zuzpasjaodogoargentino

Z pasją o Dogo Argentino to BLOG DLA PASJONATÓW I PRZYSZŁYCH (I OBECNYCH) POSIADACZY (NIE TYLKO) DOGÓW ARGENTYNSKICH

Posts Tagged ‘przestępstwo

CIĘCIE/KOPIOWANIE/PLASTYKA I KOREKTA USZU U DOGO ARGENTINO, DOGO CANARIO/PRESA CANARIO, CANE CORSO ORAZ INNYCH RAS TRADYCYJNIE CIĘTYCH

leave a comment »

 

 (źródło Facebook)

Wstęp

Na moim blogu, przy ”najczęściej szukane” wysoko widnieją frazy ”ucho, presa” i ”wskazanie do cięcia”, a ostatnio znowu otrzymałam zapytania dotyczące kopiowania uszu. Tak więc, aby ostatecznie rozwiać wątpliwości, co do tego ”Czy w Polsce wolno psom uszy kopiować czy nie?” oraz ”Jak to zrobić?”, zamieszczam tekst, który mam nadzieję jednoznacznie wyjaśni kwestię cięcia uszu wszystkim, którzy aktualnie wciąż jeszcze mają jakiekolwiek wątpliwości.

Otóż moi drodzy, niezależnie od tego co w internecie wypisują o ”tradycji rasy” i ”chorobach uszu” jakieś idiotki albo idioci, których zdaniem ”Na Dogo Argentino, DogoCanario/ Presa Canario, Cane Corso etc. z naturalnymi uszami nie daje się patrzeć” i dla których ”tradycja rasy wymaga cięcia ucha” polskie prawo, tak jak prawo wielu innych krajów UE, zabrania okaleczania psów kopiowaniem im uszu. Kropka.

Rozwinięcie

Kopiowanie uszu zmienia wygląd psa, jest to zabieg estetyczny, niemający żadnych wskazań medycznych. W jego wyniku zmienione zostają wielkość ucha, jego kształt oraz sposób noszenia czyli ucho ze swobodnie zwisającego staje się stojące. Jest to zabieg przeprowadzany symetrycznie na obojgu uszach danego psa. Istotne, że w zabiegu estetycznym, którym jest kopiowanie uszu chodzi o wygląd uszu, o to aby tkanka małżowiny usznej usunięta została zgodnie z konkretnym wzorem określającym ”wygląd idealnie ciętej małżowiny usznej” dla psa danej rasy. Liczy się to aby po zabiegu uszy stały i były zakończone szpiczasto.

Dla odmiany w chirurgicznych zabiegach medycznych przeprowadzanych na małżowinie psiego ucha w przypadkach, w których ewentualnie usuwana jest część małżowiny usznej, lekarz weterynarii nie kieruje się wyglądem psa i ”potrzebą postawienia uszu”, nie obchodzi go też przypisany do rasy ”tradycyjny kształt ciętych uszu”. Lekarz weterynarii, przeprowadzając chirurgiczną ingerencję w małżowinie usznej psa, ingerencję mającą na celu ratowanie zdrowia zwierzęcia, amputując niekiedy znaczną część małżowiny usznej, kieruje się potrzebą natury medycznej, nie zważając na to jak uszy będą po zabiegu noszone ani czy też małżowiny zostaną prawie zupełnie zredukowane. Nie zajmuje go to czy w efekcie zabiegu uszy psa będą wyglądały zgodne z tym, jak cięte ucho wyglądać ma w ”tradycji” danej rasy, bo nie wykonuje zabiegu w którym chodzi o zmianę wyglądu psa ”na życzenie klienta”, tylko zabieg medyczny. 

Kopiowanie uszu to zabieg przez dekady przeprowadzany na psach określonych ras takich jak Doberman, Dogo Argentino, Dogo Canario/Presa Canario, Cane Corso, Bokser Dog Niemiecki, American Staffordshire Terrier, Owczarek Środkowoazjatycki itp., które zawsze rodzą się z uszami naturalnie swobodnie zwisającymi. Dopiero ingerencja chirurgicznego skalpela powoduje, że uszy psów tych ras stają się mniejsze, stojące i szpiczaste. Mijający na ulicy, okaleczone kopiowaniem uszu psy ww przeze mnie ras, ludzie, zazwyczaj nie zdają sobie sprawy, że psy tych ras zawsze rodzą się z uszami naturalnie wiszącymi, jak np. Labradory. ”Tradycja” okaleczania Dobermana, Doga Argentyńskiego czy Cane Corso cięciem uszu, spowodowała, że wiele osób, napotykając np. Cane Corso w naturalnymi, nieokaleczonymi uszami (i ogonem) zastanawia się ”Co to za rasa? Może jakiś mieszaniec? Podobny do corsiaka, ale ma inne uszy”. I prawie nikt też nie myśli o tym, że psy ww ras, psy które poznawał albo też tylko mijał na ulicy, z dużym prawdopodobieństwem padły ofiarą przestępstwa, jakim jest znęcanie się, bo tak kopiowanie uszu kwalifikuje polskie (i nie tylko) prawo.

Psy po chirurgicznych zabiegach medycznych, wykonanych w celu ratowania zdrowia, w wyniku których zmieniony został kształt małżowiny usznej (zazwyczaj małżowiny uszne zostają zredukowane do minimum), zobaczyć można w schroniskach, ale nie na wystawach ZKwP czy w hodowlach tzw hodowców. Kopiowanie psom uszu, zakazane jest dziś praktycznie w całej Europie. Legalnie psy kopiowaniem okaleczać można np. na terenie Indii, Chin, Rosji, USA, Kanady lub Meksyku.

W Polsce ”wskazaniem do cięcia” estetycznego, bo tym jest kopiowanie psom uszu, żeby wyglądały tak, jak się ”lud przyzwyczaił”, żeby miały oboje uszu stojących i szpiczastych, zawsze był i wciąż jest tylko i wyłącznie egoizm właściciela. Nie ma ”wskazania do kopiowania/cięcia” dla kanapowych piesków, które kupują ludzie w Polsce, innego niż ”żeby groźnie/kozacko wyglądały”. Nie ma medycznych wskazań do symetrycznego, zgodnego z ”tradycją”, okaleczania psich uszu. I każdy kto opowiada, że można ”kopiować psu uszy ze względów medycznych” opowiada idiotyzmy, kłamie i wprowadza w błąd kogoś, komu ten przekaz serwuje. Po prostu wśród wielu z posiadaczy psów typu presa panuje moda na groźnie wyglądające psy, do czego dorabiana jest ”ideologia” o ”prewencyjnym cięciu uszu ze względów medycznych” albo bajki o ”alergii i zniszczonych krawędziach uszu, które to zaprzyjaźniony weterynarz ciachnął akurat tak, żeby ładnie wyglądały uszka”. Ciągle jeszcze ludzie, którzy upodobali sobie na swoje ofiary psy typu presa (środowisko tego typu ”miłośników” argentynów i kanarów, jest wyjątkowo odporne na zaakceptowanie polskiego stanu prawnego), utrzymują, że kiedy okaleczają psom uszy, to chodzi im o ”zdrowie psów” i ”ochronę przed chorobami uszu nieciętych”.

A co do ”tradycji rasy” i ”użytkowania” Dogo Argentino w praktyce, cięcie ucha, miało zabezpieczać psy przed rozerwaniem/oderwaniem im uszu przez zwierzę, z którym mają ”kontakt” ”w trakcie polowania” lub innego psa, w czasie walki. Oficjalnie w Polsce z psami trzymająco-chwytającymi czyli psami typu presa, w tym Dogo Argentino, na dziki w stylu typowym dla tej rasy się nie poluje, a walki psów z udziałem czołowych championów Doga Argentyńskiego czy Kanaryjskiego, z rodowodami ZKwP także się nie odbywają. Nie ma więc żadnego praktycznego powodu dla nielegalnego w Polsce oraz wielu innych krajach, kopiowania uszu u Dogo Argentino, no może poza kompleksami właścicieli okaleczonych psów. Serio, jak czytam o ”użytkowości Dogo Argentino w Polsce”, to mnie pusty śmiech ogarnia, więc darujcie, ale do wątków dotyczących ”tradycji rasy” w odniesieniu do ”użytkowania Dogo Argentino w Polsce”, nie będę się odnosić. Niech piszą o tym niuńki i pajace, podniecający się ”kozackim wyglądem” i twierdzący, że ”Na naturalne uszy u Doga Argentyńskiego nie da się patrzeć”. Po prostu nie ma to jak sfrustrowany chłoptaś ”wbijający się do związku łowieckiego”, żeby sobie i wszystkim w około coś udowodnić i tego rodzaju persony. Tylko tych nieszczęsnych dzikich zwierząt, na których ”psy się będą sprawdzać” ogromnie szkoda.

A propos żenujących pomysłów, osób i pseudo dylematów tych różnych ”znawców”. Nie ma żadnego ”Czy kopiowanie powinno być zakazane?” albo ”Czy powinno zakazać się kopiowania uszu u psów?” ani ”Kopiować czy nie kopiować? O to jest pytanie.”, bo w Polsce od 1997 r. panuje zakaz okaleczania psów chirurgicznymi zabiegami estetycznymi, a takim właśnie, czysto estetycznym, bo po prostu zmieniającym wygląd psiego ucha, jest zabieg kopiowania uszu. Smutne bardzo jest to, że osoby mające problem z przyswojeniem sobie tych bardzo podstawowych i oczywistych faktów, zaczynają zajmować się pisaniem o kopiowaniu uszu w sposób, który innym imbecylom może sugerować, że okaleczanie własnego psa tak, jak robią to imbecyle-fanatyczni wyznawcy ciętych uszu, jest ”cool” i ”generalnie spoko”.

