Archiwa tagu: Świat Czarnego Terriera

PROPORCJE I WZROST, UKŁAD KOSTNY I TKANKI MIĘKKIE ORAZ TRUDNE SŁOWO: ‚SUBSTANCE’ – WPROWADZENIE DO ANATOMII (NIE TYLKO) DOGO ARGENTINO

Oto esencja tego, co sprawiło, że jako smark zakochałam się w grupie II (wg klasyfikacji FCI): 

Obejrzyjcie sobie ten film, przeczytajcie wzorzec rasy FCI (nr. 116), popatrzcie jak wyglądają dziś DdB…

Ach, to siedzenie w domu

W połowie 2017 roku skończyłam cztery teksty na temat psiej anatomii i odłożyłam je na potem – miałam zdecydować, które z wytypowanych do nich grafik wybrać. Jednak czas mijał, zajęłam się innymi sprawami, a teksty sobie były w folderze… Jako że aktualna sytuacja zafundowała nam sporo przymusowego ‚czasu wolnego’, miałam okazję zrobić porządek min. w psich folderach i wreszcie wybrać grafiki. Tak więc w najbliższym czasie na blogu pojawi się nie tylko trzecia część komentarza odnośnie propozycji zmian w ustawie o ochronie zwierząt (aczkolwiek z zamieszczeniem tego tekstu czekam aż nieco uspokoi się bieżąca sytuacja, bo zależy mi, byście czytając go skupili się i nie byli zestresowani tym wszystkim co dzieje się obecnie) oraz tłumaczenie z zakresu genetyki  (tu, jak z trzecią częścią komentarza, czekam na spokojniejszą aurę), ale i seria o anatomii 🙂 Dziś zamieszczam tzw wprowadzenie do serii tekstów dotyczących tej zupełnie elementarnej kwestii, jaką jest anatomia psa. Pamiętajcie: choć jakość towaru dostępnego dla nabywców ograniczają materiały, na których pracują jego producenci, nie ma powodu, by eksterierowo kiepskie rasowe psy, celowo przez tzw hodowców powoływane do życia (produkowane), były jeszcze bardziej …kiepskie tylko dlatego, że ich nowym właścicielom nie chciało się wykonać minimum pracy.

 Co w trawie piszczy 

Naturalną konsekwencją prowadzenia tematycznego bloga jest możliwość ”monitorowania” zagadnień i problemów, których rozwiązań poszukują jego czytelnicy. Czytelnicy, którzy kontaktując się ze mną przez stronę bloga na Facebooku oraz moje prywatne konto na tym serwisie (gdy jeszcze istniało 🙂 ), często blog pomagają prowadzić, przekazując wartościowe materiały (ponownie: dziękuję), zadając pytania (na których odpowiedź czasem czekają bardzo długo, za co w tym miejscu raz jeszcze przepraszam) oraz proponując tematy, które ich zdaniem należy poruszyć (w przygotowaniu mam kolejnych kilka tekstów, które ukażą się, gdy tylko czas pozwoli mi je dopracować) i pokazują, że opcja ”najczęściej szukane” nie jest aż tak miarodajna, jak przypuszczałam. W trzeciej części ”O RÓŻNICACH, CZYLI JAK NIE STAĆ SIĘ ROZCZAROWANYM NABYWCĄ”, tekstu, który pisałam korzystając z własnych doświadczeń, obserwacji i niejednokrotnie ”szoków”, ale też właśnie jako swego rodzaju wynik i podsumowanie rozmów (w tym w formie korespondencji) z wieloma (także niestety już rozczarowanymi) posiadaczami psów oraz osobami, które do zakupu lub adopcji psa dopiero się przygotowują i chciałby uniknąć błędów, sporo miejsca poświęciłam niezrozumieniu opiekunów młodych molosów problematyki układu kostnego i aparatu ruchu u psa. Obiecałam też, że szerzej zajmę się kwestią żywienia młodego molosa w kontekście zapewnienia mu optymalnych warunków rozwoju. Po przeczytaniu pierwszego z serii czterech, wprowadzającego tekstu, sprzed ponad dwóch lat, po tym jak go zapisałam w folderze i o nim zapominałam, tekstu sprzed ”aktualizacji” zawierającej pytania, z którymi pisaliście/dzwoniliście, przez ten czas i po ponownym podsumowaniu treści przesyłanych mi przez was wiadomości i naszych konwersacji, zdałam sobie sprawę, że pierwotne założenie, z którym ”Wprowadzenie” pisałam, nie było właściwym. Opisywanie doświadczeń z gotowymi porcjami mięsa (RAW) kupowanymi przez internet, na które ”kocia inspekcja”, będąca w takich sytuacjach zawsze o krok przed psim konsumentem, reagowała potrząsaniem łapą i obrazą kociego majestatu (co zdecydowanie obniża wiarygodność produktu jako ”wysokiej jakości”), to za mało. (Nic nie zastąpi ”instytucji” rzeźnika z bazarku.) Pisanie na zasadzie porównywania różnic w rozwoju kośćca i masy mięśniowej u np. dwójki osobników w zbliżonym wieku i typie, jednak zupełnie inaczej prowadzonych, inaczej karmionych (plan żywieniowy podparty merytoryczną bazą vs. przypadek z rodzaju ”akurat to było w promocji”) i pochodzących z różnych kojarzeń, mających różnych przodków, to zawsze pisanie tylko o dwóch bardzo konkretnych osobnikach. Dotarło do mnie, że by napisać o żywieniu w sposób z mojego punktu widzenia zadowalający, musiałabym napisać coś o podstawach, coś w rodzaju osobnego poradnika poświęconego tylko i wyłącznie tej tematyce, a nie ma sensu ”odkrywanie Ameryki”, skoro w sieci jest całkiem sporo wartościowych (kompletnych) artykułów (także w języku polskim), których z jakiegoś powodu wy jeszcze nie przeczytaliście. (Why?) Zdecydowałam się więc na zadanie ”pracy domowej” chętnym do jej odrobienia czytelnikom bloga i polecenie wam (to pod koniec dzisiejszego artykułu) polskojęzycznych opracowań na początek następujących tematów; ”Znaczenie witamin w żywieniu psów”, ”Znaczenie mikroelementów w żywieniu psów”, ”Budowa, pochodzenie i rola białek w żywieniu psów”.

Sorry, no sorry

Kretyńskie i sfeminizowane po korek bieganie w kółeczko na wystawkach-ustawkach zdegenerowało masę ras. Psy rasowe przestały wykonywać prace, dla których poszczególne rasy powstały i teraz zadaniem przygnębiającej większości z nich, ich podstawową pracą i formą użytkowania (poza uzyskiwaniem dla tzw hodowców dochodów ze sprzedaży szczeniąt) w kontekście ich rasowości, jest ustawienie się na wystawowym ringu i to w pozycji przećwiczonej (maksymalnie maskującej mankamenty anatomii) oraz ”zaprezentowanie się w ruchu” – dobre sobie… Bo co powiedzieć, gdy pani ”hodowca” (i lekarz weterynarii w jednej osobie, żeby bardziej harDkorowo było) na sznurku ciągnie za sobą po ringu psie kuriozum: molosa, ociężałego kloca o ”gibkości” a’la sparciała gumka recepturka? Można tylko zapłakać. Z perspektywy czasu sama nie wierzę, że mogłam być aż tak naiwna, gdy dekadę temu wróciłam do kynologii, by znaleźć psa dla siebie, iż oczekiwałam, że typowy Dog de Bordeaux wciąż wygląda i potencjalnie jest tak sprawny, jak pies z filmu, który oglądałam w pierwszej połowie lat ’90 tych. Wierzę, że są jeszcze gibkie, zwinne, nieco rustykalne, surowe, umięśnione i tak, to to słowo: atletyczne Dogi de Bordeaux. Nie widziałam takich, ale wierzę, że są …w końcu nadzieja umiera ostatnia.

W tym wszystkim do czego doprowadziła rzeczywistość, w której za ”hodowlę psów w czystości rasy”, zamiast facetów, którzy przy pomocy tych rasowych psów aktywnie wykonywali konkretną robotę, zabrały się (nierzadko mocno rozhisteryzowane/ sfrustrowane) panie, którym się nudzi, żenadę podbija to, że psy które nieźle/nie najgorzej/znośnie wypadają na (skrupulatnie selekcjonowanych i czasem też obrabianych w programach graficznych) fotkach, oglądane live lub na filmie nieprzyjemnie często rozczarowują …nędzą. Nie tylko ruchem, ale całym swoim wyrazem albo raczej jego brakiem, bida-anatomią. Czasem wystarczy zobaczyć je na innym zdjęciu, w innym ujęciu, by wszystko się wydało. A czasem niespodziewanie ot, tak człowiek zderza się z rzeczywistością i aż go zatyka…

Kobieta trzyma smycz, na której końcu stoi ciemno pręgowany, brachycefaliczny (acz o całkiem normalnej długości kufy, nie płaskiej a’la wklęsłej, jak po zderzeniu ze ścianą) pies wzrostu Boksera o sylwetce …żadnej (”bez mięśni” → klasyczna parówka) i kośćcu przeciętnego wyżła. Poza obwisłymi faflami i okrągłą głową, nie ma w nim nic z molosa. Ponieważ napatrzyłam się na różne kynologiczne nieszczęścia z ”superhodowli” (szczególnie na wystawach klubowych), typując ”co to za rasa”, obstawiam, że ten pies może być Cane Corso, choć nijak na Cane Corso nie wygląda. (W corsiakach wachlarz straszydeł przebija ”opcje” występujące u argntynów. Poza tym ludzie posiadający rasowe psy bywają na tle ich rasowości bardzo wrażliwi. Jakiś czas temu mijałam panią z psiakiem przypominającym Nova Scotia Duck Tolling Retrivera i zwróciłam się do osoby, z którą szłam: ”Zobacz, jaki ładny kundelek, trochę jak ten Kaczkowy Retriver”. Boszzz… Właścicielka owej emanacji depresji inbredowej prawie zabiła mnie spojrzeniem, po czym wybuchnęła: ”To jest Retriver z Nowej Szkocji!”) Strzelam więc: ”To corsinka?”, pani odpowiada krótko: ”Nie.” Oj… Ale nie poddaję się, zgaduję dalej: ”Bokser?” – to był mój drugi typ. Jak ten pies, mógłby wyglądać kupiony okazyjnie za 500 zł ”Bokser”, mieszaniec Boksera z Czymś. Pies, którego profil sylwetki (na szczęście) odbiega od ”idealnego”, lansowanego w FCI, czyli Bokser, którego linia grzbietu nie przypomina stoku narciarskiego dla początkujących. ”Bokser” z lepszą proporcją: grzbiet vs. długość łap. Ale pies, na którego patrzę to nie Bokser. Pani (chyba zniesmaczona moją nieznajomością psich ras) wyręcza mnie: To Bullmastiff. Powstrzymałam impuls: ”Ta bida?!”. I odparłam tylko coś w rodzaju: ”Ten drobiażdżek?”, i zszokowana poszłam dalej. Sylwetka parówkowego weimara, tylko ciemno pręgowanego i z głową Bida Corsiak Bokser Mix, i nazwa rasy: BullMASTIFF. Przecież to aż w uszy, nie tylko oczy, zgrzyta. Ból tak, ale nie nie Mastiff. Cóż, takie czasy…

Gdy konkretnie o dogo chodzi najbardziej uderza, że przestały być rustykalne, zabrakło im surowości, nie mają już ciał dogo. Nie widać u nich definicji mięśnia, sporo w ogóle wygląda jakby mało zanik mięśni, więc jak mają mieć ładnie zdefiniowane mięśnie? Jak mówić o; gęstości, grubości, wypełnieniu, separacji, tym docięciu i dobrej ekspozycji mięśni, gdy patrzy się na wypłosze (których właściciele i/lub hodowcy sami ”definicje mięśnia” mają… mocno niezdefiniowaną i nawet nie rozumieją o co chodzi). Argentyny zgubiły to Autentyczne Coś, ”zadziora” w wyrazie, w całej swojej strukturze, formie, nie mają substance. I nie ma bata, żeby obrzynanie uszu cokolwiek pomogło. Przeciwnie, te cięte uszy jedynie podkreślają nędzę i definitywnie obnażają właściciela psiaka typu Popłuczyny, ale Cięte, bo dokładnie wiadomo o co chodziło z ”wyborem rasy”, gdy patrzy się na psa takiego człowieka (i jego samego).

