Archiwa tagu: patologia

”TEMAT ZASTĘPCZY” -CZYLI CO W 2006 ROKU (NIECO PONAD DEKADĘ TEMU) MÓWIŁ O OKALECZANIU PSÓW ZE WZGLĘDÓW ESTETYCZNYCH, SĘDZIA KYNOLOGICZNY ZWIĄZKU KYNOLOGICZNEGO W POLSCE, ÓWCZESNY PREZES TEGO STOWARZYSZENIA.

Materiały archiwalne

Oto coś nie coś ”Z archiwum” cięcia/ kopiowania/ skracania/ plastyki/ korekty uszu psom i/lub cięcia/ kurtyzowania/ kopiowania psich ogonów w środowisku Związku Kynologicznego w Polsce”.

#Odpowiedzialność

Wywiad jest z 2006 roku, ale warto poczytać, jak o okaleczaniu rasowych psów mówił wtedy Prezes Związku Kynologicznego w Polsce, pan Andrzej Mania. Warto się tego dowiedzieć, by wyrobić sobie opinię o tym, jak stowarzyszenie Związek Kynologiczny w Polsce, kreowało przez lata kulturę kynologiczną w naszym kraju. Szczególnie, jak kreowało w Polsce kulturę kynologiczną w odniesieniu do praktyk ustawowo zakazanych i jak kształtowana przez Związek Kynologiczny w Polsce narracja na temat tych zabiegów, formowała i ustawiała sposób myślenia o nich przez członków tego stowarzyszenia, a w konsekwencji nierzadko także osób zupełnie z nim niezwiązanych.

Pamiętajmy, że odpowiedź na pytanie: ”Czy Związek Kynologiczny w Polsce nie powinien zadbać o psy?”, brzmiała: ”Nie. Bo egzekwowanie prawa to nie nasza rzecz”.

Wyjątkowo godna uwagi jest zmiana dotycząca ”naświetlenia” tematu nielegalnego okaleczania psów, do której doszło na przestrzeni 5 lat pomiędzy wywiadami (wywiad z roku 2001:https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2019/02/18/nie-chcialbym-miec-dobermana-z-dlugim-ogonem/). W 2006, tytuł wywiadu, a więc główna myśl bijąca z niego jest taka, że okaleczanie psów zabiegami o podłożu estetycznym, to ”temat zastępczy”, przy czym w roku 2001 pan Mania udzielił wywiadu, który opublikowany został pod tytułem bardzo jednoznacznym, po prostu: ”Nie chciałbym mieć dobermana z długim ogonem”.

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2019/02/18/nie-chcialbym-miec-dobermana-z-dlugim-ogonem/

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2019/02/18/jak-kituja-milosnicy-nie-tylko-dogo-argentino-czyli-kultywowanie-tradycji-okaleczania-psow-ciagle-na-topie/

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu oraz zdjęć bez zgody autora jest zabronione.

www.facebook.com/zuzpasjaodogoargentino

https://twitter.com/odogoargentino

Reklamy

”NIE CHCIAŁBYM MIEĆ DOBERMANA Z DŁUGIM OGONEM” -CZYLI CO W 2001 ROKU (PRAWIE DWADZIEŚCIA LAT TEMU) MÓWIŁ O OKALECZANIU PSÓW ZE WZGLĘDÓW ESTETYCZNYCH, SĘDZIA KYNOLOGICZNY ZWIĄZKU KYNOLOGICZNEGO W POLSCE, ÓWCZESNY PREZES TEGO STOWARZYSZENIA

Materiały archiwalne

Oto coś nie coś ”Z archiwum” cięcia/ kopiowania/ skracania/ plastyki/ korekty itp. uszu psom i/lub cięcia/ kurtyzowania/ kopiowania psich ogonów w środowisku Związku Kynologicznego w Polsce”.

#Odpowiedzialność

Wywiad jest z 2001 roku, ale warto przeczytać, jak o okaleczaniu rasowych psów, mówił w tamtym czasie ówczesny Prezes stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce, pan Andrzej Mania. Warto się tego dowiedzieć, by wyrobić sobie opinię o tym, jak stowarzyszenie Związek Kynologiczny w Polsce przez lata kreowało kulturę kynologiczną w naszym kraju. Szczególnie, jak kreowało w Polsce kulturę kynologiczną w odniesieniu do praktyk ustawowo zakazanych i jak kształtowana przez Związek Kynologiczny w Polsce narracja na temat tych zabiegów, formowała i ustawiała sposób myślenia o nich przez członków tego stowarzyszenia, a w konsekwencji nierzadko także osób zupełnie z nim niezwiązanych.

Prof. Marek Żakowicz w podręczniku dla studentów medycyny weterynaryjnej ”Chirurgia małych zwierząt” nie pozostawił złudzeń na temat tego, jakiego rodzaju zabiegiem jest abbreviatio auriculae, czyli kopiowanie psom uszu. Tym bardziej więc warto przeczytać wywiad z panem Andrzejem Manią, jako Prezesem Związku Kynologicznego w Polsce w roku 2001, gdyż z tego co pan Mania w tymże wywiadzie powiedział, jasno wynika, że w roku 2001 stanowisko ZKwP na temat kopiowania psom uszu i/lub cięcia im ogonów, także nie pozostawiało wątpliwości i mówiło wprost, że w zabiegach tych chodzi o zmianę wyglądu zwierząt, które są im poddawane.

Uszy grubymi nićmi szyte…

Wejście w życie nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt, w której to od 1 stycznia 2012 roku w szczególności zabroniono wykonywania na psach chirurgicznych zabiegów, których celem jest zmiana ich wyglądu, spowodowało, że ”stara gwardia” ZKwP oraz ich adherenci i pretorianie to, co dotąd, dla wszystkich posiadających zupełnie przeciętny poziom inteligencji, było zupełnie oczywiste i czego ”góra” ZKwP nigdy nie kwestionowała, i o czym w wywiadzie, który jest tematem tego wpisu,  w 2001 roku otwarcie mówił Prezes ZKwP, postanowili uznać za ”niejasne”, ”niejednoznaczne”. I  tak zaczęło się opowiadanie idiotyzmów o ”leczniczych właściwościach” obrzynania, w imię widzi mi się właścicieli, uszu psom. 

Zawsze parskam, czytając albo słuchając tekstów o ”leczniczych właściwościach kopiowania uszu psom” (a także ”skracania”, obcinania im ogonów), szczególnie gdy chodzi o psy trzymająco-chwytające, jak Dogo Argentino. Nie dlatego, że kitowanie, gdy chodzi min. o białe presy ”jest zabawne”. Przeciwnie, jest wręcz porażająco nadmuchane absurdem i groteską.

Gdy przyjrzeć się ilości wszystkich tych polskich Cane Corso, Dobermanów, Dogów Kanaryjskich i w końcu Dogów Argentyńskich, których właściciele twierdzą, że ich psy miały uszy ”chore” i dlatego poddali je zabiegowi kopiowania (sic!) (co z ogonami corsiaków i dobków? ”pokaleczyły się”?  ”strasznie poturbowały” i to w wieku zaledwie kilku dni  -litości…), można dojść do wniosku, że polska populacja ciętych/ kopiowanych/ po skróceniu/ plastyce/ korekcie uszu argentynów i kanarów a za nimi dobków i corsiaków itp., od roku 2011 do dnia dzisiejszego, zapadła i cierpi na jakąś wyjątkową, iście endemiczną, genetyczną ”przypadłość”, nieznaną nigdzie indziej na świecie. ”Przypadłość”/ ”chorobę”, która nie dotyka psów poza naszymi granicami. ”Przypadłość”/ ”chorobę”, która –i to naprawdę niezwykłe(!)– atakuje także psy importowane do Polski na krótko potem, jak się pod opieką polskich właścicieli znajdą. ”Chorobę”/ ”przypadłość”, o której nie słyszeli lekarze weterynarii nienależący do stowarzyszeń hodowców psów w Polsce (Warto zwrócić uwagę na to, co o tej ”tajemniczej chorobie” mają do powiedzenia lekarze weterynarii należący do polskich stowarzyszeń hodowców rasowych psów…). ”Przypadłość”/ ”chorobę”, która skutkuje zdumiewającą podatnością Dogów Argentyńskich i Kanaryjskich, Cane Corso i Dobermanów itp. znajdujących się w rękach polskich właścicieli, na, jak mówiła treść lewych zaświadczeń, tych pseudo zaświadczeń, ”zaświadczeń” bez prawnej podstawy i jakiejkolwiek wartości, tych niby ”zaświadczeń” o ”leczniczym kopiowaniu uszu”, świstków udających ”zaświadczenia”: ”pogryzienia przez inne zwierzęta”. To są dopiero jaja… Zatrważająca ilość Dogo Argentino i Dogo Canario/ Presa Canario, Cane Corso i Dobermanów znajdujących się polskich rękach padła ofiarą ”pogryzienia przez inne zwierzęta”…

Dogi Argentyńskie, jak i Kanaryjskie, to raczej takie ”kozaki” i to właśnie jara w nich różnych ziótków, więc jakież to niezwykłe zwierzęta ”gryzą” te argentyny i kanary w te ich naturalne uszy. I to tylko w uszy. Co to za niezwykłe stwory, które wiedzą, że z kolei Dobermany i Cane Corso gryźć należy nie tylko w uszy, ale także w ogony?! I kiedy to się niby dzieje? Znajdujące się w rękach polskich właścicieli argentyny i kanary miały/mają jakąś genetyczną skłonność do prowokowania ”zwierząt”, aby te ”gryzły” je np. podczas tzw spacerów? I to precyzyjnie w uszy? A Dobermany i Cane Corso? One genetycznie tak mają, że ”zwierzęta” ”ogryzają” lub ”odgryzają” im dodatkowo także ogony? I, co nie mniej ciekawe: czy te ”ataki” ”zwierząt” ”gryzących” argentyńczyki, kanary corsiaki i dobki zdarzają się też po kopiowaniu, czy już nie? Czy pocięte Dogi Argentyńskie i Kanaryjskie, Dobermany i Cane Corso także padają ”ofiarą” tych różnych, tajemniczych, najwyraźniej piekielnie inteligentnych(?) i zapewne ”niesamowicie agresywnych zwierząt”? Może wiewiórek z wielgachnymi zębiskami? Żeby zrobić ”kuku” psu na grubego zwierza, np. argentyńskiej presie, będąc wiewiórką, trzeba mieć ”pałer”… Te wiewiórki szablstozębne atakują też kopiowane Dogi Kanaryjskie, Argentyńskie, Cane Corso i Dobermany, te ze skróconymi uszami/ po plastyce/ korekcie uszu, czy nie? Ogony dobków i corsiaków po ”skróceniu” też dalej prowokują ”zwierzęta” do ”gryzienia”? Czy w tych polskich argentynach i kanarach, dobkach i corsiakach pociętych tuż przed i niedługo po wejściu w życie nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt, a i tych ciętych aktualnie, jest tak głęboka ”skaza genetyczna”, że tajemnicze, stanowiące wyzwanie dla naukowców, którzy chcieliby opisać zjawisko owych ”ataków” na rasowe psy, wiewiórki szablastozębne(?), odróżniają psy mające ją w sobie, posiadające tę ”skazę”, od pozostałych? Czy wiewiórki szablastozębne(?) umieją odróżnić osobniki już ”uleczone”, korektą/ plastyką/ kopiowaniem/ cięciem/ skróceniem uszu i/lub ogonów, te ”oznakowane”, od psów naturalnych, kompletnych, tych nieciętych?

To przecież absolutnie fascynujące kwestie, które wymagają dokładnego zbadania! Co te psy mają w końcówkach swoich naturalnych uszu? Co to jest? To, co tak ”prowokuje” ”inne zwierzęta” do ”atakowania” tych nieszczęsnych psów? I celowania w tych ”atakach” stricte w ich uszy i/lub ogony? Co to jest to, co tak męczy te zatrważające ilości urodzonych w Polsce, zwłaszcza po styczniu 2012 roku polskie Dogo Argentino, Dogo Canario/ Presa Canario, Cane Corso i Dobermany itp.? Czym jest to, co uaktywnia się, gdy psy tych ras, kupowane od hodowców z innych krajów, staną się własnością polskich właścicieli i przekroczą polską granicę? Co powoduje, że ”zwierzęta gryzą” te psy w uszy i/lub ogony?

