Archiwa tagu: Perro de Toro Español

PSY ”RAS UZNAWANYCH ZA AGRESYWNE” I SENS ”LIST RAS NIEBEZPIECZNYCH” NA PRZYKŁADZIE RASY DOGO ARGENTINO – SKUTKI ATAKU DOGO ARGENTINO NA CZŁOWIEKA WYJAŚNIAJĄ DLACZEGO PSY TEJ RASY ORAZ ICH MIESZAŃCE POWINNY BYĆ MONITOROWANE I OBJĘTE RESTRYKCJAMI

By ułatwić zapoznanie się czytającym ten tekst z poniżej opisanymi przypadkami ataków psów rasy uznawanej za agresywną na ludzi i skutkami owych ataków, gdyż to o sutki tych ataków a nie ich częstotliwość chodzi w listach ras psów agresywnych/niebezpiecznych, wyodrębniłam fragmenty z tego tekstu. Tak więc dzisiejszy wpis nie jest nowym tekstem, a jedynie ”skrótem” stanowiącym uzupełnienie tego artykułu.

W 3 na 4 medialnie znane przypadki ataków Dogo Argentino na ludzi, które w ciągu ostatnich dwóch lat miały miejsce w USA, samce Dogo Argentino zaatakowały kobiety.

Tragedia w Huntingtown: 21 czerwca 2018 r.

O tym ataku notatki znaleźć możecie na stronach wielu różnych serwisów (nie tylko na stronie Dog’sBite.org – Some dogs don’t let go[2] ale) i min. na stronie foxbaltimore[3]. W dużym skrócie: 28-letnia Jenna Rae Sutphin zmarła w kilka godzin po tym, jak około 7:15 rano zaatakowana została przez własnego Dogo Argentino. Kobieta w stanie krytycznym, z obrażeniami spowodowanymi pogryzieniem tylnej części głowy i szyi, drogą powietrzną została przetransportowana do Washington Medstar Hospital Center. Sutphin i jej narzeczony, Jason Hammer, będący trenerem w Prince George’s County Correctional Center K-9, hodowali i sprzedawali Dogo Argentino. Atak miał miejsce przed wychodzącym na Route 4 (Drogę 4) domem pary. Motocyklista jadący wzdłuż Rute 4 zadzwonił pod numer 911 około 7:15 rano, po tym, jak zobaczył zwierzę atakujące COŚ. Kiedy patrolujący okolicę policjant dotarł do zarośniętego obszaru w pobliżu autostrady, pies wciąż aktywnie atakował, został postrzelony i uciekł. Na miejscu zdarzenia pojawili się zastępcy z Biura Szeryfa Calvert County, którzy psa odnaleźli i zastrzelili. Ofiara ataku zmarła około 17ej.

Atakujący pies, nazwany Rocky był częścią pary hodowlanej należącej do ofiary i jej narzeczonego. Zwierzę mieszkało z parą od około czterech lat. W czasie, gdy trwał atak narzeczony ofiary, Hammer przebywał na „sesji treningowej ze swoim nowym partnerem K-9”. Hammer niedawno przeszedł 16-tygodniowy program treningowy ze swoim innym psem: malinois-shepherd mix, czyli mieszańcem owczarków belgijskiego Malinois i zapewne klasycznego ONka. Panna Sutphin również zatrudniona była w hrabstwie Prince George, pracowała jako asystentka prokuratora okręgowego od maja 2016 r.

14 czerwca 2018 r. Northern California, Bay Area: ”Dogo Argentine dog weighing 100 pounds mauled its owner this morning” – ”Ważący 100 funtów (+/- 45kg) Dogo Argentino dzisiejszego poranka poturbował swoją właścicielkę”.

Min. na stronie organizacji Dog’s Bite… jest wzmianka o jeszcze jednym ataku, który zdarzył się tydzień przed tym z Huntigtown i (też) miał miejsce na terenie hodowli Dogo Argentino. O tym ataku opowiada sąsiadka, której reakcja (telefon wykonany pod numer interwencyjny 911) uratowała życie ofierze, pani ta wypowiada się w tym materiale: witnesses neighbor: ”The 29-year-old woman was flown to the Bay Area where she’s in critical condition. Police shot the dog after it charged at them.” It was not until the third shot that the dog stopped its attempt to attack the officers” – 29-letnia kobieta została przetransportowana drogą powietrzną do Bay Area, gdzie przebywa w stanie krytycznym. Policja zastrzeliła psa po tym, jak ich zaatakował. „Dopiero po trzecim strzale pies przerwał próbę ataku na oficerów”. Jak twierdzą sąsiedzi, psami w hodowli zazwyczaj zajmować się miał mąż ofiary ataku, wcześniej nie widywali kobiety jako osoby, która dogląda psów. Niestety wzmianek mówiących coś więcej o tym zdarzeniu, poza tym, że na szczęście kobieta przeżyła, brak. (Jeśli wierzyć komentarzom pod filmem na YT, samiec, który zaatakował, nie należał do rodziny ofiary i był jedynie ”w odwiedzinach”, jako że miał zostać użyty jako reproduktor w kojarzeniu z jedną z suk należących do stada hodowlanego męża zaatakowanej kobiety.) Notatka na stronie Dog’s Bite mówi, iż mąż ofiary prowadzi hodowlę Dogo Argentino w Bay Area, o nazwie Dogos Del Gran Patron, a komentarze na fejsbukowej grupie entuzjastów rasy, podawać miały, że kobieta w wyniku ataku straciła co najmniej jedno ramię. Takie skutki są jak najbardziej możliwe i niezaskakujące, jeśli wziąć pod uwagę siłę i styl wchodzenia w kontakt z >celem< typowy dla dogo.

Jednak ponieważ bardziej szczegółowych informacji o okolicznościach ataku, obrażeniach jego ofiary i ich skutkach nie znalazłam, przejdę do kolejnego zdarzenia. Na szczęście także nie zakończonego śmiercią ofiary ataku, ale ciężkimi obrażeniami, których koszty leczenia – w dniu publikacji tekstu źródłowego (3 czerwca 2019 r.) – przekraczają 190 tysięcy dolarów, czyli ponad 726 tysięcy złotych.

2019 r., Los Angeles, Northridge Attack

Za Phyllis M. Daugherty (former City of Los Angeles employee and a contributor to CityWatch) – artykuł dostępny jest w tym miejscu[4], na stronie citywachla.com, a fragmenty pisane kursywą są bezpośrednim tłumaczeniem tekstu artykułu zamieszczonego na ww stronie internetowej): Ten tragiczny incydent wydarzył się na Amestoy Avenue w ekskluzywnej, malowniczej okolicy San Fernando Valley w Northridge, znanej również jako Sherwood Forest.”

Na spotkaniu w dniu 28 marca komisarze z The City of Los Angeles Animal Services Department [organizacji do spraw zwierząt działającej na obszarze Los Angeles], działali jako komisja odwoławcza w celu rozpatrzenia wniosku właścicieli psa (ojca i syna) wnoszących o odwołanie od decyzji Dyrektora Generalnego L.A. Animal Services, ogłaszającej ich 4,5-letniego Dogo Argentinodangerous dog” – ”niebezpiecznym psem”, po ataku tegoż psa na biegacza, ataku, który miał miejsce poza własnością/terenem posesji właściciela psa. [Pies uciekł z podwórza i zaatakował mężczyznę uprawiającego jogging w towarzystwie dwóch własnych psów.] Członkowie komisji rozpatrzyli wszystkie akta, które zostały złożone na rozprawie, ale nie zaakceptowali nowych dowodów. Ogłoszono, że rozważa się zalecenie, aby pies został poddany eutanazji ze względu na ekstremalne nasilenie obrażeń ofiary.

Wnoszący odwołanie zeznali, że są właścicielami Dogo Argentino odkąd pies był szczeniakiem i aktualnie pies ma około 4,5 roku. Pies nie jest wykastrowany i has never been licensed by the City, czyli nigdy nie został zarejestrowany we właściwym urzędzie i nie uzyskano na jego utrzymywanie zgody władz miasta, chociaż posiada aktualne wszystkie szczepienia, w tym to przeciwko wściekliźnie i jest zarejestrowany w ACK [American Kennel Club – czyli w amerykańskim ”Związku Kynologicznym”]. Jest to the first reported attack by the dog, czyli pierwszy zgłoszony atak [tego konkretnego] psa, do którego doszło, jak twierdzą, z powodu ucieczki psa przez otwarte obie bramy – pierwszą tę na wybiegu dla psa i drugą, tę wejściowo-wyjściową na teren posesji. Właściciele twierdzili, że pies kocha swoją rodzinę i bawi się ze ‚swoimi’ dziećmi. Jeden z właścicieli stwierdził również, w odpowiedzi na zapytanie komisarza Sandovala, że nie chce kastrować psa, ponieważ „uważa, że nie jest to dobre dla psa”. Dodał, że ponieważ jest to rzadki, rasowy pies zamierzał go rozmnażać. Właściciele psa byli reprezentowani przez adwokata, ale także występowali sami. Ich adwokat stwierdził, że przedmiotowy pies has no prior reports of bites/attacks → nie ma ‚teczki’ wcześniejszych doniesień o ukąszeniach/atakach, że ”ma czyste akta” i że the incident being considered was provoked because the victim would practice karate moves–kicking and punching–in the street in front of the house to agitate the dog → rozważany incydent został sprowokowany, ponieważ ofiara ćwiczyła ruchy karate – kopanie i uderzanie pięścią – na ulicy przed domem, aby pobudzić psa. Adwokat oświadczył, że właściciele byli gotowi zapisać psa na szkolenie, wyprowadzać go w przestrzeń publiczną w kagańcu, lub zastosować się do wszelkich środków ostrożności lub ograniczeń, które mogą zostać nałożone na nich przez Komisję. Adwokat skonstatował również, że opiewająca na wiele milionów dolarów polisa ubezpieczeniowa właściciela psa pokryje wydatki ofiary poniesione przez nią na leczenie.”

Zanim przejdzemy do dalszych zeznań: słodko, co? U nas też, swego czasu (jeszcze w 2015 roku) nawet niektóre hodowle Dogo Argentino, nie mówiąc o pojedynczych egzemplarzach psów tej rasy, funkcjonowały niezgłoszone właściwym w sensie administracyjnym Urzędom. Urzędom, które przecież powinny mieć wiedzę, iż na terenie im podlegającym utrzymywane są psy rasy uznawanej za agresywną oraz, że prowadzona jest hodowla psów rasy uznawanej za agresywną. Jeszcze wcześniej owe Urzędy powinny były wydać zgodę na nie tylko prowadzenie takiej hodowli, ale w ogóle utrzymywanie każdego z np. właśnie Dogów Argentyńskich z osobna… Ponieważ, gdy przychodzi do tragedii, wszyscy chcą wiedzieć ”Skąd wziął się tam ten pies?!”. Ale hodowle ”na lajcie” sobie działały bez wiedzy urzędników… Jak jest dziś? Czy min. np. tę szczególnie tajemniczą w końcu wytropiono? Wiadomo już – na bieżąco – ile psów wchodzi w skład stada hodowlanego i kto z imienia i nazwiska w sensie prawnym odpowiada za każdego z nich, czyli wpisany jest w dokumenty danego osobnika jako jego właściciel/ka? Znany jest już adres, pod którym ta hodowla jest prowadzona, ten pod którym faktycznie utrzymywane są psy? Czy też wciąż psy ”znajdują się pod opieką” różnych osób? I czy by kupić szczeniaki, zamiast do hodowli, pod konkretny adres, wciąż trzeba pojechać na parking przed którymś z centrów handlowych? Czy wciąż jedyny adres znany jako adres tej hodowli, to adres prywatnego mieszkania, któregoś z członków rodziny osoby rozmnażającej psy? Przyznaję: nie wiem. Nie wiem ”jak sytuacja” z rejestrowaniem w Polsce hodowli psów rasy Dogo Argentino, psów rasy uznawanej za agresywną, bo co rusz jakaś tzw hodowla powstaje. Na pęczki teraz tego jest, więc bardzo ciekawe czy coś się zmieniło i czy członkowie Związku Kynologicznego w Polsce posiadający psy ras uznawanych za agresywne, a tym bardziej ci prowadzący w Polsce hodowle psów ras uznawanych za agresywne, rejestrują już swoje psy we właściwych urzędach i mają już wszyscy zgody na prowadzenie owych hodowli? Czy też wciąż panuje wolnoamerykanka, bo ”zezwolenie to takie tylko zawracanie głowy”?

I ten kawałek o pokrywaniu kosztów leczenia też jest ”fajny”… ”Kaska? A nie, to lajcik. Nic się nie stało. Zapomnijmy o sprawie”. Szczególnie fajny jest w świetle zdarzenia, które miało miejsce w LA w roku 2017, kiedy >pitbull< zaatakował biegacza i poza tym wszystkim co mu zrobił, odgryzł temu mężczyźnie jądro.

Niektórzy tzw hodowcy w Polsce nie mają kasy na badanie swoich psów i nie wiedzą czy rozmnażają psy np. obustronnie słyszące czy jednostronnie głuche, czy ich psy mają zdrowe serca, czy może jednak ich ”pompy” zdrowe nie są, albo czy ich psy są genetycznie obciążone np. dysplazją? (Co łatwo wytropić, gdy bada się wszystkie osobniki używane w hodowli oraz ich potomstwo nim ostatecznie przekaże się prawo własności szczeniąt osobom trzecim.) Nie przeprowadzają badań, bo nie stać ich na hodowanie psów na poziomie i mogą je tylko rozmnażać, pykać sobie mioty. I tak je sobie pykają, bazując na osobnikach, do których mają łatwy dostęp (wymiana z innymi ”rozmnażaczami” wychodzi tanio) itp. itd. I teraz wyobraźcie sobie akcję w rodzaju ataku psa rasy agresywnej na człowieka w Polsce. W takich warunkach. Ataku, który kończy się bardzo ciężkimi obrażeniami ofiary. Ataku, w wyniku którego ofiara być może nawet staje się osobą niepełnosprawną. Ataku, którego konsekwencje są nie tylko fizyczne, ale pociągają za sobą także psychiczną traumę. Ataku, którego skutki dotykają nie tylko jego bezpośredniej ofiary, ale i jej rodziny; żony/męża, narzeczonego/narzeczonej, dzieci albo rodziców oraz rodzeństwa – mówię tu o traumie, która roznosi się na caaałą rodzinę i nieodwracalnie zmienia życia wszystkich jej członków. Wyobraźcie sobie atak dogo na człowieka i to, że leczenie ofiary jest baaardzo kosztowne i dłuuugie. Może nie będzie w stanie wykonywać pracy, która była jej źródłem dochodu nim doszło do ataku?. Wyobraźcie sobie, że taki ”Czesio” albo ”Czesia”, którzy sobie kupili dogo, bo ”jest jak wielki, taki aPdEJtowany pitbull” i teraz już jako ”hodowcy” karmią psa/psy tak, żeby wyszło jak najtaniej i w ogóle cała ta ich hodowla ”obliczona jest” na to, żeby było jak najtaniej, bo żyją z tego, że rozmnażają psy i sprzedają szczeniaki ”jakimś jeleniom”, mieliby pokryć koszty leczenia ofiary ataku ich psa a także wypłacić jej odszkodowanie tadam!

A, i kluczowe jest na wstępie zidentyfikowanie właściciela psa. Tej osoby, która widnieje w dokumentach dotyczących danego zwierzęcia jako jego właściciel i jest za to zwierzę bezpośrednio odpowiedzialna w sensie prawnym. Czyli tego wobec kogo należy wyciągnąć prawne konsekwencje i od kogo można, trzeba domagać się odszkodowania.

CZY ROZUMIECIE JUŻ DLACZEGO TAK WAŻNE JEST, BY LUDZIE, KTÓRZY TE PSY PRODUKUJĄ, SPRZEDAJĄ I/ALBO SĄ ICH WŁAŚCICIELAMI BYLI ZNANI I ŁATWI DO NAMIERZENIA W RAZIE, GDY JAKIŚ NP. DOG ARGENTYŃSKI KOGOŚ ZAATAKUJE? ROZUMIECIE DLACZEGO TE PSY MUSZĄ BYĆ MONITOROWANE? CHOĆ W NASZYM KRAJU CIĄGLE NIE SĄ…

Ok, idźmy dalej:

Ofiara, bardzo szczupły mężczyzna, w wieku mniej więcej 50u lat, stwierdził: „Wszystko, co zrobiłem, to uprawiałem jogging trasą biegnącą przy ich domu”. Wyjaśnił, że kobieta po drugiej stronie ulicy has multiple aggressive dogs who bark when he passesma wiele agresywnych psów, które ujadają/szczekają, kiedy mijali jej posesję, i he has seen the Dogo Argentino become aggressive toward other dogs when they passed the propertywidział, jak Dogo Argentino staje się agresywny w stosunku do innych/tamtych psów, kiedy mijali posesję skąd my to znamy, pies uderza w to, co może, w to, co jest najbliżej.

Powiedział: „zaprzestałem przebieżki z moimi dwoma psami i pobiegłem w kierunku środka ulicy, aby uniknąć pobudzania/podniecania Dogo Argentino i jej psów [tych należących do sąsiadki właścicieli DA]”.

Wyjaśnił, że zawsze unikał przebywania na ulicy, gdy starszy z dwóch właścicieli wyprowadza psa i natychmiast zmieniał trasę [chcąc uniknąć spotkania]. Powiedział, że w dniu ataku nie słyszał ani nie widział, ani psa, ani właściciela przed tym, nim nastąpił atak i że był około 100 jardów [to odległość odpowiadająca blisko 92 metrom] za posiadłością, gdy pies uderzył w niego od tyłu i powalił go na ziemię, viciouslywściekle/gwałtownie go gryząc. Stwierdził: „The dog „almost took me out.” – „Pies ”prawie mnie zabił/wyeliminował”.

Leżałem na ziemi, na plecach i krzyczałem o pomoc, kiedy przyszedł starszy pan i ściągnął ze mnie psa. Wtedy udałem się do domu, by powiedzieć żonie o tym co się zdarzyło i zadzwonić pod 911, i zabrano mnie do szpitala”, powiedział Komisji. [O tym, że ten mężczyzna miał sporo szczęścia świadczy to, że był w stanie samodzielnie udać się do domu, aczkolwiek pamiętajmy, że to, że pies skutecznie nie zaatakował jego głowy, czy górnej części jego ciała, jak to miało miejsce w przypadku 28-latki, która w wyniku takich właśnie obrażeń poniosła śmierć, nie oznacza, że temu człowiekowi ”nic się nie stało” – skądś ten rachunek na ponad 190 tysięcy dolarów, czyli ponad 726 tysięcy złotych, się wziął. Zapewne także znaczenie ma to, że właściciel atakującego ofiarę Doga Argentyńskiego był w pobliżu i był w stanie swojego psa ściągnąć z tego mężczyzny, i zrobił to relatywnie szybko. O właśnie! Zobaczcie co jeszcze powiedział zaatakowany mężczyzna: twierdzenie adwokata [właścicieli psa], że sprowokował psa, było całkowicie nieprawdziwe i że nie dowiedzieliby się [adwokat i właściciele psa] o jego doświadczeniu w dziedzinie sztuk walki, gdyby nie wspominał o tym podczas rozprawy, jako o możliwym powodzie dla, którego był w stanie przetrwać, przeżyć atak. Dodał: „Czy byłbym na tyle głupi, by celowo sprowokować tego psa?” Facet naprawdę miał sporo szczęścia i po prostu bardzo się bronił, no i najwyraźniej miał ”patentna skuteczne bronienie się.

Ofiara oświadczyła, że jest miłośnikiem psów, ma dwa psy, że ”brał schroniskowe psy na tzw tymczas [czyli, że brał je do swojego do domu, jako do domu tymczasowego, zanim znaleziono dla tych psów właścicieli] i że adoptował psy ze schronisk. W odpowiedzi na pytanie komisarza Wolfsona, czy zgadza się na eutanazję psa [czy popiera taką decyzję], powiedział, że raczej nie chciałby, aby tak się stało, że jeśli pies zostanie usunięty daleko od tego obszaru [gdzie miał miejsce atak] i it can be absolutely guaranteed that the dog will never be able to harm anyone else againjeśli może zostać absolutnie zagwarantowane, że pies już nigdy nie będzie w stanie skrzywdzić nikogo innego. Dodał, że gdyby stało się to dziecku lub nawet niemowlęciu [gdyby padło ofiarą tego ataku], ofiara nie przeżyłaby. Moim zdaniem wielkoduszność tyleż szalona, co niepotrzebna i po prostu szkodliwa. Psa, który w takich okolicznościach atakuje człowieka, eliminuje się bez żalu. Rany, nawet wzorzec rasy podkreśla, iż tego rodzaju agresja wobec ludzi jest cechą absolutnie niedopuszczalną!

Członkowie Komisji omówili „extreme severity” – „ekstremalną dotkliwość” ran ofiary widocznych na zdjęciach wykonanych po ataku. Zgodzili się, że istnienie ryzyka okaleczenia lub śmierci kolejnej ofiary musi być ich główną troską. Komisarz Wolfson stwierdził, że Komisja ponosi odpowiedzialność za potencjalne zobowiązania miasta i bezpieczeństwo publiczne. Pięciu komisarzy jednogłośnie głosowało za utrzymaniem decyzji Dyrektora Generalnego.

Nie można pominąć komentarza komisarza Wolfsona, który porównał posiadanie dużego i potężnego psa do posiadania broni. This Dogo Argentino requires (under current law) no more legal responsibility for containment than a ChihuahuaTen Dogo Argentino (zgodnie z obowiązującym prawem) nie wymaga większej odpowiedzialności prawnej, by możliwe było jego kontrolowanie/opanowanie, niż Chihuahua. [Wyjaśnijmy, że owo legal responsibility odnosi się min. do; legal obligation stanowiącego zbiór zasad, które organizują i regulują prawa i obowiązki powstałe między jednostkami, a measure of mental capacity, czyli miary zdolności umysłowych, stosowanej przy podejmowaniu decyzji, tego w jakim stopniu dana osoba może zostać pociągnięta do odpowiedzialności za przestępstwo, a person’s role in causing an event to happen, czyli roli danej osoby w spowodowaniu zdarzenia.] A jednak najpoważniejsze ataki mają miejsce, ponieważ duży i potężny pies uciekł ze swojego podwórka lub też jego właściciel nie był w stanie go kontrolować.

Wolfson przypomniał później właścicielowi psa, że posiadanie psa tych gabarytów i siły jest jak posiadanie broni o dużej mocy. Pies, jak broń musi być confined – ograniczony/ zabezpieczony [lub po porostu: ‚nie dla wszystkich’, czyli, że nie każdy powinien móc takiego psa posiadać] i locked upzamknięty, by ”wypadki” powodujące takie obrażenia się nie zdarzały. Stwierdził także, że im większy pies, tym więcej i większych obrażeń może wyrządzić i w związku z tym poziom odpowiedzialności [właściciela] jest wyższy.

Chętni mogą sobie ściągnąć dwugodzinne nagranie z przesłuchania właściciela psa i ofiary ataku, link znajduje się na tej stronie[4].

Przesłuchanie w sprawie ataku dogo na biegacza uzmysławia, że niepokalanie myślą amerykańskiego właściciela dogo nie różni się od niepokalania myślą polskiego właściciela dogo. (Z tym może wyjątkiem, że w USA ludzie ci miewają wykupione ubezpieczenia stanowiące o ich zdolności do pokrycia kosztów leczenia ofiar skrajnie agresywnych psów oraz wypłacania tym osobom odszkodowań.) To doprawdy niezwykłe o ilu przepisach właściciel nienormalnego psa ”nie wiedział”.

Red pill: przypadek z 21 maja 2020

W swoim poście[15] z dnia 22 maja bieżącego roku Leigha Genduso ostrzega, że zdjęcia, które do notatki dodała są graphic, czyli oddają charakter ran przez nią odniesionych (nie są przez nią w żaden sposób ”cenzurowane” tak, by przypadkiem ”nie urazić” oglądających). Jednoznacznie stwierdza: Yesterday was a day where I can say I could have been killed – Wczoraj był dzień, co do którego mogę powiedzieć, że mogłam zostać zbita. Pisze, że wielu trenerów, jak i rescuers, czyli osób, które zajmują się ratowaniem psów, nie mówi o bad cases – ”złych przypadkach”, czyli powiedzmy, że o ”ciemnych stronach” trenowania psów//pracowania z psami i ich ratowania, o the bites – ugryzieniach/pogryzieniach, o the extreme situations – o sytuacjach ekstremalnych. Zdanie to kończy: I am here to tell you they happen – jestem tu, by powiedzieć wam, że one się zdarzają. I’m not afraid to share my stories – nie boję się podzielić moimi historiami – anyone who only posts perfection dogs – każdy kto pokazuje jedynie perfekcyjne psy – and do not share the horror stories – i nie dzieli się horrorowymi historiami – are basically as bad as the media not explaining the suicide percentages that occur each and every day – zasadniczo jest tak samo zły jak media niewyjaśniające przyczyn procenta samobójstw, mających miejsce/zdarzających się każdego dnia (only those of you in public safety too know what I mean – tylko ci z was, którzy zajmują się bezpieczeństwem publicznym, wiedzą o co mi chodzi). Some say it tarnishes your reputation – niektórzy mówią, że to bruka naszą reputację, I personally say it makes you honest – ja osobiście twierdzę, że to czyni cię uczciwym, humble – pokornym – and able to show others who need to be educated on what a dog can really do to someone as an animal – i zdolnym do pokazania innym, których należy edukować na temat tego, co pies jako zwierzę w rzeczywistości może komuś zrobić. This post is an educational one to be able to show what can happen – ten post ma charakter edukacyjny, jest po to, by pokazać co może się stać.

So most of you know I’ve been working with a Dogo Argentino (115lb) rehab case – Tak więc większość z was wie, że pracowałam nad rehabilitacją Dogo Argentino (ważącego nieco ponad 52 kilogramy). The dog has no bite history – pies nie miał historii ugryzień/pogryzień, however had shown its previous owner some significant dominance aggression – jednakowoż okazał swojemu poprzedniemu właścicielowi pewne oznaki agresji o podłożu dominacyjnym, which for a month now, I have not seen with the exception of cage aggression (can be typical) – których od miesiąca nie obserwowałam, z wyjątkiem agresji klatkowej (co nie musi być czymś nadzwyczajnym).

So yesterday at 0900 – wczoraj o 9 rano, I was cleaning dishes and he was in an organic sit next to me when he began to growl for a couple seconds – zmywałam naczynia a on siedział obok mnie, gdy zaczął warczeć przez parę sekund. I attempted to verbally correct him when he lunged at my face – Próbowałam skorygować go werbalnie, gdy rzucił mi się do twarzy – grabbing me just lower of my neck – chwytając mnie tuż poniżej szyi. [Popatrzcie na zdjęcia buzi tej dziewczyny. Na prawym policzku są dwie rany (ślady krwi na to wskazują), takie ”dziurki”, mniej więcej chyba na wysokości 7mek(?). Natomiast z lewej strony (tu gdzie linia szczęki) znajduje się rana jakby ”cięta”, biegnąca mniej więcej od dolnej krawędzi ucha do 3-4ek(?), czyli długa na 6-7 cm(?). A nieco wyżej (kość policzkowa/górna krawędź ucha) także widać ślady; zasinienia i zadrapania. NIe mam siły wyobrażać sobie przebiegu tego zdarzenia, pod jakim kątem pies celował itd., ale jak patrzę na te zdjęcia, to (z lewej strony) wygląda to tak, jakby pies ”przejechał jej zębem po twarzy”, ”ześlizgnął się zębem po twarzy”, w wyniku czego skóra po prostu pękła i się rozeszła. Szczęście w nieszczęściu: cokolwiek ten pies zrobił, nie zatopił zębów w twarzy/głowie tej kobiety. I te rany nie są szarpane. Ale patrząc na charakter ”cięcia” na lewym policzku, mam wrażenie, że pies chyba mógł jej ”zdjąć twarz”… Polskie tłumaczenie grabbing nie jest tożsame z tym, co tam się stało, co pokazują zdjęcia. On ją bardziej ”ukąsił”, ”capnął” niż ”pochwycił” (szczególnie w kontekście presy), bo NA SZCZĘŚCIE nie ”wczepił” się w jej twarz/głowę.] As i moved away – kiedy się przesunęłam/poruszyłam, he grabbed my arm again as I was able to walk him into the dog room and shut the door – pochwycił moją rękę tak, że byłam w stanie iść z nim [uwieszonym na ręce], przeprowadzić go do dog room, czyli pokoju dla psów i zatrzasnąć drzwi [I na zdjęciach jej lewej ręki widać, że pies wyrwał jej fragment ciała, kawał mięśnia]. I didn’t think the injuries sustained were bad until I looked in the mirror and assessed my arm – Nie myślałam, że obrażenia są poważne, aż spojrzałam w lustro [Zadziałała adernalina, była w szoku.] Seeing the laceration on my face and the tendons and muscles exposed in my arm – Widząc rany na swojej twarzy i wyłażące z ręki/odsłonięte ścięgna i mięśnie, I grabbed my old post surgery prescription of Percocets I had still for emergencies – pochwyciłam moje stare przepisane pooperacyjnie Percocets [oksykodon/paracetamol sprzedawany w USA min. pod marką Percocet], które trzymam wciąż na nagłe wypadki, swallowed 2 and called 911 – połknęłam dwa i zadzwoniłam pod numer alarmowy 911 (I was home alone per usual – byłam w domu sama, jak zwykle).

They were taking me to Holy Family hospital until the paramedic came on and assessed the damage – Zabierano mnie do Szpitala Świętej Rodziny aż ratownik medyczny oszacował moje obrażenia, reverting us to the trauma unit in Lawrence General after giving me a large dosage of fentanyl – zawracając nas na [polskim odpowiednikiem jest chyba] oddział SOR w szpitalu Lawrence General, po podaniu mi solidnej dawki fentanylu. Upon arrival at LGH – Po przyjeździe do LGH, I was as given 3 more injections of fentanyl and advised I would have to go to Beth Israel Hospital in Boston to be worked on by their trauma team and plastic surgeons – dostałam jeszcze trzy zastrzyki z fentanylu i zadecydowano, że muszę trafić do Beth Israel Hispital w Bostonie, by pracował nade mną tamtejszy zespół urazowy [interdyscyplinarna grupa pracowników służby zdrowia pod kierunkiem lidera zespołu, którzy współpracują w celu oceny i leczenia poważnie rannych] oraz specjaliści od operacji plastycznych. Emergency surgery – operacja chirurgiczna przeprowadzana w nagłych wypadkach [procedura interwencyjna] was done on my arm – przeprowadzona została na moim ramieniu (muscle tears – rozerwanie mięśni) and face last night around 1900 hours – i twarzy wczorajszego wieczoru, około godziny 19.00.

Three of the very best civilian K9 guys I know locally went to my house to try and get the Dogo out of the house and into the kennels with no luck – Trzech najlepszych/czołowych cywilnych specjalistów K9, których lokalnie znam, udało się do mojego domu, by spróbować wyprowadzić z niego Dogo Argentino i umieścić psa w kennelu, nie udało im się to. With the incident – Podczas tego incydentu/W trakcie trwania tego zdarzenia/Z powodu tego zdarzenia, it’s almost as if the dog completely turned into full force dominance aggression – jest/stało się prawie tak, jakby pies kompletnie zmienił się/przeistoczył się w pełni uzbrojoną agresję dominującą [albo w ”źródło czystej dominującej agresji”, generalnie ”wysadził skalę”] – and they were able to get him into the crate – i/ale byli w stanie ”umieścić” go w kontenerze/transporterze [”zabezpieczyli go”]. We will be working on a plan to get him out today somehow – będziemy dziś opracowywać plan wydostania go somehow-jakoś, someway-w jakiś sposób – but everyone has agreed that he has flipped his switch – ale wszyscy zgadzają się, że ”przeskoczyła mu zatrybka”, że nastąpiła w nim drastyczna i nieodwracalna zmiana – and is on full defensive complete aggression mode – i że jest w pełni defensywnie agresywnym trybie.

I’ll be okay – Ja się wyliżę/U mnie będzie ok. Surprisingly the pain isn’t as bad as a broken bone – Zaskakujące, że ból nie jest tak zły, jak przy złamanej kości, however I was told if it was a mere two inches lower – jednakowoż powiedziano mi, że jeśli to [ugryzienie] byłoby zaledwie dwa cale [nieco ponad 5 cm] niżej, he would have gotten my jugular and the only place I would be in the hospital right now is in the morgue – miałby [w pysku] moją żyłę szyjną [tętnicę] i jedynym miejscem w szpitalu, w którym mogłabym teraz być, byłaby kostnica.

I don’t fail often with dogs & this is a back to back failure – Nie zawodzę często/Nie ponoszę często porażek z psami & to jest porażka z tych, które są konsekwencją wcześniejszych zaniedbań [”consecutively; in succession” – w tym kontekście powiedzmy, że chodzi o ”prawo serii”] i ”przywracają do ustawień fabrycznych”. With that said, other than training behavioral modification dogs, obedience issues and the basic civilian dog training stuff, I am taking a break for the rest of the summer with taking on the most severe aggression cases to heal and have some personal time with my own dogs – To powiedziawszy, robię sobie przerwę na resztę lata od pracy innej niż trening psów modyfikujący ich zachowanie, problemy z posłuszeństwem i podstawowe szkolenia psów cywilnych, i nie będę brać na siebie najcięższych przypadków agresji, chcę się wyleczyć i spędzić trochę czasu z własnymi psami. I just wanted to give everyone in the dog rescue world a heads up that I will be on a summer break – Chciałam tylko każdemu ze środowiska dog rescue-ratowania psów dać znać, że biorę sobie letnią przerwę. I’ll be back in a couple of months – Wrócę za parę miesięcy, but we all need a breather once in a while and I think it’s safe to say I’ve earned one – ale wszyscy potrzebujemy oddechu raz na jakiś czas i myślę, że bezpiecznie jest powiedzieć, że na niego zasłużyłam/należy mi się on. I’m sorry to everyone who I normally assist in rescue – Przepraszam każdego komu normalnie/zazwyczaj asystuję w rescue-ratowaniu, but I hope you can understand – ale mam nadzieję, że potraficie to zrozumieć.

BIG thanks to friends who have helped me during these past 24 hours and the absolutely amazing team of nurses and doctors I had to sew me all back together – WIELKIE dzięki dla przyjaciół, którzy pomagali mi podczas tych minionych 24 godzin i absolutnie niezwykłego/wspaniałego/niesamowitego zespołu pielęgniarek i lekarzy, którzy poskładali mnie do kupy. I can’t begin to explain how appreciative I am – Nie mogę/Nie umiem nawet wytłumaczyć jak wdzięczna jestem.

Cały tekst tu, a więcej na temat tego co u Leighi Genduso macie min. tu.

[2]https://blog.dogsbite.org/2018/06/back-to-back-near-fatal-dogo-argentino-attacks.html

[3] https://foxbaltimore.com/news/local/maryland-dog-attack-calvert-county-woman,

https://smnewsnet.com/archives/435704/huntingtown-woman-died-after-dog-attack-in-calvert-county/,

https://blog.dogsbite.org/2018/06/back-to-back-near-fatal-dogo-argentino-attacks.html.

[4]https://www.citywatchla.com/index.php/2016-01-01-13-17-00/los-angeles/17788-dogo-argentino-savagely-attacks-la-jogger-victim-s-medical-bills-over-190-000.

[15] https://www.facebook.com/genduso/posts/10220670090815768?__tn__=K-R

Zuza Petrykowska

Fragmenty artykułu pochodzące z obcojęzycznych źródeł (Internetowe wydania dzienników, Wikipedia etc.) – w tekście zaznaczone kursywą – zostały przetłumaczone przeze mnie i stanowią bezpośrednie tłumaczenie treści zawartych na stronach źródłowych. Zaznaczam jednak, że jako autorka powyższego artykułu nie wyrażam zgody na jego kopiowanie i wykorzystywanie w całości lub we fragmentach ani też na jego ”parafrazowanie”.

ZACHOWANIA AGRESYWNE PSÓW: ”WORKING WITH DANGEROUS DOGS AND THE INDUSTRY” – TRENERKA PSÓW LEIGHA GENDUSO, 21 MAJA BR. ZAATAKOWANA PRZEZ SAMCA DOGO ARGENTINO, NAD REHABILITACJĄ KTÓREGO Z UWAGI NA JEGO AGRESJĘ DOMINACYJNĄ PRACOWAŁA, ROZMAWIA Z TRENERAMI MARKIEM FERRASCI I TEDEM BELLMYEREM

”Aktualizacja”

4 czerwca na kanale YT Marka Ferrasci ukazała się rozmowa trójki trenerów otwarcie mówiących o problemach z agresją u psów. Tak więc gorąco namawiam tych z was, którzy angielski znają na tyle, by z tych prawie 80 minut móc coś (liczę, że maksimum) wynieść dla siebie, byście zechcieli poświęcić jej swój czas i uwagę. Dla mnie nauka z tej audycji jest taka, że pewne sprawy z ”dogo world” są …bardzo internacjonalne. (Dla mniej swobodnych w języku w kolejnych akapitach dzisiejszego artykułu przygotowałam parę zdań o zagadnieniach poruszanych w programie.) Jednak na początek, zanim puścicie sobie na YT wyżej wspomniany program – naprawdę mam nadzieję, że to zrobicie – przetłumaczę i wplotę jako wprowadzenie w dzisiejszy wpis  treść postu, który dzień po ataku, 22 maja Leigha Genduso dodała na swoim FB profilu:

Hey guys… just an update and some food for thought that I feel everyone should be aware of – Hej wszyscy… To taka aktualizacja i coś do przemyślenia na temat czegoś, czego wszyscy powinni być świadomi:

This is going to take me a minute to write in the hospital bed with one working hand so bare with me…. – Zajmie mi chwilę, żeby to napisać [leżąc] w szpitalnym łóżku z jedną sprawna ręką, więc wytrzymajcie….

I was reluctant at first to make this post public knowing in the back of my head there would be the naysayers and negative backlash of how I probably suck as a trainer – Z początku byłam niechętna, by udostępniać ten post publicznie, mając z tyłu głowy, że spotka się on z negatywnym odzewem narzekaczy-krytykantów, twierdzących, że kiepski ze mnie trener – that I shouldn’t take in severe cases such as so, etc. – że nie powinnam brać tak ciężkich przypadków etc.

So, here’s my response – Więc, oto moja odpowiedź.

A lot, I mean a LOT of times I get these cases that are lax in explanation from the owners surrendering these dogs – Wiele, podkreślam WIELE razy dostaję te przypadki, w których brak jest wyjaśnień ze strony właścicieli, którzy skapitulowali wobec tych [przekazywanych mi w efekcie ich decyzji, do rehabilitacji] psów. I would say over 50 percent do NOT tell me the real scenarios due to wanting to save the dog (which ultimately hurts me and the dog in the long run) – Powiedziałabym, że ponad 50 procent [właścicieli] NIE mówi mi prawdy o scenariuszach [o przebiegu zdarzeń] powodujących, że pies jest do ratowania. [Właściciele psów nie mówią prawdy o tym co spowodowało, że do ratowania psa, zrehabilitowania go, ”naprawienia” potrzebny jest profesjonalista (bo sami nie dają/nie dadzą rady). Czyli nie mówią o tym, jakie sytuacje z psem, jakie zachowania psa miały miejsce i jak postępowali przed tymi sytuacjami, po nich, w ich trakcie etc. Nie jest też chyba jasne także to, co stoi za tym, że choć sami psa się pozbywają, chcą go uratować albo by go uratowano.] (co ostatecznie szkodzi mnie [jako trenerowi, który wykonuje swoją pracę w oparciu o niepełne dane, bo zatajono przed nim kluczowe informacje] i w dalszej perspektywie psu.)

I only primarily work with working dogs – pracuję przede wszystkim z psami pracującymi/użytkowymi, I am a former K9 state trooper* and have been training and rescuing dogs for 17 – jestem byłą policjantką stanową z jednostki K9 i trenuję oraz ratuję psy [działam/współpracuję z organizacjami typu rescue] od 17, yes 17 years – tak 17 lat. This dog that attacked me is a prime example of “aggressive” that was not entirely explained to me – Ten pies, który mnie zaatakował jest doskonałym przykładem [przypadku] ”[psa]agresywnego”, który nie został mi do końca wyjaśniony/wytłumaczony [nie został uczciwie opowiedziany przez właścicieli, nie powiedziano o nim prawdy, przekazując go do rehabilitacji] (most don’t tell me the full truth – większość nie mówi mi całej prawdy, most wont – większość tego nie zrobi, let’s be honest – bądźmy uczciwi/szczerzy).

