad tym kiedykolwiek?

Dzisiejszym tekstem zamierzam zwrócić waszą uwagę na istotną kwestię umykającą w gównoburzowym szale rozpętanym przez rozemocjonowanych ”miłośników zwierząt” (szczególne mam na myśli psiarzy na kynologicznych grupach fejsbuka), ale i w wypowiedziach ekspertów na temat zmian proponowanych przez tzw ”Zespół posła Sachajko”, jak w skrócie nazywany jest Parlamentarny Zespół ds. ochrony zwierząt, spraw właścicieli zwierząt oraz rozwoju polskiego rolnictwa. Zamierzam zwrócić waszą uwagę na medialnie zauważalne zaangażowanie przedstawicieli przemysłu futrzarskiego w co najmniej dyskusje o pracach nad zmianami w Ustawie o Ochronie zwierząt. Na tworzone przy okazji klimat i narrację (PRowcy nie śpią) w około interesowania się ”futerkowców” tym przedsięwzięciem. Czyli na coś, co ”umyka” z pola widzenia wszystkim tym ”ludziom mediów” wypowiadającym się w sprawie zmian w prawie dotyczącym zwierząt i w tematach ”w około”, jak np. hodowla zwierząt futerkowych; dziennikarzom, komentatorom, politykom i …lobbystom. A najgorsze, że także ich ”publiczności” – wam, moi drodzy.

Poświęćmy więc chwilę kwestii nie tylko, lub raczej nie tyle nawet ”niechęci” lobby futrzarskiego wobec organizacji ekologicznych, ale argumentom – bo te są szczególnie ciekawe – które przedstawiają nam biznesmeni z branży futrzarskiej, gdy ”ubolewają”, iż niektórzy Polacy czują niechęć wobec zabijania zwierząt tylko i wyłącznie na futra. Gdy ”narzekają”, że niektórzy z nas ośmielają się – powołując się na własne sumienia – uważać hodowlę zwierząt dzikich, specjalnie rozmnażanych w niewoli i całe życie trzymanych w klatkach po to, by w którymś momencie można było ”pozyskać z nich futra”, a nie używając poprawnego politycznie bełkotu, by można było po prostu obedrzeć je ze skór, za coś …haniebnego. (Czyżby coś się zmieniło i kwestia sumienia przestała być przez ”prawaków” brana pod uwagę – ale tylko – gdy o przemysł futrzarski chodzi?) Zastanówmy się nad argumentami, których używają ”futerkowcy”, gdy ”skarżą się”, iż niektórzy z nas nie wyrażają entuzjazmu na myśl o produkcji zwierząt futerkowych a nawet mają czelność, korzystając ze swoich praw obywatelskich, wyrażać niepochlebne dla tej branży opinie, demonstrować oraz podejmować legalne działania, domagając się likwidacji tego biznesu w Polsce. (Chyba ciągle mamy jeszcze prawo wyrażać w przestrzeni publicznej nasze poglądy?) Zwróćmy uwagę na zaangażowanie w dyskusje o propozycjach dotyczących zmian zapisów w UoOZ ”sympatyków” biznesu polegającego na zabijaniu zwierząt, które to zabijanie nie ma absolutnie żadnego związku z myślistwem ani ubojem zwierzaków przeznaczonych na żywność, bo naprawdę warto. I dodam, że tylko pozornie tematyka, którą dziś na blogu poruszam wydawać się może nazbyt egzotyczną, by zajmowała miłośników psów.

W styczniu, konkretnie 2 stycznia br. na YouTube premierę miał dokumentalny film pt. ”Mięsożerca – Wróg numer jeden[1]. Film zapowiadany był wcześniej i promowany ”po prawej stronie internetu” (w jednym z warszawskich kin odbył się pokaz, na który można było wygrać wejściówki), a po premierze ”środowiska konserwatywne”, wraz z większością sympatyzującej z nimi publicznością uznały go za naprawdę ważny, ”świetny”, ”głos rozsądku, którego dotąd brakowało” itp. I przez jakiś czas (co najmniej tydzień) mówiono o tym filmie tu i tam… ”Mięsożerca” nie był zapowiadany jako ”reklama interesów polskiej branży futrzarskiej”, ale wystąpienie w nim dyrektora generalnego Związku Polski Przemysł Futrzarski (które szczególnie polecam waszej uwadze) sprawiło, że film niby o ”niejedzeniu mięsa” stał się czymś zupełnie innym…

Film ”rozbłysł” przez chwilę, jednak na dłuższą metę ”szału nie ma”. Ale mimo to, w pewnych środowiskach produkcja ta funkcjonuje jako jakiś taki ”punkt odniesienia”/”baza informacji”/”manifestacja jedynie słusznego stanowiska” – nie jestem pewna jakie określenie najlepiej oddałoby sedno sprawy, w każdym razie chodzi o to, że bez rzetelnej analizy zawartych w nim treści te pewne środowiska uznały ”Mięsożercę” za sztandarową produkcję ”w sposób wyczerpujący podsumowującą przestawioną w nim problematykę” i tyle. Tak więc nie trzeba tez zawartych w tym dokumencie analizować i tym samym nie trzeba ich rozumieć, ale można się do filmu – jako całości – co rusz odwoływać, jak robią to tzw prawicowi; publicyści, komentatorzy i agitatorzy… I teraz ”prawacy” sekujący przeciwników hodowli zwierzaków na skóry są jak niektórzy ”obrońcy konstytucji” bezrozumnie wykrzykujący hasło ”Konstytucja!”… Ale po kolei.

To, co jest prawdziwe, musi się pod każdym względem zgadzać ze sobą samym

Jak przy okazji zeszłorocznego tekstu na temat organizacji przez Fédération Cynologique Internationale, do której należy stowarzyszenie Związek Kynologiczny w Polsce, światowej wystawy psów w Chinach* i wynikających z tej decyzji FCI pytań o to jaką etykę i moralność wyznają władze tej federacji (a także ZKwP), prowadząc rozważania o hodowli zwierząt tylko i wyłącznie na futra, także zacznijmy od kwestii elementarnych. A więc nie od ”połączeń” występujących pomiędzy poszczególnymi zagadnieniami, nie od ”rozbłysków” fragmentów poszczególnych skojarzeń i analiz, ale od wyznaczenia punktu wyjścia, od nakreślenia mapy, którą posłużymy się opisując zajmujące nas zagadnienia. Będziemy rozumować racjonalne, czyli opierając się na regułach, będziemy rozumować w sposób charakteryzujący się świadomością i kontrolą nad przeprowadzanymi w ramach sposobu rozumowania operacjami myślowymi (a więc bez udziału uczuć i emocji, a w każdym razie z dosyć niskim ich poziomem), co oczywiście wiąże się z koniecznością podjęcia pewnego wysiłku i zajmuje czas, ale przynosi skutki absolutnie nie do przecenienia. Przypomnę więc, że w filozofii są trzy ważne, podstawowe pytania. Pierwsze: ”co jest realne?” – i na to odpowiada metafizyka, jedna z podstawowych dyscyplin filozoficznych, badająca najogólniejsze własności bytu, po prostu badająca naturę rzeczywistości. Drugie: ”co jest prawdziwe?” – na nie odpowiada epistemologia, dział filozofii zajmujący się relacjami między poznawaniem, poznaniem a rzeczywistością. Epistemologia rozważa naturę takich pojęć jak: prawda, przekonanie, sąd, spostrzeganie, wiedza czy uzasadnienie. („Co to jest poznanie i czym jest poznawanie? Wyjaśnianie praw dotyczących zarówno poznawania i tego, co jest poznane„.) Trzecie: ”co jest dobre?” – odpowiedź na to pytanie, to zadanie etyki, działu filozofii zajmującego się badaniem moralności i tworzeniem systemów myślowych, z których można wyprowadzać zasady moralne. Etyka bada co jest uniwersalnie lepszym zachowaniem, dobrem, za którym istoty ludzkie powinny podążać. Etyka bywa też nazywana filozofią moralną.

*Jeśli ”nie za bardzo ogarniasz do czego piję”, to przypomnij sobie mój tekst z marca zeszłego roku, ten na temat światowej wystawy psów rasowych w Chinach (możesz zacząć od ”środka”, od podtytułu ”No for China World Dog Show 2019 ”, tyle wystarczy:

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2019/03/30/shanghai-world-dog-show-2019-oraz-2019-copa-mundial-el-dogo-argentino-en-china/.

”Przyjemne z pożytecznym”

Jak już nie raz pisałam, nic nie mam do myśliwych. Jem mięso i gdy o to chodzi preferuję dziczyznę, bo wolę zjeść zwierzaka, który nawet nie zorientował się, że umiera od zwierzęcia, które dokładnie wiedziało co za chwilę stanie się z nim w rzeźni. (Zwierzaki nie są głupie i ”kumają” takie rzeczy.) Jednak ”nie obrażam się” na wyroby ze skór zwierząt rzeźnych. Używając eufemizmu, wkurza mnie ”trend” na robienie przez niektórych z całego środowiska łowieckiego ”bandy zwyroli”, jakichś pato.pseudo.myśliwych, którzy gremialnie ”znęcają się nad zwierzętami”. Rozumiem, że są sytuacje, w których testowania najróżniejszych specyfików na zwierzętach nie można uniknąć – przyjmuję, że gdyby było możliwe całkowicie uniknąć eksperymentowania na zwierzętach, zaprzestano by tego. Ale mam pełną świadomość, że w pogoni za kasą różne koncerny powtarzają te same ”badania” tylko dlatego, by móc coś opatentować jako ”własny i innowacyjny wynalazek”. (Uważam tę praktykę za haniebną i polecam czytać etykiety, zdziwilibyście się ile toksycznego g…na jest np. w ”kosmetykach pielęgnacyjnych”[2].) Jestem zdania, że rytualny ubój w Polsce nie ma racji bytu. I kolejny raz powtórzę: zadawanie niepotrzebnego bólu i cierpienia w naszej kulturze uznawane jest za okrucieństwo i przejaw barbarii, i niezależnie od tego czy dotyczy ludzi, czy zwierząt jest istotną wskazówką, iż osobnik znęcający się nie jest ”normalny”. I tak, pamiętam, że obecna ekipa rządząca oszukała wielu ze swoich wyborców, którym w pewnym momencie obiecali, że w Polsce uboju rytualnego nie będzie i że oszukali nie tylko tych, którzy uboju rytualnego u nas nie chcieli ”ze względów ekologicznych”, ale po prostu wielu swoich wyborców. Analogicznie w przypadku ”koni z Morskiego Oka” – kasa kasą, ale trzeba być człowiekiem, jak ktoś nie jest człowiekiem, to jest… Hodowla zwierząt futerkowych podobno sama w sobie nie jest ”barbarzyńska” – są przecież normy, których ci hodowcy zobowiązani są przestrzegać. I to logiczne, że nikt nie kupowałby na futra skór zwierząt niedożywionych, wyleniałych itp., krótko mówiąc ”brzydkich”, z na wpół rozkładających się trupków.

Tylko że ta celowa hodowla zwierząt tylko i wyłącznie na futro to i tak jest taki specyficznie wyjątkowy wyjątek, bo to zabijanie, którego łatwo można uniknąć, które nie jest potrzebne – wystarczy nie produkować zwierząt futerkowych. To zabijanie, które nie ma absolutnie żadnego związku z myślistwem ani ubojem zwierzaków przeznaczonych na żywność – tym bardziej więc bezzasadny i wręcz urągający odbiorcom tej przemowy jest styl ”argumentowania” przedstawiciela branży futrzarskiej, pana Marka Miśko, Dyrektora Generalnego Związku Polski Przemysł Futrzarski, który we wspomnianym powyżej filmie się wypowiada. Prowadzący z panem Miśko rozmowę pyta (chodzi oczywiście o organizacje ekologiczne): ”A na czym konkretnie polegają działania tych organizacji?”. Dyrektor Generalny Polskiego Przemysłu Futrzarskiego odpowiada: ”To są działania lobbingowe przede wszystkim. To jest zorganizowany lobbing yyy wykorzystujący w swojej masie tych żołnierzy, tych dzieciaków, licealistów, którym wmawia się, że na polskich wsiach mordowane z brutalnością są zwierzęta. Otóż tak, zwierzę, żeby można było z niego pozyskać mięso, musi zginąć. Takie są odwieczne prawa. Nie da się pozyskać mięsa ze zwierzęcia, jeżeli ono nie zginie. To jest prawo boskie. Tak to wygląda. Jedni umierają, żeby inni mogli żyć. To samo dzieje się w lasach. Te sympatyczne, piękne zwierzęta, wiewiórki, które dokarmiamy w parkach to są zabójcy na wiosnę. One potrafią, żeby uratować swoje potomstwo, żeby wykarmić swoje potomstwo, rozszarpywać ptaki. Rozszarpywać. Nie jedzą tylko orzeszków. Zające dwa, które walczą o samicę, potrafią rozerwać ją na strzępy podczas miłosnych zalotów. Tak to wygląda. Natura i jej trywializowanie wprowadza dzisiaj taką sytuację, że otóż w lasach mieszkają piękne zwierzęta, które mają lśniące futerka, żyją w zgodzie, pomagają sobie, niedźwiedź z łosiem, prawda. Żaba… Te wszystkie zwierzątka żyją w pięknej symbiozie i na to wszystko pojawia się ten wróg: człowiek. Który nie ma nic innego na celu, tylko zniszczyć tę równowagę, która została zachowana w przyrodzie, według nich. To jest ich bóg. To jest ich ideologia. Ideologia, która ma polegać na tym, że człowiek zostanie odczłowieczony, a zwierzęta zostaną uczłowieczone.Niezłe wygibasy nam tu zaserwowano… Natura jakoś nie wymyśliła hodowli zwierząt na skóry, ale co tam… Dlatego w dalszej części dzisiejszego tekstu wrócę do słów pana reprezentującego interesy biznesu, który polega na obdzieraniu zwierząt ze skór.

Hodowla zwierząt futerkowych nie jest niezbędna. Futro nie jest ani ”prawem człowieka”, ani ”dobrem najwyższym”. Masowe hodowanie zwierząt futerkowych tylko po to, by obedrzeć je ze skóry jest nie do obrony, bo futra nie są nam – także jako społeczeństwu (a nawet ”Narodowi” przez duże ‚N’) – niezbędne do życia. I lobby futrzarskie doskonale zdaje sobie z tego sprawę. ”Sprzedają” więc publice obmierzłe kawałki o ”moralnie uprawnionym” biznesie futrzarskim, stosując wygibasy, w których ta ”moralność” sprowadza się do ”bo jak nie my, to inni na tym zarobią”, serwowanych na przemian z tymi o morderczych wiewiórkach. Do żalów, że w Rosji, na Ukrainie czy w krajach Azji nie ma problemu z hodowlą zwierząt tylko na futra i że jeśli w Polsce wejdzie zakaz, tamte rynki radośnie przejmą produkcję. Do żalów, które w praktyce sprowadzają się do tego, że właściwie to szkoda – dla panów ”futrzarzy” – że w Polsce mamy cywilizację łacińską zachodniego chrześcijaństwa a nie turańską, czy wręcz chińską… Bo byśmy tak nie marudzili na fermy, na których produkowane są zwierzęta futerkowe. Mało ”patriotyczne” te zagrywki. Mało takie …”katolickie”. No, ale nikt panów ”biznesmenów futerkowych” nie punktuje za te ”wpadki”.

”Szukanie dziury w całym”

W angielskim [to] take [something or someone] for granted oznacza brać (coś lub kogoś) za pewnik; zakładanie, że to zawsze będzie dostępne, niedocenianie, wychodzenie z założenia, że ”się należy” i za to nie trzeba dziękować, że o to się nie zabiega. Politycy, dziennikarze a także tzw opiniotwórczy komentatorzy często biorą za pewnik swoje audytorium, zakładając, że dany ”światopogląd”, czy ”określone sympatie polityczne” gwarantują im, że ich; wyborcy, czytelnicy, słuchacze i widzowie, albo ”fani”, łykną absolutnie wszystko co się im powie albo napisze. Że owo audytorium związane jest z nimi jakimś ”paktem” i ”bycie w tym samym klubie” oznacza ślepią, bezrefleksyjną wierność i niekwestionowanie ”dogmatów”. Mnie zawsze cholernie to drażniło i wciąż drażni. Nie mam ”stadnego instynktu”. Nie ufam ślepo ”autorytetom” i uważam, że ich kwestionowanie to jedyny sposób by ustrzec się manipulacji, szczególnie, gdy owe ”autorytety” zapracują sobie na ”sprawdzam”.

W kontekście propozycji zamian w ”ustawie o zwierzątkach”, o sprawie interesów przemysłu futrzarskiego i niechęci tego środowiska wobec tzw prozwierzęcych organizacji, tzw prawicowe media – dla mnie, z uwagi na mój tzw światopogląd najbardziej interesujące i dlatego na tym nurcie się skupię – nie mówią inaczej niż stosując swego rodzaju emocjonalny szantaż wobec swoich czytelników, słuchaczy i widzów – odbiorców przygotowywanych przez nie komunikatów. Leci to mniej więcej tak: ”Polski przemysł futrzarski krytykują i chcą jego likwidacji tylko osoby o lewicowym, wręcz marksistowskim światopoglądzie. Jeśli jesteś ‚patriotą’, to popierasz polskich przedsiębiorców.” Kropka. Tyle. Zero przestrzeni do dyskusji, żadnych ”odcieni szarości”. Nie podoba ci się pomysł bezsensownego zabijania dla samych skór – pomijając ”sens” finansowy właścicieli ferm? Jakoś nie ”czujesz” argumentów przedstawicieli tego biznesu? Brzydzi cię hodowanie zwierzaków tylko na futra, bo wiesz, że futra się nie je, bo wiesz, że człowiekowi futro nie jest niezbędne? (No, może z wyjątkiem rejonów, w których ”na lajcie” jest -45 stopni Celjusza) Bo futro to nie ”prawo człowieka” ani ”dobro najwyższe”? Uważasz, że hodowle zwierząt futerkowych – jak i wszystkie inne przybytki, w których rozmnażane są zwierzęta – powinny być kontrolowane przez uprawnione do tego zewnętrzne, czyli spoza branży organizacje?

Nieważne.

Nie zastanawiaj się nad tym wszystkim.

Nie kwestionuj ”jedynie słusznego” poglądu na hodowlę zwierząt futerkowych, lansowanego przez ”środowiska o bliskim twojemu światopoglądowi”, bo to równa się ”zdradzie ideałów”.

”Pamiętaj: to starcie cywilizacji: prawica vs. lewica” i ”Cywilizacja Człowieka Zachodu upadnie jeśli w Polsce nie będzie mógł funkcjonować przemysł futrzarski.”

Z mojego punktu widzenia, to skrajnie obrzydliwa manipulacja żerująca na polaryzacji społeczeństwa. Twór ignorancji nie tylko odbiorców tak siermiężnych przekazów, ale przede wszystkim ich twórców. Twórców, którym w ogóle nie przeszkadza, że ich przekaz się ”nie klei”, a nawet, że się …sypie, bo nikt nie zadaje im pytań. I właśnie na owo olewanie przez ”ludzi mediów” zagadnień różnic cywilizacyjnych, zawsze gdy jest im to na rękę, zamierzam w tej chwili zwrócić waszą uwagę. Na olewanie przez ”ludzi mediów” zagadnień różnic cywilizacyjnych zwłaszcza teraz, przy okazji zainteresowania lobby przemysłu futrzarskiego propozycjami zmian w ustawie o ochronie zwierząt, kiedy to przemysłowi futrzarskiemu zrobiono taką ładną reklamę i wystawiono mu taką tkliwą laurkę ww filmie dokumentalnym ”Mięsożerca”, tak popularnym i dobrze odebranym w tzw prawicowym środowisku. W filmie, w którym najmocniejszym argumentem przemawiającym ”za” utrzymaniem w u nas ferm zwierząt futerkowych, jest ”gdzie indziej to robią i na tym zarabiają”. Dla mnie, jako osoby dla której najbardziej interesującym działem historii są dzieje cywilizacji, tego sortu zagrywki są kompletnie nie do zaakceptowania.

Zafundujcie sobie nad kwestią ”hodowli zwierząt futerkowych w Polsce” chwilę refleksji niezależnie od tego jaki jest wasz światopogląd, na kogo głosujecie, czy jecie mięso, czy też wybraliście wegetarianizm. Bo, idąc tropem argumentacji ”futrzarzy”, odkryjemy, że wiele jest rzeczy, które ”gdzie indziej” robione są bez oporów i przynoszą zyski branży nie tylko futrzarskiej, ale i producentom żywności. A wciąż nie jest powód, dla którego my, Polacy mielibyśmy robić to, co robione jest ”gdzie indziej”.

A przecież to wszystko już było i teraz mamy po prostu ”drugie podejście”

Posłuchajcie 2 rozmów z Wojciechem Muchą, dziennikarzem badającym temat branży futrzarskiej w Polsce, które na antenie Polskiego Radia przeprowadził Wojciech Surmacz; pierwsza, dłuższa, około 17 minutowa jest z 30 listopada 2017 roku, odnośnik do niej znajdziecie na tej stronie: https://www.polskieradio24.pl/130/5561/Artykul/1941719,Probuje-stworzyc-sie-wrazenie-ze-branza-futrzarska-jest-Polsce-niezbedna, do drugiej, z dnia 20 grudnia 2017 roku, odnośnik macie tu: https://www.polskieradio24.pl/130/5788/Artykul/1965830,Protestuja-ci-ktorzy-zarabiaja-pieniadza-na-usmiercaniu-zwierzat.. Na zachętę pierwszy akapit z wcześniejszego tekstu tekstu: ”W środę prezes Ruchu Narodowego Robert Winnicki zapowiedział złożenie wniosku do CBA ws. niemieckiej firmy Saria Polska. Z kolei poseł klubu Kukiz’15 Jarosław Sachajko złożył zawiadomienie do ABW w sprawie podjęcia skutecznych działań mających na celu ochronę polskiej branży futrzarskiej.Zwróćcie uwagę na wypowiedź pana Muchy na temat opodatkowania hodowli zwierząt futerkowych: futerkowcy są jak hodowcy psów rasowych, gdy o podatki chodzi też kwalifikowani są jako działy specjalne produkcji rolnej i generalnie to w ich przypadku też nikt nic nie wie…

Przeczytajcie także artykuł pana Wojciecha Muchy z 22 czerwca 2017 roku; https://niezalezna.pl/101016-jak-prawice-na-futro-przerobic.

Oraz przeczytajcie ten artykuł https://www.otwarteklatki.pl/otwarte-klatki-wygraly-proces-najwiekszym-hodowca-norek-polsce (który ukazał się do dnia 19 stycznia 2018 r., bo właśnie tego dnia link do niego podał na swoim FB profilu pan Wojciech Mucha.)

I prześledźcie sobie informacje, które Wojciech Mucha publikował na swoim profilu, na FB kolejno; 1 grudnia 2017 r., 19 stycznia 2018 r., 19 lipca 2019 r., 12 lipca 2018 r., 9 września 2018 r., 22 września 2018 r., 8 listopada 2018 r., 31 grudnia 2018 r. oraz 24 października 2019 r. Oraz ten artykuł (który ukazał się do dnia 19 stycznia 2018 r., bo właśnie tego dnia link do niego podał na swoim FB profilu pan Wojciech Mucha.)

Jakoś tak mamy, że ”marudzimy”

Większość ludzi w Polsce nie ma problemu z empatią; odczuwamy ją zarówno wobec innych ludzi, jak i zwierząt. Gdy dowiadujemy się o przypadkach znęcania się nad zwierzętami – o tych dotyczących ludzi już nawet nie wspominam – wiążemy je z nienormalnością sprawców, ich jakiegoś rodzaju ”ułomnością” (najdelikatniej mówiąc). Za przejaw ”zacofania cywilizacyjnego”, z którego wynikać może nieumiejętność i/lub brak potrzeby odróżnienia zachowań okrutnych (zbędnych) od nieokrutnych (preferowanych) uważamy np. topienie szczeniąt czy kociąt (z czym mamy do czynienia najczęściej na wsiach), zamiast przekazania ich osobom trzecim i/lub poddania ich eutanazji. Choć więc zdarzają się u nas przypadki złego, haniebnego wręcz traktowania ludzi oraz zwierząt, jako społeczeństwo nie uważamy ich za normę. Przeciwnie, ponieważ w dominującej większości umiemy rozróżnić okrutne od nieokrutnego, umiemy wybrać to, co jest lepsze, to co jest nieokrutne.

W Polsce problematyka hodowli zwierząt na futra i fakt, iż tak wiele osób u nas – osób, które, gdy o ”politykę” chodzi niekiedy nawet nie wiedzą czy i jakie w ogóle mają ”poglądy” – uważa tę gałąź biznesu za ”barbarzyńską”, jest zdecydowanie bardziej skomplikowana niż chcieliby i starają się nam to przedstawić ”sympatycy” przemysłu futrzarskiego – biznesmeni zarabiający akurat na produkcji zwierząt futerkowych.

Odczuwana przez wielu z nas niechęć wobec hodowli zwierząt, której jednym sensem jest zdzieranie skór z tych zwierzaków, by móc potem sprzedać te skóry na futra, nie ma nic wspólnego z aktualną ”polityką”, ”vege trendami”, ani ”interesem polskich przedsiębiorców”, czy wprost ”działaniem przeciwko interesom polskich przedsiębiorców”. To zagadnienie zdecydowanie mniej makiawelistyczne i sięgające znacznie głębiej, to po prostu kwestia cywilizacji z której się wywodzimy: naszej mentalności. Co jeszcze wyraźniej – i raczej w sposób niezamierzony przez autorów – uzmysławia nam ubogi w ”farsz” sposób argumentacji zastosowany przez środowisko sympatyków tej branży we wspomnianym przeze mnie w tytule dzisiejszego wpisu, filmie ”Mięsożerca – Wróg numer jeden”: ”Jeżeli nie Polska to tutaj należy sobie zadać pytanie kto będzie te skóry zwierząt futerkowych produkować? Ano najszybciej rozwijającymi rynkami się yyy rynkami na świecie są w tym momencie rynek rosyjski, rynek ukraiński, może Kazachstan, także kraje skandynawskie. Te państwa bez trudu wypełniłyby niszę po tym co zostałoby, po potencjalnej kasacji przemysłu futrzarskiego w Polsce.” – mówi pan Jacek Podgórski z Instytutu Gospodarki Rolnej w mniej więcej połowie 24 minuty filmu. Szkoda, że wypowiedź kończy się w tym miejscu i jej autor nie podaje widzom powodów dla których we wskazanych przez niego krajach problemów z produkcją zwierząt na futra nie ma i nie występują w nich ”opory”, które występują u istotnej części polskiego społeczeństwa. Że nawet nie próbuje silić się na chwilę refleksji nad owymi powodami.

Nasza kultura i tradycja różnią się znacząco od kultur i tradycji wszystkich wymienionych przez wspomnianego pana krajów i nowożytne ”wege trendy” ani ”pseudoekologia” nie mają tu nic do rzeczy. To nie one zadecydowały, że nie bardzo podoba nam się myśl o obdzieraniu zwierzaków ze skór po to, by ktoś mógł robić szmal na ”pozyskanych” w ten sposób trofeach. Nieprzychylność wobec takich działań siedzi w nas głęboko i to od baaardzo dawna. To ”niechęć” do niepotrzebnej krzywdy; krzywdy wyrządzanej i ludziom i zwierzętom. Krzywdy, która nie dość, że jest niepotrzebna, dodatkowo przywodzi na myśl jakieś upiorne marnotrawienie, bo wynika z fanaberii; nie ma nic wspólnego z ”pozyskiwaniem pokarmu”, ”regulacją w ekosystemie”, ”walką ze szkodnikami”, ”działaniami na rzecz nauki”, a wyrządzana jest dla obnoszenia się z trofeum. Nadużyciem i to wyjątkowo obmierzłym jest robić z niechętnej ”futrzarzom” części społeczeństwa, świadomej -lub nawet nie – owych kulturowych, cywilizacyjnych różnic, mającej prawo do moralnej oceny ”sensu” hodowania zwierząt, by zrobić z nich tylko futra, ”oczadziałych eko oszołomów”.