Nie szukajcie na moim blogu ”wskazań do cięcia uszu” ani informacji typu ”polecani do kopiowania”, bo ich nie znajdziecie. Na Facebooku macie od groma posiadaczy psów okaleczonych cięciem uszu (i/lub ogonów), którzy powinni stać się celem zainteresowania prokuratury w celu wyjaśnienia okoliczności w jakich ich psy poddano okaleczeniu lub może wręcz ”powinni siedzieć” za znęcanie się nad zwierzętami, podżeganie do popełnienia przestępstwa itp., ale zamiast tego chwalą się tym, że swoim psom uszy i/lub ogony upierniczyli, wrzucając na FB zdjęcia tych zwierzaków. Znacząca część tych osób to tzw hodowcy i wiele psów z ciętymi uszami i/lub ogonami można było przez lata oglądać nie tylko w polskim internecie, ale i na wystawach organizowanych przez ZKwP, pod patronatem FCI, więc do tych ludzi, tzw hodowców i posiadaczy kopiowanych psów, piszcie i z nimi sobie o cięciu uszu i/lub ogonów gadajcie. Ich pytajcie jak to zrobili, jak upierniczyli uszy (i/lub ogony) swoim, urodzonym (szczególnie) po 1 stycznia 2012 r. psom? Kto im pomagał, ile za to wziął i kto pośredniczył? Piszcie do właścicieli okaleczonych psów, bo każda z osób, która posiada okaleczonego kopiowaniem uszu psa, która nie zabrała psa na wycieczkę do USA, Rosji lub innego kraju, w którym psy kopiowaniem uszu okaleczać można, np. na jakieś hiszpańskie zadupie i zrobiła to nielegalnie w Polsce lub ”u znajomych na Słowacji”, złamała prawo. Ale wcześniej taka osoba musiała dostać ”namiar” od innego posiadacza psa z ciętymi uszami, na ”pewną osobę, która zabieg przeprowadzi”. Na ”jakąś panią weterynarz, co to kiedyś psy hodowała, ale już przestała, a ciąć umie i lubi, to z sentymentu do rasy, ciachnie” albo inną ”technik weterynarii”, ”znanego i zasłużonego działacza, który zawsze chętnie służy pomocą” albo ”hodowcę, który zna kogoś na Słowacji i pomoże”, ale mnie nie obrażajcie i u mnie nie szukajcie pomocy w popełnieniu przestępstwa.

Wszystkim, którzy jeszcze udają, że nie wiedzą wytłuszczę, w błąd osoby nie zajmujące się kynologią, a przy okazji problematyką okaleczania psów nielegalnymi zabiegami, wprowadzają właściciele psów z kopiowanymi uszami, członkowie stowarzyszeń osób zrzeszających tzw hodowców i posiadaczy psów rasowych czyli takich o udokumentowanym pochodzeniu, opowiadając bzdury o ”leczniczych właściwościach” okaleczania psów kopiowaniem i ”tradycji rasy”. Prym w tym wiodą, a w każdym razie latami wiedli, członkowie posiadającego dominującą na polskim rynku pozycję, stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce, którzy to sobie samym i wszystkim w około przez lata i na internetowych forach, i w rozmowach podczas wystaw psów, i wielu innych okazjach, wmawiali i może wciąż wmawiają (?), że istnieje możliwość ”legalnego” skopiowania psa w Polsce, poprzez obcięcie mu uszu, ”z poszanowaniem obowiązującej ustawy”. Osoby takie twierdziły lub wciąż twierdzą, że ”pies był skopiowany ze względów medycznych”, co po prostu jest niemożliwe gdyż KOPIOWANIE NIE JEST ZABIEGIEM, KTÓRY WYKONYWANY JEST ZE WSKAZAŃ MEDYCZNYCH, JEST TO ZABIEG TYLKO I WYŁĄCZNIE ESTETYCZNY. Kopiowania czyli bezsensownego, powodowanego jedynie ”widzi mi się” człowieka okaleczania psów, poza Polską zakazuje wiele krajów. Mimo to posiadacze okaleczonych zwierząt opowiadają legendy o ”chorobach uszu” i przypadkach ”pogryzień”, które mają tłumaczyć nielegalne zabiegi, którym poddali swoje psy w ostatnich latach (szczególnie po 1 stycznia 2012 r.). Podkreślam, całkowicie nietrafne jest stanowisko części członków stowarzyszenia o nazwie Związek Kynologiczny w Polsce, które to mówiło przez ostatnie lata, że ”kopiowanie było lub jest dozwolone w przypadkach gdy wykonywane jest dla ratowania zdrowia”. KOPIOWANIE NIGDY nie jest wykonywane ze wskazań MEDYCZNYCH, a zatem nigdy nie służy ratowaniu zdrowia.

Zakończenie

Dla śmiesznych ludzi, największych ignorantów liczy się ”ostry”, ”groźny”, ”wzbudzający respekt” wygląd, jaki w odczuciu postronnych osób zazwyczaj daje okaleczone ucho Doga Argentyńskiego, Kanaryjskiego, Teriera Typu Bull czy Cane Corso, wygląd ”tradycyjny” dla rasy, wygląd ”fajny”, tzw ”kozacki wygląd”. Patrząc na wspólne foty niektórych osób i ich psów z nielegalnie oberżniętymi uszami (często Dogo Argentino ciętego na American Staffordshire Terriera lub Dobermana, żeby jeszcze tragiczniej było) można wysnuć jeden wniosek, ”kozacki wygląd”, który zdaniem niektórych dają psom cięte uszy, nie jest tym co cechuje większość właścicieli psów o tym ”kozackim wyglądzie”. Sorry.

”Pańcia” ma czas na zrobienie sobie pazurów i napisanie paru ”błyskotliwych” komentarzy na fejbukowej grupie kynologicznej, no ewentualnie przepuszczenie selfie z psem w piętnastu filtrach, które nieco poprawią jej ”look” na ”sexy tipsiarę”, ale nie ma go już na sprawdzenie i douczenie się ”Co nowego w diagnozowaniu i eliminowaniu chorób wrodzonych u rasowych psów”. Analogicznie ”pańcio” o swój sześciopak dba co najwyżej ”piwkowaniem” przed tv i tymi nieszczęsnymi, oberżniętymi psimi uszami, stara się nadrobić swoją posturę typu Zapocony Grubas z Brzuszyskiem lub Woody Allen z Korporacyjną Piwną Piłeczką, tak aby przynajmniej wygląd psa był ”kozacki”. I to wszystko. Nie dziwi mnie już więc dbałość o ”kozacki wygląd” ich psów u tych ludzi. Wygląd człowieka nie jest kwestią jego wyboru, ale nie dajmy się zwariować. ”Zapuszczenie się” jest wyborem, tuczenie siebie i swojej rodziny śmieciowym żarciem, jest wyborem, ”zatrzaśnięcie w solarium” jest wyborem, fundowanie sobie dziwacznych fryzur, przebieranie się za kogoś, kto ma styl i każde inne robienie sobie niedobraną ”stylizacją” krzywdy, też jest wyborem. W psach ”siedzą” panie, które nie umieją się pogodzić z tym, że natura w kwestii wyglądu nie była dla nich zbyt łaskawa i są panowie, którzy mają ”metr sześćdziesiąt w kapeluszu” albo wyglądają jakby byli w bliźniaczej ciąży od 20 lat, i z perspektywy czasu, naprawdę rozumiem, że dla znaczącej części fanatyków kopiowanych, za wszelką cenę, uszu, ”kozacki wygląd” u ich psów, to jedyny ”kozacki wygląd” z jakim ci ludzie kiedykolwiek będą łączeni. Okaleczone uszy psów, trzymanych przez nich na smyczach, psów których zdjęcia wrzucają na serwisy społecznościowe, nadają tym psom -przynajmniej w mniemaniu tych ludzi- ten specyficzny, ”fajny”, ”wzbudzający respekt”, dowartościowujący ich właścicieli, wygląd, na który ci ludzie, sami z siebie nie mają szans.

Przyszły nabywco, zanim zdecydujesz się na psa rasy tradycyjnie okaleczanej czy to obrzynaniem samych uszu czy uszu i ogona nie bierz przykładu z zakompleksionych patałachów i nie pokazuj wszystkim w około, że jesteś tak beznadziejną osobą, żeby za wszelką cenę stygmatyzować swojego psa nielegalnym okaleczaniem go kopiowaniem uszu. Po prostu wylecz się z kompleksów, ciesz się swoimi sukcesami, rodziną, przyjaciółmi, zacznij zdrowo się odżywiać, idź na siłownię albo rób bransoletki z koralików, cokolwiek, ale nie bądź, jak oni. Przyjrzyj się wszystkim tym ludziom, którzy choć od praktycznie 20 lat w Polsce psów okaleczać nie wolno, wciąż to robią. Chcesz być kojarzony/kojarzona z tym środowiskiem? Należeć do ”klubu lasek” w rodzaju ”może jestem (w dowolnej kombinacji) głupia, brzydka i gruba, ale mój pies ma zajebiste, cięte uszy” albo być jednym z tych pajaców, którzy są tak skrajnie przede wszystkim psychicznie nieatrakcyjni, że ”stawiają na ‚wzbudzający respekt’ wygląd swoich psów”? Jeżeli tak, to tym bardziej odpuść sobie presy, corsiaki, ttb i generalnie zainwestuj w wizyty w poradni psychologicznej, bo od ”jarania się” ”kozackim wyglądem” psa z nielegalni upierniczonymi uszami jest już tylko krok do podniecania się ”legendarną” zaciętością Dogo Argentino i puszczaniem ich ”za dziczkiem, żeby się sprawdziły w akcji”…

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu oraz zdjęć bez zgody autora jest zabronione.

