Archiwa tagu: typowy dla rasy temperament

PSY ”RAS UZNAWANYCH ZA AGRESYWNE” I SENS ”LIST RAS NIEBEZPIECZNYCH” NA PRZYKŁADZIE RASY DOGO ARGENTINO – SKUTKI ATAKU DOGO ARGENTINO NA CZŁOWIEKA WYJAŚNIAJĄ DLACZEGO PSY TEJ RASY ORAZ ICH MIESZAŃCE POWINNY BYĆ MONITOROWANE I OBJĘTE RESTRYKCJAMI

By ułatwić zapoznanie się czytającym ten tekst z poniżej opisanymi przypadkami ataków psów rasy uznawanej za agresywną na ludzi i skutkami owych ataków, gdyż to o sutki tych ataków a nie ich częstotliwość chodzi w listach ras psów agresywnych/niebezpiecznych, wyodrębniłam fragmenty z tego tekstu. Tak więc dzisiejszy wpis nie jest nowym tekstem, a jedynie ”skrótem” stanowiącym uzupełnienie tego artykułu.

W 3 na 4 medialnie znane przypadki ataków Dogo Argentino na ludzi, które w ciągu ostatnich dwóch lat miały miejsce w USA, samce Dogo Argentino zaatakowały kobiety.

Tragedia w Huntingtown: 21 czerwca 2018 r.

O tym ataku notatki znaleźć możecie na stronach wielu różnych serwisów (nie tylko na stronie Dog’sBite.org – Some dogs don’t let go[2] ale) i min. na stronie foxbaltimore[3]. W dużym skrócie: 28-letnia Jenna Rae Sutphin zmarła w kilka godzin po tym, jak około 7:15 rano zaatakowana została przez własnego Dogo Argentino. Kobieta w stanie krytycznym, z obrażeniami spowodowanymi pogryzieniem tylnej części głowy i szyi, drogą powietrzną została przetransportowana do Washington Medstar Hospital Center. Sutphin i jej narzeczony, Jason Hammer, będący trenerem w Prince George’s County Correctional Center K-9, hodowali i sprzedawali Dogo Argentino. Atak miał miejsce przed wychodzącym na Route 4 (Drogę 4) domem pary. Motocyklista jadący wzdłuż Rute 4 zadzwonił pod numer 911 około 7:15 rano, po tym, jak zobaczył zwierzę atakujące COŚ. Kiedy patrolujący okolicę policjant dotarł do zarośniętego obszaru w pobliżu autostrady, pies wciąż aktywnie atakował, został postrzelony i uciekł. Na miejscu zdarzenia pojawili się zastępcy z Biura Szeryfa Calvert County, którzy psa odnaleźli i zastrzelili. Ofiara ataku zmarła około 17ej.

Atakujący pies, nazwany Rocky był częścią pary hodowlanej należącej do ofiary i jej narzeczonego. Zwierzę mieszkało z parą od około czterech lat. W czasie, gdy trwał atak narzeczony ofiary, Hammer przebywał na „sesji treningowej ze swoim nowym partnerem K-9”. Hammer niedawno przeszedł 16-tygodniowy program treningowy ze swoim innym psem: malinois-shepherd mix, czyli mieszańcem owczarków belgijskiego Malinois i zapewne klasycznego ONka. Panna Sutphin również zatrudniona była w hrabstwie Prince George, pracowała jako asystentka prokuratora okręgowego od maja 2016 r.

14 czerwca 2018 r. Northern California, Bay Area: ”Dogo Argentine dog weighing 100 pounds mauled its owner this morning” – ”Ważący 100 funtów (+/- 45kg) Dogo Argentino dzisiejszego poranka poturbował swoją właścicielkę”.

Min. na stronie organizacji Dog’s Bite… jest wzmianka o jeszcze jednym ataku, który zdarzył się tydzień przed tym z Huntigtown i (też) miał miejsce na terenie hodowli Dogo Argentino. O tym ataku opowiada sąsiadka, której reakcja (telefon wykonany pod numer interwencyjny 911) uratowała życie ofierze, pani ta wypowiada się w tym materiale: witnesses neighbor: ”The 29-year-old woman was flown to the Bay Area where she’s in critical condition. Police shot the dog after it charged at them.” It was not until the third shot that the dog stopped its attempt to attack the officers” – 29-letnia kobieta została przetransportowana drogą powietrzną do Bay Area, gdzie przebywa w stanie krytycznym. Policja zastrzeliła psa po tym, jak ich zaatakował. „Dopiero po trzecim strzale pies przerwał próbę ataku na oficerów”. Jak twierdzą sąsiedzi, psami w hodowli zazwyczaj zajmować się miał mąż ofiary ataku, wcześniej nie widywali kobiety jako osoby, która dogląda psów. Niestety wzmianek mówiących coś więcej o tym zdarzeniu, poza tym, że na szczęście kobieta przeżyła, brak. (Jeśli wierzyć komentarzom pod filmem na YT, samiec, który zaatakował, nie należał do rodziny ofiary i był jedynie ”w odwiedzinach”, jako że miał zostać użyty jako reproduktor w kojarzeniu z jedną z suk należących do stada hodowlanego męża zaatakowanej kobiety.) Notatka na stronie Dog’s Bite mówi, iż mąż ofiary prowadzi hodowlę Dogo Argentino w Bay Area, o nazwie Dogos Del Gran Patron, a komentarze na fejsbukowej grupie entuzjastów rasy, podawać miały, że kobieta w wyniku ataku straciła co najmniej jedno ramię. Takie skutki są jak najbardziej możliwe i niezaskakujące, jeśli wziąć pod uwagę siłę i styl wchodzenia w kontakt z >celem< typowy dla dogo.

Jednak ponieważ bardziej szczegółowych informacji o okolicznościach ataku, obrażeniach jego ofiary i ich skutkach nie znalazłam, przejdę do kolejnego zdarzenia. Na szczęście także nie zakończonego śmiercią ofiary ataku, ale ciężkimi obrażeniami, których koszty leczenia – w dniu publikacji tekstu źródłowego (3 czerwca 2019 r.) – przekraczają 190 tysięcy dolarów, czyli ponad 726 tysięcy złotych.

2019 r., Los Angeles, Northridge Attack

Za Phyllis M. Daugherty (former City of Los Angeles employee and a contributor to CityWatch) – artykuł dostępny jest w tym miejscu[4], na stronie citywachla.com, a fragmenty pisane kursywą są bezpośrednim tłumaczeniem tekstu artykułu zamieszczonego na ww stronie internetowej): Ten tragiczny incydent wydarzył się na Amestoy Avenue w ekskluzywnej, malowniczej okolicy San Fernando Valley w Northridge, znanej również jako Sherwood Forest.”

Na spotkaniu w dniu 28 marca komisarze z The City of Los Angeles Animal Services Department [organizacji do spraw zwierząt działającej na obszarze Los Angeles], działali jako komisja odwoławcza w celu rozpatrzenia wniosku właścicieli psa (ojca i syna) wnoszących o odwołanie od decyzji Dyrektora Generalnego L.A. Animal Services, ogłaszającej ich 4,5-letniego Dogo Argentinodangerous dog” – ”niebezpiecznym psem”, po ataku tegoż psa na biegacza, ataku, który miał miejsce poza własnością/terenem posesji właściciela psa. [Pies uciekł z podwórza i zaatakował mężczyznę uprawiającego jogging w towarzystwie dwóch własnych psów.] Członkowie komisji rozpatrzyli wszystkie akta, które zostały złożone na rozprawie, ale nie zaakceptowali nowych dowodów. Ogłoszono, że rozważa się zalecenie, aby pies został poddany eutanazji ze względu na ekstremalne nasilenie obrażeń ofiary.

Wnoszący odwołanie zeznali, że są właścicielami Dogo Argentino odkąd pies był szczeniakiem i aktualnie pies ma około 4,5 roku. Pies nie jest wykastrowany i has never been licensed by the City, czyli nigdy nie został zarejestrowany we właściwym urzędzie i nie uzyskano na jego utrzymywanie zgody władz miasta, chociaż posiada aktualne wszystkie szczepienia, w tym to przeciwko wściekliźnie i jest zarejestrowany w ACK [American Kennel Club – czyli w amerykańskim ”Związku Kynologicznym”]. Jest to the first reported attack by the dog, czyli pierwszy zgłoszony atak [tego konkretnego] psa, do którego doszło, jak twierdzą, z powodu ucieczki psa przez otwarte obie bramy – pierwszą tę na wybiegu dla psa i drugą, tę wejściowo-wyjściową na teren posesji. Właściciele twierdzili, że pies kocha swoją rodzinę i bawi się ze ‚swoimi’ dziećmi. Jeden z właścicieli stwierdził również, w odpowiedzi na zapytanie komisarza Sandovala, że nie chce kastrować psa, ponieważ „uważa, że nie jest to dobre dla psa”. Dodał, że ponieważ jest to rzadki, rasowy pies zamierzał go rozmnażać. Właściciele psa byli reprezentowani przez adwokata, ale także występowali sami. Ich adwokat stwierdził, że przedmiotowy pies has no prior reports of bites/attacks → nie ma ‚teczki’ wcześniejszych doniesień o ukąszeniach/atakach, że ”ma czyste akta” i że the incident being considered was provoked because the victim would practice karate moves–kicking and punching–in the street in front of the house to agitate the dog → rozważany incydent został sprowokowany, ponieważ ofiara ćwiczyła ruchy karate – kopanie i uderzanie pięścią – na ulicy przed domem, aby pobudzić psa. Adwokat oświadczył, że właściciele byli gotowi zapisać psa na szkolenie, wyprowadzać go w przestrzeń publiczną w kagańcu, lub zastosować się do wszelkich środków ostrożności lub ograniczeń, które mogą zostać nałożone na nich przez Komisję. Adwokat skonstatował również, że opiewająca na wiele milionów dolarów polisa ubezpieczeniowa właściciela psa pokryje wydatki ofiary poniesione przez nią na leczenie.”

Zanim przejdzemy do dalszych zeznań: słodko, co? U nas też, swego czasu (jeszcze w 2015 roku) nawet niektóre hodowle Dogo Argentino, nie mówiąc o pojedynczych egzemplarzach psów tej rasy, funkcjonowały niezgłoszone właściwym w sensie administracyjnym Urzędom. Urzędom, które przecież powinny mieć wiedzę, iż na terenie im podlegającym utrzymywane są psy rasy uznawanej za agresywną oraz, że prowadzona jest hodowla psów rasy uznawanej za agresywną. Jeszcze wcześniej owe Urzędy powinny były wydać zgodę na nie tylko prowadzenie takiej hodowli, ale w ogóle utrzymywanie każdego z np. właśnie Dogów Argentyńskich z osobna… Ponieważ, gdy przychodzi do tragedii, wszyscy chcą wiedzieć ”Skąd wziął się tam ten pies?!”. Ale hodowle ”na lajcie” sobie działały bez wiedzy urzędników… Jak jest dziś? Czy min. np. tę szczególnie tajemniczą w końcu wytropiono? Wiadomo już – na bieżąco – ile psów wchodzi w skład stada hodowlanego i kto z imienia i nazwiska w sensie prawnym odpowiada za każdego z nich, czyli wpisany jest w dokumenty danego osobnika jako jego właściciel/ka? Znany jest już adres, pod którym ta hodowla jest prowadzona, ten pod którym faktycznie utrzymywane są psy? Czy też wciąż psy ”znajdują się pod opieką” różnych osób? I czy by kupić szczeniaki, zamiast do hodowli, pod konkretny adres, wciąż trzeba pojechać na parking przed którymś z centrów handlowych? Czy wciąż jedyny adres znany jako adres tej hodowli, to adres prywatnego mieszkania, któregoś z członków rodziny osoby rozmnażającej psy? Przyznaję: nie wiem. Nie wiem ”jak sytuacja” z rejestrowaniem w Polsce hodowli psów rasy Dogo Argentino, psów rasy uznawanej za agresywną, bo co rusz jakaś tzw hodowla powstaje. Na pęczki teraz tego jest, więc bardzo ciekawe czy coś się zmieniło i czy członkowie Związku Kynologicznego w Polsce posiadający psy ras uznawanych za agresywne, a tym bardziej ci prowadzący w Polsce hodowle psów ras uznawanych za agresywne, rejestrują już swoje psy we właściwych urzędach i mają już wszyscy zgody na prowadzenie owych hodowli? Czy też wciąż panuje wolnoamerykanka, bo ”zezwolenie to takie tylko zawracanie głowy”?

I ten kawałek o pokrywaniu kosztów leczenia też jest ”fajny”… ”Kaska? A nie, to lajcik. Nic się nie stało. Zapomnijmy o sprawie”. Szczególnie fajny jest w świetle zdarzenia, które miało miejsce w LA w roku 2017, kiedy >pitbull< zaatakował biegacza i poza tym wszystkim co mu zrobił, odgryzł temu mężczyźnie jądro.

Niektórzy tzw hodowcy w Polsce nie mają kasy na badanie swoich psów i nie wiedzą czy rozmnażają psy np. obustronnie słyszące czy jednostronnie głuche, czy ich psy mają zdrowe serca, czy może jednak ich ”pompy” zdrowe nie są, albo czy ich psy są genetycznie obciążone np. dysplazją? (Co łatwo wytropić, gdy bada się wszystkie osobniki używane w hodowli oraz ich potomstwo nim ostatecznie przekaże się prawo własności szczeniąt osobom trzecim.) Nie przeprowadzają badań, bo nie stać ich na hodowanie psów na poziomie i mogą je tylko rozmnażać, pykać sobie mioty. I tak je sobie pykają, bazując na osobnikach, do których mają łatwy dostęp (wymiana z innymi ”rozmnażaczami” wychodzi tanio) itp. itd. I teraz wyobraźcie sobie akcję w rodzaju ataku psa rasy agresywnej na człowieka w Polsce. W takich warunkach. Ataku, który kończy się bardzo ciężkimi obrażeniami ofiary. Ataku, w wyniku którego ofiara być może nawet staje się osobą niepełnosprawną. Ataku, którego konsekwencje są nie tylko fizyczne, ale pociągają za sobą także psychiczną traumę. Ataku, którego skutki dotykają nie tylko jego bezpośredniej ofiary, ale i jej rodziny; żony/męża, narzeczonego/narzeczonej, dzieci albo rodziców oraz rodzeństwa – mówię tu o traumie, która roznosi się na caaałą rodzinę i nieodwracalnie zmienia życia wszystkich jej członków. Wyobraźcie sobie atak dogo na człowieka i to, że leczenie ofiary jest baaardzo kosztowne i dłuuugie. Może nie będzie w stanie wykonywać pracy, która była jej źródłem dochodu nim doszło do ataku?. Wyobraźcie sobie, że taki ”Czesio” albo ”Czesia”, którzy sobie kupili dogo, bo ”jest jak wielki, taki aPdEJtowany pitbull” i teraz już jako ”hodowcy” karmią psa/psy tak, żeby wyszło jak najtaniej i w ogóle cała ta ich hodowla ”obliczona jest” na to, żeby było jak najtaniej, bo żyją z tego, że rozmnażają psy i sprzedają szczeniaki ”jakimś jeleniom”, mieliby pokryć koszty leczenia ofiary ataku ich psa a także wypłacić jej odszkodowanie tadam!

A, i kluczowe jest na wstępie zidentyfikowanie właściciela psa. Tej osoby, która widnieje w dokumentach dotyczących danego zwierzęcia jako jego właściciel i jest za to zwierzę bezpośrednio odpowiedzialna w sensie prawnym. Czyli tego wobec kogo należy wyciągnąć prawne konsekwencje i od kogo można, trzeba domagać się odszkodowania.

CZY ROZUMIECIE JUŻ DLACZEGO TAK WAŻNE JEST, BY LUDZIE, KTÓRZY TE PSY PRODUKUJĄ, SPRZEDAJĄ I/ALBO SĄ ICH WŁAŚCICIELAMI BYLI ZNANI I ŁATWI DO NAMIERZENIA W RAZIE, GDY JAKIŚ NP. DOG ARGENTYŃSKI KOGOŚ ZAATAKUJE? ROZUMIECIE DLACZEGO TE PSY MUSZĄ BYĆ MONITOROWANE? CHOĆ W NASZYM KRAJU CIĄGLE NIE SĄ…

Ok, idźmy dalej:

Ofiara, bardzo szczupły mężczyzna, w wieku mniej więcej 50u lat, stwierdził: „Wszystko, co zrobiłem, to uprawiałem jogging trasą biegnącą przy ich domu”. Wyjaśnił, że kobieta po drugiej stronie ulicy has multiple aggressive dogs who bark when he passesma wiele agresywnych psów, które ujadają/szczekają, kiedy mijali jej posesję, i he has seen the Dogo Argentino become aggressive toward other dogs when they passed the propertywidział, jak Dogo Argentino staje się agresywny w stosunku do innych/tamtych psów, kiedy mijali posesję skąd my to znamy, pies uderza w to, co może, w to, co jest najbliżej.

Powiedział: „zaprzestałem przebieżki z moimi dwoma psami i pobiegłem w kierunku środka ulicy, aby uniknąć pobudzania/podniecania Dogo Argentino i jej psów [tych należących do sąsiadki właścicieli DA]”.

Wyjaśnił, że zawsze unikał przebywania na ulicy, gdy starszy z dwóch właścicieli wyprowadza psa i natychmiast zmieniał trasę [chcąc uniknąć spotkania]. Powiedział, że w dniu ataku nie słyszał ani nie widział, ani psa, ani właściciela przed tym, nim nastąpił atak i że był około 100 jardów [to odległość odpowiadająca blisko 92 metrom] za posiadłością, gdy pies uderzył w niego od tyłu i powalił go na ziemię, viciouslywściekle/gwałtownie go gryząc. Stwierdził: „The dog „almost took me out.” – „Pies ”prawie mnie zabił/wyeliminował”.

Leżałem na ziemi, na plecach i krzyczałem o pomoc, kiedy przyszedł starszy pan i ściągnął ze mnie psa. Wtedy udałem się do domu, by powiedzieć żonie o tym co się zdarzyło i zadzwonić pod 911, i zabrano mnie do szpitala”, powiedział Komisji. [O tym, że ten mężczyzna miał sporo szczęścia świadczy to, że był w stanie samodzielnie udać się do domu, aczkolwiek pamiętajmy, że to, że pies skutecznie nie zaatakował jego głowy, czy górnej części jego ciała, jak to miało miejsce w przypadku 28-latki, która w wyniku takich właśnie obrażeń poniosła śmierć, nie oznacza, że temu człowiekowi ”nic się nie stało” – skądś ten rachunek na ponad 190 tysięcy dolarów, czyli ponad 726 tysięcy złotych, się wziął. Zapewne także znaczenie ma to, że właściciel atakującego ofiarę Doga Argentyńskiego był w pobliżu i był w stanie swojego psa ściągnąć z tego mężczyzny, i zrobił to relatywnie szybko. O właśnie! Zobaczcie co jeszcze powiedział zaatakowany mężczyzna: twierdzenie adwokata [właścicieli psa], że sprowokował psa, było całkowicie nieprawdziwe i że nie dowiedzieliby się [adwokat i właściciele psa] o jego doświadczeniu w dziedzinie sztuk walki, gdyby nie wspominał o tym podczas rozprawy, jako o możliwym powodzie dla, którego był w stanie przetrwać, przeżyć atak. Dodał: „Czy byłbym na tyle głupi, by celowo sprowokować tego psa?” Facet naprawdę miał sporo szczęścia i po prostu bardzo się bronił, no i najwyraźniej miał ”patentna skuteczne bronienie się.

Ofiara oświadczyła, że jest miłośnikiem psów, ma dwa psy, że ”brał schroniskowe psy na tzw tymczas [czyli, że brał je do swojego do domu, jako do domu tymczasowego, zanim znaleziono dla tych psów właścicieli] i że adoptował psy ze schronisk. W odpowiedzi na pytanie komisarza Wolfsona, czy zgadza się na eutanazję psa [czy popiera taką decyzję], powiedział, że raczej nie chciałby, aby tak się stało, że jeśli pies zostanie usunięty daleko od tego obszaru [gdzie miał miejsce atak] i it can be absolutely guaranteed that the dog will never be able to harm anyone else againjeśli może zostać absolutnie zagwarantowane, że pies już nigdy nie będzie w stanie skrzywdzić nikogo innego. Dodał, że gdyby stało się to dziecku lub nawet niemowlęciu [gdyby padło ofiarą tego ataku], ofiara nie przeżyłaby. Moim zdaniem wielkoduszność tyleż szalona, co niepotrzebna i po prostu szkodliwa. Psa, który w takich okolicznościach atakuje człowieka, eliminuje się bez żalu. Rany, nawet wzorzec rasy podkreśla, iż tego rodzaju agresja wobec ludzi jest cechą absolutnie niedopuszczalną!

Członkowie Komisji omówili „extreme severity” – „ekstremalną dotkliwość” ran ofiary widocznych na zdjęciach wykonanych po ataku. Zgodzili się, że istnienie ryzyka okaleczenia lub śmierci kolejnej ofiary musi być ich główną troską. Komisarz Wolfson stwierdził, że Komisja ponosi odpowiedzialność za potencjalne zobowiązania miasta i bezpieczeństwo publiczne. Pięciu komisarzy jednogłośnie głosowało za utrzymaniem decyzji Dyrektora Generalnego.

Nie można pominąć komentarza komisarza Wolfsona, który porównał posiadanie dużego i potężnego psa do posiadania broni. This Dogo Argentino requires (under current law) no more legal responsibility for containment than a ChihuahuaTen Dogo Argentino (zgodnie z obowiązującym prawem) nie wymaga większej odpowiedzialności prawnej, by możliwe było jego kontrolowanie/opanowanie, niż Chihuahua. [Wyjaśnijmy, że owo legal responsibility odnosi się min. do; legal obligation stanowiącego zbiór zasad, które organizują i regulują prawa i obowiązki powstałe między jednostkami, a measure of mental capacity, czyli miary zdolności umysłowych, stosowanej przy podejmowaniu decyzji, tego w jakim stopniu dana osoba może zostać pociągnięta do odpowiedzialności za przestępstwo, a person’s role in causing an event to happen, czyli roli danej osoby w spowodowaniu zdarzenia.] A jednak najpoważniejsze ataki mają miejsce, ponieważ duży i potężny pies uciekł ze swojego podwórka lub też jego właściciel nie był w stanie go kontrolować.

Wolfson przypomniał później właścicielowi psa, że posiadanie psa tych gabarytów i siły jest jak posiadanie broni o dużej mocy. Pies, jak broń musi być confined – ograniczony/ zabezpieczony [lub po porostu: ‚nie dla wszystkich’, czyli, że nie każdy powinien móc takiego psa posiadać] i locked upzamknięty, by ”wypadki” powodujące takie obrażenia się nie zdarzały. Stwierdził także, że im większy pies, tym więcej i większych obrażeń może wyrządzić i w związku z tym poziom odpowiedzialności [właściciela] jest wyższy.

Chętni mogą sobie ściągnąć dwugodzinne nagranie z przesłuchania właściciela psa i ofiary ataku, link znajduje się na tej stronie[4].

Przesłuchanie w sprawie ataku dogo na biegacza uzmysławia, że niepokalanie myślą amerykańskiego właściciela dogo nie różni się od niepokalania myślą polskiego właściciela dogo. (Z tym może wyjątkiem, że w USA ludzie ci miewają wykupione ubezpieczenia stanowiące o ich zdolności do pokrycia kosztów leczenia ofiar skrajnie agresywnych psów oraz wypłacania tym osobom odszkodowań.) To doprawdy niezwykłe o ilu przepisach właściciel nienormalnego psa ”nie wiedział”.

Red pill: przypadek z 21 maja 2020

W swoim poście[15] z dnia 22 maja bieżącego roku Leigha Genduso ostrzega, że zdjęcia, które do notatki dodała są graphic, czyli oddają charakter ran przez nią odniesionych (nie są przez nią w żaden sposób ”cenzurowane” tak, by przypadkiem ”nie urazić” oglądających). Jednoznacznie stwierdza: Yesterday was a day where I can say I could have been killed – Wczoraj był dzień, co do którego mogę powiedzieć, że mogłam zostać zbita. Pisze, że wielu trenerów, jak i rescuers, czyli osób, które zajmują się ratowaniem psów, nie mówi o bad cases – ”złych przypadkach”, czyli powiedzmy, że o ”ciemnych stronach” trenowania psów//pracowania z psami i ich ratowania, o the bites – ugryzieniach/pogryzieniach, o the extreme situations – o sytuacjach ekstremalnych. Zdanie to kończy: I am here to tell you they happen – jestem tu, by powiedzieć wam, że one się zdarzają. I’m not afraid to share my stories – nie boję się podzielić moimi historiami – anyone who only posts perfection dogs – każdy kto pokazuje jedynie perfekcyjne psy – and do not share the horror stories – i nie dzieli się horrorowymi historiami – are basically as bad as the media not explaining the suicide percentages that occur each and every day – zasadniczo jest tak samo zły jak media niewyjaśniające przyczyn procenta samobójstw, mających miejsce/zdarzających się każdego dnia (only those of you in public safety too know what I mean – tylko ci z was, którzy zajmują się bezpieczeństwem publicznym, wiedzą o co mi chodzi). Some say it tarnishes your reputation – niektórzy mówią, że to bruka naszą reputację, I personally say it makes you honest – ja osobiście twierdzę, że to czyni cię uczciwym, humble – pokornym – and able to show others who need to be educated on what a dog can really do to someone as an animal – i zdolnym do pokazania innym, których należy edukować na temat tego, co pies jako zwierzę w rzeczywistości może komuś zrobić. This post is an educational one to be able to show what can happen – ten post ma charakter edukacyjny, jest po to, by pokazać co może się stać.

So most of you know I’ve been working with a Dogo Argentino (115lb) rehab case – Tak więc większość z was wie, że pracowałam nad rehabilitacją Dogo Argentino (ważącego nieco ponad 52 kilogramy). The dog has no bite history – pies nie miał historii ugryzień/pogryzień, however had shown its previous owner some significant dominance aggression – jednakowoż okazał swojemu poprzedniemu właścicielowi pewne oznaki agresji o podłożu dominacyjnym, which for a month now, I have not seen with the exception of cage aggression (can be typical) – których od miesiąca nie obserwowałam, z wyjątkiem agresji klatkowej (co nie musi być czymś nadzwyczajnym).

So yesterday at 0900 – wczoraj o 9 rano, I was cleaning dishes and he was in an organic sit next to me when he began to growl for a couple seconds – zmywałam naczynia a on siedział obok mnie, gdy zaczął warczeć przez parę sekund. I attempted to verbally correct him when he lunged at my face – Próbowałam skorygować go werbalnie, gdy rzucił mi się do twarzy – grabbing me just lower of my neck – chwytając mnie tuż poniżej szyi. [Popatrzcie na zdjęcia buzi tej dziewczyny. Na prawym policzku są dwie rany (ślady krwi na to wskazują), takie ”dziurki”, mniej więcej chyba na wysokości 7mek(?). Natomiast z lewej strony (tu gdzie linia szczęki) znajduje się rana jakby ”cięta”, biegnąca mniej więcej od dolnej krawędzi ucha do 3-4ek(?), czyli długa na 6-7 cm(?). A nieco wyżej (kość policzkowa/górna krawędź ucha) także widać ślady; zasinienia i zadrapania. NIe mam siły wyobrażać sobie przebiegu tego zdarzenia, pod jakim kątem pies celował itd., ale jak patrzę na te zdjęcia, to (z lewej strony) wygląda to tak, jakby pies ”przejechał jej zębem po twarzy”, ”ześlizgnął się zębem po twarzy”, w wyniku czego skóra po prostu pękła i się rozeszła. Szczęście w nieszczęściu: cokolwiek ten pies zrobił, nie zatopił zębów w twarzy/głowie tej kobiety. I te rany nie są szarpane. Ale patrząc na charakter ”cięcia” na lewym policzku, mam wrażenie, że pies chyba mógł jej ”zdjąć twarz”… Polskie tłumaczenie grabbing nie jest tożsame z tym, co tam się stało, co pokazują zdjęcia. On ją bardziej ”ukąsił”, ”capnął” niż ”pochwycił” (szczególnie w kontekście presy), bo NA SZCZĘŚCIE nie ”wczepił” się w jej twarz/głowę.] As i moved away – kiedy się przesunęłam/poruszyłam, he grabbed my arm again as I was able to walk him into the dog room and shut the door – pochwycił moją rękę tak, że byłam w stanie iść z nim [uwieszonym na ręce], przeprowadzić go do dog room, czyli pokoju dla psów i zatrzasnąć drzwi [I na zdjęciach jej lewej ręki widać, że pies wyrwał jej fragment ciała, kawał mięśnia]. I didn’t think the injuries sustained were bad until I looked in the mirror and assessed my arm – Nie myślałam, że obrażenia są poważne, aż spojrzałam w lustro [Zadziałała adernalina, była w szoku.] Seeing the laceration on my face and the tendons and muscles exposed in my arm – Widząc rany na swojej twarzy i wyłażące z ręki/odsłonięte ścięgna i mięśnie, I grabbed my old post surgery prescription of Percocets I had still for emergencies – pochwyciłam moje stare przepisane pooperacyjnie Percocets [oksykodon/paracetamol sprzedawany w USA min. pod marką Percocet], które trzymam wciąż na nagłe wypadki, swallowed 2 and called 911 – połknęłam dwa i zadzwoniłam pod numer alarmowy 911 (I was home alone per usual – byłam w domu sama, jak zwykle).

They were taking me to Holy Family hospital until the paramedic came on and assessed the damage – Zabierano mnie do Szpitala Świętej Rodziny aż ratownik medyczny oszacował moje obrażenia, reverting us to the trauma unit in Lawrence General after giving me a large dosage of fentanyl – zawracając nas na [polskim odpowiednikiem jest chyba] oddział SOR w szpitalu Lawrence General, po podaniu mi solidnej dawki fentanylu. Upon arrival at LGH – Po przyjeździe do LGH, I was as given 3 more injections of fentanyl and advised I would have to go to Beth Israel Hospital in Boston to be worked on by their trauma team and plastic surgeons – dostałam jeszcze trzy zastrzyki z fentanylu i zadecydowano, że muszę trafić do Beth Israel Hispital w Bostonie, by pracował nade mną tamtejszy zespół urazowy [interdyscyplinarna grupa pracowników służby zdrowia pod kierunkiem lidera zespołu, którzy współpracują w celu oceny i leczenia poważnie rannych] oraz specjaliści od operacji plastycznych. Emergency surgery – operacja chirurgiczna przeprowadzana w nagłych wypadkach [procedura interwencyjna] was done on my arm – przeprowadzona została na moim ramieniu (muscle tears – rozerwanie mięśni) and face last night around 1900 hours – i twarzy wczorajszego wieczoru, około godziny 19.00.