Różnimy się od innych i o tym wiemy. I nie lubimy też, gdy robi się z nas idiotów. Np. u Chińczyków ”przechodzi” tyle rodzajów biznesów i tam robi się pieniądze na taaakich rzeczach… Które u nas, w Polsce nigdy nie przeszłyby i nie przejdą, a z całą pewnością nie jako legalny biznes, na który przychylnym okiem patrzy społeczeństwo. I istnieją ku temu bardzo konkretne powody i nie są nimi ”wpływy eko organizacji”. Ten pan zakończył swoją wypowiedź w chwili, w której właściwie powinien ją zacząć. Ale gdy zwyczajowo bierze się odbiorców swoich przekazów for granted nie ma się poczucia, że należy się im z czegokolwiek tłumaczyć, więc się tego nie robi.

Mamy więc w ‚Mięsożercy’ sposób argumentacji ”za” utrzymaniem w Polsce hodowli zwierząt futerkowych, sprowadzający się – znowu to podkreślę – w praktyce do wykazu żalów, że Polska – w przeciwieństwie do Rosji – nie jest cywilizacją turańską ani chińską albo raczej taką mieszanką turańsko-chińską, ani że nie jesteśmy krajem protestanckim, i że Polacy mają mentalność typową dla ludzi cywilizacji zachodniego chrześcijaństwa, którzy (w dodatku) nie bardzo dali sobie sprzedać całą tę ”nowoczesność”. Żalów, które w kontekście ”promowania wartości konserwatywnych, katolickich oraz patriotyzmu” – tego ostatniego co najmniej w sensie gospodarczym – które to chyba miały (także?) pierwotnie przyświecać twórcom filmu, słabo spełniły swoją rolę. Żadnych ”argumentów” poza ”Inni to robią, więc to jest ok, będziemy głupi jeśli na tym nie będziemy zarabiać, bo inni na tym zarabiają i zarobią jeszcze więcej, jeśli nas w tym nie będzie”.

Oto typ ”argumentacji”, w którym, nie mając do zaoferowania żadnych argumentów widzom niechętnym produkcji zwierząt na skóry, argumentów, które może mogłyby przekonać takie osoby, że jest ”moralnym” rozmnażanie w niewoli dzikich zwierząt, które trzyma się w klatkach aż ich futra staną się na tyle atrakcyjne, że te zwierzęta można zabić, by ”pozyskać” ich skóry, manipuluje się odbiorcą przekazu, opowiadając mu o hipokryzji środowisk organizacji ekologicznych, przy równoczesnym pomijaniu istoty biznesu, z którym się ”sympatyzuje”. Przy całkowitym pomijaniu motywacji kierującej osobami wypowiadającymi się przed kamerą, gdy podejmowały decyzję, że dla środowiska, z którym ”sympatyzują” korzystnym będzie, gdy na potrzeby filmu niby o ”niejedzeniu mięsa”, ”ekoświrowaniu” (a może nawet ”działalności na rzecz innych państw”), wypowiedzą się o ”manipulacjach pato.ekologów” w kontekście ich protestów wobec hodowli zwierząt tylko i wyłącznie na futra. Wszystko to nie rozwodząc się nad istotą i sensem hodowania zwierząt futerkowych i zabijania ich. Zabijania przecież nie na żywność, nie w ramach ”regulacji” liczby osobników, nie ”dla nauki”, tylko po to, by można było ich skóry sprzedać na futra. [W kontekście nauki i to przez duże ‚N’ lisy już swoje zrobiły i o tym będzie na blogu już wkrótce.]

Pytanie, czy takie wypowiedzi mają przekonać ludzi niechętnych hodowaniu dzikich zwierząt na potrzeby produkcji futer do zmiany ich światopoglądu? Przekonać tych, dla których niemoralne jest, bo nie jest potrzebne ”dla dobra społeczeństwa”, trzymanie dzikich zwierząt w ciasnych klatkach, przez całe życie, do chwili aż futro tych zwierząt będzie na tyle ”ładne”, że będzie można te zwierzęta z niego obedrzeć, a skóry sprzedać? To jest ”farsz” wypowiedzi, które miałaby mieć ”moc” przebudowy czyjegoś światopoglądu, zmiany jego systemu wartości, rozbrojenia odczuwanego przez kogoś konfliktu moralnego? Czy to po prostu tylko utwierdzanie ”swoich” w obowiązujących, tych ”najsłuszniejszych” przekonaniach? Dalsza polaryzacja?

Może, po prostu ”powinniśmy” – najlepiej jako całe społeczeństwo – jednogłośnie, ”przestać marudzić” na produkowanie zwierząt tylko i wyłącznie na futra, a powodem, dla którego ”powinniśmy przestać” jest tylko i wyłącznie to, że jakimś ludziom (relatywnie niewielu w ok 40 milionowym narodzie) niewygodnie prowadzi się biznes, gdy niektóre środowiska ”marudzą” i drażni tych biznesmenów, że sporo osób uważa za niemoralne hodowanie dzikich zwierząt tylko dla ”pozyskania” z nich skór. Biznes ma być przyjemnością i bardzo nieładnie, że psujemy ”futrzarzom” tzw fAn z zarabiania na skórach. Powinniśmy zrobić przyjemność lobby futrzarskiemu i przestać się ”czepiać”.

Pamięć złotej rybki a prace nad Ustawą o Ochronie Zwierząt

Grafika dzisiejszego wpisu to tzw zrzut ekranu dokumentujący fakt zamieszczenia przeze mnie krytycznego komentarza pod udostępnionym 2 stycznia br. na kanale Pch24tv (Polonia Christiana), filmem ”MIĘSOŻERCA. Wróg numer jeden” – o samym komentarzu itd. za chwilę. Zanim poświecę akapity także wspomnianemu w tytule dzisiejszego tekstu projektowi Zespołu pod przewodnictwem pana posła Sachajko, zapytam czy znacie już ów film? Wymieniłam jego tytuł tyle razy, że gotowa jestem założyć, że już go sobie wyszukaliście i obejrzeliście. Jeśli nie, to spokojnie, za parę zdań znajdziecie do niego wklejony w tekst link*. Obejrzyjcie tę produkcję niezależnie od tego jakie macie tzw poglądy, czyli co myślicie o np. nie jedzeniu mięsa albo na kogo głosujecie. W razie czego ”zagryźcie zęby” 😉 wyłuskajcie wypowiedzi dotyczące produkcji zwierząt futerkowych (pojawiają się od 14 minuty, a potem od 19 minuty). Obejrzyjcie ten materiał, by móc odnieść się do treści mojego dzisiejszego wpisu, zamieszczonego przeze mnie na YT komentarza (o którym więcej za chwilę), by skonfrontować treści w filmie zawarte ze znanymi od końca 2017 roku ustaleniami Wojciecha Muchy i po to byście mieli własną opinię na poruszony przeze mnie w tym artykule temat. I wreszcie byście głęboko zastanowili się nad tym czy tylko jedna strona politycznego sporu o hodowlę zwierząt futerkowych w Polsce stara się wami pogrywać. To ważne byście obejrzeli ”Mięsożercę”, bo kilka z minut tego trwającego blisko godzinę filmu dokumentalnego, kilka wypowiedzi – zwłaszcza ta przedstawiciela branży futrzarskiej, który w nim wystąpił i z takim zapałem mówił oraz pana, który opowiadał o polskich spalarniach i odpadach pochodzących z przemysłowego chowu drobiu itp., którymi żywione są na fermach zwierzęta futerkowe – jest szczególnie istotnych w kontekście wpisu, który teraz czytacie.

*https://www.pch24.pl/miesozerca–wrog-numer-jeden—caly-film—zobacz-juz-teraz-,73046,tv.html

”Dogmaty”

Jak napisałam powyżej, zamierzam zwrócić waszą uwagę (także) na narrację stosowaną przez ”futrzarzy” i przychylne im; media, komentatorów i polityków, oraz klimat, który budowany jest w około faktu zaangażowania się ”futerkowców” w całe to przedsięwzięcie, jakim jest próba zmiany istniejącego stanu prawnego w odniesieniu do zwierząt. Raz jeszcze wam przypomnę, że gdy o propozycje zamian w ”ustawie o zwierzątkach” chodzi, o sprawie interesów przemysłu futrzarskiego tzw prawicowe media – ponownie przypomnę, że dla mnie, z uwagi na mój tzw światopogląd najbardziej interesujące i dlatego na tym nurcie się skupiam – nie mówią inaczej niż stosując ”szantaż emocjonalny” wobec odbiorców, dla których serwują te treści. Teza jest taka, że: ”Polski przemysł futrzarski krytykują i chcą jego likwidacji tylko osoby o wręcz marksistowskim, nie tylko lewicowym światopoglądzie, a jeśli jesteś ‚patriotą’, to popierasz wszystkich polskich przedsiębiorców – nie ma znaczenia co produkują.

Cały ten specyficzny klimacik polaryzacji, z zapałem, przez lata budowany przez obie strony barykady, tj. i lewicę i prawicę, wytworzył ”dogmat”, że oto ”jeśli masz prawicowy światopogląd, nie możesz krytykować polskiej produkcji zwierząt futerkowych, bo to uderza w polskich przedsiębiorców”. (Analogicznie w przypadku uboju rytualnego: ”takie czasy, idzie nowe, trzeba robić szmal”. I nie rozwiązania sprawy ”koni z Morskiego Oka”.) Tyle. I to jest typ twierdzeń krępujących samodzielne myślenie u wielu ”prawicowców” (ale i ludzi o innych światopoglądach), którzy bezrefleksyjnie przyjmują takie kawałki za objawione prawdy, absolutnie pewne i bezdyskusyjnie prawdziwe jedynie na mocy autorytetów osób, które je głoszą. Nie ma już przestrzeni na jakiekolwiek pytania, uwagi i kwestionowanie. Łyka się wszystko, tylko dlatego, że ma odpowiedni stempelek. To coś takiego jak te ”prawdy” z tzw drugiej strony barykady np.: ”jeśli nie uważasz, że myśliwi są zwyrolami, sam/a jesteś zwyrolem” albo ”politycznie ambiwalentne”: ”jeśli nie jesz mięsa, to jesteś eko.świrem”.

Uprawiający demagogię w szeroko pojętych mediach ”sympatycy futerkowców”, mogą sobie rękę podać z tymi, których nazywają ”ideologiczną eko lewicą” (czy jakoś tak), bo nie różnią od tamtych, wtłaczają ”swoim” ideologię bez zawracania sobie głowy słabymi punktami narracji. I ”nie biorą jeńców”. Bo nie muszą. Jeńcy tak są zniewoleni, że nawet im nie zaświta, by zadawać pytania.

Skąd ta nieśmiałość, dlaczego nie idą dalej?

W dużym skrócie: niepopieranie przez wielu Polaków hodowli zwierząt tylko i wyłącznie w celu obdarcia tych zwierząt ze skór jest kwestią tego, co w naszej cywilizacji uznawane jest za etyczne i moralne, czyli min. tego, że uważamy, że w zabijaniu musi być sens, a w XXI wieku nie bardzo ten sens dostrzegamy w hodowaniu dzikich zwierząt tylko i wyłącznie na futra. Nie robimy w Polsce wielu rzeczy, które robią ludzie w innych krajach, w innych kulturach, wytworzonych przez inne od naszej cywilizacje. Mamy swoje normy, nasze tradycje, kulturę oraz tabu. W innym przypadku, jak Chińczycy jedlibyśmy psy i koty – uprzednio, znęcając się nad nimi w sposób dla Człowieka Zachodu nie do wyobrażenia – ich skóry wykorzystywalibyśmy w przemyśle odzieżowym, a problem schronisk przepełnionych niechcianymi przedstawicielami obu tych gatunków nie istniałby w Polsce i nikt nie zawracałby sobie głowy ustawami o ochronie zwierzaków.

Futro z lisa czy norki i futro z kota czy psa – to wciąż futro. To futro i to futro – wspólny mianownik dla ”futrzarzy” z Chin i Polski. Skoro tu tylko o biznes chodzi, to po co się dzikimi cywilizacjami podpierać, np. turańską, wspominając, że ”w Rosji nie ma problemu z fermami zwierząt futerkowych” (tam w ogóle z wieloma sprawami ”nie ma problemu”)? Po co zrównywać hodowlę na mięso z hodowlą na futra w taki zawoalowany sposób jak zrobione to zostało w ”Mięsożercy”? (Przypominam: zwróćcie uwagę na narrację zastosowaną przez pana Miśko.) Przecież można od razu na grubo pojechać. W Chinach mnóstwo ludzi siedzi w pieskach i kotkach na żarcie i futro – czyli zarabiają na tym pieniądze, to biznes, który ich utrzymuje i ci przedsiębiorcy z pewnością mają się dobrze. Gdyby ”zainspirować się” Chińczykami skończyłby się problem niechcianych zwierzaków w schroniskach w Polsce, wszystkich tych pato.pseudo.eko.fundacji, ale i nawet uprawnionych organizacji, które ”pchają nos w nieswoje sprawy” i chcą kontrolować fermy… A dodatkowo pies i kot, to przecież gatunki udomowione, znacznie ”łatwiejsze w obsłudze” od gatunków dzikich, jakimi są zwierzęta stricte futerkowe…

A mimo to, choć z biznesowego punktu widzenia (w którym o ”dobro przedsiębiorców”, ”miejsca pracy” itp. chodzi) wręcz nielogicznym wydaje się, że rodzima branża futrzarska nie zaproponowała jeszcze ”rozwiązania problemów” niechcianych kotów i psów w Polsce w sposób ”pomagający polskim biznesmenom”, ”futrzarze” jakoś nie ośmielili się zaproponować Polakom ”rozszerzenia asortymentu”. Hm…

Cóż, pewnie dlatego, że my – w sensie ”narodu”, który w swojej większości w branży futrzarskiej ”nie robi” – tak kulturowo mamy, że zastanawiamy się czy jakieś zachowanie jest konieczne, czy można go uniknąć… Futrzarze chyba więc wiedzą, że tego rodzaju biznes, jak ciuchy z psów i kotów raczej by w Polsce nie poszedł i to niezależnie od kasy jaką (niektórzy) mogliby na nim zbić. Może chodzi o to, że Polacy nie kupują futer z lisów czy norek i tym bardziej nie kupowalibyśmy futer ze skór psich czy kocich? Coś biznesmenów przed robieniem większych pieniędzy powstrzymuje i raczej nie będzie to różnica jakości między futrem z lisa a psa, bo przy odpowiednim marketingu sprzedać można absolutnie wszystko. Tym bardziej, że przecież skoro to tylko biznes i tylko o pieniądze chodzi, to dlaczego nie pójść dalej? Dlaczego przedstawiciele lobby futrzarskiego nie proponują Polakom byśmy poszli w ślady Chińczyków? Skąd ta ”nieśmiałość”? Przecież o przedsiębiorców chodzi! O biznes! O miejsca pracy! Może więc i my możemy rozkręcić gruby biznes i jednocześnie pozbyć się niechcianych psów i kotów, wszystkich tych problemów ze schroniskami i ”fundacjami”? Wystarczy, że przedstawiciele branży futrzarskiej wytłumaczyliby Polakom, że nie ma przecież fizjologicznych powodów, dla których nie można połączyć ‚przyjemnego z pożytecznym’?

To, co ich powstrzymuje to tabu kulturowe. Powiedzieć, że mało prawdopodobne jest, by Polacy dali sobie wmówić, że problem niechcianych psów i kotów można by w prosty sposób rozwiązać, pomagając równocześnie polskim przedsiębiorcom, dając miejsca pracy itd., wystarczy zacząć traktować koty i psy jak zwierzęta rzeźne (pamiętacie, że do lat ’40 XX wieku w Niemczech działały rzeźnie specjalizujące się w uboju psów, a w niektórych kantonach Szwajcarii wciąż jadane są zarówno psy, jak i koty?[3]), zarabiając dodatkowo na szyciu z ich skór ”futer”, to jak nic nie powiedzieć. Bo my, w Polsce nie wyobrażamy sobie ani jedzenia psów i kotów, ani szycia z nich ciuchów, jako ”normy”. Ani też tego, że moglibyśmy nie troszczyć się o godne traktowanie zwierząt. Bo taką mamy kulturę i tradycję (i nie jesteśmy barbarzyńcami, fanami okrucieństwa). I taką też mamy kulturę i tradycję, że i psy, i koty są u nas pokarmowym tabu. Mamy w cywilizacji zachodu tyle ”zastosowań” dla psów i kotów oraz tak łatwy dostęp do mięsa, że nie wyobrażamy sobie wykorzystywania tych zwierząt ani w przemyśle futrzarskim – choć przecież wiemy, że w niektórych azjatyckich krajach tak się je wykorzystuje – ani jako źródła mięsa, mimo że człowiek może spożywać oba gatunki, co także pokazuje nam kultura niektórych krajów Azji. I kasa, która z powodu naszej kultury i tradycji, przechodzi koło nosa futrzarzom, a może i rzeźnikom, jakoś nam, jako narodowi, nawet jako ”społeczeństwu”, jak to się mówi ”nie robi”. Mamy ją tam gdzie słońce nie dochodzi.

”Historia komentarza”

Wielce prawdopodobne, że nie mieliście okazji obejrzeć ”Mięsożercy” na YouTube, na kanale Pch24TV, na którym pierwotnie został udostępniony albo, że po prostu nie zdążyliście. Film, którego produkcja sfinansowana została dzięki hojności darczyńców, opublikowany został 2 stycznia br. na YouTube, na kanale Pch24TV (Polonia Christiana). Został zamieszczony na ww kanale i dostępny był (dosyć krótko) dla wszystkich użytkowników YT. Ale jakoś tak dzień czy dwa po moim – to pewnie taki przypadeq – komentarzu komentarze pod nim przestały być widoczne, a klikanie w komunikat ”ktoś polubił twój komentarz” przestało mieć sens, bo po komentarzu śladu nie było. (Dodam, że komentarz zamieściłam jakieś 4 godziny po publikacji dokumentu na YT, krótko po tym jak obejrzałam film, wyróżniał się nie tylko długością 😉 ale i tym, że był krytyczny wobec zawartych w produkcji tez.) Kilka dni później (niestety nie wiem ile dokładnie, bo tego nie śledziłam) film stał się prywatny, a potem w ogóle niedostępny. Na kanale Pch24TV pozostały jedynie materiały, których fragmenty wykorzystane zostały przy tworzeniu filmu – w poniższej grafice zaznaczyłam je dla was czerwonymi wykrzyknikami – jednak brak jest wyszczególnionego albo po prostu brak jest materiału z wypowiedzią przedstawiciela branży futrzarskiej, a pod nagraniami, których fragmenty wykorzystano do stworzenia filmu, komentarze …są wyłączone.

Jako że nie mogę podać wam oryginalnego linku na YT, bo po prostu nie ma tego filmu na kanale PCha24TV, nieco powyżej zamieściłam wam link do ‚otwartego internetu’, ale dla porządku: znajdziecie go tu[1]. Spróbowałam dodać komentarz na stronie PCh24 i dostałam, zwrotkę, którą w formie grafiki też wam zamieszczam, a po kilku minutach dodałam treść tego pierwotnego komentarza, który zamieściłam na YT i ponownie dowiedziałam się, że komentarz skierowany został do moderatora… Efekt jest taki, że z powodu ograniczeń na stronie opublikowana została jedynie 1/5 komentarza, a kolejne odcinki nie przeszły… Może u nich można tylko jeden komentarz dziennie napisać? Ale w takim razie powinni byli chyba puścić ten pierwszy? Gdy sprawdziłam trzy tygodnie później okazało się, że i druga część komentarza została opublikowana, nie chciało mi się jednak tracić czasu na usiłowanie dodania reszty z treści mojego pierwotnego komentarza, tym bardziej, że chyba ”pies z kulawą nogą” na tamtą stronę nie zagląda…

Teraz już zapewne kojarzycie osobę dyrektora generalnego Związku Polski Przemysł Futrzarski, pana Marka Miśko[4], który był łaskaw wypowiedzieć się w ‚Mięsożercy’? Dla porządku zaznaczę, że na grafice stanowiącej zrzut z ekranu z nagrania udostępnionego (przypomnianego) 13 stycznia br. na fejsbukowym fanpejdżu ”Świat rolnika”, umieszczonej przez mnie poniżej, to ten pan w bordowej kamizelce, nachylający się nad mikrofonem – obejrzyjcie sobie to nagranie na FB.

Wystąpienie pana Miśko bardzo przypadło do gustu wielu hodowcom psów z ZKwP, którzy chętnie udostępniali je na swoich profilach, a także sporej części komentatorów kojarzonych z prawą stroną i konserwatywnymi poglądami. Wypowiedź dyrektora generalnego Związku Polski Przemysł Futrzarski robi wrażenie (co do samej jej treści mam parę uwag uzupełniających, np. gdy chodzi o buldożki, ale o tym później i raczej w drugiej części komentarza, czyli osobnym tekście). Tak samo trudno odmówić dyrektorowi generalnemu Związku Polski Przemysł Futrzarski racji, gdy chodzi o ten klip (też koniecznie to sobie obejrzyjcie), także z fejsbukowej strony ”Świat rolnika”:

W połowie 19 minuty ”Mięsożercy” – jeśli jeszcze filmu nie obejrzeliście – mowa jest o próbie likwidacji polskiego przemysłu futrzarskiego i o ”wywieraniu presji na polityków oraz społeczeństwo” i mówi na ten temat właśnie pan Miśko. Zrozumcie, jest dla mnie jasne, że wielkiego biznesu, ogromnych ilości zwierząt futerkowych ani długów polskich hodowców tych zwierząt nie da się zlikwidować w trzy miesiące i mając empatię dla zwierząt, nie można nie mieć empatii wobec ludzi (poprawka: ja sobie tego nie wyobrażam). Ale robienie komukolwiek, jakiejkolwiek organizacji zarzutu z lobbingu, szczególnie, gdy samemu buduje się w sposób dokładnie przemyślany i zaplanowany wizerunek polskiego przemysłu futrzarskiego, jest niepoważne. Przecież pan dyrektor generalny Związku Polski Przemysł Futrzarski, wypowiadając się przed kamerą twórców tego konkretnego filmu także miał cel i zapewne do Sejmu nie chodzi dlatego, że nie ma co robić z czasem wolnym. W nieco ponad połowie 25 minuty filmu pan przedstawiciel branży futrzarskiej ”zgrabnie” tłumaczy, że – to akurat będzie moje określenie – ”organizacje ekologicznie-ideologiczne” – wykorzystują naiwnych, młodych ludzi, którym wmawiają i tu cytat (mówiłam, ze wrócę do tych słów): ”(…)że na polskich wsiach mordowane z brutalnością są zwierzęta. Otóż tak, zwierzę, żeby można było z niego pozyskać mięso, musi zginąć. Takie są odwieczne prawa. Nie da się pozyskać mięsa ze zwierzęcia, jeżeli ono nie zginie. To jest prawo boskie. Tak to wygląda. Jedni umierają, żeby inni mogli żyć” – Tu pauza, bo muszę to podkreślić: ze zwierząt futerkowych – a to one przecież leżą w gestii bezpośrednich zainteresowań biznesowych tego pana – nie pozyskuje się mięsa. Te zwierzęta hodowane są tylko i wyłącznie po to, by w pewnym momencie można było obedrzeć je ze skóry, czyli używając politycznie poprawnej mowy: pozyskać z nich futra. Ale dlaczego nie palnąć gadki o (to będzie moje określenie) ”zakłamanych pato.ekologach”, gdy jest okazja by stanąć przed kamerą? Dlaczego nie mówić o czyjejś hipokryzji, przy jednoczesnym całkowitym pominięciu istoty biznesu, z którym się ”sympatyzuje”? I to przy całkowitym pominięciu motywacji, która kierowała osobą wypowiadającego się przed kamerą, pana dyrektora generalnego Związku Polski Przemysł Futrzarski, gdy podejmował on decyzję, że dla jego środowiska korzystnym będzie gdy na potrzeby filmu niby o ”niejedzeniu mięsa”, wypowie się on o ”manipulacjach pato.ekologów”. I to nie rozwodząc się nad istotą i sensem hodowania zwierząt futerkowych i zabijania ich? Zabijanie ich przecież nie na żywność, tylko po to, by można było ich skóry sprzedać na futra. Dobrze, dalsza część cytatu: ”To samo dzieje się w lasach. Te sympatyczne, piękne zwierzęta, wiewiórki, które dokarmiamy w parkach to są zabójcy na wiosnę. One potrafią, żeby uratować swoje potomstwo, żeby wykarmić swoje potomstwo, rozszarpywać ptaki. Rozszarpywać. Nie jedzą tylko orzeszków. Zające dwa, które walczą o samicę, potrafią rozerwać ją na strzępy podczas miłosnych zalotów. Tak to wygląda. Natura i jej trywializowanie wprowadza dzisiaj taką sytuację, że otóż w lasach mieszkają piękne zwierzęta, które mają lśniące futerka, żyją w zgodzie, pomagają sobie, niedźwiedź z łosiem, prawda. Żaba… Te wszystkie zwierzątka żyją w pięknej symbiozie i na to wszystko pojawia się ten wróg: człowiek. Który nie ma nic innego na celu, tylko zniszczyć tę równowagę, która została zachowana w przyrodzie, według nich. To jest ich bóg. To jest ich ideologia. Ideologia, która ma polegać na tym, że człowiek zostanie odczłowieczony, a zwierzęta zostaną uczłowieczone.Nic z tej wypowiedzi nie czyni ”moralną” hodowli zwierząt tylko dla skór. I tak zupełnie już na marginesie przyznam, że nie wiem skąd ten pan wziął te ”żyjące w zgodzie zwierzątka”, bo np. powodem, dla którego ja i sporo moich znajomych przestaliśmy oglądać dokumentalne filmy przyrodnicze jest męczenie widzów tematem śmierci owych zwierząt. Wszyscy wiemy, że ”zwierzątka zjadają inne zwierzątka”, ale po kilku akcjach typu ”Mała antylopa ma złamaną nogę, nie mogła dotrzymać tempa stadu i już trzeci dzień kona z pragnienia i głodu, w jej ranie muchy złożyły już jaja, lwica widzi łatwą zdobycz z oddali i udaje się w jej kierunku, sępy krążą niespokojnie” – przestaje się chcieć to oglądać i nie pomagają ujęcia z dronów, jakość obrazu w 4K, a głos lektora dywagującego o cierpieniu małych (autentycznie, obiektywnie słodziutkich, zwłaszcza w oczach kilkulatków) zwierzątek, którym z powodów etycznych (sic!) producenci filmów nigdy nie pomagają, po prostu frustruje i mierzi.