Ps.

Fragment z Ustawy o Ochronie Zwierząt:

2. Przez znęcanie się nad zwierzętami należy rozumieć zadawanie albo świadome dopuszczanie do zadawania bólu lub cierpień, a w szczególności:

1) umyślne zranienie lub okaleczenie zwierzęcia, niestanowiące dozwolonego prawem zabiegu lub procedury w rozumieniu art. 2 ust. 1 pkt 6 ustawy z dnia 15 stycznia 2015 r. o ochronie zwierząt wykorzystywanych do celów naukowych lub edukacyjnych, w tym znakowanie zwierząt stałocieplnych przez wypalanie lub wymrażanie, a także wszelkie zabiegi mające na celu zmianę wyglądu zwierzęcia i wykonywane w celu innym niż ratowanie jego zdrowia lub życia, a w szczególności przycinanie psom uszu i ogonów (kopiowanie)”.

Podręcznik dla studentów medycyny weterynaryjnej autorstwa prof. dr. Marka Żakowicza ”Chirurgia małych zwierząt”, podręcznik, z którego uczyło się wielu praktykujących dziś lekarzy weterynarii, mówi jasno, iż skracanie małżowin usznych (kopiowanie) jest zabiegiem wykonywanym ze skazań estetycznych. Za prof. dr. Markiem Żakowiczem: ”Skracanie małżowin usznych (abbreviatio auriculae). Wskazania: względy estetyczne u niektórych ras psów.

Celem zabiegu jest usunięcie tylnej części małżowiny usznej, co powinno zmienić ustawienie opadającego ucha na ucho stojące. Jednocześnie zmieniony kształt ucha ma harmonizować z sylwetką zwierzęcia. Z tego względu dla każdej rasy istnieją nieco inne wskazania odnośnie do wielkości i kształtu usuwanej części. Małżowiny.

Technika zabiegu dla wszystkich ras psów jest wspólna. Przeprowadza się go u zwierząt, które nie przekroczyły 3-4 miesiąca życia. Najodpowiedniejszy jest wiek 2-2,5 miesiąca, jakkolwiek można skracać małżowiny także u psów w wieku 4-6 tygodni”.

 

Reklamy

”UMOWA SPRZEDAŻY” CZYLI KIEDY ZGŁOSIĆ POLICJI GROŹBY W RODZAJU ”PRZYJEDZIEMY I ZABIERZEMY CI PSA” ORAZ ”FAJNIE, FAJNIE, ŻE TAK WALCZYSZ O TE BADANIA, ALE WIESZ, W TYCH USZACH TO LEPIEJ NIE GRZEB”

leave a comment »

12784522_939706079476536_175874937_n

Na grupie Dogo Argentino Polska (Poland), lincz właścicielki psa, która ośmieliła się upublicznić film https://www.facebook.com/alex.xyzn/videos/g.300344586722991/1024202477654656/?type=2&theater z psem, u którego rozpoznano ”rozwijającą się dysplazję stawów łokciowych na skutek nieprawidłowego procesu kostnienia śródręcznego”.

capture-20160320-105218

karta info wizyty oli pies fa

 

UMOWA SPRZEDAŻY

Wbrew twierdzeniom osób, które tak chętnie zabierają głos w dyskusji dotyczącej psa pani Oli, wyjaśnić należy, że umowę sprzedaży rzeczy ruchomej (np. psa) zawrzeć można w trzech możliwych formach; ustnej, pisemnej i dorozumianej. W formie pisemnej umowę sprzedaży sporządza się dla przyszłych celów dowodowych, ale konieczna jest ona jedynie w przypadku sprzedaży nieruchomości. Dokument stwierdzający fakt zaistnienia dwustronnej czynności prawnej, którego zdjęcie na forum ww publicznej grupy, udostępniła właścicielka psa i które ja wklejam w tym miejscu

umowa oli forte apache (2)

składa się dwóch części. Pierwsza to potwierdzenie formy ustnej umowy sprzedaży czyli zapłata i wydanie rzeczy (jak wynika ze sfotografowanej treści zapłatę przyjęto, a rzecz wydano). Do czynności dwustronnej doszło, gdyż kwota została przyjęta i nastąpiło fizyczne wydanie rzeczy czyli psa rasy Dog Argentyński o cesze indywidualnej, którą stanowi nr chip zwierzęcia, pani Oli wydano. I nie jest istotne, że na sfotografowanym przez właścicielkę zwierzęcia dokumencie nie ma informacji kto z imienia i nazwiska za psa zapłacił, bo wyraźnie napisane jest jakiego konkretnie psa (oznaczonego indywidualnym nr. chip, dodatkowo potwierdzonym w lecznicy weterynaryjnej, w której dokonano rozpoznania ”rozwijającej się dysplazji stawów łokciowych na skutek nieprawidłowego procesu kostnienia śródręcznego”) wydała druga storna umowy. Częścią drugą tego dokumentu stwierdzającego fakt zaistnienia dwustronnej czynności prawnej jest zobowiązanie dostarczenia rodowodu, z czego nie wywiązała się strona, która przyjęła sumę 4tysięcy złotych i psa wydała właścicielce. Rodowód byłby jedynie dodatkowym potwierdzeniem faktu, iż prawo własności przeszło na właścicielkę psa, z chwilą, w której za niego zapłaciła, a druga storna wydała jej zwierzę. Wniosek jest prosty: jeżeli ktoś właścicielce nieszczęsnego psiaka grozi, że go jej odbierze, powinna ten fakt zgłosić policji.

W skrócie:

Odnośnie umów sprzedaży zapamiętaj sobie drogi czytelniku co następuje (za http://www.przewodnikprawny.pl/umowa-sprzeda-y-ruchomo-ci/):

”Umowa sprzedaży ruchomości może być zawarta w formie dowolnej, np. ustnej, pisemnej, a także w sposób dorozumiany. Przepisy nie wprowadzają w tej kwestii żadnych ograniczeń”.

”Ustalenie ceny sprzedaży stanowi jeden z przedmiotowo istotnych elementów umowy sprzedaży ruchomości. Cena wyrażana jest w postaci określonej kwoty pieniędzy lub poprzez podanie sposobu jej wyliczenia”.

”Podstawowym obowiązkiem sprzedawcy jest przede wszystkim przeniesienie na kupującego własności określonej rzeczy ruchomej oraz jej wydanie. Do przeniesienia własności dochodzi w zależności od rzeczy bądź to przez podpisanie umowy sprzedaży (rzeczy oznaczone co do tożsamości) bądź to przez przeniesienie faktycznego posiadania rzeczy na kupującego (rzeczy oznaczone co do gatunku oraz rzeczy przyszłe). Wydanie ruchomości ma zazwyczaj miejsce podczas zawarcia umowy lub też w innym terminie określonym w treści umowy. Ponadto sprzedawca ponosi odpowiedzialność względem kupującego, jeśli sprzedana rzecz obciążona jest wadami fizycznymi lub wadami prawnymi.”

”Obowiązkami kupującego, które wynikają z treści umowy sprzedaży ruchomości, są zapłata ustalonej ceny oraz odbiór rzeczy.”

”Do zapłaty ceny dochodzi najczęściej przy zawieraniu umowy”.

”Skutkiem zawarcia opisywanej umowy jest przeniesienie własności ruchomości na kupującego, który staje się nowym właścicielem nabytej rzeczy. Po zawarciu stosownej umowy sprzedawca zobowiązany jest do wydania, zaś kupujący do odbioru przedmiotowej nieruchomości oraz do zapłaty sprzedawcy ceny w umówionej wysokości. Co więcej, sprzedawca odpowiada za wszelkie wady fizyczne lub prawne, jakimi obciążona jest zbyta rzecz ruchoma. Z tytułu wady rzeczy sprzedanej kupującemu przysługuje uprawnienie do odstąpienia od umowy lub obniżenia ceny”.

Z chwilą, w której stajesz się właścicielem psa nikt, włącznie z hodowcą, nie ma prawa narzucać ci ani ”metod leczenia” ani ”lekarza prowadzącego”. To wszystko są twoje wybory, za które ty ponosisz odpowiedzialność.

Raz jeszcze wklejam wam link http://www.przewodnikprawny.pl/umowa-sprzeda-y-ruchomo-ci/ przeczytajcie CAŁOŚĆ ZE ZROZUMIENIEM, zanim zaczniecie czytać idiotyzmy wypisywane przez ”znawców rasy” na grupie Dogo Argentino Polska (Poland).

”ODDAM W DOBRE RĘCE” CZYLI UWAŻAJ ZANIM PRZEJEDZIESZ NA CZERWONYM ŚWIETLE

Znajdujesz w necie ogłoszenie ”Oddam szczeniaka/psa w dobre ręce” i myślisz ”O, jaka fajna okazja, dzwonię pod numer z ogłoszenia”. Long story short, dzwonisz pod numer podany w ogłoszeniu, potem jedziesz na spotkanie z osobą oferującą w ogłoszeniu ”oddanie psa”, a potem ta osoba odwiedza ciebie, ”żeby sprawdzić w jakich warunkach pies będzie żył”…

Wszystko jest fajnie.

Przez jakiś czas…

Aż… nagle okaże się, że ”wystąpił problem” i hodowca ogłosi ci, że postanowił ci psa odebrać.