This dog came to me as displaying aggressive dominance behavior to the wife – Ten pies trafił do mnie jako osobnik przejawiający agresję o podłożu dominacyjnym wobec żony swojego właściciela, growling and a subtle lunges – warcząc i wykonując wyważone nagłe ruchy w jej kierunku, wyskakując do niej. [Specyficzne jest to subtle lunges, bo gdyby to dosłownie przetłumaczyć na polski to wyjdzie, że ten pies się ”subtelnie rzucał” na żonę swojego właściciela. Jednak zważywszy na dalszą treść postu można przyjąć, że to sformułowanie ma oddać fakt, że trenerce przekazano, że pies ”tylko straszył” tamtą kobietę, że ”tylko jej groził”, nie podejmując innych, ostrzejszych działań wobec niej. Przyznam, że nie bardzo sobie wyobrażam takie ”niedokończone” zachowanie u dogo, który nie traktuje swojego człowieka jako swojego lidera i na lajcie okazuje to w tak ”ostentacyjny” sposób, nie spotykając się z jakimikolwiek konsekwencjami swojego zachowania. Lunge oznacza skok/wyskok ku/wobec/w stronę kogoś albo czegoś z intencją pochwycenia, zaatakowania albo uderzenia tego kogoś lub czegoś. Czyli to słowo używane jest, gdy chodzi o nagły ruch w konkretnym kierunku np. gdy chodzi o napastnika, który wykonuje taki nagły ruch w stronę swojej ofiary.] NO bite – BEZ gryzienia/ŻADNYCH pogryzień/NIE gryzł, I repeatpowtarzam, no bite records obtained on documentation or spoken of – brak ugryzień/żadnych ugryzień odnotowanych w dokumentacji i żadnych uwag o ugryzieniach/pogryzieniach w rozmowach. Just a dominance alpha issue from what I gathered, which I work with constantly – Z zebranych przeze mnie danych/informacji wynika, że sprawą do przepracowania z tym psem była tylko dominance alpha issuepo polsku najwierniej oddałaby sens kwestia zachowań dominacyjnych, które pies przejawiał jako osobnik o [praktycznym] statusie alfy, czyli że to przypadek z jakimi pracuję stale/ciągle.

With that said, please don’t judge me by saying “stop trying to rehab aggressive dogs” when I have five deemed “aggressive” dogs that weren’t (just high drive) who are in K9 departments on the road, as we speak – To powiedziawszy, proszę nie osądzaj mnie, mówiąc ”przestań próbować rehabilitować agresywne psy”, kiedy mam [w domu, jako moje własne] pięć uznanych za ”agresywne” psów, które agresywne nie były (tylko o wysokim popędzie [czyli wysoce aktywne zarówno psychicznie, jak i fizycznie, i w związku z tym wymagające dużo ćwiczeń/zajęć, a także stymulacji umysłowej, by mogły być psami zrelaksowanymi/wyciszonymi w domu]). I have also worked with severe fear aggression dogs and rehomed them after months of work to perfect homes who have lived happy lives prior to pulling the canine before euthanasiaPracowałam także z psami z wyjątkowo ostro przejawiającą się agresją o podłożu lękowym i po miesiącach pracy z nimi znalazłam im perfekcyjne domy, w których wiodły szczęśliwe życie, uratowane przez eutanazją.

I know everyone will pick apart my decisions and ultimately my work…. – Wiem, że wszyscy będą bardzo szczegółowo i nieuprzejmie krytykować mnie, moje decyzje i docelowo/ostatecznie moją pracę… [Pick apart to takie celowe skupianie się na wytykaniu/ eksponowaniu wszystkiego, co zdaniem krytykujących jest złe/ niedobre/ błędne/ niewłaściwe w danej osobie (lub rzeczy) i/lub jej postępowaniu/decyzjach, to takie ”grillowanie” słabych stron osoby (lub rzeczy).], but please come to me and ask for more of an explanation before throwing knives and immediate judgement all over social media – ale proszę zwróć się do mnie i poproś o więcej wyjaśnień/informacji zanim zaczniesz ciskać we mnie kamieniami [potępiać mnie] i natychmiast mnie osądzisz wszędzie w social media. I’ve said no to countless dogs who were over the top – Powiedziałam nie niezliczonej ilości [przypadków] psów, które [według mojego osądu] nie nadawały się do pracy. [Literalnie over the top odnosi się do czegoś, co jest przesadzone i może być uznane za skandaliczne/ oburzające/ szokujące.] I’ve risked it all for others in seeing some potential to be fixed – Ryzykowałam wszystko [zapewne w kontekście renomy i dobrego imienia] dla innych [przypadków], w których widziałam potencjał, dla którego warto było tamte psy rehabilitować and I’ve also had to put down ones who were beyond the possibility of help due to the dog being too much of a liability to others – i musiałam także odpuścić w tych razach [te przypadki], w których psy przekroczyły granicę, zza której nie ma odwrotu i były w punkcie sytuującym je poza zasięgiem możliwości zapewnienia im skutecznej pomocy z uwagi na to, że zbyt wiele z owej skuteczności zależałoby od innych ludzi [Ratowanie tych psów wiązałoby się ze zbyt dużym ryzykiem, że osoba niebędąca profesjonalnym trenerem, która miałaby z takim psem do czynienia, mogłaby popełnić błąd, którego skutki zniszczyłyby osiągnięcia profesjonalisty, który psa zrehabilitował i tym samym pies na powrót stałby się zwierzęciem zagrażającym otoczeniu. Put down można więc chyba czytać literalnie jako decyzję o eutanazji.] I know more than most that not all can be saved and I know the dangers of trying to help the ones (who I don’t know their full stories) as well – Zdaję sobie sprawę lepiej niż większość, że nie wszystkie [psy] można uratować i znam także niebezpieczeństwa wynikające z usiłowania niesienia pomocy tym [psom] (których pełnej historii nie znam). This has and always will be my decision and mine alone – To zawsze była i będzie moja i tylko moja decyzja. I live alone and am well aware of the dangers I place myself in…. – Mieszkam sama/Żyję samotnie i jestem bardzo dobrze świadoma niebezpieczeństw, w których się stawiam…. I also know that attacks like this, an uneducated or inexperienced handler would have not made It out alive – Wiem także, że z ataków tego rodzaju niewyedukowany i niedoświadczony przewodnik/treser nie wyszedłby żywy.

With that said, please kindly keep your judgement either to yourself or directly to me – To powiedziawszy uprzejmie proszę zachowaj swoje sądy albo dla siebie, albo kieruj je bezpośrednio do mnie.

Out of all the pain I have right now, my wounds on my body are not what hurts – Z całego bólu, który teraz znoszę, rany mojego ciała nie są tym co ten ból powoduje…. my heart hurts the most for this dog – moje serce najbardziej cierpi z uwagi na tego psa. I’m sure you’ve seen my obedience posts on him – Jestem pewna, że widzieliście moje posty na temat ćwiczeń z posłuszeństwa, które z nim robiłam, he was doing absolutely amazing – był zdumiewający/szło mu naprawdę wyśmienicie, however I failed him clearly and am the first to humbly admit that – jednakowoż jasne jest, że go zawiodłam i jestem pierwszą, która to pokornie przyzna. [Ja uważam, że jeśli mówić o zawiedzeniu psa przez kogokolwiek to tymi, którzy go zawiedli byli ten, kto sprzedał psa człowiekowi, który nie był właściwą osobą dla Dogo Argentino, czyli hodowca, a kolejnym był właściciel, który przejechał na wszystkich czerwonych światłach a potem obudził się z ręką w nocniku i psa się pozbył, przekazując go w ręce osoby profesjonalnie zajmującej się szkoleniami i rehabilitacją psów, przed którą to osobą zataił kluczowe informacje na temat przebiegu relacji pies-właściciele. Moim zdaniem jeśli Leigha Genduso może się o coś obwiniać, to o to, że czując, że nie mówi się jej całej prawdy, nie ”cisnęła” właściciela, by tę prawdę jej przekazał. Gdyby odmówił lub wciąż kręcił, z uwagi na własne bezpieczeństwo mogła odmówić zajęcia się Tym Konkretnym Przypadkiem.]

*K9 Officer: Career Guide  The K9 Unit Responsibilities  Some History

”Working With Dangerous Dogs And The Industry” – Paca z Niebezpiecznymi Psami i Branża – audycja z 4 czerwca 2020

Mark Ferrasci zaprosił widzów swojego kanału na serwisie YouTube do obejrzenia odcinka na żywo, w którym wraz ze swoimi gośćmi specjalnymi rozmawiał o radzeniu sobie z/zajmowaniu się przypadkami Dangerous DogsNiebezpiecznych Psów, aggression-agresji u psów i Industry-Branży jako takiej – szczególnie w odniesieniu do tematu odcinka. Gośćmi specjalnymi programu są Leigha Genduso z Andromeda K9, która ostatnio ucierpiała z powodu poważnego ataku psa, z którym pracowała i Ted Bellmyer z Leashless.dog’s boarding and training. Ted jest szanowanym w okolicy [w kontekście obszaru, na którym działa także gospodarz programu] trenerem, specjalizującym się w pracy z Dog Aggression cases-przypadkami psów agresywnych. Ten odcinek zapowiedziany został przez Marka Ferrasci jako pierwszy z wielu planowanych na przyszłość programów na żywo, co do których gospodarz kanału ma nadzieję, iż udział wezmą w nich inni profesjonalni trenerzy/szkoleniowcy z branży, i że będzie miał okazję gościć ich bardzo, bardzo wielu.

W programie mówiono min. o;

Reactivity, czyli reaktywności psów, wynikającej min. z faktu, że właściciel nie kontroluje sytuacji, nie jest dla psa liderem i bezwiednie wysyła mu sygnały będące wyzwalaczami określonych zachowań psa. Tak więc zidentyfikowano problem polegający na tym, że właściciel jest wyzwalaczem – sam odpala psa i zupełnie nie zdaje sobie z tego sprawy.

Podkreślono, że gdy przychodzi do atakowania ludzi większość psów reaktywnych po prostu chapsnie (litle bite), bo będzie to zachowanie typu fear aggression, czyli agresja o podłożu lękowym. Takie psy ugryzą i puszczą. Powodem, dla którego gryzą jest by dać czytelny sygnał, by trzymać się od nich z daleka, na dystans. Ich zachowanie służy więc temu, by stworzyły sobie dookoła siebie taką safety buble – bańkę bezpieczeństwa, a mydlaną bańkę pamiętacie? Dwa lata temu napisałam  serię tekstów o proksemice, czyli znaczeniu przestrzeni w interakcjach z psami – proszę, zacznijcie przyswajać sobie znaczenie dystansów personalnych w wychowywaniu psów i określaniu ich statusu społecznego, zwłaszcza gdy macie w domu dzieci!

Jak zaznaczył Ted dominant aggression dog, czyli pies dominująco agresywny/ przejawiający agresję o podłożu dominacyjnym to coś zupełnie innego od psa przejawiającego zachowanie typu fear aggression. Agresja dominacyjna to jest właśnie coś takiego, jak to z czym zetknęła się Leiga. Zazwyczaj/na co dzień obserwujemy/ stykamy się głównie z fear aggression. Natomiast dominant aggression to coś zupełnie innego; inaczej się do tego podchodzi, inne procedury się stosuje, inaczej zarządza się całym procesem rehabilitacji. A ewentualne niebezpieczeństwo dla ludzi jest much more significientznacząco większe. Leigha jest osobą bardzo capeblesprawną/ kompetentną/ doświadczoną/ umiejącą sobie radzić, ale wyobraźmy sobie dziecko. Dziecko samo nie poradziło by sobie w tej sytuacji, w której była Leigha. Niestety sposób w jaki społeczeństwo dziś [w kontekście psów z odzysku] postępuje, naraża dzieci na niebezpieczeństwo spowodowane przez psy, które są ratowane i wydawane, [”wypuszczane”/”uwalniane”] na rynek/”do adopcji”, a które są extermely dangerous-ekstremalnie niebezpieczne. Jedna sekunda z niewłaściwym psem może wpłynąć na całe życie dziecka.

Zwrócono także uwagę na zagrożenie wynikające z przekierowania: ”nie mogę zabić tamtego psa, uderzę w ciebie człowieku, bo do ciebie mam dostęp”.

Leigha wspomniała o zjawisku, które nazywa fazą honeymoon, czyli miesiąca miodowego. Jest to coś, z czego wiele osób zupełnie nie zdaje sobie sprawy. Chodzi o to, że gdy wyciąga się psy ze środowiska, które działa na nie wysoce stresująco (np. kennel w schronisku) psy zmieniają się, stają się jakby innymi psami. Zbiera się je do domu i zaczyna się z nimi pracować. I gdy honeymoon is over, czyli gdy kończy się faza miesiąca miodowego, psy pokazują ci swoje true colors, czyli prawdziwe oblicze. Mark uzupełnił, że w tym co Leigha nazywa fazą miesiąca miodowego psy nie są pewne czegokolwiek i są sweethearts-słodziakami. Przyzwyczajają się do zmiany. Sprawdzają jakie są zwyczaje i dostosowują się do sytuacji. Sprawdzają na co mogą sobie pozwolić i w końcu ich naturalne cechy, dotąd uśpione, przyczajone, wychodzą, manifestują się i psy zaczynają przejawiać swoje normalne zachowania, cechy, które gdzieś tam w nich już są, które są normalne dla nich. Tak więc pracując z psem w tym okresie, należy wciąż mieć na uwadze, że nie można zbyt szybko poczuć się zbyt pewnie w interakcji z nim, bo wciąż nie wie się o nim dość, by wyciągnąć jednoznaczne wnioski na jego temat. I można dać się zaskoczyć. Trzeba mieć więc cały czas na uwadze, że ta faza to ”jazda próbna” – nic nie jest jeszcze pewne. Wyraźnie zaznaczył też, że żadna agresja nie przychodzi bez wcześniejszego doświadczenia [przez psa] powodu do jej wystąpienia: No aggression comes without previous experience of some reason that is there. To nie jest tak, że jest ”tajemnicą” to dlaczego zachowanie psa zostało przez niego zamanifestowane. I choć ludzie zawsze mówią, że jest coś takiego jak ”niesprowokowana agresja” nie istnieje coś takiego. Zawsze jest jakiś wyzwalacz. Mark podkreślił, że by móc cokolwiek z psem przepracować, zanim zaczniesz go korygować, wpierw musisz establish bond-wytworzyć więź z psem. Bo wszystko w ”naprawianiu psa” zaczyna się od zaufania. Respect-respekt psa wobec człowieka jest kluczowy: jeśli pies cię nie szanuje, nie masz szans, więc stand by-trzymaj się od niego z daleka.

Jednoznacznie stwierdzono, że gdy chodzi o dominant aggression, bez znajomości historii danego psa, bez wiedzy o niej, trener rehabilitujący zwierzę jest w niebezpieczeństwie. W rescue ważny jest protocole, czyli procedury; zestaw pytań, zdolność weryfikacji odpowiedzi na nie (oraz zdolność do zweryfikowania predyspozycji osób zainteresowanych przygarnięciem ratowanego psa).

Leigha powiedziała, że przez 17 lat pracy z psami nie miała do czynienia z innym, który zaatakowałby ją w taki sposób. Przypomniała, że w naturze psa nie leży gryzienie człowieka, nie jest to naturalne zachowanie dla psa. Stwierdziła, iż jest pewna, że ten pies już kiedyś kogoś ugryzł i że gdyby nie była ”otrzaskana”, ten pies by ją zabił. Najbardziej napędzające [naturalny w sytuacji, w której ona niestety się znalazła] strach jest to, że pomiędzy warknięciem a ugryzieniem są sekundy i nie ma czasu skorygować zachowania. Wiedziała tylko, że że musi kontrolować głowę atakującego psa [dlatego lepiej mieć psa w obroży niż bez niej] i że nie może upaść, nie może znaleźć się na podłodze, bo nie przeżyje ataku. Wspomniała o stylu w jakim dogo polują, na co polują i jak chwytają swój cel.

Trenerka powiedziała też coś, co dotąd brałam za typowo polski problem, coś z czym także zgadzam się w 100%, otóż, że: The Dogo Argentino world is very …differrent world – Świat Dogo Argentino jest bardzo… innym światem. [Nie chce mi się ponownie rozpisywać, więc jedynie odwołam się porównań zawartych przeze mnie w innych tekstach. Mianowicie, że w przeciwieństwie do np. entuzjastów, fanów i posiadaczy TTB, którzy, jako środowisko w swoich psach zawsze widzą przede wszystkim canis familiaris, czyli psa domowego, a dopiero później przedstawiciela konkretnej rasy czy typu, dogo-maniacy w Dogo Argentino właściwie chyba zawsze widzą głównie rasę, a prawie nigdy psa domowego. Stąd też tak wielu z posiadaczy dogo toleruje albo nawet promuje u swoich psów zachowania, które nie przechodzą w środowiskach wytworzonych w około innych ras. Wyżej wspomniani posiadacze TTB nie puszczają swoich psów luzem, by te ”rozładowywały pierwotny instynkt fighting dogs” na okolicznych psach w myśl mantry, którą tak często prądkują argentynowe ”autorytety”: ”To taka rasa one tak mają, że… muszą się wyszumieć”. Podczas, gdy nie jest niczym nadzwyczajnym słuchać mUNdrości o tym, że ”Dogo to psy myśliwskie i muszą rozładowywać instynkt”, dlatego jest ”cool” albo ”niczym nagannym” szczucie ich np. na wolno żyjące koty/nie powstrzymywanie ich przed ”polowaniem” np. na wolno żyjące koty.] Dostałam wiele mejli – kontynuowała Leigha – może nie wiele, ale trochę, z wyrzutami: ”Sprawiasz, że rasa wygląda źle”. Ja się nie staram pokazać rasy w złym świetle, staram się uchronić rodziny, które mają 7kę małych dzieci, przed zakupem a freaken breed like thatpowiedzmy, że psa tak bardzo specyficznej rasy jak ta. To nie jest rasa przeznaczona dla każdego. To są bardzo silne psy. Dodała też uwagę na temat znaczenia selekcji pod kątem eliminowania z programów hodowlanych osobników o wadliwym temperamencie, którą skwitowała następująco: ”Shitty breeding = shitty dog”– chyba nie muszę tego tłumaczyć.

Bardzo ważne jest, że trenerzy uczulali, by osoby zajmujące się rescue (a w efekcie i zainteresowani przysposobieniem konkretnego psa), nie dawały się zwieść. Zawsze chodzi o Tego Konkretnego Psa w relacji/interakcji z Konkretną Osobą, w Danym Otoczeniu i Określonej Sytuacji. Trzeba pamiętać, że to, że w Jakieś Tam sytuacji (np. spacer poza terenem schroniska), z Jakimś Tam Człowiekiem (konkretnym opiekunem) pies zachował się Jakoś Tam (był łagodny/agresywny), albo się Jakoś Tam nie zachował (nie atakował ludzi/innych psów/zwierząt, łasił się i wydawał się łagodny w interakcji z nowo poznanym człowiekiem/innym psem/zwierzęciem), to oznacza to jedynie, że Nie Zachował Się Jakoś Tam albo Się Zachował Jakoś Tam przy Tym Konkretnym Człowieku. Błędem jest projektowanie na wszystkich przekonania/wiary, że Dany Pies Jest Jednoznacznie Jakiś Tam w oparciu o przypadkowe zdarzenia – on jest Jakiś Tam, ale tylko w interakcji z Daną Osobą, Konkretnym Człowiekiem, który towarzyszył temu psu/sprawował nad nim kontrolę/przestraszył się go itp.

”Ray Donovan Fan Syndrome” – Popularyzacja rasy w TV – skutki

Oglądający serial Ray Donavan kojarzą, że występuje w nim Dog The Dog – Dogo Argentino (Taki bardzo a’la Dog Niemiecki, co szczególnie widać w sposobie poruszania się tego psa, autentyczny mastiff type dogo – coś okropnego, zero wyrazu, ale to tylko tak na marginesie.) Aktorzy wyrażają się o występującym z nimi psiaku bardzo pochlebnie: oto Dog The Dog, zresztą on naprawdę sprawia wrażenie psa ze słodziuchną osobowością, a to zawsze bardzo działa na publikę… I o tym, że w USA Dog The Dog zadziałał ludziom na wyobraźnię też usłyszycie w rozmowie na kanale Marka. (Pamiętajmy jednak, że wszystkiego na ”przemysł rozrywkowy” zwalać nie można.)

Kurczę blade (konsekwencja i jasno określone poglądy nie wszystkim pasują – no, taki lajf)

Artykuł na temat audycji z Leighą jest dla mnie okazją do małej prywaty – zainspirowała mnie, bym jej wzorem wystosowała swego rodzaju komunikat do części z moich czytelników. Tak więc, moi drodzy wiem, że czytają mnie osoby, które dosłownie mnie nie znoszą, nie trawią mojego stylu i sposobu w jaki się wyrażam. Zarzucają mi, że jestem ”teoretykiem” – sorry, ale czasem po prostu wystarczy używać mózgu, to wszystko nie są zagadnienia z wiedzy tajemnej i czy się to wam podoba czy nie, by ogarnąć podstawy naprawdę wystarczy zacząć logicznie myśleć. (Nie ma powodu, by wmawiać ludziom, że jest inaczej. Przeciwnie należy ich do myślenia [szczególnie krytycznego] zachęcać.) Że ”się kreuję” i to ”na nie wiadomo kogo” –  wybaczcie, ale ja po prostu piszę o tym, co jest interesujące przede wszystkim z mojego punktu widzenia i od zawsze [a precyzując od dekady] piszę o tym tak, jak uważam, że powinno się o tym pisać i mówić: wprost. (Choć niektórym bardzo nie podobają się podejmowane przeze mnie tematy.) Naiwna jestem, bo wydaje mi się, że kiedy dodaję w tytule tekstu np. słowo ”proksemika”, to ludzie wiedzą o co chodzi. Gdy piszę ”znaczenie proksemiki w interakcjach z psami” to – ponownie – wydaje mi się, że ludzie odczytują to jako ”komunikacja pozawerbalna – dystanse personalne i status społeczny, a interakcje z psami”, czyli ”przestrzeń ma znacznie, gdy wychowujesz psa, bo przestrzeń w interakcjach mówi o statusie społecznym – ogarnij temat, przyda ci się, szczególnie gdy masz dziecko/dzieci”. Widocznie nie wszyscy sprawdzają w słownikach znaczenie wyrazów, których nie znają (staram się z tym faktem pogodzić).

Przyznaję, że czasami moi czytelnicy totalnie mnie zaskakują. Jednak tym razem, gdy o artykuł o najniebezpieczniejszej emanacji psiej agresji chodzi, jakoś specjalnie zaskoczona nie jestem, bo na swój sposób przywykłam już, że wkładanie kija w mrowisko całkiem często jest ostentacyjnie niezauważane przez ”mrówki” świata kynologii. (Albo też skutkuje serią oburzeń – niekierowanych jednak bezpośrednio do mnie np. w postaci komentarzy pod tekstem – kolportowanych tzw pocztą pantoflową.) Na razie więc zapowiada się, iż mam na blogu następny tekst, który ”czyta się po kryjomu” i szybko zapomina się (przynajmniej oficjalnie), że w ogóle się po nim ”oczami przeleciało” lub udaje się, że temat w nim poruszony w ogóle nie istnieje, zupełnie jak w przypadku tego tekstu – tu też mnóóóstwo wejść, zerooo udostępnień i muuultum niezadowolonych czytelników (#Smuteczek). Jak ja w ogóle śmiałam napisać o zagrożeniach wynikających z posiadania Dogo Argentino przez jakiegoś skrajnie nieodpowiedzialnego i niemyślącego człowieka, skoro nawet nie mam psa tej rasy?! Poważka? Sorry, ale śmiałam. I wcale się przy tym nie śmiałam, bo temat skrajnie wręcz śmieszny nie jest. Rozumiem, że pewnie jest trochę osób, którym nie podoba się mówienie otwartym tekstem o tym, jak niebezpieczny może stać się Dog Argentyński, gdy hodowca sprzeda go Byle Komu. Oraz że istotnie, są osoby, które dogo nie podołały i bujają się z problemem… Albo pozbyły się psa, by bujali się z nim inni i niefajnie im czytać, że to mega słabe. Tylko, że o tym mówić należy, bo ludzie muszą myśleć, muszą zdawać sobie sprawę, że ich decyzje niosą konsekwencje. Trzeba o tym mówić, by ratować psy przed Głupimi Ludźmi i ludzi przed psychologicznie zaniedbanymi, agresywnymi, niebezpiecznymi psami. I by zarówno ludzi, jak i psy chronić przed tymi, którzy nie mają dość ikry, by szczerze od początku do końca powiedzieć np. jak to się stało, że ”jest problem” i jaki, jak duży ten problem jest tak naprawdę. I to chyba tyle a propos tego co mnie się wydaje i na co ja liczę, gdy piszę swoje teksty.

Jakiś czas temu zapowiedziałam, że dla tej części czytelników, którzy mój blog śledzą przede wszystkim z uwagi na zainteresowanie argentynami, przygotowuję serię specjalnie z myślą o nich, niejako wracając do korzeni bloga. Serię na temat agresji. Serię, na napisanie której pomysł narodził się w wyniku rozmów z różnymi mniej lub bardziej pogubionymi właścicielami psów tej rasy oraz jej entuzjastami. Ludźmi, którzy wprowadzili w swoje życie Dogo Argentino (lub chcą to zrobić), opierając się nie o wiedzę i analizę tej wiedzy, ale wyobrażenia na temat rasy. I tak w sierpniu zeszłego roku, jako wprowadzenie do zagadnień związanych z tym, co sprawia kłopoty z uwagi na specyfikę rasy świeżym właścicielom argentyńczyków, którym nikt nie wytłumaczył na co tak naprawdę się porywają, ukazał się tekst o Fila Brasileiro, w grudniu kolejny, tym razem już jednoznacznie o tej rasie i polowaniu z Dogo Argentino, tekst sprzed niecałych dwóch tygodni skutki ataku Dogo Argentino na człowieka jest naturalną kontynuacją poprzednich, a dzisiejszy jest istotną aktualizacją tego najświeższego. Ukażą się jeszcze co najmniej trzy artykuły z zakresu ”nieporozumień na linii właściciel-dogo” i zapowiedziane już dawno tłumaczenie z dziedziny genetyki, dedykowane (przede wszystkim) dogo-maniakom także jest w tej trójce.

Przypadek Państwa X

W zeszłym roku napisała a później zadzwoniła do mnie pani, która miała bardzo poważny problem ze swoim dogo. Jak to określiła była ”zdesperowana i szukała pomocy wszędzie gdzie tylko się da”. I ja także znalazłam się na jej liście. (Tak więc musiała to być w istocie desperacja totalna, gdyż zapewne środowisko przezornie wytłumaczyło jej, że ”nawet nie ma dogo ta pani od bloga, więc co może wiedzieć” – to jakoś tak zazwyczaj idzie, z tego co wiem od tych, którzy mimo wszystko się ze mną kontaktują.) Przyznaję, że moja miłość własna nieco ucierpiała po wyznaniu Pani X z tym akcentem na gdzie tylko się da. Głównie z uwagi na to, że odnoszę wrażenie – w którym utrzymują mnie zwrotki, które dostaję od czytelników – iż blog przeze mnie prowadzony jest dosyć dobrym źródłem zupełnie bazowych, takich na wejście, informacji dla każdego zainteresowanego rasą. Informacji, które łatwo można zweryfikować. I sorry, ale o ile tylko robi się w sieci przeszper na temat rasy, nie ma opcji, by na teksty uwrażliwiające potencjalnych przyszłych nabywców Dogo Argentino na kwestie zapalne, nie trafić. Ale cóż, lepiej późno niż później. Pani X miała ”problem” z kilkunastomiesięcznym samcem dogo. Pies należał do jej Mężczyzny – to on chciał dogo i pies był – jak wynikało z relacji pani X – jego psem. Jednak to pani X dzwoniła w sprawie ”problemów z dogo” i słuchając jej odniosłam wrażenie, że to głównie ona ”ma problem” z tym jak ów dogo poczyna sobie w ich domu, z nimi jako właścicielami. Że to ona zwraca uwagę na zagrożenie. Jej Mężczyzny, jak zrozumiałam głównego właściciela psa, w jej opowieści było jak na lekarstwo. Współczułam tej kobiecie. Przede wszystkim jako matce, która miała w swoim domu psa, którego prawdopodobnie nigdy sama by do swojego domu nie wprowadziła. Jako kobiecie, której partner miał tego psa i przez to ona też tego psa miała.

Pani X opisała co najmniej trzy szalenie niepokojące sytuacje, ale zostanę przy jednej z nich, tej która z uwagi na ”zaawansowanie problemu” wzbudziła we mnie zdumienie rozmiarów stadionu piłkarskiego. Otóż, Pani X opowiedziała mi następujące zdarzenie: cała rodzina; Pani X, jej Mężczyzna i Nastoletnia Córka leżeli na łóżku oglądając jakiś film, gdy do pokoju wszedł wspomniany kilkunastomiesięczny samiec dogo, wskoczył na łóżko i zawarczał na dziewczynkę, wywierając na niej presję, która skutkować miała (i skutkowała) tym, że dziecko ustąpi psu miejsca. Jaka była reakcja dwójki dorosłych? Pies dostał czego chciał. Odesłali z pokoju dziewczynkę. Nie nastąpiła korekta zachowania psa. Uściślono mi, że Córka odesłana została, by pies nie wyrządził jej krzywdy, gdyż i Pani X, i jej Mężczyzna przestraszyli się (nie pierwszy już raz) zachowania psa. W chwili, gdy rozmawiałyśmy pies miał przebywać u hodowcy, który go rehabilitował, w czym uczestniczyć miała też nastolatka. O Mężczyźnie i jego zaangażowaniu w rehabilitację nie wiem, nie została mi jakoś szczególne nakreślona jego rola w tym procesie.

Postanowiłam, że dzisiejszy wpis, w części komentarza dodanego przez mnie do tłumaczenia i ”streszczenia”, czyli w wątku o problematycznym dogo państwa X, będzie maksymalnie łagodny w charakterze (jak ja, gdy z panią X rozmawiałam, bo nie chodzi o to, by ”dojeżdżać” kogoś, kto już jest ”dojechany” i po prostu szuka punktu zaczepienia, by poprawić swoją sytuację), choć dokładnie wiem jak zareagowałabym ja oraz Moja Druga Połówka, gdyby nasz pies – zwłaszcza gdyby miałby to być Dogo Argentino – niezaproszony przez nas[PROBLEM] wszedł do sypialni, wykonał nieautoryzowany przez nas[PROBLEM] skok na nasze łóżko i ośmielił się zawłaszczyć przestrzeń[PROBLEM] i grozić[PROBLEM] Naszemu Dziecku. Ograniczę się jedynie do niepoprawnego politycznie ”wyznania”. Gdy Dogo Argentino grozi dziecku-ludzkiemu szczenięciu lub ”młodemu” swojego właściciela (użyłam słowa, które wzięłam w cudzysłów z uwagi na fakt, że dziewczynka, Córka pani X weszła już w okres dojrzewania, co także miało istotne znaczenie) i właściciel – celowo nie używam w tym momencie słowa ”przewodnik”, bo nie jest ”przewodnikiem”, ktoś, kto dopuszcza do takiego zdarzenia[MEGA PROBLEMU BĘDĄCEGO SKUTKIEM PRZEJECHANIA SERII CZERWONYCH ŚWIATEŁ, BRAKU MYŚLENIA I NIEPOKALANIA ODPOWIEDZIALNOŚCIĄ WOBEC SWOJEJ RODZINY] staje w oko w oko z sytuacją, w której jego pies demonstruje całym sobą, całą swoją mową ciała i energią, że nie waha się ”korygować” a w istocie atakować jego szczenięcia/młodego, właścicielowi nie pozostaje nic innego jak zdominować psa fizycznie z energią, która uświadomi psu, że w starciu dogo vs. właściciel, to człowiek ma moc odebrać życie psu, nie odwrotnie. Gdy (zwłaszcza) dogo ośmiela się zachować jak ten Państwa X, oznacza to, że PROBLEM jest już tak wielki i wynika z tak wielu, wielu popełnionych uprzednio błędów, że jeśli właścicieli nie stać (nawet w takiej chwili) na instynktowną(?) reakcję rodzica, na zachowanie psa i do psa nie dotrze, że ewentualne ponowne podjęcie próby ataku na którąkolwiek z osób oznaczać będzie dla niego game over to, by chronić rodzinę, psa należy się pozbyć. Osobiście, z uwagi na ”brak roztropności” osób, którym na serduszkach leży dobro rasy, w takich przypadkach jestem za eutanazją. Wolę (być może ”niepotrzebnie”) wyeliminowanego psa od ryzyka, że spowoduje on tragedię w życiu ludzi. 

Jak dochodzi do takich sytuacji, jak ta którą wykreowali państwo X? Nie mam pojęcia. I nie mówię, tego by kogokolwiek urazić czy obrazić. Absolutnie nie jest to moim zamiarem. Jedynie stwierdzam fakt. Po prostu mam inny od państwa X sposób bycia i nie jestem w stanie wyobrazić sobie, że można doprowadzić do sytuacji, jak wyżej wspomniana. Dla mnie jest jasne, że gdy buduje się relację z psem i tworzy się z nim więź – a, właśnie: dla mnie jest jasne, że ”manie psa” zaczyna się od tworzenia z nim więzi i budowania relacji – programuje się w nim określone nawyki, przestrzega się pewnych ściśle określonych reguł, a sprawa przestrzeni i dystansów personalnych jest jedną z kluczowych, gdy uczymy psa odnoszenia się do nas. Wymagając, by pies szanował fakt, iż nasza przestrzeń jest częścią nas, przedłużeniem naszego ciała, należy do nas i to my nią rozporządzamy, wpaja się psu pewien protokół zachowań.

Nie można przecież ot, tak wejść do pałacu królowej brytyjskiej, ”wbić się” do jej osobistych komnat, poklepać ją po plecach z energią ”Cześć Elka, co tam i ciebie?” i z tekstem ”Posuń się, klapnę se obok”, oczekiwać, że ”Ela” zrobi ci miejsce na swoim ulubionym fotelu. I ma to wielki sens wynikający z rangi ”Eli” – jej społecznego statusu. Zachowanie pewnych stref w domu czy mieszkaniu jako niedostępnych dla psa przypomina mu, że jego status społeczny jest niższy niż nasz. Pies może przebywać w tych pomieszczeniach tylko wtedy, gdy mu na to zezwolimy, ale on musi sobie na to nasze zezwolenie zapracować. Nie można go do nich zapraszać ani tolerować jego w nich obecności, gdy nie zasłużył na ten zaszczyt swoim zachowaniem. Tym bardziej pies nie może samowolnie wskakiwać na zajmowane przez nas łóżka, kanapy, fotele etc. (My posiadamy, zawłaszczamy całą przestrzeń, w której funkcjonuje pies, włącznie z tzw miejscem psa dlatego, że to my jesteśmy Alfą.) Wreszcie pies, który nie zasłużył sobie na zaszczyt przebywania w naszej strefie osobistej, nie może w nią wchodzić. Jeśli pozwolimy psu, który nie odczuwa wobec nas respektu, by przebywał w naszej mydlanej bańce, gdy pozwolimy psu, który przychodzi do nas z nastawieniem dominanta, by wywierał na nas presję i nie będziemy korygować jego zachowania, oddamy mu status Alfy, staniemy się ulegli wobec niego i to tyle. Przegraliśmy. Kwestią czasu jest, gdy zacznie nas terroryzować. (Przecież niektórzy z czytających ten tekst doskonale wiedzą o czym mówię, znacie to z własnego doświadczenia. Tak wyglądało to, co w waszym mniemaniu było ”początkiem problemów”. Nie. Takie ”akcje” to stadium w pełni zaawansowane ”problemu”.) W naszej strefie osobistej przebywać może tylko i wyłącznie pies, który przychodzi do nas jako uległy wobec nas, jako osobnik szanujący nasz status, czyli fakt, że to my jesteśmy Alfą. Dlatego też tak istotne jest by od samego początku utrzymywać psa w stanie ducha calm submissive-spokojnym i uległym, bo taki pies jest uważny i otwarty na przewodnika.

Pies Xów bezceremonialnie, przez nikogo nie zaproszony wszedł do sypialni[ERROR] i nie został skorygowany[ERROR], zawłaszczył łóżko[ERROR] i nie został skorygowany[ERROR], ”skorygował” dziecko, a literalnie groził Córce Państwa X[ERROR] i nie został skorygowany[ERROR], a dziewczynka poddała się wywieranej przez psa presji i opuściła pomieszczenie[ERROR], potwierdzając tym, iż status społeczny samca Dogo Argentino jest wyższy niż jej[ERROR]. W oczach psa ludzie uznali jego zachowanie za właściwe – nie został przecież skorygowany[ERROR]. Gdy dwoje dorosłych Xów zostało z psem w sypialni, to samiec dogo nosił status Alfy[ERROR] – nikt nie skorygował jego zachowania[ERROR] i na wszystkich zaangażowanych w zdarzenie (”demonstrację siły”) ludziach zrobiło ono wrażenie. Innymi słowy, intencja psa została odczytana przez ludzi ze skutkiem satysfakcjonującym psa. Kurtyna.

Jak zakończyła się sprawa ”problemów z dogo” Państwa X, nie wiem. Być może hodowca zrehabilitował psa i oddał go Xom? Może hodowca zostawił samca u siebie? Trzymam kciuki, że historia zakończyła się pomyślnie dla Xów i żadna z osób w nią zaangażowanych nie ucierpiała.

Udzielanie rad z zakresu behawiorystyki przez telefon to coś bardzo w stylu diagnozowania psich schorzeń przez social media i ja akurat nie wygłupiam się z udzielaniem rad tą drogą. (Generalnie staram się tego nie robić, nie ”udzielać rad”. Ograniczam się do polecania zgłębienia określonych dziedzin, lektur, licząc, że ludzie sobie przetrybią temat, wyciągną wnioski a refleksje z nich płynące sprawią, że przestaną być jak owieczki bez dzwoneczka. Stawiam na samodzielność.) Jednak bywa, że ktoś opowiada o tak totalnym ignorowaniu czerwonych świateł, które raz po raz eksplodowały niczym ładunek wybuchowy (niezauważone przez ten typ właścicieli) na jego drodze mania psa, że naprawdę łatwo jest zrozumieć jako to się mogło stać, że pies Coś Tam… I przyznaję, że trudno mi w takich momentach trzymać język za zębami i po prostu mówię, jak widzę opowiedzianą mi sytuację.

Do dziś koronnym dla mnie dowodem na to, że możliwa jest pomoc właścicielowi psa na odległość, bez całego tego zawracania głowy z ”poszukiwaniem behawiorystów” (za określony cash za godzinę – to jest teraz modny biznes), jest przypadek Młodego Mężczyzny z problematycznym samcem Akita Inu. Mężczyzna ten lata temu szukał pomocy na internetowym forum, gdyż jego, wtedy niewiele ponad półroczny, pierwotniak zaczął przejawiać zachowania dominacyjne i eufemizmem byłoby powiedzieć, że ów Akit był ”krnąbrnym psem”. Właściciel japończyka dowiedział się poprzez pamiętne Forum Molosy, między innymi od faceta, który już wtedy pozował na speca a dziś zajmuje się, jak to się mówi hodowlą (chyba jakichś TTB) i jest w tym swoim światku jakimś ”kimś” (znanym podobno), że Akita Inu ”to taka rasa i one tak mają, że Coś Tam… I że właściwie to nie ma szans, by pies Młodego Mężczyzny zmienił się na lepsze, bo ”to taka rasa bla bla bla…” I dalej w ten deseń. A jednak 😉 Chłopak wziął się do roboty i szybko okazało się, że Akita Inu to wcale nie rasa, która ma jakoś tam, coś tam, tylko pies domowy. Z doświadczenia wiem, że niektórym ludziom wystarczy po prostu nakreślić korektę mapy postępowania w wychowywaniu i prowadzeniu psa i naprawdę można to zrobić przez telefon albo internetowy komunikator. O skuteczności ”porady” decyduje chęć właściciela psa do zagłębienia się w źródło ”nieprawidłowości i problemów” w zachowaniu jego zwierzaka. Uczciwa praca z psem wykonana przez obudzonego właściciela Akity, który bardzo chciał i autentycznie starał się naprawić relację człowiek-pies i wszystkie zaniedbania, których się dopuścił, a które w jego przypadku nie wynikały z ”olewania kwestii wychowania psa”, a raczej pewnej nieuwagi tego Mężczyzny (wynikającej z braku doświadczenia), udowadnia, że są sytuacje, w których problem w zachowaniu psa można ”zdiagnozować” w trakcie rozmowy telefonicznej lub na forum serwisu społecznościowego. Oraz, o ile tylko właściciel psa mówi prawdę, polecić mu skuteczny sposób na zmianę istniejącej sytuacji, także bez ”spotykania się z psem”. A co najzabawniejsze nie trzeba do tego posiadać ”dyplomu”, który daje prawo keszować rozmówcę (wystarczy myśleć).

Nie zamierzam silić się w tym miejscu na ”analizy” dotyczące różnic pomiędzy argentyńczykami i japończykami, bo nie są one aż tak istotne – jedne i drugie należą do gatunku pies domowy. Nie podpowiadałam też rozwiązań problemu pani X, bo zbyt wiele złego wydarzyło się na linii ci ludzie-ich pies, by ot, tak można było ”zalecić jej zmianę podejścia do psa”. W rozmowie wyświetliłam jej jedynie kwestie związane z ustalaniem statusu społecznego w relacji właściciel-pies, których istnienia pani X nie była świadoma. W przypadkach takich, jak ten Xów najsmutniejsze jest to, że właściwe prowadzenie psa od samego początku nie jest niczym trudnym. Owszem, wymaga pracy (głównie ze strony człowieka: nad samym sobą), ale jest czymś, co jest pewną rutyną, jak dieta albo trening i to się po prostu robi. Kiedy jednak się tego nie robi, skala zaniedbań rośnie bardzo szybko i gwałtownie, w tempie, które powoduje, że nawet kilkunastomiesięczny pies ma tyle i tak mocno utrwalonych niepożądanych nawyków, że w swoich właścicielach budzi (całkiem naturalnie) autentyczny strach. A człowiek, który boi się własnego psa, nie jest w stanie go ”naprawić”.