Wcześniej, w 14 minucie filmu głos ma pan Jacek Podgórski z Instytutu Gospodarki Rolnej. Co do tej części jego wypowiedzi nie mam zastrzeżeń i podpisuję się pod jego słowami, bo wyraził w nich i mój punkt widzenia. Oto co powiedział: ”Obcujemy z takim bardzo wykoślawionym pojęciem tolerancji. Otóż, te grupy lewicowe, centro-lewicowe, czy w tym przypadku bardzo często yyy neomarksistowskie yyy faktycznie, bo z takimi poglądami te osoby się często utożsamiają, wprowadziły swoją definicję tolerancji, która opiera się na tym, że ich poglądy nie muszą być tylko akceptowalne, ale muszą być głoszone, wyznawane i wprowadzane w życie. Stąd taki bardzo niebezpieczny trend yyy, który przyszedł do nas rzeczywiście ze Stanów Zjednoczonych, czyli tak zwany wojujący weganizm, wojujący wegetarianizm, wojująca ekologia, czy wojujący eko yyy ekoterroryzm. I jest to bardzo, niezwykle szkodliwy nurt, który posługuje się też w swoich działaniach metodami yyy powiedziałbym niemoralnymi, nieetycznymi. Myślę tutaj o takiej organizacji największej działającej w Stanach Zjednoczonych jeżeli chodzi o ochronę, powiedzmy ‚ochronę praw zwierząt’, myślę o organizacji PETA. Są oni specjalistami w trafianiu do yyy tego targetu młodej yyy młodej tkanki yyy Stanów Zjednoczonych, tej młodzieży, czy nawet dzieci w wieku wczesnoszkolnym, przez swoje kampanie. Zasłynęli oni yyy takimi dwoma [dwiema] kampaniami ‚Twój tatuś zabija zwierzęta’ i ‚Twoja mamusia zabija zwierzęta’. Były to przedstawienia komiksowe, na których zdaje się yyy ojciec yyy patroszył rybę z wyraźnym zadowoleniem na twarzy a mama dźgała chyba nożem królika i to były przedstawienia komiksowe, które były kolportowane wśród młodzieży w wieku wczesnoszkolnym”. Po pierwszych 11 sekundach 17 minuty filmu ponownie głos ma pan Podgórski ”I tutaj PETA dopiero się rozkręcała. Najdroższe reklamy na świecie yyy w ciągu całego roku, emitowane są podczas Super Bowl. To jest finał amerykańskiej ligi futbolu amerykańskiego NFL. Kosztują one tam naprawdę ogromne pieniądze. Natomiast organizacje PETA stać było na to, aby przygotować reklamę, która miała być emitowana właśnie podczas tego finału. Miała być to reklama, która nawołuje do yyy wegetarianizmu. Przedstawiała ona grupę kobiet, które onanizowały się za pomocą warzyw. Na szczęście włodarze Super Bowl nie wyemitowali tej reklamy. Natomiast można ją było zobaczyć oczywiście w sieci. Przypuszczam, że dziś także jest gdzieś dostępna.Wciąż ani słowa o zwierzętach futerkowych. W połowie 19 minuty filmu wchodzi, zacytowana już przeze mnie powyżej, wypowiedź pana Miśko. I zaraz po niej, dokładnie w 20 minucie i 44 sekundach znowu głos ma pan Podgórski: ”Dziś sytuacja jest taka, że drobiarze, czy przetwórcy rybni odsprzedają ten odpad rybny , bo faktycznie jest to dla nich odpad, hodowcom zwierząt futerkowych, którzy w specjalnie przygotowanych do tego kuchniach paszowych przygotowują karmę dla zwierząt futerkowych. Zatem zarabiają drobiarze, zarabiają przetwórcy rybni, nic się nie marnuje, nie trzeba utylizować tego w sposób konwencjonalny, czyli spalać. Do tego hodowcy zwierząt futerkowych mają tanią i zdrową dla zwierząt paszę. Co by się stało w sytuacji, gdyby zniknęły z mapy rolniczej polski te hodowle zwierząt futerkowych? Ano te odpady trzeba byłoby, jak powiedziałem spalić. Spalić w spalarniach. Problem polega na tym, że polski rynek utylizacyjny jest polski tylko z nazwy. Opanowała go jedna wielka niemiecka spółka. Spółka nazywa się Retman. Która w całym właściwie naszym kraju ma rozsiane swoje spółeczki córki. Dziś w rękach tej jednej, mówię, firmy matki, czyli Retmana, jest około 97% polskiego rynku utylizacyjnego. Dwa lata temu odbył się we Wrocławiu kongres deweloperski, na którym przeprowadzono anonimową ankietę, w której ponad 50% deweloperów przyznało się do tego, że przynajmniej raz w życiu uiścili oni eko haracz. Eko haracz, czyli zapłatę, oczywiście zapłatę, mówiąc brzydko pod stołem za odstąpienie od blokowania jakiejś inwestycji. To jest ten odsetek tych deweloperów, którzy się przyznali. Nie musimy mówić o tym jak wielki jest ten rynek w Polsce. Takie łapówki, bo faktycznie są to, są to łapówki nie opiewają na dziesiątki, czy często nawet nie na setki tysięcy złotych, ale liczone są w milionach”. Tu pokazywane jest nagranie z ukrytej kamery, na którym kobieta opowiada o praktykach o jakich mówi pan Podgórski i ponownie jest przebitka na przedstawiciela Instytutu Gospodarki Rolnej, który kontynuuje: ”Zawsze musimy zadać sobie to pytanie: Po co? Kto ma w tym interes? Jeżeli spojrzymy sobie na działania organizacji ‚ekologicznych’ w naszym kraju i na te głośne sprawy z ostatnich lat, bez trudu zauważymy, że nie chodzi tu ani o dobro zwierząt, ani o dobro przyrody. Sprawa kornika drukarza w Puszczy Białowieskiej tak przecież niesamowicie rozdmuchana przez w europejskich czy nawet światowych mediach, wielokrotnie debatowano o niej na kanwie instytucji europejskich. Taka sama sytuacja w niemieckich lasach, ekologom z tego samego stowarzyszenia w najmniejszym stopniu nie przeszkadzała. Mało tego wypowiedzieli się oni wprost, że yyy z gradacją kornika drukarza należy tam walczyć. No, ale to Polska jest europejskim potentatem w produkcji drewna, tak, choćby dla przemysłu meblarskiego, gdzie naprawdę przodujemy na europejskich rynkach. Bardzo głośna sprawa walki o zakaz hodowli zwierząt na futra. No, bez trudu zauważymy, nie trzeba być naprawdę ekonomicznym geniuszem, aby zauważyć tę prostą zależność, że rynek nie zna próżni. Jeżeli nie Polska to tutaj należy sobie zadać pytanie kto będzie te skóry zwierząt futerkowych produkować? Ano/Ale najszybciej rozwijającymi rynkami się, rynkami na świecie są w tym momencie rynek rosyjski, rynek ukraiński, może Kazachstan, także kraje skandynawskie. Te państwa bez trudu wypełniłyby niszę po tym co zostałoby, po potencjalnej kasacji przemysłu futrzarskiego w Polsce.” – Te słowa już skomentowałam i nie będę się powtarzać.

Gdy drażni cenzura, czyli treść mojego komentarza

Dobry materiał, ”ale”… Obnażenie ludzików z problemami, którzy w erze powszechnego zaniedbania psychologicznego (przez ”najbliższych”) chcą być ważni, chcą CZUĆ SIĘ ważni, zauważeni, więc ”stają się moralnie lepsi” od reszty, poprzez niejedzenie zwierzątek i mówienie o tym wszystkim w około, to dobry zabieg. Coraz więcej osób ma zaburzenia ze spektrum autyzmu i narcyzmu, więc łapią się na bardzo wiele ”filozofii”. ”Nie ma Boga”, więc człowiek traktowany jest jak zwierzę, a zwierzęta stają się coraz bardzie boskie… Świry życzące rolnikom wszystkiego co najgorsze i cieszące się, gdy hodowcę zwierząt przeznaczonych na mięso spotka coś złego oraz inne tego typu chorości – piona za wytłuszczenie tego syfu. Ale sorry, nikt nie wmówi mi, że ludzkość i Cywilizacja Człowieka Zachodu – używając tolkienowskiego określenia – zależy od tego czy w Polsce będą działały fermy zwierząt futerkowych. Sorry, ale futro nie jest ”dobrem najwyższym” i z katolicyzmem, wolnością, ”polskością” itp., itd., nie ma nic wspólnego. Wkręcanie ludziom, że ”vege nazim” i zakaz hodowli zwierzaków na skóry to jedno i to samo jest grubym i niesmacznym nadużyciem. Do momentu wrzutki o ”biednych biznesmenach z branży futrzarskiej” film uważałam za bardzo sensowne podsumowanie problemu, ale sprzedawanie ludziom głodnych kawałków o ”moralnie uprawnionym” biznesie futrzarskim na zasadzie, ”bo jak nie my, to inni na tym zarobią”, storpedowało wiarygodność tego filmu. (Co ciekawe: nie pamiętam, by w zapowiedziach dotyczących tego materiału padło słowo o futrzarskim biznesie…) Wojciech Mucha jakieś dwa lata temu zrobił materiał o kulisach ferm futrzarskich i kolesie, którzy dziś mówią, że ‚polski biznes ucierpi na zakazie hodowli na futra’ są słabo wiarygodni. (Jakieś statystyki ile ”polskich rodzin” utrzymuje się z pracy na fermach? Polacy tam zsuwają? Poważka?) Kurczę, skoro tu tylko o biznes chodzi, to po co się dzikimi cywilizacjami podpierać, np. turańską, po co zrównywać hodowlę na mięso z hodowlą na futra w taki zawoalowany sposób jak panowie z tego filmu? Może od razu, ‚na grubo’, idźmy w ślady Chińczyków, którzy żrą psy i koty i psim i kocim futrem obszywają ciuchy (#ChińskieKurteczki). W Chinach od pyty ludzi siedzi w ‚pieskach i kotkach na żarcie i futro’ – czyli zarabiają na tym kaskę, która ich utrzymuje. Skończyłby się problem niechcianych zwierzaków w schroniskach, a pies, czy kot, jako gatunek udomowiony znacznie ‚prostszy w obsłudze’ jest od dzikiego… W klatkach nie trzeba trzymać… A, ale u nas jest tabu… psów się nie żre ani kotów, i nie robi się z nich ciuchów… Hm… Aż dziwne, że panowie ‚biznesmeni’ jeszcze nie wymyślili sposobu, by wkręcić ludziom, że skoro chinole z psów i kotów robią ciuchy i nawet te psy i koty żrą, to i u nas taki biznesik można by kręcić, i byłoby ”moralnie”. A walki psów? To wszystko są pieniąchy. Pan opowiadający widzom filmu, jak niedorozwiniętym, że ”zanim się zwierzątko zje, to trzeba je zabić”, przegina. Naprawdę powinien szanować odbiorców filmu, zamiast traktować ludzi jak głupków. Celowa hodowla TYLKO NA FUTRO nie ma związku z tym co ”dzieje się w lasach” ani ubojem zwierzaków przeznaczonych na żywność. Aaa…No, tak… I ”polskie spalarnie są niemieckie”, czyli argument-szantażyk, coś w stylu ”jeśli nie zagłosujesz na pana D., to może wygrać czerwony”. Nie zagłosuję na pana D – podobnie jak zapewne sporo innych osób – i jeśli nawet ”wygra czerwony”, to nie będzie to wina tych, co pokazali czerwoną kartkę obecnemu rządowi i panu D, tylko obecnego rządu, który zawiódł zaufanie swoich wyborców. Nie można ciągle dawać się wkręcać w poczucie winy. ”Musimy sobie zadać pytanie, kto ma w tym interes?” – no, właśnie, dobre, tym bardziej, że podobno film dotyczy (NIE)JEDZENIA MIĘSA… Jem mięso, nie mam nic do myśliwych (wolę dziczyznę) i współczuję dzieciakom z przekręconą psychą, którym wydaje się, że jak będą nawijać o cierpieniu zwierzątek, to – w ich własnych oczach – zneutralizuje to ich ”udział w mordowaniu planety” poprzez konsumowanie np. ”tony” chemii w kosmetykach, pakowanych w plastik itp., itd. Ale błagam, nie wpierniczajcie w takie produkcje propagandy o tym, że ”być moralnym Polakiem katolikiem, człowiekiem wolnym i przywiązanym do tradycji, dbającym o rodzinę”, oznacza wspierać lobby przemysłu futrzarskiego, bo to się nie klei. No, jednak tego ‚Człowieka Zachodu’ (Polaka) coś od azjatyckiego barbarzyńcy różni, bo gdyby było inaczej żarlibyśmy psy. Bez kitowania o interesach lobby futrzarskiego ten materiał byłby o niebo bardziej wiarygodny, A tak, przy okazji omawiania bardzo istotnego problemu (konsekwencji rozpadu rodziny i upadku wartości, za którym idzie pogubienie się bardzo młodych ludzi, bardzo podatnych na wszystkie kity), broni się interesów panów, którzy ubolewają, że Polska to nie turańszczyzna, bo w Rosji i na Ukrainie nie ma problemu z biznesem futrzarskim. Słabiutko, bo brak w tym filmie uczciwości wobec widza, powinien być reklamowany także jako materiał promujący biznes futrzarski, a nie jest i to jest forma manipulacji widzem.

Zbyt frywolnie napisany kawałek? Może i tak. Ale wciąż merytoryczny. Bo zgodzicie się chyba, że tylko kulturowe tabu powstrzymuje nas, Polaków przed jedzeniem psów i kotów, których pełne są nasze schroniska, prawda? I to tylko nasza kultura i tradycja hamuje ”rozwój polskiego biznesu futrzarskiego”, który, gdybyśmy wywodzili się z innej cywilizacji, niech będzie chińskiej, rozwijałby się znacznie prężniej i szerzej, likwidując bolączki nie tylko biznesmenów z branży hodowców zwierząt futerkowych, ale i producentów żywności, a dodatkowo politycy byliby zadowoleni, że mają z głów ”uprawnione organizacje dbające o dobre traktowanie wszystkich zwierząt”.

Pytania doczekają się odpowiedzi?

Normalnie by mi się nie chciało, ale ponieważ dostaję newsletter z PCh24.pl i w dniu 18 stycznia w swojej poczcie znalazłam min tę automatyczną wiadomość, której kluczowy i wyjątkowo z mojego punktu widzenia irytujący fragment zamieszczam poniżej w formie grafiki, wyślę do Redakcji PCh24.pl zapytanie  Dlaczego skasowaliście materiał?. Zapytanie, którego treść zamieszczę w formie wyszczególnionej aktualizacji dzisiejszego tekstu, a potem dodam odpowiedź, którą – mam nadzieję – Redakcja mi przekaże.

AKTUALIZACJA – 11 marca 2020 r. Zapytanie wysłane za pomocą formularza dostępnego na stronie serwisu, w dniu 2 marca 2020 r. (wciąż czekam na odpowiedź).

Dzień dobry,

Mam pytanie na temat filmu ”Mięsożerca – Wróg numer jeden”. Tak się składa, że po moim (zapewne między innymi) komentarzu, tym, który zamieściłam mniej więcej 4 godziny po tym, jak ww film został opublikowany na YT, na kanale Pch24TV, możliwość komentowania tej produkcji na ww kanale została wyłączona. Chciałabym uzyskać informacje o tym dlaczego tak się stało. Wszystkie komentarze zniknęły, a w kolejnych dniach film przestał być dostępny dla widzów. (Najpierw był ”prywatny”, czy też dostępny tylko dla osób posiadających do niego bezpośredni link, a potem stał się w ogóle niedostępny). Proszę wyjaśnić mi – sympatyczce oburzonej zaistniałą sytuacją, tym cenzurowaniem głosów niezadowalających producentów materiału – jak to jest, że wystarczy napisać (co najmniej) jeden (zakładam, że nie tylko ja miałam rzeczowe uwagi do tej produkcji) acz merytoryczny komentarz, by taaaka produkcja przestała być dostępna na kanale redakcji PCh? Czy może to jest tak, że tylko ci użytkownicy, którzy skomentowali materiał nie tak, jakbyście państwo sobie tego życzyli, nie widzą tego materiału na waszym profilu na YT? Powiem szczerze, że opadła mi szczęka, gdy przeczytałam treść ”njuslettera” z 18 stycznia. Czy państwo w redakcji sprawdzacie do kogo kieruje te mejle? Czy po prostu lubicie drwić? Proszę zrozumieć, że nie zamierzam ”gwiazdorzyć” po prostu z tego co widzę, YT jest przestrzenią zdecydowanie bardziej skłaniającą publiczność do wyrażania opinii niż strona, na której obecnie dostępny jest ww film (Ewidentnie w komentarzach ”szału nie ma”).

Proszę o wyjaśnienie dlaczego film jest już niedostępny na oficjalnym profilu waszej redakcji na YT i dlaczego zanim go usunięto ocenzurowane zostały komentarze? W angielskim istnieje idiom ‚Elephant in the room’, znacie państwo jego sens? Ten idiom bazuje na idei, iż coś tak rzucającego się w oczy jak słoń może zostać z premedytacją ”przeoczone”. O ‚słoniu w pokoju’ mówi, gdy chodzi o oczywiste, ważne i ogrooomne problemy oraz zagadnienia, o których wszyyyscy wiedzą, ale o których nikt nie wspomina ani nie chce dyskutować, bo taka rozmowa spowodowałaby, że przynajmniej niektóre z zaangażowanych w nią osób poczuliby się nieswojo, gdyż w danym środowisku temat jest ‚niewygodny’, krępujący ze względów osobistych, społecznych (towarzyskich) lub politycznych. O ‚słoniu w pokoju’ się nie mówi, bo spowodowałoby to spore zamieszanie, kontrowersje a może nawet zagrożenie. Jeśli więc ktoś mówi there is an elephant in the room, ma na myśli oczywisty problem lub trudną sytuację, o której ludzie nie chcą rozmawiać. I jak widać o reklamie lobby przemysłu futrzarskiego w filmie ”Mięsożerca – wróg numer jeden”, tym ‚słoniu’ nie mówi się w PCh nawet wtedy, gdy ‚słoń’ zrobi wieeelką kupę (a szufelki, jak i ”szufelkowego” brak).

Licząc na wyjaśnienia, zamieszczam komentarz, który umieściłam pod ww filmem, mam nadzieję, że pozwoli to Redakcji odnieść się do mojego zapytania możliwie najpełniej – w tym miejscu zamieściłam treść komentarza, którą już znacie, a na koniec dodałam:

Poza adresem korespondencyjnym chętnie załączyłabym tzw skriny dokumentujące fakt, iż mój komentarz widniał pod filmem, niestety jednak forma formularza uniemożliwia mi to.

Z wyrazami szacunku,

Zuzanna Petrykowska

w tym miejscu kończy się zaktualizowana treść.

Wiele popularnych stron min. na serwisie Facebook rozpowszechniało link do ”Mięsożercy”, wcześniej promowało ten materiał w formie informowania swoich ”falołersów”, że taki dokument powstaje, pojawiały się o też wzmianki o tej produkcji na różnych opiniotwórczych portalach. Ku mojemu ogromnemu i autentycznemu zaskoczeniu, wątek na który uwagę zwróciłam w moim komentarzu do tego materiału, jakoś przez nikogo, żadnego dziennikarza, komentatora itp. nie został podjęty. Ani z jednej, ani z drugiej strony ”barykady”…

Upraszczanie i infantylizowanie zagadnień jest … dużo mówi o tych, którzy tak postępują

Fakt, że w dzisiejszych czasach sporo ludzi na świecie, szczególnie w tzw krajach rozwiniętych ma problemy emocjonalne, nie umieją budować relacji z innymi ludźmi i swoją potrzebę interakcji z drugą żywą istotą realizują uczłowieczając zwierzęta, to poważny problem. Wśród osób, które pomagają zwierzętom w potrzebie dużo jest takich, które robią to po prostu w czasie wolnym. Ale część z filmików (np. tych z USA) na FB czy YT, ze stron/kanałów poświęconych ratowaniu zwierząt, pokazuje osoby, które mając 20kilka – 30kilka lat wprost przyznają, że pierwszy raz w życiu poczuły co oznacza mieć WIĘŹ z żywą istotą dopiero, gdy uratowały zwierzę. Że pierwszy raz w życiu doświadczają interakcji z istotą, która skupia na nich swoją uwagę. Tak naprawdę. Tak, ta istota jest zwierzęciem i robi to „tylko” po zwierzęcemu. Dla kogoś, kto jako dziecko nie miał deficytów, kogoś, kto miał szczęście być ważny dla swoich rodziców, kogoś czyje emocjonalne potrzeby były zaspokajane, jest oczywiste, że to, co te uratowane zwierzęta dają tym ludziom jest (niestety tylko) protezą. Ale dla ludzi, których rodzice mieli ”ważniejsze sprawy na głowie” niż poświęcanie uwagi własnym dzieciom, dzieciom, które tej uwagi potrzebują jak powietrza, dla tych, których rodzice ”byli zbyt zajęci”, by poświęcać im czas, dla osób, które nie były dość ważne dla swoich ”bliskich”, dla własnych rodziców, rodzeństwa oraz reszty ”rodziny”, interakcja ze zwierzakiem, to połączenie, gdy psie, kocie czy innego zwierzaka oczy wpatrują się w nich z nieprzebraną wdzięcznością, jest PRAWDĄ. TO JEST DLA NICH PRAWDZIWE, jak nic innego. Bo nigdy nie dostali tego innego ”prawdziwszego” czegoś ani od swoich rodziców, ani od rodzeństwa, ani reszty tzw bliskich; małżonków, narzeczonych. Bo nie byli dla tamtych ludzi dość ważni. A dla tych zwierząt są. I przy całej – przepraszam za to słowo – ułomności tych „protezowych interakcji”, trudno dziwić się tym osobom, że tak wielkie wrażenie wywołuje w nich to, co dostają od zwierzaków. Że emocjonalnie ci ludzie są tylko w relacjach ze zwierzakami. I ładują w ratowanie zwierząt i walkę o ich tzw prawa, tyle emocji i determinacji. Nie wszyscy ratujący zwierzęta coś sobie w ten sposób (zapewne nieświadomie) kompensują, niektórzy robią to, bo mają na to czas i  po prostu wkurza ich obojętności innych, tych tzw ”ludzi dobrych”. 

Tak, zwracam uwagę na zaawansowaną inżynierię społeczną; na kobiety zostające „matkami zastępczymi” różnych zwierząt, na to, że o psie czy kocie niektórzy – szczególnie w Stanach – gdy okazuje się, że pojawi się dziecko, mówią, że ich pies/kot będą mieć młodszego brata/siostrę. To wszystko to tylko czubek góry lodowej, skutek zmian społecznych zachodzących na Zachodzie od mniej więcej drugiej połowy XX wieku; rozpad rodziny, atomizacja, zaniedbanie emocjonalne itp., itd. I do nas też już to dotarło, u nas też już roczne dzieci bawią się smartfonami, by rodzice mieli ”święty spokój”. Warto więc zacząć szukać sposobów na to, by docierać do ludzi, by uświadamiać przyszłych i obecnych rodziców, że jeśli teraz emocjonalnie zaniedbają swoje dzieci, to pokaleczą je na całe życie. Warto iść tą drogą, zamiast żerować na czyimś nieszczęściu i traktować ludzi o wielkich sercach, z nieukojoną potrzebą miłości wiecznie nienakarmionych tą miłością, której im ich ”bliscy” nigdy nie dali, jak kretynów, bo to obmierzłe i skrajnie nie ”katolickie”. Tak samo jak …urestwem jest robienie idiotów z ludzi, którzy po prostu nie dają sobie wmówić, że hodowanie zwierząt na skóry nie różni się od hodowli zwierząt na mięso albo od tego co ”dzieje się w lasach”. Dlatego, gdy czytam albo słucham z jaką niekiedy wręcz pogardą ”sympatycy futerkowców” się wypowiadają o przeciwnikach ”pozyskiwania ze zwierząt futer”, robi mi się niedobrze. 

Istnieje potrzeba stworzenia prawa, w którym ludzie z zaburzeniami, ci agresywni, ci którym ich intelektualne ograniczenia albo pseudokulturowe zacofanie „nie dają” przestrzegać ogólnie przyjętych norm społecznych, nie będą mogli bezkarnie znęcać się ani nad zwierzętami, ani nad innymi ludźmi. Prawa, w którym przestępcy odpowiadają za znęcanie się. Ale to się zaczyna od krzewienia kultury i nazywania rzeczy po imieniu. Świadomość, że w naszej kulturze okrucieństwo jest „niemile widziane”, że jest odchyleniem od normy, która u nas jest dobrze znana i której definicję znakomita większość z nas absorbuje w sobie od dziecka, że można powiedzieć, że tę definicję wysysamy z mlekiem matki, wydaje się nie być wszechobecna, gdy o ”prawach zwierząt” rozmawiają politycy etc. Czy chodzi o „prawa zwierząt”, czyli po prostu przyzwoitość wobec żywych istot zdolnych do odczuwania cierpienia, czy PRAWA LUDZI, punktem wyjścia do wszystkich tego typu rozmów są kultura, etyka i moralność. My, w Polsce nie mamy okrucieństwa wpisanego w nasze DNA, ci którzy w Polsce uchodzą za normalnych zawsze, gdy mają wybór wybierają, czy to wobec człowieka, czy wobec zwierzęcia zachowanie nieokrutne. Okrucieństwo to celowe krzywdzenie, sprawianie bólu, znęcanie się a to nie nasza bajka – nie uważamy takich zachować za normę, nie normalizujemy ich. I to jest punkt wyjścia, o którym wszyscy chętnie zapominają, bo skupianie się na „szczegółach” pozwala wygodnie ”manipulować tłuszczą”.

_________________

TEMAT DRUGI

”Lex Sachajko”

Szerokie zainteresowanie i emocje kynologów i pseudokynologów budzi projekt zmian w prawie dotyczącym zwierząt, nad którymi pracuje Parlamentarny zespołu ds. ochrony zwierząt, praw właścicieli zwierząt oraz rozwoju polskiego rolnictwa, na czele którego stoi Jarosław Sachajko, poseł Kukiz’15. Sieć aż huczy od plotek i manipulacji. Najwięcej emocji – mało kto z tych najgłośniej się ekscytujących projekt przeczytał – budzi kwestia odbierania zwierząt i przypadków ”niecierpiących zwłoki”. Jedni są oburzeni, że ”w ogóle nie będzie można ratować zwierząt”, a inni cieszą, się, że ”wreszcie ktoś chce zrobić porządek z pseudofundacjami” (które często po prostu kradną zwierzęta). Wyraźnie należy podkreślić, że hodowcy rasowych psów, czyli zwierząt, których ceny zaczynają się średnio od (co najmniej) 1500 złotych wzwyż (w zależności od rasy oraz stowarzyszenia, do którego dany hodowca należy) są wyjątkowo ”lubianym” przez pato.pseudo.eko.fundacje celem i na kynologicznych grupach fejsbuka często wałkowane są przez poszkodowanych oraz ich znajomych, tematy ”wbijania się na posesję” i odbierania psów (które niejednokrotnie potem ”rozpływają się w powietrzu” i wszelki ślad po nich ginie), lub co najmniej nachodzenia hodowców i usiłowania zastraszenia ich przez ”pracowników”/”wolontariuszy” tzw ”fundacji”, podających się za ”inspektorów” uprawnionych do zaboru zwierzaków. Zaznaczmy też, że rasowy pies z papierami; metryką i rodowodem Związku Kynologicznego w Polsce (ZKwP), honorowanymi przez Fédération Cynologique Internationale (FCI), największą i najlepiej znaną międzynarodową federację kynologiczną na świecie, czyli pies, którego z największym zyskiem (potencjalnie) można rozmnażać, to ”rzecz” albo raczej towar konsumpcyjny o wartości co najmniej kosztów poniesionych na jego zakup/wyhodowanie i uzyskanie dla niego hodowlanych uprawnień (wystawy etc.). Tak więc jeśli pato.pseudo.eko.fundacja kradnie hodowcy utytułowanego psa/utytułowaną sukę, osobnika przeznaczonego do hodowli, nawet może do hodowli na wysokim poziomie, a więc zwierzę z szeregiem certyfikatów poświadczających, iż ten konkretny osobnik wolny jest od wielu wrodzonych wad, które są dla jego rasy typowe lub często w niej występują, to pato.pseudo.eko.fundacja kradnie hodowcy towar/mienie wyjątkowo wysokiej jakości, o dużej wartości pieniężnej. Pozbawia hodowcę możliwości wykorzystania zwierzęcia w planie hodowlanym, który, gdy mówimy o hodowlach na wysokim poziomie jest poważnym planem, czymś co układa się długo i z rozmysłem, a w przypadku napaści ze strony pato.pseudo.fundacji plan hodowlany jest rujnowany i należy go zupełnie zmienić. Hodowca zostaje także pozbawiony możliwości odzyskania kosztów poniesionych przez niego na uzyskanie i/lub potwierdzenie owej wyjątkowej jakości i wartości tegoż konkretnego osobnika poprzez wykorzystanie go jako reproduktora/suki hodowlanej i sprzedaż nabywcom za odpowiednio wysoką cenę, uzyskanych od niego/niej szczeniąt. (I tylko dla porządku dodam, że osoby, którym zwierzęta zostaną ukradzione, ponoszą szkodę moralną – absolutnie nieprzeliczalną w kontekście finansowym.)