Może być tak, że w ogłoszeniu oferowany będzie szczeniak, może być tak, że przedmiotem ogłoszenia będzie zwierzę dorosłe… Możecie tzw hodowcy dać się nabrać na ”oddam w dobre ręce” szczeniaka, psie dziecko, stanowiące ”zagadkę” (‚nie wiadomo co z niego wyrośnie’) albo zdecydujecie się zająć dorosłym psem, ze wszystkimi tego konsekwencjami (wyrobionymi wcześniej nawykami psa, deficytami dotyczącymi socjalizacji, kłopotami zdrowotnymi itp. itd. ). Osoba oferująca ”oddanie w dobre ręce” pewnie wcześniej was ”sprawdzi”, mniej więcej podobnie jak jakaś fundacja, z pomocą której czasem adoptuje się psy, koty i inne zwierzęta towarzyszące. Zarówno w przypadku szczenięcia jak i psa dorosłego będziecie ponosić określony koszty finansowe. Odkąd pies zostanie wam oddany, będziecie wydawać swoje pieniądze na odpowiednią karmę, opiekę weterynaryjną, szkolenia (szczenięta powinny być odpowiednio socjalizowane, natomiast dorosłe psy trzymane w hodowlanych kojcach, często mają spore deficyty związane z brakiem wystarczającej ilości tzw kontaktu z człowiekiem, odpowiedniej socjalizacji i nierzadko trzeba z nimi ”przepracować” te ”problemy”…), być może nawet wystawy, aż któregoś dnia zadzwoni do was ”wasz” hodowca albo pojawi się na progu waszego domu lub mieszkania i powie wam, że chce SWOJEGO psa z powrotem…

Zastanówcie się, zanim dacie się wkręcić w problem, dlaczego tzw hodowca miałby ”oddawać psa w dobre ręce”? Przecież może psa sprzedać, zaproponować umowę współwłasności, tzw warunek hodowlany albo umowę adopcyjną, dlaczego więc, po co miałby ”oddawać psa w dobre ręce”?

A teraz wyobraź sobie, że masz ileś tam psów, wszystkie musisz utrzymać (wykarmić i zapewnić im opiekę weterynaryjną) i poświęcić czas, by dać im odpowiednią ilość ‚ruchu na świeżym powietrzu’, generalnie zająć się nimi. Wiesz, musisz je socjalizować i dbać, by w hodowlanych kojcach nie zapomniały co to znaczy być psem…

Można psa/psy ”oddać na hotel” -zastanów się drogi czytelniku ile kosztuje doba tzw hotelowania psa? Albo wynająć kogoś -czytaj PŁACIĆ komuś za opiekę nad psami…

Ale może nie masz na to wszystko kasy?

Może nie masz na to wszystko czasu?

A może nie masz ani kasy ani czasu (tak bywa, kiedy żyje się z psów…)? Dodatkowo socjalizację 24/7 zapewnić mógłby tylko naprawdę oddany opiekun…

Rozumiesz już?

Nabicie w butelkę naiwniaka jest znacznie bardziej opłacalne od ”hotelowania”… no i kto jak nie oddany opiekun, któremu wydaje się, że Pana Boga z nogi chwycił, będzie tak o psa dbał?

”Oddam w dobre ręce” bez jakiejkolwiek z ww umów powinno być sygnałem ostrzegawczym. Ludzie naiwni dają się nabrać na takie oferty. Zawsze są chętni do żerowania na niewiedzy, braku doświadczenia i zwyczajnej naiwności.

Może się okazać, że szczeniak ”interesująco wyrósł” i tzw hodowca zechce go pod jakimś pretekstem odebrać, bo skończą się jego problemy, te które skłoniły go do oddania psa lub by wykorzystać go w hodowli albo sprzedać. I to od razu taki fajny ”produkt”, gotowy, ułożony, zsocjalizowany i zadbany… Jeżeli nie chcesz sobie fundować problemu, trzymaj się z dala od ofert w rodzaju ”oddam w dobre ręce”.

Weźmiesz psa w tzw dobrej wierze, przekonany, że hodowca wraz ze zwierzęciem przekazał ci prawo własności psa, wytworzysz z nim więź i będziesz ponosił koszty jego utrzymania, a potem, nawet po roku czy dwóch, okaże się, że musisz babrać się w sądową sprawę, w której jesteś oskarżony o przywłaszczenie, bo tzw hodowca będzie twierdził, że psa przekazał ci tylko ”na jakiś czas”, ”na przechowanie”, no i przecież nie masz żadnych dokumentów, włącznie z rodowodem, w którym jako właściciel wpisany jest hodowca…

Chcesz unikać dramatów? PILNUJ UMOWY. I pamiętaj, jeżeli ktoś jest rzetelnym hodowcą, ma porządek w dokumentach. Jeżeli więc przyjeżdżasz po odbiór psa i nie czeka na ciebie umowa, to sobie odpuść ”zakup”, zanim zaczniesz żałować, że ”uwierzyłeś na słowo”.

NA MARGINESIE

Jeżeli tzw hodowca znaczną część czasu spędza przed ekranem kompa, jedząc śmieciowe jedzenie albo popijając piwko, to nie ma możliwości, by wszystkim swoim psom zapewnił tę dzienną, normalną, wydawałoby się, dawkę ‚kontaktu z człowiekiem’ i ‚ruchu na świeżym powietrzu’ czyli by robił to, co robią osoby posiadające tylko jednego, dwa, może nawet trzy psy. Policzcie sobie drogi czytelniku ile psów jednorazowo miewają w swoich hodowlach rekordziści… Doba jest zbyt krótka by z każdym z licznego stada psów spędzić wystarczającą ilość czasu i poświęcić mu dość uwagi, by wychwycić np. rozwijające się problemy z aparatem ruchu… Inaczej wygląda opieka nad jednym, dwoma ewentualnie trzema psami, z którymi spędzają czas tzw zwykli właściciele (Wyobraźcie sobie ”spacer” z np. 6 psami równocześnie, np. Owczarkami Środkowoazjatyckimi… W hodowli jest 10 albo więcej psów? A ile rąk ma jeden człowiek? Z iloma psami równocześnie, np. Owczarkami Środkowoazjatyckimi albo Fila Brasileiro lub Dogo Argentino, może wyjść na tzw spacer jedna osoba? Ok, nawet dwójka? Ile czasu dziennie poświęcić można jednemu psu ‚wymagającej rasy’?). W hodowli nie można też ”puścić luzem” nawet na zamkniętym terenie, wszystkich psów razem, ”żeby się wybiegały”, bo w hodowlach zwierząt się nie kastruje i o ”zgrzyt” bardzo łatwo… Co z tego wynika? To, że psy miewają braki socjalizacyjne, ale co chyba jeszcze bardziej smutne, jeżeli pies, szczególnie młody i pełen energii z kojca wychodzi dwa razy w tygodniu, to nawet jeżeli ma poważny problem ze stawami i po prostu jest dysplastykiem, na spacerze ”wystrzeliwuje” i hasa, dokąd nie zacznie czuć się źle…

4 LATA…

Ponad cztery lata, najpierw pytań ”na odległość”, przez internetowe fora o ”To jak to jest z tym słuchem u Dogo Argentino? Przecież są białe, czyli mają skłonność do głuchoty, ktoś coś z tym robi? Bada się w Polsce Dogi Argentyńskie? Kto i czy w ogóle robi BAERT TEST swoim psom, zanim je zacznie rozmnażać? Można kupić w Polsce szczeniaka po BAER TEST?”, potem już ”na żywo”, prosto w oczy osobom, które rozmnażają psy z rodowodami ZKwP, tzw hodowcom, kiedy ich poznawałam podczas kolejnych wystaw…

Ponad cztery lata ”znajomości” z niektórymi z ”czołowych” hodowców argentyńczyków, ale i kanarów… Ponad cztery lata oglądania psów i uczenia się ile z tych wielogodzinnych rozmów ”na żywo”, przez telefon i fejsbukowy czat, rozmów o ”dobru rasy”, ”doświadczeniu” i ”błędach innych hodowców”, znajduje odzwierciedlenie w rzeczywistości czyli działaniach ludzi roszczących dziś sobie prawo do nazywania ich hodowcami przez duże ”H”.

Ponad cztery lata bezustannego propagowania wśród tzw miłośników psów znaczenia badań dzięki którym eliminuje się z hodowli osobniki kalekie. Propagowania wśród Nabywców, klientów tzw hodowców psów rasowych, zrzeszonych przede wszystkim w największym stowarzyszeniu osób związanych z rozmnażaniem rasowych psów czyli w Związku Kynologicznym w Polsce, świadomości dlaczego badania słuchu u Dogo Argentino i innych ”białych ras” oraz ”merli” są ważne i rozwijania w nich przekonania o potrzebie rzetelnej wiedzy na temat jakości słyszenia osobników używanych w hodowli/rozmnażanych. (Tzw hodowcy niby wiedzą, że to ważne, ale nie bardzo coś konkretnego z tą wedzą chce im się robić. Rzecz jasna są wyjątki, ale te wyjątki są ciągle bardzo wyjątkowe… Dlatego to Nabywca musi wywierać presję, by dostać produkt -w końcu w Polsce zwierzę jest rzeczą i tzw hodowcy dokładnie tak je traktują- możliwie najwyższej jakości -czytaj psa wolnego od kalectwa).

Ponad cztery lata, w ciągu których od ”forumowych znajomości”, wynikających z aktywności na forum w wątkach takich jak ten: http://www.molosy.pl/showthread.php?t=24149 (to tak a propos tego kto kogo ”lansował” i kto, i kiedy pod kogo się ”podczepił, wyczuwając okazję” do zostania ”ikoną zmian”, która tyle wniosła…) i ”to samo, ale po korekcie” http://www.molosy.pl/showthread.php?t=24341 lub ten http://www.molosy.pl/showthread.php?t=24509 albo ten http://www.molosy.pl/showthread.php?t=24349, z niektórymi tzw hodowcami Dogów Argentyńskich i Kanaryjskich, przeszłam przez ”klimaty” od ”a kim ty jesteś, że w ogóle śmiesz mi zadawać pytania na temat mojej hodowli, weź coś wyhoduj, a potem się mądrzyj”, do ”pojedź ze mną na wystawę, bo nie znam angielskiego i wiesz…” i… z powrotem.