Przyjmuję, że możliwe jest, że dziwnie zadziałał na psychę niektórym z was drodzy czytelnicy, ten tekst i że może w związku z tym nie powinnam wam polecać rozmowy, od której tytuł wziął dzisiejszy artykuł? Bo może nie dacie rady aż tyle wziąć na klatę? Z drugiej strony, lubię i ludzi, i psy, i chciałabym, żeby między ludźmi i psami było jak najmniej kwasów, więc proszę nie chowajcie głów w piasek ci, których problem dotyczy (ale ci, których nie dotyczy też), wysłuchajcie tego, co ci dobrzy ludzie mają wam do powiedzenia, bo na pewno się to wam przyda.

Zuza Petrykowska

Fragmenty artykułu pochodzące z obcojęzycznych źródeł zostały przetłumaczone przeze mnie i stanowią bezpośrednie tłumaczenie treści zawartych na stronach źródłowych. Zaznaczam jednak, że jako autorka powyższego artykułu nie wyrażam zgody na jego kopiowanie i wykorzystywanie w całości lub we fragmentach bez odnoszenia się do źródła.

JAKIE SĄ RZECZYWISTE SKUTKI ATAKU DOGO ARGENTINO NA CZŁOWIEKA, UCZĄ ŚWIEŻE PRZYPADKI Z USA. SOCIAL MEDIA I W KYNOLOGII, KREUJĄC MYŚLENIE SWOICH UŻYTKOWNIKÓW NA TEMAT POSZCZEGÓLNYCH RAS PSÓW ZROBIŁY SPORO ZŁEGO. A NA ILE I CZY W OGÓLE WAŻNE JEST, W KONTEKŚCIE TZW ŚWIADOMOŚCI SPOŁECZNEJ, TO JAK POSZCZEGÓLNE RASY PSÓW PRZEDSTAWIANE SĄ W ”ROZRYWCE”; FILMACH, TV ORAZ KSIĄŻKACH? JAK WYOBRAŻENIA, FANTAZJE A MOŻE IGNORANCJA TWÓRCÓW, WPŁYWAJĄ NA ODBIORCÓW ICH DZIEŁ? I W KOŃCU: CZY ŹRÓDŁEM RZETELNEJ WIEDZY NA TEMAT KYNOLOGII MA BYĆ FACEBOOK?

Peter Paul Rubens – Polowanie na dzika kalidońskiego  

Znajomy trener psów podesłał mi informację sprzed kilku dni, chodziło o atak Dogo Argentino na osobę psiej trenerki ze Stanów. Zmotywował mnie tym samym do zamieszczenia tekstu, który jak wiele innych od miesięcy czekał na publikację, zaktualizowałam go tylko o opis przypadku z 21 maja (link do źródła zamieszczam pod koniec dzisiejszego wpisu). Na szczęście dla pani Genduso atak dogo nie zakończył się tak tragicznie, jak to czasem bywa… Po tym jak przeczytałam co spotkało tę kobietę (z uwzględnieniem ataku sprzed tygodnia: w 3 na 4 medialnie znane przypadki ataków Dogo Argentino na ludzi, które w ciągu ostatnich dwóch lat miały miejsce w USA, samce Dogo Argentino zaatakowały kobiety), zaczęliśmy rozmawiać po raz kolejny o odpowiedzialności posiadaczy psów, a szczególnie hodowców psów ras podwyższonego ryzyka. Kolega dobił mnie opowiadając o kolejnej sytuacji z rodzimego dogo-światka, wysłał mi nawet skriny i… Cóż, okazuje się, że nieposiadanie profilu na serwisie Facebook ma także i tę wielką zaletę, że człowiek o wielu kompromitacjach po prostu nie wie. Gdy czytałam treść postów zrobiło mi się naprawdę przykro, bo jest poziom poniżej którego niektórym po prostu nie wypada schodzić. A gdy raz to zrobią, nie ma już odwrotu. Uczucie zawodu zawsze jest cholernie nieprzyjemne, a ku mojemu autentycznemu zdumieniu okazało się, że nawet teraz, wciąż mogę poczuć się zawiedziona, czytając ”stejtmenty” niektórych przedstawicieli naszego dogo-grajdołu…

No, dobrze, pora przejść do samego tekstu

”Odpowiedzialność”

W Polsce, w kontekście psów (tzw) ras uznawanych za agresywne kwestia odpowiedzialności spoczywającej na właścicielach psów tych ras, ras przecież bardzo specyficznych, jak wyhodowane specjalnie do polowań na pumy oraz dzikie knury, a dziś modnie i u nas trzymane jako domowe zwierzątka, towarzyszące coraz częściej ”maczomentom” i ”panienkom, które nie dają sobie w kaszę dmuchać”, Dogo Argentino, nie jest traktowana poważnie. Słownik języka polskiego wyjaśnia, że ”odpowiedzialność” to obowiązek moralny lub prawny odpowiadania za swoje lub czyjeś czyny, obowiązek zadbania o kogoś lub o coś. Hm… Praktyka pokazuje, że ”odpowiedzialność” nie jest niezbędną cechą polskiego posiadacza (min.) Doga Argentyńskiego. W Polsce takiego psa się kupuje (po czym niepokojąco często znajduje się ”cwaniaka”, który w Polsce: nielegalnie urżnie mu uszy), a potem, jak już się tego psa zepsuje, gdy świadomie lub nie pozwoli się mu wyrobić określone i bardzo – mówiąc eufemistycznie – niepożądane nawyki, można go oddać Gdzieś Tam. Pozbyć się go jakoś… I ”po bólu”. A za chwilę można kupić sobie nowego pieska… Co dalej z tym zepsutym? To już nie jest problem ”psuja”. Niech inni się martwią. Tylko, że pies, który gryzie swojego człowieka, to pies, któremu nikt nie może ufać – jeśli pies gryzie właściciela, to jak ma nie obawiać się go osoba obca, jego całe tzw otoczenie? No tak, ale przecież ja się  ”niepotrzebnie czepiam”…

Praktyki w rodzaju pozbywania się psów ”zepsutych”; psychicznie zaniedbanych, agresywnych i niebezpiecznych dla otoczenia, bez ponoszenia przez psujów jakichkolwiek konsekwencji, choćby w postaci najbardziej oczywistej, czyli zakazu posiadania zwierząt, są możliwe, bo nie ma u nas takiej zupełnie bazowej kultury kynologicznej. Nie mamy też prawa, które pomogłoby tę kulturę kynologiczną i dobre obyczaje wytworzyć, skoro ”kynolodzy” sami nie dają sobie rady. Nie ma u nas prawa, które selekcjonowałoby właścicieli dla psów ras uznawanych za agresywne, psów ras podwyższonego ryzyka tak, by poprzez dopasowanie do nich ludzi o właściwych cechach charakteru, lub po prostu odsianie tych, którzy dla powerful breeds się nie nadają, minimalizować ryzyko występowania u psów zachowań zagrażających ich otoczeniu. A zmiany w obecnym stanie prawnym by się przydały. Już nawet samo to sekciarskie wręcz upieranie się, by za wszelką cenę ciąć psu uszy wskazuje, że min. dogo są rasą, do której ”słabość mają” osoby nieszczególnie się przestrzeganiem prawa przejmujące i to powinno w końcu zaalarmować państwa kynologów. W Polsce (jak w wielu innych krajach) kopiowanie uszu psom (jak i cięcie im ogonów) jest nielegalne, jest ustawowo zakazane, jest przestępstwem. Ale niektórym właścicielom to wcale nie przeszkadza. I ci gotowi są korumpować weterynarzy (min.) w Polsce, wcześniej poszukiwać takich, którzy się skorumpować dadzą, wchodzą w jakieś szemrane układy z innymi właścicielami i/lub hodowcami psów, którzy też łamią prawo, a potem kolejnym pi*dusiom ”przekazują kontakt” do kogoś, kto ”dobrze tnie” (i może nawet wcale ten ktoś nie musi być weterynarzem?)… I tak w kółko… I oczywiście, tacy ”miłośnicy psów” dumni są ze swoich ”dokonań”, bo udało im się: uciachali psu uszy w Polsce i pokazali ”jełopom”, że są pany, że są ponad”. Nie obawiają się, że psiak może nie przeżyć narkozy, że uszy mogą się ”paprać”… Ani, że ”wszystko się wyda”, bo praktycznie działają w …świetnie zorganizowanej zmowie. W czymś na kształt organizacji… I to takiej całkiem …przestępczej; nielegalny obrót substancjami stosowanymi do narkozy (substancjami odurzającymi i potencjalnie bardzo niebezpiecznymi), fabrykowanie/podrabianie dokumentów… Interesuje ich tylko postawienie na swoim i udowodnienie innym, że ”wszyscy mogą ich pocałować w…” A przecież wystarczy pojechać np. do Rosji i tam legalnie załatwić sprawy.

W Polsce potencjalny właściciel presy może ”mieć kartotekę”, leczyć się psychiatrycznie, być uzależnionym od alkoholu i/lub leków i/lub narkotyków, lub tak ”lajtowo”: jedynie emanować ciężkim pier***cem w kreowanych przez siebie fejsbukowych gównoburzach, zdradzających psychiczne problemy autora czy autorki wpisów. Nikogo nie interesuje czy miała taka osoba kiedykolwiek problemy z prawem; wyroki skazujące za pobicia, rozboje, stalking, czy ”choćby tylko” założono jej niebieską kartę, jako sprawcy przemocy w rodzinie. A przecież wiemy, że Dogo Argentino w pewnych sytuacjach może być jak przemycony w częściach karabin, który sam składa się w całość i strzela… To może dziać się niepostrzeżenie, bez intencji właściciela, ale mogą też min. psy tej właśnie rasy używane być jak broń: z pełną premedytacją, celowo przeciwko ludziom.

”Przemawianie do rozsądku napalającym się na rasę”, w którego czołówce powinno plasować się – w ramach owej wspomnianej na wstępie odpowiedzialności – otwarte informowanie ”napalonych” o skuteczności towarzyszącej atakom psów pewnych ras na ludzi, o konsekwencjach takich ataków, nie jest czymś, co wspomagałoby handel psami tychże ras. Tak więc, choć ”straszenie faktami”, a w rzeczywistości po prostu mówienie o najtragiczniejszych z możliwych skutkach zaniedbań właścicieli psów o specjalizacji polegającej na ściganiu, opanowywaniu i zabijaniu zwierzyny łownej, byłoby bardzo w interesie psów (mniej chętnych wśród ludzi nierozumiejących rasy i/lub nieakceptujących jej przeznaczenia, wreszcie tych, którzy w zderzeniu z faktami, bojąc się, iż nie podołają wybierają dla siebie inną rasę), jak i ludzi (bardziej przemyślane decyzje, świadomość, iż zaniedbania niosą konsekwencje, nie tylko poważne, ale niekiedy dosłownie straszne w skutkach), taka otwartość nie jest czymś, co dobrze wyglądałoby nawet drobnym drukiem i w nawiasie, gdzieś w rogu reklamy zapowiadającej miot. W reklamie chodzi przecież o zachęcanie klienta do zakupu, budowanie pewnej wizji, a nie uczciwe informowanie go zarówno o zaletach, jak i wadach ”produktu”. A jaka potencjalnie może być, a jak pokazują te 4 na przestrzeni 2 lat znane przykłady ataków Dogo Argentino na ludzi w USA czasem bywa, największa wada ”produktu” z metką (np. właśnie) ”Dogo Argentino”?

To w ogóle jest tabu, kolejne już w przypadku tej rasy: fakt, że zdarza się, iż psy atakują ludzi i że niektóre z tych ataków kończą się niepełnosprawnością lub śmiercią ofiar. Ale to w omawianiu tematów ”trudnych”, zamiast zamiataniu ich pod dywan, leży szansa na to, iż ignoranci zaczną myśleć. Sprawdźmy czy zainspirować do myślenia można tych, którzy potrzebują tego najbardziej.

”Głupi ma zawsze szczęście”

Tak, dziś ponownie będzie min. o głupocie. O głupocie Niektórych (z tzw) Entuzjastów (min.) Dogów Argentyńskich – w tym posiadaczy a nawet hodowców psów (min.) tej rasy – którzy zwykli powtarzać, gdy ich (np. właśnie) dogo przejawiają zachowania absolutnie niedopuszczalne u psa domowego; psa towarzyszącego, którego wprowadza się w przestrzeń publiczną pełną innych ludzi, psów oraz pozostałych stworzeń, że To taka rasa one tak mają, że Ludzie ci powtarzają ową ”mantrę”, np. jako ”wytłumaczenie” tego, że; ich pies rzuca się jak opętany, wyszarpując im ręce ze stawów i ziejąc agresją na sam widok innego przedstawiciela swojego gatunku, gdy – sorry, not sorry – mówiąc wprost: zabija podczas ”spacer(k)ów” inne zwierzęta; krety, jeże, koty i/lub kto wie co jeszcze (może także jakieś ”Wiejskie Burki”), albo nawet usiłuje atakować obcych ludzi. I dopiero, gdy zdarzy się coś, co sprawi, że oni sami poczują strach przed własnym ”najlepszym przyjacielem człowieka”, np. gdy ich pies zachowa się agresywnie wobec ich dziecka lub nich samych, dociera do nich, że ”coś poszło nie tak”.

Tak długo jak to ci Głupi Właściciele Agresywnych Psów budzą się z (własnymi) rękami w nocnikach, nie ma sprawy, niech piją ‚piwo’ którego naważyli – mogą pić je nawet z nocników. Ale i to przysłowiowe ”szczęście głupiego” kiedyś się kończy i pokazują to przypadki Właścicieli Psów, Którzy Dopuścili By Ich Psy Zaatakowały Ludzi (w tym dzieci). W dalszej części tekstu podlinkuję wam stronę, na której znajdziecie dane uwzgędniające ataki psów różnych ras i typów zarówno na osoby dorosłe, jak i dzieci i możecie być zaskoczeni, jakie rasy/typy przodują w rejestrach.

Czy ”głupi ma zawsze szczęście”? W większości przypadków ataków psów na ludzi chyba faktycznie tak, bo zazwyczaj to nie głupki powtarzające teksty w rodzaju dobrze nam znanego ”to taka rasa, one tak mają, żecoś tam, borykają się potem ze wszystkim skutkami ataków swoich nienormalnych psów, tylko inni ludzie. Ludzie, którzy zostali zaatakowani i stali się ofiarami.

Zacznijmy ”na miękko”.

”Gratulacje dla hodowcy”

Kiedy emitowany był odcinek Gry o Tron, w którym Ramsey Snow polował z psami na jedną ze swoich niewolnic: Ramsay Snow on a hunt, na Międzynarodowym Psiarskim Kanarowym Fejsie migały posty o tym, że to fajnie, że kanary są w TV, i to W TYM SERIALU (chyba nawet jakieś informacje o tym, co to dokładnie za psy/z której hodowli, też się pojawiły). Tak, tak, scena była montowana i to zupełnie jasne, że psy nie wyrządziły krzywdy aktorce. Ataku psów Snowa na kobiecą postać nie pokazano i ”klimat sytuacji” zbudowano dźwiękiem – odgłosami. (Trochę jak w ”Django” – Tarantino też wybrał taką formę dla sceny, w której psy rozszarpywały i pożerały schwytanego niewolnika.) Jednak kanaryjska presa, jako rasa, dla tych, którzy w psach postaci Ramsaya rasę odnaleźli, została pokazana w Dosyć Specyficzny Sposób. Nie sprawdzałam jakie i czy w ogóle komentarze towarzyszyły scenie śmierci Ramsaya, gdy po Battle of the Bastards Sansa Stark wypuściła na niego jego własne, ale baaardzo głodne psy: Ramsay Bolton – Death… ”Kanarki”, które zakończyły udział Ramsey’a w Grze o tron nie były prawdziwymi psami. Te były już dziełem grafików, tak samo realnym jak serialowe smoki. I być może obie ww sceny ze względu na brutalność – w scenie końca Ramseya, były i dźwięk, i obraz – i raczej bardzo niecodzienne pokazanie w nich roli Najlepszego Przyjaciela Człowieka, większość osób uznała za wręcz niedorzeczne? Może faktycznie to tak działa? Może ludziom, adresatom telewizyjnej rozrywki, rzeczywiście wydaje się, że po przekroczeniu pewnego poziomu brutalnej dosłowności – jak właśnie śmierć serialowego Ramseya – dany ”obrazek” przestaje mieć jakikolwiek ”link” do rzeczywistości?

Może?

Wspominam o tym, jak odmalowano kanary w tej bardzo popularnej serii dla kontrastu z tym, co ”poszło w świat” (a może tylko w ”światek”?) za sprawą ”adaptacji” innej powieści, książki Jo NesbøHodejegerne” – ”Łowcy głów”. Otóż, niedawno miałam okazję widzieć fragment filmu >na motywach< tej powieści. (Producentom filmowym wydaje się chyba, że czytelników mniej ”boli”, kiedy scenarzyści niszczą dobrą powieść, udając, że tylko sobie z niej pożyczają parę ”motywów”?). ”Łowcy głów” to film, w którym pokazano atak Dogo Argentino na człowieka i skutki tegoż ataku dla owego człowieka. I, mówiąc kolokwialnie: opadła mi szczena, gdy tę scenę oglądałam. W tym filmie Dog Argentyński rzuca się – choć to sformułowanie nie do końca oddaje to, co pokazano jako ”zachowanie dogo atakującego” – na mężczyznę. Dogo ”rzuca się” i wycofuje, niczym onieśmielony pudelek, i jeszcze raz DOPADA KARKU tego człowieka I WGRYZA SIĘ W NIEGO NA CAŁEGO. Mężczyźnie – to ważna cecha postaci – o wzroście poniżej 170 cm, UDAJE SIĘ ”strzepnąć” z siebie białą presę WGRYZAJĄCĄ MU SIĘ W KARK. A po tym wszystkim zaatakowany – PRZEZ DOGO ARGENTINO, psa rasy stworzonej TO CHASE AND KILL BIG POWERFUL ANIMALS – pan po prostu …idzie dalej.

I tu, tak samo jak w GoT, scena była montowana, a w sekwencji ”kontaktu” filmowego psa z człowiekiem i tym razem ”grał” już wytwór pracy grafików. Ktoś mógłby więc powiedzieć ”ale se temat wymyśliła” i machnąć ręką. Cóż, niestety telewizja i filmy, jak i social media mają cholernie duży wpływ na ludzi. Niektórym wydaje się, że to, co oglądają w wykonaniu aktorów i z pomocą całej filmowej ekipy, to prawda. I tak samo łykają kity z FB, IG etc. Kiedyś, w jakimś show jeden z aktorów polskiej telenoweli o miłości, lekarzach i bajkowym szpitalu opowiadał, że zdarza mu się być zaczepianym przez osoby, które pytają go ‚Jak dojechać do tego szpitala, do tej miejscowości?’ Odpowiadał im, że ‚To tylko serial, to nie dzieje się naprawdę, my tylko gramy, udajemy to wszystko’, ale i tak zdarzało mu się słyszeć pełne wyrzutu ‚Pan po prostu nie chce mi powiedzieć gdzie to jest’.

”Przecież to tylko film!”. Doprawdy?

Jo Nesbø[1] to popularny norweski pisarz powieści sensacyjnych, najbardziej znany z cyklu o Harrym Hole (jakieś dwa lata temu holiłut zaorało jeden z tomów tej serii ”adaptacją” powieści ”Snømannen”, filmem o tytule ”Snowmen”). Ale na swoim koncie ma także ”parę” innych książek, min. wyżej wspomnianą wydaną w 2008, a zekranizowaną w 2011 roku powieść ”Hodejegerne” – ”Łowcy głów”, a także wydaną w 2014 roku ”Sønnen” (”Syn”), do której także się odniosę. ”Łowcy głów” jako powieść to naprawdę dobra rzecz. Film jest… cieniutki. W tym co zrobiono z książką Nesbø, tj. w tym filmie gra Dogo Argentino – obiektywnie ładny psiak i to jest cały plus tego, że ów pies pojawia się na ekranie. Książkowy psi bohater, ten z oryginalnego pomysłu pisarza, to nie dogo a przedstawiciel jakiejś wymyślonej przez autora na potrzeby powieści rasy terrierów (prawdopodobnie czegoś typu bull, wnioskując po opisie). Nie będę rozpisywać się na temat treści książki i filmu, bo chodzi mi o jedną scenę, no, może dwie z filmowej wersji ”Headhunters”. O scenę ataku Doga Argentyńskiego na człowieka. Chodzi mi o to, jak ten atak został pokazany i to jak w tym filmie pokazano skutki ataku Dogo Argentino na człowieka.

Generalnie, scena, która mnie autentycznie oburzyła (i to nie tylko dlatego, że znam jej oryginalną, książkową wersję) jest… Nie do opowiedzenia do tego stopnia jest kuriozalna. Sami musicie to zobaczyć (chyba min. w serwisie CDA ten film dostępy jest online, w każdym razie chodzi o to) co w filmie dzieje się od 56 minuty. Ale żebyście zrozumieli dlaczego ”czepiam się” czegoś tak ”nieznaczącego”, jak Jakaś Tam Scena w Jakimś Tam Filmie, chcę, żebyście skupili się na tym, jakie skutki ma ATAK DOGO ARGENTINO NA CZŁOWIEKA W REALNYM ŚWIECIE, nie na Jakimś Tam Filmie, ale gdy CZŁOWIEK NAPRAWDĘ PADA OFIARĄ DOGA ARGENTYŃSKIEGO.

Obie grafiki, które zamieściłam powyżej to klatki z ww ”ekranizacji” książki Norwega. Nim przejdziemy dalej, zobaczcie jak zdaniem ”ludzi filmu” wyglądają obrażenia po ataku Dogo Argentino – to ta grafika z ”dziurkami”, w tej scenie żona głównego bohatera opatruje go po ataku dogo. Zasłoniłam twarz aktora, bo chcę, żeby w oczy się wam rzuciły te ”dziurki”. A jak jest naprawdę, gdy Dog Argentyński dopadnie człowieka?

Tragedia w Huntingtown: 21 czerwca 2018 r.

O tym ataku notatki znaleźć możecie na stronach wielu różnych serwisów (nie tylko na stronie Dog’sBite.org – Some dogs don’t let go[2] ale) i min. na stronie foxbaltimore[3]. W dużym skrócie: 28-letnia Jenna Rae Sutphin zmarła w kilka godzin po tym, jak około 7:15 rano zaatakowana została przez własnego Dogo Argentino. Kobieta w stanie krytycznym, z obrażeniami spowodowanymi pogryzieniem tylnej części głowy i szyi, drogą powietrzną została przetransportowana do Washington Medstar Hospital Center. Sutphin i jej narzeczony, Jason Hammer, będący trenerem w Prince George’s County Correctional Center K-9, hodowali i sprzedawali Dogo Argentino. Atak miał miejsce przed wychodzącym na Route 4 (Drogę 4) domem pary. Motocyklista jadący wzdłuż Rute 4 zadzwonił pod numer 911 około 7:15 rano, po tym, jak zobaczył zwierzę atakujące COŚ. Kiedy patrolujący okolicę policjant dotarł do zarośniętego obszaru w pobliżu autostrady, pies wciąż aktywnie atakował, został postrzelony i uciekł. Na miejscu zdarzenia pojawili się zastępcy z Biura Szeryfa Calvert County, którzy psa odnaleźli i zastrzelili. Ofiara ataku zmarła około 17ej.

Atakujący pies, nazwany Rocky był częścią pary hodowlanej należącej do ofiary i jej narzeczonego. Zwierzę mieszkało z parą od około czterech lat. W czasie, gdy trwał atak narzeczony ofiary, Hammer przebywał na „sesji treningowej ze swoim nowym partnerem K-9”. Hammer niedawno przeszedł 16-tygodniowy program treningowy ze swoim innym psem: malinois-shepherd mix, czyli mieszańcem owczarków belgijskiego Malinois i zapewne klasycznego ONka. Panna Sutphin również zatrudniona była w hrabstwie Prince George, pracowała jako asystentka prokuratora okręgowego od maja 2016 r.

14 czerwca 2018 r. Northern California, Bay Area: ”Dogo Argentine dog weighing 100 pounds mauled its owner this morning” – ”Ważący 100 funtów (+/- 45kg) Dogo Argentino dzisiejszego poranka poturbował swoją właścicielkę”.

Min. na stronie organizacji Dog’s Bite… jest wzmianka o jeszcze jednym ataku, który zdarzył się tydzień przed tym z Huntigtown i (też) miał miejsce na terenie hodowli Dogo Argentino. O tym ataku opowiada sąsiadka, której reakcja (telefon wykonany pod numer interwencyjny 911) uratowała życie ofierze, pani ta wypowiada się w tym materiale:  witnesses neighbor: ”The 29-year-old woman was flown to the Bay Area where she’s in critical condition. Police shot the dog after it charged at them.” It was not until the third shot that the dog stopped its attempt to attack the officers” – 29-letnia kobieta została przetransportowana drogą powietrzną do Bay Area, gdzie przebywa w stanie krytycznym. Policja zastrzeliła psa po tym, jak ich zaatakował. „Dopiero po trzecim strzale pies przerwał próbę ataku na oficerów”. Jak twierdzą sąsiedzi, psami w hodowli zazwyczaj zajmować się miał mąż ofiary ataku, wcześniej nie widywali kobiety jako osoby, która dogląda psów. Niestety wzmianek mówiących coś więcej o tym zdarzeniu, poza tym, że na szczęście kobieta przeżyła, brak. (Jeśli wierzyć komentarzom pod filmem na YT, samiec, który zaatakował, nie należał do rodziny ofiary i był jedynie ”w odwiedzinach”, jako że miał zostać użyty jako reproduktor w kojarzeniu z jedną z suk należących do stada hodowlanego męża zaatakowanej kobiety.) Notatka na stronie Dog’s Bite mówi, iż mąż ofiary prowadzi hodowlę Dogo Argentino w Bay Area, o nazwie Dogos Del Gran Patron, a komentarze na fejsbukowej grupie entuzjastów rasy, podawać miały, że kobieta w wyniku ataku straciła co najmniej jedno ramię. Takie skutki są jak najbardziej możliwe i niezaskakujące, jeśli wziąć pod uwagę siłę i styl wchodzenia w kontakt z >celem< typowy dla dogo.

Jednak ponieważ bardziej szczegółowych informacji o okolicznościach ataku, obrażeniach jego ofiary i ich skutkach nie znalazłam, przejdę do kolejnego zdarzenia. Na szczęście także nie zakończonego śmiercią ofiary ataku, ale ciężkimi obrażeniami, których koszty leczenia – w dniu publikacji tekstu źródłowego (3 czerwca 2019 r.) – przekraczają 190 tysięcy dolarów, czyli ponad 726 tysięcy złotych.

2019 r., Los Angeles, Northridge Attack

Za Phyllis M. Daugherty (former City of Los Angeles employee and a contributor to CityWatch) – artykuł dostępny jest w tym miejscu[4], na stronie citywachla.com, a fragmenty pisane kursywą są bezpośrednim tłumaczeniem tekstu artykułu zamieszczonego na ww stronie internetowej): Ten tragiczny incydent wydarzył się na Amestoy Avenue w ekskluzywnej, malowniczej okolicy San Fernando Valley w Northridge, znanej również jako „Sherwood Forest.”

Na spotkaniu w dniu 28 marca komisarze z The City of Los Angeles Animal Services Department [organizacji do spraw zwierząt działającej na obszarze Los Angeles], działali jako komisja odwoławcza w celu rozpatrzenia wniosku właścicieli psa (ojca i syna) wnoszących o odwołanie od decyzji Dyrektora Generalnego L.A. Animal Services, ogłaszającej ich 4,5-letniego Dogo Argentino ”dangerous dog” – ”niebezpiecznym psem”, po ataku tegoż psa na biegacza, ataku, który miał miejsce poza własnością/terenem posesji właściciela psa. [Pies uciekł z podwórza i zaatakował mężczyznę uprawiającego jogging w towarzystwie dwóch własnych psów.] Członkowie komisji rozpatrzyli wszystkie akta, które zostały złożone na rozprawie, ale nie zaakceptowali nowych dowodów. Ogłoszono, że rozważa się zalecenie, aby pies został poddany eutanazji ze względu na ekstremalne nasilenie obrażeń ofiary.

Wnoszący odwołanie zeznali, że są właścicielami Dogo Argentino odkąd pies był szczeniakiem i aktualnie pies ma około 4,5 roku. Pies nie jest wykastrowany i has never been licensed by the City, czyli nigdy nie został zarejestrowany we właściwym urzędzie i nie uzyskano na jego utrzymywanie zgody władz miasta, chociaż posiada aktualne wszystkie szczepienia, w tym to przeciwko wściekliźnie i jest zarejestrowany w ACK [American Kennel Club – czyli w amerykańskim ”Związku Kynologicznym”]. Jest to the first reported attack by the dog, czyli pierwszy zgłoszony atak [tego konkretnego] psa, do którego doszło, jak twierdzą, z powodu ucieczki psa przez otwarte obie bramy – pierwszą tę na wybiegu dla psa i drugą, tę wejściowo-wyjściową na teren posesji. Właściciele twierdzili, że pies kocha swoją rodzinę i bawi się ze ‚swoimi’ dziećmi. Jeden z właścicieli stwierdził również, w odpowiedzi na zapytanie komisarza Sandovala, że nie chce kastrować psa, ponieważ „uważa, że nie jest to dobre dla psa”. Dodał, że ponieważ jest to rzadki, rasowy pies zamierzał go rozmnażać. Właściciele psa byli reprezentowani przez adwokata, ale także występowali sami. Ich adwokat stwierdził, że przedmiotowy pies has no prior reports of bites/attacks → nie ma ‚teczki’ wcześniejszych doniesień o ukąszeniach/atakach, że ”ma czyste akta” i że the incident being considered was provoked because the victim would practice karate moves–kicking and punching–in the street in front of the house to agitate the dog → rozważany incydent został sprowokowany, ponieważ ofiara ćwiczyła ruchy karate – kopanie i uderzanie pięścią – na ulicy przed domem, aby pobudzić psa. Adwokat oświadczył, że właściciele byli gotowi zapisać psa na szkolenie, wyprowadzać go w przestrzeń publiczną w kagańcu, lub zastosować się do wszelkich środków ostrożności lub ograniczeń, które mogą zostać nałożone na nich przez Komisję. Adwokat skonstatował również, że opiewająca na wiele milionów dolarów polisa ubezpieczeniowa właściciela psa pokryje wydatki ofiary poniesione przez nią na leczenie.”

Zanim przejdziemy do dalszych zeznań: słodko, co? U nas też, swego czasu (jeszcze w 2015 roku) nawet niektóre hodowle Dogo Argentino, nie mówiąc o pojedynczych egzemplarzach psów tej rasy, funkcjonowały niezgłoszone właściwym w sensie administracyjnym Urzędom. Urzędom, które przecież powinny mieć wiedzę, iż na terenie im podlegającym utrzymywane są psy rasy uznawanej za agresywną oraz, że prowadzona jest hodowla psów rasy uznawanej za agresywną. Jeszcze wcześniej owe Urzędy powinny były wydać zgodę na nie tylko prowadzenie takiej hodowli, ale w ogóle utrzymywanie każdego z np. właśnie Dogów Argentyńskich z osobna Ponieważ, gdy przychodzi do tragedii, wszyscy chcą wiedzieć ”Skąd wziął się tam ten pies?!”. Ale hodowle ”na lajcie” sobie działały bez wiedzy urzędników… Jak jest dziś? Czy min. np. tę szczególnie tajemniczą w końcu wytropiono? Wiadomo już – na bieżąco – ile psów wchodzi w skład stada hodowlanego i kto z imienia i nazwiska w sensie prawnym odpowiada za każdego z nich, czyli wpisany jest w dokumenty danego osobnika jako jego właściciel/ka? Znany jest już adres, pod którym ta hodowla jest prowadzona, ten pod którym faktycznie utrzymywane są psy? Czy też wciąż psy ”znajdują się pod opieką” różnych osób? I czy by kupić szczeniaki, zamiast do hodowli, pod konkretny adres, wciąż trzeba pojechać na parking przed którymś z centrów handlowych? Czy wciąż jedyny adres znany jako adres tej hodowli, to adres prywatnego mieszkania, któregoś z członków rodziny osoby rozmnażającej psy? Przyznaję: nie wiem. Nie wiem ”jak sytuacja” z rejestrowaniem w Polsce hodowli psów rasy Dogo Argentino, psów rasy uznawanej za agresywną, bo co rusz jakaś tzw hodowla powstaje. Na pęczki teraz tego jest, więc bardzo ciekawe czy coś się zmieniło i czy wszyscy członkowie Związku Kynologicznego w Polsce posiadający psy ras uznawanych za agresywne, a tym bardziej ci prowadzący w Polsce hodowle psów ras uznawanych za agresywne, rejestrują już swoje psy we właściwych urzędach i mają już wszyscy zgody na prowadzenie owych hodowli? Czy też wciąż panuje wolnoamerykanka, bo ”zezwolenie to takie tylko zawracanie głowy”?

I ten kawałek o pokrywaniu kosztów leczenia też jest ”fajny”… ”Kaska? A nie, to lajcik. Nic się nie stało. Zapomnijmy o sprawie”. Szczególnie fajny jest w świetle zdarzenia, które miało miejsce w LA w roku 2017, kiedy >pitbull< zaatakował biegacza i poza tym wszystkim co mu zrobił, odgryzł temu mężczyźnie jądro.

Niektórzy tzw hodowcy w Polsce nie mają kasy na badanie swoich psów i nie wiedzą czy rozmnażają psy np. obustronnie słyszące czy jednostronnie głuche, czy ich psy mają zdrowe serca, czy może jednak ich ”pompy” zdrowe nie są, albo czy ich psy są genetycznie obciążone np. dysplazją? (Co łatwo wytropić, gdy bada się wszystkie osobniki używane w hodowli oraz ich potomstwo nim ostatecznie przekaże się prawo własności szczeniąt osobom trzecim.) Nie przeprowadzają badań, bo nie stać ich na hodowanie psów na poziomie i mogą je tylko rozmnażać, pykać sobie mioty. I tak je sobie pykają, bazując na osobnikach, do których mają łatwy dostęp (wymiana z innymi ”rozmnażaczami” wychodzi tanio) itp. itd. I teraz wyobraźcie sobie akcję w rodzaju ataku psa rasy agresywnej na człowieka w Polsce. W takich warunkach. Ataku, który kończy się bardzo ciężkimi obrażeniami ofiary. Ataku, w wyniku którego ofiara być może nawet staje się osobą niepełnosprawną. Ataku, którego konsekwencje są nie tylko fizyczne, ale pociągają za sobą także psychiczną traumę. Ataku, którego skutki dotykają nie tylko jego bezpośredniej ofiary, ale i jej rodziny; żony/męża, narzeczonego/narzeczonej, dzieci albo rodziców oraz rodzeństwa – mówię tu o traumie, która roznosi się na caaałą rodzinę i nieodwracalnie zmienia życia wszystkich jej członków. Wyobraźcie sobie atak dogo na człowieka i to, że leczenie ofiary jest baaardzo kosztowne i dłuuugie. Może nie będzie w stanie wykonywać pracy, która była jej źródłem dochodu nim doszło do ataku?. Wyobraźcie sobie, że taki ”Czesio” albo ”Czesia”, którzy sobie kupili dogo, bo ”jest jak wielki, taki aPdEJtowany pitbull” i teraz już jako ”hodowcy” karmią psa/psy tak, żeby wyszło jak najtaniej i w ogóle cała ta ich hodowla ”obliczona jest” na to, żeby było jak najtaniej, bo żyją z tego, że rozmnażają psy i sprzedają szczeniaki ”jakimś jeleniom”, mieliby pokryć koszty leczenia ofiary ataku ich psa a także wypłacić jej odszkodowanie – tadam!

A, i kluczowe jest na wstępie zidentyfikowanie właściciela psa. Tej osoby, która widnieje w dokumentach dotyczących danego zwierzęcia jako jego właściciel i jest za to zwierzę bezpośrednio odpowiedzialna w sensie prawnym. Czyli tego wobec kogo należy wyciągnąć prawne konsekwencje i od kogo można, trzeba domagać się odszkodowania.

CZY ROZUMIECIE JUŻ DLACZEGO TAK WAŻNE JEST, BY LUDZIE, KTÓRZY TE PSY PRODUKUJĄ, SPRZEDAJĄ I/ALBO SĄ ICH WŁAŚCICIELAMI BYLI ZNANI I ŁATWI DO NAMIERZENIA W RAZIE, GDY JAKIŚ NP. DOG ARGENTYŃSKI KOGOŚ ZAATAKUJE? ROZUMIECIE DLACZEGO TE PSY MUSZĄ BYĆ MONITOROWANE? CHOĆ W NASZYM KRAJU CIĄGLE NIE SĄ…

Ok, idźmy dalej:

Ofiara, bardzo szczupły mężczyzna, w wieku mniej więcej 50u lat, stwierdził: „Wszystko, co zrobiłem, to uprawiałem jogging trasą biegnącą przy ich domu”. Wyjaśnił, że kobieta po drugiej stronie ulicy has multiple aggressive dogs who bark when he passes – ma wiele agresywnych psów, które ujadają/szczekają, kiedy mijali jej posesję, i he has seen the Dogo Argentino become aggressive toward other dogs when they passed the property – widział, jak Dogo Argentino staje się agresywny w stosunku do innych/tamtych psów, kiedy mijali posesję ← skąd my to znamy, pies uderza w to, co może, w to, co jest najbliżej.

Powiedział: „zaprzestałem przebieżki z moimi dwoma psami i pobiegłem w kierunku środka ulicy, aby uniknąć pobudzania/podniecania Dogo Argentino i jej psów [tych należących do sąsiadki właścicieli DA]”.

Wyjaśnił, że zawsze unikał przebywania na ulicy, gdy starszy z dwóch właścicieli wyprowadza psa i natychmiast zmieniał trasę [chcąc uniknąć spotkania]. Powiedział, że w dniu ataku nie słyszał ani nie widział, ani psa, ani właściciela przed tym, nim nastąpił atak i że był około 100 jardów [to odległość odpowiadająca blisko 92 metrom] za posiadłością, gdy pies uderzył w niego od tyłu i powalił go na ziemię, viciously – wściekle/gwałtownie go gryząc. Stwierdził: „The dog „almost took me out.” – „Pies ”prawie mnie zabił/wyeliminował”.

Leżałem na ziemi, na plecach i krzyczałem o pomoc, kiedy przyszedł starszy pan i ściągnął ze mnie psa. Wtedy udałem się do domu, by powiedzieć żonie o tym co się zdarzyło i zadzwonić pod 911, i zabrano mnie do szpitala”, powiedział Komisji. [O tym, że ten mężczyzna miał sporo szczęścia świadczy to, że był w stanie samodzielnie udać się do domu, aczkolwiek pamiętajmy, że to, że pies skutecznie nie zaatakował jego głowy, czy górnej części jego ciała, jak to miało miejsce w przypadku 28-latki, która w wyniku takich właśnie obrażeń poniosła śmierć, nie oznacza, że temu człowiekowi ”nic się nie stało” – skądś ten rachunek na ponad 190 tysięcy dolarów, czyli ponad 726 tysięcy złotych, się wziął. Zapewne także znaczenie ma to, że właściciel atakującego ofiarę Doga Argentyńskiego był w pobliżu i był w stanie swojego psa ściągnąć z tego mężczyzny, i zrobił to relatywnie szybko. O właśnie! Zobaczcie co jeszcze powiedział zaatakowany mężczyzna: twierdzenie adwokata [właścicieli psa], że sprowokował psa, było całkowicie nieprawdziwe i że nie dowiedzieliby się [adwokat i właściciele psa] o jego doświadczeniu w dziedzinie sztuk walki, gdyby nie wspominał o tym podczas rozprawy, jako o możliwym powodzie dla, którego był w stanie przetrwać, przeżyć atak. Dodał: „Czy byłbym na tyle głupi, by celowo sprowokować tego psa?” – Facet naprawdę miał sporo szczęścia i po prostu bardzo się bronił, no i najwyraźniej miał ”patent” na skuteczne bronienie się.

Ofiara oświadczyła, że jest miłośnikiem psów, ma dwa psy, że ”brał schroniskowe psy na tzw tymczas [czyli, że brał je do swojego do domu, jako do domu tymczasowego, zanim znaleziono dla tych psów właścicieli] i że adoptował psy ze schronisk. W odpowiedzi na pytanie komisarza Wolfsona, czy zgadza się na eutanazję psa [czy popiera taką decyzję], powiedział, że raczej nie chciałby, aby tak się stało, że jeśli pies zostanie usunięty daleko od tego obszaru [gdzie miał miejsce atak] i it can be absolutely guaranteed that the dog will never be able to harm anyone else again – jeśli może zostać absolutnie zagwarantowane, że pies już nigdy nie będzie w stanie skrzywdzić nikogo innego. Dodał, że gdyby stało się to dziecku lub nawet niemowlęciu [gdyby padło ofiarą tego ataku], ofiara nie przeżyłaby. Moim zdaniem wielkoduszność tyleż szalona, co niepotrzebna i po prostu szkodliwa. Psa, który w takich okolicznościach atakuje człowieka, eliminuje się bez żalu. Rany, nawet wzorzec rasy podkreśla, iż tego rodzaju agresja wobec ludzi jest cechą absolutnie niedopuszczalną!

Członkowie Komisji omówili „extreme severity” – „ekstremalną dotkliwość” ran ofiary widocznych na zdjęciach wykonanych po ataku. Zgodzili się, że istnienie ryzyka okaleczenia lub śmierci kolejnej ofiary musi być ich główną troską. Komisarz Wolfson stwierdził, że Komisja ponosi odpowiedzialność za potencjalne zobowiązania miasta i bezpieczeństwo publiczne. Pięciu komisarzy jednogłośnie głosowało za utrzymaniem decyzji Dyrektora Generalnego.

Nie można pominąć komentarza komisarza Wolfsona, który porównał posiadanie dużego i potężnego psa do posiadania broni. This Dogo Argentino requires (under current law) no more legal responsibility for containment than a Chihuahua – Ten Dogo Argentino (zgodnie z obowiązującym prawem) nie wymaga większej odpowiedzialności prawnej, by możliwe było jego kontrolowanie/opanowanie, niż Chihuahua. [Wyjaśnijmy, że owo legal responsibility odnosi się min. do; legal obligation stanowiącego zbiór zasad, które organizują i regulują prawa i obowiązki powstałe między jednostkami, a measure of mental capacity, czyli miary zdolności umysłowych, stosowanej przy podejmowaniu decyzji, tego w jakim stopniu dana osoba może zostać pociągnięta do odpowiedzialności za przestępstwo, a person’s role in causing an event to happen, czyli roli danej osoby w spowodowaniu zdarzenia.] A jednak najpoważniejsze ataki mają miejsce, ponieważ duży i potężny pies uciekł ze swojego podwórka lub też jego właściciel nie był w stanie go kontrolować.

Wolfson przypomniał później właścicielowi psa, że posiadanie psa tych gabarytów i siły jest jak posiadanie broni o dużej mocy. Pies, jak broń musi być confined – ograniczony/ zabezpieczony [lub po porostu: ‚nie dla wszystkich’, czyli, że nie każdy powinien móc takiego psa posiadać] i locked up – zamknięty, by ”wypadki” powodujące takie obrażenia się nie zdarzały. Stwierdził także, że im większy pies, tym więcej i większych obrażeń może wyrządzić i w związku z tym poziom odpowiedzialności [właściciela] jest wyższy.

Chętni mogą sobie ściągnąć dwugodzinne nagranie z przesłuchania właściciela psa i ofiary ataku, link znajduje się na tej stronie[4].

Przesłuchanie w sprawie ataku dogo na biegacza uzmysławia, że niepokalanie myślą amerykańskiego właściciela dogo nie różni się od niepokalania myślą polskiego właściciela dogo. (Z tym może wyjątkiem, że w USA ludzie ci miewają wykupione ubezpieczenia stanowiące o ich zdolności do pokrycia kosztów leczenia ofiar skrajnie agresywnych psów oraz wypłacania tym osobom odszkodowań.) To doprawdy niezwykłe o ilu przepisach właściciel nienormalnego psa ”nie wiedział”.

Bezlitosne dane

Stany są duże, dużo większe od Polski; duuużo ludzi i duuużo psów. I jest naturalne, że przy tak duuuużej liczbie ludności oraz psów efekty nieprawidłowego – mówiąc oględnie – prowadzenia czworonogów wpływają na statystykę dotyczącą najbardziej drastycznych skutków ataków psów na ludzi. W USA zdarza się, że ludzie ponoszą śmierć w wyniku ”złego ułożenia” psów innych ludzi a niekiedy nawet własnych psów: w ciągu roku w wyniku ataków psów w USA umiera blisko 60 osób. Nie wiem czy ktokolwiek posiadający choćby minimalny, zupełnie bazowy poziom empatii i wyobraźni odważyłby się powiedzieć czy to ”dużo”, czy ”mało”. Wiem jednak, że zawsze jest lepiej uczyć się na cudzych błędach niż własnych i że definitywnie są dziedziny, w których można uczyć się na błędach innych ludzi. Pytanie brzmi: czy niektórzy polscy właściciele psów ras uznawanych za agresywne są aż tak głupi, że nic już ich nie zaalarmuje i nie zachęci do myślenia? Czy jest tak źle, że niektórych nic już nawet nie przestraszy i nie zmotywuje do zmiany postawy?

To, co u nas ”przechodzi” bez problemu (może, ewentualnie czasem kogoś ”oburzy”, spowoduje, że ktoś komuś zwróci uwagę podniesionym tonem i przy użyciu podwórkowej łaciny), zachowania, które obserwujemy na ulicach naszych miast/miasteczek/wsi, zachowania co do których przywykliśmy, idąc na spacer (z psem lub bez) do parku/na łąkę, w USA alarmują ludzi NA SERIO. U nas jakieś kretynki i kretyni na fejsbukowych grupach kynologicznych bronią ”tez” o tym, że ”pies ma prawo się przestraszyć” dziecka/ biegacza/ rowerzysty/ deskorolkarza etc., i ”przestraszeniem się psa” tłumaczą jego nienormalne i przede wszystkim niebezpieczne zachowanie wobec ludzi. Także wtedy, gdy jakikolwiek pies udaje sie w pogoń za dzieckiem, np. kilkulatkiem jadącym na rowerku, zrzuca dziecko i szarpie je za ubranie… Tacy ludzie ”dziwią się” i ”oburzają”, że rodzic zaatakowanego dziecka ”śmiał zrobić awanturę” i/lub ”kopnął psa”… Nie mamy tak specyficznego prawa, jakie obowiązuje w USA i u nas nie jest naturalnym odruchem pozywać właściciela psa w związku z tym, że ten ”dziabnął” np. biegacza, że doszło do przerwania naskórka i pojawiła się krew, albo, że pies przestraszył dziecko, które zraniło się lub wyrządziło sobie znacznie poważniejszą krzywdę, upadając. (W niektórych miejscach na świecie pojawienie się krwi po uszkodzeniu naskórka, które nastąpiło u danej osoby, w wyniku zachowania psa, wystarczy, by psa poddano eutanazji). Nie mamy też zwyczaju pozywać właścicieli psów, gdy te spowodowały uszkodzenie sprzętu sportowego itp. Szkoda. Bo przydałoby się nauczyć ”inteligentnych inaczej” tzw ”miłośników” psów, czym jest ponoszenie odpowiedzialności za własną głupotę i brak wyobraźni, a nic tak do ludzi nie przemawia, jak dobranie się im do portfeli.

Czy więc dokąd u nas psów produkowanych przez tzw hodowców psów rasowych ”nie zrobi się” jeszcze więcej, dokąd nie zaczniemy czytać, słuchać i oglądać relacji z naszego podwórka o tragicznych dla ludzi, a nie tylko kretów, kotów albo innych psów, skutkach nieodpowiedzialności ludzi porywających się na posiadanie psów ras uznawanych za agresywne oraz takich, których na tej liście zabrakło, wszytko zostanie jak jest?

A propos: ras, których na naszej liście zabrakło (niestety więcej wiadomości na temat zdarzenia nie można uzyskać, pozostaje mieć nadzieję, że dziecku nie stało się nic naprawdę złego).[5]

Na stronie Fatal dog attacks in the United States[6] możecie sprawdzić informacje na temat ataków psów na ludzi w USA, ataków ze skutkiem śmiertelnym.

Jasne, ataki, jak wspomniane przeze mnie powyżej, nie zdarzają się co dzień, na szczęście należą do rzadkości i oby tak pozostało to samego końca świata. Ale SIĘ ZDARZAJĄ. I dlatego należy być świadomym tego, jakie skutki ma atak psa rasy Dogo Argentino na człowieka. Dwa ww przypadki dotyczą osób → kobiet, które zajmowały się rozmnażaniem dogo, były związane (z) hodowcami psów tej rasy. Ataku w wyniku którego jedna z kobiet zmarła dokonał samiec, będący własnością ofiary,  ten pies zaatakował swoją właścicielkę. Ofiara, która odniosła ciężkie obrażenia, ale na szczęście uniknęła śmierci, druga z kobiet, niezależnie od tego czy samiec był jej własnością, czy tylko został do hodowli wypożyczony, jako hodowca, a w każdym razie osoba mająca na terenie swojej posesji hodowlę Dogów Argentyńskich, musiała(?) posiadać tzw doświadczenie z rasą (hę?), ale mimo to nie uniknęła ataku. I wybaczcie, ale dywagacje o powodach tych dwóch ataków, nie są – z mojego punktu widzenia – tak ważne, jak ich skutki dla osób, które padły ofiarami owych ataków.

Bo to właśnie te skutki muszą mieć na uwadze osoby ”zainteresowane rasą”, ludzie, którzy ”nie ogarniają” tego, co czyni Dogo Argentino aż tak specyficzną i wymagającą od człowieka rasą i co w pewnych okolicznościach czyni psy tej rasy aż tak bardzo niebezpiecznymi. Muszą to wiedzieć ludzie dotąd nie zwracający uwagi na korzenie tej rasy, powód jej powstania i na użytkowe przeznaczenie psów tej rasy. A co za tym idzie fakt, że gdy dogo uderzają w swój >cel< ich szczęki dopadają zwykle podstawy ucha i że, gdy już pochwycą swoją >zdobycz<, przytrzymują ją, kontrolując głowę. Tak właśnie było przypadku ataku, który miał miejsce 21 czerwca 2018 roku i skutkował śmiercią kobiety. Dogo nie ”kąsają” i nie robią tego ”byle gdzie”, gdy atakują. One zwyczajowo (z dużą siłą) celują w Specyficznie Konkretne Miejsca.

W internecie rzadko zdarzają się sensowne komentarze, ale refleksji zawierającej podstawowe pytanie nie sposób się czepiać: ”Dogo’s were specifically bred to hunt wild boar etc (which is cruel but a different topic), do not understand why they are kept as pets.” → Dogo zostały wyhodowane specjalnie do polowań na dzikie knury [przede wszystkim na pumy, dziki przyszły potem] etc. (co jest okrutne [forma polowania], ale to osobny temat), nie rozumiem dlaczego trzymane są jako zwierzątka domowe. Właśnie. Dlaczego?

Dlaczego ciągle zbyt często ludzie, kórzy do psów tej rasy w ogóle się nie nadają, wybierają te psy i to właśnie do roli ”zwierzątek domowych”? Czasem nie trudno się tego domyślić, wystarczy po prostu popatrzeć na tych właścicieli. (Przy okazji: ”How to Judge People by What They Look Like” dr. Edwarda Duttona rozgrzeszy was raz na zawsze z ”oceniania książki po okładce”.) Tak więc można by to pytanie nieco skorygować i zapytać: ”Po co?”. Po co tym ludziom psy tej właśnie rasy? Dlaczego akurat tej rasy? Czy, gdyby odpowiadający ”wspięli się na wyżyny swoich jestestw”, byliby w stanie wykoncypować powód inny niż: ”Bo tak”! Powtórzę: ostatnio jakoś się tak porobiło, że bardzo dużo dziewczyn upiera się mieć ”ostre psy”. A fakty są takie, że przy ”ostrych psach”, przy drapieżnikach – jak dogo, z głównie estrogenami nie zrobisz tego, co może zrobić ktoś wyposażony głównie w androgeny. Mężczyźni nie mają sinusoidalnego cyklu i dla psa, przez parę dni w miesiącu, nie ”pachną krwią”. Drogie panie, to naprawdę ma znaczenie i wiedzą o tym np. te z was, które uprawiają biegi. (Jeśli nie wierzycie, to przekonajcie się jak różnice płci wpływają np. na wydolność organizmu: obejrzyjcie jak Tenisista z Któregoś Tam Miejsca w Rankingu pozamiatał kort Numerem Jeden Babskiego Tenisa – Sereną Williams.)

Wracając do ”kropek pougryzieniowych”

Jakim pajacem trzeba być, by ”zobrazować” scenę ataku w ”ekranizacji” wspomnianej przeze mnie na początku książki norweskiego autora przy użyciu Doga Argentyńskiego? Po co? Co to miało na celu? Poza tym, że dla przeciętnego widza, z rasami psów i ich przeznaczeniem nieobeznanego, ”nauka” z tej sceny – o ile w ogóle ją zapamięta (może na szczęście ludzie tego kretynizmu nie zapamiętali) – jest taka, że ”cała trudność w >pozbyciu się (wgryzionego w kark) psa-dogo< spowodowana była jedynie gabarytami tego psa”. I że można, będąc zaatakowanym przez Dogo Argentino, takiego ”wielkiego białego pitbulla”, PODNIEŚĆ SIĘ, PRAKTYCZNIE OT, TAK i pozbyć się ”balastu”. Po prostu strzepnąć go z siebie niczym paproch. Więcej nawet: że Dogo Argentino atakujący człowieka jest mniej groźny od pierwszego z brzegu (prawdziwego) pitbulla, bo filmowe skutki ataku dogo wyglądają, przypomnę wam, tak:

W powieści ”Łowcy głów” scena ataku psa (nie Dogo Argentino, podkreślmy) na głównego bohatera przedstawiona jest tak[7]: ”Dotarło do mnie ziajanie i niemal bezszelestny odgłos łap. Nagle ucichł. Dobrze wiedziałem, co to znaczy, ale nie zdążyłem się odwrócić. Skoczył. Zapadła cisza. Nawet serce przestało mi bić. Moment później leciałem głową w przód. Nie wiem, czy niether terrier byłby w stanie podskoczyć i wbić zęby w kark przeciętnego wzrostu koszykarza, ale ja – zdaje się, że już o tym wspominałem – nie jestem koszykarzem. Poleciałem więc w przód, czując, jak ból eksploduje mi w głowie. Pazury podrapały mi plecy. Usłyszałem dźwięk rozrywających się tkanek, które poddawały się z jękiem, trzask kości. Moich kości. Usiłowałem złapać zwierzę, ale kończyny mnie nie słuchały, polecenia do nich nie docierały, jakby szczęki zaciskające się na moim karku zablokowały wszelką komunikację z mózgiem. Leżałem na brzuchu, nie będąc w stanie nawet wypluć trocin, które wpadły mi do ust. Nacisk na główną tętnicę. Mózg opróżnia się z tlenu. Pole widzenia się zawęża. Wkrótce stracę świadomość. A więc tak umrę. W paszczy paskudnego, obrzydliwego kundla. Nie było to zbyt budujące. Mogło najwyżej wywołać wkurzenie. Zaczynała mnie palić głowa. Lodowaty ogień wypełnił całe ciało, przesączył się aż po ostatni koniuszek palca. Wściekła radość i nagły przypływ drżącej siły, która dawała życie i obiecywała śmierć. Podniosłem się z psem wciąż wczepionym w mój kark i zwisającym mi na plecach niczym żywa stuła. Chwiejąc się na nogach, zacząłem wykręcać ręce, ale i tak nie mogłem go dosięgnąć. Wiedziałem, że ten wybuch energii był ostatnią desperacką próbą organizmu, ostatnią szansą. I że już niedługo będą mnie liczyć. Pole widzenia zwęziło mi się już do początku filmu o Jamesie Bondzie, kiedy następuje introdukcja – a w moim przypadku outrodukcja – i wszystko jest czarne, oprócz jednej maleńkiej dziurki, w której widać faceta w smokingu, celującego do ciebie z pistoletu.

”Pytanie do autora”

Zagorzałą fanką twórczości Norwega nie jestem, ale proszę, zwróćcie uwagę na to, że choć Nesbø ”nie siedzi w pieskach”, napisał ten kawałek z atakującym psem całkiem ”zgrabnie”. Nie utonął w szczegółach, wybrał niezbyt dużego psa w typie terriera (a nie presę, ”stwora” sięgającego 50 kg, stworzonego do polowań na grubą zwierzynę) i w tak opowiedzianej przez niego sytuacji ataku, jest realizm wystarczający w powieści sensacyjnej. Nie, to nie wina pisarza, że filmowa wersja tej sceny jest aż tak groteskowa.

Gdybym miała okazję być na spotkaniu autorskim z Jo Nesbø, zadałabym mu dwa pytania. Pierwsze ”techniczne”; Czy pojawienie się Dogów Argentyńskich w powieści ”Syn” z 2014 roku, w charakterze ”maszyn” do terroryzowania i wykańczania ludzi, to skutek posunięcia scenarzystów ”Headhunters”, filmowej (groteskowe) ”wersji” powieści o tym samym tytule? Czy jedna z tych rzeczy, przez które film okazał się słaby, podsunęła pomysł przy tworzeniu kolejnej książki? I drugie, bardziej ”osobiste”: jaki jest jego stosunek do rasy, którą pokazał w swojej książce dość jednoznacznie, czy w ogóle jakiś jest? Czy czyniąc psy rasy uznawanej za agresywną tak istotnymi dla fabuły, chciał zwrócić uwagę na fakt, że tego rodzaju bandyckie ”użytkowanie” psów niektórych ras jest (kolejnym) istotnym problemem np. (min.?) w Norwegii, czy nie analizował tego pomysłu aż tak dogłębnie? Zapytałabym: Pan ostrzega czy tylko straszy?

”Przecież to tylko książka”. Czyżby?

Noo, facet, sorry, pisarz wymyślił sobie kryminalny wątek, w który wplótł dogo, z czego robisz problem?” Problem? Po prostu pytam czy to ”fajnie”, że dogo tak ”specyficznie” pokazane zostały w powieści popularnego pisarza, czy ”niefajnie”? Ciekawi mnie jak do zaproponowanego przez pisarza w powieści ”Syn” sposobu użytkowania Dogów Argentyńskich podchodzą ludzie, którzy dopuszczają się nadużyć w rodzaju ”puszczania dogo luzem, w las, żeby się z >dziczkiem< sprawdził lub za >sarenką< wybiegał”. Jak i ci, którzy ”za wszelką cenę”, jak to się mówi ”ratują” skrajnie psychicznie zwichrowane osobniki przed procedurą eutanazji.

No tak, ale może nie czytaliście (i) tej drugiej książki? W ”Sønnen”, powieści z 2014 roku, Dogi Argentyńskie są …dosyć istotne. Do tej książki Nesbø już nie wymyślał rasy, ale opisując wykorzystywanie psów do terroryzowania ludzi, do szczucia psów na ludzi, a nawet do polowania na ludzi, sięgnął po presę z Argentyny. W przeciwieństwie do ”Łowców głów” ta powieść autentycznie mnie zmęczyła i przebrnęłam przez nią tylko z uwagi na dogo. Bo z jednej strony aż mnie skręciło, gdy na jednej z pierwszych stronic przeczytałam, że dogo to, uwaga będzie cytat: ”Pieprzone wielkie albinosy” – ile można ciągle ten sam błąd popełniać? Jakie ”albinosy”?! Panie Nesbø, litości! Ale zdanie ”Zabijają wszystko, co im wskaże właściciel. I sporo tego, czego im nie wskaże” miało już to coś, co trudno zignorować, gdy zna się tę nieszczęsną frazę o ”puszczaniu dogo luzem, w las, żeby się z >dziczkiem< sprawdził lub za >sarenką< wybiegał”, czy też wie się o pseudo.polowaniach na uwięzioną zwierzynę[8]… A ciąg dalszy wstępu Przecież To Tylko Książki: ”W Norwegii oczywiście nielegalne. Importowane z Czech przez hodowlę w Rælingen, która rejestruje je jako białe boksery. Pojechałem tam razem z Nestorem kupić szczeniaka. Ponad pięćdziesiąt patyków w gotówce. Szczeniak był taki słodki, że aż trudno sobie wyobrazić, jak…”, sprawił, że równocześnie zastanawiałam się czy naprawdę jest możliwe, by w Norwegii psy zakazanej rasy na czarnym rynku osiągały wartość 50 tysięcy koron za sztukę, czyli blisko 22 tysięcy złotych? (W dalszej części książki wprowadzona jest pewna ”korekta”, ceny podane są w koronach norweskich i okazuje się, że po przeliczeniu chodzi o blisko 50 tysięcy złotych, gdyż w powieści dogo z nielegalnej hodowli kosztować ma 120 tysięcy koron norweskich zgodnie z tym co mówi nam jedna z postaci…) I czy naprawdę możliwe jest, by w Norwegii argentyny ”przechodziły” jako ”białe boksery”? Z drugiej strony, jeśli ”ogólny klimat” powieści ma choćby połowę wspólnego z rzeczywistością w dzisiejszej Norwegii, np. tą specyficzną, stanowiącą istotny motyw w książce, ”opieką socjalną” dla czynnych, szprycujących się ciężkim syfem, narkomanów, to… Hm… możliwe, że ”wszystko jest możliwe”…

Oto fragment powieści ”Syn”[9], w którym główny bohater odwiedza nielegalną hodowlę Dogów Argentyńskich, zaskakując jej właściciela: ”Tak było z tymi nowymi samochodami, nie wydawały żadnego dźwięku. Jeżeli wiało od strony drogi za bagnem w kierunku gospodarstwa, to czasami słyszał chrzęst opon na żwirze, zgrzyt po wrzuceniu niewłaściwego biegu albo wyższe obroty na pagórkach. Poza tym jednak ostrzegał go wzrok. Jeśli chodziło o samochody. Z pieszymi i zwierzętami było inaczej, na nich miał najlepszy na świecie system alarmowy. Dziewięć dobermanów w klatkach. Siedem suk, co roku rodzących szczeniaki, które szły po dwanaście tysięcy za sztukę. To była oficjalna działalność hodowli. Psy trafiały do kupujących oznakowane czipami, z ubezpieczeniem od ukrytych wad i rodowodem zarejestrowanym w Norweskim Związku Kynologicznym. Druga część hodowli mieściła się głębiej w lesie. Dwie suki, jeden pies. Nigdzie nierejestrowane. Dogi argentyńskie. Dobermany śmiertelnie się ich bały. Sześćdziesiąt pięć kilo agresji i lojalności pokrytych białą jak u albinosów krótką sierścią. Właśnie z jej powodu wszystkie psy Fidela miały w imieniu słowo ghost: suki nazywały się Ghost Machine i Holy Ghost, samiec – Ghost Buster. Szczeniaki właściciele mogli sobie nazywać, jak chcieli, byle płacili. Sto dwadzieścia tysięcy. Cena odzwierciedlała zarówno rzadkość tych psów, skuteczność instynktu zabijania, jak i fakt, że była to rasa zakazana w Norwegii i wielu innych państwach. A ponieważ klienci nie przejmowali się zbytnio ani pieniędzmi, ani też norweskim prawem, niewiele wskazywało na to, by ta cena mogła spaść, wręcz przeciwnie. Dlatego w tym roku przeniósł zagrodę jeszcze głębiej w las, aby ewentualne szczekanie nie dochodziło do gospodarstwa.” (Klimat z obciachowo-pretensjonalnymi imionami naprawę jest tu dobrze uchwycony.)

Ale, ale… 65kg, czyli solidnie molosowe kloce… Co prawda był u nas kiedyś taki koszmarek (może ciągle jeszcze jest), przynajmniej 55 kg wagi. Mega utytułowana szkarada (jak się właściciel uprze, to nie ma rady, wyjeździ), reproduktor, który natrzaskał masę szczeniaków… Kupa (dosłownie i w przenośni) psów ma to dzisiaj w swoich rodowodach… Coś strasznego… Ale oddaje ten fakt jakość, poziom ”hodowców”, którzy bulili za tego Białego Labradora w wersji Heavy Mastiff, żeby krył ich suki…

Do książki wracając: początkowo nie zamierzałam zamieszczać jeszcze jednego fragmentu, dalszej części tej sceny, ale jest w tych paru nakreślonych przez pisarza zdaniach, jakaś taka smutna, internacjonalna prawda towarzysząca niektórym ludziom, którzy mają się za hodowców i zupełnie legalnie rozmnażają psy ras ”podwyższonego ryzyka”, a którą udało się Nesbø uchwycić. Chodzi mi o lęk przed własnymi psami, strach wynikający ze zdawania sobie sprawy z niemożności sprawowania nad nimi kontroli – coś takiego, jak to, o czym pisałam przy okazji artykułu na temat Fila Brasileiro. Strach przed psami, z którymi straciło się kontakt (jeśli kiedykolwiek w ogóle się go miało), psami trzymanymi całymi daniami w kojcach. Psami, na które decydowano się w oparciu o jakieś wyobrażenia na temat ich rasy i swoich możliwości psychofizycznych względem zdolności do sprostania tej ich rasowości… Psami, na które decydowano się zakłamując rzeczywistość, wyobrażając sobie, że ma się predyspozycje, których wcale się nie ma… Tak, tak, to, co podrzucam wam poniżej, to tylko książka, fikcja, jakaś zmyślona przez powieściopisarza historia, ale mimo to, jakże celnie udało się panu Nesbø pochwycić ”nerw” dosyć dobrze znany niektórym psiarzom…

[9]Kiedy znaleźli się w polu widzenia psów, bestie wściekle rzuciły się na ogrodzenie z siatki. Fidel czuł, że ziemia się trzęsie. Wiedział, jak głęboko zostały wkopane słupki ogrodzenia, i miał nadzieję, że ta głębokość okaże się dostateczna. Importowane z Niemiec klatki miały metalowe podłogi przeznaczone dla psów kopiących, takich jak teriery czy jamniki, żeby nie mogły wyjść, i blaszane dachy, dzięki którym nawet najzwinniejszy nie mógł wyskoczyć. – Najgroźniejsze są teraz, w stadzie – stwierdził Fidel. – Idą wtedy za przywódcą, Ghost Busterem. To ten największy. Klient tylko kiwnął głową. Przyglądał się psom. Fidel wiedział, że facet musi się bać tych otwartych paszczy z wianuszkami mokrych od śliny błyskających zębów w bladoczerwonych dziąsłach. Cholera, sam czuł strach. Tylko wtedy, gdy miał z nimi do czynienia pojedynczo, najchętniej z suką, mógł się nie obawiać, że nie potrafi zapanować nad zwierzęciem.

Dog-Fighting Undercover

Dokument wyprodukowany przez BBC ”Dog-Fighting Undercover”, powstał w 2007 roku i obecnie dostępny jest na serwisie Dailymotion. Reporterzy, co prawda nie odwiedzili ”nielegalnej hodowli dogo w Norwegii”, ale udali się do Finlandii, by zobaczyć na własne oczy ”fermę” na której nielegalnie produkowane są warte ogromne pieniądze (bo przynoszące spooore zyski) >PITBULLE< przeznaczone do nielegalnych walk psów odbywających się w wielu różnych krajach. W 17 minucie tego filmu lekarz pokazuje zdjęcia przedstawiające rany na ciele dziecka zaatakowanego i pogryzionego przez >PITA<. Przyjrzyjcie się tym ranom i pamiętajcie, że zaatakowane zostało dziecko i atakował >PITBULL<, pies istotnie mniejszy od Dogo Argentino, nieuderzający ”instynktownie” w głowę ”celu”…

Nieco nowszy dokument ”Inside the illegal world of organised dogfighting” znajdziecie tu[10].

Dagbladed z 12 paździenika 2010 roku – robi się schizofrenicznie: jak w norweskim filmie pokazano skutki ataku dogo na człowieka, a jak w norweskiej gazecie opisano fotkę z planu owego filmu

Jak wynika z foty pies jest po prostu przyjacielski. Ale zobaczcie jak podpisane jest zdęcie[11]: ”Den enorme hunden av typen Dogo Argentino veier 65 kilo, har kamphundblod i kroppen og er ulovlig i Norge. Aksel Hennie har full tillit til sin motspiller og har utviklet et nært forhold til hunden.” – [w wolnym tłumaczeniu] ”Ogromny, ważący 65 kg Dogo Argentino [poważnie?, ok…], har kamphundblod i kroppen og er ulovlig i Norge – mający w sobie krew psa walczącego (‚fighting dog‚), nielegalny w Norwegii. Aksel Hennie [aktor grający główną rolę, to jego postać atakuje filmowy pies] ma pełne zaufanie do swojego przeciwnika [z planu filmowego] i rozwinął bliską więź z psem”. [Zapomnieli podkręcić klimat i dopisać ”i do tego jeszcze przeżył”…]

Dalej leci to mniej więcej tak: ”Zauważcie, że język [Doga Argentyńskiego] ‚mył’ twarz największej norweskiej gwiazdy filmowej. Dwuletni Garp [imię psa] może nie wyglądać groźnie ‚miziając się’ z Akselem Hennie. Ale to tylko na tym zdjęciu. Wielki 65 kilogramowy pies rasy Dog Argentyński ma w sobie krew psa walczącego i jest w Norwegii nielegalny [jest przedstawicielem rasy zakazanej]. Niemniej jednak producent ekranizacji książki Nesbø ”Łowcy głów”, otrzymał specjalnie zezwolenie na wykorzystanie okazu/osobnika psa [tej rasy] w obecności weterynarza, psiego trenera i personelu karetki przez cały czas.

Kiedy Dagbladet [ekipa z gazety] obecni byli podczas wczorajszego nagrywania sceny w Nittedal i robili zdjęcie gwiazdom, tj. Akselowi Hennie i duńskiemu aktorowi Nikolajowi Coster-Waldau, Garp skoczył i z własnej inicjatywy polizał Aksela. Aktor miał powiedzieć, że lubi psy i ten, z którym grali ma bardzo dobre usposobienie. A także, że wierzy, że tak długo, jak poważnie traktuje się fakt, że na planie pracuje się ze zwierzętami, wszystko idzie dobrze.

Od bandy, do bandy… Zero równowagi. A propos!

Norweskie prawo o ”rasach niebezpiecznych”

Jak wyjaśnia strona[12] Hundeloven-Ustawa o psach, która weszła z mocą 1 stycznia 2004 r., jest ustawą łączącą wszystkie przepisy/warunki dotyczące utrzymania psów, w jednym akcie. Celem Hundeloven jest między innymi sprecyzowanie zasad dotyczących interwencji odnoszących się do psów uznanych za niebezpieczne i działanie zapobiegające pogryzieniom dzieci i dorosłych przez psy. Prawo zabrania uwiązywanie psów np. przed sklepami i innymi budynkami użyteczności publicznej, w pobliżu placów zabaw lub w innych miejscach, w których obcy zmuszeni byliby przechodzić obok/blisko psa. ‚The Dogs Act‚ upoważnia władze do pozbawienia kogoś prawa do posiadania psa. Dotyczy to między innymi sytuacji, gdy właściciel psa nie zastosował się do poleceń policji, pozwolił mu uczestniczyć w walkach psów lub gdy pies zaatakował człowieka. Kara za klanderverdig-naganne, niezgodne z zasadami przetrzymywanie psów to sześć miesięcy pozbawienia wolności

W Norwegii zabronione jest posiadanie, importowanie (nawet nasienia) i rozmnażanie wszystkich typów American Pitt Bull Terrierów, American Staffordshire Terrierów, Fila Brasileiro, Tosa Inu, Dogo Argentino i Ceskoslovenský Vlciak’ów oraz hybryd psa z wilkiem (nie dotyczy to ras psów z zarejestrowanych w Norwegii przez Norsk Kennel Klub od 1 stycznia 2003 r.), jak i mieszańców zawierających w sobie wymienione rasy niezależnie od proporcji domieszki. Wskazane rasy uznane zostały za szczególnie agresywne, konfrontacyjne/wojownicze i nieustępliwe/wytrwałe. Za stroną[13]: ”Likewise, no matter the breed, it is against the law to own, breed or import dogs which have been trained to attack or defend themselves or the dog owner from other people or dogs. As well, it is illegal to own, breed or import any dog which is particularly aggressive, combative or has other highly undesirable qualities or behaviour which make them a potential danger for humans or animals.” Co przetłumaczyć można następująco: ”Podobnie, bez względu na rasę, nielegalne jest posiadanie, hodowla lub import psów, które zostały przeszkolone do atakowania, lub obrony siebie lub właściciela przed innymi ludźmi lub psami. Ponadto nielegalne jest posiadanie, hodowla lub import psów, które są szczególnie agresywne, bojowe lub mają inne niepożądane cechy lub zachowania, które czynią je potencjalnym zagrożeniem dla ludzi lub zwierząt.” Nieprzyjemnie grubo orwellowsko… Dalej, za tą samą stroną: ”If there is suspicion that an animal is of a dangerous breed of dog, the police and customs authorities can require the dog owner to document its breed or type in accordance with the law. If there is doubt about the breed, the police can have the dog killed or require that the dog be sent out of the country”. Czyli: ”Jeżeli istnieje podejrzenie, że zwierzę należy do niebezpiecznej rasy psów, policja i organy celne mogą zażądać od właściciela udokumentowania rasy lub typu zgodnie z prawem. W przypadku wątpliwości dotyczących rasy policja może uśmiercić psa lub zażądać, aby został wydalony/odesłany z kraju.” ”1984” pełną gębą…

”Norweskie klimaty” ciąg dalszy: ”filozofia podchodzenia do ras psów”

W artykule z 2015 roku[14] (autentycznie mam mieszane uczucia, gdy patrzę na foto użyte w tym akurat artykule, kumaci skojarzą dlaczego) czytamy, że choć tych 6 ras jest w Norwegii nielegalnych in the four cases where a human has been killed by a dog in the past few decades, none of the culprits were from these breeds – na przestrzeni kilku ostatnich dekad, w 4 przypadkach, gdy człowiek został zabity przez psa, sprawca nie należał do żadnej z tych ras. Z drugiej strony pani mówi też, że ”there is no such thing as a dangerous dog, but what makes a dog dangerous has nothing to do with breed — it all comes down to treatment and training.” – Hm.. Sorry, ale nie.

Rasa psa ma znaczenie: pinczer miniaturowy nie jest w stanie wyrządzić takiej krzywdy jaką jest w stanie wyrządzić pies rasy stworzonej to chase and kill big powerfull animals – i tego faktu nikt i nic nie zaczaruje. Zdaję sobie sprawę z obsesji poprawności politycznej, którą dotknięte są socjalnie bezpieczne kraje skandynawskie, znam gadkę, że ”wszyscy są równi i tacy sami”, w skutkach doskwierającą ostatnio coraz mocniej krajom skandynawskim. Ale rasę psa determinują jego geny i nawet jeśli zaczniemy miniaturowego pudelka traktować i szkolić tak, jakby był Dogo Argentino, ów miniaturowy pudelek – nawet z pięcioma kolegami-pudelkami u boku – nie będzie w stanie doścignąć, opanować i utrzymać wild boar. Analogicznie, traktowanie kogoś o wzroście metr sześćdziesiąt centymetrów nie sprawi, że ten ktoś zacznie mieć (np. co najmniej) metr dziewięćdziesiąt osiem i zostanie kapitanem drużyny koszykarskiej. A, sorry, ona na początku napisała, że “I oppose racism, and this includes towards dog breeds, too” – stwierdza, że jest przeciwko rasizmowi – super, ja też – i ten jej sprzeciw wobec rasizmu w odniesieniu do ludzi zawiera także sprzeciw wobec ”rasistowskiego postrzegania psów i psich ras” – sorry, ale… Chyba utracony został kontakt z bazą.

Powtarzam analogię opartą o bieg rzeczy w realnym świecie, a nie ”rzeczywistość” a’la ”skandynawskie majlitelpony rzygające tęczą”: traktowanie i szkolenie pinczera miniaturowego, jak gdyby był mastifem nie sprawi, że pinczer zostanie mastifem. Żeby nie wiem co. To się nie stanie. She believes that training is the deciding factor in whether or not a dog is safe to be around, a position with which most dog owners agree – Uważa, że szkolenie jest decydującym czynnikiem w kwestii tego, czy pies jest niezagrażający wobec otoczenia, w którym przebywa, czy też nie jest bezpiecznie być w jego pobliżu dla osób postronnych, i z tym stanowiskiem zgadza się większość właścicieli psów – tak! Jeśli myśli się trzeźwo i przyznaje się prymat zdrowemu rozsądkowi i faktom nad myślenie życzeniowe, to tak, ja też się z tym twierdzeniem mogę zgodzić. Szczególnie, gdy obok wychowania psa, wychowuje się ludzi. Pani poleca warunkowanie psa klikerem jako podstawową metodę szkolenia, cóż, to bardzo takie… skandynawskie. Oni, jako społeczeństwo są już bardzo uwarunkowani…

Powrót na planetę Ziemia

Nie dajmy się zwariować. Nawet jeśli bardzo, bardzo będziesz traktować Dogo Argentino jak Labradora, dogo labkim się nie stanie, tak samo, jak Malinois nie zostanie Mastifem Angielskim ani Maltańczykiem dlatego, że ty tak chcesz, tak do niego ”podchodzisz”, tak go traktujesz, tak go ”szkolisz” etc.

Dlatego pamiętaj, że bezpieczne ‚bycie z dogo’, gdy nabywa się i wprowadza do swojego domu szczeniaka tej rasy, zaczyna się od zbudowania w oczach psa autorytetu przewodnika. A to osiąga się otwartością na żywą istotę, którą jest pies, budowaniem z nim więzi; udowadnianiem mu, że może ci ufać, bo wiesz co robisz i jest z tobą bezpieczny. Oraz poprzez konsekwencję i dyscyplinę, czyli wyznaczanie granic; przekazywanie psu jakie zachowania są przez przewodnika akceptowane, a jakie nie są. Jeśli rozumiesz rasę, jej korzenie i przeznaczenie, i przed samym sobą przyznasz, że rozumiesz jak bardzo niebezpieczne w skutkach mogą okazać się twoje zaniedbania, jeśli wiesz, że i o więź z psem trzeba dbać, bo i ona nie jest czymś, co jest ci gwarantowane tylko dlatego, że ”jesteś właścicielem tego psa”, i jeśli jesteś zrównoważonym psychicznie człowiekiem, potrafiącym przewidywać skutki swoich działań, nie masz powodu obawiać się swojego Dogo Argentino. Ani ty, ani twoje otoczenie. Ludzie mający fajny klimat z samymi sobą i innymi ludźmi, mają fajny klimat ze swoimi psami.

(Jeszcze jedno, jeśli wydaje ci się, że pies zrobi robotę za terapeutę albo psychiatrę, to ci się to wydaje. Jeśli czujesz, że przydałaby ci się terapia, to idź na terapię i dopiero, kiedy skończysz program ponownie rozważ czy na pewno psa akurat tej rasy chcesz.)

”Junewernoł”

Hodowli dogo jest w Polsce coraz więcej. Tyle miotów, tyle szczeniąt… Jak twierdzicie, nie bardzo jednak przekłada się ten przyrost na udział białych w wystawach ZKwP/FCI. I to jest coś, o czym często do mnie piszecie i o co mnie pytacie: ”Gdzie są wszystkie te dogo?” Nie mam pojęcia. Ale to fakt, że rozmnażane (także i) dogo reklamuje się u nas zawsze jako osobniki ”najwyższej jakości”, ”wybitnych przedstawicieli rasy”, to zawsze są przecież – zgodnie z treścią reklam-zapowiedzi miotów – same ”kosy”; ”championy”, że hej… Ale jakoś potomstwo tych ”bezdyskusyjnie wybitnych” osobników nie szturmuje wystaw. Dlaczego tak jest? Możliwości i ich kombinacji jest co najmniej parę. Może faktycznie social media wystarczą? Kiedyś ludzie chodzili na wystawy po to, by oglądać psy i poznawać osoby związane ze środowiskiem wytworzonym w około danej rasy i zgłaszali swoje psy na wystawy, bo byli ciekawi ”jak to jest?”. Może dziś wystarczy im FB i nieznajomi w ”znajomych”? Może BAER TEST jest już wykonywany przez wszystkich i może jego wyniki wskazują, że część szczeniąt rodzi się obustronnie głucha i te od razu poddawane są eutanazji? Może dużo jest rozszczepów podniebienia albo innych wad? No, a może chodzi o te nieszczęsne nielegalnie cięte uszy, które zamykają temat wystaw itd.? Może polskie Dogo Argentino uprawnienia hodowlane zdobywają na tych ”specjalnych przeglądach hodowlanych” za (aktualnie) tysiąc pięćset złotych od sztuki i dlatego, że ”uciachane uszy są ponad wszystko” nie widać ich na wystawach? A może z tych ”superowych przedstawicieli rasy” rodzą się koszmarki, których nie ma sensu nigdzie ciągać, bo to wstyd i widzą to nawet ich właściciele, laicy, którzy kupili psa z pierwszej z brzegu ”hodowli”? A może ludzie mają gdzieś wystawy? Chcą psy ”na kolanka”, więc nie lansują się, biegając w kółeczko ze swoimi Dogami Argentyńskimi? A może popularny jest problem z ”opanowaniem osobowości” białych przez ich właścicieli? Może łatwiej jest trzymać psa na posesji, w kojcu, niż ryzykować ”wyjście do ludzi i psów” na wystawę ZKwP? Bo co innego jak pies zagryza jakieś zwierzę podczas ”spaceru” za miastem, a co innego, kiedy rzuca się na innego psa na oczach tłumów gapiów? A może chodzi o coś jeszcze innego? O coś bezpośrednio wiążącego się z wspomnianą na wstępie odpowiedzialnością oraz niechęcią niektórych z tzw entuzjastów rasy do przestrzegania prawa? O coś, o czym już kiedyś wspominałam. W końcu, choć prawo polskie, jak i wielu innych krajów (nie tylko) UE tego zakazuje to, jak pokazują social media, można ”po cichu”, w jakimś kręgu ”krewnych i znajomych królika”, kopiować psu uszy. Czy można go więc ”po cichu” wysłać za tzw tęczowy most, korzystając z tych samych znajomości? Ile dogo poddawanych jest w Polsce eutanazji z uwagi na wybujałą agresję? Agresję wyhodowaną przez pierwszych właścicieli i ich debilne postępowanie albo agresję dziedziczoną po ”wybitnych przodkach”? Agresję, z którą nie radzą sobie ani pierwsi właściciele, ani kolejni, więc psy usypiają? Czy są u nas takie przypadki? Nie istnieje w Polsce żaden rzetelny rejestr danych dotyczących populacji Dogo Argentino więc… Kto to wszystko wie? No, niektórzy wiedzą na pewno, ich trzeba pytać.