Projekt wypracowany przez zespół pana posła zakłada zmiany w Ustawie o Ochronie Zwierząt, ta budząca najwięcej zainteresowania – nawet u dziennikarzy, którzy na co dzień kompletnie gdzieś mają kynologiczne wątki i tematy – dotyczy art. 7.3, który brzmi następująco: ”W przypadkach niecierpiących zwłoki, gdy dalsze pozostawanie zwierzęcia u dotychczasowego właściciela lub opiekuna zagraża jego życiu lub zdrowiu, policjant, strażnik gminny lub upoważniony przedstawiciel organizacji społecznej, której statutowym celem działania jest ochrona zwierząt, odbiera mu zwierzę, zawiadamiając ©Kancelaria Sejmu s. 8/33 03.09.2019 o tym niezwłocznie wójta (burmistrza, prezydenta miasta), celem podjęcia decyzji w przedmiocie odebrania zwierzęcia.” To niby proste i oczywiste: właściciel znęca się nad zwierzęciem? Katuje je? Pozostawienie zwierzaka ”pod opieką” zwyrodniałego właściciela grozi śmiercią tego zwierzaka albo co najmniej uszczerbkiem na jego zdrowiu? Nie ma sprawy; policjant, strażnik gminny lub przedstawiciel organizacji społecznej może właścicielowi to zwierzę odebrać. Tyle że właśnie o te ”przypadki niecierpiące zwłoki”, ”upoważnione organizacje społeczne” i tych ”przedstawicieli upoważnionych organizacji społecznych” chodzi. Projekt zespołu kierowanego przez pana posła Sachajko zakłada, że odebranie zwierzęcia w tzw przypadku niecierpiącym zwłoki byłoby możliwie jedynie po uzyskaniu „opinii powiatowego lekarza weterynarii odnośnie istnienia podstaw do dokonania odbioru„. Opinia ta ma być obligatoryjną i wiążącą – link do projektu [5] Nic więc dziwnego, że psiarze, szczególnie ci, którzy mieli wyjątkowo wątpliwą przyjemność mieć styczność z samozwańczymi ”obrońcami praw zwierząt”, znajomi tych psiarzy i/lub osoby, które znają przypadki pokrzywdzonych przez pato.pseudo.eko.fundacje, bo mają takie osoby w swoim – choćby nawet fejsbukowym – otoczeniu, pomyślały: tak, to jest dobry pomysł, taka zmiana jest konieczna. W rzeczy samej: pato.pseudo.eko.fundacjami należy się zająć i od strony prawnej zlikwidować problem terroryzowania ludzi przez cwaniaków, chęć do łatwego zbijania szmalu na braku stosownego prawa, podbijających sobie opowieściami o tym, jak to ”kochają wszystkie zwierzątka i chcą dla nich jak najlepiej”. Tylko, że inspekcja weterynaryjna, nie pracuje 24/7.

Powiatowe Inspektoraty Weterynaryjne, w nich powiatowi lekarze weterynarii, których opinie odnośnie istnienia podstaw do dokonania odbioru zwierząt są niezbędne i wiążące, pracują od poniedziałku do piątku w określonych godzinach[6]. Jeśli politycy naprawdę chcą w końcu stworzyć normalne, cywilizowane prawo, w którym dbają o to, by wreszcie zgodnie z prawem – bez nadużyć – możliwe było odbieranie zwyrodnialcom zwierząt w tych niecierpiących zwłoki przypadkach, gdy życie katowanego zwierzaka jest zagrożone, muszą zadbać o to, by przedstawiciel upoważnionej organizacji społecznej miał możliwość skontaktować się z pracownikiem inspekcji weterynaryjnej i wezwać go na miejsce zdarzenia 24/7 (a przecież ci ludzie mają inne, liczne obowiązki). Pamiętacie tę sprawę z tygrysami, które przez terytoriom Polski przewożono z Włoch do Dagestanu?[7] Jeden z tygrysów nie przeżył. ”Stan zdrowia tygrysów na granicy w Koroszczynie nie budził wątpliwości – taką informację otrzymaliśmy z Głównego Inspektoratu Weterynarii. . Wynika z niej również, że zwierzęta były zdolne do dalszej podróży. Pracownicy ZOO w Poznaniu, które przyjęło zwierzęta, nie kryją zaskoczenia i oburzenia takim stanowiskiem.” Ta skandaliczna, głośna na całą Polskę sprawa udowodniła nam, że przedstawiciele PIW (delikatnie mówiąc) nie są nieomylni…

Jak możemy przeczytać w stanowiącym Załącznik do Uchwały Nr3/2017 Stanowisku Rady Dialogu Społecznego w Rolnictwie z dnia 28 lutego 2017 r. w sprawie projektowanych zmian w ustawie o ochronie zwierząt w zakresie wprowadzenia zakazu hodowli zwierząt futerkowych [wpiszcie tę frazę w wyszukiwarce, od razu wyskoczy wam dokument]: ”Dobrostan zwierząt w Polsce kontrolowany jest przez Inspekcje weterynaryjną oraz dodatkowo w przypadku zwierząt futerkowych przez prowadzony od wielu lat audyt wewnętrzny Polskiego Związku Hodowców i Producentów Zwierząt Futerkowych oraz Polskiego Związku Hodowców Zwierząt Futerkowych”. Nie kwestii dobrostanu zwierząt hodowanych na futro dotyczy mój dzisiejszy artykuł, ale z całą pewnością zagadnienie to warte jest zgłębienia i zapoznania się z normami, do których zobowiązują się biznesmeni z branży futrzarskiej, hodujący zwierzęta po to, by sprzedać potem pozyskane z tych zwierząt futra. Raz jeszcze zwrócę uwagę, że logika wskazuje, iż towar, przedmiot handlu → futra pozyskane ze zwierząt utrzymywanych i rozmnażanych tylko i wyłącznie dla celów przemysłu futrzarskiego, muszą spełniać określone kryteria. Futra muszą zadowalać odbiorców, inaczej hodowca nie zarobi, nie sprzeda przecież ”wyleniałych skórek” z niedożywionych, na wpół rozkładających się zwierząt. Ale, gdy przychodzi do masowej produkcji, sorry: hodowli, niezależna kontrola organizacji ”spoza towarzystwa” wydaje się być jak najbardziej słuszną formą sprawowania nadzoru. Stowarzyszenia hodowców psów nie są w stanie poradzić sobie z pseudohodowcami we własnych szeregach, a przecież trudno wyobrazić sobie, by hodowca działający legalnie w ramach zarejestrowanego w Polsce stowarzyszenia hodowców psów, trzymał ich więcej niż… Ile? 20? 30? Kto wie ile psów utrzymywanych jest w hodowlach psów rasowych na terenie Polski? Z doświadczenia wiem (byłam, widziałam), że w hodowli (ZKwP/FCI) psów ras uznawanych za agresywne, jak kanaryjska presa, może w jednym czasie przebywać kilkanaście dorosłych osobników (13-16) + szczenięta z aktualnego miotu, a ile psów jakichś mniejszych ras może być w jednej hodowli? Tak czy inaczej bywa, że nawet hodowcy psów nie spełniają kryteriów, których zobowiązani są przestrzegać poprzez samą przynależność do danego stowarzyszenia. A jak w istocie jest z hodowcami zwierząt futerkowych, dzikich zwierząt zawsze trzymanych w klatkach aż ich futro nadaje się do … ”pozyskania”, są zawsze bez zarzutu? Przedstawiciele uprawnionych organizacji społecznych powinni mieć możliwość przeprowadzania niezapowiedzianych kontroli warunków w jakich utrzymywane są zwierzęta futerkowe tak samo, jak powinni móc przeprowadzać kontrole w hodowlach hodowców zwierząt towarzyszących; psów i kotów rasowych. Kontrole takie muszą być niezapowiedziane, bo tylko takie kontrole mają sens. Dlatego, iż należy przyjąć, że w pewnych warunkach korupcja może być problemem, można więc wprowadzić procedury, które powodują, iż staje się ona wysoce utrudniona, nieopłacalna i łatwo wykrywalna. Powiedzmy, że w gminie A organizacja B chce przeprowadzić kontrolę w hodowli C. Potrzebny jest im więc właściwy urzędnik administracji państwowej. Problem polega na tym, że ludzie są tylko ludźmi i urzędnik może odczuć potrzebę poinformowania hodowli C o przygotowywanej kontroli – nici z efektu zaskoczenia, kontrola traci sens. A przecież można wskazać np. trzy różne terminy, w których dany urzędnik ma być przygotowany na pracę w terenie i to wcale nie na ”własnym terenie”. W pięciu wyznaczonych terminach nic nie musi się zdarzyć, nie musi odbywać się kontrola, kontrola może odbyć się dopiero w kolejnym terminie, ”na drugim końcu Polski”.

Wszyscy wiemy: są fundacje i ”fundacje”, twory, które ja nazywam pato.pseudo.eko.fundacjami i które to twory nie tyle ”pomagają zwierzakom”, co po prostu uprawiają gangsterkę, żerując dodatkowo na naiwności ludzi ”wrażliwych na cierpienie” zwierząt. To oczywiste, że należy ukrócić proceder uprawiany przez pato.pseudo.eko.fundacje. I na razie, dla zachowania porządku, w tym miejscu postawię kropkę. Kwestią kluczowych obszarów, w których polska kynologia, a więc ”psie wątki” wymagają prawnych zmian, zajmę się w drugiej, poprawka: trzeciej części komentarza.

Zamierzona indolencja?

Nie mam telewizora i z telewizją styczność mam sporadycznie, gdy odwiedzam znajomych albo jestem u fryzjera, więc może to dlatego, ale nie zauważyłam, by, czy lewa, czy prawa strona ”sporu o dobro zwierząt” skupiły się na wyłuszczonej przeze mnie problematyce. Dziwi mnie to, tym bardziej, że dla lewej strony narracja użyta przez dyrektora generalnego Związku Polski Przemysł Futrzarski (aktualnie pupila chyba nie tylko internetowej prawicy) oraz pana Podgórskiego z Instytutu Gospodarki Rolnej, w szeroko omawianym, cieszącym się uznaniem i promowanym przez ”konserwatywne, patriotyczne środowiska”, filmie ”MIĘSOŻERCA. Wróg numer jeden”, to wręcz spełnienie marzeń o podaniu im na tacy czegoś, czego mogą się uczepić, kontrując stronę przeciwną, czegoś w rodzaju ”samozaorania” tej strony przeciwnej. Natomiast prawicowym dziennikarzom, komentatorom etc. chyba po prostu; albo brakuje podstawowej wiedzy na temat kwestii kluczowych w poszczególnych kulturach (cywilizacjach), albo są obmierzłymi hipokrytami.

No a poza tym każdy ma jakiś kredyt do spłacenia…

LINKI;

[1]https://www.pch24.pl/miesozerca–wrog-numer-jeden—caly-film—zobacz-juz-teraz-,73046,tv.html

[2]https://www.youtube.com/channel/UCxuQZGbp1aka9EF9A0zI_xQ

[3]https://pl.wikipedia.org/wiki/Tabu_pokarmowe

[4]https://wmeritum.pl/marek-misko-branzy-futrzarskiej-podbil-internet-minut-mocnych-argumentow-wideo/221854

[5]http://kukiz15.org/images/PROJEKTY/Projekt-Odbieranie-Zwierzat.pdf?fbclid=IwAR1CjeC3BmY7Zb3qv6T6DskUHQaGKKGToo2341pG7INY87evCOoCbjDRm0Y

[6]https://www.wetgiw.gov.pl/nadzor-weterynaryjny/dzialania-powiatowego-lekarza-weterynarii

[7]http://www.tokfm.pl/Tokfm/7,103087,25380210,stan-zdrowia-zwierzat-nie-budzil-watpliwosci-zaskakujace.html

Dodatkowo;

https://poznan.tvp.pl/45105531/pis-zdeterminowane-by-zakazac-hodowli-zwierzat-futerkowych-czy-tym-razem-sie-uda

https://krytykapolityczna.pl/kraj/ustawa-ochronie-zwierzat-katarzyna-piekarska-zwierzeta-futerkowe/

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora jest zabronione.

https://kulturakynologiczna.home.blog/

”SHANGHAI WORLD DOG SHOW 2019” ORAZ ”2019 COPA MUNDIAL EL DOGO ARGENTINO EN CHINA” -KILKA PYTAŃ

To niemożliwe!?

Serio? ”World Dog Show Shanghai 2019”, czyli coroczna światowa wystawa psów w tym roku odbędzie się w Chinach? ”Kochamy pieski”, ”jesteśmy przeciwni okrucieństwu wobec zwierząt”, ale prestiżowe ”święto kynologii”, jakim jest World Dog Show, odbędzie się w kraju, w którym wolno psy (jak i koty) żywcem wrzucać do wrzątku, nim wylądują na talerzu? W kraju, w którym tego rodzaju okrucieństwo wobec zwierząt nie jest karane? A należące do Fédération Cynologique Internationale, stowarzyszenie Związek Kynologiczny w Polsce nawet nie zajmuje oficjalnego stanowiska wobec przyznania Chinom tzw światówki?

Spora część członków ZKwP chętnie korzysta z serwisu Facebook nie tylko po to, by tworzyć profile, na których prezentują się jako hodowcy i ułatwić kontakt potencjalnym klientom na szczenięta. Posiadacze rasowych psów z rodowodami Związku Kynologicznego w Polsce, czyli uznawanymi przez Fédération Cynologique Internationale (FCI), tworzą na tym serwisie wiele grup o tematyce kynologicznej, począwszy od takich, w których rozmawiają o ”mydle i powidle”, przez te poświęcone wystawom organizowanym przez Związek Kynologiczny w Polsce (ZKwP) pod egidą Fédération Cynologique Internationale (FCI), psim sportom, na dedykowanych konkretnym rasom lub typom psów, kończąc. Popularne jest w tym środowisku ”przejmowanie się losem zwierząt” (szczególnie psów i kotów), które padły ofiarą złego traktowania i ”wzruszanie się”, przestrzeganie przed ”praktykami pseudohodowlanymi” oraz ”troska” o rasowe psy, które się swoim właścicielom np. ”znudziły” i zostały porzucone lub też z jakiegoś powodu oferowane są przez nich na sprzedaż. (Wtedy to są burze o to ”Czy hodowca wie co się dzieje z ‚jego’ psami?”). Generalnie, polscy ”fejsbukowi kynolodzy” epatują tym ”przejmowaniem się” co rusz… Ale z World Dog Show Shanghai 2019 jest ”jakoś inaczej”. A przecież istnieje strona www.facebook.com/no.for.WDS2019.in.China (”No for China World Dog Show 2019”), na której materiału do ”przejmowania się” jest tyle, że pewnie do końca świata starczy. Dlaczego więc, choć na Facebooku tak wielu członków ZKwP wręcz epatuje swoją ”odrazą” wobec znęcania się nad zwierzętami, nie ”oburzają się” już tak chętnie na organizowanie przez FCI, światowej wystawy psów w Chinach, w żaden oficjalny sposób, którego skutkiem byłoby opublikowanie jakiegoś oficjalnego stanowiska Zarządu Głównego Związku Kynologicznego w Polsce na internetowych stronach tegoż Związku?

Przy okazji, zobaczcie jak na decyzję Fédération Cynologique Internationale o przyznaniu zaszczytu organizacji światowej wystawy psów w roku 2019, Chinom, zareagowały niektóre z organizacji członkowskich Międzynarodowej Federacji Kynologicznej (FCI): https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2019/03/29/shanghai-world-dog-show-2019-reakcje/

A o ‚złotych kartach’ od China Kennel Union dla delegatów FCI wiecie? Norwegowie obliczyli, że ‚złota karta’ ma wartość 100 tysięcy euro: https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2019/03/29/zlote-karty-o-wartosci-100-tysiecy-euro-dla-delegatow-fci/ 

Może więc tytuł tego wpisu powinien brzmieć np. tak: ”CZY CORAZ POWSZECHNIEJSZA ”OBOJĘTNOŚĆ LUDZI DOBRYCH” ROZGRZESZA WSZYSTKICH ZE WSZYSTKIEGO? ”KRYZYS MORALNY” W ZWIĄZKU KYNOLOGICZNYM W POLSCE? CO WSPÓLNEGO MAJĄ HISTORIOZOFIA i FILOZOFIA Z KYNOLOGIĄ? ORAZ USTAWA O OCHRONIE ZWIERZĄT W KONTEKŚCIE WPŁYWU SYMPATYKÓW ZKWP I FCI NA PRACE LEGISLACYJNE -O CZYM POWINNIŚMY PAMIĘTAĆ”?

Od paru lat olewam tzw wystawy (ostatnia na której byłam, to Klubowa Molosów w 2016 roku -wielkie rozczarowanie), kiedy więc na początku marca zwrócono mi uwagę na fakt, iż w tym roku światowa wystawa psów, czyli World Dog Show organizowana jest w Chinach, przede wszystkim: nie mogłam uwierzyć, że to może być prawda. W pierwszej chwili uznałam, że to tylko idiotyczna plotka, kompletna niedorzeczność. Pomyślałam, że przecież ludzie kipieliby z oburzenia i wściekłości na tych wielgachnych fejsbukowych kynologicznych grupach, których wszyscy członkowie ”kochają pieski” i są cholernie ”wrażliwi na psie cierpienie”, więc nawet, mając tak ”olewcze” podejście do Facebooka oraz pokaźną listę zablokowanych, musiałbym o tym skandalu, na którejś z (szczególnie) polskich grup lub stron, przeczytać. A jednak. Ludzie kipią, ale ‚nie bardzo’ na grupach dla członków i sympatyków Związku Kynologicznego w Polsce – może dlatego, że Związek Kynologiczny w Polsce, inaczej niż np. niemiecki czy norweski członek Międzynarodowej Federacji Kynologicznej (FCI) nie zajął oficjalnego stanowiska w sprawie decyzji FCI o przyznaniu WDS w 2019 roku, Chinom? I polskie społeczeństwo nie dowiedziało się jaki jest oficjalny stosunek ZKwP do chińskiej światówki… Czy ktoś z ZKwP się do Szanghaju wybiera? Itp. Itd. Temat jakoś przemyka/ł, nie angażując zbyt wielu ”miłośników psów”…

Dlaczego tak mnie to szokuje? Moi drodzy Związek Kynologiczny w Polsce w swoim statusie, w rozdziale drugim ”Cele i środki działania Związku” informuje, iż ”Związek realizuje swoje cele” min. przez ”czuwanie nad przestrzeganiem ogólnych zasad etycznych przez członków Związku”, a stowarzyszenie to należy do Fédération Cynologique Internationale (FCI), której celem jest min.: ”to support dogdom and canine welfare worldwide thanks to a well-established ethics”, czyli ”wspieranie świata psów i psich miłośników/ entuzjastów oraz dobrostanu psów (powiedzmy propagowania min. takiej ”opieki społecznej” dla psów) na całym świecie, dzięki ugruntowanej etyce”. Skoro więc Fédération Cynologique Internationale zadecydowała, by, choć wrzucanie psów do wrzątku nie ma wspólnego mianownika z ”ogólnymi zasadami moralnymi”, które podobno FCI (jak i ZKwP) przyświecają, Chinom powierzyć organizację World Dog Show 2019, mamy prawo zwracać uwagę na dysonans, konflikt pomiędzy ”wartościami”, do których podobno odnosi się FCI oraz ZKWP a decyzją tej Międzynarodowej Federacji Kynologicznej (FCI) o przyznaniu organizacji World Dog Show 2019, Chinom. A także na brak sprzeciwu Związku Kynologicznego w Polsce wobec zaistniałej sytuacji. Możemy odczuwać co najmniej zdziwienie i zażenowanie poziomem rozbieżności pomiędzy praktyką a tzw założeniami, prawda? Tak więc ja je odczuwam. Tym bardziej, że chodzi o stricte ”święto kynologii”, imprezę organizowaną przez federację zrzeszającą organizacje kynologiczne z 86 krajów, ”celebrację psa” jako gatunku, o którym mówimy, iż ”jest najlepszym przyjacielem człowieka”. 86 krajów do wyboru… A FCI decyduje, że to Chiny są tym, na który stawiają, z tą swoją well-established ethics”…

Puk, puk! -Kto tam? -Filozofia

Przefiltrujmy te teksty o ”etyce” z ZKwP i FCI, porównując je z tym, co zachodzi w praktyce. Zacznijmy od kwestii elementarnej. W filozofii są trzy ważne, podstawowe pytania. Pierwsze: ”co jest realne?” – i na to odpowiada metafizyka, jedna z podstawowych dyscyplin filozoficznych, badająca najogólniejsze własności bytu, po prostu badająca naturę rzeczywistości. Drugie: ”co jest prawdziwe?” – na nie odpowiada epistemologia, dział filozofii zajmujący się relacjami między poznawaniem, poznaniem a rzeczywistością. Epistemologia rozważa naturę takich pojęć jak: prawda, przekonanie, sąd, spostrzeganie, wiedza czy uzasadnienie. („Co to jest poznanie i czym jest poznawanie? Wyjaśnianie praw dotyczących zarówno poznawania i tego, co jest poznane„.) Trzecie: ”co jest dobre? – odpowiedź na to pytanie, to zadanie etyki, działu filozofii zajmującego się badaniem moralności i tworzeniem systemów myślowych, z których można wyprowadzać zasady moralne. (Etyka bada co jest uniwersalnie lepszym zachowaniem, dobrem, za którym istoty ludzkie powinny podążać.) Etyka bywa też nazywana filozofią moralną.

Sprawdzam

Gdy w wyszukiwarkę Google 5* marca bieżącego roku, wpisałam frazę ”światowa wystawa psów 2019, Chiny”, sądziłam, że szczegółowe informacje znajdę na stronie stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce, w końcu należy ono do Fédération Cynologique Internationale (FCI), czyli Międzynarodowej Federacji Kynologicznej (FCI), decyzją której w roku 2019, ”kynologiczny show” (już za mniej niż miesiąc) obędzie się właśnie w Chinach. A ”światówka”, jak każda prestiżowa wystawa, budzi zainteresowanie tzw hodowców i posiadaczy rasowych psów. Tym samym, na fejsbukowych grupach kynologicznych członkowie ZKwP rozmawiają o niej (choć nie bardzo chętnie)… Niektórzy są oburzeni decyzją FCI i pomysłem, że ”ktoś z kolegów i koleżanek” zamierza jechać do Szanghaju, by wziąć z niej udział (”Tylko ludzie bez honoru pojadą na światówkę do Chin”) a inni są ”oburzeni, ale”, a jeszcze inni… Cóż, poczytacie skriny zamieszczone w tym tekście, sami się przekonacie. Ale do szukania informacji o WDS 2019, wracając: doprecyzowanie ”szukanej frazy”, czyli rozwinięcie jej o kolejne kluczowe słowa: ”światowa wystawa psów 2019, Chiny, Związek Kynologiczny w Polsce”, nic nie zmieniło. Na oficjalnych stornach ZKwP nie ma ”szumu” na temat chińskiej światówki.

*(I 29 marca, czyli ponad trzy tygodnie później, też.)

Niezniechęcona szukałam dalej i dzięki temu dowiedziałam się, że zdaniem osób ”decyzyjnych” w ZKwP, tych, które odpowiadają za zawartość strony internetowej stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce, Chiny, Chińska Republika Ludowa, leży… w Europie… W zakładce ”wystawy”, na internetowej stronie ZKwP, nic o wielkim chińskim ”iwencie”, który sprawił, że PR FCI leci na łeb na szyję*, nie ma, aż nie wejdziemy w pole ”WYSTAWY W EUROPIE FCI” -Poważnie. (I wiecie co? Jakoś mnie to, kurczę, nie dziwi.) Kiedy już wejdziemy w to pole, zostaniemy przekierowani na stronę Fédération Cynologique Internationale – ZKwP nie przygotował ”nic od siebie” na temat ”celebracji psów” w Szanghaju. (Może ma to jakiś związek z tym, że w Sejmie co jakiś czas ponawiane są próby pracy nad zmianami w ustawie o ochronie zwierząt i może Związek Kynologiczny w Polsce, żywo przecież zainteresowany tym, ”Co w ustawie piszczy?”, stara się dobrze kojarzyć polskiemu społeczeństwu? Może ludziom w Polsce to stowarzyszenie kojarzy się np. z ”walką o dobro psów”? Aczkolwiek w statusie ZKwP, w punkcie ”Cele i środki działania Związkupojęcie ”dobra psów” nie zostało ujęte. Napisane jest tam, iż ”Celem Związku jest oparta na podstawach naukowych organizacja hodowli i szkolenia psów rasowych dla osiągnięcia jak najwyższego poziomu zarówno pod względem eksterierowym jak i użytkowym”. Tyle. Tak czy inaczej, możliwe, że szersze rozpisywanie się na temat uczestnictwa członków Związku Kynologicznego w Polsce w wystawie organizowanej w kraju, w którym psy obdziera się ze skóry i wrzuca do wrzątku, nim wylądują na talerzu, wystawy organizowanej przecież pod szyldem tego słynnego FCI, wystawy na temat której zdecydowanie negatywnie wypowiedziały się władze znaczących klubów należących do tejże Mędzynarodowej Federacji Kynologicznej, jak Fiński Kennelliito, norweski Norsk Kennel Klub, szwedzki Svenska KennelKlubben, główna organizacja kynologiczna w Wielkiej Brytanii, organizujący Crufts: The Kennel Club, niemiecki Verband für das Deutsche Hundewesen, holenderski Raad van Beheer op Kynologisch Gebied in Nederland, mogłoby mieć wpływ na społeczny odbiór Związku Kynologicznego w Polsce, prawda? Szczególnie, w kontekście tego, że niektóre kręgi starają się bardzo, by przekonać polskie społeczeństwo, że gdy chodzi o kwestię ”psa rasowego”, tylko należące do FCI, ZKwP może być postrzegane jako ”godna zaufania organizacja”, której członkowie ”zawsze i wszędzie, przede wszystkim na uwadze mają psa – najlepszego przyjaciela człowieka”… Tradycyjny chiński festiwal psiego (i kociego) mięsa, jako ”mgliste tło” światowej wystawy psów, pewnie słabo robi na PR ”miłośników psów” z ZKwP, którym (jednoznacznie) ocenić, czy ”opowiedzieć się na temat” lub po prostu: zająć stanowisko odnośnie World Dog Show Shanghai 2019, nawet do głów nie przyszło… Może więc rzeczywiście, jeśli chce się przekonać Polaków, że ”Tylko FCI i tylko ZKwP są godne zaufania”, lepiej ”po cichutku” podejść do WDS 2019, niż zajmować się nim na internetowych stronach ZKwP? Osobiście nie podałabym ręki tzw hodowcy i/lub sędziemu kynologicznemu, czy nawet tzw handlerowi, który się na chińską światówkę wybiera. W każdym razie, na stronie FCI, w wykazie krajów organizujących wystawy pod patronatem FCI, z prawej strony, w miejscu, gdzie lista opisana jest (drodzy ”geografowie” z ZKwP): ”Asia, Africa & Oceania”, znajdziemy zakładkę ”China” oraz informację, że ”szanghajski iwent” trwać będzie od 30 kwietnia, jednak ”Shanghai – World Dog Show (WDS)” to tylko dwa dni: od 2 do 3 maja 2019 roku.

Na marginesie: zobaczcie ILE wystaw pod patronatem Fédération Cynologique Internationale, odbywa się w Chinach! WDS 2019 nie jest żadnym ”wyjątkiem”, to nie jest tak, że wystawa pod patronatem FCI w Chińskiej Republice Ludowej, odbywa się po raz pierwszy. FCI ”przyjaźni się” z ”chińskimi kynologami” od jakiegoś czasu, a decyzja o zorganizowaniu światowej wystawy psów 2019 w Szanghaju jest może ”wyrazem szacunku” dla tej relacji?… Natomiast dla ”wiernych” i ”zaangażowanych” z ZKwP, WDS 2019 jest pewnie okazją do wycieczki, na którą w innych okolicznościach udać by się nie mogli (a ”zasłużyli”)… Zwróćcie też uwagę na statystyki China Kennel Union. No i tę ”notkę pochwalną” sprzed kilku lat:

*

Po ”paru latach” obserwacji serdecznie w nosie mam wszystkie te ”wystawki” (a może rację mają ci, którzy mówią o nich ”ustawki”?), z mojego punktu widzenia będące po prostu szopką dla naiwniaków i od dłuższego czasu nie śledzę informacji dotyczących tego, która i gdzie się odbywa. Tak więc na wieść o tym, że tegoroczna World Dog Show odbędzie się w Szanghaju dosłownie opadła mi szczeka.

Naoglądałam się już pokracznych wypłoszy ”biorących rasę” i dlatego ”wystawowe tytuły” nic dla mnie nie znaczą. Pies, który jest wartościowym przedstawicielem swojej rasy, w znaczeniu ”posiadającym hodowlaną wartość”, jest zwierzęciem przede wszystkim zdrowym; pełnosprawnym i zrównoważonym psychicznie a tytuły z wystaw wcale tego nie gwarantują. Ot, co. Dodatkowo, sposób w jaki tzw hodowcy z Chin interpretują wzorce ustalone przez Fédération Cynologique Internationale dla poszczególnych ras, karykaturalne ”wariacje” na temat niektórych z nich, sprawia, iż decyzja Federacji o tym, by Chiny honorować przywilejem organizacji WDS, w moich oczach staje się jeszcze bardziej kuriozalna.