Ponad cztery lata w ciągu, których (mówiąc delikatnie) łaszono się do mnie, ”prosząc o opinię” na temat psa, po to by niejednokrotnie ”obrazić się na amen” i ”wyzwać mnie” od ”teoretyków”, bo ”co ty wiesz, przecież nawet nie masz psa” (Przypominam ”hodowcom”: nie trzeba mieć psa, by wiedzieć rzeczy zupełnie podstawowe: https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2013/09/21/dog-argentynski-morfologia-i-anatomia-psa-wzorzec-rasy/).

Cztery lata, podczas których usiłowano mi wcisnąć psy i dla swojego ”pijaru” wykorzystywano fakt, że na moim kanale na Serwisie YouTube dokumentuję wystawy (Jeżeli ktoś kiedykolwiek myślał o tych materiałach jako o ”promowaniu hodowli” to jest mi bardzo przykro ponieważ ”promować hodowlę” mogłabym jedynie wtedy, gdyby a)płacono mi za to b)psy wchodzące w skład jej rozpłodowego stada były przebadane pod kątem wykluczenia jednostronnej głuchoty, dysplazji stawów biodrowych i łokciowych, a sama hodowla prowadzona byłaby legalnie czyli zgodnie z art. 10 Ustawy o Ochronie Zwierząt. Preferowanie określonego fenotypu i wymienianie i imienia i przydomka psów, które wyglądają jak Dog Argentyński, a nie jakieś białe wypłosze, nie jest ”promocją”).

Cztery lata, przez które tzw hodowcy, z ”klubu zazdrośników” sugerowali, że inni hodowcy, tzw ”bliżsi znajomi” płacą mi za to, bym ‚promowała’ ich hodowle. Nie, oni sobie czasem wzajemnie płacili, np. kiedy osoba X robiła stronę internetową osobie Y itp. Mnie, za jednoznaczne wyrażanie opinii odnośnie fenotypu poszczególnych psów ‚płacono’ hejtem osób, tzw hodowców, którzy czuli się pokrzywdzeni, tym że nie pieję z zachwytu nad ich ”dokonaniami” hodowlanymi. Cztery lata, jak to jeden z obrażonych znajomych, rozmnażający nieprzebadany argentyny, ostatnio określił ”wprowadzania mnie w tajniki hodowli” -włącznie z oglądaniem importowanych z … psów, które na warszawskie cargo przylatywały z całymi uszami, a potem ”coś” się im w te uszy ”robiło” i dziś (one też) uszy mają cięte… I cztery lata, w ciągu których przekonałam się, że czas leci i nic się nie zmienia, nieprzebadane psy nie są niechlubnymi wyjątkami, a normą…

Cztery lata podczas których ludzie początkowo uważani przeze mnie za ”tkniętych przez Boga” jakąś taką niesamowicie pozytywną energią/umiejętnością/wrażliwością (niepotrzebne skreślić) udowodnili mi -ale co smutniejsze sporej części osób, które zaufały im, że są profesjonalistami w tym co robią, nabyły od nich psa i dziś mają problem- że teraz tzw kynologią w Polsce parają się głównie osoby o wątpliwej etyce i niestety krótkim rozumku, który sprawia, że ciągle nie mogą nauczyć się, że ”hodowla” na psach, o których jakości słyszenia niczego się nie wie (zero BAER TEST wpisanego w rodowód psa) i których stanu stawów biodrowych i łokciowych nie zna się (zero badań rtg i wyników wpisanych w rodowód psa), to po prostu rozmnażanie jakichś psów.

Podobno rozmnażane/używane w planach hodowlanych są osobniki ”najlepsze”. Tylko, że ta najpopularniejsza wśród osób związanych z rozmnażaniem psów, ”najlepszość” nie wynika z tego, że dany hodowca w swoim hodowlanym planie używa jedynie osobniki wolne od kalectwa (np. jednostronnej głuchoty -BAER TEST, dysplazji stawów HD i ED, chorób serca, nerek, oczu), a psy które na podstawie WYGLĄDU za ”najlepsze” uznał jakiś sędzia kynologiczny albo 10u czy 50u sędziów… Tu nie ma niczego ”naukowego”. To są tylko subiektywne i w zatrważającej większości przypadków, nie poparte dowodami w postaci wyników badań, odczucia tzw sędziów kynologicznych i samych hodowców. Dodajmy, że sędziów którzy coraz częściej nie widzą (może JUŻ nie widzą, bo zbyt się do kalekich psów i ich sposobu poruszania się przyzwyczaili) kłopotów z aparatem ruchu u psów, którym przyznają hodowlane uprawnienia (a wielu sędziów równocześnie jest lekarzami weterynarii…)

Cztery lata znajomości, po których dziś został jedynie niesmak, bo dzisiejsze gwiazdeczki kynologicznego fejsbuka nie znoszą, kiedy im się ”wypomina”, że robią z gęby cholewę, zachwalając zaskakującymi każdego kto zna wzorzec Dogo Argentino, komentarzami, psy oszustów znanych z afer związanych z tzw odbieraniem psów nowym właścicielom pod pretekstem ”nie wywiązywania się” przez nich z umów, pseudohodowlami itp. Ale to normalne, kiedy ktoś żyje z psów, karmi je najtańszą karmą i generalnie nawet książeczki zdrowia ‚pożycza’ od znajomych, żeby wprowadzić psa na wystawę… Nie powinno dziwić, że ”trzepacze postów” na tzw specjalistycznych fejsbukowych grupach, jako znawcy i hodowcy istnieją głównie dlatego, że maja tupet, robią ”ładne” zdjęcia, które jak szaleni lajkują im ich znajomi i na pamięć znają rodowody psów (sztuka, która imponuje tylko chwilę, w końcu każdy może sięgnąć do np. tej bazy: http://worldpedigree.clubdogocanario.ru/) i ”ładnie piszą” o tym, czego kiedyś dowiedzieli się od kogoś, kto kiedyś ”coś znaczył” w hodowli ”ich rasy” albo dlatego, że czasem użyją na fejsbukowej grupie ‚brzydkiego wyrazu’, który powoduje, że w oczach czytających ”stają się bardziej wiarygodni w odbiorze”. W realu prawda wychodzi na jaw.

Spece od fejsbukowej pisaniny sami dopuszczają się zaniedbań w wyniku, których tzw linie w poszczególnych rasach obciążone są dysplazją, rozszczepem podniebienia, głuchotą itp… Na szczęście np. ww rosyjska baza danych dotycząca Dogo Canario/Presa Canrio jest znacznie bardziej rzetelnym źródłem informacji na temat dysplazji u psów wyhodowanych przez popularnych na fejsiku hodowców i zaglądając do niej, można dowiedzieć się znacznie ciekawszych, a przede wszystkim szokujących i niestety prawdziwych informacji o stanie bioder i łokci niektórych z polskich psów…

Przez ponad 4 lata mówiono mi ‚fajnie, że walczysz o badania w Dogo Argentino’. I co? To z czego wielokrotnie robili mi zarzut tzw państwo ”hodowcy” i ich klakierzy: ja hodowcą nie jestem, więc to nie ode mnie zależy to, jak często używane do rozrodu są zwierzęta kalekie z powodu jednostronnej głuchoty, dysplazji i innych schorzeń. A były, są i pewnie będą używane w tzw ”planach hodowlanych” dogo z ”niedosłuchem”, dysplazją i te ‚mocno przekazujące’ inne schorzenia, tak jak sporo jest np. dysplastycznych kanarów, bo nie nastąpiło ”pospolite ruszenie” i dziś komplet BAER, HD&ED u psów hodowlanych w rasie Dog Argentyński, zanim zrobi z nich rodziców szczeniąt, to EWENEMENT.

Ile polskich Dogów Argentyńskich, używanych w tzw programach hodowlanych jest psami po BAER TEST, których wyniki są dostępne dla Nabywców zainteresowanych kupnem po nich szczeniąt? Jak dużo, wśród psów z ‚uprawnieniami hodowlanymi’ jest tych definitywnie wolnych od jednostronnej głuchoty?

Wciąż, po ponad 4ech latach tego ”ale fajnie, że walczysz o te badania”, na palcach jednej ręki można policzyć hodowle pracujące na przebadanych psach. (I tak zawyżyłam, bo, skorygujcie mnie, jeżeli się mylę, ale TYLKO JEDNA HODOWLA w Polsce robi dziś komplet BAER, HD&ED u psów hodowlanych, zanim zrobi z nich rodziców szczeniąt). Wyników ”czołowych czempionów” nie można się doprosić od tzw hodowców, zwłaszcza tych z największym tupetem, bo ich po prostu nie ma.