Dystans dekady – mocna głowa

Tych psów w Polsce przybywa, rasa staje się coraz popularniejsza. Pojawiają się też inne, także bardzo wymagające rasy, wciąż jeszcze nie tak popularne jak argentyny, bo nieuznawane przez najbardziej znaną kynologiczną federację FCI (lub wciąż znajdujące się w przedsionku do ”uznania” [czytaj zniszczenia esencji rasy]), w związku z czym trudniejsze do wciśnięcia klientowi, ale mamy tego trochę u siebie… Czy w takim razie w świadomości producentów psów ”ras podwyższonego ryzyka” coś to zmienia? Czy czują się bardziej odpowiedzialni? Zdają sobie sprawę, że do produkcji, do rozmnażania, czyli zwiększania liczby osobników, zwiększania populacji, wybrali sobie psy zdolne potencjalnie do wyrządzenia potwornych w konsekwencjach szkód? Czy więcej np. Dogo Argentino w Polsce oznacza więcej troski tzw hodowców o to co potem z tymi psami rasy uznawanej za agresywną się dzieje? Rośnie w ludziach, którzy rozmnażają psy, świadomość tego co potencjalnie dla człowieka może oznaczać fakt, że gdy dogo uderzają w swój >cel< ich szczęki dopadają zwykle podstawy ucha i że, gdy już pochwycą swoją >zdobycz<, przytrzymują ją, kontrolując głowę, czy swoich głów sobie tym nie zawracają? Obchodzi ich co dalej?, gdy już zainkasują forsę za szczeniaka albo ”choćby tylko” krycie? Byłoby fajnie. Jednak social media podpowiadają, że ”środowisko” nie wstydzi się deklaracji w stylu ”nie mam/y z tym psem nic wspólnego”, gdy pojawi się ”problem behawioralny”, w wyniku którego ”pies szuka domu”, albo ”potrzebny jest ktoś, kto naprawi psu psychikę”.

Po prostu ciągle mamy w Polsce naprawdę masę szczęścia, bo nikt u nas nie zginął w wyniku ataku dogo ani nie stał się inwalidą.

Polskie Rozporządzenie o Rasach Niebezpiecznych to tylko rozporządzenie, to nie jest ”prawo”, to jest taki ”dodatek do prawa”, właściwie, w praktyce jak wiemy, to tylko taka ”wskazówka”, coś jak data ważności na wieczku jogurtu. Kumacie jak to wszystko jest u nas urządzone? Urządzone jest tak, że Głupi Ludzie nie poczuwają się do jakiejkolwiek odpowiedzialności, bo ”nic nie muszą”. Tak więc Dany Urząd Administracyjny, (niby) musi zostać poinformowany, że konkretnie Pod Tym Adresem Utrzymywany Jest Pies Rasy Uznawanej Za Agresywną, ale właściwie to ”musi” być poinformowany już po tym jak tego Psa Rasy Uznawanej Za Agresywną jakiś X zakupi i zacznie Pod Tym Adresem utrzymywać. Urząd teoretycznie może ”nie wydać zgody”. Teoretycznie… Jakie konsekwencje wyciągnięto wobec tych tzw hodowców, którzy np. w 2015 roku swoje hodowle (min.) Dogo Argentino prowadzili w Polsce bez wiedzy poszczególnych Urzędów? Może jakieś poklepanie po plecach i coś w stylu ”Spoko, załatwimy”? Bo nie kojarzę, żeby jakaś hodowla dostała ”bana” od swojego Urzędu Administracyjnego i zaprzestała rozmnażania psów i musiała się ich pozbyć, dlatego, że Urzędnik się wkurzył, że nikt nie był łaskaw poinformować Urzędu, że jakiś X wprowadza na teren przypisany Urzędowi potencjalne zagrożenie w postaci stada psów, które potencjalnie są w stanie skutecznie ”upolować” człowieka – biegacz z LA miał naprawdę duuużo szczęścia – jeśli będą ”nieupilnowane”. Należący do ZKwP/FCI hodowcy mają pełną świadomość, że w teorii, w myśl rozporządzenia każdy Pies Rasy Uznawanej Za Agresywną powinien być skutecznie oznakowany i zgłoszony do Urzędu, który otrzymuje wszystkie dane psa (kopie dokumentów) i dokładnie wie z czego pies jest zrobiony. W dokumentach widnieją nazwiska, daty… Oni [hodowcy] wszyscy to wiedzą. Wiedzą, że obrót Psami Ras Uznawanych za Agresywne powinien być przejrzysty; rejestrowanie/wyrejestrowanie; każda zmiana adresu utrzymyania psa, każda zmiana jego właściciela, bo to leży w ich interesie. Bo kiedy pies rasy uznawanej za agresywną odgryzie coś Jakiemuś Człowiekowi, Policja ma wiedzieć kto jest temu winny i kogo należy zawinąć. Całe to zawracanie d… z ”rasowością”; jak pies jest ze stowarzyszenia ABCD to jest ”rasowy”, a jak ze stowarzyszenia EFGH to już jest ”nierasowy” – wszystko po to, by rozmyć oczywistość, iż wszystkie psy określonego ”typu”, potencjalnie mogą stwarzać zagrożenie i dlatego powinny być monitorowane: ich właściciele oraz miejsce utrzymywania powinny być znane, a one same sktecznie oznakowane.

Gdyby jednak tak się stało, że nasze polskie szczęście by nas zawiodło i ktoś zginął by w Polsce w wyniku ataku Dogo Argentino albo stał się inwalidą, wyobrażacie sobie ten chaos? Kto uznany by został za osobę winną tragedii, gdyby, powiedzmy, że przewożony samochodem Pana XY przez Panią ĄĘ w towarzystwie pani ÓQ, z Punktu A do Punktu B, w celu Podobno Doprecyzowanym, Wybitnie Agresywny Osobnik po otwarciu samochodu jakoś wydostał się na zewnątrz (”pękł karabińczyk”) i zaatakował Postronną Osobę? A w wyniku ataku Osoba Postronna odniosłaby ciężkie obrażania skutkujące co najmniej trwałym kalectwem, niezdolnością do pracy, hm? Odpowiadałaby Osoba Figurująca w Dokumentacji Psa Jako Jego Właściciel (jeśli pies jakieś dokumenty ma, bo może ich ”nie ma”? Albo by ”zaginęły”?), jakaś Grupa Osób, typu ”Fundacja” albo Znajomi z Social Media? Na kim spoczęłyby najcięższe zarzuty spowodowania zagrożenia życia poprzez Obwożenie Gdzieś Tam Bardzo Agresywnego Psa i stowrzenie sytuacji, w której Ten Bardzo Agresywny Pies Mógł Zaatakować Jakąś Osobę? No i cała reszta innych zarzutów, z tego pierwszego wynikających? Kto zasiadałby na ławie oskarżonych? Kto powinien w takiej sytuacji być tym, kto finansuje niebotycznie wysokie koszty leczenia ofiary ataku? (Podpowiem: to nie powinni być podatnicy.) Od kogo rodzina ofiary albo ona sama powinna domagać się odszkodowania? Zaraz, chwila… Przecież na Takie Psy urządza się ”zbiórki”. Tak, nawet na Takie Skrajnie Psychicznie Zniszczone i Agresywne. Czyli ludzie, którzy ”ratują je” przed eutanazją (w imię ”miłości do rasy” o zgrozo), nie mają na cel ”Ekstremalnego Ratowania” własnych zasobów i nie mieliby jak wypłacić odszkodowania ofierze swojej działalności, a wcześniej przede wszystkim sfinansować jej leczenia. Przecież w Polsce nawet niektórzy ”hodowcy” nie przeprowadzają badań psom, które rozmnażają, bo ich na to nie stać, więc o czym my w ogóle mówimy…

Nie wyobrażam sobie takiej sprawy w Polsce, w tych warunkach, które mamy. Nie widzę tego, że ktoś naprawdę poniósłby karę za to, że jego głupota spowodowała tragedię w życiu innych ludzi; ofiary ataku, jej bliskich; dzieci/rodziców, męża/żony, narzeczonej/narzeczonego, rodzeństwa, przyjaciół. Jednocześnie uważam, że jeśli jakieś persony bawią się w Ekstremalne Ratowanie Piesków i w wyniku ich działalności jakaś osoba poniosłaby uszczerbek na zdrowiu lub wręcz straciła życie, to na miejscu zdarzenia ”Ekstremalne Persony” powinny zostać zawinięte i do końca życia nie wyjść z pierdla. To jest proste: w wyniku twojego działania Ten Pies znalazł się w danej lokalizacji, twoje działanie umożliwiło mu zaatakowanie Postronnej Osoby – to jesteś osobą winną. Tacy ludzie kreują się na ”miłośników rasy”, a kompletnie ignorują nawet jej wzorzec, który sprawę agresji stawia bardzo jasno i (obok lękliwości) uznaje ją za wadę dyskwalifikującą: osobnik agresywny z behavioural abnormalities nie mieści się w definicji rasy .

Naprawdę, trzeźwe myślenie o drugich, trzecich, dziesiątych itd. ”szansach na nowe życie” Psów Bardzo, Bardzo Agresywnych (zniszczonych), zacznie się dopiero, gdy ucierpi na tym jakaś Postronna Osoba, a nie będzie opcji ”to się nie wyda”, ”załatwimy to po cichu”.

Gdy o wiedzę kynologiczną chodzi, media społecznościowe pomagają. Pomagają zorientować się kto ma klasę a kto …nie. Kto ma trochę oleju w głowie a z kogo wychodzi prostak z gatunku ”A co mnie to obchodzi, to nie jest mój pies”. I ta wiedza ma ogromne znaczenie, gdy decydujemy którego hodowcę wybrać. Szczególnie, gdy ”wchodzisz w rasę” teraz, gdy ”nie obserwujesz” tego środowiska od (przynajmiej) 10 lat i na Facebooku szukasz ”autorytetów”, czytając komentarze ”znawców”, a nie wiesz o ”ekscesach” tych co popularniejszych dziś ”osobowości środowiska”, zwłaszcza ”przyjaciół i obrońców” hodowców… Może Darwin uznałby to za przykład ewolucji, moim zdaniem to totalna degrengolada.

Jeśli wdepniesz w towarzystwo wzajemnej adoracji, ubrudzisz się. Zaczniesz dostawać multum frenrikłestów od obcych, nierzadko mocno po*ie*rzonych ludzi (o czym nie będziesz wiedzieć, przyjmując tych nieznajomych do grona ”znajomych”) z całego świata, którzy ”też mają dogo”. Jeśli nie umiesz wyznaczać granic i dajesz sobie wejść na głowę (wybierz inną niż dogo rasę), przyjdzie moment, że będziesz bać się ”wejść na fejsbuka”, bo może znowu Jakaś Ona (rzadziej Jakiś On) rozkręciła Jakąś Aferę i aktualnie trwa nowa gównoburza. W której jesteś. Bo już parę osób ”z twojego obozu”, nieznajomych-znajomych cię oznaczyło i wymaga od ciebie ”zabrania głosu”. A ta Jakaś Ona zapycha ci skrzynkę wiadomościami, których nie masz ochoty otwierać. Jeżeli nigdy przedtem nie zdarzyło ci się choćby jedynie czytać ”dyskusji”, w której ”adwersarze” (zazwyczaj kobiety) otwarcie się wyzywają, a masz głowę na karku, poczujesz skurcz żołądka i zaczniesz się zastanawiać ”Jak to możliwe, że ja w tym jestem?”. A to bardzo proste: od zaakceptowania jednego frendrikłesa, do zaakceptowania kolejnego (bo ”moja hodowczyni/mój hodowca” też /Jego ma w ”znajomych”), a potem następnych… Lądujesz z toną obcych sobie ludzi w ”znajomych” i odkrywasz, że posiadanie rasowego psa nieodłącznie wiąże się ze stresem wynikającym z terroru ”znajomych” na Fecebooku. Że istotna część twojego czasu żarta jest przez osoby żyjące jako singielki (zdecydowanie mniej mężczyzn żyje fejsbukiem) albo ”znudzone mamy z aspiracjami”, wchodzące w wysokie ”rejestry” np. gdy ”aktywnie zajmują się ratowaniem” kwalifikujących się do eutanazji z uwagi na poziom agresji wobec ludzi i zwierząt, psów -bez niespodzianki- rasy uznawanej za agresywną. Może nie zgłupiejesz. Może nawet pojawi się u ciebie myśl w rodzaju: jak to jest, że niezależnie od tego co działo się z psem ”twojej rasy”, jakie ma ”papiery”, jak intensywna jest gównoburza, to nigdy dana sytuacja nie wynika z winy środowiska hodowców? Będziesz miotać się, racjonalizować, że przecież, ”kiedy dochodzi do przeniesienia własności, hodowca traci kontrolę nad psem”. Tak, to fakt. Ale czy nigdy nie przyszło ci do głowy, że producent towaru decyduje o tym czy i komu go sprzeda? Że producent-hodowca psów ocenia potencjalnego nabywcę? A ci, którzy zaliczają najwięcej ”wpadek” lub najbardziej druzgocące ”wpadki”, będąc producentami psów rasy (wcale nie tak ”bezpodstawnie”) uznawanej za agresywną po prostu ”nie przykładają się” do tej oceny albo są w niej wyjątkowo ujowi?

Jeśli ktoś włożyłby do kartonowego pudełka np. 10 tysięcy euro i schował to pudełko na dnie szafy, a po powrocie do domu odkrył, że jego dwuletnie dziecko nożyczkami pocięło te pieniądze, to czyja byłaby wina? Dziecka czy dorosłego? Kto zostawił nożyczki w takim miejscu, że dziecko miało do nich dostęp? Kto schował pieniądze do pudełka, z którym dziecko tak łatwo sobie poradziło? A wcześniej, kto umieścił pudełko w szafie, którą dziecko ot, tak sobie otworzyło, a potem równie łatwo po pudełko sięgnęło? Kto zostawił małe dziecko samo? To nie dziecko jest winne, że bawiąc się pocięło pieniądze (na szczęście nie robiąc sobie przy tym krzywdy), to rodzic nie myślał i poniósł dotkliwe dla siebie konsekwencje. Taa, nietrafiona ta ‚analogia’… W Polsce ciągle jeszcze są osoby, które zajmują się produkowaniem (hodowlą) psów ras uznawanych za agresywne i chyba raczej nie czują na sobie odpowiedzialności wobec innych ludzi. Nie ponoszą żadnych konsekwencji, gdy sprzedają te psy Byle Komu w wyniku czego powstają problemy... Smutne, że gdy przychodzi do spraw kynologicznych tak często nasze ”tradycje wolnościowe” interpretowane są w kierunku ”mam to w d***e.

Red pill: przypadek z 21 maja 2020

W swoim poście[15] z dnia 22 maja bieżącego roku Leigha Genduso ostrzega, że zdjęcia, które do notatki dodała są graphic, czyli oddają charakter ran przez nią odniesionych (nie są przez nią w żaden sposób ”cenzurowane” tak, by przypadkiem ”nie urazić” oglądających). Jednoznacznie stwierdza: Yesterday was a day where I can say I could have been killed Wczoraj był dzień, co do którego mogę powiedzieć, że mogłam zostać zbita. Pisze, że wielu trenerów, jak i rescuers, czyli osób, które zajmują się ratowaniem psów, nie mówi o bad cases – ”złych przypadkach”, czyli powiedzmy, że o ”ciemnych stronach” trenowania psów//pracowania z psami i ich ratowania, o the bites – ugryzieniach/pogryzieniach, o the extreme situations – o sytuacjach ekstremalnych. Zdanie to kończy: I am here to tell you they happen – jestem tu, by powiedzieć wam, że one się zdarzają. I’m not afraid to share my stories – nie boję się podzielić moimi historiami – anyone who only posts perfection dogs – każdy kto pokazuje jedynie perfekcyjne psy – and do not share the horror stories – i nie dzieli się horrorowymi historiami – are basically as bad as the media not explaining the suicide percentages that occur each and every day – zasadniczo jest tak samo zły jak media niewyjaśniające przyczyn procenta samobójstw, mających miejsce/zdarzających się każdego dnia (only those of you in public safety too know what I mean – tylko ci z was, którzy zajmują się bezpieczeństwem publicznym, wiedzą o co mi chodzi). Some say it tarnishes your reputation – niektórzy mówią, że to bruka naszą reputację, I personally say it makes you honest – ja osobiście twierdzę, że to czyni cię uczciwym, humble – pokornymand able to show others who need to be educated on what a dog can really do to someone as an animal – i zdolnym do pokazania innym, których należy edukować na temat tego, co pies jako zwierzę w rzeczywistości może komuś zrobić. This post is an educational one to be able to show what can happen – ten post ma charakter edukacyjny, jest po to, by pokazać co może się stać.

So most of you know I’ve been working with a Dogo Argentino (115lb) rehab case – Tak więc większość z was wie, że pracowałam nad rehabilitacją Dogo Argentino (ważącego nieco ponad 52 kilogramy). The dog has no bite history – pies nie miał historii ugryzień/pogryzień, however had shown its previous owner some significant dominance aggression – jednakowoż okazał swojemu poprzedniemu właścicielowi pewne oznaki agresji o podłożu dominacyjnym, which for a month now, I have not seen with the exception of cage aggression (can be typical) – których od miesiąca nie obserwowałam, z wyjątkiem agresji klatkowej (co nie musi być czymś nadzwyczajnym).

So yesterday at 0900 – wczoraj o 9 rano, I was cleaning dishes and he was in an organic sit next to me when he began to growl for a couple seconds – zmywałam naczynia a on siedział obok mnie, gdy zaczął warczeć przez parę sekund. I attempted to verbally correct him when he lunged at my face – Próbowałam skorygować go werbalnie, gdy rzucił mi się do twarzy – grabbing me just lower of my neck – chwytając mnie tuż poniżej szyi. [Popatrzcie na zdjęcia buzi tej dziewczyny. Na prawym policzku są dwie rany (ślady krwi na to wskazują), takie ”dziurki”, mniej więcej chyba na wysokości 7mek(?). Natomiast z lewej strony (tu gdzie linia szczęki) znajduje się rana jakby ”cięta”, biegnąca mniej więcej od dolnej krawędzi ucha do 3-4ek(?), czyli długa na 6-7 cm(?). A nieco wyżej (kość policzkowa/górna krawędź ucha) także widać ślady; zasinienia i zadrapania. NIe mam siły wyobrażać sobie przebiegu tego zdarzenia, pod jakim kątem pies celował itd., ale jak patrzę na te zdjęcia, to (z lewej strony) wygląda to tak, jakby pies ”przejechał jej zębem po twarzy”, ”ześlizgnął się zębem po twarzy”, w wyniku czego skóra po prostu pękła i się rozeszła. Szczęście w nieszczęściu: cokolwiek ten pies zrobił, nie zatopił zębów w twarzy/głowie tej kobiety. I te rany nie są szarpane. Ale patrząc na charakter ”cięcia” na lewym policzku, mam wrażenie, że pies chyba mógł jej ”zdjąć twarz”… Polskie tłumaczenie grabbing nie jest tożsame z tym, co tam się stało, co pokazują zdjęcia. On ją bardziej ”ukąsił”, ”capnął” niż ”pochwycił” (szczególnie w kontekście presy), bo NA SZCZĘŚCIE nie ”wczepił” się w jej twarz/głowę.] As i moved away – kiedy się przesunęłam/poruszyłam, he grabbed my arm again as I was able to walk him into the dog room and shut the door – pochwycił moją rękę tak, że byłam w stanie iść z nim [uwieszonym na ręce], przeprowadzić go do dog room, czyli pokoju dla psów i zatrzasnąć drzwi [I na zdjęciach jej lewej ręki widać, że pies wyrwał jej fragment ciała, kawał mięśnia]. I didn’t think the injuries sustained were bad until I looked in the mirror and assessed my arm – Nie myślałam, że obrażenia są poważne, aż spojrzałam w lustro [Zadziałała adernalina, była w szoku.] Seeing the laceration on my face and the tendons and muscles exposed in my arm – Widząc rany na swojej twarzy i wyłażące z ręki/odsłonięte ścięgna i mięśnie, I grabbed my old post surgery prescription of Percocets I had still for emergencies – pochwyciłam moje stare przepisane pooperacyjnie Percocets [oksykodon/paracetamol sprzedawany w USA min. pod marką Percocet], które trzymam wciąż na nagłe wypadki, swallowed 2 and called 911 – połknęłam dwa i zadzwoniłam pod numer alarmowy 911 (I was home alone per usual – byłam w domu sama, jak zwykle).

They were taking me to Holy Family hospital until the paramedic came on and assessed the damage – Zabierano mnie do Szpitala Świętej Rodziny aż ratownik medyczny oszacował moje obrażenia, reverting us to the trauma unit in Lawrence General after giving me a large dosage of fentanyl – zawracając nas na [polskim odpowiednikiem jest chyba] oddział SOR w szpitalu Lawrence General, po podaniu mi solidnej dawki fentanylu. Upon arrival at LGH – Po przyjeździe do LGH, I was as given 3 more injections of fentanyl and advised I would have to go to Beth Israel Hospital in Boston to be worked on by their trauma team and plastic surgeons – dostałam jeszcze trzy zastrzyki z fentanylu i zadecydowano, że muszę trafić do Beth Israel Hispital w Bostonie, by pracował nade mną tamtejszy zespół urazowy [interdyscyplinarna grupa pracowników służby zdrowia pod kierunkiem lidera zespołu, którzy współpracują w celu oceny i leczenia poważnie rannych] oraz specjaliści od operacji plastycznych. Emergency surgery – operacja chirurgiczna przeprowadzana w nagłych wypadkach [procedura interwencyjna] was done on my arm – przeprowadzona została na moim ramieniu (muscle tears – rozerwanie mięśni) and face last night around 1900 hours – i twarzy wczorajszego wieczoru, około godziny 19.00.

Three of the very best civilian K9 guys I know locally went to my house to try and get the Dogo out of the house and into the kennels with no luck – Trzech najlepszych/czołowych cywilnych specjalistów K9, których lokalnie znam, udało się do mojego domu, by spróbować wyprowadzić z niego Dogo Argentino i umieścić psa w kennelu, nie udało im się to. With the incident – Podczas tego incydentu/W trakcie trwania tego zdarzenia/Z powodu tego zdarzenia, it’s almost as if the dog completely turned into full force dominance aggression – jest/stało się prawie tak, jakby pies kompletnie zmienił się/przeistoczył się w pełni uzbrojoną agresję dominującą [albo w ”źródło czystej dominującej agresji”, generalnie ”wysadził skalę”] – and they were able to get him into the crate – i/ale byli w stanie ”umieścić” go w kontenerze/transporterze [”zabezpieczyli go”]. We will be working on a plan to get him out today somehow – będziemy dziś opracowywać plan wydostania go somehow-jakoś, someway-w jakiś sposób – but everyone has agreed that he has flipped his switch – ale wszyscy zgadzają się, że ”przeskoczyła mu zatrybka”, że nastąpiła w nim drastyczna i nieodwracalna zmiana – and is on full defensive complete aggression mode – i że jest w pełni defensywnie agresywnym trybie.

I’ll be okay – Ja się wyliżę/U mnie będzie ok. Surprisingly the pain isn’t as bad as a broken bone – Zaskakujące, że ból nie jest tak zły, jak przy złamanej kości, however I was told if it was a mere two inches lower – jednakowoż powiedziano mi, że jeśli to [ugryzienie] byłoby zaledwie dwa cale [nieco ponad 5 cm] niżej, he would have gotten my jugular and the only place I would be in the hospital right now is in the morgue – miałby [w pysku] moją żyłę szyjną [tętnicę] i jedynym miejscem w szpitalu, w którym mogłabym teraz być, byłaby kostnica.

I don’t fail often with dogs & this is a back to back failure – Nie zawodzę często/Nie ponoszę często porażek z psami & to jest porażka z tych, które są konsekwencją wcześniejszych zaniedbań [”consecutively; in succession” – w tym kontekście powiedzmy, że chodzi o ”prawo serii”] i ”przywracają do ustawień fabrycznych”. With that said, other than training behavioral modification dogs, obedience issues and the basic civilian dog training stuff, I am taking a break for the rest of the summer with taking on the most severe aggression cases to heal and have some personal time with my own dogs – To powiedziawszy, robię sobie przerwę na resztę lata od pracy innej niż trening psów modyfikujący ich zachowanie, problemy z posłuszeństwem i podstawowe szkolenia psów cywilnych, i nie będę brać na siebie najcięższych przypadków agresji, chcę się wyleczyć i spędzić trochę czasu z własnymi psami. I just wanted to give everyone in the dog rescue world a heads up that I will be on a summer break – Chciałam tylko każdemu ze środowiska dog rescue-ratowania psów dać znać, że biorę sobie letnią przerwę. I’ll be back in a couple of months – Wrócę za parę miesięcy, but we all need a breather once in a while and I think it’s safe to say I’ve earned one – ale wszyscy potrzebujemy oddechu raz na jakiś czas i myślę, że bezpiecznie jest powiedzieć, że na niego zasłużyłam/należy mi się on. I’m sorry to everyone who I normally assist in rescue – Przepraszam każdego komu normalnie/zazwyczaj asystuję w rescue-ratowaniu, but I hope you can understand – ale mam nadzieję, że potraficie to zrozumieć.

BIG thanks to friends who have helped me during these past 24 hours and the absolutely amazing team of nurses and doctors I had to sew me all back together – WIELKIE dzięki dla przyjaciół, którzy pomagali mi podczas tych minionych 24 godzin i absolutnie niezwykłego/wspaniałego/niesamowitego zespołu pielęgniarek i lekarzy, którzy poskładali mnie do kupy. I can’t begin to explain how appreciative I am – Nie mogę/Nie umiem nawet wytłumaczyć jak wdzięczna jestem.

I z myślami tej młodej kobiety zostawiam was do następnego tekstu.

[1] https://jonesbo.com/, http://jonesbo.pl/

[2]https://blog.dogsbite.org/2018/06/back-to-back-near-fatal-dogo-argentino-attacks.html

[3] https://foxbaltimore.com/news/local/maryland-dog-attack-calvert-county-woman,

https://smnewsnet.com/archives/435704/huntingtown-woman-died-after-dog-attack-in-calvert-county/,

https://blog.dogsbite.org/2018/06/back-to-back-near-fatal-dogo-argentino-attacks.html.

[4]https://www.citywatchla.com/index.php/2016-01-01-13-17-00/los-angeles/17788-dogo-argentino-savagely-attacks-la-jogger-victim-s-medical-bills-over-190-000.

[5] https://wiadomosci.com/18-miesieczne-dziecko-pogryzione-psa-rasy-alano-espanol/

[6] https://www.wikiwand.com/en/Fatal_dog_attacks_in_the_United_States

[7] Jo Nesbø ”Łowcy głów”, Wydawnictwo Dolnośląskie 2011 

[8]https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2019/12/01/polowanie-z-dogo-argentino-na-terenie-europy-i-co-to-jest-monteria/

[9] Jo Nesbø ”Syn”, Wydawnictwo Dolnośląskie, 2014,

[10] https://www.bbc.com/news/uk-46991589

[11] https://www.dagbladet.no/kultur/aksel-34-klinte-til-med-garp-2/64747334

[12] https://snl.no/hundeloven/

[13]https://www.mattilsynet.no/language/english/animals/import_of_animals/banned_dogs_breeds_in_norway.18457

[14]https://partner.sciencenorway.no/dogs-forskningno-norway/training-a-dog-you-can-trust/1421968

[15] https://www.facebook.com/genduso/posts/10220670090815768?__tn__=K-R

*[16] https://en.wikipedia.org/wiki/Death_of_Diane_Whipple

Zuza Petrykowska

Fragmenty artykułu pochodzące z obcojęzycznych źródeł (Internetowe wydania dzienników, Wikipedia etc.) – w tekście zaznaczone kursywą – zostały przetłumaczone przeze mnie i stanowią bezpośrednie tłumaczenie treści zawartych na stronach źródłowych. Zaznaczam jednak, że jako autorka powyższego artykułu nie wyrażam zgody na jego kopiowanie i wykorzystywanie w całości lub we fragmentach ani też na jego ”parafrazowanie”. Użyte w artykule fragmenty powieści Jo Nesbø ”Łowcy głów” i ”Syn” przepisałam z własnych egzemplarzy książek, informacje dotyczące wydań, zawarłam w bibliografii wpisu.

HART FILA BRASILEIRO VS. PSEUDOKYNOLOGIA I MITY O ”CECHACH UŻYTKOWYCH” I ”TYPOWYM DLA RASY TEMPERAMENCIE”, CZYLI RZECZ O TYM, JAK ZASZKODZIĆ RASIE, KTÓREJ POCHODZENIA I PRZEZNACZENIA SIĘ NIE ROZUMIE.

Mam dla was nowy tekst o Dogo Argentino, ale chciałabym abyście go naprawdę zrozumieli, ”załapali” wagę i znaczenie problemu, o którym wam w nim piszę i dlatego wpierw zabiorę was na tzw. sąsiednie podwórko, do świata Fila Brasileiro. Mam nadzieję, że po dzisiejszym artykule, obalającym min. mity dotyczące pochodzenia tej rasy, stać was będzie na głęboką refleksję, także nad treścią tekstu o Dogach Argentyńskich, który ukaże się wkrótce.

Tam, gdzie WIEDZĄ o co chodzi

Zacznijmy od tego, że w Brazylii Fila Brasileiro ”jest u siebie”, nie jest rasą ”egzotyczną”, ”kulturowym przeszczepem” jakim jest min. u nas, w Polsce. W ich ojczyźnie, w kraju, w którym naprawdę rozumie się czym jest ”użytkowość” w odniesieniu do Fila Brasileiro i co oznacza, że w pracy Fila ma być zajadłym, zaciętym obrońcą, a w domu oddanym, stabilnym psychicznie psem, tak jak na filmach, do których poniżej podaję Wam linki, wygląda ocena wyglądu i psychiki Fila Brasileiro, obejrzyjcie to nagranie, bo naprawdę chciałabym, żebyście rozumieli to, o czym wam tu piszę (na tym filmie wstęp zajmuje nieco ponad minutę): https://www.youtube.com/watch?v=esQB4zsoIyE

Ojeriza Fila Brasileiro to postawa (zachowanie) opiekuna i strażnika zwierząt gospodarskich, który nie dopuszcza złodziei do chronionego przez siebie inwentarza. Podobnie jak inne ”livestock guardian dogs”, Fila więź nawiązuje ze ”swoim” człowiekiem, ”swoją” rodziną i na tym kończy się jego potrzeba kontaktów z ludźmi. Jednak to, co tak bardzo różni Fila od innych ras powstałych do wykonywania podobnej pracy, to genetyczna, niewymagająca żadnego ”treningu” ani ”dodatkowych szkoleń” cecha, którą Brazylijczycy określają nawet cnotą: Fila nie obchodzą ludzie poza ”jego” ludźmi, dokąd nie zagrażają ”jego” człowiekowi.

Gdy z pełnoetatowych pracowników rancz, chroniących żywy inwentarz przed rabusiami i złoczyńcami, Fila stały się mieszkańcami miast, ojeriza naturalnie sprawiła, że z takim samym oddaniem, jak przedtem bydła, zaczęły chronić ”swoich” ludzi przed obcymi, po prostu broniąc dostępu obcym do swoich właścicieli. Fila są rasą, której emblematyczną cechą jest agresja skierowana przeciw ludziom. Precyzując: przeciw ludziom obcym dla właścicieli Fila. Jednak, jak widzicie na załączonych filmach, w Brazylii ci ”obcy ludzie” przeciw, którym Fila kieruje swoją agresję, to raczej bandziory niż osoby, które po prostu przebywają w publicznej przestrzeni, w której jest też Fila (wstęp na tym nagraniu trwa mniej więcej pierwszych 5 minut): https://www.youtube.com/watch?v=Cs0LPSq_rdg.

Idealna Fila odpowiada na atak, a nie go inicjuje. Pozostaje nieruchoma, skupiona na napastniku, dokąd ten nie przekroczy dystansu dwóch-trzech metrów. Gdy to się stanie, pies podejmuje interwencję, tj. wyskakuje do napastnika zdecydowanie i bezpośrednio. ”Na całego”. Fila nie cofa się, nie spogląda w tył na swojego właściciela i nie zważa na ograniczającą zasięg smycz. Skupia się na tym z ”napastników”, który jest bliżej. Zazwyczaj tzw pozorant i pies nie mają ze sobą bezpośredniego fizycznego kontaktu – tak jest, gdy prowokator trzyma dystans. Do ugryzień dochodzi, gdy odgrywający rolę napastnika podejdzie zbyt blisko i chroniąc się, do gryzienia nadstawi psu rękaw. Ćwiczenie nazywane ”atakowaniem” zajmuje niewiele czasu, chodzi jedynie o uzyskanie reakcji psa. A ta powinna być zdecydowana, ostra i twarda. Bez okazywania jakiegokolwiek zawahania przez psa, który skupiony ma być na napastniku/ach. To jest charakter tego psa i tego nie trzeba trenować. Fila, o której mówi się, że jest prawidłowej konstrukcji psychicznej, tego właściwego pod względem psychiki typu, rodzi się z tym zachowaniem. I tylko Fila przejawiające to zachowanie są uważana za Fila.

Widzicie, że prawidłowo psychicznie rozwinięty, czyli psychicznie zrównoważony Fila Brasileiro, kiedy odbierze napastnikowi narzędzie albo napastnik wypuści broń i wycofa się na odległość tych 2-3 metrów, zaprzestaje działania/ataku, bo cel został osiągnięty; zagrożenie zostało zażegnane: napastnik jest poza strefą osobistą człowieka Fila. Widać, szczególnie na pierwszym z filmów, do których linki podałam powyżej, że niektóre z psów jeszcze by trochę ”pogoniły kota” mężczyznom, którzy je prowokują, ale generalnie, bardziej ”dla utrwalenia efektu” (i dodatkowej satysfakcji) niż z jakiegokolwiek innego powodu. Bo kiedy ludzie się odsuwają, unikając bezpośredniego kontaktu, psy pohamowują się. One zawieszają atak, przerywają go. Swoje zachowanie dostosowują do zaistniałej sytuacji. One cały czas są przytomne – nie zaliczają ”odlotów”. One wykonują zadanie, a nie ”płyną w agresję”. Fila z nagrań nie ”fiksują” się i nie tracą niepotrzebnie energii.

Te psy rozumieją na czym polega ich zadanie. Powtórzmy: kiedy pojawiają się ”prowokatorzy”, których zachowanie wskazuje, że mają zamiar naruszyć przestrzeń i wedrzeć się w osobistą strefę człowieka Fila, psy, dotąd wpatrzone w swoich ludzi, przenoszą uwagę na ”napastników”, wchodzą w tryb ”wykonywania zadania” i rozpoczynają interwencję. One nie atakują tych ludzi, tylko dlatego, że oni ”pojawiają się w kadrze”. Ludzie muszą zachowywać się w określony sposób, by Fila zareagowały agresją. One nie ”odpalają się” ot, tak. Obcy nacierają na nie i na ich człowieka, mają ewidentnie nieprzychylne nastawienie i agresja Fila z filmów powyżej, jest odpowiedzią na zachowanie ”prowokatorów”. Psy z nagrań aktywnie działają dokąd to konieczne, dokąd nacierają na nie ”agresorzy”. Gdy psom udaje się pochwycić ”łup”, gdy odbiorą go ”napastnikowi”, gdy odbiorą mu ”broń” albo człowiek sam ją porzuci, Fila pohamowują się. Same. Bez interwencji przewodnika. I znowu powtórzmy: tak dzieje się też, gdy ludzie-napastnicy odsuwają się od tych psów. Gdy ”agresor” znajdzie się w odległości mniej więcej 3 metrów od Fila i zaprzestaje ”ataku”, psy także zaprzestają działania. Pozostają zaalarmowane, ale nie tracą energii, ”nie poddają się emocjom”, na bieżąco oceniają sytuację.

One wchodzą w ”tryb szarży”, wykonywania zadania polegającego na ataku i wychodzą z nich tak samo płynnie, sprawnie. I przede wszystkim te psy wiedzą, kiedy mają rozpocząć interwencję i gdy mają ją zakończyć.

Zwróćcie także uwagę na to ile obcych, postronnych osób uczestniczy, jako publiczność w tych próbach charakteru i że ”filety” mają tych obcych w …nosach. Bo to są obcy, którzy nie stanowią zagrożenia, nie przejawiają zachowań potencjalnie zagrażających człowiekowi Fila. Przestudiujcie też zachowanie uznanych za najlepsze psów i ich ludzi, i osób przekazujących właścicielom nagradzanych Fila puchary oraz gratulacje, pod koniec nagrania: jak nagrodę odbiera pierwsza para, jak otrzymuje ją druga para (obcy idzie ”kolizyjnym kursem” na wprost człowieka i psa) i jak przekazywana jest ona trzeciemu zestawowi – pies niepokoi się i daje temu wyraz, gdy ”jego” człowieka dotyka obcy). Patrzcie jak te psy reagują w zależności od tego jaka jest ”chemia” i ”dynamika” sytuacji. Każde z trzech przekazań nagród jest nieco inne i każde daje więcej narzędzi do dowiedzenia się więcej prawdy (nie mitów) na temat tej rasy. Przeanalizowanie każdej z tych sytuacji pomoże wam zrozumieć o co chodzi Brazylijczykom w Fila Brasileiro.

Skąd się wziął ”Pies, który trzyma i nie puszcza”?

Fila Brasileiro to rasa, która wyłoniła się z naturalnej genetycznej selekcji, jakiej psy zostały poddane, gdy musiały sprostać ciężkim warunkom, w których się znalazły, wykonując powierzone im zadania. Oraz dzięki dążeniu człowieka do ulepszania rasy. Przez lata powstawały i wciąż funkcjonują różne teorie na temat pochodzenia brazylijskiego super-psa. Wiele jest spekulacji dotyczących ras, które dały mu początek. Szczególnie, że w okresie, w którym kształtowała się brazylijska Fila nie tyle istniały ”rasy”, jakimi je dziś rozumiemy, co raczej ”typy ras psów” pochodzące z poszczególnych rejonów geograficznych lub nawet nico bardziej szczegółowo, z konkretnych psiarni (np. danego księcia czy gubernatora), przejawiające określone cechy psychofizyczne (fenotyp) i wykonujące bardzo konkretne rodzaje pracy.

Należy zaznaczyć, że wszystkie te przerysowane, kuriozalne wręcz ”mastifowe”, jak i ”bloodhoundowe” cechy wyglądu, widać w liniach Fila rozwijających się pod patronatem Fédération Cynologique Internationale (FCI). Istnieją znaczące różnice pomiędzy wyglądem i kondycją Fila Brasileiro, których hodowcy zrzeszeni są w Club for the Improvement of the Fila Brasileiro (CAFIB), a tym jak wyglądają Fila, których hodowcy podporządkowali się FCI albo… O tym ”albo” nieco później 🙂 Na razie wróćmy do teorii o genesis rasy.

Niemająca podparcia w rzeczywistości, ale bardzo szeroko rozpowszechniona, ogólnie znana i co łatwo zauważyć, patrząc na Fila z niektórych linii, czyniąca rasie wiele szkody, teoria, mówi, że Fila to efekt kilku krzyżowań pomiędzy trzema rasami (raczej typami ras, niż stricte rasami) angielskich psów. Zgodnie z nią, powstały w wyniku tych krzyżówek brazylijski pies po mastifie odziedziczyć miałby gabaryty i solidną strukturę kośćca, po bloodhoudach luźną skórę i nisko osadzone uszy, a po bulldogach upór. Wiara w to tłumaczenie pochodzenia Fila, zachęciła wiele osób do krzyżowania ich z mastifami (Angielskim i Neaopolitano) oraz Dogiem Niemieckim… Skutki są, jakie są.

Inna teoria, uważana za bardziej prawdopodobną, głosi, że Fila wywodzi się z dużych psów portugalskich i hiszpańskich, przede wszystkim od Leônes Mastín (odmiany Mastifa Hiszpańskiego) i Castro Laboreiro, przywiezionych do Brazylii w czasie trwającej od 1580 do 1640 roku Unii Iberyjskiej.