Powiem Wam więcej, kiedy prawie 10 lat temu ”odrabiałam pracę domową” na temat Dogo Argentino, chcąc zorientować się w hodowlach tej rasy na świecie, żeby wiedzieć co to jest, to co wtedy było w Polsce, skąd się wzięło i dlaczego wygląda, jak wygląda, trafiłam także na strony chińskich keneli. I wiecie co? Szybko z nich uciekłam, bo to, co oni wtedy nazywali ”Dogo Argentino”, było po prostu białe i zdecydowanie bardziej przypominało skośnookie Gull Terry, z dolewką Whippetów niż Dogi Argentyńskie (Dziś, panienki, które tego typu DA produkują w Polsce, mówią, że te smętnie wyglądające psiaki są, uwaga: ”fit” – brr…). Przyznam też, że nawet nie przyszło mi wtedy do głowy sprawdzanie czy Chiny są członkiem FCI albo jakie mają szanse na to, by wkrótce się nim stać, tak groteskowo wyglądały ”Dogo Argentino made in China”. Zainteresowanie argentynami wśród niektórych Chińczyków, uznałam po prostu za ”kaprys” tych ”równiejszych spośród równych”, który pozwala ”wybrańcom” polować na grubego zwierza w stylu innym, niż ten który dotychczas znali… Moja uwaga skupiła się na tzw rodzimym podwórku i tym, co wtedy było ”Dogo Argentino made in Poland”… ALE uważajcie: nie tylko World Dog Show odbędzie się w tym roku w Chinach, albowiem ten rok to także, o zgrozo!: 2019 COPA MUNDIAL EL DOGO ARGENTINO EN CHINA. Tak więc dzisiejszy tekst nie obejmuje jedynie ”kontrowersji” w około WDS 2019, ale zahacza i o AMDA 2019.

Dokładnie zapamiętajcie sobie ”znamienitości”, które się w tym roku w Szanghaju pokażą czy to na WDS, czy na AMDA. Nie wiem jak dla was, dla mnie osoby, które jako ”kynolodzy”, będą firmowały swoimi twarzami, tzw doświadczeniem i ”marką”, zgodę na panujące powszechne w Chinach okrucieństwo w stosunku do psów (jak i kotów oraz innych zwierząt) i brak prawa, które karałoby ludzkie bestie za znęcanie się nad zwierzętami, ”nie są warte, by na nie nasikać, gdyby się paliły”.

No for China World Dog Show 2019

Związek Kynologiczny w Polsce (ZKwP) jest, powołaną 29 lipca 1938 roku organizacją zrzeszającą hodowców i miłośników psów. Po wojnie reaktywowany został 5 maja 1948 a 15 czerwca 1957 roku, ZKwP ponownie został członkiem FCI. Choć stowarzyszenie to zawiodło moje oczekiwania co do informacji na temat organizowanej w Chinach ”światówki” (może jeszcze władze ZKwP jakieś informacje udostępnią dla opinii publicznej), świat nie kończy się na tymże stowarzyszeniu hodowców i posiadaczy psów uznawanych za rasowe z uwagi na rodowody, jak to się mówi: honorowane (ciekawie brzmi to słowo w kontekście decyzji o WDS w Chinach…) przez Fédération Cynologique Internationale. Na Serwisie Facebook działa wspomniana już przeze mnie strona, dzięki której (jeśli starczy wam nerwów) możecie min. obejrzeć straszne, po prostu przerażające nagrania dotyczące tego, jak psy (i koty) są w tym kraju traktowane:

https://www.facebook.com/no.for.WDS2019.in.China/ Jest też petycja:

https://www.thepetitionsite.com/206/893/746/stop-the-fci-wds2019-in-china/?fbclid=IwAR3bQfl17roLgpIUb17wVrY8qcnaVRXm9dBukJ5X8ZCIYUfz7k_5-MlrluI

Nie dajcie się zwieść. To nie jest tak, że w Chinach psy, które trafiają do rzeźni są kradzione. Nie, nie tylko tak tam trafią. Właściciele psów odgrywają znaczącą rolę w handlu nimi na mięso, bo sami chętnie swoje psy odsprzedają ”meat traders”, czyli handlarzom mięsa. Dlatego, kiedy widzicie zdjęcie/nagranie przedstawiające psy w obrożach, przyjmijcie, że jest bardzo wysoce prawdopodobne, że to sami właściciele tychże psów po prostu sprzedali je na mięso. Pies w Chinach nie jest tym, czym jest dla, używając TOLKIENowskego określenia: ‚Ludzi Zachodu’. W tamtej kulturze nie ma znaczenia to, że pies był ”przyjacielem” przez dekadę lub dłużej, kiedy jest stary, niepotrzebny albo po prostu się znudził (bo był ”fajnym szczeniaczkiem”, jak zabawka, ale teraz jest duży i już nie jest taki ”fajnie zabawkowy”), bez mrugnięcia okiem można odsprzedać go na mięso i po prostu wrócić do domu. A gdy przyjdzie ochota, sprawić sobie nowego i potem też go sprzedać na mięso. I tak w kółko… ”Rozwój kynologii w Chinach” najwyraźniej nie idzie w parze z rozwojem empatii dla psich i kocich ”przyjaciół” ani nie wpływa na zmianę sposobu myślenia Chińczyków o tych zwierzętach, gdyż prawo, które sankcjonowałoby tak bezzasadne okrucieństwo wobec braci mniejszych, w Chinach wciąż nie istnieje. Zobaczcie ile tam jest RASOWYCH PSÓW (Tylko ostrzegam, tego się nie da ”odzobaczyć”. Pamiętajcie, że Chinese Kennel Union ma kasę na delegatów FCI, ale wciąż nie wiemy czy zechce przekazać ją na walkę z okrucieństwem wobec ”najlepszych przyjaciół człowieka”):

https://www.facebook.com/no.for.WDS2019.in.China/videos/1053908514733243/

Pani Hanna Shen pisała o ”World Dog Show 2019” już w 2015 roku

W polskim środowisku dziennikarskim jest przynajmniej jedna osoba, która podjęła się i to już w 2015 roku, przedstawienia swoim czytelnikom argumentów mówiących dlaczego decyzja Fédération Cynologique Internationale, czyli Międzynarodowej Federacji Kynologicznej (w skrócie FCI), by światowa wystawa psów w roku 2019 odbywała się Chinach, jest bulwersująca. Tą osobą jest pani Hanna Shen, polska dziennikarka na stałe mieszkająca w Tajwanie. Na temat stosunku Chińczyków do psów znaleźć możecie co najmniej dwa jej teksty: z 30. 06. 2015 i z 21. 04. 2018;

http://haniashen.blogspot.com/2015/06/pies-na-talerzu-chinczykow.html,

http://blogmedia24.pl/node/79888

Różnice

Chyba nic mnie tak nie ”uruchamia”, jak te nędze intelektualne, na Facebooku, co rusz wypisujące, by zneutralizować ewentualne ”popiskiwanie” własnego sumienia lub ”uratować honor” znajomych lub ”autorytetów”, którzy się na WDS 2019 wybierają, że ”U nas jest tak samo”. Hasełko to rzucane jest co chwilę i nikt ćwierćinteligentów, którzy szafują nim na prawo i lewo, nie konfrontuje z faktami stanowiącymi o różnicach. Nikt z biorących udział w tych żenujących dyskach, nie wymaga, by każdy z autorów tego rodzaju komentarzy, zmierzył się z owymi różnicami. Nikt twierdzenia ”u nas jest tak samo” nie rozbiera na czynniki pierwsze. Tak więc, zawczasu wyjaśnijmy sobie: u nas nie jest ”tak samo”.

”U nas” za czyn okrutny uważamy czyn, do którego wcale nie musiało dojść, który mógł zostać niepopełniony: ktoś mógł zdecydować inaczej, mógł wybrać coś innego, ale tego nie zrobił i w efekcie wybrał coś gorszego. ”U nas” w odniesieniu do traktowania zwierząt, o okrucieństwie wobec nich mówimy, gdy określamy zachowanie społecznie nieakceptowane, które umyślnie powoduje niepotrzebny ból, cierpienie lub śmierć zwierzęcia. ”U nas” barbaria przede wszystkim nazywana jest wprost: barbarzyństwem. Jest jako barbarzyństwo kwalifikowana, piętnowana i karana. ”U nas” osoby, które dopuszczają się tak niegodnych, haniebnych, odrażających, bezdusznych zachowań, jak ludzie z nagrań, pokazujących nam potworność chińskich handlarzy psów (i kotów) przeznaczonych na mięso, spotyka ostracyzm społeczny, tacy ludzie są piętnowani, niekiedy wręcz społecznie wykluczani. Tego rodzaju zachowania nami wstrząsają. My, w naszej kulturze uważamy je za wynaturzenie, nazywamy nieludzkimi. Uznajemy za przejaw zdziczenia i jako społeczeństwo je potępiamy. Co więcej, presja społeczna, by winni znęcania się ze szczególnym okrucieństwem, za swoje czyny ponosili odpowiedzialność, wciąż ”u nas” wzrasta. Osoby dopuszczające się takich zachowań są karane, gdyż polskie prawo przewiduje karę dla zwyrodnialców. Jako społeczeństwo rozumiemy, jak wielki wpływ na sprawców ma nieuchronność kary, w nagłaśnianych przypadkach okrucieństwa wobec zwierząt, uderza nas właśnie poczucie ich bezkarności, dlatego dla zwyrodnialców wymagamy coraz surowszych kar. Nie ma ”u nas” powszechnej zgody na takie traktowanie zwierząt, jakie pokazują nam filmy z Chin. Gdy na filmach, które przedstawiają sceny z rzeźni, obserwujemy skrajne okrucieństwo, przerażająco pozbawione sensu bestialstwo lub raczej bestialstwo, którego ”sens” służy jedynie temu, by przedłużyć cierpienie, agonię zwierzęcia, czujemy smutek, empatia dla drugiej istoty krzyczy w nas i budzi się w nas gniew. Wiele osób czuje taką frustrację, że jedynie wyrzucane przez łzy wulgaryzmy dają im ”choć trochę spuścić ciśnienie”. Widok takich scen sprawia, że zaczynamy sobie stawiać pytania o człowieczeństwo. A posługując się nieco bardziej wyszukanym językiem, możemy powiedzieć, iż uważamy, że zadawanie niepotrzebnego bólu zwierzętom umniejsza nas jako istoty moralne.

I nie jest ważne czy rzeźnia jest polska i ktoś pokazuje nam nagranie dokumentujące zwyrodnienie jakiegoś pracownika polskiej rzeźni, osoby, która zabija zwierzęta tak, jak zabijają potwory z horrorów, czy rzeźnia jest chińska i oglądamy chińskiego potwora w akcji. Czujemy jednakowe obrzydzenie. I domagamy się kar dla winnych popełnienia makabrycznych czynów. Z tą tylko jedną różnicą, że istotnie w Polsce mamy szansę, by nasze pragnienie ukarania winnych, zostało zaspokojone, gdyż w Polsce katowanie, celowe zadawanie cierpienia, takie bestialstwo, z jakim Chińczycy potrafią się obchodzić z psami i kotami przeznaczonymi na mięso, uważane jest za przejaw patologii, zwyrodnialstwa i nie ma na nie zgody. ”U nas”, w naszej kulturze nikt normalny nie stoi i ot, tak nie przygląda się scenom, które pokazują nam filmy z chińskimi meat traders w akcji.

Więcej: ”u nas”, w Polsce nie ma zgody także na to bestialstwo, z którym w Hiszpanii traktowane są charty i warto o tym pamiętać nie tylko w kontekście World Dog Show Madrid 2020. (Serio. Dla tych, co nie wiedzą: kolejna ”światówka” odbędzie się w Madrycie…) Tak, w XXI wieku, w kraju członkowskim Unii Europejskiej, galgueros, czyli hiszpańscy myśliwi, Galgos i Podenco, które nie spełniają ich oczekiwań podczas polowań, za karę torturują lub mordują. Szacunki mówią, że co roku okalecza się lub zabija od 50u tysięcy nawet do 100u tysięcy chartów. A zgodnie z hiszpańskim prawem, zarówno Galgos jak i Podenco, wyłączone są z przepisów dotyczących okrucieństwa wobec zwierząt domowych, gdyż uważane są za psy myśliwskie, czyli ”pracujące”/ ”służbowe”. Jeśli nie sprawdzają się w swojej roli, w ramach kary są rytualnie torturowane. Swoje okrucieństwo ich oprawcy, owi galgueros tłumaczą tym, że ”psy zawstydzają swego pana”, nie spełniając jego oczekiwań. Ów ”wstyd” i ”zła sława” muszą zostać zmyte przez tortury i zabicie winnego zwierzęcia. Psy polewane są kwasem, ciągane za samochodami, obdzierane ze skóry, grzebane żywcem, wrzucane do głębokich studzien itp. itd. Jak możemy przeczytać*, najstraszniejsza forma tradycyjnego znęcania się nad ”przynoszącymi hańbę swemu panu” chartami, to taniec fortepianowy (torturowany pies wydaje charakterystyczne dźwięki i z nich wywodzi się nazwa tortury). Przywiązanego za szyję psa mocuje się tak, by niemal wisiał w powietrzu, walczy on o każdy oddech i powoli się dusi. To może trwać nawet trzy dni.Choć większość Hiszpanów ten proceder uważa za okrutny i są mu przeciwni (powstały dziesiątki organizacji walczących przeciwko tej haniebnej tradycji w Hiszpanii) a wiele osób ratuje charty i je adoptuje, jasne jest, że jedynym sposobem na zerwanie z bestialskim zwyczajem jest zmiana postrzegania psów przez ludzi, szczególnie na południu kraju i w mniejszych miejscowościach (Hm… 21 vs. 770, 711-1492?).

*https://noizz.pl/zwierzeta/masowa-zaglada-psow-galgo-w-hiszpanii/fkdv3pk

I last but not least: ”u nas”, w Polsce, w naszej kulturze, bestialskie zadawanie bólu słabszym, znęcanie się, w tym i/lub przede wszystkim nad zwierzętami, traktowane jest jako istotna wskazówka dotycząca psychiki jednostki, która znęcania się dopuszcza. Psychologowie i psychiatrzy z barbarzyństwa wobec zwierząt wyciągają wnioski. Specjaliści uznają, iż dręczyciele zwierząt mają deficyt w zakresie tzw. uczuciowości wyższej i że jest wysoce prawdopodobne, iż nie mają również empatii i współczucia w stosunku do ludzi. Kwestia okrucieństwa wobec zwierząt w kontekście związku z zachowaniami antyspołecznymi znalazła potwierdzenie w analizach empirycznych, zauważono współistnienie okrucieństwa wobec zwierząt i przemocy w rodzinie, zarówno wobec partnerów życiowych, jak i dzieci. Dziś wiadomo już, że nie wolno lekceważyć przejawów okrucieństwa wobec zwierząt, gdyż bywa ono tzw czerwoną flagą: sprawcy okrucieństwa wobec zwierząt znajdują się w grupie bardziej predysponowanej do zachowań przestępczych wobec ludzi.  

I coś jeszcze: psi smalec nie jest elementem polskiej kultury i tradycji, to zwyczaj, którzy na ziemie Rzeczpospolitej przywędrował z Azji. Tu, za Wikipedią, macie nieco więcej: ”Na niektórych obszarach wiejskich w Polsce notuje się przypadki wytapiania z psów smalcu i wykorzystywania go przez medycynę ludową. Przed zabiciem zwierzę okładane jest kijem. Psi smalec ma być remedium na choroby skóry, choroby płuc czy gruźlicę. Według Doroty Sumińskiej zwyczaj spożywania psiego tłuszczu dotarł do Polski z Azji, a w XIX i na początku XX psi smalec był produkowany przez polskich Cyganów. Według Katarzyny Bychawskiej, psychologa zwierzęcego, przesąd o medycznych właściwościach tego tłuszczu bywa „głęboko zakorzeniony”. Współczesne doniesienia medialne o przypadkach wytapiania psiego smalcu w Polsce pochodzą z okolic Iłży (2007), okolic Częstochowy (2009), Podhala i Woli Radziszowskiej (2014). Obok smalcu, znane są przypadki wykorzystywania dawniej przez medycynę ludową w Polsce psiej śliny która miałaby leczyć czyraki oraz psich odchodów zmieszanych z wódką, jako leku na żółtaczkę.

Warto mieć na uwadze także i to, że dla istotnej części naszego społeczeństwa formą okrucieństwa wobec zwierząt jest wykorzystywanie ich do testów środków kosmetycznych oraz w celach medycznych. Coraz większa świadomość społeczna powoduje, iż wielu z nas pozostaje wiernym wyznawanym przez siebie wartościom, wszędzie tam, gdzie jako konsumenci mamy faktyczny wpływ na otaczającą nas rzeczywistość i możliwość, by z tego faktu skorzystać, czyli np. poprzez bojkotowanie wyrobów firm kosmetycznych testujących swoje produkty na zwierzętach.

Pies w kulturze Człowieka Zachodu vs. Pies na talerzu, czyli ”dążyć do dobra, unikać zła”

W tekście Why is CHINA hosting the World Dog Show 2019?jego autorka Sarah Antoinett słusznie zauważyła: ”Niektórzy sugerują, że to dobrze, że Chiny są gospodarzem World Dog Show 2019, ponieważ nauczy to Chińczyków wartości życia psa – że psy mają być wysoko cenione pielęgnowane (”umiłowane” to pierwsze tłumaczenie słowa ”cherished”) i szanowane, a nie skórowane i pieczone żywcem. Niestety ten sposób myślenia jest nietrafiony – Światowa Wystawa Psów w Chinach to sposób na zachowanie twarzy, nic więcej. To sposób na uciszenie międzynarodowej społeczności, która coraz bardziej otwarcie mówi o chińskim okrucieństwie wobec najlepszego przyjaciela człowieka. To dla okazja, by Chiny powiedziały: „Kochamy psy! Patrzcie, przecież nawet wyprawiamy im święto, fetujemy je (”celebrating”)! O czym mówicie?” Bezdyskusyjne jest również to, że gdyby decyzja o przyznaniu organizacji Światowej Wystawy Psów Rasowych, Chinom, została cofnięta, byłby to komunikat: „Dopóki nie zrobicie czegoś z brakiem przepisów o dobrostanie zwierząt i dokąd nie podejmiecie kroków w celu ochrony wielu z nich, poddanych haniebnemu okrucieństwo, nie pozwolimy na organizację tej wystawy”, Chiny definitywnie byłyby bardziej skłonne do zwrócenia uwagi i faktycznego, możliwego do wykonania, wdrażania takich praw. Na tę chwilę, przyznanie Chińczykom honoru zorganizowania WDS 2019 jest naszym sposobem na powiedzenie, że to powszechne okrucieństwo w ich kraju jest dopuszczalne.

Ale nie. Jeśli chcemy, aby to wstrętne, obrzydliwe okrucieństwo się skończyło, musimy się uaktywnić, coś powiedzieć. Musimy przypomnieć Chinom o korzeniach, czasie zanim komuniści przejęli ster, kiedy władcy Chin kochali i szanowali psy, tak dalece, że nakazywali swoim obywatelom robić to samo. Pod rządami komunistów okrucieństwo wobec psów rozprzestrzeniło się w całym kraju; pogarda dla nich jest powszechna, a podziemne organizacje regularnie szerzą propagandę, zachęcając do nienawiści wobec PSA. To jest chore, świadczy o zdeprawowaniu, jest demoralizujące i nie jest kwestionowane, nie jest przez nikogo skutecznie konfrontowane, nie ma przeciwko temu zorganizowanego oporu. Właśnie dlatego my w społeczności międzynarodowej musimy podnieść głos i mówić o tej sytuacji otwarcie.” Link do oryginalnego tekstu: https://skyespitfire.wordpress.com/2019/03/04/why-is-china-hosting-the-world-dog-show-2019/?fbclid=IwAR2TuTfjgxdKcMEm_bNPj7ArFZIVDgvpecD4O_iCOuerEvyVeByUmvbrHFE

”Addres an issue”, czyli do ”stylu uboju” dołącza tabu pokarmowe

Fejsbukowe dyskusyjki pokazują, że osoby biorące w nich udział i z największą gorliwością ”machające ręką” na oburzenie i pytania o moralność w kontekście uczestniczenia w WDS 2019, innych ‚grupowiczów’, mało wiedzą, za to bardzo dużo im się wydaje, ‚słabo idzie im myślenie’ i jak to z głupcami bywa, są bardzo pewne siebie. Chętnie, praktycznie zrównują stan prawny dotyczący zwierząt w Polsce z tym, co dzieje się w Chinach, ignorując przy tym różnice mówiące o tym, jak ”u nas” podchodzi się do barbarzyństwa wobec zwierząt, a jak się do niego podchodzi ”gdzie indziej”. Sposób ich ”argumentowania” każe sądzić, że ”w związku z tym, że (generalnie na świecie) są ludzie, którzy robią złe rzeczy, nie istnieje etyka, a w każdym razie nie trzeba nią sobie zawracać głowy”. Po drodze ludzie tacy posiłkują się zwyczajem okrutnego zabijania, poprzez wieszanie itp., w Hiszpanii, chartów, które ”nie sprawdziły się” na polowaniu i w ten sposób ”zhańbiły swoich właścicieli”, budując tą drogą narrację w w stylu: ”Na to okrucieństwo też nikt nie reaguje, nikt wystaw w Hiszpanii nie bojkotuje”. Jak gdyby tego rodzaju twierdzenia miały rozgrzeszać ”kolegów i koleżanki ze Związku”, którzy do Szanghaju (oraz Hiszpanii) pojadą i to szczekając w około, że ”kochamy pieski”, na przemian z ”przecież w Polsce jest tak samo”… Najwyraźniej w oczach osób ”mądrych inaczej”, w istocie coraz powszechniejsza w środowisku ”obojętność ludzi dobrych” rozgrzesza wszystkich ze wszystkiego.

I, w sumie, jak tym ”dobrym ludziom”, którzy tylko oglądają się na innych i z ulgą przyjmują, że ”oni też nic nie robią”, nie przyznać racji? Bo w końcu, jak bojkotować decyzję Fédération Cynologique Internationale dotyczącą powierzenia organizacji WDS 2020 Hiszpanii, w której wieszane są Galgo i Podenco, bo ”zhańbiły swoich właścicieli”, w ogóle jak pytać o tę decyzję i ”obrażać się na wystawę”, jeśli nie zbojkotowało się World Dog Show Shanghai 2019 za iście nieludzkie traktowanie przez Chińczyków niezliczonej ilości, i to najróżniejszych psów oraz kotów przeznaczonych na mięso? Jak nie pojechać na World Dog Show Madrid 2020 lub raczej: ”dlaczego nie pojechać?”, jeśli skala tego, co akceptowane przez pochodzące z 86 krajów organizacje współpracujące z FCI, poszerzona została już o festiwal psiego mięsa? Jak zmienić te potworne zwyczaje, powstrzymać zło, skoro powszechnie członkowie organizacji wchodzących w skład Fédération Cynologique Internationale, akceptują owe haniebne praktyki? Nie wymuszają przecież na Federacji zmian decyzji, którymi ta przyznaje krajom członkowskim, w których psy wiesza się za ”hańbę” właściciela lub jeszcze żywe wrzuca się do wrzątku, organizowanie najbardziej prestiżowych wystaw. Choć podobno wszystkim im chodzi o support dogdom and canine welfare worldwide thanks to a well-established ethics”… W Polsce katowanie, to bestialstwo, z jakim Chińczycy potrafią się obchodzić z psami i kotami, które przeznaczyli na mięso (oraz to, co robią hiszpańscy galgueros), uważane jest za przejaw patologii i to niezależnie o tego, kto i na jakim zwierzęciu się takiego bestialstwa dopuszcza. Dla takiego zachowania, jako przejawu bezdyskusyjnie bestialskiego okrucieństwa i zwyrodnienia, czujemy obrzydzenie. (Z pewnością znaczenie ma także fakt, że u nas dawno, dawno temu ubój publiczny został przeniesiony do rzeźni i nasze społeczeństwo nieprzywykłe jest do jego widoku.). Psychologowie i psychiatrzy także mają o tego typu bestialstwie dosyć jednoznaczne zdanie. Czy więc fakt, że patrząc na nagrania z chińskimi meat traders w akcji, kiedy chodzi akurat o psy (i koty) ma jakieś znaczenie? Oczywiście, że tak. I to nie, jak piszą ”mądrzy inaczej”, z powodu ”hipokryzji”. Po prostu, w naszym kraju akurat to psy, jak i koty są pokarmowym tabu.

Istnieje kilka teorii naukowych, które próbują wyjaśnić powstawanie i istnienie tabu pokarmowego, jedną z nich jest teoria strukturalistyczna. Za Wikipedią: według etnosocjologa Edmunda Leacha (Kultur und Kommunikation, 1974): ”z reguły niejadalne są zwierzęta, które albo uważa się za bardzo obce albo za bardzo bliskie człowiekowi. Leach porównał jadalność zwierząt do reguł obowiązujących w małżeństwie: blisko spokrewnione osoby obowiązuje tabu zaślubin i kazirodztwa. Odpowiednio zwierzęta, z którymi człowiek obcuje w swoim miejscu zamieszkania (psy, koty), są poddane tabu pokarmowemu. Brak pokrewieństwa oznacza zezwolenie na zaślubiny, a w przeniesieniu na pokarm jadalność dzikich zwierząt. „Bardzo daleki” związek wyklucza bliskie kontakty socjalne u ludzi, jak i jadalność zwierząt, które uważa się za „dzikie” i „obce”.

Co o pokarmowym tabu możemy przeczytać na stronach samej tylko Wikipedii? Wystarczająco dużo, by lepiej zrozumieć wielość tzw kontrowersyjnych aspektów WDS 2019, czyli chińskiej światówki: ”Z punktu widzenia fizjologii odżywiania psie mięso nadaje się do spożycia. Akceptację albo odrzucenie jego spożycia przez całe społeczeństwa albo pojedyncze grupy należy więc traktować jako pozyskane drogą kulturową. Ponieważ psy w Europie i w Stanach Zjednoczonych są ulubionymi zwierzętami domowymi, dyskusja o tym tabu albo o jego braku w niektórych krajach prowadzona jest bardzo emocjonalnie. Podczas mistrzostw świata w piłce nożnej 2002 doszło do międzynarodowych protestów przeciwko spożywaniu psiego mięsa w Korei. Jedną z najbardziej znanych przeciwników była aktorka i aktywistka ochrony zwierząt Brigitte Bardot, która określiła to „barbarzyńską moralnością”, przez co zarzucono jej rasizm”.

Pamiętajmy: tabu pokarmowe to, jak klarownie tłumaczy (ponownie) Wikipedia:istniejący w określonych grupach społecznych lub kulturowych świadomy zakaz spożywania pokarmu pochodzenia roślinnego lub zwierzęcego, który jest jadalny z punktu widzenia fizjologii trawienia. (…) Nie jest znane tabu pokarmowe, które byłoby akceptowane we wszystkich kulturach. (…) W wielu przypadkach tabu nie jest utrwalone pisemnie, posiada mimo to moc zakazu wiążącego określoną grupę”.

(”Na świecie Chińczycy wyróżniają się najmniejszą liczbą zakazów pokarmowych – w Europie Francuzi.”)

Zwierzęta domowe, które w pewnym sensie uważane są za część rodziny i które są rozpieszczane, antropolodzy tacy jak Harris nazywają „zwierzętami kanapowymi” w odróżnieniu od zwierząt gospodarczych, jak bydło czy świnie. W Europie i Stanach Zjednoczonych „zwierzęta kanapowe”, jak psy czy koty, traktowane są jako niejadalne. (…) Według Harrisa tabu pokarmowe dotyczące psiego mięsa jest następnym przykładem analizy kosztów i zysków: na Zachodzie nie jada się psów, nie dlatego, że są lubiane, tylko dlatego, że posiadają wiele innych zdolności, z których człowiek korzysta. Stąd jest to dla człowieka nieekonomiczne źródło mięsa. Sytuację w Chinach Harris tłumaczy hipotezą, że zjada się tam psy ze względu na to, że zawsze brakowało Chińczykom innego mięsa. Poza tym pożytek z psa jako towarzysza człowieka jest jego zdaniem w Chinach mały, gdyż jednostce wystarcza towarzystwo miliarda ludzi w tym społeczeństwie.

