Archiwa tagu: Reactivity

ZACHOWANIA AGRESYWNE PSÓW: ”WORKING WITH DANGEROUS DOGS AND THE INDUSTRY” – TRENERKA PSÓW LEIGHA GENDUSO, 21 MAJA BR. ZAATAKOWANA PRZEZ SAMCA DOGO ARGENTINO, NAD REHABILITACJĄ KTÓREGO Z UWAGI NA JEGO AGRESJĘ DOMINACYJNĄ PRACOWAŁA, ROZMAWIA Z TRENERAMI MARKIEM FERRASCI I TEDEM BELLMYEREM

”Aktualizacja”

4 czerwca na kanale YT Marka Ferrasci ukazała się rozmowa trójki trenerów otwarcie mówiących o problemach z agresją u psów. Tak więc gorąco namawiam tych z was, którzy angielski znają na tyle, by z tych prawie 80 minut móc coś (liczę, że maksimum) wynieść dla siebie, byście zechcieli poświęcić jej swój czas i uwagę. Dla mnie nauka z tej audycji jest taka, że pewne sprawy z ”dogo world” są …bardzo internacjonalne. (Dla mniej swobodnych w języku w kolejnych akapitach dzisiejszego artykułu przygotowałam parę zdań o zagadnieniach poruszanych w programie.) Jednak na początek, zanim puścicie sobie na YT wyżej wspomniany program – naprawdę mam nadzieję, że to zrobicie – przetłumaczę i wplotę jako wprowadzenie w dzisiejszy wpis  treść postu, który dzień po ataku, 22 maja Leigha Genduso dodała na swoim FB profilu:

Hey guys… just an update and some food for thought that I feel everyone should be aware of – Hej wszyscy… To taka aktualizacja i coś do przemyślenia na temat czegoś, czego wszyscy powinni być świadomi:

This is going to take me a minute to write in the hospital bed with one working hand so bare with me…. – Zajmie mi chwilę, żeby to napisać [leżąc] w szpitalnym łóżku z jedną sprawna ręką, więc wytrzymajcie….

I was reluctant at first to make this post public knowing in the back of my head there would be the naysayers and negative backlash of how I probably suck as a trainer – Z początku byłam niechętna, by udostępniać ten post publicznie, mając z tyłu głowy, że spotka się on z negatywnym odzewem narzekaczy-krytykantów, twierdzących, że kiepski ze mnie trener – that I shouldn’t take in severe cases such as so, etc. – że nie powinnam brać tak ciężkich przypadków etc.

So, here’s my response – Więc, oto moja odpowiedź.

A lot, I mean a LOT of times I get these cases that are lax in explanation from the owners surrendering these dogs – Wiele, podkreślam WIELE razy dostaję te przypadki, w których brak jest wyjaśnień ze strony właścicieli, którzy skapitulowali wobec tych [przekazywanych mi w efekcie ich decyzji, do rehabilitacji] psów. I would say over 50 percent do NOT tell me the real scenarios due to wanting to save the dog (which ultimately hurts me and the dog in the long run) – Powiedziałabym, że ponad 50 procent [właścicieli] NIE mówi mi prawdy o scenariuszach [o przebiegu zdarzeń] powodujących, że pies jest do ratowania. [Właściciele psów nie mówią prawdy o tym co spowodowało, że do ratowania psa, zrehabilitowania go, ”naprawienia” potrzebny jest profesjonalista (bo sami nie dają/nie dadzą rady). Czyli nie mówią o tym, jakie sytuacje z psem, jakie zachowania psa miały miejsce i jak postępowali przed tymi sytuacjami, po nich, w ich trakcie etc. Nie jest też chyba jasne także to, co stoi za tym, że choć sami psa się pozbywają, chcą go uratować albo by go uratowano.] (co ostatecznie szkodzi mnie [jako trenerowi, który wykonuje swoją pracę w oparciu o niepełne dane, bo zatajono przed nim kluczowe informacje] i w dalszej perspektywie psu.)

I only primarily work with working dogs – pracuję przede wszystkim z psami pracującymi/użytkowymi, I am a former K9 state trooper* and have been training and rescuing dogs for 17 – jestem byłą policjantką stanową z jednostki K9 i trenuję oraz ratuję psy [działam/współpracuję z organizacjami typu rescue] od 17, yes 17 years – tak 17 lat. This dog that attacked me is a prime example of “aggressive” that was not entirely explained to me – Ten pies, który mnie zaatakował jest doskonałym przykładem [przypadku] ”[psa]agresywnego”, który nie został mi do końca wyjaśniony/wytłumaczony [nie został uczciwie opowiedziany przez właścicieli, nie powiedziano o nim prawdy, przekazując go do rehabilitacji] (most don’t tell me the full truth – większość nie mówi mi całej prawdy, most wont – większość tego nie zrobi, let’s be honest – bądźmy uczciwi/szczerzy).

This dog came to me as displaying aggressive dominance behavior to the wife – Ten pies trafił do mnie jako osobnik przejawiający agresję o podłożu dominacyjnym wobec żony swojego właściciela, growling and a subtle lunges – warcząc i wykonując wyważone nagłe ruchy w jej kierunku, wyskakując do niej. [Specyficzne jest to subtle lunges, bo gdyby to dosłownie przetłumaczyć na polski to wyjdzie, że ten pies się ”subtelnie rzucał” na żonę swojego właściciela. Jednak zważywszy na dalszą treść postu można przyjąć, że to sformułowanie ma oddać fakt, że trenerce przekazano, że pies ”tylko straszył” tamtą kobietę, że ”tylko jej groził”, nie podejmując innych, ostrzejszych działań wobec niej. Przyznam, że nie bardzo sobie wyobrażam takie ”niedokończone” zachowanie u dogo, który nie traktuje swojego człowieka jako swojego lidera i na lajcie okazuje to w tak ”ostentacyjny” sposób, nie spotykając się z jakimikolwiek konsekwencjami swojego zachowania. Lunge oznacza skok/wyskok ku/wobec/w stronę kogoś albo czegoś z intencją pochwycenia, zaatakowania albo uderzenia tego kogoś lub czegoś. Czyli to słowo używane jest, gdy chodzi o nagły ruch w konkretnym kierunku np. gdy chodzi o napastnika, który wykonuje taki nagły ruch w stronę swojej ofiary.] NO bite – BEZ gryzienia/ŻADNYCH pogryzień/NIE gryzł, I repeatpowtarzam, no bite records obtained on documentation or spoken of – brak ugryzień/żadnych ugryzień odnotowanych w dokumentacji i żadnych uwag o ugryzieniach/pogryzieniach w rozmowach. Just a dominance alpha issue from what I gathered, which I work with constantly – Z zebranych przeze mnie danych/informacji wynika, że sprawą do przepracowania z tym psem była tylko dominance alpha issuepo polsku najwierniej oddałaby sens kwestia zachowań dominacyjnych, które pies przejawiał jako osobnik o [praktycznym] statusie alfy, czyli że to przypadek z jakimi pracuję stale/ciągle.

