Archiwa tagu: pula genetyczna

PROPORCJE I WZROST, UKŁAD KOSTNY I TKANKI MIĘKKIE ORAZ TRUDNE SŁOWO: ‚SUBSTANCE’ – WPROWADZENIE DO ANATOMII (NIE TYLKO) DOGO ARGENTINO

Oto esencja tego, co sprawiło, że jako smark zakochałam się w grupie II (wg klasyfikacji FCI): 

Obejrzyjcie sobie ten film, przeczytajcie wzorzec rasy FCI (nr. 116), popatrzcie jak wyglądają dziś DdB…

Ach, to siedzenie w domu

W połowie 2017 roku skończyłam cztery teksty na temat psiej anatomii i odłożyłam je na potem – miałam zdecydować, które z wytypowanych do nich grafik wybrać. Jednak czas mijał, zajęłam się innymi sprawami, a teksty sobie były w folderze… Jako że aktualna sytuacja zafundowała nam sporo przymusowego ‚czasu wolnego’, miałam okazję zrobić porządek min. w psich folderach i wreszcie wybrać grafiki. Tak więc w najbliższym czasie na blogu pojawi się nie tylko trzecia część komentarza odnośnie propozycji zmian w ustawie o ochronie zwierząt (aczkolwiek z zamieszczeniem tego tekstu czekam aż nieco uspokoi się bieżąca sytuacja, bo zależy mi, byście czytając go skupili się i nie byli zestresowani tym wszystkim co dzieje się obecnie) oraz tłumaczenie z zakresu genetyki  (tu, jak z trzecią częścią komentarza, czekam na spokojniejszą aurę), ale i seria o anatomii 🙂 Dziś zamieszczam tzw wprowadzenie do serii tekstów dotyczących tej zupełnie elementarnej kwestii, jaką jest anatomia psa. Pamiętajcie: choć jakość towaru dostępnego dla nabywców ograniczają materiały, na których pracują jego producenci, nie ma powodu, by eksterierowo kiepskie rasowe psy, celowo przez tzw hodowców powoływane do życia (produkowane), były jeszcze bardziej …kiepskie tylko dlatego, że ich nowym właścicielom nie chciało się wykonać minimum pracy.

 Co w trawie piszczy 

Naturalną konsekwencją prowadzenia tematycznego bloga jest możliwość ”monitorowania” zagadnień i problemów, których rozwiązań poszukują jego czytelnicy. Czytelnicy, którzy kontaktując się ze mną przez stronę bloga na Facebooku oraz moje prywatne konto na tym serwisie (gdy jeszcze istniało 🙂 ), często blog pomagają prowadzić, przekazując wartościowe materiały (ponownie: dziękuję), zadając pytania (na których odpowiedź czasem czekają bardzo długo, za co w tym miejscu raz jeszcze przepraszam) oraz proponując tematy, które ich zdaniem należy poruszyć (w przygotowaniu mam kolejnych kilka tekstów, które ukażą się, gdy tylko czas pozwoli mi je dopracować) i pokazują, że opcja ”najczęściej szukane” nie jest aż tak miarodajna, jak przypuszczałam. W trzeciej części ”O RÓŻNICACH, CZYLI JAK NIE STAĆ SIĘ ROZCZAROWANYM NABYWCĄ”, tekstu, który pisałam korzystając z własnych doświadczeń, obserwacji i niejednokrotnie ”szoków”, ale też właśnie jako swego rodzaju wynik i podsumowanie rozmów (w tym w formie korespondencji) z wieloma (także niestety już rozczarowanymi) posiadaczami psów oraz osobami, które do zakupu lub adopcji psa dopiero się przygotowują i chciałby uniknąć błędów, sporo miejsca poświęciłam niezrozumieniu opiekunów młodych molosów problematyki układu kostnego i aparatu ruchu u psa. Obiecałam też, że szerzej zajmę się kwestią żywienia młodego molosa w kontekście zapewnienia mu optymalnych warunków rozwoju. Po przeczytaniu pierwszego z serii czterech, wprowadzającego tekstu, sprzed ponad dwóch lat, po tym jak go zapisałam w folderze i o nim zapominałam, tekstu sprzed ”aktualizacji” zawierającej pytania, z którymi pisaliście/dzwoniliście, przez ten czas i po ponownym podsumowaniu treści przesyłanych mi przez was wiadomości i naszych konwersacji, zdałam sobie sprawę, że pierwotne założenie, z którym ”Wprowadzenie” pisałam, nie było właściwym. Opisywanie doświadczeń z gotowymi porcjami mięsa (RAW) kupowanymi przez internet, na które ”kocia inspekcja”, będąca w takich sytuacjach zawsze o krok przed psim konsumentem, reagowała potrząsaniem łapą i obrazą kociego majestatu (co zdecydowanie obniża wiarygodność produktu jako ”wysokiej jakości”), to za mało. (Nic nie zastąpi ”instytucji” rzeźnika z bazarku.) Pisanie na zasadzie porównywania różnic w rozwoju kośćca i masy mięśniowej u np. dwójki osobników w zbliżonym wieku i typie, jednak zupełnie inaczej prowadzonych, inaczej karmionych (plan żywieniowy podparty merytoryczną bazą vs. przypadek z rodzaju ”akurat to było w promocji”) i pochodzących z różnych kojarzeń, mających różnych przodków, to zawsze pisanie tylko o dwóch bardzo konkretnych osobnikach. Dotarło do mnie, że by napisać o żywieniu w sposób z mojego punktu widzenia zadowalający, musiałabym napisać coś o podstawach, coś w rodzaju osobnego poradnika poświęconego tylko i wyłącznie tej tematyce, a nie ma sensu ”odkrywanie Ameryki”, skoro w sieci jest całkiem sporo wartościowych (kompletnych) artykułów (także w języku polskim), których z jakiegoś powodu wy jeszcze nie przeczytaliście. (Why?) Zdecydowałam się więc na zadanie ”pracy domowej” chętnym do jej odrobienia czytelnikom bloga i polecenie wam (to pod koniec dzisiejszego artykułu) polskojęzycznych opracowań na początek następujących tematów; ”Znaczenie witamin w żywieniu psów”, ”Znaczenie mikroelementów w żywieniu psów”, ”Budowa, pochodzenie i rola białek w żywieniu psów”.

Sorry, no sorry

Kretyńskie i sfeminizowane po korek bieganie w kółeczko na wystawkach-ustawkach zdegenerowało masę ras. Psy rasowe przestały wykonywać prace, dla których poszczególne rasy powstały i teraz zadaniem przygnębiającej większości z nich, ich podstawową pracą i formą użytkowania (poza uzyskiwaniem dla tzw hodowców dochodów ze sprzedaży szczeniąt) w kontekście ich rasowości, jest ustawienie się na wystawowym ringu i to w pozycji przećwiczonej (maksymalnie maskującej mankamenty anatomii) oraz ”zaprezentowanie się w ruchu” – dobre sobie… Bo co powiedzieć, gdy pani ”hodowca” (i lekarz weterynarii w jednej osobie, żeby bardziej harDkorowo było) na sznurku ciągnie za sobą po ringu psie kuriozum: molosa, ociężałego kloca o ”gibkości” a’la sparciała gumka recepturka? Można tylko zapłakać. Z perspektywy czasu sama nie wierzę, że mogłam być aż tak naiwna, gdy dekadę temu wróciłam do kynologii, by znaleźć psa dla siebie, iż oczekiwałam, że typowy Dog de Bordeaux wciąż wygląda i potencjalnie jest tak sprawny, jak pies z filmu, który oglądałam w pierwszej połowie lat ’90 tych. Wierzę, że są jeszcze gibkie, zwinne, nieco rustykalne, surowe, umięśnione i tak, to to słowo: atletyczne Dogi de Bordeaux. Nie widziałam takich, ale wierzę, że są …w końcu nadzieja umiera ostatnia.

W tym wszystkim do czego doprowadziła rzeczywistość, w której za ”hodowlę psów w czystości rasy”, zamiast facetów, którzy przy pomocy tych rasowych psów aktywnie wykonywali konkretną robotę, zabrały się (nierzadko mocno rozhisteryzowane/ sfrustrowane) panie, którym się nudzi, żenadę podbija to, że psy które nieźle/nie najgorzej/znośnie wypadają na (skrupulatnie selekcjonowanych i czasem też obrabianych w programach graficznych) fotkach, oglądane live lub na filmie nieprzyjemnie często rozczarowują …nędzą. Nie tylko ruchem, ale całym swoim wyrazem albo raczej jego brakiem, bida-anatomią. Czasem wystarczy zobaczyć je na innym zdjęciu, w innym ujęciu, by wszystko się wydało. A czasem niespodziewanie ot, tak człowiek zderza się z rzeczywistością i aż go zatyka…

Kobieta trzyma smycz, na której końcu stoi ciemno pręgowany, brachycefaliczny (acz o całkiem normalnej długości kufy, nie płaskiej a’la wklęsłej, jak po zderzeniu ze ścianą) pies wzrostu Boksera o sylwetce …żadnej (”bez mięśni” → klasyczna parówka) i kośćcu przeciętnego wyżła. Poza obwisłymi faflami i okrągłą głową, nie ma w nim nic z molosa. Ponieważ napatrzyłam się na różne kynologiczne nieszczęścia z ”superhodowli” (szczególnie na wystawach klubowych), typując ”co to za rasa”, obstawiam, że ten pies może być Cane Corso, choć nijak na Cane Corso nie wygląda. (W corsiakach wachlarz straszydeł przebija ”opcje” występujące u argntynów. Poza tym ludzie posiadający rasowe psy bywają na tle ich rasowości bardzo wrażliwi. Jakiś czas temu mijałam panią z psiakiem przypominającym Nova Scotia Duck Tolling Retrivera i zwróciłam się do osoby, z którą szłam: ”Zobacz, jaki ładny kundelek, trochę jak ten Kaczkowy Retriver”. Boszzz… Właścicielka owej emanacji depresji inbredowej prawie zabiła mnie spojrzeniem, po czym wybuchnęła: ”To jest Retriver z Nowej Szkocji!”) Strzelam więc: ”To corsinka?”, pani odpowiada krótko: ”Nie.” Oj… Ale nie poddaję się, zgaduję dalej: ”Bokser?” – to był mój drugi typ. Jak ten pies, mógłby wyglądać kupiony okazyjnie za 500 zł ”Bokser”, mieszaniec Boksera z Czymś. Pies, którego profil sylwetki (na szczęście) odbiega od ”idealnego”, lansowanego w FCI, czyli Bokser, którego linia grzbietu nie przypomina stoku narciarskiego dla początkujących. ”Bokser” z lepszą proporcją: grzbiet vs. długość łap. Ale pies, na którego patrzę to nie Bokser. Pani (chyba zniesmaczona moją nieznajomością psich ras) wyręcza mnie: To Bullmastiff. Powstrzymałam impuls: ”Ta bida?!”. I odparłam tylko coś w rodzaju: ”Ten drobiażdżek?”, i zszokowana poszłam dalej. Sylwetka parówkowego weimara, tylko ciemno pręgowanego i z głową Bida Corsiak Bokser Mix, i nazwa rasy: BullMASTIFF. Przecież to aż w uszy, nie tylko oczy, zgrzyta. Ból tak, ale nie nie Mastiff. Cóż, takie czasy…

Gdy konkretnie o dogo chodzi najbardziej uderza, że przestały być rustykalne, zabrakło im surowości, nie mają już ciał dogo. Nie widać u nich definicji mięśnia, sporo w ogóle wygląda jakby mało zanik mięśni, więc jak mają mieć ładnie zdefiniowane mięśnie? Jak mówić o; gęstości, grubości, wypełnieniu, separacji, tym docięciu i dobrej ekspozycji mięśni, gdy patrzy się na wypłosze (których właściciele i/lub hodowcy sami ”definicje mięśnia” mają… mocno niezdefiniowaną i nawet nie rozumieją o co chodzi). Argentyny zgubiły to Autentyczne Coś, ”zadziora” w wyrazie, w całej swojej strukturze, formie, nie mają substance. I nie ma bata, żeby obrzynanie uszu cokolwiek pomogło. Przeciwnie, te cięte uszy jedynie podkreślają nędzę i definitywnie obnażają właściciela psiaka typu Popłuczyny, ale Cięte, bo dokładnie wiadomo o co chodziło z ”wyborem rasy”, gdy patrzy się na psa takiego człowieka (i jego samego).