Wypada prześwietlić pulę genetyczną tych pociętych polskich psiaków rasy Dogo Argentino, Dogo Canario/ Presa Canario, Doberamnów i Cane Corso, bo ewidentnie cierpią na jakąś fascynującą ”chorobę”, która kosiła, a może i dalej kosi, całe mioty, a precyzując szczenięce uszy i/lub ogony szczeniąt… To jest ewenement na skalę światową: ”choroba”, ”skaza genetyczna” objawiająca się ”prowokowaniem” właśnie np. mitycznych szablastozębnych wiewiórek, istnienia których do dziś nie potwierdzono, więc może polnych myszy, jeży albo kretów, a może ślimaków, do ”ataków” na, i to niesamowite: uszy oraz ogony psów, ale tylko i wyłącznie psów ras tradycyjnie okaleczanych plastyką/ kopiowaniem/ cięciem/ skracaniem/ korektą uszu, np. psów typu presa i ras tradycyjnie okaleczanych amputacjami ogonów… Ludzie! To jest coś! Na tym można karierę naukową zrobić, taką od a do zet. Coś ”ogryza” uszy rasowym Dogom Argentyńskim, psom, które są zdolne poradzić sobie z dzikiem a nawet pumą… Łaaał… 

Dla tych, którym wywiad czyta się niewygodnie, powiększenie:

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2019/02/18/temat-zastepczy-czyli-co-w-2006-roku-nieco-ponad-dekade-temu-mowil-o-okaleczaniu-psow-ze-wzgledow-estetycznych-sedzia-kynologiczny-zwiazku-kynologicznego/

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2019/02/18/jak-kituja-milosnicy-nie-tylko-dogo-argentino-czyli-kultywowanie-tradycji-okaleczania-psow-ciagle-na-topie/

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora jest zabronione.

www.facebook.com/zuzpasjaodogoargentino

https://twitter.com/odogoargentino

”BRANŻOWY JĘZYK” ŚRODOWISKA FANATYKÓW KOPIOWANIA/ CIĘCIA/ SKRACANIA/ PLASTYKI/ KOREKTY ITP. USZU PSOM I/LUB KURTYZOWANIA/ CIĘCIA/ KOPIOWANIA PSICH OGONÓW. ORAZ PARĘ SŁÓW O TYM JAK KITUJĄ ”MIŁOŚNICY” (NIE TYLKO) DOGO ARGENTINO, CZYLI KULTYWOWANIE TRADYCJI OKALECZANIA PSÓW CIĄGLE NA TOPIE

”Szukana fraza”

Kiedy otwieram niektóre maile albo prywatne wiadomości na Facebooku, albo patrzę na ”klucz”, jakim sporo z was trafia na blog, czuję się zażenowana. Jeden temat niezmiennie jara ”miłośników psów” (szczególnie) typu presa: ”uszy”. Co jest ”niejasnego” w polskich przepisach zabraniających z powodu widzi mi się właścicieli, okaleczania psów na terenie Polski, chirurgicznymi zabiegami zmieniającymi ich wygląd? Obowiązujące w Polsce prawo zabrania cięcia/ skracania/ kopiowania/ korekty/ plastyki itp. uszu i/lub skracania/ przycinania/ kopiowania/ kurtyzowania itp. ogonów psom. Ustawa mówi (Art. 6.1a.), że ”Zabrania się znęcania nad zwierzętami” i że ”Przez znęcanie się nad zwierzętami należy rozumieć zadawanie albo świadome dopuszczanie do zadawania bólu lub cierpień, a w szczególności:

1. umyślne zranienie lub okaleczenie zwierzęcia, niestanowiące dozwolonego prawem zabiegu lub procedury w rozumieniu art. 2 ust. 1 pkt 6 ustawy z dnia 15 stycznia 2015 r. o ochronie zwierząt wykorzystywanych do celów naukowych lub edukacyjnych, w tym znakowanie zwierząt stałocieplnych przez wypalanie lub wymrażanie, a także wszelkie zabiegi mające na celu zmianę wyglądu zwierzęcia i wykonywane w celu innym niż ratowanie jego zdrowia lub życia, a w szczególności przycinanie psom uszu i ogonów (kopiowanie)”.

Gdy zostaniecie złapani na tym, że udało wam się namówić jakiegoś lekarza weterynarii, by popełnił przestępstwo w postaci wykonania zagrożonego karą pozbawienia wolności i utratą prawa do wykonywania zawodu, także będziecie odpowiadać. Waszą winą będzie to, że dostarczyliście temu komuś zwierzę, by przeprowadził na nim nielegalny zabieg, zapłaciliście mu za przeprowadzenie go itd… Mimo tych grożących wam oraz komuś, kogo/ osobom, które za sobą pociągniecie poważnych konsekwencji (zwłaszcza z punktu widzenia weterynarza…), nie boicie się szukać informacji o tym, ”jak złamać prawo”? Szukacie jakichś podpowiedzi ”gdzie?”, ”za ile?”, ”u kogo?” Itd., oberżnąć psu uszy i/lub ogon? Serio?

No, najwyraźniej serio

Aż taki to fetysz? Skoro ”kopiowanie”, ”cięcie”, ”skracanie”, ”plastyka” i ”korekta” psom uszu to ciągle taki ”hot” temat (czyżby także był to powód, dla którego kiedyś otwarte fejsbukowe grupy o rasie Dogo Argentino, na których aż się roi od psów z uszami zmienionymi zabiegiem chirurgicznym o podłożu estetycznym, dziś są zamkniętymi? -to retoryczne pytanie, rzecz jasna, wiemy jak jest), przygotowałam zainteresowanym wpis o tej tematyce. (Właściwie to nawet trzy.)

”Branżowy język”

Dla niezorientowanych w temacie a chcących zrozumieć patologię, w której nurzają się posiadacze części z rasowych, mających rodowody honorowane przez FCI, Dogów Argentyńskich, Dogów Kanaryjskich, Dobermanów, Cane Corso oraz psiaków innych ras, tradycyjnie (czyli butnie i uparcie) okaleczanych w imię zaspokajania próżności właścicieli, najpierw krótkie wyjaśnienie. Zacznijmy więc od tego, że dla zrozumienia istoty zjawiska, z którym mamy do czynienia, czyli kwestii nielegalnego okaleczania psów zabiegami chirurgicznymi o podłożu estetycznym, na terenie Polski (albo dla odmiany np. na Słowacji, ale wtedy łamane jest Słowackie prawo…), wpierw należy zrozumieć, że określenia: ”plastyka uszu”, ”cięcie uszu”, ”skracanie uszu”, ”kopiowanie uszu”, ”korekta uszu”, jak i ”kurtyzowanie ogona”, ”cięcie ogona” oraz ”kopiowanie ogona”, stosowane są przez ”życzliwie patrzących” na te praktyki, członków stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce, w tym i lekarzy medycyny weterynaryjnej, wymiennie. (Określenia te widnieją na pseudo zaświadczeniach, tych żałosnych ”zaświadczeniach o leczniczym kopiowaniu”, którymi niektórzy chwalili się na Facebooku i, o których to świstach słów kilka nieco potem.) Aby więc w pełni pojąć skalę zjawiska okaleczania psów (i to rasowych, tych z rodowodami FCI) zabronionymi w (między innymi) naszym kraju, niepotrzebnymi, wynikającymi jedynie z widzi mi się właścicieli tych nieszczęsnych psów, zabiegami chirurgicznymi, w wyniku których uszy psa zmienione zostają symetrycznie, zgodnie ze ściśle określonym wzorem cięcia przypisanym do konkretnej rasy, należy ów ”branżowy język”, te ww określenia, rozumieć dokładnie tak, jak rozumieją je przychylni tym praktykom, członkowie stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce, tj. jednakowo/ tożsamo.

Na (nie tylko) zamkniętych facebookowych grupach o tematyce kynologicznej, dyskusje o ”słuszności” okaleczania psów, podziwie dla ”hołdowania tradycji” okaleczania przedstawicieli części ras i/lub/oraz przywiązaniu poszczególnych osób do okaleczania kupowanych i/lub/oraz hodowanych przez nie i nierzadko przez lata (a może nawet wciąż?) pokazywanych na wystawach rasowych psów, nie należą do rzadkości, są raczej elementem ”stałego programu”. Osoby prezentujące pogląd, że niepotrzebne okaleczanie psów jest złe, że jest oznaką zacofania, braku poszanowania prawa oraz jaskrawego braku szacunku dla tych z członków stowarzyszenia, którzy przepisów przestrzegają etc., stanowią mniejszość, a ich zdanie jest marginalizowane, czasem wyśmiewane…

Gusła, mity i legendy

Dodać należy także, iż niektórzy członkowie stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce, a do stowarzyszenia tego należą także lekarze weterynarii, aktualnie prowadzący w naszym kraju swoje praktyki, utrzymują, że ”kopiowanie uszu ma właściwości lecznicze” i traktowane jest przez nich jako ”działanie prewencyjne”, mające psa okaleczonego ”korektą”/ ”cięciem”/ ”kopiowaniem” itp. uszu ”chronić przed chorobami” tychże uszu lub ich ”uszkodzeniem”. Analogicznie, cięcie/ kopiowanie/ kurtyzowanie ogona u psa ma ”uchronić ogon przed urazami”, np. przed jego złamaniem. Tego typu narracja jest szalenie szkodliwa, gdyż wprowadza w błąd osoby, które swoją wiedzę kynologiczną czerpią nierzadko przede wszystkim. z wypowiedzi członków ZKwP, przeczytanych na forach grup kynologicznych Serwisu Facebook, a nie z podręczników medycyny weterynaryjnej. I co za tym idzie, kreowany, ustawiany przez ”działaczy” i/lub sympatyków stowarzyszenia, trzepiących posty na rzecz ”promocji” ZKwP, sposób myślenia o okaleczaniu psów w imię ”poprawy ich wyglądu”, trafia ”pod strzechy”…

”Na legalu”

Rozumieć też trzeba, że co innego, w odniesieniu do tego, co ci ludzie robią ze swoimi psami, dla części członków Związku Kynologicznego w Polsce, oznacza określenie ”legalny”/ ”legalnie”, a co innego dla osób z tym stowarzyszeniem niezwiązanych w jakikolwiek sposób. Ci członkowie ZKwP, kiedy, w odniesieniu do swoich psów, mówią, że coś jest ”legalne”, mają na myśli uchwały i regulaminy swojego stowarzyszenia, które to regulaminy i uchwały czasem stoją w sprzeczności z obowiązującym w Polsce prawem. I przykład tych smętnych, nieposiadających podstawy prawnej ”zaświadczeń o leczniczym kopiowaniu”, które tzw osoby decyzyjne w ZKwP wymyśliły, jako usprawiedliwianie poczynań tych, którzy, będąc członkami ZKwP, pomimo obowiązującego w Polsce prawa, wciąż chcieli psy okaleczać i móc chwalić się tym na wystawach ZKwP, jest emblematycznym. Zapamiętajcie reakcję stowarzyszenia hodowców psów Związek Kynologiczny w Polsce, na próbę ukrócenia procederu okaleczania psów: ”W wyjątkowych przypadkach dopuszcza się przyjęcie na wystawę psa urodzonego w Polsce po 01.01.2012 i poddanego zabiegowi kopiowania, o ile zabieg został przeprowadzony z poszanowaniem art.27 Ustawy o Ochronie Zwierząt (DZ.U.1997, nr 111, poz.724).” Te pseudo zaświadczenia istniały i istnieją, gdyż w innym przypadku okaleczone psy, od 1 stycznia 2012 roku nie mogłyby być pokazywane na wystawach, które na terenie Polski Związek Kynologiczny w Polsce organizował oraz tych, które odbywały się także pod patronatem FCI, ale już poza granicami naszego kraju, w państwach, w których okaleczanie psów ze względów estetycznych także jest surowo zabronione.

Całość brzmiała następująco: KOMUNIKAT Zarządu Głównego ZKwP W związku z uchwaloną przez Sejm RP nowelizacją Ustawy o Ochronie Zwierząt (DZ.U.2011,nr 230, poz.1373), która w art.6, ust.2, pkt. 1 w sposób nie budzący wątpliwości zakazuje wykonywania zabiegów kopiowania uszu i ogonów, Zarząd Główny na posiedzeniu w dn. 29.10.2011 podjął następujące uchwały:

1. Wszystkie psy urodzone w Polsce po 01.01.2012r. muszą mieć pozostawione naturalne uszy i ogony. Kierownicy sekcji ras zostają zobowiązani do zaznaczania w protokółach kontroli miotów każdego przypadku ciętego ogona i/lub uszu oraz zgłaszania tego faktu zarządowi oddziału. W rasach, w których występują ogony szczątkowe i/lub skrócone, ogony wszystkich szczeniąt muszą zostać opisane w protokółach kontroli miotów, a następnie w metrykach i rodowodach.

2.Od 01.01.2012r. zostaje wprowadzony zakaz wystawiania psów z kopiowanymi ogonami i/lub uszami. Zakaz ten dotyczy WYŁĄCZNIE psów URODZONYCH W POLSCE PO 01.01.2012. W wyjątkowych przypadkach dopuszcza się przyjęcie na wystawę psa urodzonego w Polsce po 01.01.2012 i poddanego zabiegowi kopiowania, o ile zabieg został przeprowadzony z poszanowaniem art.27 Ustawy o Ochronie Zwierząt (DZ.U.1997, nr 111, poz.724). W takim przypadku właściciel psa zobowiązany jest dołączyć do zgłoszenia oryginał lub, poświadczoną przez jego macierzysty oddział ZKwP, kopię stosownego zaświadczenia lekarskiego, które musi zawierać, umożliwiające weryfikację, szczegółowe dane kontaktowe lecznicy i wystawiającego zaświadczenie lekarza takie jak: nazwisko, adres, nr telefonu oraz adres e-mail. Zaświadczenie pozostaje w dokumentach wystawowych organizatora imprezy.

3.W dniu 18.03.2015 Plenum ZG ZKwP uchwaliło, że zaświadczenia lekarskie wystawione przez lekarzy weterynarii z zagranicy po tej dacie nie będą honorowane. Psy z takimi zaświadczeniami nie będą przyjmowane na wystawy.

Organizacje zrzeszone w FCI przyjmują, że coś, na czym widnieje pieczątka stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce, posiada wartość. Jeżeli więc, w ramach wyjaśnienia dlaczego dany pies jest niekompletny, czyli ma cięte uszy i/lub ogon, przekazywany jest im jakiś papier z pieczątką ZKwP, przyjmują, że ma on odzwierciedlenie w polskim prawie, mówiąc krótko, gdy odnosi się to do psów okaleczonych, że pies stał się niekompletny zgodnie z obowiązującym w Polsce prawem. 

”Argumenty”, czyli ”użytkowanie”, ”tradycja rasy” i ”zdrowie” Doga Argentyńskiego pretekstami do okaleczania uszu Dogo Argentino

Gdy mamy do czynienia z kwestią nielegalnego skracania/ cięcia/ kopiowania/ korekty/ plastyki uszu, zazwyczaj ”Grażyny” i ”Karyny” do spółki z ”Januszami” i ”Sebiksami” polskiej kynologii, broniąc obrzynania psom fragmentów ciała mówią/ piszą np. coś takiego: ”Dogo Argentino w swoim pierwotnym opisie miał mieć cięte uszy i powinien mieć do dziś, zarówno z uwagi na przeznaczenie jak i zdrowie”. Jakie … (w tym miejscu każdy przeciętnie inteligentny odbiorca tego rodzaju komunikatu, gdy usiłuje się robić z niego idiotę, ma pełne prawo użyć partykuły wzmacniającej, wyrazu powszechnie uważanego za wulgarny) ”przeznaczenie” i jakie ”zdrowie”? W Polsce monteria* i walki psów są zakazane.