Cóż, stado psów zamkniętych w kojcach, to stado psów zamkniętych w kojcach – z bezczynnym siedzeniem w kojcu nie ma mowy o substance. Właściciele tych kojcowo-wystawowych dogo też od patrzenia w telewizor nie wyrzeźbią sylwetek. (Poza tym w ”rzeźbieniu sylwetki” także nie chodzi o kuriozalny efekt a’la Jonny Bravo itp. Zero proporcji i ogromniasty biceps poza którym na ręce nie dzieje się absolutnie nic; niczego innego nie widać, bo nic innego nie jest ”zrobione”… No, ewentualnie jakaś idiotyczna ”dziara” – odpowiednik ciętych uszu u psa. Z takimi właścicielami też nie ma o czym rozmawiać.) A dodatkowo na psach z linii Popłuczyny po Rasie też nie zbuduje się niczego wartościowego.

I najsmutniejsze, że nawet proporcjonalne Dogo Argentino coraz częściej nie mają ciał, wyrazu, owego SUBSTANCE; są ”ciastowate”, ”obłe”, jak zeszlifowane drobniutkim papierem ściernym i wygładzone, wypolerowane do granic byle jakości, przypominają odlane z porcelany, niczym nalane Cane Corso. Nie dają wrażenia ”siły”, nie są ”atletyczne”, są… Białe. I parówkowate. 

Ale tak to jest, gdy psy przeznaczone to chase and kill big powerful animals zaczynają rozmnażać ludzie, którzy… Po prostu chcieli rozmnażać białe psy, które ”groźnie wyglądają”. A potem, w większości te psy kupują ludzie, którzy mają je po to, by ”wyglądały”… I wydaje im się, że jak już będą te psy mieć, to one same się ZROBIĄ tak, żeby ”WYGLĄDAŁY”. Niestety, samo to się robi tylko to, że te psy wyglądają jak nędze, jak parówki. W Polsce Dog Argentyński co najwyżej może tylko wyglądać. Hodowcy i właściciele parówek nawet o to nie dbają. 

Back to basics; ”stosunek wapnia do fosforu” i takie tam

Ten akapit zawierać będzie niby oczywiste oczywistości, uwagi, które ”wszyscy znają i rozumieją” i których ”już nie chce się czytać”. Wszyscy są ”tacy mądrzy” i tak ”wszystko wiedzą”, a mimo to masa rasowych psów wygląda jak Popłuczyny po Rasie, której mają być przedstawicielami. Hodowcy-producenci rasowych psów to w sporej części osoby kompletne przypadkowe i, co idealnie pokazują fejbukowe ”dyskusje” (ta ich ”klasa” i ”poziom”), naprawę ograniczone, ale wszystkiego na tych fejsbukowych pseudointelektualistów od kynologii nie można zrzucać. Tzw ”przewapniowanie”, zanik mięśni etc., to ”zasługa” opiekunów psów, ludzi, którzy są z nimi 24/7. Więc musicie rozumieć, wiedzieć jak bardzo ważne jest to czym i jak swojego psa karmicie lub karmić dopiero będziecie, jak ogromny jest wpływ żywienia na ogólny rozwój psiaka, oraz jak właściwie skomponować dietę waszego psa. A aby było to możliwe, musicie nauczyć się podstaw. (Psiarzom, którzy nie mają w zwyczaju dbać o własną dietę wiedza, którą nabędą czytając i ucząc się o powyższych kwestiach może przydać się do tego, by zaczęli z większą uwagą wybierać to, co nazywają ”jedzeniem” i bardziej dbać o samych siebie). Przyswojenie sobie czym są witaminy, mikroelementy, co i jak pies trawi, co z tego wynika, co jego organizm absorbuje, a czego nie i jakie pomiędzy poszczególnymi składnikami pokarmu zachodzą zależności, jest kluczowe dla zrozumienia kolosalnego znaczenia jakie ma żywienie w przypadku, w którym ma się pod opieką szczenię molosa. Szczenię typu, który jako osobnik dorosły osiąga znaczącą wagę. Bardzo często, kiedy odpowiadam na przesyłane do mnie wiadomości albo rozmawiam z moimi czytelnikami przez telefon, proszę te osoby, aby zdecydowały się wykonać RTG stawów psiakom, których zostały właścicielami (bądź zostaną wkrótce). I by zechciały sobie poczytać o wapniu i fosforze, szczególnie gdy czytam te lakoniczne (powtarzające się) ”karmię surowym”, ”jest na suchym” i widzę zdjęcie psiaka, którego dana osoba zdecydowała się kupić i teraz go żywi ”z nadzieją, że mu będzie służyć” to surowe albo suche… Niestety, wiele jest prawdy w powiedzeniu, że ”pierwszego molosa/presę się psuje”, na nim zdobywając doświadczenie (albo i nie)… Zwłaszcza, że mało który właściciel ”odrabia pracę domową” przed zakupem/adopcją psiaka i większość ”nie ogarnia bazy”, gdy upragniony pies trafia do ich domu.

Kolejna tajemnica poliszynela: wiele osób karmi swoje psy dosyć przypadkowo, ”ekonomicznie”, kupując nie tę/taką karmę, która jest dla psa najwłaściwsza na danym etapie jego rozwoju i optymalna w sensie kaloryczności, ale tę/taką która jest tańsza. Albo też bezsensownie eksperymentując z gotowymi karmami, bo ktoś coś tam im powiedział, czy też samodzielnie przygotowując psie posiłki. Są osoby, które podają szczeniakom mnóstwo surowego mięsa… (Do czasu). Albo ”rozpieszczają je” tłustym nabiałem i dziwią się ”kłopotom”… Nie ma w takim ”żywieniowym stylu” żadnego planu, ściśle określonych wytycznych ani sprecyzowanego celu. Nie ma w nim przede wszystkim odrobiny merytorycznego przygotowania – zero wiedzy. Dużo jest za to ”słyszałam, że…” i ”przeczytałem na grupie na fejsbuku”. I chaosu. I wszystko to widać, chwilę po tym, jak rzuci się okiem na szczeniaka czy podrostka, który ma kiepską sierść albo jest wręcz różowo-łysy, zastanawiająco chudy, szczudlasty, z wystającymi żebrami i generalnie cieniutkiej jak sznurówka kości. (Albo zapasiony, jak mały tucznik, a co tam stawy…) 

Na starcie zachwiane proporcje i niedobory

Proporcje sylwetki są bardzo ważne. Ich brak, tj proporcje zaburzone u szczeniaka w wieku 8 tygodni, czyli w wieku, w którym szczenięta zwyczajowo opuszczają hodowcę i trafiają do nowych domów, zdradzają, że w przyszłości psiak nie będzie należał do tych, o których mówi się, że są ”harmonijnie zbudowane”. To, co jest (no sorry, ale) po prostu brzydkie w tym wieku, będzie takie, kiedy dorośnie. (I pamiętajcie, że choć Dogo Argentino to ”molos typu presa”, szczeniaki dogo to szczeniaki typu ”klucha”, a nie zachudzone szczury! Małe dogo mają fałdki a’la mały budda, mocne głowy i łapy, nie wyglądają jak ”Resztki z miotu Dalmatyńczyków bez Kropek”, chyba, że pochodzą z kojarzenia typu ”Dalmatyńczyki bez Kropek” albo są zarobaczone.)

Niewłaściwa budowa anatomiczna, w tym zbyt cienka kość (”nóżki jak wykałaczki”), szczególnie rzucająca się w oczy zbyt krótka kość udowa, przy (nierzadko) jednocześnie znacząco wydłużonej kości piszczelowej i niepoprawnym kącie nachylenia miednicy, ”zapadnięty front” oraz ogólnie nieciekawy fizyczny wyraz szczeniaka, nie wróżą niczego dobrego. Szczątkowe kątowanie kończyn tylnych zanika u tego typu psów wraz z ich wzrostem. Niewłaściwy pokarm np. zbyt wysoka w nim zawartość wapnia, dodatkowo pogarsza i tak od początku wadliwy układ kostny tego typu psów. (Warto zwrócić uwagę, że tzw hodowcy, zarzucający fejsika zdjęciami tego rodzaju szczeniąt praktycznie nigdy nie pokazują ich, kiedy te są już podrostkami lub zwierzętami około dwuletnimi, inaczej niż w pozycji siedzącej lub na wprost. Ukrywają owe marniutkie, suchutkie, szczątkowe ”zadki”, z wątpliwej kondycji stawami, ”hodowlanki” robią na wystawach w pipidówkach podczas ”solowych występów” i przechodzą mini załamania nerwowe za każdym razem, kiedy ktoś celowo lub nie uchwyci takiego ich psa na fotce z wystawy… Ale co zdumiewające, zupełnie nie wstydzą się u tych samych psów, tzw kurzych mostków, do których wrócę w dalszej części tekstu.)

Jest też trochę osób, którym udaje się nabyć całkiem niezłe anatomicznie szczeniaki (takie po całkiem niezłych anatomicznie rodzicach, dziadkach itd.), których potencjał nowi opiekunowie po prostu marnują, karmiąc je byle jak i nie dając szansy tym psiakom, by rozwinęły się w pełni. Nie jest żadnym zaskoczeniem że z kojarzenia w rodzaju ”Samiec typu Popłuczyny po Dogu Argentyńskim x Suka typu Popłuczyny po Dogu Argentyńskim” wychodzi Koszmarek, ale jest wielką szkodą oglądać potomstwo całkiem poprawnych, a czasem wręcz świetnych (w tym min. wolnych od wad wrodzonych) rodziców, dziadków itd., które ze względu na ograniczenia właścicieli, ich brak chęci do czytania i nauki oraz ogólne lenistwo, wygląda jak potomstwo dogo-popłuczyn. Przypadki takich psiaków są niezwykle frustrujące dla hodowców, których omija możliwość przekonania się czy oceniając szczenię jako ”zapowiadające się całkiem nieźle” pomylili się co do oceny samego szczenięcia czy jednak osoby, której je przekazali.