Ja wiem co mam na podwórku” -to jest odpowiedź, która sprawiła, że kiedy kolejny raz usłyszałam ją, kiedy telefonicznie informowałam znajomą osobę będącą hodowcą DA, że ”biorę się za uszy, za kopiowanie i te ”zaświadczenia” o ”leczniczym kopiowaniu” i chcę, żeby to była wiedza, którą masz ode mnie, a nie z ZKwP”, zachciało mi się rzygać. Ale generalnie napinka na ”jestem hodowcą” i ”odpie…l się ode mnie”, jest zaje potężna… Tylko nie wiem z czego, poza tupcierstwem, wynika. Wystarczy zobaczyć ile z psów urodzonych w ostatnich latach w Polsce (rzadziej tych do Polski sprowadzonych -przy okazji: np. Włochy=zakaz cięcia, Węgry=zakaz cięcia = macie problem) ma uszy zmienione zabiegiem chirurgicznym… BAER TEST nie ma, ale uszy stoją… symetrycznie zmienione ”korektą po pogryzieniu przez inne zwierzęta” albo ”plastyką po ranach szarpanych głowy i uszu”… To są zarówno psy nie wchodzące w skład stad hodowlanych polskich hodowli, psy poszczególnych ”zwykłych Kowalskich” i ”speców” od DA, tych co to się ich yorki żon nie słuchają albo panienek, które lubią sobie zrobić słit focię z ”ładnym”, białym pieskiem, jak już skończą paznokcie malować, ale i psy będące w rękach osób związanych z ”amatorskim” rozmnażaniem psów, tzw hodowców…

Ile psów z uszami w nienaturalnym kształcie, z uszami nienaturalnie stojącymi ma za sobą BAER TEST i prześwietlenie bioder i łokci -to w przypadku Dogo Argentino albo tylko prześwietlenie, kiedy chodzi o Dogo Canario/Presa Canrio? Psy warto było poddać narkozie, by w wyniku jakiegoś chirurgicznego zabiegu (”korekta po pogryzieniu przez inne zwierzęta”? ”plastyka uszu w wyniku ran szarpanych głowy i uszu”? ”leczenie krwiaka ucha”? ”odmrożenie”? -się przekonamy…) kształt ich uszu uległ zmianie, ale nie było warto ich zwiotczyć, by dowiedzieć się czy obustronnie słyszą… Nawet w późniejszym wieku, kiedy chodzi o dysplazję. Ile z tych psów z uszami w nienaturalnym kształcie ma komplet BAER, HD i ED? Ile jest takich Dogów Argentyńskich? Zapytajcie hodowców…

Ilu hodowców ma -wydawałoby się- zupełnie naturalny odruch, kiedy są ”pomawiani”, że to z ich winy dany pies jest dysplastyczny, gdyż użyli w swojej hodowli osobników wręcz obciążonych dysplazją lub też ”tylko” zwierząt nieprzebadanych, automatycznego publikowania na Serwisie Facebook, opisanych przez weterynarza będącego chirurgiem lub radiologiem (nie ma w weterynarii specjalizacji ”ortopeda” i lekarze o wspomnianych specjalizacjach, dokształcając się we własnym zakresie, stają się kompetentni, by pomagać w diagnozowaniu, leczeniu, a w praktyce ‚zaleczaniu’ np. dysplazji i dalszym prowadzeniu obciążonego schorzeniem psa) zdjęć RTG wraz z opisem (diagnozą) stawów rodziców psa, o którym w danym przypadku mowa? Wybaczcie drodzy czytelnicy, że nie podam wam przykładu takiego zachowania, po prostu nie przypominam sobie takiej reakcji wśród hodowców Dogo Argentino lub Dogo Canario/Presa Canario, a przecież, jak pokazały ostatnie dni, ”przypadki” są https://www.facebook.com/alex.xyzn/videos/g.300344586722991/1024202477654656/?type=2&theater

Z zapomnianej już dziś akcji ”BAER dla Dogo Argentino” skorzystała garstka osób i to wcale nie dlatego, że ”tak trudno było się umówić”, po prostu nikomu nie zależało na tym by wiedzieć jaki jest wynik BAER TEST jego psa/psów. Suka, która miała być kryta pochodzącym z Włoch reproduktorem, której właścicielka zdecydowała się skorzystać z możliwości przeprowadzenia badania za 50zł, okazała się półgłucha i z krycia hodowla się wycofała. Dlaczego? Bo po badaniu ”zostaje ślad” i Nabywcy szczeniąt z kojarzenia, w którym jedno z rodziców ma stwierdzoną jednostronną głuchotę, mogliby mieć podstawy do ”nazwania tzw hodowczyni nieprofesjonalną”. Tak, badań u psów nie robi się dlatego, że ”zostaje po nich ślad” i nie można udawać, że ”ojejku, nie wiedziałam”. A jak kryjesz nieprzebadanym repem, to hulaj dusza piekła nie ma -przecież nie ma wyniku, nie ma śladu, może się upiecze…

Po tych czterech latach wciąż było dla mnie zaskakujące, że osoby podobno tak ”obeznane” w psach typu presa są tak niekonsekwentne nawet w teoretyzowaniu o psach (Szkoda, że nie uchroniło to ich ”obeznanie” i praktyka” (sic!) rozmnażanych przez te przypadki zwierząt przed różnymi schorzeniami, widać teoria nie musi iść w parze z praktyką [a praktycznie to się okazuje, że u tzw hodowców teoria tylko teoretycznie ma wpływ na praktykę i znajomość rodowodów, robienie foteczek i psianie postów na FB nie wystarczy, żeby być hodowcą]). Raz piszą jedno, innym razem coś zupełnie odwrotnego i kiedy prześledzić ich działalność, na jaw wychodzi, że choć tak mądrzą się na temat wzorca rasy albo żywienia, nie dość, że same wyhodowują coś skrajnie od tego wzorca odbiegającego, dopuszczają się szeregu zaniedbań w wyniku których psy mają albo deficyty psychiczne (co nie przeszkadza rozmnażać np. osobników skrajnie tchórzliwych, bo na tzw testy psychiczne osoby takie przyprowadzają inne psy niż te zgłoszone) i fizyczne, od krzywicy po dysplazję i inne zwyrodnienia. Ale ci tzw hodowcy i fejsbukowi trzepacze postów w przeprowadzaniu linczu na właścicielach kalekich psów są świetni. Nigdy nie zawodzą.

Można się nie zgadzać, mieć inne podejście do tego co jest najistotniejsze w fenotypie psa i mimo to ”różnić się pięknie”. Ale należy być konsekwentnym w kwestiach kluczowych. Można więc dziwić się i to zdziwienie wyrażać (”Ej, sorry, ale rok temu śmiałaś/łeś się z tego, że X prowadza po ringu coś takiego, a teraz robisz mu/jej reklamę i uwiarygadniasz go/ją takim a nie innym komentarzem. I ty to tak na serio?” -kiedy ktoś, kogo ma się za ”znawcę” właśnie zachwyca się jakimś koślawym wypłoszem, bo ”chce, żeby ją/go wszyscy lubili”). Można też odciąć się od tzw środowiska, kiedy to ”zmęczone”’ jest tym ”ale ty tak walczysz o te badania i taka pamiętliwa jesteś, a ja chcę, żeby wszystkim miło było”. Ale kiedy tzw ”środowisko” kryje skandal dotyczący szalejącej u psów z danej hodowli dysplazji, który okazuje się być tylko czubkiem góry lodowej, bo dysplazja w danej rasie nie jest czymś wyjątkowym, w więcej niż w jednej hodowli (jest tak popularna, że cudem byłoby krycie typu pies i suka A & 0/0 -no dobra, nawet B i ”jedynki”), nie można udawać, że wszystko jest ok, nic się nie dzieje i wmawiać sobie, że wciąż tylko ”różnimy się pięknie”.

Kiedy ktoś kryje psy bez kątów, ledwo się poruszające kaleki nie można go klepać po pleckach ”ale jesteś zaje”. Każdy kto ukrywa przed potencjalnymi Nabywcami szczeniąt prawdę o ”stylu” ”pracy hodowlanej” w danej tzw hodowli i dopinguje tzw hodowcę, który świadomie rozmnaża psy nieprzebadane albo przebadane-kalekie i swoim działaniem uwiarygadnia tego tzw hodowcę jest…

Oburzające jest, że tzw hodowcy i posiadacze, choć wiedzą ile kalekich psów ktoś wypuścił od siebie w świat czy to sprzedał je Nabywcom czy innym hodowcom albo jak bardzo zaniedbał swojego argentyna czy kanara albo majorkę, azjatę czy innego ”dużego psa”, fundując mu drastyczne problemy z aparatem ruchu, wciąż pieją nad ”talentami” i ”mądrością” takiej osoby, ciągle i ciągle uwiarygadniając ją jako tzw hodowcę, speca od żywienia i generalnie ”guru” bez którego działalności świat się zawali. (Wbicie sobie do łba rodowodów psów nie czyni ”hodowcą”, min dlatego, że na ”hodowanie psów” trzeba mieć pieniądze, a nie liczyć, ze się na psach zarobi. Tak samo jak nie jest treningiem przypinanie smyczy do obroży psa i nakazywanie mu by ”ciągnął”, ”żeby sobie masę mięśniową wyrzeźbił”. A co z grzbietem? [Cyklicznie wywoływany, długotrwały ucisk na tchawicę ma bardzo poważne skutki zdrowotne]. Ale, jak to było? Przecież ”co ja wiem”… W końcu ”nie jestem hodowcą i nawet nie mam psa”, a ”i do ZKwP też nie należę” -na szczęście 🙂 I dlatego mogłam ”ugryźć” tabu ciętych uszu…).

Żałośni są ”specjaliści”, którzy nie wpadli na pomysł zamrożenia nasienia tych swoich super-psów (a może wpadli, ale nie mieli kasy na opłacenie jego przechowywania w szwajcarskiej klinice albo współwłaściciel’ka oponował’a?). Tacy mUndrzy, tacy cwani, a młodość psa ”przeminęła z wiatrem” jak i wartość jego nasienia… #zamkinapiasku

To jest niesamowite jak działa to środowisko. Te ”wojny”, ”wojenki” i ”przyjaźnie”, ”pakty o nieagresji” i ”haki”, ”obrabianie sobie tyłków” i ”przekazywanie informacji”. Ale co zjednoczyło całe to towarzycho? Co sprawiło, że wszyscy oni mogli w końcu znaleźć jeden wspólny mianownik, który wreszcie dał im okazję do generalnego ”pojednania”? Co ”zjednoczyło” Hodowców i kanarów i argentynów? Uszy. I to bynajmniej nie BAER TEST.

