Archiwa tagu: stowarzyszenie

DOGO ARGENTINO VS ”PIES W TYPIE RASY” -POZORNY OKSYMORON: ”RASOWY KUNDEL”

capture-20140425-140009

Wszyscy wiemy, że istnieje coś takiego jak ”lista ras niebezpiecznych”, czyli lista RAS PSÓW UZNAWANYCH ZA AGRESYWNE. Wiemy też, że jest to bubel prawny, ALE:

Zrobiłam mały ”wywiad środowiskowy” i choć w tej chwili mało kto rejestruje -bo do tego w praktyce sprowadza się ta ściema z ”pozwoleniem” na psa ”rasy niebezpiecznej”- w urzędach posiadanie psa z ”rasy uznawanej za agresywną”, to faktem jest, że urzędy wciąż uznają za rasowego tylko psa posiadającego rodowód… Zostawmy temat pozwoleń i przyjrzyjmy się kwestii rodowodów.

Czym Jest rodowód?

Do wejścia w życie nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt, TYLKO I WYŁĄCZNIE ZWIĄZEK KYNOLOGICZNY W POLSCE WYDAWAŁ RODOWODY. Jak wiadomo, teraz ”rodowody” wydają także przeróżnej maści stowarzyszenia, które powstały w związku ze zmianami w ustawie dotyczącej ”praw zwierzaków”. Związek Kynologiczny w Polsce precyzyjnie określa, KIEDY I NA JAKICH ZASADACH SUKA MOŻE RODZIĆ SZCZENIĘTA I TYM SAMYM ZABEZPIECZA SUKI PRZED TRAKTOWANIEM ICH JAK MASZYNKI DO ”PUSZCZANIA MIOTÓW” I ”ZARABIANIA KASY”. Stowarzyszenia, które teraz powstały, powstały jako odpowiedź pseudohodowców na zmiany w prawie polskim i teraz nie można już nazywać pseudohodowcy po imieniu, ponieważ należy on do stowarzyszenia, które posiada władze, ”regulamin”, tak skonstruowany, że ”hodowcy” w nich zarejestrowani mogą zupełnie legalnie produkować mioty ”do wyczerpania suki” i wydawać przy tym patykiem pisane pseudorodowody etc.

Dlaczego patykiem pisane? Dlatego, że zawierające puste miejsca, białe plamy, niewiadome.

Rodowód to nic innego jak udokumentowane pochodzenie zwierzęcia, zapis jego genealogii, z którego czytelnie wynika, jaki pies jest ojcem danego osobnika, kto jest ojcem jego ojca, czyli ”dziadkiem”, ”pradziadkiem” i tak dalej -analogicznie rzecz ma się w przypadku matki szczeniaka. I co najważniejsze PRAWDZIWY RODOWÓD JEST W PEŁNI WERYFIKOWALNY. ZWIERZĘTA W NIM WYMIENIONE ISTNIEJĄ, BĄDŹ ISTNIAŁY NAPRAWDĘ. KUPUJĄC NAPRAWDĘ RASOWEGO PSA, MOŻEMY PRZEŚLEDZIĆ JEGO POCHODZENIE I JEDYNIE OD NASZEJ CHĘCI, I WNIKLIWOŚCI ZALEŻEĆ BĘDZIE CZY PRZEJRZYMY CZTERY, CZY DWADZIEŚCIA CZTERY POKOLENIA WSTECZ. Kiedy mamy do czynienia z psem ze ”neo stowarzyszenia” dostajemy ”rodowód”, z którego wynika absolutnie nic. Mamy jakiegoś psa, powiedzmy ”Azora”, jakąś sukę, powiedzmy ”Bellę”, oba te zwierzaki mają JAKIŚ PRZYDOMEK (albo nawet i tego nie mają), ale nie wiemy skąd się wzięły na tym świecie. Może się zdarzyć, że w tym ”rodowodzie” dostaniemy informację na temat ojca szczeniaka, owego ”Azora”, ale trafimy na luki przy rubrykach dotyczących matki, tej ”Belli”. Może być też odwrotnie. A może być tak, że będzie NIC i obie rubryki będą puste. ”Rodowody” z neo stowarzyszeń nie przedstawiają żadnej wartości, ponieważ nie mówią o pochodzeniu zwierząt, a nie znając pochodzenia zwierzęcia nie można być hodowcą. Można co najwyżej rozmnażać jakieś psy.

Ustawa, jak to często w Polsce bywa, w wielu aspektach ma skutek odwrotny od (podobno) zamierzonego. Kiedyś pseudohodowca był po prostu pseudohodowcą i swoje pseudorasowe psy sprzedawał po pięćset złotych na bazarach. Dziś oszuści dostali prawne środki, dzięki którym mogą sprzedawać swoje ”rasowe kundle” w tej samej cenie, w której prawdziwi hodowcy sprzedają psy rasowe, te z autentycznymi rodowodami. Naiwniak kupujący szczeniaka od ”hodowcy” neo stowarzyszenia dowiaduje się jedynie, że, jak już ten jego szczeniak kiedyś da miot (sic!), to jego potomstwo będzie miało wypełnione te rubryki, które dziś w rodowodzie on sam ma puste -no comment, ale kaska leci…

Dla zainteresowanych tematem najkonkretniejszą przesłanką ku temu by omijać PSY W TYPIE RASY, KTÓRE OFERUJĄ ”HODOWCY” SPOZA ZWIĄZKU KYNOLOGICZNEGO W POLSCE,  CI Z NEO STOWARZYSZEŃ POWINNO BYĆ TO, JAK WYGLĄDAJĄ TE ”RASOWE KUNDLE” I JAK NIEWIELE WSPÓLNEGO MAJĄ Z RASĄ, W ”TYPIE”, KTÓREJ PODOBNO SĄ. Nie można oczekiwać, że łasi na kasę rozmnażacze, niebędący w stanie zrozumieć znaczenia genetyki (pełna informacja o pochodzeniu używanych do rozrodu zwierząt), sprostają hodowli psa rasowego.

Ps. Z rozmnażaczami mamy także do czynienia w Związku Kynologicznym w Polsce. tych tzw hodowców cechuje to, że ”robią miot”, ale nigdy niczego sobie do hodowli nie zostawiają. Wyprzedają wszystkie szczeniaki, bo tym osobom nie chodzi o tworzenie własnych linii. Im chodzi o ”zrobienie miotu” i sprzedanie po czwórce od sztuki każdego ze szczeniąt. Albo przeciwnie: rozmnażają wszystko, jak leci, bo wszystkie szczyle sprzedają jako ”hodowlane”… W ”hodowlanej filozofii” tego typu hodoFców nie istnieje kwestia selekcji. 

Wydawajcie swoje pieniądze z głową, drodzy miłośnicy dogo. A co do tych nieszczęsnych pozwoleń: pamiętajcie, że gdy tylko wasz pies ”dziabnie” psa sąsiada (albo samego sąsiada) lub też zostanie dziabnięty przez psa sąsiada albo samego sąsiada, to fakt, że wasz pies jest ”z listy”, stawia was na przegranej pozycji. W takich sytuacjach zawsze okaże się, że brak pozwolenia to bat na waszą d…

Wybór, jak zawsze, należy do was.

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora jest zabronione.

DOBRY HODOWCA DOGO ARGENTINO, CZYLI JAK ROZPOZNAĆ GODNEGO ZAUFANIA HODOWCĘ DOGÓW ARGENTYŃSKICH?

 

imagesCAWMK512

Dobry hodowca przede wszystkim mówi nam o tym, jak wymagająca jest to rasa.

Ostatnio, z uwagi na to, że argentyny stają się niestety coraz bardziej popularne, ich wizerunek  -w rzeczywistości rasy niesłychanie wymagającej w prowadzeniu- uległ bardzo kłamliwemu ”zespanieleniu”.

Czym jest to ”zespanielenie”?

Proszę przejrzeć internetowe fora. Wszystkie te infantylne, niemające absolutnie żadnej merytorycznej wartości posty, niektórych właścicieli i hodowców DA, o ”ślicznych pieskach”, ”kochanych chłopczykach” i ”słodkich dziewczynkach”, opatrzone tonami emotek, serduszek i wykrzykników – wszystkie one są o psach. Nie dzieciach, a o psach. O psach potencjalnie bardzo niebezpiecznej rasy, które forumowi ignoranci przedstawiają w świetle, które nieobeznanemu z tematem Dogo Argentino ”Kowalskiemu”, może ją ”reklamować”, jako taką tylko troszeczkę, minimalnie inną ”wersję” spaniela, może labradora – milutkiego pieska, którego można fotografować w przeciwsłonecznych okularach, z niemowlakami na kocykach, generalnie psa dla każdego, kto nie obawia się ”typowych dla dogo uczuleń” i ”kiedyś już miał psa”…

Nie ma większej nieodpowiedzialności i nieuczciwości od rozpowszechniania jako prawdziwego takiego ”look’u” tej rasy!

[Polecam także podejrzeć publicznie dostępne Facebookowe profile hodowców i szeregowych posiadaczy Dogo Argentino – im więcej infantylizmu albo zaburzeń emocjonalnych (szczególnie takich ostrych, typu border line), tym gorzej. Popatrzcie sobie kto się z kim ”przyjaźni”, kto komu ”cukrzy” i wchodzi w…]

Dogo to myśliwski molos. Molos z silnym łowieckim instynktem, któremu nie każdy jest w stanie sprostać.

Dobry Hodowca nie sprzedaje szczeniąt przez nachalne wciskanie kitów na internetowych forach. Unika infantylizmów i cechuje go konkret w podejściu do tematu ”Moja Hodowla”.

Dobry Hodowca nie ma ”ciśnienia”. Ma możliwość/ warunki zatrzymać szczenięta u siebie, jeżeli zajdzie taka konieczność i nie musi za wszelką cenę ich ”wypchnąć” pierwszym lepszym chętnym na ”białą kluskę”. Nie stara się wcisnąć nam szczeniaka, klepiąc nas po pleckach na do widzenia. Zamiast tego rozważa czy będziemy nadawać się na opiekuna dogo. Nie chce, aby pies z jego przydomkiem w przyszłości, Z NASZEJ WINY spowodował nieszczęście. Nie chce, by ”jego” pies trafił do schroniska i nie chce także, by do niego – hodowcy, wrócił. Odbieranie psów opiekunom to coś, czego nie życzy sobie żaden hodowca. Tego typu ”interwencja” to dla hodowcy porażka. Niestety ZDARZA SIĘ, że ludzie sprawiający dobre wrażenie, zawodzą hodowców.

Konieczność szukania odpowiedzialnego opiekuna, umiejącego ”naprawić” – czytaj: zresocjalizować zepsutego przez nieodpowiedzialnego ”opiekuna” psa, jest nie lada wyzwaniem i wymaga czasu. Pociąga także za sobą określone koszty. I nie zawsze się udaje.

I najczęściej spoczywa na samym hodowcy.

Dogo traktowane od szczeniaka niefrasobliwie, jak gdyby były spanielami czy labradorami, zaskakują swoich opiekunów dosyć szybko… Są dominujące i agresywne w stosunku do całego otoczenia (Podawanie psu środków uspokajających to nie jest sposób na życie…). Wyprowadzić na prostą takiego psa, umie tylko doświadczony psiarz. I praktycznie nigdy nie jest nim psuj, który zwichrował psu psychikę…

 

WARTOŚĆ HODOWLANA czyli BAER & Co.

Dobry Hodowca wypuszcza od siebie przebadane szczeniaki.

Nie powinnam musieć rozwijać tego punktu, ale mimo wszystko (wielkodusznie) to zrobię.

Dobry Hodowca szczegółowo omówił i wymienił badania, którym podda szczenię, zanim je nam przekaże. Ilość/ rodzaj badań zależeć będzie od rodzaju umowy, którą spisujemy: czy po prostu psa nabywamy, czy bierzemy psa na umowę współwłasności, czy na tzw warunek. Umowa, którą podpisujemy z hodowcą jest dopasowana do potrzeb i oczekiwań obu stron.

Nie wolno używać w programach hodowlanych psów z uszczerbkiem słuchu. Dlatego rodzice szczeniąt muszą być przebadani pod kątem jakości słyszenia oraz innych schorzeń (w tym dysplazji) a potem szczenięta, zanim trafią do nowych domów, także muszą przejść BAER TEST.

Chodzi o odpowiedzialność i uczciwość w stosunku do osób, które stają się opiekunami psa – nikt nie musi kupować/ przysposabiać psiego inwalidy, nawet kiedy mówimy o pół-inwalidzie, a o takie psy chodzi najczęściej.

Szczególnie upośledzenie musi zostać wykluczone, gdy kupujemy psa ”z potencjałem” (choćby tylko wystawowym).

Chodzi o uczciwość w stosunku do HODOWLI RASY JAKO TAKIEJ: utrzymywanie poziomu i przestrzeganie wzorca rasy.

Używanie w programach hodowlanych półgłuchych psów jest obrzydliwą hipokryzją, bo przynajmniej w teorii, hodowla to selekcja w kierunku uzyskania jak najdoskonalszych egzemplarzy. Hodowca używający, w programach hodowlanych nieprzebadanych psów jest nieuczciwy w stosunku do idei jaką jest, jeśli nie poprawianie, to przynajmniej nie psucie rasy. Głuchota jest wadą dyskwalifikującą. Fakt, że we wzorcu nie doprecyzowano czy chodzi o głuchotę całkowitą czy jednostronną nie jest żadnym ”przyzwoleniem”. Mimo to niektórzy interpretują ten zapis bardzo luźno, wychodząc z założenia, że ”jak go obserwuję, to widzę, że słyszy” (no comment) – ”czyli słyszy przynajmniej na jedno ucho, czyli głuchy zupełnie nie jest” – I dla takich ludzi BAER wciąż nie jest obowiązkowy.

Chodzi o potwierdzenie wartości hodowlanej suki lub psa hodowlanego.

Zwierzę musi:

Normalnie słyszeć (70 decybeli w obojgu uszach)

Mieć w pełni wypigmentowane tęczówki oczu, bez niebieskich luk i refleksów. Oczy nie mogą być jasne. Trufla nosowa także musi być poprawnie wybarwiona a więc w pełni wypigmentowana na czarno. (Tatuowanie nosów w ”różowe kropki” jest ku…estwem)

Samiec musi posiadać oba jądra w worku mosznowym (implanty jąder się nie liczą), suka musi mieć normalne cieczki, czyli mieć normalnie funkcjonujący układ hormonalny.

Być wolne od zmian dysplastycznych

Przewlekłych alergii

Mieć poprawny nożycowy, ewentualnie cęgowy zgryz (korygowanie zgryzu jest ku…estwem)

Mieć zrównoważony temperament, czyli być psychicznie stabilne i niereakcyjne

Zwierzęta niespełniające tych kryteriów eliminuje się z hodowli.

I DOPIERO NA KOŃCU DOGO ARGENTINO MUSI BYĆ ANATOMICZNIE (w znaczeniu wymogów wzorca rasy), POPRAWNIE ZBUDOWANYM PRZEDSTAWICIELEM SWOJEJ RASY – na takich psach prowadzi się selekcję w kierunku uzyskania jak najlepszych przedstawicieli*.

 

Alergia oraz legendy na jej temat

Dobry Hodowca nie rozmnaża psów z przewlekłymi alergiami.

Dobry Hodowca udzieli nam wyczerpujących informacji na temat sposobu karmienia odpowiedniego dla naszego psa. Nie ma najmniejszego sensu przeprowadzanie eksperymentów żywieniowych na dogo. Jeżeli hodowca proponuje nam określoną, w swojej hodowli i na swoich psach wypróbowaną karmę, nie ma sensu upierać się z testowaniem innych. Naprawdę, jednym z największych idiotyzmów, których dopuszczają się nowi właściciele dogo jest ”wybudzanie” u swojego psa alergicznych reakcji podczas szukania dla niego czegoś innego, niż to co proponuje nam hodowca. Wielu posiadaczy dogo, zrobiło ze swoich psów alergików właśnie w taki sposób. Efekt końcowy jest taki, że okazuje się, że mamy psa, który alergicznie reaguje na wszystko: wodę w kałuży, pyłki traw – wszystko. A zrobiliśmy to sobie -choć właściwie to jemu- sami. Swoją głupotą. Wybierając sposób żywienia psa nie wolno postępować chaotycznie. Osobiście nie jestem fanką suchych karm, sama unikam przetworzonej żywności i nie widzę powodu, aby serwować ją psom. Jednak wprowadzanie nowej diety, ”przechodzenie” na inny sposób żywienia niż ten, który dotąd stosował hodowca, musi odbywać się uważnie, pod kontrolą (Pisanie postów na fejsbukowych grupach i pytanie przypadkowych osób o ”porady żywieniowe” jest skrajną głupotą i nieodpowiedzialnością.)

Generalnie wszystkie porady żywieniowe, których udziela nam Dobry Hodowca należy brać sobie mocno do serca i się do nich stosować.

 

 

Trenninig

Dobry Hodowca powie nam słów kilka o treningu dogo. Jeżeli ktoś z was zachwycił się wyjątkowym egzemplarzem dogo np. podczas wystawy, to musicie wiedzieć, że TAKI EFEKT UZYSKUJE SIĘ CIĘŻKO Z PSEM PRACUJĄC. Wasz pies będzie rozlazłą galaretą i w życiu nie będzie wyglądał tak, jak ”tamten pies z wystawy”, jeżeli nie będziecie z nim odpowiednio pracować. Wiele dogo, które można obejrzeć podczas dog shows mogłoby wyglądać znacznie lepiej/ korzystniej (nawet pomimo wad), gdyby ich właściciele umieli zadbać o ich trening. Niestety niezwiązane grzbiety u dorosłych psów, zero mięśni, fatalnie umiejscowione i ułożone łopatki, ogólna wątłość i bylejakość to często efekt zaniedbania opiekunów, a nie jedynie genetyki danego psa.

To nie jest tak, ze dogo się po prostu ma i już. I ”samo z siebie się takie fajne zrobi, jak podrośnie”. Nic z tego. Można mieć to szczęście i dostać szczeniaka ze świetnego skojarzenia po anatomicznie bardzo dobrych, jeżeli przynajmniej nie przyzwoitych rodzicach i go zwyczajnie w świecie zepsuć. Zepsuć tym nic-nie-robieniem-z-nim. A pewnych rzeczy się w późniejszym wieku nie nadrobi.

Można także zepsuć psa debilnym, niedostosowanym do jego wieku (momentu rozwoju kośćca i tkanki mięśniowej) ”treningiem”. Łatwo molosowi przeciążyć stawy, doprowadzić do nabytych uszkodzeń takich jak kulwizny… Dobry Hodowca służy radą, dba o swoje ”dziecko”, pilnuje opiekuna i OPIEPRZA go w razie potrzeby. A inteligentny właściciel pamięta, że pomysł, żeby półroczny szczeniak biegł kilka-naście/ dziesiąt kilometrów za rowerem JEST SKRAJNYM DEBILIZMEM.

 

”Widziałem TAAAKIEGOOO Dogo Argentino”

W przypadku Dobrego Hodowcy najbardziej charakterystyczne jest to, że kiedy myślimy o jego psach, przewijamy sobie w głowie obrazy z wystaw, przypominamy sobie widziane na nich dogo, uderza nas to, że nigdy nie mieliśmy okazji zobaczyć słabego psa z przydomkiem tego Dobrego Hodowcy.

Dzieje się tak dlatego, że Dobrzy Hodowcy dbają o to, by na wystawach nie były pokazywane egzemplarze, które mogłyby przynieść im… wstyd.

Nigdy. Nie. Mieliśmy. Okazji. Zobaczyć. Na. Wystawie. Słabego. Psa. Z. Przydomkiem. Tego. Dobrego. Hodowcy.

Dziś zdanie o tym, które psy są dobre, a które nie, można wyrobić sobie już w ciągu roku -jeżeli ktoś się bardzo uprze. Trzeba tylko pojeździć na wystawy… I oglądać. (A jeszcze lepiej jest pojeździć sobie po hodowlach, czyli odwiedzić poszczególne hodowle. Tylko pamiętajcie: nie chodzi o to, by spośród ”takich sobie” psów wybrać najmniej byle jakiego.)

Dobre Dogo Argentino jest psem szlachetnym w wyglądzie, majestatycznym, atletycznym, o mocnym kośćcu. Patrząc na takie zwierzę czuje się jego siłę, zwinność, jednym słowem MOC. Oglądane w ruchu tak samo zachwyca (No niestety są psy, które ”ładnie” wyglądają tylko stojąc. Kiedy zaczynają się ruszać, kłusować ich urok znika, ukazując wszystkie wady budowy i poważne problemy ze stawami…).

Jeżeli przyjeżdżamy na wystawę oglądać dogo na żywo, chcemy poczuć na własnej skórze te ciarki, które wywołuje podziwianie cudu natury, wszystko to, o czym piszą reklamując nam swoje hodowle hodowcy i hodofffcy (poczuć ”moc tych nagród”, zobaczyć efekty tych ”super-extra kryć” i przekonać się o ”niesamowitych importach”) i nie czujemy nic poza rozczarowaniem w rodzaju ”To, to miało być to? To o to tyle szumu? Hmm… Kurcze miałem/am wrażenie, że to inaczej ma wyglądać” – to zaufajmy swojemu instynktowi, bo PRAWDZIWA SZTUKA BRONI SIĘ SAMA. Z Dogo Argentino jest dokładnie tak samo – zwierzę pozbawione tej charakterystycznej MOCY – a rozczarowanie oznacza, że oglądane psy jej nie mają- nie ma cech typowych dla przedstawiciela swojej rasy.

Oglądanie Dobrego Dogo to zawsze jest ogromna przyjemność, nigdy rozczarowanie dla oglądającego. No, chyba, że jednak…

Powróćmy do: Nigdy. Nie. Mieliśmy. Okazji. Zobaczyć. Na. Wystawie. Słabego. Psa. Z. Przydomkiem. Tego. Dobrego. Hodowcy.

Nie dzieje się tak dlatego, że u Dobrego Hodowcy nie rodzą się także słabe psy (Na marginesie u Dobrych Hodowców rodzi się najwięcej ”słabych” psów, bo Dobrzy Hodowcy niesłychanie wysoko stawiają sobie poprzeczkę i selekcjonują ”zaokrąglając wzwyż”, czyli oni wręcz czepiają się bardziej niż trzeba.

Po prostu Dobry Hodowca umie zadbać o to, by te słabe psy nie były pokazywane na wystawach, w związku z czym nie mamy okazji tych psów oglądać. One mieszkają sobie gdzieś tam i są wielkim skarbem dla swoich właścicieli, którzy w ramach szacunku dla samych siebie i hodowcy nie ciągają ich po wystawach… Cieszą się nimi, ale nie mają ciśnień (ani na ”show”, ani na szczęście na ”zostawanie hodowcami”…)

Jak to możliwe?

Otóż Dobry Hodowca często na dwa krycia do przodu ma umówionych przyszłych nabywców/ właścicieli szczeniąt. Są ludzie, którzy potrafią czekać na ”swoje” krycie rok, a nawet trzy lata, aby mieć szczenię z konkretnego skojarzenia. I te osoby spędzają na rozmowach z Dobrym Hodowcą dziesiątki godzin. W związku z czym Dobry Hodowca dokładnie wie czy, jakie i ewentualnie ile szczeniąt z takiego krycia zostawi sobie, komu zaproponuje umowę współwłasności na psa, czy sukę, czy takich umów będzie jedna, dwie, czy trzy, do kogo trafi pies/psy z potencjałem, do kogo suka/suki, ile ewentualnie będzie umów na warunek i kto czeka na peta, z którym całe dnie będzie np. chodził po górach, trenował nad morzem, czy polował (zgodnie z przepisami polskiego prawa). Te kwestie Dobry Hodowca ustala na długo przed kryciem. Bo ma na to czas, bo obmyśla poszczególne ”konfiguracje”. Dlatego wszystkie psy noszące przydomek Dobrego Hodowcy, które oglądać możemy na wystawach są ”dobre”.

Dobrego Hodowcę interesuje kontakt z przyszłym posiadaczem szczenięcia, a potem dorosłego dogo i jego psy nie trafiają do przypadkowych ludzi. Dobrym Hodowcom nie zdarzają się  ”wtopy” w rodzaju ”Co prawda kupiłem tego psa jako peta, ale teraz mi się tak porobiło, że bym sobie pochodził z nim na wystawy i zobaczył co z tego wyniknie”**…

Dobry Hodowca nie zalicza wtop w rodzaju ”bla bla bla w naszej hodowli tego i tego dnia urodziły się szczeniaczki, tyle piesków, tyle suczek bla bla bla, zostały 3 suczki, jeden piesek, przyjmujemy rezerwacje” – Nie! to jest kłamstwo! REZERWACJE PRZYJMUJE SIĘ ,ZANIM URODZĄ SIĘ SZCZENIĘTA! (http://definicja.net/definicja/Rezerwacja). SENS TAKIEGO OGŁOSZENIA JEST MNIEJ WIĘCEJ TAKI: TRZEPNĘLIŚMY MIOT, BO TAK I JUŻ, I ZOSTAŁO NAM KILKA SZCZENIAKÓW, JEST KTOŚ CHĘTNY?

Średnia przy dogo (generalnie w hodowli psów rasowych ) jest słaba. Na ogół na miot powiedzmy 7 szczeniąt jedno/ dwa w przyszłości warte użycia w kolejnych posunięciach hodowlanych to bardzo, bardzo dużo. Zdarza się oczywiście, że tych szczeniąt z potencjałem jest więcej (ale są to naprawdę rzadkie przypadki). Z tej siódemki zostaje nam piątka, z której dwa/ trzy szczenięta nie są już tak dla hodowcy cenne, ale spełniają kryteria show-dogs, które warto jest pokazywać, bo pomimo wad, które spowodowały, że Dobry Hodowca nie zdecydował się zatrzymać ich do dalszej pracy hodowlanej, posiadają wszelkie cechy typowe dla przedstawicieli swojej rasy i wciąż biją od nich ten niezbędny dla dogo majestat i szlachetność wyrazu lub tez po prostu ”dobrze się na nie patrzy”. Tak została nam dwójka/ trójka (częściej trójka) petów – czyli piesków nieprzedstawiających żadnej*** wartości hodowlanej, których budowa anatomiczna/ typ, powodują, że są pozbawione cech typowych dla przedstawicieli swojej rasy.

Całe ”mioty wystawowe” to ciężki kit. Naprawdę ”całe białe” nie jest ”kryterium hodowlanym”.

Trzeba pamiętać, że dogo to naprawdę trudna w hodowli rasa. Wielu hodowców stosuje linebreed, co oznacza, że jeżeli gdzieś się pomylą, potkną się w swoim planie i zabraknie im oka i instynktu, by swoją pomyłkę sobie uzmysłowić lub też odwagi, by się do niej przyznać, łatwo wpadają w pułapkę, z której bardzo, bardzo ciężko jest wyjść. (Możliwe jest to tylko dzięki przebudowaniu planu hodowlanego). Zaczynają się ”odjazdy” i kombinacje z interpretowaniem zapisów wzorca rasy tak, by to, co się urodziło jakoś dopasować, wymyślając stosowną do okoliczności narrację.

Linebreed daje komfort przewidywania, planowania cech potomstwa danej pary. Pozwala nam z dużym prawdopodobieństwem określić, które cechy szczenięta odziedziczą po swoich przodkach i pod tym względem jest znacznie wygodniejszy od outcrossu, który jest… ruletką (ale za to pozwala na odświeżenie puli genetycznej, które jest także ogromnie cenne ze względu na zapobieganie zubożenia tej puli).

 

 ”Jakie śliczne piesiuńki ! Och ! Och ! Och !

Dobry Hodowca nie wciska kitu.

Nabywca nie jest w stanie wywnioskować czegokolwiek z fotek dwudniowych, siedmiodniowych  itp. szczeniąt. Wrzucanie na fora i Facebook fotek tak małych szczeniąt to tylko i wyłącznie chwyt marketingowy, który ma pobudzić emocje potencjalnego nabywcy.

Nie ma nic złego w pokazaniu na dwóch-trzech fotkach, że ”Oto mamy maluchy” – to normalne, że się potwierdza/ ogłasza, że szczenięta już są. Ale trzepanie fotka za fotką zdjęć, z których nic nie wynika, jest kitowaniem.

”Coś widać” powiedzmy w szóstym tygodniu. Na takich zdjęciach widzimy już linie, kąty i kształty i możemy pokusić się o wnioski. (Dobry Hodowca widzi wszystko znacznie wcześniej i od początku wybiera faworytów.) Wszystko wcześniej, to ”branie pod siusiu”. Nabywcy nie interesują ”śliczne” zdjęcia z pluszowymi maskotkami, fotki ”na kanapie z ciocią Wiesią” itp. – to jest taki najgorszego rodzaju ”PR”, z którego -w kynologicznym sensie- nie wynika absolutnie nic. Profesjonalnie przygotowane zdjęcia, zrobione po to, żebyśmy mogli coś zobaczyć, to fotografie ustawionych na równej powierzchni szczeniaków. Ustawianych tak, aby widać było głowę i profil sylwetki (łopatkę, głębokość klatki, linię grzbietu, kąty). Tylko i wyłącznie z takich zdjęć wynika to, co jest interesujące dla nabywcy, tylko tak można, na podstawie zdjęć, ”ocenić anatomię psiaków”.

A skoro już ktoś podrzuca nam przypadkowo dobierane i ”urabiające” fotki, to warto pamiętać, że u pięcio-sześciotygodniowych szczeniąt, wzdęty brzuch, głowa ciasno obciągnięta skórą jest oznaką zarobaczenia…

Dobry Hodowca DORADZA i należy tych jego rad słuchać – szczególnie, kiedy chodzi o żywienie, trening i ”podejście do wychowania”.

*Suka/pies hodowlany MUSI SPEŁNIAĆ OKREŚLONE WYMOGI: rozwinięcie:

Zaczynamy od tego, że wiemy jak dane zwierzę słyszy (zaczynamy od tego, bo to można zbadać zanim wyda się szczenięta do nowych domów, już od 7go tygodnia ich życia). Dogo, Bull, Dalmtyńczyk, jak i każdy szczeniak/ dorosły pies rasy w której umaszczeniu występują białe znaczenia, oraz ”kolor” merle, powinien zostać poddany badaniu BAER, które jednoznacznie i ponad wszelką wątpliwość wykaże poziom słyszenia w obu jego uszach. Wielu hodowców obawia się BAER. Obawiają się, że gdyby badania wykazały uszczerbek słuchu u ich psów, zmniejszyłaby się liczba osobników hodowlanych – to prawda. Ale w hodowli rasowych psów chodzi o selekcjonowanie najlepszych osobników i UŻYWA SIĘ TYLKO TAKICH – więc? WTF?Linebreed sam w sobie ogranicza pulę genetyczną, tak więc wydaje się logiczne, że zdrowie psów pochodzących ze skojarzeń nieszczególnie bogatych genetycznie, musi być wnikliwe kontrolowane tak, aby wykluczyć z programów hodowlanych te zwierzęta, w przypadku których ograniczenie puli genetycznej skutkowało bardzo negatywnymi zmianami lub w przypadku, których można przypuszczać, że mamy już do czynienia z depresją inbredową.

Obawy hodowców o zmniejszenie (dodatkowe) tej genetycznej bazy, nie zmienią faktu, że dziś możemy kupić np. Bullterriera z pełnym zestawem badań, mówiących nam prawdę o słuchu szczeniaka, jego nerkach (problemy typowe dla bullów) i sercu… Sądzę, że już wkrótce ”klienci” wymuszą na wszystkich hodowcach dogo, zwyczaj ich BAERowania, oraz przyzwyczają wszystkich hodowców do badania szczeniąt przekazywanych nowym właścicielom, jako zwierząt ”z potencjałem wystawowo-hodowlanym”.

Potem, w wieku już między 3a4ym miesiącem życia szczyla, można zrobić pierwsze prześwietlenie, które pokaże nam stan stawów biodrowych zwierzęcia – jeżeli chcemy kupić psa do hodowli/sukę hodowlaną powinniśmy móc porównać stawy zwierzęcia powiedzmy w okresie trzeciego, ósmego, szesnastego i dwudziestego czwartego miesiąca życia – to ostatnie badanie jest najważniejsze.

Wykrycie  ewentualnych nieprawidłowości we wczesnym wieku, pozwoli nam walczyć z dysplazją lub cechami dysplazji naszego pupila, oraz możliwe najlepiej zabezpieczyć go przed jej konsekwencjami.

Kolejna kwestia to zejście obu jąder u samca – wnętrostwo wyklucza psa z hodowli, wskazuje, że para hodowlana ze skojarzenia, której wnętr pochodzi, nie powinna być ponownie łączona, oraz że miotowe rodzeństwo wnętra także obciążone jest (w sposób recesywny) tą samą wadą.

U suki ważne jest, by była wolna od problemów hormonalnych, które najczęściej objawiają się problemami z cieczką, która np. w ogóle nie występuje, mimo iż suka jest już w wieku, w którym cieczka powinna wystąpić.

I prawidłowy zgryz. Zgryz nożycowy. I dopuszczalny zgryz cęgowy.

Tyłozgryz i przodozgryz wykluczają zwierzę z programów hodowlanych. Dobry Hodowca poinstruuje nas, jak dbać o prawidłowy zgryz naszego psa (jak go nie zepsuć) oraz w jaki sposób można zgryz korygować (zabezpieczyć zgryz cęgowy, aby tym dopuszczalnym cęgowym pozostał).

Przyjmuje się, że mniej więcej do dwudziestego czwartego miesiąca życia ustala się pigment dogo i jeżeli do tego czasu nos się nie wypigmentował, to naturalnie się już nie wybarwi. Z tęczówkami jest prościej: kolorują się szybko i szczenię opuszczające hodowlę w mniej więcej ósmym tygodniu życia musi mieć już w pełni wykolorowaną tęczówkę. Bez niebieskich luk i refleksów. Ale prawdą jest też, że szczenięta z linii o popranej pigmentacji, opuszczając hodowlę, także mają już w pełni wybarwione noski.

BAER (oraz wszystkie inne badania, na których powinno nam zależeć, jeżeli zamierzamy w przyszłości sami zostać hodowcami albo chcemy z naszym psem/suką uczestniczyć w programie hodowlanym (współpracować w porozumieniu z wybranym hodowcą), kosztuje. Ale od tego mamy umowy pomiędzy hodowcą a nabywcą, by kwestię badania BAER dokładnie omówić i uwzględnić ją w kosztach (można koszt badania BAER doliczyć do zaliczki, kiedy rezerwuje się szczeniaka u hodowcy).

Wszystkie te punkty są niesłychanie ważne, ponieważ hodowcy stosują linebreed (ograniczający pulę genetyczną) i zdarza się, że w rodowodach obojga rodziców po kilka razy powtarzają się te same zwierzaki…).

Wyniki tych badań potwierdzają PRZYDATNOŚĆ HODOWLANĄ danego zwierzęcia. Uprawnienia hodowlane zdobywane na wystawach, na ”show” dają prawo rozmnażania zwierząt, ale: Nabywco pamiętaj tylko wyniki badań, zaliczenie powyższych punktów, zrównoważony temperament i dopiero na końcu poprawna, czynią psa wartym rozmnażania.

Chów w pokrewieństwie niestety, czy to się komuś podoba czy nie, wymaga od hodowców ostrej selekcji i Dobry Hodowca doskonale zdaje sobie z tego sprawę.

**Co także jest bardzo ważne: szanowni państwo: nabywcy psów z Dobrych Hodowli nie robią -przepraszam za kolokwializm- siary tym hodowcom na internetowych forach! Poczytajcie sobie państwo uważnie tematy na internetowych forach  -ze szczególną uwagą te pozakładane przeze mnie 😉 [”sigourney.weaver” na Dogomania Forum oraz ”gość + jakiś tam numerek” na kiedyś bardzo popularnym forum, którego moderatorzy postanowili usunąć informację o tym, kto jest autorką artykułów o genetyce umaszczeń etc… (tematy z DGM mają takie same tytuły, jak te z ”tamtego” forum, więc łatwo jest je ”namierzyć”). Zachęcam do uważnego wczytywania się – naprawdę warto 🙂 To bardzo pomaga wyrobić sobie zdanie (szczególnie na temat osób, które … być może będą kiedyś dobijać się do was na ”fejsie” chcąc zostać waszymi znajomymi… ). Przypomniałam sobie o tym z uwagi na to, że na Dogomnia Forum w dziale Dog Argentyński zamieściłam ostatnio informację min. o tym blogu i standardowo odezwał się … taki bardzo, bardzo… specyficzny ”pan”… z bogatym … ”dorobkiem”… Rzecz jasna, ”popisy” na Facebooku, także są nie do przecenienia…

***Żadnej – słówko dyskusyjne. Owszem są sytuacje zupełnie oczywiste, kiedy dane zwierzę ma wadę genetyczną np.: nie w pełni wypigmentowaną tęczówką oka, jest głuche#, umaszczenie niezgodne ze standardem rasy##, lekką, praktycznie charcią kość, albo jest zbudowane jak Mastif Angielski. Albo, kiedy kilka wad nakłada się na siebie np. głowa odbiegająca budową od tego, co nazywamy typową dla dogo głową###, idzie w parze z fatalną linią grzbietu i płytką klatką piersiową…

#Takie szczenięta powinny być usypane niezwłocznie po zdiagnozowaniu niepełnosprawności

##Zdarza się, że zwierzęta doskonałe anatomicznie rodzą się z kolorem przebijającym się przez wielka białą łatę np. w okolicy ogona lub karku i mimo iż jest to ich jedyna wada, formalnie są petami (W sensie naukowym nie jest to żadna wada i jest to tylko ”forma kosmetycznej” wady), ale  musimy szanować wytyczne wzorca. Są to przypadki niezwykle bolesne dla Dobrego Hodowcy i takie psy często pozostają w hodowli. Dobrzy Hodowcy uważają, że barbarzyństwem byłoby sprzedawać, jako peta co najmniej poprawnie zbudowane zwierzę (tym bardziej, że przepisy hodowlane dotyczące dogo, w krajach, w których ta rasa nie jest aż tak ”egzotyczna” są znacznie bardziej zrównoważone w kwestii koloru niekoniecznie na głowie, czy więcej niż jednej łaty na psim łbie…), dodatkowo pozbawione wad rozwojowych, jak ”klasycznego peta”, którego nieprzydatność do hodowli wynikająca z niedoskonałości anatomicznych, czy np. wad zgryzu jest zupełnie oczywista i nie podlega dyskusji. Proszę sobie to wyobrazić: zdarza się, że formalnie taki anatomicznie świetny ”pet”, jest petem ze względu na kolor, a naprawdę bardzo marnej jakości pies jest ”wystawowy”, tylko dlatego, że jest biały…

###”Rasę psa (a molosa szczególnie) poznaje się po twarzy” – w przypadku dogo głowa jest kwestią determinującą, absolutnie decydującą

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora jest zabronione.

www.facebook.com/zuzpasjaodogoargentino

WYBIERAJĄC HODOWLĘ DOGO ARGENTINO -HODOWCY VS. HODOFCY

Od jakiegoś czasu ”nie śledzę” wszystkich miotów, które przychodzą na świat w poszczególnych hodowlach – przeszło mi. Wiem co u kogo ”w trawie piszczy”, ale w znacznej większości sens tych miotów sprowadza się po prostu do tego, że coś piszczy… Nie śledzę poczynań wszystkich hodowców*, bo nie ma czego śledzić.

W ciągu tych ponad dwóch lat, odkąd piszę o dogo, sporo rzeczy się zmieniło… Począwszy od tego, że mądralińska pani na etacie gwiazdy przestała nazywać poprawnie pigmentowane DA, wywodzące się z włoskich linii, ”dalmatyńczykami”. (W końcu przecież stara się do swoich kryć wybierać psy z podobnymi rodowodami co te ”dalmatyńczyki”. Co prawda rodowody są tylko ”podobne”, bo dogo-świat z naciskiem na ”ŚWIAT” jest dzięki fb naprawdę mały, a Włosi pamiętliwi, ale kopiuje ile może). Wraz z nią parę innych osób nauczyło się, że różowe dogo wygląda jak prosiak z alergią na pyłki traw, i nie ma co bronić takiego ”wizerunku”. I co najważniejsze, że tak poważne braki pigmentacyjne, jakie jeszcze niedawno uchodziły na sucho polskim gwiazdom for (które niektórzy traktowali i wciąż jeszcze traktują, jak sklepy internetowe, dzięki którym zbywali i zbywają szczeniaki), to bardzo poważny problem dla rasy, której ”barwa” sierści to efekt niezdolności do produkcji pigmentu, a najczęstszym skutkiem tej niezdolności u białych psów jest głuchota uwarunkowana genetycznie. Dbałość o poprawną pigmentację wymaga od hodowców staranniejszej selekcji – nie wszystkim się chce 😦

Obawiam się jednak, że wzrost świadomości na temat tego jak istotna jest kwestia pigmentu u psów, których umaszczenie wynika z wielkiej białej łaty, jest jedyną pozytywną zmianą…

Niestety to o czym pisałam półtora roku temu, to straszliwe ciśnienie niektórych na pozowanie na super-extra hodowców, skutkuje dziś tym, że mamy aktualnie wysyp nowych tzw hodowli, w których w ogromnej większości bazą hodowlaną są te zakupione dzięki internetowym forom bardzo przeciętnej (z tendencją w dół) jakości psy. Tak wyszło, to o czym pisałam np w tym artykule http://www.dogomania.pl/forum/threads/223765-Dogo-Argrentino-Top-10-dogo-%C5%9Bciem spełnia się. Zalewa nas fala nowych hodowli, nowych ”hodowców”, nowych ”hodowlanych” niby Dogo Argentino… I nie wynika z tego nic dobrego. Argentyny stają się coraz popularniejsze i nie ma się z czego cieszyć.

Popularność to pierwszy gwóźdź do trumny każdej rasy

Nie można się cieszyć z tego, że ludzie z coraz gorszym zapleczem merytorycznym (intelektualnym), kompletnie nie mający pojęcia o specyfice rasy, zaczynają obłąkańczo te psy rozmnażać. Bez wyobraźni i wiedzy.

Wyobraźni na temat tego, że to jest rasa myśliwska – idioci na internetowych forach i fejsikowych profilach coraz częściej prezentują Doga Argentyńskiego w taki sposób, jakby to była odmiana spaniela, albo labradora i ludzie dają się na to nabierać. Fakt, że niektóre psy wyprodukowane w Polsce faktycznie wyglądają jak ogromne, galaretowate laby, ale na miłość boską! mimo wszystko labami ani spanielami nie są! Lenistwo intelektualne i brak refleksji głębszej niż ”O jejku, jejku, jaki on śliczny !!!”, to największy grzech ignorantów porywających się na posiadanie a czasem i rozmnażanie Dogo Argentino. Wyobraźni dotyczącej wyboru odpowiednich przyszłych opiekunów. DA w rękach nieodpowiedzialnego idioty, to naprawdę bardzo, bardzo niebezpieczny pies.

To jest ta różnica, kilka lat temu, żeby kupić w Polsce Dogo Argentino trzeba było naprawdę zdobyć zaufanie hodowcy, te psy nie trafiały do przypadkowych osób. Dziś jest zupełnie inaczej. Fora, przez niektóre osoby rozmnażające argentyńczyki, traktowane są jako sposób na reklamę, coś, dzięki czemu bez większych problemów opchnie się szczeniaki. Problem w tym, że w większości przypadków relacja hodowca-nabywca na sprzedaży się kończy. Nikt nie lubi babrać się w brudach. Na forach można polansować się przy akcjach adopcyjnych, porobić trochę szumu, jak to się ”szuka domku dla pieska w typie” itd. Ale jak sobie nowy właściciel nie radzi z dorastającym, dominującym, agresywnym psem to, to jest tylko i wyłącznie jego problem.

Wiedza

Szczeniaki posprzedawane dzięki nachalnie wciskanym na forach kitom, dziś są rozmnażane jako ”typowi przedstawiciele rasy” przez ludzi, którzy zaliczyli z tymi psami maksymalnie kilka wystaw , gdzieś blisko domu (bo się im dalej nie chciało jechać albo nie mieliby po co, bo stawka była la nich za mocna) i widzieli w całym swoim życiu na żywo góra kilka innych białych psów (często tej samej ”klasy” co ich pies/suka…) i ani o tym jak Dog Argentyński w istocie wygląda, ani o jego temperamencie nie mają zielonego pojęcia.

Można zrozumieć temperament DA po tym, jak się raz zobaczy psa tej rasy na wystawie? Co można wiedzieć jeżeli całe doświadczenie z argentynem sprowadza się do tego, że ktoś kupił sobie do mieszkania w bloku sukę, kilka razy zabrał ją na wystawę, ktoś z forum, jako komentarz dodał naście serduszek pod zdjęciem psa, a na ”fejsie” ludzie na tym samym kynologicznym poziomie, co właściciel, dali fotce 8 lajków? Najwyraźniej zdaniem wielu świeżaków w świecie dogo-rozmnażaczy to wystarczy, żeby rejestrować przydomki i pozować na hodowców.

Mamy więc samce ”delfiny butlonose”, na temat, których super-ekstra wyrazistej głowy idiotyzmy wypisuje osoba rozmnażająca. Mamy kobyły, których wzrost znacznie przekracza ilość centymetrów w kłębie określony /dopuszczanych przez wzorzec rasy http://dogoargentinoclub.pl/info/wzorzec/wzorzec-fci-nieoficjalne-tlumaczenie/. Mamy suki z łbami jak bullterrier’y. Mamy Championy z niewypigmentowanymi w sposób poprawny nosami. Mamy na wystawach psy z niebieskimi trójkątami na tęczówce -i sędziów idiotów, którzy tym psom dają tytuły. Mamy wnętry niedyskwalifikowane i przez idiotów przepuszczane. Mamy coraz więcej ”cieciostwa” na wystawach, a to cieciostwo zawdzięczamy na równi sędziom, którzy nie znają podstaw wzorca rasy ani nie interesują się publikacjami na temat ras, w których powinni się specjalizować i hodoFcom. Ignorancja po obu stronach wciąż jest obecna. Sędziowie wciąż wiedzą mało, choć to nie jest precyzyjne podsumowanie sędziów. Starzy sędziowie, ci z doświadczeniem, uczą się. Jest ciut lepiej. Niektórzy naprawdę starają się zrozumieć o co chodzi w DA… Ale ZKWP zmienił przepisy i nowi sędziowie są ”specami od wszystkiego” i gówno wiedzą o argentynach. I dalej, mamy przypadki typu ”panienka, która uparła się, żeby zostać hodowcą”. Podobno wszystko przez ”przypadek”… Zaczęło się od tego, że jej zbyt młodą sukę, w dodatku sukę, której głowa wygląda, jak głowa bulteriera sprzed stu pięćdziesięciu lat i która za tą nie-dogo głowę zaliczyła dyskwalifikację, ”niechcący” pokrył jej pies. Osoba rozmnażająca była na tyle mało-mądra, że nie oddzieliła suki w cieczce od samca i ”ciach”. Dwunasto/trzynasto(?) miesięczna suka zaszła w ciążę… Potem była afera z ”legalizowaniem” w ZKWP tego miotu (regulamin określa wyraźnie wiek suki i uprawnienia jakie musi uzyskać -określone tytuły na określonej liczbie wystaw- zanim pierwszy raz może zostać matką). W końcu urodziły się szczeniaki. Szczeniaki zostały sprzedane… I tu mamy smaczek, między innymi pet. Pet, samiec z niedozwolonym przez wzorzec rasy umaszczeniem –trzy osobne, duże czarne znaczenia na głowie. Pies jest z założenia petem i pomijając już klasę jego matki, powinien za to umaszczenie zostać sprzedany jako pet, a komisja odbierająca miot, która przecież miała z nim tyle papierkowej roboty, powinna była wpisać w jego metrykę ”niehodowlany”. Tak się nie stało. I osoba rozmnażająca -”bo właściciel chciał -sic!!!- wystawiała tego pecika na wystawie, wśród psów o wartości hodowlanej. Dalej, żeby było jeszcze śmieszno-straszniej było, na wystawie okazało się, że pies jest wnętrem (! -na wystawie??? to ona nie wiedziała, czy udawała, że nie wie, że wprowadza na ring peta do kwadratu ? Ano…). Wnętr zaliczył dyskwalifikację. Ale nie przeszkodziło to rozmnażaczce zabrać tego samego psa na kolejną wystawę, na której to już -o dziwo !- dyskwalifikacji nie zaliczył… Dodatkowo ta osoba ogłosiła już kolejny miot tej samej pary, mimo że pierwszy był klasyczną wpadką i zarzekała się, że nie ma zamiaru zostać hodowcą, bo rozumie, że jej suka nie jest wartościowa. Powtarzam ogłosiła, że będzie kolejny miot z tej samej pary, mimo że w pierwszym miocie jest co najmniej jeden wnętr! – dodaję link, bo nie mam już siły się rozpisywać na temat poważnej wady genetycznej jaką jest wnętrostwo: http://twojezwierze.pl/psy/choroby-psow/artykuly/zobacz/moj-pies-jest-wnetrem-co-to-oznacza.html

Kolejny przebój, pani, której życiowy partner jest ”’zagranicznym hodowcą Dogo Argentino” postanawia sama nieco przygwiazdorzyć (czekamy na rozwój sprawy), podobno sąd ma rozstrzygnąć jak było… W każdym razie, efekt jest taki, że pies przebywający w rękach Polskich Właścicieli został użyty jako reproduktor, ale w oparciu o włoskie przepisy prawa hodowlanego, pozwalające użyć, jako rozpłodowego samca w wieku 14 miesięcy. Tyle że nie jest na tę chwilę jasne, czy w przypadku tego konkretnego zwierzęcia, jego ”prawnego statutu” opieranie się nawet o te włoskie przepisy ma rację bytu… Samca tego użyto dla suki niezarejestrowanej w ZKWP, zarejestrowanej za to w stowarzyszeniu http://swkipr.pl/  (Takich stowarzyszeń powstało przynajmniej kilka po wprowadzeniu w życie [01.01.2012 r. ustawy dotyczącej min. pseudo hodowców, mającej na celu rozwiązanie problemu pseudo hodowli…). Właściciel suki podobno nie został poinformowany o tym, że jego sukę krył pies A i myślał, że krył ją pies B, bo podobno Pani, której życiowy partner jest ”zagranicznym hodowcą Dogo Argentino”, poinformowała, przedstawiając mu odpowiednie papiery, Pana Hodowcę stowarzyszonego w stowarzyszeniu, że będzie jego sukę krył pies B… (A facet nie odróżnił dorosłego psa od szczeniaka, i nie zauważył, że szczeniak ma cięte uszy, a dorosły samiec B, który to niby krył jego sukę, o czym ten pan był przekonany, dokąd polska para, która trzyma u siebie psa A, go nie ”oświeciła”, miał uszy naturalne… -serio???). Kryć przyjechał pies A. Pan Hodowca stowarzyszony w stowarzyszeniu ogłosił, że miot jest po jego suce i psie B. Wygląda na to, że nabywcy dostali informację, że ojcem miotu jest włoski Champion, a nie byle jaki szczeniaczek przebywający w rękach polskiej pary… Afera wybuchła przy okazji płatności za krycie… Okazało się, że polska para, która ma u siebie psa A, nie dostała żadnych pieniędzy za to, że psa A udostępniła Panu Hodowcy stowarzyszonemu w stowarzyszeniu. I oberwało się Pani, której życiowy partner jest ”zagranicznym hodowcą Dogo Argentino. Przez chwilę był syf na fejsie, potem wątek został usunięty… Dziś nie jest jasne czy nabywcy szczeniąt od Pana Hodowcy stowarzyszonego w stowarzyszeniu zostali o tym przekręcie poinformowani… Może ci ludzie dalej myślą, że ojcem ich psów jest pies, którego pierwotnie wskazał im Pan Hodowca stowarzyszony w stowarzyszeniu… Może nawet wydaje im się, że swoje psy będą mogli wystawiać na wystawach ZKWP, bo dalej pojęcia nie mają, że to ich stowarzyszenie to nie to samo, co ZKWP…

Czy stowarzyszenie, które podobno rejestrowalnią pseudo hodowli nie jest, zostało poinformowane o ”błędach” w papierach? Tego też nie wiadomo, a Pan Hodowca zarejestrowany w stowarzyszeniu nie był łaskaw odpowiedzieć na to pytanie, mimo że postawiałam mu je osobiście w publicznym wątku na Grupie Dogo Argentino Polska… Zobaczymy co odpowie na to http://swkipr.pl/ . Wiadomo tylko tyle, że polska para, która trzyma psa A, postanowiła zarejestrować przydomek i też chcą być hodowcami… Fajnie, nie? Ludzie, którzy poczuli się ”dotknięci niesprawiedliwością” dopiero, kiedy zorientowali się, że nie dostali swojej działki, też już mogą uchodzić za ”hodowców”…

Wreszcie mamy też takie kwiatki, jak autor tego posta http://www.pupileo.pl/showthread.php?t=32181. Nie będę streszczać 🙂 przeczytajcie Państwo sami i wyróbcie sobie zdanie na temat poziomu/klasy i podstawowej wiedzy, choćby już tylko na temat przepisów hodowlanych, tego pana… (Straszna szkoda, że pan ten usunął swój wątek z grupy Dogo Argentino Polska (Poland) bo to było po prostu niesamowite… Obnażyć swój ”poziom” w taki sposób… Trzeba być doprawdy ”wybitnym”). Pozostaje mieć nadzieję, że żaden szanujący się hodowca nie zechce mieć z tym panem nic wspólnego…

Mamy też pasjonatów rozmnażania kierujących się … tytułami psów i niczym więcej. Tak więc zapewne będziemy na ringach już wkrótce oglądać więcej galaretowatych białych mastifów… Niestety… Może ci zapaleńcy, z których jeden ostatnio przypomniał sobie, ze kiedyś zajmował się hodowlą Doga Argentyńskiego, po prostu są ślepi?

* ”Hodowców” śledzę 😉 nie mam siły oglądać tego co wyprawiają hoFcy

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora jest zabronione.

Zuza Petrykowska

http://www.facebook.com/zuzpasjaodogoargentino