With that said, please don’t judge me by saying “stop trying to rehab aggressive dogs” when I have five deemed “aggressive” dogs that weren’t (just high drive) who are in K9 departments on the road, as we speak – To powiedziawszy, proszę nie osądzaj mnie, mówiąc ”przestań próbować rehabilitować agresywne psy”, kiedy mam [w domu, jako moje własne] pięć uznanych za ”agresywne” psów, które agresywne nie były (tylko o wysokim popędzie [czyli wysoce aktywne zarówno psychicznie, jak i fizycznie, i w związku z tym wymagające dużo ćwiczeń/zajęć, a także stymulacji umysłowej, by mogły być psami zrelaksowanymi/wyciszonymi w domu]). I have also worked with severe fear aggression dogs and rehomed them after months of work to perfect homes who have lived happy lives prior to pulling the canine before euthanasiaPracowałam także z psami z wyjątkowo ostro przejawiającą się agresją o podłożu lękowym i po miesiącach pracy z nimi znalazłam im perfekcyjne domy, w których wiodły szczęśliwe życie, uratowane przez eutanazją.

I know everyone will pick apart my decisions and ultimately my work…. – Wiem, że wszyscy będą bardzo szczegółowo i nieuprzejmie krytykować mnie, moje decyzje i docelowo/ostatecznie moją pracę… [Pick apart to takie celowe skupianie się na wytykaniu/ eksponowaniu wszystkiego, co zdaniem krytykujących jest złe/ niedobre/ błędne/ niewłaściwe w danej osobie (lub rzeczy) i/lub jej postępowaniu/decyzjach, to takie ”grillowanie” słabych stron osoby (lub rzeczy).], but please come to me and ask for more of an explanation before throwing knives and immediate judgement all over social media – ale proszę zwróć się do mnie i poproś o więcej wyjaśnień/informacji zanim zaczniesz ciskać we mnie kamieniami [potępiać mnie] i natychmiast mnie osądzisz wszędzie w social media. I’ve said no to countless dogs who were over the top – Powiedziałam nie niezliczonej ilości [przypadków] psów, które [według mojego osądu] nie nadawały się do pracy. [Literalnie over the top odnosi się do czegoś, co jest przesadzone i może być uznane za skandaliczne/ oburzające/ szokujące.] I’ve risked it all for others in seeing some potential to be fixed – Ryzykowałam wszystko [zapewne w kontekście renomy i dobrego imienia] dla innych [przypadków], w których widziałam potencjał, dla którego warto było tamte psy rehabilitować and I’ve also had to put down ones who were beyond the possibility of help due to the dog being too much of a liability to others – i musiałam także odpuścić w tych razach [te przypadki], w których psy przekroczyły granicę, zza której nie ma odwrotu i były w punkcie sytuującym je poza zasięgiem możliwości zapewnienia im skutecznej pomocy z uwagi na to, że zbyt wiele z owej skuteczności zależałoby od innych ludzi [Ratowanie tych psów wiązałoby się ze zbyt dużym ryzykiem, że osoba niebędąca profesjonalnym trenerem, która miałaby z takim psem do czynienia, mogłaby popełnić błąd, którego skutki zniszczyłyby osiągnięcia profesjonalisty, który psa zrehabilitował i tym samym pies na powrót stałby się zwierzęciem zagrażającym otoczeniu. Put down można więc chyba czytać literalnie jako decyzję o eutanazji.] I know more than most that not all can be saved and I know the dangers of trying to help the ones (who I don’t know their full stories) as well – Zdaję sobie sprawę lepiej niż większość, że nie wszystkie [psy] można uratować i znam także niebezpieczeństwa wynikające z usiłowania niesienia pomocy tym [psom] (których pełnej historii nie znam). This has and always will be my decision and mine alone – To zawsze była i będzie moja i tylko moja decyzja. I live alone and am well aware of the dangers I place myself in…. – Mieszkam sama/Żyję samotnie i jestem bardzo dobrze świadoma niebezpieczeństw, w których się stawiam…. I also know that attacks like this, an uneducated or inexperienced handler would have not made It out alive – Wiem także, że z ataków tego rodzaju niewyedukowany i niedoświadczony przewodnik/treser nie wyszedłby żywy.

With that said, please kindly keep your judgement either to yourself or directly to me – To powiedziawszy uprzejmie proszę zachowaj swoje sądy albo dla siebie, albo kieruj je bezpośrednio do mnie.

Out of all the pain I have right now, my wounds on my body are not what hurts – Z całego bólu, który teraz znoszę, rany mojego ciała nie są tym co ten ból powoduje…. my heart hurts the most for this dog – moje serce najbardziej cierpi z uwagi na tego psa. I’m sure you’ve seen my obedience posts on him – Jestem pewna, że widzieliście moje posty na temat ćwiczeń z posłuszeństwa, które z nim robiłam, he was doing absolutely amazing – był zdumiewający/szło mu naprawdę wyśmienicie, however I failed him clearly and am the first to humbly admit that – jednakowoż jasne jest, że go zawiodłam i jestem pierwszą, która to pokornie przyzna. [Ja uważam, że jeśli mówić o zawiedzeniu psa przez kogokolwiek to tymi, którzy go zawiedli byli ten, kto sprzedał psa człowiekowi, który nie był właściwą osobą dla Dogo Argentino, czyli hodowca, a kolejnym był właściciel, który przejechał na wszystkich czerwonych światłach a potem obudził się z ręką w nocniku i psa się pozbył, przekazując go w ręce osoby profesjonalnie zajmującej się szkoleniami i rehabilitacją psów, przed którą to osobą zataił kluczowe informacje na temat przebiegu relacji pies-właściciele. Moim zdaniem jeśli Leigha Genduso może się o coś obwiniać, to o to, że czując, że nie mówi się jej całej prawdy, nie ”cisnęła” właściciela, by tę prawdę jej przekazał. Gdyby odmówił lub wciąż kręcił, z uwagi na własne bezpieczeństwo mogła odmówić zajęcia się Tym Konkretnym Przypadkiem.]