USZYGATE…

Wygodnie jest nie wiedzieć pewnych rzeczy. Jeszcze wygodniej jest jak ci jakiś tzw ”autorytet” mówi ”jak życie wygląda”. Zawsze wolałam psy z ciętymi uszami. Przyzwyczaiłam się, to była ”moja estetyka”. No i kurczę, ”skoro Związek Kynologiczny w Polsce sobie wymyślił, że można przedstawiać te ‚zaświadczenia’ o ‚leczniczym kopiowaniu’, no to chyba można, nie? No w końcu jakby nie było można, to by ktoś z tym coś zrobił, prawda?” -wrong! Jak masa tych ignorantów z ZKwP, nie miałam pojęcia jak istotną w przypadku uszu jest semantyka… Naprawdę wierzyłam w tę propagandę, że ”jak się psu obetnie fragment ucha, to to mu jakoś medycznie lepiej robi”, że ”to jakoś go chroni, przed czymś” i że istnieje coś takiego jak ”kopiowanie ze względów medycznych”, bo było mi tak wygodnie, bo podobały mi się cięte psy. Tylko ciągle były jakieś problemy z tymi ”zaświadczeniami”… Niby to spoko jest i nie ma problemu, ale to się nie dodawało z tym, że ktoś ”jedzie na Słowację i psa przy hipermarkecie przekazuje komuś innemu i potem boi się czy mu tego psa oddadzą”… Te wszystkie kombinacje… ”Wiesz, ja to mam psy za granicą cięte, w Hiszpanii”, papier nawet taki mam, jakby co”… ”Masz to ‚zaświadczenie’, skseruj sobie, tu graficznie datę zmień i podpis jakiś daj”, ale nie wnikałam, bo podobały mi się kopiowane psy, więc co mnie obchodziło ”jak to się robi”?

Tylko któregoś dnia, czytając wypociny jednego czy drugiego ”autorytetu”, zastanowiłam się nad tym jak to jest, że psy, które nie mają BAER TEST, mają chirurgicznie zmienione uszy? Jak to jest, że psy z dysplazją stwierdzoną przez weterynarzy też mają cięte uszy, ich rodzice mają uszy cięte, ale nie mają prześwietleń? Jak to jest, że z tym ”legalnym cięciem” musi być jakiś ”specjalny wet, zaufany” i że ”to kosztuje od paru stów do ponad tysiąca pięciuset złotych” i że kto inny tnie, kto inny ”zaświadcza”… Że Ustawa obowiązuje od 1997 roku, a w Nowelizacji z 2012 pojawiło się w szczególności… Więc sobie odpuściłam ”autorytety” i zaczęłam czytać podręczniki dla weterynarzy, szczególnie te fragmenty o kopiowaniu, dysplazji i innych schorzeniach, a przede wszystkim sprawdziłam stan prawny… I nagle się okazało, że trzepiące posty na FB, osoby, które już się ”wyautorytetywowały”, robiąc z gęby cholewę i wypisując bzdety, ”żeby ich wszyscy lubili”, w tym ludzie, którzy skompromitowali się osiągnięciem polegającym np. na uzyskaniu np. galopującej dysplazji stawów w swoich liniach, po prostu opowiadają i wypisują o cięciu uszu swoim psom, totalne farmazony. (Przy okazji: polecam wam przyjrzeć się uważnie kto unika wszelkich fejsbukowych dyskusji o cięciu uszu… Kto, choć zazwyczaj mądrzy się na każdym kroku, tematów związanych z cięciem unika i się ”nie wychyla”… )

W życiu by mi się nie chciało zajmować tematem USZYGATE gdyby nie ta słaba, naprawdę parszywa reakcja środowiska związanego z psami presa na dysplastyczny skandal z początku zeszłego roku. Super-popularna hodowla i bum: dysplazja -ok, mogło się zdarzyć każdemu, ale to jak zareagowała osoba, która odpowiada za to, że te dysplastyczne psy pojawiły się na świecie, jak zareagowali znajomi tego hodowcy.. To było coś… Tupeciarstwo i przysłowiowe wykręcanie kota ogonem po bandzie. I wszystko ok, nikt nic nie mówi… ”Nic się nie stało”… Dziś mamy powtórkę na grupie Dogo Argentino Polska (Poland): pow ww filmem https://www.facebook.com/alex.xyzn/videos/g.300344586722991/1024202477654656/?type=2&theater, pod tym postem https://www.facebook.com/photo.php?fbid=1025835957491308&set=gm.1018662851557824&type=3&theater i także umieszczonym na tej grupie postem hodowcy.

Jak wprowadzić do Ustawy o Ochronie Zwierząt zapis mówiący, iż rozmnażanie zwierząt kalekich jest formą znęcania się nad nimi? By rozpocząć drogę najpierw trzeba obnażyć mentalność ”konsultantów” ”konsultujących” projekty ustaw dotyczących stricte psów. Ok, no to złapmy ZKwP za jego achillesową piętę czyli ”zaświadczenia o leczniczym kopiowaniu” i obnażmy ”procedury” od lat działające w tym stowarzyszeniu. Sprawdźmy czy hodowle prowadzone są zgodnie z art. 10 Ustawy o Ochronie Zwierząt -i tu też bida…

Przyznam, że zniesmacza mnie sytuacja, w której tzw hodowcy wypisują do mnie poematy na Facebooku i w smsach, dotyczące kontroli i ”kontroli”, które pojawiają się w ich hodowlach. Uważam, że to do siebie powinni mieć, pretensję jeżeli prowadzą hodowle psów ras uznawanych za agresywne, nielegalnie, bo Art 10 UoOZ nakazuje zarejestrowanie hodowli psów ”z listy”. Męczący jest też schemat, zgodnie z którym wyglądają te żale. Kolejny raz jasno zaznaczam: uważam, że nie jest hodowcą, ktoś kto z pełną świadomością kryje nieprzebadaną BAER TEST sukę rasy Dog Argentyński, której matka była jednostronnie głucha, a o ojcu wiadomo tyle, że jego ojciec dawał w każdym miocie szczenięta z ”niedosłuchem” (biorąc pod uwagę tylko mioty przebadane!). Jest to głupie i pozbawione jakiejkolwiek odpowiedzialności w sensie hodowlanym, szczególnie jeżeli w miocie tej suki była przynajmniej jedna jej zupełnie głucha siostra, a kryjący sukę samiec nie ma BAER TEST, bo ”przecież wiem co mam”. Szczenięta z takiego miotu, zwłaszcza jeżeli wziąć pod uwagę ‚tajemnicę dysplazji’ czyli fakt, że suka, jak i jej partner, jest nieprzebadana, oraz ”czkawkę po babci” czyli min. rozszczepy podniebienia, nie posiadają jakiejkolwiek wartości hodowlanej i powinny zostać wykastrowane oraz koniecznie przebadane i to tylko po to, by ich Nabywcy wiedzieli co mają i ”z czym to jeść”. Smętne jest, że najpierw ”zwierzano się mi” -przy czym ‚nikt nie przystawiał tzw hodowcy pistoletu do głowy’, aby informował mnie o swoim ”planie hodowlanym”, że ”na pewno będziemy badać przed kryciem”, po czym ”wyszło tak, że nie starczyło czasu”.

Po raz kolejny powtarzam: to nie ja do mnie dzwoniłam/pisałam i to nie ja mi dosłownie ”obiecywałam”, że przebadam psy, zanim ich użyję w ”hodowli”, więc nie kumam męczenia mnie żalami, że ”przecież nie trzeba mi się tłumaczyć z planu hodowlanego” i ”przecież nie ma wymogu badania”. Nie pamiętam ile razy powtarzałam, że takie ”plany hodowlane” to ja mam tam gdzie słońce nie dochodzi i mi się nie chce baterii marnować na wysłuchiwanie trucia, które mnie nie dotyczy, bo to nie moje psy i nie moja hodowla. To jest krótka piłka: badania to minimum. Nie masz przebadanych psów? To ”z czym do ludzi”? Rozmnażasz nieprzebadane psy i masz się za hodowcę? Nie zawracaj mi d…

Środowisko fanów kopiowanych uszu nie jest w stanie wybaczyć jednego: konsekwencji. Tak, drodzy ”miłośnicy psów” (z ciętymi uszami, w szczególności), wszystko fajnie, ale mieliście 4 lata na to by zacząć badać swoje psy, a przez cały ten czas tylko mówiliście, że zaczniecie to robić, więc nie możecie się dziwić, że skoro przed samymi sobą ”nie dotrzymaliście słowa”, uważam was za bandę cwaniaków, którzy na fejsiku ”lansują się” jako hodowcy, choć w gruncie rzeczy nie macie opanowanych nawet podstaw teorii genetyki, bo gdybyście mieli choć teorię, wiedzielibyście, że jest bezlitosna. I nawet tacy ignoranci jak ty czy ty powinni skumać, że te ”obrączki” na ogonach i ”łatki przy tyłku” są i będą, bo to po babci, legendarnej PECICY z ”łatą” wywabioną azotem… Tak samo jak rozszczepy… ”Łatki” widzicie, jednostronnej głuchoty zobaczyć nie możecie, a nawet jeżeli wasze psy przejawiają charakterystyczne symptomy, to jak mielibyście je zobaczyć, skoro nie widzicie albo zobaczyć nie chcecie, ewidentnych problemów z aparatem ruchu u waszych psów? Jak chcecie wyłapać znacznie subtelniejsze symptomy świadczące o jednostronnej głuchocie, skoro nie widzicie niczego podejrzanego w sposobie w jaki porusza się dany pies?