Osoby nieumiejące po prostu przyznać, że jarają się psami z okaleczonymi uszami, bo te upierniczone uszy wiążą się dla nich z jakimś mitem, są swego rodzaju fetyszem, jakoś koją ich kompleksy, czy cholera wie co im dają, szukając alibi dla, w istocie, haniebnego procederu, szczególnie, gdy przyjrzymy się kombinacjom koniecznym do tego, by dziś, w Polsce psu uszy oberżnąć, odwołują się do ”argumentów”, których nie są w stanie bronić i używają wyrazów, których znaczenia nie rozumieją.

W Polsce, zarówno walki psów są zabronione i Dogi Argentyński zarejestrowane w Związku Kynologicznym w Polsce, któremu to stowarzyszeniu zawdzięczamy owe pseudo zaświadczenia, potocznie nazywane ”zaświadczeniami o leczniczym kopiowaniu uszu” w walkach psów udziału nie biorą, jak i zabronione jest polowanie z Dogo Argentino w tradycyjnym dla tej rasy stylu (monteria). W naszym kraju Dog Argentyński jest jedną z ras psów uznawanych za agresywne i jako taki może być wyprowadzany w przestrzeń publiczną na smyczy i w kagańcu. Tak więc Dogo Argentino zarejestrowane w ZKwP nie biegają po polskich łąkach i lasach (przynajmniej oficjalnie, niektóre foteczki z fejsbunia mówią co innego…) ze swoimi właścicielami i/lub wystawowymi handlerami, żeby jeszcze śmieszno-straszniej było, nie chwytają dzików a „panowie i władcy” tych polskich argentynów, nie wbijają tym polskim dzikom noży w serca, jak tradycja użytkowania Dogo Argentino nakazuje. (Czy może jednak są tacy, którzy to robią?) Pum u nas nie mamy, ale bywają poj…ńcy szczujący swoje psy na wolno żyjące koty albo inne zwierzaki. Niektórzy polscy posiadacze Dogów Argentyńskich czasem sobie swoje białe „puszczają po lesie, za sarenką”, żeby ”się pieski wybiegały”. W związku z czym polscy posiadacze argentynów nie muszą obawiać się, że ich psu, w walce inny pies albo dzik oderwie ucho (sarenka czy kot w starciu z Dogiem Argentyńskim są bezbronne). Polskim psom nie trzeba „ze względów użytkowych” „skracać uszu” i robić „nowych fryzur”, jak nazywają chirurgiczną zmianę wyglądu, wielkości i sposobu noszenia uszu fanatycy tego procederu, jarający się „kozackim” i „budzącym respekt na dzielni” wyglądem psów z takimi uszami. To, że obetnie się psu uszy, nie sprawi, że samemu zacznie się ”budzić respekt”. Jeżeli jakiś typ jest kurduplem o wzroście ”metr siedemdziesiąt” i ma śmieszne tatuaże, nie urośnie od tego, że okaleczy swojego psa. Dalej będzie tylko kurduplem ze śmiesznymi tatuażami. Pani, która jest po prostu brzydka i do tego ma grube uda, też nie stanie się Gisele Bundchen dlatego, że obcięcia psu uszy. (Nawet, kiedy przepuści fotkę w paru filtrach, a jakaś inna ”ładna inaczej” znajoma napisze jej, że w jakiejś kiecce wygląda ”pięknie”.)

Uwaga za marginesie: jeśli, Drogi Czytelniku znasz zwyroli, którzy szczują w Polsce swoje Dogo Argentino (albo inne psy) na dziką zwierzynę i dodatkowo jarają się mordowaniem „białą bronią” tej zwierzyny, to zasuwaj z tym na najbliższy komisariat. Jak znasz z…ebów, którzy tak się „tradycją rasy” jarają, że się do jej źródła, Viejo Perro Pelea Cordobes dogrzebali i gdzieś do walk swoje Dogo Argentino wystawiają, to też zapierniczaj na komisariat, bo to też temat dla prokuratury.

Kiedyś pewien zbrodniarz powiedział, że ”kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą”. Nie. Tak myślą ludzie ułomni intelektualnie, totalitaryści, niewolnicy ideologii, cała reszta wie, że to nieprawda. Ludzie, którzy okaleczają swoje psy też mogą kłamać do woli, powtarzając, że „Kopiowanie uszu ma lecznicze właściwości.”, ale nie zaczarują rzeczywistości.

Abbreviatio auriculae

Podręcznik dla studentów medycyny weterynaryjnej autorstwa prof. dr. Marka Żakowicza ”Chirurgia małych zwierząt”, podręcznik, z którego uczyło się wielu praktykujących dziś lekarzy weterynarii, mówi jasno, iż skracanie małżowin usznych (kopiowanie) jest zabiegiem wykonywanym ze skazań estetycznych. Za prof. dr. Markiem Żakowiczem: ”Skracanie małżowin usznych (abbreviatio auriculae). Wskazania: względy estetyczne u niektórych ras psów. Celem zabiegu jest usunięcie tylnej części małżowiny usznej, co powinno zmienić ustawienie opadającego ucha na ucho stojące. Jednocześnie zmieniony kształt ucha ma harmonizować z sylwetką zwierzęcia. Z tego względu dla każdej rasy istnieją nieco inne wskazania odnośnie do wielkości i kształtu usuwanej części małżowiny.

Technika zabiegu dla wszystkich ras psów jest wspólna. Przeprowadza się go u zwierząt, które nie przekroczyły 3-4 miesiąca życia. Najodpowiedniejszy jest wiek 2-2,5 miesiąca, jakkolwiek można skracać małżowiny także u psów w wieku 4-6 tygodni”.

Tzw kopiowanie uszu zmienia wygląd psa, jest to zabieg estetyczny, niemający żadnych wskazań medycznych. W jego wyniku zmienione zostają wielkość ucha, jego kształt oraz sposób noszenia, czyli ucho ze swobodnie zwisającego staje się stojące. Jest to zabieg przeprowadzany symetrycznie na obojgu uszach danego psa. Istotne, że w zabiegu estetycznym, chodzi o wygląd uszu, o to aby tkanka małżowiny usznej usunięta została zgodnie z konkretnym wzorem określającym ”wygląd idealnie ciętej małżowiny usznej” dla psa danej rasy. Liczy się to, aby po zabiegu uszy stały i były zakończone szpiczasto (wyjątkiem może być cięcie ucha na sposób przewidziany np. dla Cimarron Uruguayo), aby uszy WYGLĄDAŁY odpowiednio. I tyle. Z tego też powodu Ustawodawca jednoznacznie zakwalifikował kopiowanie jako zabieg mający na celu zmianę wyglądu zwierzęcia i wykonywany w celu innym niż ”ratowanie jego zdrowia lub życia”. Tym samym zabieg kopiowania (choć bez znaczenia jest to jakiego słowa użyjemy, czy powiemy ”kopiowanie”, ”plastyka”, ”korekta”, ”cięcie”, ”skrócenie”. Itp., gdyż chodzi o efekt: zmianę wyglądu psa, poprzez zmianę wyglądu jego uszu), wypełnia znamiona przestępstwa, jakim jest znęcanie się nad zwierzęciem poprzez umyślne zranienie lub okaleczenie go, niestanowiące dozwolonego prawem zabiegu. Za obowiązującą ustawą, żeby się Wam utrwaliło:

Art. 6.1a. Zabrania się znęcania nad zwierzętami.

2.Przez znęcanie się nad zwierzętami należy rozumieć zadawanie albo świadome dopuszczanie do zadawania bólu lub cierpień, a w szczególności:

1) umyślne zranienie lub okaleczenie zwierzęcia, niestanowiące dozwolonego prawem zabiegu lub procedury w rozumieniu art. 2 ust. 1 pkt 6 ustawy z dnia 15 stycznia 2015 r. o ochronie zwierząt wykorzystywanych do celów naukowych lub edukacyjnych, w tym znakowanie zwierząt stałocieplnych przez wypalanie lub wymrażanie, a także wszelkie zabiegi mające na celu zmianę wyglądu zwierzęcia i wykonywane w celu innym niż ratowanie jego zdrowia lub życia, a w szczególności przycinanie psom uszu i ogonów (kopiowanie).

Ustawodawca najwyraźniej podzielał opinię, iż obcinaniem psom uszu, szczególnie obcinaniem wynikającym z tzw tradycji, niczego się nie leczy i że zabiegi takie, będące jedynie okaleczeniem pod całkowitą narkozą, zabiegi wynikające tylko i wyłącznie z widzi mi się osoby odpowiedzialnej za psa w sensie prawnym, są niewłaściwe i należy ich zakazać.

Każdy zabieg wymagający pełnej narkozy, jest zabiegiem ryzykownym. Należy więc unikać zabiegów niepotrzebnych a jedynie stanowiących zagrożenie dla życia psich malców. Wiele o mentalności tzw hodowców psów mówi ich niechęć do wykonywania BAER TEST, badania potwierdzającego lub wykluczającego głuchotę jednostronną (bądź całkowitą), a więc badania określającego jakość słyszenia psiaków, badania niewymagającego pełnej narkozy, na którą to jednak narkozę(!), jako powód niechęci do przeprowadzenia BAER test, powołują się tzw hodowcy, jednocześnie bez mrugnięcia okiem szafujący życiem szczeniąt, by wykonać cięcie uszu.

A, i ”argument” najżałośniejszy z żałosnych, czyli zakaz cięcia jako ”zamach na wolność” posiadaczy psów

Jeżeli ktoś bardzo chce, może pojechać ze swoim psem do kraju, w którym chirurgiczne zabiegi zmieniające psom wygląd są legalne i tam oberżnąć swojemu psu uszy i/lub ogon. Nie ma problemu, jak tak cię swędzi, żeby twój pies ”wyglądał”, to go potnij, ale zrób to zgodnie z prawem, czyli w kraju, w którym to jest legalne, bo teksty o ”zamachu na wolność” z ust kombinatorów pokątnie korumpujących nieetycznych weterynarzy w Polsce i z/lub innych krajów, są po prosu żałosne.

I jeszcze jedno, jak chcesz, żeby twój pies ”wyglądał”, to nie kupuj go w byle jakiej ”hodowli”, w której rozmnażane są smętne wypłosze, marne popłuczyny po Dogo Argentino, które z rasą mają tyle wspólnego, że są białe. Skup się na prawidłowym żywieniu szczeniaka, ogarnij na czym polega ”budowanie” psa. Nie trzymaj go na śliskich panelach, ale zadbaj o kondycję jego więzadeł. Zapewnij mu stosowną porcję ruchu i daj szansę potencjałowi, który w sobie ma, który mają jego gany, alby w pełni się rozwinął. Nie ma nic bardziej żałosnego od argentyna z frontem płaskim jak deska do prasowania, klatką szerokości przecinka, dysplazją i ”kozackimi” uszami, w dodatku ciętymi na AST’a albo Dobermana.

Związek Kynologiczny w Polsce nie jest żadnym ”urzędem” ani ”instytucją”, to tylko stowarzyszenie zrzeszające ludzi, amatorów, min. zajmujących się rozmnażaniem rasowych psów

Standardem jest, że niektórzy członkowie ZKwP nie myślą dalej niż, parafrazując, koniec regulaminu i/lub uchwał ich stowarzyszenia. I niestety, w takim środowisku jest naturalne, że słowo ”legalne”/ ”legalny” odnosi się do treści uchwał i regulaminów ZKwP, a niekoniecznie do obowiązującego w Polsce prawa, czego doskonałym przykładem jest proceder okaleczania psów chirurgicznymi zabiegami zmieniającymi ich wygląd, tj cięciem/ plastyką/ kopiowaniem/ korektą/ skracaniem itp. uszu i/lub kurtyzowaniem/ kopiowaniem/ cięciem ogonów. Zabiegi te są w Polsce nielegalne od 1997r. i jest to dla członków stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce oczywiste od samego początku, czego dowodem jest min. wywiad z roku 2001, którego udzielił magazynowi o tematyce kynologicznej ówczesny prezes stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce, pan Andrzej Mania: https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2019/02/18/nie-chcialbym-miec-dobermana-z-dlugim-ogonem/ albo wywiad tego samego członka ZKwP z roku 2006 https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2019/02/18/temat-zastepczy-czyli-co-w-2006-roku-nieco-ponad-dekade-temu-mowil-o-okaleczaniu-psow-ze-wzgledow-estetycznych-sedzia-kynologiczny-zwiazku-kynologicznego/, kiedy to także pełnił rolę prezesa ZKwP.

Nowelizacja UoOZ (ustawy o ochronie zwierząt) z roku 2011, tylko podkreśliła fakt, iż okaleczanie psów zabiegami chirurgicznymi o podłożu estetycznym jest w Polsce zakazane. Z uwagi na ignorowanie przez część członków ZKwP stanu prawnego w Nowelizacji UoOZ pojawiło się sformułowanie, że w szczególności zabrania się kopiowania. Jednak członkowie ZKwP lubujący się w obrzynaniu psom uszu (i/lub ogonów), ”miłośnicy” ras tradycyjnie okaleczanych (do których należą, zajmujące dziś czołowe miejsce na liście okaleczanych, Dogi Argentyńskie oraz Dogi Kanaryjskie), nie przyjmują tego do wiadomości i, w rezultacie, psy od lat są okaleczane.

Czy o nielegalnych praktykach środowisko ZKwP wie?

http://www.dogomania.com/forum/topic/20228-aleksander-waszkowski-pl/

http://torun.wyborcza.pl/torun/1,48723,16884632,Weterynarz_obcial_psom_ogony__Zostal_skazany_za_znecanie.html

https://nowosci.com.pl/torun-odcinal-uszy-psom-sa-zarzuty-za-znecanie-nad-zwierzetami/ar/10811964#112

Nielegalnie, w Polsce, swoje psy estetycznymi zabiegami chirurgicznymi, okaleczają, przy współudziale praktykujących (a może nawet prawa do wykonywania zawodu już pozbawionych), polecanych sobie „w zaufaniu”, weterynarzy, „miłośnicy” Dogów Argentyńkich, Dobermanów, Cane Corso, Dogów Kanaryjskich itp., dokarmiający w ten sposób swój egoizm i tyle. Wszystko inne to dorabianie ideologii do łamania prawa. Weterynarze, którzy wykonują te zabiegi, doskonale wiedzą, że są one w Polsce nielegalne i robią to, przedkładając swój osobisty interes (stawka za nielegalny zabieg), wewnętrzne procedury stowarzyszenia hodowców psów, którego są członkami lub na którego rzecz ”wykonują konsultacje”, panujące w tym stowarzyszeniu tradycje, zwyczaje oraz ”kulturę”, ponad Kodeks Etyki Lekarza Weterynarii i obowiązujące w Polsce prawo.

Raz jeszcze pseudo zaświadczenia o ”leczniczym kopiowaniu uszu”

Po wejściu życie poprzedniej nowelizacji UoOZ, od 1 styczna 2012 roku, aby na wystawy organizowane w Polsce przez Związek Kynologiczny w Polsce, pod patronatem Fédération Cynologique Internationale (FCI), można było zgłaszać psy z uszami ”kopiowanymi” lub ”ciętymi”, nie ”zmienionymi chirurgicznym zabiegiem”, a ”kopiowanymi” właśnie lub ”ciętymi”, potrzebny był świstek nazywany przez posiadaczy psów z uszami zmienionymi takim zabiegiem: ”zaświadczenie o leczniczym kopiowaniu uszu”. Na oficjalnej stronie ZKwP, w każdym przypadku używano słowa ”kopiowanie” na zmianę z ”cięcie”. I tak treść, którą można było znaleźć na stronie ZKwP mówiła, powtórzę, żeby i to się Wam utrwaliło;

KOMUNIKAT Zarządu Głównego ZKwP W związku z uchwaloną przez Sejm RP nowelizacją Ustawy o Ochronie Zwierząt (DZ.U.2011,nr 230, poz.1373), która w art.6, ust.2, pkt. 1 w sposób nie budzący wątpliwości zakazuje wykonywania zabiegów kopiowania uszu i ogonów, Zarząd Główny na posiedzeniu w dn. 29.10.2011 podjął następujące uchwały:

1. Wszystkie psy urodzone w Polsce po 01.01.2012r. muszą mieć pozostawione naturalne uszy i ogony. Kierownicy sekcji ras zostają zobowiązani do zaznaczania w protokółach kontroli miotów każdego przypadku ciętego ogona i/lub uszu oraz zgłaszania tego faktu zarządowi oddziału. W rasach, w których występują ogony szczątkowe i/lub skrócone, ogony wszystkich szczeniąt muszą zostać opisane w protokółach kontroli miotów, a następnie w metrykach i rodowodach.

2.Od 01.01.2012r. zostaje wprowadzony zakaz wystawiania psów z kopiowanymi ogonami i/lub uszami. Zakaz ten dotyczy WYŁĄCZNIE psów URODZONYCH W POLSCE PO 01.01.2012. W wyjątkowych przypadkach dopuszcza się przyjęcie na wystawę psa urodzonego w Polsce po 01.01.2012 i poddanego zabiegowi kopiowania, o ile zabieg został przeprowadzony z poszanowaniem art.27 Ustawy o Ochronie Zwierząt (DZ.U.1997, nr 111, poz.724). W takim przypadku właściciel psa zobowiązany jest dołączyć do zgłoszenia oryginał lub, poświadczoną przez jego macierzysty oddział ZKwP, kopię stosownego zaświadczenia lekarskiego, które musi zawierać, umożliwiające weryfikację, szczegółowe dane kontaktowe lecznicy i wystawiającego zaświadczenie lekarza takie jak: nazwisko, adres, nr telefonu oraz adres e-mail. Zaświadczenie pozostaje w dokumentach wystawowych organizatora imprezy.”

”3.W dniu 18.03.2015 Plenum ZG ZKwP uchwaliło, że zaświadczenia lekarskie wystawione przez lekarzy weterynarii z zagranicy po tej dacie nie będą honorowane. Psy z takimi zaświadczeniami nie będą przyjmowane na wystawy.”

Posiadacze psów pochodzących z zagranicznych hodowli np. z Włoch, czy Węgier, twierdzili często, że ”zaświadczenia” ich nie dotyczą, bo psy są ”importami” i kopiowane były za granicą. Niestety buta i arogancja idą w parze z ignorancją, gdyż osoby te zapominają, że w tych krajach także obowiązuje zakaz kopiowania… Tak więc, przypadkach budzących wątpliwości należy zwrócić się do zagranicznych hodowców, z hodowli, których pochodzącą będące dziś w rękach polskich posiadaczy, okaleczone psy, by od nich uzyskać informacje dotyczące tego, czy psy do polski przekazane były z uszami naturalnymi, czy też sprzedane zostały jako zwierzęta po zabiegu… Należy także liczyć się z faktem, że być może nie tylko polscy posiadacze psów ras tradycyjnie okaleczanych zabiegiem kopiowania uszu, łamią prawo.

Krótki rys historyczny końca ery pseudo zaświadczeń -”Interwencja” na Klubowej Wystawie Molosów.

W pierwszych dniach września 2015 roku, odbyłam spotkanie w KOMENDZIE REJONOWEJ POLICJI WARSZAWA VII przy ul. Grenadierów 73/75 w Warszawie, którego celem było zapoznanie Nadkomisarza, któremu podlega także komisariat w Starej Miłosnej, gdzie odbywają się wystawy psów organizowane przez ZKwP, z problematyką okaleczania psów nielegalnymi w Polsce zabiegami oraz pseudo zaświadczeniami o ”leczniczym kopiowaniu”. Po tym spotkaniu, drogą elektroniczną przekazałam, pracownikom komisariatu przy ul. Grenadierów obszerną notatkę, w której raz jeszcze zgłaszałam potrzebę interwencji patrolu policji na Klubowej Wystawie Molosów, która odbywać się miała (i odbyła) w dniu 13 września 2015r, na terenie temu komisariatowi podlegającym. Podczas tamtego spotkania zawiadamiałam o przestępczym procederze i jednocześnie prosiłam o interwencję w celu spisania treści zaświadczeń, które właściciele okaleczonych psów, pokazujący je w dniu 13 września 2015r. musieli mieć przy sobie, aby psy mogły zostać ocenione, aby stosowne organy mogły zweryfikować treść owych ”zaświadczeń” ze stanem faktycznym i pociągnąć do odpowiedzialności osoby winne popełnieniu przestępstwa znęcania się (Tylko uprawnione organy mają prawo legitymować polskich obywateli np. biorących udział w imprezie, którą jest wystawa psów). Niestety, mimo moich starań, obaj policjanci z komisariatu w Starej Miłosnej, którzy na wystawie się pojawili, byli nieprzygotowani do pełnienia obowiązków. Nie zapoznali się z treścią przekazaną przez mnie kierownictwu komisariatu i ”interwencja” nie powiodła się. Jak już pisałam w tekście https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2015/11/17/winter-is-comming-rozmnazacze-nieprzebadanych-psow-koniec-tabu-kopiowania-obcinania-psom-uszu/ dysponuję nagraniem wideo, dokumentującym udział pań z ZKwP, w tym członkini kierownictwa warszawskiego oddziału, w tejże ”interwencji”. Zajadłość reprezentantki ZkwP, przerażonej widokiem policjantów na terenie wystawy, nieprzygotowanych i tylko wspominających o ”zaświadczeniach”, mówiła sama za siebie.

Choć, z mojego punktu widzenia, interwencja ta była, z powodu nieprzygotowania policjantów, nieudana, to już 16 września 2015r., a więc trzy dni po zaobserwowaniu przez członków ZKwP, policjantów na Klubowej Wystawie Molosów, Plenum Związku Kynologicznego w Polsce zakazało ”wystawiania psów na zaświadczenia o leczniczym kopiowaniu”, najwyraźniej obawiając się, że może się tak zdarzyć, że uprawnione organy zechcą zapoznać się z treścią tych ”zaświadczeń” i członkowie ZKwP takimi ”zaświadczeniami” dysponujący, w tym lekarze weterynarii, będą mieć z tego powodu bardzo duże problemy.

Skutkiem sprowadzenia przeze mnie na ”Klubówkę” w dniu 13 września patrolu policji była uchwała ZKwP z dnia 16 września 2015r. Mówiąca; ”Plenum podjęło uchwałę, że od 1 stycznia 2016r. nie będą przyjmowane na wystawy psy urodzone w Polsce po 1 stycznia 2012 r z kopiowanymi uszami i/lub ogonami.”, –tylko tyle, nic więcej, żadnych wyjaśnień, choć wcześniejsze uchwała z dnia 18 marca 2015 roku mówiła, że uchwalono, iż; ”obowiązują dotychczasowe zasady przyjmowania na wystawy psów urodzonych w Polsce po 01.01.2012 i poddanych zabiegowi kopiowania ogonów i/lub uszu, o ile zabieg został przeprowadzony z poszanowaniem art.27 Ustawy o Ochronie Zwierząt (DZ.U.1997, nr 111, poz.724)”. (To właśnie, ten oksymoron o ”kopiowaniu z poszanowaniem art 27 UoOZ” jest powodem, dla którego w pewnym momencie pan zajmujący się w swoim czasie hodowlą Dogów Argentyńskich i równocześnie praktykujący lekarz weterynarii, ”wpadł w kłopoty”, ale środowiska zawodowe stoją murem za ”swoimi” Regionalna Izba Lekarsko-Weterynaryjna postarała się, by koledze włos z głowy nie spadł… Na razie…) ”W takim przypadku właściciel psa zobowiązany jest dołączyć do zgłoszenia oryginał lub poświadczoną przez jego macierzysty oddział ZKwP kopię stosownego zaświadczenia lekarskiego, wystawionego przez lekarza weterynarii, będącego członkiem Izby Weterynaryjnej w Polsce. Zaświadczenie musi zawierać, umożliwiające weryfikację, szczegółowe dane kontaktowe lecznicy i wystawiającego zaświadczenie lekarza, takie jak: nazwisko, adres, nr telefonu oraz adres e-mail. Zaświadczenie pozostaje w dokumentach wystawowych organizatora imprezy.

Zaświadczenia wystawiane przez lekarzy weterynarii z zagranicy nie będą honorowane.
Psy pochodzące z krajów, w których nie obowiązuje zakaz kopiowania ogonów i uszu będą przyjmowane na wystawy na dotychczasowych zasadach”.

Aktualnie okaleczone, kopiowane uszy Zarząd Główny ZKwP postanowił nazywać ”wadą nabytą” i dziś na stronie najstarszego stowarzyszenia hodowców rasowych psów (…) ZKwP, mamy uchwałę z dnia 19 listopada 2017 roku, o przeglądach hodowlanych psów kopiowanych, które dziś nazywa się tam psami ”z wadami nabytymi”; ZkwP ”ustalił opłatę za kwalifikację do hodowli zgodnie z załącznikiem nr 15 (dopuszczenie do hodowli psów i suk z wadami nabytymi) obowiązującą w roku 2018 w wysokości 1000 zł od psa. Opłatę za przegląd wnosi się na rzecz oddziału Związku organizującego przegląd. [Zatwierdził wniosek Głównej Komisji Szkolenia Psów o dopuszczenie psów z kopiowanymi uszami/ogonami do udziału w imprezach organizowanych pod patronatem GKSP; dotyczy psów urodzonych w Polsce przed 01.01.2012 r. oraz psów urodzonych w krajach, w których kopiowanie jest legalne]”.

…”jeżeli zostaną naruszone nasze regulaminy, to”…

Tzw opinia publiczna, bulwersuje się od czasu do czasu, gdy wybucha skandal dotyczący pseudo hodowlanych praktyk w stowarzyszeniu Związek Kynologiczny w Polsce (mnóstwo komentarzy i udostępnień na Serwisie Facebook robi swoje) i oczekuje od ZKwP ”zajęcia jakiegoś stanowiska”. W takich momentach warto przypomnieć sobie pytanie, zadanie w 2006 roku, ówczesnemu Prezesowi stowarzyszenia ZKwP, w kontekście ignorowania zakazu kopiowania uszu i cięcia psom ogonów, przez właścicieli rasowych psów, będących członkami Związku Kynologicznego w Polsce, które to brzmiało ”Czy Związek Kynologiczny w Polsce nie powinien zadbać o psy?”. Pan Andrzej Mania, ówczesny prezes ZKwP, odpowiedział: ”Nie. Bo egzekwowanie prawa to nie nasza rzecz”… Tak więc pamiętajcie moi drodzy: Związek Kynologiczny nie jest żadną ”instytucją państwową”. ZKwP to tylko stowarzyszenie amatorskich hodowców…

Warto nie zapominać także, że ZKwP robi wyjątki nawet wtedy, gdy chodzi o wewnętrzne procedury, regulaminy i uchwały tego stowarzyszenia. Tak jest np. z tymi specjalnymi tzw przeglądami hodowlanymi dla okaleczonych cięciem uszu i/lub ogonów psów, które teraz nazywa się w ZKwP psami z ”wadami nabytymi”… Zupełnie jakby do ich okaleczenia nie przyczyniło się celowe działanie ich właścicieli, którzy to po prostu chcieli, by uszy ich psów wyglądały w określony sposób, ale ”losowe zdarzenie”.

Niewygodna i usilnie zakłamywana prawda

Użytkowość Dogów Argentyńskich trzymanych w Polsce ogranicza się do tego, że mają „ładnie wyglądać”, choć znacząca część, nawet tych wystawowych i „hodowlanych” to raczej białe wypłosze. Psy tej rasy, rozmnażane w Polsce mają słyszeć na oboje uszu, mieć sprawny aparat ruchu, serce i nerki, oraz być stabilne psychicznie, bo w przeważającej większości trafiają na kanapy rodzin z dziećmi. A ktoś, kto płaci średnio od tysiąca euro wzwyż za szczeniaka, chce mieć sprawnego psa a nie inwalidę (”tylko” dysplazja to już spore obciążenie dla finansów) i nie chce także obawiać się ”odpałów” swojego psa.


I tak, choć od lat na różnych forach „spece” posiadający i rozmnażający psy tej rasy (niektórych miałam okazję poznać), kłamali publicznie, także w setkach postów walających się po necie, że „kopiowanie uszu ma lecznicze właściwości”, rzeczywistości nie zaczarują.