Tej podstawowej wiedzy jest bardzo dużo. Ale nikt za was tego nie zrobi: nikt za was nie nauczy się elementarnych podstaw. To praca, którą wy, przyszli i obecni (dla was to ostatni dzwonek) właściciele musicie wykonać, chcąc wychować molosa, jak i presę na sprawnego psiaka, który będzie w stanie optymalnie wykorzystywać swoje zasoby i swoją ”rasowość”. Inaczej czyjakolwiek praca to tylko ”pisanina/paplanina o żywieniu”, która mija się z celem i niczego nie wnosi.

Od zera do bohatera? Nie bardzo

Ciągle jeszcze i pewnie tak już zostanie, naprawdę często to przypadek decyduje, że ”wybiera się” rasę psa. Przypadek decyduje, że ”wybiera się” szczenię z ogłoszenia. Przypadek decyduje czym i jak psa się karmi itp. itd. Tylko na końcu tego ciągu przypadków oczekiwanie ”mistrzów przypadku”, którzy któregoś dnia chcą ”Na wystawę!” lub gorzej: ”Robimy szczeniaczki!”, jest takie, że byle jaki pies, po byle jakich przodkach, byle jak karmiony, byle jak utrzymywany (ach ta ”ilość ruchu na świeżym powietrzu” itd.), anatomicznie i sprawnościowo będzie psim odpowiednikiem Daniela Cragia w ”Casino Royal”. WTF? Ludzie: jak? Skąd takie pomysły?

(https://wyborcza.pl/51,75410,17783738.html?i=1)

Edukacja (odpuście ”łażenie na skróty”)

Nie mam zamiaru wprawiać w złe samopoczucie nikogo z moich czytelników, żadnej z osób, która zdecydowała się do mnie napisać, czy z którą kiedykolwiek rozmawiałam. Nie. Po prostu ogólną prawdą jest to, że aby być w stanie pewne rzeczy zrozumieć i rozmawiać o nich na określonym poziomie, wpierw należy o tych rzeczach czegoś się dowiedzieć i nauczyć dotyczących ich podstaw. Jeżeli ktoś ”nie ogarnia bazy” w rodzaju dodawania i odejmowania, nie pójdzie dalej i nie pojmie mnożenia i dzielenia, ”zatnie się”. Często zdarza mi się rozmawiać o psach, także z osobami ”oczadziałymi” na punkcie (przede wszystkim) mitu Dogo Argentino. Z osobami, które w pewnym momencie zdają się mieć mi za złe, że nie rozumieją co i o czym do nich mówię. Daleko za mną jest etap, w którym z wyrozumiałością tłumaczyłam nienadążającym gdzie u psa jest kolano, co oznacza i z czego wynika ”karp” albo ”iks”, dlaczego ”białych” nie wolno karmić ”po taniości” np. kurzymi korpusami, co to znaczy ”hodowca godny zaufania” (szczególnie w kontekście rasy genetycznie predysponowanej do uszkodzeń min. zmysłu słuchu), po co psom ras dużych podawać kolagen, dlaczego pewnych nawyków w psach wyrabiać nie warto, itp. Molosy, jak presy, a Dogi Argentyńskie w szczególności nie są psami dla leni. Szanujmy swój czas. Po prostu.

”Mięśnie tylnych łap” w czołówce ”najczęściej szukane”

Wiele osób wciąż nie umie patrzeć na psa całościowo, jako na organizm, który prawidłowo rozwijać się i funkcjonować może jedynie wtedy, gdy zapewni mu się od samego początku odpowiednie (optymalne) warunki. I to też tylko jeżeli ”materiał wyjściowy”, czyli szczenię jest co najmniej poprawnie zbudowane. Osobnik o wadliwej anatomii nigdy nie będzie ”modelowym przedstawicielem swojej rasy”, nie będzie ”zachwycał ruchem”, a pewnych zadań/ćwiczeń nie będzie w stanie wykonywać w sposób poprawny, ponieważ nieprawidłowa budowa anatomiczna w znaczący sposób ograniczać będzie jego możliwości. Być może to niezrozumienie i nieumiejętność całościowego patrzenia właścicieli bierze się z tego, że takie osoby nie przykładają zbytniej uwagi do funkcjonowania własnych organizmów?. Tak czy inaczej, ten rodzaj posiadaczy psów nie wiąże ”spacerów z psem”, tej ”odpowiedniej dawki ruchu na świeżym powietrzu” ze wzmacnianiem i budowanie mięśni psa, nie postrzega ”wychodzenia z psem” jako formy treningu i cięgle ”nie ogarnia”, że ”dom z ogródkiem” to dla psa żadna frajda, kiedy i tak całe dnie spędza polegując jako więzień, sorry: ”stóż posesji”…

W każdym razie, kiedy patrzę na zdjęcia przedstawiające psy, których właściciele nagle się ”ocknęli” i piszą do mnie z pytaniem ”Jak rozwinąć mięśnie tylnych łap?” u ich psa, to czasem nie wiem śmiać się czy płakać. Czasami aż mam ochotę wprost zapytać: ”Człowieku, a gdzie ty byleś przez ten czas, odkąd to niby ‚masz’ tego psa? Co z tym psem dotąd robiłeś, że on wygląda jak z interwencji?” i ”Dlaczego ‚rozwijać’ chcesz tylko ‚mięśnie tylnych łap’? Dlaczego uważasz, że miałoby mieć sens, pracować tylko nad ‚jednym elementem’ jego ciała? Masz trzyletniego psiaka o budowie sflaczałej, nieco zeschniętej (a czasem wręcz wysuszonej) parówki, psa o płaskim froncie, zerowej obręczy barkowej, bez zadu (zero mięśni), z wadliwie ułożoną miednicą i kątowaniem, które praktycznie nie istnieje/stykającymi się z sobą, zajęczymi piętamiI chcesz ‚rozwijać mięśnie tylnych łap? WTF?”. Taki właściciel nawet nie jest w stanie ”ogarnąć” punktu wyjścia i tego jak bardzo zaniedbał szczeniaka na samym początku, a parówka to nie Wołowina Kobe i żeby nie wiem co, żeby nie wiem jak się taki właściciel ”napinał”, nie będzie Wołowiny Kobe z parówki.

”Parówki”, zanim cokolwiek się z nimi zacznie robić, cokolwiek ”budować”, zanim w jakikolwiek sposób zacznie się z nimi pracować, trzeba ”oddać na przegląd techniczny” i upewnić się, że wcześniejsze zaniedbania nie doprowadziły do uszkodzeń aparatu ruchu, stawów, chrząstek i/lub ścięgien psa w stopniu uniemożliwiającym jakikolwiek trening, poza spacerem na smyczy i pływaniem. Zaniedbanie psiaka na wczesnym etapie skutkuje u niego brakiem odpowiedniego umięśnienia (i napięcia mięśniowego), co zdecydowanie podnosi ryzyko wystąpienia wszelkich kontuzji oraz ”odezwania się” dysplazji stawów. Naprawdę, nie ma to jak oczy, które patrzą i widzą, chwila refleksji i realne oczekiwania co do możliwości naprawienia zaniedbań. Powtarzam: szanujmy swój czas. I te biedne psy. 

Bardzo ciekawie dyskutuje się z osobami, które ”odrobiły pracę domową” lub po prostu dzielą się swoimi doświadczeniami, obserwacjami i uwagami (to się ”wkład własny” nazywa), ale potwornie nużące i irytujące jest otwieranie wiadomości, w których autorzy demaskują siebie jako leni, którym nie chce się przeczytać choćby kilku artykułów o anatomii i żywieniu psów. 

Kiepska/licha/marna/słaba/zła anatomia w natarciu, czyli kit na ”dogo fit”

Argentyńczykami zawsze interesowali się ”ludzie z fantazją”, nie brakowało tej ”fantazji” przy tworzeniu ”zaświadczeń o leczniczym kopiowaniu uszu”, nic dziwnego, że nie brakuje jej przy tworzeniu nowych ”mód” sprzyjających ”hodowcom” rozmnażającym wadliwe anatomicznie osobniki w typie rasy, ale metką ZKwP. (Po prostu Jakieś Białe Psy.)

Odnośnie mody na ”fit dogo”, które nie tyle jest fit, co po prostu źle, marniutko zbudowane to, tak: ja też widzę fotki takich psiaków. Nie dowierzam, że kity na ”fit” gdzieś przechodzą, że ludzie się na to nabierają, ale najwyraźniej tak jest. Ze swojej strony mogę powiedzieć tylko tyle, że ktoś, kto ma psiaka o ”konstrukcji” wykałaczki obciągniętej skórą, bardzo marnie, licho zbudowanego, a w najlepszym przypadku Ponitera w typie dogo (jest u nas nawet [możliwe, że nie jedyna] hodowla oparta na takiej suce), i mówi o nim, że to ”Dogo Argentino w typie fit” ma… I fantazję i tupet. W pewnym sensie można takim ludziom pogratulować pomysłowości i kreatywności. Rynek jest trudny (od cholery hodowców się narobiło), szczeniaki trzeba sprzedać, więc o klienta na szczeniaki trzeba walczyć, i nie ma się co dziwić, że tzw hodowcy robią co mogą. Wy, jako przyszli nabywcy Dogo Argentino czy też innych presiaków, a może molosów, musicie po prostu trzeźwo myśleć, szukając informacji o rasie (czytać wzorzec i rozumieć jego zapisy i odnosić je do tego, czego nauczycie się o psiej anatomii). Musicie też zebrać informacje o hodowcy, któremu zdecydujecie się zaufać.

Kreowanie ”mody” na ”fit dogo” przez jakąś tam cześć osób rozmnażających białe, trwa już parę lat i to nie jest zjawisko, które trudno zrozumieć. Jest jasne, że jeżeli chce się być ”hodowcą”, np. właśnie Dogo Argentino i sprzedawać szczeniaki, a ma się do swojej dyspozycji osobniki o wadliwej, niedostatecznej dla tej rasy anatomii; psiaki o lekkiej kości, często zbyt wysokonożne, nietrzymające proporcji właściwych rasie, ”sarenkowate” (niekiedy nawet sprawiające wrażenie ”eleganckich”, ale wciąż o zaburzonych proporcjach i nieprawidłowej dla rasy anatomii), o wąskich i płytkich, niedosięgających łokci klatkach piersiowych, praktycznie nieistniejących obręczach barkowych, nieprawidłowo usytuowanych łopatkach, kurzych mostkach, marniutkich zadkach i suchych, lisich głowach (wszystko to w dowolnej kombinacji), to trzeba jakoś ludziom sprzedać to, że te psy są takie cienkie. Wymyślić narrację, która będzie usprawiedliwiać to jak one wyglądają. Trzeba jakoś opowiedzieć to, że, mówiąc krótko: te psy nie wyglądają tak, jak powinny tak, jak nakazuje wzorzec rasy. Facebook świetnie się do takiego kitowania nadaje, bo można co rusz wrzucać fotki okraszone odpowiednią ”filozofią” i lajkami znajomych. Ale dalej nie jest tak, że jak ”wystarczająco długo” jacyś ludzie będą swoje marnie zbudowane psiaki lansować na FB, to one przestaną być chucherkami albo Pointerami w typie Dogo Argentino. To nie jest tak, że od ilości zdjęć i komentarzy te psy zmienią się na ”bardziej jak Dogo Argentino”. Zostaną im ich dłuuugie łapy, brak proporcji właściwych rasie, pointerowe czaszki i pointerowe sylwetki. Nie jest tak, że nawet te Pointerów nie przypominające dogo-wypłosze, staną się Dogo Argentino. Wąskie, płytkie klatki piersiowe psów z kurzymi mostkami nagle nie zmienią się i te smętne klatki piersiowe nie ”napompują” się, nie poszerzą i nie pogłębią. Łopatki nie zmienią położenia, miednice nachylenia, zady z nieproporcjonalnych, rachitycznych nie staną się umięśnione, grzbiety mocne, a kości nie przestaną być cienkie jak wykałaczki, bo ktoś dużo zdjęć będzie zamieszczać. Anatomia takich psów nie ulegnie zmianie przez to, że ktoś będzie dorabiał ideologię do ich wadliwej, z angielskiego poor, czyli biednej/lichej budowy anatomicznej, pisząc bzdurne komentarze pod ich zdjęciami, czy wywody dotyczące ”prowadzenia psa w typie fit” na fejsbukowych grupach kynologicznych. Nie ma magicznej różdżki, która z chucherka zrobi psa o prawidłowej budowie anatomicznej. I nawet Harry Potter nie pomoże. Te psy nie są fit one są po prostu licho, dosyć ”biednie” zbudowane. Jest bardzo duża różnica pomiędzy normalnie zbudowanym i ”zrobionym” TTB, a marniutkim, cienkim jak przecinek DA, dla którego tekst o ”fit” kondycji ma być alibi dla nieprawidłowej anatomii. To, że i ”pitom” i dogo (nielegalnie) obrzyna się uszy, nie zmienia faktu, że to różne typy psów. To, co sprawdza się przy normalnie zbudowanych TTB, nie sprawdza się przy argentyńczykach pochodzących z kojarzeń osobników o nieprawidłowej dla tej rasy anatomii, bardzo mocno odstających od nakazów wzorca rasy, lub, gdy po prostu odzywa się depresja inbredowa.

To, że fotki takich psiaków możecie oglądać w sieci albo gorzej: te psiaki na wystawach, nie oznacza, że ludzi opowiadających, czy też wypisujących bzdury w internecie, właścicieli tych psich wypłoszy, dogo-przecinków macie traktować poważnie, nie daj Boże, u nich ”szukając porad dotyczących żywienia” i starając się swoje nieszczęsne psy upodobnić do ich chucherek. 

Powiedzmy to sobie jeszcze raz

Bardzo duża (niestety ta większa) część rasowych psów używanych do rozrodu, nie jest warta tego, by je rozmnażać. (Wystawowe tytuły to tylko ”opium dla mas”). Nie są to psy wartościowe w sensie hodowlanym, a mimo to są w hodowli używane i ich geny ”idą w świat”. Psy te nie są wartościowe jako rodzice z różnorakich powodów; są nosicielami szkodliwych mutacji, np. głuchoty, schorzeń układu kostnego, chorób serca lub nerek, wnętrostwa, cierpią na przewlekłe alergie skórne i/lub pokarmowe albo też mają znacznie poważniejsze kłopoty z układem trawiennym itp., oraz problemy z psychiką. A wszystko to, w większości przypadków, w dowolnej kombinacji. Dysfunkcje te są efektem niekiedy szokującego wręcz ograniczenia puli genowej przez stosujących ”metody hodowlane”, tzw hodowców, którzy zatrważających skutków swojego postępowania wydają się celowo nie zauważać. Przypominam mapkę pochodzenia pewnej ofiary bardzo ciężkiej dysplazji, suczki Doga Kanaryjskiego z rodzimym, bardzo znanym przydomkiem, pochodzącej od utytułowanych Championów, wiecie, wystawowych zwycięzców… 

Przy okazji: przeczytajcie sobie oba teksty, jeśli jeszcze ich nie znacie. Zmieniłam nazwę w ich odnośnikach, tak więc wyzerowały się liczniki udostępnień, ale osób zainteresowanych tematem, nie powinno to zniechęcać (zaktualizowałam teksty także o link dotyczący fejsbukowej strony ”Dysplazja w Dogo Canario/Presa Canario – gdzie podzialy się etyka i empatia?”);

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2016/12/19/dysplazja-w-dogo-canario-presa-canario-gdzie-podzialy-sie-etyka-i-empatia-odpowiedzi-na-najczesciej-zadawane-pytania/

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2017/01/15/czesc-druga-odpowiedzi-na-najczesciej-zadawane-pytania-kierowane-do-dysplazja-w-dogo-canario-presa-canario-gdzie-podzialy-sie-etyka-i-empatia/

Z ”przerasowieniem” mamy do czynienia w przypadku coraz większej liczby ras. Jednak aby znać ww powody, dla których danego osobnika do rozrodu używać nie należy, trzeba być nieco ”bliżej” tych psów, czyli mieć z nimi kontakt (np. zostać ”dziabniętym” przez przesadnie lękliwego lub nienormalnie dominującego, agresywnego wręcz psa), lub mieć kontakt z właścicielami potomstwa i/lub miotowego rodzeństwa takich psów, a nie tylko oglądać fotki tych piesków na fejsbuku. Jednak obok tych nieco ”głębszych” powodów, dla których wiele z hodowlanych psów (jak i ich potomstwo) powinno zostać z hodowli wykluczonych, jest całe mnóstwo innych, gołym okiem widocznych. I te oczywiste, rzucające się w oczy powody, to wady anatomiczne tych zwierząt; niepoprawna budowa, ‚konstrukcja’ układu kostnego, która to uniemożliwia albo raczej coraz częściej tylko uniemożliwiłaby tym, dziś raczej kanapowym psom, wykonywanie zadań, do których dana rasa została stworzona. Takie wady to np. tzw Iksy – krowia postawa łap tylnych, znacząco negatywnie rzutująca na napęd, lub pozbawione przedpiersia, wąskie, płytkie klatki piersiowe wpływające min. na pojemność płuc.

Dzieci hodowców psów rasowych

Na koniec dzisiejszego tekstu zwrócę waszą uwagę na jeszcze jedną kwestię, taką nieco na marginesie tematu kryteriów wg których hodowcy kojarzą psy, w kontekście widzenia przez nich albo nie wadliwej anatomii u ich psów. Istnieje szczególnie istotny wątek, który jednak przeoczany jest nie tylko przez samych tzw hodowców, ale przede wszystkim przez nabywców rasowych psów. I przy okazji wprowadzenia do serii o anatomii, podzielę się z wami następującą uwagą;

WPROWADZENIE: Na ”pieskowej” grupie pańcia („hodowca”) zamieszcza film, na którym jest jej pies rasy +/-50kg i jej dziecko +/- 8-10letnie. Dziecko prowadzi psa, pańcia idzie za nimi i nagrywa film dokumentujący „klimat” między dzieckiem i psem – ten jest bardzo ok.

ROZWINIĘCIE: Niestety, na nagraniu uwidacznia się także sposób poruszania się tej dwójki. Pies – ”zaplecze” typu bida i ma sensu się nad nim rozwodzić, gdyż dziecko tej „hodowczyni” to dopiero jest przypadek! Dzieciak ma klasycznego iksa – „kolana uciekają do środka” i po wewnętrznej stronie nogi aż do kolan, w trakcie ruchu, praktycznie ciągle się stykają – ma też szpotawe stopy. Dziecko idzie „płynąc”; wszystkie stawy pracują nienormalnie, i człapie (nie „kroczy”), waląc śródstopiem o podłoże, jak kaczka. Przy czym, żeby jeszcze „fajniej” było, jedna z nóg jest dłuższa – i tu problem jest głębszy, ta stopa bardziej „leci” do wewnątrz, co świetnie widać w pracy stawów biodrowych, gdyż jeden z nich musi znosić większe naprężenia, jakoś „kompensować” niekorygowaną różnicę. Ale pańcia hodowczyni i mamusia w jednej osobie najwyraźniej nie widzi problemu – dzieciak idzie w skrajnie dziadowskim w typie obuwiu, które pogłębia problemy. (Gdyby pańcia miała świadomość, że „coś jest nie tak” z tym, jak jej dziecko się porusza, podczas spaceru dzieciak nie chodziłby w byle czym, tylko w odpowiednio dla niego dopasowanym obuwiu. A pańcia korygowałaby dziecko w chwili, gdy to zaczynałoby się poruszać inaczej niż uczono/uczy się je podczas zajęć z gimnastyki korekcyjnej.) Może „hodowczyni” nie widzi wady postawy, bo sama ma iksa i dla niej iks jest normalny? Może nie widzi, bo po prostu nie widzi, bo tak ma, że nie widzi? I może różnica pomiędzy jedną nogą a drugą musiałaby wynosić co najmniej centymetr, żeby ZOBACZYŁA „kulawiznę” i to, że „coś jest nie tak”?

ZAKOŃCZENIE + „TEZA”: Ta pańcia, niby ”hodowca”, NIE WIDZI KURIOZALNEGO WRĘCZ PRZYPADKU WADY POSTAWY U SWOJEGO WŁASNEGO DZIECKA. Co taka pani może mieć do zaoferowania jako „hodowca”, skoro jest ślepa na swego rodzaju ułomność fizyczną u własnego dziecka? (Pewne sporty na starcie odpadają, bo w przypadku dziecka tej pani przyczynią się np. do szybszego „potrzaskania” u niego stawów). Wady postawy wpływają na komfort życia, upraszczając: wiążą się min. z dolegliwościami bólowymi. (U kobiet w okresie ciąży przysparzają dodatkowych problemów.) Generalnie, wszelkie przybieranie na wadze u osób z tego typu wadami, dodatkowo daje popalić osłabionym stawom.

Ktoś taki, jak pańcia „hodowczyni” z przykładu, tak ślepy, jest ujowym hodowcą, bo zaniedbał WŁASNE DZIECKO. Chcesz wiedzieć jaka jest wartość hodowcy? Dowiesz się bez jego/jej brzęczenia o metodach hodowlanych, jeśli „hodowca” ma dzieci. Jeśli dzieci „hodowcy” mają wady postawy, jeśli zostały tak koncertowo zaniedbane na wczesnym etapie rozwoju, że nawet wkładek ortopedycznych nie dostały i snują się w czymś, co powoduje, że ich kostki ”latają”, to wiesz już wszystko, co musisz wiedzieć nt. „hodowcy”. Jest bez znaczenia trucie o „metodach hodowlanych”, gdy brzęczą ludzie nieumiejący się zatroszczyć o aparat ruchu własnych dzieci.

Dzieciak z przykładu ma JUŻ +/- 8-10 lat i nie ma ”świadomości własnego ruchu”; nie czuje własnego ciała, nie umie, nie jest w stanie przyjąć prawidłowej postawy, porusza się niechlujnie. Czyli: było ZERO gimnastyki korekcyjnej – NIC. Jak więc mamusia albo tatuś takiego dzieciaka, parający się „planową hodowlą psów rasowych”, może dostrzegać wadliwą anatomię u czworonoga? Jak w ogóle ktoś taki miałby dbać o aparat ruchu psa? Ludzie, którzy są „hodowcami” i mają dzieciaki np. z tak zaniedbanym iksem; biodrami, kolanami, kostkami… Są kompletnie niewiarygodni. Mogą „fajnie i ciekawie” opowiadać, ale nic poza tym. Ich gadka nie ma żadnej wartości.

https://www.mjakmama24.pl/dziecko/zdrowie/koslawe-kolana-u-dziecka-przyczyny-metody-leczenia-aa-jjwJ-Cf7y-dicp.html

Strona, której lenie ”nie umieją znaleźć”

Bez nauczenia się czym są witaminy, mikroelementy i ”O co chodzi z białkiem?” nie ruszycie z miejsca, a rozpisywanie się ze ”znajomkami z fejsbuka” o tym ”Czy karmić psa wołowiną czy od razu koniną i dlaczego nie wieprzowiną?”, nie będzie miało najmniejszego sensu. Te zagadnienia to absolutna baza, coś jak elementarz. Człowiek uczy się całe życie, więc do dzieła, nie traćcie czasu. Nie traćcie go tym bardziej, że szczęśliwie dla wszystkich miłośników psów, doskonałe opracowanie powyżej wymienionych tematów znajdziecie na wielokrotnie przeze mnie polecanej stronie o nazwie ”ŚWIAT CZARNEGO TERRIERA”, do której często odsyłam piszące do mnie osoby i w której to stworzenie jej autorzy włożyli mnóstwo pracy, i do której w każdej chwili, każdy z was może wrócić, jeżeli ”coś się wam pomiesza”. Gdy o żywienie i suplementację psa chodzi, jest czego się uczyć(!), zresztą sprawdźcie sobie listę tematów na ww stronie 🙂 Zamieszczam linki do opracowań zagadnień wymienionych przeze mnie na początku, bo najbardziej leniwi lubią jak się im wszystko podaje na tacy ;

http://www.swiatctr.pl/a-zywienie_witaminy.html

http://www.swiatctr.pl/a-zywienie_mikroelementy.html

http://www.swiatctr.pl/a-zywienie_bialko.html

Na marginesie: nie istnieje możliwość ”nie znalezienia” tej strony, jeżeli szuka się informacji dotyczących żywienia psa, gdziekolwiek w internecie.

Pamiętajcie o tym, że ścięgna są niezwykle ważne i mają znaczącą rolę w rozwoju fizycznym psa, (np. kiedy rosną kości), dlatego suplementacja jest tak ważna. #Kolagen (https://podkowa.eu/):  https://podkowa.eu/pl/p/-Kolagen-NatiCol-Kwas-Hialuronowy-Chondroityna-Witamina-C-Tabletki/1667 

(Uwaga dla skrajnie bezczelnych

Nikt za was nie będzie waszym psom ”układał diety”. Nikt za was nie będzie ”oceniał” jakości ani składu gotowej karmy, której zakup rozważacie. Życie innych ludzi nie polega na gromadzeniu informacji o psich karmach, na wypadek gdyby jakiś leń nie raczył chcieć kajać się sprawdzaniem ”Z czego jest ta karma i czy warto ją kupić?”. Nikt nie będzie poświęcał swojego czasu na robienie czegoś, co wy sami powinniście robić, tylko dlatego, że wam się nie chce albo ”nie macie do tego głowy”. Przeczytajcie sobie skład, wpiszcie w wyszukiwarkę nazwy poszczególnych składników i symbole, przeczytajcie co one oznaczają, przeczytajcie kolejne odnośniki i te, które pojawią się pod nimi – tak jak robią normalni, nieleniwi ludzie, gdy starają się poszerzyć swoją wiedzę o kolejny aspekt. I sami wyciągnijcie wnioski. Jeżeli jesteście w stanie napisać mejla czy wiadomość na portalu społecznościowym, oczekując ”rozłożenia na czynniki pierwsze” symboli wymienionych na opakowaniu jakiejś karmy, to znaczy, że nie jesteście aż takimi amebami i sami dacie radę.)

A, żeby nie było za lajtowo na deser;

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora jest zabronione.

https://kulturakynologiczna.home.blog/

”DYSPLAZJA W DOGO CANARIO/PRESA CANARIO -GDZIE PODZIAŁY SIĘ ETYKA I EMPATIA?” -ODPOWIEDZI NA NAJCZĘŚCIEJ ZADAWANE PYTANIA

 

Edit. Marzec 2020, czyli link do notatki wyjaśniającej dlaczego strona ”DYSPLAZJA W DOGO CANARIO/PRESA CANARIO -GDZIE PODZIAŁY SIĘ ETYKA I EMPATIA?” już nie funkcjonuje: https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2020/01/27/notka-informacyjna-a-propos-fanpejdza-bloga-zu-z-pasja-o-dogo-argentino-na-serwisie-facebook/  – Koniec edycji.

Do skrzynki kontaktowej stronywww.facebook.com/dysplazjawdogocanariopresacanario przychodzi wiele zapytań od właścicieli dysplastycznych psów różnych ras, dzisiejszy wpis zawiera odpowiedzi na te pojawiające się najczęściej.

Zadaniem strony ”DYSPLAZJA W DOGO CANARIO/PRESA CANARIO -GDZIE PODZIAŁY SIĘ ETYKA I EMPATIA?” jest zwracanie uwagi na fakt, iż w popularnych hodowlach rasowych psów, zarejestrowanych w stowarzyszeniu Związek Kynologiczny w Polsce, istnieje realny problem dotyczący dysplazji stawów. Problem ten jest na tyle poważny, że w niektórych przypadkach można by rzec, że ”dysplazja kwitnie podlewana ignorancją tzw hodowców”.

Za przykład tego, jak zazwyczaj osoby rozmnażające psy rozmawiają z ich nabywcami, kiedy psiaki okazują się być obciążone dysplazją/ cechami dysplazji, posłużyła dyskusja ze znaną, internetowo popularną panią rozmnażającą psy typu presa. Ta rozmowa (na stronie www.facebook.com/dysplazjawdogocanariopresacanario/ znajduje się album z tzw screenami z dyskusji pomiędzy panią, która psy wyhodowała, ich nabywcami, innymi osobami rozmnażającymi psy pod egidą ZKwP oraz tzw miłośnikami rasy) pokazuje jak zwyczajowo traktowany jest przez tzw hodowców posiadacz niepełnosprawnego psa, kiedy ciężka dysplazja/ niepełnosprawność okazuje się być faktem a nabywca zadaje pytania o wyniki badań rodziców swoich kalekich psów. W przypadku przykładowej dyskusji problem dotyczył więcej niż jednego psa, tj.;

Mala Vida de Rey Gladiador ur. 20.09.2013, suka rasy Dog Kanaryjski (Dogo Canario/Presa Canario). Zoperowane oba łokcie i oba biodra – podcięcie mięśni przywodzicieli i odnerwienie torebek stawowych. Niestety z powodu najcięższego stopnia obu dysplazji, a zwłaszcza ogromnej dysplazji łokciowej, której zabieg może złagodzić tylko na pewien czas dolegliwości bólowe, dalsze leczenie związane jest z punkcjami stawów łokciowych i podawaniem leków dostawowo średnio raz w miesiącu lub częściej. Możliwy jest zabieg endoprotez obu stawów za granicą lub wózek przedni w celu odciążenia kończyn. Okresowo poza punkcjami i podawanymi lekami dostawowo pies dostaje leki niesterydowe przeciwzapalne i osłonowe oraz suplementy – chondroityki oraz ziołowego pochodzenia leki przeciwbólowe. Stosowana jest również magnetoterapia.

Wabo de Rey Gladiador ur. 19.08.2014 -dysplazja łokciowa stopnia 1/2, dysplazja biodrowa stopnia E. Zoperowany prawy łokieć i oba biodra, podobnie jak u suki Mala Vida. Podano komórki macierzyste do obu stawów biodrowych. Średnio raz na 6 tygodni są robione punkcje chorych stawów z równoczesnym podaniem leków dostawowych. W momencie większych dolegliwości bólowych zabiegi te są wykonywane częściej. Pies codziennie dostaje suplementy -chondroityki oraz ziołowego pochodzenia leki przeciwbólowe. Stosowana jest magnetoterapia.

Venga de Rey Gladiador ur 20.02.2014 -dysplazja biodrowa stopnia D. Podawane chondroityki. Stosowana jest magnetoterapia. Jako, że psy ras bojowych (a do takich należy kanaryjska presa) mają bardzo wysoki próg bólowy, na razie nie ma przesłanek do operacji.

Powyższe dane wywołały w marcu 2015 r. wielką burzę. Wszystkie wymienione powyżej psy należą do tego samego małżeństwa NIEZAJMUJĄCEGO SIĘ ROZMNAŻANIEM PSÓW i urodziły się w tej samej hodowli. Doświadczenie wynikające z przykrej, zarówno dla ludzi, jak i psów dysplastycznej niespodzianki, zaowocowało PRAKTYCZNĄ WIEDZĄ o tym, jak bardzo ważne jest, by dramatowi dysplazji zapobiegać. W związku z tym kolejne molosy, które pojawiły się w domu tej rodziny, pochodzą z kojarzeń par wolnych od dysplazji stawów i nie są obciążone tym kalectwem.

Osoby prowadzące tę stronę nie zajmują się ”diagnozowaniem przez internet”.

Na stronie www.facebook.com/dysplazjawdogocanariopresacanario/ chętnie zamieścimy informację dotyczącą przypadku dysplazji u każdego psa, niezależnie od jego rasy, o ile tylko właściciel przekaże do publikacji pełne dane dotyczące pochodzenia psa (skan rodowodu), wraz z opisanym przez chirurga lub radiologa wynikiem (skan) badania RTG.

Oparta o smutne doświadczenie rada brzmi następująco: należy poddawać prześwietleniu każdego psa, szczególnie rasy ”olbrzymiej”, rasy predysponowanej do wystąpienia nieprawidłowości aparatu ruchu, nieprawidłowości o podłożu dziedzicznym, i to nawet już w wieku czterech miesięcy. Jeśli psiak jest przedstawicielem rasy mającej tendencję do dysplazji a właściciel chce mieć pewność, że w chwili zakupu szczeniaka bądź jego przysposobienia (drogą innej umowy z hodowcą), otrzymał szczenię ze stawami wolnymi od zmian dysplastycznych, musi sprawdzić stan jego stawów. Tylko taki sposób postępowania daje jednoznaczne dane nabywcy, który, o ile zaniedba prześwietlenie szczenięcia, które trafiło do jego domu, musi liczyć się z tym, że kilka miesięcy potem, gdy będzie dopytywał tzw hodowcę min. o warunki w jakich szczenięta żyły w pierwszych, decydujących w kwestii dysplazji, 8-12 tygodniach życia, usłyszy, że ”Kiedy opuszczały hodowlę były zupełnie wolne od problemu dysplazji, nie miały żadnych zmian. Jeżeli teraz ‚okazuje się’, że jest problem, to jest to twoja wina”. Sprawdzić, tj poddać prześwietleniu należy zarówno stawy biodrowe jak i łokciowe. Wielu tzw hodowców chełpi się wynikami HD (wynik dotyczący stawów biodrowych), przy czym zapomina lub ignoruje fakt, że to stawy łokciowe (ED) odpowiadają za utrzymanie znacząco większego ciężaru ciała psa (pamiętajmy: pies głowę ma z przodu). Nie zapominajcie też, że nieprawidłowości w stawach łokciowych często są objawem poważnych problemów w stawach barkowych. Może też być tak, że  w późniejszym okresie życia, psiak powiedzmy dwuletni, może mieć idealne stawy łokciowe i biodrowe, ale ”sypać” mu się mogą stawy kolanowe. Pierwszym przejawem genetycznego podłoża zwyrodnień, może być zerwane więzadło -po RTG okazuje się, że dwuletni pies ma w tych stawach zwyrodnienia, jak psi staruszek, choć pozostałe stawy są idealne. Praktycznie idealny stan pozostałych stawów, wskazuje, że ”posypane” stawy kolanowe mają podłoże genetyczne. Z tego też powodu, decydując się na RTG stawów, zarówno za pierwszym razem, jak i w kolejnych, gdy upewniamy się, że u naszego psa wszystko jest w porządku, warto jest sprawdzić je wszystkie. Należy postępować tak zwłaszcza, gdy decydujemy się zakupić lub po czasie odkrywamy, że kupiliśmy psiaka z linii mocno obciążonej dysfunkcjami aparatu ruchu. 

I KOLAGEN, KOLAGEN I JESZCZE RAZ KOLAGEN – podawajcie go rozwijającym się szczeniakom

Na stronie www.facebook.com/dysplazjawdogocanariopresacanario/, opierając się o najświeższe publikacje dotyczące genetyki, staramy się propagować wiedzę o przyczynach dysplazji stawów u psów, możliwościach niwelowania problemu, także poprzez nawoływanie do eliminowania z programów hodowlanych psów obciążonych dysplazją oraz uświadamiać nabywców, iż w interesie swoich psich przyjaciół oraz własnym, muszą od tzw hodowców WYMAGAĆ używania w tzw planach hodowlanych psów jednoznacznie wolnych od dysplazji i zmian zwyrodnieniowych. O tym, że hodowca jest rzetelny, że traktuje nabywcę szczeniaka uczciwie i po partnersku dowodzi udostępniane przez niego do wglądu potencjalnym nabywcom szczeniąt (oraz innym hodowcom), opisanych przez radiologów lub chirurgów wyników badań dotyczących dysplazji u psów, mających być rodzicami szczeniąt.

Polecamy przyszłym i obecnym właścicielom psów, aby na bieżąco dokształcali się, już choćby tylko regularnie czytając informacje publikowane na stronie:

http://www.instituteofcaninebiology.org/.

Utworzenie strony ”DYSPLAZJA W DOGO CANARIO/PRESA CANARIO -GDZIE PODZIAŁY SIĘ ETYKA I EMPATIA?” ma także uzmysłowić właścicielom dysplastycznych psów, przeżywającym szok, dowiadując się nagle, że ich psy są niepełnosprawne i co to w praktyce oznacza (także z finansowego punktu widzenia), że nie są ze swoim dramatem sami. W dużej mierze właśnie to ”nie robienie afery” przez właścicieli dysplastycznych psów i szczeniąt z cechami dysplazji, i poczucie osamotnienia, wynikające niejednokrotnie wręcz z zaszczucia przez tzw hodowcę, jego znajomych (też tzw hodowców) i inne ”życzliwe osoby”, kiedy w końcu właściciel niepełnosprawnego psa, usłyszawszy diagnozę, zaczyna zadawać ‚hodowcy’ pytania o dysplazję w jego hodowli, jest powodem dla którego dysplazja wciąż jest tak wielkim i powszechnym problemem.

Właściciele kalekich psów mają poczucie winy względem swoich psów. Zastraszeni poddają się i dają sobie wmówić, że ciężka dysplazja to ich wina, zupełnie zapominając o tym, że ich pies nie jest jedynym dysplastycznym psem na świecie, że dysplazja typu HD D czy HD E nie bierze się ”z sufitu” i nie jest możliwym, aby pies z takim wynikiem, opuścił hodowlę jako szczenię z nienagannymi, zupełnie niezmienionymi stawami. Zamiast starać się odnaleźć właścicieli miotowego rodzeństwa swoich psów, nawiązać z nimi kontakt (przecież wszyscy mają psy z metrykami np. stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce) i przekonać się czy (lub raczej jakie) pozostałe psiaki mają kłopoty z aparatem ruchu (i jeśli tak, to w jakim stopniu), po prostu poddają się i sami ”kiszą się” ze swoim i swojego psa dramatem. Pozostają w poczuciu, że gdyby nie dali sobie wmówić tzw hodowcy i jego poplecznikom, że ”to tylko niegroźna kulawizna, wyrośnie z tego” i zamiast słuchać tych ”mądrości”, zaczęli psa profesjonalnie diagnozować, byliby w stanie zminimalizować konsekwencje rozwijających się zmian.

To poczucie bezsilności nabywców psów, w którym pozostają i brak ich właściwej reakcji, daje komfort produkującym psy tzw hodowcom do dalszego nie przejmowania się konsekwencjami swojego postępowania. Oczywiście, właściciele kalekich psów mają też poczucie, że zostali oszukani i finansowo wykorzystani, że mówiąc łagodnie ”nadużyto ich zaufania”. Tyle że gdyby do zakupu psów byli merytorycznie przygotowani, zamiast jedynie ”wierzyć na słowo” ”miłym” panom czy paniom, żądając konkretnych dokumentów, najprawdopodobniej do dramatów by nie dochodziło.

Wiele złego, o czym z niezrozumiałych powodów się nie mówi, czynią też tzw nowi hodowcy, osoby pierwszy raz ”wypuszczające miot’‚, które mają dziwaczny zwyczaj ”ufać” na ”słowo honoru” ”doświadczonym hodowcom”. Za dobrą monetę biorą ludzie bez wiedzy i wyobraźni, zapewnienia tych ”doświadczonych hodowców”, kiedy ci opowiadają im np., że ich ”słynne” reproduktory czy hodowlane suki mają wynik HD B, podczas, gdy w rzeczywistości (o czym wiedzą inni ”doświadczeni hodowcy”, dobrzy znajomi ”opowiadaczy”) RTG stawów biodrowych ”legendarnego” psa oznaczone zostało jako ”D”. Nie jest niczym nadzwyczajnym, że ci którzy najbardziej dbają o ”PR”, właściwie nie muszą pokazywać dokumentacji medycznej psów, które rozmnażają, innym tzw hodowcom. Z niewiadomych przyczyn ludzie praktycznie ”czadzieją”, odurzeni ”kłapaniem dzioba” ”doświadczonego hodowcy” i nie wymagają do wglądu opisanych wyników RTG, które potwierdzałyby słowa ”znanego hodowcy” Niejednokrotnie i to w przypadku różnych ras, zdarzało się, że samce, którymi w Polsce kryto suki, jako ”modnymi reproduktorami” i które u nas ”chodziły” jako osobniki z HD B, kiedy po sprzedaży trafiły za granicę, okazywało się (ku zaskoczeniu i rozczarowaniu zagranicznych hodowców), iż rzeczywistości obciążone są ciężką dysplazją.

Dokąd NABYWCY psów nie uzmysłowią sobie, że istnieją mechanizmy, dzięki którym z dysplazją można walczyć a JEDNYM Z NAJSKUTECZNIEJSZYCH JEST WŁAŚNIE ŚWIADOMOŚĆ NABYWCÓW I NIE KUPOWANIE PRZEZ NICH PSÓW PO NIEPRZEBADANYCH I DEFINITYWNIE WOLNYCH OD DYSPLAZJI RODZICACH, dotąd psy będą cierpieć.

W handlu rasowymi psami głos decydujący ma nabywca. Od nabywców/ klientów hodowców zależy czy -przepraszam za słowo- produkt -w tym wypadku pies- się sprzeda. Jeżeli tzw hodowcy nie stać na zapewnienie psom, które powołuje do życia godziwych warunków tego życia a ZDROWIE jest takim warunkiem, nie powinien psów rozmnażać. Jeżeli tzw hodowcy nie stać na to, by psy badać, nie stać na to, by z tzw programu hodowlanego eliminować osobniki niespełniające kryteriów dotyczących zdrowia, to ktoś taki nie jest hodowcą, tylko producentem, zwykłym pseudohodowcą. Nabywcy finansujący producentów sami są sobie winni, tylko wielka szkoda, że za tę ignorancję w praktyce najwięcej płacą psiaki.

Decydując o wyborze szczenięcia, preferować należy te z miotów, które przyszły na świat w ciepłej porze roku, gdyż takie szczenięta spędzają więcej czasu na właściwym dla niech, naturalnym podłożu (zazwyczaj w tzw ogródkach hodowców), niż w domach na śliskich płytkach, bądź innych śliskich i łatwych dla utrzymania czystości powierzchniach. Naturalne podłoże, stawia opór. Śliska powierzchnia powoduje, że szczeniaczkom -co rusz- rozjeżdżają się łapki, co staje się powodem uczenia się przez nie niewłaściwego (nienaturalnego) sposobu poruszania się, co niesie za sobą oczywiste konsekwencje dla funkcjonowania stawów. Namawiam do znalezienia analogii: ludzie nie uczą swoich dzieci chodzić na lodowisku, bo na śliskiej powierzchni łatwo o poślizgnięcie, zwichnięcie/wywichnięcie itp.

A ”psy z drugiej ręki”?

Niezależnie od powodu, dla którego pies niebędący już szczenięciem jest wystawiony na sprzedaż lub oferowany jest do adopcji, obowiązują te same zasady i pytamy o badania (już choćby tylko dlatego, że podpisujemy umowę).

Osoba, która nam psa przekazuje, właściciel i/lub hodowca odpowiada za jego stan.

Pies jest w konkretnym wieku, na konkretnym etapie rozwoju albo też jego rozwój się zakończył, jest osobnikiem dorosłym i w pełni ukształtowanym. Może mieć kilka-kilkanaście miesięcy lub kilka lat. Może być tak, że pies został sprzedany pierwszemu właścicielowi, po czym w którymś momencie powrócił do hodowli i opiekował się nim i odpowiadał za niego hodowca. Może być też tak, że właściciele, tym samym tzw opiekunowie, zmieniali się kilkukrotnie albo też tak, że właściciel był tylko jeden i to on oferuje psa na sprzedaż.

Zasada jest zawsze jedna i ta sama

Pytajcie o wyniki badań, bo jeżeli w umowie sprzedaży, będzie punkt ”pies jest wolny od wad i zdrowy” a nabywca podpiszę taką umowę bez dowodów na to, że pies w istocie jest zdrowy, to kiedy po jakimś bliżej nieokreślonym czasie (zazwyczaj szybciej niż później) okaże się, że pies ma ciężką dysplazję, to ktoś, kto sprzeda nabywcy niepełnosprawnego psa, po prostu może cieszyć się, że trafił na osobę naiwną/łatwowierną. Nie będzie też, rzecz jasna mogło być mowy o tym nieszczęsnym ”No, niech odda nam koszty które ponieśliśmy na leczenie psa!”.

Pamiętać należy, że zapis w rodzaju ”pies jest wolny od wad i zdrowy” nie posiada żadnej wartości, dokąd w umowie precyzyjnie nie są wymienione wady, od których dany psiak jest wolny i ”oznaki zdrowia”, którymi to szczyci się sprzedający. Pies może być wolny od wady typu nieakceptowanego przez wzorzec rasy umaszczenia -i to będzie prawda. Natomiast co ma oznaczać ogólnik, że ”jest zdrowy”? 

Jest oczywistym, że wszystkiego przewidzieć nie można, ale istnieje pewne minimum, które stanowią schorzenia typowe dla danej rasy. Tak więc w przypadku molosa oczekiwanie, iż w umowie pojawi się zapis dotyczący dysplazji, ”pies jest wolny od dysplazji stawów łokciowych i biodrowych” a w przypadku psa w wieku do +/- 16 miesiąca życia ”nie posiada cech dysplazji”, nie jest niczym wyjątkowym. Ale żeby taki zapis posiadał wartość, sprzedający musi udowodnić kupującemu, że pies faktycznie wolny jest od dysplazji.

W skrócie, sprzedający nie jest w stanie gwarantować kupującemu czegoś, na temat czego nie posiada żadnej wiedzy. Jeżeli kupujący podpisuje taką umowę, to sam jest sobie winny. Jednym z ulubionych ”argumentów” tzw hodowców i ich popleczników w rozmowach z właścicielami psów dysplastycznych, niepełnosprawnych jest ”Przecież nikt ci nie kazał tego psa kupować, pistoletu ci do głowy nikt nie przystawiał” – i trudno się z tym aroganckim i bezczelnym tekstem nie zgodzić.

Pamiętać należy także o tym, iż hodowca odpowiada za psa dokąd pies jest pod jego opieką i kontrolą. Od chwili, w której pies opuści hodowlę może wydarzyć się i zazwyczaj się dzieje, mnóstwo rzeczy, na które hodowca nie ma żadnego wpływu, niezależnie od tego jakie zaniedbania, włącznie z doborem rodziców hodowca mógł popełnić czy też popełnił. Typowe obszary takich zaniedbań to np.;

przygotowanie matki miotu do okresu ciąży i karmienia szczeniąt – czyli kwestia zapewnienia suce odpowiedniej diety, w tym suplementacji,

zapewnienie odpowiedniego podłoża, na którym szczenięta stawiają swoje pierwsze kroki – czyli podłoże stawiające opór, zamiast śliskiej podłogi. (Powtórzmy: z oczywistych przyczyn ludzie także nie uczą się chodzić na lodowisku.)

Kluczowe dla kwestii rozwoju dysplazji są pierwsze tygodnie życia psa. Każde szczenię rodzi się ze zdrowymi stawami, ale do 8-12 tygodnia jego życia, to jakie warunki zapewnia mu hodowca, decyduje o tym, w jaki obrazek w organizmie konkretnego psa ułożą się przypisane mu ”genetyczne puzzle”. A to oznacza, że hodowca może, poprzez warunki w jakich psy trzyma, spowodować, że zmiany dysplastyczne, tzw CECHY DYSPLAZJI będą widoczne na prześwietleniu u szczenięcia już trzymiesięcznego. Z tego powodu, aby mieć pewność, że nie kupujemy przysłowiowego kota w worku i za kilka miesięcy (zazwyczaj zauważalne nawet dla laika oznaki dysplazji widoczne są już u 6-7miesięcznych szczeniaków), przeprowadzać należy RTG stawów łokciowych i biodrowych szczenięcia, które trafia do naszego domu.

Jeżeli pierwszy właściciel psa nie zadał sobie odrobiny trudu, by zadbać o przyszłość psa i nie sprawdzi w jakim stanie były stawy łokciowe i biodrowe psa w chwili, gdy trafił do jego domu i ewentualnie nie zdecydował się podjąć odpowiednich kroków, by zmiany dysplastyczne zniwelować, to nie ma sposobu na udowodnienie, że to z powodu zaniedbań hodowcy pies jest kaleką (Nawet jeżeli o dysplazji rodziców psa niczego nie wiadomo, włącznie z tym czy hodowca w ogóle bada swoje stado hodowlane). Jeżeli na początku nie ma badań, to potem nie ma sposobu na to, by udowodnić zaniedbania na poszczególnych etapach rozwoju psa i pociągnąć do odpowiedzialności (także finansowej) hodowcę czy pierwszego i/lub kolejnych jego właścicieli, gdy po podpisaniu umowy z zapisem ”pies jest zdrowy i wolny od wad”, usłyszymy diagnozę dotyczącą dysplazji i poznamy jej koszty oraz koszty zabiegów i dalszego leczenia (zachowawczego), konicznego dla utrzymywania jako takiego komfortu życia naszego psa.

Rękojmia za rzecz jaką jest (zgodnie z polskim prawem) zwierzę obowiązuje 12 miesięcy od daty zakupu/podpisania umowy. Stopień dysplazji określa się u psów które średnio są w wieku pomiędzy 16-18 miesięcy. W dokumentację medyczną psów młodszych niż 16-18 miesięcy, wpisywana jest fraza ”posiada cechy dysplazji”. Co to w praktyce oznacza? (Gdyby ktoś chciał wybrać się do sądu w sprawie rękojmi?) W związku z tym, że stopień dysplazji czyli jej jednoznaczne określenie, wpisuje się w dokumenty psów starszych niż 12 miesięcy, można przyjąć, że hodowca w chwili sprzedaży szczenięcia nie wie o wadzie aparatu ruchu, bo ta nie może być jednoznacznie określona u psa w wieku -w praktyce- poniżej 16 miesięcy. Tak więc niezależnie co o takim stanowisku tzw hodowcy pomyślałby nabywca, jest ono (dla sądu) jednoznaczne…

Rzetelni hodowcy/sprzedający w umowach z nabywcami psów wymieniają rodzaj zadośćuczynienia w przypadku, w którym u danego psa zostanie wykryte schorzenie np. dysplazja.

Najbezpieczniej jest poinformować hodowcę/sprzedającego, że na własny koszt szczenię podda się badaniu stanu stawów łokciowych i biodrowych (lub także kolanowych i barkowych), i umówić się z nim na to, jak rozwiązane zostaną kwestie związane z ponoszeniem kosztów leczenia, wynikających z nieprawidłowości aparatu ruchu tak, aby z treści umowy jednoznacznie wynikało, że to hodowca poniesie koszty zabiegu np. spojenia łonowego. (Pamiętajmy, że nabywca za psa rasy Dog Kanaryjski/Argentyński płaci średnio 4,5-5 tysięcy złotych i więcej, pojawiają się ogłoszenia, w których za 6 miesięcznego szczeniaka DA żąda się 1600euro).

Ważne jest, aby wykonać RTG stawów. Jeżeli nie zadba się o pewność, że naszemu psu w najbliższych miesiącach życia nie zagrozi niespodzianka kalectwa, z którym będzie musiał borykać się do samego końca, to kiedy zacznie nas niepokoić ”chrupanie w stawach” i to, że kilkumiesięczny szczeniak ”ma trudności z podnoszeniem się z posłania”, będzie zbyt późno na rozwiązania, które w znaczący sposób ułatwiają życie szczeniętom (a potem dorosłym psom), u których na wczesnym etapie rozwoju stwierdzono ”cechy dysplazji”. RTG stawów szczenięcia umożliwia zdiagnozowanie problemu na bardzo wczesnym i niezaawansowanym etapie zmian w stawach. Konsultacja ze specjalistą daje szansę na poprawienie komfortu życia zwierzęcia i umożliwia to, że w przyszłości będzie funkcjonowało bez leków, które stają się nieodłączną częścią życia psów CIERPIĄCYCH z powodu dysplazji. Dla wcześnie zdiagnozowanych psów podniesienie się z posłania czy pokonanie kilku schodków nie będzie stanowić wyzwania.

Zaniedbaniem każdego nabywcy jest nie poddanie szczeniaka RTG stawów i określenie ich stanu

Kiedy chcemy kupić/przysposobić od hodowcy i/lub poprzedniego właściciela psa niebędącego już szczenięciem, kilkunastomiesięcznego lub dorosłego, żądajmy wyników RTG jego stawów (tak samo żądalibyśmy przeglądu technicznego auta ”z drugiej ręki”). Pamiętajmy, że to, co było ”prawie niezauważalną kulawizną” dla młodego psa, po latach lub nawet miesiącach, dla psa dorosłego lub w wieku zaawansowanym, przerodzi się w poważne schorzenie, potężnie utrudniające mu funkcjonowanie.

Jeżeli adoptujemy psa ze schroniska -jest bardzo mało prawdopodobne, by dane medyczne schroniskowych psów zawierały także informację na temat dysplazji- zabierzmy go na prześwietlenie, po to, by nasza pomoc bezdomniakowi była PEŁNA.

To oczywiste, ale podkreślmy, że wszystko to, co dzieje się, kiedy pies przestaje być odpowiedzialnością hodowcy i trafia do nowego domu, jest odpowiedzialnością nowego właściciela.

Dlatego nowy właściciel musi psu zapewnić odpowiednie warunki funkcjonowania w nowym domu.

Do tych warunków zalicza się także, BARDZO CZĘSTO IGNOROWANE przez nabywców psów, podłoże zapewniające opór. Jeżeli do swojego domu sprowadzasz szczenię, młodego rozwijającego się psa rasy dużej lub wielkiej, molosa, to zafunduj mu wykładzinę. Nic ci nie będzie, przemęczysz się te pierwsze 2 lata z wykładziną ”rujnującą ci dokładnie przemyślany charakter wnętrza” a twój pies będzie miał stawy w znacząco lepszym stanie. Połóż wykładzinę w tym rejonie domu/mieszkania, w którym pies przebywa najczęściej. Potraktuj tę radę bardzo serio, zwłaszcza jeżeli nie masz ”domu z ogrodem”, tylko mieszkanie i twój pies nie będzie spędzał znaczącej części czasu, na naturalnym podłożu a właśnie we wnętrzu domu, na śliskiej podłodze.

Tzw hodowcy wmawiają nabywcom dysplastycznych psów, że śliska podłoga jest wszystkiemu winna, powstała swego rodzaju legenda o ”śliskiej podłodze”, którą tzw hodowcy szczują nabywców.

Owszem ta podłoga jest bardzo ważna, tym ważniejsza, że pierwsze 8-12 tygodni życia większość szczeniąt uczy się poruszać na śliskim podłożu, właśnie w domach tzw hodowców. Tak więc patrzcie w jakich warunkach hodowcy trzymają szczenięta, zwracajcie uwagę na to, co pokazują wam na Serwisie Facebook. Kupując/przysposabiając psa bierzcie pod uwagę, że jeżeli urodził się w zimnej części roku, to większość czasu spędzał w pomieszczeniach, dowiedzcie się więc jakie podłoże zapewniał mu hodowca, zobaczcie to podłoże. To jasne, że łatwo jest ”polać zasikane linoleum wodą ze szlaucha”, ale o ile hodowca ma się różnić od producenta, puszczającego szczeniaki jak z linii produkcyjnej, musi zapewnić szczeniętom bezpieczeństwo dla ich rozwijających się stawów, czyli podłoże stawiające opór. Zapamiętajcie sobie, że nawet jeżeli sami zadbacie o odpowiednie podłoże w waszych domach/mieszkaniach, ale nie zadbał o nie tzw hodowca, w kluczowych dla rozwoju zmian idących w kierunku dysplazji, pierwszych 8-12 tygodniach życia szczeniąt, na niewiele zda się wasze zaangażowanie w zabezpieczenie waszym psom odpowiednich warunków życia.

I przede wszystkim PATRZCIE NA PSY. Na szczenię, które zamierzacie kupić i jego rodziców. Obserwujcie ruch tych psów.