Cóż, stado psów zamkniętych w kojcach, to stado psów zamkniętych w kojcach – z bezczynnym siedzeniem w kojcu nie ma mowy o substance. Właściciele tych kojcowo-wystawowych dogo też od patrzenia w telewizor nie wyrzeźbią sylwetek. (Poza tym w ”rzeźbieniu sylwetki” także nie chodzi o kuriozalny efekt a’la Jonny Bravo itp. Zero proporcji i ogromniasty biceps poza którym na ręce nie dzieje się absolutnie nic; niczego innego nie widać, bo nic innego nie jest ”zrobione”… No, ewentualnie jakaś idiotyczna ”dziara” – odpowiednik ciętych uszu u psa. Z takimi właścicielami też nie ma o czym rozmawiać.) A dodatkowo na psach z linii Popłuczyny po Rasie też nie zbuduje się niczego wartościowego.

I najsmutniejsze, że nawet proporcjonalne Dogo Argentino coraz częściej nie mają ciał, wyrazu, owego SUBSTANCE; są ”ciastowate”, ”obłe”, jak zeszlifowane drobniutkim papierem ściernym i wygładzone, wypolerowane do granic byle jakości, przypominają odlane z porcelany, niczym nalane Cane Corso. Nie dają wrażenia ”siły”, nie są ”atletyczne”, są… Białe. I parówkowate. 

Ale tak to jest, gdy psy przeznaczone to chase and kill big powerful animals zaczynają rozmnażać ludzie, którzy… Po prostu chcieli rozmnażać białe psy, które ”groźnie wyglądają”. A potem, w większości te psy kupują ludzie, którzy mają je po to, by ”wyglądały”… I wydaje im się, że jak już będą te psy mieć, to one same się ZROBIĄ tak, żeby ”WYGLĄDAŁY”. Niestety, samo to się robi tylko to, że te psy wyglądają jak nędze, jak parówki. W Polsce Dog Argentyński co najwyżej może tylko wyglądać. Hodowcy i właściciele parówek nawet o to nie dbają. 

Back to basics; ”stosunek wapnia do fosforu” i takie tam

Ten akapit zawierać będzie niby oczywiste oczywistości, uwagi, które ”wszyscy znają i rozumieją” i których ”już nie chce się czytać”. Wszyscy są ”tacy mądrzy” i tak ”wszystko wiedzą”, a mimo to masa rasowych psów wygląda jak Popłuczyny po Rasie, której mają być przedstawicielami. Hodowcy-producenci rasowych psów to w sporej części osoby kompletne przypadkowe i, co idealnie pokazują fejbukowe ”dyskusje” (ta ich ”klasa” i ”poziom”), naprawę ograniczone, ale wszystkiego na tych fejsbukowych pseudointelektualistów od kynologii nie można zrzucać. Tzw ”przewapniowanie”, zanik mięśni etc., to ”zasługa” opiekunów psów, ludzi, którzy są z nimi 24/7. Więc musicie rozumieć, wiedzieć jak bardzo ważne jest to czym i jak swojego psa karmicie lub karmić dopiero będziecie, jak ogromny jest wpływ żywienia na ogólny rozwój psiaka, oraz jak właściwie skomponować dietę waszego psa. A aby było to możliwe, musicie nauczyć się podstaw. (Psiarzom, którzy nie mają w zwyczaju dbać o własną dietę wiedza, którą nabędą czytając i ucząc się o powyższych kwestiach może przydać się do tego, by zaczęli z większą uwagą wybierać to, co nazywają ”jedzeniem” i bardziej dbać o samych siebie). Przyswojenie sobie czym są witaminy, mikroelementy, co i jak pies trawi, co z tego wynika, co jego organizm absorbuje, a czego nie i jakie pomiędzy poszczególnymi składnikami pokarmu zachodzą zależności, jest kluczowe dla zrozumienia kolosalnego znaczenia jakie ma żywienie w przypadku, w którym ma się pod opieką szczenię molosa. Szczenię typu, który jako osobnik dorosły osiąga znaczącą wagę. Bardzo często, kiedy odpowiadam na przesyłane do mnie wiadomości albo rozmawiam z moimi czytelnikami przez telefon, proszę te osoby, aby zdecydowały się wykonać RTG stawów psiakom, których zostały właścicielami (bądź zostaną wkrótce). I by zechciały sobie poczytać o wapniu i fosforze, szczególnie gdy czytam te lakoniczne (powtarzające się) ”karmię surowym”, ”jest na suchym” i widzę zdjęcie psiaka, którego dana osoba zdecydowała się kupić i teraz go żywi ”z nadzieją, że mu będzie służyć” to surowe albo suche… Niestety, wiele jest prawdy w powiedzeniu, że ”pierwszego molosa/presę się psuje”, na nim zdobywając doświadczenie (albo i nie)… Zwłaszcza, że mało który właściciel ”odrabia pracę domową” przed zakupem/adopcją psiaka i większość ”nie ogarnia bazy”, gdy upragniony pies trafia do ich domu.

Kolejna tajemnica poliszynela: wiele osób karmi swoje psy dosyć przypadkowo, ”ekonomicznie”, kupując nie tę/taką karmę, która jest dla psa najwłaściwsza na danym etapie jego rozwoju i optymalna w sensie kaloryczności, ale tę/taką która jest tańsza. Albo też bezsensownie eksperymentując z gotowymi karmami, bo ktoś coś tam im powiedział, czy też samodzielnie przygotowując psie posiłki. Są osoby, które podają szczeniakom mnóstwo surowego mięsa… (Do czasu). Albo ”rozpieszczają je” tłustym nabiałem i dziwią się ”kłopotom”… Nie ma w takim ”żywieniowym stylu” żadnego planu, ściśle określonych wytycznych ani sprecyzowanego celu. Nie ma w nim przede wszystkim odrobiny merytorycznego przygotowania – zero wiedzy. Dużo jest za to ”słyszałam, że…” i ”przeczytałem na grupie na fejsbuku”. I chaosu. I wszystko to widać, chwilę po tym, jak rzuci się okiem na szczeniaka czy podrostka, który ma kiepską sierść albo jest wręcz różowo-łysy, zastanawiająco chudy, szczudlasty, z wystającymi żebrami i generalnie cieniutkiej jak sznurówka kości. (Albo zapasiony, jak mały tucznik, a co tam stawy…) 

Na starcie zachwiane proporcje i niedobory

Proporcje sylwetki są bardzo ważne. Ich brak, tj proporcje zaburzone u szczeniaka w wieku 8 tygodni, czyli w wieku, w którym szczenięta zwyczajowo opuszczają hodowcę i trafiają do nowych domów, zdradzają, że w przyszłości psiak nie będzie należał do tych, o których mówi się, że są ”harmonijnie zbudowane”. To, co jest (no sorry, ale) po prostu brzydkie w tym wieku, będzie takie, kiedy dorośnie. (I pamiętajcie, że choć Dogo Argentino to ”molos typu presa”, szczeniaki dogo to szczeniaki typu ”klucha”, a nie zachudzone szczury! Małe dogo mają fałdki a’la mały budda, mocne głowy i łapy, nie wyglądają jak ”Resztki z miotu Dalmatyńczyków bez Kropek”, chyba, że pochodzą z kojarzenia typu ”Dalmatyńczyki bez Kropek” albo są zarobaczone.)

Niewłaściwa budowa anatomiczna, w tym zbyt cienka kość (”nóżki jak wykałaczki”), szczególnie rzucająca się w oczy zbyt krótka kość udowa, przy (nierzadko) jednocześnie znacząco wydłużonej kości piszczelowej i niepoprawnym kącie nachylenia miednicy, ”zapadnięty front” oraz ogólnie nieciekawy fizyczny wyraz szczeniaka, nie wróżą niczego dobrego. Szczątkowe kątowanie kończyn tylnych zanika u tego typu psów wraz z ich wzrostem. Niewłaściwy pokarm np. zbyt wysoka w nim zawartość wapnia, dodatkowo pogarsza i tak od początku wadliwy układ kostny tego typu psów. (Warto zwrócić uwagę, że tzw hodowcy, zarzucający fejsika zdjęciami tego rodzaju szczeniąt praktycznie nigdy nie pokazują ich, kiedy te są już podrostkami lub zwierzętami około dwuletnimi, inaczej niż w pozycji siedzącej lub na wprost. Ukrywają owe marniutkie, suchutkie, szczątkowe ”zadki”, z wątpliwej kondycji stawami, ”hodowlanki” robią na wystawach w pipidówkach podczas ”solowych występów” i przechodzą mini załamania nerwowe za każdym razem, kiedy ktoś celowo lub nie uchwyci takiego ich psa na fotce z wystawy… Ale co zdumiewające, zupełnie nie wstydzą się u tych samych psów, tzw kurzych mostków, do których wrócę w dalszej części tekstu.)

Jest też trochę osób, którym udaje się nabyć całkiem niezłe anatomicznie szczeniaki (takie po całkiem niezłych anatomicznie rodzicach, dziadkach itd.), których potencjał nowi opiekunowie po prostu marnują, karmiąc je byle jak i nie dając szansy tym psiakom, by rozwinęły się w pełni. Nie jest żadnym zaskoczeniem że z kojarzenia w rodzaju ”Samiec typu Popłuczyny po Dogu Argentyńskim x Suka typu Popłuczyny po Dogu Argentyńskim” wychodzi Koszmarek, ale jest wielką szkodą oglądać potomstwo całkiem poprawnych, a czasem wręcz świetnych (w tym min. wolnych od wad wrodzonych) rodziców, dziadków itd., które ze względu na ograniczenia właścicieli, ich brak chęci do czytania i nauki oraz ogólne lenistwo, wygląda jak potomstwo dogo-popłuczyn. Przypadki takich psiaków są niezwykle frustrujące dla hodowców, których omija możliwość przekonania się czy oceniając szczenię jako ”zapowiadające się całkiem nieźle” pomylili się co do oceny samego szczenięcia czy jednak osoby, której je przekazali.

Tej podstawowej wiedzy jest bardzo dużo. Ale nikt za was tego nie zrobi: nikt za was nie nauczy się elementarnych podstaw. To praca, którą wy, przyszli i obecni (dla was to ostatni dzwonek) właściciele musicie wykonać, chcąc wychować molosa, jak i presę na sprawnego psiaka, który będzie w stanie optymalnie wykorzystywać swoje zasoby i swoją ”rasowość”. Inaczej czyjakolwiek praca to tylko ”pisanina/paplanina o żywieniu”, która mija się z celem i niczego nie wnosi.

Od zera do bohatera? Nie bardzo

Ciągle jeszcze i pewnie tak już zostanie, naprawdę często to przypadek decyduje, że ”wybiera się” rasę psa. Przypadek decyduje, że ”wybiera się” szczenię z ogłoszenia. Przypadek decyduje czym i jak psa się karmi itp. itd. Tylko na końcu tego ciągu przypadków oczekiwanie ”mistrzów przypadku”, którzy któregoś dnia chcą ”Na wystawę!” lub gorzej: ”Robimy szczeniaczki!”, jest takie, że byle jaki pies, po byle jakich przodkach, byle jak karmiony, byle jak utrzymywany (ach ta ”ilość ruchu na świeżym powietrzu” itd.), anatomicznie i sprawnościowo będzie psim odpowiednikiem Daniela Cragia w ”Casino Royal”. WTF? Ludzie: jak? Skąd takie pomysły?

(https://wyborcza.pl/51,75410,17783738.html?i=1)

Edukacja (odpuście ”łażenie na skróty”)

Nie mam zamiaru wprawiać w złe samopoczucie nikogo z moich czytelników, żadnej z osób, która zdecydowała się do mnie napisać, czy z którą kiedykolwiek rozmawiałam. Nie. Po prostu ogólną prawdą jest to, że aby być w stanie pewne rzeczy zrozumieć i rozmawiać o nich na określonym poziomie, wpierw należy o tych rzeczach czegoś się dowiedzieć i nauczyć dotyczących ich podstaw. Jeżeli ktoś ”nie ogarnia bazy” w rodzaju dodawania i odejmowania, nie pójdzie dalej i nie pojmie mnożenia i dzielenia, ”zatnie się”. Często zdarza mi się rozmawiać o psach, także z osobami ”oczadziałymi” na punkcie (przede wszystkim) mitu Dogo Argentino. Z osobami, które w pewnym momencie zdają się mieć mi za złe, że nie rozumieją co i o czym do nich mówię. Daleko za mną jest etap, w którym z wyrozumiałością tłumaczyłam nienadążającym gdzie u psa jest kolano, co oznacza i z czego wynika ”karp” albo ”iks”, dlaczego ”białych” nie wolno karmić ”po taniości” np. kurzymi korpusami, co to znaczy ”hodowca godny zaufania” (szczególnie w kontekście rasy genetycznie predysponowanej do uszkodzeń min. zmysłu słuchu), po co psom ras dużych podawać kolagen, dlaczego pewnych nawyków w psach wyrabiać nie warto, itp. Molosy, jak presy, a Dogi Argentyńskie w szczególności nie są psami dla leni. Szanujmy swój czas. Po prostu.

”Mięśnie tylnych łap” w czołówce ”najczęściej szukane”

Wiele osób wciąż nie umie patrzeć na psa całościowo, jako na organizm, który prawidłowo rozwijać się i funkcjonować może jedynie wtedy, gdy zapewni mu się od samego początku odpowiednie (optymalne) warunki. I to też tylko jeżeli ”materiał wyjściowy”, czyli szczenię jest co najmniej poprawnie zbudowane. Osobnik o wadliwej anatomii nigdy nie będzie ”modelowym przedstawicielem swojej rasy”, nie będzie ”zachwycał ruchem”, a pewnych zadań/ćwiczeń nie będzie w stanie wykonywać w sposób poprawny, ponieważ nieprawidłowa budowa anatomiczna w znaczący sposób ograniczać będzie jego możliwości. Być może to niezrozumienie i nieumiejętność całościowego patrzenia właścicieli bierze się z tego, że takie osoby nie przykładają zbytniej uwagi do funkcjonowania własnych organizmów?. Tak czy inaczej, ten rodzaj posiadaczy psów nie wiąże ”spacerów z psem”, tej ”odpowiedniej dawki ruchu na świeżym powietrzu” ze wzmacnianiem i budowanie mięśni psa, nie postrzega ”wychodzenia z psem” jako formy treningu i cięgle ”nie ogarnia”, że ”dom z ogródkiem” to dla psa żadna frajda, kiedy i tak całe dnie spędza polegując jako więzień, sorry: ”stróż posesji”…

W każdym razie, kiedy patrzę na zdjęcia przedstawiające psy, których właściciele nagle się ”ocknęli” i piszą do mnie z pytaniem ”Jak rozwinąć mięśnie tylnych łap?” u ich psa, to czasem nie wiem śmiać się czy płakać. Czasami aż mam ochotę wprost zapytać: ”Człowieku, a gdzie ty byleś przez ten czas, odkąd to niby ‚masz’ tego psa? Co z tym psem dotąd robiłeś, że on wygląda jak z interwencji?” i ”Dlaczego ‚rozwijać’ chcesz tylko ‚mięśnie tylnych łap’? Dlaczego uważasz, że miałoby mieć sens, pracować tylko nad ‚jednym elementem’ jego ciała? Masz trzyletniego psiaka o budowie sflaczałej, nieco zeschniętej (a czasem wręcz wysuszonej) parówki, psa o płaskim froncie, zerowej obręczy barkowej, bez zadu (zero mięśni), z wadliwie ułożoną miednicą i kątowaniem, które praktycznie nie istnieje/stykającymi się z sobą, zajęczymi piętamiI chcesz ‚rozwijać mięśnie tylnych łap? WTF?”. Taki właściciel nawet nie jest w stanie ”ogarnąć” punktu wyjścia i tego jak bardzo zaniedbał szczeniaka na samym początku, a parówka to nie Wołowina Kobe i żeby nie wiem co, żeby nie wiem jak się taki właściciel ”napinał”, nie będzie Wołowiny Kobe z parówki.

”Parówki”, zanim cokolwiek się z nimi zacznie robić, cokolwiek ”budować”, zanim w jakikolwiek sposób zacznie się z nimi pracować, trzeba ”oddać na przegląd techniczny” i upewnić się, że wcześniejsze zaniedbania nie doprowadziły do uszkodzeń aparatu ruchu, stawów, chrząstek i/lub ścięgien psa w stopniu uniemożliwiającym jakikolwiek trening, poza spacerem na smyczy i pływaniem. Zaniedbanie psiaka na wczesnym etapie skutkuje u niego brakiem odpowiedniego umięśnienia (i napięcia mięśniowego), co zdecydowanie podnosi ryzyko wystąpienia wszelkich kontuzji oraz ”odezwania się” dysplazji stawów. Naprawdę, nie ma to jak oczy, które patrzą i widzą, chwila refleksji i realne oczekiwania co do możliwości naprawienia zaniedbań. Powtarzam: szanujmy swój czas. I te biedne psy. 

Bardzo ciekawie dyskutuje się z osobami, które ”odrobiły pracę domową” lub po prostu dzielą się swoimi doświadczeniami, obserwacjami i uwagami (to się ”wkład własny” nazywa), ale potwornie nużące i irytujące jest otwieranie wiadomości, w których autorzy demaskują siebie jako leni, którym nie chce się przeczytać choćby kilku artykułów o anatomii i żywieniu psów. 

Kiepska/licha/marna/słaba/zła anatomia w natarciu, czyli kit na ”dogo fit”

Argentyńczykami zawsze interesowali się ”ludzie z fantazją”, nie brakowało tej ”fantazji” przy tworzeniu ”zaświadczeń o leczniczym kopiowaniu uszu”, nic dziwnego, że nie brakuje jej przy tworzeniu nowych ”mód” sprzyjających ”hodowcom” rozmnażającym wadliwe anatomicznie osobniki w typie rasy, ale z metką ZKwP. (Po prostu Jakieś Białe Psy.)

Odnośnie mody na ”fit dogo”, które nie tyle jest fit, co po prostu źle, marniutko zbudowane to, tak: ja też widzę fotki takich psiaków. Nie dowierzam, że kity na ”fit” gdzieś przechodzą, że ludzie się na to nabierają, ale najwyraźniej tak jest. Ze swojej strony mogę powiedzieć tylko tyle, że ktoś, kto ma psiaka o ”konstrukcji” wykałaczki obciągniętej skórą, bardzo marnie, licho zbudowanego, a w najlepszym przypadku Ponitera w typie dogo (jest u nas nawet [możliwe, że nie jedyna] hodowla oparta na takiej suce), i mówi o nim, że to ”Dogo Argentino w typie fit” ma… I fantazję i tupet. W pewnym sensie można takim ludziom pogratulować pomysłowości i kreatywności. Rynek jest trudny (od cholery hodowców się narobiło), szczeniaki trzeba sprzedać, więc o klienta na szczeniaki trzeba walczyć, i nie ma się co dziwić, że tzw hodowcy robią co mogą. Wy, jako przyszli nabywcy Dogo Argentino czy też innych presiaków, a może molosów, musicie po prostu trzeźwo myśleć, szukając informacji o rasie (czytać wzorzec i rozumieć jego zapisy i odnosić je do tego, czego nauczycie się o psiej anatomii). Musicie też zebrać informacje o hodowcy, któremu zdecydujecie się zaufać.

Kreowanie ”mody” na ”fit dogo” przez jakąś tam cześć osób rozmnażających białe, trwa już parę lat i to nie jest zjawisko, które trudno zrozumieć. Jest jasne, że jeżeli chce się być ”hodowcą”, np. właśnie Dogo Argentino i sprzedawać szczeniaki, a ma się do swojej dyspozycji osobniki o wadliwej, niedostatecznej dla tej rasy anatomii; psiaki o lekkiej kości, często zbyt wysokonożne, nietrzymające proporcji właściwych rasie, ”sarenkowate” (niekiedy nawet sprawiające wrażenie ”eleganckich”, ale wciąż o zaburzonych proporcjach i nieprawidłowej dla rasy anatomii), o wąskich i płytkich, niedosięgających łokci klatkach piersiowych, praktycznie nieistniejących obręczach barkowych, nieprawidłowo usytuowanych łopatkach, kurzych mostkach, marniutkich zadkach i suchych, lisich głowach (wszystko to w dowolnej kombinacji), to trzeba jakoś ludziom sprzedać to, że te psy są takie cienkie. Wymyślić narrację, która będzie usprawiedliwiać to jak one wyglądają. Trzeba jakoś opowiedzieć to, że, mówiąc krótko: te psy nie wyglądają tak, jak powinny tak, jak nakazuje wzorzec rasy. Facebook świetnie się do takiego kitowania nadaje, bo można co rusz wrzucać fotki okraszone odpowiednią ”filozofią” i lajkami znajomych. Ale dalej nie jest tak, że jak ”wystarczająco długo” jacyś ludzie będą swoje marnie zbudowane psiaki lansować na FB, to one przestaną być chucherkami albo Pointerami w typie Dogo Argentino. To nie jest tak, że od ilości zdjęć i komentarzy te psy zmienią się na ”bardziej jak Dogo Argentino”. Zostaną im ich dłuuugie łapy, brak proporcji właściwych rasie, pointerowe czaszki i pointerowe sylwetki. Nie jest tak, że nawet te Pointerów nieprzypominające dogo-wypłosze, staną się Dogo Argentino. Wąskie, płytkie klatki piersiowe psów z kurzymi mostkami nagle nie zmienią się i te smętne klatki piersiowe nie ”napompują” się, nie poszerzą i nie pogłębią. Łopatki nie zmienią położenia, miednice nachylenia, zady z nieproporcjonalnych, rachitycznych nie staną się umięśnione, grzbiety mocne, a kości nie przestaną być cienkie jak wykałaczki, bo ktoś dużo zdjęć będzie zamieszczać. Anatomia takich psów nie ulegnie zmianie przez to, że ktoś będzie dorabiał ideologię do ich wadliwej, z angielskiego poor, czyli biednej/lichej budowy anatomicznej, pisząc bzdurne komentarze pod ich zdjęciami, czy wywody dotyczące ”prowadzenia psa w typie fit” na fejsbukowych grupach kynologicznych. Nie ma magicznej różdżki, która z chucherka zrobi psa o prawidłowej budowie anatomicznej. I nawet Harry Potter nie pomoże. Te psy nie są fit one są po prostu licho, dosyć ”biednie” zbudowane. Jest bardzo duża różnica pomiędzy normalnie zbudowanym i ”zrobionym” TTB, a marniutkim, cienkim jak przecinek DA, dla którego tekst o ”fit” kondycji ma być alibi dla nieprawidłowej anatomii. To, że i ”pitom” i dogo (nielegalnie) obrzyna się uszy, nie zmienia faktu, że to różne typy psów. To, co sprawdza się przy normalnie zbudowanych TTB, nie sprawdza się przy argentyńczykach pochodzących z kojarzeń osobników o nieprawidłowej dla tej rasy anatomii, bardzo mocno odstających od nakazów wzorca rasy, lub, gdy po prostu odzywa się depresja inbredowa.

To, że fotki takich psiaków możecie oglądać w sieci albo gorzej: te psiaki na wystawach, nie oznacza, że ludzi opowiadających, czy też wypisujących bzdury w internecie, właścicieli tych psich wypłoszy, dogo-przecinków macie traktować poważnie, nie daj Boże, u nich ”szukając porad dotyczących żywienia” i starając się swoje nieszczęsne psy upodobnić do ich chucherek. 

Powiedzmy to sobie jeszcze raz

Bardzo duża (niestety ta większa) część rasowych psów używanych do rozrodu, nie jest warta tego, by je rozmnażać. (Wystawowe tytuły to tylko ”opium dla mas”). Nie są to psy wartościowe w sensie hodowlanym, a mimo to są w hodowli używane i ich geny ”idą w świat”. Psy te nie są wartościowe jako rodzice z różnorakich powodów; są nosicielami szkodliwych mutacji, np. głuchoty, schorzeń układu kostnego, chorób serca lub nerek, wnętrostwa, cierpią na przewlekłe alergie skórne i/lub pokarmowe albo też mają znacznie poważniejsze kłopoty z układem trawiennym itp., oraz problemy z psychiką. A wszystko to, w większości przypadków, w dowolnej kombinacji. Dysfunkcje te są efektem niekiedy szokującego wręcz ograniczenia puli genowej przez stosujących ”metody hodowlane”, tzw hodowców, którzy zatrważających skutków swojego postępowania wydają się celowo nie zauważać. Przypominam mapkę pochodzenia pewnej ofiary bardzo ciężkiej dysplazji, suczki Doga Kanaryjskiego z rodzimym, bardzo znanym przydomkiem, pochodzącej od utytułowanych Championów, wiecie, wystawowych zwycięzców… 

Przy okazji: przeczytajcie sobie oba teksty, jeśli jeszcze ich nie znacie. Zmieniłam nazwę w ich odnośnikach, tak więc wyzerowały się liczniki udostępnień, ale osób zainteresowanych tematem, nie powinno to zniechęcać (zaktualizowałam teksty także o link dotyczący fejsbukowej strony ”Dysplazja w Dogo Canario/Presa Canario – gdzie podzialy się etyka i empatia?”);

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2016/12/19/dysplazja-w-dogo-canario-presa-canario-gdzie-podzialy-sie-etyka-i-empatia-odpowiedzi-na-najczesciej-zadawane-pytania/

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2017/01/15/czesc-druga-odpowiedzi-na-najczesciej-zadawane-pytania-kierowane-do-dysplazja-w-dogo-canario-presa-canario-gdzie-podzialy-sie-etyka-i-empatia/

Z ”przerasowieniem” mamy do czynienia w przypadku coraz większej liczby ras. Jednak aby znać ww powody, dla których danego osobnika do rozrodu używać nie należy, trzeba być nieco ”bliżej” tych psów, czyli mieć z nimi kontakt (np. zostać ”dziabniętym” przez przesadnie lękliwego lub nienormalnie dominującego, agresywnego wręcz psa), lub mieć kontakt z właścicielami potomstwa i/lub miotowego rodzeństwa takich psów, a nie tylko oglądać fotki tych piesków na fejsbuku. Jednak obok tych nieco ”głębszych” powodów, dla których wiele z hodowlanych psów (jak i ich potomstwo) powinno zostać z hodowli wykluczonych, jest całe mnóstwo innych, gołym okiem widocznych. I te oczywiste, rzucające się w oczy powody, to wady anatomiczne tych zwierząt; niepoprawna budowa, ‚konstrukcja’ układu kostnego, która to uniemożliwia albo raczej coraz częściej tylko uniemożliwiłaby tym, dziś raczej kanapowym psom, wykonywanie zadań, do których dana rasa została stworzona. Takie wady to np. tzw Iksy – krowia postawa łap tylnych, znacząco negatywnie rzutująca na napęd, lub pozbawione przedpiersia, wąskie, płytkie klatki piersiowe wpływające min. na pojemność płuc.

Dzieci hodowców psów rasowych

Na koniec dzisiejszego tekstu zwrócę waszą uwagę na jeszcze jedną kwestię, taką nieco na marginesie tematu kryteriów wg których hodowcy kojarzą psy, w kontekście widzenia przez nich albo nie wadliwej anatomii u ich psów. Istnieje szczególnie istotny wątek, który jednak przeoczany jest nie tylko przez samych tzw hodowców, ale przede wszystkim przez nabywców rasowych psów. I przy okazji wprowadzenia do serii o anatomii, podzielę się z wami następującą uwagą;

WPROWADZENIE: Na ”pieskowej” grupie pańcia („hodowca”) zamieszcza film, na którym jest jej pies rasy +/-50kg i jej dziecko +/- 8-10letnie. Dziecko prowadzi psa, pańcia idzie za nimi i nagrywa film dokumentujący „klimat” między dzieckiem i psem – ten jest bardzo ok.

ROZWINIĘCIE: Niestety, na nagraniu uwidacznia się także sposób poruszania się tej dwójki. Pies – ”zaplecze” typu bida i ma sensu się nad nim rozwodzić, gdyż dziecko tej „hodowczyni” to dopiero jest przypadek! Dzieciak ma klasycznego iksa – „kolana uciekają do środka” i po wewnętrznej stronie nogi aż do kolan, w trakcie ruchu, praktycznie ciągle się stykają – ma też szpotawe stopy. Dziecko idzie „płynąc”; wszystkie stawy pracują nienormalnie, i człapie (nie „kroczy”), waląc śródstopiem o podłoże, jak kaczka. Przy czym, żeby jeszcze „fajniej” było, jedna z nóg jest dłuższa – i tu problem jest głębszy, ta stopa bardziej „leci” do wewnątrz, co świetnie widać w pracy stawów biodrowych, gdyż jeden z nich musi znosić większe naprężenia, jakoś „kompensować” niekorygowaną różnicę. Ale pańcia hodowczyni i mamusia w jednej osobie najwyraźniej nie widzi problemu – dzieciak idzie w skrajnie dziadowskim w typie obuwiu, które pogłębia problemy. (Gdyby pańcia miała świadomość, że „coś jest nie tak” z tym, jak jej dziecko się porusza, podczas spaceru dzieciak nie chodziłby w byle czym, tylko w odpowiednio dla niego dopasowanym obuwiu. A pańcia korygowałaby dziecko w chwili, gdy to zaczynałoby się poruszać inaczej niż uczono/uczy się je podczas zajęć z gimnastyki korekcyjnej.) Może „hodowczyni” nie widzi wady postawy, bo sama ma iksa i dla niej iks jest normalny? Może nie widzi, bo po prostu nie widzi, bo tak ma, że nie widzi? I może różnica pomiędzy jedną nogą a drugą musiałaby wynosić co najmniej centymetr, żeby ZOBACZYŁA „kulawiznę” i to, że „coś jest nie tak”?

ZAKOŃCZENIE + „TEZA”: Ta pańcia, niby ”hodowca”, NIE WIDZI KURIOZALNEGO WRĘCZ PRZYPADKU WADY POSTAWY U SWOJEGO WŁASNEGO DZIECKA. Co taka pani może mieć do zaoferowania jako „hodowca”, skoro jest ślepa na swego rodzaju ułomność fizyczną u własnego dziecka? (Pewne sporty na starcie odpadają, bo w przypadku dziecka tej pani przyczynią się np. do szybszego „potrzaskania” u niego stawów). Wady postawy wpływają na komfort życia, upraszczając: wiążą się min. z dolegliwościami bólowymi. (U kobiet w okresie ciąży przysparzają dodatkowych problemów.) Generalnie, wszelkie przybieranie na wadze u osób z tego typu wadami, dodatkowo daje popalić osłabionym stawom.

Ktoś taki, jak pańcia „hodowczyni” z przykładu, tak ślepy, jest ujowym hodowcą, bo zaniedbał WŁASNE DZIECKO. Chcesz wiedzieć jaka jest wartość hodowcy? Dowiesz się bez jego/jej brzęczenia o metodach hodowlanych, jeśli „hodowca” ma dzieci. Jeśli dzieci „hodowcy” mają wady postawy, jeśli zostały tak koncertowo zaniedbane na wczesnym etapie rozwoju, że nawet wkładek ortopedycznych nie dostały i snują się w czymś, co powoduje, że ich kostki ”latają”, to wiesz już wszystko, co musisz wiedzieć nt. „hodowcy”. Jest bez znaczenia trucie o „metodach hodowlanych”, gdy brzęczą ludzie nieumiejący się zatroszczyć o aparat ruchu własnych dzieci.

Dzieciak z przykładu ma JUŻ +/- 8-10 lat i nie ma ”świadomości własnego ruchu”; nie czuje własnego ciała, nie umie, nie jest w stanie przyjąć prawidłowej postawy, porusza się niechlujnie. Czyli: było ZERO gimnastyki korekcyjnej – NIC. Jak więc mamusia albo tatuś takiego dzieciaka, parający się „planową hodowlą psów rasowych”, może dostrzegać wadliwą anatomię u czworonoga? Jak w ogóle ktoś taki miałby dbać o aparat ruchu psa? Ludzie, którzy są „hodowcami” i mają dzieciaki np. z tak zaniedbanym iksem; biodrami, kolanami, kostkami… Są kompletnie niewiarygodni. Mogą „fajnie i ciekawie” opowiadać, ale nic poza tym. Ich gadka nie ma żadnej wartości.

https://www.mjakmama24.pl/dziecko/zdrowie/koslawe-kolana-u-dziecka-przyczyny-metody-leczenia-aa-jjwJ-Cf7y-dicp.html

Strona, której lenie ”nie umieją znaleźć”

Bez nauczenia się czym są witaminy, mikroelementy i ”O co chodzi z białkiem?” nie ruszycie z miejsca, a rozpisywanie się ze ”znajomkami z fejsbuka” o tym ”Czy karmić psa wołowiną czy od razu koniną i dlaczego nie wieprzowiną?”, nie będzie miało najmniejszego sensu. Te zagadnienia to absolutna baza, coś jak elementarz. Człowiek uczy się całe życie, więc do dzieła, nie traćcie czasu. Nie traćcie go tym bardziej, że szczęśliwie dla wszystkich miłośników psów, doskonałe opracowanie powyżej wymienionych tematów znajdziecie na wielokrotnie przeze mnie polecanej stronie o nazwie ”ŚWIAT CZARNEGO TERRIERA”, do której często odsyłam piszące do mnie osoby i w której to stworzenie jej autorzy włożyli mnóstwo pracy, i do której w każdej chwili, każdy z was może wrócić, jeżeli ”coś się wam pomiesza”. Gdy o żywienie i suplementację psa chodzi, jest czego się uczyć(!), zresztą sprawdźcie sobie listę tematów na ww stronie 🙂 Zamieszczam linki do opracowań zagadnień wymienionych przeze mnie na początku, bo najbardziej leniwi lubią jak się im wszystko podaje na tacy ;

http://www.swiatctr.pl/a-zywienie_witaminy.html

http://www.swiatctr.pl/a-zywienie_mikroelementy.html

http://www.swiatctr.pl/a-zywienie_bialko.html

Na marginesie: nie istnieje możliwość ”nie znalezienia” tej strony, jeżeli szuka się informacji dotyczących żywienia psa, gdziekolwiek w internecie.

Pamiętajcie o tym, że ścięgna są niezwykle ważne i mają znaczącą rolę w rozwoju fizycznym psa, (np. kiedy rosną kości), dlatego suplementacja jest tak ważna. #Kolagen (https://podkowa.eu/):  https://podkowa.eu/pl/p/-Kolagen-NatiCol-Kwas-Hialuronowy-Chondroityna-Witamina-C-Tabletki/1667 

(Uwaga dla skrajnie bezczelnych

Nikt za was nie będzie waszym psom ”układał diety”. Nikt za was nie będzie ”oceniał” jakości ani składu gotowej karmy, której zakup rozważacie. Życie innych ludzi nie polega na gromadzeniu informacji o psich karmach, na wypadek gdyby jakiś leń nie raczył chcieć kajać się sprawdzaniem ”Z czego jest ta karma i czy warto ją kupić?”. Nikt nie będzie poświęcał swojego czasu na robienie czegoś, co wy sami powinniście robić, tylko dlatego, że wam się nie chce albo ”nie macie do tego głowy”. Przeczytajcie sobie skład, wpiszcie w wyszukiwarkę nazwy poszczególnych składników i symbole, przeczytajcie co one oznaczają, przeczytajcie kolejne odnośniki i te, które pojawią się pod nimi – tak jak robią normalni, nieleniwi ludzie, gdy starają się poszerzyć swoją wiedzę o kolejny aspekt. I sami wyciągnijcie wnioski. Jeżeli jesteście w stanie napisać mejla czy wiadomość na portalu społecznościowym, oczekując ”rozłożenia na czynniki pierwsze” symboli wymienionych na opakowaniu jakiejś karmy, to znaczy, że nie jesteście aż takimi amebami i sami dacie radę.)

A, żeby nie było za lajtowo na deser;

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora jest zabronione.

https://kulturakynologiczna.home.blog/

DLACZEGO I Z JAKICH LUDZI W ŚRODOWISKU DOGO ARGENTINO SIĘ ŚMIEJĘ ORAZ PARĘ SŁÓW O ETYCE (”PO CO NOSIĆ MASKĘ, KIEDY NIE MA SIĘ JUŻ TWARZY?”)

prawo stanowione

Doskonale zdaję sobie sprawę, że treść słów Frédéric’a Bastiat’a może być dla niektórych niezrozumiała, ale uznałam, że jeżeli powyższe będzie dla kogoś zbyt skomplikowane i trudno będzie odnieść mu tę prawdę do aktualnej sytuacji w polskim ”dogo-grajdole”, to odpuści poniższy tekst i wszyscy będą zadowoleni 🙂

Ten wpis czeka od ponad miesiąca. Zamieszczam go dziś, wzbogacając go niestety o kolejną aktualizację, bo uważam, że nie wolno zamiatać pod dywan tego całego syfu, można to robić na fejsbukowej grupie, ale nie na moim blogu. Sądziłam, że szczyty hipokryzji, które osiągają ”mentorzy” z fejsbukowej grupy ‚‚Dogo Argentino Polska (Poland)” będą mieć swój kres. Bardzo się pomyliłam. Kolejna aferka, ta po ”szarpaninie podczas Mołdawskiej światówki” zniesmaczyła mnie do granic. W końcu ile syfu ci ludzie zdolni są wykreować? I czy jest sens o tym pisać? Około dwa tygodnie temu zamieściłam wpis https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2015/05/12/jak-to-zrobic-na-legalu-czyli-pseudohodowle-w-zkwp-a-moze-tylko-zwyczajny-brak-jaj-u-czesci-posiadaczy-dogo-argentino-ktorym-na-sercu-lezy-dobro-rasy/ o ”trendzie”, który mnie osobiście bardzo niepokoi, gdyż wydał mi się znacznie istotniejszy od ”podsumowywania” ”całokształtu pracy twórczej” ”gwiazd” i ”gwiazdeczek” grupy. Ale wczoraj, 22 maja 2015 pojawiło się nagranie, które w tej chwili ma już ponad 8 tysięcy wejść…

m 01

Raczej nie mieliście okazji zobaczyć tego video na grupie Dogo Argetnio Polska (Poland), ale np. na grupie ”Wystawy ZKwP / FCI – wyjazdy, informacje” ”cenzura” go nie dosięgnęła (jeszcze?). Co niewłaściwego jest w pozostawieniu psów samym sobie, w kojcach, bez bud i stałego dostępu do wody, na jakiejś siatką ogrodzonej działce, niezależnie od ewentualnej ”przejściowości” takiej sytuacji ? Kilka rzeczy. Po pierwsze automatyczne poidła do wody nie są żadną fanaberią. Po drugie Dogo Argentino jest psem z ”Listy Ras Niebezpiecznych”, a to jego właścicieli, a tym bardziej hodowców, zobowiązuje do odpowiedzialności na takim zupełnie bazowym poziomie. Psy z LRN w świetle prawa, formalności, praktycznie są ‚zameldowane’ tam gdzie właściciel, przypisane do adresu zamieszkania swojego właściciela. Nie dziwi mnie, że ”środowisko”, ludzie ”związani z rasą” nie dostrzegają nieprawidłowości. Oni generalnie mają problem związany ze sprawami ”administracyjnymi”, więc psy same ”mieszkające na zadupiu” nie zajmują ich uwagi. Dalej, psy z nagrania są w kojcach, nie chodzi więc o to czy one zrobią komuś krzywdę, ale o to czy ktoś nie zrobi krzywdy im. Skąd pewność, że nie będą ”przeszkadzać” jakiemuś zwyrodnialcowi, który nakarmi je karmą z trutką albo ”tylko” taką ”zanieczyszczoną”, np szkłem? Skąd ten brak wyobraźni? Na wystawach wszyscy mają obsesje, żeby ”byle kto” nie karmił, czasem nawet nie dotykał ich psów, ”żeby to psom nie zaszkodziło”, a tu raptem psy same, bez opieki? I jest git? wszystko ok? Skoro tak, to dlaczego pod nagraniem znalazły się głosy ”adwokatów” tej hodowli, ‚grupowiczów’ z Kółeczka Wzajemnej Adoracji, ale ”przedstawiciel hodowli” imiennie nie zabrał głosu? -no comment.

Osoba, która zrobiła nagranie, była w stanie podejść do psów naprawdę blisko. ”Pierwsza zasada biznesu: chroń swoją inwestycję”. A jak chronione są te psy? Jak można pozostawić bez opieki/nadzoru psy warte podobno tysiące euro? Które dodatkowo się ”kocha”… Ludzie bywają podli i okrutni. Jedni kradną małe pieski na maszynki do produkowania szczeniąt, do swoich pseudo hodowli, a innych kręcą walki psów. Jak widać na filmie rudera obok siatki, za którą stoją kenele, znana jest okolicznej ”menelowni”… Tylko pozornie wydaje się niedorzeczne, że w tamtym miejscu mogłoby zjawić się paru łebków, którym przyszłoby do głowy ”O jakie fajne, białe pieski. W sam raz na ‚zabawy game’ gdzieś pod Łodzią”. Walki psów się odbywają. Obrzydliwe, moralnie naganne, ale odbywają się i nie zmieni tego fakt, że nie lubimy o tym myśleć. Jak więc można narażać psy na to, że padną ofiara jakiegoś przestępczego procederu? To w ramach ”mnie się to na pewno nie zdarzy”? WTF?

Odblokowałam sobie nawet na fejsbuku ”autorytet”, żeby móc przeczytać ”szacowną” wypowiedź na wystawowej grupie pod tym filmem… ”Przeprowadzka”… Naprawdę dobre. Może i tak, może się przeprowadzają? Ale serio? Nie obawiają się pozostawić psów bez opieki na co najmniej godzinę, godziny? Dwie? Trzy? Pięć? Osiem? Ile? Właściwie już mnie nic nie zdziwi. Najmniej dziwi mnie bezczelność, to aroganckie ”tłumaczenie rzeczywistości”, to ”należy o tym myśleć właśnie tak, jak ja to tłumaczę”. Dla mnie te ”adwokackie” wypowiedź są kompletnie niewiarygodne. Wiarygodne są tylko miłość, opieka, czas, rehabilitacja psów i pieniądze właścicieli psów z przydomkiem ”adwokatującego autorytetu”.

Wielu z was NAIWNIE uważa, że do ”nieprawidłowości”, czy ”zaniedbań” może dojść tylko w pseudo hodowli. Tak nie jest. Jeżeli chcecie wiedzieć więcej na temat tego dlaczego do pewnych osób należy mieć zaufanie szczególnie ograniczone, to poczytajcie sobie o aferze z ”pośredniczką”, ”włoskim reproduktorem w tle”, ”hodowlą ze stowarzyszenia’ i pokojarzcie fakty. Wczytajcie si. Warto.

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2014/01/27/uwaga-na-zarejestrowana-w-skwipr-hodowle-white-angel-dogo-argentino-czyli-bo-to-mezalians-bylby-dla-psa/ -warto wiedzieć, która hodowla przyczyniła się do rozmnażania psów poza strukturami Związku Kynologicznego w Polsce.

Przykre, że jedyną reakcją hodowli na szum, który wywołał film, było zamieszczenie przez ”osobę związaną z hodowlą” video na fejsbukowym profilu. Właściciel/ hodowca przyjechał i nakręcił filmik o pieskach uradowanych przybyciem człowieka, biegających po posesji. Reakcja typowa ”Wszystko jest ok, a wy się oszołomy, czepiacie”. To bardzo typowo. Jak zwykle ”nic się nie stało”.

m 02

Z tego co widziałam hodowla jednak ”wpadła w oko” osobom, które oburzyły się, słusznie zresztą, że psy są same, pozostawione bez opieki, na terenie, który nie do końca wiadomo czym ma być. Z mojego punktu widzenia to bardzo dobrze, że ktoś ma czas i ochotę dowiedzieć się gdzie, na kogo, w którym oddziale ZKwP psy są zarejestrowane, kto jest IMIENNIE odpowiedzialny za każde z tych zwierząt z osobna. Porządek w papierach to nic złego. Przyda się. Może przy okazji wyjaśnią się inne sprawy, które do dziś nie wiadomo jak zostały i czy w ogóle rozwiązane…

zagadka

Film trafił jednak na grupę ”Dogo Argentino Polska (Poland)”… Utrzyma się? Zostanie ”wybroniony”, czy może jednak osoby oburzone brakiem wyobraźni ‚opiekunów’ psów, zostaną dopuszczone do głosu?

Skoro mamy już za sobą wzmiankę o kolejnym ”nic się nie stało, wszystko jest super, tacy jesteśmy fajni”, to przejdę do wątków, które jeszcze wczoraj uważałam za szczyty hipokryzji i manipulacji.

Jak głosi popularna legenda, ”top mit” właściwie, żeby w kynologii być ”kimś”, trzeba ”coś” osiągnąć. Problem z tym, że kiepsko jest z definiowaniem owego mitycznego ”czegoś”.. Generalnie tak to już jest, że w każdej dziedzinie liczą się rzeczywiste (możliwe do zweryfikowania) osiągnięcia (te na plus, jak i te na minus…), a nie samo kłapanie dziobem, ale to w końcu blog o Dogach Argentyńskich, więc pozwólcie, że zostanę przy kynologii. Najpopularniejsi dziś fejsbukowi ”zabieracze głosu” w sprawach związanych z argentynami, mieli kiedyś fioła na punkcie tekstu o ”wnoszeniu czegoś do rasy”…

No, to jedziemy

”Coś”, co się do rasy ”wnosi” (także moim zdaniem) musi być pozytywne = nie może nieść szkody. Najbardziej idealnym, WYMARZONYM przykładem ”wnoszeniem czegoś do rasy” jest UCZCIWA PRACA HODOWLANA, zainicjowanie nowego DOBREGO zwyczaju/ wyrobienie pozytywnego w skutkach nawyku u miłośników rasy np. KUPOWANIA PSÓW TYLKO OD HODOWCÓW, KTÓRYCH PSY POSIADAJĄ AUTENTYCZNE -MOŻLIWE DO ZWERYFIKOWANIA- RODOWODY, INTERESOWANIE SIĘ WYNIKAMI BADAŃ BAER ORAZ TYMI DOTYCZĄCYMI DYSPLAZJI i kupowanie psiaków tylko od hodowców, którzy mają tradycję badania osobników, które rozmnażają oraz szczeniąt, które oferują nabywcom, działanie na rzecz poszerzenia wiedzy osób zainteresowanych daną rasą, czy kynologią w bardziej ogólnym sensie i podobne dokonania, mające w sobie niejednokrotnie coś z ”rewolucyjności”, takiego ”wstrzymywania słońca i poruszania Ziemi”. Tym samym jasne jest, że ”wnieść coś do rasy” może tylko osoba o ŚCIŚLE OKREŚLONYCH PREDYSPOZYCJACH (ETYKA się kłania), ktoś kto FAKTYCZNIE działa i może pochwalić się dorobkiem spełniającym kryteria UCZCIWEJ PRACY HODOWLANEJ, czy tego ‚WSTRZYMANIA SŁOŃCA I RUSZENIA ZIEMI’. Ktoś w swoich działaniach KONSEKWENTNY i nie uginający się pod naciskiem/ wpływem otoczenia albo słabości swojego własnego charakteru.

Podkreślam tę uczciwą pracę hodowlaną, bo ostatnio promuje się w niektórych miejscach na fejsbuku tzw hodowców [w tym ‚przedstawicieli’ zagranicznych hodowli] znanych z afer, których finał do dziś nie ujrzał światła dziennego, choć wszyscy pamiętamy ich wybuch i to błoto, którym dziś frendsi z fejsika się -w tamtym czasie- publicznie fejsbukowo obrzucali… Oficjalnie wszyscy tępią pseudo, czyli ludzi, którzy rozmnażają psy, jak leci, takie, o pochodzeniu których niczego nie wiadomo, ”dogo” z ”rodowodami” ”z księżyca wziętymi”. Potępia się tych, poprzez nieetyczne działania, których coraz więcej głuchych psów w typie dogo ląduje w schroniskach, ”wiesza się psy” na ludziach, którym nie starczyło rozumu, by ”upilnować sukę w cieczce”’ i cwaniakach rozmnażających psy ”dla kasy”, ale nieoficjalnie ‚robi się’ różne rzeczy…

Osobiście uważam, że hodowca, który nie dotrzymuje umowy hodowlanej z drugim hodowcą, nie rozlicza się z ”partnerem”, publicznie pomawia go i szkaluje wszystkich ”konkurentów”, i nieuczciwie postępuje w stosunku do nabywców sprzedawanych przez siebie szczeniąt, jest niegodny tego, by mu rękę podawać, o promowaniu jego ”osiągnięć” nie wspominając. Ale to jest mój punkt widzenia (choć przekonana jestem, że ”klient” chciałby wiedzieć, że ”oferent” znany jest z nieuczciwości, braku wiedzy oraz skrajnego chamstwa). Najwyraźniej jednak cel, czyli to ”promowanie polskich psów na świecie”, jak to niektórzy nazywają- uświęca środki.

Śmieję się więc (ale, żeby było jasne: przez łzy) z przebłysków ”etyki w praktyce” u osób związanych ze środowiskiem Dogo Argentino, w tym niektórych hodowców popularnych na fejsikowych grupach, kiedy czytam co publicznie (i nie tylko) wypisują pod postami i zdjęciami zamieszczanymi przez oszustów, chamów albo aferzystów. Śmieję się z ludzi, którzy brylują na fejsbukowych salonach jako ”autorytety”, ”mentorzy”, wręcz, choć sami znani są tylko i wyłącznie z tego, że posiadają psa wyhodowanego przez kogoś innego. Posiadają psa wyhodowanego przez kogoś innego, kogoś, kto za nich ”odwalił robotę”, a lansują się z tym psem w necie jako specjaliści od -tu można wstawić dowolną ”specjalizację”, ale ze szczególną lubością ten typ ludzi lubi ”rozliczać” hodowców, którzy realizują swoje plany hodowlane. Na wszelki wypadek wyraźnie podkreślę: hodowców, nie osoby, które nie umieją upilnować pary psów, producentów, którzy chcą mieć szczeniaczki, bo ”tak kochają swoją suczkę”, ale PRAWDZIWYCH hodowców. Śmieję się nie tylko dlatego, że śmiech to zdrowie, ale ponieważ prawda jest taka, że osoby z ”wybitnymi psami”, jak i każdy kto kiedykolwiek posiadał psa, szczególnie psa ”rasy trudnej”, radzić mogą jedynie w przypadkach, które dotyczą prowadzenia psa; jego charakteru (w kierunku tzw specyfiki rasy), wychowywania, żywienia itp. Bo tylko w tym zakresie mają autentyczną wiedzę i doświadczenie. Zawsze uważałam za zupełnie logiczne, że dokąd uczeń nie przerośnie mistrza, nie ma prawa mielić ozorem, więc totalnie nie ogarniam tej pretęchy u Członków Fejsbukowego Towarzystwa Wzajemnej Adoracji.

Śmieję się z ”zawieszek”, czyli ludzi, którzy od lat powtarzają to samo i kompletnie się nie rozwijają. Śmieję się, bo to nie jest ”konsekwencja”. To jest zwyczajne ”zawieszenie się” w stanie, w którym ciągłe powtarzanie kalek z tego, co kiedyś mówiły inne osoby, jest śmieszne. Nie można rościć sobie prawa do bycia postrzeganym za autorytet, jeżeli jedynym co się ”wnosi do rasy” jest powtarzanie słów, których trochę uszczknęło się od kogoś, kto wie znacznie więcej i w swoim czasie był kimś, z kim się liczono oraz posiadanie znanego na fejsbuku psa. Tak samo śmieszne jest ”uwiarygadnianie własnego wizerunku” ciągłym wspominaniem o ”kontaktach”, które się (podobno) ma. Śmieję się z wszystkich tych ”plot i ploteczek” z dopiskiem ”mówię to tylko tobie”, za każdym razem, kiedy słyszę od kogoś, że też jest na liście ”mówię to tylko tobie”.

Śmieję się z ludzi, którzy mając wyjątkowe psy, nie zabezpieczają ich materiału genetycznego, bo plenność z wiekiem przechodzi do historii, a psy po prostu UMIERAJĄ, a z tego, że żyły dla rasy praktycznie wynika: NIC.

Śmieję się ze ”specjalistów”, którzy wybierają szczenię, a potem pytają ”Co o nim myślisz?”. I obrażają się, kiedy w odpowiedzi słyszą ”To nic wyjątkowego”. Śmieję się, bo agresywny fejsbukowy marketing nie uczyni z przeciętnego szczenięcia zwierzęcia ponadprzeciętnego. (Taka ”rada” na przyszłość: nie zabiera się w roli ”konsultantKI” i ”doradcy” przy wyborze szczenięcia, z którego ma wyrosnąć ‚zwierzak wartościowy w hodowlanym sensie’, kogoś, kto znany jest z tego, że wielokrotnie, publicznie powtarzałA, że NIGDY NIE UMIAŁA WYBIERAĆ SZCZENIĄT ZE SWOICH MIOTÓW).

Fantazje w zderzeniu z rzeczywistością (+ ”popularne frazy ułatwiają wyszukiwanie”)

Moi drodzy samo ”posiadanie pieska” nie czyni z was osób, które mają prawo wystawiać oceny hodowcom, którzy, podczas gdy wy ‚dużo się na fejsubku cieszycie ze swoich piesków’ i zamieszczacie ”dużo foteczek”, nabierają realnego doświadczenia, jako hodowcy; odchowują kolejne mioty, uczą się, że każdy z nich jest inny, uczą się wybierać szczenięta, typować, które zostawią do dalszej pracy hodowlanej, a które trafią do domów zaufanych, wcześniej wybranych opiekunów (Albo się nie uczą, ale to inna sprawa i na inną okazję ją sobie zostawimy). Bo, kiedy wy teoretyzujecie, oni min OGLĄDAJĄ DUŻO DOGO ARGENTINO NA ŻYWO, poznają kolejne osoby, którym decydują się (bądź nie) przekazać wyhodowanie przez siebie szczenięta, nawiązują kontakty z innymi hodowcami, planują w oparciu i realne wyniki/ efekty, a nie teoretyzowanie ze znajomymi przez telefon ”jakby to mogło być” itp. Ci, ludzie, w przeciwieństwie do was, uczą się na błędach (No, albo nie…). I to nie tylko swoich, ale i waszych. Jakkolwiek nieprzyjemna, PRAWDA/ RZECZYWISTOŚĆ jest taka, że w przypadku powoływania inicjatyw typu ”Klub Rasy” najgorszy, najbardziej tępy i niedouczony tzw hodowca rasy, której klub ma dotyczyć, ma do powiedzenia więcej od pani, która fotografuje psy w śmiesznych czapkach albo pana, który dużo pisze na fejsbuku, bo ten tzw hodowca rozmnaża psy TEJ rasy.

Nie ma większej przyjemności od jeżdżenia na wystawy, albo odwiedzania hodowców i oglądania psów. Różnych psów. W różnych typach. W różnym wieku. PODRÓŻE KSZTAŁCĄ. Trzeba tylko umieć patrzeć. Oczywiście można patrzeć i nie widzieć, ale takim osobom nic nie pomoże.

Śmieję się z pannic, które ‚kupiły sobie suczkę’, pojeździły z nią po wystawach (z różnym skutkiem) i w końcu (wreszcie) udało im się zaliczyć (co zrobić, sędziowie są różni…) uprawnienia hodowlane i kryją te swoje suki lub kryć je będą ”za chwilę”, BO MOGĄ. Jedne ”musiały”, no, dobra: chciały chlasnąć ucho, by zlikwidować drugie znaczenie i suka przestała być -w polskich warunkach- ‚petem ze względu na kolor’ (Ale oliwa sprawiedliwa, zawsze na wierzch wypływa, stąd tyle kolorowych znaczeń u szczeniąt kolorowych rodziców -> pety dają pety). Inne kupiły sobie sunię, ”bo się lubią przytulać do zwierzątek”, a potem ”jakoś tak wyszło, że wkręciły się w wystawy”. Jeszcze inne pojechały do ”sympatycznego kolegi hodowcy”, który im TANIO pokrył suczkę petem z jednym jajem – ups! WNĘTREM z implantem, powinnam była napisać (ładniej brzmi). To jest przerażający trend. Teraz praktycznie każdy hodowca musi być świadom tego, że sprzedając komuś sukę, którą ten ktoś potem na kilku wystawach pokaże, może przyczynić się do powstania jakiejś nowej ”hodowli” -brrr… Ok, gdyby te suki były naprawdę warte rozmnażania, a pannice miały coś we łbach i umiały wybrać dla nich reproduktora, ale… Nie jestem przekonana czy warto jest rozmnażać sukę, która np. rzuca się na małe dzieci i to podczas wystaw… Szczególnie słabe jest to, że to gównie kobiety mają jakąś taką dziwną manię rozmnażać te nieszczęsne suczyny, które wcale nie są takie specjalne, jak im znajomi na fejsbuku pod ”foteczkami” wypisują. W przeważającej większości te zwierzęta są tylko przeciętne. Nie ma w nich nic wyjątkowego i świat naprawdę nie straciłby, gdyby je wysterylizować. Przeciwnie, mniej nieszczęsnych wyrzutków byłoby w schroniskach, ale lajcik, nie? Przecież to zagęszczenie białymi w schronach, wciąż jeszcze przed nami… Cóż, wśród ślepców jednooki jest królem, więc średnie suczyny, robią za ”wyjątkowe”, ich właścicielki lubią ”udowadniać innym”, że ”są takie ekstra” i to jest priorytet. Sporo cienkich facecików (tzw cieniasów) wkręca się w ”rasy niebezpieczne”, ale coraz częściej kobiety leczą swoje kompleksy ”wystawowymi osiągnięciami”. To ciśnienie, te zaciśnięte szczęki, te smycze ponapinane do granic… Brrr… Przy czym wszystkie oczywiście ”taraktują wystawy jako dobrą zabawę” -boszzzz…

Co tym wszystkim ludziom stało się w głowę? A może nie w głowę tylko w portfel? Kiedyś spora część posiadaczy rasowych psów pokazywała je na wystawach ”z ciekawości”, żeby poznać zdanie sędziów” (te czasy, kiedy sędziowie umieli oceniać, znali wzorce ras, anatomię psów…), ”przekonać się jak to jest na wystawach”, ”dla zabawy”, ”poznać inne osoby, która mają psa tej samej rasy”. Albo psy pokazywali hodowcy… Teraz w dobie internetu i fejsbuka w ”znajomych” ma się nawet nieznajomych, a na wystawach nie mówi się ”dzień dobry” ”znajomym”, bo się ich zwyczajnie nie kojarzy. Odpada powód pt. ”poznawanie innych”, a ”jak bywa na wystawie” można dowiedzieć się popijając kawkę, czytając na ww fejsbuku opis najnowszej awantury. W dużym skrócie, panuje ciężki lans na ”musimy zrobić hodowlankę”, bo ”chcemy chcemy ją pokryć” -po ki ”uj”? Stawiam, że 8 na 10 osób nie umiałoby podać powodu innego niż ”się sprzeda, się zarobi”. Jest taka DOSKONAŁA strona http://www.swiatctr.pl/, BAZA wielu INFORMACJI. Drogie dziewczęta zróbcie coś dla tej rasy i zadajcie sobie pytanie czy wasze suki naprawdę warto jest rozmnażać…

Na serio i z szacunkiem, jako do ‚znawców rasy’ można -tj ja OSOBIŚCIE mogę i to podejście polecam innym- podchodzić do ludzi, którzy ‚coś robią’ dla tej rasy i jej nie szkodzą, ‚coś wnoszą’ np. AUTENTYCZNIE SWOJE DOŚWIADCZENIE. Nie wystarczy mieć popularnego w Polsce psa/suki WYHODOWANYCH PRZEZ KOGOŚ INNEGO, by być ”mentorem” i na popularności wynikającej z tego, że ma się psa, którego WYHODOWAŁ KTOŚ INNY, budować swojego EGO. Na szacunek trzeba sobie zasłużyć. Coś ŚWIADOMIE BUDOWAĆ, zbierać doświadczenia, rozwijać się, wyciągać wnioski. Bo samo ”manie ładnego pieska/ suczki” nie jest żadną zasługą. To co najwyżej szczęście, że nie spieprzyło się psa, który od początku miał potencjał. I TRZBA MIEĆ OCZY. I odwagę przyznać, że pies/ suka na którego wybuliło się trochę kasy jest TYLKO PRZECIĘTNY i PR robiony mu na fejsbuku przez kogoś ”popularnego”, tego nie zmieni. Zdjęcia mogą sporo ukryć, ale rozczarowania na żywo nie ”ukoi” nawet najlepsze zdjęcie wrzucone na fejsbukową grupę. Sorry, ale FACE IT. Bardzo niefajnie jest zobaczyć na żywo psa, którego zna się tylko z niezłych zdjęć, kogoś, kto nieźle fotografuje psy, i przekonać się, że wraz ze wszystkimi oglądającymi fotki, zostało się nieźle nabranym… (Miejsce no 1: szok z klubówki 2014… )

Piszę tu o tym, bo ku memu ogromnemu rozczarowaniu największa polskojęzyczna fejsubokwa grupa (która w początkach swojego istnienia zapowiadała się całkiem sensownie) poświęcona rasie, czyli ”Dogo Argentino Polska (Poland)”, stała się miejscem, w którym dziś ”edukacja” nt. rasy dotyczy tego, jak zrobić ”cool” fotkę argentynowi w zimowej czapce albo w ”ładnej kolorowej obróżce”. Doszło do tego, że wśród wywodów sfrustrowanych ”panów myśliwych” z mega ciśnieniem na wylansowanie się na powyższej grupie jako ”hodowca” (w końcu ma jakieś psy, to w swoim mniemaniu jest ”hodowcą”) i ‚super mądrych’ pań, które ‚tyle wiedzą o hodowli, bo puściły jeden miot’ (na bardzo słabym materiale, ale to już tak tylko na marginesie) i teraz pouczają innych, ogłoszenia nt. kolejnych białych (głównie jeszcze ciągle ”w typie”) do adopcji, są jedynym co dobrego z tej grupy wynika, bo może niektórzy sobie skojarzą, że trzaskanie miotów i sprzedawanie szczeniąt byle komu, źle się dla psów kończy. Smutne, bo kiedyś tak nie było…

Jakimś PR’owym ratunkiem dla zużytych gwiazdorzeniem na fejsbuku posiadaczy Dogo Argentino (”W końcu zrobimy coś znaczącego i na poważnie”) miał/ma być chyba pomysł powstania Klubu Rasy, bo tylko to mogłoby tłumaczyć tempo, no, nie powiem ”prac”, bo to o ”komentarze” na fejsie się rozchodzi, jak zawsze i zaskoczenie postaci kluczowych, czyli HODOWCÓW PSÓW RASY DOGO ARGENTINO, oderwanymi od realiów pomysłami ‚grupowiczów’ z grupy ”Dogo Argentino Polska (Poland)”.

Wymiksowałam się stamtąd, z grupy, którą kiedyś postrzegałam jako ”światło w tunelu” dla rasy Dogo Argentino, pod koniec zeszłego roku, bo było mi po prostu przykro patrzeć na to co dziś firmują sobą osoby, które długo miałam za no niestety, to jest to słowo: AUTORYTETY. Ludzie, z których zdaniem kiedyś bardzo się liczyłam i którzy, w swoim czasie były moimi ”nauczycielami”. Ma dla mnie duże znaczenie ile świetnych rzeczy udało się kiedyś razem zrobić dla rasy, jej pasjonatów, ale i hodowców. Mam ”sentyment” do tego wspólnego działania, które zaowocowało ogromem pracy, z której dziś, każdy, kto umie korzystać z internetowej wyszukiwarki, może ZA DARMO skorzystać i po prostu było mi wstyd za niektóre z wypowiedzi ”autorytetów”, za to co dziś sobą POWTÓRZĘ: firmują. Mnie było wstyd, za to ich ”co innego piszę na fejsbuku, a co inneg robię realnie”. Ja zwyczajnie i po ludzku jestem dumna z tej naszej, a czasem tylko mojej pracy, jak i tej części materiałów o rasie Dogo Argentino, która powstała niezależnie ode mnie i po prostu nie chcę mieć nic wspólnego z ludźmi, którzy ten dorobek ostatnich lat, swoim aktualnym postępowaniem, niszczą, których drugie imię to HIPOKRYZJA, mówiąc najdelikatniej.

Kiedy zrezygnowałam z przynależności do grupy ”Dogo Argentino Polska (Poland)”, rozmawiałam z jedną z bardziej w nią zaangażowanych osób. Znowu zapowiedzi były szumne. Miało być bardzo ”poważnie”, ”o psychice rasy, żywieniu, utrzymywaniu psów w formie fizycznej i psychicznej” -prawdziwy ”powrót do przeszłości”, do ”założeń”. Przez pierwsze tygodnie nowego roku pojawiały się fotki niezłych psów, znaczących, w pewnym sensie, dla rasy w Polsce i takich ”ze świata”, a potem… Zrobiło się po prostu tragikomicznie, ale o tym za chwilę.

W styczniu napisałam do znajomego, dzieląc się z nim swoimi uwagami. Że miło, że wreszcie, przynajmniej co poniektórzy, zorientowali się, że ”natura nie lubi próżni” i że oddanie pola ludziom bez wiedzy (a NIC NIE ROBIENIE JEST ODDANIEM POLA) ma fatalne skutki. Że trzymam kciuki i że fajnie, że coś mają zamiar robić, że zamieszczają trochę zdjęć dobrze wyglądających psów, bombardują oglądających tymi WIZERUNKAMI. Tylko, że samo zamieszczanie fotek to zbyt mało. Nie omawiali ich, nie zwracali uwagi na to, dlaczego te psy są ”dobre”. Fakt, to jest ”złożony” temat, bo należałoby wprost mówić zarówno o wadach, jak i zaletach prezentowanych psów. Ale NALEŻY poświęcić czas na opowiedzenie dlaczego w danym kryciu, CZYIMŚ ZDANIEM warto było użyć repa z krowią postawą -to jest poważna wada funkcjonalna, która wpływa na motorykę, użytkowość itd. itp. (Chciałabym dowiedzieć się jakie mogą być zalety krycia krowiarzem -serio.) Należy tłumaczyć ludziom takie rzeczy, (no, chyba, że ”tak wyszło”, że się sukę cielakiem kryło i by to przy ”tłumaczeniu” wyszło i poszło, w świat..), budzić ich świadomość, uczyć ich, wyjaśniać znaczenie linii w hodowli, pisać o wadach w liniach występujących. To jest bardzo ważne, żeby znaleźć sposób na czytelne wytłumaczenie oglądającym/ czytającym dlaczego raz warto było(?) użyć psa o wadliwej anatomii, a dlaczego innym razem nie. Rzecz jasna, ma to sens POD WARUNKIEM, ŻE a) WIESZ DLACZEGO b) NAPRAWDĘ BYŁO WARTO. Z samego przerzucania się fotkami znanymi z dawnego Forum Molosy (które w okolicach 2011 roku przestało mieć znaczenie) itp. i urządzania ”konkursów” typu ”A to co to jest za piesek?” na dłuższą metę wynika słownie NIC.

(Rzecz jasna ”wszyscy chcą się edukować”, ale równocześnie jakoś im do tego charakterów brak [”Mój piesek jest śliczny i mam was w d’e”/ ”Nie po to tyle bulę za psa, żeby mi go tu ktoś rozkładał” itp. itd…])

Ignorancja Level Hard (w ”sensie globalnym” )

Jeszcze należąc do ww grupy, zwracałam uwagę na kwestię niebezpieczeństwa zawężenia puli genetycznej u polskich psów, rozmnażanych przez Gwiazdy Jednego Krycia, od których to psy wędrują potem do kolejnych Chcę Mieć Szczeniaczki (i kasiorkę) i tak dalej, i tak dalej… Że to jest temat, na który należy uwrażliwić czytających grupę. Jak to się mówi, wszystko mi opadło, kiedy zwróciłam uwagę ”autorytetowi”, że wystarczy spojrzeć ile tych bardzo cienkich psów w Polsce ma w sobie x-factor w postaci mega słabego przedstawiciela DA z miotu ”X” (szczęśliwie nieistniejącej już hodowli, rozmnażane były cztery osobniki z tego miotu na B) i że ignoranci rozmnażają psy, nie ogarniając ‚mapy’, nie rozumiejąc co jest w rodowodach i co to na dłuższą metę oznacza. I, że wypadałoby, by ktoś im to wyjaśnił. Ale ”autorytet” orzekł, że ”to nie jest problem”, że ”liczy się pula w sensie globalnym” – większej głupoty dawno nie czytałam (Ale też pozbawił mnie resztek złudzeń na temat tej pani, ten jej tekst). Tym bardziej, że u nas mało kto robi ”ambitne krycia” (jeździ za granicę, ściąga nasienie/ breeding stock z Drugiego Końca Świata itp.). U nas im bliżej i TANIEJ, przede wszystkim, tym lepiej – tak kombinują ci, którzy produkują białe psy dla kasy. Nie ma powodu, żeby nie edukować potencjalnych nabywców o tym, że ważne jest to, co w rodowodzie i że należy czytać rodowody. A przynajmniej powinni robić to, czyli CZYTAĆ RODOWODY, ci, którzy zainteresowani są wystawami, chcieliby pokazywać swoje psy i nie narażać się przy tym na śmieszność. W skrajnych sytuacjach ważne jest to ze względu na to, że poszczególne linie i mocno zimbredowane osobniki nie są ”zdrowe”. Zawsze, każda linia ma charakterystyczne wady/ problemy. Czasem są to drobiazgi niewpływające na komfort życia psów, w rodzaju koloru przebijającego przez sierść w niedozwolonym przez wzorzec miejscu (Zazwyczaj pamiątka po przodku, który tego koloru też miał zbyt dużo…). Czasem charakterystyczne, obwisłe, jak u Doga Niemieckiego fafle, które psują zupełnie wyraz u Doga Argentyńskiego albo odstające łokcie, czy spionowane łopatki -a to już wpływa na funkcjonalność i tzw użytkowość argentynów. Czasem są to kłopoty z gabarytami, czyli DA ”wielkie, jak konie” – a Dogo Argentino to jednak pies. Bywają też problemy z pigmentacją, generalnie, słaba pigmentacja osobników oraz częsty niedosłuch związany z tymi brakami, to już jest poważny problem. Podobnie, jak poważnym problemem są dysplazja i nowotwory, które wciąż są w tej rasie tematem tabu -bo praktycznie się o tym nie mówi. Czasem wystarczy spojrzeć w rodowód, by zrozumieć dlaczego suka nie rozwija się poprawnie i nie dostaje cieczki, dlaczego pies jest różowy, jak prosiak (prawie zupełnie niewybawiony) albo wielki jak koń…

[Mój ulubiony motyw, w każdym razie w mojej prywatnej TOP czołówce, to ”Ja mam dziecko outcorssu” ”Dziecko outcorossu” –uśmiałam się serdecznie i ciepło uśmiecham się [sarkazm] na myśl o znajomości przez tego pana metod hodowlanych. Nie zdążyłam zapytać jak było z rodzicami tego ”dziecka outcrossu”, to pewnie też interbreeding był? I ich rodzice także? Jak tak z cztery pokolenia interbreedingu w rodowodzie u rodziców tego ”dziecka outcrossu” są, to gość łapie plusik za oryginalność.]

W odpowiedzi na moje ”refleksje” znajomy ”działacz” z grupy DAP(P), oświecił mnie, że (w tamtym czasie, tak ze cztery miesiące temu), był luźny pomysł, by ”omawiać planowane mioty”. W pierwszej chwili pomyślałam, że może to nawet niegłupie, takie ”omawianie planowanych kojarzeń”, ale po chwili dotarło do mnie, że sorka, jakie ”omawianie planowanych kojarzeń”? Skoro one na grupie będą ogłaszane jako kojarzenia, które już miały miejsce? Omawiać, czyli dyskutować plusy & minusy projektu na krycie, które już się odbyło? Proszę… Jaki miałby to mieć cel? Rozgrzeszać? Kamienować? I z drugiej strony -to brzydko zabrzmi, więc sorry- kim są osoby, które dziś ”brylują na salonach” coraz śmieszniejszej fejsbukowej grupy DAP(P), że komuś przyszło do głowy, by spróbować stadnie pełnić role jakichś ”weryfikatorów”? Skąd ta pretęcha? Przyznam wprost, że z większością ludzi mających dziś czelność gwiazdorzyć na fejsbukowej grupie, parafrazując postać Cezarego Pazury z filmu ”Chłopaki nie płaczą”, NIE CHCIAŁABYM MUCHY W KIBLU UBIĆ, o ”radzeniu się ich”/ ”kupowaniu od nich psów”, nie mówiąc, bo zbyt dobrze znam ich ”dorobek artystyczny”. Dodatkowo, co się zmieniło na przestrzeni trzech ostatnich lat? Pamiętam rozmowy na dawnym Forum Molosy (dziś ”Pupileo” albo cholera wie, jak i czy w ogóle to jeszcze istnieje) i to, jak mnie ”naprostowywano”, że ”strategie hodowlane” to coś w rodzaju ”tajemnicy biznesowej” i nikt nie ma prawa od hodowcy ”żądać wyjaśnień”. Więc? Jakie podstawy miałby mieć pomysł powstania takiej swoistej ”centralnej rady opiniująco-aprobującej” na fejsbuku? Jak to jest, że jednym ”wpadkowiczom” się szczeniaków gratuluje -i robią to tzw ”autorytety”, osoby, których zdaniu ludzie zainteresowani DA ufają- i wciska się ”lajki” pod informacją ”mamy szczeniaki”, a na innych się ”wiesza psy”?. Co kieruje ”autorytetem” zmiennym jak choragiweka na wietrze? Jest coś po za ”prywatą”? Serio. ”Nie ogarniam bazy”. Tym bardziej, że z Fejsbukowego Kółeczka Wzajemnej Adoracji coraz częściej i coraz bardziej otwarcie śmieją się HODOWCY. A no właśnie 🙂

”Dysplastyczny autorytet” & Co.

Kilka tygodni temu ponownie napisałam do tego samego znajomego działającego w DAP(P), bo ”mają tam teraz bardzo fajnie”. Przez kilka miesięcy Pan Pytajnik Zamęczacz Fejsbukowo-telefonicznie-mejlowy, długo hodowany w cieplarnianych warunkach, kontynuował, jako metodę na zaistnienie atakowanie ‚gwiazdeczek’ grupy (chachachacha). Szkoda, że tyle czasu co na pisanie postów na grupie, nie poświęcał swoim słabiutkim, limfatycznie-byle jakim sukom. Typ g…o wie, ale duuużo komentuje, choć prawda! Ostatnio zniknął… Czyżby nawet on doszedł do wniosku, że nie ma mowy, żeby ktokolwiek brał go na serio, jeżeli dalej będzie męczył kota wśród ‚grupowiczów’? Zaznaczyłam znajomemu, że, jak to tak z boku obserwuję, to coraz mniej wiarygodne się to wszystko staje. ”Śmietanką”/ głównymi udzielającymi się są tam teraz Pani o Wątpliwej Uczciwości, od wału z ”hodowlą ze stowarzyszenia” (która już oficjalnie nie jest tylko w stowarzyszeniu, bo ”TAJFUN” dotarł już do ZKwP, więc to ”taka sama” HODOWLA jak te PRAWDZIWE), facet, który przyznał, że nie umie wypracować sobie autorytetu u yorka, który się go po prostu nie słucha, ale pisze ”bardzo poważnie” (gdybym z tym gościem nigdy nie rozmawiała, to bym mu pewnie uwierzyła), pani, która za każdym razem, kiedy zabiera głos, zachowuje się jak słoń w składzie porcelany i ma niezwykłą zdolność do kreowania sytuacji typu ”pocztówki znad krawędzi”. Inna pani która, gdyby nie wada suki, też już by ‚hodowcą’ była, ale ją albo zgryz powstrzymuje, albo coś innego… Tu edit, no, jednak się okazało, że COŚ już powstrzymywać ją przestało… (Ale ”wejście w wielkim stylu” nie wyszło… Ten nędzny pomysł z ”klubem”… a taki mógł być OSTRY ”LANS na speca”… (peciki wyszły śliczne). No i ”autorytet” i historie prześwietleń w kierunku dysplazji psów, które od lat rozmnażała… ”Autorytet” publicznie zwyzywana od najgorszych przez pana hodowcę znanego z ”ROZMIARU” (edit 2018: i programu interwencyjnego jednej z telewizji, chyba Polsat…), szaleństwa w oczach i ”problemów” z dotrzymywaniem umów współwłasności, teraz uprawiający samoośmieszanie się, łasząc się do ”rozmiarowego”… (Za co już zebrała po tyłku…) .”Autorytet” w swoim czasie piszący JAK JA, o tym, jak ważny jest BAER TEST i badania w kierunku dysplazji u Dogo Argentino, wywołany do tablicy przez posiadaczy kilku psów z jego przydomkiem, jak piskorz wił się, nie mogąc JEDNOZNACZNIE odpowiedzieć na pytanie czy prześwietla swoje psy… Osoba, która kiedyś, JAK JA oburzała się na ”robienie z petów championów”, dziś robi to samo z psami z własnym przydomkiem. To są aktualni ”mentorzy” grupy DAP(P). Parę osób o coś tam się stara, STARE foty psów, które KIEDYŚ wyhodowała tzw Ważna Hodowczyni wrzucają, ale to bez znaczenia, bo nikt, z żadnym z tych psów niczego istotnego dla rasy nie zrobił, więc to są tylko jakieś zdjęcia, jakichś psów. Fajnie, że są, bo wkrótce te psy popadają i nikt, by nawet nie wiedział, że kiedykolwiek żyły, że ktoś miał jaja (pomysł+plan+czas+upór), by je WYHODOWAĆ… Ale foty Dogo Argentino w kolorowych czapkach to było coś MEGA… Naprawdę masę ”wartości” to wniosło… Nurtuje mnie czy lans w kolorowych obróżkach od Czy Możemy Porozmawiać o Tym Czy Prześwietlasz w Kierunku Dysplazji Psy, Które Rozmnażasz jest już na grupie pasee, odkąd Czy Możemy Porozmawiać o Tym Czy Prześwietlasz w Kierunku Dysplazji Psy, Które Rozmnażasz zapytała jak to jest z dysplazją u psów ”autoryteru”? Tyle fajowych fotek w tych obróżkach było… No, tak, ale jak Alfa i Omega pytania o prześwietlenia swoich psów, zbywa idiotycznym ubieraniem ich w ”wątki osobiste”, to potem tak jest, że obróżkę trzeba wziąć na cenzurowane, żeby na grupie nie podpaść…

Wracając do pomysłu ”omawiania miotów” przez Ludzi Robiących Zdjęcia Dogom Argentyńskim w Śmiesznych Czapkach: jak to jest, na jakiej podstawie w ich głowach urodził się pomysł roszczenia sobie praw do decydowania co wolno, a czego nie wolno hodowcom? Kiedy patrzę na całe to ”nasze” dogoargentynowe ”towarzycho”, myślę sobie tak: ”Brak mi ”mania psa” w czasie teraźniejszym-ciągłym, 24/7”, bo z psem ”pod ręką”, jest łatwiej. Coś czytasz, coś tam sobie myślisz, wołasz psa i go oglądasz, dotykasz, macasz, wyczuwasz pod palcami strukturę, zagłębienia, wszelkie nierówności i od razu masz proste przełożenie. CZUJESZ jego rzeźbę. To bardzo ułatwia ”aktualizowanie systemu = wyciąganie wniosków z przyswajanej wiedzy. Mając psa ”pod ręką”, możesz dokładnie dokumentować jego rozwój; przygotowywać się do ”bycia hodowcą”; ważyć go raz w tygodniu, mierzyć, możesz go -teraz zabawię się w słowotwórstwo: ”obfotografowywać” non stop, jak naukowy przedmiot badań i na bieżąco porównywać, jak się zmienia. Możesz dokładnie analizować jego rozwój, to jak reaguje na dany pokarm itp. Możesz go ciągle obserwować i uczyć się każdego dnia, by być lepszym. Patrzeć jak się rusza, jak nabiera świadomości własnego ciała, jak się ”wiąże” i ”wypełnia”, co daje mu właściwie zaplanowany i dostosowany do fazy rozwoju, trening. Możesz swojego psa BUDOWAĆ. Łatwiej absorbujesz teorię, którą praktyka ”wdrukowuje ci na dysk twardy w głowie” z tymi wszystkimi extras’ami, na które nie masz szansy bez psa ”pod ręką”.

To jest moja pięta achillesowa: nie mogę uczyć się każdego dnia, aż tyle ile bym chciała, bo z własnego wyboru nie mam psa ”pod ręką”. Psy muszę sobie ”pożyczać” od znajomych. Ale, mimo to, ciągle się uczę. A ja nie jestem hodowcą. Nie mam planów by nim być. Nie mam ciśnienia na ”wygrywanie wystaw” i udowadnianie ”koleżankom” jaka zaj…a jest moja suka. Nie mam suki, której za chwilę zafunduję szczeniaki. Ja się uczyć nie muszę… Ja chcę.

Dlaczego ludzie, posiadający psy, czasem więcej niż przeciętne, nie wykorzystują tego, że je mają po to, by stawać się bardziej świadomymi? Chcą swoje psy rozmnażać, a nie umieją na nie patrzeć, nie umieją zobaczyć ich niedostatków, więc jak chcą cokolwiek poprawić? Przecież planowa hodowla rasowego psa ma na celu to, by każde kolejne pokolenie było lepsze od poprzedniego. Szczenięta mają być lepsze od rodziców. Jak jakiś pan z nadmuchanym ego albo pannica, którzy patrzą i nie widzą, mogą wyhodować cokolwiek wartościowego? ”Przypadkiem”? Może ”będą mieć szczęście”? No może tak…

Ale raczej nie

To było takie żenujące, kiedy podczas wystawy w Łodzi, pani, która na wystawę przyszła z panem, który wystawiał sukę ‚bez kolan’, usłyszawszy mój komentarz, oburzona syczała na mnie ”Czy pani ma pojęcie o ten rasie?” SMUTECZEK. Anatomia jest kwestią kluczową. Ktoś jej nierozumiejący, nie ma prawa głosu. Nie widzisz jak zbudowany jest twój pies, nie wiesz tego, to stul dziób i idź się uczyć.

Wnioski

Paru hodowców wciąż jeszcze do tej grupy należy(?), ostatnio zadali nawet pytania pod notatkami dotyczącym pomysłu o powołaniu ”Klubu Rasy”. Pytania rzeczowe, bardzo konkretne, odpowiedzi? Były jak zwykle… Ale hodowcy nie wygłupiają się, wdając się w pozbawione sensu dyskusje z roszczącymi sobie prawa do tego, by uchodzić za kogoś kim nie są, aroganckimi ignorantami, jak to ma w zwyczaju większość wiodących prym ‚grupowiczów’… I myślę, że przykro im, że grupa na której mogli kiedyś pokazać swoje hodowlane osiągnięcia hodowcom spoza Polski, zmieniła się w śmietnik skolonizowany przez amatorów ”śmiesznych fotek”, którzy od czasu do czasu awanturują się między sobą, jak to było np. ostatnio 3 maja, po wystawie w Mołdawii…

Konkludując dziecinadę z ”Klubem Rasy” w tle, podpadłam znajomemu, dzieląc się z nim spostrzeżeniem (”poczynionym na bazie obserwacji tematów poruszanych przez ‚grupowiczów’, jak i ”stylu” ich wypowiedzi), że o ile do jakiegokolwiek zebrania związanego z inicjatywą ”Klub Rasy” w drugi majowy weekend dojdzie, to jedynym wątkiem, który mogą rzeczowo ogarnąć najaktywniejsi ‚grupowicze’, jest ten dotyczący fotek w kolorowych obrożach, które mogą drażnić oczy ”autorytetu”. W końcu ”konflikt interesów” to bardzo poważne zagadnienie. Edit: spotkanie się odbyło, było kameralnie i miło, ale nikogo znaczącego na nim nie było… (SMUTECZEK no. 2) #PlanktonNieRządzi

Skoro na największej grupie głównie się miziają albo opluwają i mało tam ‚merytoryki’, to na ziemię proponuje wrócić dzięki temu:

http://www.tybrushe-boxers.com/20_principles_of_breeding.htm linkowi 🙂

Chcę wam jeszcze zwrócić uwagę na temat ”reklamowania miotów”: żadna poważna grupa nie może być miejscem zbywania szczeniaków. Od tego są strony internetowe poszczególnych hodowli i fejsbukowe profile hodowców. Tyle. Zero tolerancji. Pamiętajcie o tym.

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora jest zabronione.

www.facebook.com/zuzpasjaodogoargentino

https://twitter.com/odogoargentino

Ps. Usunęłam z fejsbuka strony ”Baer dla Dogo Argentino” i ”Dysplasia results of Dogo Argentino” ponieważ nie cieszyły się zainteresowaniem polskich hodowców. Jedynie Pani Justyna Olech z hodowli Sulimer (FCI) udostępniła na tych stronach wyniki swoich hodowlanych Dogo Argentino. Wnioski wyciągnijcie sami.