Three of the very best civilian K9 guys I know locally went to my house to try and get the Dogo out of the house and into the kennels with no luck – Trzech najlepszych/czołowych cywilnych specjalistów K9, których lokalnie znam, udało się do mojego domu, by spróbować wyprowadzić z niego Dogo Argentino i umieścić psa w kennelu, nie udało im się to. With the incident – Podczas tego incydentu/W trakcie trwania tego zdarzenia/Z powodu tego zdarzenia, it’s almost as if the dog completely turned into full force dominance aggression – jest/stało się prawie tak, jakby pies kompletnie zmienił się/przeistoczył się w pełni uzbrojoną agresję dominującą [albo w ”źródło czystej dominującej agresji”, generalnie ”wysadził skalę”] – and they were able to get him into the crate – i/ale byli w stanie ”umieścić” go w kontenerze/transporterze [”zabezpieczyli go”]. We will be working on a plan to get him out today somehow – będziemy dziś opracowywać plan wydostania go somehow-jakoś, someway-w jakiś sposób – but everyone has agreed that he has flipped his switch – ale wszyscy zgadzają się, że ”przeskoczyła mu zatrybka”, że nastąpiła w nim drastyczna i nieodwracalna zmiana – and is on full defensive complete aggression mode – i że jest w pełni defensywnie agresywnym trybie.

I’ll be okay – Ja się wyliżę/U mnie będzie ok. Surprisingly the pain isn’t as bad as a broken bone – Zaskakujące, że ból nie jest tak zły, jak przy złamanej kości, however I was told if it was a mere two inches lower – jednakowoż powiedziano mi, że jeśli to [ugryzienie] byłoby zaledwie dwa cale [nieco ponad 5 cm] niżej, he would have gotten my jugular and the only place I would be in the hospital right now is in the morgue – miałby [w pysku] moją żyłę szyjną [tętnicę] i jedynym miejscem w szpitalu, w którym mogłabym teraz być, byłaby kostnica.

I don’t fail often with dogs & this is a back to back failure – Nie zawodzę często/Nie ponoszę często porażek z psami & to jest porażka z tych, które są konsekwencją wcześniejszych zaniedbań [”consecutively; in succession” – w tym kontekście powiedzmy, że chodzi o ”prawo serii”] i ”przywracają do ustawień fabrycznych”. With that said, other than training behavioral modification dogs, obedience issues and the basic civilian dog training stuff, I am taking a break for the rest of the summer with taking on the most severe aggression cases to heal and have some personal time with my own dogs – To powiedziawszy, robię sobie przerwę na resztę lata od pracy innej niż trening psów modyfikujący ich zachowanie, problemy z posłuszeństwem i podstawowe szkolenia psów cywilnych, i nie będę brać na siebie najcięższych przypadków agresji, chcę się wyleczyć i spędzić trochę czasu z własnymi psami. I just wanted to give everyone in the dog rescue world a heads up that I will be on a summer break – Chciałam tylko każdemu ze środowiska dog rescue-ratowania psów dać znać, że biorę sobie letnią przerwę. I’ll be back in a couple of months – Wrócę za parę miesięcy, but we all need a breather once in a while and I think it’s safe to say I’ve earned one – ale wszyscy potrzebujemy oddechu raz na jakiś czas i myślę, że bezpiecznie jest powiedzieć, że na niego zasłużyłam/należy mi się on. I’m sorry to everyone who I normally assist in rescue – Przepraszam każdego komu normalnie/zazwyczaj asystuję w rescue-ratowaniu, but I hope you can understand – ale mam nadzieję, że potraficie to zrozumieć.

BIG thanks to friends who have helped me during these past 24 hours and the absolutely amazing team of nurses and doctors I had to sew me all back together – WIELKIE dzięki dla przyjaciół, którzy pomagali mi podczas tych minionych 24 godzin i absolutnie niezwykłego/wspaniałego/niesamowitego zespołu pielęgniarek i lekarzy, którzy poskładali mnie do kupy. I can’t begin to explain how appreciative I am – Nie mogę/Nie umiem nawet wytłumaczyć jak wdzięczna jestem.

Cały tekst tu, a więcej na temat tego co u Leighi Genduso macie min. tu.

[2]https://blog.dogsbite.org/2018/06/back-to-back-near-fatal-dogo-argentino-attacks.html

[3] https://foxbaltimore.com/news/local/maryland-dog-attack-calvert-county-woman,

https://smnewsnet.com/archives/435704/huntingtown-woman-died-after-dog-attack-in-calvert-county/,

https://blog.dogsbite.org/2018/06/back-to-back-near-fatal-dogo-argentino-attacks.html.

[4]https://www.citywatchla.com/index.php/2016-01-01-13-17-00/los-angeles/17788-dogo-argentino-savagely-attacks-la-jogger-victim-s-medical-bills-over-190-000.

[15] https://www.facebook.com/genduso/posts/10220670090815768?__tn__=K-R

Zuza Petrykowska

Fragmenty artykułu pochodzące z obcojęzycznych źródeł (Internetowe wydania dzienników, Wikipedia etc.) – w tekście zaznaczone kursywą – zostały przetłumaczone przeze mnie i stanowią bezpośrednie tłumaczenie treści zawartych na stronach źródłowych. Zaznaczam jednak, że jako autorka powyższego artykułu nie wyrażam zgody na jego kopiowanie i wykorzystywanie w całości lub we fragmentach ani też na jego ”parafrazowanie”.

ZACHOWANIA AGRESYWNE PSÓW: ”WORKING WITH DANGEROUS DOGS AND THE INDUSTRY” – TRENERKA PSÓW LEIGHA GENDUSO, 21 MAJA BR. ZAATAKOWANA PRZEZ SAMCA DOGO ARGENTINO, NAD REHABILITACJĄ KTÓREGO Z UWAGI NA JEGO AGRESJĘ DOMINACYJNĄ PRACOWAŁA, ROZMAWIA Z TRENERAMI MARKIEM FERRASCI I TEDEM BELLMYEREM

”Aktualizacja”

4 czerwca na kanale YT Marka Ferrasci ukazała się rozmowa trójki trenerów otwarcie mówiących o problemach z agresją u psów. Tak więc gorąco namawiam tych z was, którzy angielski znają na tyle, by z tych prawie 80 minut móc coś (liczę, że maksimum) wynieść dla siebie, byście zechcieli poświęcić jej swój czas i uwagę. Dla mnie nauka z tej audycji jest taka, że pewne sprawy z ”dogo world” są …bardzo internacjonalne. (Dla mniej swobodnych w języku w kolejnych akapitach dzisiejszego artykułu przygotowałam parę zdań o zagadnieniach poruszanych w programie.) Jednak na początek, zanim puścicie sobie na YT wyżej wspomniany program – naprawdę mam nadzieję, że to zrobicie – przetłumaczę i wplotę jako wprowadzenie w dzisiejszy wpis  treść postu, który dzień po ataku, 22 maja Leigha Genduso dodała na swoim FB profilu:

Hey guys… just an update and some food for thought that I feel everyone should be aware of – Hej wszyscy… To taka aktualizacja i coś do przemyślenia na temat czegoś, czego wszyscy powinni być świadomi:

This is going to take me a minute to write in the hospital bed with one working hand so bare with me…. – Zajmie mi chwilę, żeby to napisać [leżąc] w szpitalnym łóżku z jedną sprawna ręką, więc wytrzymajcie….

I was reluctant at first to make this post public knowing in the back of my head there would be the naysayers and negative backlash of how I probably suck as a trainer – Z początku byłam niechętna, by udostępniać ten post publicznie, mając z tyłu głowy, że spotka się on z negatywnym odzewem narzekaczy-krytykantów, twierdzących, że kiepski ze mnie trener – that I shouldn’t take in severe cases such as so, etc. – że nie powinnam brać tak ciężkich przypadków etc.

So, here’s my response – Więc, oto moja odpowiedź.

A lot, I mean a LOT of times I get these cases that are lax in explanation from the owners surrendering these dogs – Wiele, podkreślam WIELE razy dostaję te przypadki, w których brak jest wyjaśnień ze strony właścicieli, którzy skapitulowali wobec tych [przekazywanych mi w efekcie ich decyzji, do rehabilitacji] psów. I would say over 50 percent do NOT tell me the real scenarios due to wanting to save the dog (which ultimately hurts me and the dog in the long run) – Powiedziałabym, że ponad 50 procent [właścicieli] NIE mówi mi prawdy o scenariuszach [o przebiegu zdarzeń] powodujących, że pies jest do ratowania. [Właściciele psów nie mówią prawdy o tym co spowodowało, że do ratowania psa, zrehabilitowania go, ”naprawienia” potrzebny jest profesjonalista (bo sami nie dają/nie dadzą rady). Czyli nie mówią o tym, jakie sytuacje z psem, jakie zachowania psa miały miejsce i jak postępowali przed tymi sytuacjami, po nich, w ich trakcie etc. Nie jest też chyba jasne także to, co stoi za tym, że choć sami psa się pozbywają, chcą go uratować albo by go uratowano.] (co ostatecznie szkodzi mnie [jako trenerowi, który wykonuje swoją pracę w oparciu o niepełne dane, bo zatajono przed nim kluczowe informacje] i w dalszej perspektywie psu.)

I only primarily work with working dogs – pracuję przede wszystkim z psami pracującymi/użytkowymi, I am a former K9 state trooper* and have been training and rescuing dogs for 17 – jestem byłą policjantką stanową z jednostki K9 i trenuję oraz ratuję psy [działam/współpracuję z organizacjami typu rescue] od 17, yes 17 years – tak 17 lat. This dog that attacked me is a prime example of “aggressive” that was not entirely explained to me – Ten pies, który mnie zaatakował jest doskonałym przykładem [przypadku] ”[psa]agresywnego”, który nie został mi do końca wyjaśniony/wytłumaczony [nie został uczciwie opowiedziany przez właścicieli, nie powiedziano o nim prawdy, przekazując go do rehabilitacji] (most don’t tell me the full truth – większość nie mówi mi całej prawdy, most wont – większość tego nie zrobi, let’s be honest – bądźmy uczciwi/szczerzy).

This dog came to me as displaying aggressive dominance behavior to the wife – Ten pies trafił do mnie jako osobnik przejawiający agresję o podłożu dominacyjnym wobec żony swojego właściciela, growling and a subtle lunges – warcząc i wykonując wyważone nagłe ruchy w jej kierunku, wyskakując do niej. [Specyficzne jest to subtle lunges, bo gdyby to dosłownie przetłumaczyć na polski to wyjdzie, że ten pies się ”subtelnie rzucał” na żonę swojego właściciela. Jednak zważywszy na dalszą treść postu można przyjąć, że to sformułowanie ma oddać fakt, że trenerce przekazano, że pies ”tylko straszył” tamtą kobietę, że ”tylko jej groził”, nie podejmując innych, ostrzejszych działań wobec niej. Przyznam, że nie bardzo sobie wyobrażam takie ”niedokończone” zachowanie u dogo, który nie traktuje swojego człowieka jako swojego lidera i na lajcie okazuje to w tak ”ostentacyjny” sposób, nie spotykając się z jakimikolwiek konsekwencjami swojego zachowania. Lunge oznacza skok/wyskok ku/wobec/w stronę kogoś albo czegoś z intencją pochwycenia, zaatakowania albo uderzenia tego kogoś lub czegoś. Czyli to słowo używane jest, gdy chodzi o nagły ruch w konkretnym kierunku np. gdy chodzi o napastnika, który wykonuje taki nagły ruch w stronę swojej ofiary.] NO bite – BEZ gryzienia/ŻADNYCH pogryzień/NIE gryzł, I repeatpowtarzam, no bite records obtained on documentation or spoken of – brak ugryzień/żadnych ugryzień odnotowanych w dokumentacji i żadnych uwag o ugryzieniach/pogryzieniach w rozmowach. Just a dominance alpha issue from what I gathered, which I work with constantly – Z zebranych przeze mnie danych/informacji wynika, że sprawą do przepracowania z tym psem była tylko dominance alpha issuepo polsku najwierniej oddałaby sens kwestia zachowań dominacyjnych, które pies przejawiał jako osobnik o [praktycznym] statusie alfy, czyli że to przypadek z jakimi pracuję stale/ciągle.

With that said, please don’t judge me by saying “stop trying to rehab aggressive dogs” when I have five deemed “aggressive” dogs that weren’t (just high drive) who are in K9 departments on the road, as we speak – To powiedziawszy, proszę nie osądzaj mnie, mówiąc ”przestań próbować rehabilitować agresywne psy”, kiedy mam [w domu, jako moje własne] pięć uznanych za ”agresywne” psów, które agresywne nie były (tylko o wysokim popędzie [czyli wysoce aktywne zarówno psychicznie, jak i fizycznie, i w związku z tym wymagające dużo ćwiczeń/zajęć, a także stymulacji umysłowej, by mogły być psami zrelaksowanymi/wyciszonymi w domu]). I have also worked with severe fear aggression dogs and rehomed them after months of work to perfect homes who have lived happy lives prior to pulling the canine before euthanasiaPracowałam także z psami z wyjątkowo ostro przejawiającą się agresją o podłożu lękowym i po miesiącach pracy z nimi znalazłam im perfekcyjne domy, w których wiodły szczęśliwe życie, uratowane przez eutanazją.

I know everyone will pick apart my decisions and ultimately my work…. – Wiem, że wszyscy będą bardzo szczegółowo i nieuprzejmie krytykować mnie, moje decyzje i docelowo/ostatecznie moją pracę… [Pick apart to takie celowe skupianie się na wytykaniu/ eksponowaniu wszystkiego, co zdaniem krytykujących jest złe/ niedobre/ błędne/ niewłaściwe w danej osobie (lub rzeczy) i/lub jej postępowaniu/decyzjach, to takie ”grillowanie” słabych stron osoby (lub rzeczy).], but please come to me and ask for more of an explanation before throwing knives and immediate judgement all over social media – ale proszę zwróć się do mnie i poproś o więcej wyjaśnień/informacji zanim zaczniesz ciskać we mnie kamieniami [potępiać mnie] i natychmiast mnie osądzisz wszędzie w social media. I’ve said no to countless dogs who were over the top – Powiedziałam nie niezliczonej ilości [przypadków] psów, które [według mojego osądu] nie nadawały się do pracy. [Literalnie over the top odnosi się do czegoś, co jest przesadzone i może być uznane za skandaliczne/ oburzające/ szokujące.] I’ve risked it all for others in seeing some potential to be fixed – Ryzykowałam wszystko [zapewne w kontekście renomy i dobrego imienia] dla innych [przypadków], w których widziałam potencjał, dla którego warto było tamte psy rehabilitować and I’ve also had to put down ones who were beyond the possibility of help due to the dog being too much of a liability to others – i musiałam także odpuścić w tych razach [te przypadki], w których psy przekroczyły granicę, zza której nie ma odwrotu i były w punkcie sytuującym je poza zasięgiem możliwości zapewnienia im skutecznej pomocy z uwagi na to, że zbyt wiele z owej skuteczności zależałoby od innych ludzi [Ratowanie tych psów wiązałoby się ze zbyt dużym ryzykiem, że osoba niebędąca profesjonalnym trenerem, która miałaby z takim psem do czynienia, mogłaby popełnić błąd, którego skutki zniszczyłyby osiągnięcia profesjonalisty, który psa zrehabilitował i tym samym pies na powrót stałby się zwierzęciem zagrażającym otoczeniu. Put down można więc chyba czytać literalnie jako decyzję o eutanazji.] I know more than most that not all can be saved and I know the dangers of trying to help the ones (who I don’t know their full stories) as well – Zdaję sobie sprawę lepiej niż większość, że nie wszystkie [psy] można uratować i znam także niebezpieczeństwa wynikające z usiłowania niesienia pomocy tym [psom] (których pełnej historii nie znam). This has and always will be my decision and mine alone – To zawsze była i będzie moja i tylko moja decyzja. I live alone and am well aware of the dangers I place myself in…. – Mieszkam sama/Żyję samotnie i jestem bardzo dobrze świadoma niebezpieczeństw, w których się stawiam…. I also know that attacks like this, an uneducated or inexperienced handler would have not made It out alive – Wiem także, że z ataków tego rodzaju niewyedukowany i niedoświadczony przewodnik/treser nie wyszedłby żywy.

With that said, please kindly keep your judgement either to yourself or directly to me – To powiedziawszy uprzejmie proszę zachowaj swoje sądy albo dla siebie, albo kieruj je bezpośrednio do mnie.

Out of all the pain I have right now, my wounds on my body are not what hurts – Z całego bólu, który teraz znoszę, rany mojego ciała nie są tym co ten ból powoduje…. my heart hurts the most for this dog – moje serce najbardziej cierpi z uwagi na tego psa. I’m sure you’ve seen my obedience posts on him – Jestem pewna, że widzieliście moje posty na temat ćwiczeń z posłuszeństwa, które z nim robiłam, he was doing absolutely amazing – był zdumiewający/szło mu naprawdę wyśmienicie, however I failed him clearly and am the first to humbly admit that – jednakowoż jasne jest, że go zawiodłam i jestem pierwszą, która to pokornie przyzna. [Ja uważam, że jeśli mówić o zawiedzeniu psa przez kogokolwiek to tymi, którzy go zawiedli byli ten, kto sprzedał psa człowiekowi, który nie był właściwą osobą dla Dogo Argentino, czyli hodowca, a kolejnym był właściciel, który przejechał na wszystkich czerwonych światłach a potem obudził się z ręką w nocniku i psa się pozbył, przekazując go w ręce osoby profesjonalnie zajmującej się szkoleniami i rehabilitacją psów, przed którą to osobą zataił kluczowe informacje na temat przebiegu relacji pies-właściciele. Moim zdaniem jeśli Leigha Genduso może się o coś obwiniać, to o to, że czując, że nie mówi się jej całej prawdy, nie ”cisnęła” właściciela, by tę prawdę jej przekazał. Gdyby odmówił lub wciąż kręcił, z uwagi na własne bezpieczeństwo mogła odmówić zajęcia się Tym Konkretnym Przypadkiem.]

*K9 Officer: Career Guide  The K9 Unit Responsibilities  Some History

”Working With Dangerous Dogs And The Industry” – Paca z Niebezpiecznymi Psami i Branża – audycja z 4 czerwca 2020

Mark Ferrasci zaprosił widzów swojego kanału na serwisie YouTube do obejrzenia odcinka na żywo, w którym wraz ze swoimi gośćmi specjalnymi rozmawiał o radzeniu sobie z/zajmowaniu się przypadkami Dangerous DogsNiebezpiecznych Psów, aggression-agresji u psów i Industry-Branży jako takiej – szczególnie w odniesieniu do tematu odcinka. Gośćmi specjalnymi programu są Leigha Genduso z Andromeda K9, która ostatnio ucierpiała z powodu poważnego ataku psa, z którym pracowała i Ted Bellmyer z Leashless.dog’s boarding and training. Ted jest szanowanym w okolicy [w kontekście obszaru, na którym działa także gospodarz programu] trenerem, specjalizującym się w pracy z Dog Aggression cases-przypadkami psów agresywnych. Ten odcinek zapowiedziany został przez Marka Ferrasci jako pierwszy z wielu planowanych na przyszłość programów na żywo, co do których gospodarz kanału ma nadzieję, iż udział wezmą w nich inni profesjonalni trenerzy/szkoleniowcy z branży, i że będzie miał okazję gościć ich bardzo, bardzo wielu.

W programie mówiono min. o;

Reactivity, czyli reaktywności psów, wynikającej min. z faktu, że właściciel nie kontroluje sytuacji, nie jest dla psa liderem i bezwiednie wysyła mu sygnały będące wyzwalaczami określonych zachowań psa. Tak więc zidentyfikowano problem polegający na tym, że właściciel jest wyzwalaczem – sam odpala psa i zupełnie nie zdaje sobie z tego sprawy.

Podkreślono, że gdy przychodzi do atakowania ludzi większość psów reaktywnych po prostu chapsnie (litle bite), bo będzie to zachowanie typu fear aggression, czyli agresja o podłożu lękowym. Takie psy ugryzą i puszczą. Powodem, dla którego gryzą jest by dać czytelny sygnał, by trzymać się od nich z daleka, na dystans. Ich zachowanie służy więc temu, by stworzyły sobie dookoła siebie taką safety buble – bańkę bezpieczeństwa, a mydlaną bańkę pamiętacie? Dwa lata temu napisałam  serię tekstów o proksemice, czyli znaczeniu przestrzeni w interakcjach z psami – proszę, zacznijcie przyswajać sobie znaczenie dystansów personalnych w wychowywaniu psów i określaniu ich statusu społecznego, zwłaszcza gdy macie w domu dzieci!

Jak zaznaczył Ted dominant aggression dog, czyli pies dominująco agresywny/ przejawiający agresję o podłożu dominacyjnym to coś zupełnie innego od psa przejawiającego zachowanie typu fear aggression. Agresja dominacyjna to jest właśnie coś takiego, jak to z czym zetknęła się Leiga. Zazwyczaj/na co dzień obserwujemy/ stykamy się głównie z fear aggression. Natomiast dominant aggression to coś zupełnie innego; inaczej się do tego podchodzi, inne procedury się stosuje, inaczej zarządza się całym procesem rehabilitacji. A ewentualne niebezpieczeństwo dla ludzi jest much more significientznacząco większe. Leigha jest osobą bardzo capeblesprawną/ kompetentną/ doświadczoną/ umiejącą sobie radzić, ale wyobraźmy sobie dziecko. Dziecko samo nie poradziło by sobie w tej sytuacji, w której była Leigha. Niestety sposób w jaki społeczeństwo dziś [w kontekście psów z odzysku] postępuje, naraża dzieci na niebezpieczeństwo spowodowane przez psy, które są ratowane i wydawane, [”wypuszczane”/”uwalniane”] na rynek/”do adopcji”, a które są extermely dangerous-ekstremalnie niebezpieczne. Jedna sekunda z niewłaściwym psem może wpłynąć na całe życie dziecka.

Zwrócono także uwagę na zagrożenie wynikające z przekierowania: ”nie mogę zabić tamtego psa, uderzę w ciebie człowieku, bo do ciebie mam dostęp”.

Leigha wspomniała o zjawisku, które nazywa fazą honeymoon, czyli miesiąca miodowego. Jest to coś, z czego wiele osób zupełnie nie zdaje sobie sprawy. Chodzi o to, że gdy wyciąga się psy ze środowiska, które działa na nie wysoce stresująco (np. kennel w schronisku) psy zmieniają się, stają się jakby innymi psami. Zbiera się je do domu i zaczyna się z nimi pracować. I gdy honeymoon is over, czyli gdy kończy się faza miesiąca miodowego, psy pokazują ci swoje true colors, czyli prawdziwe oblicze. Mark uzupełnił, że w tym co Leigha nazywa fazą miesiąca miodowego psy nie są pewne czegokolwiek i są sweethearts-słodziakami. Przyzwyczajają się do zmiany. Sprawdzają jakie są zwyczaje i dostosowują się do sytuacji. Sprawdzają na co mogą sobie pozwolić i w końcu ich naturalne cechy, dotąd uśpione, przyczajone, wychodzą, manifestują się i psy zaczynają przejawiać swoje normalne zachowania, cechy, które gdzieś tam w nich już są, które są normalne dla nich. Tak więc pracując z psem w tym okresie, należy wciąż mieć na uwadze, że nie można zbyt szybko poczuć się zbyt pewnie w interakcji z nim, bo wciąż nie wie się o nim dość, by wyciągnąć jednoznaczne wnioski na jego temat. I można dać się zaskoczyć. Trzeba mieć więc cały czas na uwadze, że ta faza to ”jazda próbna” – nic nie jest jeszcze pewne. Wyraźnie zaznaczył też, że żadna agresja nie przychodzi bez wcześniejszego doświadczenia [przez psa] powodu do jej wystąpienia: No aggression comes without previous experience of some reason that is there. To nie jest tak, że jest ”tajemnicą” to dlaczego zachowanie psa zostało przez niego zamanifestowane. I choć ludzie zawsze mówią, że jest coś takiego jak ”niesprowokowana agresja” nie istnieje coś takiego. Zawsze jest jakiś wyzwalacz. Mark podkreślił, że by móc cokolwiek z psem przepracować, zanim zaczniesz go korygować, wpierw musisz establish bond-wytworzyć więź z psem. Bo wszystko w ”naprawianiu psa” zaczyna się od zaufania. Respect-respekt psa wobec człowieka jest kluczowy: jeśli pies cię nie szanuje, nie masz szans, więc stand by-trzymaj się od niego z daleka.

Jednoznacznie stwierdzono, że gdy chodzi o dominant aggression, bez znajomości historii danego psa, bez wiedzy o niej, trener rehabilitujący zwierzę jest w niebezpieczeństwie. W rescue ważny jest protocole, czyli procedury; zestaw pytań, zdolność weryfikacji odpowiedzi na nie (oraz zdolność do zweryfikowania predyspozycji osób zainteresowanych przygarnięciem ratowanego psa).

Leigha powiedziała, że przez 17 lat pracy z psami nie miała do czynienia z innym, który zaatakowałby ją w taki sposób. Przypomniała, że w naturze psa nie leży gryzienie człowieka, nie jest to naturalne zachowanie dla psa. Stwierdziła, iż jest pewna, że ten pies już kiedyś kogoś ugryzł i że gdyby nie była ”otrzaskana”, ten pies by ją zabił. Najbardziej napędzające [naturalny w sytuacji, w której ona niestety się znalazła] strach jest to, że pomiędzy warknięciem a ugryzieniem są sekundy i nie ma czasu skorygować zachowania. Wiedziała tylko, że że musi kontrolować głowę atakującego psa [dlatego lepiej mieć psa w obroży niż bez niej] i że nie może upaść, nie może znaleźć się na podłodze, bo nie przeżyje ataku. Wspomniała o stylu w jakim dogo polują, na co polują i jak chwytają swój cel.

Trenerka powiedziała też coś, co dotąd brałam za typowo polski problem, coś z czym także zgadzam się w 100%, otóż, że: The Dogo Argentino world is very …differrent world – Świat Dogo Argentino jest bardzo… innym światem. [Nie chce mi się ponownie rozpisywać, więc jedynie odwołam się porównań zawartych przeze mnie w innych tekstach. Mianowicie, że w przeciwieństwie do np. entuzjastów, fanów i posiadaczy TTB, którzy, jako środowisko w swoich psach zawsze widzą przede wszystkim canis familiaris, czyli psa domowego, a dopiero później przedstawiciela konkretnej rasy czy typu, dogo-maniacy w Dogo Argentino właściwie chyba zawsze widzą głównie rasę, a prawie nigdy psa domowego. Stąd też tak wielu z posiadaczy dogo toleruje albo nawet promuje u swoich psów zachowania, które nie przechodzą w środowiskach wytworzonych w około innych ras. Wyżej wspomniani posiadacze TTB nie puszczają swoich psów luzem, by te ”rozładowywały pierwotny instynkt fighting dogs” na okolicznych psach w myśl mantry, którą tak często prądkują argentynowe ”autorytety”: ”To taka rasa one tak mają, że… muszą się wyszumieć”. Podczas, gdy nie jest niczym nadzwyczajnym słuchać mUNdrości o tym, że ”Dogo to psy myśliwskie i muszą rozładowywać instynkt”, dlatego jest ”cool” albo ”niczym nagannym” szczucie ich np. na wolno żyjące koty/nie powstrzymywanie ich przed ”polowaniem” np. na wolno żyjące koty.] Dostałam wiele mejli – kontynuowała Leigha – może nie wiele, ale trochę, z wyrzutami: ”Sprawiasz, że rasa wygląda źle”. Ja się nie staram pokazać rasy w złym świetle, staram się uchronić rodziny, które mają 7kę małych dzieci, przed zakupem a freaken breed like thatpowiedzmy, że psa tak bardzo specyficznej rasy jak ta. To nie jest rasa przeznaczona dla każdego. To są bardzo silne psy. Dodała też uwagę na temat znaczenia selekcji pod kątem eliminowania z programów hodowlanych osobników o wadliwym temperamencie, którą skwitowała następująco: ”Shitty breeding = shitty dog”– chyba nie muszę tego tłumaczyć.

Bardzo ważne jest, że trenerzy uczulali, by osoby zajmujące się rescue (a w efekcie i zainteresowani przysposobieniem konkretnego psa), nie dawały się zwieść. Zawsze chodzi o Tego Konkretnego Psa w relacji/interakcji z Konkretną Osobą, w Danym Otoczeniu i Określonej Sytuacji. Trzeba pamiętać, że to, że w Jakieś Tam sytuacji (np. spacer poza terenem schroniska), z Jakimś Tam Człowiekiem (konkretnym opiekunem) pies zachował się Jakoś Tam (był łagodny/agresywny), albo się Jakoś Tam nie zachował (nie atakował ludzi/innych psów/zwierząt, łasił się i wydawał się łagodny w interakcji z nowo poznanym człowiekiem/innym psem/zwierzęciem), to oznacza to jedynie, że Nie Zachował Się Jakoś Tam albo Się Zachował Jakoś Tam przy Tym Konkretnym Człowieku. Błędem jest projektowanie na wszystkich przekonania/wiary, że Dany Pies Jest Jednoznacznie Jakiś Tam w oparciu o przypadkowe zdarzenia – on jest Jakiś Tam, ale tylko w interakcji z Daną Osobą, Konkretnym Człowiekiem, który towarzyszył temu psu/sprawował nad nim kontrolę/przestraszył się go itp.

”Ray Donovan Fan Syndrome” – Popularyzacja rasy w TV – skutki

Oglądający serial Ray Donavan kojarzą, że występuje w nim Dog The Dog – Dogo Argentino (Taki bardzo a’la Dog Niemiecki, co szczególnie widać w sposobie poruszania się tego psa, autentyczny mastiff type dogo – coś okropnego, zero wyrazu, ale to tylko tak na marginesie.) Aktorzy wyrażają się o występującym z nimi psiaku bardzo pochlebnie: oto Dog The Dog, zresztą on naprawdę sprawia wrażenie psa ze słodziuchną osobowością, a to zawsze bardzo działa na publikę… I o tym, że w USA Dog The Dog zadziałał ludziom na wyobraźnię też usłyszycie w rozmowie na kanale Marka. (Pamiętajmy jednak, że wszystkiego na ”przemysł rozrywkowy” zwalać nie można.)