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2019/02/18/nie-chcialbym-miec-dobermana-z-dlugim-ogonem/

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2019/02/18/temat-zastepczy-czyli-co-w-2006-roku-nieco-ponad-dekade-temu-mowil-o-okaleczaniu-psow-ze-wzgledow-estetycznych-sedzia-kynologiczny-zwiazku-kynologicznego/

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora jest zabronione.

www.facebook.com/zuzpasjaodogoargentino

https://twitter.com/odogoargentino

 

 

”UMOWA SPRZEDAŻY” CZYLI KIEDY ZGŁOSIĆ POLICJI GROŹBY W RODZAJU ”PRZYJEDZIEMY I ZABIERZEMY CI PSA” ORAZ ”FAJNIE, FAJNIE, ŻE TAK WALCZYSZ O TE BADANIA, ALE WIESZ, W TYCH USZACH TO LEPIEJ NIE GRZEB”

12784522_939706079476536_175874937_n

Na grupie Dogo Argentino Polska (Poland), lincz właścicielki psa, która ośmieliła się upublicznić film:

https://www.facebook.com/alex.xyzn/videos/g.300344586722991/1024202477654656/?type=2&theater przedstawiający psa, u którego rozpoznano ”rozwijającą się dysplazję stawów łokciowych na skutek nieprawidłowego procesu kostnienia śródręcznego”.

capture-20160320-105218

karta info wizyty oli pies fa

UMOWA SPRZEDAŻY

Wbrew twierdzeniom osób, które tak chętnie zabierają głos w dyskusji dotyczącej psa pani Oli, wyjaśnić należy, że umowę sprzedaży rzeczy ruchomej (np. psa) zawrzeć można w trzech możliwych formach; ustnej, pisemnej i dorozumianej. W formie pisemnej umowę sprzedaży sporządza się dla przyszłych celów dowodowych, ale konieczna jest ona jedynie w przypadku sprzedaży nieruchomości. Dokument stwierdzający fakt zaistnienia dwustronnej czynności prawnej, którego zdjęcie na forum ww publicznej grupy, udostępniła właścicielka psa i które ja wklejam w tym miejscu

umowa oli forte apache (2)

składa się dwóch części. Pierwsza to potwierdzenie formy ustnej umowy sprzedaży, czyli zapłata i wydanie rzeczy (Jak wynika ze sfotografowanej treści, zapłatę przyjęto, a rzecz wydano). Do czynności dwustronnej doszło, gdyż kwota została przyjęta i nastąpiło fizyczne wydanie rzeczy, czyli psa rasy Dog Argentyński o cesze indywidualnej, którą stanowi nr chip zwierzęcia -pani Oli psa wydano. I nie jest istotne, że na sfotografowanym przez właścicielkę zwierzęcia dokumencie nie ma informacji kto z imienia i nazwiska za psa zapłacił, bo wyraźnie napisane jest jakiego konkretnie psa (oznaczonego indywidualnym nr. chip, dodatkowo potwierdzonym w lecznicy weterynaryjnej, w której dokonano rozpoznania ”rozwijającej się dysplazji stawów łokciowych na skutek nieprawidłowego procesu kostnienia śródręcznego”) wydała druga storna umowy. Częścią drugą tego dokumentu stwierdzającego fakt zaistnienia dwustronnej czynności prawnej jest zobowiązanie dostarczenia rodowodu, z czego nie wywiązała się strona, która przyjęła sumę 4 tysięcy złotych i psa wydała nabywcy. Rodowód byłby jedynie dodatkowym potwierdzeniem faktu, iż prawo własności przeszło na właścicielkę psa, z chwilą, w której za niego zapłaciła, a druga strona wydała jej zwierzę. Wniosek jest więc prosty: jeżeli ktoś właścicielce nieszczęsnego psiaka grozi, że go jej odbierze, powinna ten fakt zgłosić policji.

W skrócie:

Odnośnie umów sprzedaży zapamiętaj sobie drogi czytelniku co następuje (za http://www.przewodnikprawny.pl/umowa-sprzeda-y-ruchomo-ci/):

Umowa sprzedaży ruchomości może być zawarta w formie dowolnej, np. ustnej, pisemnej, a także w sposób dorozumiany. Przepisy nie wprowadzają w tej kwestii żadnych ograniczeń”.

Ustalenie ceny sprzedaży stanowi jeden z przedmiotowo istotnych elementów umowy sprzedaży ruchomości. Cena wyrażana jest w postaci określonej kwoty pieniędzy lub poprzez podanie sposobu jej wyliczenia.

Podstawowym obowiązkiem sprzedawcy jest przede wszystkim przeniesienie na kupującego własności określonej rzeczy ruchomej oraz jej wydanie. Do przeniesienia własności dochodzi w zależności od rzeczy bądź to przez podpisanie umowy sprzedaży (rzeczy oznaczone co do tożsamości) bądź to przez przeniesienie faktycznego posiadania rzeczy na kupującego (rzeczy oznaczone co do gatunku oraz rzeczy przyszłe). Wydanie ruchomości ma zazwyczaj miejsce podczas zawarcia umowy lub też w innym terminie określonym w treści umowy. Ponadto sprzedawca ponosi odpowiedzialność względem kupującego, jeśli sprzedana rzecz obciążona jest wadami fizycznymi lub wadami prawnymi.

Obowiązkami kupującego, które wynikają z treści umowy sprzedaży ruchomości, są zapłata ustalonej ceny oraz odbiór rzeczy.

Do zapłaty ceny dochodzi najczęściej przy zawieraniu umowy”.

Skutkiem zawarcia opisywanej umowy jest przeniesienie własności ruchomości na kupującego, który staje się nowym właścicielem nabytej rzeczy. Po zawarciu stosownej umowy sprzedawca zobowiązany jest do wydania, zaś kupujący do odbioru przedmiotowej nieruchomości oraz do zapłaty sprzedawcy ceny w umówionej wysokości. Co więcej, sprzedawca odpowiada za wszelkie wady fizyczne lub prawne, jakimi obciążona jest zbyta rzecz ruchoma. Z tytułu wady rzeczy sprzedanej kupującemu przysługuje uprawnienie do odstąpienia od umowy lub obniżenia ceny”.

Z chwilą, w której stajesz się właścicielem psa nikt, włącznie z hodowcą, który go wyhodował, nie ma prawa narzucać ci ani ”metod leczenia”, ani ”lekarza prowadzącego”. To wszystko są twoje wybory, za które ty ponosisz odpowiedzialność.

Raz jeszcze wklejam wam link http://www.przewodnikprawny.pl/umowa-sprzeda-y-ruchomo-ci/ przeczytajcie CAŁOŚĆ ZE ZROZUMIENIEM, zanim zaczniecie czytać idiotyzmy wypisywane przez ”znawców rasy” na grupie ”Dogo Argentino Polska (Poland)”.

ODDAM W DOBRE RĘCE” CZYLI UWAŻAJ ZANIM PRZEJEDZIESZ NA CZERWONYM ŚWIETLE

Znajdujesz w necie ogłoszenie ”Oddam szczeniaka/psa w dobre ręce” i myślisz ”O, jaka fajna okazja, dzwonię pod numer z ogłoszenia”. Long story short, dzwonisz pod numer podany w ogłoszeniu, potem jedziesz na spotkanie z osobą oferującą w ogłoszeniu ”oddanie psa”, a potem ta osoba odwiedza ciebie, ”żeby sprawdzić w jakich warunkach pies będzie żył”… Wszystko jest fajnie. Przez jakiś czas… Aż… nagle okaże się, że ”wystąpił problem” i hodowca ogłosi ci, że postanowił ci psa odebrać.

Może być tak, że w ogłoszeniu oferowany będzie szczeniak, może być tak, że przedmiotem ogłoszenia będzie zwierzę dorosłe… Możecie tzw hodowcy dać się nabrać na ”oddam w dobre ręce” szczeniaka, ”psie dziecko”, stanowiące ”zagadkę” (‚nie wiadomo co z niego wyrośnie’) albo zdecydujecie się zająć dorosłym psem, ze wszystkimi tego konsekwencjami (wyrobionymi wcześniej nawykami psa, deficytami dotyczącymi socjalizacji, kłopotami zdrowotnymi itp. itd.). Osoba oferująca ”oddanie w dobre ręce” pewnie wcześniej was ”sprawdzi”, mniej więcej podobnie, jak jakaś tzw fundacja, z pomocą której czasem adoptuje się psy, koty i inne zwierzęta towarzyszące. Zarówno w przypadku szczenięcia jak i psa dorosłego będziecie ponosić określony koszty finansowe. Odkąd pies zostanie wam ”oddany”, będziecie wydawać swoje pieniądze na odpowiednią karmę, opiekę weterynaryjną, szkolenia (szczenięta powinny być odpowiednio socjalizowane, natomiast dorosłe psy trzymane w hodowlanych kojcach, często mają spore deficyty związane z brakiem wystarczającej ilości tzw kontaktu z człowiekiem, odpowiedniej socjalizacji i nierzadko trzeba z nimi ”przepracować” te ”problemy”…), być może nawet wystawy… Aż któregoś dnia zadzwoni do was ”wasz” tzw hodowca albo pojawi się na progu waszego domu lub mieszkania i powie wam, że chce SWOJEGO psa z powrotem

Zastanówcie się, zanim dacie się wkręcić w problem, dlaczego tzw hodowca miałby ”oddawać psa w dobre ręce”? Przecież może psa; sprzedać, zaproponować umowę współwłasności, tzw warunek hodowlany albo umowę adopcyjną, dlaczego więc, po co miałby ”oddawać psa w dobre ręce”? 

A teraz wyobraź sobie, że masz ileś tam psów, wszystkie musisz utrzymać (wykarmić i zapewnić im opiekę weterynaryjną, na co najmniej bazowym poziomie -koszt obowiązkowych szczepień) i poświęcić czas, by dać im odpowiednią ilość ‚ruchu na świeżym powietrzu’, generalnie zająć się nimi. Wiesz, musisz je socjalizować i dbać, by w hodowlanych kojcach nie zapomniały co to znaczy być psem…

Można psa/psy ”oddać na hotel”, ale zastanów się drogi czytelniku, ile kosztuje doba tzw hotelowania psa? Można też wynająć kogoś -czytaj PŁACIĆ komuś za opiekę nad psami…

Ale może nie masz na to wszystko kasy?

Może nie masz na to wszystko czasu?

A może nie masz ani kasy ani czasu (tak bywa, kiedy żyje się z psów…)? Dodatkowo socjalizację 24/7 zapewnić mógłby tylko naprawdę oddany opiekun…

Rozumiesz już?

Nabicie w butelkę naiwniaka jest znacznie bardziej opłacalne od ”hotelowania”… No i kto, jak nie oddany opiekun, któremu wydaje się, że Pana Boga z nogi chwycił, będzie tak o psa dbał?

Oddam w dobre ręce” bez jakiejkolwiek z ww umów powinno być sygnałem ostrzegawczym. Ludzie naiwni dają się nabrać na takie oferty. Zawsze są chętni do żerowania na niewiedzy, braku doświadczenia i zwyczajnej naiwności.

Może się okazać, że szczeniak ”interesująco wyrósł” i tzw hodowca zechce go pod jakimś pretekstem odebrać, bo skończą się jego problemy, te które skłoniły go do oddania psa lub by wykorzystać go w hodowli albo sprzedać. I to od razu taki fajny ”produkt”, gotowy, ułożony, zsocjalizowany i zadbany… Jeżeli nie chcesz sobie fundować problemu, trzymaj się z dala od ofert w rodzaju ”oddam w dobre ręce”.

Weźmiesz psa w tzw dobrej wierze, przekonany, że hodowca wraz ze zwierzęciem przekazał ci prawo własności psa, wytworzysz z nim więź i będziesz ponosił koszty jego utrzymania, a potem, nawet po roku czy dwóch, okaże się, że musisz babrać się w sądową sprawę, w której jesteś oskarżony o ”przywłaszczenie”, bo tzw hodowca będzie twierdził, że psa przekazał ci tylko ”na jakiś czas”, ”na przechowanie”, no i przecież nie masz żadnych dokumentów, włącznie z rodowodem, w którym jako właściciel wpisany jest hodowca…

Chcesz unikać dramatów? PILNUJ UMOWY. I pamiętaj, jeżeli ktoś jest rzetelnym hodowcą, ma porządek w dokumentach. Jeżeli więc przyjeżdżasz po odbiór psa i nie czeka na ciebie umowa, to sobie odpuść ”zakup”, zanim zaczniesz żałować, że ”uwierzyłeś na słowo”.