Była też jeszcze inna, znajdująca spore poparcie w tekstach źródłowych, teoria, według której, jedną z ras dających początek Fila Brasileiro miał być Engelsen Doggen – starodawny typ bulldoga, często używany do polowań i walk… Po nim to właśnie Fila Brasileiro miały odziedziczyć swój ”agresywny temperament”, ”upartość” i ”nieustępliwość” oraz niektóre fizyczne cechy, jak np. umaszczenie i charakterystyczną linię grzbietu (zad powyżej kłębu). Sprowadzone do Brazylii, podczas holenderskiej inwazji, około 1630 roku, Engelsen Doggen miały być tym ”zaczynem”, z którego z czasem powstała Fila Brasileiro. Holendrzy przywieźli ze sobą około trzystu psów do pomocy w ochronie nowych ziem podbitych przez Portugalczyków. W prowadzeniu akcji przeciw miejscowemu ruchowi oporu oraz, by zapewnić sobie ochronę przed jaguarami. Przywiezionymi przez nich psami miały być, wymarłe już, właśnie l’engelsen doggen/ Le Dogue De Forte Race, które towarzysząc holenderskim oddziałom szybko rozprzestrzeniły się na północnym wschodzie. Zgodnie z tym tłumaczeniem powstania rasy, na przestrzeni lat, psy będące potomkami pierwszych Dogues of Fort Race przywiezionych do tzw. Nowej Holandii, dostosowywały się do warunków tam panujących. Po wydaleniu Holendrów były już psami genetycznie przystosowanymi zarówno do klimatu, pokarmu, jak i pracy, którą tam wykonywały; polowania na grubą zwierzynę (np. jaguary), wypasania bydła oraz ścigania zbiegłych niewolników. Zachowały muskulaturę i gabaryty przodków, ale poprzez naturalną selekcję genetyczną (oraz pewnie też krzyżowanie z miejscowymi psami), ewoluowały w nową, stricte brazylijską rasę. Poprzez kolonizację na brzegach rzeki São Francisco, dotarły do Minas Gerais, gdzie doceniona została ich umiejętność pracy z bydłem (hodowano tam głównie bydło mleczne). I stały się w tamtym rejonie dosyć powszechne. Wykorzystywano je jako psy pasterskie, zaganiające oraz chroniące stada przed jaguarami i złodziejami bydła. Dzięki poganiaczom bydła oraz tropeiros, czyli ludziom zajmującym się przewożeniem towarów (w tym złota i diamentów) z wnętrza terytorium na wybrzeże, rasa z powodu swojej wszechstronności rozprzestrzeniła się po całym kraju.

I znowu: wpływ dawnych mastifów ma być wyraźnie widoczny w Fila Brasileiro, gdyż …noszą to samo umaszczenie oraz czarną maskę. Od tych dużych, nieustraszonych psów, Fila przejąć miały swoje gabaryty i …wyraz… Mastify, używane jako psy bojowe oraz myśliwskie, przekazały Fila duże, ciężkie głowy, krótkie szyje i tę specyficzną linię grzbietu. Bloodhoundom Fila zawdzięczają swój węch, a także obfitość luźnej skóry, obwisłe fafle i inne cechy typowe Bloodhoundom (przypominam o różnicach między wzorcami rasy w CAFIB i FCI), włącznie z ”zaśpiewem”…

Istnieje też teoria, zgodnie z którą, Fila de Terceira to czwarta rasa ”maczająca pazury” w powstanu Fila Brasileiro. Jak również przypuszczenie, że ”filety” są wręcz potomkami tych psów. Fila da Terceira to dziś już wymarła rasa zaganiaczy bydła, przywieziona z Terceira, z archipelagu Azorów przez portugalskich osadników. Uważa się, że Fila da Terceira powstał z krzyżowań pomiędzy psami, przywiezionymi na wyspę przez portugalskich i hiszpańskich kolonizatorów. Miały nimi być: Old Dogue de Bordeaux (z długą kufą), hiszpańskie Alano, Mastif Hiszpański, a nawet Bloodhound, do których w późnijeszym okresie wprowadzić miano także krew Old English Bulldog (w typie ”Bull”), przywiezionych przez portugalskich byłych wygnańców, bezpośrednio z Anglii. Ale…

W 2018 roku za sprawą wyjątkowej książki nastąpił swoisty przewrót w świecie Fila Brasileiro

Otóż, po 40stu latach dogłębnego, drobiazgowego, bardzo kompleksowego studiowania Fila Brasileiro, w tym prac takich osobowości jak Antônio Roberto Nascimento, Paulo Santos Cruz, Procópio do Vale oraz inni, a także wykorzystując osobiste doświadczenie z rasą, hodowca i badacz Fila Brasileiro, Antônio Carlos Linhares Borges doszedł do wniosku, że istnieje pilna potrzeba zachowania dawnego rustykalnego w wyrazie, ”surowego” Fila, z którego zrodził się modern Brazilian Fila, czyli współczesny Fila Brasileiro (tak, ten, którego sobie teraz wizualizujesz, czytając mój artykuł). Według niego stare, w znaczeniu pierwotne, rdzenne, naturalne linie dogasają i bliskie są zaniknięcia, całkowitego wymarcia (”comes near extinction”) w związku z krzyżowaniami brazylijskiego Fila i ”kundleniem” go z innymi rasami. Rasami, które wprowadziły do rasy endemicznie brazylijskiej, obce geny i utrwaliły w Fila charakterystyczne cechy, będące typowymi dla tamtych, innych ras, natomiast zupełnie obcymi dla stricte brazylijskiego psa i niepowiązanymi z nim.

Budowa i wygląd old dogs, czyli tych pierwotnych, oryginalnych Fila stoi w sprzeczności ze -na początku przeze mnie wspomnianą- starą i powszechnie znaną teorią na temat genetycznych korzeni Fila Brasileiro, sugerującą w powstaniu Fila udział ras angielskich. Jest to mało lub wcale prawdopodobne. Borges uważa, że przekonanie o takim właśnie pochodzeniu Fila, wiara w to, że ”wywodzą się z Angielskiego Mastifa, Bloodhounda i Old English Bulldog”, ostatecznie zachęciła do krzyżowania Fila z tymi obcymi, niemającymi z Fila związku, rasami. Co oznaczało dla brazylijskego super-psa utratę fizycznych i psychicznych cech stanowiących esencję, istotę oryginalnego, pierwotnego, prawdziwego Fila i czego skutki oglądamy w modern dog – tym nowożytnym Fila. Dowodzi także, że Fila Brasileiro jest pochodzenia czysto iberyjskiego, konkretnie pochodzić ma od Portuguese Alaunt dog lub Iberian Alaunt dog.

W 2018 roku Borges opublikował owoc wielu lat swojej pracy badawczej, książkę ”Fila Brasileiro – Preservação do Original” (”Fila Brasileiro – zachować oryginał”), w której wykazał, że badania porównawcze, migracyjne i historyczne dostarczają mocnych dowodów na to, że prawdopodobne pochodzenie rasy ma swoje źródło w portugalskim Alaunt dog. W książce analizuje każdą z teorii o kształtowaniu rasy, wykazując w nich niespójności, bazując na kontekście historycznym poszczególnych epok, widocznym w rycinach, grafikach lub na zdjęciach (gdy te były dostępne) z epoki przedstawiających psy oraz w oparciu o inne dokumenty historyczne. 

W opracowaniu tym pochodzenie Iberyjskiego Alaunta (Iberian Alaunt) a co za tym idzie molosowatych psów Portugalii i Hiszpanii, wyjaśniono migracją Alanów, którzy około roku 400 n.e., pod naporem Hunów, zmuszeni zostali do przeniesienia się z Azji Środkowej do innych regionów w tym na Półwysep Iberyjski. Alanowie zabrali ze sobą swoje znane z zaciekłości oraz gabarytów psy, które później krzyżowały się z psami miejscowymi. To wyjaśniałoby genetyczne i fizyczne podobieństwo w kilku aspektach, jak np. brachycefaliczna czaszka, mocna (strong) i ciężka (heavy) kość, luźna skóra na szyi i karku oraz podgardle (tzw. łałok), zachodzące pomiędzy psami ras takich, jak Portuguese Alão (Portugalski Alaunt), Cão de Gado Transmontano (Transmontano Cattledog), Mastif Hiszpański, Presa Canario/ Dogo Canario, rejestrowany jedynie w Alianz Canine Worldwide Alano Espaniol (Peresa de Toro/ Dogo español / Perro de Toro Español/ Alano Carnicero) itp., oraz z pochodzącymi z Bliskiego Wschodu i Kaukazu np.: Bully Kutta, Kangal, Owczarek Kaukaski, rejestrowany w Cynological Federation od Georgia (FCG) Georgian Shepherd (Nagazi), itp.

Książka Borgesa broni teorii mówiącej, iż to wielka imigracja Portugalczyków do Brazylii w okresie ”gorączki złota i diamentów” rozpoczętym w 1690 roku, była kwestią najważniejszą, kluczową dla powstania brazylijskiego Fila. W tamtym czasie tysiące Portugalczyków przybyło do Brazylii, a zdecydowana większość osiadła w Minas Gerais, przyciągnięta przez wiele kopalń złota i diamentów w tamtym obszarze. Szacuje się, że w okresie między XVIII a XIX stuleciem do Brazylii przybyło 800 tysięcy imigrantów z Lusitanii (to nazwa starożytnej prowincji rzymskiej, znajdującej się na Półwyspie Iberyjskim, obejmującej obszar obecnej Portugalii na południe od Duero [Douro] i południowo-zachodnią część Hiszpanii, dla nas kojarzona na przykład z piękną rasą koni – Lusitano). Ta masowa imigracja Portugalczyków przywiodła do kraju także wiele rustykalnych w typie, wielozadaniowych working dogs, czyli psów pracujących takich, jak Portuguese Alão (Portugalski Alaunt). Wyjaśnia to, dlaczego Fila ukształtowała się i odkryta została w Minas Gerais, a nie w innych brazylijskich stanach. Rasa rozwijała się dokładnie wzdłuż szlaków biegnących po eksplorowanych (w kierunku odnalezienia rud złota i złóż diamentów) obszarach, czyli w miastach, na farmach, tam, gdzie rozwijająca się działalność gospodarcza łączyła poszczególne regiony oraz tam, gdzie istniał nieustanny przepływ ludzi, a w konsekwencji i psów.

Poszukiwanie i ratowanie, ocalanie -w znaczeniu rozłożonego w czasie działania polegającego na pozyskiwaniu (odkupywaniu) poszczególnych osobników dla dokonania rekonstrukcji rasy- ostatnich okazów, które wciąż odpowiadają morfologii psów pracujących na farmach w latach 60tych i 70tych ubiegłego wieku, jest w toku, trwa. Wciąż znaleźć można wiele osobników o niezwykle rustykalnej anatomii, psów aktualnie wykorzystywanych do pracy na farmach w głębi kraju, selekcjonowanych przez pokolenia, będących najlepszymi z najlepszych, które zupełnie wolne są od domieszek krwi obcych ras. Odnajdywane okazy ocenia się na podstawie ich anatomicznej budowy oraz temperamentu. Jeśli zostają zaaprobowane, kataloguje się je i otrzymują numer nadawany przez Sociedade Brasileira de Cinofilia (SOBRACI). Nucleus of Preservation of the Original Fila Brasileiro (Núcleo OFB) [słowo nucleos ozacza: jądro/zaczątek/istota/rdzeń] utworzono niedawno, a przewodniczy mu Antônio Carlos Linhares Borges. Za pośrednictwem OFB Nucleus zarejestrowane psy rozdysponowywane są w celach hodowlanych do poszczególnych regionalnych oddziałów w całej Brazylii. Kontrolowany jest również proces ochrony rasy, czyli jej restauracji dla jej zachowania, ocalenia od wyginięcia. Model psa, za którym podąża OFB Nucleus opiera się na wzorcu stworzonym przez Paulo Santos Cruz, Erwin Waldemar Rathsam i João Ebner w 1946 roku. Núcleo OFB aktywnie publikuje posty o charakterze edukacyjnym na portalach społecznościowych i platformach takich jak Facebook (https://www.facebook.com/originalfilabr/i YouTube: https://www.youtube.com/watch?v=mFpOnjDvpR8 

Praca nad zachowaniem prawdziwego Fila budzi zainteresowanie i przyciąga do rasy jej nowych entuzjastów, chcących zachować pierwotny, farmerski, surowy typ Fila Brasileiro. Ten, który dawniej, gdy rasa powstała wykorzystywany był do wykonywania wielu różnych zadań w całym Minas Gerais. Wtedy Fila był um cão multitarefa, czyli psem multizadaniowym. Każdego dnia Fila pracowały z żywym inwentarzem, jako jego strażnicy, obrońcy i opiekunowie. Były psami pasterskimi, wraz z poganiaczami, kontrolującymi wypasanie stad, pędzenie i zaganianie zwierząt. Wykorzystywano je także do szukania i szybkiego odnajdywania zaginionych, starych lub chorych świń, kurczaków etc. Do strzeżenia nie tylko zwierząt gospodarskich, ale i czuwania nad całym dobytkiem znajdującym się w granicach rozległych majątków, farm i plantacji. W niektórych przypadkach Fila stawały się także psami myśliwskimi (em alguns casos, usado para farejar, perseguir e filar (imobilizar ou presar) a caçain): węszyły, wietrzyły, chwytały wiatr, wpadały na trop i rozpoczynały pościg, pogoń za zwierzyną, którą dopadały, pochwyciwszy ją (jak presa, czyli: ”chwytam i trzymam”), unieruchamiały i ”przypierały do muru”. Tak więc, Fila to pies, który musi posiadać ponadprzeciętne zdrowie, mieć doskonałą/perfekcyjną budowę (structure) i musi być fizycznie sprawny (functional), a także prawidłowo rozwinięty psychicznie, gdyż bez ”ekscesów”, a więc płynnie i skutecznie wykonywać ma swoją codzienną pracę (”É um cão que deve possuir saúde superior, estrutura excelente e funcional, bem constituído e sem excessos para o trabalho diário”). U swego zarania były one psami często każdego dnia przemierzającymi, towarzysząc jeźdźcom, wiele kilometrów rozległych pastwisk, doglądając bydła lub szukając zaginionych sztuk oraz patrolując teren wielkich posiadłości wraz z funcionários, czyli pracownikami zatrudnionymi w majątkach. Pokonywanie wielkich dystansów było jedną z pierwotnych funkcji ich prawdopodobnych przodków o iberyjskim pochodzeniu/korzeniach, szczególnie Portugalskiego Alaunta, który z powodu swojej zdolności do sprostania tym wymaganiom, wyróżniał się w wiejskim środowisku, które zawsze wyłania i wybiera osobniki najlepiej nadające się do wykonywania konkretnego rodzaju pracy. 

Jak pisze Borges, powodem, dla którego istnieje potrzeba zdecydowanego działania, czyli restauracji rasy, poprzez wynajdywanie w głębi kraju okazów odpowiadających oryginalnym Fila sprzed krzyżówek, oraz zorganizowanej pracy hodowlanej, jest fakt, że fenotyp surowych, sprawnych i maksymalnie funkcjonalnych Fila, ten sam fenotyp, który odkryty został, oszczędzony i zachowany w latach 40, 50 i 60 ubiegłego wieku, i ten sam, który wciąż dziś jeszcze odnajdywany jest na farmach, teraz został zagubiony, zatracony (is being lost). Stało się tak w wyniku ignorowania przez podmioty, które miały rzekomo zapewnić przetrwanie rasie, które niby stworzone zostały dla jej zachowania, zmian, które z biegiem lat, w wyniku działań hodowców, zaszły. Organizacje te pozwoliły na bezpodstawne, bo niemające żadnych merytorycznych uzasadnień, zmiany dotyczące fizycznej budowy ciała Fila i to w imię ludzkiej próżności (”unwarranted bodily changes in the physical structure of the animal by human vanity”). Aktualny standard rasy należącego do FCI, brazylijskiego Confederação Brasileira de Cinofilia (CBKC), na przestrzeni lat poddany został modyfikacjom, na skutek czego Fila są teraz psami cięższymi, wolniejszymi i ze zdrowotnymi problemami takimi, jak dysplazja biodrowa, słabe, wiotkie wiązadła i skręt żołądka oraz obciążone są klarownie oczywistymi, udowodnionymi cechami pochodzącymi z mieszania ich z innymi rasami (mestization traits). Wzorzec Fila Brasileiro obowiązujący w niezależnym od FCI, CAFIB pomimo, że Klub ten utrzymuje typ funkcjonalny, czyli posiadający cechy użytkowe i dużo zdrowszy (lepsza kondycja fizyczna, w związku z czym ”psy zdolne są do użytkowości”) niż ten z CBKC, także oddala się od starego, tego pierwotnego, surowego typu, kóry dziś jeszcze występuje na wiejskich terenach. Antônio Carlos Linhares Borges precyzuje, że już w latach ’70 ubiegłego wieku istniały pewne zmiany, ”naleciałości” w budowie ciała Fila (corporal modifications), niektóre nieznaczne, delikatne, subtelne, inne wyraźne i jawnie wskazujące na krzyżowanie Fila, kundlenie ich z mastifami itd. Te zmiany wpłynęły na to, jak obie organizacje, tj. (należący do FCI) CBKC i (nieuznający FCI) CAFIB, każda we własnym zakresie, idealizowała/ ustalała pożądany u siebie/w swoich szeregach typ Fila Brasileiro. W tym miejscu (na razie) zmienię temat i opowiem Wam o:

”Original purpose of the Fila Brasileiro”, czyli o pierwotnym przeznaczeniu Fila

Aby funkcjonowanie wielkich plantacji cukru w Brazylii okresu kolonialnego, było możliwe potrzebnych było bardzo wielu niewolników (rocznie do Brazylii transportowano ich mniej więcej 30.000). Fila Brasileiro (często w liczbie ponad 200stu na plantację) używane były do strzeżenia (to guard) tych niewolników i ”odwodzenia” ich, ”zniechęcania” (to discourage) do ucieczek. Jeżeli jednak niewolnicy uciekli the Filas were used to track them down, czyli tropiły ich i odnajdywały, a potem grab and hold at the end of the trail, czyli chwytały i trzymały…

Zróbmy sobie małą przerwę, bo wątek ”polowania na ludzi” nie jest zbyt chętnie omawiany przez tzw. znawców rasy (szczególnie w Polsce), a warto się przy nim na chwilę zatrzymać choćby po to, by zrozumieć jak długą drogę przeszły ”filety” od swojego oryginalnego ”powołania” do dnia dzisiejszego. Dla naszkicowania ”klimatu sytuacji”, w której byli ludzie starający się odzyskać wolność, gdy w pogoń za nimi puszczano psy, wystarczy nam tekst wsparty wypowiedziami byłych niewolników z amerykańskiego Południa.

W artykule autorstwa Chrisa PearsonaSlavery and Dogs in the Antebellum South”, na jego blogu Sniffing the Past -Dogs History, mamy ważny cytat z ”Twelve Years a Slave” [edited by Sue Eakin and Joseph Logsdon (1968) 103-104], który pozwoliłam sobie Wam przetłumaczyć. Otóż, Solomon Northup, szczególnie znany były niewolnik, opowiedział o ucieczce przez bagna Luizjany tak: ”For thirty or forty miles it is without habitants, save wild beasts – the bear, the wild cat, the tiger, and great slimy reptiles, that are crawling through it everywhere. [Przez trzydzieści lub czterdzieści mil nie ma mieszkańców, poza dzikimi zwierzętami – niedźwiedziem, dzikim kotem, tygrysem(?) i wielkimi, oślizgłymi gadami, które pełzają wszędzie wokół.] I staggered on, fearing every instant [Chwiałem się, zataczałem, obawiając się każdej chwili,] I should feel the dreadful sting of the moccasin, or be crushed within the jaws of some disturbd alligator [że poczuję straszne ukąszenie mokasyna, albo zostanę zmiażdżony w paszczy jakiegoś aligatora, którego spokój zakłócę]. The dread of them now almost equalled the fear of the pursuing hounds. [Strach przed nimi/ Przerażenie, które we mnie budziły, teraz prawie dorównywało lękowi przed ścigającymi/ goniącymi mnie psami]”. Dalej, w swoim tekście Chris Pearson pisze: ”Yet despite the myriad obstacles facing Northup, the wild creatures still did not frighten him as much as the pursuing hounds [Jednak, pomimo bezliku/ niezliczonych przeszkód stojących przed Northupem, dzikie stworzenia nadal nie przerażały go tak bardzo, jak ścigające/ ‚prześladujące’ go psy]. Such fears were not simply abolitionist hyperbole; the interviews of many former slaves in the 1930s reiterate the fact that, despite the numerous threats from wild animals, it was the use of trained dogs that appears to have most concerned them [Takie obawy nie były po prostu abolicjonistyczną hiperbolą; przeprowadzone w latach trzydziestych, wywiady z wieloma byłymi niewolnikami, potwierdziły, że pomimo licznych zagrożeń ze strony dzikich zwierząt, to właśnie wykorzystywanie przeszkolonych psów wydawało się najbardziej ich zadręczać i martwić (podczas gdy uciekali)]”. Zachęcam Was do przeczytania całości artykułu, link do niego zamieściłam na końcu dzisiejszego wpisu.

Niewolnictwo zakończyło się w Brazylii w 1888 roku, ale Fila nie przestały być potrzebne. Tym bardziej, że wczesne Fila wykorzystywane były jako psy myśliwskie na grubą zwierzynę (zdarzało się, że skracano/cięto/kopiowano im wtedy uszy), tj. dziki i jaguary. I ta ich cecha, ich psychofizyczne możliwości przydały się na wielkich ranczach Brazylii. Jak już wiemy chroniły (to protect) na nich nie tylko inwentarz (przede wszystkim wielkie stada bydła), ale i samych ranczerów. Na ranczach było wiele Fila Brasileiro, które sprawdzały się nie tylko jako stróże, używano ich też do pędzenia bydła. Silny, godny zaufania pies potrzebny był do pędzenia stad po rozległych terenach Brazylii. Fila mają naturalny instynkt pasterski i tak, jak dobrymi są stróżami, są dobrymi zaganiaczami. Ich naturalna niechęć w stosunku do obcych i przysłowiowa lojalność, wierność i oddanie wobec swojego pana, swojego człowieka, swojej rodziny sprawiły, że dla wielu Brazylijczyków Fila stały się bardzo naturalnymi towarzyszami. Jest niezwykle ważne dla każdego autentycznego miłośnika Fila Brasileiro, by wiedzieć, że w początkach rasy hodowla Fila nigdy nie była ukierunkowana na taki poziom nietolerancji na osoby spoza rodziny i agresji, jak to ma miejsce dziś. Te psy pozwalały swoim panom utrzymywać normalne sąsiedzkie stosunki, pozwalały odwiedzającym ich panów farmerom wchodzić na teren nieruchomości. Na wielkich ranczach zatrudniano wielu ludzi, tak więc Fila musiały być psami zrównoważonymi, nieprzejawiającymi zachowań skrajnych, zagrażających pracownikom swojego pana. (Pamiętajcie, że one towarzyszyły szeregowym pracownikom plantacji podczas wspólnie wykonywanej pracy.)

Gdy na przestrzeni lat coraz więcej ludzi przenosiło się z terenów wiejskich do miast i metropolii, ich Fila trafiały tam wraz z nimi. Agresja okazywana przez te psy wobec włamywaczy sprawiła, że stały się popularne wśród miejskich właścicieli nieruchomości, jako psy stróżujące. Jako że dzisiejsza Fila Brasileiro prezentuje ten specyficzny temperament (ojeriza) wobec ludzi po prostu obcych jest w Brazylii także popularnym psem obronnym.

Zadaniem hodowców było i jest utrzymywać prawidłową charakterystykę typu i temperamentu dzisiejszych Fila Brasileiro, jak i uzyskiwać zdrowe, dobrze zbudowane psy, które będą w stanie sprostać stawianym im oczekiwaniom – co jak widzimy, patrząc na niektóre okazy, wcale nie jest tak oczywiste… Tak czy inaczej, w pracy Fila ma być zajadłym, zaciętym obrońcą, a w domu stabilnym psychicznie, kochającym i oddanym przyjacielem. Fila ma wyglądać jak Fila, ale do tego także jeszcze wrócę 🙂

”Brazylijski temperament”

Charakterystyka temperamentu Fila Brasileiro widniejąca na stronie Club for the Improvement of the Fila Brasileiro (CAFIB) napisana jest w wzniosłym stylu, który z uwagi na dobór słów zdecydowanie bardziej pasowałby do opisu osoby niż zwierzęcia, ale przymykając oko na egzaltację poznamy ducha rasy i jej brazylijską wizję. Dowiemy się, że Fila ”obdarzone są niezwykłą odwagą, determinacją i walecznością” oraz ”nie kryją swojej nienawiści wobec obcych, ani pokory, łagodności, posłuszeństwa i wierności w stosunku do swoich właścicieli i ich rodzin”. W konsekwencji czego ”w miastach są niewyczerpanymi strażnikami i niespożytymi obrońcami własności, a na wsi wybitnymi pasterzami i łowcami, myśliwskimi psami na grubą zwierzynę”. W następstwie tego temperamentu, ”podczas wystaw Fila nie pozwala dotykać się sędziom, jako osobom obcym i jeśli dany osobnik, w reakcji na usiłowanie dotknięcia go przez obcego, zaatakowałby sędziego, jego zachowanie nie powinno być postrzegane jako wada charakteru, a jedynie jako potwierdzenie prawidłowego temperamentu”. I to jest ”drobny szczegół”, ”coś, co może sprawiać problemy” nie tylko w polskich warunkach (do tego wątku także wrócę w dalszej części tekstu). Na stronie CAFIB możemy przeczytać, że podczas prób temperamentu, obligatoryjnych po ukończeniu przez Fila dwunastego miesiąca życia przeprowadzanych podczas wystaw, atakując pozoranta, pies ma wyskoczyć przed swojego człowieka i podjąć interwencję bez wahania czy okazywania uległości. Oraz, co niezwykle ważne, że ”spokojne zachowanie i pogodne usposobienie uwidaczniają pewność siebie i zrównoważenie psa. Fila znakomicie opierają się nieznanemu, obcemu dla niego otoczeniu oraz hałasom, takim jak wystrzały petard dochodzące z odległości nie mniejszej niż pięć metrów, stanowiące obowiązkowy element testu przeprowadzanego podczas wystaw”.

Pier**lec a nie ”ojeriza”

Pomimo tak obrazowo odmalowanej przez Brazylijczyków charakterystyki temperamentu znacząca część osób, które jako pierwsze w Polsce zajęły się hodowlą Fila Brasileiro głośno przy tym (wtedy i teraz też…) powołując się na ”brazylijską filozofię” dotyczącą temperamentu tej rasy, pomyliła niezrównoważenie psychiczne i agresję o podłożu lękowym z ojerizą.

Co za tym idzie, mamy w Polsce i takich ”specjalistów od rasy Fila Brasileiro”, którzy np. to, że przebywający na terenie ogrodzonej posesji Fila na widok człowieka znajdującego w odległości powiedzmy 20 metrów od owej posesji, po prostu idącego ulicą, zaczyna zachowywać się agresywnie (tj. nakręca się, zapluwa i sprawia wrażenie, że za chwilę przeciśnie się przez sztachety ogrodzenia albo zacznie wspinać się po płocie, żeby się wydostać poza teren posesji i dopaść przechodzącą w oddali, postronną osobę, która nawet nie odnotowuje, że stała się ”obiektem zainteresowania” psa) uważają za przejaw ”temperamentu typowego dla rasy”, ”cechę pożądaną”, zachowanie świadczące, iż ich Fila ”ma charakter”. Serio. Takie właśnie kawałki na temat powyższego zachowania u swoich psów opowiadają ”fileciarze”, którzy wychodząc ze swoimi Fila na tzw. spacer, a więc wyprowadzając je poza teren posesji, idą ”z duszą na ramieniu”, drżąc na widok ludzi czy psów idących z naprzeciwka, czyli ”na nich”. Ludzie przyzwyczajeni już do tego, że ich psy chcą atakować zawsze, każdego obcego człowieka, którego zobaczą. I choć sami, za każdym razem są przerażeni perspektywą (koniecznością) wyjścia z tak zachowującym się psem poza teren własnej, ogrodzonej posesji, osobom zainteresowanym rasą sprzedają teksty w żaden sposób nie oddające prawdy ani o nich, jako ”specach od rasy”, ani o ich psach. Wpajają naiwnym ludziom jakąś przerobioną wersję ”rzeczywistości”, ich codzienności z ich Fila. ”Rzeczywistości”, która z prawdą ma tyle wspólnego, co obrobione w programie graficznym zdjęcie. Z tych opowieści osoby zainteresowane rasą wnioskują, że posiadacz Fila, z którym właśnie rozmawiają, jest ”niezwykłą osobowością”. Zaczynają traktować go jako ”autorytet”, wręcz guru, choć osoba taka czuje autentyczny niepokój i lęk, gdy trzyma w rękach smycz, na której końcu znajduje się ”jego/jej ukochany Fila”…

Fila żyje, istnieje, by chronić swojego człowieka, swoją rodzinę. To nie jest rasa, która przetrwała do dziś dlatego, że ludzie, którzy te psy mają, srają po gaciach ze strachu przed nimi. Obawa, lęk przed własnym Fila Brasileiro, precyzując: przed jego reakcjami wobec otoczenia, jest zaprzeczeniem wszystkiego, co zawiera się w brazylijskim powiedzeniu ”wierny jak Fila”. Widzicie na filmach z prób CAFIB, że te psy nie mają problemu z obcymi, dokąd ci nie zbliżą się na odległość mniej więcej trzech metrów od ich przewodników i ”wyskakują” do obcych wtedy, gdy ci mają ewidentnie wrogie wobec ich człowieka zamiary.

Jeżeli więc jedziesz do hodowli odebrać swojego szczeniaka, a tzw. hodowca nie pokazuje ci jak ”ogarnia” swojego dorosłego ”fileta”, jeśli nie pokazuje ci, że panuje nad swoim psem i że może z nim na smyczy wyjść po ciebie oraz wprowadzić cię na teren posesji i do domu, to co to w ogóle jest za typ? Co to za farsa? Jak w ogóle może ci przyjść do głowy, że możesz zaufać komuś takiemu? I co nie mniej ważne: jak ktoś, kto mówi ci, że ”obawia się czy ty będziesz umieć zachować się wobec jego dorosłego Fila” i ”dlatego nie pokaże ci żadnego ze swoich dorosłych psów”, może uważać, że warto i można sprzedać ci szczeniaka Fila Brasileiro? WTF? Pomyśl. Jak w przyszłości będziesz ”uczyć” swoją rodzinę, znajomych jak mają zachowywać się w twoim domu, w stosunku do twojego: najpierw szczeniaka, potem podrostka i w końcu dorosłego psa? Dla ciebie będzie to tylko teoria (tak samo jak dla nich) i ty też skończysz jak ten hodowca. Jeśli ty sam/sama nigdy nie doświadczyłeś/aś obserwowania zachowań dorosłego Fila Brasileiro wobec obcego w domu, w którym ten pies mieszka i uznaje za terytorium, które musi chronić, jeśli nie znasz tego wybitnie specyficznego wrażenia, które powoduje spojrzenie nic nie robiącego Fila, poza właśnie patrzeniem na ciebie ”w ten sposób”, jeśli nie widziałeś właściciela dorosłego Fila Brasileiro w ”akcji” (tj. panującego nad swoim psem, który musi być uległy i posłuszny wobec swojego człowieka oraz psychicznie stabilny, tym samym musi w stosunku do zaproszonych do domu gości zachowywać się w sposób im niezagrażający), to jak zamierzasz poradzić sobie w praktyce skoro byłeś/aś tylko słuchaczem ”wykładów” i różnych ”teorii” autorstwa tzw. hodowcy ”o tym, jak radzić sobie z Fila”, hę? Jak wyobrażasz sobie, że uda ci się być przewodnikiem dla psa, skoro nawet ktoś, kto ci go sprzedaje nie pokazał ci, że w istocie jest możliwe panowanie nad nim, gdy w domu są np. znajomi? Jesteś przekonany/a, że chcesz kupić Fila Brasileiro od osoby, która boi się reakcji swojego dorosłego ”fileta” – psa, którego wychowała od szczeniaka?

Jeśli tzw. hodowca boi się, że jego pies, w jego domu, na jego terytorium, po tym jak on-człowiek, zaprosił swojego gościa (ciebie) do swojego domu, zaatakuje tego gościa (ciebie), to o czym w ogóle mowa?

”Weryfikacja”

Od tzw. hodowcy, który boi się, że nie zapanuje nad ”temperamentem” swojego ”fileta”, nie kupuje się psa. Od kogoś takiego nie wolno jest kupować Fila Brasileiro ponieważ taki ktoś jest kompletnie niewiarygodny. Fila jest psem, który w domu ma być stabilnym psychicznie, kochającym i oddanym przyjacielem, a nie ”potworem”, którego właściciel się boi. Tyle.

Fila są bardzo terytorialne i będą bronić każdej przestrzeni, w której je umieścimy. Pozostawione w samochodzie będą go bronić. Tak samo zaciekle ”przypilnują” pozostawionego obok telefonu czy pęku kluczy. Ta ”terytorialność” dotyczyć może bardzo dużych obszarów… Te psy sprawdzają się chroniąc naprawdę duże majątki ziemskie oraz rancza. A w mniejszej przestrzeni, ograniczonej tak, jak np. dom jeszcze się to wzmacnia… Dlatego potrzebują przewodnika, który panuje nad ich ”opiekuńczym” podejściem do życia. Nie wszystkie, ale niektóre ”polują” na nieswoje zwierzaki (zabijają te, z którymi się nie wychowały, a które naruszyły ”ich”, to ”filetowe” terytorium)…

Wpadniesz na kawkę?

Kiedy po prostu masz Fila Brasileiro nie musisz ”pokazywać” go wszystkim. Np. gdy zapraszasz swojego biznesowego partnera na kolację, możesz swojego psa zamknąć w pomieszczeniu bez dostępu dla gości, z którego twój pies sam się nie wydostanie. Jest to słuszne i właściwe rozwiązanie wobec osób, z którymi twój Fila nie będzie miał więcej styczności, z ludźmi bywającymi w twoim domu rzadziej niż ”sporadycznie”. Nie mniej są osoby, które twój pies musi zaakceptować. Są ”obcy”, którzy do twojego domu przychodzą regularnie, dwa-trzy razy w miesiącu (twoi bliscy przyjaciele czy rodzina). Twój Fila Brasileiro musi tych obcych z jego punktu widzenia ludzi, zaakceptować ponieważ to jest twój dom. To ty decydujesz o tym, kto może w nim przebywać, a kto nie. Jedno jednak powiedzmy sobie wprost: nie każdy nadaje się do składania wizyt w filetowym domu i lepiej jest minimalizować ryzyko niż ponosić konsekwencje zaniedbań. Dlatego jeśli masz wątpliwość co do tego, czy dana osoba ”udźwignie” nastawienie twojego ”fileta” wobec niej, nie narażaj na stres ani tego kogoś, ani siebie, ani nie wystawiaj na próbę swojego psa. Nie warto.

Jednak, gdy rozmnaża się Fila Brasileiro i sprzedaje szczeniaki, przyjmowanie obcych ludzi w domu jest elementem sprawdzianu, kwalifikowania tych osób na nabywców. To również moment na utwierdzanie potencjalnych nabywców szczeniąt, że mają do czynienia z hodowcą, a nie jakimś pętakiem.

Właściciel i nie daj Boże równocześnie tzw. hodowca, który boi się reakcji swojego ”fileta” zdradza tym i daje dowód na to, że poległ jako ”pan” i ”przewodnik”. Taki ”hodowca” nie pokazując ci, że jest w stanie wprowadzić cię na swój teren bez obawy, że jego pies mu się ”przeciwstawi” i cię zaatakuje, i nie wprowadzając cię do swojego domu, w towarzystwie swojego dorosłego Fila, obnaża się jako człowiek kompletnie niewiarygodny. Poniósł klęskę, zapewne przede wszystkim dlatego, że popełnił błąd wielu głupców z początków rozwoju hodowli rasy w Polsce i uznał niezrównoważenie i agresję lękową  za ojerizę.

W Polsce, lata temu wielu niezrównoważenie i/lub lękliwość skutkujące skrajnie agresywnymi zachowaniami, uznało za ”przejaw temperamentu”. Mit, że niezrównoważenie psychiczne jest tym samym co ojeriza (livestock guardian dog behavior), pokutuje do dziś. Skutki widać, słychać i czuć w podejściu części środowiska Fila Brasileiro do niestabilności psychicznej u osobników rozmnażanych przez należących do niego ”znawców rasy”. Lękliwe, nadpobudliwe, niezrównoważone Fila Brasileiro są ”łatwopalne”. Rzucają się na wszystko i wszystkich. I to nienormalne zachowanie w Polsce często nazywa się ”ojerizą”.

Godny zaufania jest tylko taki hodowca, który prezentując potencjalnemu nabywcy szczeniaka, pokazuje także, że ma kontrolę nad swoimi dorosłymi psami i interesuje się tym, jak człowiek, który chce od niego kupić szczenię, reaguje na ostentacyjną niechęć dorosłych Fila wobec obcych ludzi. To jest podstawowa kwestia. Inaczej nie zweryfikuje się czy ”hodowcę” cechuje zrozumienie rasy, czy ma ze swoimi psami ”flow” i jest odpowiedzialny, czy tylko ”pozuje na fileciarza” i szybko stara się zbyć szczeniaki, nie bardzo dbając przy tym czy trafią one do odpowiednich ludzi. I nie chodzi o to, że masz móc sobie podczas wizyty w hodowli zrobić ”sesję zdjęciową z Fila Brasileiro” w kagańcu a’la Hannibal Lecter, a o to, by rozmowa z hodowcą, od którego chcesz kupić szczeniaka, przebiegała w domu, w spokoju, w towarzystwie dorosłego Fila Brasileiro. Byś mógł/mogła statycznie, czyli siedząc na kanapie i pijąc kawę, rozmawiając z hodowcą, obejrzeć sobie pozostającego w drugim końcu pokoju, dorosłego psa w jego normalnym stanie ducha. Czyli, gdy ”obcina” gościa w domu swojego pana, traktując go (tego gościa) jak intruza, który potencjalnie może okazać się agresorem. Byś nie bał/a zapytać czy możesz ”pójść do łazienki” i miał/a okazję przekonać się jak to jest, kiedy do ”kibelka” odprowadza cię hodowca wraz ze swoim psem, przed drzwiami czekają aż skorzystasz z toalety, a potem odprowadzają cię na miejsce… (Jeśli zamieszka z tobą Fila, też będziesz odprowadzać teściową do łazienki…)

Tzw. hodowcy mogą opowiadać różne rzeczy, niektórzy nawet całkiem ciekawe i zabawne. Mogą różne rzeczy pisać… Mogą obiecywać i zapewniać… Robić ”piękne zdjęcia” i zamieszczać ”urocze” opisy pod nimi. To wszystko jest bez znaczenia. Liczy się tylko to, czy tzw. hodowca w rzeczywistości panuje nad swoimi Fila, kiedy w pobliżu są obcy dla psa ludzie i czy ”obchodzi go komu sprzedaje szczeniaki”. Dlatego jeśli nie dostaniesz zaproszenia na wspólny spacer u boku tzw. hodowcy i jego dorosłego Fila, nim ostatecznie podejmiecie decyzję (”hodowca” czy chce sprzedać ci psa i ty, czy chcesz go kupić), odpuść, bo narobisz sobie problemów, a życie i tak jest dość skomplikowane.

Jeżeli Fila Brasileiro nie umie odróżnić swojego terytorium, a właściwie terytorium swojego pana od pozostałej przestrzeni, jeżeli nie ma dla niego różnicy między terenem domu i posesji a ”światem poza domem i posesją”, reaguje skrajnie nieadekwatną agresją na widok człowieka, który 10 metrów od niego i jego człowieka po prostu sobie idzie, nawet nie patrząc w ich stronę, to nie jest to przykład ojerizy, ale wynaturzonej agresji, skrajnego niezrównoważenia psychicznego tego zwierzęcia.

W przestrzeni publicznej, daleko od rozległych terenów Brazylii

Wielkie wrażenie robi połączenie spokoju i opanowania z akuratnością i szybkością reakcji oraz bezwzględną twardością i hartem, gdy ogląda się Fila chroniącego swojego człowieka. Wystawy psów rozumiane jako ”konkursy piękności” z całą ich powierzchownością, chaosem i pośpiechem były, są i zawsze będą dla psów tej rasy bardzo nienaturalnym środowiskiem.

Poza ”swoim” terenem, Fila jest nieco bardziej wyciszona, nie aż tak terytorialna, jak ”u siebie”. Na ringu wystawowym Fila patrzą na swojego człowieka, nie rozpraszają ich inne psy na tym samym ringu przebywające i nie szukają z nimi zwady. To normalne, dla Fila jego człowiek jest centrum wszechświata. Dla znającego rasę i jej temperament, odpowiedzialnego wystawcy/hodowcy oczywiste jest, że do udziału w wystawie (poza Brazylią, w której wszyscy wiedzą co to jest Fila), czyli przebywania w przestrzeni publicznej, w której roi się od obcych osób, w przestrzeni publicznej, w której nierzadko panuje ścisk, musi swojego podopiecznego przygotować. Zabiera więc ze sobą klatkę kennelową i nakłada psu kaganiec. Właściciel-handler musi pamiętać, że agresja przeciw obcym ludziom jest dla Fila Brasileiro cechą emblematyczną. Tak więc zadaniem odpowiedzialnego i świadomego posiadacza Fila Brasileiro jest zapewnić bezpieczeństwo postronnym osobom, które znajdują się w pobliżu niego i jego psa/psów, a nie są świadome znaczenia dystansów personalnych. Co w przypadku Fila Brasileiro może oznaczać naprawdę bardzo poważne konsekwencje.