Dla większości Europejczyków, jak i dla Amerykanów, spożywanie psa jest tabu. W języku polskim mięso z psa określane bywa psiną; termin odnotowany został przez słownik Doroszewskiego i jest wykorzystywany przez współczesne media, choć nie został odnotowany w Słowniku Języka Polskiego PWN. W Unii Europejskiej ubój psów i handel ich mięsem są zabronione od 1986 r. W Szwajcarii handel jest co prawda zabroniony, ale nie ubój dla prywatnego użytku. W tamtejszych mediach pojawiają się wiadomości o spożywaniu psiego mięsa i nie są to bynajmniej pojedyncze przypadki. Miłośniczka zwierząt Edith Zellweger podawała kilkakrotnie w swoich wywiadach przykłady spożywania, jak i nielegalnego handlu. Kilogram psiego mięsa ma kosztować około 25 franków szwajcarskich. Jej zdaniem psy i koty spożywa się nie tylko w pojedynczych kantonach, ale w całej Szwajcarii. Dziennikarz Markus Rohner publikował swoje wywiady z ludźmi jedzącymi psy, najczęściej mieszkańcami wsi. Poza tym nabywcy psiego mięsa mają także pochodzić z Niemiec. Zdaniem Dorothei Beutling, profesor z Instytutu Higieny Mięsa (FU Berlin Wolny Uniwersytet Berliński), psie mięso jest konsumowane w dużych ilościach w niektórych krajach Europy wschodniej, przede wszystkim w Rumunii, ale znane są też nieoficjalne, nielegalne przypadki ze Słowacji jak i z Polski: Dziennikarze „Gazety Wyborczejpowoływali się w 1995 na wypowiedź inspektora Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami w Jaworznie o rodzinach z tego miasta, jedzących psie mięso od pokoleń.”

Oficjalne statystyki z czasów Cesarstwa Niemieckiego potwierdzają ubój psów, który był rejestrowany w ten sam sposób jak ubój innych zwierząt użytkowych. Przed I wojną światową spisywano rocznie ok. 7000 przypadków ubić psów, przy czym dochodziło do licznych nielegalnych ubojów. Statystyki wskazują na regiony z najwyższymi liczbami ubić jak Saksonia, Turyngia i Śląsk. W Chemnitz istniała rzeźnia tylko dla psów i kilka gospód, w których podawano psie mięso. […] Szczególnie ceniony jako regionalny przysmak był tatar z psiego mięsa(…). Niemiecki przepis prawny dotyczący kontroli mięsa z lat 40. zalicza psy do zwierząt rzeźnych.

Znowu w szkole, czyli powtórka z pojęć

Wystawa w Szanghaju budzi, jak to się dziś ładnie mówi: ”kontrowersje”. Dla wielu z nas decyzja o tym, by, pomimo braku prawa, które zakazałoby bestialskiego traktowania psów i kotów (zwierząt w ogóle) ”lądujących na talerzach”, honorować Chiny przyznaniem im przez Fédération Cynologique Internationale, organizacji bardzo prestiżowego kynologicznego wydarzenia, jest co najmniej ”moralnie wątpliwa”. Tym bardziej, iż FCI wszem i wobec głosi, że jako organizacja ma na uwadze ”dobro psów”. Organizacja, która ”was created on May 22nd, 1911 with the aim to promote and protect cynology and purebred dogs by any means it considers necessary”, czyli ”powstała 22 maja 1911 r. w celu promowania i ochrony kynologii, i psów rasowych dowolnymi środkami/w dowolny sposób, który uzna za potrzebny/ konieczny/ niezbędny/ nieodzowny”… Hm… Co więc z tymi wszystkimi psami i to, żeby jeszcze straszniej było, często rasowymi psami, które tak potwornie są w Chińskiej Republice Ludowej, kraju organizatora WDS 2019, traktowane? Treść dysek i rozmówek o WDS 2019 na fejsbukowych grupach kynologicznych członków i sympatyków ZKwP, mrozi krew w żyłach, gdyż ludzie, mówiąc wprost, najgłupsi mają w nich do powiedzenia najwięcej. Może to dlatego, że nawet ci, którzy czują głęboki wewnętrzny sprzeciw, by ”siedzieć cicho i nic nie mówić” nie umieją swoich myśli wyrazić? Podczas, gdy ”koledzy i koleżanki ze Związku” (i to ci, którzy oficjalnie są tacy ”przeciwni okrucieństwu wobec zwierząt”!) ignorują fakt, że w Chinach psy się zjada (i to rasowe psy, a przedtem bestialsko się je zabija) i nawet komentują ”szum” wokół WDS 2019 tekstami w rodzaju ”Ile można w kółko o tym samym?” Może nie umieją przekazać dlaczego są oburzeni, co powoduje, że na samą myśl o tym, że Fédération Cynologique Internationale zdecydowało, by tę wystawę organizować w Chinach, wszystko się w nich gotuje? Co powoduje tę ”ułomność”? Niewystarczający zasób słów, brak zrozumienia podstawowych pojęć? To wina reformy edukacji sprzed prawie dwóch dekad? Czy jeszcze coś innego? Może panujący w ZKwP ”klimat”?

Moi drodzy, uporządkujmy sobie parę spraw, nim pójdziemy dalej, tym bardziej, że jak mówi nam, w rozdziale drugim ”Cele i środki działania Związku”, Statut Związku Kynologicznego w Polsce,Związek realizuje swoje cele” min. przez czuwanie nad przestrzeganiem ogólnych zasad etycznych przez członków Związku”. A co to znaczy ”przestrzeganie ogólnych zasad etycznych”? Sprawdźmy znaczenie słowa ”ogólny”, nim przejdziemy do ‚zasad etyki’. Tak więc, za słownikiem PWN: wyraz ”ogólny” oznacza: ”dotyczący ogółu osób, obejmujący całokształt czegoś, odnoszący się do wielu podobnych przedmiotów, zjawisk, składający się ze szczegółów” -bez zaskoczenia, można powiedzieć, że sformułowanie ”ogólne zasady etyczne”, to po prostu ”zero konkretów”.

Zróbmy kolejny krok: Wikipedia ponownie służy pomocą: ”Zasady etycznew odróżnieniu od moralnych są ogólnymi, filozoficznymi twierdzeniami, wynikającymi z danego światopogląduprzyjętego systemu pojęciowego (w niektórych wypadkach również religijnego). Na ich bazie można tworzyć konkretne nakazy i zakazy moralne. Często zdarza się tak, że różne zasady etyczne prowadzą do tych samych zasad moralnych.” -Ok, odnieśmy powyższe do treści Statutu stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce. Pamiętamy wymyślone przez członków stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce ”zaświadczenia o leczniczym kopiowaniu uszu”, co za tym idzie, wniosek, który się nasuwa wydaje się być oczywisty: jeśli ktoś nie czuje ”winy”, nie ma tzw poczucia winy, nie poczuwa się do winy w związku z tym, że postąpił w określony sposób, nie ma sensu mówienie mu o ”ogólnej etyce”, bo w takim kimś nie ma… Powiedzmy, że w kimś takim nie ma ‚żyznej gleby’, by te ”ogólne zasady” w nim ‚zasadzić’. Taki ktoś jest ”jałowy”, w nim te ”ogólne zasady” się nie przyjmą. W kimś takim nie można ”zasadzić sumienia”.

Idźmy dalej: etyka to ”dział filozofii zajmujący się badaniem moralności i tworzeniem systemów myślowych, z których można wyprowadzać zasady moralne. Etyka bywa też nazywana filozofią moralną.Cywilizacja łacińska, nazywana także cywilizacją Zachodu, ukształtowała się w Europie. Z czasem ten typ cywilizacji objął również takie tereny, jak obie Ameryki, Australię i Nową Zelandię. Szczegółowe analizy cywilizacji Zachodu przeprowadzili; Feliks Koneczny, Oswald Spengler, Arnold Tynbee i Samuel Huntington. Jak pisał Koneczny: Nie może istnieć etyka powszechna, skoro każda cywilizacja ma swoją własną. Ogólnoludzki trzon etyczny zawiera zaledwie cztery punkty. Powszechnie potępia się kradzież, cudzołóstwo, zdradę swego zrzeszenia, tudzież brak czci względem rodziców i starszych w swym zrzeszeniu”.

Ponownie za Wikipedią: ”Według Feliksa Konecznego cywilizacja łacińska opiera się na greckiej filozofii, rzymskim prawie i etyce chrześcijańskiej. Jako jedyna łączy wszechstronny rozwój kategorii prawdy, rozumiany jako metodyczne dochodzenie do poznania obiektywnej prawdy z kategorią dobra, opartą na podporządkowaniu życia społecznego etyce, będącej zbiorem norm postępowania przyjętym przez społeczeństwo. Dzięki temu cywilizacja łacińska mogła jako jedyna z obecnie istniejących cywilizacji stać się personalistyczną w przeciwieństwie do pozostałych cywilizacji, będących cywilizacjami gromadnościowymi. Cywilizacja łacińska wytworzyła pojęcie państwa, etyki i prawdy. Prawo jest tworzone na podstawie norm etycznych i moralnego prawa naturalnego, dzięki czemu możliwy jest rozwój moralności”.

W książce ”Państwo i prawo w cywilizacji łacińskiej”, Feliks Koneczny pisał tak: ”To pewne, że etyka jest wcześniejsza od prawa, gdyż towarzyszy najprymitywniejszym nawet związkom zrzeszeń ludzkich w samym ich zaraniu. Moralność nie z uczuć wypływa (…), lecz z pojęć, a jakieś pojęcia o moralności istnieją od samych początków życia zbiorowego. Ani nawet najdrobniejsze zrzeszenie nie zdołałoby się utrzymać, gdyby w nim nie było pojęć dobra i zła, gdyby w niem nie było zgody na to, co uważać za godziwe, a niegodziwe, chociażby zrazu miały rozstrzygać o tym względy utylitarności*. Abstrakcyjne pojęcia moralności mogą się z początku ograniczać do niektórych tylko, a ciasnych dziedzin życia, lecz jakieś muszą istnieć i stanowić źródło norm postępowania. Sama możliwość etyk rodowych, naturalnych, świadczy o ich starszeństwie względem prawa. W naturalnej kolei rzeczy, etyka wyprzedza prawo, a prawo ma być tylko pieczęcią na postulatach etycznych, wiadomych już uprzednio. Gdy prawo nie kroczy śladami etyki, powstaje jej dwoistość. Tego nie zniesie na dłuższą metę żadne zrzeszenie, lecz skaże samo siebie na upadek w rozkładzie, z coraz większą utratą walorów moralnych. Natomiast nie da się nigdy prawa przemienić w etykę. Etyka nie może być zawisłą od prawa, jakie obowiązuje gdzieś w danej chwili. Albo jest prawa przodowniczką, albo całkiem dla prawa nie istnieje.

*Utylitaryzm to (za Wikipedią): ”postawa zwana też filozofią zdrowego rozsądku, kierunek etyki zapoczątkowany w XVIII wieku, według którego to, co jest pożyteczne, jest dobre, a miarą słuszności postępowania jest użyteczność jego skutków”.

Quincunx to pojęcie z historiozofii Feliksa Konecznego: pięciomian bytu, czynnik cywilizacjotwórczy. ”Łączy pięć kategorii: dobro, prawdę, zdrowie, dobrobyt, piękno. Feliks Koneczny w swoich badaniach poszukiwał formuły lub czynnika opisującego wszystko co ogólnoludzkie, łączącego dzieła bytu materialnego i moralnego, istniejącego we wszystkich cywilizacjach i kulturach we wszystkich epokach. Wyróżnił pięć kategorii bytu – w sferze duchowej (wewnętrznej) to dobro i prawda, (przyrodzona i nadprzyrodzona), w sferze cielesnej (zewnętrznej) to zdrowie i dobrobyt. Za sferę łączącą kwestie ducha i ciała uznał piękno. Łącznie tym pięciu kategoriom bytu nadał miano quincunx”.

Dlaczego chciałam, abyście sobie powtórzyli te pojęcia (i w głębi duszy mam nadzieję, że poszperacie sobie przynajmniej w Wikipedii, by dowiedzieć się jeszcze więcej lub przypomnieć sobie to, o czy zapomnieliście)? Bo teraz poczytamy sobie to:

”INTERNATIONALE – MANIFESTO OF THE CENTENARY. For the welfare of dogs”. (November 2011). Wiecie: ”Manifest z okazji setnej rocznicy utworzenia Fédération Cynologique Internationale. Dla dobra psów”…

No, to fru: ”On the occasion of its Centenary Year, the Fédération Cynologique Internationale does confirm its mission across the globe: to preserve the health of dogs and to promote the relations between dog and man thanks to its international activities.” –Z okazji obchodów swojego stulecia, Fédération Cynologique Internationale potwierdza swoją misję na całym świecie: zachowanie zdrowia psów i promowanie powiązań/relacji między psem a człowiekiem dzięki międzynarodowej działalności” -Dobre! Samozwańczo FCI potwierdza ”misję”, której nikt tej Federacji nie powierzył, jej twórcy ją sobie sami ”powierzyli”. (FCI to nie jakaś ”rządowa organizacja”). A, i ta ”misja” rozciąga się ”na cały świat”, acha… I co tam jest dalej? Że ”preserve the health of dogs”, czyli chodzi im o ‚zachowanie zdrowia psów’, hm… Wszystkie te krótkopyskie potworki oraz np. kuriozalnie oskórzone Mastino Neapoletano czy inne karykatury są tego pragnienia żywymi dowodami… A w kontekście WDS 2019 faktycznie nabiera to sensu od strony, o której nigdy przedtem nie myślałam, w końcu lepiej żeby ludzie się nie potruli… I chcą ”promote the relations between dog and man” -Hmm… Podobno najlepiej jest ”zacząć zmieniać świat” od siebie. Może ci tzw ”decyzyjni” w FCI, powinni więcej uwagi poświęcać temu co dzieje się z psami już wyhodowanymi przez członków Federacji, której szefują, hmm? Szczególnie z tymi psiakami, które zostają sprzedane bezpośrednio do Chin albo ”jakoś” tam trafiają… Może członkowie FCI powinni np. zwracać większą uwagę na ‚utrzymywanie relacji’ ze swoimi ”psimi dziećmi”, które bezpośrednio albo ”jakoś” lądują w Chinach, co?Thanks to its international activities.” -no właśnie! Niech nie tylko sprzedają swoje ”psie dzieci” ”jakoś” albo bezpośrednio do Chin, ale niech też je odwiedzają i sprawdzają jak im się żyje. Co rusz jakaś wystawa jest tam pod patronatem FCI organizowana, co za problem? A jak to jest problem, bo ”daleko”, ”drogo”, ”trudno” albo coś w ten deseń, to może nie należy sprzedawać tam ani bezpośrednio, ani ”jakoś” jeszcze więcej psów? ”Through its 86 members and contract partners (one member per country), it cares about the welfare of all dogs worldwide. -”Za pośrednictwem 86 członków i partnerów (z każdego z tych krajów tylko jedna organizacja może należeć do FCI), dba o dobro wszystkich psów na całym świecie” -Tupeciarze! To już jest zuchwałość granicząca z bezczelnością! A może wcale nie? Po prostu wiadomo już kto odpowiada za to, że się psom na świecie krzywa dzieje. (Powinni jakoś ten kawałek ”uaktualnić”, pamiętajcie kto chciał norweski Klub wywalić za otwarte zniechęcanie swoich członków do udziału w chińskiej światówce…) ”Na całym świecie” -w tych Chinach to im słabiutko idzie. ”The FCI considers health, temperament and behaviour to be the essential points to reach this welfare and it promotes dog activities and dog sports which it considers beneficial to the dogs.” -”FCI uznaje, że zdrowie, temperament i zachowanie są kwestiami kluczowymi, dla osiągnięcia tego dobrobytu i promuje psie aktywności oraz sporty dla psów, które uważa za korzystne dla psów.” Hmm… ”welfare”... Ta… Te klatki pełne psów w rzeźniach, psiaków oczekujących na swoją kolej do wrzątku, no, to faktycznie jest jakaś aktywność, jak się taki pies szarpie, nim go jeden z drugim barbarzyńcą skatują, dla ”lepszego smaku mięsa”… ”These visions and values, re-confirmed this year 2011, one hundred years after the FCI foundation, are supported by the FCI statutory goal.” -”Te wizje i wartości, ponownie potwierdzone w tym 2011 roku, sto lat po utworzeniu FCI są wspierane przez cel statutowy FCI”. ”Wizje”? Raczej ”majaki”. ”Wartości” -błagam… ”Fajnie”, napisali sobie coś tam, a potem sobie napisali, że to coś tam, potwierdzają. Dalej są nudy, nudy, nudy, ale to zdanie jest niezłe: ”One of its tasks is to support dogdom and canine welfare worldwide thanks to a well-established ethics, the ever increasing scientific research and the non-profit exchange of cynological information.” -”Jednym z zadań jest wspieranie świata psów i psich miłośników/ entuzjastów oraz dobrostanu psów (szerzenia idei takiej ”opieki społecznej” dla psów, by się o psy troszczono) na całym świecie, dzięki ugruntowanej etyce, wciąż idącym do przodu naukowym badaniom i niekomercyjnej wymianie informacji kynologicznych.” Dzięki ”well-established ethics”, takiej ”dobrze rozwiniętej”, ”ugruntowanej”, uwaga: ”etyce”. No, te ”złote karty” dla delegatów FCI dają do myślenia. Ciekawe jak delegaci się o nich ustosunkują. Tyle szmalu, który można wykorzystać, by rzeczywiście zmienić psią codzienność w Chinach

Tak więc, co ci wszyscy ”kynolodzy” z FCI, którzy ”przybili piątkę” chińskiemu festiwalowi psiego mięsa w Yulin w prowincji Shaanxi, nie postrzegając go jako wystarczającego powodu, by nie przyznawać Chinom WDS 2019, mają na myśli, gdy w swój manifest wpisują słowo ”etyka”? O jaką etykę im chodzi? Wiecie już dlaczego należy to pytanie wypowiedzieć i dlaczego odpowiedź na nie jest ważna. To jest kluczowa kwestia (Szczególnie, gdy pamiętamy o tych ”złotych kartach”). Tzw kynolodzy z FCI coś mówią, coś piszą i na coś się powołują. W obecnych warunkach, w świetle decyzji o przyznaniu zorganizowania światowej wystawy psów w 2019 roku, Chinom, ‚pogrożeniu palcem’ przez FCI norweskiemu NKK, zasadne jest pytanie o jakiego rodzaju ”etyce” ci ludzie mówią?

Zatrzymajmy się w tym miejscu na moment, ”złapmy oddech” i jak to się mówi ”pochylmy się” nad zagadnieniami dotyczącymi etyki, jako takiej. Jako organizacja FCI (tak samo jak ZKwP) odwołuje się (przynajmniej w teorii) najprawdopodobniej do cywilizacji łacińskiej nie precyzują o jaką etykę im chodzi, ale też dlaczego mieliby odnosić się do etyki innej niż ta wytworzona w cywilizacji łacińskiej? Etykę, którą znamy, ten nasz zbiór norm postępowania przyjęty przez społeczeństwo w naszej kulturze? Ten nasz zbiór zasad, ów ”ogół zasad etycznych” różni się od tego przyjętego np. w cywilizacji chińskiej. W Państwie Środka nie rozwinęły się wszystkie kategorie quincunxa. Tam uformowała się moralność, jako system filozoficzno-moralny konfucjanizmu oraz system filozoficzno-religijny taoizmu. Konfucjanizm mówi, iż (za Wikipedią) ”zbudowanie idealnego społeczeństwa i osiągnięcie pokoju na świecie jest możliwe pod warunkiem przestrzegania obowiązków wynikających z hierarchii społecznej oraz zachowywania tradycji, czystości, ładu i porządku”. (”Dokładne określenie, czy konfucjanizm jest religią, czy filozofią jest trudne. Według europejskich kryteriów jest to mieszanka pojęć religijnych, społecznych, ekonomicznych, etycznych i obyczajowych tworzących spójny, choć nie do końca zdefiniowany światopogląd.) Taoizm natomiast głosi (za słownikiem PWN): ”duchowo-materialną jedność świata, manifestującą się w harmonii wszelkich zjawisk zachodzących w świecie, nazywanej wieloznacznym terminem dao. Według taoizmu celem mędrca jest poznanie dao, dzięki któremu nabywa się cnotę (de), pozwalającą na spontaniczne przestrzeganie zasady wu-wei, czyli niesprzeciwiania się naturalnemu porządkowi rzeczy panującemu w przyrodzie i społeczeństwie. W przeciwieństwie do konfucjanizmu taoizm kładł nacisk na wolność, spontaniczność i sceptycyzm wobec wszelkich konwencji, a intelektualno-kontemplacyjną postawę stawiał wyżej niż konwencjonalną naukę. Kontynuacją klasycznego taoizmu był neotaoizm filozoficzny, rozwijający się od początku naszej ery. Ten nurt myśli chińskiej miał charakter synkretyczny, łączył refleksję nad klasyczną myślą taoistyczną z dociekaniami dotyczącymi kosmicznych pierwiastków yin-yang. Taoizm jako religia (dao jiao) zaczął rozwijać się na przełomie II i III w. n.e., z połączenia wcześniejszej myśli filozoficznej z ludowymi wierzeniami i praktykami magicznymi, obejmującymi m.in. opartą na dualistycznej koncepcji yin-yang alchemię, dążącą do znalezienia eliksiru długowieczności, oraz różnego rodzaju praktyki lecznicze i wróżbiarskie, a także wiarę w duchy, demony i bóstwa.

Jako że to blog o psach, pozwólcie moi drodzy, że na tym wycinku dotyczącym różnic w tzw normach postępowania, poprzestanę. Wyraźnie je jednak zaznaczając i wskazując Wam gdzie możecie szukać informacji, które pomogą Wam min. jeszcze głębiej zrozumieć aspekty, w których wartości, które oficjalnie kierować mają FCI, ‚nie kleją się’ z np.. decyzją Federacji o przyznaniu WDS 2019, Chinom a WDS 2020, Hiszpanii. Liczę, że doczytacie sobie korzystając z np. dobrodziejstw internetu, znacznie więcej. Warto. Zagadnienia związane z cywilizacjami są fascynujące. A poza tym nie zaszkodzi wiedzieć więcej o świecie, prawda?

Wróćmy teraz do treści manifestu: ”Under any circumstances, the welfare of the dogs must be of the utmost priority in a context of fair-play principles and humanitarian objectives where any form of discrimination is strictly forbidden (Statutes, art.2-3-4).W każdych okolicznościach dobro psów musi być najwyższym priorytetem w kontekście zasad fair play i celów humanitarnych, jakakolwiek forma dyskryminacji jest surowo zabroniona (Statut, art.2-3-4). Jeszcze raz, tylko POWOLI: W każdych okolicznościach dobrobyt/dobrostan psów musi być najwyższym priorytetem w kontekście zasad fair-play i ‚humanitarian objectives’ czylihumanitarnych celów‚, hm… ”Humanitarnyoznacza: ”mający na celu dobro człowieka, poszanowanie jego praw i godności oraz oszczędzenie mu cierpień; też: mający na celu dobro zwierząt” – Od lat przeginali z tym wszystkimi krótkopyskimi potworkami, które wyglądają, jakby w pełnym rozbiegu uderzyły w ścianę i tak też oddychają, jak ofiary ciężkich wypadków, ale przy okazji WDS 2019 przekroczyli wszelkie granice. Tam jest napisane, że to ”dobro psów” ma być, powiedzmy, że ‚stawiane przed’, niech będzie: ‚satysfakcją’ ich właścicieli, – rzadko brak mi słów, ale tym razem brak mi słów… Naprawdę, powinni wrzucić tam jakąś aktualizację, po tym jak potraktowali Norwegów, bo nie daje się tego czytać… O! Patrzcie co jest dalej: ”This utmost care about welfare implies that any member or contract partner can refuse to (re)-register in its studbook a dog suffering from hereditary defects or featuring defects which go against the Article 2 of the statutes or a dog which does not comply with the rules of selection defined by the member or contract partner in question (Standing Orders, art.8, point 5).” – Ta najwyższa troska o dobrostan oznacza, że każdy członek lub partner może odmówić zarejestrowania lub ponownego zarejestrowania w swojej księdze hodowlanej psa cierpiącego z powodu wad dziedzicznych lub posiadającego wady niezgodne z art. 2 statutu lub psa niespełniającego kryteriów dotyczących selekcji definiowanych przez danego członka lub partnera kontraktowego (zlecenia stałe, art.8, punkt 5). Widzicie? ”Może”, ale ”nie musi”… Niby chodzi o ”dobro psów”, ale gdzieżby oni śmieli narzucać tzw hodowcom, wydającym rodowody z oznaczeniami FCI, jakieś ”standardy” i ”wymogi”! To by ”ograniczało wolność i swobodę” tzw hodowców! Efekty są jakie są…

Wybaczcie, ale dalszą część tego manifestu sami możecie sobie ”przetrawić” (całość dostępna jest w jako pdf, wystarczy wpisać w wyszukiwarkę ”FEDERATION CYNOLOGIQUE INTERNATIONALE – MANIFESTO OF THE CENTENARY For the welfare of dogs”), tym bardziej, że nie jest to zbyt długi tekst. Mnie szkoda jest nerwów, żeby dłużej się tym pełnym hipokryzji bełkotem zajmować. Popatrzcie po prostu na wzorce niektórych ras, porozmawiajcie sobie z lekarzami weterynarii, z posiadaczami psów niektórych ras… Pomyślcie o ”tle” WDS 2019 i WDS 2020, przeczytajcie stanowiska niektórych z klubów należących do FCI (na początku tego tekstu znajdziecie linki) i wszystko będzie dla was jasne.

Jeżeli mieliście jakiekolwiek złudzenia co do tego, czy dzisiejsze organizacje kynologiczne kierują się ”moralnymi zasadami” albo też jak te ”moralne zasady” rozumieją w praktyce, to już może przestać się łudzić, wiecie już jak jest.

To oczywiste, że w tych organizacjach jest wielu zapalonych, autentycznych miłośników psów, którzy na bieżąco przyswajają sobie najświeższe informacje ze świata nauki, by być coraz lepszymi hodowcami i mieć coraz zdrowsze i szczęśliwsze psy, ludzi po prostu psy kochających i posiadających zasady – oni są tacy dlatego, że taki mają charakter, taką mają potrzebę serca. I sprzeciw tych ludzi wobec decyzji FCI, jest najlepszym na to dowodem. Ale i oni, na dłuższą metę, przynajmniej na razie, niestety także funkcjonują w tych organizacjach…

Paralela

To, o czym dziś Wam piszę, budzi we mnie wiele emocji i …obrzydzenia. Także dlatego, że ”przykład ze świata kynologii”, nie odnosi się i nie ogranicza jedynie do ”świata kynologii”… Chodzi min. o sposób myślenia (albo raczej jego brak), który przy okazji ”przykładu ze świata kynologii” obnażył marność co poniektórych z tzw kynologów po prostu jako ludzi. Marność tych, którzy co rusz trzepią ozorami i/lub klikają na fejsbuku o tym, jak to ”kochają psy” i ”chcą dla nich jak najlepiej”. Jak ”uważnie selekcjonują” przyszłych posiadaczy wyhodowanych przez siebie psiaków, na okrągło ”ostrzegają” innych przed ”pseudohodowlami”, udostępniają posty o przypadkach skandalicznych zaniedbań, pod którymi zamieszczają komentarze, z których wynika, że oni sobie ”nie wyobrażają, żeby”, oni ”nigdy”, jakie to ”straszne” itp. itd., Którzy opowiadają/piszą o ”bataliach”, które przeszli, gdy odkrywszy, iż nowy właściciel nieodpowiednio traktuje ich ”psie dziecko”, postanowili psiaka odebrać. Ludzi epatujących swoim ”obrzydzeniem” dla ”znęcania się nad zwierzętami”, ”uwrażliwiających” znajomych, że ”Nie należy strzelać w sylwestra! Bo to potwornie stresuje naszych domowych psich i kocich przyjaciół oraz zwierzęta dzikie i wolno żyjące”. Ludzi warczących na ”sprzedaż żywych karpi” w okolicach Świąt Bożego Narodzenia itp. A wszystko to szczególnie na fejsbukowych profilach i kynologicznych grupach tematycznych, poprzez które z tymi osobami kontaktują się klienci na szczenięta…

Moi drodzy, co do tej chińskiej ”światówki”, jak i tego smętnego AMDA, czyli COPA MUNDIAL EL DOGO ARGENTINO EN CHINA, mam jeszcze jedną uwagę, która moim zdaniem powinna otworzyć oczy nawet najgłupszym i najbardziej zepsutym ”kynologom”, z którymi możecie mieć okazję mieć interakcje. A jeśli nie im, to może przynajmniej osobom, które zamierzają nabyć rasowego psa z rodowodem uznawanym przez Fédération Cynologique Internationale (FCI). W życiu trzeba umieć oceniać ludzi. Rozliczać ich z tego na ile to, co mówią, potwierdzają ich czyny. Przyznaję, że obawiam się czy paralela, którą się posłużyłam ma szansę trafić do ”najgłupszych i najbardziej zepsutych”, skoro dziś ”modnie jest” płakać nad karpiem, ale nad dzieckiem już nie tak bardzo, ale zaryzykuję, bo uważam, że warto:

„Kochać psy i „być kynologiem”, i zawieźć swoje psy na chińską wystawę, to tak, jak mieć dzieci, „kochać je i życzyć im, żeby im dobrze w życiu szło” i być „wrażliwym na krzywdę” wszystkich dzieci, tak „ogólnie”. I jednocześnie, wiedząc, że ktoś inny, niech będzie, że ‚szef’, też ma dzieci, ale nie traktuje ich dobrze, że po prostu się nad nimi znęca, że w piwnicy ma specjalną salę tortur, w której swoje dzieci ‚oprawia’, nie tylko „nic z tym nie zrobić”, ale jeszcze zabrać własne dzieci do domu tego ‚szefa’, na ‚ważną uroczystość’. Zabrać je tam, bo zostało się połechtanym zaproszeniem ‚szefa’ do jego domu. Bo będą na tej ‚uroczystości’ inni „ważni” ludzie i żeby dzieci mogły „poznać wpływowe osoby”, zobaczyć jak dobrze się ‚szef’ urządził, jaki ma dom, w jak prestiżowej dzielnicy… I przede wszystkim: ŻEBY DZIECI POZNAŁY ‚SZEFA’. I dobrze się bawić na tej imprezie, wiedząc, że własne dzieci naraziło się na kontakt ze zwyrodnialcem… nie myśląc o dzieciach ‚szefa’ w sali tortur….

Nie można „kochać dzieci” i jednocześnie nie czuć odrazy do kogoś, kto się nad dziećmi znęca!

Stwierdzenie „kocham moje dzieci” i przedstawianie ich zwyrodnialcowi, się „nie dodają”. Nie ma PRAWDY w tym działaniu i nie ma w nim MORALNOŚCI. Szukanie wymówek, by „nie mieszać się do spraw ‚szefa'”, który się nad swoimi dziećmi znęca i po prostu iść na imprezę, udawanie, że skoro Kowalski z Iksińskim też udają, że się nic złego w piwnicy ‚szefa’ nie dzieje, to można mieć „czyste sumienie” (tym bardziej, że impreza odbywa się na poziomie zero a nie w piwnicy), mówienie „to taka kultura, tam bije się dzieci”, nie sprawią, że zabranie „ukochanych” dzieci do domu zwyrodnialca będzie czynem moralnym.

Czytałam wypowiedzi niektórych z Członków Związku Kynologicznego w Polsce na liczącej pond 15 tysięcy członków, grupie i jestem zniesmaczona (kolejny raz) niskim poziomem porażającej większości tych ludzi (prawie 20 tysięcy członków grupy a komentarzy pod postem na temat WDS 2019, raptem 38…). Tym, że oni nawet nie rozumieją, że ich „światopogląd” się w ogóle nie klei, że oni są wewnętrznie „disconected”. Ja wiem, że filozofia nie jest mocną stroną wielu z dzisiejszych „kynologów”, ale mimo wszystko, myślenie naprawdę nie boli. Przyzwoitość nie boli na pewno.

Tylko ludzie bez honoru pojadą na światówkę do Chin.” -Czy pytanie o ”normy moralne” w ZKwP ma sens?

Jak wyjaśnia nieoceniona Wikipedia: ”Honor to postawa, dla której charakterystyczne jest połączenie silnego poczucia własnej wartości z wiarą w wyznawane zasady moralne, religijne lub społeczne. Naruszenie zasad honoru przez siebie lub innych odbierane bywa jako „dyshonor” lub „hańba” (…). Honoru nie wystarczy zadeklarować, podlega on udowodnieniu w sytuacji, która pozwala na weryfikację według norm moralnych danej społeczności. Nie ma się więc honoru jako cechy immanentnej istniejącej niejako z założenia, która podlegałaby późniejszemu potwierdzeniu (lub też utracie). To, czy ktoś jest honorowy, można stwierdzić dopiero na podstawie oceny jego zachowania (w sytuacji, w której dana osoba udowadnia czynem deklarowane przez nią wartości, zdając w pewnym sensie „praktyczny egzamin z honoru”). Równocześnie oznacza to, że pojęcie honoru jest subiektywne i silnie osadzone w kulturze i epoce.

W przedwojennej Polsce istniało pojęcie ”zdolności honorowej” – były osoby zdolne do żądania i dawania satysfakcji honorowej a niektórzy uważani byli za osobników bez zdolności honorowej i z takimi człowiek przyzwoity się nie pojedynkował. Władze Fédération Cynologique Internationale zdecydowały się na krok… Powiedzieć, że osoby za ten ruch odpowiedzialne, ”nie mają zdolności honorowej”, to jak nic nie powiedzieć.

Podtytuł Tylko ludzie bez honoru pojadą na światówkę do Chin. zapożyczyłam z wypowiedzi jednej z członkiń ZKwP, pani, która bardzo krótko i zwięźle przedstawiła swój pogląd na temat chińskiej wystawy. Reakcja na jej wypowiedź sprawiła, że uznałam, że warto przypomnieć znaczenie słowa ”honor” (co też zrobiłam powyżej). W końcu, kiedy ograniczone panienki w swoim mniemaniu ”kasują” ”współdyskutantów” tak, jak ta Żółta od ”do czego służy honor” (ona zapewne się nim podciera) nie należy lekceważyć ich ograniczeń.

A propos

Gdy „dziś” słyszę lub czytam o „przedwojennej tradycji” w Związku Kynologicznym w Polsce, takie teksty odbieram, jako próbę manipulacji. Uważam, że jest rażącym nadużyciem mówienie o ZKwP w kontekście „przedwojennej tradycji”, bo stowarzyszenie powołano w 1938 roku, „na chwilę” przed II WŚ. Na chwilę przed II WŚ, po której sowieckie robactwo zalało to, co z naszego kraju zostało. Stowarzyszenie reaktywowane zostało w 1948 roku.

Jako kilkulatka oglądałam programy ”Podaj Łapę” pana Adama Kochanowskiego i kynologia „wdrukowała mi się” jako kultura, dziedzina kultury, coś „wysokich lotów”. Wrażenie zaskoczenia i przygnębiającego rozczarowania, które mnie dopadło, gdy tylko zderzyłam się z postaciami robiącymi za „guru” rasy, którą sobie upatrzyłam, było dla mnie tym dotkliwsze, że w owym momencie, w moim mniemaniu wszyscy, którzy parali się kynologią powinni być tak samo elokwentni i kulturalni, jak gospodarz ”Podaj łapę”. Długo nie mogłam zrozumieć, ale tak naprawdę, że to już „nie te czasy”. Gdy byłam dzieckiem programy pana Kochanowskiego zachwycały mnie (nawet podobało mi się to, jak czasem prowadził je pan Kaźmierski) i ZKwP to było dla mnie „coś”. I to przez duże „C”. Kiedy dorosłam i zaczęłam ”grzebać”, cóż… Odkrycie, dzięki wydanej w 1993 roku książce ”CHART POLSKI”, autorstwa Małgorzaty i Izabeli Szmurło, że element polskiej kultury, łowieckiej tradycji, naszego dziedzictwa narodowego, którym bez wątpienia nasz rodzimy chart jest, ZKwP, jego działające w latach komuny, władze, starając się przypodobać się radzieckim władzom kynologicznym, po prostu zwalczały, wyleczyło mnie z sentymentalnego podejścia do Związku Kynologicznego w Polsce i zaszczepiło na gadkę o ”przedwojennej tradycji” w tym stowarzyszeniu.

Już widniejące powyżej fragmenty książki pań Szmurło wystarczą, by zrozumieć, że Chart Polski, wszystko, co się z nim wiązało, co dla Polaków symbolizował, nie było po myśli ZSRR i dlatego ZKwP długo nie chciało mieć z Chartem Polskim nic wspólnego (by ”bratni związek” się nie „obraził”). „Przedwojenna tradycja” w odniesieniu do ZKwP i sposób w jaki władze Związku reagowały na pierwsze próby restauracji Charta Polskiego przez poszczególnych członków tego stowarzyszenia, wzajemnie się wykluczają.

Specyficzny ”mental” cechujący niektórych, jedynie zmutował zamiast „ewoluować”, powodując, że ZKwP kuleje i to bardzo. Doskonale obrazują to tematy oraz poziom dyskusji odbywających się na co popularniejszych fejsbukowych grupach zrzeszających członków tego stowarzyszenia. Jeżeli nawet przyjąć, iż ludzie inteligentni, z klasą, po prostu unikają fejsbukowego bagna i dlatego prawie wcale takowych na Facebooku nie widać, niepokojący jest poziom degrengolady bijący nierzadko od najbardziej aktywnych w social media członków Związku Kynologicznego w Polsce. Wyklucza on możliwość „samo naprawy” dla tego stowarzyszenia. Wystarczy poczytać treść komentarzy zamieszczanych na forach grup itp., by dostrzec, iż próby poruszania tematów ”trudnych” spotykają się z niechęcią i są przez członków ZKwP często naprawdę agresywnie ucinane, niczym przez odurzonych sekciarzy. Próby inicjowania rozmów na ”trudne tematy” w środowisku ZKwP działają (nawet na tych niby „gniewnych”) alarmująco-ostraszająco, bo okazują się być postrzegane, przez tę znaczącą w swojej masie część, nie tyle jako ”trudne”, co po prostu ”niebezpieczne”. Mówienie do tych ludzi tzw otwartym tekstem powoduje, że załącza im się program ”auto-cenzor”, skutecznie zniechęcający ich do jakiejkolwiek głębszej refleksji i odzywa się w nich „syndrom W KUPIE RAŹNIEJ”. Można ”coś tam” mówić, wygłaszać „niepoprawne opinie”, ale tylko do pewnego momentu. Są obszary dosłownie tabu i tych tematów analizować nie wolno, bo to szkodzi „stadu”, wprowadza niepokój i uczucie zagrożenia. Jak wiemy, tabu scala środowisko.

Na marginesie, w środowiskach, w których patologia jest normą, ten, który się wyłamie, zostaje persona non grata. Bo kłuje w oczy. Bo przypomina o tym, że każdy, kto w patologii tkwi, ponosi odpowiedzialność (co najmniej za swój patologiczny stan) i przyczynia się do trwania patologii. Ludzie, którzy się wyłamują i poddają jakiemuś rodzajowi „terapii”, doznają oświecenia, w tym znaczeniu, że pojmują, że normalnie żyć można tylko otaczając się ludźmi niezwiązanymi z patologicznymi środowiskami. I nierzadko po tzw ozdrowieniu pojawia się problem: nie można znaleźć tzw wspólnego języka z „dawnymi znajomymi”…

Plucie w twarz

Znam osoby z dużym sercem i zapałem, które współpracując z wieloma innym autentycznymi miłośnikami psów z Całego Świata, wyciągały z Chin, z rzeźni, rasowe psy, transportowały je potem przez „pół kuli ziemskiej”, ”gimnastyki” przy tym było co nie miara i dziś taki jeden czy drugi ‚wyszarpany z rzeźni‚ pies mieszka w Polsce, ale też np. w UK, uratowany wielkim wysiłkiem i kasą mnóstwa osób. Nie wyobrażam sobie, że miałabym jednocześnie sponsorować ratowanie psa z chińskiej rzeźni i ”być ok” z tym, że „moje” stowarzyszenie przyklaskuje pomysłowi tak prestiżowej imprezy kynologicznej w Chinach. Myślę, że niektórzy polscy hodowcy, ale i szeregowi posiadacze psów posiadających rodowody tego stowarzyszenia, mają spore dylematy… I to nie chodzi o to, że mieliby jechać na tę wystawę. Już samo to, że FCI taką decyzję podjęło a Związek Kynologiczny w Polsce siedzi cichutko i nie zgłasza żadnych „ale”, nie publikuje nawet żadnego ”oświadczenia”, w którym wyjaśniłby swoje stanowiska, jest dla nich skandalem. Naprawdę współczuję niektórym, bo w masie koniunkturalistów, mają ”przechlapane” i boją się nawet powiedzieć, że szokuje ich światowa wystawa, ów „największy konkurs psiej piękności” w kraju, w którym za absolutnie bestialskie znęcanie się nad zwierzętami nie ma kar. W kraju, w którym psy zarzyna się na mięso, żywcem wrzuca do wrzątku itd. (nawet jeśli to miałby być tylko jeden region w tym kraju…). I że są przeciwni temu, by jakikolwiek sposób być kojarzonymi z poczynaniami FCI czy ”kolegów i koleżanek”, którzy chcą do Szanghaju na WDS 2019 jechać i tam pojadą.

Against All Odds

Na marginesie, ciekawe jak wyglądają statystyki tej wystawy, ile psów zostało zgłoszonych i ile tam pojedzie. I ile może nie wróci, bo zostaną sprzedane ‚zachwyconym ich hodowlaną wartością, chińskim’ kynologom’?

Charty cholernie często mają przechlapane… Te polskie, po II WŚ prawie przestały istnieć, rozstrzeliwane po stodołach ludzi, którzy starali się je zachować – rasę odbudowała garstka upartych pasjonatów i to wbrew wielu… Jak to się mówi ”against all odds”. I do dziś CP nie doczekały się w Polsce prawa, które chroniłoby je jako ‚narodowe dobro’, bardzo ważny element polskiej kultury i tradycji. Nie mamy nawet prawa chroniącego charty przed zakusami kłusowników… Greyhoundy, jak roboty, ”zużywane są” na wyścigach psów, na całym świecie, włącznie z Chinami i odratowują je organizacje prawie z całego świata… Tak samo jak hiszpańskie Galgo i Podenco, które… No, wiecie przecież co z nimi robią niektórzy ludzie w Hiszpanii… Kiedy więc myślę o chartach zgłoszonych na chińską światówkę, automatycznie myślę o tym ich ratowaniu i… Czy to nie straszne? Że ludzie tak walczyli o tego Charta Polskiego a teraz ktoś albo kilku ”ktosiów”, zawiezie do Chin, jednego czy dwa a może… (Nie wiem ile, może się ze statystyk dowiemy?). Ktoś, kto tak naprawdę nie rozumie tego wszystkiego, co się z tą rasą wiąże. Nie zna, jak to ująć? ”Kontekstu”? Ciekawe czy Polacy się z Chartami Polskimi na WDS 2019 wybierają? Hmm… To ważniejsze niż mogłoby się wydawać. Potomstwo takiego jednego czy drugiego Charta Polskiego też może skończyć w klatce meat traders… Mam wielką nadzieję, że Polacy do takiej ewentualności swoich rąk nie przykładają.

Nie ma psów ”szlachetnych” i ”nieszlachetnych”. Po prostu, jedne ”dobrze się kojarzą”, np. z wysokim statusem, więc ”podnoszą status” swoich właścicieli w oczach postronnych osób, a inne ”tylko” odszczurzają stodoły i pola na wisach, jeszcze inne pilnują trzód albo pracują w służbach specjalnych. Ale nie ma psów ”szlachetnych” i ”nieszlachetnych”, bo wszystkie psy, inaczej niż ludzie, mają piękne dusze.

Ustawa o ochronie zwierząt, prace w sejmie i rola Związku Kynologicznego w Polsce w decydowaniu o tym, kto jest w Polsce pseudohodowcą a kto nie

Przy tych od lat trwających, z przerwami, pracach nad zmianami w ustawie o ochronie zwierząt (UoOZ), z WDS 2019 w Chinach (oraz WDS 2020 w Hiszpanii) w tle, wszyscy, poprawka: sympatycy i członkowie Związku Kynologicznego w Polsce, jego działacze (oraz w niektórych przypadkach wręcz ”wierni poddani” lub ”wyznawcy”), pieją: „Tylko FCI!„, ”Tylko Fédération Cynologique Internationale!”, ”Tylko Związek Kynologiczny w Polsce należy do FCI”, a ”Tylko psy z rodowodami Fédération Cynologique Internationale są prawdziwie rasowe!” -Serio? Ci ludzie naprawdę w to wierzą? Z pełnym przekonaniem? Że owo FCI to takie ”skończone dobro” i ”niepodważalne zasady”? Czy może po prostu nigdy nie czytali tego, co można na stronach Fédération Cynologique Internationale znaleźć, więc ”nie robi im” decyzja FCI o WDS 2019 i WDS 2020? A może doskonale zdają sobie sprawę z tej hipokryzji, ale po prostu ich ona nie obchodzi? To działa tak, że „załóż klapki na oczy a problem wyparuje”? Czy po prostu ”etyka” to słowo, które w części środowiska ludzi posiadających tzw rasowe psy z rodowodami FCI nic już nie znaczy?

”Majówka w Chinach” vs. Quincunx (Czyli o ”wartości” fejsbukowych dysek)

Dobrze jest przekonać się w jakim kierunku nawigowane są dyskusje na tzw kontrowersyjne tematy, na fejsbukowych grupach członków, sympatyków i niekiedy wręcz wyznawców ZKwP i FCI… Kiedy będziecie czytać treść ze skrinów, pamiętajcie, że kwestie, o których nie wolno Wam zapominać, to:

Organizatorem WDS 2019 mógł zostać niemiecki związek kynologiczny.

WDS 2019, do której zostało już mniej niż miesiąc, nie jest jedyną imprezą pod patronatem Fédération Cynologique Internationale (FCI) w Chinach! To po prostu pierwsza ”tak duża” tam, wystawa psów. (Na stronach FCI możecie znaleźć pochwalną notkę dotyczącą międzynarodowej wystawy z 2014 roku.)

Ta ”impreza” strice poświęcona jest psom. Tym razem nie są to żadne ”igrzyska”, w kraju, który z okazji ”mistrzostw świata” w jakiejś tam dziedzinie sportu ”czyści ulice” z wolno żyjących kotów i bezpańskich psów, nic z tych rzeczy. To ma być ”święto kynologii”, wiecie święto ”najlepszych przyjaciół człowieka” w jednym z 86 krajów, które z FCI współpracują.

‚Złote karty’ dla delegatów FCI

Czytając pełne hipokryzji albo głupoty a niekiedy jeszcze cynizmu, komentarze, pamiętajcie, że to ludzie z tego środowiska, środowiska, które toleruje tak wątpliwą pod względem etyki postawę, jak udział w WDS 2019 oraz dosłownie nabijanie się z tych, spośród członków Związku Kynologicznego w Polsce, którzy o wzięciu udziału w WDS 2019 (oraz WDS 2020), mówią, że to niehonorowe (Lansowana jest ”teza”, że krytykujący ”krytykują z zazdrości, bo, nie mogą jechać.”) najczęściej trzeszczą: ”uwaga na pseudohodowle” i nazywają Inne niż Fédération Cynologique Internationale (FCI), federacje kynologiczne pseudofederacjami a hodowców zrzeszonych w innych niż ZKwP stowarzyszeniach, ”pseuduchami”. Jakie więc ”zasady” cechują, wiernych FCI, członków ZKwP? Jakie to ”zasady” decydują o tym, że oni nie są ”pseudohodowcami”? To musi być chyba ”coś” innego, niż logo federacji i/lub stowarzyszenia. A może się mylę? Chodzi tylko o znaczek?

I miejcie na uwadze wszystkie te, udostępnione w ustawieniach ”publiczne”, posty o tym, jak to jedna z drugą mUndrą albo mUndrym są ”przeciwko okrucieństwu wobec zwierząt”. Tak więc;

Seledynowy od tekstu o ”podwójnych standardach” odleciał, więc rozpracujmy sobie jego komentarz, krok po kroku, abyśmy wszyscy mieli jasność jaka jest rzeczywistość. W pierwszym zdaniu napisał: ”Jasne, dajcie już spokój tym Chinom, do Madrytu pewnie się wybierzecie dupy grzać, a w Hiszpanii traktowanie psów jest nie lepsze.” -Zapewne chodzi mu o już wspomniane Galgo i Podenco – i to akurat fakt bezdyskusyjny: to, co dzieje się w Hiszpanii z chartami jest barbarzyństwem. Jednak czy w Hiszpanii psy (i koty) kąpane są we wrzątku i ściąga się z nich skórę żywcem, traktowane są prądem, by zaspokoić kulinarne żądze co poniektórych?. Nie. Psów ani kotów w Hiszpanii się nie jada. W żadnym jej regionie (inaczej niż w Szwajcarii) ani podczas żadnych ”festiwali”. Hiszpanie, którzy się tego obrzydliwego bestialstwa na chartach dopuszczają, owi galgueros, w przeciwieństwie do Chińczyków, nie wierzą, że psie mięso ma właściwości rozgrzewające i może leczyć impotencję ani, że mięso psa jest delikatniejsze, jeśli zwierzę było bite na śmierć (Pies zostaje ogłuszony, ale nie na tyle, by stracił przytomność). Hiszpanie nie wierzą, że im pies więcej wycierpi, tym mięso lepiej smakuje. Galgueros, czyli myśliwi za ”wstyd” i ”złą sławę” torturują i zabijają swoje psy, nie po to by je potem jeść. Polewają je kwasem, ciągają za samochodami, obdzierają je ze skóry, grzebią żywcem, wrzucają do studzien oraz z lubością fundują swoim chartom ”fortepianowy taniec”, ale ich nie jedzą. Hiszpanie nie kradną też i nie trują psów oraz kotów, by serwować je amatorom psiny i kociny, więc problem, który w Chinach jest poważny tj. że ci, którzy tam zdecydują się na konsumpcję psiego i kociego mięsa, ryzykują chorobę, odpada, bo powtórzmy: w Hiszpanii psiny ani kociny się nie jada. Dodać też należy, że jak pisała w artykule z 2015 roku pani Hanna Shen, Chiny zajmują drugie miejsce w rankingu państw z największą liczbą przypadków wścieklizny. Ale czy to jest różnica istotna, w kontekście o którym mowa? Czyli organizowania stricte kynologicznej imprezy, ”prestiżowego konkursu psich piękności”, ”celebracji” tzw najlepszego przyjaciela człowieka, dla członków FCI z 86 krajów, akurat właśnie w kraju, w którym ludzie wierzą, że mięso psa jest delikatniejsze, jeśli zwierzę było bite na śmierć albo, że przyniosło ”dyshonor” i dlatego należy polewać je kwasem i/lub wieszać? Ja uważam, że nie. I nie mieści mi się w głowie, że ”miłośnikom psów z rodowodami FCI”, ”nie robi”, że w rok po Szanghaju, to Madryt będzie gościł ”kynologów” z 86 państw świata… Najwyraźniej mam kiepską wyobraźnię.

Dalej tamten człowiek napisał: ”A jak komuś szkoda kasy na bilet to zapraszam na Polskie wioski”- co miało chyba sugerować, że u nas, ze zwierzętami, szczególnie z psami postępuje się ”dokładnie tak samo”, jak w Chinach albo w Hiszpanii, aczkolwiek w Polsce masowo chartów się na drzewach nie wiesza ani nie bije się ich, czy innych psów na śmierć, żeby mięso było ”lepsze”. Dalej ten pan pisał: ”Ja rozumiem ze żal dupę ściska, że wystawa daleko, droga itp. Ale to stosowanie podwójnych standardów jest po prostu żałosne, czasem jak się nie ma nic do powiedzenia sensownego, warto…..pomilczeć.” -szkoda, że Seledynowy sam jakoś się do tej swojej ”rady” nie umiał zastosować. Z jego ostatniego zdania wynika, że ”tylko kasa” jest powodem, dla którego nie tylko niektórzy Polacy, ale i Niemcy, Brytyjczycy, Szwedzi, Norwegowie czy Finowie do Chin się wybierać ani myślą. Cóż…

Pamiętacie tę myśl, że ”Kto ratuje jedno życie, ten ratuje cały świat”? Odnosiła się ona do ratowania istnień ludzkich, ale wszyscy ci ”kynolodzy” tak ”bardzo kochają pieski”… Pani Brązowa napisała ”Łatwo bojkotować imprezę, na którą z wielu względów i tak się nie pojedzie.” -To fakt, szczególnie jeśli głównym z tych ”wielu względów” i rozstrzygającym równocześnie, jest poczucie, że wzięcie udziału w takiej ”imprezie” wiązałby się z konfliktem moralnym, czyli sytuacją polegającą na konieczności podjęcia działania, którego urzeczywistnienie jest wyznaczone przez wykluczające się wartości. (Nie jestem pewna, czy pani, która napisała komentarz, który teraz rozkładam, jest w stanie zrozumieć pojęcie konfliktu moralnego, ale ja na szczęście mam inteligentnych czytelników.) Dalej: ”Łatwo oceniać tych, którzy chcą jechać” -absolutnie tak, zwłaszcza jeśli mają czelność nazywać się ”miłośnikami psów” i zwyczajowo na prawo i lewa trąbią o okrucieństwach pseudohodowli na tzw rodzimym podwórku, epatując swoją (niby) wyższością nad tymi, którzy się okrucieństwem wobec zwierząt ”w ogóle nie przejmują”. ”U nas w kraju też masa syfu odnośnie zwierząt, w Hiszpanii też, w Rosji itp. Jakoś negatywnego oceniania ludzi którzy tam jadą nie widziałam” -to ”u nas”, z wyżej już wyłuszczonych względów sobie odpuszczę, ”Hiszpanię” też. Natomiast co do uwag odnośnie ”Rosji itp.”, powiem tylko, że skoro ta pani odnotowuje ”syf odnośnie zwierząt” i nie robi niczego poza ”niezauważaniem”, ażeby ”negatywnie oceniano ludzi”, którzy też nic z tym ”syfem” nie robią (np. chociaż nie bojkotują imprez kynologicznych w krajach, które bardzo źle zwierzęta, szczególnie psy i koty, traktują, a ona nie robi tego wraz z nimi, tymi ”innymi”), to powinna mieć na tyle ”obycia”, by nie ważyć się komentować postawy osób, dla których bojkot, w tym przypadku masowej imprezy kynologicznej dla członków FCI, jest sprawą oczywistą. I, co więcej nie powinna ważyć się kwestionować potrzeby/ powodu/ prawa tych, którzy nie boją się mówić o swoim przekonaniu o słuszności bojkotowania WDS 2019 (oraz WDS 2020). I nie boją się wyrażać opinii na temat ”kolegów i koleżanek”, którzy ”nie odnotowują” dysonansu pomiędzy teoretycznym, spisanym w statutach kynologicznych organizacji, odwoływaniem się do etyki i praktycznym (nie)stosowaniu się do niej. Pani ta pisze dalej: ”Bojkot tej imprezy to dla mnie jakieś dziwne zjawisko.” -Rozumiem to i wiem z jakiego rodzaju ograniczeń wynika. ”Takie traktowanie psów w skali całego kraju jakim są Chiny jest zjawiskiem marginalnym” -Proszę, ale już o Hiszpanii ani słóweczka… No, dobrze, odpuśćmy jej galgueros. Ale czy tej pani wydaje się, że, nawet jeśli to byłoby prawdą, że owo ”takie traktowanie psów” (czyli jakie, jakiż to parszywy eufemizm mogła mieć na myśli?), to ”margines”, oznaczałoby, że zło przestaje być złem? Bo jest ”marginalne”? To dla tej osoby wystarczający powód, by zjawisko konfliktu moralnego u kogoś o zdecydowanej postawie, miało przestać zachodzić? Bo, jako tło kynologicznej imprezy pod sztandarem FCI, festiwal psiego (i kociego) mięsa, to niesankcjonowane zło wobec psów (i kotów) jest ”marginalne”? FCI zadecydowało, by, choć wrzucanie psów do wrzątku nie ma wspólnego mianownika z ”ogólnymi zasadami moralnymi”, które podobno FCI przyświecają, Chinom powierzyć organizację WDS 2019! FCI zadecydowało także, by, choć polewanie psów kwasem i wieszanie ich tak, by umierały nawet i trzy dni, nie ma wspólnego mianownika z ”ogólnymi zasadami moralnymi”, które podobno FCI przyświecają, Hiszpanii powierzyć organizację WDS 2020. Czyny okrutne wobec zwierząt, wywodzące się z tradycji, zaspokajające pewne ”przyjemności”, ”potrzeby”, są głęboko zakorzenione w kulturze, skutkuje to brakiem ogólnego sprzeciwu przedstawicieli tej kultury wobec tychże czynów. W tym świetle decyzje FCI, której to ”misją” podobno jest ”dbanie o dobro psów na całym świecie” są skandalicznie wręcz niemoralne. Owo ”marginalne zjawisko” głęboko tkwi w chińskiej kulturze, która go nie sankcjonuje, nie sankcjonuje go także FCI. Analogicznie hiszpańskie prawo ciągle nie chroni dziesiątek tysięcy chartów, które legalnie są w Hiszpanii torturowane. Nie chroni psów i nie karze ich oprawców. Kolejne zdanie: ”I wystarczy odrobina dobrych chęci żeby do takich informacji dotrzeć. To nie jest tak że w całych Chinach się psy zjada. To tak jakby napisać że w Polsce w każdym domu stoi słoik z psim smalcem…” -Co za ”zabieg”! Poleciała… Może takie ”argumentowanie” robi na kimś wrażenie, ja nieco powyżej napisałam Wam już dlaczego mnie tego rodzaju nieudolne próby manipulacji naprawdę irytują i powodują, że jednoznacznie kwalifikują osoby, które się ich dopuszczają, więc nie będę się powtarzać. Niepozostawiającą wątpliwości, odpowiedź założycielki wątku, pani komentuje: ”Czym innym jest uświadamianie innych a czym innym ocena moralności osób które na tą imprezę chcą jechać.” -Cha, cha, cha. Oj… Czyli pani przekazuje czytającym, że to ”A fuj! Nieładnie!” być zdolnym do oceny poczynań innych pod kątem moralności ich postępowania lub precyzyjniej: że czyjaś zdolność do moralnej oceny postępowania innych, powoduje dyskomfort u ocenianych. Tak, ”uświadamianie innych”, jest takie ”ogólne”, ”bezosobowe” i przez to wygodne i bezpieczne, bo nie wprowadza niepokoju, bo nie wiąże się z ”przypisywaniem odpowiedzialności”. No i w końcu ”pobudzenie u innych procesów myślowych” nie musi się udać. (I to nie dlatego, że inni są ”ograniczeni”, ale dlatego, że np. przekaz jest ”nieczytelny”…) Natomiast ocena moralna ściśle wiąże się z przypisywaniem odpowiedzialności danej jednostce. I jako taka może być postrzegana jako najprostsza forma uszanowania wolności owej jednostki. Przez uwzględnienie jej niezależności i przypisanie aktywnego wpływu na tzw los. Lub też jako zagrożenie, szczególnie w przypadku osób pasywnych, które przyzwyczaiły się mówić, ale przede wszystkim myśleć: ”zdarzyło mi się” (bez ich czynnego udziału). I taką też, pasywną, przybrały narrację dotyczącą wszystkich zdarzeń w życiu. Kiedy więc, ktoś zaczyna mówić o odpowiedzialności, poprzez ocenę moralności danej jednostki czy zbiorowości, ktoś, kto uważa, że ”rzeczy się przytrafiają” (niezależnie od poczynań i decyzji jednostki) a ”oceny moralne” są ”niemiłe”, odczuwa duuuży dyskomfort. Trudno. Taki lajf.

Pamiętajcie, że czytacie posty ludzi, którzy mają się za ”kynologów” i ”miłośników psów”, to właśnie takie osoby min. swoimi komentarzami, czyli sposobem myślenia budują i utrzymują marną klasę polskiej kynologii

Znowu to samo! Będę się powtarzać: a gdzie byliście gdy nasi sąsiedzi Rosja i Ukraina bestialsko i masowo mordowali psy przed mistrzostwami w piłce nożnej??? „Czyścili” ulice? Jakoś sobie nie przypominam nawoływania do bojkotu WDS i EDS w imię tego co zrobili!? Chyba nie ma tygodnia na FB żebym nie widziała pobitego, zmaltretowanego, zabitego psa, TU w Polsce…” – Zobaczcie, jaka znudzona! Jak ona ma już dosyć tego niewygodnego tematu… ”Gdzie byli i co robili?” ci wszyscy ”oni”? -zwróćcie uwagę jak ujada ta pani: ”wszyscy inni”, do których swoje oburzenie (na oburzenie) kieruje autorka tego komentarza: ”gdzie byliście?”. Jej w tym komentarzu nie ma, ona jest poza ”tym wszystkim”, to w ogóle nie jest jej odpowiedzialność, od niej nic nie zależy i ona na nic nie ma wpływu. Jej to nie obchodzi. Ona ma już dosyć: ”Znowu to samo!”. I tylko się ”powtarza”… Ten komentarz bardzo dobrze pokazuje chyba największy problem tego środowiska: odpowiedzialność może być tylko zbiorowa. Indywidualnej nie ma. To zawsze ”ktoś inny” musi zrobić ”coś”, jakoś ”wskazać kierunek”, bez ”innych” ani rusz… A jak nie ma indywidualnej odpowiedzialności, wszystko rozmywa się w tej zbiorowej, w której nikt nie ma sobie indywidualnie niczego do zarzucenia…

Wielu członków ZKwP w ogóle nie zna treści statutu i regulaminów własnego stowarzyszenia o zainteresowaniu tzw celami Federacji, do której ich stowarzyszenie należy, nie wspominając. Nie zaprzątają też ich głów problemy związane z etyką czy moralnością. Tak więc niby się na złe traktowanie zwierząt i brak cywilizowanych praw oburzają, ale nic z tych ich ”oburzy” nie wynika. Nie wpływają na rzeczywistość, nie dyskutują otwarcie i odważnie, nie wymagają, nie bojkotują… Poddańczo akceptują istniejący stan. Wszystko idzie w parę na Facebooku… Utrzymują kontakty z hodowcami i nabywcami, jak to się mówi ”z całego świata”, choć, jak widać niektórzy mają zastrzeżenia, co do zwyczajów czy prawa obowiązującego w poszczególnych krajach, dotyczącego zwierząt. Jeżdżą na wystawy do poszczególnych krajów, w tym do wyżej wspomnianej Hiszpanii czy Rosji, bez oglądania się na te własne zastrzeżenia. Pozwalają też, by ich psy oceniali sędziowie kynologiczni z tych krajów, bez uwagi na to, na ile teksty o etyce z jednej czy drugiej strony internetowej pokrywają się z działaniami poszczególnych organizacji, których ci sędziowie są przecież przedstawicielami. A gdy ktoś z ich ”kolegów lub koleżanek ze Związku” śmie wyrazić opinię, w której potępia tę hipokryzję i im ją wytyka, zaszczuwają go, zarzucając, że ”pewnie pije hiszpańskie wino”, ”lubi churros” albo ”ma w domu chińskie produkty”, więc ”nie ma prawa oceniać” czyjegokolwiek stosunku do WDS 2019 czy WDS 2020.

Tak więc pytanie o ”świadomość” w kontekście ”kasa vs. moralność?”, nawet, gdyby autorka tego komentarza pytała o to na serio, nie ma sensu. Szczególnie, gdy uwzględnimy kwestie takie jak ”przepisy” ZKwP dotyczące okaleczania psów chirurgicznymi zabiegami o podłożu estetycznym, których w Polsce wykonywać nie wolno od 1997 roku a ciętych psów ras tradycyjnie okaleczanych wciąż jest całkiem sporo. Oraz np. podejście do nabywców szczeniąt, gdy ci odkrywają, że zakupione przez nich psiaki są niezdrowe…

Natomiast to nagminne wręcz, obieganie od sedna sprawy w tych komentarzach, czyli organizowania ”kynologicznego święta” w kraju, w którym za wrzucenie psa do wrzątku czy polanie go kwasem nieprzewidywana jest jakakolwiek kara, jest w najlepszym razie przejawem niskiego poziomu inteligencji osób, które się tego ”wykręcania kota ogonem” dopuszczają. W końcu, ktoś może być po prostu głupi, jeśli jednak ”wykręca kota ogonem” nie będąc głupcem, to znaczy to, że jest ‚evil person’.

Perełka, czyli przykład ”zderzenia światów”. W tej rozmówce ekspresyjna, aczkolwiek ”wykropkowująca” część imiesłowu przymiotnikowego biernego, pani Zielona, zaatakowana zostaje przez panienki Żółtą i Pomarańczową ”mądrymi słowami”, a kiedy wydaje się, że już śmeiszno-straszniej być nie może, pojawia się pani Niebieska.

Na wykropkowany imiesłów przymiotnikowy bierny, któremu towarzyszył rzeczownik, Żółta zareagowała ”czyli nie inaczej niż my Polacy” -Uuu… Mocno poleciała. I od razu jest jasne, z jakiego rodzaju osobnikami przystaje ”pani Żółta”. Szkoda tylko, że bazując na zachowaniach swojego kręgu towarzyskiego, cechy ”dzikusów” pani Żółta przypisuje całemu swojemu narodowi. Zielona odpisuje Żółtej, żeby sobie ”darowała wykład”. Najwyraźniej nie interesują jej ”refleksje” Żółtej (nie dziwi mnie to). Na klarowny komunikat o chęci ucięcia ”interakcji” przez Zieloną, Żółta odpisuje: ”Ty również! daruj sobie puste słowa”. Hm… Coś u Żółtej ”nie bangla”. Po pierwsze, Zielona klarownie zakomunikowała, że nie jest ciekawa ”myśli” Żółtej: ”daruj sobie wykład” -tak jej odpisała, zawczasu, uprzedzając ewentualne ”wymUndrzanie się” Żółtej. Ale Żółta nie kuma. Po drugie, Zielona wcale się nie rozpisuje, przeciwnie, jest bardzo oszczędna w słowach. Po trzecie, jak w pierwszym komentarzu, i w drugim (i tak już będzie do końca), Żółta obnaża swoje słabości. Włącza się Pomarańczowa i ”wali” ”mądrymi słowami” -nawet mi się nie chce tego komentować. Panie Żółta i Pomarańczowa przez chwilę się miziają, po czym Zielona wyjaśnia, tzn usiłuje wyjaśnić swoje wzburzenie, pisząc: ”dla mnie takie traktowanie zwierząt to bestialstwo”. Nie jest jej łatwo wyjaśnić swoje wzburzenie, bo Żółta i Pomarańczowa, te ”tytany intelektu”, przecież ”wiedzą lepiej”. Tak więc Pomarańczowa ”usadza” w swoim mniemaniu, Zieloną, oburzając się: ”dla mnie też, ale nie jest to dla mnie żadną podstawą do wyzywania jakiegokolwiek narodu od „pierd…dzikusów„. No tak… Zielona nie zwyzywała ”narodu”. Zielona nie napisała nic, co sugerować by mogło, że ”nie szanuje narodu”. W okienku komentarza, pod filmem zawierającym drastyczne sceny z udziałem psów i ludzi, obiektywnie się nad tymi psami znęcających, napisała dwa, a właściwie to półtora słowa: ”Pierd…dzikusy!!!”, opatrzone trzema wykrzyknikami. Wczujcie się i przeczytajcie zdanie Pomarańczowej ”ze zrozumieniem”, jest ”po polskiemu”, nie ”po polsku”, ale zmuście się: ”dla mnie też, ale nie jest to dla mnie żadną podstawą do wyzywania jakiegokolwiek narodu od „pierd…dzikusów„. Powoli, zacznijmy od ”żadną podstawą” -czyli, jednak w ”światopoglądzie” pani Pomarańczowej, jakieś ”podstawy” do ”wyzywania jakiegokolwiek narodu od pierd…dzikusów” są. (Po prostu akurat nie należy do nich ”wzburzenie” odnośnie złego traktowania zwierząt). Przejdźmy do ”wyzywania” -słowo ”dzikus” nie jest wyzwiskiem, ale Zielona użyła tego rzeczownika w połączeniu z imiesłowem biernym przymiotnikowym, pochodzącym od wyrazu powszechnie uważanego za wulgarny i powstało ”wyzwisko”, czyli spontanicznie wypowiedziane wyrażenie, ujawniające negatywne emocje mówiącego względem adresata. Idźmy dalej: ”jakiegokolwiek narodu” -to nie jest przypadkowe użycie słów i wskazuje, że Pomarańczowa ”wartościuje” narody na ”lepsze i ”gorsze”. Przeczytajcie to jeszcze raz [kontekst: ”takie traktowanie zwierząt to bestialstwo”]: ”dla mnie też, ale nie jest to dla mnie żadną podstawą do wyzywania jakiegokolwiek narodu od „pierd…dzikusów„. Po polsku to zdanie brzmiałoby jakoś np. tak: ”Ja też (uważam, że takie [jak na filmie udostępnionym przez założycielkę wątku] traktowanie zwierząt to bestialstwo), ale jeżeli tego bestialstwa nie dopuszczają się wszyscy przedstawiciele tego narodu, nie jest ono powodem, by o całym narodzie mówić źle.” Tylko, że w ten sposób Pomarańczowa zatoczyłaby kółeczko do mUndrości swojej Żółtej psiapsi, która napisała przecież: ”czyli nie inaczej niż my Polacy”… I teraz idzie bomba, Żółta pisze do Pomarańczowej: ”na mnie to nie robi wrażenia, ona sama nie rozumie tego co pisze” -słodka jest. Taka.. głupia. I nie ogarnia, że jest głupia. Zielona, ma cierpliwość (niepotrzebnie) i pisze ”no tak bo przecież mnie znasz nie od dziś”. Żółta jest w bajce, że ”kontroluje rozmowę”, więc pisze Zielonej: ”Pani (…) bez odbioru ,nie mój poziom. Pa” -fakt, nie jej poziom. Jest tak ograniczona, że brakuje skali. Nie jest w stanie dosięgnąć Zielonej, która dalej tłumaczy (najwyraźniej panie wpędziły ją w poczucie winy albo uznała, że [potencjalnie] ‚dzbanów’ odbierających jej komentarz tak samo, jak Żółta z Pomarańczową może być więcej): ”akurat odnosiłam się nie do narodu ale do ludzi z filmiku. Konkretnych osób ciągających, rzucających te psinki. Może faktycznie nie powinno być „pierd…” ale zadziałały emocje. No ale co będę tłumaczyć. Już wszystko o mnie Panie wiedzą i niczego więcej się nie spodziewają.” (Zielona ich nie ”tyka”, kulturalnie im ”paniuje”, co też zdecydowanie wskazuje na różnice pomiędzy nią a tymi paniami). Wtedy na Zieloną szarżuje nowa, Niebieska ”intelektualistka”: ”niestety ale nie ma co się łudzić że Twoja świnkę to na czerwonym dywanie zaproszono do limuzyny. Rzeczywistość jest taka sama. Proszę teraz zobaczyć filmiki z transportu świń lub innych zwierząt rzeźnych, podejść do lustra i powiedzieć do siebie to samo.” -Czy jest sens dziwić, się, że choć Zielona nie obraziła żadnej z nich, sama została obrażona? Zaznaczam: nazywanie osoby głupiej wprost: głupią, nie jest obraźliwie. Są ludzie wysocy, niscy, szczupli, grubi, z jasnymi albo ciemnymi włosami i są też ludzie inteligentni albo nieinteligentni. I o tych nieinteligentnych mówi się, że są głupi. Ot, co. Czy dla Niebieskiej ”intelektualistki” ma znaczenie, że film, który zamieściła założycielka tematu i który tak emocjonalnie skomentowała Zielona, pochodzi ze strony ”No for China World Dog Show 2019”? Że zamieszczony został na grupie ”kynologów”, rzekomych ”miłośników psów (nie tylko) rasowych (ale jeśli już ”rasowych”, to tylko z rodowodami ZKWP/ FCI [bo inne rodowody się nie liczą, bo ”inne organizacje zrzeszają pseudo hodowców” i ”te ich rasowe psy to kundle”])”, na grupie członków, sympatyków (i nierzadko wyznawców) Związku Kynologicznego w Polsce, w kontekście, który można sprecyzować:Patrzcie, wy, którzy nie widzicie nic złego w WDS 2019 organizowanej w Chinach. Wy, którzy chcecie na wystawę do Szanghaju jechać, wy ”miłośnicy psów”, którzy tak dużo postów trzepiecie i opowiadacie w rozmowach face to face, jak wam dobro psów na sercach leży” i ciągle przed pseudohodowlami przestrzegacie i mówicie, że ”tylko FCI”, jak w Chinach traktowane są psy. Będziecie tam ”nawiązywać kontakty, żeby tam sprzedawać szczeniaki, by trafiły do wrzątku kiedyś? Nie brzydzi was decyzja FCI?”. Dla Niebieskiej, jak i wielu innych wypowiadających się pod materiałami pochodzącymi ze strony No for China World Dog Show 2019 i udostępnianymi na grupach, kontekst komentarza Zielonej, fakt, że zamieściła go pod konkretnym filmem, zamieszczonym w konkretnym miejscu, w kontekście bardzo konkretnego wydarzenia, jakim jest World Dog Show 2019, nie ma znaczenia. Gdyby to było amerykańskie forum, panienki mogłyby Zielonej przywalić jeszcze za niewolnictwo, ale że jest Zielona zagrywka na nutę white man guilt też by nie wyszła… Przeczytajcie ostatnie posty, nie chcę Wam spojlerować. 

”Sztuczka”

Pisząc fragment o Charcie Polskim, myśląc o determinacji ludzi, którzy walczyli o to, by ta rasa nie zginęła, przypomniałam sobie idiom ”Against all odds” (oznaczający, że pomimo bardzo małego prawdopodobieństwa np. pokonuje się ciężką chorobę). Siłą rzeczy, przypomniał mi się też kawałek Phila Collinsa i wiecie co? Nigdy nie lubiłam takich ”sztuczek”, ale tym razem zrobię wyjątek. Jeżeli w dalszym ciągu uważając się za ”miłośnika psów”, mimo przeczytania tego tekstu, nie rozumiesz jeszcze ”Co jest nie w porządku w organizowaniu światowej wystawy psów w Chinach?”, to puść sobie ”Against All Odds” Phila Collinsa, jako tło do oglądania filmów na stronie ”No for China World Dog Show 2019”. Nagrań z psami w klatkach, psami, które w chińskich rzeźniach czekają na zaszlachtowanie. Patrz w oczy tych psów, bo wiele z nich patrzy w oczy filmującym je ludziom, uparcie szukając w człowieku… Jeżeli to cię nie ruszy, to jest z tobą coś bardzo nie tak.

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu oraz grafik bez zgody autora jest zabronione.

KONTAKT: zuzpasjaodogoargentino@gmail.com

www.facebook.com/zuzpasjaodogoargentino

FESTIWAL PSIEGO MIĘSA W YULIN W PROWINCJI SHAANXI, ”SHANGHAI WORLD DOG SHOW 2019” I ZŁOTE KARTY O WARTOŚCI, JAK PODAJE NORSK KENNEL KLUB, 100 TYSIĘCY EURO DLA DELEGATÓW FEDERATION CYNOLOGIQUE INTERNATIONALE

Czasem naprawdę doceniam internet. Zwłaszcza możliwość wykorzystania Google Translate do przetłumaczenia sobie z norweskiego treści ze strony Norsk Kennel Klub.

Jak możemy dowiedzieć się ze stanowiska opublikowanego na stronie Norsk Kennel Klub, norweskiego członka Fédération Cynologique Internationale: ”All FCI’s 91 delegates have received gold cards that can be used in connection with any visit to the World Dog Show 2019 in China. The gold cards were awarded by the China Kennel Union after the club was awarded WDS2019 under the FCIS General Assembly in June. NKK now urges that the money intended to cover hotels and stay for FCI’s delegates during WDS 2019 now be donated to organizations that work on concret measures to improve dog welfare in China.” –Wszystkich 91 delegatów FCI otrzymało złote karty, które mogą być wykorzystane w związku z każdą wizytą na World Dog Show 2019 w Chinach. Złote karty zostały przyznane przez China Kennel Union po tym, jak przyznano mu organizację WDS 2019, w czerwcu podczas Walnego Zgromadzenia FCI. Norsk Kennel Klub wzywa teraz, aby pieniądze przeznaczone na pokrycie hoteli i pobytu dla delegatów FCI podczas WDS 2019, zostały przekazane organizacjom, które pracują nad konkretnymi środkami/ wypracowują konkretne środki działania (zapewne chodzi min o lobbowanie na rzecz zmiany prawa) w celu poprawy dobrostanu psów w Chinach.

Dalej możemy przeczytać, iż ”NKK has reacted strongly to the World Dog Show being awarded to a country where the abuse of dogs is extensive. In this connection, Norwegian exhibitors and judges have been discouraged from attending the event, which has resulted in a threat of FCI exclusion.” –NKK zdecydowanie zareagowało na przyznanie organizacji World Dog Show krajowi w którym nadużycia (znęcanie się, maltretowanie) wobec psów są ekstensywne (obfitują w wielość przypadków, rozciągają się na wiele aspektów itd.). W związku z tym norwescy wystawcy i sędziowie byli zniechęceni do udziału w wydarzeniu, co spowodowało zagrożenie wykluczeniem z FCI.

Jeszcze dalej NKK informuje, że w liście przekazanym do FCI i China Kennel UnionNKK confirms that they will not make use of the card, and requires that the China Kennel Union donate the money that was intended for NKK’s stay to an organization that works with actual and concrete measures to improve dog welfare in the country.” –Norsk Kennel Klub potwierdza, że Norwegowie nie będą korzystać z karty, i wymagają, aby China Kennel Union przekazał pieniądze przeznaczone na pobyt NKK, organizacji, która pracuje nad doprowadzeniem do poprawy sytuacji psów w Chinach.

It is not good democratic practice to accept this form of gift, and NKK would never use this card. When we also see that there is an urgent need to use resources to improve dog welfare in the country, these „gold cards” get an extra taste. ”We also expect other kennel clubs to respond in the same way to this gift, and refrain from making use of the offer, ”says NKK’s CEO Trine Hage.” -Nie jest dobrą demokratyczną praktyką, akceptowanie/ przyjmowanie tej formy prezentu i NKK nigdy nie użyłby tej karty (przedstawiciele NNK). Kiedy widzimy, że istnieje pilna potrzeba wykorzystania zasobów w celu poprawy dobrostanu psów w kraju, te „złote karty” zyskują także dodatkowy smak. Oczekujemy także, że inne kluby zareagują w ten sam sposób na ten prezent i powstrzymają się od wykorzystania tej oferty”, mówi prezes NKK, Trine Hage.]

W dalszej części stanowiska Norsk Kennel Klub czytamy: ”In the letter which is now submitted to the FCI and CKU, NKK also lists several measures that could have been implemented if the money intended for FCI delegates had instead been earmarked for dog welfare. The measures are calculated based on Norwegian prices. Carried out in China, one can very likely be able to get even more done for the total amount these cards are worth; estimated at just over EUR 100,000.” -W liście, który jest teraz przekazywany do FCI i CKU, NKK wymienia również kilka środków/ rozwiązań, które mogłyby zostać wdrożone, jeśli pieniądze przeznaczone dla delegatów FCI zostały.by przeznaczone na dobrostan psów. Obliczeń dokonano na podstawie cen norweskich. Wykorzystując te środki/ zasoby (które CKU przeznaczyło dla delegatów z Norwegii, wartość ‚gold card’), realizując ich wykorzystanie w Chinach, prawdopodobnie można by zrobić/ osiągnąć jeszcze więcej z całkowitą kwotą, którą te karty są warte; szacowana przez Norwegów wartość wyniosła nieco ponad 100 000 euro.

Norweski klub podaje, że sposób w jaki te pieniądze można by wydać (na podstawie norweskich cen) to:

At least 600 consultant hours with PR / lobbyist company with the purpose of influencing legislation on dog welfareCo najmniej 600 godzin konsultacji z firmą PR / lobbystami w celu wywarcia wpływu na ustawodawstwo dotyczące dobrostanu psów,

At least 100 lectures focusing on dog welfare with well-known and renowned speakers -Co najmniej 100 wykładów koncentrujących się na dobrostanie psów ze znanymi i uznanymi mówcami

At least 1 very comprehensive campaign on nationwide TV / Radio -Co najmniej jedna bardzo obszerna kampania w ogólnokrajowej telewizji / radiu

20,000 books and other information material with a focus on ethics and dog welfare -20,000 książek i innych materiałów informacyjnych skoncentrowanych na kwestii etyki i dobrostanu psów.”

The NKK has still not received an answer to our question to the FCI and the China Kennel Union regarding which measures have been implemented or planned to end the abuse of dogs in China. Since we still do not know what the CKU has actually done or are or planning to make progress towards WDS2019, we have to demand that the money intended for NKK’s stay during WDS2019 now be donated to an organization that actually works for the dog welfare, or used by CKU or FCI to work with dog welfare. We also expect other kennel clubs to refuse this „gold card” and stay at home during events. We also request regular feedback from FCI and CKU on any progress in dog welfare in China, says Trine Hage.” –NKK nadal nie otrzymał odpowiedzi na nasze pytanie skierowane do FCI i China Kennel Union dotyczące tego, które środki zostały wdrożone lub są planowane do wdrożenia w celu zakończenia nadużyć wobec psów, ich maltretowania w Chinach. Ponieważ nadal nie wiemy, co CKU faktycznie zrobiło lub jakie działania planuje podjąć by poczynić postępy przed zbliżającym się WDS 2019, musimy zażądać, aby pieniądze przeznaczone na pobyt NKK podczas WDS 2019 zostały przekazane organizacji, która faktycznie działa na rzecz dobrostanu psów lub by wykorzystane zostały przez CKU lub FCI do pracy nad dobrostanem psów. Oczekujemy także, że inne kluby hodowlane odmówią przyjęcia tej „złotej karty i pozostaną w domu (zapewne chodzi o hotelowe pokoje) podczas imprez. Zwracamy się również z prośbą o regularne informacje zwrotne, oczekujemy tych informacji od FCI i CKU na temat postępów dotyczących dobrostanu psów w Chinach”, mówi Trine Hage”.

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu oraz grafik bez zgody autora jest zabronione.

www.facebook.com/zuzpasjaodogoargentino

”SHANGHAI WORLD DOG SHOW 2019” – JAK NA DECYZJĘ FEDERATION CYNOLOGIQUE INTERNATIONAL O PRZYZNANIU ORGANIZACJI ŚWIATOWEJ WYSTAWY PSÓW RASOWYCH W ROKU 2019 CHINOM, POMIMO ODBYWAJĄCEGO SIĘ W YULIN W PROWINCJI SHAANXI FESTIWALU PSIEGO MIĘSA, ZAREAGOWAŁY NIEKTÓRE KLUBY CZŁONKOWSKIE FCI

Fiński Kennelliito, czyli ”The Finnish Kennel Club – canine expert since 1889”, na swojej stronie już 25 sierpnia 2015 roku zamieścił następującą treść: https://www.kennelliitto.fi/en/about-us/news/statement-finnish-kennel-club-concerning-decision-making-fci-and-treatment-dogs-china. Zwróćcie szczególną uwagę na sformułowanie użyte w zdaniu: ”The Finnish Kennel Club recommends all Finnish judges who will be invited to judge at the WDS 2019, as well as all exhibitors thinking about participating with their dogs, to pay attention to this statement of the FKC.

Na stronie Norsk Kennel Klub: https://www.nkk.no/aktuelt/uakseptable-gullkort-etter-wds-valg-article111111-991.html. (Polecam Wam, abyście sami, krok po kroku przetłumaczyli sobie treść opublikowaną przez NKK).

Na stronie Svenska Kennelklubben https://www.skk.se/globalassets/dokument/om-skk/skk-standpoint.pdf także widnieje oficjalne stanowisko klubu (I treść stanowiska szwedzkiego klubu także umieściłam w postaci tzw zrzutów ekranu, ale pod koniec tego tekstu.)

Na stronie niemieckiego członka FCI, Verband für das Deutsche Hundewesen też widnieje oficjalne stanowisko: https://www.vdh.de/newslettersystem/en/news/artikel/world-dog-show-china-2019-the-position-of-the-vdh/.

Znajdziemy je także na stronie holenderskiego Związku Raad van Beheer op Kynologisch Gebied in Nederland: https://www.houdenvanhonden.nl/contentassets/1153e564a120472389ebe4de07a001f0/toespraak-rvb-nieuwjaarsreceptie-2019.pdf

Oraz na stronie czołowej brytyjskiej organizacji kynologicznej, gospadarza słynnego Crufts: The Kennel Club: https://www.thekennelclub.org.uk/press-releases/2015/june/kennel-club-statement-regarding-the-world-dog-show-2019/.

Natomiast na stronach Związku Kynologicznego w Polsce… Sprawdźcie.

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu oraz grafik bez zgody autora jest zabronione.

www.facebook.com/zuzpasjaodogoargentino