NA MARGINESIE

Jeżeli tzw hodowca znaczną część czasu spędza przed ekranem kompa, jedząc śmieciowe jedzenie albo popijając piwko, to nie ma możliwości, by wszystkim swoim psom zapewnił tę dzienną, normalną (wydawałoby się) dawkę ‚kontaktu z człowiekiem’ i ‚ruchu na świeżym powietrzu’ czyli by robił to, co robią osoby posiadające tylko jednego, dwa, może nawet trzy psy. Policz sobie drogi czytelniku ile psów jednorazowo miewają w swoich hodowlach rekordziści… Doba jest zbyt krótka, by z każdym z licznego stada psów spędzić wystarczającą ilość czasu i poświęcić mu dość uwagi, by wychwycić np. rozwijające się problemy z aparatem ruchu… Inaczej wygląda opieka nad jednym, dwoma ewentualnie trzema psami, z którymi spędzają czas tzw zwykli właściciele (Wyobraźcie sobie ”spacer” z np. 6 psami równocześnie, np. Owczarkami Środkowoazjatyckimi… W hodowli jest 10 albo więcej psów? A ile rąk ma jeden człowiek? Z iloma psami równocześnie, np. Owczarkami Środkowoazjatyckimi albo Fila Brasileiro lub Dogo Argentino, może wyjść na tzw spacer jedna osoba? Ok, nawet dwójka? Ile czasu dziennie poświęcić można jednemu psu ‚wymagającej rasy’?). W hodowli nie można też ”puścić luzem” nawet na zamkniętym terenie, wszystkich psów razem, ”żeby się wybiegały”, bo w hodowlach zwierząt się nie kastruje i o ”zgrzyt” bardzo łatwo… Co z tego wynika? To, że psy miewają braki socjalizacyjne, ale co chyba jeszcze bardziej smutne, jeżeli pies, szczególnie młody i pełen energii z kojca wychodzi dwa razy w tygodniu, to nawet jeżeli ma poważny problem ze stawami i po prostu jest dysplastykiem, na spacerze ”wystrzeliwuje” i hasa, dokąd nie zacznie czuć się źle

4 LATA

Ponad cztery lata, najpierw pytań ”na odległość”, przez internetowe fora o ”To jak to jest z tym słuchem u Dogo Argentino? Przecież są białe, czyli mają skłonność do głuchoty, ktoś coś z tym robi? Bada się w Polsce Dogi Argentyńskie? Kto i czy w ogóle robi BAER TEST swoim psom, zanim je zacznie rozmnażać? Można kupić w Polsce szczeniaka po BAER TEST?”? I potem już ”na żywo”, prosto w oczy osobom, które rozmnażają psy z rodowodami ZKwP, tzw hodowcom, kiedy ich poznawałam podczas kolejnych wystaw…

Ponad cztery lata ”znajomości” z niektórymi z ”czołowych” hodowców argentyńczyków, ale i kanarów… Ponad cztery lata oglądania psów i uczenia się ile z tych wielogodzinnych rozmów ”na żywo”, przez telefon i fejsbukowy czat, rozmów o ”dobru rasy”, ”doświadczeniu” i ”błędach innych hodowców”, znajduje odzwierciedlenie w rzeczywistości, czyli działaniach ludzi roszczących dziś sobie prawo do nazywania ich hodowcami przez duże ”H”. Ponad cztery wśród tzw miłośników psów znaczenia badań dzięki którym eliminuje się z hodowli osobniki kalekie. Propagowania wśród Nabywców, klientów tzw hodowców psów rasowych, zrzeszonych przede wszystkim w największym stowarzyszeniu osób związanych z rozmnażaniem rasowych psów w Polsce, czyli w Związku Kynologicznym w Polsce, świadomości dlaczego badania słuchu u Dogo Argentino i innych ”białych ras” oraz ”merli” są ważne i rozwijania w nich przekonania o potrzebie rzetelnej wiedzy na temat jakości słyszenia osobników używanych w hodowli/ rozmnażanych. Tzw hodowcy niby wiedzą, że to ważne, ale nie bardzo coś konkretnego z tą wiedzą chce im się robić. Rzecz jasna, są wyjątki, ale te wyjątki są ciągle bardzo wyjątkowe… Dlatego to Nabywca musi wywierać presję, by dostać produkt -w końcu w Polsce zwierzę jest rzeczą i tzw hodowcy dokładnie tak je traktują- możliwie najwyższej jakości -czytaj psa wolnego od kalectwa.

Ponad cztery lata, w ciągu których od ”forumowych znajomości”, wynikających z aktywności na forum w wątkach takich jak ten: http://www.molosy.pl/showthread.php?t=24149 (to tak a propos tego kto kogo ”lansował” i kto, i kiedy pod kogo się ”podczepił, wyczuwając okazję” do zostania ”ikoną zmian”, która tyle wniosła…) i ”to samo, ale po korekcie” http://www.molosy.pl/showthread.php?t=24341 lub ten http://www.molosy.pl/showthread.php?t=24509 albo ten http://www.molosy.pl/showthread.php?t=24349, z niektórymi tzw hodowcami Dogów Argentyńskich i Kanaryjskich, przeszłam przez ”klimaty” od ”A kim ty jesteś, że w ogóle śmiesz mi zadawać pytania na temat mojej hodowli?! Weź coś wyhoduj, a potem się mądrzyj”, do ”Pojedź ze mną na wystawę, bo nie znam angielskiego i wiesz…” i… z powrotem.

Ponad cztery lata, w ciągu których (mówiąc delikatnie) łaszono się do mnie, prosząc o opinię na temat psa po to, by niejednokrotnie ”obrazić się na amen” i ”wyzwać” mnie od ”teoretyków”, bo ”Co ty wiesz, przecież nawet nie masz psa!?” (Przypominam ”hodowcom”: nie trzeba mieć psa, by wiedzieć rzeczy zupełnie podstawowe: https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2013/09/21/dog-argentynski-morfologia-i-anatomia-psa-wzorzec-rasy/).

Cztery lata, podczas których usiłowano mi wcisnąć psy i dla swojego ”pijaru” wykorzystywano fakt, że na swoim kanale na Serwisie YouTube dokumentuję wystawy (Jeżeli ktoś kiedykolwiek myślał o tych materiałach jako o ”promowaniu hodowli” to jest mi bardzo przykro ponieważ ”promować hodowlę” mogłabym jedynie wtedy, gdyby a) płacono mi za to b) psy wchodzące w skład jej rozpłodowego stada byłyby przebadane pod kątem wykluczenia jednostronnej głuchoty, dysplazji stawów biodrowych i łokciowych, a sama hodowla prowadzona byłaby legalnie czyli zgodnie z art. 10 Ustawy o Ochronie Zwierząt. Preferowanie określonego fenotypu i wymienianie i imienia i przydomka psów, które wyglądają jak Dog Argentyński, a nie jakieś białe wypłosze, nie jest ”promocją”).

Cztery lata, przez które tzw hodowcy, z ”klubu zazdrośników” sugerowali, że inni hodowcy, tzw ”bliżsi znajomi” płacą mi za to, bym ‚promowała’ ich hodowle. Nie, oni sobie czasem wzajemnie płacili, np. kiedy osoba X robiła stronę internetową osobie Y itp. Mnie, za jednoznaczne wyrażanie opinii odnośnie fenotypu poszczególnych psów ‚płacono’ hejtem tzw hodowców, którzy czuli się pokrzywdzeni, tym że nie pieję z zachwytu nad ich ”dokonaniami” hodowlanymi. Cztery lata, jak to jeden z obrażonych znajomych, rozmnażający nieprzebadany argentyny, ostatnio określił ”wprowadzania mnie w tajniki hodowli” -włącznie z oglądaniem importowanych z … psów, które na warszawskie cargo przylatywały z całymi uszami, a potem ”coś” się im w te uszy ”robiło” i dziś (one też) uszy mają cięte… I cztery lata, w ciągu których przekonałam się, że czas leci i nic się nie zmienia, nieprzebadane psy nie są niechlubnymi wyjątkami, a normą…

Cztery lata podczas których ludzie początkowo uważani przeze mnie za ”tkniętych przez Boga” jakąś taką niesamowicie pozytywną energią/umiejętnością/wrażliwością (niepotrzebne skreślić) udowodnili mi -ale co smutniejsze sporej części osób, które zaufały im, że są profesjonalistami w tym co robią, nabyły od nich psa i dziś mają problem- że teraz tzw kynologią w Polsce parają się głównie osoby o wątpliwej etyce i niestety krótkim rozumku, który sprawia, że ciągle nie mogą nauczyć się, że ”hodowla” na psach, o których jakości słyszenia niczego się nie wie (zero BAER TEST wpisanego w rodowód psa) i których stanu stawów biodrowych i łokciowych nie zna się (zero badań RTG i wyników wpisanych w rodowód psa), to po prostu rozmnażanie jakichś psów.

Podobno rozmnażane/używane w planach hodowlanych są osobniki ”najlepsze”. Tylko, że ta najpopularniejsza wśród osób związanych z rozmnażaniem psów, ”najlepszość” nie wynika z tego, że dany hodowca w swoim hodowlanym planie używa jedynie osobniki wolne od kalectwa (np. jednostronnej głuchoty -BAER TEST, dysplazji stawów HD i ED, chorób serca, nerek, oczu), tylko z tego, że psy na podstawie WYGLĄDU (niejednokrotnie sprawiającego, iż trudno uwierzyć, że dany pies jest przedstawicielem rasy ”Dog Argentyński” a nie np. (niedożywionym) ”Pointerem”… ) za ”najlepsze” uznał jakiś sędzia kynologiczny albo 3ech (góra 10u) sędziów… Tu nie ma niczego ”naukowego”. To są tylko subiektywne i w zatrważającej większości przypadków, niepoparte dowodami w postaci wyników badań, ”odczucia” tzw sędziów kynologicznych i samych hodowców. Dodajmy, że sędziów którzy coraz częściej nie widzą (może JUŻ nie widzą, bo zbyt się do kalekich psów i ich sposobu poruszania się przyzwyczaili) kłopotów z aparatem ruchu u psów, którym przyznają hodowlane uprawnienia (a wielu sędziów równocześnie jest lekarzami weterynarii…)…

Cztery lata znajomości, po których dziś został jedynie niesmak, bo dzisiejsze gwiazdeczki kynologicznego fejsbuka nie znoszą, kiedy im się ”wypomina”, że robią z gęby cholewę, zachwalając zaskakującymi, każdego kto zna wzorzec Dogo Argentino, komentarzami, psy oszustów znanych z afer związanych z tzw odbieraniem psów nowym właścicielom pod pretekstem ”nie wywiązywania się” przez nich z umów, albo współpracy z pseudohodowlami itp. Ale to ”normalne”, kiedy ktoś żyje z psów, karmi je najtańszą karmą i generalnie nawet książeczki zdrowia ‚pożycza’ od znajomych, żeby wprowadzić psa na wystawę… Nie powinno dziwić, że ”trzepacze postów” na tzw specjalistycznych fejsbukowych grupach, jako znawcy i hodowcy istnieją głównie dlatego, że maja tupet, robią ”ładne” zdjęcia, które jak szaleni lajkują im ich znajomi i na pamięć znają rodowody psów (sztuka, która imponuje tylko chwilę, w końcu każdy może sięgnąć do np. tej bazy: http://worldpedigree.clubdogocanario.ru/). A i jeszcze ”ładnie piszą” o tym, czego kiedyś dowiedzieli się od kogoś, kto kiedyś ”coś znaczył” w hodowli ”ich rasy” albo dlatego, że czasem użyją na fejsbukowej grupie ‚brzydkiego wyrazu’, który powoduje, że w oczach czytających ”stają się bardziej wiarygodni w odbiorze”. W realu prawda wychodzi na jaw.

Spece od fejsbukowej pisaniny sami dopuszczają się zaniedbań w wyniku, których tzw linie w poszczególnych rasach obciążone są dysplazją, rozszczepem podniebienia, głuchotą itp… Na szczęście np. ww rosyjska baza danych dotycząca Dogo Canario/Presa Canrio jest znacznie bardziej rzetelnym źródłem informacji na temat dysplazji u psów wyhodowanych przez popularnych na fejsiku hodowców i zaglądając do niej, można dowiedzieć się znacznie ciekawszych, a przede wszystkim szokujących i niestety prawdziwych informacji o stanie bioder i łokci niektórych z polskich psów (A przecież są jeszcze pozostałe stawy… )…

Przez ponad 4 lata mówiono mi ‚fajnie, że walczysz o badania w Dogo Argentino’. I co? To z czego wielokrotnie robili mi zarzut tzw państwo ”hodowcy” i ich klakierzy: ja hodowcą nie jestem, więc to nie ode mnie zależy to, jak często używane do rozrodu są zwierzęta kalekie z powodu jednostronnej głuchoty, dysplazji i innych schorzeń. A były, są i pewnie będą używane w tzw ”planach hodowlanych” dogo z ”niedosłuchem”, dysplazją i te ‚mocno przekazujące’ inne schorzenia, tak jak sporo jest np. dysplastycznych kanarów, bo nie nastąpiło ”pospolite ruszenie” i dziś komplet BAER, HD&ED u psów hodowlanych w rasie Dog Argentyński, zanim zrobi z nich rodziców szczeniąt, to EWENEMENT.

Ile polskich Dogów Argentyńskich, używanych w tzw programach hodowlanych jest psami po BAER TEST, których wyniki są dostępne dla Nabywców zainteresowanych kupnem po nich szczeniąt? Jak dużo, wśród psów z ‚uprawnieniami hodowlanymi’ jest tych definitywnie wolnych od jednostronnej głuchoty?

Wciąż, po ponad 4ech latach tego ”ale fajnie, że walczysz o te badania”, na palcach jednej ręki można policzyć hodowle pracujące na przebadanych psach. (I tak zawyżyłam, bo, skorygujcie mnie, jeżeli się mylę, ale TYLKO JEDNA HODOWLA w Polsce robi dziś komplet BAER, HD&ED u psów hodowlanych, zanim zrobi z nich rodziców szczeniąt). Wyników ”czołowych czempionów” nie można się doprosić od tzw hodowców, zwłaszcza tych z największym tupetem, bo ich po prostu nie ma.