Uporczywe patrzenie w oczy wszystkie psy odbierają jako co najmniej niepokojący sygnał. Uporczywe wpatrywanie się w oczy, krzyżowanie spojrzenia z Fila Brasileiro przez obcego człowieka, może być dla Fila bodźcem do podjęcia ataku. Może być odbierane jako wyzwanie. I bywa problemem właśnie na masowych imprezach w rodzaju wystaw psów, gdy ktoś przechodząc przy klatce z Fila, zaczyna się ”filetowi” przyglądać. Może to być problemem także wtedy, gdy sędzia kynologiczny oceniający psy w ringu nie posiada zrozumienia psiej psychiki i/lub tej konkretnej rasy w szczególności i zapomni o ”awersji”, ”wstręcie” Fila do obcych…

Odpowiedzialny właściciel/wystawca ma obowiązek myśleć za wszystkich w około, gdy wprowadza w przestrzeń publiczną Fila. I to ”myślenie za innych” jest czymś, co ktoś decydujący się na Fila musi zaakceptować. Obliguje go do tego wybór Fila Brasileiro na psiego przyjaciela. Fila nie jest ”typowym pieskiem” i nie jest czymś, co tzw. typowy Polak ma na myśli, kiedy słyszy słowo ”pies”. A pamiętajmy, że imprezy kynologiczne, jakimi są wystawy rasowych psów, mają zachęcać osoby postronne do wejścia w świat kynologii. Dlatego na wystawę psów może wejść każdy, kto kupi bilet. Każdy. Choć dla ”cywila” albo wręcz zupełnego kynologicznego ignoranta Fila może wyglądać równie niegroźnie i pociesznie co Bloodhound, Ogar albo nawet Dog Niemiecki, nie jest żadnym z nich. I krańcowo inaczej reaguje na nieszanowanie dystansów personalnych, czyli np. takie typowe ”O jaki śliczny piesek!” i wyciąganie rąk do ”głaskania”, automatycznie oznaczające wejście w intymną strefę człowieka Fila.

Jedyną cechą Fila Brasileiro, która sprawia, że nawet laicy i to z dystansu dostrzegają, że ”ten pies jest jakiś inny”, jest inochód. Czyli dwutaktowy, symetryczny chód boczny, który sprzyja kroczącemu ruchowi ciała. Lewa przednia i lewa tylna kończyna przenoszone są synchronicznie, a następnie prawa przednia i prawa tylna kończyna. Ten sposób poruszania się wymagany jest u Fila Brasileiro, a za wadę uznaje się go u innych ras. Tak więc jeśli pies, którego widzisz ”wygląda jak kiwający się na boki disney’owiski Pies Pluto”, zachowaj dystans.

Fila jest bardzo, bardzo, bardzo specyficzną rasą. Dla każdego, kto nigdy o ojerizie nie słyszał i nie rozumie o co w tej cesze chodzi: livestock guardian dog behavior, każdego, kto nie rozpozna Fila w Fila, każdego, kto nawykowo wcina się w przestrzeń innych ludzi i psów, ignorując dystanse personalne, atak Fila Brasileiro na osobę, która ”tylko” ”zbyt blisko” podeszła, będzie atakiem zaskakującym. Dla kogoś, kto Fila zna (wie jak działa psychika Fila Brasileiro) w tym, że pies ”wyskoczy” do obcej osoby, która naruszy strefę intymną człowieka Fila, nie będzie niczego dziwnego. Ktoś taki nie zgodzi się zapewne także, że określenie ”nieuzasadniony atak” byłoby właściwym w takim przypadku. Z punktu widzenia Fila zaskakujące i bezceremonialne naruszenie przestrzeni człowieka Fila Brasileiro przez obcego, jest powodem do podjęcia interwencji, czyli obrony jego człowieka poprzez atak na napastnika. Tak właśnie Fila widzi obcą osobę wchodzącą w intymną przestrzeń jej człowieka: jako napastnika, zagrożenie dla swojego przewodnika. Fila Brasileiro psychicznie tak właśnie została przez ludzi ukierunkowana: ”Narusz mydlaną bańkę człowieka Fila, a pożałujesz”.

Club for the Improvement of the Fila Brasileiro (CAFIB) vs. Brasileira de Cinofilia (CBKC), czyli ”Dwie różne filozofie” i …ta ”trzecia opcja”

W okresie pomiędzy rokiem 1930 a 1940 pierwsze okazy Fila, nazywanych w tamtym czasie ”Fila Nacional”, zaczęły pojawiać się na organizowanych w São Paulo wystawach psów. Pierwszym, który wystawiał te długo zaniedbywane przez historię a popularne na farmach w całym kraju, psy, był Benedito Faria de Camargo. Natomiast dr Paulo Santos Cruz, będący głównym entuzjastą i promotorem rasy, uważany za jej ”ojca”, napisał standard Fila, który stał się obowiązującym w roku 1954. Szczyt popularności ”filetów” w rodzimej Brazylii, przypadł na lata siedemdziesiąte i osiemdziesiąte, kiedy to znalazły się w czołówce ras najczęściej rejestrowanych. Równocześnie hodowcy próbowali zmienić oficjalny standard rasy tak, by zmienić temperament Fila. Tak, by nieco przytemperować zbyt wysoki poziom, wymaganego jako ”wzorcowy”, agresywnego temperamentu wykazywanego przez Fila wobec obcych osób. Ruch ten wciąż uznawany jest za kontrowersyjny z uwagi na fakt, iż niektórzy hodowcy uważają, że potulność Fila w stosunku do rodziny i dzieci (…”very docile with the family and children”…) jest dla tych psów cechą nieodłączną, konieczną, praktycznie definiującą tę rasę. Inni z kolei, zgadzają się co do potulności okazywanej przez Fila członkom rodziny oraz dzieciom, ale woleliby temperament nieco łagodniejszy pod względem ”guard”, czyli strzeżenia, ochrony i obrony właściciela. Czyli temperament na poziomie, w którym pies nie zaakceptowałby wtargnięcia na chronione przez siebie terytorium, ale akceptowałby na nim wizytę obcych, którym towarzyszyłby jego właściciel. To ojeriza definiowana jako niechęć, dystans, nieufność, podejrzliwość i oschłość w stosunku do obcych oraz w pewnych warunkach agresja wobec obcych. Faktem jest, że w tamtym okresie słowo ”ojeriza” we wzorcu, zastąpiono ”aversão” utrzymując znaczenie poprzedniego ”ojeriza”, wyrażeniem ”aversion to strangers”, czyli ”awersja wobec obcych” w oficjalnym standardzie rasy.

Odwołam się w tym miejscu do nagrań z prób, do których linki zamieściłam na początku tego wpisu i przypomnę, że przeprowadzane są w miejscu dla psów obcym, nie na ”ich” terytorium. ”Filety” poddawane próbie charakteru sprawią wrażenie nie ”po prostu agresywnych wobec obcych ludzi”, ale właśnie niezainteresowanych obcymi, zdystansowanych i niechętnych wobec nich, a także nieufnych i podejrzliwych. Agresję wobec obcych demonstrują tylko prowokowane zachowaniem mężczyzn udających ”bandziorów”, a więc w przypadku definitywnie ”podejrzanych zachowań”. (Wyjątkiem może być pies pary, który co najmniej ”groził” mężczyźnie [jedynie] obejmującemu jego właścicielkę i to bez oporu kobiety, i z pewnością, gdyby pozostający przy nim właściciel mu to umożliwił, ten Fila podjąłby ”interwencję”.) Tak więc, choć na nagraniu zachowanie tych Fila jest praktycznie idealne, otwartym pozostaje pytanie czy ”na swoim terytorium” zachowują się tak samo, jak na terytorium sobie nieznanym? Czy też są ”ostrzejsze” i ich właściciele muszą zabezpieczać je w pomieszczeniu, do którego nie mają dostępu goście ani z którego psy same nie mogą się wydostać, gdy do domów, w których te psy mieszkają przychodzą goście? Oglądając te filmy należy wziąć poprawkę na ewentualność, że to co uwodzi w Fila na nagraniu, może stać się ”nieco mniej czarujące”, gdybyśmy mieli znaleźć się w domu, któregoś z nagrodzonych psiaków…

Kolejną kwestią z tamtego okresu, tj. lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ubiegłego wieku, jest rozprzestrzenianie się i w końcu upowszechnienie mieszania ras (”miscegenation”), czyli krzyżowania Fila z innymi rasami i rejestrowania mieszańców jako pełnokrwistych Fila Brasileiro. Skandal ten skutkował podzieleniem się hodowców na dwa obozy i utworzeniem niezależnego od FCI klubu rasy Club of Enhancement of Fila Brasileiro (CAFIB), którego jednym z założycieli był dr Paulo Santos Cruz. Zrzeszeni w CAFIB hodowcy uważają, iż podążają za wytycznymi wzorca rasy wiernie opisującego ”prawdziwą, starą”, nico rustykalną w wyrazie, brazylijską Fila, bez uwzględniania cech ras dolewanych do Fila w czasach nowożytnych”. Tak więc standard rasy CAFIB różni się od wzorca przestrzeganego przez hodowców zrzeszonych w klubach podlegających FCI. Dolewki krwi innych ras, które pojawiły się w liniach hodowców niepodlegających restrykcjom CAFIB, skutkowały i wciąż skutkują fenotypowymi zmianami. Za nimi idą modyfikacje wzorca, który przystosowywany jest do wyglądu mongrel dogs, ”kundelków”, jak egzemplarze rejestrowane poza CAFIB określają hodowcy do CAFIB należący. FCI chce psów o zdecydowanie bardziej molosowym wyglądzie, cięższych, o pyskach z wyraźnie zaznaczonymi cechami Bloodhounda (o takim ”bloodhoundowym wyrazie twarzy”), a także o ”przystępniejszym”, ”sympatyczniejszym” temperamencie. CAFIB zdecydowanie sprzeciwia się robieniu z Fila psów ociężałych, topornych i kostropatych oraz nieugięcie nalega na kontynuowanie hodowli w kierunku zachowania niepowtarzalnej cechy, którą jest ojeriza (nie „aversão”) u Fila Brasileiro.

Ta ”trzecia opcja”

Wracając do książki Antônio Carlos Linhares Borges’a Fila Brasileiro – Preservação do Original”: Pedro Ribeiro Junqueira de Souza znany też jako Pedrinho do Engenho był słynnym hodowcą Fila z początków XX wieku, którego psy pochodziły z czystych, odrębnych, udokumentowanych, sięgających co najmniej 1870 roku, linii (…”provenientes de linhagem própria de seus antepassados, desde pelo menos 1870”). Wszystkie reprezentowały typowy dla tamtej epoki wygląd i wyraz pierwotnych, surowych Fila. José Gomes także był znanym pionierem-hodowcą rasy od 1940 roku, którego przychówek z psów pochodzących od Pedrinho, odtwarzał typ przodków, z dodatkiem/niewielką dolewką krwi Fila rodziny Reis, co także dawało osobniki w starym, pierwotnym typie. W książce “Cão Fila Brasileiro – um Presente das Estrelas(„Fila Brasileiro Dog – A Gift of the Stars”) Paulo Roberto Godinho wyjaśnia, że José Gomes zdając sobie sprawę z komercjalnego potencjału rasy, rozpoczął selekcję w kierunku uzyskania (reprodukowania) bardziej ”rozrosłego”, cięższego typu, aby zadowolić gusta klientów kupujących Fila do miast, którzy to zwyczajowo wolą psy ”mocniejsze”. Należący do niego samiec Lorde jest przykładem rozpoczętego w okresie lat 70 ubiegłego wieku, modyfikowania standardu rasy, w kierunku uzyskiwania takich właśnie okazów: pies ten był już cięższy i miał wyraźniejsze podgradle niż Fila w oryginalnym typie. W tamtym czasie luźna skóra na szyi i wyraźne podgardle przez niektórych nabywców i miłośników Fila, uważane były za ”oznakę czystości rasy”. Takie psy uważane były przez niektórych za “lepsze”. Dla uzasadnienia zmiany skutkującej nadmierną ilością luźnej skóry opowiadano sobie, że pomaga ona psom przetrwać ataki jaguarów, gdyby te usiłowały chwytać Fila za kark.

Kolejnym przykładem wymienionym przez Antônio Borges’a był przychówek Canil Jaguara (Jaguara Kennel). Jego właściciele, Anglicy pan Chalmers i pani Rosemaire, rozpoczęli formalną hodowlę od popielatego Leo wyszukanego jako szczenię na farmie Pedrinho i pręgowanej Mariazinha, która przybyła do Minas pędząc bydło z Goiás, ale na miejscu została porzucona i odratowana przez wojskowego lekarza weterynarii obozującego w Pampulha. Na wystawie w 1957r. Paulo Santos Cruz miał zasugerować skojarzenie tych osobników. Pan Chalmers udał się do weterynarza, który zajmował się suką i pomimo, iż początkowo tamten mu odmówił, suka i samiec ostatecznie zostały skojarzone. Oba osobniki w pełni odpowiadały staremu typowi Fila. W latach ’70 w hodowli tej urodził się pies Jaguara Jumbo, mający średnio długie fafle i nieco już większe niż u Fila sprzed dekady uszy. Natomiast jego syn – Jumbo II da Jaguara miał uszy już prawie takie same jak Bloodhound i niezwykle łagodny temperament. Dla wielu hodowców z CAFIB, Jumbo II stał się osobnikiem wzorcowym, punktem odniesienia pod względem budowy anatomicznej i struktury, która ma zostać osiągnięta w pracy hodowlanej. Borges wyjaśnia, że to był dla rasy moment przełomowy: odbił się na Fila, skutkując dotyczącymi wyglądu zmianami w zapisach standardów rasy, zarówno w CBKC (CONFEDERAÇÃO BRASILEIRA DE CINOFILIA), jak i w CAFIB (CLUB FOR THE IMPROVEMENT OF THE FILA BRASILEIRO), mimo że Fila Brasileiro nie ma wspólnego przodka z Bloodhoundami, a stare okazy z lat ’40, ’50 i ’60 ubiegłego wieku, nie miały takich uszu, o czym świadczą fotografie uwieczniające psy z tamtego okresu…

Borges wyjaśnia, że używa terminu ”ORYGINALNY” od przynajmniej lat ’80 i od tego czasu alarmował CAFIB o ‚subtelnym acz stałym’, konsekwentnym oddalaniu się od pierwotnego standardu i w efekcie szkodzących rasie, zachodzących w niej zmianach. Czterech hodowców: Jefferson Bessa (Kennel Serras de Minas), Maurício Soares (Kennel Park of the Princes), Wagner Alves (Canil Acangussu) i Antonio Ayres (Canil Lapinha) utworzyło w 1995r. UNIFILA, aby zwrócić uwagę na te zachodzące w rasie, szkodliwe zmiany. Przez pierwszych 10 lat działalności wykazano, zanalizowano, wyeksponowano i napiętnowano budzący niepokój stan pogłowia w rasie, tj. wielość typów i brak jakiejkolwiek kontroli poczynań hodowców. Chciano odwrócić tę sytuację i nadać znaczenie narodowej rasie. Hodowcy między sobą wymienili się psami tak, by możliwe było kojarzenie z sobą najlepszych, najbardziej odpowiadających wzorcowi osobników, dokonywano selekcji szczeniąt itp. Jednak po okresie pierwszej dekady działalności UNIFILA, oryginalny fenotyp znowu został zatracony. Po czterdziestu latach przekonywania klubów rasy, że należy zapobiec zachodzącym w Fila zmianom, że zatraca się pierwotnego ducha, istotę rasy Fila Brasileiro, jej prawdziwy wygląd i temperament oraz po podjęciu (niestety bez sukcesu) starań, aby zapobiec temu wszystkiemu, Borges zdecydował się na własną rękę zbadać prawdziwe pochodzenie rasy i jej pierwotne cechy (”original characteristics”). Doprowadziło to do publikacji dwóch książek. Zmotywowany do ”rescue and preserve”, czyli ratowania i zachowania starego/oryginalnego/pierwotnego/farmerskiego typu Fila, wciąż odnajdowanego w głębi kraju, stworzył OFB Nucleus oraz standard Original Brazilian Fila, zarejestrowany w Biblioteca Nacional do Brasil.

Antônio Borges mówi, że jego celem jest odnajdywanie i ocalanie psów z wnętrza terytorium, zachowujących typ Fila hodowanych przez Pedrinho do Engenho w latach 50tych XX wieku. Te okazy były wyjątkowo rustykalnymi i wyjątkowo zdrowymi psami o oryginalnym, pierwotnym, surowym fenotypie, który dziś jest odrzucany przez wszystkie reprezentujące Fila organizacje/podmioty/kluby ponieważ reprezentujące go egzemplarze, postrzegane są jako ”niespełniające wymagań wzorca”, ”będące poza standardem rasy”, tym ”oficjalnym”… Który to przecież różni się w zależności od tego, wzorzec którego klubu rozpatrujemy… Często pejoratywnie psy o tym pierwotnym/ oryginalnym typie określane są przez członków klubów/stowarzyszeń jako „kundle” [(sic!)]

Ogrom pracy

Antônio Linhares wraz z innymi osobami zaangażowanymi w projekt, odbył setki podróży w głąb Minas Gerais, odwiedzając rozliczne farmy, by pozyskać (odkupić od właścicieli) zwierzęta odpowiadające pierwowzorom Fila w celu wykorzystania tych pierwotnych w typie osobników w planowych skojarzeniach (cruzamentos programados), mających na celu restaurację rasy. Są to Fila, które przez wieki lub co najmniej przez wiele dekad (”por séculos ou no mínimo muitas décadas”) pozostały niedostępne dla reszty świata (have remained isolated). Nie miały one kontaktu z przedstawicielami organizacji kynologicznych, dzięki czemu pozostały nietknięte przez dyktowane modą zaspokajającą ludzką próżność, zmiany zachodzące w Fila Brasileiro zarejestrowanych w oficjalnych klubach rasy i rozmnażanych pod ich egidą. I dzięki tej ”izolacji”, zachowały wiele z cech i właściwości znamiennych dla starych iberyjskich psów. Te Fila są zaadoptowane, przystosowane do rodzimego środowiska, a ich genética única, czyli unikatowa baza genetyczna istnieje i utrzymuje się tylko pośród psów żyjących na terenach wiejskich, które wciąż są working dogs. Te niezwykłe, cenne cechy, bez od zawsze wykonywanej przez owe odzyskiwane Fila pracy, zostaną zatracone na przestrzeni lat u osobników, które nie będą psami pracującymi (…”cuja genética única existe somente entre os cães que vivem no meio rural que, sem um trabalho organizado, iria se perder com o passar dos anos”).

Poszukiwania starego typu Fila przeprowadzono także na farmach, w regionach Minas Gerais, w których nigdy wcześniej takich akcji nie prowadzono. Tam, gdzie nigdy przedtem nie szukano, wnosząc dzięki temu do programu odnowy rasy krew osobników pochodzących z linii dotychczas zupełnie nieznanych ani żadnym innym organizacjom czy klubom związanym z Fila i je rejestrującym, ani poszczególnym hodowcom rasy. Wprowadzono krew osobników z regionów, które w latach 70tych ubiegłego wieku oraz wcześniejszych dekadach były bardzo trudno dostępne ze względu na brak infrastruktury lub dlatego, że były (precarious) niebezpieczne i udawanie się w nie wiązało się z ryzykiem. W związku z czym znawcy i hodowcy Fila Brasileiro z tamtego okresu nie pozyskali okazów z terenów, do których ostatecznie dotarł Antônio Linhares. W programie preferowano pozyskiwać psy nietknięte te, które have remained isolated i których ”genotyp pozostał nietknięty na farmach”, i które w związku z tym ”zachowały wiele z cech i właściwości znamiennych dla starych iberyjskich psów”. Jednakże w zadaniu uczestniczyło też trochę (niewiele) okazów z CAFIB, zgodnych ze wzorcem rasy zatwierdzonym przez tę organizację i posiadających w wystarczającym stopniu cechy bliskie założeniom wzorca Original Fila Brasileiro. Co do psów zarejestrowanych w CBKC i zgodnych ze standardem rasy tej organizacji, istnieje (odległa) możliwość użycia w programie danego osobnika (”há remota possibilidade de ser usado algum animal”), jedynie jeśli okaz wpisuje się fizycznymi i psychicznymi cechami w założenia wzorca OFB i od niego nie odbiega. Poza tym, taki pies nie może posiadać jakichkolwiek cech mestiçagem, czyli skundlenia dolewką krwi innych ras, które w liniach CBKC są obecne. Autor jako punkt odniesienia dla swojej pracy nad restauracją rasy, poza własnymi badaniami i studiami nad Fila, wykorzystuje też opracowania Vladimir’a Beregovoy’a, który w książce „Primitive Breeds – Perfect Dogs” broni ratowania, pozyskiwania (rescue and maintenance) i kontynuowania restauracji, konserwacji rasy oraz jej utrzymania w znaczeniu planowej (manutenção) hodowli psów o typach nazywanych przez siebie ”Aboriginal” – tubylczymi, rdzennymi i pierwotnymi. Które, ponieważ zostały ukształtowane bardziej naturalnie, prawie bez interwencji człowieka, są idealnymi fenotypowo typami psów: mają wyjątkową konstrukcję, są bardzo sprawne i zdrowe. Beregovoy określa tego typu psy „wilkami udomowionymi” ponieważ w pewnych aspektach fizycznych i pod względem temperamentu przypominają swoich dzikich krewnych.

Poza troską o fizyczne cechy odkupionych i tak pozyskanych Fila, wzorzec OFB poszukiwał psów o doskonałym temperamencie. Temperament potwierdzano za pomocą kilku testów mających wykazać czy dany pies posiada psychiczne cechy pozwalające na zarejestrowanie go i tym samym uznanie za przydatnego w programie hodowlanym. Jednak dla tych, którzy chcieliby selekcjonować Fila w kierunku bardziej specyficznego (ostrzejszego) temperamentu, pasującego do guard function, grupa behawiorystów i profesjonalnych trenerów opracowała i stworzyła własny, dostosowany do rasy (develop their own breed-based) test bazujący na uznanym i powszechnie znanym Schutzhund Test stosowanym w odniesieniu do wielu psich ras.

Borges wyjaśnia, że projekt, któremu się poświęcił to restauracja i zachowanie (rescue and preserve) oryginalnego Fila. Nie chodzi w nim o ulepszenie, podniesienie standardu i unowocześnienie (aprimoramento) ani o poprawę, naprawianie (melhoramento) ”modern Fila Brasileiro”, tym bardziej, że powszechnie uważa się, że Fila została ulepszona i naprawiona (aprimorado e melhorado). Obowiązkiem hodowców wobec rasy jest dziś zachować zwierzę dawno już uformowane, więc teraz nowe ”poprawki i ulepszenia” mogłyby prowadzić do nawrotu problemów, które miały miejsce w latach ’70 i ’80 ubiegłego stulecia i które skutkowały wtedy konfliktem oraz rozdzieleniem się hodowców na dwa kluby, tj. CAFIB i CBKC, z dwoma różnymi wzorcami rasy. Tak więc inna jest Fila Brasileiro z klubów rasy podlegających FCI, w tym Confederação Brasileira de Cinofilia (CBKC), inna jest Fila Brasileiro rejestrowana w Club for the Improvement of the Fila Brasileiro (CAFIB) i inna jest Original Fila Brasileiro rejestrowana w Sociedade Brasileira de Cinofilia (SOBRACI) i odtwarzana dzięki Nucleus of Preservation of the Original Fila Brasileiro (Núcleo OFB). Jest więc nad czym się zadumać, gdyż genetycznie każdy z tych ”typów” jest już zupełnie inną rasą.

”Przeszczepy kulturowe” i określona odpowiedzialność prawna vs. niepokalanie myślą

Zdolność do analizowania sytuacji i odnajdywania się w warunkach, w których człowiekowi przyszło żyć wiele mówi o jego inteligencji (jak i mądrości). W końcu, dzięki uczeniu się i przekazywaniu wiedzy naszym potomkom różnimy się od innych zwierząt. Kwestia podejścia do temperamentu Fila Brasileiro jest jedną z tych, która pokazuje, że inteligencja jest ważna, ale jej wysoki poziom nie jest powszechny. I dlatego nie każdy zarejestrowany w legalnie działającym stowarzyszeniu hodowców, powinien mieć możliwość rozmnażania psów i sprzedawania ich ot, tak innym osobom.

Polscy tzw. hodowcy i posiadacze Fila Brasileiro raczej nie interesują się Original Fila Brasileiro, możliwe, że nawet nic (do tej chwili) o Nucleus of Preservation of the Original Fila Brasileiro nie słyszeli, i w znaczącej części żyją w jakimś urojeniu, ”schizofrenii”. Z jednej strony wciąż zapatrzeni są w Club for the Improvement of the Fila Brasileiro (CAFIB), ignorując rzeczywistość, czyli fakt, że Polska to nie Brazylia, mitologizują kwestię ojerizy, tej emblematycznej cechy Fila: ”głębokiej niechęci w stosunku do obcych ludzi”. Popełniają przy tym kardynalny błąd polegający na myleniu agresji o podłożu lękowym (szalenie niebezpiecznego dla otoczenia, niezrównoważenia psychicznego) z ową ”ojerizą”. Ojerizą, która tak ich ”jara”, że aż się pogubili i to do stopnia, w którym boją się (po wyciągnięciu z kojca), zabierać swoje psy do świata poza posesją. A z drugiej strony, w poddańczym hołdzie składanym FCI lub po prostu z czystej głupoty, robią ze swoich ”filetów” nie tylko psy ”szalone”, ale i fenotypowo przerażające: ciężkie, kostropate, kuriozalnie oskórzone kaleki zgodne z wzorcem Confederação Brasileira de Cinofilia (CBKC). Zupełnie jakby planowali jak najszybciej dorównać … , którzy zniszczyli już niektóre molosy, jak np. Mastino Neapoletano czy Dog de Bordeaux.

Wróćmy jednak do zapatrzenia w Club for the Improvement of the Fila Brasileiro, czyli CAFIB, gdy chodzi o ”temperament” Fila. Powtarzam: wymagania CAFIB oscylują wokół słowa ”ojeriza” (nie aversão) i mówią, że pies nie powinien pozwalać dotykać się sędziemu, jako osobie obcej i jeżeli zaatakowałby sędziego (symbolizującego tego ”obcego człowieka”), to jego zachowanie nie powinno być postrzegane jako wada charakteru a przeciwnie, jako cecha wysoce pożądana. Psy z linii z głęboko utrwaloną ojerizą tego stopnia lub raczej tak rozumianą, są bardzo związane ze swoimi ludźmi, swoją rodziną a bardzo wysoki poziom agresji w stosunku do osób spoza swojego najbliższego kręgu, swojej rodziny (”very high levels of aggression towards people who are not in their immediate families”) zaczynają przejawiać w okresie między 18 a 24 miesiącem swojego życia. Natomiast wspierany przez FCI (które dla ”wyznawców” monopolizującego polski rynek kynologiczny stowarzyszenia, powinno być wyznacznikiem nie tylko, gdy chodzi o zalecane przez nie (kuriozalne) cechy wyglądu Fila Brasileiro) klub rasy Confederação Brasileira de Cinofilia (CBKC), wskazuje (całkowicie słusznie), że w początkach rasy, hodowla Fila nigdy nie była ukierunkowana na taki poziom agresji i psy pozwalały odwiedzającym ich panów farmerom wchodzić na teren nieruchomości. I zaleca dążenie do ”zmiękczenia” temperamentu Fila. Jednak FCI ignoruje fakt, że upieranie się przez część Brazylijczyków przy ”tym poziomie agresji” nie bierze się ”z sufitu”. Dopiero w czasach, gdy w Brazylii znacznie wzrósł wskaźnik przestępczości zaczęto hodowlę ukierunkowaną na wzrost popędu obronnego u Fila i ostrzejsze reakcje w stosunku do ludzi (”to breed for a much more protective dog”).

Zróbcie sobie kolejną przerwę i zajrzyjcie na tę https://www.hoplofobia.info/bron-palna-w-brazylii/ stronę. Myślę, że wystarczy wam zapoznać się z informacjami, które autor tekstu zawarł tylko w tym wpisie (sprawdźcie też linki, do których odsyła swoich czytelników), by zrozumieć jak wygląda rzeczywistość w Brazylii i jak bardzo różni się ona od naszej, polskiej rzeczywistości. Dla zachęty zacytuję w tym miejscu fragment tekstu, cytat, który autorowi artykułu pomógł naświetlić problem: ”W kraju wolnym od religijnych, etnicznych i rasowych konfliktów, od sporów terytorialnych i granicznych, w kraju bez wojen domowych i brutalnych politycznych zamieszek, w latach 2008-2011 odnotowano w sumie 206 tysięcy zabójstw – to więcej niż wynosi liczba ofiar dwunastu ostatnich największych starć zbrojonych na świecie. – Julio Jacobo Waiselfisz, “Map of Violence” (s. 28).

Ok, wracamy do kynologii: w kontrze do FCI, CAFIB nawet nie zarejestruje psa, dokąd ten, jako osobnik dorosły, nie okaże ojerizy. (Szczenięta nie są rejestrowane). Hodowcy należący do CAFIB postrzegają swoje psy jako ”as very close to the working tracking mastiff of Brazil as it always was” i wskazują, że psy rejestrowane w FCI krzyżowane są z Dogami Niemieckimi i innymi ”miększymi mastifami”. Kierunek hodowli Fila Brasileiro obrany w Brazylii przez hodowców związanych z CAFIB (niemieszanie Fila z przedstawicielami innych ras i upieranie się przy tym ”kontrowersyjnym” poziomie ojerizy oraz naleganie na kontynuację tej drogi), skutkuje zakazem hodowli Fila np. w Australii czy Zjednoczonym Królestwie Wielkiej Brytanii i Irlandii, ale, jak wskazują statystki przywoływane w tekście z Hoplofobii, w Brazylii ma swoje uzasadnienie…

Wskaźnik przestępstw w Brazylii może tłumaczyć poziom ojerizy, przy którym obstaje CAFIB, kiedy to ewentualne zaatakowanie sędziego kynologicznego ma być postrzegane jako cecha wysoce pożądana. Ale rozmnażanie tak agresywnych w stosunku do człowieka, tak mocno reagujących osobników w Polsce, nie ma żadnego logicznego wytłumaczenia. (Głupota ludzka jest nieograniczona, więc wielka to szkoda, że rozporządzenie o ”rasach uznawanych za agresywne” w Polsce praktycznie nie funkcjonuje…) Brazylijczycy w swoim kraju mogą i pewnie powinni robić to, co podpowiadają im warunki, w których żyją. Ale Polska to nie Brazylia. I polscy tzw hodowcy, którzy w Polsce, w warunkach, które z brazylijskimi nie mają nic wspólnego, rozmnażają psy po prostu przerażająco nienormalnie się zachowujące – skrajnie nieadekwatnie do sytuacji, psy, których sami się boją, a których zachowanie ośmielają się nazywać ”ojerizą”, postępują skandalicznie. Sprzedawanie szczeniąt po rodzicach z głębokimi problemami psychicznymi, niemającymi absolutnie nic wspólnego z ojerizą i będących jej przeciwieństwem, ludziom, którym wydaje się, że są przygotowani na odpowiedzialność w postaci tego typu (tak zniszczonego) Fila Brasileiro, w moich oczach jest, przepraszam za brzydkie słowo, ku**stwem. Tym bardziej, że nikt normalny nie chce psa z takimi problemami.

Wyobraźcie sobie, że w Polsce, na wystawie psów, na oczach polskich wystawców innych ras i postronnych osób – zwiedzających, którzy ”kupili sobie bilety i przyszli obejrzeć dog show” (ze swoimi małymi dziećmi), przyszli, by ”liznąć nieco kultury kynologicznej”, spory ”filet” (każdy molos, który skończył 12-15 miesięcy jest spory) zaatakowałby sędziego. I, że to zachowanie miałoby być postrzegane jako ”wysoce pożądana cecha charakteru” takiego psa. Coś, czemu należy przyklasnąć bo ”to super, że pies ma temperament!”. Czaicie? Taka akcja: pies rzuca się na człowieka, sędziego kynologicznego, który (niezależnie od tego co o tym myślimy [ja jestem na nie]) przecież ma psy dotykać, a w około masa ludzi… Niektórzy z nich to pewnie potencjalni zainteresowani nabyciem szczeniaka… Lipa… Bo weź teraz reklamuj, że to taka ”fajna rasa”, ”No, nie dla wszystkich, ale generalnie do rany przyłóż”. To ”ekstra cecha”, ”zaje sprawa”, że pies atakuje człowieka… Nie bardzo się to ”klei”, co? Pisanie ”błyskotliwych” komentarzy na fejsbuku, a życie poza fejsbukiem to dwie różne rzeczy… Dlatego, choć ta polska ”ojeriza”, sorry po prostu pseudoojeriza(!) podobno taka ”super jest”, tym polskim tzw. hodowcom zależy na zdobyciu uprawnień hodowlanych dla poszczególnych osobników, jak najszybciej, póki dany podrostek nie wykazuje 100% swoich możliwości. Nie mogą tych uprawnień zdobyć, dokąd psiak nie skończy 15 miesięcy, więc szybciuteńko zaliczają byle jakie trzy wystawy… Ci tzw. hodowcy pieją z zachwytu i podniecają się, że hodowane przez nich psy mają ”ojerizę”, ale równocześnie sikają z obawy, że nie uda im się zdobyć uprawnień hodowlanych, zanim podrostki z ich przydomkiem pokażą na co je stać, a właściwe jak bardzo są pop…one. Gruba schiza…

Nijak

Na początku tego artykułu napisałam Wam do jakiego rodzaju wynaturzeń dochodzi, gdy Fila Brasileiro trafi w ręce Głupiego Człowieka. Kretyni i kretynki, psy, które są skrajnie nadpobudliwe i niezrównoważone, które bez jakiegokolwiek powodu zapluwają się na widok ludzi znajdujących się daleko poza terenem ”ich” posesji, określają jako ”psy z temperamentem” i kwalifikują jako w pełni nadające się pod względem psychicznym do tego, by rozmnażać je i sprzedawać ich potomstwo polskim klientom… A jak takie zachowanie Fila ma się do ”brazylijskiej filozofii” na temat tej rasy, która opisuje Fila jako psy self consciousness, czyli full awareness, co można tłumaczyć jako ”przytomne”, ”rozumne” oraz calmness, a więc ”spokojne” i ”opanowane”? To proste: nijak.

Zarówno ojeriza prezentowana przez Fila Brasileiro z filmów, które widzieliście, gdy sprawdziliście linki, jak i stopień niezrównoważenia psychicznego, lękowa agresja, przejawiająca się u sporej części polskich Fila a którą polscy ”hodowcy” uparli się interpretować jako ”typową dla rasy cechę”, ”prawidłowy temperament”, czyli ”ojerizę” właśnie, mają wspólny mianownik: genetykę. Ten typ zachowania, tj. zarówno aversão, ojeriza jak i pseudoojeriza jest w liniach (bloodlines) selekcjonowany (is selected for). Selekcjonowany, czyli celowo wyszukiwany, wybierany i ”podbijany” poprzez kojarzenie ze sobą osobników najsilniej zachowanie okazujących. Oznacza to, że osobniki przejawiające określone cechy charakteru (ojeriza, którą widzicie np. na ww nagraniach, w przypadku odpowiedzialnych i normalnych hodowców, posiadających zrozumienie rasy, ale i pier**lec osobników niezrównoważonych, skrajnie nadpobudliwych, agresywnych, gdy ”hodowcą” jest skończony/a idiot(k)a) są uznawane za pożądane. Szuka się tych skłonności u osobników, które ma się zamiar rozmnażać a psy, które nie przejawiają zachowań interpretowanych jako ”pożądane”, są ”odsiewane”, eliminowane z hodowli.

Jeżeli ”hodowcy” Fila Brasileiro w Polsce nie potrafią odróżnić agresji na tle lękowym, skrajnego niezrównoważenia psychicznego u swoich psów, od jedynie ”awersji” w stosunku do obcych, to w jaki sposób mają w swoich tzw. hodowlach uzyskiwać osobniki o temperamencie umożliwiającym normalne funkcjonowanie tym psom w polskich warunkach? Jeśli zrównoważona Fila, czyli taka, która pozostaje uważana i ”oceniająca sytuację”, ale nie rzuca się na kogoś, kto jedynie zbliża się do człowieka Fila, zachowując te 3 metry zdrowego dystansu (i nie budzi w człowieku Fila obaw), dla ”speca od rasy” i ”hodowcy” jest ”Filą bez ojerizy”, to w jakim kierunku zmierza hodowla Fila Brasileiro w Polsce? Należy postawić pytanie: jak bardzo niski jest poziom kultury kynologicznej w Polsce, skoro ”specjaliści” zdają się myśleć, że ”prawidłowo psychicznie rozwinięty Fila Brasileiro to pies, który pała żądzą mordu na sam widok człowieka spoza ”swojej” rodziny”?

Bez wątpienia jest to rasa, której populację (także) w Polsce należy ściśle kontrolować. Powinna ona znaleźć się na liście ”ras uznawanych za agresywne” ponieważ w nieodpowiedzialnych rękach stanowić może zagrożenie dla ludzi i zwierząt. Fila towarzysząca zrównoważonemu człowiekowi, rodzinie jest cudownym psem domowym, czujnym stróżem i nieocenionym kompanem spacerów każdego dnia. Co jeśli trafi w niepowołane ręce? Co jeśli taka bezmyślna, lecząca swoje kompleksy osoba zapragnie ją rozmnażać? Jak pokazuje działalność tzw. hodowców Fila, czyli części osób bezmyślnie, bez wyobraźni, bez poczucia, że ich postępowanie może mieć fatalne w skutkach konsekwencje, rozmnażających nienormalnie agresywne ”filety”, w przypadku tej konkretnej rasy, nazwa ”listy”, to sformułowanie ”lista ras uznawanych za agresywne” jest w sam raz… Ale to akurat jest zagadnienie na zupełnie inny wpis.

Ojeriza w stopniu, przy którym upiera się Club for the Improvement of the Fila Brasileiro, tj. atakowanie nawet sędziego kynologicznego usiłującego dotknąć psa, z pewnością ma sens w Brazylii. Jeśli przeczytaliście artykuł ”Broń palna w Brazylii”, do którego nieco wyżej podałam wam link, rozumiecie już dlaczego pies, który bez wahania włącza ”pole siłowe” jest tam, w pewnych warunkach idealnym kompanem. Ale ten sam poziom ”awersji” w stosunku do obcych ludzi w Polsce? Sorry, ale to może być …więcej niż trudne. Tym bardziej, że w Polsce nie mamy do czynienia z ojerizą, ale w zatrważająco dużej części przypadków z pseudoojerizą – nienormalną lękową agresją. Z niepohamowaną agresją wynikająca z lękliwości, a więc braku zrównoważenia psychicznego, która nie jest odpowiedzią psa na prowokację i/lub zagrożenie, ale przejawem frustracji i/lub psychicznych zaburzeń o podłożu dziedzicznym.

Co charakterystyczne, stabilne Fila to psy, o których można powiedzieć, że są flegmatyczne, że charakterologicznie przypominają psiaki z kreskówek Disneya: zauroczone swoim człowiekiem i skupione na nim. Wszystko jednak się zmienia w chwili zagrożenia. Zachowanie prawdziwego Fila zmienia się w ułamku sekundy. NIGDY natomiast nie jest pochopne a w momencie ustąpienia zagrożenia pies wycisza się równie szybko, jak się ”uruchomił”. Dobrze wychowany, związany ze swoim człowiekiem Fila, NIGDY nie atakuje bez powodu. Atak jest w zasadzie ostatecznością u takiego osobnika. Typowe jest jedynie ”taksowanie” obcych i ”skanowanie” otoczenia, i, jeśli zachodzi taka potrzeba, ostrzeganie osobników nieostrożnych, zwyczajnie przekraczających dystans; wchodzących na teren, którego pilnuje Fila.

”Pies Pluto” gryzie

Osobiście uważam, że między innymi z powodów wspomnianych powyżej Fila Brasileiro nie jest rasą ”na polskie warunki”. Po prostu nie jest rasą, która współgra z polską mentalnością.

