Archiwa tagu: selekcja hodowlana

CZY KYNOLOGIA ŁOWIECKA ZAJMUJE UMYSŁY SZEREGOWYCH CZŁONKÓW ZWIĄZKU KYNOLOGICZNEGO W POLSCE? CZY PROBLEM BRAKU SPECJALNYCH WYMAGAŃ DLA PSÓW MYŚLIWSKICH PRZESZKADZA? CZY OD 2015 ROKU COŚ SIĘ ZMIENIŁO? CZY W POLSCE MOŻNA POLOWAĆ Z DOGIEM ARGENTYŃSKIM? CZY POWINNIŚMY OBAWIAĆ SIĘ KŁUSOWANIA Z DOGO ARGENTINO?

”Się dzieje” i warto to umówić

Planowałam jako kolejny zamieścić wpis dotyczący problemu agresji u dogo. Jednak z uwagi na bieżące wydarzenia, zdecydowałam, że zanim dam wam tamten artykuł, najpierw poruszę wątek kynologii łowieckiej, ujęty przez pryzmat Dogo Argentino. Tak więc dziś pierwszy z dwóch tekstów na temat ”polowań z psami”. 

.Jak napisałam w opublikowanym pod koniec lipca na blogu Kultura kynologiczna dla psiarzy, dwuczęściowym tekście pt. ”NAJGRUBSZE RYBY W STAWIE’ UTRZYMUJĄ PH STOJĄCEJ WODY NA ‚WŁAŚCIWYM’ POZIOME – SŁÓW PARĘ NA TEMAT: ‚SKĄD W KYNOLOGII TYLE PATO…?*, mierzi mnie kynologia w wydaniu for fejsbukowych ”grup kynologicznych”; powszechna ignorancja i kłopoty ”kynologów” z wysłowieniem się w ojczystym języku. Jednak w świetle ostatnich wydarzeń, sprawy ”dwuzarządowości”, czyli istnienia aktualnie, od 31 maja, w praktyce dwóch Zarządów Głównych w stowarzyszeniu Związek Kynologiczny w Polsce, z których każdy ma pełne przekonanie o słuszności swojego mandatu i tym samym słuszności swojego postępowania (zaistniał więc min. problem wykluczających się wzajemnie uchwał), co skutkuje rozpoczęciem stosownych działań przez organ nadzorczy stowarzyszenia, którym jest Prezydent m.st. Warszawy; przekazaniem ZKwP datowanych na 15 lipca wytycznych, ostrzeżeń z 30 lipca i 27 sierpnia oraz ”rekomendacji” z 3 września br., postanowiłam raz jeszcze sprawdzić czy istnieje szansa na autentycznie otwarte, rzeczowe dyskusje o kynologii na fejsbuku.

Oto treść posta zamieszczonego przeze mnie 31 sierpnia na otwartej dla wszystkich zainteresowanych (czyli takiej, którą każdy użytkownik serwisu Facebook może sobie ‚podczytywać’, nie będąc jej członkiem, i w ten sposób poznawać poglądy min. hodowców na poszczególne tematy) fejsbukowej grupie kynologicznej ”KYNOLOGIA – przeszłość, teraźniejszość, przyszłość…”:

W elektronicznym wydaniu magazynu BRAĆ ŁOWIECKA, z datą 29 sierpnia bieżącego roku, ukazała się niezwykle istotna informacja, artykuł zatytułowany ”Nie będzie specjalnych wymagań dla psów myśliwskich” znaleźć możecie tu: http://braclowiecka.pl/n/36/aktualnosci/6018/nie-bedzie-specjalnych-wymagan-dla-psow-mysliwskich?fbclid=IwAR3ur_J6qwmEfnO24aL9_4wNiKOQ9v0PW73szvwo4YxmMG-yv.

Dla wygody omawiania kwestii w nim poruszonych, a mam kilka uwag i pytań, i uważam, że wy także takowe mieć będziecie (szczególnie, że każdy patrzy przez pryzmat rasy, którą sobie upodobał), pozwalam sobie zacytować sporą jego część poniżej.

W toku opracowywania – już po konsultacjach publicznych – przez Ministerstwo Środowiska oraz Rządowe Centrum Legislacji projektu zmiany rozporządzenia ws. szczegółowych warunków wykonywania polowania i znakowania tusz, które według części zapowiedzi powinno wejść w życie na początku tego tygodnia, w brzmieniu dokumentu pojawiło się kilka poprawek. Wśród istotniejszych znalazła się możliwość wykonywania indywidualnego polowania z psem na dziki w ciągu dnia już od 15 sierpnia (pierwotnie proponowano od 1 września), wprowadzona na wniosek ministra rolnictwa i rozwoju wsi.

PYTANIE o owe ”konsultacje publiczne” – ktoś, coś? Ktoś szerzej zna ten wątek i zechce objaśnić go niedoinformowanym ‚grupowiczom’?

…”w brzmieniu dokumentu pojawiło się kilka poprawek. Wśród istotniejszych znalazła się możliwość wykonywania indywidualnego polowania z psem na dziki w ciągu dnia już od 15 sierpnia”…

UWAGA: Z racji mojego wielkiego sentymentu do rasy Dogo Argentino, presy chwytająco-trzymającej, rasy psów na tzw grubego zwierza (puma, dzik etc.), przez FCI zaklasyfikowanej jako molos, w wielu krajach, włącznie z Polską, znajdującej się na liście psów ras uznawanych za agresywne, wobec czego w wielu miejscach naszego globu zakazanej całkowicie (w Polsce nie) lub podlegającej szeregu restrykcji, dotyczących nie tylko kwestii ich rozmnażania, ale i ”zwykłego” utrzymywania – to akurat nie w Polsce, ale nawet w Polsce, w przestrzeni publicznej psy ras uznawanych za agresywne muszą być prowadzone na smyczy i w kagańcu, dwa powyżej wyróżnione przeze mnie zdania, w połączeniu z innymi informacjami zawartymi ww tu dziś artykule, są z mojego punktu widzenia wyjątkowo ważne, a dlaczego, wyjaśnię w dalszej części postu.

Całkowicie usunięto natomiast szeroko dyskutowany zapis wprowadzający szczególne wymagania dla psów, z którymi wolno wykonywać polowanie, w tym poszukiwać postrzałków (wycofano się z obowiązku zarówno posiadania udokumentowanego pochodzenia z hodowli zarejestrowanej w FCI lub organizacjach z nią współpracujących, jak i potwierdzenia użytkowości przez PZŁ). Ministerstwo Środowiska uzasadniło tę zmianę wątpliwościami co do prawnych możliwości potwierdzania przez PZŁ ułożenia psów.

UWAGA: Kolejne ‚czerwone światło‚ to usunięte owe: ”szczególne wymagania dla psów, z którymi wolno wykonywać polowanie”. Informacja zawarta w nawiasie jest ważna z co najmniej dwóch powodów.

PO PIERWSZE: wymóg, by w polskim łowiectwie/myślistwie mogły być wykorzystywane jedynie psy z dokumentami honorowanymi przez FCI jest skandaliczny, gdyż łamie prawa obywateli, którzy są myśliwymi, bo myśliwi (jak wszyscy inni Polacy), mogą sobie psa (w tym przypadku do polowań) kupić w jakimkolwiek legalnie w Polsce (i nie tylko) funkcjonującym stowarzyszeniu/klubie należącym do którejś z międzynarodowych federacji kynologicznych, bo tak i już. To nie mogło przejść, bo już ‚na dzień dobry’ projekt był niezgody z prawem.

PO DRUGIE: brak wymogu ”papieru” z ZKwP uzasadniony jest wątpliwościami czy psy rozmnażane/hodowane pod egidą ZKwP/PZŁ są odpowiednio wyselekcjonowane – przecież selekcja ma sens tylko wtedy, gdy opiera się na konkretnych, surowo przestrzeganych kryteriach. Podobnie jest w służbach, przykład Owczarków Niemieckich: odkąd wyglądają jak wyglądają i w istotnej części są ”sprawne inaczej”, zastępuje się je, po uprzedniej SELEKCJI, ”zwykłym Azorem/Bellą” ze źródła z ZKwP nie mającego nic wspólnego, bo chodzi o to, by psy spełniały określone kryteria, by odpowiadały na zapotrzebowanie.

W tym miejscu odwołam się dodatkowo do cytatu z podsumowania zawartego w artykule: ”Prawo łowieckie nie upoważniło PZŁ do współpracy z organizacjami kynologicznymi.” I bardzo dobrze, bo wystawa i tzw. sędzia kynologiczny nie są odpowiednimi ”organami” do ustalania czy pies nadaje się do polowań czy nie. WYSTAWA TO TYLKO SHOW, w dodatku często marnej klasy, bo bywa, że nawet eksterieru ”sędzia” nie umie ocenić. (Jedyne ”przeglądy hodowlane” o których się ”miłośnicy psów” rozpisują to te ”dla psów z tzw wadami nabytymi”, przy czym większość tych ”nabytych wad” to celowo oberżnięte uszy i/lub ogony, psów ras tradycyjnie ciętych, okaleczonych dla widzi mi się ich właścicieli, czyli z czysto estetycznych powodów.)

Na Zachodzie psy, tzw użytki nie są poddawane ocenie na wystawach, hodowla przebiega pod okiem profesjonalistów, czynnych myśliwych a wyszkolonego psa certyfikuje (lub nie) organ państwowy. Psa ”użytka” nie wolno łączyć z jego ”odpowiednikiem” wystawowym.

To nie jest tak, że nie można stworzyć sensownego i skutecznego prawa, tym bardziej, że mamy ”ramy” i wiemy gdzie leży granica – mamy przykład Hiszpanii i patologię dotyczącą Galgo i Podenco, które jako psy pracujące nie podlegają przepisom Ustawy o Ochronie Zwierząt, więc galgueros robią z nimi to, co robią.

Informacja o modyfikacji treści projektu rozporządzenia w powyższym zakresie trafiła do ponownego zaopiniowania przez zarząd główny zrzeszenia. W odpowiedzi przekazano propozycję uregulowania kwestii psów sporządzoną przez Komisję Kynologiczną NRŁ.” (Skrót od Naczelna Rada Łowiecka.) ”Zakładała ona, że polowanie ma się odbywać przy użyciu psa rasy myśliwskiej z udokumentowanym pochodzeniem z hodowli zrzeszonych w organizacjach kynologicznych współpracujących z PZŁ, trwale oznakowanego, zgodnie z potwierdzonym przez Związek ułożeniem do pracy w zakresie wykonywania polowania, w tym poszukiwania postrzałków.

UWAGA: Znowu ocieramy się o zagadnienia związane z ograniczaniem swobody wyboru myśliwym: …”przy użyciu psa rasy myśliwskiej z udokumentowanym pochodzeniem z hodowli zrzeszonych w organizacjach kynologicznych współpracujących z PZŁ.” Sorry, ale praktycy sami najlepiej wiedzą, że nie zawsze to ”rasowość” psa decyduje o jego przydatności do wykonywania pracy; mamy bojące się wody ”psy dowodne”, bojące się wystrzałów psy do odnajdywania postrzałków… Odpowiedni temperament niejednokrotnie cechuje mieszańce ras albo psy o tzw niewiadomym pochodzeniu.

Pod koniec artykułu znowu wracamy do problemu ”definicji”, tym razem nie samego ”psa rasowego”, ale ”psa rasy myśliwskiej.” Dla zasady i krótko, w tym miejscu dodam, że działania lobbingowe ZKwP odnośnie definicji ”psa rasowego”, to po prostu działania lobbingowe ZKwP. FCI nie jest jedyną międzynarodową federacją kynologiczną i wielu hodowców na całym świecie doskonale radzi sobie nawet nie spluwając w kierunku tej (to fakt) najbardziej znanej organizacji. Problem z definicją ”psa rasy myśliwskiej” jest pokłosiem tego pierwszego.

UWAGA: Ktoś interesujący się białą presą z Argentyny, zdający sobie sprawę z tego jakie problemy dotyczą tej rasy U NAS, z treści artykułu, do którego na samym początku mojego postu-notatki wkleiłam link, może (min.) wnioskować, że jest wysoce prawdopodobne, że różne ”Cześki”, teraz mogą przyjąć, że ”w zaistniałej sytuacji”, ”zgodnie z prawem” będą mogły w istocie kłusować – chodzi mi o STYL POLOWANIA – także z Dogo Argentino. W Polsce polowanie w klasycznym stylu z dogo (Monteria) jest zabronione, jest nielegalne: pies (dodajmy, że gdy mówimy o dogo, chodzi o rasę uznawaną za agresywną) nie może ”wchodzić w kontakt” ze zwierzyną. (Tu też jest przestrzeń do przedyskutowania, bo psy innych ras, różne terriery, Jamniki w ten ”kontakt” jednak jakoś wchodzą… Jak? Skoro w Polsce szczucie podpada to pod znęcanie się? Widać są równi i równiejsi.) Proszę przeczytajcie charakterystykę DZIKARZA w Polsce, opisaną na stronie PZŁ w tym miejscu: https://www.pzlow.pl/index.php/kynologia/186-podzial-ze-wzgledu-na-uzytkowosc. Jeśli ktoś nie wie co to jest Monteria, to wystarczy wpisać sobie na YT frazę w rodzaju ”Dogo Argentino, Monteria” – tylko polecam wyciszyć dźwięk, bo zwierzyna często bardzo głośno komunikuje, że ją boli ten ”kontakt”.

Ewidentnie, choć tradycja wbijania noża w serce utrzymywanemu przez dogo dzikowi, bardzo podnieca różne persony, które się na dogo decydują, a niektóre z nich podobno nawet zostają czy też mają w planach zostać członkami PZŁ, by ”popędy” swoich psów móc realizować w ”łowiectwie”, przy tym poziomie kynologicznej kultury, który tworzy się u nas aktualnie w około rasy Dogo Argentino, wizja dziwnych ludzi biegających po lesie z Dogo Argentino (nawet bez noży), mnie nie nastraja zbyt dobrze. I jeśli faktycznie, w praktyce okaże się, że ”można w Polsce ‚polować’ -moim zdaniem w polskich warunkach to będzie forma kłusownictwa- z dogo” i podniecający się monterią właściciele będą przenosić zwyczaje z Argentyny w Polskie lasy i na polskie łąki (pomijam kwestie takie jak ”przygotowanie psa”, bo to nie ten typ ludzi, który ”przygotowuje psy”, oni je po prostu puszczają luzem w las… ), to ja byłabym za powszechnym prawem do posiadania broni, bo uważam, że każdy ma prawo się bronić albo po prostu odstrzelić psa stanowiącego zagrożenie dla otoczenia.

UWAGA: Nadmienię, że na stronie Polskiego Związku Łowieckiego w zakładce zatytułowanej „Rasy psów myśliwskich„, tu: https://www.pzlow.pl/index.php/kynologia/185-polskie-rasy-psow-mysliwskich widnieje informacja jakoby w grupie II (wg. porządku FCI) nie znajdowały się żadne rasy myśliwskie.

PYTANIE jak rozumieć to stwierdzenie? Skoro już kilka lat temu ów ”brak ras myśliwskich w grupie II FCI”, nie przeszkadzał jednemu z posiadaczy DA, myśliwemu i członkowi ZKwP, chwalić się na internetowym forum, że właśnie jako myśliwy, legalnie ze swoim psem poluje, podobno jego Dogo Argentino pracował „jak posokowiec”. Takie użytkowanie Doga Argentyńskiego jest bardzo niezwykłe, bo Dogo Argentino nie jest posokowcem, nie oszczekuje ani nie wystawia zwierzyny, on idzie górnym wiatrem i w końcu, gdy doścignie ‚prey’, to instynktownie w nią ‚uderza’. Tak więc tego rodzaju zaprzeczenie instynktowi dogo, czyli wyplenienie u dogo chęci ‚uderzenia’ w zwierzynę, jeśli w istocie się temu człowiekowi udało, uznać można za ewenement. Odpowiedzi na PYTANIA o to, jak ów pan tego dokonał, jak wyglądały próby pracy etc., są więc niezwykle ciekawe.

Ale do ”braku psów myśliwskich w grupie II FCI” wracając: Dogi Argentyńskie są dzikarzami. I jest wysoce niepokojące nierozpoznawanie w nich przez osoby (legalnie) zajmujące się u nas łowiectwem, psów myśliwskich. W Polsce psy tej rasy niestety często ekscytują specyficzny typ ludzi i ten rodzaj właścicieli cierpi na wyżej przeze mnie wspomniany „sprawdzaizm” – dolegliwość polegającą na puszczaniu dogo luzem w las, „żeby się wybiegał i może z dziczkiem sprawdził„.

Tak więc rozpoznanie przez Polski Związek Łowiecki Dogo Argentino jako dzikarza, który jednak z uwagi na styl w jakim swoją pracę wykonuje (znowu odwołam się do YT i zaproponuję wpisanie frazy: „Dogo Argentiono, monteria”), styl stojący w sprzeczności z charakterystyką dzikarza wymaganą w Polsce i opisaną na stronach Polskiego Związku Łowieckiego (w zakładce ”Podział ze względu na użytkowość”), i który dlatego nie…? Nie może? Czy tylko nie powinien? Być w Polsce, jako pies na dziki używany, pomogłoby tej rasie, nawet jeśli Ministerstwo dosyć po macoszemu potraktowało PZŁ. Natomiast jeśli myśliwi widzą szansę dla Dogo Argentino w polskim łowiectwie, to czas, by przedstawili swoje stanowisko na ten temat.

Z pewnością w szpilkach można próbować chodzić po górach, albo w japonkach, jednak najlepiej wychodzi to, gdy wybierze się obuwie specjalnie przeznaczone do chodzenia po górach. Dogo Argentino to rasa, której instynkt łowiecki to efekt przekierowania agresji z innego psa na zwierzynę łowną – protoplasta rasy, Viejo Perro de Pelea Cordobes na ringu zagryzał inne psy – ot, cała filozofia na temat korzeni rasy. Do Białego Walczącego Doga z Cordoby dodano naście ras (o których ludzie nieświadomi korzeni Doga Argentyńskiego, mówią, że z nich powstała rasa), a i tak wielu właścicieli dogo nie radzi dziś sobie z wybujałą agresją swoich psów domowych… Polski myśliwy ma wiele, znacznie do polskich realiów bardziej odpowiednich od Dogo Argentino ras i warto jest, by Polski Związek Łowiecki odniósł się do tego faktu.

Co do samego rozporządzenia, moim zdaniem po prostu nikt nie chce zrobić DOBRZE tego, co powinno zostać zrobione. Ale z drugiej strony uważam też, że nie ma co próbować robić tego z ZKwP, które za chwilę się pozamiata – coraz bardziej prawdopodobna staje się możliwość, że „ten drugi” ZG dąży do tego (całkowicie słusznie), by po tym „samozaoraniu się związku”, utworzyć nową organizację. Jednak szczerze wątpię czy „lepszą”, bo nie będą mieć po swojej stronie potrzebnych zmian w prawie. (Te konieczne zmiany to osobny temat). Tak długo jak ktokolwiek będzie „pytać” ZKwP, któremu się „zgubiło” 3,5 bani, „jak zrobić” coś tam, tak długo g… z tego typu projektów będzie. Powstanie nowej organizacji byłby milowym krokiem w polskiej kynologii. To co jest teraz, po prostu nie funkcjonuje właściwie, zaorany został prestiż i cel tej organizacji. Nie ma co płakać, ”reformować”, po prostu trzeba zbudować nową organizację, wolną od komunistycznych nawyków i pilnować, by nie doszło już do bagna jakie wytworzył ZKwP.

Testy psychiczne wykonywane przez profesjonalistów (nie osoby powiązane z ZKwP), jako podstawa są konieczne. Nie skaczesz ze spadochronem jeśli nie umiesz nawet wejść na pokład samolotu. Testy opracowane pod kątem wykonywania konkretnego rodzaju pracy. A etap wcześniej sprawdzające psychikę psa zupełnie bazowo, w kontekście przydatności do hodowli; norma vs. przesadna agresja, norma vs. nienaturalna lękliwość. I dopiero z tak odsianych psów wolno jest wybierać te z predyspozycjami do pracy łowieckiej. Pracy łowieckiej stojącej w zgodzie z polskim prawem i tradycją. (Żadnej pseudomonterii.) Pytanie na koniec: czy ci, którzy chcą prawo zmieniać celowo nie odnoszą się do istniejącego stanu rzeczy, w tym wzrastającej w Polsce liczby Dogo Argentino w bardzo przypadkowych rękach, czy są takimi ‚nieprofesjonalistami’, że im ”tak wychodzi”?

Szanowni państwo podzielcie się swoimi uwagami dotyczącymi powyższego, nie musimy się we wszystkim zgadzać, ale dyskutujmy. W każdym razie ja chętnie poznam wasze poglądy.

Pod moim postem pojawiła się odpowiedź Administratora grupy, potem moja na nią reakcja i tak ”sobie popisaliśmy na fejsie”, ale do dnia dzisiejszego temat pozostał ”nieinteresujący” dla innych ”grupowiczów”. Wspomnianą wymianę uwag dodałam na koniec dzisiejszego wpisu ponieważ chciałabym, abyście w tym miejscu zapoznali się z treścią mojej korespondencji z Polskim Związkiem Łowieckim. Oczekując… – to za dużo powiedziane, ale niech będzie: co najmniej mając nadzieję, że znajdą się inni chętni do włączenia się w rozmowę na forum otwartej grupy ”fejsa”, przeszukałam swoją skrzynkę mejlową, chcąc pod pierwotnym postem-notatką dodać treść korespondencji, którą w połowie 2015 roku z Polskim Związkiem Łowieckim wymieniłam – zadałam pytania i udzielono mi na nie (zupełnie inaczej niż w przypadku wszystkich zapytań kiedykolwiek kierowanych przeze mnie do stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce). Wyczerpujących, kulturalnych odpowiedzi. Odpowiedzi, które tym bardziej teraz, po przeczytaniu powyżej cytowanego artykułu, uznałam za więcej wartościowych danych, materiał jeszcze bardziej zachęcający do podjęcia dyskusji. Jednak, ku mojemu autentycznemu zaskoczeniu, poza Administratorem grupy, treści artykułu ani moich uwag, nikt nie skomentował. Nikt nie zdecydował się włączyć do dyskusji. Widząc brak zainteresowania zagadnieniami, o których traktuje artykuł, uznałam, że dodawanie kolejnych postów, mijałoby się z celem. Nie ma sensu publikować na fejsbuku informacji, które po prostu ”przelecą na łolach” iluś tam osobom. Tym bardziej, że w fejsbukowych komentarzach nie chodzi o ”kontent”, nie po to powstały social media, by ludzie stali się ”lepsi i mądrzejsi” 😉 Dlatego też treść korespondencji z PZŁ zamieszczam w tym wpisie, na blogu, tak, by zainteresowani tematem mogli te informacje tu sobie znaleźć i lepiej zrozumieć problematykę kynologii łowieckiej.

Ciąg dalszy

W 2015 roku, od pewnego czasu stale rosnące zainteresowanie u posiadaczy oraz tzw entuzjastów rasy Dogo Argentino kwestią ”użytkowości”, czyli wykorzystywania psów tej rasy w polskim myślistwie, w tym pomysłami organizowania ”prób pracy/temperamentu” na terenie Polski -przy czym chodzić miało o wykorzystywanie tych psów z naciskiem na ”jak najbardziej w stylu dogo”- i równocześnie się z tym zbiegające ”zamykanie” dla postronnych obserwatorów dotąd otwartych dla nich grup na Serwisie Facebook, grup poświęconych tej rasie (może chodziło tylko o ilość niezmiennie, bez zważania na obowiązujące u nas prawo, ciętych/kopiowanych dogo, które min. na tych grupach można było oglądać, a może nie…), nasunęło mi kilka pytań, które drogą elektroniczną skierowałam do Polskiego Związku Łowieckiego. Jedną z powtarzanych pocztą pantoflową legend na temat przepisów dotyczących w Polsce polowania z psami, konkretnie polowania na dziki, czyli polowania z DZIKARZAMI, była ta o ”górnej granicy wzrostu w kłębie”. (”Jeśli pies ma więcej niż 45 cm w kłębie nie może być w takim myślistwie wykorzystywany”.). No, jeśli ”znawcy” tak prawią 😉 Koleżanka podpuściła mnie bym od owego ”mitycznego wzrostu w kłębie” swoje zapytanie rozpoczęła. Tym bardziej, że do ”legendy” przyklejone było sformułowanie ”specjalne zezwolenie” – bardzo interesujące gdyż o takim ”specjalnym zezwoleniu” ćwierkały wróbelki, gdy o polowanie z dogo w Polsce chodziło… (Pachniało to podobnie jak pseudolegalne kopiowanie uszu i te świstki nazywane ”zaświadczeniami o leczniczym kopiowaniu”, które umożliwiały posiadaczom okaleczonych, urodzonych w Polsce psów, pokazywać je na wystawach ZKwP/FCI w okresie od 1 stycznia 2012 do końca 2015 roku…)

Dla porządku dodam, że niecały rok po prowadzonej przeze mnie z PZŁ wymianie korespondencji, dostałam ‚zdjęcia’ (tzw zrzuty ekranu) z fejsbukowego profilu posiadacza DA, mające być potwierdzeniem, iż w łowiectwie -nie kłusownictwie- na terenie RP, swojego psa/ swoje psy ten człowiek wykorzystuje. Trzy z tych obrazków dodałam do treści dzisiejszego wpisu. W istocie nie przedstawiają one niczego nagannego – żadnego zachowania/sytuacji które mogłyby być uznane za ”dowód” np. ”znęcania się nad zwierzętami”. Nie. Aczkolwiek, jeśli na pierwszym z tych obrazków pies był puszczony luzem w przestrzeni publicznej, a jako pies rasy uznawanej za agresywną Dog Argentyński powinien być ”na smyczy i w kagańcu” (czyli, no, jeżeli chcemy być ”mili” i ”wyrozumiali” bardziej niż to konieczne, to powiemy, że PIES RASY UZNAWANEJ ZA AGRESYWNĄ W PRZESTRZENI PUBLICZNEJ POWINIEN BYĆ CO NAJMNIEJ NA LINCE), to jest to problem – na marginesie czy „łowisko” to „przestrzeń publiczna”? Na drugim, fakt: pies cały pysk wymazany ma w czerwonej substancji, ale a) nie oznacza to wcale, że ta substancja ”na pewno” jest krwią b) nawet gdyby to była krew, pies kontakt mógł mieć z już martwą, uprzednio odstrzeloną zwierzyną, tak więc ta ewentualna krew nie musiałaby ubrudzić jego głowy w wyniku ”kontaktu” tego psa z żywą zwierzyną. Natomiast z całą pewnością psu jedynie ”oszczekującemu”, ”posokowcowi” etc. specjalne zabezpieczenia w postaci ”kolczugi” -a o takim zabezpieczeniu jest mowa w komentarzu widniejącym przy obrazie- nie są potrzebne, bo taki pies NIE MA KONTAKTU ZE ZWIERZYNĄ i dzik nie może zrobić mu krzywdy. Na trzecim obrazku młody osobnik po prostu wącha martwego dzika. Tak więc, w razie (niepotrzebnego) pobudzenia uprzejmie proszę o powstrzymanie się od generalizowania czegokolwiek, jedynie na podstawie tych obrazów – zamieszczam je dla zaznaczenia, że w mediach społecznościowych takie zdjęcia, opatrzone jakimiś tam komentarzami, były i może dalej są publikowane.

Do korespondencji z PZŁ wracając: zaznaczam, że wyczerpujących i wiele wyjaśniających odpowiedzi uprzejma była udzielać mi specjalistka od kynologii łowieckiej, pani Izabela Turlik – w artykule autorstwa Witolda Szabłowskiego, zatytułowanym ”Do płci żeńskiej nie strzelam”, opublikowanym w elektronicznej wersji magazynu Wysokie obcasy, 14 października 2010 roku, przytoczona została także jej wypowiedź: http://wyborcza.pl/51,76842,8479136.html?i=2.

RAZ JESZCZE PODKREŚLĘ, ŻE PYTANIA ZADAWAŁAM 4 LATA TEMU I 4 LATA TEMU OTRZYMAŁAM NA NIE WYCZERPUJĄCE ODPOWIEDZI. Oraz, że poznałam myśliwych; posiadających dogo i z nimi NIE polujących, posiadających dogo i PODOBNO z nimi polujących Gdzieś Tam oraz osoby po prostu luzem puszczające dogo w las, ”żeby się wybiegały i z dziczkiem sprawdziły”. Pamiętam też, wspominane jako przestroga dla ”inteligentnych inaczej”, płacz i zgrzytanie zębów po (polskich) psach (psach mających polskich właścicieli), gdy na forach, w dyskusjach o ”marzeniach” o ”użytkowaniu dogo w typowym dla tej rasy stylu”, przypominano przypadki, w których psy, po tym jak ”miały kontakt z dzikiem”, padły… (Dosyć szybko i w męczarniach. Nie pamiętam, ale zdaje się, że to https://pl.wikipedia.org/wiki/Choroba_Aujeszkiego było powodem. W wolnej chwili postaram się poszukać więcej na temat tamtych ”przestróg” w moim archiwum.)

Oto treść mojej korespondencji z PZŁ, który w korespondencji ze mną reprezentowała Pani Iza Turlik:

(śr., 29 lip 2015, 15:17)

Dzień dobry Pani

Chciałabym uzyskać informacje dotyczące przepisów Polskiego Związku Łowieckiego odnośnie polowania z psami. O ile mi wiadomo jedyny zakaz dotyczący polowania z psem dotyczy w Polsce polowania z psami z grupy chartów. Tak więc w świetle polskiego prawa z chartami polować nie wolno. Poza tym ograniczeniem nie ma obostrzeń dotyczących ras jako takich, jedynie określony jest wzrost w kłębie psa, który to nie może przekraczać wysokości 45cm. Psy, które przekraczają limit 45cm w kłębie mogą być psami myśliwskimi, o ile rzecz jasna ich właściciel jest myśliwym i o ile Okręg Łowiecki, do którego należy dany myśliwy, wyda specjalną zgodę na to, by pies przekraczający wysokość 45cm w kłębie brał udział w polowaniach. Oczekuję od Państwa rzetelnej informacji na temat tego ile (i czy w ogóle?) takich specjalnych zezwoleń wydał Polski Związek Łowiecki swoim myśliwym od dnia 01 stycznia 2010 roku do dnia dzisiejszego, czyli 29 lipca 2015 roku. Szczególnie interesuje mnie ilu właścicieli psów rasy Dog Argentyński/Dogo Argentino, będących legalnie działającymi i zrzeszonymi w Polskim Związku Łowieckim myśliwymi o taką specjalną zgodę wystąpiło. Przypomnę także, że w Polsce rasa Dog Argentyński uznawana jest za niebezpieczną i znajduje się na liście ras psów, na których utrzymywanie należy mieć tzw zezwolenie.

Chciałabym także poznać oficjalne stanowisko Polskiego Związku Łowieckiego na temat obowiązującego w Polsce od lat zakazu kopiowania psów ze względów innych niż medyczne [był to jeszcze czas, w którym i ja żyłam w bajerze, że ”kopiować można z względów medycznych”, a kopiowaniu chodzi jedynie o zmianę wyglądu zwierzęcia, nie ma ono żadnych medycznych przesłanek], czyli np. z uwagi na tzw tradycję. Jak postrzegają ten zapis myśliwi pracujący z psami użytkowymi? Czy zakaz skracania ogonów i cięcia uszu ma dla myśliwych z Polskiego Związku Łowieckiego znaczenie? Czy myśliwi zauważają różnicę pomiędzy komfortem(?) pracy psa ‚skopiowanego’, a jego ewentualnym brakiem u psa posiadającego naturalny ogon i/lub uszy?

Czy psy używane przez myśliwych zrzeszonych w waszej organizacji, psy myśliwskie współpracujące z myśliwymi podczas polowań, posiadają uszy i ogony niezmienione zabiegiem kopiowania, którego to nie można przeprowadzać u nas już od prawie dwóch dekad, ze względów innych niż medyczne? [znowu wpadka z czasów, gdy i ja żyłam w bajerze, że ”kopiować można z względów medycznych”, a kopiowaniu chodzi jedynie o zmianę wyglądu zwierzęcia, nie ma ono żadnych medycznych przesłanek] Interesuje mnie też czy często podczas polowań takie nieskopiowane ogony i uszy psów myśliwskich ulegają obrażeniom w wyniku, których lekarze weterynarii podejmują decyzję o właściwości wykonania zabiegu skrócenia ogona lub amputowania fragmentu ucha, jako najskuteczniejszej/ najwłaściwszej/ jedynej możliwej metody leczenia psa? Zakładam, iż w związku z tym jak Ustawa o Ochronie Zwierząt jednoznacznie definiuje możliwość, w której zabieg kopiowania staje się w Polsce zabiegiem legalnym, ewentualny promil(?) psów z kopiowanymi ogonami i/lub uszami, to te których przypadki są dokładnie udokumentowane przez leczących je lekarzy weterynarii, czy tak?

Z wyrazami szacunku


(3 sie 2015, 14:03)

Witam,
tak, polowanie z chartami jest w Polsce zabronione, a na ich chów i hodowlę należy uzyskać pozwolenie starosty -art.10 Ustawy Prawo łowieckie. Warunki utrzymywania chartów reguluje Rozporządzenie Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z dnia 5 lipca 2010r. w sprawie warunków i sposobu hodowanie i utrzymywania chartów rasowych oraz ich mieszańców.
Jeżeli chodzi natomiast o czworonogi wykorzystywane w łowiectwie to obecnie nie ma żadnych oficjalnych wytycznych precyzujących jakiego typu zwierzęta mogą występować w charakterze psów stricte myśliwskich. W myśl jednak obowiązujących aktualnie przepisów -pkt. 7 i 8 §5.1. Rozporządzenia Ministra Środowiska z dnia 23 marca 2005 r.w sprawie szczegółowych warunków wykonywania polowania i znakowania tusz (Dz. U. z dnia 15 kwietnia 2005 r.) podczas polowań na ptactwo oraz zwierzynę grubą musi być zapewniona obecność psa odpowiednio o swojej pracy ułożonego.
PZŁ stoi w tym miejscu na stanowisku, iż najlepiej, aby w roli psa użytkowego występowali rodowodowi przedstawiciele z III, IV, V, VI, VII, VIII grupy psów ras myśliwskich ( w myśl nomenklatury FCI i z uwzględnieniem ich użytkowego przeznaczenia) zamiast mieszańców i psów w typie rasy. Na tę chwilę nie jest to jednak wymóg a jedynie zalecenie.
Nie występują także obostrzenia dotyczące określenia wysokości psa w kłębie, która ograniczałyby psu możliwość udziału w łowach. Ponadto NIGDY nie funkcjonowała w PZŁ praktyka wydawania „specjalnych zezwoleń”, które miałyby rzekomo uprawniać psy do pracy w łowisku pomimo przekroczenia jakiegoś ustalonego limitu wysokości w kłębie. O doborze psów do pracy pod względem ich rozmiarów decyduje w tym wypadku przede wszystkim zdrowy rozsądek, etyka, bezpieczeństwo oraz względy praktyczne. Mając na uwadze powyższe nie jestem w stanie udzielić Pani odpowiedzi na zapytanie dotyczące wykorzystywania psów rasy dogo argentino w łowiectwie, chociaż osobiście nie słyszałam o takowej praktyce w Polsce. W naszym kraju nie ma tradycji polowania z psem tej rasy. Nie prowadzimy także statystyk mówiących o tym jakie konkretnie psy rasowe bądź nierasowe znajdują się w rękach poszczególnych członków PZŁ.

Trochę inaczej kształtuje się sytuacja w przypadku udziału psów w próbach i konkursach pracy psów myśliwskich organizowanych przez PZŁ. Tu do uczestnictwa dopuszczane są jedynie zwierzęta posiadające rodowody państw członkowskich FCI. Regulaminy prób oraz konkursów pracy psów myśliwskich opracowane przez PZŁ(http://www.pzlow.pl/palio/html.run?_Instance=www&_PageID=5&newser=no&_C=C_DZIALY.KYNOLOGIA.REGULAMINY&_Lang=pl&_CheckSum=1899427970) uszczegóławiają, które grupy psów bądź, które rasy mogą zostać do poszczególnych konkursowych specjalności dopuszczone. Regulaminy FCI z kolei nakładają w niektórych przypadkach obowiązkowy bądź fakultatywny wymóg zaliczenia przez pewne rasy prób lub konkursów pracy psów myśliwskich, w drodze uzyskiwania przez nie międzynarodowych championatów czy spełnienia dodatkowych wymogów hodowlanych. Dogo Argentino do grona psów, które mogę uczestniczyć w wymienionych imprezach kynologicznych nie zalicza się.

Jeśli natomiast chodzi o kwestie dotyczące kopiowania uszu i ogonów u psów myśliwskich to aspekt ten, jak Pani słusznie zauważyła reguluje Ustawa o Ochronie Zwierząt, a w ślad za nią ZKwP. Tym samym ZKwP zakazuje udziału w imprezach kynologicznych psów z kopiowanymi uszami i ogonami urodzonymi w Polsce po 01.01.2012r. dotyczy to oczywiście także psów myśliwskich (chyba, że jest to uzasadnione względami medycznymi). PZŁ w tym wypadku stoi na stanowisku, iż istnieje realna potrzeba wyłączenia spod zakazu kopiowania ogonów, (uszy w przypadku psów ras myśliwskich pozostawiane były tradycyjnie w stanie naturalnym) wzorem np. Niemiec, psów ras myśliwskich użytkowanych łowiecko. Powodem tego jest stosunkowo duża urazowość
(zranienia, odmrożenia itp.) ogonów tychże zwierząt i narażanie ich na niepotrzebne ból i cierpienie, a często finalnie na ich amputację już w wieku dorosłym.
Nie znane są nam jednak oficjalne statystyki dotyczące tego jaki jest dokładny odsetek psów myśliwskich, które posiadają skrócone ogony bądź częściowo amputowane uszy z powodów medycznych.

Pozdrawiam

(3 sie 2015, 18:44)

Dzień dobry Pani

Serdecznie dziękuję za wyczerpującą odpowiedź, mam jednak jeszcze kilka pytań, które pozwolę sobie w tym miejscu zadać. Rozumiem, że ”informację” o zakazie polowania w Polsce z psami powyżej 45cm w kłębie należy włożyć między bajki, bo takiego obostrzenia nie ma i nigdy nie było – za to wyjaśnienie bardzo dziękuję. Dalej, rozumiem także, że Dog Argentyński w Polsce polować z myśliwym należącym do waszej organizacji mógłby… o ile przeszedłby tzw próby pracy albo coś na kształt prób pracy, które ”dopasowane” zostałyby dla DA, czy tak? Proszę mi powiedzieć, czy próby pracy, czyli taki ”test kwalifikacji” Dogo Argentino, który jak Pani podkreśliła nie jest rasą, która zalicza się do standardu wymaganego u ras bardziej myśliwsko u nas ”typowych”, wyglądałby tak samo, jak prób pracy np. Niemieckiego Teriera Myśliwskiego albo któregoś z popularnych w Polsce wyżłów? Czy to jest tak, że po prostu nie ma możliwości przeprowadzić w Polsce LEGALNIE psa rasy Dog Argentyński przez ”ścieżkę formalności”? Proszę mi powiedzieć czy Dog Argentyński jest rasą, z którą w Polsce w pewnych szczególnych okolicznościach polować wolno? Czy zdecydowanie nie? I jak musiałby wyglądać droga Doga Argentyńskiego, który miałby stać się pomocnikiem myśliwego? FCI nie wymieniło Dogo Argentino jako rasy, u której wymagane są próby pracy w ramach kwalifikacji hodowlanych, więc to jest punkt zupełnie jasny, ale mnie interesuje czy w szeregach Polskiego Związku Łowieckiego są myśliwi, którzy z DA polują oraz to jaką drogę ze swymi psami przejść musieli, aby było to możliwe. Jest to dla mnie o tyle ciekawe, iż osobiście znam myśliwego z DA polującego… Tak więc musicie mieć, w którymś ze swoich Oddziałów choć jednego Dogo Argentino.

Myślę, że Pani jako osobie, która w PZŁ zajmuje się kynologią znacznie łatwiej niż mnie będzie dojść do tego ile DA w Polsce poluje z myśliwymi zrzeszonymi w waszym Związku. Proszę zrozumieć, że informacje, których może udzielić PZŁ, o ile tylko zechce ”pochylić się” nad zagadnieniem psów tej rasy i określić czy i ile DA jest w rękach myśliwych zrzeszonych w waszej organizacji, są szalenie istotne. Ponieważ może okazać się, że osoby, które kupują w Polsce Dogi Argentyńskie kłusują z nimi, choć są członkami Polskiego Związku Łowieckiego. Jestem przekonana, że myśliwi w Polsce używają DA ponieważ w środowisku posiadaczy Dogów Argentyńskich krążą legendy o DA, które w Polsce i poza jej terenem polują i których właściciele należą do PZŁ. Jeżeli ktoś ma psa rasy Dog Argentyński i z nim poluje podczas polowań, które odbywają się pod patronatem PZŁ, a sam Polski Związek Łowiecki nie jest w stanie udzielić informacji o tym czy psy tej rasy polują z myśliwymi z PZŁ -jak sama Pani przyznała nie spotkała się Pani w Polsce z używanym w łowiectwie Dogo Argentino, a przecież to Pani zajmuje się w PZŁ sprawami kynologicznymi- a nawet Pani nie jest w stanie w pierwszej odpowiedzi podać mi konkretnych danych dotyczących ”ścieżki” jaką DA musiałby przejść, by stać się w Polsce psem myśliwskim, to jest to spory problem. Dlatego bardzo serdecznie proszę Panią o pomoc w sprawie ustalenia tego czy i ile Dogo Argentino jest w posiadaniu myśliwych należących do PZŁ w poszczególnych oddziałach. Z pewnością Pani i Pani współpracownikom będzie łatwiej przeprowadzić swego rodzaju ”audyt” w tej sprawie niż jakiejś organizacji z zewnątrz. Raz jeszcze bardzo serdecznie dziękują za to, że zechciała Pani poświęcić chwilę swojego czasu i odpowiedzieć na mój mejl oraz żywię nadzieję, że zrobi mi Pani grzeczność i poświęci go jeszcze odrobinę więcej, abyśmy wspólnymi siłami ustaliły czy zwierzakom nie dzieje się krzywda.

Serdecznie pozdrawiam

(7 wrz 2015, 10:36)

Witam,
przepraszam za brak odpowiedzi, ale byłam na urlopie.

Muszę zauważyć, iż myli Pani pojęcia. Mam nadzieję, iż uda mi się jasno Pani nakreślić jak ma się u nas w Polsce sytuacja z psami myśliwskimi.

Po pierwsze niestety nigdzie nie ma oficjalnie przyjętej, sprecyzowanej definicji „psa ułożonego do polowania”, „psa myśliwskiego”, bądź psa „łowiecko użytkowego”. Jeśli myśliwy ma ochotę, może teoretycznie polować nawet z psem w typie shih tzu, oczywiście abstrahując w tym miejscu od etyki, humanitaryzmu, zdrowego rozsądku i tradycji łowieckiej, które w naszej opinii jako PZŁ zdecydowanie zobowiązują do polowania z psami stricte do tego przeznaczonymi. Jeżeli jakiś myśliwy jest w posiadaniu DA i chce z nim polować, prawo mu tego nie zabrania. Nikt od nikogo nie wymaga w przypadku wprowadzania psa do łowiska jako psa – pomocnika myśliwego – przechodzenia przez jakąkolwiek formalną ścieżkę jego dopuszczenia do pracy podczas polowań. Bolejemy nad tym, iż ustawodawca nie pochylił się nad tym problemem i nie określił, iż polować można np. wyłącznie z psami rodowodowymi z poszczególnych grup ras tradycyjnie uznawanych za myśliwskie i wskazanych przez FCI (czyli tych od których wymaga się prób pracy) po wcześniejszym uzyskaniu przez nie dyplomu na konkursie pracy psów myśliwskich (wtedy w grę wchodziłyby tylko zwierzęta rodowodowe urodzone w hodowlach należących do FCI). Ustawodawca ustalił jedynie wymóg obecności psów odpowiednio do swojej pracy przygotowanych podczas polowań na ptactwo i zwierzynę grubą (pisałam już Pani o tym). Także dla DA taka ścieżka nie istnieje. Myśliwi układają bardziej lub mniej profesjonalnie swoje rasowe i nierasowe psy pod kątem ich praktycznego wykorzystania w łowisku.

Inną kwestią jest szeroko rozumiana kynologia łowiecka. Ze względu na to, iż PZŁ podpisał z ZKwP porozumienie o współpracy przyjęliśmy na siebie wymogi ustalone i obowiązki ustalone przez FCI. Z tego wynika m.in. fakt, iż od DA nie wymaga się zaliczenia prób pracy dlatego nie jest uznawany za psa użytkowego (o to z kolei wnosi do FCI kraj pochodzenia rasy).

Nie jesteśmy jako PZŁ w stanie odpowiedzieć Pani na pytanie ilu myśliwych posiada i poluje z DA, ponieważ nie prowadzimy takich statystyk, w związku z tym nie posiadamy takich informacji. Znamy tylko ogólną liczbę psów będących w rękach myśliwych zrzeszonych w PZŁ.

Pozdrawiam

To tyle jeśli chodzi o więcej faktów odnośnie tematu specjalnych wymogów dla psów ”asystujących myśliwym” ze strony profesjonalistów, czyli PZŁ, w roku 2015. Poskładajcie sobie stan rzeczy w połowie 2015 roku z treścią artykułu z elektronicznego wydania magazynu ”Brać łowiecka”, który posłużył mi za punkt wyjścia do napisania posta-notatki, którą dziś, nieco poszerzoną, zamieszczam jako wpis na moim blogu. I zastanówcie się (bardzo głęboko) nad potencjalnymi konsekwencjami aktualnie istniejącego stanu rzeczy – zmienił się? Jest ”tak samo”? Jest ”lepiej”? Czy jest ”gorzej”? Przepisy są ”jasne i precyzyjne”? ”Dosyć jasne”? Czy…? Jak jest w Polsce z polowaniem z Dogo Argentino? Mamy kolejną ”szarą strefę”?

”Trzy grosze”

A to wcześniej zapowiedziana treść uwag Administratora grupy ”KYNOLOGIA – przeszłość, teraźniejszość, przyszłość…” i moich, widniejących pod pierwotnie przeze mnie zamieszczonym postem:

Komentarz Administratora grupy: ”Zawsze zaznaczam,że jestem wolnościowcem. Każdy powinien mieć prawo realizować się w dowolny sposób – byleby nie wchodzić innym wolnym ludziom z buciorami w życie. W czasach szkoły średniej (Technikum Leśne) i dużo wcześniej, mocno interesowałem się łowiectwem i sporo wiedziałem. Było dla mnie jasne,że kiedyś zostanę myśliwym. Jednak gdy poznałem temat od strony praktycznej stwierdziłem,ze to nie dla mnie. Lubie, gdy teoria idzie w parze z praktyką a w polskiej gospodarce łowieckiej te dwie sprawy mocno się rozmijają. Jestem za tym by polować z kuszą czy łukiem. Energia kinetyczna bełtu czy strzały jest ogromna i sarnie czy dzikowi jest wszytko jedno w jakich okolicznościach pożegna się z życiem. Jeśli chodzi o polowania indywidualne to przecież można je realizować i dzisiaj – z podchodu. Niewielu się na to decyduje bo to wymaga talentu, umiejętności i cierpliwości. Współczesny leń-myśliwy woli posadzić dupę na ambonie i dokonać egzekucji z kilkudziesięciu/kilkuset metrów. Jeśli chodzi o polowania z psami. zawsze uważałem,że jakiekolwiek papiery czy nawet rasowość, dobremu psu w niczym nie pomagają. Mam kolegę, który poluje z mieszańcem po czarnej labradorce i jakimś wioskowym, owczarkowatym kundlu i jest pewne,że w woj.opolskim nie ma lepszego psa do szukania postrzałków. Jego skuteczność wynosi 100% – wszyscy myśliwi dzwonią do kumpla gdy mają problem z postrzałkiem. Wierzcie mi,ze większość polujących psów jakie znam nie widziało żadnych papierów, zaświadczeń,rodowodów i egzaminów od wielu pokoleń. Myśliwy dostaje lub kupuje ze grosze psa od innego myśliwego tylko wtedy, gdy jego super polująca suka została pokryta najlepszym dostępnym psem. To las i autentyczna w nim robota egzaminują te zwierzęta. Pies głupi, leniwy, lękliwy czy ze słabym instynktem (zdarzają się takie bardzo rzadko) dostaje wiązkę śrutu na klatę bo nikt nie będzie za darmo karmił pasożyta (i to jest słuszna koncepcja) . Jeśli chodzi o polowania z dogo argentino – jestem przeciw bo to barbarzyństwo (wiem,ze norowce też nie pieszczą się z lisem czy borsukiem) . Nikt w Polsce nie dopuści do takiej formy polowań na dziki”.

Moja odpowiedź: ”Zanim znajdę chwilę, by dorzucić ‚dodatek’ do pierwotnego postu, zrobię kilka uwag do twojej wypowiedzi. Mamy XXI wiek i wielu myśliwych jest w posiadaniu wysokiej klasy broni palnej, z której naprawdę umieją korzystać. Oczywiście tu też, jak w kynologii, liczy się kasa i jeśli masz pieniądze na swoją pasję, to uprawiasz ją na wysokim poziomie. Odpuściłabym więc ten mit o ”pajacu z dwururką” jako ”typowym” myśliwym. Ja wiem, że komuna nam wiele dziedzin przeorała, także kulturę łowiecką, ale są ludzie wytrwale ją budujący od podstaw i po prostu wrzucanie ich do jednego wora z takim ‚mentalnym kodziarstwem’ jest wielkim nadużyciem.
Pamiętaj, że w dzisiejszym łowiectwie nie chodzi już o ”zdobywanie pożywienia”, bo ‚po mięso’ wystarczy iść do sklepu. Dziś myśliwstwo to głównie regulacja i ja nie widzę niczego niewłaściwego w tym, że myśliwy z ambony strzela do zwierzyny, szczególnie, gdy robi to czysto – zawsze wolę zjeść zwierzaka, który nawet się nie zorientował, że umarł, od zwierzaka, który bardzo dobrze wiedział co i jak za chwilę się z nim stanie. Rzygam też eko.terrorystami z ich nawijką o ‚obronie życia zwierząt’ przy równoczesnym podcieraniu się przez nich kwestią obrony życia ludzkiego.
Zdaję sobie sprawę, że do środowiska łowieckiego kleją się także zwyrole, ale weź pod uwagę, że ”kolega zwyrol”, to nie jest ktoś z kim chcesz być ”w paczce”, szczególnie podczas wykonywania konkretnego zadania. (Nawet w środowisku bandytów takie numery nie przechodzą. Pamiętasz ”Heat” Michaela Manna? Pamiętasz jak ‚chłopaki’ ”podziękowali za współpracę” Waingro?) Obiektywnie trudno uwierzyć, żeby naprawdę ”dziwni” ludzie utrzymywali się w szeregach organizacji łowieckich.
Z resztą twojej wypowiedzi się zgadzam. Co do polowania z psami dodałabym jeszcze, że kortyzol jest toksyczny (stres naprawdę nam szkodzi): krowa, owca, czy świnia nad którą w rzeźni znęca się jakiś zwyrol, celowo przedłużając uśmiercanie zwierzęcia, ma tak potwornie wysoki wyrzut kortyzolu, że jej mięso staje się dla człowieka toksyczne. Tak samo toksyczne jest mięso dzika, którego zamęcza dogo albo inny pies. Na filmach z ”dogo w akcji”, na YT często widać, że psy, w 3-4 a nawet więcej, zamęczają małe dziki, takie poniżej 100kg i TO JEST BARBARIA TOTALNA
”.

Odpowiedź Administratora grupy: ”Potwierdzam Twoje przemyśliwania jednocześnie dodam, że swego czasu bywałem w rzeźniach dość systematycznie. Jeździłem tam po mięso dla psów i widziałem, że zarówno ubój świń jak i bydła przebiegał tam bardzo sprawnie i bez dostarczania zbędnego cierpienia. W każdej branży trafiają się debile – nic nie poradzisz. Polowania z dogo w Polsce nie przejdą – to pewne a jakieś nieliczne próby takiego w zasadzie kłusownictwa mogą się zdarzyć zawsze i wszędzie”.

Być może

Być może kryzys w polskiej kynologii jest naprawdę bardzo poważny i możliwe, że ”kynologia” w Polsce sprowadza się do wystawek i tytułków, a konkretnie do histerii w około wystawek i tytułków, aktualnie organizowanych przez ”dwa Zarządy Główne” ZKwP i uparte nie przyjmowanie do wiadomości przez najzagorzalszych ”wyznawców jedynie słusznej organizacji”, że ZKwP podzieliło się na dwa różne, raczej wrogie sobie obozy i że z całej tej sytuacji wieje… Szkoda słów. Nieco ponad tydzień po publikacji posta-notatki oraz krótkiej wymianie uwag z Administratorem grupy, w komentarzu pod ww treścią dodałam tylko ‚retoryczne pytanie’: ”Jak to jest? Temat BRAK SPECJALNYCH WYMAGAŃ DLA PSÓW MYŚLIWSKICH pozostaje ‚ostentacyjnie niezauważony’, bo jest bardzo poważny, złożony i dotyka szeregu aspektów, w których „kuleje” ZKwP i naprawdę JEST O CZYM rozmawiać? Czy tylko niezauważony, bo „wszyscy są teraz zaangażowani w wkręcanie się w rytm nowego roku szkolnego”? Kynologia łowiecka jest zazwyczaj dziedziną angażującą w ‚dyskusje’ potężne ilości (nie tylko) fejsbukowych kynologów, więc o co kaman? Dyski o kopiowaniu psów skrajnie nieużytkowych -bo „tylko wtedy poszczególne psy ras tradycyjnie ciętych wyglądają, jak wyglądać powinny, gdy mają cięte uszy i/lub ogony”- prawie zawsze schodzą na wątek „konieczności” kopiowania psów użytkowych – jakoś tak pokrętnie „kynolodzy”, którzy dla swojego widzi mi się psy tną, swoje postępowanie starają się usprawiedliwiać/rozmywać, schodząc w obszary zarezerwowane dla kynologii łowieckiej. Nie trzyma się to, mówiąc brzydko kupy, ale wtedy (przy okazji) wątki z łowiectwem związane są Jakoś Tam poruszane. Teraz pojawia się informacja 10na10 związana z użytkowością, próbami pracy, temperamentem, pożądanymi cechami, selekcją etc., i nic, zero chętnych do „ugryzienia” tematu. Nawet słowa o „łamiących się od entuzjastycznego merdania” ogonach kanapowych wyżłów jakichś ”Grażyn, KarYn, Januszy i Sebiksów” polskiej kynologii. Niesamowite.

Odpowiedział mi ponownie Admin grupy: ”Jako Grzesiks nieśmiało zabiorę głos 🙂 Większość myśliwych, których znam mają psy, które nabyli/dostali od innych myśliwych. Zazwyczaj nie interesują ich papiery, rodowody, medaliki i punkty przyznane przez sędziego na próbach pracy. Interesuje je realna robota jaką wykonuje dany pies. Tylko najlepszy pokryje kilka najlepszych suk. Reszta użyźni glebę w lesie. Takie są realia. Jeśli chodzi o obcinanie uszu i ogonów. Byłem za, jestem za i pozostanę za. z jakich względów wykonuje się ten zabieg – nie ma kompletnie żadnego znaczenia. Dobermanowi jest wszystko jedno czy obcięto mu kitę i uszy bo pańci tak się podobało czy pretekstem było realne bądź urojone zapalenie ucha i kaleczenie ogona w czasie nim merdania. To co człowiek stworzył – ma prawo dowolnie kształtować. Ci, którzy twierdzą,ze natura stworzyła psa z uchem obwisłym i takie powinno ono pozostać -są w błędzie. Natura stworzyła wilka z uchem stojącym. Pies jest tylko gorsza wersją wilka. Wilk jest psowatym optymalnym. Ma idealne proporcje, masę, sierść i anatomię by przetrwać w ekstremalnych warunkach – od stepów po pustynie, góry i daleką Północ. Żaden pies mu nie dorównuje. Jednak skoro stworzono tyle ras psów,często o dość wąskiej specjalizacji to są one NASZYM wytworem i możemy nadal je przetwarzać w dowolny sposób, nawet gdy w grę wchodzi tylko estetyka. Jeśli chodzi o psy myśliwskie. Zawsze uważałem,że powinny być hodowane wyłącznie przez myśliwych. Trzymanie np. jagdterriera w bloku jest nieporozumieniem. Po co ludziom pies myśliwski skoro z nim nie pracują czyli nie polują? Przecież istnieje od cholery ras stworzonych do tego by wylegiwać się na kanapie. Wracając do prób pracy – najlepiej weryfikuje ten temat realne polowanie a nie papierki i pieczątki. Mam kolegę, który ma mieszańca po labradorce i jakimś owczarkowatym kundlu. Ma 100% skuteczność w poszukiwaniu postrzałków. Inne psy nie mają przy nim najmniejszych szans. Widziałem na własne oczy jego pracę i żaden posokowiec nie ma do niego startu. Oto dowód,że praktyka potrafi przebić każdą teorię.”

Ponieważ we dwójkę możemy pogadać sobie poza fejsbukiem, a problematyka kynologii łowieckiej okazała się, dla innych członków grupy ”nieatrakcyjnym tematem”, skwitowałam komentarz Admina dosyć luźno: ”Jest takie znane zdjęcie Picassa z jego ‚ukochanym’ afganem – stoją razem na schodkach domu. Wiesz, CHART AFGAŃSKI – esencja szyku i elegancji, harmonii i dostojeństwa, u jego boku znany malarz. Wszystko super. Tylko że Picasso stoi tak z tym psem ubrany -to za dużo powiedziane, więc niech będzie- mając na sobie jedynie takie W WYRAZIE ‚przepierdziane gacie’. I dokładnie tak, jak Picasso przy tamtym afganie, prezentuje się większość fanatyków kopiowania przy swoich ciętych psach. I to nawet, gdy te cięte psiny wyglądają na popłuczyny po rasie, której niby są przedstawicielami. Powstrzymam się od niepoprawnego politycznie rozwijania wątku, że aby wymagać „wyglądu” od innych -a w przypadku kombinatorów od cięcia psów, tymi innymi są także psy- samemu trzeba wyglądać. Napatrzyłam się live (i na fejsbukowych fotkach) jak wygląda większość ”przestrzegających tradycji” posiadaczy psów i…

Wiele razy mówiłam/pisałam dlaczego jestem przeciwna obcinaniu psom fragmentów ciała, więc nie będę powtarzać tych argumentów (mogę przytoczyć je na życzenie). Zaznaczę tylko, że kawałek o „człowieku tworzącym” i „naturalnych stojących uszach”, zawsze najbardziej mnie śmieszy (przy okazji wyjaśnię dlaczego, teraz znowu byłoby „zbyt długo”). Wilk jest wilkiem. Kropka. Pies jest psem – udomowionym gatunkiem; zmiany kształtu czaszki, w sposobie noszenia i długości ogona, kształtu, osadzenia, wielkości i sposobu noszenia ucha są skutkiem udomowienia, konsekwencją tego, że Człowiek dawno, dawno temu nie chciał mieć Wilka, tylko Psa.
A co do motywu przewodniego postu, pod którym prowadzimy tę rozmowę, to niby „fajnie napisałeś”, tylko, że PROCEDUR nie ma i nie zanosi się na razie na to, by powstać miały. A skoro nikt poza tobą dotąd niczego do tematu nie dodał, najwyraźniej bieżący stan rzeczy nikogo nie zajmuje – smutne, ale nie ”zaskakujące”.

Powyżej zacytowana przeze mnie wymiana uwag, nie różniła się zbytnio od rozmowy, normalnej rozmowy, którą można odbyć z całkowitym pominięciem social media, bo, choć miała miejsce na forum otwartej grupy serwisu Facebook, nikt się do niej nie włączył. Zostanę więc przy prowadzeniu bloga i dzieleniu się z wami moimi refleksjami w tej formie.

*https://kulturakynologiczna.home.blog/2019/07/26/o-czym-sie-wam-nie-mowi-czesc-pierwsza/,https://kulturakynologiczna.home.blog/2019/07/26/o-czym-sie-wam-nie-mowi-czesc-druga/

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu oraz zdjęć i/lub grafik bez zgody autora jest zabronione.

Reklamy

”UMOWA SPRZEDAŻY” CZYLI KIEDY ZGŁOSIĆ POLICJI GROŹBY W RODZAJU ”PRZYJEDZIEMY I ZABIERZEMY CI PSA” ORAZ ”FAJNIE, FAJNIE, ŻE TAK WALCZYSZ O TE BADANIA, ALE WIESZ, W TYCH USZACH TO LEPIEJ NIE GRZEB”

12784522_939706079476536_175874937_n

Na grupie Dogo Argentino Polska (Poland), lincz właścicielki psa, która ośmieliła się upublicznić film:

https://www.facebook.com/alex.xyzn/videos/g.300344586722991/1024202477654656/?type=2&theater przedstawiający psa, u którego rozpoznano ”rozwijającą się dysplazję stawów łokciowych na skutek nieprawidłowego procesu kostnienia śródręcznego”.

capture-20160320-105218

karta info wizyty oli pies fa

UMOWA SPRZEDAŻY

Wbrew twierdzeniom osób, które tak chętnie zabierają głos w dyskusji dotyczącej psa pani Oli, wyjaśnić należy, że umowę sprzedaży rzeczy ruchomej (np. psa) zawrzeć można w trzech możliwych formach; ustnej, pisemnej i dorozumianej. W formie pisemnej umowę sprzedaży sporządza się dla przyszłych celów dowodowych, ale konieczna jest ona jedynie w przypadku sprzedaży nieruchomości. Dokument stwierdzający fakt zaistnienia dwustronnej czynności prawnej, którego zdjęcie na forum ww publicznej grupy, udostępniła właścicielka psa i które ja wklejam w tym miejscu

umowa oli forte apache (2)

składa się dwóch części. Pierwsza to potwierdzenie formy ustnej umowy sprzedaży, czyli zapłata i wydanie rzeczy (Jak wynika ze sfotografowanej treści, zapłatę przyjęto, a rzecz wydano). Do czynności dwustronnej doszło, gdyż kwota została przyjęta i nastąpiło fizyczne wydanie rzeczy, czyli psa rasy Dog Argentyński o cesze indywidualnej, którą stanowi nr chip zwierzęcia -pani Oli psa wydano. I nie jest istotne, że na sfotografowanym przez właścicielkę zwierzęcia dokumencie nie ma informacji kto z imienia i nazwiska za psa zapłacił, bo wyraźnie napisane jest jakiego konkretnie psa (oznaczonego indywidualnym nr. chip, dodatkowo potwierdzonym w lecznicy weterynaryjnej, w której dokonano rozpoznania ”rozwijającej się dysplazji stawów łokciowych na skutek nieprawidłowego procesu kostnienia śródręcznego”) wydała druga storna umowy. Częścią drugą tego dokumentu stwierdzającego fakt zaistnienia dwustronnej czynności prawnej jest zobowiązanie dostarczenia rodowodu, z czego nie wywiązała się strona, która przyjęła sumę 4 tysięcy złotych i psa wydała nabywcy. Rodowód byłby jedynie dodatkowym potwierdzeniem faktu, iż prawo własności przeszło na właścicielkę psa, z chwilą, w której za niego zapłaciła, a druga strona wydała jej zwierzę. Wniosek jest więc prosty: jeżeli ktoś właścicielce nieszczęsnego psiaka grozi, że go jej odbierze, powinna ten fakt zgłosić policji.

W skrócie:

Odnośnie umów sprzedaży zapamiętaj sobie drogi czytelniku co następuje (za http://www.przewodnikprawny.pl/umowa-sprzeda-y-ruchomo-ci/):

Umowa sprzedaży ruchomości może być zawarta w formie dowolnej, np. ustnej, pisemnej, a także w sposób dorozumiany. Przepisy nie wprowadzają w tej kwestii żadnych ograniczeń”.

Ustalenie ceny sprzedaży stanowi jeden z przedmiotowo istotnych elementów umowy sprzedaży ruchomości. Cena wyrażana jest w postaci określonej kwoty pieniędzy lub poprzez podanie sposobu jej wyliczenia.

Podstawowym obowiązkiem sprzedawcy jest przede wszystkim przeniesienie na kupującego własności określonej rzeczy ruchomej oraz jej wydanie. Do przeniesienia własności dochodzi w zależności od rzeczy bądź to przez podpisanie umowy sprzedaży (rzeczy oznaczone co do tożsamości) bądź to przez przeniesienie faktycznego posiadania rzeczy na kupującego (rzeczy oznaczone co do gatunku oraz rzeczy przyszłe). Wydanie ruchomości ma zazwyczaj miejsce podczas zawarcia umowy lub też w innym terminie określonym w treści umowy. Ponadto sprzedawca ponosi odpowiedzialność względem kupującego, jeśli sprzedana rzecz obciążona jest wadami fizycznymi lub wadami prawnymi.

Obowiązkami kupującego, które wynikają z treści umowy sprzedaży ruchomości, są zapłata ustalonej ceny oraz odbiór rzeczy.

Do zapłaty ceny dochodzi najczęściej przy zawieraniu umowy”.

Skutkiem zawarcia opisywanej umowy jest przeniesienie własności ruchomości na kupującego, który staje się nowym właścicielem nabytej rzeczy. Po zawarciu stosownej umowy sprzedawca zobowiązany jest do wydania, zaś kupujący do odbioru przedmiotowej nieruchomości oraz do zapłaty sprzedawcy ceny w umówionej wysokości. Co więcej, sprzedawca odpowiada za wszelkie wady fizyczne lub prawne, jakimi obciążona jest zbyta rzecz ruchoma. Z tytułu wady rzeczy sprzedanej kupującemu przysługuje uprawnienie do odstąpienia od umowy lub obniżenia ceny”.

Z chwilą, w której stajesz się właścicielem psa nikt, włącznie z hodowcą, który go wyhodował, nie ma prawa narzucać ci ani ”metod leczenia”, ani ”lekarza prowadzącego”. To wszystko są twoje wybory, za które ty ponosisz odpowiedzialność.

Raz jeszcze wklejam wam link http://www.przewodnikprawny.pl/umowa-sprzeda-y-ruchomo-ci/ przeczytajcie CAŁOŚĆ ZE ZROZUMIENIEM, zanim zaczniecie czytać idiotyzmy wypisywane przez ”znawców rasy” na grupie ”Dogo Argentino Polska (Poland)”.

ODDAM W DOBRE RĘCE” CZYLI UWAŻAJ ZANIM PRZEJEDZIESZ NA CZERWONYM ŚWIETLE

Znajdujesz w necie ogłoszenie ”Oddam szczeniaka/psa w dobre ręce” i myślisz ”O, jaka fajna okazja, dzwonię pod numer z ogłoszenia”. Long story short, dzwonisz pod numer podany w ogłoszeniu, potem jedziesz na spotkanie z osobą oferującą w ogłoszeniu ”oddanie psa”, a potem ta osoba odwiedza ciebie, ”żeby sprawdzić w jakich warunkach pies będzie żył”… Wszystko jest fajnie. Przez jakiś czas… Aż… nagle okaże się, że ”wystąpił problem” i hodowca ogłosi ci, że postanowił ci psa odebrać.

Może być tak, że w ogłoszeniu oferowany będzie szczeniak, może być tak, że przedmiotem ogłoszenia będzie zwierzę dorosłe… Możecie tzw hodowcy dać się nabrać na ”oddam w dobre ręce” szczeniaka, ”psie dziecko”, stanowiące ”zagadkę” (‚nie wiadomo co z niego wyrośnie’) albo zdecydujecie się zająć dorosłym psem, ze wszystkimi tego konsekwencjami (wyrobionymi wcześniej nawykami psa, deficytami dotyczącymi socjalizacji, kłopotami zdrowotnymi itp. itd.). Osoba oferująca ”oddanie w dobre ręce” pewnie wcześniej was ”sprawdzi”, mniej więcej podobnie, jak jakaś tzw fundacja, z pomocą której czasem adoptuje się psy, koty i inne zwierzęta towarzyszące. Zarówno w przypadku szczenięcia jak i psa dorosłego będziecie ponosić określony koszty finansowe. Odkąd pies zostanie wam ”oddany”, będziecie wydawać swoje pieniądze na odpowiednią karmę, opiekę weterynaryjną, szkolenia (szczenięta powinny być odpowiednio socjalizowane, natomiast dorosłe psy trzymane w hodowlanych kojcach, często mają spore deficyty związane z brakiem wystarczającej ilości tzw kontaktu z człowiekiem, odpowiedniej socjalizacji i nierzadko trzeba z nimi ”przepracować” te ”problemy”…), być może nawet wystawy… Aż któregoś dnia zadzwoni do was ”wasz” tzw hodowca albo pojawi się na progu waszego domu lub mieszkania i powie wam, że chce SWOJEGO psa z powrotem

Zastanówcie się, zanim dacie się wkręcić w problem, dlaczego tzw hodowca miałby ”oddawać psa w dobre ręce”? Przecież może psa; sprzedać, zaproponować umowę współwłasności, tzw warunek hodowlany albo umowę adopcyjną, dlaczego więc, po co miałby ”oddawać psa w dobre ręce”? 

A teraz wyobraź sobie, że masz ileś tam psów, wszystkie musisz utrzymać (wykarmić i zapewnić im opiekę weterynaryjną, na co najmniej bazowym poziomie -koszt obowiązkowych szczepień) i poświęcić czas, by dać im odpowiednią ilość ‚ruchu na świeżym powietrzu’, generalnie zająć się nimi. Wiesz, musisz je socjalizować i dbać, by w hodowlanych kojcach nie zapomniały co to znaczy być psem…

Można psa/psy ”oddać na hotel”, ale zastanów się drogi czytelniku, ile kosztuje doba tzw hotelowania psa? Można też wynająć kogoś -czytaj PŁACIĆ komuś za opiekę nad psami…

Ale może nie masz na to wszystko kasy?

Może nie masz na to wszystko czasu?

A może nie masz ani kasy ani czasu (tak bywa, kiedy żyje się z psów…)? Dodatkowo socjalizację 24/7 zapewnić mógłby tylko naprawdę oddany opiekun…

Rozumiesz już?

Nabicie w butelkę naiwniaka jest znacznie bardziej opłacalne od ”hotelowania”… No i kto, jak nie oddany opiekun, któremu wydaje się, że Pana Boga z nogi chwycił, będzie tak o psa dbał?

Oddam w dobre ręce” bez jakiejkolwiek z ww umów powinno być sygnałem ostrzegawczym. Ludzie naiwni dają się nabrać na takie oferty. Zawsze są chętni do żerowania na niewiedzy, braku doświadczenia i zwyczajnej naiwności.

Może się okazać, że szczeniak ”interesująco wyrósł” i tzw hodowca zechce go pod jakimś pretekstem odebrać, bo skończą się jego problemy, te które skłoniły go do oddania psa lub by wykorzystać go w hodowli albo sprzedać. I to od razu taki fajny ”produkt”, gotowy, ułożony, zsocjalizowany i zadbany… Jeżeli nie chcesz sobie fundować problemu, trzymaj się z dala od ofert w rodzaju ”oddam w dobre ręce”.

Weźmiesz psa w tzw dobrej wierze, przekonany, że hodowca wraz ze zwierzęciem przekazał ci prawo własności psa, wytworzysz z nim więź i będziesz ponosił koszty jego utrzymania, a potem, nawet po roku czy dwóch, okaże się, że musisz babrać się w sądową sprawę, w której jesteś oskarżony o ”przywłaszczenie”, bo tzw hodowca będzie twierdził, że psa przekazał ci tylko ”na jakiś czas”, ”na przechowanie”, no i przecież nie masz żadnych dokumentów, włącznie z rodowodem, w którym jako właściciel wpisany jest hodowca…

Chcesz unikać dramatów? PILNUJ UMOWY. I pamiętaj, jeżeli ktoś jest rzetelnym hodowcą, ma porządek w dokumentach. Jeżeli więc przyjeżdżasz po odbiór psa i nie czeka na ciebie umowa, to sobie odpuść ”zakup”, zanim zaczniesz żałować, że ”uwierzyłeś na słowo”.

NA MARGINESIE

Jeżeli tzw hodowca znaczną część czasu spędza przed ekranem kompa, jedząc śmieciowe jedzenie albo popijając piwko, to nie ma możliwości, by wszystkim swoim psom zapewnił tę dzienną, normalną (wydawałoby się) dawkę ‚kontaktu z człowiekiem’ i ‚ruchu na świeżym powietrzu’ czyli by robił to, co robią osoby posiadające tylko jednego, dwa, może nawet trzy psy. Policz sobie drogi czytelniku ile psów jednorazowo miewają w swoich hodowlach rekordziści… Doba jest zbyt krótka, by z każdym z licznego stada psów spędzić wystarczającą ilość czasu i poświęcić mu dość uwagi, by wychwycić np. rozwijające się problemy z aparatem ruchu… Inaczej wygląda opieka nad jednym, dwoma ewentualnie trzema psami, z którymi spędzają czas tzw zwykli właściciele (Wyobraźcie sobie ”spacer” z np. 6 psami równocześnie, np. Owczarkami Środkowoazjatyckimi… W hodowli jest 10 albo więcej psów? A ile rąk ma jeden człowiek? Z iloma psami równocześnie, np. Owczarkami Środkowoazjatyckimi albo Fila Brasileiro lub Dogo Argentino, może wyjść na tzw spacer jedna osoba? Ok, nawet dwójka? Ile czasu dziennie poświęcić można jednemu psu ‚wymagającej rasy’?). W hodowli nie można też ”puścić luzem” nawet na zamkniętym terenie, wszystkich psów razem, ”żeby się wybiegały”, bo w hodowlach zwierząt się nie kastruje i o ”zgrzyt” bardzo łatwo… Co z tego wynika? To, że psy miewają braki socjalizacyjne, ale co chyba jeszcze bardziej smutne, jeżeli pies, szczególnie młody i pełen energii z kojca wychodzi dwa razy w tygodniu, to nawet jeżeli ma poważny problem ze stawami i po prostu jest dysplastykiem, na spacerze ”wystrzeliwuje” i hasa, dokąd nie zacznie czuć się źle

4 LATA

Ponad cztery lata, najpierw pytań ”na odległość”, przez internetowe fora o ”To jak to jest z tym słuchem u Dogo Argentino? Przecież są białe, czyli mają skłonność do głuchoty, ktoś coś z tym robi? Bada się w Polsce Dogi Argentyńskie? Kto i czy w ogóle robi BAER TEST swoim psom, zanim je zacznie rozmnażać? Można kupić w Polsce szczeniaka po BAER TEST?”? I potem już ”na żywo”, prosto w oczy osobom, które rozmnażają psy z rodowodami ZKwP, tzw hodowcom, kiedy ich poznawałam podczas kolejnych wystaw…

Ponad cztery lata ”znajomości” z niektórymi z ”czołowych” hodowców argentyńczyków, ale i kanarów… Ponad cztery lata oglądania psów i uczenia się ile z tych wielogodzinnych rozmów ”na żywo”, przez telefon i fejsbukowy czat, rozmów o ”dobru rasy”, ”doświadczeniu” i ”błędach innych hodowców”, znajduje odzwierciedlenie w rzeczywistości, czyli działaniach ludzi roszczących dziś sobie prawo do nazywania ich hodowcami przez duże ”H”. Ponad cztery wśród tzw miłośników psów znaczenia badań dzięki którym eliminuje się z hodowli osobniki kalekie. Propagowania wśród Nabywców, klientów tzw hodowców psów rasowych, zrzeszonych przede wszystkim w największym stowarzyszeniu osób związanych z rozmnażaniem rasowych psów w Polsce, czyli w Związku Kynologicznym w Polsce, świadomości dlaczego badania słuchu u Dogo Argentino i innych ”białych ras” oraz ”merli” są ważne i rozwijania w nich przekonania o potrzebie rzetelnej wiedzy na temat jakości słyszenia osobników używanych w hodowli/ rozmnażanych. Tzw hodowcy niby wiedzą, że to ważne, ale nie bardzo coś konkretnego z tą wiedzą chce im się robić. Rzecz jasna, są wyjątki, ale te wyjątki są ciągle bardzo wyjątkowe… Dlatego to Nabywca musi wywierać presję, by dostać produkt -w końcu w Polsce zwierzę jest rzeczą i tzw hodowcy dokładnie tak je traktują- możliwie najwyższej jakości -czytaj psa wolnego od kalectwa.

Ponad cztery lata, w ciągu których od ”forumowych znajomości”, wynikających z aktywności na forum w wątkach takich jak ten: http://www.molosy.pl/showthread.php?t=24149 (to tak a propos tego kto kogo ”lansował” i kto, i kiedy pod kogo się ”podczepił, wyczuwając okazję” do zostania ”ikoną zmian”, która tyle wniosła…) i ”to samo, ale po korekcie” http://www.molosy.pl/showthread.php?t=24341 lub ten http://www.molosy.pl/showthread.php?t=24509 albo ten http://www.molosy.pl/showthread.php?t=24349, z niektórymi tzw hodowcami Dogów Argentyńskich i Kanaryjskich, przeszłam przez ”klimaty” od ”A kim ty jesteś, że w ogóle śmiesz mi zadawać pytania na temat mojej hodowli?! Weź coś wyhoduj, a potem się mądrzyj”, do ”Pojedź ze mną na wystawę, bo nie znam angielskiego i wiesz…” i… z powrotem.

Ponad cztery lata, w ciągu których (mówiąc delikatnie) łaszono się do mnie, prosząc o opinię na temat psa po to, by niejednokrotnie ”obrazić się na amen” i ”wyzwać” mnie od ”teoretyków”, bo ”Co ty wiesz, przecież nawet nie masz psa!?” (Przypominam ”hodowcom”: nie trzeba mieć psa, by wiedzieć rzeczy zupełnie podstawowe: https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2013/09/21/dog-argentynski-morfologia-i-anatomia-psa-wzorzec-rasy/).

Cztery lata, podczas których usiłowano mi wcisnąć psy i dla swojego ”pijaru” wykorzystywano fakt, że na swoim kanale na Serwisie YouTube dokumentuję wystawy (Jeżeli ktoś kiedykolwiek myślał o tych materiałach jako o ”promowaniu hodowli” to jest mi bardzo przykro ponieważ ”promować hodowlę” mogłabym jedynie wtedy, gdyby a) płacono mi za to b) psy wchodzące w skład jej rozpłodowego stada byłyby przebadane pod kątem wykluczenia jednostronnej głuchoty, dysplazji stawów biodrowych i łokciowych, a sama hodowla prowadzona byłaby legalnie czyli zgodnie z art. 10 Ustawy o Ochronie Zwierząt. Preferowanie określonego fenotypu i wymienianie i imienia i przydomka psów, które wyglądają jak Dog Argentyński, a nie jakieś białe wypłosze, nie jest ”promocją”).

Cztery lata, przez które tzw hodowcy, z ”klubu zazdrośników” sugerowali, że inni hodowcy, tzw ”bliżsi znajomi” płacą mi za to, bym ‚promowała’ ich hodowle. Nie, oni sobie czasem wzajemnie płacili, np. kiedy osoba X robiła stronę internetową osobie Y itp. Mnie, za jednoznaczne wyrażanie opinii odnośnie fenotypu poszczególnych psów ‚płacono’ hejtem tzw hodowców, którzy czuli się pokrzywdzeni, tym że nie pieję z zachwytu nad ich ”dokonaniami” hodowlanymi. Cztery lata, jak to jeden z obrażonych znajomych, rozmnażający nieprzebadany argentyny, ostatnio określił ”wprowadzania mnie w tajniki hodowli” -włącznie z oglądaniem importowanych z … psów, które na warszawskie cargo przylatywały z całymi uszami, a potem ”coś” się im w te uszy ”robiło” i dziś (one też) uszy mają cięte… I cztery lata, w ciągu których przekonałam się, że czas leci i nic się nie zmienia, nieprzebadane psy nie są niechlubnymi wyjątkami, a normą…

Cztery lata podczas których ludzie początkowo uważani przeze mnie za ”tkniętych przez Boga” jakąś taką niesamowicie pozytywną energią/umiejętnością/wrażliwością (niepotrzebne skreślić) udowodnili mi -ale co smutniejsze sporej części osób, które zaufały im, że są profesjonalistami w tym co robią, nabyły od nich psa i dziś mają problem- że teraz tzw kynologią w Polsce parają się głównie osoby o wątpliwej etyce i niestety krótkim rozumku, który sprawia, że ciągle nie mogą nauczyć się, że ”hodowla” na psach, o których jakości słyszenia niczego się nie wie (zero BAER TEST wpisanego w rodowód psa) i których stanu stawów biodrowych i łokciowych nie zna się (zero badań RTG i wyników wpisanych w rodowód psa), to po prostu rozmnażanie jakichś psów.

Podobno rozmnażane/używane w planach hodowlanych są osobniki ”najlepsze”. Tylko, że ta najpopularniejsza wśród osób związanych z rozmnażaniem psów, ”najlepszość” nie wynika z tego, że dany hodowca w swoim hodowlanym planie używa jedynie osobniki wolne od kalectwa (np. jednostronnej głuchoty -BAER TEST, dysplazji stawów HD i ED, chorób serca, nerek, oczu), tylko z tego, że psy na podstawie WYGLĄDU (niejednokrotnie sprawiającego, iż trudno uwierzyć, że dany pies jest przedstawicielem rasy ”Dog Argentyński” a nie np. (niedożywionym) ”Pointerem”… ) za ”najlepsze” uznał jakiś sędzia kynologiczny albo 3ech (góra 10u) sędziów… Tu nie ma niczego ”naukowego”. To są tylko subiektywne i w zatrważającej większości przypadków, niepoparte dowodami w postaci wyników badań, ”odczucia” tzw sędziów kynologicznych i samych hodowców. Dodajmy, że sędziów którzy coraz częściej nie widzą (może JUŻ nie widzą, bo zbyt się do kalekich psów i ich sposobu poruszania się przyzwyczaili) kłopotów z aparatem ruchu u psów, którym przyznają hodowlane uprawnienia (a wielu sędziów równocześnie jest lekarzami weterynarii…)…

Cztery lata znajomości, po których dziś został jedynie niesmak, bo dzisiejsze gwiazdeczki kynologicznego fejsbuka nie znoszą, kiedy im się ”wypomina”, że robią z gęby cholewę, zachwalając zaskakującymi, każdego kto zna wzorzec Dogo Argentino, komentarzami, psy oszustów znanych z afer związanych z tzw odbieraniem psów nowym właścicielom pod pretekstem ”nie wywiązywania się” przez nich z umów, albo współpracy z pseudohodowlami itp. Ale to ”normalne”, kiedy ktoś żyje z psów, karmi je najtańszą karmą i generalnie nawet książeczki zdrowia ‚pożycza’ od znajomych, żeby wprowadzić psa na wystawę… Nie powinno dziwić, że ”trzepacze postów” na tzw specjalistycznych fejsbukowych grupach, jako znawcy i hodowcy istnieją głównie dlatego, że maja tupet, robią ”ładne” zdjęcia, które jak szaleni lajkują im ich znajomi i na pamięć znają rodowody psów (sztuka, która imponuje tylko chwilę, w końcu każdy może sięgnąć do np. tej bazy: http://worldpedigree.clubdogocanario.ru/). A i jeszcze ”ładnie piszą” o tym, czego kiedyś dowiedzieli się od kogoś, kto kiedyś ”coś znaczył” w hodowli ”ich rasy” albo dlatego, że czasem użyją na fejsbukowej grupie ‚brzydkiego wyrazu’, który powoduje, że w oczach czytających ”stają się bardziej wiarygodni w odbiorze”. W realu prawda wychodzi na jaw.

Spece od fejsbukowej pisaniny sami dopuszczają się zaniedbań w wyniku, których tzw linie w poszczególnych rasach obciążone są dysplazją, rozszczepem podniebienia, głuchotą itp… Na szczęście np. ww rosyjska baza danych dotycząca Dogo Canario/Presa Canrio jest znacznie bardziej rzetelnym źródłem informacji na temat dysplazji u psów wyhodowanych przez popularnych na fejsiku hodowców i zaglądając do niej, można dowiedzieć się znacznie ciekawszych, a przede wszystkim szokujących i niestety prawdziwych informacji o stanie bioder i łokci niektórych z polskich psów (A przecież są jeszcze pozostałe stawy… )…

Przez ponad 4 lata mówiono mi ‚fajnie, że walczysz o badania w Dogo Argentino’. I co? To z czego wielokrotnie robili mi zarzut tzw państwo ”hodowcy” i ich klakierzy: ja hodowcą nie jestem, więc to nie ode mnie zależy to, jak często używane do rozrodu są zwierzęta kalekie z powodu jednostronnej głuchoty, dysplazji i innych schorzeń. A były, są i pewnie będą używane w tzw ”planach hodowlanych” dogo z ”niedosłuchem”, dysplazją i te ‚mocno przekazujące’ inne schorzenia, tak jak sporo jest np. dysplastycznych kanarów, bo nie nastąpiło ”pospolite ruszenie” i dziś komplet BAER, HD&ED u psów hodowlanych w rasie Dog Argentyński, zanim zrobi z nich rodziców szczeniąt, to EWENEMENT.

Ile polskich Dogów Argentyńskich, używanych w tzw programach hodowlanych jest psami po BAER TEST, których wyniki są dostępne dla Nabywców zainteresowanych kupnem po nich szczeniąt? Jak dużo, wśród psów z ‚uprawnieniami hodowlanymi’ jest tych definitywnie wolnych od jednostronnej głuchoty?

Wciąż, po ponad 4ech latach tego ”ale fajnie, że walczysz o te badania”, na palcach jednej ręki można policzyć hodowle pracujące na przebadanych psach. (I tak zawyżyłam, bo, skorygujcie mnie, jeżeli się mylę, ale TYLKO JEDNA HODOWLA w Polsce robi dziś komplet BAER, HD&ED u psów hodowlanych, zanim zrobi z nich rodziców szczeniąt). Wyników ”czołowych czempionów” nie można się doprosić od tzw hodowców, zwłaszcza tych z największym tupetem, bo ich po prostu nie ma.

Ja wiem co mam na podwórku” -to jest odpowiedź, która sprawiła, że kiedy kolejny raz usłyszałam ją, kiedy telefonicznie informowałam znajomą osobę będącą hodowcą DA, że ”biorę się za uszy, za kopiowanie i te ”zaświadczenia” o ”leczniczym kopiowaniu” i chcę, żeby to była wiedza, którą masz ode mnie, a nie z ZKwP”, zachciało mi się rzygać. Ale generalnie napinka na ”jestem hodowcą” i ”odpie…l się ode mnie”, jest zaje potężna… Tylko nie wiem z czego, poza tupcierstwem, wynika. Wystarczy zobaczyć ile z psów urodzonych w ostatnich latach w Polsce (rzadziej tych do Polski sprowadzonych -przy okazji: np. Włochy=zakaz cięcia, Węgry=zakaz cięcia -macie problem) ma uszy zmienione zabiegiem chirurgicznym… BAER TEST nie ma, ale uszy stoją… Symetrycznie zmienione ”korektą po pogryzieniu przez inne zwierzęta” albo ”plastyką po ranach szarpanych głowy i uszu”… To są zarówno psy niewchodzące w skład stad hodowlanych polskich hodowli, psy poszczególnych ”zwykłych Kowalskich” i ”speców” od DA, tych co to się ich yorki żon nie słuchają albo panienek, które lubią sobie zrobić słit focię z ”ładnym”, białym pieskiem, jak już skończą paznokcie malować, ale i psy będące w rękach osób związanych z ”amatorskim” rozmnażaniem psów, tzw hodowców…

Ile psów z uszami w nienaturalnym kształcie, z uszami nienaturalnie stojącymi ma za sobą BAER TEST i prześwietlenie bioder i łokci -to w przypadku Dogo Argentino albo tylko prześwietlenie, kiedy chodzi o Dogo Canario/Presa Canrio? Psy warto było poddać narkozie, by w wyniku jakiegoś chirurgicznego zabiegu (”korekta po pogryzieniu przez inne zwierzęta”? ”plastyka uszu w wyniku ran szarpanych głowy i uszu”? ”leczenie krwiaka ucha”? ”odmrożenie”? -się przekonamy…) kształt ich uszu uległ zmianie, ale nie było warto ich zwiotczyć, by dowiedzieć się czy obustronnie słyszą… Nawet w późniejszym wieku, kiedy chodzi o dysplazję. Ile z tych psów z uszami w nienaturalnym kształcie ma komplet BAER, HD i ED? Ile jest takich Dogów Argentyńskich? Zapytajcie hodowców…

Ilu hodowców ma -wydawałoby się- zupełnie naturalny odruch, kiedy są ”pomawiani”, że to z ich winy dany pies jest dysplastyczny, gdyż użyli w swojej hodowli osobników wręcz obciążonych dysplazją lub też ”tylko” zwierząt nieprzebadanych, automatycznego publikowania na Serwisie Facebook, opisanych przez weterynarza będącego chirurgiem lub radiologiem (nie ma w weterynarii specjalizacji ”ortopeda” i lekarze o wspomnianych specjalizacjach, dokształcając się we własnym zakresie, stają się kompetentni, by pomagać w diagnozowaniu, leczeniu, a w praktyce ‚zaleczaniu’ np. dysplazji i dalszym prowadzeniu obciążonego schorzeniem psa) zdjęć RTG wraz z opisem (diagnozą) stawów rodziców psa, o którym w danym przypadku mowa? Wybaczcie drodzy czytelnicy, że nie podam wam przykładu takiego zachowania, po prostu nie przypominam sobie takiej reakcji wśród hodowców Dogo Argentino lub Dogo Canario/Presa Canario, a przecież, jak pokazały ostatnie dni, ”przypadki” są https://www.facebook.com/alex.xyzn/videos/g.300344586722991/1024202477654656/?type=2&theater

Z zapomnianej już dziś akcji ”BAER dla Dogo Argentino” skorzystała garstka osób i to wcale nie dlatego, że ”tak trudno było się umówić”, po prostu nikomu nie zależało na tym, by wiedzieć jaki jest wynik BAER TEST jego psa/psów. Suka, która miała być kryta pochodzącym z Włoch reproduktorem, której właścicielka zdecydowała się skorzystać z możliwości przeprowadzenia badania za 50zł, okazała się półgłucha i z krycia hodowla się wycofała. Dlaczego? Bo po badaniu ”zostaje ślad” i Nabywcy szczeniąt z kojarzenia, w którym jedno z rodziców ma stwierdzoną jednostronną głuchotę, mogliby mieć podstawy do nazwania tzw hodowczyni ”nieprofesjonalną”. Tak, badań u psów nie robi się dlatego, że ”zostaje po nich ślad” i nie można udawać, że ”ojejku, nie wiedziałam”. A jak kryjesz nieprzebadanym repem, to hulaj dusza piekła nie ma -przecież nie ma wyniku, nie ma śladu, może się upiecze…

Po tych czterech latach wciąż było dla mnie zaskakujące, że osoby podobno tak ”obeznane” w psach typu presa są tak niekonsekwentne nawet w teoretyzowaniu o psach (Szkoda, że nie uchroniło to ich ”obeznanie” i praktyka” (sic!) rozmnażanych przez te przypadki zwierząt przed różnymi schorzeniami, widać teoria nie musi iść w parze z praktyką [a praktycznie to się okazuje, że u tzw hodowców teoria tylko teoretycznie ma wpływ na praktykę i znajomość rodowodów, robienie foteczek i pisanie postów na FB nie wystarczy, żeby być hodowcą]). Raz piszą jedno, innym razem coś zupełnie odwrotnego i kiedy prześledzić ich działalność, na jaw wychodzi, że choć tak mądrzą się na temat wzorca rasy albo żywienia, nie dość, że same wyhodowują coś skrajnie od tego wzorca odbiegającego, dopuszczają się szeregu zaniedbań w wyniku których psy mają albo deficyty psychiczne (co nie przeszkadza rozmnażać np. osobników skrajnie tchórzliwych, bo na tzw testy psychiczne osoby takie przyprowadzają inne psy niż te zgłoszone, czy też nienormalnie agresywnych) i fizyczne, od krzywicy po dysplazję i inne zwyrodnienia. Ale ci tzw hodowcy i fejsbukowi trzepacze postów w przeprowadzaniu linczu na właścicielach kalekich psów są świetni. Nigdy nie zawodzą.

Można się nie zgadzać, mieć inne podejście do tego co jest najistotniejsze w fenotypie psa i mimo to ”różnić się pięknie”. Ale należy być konsekwentnym w kwestiach kluczowych. Można więc dziwić się i to zdziwienie wyrażać (”Ej, sorry, ale rok temu śmiałaś/łeś się z tego, że X prowadza po ringu coś takiego, a teraz robisz mu/jej reklamę i uwiarygadniasz go/ją takim a nie innym komentarzem. I ty to tak na serio?” -kiedy ktoś, kogo ma się za ”znawcę” właśnie zachwyca się jakimś koślawym wypłoszem, bo ”chce, żeby ją/go wszyscy lubili”). Można też odciąć się od tzw środowiska, kiedy to ”zmęczone”’ jest tym, ”ale ty tak walczysz o te badania i taka pamiętliwa jesteś, a ja chcę, żeby wszystkim miło było”. Ale kiedy tzw ”środowisko” kryje skandal dotyczący szalejącej u psów z danej hodowli dysplazji, który okazuje się być tylko czubkiem góry lodowej, bo dysplazja w danej rasie nie jest czymś wyjątkowym, w więcej niż w jednej hodowli (jest tak popularna, że cudem byłoby krycie typu pies i suka A & 0/0 -no dobra, nawet B i ”jedynki”), nie można udawać, że wszystko jest ok, nic się nie dzieje i wmawiać sobie, że wciąż tylko ”różnimy się pięknie”.

Kiedy ktoś kryje psy bez kątów, ledwo się poruszające kaleki nie można go klepać po pleckach ”ale jesteś zaje”. Każdy kto ukrywa przed potencjalnymi Nabywcami szczeniąt prawdę o ”stylu” ”pracy hodowlanej” w danej tzw hodowli i dopinguje tzw hodowcę, który świadomie rozmnaża psy nieprzebadane albo przebadane-kalekie i swoim działaniem uwiarygadnia tego tzw hodowcę jest…

Oburzające jest, że tzw hodowcy i posiadacze, choć wiedzą ile kalekich psów ktoś wypuścił od siebie w świat czy to sprzedał je Nabywcom, czy innym hodowcom albo jak bardzo zaniedbał swojego argentyna czy kanara albo majorkę, azjatę czy innego ”dużego psa”, fundując mu drastyczne problemy z aparatem ruchu, wciąż pieją nad ”talentami” i ”mądrością” takiej osoby. Ciągle i ciągle uwiarygadniając ją jako tzw hodowcę, ”speca od żywienia” i generalnie ”guru” bez którego działalności świat się zawali. (Wbicie sobie do łba rodowodów psów nie czyni ”hodowcą”, min dlatego, że na ”hodowanie psów” trzeba mieć pieniądze, a nie liczyć, ze się na psach zarobi. Tak samo jak nie jest treningiem przypinanie smyczy do obroży psa i nakazywanie mu by ”ciągnął”, ”żeby sobie masę mięśniową wyrzeźbił”. A co z grzbietem? [Cyklicznie wywoływany, długotrwały ucisk na tchawicę ma bardzo poważne skutki zdrowotne]. Ale, jak to było? Przecież ”co ja wiem”… W końcu ”nie jestem hodowcą i nawet nie mam psa”, a ”i do ZKwP też nie należę” -na szczęście 🙂 I dlatego mogłam ”ugryźć” tabu ciętych uszu…).

Żałośni są ”specjaliści”, którzy nie wpadli na pomysł zamrożenia nasienia tych swoich super-psów (a może wpadli, ale nie mieli kasy na opłacenie jego przechowywania w szwajcarskiej klinice albo współwłaściciel’ka oponował’a?). Tacy mUndrzy, tacy cwani, a młodość psa ”przeminęła z wiatrem” jak i wartość jego nasienia… #zamkinapiasku

To jest niesamowite, jak działa to środowisko. Te ”wojny”, ”wojenki” i ”przyjaźnie”, ”pakty o nieagresji” i ”haki”, ”obrabianie sobie tyłków” i ”przekazywanie informacji”. Ale co zjednoczyło całe to towarzycho? Co sprawiło, że wszyscy oni mogli w końcu znaleźć jeden wspólny mianownik, który wreszcie dał im okazję do generalnego ”pojednania”? Co ”zjednoczyło” Hodowców i kanarów i argentynów? Uszy. I to bynajmniej nie BAER TEST. 

USZYGATE

Wygodnie jest nie wiedzieć pewnych rzeczy. Jeszcze wygodniej jest jak ci jakiś tzw ”autorytet” mówi ”jak życie wygląda” i cię ”zwalnia” z ”szukania informacji”… Zawsze wolałam psy z ciętymi uszami. Przyzwyczaiłam się, to była ”moja estetyka”. No i kurczę, ”Skoro Związek Kynologiczny w Polsce sobie wymyślił, że można przedstawiać te ‚zaświadczenia’ o ‚leczniczym kopiowaniu’, no to chyba można, nie? No w końcu jakby nie było można, to by ktoś z tym coś zrobił, prawda?” –wrong! Jak masa tych ignorantów z ZKwP, nie miałam pojęcia, jak istotną w przypadku uszu jest semantyka… Naprawdę wierzyłam w tę propagandę, że ”jak się psu obetnie fragment ucha to, to mu jakoś medycznie lepiej robi”, że ”to jakoś” go chroni, przed ”czymś” i że istnieje coś takiego jak ”kopiowanie ze względów medycznych”, bo było mi tak wygodnie, bo podobały mi się cięte psy. Tylko ciągle były jakieś problemy z tymi ”zaświadczeniami”… Niby to ”spoko jest” i ”ma problemu”, ale to się nie dodawało z tym, że ktoś ”jedzie na Słowację i psa przy hipermarkecie przekazuje komuś innemu i potem boi się czy mu tego psa oddadzą”… Te wszystkie kombinacje… ”Wiesz, ja to oficjalnie mam psy za granicą cięte, w Hiszpanii, papier nawet taki mam, jakby co”… ”Masz to ‚zaświadczenie’, skseruj sobie, tu graficznie datę zmień i podpis jakiś daj”… Ale nie wnikałam, bo podobały mi się kopiowane psy, więc co mnie obchodziło ”jak to się robi”?

Tylko któregoś dnia, czytając wypociny jednego czy drugiego ”autorytetu”, zastanowiłam się nad tym jak to jest, że psy, które nie mają BAER TEST, mają chirurgicznie zmienione uszy? Jak to jest, że psy z dysplazją stwierdzoną przez weterynarzy też mają cięte uszy, ich rodzice mają uszy cięte, ale nie mają prześwietleń? Jak to jest, że z tym ”legalnym cięciem” musi być jakiś ”specjalny wet, zaufany” i że ”to kosztuje od paru stów do ponad tysiąca pięciuset złotych” i że kto inny tnie, kto inny ”zaświadcza”… Że Ustawa obowiązuje od 1997 roku, a w Nowelizacji z 2012 pojawiło się w szczególności… Więc sobie odpuściłam ”autorytety” i zaczęłam czytać podręczniki dla weterynarzy, szczególnie te fragmenty o kopiowaniu, dysplazji i innych schorzeniach, a przede wszystkim sprawdziłam stan prawny… I nagle się okazało, że trzepiące posty na FB, osoby, które już się ”wyautorytetywowały”, robiąc z gęby cholewę i wypisując bzdety, ”żeby ich wszyscy lubili”, w tym ludzie, którzy skompromitowali się osiągnięciem polegającym np. na uzyskaniu np. galopującej dysplazji stawów w swoich liniach, po prostu opowiadają i wypisują o cięciu uszu swoim psom, totalne kłamstwa i bzdury. (Przy okazji: polecam wam przyjrzeć się uważnie kto unika wszelkich fejsbukowych dyskusji o cięciu uszu… Kto, choć zazwyczaj mądrzy się na każdym kroku, tematów związanych z cięciem unika i się ”nie wychyla”… )

W życiu by mi się nie chciało zajmować tematem USZYGATE gdyby nie ta słaba, naprawdę parszywa reakcja środowiska związanego z psami presa na dysplastyczny skandal z początku zeszłego roku. Super-popularna hodowla i bum: dysplazja -ok, mogło się zdarzyć każdemu, ale to jak zareagowała osoba, która odpowiada za to, że te dysplastyczne psy pojawiły się na świecie, jak zareagowali znajomi tego hodowcy.. To było coś… Tupeciarstwo i przysłowiowe wykręcanie kota ogonem po bandzie. I wszystko ok, nikt nic nie mówi… ”Nic się nie stało”… Dziś mamy powtórkę na grupie Dogo Argentino Polska (Poland): pow ww filmem https://www.facebook.com/alex.xyzn/videos/g.300344586722991/1024202477654656/?type=2&theater, pod tym postem https://www.facebook.com/photo.php?fbid=1025835957491308&set=gm.1018662851557824&type=3&theater i także umieszczonym na tej grupie, postem hodowcy.

Jak wprowadzić do Ustawy o Ochronie Zwierząt zapis mówiący, iż rozmnażanie zwierząt kalekich jest formą znęcania się nad nimi? By rozpocząć drogę najpierw trzeba obnażyć mentalność ”konsultantów” ”konsultujących” projekty ustaw dotyczących stricte psów. Ok, no to złapmy ZKwP za jego achillesową piętę czyli ”zaświadczenia o leczniczym kopiowaniu” i obnażmy ”procedury” od lat działające w tym stowarzyszeniu. Sprawdźmy czy hodowle prowadzone są zgodnie z art. 10 Ustawy o Ochronie Zwierząt -i tu też bida…

Przyznam, że zniesmacza mnie sytuacja, w której tzw hodowcy wypisują do mnie poematy na Facebooku i w smsach, dotyczące kontroli i ”kontroli”, które pojawiają się w ich hodowlach. Uważam, że to do siebie powinni mieć, pretensję jeżeli prowadzą hodowle psów ras uznawanych za agresywne, nielegalnie, bo Art 10 UoOZ nakazuje zarejestrowanie hodowli psów ”z listy”. Męczący jest też schemat, zgodnie z którym wyglądają te żale. Kolejny raz jasno zaznaczam: uważam, że nie jest hodowcą, ktoś kto z pełną świadomością kryje nieprzebadaną BAER TEST sukę rasy Dog Argentyński, której matka była jednostronnie głucha, a o ojcu wiadomo tyle, że jego ojciec dawał w każdym miocie szczenięta z ”niedosłuchem” (biorąc pod uwagę tylko mioty przebadane!). Jest to głupie i pozbawione jakiejkolwiek odpowiedzialności w sensie hodowlanym, szczególnie jeżeli w miocie tej suki była przynajmniej jedna jej zupełnie głucha siostra, a kryjący sukę samiec nie ma BAER TEST, bo ”przecież wiem co mam”. Szczenięta z takiego miotu, zwłaszcza jeżeli wziąć pod uwagę ‚tajemnicę dysplazji’ czyli fakt, że suka, jak i jej partner, jest nieprzebadana, oraz ”czkawkę po babci” czyli min. rozszczepy podniebienia, nie posiadają jakiejkolwiek wartości hodowlanej i powinny zostać wykastrowane oraz koniecznie przebadane i to tylko po to, by ich Nabywcy wiedzieli co mają i ”z czym to jeść”. Smętne jest, że najpierw ”zwierzano się mi” -przy czym ‚nikt nie przystawiał tzw hodowcy pistoletu do głowy’, aby informował mnie o swoim ”planie hodowlanym”, że ”na pewno będziemy badać przed kryciem”, po czym ”wyszło tak, że nie starczyło czasu”.

Po raz kolejny powtarzam: to nie ja do mnie dzwoniłam/pisałam i to nie ja mi dosłownie ”obiecywałam”, że przebadam psy, zanim ich użyję w ”hodowli”, więc nie kumam męczenia mnie żalami, że ”przecież nie trzeba mi się tłumaczyć z planu hodowlanego” i ”przecież nie ma wymogu badania”. Nie pamiętam ile razy powtarzałam, że takie ”plany hodowlane” to ja mam tam gdzie słońce nie dochodzi i mi się nie chce baterii marnować na wysłuchiwanie trucia, które mnie nie dotyczy, bo to nie moje psy i nie moja hodowla. To jest krótka piłka: badania to minimum. Nie masz przebadanych psów? To ”z czym do ludzi”? Rozmnażasz nieprzebadane psy i masz się za hodowcę? Nie zawracaj mi d…

Środowisko fanów kopiowanych uszu nie jest w stanie wybaczyć jednego: konsekwencji. Tak, drodzy ”miłośnicy psów” (z ciętymi uszami, w szczególności), wszystko fajnie, ale mieliście 4 lata na to by zacząć badać swoje psy, a przez cały ten czas tylko mówiliście, że zaczniecie to robić, więc nie możecie się dziwić, że skoro przed samymi sobą ”nie dotrzymaliście słowa”, uważam was za bandę cwaniaków, którzy na fejsiku ”lansują się” jako hodowcy, choć w gruncie rzeczy nie macie opanowanych nawet podstaw teorii genetyki, bo gdybyście mieli choć teorię, wiedzielibyście, że jest bezlitosna. I nawet tacy ignoranci jak ty czy ty powinni skumać, że te ”obrączki” na ogonach i ”łatki przy tyłku” są i będą, bo to po babci, legendarnej PECICY z ”łatą” wywabioną azotem… Tak samo jak rozszczepy… ”Łatki” widzicie, jednostronnej głuchoty zobaczyć nie możecie, a nawet jeżeli wasze psy przejawiają charakterystyczne symptomy, to jak mielibyście je zobaczyć, skoro nie widzicie albo zobaczyć nie chcecie, ewidentnych problemów z aparatem ruchu u waszych psów? Jak chcecie wyłapać znacznie subtelniejsze symptomy świadczące o jednostronnej głuchocie, skoro nie widzicie niczego podejrzanego w sposobie w jaki porusza się dany pies?

”Hodowcy-praktycy” -no błagam… Ludzie, którzy sobie praktycznie eksperymentują na żywych organizmach, realizują swoje egoizmy kosztem psów, nieprzebadanych, ale za to ”kozacko wyglądających”. I to takie smutne, że dla kasy kryje się sukę, o której parę miesięcy wstecz mówiło się ”jakie to jest gówno”Każdy kto utrzymuje się z tzw hodowli psów jest partaczem, bo żyje z psów i nie stać go na ”poziom” i taka jest smutna prawda. Rozmnażanie psów, które trzyma się w bez dostępu do światła dziennego i wyciąganie ich z kojców na wystawy, to nie hodowla, no chyba, że chodzi o fermę fretek, ale wtedy to wprost nazywane jest barbarzyństwem. Psów tak się nie trzyma. Nie ma to jak skazać szczeniaka na deficyty od samego początku, wyhodować mu krzywicę, zadbać o to by był miękki bardziej niż ”włoski import”, od ciągłego przebywania w kojcu… 

I te teksty, że ”Nie ma sensu badać, bo ryzyko jest zawsze”. Poczytaj choćby o wynikach badań dotyczących eliminowania głuchoty u amerykańskich Dalmatyńczyków kretynko/kretynie!

Śmieszy mnie, choć to śmiech przez łzy, jak czytam w tych smętnych wiadomościach, że się ”mszczę”. Ludzie, do ciężkiej cholery, to ja wam kazałam obcinać uszy waszym psom? To ja kserowałam ”zaświadczenia” i podrabiałam podpisy, bawiąc się ”fotoszopem”? Wiem, dotąd zawsze ”jakoś to było”, no ale tym razem koniec z ”jakoś to będzie”. To że nikomu wcześniej nie chciało się ”skubnąć” ZKwP za jego achillesowa piętę ”zaświadczeń o leczniczym kopiowaniu”, to też nie jest mój problem. Jeżeli cokolwiek się na was mści, to wasza własna głupota i arogancja.

Od czerwca zeszłego roku dzieje się naprawdę dużo i w tym miejscu chcę podziękować moim czytelnikom: dostałam przesyłkę i już ”poszła w świat”. Opadła mi szczęka, kiedy zobaczyłam nazwisko lekarza. W korespondencji zwrotnej, którą otrzymałam od instytucji, której przekazałam otrzymane dokumenty, pojawiło się sformułowanie ”(…) dokumentacją dowodzącą popełnienia przestępstwa przez lek. wet.”. Proszę mi wybaczyć, bo z oczywistych względów nie mogę na bieżąco informować o kolejnych etapach sprawy. Choć bardzo bym chciała, nie mogę w tej chwili napisać niczego więcej, ale pragnę wyraźnie podkreślić, że pomoc Nadawcy przesyłki jest nieoceniona i może być tym, co wprawi klocki domina w ruch oraz uzupełni przykłady urzędniczych zaniedbań dotyczących art. 10 UoOZ. Zaznaczę, że w tej chwili kończę opracowanie, które przekażę odpowiednim instytucjom, stąd też wciąż na blogu nie ukazał się tekst, który zapowiadałam już w końcu zeszłego roku. Po prostu w trakcie jego przygotowywania okazało się, że materiały zebrane przeze mnie w ostatnich miesiącach są zbyt obszerne i szczegółowe, i zdecydowanie przekraczają możliwości bloga. Jak tylko uporam się z ich ”podsumowaniem”, dam znać jakimś w miarę możliwości skondensowanym wpisem 🙂

Na koniec http://wiadomosci.dziennik.pl/polityka/artykuly/515384,glowny-lekarz-weterynarii-zmiany-rzad-beata-szydlo.html Już tylko biorąc pod uwagę tolerowanie (praktycznie 4 lata) przez Głównego Lekarza Weterynarii i cały Główny Inspektorat Weterynarii „zaświadczeń” o „leczniczym kopiowaniu psom uszu” (OKSYMORON LEVEL HARD) czyli pseudodokumentów, nieposiadających podstawy prawnej i wytwarzanych tylko i wyłącznie na potrzebę (życzenia) poszczególnych członków, monopolizującego kynologiczny rynek w Polsce, stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce, by ci mogli na wystawach rasowych psów, organizowanych przez to stowarzyszenie, pokazywać okaleczone kopiowaniem psy, choć polskie prawo zabrania kopiowania psom uszu i ogonów, kwalifikując ten zabieg jako formę znęcania się, uważam, że to dobry początek. Świetnie, że stołki tracą ludzie współwinni znęcania się nad zwierzętami, urzędnicy państwowi, którzy choć mieli pełnić funkcje kontrolująco-nadzorcze nad przestrzeganiem zapisów Ustawy o Ochronie zwierząt, brakiem reakcji na napływające do nich informacje, dotyczące łamania przez członków ZKwP zapisów UoOZ, przyczyniali się do panoszącego się w ZKwP poczucia „nietykalności” jego członków i „bycia ponad prawem”, i tym samym szerzenia się w tym środowisku procederu ściganego z urzędu i zagrożonego karą pozbawienia wolności! Urzędnicy ci dopuścili się skandalicznego zaniedbania swoich obowiązków. Zobaczymy jakie konsekwencje zostaną wyciągnięte w stosunku do członków ZKwP, z których wielu jest lekarzami weterynarii

A czytając dyski o ”zaniedbaniach ze strony nowych właścicieli” zacznijcie myśleć. Zdumiewające, że ludzie obserwujący grupy nie orientują się, że są rozgrywani przez tzw hodowców, którzy zamiast zacząć od stanowczego ścięcia argumentów osoby, która posiada np. dysplastycznego psa, poprzez publikację wyników rodziców takiego szczeniaka i tym samym udowodnienie, że jako hodowcy ze swojej strony zrobili co w ich mocy, by zminimalizować ryzyko wystąpienia kalectwa u potomstwa danej pary, czekają aż z sytuacji wybronią ich członkowie grupy… Przy każdej z takich sytuacji, czytam i nie wierzę. Nie chodzi już nawet o to, że zdarza się, że ludzie kompletnie skompromitowani swoimi ”dokonaniami”, ”jadą” właścicieli niepełnosprawnych psów, po prostu niewiarygodne jest, że ktoś kupuje narrację, w której człowieka, który przedstawia diagnozę wystawioną przez praktykującego lekarza weterynarii, traktuje się jak idiotę i ciężar ”dyskusji” przerzucany jest na;

a) wybór weterynarza przez właściciela i to, że ‚na pewno wet jest niedouczony’

b) ”skąd hodowca mógł wiedzieć?” (Przecież ”dysplazja i inne schorzenia genetyczne biorą się z kosmosu”)

c) ”złą karmę i brak suplementacji”. Drodzy ”hodowcy”, sorry, ale to że niektórzy z was karmią psy najtańszym np. mięsem i nie mają na suplementy, żeby np. ociężałego np. Doga Argentyńskiego chociaż spróbować wyprowadzić z kozińca i mają czelność wmawiać osobom, które mają tylko jednego psa, że ich, jak tych ”hodowców” nie stać na dobrą karmę i właściwą opiekę weterynaryjną, jest szczytem sk…ństwa -mniej słodyczy przed fejsbukiem, miej piwka, a zostanie wam więcej kaski na suplementację i i prześwietlenia w kierunku zdiagnozowania stanu co najmniej HD i ED).

Taki jest standard tych ”dyskusji”: zrobić z Nabywcy szczeniaka-kaleki idiotę, wmówić mu, że wybrał niewłaściwego weta, że wszystko co dotąd zrobił w związku z tym co ten wet mu poradził było złe, głupie i dodatkowo zaszkodziło psu i opie…ć właściciela za to, że ”marnuje czas na kręcenie dymu na FB zamiast psem się zająć”.

Skoro czytacze ”dymnych” tematów są tacy mUndrzy i nawet po cwaniacku udzielają się w tych dyskach, to dlaczego nie ogarniają podstawowej rzeczy? To nie Nabywca psa ma się tłumaczyć, Nabywca tylko INFORMUJE czytelników posta o problemie i diagnozie, to hodowca musi pokazać, że wyeliminował z programu hodowlanego osobniki obciążone danym schorzeniem i dopiero wtedy taki tzw hodowca staje się ciut wiarygodniejszy jako autor połajanek w kierunku Nabywcy. Jest na Serwisie Facebook taka strona ”Institute of Canine Biology” -gorąco polecam na nią zajrzeć i zacząć sobie przyswajać treść artykułów, zanim zacznie się wypisywać kretynizmy na tzw grupach tematycznych. Mam świadomość, że niektórym tzw hodowcom bardzo nie na rękę jest pisanie o najnowszych odkryciach naukowców z dziedziny genetyki, ale mam to w nosie. Zacznijcie się uczyć drodzy miłośnicy psów. Zacznijcie czytać wartościowe teksty, bo jeżeli liczycie, że ”towarzycho” w swoich postach w tych grupach ”daje wam” ”wiedzę”, to się zaje mylicie. Aczkolwiek wbijcie sobie do głów jedno: aktualny trYnd jest taki: jeżeli ośmielisz się drogi Nabywco obnażyć ”efekt pracy hodowlanej” tzw hodowcy chronionego paktem ”w kupie raźniej” (może smród jednoczy?) przez towarzystwo wzajemnej adoracji, licz się z tym, że zaleje cię fala jadu, którego wisienką na torcie ma być wmówienie ci, że za to co zrobiłeś (podanie do publicznej wiadomości diagnozy psa) towarzycho ukaże cię zorganizowaną akcją i nawet pomogą tzw hodowcy odebrać tę nieszczęsną kalekę…

Zuza Petrykowska

Ps. Tak, wiadomość o tej samej treści wysyłam do tego do kogo ją wysyłam i ”wróbelków”… A odnośnie tzw oczekiwań: na wszystko jest czas i miejsce, cierpliwości.

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora jest zabronione.

WZORZEC RASY DOGO ARGENTINO: TŁUMACZENIE ARTYKUŁU SĘDZIEGO KYNOLOGICZNEGO, HODOWCY DOGÓW ARGENTYŃSKICH, PANA MASSIMO INZOLI, ZATYTUŁOWANEGO ”10 THINGS TO KNOW BEFORE JUDGING THE DOGO ARGENTINO”

Na początek wypada zaznaczyć, że jest to tekst kierowany głównie do sędziów kynologicznych, napisany przez sędziego kynologicznego (będącego równocześnie hodowcą Dogów Argentyńskich), którego to będziemy mieć zaszczyt obserwować podczas pracy w trakcie tegorocznej białostockiej wystawy, bo to właśnie Pan Massimo Inzoli sędziować będzie Dogo Argentino 31 sierpnia 2014 w Białymstoku. (Notka o autorze umieszczona jest pod koniec wpisu).

Ponieważ mamy świadomość, że nasze tłumaczenie czytać będą nie tylko fachowcy, pozwoliłyśmy sobie umieścić w kwadratowych nawiasach, pisane kursywą, dodatkowe uściślenia, które naszym zdaniem pomogą nieobeznanym z Dogo Argentino czytelnikom, lepiej zrozumieć przesłanie artykułu, tym bardziej iż, choć język polski jest niezwykle bogaty, rzadko kiedy anglojęzyczne kynologiczne sformułowania znajdują w nim swoje odbicie. W kwadratowych nawiasach, których w tekście jest łącznie sześć, znajdziecie uwagi, iż pod koniec wpisu, w punktach zawarte są dodatkowe objaśnienia.

Zapraszamy do lektury;

”10 RZECZY, KTÓRE MUSISZ WIEDZIEĆ O DOGO ARGENTINO PRZED PRZYSTĄPIENIEM DO JEGO OCENIANIA.”

1. Wzorzec rasy

Pierwszą rzeczą, którą musisz wiedzieć oceniając [a dosłownie ”kontemplując”] Dogo Argentino jest to, że historia tej rasy jest inna od którejkolwiek z pozostałych ras.

Większość uznanych ras stworzonych zostało w procesie selekcji, opierającym się na różnorakich kryteriach, zależnych od funkcji jaką miał spełniać [uzyskany drogą selekcji] pies i warunków geograficznych obszaru, w którym miał funkcjonować [pracować]. Gdy rasa już powstała, fizyczne cechy będące esencją typu [te niezbędne i dla niego nieodzowne] były oficjalnie ustalane [i dopracowywane], poprzez badania [ w znaczeniu: studiowanie anatomii przedstawicieli danej rasy] i opracowywanie [rysowanie i opisywanie] wzorca.

Jednakże w przypadku Dogo Argentino, ten proces uległ odwróceniu.

Na początku zeszłego stulecia, Argentyńczyk Dr. Nores Martines wyobraził sobie rasę psa idealnie nadającego się do pracy pomocnika myśliwego, podczas polowania na grubą zwierzynę. Najpierw stworzył wzorzec rasy, a dopiero potem przystąpił do tworzenia Dogo Argentino. Finalnie Dr. Martines skrzyżował dziewięć ras, by jako rezultat otrzymać zwierzę tak bardzo zbliżone do ideału zaprojektowanego lata wcześniej, jak to tylko możliwe. [Dodatkowe wyjaśnienie do tego akapitu znajdziecie w punkcie 1.]

Tak więc wzorzec rasy, napisany przez jej twórcę, powinien być rozpatrywany w sposób wyjątkowo uważny, [zwłaszcza] w przypadku porównań do wzorców opisujących inne rasy. Dogo ma być dokładnie takie, jak wyobraził je sobie [i opisał w standardzie] jego twórca dziesiątki lat temu i wszelkie [jakiekolwiek] zamiary zmienienia go, powinny być uznane za poważny atak na pierwotnego ducha rasy.

Wiele lat po napisaniu oryginalnego wzorca Dogo Argntino, Fédération Cynologique Internationale (FCI) zdecydowało się przeredagować wzorce rożnych krajów tak, aby stały się bardziej ujednolicone, nowocześniejsze i łatwiejsze w odbiorze, pozostawiając mniej miejsca dla osobistych interpretacji.

Aby osiągnąć cel, którym miała być uniformizacja wzorca, FCI drogą formalną poprosiła Federación Cinológica Argentina (FCA) o dostarczenie wersji wzorca Dogo Argentino, która spełniałaby wytyczne nowego formatu. W Lutym 1997 roku, po zagorzałych bataliach pomiędzy FCA i Klubem Rasy, nowy wzorzec został wysłany do FCI. Ale nie była to jeszcze ostateczna wersja i FCI odesłało go do FCA, do korekty. Trwało to wszystko aż do Stycznia 1999 roku, kiedy to nowy wzorzec DA został ostatecznie zaaprobowany i wdrożony w życie.

Ze względu na nowy format i kilka dyskusyjnych punktów, nowy wzorzec zmodyfikował ducha oryginalnego wzorca Dogo Argentino. Tak więc w poszanowaniu dla obecnego i oficjalnego dokumentu, którego musimy przestrzegać my – wszyscy sędziowie, podczas oceniania dogo, każdy kto pragnie poważnie pogłębić swoje zrozumienie rasy, musi uważnie czytać i studiować oryginalny wzorzec. To jest jedyny dokument, który zawiera to, co było i to, co powinno być praktyczną regułą w odniesieniu do zrozumienia i sędziowania Dogo Argentino.

2. Forma (ciało) [Dodatkowe wyjaśnienie w punkcie 2.]

Dogo Argentino jest lżejszym i bardziej atletycznie zbudowanym (od innych) molosem. Nie może zmierzać w kierunku cięższego, brachymorficznego typu [bulldog], ani nie powinien być w typie psa wyścigowego, charciego, o lekkiej kości i długich nogach. W zamian plasuje się pośrodku, bez podążania w którykolwiek z tych dwóch skrajnie różnych typów budowy.

Pierwsze wrażenie, które odnosimy, patrząc na Dogo wynika z jego formy [Dodatkowe wyjaśnienie w punkcie 3]. W związku z czym musi on mieć mocny [solidny] kościec, idący w parze z wyrazistą [dobrze zaznaczoną] muskulaturą i zredukowaną do minimum tkanką tłuszczową. Dogo pozbawione tej esencji nigdy nie będzie miało podstawowej charakterystyki typu, pozwalającej uznać je za dobrego przedstawiciela rasy.

Dogo Argentino to pies rustykalny [Dodatkowe wyjaśnienie w punkcie 4.] o dumnym i szlachetnym w wyrazie.

3. Proporcje

Prawidłowe proporcje są kolejną cechą charakteryzującą typ. Kufa dogo jest prawie tak samo długa jak czaszka; zaakceptować można tylko nieznaczne jej skrócenie. Tułów musi sięgać prawie do łokcia, chociaż pies z głęboką klatką piersiową, której linia kończy się nieco poniżej łokcia, będzie preferowany. Głęboka klatka piersiowa wiąże się z dużą pojemność płuc. Długość ciała powinna być nieznacznie dłuższa, niż wysokość w kłębie, wpisując psa w prostokąt.

4. Głowa

Głowa dogo jest uformowana z połączenia czaszki stworzonej do chwytania i utrzymywania i kufy stworzonej do węszenia. Czaszka musi mieć silne mięśnie skroniowe i żwacze (szczęki), ponieważ są to główne mięśnie zapewniające solidny, dobrze rozwinięty chwyt. Kufa w swych płaszczyznach bocznych powinna być tak równoległa, jak to możliwe, szeroka, nigdy szpiczasta [nie powinna zwężać się w kierunku nosa].

Fafle są umiarkowanie grube, krótkie i przylegające. Nie chcemy zbyt obfitych i obwisłych warg, które tamują dopływ powietrza do pyska: Dogo to pies chwytający i trzymający, który podczas wykonywania swojej pracy musi móc oddychać tyle, ile tego potrzebuje, wspomagając się powietrzem płynącym z nozdrzy. Fafle muszą być więc krótkie, tak by pozwalały psu swobodnie oddychać poprzez pysk, podczas utrzymywania zdobyczy. W oryginalnym wzorcu rasy obwisłe fafle były wadą dyskwalifikującą.

Widziana z boku górna linia głowy powinna być ”sinusoidalna”/”falista”, co oznacza, że czaszka lekko wypukła bocznie (lekko zaokrąglona) przechodzi w delikatnie wklęsły, górny profil (lekko zadarty). [Lekko wypukłe wygięcie czaszki powinno przejść w lekko wklęsłą górną linię kufy -w sposób gładki/ płynny.]

5. Wyraz

Wyraz wyraźnej surowości [ta rustykalność] jest esencjonalny.

Górna powieka jest bardzo gruba i stosunkowo ciężka i ma tendencję do tworzenia kąta z górną krawędzią oka. Dolna krawędź oka powinna być mocno przylegająca. W rezultacie [charakterystyczny i typowy dla dogo] kształt oka jest trójkątny, dając oko dobrze chronione, bez widocznych białek. Preferuje się, by krawędzie powiek były czarne, ponieważ niedostateczne wybarwienie skutkuje w końcu zupełną utratą pigmentacji, która to powinna być surowo piętnowana. Oko umiejscowione jest częściowo z boku głowy, a kość oczodołu u podstawy wygląda na grubą, ponieważ kufa zaczyna się znacznie poniżej oczu. Oczy są możliwie najciemniejszego koloru, a niebieskie są niedopuszczalne, chociaż taki kolor może pojawić się u szczeniąt.

6. Kufa [Twarzoczaszka]

Bezwzględnie należy unikać przesadnie skróconej kufy. Kufa Dogo musi mieć dobrze rozwinięte górną i dolną szczękę. Bardzo krótka kufa zmniejsza górną szczękę i ogranicza zdolność węchową [zdolność do tropienia]. Wynika z tego, że dobra głębokość pyska jest także istotna. Głębokość, to wrażenie głębokości, kufy nie powinna pochodzić od obwisłych fafli, ale dobrze rozwiniętych i silnych szczęk.

7. Zgryz

Perfekcyjne nałożenie się kłów jest znacznie ważniejsze niż zgryz [rodzaj/ typ zgryzu] sam w sobie, który to może być nożycowy lub cęgowy. (W wyjątkowych przypadkach możemy zaakceptować odwrócony zgryz nożycowy, jeśli spełnione są określone wymagania [Chodzi o położenie kłów względem siebie]). Dolne kły muszą być idealnie umiejscowione pomiędzy dwoma górnymi, wspierane przez pierwsze siekacze. Pies chwytająco-trzymający musi mieć doskonale dopasowane kły. Zęby muszą być duże i zdrowe, najlepiej, żeby uzębienie było pełne [z kompletem przedtrzonowców].

8. Okrywa włosowa/ umaszczenie [Dodatkowe wyjaśnienie w punkcie 5.]

Dogo rodzi się białe, a umiera czarne. Nie jest zasadne szukanie idealnego pigmentu/ wybarwienia u młodych psów. Z biegiem lat skóra dogo staje się ewoluującą mapą -zmienia się stopniowo.

Kiedy dwadzieścia lat temu kupiłem swoją pierwszą sukę, na jej podszerstku zauważyłem osiem małych czarnych plamek. Pamiętam, że nie spałem wtedy przez tydzień. Dziś to jedna z ostatnich rzeczy, na które zwracam uwagę.

Im bardziej sierść dogo jest biała, tym bardziej szczęśliwi jesteśmy. Ale dla psa, którego przetrwanie zależy od innych, funkcjonalnych cech, czysta estetyka koloru sierści jest sprawą drugorzędną.

Czysto biały jest kolorem, który rozprzestrzenił się u wielu ras psów. To kolor udomowienia. W większości kultur zwierzęta białe są cenne, przypisuje się im także wartość symboliczną. Często białą szatę traktowano jako podkreślającą rasową czystość zwierzęcia, w opozycji do pospolitości mieszańców [i ich zwykłej, niebiałej sierści].

Umaszczenie u psów determinowane jest przez różne pigmenty. Inne zwierzęta, włączając w to ptaki i owady, mogą wytwarzać wiele różnych pigmentów. Ale psy, jak wszystkie ssaki, mogą produkować ograniczoną ich ilość; melaninę, występującą w dwóch typach: eumelaniny (odpowiedzialnej za czarny barwnik) i feomelaniny (odpowiadającej za barwnik ”żółty”).

Selekcja w kierunku uzyskania bieli nie jest łatwa, bo ten kolor nie jest regulowany poprzez działanie tylko jednego genu. U Dogów Argentyńskich kilka różnych loci (S, C and T) wpływa na okrywę włosową. Gen, który interesuje nas najbardziej znajduje się w serii alleli S, która całkowicie zahamowuje działanie melaniny i w efekcie daje czysto białą okrywę włosową. W locus S znajdują się allele odpowiadające za obecność pigmentów w sierści. Pierwszy allel tego loci determinuje całkowitą/ pełną pigmentację powierzchni ciała. Inne regulują stopień depigmentacji w poszczególnych częściach okrywy włosowej. Ostatni allel serii, sw, determinuje występowanie całkowicie białej szaty.

Dzięki allelowi sw ciemny kolor znika niemal zupełnie albo, jak to często ma miejsce w przypadku braku specyficznej [Dodatkowe wyjaśnienie w punkcie 6.] selekcji, pojawia się w postaci asymetrycznych, małych plamek, w okolicach oczu, [i/lub] na uszach [i] lub u nasady ogona.

Ponieważ allel sw jest recesywny, naturalnym jest zastanawiać się jak to jest możliwe, że dwa białe psy mogą dawać potomstwo z czarnymi znaczeniami na oczach, uszach lub ogonie.

Niezwykłość alleli z serii S przejawia się obecnością dodatkowych genów nazywanych modyfikatorami, których czynność jest niezależna od tej, którą wykonują geny główne/ podstawowe. Niektóre modyfikatory wpływają na rozmiar, zwiększając zasięg pigmentowanych obszarów i odpowiadają jako ”dodatnie”, inne, które redukują pigmentację, są ”ujemne”.

To obecność tych modyfikatorów odpowiada za spoty dookoła oczu dogo. Znaczenie dookoła oka dogo nie może przekraczać 10% powierzchni głowy. Rzecz jasna jest to przybliżona miara, ponieważ jest niemożliwym mierzenie znaczenia, podczas gdy sędzia ocenia inne cechy typu i budowę danego zwierzęcia. Ciemne znaczenia (lepiej jeśli są czarne) nie powinny być zbyt obszerne; w ten sposób są estetyczne i nie rozpraszają uwagi.

Inne geny, które wpływają na kolor szaty u Dogo Argentino znajdują się w serii T. Allele z serii T są odpowiedzialne za plamki w białych obszarach; dają efekt cętkowania na czysto białej okrywie włosowe wynikającej z działania genu sw.

Zimą u dogo wytwarza się podszerstek, którego niektóre włosy, czasami mogą być zabarwione na szaro. Lepiej jeżeli sierść przez cały rok pozostaje czysto biała i gdy podszerstek też zawsze jest czysto biały.

Biel Dogo Argentino nie powinna być mylona z albinizmem regulowanym przez/ pochodzącym od działania genu z serii C. Na szczęście psy albinosy są bardzo rzadkie; albinizm powodowany jest zahamowaniem albo zupełnym brakiem któregokolwiek z pigmentów w okrywie włosowej, skórze albo błonach śluzowych.

Reasumując, biel Doga Argentyńskiego jest bielą pochodzącą z alleli sw. Wpływają na nią tylko geny z serii T, które dają cętki na sierści, co nie jest cechą pożądaną. Jednakże kolor dogo nigdy nie jest związany z albinizmem, który pochodzi z obecności genów z serii C.

Sierść jest krótka, posiada lśniąca strukturę, jednakże nie jest gładka. Nigdy nie powinna sprawiać wrażenia miękkiej i puszystej.

U niektórych psów, które widziałem pigmentacja nosa w komplecie z błonami śluzowymi jest brązowa. To jest bardzo poważna wada ponieważ wskazuje na obecność genów recesywnych, które są niepożądane. Dogo z brązową pigmentacją nosa i/albo błon śluzowych nie powinien być rozmnażany i powinien być zdyskwalifikowany z konkursu [wystawy].

9. Temperament

Dogo nigdy nie powinien być agresywny w stosunku do ludzi. Dogo warczący na sędziego bądź handlera powinien być usunięty z ringu. Zwracaj uwagę na agresję w stosunku do zwierząt tej samej płci! U psa, który nigdy nie był użyty do pracy [polowania] w grupie psów, agresja skierowana do przedstawicieli tej samej płci może być normalna i tolerowana, ale raz jeszcze: agresja przeciwko człowiekowi niedopuszczalna.

10. Ruch

Stosunek pomiędzy wysokością w kłębie, a długością ciała identyfikuje dogo jako przedstawiciela rasy, której sylwetka wpisuje się w prostokąt i nie jest kwadratowa. W wyniku tego dogo ma raczej predyspozycje do kłusu niż galopu.

Oczywiście dogo jest też dobre w galopie, ale jego proporcje wraz z katowaniem, predysponują je do poruszania się kłusem z długim wykrokiem. Zwinny i swobodny kłus podkreśla, że dogo jest mezomorficznym typem psa, a nie brachymorficznym z ciężkim ruchem [sposobem poruszania się].

Ruch/krok/chód dogo jest niemal koci. Jego sposób poruszania się jest zwinny i szybki, i dogo zawsze jest świadom tego, co dzieje się dookoła niego.

Kiedy coś wzbudzi zainteresowanie dogo, jego reakcje są gwałtowne, a zmiana jego nastawienia oczywista.

W takim momencie jest zdolny przejść w gwałtowny, energiczny galop, by znaleźć się blisko swojego celu. W pierwszej fazie polowania pies porusza się kłusem bądź inochodem, ostrożnie podążając tropami zwierzyny. Kiedy dystans pomiędzy nim, a obiektem polowania zaczyna się zmniejszać, zainteresowanie dogo rozbudza się gwałtownie, nastawienie zaczyna zmieniać i wtedy też zmienia się jego ruch. Doganiając swoją zdobycz, dogo galopuje.

Ostatnie setki metrów dzielące dogo od jego zdobyczy są tymi, podczas których wykorzystuje on swoją największą siłę. Rzuca się na swoją zdobycz tak, aby ją unieruchomić.

Ważne jest aby pamiętać, że podczas polowania, zanim dogo dosięgnie zdobyczy, trzeba pokonać wiele kilometrów pieszo, z psami podążającymi tropem dzików. Jeżeli dogo nie jest wytrzymałe [fizycznie] i nie ma dobrych podstaw [przygotowania w postaci treningu fizycznego, ale i specjalistycznego szkolenia] przybędzie na miejsce walki o swoje życie niedotleniony i wyczerpany.

Podsumowując, podstawowe cechy, które dogo musi mieć to –w tym miejscu zdecydowałyśmy, że najlepszym rozwiązaniem będzie pozostawić oryginalne określenia z języka angielskiego i po myślniku wyjaśnić ich znaczenie, bo (znowu) kynologiczny polski nie jest dość precyzyjny i tak;

rusticity – czyli musi być pierwotny, surowy w typie, a mówiąc szerzej; rustykalny w znaczeniu ”prostoty” odnoszącej się do budowy ciała, która jest konstrukcją optymalną w stosunku do pracy, którą dogo jako przedstawiciel swojej rasy ma wykonywać. I ”wiejskości” w odniesieniu do wytrzymałości czy wręcz krzepkości, charakteryzującej Dogo Argentino.

Substance – jako że w polskim języku kynologicznym nie ma słowa, które oddałoby sens angielskiego, esencjonalnego ”substance”, a taki nagłówek ma drugi punkt artykułu i generalnie jest to słowo szalenie istotne, kiedy przychodzi do opisu dogo, zdecydowałyśmy się na użycie słowa ”FORMA”, które to w obu najważniejszych w tym kontekście znaczeniach, zarówno kształtu (sylwetki), jak i kondycji fizycznej, zawiera w sobie sens, czy wręcz istotę tego co czyni białego molosa Dogiem Argentyńskim; siłę, atletyczną budowę ciała (kondycję fizyczną), harmonijną i tym samym elegancką sylwetkę, które ten pierwotny, surowy, rustykalny wyraz czynią dodatkowo majestatycznym, dumnym i szlachetnym.

hard expression – twardy, z naciskiem na surowy, zdecydowany wyraz.

muzzle that can scent but that is strong – pysk zapewniający dobry węch i silny chwyt, czyli stworzoną do tropienia, ale równocześnie silną kufę,

a deep thorax, broad chest – głęboki tułów i szeroką klatkę piersiową (czyli cechy mające ogromne znaczenie dla wydolności oddechowej),

and an alert and combative character – czujny i waleczny charakter.

O autorze

Pochodzący z Caltanissetta, na Sycylii, Massimo Iznoli od 1992 roku jest hodowcą Dogo Argentino, jego dogo noszą przydomek ”de Angel o Demonio”. W 2007 roku wyhodowany przez niego pies, multi-Champion Indio de Angel o Demonio, zwyciężył ranking FCA na najczęściej nagradzanego Dogo Arentino w ojczyźnie rasy.

Założyciel Dogo Argentino Club Italia (DACI) [włoskiego klubu rasy Doga Argentyńskiego] i jego były vice przewodniczący, Inzoli sędziował klubowe wystawy Dogo Argentino w Austrii, Bułgarii, na Węgrzech, we Włoszech, na Słowacji, w Serbii, w Hiszpanii i w Szwajcarii i sędziował tę rasę także podczas prestiżowej Cierre Ranking w 2008 w Buenos Aires, w Argentynie.

Inzoli był inicjatorem i lektorem pierwszego, organizowanego w 2005 roku przez Włoski Związek Kynologiczny, kursu doskonalącego wiedzę [odświeżającego i aktualizującego informacje] sędziów kynologicznych o DA i od tego czasu jest odpowiedzialny za szkolenie nowych sędziów Dogo Argentino.

[W 2009 roku Pan Inzoli sędziował Dogi Argentyńskie w Polsce podczas Klubowej Wystawy Molosów.]

Link do tekstu źródłowego: http://www.dogoargentino.it/articoli/16_dogo.pdf

Dodatkowe wyjaśnienia

1. W przypadku innych ras historie ich powstania wyglądały tak, że potrzebowano psa do wykonywania jakiegoś konkretnego rodzaju pracy i aby go (typ/ ”rasę”) otrzymać selekcjonowano pod ściśle określonym kątem, najlepiej nadające się do konkretnego zadania osobniki. Gdy taki ”idealny pies” w końcu się urodził, ”studiowano go” (jego budowę anatomiczną), szkicowano i opisywano tzw wzorcem. W przypadku DA zrobiono coś, można powiedzieć, że zupełnie odwrotnego. Najpierw stworzono, dosłownie zaprojektowano hipotetyczny obraz rasy, którą chciano uzyskać, jej ”teoretyczny model”, a dopiero potem przystąpiono do jej tworzenia. (Mniej więcej tak, jak buduje się budynek, opierając się na architektonicznym planie albo szyje się sukienkę korzystając z wykrojów)]. Z jednym ALE. Otóż Martinez miał Viejo Perro Pelea Cordobes czyli Białego Doga z Cordoby/ Walczącego Psa z Cordoby. Kochał te psy, podziwiał ich piękno i siłę wyrazu, ale one, ze względu na kilka cech, którymi się odznaczały, w szczególności wysoki poziom agresji, w generalnym sensie były bezużyteczne. Matinez chciał zachować Psa z Cordoby, jego elegancki, majestatyczny wygląd, charakterystyczną białą sierść i siłę wyrazu, ale eliminując z niego niepożądane cechy czyli min. właśnie tę wyjątkową agresję, ponieważ, choć w tamtym czasie VPPC miały się całkiem dobrze, wiedział, że na dłuższą metę jest to rasa skazana na zagładę.

Dzisiejszy Dogo Argentino to wciąż Viejo Perro Pelea Cordobes, tylko że po dziesiątkach lat (pokoleń) modyfikacji czyli pracy hodowlanej Martinezów, a nie ”zupełnie nowa rasa stworzona z 9 wymieszanych z sobą ras”. (Odkąd człowiek zapragnął tworzyć psie rasy, aby takie specjalnie hodowane psy wykorzystywać do wykonywania konkretnych zadań, to te rasy, jak świat długi i szeroki, miały ”dodawane” inne rasy, po to aby niektóre cechy przyćmić -czy jak w przypadku Dogo Argentino wyciszyć- a inne wydobyć, bo tą właśnie drogą tworzy się psich specjalistów).

2. & 3. Jako że w polskim języku kynologicznym nie ma słowa, które oddałoby sens angielskiego, esencjonalnego ”substance”, a taki nagłówek ma drugi punkt artykułu i generalnie jest to słowo szalenie istotne, kiedy przychodzi do opisu dogo, zdecydowałyśmy się na użycie słowa ”FORMA”, które to w obu najważniejszych w tym kontekście znaczeniach, zarówno kształtu (sylwetki), jak i kondycji fizycznej, zawiera w sobie sens, czy wręcz istotę tego co czyni białego molosa Dogiem Argentyńskim; siłę, atletyczną budowę ciała (kondycję fizyczną), harmonijną i tym samym elegancką sylwetkę, które ten typowy dla dogo, pierwotny, surowy, rustykalny wyraz czynią dodatkowo majestatycznym, dumnym i szlachetnym.

4. Rustykalny/‚Rusticity” – czyli pierwotny, surowy w typie, a mówiąc szerzej; rustykalny w znaczeniu”prostoty” odnoszącej się do budowy ciała, która jest optymalna w stosunku do pracy, którą dogo jako przedstawiciel swojej rasy ma wykonywać i ”wiejskości” w odniesieniu do wytrzymałości czy wręcz krzepkości, charakteryzującej Dogo Argentino.

5. O charakterystycznym, białym umaszczeniu Dogo Argentino i wszystkim co się z nim wiąże: https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2013/07/05/dlaczego-pigment-jest-taki-wazny-dla-dogo-argentino-podsumowanie.

6. Bardzo trudnej, SPECYFICZNEJ selekcji, polegającej na zadaniu sobie dodatkowego trudu w kierunku redukcji spotów. Ale dziś już wiemy, że tu raczej chodzi o selekcję na poziomie labolatoryjnym, niż klasycznie rozumianą hodowlę psów rasowych i proste niewykorzystywanie w hodowli ”łaciatych psów”. Użycie sformułowania ”właściwa selekcja” sugerowałoby, że dogo selekcjonuje się w sposób niewłaściwy i dlatego okrywa włosowa niektórych osobników nie jest idealnie biała, a jak przecież wiemy tajemnica ”koloru” dogo leży w jego genotypie.

Uznałyśmy, że takie ”niewygładzone” tłumaczenie będzie okazją do zaprezentowania wszystkim zainteresowanym, jak bardzo złożone są niektóre kwestie i określenia, ile w nich niuansów oraz jak ważnym jest dokładnie zrozumieć i umieć zobrazować sobie znaczenie ich wszystkich, tak aby faktycznie umieć patrzeć na Dogo Argentino. Równocześnie mamy nadzieję, że powyższy tekst zachęci do dyskusji także hodowców, dla których zaprezentowane tłumaczenie jest okazją także do tego, by mogli podzielić się swoimi punktami widzenia i zaproponowali polskojęzyczne określenia, które mogłyby zostać użyte równolegle z tymi, na które my się zdecydowałyśmy.

Ewa Ziemska & Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu oraz zdjęć bez zgody autorów jest zabronione.

STAŁY(TROLL)FRAGMENT GRY W ŚWIECIE ”HODOWCÓW” I ”MIŁOŚNIKÓW” RASY DOG ARGENTYŃSKI (EDIT 2015: PET Z NIEBIESKĄ CĘTKĄ NA TĘCZÓWCE POKAZYWANY JEST NA WYSTAWACH ZWIĄZKU KYNOLOGICZNEGO W POLSCE)

 do tekstu

Dostałam dziś od osoby będącej członkiem fejsbukowej grupy Dogo Argentino Polska (Poland) prywatną wiadomość ze screen’em. Ten ktoś oburzał się, że na ”konkurencyjnym” profilu pojawił się, pod postem ”anonimowego” właściciela tegoż profilu, wpis, w którym jedna . pisze, że jestem jak ksiądz… Właściwie to poczułam się urzeczona troską i zobligowana do ”reakcji” (Przy okazji: cieszy mnie, że coraz więcej z państwa NAPRAWDĘ CZYTA DOGO-NET). Ok, reaguję: mam nadzieję, że ta suka ”Frutilla Nido De Condores” tzn suka tej z nickiem ”Frutilla Nido De Condores”, skorzysta z akcji BAER dla Dogo Argentino. W końcu, z myślą o psach z tym przydomkiem powstała owa akcja. Jeżeli suka już skorzystała, to mam nadzieję, że słyszy dobrze i ta z nickiem ”Frutilla Nido De Condores” pamięta, że to moje kontakty załatwiły min. jej suce badanie słuchu za 5 dyszek, bo nikomu poza mną nie chciało się wykonać kilku telefonów -to uściślam dla tych wszystkich, którzy zarzucają mi ”autokreację” i ”przerost ego”, Pewnie łatwiej trollować i kreować szitsztormy niż wziąć się za coś pożytecznego, ale ludzie: jest granica po przekroczeniu której… No, jeśli sami tego nie ogarniacie, to nikt wam nie pomoże. A MOŻE TAMTA SUKA, W DRODZE WYJĄTKU, MIAŁA WYKONANY BAER TEST, ZANIM ZOSTAŁA SPRZEDANA? PAMIĘTAMY WSZYSCY TEN http://www.pupileo.pl/showthread.php?t=24509&page=7 WĄTEK, A JUŻ SZCZEGÓLNIE PAMIĘTAMY TEN POST:

1466181_545926165494046_1778253846_n

Odnośnie ”pana ”psia krew” vel Takangor (takiego nicku używał na Dogomania Forum i Pupileo [dawne Forum Molosy]), właściciela psa Bocanegra Nido de Condres, mogę powiedzieć tylko tyle, że chciałabym zobaczyć jak w sierpniu w Białymstoku wprowadza na ring swojego peta z niebieską cętką na tęczowce, tak jak już zrobił to jakiś czas temu na innej wystawie… Obawiam się jednak, że próżne me nadzieje, bo tym razem sędzia będzie wybitnym specjalistą od dogo. Pan Massimo Inzoli, bo to o nim mowa, jest nie tylko sędzią, ale i znanym hodowcą DA (przydomek ”de Angel o Demonio”) i założycielem DACI, czyli Dogo Argentino Club Italia, a na samej wystawie z pewnością będzie więcej niż jeden Dog Argentyński. A, i gdyby np. powstała teoria, w którą ktoś chciałby uwierzyć, że to np. ”wypadek” i co do tęczówki Bocanegra Nido de Condres, to ”się mu tak teraz dopiero zrobiło”, to proszę:

Edit 2015: podczas XXIII Międzynarodowej Wystawy Psów Rasowych CACIB Łódź 2015 (Judge Sergio Pizzorno (UY) ) w kl. otwartej, ”Takangor” pokazał swojego Bocanegra Nido de Condres. Pamiętajmy: we wzorcu Dogo Argentino oczy różnobarwne uznane są za wadę dyskwalifikującą:

Cóż… ”się zrobiły” szczeniaki, musiał je ‚zalegalizować’ w Związku Kynologicznym w Polsce, więc ciągał peta po wystawach. No comment. Foty z wątku ”Miot ”B” w Nido de Condores”, na Pupileo, kiedy to ”pupi” było jeszcze Forum Molosy. Wszyscy wiedzą, wszyscy udają, że jest ”spoko i cool”… 

Dawno, dawno temu

Kiedy zaczynałam kompletować materiały do bloga, planowałam zacząć od tekstów opartych o ”archiwum Forum Molosy” (dziś Pupileo) i Dogomania Forum, ukazujących nieuczciwość, czasem prostactwo -szczególnie interesujące w przypadku przebrzmiałych dziś gwiazd dawnego Forum Molosy oraz tych, które się na owym forum wykluły… Inni dogo pasjonaci, w tym hodowcy odradzali mi ten ”kierunek”, zwracając uwagę, że właściwszym będzie skupić się w blogu na ”edukacji” dotyczącej psiej anatomii, rozumienia wzorca etc. -ok, grunt to mieć pozytywne nastawienie…

Nie wszyscy zdają sobie sprawę, że kynologia jaką dziś znamy narodziła się na Wyspach Brytyjskich, a -wszędzie i od zawsze- samo zagadnienie rozmnażania zwierząt ”w czystości rasy”, było zajęciem tzw wyższych sfer: ludzi, mówiąc banalnie ”bogatych”, posiadaczy majątków ziemskich, osób autentycznie wykształconych, o wysokim poziomie kultury osobistej, oczytanych i ciekawych świata. Dziś, kiedy mięso potrzebne do wykarmienia gromady psów przestało być towarem ”ekskluzywnym”, byle cieć, nie mający w zwyczaju myć rąk po wyjściu z ”toalety”, może ”brać się za hodowlę” min rasowych psów. A inny cieć, który być może nawet -jakimś cudem- dorobił się tytułu ”magistra”, a może tylko ”ma gadane”, może mieć się za znawcę w absolutnie każdej dziedzinie – w końcu wszyscy jesteśmy wolnymi ludźmi.

Ja bazując na tej ”wolności nas wszystkich” zawsze wychodzę z założenia, że każdy ma prawo do własnego zdania czy opinii, jednak za wartościowe uważam tylko te opinie, które oparte są o znacznie więcej niż tylko samo prawo do ich wyrażania.

Wytyczne 

Moja chęć poznania rasy, zgłębiania tematu ”Dogo Argentino”, wynikała z faktu, że był czas, kiedy przygotowywałam się do przyjęcia na siebie odpowiedzialności w postaci dogo i było dla mnie oczywiste, że muszę solidnie odrobić pracę domową i naprawdę dobrze się przygotować, jeśli chcę białego. A jeszcze w maju 2011 roku w całym polskojęzycznym internecie nie można było znaleźć podstawowych informacji na temat typowych dla tej rasy zdrowotnych problemów -włączając w to, to zawłaszczone szczególnie przez jedną panią z dużym ciśnieniem na bycie autorytetem i hodowanie, ”Forum Molosy”. Nic o tym czy i jak Polacy rozmnażający Dogi Argentyńskie pod szyldem ”Związek Kynologiczny w Polsce”, starają się (czy w ogóle?) niwelować wielki zdrowotny problem tej rasy, czyli jednostronną głuchotę. Tyle było na tym forum postów… A nic o tym, czy ludzie tam prezentujący swoje hodowle wykonują BAER  szczeniętom, nim przekażą je nowym właścicielom ani o tym, czy osobniki dorosłe, używane do rozrodu obustronnie słyszą… Niestety, praktycznie równocześnie, właśnie w tamtym okresie, hodowla SanAgnes, którą wyszukałam sobie, po dłuuugo trwającym ”przeszperze” w internecie i wybrałam jako tę, z której psa (nawet peta) bym chciała, z uwagi na fakt, że Dogi Argentyńskie z tym polskim przydomkiem odznaczały się wyjątkowo wspaniałym wyrazem, nie do znalezienia nigdzie indziej w Polsce (Sorry, w tamtym czasie moim drugim wyborem była hodowla White Hunter, dogo z obu tych hodowli miałam przyjemność widzieć live na wystawach), zawiesiła swoją działalność. A niedługo potem mój tryb życia uległ znacznej zmianie i na tę chwilę częste wyjazdy wykluczają sens -z mojego punktu widzenia- wprowadzania do mojego życia odpowiedzialności w postaci Dogo Argentino. Jednak uwieńczeniem moich poszukiwań odpowiedzi na pytania, które u gwiazd FM spowodowały rzyganie jadem i  tzw pękniecie żyłek był tekst, który pierwszy raz opublikowałam na FM, we wrześniu 2011 roku:

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2013/07/05/dlaczego-pigment-jest-taki-wazny-dla-dogo-argentino-podsumowanie/: 

Teksty ukazujące się na blogu w późniejszym czasie sprawiły, podobnie jak wcześniej te zamieszczane przeze mnie na forach, że tzw hodowcom co rusz ”pękały żyłki” i zgodnie z przewidywaniem, opartym o rytm/”styl” w jakim dotąd pojawiały się -na internetowych forach- trolle szkalujące mnie i hodowców oraz posiadaczy DA, których podziwiam i szanuję, nieudacznicy kolejny raz ruszyli do ”ataku”. Muszę przyznać, że uważam, że zrobili wielką przysługę środowisku hodowców, posiadaczy i generalnie miłośnikom rasy Dogo Argentino, bo przyszli posiadacze dogo będą teraz uważniej śledzić internet i większym namysłem podejmować decyzję komu zaufać. Nawet jeśli tylko kilkoro z Państwa uniknie kontaktów z patologią polskiej kynologii, będę to poczytywać za sukces. 

Drodzy Państwo 🙂 czytajcie działy poświęcone rasie Dog Argentyński na forach ”Pupileo” (kiedyś ”Forum Molosy”) i ”Dogomania Forum”, zwracajcie uwagę na tzw nicki, czytajcie uważnie co kto pisze , jak to pisze (forma wyrażania ”myśli” drogą pisemną mówi wiele o człowieku), patrzcie na ”chemię” pomiędzy użytkownikami, ”kto od kogo ma psa” i czytajcie ze zrozumieniem, zwłaszcza to, co aktualnie dzieje się na FB.  

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu oraz grafik bez zgody autora jest zabronione.

www.facebook.com/zuzpasjaodogoargentino

 

 

FEJSBUKOWE TOWARZYSTWO WZAJEMNEJ ADORACJI ROZDAJE ‚LAJECZKI’, CZYLI KRYTYKA EKSTERIERU DOGO ARGENTINO NIE ISTNIEJE, NIE TYLKO NA WYSTAWACH, ALE NIE MA O NIEJ MOWY NAWET NA FACEBOOKU

Merytoryczna, obiektywna krytyka ”efektów pracy hodowlanej”, taka, zdawałoby się zupełnie bazowa, opierająca się o tzw eksterier psów, właściwie nie istnieje. Odnoszenie zapisów wzorca charakteryzującego Dogo Argentino do tego, co na ringach oraz na Facebooku prezentują poszczególni tzw hodowcy oraz zwykli posiadacze Dogów Argentyńskich, nie jest praktyką, mówiąc delikatnie ‚traktowaną zbyt poważnie’. Psów się ”nie rozkłada” ani na ”wystawach psów rasowych”, ani tym bardziej na Facebooku.

Na wystawkach wszystkim ma być ”miło”, żeby ludzie chcieli na nie jeździć (wcześniej uiszczając stosowną kwotę za zgłoszenie psa na wystawę). I by mieli poczucie, że ”nawet, jeśli tym razem się nie udało, na tej wystawie” (zdobyć tytułu niezbędnego do tego, by uzyskać uprawnienia hodowlane), ”to nie szkodzi, następnym razem się uda”. (Dzięki temu przyjadą znowu, wcześniej uiszczając opłatę itd., itd.). Jest więc miło. I zdecydowana większość zgłaszanych psiaków dostaje wysokie noty; szczenięta prawie zawsze są ”wybitnie obiecujące” a psy starsze ”bardzo dobre” (”Ocena „BARDZO DOBRA” (BDB) może zostać przyznana jedynie psu, który posiada typowe cechy rasy i ma zachowane proporcje oraz jest we właściwej kondycji. Nieliczne, drobne błędy mogą być tolerowane, o ile nie dotyczą budowy psa. Ta ocena może być przyznana jedynie psu wysokiej klasy.”) lub ”doskonałe” (”Ocena „DOSKONAŁA” (DOSK.) może być przyznana psu bardzo bliskiemu ideałowi wzorca rasy, będącemu w doskonałej kondycji fizycznej i psychicznej, który wykazuje harmonię oraz klasę w postawie i ruchu. Jego zalety jako przedstawiciela rasy pozwalają zignorować drobne niedoskonałości, ale piętno płci musi być wyraźne”). Jest miło, by ludzie zapisywali się do Związku i w nim zostawali (czyli płacili składki itd.). W efekcie można ”miło, szybko i bez zawracania głowy zrobić hodowlane uprawnienia” i być ”hodowcą”. ”Amatorsko” rozmnażać psy i inkasować za nie (już nie ”amatorsko”) określone sumy. I tak to się kręci. Jest miło, by ludzie chcieli pokazywać swoje psy na wystawach itd. itd. itd… I choć wystawy nie są ”przeglądami hodowlanymi” (czasem są z nimi łączone, ale czasem), są niezbędne, by hodowlane uprawnienia uzyskać… [EDIT 2018: Chociaż od tego też są wyjątki, patrz:  ”wady nabyte” i tzw specjalne przeglądy hodowlane dla psów z ”wadami nabytymi”. Czyli dla psów z uszami zmienionymi chirurgicznym zabiegiem o podłożu estetycznym: abbreviatio auriculae, potocznie zwanym; kopiowaniem/ korektą/ cięciem/ plastyką/ skracaniem/ uszu oraz dla psów z ciętym/ skróconym itp., ogonem. Ponieważ te smętne pseudo zaświadczenia o ”leczniczym kopiowaniu”, jako alibi dla zabiegu, który jest w Polsce od 1997 roku nielegalny, już nie przechodzą w ZKwP i nie można na taki świstek psów na wystawach ZKwP pod egidą FCI pokazywać, psy okaleczone, uprawnienia hodowlane dostają na specjalnych warunkach, poza wystawami… Wystarczy zapłacić za taki tzw przegląd.] 

Tym bardziej psów nie ”rozkłada się” na Serwisie Facebook, na którym przecież niby roi się od ”speców od rasy” i grup tematycznych rasie poświęconych. Nigdzie rzetelnie nie omawia się anatomii psów, ich zgodności z wzorcem rasy, tej tzw typowości (fenotypu w ogóle). Wszyscy wchodzą sobie w…

Potencjalny klient nie ma szansy zapoznać się z uczciwie omówionymi, publicznie dostępnymi, dokonaniami jednego czy drugiej hodowców [EDIT 2018 Tym bardziej, że aktualnie grupy nie są już publiczne… Wszystko przez te uszy…]. Wszelka merytoryczna krytyka, to temat tak drażliwy, że praktycznie w ogóle nie można pisać otwartym tekstem o ”fejsbukowych Dogach Argentyńskich” (w ogóle rasowych psach), inaczej niż tylko ”śliczne” i że ”pięknie nam wyrósł/a chłopak/ dziewczyna”. I to nawet na tych ”specjalnych grupach”, które są publiczne i dostępne dla wszystkich zainteresowanych rasą. Nawet, kiedy ktoś chwali się dogo-wypłoszem. A przecież przynajmniej ”parę osób” w Polsce doskonale wie, że Dog Argentyński nie powinien być w typie psa wyścigowego, charciego, o lekkiej kości i długich nogach. Że argentyn musi mieć mocny kościec, idący w parze z wyrazistą, dobrze zaznaczoną muskulaturą i zredukowaną do minimum tkanką tłuszczową. Głowa Dogo Argentino jest bardzo charakterystyczna; to połączenie stworzonej do chwytania i utrzymywania czaszki ze stworzoną do węszenia kufą. Oko jest niezwykle ważne dla wyrazu argentyna, podobnie fafle oraz górna lina głowy A dogo pozbawione esencji, owego wyrazu nigdy nie będzie miało podstawowej charakterystyki typu, pozwalającej uznać je za dobrego przedstawiciela rasy.

Żenada totalna, paranoja po korek

Tzw hodowcy trzęsą się o swój PR –”rozłożenie psa”, czyli opowiedzenie sobie o jego anatomii punkt po punkcie, zaznaczenie i nazwanie wszystkich jego zalet i wad, odczytują jako zamach na swoje ”dobre imię” (które przecież część z nich dawno już straciła) i ”próbę dyskredytowania” ich ”wartości”, jako ”hodowców”. To ”dobre imię”, niektórzy z nich stracili, nie tylko angażując się w fejsbukowe gównoburze czy publicznie przyznając (wspólne zdjęcia i ”wchodzenie sobie nawzajem w tyłek” przy różnych okazjach -uwieczniane na FB) do ”przyjacielskich kontaktów” z oszustami (ludźmi nieuczciwymi zarówno w stosunku do innych hodowców, jak i nabywców psów), specjalistami od kreowania fejsbukowych szitsztormów (pomawiania postronnych osób, grożenia im itp. itd.), ale i rozmnażając psy nieprzebadane pod kątem występowania u nich typowych dla danej rasy schorzeń o podłożu genetycznym (lub też używając do rozrodu osobników, o których wiedzą. że obciążone są np. dysplazją biodrową typu D (wynik RTG), ale utrzymują, że dany psiak ma wynik ”B” itp.) Ludzie bojący się krytyki, uchodzący powszechnie za ”doświadczonych”, nawet ”renomowanych” hodowców, sami, tym co, jako ”hodowcy” robią, tj. jak niszczą daną rasę, się dyskredytują, a psów ”rozkładać” i o wzorcu mówić nie pozwalają. Niektórym wydaje się, że samo ”manie” psa czy suki, czy (o zgrozo!) ”pary”, robi z nich kolejnych Martinez’ów…

Korekta

Mój profesor od malarstwa miał wspaniały i zupełnie nieoryginalny zwyczaj: raz w tygodniu, kilka godzin poświęcał na KOREKTĘ. Wszyscy kolejno musieliśmy ściągać zasłony z płócien i pokazać to, co stworzyliśmy. Odsłonić i… przyjąć na klatę krytykę. Czasem, w niektórych przypadkach ostrą, może nawet miażdżącą, ale zawsze merytoryczną i bardzo na temat. Ta krytyka, a właściwie korekta, nie miała na celu ”zawstydzenia” kogokolwiek, nie chodziło w niej o ”gnojenie”. Była nieodzownym elementem nauki, koniecznością, sposobem także na to, abyśmy mogli wzajemnie uczyć się od siebie i również w ten sposób sobie pomagać. Chodziło o to, by patrzeć i widzieć. Krytyka-korekta była przygotowaniem na oczywistość, o której wiele osób zapomina: tworzysz, więc musisz być przygotowanym na reakcje odbiorców. Bywało też, dla niektórych z nas, iż KOREKTA ograniczała się tylko do dwóch słów: ”Dobra robota”. Nie słyszało się ich często, niektórzy czekali na nie parę lat, ale satysfakcja, którą dawała korekta, sprowadzająca się do tych dwóch słów, była ogromna.

Słowa MAJĄ znaczenie

Zajmijmy się ”krytyką” od strony słów, których w necie (na ”fejsiku” i na forach) używają przeróżne osoby; hodowcy, posiadacze, nawet laicy, komentując poszczególne psy na zdjęciach lub filmach (szczególnie tych z wystaw), które zamieszczają znajomi tych ludzi albo zupełnie nieznajomi im posiadacze białych. Do ”ruszenia” tego zagadnienia, ostatecznie przekonała mnie fotka, zamieszczona na popularnej międzynarodowej fejsbukowej grupie o Dogo Argentino i słowo: ”MAGNIFIQUE” pod nim zamieszczone. Niektóre przypadki są tak… Powiedzmy, że ”specyficzne”, że komentować można je też tylko specyficznie albo wcale. Ja uznałam za żart, okrutny, ale jednak (chyba) żart, to, że ktoś porwał się na użycie słowa, które znaczy mniej więcej; ”wspaniały”, ”piękny”, ”cudowny”, ”imponujący”, ”okazały”, ”budzący zachwyt”, pod zdjęciem, otwierającym dzisiejszy wpis.

”Magnifique”?! WTF?

Pies z tego zdjęcia to skrajny przykład tego, jak Dog Argentyński wyglądać nie powinien i z czym się Dogo Argentino kojarzyć nie powinno, a mimo to ktoś pokusił się o tak skrajnie oderwany od rzeczywistości, po prostu absurdalny komentarz. Dlatego też to zdjęcie i komentarz pod nim, wybrałam jako idealny pretekst do poruszenia ”trudnego tematu” na fejsowej grupie o Dogo Argentino.

Ponieważ w przypadku tego dogo-mansona, petów generalnie, nie zmieniłam zdania, rozwijając temat, będę posługiwać się skrinami ze swoich komentarzy. Nie ”konsultowałam” pomysłu na ten wpis z osobą, z którą prowadziłam wymianę uwag i dlatego też nie będę wklejać w tym miejscu jej uwag -to raz. A dwa, ten zabieg pozwala mi czytelnie przedstawić mój punkt widzenia i moją ”tezę”. Mianowicie, że niezależnie od ”szczytnych intencji” lub choćby tylko ”zwykłej życzliwości” (może są jeszcze inne powody…?) skierowanej do właścicieli pecików, którzy po prostu ”kochają swoje pieseczki i bardzo się nimi cieszą”, posługiwanie się, szczególnie przez osoby ”świadome kynologicznie”, lub chcące za takie uchodzić, sądząc po ich PRowych działaniach na Serwisie Facebook, takimi samymi słowami w odniesieniu zarówno do zwierząt będących wybitnym przedstawicielami swojej rasy i tych, które… Cóż, są od tego ”rasowego piękna” dalej, gdyż są jedynie poprawne albo tych które są bardzo, bardzo daleko, bo są po prostu białe, albo są np. właśnie takimi dogo-mansonami, jest skrajnie nieuczciwe.

Z kilku przyczyn

Powiedziałabym, że to przede wszystkim nieuczciwość w stosunku do samego siebie (Ale może to mnie się tak wydaje, bo może zbyt dobrze o niektórych myślę i zbyto wysoko te osoby oceniam…). I że nie klei się to z tą kreacją na ”hodowcę” (i to ”doświadczonego”…). To nieuczciwość w stosunku do podobno ”ulubionej” i ”ukochanej” rasy, tej ”idei hodowli” (zasady Raymond’a Oppenheimer’a mówią co jest ważne w hodowli rasowego psa) i ludzi. Ludzi, którym bezpośrednio sprzedaje się kity -właścicieli petów. (Sorry, ale czasem tak jest, że ktoś coś sobie kupił, niby miało być super, ale wyrosło Byle Jakie Coś i nic się na to nie poradzi, i takie są fakty). To nieuczciwe także w stosunku do pasjonatów rasy, którzy w sieci szukają wiarygodnego źródła wiedzy i sędziów kynologicznych – czyli tych, których często ”się czepiamy, że ciągle nie kumają o co w tej rasie chodzi.” (A jak do ciężkiej cholery mają ”kumać”, skoro dostają ”sprzeczne komunikaty”?) Jakiś przykładowy Kowalski nie wie, że ktoś ”chce być miły” i dlatego pisze coś zaskakującego pod zdjęciem obiektywnie rasowo brzydkiego psa z np. lisim pyskiem… ”Kowalski” nie musi ”kumać” tego podziału na ”pety” i ”psy wystawowe” oraz ”psy hodowlane”, zwłaszcza, gdy dopiero zaczyna ”wkręcać się w rasę”. ”Kowalski” wchodzi sobie na forum, czy fejsbukową grupę, poświęcone rasie Dogo Argentino/ Dog Argentyński i ogląda zdjęcia, czyta komentarze… Czasem wie już kto jest hodowcą, ”autorytetem” i czuje, że coś jest ”nie halo”, jakiś nieprzyjemny fałsz. Czuje się też zdezorientowany, bo jak jednocześnie ”piękny” może być ten ”zabiedzony pecik z buzią jak u charta” i pies o głowie o doskonałych proporcjach i wzorcowym wyrazie, pies anatomicznie bliski ideału, o świetnym froncie, proporcjonalnej sylwetce etc.? No, jak?