Kurczę blade (konsekwencja i jasno określone poglądy nie wszystkim pasują – no, taki lajf)

Artykuł na temat audycji z Leighą jest dla mnie okazją do małej prywaty – zainspirowała mnie, bym jej wzorem wystosowała swego rodzaju komunikat do części z moich czytelników. Tak więc, moi drodzy wiem, że czytają mnie osoby, które dosłownie mnie nie znoszą, nie trawią mojego stylu i sposobu w jaki się wyrażam. Zarzucają mi, że jestem ”teoretykiem” – sorry, ale czasem po prostu wystarczy używać mózgu, to wszystko nie są zagadnienia z wiedzy tajemnej i czy się to wam podoba czy nie, by ogarnąć podstawy naprawdę wystarczy zacząć logicznie myśleć. (Nie ma powodu, by wmawiać ludziom, że jest inaczej. Przeciwnie należy ich do myślenia [szczególnie krytycznego] zachęcać.) Że ”się kreuję” i to ”na nie wiadomo kogo” –  wybaczcie, ale ja po prostu piszę o tym, co jest interesujące przede wszystkim z mojego punktu widzenia i od zawsze [a precyzując od dekady] piszę o tym tak, jak uważam, że powinno się o tym pisać i mówić: wprost. (Choć niektórym bardzo nie podobają się podejmowane przeze mnie tematy.) Naiwna jestem, bo wydaje mi się, że kiedy dodaję w tytule tekstu np. słowo ”proksemika”, to ludzie wiedzą o co chodzi. Gdy piszę ”znaczenie proksemiki w interakcjach z psami” to – ponownie – wydaje mi się, że ludzie odczytują to jako ”komunikacja pozawerbalna – dystanse personalne i status społeczny, a interakcje z psami”, czyli ”przestrzeń ma znacznie, gdy wychowujesz psa, bo przestrzeń w interakcjach mówi o statusie społecznym – ogarnij temat, przyda ci się, szczególnie gdy masz dziecko/dzieci”. Widocznie nie wszyscy sprawdzają w słownikach znaczenie wyrazów, których nie znają (staram się z tym faktem pogodzić).

Przyznaję, że czasami moi czytelnicy totalnie mnie zaskakują. Jednak tym razem, gdy o artykuł o najniebezpieczniejszej emanacji psiej agresji chodzi, jakoś specjalnie zaskoczona nie jestem, bo na swój sposób przywykłam już, że wkładanie kija w mrowisko całkiem często jest ostentacyjnie niezauważane przez ”mrówki” świata kynologii. (Albo też skutkuje serią oburzeń – niekierowanych jednak bezpośrednio do mnie np. w postaci komentarzy pod tekstem – kolportowanych tzw pocztą pantoflową.) Na razie więc zapowiada się, iż mam na blogu następny tekst, który ”czyta się po kryjomu” i szybko zapomina się (przynajmniej oficjalnie), że w ogóle się po nim ”oczami przeleciało” lub udaje się, że temat w nim poruszony w ogóle nie istnieje, zupełnie jak w przypadku tego tekstu – tu też mnóóóstwo wejść, zerooo udostępnień i muuultum niezadowolonych czytelników (#Smuteczek). Jak ja w ogóle śmiałam napisać o zagrożeniach wynikających z posiadania Dogo Argentino przez jakiegoś skrajnie nieodpowiedzialnego i niemyślącego człowieka, skoro nawet nie mam psa tej rasy?! Poważka? Sorry, ale śmiałam. I wcale się przy tym nie śmiałam, bo temat skrajnie wręcz śmieszny nie jest. Rozumiem, że pewnie jest trochę osób, którym nie podoba się mówienie otwartym tekstem o tym, jak niebezpieczny może stać się Dog Argentyński, gdy hodowca sprzeda go Byle Komu. Oraz że istotnie, są osoby, które dogo nie podołały i bujają się z problemem… Albo pozbyły się psa, by bujali się z nim inni i niefajnie im czytać, że to mega słabe. Tylko, że o tym mówić należy, bo ludzie muszą myśleć, muszą zdawać sobie sprawę, że ich decyzje niosą konsekwencje. Trzeba o tym mówić, by ratować psy przed Głupimi Ludźmi i ludzi przed psychologicznie zaniedbanymi, agresywnymi, niebezpiecznymi psami. I by zarówno ludzi, jak i psy chronić przed tymi, którzy nie mają dość ikry, by szczerze od początku do końca powiedzieć np. jak to się stało, że ”jest problem” i jaki, jak duży ten problem jest tak naprawdę. I to chyba tyle a propos tego co mnie się wydaje i na co ja liczę, gdy piszę swoje teksty.

Jakiś czas temu zapowiedziałam, że dla tej części czytelników, którzy mój blog śledzą przede wszystkim z uwagi na zainteresowanie argentynami, przygotowuję serię specjalnie z myślą o nich, niejako wracając do korzeni bloga. Serię na temat agresji. Serię, na napisanie której pomysł narodził się w wyniku rozmów z różnymi mniej lub bardziej pogubionymi właścicielami psów tej rasy oraz jej entuzjastami. Ludźmi, którzy wprowadzili w swoje życie Dogo Argentino (lub chcą to zrobić), opierając się nie o wiedzę i analizę tej wiedzy, ale wyobrażenia na temat rasy. I tak w sierpniu zeszłego roku, jako wprowadzenie do zagadnień związanych z tym, co sprawia kłopoty z uwagi na specyfikę rasy świeżym właścicielom argentyńczyków, którym nikt nie wytłumaczył na co tak naprawdę się porywają, ukazał się tekst o Fila Brasileiro, w grudniu kolejny, tym razem już jednoznacznie o tej rasie i polowaniu z Dogo Argentino, tekst sprzed niecałych dwóch tygodni skutki ataku Dogo Argentino na człowieka jest naturalną kontynuacją poprzednich, a dzisiejszy jest istotną aktualizacją tego najświeższego. Ukażą się jeszcze co najmniej trzy artykuły z zakresu ”nieporozumień na linii właściciel-dogo” i zapowiedziane już dawno tłumaczenie z dziedziny genetyki, dedykowane (przede wszystkim) dogo-maniakom także jest w tej trójce.

Przypadek Państwa X

W zeszłym roku napisała a później zadzwoniła do mnie pani, która miała bardzo poważny problem ze swoim dogo. Jak to określiła była ”zdesperowana i szukała pomocy wszędzie gdzie tylko się da”. I ja także znalazłam się na jej liście. (Tak więc musiała to być w istocie desperacja totalna, gdyż zapewne środowisko przezornie wytłumaczyło jej, że ”nawet nie ma dogo ta pani od bloga, więc co może wiedzieć” – to jakoś tak zazwyczaj idzie, z tego co wiem od tych, którzy mimo wszystko się ze mną kontaktują.) Przyznaję, że moja miłość własna nieco ucierpiała po wyznaniu Pani X z tym akcentem na gdzie tylko się da. Głównie z uwagi na to, że odnoszę wrażenie – w którym utrzymują mnie zwrotki, które dostaję od czytelników – iż blog przeze mnie prowadzony jest dosyć dobrym źródłem zupełnie bazowych, takich na wejście, informacji dla każdego zainteresowanego rasą. Informacji, które łatwo można zweryfikować. I sorry, ale o ile tylko robi się w sieci przeszper na temat rasy, nie ma opcji, by na teksty uwrażliwiające potencjalnych przyszłych nabywców Dogo Argentino na kwestie zapalne, nie trafić. Ale cóż, lepiej późno niż później. Pani X miała ”problem” z kilkunastomiesięcznym samcem dogo. Pies należał do jej Mężczyzny – to on chciał dogo i pies był – jak wynikało z relacji pani X – jego psem. Jednak to pani X dzwoniła w sprawie ”problemów z dogo” i słuchając jej odniosłam wrażenie, że to głównie ona ”ma problem” z tym jak ów dogo poczyna sobie w ich domu, z nimi jako właścicielami. Że to ona zwraca uwagę na zagrożenie. Jej Mężczyzny, jak zrozumiałam głównego właściciela psa, w jej opowieści było jak na lekarstwo. Współczułam tej kobiecie. Przede wszystkim jako matce, która miała w swoim domu psa, którego prawdopodobnie nigdy sama by do swojego domu nie wprowadziła. Jako kobiecie, której partner miał tego psa i przez to ona też tego psa miała.

Pani X opisała co najmniej trzy szalenie niepokojące sytuacje, ale zostanę przy jednej z nich, tej która z uwagi na ”zaawansowanie problemu” wzbudziła we mnie zdumienie rozmiarów stadionu piłkarskiego. Otóż, Pani X opowiedziała mi następujące zdarzenie: cała rodzina; Pani X, jej Mężczyzna i Nastoletnia Córka leżeli na łóżku oglądając jakiś film, gdy do pokoju wszedł wspomniany kilkunastomiesięczny samiec dogo, wskoczył na łóżko i zawarczał na dziewczynkę, wywierając na niej presję, która skutkować miała (i skutkowała) tym, że dziecko ustąpi psu miejsca. Jaka była reakcja dwójki dorosłych? Pies dostał czego chciał. Odesłali z pokoju dziewczynkę. Nie nastąpiła korekta zachowania psa. Uściślono mi, że Córka odesłana została, by pies nie wyrządził jej krzywdy, gdyż i Pani X, i jej Mężczyzna przestraszyli się (nie pierwszy już raz) zachowania psa. W chwili, gdy rozmawiałyśmy pies miał przebywać u hodowcy, który go rehabilitował, w czym uczestniczyć miała też nastolatka. O Mężczyźnie i jego zaangażowaniu w rehabilitację nie wiem, nie została mi jakoś szczególne nakreślona jego rola w tym procesie.

Postanowiłam, że dzisiejszy wpis, w części komentarza dodanego przez mnie do tłumaczenia i ”streszczenia”, czyli w wątku o problematycznym dogo państwa X, będzie maksymalnie łagodny w charakterze (jak ja, gdy z panią X rozmawiałam, bo nie chodzi o to, by ”dojeżdżać” kogoś, kto już jest ”dojechany” i po prostu szuka punktu zaczepienia, by poprawić swoją sytuację), choć dokładnie wiem jak zareagowałabym ja oraz Moja Druga Połówka, gdyby nasz pies – zwłaszcza gdyby miałby to być Dogo Argentino – niezaproszony przez nas[PROBLEM] wszedł do sypialni, wykonał nieautoryzowany przez nas[PROBLEM] skok na nasze łóżko i ośmielił się zawłaszczyć przestrzeń[PROBLEM] i grozić[PROBLEM] Naszemu Dziecku. Ograniczę się jedynie do niepoprawnego politycznie ”wyznania”. Gdy Dogo Argentino grozi dziecku-ludzkiemu szczenięciu lub ”młodemu” swojego właściciela (użyłam słowa, które wzięłam w cudzysłów z uwagi na fakt, że dziewczynka, Córka pani X weszła już w okres dojrzewania, co także miało istotne znaczenie) i właściciel – celowo nie używam w tym momencie słowa ”przewodnik”, bo nie jest ”przewodnikiem”, ktoś, kto dopuszcza do takiego zdarzenia[MEGA PROBLEMU BĘDĄCEGO SKUTKIEM PRZEJECHANIA SERII CZERWONYCH ŚWIATEŁ, BRAKU MYŚLENIA I NIEPOKALANIA ODPOWIEDZIALNOŚCIĄ WOBEC SWOJEJ RODZINY] staje w oko w oko z sytuacją, w której jego pies demonstruje całym sobą, całą swoją mową ciała i energią, że nie waha się ”korygować” a w istocie atakować jego szczenięcia/młodego, właścicielowi nie pozostaje nic innego jak zdominować psa fizycznie z energią, która uświadomi psu, że w starciu dogo vs. właściciel, to człowiek ma moc odebrać życie psu, nie odwrotnie. Gdy (zwłaszcza) dogo ośmiela się zachować jak ten Państwa X, oznacza to, że PROBLEM jest już tak wielki i wynika z tak wielu, wielu popełnionych uprzednio błędów, że jeśli właścicieli nie stać (nawet w takiej chwili) na instynktowną(?) reakcję rodzica, na zachowanie psa i do psa nie dotrze, że ewentualne ponowne podjęcie próby ataku na którąkolwiek z osób oznaczać będzie dla niego game over to, by chronić rodzinę, psa należy się pozbyć. Osobiście, z uwagi na ”brak roztropności” osób, którym na serduszkach leży dobro rasy, w takich przypadkach jestem za eutanazją. Wolę (być może ”niepotrzebnie”) wyeliminowanego psa od ryzyka, że spowoduje on tragedię w życiu ludzi. 

Jak dochodzi do takich sytuacji, jak ta którą wykreowali państwo X? Nie mam pojęcia. I nie mówię, tego by kogokolwiek urazić czy obrazić. Absolutnie nie jest to moim zamiarem. Jedynie stwierdzam fakt. Po prostu mam inny od państwa X sposób bycia i nie jestem w stanie wyobrazić sobie, że można doprowadzić do sytuacji, jak wyżej wspomniana. Dla mnie jest jasne, że gdy buduje się relację z psem i tworzy się z nim więź – a, właśnie: dla mnie jest jasne, że ”manie psa” zaczyna się od tworzenia z nim więzi i budowania relacji – programuje się w nim określone nawyki, przestrzega się pewnych ściśle określonych reguł, a sprawa przestrzeni i dystansów personalnych jest jedną z kluczowych, gdy uczymy psa odnoszenia się do nas. Wymagając, by pies szanował fakt, iż nasza przestrzeń jest częścią nas, przedłużeniem naszego ciała, należy do nas i to my nią rozporządzamy, wpaja się psu pewien protokół zachowań.

Nie można przecież ot, tak wejść do pałacu królowej brytyjskiej, ”wbić się” do jej osobistych komnat, poklepać ją po plecach z energią ”Cześć Elka, co tam i ciebie?” i z tekstem ”Posuń się, klapnę se obok”, oczekiwać, że ”Ela” zrobi ci miejsce na swoim ulubionym fotelu. I ma to wielki sens wynikający z rangi ”Eli” – jej społecznego statusu. Zachowanie pewnych stref w domu czy mieszkaniu jako niedostępnych dla psa przypomina mu, że jego status społeczny jest niższy niż nasz. Pies może przebywać w tych pomieszczeniach tylko wtedy, gdy mu na to zezwolimy, ale on musi sobie na to nasze zezwolenie zapracować. Nie można go do nich zapraszać ani tolerować jego w nich obecności, gdy nie zasłużył na ten zaszczyt swoim zachowaniem. Tym bardziej pies nie może samowolnie wskakiwać na zajmowane przez nas łóżka, kanapy, fotele etc. (My posiadamy, zawłaszczamy całą przestrzeń, w której funkcjonuje pies, włącznie z tzw miejscem psa dlatego, że to my jesteśmy Alfą.) Wreszcie pies, który nie zasłużył sobie na zaszczyt przebywania w naszej strefie osobistej, nie może w nią wchodzić. Jeśli pozwolimy psu, który nie odczuwa wobec nas respektu, by przebywał w naszej mydlanej bańce, gdy pozwolimy psu, który przychodzi do nas z nastawieniem dominanta, by wywierał na nas presję i nie będziemy korygować jego zachowania, oddamy mu status Alfy, staniemy się ulegli wobec niego i to tyle. Przegraliśmy. Kwestią czasu jest, gdy zacznie nas terroryzować. (Przecież niektórzy z czytających ten tekst doskonale wiedzą o czym mówię, znacie to z własnego doświadczenia. Tak wyglądało to, co w waszym mniemaniu było ”początkiem problemów”. Nie. Takie ”akcje” to stadium w pełni zaawansowane ”problemu”.) W naszej strefie osobistej przebywać może tylko i wyłącznie pies, który przychodzi do nas jako uległy wobec nas, jako osobnik szanujący nasz status, czyli fakt, że to my jesteśmy Alfą. Dlatego też tak istotne jest by od samego początku utrzymywać psa w stanie ducha calm submissive-spokojnym i uległym, bo taki pies jest uważny i otwarty na przewodnika.

Pies Xów bezceremonialnie, przez nikogo nie zaproszony wszedł do sypialni[ERROR] i nie został skorygowany[ERROR], zawłaszczył łóżko[ERROR] i nie został skorygowany[ERROR], ”skorygował” dziecko, a literalnie groził Córce Państwa X[ERROR] i nie został skorygowany[ERROR], a dziewczynka poddała się wywieranej przez psa presji i opuściła pomieszczenie[ERROR], potwierdzając tym, iż status społeczny samca Dogo Argentino jest wyższy niż jej[ERROR]. W oczach psa ludzie uznali jego zachowanie za właściwe – nie został przecież skorygowany[ERROR]. Gdy dwoje dorosłych Xów zostało z psem w sypialni, to samiec dogo nosił status Alfy[ERROR] – nikt nie skorygował jego zachowania[ERROR] i na wszystkich zaangażowanych w zdarzenie (”demonstrację siły”) ludziach zrobiło ono wrażenie. Innymi słowy, intencja psa została odczytana przez ludzi ze skutkiem satysfakcjonującym psa. Kurtyna.

Jak zakończyła się sprawa ”problemów z dogo” Państwa X, nie wiem. Być może hodowca zrehabilitował psa i oddał go Xom? Może hodowca zostawił samca u siebie? Trzymam kciuki, że historia zakończyła się pomyślnie dla Xów i żadna z osób w nią zaangażowanych nie ucierpiała.

Udzielanie rad z zakresu behawiorystyki przez telefon to coś bardzo w stylu diagnozowania psich schorzeń przez social media i ja akurat nie wygłupiam się z udzielaniem rad tą drogą. (Generalnie staram się tego nie robić, nie ”udzielać rad”. Ograniczam się do polecania zgłębienia określonych dziedzin, lektur, licząc, że ludzie sobie przetrybią temat, wyciągną wnioski a refleksje z nich płynące sprawią, że przestaną być jak owieczki bez dzwoneczka. Stawiam na samodzielność.) Jednak bywa, że ktoś opowiada o tak totalnym ignorowaniu czerwonych świateł, które raz po raz eksplodowały niczym ładunek wybuchowy (niezauważone przez ten typ właścicieli) na jego drodze mania psa, że naprawdę łatwo jest zrozumieć jako to się mogło stać, że pies Coś Tam… I przyznaję, że trudno mi w takich momentach trzymać język za zębami i po prostu mówię, jak widzę opowiedzianą mi sytuację.

Do dziś koronnym dla mnie dowodem na to, że możliwa jest pomoc właścicielowi psa na odległość, bez całego tego zawracania głowy z ”poszukiwaniem behawiorystów” (za określony cash za godzinę – to jest teraz modny biznes), jest przypadek Młodego Mężczyzny z problematycznym samcem Akita Inu. Mężczyzna ten lata temu szukał pomocy na internetowym forum, gdyż jego, wtedy niewiele ponad półroczny, pierwotniak zaczął przejawiać zachowania dominacyjne i eufemizmem byłoby powiedzieć, że ów Akit był ”krnąbrnym psem”. Właściciel japończyka dowiedział się poprzez pamiętne Forum Molosy, między innymi od faceta, który już wtedy pozował na speca a dziś zajmuje się, jak to się mówi hodowlą (chyba jakichś TTB) i jest w tym swoim światku jakimś ”kimś” (znanym podobno), że Akita Inu ”to taka rasa i one tak mają, że Coś Tam… I że właściwie to nie ma szans, by pies Młodego Mężczyzny zmienił się na lepsze, bo ”to taka rasa bla bla bla…” I dalej w ten deseń. A jednak 😉 Chłopak wziął się do roboty i szybko okazało się, że Akita Inu to wcale nie rasa, która ma jakoś tam, coś tam, tylko pies domowy. Z doświadczenia wiem, że niektórym ludziom wystarczy po prostu nakreślić korektę mapy postępowania w wychowywaniu i prowadzeniu psa i naprawdę można to zrobić przez telefon albo internetowy komunikator. O skuteczności ”porady” decyduje chęć właściciela psa do zagłębienia się w źródło ”nieprawidłowości i problemów” w zachowaniu jego zwierzaka. Uczciwa praca z psem wykonana przez obudzonego właściciela Akity, który bardzo chciał i autentycznie starał się naprawić relację człowiek-pies i wszystkie zaniedbania, których się dopuścił, a które w jego przypadku nie wynikały z ”olewania kwestii wychowania psa”, a raczej pewnej nieuwagi tego Mężczyzny (wynikającej z braku doświadczenia), udowadnia, że są sytuacje, w których problem w zachowaniu psa można ”zdiagnozować” w trakcie rozmowy telefonicznej lub na forum serwisu społecznościowego. Oraz, o ile tylko właściciel psa mówi prawdę, polecić mu skuteczny sposób na zmianę istniejącej sytuacji, także bez ”spotykania się z psem”. A co najzabawniejsze nie trzeba do tego posiadać ”dyplomu”, który daje prawo keszować rozmówcę (wystarczy myśleć).

Nie zamierzam silić się w tym miejscu na ”analizy” dotyczące różnic pomiędzy argentyńczykami i japończykami, bo nie są one aż tak istotne – jedne i drugie należą do gatunku pies domowy. Nie podpowiadałam też rozwiązań problemu pani X, bo zbyt wiele złego wydarzyło się na linii ci ludzie-ich pies, by ot, tak można było ”zalecić jej zmianę podejścia do psa”. W rozmowie wyświetliłam jej jedynie kwestie związane z ustalaniem statusu społecznego w relacji właściciel-pies, których istnienia pani X nie była świadoma. W przypadkach takich, jak ten Xów najsmutniejsze jest to, że właściwe prowadzenie psa od samego początku nie jest niczym trudnym. Owszem, wymaga pracy (głównie ze strony człowieka: nad samym sobą), ale jest czymś, co jest pewną rutyną, jak dieta albo trening i to się po prostu robi. Kiedy jednak się tego nie robi, skala zaniedbań rośnie bardzo szybko i gwałtownie, w tempie, które powoduje, że nawet kilkunastomiesięczny pies ma tyle i tak mocno utrwalonych niepożądanych nawyków, że w swoich właścicielach budzi (całkiem naturalnie) autentyczny strach. A człowiek, który boi się własnego psa, nie jest w stanie go ”naprawić”.

Przyjmuję, że możliwe jest, że dziwnie zadziałał na psychę niektórym z was drodzy czytelnicy, ten tekst i że może w związku z tym nie powinnam wam polecać rozmowy, od której tytuł wziął dzisiejszy artykuł? Bo może nie dacie rady aż tyle wziąć na klatę? Z drugiej strony, lubię i ludzi, i psy, i chciałabym, żeby między ludźmi i psami było jak najmniej kwasów, więc proszę nie chowajcie głów w piasek ci, których problem dotyczy (ale ci, których nie dotyczy też), wysłuchajcie tego, co ci dobrzy ludzie mają wam do powiedzenia, bo na pewno się to wam przyda.

Zuza Petrykowska

Fragmenty artykułu pochodzące z obcojęzycznych źródeł zostały przetłumaczone przeze mnie i stanowią bezpośrednie tłumaczenie treści zawartych na stronach źródłowych. Zaznaczam jednak, że jako autorka powyższego artykułu nie wyrażam zgody na jego kopiowanie i wykorzystywanie w całości lub we fragmentach bez odnoszenia się do źródła.

JAKIE SĄ RZECZYWISTE SKUTKI ATAKU DOGO ARGENTINO NA CZŁOWIEKA, UCZĄ ŚWIEŻE PRZYPADKI Z USA. SOCIAL MEDIA I W KYNOLOGII, KREUJĄC MYŚLENIE SWOICH UŻYTKOWNIKÓW NA TEMAT POSZCZEGÓLNYCH RAS PSÓW ZROBIŁY SPORO ZŁEGO. A NA ILE I CZY W OGÓLE WAŻNE JEST, W KONTEKŚCIE TZW ŚWIADOMOŚCI SPOŁECZNEJ, TO JAK POSZCZEGÓLNE RASY PSÓW PRZEDSTAWIANE SĄ W ”ROZRYWCE”; FILMACH, TV ORAZ KSIĄŻKACH? JAK WYOBRAŻENIA, FANTAZJE A MOŻE IGNORANCJA TWÓRCÓW, WPŁYWAJĄ NA ODBIORCÓW ICH DZIEŁ? I W KOŃCU: CZY ŹRÓDŁEM RZETELNEJ WIEDZY NA TEMAT KYNOLOGII MA BYĆ FACEBOOK?

Peter Paul Rubens – Polowanie na dzika kalidońskiego  

Znajomy trener psów podesłał mi informację sprzed kilku dni, chodziło o atak Dogo Argentino na osobę psiej trenerki ze Stanów. Zmotywował mnie tym samym do zamieszczenia tekstu, który jak wiele innych od miesięcy czekał na publikację, zaktualizowałam go tylko o opis przypadku z 21 maja (link do źródła zamieszczam pod koniec dzisiejszego wpisu). Na szczęście dla pani Genduso atak dogo nie zakończył się tak tragicznie, jak to czasem bywa… Po tym jak przeczytałam co spotkało tę kobietę (z uwzględnieniem ataku sprzed tygodnia: w 3 na 4 medialnie znane przypadki ataków Dogo Argentino na ludzi, które w ciągu ostatnich dwóch lat miały miejsce w USA, samce Dogo Argentino zaatakowały kobiety), zaczęliśmy rozmawiać po raz kolejny o odpowiedzialności posiadaczy psów, a szczególnie hodowców psów ras podwyższonego ryzyka. Kolega dobił mnie opowiadając o kolejnej sytuacji z rodzimego dogo-światka, wysłał mi nawet skriny i… Cóż, okazuje się, że nieposiadanie profilu na serwisie Facebook ma także i tę wielką zaletę, że człowiek o wielu kompromitacjach po prostu nie wie. Gdy czytałam treść postów zrobiło mi się naprawdę przykro, bo jest poziom poniżej którego niektórym po prostu nie wypada schodzić. A gdy raz to zrobią, nie ma już odwrotu. Uczucie zawodu zawsze jest cholernie nieprzyjemne, a ku mojemu autentycznemu zdumieniu okazało się, że nawet teraz, wciąż mogę poczuć się zawiedziona, czytając ”stejtmenty” niektórych przedstawicieli naszego dogo-grajdołu…

No, dobrze, pora przejść do samego tekstu

”Odpowiedzialność”

W Polsce, w kontekście psów (tzw) ras uznawanych za agresywne kwestia odpowiedzialności spoczywającej na właścicielach psów tych ras, ras przecież bardzo specyficznych, jak wyhodowane specjalnie do polowań na pumy oraz dzikie knury, a dziś modnie i u nas trzymane jako domowe zwierzątka, towarzyszące coraz częściej ”maczomentom” i ”panienkom, które nie dają sobie w kaszę dmuchać”, Dogo Argentino, nie jest traktowana poważnie. Słownik języka polskiego wyjaśnia, że ”odpowiedzialność” to obowiązek moralny lub prawny odpowiadania za swoje lub czyjeś czyny, obowiązek zadbania o kogoś lub o coś. Hm… Praktyka pokazuje, że ”odpowiedzialność” nie jest niezbędną cechą polskiego posiadacza (min.) Doga Argentyńskiego. W Polsce takiego psa się kupuje (po czym niepokojąco często znajduje się ”cwaniaka”, który w Polsce: nielegalnie urżnie mu uszy), a potem, jak już się tego psa zepsuje, gdy świadomie lub nie pozwoli się mu wyrobić określone i bardzo – mówiąc eufemistycznie – niepożądane nawyki, można go oddać Gdzieś Tam. Pozbyć się go jakoś… I ”po bólu”. A za chwilę można kupić sobie nowego pieska… Co dalej z tym zepsutym? To już nie jest problem ”psuja”. Niech inni się martwią. Tylko, że pies, który gryzie swojego człowieka, to pies, któremu nikt nie może ufać – jeśli pies gryzie właściciela, to jak ma nie obawiać się go osoba obca, jego całe tzw otoczenie? No tak, ale przecież ja się  ”niepotrzebnie czepiam”…

Praktyki w rodzaju pozbywania się psów ”zepsutych”; psychicznie zaniedbanych, agresywnych i niebezpiecznych dla otoczenia, bez ponoszenia przez psujów jakichkolwiek konsekwencji, choćby w postaci najbardziej oczywistej, czyli zakazu posiadania zwierząt, są możliwe, bo nie ma u nas takiej zupełnie bazowej kultury kynologicznej. Nie mamy też prawa, które pomogłoby tę kulturę kynologiczną i dobre obyczaje wytworzyć, skoro ”kynolodzy” sami nie dają sobie rady. Nie ma u nas prawa, które selekcjonowałoby właścicieli dla psów ras uznawanych za agresywne, psów ras podwyższonego ryzyka tak, by poprzez dopasowanie do nich ludzi o właściwych cechach charakteru, lub po prostu odsianie tych, którzy dla powerful breeds się nie nadają, minimalizować ryzyko występowania u psów zachowań zagrażających ich otoczeniu. A zmiany w obecnym stanie prawnym by się przydały. Już nawet samo to sekciarskie wręcz upieranie się, by za wszelką cenę ciąć psu uszy wskazuje, że min. dogo są rasą, do której ”słabość mają” osoby nieszczególnie się przestrzeganiem prawa przejmujące i to powinno w końcu zaalarmować państwa kynologów. W Polsce (jak w wielu innych krajach) kopiowanie uszu psom (jak i cięcie im ogonów) jest nielegalne, jest ustawowo zakazane, jest przestępstwem. Ale niektórym właścicielom to wcale nie przeszkadza. I ci gotowi są korumpować weterynarzy (min.) w Polsce, wcześniej poszukiwać takich, którzy się skorumpować dadzą, wchodzą w jakieś szemrane układy z innymi właścicielami i/lub hodowcami psów, którzy też łamią prawo, a potem kolejnym pi*dusiom ”przekazują kontakt” do kogoś, kto ”dobrze tnie” (i może nawet wcale ten ktoś nie musi być weterynarzem?)… I tak w kółko… I oczywiście, tacy ”miłośnicy psów” dumni są ze swoich ”dokonań”, bo udało im się: uciachali psu uszy w Polsce i pokazali ”jełopom”, że są pany, że są ponad”. Nie obawiają się, że psiak może nie przeżyć narkozy, że uszy mogą się ”paprać”… Ani, że ”wszystko się wyda”, bo praktycznie działają w …świetnie zorganizowanej zmowie. W czymś na kształt organizacji… I to takiej całkiem …przestępczej; nielegalny obrót substancjami stosowanymi do narkozy (substancjami odurzającymi i potencjalnie bardzo niebezpiecznymi), fabrykowanie/podrabianie dokumentów… Interesuje ich tylko postawienie na swoim i udowodnienie innym, że ”wszyscy mogą ich pocałować w…” A przecież wystarczy pojechać np. do Rosji i tam legalnie załatwić sprawy.

W Polsce potencjalny właściciel presy może ”mieć kartotekę”, leczyć się psychiatrycznie, być uzależnionym od alkoholu i/lub leków i/lub narkotyków, lub tak ”lajtowo”: jedynie emanować ciężkim pier***cem w kreowanych przez siebie fejsbukowych gównoburzach, zdradzających psychiczne problemy autora czy autorki wpisów. Nikogo nie interesuje czy miała taka osoba kiedykolwiek problemy z prawem; wyroki skazujące za pobicia, rozboje, stalking, czy ”choćby tylko” założono jej niebieską kartę, jako sprawcy przemocy w rodzinie. A przecież wiemy, że Dogo Argentino w pewnych sytuacjach może być jak przemycony w częściach karabin, który sam składa się w całość i strzela… To może dziać się niepostrzeżenie, bez intencji właściciela, ale mogą też min. psy tej właśnie rasy używane być jak broń: z pełną premedytacją, celowo przeciwko ludziom.

”Przemawianie do rozsądku napalającym się na rasę”, w którego czołówce powinno plasować się – w ramach owej wspomnianej na wstępie odpowiedzialności – otwarte informowanie ”napalonych” o skuteczności towarzyszącej atakom psów pewnych ras na ludzi, o konsekwencjach takich ataków, nie jest czymś, co wspomagałoby handel psami tychże ras. Tak więc, choć ”straszenie faktami”, a w rzeczywistości po prostu mówienie o najtragiczniejszych z możliwych skutkach zaniedbań właścicieli psów o specjalizacji polegającej na ściganiu, opanowywaniu i zabijaniu zwierzyny łownej, byłoby bardzo w interesie psów (mniej chętnych wśród ludzi nierozumiejących rasy i/lub nieakceptujących jej przeznaczenia, wreszcie tych, którzy w zderzeniu z faktami, bojąc się, iż nie podołają wybierają dla siebie inną rasę), jak i ludzi (bardziej przemyślane decyzje, świadomość, iż zaniedbania niosą konsekwencje, nie tylko poważne, ale niekiedy dosłownie straszne w skutkach), taka otwartość nie jest czymś, co dobrze wyglądałoby nawet drobnym drukiem i w nawiasie, gdzieś w rogu reklamy zapowiadającej miot. W reklamie chodzi przecież o zachęcanie klienta do zakupu, budowanie pewnej wizji, a nie uczciwe informowanie go zarówno o zaletach, jak i wadach ”produktu”. A jaka potencjalnie może być, a jak pokazują te 4 na przestrzeni 2 lat znane przykłady ataków Dogo Argentino na ludzi w USA czasem bywa, największa wada ”produktu” z metką (np. właśnie) ”Dogo Argentino”?

To w ogóle jest tabu, kolejne już w przypadku tej rasy: fakt, że zdarza się, iż psy atakują ludzi i że niektóre z tych ataków kończą się niepełnosprawnością lub śmiercią ofiar. Ale to w omawianiu tematów ”trudnych”, zamiast zamiataniu ich pod dywan, leży szansa na to, iż ignoranci zaczną myśleć. Sprawdźmy czy zainspirować do myślenia można tych, którzy potrzebują tego najbardziej.

”Głupi ma zawsze szczęście”

Tak, dziś ponownie będzie min. o głupocie. O głupocie Niektórych (z tzw) Entuzjastów (min.) Dogów Argentyńskich – w tym posiadaczy a nawet hodowców psów (min.) tej rasy – którzy zwykli powtarzać, gdy ich (np. właśnie) dogo przejawiają zachowania absolutnie niedopuszczalne u psa domowego; psa towarzyszącego, którego wprowadza się w przestrzeń publiczną pełną innych ludzi, psów oraz pozostałych stworzeń, że To taka rasa one tak mają, że Ludzie ci powtarzają ową ”mantrę”, np. jako ”wytłumaczenie” tego, że; ich pies rzuca się jak opętany, wyszarpując im ręce ze stawów i ziejąc agresją na sam widok innego przedstawiciela swojego gatunku, gdy – sorry, not sorry – mówiąc wprost: zabija podczas ”spacer(k)ów” inne zwierzęta; krety, jeże, koty i/lub kto wie co jeszcze (może także jakieś ”Wiejskie Burki”), albo nawet usiłuje atakować obcych ludzi. I dopiero, gdy zdarzy się coś, co sprawi, że oni sami poczują strach przed własnym ”najlepszym przyjacielem człowieka”, np. gdy ich pies zachowa się agresywnie wobec ich dziecka lub nich samych, dociera do nich, że ”coś poszło nie tak”.

Tak długo jak to ci Głupi Właściciele Agresywnych Psów budzą się z (własnymi) rękami w nocnikach, nie ma sprawy, niech piją ‚piwo’ którego naważyli – mogą pić je nawet z nocników. Ale i to przysłowiowe ”szczęście głupiego” kiedyś się kończy i pokazują to przypadki Właścicieli Psów, Którzy Dopuścili By Ich Psy Zaatakowały Ludzi (w tym dzieci). W dalszej części tekstu podlinkuję wam stronę, na której znajdziecie dane uwzgędniające ataki psów różnych ras i typów zarówno na osoby dorosłe, jak i dzieci i możecie być zaskoczeni, jakie rasy/typy przodują w rejestrach.

Czy ”głupi ma zawsze szczęście”? W większości przypadków ataków psów na ludzi chyba faktycznie tak, bo zazwyczaj to nie głupki powtarzające teksty w rodzaju dobrze nam znanego ”to taka rasa, one tak mają, żecoś tam, borykają się potem ze wszystkim skutkami ataków swoich nienormalnych psów, tylko inni ludzie. Ludzie, którzy zostali zaatakowani i stali się ofiarami.

Zacznijmy ”na miękko”.

”Gratulacje dla hodowcy”

Kiedy emitowany był odcinek Gry o Tron, w którym Ramsey Snow polował z psami na jedną ze swoich niewolnic: Ramsay Snow on a hunt, na Międzynarodowym Psiarskim Kanarowym Fejsie migały posty o tym, że to fajnie, że kanary są w TV, i to W TYM SERIALU (chyba nawet jakieś informacje o tym, co to dokładnie za psy/z której hodowli, też się pojawiły). Tak, tak, scena była montowana i to zupełnie jasne, że psy nie wyrządziły krzywdy aktorce. Ataku psów Snowa na kobiecą postać nie pokazano i ”klimat sytuacji” zbudowano dźwiękiem – odgłosami. (Trochę jak w ”Django” – Tarantino też wybrał taką formę dla sceny, w której psy rozszarpywały i pożerały schwytanego niewolnika.) Jednak kanaryjska presa, jako rasa, dla tych, którzy w psach postaci Ramsaya rasę odnaleźli, została pokazana w Dosyć Specyficzny Sposób. Nie sprawdzałam jakie i czy w ogóle komentarze towarzyszyły scenie śmierci Ramsaya, gdy po Battle of the Bastards Sansa Stark wypuściła na niego jego własne, ale baaardzo głodne psy: Ramsay Bolton – Death… ”Kanarki”, które zakończyły udział Ramsey’a w Grze o tron nie były prawdziwymi psami. Te były już dziełem grafików, tak samo realnym jak serialowe smoki. I być może obie ww sceny ze względu na brutalność – w scenie końca Ramseya, były i dźwięk, i obraz – i raczej bardzo niecodzienne pokazanie w nich roli Najlepszego Przyjaciela Człowieka, większość osób uznała za wręcz niedorzeczne? Może faktycznie to tak działa? Może ludziom, adresatom telewizyjnej rozrywki, rzeczywiście wydaje się, że po przekroczeniu pewnego poziomu brutalnej dosłowności – jak właśnie śmierć serialowego Ramseya – dany ”obrazek” przestaje mieć jakikolwiek ”link” do rzeczywistości?

Może?

Wspominam o tym, jak odmalowano kanary w tej bardzo popularnej serii dla kontrastu z tym, co ”poszło w świat” (a może tylko w ”światek”?) za sprawą ”adaptacji” innej powieści, książki Jo NesbøHodejegerne” – ”Łowcy głów”. Otóż, niedawno miałam okazję widzieć fragment filmu >na motywach< tej powieści. (Producentom filmowym wydaje się chyba, że czytelników mniej ”boli”, kiedy scenarzyści niszczą dobrą powieść, udając, że tylko sobie z niej pożyczają parę ”motywów”?). ”Łowcy głów” to film, w którym pokazano atak Dogo Argentino na człowieka i skutki tegoż ataku dla owego człowieka. I, mówiąc kolokwialnie: opadła mi szczena, gdy tę scenę oglądałam. W tym filmie Dog Argentyński rzuca się – choć to sformułowanie nie do końca oddaje to, co pokazano jako ”zachowanie dogo atakującego” – na mężczyznę. Dogo ”rzuca się” i wycofuje, niczym onieśmielony pudelek, i jeszcze raz DOPADA KARKU tego człowieka I WGRYZA SIĘ W NIEGO NA CAŁEGO. Mężczyźnie – to ważna cecha postaci – o wzroście poniżej 170 cm, UDAJE SIĘ ”strzepnąć” z siebie białą presę WGRYZAJĄCĄ MU SIĘ W KARK. A po tym wszystkim zaatakowany – PRZEZ DOGO ARGENTINO, psa rasy stworzonej TO CHASE AND KILL BIG POWERFUL ANIMALS – pan po prostu …idzie dalej.

I tu, tak samo jak w GoT, scena była montowana, a w sekwencji ”kontaktu” filmowego psa z człowiekiem i tym razem ”grał” już wytwór pracy grafików. Ktoś mógłby więc powiedzieć ”ale se temat wymyśliła” i machnąć ręką. Cóż, niestety telewizja i filmy, jak i social media mają cholernie duży wpływ na ludzi. Niektórym wydaje się, że to, co oglądają w wykonaniu aktorów i z pomocą całej filmowej ekipy, to prawda. I tak samo łykają kity z FB, IG etc. Kiedyś, w jakimś show jeden z aktorów polskiej telenoweli o miłości, lekarzach i bajkowym szpitalu opowiadał, że zdarza mu się być zaczepianym przez osoby, które pytają go ‚Jak dojechać do tego szpitala, do tej miejscowości?’ Odpowiadał im, że ‚To tylko serial, to nie dzieje się naprawdę, my tylko gramy, udajemy to wszystko’, ale i tak zdarzało mu się słyszeć pełne wyrzutu ‚Pan po prostu nie chce mi powiedzieć gdzie to jest’.

”Przecież to tylko film!”. Doprawdy?

Jo Nesbø[1] to popularny norweski pisarz powieści sensacyjnych, najbardziej znany z cyklu o Harrym Hole (jakieś dwa lata temu holiłut zaorało jeden z tomów tej serii ”adaptacją” powieści ”Snømannen”, filmem o tytule ”Snowmen”). Ale na swoim koncie ma także ”parę” innych książek, min. wyżej wspomnianą wydaną w 2008, a zekranizowaną w 2011 roku powieść ”Hodejegerne” – ”Łowcy głów”, a także wydaną w 2014 roku ”Sønnen” (”Syn”), do której także się odniosę. ”Łowcy głów” jako powieść to naprawdę dobra rzecz. Film jest… cieniutki. W tym co zrobiono z książką Nesbø, tj. w tym filmie gra Dogo Argentino – obiektywnie ładny psiak i to jest cały plus tego, że ów pies pojawia się na ekranie. Książkowy psi bohater, ten z oryginalnego pomysłu pisarza, to nie dogo a przedstawiciel jakiejś wymyślonej przez autora na potrzeby powieści rasy terrierów (prawdopodobnie czegoś typu bull, wnioskując po opisie). Nie będę rozpisywać się na temat treści książki i filmu, bo chodzi mi o jedną scenę, no, może dwie z filmowej wersji ”Headhunters”. O scenę ataku Doga Argentyńskiego na człowieka. Chodzi mi o to, jak ten atak został pokazany i to jak w tym filmie pokazano skutki ataku Dogo Argentino na człowieka.

Generalnie, scena, która mnie autentycznie oburzyła (i to nie tylko dlatego, że znam jej oryginalną, książkową wersję) jest… Nie do opowiedzenia do tego stopnia jest kuriozalna. Sami musicie to zobaczyć (chyba min. w serwisie CDA ten film dostępy jest online, w każdym razie chodzi o to) co w filmie dzieje się od 56 minuty. Ale żebyście zrozumieli dlaczego ”czepiam się” czegoś tak ”nieznaczącego”, jak Jakaś Tam Scena w Jakimś Tam Filmie, chcę, żebyście skupili się na tym, jakie skutki ma ATAK DOGO ARGENTINO NA CZŁOWIEKA W REALNYM ŚWIECIE, nie na Jakimś Tam Filmie, ale gdy CZŁOWIEK NAPRAWDĘ PADA OFIARĄ DOGA ARGENTYŃSKIEGO.

Obie grafiki, które zamieściłam powyżej to klatki z ww ”ekranizacji” książki Norwega. Nim przejdziemy dalej, zobaczcie jak zdaniem ”ludzi filmu” wyglądają obrażenia po ataku Dogo Argentino – to ta grafika z ”dziurkami”, w tej scenie żona głównego bohatera opatruje go po ataku dogo. Zasłoniłam twarz aktora, bo chcę, żeby w oczy się wam rzuciły te ”dziurki”. A jak jest naprawdę, gdy Dog Argentyński dopadnie człowieka?

Tragedia w Huntingtown: 21 czerwca 2018 r.

O tym ataku notatki znaleźć możecie na stronach wielu różnych serwisów (nie tylko na stronie Dog’sBite.org – Some dogs don’t let go[2] ale) i min. na stronie foxbaltimore[3]. W dużym skrócie: 28-letnia Jenna Rae Sutphin zmarła w kilka godzin po tym, jak około 7:15 rano zaatakowana została przez własnego Dogo Argentino. Kobieta w stanie krytycznym, z obrażeniami spowodowanymi pogryzieniem tylnej części głowy i szyi, drogą powietrzną została przetransportowana do Washington Medstar Hospital Center. Sutphin i jej narzeczony, Jason Hammer, będący trenerem w Prince George’s County Correctional Center K-9, hodowali i sprzedawali Dogo Argentino. Atak miał miejsce przed wychodzącym na Route 4 (Drogę 4) domem pary. Motocyklista jadący wzdłuż Rute 4 zadzwonił pod numer 911 około 7:15 rano, po tym, jak zobaczył zwierzę atakujące COŚ. Kiedy patrolujący okolicę policjant dotarł do zarośniętego obszaru w pobliżu autostrady, pies wciąż aktywnie atakował, został postrzelony i uciekł. Na miejscu zdarzenia pojawili się zastępcy z Biura Szeryfa Calvert County, którzy psa odnaleźli i zastrzelili. Ofiara ataku zmarła około 17ej.

Atakujący pies, nazwany Rocky był częścią pary hodowlanej należącej do ofiary i jej narzeczonego. Zwierzę mieszkało z parą od około czterech lat. W czasie, gdy trwał atak narzeczony ofiary, Hammer przebywał na „sesji treningowej ze swoim nowym partnerem K-9”. Hammer niedawno przeszedł 16-tygodniowy program treningowy ze swoim innym psem: malinois-shepherd mix, czyli mieszańcem owczarków belgijskiego Malinois i zapewne klasycznego ONka. Panna Sutphin również zatrudniona była w hrabstwie Prince George, pracowała jako asystentka prokuratora okręgowego od maja 2016 r.

14 czerwca 2018 r. Northern California, Bay Area: ”Dogo Argentine dog weighing 100 pounds mauled its owner this morning” – ”Ważący 100 funtów (+/- 45kg) Dogo Argentino dzisiejszego poranka poturbował swoją właścicielkę”.

Min. na stronie organizacji Dog’s Bite… jest wzmianka o jeszcze jednym ataku, który zdarzył się tydzień przed tym z Huntigtown i (też) miał miejsce na terenie hodowli Dogo Argentino. O tym ataku opowiada sąsiadka, której reakcja (telefon wykonany pod numer interwencyjny 911) uratowała życie ofierze, pani ta wypowiada się w tym materiale:  witnesses neighbor: ”The 29-year-old woman was flown to the Bay Area where she’s in critical condition. Police shot the dog after it charged at them.” It was not until the third shot that the dog stopped its attempt to attack the officers” – 29-letnia kobieta została przetransportowana drogą powietrzną do Bay Area, gdzie przebywa w stanie krytycznym. Policja zastrzeliła psa po tym, jak ich zaatakował. „Dopiero po trzecim strzale pies przerwał próbę ataku na oficerów”. Jak twierdzą sąsiedzi, psami w hodowli zazwyczaj zajmować się miał mąż ofiary ataku, wcześniej nie widywali kobiety jako osoby, która dogląda psów. Niestety wzmianek mówiących coś więcej o tym zdarzeniu, poza tym, że na szczęście kobieta przeżyła, brak. (Jeśli wierzyć komentarzom pod filmem na YT, samiec, który zaatakował, nie należał do rodziny ofiary i był jedynie ”w odwiedzinach”, jako że miał zostać użyty jako reproduktor w kojarzeniu z jedną z suk należących do stada hodowlanego męża zaatakowanej kobiety.) Notatka na stronie Dog’s Bite mówi, iż mąż ofiary prowadzi hodowlę Dogo Argentino w Bay Area, o nazwie Dogos Del Gran Patron, a komentarze na fejsbukowej grupie entuzjastów rasy, podawać miały, że kobieta w wyniku ataku straciła co najmniej jedno ramię. Takie skutki są jak najbardziej możliwe i niezaskakujące, jeśli wziąć pod uwagę siłę i styl wchodzenia w kontakt z >celem< typowy dla dogo.

Jednak ponieważ bardziej szczegółowych informacji o okolicznościach ataku, obrażeniach jego ofiary i ich skutkach nie znalazłam, przejdę do kolejnego zdarzenia. Na szczęście także nie zakończonego śmiercią ofiary ataku, ale ciężkimi obrażeniami, których koszty leczenia – w dniu publikacji tekstu źródłowego (3 czerwca 2019 r.) – przekraczają 190 tysięcy dolarów, czyli ponad 726 tysięcy złotych.

2019 r., Los Angeles, Northridge Attack

Za Phyllis M. Daugherty (former City of Los Angeles employee and a contributor to CityWatch) – artykuł dostępny jest w tym miejscu[4], na stronie citywachla.com, a fragmenty pisane kursywą są bezpośrednim tłumaczeniem tekstu artykułu zamieszczonego na ww stronie internetowej): Ten tragiczny incydent wydarzył się na Amestoy Avenue w ekskluzywnej, malowniczej okolicy San Fernando Valley w Northridge, znanej również jako „Sherwood Forest.”

Na spotkaniu w dniu 28 marca komisarze z The City of Los Angeles Animal Services Department [organizacji do spraw zwierząt działającej na obszarze Los Angeles], działali jako komisja odwoławcza w celu rozpatrzenia wniosku właścicieli psa (ojca i syna) wnoszących o odwołanie od decyzji Dyrektora Generalnego L.A. Animal Services, ogłaszającej ich 4,5-letniego Dogo Argentino ”dangerous dog” – ”niebezpiecznym psem”, po ataku tegoż psa na biegacza, ataku, który miał miejsce poza własnością/terenem posesji właściciela psa. [Pies uciekł z podwórza i zaatakował mężczyznę uprawiającego jogging w towarzystwie dwóch własnych psów.] Członkowie komisji rozpatrzyli wszystkie akta, które zostały złożone na rozprawie, ale nie zaakceptowali nowych dowodów. Ogłoszono, że rozważa się zalecenie, aby pies został poddany eutanazji ze względu na ekstremalne nasilenie obrażeń ofiary.

Wnoszący odwołanie zeznali, że są właścicielami Dogo Argentino odkąd pies był szczeniakiem i aktualnie pies ma około 4,5 roku. Pies nie jest wykastrowany i has never been licensed by the City, czyli nigdy nie został zarejestrowany we właściwym urzędzie i nie uzyskano na jego utrzymywanie zgody władz miasta, chociaż posiada aktualne wszystkie szczepienia, w tym to przeciwko wściekliźnie i jest zarejestrowany w ACK [American Kennel Club – czyli w amerykańskim ”Związku Kynologicznym”]. Jest to the first reported attack by the dog, czyli pierwszy zgłoszony atak [tego konkretnego] psa, do którego doszło, jak twierdzą, z powodu ucieczki psa przez otwarte obie bramy – pierwszą tę na wybiegu dla psa i drugą, tę wejściowo-wyjściową na teren posesji. Właściciele twierdzili, że pies kocha swoją rodzinę i bawi się ze ‚swoimi’ dziećmi. Jeden z właścicieli stwierdził również, w odpowiedzi na zapytanie komisarza Sandovala, że nie chce kastrować psa, ponieważ „uważa, że nie jest to dobre dla psa”. Dodał, że ponieważ jest to rzadki, rasowy pies zamierzał go rozmnażać. Właściciele psa byli reprezentowani przez adwokata, ale także występowali sami. Ich adwokat stwierdził, że przedmiotowy pies has no prior reports of bites/attacks → nie ma ‚teczki’ wcześniejszych doniesień o ukąszeniach/atakach, że ”ma czyste akta” i że the incident being considered was provoked because the victim would practice karate moves–kicking and punching–in the street in front of the house to agitate the dog → rozważany incydent został sprowokowany, ponieważ ofiara ćwiczyła ruchy karate – kopanie i uderzanie pięścią – na ulicy przed domem, aby pobudzić psa. Adwokat oświadczył, że właściciele byli gotowi zapisać psa na szkolenie, wyprowadzać go w przestrzeń publiczną w kagańcu, lub zastosować się do wszelkich środków ostrożności lub ograniczeń, które mogą zostać nałożone na nich przez Komisję. Adwokat skonstatował również, że opiewająca na wiele milionów dolarów polisa ubezpieczeniowa właściciela psa pokryje wydatki ofiary poniesione przez nią na leczenie.”

Zanim przejdziemy do dalszych zeznań: słodko, co? U nas też, swego czasu (jeszcze w 2015 roku) nawet niektóre hodowle Dogo Argentino, nie mówiąc o pojedynczych egzemplarzach psów tej rasy, funkcjonowały niezgłoszone właściwym w sensie administracyjnym Urzędom. Urzędom, które przecież powinny mieć wiedzę, iż na terenie im podlegającym utrzymywane są psy rasy uznawanej za agresywną oraz, że prowadzona jest hodowla psów rasy uznawanej za agresywną. Jeszcze wcześniej owe Urzędy powinny były wydać zgodę na nie tylko prowadzenie takiej hodowli, ale w ogóle utrzymywanie każdego z np. właśnie Dogów Argentyńskich z osobna Ponieważ, gdy przychodzi do tragedii, wszyscy chcą wiedzieć ”Skąd wziął się tam ten pies?!”. Ale hodowle ”na lajcie” sobie działały bez wiedzy urzędników… Jak jest dziś? Czy min. np. tę szczególnie tajemniczą w końcu wytropiono? Wiadomo już – na bieżąco – ile psów wchodzi w skład stada hodowlanego i kto z imienia i nazwiska w sensie prawnym odpowiada za każdego z nich, czyli wpisany jest w dokumenty danego osobnika jako jego właściciel/ka? Znany jest już adres, pod którym ta hodowla jest prowadzona, ten pod którym faktycznie utrzymywane są psy? Czy też wciąż psy ”znajdują się pod opieką” różnych osób? I czy by kupić szczeniaki, zamiast do hodowli, pod konkretny adres, wciąż trzeba pojechać na parking przed którymś z centrów handlowych? Czy wciąż jedyny adres znany jako adres tej hodowli, to adres prywatnego mieszkania, któregoś z członków rodziny osoby rozmnażającej psy? Przyznaję: nie wiem. Nie wiem ”jak sytuacja” z rejestrowaniem w Polsce hodowli psów rasy Dogo Argentino, psów rasy uznawanej za agresywną, bo co rusz jakaś tzw hodowla powstaje. Na pęczki teraz tego jest, więc bardzo ciekawe czy coś się zmieniło i czy wszyscy członkowie Związku Kynologicznego w Polsce posiadający psy ras uznawanych za agresywne, a tym bardziej ci prowadzący w Polsce hodowle psów ras uznawanych za agresywne, rejestrują już swoje psy we właściwych urzędach i mają już wszyscy zgody na prowadzenie owych hodowli? Czy też wciąż panuje wolnoamerykanka, bo ”zezwolenie to takie tylko zawracanie głowy”?

I ten kawałek o pokrywaniu kosztów leczenia też jest ”fajny”… ”Kaska? A nie, to lajcik. Nic się nie stało. Zapomnijmy o sprawie”. Szczególnie fajny jest w świetle zdarzenia, które miało miejsce w LA w roku 2017, kiedy >pitbull< zaatakował biegacza i poza tym wszystkim co mu zrobił, odgryzł temu mężczyźnie jądro.

Niektórzy tzw hodowcy w Polsce nie mają kasy na badanie swoich psów i nie wiedzą czy rozmnażają psy np. obustronnie słyszące czy jednostronnie głuche, czy ich psy mają zdrowe serca, czy może jednak ich ”pompy” zdrowe nie są, albo czy ich psy są genetycznie obciążone np. dysplazją? (Co łatwo wytropić, gdy bada się wszystkie osobniki używane w hodowli oraz ich potomstwo nim ostatecznie przekaże się prawo własności szczeniąt osobom trzecim.) Nie przeprowadzają badań, bo nie stać ich na hodowanie psów na poziomie i mogą je tylko rozmnażać, pykać sobie mioty. I tak je sobie pykają, bazując na osobnikach, do których mają łatwy dostęp (wymiana z innymi ”rozmnażaczami” wychodzi tanio) itp. itd. I teraz wyobraźcie sobie akcję w rodzaju ataku psa rasy agresywnej na człowieka w Polsce. W takich warunkach. Ataku, który kończy się bardzo ciężkimi obrażeniami ofiary. Ataku, w wyniku którego ofiara być może nawet staje się osobą niepełnosprawną. Ataku, którego konsekwencje są nie tylko fizyczne, ale pociągają za sobą także psychiczną traumę. Ataku, którego skutki dotykają nie tylko jego bezpośredniej ofiary, ale i jej rodziny; żony/męża, narzeczonego/narzeczonej, dzieci albo rodziców oraz rodzeństwa – mówię tu o traumie, która roznosi się na caaałą rodzinę i nieodwracalnie zmienia życia wszystkich jej członków. Wyobraźcie sobie atak dogo na człowieka i to, że leczenie ofiary jest baaardzo kosztowne i dłuuugie. Może nie będzie w stanie wykonywać pracy, która była jej źródłem dochodu nim doszło do ataku?. Wyobraźcie sobie, że taki ”Czesio” albo ”Czesia”, którzy sobie kupili dogo, bo ”jest jak wielki, taki aPdEJtowany pitbull” i teraz już jako ”hodowcy” karmią psa/psy tak, żeby wyszło jak najtaniej i w ogóle cała ta ich hodowla ”obliczona jest” na to, żeby było jak najtaniej, bo żyją z tego, że rozmnażają psy i sprzedają szczeniaki ”jakimś jeleniom”, mieliby pokryć koszty leczenia ofiary ataku ich psa a także wypłacić jej odszkodowanie – tadam!

A, i kluczowe jest na wstępie zidentyfikowanie właściciela psa. Tej osoby, która widnieje w dokumentach dotyczących danego zwierzęcia jako jego właściciel i jest za to zwierzę bezpośrednio odpowiedzialna w sensie prawnym. Czyli tego wobec kogo należy wyciągnąć prawne konsekwencje i od kogo można, trzeba domagać się odszkodowania.

CZY ROZUMIECIE JUŻ DLACZEGO TAK WAŻNE JEST, BY LUDZIE, KTÓRZY TE PSY PRODUKUJĄ, SPRZEDAJĄ I/ALBO SĄ ICH WŁAŚCICIELAMI BYLI ZNANI I ŁATWI DO NAMIERZENIA W RAZIE, GDY JAKIŚ NP. DOG ARGENTYŃSKI KOGOŚ ZAATAKUJE? ROZUMIECIE DLACZEGO TE PSY MUSZĄ BYĆ MONITOROWANE? CHOĆ W NASZYM KRAJU CIĄGLE NIE SĄ…

Ok, idźmy dalej:

Ofiara, bardzo szczupły mężczyzna, w wieku mniej więcej 50u lat, stwierdził: „Wszystko, co zrobiłem, to uprawiałem jogging trasą biegnącą przy ich domu”. Wyjaśnił, że kobieta po drugiej stronie ulicy has multiple aggressive dogs who bark when he passes – ma wiele agresywnych psów, które ujadają/szczekają, kiedy mijali jej posesję, i he has seen the Dogo Argentino become aggressive toward other dogs when they passed the property – widział, jak Dogo Argentino staje się agresywny w stosunku do innych/tamtych psów, kiedy mijali posesję ← skąd my to znamy, pies uderza w to, co może, w to, co jest najbliżej.

Powiedział: „zaprzestałem przebieżki z moimi dwoma psami i pobiegłem w kierunku środka ulicy, aby uniknąć pobudzania/podniecania Dogo Argentino i jej psów [tych należących do sąsiadki właścicieli DA]”.

Wyjaśnił, że zawsze unikał przebywania na ulicy, gdy starszy z dwóch właścicieli wyprowadza psa i natychmiast zmieniał trasę [chcąc uniknąć spotkania]. Powiedział, że w dniu ataku nie słyszał ani nie widział, ani psa, ani właściciela przed tym, nim nastąpił atak i że był około 100 jardów [to odległość odpowiadająca blisko 92 metrom] za posiadłością, gdy pies uderzył w niego od tyłu i powalił go na ziemię, viciously – wściekle/gwałtownie go gryząc. Stwierdził: „The dog „almost took me out.” – „Pies ”prawie mnie zabił/wyeliminował”.

Leżałem na ziemi, na plecach i krzyczałem o pomoc, kiedy przyszedł starszy pan i ściągnął ze mnie psa. Wtedy udałem się do domu, by powiedzieć żonie o tym co się zdarzyło i zadzwonić pod 911, i zabrano mnie do szpitala”, powiedział Komisji. [O tym, że ten mężczyzna miał sporo szczęścia świadczy to, że był w stanie samodzielnie udać się do domu, aczkolwiek pamiętajmy, że to, że pies skutecznie nie zaatakował jego głowy, czy górnej części jego ciała, jak to miało miejsce w przypadku 28-latki, która w wyniku takich właśnie obrażeń poniosła śmierć, nie oznacza, że temu człowiekowi ”nic się nie stało” – skądś ten rachunek na ponad 190 tysięcy dolarów, czyli ponad 726 tysięcy złotych, się wziął. Zapewne także znaczenie ma to, że właściciel atakującego ofiarę Doga Argentyńskiego był w pobliżu i był w stanie swojego psa ściągnąć z tego mężczyzny, i zrobił to relatywnie szybko. O właśnie! Zobaczcie co jeszcze powiedział zaatakowany mężczyzna: twierdzenie adwokata [właścicieli psa], że sprowokował psa, było całkowicie nieprawdziwe i że nie dowiedzieliby się [adwokat i właściciele psa] o jego doświadczeniu w dziedzinie sztuk walki, gdyby nie wspominał o tym podczas rozprawy, jako o możliwym powodzie dla, którego był w stanie przetrwać, przeżyć atak. Dodał: „Czy byłbym na tyle głupi, by celowo sprowokować tego psa?” – Facet naprawdę miał sporo szczęścia i po prostu bardzo się bronił, no i najwyraźniej miał ”patent” na skuteczne bronienie się.

Ofiara oświadczyła, że jest miłośnikiem psów, ma dwa psy, że ”brał schroniskowe psy na tzw tymczas [czyli, że brał je do swojego do domu, jako do domu tymczasowego, zanim znaleziono dla tych psów właścicieli] i że adoptował psy ze schronisk. W odpowiedzi na pytanie komisarza Wolfsona, czy zgadza się na eutanazję psa [czy popiera taką decyzję], powiedział, że raczej nie chciałby, aby tak się stało, że jeśli pies zostanie usunięty daleko od tego obszaru [gdzie miał miejsce atak] i it can be absolutely guaranteed that the dog will never be able to harm anyone else again – jeśli może zostać absolutnie zagwarantowane, że pies już nigdy nie będzie w stanie skrzywdzić nikogo innego. Dodał, że gdyby stało się to dziecku lub nawet niemowlęciu [gdyby padło ofiarą tego ataku], ofiara nie przeżyłaby. Moim zdaniem wielkoduszność tyleż szalona, co niepotrzebna i po prostu szkodliwa. Psa, który w takich okolicznościach atakuje człowieka, eliminuje się bez żalu. Rany, nawet wzorzec rasy podkreśla, iż tego rodzaju agresja wobec ludzi jest cechą absolutnie niedopuszczalną!

Członkowie Komisji omówili „extreme severity” – „ekstremalną dotkliwość” ran ofiary widocznych na zdjęciach wykonanych po ataku. Zgodzili się, że istnienie ryzyka okaleczenia lub śmierci kolejnej ofiary musi być ich główną troską. Komisarz Wolfson stwierdził, że Komisja ponosi odpowiedzialność za potencjalne zobowiązania miasta i bezpieczeństwo publiczne. Pięciu komisarzy jednogłośnie głosowało za utrzymaniem decyzji Dyrektora Generalnego.

Nie można pominąć komentarza komisarza Wolfsona, który porównał posiadanie dużego i potężnego psa do posiadania broni. This Dogo Argentino requires (under current law) no more legal responsibility for containment than a Chihuahua – Ten Dogo Argentino (zgodnie z obowiązującym prawem) nie wymaga większej odpowiedzialności prawnej, by możliwe było jego kontrolowanie/opanowanie, niż Chihuahua. [Wyjaśnijmy, że owo legal responsibility odnosi się min. do; legal obligation stanowiącego zbiór zasad, które organizują i regulują prawa i obowiązki powstałe między jednostkami, a measure of mental capacity, czyli miary zdolności umysłowych, stosowanej przy podejmowaniu decyzji, tego w jakim stopniu dana osoba może zostać pociągnięta do odpowiedzialności za przestępstwo, a person’s role in causing an event to happen, czyli roli danej osoby w spowodowaniu zdarzenia.] A jednak najpoważniejsze ataki mają miejsce, ponieważ duży i potężny pies uciekł ze swojego podwórka lub też jego właściciel nie był w stanie go kontrolować.

Wolfson przypomniał później właścicielowi psa, że posiadanie psa tych gabarytów i siły jest jak posiadanie broni o dużej mocy. Pies, jak broń musi być confined – ograniczony/ zabezpieczony [lub po porostu: ‚nie dla wszystkich’, czyli, że nie każdy powinien móc takiego psa posiadać] i locked up – zamknięty, by ”wypadki” powodujące takie obrażenia się nie zdarzały. Stwierdził także, że im większy pies, tym więcej i większych obrażeń może wyrządzić i w związku z tym poziom odpowiedzialności [właściciela] jest wyższy.

Chętni mogą sobie ściągnąć dwugodzinne nagranie z przesłuchania właściciela psa i ofiary ataku, link znajduje się na tej stronie[4].

Przesłuchanie w sprawie ataku dogo na biegacza uzmysławia, że niepokalanie myślą amerykańskiego właściciela dogo nie różni się od niepokalania myślą polskiego właściciela dogo. (Z tym może wyjątkiem, że w USA ludzie ci miewają wykupione ubezpieczenia stanowiące o ich zdolności do pokrycia kosztów leczenia ofiar skrajnie agresywnych psów oraz wypłacania tym osobom odszkodowań.) To doprawdy niezwykłe o ilu przepisach właściciel nienormalnego psa ”nie wiedział”.

Bezlitosne dane

Stany są duże, dużo większe od Polski; duuużo ludzi i duuużo psów. I jest naturalne, że przy tak duuuużej liczbie ludności oraz psów efekty nieprawidłowego – mówiąc oględnie – prowadzenia czworonogów wpływają na statystykę dotyczącą najbardziej drastycznych skutków ataków psów na ludzi. W USA zdarza się, że ludzie ponoszą śmierć w wyniku ”złego ułożenia” psów innych ludzi a niekiedy nawet własnych psów: w ciągu roku w wyniku ataków psów w USA umiera blisko 60 osób. Nie wiem czy ktokolwiek posiadający choćby minimalny, zupełnie bazowy poziom empatii i wyobraźni odważyłby się powiedzieć czy to ”dużo”, czy ”mało”. Wiem jednak, że zawsze jest lepiej uczyć się na cudzych błędach niż własnych i że definitywnie są dziedziny, w których można uczyć się na błędach innych ludzi. Pytanie brzmi: czy niektórzy polscy właściciele psów ras uznawanych za agresywne są aż tak głupi, że nic już ich nie zaalarmuje i nie zachęci do myślenia? Czy jest tak źle, że niektórych nic już nawet nie przestraszy i nie zmotywuje do zmiany postawy?

To, co u nas ”przechodzi” bez problemu (może, ewentualnie czasem kogoś ”oburzy”, spowoduje, że ktoś komuś zwróci uwagę podniesionym tonem i przy użyciu podwórkowej łaciny), zachowania, które obserwujemy na ulicach naszych miast/miasteczek/wsi, zachowania co do których przywykliśmy, idąc na spacer (z psem lub bez) do parku/na łąkę, w USA alarmują ludzi NA SERIO. U nas jakieś kretynki i kretyni na fejsbukowych grupach kynologicznych bronią ”tez” o tym, że ”pies ma prawo się przestraszyć” dziecka/ biegacza/ rowerzysty/ deskorolkarza etc., i ”przestraszeniem się psa” tłumaczą jego nienormalne i przede wszystkim niebezpieczne zachowanie wobec ludzi. Także wtedy, gdy jakikolwiek pies udaje sie w pogoń za dzieckiem, np. kilkulatkiem jadącym na rowerku, zrzuca dziecko i szarpie je za ubranie… Tacy ludzie ”dziwią się” i ”oburzają”, że rodzic zaatakowanego dziecka ”śmiał zrobić awanturę” i/lub ”kopnął psa”… Nie mamy tak specyficznego prawa, jakie obowiązuje w USA i u nas nie jest naturalnym odruchem pozywać właściciela psa w związku z tym, że ten ”dziabnął” np. biegacza, że doszło do przerwania naskórka i pojawiła się krew, albo, że pies przestraszył dziecko, które zraniło się lub wyrządziło sobie znacznie poważniejszą krzywdę, upadając. (W niektórych miejscach na świecie pojawienie się krwi po uszkodzeniu naskórka, które nastąpiło u danej osoby, w wyniku zachowania psa, wystarczy, by psa poddano eutanazji). Nie mamy też zwyczaju pozywać właścicieli psów, gdy te spowodowały uszkodzenie sprzętu sportowego itp. Szkoda. Bo przydałoby się nauczyć ”inteligentnych inaczej” tzw ”miłośników” psów, czym jest ponoszenie odpowiedzialności za własną głupotę i brak wyobraźni, a nic tak do ludzi nie przemawia, jak dobranie się im do portfeli.

Czy więc dokąd u nas psów produkowanych przez tzw hodowców psów rasowych ”nie zrobi się” jeszcze więcej, dokąd nie zaczniemy czytać, słuchać i oglądać relacji z naszego podwórka o tragicznych dla ludzi, a nie tylko kretów, kotów albo innych psów, skutkach nieodpowiedzialności ludzi porywających się na posiadanie psów ras uznawanych za agresywne oraz takich, których na tej liście zabrakło, wszytko zostanie jak jest?

A propos: ras, których na naszej liście zabrakło (niestety więcej wiadomości na temat zdarzenia nie można uzyskać, pozostaje mieć nadzieję, że dziecku nie stało się nic naprawdę złego).[5]

Na stronie Fatal dog attacks in the United States[6] możecie sprawdzić informacje na temat ataków psów na ludzi w USA, ataków ze skutkiem śmiertelnym.

Jasne, ataki, jak wspomniane przeze mnie powyżej, nie zdarzają się co dzień, na szczęście należą do rzadkości i oby tak pozostało to samego końca świata. Ale SIĘ ZDARZAJĄ. I dlatego należy być świadomym tego, jakie skutki ma atak psa rasy Dogo Argentino na człowieka. Dwa ww przypadki dotyczą osób → kobiet, które zajmowały się rozmnażaniem dogo, były związane (z) hodowcami psów tej rasy. Ataku w wyniku którego jedna z kobiet zmarła dokonał samiec, będący własnością ofiary,  ten pies zaatakował swoją właścicielkę. Ofiara, która odniosła ciężkie obrażenia, ale na szczęście uniknęła śmierci, druga z kobiet, niezależnie od tego czy samiec był jej własnością, czy tylko został do hodowli wypożyczony, jako hodowca, a w każdym razie osoba mająca na terenie swojej posesji hodowlę Dogów Argentyńskich, musiała(?) posiadać tzw doświadczenie z rasą (hę?), ale mimo to nie uniknęła ataku. I wybaczcie, ale dywagacje o powodach tych dwóch ataków, nie są – z mojego punktu widzenia – tak ważne, jak ich skutki dla osób, które padły ofiarami owych ataków.

Bo to właśnie te skutki muszą mieć na uwadze osoby ”zainteresowane rasą”, ludzie, którzy ”nie ogarniają” tego, co czyni Dogo Argentino aż tak specyficzną i wymagającą od człowieka rasą i co w pewnych okolicznościach czyni psy tej rasy aż tak bardzo niebezpiecznymi. Muszą to wiedzieć ludzie dotąd nie zwracający uwagi na korzenie tej rasy, powód jej powstania i na użytkowe przeznaczenie psów tej rasy. A co za tym idzie fakt, że gdy dogo uderzają w swój >cel< ich szczęki dopadają zwykle podstawy ucha i że, gdy już pochwycą swoją >zdobycz<, przytrzymują ją, kontrolując głowę. Tak właśnie było przypadku ataku, który miał miejsce 21 czerwca 2018 roku i skutkował śmiercią kobiety. Dogo nie ”kąsają” i nie robią tego ”byle gdzie”, gdy atakują. One zwyczajowo (z dużą siłą) celują w Specyficznie Konkretne Miejsca.

W internecie rzadko zdarzają się sensowne komentarze, ale refleksji zawierającej podstawowe pytanie nie sposób się czepiać: ”Dogo’s were specifically bred to hunt wild boar etc (which is cruel but a different topic), do not understand why they are kept as pets.” → Dogo zostały wyhodowane specjalnie do polowań na dzikie knury [przede wszystkim na pumy, dziki przyszły potem] etc. (co jest okrutne [forma polowania], ale to osobny temat), nie rozumiem dlaczego trzymane są jako zwierzątka domowe. Właśnie. Dlaczego?

Dlaczego ciągle zbyt często ludzie, kórzy do psów tej rasy w ogóle się nie nadają, wybierają te psy i to właśnie do roli ”zwierzątek domowych”? Czasem nie trudno się tego domyślić, wystarczy po prostu popatrzeć na tych właścicieli. (Przy okazji: ”How to Judge People by What They Look Like” dr. Edwarda Duttona rozgrzeszy was raz na zawsze z ”oceniania książki po okładce”.) Tak więc można by to pytanie nieco skorygować i zapytać: ”Po co?”. Po co tym ludziom psy tej właśnie rasy? Dlaczego akurat tej rasy? Czy, gdyby odpowiadający ”wspięli się na wyżyny swoich jestestw”, byliby w stanie wykoncypować powód inny niż: ”Bo tak”! Powtórzę: ostatnio jakoś się tak porobiło, że bardzo dużo dziewczyn upiera się mieć ”ostre psy”. A fakty są takie, że przy ”ostrych psach”, przy drapieżnikach – jak dogo, z głównie estrogenami nie zrobisz tego, co może zrobić ktoś wyposażony głównie w androgeny. Mężczyźni nie mają sinusoidalnego cyklu i dla psa, przez parę dni w miesiącu, nie ”pachną krwią”. Drogie panie, to naprawdę ma znaczenie i wiedzą o tym np. te z was, które uprawiają biegi. (Jeśli nie wierzycie, to przekonajcie się jak różnice płci wpływają np. na wydolność organizmu: obejrzyjcie jak Tenisista z Któregoś Tam Miejsca w Rankingu pozamiatał kort Numerem Jeden Babskiego Tenisa – Sereną Williams.)

Wracając do ”kropek pougryzieniowych”

Jakim pajacem trzeba być, by ”zobrazować” scenę ataku w ”ekranizacji” wspomnianej przeze mnie na początku książki norweskiego autora przy użyciu Doga Argentyńskiego? Po co? Co to miało na celu? Poza tym, że dla przeciętnego widza, z rasami psów i ich przeznaczeniem nieobeznanego, ”nauka” z tej sceny – o ile w ogóle ją zapamięta (może na szczęście ludzie tego kretynizmu nie zapamiętali) – jest taka, że ”cała trudność w >pozbyciu się (wgryzionego w kark) psa-dogo< spowodowana była jedynie gabarytami tego psa”. I że można, będąc zaatakowanym przez Dogo Argentino, takiego ”wielkiego białego pitbulla”, PODNIEŚĆ SIĘ, PRAKTYCZNIE OT, TAK i pozbyć się ”balastu”. Po prostu strzepnąć go z siebie niczym paproch. Więcej nawet: że Dogo Argentino atakujący człowieka jest mniej groźny od pierwszego z brzegu (prawdziwego) pitbulla, bo filmowe skutki ataku dogo wyglądają, przypomnę wam, tak:

W powieści ”Łowcy głów” scena ataku psa (nie Dogo Argentino, podkreślmy) na głównego bohatera przedstawiona jest tak[7]: ”Dotarło do mnie ziajanie i niemal bezszelestny odgłos łap. Nagle ucichł. Dobrze wiedziałem, co to znaczy, ale nie zdążyłem się odwrócić. Skoczył. Zapadła cisza. Nawet serce przestało mi bić. Moment później leciałem głową w przód. Nie wiem, czy niether terrier byłby w stanie podskoczyć i wbić zęby w kark przeciętnego wzrostu koszykarza, ale ja – zdaje się, że już o tym wspominałem – nie jestem koszykarzem. Poleciałem więc w przód, czując, jak ból eksploduje mi w głowie. Pazury podrapały mi plecy. Usłyszałem dźwięk rozrywających się tkanek, które poddawały się z jękiem, trzask kości. Moich kości. Usiłowałem złapać zwierzę, ale kończyny mnie nie słuchały, polecenia do nich nie docierały, jakby szczęki zaciskające się na moim karku zablokowały wszelką komunikację z mózgiem. Leżałem na brzuchu, nie będąc w stanie nawet wypluć trocin, które wpadły mi do ust. Nacisk na główną tętnicę. Mózg opróżnia się z tlenu. Pole widzenia się zawęża. Wkrótce stracę świadomość. A więc tak umrę. W paszczy paskudnego, obrzydliwego kundla. Nie było to zbyt budujące. Mogło najwyżej wywołać wkurzenie. Zaczynała mnie palić głowa. Lodowaty ogień wypełnił całe ciało, przesączył się aż po ostatni koniuszek palca. Wściekła radość i nagły przypływ drżącej siły, która dawała życie i obiecywała śmierć. Podniosłem się z psem wciąż wczepionym w mój kark i zwisającym mi na plecach niczym żywa stuła. Chwiejąc się na nogach, zacząłem wykręcać ręce, ale i tak nie mogłem go dosięgnąć. Wiedziałem, że ten wybuch energii był ostatnią desperacką próbą organizmu, ostatnią szansą. I że już niedługo będą mnie liczyć. Pole widzenia zwęziło mi się już do początku filmu o Jamesie Bondzie, kiedy następuje introdukcja – a w moim przypadku outrodukcja – i wszystko jest czarne, oprócz jednej maleńkiej dziurki, w której widać faceta w smokingu, celującego do ciebie z pistoletu.

”Pytanie do autora”

Zagorzałą fanką twórczości Norwega nie jestem, ale proszę, zwróćcie uwagę na to, że choć Nesbø ”nie siedzi w pieskach”, napisał ten kawałek z atakującym psem całkiem ”zgrabnie”. Nie utonął w szczegółach, wybrał niezbyt dużego psa w typie terriera (a nie presę, ”stwora” sięgającego 50 kg, stworzonego do polowań na grubą zwierzynę) i w tak opowiedzianej przez niego sytuacji ataku, jest realizm wystarczający w powieści sensacyjnej. Nie, to nie wina pisarza, że filmowa wersja tej sceny jest aż tak groteskowa.

Gdybym miała okazję być na spotkaniu autorskim z Jo Nesbø, zadałabym mu dwa pytania. Pierwsze ”techniczne”; Czy pojawienie się Dogów Argentyńskich w powieści ”Syn” z 2014 roku, w charakterze ”maszyn” do terroryzowania i wykańczania ludzi, to skutek posunięcia scenarzystów ”Headhunters”, filmowej (groteskowe) ”wersji” powieści o tym samym tytule? Czy jedna z tych rzeczy, przez które film okazał się słaby, podsunęła pomysł przy tworzeniu kolejnej książki? I drugie, bardziej ”osobiste”: jaki jest jego stosunek do rasy, którą pokazał w swojej książce dość jednoznacznie, czy w ogóle jakiś jest? Czy czyniąc psy rasy uznawanej za agresywną tak istotnymi dla fabuły, chciał zwrócić uwagę na fakt, że tego rodzaju bandyckie ”użytkowanie” psów niektórych ras jest (kolejnym) istotnym problemem np. (min.?) w Norwegii, czy nie analizował tego pomysłu aż tak dogłębnie? Zapytałabym: Pan ostrzega czy tylko straszy?

”Przecież to tylko książka”. Czyżby?

Noo, facet, sorry, pisarz wymyślił sobie kryminalny wątek, w który wplótł dogo, z czego robisz problem?” Problem? Po prostu pytam czy to ”fajnie”, że dogo tak ”specyficznie” pokazane zostały w powieści popularnego pisarza, czy ”niefajnie”? Ciekawi mnie jak do zaproponowanego przez pisarza w powieści ”Syn” sposobu użytkowania Dogów Argentyńskich podchodzą ludzie, którzy dopuszczają się nadużyć w rodzaju ”puszczania dogo luzem, w las, żeby się z >dziczkiem< sprawdził lub za >sarenką< wybiegał”. Jak i ci, którzy ”za wszelką cenę”, jak to się mówi ”ratują” skrajnie psychicznie zwichrowane osobniki przed procedurą eutanazji.

No tak, ale może nie czytaliście (i) tej drugiej książki? W ”Sønnen”, powieści z 2014 roku, Dogi Argentyńskie są …dosyć istotne. Do tej książki Nesbø już nie wymyślał rasy, ale opisując wykorzystywanie psów do terroryzowania ludzi, do szczucia psów na ludzi, a nawet do polowania na ludzi, sięgnął po presę z Argentyny. W przeciwieństwie do ”Łowców głów” ta powieść autentycznie mnie zmęczyła i przebrnęłam przez nią tylko z uwagi na dogo. Bo z jednej strony aż mnie skręciło, gdy na jednej z pierwszych stronic przeczytałam, że dogo to, uwaga będzie cytat: ”Pieprzone wielkie albinosy” – ile można ciągle ten sam błąd popełniać? Jakie ”albinosy”?! Panie Nesbø, litości! Ale zdanie ”Zabijają wszystko, co im wskaże właściciel. I sporo tego, czego im nie wskaże” miało już to coś, co trudno zignorować, gdy zna się tę nieszczęsną frazę o ”puszczaniu dogo luzem, w las, żeby się z >dziczkiem< sprawdził lub za >sarenką< wybiegał”, czy też wie się o pseudo.polowaniach na uwięzioną zwierzynę[8]… A ciąg dalszy wstępu Przecież To Tylko Książki: ”W Norwegii oczywiście nielegalne. Importowane z Czech przez hodowlę w Rælingen, która rejestruje je jako białe boksery. Pojechałem tam razem z Nestorem kupić szczeniaka. Ponad pięćdziesiąt patyków w gotówce. Szczeniak był taki słodki, że aż trudno sobie wyobrazić, jak…”, sprawił, że równocześnie zastanawiałam się czy naprawdę jest możliwe, by w Norwegii psy zakazanej rasy na czarnym rynku osiągały wartość 50 tysięcy koron za sztukę, czyli blisko 22 tysięcy złotych? (W dalszej części książki wprowadzona jest pewna ”korekta”, ceny podane są w koronach norweskich i okazuje się, że po przeliczeniu chodzi o blisko 50 tysięcy złotych, gdyż w powieści dogo z nielegalnej hodowli kosztować ma 120 tysięcy koron norweskich zgodnie z tym co mówi nam jedna z postaci…) I czy naprawdę możliwe jest, by w Norwegii argentyny ”przechodziły” jako ”białe boksery”? Z drugiej strony, jeśli ”ogólny klimat” powieści ma choćby połowę wspólnego z rzeczywistością w dzisiejszej Norwegii, np. tą specyficzną, stanowiącą istotny motyw w książce, ”opieką socjalną” dla czynnych, szprycujących się ciężkim syfem, narkomanów, to… Hm… możliwe, że ”wszystko jest możliwe”…

Oto fragment powieści ”Syn”[9], w którym główny bohater odwiedza nielegalną hodowlę Dogów Argentyńskich, zaskakując jej właściciela: ”Tak było z tymi nowymi samochodami, nie wydawały żadnego dźwięku. Jeżeli wiało od strony drogi za bagnem w kierunku gospodarstwa, to czasami słyszał chrzęst opon na żwirze, zgrzyt po wrzuceniu niewłaściwego biegu albo wyższe obroty na pagórkach. Poza tym jednak ostrzegał go wzrok. Jeśli chodziło o samochody. Z pieszymi i zwierzętami było inaczej, na nich miał najlepszy na świecie system alarmowy. Dziewięć dobermanów w klatkach. Siedem suk, co roku rodzących szczeniaki, które szły po dwanaście tysięcy za sztukę. To była oficjalna działalność hodowli. Psy trafiały do kupujących oznakowane czipami, z ubezpieczeniem od ukrytych wad i rodowodem zarejestrowanym w Norweskim Związku Kynologicznym. Druga część hodowli mieściła się głębiej w lesie. Dwie suki, jeden pies. Nigdzie nierejestrowane. Dogi argentyńskie. Dobermany śmiertelnie się ich bały. Sześćdziesiąt pięć kilo agresji i lojalności pokrytych białą jak u albinosów krótką sierścią. Właśnie z jej powodu wszystkie psy Fidela miały w imieniu słowo ghost: suki nazywały się Ghost Machine i Holy Ghost, samiec – Ghost Buster. Szczeniaki właściciele mogli sobie nazywać, jak chcieli, byle płacili. Sto dwadzieścia tysięcy. Cena odzwierciedlała zarówno rzadkość tych psów, skuteczność instynktu zabijania, jak i fakt, że była to rasa zakazana w Norwegii i wielu innych państwach. A ponieważ klienci nie przejmowali się zbytnio ani pieniędzmi, ani też norweskim prawem, niewiele wskazywało na to, by ta cena mogła spaść, wręcz przeciwnie. Dlatego w tym roku przeniósł zagrodę jeszcze głębiej w las, aby ewentualne szczekanie nie dochodziło do gospodarstwa.” (Klimat z obciachowo-pretensjonalnymi imionami naprawę jest tu dobrze uchwycony.)

Ale, ale… 65kg, czyli solidnie molosowe kloce… Co prawda był u nas kiedyś taki koszmarek (może ciągle jeszcze jest), przynajmniej 55 kg wagi. Mega utytułowana szkarada (jak się właściciel uprze, to nie ma rady, wyjeździ), reproduktor, który natrzaskał masę szczeniaków… Kupa (dosłownie i w przenośni) psów ma to dzisiaj w swoich rodowodach… Coś strasznego… Ale oddaje ten fakt jakość, poziom ”hodowców”, którzy bulili za tego Białego Labradora w wersji Heavy Mastiff, żeby krył ich suki…

Do książki wracając: początkowo nie zamierzałam zamieszczać jeszcze jednego fragmentu, dalszej części tej sceny, ale jest w tych paru nakreślonych przez pisarza zdaniach, jakaś taka smutna, internacjonalna prawda towarzysząca niektórym ludziom, którzy mają się za hodowców i zupełnie legalnie rozmnażają psy ras ”podwyższonego ryzyka”, a którą udało się Nesbø uchwycić. Chodzi mi o lęk przed własnymi psami, strach wynikający ze zdawania sobie sprawy z niemożności sprawowania nad nimi kontroli – coś takiego, jak to, o czym pisałam przy okazji artykułu na temat Fila Brasileiro. Strach przed psami, z którymi straciło się kontakt (jeśli kiedykolwiek w ogóle się go miało), psami trzymanymi całymi daniami w kojcach. Psami, na które decydowano się w oparciu o jakieś wyobrażenia na temat ich rasy i swoich możliwości psychofizycznych względem zdolności do sprostania tej ich rasowości… Psami, na które decydowano się zakłamując rzeczywistość, wyobrażając sobie, że ma się predyspozycje, których wcale się nie ma… Tak, tak, to, co podrzucam wam poniżej, to tylko książka, fikcja, jakaś zmyślona przez powieściopisarza historia, ale mimo to, jakże celnie udało się panu Nesbø pochwycić ”nerw” dosyć dobrze znany niektórym psiarzom…

[9]Kiedy znaleźli się w polu widzenia psów, bestie wściekle rzuciły się na ogrodzenie z siatki. Fidel czuł, że ziemia się trzęsie. Wiedział, jak głęboko zostały wkopane słupki ogrodzenia, i miał nadzieję, że ta głębokość okaże się dostateczna. Importowane z Niemiec klatki miały metalowe podłogi przeznaczone dla psów kopiących, takich jak teriery czy jamniki, żeby nie mogły wyjść, i blaszane dachy, dzięki którym nawet najzwinniejszy nie mógł wyskoczyć. – Najgroźniejsze są teraz, w stadzie – stwierdził Fidel. – Idą wtedy za przywódcą, Ghost Busterem. To ten największy. Klient tylko kiwnął głową. Przyglądał się psom. Fidel wiedział, że facet musi się bać tych otwartych paszczy z wianuszkami mokrych od śliny błyskających zębów w bladoczerwonych dziąsłach. Cholera, sam czuł strach. Tylko wtedy, gdy miał z nimi do czynienia pojedynczo, najchętniej z suką, mógł się nie obawiać, że nie potrafi zapanować nad zwierzęciem.

Dog-Fighting Undercover

Dokument wyprodukowany przez BBC ”Dog-Fighting Undercover”, powstał w 2007 roku i obecnie dostępny jest na serwisie Dailymotion. Reporterzy, co prawda nie odwiedzili ”nielegalnej hodowli dogo w Norwegii”, ale udali się do Finlandii, by zobaczyć na własne oczy ”fermę” na której nielegalnie produkowane są warte ogromne pieniądze (bo przynoszące spooore zyski) >PITBULLE< przeznaczone do nielegalnych walk psów odbywających się w wielu różnych krajach. W 17 minucie tego filmu lekarz pokazuje zdjęcia przedstawiające rany na ciele dziecka zaatakowanego i pogryzionego przez >PITA<. Przyjrzyjcie się tym ranom i pamiętajcie, że zaatakowane zostało dziecko i atakował >PITBULL<, pies istotnie mniejszy od Dogo Argentino, nieuderzający ”instynktownie” w głowę ”celu”…

Nieco nowszy dokument ”Inside the illegal world of organised dogfighting” znajdziecie tu[10].

Dagbladed z 12 paździenika 2010 roku – robi się schizofrenicznie: jak w norweskim filmie pokazano skutki ataku dogo na człowieka, a jak w norweskiej gazecie opisano fotkę z planu owego filmu

Jak wynika z foty pies jest po prostu przyjacielski. Ale zobaczcie jak podpisane jest zdęcie[11]: ”Den enorme hunden av typen Dogo Argentino veier 65 kilo, har kamphundblod i kroppen og er ulovlig i Norge. Aksel Hennie har full tillit til sin motspiller og har utviklet et nært forhold til hunden.” – [w wolnym tłumaczeniu] ”Ogromny, ważący 65 kg Dogo Argentino [poważnie?, ok…], har kamphundblod i kroppen og er ulovlig i Norge – mający w sobie krew psa walczącego (‚fighting dog‚), nielegalny w Norwegii. Aksel Hennie [aktor grający główną rolę, to jego postać atakuje filmowy pies] ma pełne zaufanie do swojego przeciwnika [z planu filmowego] i rozwinął bliską więź z psem”. [Zapomnieli podkręcić klimat i dopisać ”i do tego jeszcze przeżył”…]

Dalej leci to mniej więcej tak: ”Zauważcie, że język [Doga Argentyńskiego] ‚mył’ twarz największej norweskiej gwiazdy filmowej. Dwuletni Garp [imię psa] może nie wyglądać groźnie ‚miziając się’ z Akselem Hennie. Ale to tylko na tym zdjęciu. Wielki 65 kilogramowy pies rasy Dog Argentyński ma w sobie krew psa walczącego i jest w Norwegii nielegalny [jest przedstawicielem rasy zakazanej]. Niemniej jednak producent ekranizacji książki Nesbø ”Łowcy głów”, otrzymał specjalnie zezwolenie na wykorzystanie okazu/osobnika psa [tej rasy] w obecności weterynarza, psiego trenera i personelu karetki przez cały czas.

Kiedy Dagbladet [ekipa z gazety] obecni byli podczas wczorajszego nagrywania sceny w Nittedal i robili zdjęcie gwiazdom, tj. Akselowi Hennie i duńskiemu aktorowi Nikolajowi Coster-Waldau, Garp skoczył i z własnej inicjatywy polizał Aksela. Aktor miał powiedzieć, że lubi psy i ten, z którym grali ma bardzo dobre usposobienie. A także, że wierzy, że tak długo, jak poważnie traktuje się fakt, że na planie pracuje się ze zwierzętami, wszystko idzie dobrze.

Od bandy, do bandy… Zero równowagi. A propos!