*K9 Officer: Career Guide  The K9 Unit Responsibilities  Some History

”Working With Dangerous Dogs And The Industry” – Paca z Niebezpiecznymi Psami i Branża – audycja z 4 czerwca 2020

Mark Ferrasci zaprosił widzów swojego kanału na serwisie YouTube do obejrzenia odcinka na żywo, w którym wraz ze swoimi gośćmi specjalnymi rozmawiał o radzeniu sobie z/zajmowaniu się przypadkami Dangerous DogsNiebezpiecznych Psów, aggression-agresji u psów i Industry-Branży jako takiej – szczególnie w odniesieniu do tematu odcinka. Gośćmi specjalnymi programu są Leigha Genduso z Andromeda K9, która ostatnio ucierpiała z powodu poważnego ataku psa, z którym pracowała i Ted Bellmyer z Leashless.dog’s boarding and training. Ted jest szanowanym w okolicy [w kontekście obszaru, na którym działa także gospodarz programu] trenerem, specjalizującym się w pracy z Dog Aggression cases-przypadkami psów agresywnych. Ten odcinek zapowiedziany został przez Marka Ferrasci jako pierwszy z wielu planowanych na przyszłość programów na żywo, co do których gospodarz kanału ma nadzieję, iż udział wezmą w nich inni profesjonalni trenerzy/szkoleniowcy z branży, i że będzie miał okazję gościć ich bardzo, bardzo wielu.

W programie mówiono min. o;

Reactivity, czyli reaktywności psów, wynikającej min. z faktu, że właściciel nie kontroluje sytuacji, nie jest dla psa liderem i bezwiednie wysyła mu sygnały będące wyzwalaczami określonych zachowań psa. Tak więc zidentyfikowano problem polegający na tym, że właściciel jest wyzwalaczem – sam odpala psa i zupełnie nie zdaje sobie z tego sprawy.

Podkreślono, że gdy przychodzi do atakowania ludzi większość psów reaktywnych po prostu chapsnie (litle bite), bo będzie to zachowanie typu fear aggression, czyli agresja o podłożu lękowym. Takie psy ugryzą i puszczą. Powodem, dla którego gryzą jest by dać czytelny sygnał, by trzymać się od nich z daleka, na dystans. Ich zachowanie służy więc temu, by stworzyły sobie dookoła siebie taką safety buble – bańkę bezpieczeństwa, a mydlaną bańkę pamiętacie? Dwa lata temu napisałam  serię tekstów o proksemice, czyli znaczeniu przestrzeni w interakcjach z psami – proszę, zacznijcie przyswajać sobie znaczenie dystansów personalnych w wychowywaniu psów i określaniu ich statusu społecznego, zwłaszcza gdy macie w domu dzieci!

Jak zaznaczył Ted dominant aggression dog, czyli pies dominująco agresywny/ przejawiający agresję o podłożu dominacyjnym to coś zupełnie innego od psa przejawiającego zachowanie typu fear aggression. Agresja dominacyjna to jest właśnie coś takiego, jak to z czym zetknęła się Leiga. Zazwyczaj/na co dzień obserwujemy/ stykamy się głównie z fear aggression. Natomiast dominant aggression to coś zupełnie innego; inaczej się do tego podchodzi, inne procedury się stosuje, inaczej zarządza się całym procesem rehabilitacji. A ewentualne niebezpieczeństwo dla ludzi jest much more significientznacząco większe. Leigha jest osobą bardzo capeblesprawną/ kompetentną/ doświadczoną/ umiejącą sobie radzić, ale wyobraźmy sobie dziecko. Dziecko samo nie poradziło by sobie w tej sytuacji, w której była Leigha. Niestety sposób w jaki społeczeństwo dziś [w kontekście psów z odzysku] postępuje, naraża dzieci na niebezpieczeństwo spowodowane przez psy, które są ratowane i wydawane, [”wypuszczane”/”uwalniane”] na rynek/”do adopcji”, a które są extermely dangerous-ekstremalnie niebezpieczne. Jedna sekunda z niewłaściwym psem może wpłynąć na całe życie dziecka.

Zwrócono także uwagę na zagrożenie wynikające z przekierowania: ”nie mogę zabić tamtego psa, uderzę w ciebie człowieku, bo do ciebie mam dostęp”.

Leigha wspomniała o zjawisku, które nazywa fazą honeymoon, czyli miesiąca miodowego. Jest to coś, z czego wiele osób zupełnie nie zdaje sobie sprawy. Chodzi o to, że gdy wyciąga się psy ze środowiska, które działa na nie wysoce stresująco (np. kennel w schronisku) psy zmieniają się, stają się jakby innymi psami. Zbiera się je do domu i zaczyna się z nimi pracować. I gdy honeymoon is over, czyli gdy kończy się faza miesiąca miodowego, psy pokazują ci swoje true colors, czyli prawdziwe oblicze. Mark uzupełnił, że w tym co Leigha nazywa fazą miesiąca miodowego psy nie są pewne czegokolwiek i są sweethearts-słodziakami. Przyzwyczajają się do zmiany. Sprawdzają jakie są zwyczaje i dostosowują się do sytuacji. Sprawdzają na co mogą sobie pozwolić i w końcu ich naturalne cechy, dotąd uśpione, przyczajone, wychodzą, manifestują się i psy zaczynają przejawiać swoje normalne zachowania, cechy, które gdzieś tam w nich już są, które są normalne dla nich. Tak więc pracując z psem w tym okresie, należy wciąż mieć na uwadze, że nie można zbyt szybko poczuć się zbyt pewnie w interakcji z nim, bo wciąż nie wie się o nim dość, by wyciągnąć jednoznaczne wnioski na jego temat. I można dać się zaskoczyć. Trzeba mieć więc cały czas na uwadze, że ta faza to ”jazda próbna” – nic nie jest jeszcze pewne. Wyraźnie zaznaczył też, że żadna agresja nie przychodzi bez wcześniejszego doświadczenia [przez psa] powodu do jej wystąpienia: No aggression comes without previous experience of some reason that is there. To nie jest tak, że jest ”tajemnicą” to dlaczego zachowanie psa zostało przez niego zamanifestowane. I choć ludzie zawsze mówią, że jest coś takiego jak ”niesprowokowana agresja” nie istnieje coś takiego. Zawsze jest jakiś wyzwalacz. Mark podkreślił, że by móc cokolwiek z psem przepracować, zanim zaczniesz go korygować, wpierw musisz establish bond-wytworzyć więź z psem. Bo wszystko w ”naprawianiu psa” zaczyna się od zaufania. Respect-respekt psa wobec człowieka jest kluczowy: jeśli pies cię nie szanuje, nie masz szans, więc stand by-trzymaj się od niego z daleka.