”Hodowcy-praktycy” -no błagam… Ludzie, którzy sobie praktycznie eksperymentują na żywych organizmach, realizują swoje egoizmy kosztem psów, nieprzebadanych, ale za to ”kozacko wyglądających”. I to takie smutne, że dla kasy kryje się sukę, o której parę miesięcy wstecz mówiło się ”jakie to jest gówno”… Każdy kto utrzymuje się z tzw hodowli psów jest partaczem, bo żyje z psów i nie stać go na ”poziom” i taka jest smutna prawda. Rozmnażanie psów, które trzyma się w bez dostępu do światła dziennego i wyciąganie ich z kojców na wystawy, to nie hodowla, no chyba, że chodzi o fermę fretek, ale wtedy to wprost nazywane jest barbarzyństwem. Psów tak się nie trzyma. Nie ma to jak skazać szczeniaka na deficyty od samego początku, wyhodować mu krzywicę, zadbać o to by był miękki bardziej niż ”włoski import”, od ciągłego przebywania w kojcu…

I te teksty, że ”nie ma sensu badać, bo ryzyko jest zawsze”. Poczytaj choćby o wynikach badań dotyczących eliminowania głuchoty u amerykańskich Dalmatyńczyków kretynko/kretynie!

Śmieszy mnie, choć to śmiech przez łzy jak czytam w tych smętnych wiadomościach, że się ”mszczę”. Ludzie, do ciężkiej cholery, to ja wam kazałam obcinać uszy waszym psom? To ja kserowałam ”zaświadczenia” i podrabiałam podpisy, bawiąc się ”fotoszopem”? Wiem, dotąd zawsze ”jakoś to było”, no ale tym razem koniec z ”jakoś to będzie”. To że nikomu wcześniej nie chciało się ”skubnąć” ZKwP za jego achillesowa piętę ”zaświadczeń o leczniczym kopiowaniu”, to też nie jest mój problem. Jeżeli cokolwiek się na was mści, to wasza własna głupota i arogancja.

Od czerwca zeszłego roku dzieje się naprawdę dużo 🙂 I w tym miejscu chcę podziękować moim czytelnikom 🙂 Dostałam przesyłkę i już ”poszła w świat” 🙂 Opadła mi szczęka, kiedy zobaczyłam nazwisko lekarza. W korespondencji zwrotnej, którą otrzymałam od instytucji, której przekazałam otrzymane dokumenty, pojawiło się sformułowanie ”(…) dokumentacją dowodzącą popełnienia przestępstwa przez lek. wet.”. Proszę mi wybaczyć, bo z oczywistych względów nie mogę na bieżąco informować o kolejnych etapach sprawy. Choć bardzo bym chciała, nie mogę w tej chwili napisać niczego więcej, ale pragnę wyraźnie podkreślić, że pomoc Nadawcy przesyłki jest nieoceniona i może być tym co wprawi klocki domina w ruch 🙂 oraz uzupełni przykłady urzędniczych zaniedbań dotyczących art. 10 UoOZ. Zaznaczę, że w tej chwili kończę opracowanie, które przekażę odpowiednim instytucjom, stąd też wciąż na blogu nie ukazał się tekst, który zapowiadałam już w końcu zeszłego roku. Po prostu w trakcie jego przygotowywania okazało się, że materiały zebrane przeze mnie w ostatnich miesiącach są zbyt obszerne i szczegółowe, i zdecydowanie przekraczają możliwości bloga. Jak tylko uporam się z ich ”podsumowaniem”, dam znać jakimś w miarę możliwości skondensowanym wpisem 🙂

Na koniec http://wiadomosci.dziennik.pl/polityka/artykuly/515384,glowny-lekarz-weterynarii-zmiany-rzad-beata-szydlo.html Już tylko biorąc pod uwagę tolerowanie (praktycznie 4 lata) przez Głównego Lekarza Weterynarii i cały Główny Inspektorat Weterynari „zaświadczeń” o „leczniczym kopiowaniu psom uszu” (OKSYMORON LEVEL HARD) czyli pseudodokumentów, nieposiadających podstawy prawnej i wytwarzanych tylko i wyłącznie na potrzebę (życzenia) poszczególnych członków, monopolizującego kynologiczny rynek w Polsce, stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce, by ci mogli na wystawach rasowych psów, organizowanych przez to stowarzyszenie, pokazywać okaleczone kopiowaniem psy, choć polskie prawo zabrania kopiowania psom uszu i ogonów, kwalifikując ten zabieg jako formę znęcania się, uważam, że to dobry początek. Świetnie, że stołki tracą ludzie współwinni znęcania się nad zwierzętami, urzędnicy państwowi, którzy choć mieli pełnić funkcje kontrolująco-nadzorcze nad przestrzeganiem zapisów Ustawy o Ochronie zwierząt, brakiem reakcji na napływające do nich informacje, dotyczące łamania przez członków ZKwP zapisów UoOZ, przyczyniali się do panoszącego się w ZKwP poczucia „nietykalności” jego członków i „bycia ponad prawem”, i tym samym szerzenia się w tym środowisku procederu ściganego z urzędu i zagrożonego karą pozbawienia wolności! Urzędnicy ci dopuścili się skandalicznego zaniedbania swoich obowiązków. Zobaczymy jakie konsekwencje zostaną wyciągnięte w stosunku do członków ZKwP, z których wielu jest lekarzami weterynarii…

A czytając dyski o ”zaniedbaniach ze strony nowych właścicieli” zacznijcie myśleć. Zdumiewające, że ludzie obserwujący grupy nie orientują się, że są rozgrywani przez tzw hodowców, którzy zamiast zacząć od stanowczego ścięcia argumentów osoby, która posiada np. dysplastycznego psa, poprzez publikację wyników rodziców takiego szczeniaka i tym samym udowodnienie, że jako hodowcy ze swojej strony zrobili co w ich mocy, by zminimalizować ryzyko wystąpienia kalectwa u potomstwa danej pary, czekają aż z sytuacji wybronią ich członkowie grupy… Przy każdej z takich sytuacji, czytam i nie wierzę. Nie chodzi już nawet o to, że zdarza się, że ludzie kompletnie skompromitowani swoimi ”dokonaniami” ”jadą” właścicieli niepełnosprawnych psów, po prostu niewiarygodne jest, że ktoś kupuje narrację, w której człowieka, który przedstawia diagnozę wystawioną przez praktykującego lekarza weterynarii, traktuje się jak idiotę i ciężar ”dyskusji” przerzucany jest na;

a) wybór weterynarza przez właściciela i to, że ‚na pewno wet jest niedouczony’

b) ”skąd hodowca mógł wiedzieć?” (Przecież ”dysplazja i inne schorzenia genetyczne biorą się z kosmosu”)

c) ”złą karmę i brak suplementacji” (Drodzy ”hodowcy”, sorry, ale to że niektórzy z was karmią psy najtańszym np. mięsem i nie mają na suplementy, żeby np. ociężałego np. Doga Argentyńskiego chociaż spróbować wyprowadzić z kozinca i mają czelność wmawiać osobom, które mają tylko jednego psa, że ich, jak tych ”hodowców” nie stać na dobrą karmę i właściwą opiekę weterynaryjną, jest szczytem s…a -mniej słodyczy przed fejsbukiem, miej piwka, a zostanie wam więcej kaski na suplementację i i prześwietlenia w kierunku zdiagnozowania HD i ED).

Taki jest standard tych ”dyskusji”: zrobić z Nabywcy szczeniaka-kaleki idiotę, wmówić mu, że wybrał niewłaściwego weta, że wszystko co dotąd zrobił w związku z tym co ten wet mu poradził było złe, głupie i dodatkowo zaszkodziło psu i opie…ć właściciela za to, że ”marnuje czas na kręcenie dymu na FB zamiast psem się zająć”.

Skoro czytacze ”dymnych” tematów są tacy mUndrzy i nawet po cwaniacku udzielają się w tych dyskach, to dlaczego nie ogarniają podstawowej rzeczy? To nie Nabywca psa ma się tłumaczyć, Nabywca tylko INFORMUJE czytelników posta o problemie i diagnozie, to hodowca musi pokazać, że wyeliminował z programu hodowlanego osobniki obciążone danym schorzeniem i dopiero wtedy taki tzw hodowca staje się ciut wiarygodniejszy jako autor połajanek w kierunku Nabywcy. Jest na Serwisie Facebook taka strona ”Institute of Canine Biology” -gorąco polecam na nią zajrzeć i zacząć sobie przyswajać treść artykułów, zanim zacznie się wypisywać kretynizmy na tzw grupach tematycznych. Mam świadomość, że niektórym tzw hodowcom bardzo nie na rękę jest pisanie o najnowszych odkryciach naukowców z dziedziny genetyki, ale mam to w nosie. Zacznijcie się uczyć drodzy miłośnicy psów. Zacznijcie czytać wartościowe teksty, bo jeżeli liczycie, że ”towarzycho” w swoich postach w tych grupach ”daje wam” ”wiedzę”, to się zaje mylicie. Aczkolwiek wbijcie sobie do głów jedno: aktualny trYnd jest taki: jeżeli ośmielisz się drogi Nabywco obnażyć ”efekt pracy hodowlanej” tzw hodowcy chronionego paktem ”w kupie raźniej” (może smród jednoczy?) przez towarzystwo wzajemnej adoracji, licz się z tym, że zaleje cię fala jadu, którego wisienką na torcie ma być wmówienie ci, że za to co zrobiłeś (podanie do publicznej wiadomości diagnozy psa) towarzycho ukaże cię zorganizowaną akcją i nawet pomogą tzw hodowcy odebrać tę nieszczęsną kalekę…

Zuza Petrykowska

Ps. Tak, wiadomość o tej samej treści wysyłam do tego do kogo ją wysyłam i ”wróbelków”… A odnośnie tzw oczekiwań: na wszystko jest czas i miejsce, cierpliwości.

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora jest zabronione.

%d blogerów lubi to: