Archiwa tagu: stawy

PROPORCJE I WZROST, UKŁAD KOSTNY I TKANKI MIĘKKIE ORAZ TRUDNE SŁOWO: ‚SUBSTANCE’ – WPROWADZENIE DO ANATOMII (NIE TYLKO) DOGO ARGENTINO

Oto esencja tego, co sprawiło, że jako smark zakochałam się w grupie II (wg klasyfikacji FCI): 

Obejrzyjcie sobie ten film, przeczytajcie wzorzec rasy FCI (nr. 116), popatrzcie jak wyglądają dziś DdB…

Ach, to siedzenie w domu

W połowie 2017 roku skończyłam cztery teksty na temat psiej anatomii i odłożyłam je na potem – miałam zdecydować, które z wytypowanych do nich grafik wybrać. Jednak czas mijał, zajęłam się innymi sprawami, a teksty sobie były w folderze… Jako że aktualna sytuacja zafundowała nam sporo przymusowego ‚czasu wolnego’, miałam okazję zrobić porządek min. w psich folderach i wreszcie wybrać grafiki. Tak więc w najbliższym czasie na blogu pojawi się nie tylko trzecia część komentarza odnośnie propozycji zmian w ustawie o ochronie zwierząt (aczkolwiek z zamieszczeniem tego tekstu czekam aż nieco uspokoi się bieżąca sytuacja, bo zależy mi, byście czytając go skupili się i nie byli zestresowani tym wszystkim co dzieje się obecnie) oraz tłumaczenie z zakresu genetyki  (tu, jak z trzecią częścią komentarza, czekam na spokojniejszą aurę), ale i seria o anatomii 🙂 Dziś zamieszczam tzw wprowadzenie do serii tekstów dotyczących tej zupełnie elementarnej kwestii, jaką jest anatomia psa. Pamiętajcie: choć jakość towaru dostępnego dla nabywców ograniczają materiały, na których pracują jego producenci, nie ma powodu, by eksterierowo kiepskie rasowe psy, celowo przez tzw hodowców powoływane do życia (produkowane), były jeszcze bardziej …kiepskie tylko dlatego, że ich nowym właścicielom nie chciało się wykonać minimum pracy.

 Co w trawie piszczy 

Naturalną konsekwencją prowadzenia tematycznego bloga jest możliwość ”monitorowania” zagadnień i problemów, których rozwiązań poszukują jego czytelnicy. Czytelnicy, którzy kontaktując się ze mną przez stronę bloga na Facebooku oraz moje prywatne konto na tym serwisie (gdy jeszcze istniało 🙂 ), często blog pomagają prowadzić, przekazując wartościowe materiały (ponownie: dziękuję), zadając pytania (na których odpowiedź czasem czekają bardzo długo, za co w tym miejscu raz jeszcze przepraszam) oraz proponując tematy, które ich zdaniem należy poruszyć (w przygotowaniu mam kolejnych kilka tekstów, które ukażą się, gdy tylko czas pozwoli mi je dopracować) i pokazują, że opcja ”najczęściej szukane” nie jest aż tak miarodajna, jak przypuszczałam. W trzeciej części ”O RÓŻNICACH, CZYLI JAK NIE STAĆ SIĘ ROZCZAROWANYM NABYWCĄ”, tekstu, który pisałam korzystając z własnych doświadczeń, obserwacji i niejednokrotnie ”szoków”, ale też właśnie jako swego rodzaju wynik i podsumowanie rozmów (w tym w formie korespondencji) z wieloma (także niestety już rozczarowanymi) posiadaczami psów oraz osobami, które do zakupu lub adopcji psa dopiero się przygotowują i chciałby uniknąć błędów, sporo miejsca poświęciłam niezrozumieniu opiekunów młodych molosów problematyki układu kostnego i aparatu ruchu u psa. Obiecałam też, że szerzej zajmę się kwestią żywienia młodego molosa w kontekście zapewnienia mu optymalnych warunków rozwoju. Po przeczytaniu pierwszego z serii czterech, wprowadzającego tekstu, sprzed ponad dwóch lat, po tym jak go zapisałam w folderze i o nim zapominałam, tekstu sprzed ”aktualizacji” zawierającej pytania, z którymi pisaliście/dzwoniliście, przez ten czas i po ponownym podsumowaniu treści przesyłanych mi przez was wiadomości i naszych konwersacji, zdałam sobie sprawę, że pierwotne założenie, z którym ”Wprowadzenie” pisałam, nie było właściwym. Opisywanie doświadczeń z gotowymi porcjami mięsa (RAW) kupowanymi przez internet, na które ”kocia inspekcja”, będąca w takich sytuacjach zawsze o krok przed psim konsumentem, reagowała potrząsaniem łapą i obrazą kociego majestatu (co zdecydowanie obniża wiarygodność produktu jako ”wysokiej jakości”), to za mało. (Nic nie zastąpi ”instytucji” rzeźnika z bazarku.) Pisanie na zasadzie porównywania różnic w rozwoju kośćca i masy mięśniowej u np. dwójki osobników w zbliżonym wieku i typie, jednak zupełnie inaczej prowadzonych, inaczej karmionych (plan żywieniowy podparty merytoryczną bazą vs. przypadek z rodzaju ”akurat to było w promocji”) i pochodzących z różnych kojarzeń, mających różnych przodków, to zawsze pisanie tylko o dwóch bardzo konkretnych osobnikach. Dotarło do mnie, że by napisać o żywieniu w sposób z mojego punktu widzenia zadowalający, musiałabym napisać coś o podstawach, coś w rodzaju osobnego poradnika poświęconego tylko i wyłącznie tej tematyce, a nie ma sensu ”odkrywanie Ameryki”, skoro w sieci jest całkiem sporo wartościowych (kompletnych) artykułów (także w języku polskim), których z jakiegoś powodu wy jeszcze nie przeczytaliście. (Why?) Zdecydowałam się więc na zadanie ”pracy domowej” chętnym do jej odrobienia czytelnikom bloga i polecenie wam (to pod koniec dzisiejszego artykułu) polskojęzycznych opracowań na początek następujących tematów; ”Znaczenie witamin w żywieniu psów”, ”Znaczenie mikroelementów w żywieniu psów”, ”Budowa, pochodzenie i rola białek w żywieniu psów”.

Sorry, no sorry

Kretyńskie i sfeminizowane po korek bieganie w kółeczko na wystawkach-ustawkach zdegenerowało masę ras. Psy rasowe przestały wykonywać prace, dla których poszczególne rasy powstały i teraz zadaniem przygnębiającej większości z nich, ich podstawową pracą i formą użytkowania (poza uzyskiwaniem dla tzw hodowców dochodów ze sprzedaży szczeniąt) w kontekście ich rasowości, jest ustawienie się na wystawowym ringu i to w pozycji przećwiczonej (maksymalnie maskującej mankamenty anatomii) oraz ”zaprezentowanie się w ruchu” – dobre sobie… Bo co powiedzieć, gdy pani ”hodowca” (i lekarz weterynarii w jednej osobie, żeby bardziej harDkorowo było) na sznurku ciągnie za sobą po ringu psie kuriozum: molosa, ociężałego kloca o ”gibkości” a’la sparciała gumka recepturka? Można tylko zapłakać. Z perspektywy czasu sama nie wierzę, że mogłam być aż tak naiwna, gdy dekadę temu wróciłam do kynologii, by znaleźć psa dla siebie, iż oczekiwałam, że typowy Dog de Bordeaux wciąż wygląda i potencjalnie jest tak sprawny, jak pies z filmu, który oglądałam w pierwszej połowie lat ’90 tych. Wierzę, że są jeszcze gibkie, zwinne, nieco rustykalne, surowe, umięśnione i tak, to to słowo: atletyczne Dogi de Bordeaux. Nie widziałam takich, ale wierzę, że są …w końcu nadzieja umiera ostatnia.

W tym wszystkim do czego doprowadziła rzeczywistość, w której za ”hodowlę psów w czystości rasy”, zamiast facetów, którzy przy pomocy tych rasowych psów aktywnie wykonywali konkretną robotę, zabrały się (nierzadko mocno rozhisteryzowane/ sfrustrowane) panie, którym się nudzi, żenadę podbija to, że psy które nieźle/nie najgorzej/znośnie wypadają na (skrupulatnie selekcjonowanych i czasem też obrabianych w programach graficznych) fotkach, oglądane live lub na filmie nieprzyjemnie często rozczarowują …nędzą. Nie tylko ruchem, ale całym swoim wyrazem albo raczej jego brakiem, bida-anatomią. Czasem wystarczy zobaczyć je na innym zdjęciu, w innym ujęciu, by wszystko się wydało. A czasem niespodziewanie ot, tak człowiek zderza się z rzeczywistością i aż go zatyka…

Kobieta trzyma smycz, na której końcu stoi ciemno pręgowany, brachycefaliczny (acz o całkiem normalnej długości kufy, nie płaskiej a’la wklęsłej, jak po zderzeniu ze ścianą) pies wzrostu Boksera o sylwetce …żadnej (”bez mięśni” → klasyczna parówka) i kośćcu przeciętnego wyżła. Poza obwisłymi faflami i okrągłą głową, nie ma w nim nic z molosa. Ponieważ napatrzyłam się na różne kynologiczne nieszczęścia z ”superhodowli” (szczególnie na wystawach klubowych), typując ”co to za rasa”, obstawiam, że ten pies może być Cane Corso, choć nijak na Cane Corso nie wygląda. (W corsiakach wachlarz straszydeł przebija ”opcje” występujące u argntynów. Poza tym ludzie posiadający rasowe psy bywają na tle ich rasowości bardzo wrażliwi. Jakiś czas temu mijałam panią z psiakiem przypominającym Nova Scotia Duck Tolling Retrivera i zwróciłam się do osoby, z którą szłam: ”Zobacz, jaki ładny kundelek, trochę jak ten Kaczkowy Retriver”. Boszzz… Właścicielka owej emanacji depresji inbredowej prawie zabiła mnie spojrzeniem, po czym wybuchnęła: ”To jest Retriver z Nowej Szkocji!”) Strzelam więc: ”To corsinka?”, pani odpowiada krótko: ”Nie.” Oj… Ale nie poddaję się, zgaduję dalej: ”Bokser?” – to był mój drugi typ. Jak ten pies, mógłby wyglądać kupiony okazyjnie za 500 zł ”Bokser”, mieszaniec Boksera z Czymś. Pies, którego profil sylwetki (na szczęście) odbiega od ”idealnego”, lansowanego w FCI, czyli Bokser, którego linia grzbietu nie przypomina stoku narciarskiego dla początkujących. ”Bokser” z lepszą proporcją: grzbiet vs. długość łap. Ale pies, na którego patrzę to nie Bokser. Pani (chyba zniesmaczona moją nieznajomością psich ras) wyręcza mnie: To Bullmastiff. Powstrzymałam impuls: ”Ta bida?!”. I odparłam tylko coś w rodzaju: ”Ten drobiażdżek?”, i zszokowana poszłam dalej. Sylwetka parówkowego weimara, tylko ciemno pręgowanego i z głową Bida Corsiak Bokser Mix, i nazwa rasy: BullMASTIFF. Przecież to aż w uszy, nie tylko oczy, zgrzyta. Ból tak, ale nie nie Mastiff. Cóż, takie czasy…

Gdy konkretnie o dogo chodzi najbardziej uderza, że przestały być rustykalne, zabrakło im surowości, nie mają już ciał dogo. Nie widać u nich definicji mięśnia, sporo w ogóle wygląda jakby mało zanik mięśni, więc jak mają mieć ładnie zdefiniowane mięśnie? Jak mówić o; gęstości, grubości, wypełnieniu, separacji, tym docięciu i dobrej ekspozycji mięśni, gdy patrzy się na wypłosze (których właściciele i/lub hodowcy sami ”definicje mięśnia” mają… mocno niezdefiniowaną i nawet nie rozumieją o co chodzi). Argentyny zgubiły to Autentyczne Coś, ”zadziora” w wyrazie, w całej swojej strukturze, formie, nie mają substance. I nie ma bata, żeby obrzynanie uszu cokolwiek pomogło. Przeciwnie, te cięte uszy jedynie podkreślają nędzę i definitywnie obnażają właściciela psiaka typu Popłuczyny, ale Cięte, bo dokładnie wiadomo o co chodziło z ”wyborem rasy”, gdy patrzy się na psa takiego człowieka (i jego samego).

Cóż, stado psów zamkniętych w kojcach, to stado psów zamkniętych w kojcach – z bezczynnym siedzeniem w kojcu nie ma mowy o substance. Właściciele tych kojcowo-wystawowych dogo też od patrzenia w telewizor nie wyrzeźbią sylwetek. (Poza tym w ”rzeźbieniu sylwetki” także nie chodzi o kuriozalny efekt a’la Jonny Bravo itp. Zero proporcji i ogromniasty biceps poza którym na ręce nie dzieje się absolutnie nic; niczego innego nie widać, bo nic innego nie jest ”zrobione”… No, ewentualnie jakaś idiotyczna ”dziara” – odpowiednik ciętych uszu u psa. Z takimi właścicielami też nie ma o czym rozmawiać.) A dodatkowo na psach z linii Popłuczyny po Rasie też nie zbuduje się niczego wartościowego.

I najsmutniejsze, że nawet proporcjonalne Dogo Argentino coraz częściej nie mają ciał, wyrazu, owego SUBSTANCE; są ”ciastowate”, ”obłe”, jak zeszlifowane drobniutkim papierem ściernym i wygładzone, wypolerowane do granic byle jakości, przypominają odlane z porcelany, niczym nalane Cane Corso. Nie dają wrażenia ”siły”, nie są ”atletyczne”, są… Białe. I parówkowate. 

Ale tak to jest, gdy psy przeznaczone to chase and kill big powerful animals zaczynają rozmnażać ludzie, którzy… Po prostu chcieli rozmnażać białe psy, które ”groźnie wyglądają”. A potem, w większości te psy kupują ludzie, którzy mają je po to, by ”wyglądały”… I wydaje im się, że jak już będą te psy mieć, to one same się ZROBIĄ tak, żeby ”WYGLĄDAŁY”. Niestety, samo to się robi tylko to, że te psy wyglądają jak nędze, jak parówki. W Polsce Dog Argentyński co najwyżej może tylko wyglądać. Hodowcy i właściciele parówek nawet o to nie dbają. 

Back to basics; ”stosunek wapnia do fosforu” i takie tam

Ten akapit zawierać będzie niby oczywiste oczywistości, uwagi, które ”wszyscy znają i rozumieją” i których ”już nie chce się czytać”. Wszyscy są ”tacy mądrzy” i tak ”wszystko wiedzą”, a mimo to masa rasowych psów wygląda jak Popłuczyny po Rasie, której mają być przedstawicielami. Hodowcy-producenci rasowych psów to w sporej części osoby kompletne przypadkowe i, co idealnie pokazują fejbukowe ”dyskusje” (ta ich ”klasa” i ”poziom”), naprawę ograniczone, ale wszystkiego na tych fejsbukowych pseudointelektualistów od kynologii nie można zrzucać. Tzw ”przewapniowanie”, zanik mięśni etc., to ”zasługa” opiekunów psów, ludzi, którzy są z nimi 24/7. Więc musicie rozumieć, wiedzieć jak bardzo ważne jest to czym i jak swojego psa karmicie lub karmić dopiero będziecie, jak ogromny jest wpływ żywienia na ogólny rozwój psiaka, oraz jak właściwie skomponować dietę waszego psa. A aby było to możliwe, musicie nauczyć się podstaw. (Psiarzom, którzy nie mają w zwyczaju dbać o własną dietę wiedza, którą nabędą czytając i ucząc się o powyższych kwestiach może przydać się do tego, by zaczęli z większą uwagą wybierać to, co nazywają ”jedzeniem” i bardziej dbać o samych siebie). Przyswojenie sobie czym są witaminy, mikroelementy, co i jak pies trawi, co z tego wynika, co jego organizm absorbuje, a czego nie i jakie pomiędzy poszczególnymi składnikami pokarmu zachodzą zależności, jest kluczowe dla zrozumienia kolosalnego znaczenia jakie ma żywienie w przypadku, w którym ma się pod opieką szczenię molosa. Szczenię typu, który jako osobnik dorosły osiąga znaczącą wagę. Bardzo często, kiedy odpowiadam na przesyłane do mnie wiadomości albo rozmawiam z moimi czytelnikami przez telefon, proszę te osoby, aby zdecydowały się wykonać RTG stawów psiakom, których zostały właścicielami (bądź zostaną wkrótce). I by zechciały sobie poczytać o wapniu i fosforze, szczególnie gdy czytam te lakoniczne (powtarzające się) ”karmię surowym”, ”jest na suchym” i widzę zdjęcie psiaka, którego dana osoba zdecydowała się kupić i teraz go żywi ”z nadzieją, że mu będzie służyć” to surowe albo suche… Niestety, wiele jest prawdy w powiedzeniu, że ”pierwszego molosa/presę się psuje”, na nim zdobywając doświadczenie (albo i nie)… Zwłaszcza, że mało który właściciel ”odrabia pracę domową” przed zakupem/adopcją psiaka i większość ”nie ogarnia bazy”, gdy upragniony pies trafia do ich domu.

Kolejna tajemnica poliszynela: wiele osób karmi swoje psy dosyć przypadkowo, ”ekonomicznie”, kupując nie tę/taką karmę, która jest dla psa najwłaściwsza na danym etapie jego rozwoju i optymalna w sensie kaloryczności, ale tę/taką która jest tańsza. Albo też bezsensownie eksperymentując z gotowymi karmami, bo ktoś coś tam im powiedział, czy też samodzielnie przygotowując psie posiłki. Są osoby, które podają szczeniakom mnóstwo surowego mięsa… (Do czasu). Albo ”rozpieszczają je” tłustym nabiałem i dziwią się ”kłopotom”… Nie ma w takim ”żywieniowym stylu” żadnego planu, ściśle określonych wytycznych ani sprecyzowanego celu. Nie ma w nim przede wszystkim odrobiny merytorycznego przygotowania – zero wiedzy. Dużo jest za to ”słyszałam, że…” i ”przeczytałem na grupie na fejsbuku”. I chaosu. I wszystko to widać, chwilę po tym, jak rzuci się okiem na szczeniaka czy podrostka, który ma kiepską sierść albo jest wręcz różowo-łysy, zastanawiająco chudy, szczudlasty, z wystającymi żebrami i generalnie cieniutkiej jak sznurówka kości. (Albo zapasiony, jak mały tucznik, a co tam stawy…) 

Na starcie zachwiane proporcje i niedobory

Proporcje sylwetki są bardzo ważne. Ich brak, tj proporcje zaburzone u szczeniaka w wieku 8 tygodni, czyli w wieku, w którym szczenięta zwyczajowo opuszczają hodowcę i trafiają do nowych domów, zdradzają, że w przyszłości psiak nie będzie należał do tych, o których mówi się, że są ”harmonijnie zbudowane”. To, co jest (no sorry, ale) po prostu brzydkie w tym wieku, będzie takie, kiedy dorośnie. (I pamiętajcie, że choć Dogo Argentino to ”molos typu presa”, szczeniaki dogo to szczeniaki typu ”klucha”, a nie zachudzone szczury! Małe dogo mają fałdki a’la mały budda, mocne głowy i łapy, nie wyglądają jak ”Resztki z miotu Dalmatyńczyków bez Kropek”, chyba, że pochodzą z kojarzenia typu ”Dalmatyńczyki bez Kropek” albo są zarobaczone.)

Niewłaściwa budowa anatomiczna, w tym zbyt cienka kość (”nóżki jak wykałaczki”), szczególnie rzucająca się w oczy zbyt krótka kość udowa, przy (nierzadko) jednocześnie znacząco wydłużonej kości piszczelowej i niepoprawnym kącie nachylenia miednicy, ”zapadnięty front” oraz ogólnie nieciekawy fizyczny wyraz szczeniaka, nie wróżą niczego dobrego. Szczątkowe kątowanie kończyn tylnych zanika u tego typu psów wraz z ich wzrostem. Niewłaściwy pokarm np. zbyt wysoka w nim zawartość wapnia, dodatkowo pogarsza i tak od początku wadliwy układ kostny tego typu psów. (Warto zwrócić uwagę, że tzw hodowcy, zarzucający fejsika zdjęciami tego rodzaju szczeniąt praktycznie nigdy nie pokazują ich, kiedy te są już podrostkami lub zwierzętami około dwuletnimi, inaczej niż w pozycji siedzącej lub na wprost. Ukrywają owe marniutkie, suchutkie, szczątkowe ”zadki”, z wątpliwej kondycji stawami, ”hodowlanki” robią na wystawach w pipidówkach podczas ”solowych występów” i przechodzą mini załamania nerwowe za każdym razem, kiedy ktoś celowo lub nie uchwyci takiego ich psa na fotce z wystawy… Ale co zdumiewające, zupełnie nie wstydzą się u tych samych psów, tzw kurzych mostków, do których wrócę w dalszej części tekstu.)

Jest też trochę osób, którym udaje się nabyć całkiem niezłe anatomicznie szczeniaki (takie po całkiem niezłych anatomicznie rodzicach, dziadkach itd.), których potencjał nowi opiekunowie po prostu marnują, karmiąc je byle jak i nie dając szansy tym psiakom, by rozwinęły się w pełni. Nie jest żadnym zaskoczeniem że z kojarzenia w rodzaju ”Samiec typu Popłuczyny po Dogu Argentyńskim x Suka typu Popłuczyny po Dogu Argentyńskim” wychodzi Koszmarek, ale jest wielką szkodą oglądać potomstwo całkiem poprawnych, a czasem wręcz świetnych (w tym min. wolnych od wad wrodzonych) rodziców, dziadków itd., które ze względu na ograniczenia właścicieli, ich brak chęci do czytania i nauki oraz ogólne lenistwo, wygląda jak potomstwo dogo-popłuczyn. Przypadki takich psiaków są niezwykle frustrujące dla hodowców, których omija możliwość przekonania się czy oceniając szczenię jako ”zapowiadające się całkiem nieźle” pomylili się co do oceny samego szczenięcia czy jednak osoby, której je przekazali.

Tej podstawowej wiedzy jest bardzo dużo. Ale nikt za was tego nie zrobi: nikt za was nie nauczy się elementarnych podstaw. To praca, którą wy, przyszli i obecni (dla was to ostatni dzwonek) właściciele musicie wykonać, chcąc wychować molosa, jak i presę na sprawnego psiaka, który będzie w stanie optymalnie wykorzystywać swoje zasoby i swoją ”rasowość”. Inaczej czyjakolwiek praca to tylko ”pisanina/paplanina o żywieniu”, która mija się z celem i niczego nie wnosi.

Od zera do bohatera? Nie bardzo

Ciągle jeszcze i pewnie tak już zostanie, naprawdę często to przypadek decyduje, że ”wybiera się” rasę psa. Przypadek decyduje, że ”wybiera się” szczenię z ogłoszenia. Przypadek decyduje czym i jak psa się karmi itp. itd. Tylko na końcu tego ciągu przypadków oczekiwanie ”mistrzów przypadku”, którzy któregoś dnia chcą ”Na wystawę!” lub gorzej: ”Robimy szczeniaczki!”, jest takie, że byle jaki pies, po byle jakich przodkach, byle jak karmiony, byle jak utrzymywany (ach ta ”ilość ruchu na świeżym powietrzu” itd.), anatomicznie i sprawnościowo będzie psim odpowiednikiem Daniela Cragia w ”Casino Royal”. WTF? Ludzie: jak? Skąd takie pomysły?

(https://wyborcza.pl/51,75410,17783738.html?i=1)

Edukacja (odpuście ”łażenie na skróty”)

Nie mam zamiaru wprawiać w złe samopoczucie nikogo z moich czytelników, żadnej z osób, która zdecydowała się do mnie napisać, czy z którą kiedykolwiek rozmawiałam. Nie. Po prostu ogólną prawdą jest to, że aby być w stanie pewne rzeczy zrozumieć i rozmawiać o nich na określonym poziomie, wpierw należy o tych rzeczach czegoś się dowiedzieć i nauczyć dotyczących ich podstaw. Jeżeli ktoś ”nie ogarnia bazy” w rodzaju dodawania i odejmowania, nie pójdzie dalej i nie pojmie mnożenia i dzielenia, ”zatnie się”. Często zdarza mi się rozmawiać o psach, także z osobami ”oczadziałymi” na punkcie (przede wszystkim) mitu Dogo Argentino. Z osobami, które w pewnym momencie zdają się mieć mi za złe, że nie rozumieją co i o czym do nich mówię. Daleko za mną jest etap, w którym z wyrozumiałością tłumaczyłam nienadążającym gdzie u psa jest kolano, co oznacza i z czego wynika ”karp” albo ”iks”, dlaczego ”białych” nie wolno karmić ”po taniości” np. kurzymi korpusami, co to znaczy ”hodowca godny zaufania” (szczególnie w kontekście rasy genetycznie predysponowanej do uszkodzeń min. zmysłu słuchu), po co psom ras dużych podawać kolagen, dlaczego pewnych nawyków w psach wyrabiać nie warto, itp. Molosy, jak presy, a Dogi Argentyńskie w szczególności nie są psami dla leni. Szanujmy swój czas. Po prostu.

”Mięśnie tylnych łap” w czołówce ”najczęściej szukane”

Wiele osób wciąż nie umie patrzeć na psa całościowo, jako na organizm, który prawidłowo rozwijać się i funkcjonować może jedynie wtedy, gdy zapewni mu się od samego początku odpowiednie (optymalne) warunki. I to też tylko jeżeli ”materiał wyjściowy”, czyli szczenię jest co najmniej poprawnie zbudowane. Osobnik o wadliwej anatomii nigdy nie będzie ”modelowym przedstawicielem swojej rasy”, nie będzie ”zachwycał ruchem”, a pewnych zadań/ćwiczeń nie będzie w stanie wykonywać w sposób poprawny, ponieważ nieprawidłowa budowa anatomiczna w znaczący sposób ograniczać będzie jego możliwości. Być może to niezrozumienie i nieumiejętność całościowego patrzenia właścicieli bierze się z tego, że takie osoby nie przykładają zbytniej uwagi do funkcjonowania własnych organizmów?. Tak czy inaczej, ten rodzaj posiadaczy psów nie wiąże ”spacerów z psem”, tej ”odpowiedniej dawki ruchu na świeżym powietrzu” ze wzmacnianiem i budowanie mięśni psa, nie postrzega ”wychodzenia z psem” jako formy treningu i cięgle ”nie ogarnia”, że ”dom z ogródkiem” to dla psa żadna frajda, kiedy i tak całe dnie spędza polegując jako więzień, sorry: ”stróż posesji”…

W każdym razie, kiedy patrzę na zdjęcia przedstawiające psy, których właściciele nagle się ”ocknęli” i piszą do mnie z pytaniem ”Jak rozwinąć mięśnie tylnych łap?” u ich psa, to czasem nie wiem śmiać się czy płakać. Czasami aż mam ochotę wprost zapytać: ”Człowieku, a gdzie ty byleś przez ten czas, odkąd to niby ‚masz’ tego psa? Co z tym psem dotąd robiłeś, że on wygląda jak z interwencji?” i ”Dlaczego ‚rozwijać’ chcesz tylko ‚mięśnie tylnych łap’? Dlaczego uważasz, że miałoby mieć sens, pracować tylko nad ‚jednym elementem’ jego ciała? Masz trzyletniego psiaka o budowie sflaczałej, nieco zeschniętej (a czasem wręcz wysuszonej) parówki, psa o płaskim froncie, zerowej obręczy barkowej, bez zadu (zero mięśni), z wadliwie ułożoną miednicą i kątowaniem, które praktycznie nie istnieje/stykającymi się z sobą, zajęczymi piętamiI chcesz ‚rozwijać mięśnie tylnych łap? WTF?”. Taki właściciel nawet nie jest w stanie ”ogarnąć” punktu wyjścia i tego jak bardzo zaniedbał szczeniaka na samym początku, a parówka to nie Wołowina Kobe i żeby nie wiem co, żeby nie wiem jak się taki właściciel ”napinał”, nie będzie Wołowiny Kobe z parówki.

”Parówki”, zanim cokolwiek się z nimi zacznie robić, cokolwiek ”budować”, zanim w jakikolwiek sposób zacznie się z nimi pracować, trzeba ”oddać na przegląd techniczny” i upewnić się, że wcześniejsze zaniedbania nie doprowadziły do uszkodzeń aparatu ruchu, stawów, chrząstek i/lub ścięgien psa w stopniu uniemożliwiającym jakikolwiek trening, poza spacerem na smyczy i pływaniem. Zaniedbanie psiaka na wczesnym etapie skutkuje u niego brakiem odpowiedniego umięśnienia (i napięcia mięśniowego), co zdecydowanie podnosi ryzyko wystąpienia wszelkich kontuzji oraz ”odezwania się” dysplazji stawów. Naprawdę, nie ma to jak oczy, które patrzą i widzą, chwila refleksji i realne oczekiwania co do możliwości naprawienia zaniedbań. Powtarzam: szanujmy swój czas. I te biedne psy. 

Bardzo ciekawie dyskutuje się z osobami, które ”odrobiły pracę domową” lub po prostu dzielą się swoimi doświadczeniami, obserwacjami i uwagami (to się ”wkład własny” nazywa), ale potwornie nużące i irytujące jest otwieranie wiadomości, w których autorzy demaskują siebie jako leni, którym nie chce się przeczytać choćby kilku artykułów o anatomii i żywieniu psów. 

Kiepska/licha/marna/słaba/zła anatomia w natarciu, czyli kit na ”dogo fit”

Argentyńczykami zawsze interesowali się ”ludzie z fantazją”, nie brakowało tej ”fantazji” przy tworzeniu ”zaświadczeń o leczniczym kopiowaniu uszu”, nic dziwnego, że nie brakuje jej przy tworzeniu nowych ”mód” sprzyjających ”hodowcom” rozmnażającym wadliwe anatomicznie osobniki w typie rasy, ale z metką ZKwP. (Po prostu Jakieś Białe Psy.)

Odnośnie mody na ”fit dogo”, które nie tyle jest fit, co po prostu źle, marniutko zbudowane to, tak: ja też widzę fotki takich psiaków. Nie dowierzam, że kity na ”fit” gdzieś przechodzą, że ludzie się na to nabierają, ale najwyraźniej tak jest. Ze swojej strony mogę powiedzieć tylko tyle, że ktoś, kto ma psiaka o ”konstrukcji” wykałaczki obciągniętej skórą, bardzo marnie, licho zbudowanego, a w najlepszym przypadku Ponitera w typie dogo (jest u nas nawet [możliwe, że nie jedyna] hodowla oparta na takiej suce), i mówi o nim, że to ”Dogo Argentino w typie fit” ma… I fantazję i tupet. W pewnym sensie można takim ludziom pogratulować pomysłowości i kreatywności. Rynek jest trudny (od cholery hodowców się narobiło), szczeniaki trzeba sprzedać, więc o klienta na szczeniaki trzeba walczyć, i nie ma się co dziwić, że tzw hodowcy robią co mogą. Wy, jako przyszli nabywcy Dogo Argentino czy też innych presiaków, a może molosów, musicie po prostu trzeźwo myśleć, szukając informacji o rasie (czytać wzorzec i rozumieć jego zapisy i odnosić je do tego, czego nauczycie się o psiej anatomii). Musicie też zebrać informacje o hodowcy, któremu zdecydujecie się zaufać.

Kreowanie ”mody” na ”fit dogo” przez jakąś tam cześć osób rozmnażających białe, trwa już parę lat i to nie jest zjawisko, które trudno zrozumieć. Jest jasne, że jeżeli chce się być ”hodowcą”, np. właśnie Dogo Argentino i sprzedawać szczeniaki, a ma się do swojej dyspozycji osobniki o wadliwej, niedostatecznej dla tej rasy anatomii; psiaki o lekkiej kości, często zbyt wysokonożne, nietrzymające proporcji właściwych rasie, ”sarenkowate” (niekiedy nawet sprawiające wrażenie ”eleganckich”, ale wciąż o zaburzonych proporcjach i nieprawidłowej dla rasy anatomii), o wąskich i płytkich, niedosięgających łokci klatkach piersiowych, praktycznie nieistniejących obręczach barkowych, nieprawidłowo usytuowanych łopatkach, kurzych mostkach, marniutkich zadkach i suchych, lisich głowach (wszystko to w dowolnej kombinacji), to trzeba jakoś ludziom sprzedać to, że te psy są takie cienkie. Wymyślić narrację, która będzie usprawiedliwiać to jak one wyglądają. Trzeba jakoś opowiedzieć to, że, mówiąc krótko: te psy nie wyglądają tak, jak powinny tak, jak nakazuje wzorzec rasy. Facebook świetnie się do takiego kitowania nadaje, bo można co rusz wrzucać fotki okraszone odpowiednią ”filozofią” i lajkami znajomych. Ale dalej nie jest tak, że jak ”wystarczająco długo” jacyś ludzie będą swoje marnie zbudowane psiaki lansować na FB, to one przestaną być chucherkami albo Pointerami w typie Dogo Argentino. To nie jest tak, że od ilości zdjęć i komentarzy te psy zmienią się na ”bardziej jak Dogo Argentino”. Zostaną im ich dłuuugie łapy, brak proporcji właściwych rasie, pointerowe czaszki i pointerowe sylwetki. Nie jest tak, że nawet te Pointerów nieprzypominające dogo-wypłosze, staną się Dogo Argentino. Wąskie, płytkie klatki piersiowe psów z kurzymi mostkami nagle nie zmienią się i te smętne klatki piersiowe nie ”napompują” się, nie poszerzą i nie pogłębią. Łopatki nie zmienią położenia, miednice nachylenia, zady z nieproporcjonalnych, rachitycznych nie staną się umięśnione, grzbiety mocne, a kości nie przestaną być cienkie jak wykałaczki, bo ktoś dużo zdjęć będzie zamieszczać. Anatomia takich psów nie ulegnie zmianie przez to, że ktoś będzie dorabiał ideologię do ich wadliwej, z angielskiego poor, czyli biednej/lichej budowy anatomicznej, pisząc bzdurne komentarze pod ich zdjęciami, czy wywody dotyczące ”prowadzenia psa w typie fit” na fejsbukowych grupach kynologicznych. Nie ma magicznej różdżki, która z chucherka zrobi psa o prawidłowej budowie anatomicznej. I nawet Harry Potter nie pomoże. Te psy nie są fit one są po prostu licho, dosyć ”biednie” zbudowane. Jest bardzo duża różnica pomiędzy normalnie zbudowanym i ”zrobionym” TTB, a marniutkim, cienkim jak przecinek DA, dla którego tekst o ”fit” kondycji ma być alibi dla nieprawidłowej anatomii. To, że i ”pitom” i dogo (nielegalnie) obrzyna się uszy, nie zmienia faktu, że to różne typy psów. To, co sprawdza się przy normalnie zbudowanych TTB, nie sprawdza się przy argentyńczykach pochodzących z kojarzeń osobników o nieprawidłowej dla tej rasy anatomii, bardzo mocno odstających od nakazów wzorca rasy, lub, gdy po prostu odzywa się depresja inbredowa.

To, że fotki takich psiaków możecie oglądać w sieci albo gorzej: te psiaki na wystawach, nie oznacza, że ludzi opowiadających, czy też wypisujących bzdury w internecie, właścicieli tych psich wypłoszy, dogo-przecinków macie traktować poważnie, nie daj Boże, u nich ”szukając porad dotyczących żywienia” i starając się swoje nieszczęsne psy upodobnić do ich chucherek. 

Powiedzmy to sobie jeszcze raz

Bardzo duża (niestety ta większa) część rasowych psów używanych do rozrodu, nie jest warta tego, by je rozmnażać. (Wystawowe tytuły to tylko ”opium dla mas”). Nie są to psy wartościowe w sensie hodowlanym, a mimo to są w hodowli używane i ich geny ”idą w świat”. Psy te nie są wartościowe jako rodzice z różnorakich powodów; są nosicielami szkodliwych mutacji, np. głuchoty, schorzeń układu kostnego, chorób serca lub nerek, wnętrostwa, cierpią na przewlekłe alergie skórne i/lub pokarmowe albo też mają znacznie poważniejsze kłopoty z układem trawiennym itp., oraz problemy z psychiką. A wszystko to, w większości przypadków, w dowolnej kombinacji. Dysfunkcje te są efektem niekiedy szokującego wręcz ograniczenia puli genowej przez stosujących ”metody hodowlane”, tzw hodowców, którzy zatrważających skutków swojego postępowania wydają się celowo nie zauważać. Przypominam mapkę pochodzenia pewnej ofiary bardzo ciężkiej dysplazji, suczki Doga Kanaryjskiego z rodzimym, bardzo znanym przydomkiem, pochodzącej od utytułowanych Championów, wiecie, wystawowych zwycięzców… 

Przy okazji: przeczytajcie sobie oba teksty, jeśli jeszcze ich nie znacie. Zmieniłam nazwę w ich odnośnikach, tak więc wyzerowały się liczniki udostępnień, ale osób zainteresowanych tematem, nie powinno to zniechęcać (zaktualizowałam teksty także o link dotyczący fejsbukowej strony ”Dysplazja w Dogo Canario/Presa Canario – gdzie podzialy się etyka i empatia?”);

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2016/12/19/dysplazja-w-dogo-canario-presa-canario-gdzie-podzialy-sie-etyka-i-empatia-odpowiedzi-na-najczesciej-zadawane-pytania/

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2017/01/15/czesc-druga-odpowiedzi-na-najczesciej-zadawane-pytania-kierowane-do-dysplazja-w-dogo-canario-presa-canario-gdzie-podzialy-sie-etyka-i-empatia/

Z ”przerasowieniem” mamy do czynienia w przypadku coraz większej liczby ras. Jednak aby znać ww powody, dla których danego osobnika do rozrodu używać nie należy, trzeba być nieco ”bliżej” tych psów, czyli mieć z nimi kontakt (np. zostać ”dziabniętym” przez przesadnie lękliwego lub nienormalnie dominującego, agresywnego wręcz psa), lub mieć kontakt z właścicielami potomstwa i/lub miotowego rodzeństwa takich psów, a nie tylko oglądać fotki tych piesków na fejsbuku. Jednak obok tych nieco ”głębszych” powodów, dla których wiele z hodowlanych psów (jak i ich potomstwo) powinno zostać z hodowli wykluczonych, jest całe mnóstwo innych, gołym okiem widocznych. I te oczywiste, rzucające się w oczy powody, to wady anatomiczne tych zwierząt; niepoprawna budowa, ‚konstrukcja’ układu kostnego, która to uniemożliwia albo raczej coraz częściej tylko uniemożliwiłaby tym, dziś raczej kanapowym psom, wykonywanie zadań, do których dana rasa została stworzona. Takie wady to np. tzw Iksy – krowia postawa łap tylnych, znacząco negatywnie rzutująca na napęd, lub pozbawione przedpiersia, wąskie, płytkie klatki piersiowe wpływające min. na pojemność płuc.

Dzieci hodowców psów rasowych

Na koniec dzisiejszego tekstu zwrócę waszą uwagę na jeszcze jedną kwestię, taką nieco na marginesie tematu kryteriów wg których hodowcy kojarzą psy, w kontekście widzenia przez nich albo nie wadliwej anatomii u ich psów. Istnieje szczególnie istotny wątek, który jednak przeoczany jest nie tylko przez samych tzw hodowców, ale przede wszystkim przez nabywców rasowych psów. I przy okazji wprowadzenia do serii o anatomii, podzielę się z wami następującą uwagą;

WPROWADZENIE: Na ”pieskowej” grupie pańcia („hodowca”) zamieszcza film, na którym jest jej pies rasy +/-50kg i jej dziecko +/- 8-10letnie. Dziecko prowadzi psa, pańcia idzie za nimi i nagrywa film dokumentujący „klimat” między dzieckiem i psem – ten jest bardzo ok.

ROZWINIĘCIE: Niestety, na nagraniu uwidacznia się także sposób poruszania się tej dwójki. Pies – ”zaplecze” typu bida i ma sensu się nad nim rozwodzić, gdyż dziecko tej „hodowczyni” to dopiero jest przypadek! Dzieciak ma klasycznego iksa – „kolana uciekają do środka” i po wewnętrznej stronie nogi aż do kolan, w trakcie ruchu, praktycznie ciągle się stykają – ma też szpotawe stopy. Dziecko idzie „płynąc”; wszystkie stawy pracują nienormalnie, i człapie (nie „kroczy”), waląc śródstopiem o podłoże, jak kaczka. Przy czym, żeby jeszcze „fajniej” było, jedna z nóg jest dłuższa – i tu problem jest głębszy, ta stopa bardziej „leci” do wewnątrz, co świetnie widać w pracy stawów biodrowych, gdyż jeden z nich musi znosić większe naprężenia, jakoś „kompensować” niekorygowaną różnicę. Ale pańcia hodowczyni i mamusia w jednej osobie najwyraźniej nie widzi problemu – dzieciak idzie w skrajnie dziadowskim w typie obuwiu, które pogłębia problemy. (Gdyby pańcia miała świadomość, że „coś jest nie tak” z tym, jak jej dziecko się porusza, podczas spaceru dzieciak nie chodziłby w byle czym, tylko w odpowiednio dla niego dopasowanym obuwiu. A pańcia korygowałaby dziecko w chwili, gdy to zaczynałoby się poruszać inaczej niż uczono/uczy się je podczas zajęć z gimnastyki korekcyjnej.) Może „hodowczyni” nie widzi wady postawy, bo sama ma iksa i dla niej iks jest normalny? Może nie widzi, bo po prostu nie widzi, bo tak ma, że nie widzi? I może różnica pomiędzy jedną nogą a drugą musiałaby wynosić co najmniej centymetr, żeby ZOBACZYŁA „kulawiznę” i to, że „coś jest nie tak”?

ZAKOŃCZENIE + „TEZA”: Ta pańcia, niby ”hodowca”, NIE WIDZI KURIOZALNEGO WRĘCZ PRZYPADKU WADY POSTAWY U SWOJEGO WŁASNEGO DZIECKA. Co taka pani może mieć do zaoferowania jako „hodowca”, skoro jest ślepa na swego rodzaju ułomność fizyczną u własnego dziecka? (Pewne sporty na starcie odpadają, bo w przypadku dziecka tej pani przyczynią się np. do szybszego „potrzaskania” u niego stawów). Wady postawy wpływają na komfort życia, upraszczając: wiążą się min. z dolegliwościami bólowymi. (U kobiet w okresie ciąży przysparzają dodatkowych problemów.) Generalnie, wszelkie przybieranie na wadze u osób z tego typu wadami, dodatkowo daje popalić osłabionym stawom.

Ktoś taki, jak pańcia „hodowczyni” z przykładu, tak ślepy, jest ujowym hodowcą, bo zaniedbał WŁASNE DZIECKO. Chcesz wiedzieć jaka jest wartość hodowcy? Dowiesz się bez jego/jej brzęczenia o metodach hodowlanych, jeśli „hodowca” ma dzieci. Jeśli dzieci „hodowcy” mają wady postawy, jeśli zostały tak koncertowo zaniedbane na wczesnym etapie rozwoju, że nawet wkładek ortopedycznych nie dostały i snują się w czymś, co powoduje, że ich kostki ”latają”, to wiesz już wszystko, co musisz wiedzieć nt. „hodowcy”. Jest bez znaczenia trucie o „metodach hodowlanych”, gdy brzęczą ludzie nieumiejący się zatroszczyć o aparat ruchu własnych dzieci.

Dzieciak z przykładu ma JUŻ +/- 8-10 lat i nie ma ”świadomości własnego ruchu”; nie czuje własnego ciała, nie umie, nie jest w stanie przyjąć prawidłowej postawy, porusza się niechlujnie. Czyli: było ZERO gimnastyki korekcyjnej – NIC. Jak więc mamusia albo tatuś takiego dzieciaka, parający się „planową hodowlą psów rasowych”, może dostrzegać wadliwą anatomię u czworonoga? Jak w ogóle ktoś taki miałby dbać o aparat ruchu psa? Ludzie, którzy są „hodowcami” i mają dzieciaki np. z tak zaniedbanym iksem; biodrami, kolanami, kostkami… Są kompletnie niewiarygodni. Mogą „fajnie i ciekawie” opowiadać, ale nic poza tym. Ich gadka nie ma żadnej wartości.

https://www.mjakmama24.pl/dziecko/zdrowie/koslawe-kolana-u-dziecka-przyczyny-metody-leczenia-aa-jjwJ-Cf7y-dicp.html

Strona, której lenie ”nie umieją znaleźć”

Bez nauczenia się czym są witaminy, mikroelementy i ”O co chodzi z białkiem?” nie ruszycie z miejsca, a rozpisywanie się ze ”znajomkami z fejsbuka” o tym ”Czy karmić psa wołowiną czy od razu koniną i dlaczego nie wieprzowiną?”, nie będzie miało najmniejszego sensu. Te zagadnienia to absolutna baza, coś jak elementarz. Człowiek uczy się całe życie, więc do dzieła, nie traćcie czasu. Nie traćcie go tym bardziej, że szczęśliwie dla wszystkich miłośników psów, doskonałe opracowanie powyżej wymienionych tematów znajdziecie na wielokrotnie przeze mnie polecanej stronie o nazwie ”ŚWIAT CZARNEGO TERRIERA”, do której często odsyłam piszące do mnie osoby i w której to stworzenie jej autorzy włożyli mnóstwo pracy, i do której w każdej chwili, każdy z was może wrócić, jeżeli ”coś się wam pomiesza”. Gdy o żywienie i suplementację psa chodzi, jest czego się uczyć(!), zresztą sprawdźcie sobie listę tematów na ww stronie 🙂 Zamieszczam linki do opracowań zagadnień wymienionych przeze mnie na początku, bo najbardziej leniwi lubią jak się im wszystko podaje na tacy ;

http://www.swiatctr.pl/a-zywienie_witaminy.html

http://www.swiatctr.pl/a-zywienie_mikroelementy.html

http://www.swiatctr.pl/a-zywienie_bialko.html

Na marginesie: nie istnieje możliwość ”nie znalezienia” tej strony, jeżeli szuka się informacji dotyczących żywienia psa, gdziekolwiek w internecie.

Pamiętajcie o tym, że ścięgna są niezwykle ważne i mają znaczącą rolę w rozwoju fizycznym psa, (np. kiedy rosną kości), dlatego suplementacja jest tak ważna. #Kolagen (https://podkowa.eu/):  https://podkowa.eu/pl/p/-Kolagen-NatiCol-Kwas-Hialuronowy-Chondroityna-Witamina-C-Tabletki/1667 

(Uwaga dla skrajnie bezczelnych

Nikt za was nie będzie waszym psom ”układał diety”. Nikt za was nie będzie ”oceniał” jakości ani składu gotowej karmy, której zakup rozważacie. Życie innych ludzi nie polega na gromadzeniu informacji o psich karmach, na wypadek gdyby jakiś leń nie raczył chcieć kajać się sprawdzaniem ”Z czego jest ta karma i czy warto ją kupić?”. Nikt nie będzie poświęcał swojego czasu na robienie czegoś, co wy sami powinniście robić, tylko dlatego, że wam się nie chce albo ”nie macie do tego głowy”. Przeczytajcie sobie skład, wpiszcie w wyszukiwarkę nazwy poszczególnych składników i symbole, przeczytajcie co one oznaczają, przeczytajcie kolejne odnośniki i te, które pojawią się pod nimi – tak jak robią normalni, nieleniwi ludzie, gdy starają się poszerzyć swoją wiedzę o kolejny aspekt. I sami wyciągnijcie wnioski. Jeżeli jesteście w stanie napisać mejla czy wiadomość na portalu społecznościowym, oczekując ”rozłożenia na czynniki pierwsze” symboli wymienionych na opakowaniu jakiejś karmy, to znaczy, że nie jesteście aż takimi amebami i sami dacie radę.)

A, żeby nie było za lajtowo na deser;

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora jest zabronione.

https://kulturakynologiczna.home.blog/