Jednoznacznie stwierdzono, że gdy chodzi o dominant aggression, bez znajomości historii danego psa, bez wiedzy o niej, trener rehabilitujący zwierzę jest w niebezpieczeństwie. W rescue ważny jest protocole, czyli procedury; zestaw pytań, zdolność weryfikacji odpowiedzi na nie (oraz zdolność do zweryfikowania predyspozycji osób zainteresowanych przygarnięciem ratowanego psa).

Leigha powiedziała, że przez 17 lat pracy z psami nie miała do czynienia z innym, który zaatakowałby ją w taki sposób. Przypomniała, że w naturze psa nie leży gryzienie człowieka, nie jest to naturalne zachowanie dla psa. Stwierdziła, iż jest pewna, że ten pies już kiedyś kogoś ugryzł i że gdyby nie była ”otrzaskana”, ten pies by ją zabił. Najbardziej napędzające [naturalny w sytuacji, w której ona niestety się znalazła] strach jest to, że pomiędzy warknięciem a ugryzieniem są sekundy i nie ma czasu skorygować zachowania. Wiedziała tylko, że że musi kontrolować głowę atakującego psa [dlatego lepiej mieć psa w obroży niż bez niej] i że nie może upaść, nie może znaleźć się na podłodze, bo nie przeżyje ataku. Wspomniała o stylu w jakim dogo polują, na co polują i jak chwytają swój cel.

Trenerka powiedziała też coś, co dotąd brałam za typowo polski problem, coś z czym także zgadzam się w 100%, otóż, że: The Dogo Argentino world is very …differrent world – Świat Dogo Argentino jest bardzo… innym światem. [Nie chce mi się ponownie rozpisywać, więc jedynie odwołam się porównań zawartych przeze mnie w innych tekstach. Mianowicie, że w przeciwieństwie do np. entuzjastów, fanów i posiadaczy TTB, którzy, jako środowisko w swoich psach zawsze widzą przede wszystkim canis familiaris, czyli psa domowego, a dopiero później przedstawiciela konkretnej rasy czy typu, dogo-maniacy w Dogo Argentino właściwie chyba zawsze widzą głównie rasę, a prawie nigdy psa domowego. Stąd też tak wielu z posiadaczy dogo toleruje albo nawet promuje u swoich psów zachowania, które nie przechodzą w środowiskach wytworzonych w około innych ras. Wyżej wspomniani posiadacze TTB nie puszczają swoich psów luzem, by te ”rozładowywały pierwotny instynkt fighting dogs” na okolicznych psach w myśl mantry, którą tak często prądkują argentynowe ”autorytety”: ”To taka rasa one tak mają, że… muszą się wyszumieć”. Podczas, gdy nie jest niczym nadzwyczajnym słuchać mUNdrości o tym, że ”Dogo to psy myśliwskie i muszą rozładowywać instynkt”, dlatego jest ”cool” albo ”niczym nagannym” szczucie ich np. na wolno żyjące koty/nie powstrzymywanie ich przed ”polowaniem” np. na wolno żyjące koty.] Dostałam wiele mejli – kontynuowała Leigha – może nie wiele, ale trochę, z wyrzutami: ”Sprawiasz, że rasa wygląda źle”. Ja się nie staram pokazać rasy w złym świetle, staram się uchronić rodziny, które mają 7kę małych dzieci, przed zakupem a freaken breed like thatpowiedzmy, że psa tak bardzo specyficznej rasy jak ta. To nie jest rasa przeznaczona dla każdego. To są bardzo silne psy. Dodała też uwagę na temat znaczenia selekcji pod kątem eliminowania z programów hodowlanych osobników o wadliwym temperamencie, którą skwitowała następująco: ”Shitty breeding = shitty dog”– chyba nie muszę tego tłumaczyć.

Bardzo ważne jest, że trenerzy uczulali, by osoby zajmujące się rescue (a w efekcie i zainteresowani przysposobieniem konkretnego psa), nie dawały się zwieść. Zawsze chodzi o Tego Konkretnego Psa w relacji/interakcji z Konkretną Osobą, w Danym Otoczeniu i Określonej Sytuacji. Trzeba pamiętać, że to, że w Jakieś Tam sytuacji (np. spacer poza terenem schroniska), z Jakimś Tam Człowiekiem (konkretnym opiekunem) pies zachował się Jakoś Tam (był łagodny/agresywny), albo się Jakoś Tam nie zachował (nie atakował ludzi/innych psów/zwierząt, łasił się i wydawał się łagodny w interakcji z nowo poznanym człowiekiem/innym psem/zwierzęciem), to oznacza to jedynie, że Nie Zachował Się Jakoś Tam albo Się Zachował Jakoś Tam przy Tym Konkretnym Człowieku. Błędem jest projektowanie na wszystkich przekonania/wiary, że Dany Pies Jest Jednoznacznie Jakiś Tam w oparciu o przypadkowe zdarzenia – on jest Jakiś Tam, ale tylko w interakcji z Daną Osobą, Konkretnym Człowiekiem, który towarzyszył temu psu/sprawował nad nim kontrolę/przestraszył się go itp.

”Ray Donovan Fan Syndrome” – Popularyzacja rasy w TV – skutki

Oglądający serial Ray Donavan kojarzą, że występuje w nim Dog The Dog – Dogo Argentino (Taki bardzo a’la Dog Niemiecki, co szczególnie widać w sposobie poruszania się tego psa, autentyczny mastiff type dogo – coś okropnego, zero wyrazu, ale to tylko tak na marginesie.) Aktorzy wyrażają się o występującym z nimi psiaku bardzo pochlebnie: oto Dog The Dog, zresztą on naprawdę sprawia wrażenie psa ze słodziuchną osobowością, a to zawsze bardzo działa na publikę… I o tym, że w USA Dog The Dog zadziałał ludziom na wyobraźnię też usłyszycie w rozmowie na kanale Marka. (Pamiętajmy jednak, że wszystkiego na ”przemysł rozrywkowy” zwalać nie można.)

Kurczę blade (konsekwencja i jasno określone poglądy nie wszystkim pasują – no, taki lajf)

Artykuł na temat audycji z Leighą jest dla mnie okazją do małej prywaty – zainspirowała mnie, bym jej wzorem wystosowała swego rodzaju komunikat do części z moich czytelników. Tak więc, moi drodzy wiem, że czytają mnie osoby, które dosłownie mnie nie znoszą, nie trawią mojego stylu i sposobu w jaki się wyrażam. Zarzucają mi, że jestem ”teoretykiem” – sorry, ale czasem po prostu wystarczy używać mózgu, to wszystko nie są zagadnienia z wiedzy tajemnej i czy się to wam podoba czy nie, by ogarnąć podstawy naprawdę wystarczy zacząć logicznie myśleć. (Nie ma powodu, by wmawiać ludziom, że jest inaczej. Przeciwnie należy ich do myślenia [szczególnie krytycznego] zachęcać.) Że ”się kreuję” i to ”na nie wiadomo kogo” –  wybaczcie, ale ja po prostu piszę o tym, co jest interesujące przede wszystkim z mojego punktu widzenia i od zawsze [a precyzując od dekady] piszę o tym tak, jak uważam, że powinno się o tym pisać i mówić: wprost. (Choć niektórym bardzo nie podobają się podejmowane przeze mnie tematy.) Naiwna jestem, bo wydaje mi się, że kiedy dodaję w tytule tekstu np. słowo ”proksemika”, to ludzie wiedzą o co chodzi. Gdy piszę ”znaczenie proksemiki w interakcjach z psami” to – ponownie – wydaje mi się, że ludzie odczytują to jako ”komunikacja pozawerbalna – dystanse personalne i status społeczny, a interakcje z psami”, czyli ”przestrzeń ma znacznie, gdy wychowujesz psa, bo przestrzeń w interakcjach mówi o statusie społecznym – ogarnij temat, przyda ci się, szczególnie gdy masz dziecko/dzieci”. Widocznie nie wszyscy sprawdzają w słownikach znaczenie wyrazów, których nie znają (staram się z tym faktem pogodzić).

Przyznaję, że czasami moi czytelnicy totalnie mnie zaskakują. Jednak tym razem, gdy o artykuł o najniebezpieczniejszej emanacji psiej agresji chodzi, jakoś specjalnie zaskoczona nie jestem, bo na swój sposób przywykłam już, że wkładanie kija w mrowisko całkiem często jest ostentacyjnie niezauważane przez ”mrówki” świata kynologii. (Albo też skutkuje serią oburzeń – niekierowanych jednak bezpośrednio do mnie np. w postaci komentarzy pod tekstem – kolportowanych tzw pocztą pantoflową.) Na razie więc zapowiada się, iż mam na blogu następny tekst, który ”czyta się po kryjomu” i szybko zapomina się (przynajmniej oficjalnie), że w ogóle się po nim ”oczami przeleciało” lub udaje się, że temat w nim poruszony w ogóle nie istnieje, zupełnie jak w przypadku tego tekstu – tu też mnóóóstwo wejść, zerooo udostępnień i muuultum niezadowolonych czytelników (#Smuteczek). Jak ja w ogóle śmiałam napisać o zagrożeniach wynikających z posiadania Dogo Argentino przez jakiegoś skrajnie nieodpowiedzialnego i niemyślącego człowieka, skoro nawet nie mam psa tej rasy?! Poważka? Sorry, ale śmiałam. I wcale się przy tym nie śmiałam, bo temat skrajnie wręcz śmieszny nie jest. Rozumiem, że pewnie jest trochę osób, którym nie podoba się mówienie otwartym tekstem o tym, jak niebezpieczny może stać się Dog Argentyński, gdy hodowca sprzeda go Byle Komu. Oraz że istotnie, są osoby, które dogo nie podołały i bujają się z problemem… Albo pozbyły się psa, by bujali się z nim inni i niefajnie im czytać, że to mega słabe. Tylko, że o tym mówić należy, bo ludzie muszą myśleć, muszą zdawać sobie sprawę, że ich decyzje niosą konsekwencje. Trzeba o tym mówić, by ratować psy przed Głupimi Ludźmi i ludzi przed psychologicznie zaniedbanymi, agresywnymi, niebezpiecznymi psami. I by zarówno ludzi, jak i psy chronić przed tymi, którzy nie mają dość ikry, by szczerze od początku do końca powiedzieć np. jak to się stało, że ”jest problem” i jaki, jak duży ten problem jest tak naprawdę. I to chyba tyle a propos tego co mnie się wydaje i na co ja liczę, gdy piszę swoje teksty.

Jakiś czas temu zapowiedziałam, że dla tej części czytelników, którzy mój blog śledzą przede wszystkim z uwagi na zainteresowanie argentynami, przygotowuję serię specjalnie z myślą o nich, niejako wracając do korzeni bloga. Serię na temat agresji. Serię, na napisanie której pomysł narodził się w wyniku rozmów z różnymi mniej lub bardziej pogubionymi właścicielami psów tej rasy oraz jej entuzjastami. Ludźmi, którzy wprowadzili w swoje życie Dogo Argentino (lub chcą to zrobić), opierając się nie o wiedzę i analizę tej wiedzy, ale wyobrażenia na temat rasy. I tak w sierpniu zeszłego roku, jako wprowadzenie do zagadnień związanych z tym, co sprawia kłopoty z uwagi na specyfikę rasy świeżym właścicielom argentyńczyków, którym nikt nie wytłumaczył na co tak naprawdę się porywają, ukazał się tekst o Fila Brasileiro, w grudniu kolejny, tym razem już jednoznacznie o tej rasie i polowaniu z Dogo Argentino, tekst sprzed niecałych dwóch tygodni skutki ataku Dogo Argentino na człowieka jest naturalną kontynuacją poprzednich, a dzisiejszy jest istotną aktualizacją tego najświeższego. Ukażą się jeszcze co najmniej trzy artykuły z zakresu ”nieporozumień na linii właściciel-dogo” i zapowiedziane już dawno tłumaczenie z dziedziny genetyki, dedykowane (przede wszystkim) dogo-maniakom także jest w tej trójce.

Przypadek Państwa X

W zeszłym roku napisała a później zadzwoniła do mnie pani, która miała bardzo poważny problem ze swoim dogo. Jak to określiła była ”zdesperowana i szukała pomocy wszędzie gdzie tylko się da”. I ja także znalazłam się na jej liście. (Tak więc musiała to być w istocie desperacja totalna, gdyż zapewne środowisko przezornie wytłumaczyło jej, że ”nawet nie ma dogo ta pani od bloga, więc co może wiedzieć” – to jakoś tak zazwyczaj idzie, z tego co wiem od tych, którzy mimo wszystko się ze mną kontaktują.) Przyznaję, że moja miłość własna nieco ucierpiała po wyznaniu Pani X z tym akcentem na gdzie tylko się da. Głównie z uwagi na to, że odnoszę wrażenie – w którym utrzymują mnie zwrotki, które dostaję od czytelników – iż blog przeze mnie prowadzony jest dosyć dobrym źródłem zupełnie bazowych, takich na wejście, informacji dla każdego zainteresowanego rasą. Informacji, które łatwo można zweryfikować. I sorry, ale o ile tylko robi się w sieci przeszper na temat rasy, nie ma opcji, by na teksty uwrażliwiające potencjalnych przyszłych nabywców Dogo Argentino na kwestie zapalne, nie trafić. Ale cóż, lepiej późno niż później. Pani X miała ”problem” z kilkunastomiesięcznym samcem dogo. Pies należał do jej Mężczyzny – to on chciał dogo i pies był – jak wynikało z relacji pani X – jego psem. Jednak to pani X dzwoniła w sprawie ”problemów z dogo” i słuchając jej odniosłam wrażenie, że to głównie ona ”ma problem” z tym jak ów dogo poczyna sobie w ich domu, z nimi jako właścicielami. Że to ona zwraca uwagę na zagrożenie. Jej Mężczyzny, jak zrozumiałam głównego właściciela psa, w jej opowieści było jak na lekarstwo. Współczułam tej kobiecie. Przede wszystkim jako matce, która miała w swoim domu psa, którego prawdopodobnie nigdy sama by do swojego domu nie wprowadziła. Jako kobiecie, której partner miał tego psa i przez to ona też tego psa miała.

Pani X opisała co najmniej trzy szalenie niepokojące sytuacje, ale zostanę przy jednej z nich, tej która z uwagi na ”zaawansowanie problemu” wzbudziła we mnie zdumienie rozmiarów stadionu piłkarskiego. Otóż, Pani X opowiedziała mi następujące zdarzenie: cała rodzina; Pani X, jej Mężczyzna i Nastoletnia Córka leżeli na łóżku oglądając jakiś film, gdy do pokoju wszedł wspomniany kilkunastomiesięczny samiec dogo, wskoczył na łóżko i zawarczał na dziewczynkę, wywierając na niej presję, która skutkować miała (i skutkowała) tym, że dziecko ustąpi psu miejsca. Jaka była reakcja dwójki dorosłych? Pies dostał czego chciał. Odesłali z pokoju dziewczynkę. Nie nastąpiła korekta zachowania psa. Uściślono mi, że Córka odesłana została, by pies nie wyrządził jej krzywdy, gdyż i Pani X, i jej Mężczyzna przestraszyli się (nie pierwszy już raz) zachowania psa. W chwili, gdy rozmawiałyśmy pies miał przebywać u hodowcy, który go rehabilitował, w czym uczestniczyć miała też nastolatka. O Mężczyźnie i jego zaangażowaniu w rehabilitację nie wiem, nie została mi jakoś szczególne nakreślona jego rola w tym procesie.

Postanowiłam, że dzisiejszy wpis, w części komentarza dodanego przez mnie do tłumaczenia i ”streszczenia”, czyli w wątku o problematycznym dogo państwa X, będzie maksymalnie łagodny w charakterze (jak ja, gdy z panią X rozmawiałam, bo nie chodzi o to, by ”dojeżdżać” kogoś, kto już jest ”dojechany” i po prostu szuka punktu zaczepienia, by poprawić swoją sytuację), choć dokładnie wiem jak zareagowałabym ja oraz Moja Druga Połówka, gdyby nasz pies – zwłaszcza gdyby miałby to być Dogo Argentino – niezaproszony przez nas[PROBLEM] wszedł do sypialni, wykonał nieautoryzowany przez nas[PROBLEM] skok na nasze łóżko i ośmielił się zawłaszczyć przestrzeń[PROBLEM] i grozić[PROBLEM] Naszemu Dziecku. Ograniczę się jedynie do niepoprawnego politycznie ”wyznania”. Gdy Dogo Argentino grozi dziecku-ludzkiemu szczenięciu lub ”młodemu” swojego właściciela (użyłam słowa, które wzięłam w cudzysłów z uwagi na fakt, że dziewczynka, Córka pani X weszła już w okres dojrzewania, co także miało istotne znaczenie) i właściciel – celowo nie używam w tym momencie słowa ”przewodnik”, bo nie jest ”przewodnikiem”, ktoś, kto dopuszcza do takiego zdarzenia[MEGA PROBLEMU BĘDĄCEGO SKUTKIEM PRZEJECHANIA SERII CZERWONYCH ŚWIATEŁ, BRAKU MYŚLENIA I NIEPOKALANIA ODPOWIEDZIALNOŚCIĄ WOBEC SWOJEJ RODZINY] staje w oko w oko z sytuacją, w której jego pies demonstruje całym sobą, całą swoją mową ciała i energią, że nie waha się ”korygować” a w istocie atakować jego szczenięcia/młodego, właścicielowi nie pozostaje nic innego jak zdominować psa fizycznie z energią, która uświadomi psu, że w starciu dogo vs. właściciel, to człowiek ma moc odebrać życie psu, nie odwrotnie. Gdy (zwłaszcza) dogo ośmiela się zachować jak ten Państwa X, oznacza to, że PROBLEM jest już tak wielki i wynika z tak wielu, wielu popełnionych uprzednio błędów, że jeśli właścicieli nie stać (nawet w takiej chwili) na instynktowną(?) reakcję rodzica, na zachowanie psa i do psa nie dotrze, że ewentualne ponowne podjęcie próby ataku na którąkolwiek z osób oznaczać będzie dla niego game over to, by chronić rodzinę, psa należy się pozbyć. Osobiście, z uwagi na ”brak roztropności” osób, którym na serduszkach leży dobro rasy, w takich przypadkach jestem za eutanazją. Wolę (być może ”niepotrzebnie”) wyeliminowanego psa od ryzyka, że spowoduje on tragedię w życiu ludzi. 