Ciężką dysplazję zazwyczaj widać, pies porusza się w niepokojący sposób, mówiący, iż jego aparat ruchu nie funkcjonuje w prawidłowy sposób.

Osoby, które ”w ciemno” kupują/przysposabiają psy ”z drugiej ręki”, ponoszą koszty swojego zaniedbania dosłownie i w przenośni, kiedy opłacają skutki zaleczania dysplazji i ”plują sobie w brodę”, że ”przecież nie trzeba było ulegać emocjom i przez podpisaniem umowy można było spytać o prześwietlania”. Podobnie ci, którzy kupili swoje psy jako szczeniaki, po nieprzebadanych rodzicach albo takich których wyników RTG nigdy im nie pokazano i nie wpadli na pomysł, by swoim szczeniakom zafundować RTG stawów.

Brak wymogu badań psów rozmnażanych pod szyldami kynologicznych stowarzyszeń oznacza brak faktycznej odpowiedzialności ludzi rozmnażających psy, za zwierzęta, które rozmnażają. Nie istnieją w Polsce przepisy prawne, które wymagają od tzw hodowców zrzeszonych w poszczególnych stowarzyszeniach, na czele ze stowarzyszeniem Związek Kynologiczny w Polsce, aby poddawali rozmnażane przez siebie psy czy to badaniom RTG określającym stan ich stawów biodrowych (HD), łokciowych (ED) (oraz pozostałych), czy jakość słyszenia (BAER test) oraz innym, wykluczającym schorzenia typowe dla konkretnych ras psów. Oznacza to, że to nabywcy muszą upominać się o przedstawianie im wyników badań psów mających być rodzicami ich szczeniąt i tym samym podnosić w Polsce jakość kultury kynologicznej i zapewniając podniesienie standardu życia psom, które przecież wcale nie muszą się rodzić, bo w schroniskach jest masa psów (i kotów) oczekujących na domy. Skoro więc, pomimo przepełnionych psimi i kocimi dramatami schronisk, tzw hodowcy, swoim działaniem, sprowadzają na ten świat więcej i więcej psów, to niech przynajmniej zrobią minimum dla komfortu ich życia.

Jeżeli nabywcy przestaną kupować szczenięta po nieprzebadanych rodzicach, tzw hodowcy nie znajdą chętnych na swój ”towar” i albo podniosą jego jakość, poprzez badanie swoich hodowlanych stad, albo przestaną psy rozmnażać, bo nie będą w stanie ich sprzedać.

Nie liczą się ustne zapewnienia tzw hodowcy, tylko to, co rodzice szczenięcia, które proponuje nam tzw hodowca mają wpisane (potocznie ”wbite”) w rodowody. Wyniki badań, badań, jak podkreślają tzw hodowcy nieobowiązkowych i PŁATNYCH, podnoszących koszty tzw hodowania, wpisywane są w rodowody psów. Dodatkowo, mamy erę cyfrową i konkretne zdjęcie RTG przypisane jest do konkretnego psa, nie ma już mowy o oszustwach i pokazywaniu prześwietlenia psa X jako psa Y, te czasy minęły. Warto także nie zapominać, że znając rodowód (wystarczą rodowodowe imiona rodziców) oferowanego szczenięcia lub tego, które już stało się własnością osoby, która je nabyła, można skontaktować się z Oddziałem Związku Kynologicznego w Polsce, do którego należy dany hodowca i poprosić o udzielenie informacji dotyczących wyników badań psów wchodzących w skład stada hodowlanego danego członka ZKwP. Szczególnie osoby będące już posiadaczami szczeniąt z metrykami ZKwP, pochodzącymi przecież z hodowli zarejestrowanych w tym stowarzyszeniu, nie powinny mieć trudności z uzyskaniem informacji na ten temat.

Zafundujcie sobie chwilę refleksji nad tym ile zachodu kosztowało tzw hodowców i posiadaczy psów (bądź też wciąż kosztuje, biorąc pod uwagę ”fotki z fejsika”), zabronione przez polskie prawo, oberżnięcie psu uszu, nazywane kopiowaniem/cięciem uszu, powodujące, że naturalnie obwisłe uszy, stają się mniejsze, szpiczaste i stojące. Pomimo wszystkich trudności wynikających z nielegalności okaleczania w Polsce psów tym estetycznym zabiegiem, aż tylu tzw miłośników psów decydowało lub też wciąż się decyduje poddać swoje psy cięciu uszu. Choć abstrahując już od łamania prawa, okaleczenie psich uszu wymaga poddania psa pełnej narkozie i wiąże się z ryzykiem śmierci szczenięcia. Ci ”miłośnicy psów” uwielbiali i chyba wciąż im nie przeszło, szafować psim życiem, tylko dla zaspokojenia swoich chorych pragnień o psach ”wyglądających groźnie” i ”po kozacku”… Zwróćcie uwagę ile psów z dysplazją ma kopiowane, okaleczone uszy… Warto było psa poddać pełnej narkozie i ryzykować jego śmierć, ale nie było warto przeprowadzić RTG. Tak samo w przypadku Dogo Argentino, warto było uszy urżnąć, ale nie warto było robić ani BAER TEST ani RTG stawów…

okaleczanie-psa

Dlatego wiele polskich psów typu presa, ale także i innych, również tych tradycyjnie okaleczanych ras, może i ”wygląda groźnie” i ”po kozacku” z tymi nieszczęsnymi, okaleczonymi uszami, leżąc w ogrodach, ”pilnując posesji”, tylko, że ”efekt” idzie się …, znika w mgnieniu oka, kiedy taki pies wstaje, ”trzeszcząc” i zaczyna się z trudem przemieszczać… ”Wycieczki”, nawet na drugi kraniec Polski, do ”sprawdzonego weta”, który ”dobrze tnie”, wymienianie się doświadczeniami w tym, jak najlepiej spreparować ”zaświadczenie o leczniczym kopiowaniu uszu”, dyskusje o tym jak okaleczone psy wyglądają ”w nowych fryzurach”, w to ”miłośnicy psów” potrafili (a niektórzy wciąż jeszcze potrafią) angażować mnóstwo swojej energii. Bardzo przykre, że ”gimnastykowanie się” ”miłośników psów” w kierunku uzyskania ”kontaktu” do ”znającego się na rzeczy” weterynarza, który ”wie jak ciąć” i ”nie zrobi nieumiejętnym cięciem z Dogo Argentino Dobermana albo ASTa”, zawsze bardziej interesowało tzw hodowców i posiadaczy psów, od przypilnowania, aby ich ”kozacko” wyglądające psy miały zdrowe stawy i sprawny zmysł słuchu…

Nie wiadomo, śmiać się czy płakać, obserwując sędziów ”sprawdzających rodzaj zgryzu” psom prezentowanym na ringu, bo patrzenie jak sędzia ”liczy zęby” i ”upewnia się” ”czy są braki, czy ich nie ma”, podczas gdy pies kuleje, ”zamiata tyłkiem” i/lub przejawia całą rzeszę innych symptomów świadczących o tym, że powinien jak najszybciej trafić do specjalisty, który rozpocznie diagnozowania nękającego go schorzenia a nie dostawać tzw hodowlane uprawnienia, pozbawia złudzeń co do rzetelności tych tzw sędziów. Przede wszystkim pozbawia złudzeń, że sędziowie, niedostrzegający bądź też udający ślepych na nieprawidłowości w sposobie poruszania się psów, które ”oceniają”, (niejednokrotnie równocześnie, praktykujący lekarze weterynarii i hodowcy), chociaż te nieszczęsne psy ”lubią”. 

Dramat związany z dysplazją wiąże się nie tylko z cierpieniem psów, bo, mówiąc krótko, nie każdego stać na ‚zaleczanie’ dysplazji u jego psa, ale i hipokryzją, bo wielu jest też tzw hodowców, którzy wmawiają nabywcom czy to z powodu swojej znikomej wiedzy, czy też aby chronić swoją ”reputację”, że ze szczeniakami jest ”wszystko w porządku” i tym samym stopują właścicieli chcących szukać pomocy u specjalistów. Skutek jest taki, że pies z dysplazją, której postępowi można było zapobiegać na początku, schorzenie ma dalece rozwinięte, bo nie dostał profesjonalnej pomocy tylko dlatego, że jego właściciel zaufał niewłaściwej osobie.

Rzućcie sobie okiem także na pracę ”Choroby ortopedyczne młodych i rosnących psów i kotów”, Erik R. Wisner, Rachel E. Pollard, wystarczy wpisać w wyszukiwarkę 🙂 

erik-r-wisner-rachel-e-pollard-15-rozdzial-choroby-ortopedyczne-mlodych-psow-i-kotow

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora jest zabronione.

Ps. Pamiętajcie o tym, że dysplazja stawów łokciowych (ED) i biodrowych (HD) to nie jedyne niebezpieczeństwo, które czyha na psa, kiedy chodzi o jego stawy (Gwoli ścisłości istnieją także dysplazja stawu barkowego i kolanowego -przy czym jest normą badanie pod kątem określenia stopnia dysplazji stawu kolanowego używanych w hodowli Bokserów, najwyraźniej na bazie praktycznych doświadczeń, hodowcy uznali, że to badanie jest konieczne)…

W stawie ramiennym, łokciowym, kolanowym i skokowym możemy mieć do czynienia z zaburzeniami kostnienia na podłożu chrzęstnym, które mogą pojawić się u molosów pomiędzy 4 a 9/10 miesiącem życia. Coraz bardziej popularne staje się badanie psów pod kątem eliminowania z programów hodowlanych osobników obciążonych OSTEOCHONDROZĄ GŁOWY KOŚCI RAMIENNEJ. (Pełniej ”OSTEOCHONDROZA-OCD [odwarstwiająca martwica chrzęstno-kostna] głowy kości ramiennej” http://www.artroskopia-wet.com/staw.php?id=1). O tym, że dane zwierzę wolne jest od tego schorzenia mówi nam wynik ”OCD 0/0”. Więcej znajdziecie np. w tym miejscu: http://www.ortopedia-weterynaryjna.pl/kompendium_17_osteochondroza.html.

Polecam zajrzeć także tu:

http://www.swiatczarnegoteriera.republika.pl/a-zdrowie_choroby_oc_ocd.html

Kolejnym problemem może być ZWICHNIĘCIE RZEPKI KOLANOWEJ, wyniki dotyczące tego schorzenia mają skrót ”PL” (od ”PATELLAR LUXATION”), np. ”PL 0/0” a przeczytać o nim możecie np. tu: http://www.ortopedia-weterynaryjna.pl/kompendium_13_zwichniecie-rzepki.html.

Stopnie zwichnięcia rzepki oznaczone dla każdego stawu oddzielnie;

0 -staw kolanowy normalny

I -staw kolanowy prawie normalny, brak zaburzeń ruchu

II -luźne usytuowanie rzepki, podczas zgniatania ulega zwichnięciu

III -znaczne przesunięcie rzepki, podczas zgniatania można ją wprowadzić na miejsce i zwichnąć

IV -przesunięcie rzepki wymagające operacji

Pamiętajmy też o kręgosłupie psa. W ramach kwalifikacji hodowlanej (podkreślmy, jej nieobowiązkowej, tj niewymaganej przez ZKwP, części) psy niektórych ras badane są pod kątem określenia stopnia spondylozy, aby wykluczyć z hodowli osobniki z zaawansowanymi zmianami.