Nie żyjemy z naszymi psami w próżni, ale w społeczeństwie, wśród innych ludzi i wybierając sobie określoną rasę psa, po prostu musimy brać pod uwagę otoczenie, w którym żyjemy. A fakty są takie, że Polska to nie Brazylia. U nas psy nigdy nie polowały na niewolników, bo w Polsce ich po prostu nie było. Z tych też powodów ”statystyczny Polak” nie wyobraża sobie, że gdzieś na świecie, kiedyś, ktoś wyhodował rasę psów, dla której agresja wobec ludzi (co prawda, przynajmniej w teorii, złodziei i bandytów, ale jednak ludzi) jest cechą cenioną i pożądaną. ”Typowy Polak” kojarzy psa z najlepszym przyjacielem człowieka, a nie zwierzęciem, które na człowieka poluje, czy choćby jedynie przejawia w związku z nim ”livestock guardian dog behavior” o takim natężeniu. ”Typowy Polak” nie wyobraża też sobie, że ktoś psy rasy, w której agresja w stosunku do ludzi jest cechą wrodzoną i bez ”oglądania się na ludzi, że to są ludzie”, celowo sobie do Polski sprowadził i tu je rozmnaża i sprzedaje… Ten typowy ”lubiący pieski” Polak nie poświęca także uwagi znaczeniu ”przestrzeni” w interakcji z psami i dystansom personalnym. Tym bardziej więc nawet nie przychodzi mu do głowy, że ”mydlana bańka”, to ”pole siłowe” człowieka, który u swojego boku ma, nierzadko wyglądającego jak disney’owski Pies Pluto, Fila Brasileiro, ma promień przynajmniej trzech metrów i naruszenie granicy owej ”bańki”, skutkuje bezwzględnym, automatycznym podjęciem przez ”Psa Pluto” ataku na osobę, która się tego naruszenia dopuści.

”Typowemu Polakowi” trudno byłoby, poprawka: jest trudno, zrozumieć także to, że nawet dziecko, które odwiedza dziecko, które w domu ma Fila Brasileiro, może w oczach Fila być potencjalnym napastnikiem, zagrożeniem dla ”jego” dziecka… Tak właśnie i na dzieci, takie powiedzmy dziesięcioletnie i zdecydowanie młodsze nawet, patrzą Fila. Z tego powodu dzieci, które w domu mają ”filety”, nie przyjmują u siebie kolegów i koleżanek. Po prostu. Dziecięce zabawy pełne są okrzyków, pisków, nieskoordynowanych ruchów, przepychanek i ganianek. Czasem ktoś, kogoś ”walnie”, ktoś się rozpłacze itp. Fila każdy pisk ”swojego” dziecka, każde ”walnięcie” ”jego” dziecka przez obce dziecko, potraktuje jako usiłowanie wyrządzenia krzywdy ”jego” dziecku, atak na ”jego” małego człowieka. I będzie ”swojego” małego człowieka bronić. Definitywnie, Fila Brasileiro nie jest psem, który ułatwia ”zawieranie znajomości i utrzymywanie przyjaźni”.

Zawsze na służbie

Dorosłym zdecydowanie łatwiej niż dzieciom jest wytłumaczyć, że samowolne poruszanie się po domu człowieka Fila, zbyt głośne mówienie, raptowne ruchy, takie jak nagłe wstanie z fotela czy kanapy, nagłe udanie się w kierunku właściciela Fila, klepanie go po plecach, obejmowanie itp. są niedopuszczalnymi zachowaniami. Nie ma mowy o jakiejkolwiek ”elastyczności”. Fila działa na zasadzie odruchów, jak prezydencki ochroniarz. Normalna i psychicznie stabilna Fila, to pies uległy wobec swojego człowieka, odwoływalny dla swojego pana – właściciel może powstrzymać go od, nie tyle ”wykonania” danego działania co raczej ”dokonania go”. Bo Fila działanie podejmuje samodzielnie, na zasadzie naturalnego odruchu, tak więc przewodnik reaguje na zachowanie już trwające, na coś, co już się dzieje. I jeśli jest przewodnikiem a nie ”przewodnikiem”, pies ”nie dokona działania”.

Nie bajeruj znajomych, że ”będzie spoko” i ”na pewno dacie radę”. Zastanów się kto z twoich przyjaciół faktycznie poradzi sobie z tym, że twój pies traktuje ich jak kogoś, kto w każdej chwili może wyrządzić ci krzywdę. Może naprawdę lepiej będzie zamykać psa podczas gdy te osoby będą cię odwiedzać? Nie chcesz w kółko powtarzać ”Ej, weź wyluzuj i przestań się pocić, bo zaczynasz śmierdzieć tchórzem a on/ona tego nie lubi”, bo w końcu sam/sama zaczniesz czuć niepokój. Ale pamiętaj: Fila odseparowana od Ciebie – sensu swojego istnienia – cierpi potwornie.

Gdy przyjrzymy się innym rasom molosów, używanych jako guard dog, dostrzeżemy zasadniczą różnicę. Te inne molosy, psy w ogóle, mogą być używane jako guard dog, FILA BRASILEIRO JEST GUARD DOG. Gdy człowiek normalnego, psychicznie zrównoważonego Fila przyjmuje w swoim domu gości (tylko w takim przypadku, mając zrównoważonego psa/psy, dla którego/których jest się niekwestionowanym autorytetem, można przyjmować znajomych), Fila zachowuje się jak agent Secret Service z obstawy prezydenta USA na wiecu na otwartym terenie – skanuje otoczenie w poszukiwaniu ”podejrzanych zachowań”. Kiedy takie zachowanie wychwyci, działa. Fila Brasileiro są po prostu dużo bardziej ”ostentacyjne” w swojej pracy: w ochronie swojego człowieka niż psy innych ras. Właściwie to należałoby powiedzieć, że są dużo bardziej ostentacyjne w sygnalizowaniu obcym, że nie będą się ”obcyndalać”, gdy już odpalą tryb ”livestock guardian dog behavior”. Tak więc, kiedy chcesz w swoim domu przyjmować znajomych (dla twojego Fila i tak obcych ludzi), wytłumacz im, że będąc u ciebie w domu, będą czuć się jakby byli w White House, bo u ciebie też obowiązują procedury, sztywna etykieta, której trzeba bezwzględnie przestrzegać albo ”agent specjalny” będzie interweniował. Ty wybierasz Fila Brasileiro, a twoi znajomi wybierają czy dalej chcą być twoimi znajomymi… Coś za coś 😉

Zagęszczenie terenu (Odrobinka empatii: weź i się wczuj)

Fakt, że Polska to nie Brazylia ma wielkie znaczenie także ze względu na zagęszczenie terenu i wspominane przeze mnie wielokrotnie w innych wpisach, ale i dzisiejszym, zagadnienie dystansów personalnych. W tym miejscu odsyłam Was do książki autorstwa Allana I Barbary Pease ”Mowa ciała, której fragment zacytowałam poniżej, chcąc choć trochę pomóc wam zrozumieć, że Fila ”nico bardziej” niż inne psy denerwuje brak poszanowania przestrzeni ich człowieka i dlaczego tak jest. Namawiam was do rozpoczęcia od rozdziału 9 tej pozycji, zatytułowanego ”TERYTORIALNI INTRUZI TERYTORIA I PRZESTRZEŃ OSOBISTA”. Dziś Fila chronią ludzi w miastach, ale wciąż są rasą, która ukształtowała się na rozległych terenach i wielkich ranczach Brazylii, gdy ich praca polegała na ochronie bydła.

Jeszcze jedna dygresja zanim przeczytacie fragment ”Mowy ciała”: pamiętacie film ”Giant” (”Olbrzym”) z 1956 roku? Jest w nim scena, w której postać grana przez Elizabeth Taylor pyta postać graną przez Rocka Hudsona o to, kiedy w końcu będą na ”jego ziemi”. (Jadą już ”parę dni”, wszędzie w około tylko otwarta, niekończąca się przestrzeń…) W odpowiedzi postać Liz słyszy: ”Od dwóch dni jesteśmy na mojej ziemi” – to jest właśnie ten rodzaj ”zagęszczenia terenu”, przy którym Fila Brasileiro była i jest jak znalazł. Owo ”rozcieńczone zagęszczenie” (nie ma to jak oksymoronek od czasu do czasu) sprawiło, że te psy lubią mieć dużo miejsca.

A wracając do wspomnianej książki i dystansów personalnych:

Wygląda na to, że pojazd wpływa na powiększenie się naszej przestrzeni osobistej. W niektórych przypadkach terytorium to powiększa się dziesięciokrotnie, tak więc kierowca rości sobie prawo do przestrzeni w promieniu 8-10 m z przodu i z tyłu samochodu. Kiedy ktoś zajeżdża mu drogę, nawet jeśli robi to w bezpieczny sposób, u kierowcy mogą zajść fizjologiczne zmiany: może on wybuchnąć złością, a nawet zaatakować drugiego kierowcę. Takie zachowanie jest znane pod pojęciem „drogowej furii”. Porównaj to z sytuacją w windzie, kiedy ktoś wślizguje się tuż przed jakąś osobę, naruszając jej terytorium. W takiej sytuacji normalną reakcją będą przeprosiny, przez co osoba ta zwykle nie ma do intruza żadnych pretensji. Jest to reakcja diametralnie różna od tego, co się dzieje, gdyby tej samej osobie zajechano drogę.

Dla niektórych samochód staje się ochronnym kokonem, w którym mogą się schować przed światem zewnętrznym. Jadąc wolno przy krawężniku, mogą stanowić takie samo zagrożenie jak kierowcy z powiększoną przestrzenią osobistą. Włosi, mający potrzebę mniejszej przestrzeni, często oskarżani są o „siedzenie na ogonie” czy natarczywość, ponieważ podjeżdżają bliżej, niż jest to kulturowo akceptowane w innych krajach”.

”Filety” posiadają ”powiększoną przestrzeń osobistą”. Są trochę jak uważni i doświadczeni kierowcy: lubią zachowywać dystans od innych i by inni zachowywali dystans do nich. Gorąco polecam wszystkim przyszłym i obecnym właścicielom psów ”Mowę ciała”, gdyż zbyt często ludzie ignorują znaczenie niewerbalnej komunikacji w interakcjach z psami, w tym i niezwykle istotną proksemikę. Szczególnie ci, którzy rozważają na swojego psiego przyjaciela wybór Fila Brasileiro, powinni zrozumieć, że dystanse personalne są BARDZO WAŻNE. Kiedy staniecie się posiadaczami Fila, wasza ”mydlana bańka” powiększy się znacząco, a wasz pies może często odczuwać ”pobudzenie”, które bywa udziałem kierowców, których dotyka tzw. drogowa furia…

O roli proksemiki pisałam już w serii tekstów, do których ten linkowany poniżej jest wprowadzeniem:

https://kulturakynologiczna.home.blog/2019/07/29/wychowanie-i-szkolenie-psa-pies-i-dziecko-czesc-pierwsza-wprowadzenie/

‚Bypass The Gatekeepers’

Lata temu nauczyłam się, że poszukiwanie wartościowych informacji na ”kynologicznie kontrowersyjne” tematy na polskojęzycznych stronach, forach itd. od razu najlepiej jest sobie odpuścić, bo przeglądanie ich jest stratą czasu. Tak jest i w przypadku ojerizy u Fila Brasileiro.

Jest bez znaczenia jakiej rasy czy typu masz psa. To ty jesteś człowiekiem. Pies jest tylko zwierzęciem, dlatego to ty masz decydować o tym, co psu wolno, a czego nie. Nigdy odwrotnie. Tam, gdzie pies nie zważa na swojego właściciela, przejmuje kontrolę i staje się ”osobą decyzyjną” pojawiają się problemy. A Fila Brasileiro, która dyktuje co jest możliwe, a co możliwe nie jest w domu jej człowieka, dodatkowo także poza jego domem, jest psem szalenie niebezpiecznym.

W Polsce tekstem numer jeden z gatunku tych, po których usłyszeniu lub przeczytaniu od razu jest jasne z kim ma się do czynienia i że osoba, która tak ”wyjaśnia” albo usprawiedliwia zachowanie psa, jest po prostu głupia, jest fraza: ”To taka rasa, one tak mają, że”… Jeżeli, wybierając psa danej rasy, traktujesz go przede wszystkim jako zwierzę należące do gatunku psa domowego, a nie jedynie przedstawiciela konkretnej rasy, nie dajesz mu taryfy ulgowej ”z powodu jego rasy”, kiedy przejawia zachowania obiektywnie świadczące o braku zrównoważenia. I nie tłumaczysz jego fiksacji, nadpobudliwości i ”odpałów” wymówką ćwierćinteligentów: ”To taka rasa, one tak mają, że”… Nie mówisz więc, np.:”Terrier jest szczurołapem, poluje na gryzonie, więc to normalne, że ma instynkt, który, gdy mieszka w mieście rozładowuje zabijając gołębie podczas spacerów.”(Sic!) Nie zaślepia cię myślenie o psie i tym jak on się zachowuje tylko i wyłącznie z perspektywy jego ”rasowego przeznaczenia”, w którym i tak coraz rzadziej rasowe psy mogą się spełniać. Większość osób posługujących się tego rodzaju ”argumentami”, zasłaniająca się ”alibi” tego rodzaju, jak na dłoni pokazuje swój intelektualny poziom.

Właśnie, a propos ”rasowego przeznaczenia”, którym posiadacze tzw. rasowców ”tłumaczą” ”wybryki” swoich psów. W kontekście pierwotnego przeznaczenia Fila Brasileiro, idąc tropem sposobu ”myślenia” kogoś, kto fakt, że jego terrier zabija na spacerach gołębie, usprawiedliwia to zachowanie swojego psa jego ”rasowym przeznaczeniem”, tłumaczenie ”odpałów” w przypadku Fila Brasileiro, mogłoby brzmieć (a może nawet czasem brzmi…?): ”Są agresywne wobec ludzi, bo kiedyś polowały na niewolników”. Jednak wątek pierwotnego przeznaczenia rasy, fakt, że używano Fila do polowania na zbiegłych niewolników -czyli ludzi- rozwijany jest niechętnie. Szczególnie, gdy ewentualnym nabywcom reklamuje się szczenięta Fila. „Rozbudzanie wyobraźni” potencjalnego klienta w tym kierunku może na dłuższą metę zadziałać na niekorzyść sprzedającego. Nikt więc nie zachęca „Kowalskiego” do zakupu szczeniaka opowiadaniem mu, że choć psy doprowadzać miały zbiegów w stanie (podobno) „nienaruszonym”, to właśnie te psy, które (niby) tylko „chwytały i doprowadzały” do właściciela, w owych niewolnikach, spośród wszystkich innych zagrożeń czyhających na nich w trakcie ucieczki, budziły największe przerażenie. Tłumacząc zupełnie nieuzasadnioną agresję Fila wobec ludzi, tę pseudoojerizję, ”spece od rasy”, ”dyplomatycznie” odwołują się do czasów po zakończeniu okresu niewolnictwa w Brazylii, a więc po 1888 roku, kiedy to Fila pracowały już jako ”ochroniarze” na ranczach, i wielkich majątkach ziemskich. Pomijają przy tym owi ”spece” fakt, że od końca niewolnictwa, aż do roku 1968 (pierwsze ”regulacje” dotyczące tej rasy) upłynęło prawie sto lat. Prawie sto lat, kiedy to Fila odnalazły się w roli psów ranczerów. Skoro się w tej roli odnalazły i w niej przetrwały, nie mogły być psami pałającymi żądzą mordu wobec każdego obcego. Wiecie już z wcześniejszej części tego tekstu, że Fila Brasileiro były stróżami wielkich rancz, na których roiło się od obcych, niezwiązanych z rodziną ”pana” ludzi. Tak więc próby tłumaczenia skrajnej, niczym nieuzasadnionej agresji niektórych z polskich ”filetów”, wobec obcych ludzi, ”pracą na ranczach” nie mają poparcia w faktach. Są niczym więcej niż… bredzeniem owych ”speców”.

W tym miejscu, abstrahując od Fila Brasileiro, polecę Wam jeszcze jeden artykuł. O ”tropieniu”, ”odnajdywaniu”, ”chwytaniu” i ”trzymaniu” zbiegłych z plantacji niewolników, ciekawie pisze Henry Louis Gates Jr. w tekście ”Did Dogs Really Eat Slaves, Like in Django?” Pewnie wielu z Was oglądało film Quentina Tarantino ”Django” i pamiętacie scenę, w której psy, co prawda (znowu) nie w Brazylii, ale na amerykańskim Południu i nie Fila Brasileiro, ale nieco inne tzw. bloodhounds rzucają się na niewolnika, rozszarpują go i… zjadają. (Co Tarantino zdecydował się przekazać widzom, wyjątkowo nie obrazem, a ”wielkodusznie”, za pomocą dźwięku…) Być może niektórzy z was zastanawiali się, oglądając tamtą scenę albo teraz, czytając ten tekst, czy zdarzenia jak to z filmu Tarantino, w rzeczywistości mogły mieć miejsce?

Jak nietrudno się domyślić, właśnie na to pytanie w ”Did Dogs Really Eat Slaves, Like in Django?” daje odpowiedź Henry Louis Gates Jr., powołując się na nieco powyżej cytowany już i przeze mnie, tekst Chrisa Pearsona i używając cytatów z ”Slavery and Dogs in the Antebellum South”. HLGJ zaznacza, że profesjonalni łowcy niewolników używali psów do ścigania i pochwytywania zbiegów: „Former slaves claimed that masters, patrollers, or professional slave catchers would use [Byli niewolnicy twierdzili, że ich panowie/ właściciele albo zorganizowane grupy składające się głównie z białych mężczyzn pilnujących przestrzegania, wymuszających dyscyplinę na niewolnikach, na terenie przedsescesyjnego Południa, albo łowcy niewolników używali] savage dogs, trained to hunt and follow the track of the poor colored fugitive, [dzikich, strasznych psów, szkolonych w polowaniu i podążaniu po śladzie biednego kolorowego zbiega]” (according to the 1857 slave narrative of William J. Anderson). Ale tropienie niewolników to jedno, pożeranie ich, jak na filmie ”Django”, to zupełnie co innego. Czy coś takiego naprawę się działo? Czy coś takiego mogło się stać? Biorąc pod uwagę fakt, że ostatecznie celem plantatora było wykorzystanie jego ”ludzkiego mienia/majątku” dla zmaksymalizowania zysków, a nie niszczenie własności, tego ”ludzkiego inwentarza”, raczej nie byłoby najlepszą decyzją biznesową… Jednak, jak pisze Henry Louis Gates Jr., najwyraźniej czasem się to zdarzało. Powołuje się przy tym na inny fragment: Doddington cytuje posiadacza niewolników z Luizjany o nazwisku Bennett H. Barrow, „który prowadził szczegółowy dziennik i często wspominał o znaczeniu psów w chwytaniu uciekinierów, a także o straszliwej brutalności, krzywdzie i męczarni (violence), którą mogły wyrządzić (to inflict)”.

Ale najstraszniejsze -i systematyczne- używanie psów-ludożerców (use of man-eating dogs), nie miało miejsca w Stanach Zjednoczonych, jak pisze autor ”Did Dogs Really Eat Slaves, Like in Django?”, a podczas rewolucji haitańskiej, w wojnie niewolników z armią Napoleona w Saint Domingue (francuska nazwa kolonii, która stała się Haiti). Dowiadujemy się, że, jak zauważa historyk Philippe Girard w „Niewolnikach, którzy pokonali Napoleona”, „użycie przez Francuzów polujących na ludzi psów (man-hunting dogs) podczas haitańskiej rewolucji, było najbardziej wstrząsającą zbrodnią w tym wyjątkowo okrutnym konflikcie i nadal jest na Haiti żywo pamiętane”. Girard kontynuuje, że te psy nie tylko polowały, ale i zjadały schwytanych ludzi, a ich wykorzystywanie, pisze dalej, jako katów/wykonawców egzekucji odbywało się regularnie… przed siedzibą rządu w Cap [Le Cap, Saint-Domingue, miasto, obecnie znane jako Cap-Haïtien], ku irytacji miejscowej ludności, która (uwaga!) skarżyła się na hałas”.

No comment.

Ok, wróćmy do wychowywania Fila Brasileiro

Kiedy o posiadaniu psa myślisz normalnie, trzeźwo, a nie jak ktoś z IQ poniżej średniej, rozumiesz, że mając psa odpowiadasz także za szkody, które on ewentualnie może wyrządzić. Nie migając się od odpowiedzialności za zachowanie psa myśleniem: ”To Fila Brasileiro one tak mają, że są agresywne w stosunku do ludzi”, jesteś w stanie wpływać na stan psychiczny swojego psa i zapanować nad jego zachowaniem wobec obcych osób. W związku z czym rozumiesz, że wybierając Fila nie zrobisz z niego ”przyjaciela obcych”, ale możesz tak go ułożyć, by zachowywał stan psychicznego zrównoważenia i nie ział nienawiścią w stosunku do kogoś, kto przechodzi za ogrodzeniem posesji, na której twoja Fila przebywa albo nie chciał eksterminować kogoś, kogo ty zapraszasz i wprowadzasz do swojego domu. No, chyba, że kupisz go z hodowli, w której rozmnażane są osobniki z niestabilną psychiką… Genetyki nie przeskoczysz, ale o tym będzie następny tekst 🙂

Awersja w stosunku do obcych jest cechą, nad którą odpowiedzialny przewodnik Fila Brasileiro może pracować i nad którą może zapanować. Z pewnością powinien to robić, zwłaszcza, gdy nie mieszka w Brazylii, a w Polsce. Może panować nad ”niechęcią” swojego Fila wobec obcych, wprowadzając do życia szczenięcia dyscyplinę i ustanawiając; zasady (rules), granice (boundaries) i ograniczenia (limitations) oraz dbając o jego socjalizację. Socjalizację, która w przypadku Fila polega przede wszystkim na zapewnieniu szczeniakowi maksimum pozytywnych interakcji z ludźmi. Socjalizację, w której chodzi o oswajanie młodego Fila Brasileiro z ludźmi i tworzenie pozytywnych nawyków z nimi związanych. (Kolejny raz polecam książkę ”Siła nawyku” autorstwa Charles’a Duhigg’a.) Dbając w ten sposób o stan psychiczny psiaka, od pierwszych chwili, gdy ten trafi do nowego domu, można panować nad emblematyczną cechą rasy, udowadniając przy tym, że demonizowanie Fila Brasileiro jest cechą, sorry, ale ograniczonych intelektualnie właścicieli psów tej rasy, którzy albo naprawdę nie rozumieją ”o co chodzi w Fila” i nigdy nie mieli okazji poznać (z odległości 3 metrów 😉 ) normalnego Fila Brasileiro, albo celowo -by zadość uczynić swoim kompleksom- robią ze swoich Fila ”bestie”.

Okiełznać filową niechęć do obcych ludzi można tylko prowadząc swojego szczeniaka jako psa domowego, a nie ”przedstawiciela konkretnej rasy”! I wiedzą to szczególnie ci posiadacze ”filetów”, dla których ich Fila nie jest jedynym psem w domu. Zwłaszcza mając jednego (lub więcej) molosa, rozumie się, że Fila może być tak samo zrównoważonym i stonowanym psem, jak każdy inny molos. Tak, jak zrównoważone są te inne molosy w domu, których spokój i ogólny ”luz” kojąco wpływa na ”fileta” i temperuje jego ”nieprzychylność” wobec stałych gości w domu, czyli ludzi bywających w ”molosowym” domu regularnie.

Wielu posiadaczy rasowych psów zaślepia patrzenie na nie przez pryzmat ”rasy”. To jest podejście niewyobrażalnie ograniczające sposób myślenia o tym, co jest możliwe, a co niemożliwe w wychowywaniu i układaniu psa domowego. Co jest możliwe, a co możliwe nie jest w przypadku psa domowego rasy Fila Brasileiro i w efekcie, z czym ”trzeba się pogodzić” w zachowaniu Fila Brasileiro. Zatrzaśnięcie się w postrzeganiu psa tylko i wyłącznie przez pryzmat jego ”rasy”, przy równoczesnym całkowitym ignorowaniu, że należy on do gatunku ”pies domowy”, determinuje przekonanie właścicieli Fila na temat tego, jakie cele są ”możliwe do osiągnięcia” oraz znacząco ogranicza ich poczucie odpowiedzialności za zachowanie ich psa i jego nawyki.

Między bajki można i należy włożyć historyjki kretynów opowiadających, że nie jest możliwe, by Fila Brasileiro były psami po prostu zrównoważonymi. Kretynów, niezrównoważenie psychiczne u swoich psów traktujących jako ”normę”, ”właściwe zachowanie” i mających czelność nazywać pier**lca swoich psów ”ojerizą”. Kretynów, którzy obserwując zachowanie zrównoważonego ”fileta” płaczą, że ”on/ona nie przejawia ojerizy”…

I jeszcze jedno: Fila jest psem, któremu, jak każdemu innemu udziela się stan ducha jego człowieka i ze względu na ”awersję wobec obcych” Fila bardzo, bardzo, bardzo nie są psami dla ludzi nerwowych i niepewnych siebie. Tacy ludzie zakażają swoją energią i emocjonalnym stanem otoczenie, a Fila, która na okrągło obcuje z człowiekiem nerwowym i niepewnym siebie, to Fila, u której ”niechęć wobec obcych ludzi” zmienia się w … No, wiecie w co.

Każdy (zrównoważony) molos powinien mieć ”pstryczek on/off”

Widać na ww filmach z prób charakteru, że normalny Fila wie, kiedy wejść w tryb działania i kiedy z niego wyjść. Jest to niezwykle ważne zwłaszcza, gdy Fila przebywa w przestrzeni publicznej. Tylko dla zasady przypomnę wam, że brazylijscy ”pozoranci”, podczas prób temperamentu Fila, nie są poprzebierani za ”ludziki miszelena”. Nie muszą być ”chronieni specjalnym ubiorem”, bo nie chodzi o to, że Fila ”ma się rzucać na ludzi i ich gryźć”, ma po prostu ”odbijać ich” od swojego człowieka, niczym pole siłowe. Gdyby nie smycz… zapewne dochodziłoby do ”ukąszeń”, ale Fila trzyma się swojego człowieka – to jest instynkt, za którym podąża Fila.

Co jeszcze istotniejsze: każdy pies powinien tak, jak Fila z nagrań, reagować na napastnika, który ”wywija” czymś i prowokuje, usiłując naruszyć lub nawet naruszając osobistą przestrzeń przewodnika psa i samego psa. Kiedy napastnik narusza strefę człowieka i jego psa, jest w odległości 2-3 metrów od nich, pies powinien podjąć działanie, ”włączyć pole siłowe”. Tak powinien psychicznie pracować molos, kiedy pojawia się zagrożenie. Każdy normalny, stabilny psychicznie molos, w sytuacji takiej, jak ta z filmów, powinien mieć ”jaja” i podjąć interwencję. Gdy spośród istniejących ras psów, wybieram molosa, to takiego zachowania jak u Fila z nagrania, oczekuję od niego, gdy na naszej drodze pojawi się ktoś z ewidentnie niecnymi zamiarami. (Zwróćcie uwagę na jeszcze jeden ”smaczek”. Pooglądajcie sobie nagrania z pozorantami i psami innych molosowych i niemolosowych ras. Zobaczcie ile innych także molosów (i bandogów), po tym jak pozorant zaprzestanie działania, często wciąż jeszcze się zapluwa. A u niektórych psów ”otchłań w oczach” sygnalizuje, że już nie mają ”kontaktu z bazą”… Ile z tych ”szkolonych” molosów i nie-molosów nie ma pstryczka ”on/off”? A Fila ma. Fila się ”włącza”, a potem ”wyłącza” i czeka ”co dalej?”, w ogóle ”czy będzie coś dalej?”…)

Ojeriza (a może aversão?) prezentowana na filmikach, do których linki wkleiłam na samym początku tekstu, nie jest na poziomie ”nie do zaakceptowania”. Psy wchodzą w tryb działania i z niego wychodzą, i widać to bardzo wyraźnie. Jak napisałam powyżej, z wielu powodów, ojeriza nawet taka jak ta na ww filmach, w polskich warunkach, w naszej rzeczywistości, tak długo, jak skala zabójstw i innych ciężkich przestępstw pozostaje daleko w tyle za brazylijską (i niech tak zostanie) jest cechą u psa domowego, bardzo delikatnie mówiąc, uciążliwą. Jasne, kiedy w przestrzeni publicznej agresywnie zachowujący się człowiek, zaczyna być autentycznym zagrożeniem, tj. skracając dystans, nakierowuje się na nas z podejrzanym i potencjalnie niebezpiecznym dla nas przedmiotem w rekach, pies powinien ”włączyć pole siłowe”. Jednak, gdy jesteśmy w domu, zapraszamy przyjaciół, ”agent specjalny” ostentacyjnie i nieustannie ”skanujący otoczenie w poszukiwaniu podejrzanych zachowań” nie jest nam potrzebny – nie jeżeli mamy rodzinę, przyjaciół i znajomych, i nie mieszkamy jak jakiś pustelnik na tzw bezludziu. Fila ogranicza nie tylko ”życie towarzyskie” (całej rodziny, włącznie z dziećmi), ale przekreśla możliwość ”beztroskich wakacji”, nie mówiąc o innych sytuacjach, w których właściciel psa zmuszony jest przez dłuższy okres przebywać poza domem… O ile, w końcu, pewnie znajdziemy kogoś chętnego do mieszkania z naszym np. Dogo Argentino albo wyprowadzania go na spacery, czy też znajdziemy godny zaufania hotel, w którym białego umieścimy na czas wyjazdu, o tyle mając Fila …po prostu siedzimy w domu.

Brazylijski ideał

Temperament psychicznie zdrowych Fila sprawia, że energicznie przechodzą od stanu gotowości, do precyzyjnej odpowiedzi na bodziec – są ukierunkowane na pracę, do której są przeznaczone. Puszczone luzem, po terenie gospodarstwa (farmy, majątku ziemskiego), przejawiają silną dominację terytorialną dotyczącą obszaru ”kwatery głównej” swojego człowieka, ale bez niepotrzebnej, nieadekwatnej agresji. Trzeba zauważyć, że Fila jest tym bardziej agresywna i ostra w obronie terytorium, im bardziej inwazyjne jest działanie obcych. Te psy bronią swojego człowieka spontanicznie, bez oglądania się na przewodnika. Są w pełni skupione na napastniku, nigdy nie wycofując się w obliczu okazywanej przez niego agresji, ale reagują na odwołanie swojego właściciela. Niestymulowane, nieprowokowane, pozostają spokojne, pewne siebie, niezainteresowane obcymi, dokąd ci nie staną się intruzami, i są uległe wobec swojego człowieka-przewodnika, potwierdzając tym wysoki próg pobudliwości i psychiczne zrównoważenie. Tylko na marginesie i znowu: dla zasady dodam w tym miejscu, że wybitnie nie jest to rasa ”na kanapę”, ”do leżenia i nic nie robienia” i ”sprawiania wrażenia”. I że te psy, jak i wiele innych wymagających ras, nie powinny trafiać do ludzi leniwych, którzy w wyborze rasowego psa skupiają się na wyglądzie typowego przedstawiciela danej rasy, a raczej tym jakiego rodzaju emocje wywołuje w nich ten wygląd i jak działać on może na emocje innych ludzi. Fila niezależnie od tego z jakiej pochodzi linii, zupełnie nie jest psem dla osób lekceważących wszystko co wiąże się z pojęciem rasy, oprócz wyglądu tzw rasowego psa.

”Zupa z gwoździa”

Zbierając informacje do tego tekstu, zakładałam, że Fila Brasileiro jest rasą zdecydowanie bardziej od Doga Argentyńskiego wymagającą, także w znaczeniu potencjalnego zagrożenia, które dla otoczenia źle prowadzony pies ściśle określonego typu może stanowić. Po przeanalizowaniu specyfiki Fila, ale tak na poważnie, w oparciu o dane z portugalskojęzycznych i anglojęzycznych źródeł, a nie historyjki rozhisteryzowanych pań i panów, którzy w Polsce mają się za ”hodowców”, po rozmowach z właścicielami Fila Brasileiro, właścicielami mieszkających w Polsce zrównoważonych ”filetów” (także osobników adoptowanych w wieku kilku lat[!]), porównaniu tego z tym, co wiem o Dogo Argentino, mnie samą zaskoczyła konkluzja, że Fila są z gruntu zdecydowanie bardziej zrównoważone od Dogo Argentino. Nie chodzi tylko o ”genetyczne korzenie” tych ras, ”ewolucję”, którą przeszły, ale o ludzi. Niemniej ważne od ”genetycznego zaplecza” jest to, jak na Fila Brasileiro i w kontraście: Dogo Argentino, aktualnie patrzą ich miłośnicy oraz pseudomiłośnicy. To ludzie, wybierając na rodziców kolejnych szczeniąt, osobniki przejawiające konkretne cechy psychiczne, szczeniąt, które dorastają i potem także są rozmnażane, decydują o tym, jakie są rasowe Dogi Argentyńskie, Fila Brasileiro, ale i Owczarki Niemieckie albo Labradory…

Największe ryzyko, które wiąże się z Fila (przy czym stosunkowo łatwo jest uniknąć takich sytuacji) jest takie, że ”filet” zachowa się agresywnie w stosunku do człowieka spoza rodziny, kogoś, kto nie będzie mieć złych intencji, ale naruszy ”mydlaną bańkę” człowieka Fila, a pies odbierze to niemające charakteru napaści, naruszenie strefy osobistej ”swojego” człowieka, jako próbę ataku na przewodnika. Fila, choć kiedyś polowały na ludzi, ścigając zbiegłych niewolników, nie mają w sobie instynktu ”polowania na ludzi” dziś. Dziś, w stosunku do ”swoich” ludzi przejawiają livestock guardian dog behavior, jakby ci byli żywym inwentarzem, który chronią przed złodziejami i to jest ten ich specyficzny temperament: zmodyfikowane, przeniesione na ”swoich” ludzi ”niedopuszczanie złodziei do chronionego inwentarza”.

Fila nie ciągnie poza ”jego” teren, nie ”ucieka”, nie wabią go i nie ekscytują zapachy, ani odgłosy, nie ma ochoty ”urwać się w las i sobie zapolować”, bo sensem istnienia Fila jest jego człowiek i jego rodzina. Nie szukają zwady ani z innymi psami, ani obcymi ludźmi.

Inaczej sprawy mają się z Dogami Argentyńskimi, zdecydowanie częściej przejawiającymi zachowania, które gdy oglądamy ”sytuację” z boku, przywołują obraz protoplasty rasy: Viejo Perro Pelea Cordobes w ”akcji”. Jesteśmy wtedy świadkami jak w Dogo Argentino odzywa się ”przemycone coś”, co od razu i w całości byłoby dla nas nie do przyjęcia. Zresztą to było nie do przyjęcia dla Martineza i dlatego z Viejo Perro Pelea Cordobes zrobił Dogo Argentino. Jednak po tylu latach okazuje się, że choć do VPPC dodano tyle innych ”składników” i starano się go ”aż tak zmiękczyć”, pokolenia planowej hodowli w kierunku owego ”zmiękczenia”, nie wypleniły z Dogo Argentino agresji wobec innych psów, nieprowokowanej, nieadekwatnej do sytuacji agresji, niekiedy bardzo ”w stylu” Viejo Perro Pelea Cordobes… A może ta praca hodowlana nie była kontynuowana dość długo i z dostatecznym zapałem, by z Dogo Argentino przegonić najciemniejsze cechy Viejo Perro Pelea Cordobes i ustabilizować ich psychikę ”bardziej”?

Gdy posłuchać co o takich skrajnie niewłaściwych, delikatnie mówiąc, zachowaniach, mówią niektórzy właściciele i równocześnie tzw. hodowcy argentynów, osoby budujące PR tej rasy, kulturę kynologiczną wokoło niej, ciężko pozbyć się wrażenia, że całe to dodawanie ”miększych” ras do walczącego Białego Doga z Cordoby, to tylko pozory, taka ”gra”. Patologiczna agresja wobec innych psów wciąż jest w Dogo Argentino. Pytanie czy jest przemycana, czy też ”przemycana”, ”niechcący”, czy z pełną premedytacją? Na pewno ”niepostrzeżenie”? Jedno jest pewne, wciąż niektóre Dogi Argentyńskie są jak przemycony w częściach karabin, który czasem niepostrzeżenie sam składa się w całość i strzela…

Punkt widzenia

Są tacy, którzy choć mają szczęście mieć za przyjaciela zrównoważonego Fila (a nawet dwa), powiedzą, że wybór akurat tej rasy to był błąd. Błąd, którego nigdy więcej nie popełnią i którego z pewnością nie popełniliby, gdyby naprawdę rozumieli co to jest ojeriza. Że życie z Fila jest uciążliwe w sposób nieporównywalnie bardziej stresujący niż życie z psem ”po prostu agresywnym” bo Fila jest/bywa agresywna w stosunku do ludzi oraz nieustająco ”skanuje otoczenie” w poszukiwaniu ”podejrzanych zachowań”. Gdy takie zachowanie wychwyci, działa – nieważne czy w domu, czy poza nim. Niektórzy twierdzą, że można z nimi żyć, że ich przywiązanie i czułość, z jaką okazują je swojemu człowiekowi, a także posłuszeństwo i doświadczenie sensu przysłowia ”wierny jak Fila”, warte jest absolutnie wszystkich wyrzeczeń, które niesie z sobą bycie człowiekiem mającym oddanie Fila Brasileiro. Mnie w Fila najbardziej fascynuje to, że im więcej o tych psach wiem, im więcej się o nich dowiaduję, tym większy głód wiedzy czuję bo ”wiem, że nic nie wiem” 😉 i tym większą ochotę mam, by wiedzieć jeszcze więcej 🙂

”Rada”

Kynologia to fascynująca dziedzina. Jest w niej wszystko: geografia, historia, kultura i to od starożytności po dzisiejszą sytuację polityczną danego regionu (właśnie! jest w kynologii także polityka…), są zwierzęta, a jakże, bez nich, a przede wszystkim bez psów 🙂 nie byłoby kynologii. I są w niej ludzie… Jak z większością innych rzeczy, jakość kynologii, tej kynologicznej kultury zależy od ludzi. Pamiętajcie o tym, kiedy następnym razem jakiś głupek będzie pisać bzdury, czy to ”użytkowych cechach” danej rasy, ”prawidłowym temperamencie”, czy o tym, że ”jest tylko jedno, jedynie słuszne stowarzyszenie” albo ”jedynie słuszna federacja stowarzyszeń”. W kynologii dzieje się mnóstwo i to nieustannie. Dlatego warto jest wyjść poza ”mUndrości” z zamkniętych fejsbukowych grupek, na których rolowane są ciągle te same ”tezy” i ”opinie”. Dobrze jest samemu poszukać informacji o rasie, która nas interesuje. W ten sposób właśnie można dowiedzieć się o rzeczach, o których nikt wam na tych smętnych grupkach ani nawet podczas ”wizyty w hodowli”, nie powie – bo po co macie ”za dużo” wiedzieć?

Szukajcie informacji na własną rękę, nie chodźcie na skróty, we własnym zakresie poszerzajcie horyzonty, bo tylko tak będziecie odporni na głupotę innych. Głupotę, która, niestety, czasem jest cholernie zaraźliwa. I choć może nie uczyni Was głupszymi w tym sensie, że nie poleci Wam w dół ilość punktów IQ, gdy zaczniecie za guru uważać jakiegoś głąba, to może was zubożyć. Zubożyć o wiedzę, której za sprawą zapatrzenia w guru-głąba, nigdy nie posiądziecie. Wyłamujcie się ze schematu, który coraz częściej nie pozwala ”fejsbukowym kynologom” na samodzielne obsługiwanie wyszukiwarek internetowych, w związku z czym, o wszystko teraz pytają na, a jak 😉 na fejsbukowych grupach ”kynologicznych”… Bądźcie samodzielni. Nie pożałujecie 🙂

Tekst powstał min. w oparciu o informacje i uwagi zawarte na następujących stronach;

http://www.cafibbrasil.com/inicio.html

https://www.youtube.com/channel/UCkm-4IrtYKQ0kkPJPP3zBkg

http://www.dog-pictures.co.uk/dog-pictures/rescue-operation-fila.shtml

http://www.canilcaramonan.com.br/historia/

https://pt.wikipedia.org/wiki/Original_fila_brasileiro

https://www.facebook.com/originalfilabr/

https://www.youtube.com/channel/UCVtc4o-fqsCjgYmYTkT1AUw

https://pt.wikipedia.org/wiki/Alaunt

https://en.wikipedia.org/wiki/Alaunt

https://pl.wikipedia.org/wiki/Alanowie

http://www.caodegadotransmontano.org.pt/site_i.php?menu=1

http://sobraci.com.br/index.php

https://sniffingthepast.wordpress.com/2012/02/23/slavery-and-dogs-in-the-antebellum-south/

https://www.theroot.com/did-dogs-really-eat-slaves-like-in-django-1790894866

https://en.wikipedia.org/wiki/Slavery_in_Brazil

https://en.wikisource.org/wiki/Brazilian_and_United_States_Slavery_Compared

https://www.hoplofobia.info/bron-palna-w-brazylii/

Fragmenty pochodzące z portugalskojęzycznej strony Wikipedii poświęconej Original Fila Brasileiro https://pt.wikipedia.org/wiki/Original_fila_brasileiro zostały przetłumaczone przeze mnie, stanowią więc tłumaczenie tekstu zawartego na ww stronie. Pozostałe informacje pochodzące z portugalskojęzycznych źródeł także przetłumaczone zostały przeze mnie, jak i te ze źródeł anglojęzycznych.

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora oraz ”parafrazowanie” tekstu bez odnoszenia się do źródła, są zabronione. 

KONTAKT: zuzpasjaodogoargentino@gmail.com

https://kulturakynologiczna.home.blog/

www.facebook.com/zuzpasjaodogoargentino