Norweskie prawo o ”rasach niebezpiecznych”

Jak wyjaśnia strona[12] Hundeloven-Ustawa o psach, która weszła z mocą 1 stycznia 2004 r., jest ustawą łączącą wszystkie przepisy/warunki dotyczące utrzymania psów, w jednym akcie. Celem Hundeloven jest między innymi sprecyzowanie zasad dotyczących interwencji odnoszących się do psów uznanych za niebezpieczne i działanie zapobiegające pogryzieniom dzieci i dorosłych przez psy. Prawo zabrania uwiązywanie psów np. przed sklepami i innymi budynkami użyteczności publicznej, w pobliżu placów zabaw lub w innych miejscach, w których obcy zmuszeni byliby przechodzić obok/blisko psa. ‚The Dogs Act‚ upoważnia władze do pozbawienia kogoś prawa do posiadania psa. Dotyczy to między innymi sytuacji, gdy właściciel psa nie zastosował się do poleceń policji, pozwolił mu uczestniczyć w walkach psów lub gdy pies zaatakował człowieka. Kara za klanderverdig-naganne, niezgodne z zasadami przetrzymywanie psów to sześć miesięcy pozbawienia wolności

W Norwegii zabronione jest posiadanie, importowanie (nawet nasienia) i rozmnażanie wszystkich typów American Pitt Bull Terrierów, American Staffordshire Terrierów, Fila Brasileiro, Tosa Inu, Dogo Argentino i Ceskoslovenský Vlciak’ów oraz hybryd psa z wilkiem (nie dotyczy to ras psów z zarejestrowanych w Norwegii przez Norsk Kennel Klub od 1 stycznia 2003 r.), jak i mieszańców zawierających w sobie wymienione rasy niezależnie od proporcji domieszki. Wskazane rasy uznane zostały za szczególnie agresywne, konfrontacyjne/wojownicze i nieustępliwe/wytrwałe. Za stroną[13]: ”Likewise, no matter the breed, it is against the law to own, breed or import dogs which have been trained to attack or defend themselves or the dog owner from other people or dogs. As well, it is illegal to own, breed or import any dog which is particularly aggressive, combative or has other highly undesirable qualities or behaviour which make them a potential danger for humans or animals.” Co przetłumaczyć można następująco: ”Podobnie, bez względu na rasę, nielegalne jest posiadanie, hodowla lub import psów, które zostały przeszkolone do atakowania, lub obrony siebie lub właściciela przed innymi ludźmi lub psami. Ponadto nielegalne jest posiadanie, hodowla lub import psów, które są szczególnie agresywne, bojowe lub mają inne niepożądane cechy lub zachowania, które czynią je potencjalnym zagrożeniem dla ludzi lub zwierząt.” Nieprzyjemnie grubo orwellowsko… Dalej, za tą samą stroną: ”If there is suspicion that an animal is of a dangerous breed of dog, the police and customs authorities can require the dog owner to document its breed or type in accordance with the law. If there is doubt about the breed, the police can have the dog killed or require that the dog be sent out of the country”. Czyli: ”Jeżeli istnieje podejrzenie, że zwierzę należy do niebezpiecznej rasy psów, policja i organy celne mogą zażądać od właściciela udokumentowania rasy lub typu zgodnie z prawem. W przypadku wątpliwości dotyczących rasy policja może uśmiercić psa lub zażądać, aby został wydalony/odesłany z kraju.” ”1984” pełną gębą…

”Norweskie klimaty” ciąg dalszy: ”filozofia podchodzenia do ras psów”

W artykule z 2015 roku[14] (autentycznie mam mieszane uczucia, gdy patrzę na foto użyte w tym akurat artykule, kumaci skojarzą dlaczego) czytamy, że choć tych 6 ras jest w Norwegii nielegalnych in the four cases where a human has been killed by a dog in the past few decades, none of the culprits were from these breeds – na przestrzeni kilku ostatnich dekad, w 4 przypadkach, gdy człowiek został zabity przez psa, sprawca nie należał do żadnej z tych ras. Z drugiej strony pani mówi też, że ”there is no such thing as a dangerous dog, but what makes a dog dangerous has nothing to do with breed — it all comes down to treatment and training.” – Hm.. Sorry, ale nie.

Rasa psa ma znaczenie: pinczer miniaturowy nie jest w stanie wyrządzić takiej krzywdy jaką jest w stanie wyrządzić pies rasy stworzonej to chase and kill big powerfull animals – i tego faktu nikt i nic nie zaczaruje. Zdaję sobie sprawę z obsesji poprawności politycznej, którą dotknięte są socjalnie bezpieczne kraje skandynawskie, znam gadkę, że ”wszyscy są równi i tacy sami”, w skutkach doskwierającą ostatnio coraz mocniej krajom skandynawskim. Ale rasę psa determinują jego geny i nawet jeśli zaczniemy miniaturowego pudelka traktować i szkolić tak, jakby był Dogo Argentino, ów miniaturowy pudelek – nawet z pięcioma kolegami-pudelkami u boku – nie będzie w stanie doścignąć, opanować i utrzymać wild boar. Analogicznie, traktowanie kogoś o wzroście metr sześćdziesiąt centymetrów nie sprawi, że ten ktoś zacznie mieć (np. co najmniej) metr dziewięćdziesiąt osiem i zostanie kapitanem drużyny koszykarskiej. A, sorry, ona na początku napisała, że “I oppose racism, and this includes towards dog breeds, too” – stwierdza, że jest przeciwko rasizmowi – super, ja też – i ten jej sprzeciw wobec rasizmu w odniesieniu do ludzi zawiera także sprzeciw wobec ”rasistowskiego postrzegania psów i psich ras” – sorry, ale… Chyba utracony został kontakt z bazą.

Powtarzam analogię opartą o bieg rzeczy w realnym świecie, a nie ”rzeczywistość” a’la ”skandynawskie majlitelpony rzygające tęczą”: traktowanie i szkolenie pinczera miniaturowego, jak gdyby był mastifem nie sprawi, że pinczer zostanie mastifem. Żeby nie wiem co. To się nie stanie. She believes that training is the deciding factor in whether or not a dog is safe to be around, a position with which most dog owners agree – Uważa, że szkolenie jest decydującym czynnikiem w kwestii tego, czy pies jest niezagrażający wobec otoczenia, w którym przebywa, czy też nie jest bezpiecznie być w jego pobliżu dla osób postronnych, i z tym stanowiskiem zgadza się większość właścicieli psów – tak! Jeśli myśli się trzeźwo i przyznaje się prymat zdrowemu rozsądkowi i faktom nad myślenie życzeniowe, to tak, ja też się z tym twierdzeniem mogę zgodzić. Szczególnie, gdy obok wychowania psa, wychowuje się ludzi. Pani poleca warunkowanie psa klikerem jako podstawową metodę szkolenia, cóż, to bardzo takie… skandynawskie. Oni, jako społeczeństwo są już bardzo uwarunkowani…

Powrót na planetę Ziemia

Nie dajmy się zwariować. Nawet jeśli bardzo, bardzo będziesz traktować Dogo Argentino jak Labradora, dogo labkim się nie stanie, tak samo, jak Malinois nie zostanie Mastifem Angielskim ani Maltańczykiem dlatego, że ty tak chcesz, tak do niego ”podchodzisz”, tak go traktujesz, tak go ”szkolisz” etc.

Dlatego pamiętaj, że bezpieczne ‚bycie z dogo’, gdy nabywa się i wprowadza do swojego domu szczeniaka tej rasy, zaczyna się od zbudowania w oczach psa autorytetu przewodnika. A to osiąga się otwartością na żywą istotę, którą jest pies, budowaniem z nim więzi; udowadnianiem mu, że może ci ufać, bo wiesz co robisz i jest z tobą bezpieczny. Oraz poprzez konsekwencję i dyscyplinę, czyli wyznaczanie granic; przekazywanie psu jakie zachowania są przez przewodnika akceptowane, a jakie nie są. Jeśli rozumiesz rasę, jej korzenie i przeznaczenie, i przed samym sobą przyznasz, że rozumiesz jak bardzo niebezpieczne w skutkach mogą okazać się twoje zaniedbania, jeśli wiesz, że i o więź z psem trzeba dbać, bo i ona nie jest czymś, co jest ci gwarantowane tylko dlatego, że ”jesteś właścicielem tego psa”, i jeśli jesteś zrównoważonym psychicznie człowiekiem, potrafiącym przewidywać skutki swoich działań, nie masz powodu obawiać się swojego Dogo Argentino. Ani ty, ani twoje otoczenie. Ludzie mający fajny klimat z samymi sobą i innymi ludźmi, mają fajny klimat ze swoimi psami.

(Jeszcze jedno, jeśli wydaje ci się, że pies zrobi robotę za terapeutę albo psychiatrę, to ci się to wydaje. Jeśli czujesz, że przydałaby ci się terapia, to idź na terapię i dopiero, kiedy skończysz program ponownie rozważ czy na pewno psa akurat tej rasy chcesz.)

”Junewernoł”

Hodowli dogo jest w Polsce coraz więcej. Tyle miotów, tyle szczeniąt… Jak twierdzicie, nie bardzo jednak przekłada się ten przyrost na udział białych w wystawach ZKwP/FCI. I to jest coś, o czym często do mnie piszecie i o co mnie pytacie: ”Gdzie są wszystkie te dogo?” Nie mam pojęcia. Ale to fakt, że rozmnażane (także i) dogo reklamuje się u nas zawsze jako osobniki ”najwyższej jakości”, ”wybitnych przedstawicieli rasy”, to zawsze są przecież – zgodnie z treścią reklam-zapowiedzi miotów – same ”kosy”; ”championy”, że hej… Ale jakoś potomstwo tych ”bezdyskusyjnie wybitnych” osobników nie szturmuje wystaw. Dlaczego tak jest? Możliwości i ich kombinacji jest co najmniej parę. Może faktycznie social media wystarczą? Kiedyś ludzie chodzili na wystawy po to, by oglądać psy i poznawać osoby związane ze środowiskiem wytworzonym w około danej rasy i zgłaszali swoje psy na wystawy, bo byli ciekawi ”jak to jest?”. Może dziś wystarczy im FB i nieznajomi w ”znajomych”? Może BAER TEST jest już wykonywany przez wszystkich i może jego wyniki wskazują, że część szczeniąt rodzi się obustronnie głucha i te od razu poddawane są eutanazji? Może dużo jest rozszczepów podniebienia albo innych wad? No, a może chodzi o te nieszczęsne nielegalnie cięte uszy, które zamykają temat wystaw itd.? Może polskie Dogo Argentino uprawnienia hodowlane zdobywają na tych ”specjalnych przeglądach hodowlanych” za (aktualnie) tysiąc pięćset złotych od sztuki i dlatego, że ”uciachane uszy są ponad wszystko” nie widać ich na wystawach? A może z tych ”superowych przedstawicieli rasy” rodzą się koszmarki, których nie ma sensu nigdzie ciągać, bo to wstyd i widzą to nawet ich właściciele, laicy, którzy kupili psa z pierwszej z brzegu ”hodowli”? A może ludzie mają gdzieś wystawy? Chcą psy ”na kolanka”, więc nie lansują się, biegając w kółeczko ze swoimi Dogami Argentyńskimi? A może popularny jest problem z ”opanowaniem osobowości” białych przez ich właścicieli? Może łatwiej jest trzymać psa na posesji, w kojcu, niż ryzykować ”wyjście do ludzi i psów” na wystawę ZKwP? Bo co innego jak pies zagryza jakieś zwierzę podczas ”spaceru” za miastem, a co innego, kiedy rzuca się na innego psa na oczach tłumów gapiów? A może chodzi o coś jeszcze innego? O coś bezpośrednio wiążącego się z wspomnianą na wstępie odpowiedzialnością oraz niechęcią niektórych z tzw entuzjastów rasy do przestrzegania prawa? O coś, o czym już kiedyś wspominałam. W końcu, choć prawo polskie, jak i wielu innych krajów (nie tylko) UE tego zakazuje to, jak pokazują social media, można ”po cichu”, w jakimś kręgu ”krewnych i znajomych królika”, kopiować psu uszy. Czy można go więc ”po cichu” wysłać za tzw tęczowy most, korzystając z tych samych znajomości? Ile dogo poddawanych jest w Polsce eutanazji z uwagi na wybujałą agresję? Agresję wyhodowaną przez pierwszych właścicieli i ich debilne postępowanie albo agresję dziedziczoną po ”wybitnych przodkach”? Agresję, z którą nie radzą sobie ani pierwsi właściciele, ani kolejni, więc psy usypiają? Czy są u nas takie przypadki? Nie istnieje w Polsce żaden rzetelny rejestr danych dotyczących populacji Dogo Argentino więc… Kto to wszystko wie? No, niektórzy wiedzą na pewno, ich trzeba pytać.

Dystans dekady – mocna głowa

Tych psów w Polsce przybywa, rasa staje się coraz popularniejsza. Pojawiają się też inne, także bardzo wymagające rasy, wciąż jeszcze nie tak popularne jak argentyny, bo nieuznawane przez najbardziej znaną kynologiczną federację FCI (lub wciąż znajdujące się w przedsionku do ”uznania” [czytaj zniszczenia esencji rasy]), w związku z czym trudniejsze do wciśnięcia klientowi, ale mamy tego trochę u siebie… Czy w takim razie w świadomości producentów psów ”ras podwyższonego ryzyka” coś to zmienia? Czy czują się bardziej odpowiedzialni? Zdają sobie sprawę, że do produkcji, do rozmnażania, czyli zwiększania liczby osobników, zwiększania populacji, wybrali sobie psy zdolne potencjalnie do wyrządzenia potwornych w konsekwencjach szkód? Czy więcej np. Dogo Argentino w Polsce oznacza więcej troski tzw hodowców o to co potem z tymi psami rasy uznawanej za agresywną się dzieje? Rośnie w ludziach, którzy rozmnażają psy, świadomość tego co potencjalnie dla człowieka może oznaczać fakt, że gdy dogo uderzają w swój >cel< ich szczęki dopadają zwykle podstawy ucha i że, gdy już pochwycą swoją >zdobycz<, przytrzymują ją, kontrolując głowę, czy swoich głów sobie tym nie zawracają? Obchodzi ich co dalej?, gdy już zainkasują forsę za szczeniaka albo ”choćby tylko” krycie? Byłoby fajnie. Jednak social media podpowiadają, że ”środowisko” nie wstydzi się deklaracji w stylu ”nie mam/y z tym psem nic wspólnego”, gdy pojawi się ”problem behawioralny”, w wyniku którego ”pies szuka domu”, albo ”potrzebny jest ktoś, kto naprawi psu psychikę”.

Po prostu ciągle mamy w Polsce naprawdę masę szczęścia, bo nikt u nas nie zginął w wyniku ataku dogo ani nie stał się inwalidą.

Polskie Rozporządzenie o Rasach Niebezpiecznych to tylko rozporządzenie, to nie jest ”prawo”, to jest taki ”dodatek do prawa”, właściwie, w praktyce jak wiemy, to tylko taka ”wskazówka”, coś jak data ważności na wieczku jogurtu. Kumacie jak to wszystko jest u nas urządzone? Urządzone jest tak, że Głupi Ludzie nie poczuwają się do jakiejkolwiek odpowiedzialności, bo ”nic nie muszą”. Tak więc Dany Urząd Administracyjny, (niby) musi zostać poinformowany, że konkretnie Pod Tym Adresem Utrzymywany Jest Pies Rasy Uznawanej Za Agresywną, ale właściwie to ”musi” być poinformowany już po tym jak tego Psa Rasy Uznawanej Za Agresywną jakiś X zakupi i zacznie Pod Tym Adresem utrzymywać. Urząd teoretycznie może ”nie wydać zgody”. Teoretycznie… Jakie konsekwencje wyciągnięto wobec tych tzw hodowców, którzy np. w 2015 roku swoje hodowle (min.) Dogo Argentino prowadzili w Polsce bez wiedzy poszczególnych Urzędów? Może jakieś poklepanie po plecach i coś w stylu ”Spoko, załatwimy”? Bo nie kojarzę, żeby jakaś hodowla dostała ”bana” od swojego Urzędu Administracyjnego i zaprzestała rozmnażania psów i musiała się ich pozbyć, dlatego, że Urzędnik się wkurzył, że nikt nie był łaskaw poinformować Urzędu, że jakiś X wprowadza na teren przypisany Urzędowi potencjalne zagrożenie w postaci stada psów, które potencjalnie są w stanie skutecznie ”upolować” człowieka – biegacz z LA miał naprawdę duuużo szczęścia – jeśli będą ”nieupilnowane”. Należący do ZKwP/FCI hodowcy mają pełną świadomość, że w teorii, w myśl rozporządzenia każdy Pies Rasy Uznawanej Za Agresywną powinien być skutecznie oznakowany i zgłoszony do Urzędu, który otrzymuje wszystkie dane psa (kopie dokumentów) i dokładnie wie z czego pies jest zrobiony. W dokumentach widnieją nazwiska, daty… Oni [hodowcy] wszyscy to wiedzą. Wiedzą, że obrót Psami Ras Uznawanych za Agresywne powinien być przejrzysty; rejestrowanie/wyrejestrowanie; każda zmiana adresu utrzymyania psa, każda zmiana jego właściciela, bo to leży w ich interesie. Bo kiedy pies rasy uznawanej za agresywną odgryzie coś Jakiemuś Człowiekowi, Policja ma wiedzieć kto jest temu winny i kogo należy zawinąć. Całe to zawracanie d… z ”rasowością”; jak pies jest ze stowarzyszenia ABCD to jest ”rasowy”, a jak ze stowarzyszenia EFGH to już jest ”nierasowy” – wszystko po to, by rozmyć oczywistość, iż wszystkie psy określonego ”typu”, potencjalnie mogą stwarzać zagrożenie i dlatego powinny być monitorowane: ich właściciele oraz miejsce utrzymywania powinny być znane, a one same sktecznie oznakowane.

Gdyby jednak tak się stało, że nasze polskie szczęście by nas zawiodło i ktoś zginął by w Polsce w wyniku ataku Dogo Argentino albo stał się inwalidą, wyobrażacie sobie ten chaos? Kto uznany by został za osobę winną tragedii, gdyby, powiedzmy, że przewożony samochodem Pana XY przez Panią ĄĘ w towarzystwie pani ÓQ, z Punktu A do Punktu B, w celu Podobno Doprecyzowanym, Wybitnie Agresywny Osobnik po otwarciu samochodu jakoś wydostał się na zewnątrz (”pękł karabińczyk”) i zaatakował Postronną Osobę? A w wyniku ataku Osoba Postronna odniosłaby ciężkie obrażania skutkujące co najmniej trwałym kalectwem, niezdolnością do pracy, hm? Odpowiadałaby Osoba Figurująca w Dokumentacji Psa Jako Jego Właściciel (jeśli pies jakieś dokumenty ma, bo może ich ”nie ma”? Albo by ”zaginęły”?), jakaś Grupa Osób, typu ”Fundacja” albo Znajomi z Social Media? Na kim spoczęłyby najcięższe zarzuty spowodowania zagrożenia życia poprzez Obwożenie Gdzieś Tam Bardzo Agresywnego Psa i stowrzenie sytuacji, w której Ten Bardzo Agresywny Pies Mógł Zaatakować Jakąś Osobę? No i cała reszta innych zarzutów, z tego pierwszego wynikających? Kto zasiadałby na ławie oskarżonych? Kto powinien w takiej sytuacji być tym, kto finansuje niebotycznie wysokie koszty leczenia ofiary ataku? (Podpowiem: to nie powinni być podatnicy.) Od kogo rodzina ofiary albo ona sama powinna domagać się odszkodowania? Zaraz, chwila… Przecież na Takie Psy urządza się ”zbiórki”. Tak, nawet na Takie Skrajnie Psychicznie Zniszczone i Agresywne. Czyli ludzie, którzy ”ratują je” przed eutanazją (w imię ”miłości do rasy” o zgrozo), nie mają na cel ”Ekstremalnego Ratowania” własnych zasobów i nie mieliby jak wypłacić odszkodowania ofierze swojej działalności, a wcześniej przede wszystkim sfinansować jej leczenia. Przecież w Polsce nawet niektórzy ”hodowcy” nie przeprowadzają badań psom, które rozmnażają, bo ich na to nie stać, więc o czym my w ogóle mówimy…

Nie wyobrażam sobie takiej sprawy w Polsce, w tych warunkach, które mamy. Nie widzę tego, że ktoś naprawdę poniósłby karę za to, że jego głupota spowodowała tragedię w życiu innych ludzi; ofiary ataku, jej bliskich; dzieci/rodziców, męża/żony, narzeczonej/narzeczonego, rodzeństwa, przyjaciół. Jednocześnie uważam, że jeśli jakieś persony bawią się w Ekstremalne Ratowanie Piesków i w wyniku ich działalności jakaś osoba poniosłaby uszczerbek na zdrowiu lub wręcz straciła życie, to na miejscu zdarzenia ”Ekstremalne Persony” powinny zostać zawinięte i do końca życia nie wyjść z pierdla. To jest proste: w wyniku twojego działania Ten Pies znalazł się w danej lokalizacji, twoje działanie umożliwiło mu zaatakowanie Postronnej Osoby – to jesteś osobą winną. Tacy ludzie kreują się na ”miłośników rasy”, a kompletnie ignorują nawet jej wzorzec, który sprawę agresji stawia bardzo jasno i (obok lękliwości) uznaje ją za wadę dyskwalifikującą: osobnik agresywny z behavioural abnormalities nie mieści się w definicji rasy .

Naprawdę, trzeźwe myślenie o drugich, trzecich, dziesiątych itd. ”szansach na nowe życie” Psów Bardzo, Bardzo Agresywnych (zniszczonych), zacznie się dopiero, gdy ucierpi na tym jakaś Postronna Osoba, a nie będzie opcji ”to się nie wyda”, ”załatwimy to po cichu”.

Gdy o wiedzę kynologiczną chodzi, media społecznościowe pomagają. Pomagają zorientować się kto ma klasę a kto …nie. Kto ma trochę oleju w głowie a z kogo wychodzi prostak z gatunku ”A co mnie to obchodzi, to nie jest mój pies”. I ta wiedza ma ogromne znaczenie, gdy decydujemy którego hodowcę wybrać. Szczególnie, gdy ”wchodzisz w rasę” teraz, gdy ”nie obserwujesz” tego środowiska od (przynajmiej) 10 lat i na Facebooku szukasz ”autorytetów”, czytając komentarze ”znawców”, a nie wiesz o ”ekscesach” tych co popularniejszych dziś ”osobowości środowiska”, zwłaszcza ”przyjaciół i obrońców” hodowców… Może Darwin uznałby to za przykład ewolucji, moim zdaniem to totalna degrengolada.

Jeśli wdepniesz w towarzystwo wzajemnej adoracji, ubrudzisz się. Zaczniesz dostawać multum frenrikłestów od obcych, nierzadko mocno po*ie*rzonych ludzi (o czym nie będziesz wiedzieć, przyjmując tych nieznajomych do grona ”znajomych”) z całego świata, którzy ”też mają dogo”. Jeśli nie umiesz wyznaczać granic i dajesz sobie wejść na głowę (wybierz inną niż dogo rasę), przyjdzie moment, że będziesz bać się ”wejść na fejsbuka”, bo może znowu Jakaś Ona (rzadziej Jakiś On) rozkręciła Jakąś Aferę i aktualnie trwa nowa gównoburza. W której jesteś. Bo już parę osób ”z twojego obozu”, nieznajomych-znajomych cię oznaczyło i wymaga od ciebie ”zabrania głosu”. A ta Jakaś Ona zapycha ci skrzynkę wiadomościami, których nie masz ochoty otwierać. Jeżeli nigdy przedtem nie zdarzyło ci się choćby jedynie czytać ”dyskusji”, w której ”adwersarze” (zazwyczaj kobiety) otwarcie się wyzywają, a masz głowę na karku, poczujesz skurcz żołądka i zaczniesz się zastanawiać ”Jak to możliwe, że ja w tym jestem?”. A to bardzo proste: od zaakceptowania jednego frendrikłesa, do zaakceptowania kolejnego (bo ”moja hodowczyni/mój hodowca” też /Jego ma w ”znajomych”), a potem następnych… Lądujesz z toną obcych sobie ludzi w ”znajomych” i odkrywasz, że posiadanie rasowego psa nieodłącznie wiąże się ze stresem wynikającym z terroru ”znajomych” na Fecebooku. Że istotna część twojego czasu żarta jest przez osoby żyjące jako singielki (zdecydowanie mniej mężczyzn żyje fejsbukiem) albo ”znudzone mamy z aspiracjami”, wchodzące w wysokie ”rejestry” np. gdy ”aktywnie zajmują się ratowaniem” kwalifikujących się do eutanazji z uwagi na poziom agresji wobec ludzi i zwierząt, psów -bez niespodzianki- rasy uznawanej za agresywną. Może nie zgłupiejesz. Może nawet pojawi się u ciebie myśl w rodzaju: jak to jest, że niezależnie od tego co działo się z psem ”twojej rasy”, jakie ma ”papiery”, jak intensywna jest gównoburza, to nigdy dana sytuacja nie wynika z winy środowiska hodowców? Będziesz miotać się, racjonalizować, że przecież, ”kiedy dochodzi do przeniesienia własności, hodowca traci kontrolę nad psem”. Tak, to fakt. Ale czy nigdy nie przyszło ci do głowy, że producent towaru decyduje o tym czy i komu go sprzeda? Że producent-hodowca psów ocenia potencjalnego nabywcę? A ci, którzy zaliczają najwięcej ”wpadek” lub najbardziej druzgocące ”wpadki”, będąc producentami psów rasy (wcale nie tak ”bezpodstawnie”) uznawanej za agresywną po prostu ”nie przykładają się” do tej oceny albo są w niej wyjątkowo ujowi?

Jeśli ktoś włożyłby do kartonowego pudełka np. 10 tysięcy euro i schował to pudełko na dnie szafy, a po powrocie do domu odkrył, że jego dwuletnie dziecko nożyczkami pocięło te pieniądze, to czyja byłaby wina? Dziecka czy dorosłego? Kto zostawił nożyczki w takim miejscu, że dziecko miało do nich dostęp? Kto schował pieniądze do pudełka, z którym dziecko tak łatwo sobie poradziło? A wcześniej, kto umieścił pudełko w szafie, którą dziecko ot, tak sobie otworzyło, a potem równie łatwo po pudełko sięgnęło? Kto zostawił małe dziecko samo? To nie dziecko jest winne, że bawiąc się pocięło pieniądze (na szczęście nie robiąc sobie przy tym krzywdy), to rodzic nie myślał i poniósł dotkliwe dla siebie konsekwencje. Taa, nietrafiona ta ‚analogia’… W Polsce ciągle jeszcze są osoby, które zajmują się produkowaniem (hodowlą) psów ras uznawanych za agresywne i chyba raczej nie czują na sobie odpowiedzialności wobec innych ludzi. Nie ponoszą żadnych konsekwencji, gdy sprzedają te psy Byle Komu w wyniku czego powstają problemy... Smutne, że gdy przychodzi do spraw kynologicznych tak często nasze ”tradycje wolnościowe” interpretowane są w kierunku ”mam to w d***e.

Red pill: przypadek z 21 maja 2020

W swoim poście[15] z dnia 22 maja bieżącego roku Leigha Genduso ostrzega, że zdjęcia, które do notatki dodała są graphic, czyli oddają charakter ran przez nią odniesionych (nie są przez nią w żaden sposób ”cenzurowane” tak, by przypadkiem ”nie urazić” oglądających). Jednoznacznie stwierdza: Yesterday was a day where I can say I could have been killed Wczoraj był dzień, co do którego mogę powiedzieć, że mogłam zostać zbita. Pisze, że wielu trenerów, jak i rescuers, czyli osób, które zajmują się ratowaniem psów, nie mówi o bad cases – ”złych przypadkach”, czyli powiedzmy, że o ”ciemnych stronach” trenowania psów//pracowania z psami i ich ratowania, o the bites – ugryzieniach/pogryzieniach, o the extreme situations – o sytuacjach ekstremalnych. Zdanie to kończy: I am here to tell you they happen – jestem tu, by powiedzieć wam, że one się zdarzają. I’m not afraid to share my stories – nie boję się podzielić moimi historiami – anyone who only posts perfection dogs – każdy kto pokazuje jedynie perfekcyjne psy – and do not share the horror stories – i nie dzieli się horrorowymi historiami – are basically as bad as the media not explaining the suicide percentages that occur each and every day – zasadniczo jest tak samo zły jak media niewyjaśniające przyczyn procenta samobójstw, mających miejsce/zdarzających się każdego dnia (only those of you in public safety too know what I mean – tylko ci z was, którzy zajmują się bezpieczeństwem publicznym, wiedzą o co mi chodzi). Some say it tarnishes your reputation – niektórzy mówią, że to bruka naszą reputację, I personally say it makes you honest – ja osobiście twierdzę, że to czyni cię uczciwym, humble – pokornymand able to show others who need to be educated on what a dog can really do to someone as an animal – i zdolnym do pokazania innym, których należy edukować na temat tego, co pies jako zwierzę w rzeczywistości może komuś zrobić. This post is an educational one to be able to show what can happen – ten post ma charakter edukacyjny, jest po to, by pokazać co może się stać.

So most of you know I’ve been working with a Dogo Argentino (115lb) rehab case – Tak więc większość z was wie, że pracowałam nad rehabilitacją Dogo Argentino (ważącego nieco ponad 52 kilogramy). The dog has no bite history – pies nie miał historii ugryzień/pogryzień, however had shown its previous owner some significant dominance aggression – jednakowoż okazał swojemu poprzedniemu właścicielowi pewne oznaki agresji o podłożu dominacyjnym, which for a month now, I have not seen with the exception of cage aggression (can be typical) – których od miesiąca nie obserwowałam, z wyjątkiem agresji klatkowej (co nie musi być czymś nadzwyczajnym).

So yesterday at 0900 – wczoraj o 9 rano, I was cleaning dishes and he was in an organic sit next to me when he began to growl for a couple seconds – zmywałam naczynia a on siedział obok mnie, gdy zaczął warczeć przez parę sekund. I attempted to verbally correct him when he lunged at my face – Próbowałam skorygować go werbalnie, gdy rzucił mi się do twarzy – grabbing me just lower of my neck – chwytając mnie tuż poniżej szyi. [Popatrzcie na zdjęcia buzi tej dziewczyny. Na prawym policzku są dwie rany (ślady krwi na to wskazują), takie ”dziurki”, mniej więcej chyba na wysokości 7mek(?). Natomiast z lewej strony (tu gdzie linia szczęki) znajduje się rana jakby ”cięta”, biegnąca mniej więcej od dolnej krawędzi ucha do 3-4ek(?), czyli długa na 6-7 cm(?). A nieco wyżej (kość policzkowa/górna krawędź ucha) także widać ślady; zasinienia i zadrapania. NIe mam siły wyobrażać sobie przebiegu tego zdarzenia, pod jakim kątem pies celował itd., ale jak patrzę na te zdjęcia, to (z lewej strony) wygląda to tak, jakby pies ”przejechał jej zębem po twarzy”, ”ześlizgnął się zębem po twarzy”, w wyniku czego skóra po prostu pękła i się rozeszła. Szczęście w nieszczęściu: cokolwiek ten pies zrobił, nie zatopił zębów w twarzy/głowie tej kobiety. I te rany nie są szarpane. Ale patrząc na charakter ”cięcia” na lewym policzku, mam wrażenie, że pies chyba mógł jej ”zdjąć twarz”… Polskie tłumaczenie grabbing nie jest tożsame z tym, co tam się stało, co pokazują zdjęcia. On ją bardziej ”ukąsił”, ”capnął” niż ”pochwycił” (szczególnie w kontekście presy), bo NA SZCZĘŚCIE nie ”wczepił” się w jej twarz/głowę.] As i moved away – kiedy się przesunęłam/poruszyłam, he grabbed my arm again as I was able to walk him into the dog room and shut the door – pochwycił moją rękę tak, że byłam w stanie iść z nim [uwieszonym na ręce], przeprowadzić go do dog room, czyli pokoju dla psów i zatrzasnąć drzwi [I na zdjęciach jej lewej ręki widać, że pies wyrwał jej fragment ciała, kawał mięśnia]. I didn’t think the injuries sustained were bad until I looked in the mirror and assessed my arm – Nie myślałam, że obrażenia są poważne, aż spojrzałam w lustro [Zadziałała adernalina, była w szoku.] Seeing the laceration on my face and the tendons and muscles exposed in my arm – Widząc rany na swojej twarzy i wyłażące z ręki/odsłonięte ścięgna i mięśnie, I grabbed my old post surgery prescription of Percocets I had still for emergencies – pochwyciłam moje stare przepisane pooperacyjnie Percocets [oksykodon/paracetamol sprzedawany w USA min. pod marką Percocet], które trzymam wciąż na nagłe wypadki, swallowed 2 and called 911 – połknęłam dwa i zadzwoniłam pod numer alarmowy 911 (I was home alone per usual – byłam w domu sama, jak zwykle).