Ja wiem co mam na podwórku” -to jest odpowiedź, która sprawiła, że kiedy kolejny raz usłyszałam ją, kiedy telefonicznie informowałam znajomą osobę będącą hodowcą DA, że ”biorę się za uszy, za kopiowanie i te ”zaświadczenia” o ”leczniczym kopiowaniu” i chcę, żeby to była wiedza, którą masz ode mnie, a nie z ZKwP”, zachciało mi się rzygać. Ale generalnie napinka na ”jestem hodowcą” i ”odpie…l się ode mnie”, jest zaje potężna… Tylko nie wiem z czego, poza tupcierstwem, wynika. Wystarczy zobaczyć ile z psów urodzonych w ostatnich latach w Polsce (rzadziej tych do Polski sprowadzonych -przy okazji: np. Włochy=zakaz cięcia, Węgry=zakaz cięcia -macie problem) ma uszy zmienione zabiegiem chirurgicznym… BAER TEST nie ma, ale uszy stoją… Symetrycznie zmienione ”korektą po pogryzieniu przez inne zwierzęta” albo ”plastyką po ranach szarpanych głowy i uszu”… To są zarówno psy niewchodzące w skład stad hodowlanych polskich hodowli, psy poszczególnych ”zwykłych Kowalskich” i ”speców” od DA, tych co to się ich yorki żon nie słuchają albo panienek, które lubią sobie zrobić słit focię z ”ładnym”, białym pieskiem, jak już skończą paznokcie malować, ale i psy będące w rękach osób związanych z ”amatorskim” rozmnażaniem psów, tzw hodowców…

Ile psów z uszami w nienaturalnym kształcie, z uszami nienaturalnie stojącymi ma za sobą BAER TEST i prześwietlenie bioder i łokci -to w przypadku Dogo Argentino albo tylko prześwietlenie, kiedy chodzi o Dogo Canario/Presa Canrio? Psy warto było poddać narkozie, by w wyniku jakiegoś chirurgicznego zabiegu (”korekta po pogryzieniu przez inne zwierzęta”? ”plastyka uszu w wyniku ran szarpanych głowy i uszu”? ”leczenie krwiaka ucha”? ”odmrożenie”? -się przekonamy…) kształt ich uszu uległ zmianie, ale nie było warto ich zwiotczyć, by dowiedzieć się czy obustronnie słyszą… Nawet w późniejszym wieku, kiedy chodzi o dysplazję. Ile z tych psów z uszami w nienaturalnym kształcie ma komplet BAER, HD i ED? Ile jest takich Dogów Argentyńskich? Zapytajcie hodowców…

Ilu hodowców ma -wydawałoby się- zupełnie naturalny odruch, kiedy są ”pomawiani”, że to z ich winy dany pies jest dysplastyczny, gdyż użyli w swojej hodowli osobników wręcz obciążonych dysplazją lub też ”tylko” zwierząt nieprzebadanych, automatycznego publikowania na Serwisie Facebook, opisanych przez weterynarza będącego chirurgiem lub radiologiem (nie ma w weterynarii specjalizacji ”ortopeda” i lekarze o wspomnianych specjalizacjach, dokształcając się we własnym zakresie, stają się kompetentni, by pomagać w diagnozowaniu, leczeniu, a w praktyce ‚zaleczaniu’ np. dysplazji i dalszym prowadzeniu obciążonego schorzeniem psa) zdjęć RTG wraz z opisem (diagnozą) stawów rodziców psa, o którym w danym przypadku mowa? Wybaczcie drodzy czytelnicy, że nie podam wam przykładu takiego zachowania, po prostu nie przypominam sobie takiej reakcji wśród hodowców Dogo Argentino lub Dogo Canario/Presa Canario, a przecież, jak pokazały ostatnie dni, ”przypadki” są https://www.facebook.com/alex.xyzn/videos/g.300344586722991/1024202477654656/?type=2&theater

Z zapomnianej już dziś akcji ”BAER dla Dogo Argentino” skorzystała garstka osób i to wcale nie dlatego, że ”tak trudno było się umówić”, po prostu nikomu nie zależało na tym, by wiedzieć jaki jest wynik BAER TEST jego psa/psów. Suka, która miała być kryta pochodzącym z Włoch reproduktorem, której właścicielka zdecydowała się skorzystać z możliwości przeprowadzenia badania za 50zł, okazała się półgłucha i z krycia hodowla się wycofała. Dlaczego? Bo po badaniu ”zostaje ślad” i Nabywcy szczeniąt z kojarzenia, w którym jedno z rodziców ma stwierdzoną jednostronną głuchotę, mogliby mieć podstawy do nazwania tzw hodowczyni ”nieprofesjonalną”. Tak, badań u psów nie robi się dlatego, że ”zostaje po nich ślad” i nie można udawać, że ”ojejku, nie wiedziałam”. A jak kryjesz nieprzebadanym repem, to hulaj dusza piekła nie ma -przecież nie ma wyniku, nie ma śladu, może się upiecze…

Po tych czterech latach wciąż było dla mnie zaskakujące, że osoby podobno tak ”obeznane” w psach typu presa są tak niekonsekwentne nawet w teoretyzowaniu o psach (Szkoda, że nie uchroniło to ich ”obeznanie” i praktyka” (sic!) rozmnażanych przez te przypadki zwierząt przed różnymi schorzeniami, widać teoria nie musi iść w parze z praktyką [a praktycznie to się okazuje, że u tzw hodowców teoria tylko teoretycznie ma wpływ na praktykę i znajomość rodowodów, robienie foteczek i pisanie postów na FB nie wystarczy, żeby być hodowcą]). Raz piszą jedno, innym razem coś zupełnie odwrotnego i kiedy prześledzić ich działalność, na jaw wychodzi, że choć tak mądrzą się na temat wzorca rasy albo żywienia, nie dość, że same wyhodowują coś skrajnie od tego wzorca odbiegającego, dopuszczają się szeregu zaniedbań w wyniku których psy mają albo deficyty psychiczne (co nie przeszkadza rozmnażać np. osobników skrajnie tchórzliwych, bo na tzw testy psychiczne osoby takie przyprowadzają inne psy niż te zgłoszone, czy też nienormalnie agresywnych) i fizyczne, od krzywicy po dysplazję i inne zwyrodnienia. Ale ci tzw hodowcy i fejsbukowi trzepacze postów w przeprowadzaniu linczu na właścicielach kalekich psów są świetni. Nigdy nie zawodzą.

Można się nie zgadzać, mieć inne podejście do tego co jest najistotniejsze w fenotypie psa i mimo to ”różnić się pięknie”. Ale należy być konsekwentnym w kwestiach kluczowych. Można więc dziwić się i to zdziwienie wyrażać (”Ej, sorry, ale rok temu śmiałaś/łeś się z tego, że X prowadza po ringu coś takiego, a teraz robisz mu/jej reklamę i uwiarygadniasz go/ją takim a nie innym komentarzem. I ty to tak na serio?” -kiedy ktoś, kogo ma się za ”znawcę” właśnie zachwyca się jakimś koślawym wypłoszem, bo ”chce, żeby ją/go wszyscy lubili”). Można też odciąć się od tzw środowiska, kiedy to ”zmęczone”’ jest tym, ”ale ty tak walczysz o te badania i taka pamiętliwa jesteś, a ja chcę, żeby wszystkim miło było”. Ale kiedy tzw ”środowisko” kryje skandal dotyczący szalejącej u psów z danej hodowli dysplazji, który okazuje się być tylko czubkiem góry lodowej, bo dysplazja w danej rasie nie jest czymś wyjątkowym, w więcej niż w jednej hodowli (jest tak popularna, że cudem byłoby krycie typu pies i suka A & 0/0 -no dobra, nawet B i ”jedynki”), nie można udawać, że wszystko jest ok, nic się nie dzieje i wmawiać sobie, że wciąż tylko ”różnimy się pięknie”.

Kiedy ktoś kryje psy bez kątów, ledwo się poruszające kaleki nie można go klepać po pleckach ”ale jesteś zaje”. Każdy kto ukrywa przed potencjalnymi Nabywcami szczeniąt prawdę o ”stylu” ”pracy hodowlanej” w danej tzw hodowli i dopinguje tzw hodowcę, który świadomie rozmnaża psy nieprzebadane albo przebadane-kalekie i swoim działaniem uwiarygadnia tego tzw hodowcę jest…

Oburzające jest, że tzw hodowcy i posiadacze, choć wiedzą ile kalekich psów ktoś wypuścił od siebie w świat czy to sprzedał je Nabywcom, czy innym hodowcom albo jak bardzo zaniedbał swojego argentyna czy kanara albo majorkę, azjatę czy innego ”dużego psa”, fundując mu drastyczne problemy z aparatem ruchu, wciąż pieją nad ”talentami” i ”mądrością” takiej osoby. Ciągle i ciągle uwiarygadniając ją jako tzw hodowcę, ”speca od żywienia” i generalnie ”guru” bez którego działalności świat się zawali. (Wbicie sobie do łba rodowodów psów nie czyni ”hodowcą”, min dlatego, że na ”hodowanie psów” trzeba mieć pieniądze, a nie liczyć, ze się na psach zarobi. Tak samo jak nie jest treningiem przypinanie smyczy do obroży psa i nakazywanie mu by ”ciągnął”, ”żeby sobie masę mięśniową wyrzeźbił”. A co z grzbietem? [Cyklicznie wywoływany, długotrwały ucisk na tchawicę ma bardzo poważne skutki zdrowotne]. Ale, jak to było? Przecież ”co ja wiem”… W końcu ”nie jestem hodowcą i nawet nie mam psa”, a ”i do ZKwP też nie należę” -na szczęście 🙂 I dlatego mogłam ”ugryźć” tabu ciętych uszu…).

Żałośni są ”specjaliści”, którzy nie wpadli na pomysł zamrożenia nasienia tych swoich super-psów (a może wpadli, ale nie mieli kasy na opłacenie jego przechowywania w szwajcarskiej klinice albo współwłaściciel’ka oponował’a?). Tacy mUndrzy, tacy cwani, a młodość psa ”przeminęła z wiatrem” jak i wartość jego nasienia… #zamkinapiasku

To jest niesamowite, jak działa to środowisko. Te ”wojny”, ”wojenki” i ”przyjaźnie”, ”pakty o nieagresji” i ”haki”, ”obrabianie sobie tyłków” i ”przekazywanie informacji”. Ale co zjednoczyło całe to towarzycho? Co sprawiło, że wszyscy oni mogli w końcu znaleźć jeden wspólny mianownik, który wreszcie dał im okazję do generalnego ”pojednania”? Co ”zjednoczyło” Hodowców i kanarów i argentynów? Uszy. I to bynajmniej nie BAER TEST. 

USZYGATE

Wygodnie jest nie wiedzieć pewnych rzeczy. Jeszcze wygodniej jest jak ci jakiś tzw ”autorytet” mówi ”jak życie wygląda” i cię ”zwalnia” z ”szukania informacji”… Zawsze wolałam psy z ciętymi uszami. Przyzwyczaiłam się, to była ”moja estetyka”. No i kurczę, ”Skoro Związek Kynologiczny w Polsce sobie wymyślił, że można przedstawiać te ‚zaświadczenia’ o ‚leczniczym kopiowaniu’, no to chyba można, nie? No w końcu jakby nie było można, to by ktoś z tym coś zrobił, prawda?” –wrong! Jak masa tych ignorantów z ZKwP, nie miałam pojęcia, jak istotną w przypadku uszu jest semantyka… Naprawdę wierzyłam w tę propagandę, że ”jak się psu obetnie fragment ucha to, to mu jakoś medycznie lepiej robi”, że ”to jakoś” go chroni, przed ”czymś” i że istnieje coś takiego jak ”kopiowanie ze względów medycznych”, bo było mi tak wygodnie, bo podobały mi się cięte psy. Tylko ciągle były jakieś problemy z tymi ”zaświadczeniami”… Niby to ”spoko jest” i ”ma problemu”, ale to się nie dodawało z tym, że ktoś ”jedzie na Słowację i psa przy hipermarkecie przekazuje komuś innemu i potem boi się czy mu tego psa oddadzą”… Te wszystkie kombinacje… ”Wiesz, ja to oficjalnie mam psy za granicą cięte, w Hiszpanii, papier nawet taki mam, jakby co”… ”Masz to ‚zaświadczenie’, skseruj sobie, tu graficznie datę zmień i podpis jakiś daj”… Ale nie wnikałam, bo podobały mi się kopiowane psy, więc co mnie obchodziło ”jak to się robi”?

Tylko któregoś dnia, czytając wypociny jednego czy drugiego ”autorytetu”, zastanowiłam się nad tym jak to jest, że psy, które nie mają BAER TEST, mają chirurgicznie zmienione uszy? Jak to jest, że psy z dysplazją stwierdzoną przez weterynarzy też mają cięte uszy, ich rodzice mają uszy cięte, ale nie mają prześwietleń? Jak to jest, że z tym ”legalnym cięciem” musi być jakiś ”specjalny wet, zaufany” i że ”to kosztuje od paru stów do ponad tysiąca pięciuset złotych” i że kto inny tnie, kto inny ”zaświadcza”… Że Ustawa obowiązuje od 1997 roku, a w Nowelizacji z 2012 pojawiło się w szczególności… Więc sobie odpuściłam ”autorytety” i zaczęłam czytać podręczniki dla weterynarzy, szczególnie te fragmenty o kopiowaniu, dysplazji i innych schorzeniach, a przede wszystkim sprawdziłam stan prawny… I nagle się okazało, że trzepiące posty na FB, osoby, które już się ”wyautorytetywowały”, robiąc z gęby cholewę i wypisując bzdety, ”żeby ich wszyscy lubili”, w tym ludzie, którzy skompromitowali się osiągnięciem polegającym np. na uzyskaniu np. galopującej dysplazji stawów w swoich liniach, po prostu opowiadają i wypisują o cięciu uszu swoim psom, totalne kłamstwa i bzdury. (Przy okazji: polecam wam przyjrzeć się uważnie kto unika wszelkich fejsbukowych dyskusji o cięciu uszu… Kto, choć zazwyczaj mądrzy się na każdym kroku, tematów związanych z cięciem unika i się ”nie wychyla”… )

W życiu by mi się nie chciało zajmować tematem USZYGATE gdyby nie ta słaba, naprawdę parszywa reakcja środowiska związanego z psami presa na dysplastyczny skandal z początku zeszłego roku. Super-popularna hodowla i bum: dysplazja -ok, mogło się zdarzyć każdemu, ale to jak zareagowała osoba, która odpowiada za to, że te dysplastyczne psy pojawiły się na świecie, jak zareagowali znajomi tego hodowcy.. To było coś… Tupeciarstwo i przysłowiowe wykręcanie kota ogonem po bandzie. I wszystko ok, nikt nic nie mówi… ”Nic się nie stało”… Dziś mamy powtórkę na grupie Dogo Argentino Polska (Poland): pow ww filmem https://www.facebook.com/alex.xyzn/videos/g.300344586722991/1024202477654656/?type=2&theater, pod tym postem https://www.facebook.com/photo.php?fbid=1025835957491308&set=gm.1018662851557824&type=3&theater i także umieszczonym na tej grupie, postem hodowcy.

Jak wprowadzić do Ustawy o Ochronie Zwierząt zapis mówiący, iż rozmnażanie zwierząt kalekich jest formą znęcania się nad nimi? By rozpocząć drogę najpierw trzeba obnażyć mentalność ”konsultantów” ”konsultujących” projekty ustaw dotyczących stricte psów. Ok, no to złapmy ZKwP za jego achillesową piętę czyli ”zaświadczenia o leczniczym kopiowaniu” i obnażmy ”procedury” od lat działające w tym stowarzyszeniu. Sprawdźmy czy hodowle prowadzone są zgodnie z art. 10 Ustawy o Ochronie Zwierząt -i tu też bida…

Przyznam, że zniesmacza mnie sytuacja, w której tzw hodowcy wypisują do mnie poematy na Facebooku i w smsach, dotyczące kontroli i ”kontroli”, które pojawiają się w ich hodowlach. Uważam, że to do siebie powinni mieć, pretensję jeżeli prowadzą hodowle psów ras uznawanych za agresywne, nielegalnie, bo Art 10 UoOZ nakazuje zarejestrowanie hodowli psów ”z listy”. Męczący jest też schemat, zgodnie z którym wyglądają te żale. Kolejny raz jasno zaznaczam: uważam, że nie jest hodowcą, ktoś kto z pełną świadomością kryje nieprzebadaną BAER TEST sukę rasy Dog Argentyński, której matka była jednostronnie głucha, a o ojcu wiadomo tyle, że jego ojciec dawał w każdym miocie szczenięta z ”niedosłuchem” (biorąc pod uwagę tylko mioty przebadane!). Jest to głupie i pozbawione jakiejkolwiek odpowiedzialności w sensie hodowlanym, szczególnie jeżeli w miocie tej suki była przynajmniej jedna jej zupełnie głucha siostra, a kryjący sukę samiec nie ma BAER TEST, bo ”przecież wiem co mam”. Szczenięta z takiego miotu, zwłaszcza jeżeli wziąć pod uwagę ‚tajemnicę dysplazji’ czyli fakt, że suka, jak i jej partner, jest nieprzebadana, oraz ”czkawkę po babci” czyli min. rozszczepy podniebienia, nie posiadają jakiejkolwiek wartości hodowlanej i powinny zostać wykastrowane oraz koniecznie przebadane i to tylko po to, by ich Nabywcy wiedzieli co mają i ”z czym to jeść”. Smętne jest, że najpierw ”zwierzano się mi” -przy czym ‚nikt nie przystawiał tzw hodowcy pistoletu do głowy’, aby informował mnie o swoim ”planie hodowlanym”, że ”na pewno będziemy badać przed kryciem”, po czym ”wyszło tak, że nie starczyło czasu”.

Po raz kolejny powtarzam: to nie ja do mnie dzwoniłam/pisałam i to nie ja mi dosłownie ”obiecywałam”, że przebadam psy, zanim ich użyję w ”hodowli”, więc nie kumam męczenia mnie żalami, że ”przecież nie trzeba mi się tłumaczyć z planu hodowlanego” i ”przecież nie ma wymogu badania”. Nie pamiętam ile razy powtarzałam, że takie ”plany hodowlane” to ja mam tam gdzie słońce nie dochodzi i mi się nie chce baterii marnować na wysłuchiwanie trucia, które mnie nie dotyczy, bo to nie moje psy i nie moja hodowla. To jest krótka piłka: badania to minimum. Nie masz przebadanych psów? To ”z czym do ludzi”? Rozmnażasz nieprzebadane psy i masz się za hodowcę? Nie zawracaj mi d…

Środowisko fanów kopiowanych uszu nie jest w stanie wybaczyć jednego: konsekwencji. Tak, drodzy ”miłośnicy psów” (z ciętymi uszami, w szczególności), wszystko fajnie, ale mieliście 4 lata na to by zacząć badać swoje psy, a przez cały ten czas tylko mówiliście, że zaczniecie to robić, więc nie możecie się dziwić, że skoro przed samymi sobą ”nie dotrzymaliście słowa”, uważam was za bandę cwaniaków, którzy na fejsiku ”lansują się” jako hodowcy, choć w gruncie rzeczy nie macie opanowanych nawet podstaw teorii genetyki, bo gdybyście mieli choć teorię, wiedzielibyście, że jest bezlitosna. I nawet tacy ignoranci jak ty czy ty powinni skumać, że te ”obrączki” na ogonach i ”łatki przy tyłku” są i będą, bo to po babci, legendarnej PECICY z ”łatą” wywabioną azotem… Tak samo jak rozszczepy… ”Łatki” widzicie, jednostronnej głuchoty zobaczyć nie możecie, a nawet jeżeli wasze psy przejawiają charakterystyczne symptomy, to jak mielibyście je zobaczyć, skoro nie widzicie albo zobaczyć nie chcecie, ewidentnych problemów z aparatem ruchu u waszych psów? Jak chcecie wyłapać znacznie subtelniejsze symptomy świadczące o jednostronnej głuchocie, skoro nie widzicie niczego podejrzanego w sposobie w jaki porusza się dany pies?

”Hodowcy-praktycy” -no błagam… Ludzie, którzy sobie praktycznie eksperymentują na żywych organizmach, realizują swoje egoizmy kosztem psów, nieprzebadanych, ale za to ”kozacko wyglądających”. I to takie smutne, że dla kasy kryje się sukę, o której parę miesięcy wstecz mówiło się ”jakie to jest gówno”Każdy kto utrzymuje się z tzw hodowli psów jest partaczem, bo żyje z psów i nie stać go na ”poziom” i taka jest smutna prawda. Rozmnażanie psów, które trzyma się w bez dostępu do światła dziennego i wyciąganie ich z kojców na wystawy, to nie hodowla, no chyba, że chodzi o fermę fretek, ale wtedy to wprost nazywane jest barbarzyństwem. Psów tak się nie trzyma. Nie ma to jak skazać szczeniaka na deficyty od samego początku, wyhodować mu krzywicę, zadbać o to by był miękki bardziej niż ”włoski import”, od ciągłego przebywania w kojcu… 

I te teksty, że ”Nie ma sensu badać, bo ryzyko jest zawsze”. Poczytaj choćby o wynikach badań dotyczących eliminowania głuchoty u amerykańskich Dalmatyńczyków kretynko/kretynie!

Śmieszy mnie, choć to śmiech przez łzy, jak czytam w tych smętnych wiadomościach, że się ”mszczę”. Ludzie, do ciężkiej cholery, to ja wam kazałam obcinać uszy waszym psom? To ja kserowałam ”zaświadczenia” i podrabiałam podpisy, bawiąc się ”fotoszopem”? Wiem, dotąd zawsze ”jakoś to było”, no ale tym razem koniec z ”jakoś to będzie”. To że nikomu wcześniej nie chciało się ”skubnąć” ZKwP za jego achillesowa piętę ”zaświadczeń o leczniczym kopiowaniu”, to też nie jest mój problem. Jeżeli cokolwiek się na was mści, to wasza własna głupota i arogancja.

Od czerwca zeszłego roku dzieje się naprawdę dużo i w tym miejscu chcę podziękować moim czytelnikom: dostałam przesyłkę i już ”poszła w świat”. Opadła mi szczęka, kiedy zobaczyłam nazwisko lekarza. W korespondencji zwrotnej, którą otrzymałam od instytucji, której przekazałam otrzymane dokumenty, pojawiło się sformułowanie ”(…) dokumentacją dowodzącą popełnienia przestępstwa przez lek. wet.”. Proszę mi wybaczyć, bo z oczywistych względów nie mogę na bieżąco informować o kolejnych etapach sprawy. Choć bardzo bym chciała, nie mogę w tej chwili napisać niczego więcej, ale pragnę wyraźnie podkreślić, że pomoc Nadawcy przesyłki jest nieoceniona i może być tym, co wprawi klocki domina w ruch oraz uzupełni przykłady urzędniczych zaniedbań dotyczących art. 10 UoOZ. Zaznaczę, że w tej chwili kończę opracowanie, które przekażę odpowiednim instytucjom, stąd też wciąż na blogu nie ukazał się tekst, który zapowiadałam już w końcu zeszłego roku. Po prostu w trakcie jego przygotowywania okazało się, że materiały zebrane przeze mnie w ostatnich miesiącach są zbyt obszerne i szczegółowe, i zdecydowanie przekraczają możliwości bloga. Jak tylko uporam się z ich ”podsumowaniem”, dam znać jakimś w miarę możliwości skondensowanym wpisem 🙂

Na koniec http://wiadomosci.dziennik.pl/polityka/artykuly/515384,glowny-lekarz-weterynarii-zmiany-rzad-beata-szydlo.html Już tylko biorąc pod uwagę tolerowanie (praktycznie 4 lata) przez Głównego Lekarza Weterynarii i cały Główny Inspektorat Weterynarii „zaświadczeń” o „leczniczym kopiowaniu psom uszu” (OKSYMORON LEVEL HARD) czyli pseudodokumentów, nieposiadających podstawy prawnej i wytwarzanych tylko i wyłącznie na potrzebę (życzenia) poszczególnych członków, monopolizującego kynologiczny rynek w Polsce, stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce, by ci mogli na wystawach rasowych psów, organizowanych przez to stowarzyszenie, pokazywać okaleczone kopiowaniem psy, choć polskie prawo zabrania kopiowania psom uszu i ogonów, kwalifikując ten zabieg jako formę znęcania się, uważam, że to dobry początek. Świetnie, że stołki tracą ludzie współwinni znęcania się nad zwierzętami, urzędnicy państwowi, którzy choć mieli pełnić funkcje kontrolująco-nadzorcze nad przestrzeganiem zapisów Ustawy o Ochronie zwierząt, brakiem reakcji na napływające do nich informacje, dotyczące łamania przez członków ZKwP zapisów UoOZ, przyczyniali się do panoszącego się w ZKwP poczucia „nietykalności” jego członków i „bycia ponad prawem”, i tym samym szerzenia się w tym środowisku procederu ściganego z urzędu i zagrożonego karą pozbawienia wolności! Urzędnicy ci dopuścili się skandalicznego zaniedbania swoich obowiązków. Zobaczymy jakie konsekwencje zostaną wyciągnięte w stosunku do członków ZKwP, z których wielu jest lekarzami weterynarii

A czytając dyski o ”zaniedbaniach ze strony nowych właścicieli” zacznijcie myśleć. Zdumiewające, że ludzie obserwujący grupy nie orientują się, że są rozgrywani przez tzw hodowców, którzy zamiast zacząć od stanowczego ścięcia argumentów osoby, która posiada np. dysplastycznego psa, poprzez publikację wyników rodziców takiego szczeniaka i tym samym udowodnienie, że jako hodowcy ze swojej strony zrobili co w ich mocy, by zminimalizować ryzyko wystąpienia kalectwa u potomstwa danej pary, czekają aż z sytuacji wybronią ich członkowie grupy… Przy każdej z takich sytuacji, czytam i nie wierzę. Nie chodzi już nawet o to, że zdarza się, że ludzie kompletnie skompromitowani swoimi ”dokonaniami”, ”jadą” właścicieli niepełnosprawnych psów, po prostu niewiarygodne jest, że ktoś kupuje narrację, w której człowieka, który przedstawia diagnozę wystawioną przez praktykującego lekarza weterynarii, traktuje się jak idiotę i ciężar ”dyskusji” przerzucany jest na;

a) wybór weterynarza przez właściciela i to, że ‚na pewno wet jest niedouczony’

b) ”skąd hodowca mógł wiedzieć?” (Przecież ”dysplazja i inne schorzenia genetyczne biorą się z kosmosu”)

c) ”złą karmę i brak suplementacji”. Drodzy ”hodowcy”, sorry, ale to że niektórzy z was karmią psy najtańszym np. mięsem i nie mają na suplementy, żeby np. ociężałego np. Doga Argentyńskiego chociaż spróbować wyprowadzić z kozińca i mają czelność wmawiać osobom, które mają tylko jednego psa, że ich, jak tych ”hodowców” nie stać na dobrą karmę i właściwą opiekę weterynaryjną, jest szczytem sk…ństwa -mniej słodyczy przed fejsbukiem, miej piwka, a zostanie wam więcej kaski na suplementację i i prześwietlenia w kierunku zdiagnozowania stanu co najmniej HD i ED).

Taki jest standard tych ”dyskusji”: zrobić z Nabywcy szczeniaka-kaleki idiotę, wmówić mu, że wybrał niewłaściwego weta, że wszystko co dotąd zrobił w związku z tym co ten wet mu poradził było złe, głupie i dodatkowo zaszkodziło psu i opie…ć właściciela za to, że ”marnuje czas na kręcenie dymu na FB zamiast psem się zająć”.

Skoro czytacze ”dymnych” tematów są tacy mUndrzy i nawet po cwaniacku udzielają się w tych dyskach, to dlaczego nie ogarniają podstawowej rzeczy? To nie Nabywca psa ma się tłumaczyć, Nabywca tylko INFORMUJE czytelników posta o problemie i diagnozie, to hodowca musi pokazać, że wyeliminował z programu hodowlanego osobniki obciążone danym schorzeniem i dopiero wtedy taki tzw hodowca staje się ciut wiarygodniejszy jako autor połajanek w kierunku Nabywcy. Jest na Serwisie Facebook taka strona ”Institute of Canine Biology” -gorąco polecam na nią zajrzeć i zacząć sobie przyswajać treść artykułów, zanim zacznie się wypisywać kretynizmy na tzw grupach tematycznych. Mam świadomość, że niektórym tzw hodowcom bardzo nie na rękę jest pisanie o najnowszych odkryciach naukowców z dziedziny genetyki, ale mam to w nosie. Zacznijcie się uczyć drodzy miłośnicy psów. Zacznijcie czytać wartościowe teksty, bo jeżeli liczycie, że ”towarzycho” w swoich postach w tych grupach ”daje wam” ”wiedzę”, to się zaje mylicie. Aczkolwiek wbijcie sobie do głów jedno: aktualny trYnd jest taki: jeżeli ośmielisz się drogi Nabywco obnażyć ”efekt pracy hodowlanej” tzw hodowcy chronionego paktem ”w kupie raźniej” (może smród jednoczy?) przez towarzystwo wzajemnej adoracji, licz się z tym, że zaleje cię fala jadu, którego wisienką na torcie ma być wmówienie ci, że za to co zrobiłeś (podanie do publicznej wiadomości diagnozy psa) towarzycho ukaże cię zorganizowaną akcją i nawet pomogą tzw hodowcy odebrać tę nieszczęsną kalekę…

Zuza Petrykowska

Ps. Tak, wiadomość o tej samej treści wysyłam do tego do kogo ją wysyłam i ”wróbelków”… A odnośnie tzw oczekiwań: na wszystko jest czas i miejsce, cierpliwości.

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora jest zabronione.