Jak dochodzi do takich sytuacji, jak ta którą wykreowali państwo X? Nie mam pojęcia. I nie mówię, tego by kogokolwiek urazić czy obrazić. Absolutnie nie jest to moim zamiarem. Jedynie stwierdzam fakt. Po prostu mam inny od państwa X sposób bycia i nie jestem w stanie wyobrazić sobie, że można doprowadzić do sytuacji, jak wyżej wspomniana. Dla mnie jest jasne, że gdy buduje się relację z psem i tworzy się z nim więź – a, właśnie: dla mnie jest jasne, że ”manie psa” zaczyna się od tworzenia z nim więzi i budowania relacji – programuje się w nim określone nawyki, przestrzega się pewnych ściśle określonych reguł, a sprawa przestrzeni i dystansów personalnych jest jedną z kluczowych, gdy uczymy psa odnoszenia się do nas. Wymagając, by pies szanował fakt, iż nasza przestrzeń jest częścią nas, przedłużeniem naszego ciała, należy do nas i to my nią rozporządzamy, wpaja się psu pewien protokół zachowań.

Nie można przecież ot, tak wejść do pałacu królowej brytyjskiej, ”wbić się” do jej osobistych komnat, poklepać ją po plecach z energią ”Cześć Elka, co tam i ciebie?” i z tekstem ”Posuń się, klapnę se obok”, oczekiwać, że ”Ela” zrobi ci miejsce na swoim ulubionym fotelu. I ma to wielki sens wynikający z rangi ”Eli” – jej społecznego statusu. Zachowanie pewnych stref w domu czy mieszkaniu jako niedostępnych dla psa przypomina mu, że jego status społeczny jest niższy niż nasz. Pies może przebywać w tych pomieszczeniach tylko wtedy, gdy mu na to zezwolimy, ale on musi sobie na to nasze zezwolenie zapracować. Nie można go do nich zapraszać ani tolerować jego w nich obecności, gdy nie zasłużył na ten zaszczyt swoim zachowaniem. Tym bardziej pies nie może samowolnie wskakiwać na zajmowane przez nas łóżka, kanapy, fotele etc. (My posiadamy, zawłaszczamy całą przestrzeń, w której funkcjonuje pies, włącznie z tzw miejscem psa dlatego, że to my jesteśmy Alfą.) Wreszcie pies, który nie zasłużył sobie na zaszczyt przebywania w naszej strefie osobistej, nie może w nią wchodzić. Jeśli pozwolimy psu, który nie odczuwa wobec nas respektu, by przebywał w naszej mydlanej bańce, gdy pozwolimy psu, który przychodzi do nas z nastawieniem dominanta, by wywierał na nas presję i nie będziemy korygować jego zachowania, oddamy mu status Alfy, staniemy się ulegli wobec niego i to tyle. Przegraliśmy. Kwestią czasu jest, gdy zacznie nas terroryzować. (Przecież niektórzy z czytających ten tekst doskonale wiedzą o czym mówię, znacie to z własnego doświadczenia. Tak wyglądało to, co w waszym mniemaniu było ”początkiem problemów”. Nie. Takie ”akcje” to stadium w pełni zaawansowane ”problemu”.) W naszej strefie osobistej przebywać może tylko i wyłącznie pies, który przychodzi do nas jako uległy wobec nas, jako osobnik szanujący nasz status, czyli fakt, że to my jesteśmy Alfą. Dlatego też tak istotne jest by od samego początku utrzymywać psa w stanie ducha calm submissive-spokojnym i uległym, bo taki pies jest uważny i otwarty na przewodnika.

Pies Xów bezceremonialnie, przez nikogo nie zaproszony wszedł do sypialni[ERROR] i nie został skorygowany[ERROR], zawłaszczył łóżko[ERROR] i nie został skorygowany[ERROR], ”skorygował” dziecko, a literalnie groził Córce Państwa X[ERROR] i nie został skorygowany[ERROR], a dziewczynka poddała się wywieranej przez psa presji i opuściła pomieszczenie[ERROR], potwierdzając tym, iż status społeczny samca Dogo Argentino jest wyższy niż jej[ERROR]. W oczach psa ludzie uznali jego zachowanie za właściwe – nie został przecież skorygowany[ERROR]. Gdy dwoje dorosłych Xów zostało z psem w sypialni, to samiec dogo nosił status Alfy[ERROR] – nikt nie skorygował jego zachowania[ERROR] i na wszystkich zaangażowanych w zdarzenie (”demonstrację siły”) ludziach zrobiło ono wrażenie. Innymi słowy, intencja psa została odczytana przez ludzi ze skutkiem satysfakcjonującym psa. Kurtyna.

Jak zakończyła się sprawa ”problemów z dogo” Państwa X, nie wiem. Być może hodowca zrehabilitował psa i oddał go Xom? Może hodowca zostawił samca u siebie? Trzymam kciuki, że historia zakończyła się pomyślnie dla Xów i żadna z osób w nią zaangażowanych nie ucierpiała.