Takie postępowanie, czyli zachwycanie się dogo-popłuczynami sprawia też, że ludzie będący właścicielami tych dogo-popłuczyn, śmiało wkraczają w świat ‚rozmnażaczy’ – producentów psów z metrykami i rodowodami honorowanymi przez Fédération Cynologique Internationale i z logo Związku Kynologicznego w Polsce. Powszechna aprobata dla tego, by psy nieposiadające wartości hodowlanej, określane były tymi samymi słowami, co psy które tę wartość posiadają, lansowanie tych petów na fejsie, skutkuje tym, że aktualnie, co rusz powstają kolejne hodowle, które startując z breeding stock stworzonym z petów, produkować będą jedynie kolejne peciszcza, dogo-popłuczyny, dogo-koszmarki.

Niby jak można ”czepiać się” ludzi, którzy pokupowali sobie (często sporo przepłacając) obleśnie brzydkie psy (od prowadzących w najagresywniejszy PR na fejsbuku) i mają ciśnienia być ”hodowcami”, chociaż nic nie wiedzą o kynologii i ”hodowli” nie wspominając? Jak, skoro min., zdjęcia tych ich psów, jak i zdjęcia psów ”hodowców” uparcie lansujących swoje peciszcza na fejsie, komentuje się, używając dokładnie takich samych określeń, jakich używa się autentycznie zachwycając się wybitnymi zwierzakami? Bywa, że skandalicznie słabe osobniki ”biorą rasę”. Upór właścicielki czy właściciela praktycznie z każdego brzydactwa może zrobić ”Championa”. Kasa, kasa, kasa… 

To niby nie ma znaczenia? Sorry, no bez kitu!

W szkołach nie ma ”plastyki” z prawdziwego zdarzenia, ludzie nie rozumieją idei ”piękna”, nie ogarniają, że piękno to matematyka, symetria, harmonia -nikt ich tego nie uczy, nikt nie rozbudza w nich potrzeby uwrażliwienia się na estetykę, sztukę, a nie każdy ma głód wiedzy, który ”nakręca” do ”poszerzania horyzontów”. Biedne ludki łykają te ”zachwyty” i im się wydaje, że na końcu sznurka mają coś wyjątkowego. Fakt, że dla mnie (czy niektórych z moich znajomych) rozłożenie psa, omówienie poszczególnych zalet i wad jego budowy albo zwrócenie uwagi na znaczące wady w jego pigmentacji (które u osobnika dorosłego wystarczą, by sukę czy psa zdyskwalifikować, jako hodowlaną/ hodowlanego, jeśli ma np. nie w pełni wybarwioną truflę nosową lub zbyt jasną tęczówkę) nie jest niczym trudnym, że ja patrzę i widzę, nie zmienia tego, że ogromna większość osób porywających się na ”manie psa” i hodoFlę, nie ma o tych podstawach pojęcia. Gdyby było inaczej, gdyby ”kumanie” tego co i dlaczego ”jest ładne”, było czymś powszechnym, ”stylizacja” na blacharę, zużytą prostytutkę lub typową ”opiekaną brytyjską świnkę z tłuszczykiem” w wersji hard blond/ krucza czerń, nie byłaby taka modna…

”Zachwycanie się” peciszczami, po to, żeby komuś zrobić przyjemność jest hipokryzją, a w najlepszym przypadku naiwną wiarą w to, że nie ponosi się żadnej odpowiedzialności za to, że jakiś ”patrzący-niewidzący” tzw Kowalski, za chwilę wymyśli sobie, że swojego pecika musi rozmnażać, bo ”Przecież Iksiński i ta Malinowska tak się zachwycali, a oni przecież wiedzą co mówią!” – No, właśnie nie: oni często pie…rzą głupoty.

Nie należy, szczególnie mając świadomość bycia przez wielu postrzeganym za ”autorytet” w danej materii, nieroztropnie używać niektórych słów, a to zdarza się niestety bardzo wielu psiarzom…

Nie ma powodu w ten sposób ”zachęcać” posiadaczy petów do rejestrowania przydomków i porywania się na hodoFlę. OD BRAKU MERYTORYCZNEJ KRYTYKI ZACZYNA SIĘ NISZCZENIE RASY. Z braku merytorycznej krytyki biorą się najprawdziwsze pseudo hodowle.

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora jest zabronione.

www.facebook.com/zuzpasjaodogoargentino

O SNUCIU POD PUBLICZKĘ OPOWIEŚCI O ”UŻYTKOWOŚCI” DOGO ARGENTINO, CZYLI POLOWANIE Z DOGIEM ARGENTYŃSKIM W POLSCE

SmallDislike

Opowieści dziwnej treści

Konsekwencja i jej brak w snuciu przez część polskich tzw hodowców Dogo Argentino, opowieści o potencjalnej (i podobno nie tylko) użytkowości ich psów jest (na swój sposób) fascynującą kwestią.

Niektórzy Hodowcy twierdzą, iż ”kładą nacisk na użytkowość argentynów”. Na ”utrzymywanie, zachowywanie i przekazywanie dalszym pokoleniom” tzw ”cech kluczowych dla rasy” i ”dla podtrzymywania jej pierwotnego przeznaczenia”. I że robią, to pomimo faktu, iż w Polsce, z Dogami Argentyńskimi w tradycyjnym dla tej rasy stylu (monteria) polować nie wolno. Pomimo, że w Polsce polować z psem/psami można jedynie w ramach przepisów obowiązującego u nas prawa, a te uniemożliwiają wykorzystywanie Dogów Argentyńskich do/w monterii. I Że robią to po to, by ich psy (gdyby [jakimś cudem] trafiły do rodzimej Argentyny) wciąż ”mogły wykazać się cechami niczym nieustępującymi rdzennie argentyńskim Argentynom”.

Serio?

Kiedy czytamy komentarze pod zdjęciami; na forach internetowych, na grupach i w publicznej części facebook’owych profilów (tzw) hodowców i niektórych nadgorliwych nabywców, możemy wyłapać rzucone ”mimochodem” uwagi na temat cech, które (podobno) ”możemy zaobserwować” u ich psów (psów widocznych na zdjęciach). Teksty te służą praktycznie tylko do podtrzymywania kitów o ”zgodności z wzorcem” i ”oku” hodowcy, który zostawił sobie takie właśnie ”wybitne” psy do hodowli. No i czasem też możemy przeczytać nieśmiało przemycony komentarz na temat tego, kto i gdzie ”sprawdzał” swoje psy… W większości przypadków, w rzeczywistości chodzi o sytuacje, w których podczas spaceru pies ”urwał się” i pobiegł za dzikiem w las… Potem do takiej przygody dorabia się całe zaplecze ”o tym, jak to się miało okazję przekonać, o ‚zachowaniu cech typowych dla rasy’, u swojego psa”… W końcu dziś Facebook czy forum internetowe, są jak papier i przyjmują wszystko.

Podobno 

Osoby, które w Polsce ”polują” ze swoimi Dogami Argentyńskimi (o ile naprawę to robią), nie wypisują głupot na forach. I przede wszystkim, podobno polują z tymi Dogo Argentino tak, jak poluje się z wyżłami czy posokowcami… Czyli, że biały ”podejmuje ślad i tropi”… Że taki argentyn idzie górnym wiatrem albo (od zestrzału) po farbie/za posoką a potem… odpuszcza. I nie robi tego, czego należałoby się po nim spodziewać w związku z tym, że to Dogo Argentino… … … Pozostaje wierzyć, że o ile naprawdę mamy w Polsce takich myśliwych, to są to jakieś wybitne jednostki, którym naprawdę udało się tak ułożyć ich psa/psy, że nie uderza/ją w zwierzynę, gdy mają ją do niej dostęp i mają ją ”na widelcu”, tylko odpuszczają i czekają aż myśliwy zwierzynę ustrzeli… Że te Dogi Argentyńskie, jak to się mówi ”nie mają kontaktu” ze zwierzyną… (Tego ”kontaktu”, który tak podnieca różnych ziótków, oglądających na YT filmiki z dogo ”w akcji”.) Nie wierzę w to. Ale o tym wątku ”użytkowości”, kiedy indziej. Teraz zajmijmy się ”użytkowością” od strony anatomii.

”Forum pierwszego kontaktu”

Na takim właśnie, kiedyś popularnym, jako ”forum pierwszego kontaktu” dla osób zainteresowanych Dogo Argentino, forum, które ostatnio zmieniło nazwę, prowadzone były jakiś czas temu, mocno przeintelektualizowane wywody na temat braków w uzębieniu, które zdaniem forumowych gwiazd tamtego czasu, były/są ”zamachem na użytkowość” Doga Argentyńskiego i z tego powodu ”Psy z brakami (w uzębieniu) powinny być usuwane z programów hodowlanych”*. Było to o tyle śmieszne, że przy ”klasie” prezentowanych tam psów, ich tzw ”typowości” itd., osoby robiące ”skandal” z braków w uzębieniu, powinny wziąć buzię w ciup i w ogóle się nie odzywać. Braki w uzębieniu, dyskutowane jako ”zbrodnia przeciw użytkowości”, gdy forum roi się od zachwytów nad osobnikami anatomicznie słabymi, niekiedy obciążonymi wręcz ”walącymi po oczach” wadami, psami, których dodatkowo ani jakość słyszenia nie jest znana, ani wyniki RTG, (przynajmniej) stawów biodrowych i łokciowych, a które mają uprawnienia hodowlane i są rozmnażane, to farsa. Gdyby powtarzające się (o podłożu recesywnym) braki w uzębieniu, miały być największym problemem Dogo Argentino, dogo-świat byłby piękny. Dodajmy, że gdyby te braki miały być powodem do dyskwalifikacji zwierzęcia, jako osobnika ”niewartego użycia w programach hodowlanych”, mogłoby okazać się, że się połowa psów prezentowanych na tamtym forum, nie powinna się urodzić albo być rozmnażana… ”Najstarsi górale” 😉 związani z początkami hodowli argentynów w Polsce, pamiętają (i wciąż mają) zdjęcia najmocniej lansowanych na tamtym forum, szczerbatych założycieli linii…

Tak więc, traktowany wybiórczo i nachalnie lansowany swego czasu, temat ”braków w uzębieniu”, to jedyny wątek związany z anatomią, która nierozerwalnie łączącą się ze zdolnością do użytkowości danego zwierzęcia, jaki kiedyś ”na serio” podjęto publicznie w odniesieniu do Dogo Argentino urodzonych w Polsce, na tamtym bardzo specyficznym forum… Niestety merytoryczne, wartościowe dyskusje o anatomii to temat poruszany tam z największą niechęcią. W istocie ”anatomia” białych, to temat w ogóle nieporuszany…

Najpopularniejsi, dzięki kitom z for a dziś i fejsbuka, tzw hodowcy, nie chcą albo wręcz nie są w stanie (nie umieją, mają oczy, ale nie widzą i po prostu brak im wiedzy) patrzeć na Dogo Argentino jako ”zagadnienie” w sposób całościowy. W tych swoich publicznych ”wywodach”, które zdarzają im się dla ”podlansowania się” w oczach potencjalnych klientów (nabywców szczeniaków) nie łączą z sobą wszystkich aspektów, które muszą się wzajemnie uzupełniać, by decydować o tym, w naszych polskich warunkach CZYSTO TEORETYCZNIE, czy dane zwierzę w istocie byłoby zdolne do polowania w argentyńskim stylu… Właściwie to do jakiegokolwiek polowania w ogóle, nawet tylko takiego w stylu ”staropolskim”…

Drodzy czytelnicy, wystarczy odrobina inteligencji, by wiedzieć, że to nie brak jakiegoś zęba* zdecyduje o tym, czy jakiemuś Dogo Argentino uda się zwierzynę;

dogonić (poprawna budowa ciała w części odpowiadającej za napęd; solidny kościec, umięśnienie, kątowanie, budowa łapy i wydolność układu oddechowego; głęboka klatka piersiowa, w której płuca i serce mają dość miejsca, prawidłowa budowa czaszki),

pochwycić (odwaga, wrodzony instynkt, prawidłowa budowa czaszki; szczęk, siła, którą dają prawidłowa budowa całego ciała i trening, bo TYLKO ORGANIZM PSA, KTÓRY JEST  W   FORMIE (I JEST NAUCZONY  J A K  POLOWAĆ), JEST W STANIE SPROSTAĆ OGROMNEMU WYSIŁKOWI JAKIM JEST  P O L O W A N I E),

utrzymać (budowa, siła, trening, poprawny chwyt; właściwy zgryz i ROZMIESZCZENIE ZĘBÓW** i krótkie fafle, pozwalające na swobodne oddychanie psu trzymającemu zwierzynę).

Wiele czynników decyduje o zdolności lub jej braku do sprostania wyzwaniu, jakim jest ta czysto teoretyczna monteria, do której to niby mają być zdolne ”wszystkie” rodzące się w Polsce Dogi Argentyńskie. Doprecyzuję, że mam na myśli Dogo Argentino urodzone w hodowlach zarejestrowanych w stowarzyszeniu Związek Kynologiczny w Polsce. Inne twory i stowarzyszenia, w których rozmnaża się psy tej rasy/”w typie rasy”, na tę chwilę nie dają wiarygodnych podstaw do traktowania ich jako alternatywy. Nad czym, podkreślam, że ubolewam, gdyż mierżą mnie buta i arogancja znaczącej części członków ZKwP, uznających, że sam fakt przynależności do Związku Kynologicznego w Polsce czyni z nich święte krowy, nawet gdy dopuszczają się praktyk pseudohodowlanych. Brzydzą mnie też praktyki osłabiające i ograniczające, konkurencję, praktyki monopolistyczne, których dopuszczają się niektórzy członkowie ZKwP, obnażając przy tym swój brak zrozumienia zasad konkurencji i wolnego rynku. Zaciekłe, niejednokrotnie pozbawione podstaw a czasem dające wrażenie obłąkańczego, bronienie i tak już dominującej pozycji ZKwP, tego monopolu Związku Kynologicznego w Polsce, przez tzw kynologów, będących członkami tego stowarzyszenia, jest działaniem szkodliwym dla polskiego rynku kynologicznego. Miejmy nadzieję na zmiany w najbliższej przyszłości. Być może osoby zajmujące się rozmnażaniem psów tej (i nie tylko) rasy w strukturach innych niż ZkwP, zasłużą na nasze zaufanie? W przypadku argentynów z pewnością pomogłoby w tym bezwzględne, obligatoryjnie narzucone (w regulaminie danego stowarzyszenia) jako element kwalifikacji hodowlanej, przeprowadzanie badań w kierunku wykluczenia jednostronnej głuchoty (BAER TEST), wad aparatu ruchu (min. RTG) oraz serca u osobników używanych do rozrodu. Oraz testy psychiczne z prawdziwego zdarzenia… Gdyż z punktu widzenia tzw konsumenta, potencjalnego nabywcy psa, właśnie certyfikowane wyniki badań znacząco podnoszą zaufanie do producenta danego towaru. (W tym przypadku hodowcy rasowego psa i jego ”produktu”, którym jest dziś pies -hodowla rasowych psów nazywana jest ”amatorską”, ale członkowie ZKwP też sprzedają psy nabywcom za określone i wcale niemałe kwoty). Jest to coś, czym inne stowarzyszenia zrzeszające osoby rozmnażające psy rasowe, mogą o klientów zawalczyć. I coś, czego wciąż nie rozumieją w strukturach ZKwP. (O tym jak i to niestety w przytłaczającej większości przypadków, członkowie ZKwP, tzw hodowcy, reagują na samo tylko upublicznienie przez nabywcę pieska, informacji, że ”psiak z hodowli X cierpi na schorzenie Y” można przekonać się śledząc to, co dzieje się na fejsbukowych grupach o tematyce kynologicznej…) Pozostaje także nie tracić nadziei, że ograniczeni umysłowo członkowie ZKwP kiedyś pojmą, że ograniczanie dostępu do rynku osobom, które chcą psy hodować, ale oczekują wyższych niż obowiązujące w ZKwP standardy (np. obowiązkowe badania DNA potwierdzające treść rodowodów), ograniczanie poprzez min. tzw czarny PR, nie robi z nich ”prawdziwych hodowców” ani ”uczciwych ludzi” a z tych, których oczerniają ”pseuduchów”. Konkurencja jest zjawiskiem pożądanym, gdyż prowadzi do poprawy jakości towarów i usług, a także zakresu ich wyboru. Przeciwdziałanie kształtowaniu się warunków niezbędnych do powstania i/lub rozwoju konkurencji, poprzez np. działania dyskredytujące potencjalnych nabywców, co do których choćby jeden tylko członek ZKwP podejrzewa, że być może zechcą danego psa z rodowodem ZKwP/FCI, użyć do hodowli pod szyldem stowarzyszenia innego niż ”jedynie słuszny Związek Kynologiczny w Polsce”, narzucanie ”podejrzanym” uciążliwych warunków umów, pokazują jak poważny jest problem. Kiedy jakiś ‚byt’ ma monopol, nie jest istotne jak ten ‚byt’ funkcjonuje. W świecie kynologicznym jeśli standardowo np. odmawia się sprzedaży szczeniąt osobom, które są zarejestrowane w stowarzyszeniu hodowców, w którego regulaminie wpisane są jako element kwalifikacji hodowlanej np. badania wykluczające dysplazję dla wszystkich używanych w programach hodowlanych osobników i/lub obowiązkowe testy DNA potwierdzające zawartość rodowodów, nazywając przy tym tych odrzuconych klientów/ niedoszłych nabywców pseudohodowcami, uniemożliwia się takim osobom nie tylko pozyskanie psów o tzw udokumentowanym pochodzeniu (którym tak się wszyscy w ZKwP szczycą…), ale zamyka się im możliwość działania poza strukturami ZKwP, które ciągle ucieka od wymogów badań… Wróćmy do czynników decydujących o zdolności (lub jej braku) do sprostania wyzwaniu jakim jest ta, w polskich warunkach czysto teoretyczna monteria i skupmy się po prostu na sprawności Doga Argentyńskiego.

Sprawny Dogo Argentino

To zaczyna się od sposobu sprawowania opieki nad szczenięciem. To, jak będziemy o psa dbać my, jak hodowca dba o jego rodziców, decyduje o prawidłowym (bądź nie) rozwoju kośćca i masy mięśniowej. Właściwe, mądre, dostosowane do potrzeb tej konkretnej rasy żywienie jest niezbędne. Niedożywiony/źle żywiony szczeniak/młody pies nie rozwinie się w optymalny do wymagań, sposób. I nie będzie zdolny do monterii w tej nawet czysto teoretycznej wersji.

Stąd wzorzec rasy przewiduje wzrost minimalny, oraz jego górną granicę. Osobniki o cechach gigantyzmu czyli wzroście powyżej 68 cm, który wciąż traktowany jest jeszcze jako górna granica dla samca rasy Dogo Argentino, choć Argentyński Klub Rasy obniżył tę granicę i wymaga, by samce nie przekraczały wzrostu 65 cm w kłębie, jest niedopuszczalny szczególnie u suk, które nie powinny przekraczać 65 cm, a jak wymaga Argentyna 64 cm w kłębie.

Drodzy czytelnicy, pamiętajcie, Dogo Argentino to nie koń, nawet nie kucyk. Dogo Argentino to pies, jedyny na świecie myśliwski molos rasy dosłownie zaprojektowanej, począwszy od wizji twórcy, do uzyskania przez niego optymalnego efektu. Nie tolerujmy niszczenia tego skończonego dzieła przez partaczy mających pomysły na ”poprawianie” cech, które zostały szczegółowo i jasno opisane, zdefiniowane przez wzorzec rasy Argentyńskiego Klubu Dogo Argentino. Pamiętajmy, dr. Jose Luis Forlla sam robi wyjątki tylko dla egzemplarzy wybitnych (Jeżeli ktoś ma wątpliwości, niech sprawdzi znaczenie słowa ”wybitny” w słowniku) i że czyni to, jako człowiek postrzegający tę wybitność w szerszej, powiązanej z monterią, perspektywie: http://dogoargentinoclub.pl/info/wzorzec/uwagi-na-temat-wysokosci/. Przypomnijcie sobie o powyższych faktach, kiedy następnym razem rzuci się wam gdzieś w necie w oczy połączenie wyrazów ”dogo” i ”użytkowość”. I pamiętajcie o tym odwiedzając wystawy psów rasowych, oglądając fotki ”championów” na stronach hodowli itp. Nie dajcie sobie wciskać kitów. Nauczcie się patrzeć i łączyć fakty. Zdolność do ”sprawdzenia się podczas polowania na grubą zwierzynę”, do polowania w klasycznym, przypisanym do tej rasy stylu, jest możliwa tylko u zwierząt posiadających jak najmniejszą liczbę wad anatomicznych. Każdy błąd anatomii obniża wydolność organizmu i wpływa niekorzystnie na użytkowość psa. Do tego dane zwierzę musi mieć instynkt i odwagę, czyli cechy psychiczne. Hodowca i/lub właściciel, który twierdzi, że jego pies byłby w stanie sprostać polowaniu na grubego zwierza w stylu przypisanemu tej rasie, sam także musi spełnić określone kryteria. Argentyn nie jest psem dla ludzi nieaktywnych i/albo rozchwianych psychicznie, niebędących w stanie być dla psa tej rasy przewodnikiem na co dzień i partnerem podczas treningu. A obie te rzeczy są niezbędne psom niezależnie od rasy, ale w przypadku białych są konieczne dla zachowania równowagi psychicznej psa oraz zapewnienia bezpieczeństwa otoczeniu, w którym ten przebywa. Hodowca/właściciel, który sprawia wrażenie, że nie jest/nie byłby w stanie zapewnić psu odpowiedniej ilości ruchu i treningu, nie jest/nie będzie w stanie zapewnić mu odpowiedniej ilości ruchu i jakości treningu. (To samo tyczy się nabywców szczeniąt.). Kiedy hodowca/właściciel wygląda jak ktoś, kto bardzo lubi jeść, ale najwyraźniej ma problem ze spalaniem kalorii to nie jest ktoś, kto trenuje z argentynem. Niektórym wydaje się, że można puścić psa luzem, jechać samochodem obok niego i to wystarczy. Nie. Nie wystarczy. Może to może być ”uzupełnienie”, ale na pewno nie ”podstawa” i jedyna forma ”treningu”. Przy białych sylwetkę utrzymuje się bez większych wyrzeczeń. Z argentynem się nie tyje.

I chociaż nie wszyscy Argentyńczycy polujący ze swoimi psami są ”fit”, to pamiętajmy, polscy hodowcy muszą starać się kilka razy bardziej, bo w Polsce nie można ”puścić dogo” za dziką zwierzyną, której na koniec wbija się nóż w serce. (Na marginesie, kto z tych posiadających psy ”mogące konkurować” z argentyńskimi, hiszpańskimi czy na przykład francuskimi, byłby w stanie sprostać im, jako ich prawdziwy partner?  (To pytanie retoryczne.) Dlatego polscy posiadacze DA muszą wymyślać swoim psom inne rozrywki. A pierwszym dowodem na to wymyślanie rozrywek jest forma lub chociaż brak zadyszki u hodowcy/właściciela psa po minimalnym wysiłku fizycznym.

Na koniec, jeżeli hodowca sprawia na was wrażenie powodujące, że za najwłaściwsze uznajecie, że najkorzystniej byłoby dla niego, żeby pogadał z kimś takim, jak Cesar Millan albo inny trener personalny, który pomoże mu uzyskać stan calm assertive energy (wskazówki CM, dotyczące formy psychicznej są nie do przecenienia), nie kupujcie od niego szczeniaka. Taki ktoś sam potrzebuje pomocy, nie liczcie więc, że w przyszłości, kiedy natraficie na pierwsze wychowawcze problemy ze swoim dogo, ten ktoś pomoże wam, udzielając rzeczowych wychowawczych wskazówek…

Zuza Petrykowska

*Nie wolno kojarzyć z sobą osobników, u których powtarzają się wady

** Braki w uzębieniu mają znaczenie, kiedy przychodzi do chwytania

fot. http://www.proairsoftsupplies.co.uk/acatalog/3d_pvc_facebook_dislike_finger.html

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu oraz zdjęć bez zgody autora jest zabronione. 

www.facebook.com/zuzpasjaodogoargentino

DOBRY HODOWCA DOGO ARGENTINO, CZYLI JAK ROZPOZNAĆ GODNEGO ZAUFANIA HODOWCĘ DOGÓW ARGENTYŃSKICH?

 

imagesCAWMK512

Dobry hodowca przede wszystkim mówi nam o tym, jak wymagająca jest to rasa.

Ostatnio, z uwagi na to, że argentyny stają się niestety coraz bardziej popularne, ich wizerunek  -w rzeczywistości rasy niesłychanie wymagającej w prowadzeniu- uległ bardzo kłamliwemu ”zespanieleniu”.

Czym jest to ”zespanielenie”?

Proszę przejrzeć internetowe fora. Wszystkie te infantylne, niemające absolutnie żadnej merytorycznej wartości posty, niektórych właścicieli i hodowców DA, o ”ślicznych pieskach”, ”kochanych chłopczykach” i ”słodkich dziewczynkach”, opatrzone tonami emotek, serduszek i wykrzykników – wszystkie one są o psach. Nie dzieciach, a o psach. O psach potencjalnie bardzo niebezpiecznej rasy, które forumowi ignoranci przedstawiają w świetle, które nieobeznanemu z tematem Dogo Argentino ”Kowalskiemu”, może ją ”reklamować”, jako taką tylko troszeczkę, minimalnie inną ”wersję” spaniela, może labradora – milutkiego pieska, którego można fotografować w przeciwsłonecznych okularach, z niemowlakami na kocykach, generalnie psa dla każdego, kto nie obawia się ”typowych dla dogo uczuleń” i ”kiedyś już miał psa”…

Nie ma większej nieodpowiedzialności i nieuczciwości od rozpowszechniania jako prawdziwego takiego ”look’u” tej rasy!

[Polecam także podejrzeć publicznie dostępne Facebookowe profile hodowców i szeregowych posiadaczy Dogo Argentino – im więcej infantylizmu albo zaburzeń emocjonalnych (szczególnie takich ostrych, typu border line), tym gorzej. Popatrzcie sobie kto się z kim ”przyjaźni”, kto komu ”cukrzy” i wchodzi w…]

Dogo to myśliwski molos. Molos z silnym łowieckim instynktem, któremu nie każdy jest w stanie sprostać.

Dobry Hodowca nie sprzedaje szczeniąt przez nachalne wciskanie kitów na internetowych forach. Unika infantylizmów i cechuje go konkret w podejściu do tematu ”Moja Hodowla”.

Dobry Hodowca nie ma ”ciśnienia”. Ma możliwość/ warunki zatrzymać szczenięta u siebie, jeżeli zajdzie taka konieczność i nie musi za wszelką cenę ich ”wypchnąć” pierwszym lepszym chętnym na ”białą kluskę”. Nie stara się wcisnąć nam szczeniaka, klepiąc nas po pleckach na do widzenia. Zamiast tego rozważa czy będziemy nadawać się na opiekuna dogo. Nie chce, aby pies z jego przydomkiem w przyszłości, Z NASZEJ WINY spowodował nieszczęście. Nie chce, by ”jego” pies trafił do schroniska i nie chce także, by do niego – hodowcy, wrócił. Odbieranie psów opiekunom to coś, czego nie życzy sobie żaden hodowca. Tego typu ”interwencja” to dla hodowcy porażka. Niestety ZDARZA SIĘ, że ludzie sprawiający dobre wrażenie, zawodzą hodowców.

Konieczność szukania odpowiedzialnego opiekuna, umiejącego ”naprawić” – czytaj: zresocjalizować zepsutego przez nieodpowiedzialnego ”opiekuna” psa, jest nie lada wyzwaniem i wymaga czasu. Pociąga także za sobą określone koszty. I nie zawsze się udaje.

I najczęściej spoczywa na samym hodowcy.

Dogo traktowane od szczeniaka niefrasobliwie, jak gdyby były spanielami czy labradorami, zaskakują swoich opiekunów dosyć szybko… Są dominujące i agresywne w stosunku do całego otoczenia (Podawanie psu środków uspokajających to nie jest sposób na życie…). Wyprowadzić na prostą takiego psa, umie tylko doświadczony psiarz. I praktycznie nigdy nie jest nim psuj, który zwichrował psu psychikę…

 

WARTOŚĆ HODOWLANA czyli BAER & Co.

Dobry Hodowca wypuszcza od siebie przebadane szczeniaki.

Nie powinnam musieć rozwijać tego punktu, ale mimo wszystko (wielkodusznie) to zrobię.

Dobry Hodowca szczegółowo omówił i wymienił badania, którym podda szczenię, zanim je nam przekaże. Ilość/ rodzaj badań zależeć będzie od rodzaju umowy, którą spisujemy: czy po prostu psa nabywamy, czy bierzemy psa na umowę współwłasności, czy na tzw warunek. Umowa, którą podpisujemy z hodowcą jest dopasowana do potrzeb i oczekiwań obu stron.

Nie wolno używać w programach hodowlanych psów z uszczerbkiem słuchu. Dlatego rodzice szczeniąt muszą być przebadani pod kątem jakości słyszenia oraz innych schorzeń (w tym dysplazji) a potem szczenięta, zanim trafią do nowych domów, także muszą przejść BAER TEST.

Chodzi o odpowiedzialność i uczciwość w stosunku do osób, które stają się opiekunami psa – nikt nie musi kupować/ przysposabiać psiego inwalidy, nawet kiedy mówimy o pół-inwalidzie, a o takie psy chodzi najczęściej.

Szczególnie upośledzenie musi zostać wykluczone, gdy kupujemy psa ”z potencjałem” (choćby tylko wystawowym).

Chodzi o uczciwość w stosunku do HODOWLI RASY JAKO TAKIEJ: utrzymywanie poziomu i przestrzeganie wzorca rasy.

Używanie w programach hodowlanych półgłuchych psów jest obrzydliwą hipokryzją, bo przynajmniej w teorii, hodowla to selekcja w kierunku uzyskania jak najdoskonalszych egzemplarzy. Hodowca używający, w programach hodowlanych nieprzebadanych psów jest nieuczciwy w stosunku do idei jaką jest, jeśli nie poprawianie, to przynajmniej nie psucie rasy. Głuchota jest wadą dyskwalifikującą. Fakt, że we wzorcu nie doprecyzowano czy chodzi o głuchotę całkowitą czy jednostronną nie jest żadnym ”przyzwoleniem”. Mimo to niektórzy interpretują ten zapis bardzo luźno, wychodząc z założenia, że ”jak go obserwuję, to widzę, że słyszy” (no comment) – ”czyli słyszy przynajmniej na jedno ucho, czyli głuchy zupełnie nie jest” – I dla takich ludzi BAER wciąż nie jest obowiązkowy.

Chodzi o potwierdzenie wartości hodowlanej suki lub psa hodowlanego.

Zwierzę musi:

Normalnie słyszeć (70 decybeli w obojgu uszach)

Mieć w pełni wypigmentowane tęczówki oczu, bez niebieskich luk i refleksów. Oczy nie mogą być jasne. Trufla nosowa także musi być poprawnie wybarwiona a więc w pełni wypigmentowana na czarno. (Tatuowanie nosów w ”różowe kropki” jest ku…estwem)

Samiec musi posiadać oba jądra w worku mosznowym (implanty jąder się nie liczą), suka musi mieć normalne cieczki, czyli mieć normalnie funkcjonujący układ hormonalny.

Być wolne od zmian dysplastycznych

Przewlekłych alergii

Mieć poprawny nożycowy, ewentualnie cęgowy zgryz (korygowanie zgryzu jest ku…estwem)

Mieć zrównoważony temperament, czyli być psychicznie stabilne i niereakcyjne

Zwierzęta niespełniające tych kryteriów eliminuje się z hodowli.

I DOPIERO NA KOŃCU DOGO ARGENTINO MUSI BYĆ ANATOMICZNIE (w znaczeniu wymogów wzorca rasy), POPRAWNIE ZBUDOWANYM PRZEDSTAWICIELEM SWOJEJ RASY – na takich psach prowadzi się selekcję w kierunku uzyskania jak najlepszych przedstawicieli*.

 

Alergia oraz legendy na jej temat

Dobry Hodowca nie rozmnaża psów z przewlekłymi alergiami.

Dobry Hodowca udzieli nam wyczerpujących informacji na temat sposobu karmienia odpowiedniego dla naszego psa. Nie ma najmniejszego sensu przeprowadzanie eksperymentów żywieniowych na dogo. Jeżeli hodowca proponuje nam określoną, w swojej hodowli i na swoich psach wypróbowaną karmę, nie ma sensu upierać się z testowaniem innych. Naprawdę, jednym z największych idiotyzmów, których dopuszczają się nowi właściciele dogo jest ”wybudzanie” u swojego psa alergicznych reakcji podczas szukania dla niego czegoś innego, niż to co proponuje nam hodowca. Wielu posiadaczy dogo, zrobiło ze swoich psów alergików właśnie w taki sposób. Efekt końcowy jest taki, że okazuje się, że mamy psa, który alergicznie reaguje na wszystko: wodę w kałuży, pyłki traw – wszystko. A zrobiliśmy to sobie -choć właściwie to jemu- sami. Swoją głupotą. Wybierając sposób żywienia psa nie wolno postępować chaotycznie. Osobiście nie jestem fanką suchych karm, sama unikam przetworzonej żywności i nie widzę powodu, aby serwować ją psom. Jednak wprowadzanie nowej diety, ”przechodzenie” na inny sposób żywienia niż ten, który dotąd stosował hodowca, musi odbywać się uważnie, pod kontrolą (Pisanie postów na fejsbukowych grupach i pytanie przypadkowych osób o ”porady żywieniowe” jest skrajną głupotą i nieodpowiedzialnością.)

Generalnie wszystkie porady żywieniowe, których udziela nam Dobry Hodowca należy brać sobie mocno do serca i się do nich stosować.

 

 

Trenninig

Dobry Hodowca powie nam słów kilka o treningu dogo. Jeżeli ktoś z was zachwycił się wyjątkowym egzemplarzem dogo np. podczas wystawy, to musicie wiedzieć, że TAKI EFEKT UZYSKUJE SIĘ CIĘŻKO Z PSEM PRACUJĄC. Wasz pies będzie rozlazłą galaretą i w życiu nie będzie wyglądał tak, jak ”tamten pies z wystawy”, jeżeli nie będziecie z nim odpowiednio pracować. Wiele dogo, które można obejrzeć podczas dog shows mogłoby wyglądać znacznie lepiej/ korzystniej (nawet pomimo wad), gdyby ich właściciele umieli zadbać o ich trening. Niestety niezwiązane grzbiety u dorosłych psów, zero mięśni, fatalnie umiejscowione i ułożone łopatki, ogólna wątłość i bylejakość to często efekt zaniedbania opiekunów, a nie jedynie genetyki danego psa.

To nie jest tak, ze dogo się po prostu ma i już. I ”samo z siebie się takie fajne zrobi, jak podrośnie”. Nic z tego. Można mieć to szczęście i dostać szczeniaka ze świetnego skojarzenia po anatomicznie bardzo dobrych, jeżeli przynajmniej nie przyzwoitych rodzicach i go zwyczajnie w świecie zepsuć. Zepsuć tym nic-nie-robieniem-z-nim. A pewnych rzeczy się w późniejszym wieku nie nadrobi.

Można także zepsuć psa debilnym, niedostosowanym do jego wieku (momentu rozwoju kośćca i tkanki mięśniowej) ”treningiem”. Łatwo molosowi przeciążyć stawy, doprowadzić do nabytych uszkodzeń takich jak kulwizny… Dobry Hodowca służy radą, dba o swoje ”dziecko”, pilnuje opiekuna i OPIEPRZA go w razie potrzeby. A inteligentny właściciel pamięta, że pomysł, żeby półroczny szczeniak biegł kilka-naście/ dziesiąt kilometrów za rowerem JEST SKRAJNYM DEBILIZMEM.

 

”Widziałem TAAAKIEGOOO Dogo Argentino”

W przypadku Dobrego Hodowcy najbardziej charakterystyczne jest to, że kiedy myślimy o jego psach, przewijamy sobie w głowie obrazy z wystaw, przypominamy sobie widziane na nich dogo, uderza nas to, że nigdy nie mieliśmy okazji zobaczyć słabego psa z przydomkiem tego Dobrego Hodowcy.

Dzieje się tak dlatego, że Dobrzy Hodowcy dbają o to, by na wystawach nie były pokazywane egzemplarze, które mogłyby przynieść im… wstyd.

Nigdy. Nie. Mieliśmy. Okazji. Zobaczyć. Na. Wystawie. Słabego. Psa. Z. Przydomkiem. Tego. Dobrego. Hodowcy.

Dziś zdanie o tym, które psy są dobre, a które nie, można wyrobić sobie już w ciągu roku -jeżeli ktoś się bardzo uprze. Trzeba tylko pojeździć na wystawy… I oglądać. (A jeszcze lepiej jest pojeździć sobie po hodowlach, czyli odwiedzić poszczególne hodowle. Tylko pamiętajcie: nie chodzi o to, by spośród ”takich sobie” psów wybrać najmniej byle jakiego.)

Dobre Dogo Argentino jest psem szlachetnym w wyglądzie, majestatycznym, atletycznym, o mocnym kośćcu. Patrząc na takie zwierzę czuje się jego siłę, zwinność, jednym słowem MOC. Oglądane w ruchu tak samo zachwyca (No niestety są psy, które ”ładnie” wyglądają tylko stojąc. Kiedy zaczynają się ruszać, kłusować ich urok znika, ukazując wszystkie wady budowy i poważne problemy ze stawami…).

Jeżeli przyjeżdżamy na wystawę oglądać dogo na żywo, chcemy poczuć na własnej skórze te ciarki, które wywołuje podziwianie cudu natury, wszystko to, o czym piszą reklamując nam swoje hodowle hodowcy i hodofffcy (poczuć ”moc tych nagród”, zobaczyć efekty tych ”super-extra kryć” i przekonać się o ”niesamowitych importach”) i nie czujemy nic poza rozczarowaniem w rodzaju ”To, to miało być to? To o to tyle szumu? Hmm… Kurcze miałem/am wrażenie, że to inaczej ma wyglądać” – to zaufajmy swojemu instynktowi, bo PRAWDZIWA SZTUKA BRONI SIĘ SAMA. Z Dogo Argentino jest dokładnie tak samo – zwierzę pozbawione tej charakterystycznej MOCY – a rozczarowanie oznacza, że oglądane psy jej nie mają- nie ma cech typowych dla przedstawiciela swojej rasy.

Oglądanie Dobrego Dogo to zawsze jest ogromna przyjemność, nigdy rozczarowanie dla oglądającego. No, chyba, że jednak…

Powróćmy do: Nigdy. Nie. Mieliśmy. Okazji. Zobaczyć. Na. Wystawie. Słabego. Psa. Z. Przydomkiem. Tego. Dobrego. Hodowcy.

Nie dzieje się tak dlatego, że u Dobrego Hodowcy nie rodzą się także słabe psy (Na marginesie u Dobrych Hodowców rodzi się najwięcej ”słabych” psów, bo Dobrzy Hodowcy niesłychanie wysoko stawiają sobie poprzeczkę i selekcjonują ”zaokrąglając wzwyż”, czyli oni wręcz czepiają się bardziej niż trzeba.

Po prostu Dobry Hodowca umie zadbać o to, by te słabe psy nie były pokazywane na wystawach, w związku z czym nie mamy okazji tych psów oglądać. One mieszkają sobie gdzieś tam i są wielkim skarbem dla swoich właścicieli, którzy w ramach szacunku dla samych siebie i hodowcy nie ciągają ich po wystawach… Cieszą się nimi, ale nie mają ciśnień (ani na ”show”, ani na szczęście na ”zostawanie hodowcami”…)

Jak to możliwe?

Otóż Dobry Hodowca często na dwa krycia do przodu ma umówionych przyszłych nabywców/ właścicieli szczeniąt. Są ludzie, którzy potrafią czekać na ”swoje” krycie rok, a nawet trzy lata, aby mieć szczenię z konkretnego skojarzenia. I te osoby spędzają na rozmowach z Dobrym Hodowcą dziesiątki godzin. W związku z czym Dobry Hodowca dokładnie wie czy, jakie i ewentualnie ile szczeniąt z takiego krycia zostawi sobie, komu zaproponuje umowę współwłasności na psa, czy sukę, czy takich umów będzie jedna, dwie, czy trzy, do kogo trafi pies/psy z potencjałem, do kogo suka/suki, ile ewentualnie będzie umów na warunek i kto czeka na peta, z którym całe dnie będzie np. chodził po górach, trenował nad morzem, czy polował (zgodnie z przepisami polskiego prawa). Te kwestie Dobry Hodowca ustala na długo przed kryciem. Bo ma na to czas, bo obmyśla poszczególne ”konfiguracje”. Dlatego wszystkie psy noszące przydomek Dobrego Hodowcy, które oglądać możemy na wystawach są ”dobre”.

Dobrego Hodowcę interesuje kontakt z przyszłym posiadaczem szczenięcia, a potem dorosłego dogo i jego psy nie trafiają do przypadkowych ludzi. Dobrym Hodowcom nie zdarzają się  ”wtopy” w rodzaju ”Co prawda kupiłem tego psa jako peta, ale teraz mi się tak porobiło, że bym sobie pochodził z nim na wystawy i zobaczył co z tego wyniknie”**…

Dobry Hodowca nie zalicza wtop w rodzaju ”bla bla bla w naszej hodowli tego i tego dnia urodziły się szczeniaczki, tyle piesków, tyle suczek bla bla bla, zostały 3 suczki, jeden piesek, przyjmujemy rezerwacje” – Nie! to jest kłamstwo! REZERWACJE PRZYJMUJE SIĘ ,ZANIM URODZĄ SIĘ SZCZENIĘTA! (http://definicja.net/definicja/Rezerwacja). SENS TAKIEGO OGŁOSZENIA JEST MNIEJ WIĘCEJ TAKI: TRZEPNĘLIŚMY MIOT, BO TAK I JUŻ, I ZOSTAŁO NAM KILKA SZCZENIAKÓW, JEST KTOŚ CHĘTNY?

Średnia przy dogo (generalnie w hodowli psów rasowych ) jest słaba. Na ogół na miot powiedzmy 7 szczeniąt jedno/ dwa w przyszłości warte użycia w kolejnych posunięciach hodowlanych to bardzo, bardzo dużo. Zdarza się oczywiście, że tych szczeniąt z potencjałem jest więcej (ale są to naprawdę rzadkie przypadki). Z tej siódemki zostaje nam piątka, z której dwa/ trzy szczenięta nie są już tak dla hodowcy cenne, ale spełniają kryteria show-dogs, które warto jest pokazywać, bo pomimo wad, które spowodowały, że Dobry Hodowca nie zdecydował się zatrzymać ich do dalszej pracy hodowlanej, posiadają wszelkie cechy typowe dla przedstawicieli swojej rasy i wciąż biją od nich ten niezbędny dla dogo majestat i szlachetność wyrazu lub tez po prostu ”dobrze się na nie patrzy”. Tak została nam dwójka/ trójka (częściej trójka) petów – czyli piesków nieprzedstawiających żadnej*** wartości hodowlanej, których budowa anatomiczna/ typ, powodują, że są pozbawione cech typowych dla przedstawicieli swojej rasy.

Całe ”mioty wystawowe” to ciężki kit. Naprawdę ”całe białe” nie jest ”kryterium hodowlanym”.

Trzeba pamiętać, że dogo to naprawdę trudna w hodowli rasa. Wielu hodowców stosuje linebreed, co oznacza, że jeżeli gdzieś się pomylą, potkną się w swoim planie i zabraknie im oka i instynktu, by swoją pomyłkę sobie uzmysłowić lub też odwagi, by się do niej przyznać, łatwo wpadają w pułapkę, z której bardzo, bardzo ciężko jest wyjść. (Możliwe jest to tylko dzięki przebudowaniu planu hodowlanego). Zaczynają się ”odjazdy” i kombinacje z interpretowaniem zapisów wzorca rasy tak, by to, co się urodziło jakoś dopasować, wymyślając stosowną do okoliczności narrację.

Linebreed daje komfort przewidywania, planowania cech potomstwa danej pary. Pozwala nam z dużym prawdopodobieństwem określić, które cechy szczenięta odziedziczą po swoich przodkach i pod tym względem jest znacznie wygodniejszy od outcrossu, który jest… ruletką (ale za to pozwala na odświeżenie puli genetycznej, które jest także ogromnie cenne ze względu na zapobieganie zubożenia tej puli).

 

 ”Jakie śliczne piesiuńki ! Och ! Och ! Och !

Dobry Hodowca nie wciska kitu.

Nabywca nie jest w stanie wywnioskować czegokolwiek z fotek dwudniowych, siedmiodniowych  itp. szczeniąt. Wrzucanie na fora i Facebook fotek tak małych szczeniąt to tylko i wyłącznie chwyt marketingowy, który ma pobudzić emocje potencjalnego nabywcy.

Nie ma nic złego w pokazaniu na dwóch-trzech fotkach, że ”Oto mamy maluchy” – to normalne, że się potwierdza/ ogłasza, że szczenięta już są. Ale trzepanie fotka za fotką zdjęć, z których nic nie wynika, jest kitowaniem.

”Coś widać” powiedzmy w szóstym tygodniu. Na takich zdjęciach widzimy już linie, kąty i kształty i możemy pokusić się o wnioski. (Dobry Hodowca widzi wszystko znacznie wcześniej i od początku wybiera faworytów.) Wszystko wcześniej, to ”branie pod siusiu”. Nabywcy nie interesują ”śliczne” zdjęcia z pluszowymi maskotkami, fotki ”na kanapie z ciocią Wiesią” itp. – to jest taki najgorszego rodzaju ”PR”, z którego -w kynologicznym sensie- nie wynika absolutnie nic. Profesjonalnie przygotowane zdjęcia, zrobione po to, żebyśmy mogli coś zobaczyć, to fotografie ustawionych na równej powierzchni szczeniaków. Ustawianych tak, aby widać było głowę i profil sylwetki (łopatkę, głębokość klatki, linię grzbietu, kąty). Tylko i wyłącznie z takich zdjęć wynika to, co jest interesujące dla nabywcy, tylko tak można, na podstawie zdjęć, ”ocenić anatomię psiaków”.

A skoro już ktoś podrzuca nam przypadkowo dobierane i ”urabiające” fotki, to warto pamiętać, że u pięcio-sześciotygodniowych szczeniąt, wzdęty brzuch, głowa ciasno obciągnięta skórą jest oznaką zarobaczenia…

Dobry Hodowca DORADZA i należy tych jego rad słuchać – szczególnie, kiedy chodzi o żywienie, trening i ”podejście do wychowania”.

*Suka/pies hodowlany MUSI SPEŁNIAĆ OKREŚLONE WYMOGI: rozwinięcie:

Zaczynamy od tego, że wiemy jak dane zwierzę słyszy (zaczynamy od tego, bo to można zbadać zanim wyda się szczenięta do nowych domów, już od 7go tygodnia ich życia). Dogo, Bull, Dalmtyńczyk, jak i każdy szczeniak/ dorosły pies rasy w której umaszczeniu występują białe znaczenia, oraz ”kolor” merle, powinien zostać poddany badaniu BAER, które jednoznacznie i ponad wszelką wątpliwość wykaże poziom słyszenia w obu jego uszach. Wielu hodowców obawia się BAER. Obawiają się, że gdyby badania wykazały uszczerbek słuchu u ich psów, zmniejszyłaby się liczba osobników hodowlanych – to prawda. Ale w hodowli rasowych psów chodzi o selekcjonowanie najlepszych osobników i UŻYWA SIĘ TYLKO TAKICH – więc? WTF?Linebreed sam w sobie ogranicza pulę genetyczną, tak więc wydaje się logiczne, że zdrowie psów pochodzących ze skojarzeń nieszczególnie bogatych genetycznie, musi być wnikliwe kontrolowane tak, aby wykluczyć z programów hodowlanych te zwierzęta, w przypadku których ograniczenie puli genetycznej skutkowało bardzo negatywnymi zmianami lub w przypadku, których można przypuszczać, że mamy już do czynienia z depresją inbredową.

Obawy hodowców o zmniejszenie (dodatkowe) tej genetycznej bazy, nie zmienią faktu, że dziś możemy kupić np. Bullterriera z pełnym zestawem badań, mówiących nam prawdę o słuchu szczeniaka, jego nerkach (problemy typowe dla bullów) i sercu… Sądzę, że już wkrótce ”klienci” wymuszą na wszystkich hodowcach dogo, zwyczaj ich BAERowania, oraz przyzwyczają wszystkich hodowców do badania szczeniąt przekazywanych nowym właścicielom, jako zwierząt ”z potencjałem wystawowo-hodowlanym”.

Potem, w wieku już między 3a4ym miesiącem życia szczyla, można zrobić pierwsze prześwietlenie, które pokaże nam stan stawów biodrowych zwierzęcia – jeżeli chcemy kupić psa do hodowli/sukę hodowlaną powinniśmy móc porównać stawy zwierzęcia powiedzmy w okresie trzeciego, ósmego, szesnastego i dwudziestego czwartego miesiąca życia – to ostatnie badanie jest najważniejsze.

Wykrycie  ewentualnych nieprawidłowości we wczesnym wieku, pozwoli nam walczyć z dysplazją lub cechami dysplazji naszego pupila, oraz możliwe najlepiej zabezpieczyć go przed jej konsekwencjami.

Kolejna kwestia to zejście obu jąder u samca – wnętrostwo wyklucza psa z hodowli, wskazuje, że para hodowlana ze skojarzenia, której wnętr pochodzi, nie powinna być ponownie łączona, oraz że miotowe rodzeństwo wnętra także obciążone jest (w sposób recesywny) tą samą wadą.

U suki ważne jest, by była wolna od problemów hormonalnych, które najczęściej objawiają się problemami z cieczką, która np. w ogóle nie występuje, mimo iż suka jest już w wieku, w którym cieczka powinna wystąpić.

I prawidłowy zgryz. Zgryz nożycowy. I dopuszczalny zgryz cęgowy.

Tyłozgryz i przodozgryz wykluczają zwierzę z programów hodowlanych. Dobry Hodowca poinstruuje nas, jak dbać o prawidłowy zgryz naszego psa (jak go nie zepsuć) oraz w jaki sposób można zgryz korygować (zabezpieczyć zgryz cęgowy, aby tym dopuszczalnym cęgowym pozostał).

Przyjmuje się, że mniej więcej do dwudziestego czwartego miesiąca życia ustala się pigment dogo i jeżeli do tego czasu nos się nie wypigmentował, to naturalnie się już nie wybarwi. Z tęczówkami jest prościej: kolorują się szybko i szczenię opuszczające hodowlę w mniej więcej ósmym tygodniu życia musi mieć już w pełni wykolorowaną tęczówkę. Bez niebieskich luk i refleksów. Ale prawdą jest też, że szczenięta z linii o popranej pigmentacji, opuszczając hodowlę, także mają już w pełni wybarwione noski.

BAER (oraz wszystkie inne badania, na których powinno nam zależeć, jeżeli zamierzamy w przyszłości sami zostać hodowcami albo chcemy z naszym psem/suką uczestniczyć w programie hodowlanym (współpracować w porozumieniu z wybranym hodowcą), kosztuje. Ale od tego mamy umowy pomiędzy hodowcą a nabywcą, by kwestię badania BAER dokładnie omówić i uwzględnić ją w kosztach (można koszt badania BAER doliczyć do zaliczki, kiedy rezerwuje się szczeniaka u hodowcy).

Wszystkie te punkty są niesłychanie ważne, ponieważ hodowcy stosują linebreed (ograniczający pulę genetyczną) i zdarza się, że w rodowodach obojga rodziców po kilka razy powtarzają się te same zwierzaki…).

Wyniki tych badań potwierdzają PRZYDATNOŚĆ HODOWLANĄ danego zwierzęcia. Uprawnienia hodowlane zdobywane na wystawach, na ”show” dają prawo rozmnażania zwierząt, ale: Nabywco pamiętaj tylko wyniki badań, zaliczenie powyższych punktów, zrównoważony temperament i dopiero na końcu poprawna, czynią psa wartym rozmnażania.

Chów w pokrewieństwie niestety, czy to się komuś podoba czy nie, wymaga od hodowców ostrej selekcji i Dobry Hodowca doskonale zdaje sobie z tego sprawę.

**Co także jest bardzo ważne: szanowni państwo: nabywcy psów z Dobrych Hodowli nie robią -przepraszam za kolokwializm- siary tym hodowcom na internetowych forach! Poczytajcie sobie państwo uważnie tematy na internetowych forach  -ze szczególną uwagą te pozakładane przeze mnie 😉 [”sigourney.weaver” na Dogomania Forum oraz ”gość + jakiś tam numerek” na kiedyś bardzo popularnym forum, którego moderatorzy postanowili usunąć informację o tym, kto jest autorką artykułów o genetyce umaszczeń etc… (tematy z DGM mają takie same tytuły, jak te z ”tamtego” forum, więc łatwo jest je ”namierzyć”). Zachęcam do uważnego wczytywania się – naprawdę warto 🙂 To bardzo pomaga wyrobić sobie zdanie (szczególnie na temat osób, które … być może będą kiedyś dobijać się do was na ”fejsie” chcąc zostać waszymi znajomymi… ). Przypomniałam sobie o tym z uwagi na to, że na Dogomnia Forum w dziale Dog Argentyński zamieściłam ostatnio informację min. o tym blogu i standardowo odezwał się … taki bardzo, bardzo… specyficzny ”pan”… z bogatym … ”dorobkiem”… Rzecz jasna, ”popisy” na Facebooku, także są nie do przecenienia…

***Żadnej – słówko dyskusyjne. Owszem są sytuacje zupełnie oczywiste, kiedy dane zwierzę ma wadę genetyczną np.: nie w pełni wypigmentowaną tęczówką oka, jest głuche#, umaszczenie niezgodne ze standardem rasy##, lekką, praktycznie charcią kość, albo jest zbudowane jak Mastif Angielski. Albo, kiedy kilka wad nakłada się na siebie np. głowa odbiegająca budową od tego, co nazywamy typową dla dogo głową###, idzie w parze z fatalną linią grzbietu i płytką klatką piersiową…

#Takie szczenięta powinny być usypane niezwłocznie po zdiagnozowaniu niepełnosprawności

##Zdarza się, że zwierzęta doskonałe anatomicznie rodzą się z kolorem przebijającym się przez wielka białą łatę np. w okolicy ogona lub karku i mimo iż jest to ich jedyna wada, formalnie są petami (W sensie naukowym nie jest to żadna wada i jest to tylko ”forma kosmetycznej” wady), ale  musimy szanować wytyczne wzorca. Są to przypadki niezwykle bolesne dla Dobrego Hodowcy i takie psy często pozostają w hodowli. Dobrzy Hodowcy uważają, że barbarzyństwem byłoby sprzedawać, jako peta co najmniej poprawnie zbudowane zwierzę (tym bardziej, że przepisy hodowlane dotyczące dogo, w krajach, w których ta rasa nie jest aż tak ”egzotyczna” są znacznie bardziej zrównoważone w kwestii koloru niekoniecznie na głowie, czy więcej niż jednej łaty na psim łbie…), dodatkowo pozbawione wad rozwojowych, jak ”klasycznego peta”, którego nieprzydatność do hodowli wynikająca z niedoskonałości anatomicznych, czy np. wad zgryzu jest zupełnie oczywista i nie podlega dyskusji. Proszę sobie to wyobrazić: zdarza się, że formalnie taki anatomicznie świetny ”pet”, jest petem ze względu na kolor, a naprawdę bardzo marnej jakości pies jest ”wystawowy”, tylko dlatego, że jest biały…

###”Rasę psa (a molosa szczególnie) poznaje się po twarzy” – w przypadku dogo głowa jest kwestią determinującą, absolutnie decydującą

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora jest zabronione.

www.facebook.com/zuzpasjaodogoargentino