They were taking me to Holy Family hospital until the paramedic came on and assessed the damage – Zabierano mnie do Szpitala Świętej Rodziny aż ratownik medyczny oszacował moje obrażenia, reverting us to the trauma unit in Lawrence General after giving me a large dosage of fentanyl – zawracając nas na [polskim odpowiednikiem jest chyba] oddział SOR w szpitalu Lawrence General, po podaniu mi solidnej dawki fentanylu. Upon arrival at LGH – Po przyjeździe do LGH, I was as given 3 more injections of fentanyl and advised I would have to go to Beth Israel Hospital in Boston to be worked on by their trauma team and plastic surgeons – dostałam jeszcze trzy zastrzyki z fentanylu i zadecydowano, że muszę trafić do Beth Israel Hispital w Bostonie, by pracował nade mną tamtejszy zespół urazowy [interdyscyplinarna grupa pracowników służby zdrowia pod kierunkiem lidera zespołu, którzy współpracują w celu oceny i leczenia poważnie rannych] oraz specjaliści od operacji plastycznych. Emergency surgery – operacja chirurgiczna przeprowadzana w nagłych wypadkach [procedura interwencyjna] was done on my arm – przeprowadzona została na moim ramieniu (muscle tears – rozerwanie mięśni) and face last night around 1900 hours – i twarzy wczorajszego wieczoru, około godziny 19.00.

Three of the very best civilian K9 guys I know locally went to my house to try and get the Dogo out of the house and into the kennels with no luck – Trzech najlepszych/czołowych cywilnych specjalistów K9, których lokalnie znam, udało się do mojego domu, by spróbować wyprowadzić z niego Dogo Argentino i umieścić psa w kennelu, nie udało im się to. With the incident – Podczas tego incydentu/W trakcie trwania tego zdarzenia/Z powodu tego zdarzenia, it’s almost as if the dog completely turned into full force dominance aggression – jest/stało się prawie tak, jakby pies kompletnie zmienił się/przeistoczył się w pełni uzbrojoną agresję dominującą [albo w ”źródło czystej dominującej agresji”, generalnie ”wysadził skalę”] – and they were able to get him into the crate – i/ale byli w stanie ”umieścić” go w kontenerze/transporterze [”zabezpieczyli go”]. We will be working on a plan to get him out today somehow – będziemy dziś opracowywać plan wydostania go somehow-jakoś, someway-w jakiś sposób – but everyone has agreed that he has flipped his switch – ale wszyscy zgadzają się, że ”przeskoczyła mu zatrybka”, że nastąpiła w nim drastyczna i nieodwracalna zmiana – and is on full defensive complete aggression mode – i że jest w pełni defensywnie agresywnym trybie.

I’ll be okay – Ja się wyliżę/U mnie będzie ok. Surprisingly the pain isn’t as bad as a broken bone – Zaskakujące, że ból nie jest tak zły, jak przy złamanej kości, however I was told if it was a mere two inches lower – jednakowoż powiedziano mi, że jeśli to [ugryzienie] byłoby zaledwie dwa cale [nieco ponad 5 cm] niżej, he would have gotten my jugular and the only place I would be in the hospital right now is in the morgue – miałby [w pysku] moją żyłę szyjną [tętnicę] i jedynym miejscem w szpitalu, w którym mogłabym teraz być, byłaby kostnica.

I don’t fail often with dogs & this is a back to back failure – Nie zawodzę często/Nie ponoszę często porażek z psami & to jest porażka z tych, które są konsekwencją wcześniejszych zaniedbań [”consecutively; in succession” – w tym kontekście powiedzmy, że chodzi o ”prawo serii”] i ”przywracają do ustawień fabrycznych”. With that said, other than training behavioral modification dogs, obedience issues and the basic civilian dog training stuff, I am taking a break for the rest of the summer with taking on the most severe aggression cases to heal and have some personal time with my own dogs – To powiedziawszy, robię sobie przerwę na resztę lata od pracy innej niż trening psów modyfikujący ich zachowanie, problemy z posłuszeństwem i podstawowe szkolenia psów cywilnych, i nie będę brać na siebie najcięższych przypadków agresji, chcę się wyleczyć i spędzić trochę czasu z własnymi psami. I just wanted to give everyone in the dog rescue world a heads up that I will be on a summer break – Chciałam tylko każdemu ze środowiska dog rescue-ratowania psów dać znać, że biorę sobie letnią przerwę. I’ll be back in a couple of months – Wrócę za parę miesięcy, but we all need a breather once in a while and I think it’s safe to say I’ve earned one – ale wszyscy potrzebujemy oddechu raz na jakiś czas i myślę, że bezpiecznie jest powiedzieć, że na niego zasłużyłam/należy mi się on. I’m sorry to everyone who I normally assist in rescue – Przepraszam każdego komu normalnie/zazwyczaj asystuję w rescue-ratowaniu, but I hope you can understand – ale mam nadzieję, że potraficie to zrozumieć.

BIG thanks to friends who have helped me during these past 24 hours and the absolutely amazing team of nurses and doctors I had to sew me all back together – WIELKIE dzięki dla przyjaciół, którzy pomagali mi podczas tych minionych 24 godzin i absolutnie niezwykłego/wspaniałego/niesamowitego zespołu pielęgniarek i lekarzy, którzy poskładali mnie do kupy. I can’t begin to explain how appreciative I am – Nie mogę/Nie umiem nawet wytłumaczyć jak wdzięczna jestem.

I z myślami tej młodej kobiety zostawiam was do następnego tekstu.

[1] https://jonesbo.com/, http://jonesbo.pl/

[2]https://blog.dogsbite.org/2018/06/back-to-back-near-fatal-dogo-argentino-attacks.html

[3] https://foxbaltimore.com/news/local/maryland-dog-attack-calvert-county-woman,

https://smnewsnet.com/archives/435704/huntingtown-woman-died-after-dog-attack-in-calvert-county/,

https://blog.dogsbite.org/2018/06/back-to-back-near-fatal-dogo-argentino-attacks.html.

[4]https://www.citywatchla.com/index.php/2016-01-01-13-17-00/los-angeles/17788-dogo-argentino-savagely-attacks-la-jogger-victim-s-medical-bills-over-190-000.

[5] https://wiadomosci.com/18-miesieczne-dziecko-pogryzione-psa-rasy-alano-espanol/

[6] https://www.wikiwand.com/en/Fatal_dog_attacks_in_the_United_States

[7] Jo Nesbø ”Łowcy głów”, Wydawnictwo Dolnośląskie 2011 

[8]https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2019/12/01/polowanie-z-dogo-argentino-na-terenie-europy-i-co-to-jest-monteria/

[9] Jo Nesbø ”Syn”, Wydawnictwo Dolnośląskie, 2014,

[10] https://www.bbc.com/news/uk-46991589

[11] https://www.dagbladet.no/kultur/aksel-34-klinte-til-med-garp-2/64747334

[12] https://snl.no/hundeloven/

[13]https://www.mattilsynet.no/language/english/animals/import_of_animals/banned_dogs_breeds_in_norway.18457

[14]https://partner.sciencenorway.no/dogs-forskningno-norway/training-a-dog-you-can-trust/1421968

[15] https://www.facebook.com/genduso/posts/10220670090815768?__tn__=K-R

*[16] https://en.wikipedia.org/wiki/Death_of_Diane_Whipple

Zuza Petrykowska

Fragmenty artykułu pochodzące z obcojęzycznych źródeł (Internetowe wydania dzienników, Wikipedia etc.) – w tekście zaznaczone kursywą – zostały przetłumaczone przeze mnie i stanowią bezpośrednie tłumaczenie treści zawartych na stronach źródłowych. Zaznaczam jednak, że jako autorka powyższego artykułu nie wyrażam zgody na jego kopiowanie i wykorzystywanie w całości lub we fragmentach ani też na jego ”parafrazowanie”. Użyte w artykule fragmenty powieści Jo Nesbø ”Łowcy głów” i ”Syn” przepisałam z własnych egzemplarzy książek, informacje dotyczące wydań, zawarłam w bibliografii wpisu.

CO WIADOMO O POLOWANIU Z DOGO ARGENTINO NA TERENIE EUROPY? CO TO JEST MONTERIA? JAKA JEST ROLA DZIKARZA W POLSKIEJ TRADYCJI ŁOWIECKIEJ? CZY EWENTUALNE ZAGROŻENIE PATOLOGIĄ PSEUDO.MONTERII W POLSCE TO TEMAT TABU?

Tak jak artykuł poświęcony Fila Brasileiro nie był pisany z myślą jedynie o posiadaczach i entuzjastach ”brazylijskich filetów”, tak i dzisiejszy tekst nie jest skierowany jedynie do posiadaczy i entuzjastów Dogo Argentino.

Podobno to wcale nie jest tabu

Jest parę rzeczy, o których (nie dość, że w rozmowach z hodowcami, to także) w polskim dogo-necie, używając eufemizmu, nie mówi się otwarcie. Rzeczy wzbudzających żywe zainteresowanie, a nawet emocje u ”dogomaniaków”, powodujących dodatkowo, że do białej presy z Argentyny ”kleją się” ludzie, którzy (zwłaszcza) od tego rodzaju psów powinni trzymać się z daleka. Jeśli jako jeden z tych skrajnie oczywistych, a niewygodnych tematów typujecie proceder nielegalnego cięcia uszu, to macie rację. Sierpień i wrzesień, wtedy najwięcej wejść mają teksty dotyczące kopiowania, cięcia psich uszu i bloga szturmują wracający z urlopów cwaniacy, właśnie w tym czasie odbierający szczeniaki z hodowli i szukający sposobu na upierniczenie swoim nieszczęsnym psiakom uszek w Polsce*… Jedną z tych ważnych, acz otwarcie nieporuszanych kwestii jest też bezrefleksyjne rozmnażanie byle jakich (mówiąc najdelikatniej) psów i to przy pierwszej nadarzającej się okazji – problem dosyć powszechnie dotykający wiele różnych ras. Cóż, prawdą jest, iż przekonanie, że ”ekspertem od danej rasy można być dopiero po tym, jak odchowa się miot”, zrobiło kuku w łby wielu osobom, które dziś pykają miot za miotem przekonane, że na tym właśnie polega ”hodowla psa rasowego”. I poza tym, że rozmnażają psy, ci ludzie nie robią ”dla rasy” przez siebie wybranej, absolutnie nic. ”Eksperci” tego rodzaju, wypowiadać się mogą, owszem. Ale tylko na temat tego jak u nich wyglądało owo ”odchowywanie miotu” i to pod warunkiem, że nie zawalili sprawy. I że w ogóle umieją się wypowiedzieć. (Występy co poniektórych z ”hodowców” w social media pokazują, że z tym bywa kiepsko.) Jednak, choć nieustannie wzrastająca liczba ”rozmnażaczy” mieniących się ”hodowcami”, ”rozmnażaczy” przypadkowych psów o równie przypadkowych i najgorsze, że niewiele się od siebie różniących rodowodach, jak i obsesja ciętych (nielegalnie) uszu rzeczywiście dużo mówią o niektórych właścicielach min. dogo, o ich gotowości, determinacji takich ludzi do korumpowania nieetycznych weterynarzy i/lub namawiania do łamania prawa ”kolegów/koleżanek” czysto hobbistycznie ”zgrabnie posługujących się skalpelem” etc., tym razem chciałabym rozwinąć temat z zakresu kynologii łowieckiej. Konkretnie fascynacji polowaniem z Dogo Argentino, które od zawsze rozpala wyobraźnię co poniektórych, a mimo to zawsze mówi się o nim półsłówkami i jakoś tak nieoficjalnie. A co najgorsze, że bez refleksji dotyczących tego, czy podniecający się ”łowieckim instynktem” dogo ”entuzjasta rasy”, który właśnie zapłacił tzw hodowcy kilka tysięcy za szczeniaka, choćby w najmniejszym stopniu ”ogarnia”, co sobie wziął na łeb…

Wypada w końcu ”opowiedzieć temat”, do którego nie lubią zbliżać się, jak krowa do ogrodzenia pod napięciem, ”entuzjaści i hodowcy rasy” na ślepo szukający poprzez social media klientów na szczeniaki. Wypada tym bardziej, że można zrobić to opierając się min. o materiały prasowe naprawdę łatwo dostępne (wystarczy chcieć). I dlatego, że ”oswajając” zagadnienia związane z ”polowaniem” z dogo, można upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu; nie tylko rozbroić tabu i wprost wymienić ”nadużycia” w rodzaju ”puszczania dogo luzem w las, żeby się >dziczkiem< sprawdził i/lub za >sarenką< wybiegał”, ale i wyświetlić przyszłym potencjalnym właścicielom dogo ”trudne sprawy” tak, by naprawdę rozumieli na co się porywają i by szczerze rozważyli czy naprawdę są w stanie sprostać Dogo Argentino.

Więcej: należy zająć się tym tematem właśnie po to, by ci potencjalnie przyszli właściciele dogo podejmowali świadome decyzje. By przestali kierować się pierdołami z fejsbuka i zaczęli naprawdę myśleć, bo nie trzeba się bać myśleć – myślenie nie boli. I jest bardzo ważne, by myśleć, gdy ”chcę mieć psa”/”chcę rozmnażać psy” dotyczy rasy będącej ”przeszczepem kulturowym”, rasy nierozumianej i w praktyce nijak mającej się do mentalności ów ”przeszczep” przyjmujących. Istnieje typ ludzi, którzy, gdyby tylko dać im taką możliwość, zakupywaliby oryginalne japońskie katany w oczekiwaniu, że w rozsmarowywaniu masła na chlebie samurajskie miecze sprawdzać się będą lepiej lub co najmniej tak samo dobrze, jak swojskie noże do masła – no, a przy tym jaki fejm można zdobyć na FB: ”Mam katanę i bawię się nią w kuchni”… I ten typ ludzi szczególnie nie nadaje się dla Dogo Argentino, a jednak coraz częściej to właśnie oni wybierają dogo na psa dla siebie.

”Pobudzający wyobraźnię”, niby ”doskonale rozumiany” temat ”specyfiki rasy” w rzeczywistości wcale nie jest rozumiany przez napalających się na białą presę – bo tak właśnie jest: na te psy coraz częściej ludzie się napalają, zamiast ”podejmować świadome decyzje o przyjęciu na siebie odpowiedzialności za Dogo Argentino”.

Zatrzaśnięcie się w postrzeganiu psa tylko i wyłącznie przez pryzmat jego ”rasy”, a raczej w wyobrażeniach, gusłach i legendach na temat rasy, przy równoczesnym całkowitym ignorowaniu, że i Dog Argentyński należy do gatunku canis familiaris, determinuje przekonanie tego rodzaju właścicieli na temat tego, jakie cele w wychowaniu psa są ”możliwe do osiągnięcia” oraz znacząco ogranicza ich poczucie odpowiedzialności za zachowanie ich psa i jego nawyki. A samooszukiwanie się części z właścicieli dogo, iż posiadają predyspozycje, które pozwolą im ”okiełznać” te najtrudniejsze do przepracowania ”słabostki” dogo, dopełnia obrazu nędzy i rozpaczy.

Tak, tak, są wyjątki (ci przygotowani od A do Zet, tak na serio przygotowani). Ale ja będę generalizować, bo nie będę w tym wpisie mówić o wyjątkach, bo to nie wyjątki nakłoniły mnie do przygotowania tego wpisu. Wielokrotnie czytałam w tych ”wstępnych” wiadomościach kierowanych do mnie przez posiadaczy ”dogo z problemami”, że ”decyzja o wyborze rasy była przemyślana i świadoma”. Prawda jednak jest taka, że gdyby decyzja o wyborze Dogo Argentino na domownika była ”przemyślana”, ludzie ci nie ”przejeżdżaliby na wszystkich czerwonych światłach” i nie zderzaliby się z konsekwencjami swojego NIEPRZEMYŚLANEGO postępowania. Zamiast tego konsekwentnie, na bieżąco budowaliby relację z psem. Nie budziliby się ”z ręką w nocniku”; byliby czujni, po prostu uważni, myśleliby i mieliby przygotowane (przemyślane) scenariusze pracy z psem, i po prostu wybieraliby ten, który w przypadku ich dogo – tego bardzo konkretnego osobnika – sprawdza się najlepiej.

Trącące potężną ”schizą” przedstawianie rasy Dogo Argentino w social media zarówno jako ”bezkonkurencyjnego łowcy i towarzysza codzienności macho’menów lub ambitnych kobietek, które nie dają sobie w kaszę dmuchać”, przy równoczesnym lansowaniu dogo jako ”jeszcze jednego, TYLKO ŻE ZUPEŁNIE BIAŁEGO molosa”, spowodowało, iż wiele osób (z tzw hodowcami włącznie) zapomniało jaka jest specyfika tej rasy i DO CZEGO, PO CO TA RASA POWSTAŁA. Że są to psy o niezwykle silnym charakterze, który zdradzają już jako szczenięta, min. walcząc zaciekle z miotowym rodzeństwem. Że w przypadkowych rękach, nieodpowiednio prowadzone stają się psami ponadprzeciętnie niebezpiecznymi. A bijący od nich spokój, oglądany na fejsbukowych fotkach, to wrażenie, które łatwo może prysnąć podczas wizyty w hodowli lub w trakcie wystawy, gdy psa z pozowanego i skrupulatnie wybranego do publikacji zdjęcia, ogląda się live. Gdy widzi się go w kojcu lub poza nim, w ”interakcji” z obcym psem lub człowiekiem. Albo też, gdy obserwuje się takiego psa ”na spacerku z pańcią/pańciem”, w ”akcji”, gdy ”reaguje” np. właśnie na innego psa…  Lub, zmienia się nastawienie, gdy już się jest posiadaczem dogo, którego chętnie i często pokazuje się znajomym z FB na ”uroczych fotkach”, ale któremu nie ufa się, gdy wchodzi na kanapę i zajmuje miejsce obok… Wreszcie zapomniano także o tym, że dogo potrzebują nie tylko ”wychowania”, ale przede wszystkim autentycznej więzi ze swoim człowiekiem-przewodnikiem – bo bez niej z ”wychowywania” nic nie wyjdzie.

Karygodne jest, że z potencjalnymi przyszłymi posiadaczami dogo nie mówi się tzw otwartym tekstem o tym co najważniejsze: o przeznaczeniu rasy i konsekwencjach, które owo przeznaczenie z sobą niesie. Że ”trend” jest taki, że szukając klienta nie zwraca się uwagi na to czy ów klient posiada predyspozycje do tego by sprostać Dogo Argentino. Że klienta za wszelką cenę zachęca się do zakupu, zamiast uświadamiać go czego może się spodziewać, bez owijania w bawełnę, opowiadając mu o trudnościach wiążących się z braniem na siebie odpowiedzialności w postaci psa tej rasy. Że roztaczając przed klientem wizję, iż ”właściwie argentyn to taki molos, tylko biały”, ”zapomina się dodać”, że zgodnie z klasyfikacją ”jedynie słusznej” Fédération Cynologique Internationale (FCI), dogo to jedyny na świecie myśliwski molos…

Fakt, że w ”paru” krajach rasa jest zbanowana a w innych utrzymywanie dogo podlega drastycznym restrykcjom, wydaje się dodatkowo działać na wyobraźnię części ”entuzjastów” białej presy z Argentyny – no, najwyraźniej nie ma to jak ”pies rasy uznawanej za agresywną”… Co gorsza tzw hodowcom – których co rusz przybywa – zdaje się zupełnie nie przeszkadzać a może po prostu jest im na rękę, absolutnie żenujący stan prawny dotyczący utrzymywania u nas psów ras uznawanych za agresywne i to, że w Polsce praktycznie każdy ”Czesio” albo ”Czesia” mogą sobie kupić Doga Argentyńskiego i nikt nawet (żaden Urząd) nie zainteresuje się czy mają/mieli kiedykolwiek problemy z prawem (skazujące wyroki za pobicia, rozboje, czy ”choćby tylko” założono im niebieską kartę, jako sprawcom przemocy w rodzinie…)

Zdumiewa mnie, że posiadacze argentynów zaskoczeni tym, że i jak szybko ”stracili panowanie nad sytuacją”. I przyznaję, że niejednokrotnie opada mi szczęka, gdy słucham w jakich okolicznościach ludzie ci jeszcze wciąż nie orientowali się, że mają poważny problem ze swoim białym i że nie reagując na pewne zachowania na wczesnym etapie, gdy tylko pies zaczął je przejawiać, sami kreują sytuację, która bardzo szybko ich przerośnie. Niektórzy ”na klatę” biorą uwagi o swoim ”niepokalaniu myślą”, inni wymiękają i się obrażają. Jedni pozostają w kontakcie, inni nie. Jedni, po tym jak wprowadzają określone zmiany do swojej relacji z psem, dzielą się swoją satysfakcją z tego, że udało im się przepracować problemy, że niektóre zniknęły zupełnie a inne stały się znacząco mniej uciążliwe. Inni zamykają psy w kojcach albo się ich pozbywają, przerzucając problem na osoby trzecie. Ile dogo poddawanych jest w Polsce eutanazji z uwagi na wybujałą agresję? Czy są u nas takie przypadki? Choć prawo polskie oraz wielu innych krajów (nie tylko) UE tego zabrania, jak pokazują social media, można ”po cichu”, w jakimś kręgu ”krewnych i znajomych królika”, kopiować psu uszy, a czy można go ”po cichu” wysłać za tzw tęczowy most, korzystając z tych samych znajomości? Nie istnieje żaden rzetelny rejestr danych dotyczących populacji Dogo Argentino w Polsce, więc…

Z każdej z tych napisanych do mnie przez posiadaczy ”problematycznych psów” wiadomości, potem z każdej z odbytych z nimi rozmów, bije jedno: kompletne nieprzygotowanie tzw hodowcy do bycia hodowcą, a w efekcie brak troski tzw hodowcy o przygotowanie przyszłego właściciela do sprawowania nie tylko opieki, ale przede wszystkim kontroli nad psem.

Dog Argentyński to nie jest rasa dla każdego. Nie można decydować się na psa tej rasy pod wpływem kaprysu, chwilowego impulsu i tylko ze względu na wygląd dogo albo ”legendę” i ”fejm”. 

Niezrozumienie, ”nieczucie” rasy powoduje, że powszechnym jest stosowanie przez część posiadaczy dogo, za każdym razem, gdy ich pies zachowa się agresywnie, nieadekwatnie do sytuacji, ”mantry” bezwzględnie obnażającej bezrefleksyjność lub po prostu głupotę: ”To taka rasa, one tak mają, że” Coś Tam… Powtarzają to zdanie w różnych wersjach na głos albo w myślach aż do chwili, w której ich własny pies, wobec nich samych lub ich dziecka zachowa się w sposób agresywny. I to tak jednoznacznie agresywny, że ludzie ci zaczynają się bać swojego Dogo Argentino. Wtedy (ojej!) owa ”mantra” jakoś traci dla nich ”sens”… (Co czasem oznacza, że najpierw ”po cichutku”, wśród ”zaufanych znajomych”, a potem bardziej otwarcie, taki ”pies szuka nowego domu”.) Ale do tego krytycznego, wszystko zmieniającego momentu, jako alibi dla wszelkich ”nieprawidłowości” w zachowaniu psa, tacy właściciele stosują frazy z użyciem haseł takich jak: ”typowy temperament”, ”ma mocny charakter”, ”nie jest miękki”, ”instynkt łowiecki”, ”rasa myśliwska”, ”rozładowywanie instynktu”, ”To taka, rasa, one tak mają, że”… etc. Potrzebne jest inne nastawienie. 

No, to jedziemy

Z całą pewnością ”polowaniem z Dogo Argentino” nie jest ”puszczanie go luzem w las, żeby się z >dziczkiem< sprawdził lub za >sarenką< wybiegał” ani szczucie go na wolno żyjące koty czy inne zwierzęta – takie zachowanie, poza tym, że jest niezgodne z prawem, to po prostu skrajnie nieodpowiedzialne …urestwo. Tak więc ”użytkowy Dogo Argentino”, to jaki? ”Cechy typowe dla rasy”, to jakie to cechy? ”Prawidłowy temperament”, jaki to ma być temperament? ”Rozładowywanie instynktu”, jakiego konkretnie instynktu? Jaki jest ten ”główny” instynkt u Dogo Argentino i jak go ”rozładowywać”? Niby wszyscy, wszystko wiedzą, ale kiedy przychodzi co do czego, jakoś nikt… nie umie zreferować tematu. I robi się dosyć ”schizoidalnie”…

Aby rozprawić się z tabu ”polowań” oraz rzeszą bzdur, które ”nieogarnianie” przez posiadaczy psów tej rasy zagadnienia ”użytkowości” w odniesieniu do Dogo Argentino za sobą niesie, zebrałam dla was, podkreślam: swobodnie dostępne informacje w jednym wpisie. A ponieważ w wielu miejscach dzisiejszego artykułu zdecydowałam, iż właściwym będzie pozostawić oryginalny tekst w języku obcym, artykuł sprawiać może wrażenie dłuższego niż jest w istocie. Na jego końcu, w porządku, w którym w tekście pojawiają się poszczególne cyfry i numery, umieściłam linki do źródeł.

Sięgnijmy do archiwum

W listopadzie 2014 roku w brytyjskim The Telegraph ukazał się artykuł autorstwa Roryego Mullhollanda, zatytułowany ”France’s wild boar hunting condemned as a ‚bloody spectacle from another age[1], czyli dosłownie: Francuskie polowanie na dzika potępione jako ”krwawy spektakl z innej epoki”.

W artykule tym możemy przeczytać, iż animal rights activists, czyli aktywiści na rzecz praw zwierząt are up in arms about a form of „hunting” that is becoming increasingly popular in France that involves releasing a wild boar into an enclosure and setting Argentinian hunting dogs loose to chase and kill itsą ”wkurzeni” i gotowi są walczyć z formą ”polowania”, która staje się we Francji coraz bardziej popularna, a polega na wypuszczeniu dzika do na ogrodzony teren i spuszczeniu na niego argentyńskich psów myśliwskich, tak aby go ścigały, dogoniły i zabiły. Przetłumaczę wam ten artykuł, dorzucając (w kolorowych nawiasach) uwagi, które na bieżąco będą mi się nasuwać.

Fans of the practice are believed to be coming to France from abroad to partake in the events that pit the powerful Dogo Argentino, a mastiff which was used to hunt pumas in Argentina, against boars that stand little or no chance of surviving – Uważa się, że fani tej praktyki przyjeżdżają do Francji z zagranicy, aby uczestniczyć w wydarzeniach, które w zamkniętej, oddzielonej ogrodzeniem strefie (swego rodzaju arenie/ringu, gdyż to oznacza użyte w artykule słowo ”pit” – pamiętacie Teriery Typu Bull, nazywane PITami, prawda?) lokują potężnego Doga Argentyńskiego, mastifa, który był używany do polowania na pumy w Argentynie i przeciwko dzikom, które mają nikłą lub żadną szansę na przeżycie. (Z tym ”mastifem” mocno bym polemizowała, bo dogo to presa, czyli pies trzymająco-chwytający, którego budowa fizyczna ani konstrukcja psychiczna nie odpowiadają temu co kryje się w słowie ”mastiff” [pomimo tego co czasem można zobaczyć na wystawach i/lub fejsbukowych profilach niektórych z tzw hodowców], ale rozumiem, że w niektórych publikacjach, także stricte kynologicznych stosowana jest nazwa ”Argentinian mastiff”, co wprowadza w błąd osoby niezaznajomione z rasą i niezwracające uwagi na problem, delikatnie mówiąc ”nietrafionego” przypisania Dogo Argentino do grupy II wg klasyfikacji FCI, będącej najbardziej znaną międzynarodową federacją kynologiczną – wrócę jeszcze do tego wątku w dzisiejszym tekście)

Aspas animal rights group says it does not have figures to show how widespread such events are, but believes they take place regularly and are growing in popularityGrupa ds. praw zwierząt ASPAS (Association for the protection of animaux sauvages – Stowarzyszenie na rzecz ochrony dzikich zwierząt)[2] twierdzi, że nie ma danych liczbowych pokazujących, jak rozpowszechnione są takie wydarzenia, ale [mimo tego] uważa, że odbywają się one regularnie i zyskują na popularności.

It said there were three recent combats in the Var department in Provence alone and condemns the practice as a “bloody spectacle from another age”Powiedziano (jak rozumiem chodzi o przedstawicieli organizacji ASPAS), że w samym tylko departamencie Var w Prowansji, były ostatnio trzy combats, a więc boje/walki/batalie i ASPAS potępia tę praktykę jako ”krwawy spektakl z innej epoki”.

The legality of these events is a grey area in France. Kwestia legalności tych wydarzeń to szara strefa we Francji.

Hunting with dogs is banned across much of Europe – Polowanie z psami jest zakazane w wielu krajach Europy, including in Britain – w tym w Wielkiej Brytanii (nielegalne polowania z nagonką na lisa wciąż się w UK odbywają, o czym od czasu do czasu możemy przeczytać, tak więc i tam są równi i równiejsi), but in France it is still a popular pastime – ale we Francji jest nadal popularną rozrywką/sportem/hobby, as is bullfighting in the southern regions, and it faces little opposition from politicians or animal rights groups – podobnie jak walki byków w regionach południowych i napotyka niewielki sprzeciw ze strony polityków lub grup ds. praw zwierząt.

The hunts usually involve chasing deer or boar over open countryside or though forests, with the prey having some chance of escaping alive – Zwykle polowania polegają na ściganiu jeleni lub dzików przez otwarte tereny wiejskie lub lasy, a ofiara ma szansę uciec żywcem.

Aspas said it warned local authorities that an event involving Argentinian hunting dogs was about to take place in the Var earlier this month, but said officials made no attempt to stop it – Członkowie ASPAS powiedzieli, że ostrzegli lokalne władze, iż wydarzenie z udziałem argentyńskich psów myśliwskich miało się odbyć w Var wcześniej w tym miesiącu, ale urzędnicy nie podjęli żadnej próby jego powstrzymania.