Udzielanie rad z zakresu behawiorystyki przez telefon to coś bardzo w stylu diagnozowania psich schorzeń przez social media i ja akurat nie wygłupiam się z udzielaniem rad tą drogą. (Generalnie staram się tego nie robić, nie ”udzielać rad”. Ograniczam się do polecania zgłębienia określonych dziedzin, lektur, licząc, że ludzie sobie przetrybią temat, wyciągną wnioski a refleksje z nich płynące sprawią, że przestaną być jak owieczki bez dzwoneczka. Stawiam na samodzielność.) Jednak bywa, że ktoś opowiada o tak totalnym ignorowaniu czerwonych świateł, które raz po raz eksplodowały niczym ładunek wybuchowy (niezauważone przez ten typ właścicieli) na jego drodze mania psa, że naprawdę łatwo jest zrozumieć jako to się mogło stać, że pies Coś Tam… I przyznaję, że trudno mi w takich momentach trzymać język za zębami i po prostu mówię, jak widzę opowiedzianą mi sytuację.

Do dziś koronnym dla mnie dowodem na to, że możliwa jest pomoc właścicielowi psa na odległość, bez całego tego zawracania głowy z ”poszukiwaniem behawiorystów” (za określony cash za godzinę – to jest teraz modny biznes), jest przypadek Młodego Mężczyzny z problematycznym samcem Akita Inu. Mężczyzna ten lata temu szukał pomocy na internetowym forum, gdyż jego, wtedy niewiele ponad półroczny, pierwotniak zaczął przejawiać zachowania dominacyjne i eufemizmem byłoby powiedzieć, że ów Akit był ”krnąbrnym psem”. Właściciel japończyka dowiedział się poprzez pamiętne Forum Molosy, między innymi od faceta, który już wtedy pozował na speca a dziś zajmuje się, jak to się mówi hodowlą (chyba jakichś TTB) i jest w tym swoim światku jakimś ”kimś” (znanym podobno), że Akita Inu ”to taka rasa i one tak mają, że Coś Tam… I że właściwie to nie ma szans, by pies Młodego Mężczyzny zmienił się na lepsze, bo ”to taka rasa bla bla bla…” I dalej w ten deseń. A jednak 😉 Chłopak wziął się do roboty i szybko okazało się, że Akita Inu to wcale nie rasa, która ma jakoś tam, coś tam, tylko pies domowy. Z doświadczenia wiem, że niektórym ludziom wystarczy po prostu nakreślić korektę mapy postępowania w wychowywaniu i prowadzeniu psa i naprawdę można to zrobić przez telefon albo internetowy komunikator. O skuteczności ”porady” decyduje chęć właściciela psa do zagłębienia się w źródło ”nieprawidłowości i problemów” w zachowaniu jego zwierzaka. Uczciwa praca z psem wykonana przez obudzonego właściciela Akity, który bardzo chciał i autentycznie starał się naprawić relację człowiek-pies i wszystkie zaniedbania, których się dopuścił, a które w jego przypadku nie wynikały z ”olewania kwestii wychowania psa”, a raczej pewnej nieuwagi tego Mężczyzny (wynikającej z braku doświadczenia), udowadnia, że są sytuacje, w których problem w zachowaniu psa można ”zdiagnozować” w trakcie rozmowy telefonicznej lub na forum serwisu społecznościowego. Oraz, o ile tylko właściciel psa mówi prawdę, polecić mu skuteczny sposób na zmianę istniejącej sytuacji, także bez ”spotykania się z psem”. A co najzabawniejsze nie trzeba do tego posiadać ”dyplomu”, który daje prawo keszować rozmówcę (wystarczy myśleć).

Nie zamierzam silić się w tym miejscu na ”analizy” dotyczące różnic pomiędzy argentyńczykami i japończykami, bo nie są one aż tak istotne – jedne i drugie należą do gatunku pies domowy. Nie podpowiadałam też rozwiązań problemu pani X, bo zbyt wiele złego wydarzyło się na linii ci ludzie-ich pies, by ot, tak można było ”zalecić jej zmianę podejścia do psa”. W rozmowie wyświetliłam jej jedynie kwestie związane z ustalaniem statusu społecznego w relacji właściciel-pies, których istnienia pani X nie była świadoma. W przypadkach takich, jak ten Xów najsmutniejsze jest to, że właściwe prowadzenie psa od samego początku nie jest niczym trudnym. Owszem, wymaga pracy (głównie ze strony człowieka: nad samym sobą), ale jest czymś, co jest pewną rutyną, jak dieta albo trening i to się po prostu robi. Kiedy jednak się tego nie robi, skala zaniedbań rośnie bardzo szybko i gwałtownie, w tempie, które powoduje, że nawet kilkunastomiesięczny pies ma tyle i tak mocno utrwalonych niepożądanych nawyków, że w swoich właścicielach budzi (całkiem naturalnie) autentyczny strach. A człowiek, który boi się własnego psa, nie jest w stanie go ”naprawić”.

Przyjmuję, że możliwe jest, że dziwnie zadziałał na psychę niektórym z was drodzy czytelnicy, ten tekst i że może w związku z tym nie powinnam wam polecać rozmowy, od której tytuł wziął dzisiejszy artykuł? Bo może nie dacie rady aż tyle wziąć na klatę? Z drugiej strony, lubię i ludzi, i psy, i chciałabym, żeby między ludźmi i psami było jak najmniej kwasów, więc proszę nie chowajcie głów w piasek ci, których problem dotyczy (ale ci, których nie dotyczy też), wysłuchajcie tego, co ci dobrzy ludzie mają wam do powiedzenia, bo na pewno się to wam przyda.

Zuza Petrykowska

Fragmenty artykułu pochodzące z obcojęzycznych źródeł zostały przetłumaczone przeze mnie i stanowią bezpośrednie tłumaczenie treści zawartych na stronach źródłowych. Zaznaczam jednak, że jako autorka powyższego artykułu nie wyrażam zgody na jego kopiowanie i wykorzystywanie w całości lub we fragmentach bez odnoszenia się do źródła.