The group has launched a civil lawsuit against persons unknown to try and put a stop these events whose organisers it believes are guilty of partaking in “illegal hunting” and causing “acts of cruelty to animals”. Grupa wszczęła cywilny proces przeciwko nieznanym osobom, aby spróbować powstrzymać te wydarzenia, których organizatorzy, jak wierzą przedstawiciele ASPAS, są winni udziału w ”nielegalnym polowaniu” i powodowaniu ”aktów okrucieństwa wobec zwierząt”.

We think it is clearly illegal,” the group’s legal advisor Ariane Ambrosini told the Telegraph – ”Uważamy, że jest to wyraźnie nielegalne” – powiedziała Telegraph radca prawny grupy, Ariane Ambrosini.

She said Aspas hoped to create a legal precedent that would see the practice banned – Powiedziała, że ASPAS ma nadzieję stworzyć precedens prawny, który zakazałby praktyki.

Elsa Nardini, the wife of the owner of one of the domains where such a hunt was recently held, dismissed criticism, saying that animal rights activists were simply opposed to all types of hunting and there was nothing illegal about using the Argentinian dogs – Elsa Nardini[3] żona właściciela jednej ze stref/jednego z obszarów/terenów w/na których ostatnio odbywały się takie polowania, odrzuciła krytykę, mówiąc, że działacze na rzecz praw zwierząt byli po prostu przeciwni wszelkim rodzajom polowań i nie było nic nielegalnego w używaniu argentyńskich psów.

She told Var Matin newspaper the boars were spared unnecessary pain and that if the dogs did not kill them immediately when they caught them, then hunters would step in and put an end to the animals’ suffering – Powiedziała gazecie Var Matin (niestety, z artykułów dotyczących dzików, polowań etc., dostępnych obecnie na internetowej stronie gazety, żaden nie dotyczy sprawy opisywanej przez The Telegraph), że dzikom oszczędzono niepotrzebnego bólu i że jeśli psy nie zabiją ich od razu, gdy je złapią, wtedy pojawią się myśliwi, by położyć kres cierpieniu zwierząt.

(Po wpisaniu na YouTube frazy ”Monteria, Dogo Argentino” itp. możecie znaleźć nagrania – co prawda nie z Francjidokumentujące ”pracę psów”, ”nadzorowaną” przez panów ”myśliwych”. Polecam jednak wyciszyć dźwięk, szczególnie, jeśli macie w pobliżu małe dzieci, by nie niepokoić ich oraz, generalnie, nie szukanie tych materiałów, gdy w pobliżu was są dzieci, bo nie chcecie zafundować dzieciakom przykrości lub szoku. Sporo z tych nagrań dokumentuje skrajne okrucieństwo wobec dzikiej zwierzyny; psy zamęczające prawie upolowane, bo ciągle jeszcze żyjące, świniaki. Psy, których nikt przed tym zamęczaniem nie powstrzymuje; świnie potwornie krzyczą, a psy po prostu tępo się w nie wgryzają, banda facetów w około stoi z telefonami w łapach i się cieszy z tego co ogląda. Zazwyczaj, w którymś momencie widać, że w końcu któryś z tych typów, gdy już napatrzy się na ”spektakl”, podchodzi do dzika i dobija go nożem (nie zawsze od razu, bo sporo z tych gości słabo ”obczaja” celność, co dobrze widać na części tych filmów). Te nagrania cieszą się popularnością, zapewne dla niektórych są źródłem inspiracji, może służą do czerpania wzorców zachowań(?)… Pozostaje mieć nadzieję, że francuska wersja tego ”sportu”, która monterią nazywana być nie może, bo w monterii psy ścigają zwierzynę na otwartym terenie, często przez wiele, wiele godzin i w oryginalnej monterii, w polowaniu, w którym w Argentynie biorą udział Dogo Argentino, nie do psa należy zabijanie zwierzyny – nikt więc nie może Francuzom zarzucić, że uprawiają monterię – jest nieco bardziej ”elegancka” niż ”rozrywka” znana z YouTube… )

She said that the practice was particularly popular among young people – Powiedziała, że praktyka ta była szczególnie popularna wśród młodych ludzi.

Trochę więcej

Tekst autorstwa Renée Vonk-Hagtingius Middeleeuwse moordpraktijken[4] co przetłumaczyć można jako ”Średniowieczne/Prymitywne praktyki mordowania”, to artykuł także odnoszący się do wydarzeń opisanych przez The Telegraph. Nie będę tłumaczyć wam jego całości, skupię się na fragmentach, które nieco bardziej naświetlają sprawę, o której pisał brytyjski dziennik i, jak w przypadku poprzedniego tekstu, swoje uwagi zamieszczać będę w nawiasach. Autorka bloga o południowej Francji, Prowansji i Lazurowym wybrzeżu: Kijk, Zuid-Frankrijk!, we wpisie opublikowanym 10 listopada 2014 roku, zauważa, że czasem pewne doniesienia wydają się tak niedorzeczne, że nie poświęcamy im szczególnej uwagi, no i, co oczywiste, że wszystkiego nie można ”kupować w ciemno”, ale gdy padają konkretne cytaty i nazwiska tych cytowanych osób, doniesienia, z pozoru niewiarygodne można zweryfikować. Jej uwagę przykuła informacja dotycząca działań organizacji L’ASPAS (Association for the protection of animaux sauvages), czyli Stowarzyszenia na rzecz ochrony dzikich zwierząt, która to do trybunału wyższej instancji w Tulonie wniosła skargę przeciwko X, między innymi z uwagi na ”nielegalne praktyki łowieckie” manifestujące się ”zadawaniem poważnych obrażeń i okrucieństwa zwierzętom domowym, oswojonym lub utrzymywanym w niewoli” (jacht met verboden middelen, toebrengen van ernstig letsel en wreedheid jegens huisdieren dan wel getemde of in gevangenschap gehouden dieren), w związku z polowaniem organizowanym na dziki, 1 i 2 listopada (2014 roku) przez Domaine du Solitaire[5] w pobliżu Signes, francuskiej miejscowości i gminy położonej w najbardziej rozległym departamencie Var, w regionie Prowansja-Alpay-Lazurowe Wybrzeże.

(W tym miejscu, od siebie dodam, że, jak możemy przeczytać na stronie Le Domaine du Solitaire: Le Domaine du Solitaire est un domaine Multi-activité. Dans un cadre idyllique nous vous proposons diverses possibilités pour l’organisation de tout type d’évènements” – Le Domaine du Solitaire jest terenem, na którym równocześnie realizowane mogą być różnego rodzaju zadania/czynności/aktywności, jest to strafa oferująca w sielankowej, idyllicznej scenerii możliwość organizacji różnego rodzaju wydarzeń (”Dans un cadre idyllique nous vous proposons diverses possibilités pour l’organisation de tout type d’évènements”). Możliwe jest wynajęcie ziemi o powierzchni 80-20 hektarów, terenu w pełni ogrodzonego (”Location de nos terrains de 80 et 20 hectares entièrement clôturés”), wynajem budynku i tarasu (na 250 miejsc) (”Location de notre bâtisse et terrasse pour vos repas de groupe (jusqu’à 250 places), możliwe są polowania typu small game i big game, czyli polowania z psami na ”nie-grubą” i grubą zwierzynę (”Chasse aux petits gibiers et aux gros gibiers”), szkolenie psów – każda rasa jest akceptowana (”Entrainement de vos chiens courants dans nos 3 parcs (toute race acceptée) oraz organizacja wydarzeń o charakterze kynologicznym (”Organisation de vos journées cynophiles (Nationales, régionales d’élevage etc.), także próby pracy (”Épreuves de travail (Broussaillage, Terrier artificiel etc.))

Organizacji L’ASPAS chodziło o polowanie na dziki trzymane w niewoli (i często w niewoli urodzone), przy użyciu Dogo Argentino, które i w artykule pani Renée Vonk-Hagtingius nazwane zostały Argentijnse mastiffs, czyli Argentyńskimi mastifami (spokojnie, pamiętam i odniosę się do owej nieszczęsnej mastifowatości w dalszej części dzisiejszego wpisu): Met Argentijnse mastiffs, (op)gefokte vechthonden die bekend staan om hun moordlust en vasthoudendheid – Z argentyńskimi mastifami wyhodowanymi na wysoko wyspecjalizowane, wydajne vechthonden – walczące psy – fighting dogs, znane ze swojej moordlust – żądzy krwi i upartości, natarczywości [w dążeniu do ”kontaktu ze zwierzyną”] i nieustępliwości (to ”Czesiom” jarającym się agresją i ”uściskiem szczęk” dogo, bardzo się spodoba, szczególnie tym, którzy w solidnych szelkach wyprowadzają swoje psy ”na spacer”, tak się ”pieseczki” szarpią do innych czworonogów, stając dęba i ziejąc agresją w około, niczym smoki, no i ”Czesie” lubiące się w puszczaniu swoich psów ”w las, żeby się z dziczkami sprawdzały” też będą ukontentowane tym opisem); wat ze tussen de enorme kaken krijgen laten ze niet meer los, ze verscheuren het tot er geen leven meer inzit: co dostanie się pomiędzy ich pokaźne szczęki, tego nie wypuszczają, rozszarpują to, rozrywają, aż nie zostanie w >tym< ani odrobiny życia. Dat is een gruwelijke marteldood – to potworna, koszmarna śmierć.

(No, powiem wam, że babka ma co najmniej ”instynkt”, bo kurczę blade, takich określeń pełne były i taką narracją aż kapały historyjki opowiadane mi swego czasu przez ”speców od rasy” na temat kotów, które ich własne ”pieseczki” podczas tzw spacerów dorywały, Jakichś Tam Króliczków, które Dzieci Rodziców Posiadających Niektóre Dogo sobie zamarzyły i miały przez Jakiś Tam Czas (aż ich ”pies domowy” nie dorwał)… Oraz tzw ”psów sąsiadów”, które weszły na ”teren dogo” i zostały przez dogo ”upolowane”. Także jeśli chodzi o oddanie tego ”czegoś”, co charakteryzuje rasę, no, a przynajmniej niektóre z osobników tejże rasy, a jeszcze dosadniej charakteryzuje to owo ”coś” Konkretnych Posiadaczy Tych Konkretnych Psów, nie sposób się z panią Renée, tym jak ”temat” ujęła, nie zgodzić.)

Jak czytamy w dalszej części ‚Middeleeuwse moordpraktijken”, Marc Giraud, vice prezydent ASPAS powiedział, że myśliwych cieszy, że czerpią oni satysfakcję z powolnej agonii dzików, które nie mogą nigdzie uciec, gdyż teren na którym te praktyki się odbywają jest ogrodzony, oraz z tego, że dziki są rozszarpywane przez psy. (Jestem w stanie uwierzyć, iż przedstawiciel tej organizacji nie ”przesadził”, stwierdzając to, co powiedział, tyle nasłuchałam się wywodów różnych ”marzycieli” – są i wśród polskich ”kynologów” ludzie ”jarający się” tego rodzaju ”spektaklami”.) Dodał, że ten typ polowań jest odrażający/wstrętny/obrzydliwy, okrutny i zakazany. Że to są metody ze średniowiecza. Jednak udostępnianie terenu/obszaru na takie polowania pozwala zarobić good money, czyli opłaca się. Artykuł mówi nam, że ASPAS chce zaprzestania tego typu „fêtes sanglantes”, czyli ”krwawych uroczystości”. Z dalszej jego części dowiadujemy się, że organizacja zwróciła się do urzędu sprawującego kontrolę administracyjną min. nad terenem, na którym odbywało się ww polowanie, ale urząd, krótko mówiąc nic nie mógł zrobić. A pani Nardini powiedziała, iż prawnik reprezentujący ją (jak rozumiem generalnie Domaine du Solitaire) także złoży skargę odnośnie zniesławienia i dodała, że ten rodzaj polowania szczególnie młodzi ludzie uznają za ekscytujący. Zaznaczyła też, że na terenie Domaine du Solitaire możliwe jest również organizowanie paintball, ale Maar dat is natuurlijk voor watjes die een plas bloed voor een verfvlek aanzienTo oczywiście dla mięczaków, którzy rozlaną krew zrównują z ubrudzeniem się farbą. (…)

Ubezpieczanie psów (bez tego ani rusz)

Niestety, nie udało mi się znaleźć danych na temat tego, jak zakończyła się wyżej opisana sprawa ze strony zarządców ”parku”. Na elektronicznych stronach gazety żadnego artykułu na ten temat nie ma (Może więc, doszło do jakiejś ugody, w wyniku której wyjściowy materiał został usunięty?). Ale myślę, że już samo to, czego dowiedzieć możemy się dzięki sięgnięciu do ”archiwum doniesień o polowaniu z Dogo Argentino na terenie państw UE”, dostępnych przecież na internetowych stronach źródeł innych niż Var Matin, pozwala na wyrobienie sobie ”wrażliwości” odnośnie tego tematu.

Na fejsbukowym profilu Domaine du Solitaire (przynajmniej w ustawieniach publicznych) żadnych zdjęć ani notatek datowanych na tamten czas nie ma, generalnie, żadnych datowanych na rok 2014 informacji na ich fejsbukowej stronie nie widać, brak też zdjęć dogo (poza tym, które wklejam wam poniżej), same francuskie ”klasyki” – gończe (a, i jakieś Jamniki). Interesujący jest natomiast post opublikowany 15 czerwca br., bo przypomina, że i dla psów rozrywka ich właścicieli może być i bywa niebezpieczna, a poza tym dowiadujemy się z niego, że niektóre dziki bytujące na terenie parku są… nie są niebezpieczne.Aujourd’hui nous avons vécu deux mésaventures pour le moins ennuyeusesMieliśmy dzisiaj kłopotliwe przeżycia, dwie niemiłe przygody. Un client avait réservé le parc moyen ce matin et il n’est pas venu sans prévenir, sachant que nous refusons des gens car les week ends sont complets – Klient miał zarezerwowany średni park na dziś rano i nie pojawił się, bez uprzedniego powiadomienia nas [że nie przyjedzie], wiedząc, że odmawiamy ludziom [innym chętnym], ponieważ w weekendy mamy komplet.

Cet après-midi un client avait réservé le parc moyen à 15h – Tego popołudnia klient zarezerwował średni park na 15ą, devant la température excessivement élevée nous préférons l’appeler pour lui dire de venir plus tard mais il vient quand même à 15h30 – przed [przewidywanym] nadmiernym wzrostem temperatury/zanim zrobi się zbyt gorąco wolimy zadzwonić i powiedzieć mu, żeby przyszedł później, ale i tak przychodzi o 15.30. Vers 19h30 – około 19.30 (donc environ 4h après – więc około 4 godziny później) il arrive en courant au rdv et me dit qu’un chien s’est fait taper, przybiega i mówi, że pies został uderzony qu’il fait une hémorragie interne et qu’il est en train de mourir – że ma wewnętrzny krwotok i jest umierający. Je connais mes sangliers – znam moje dziki, je sais que dans le parc moyen il n’y a pas de sangliers dangereux – wiem, że w średnim parku nie ma niebezpiecznych dzików, et surtout avec l’espoir de pouvoir sauver le chien je vais à sa voiture et la je vois le chien qui en fait faisait un coup de chaleurz nadzieją, że uda mi się uratować psa, jadę do jego [klienta] samochodu i widzę psa, który w rzeczywistości dostał udaru cieplnego. Je l’explique a son maître mais sans payer bien sûr il monte dans sa voiture et s’en va – wyjaśniam to klientowi, ale oczywiście nie płacąc, wsiada do samochodu i odjeżdża. A l’heure actuelle nous apprenons que le chien est décédé – teraz dowiadujemy się, że pies nie żyje. Suite à tous ces événements – po tych wszystkich wydarzeniach (aujourd’hui et tout au long de la saison – dziś i przez cały sezon) nous sommes amenés à établir un règlement – jesteśmy zmuszeni ustanowić regulamin:

Les personnes qui ne viennent pas à un rdv le week end sans prévenir n’auront plus de rdv le week end – Osoby, które nie przybędą na uprzednio zarezerwowane weekendowe spotkanie bez wcześniejszego powiadomienia nas o tym, nie będą już miały możliwości bookowania wizyt w weekendy (si ils en ont d’autres dans la saison ils seront annulés – jeśli w sezonie mają zarezerwowane inne weekendowe terminy, będą one anulowane).

Tous les parcs sont payables d’avance, à l’arrivée au domaine – Wszystkie parki są płatne z góry, po przybyciu do posiadłości.

Pour la sécurité des chiens nous établissons des horaires d’arrivée pour le parc moyen et le grand parc Dla bezpieczeństwa psów ustalamy godziny przyjazdu do średniego parku i dużego parku. Il sera absolument interdit de lâcher les chiens en dehors de ces horaires – Absolutnie zabronione jest puszczanie psów poza tymi godzinami: Le matin – Rano: de 06h à 07h30od 06.00 do 07.30 (de 05h30 à 07h à partir de juillet – od 05.30 do 07.00 od lipca) L’après-midi: à partir de 17h – Popołudnie od 17.00.

A partir de maintenant il y a une durée maximum d’utilisation des parcs qui est de 3h – Od teraz maksymalny czas korzystania z parków wynosi 3 godziny.

Nous faisons en sorte d’éviter au maximum les accidents avec les sangliers en faisant des chasses de sélection régulièrement – staramy się do maksimum ograniczać ryzyko wypadków z dzikami, dokonując selekcji poprzez regularne polowania, cela dit les sangliers sont des animaux sauvages et il est impossible d’éviter tous les risques – dziki są dzikimi zwierzętami i wszystkich zagrożeń nie da się uniknąć. Tout comme un bon nombre de nos sangliers se font tuer chaque année par les chiens – wiele naszych dzików każdego roku jest zabijanych przez psy.

Nous ne serons en aucun cas responsables de quelques blessures que se soit – nie będziemy ponosić odpowiedzialności za jakiekolwiek obrażenia, ni malaise – ani dolegliwości/niedomagania, ni coup de chaud – ani udary, ni crise d’épilepsie – ani ataki epileptyczne.

Les chiens de chasse sont assurés pour les accidents de chasse pour une année complètepsy myśliwskie są ubezpieczone od wypadków na polowaniu przez cały rok (de date à date comme toutes les assurances – od daty do daty, jak we wszystkich ubezpieczeniach), il appartient donc à chaque propriétaire d’assurer ses chiens pour les actes de chasse – dlatego do każdego z właścicieli należy ubezpieczenie psów na okoliczność polowania, dans le cas où il ne le ferait pas ça serait de son entière responsabilité byłoby całkowitą odpowiedzialnością właściciela psa/psów nieubezpieczenie go/ich.

Merci de votre compréhension – dziękuję za wyrozumiałość, le bien-être des chiens passe avant tout pour nous – dobro psów jest dla nas najważniejsze.

L’équipe du solitaire – zspół solitaire

Sprawa z Bas-en-Basset z roku 2017

Oto artykuł z The Connection, z 24 lipca 2017 roku: Wild boar enclosure busted by gendarmes” – ”Zagroda z dzikami odkryta przez żandarmów”.[6]

Gendarmes came in on the illegal enclosure housing wild boar destined to be sold to hunters” – ”Żandarmi wkroczyli na teren nielegalnej zagrody, w której utrzymywane były dziki, których przeznaczeniem było zostać sprzedanymi myśliwym”.

There may be up to 150, we haven’t been able to count them all yet,” said Christine Hacques, sub-prefect of Yssingeaux – ”Może być ich nawet 150, nie byliśmy jeszcze w stanie ich policzyć”, powiedziała Christine Hacques, podprefekt Yssingeaux.

Helicopters surveyed the area of Bas-en-Basset in the Haute-Loire prior to a land operation which uncovered 64 wild boars that had been bred in the 50 hectare enclosure – Śmigłowce zbadały obszar Bas-en-Basset (miejscowość i gmina we Francji w regionie Owernia-Rodan-Alpy) w departamencie Górna Loaria, przed operacją lądową, w ramach której odkryto 64 dziki wyhodowane w zagrodzie o powierzchni 50 hektarów. A suspiciously high number of boars has been sighted in the area W okolicy zauważono podejrzanie dużą liczbę dzików. The presence of the boars was brought to attention when they wandered off of the enclosure – Na obecność dzików zwrócono uwagę, gdy wywędrowały z zagrody. They could have caused up to €250,000 worth of damage to the surrounding farmland, according to the Fédération Nationale des Syndicats d’Exploitants Agricoles (FNSEA) Według francuskiej Narodowej Federacji Gospodarstw Rolnych mogły one spowodować szkody o wartości nawet 250 000 EURO.

„We don’t understand why the authorities didn’t intervene sooner,” FNSEA head Yannick Fialip saidNie rozumiemy, dlaczego władze nie interweniowały wcześniej”, powiedział szef FNSEA, Yannick Fialip. ”We will take matters into our own hands with our own surveillance measures in communes where we find groups of wild animals are being bred – ”Weźmiemy sprawy w swoje ręce, za pomocą własnych środków nadzoru w gminach, w których odkryjemy/stwierdzimy, że hodowane są grupy dzikich zwierząt. It isn’t right that a farmer should have his livelihood destroyed by a person who breaks the law” – To nie w porządku, że rolnikowi niszczy podstawy utrzymania i pozbawia go środków do życia osoba łamiąca prawo.

An enclosure run by the same person was already closed down in 2010 Zagroda prowadzona przez tę samą osobę została już zamknięta w 2010 roku. He was breeding the boars to sell live to hunting parties, where they end up cornered and torn apart by dogs as hunters watchHodował on knury, by sprzedawać je żywe na imprezy myśliwskie, gdzie kończyły osaczone i rozszarpywane przez psy, czemu przyglądali się myśliwi.

The Association pour la Protection des Animaux Sauvages (ASPAS) is among the animal rights groups campaigning to end hunts in artificial enclosures, but French law allows a lot of leeway for such huntsAssociation pour la Protection des Animaux Sauvages (ASPAS) jest wśród grup zajmujących się prawami zwierząt i prowadzących kampanie na rzecz zakończenia polowań w sztucznej zagrodzie, ale prawo francuskie pozwala na dużą swobodę w takich polowaniach. The Dogo Argentino breed, also known as the Argentine Mastiff, is often used in boar hunts Rasa Dogo Argentino, znana również jako mastif argentyński, jest często używana w polowaniach na dziki. The breed is banned in several countries including Australia and Denmark, and a special licence is required to own one in the UK. Rasa jest zakazana w kilku krajach, w tym w Australii i Danii, a posiadanie jednego w Wielkiej Brytanii wymaga specjalnej licencji. (W tym miejscu[7] znajdziecie link do strony Ministerstwa Środowiska i Żywności Danii, przyda się wam, gdy z uwagi na dalszą część dzisiejszego artykułu, będziecie dumać nad wątkiem ”Dogo w Danii”.)

Komercja

La chasse d’animaux prisonniers derrière des grillages est une pratique cruelle, non-éthique, écologiquement aberrante… et malgré tout légale en France. L’ASPAS a enquêté dans un parc situé en Nouvelle-Aquitaine et dévoile des pratiques sadiques et insupportables. Nous demandons l’interdiction de toute forme de chasse d’animaux maintenus en captivité Polowanie na uwięzione za ogrodzeniem zwierzęta jest praktyką okrutną, nieetyczną, écologiquement aberrante – odchyleniem od normalnego, naturalnego w środowisku stanu, jest zaburzeniem naturalnego porządku rzeczy, a jednak jest praktyką legalną we Francji. Organizacja ASPAS zbadała sprawę/przeprowadziła śledztwo w sprawie parku położonego w Nowej Akwitanii i ujawniła sadystyczne, i insupportables – nie do zniesienia praktyki. Domagamy się zakazu wszelkich form polowania na zwierzęta trzymane w niewoli – mówi nam pierwszy akapit tekstu poświęconego wyżej opisanej problematyce, zamieszczonego na stronie organizacji[8].

Z wielu przyczyn daleko mi do środowisk tzw obrońców praw zwierząt (nie będę rozwijać tego tematu w tym miejscu), ale akurat w tym konkretnym przypadku, gdy chodzi o tego rodzaju ”polowania”, zgadzam się z powyższym.

Wygodnie dla ”entuzjastów” tej ”rozrywki” ogrodzony teren, 100-kilogramowy, może 120-kilogramowy dzik, którego szarpią i w którego niepotrzebnie długo (a nie, sorry, to ma być ”rozrywka” dla ”myśliwych”) i nie dość skutecznie, by zabić (a w każdym razie, by zrobić to szybko), wgryzają się psy… Ile takich psów bierze udział w ”akcji”? Zapewne co najmniej dwa… I to nie byle jakie, bo Dogi Argentyńskie, każdy o wadze… powiedzmy 45 kg. Czasem coś zwierzakowi oderwą, raz kończynę a innym razem ”tylko” ucho… Pełen luksus dla ”myśliwych”, tu sobie podjadą samochodzikiem, tam kładzikiem… (Może nawet z noktowizorkiem pod pachą, jeśli jest ”zbyt ciemno”?) Nie będę wam tu tłumaczyć całości tekstu ze strony ASPAS (jeśli jesteście ciekawi, sami możecie sobie do niego sięgnąć – pod koniec dzisiejszego artykułu znajdziecie link, a na samej stronie także króciutki reportaż), bo nie chcę dodatkowo podnosić sobie ciśnienia, artykuł z The Telegraph oraz tekst z bloga Kijk, Zuid-Frankrijk!, a także wzmianka ze strony The Connection dość dobrze oddały w czym rzecz.

Tego rodzaju ”polowanie”, dorabianie do niego ideologii, w której być może niektórzy wprost zrównują je z monterią przez to tylko, że używa się w nim białej presy jest… Czymś naprawdę obrzydliwym i godnym pogardy. Takie polowania, udział w nich… To jak fetowanie zwycięstwa zawodowego boksera nad szesnastoletnim chudzielcem w okularach: zawodowy bokser ”wklepał” dzieciakowi – to żaden powód do dumy, bo tylko mięczaki cieszą się, że dokopali słabszym od siebie. To także nie sport, coś takiego, jeśli w istocie się odbywa, to patologia.

Monteria – a co to takiego?

Monteria to ani buta, ani arogancja, ani ”zabawa” dla zakompleksionych pajaców.

Choć Dogo Argentino został wyhodowany na bazie wymarłego już Viejo Perro de Pelea Cordobes/Cordoba Fighting Dog, psa, którego specjalnością było zabijanie innych psów na ringu, podczas specjalnie organizowanych walk psów, wyhodowano, a właściwie wpierw >zaprojektowano< go jako psa polującego w sforze: dogo ma być pack dog, cooperativehunter; ma towarzyszyć innym psom chwytającym, jak i oszczekującym (specjalnie przeszkolonym do wyszukiwania, ścigania, a następnie okrążania i osaczania oraz oszczekiwania zwierzyny z bezpiecznej odległości) w czasie polowania, bez walki z tymi innymi psami, bez atakowania ich.

Osobniki posiadające faktyczną wartość użytkową to te rzeczywiście zdolne do pracy z innymi psami. To osobniki, w których cechy agresji odziedziczone po VPPC udało się, dzięki pracy hodowlanej, czyli dzięki dziesiątkom lat i wielu pokoleniom z ich przodków breed out. Cechy Białego Walczącego Doga z Cordoby musiały zostać w Dogo Argentino ”wygaszone”. Musiały zostać z nich ”wymiecione”, by Dogo Argentino, zamiast atakować psa obok, atakował zwierzynę łowną. Stało się to możliwe, gdyż zastosowano selekcję. Selekcję, poprzez którą z hodowli eliminowano psy skrajnie agresywne wobec osobników swojego gatunku (oraz ludzi!), niezrównoważone, ”łatwopalne” i nieumiejące sprostać stawianym przed nimi wymaganiom – tak uzyskano stabilną psychikę u dogo. Psychikę umożliwiającą im pracę w sforze, pracę właśnie w roli cooperativehunters. Dziś ludzie rozmnażający psy tej rasy zdają się zapominać, że szczenięta Dogo Argentino sprzedają osobom (”raczej”) z monterią w Argentynie nie mającym nic wspólnego. Gorzej, że dogo lądują na kanapach, nierzadko w domach z dziećmi, a przy nieodpowiednim skojarzeniu, gdy ”hodowca” ”zapomina” o znaczeniu zrównoważenia psychicznego kojarzonych osobników, gdy ignoruje wybujałą agresję u reproduktora lub hodowlanej suki albo też ”przymyka oko” ma nienaturalną lękliwość i niepewność u któregoś z nich, łatwo wyjść mogą i wychodzą kwestie takie jak ”zachowanie odbiegające od wzorca”…

W niektórych Dogo Argentino cechy VPPC tylko ”przysnęły” i wiedzą o tym doskonale niektórzy polscy posiadacze białych, którzy (tym razem) użyję eufemizmu: ”mają problemy” z wybujałą agresją swoich domowych psów, psów ”towarzyszących”, którą te przejawiają nie tylko wobec innych psów, ale bywa że i wobec ludzi…

Niestety, należy też dodać, że w niektórych miejscach Dogo Argentino wciąż używane są jako psy do walk, jako psy zabijające inne psy.

I, tak trochę na marginesie: skrajnym debilizmem jest kupowanie Dogo Ściąganych z Skądś Tam, z ”linii pracujących”, czyli po rodzicach (wpierw autentycznie, tak ”na całego” ćwiczonych na zagrodowych knurach, potem już) biorących udział w autentycznych, tych ”na całego” polowaniach – a zdarzają się takie ogłoszenia i transakcje – przez osoby, które z ”polowaniem” mają wspólnego tyle, że polują na przeceny w hipermarketach.

Ściągane jako ”świeża krew” albo po prostu jako ”lepik na klienta, który się zajara”, dogo, różnią się od Tych Nieściąganych z Ameryki Południowej (w której dziś są najlepsze warunki dla polowania z dogo) nie tylko wyglądem (rozwinę ten wątek nieco bardziej w dalszej części tekstu), one przede wszystkim są ”ulepione z innej gliny”. Te psy pochodzą z linii genetycznie znacząco, by nie powiedzieć bardzo odległych od tych, które rozlały się na naszym podwórku, bo ich przodkowie, nie tylko ”mama” albo ”tata” i nie ”na wyrywki”, ale regularnie, od pokoleń polują → >SĄ W TYM<. Zapamiętajcie tę uwagę, tym bardziej, że wkrótce na blogu pojawi się tłumaczenie związane z dziedziczeniem cech. (A na razie, w wolnej chwili, wczytajcie się w to [9] zacne opracowanie. Przynajmniej po to, by wiedzieć ile – W TEORII – wiedzieć powinien tzw hodowca…)

Chyba mało kto dziś u nas pamięta, że argentyńczyki nie były hodowane po to, by jakieś pajace miały ”posłuch na dzielni”, mogły ”wrzucać fajne foty na fejsa” i za pomocą psa kompensowały sobie swoje mentalne niedorobienie, jak to bywa dziś, np. u nas, w Polsce. (Praca dogo nigdy nie miała polegać na rozbudzaniu w nich zachowań agresywnych ukierunkowanych na człowieka.) Nie, dogo hodowano specjalnie w celu zwiększenia ich umiejętności pomagania człowiekowi w polowaniu – przeznaczone były (i wciąż są) do wykonywania bardzo konkretnego, specyficznego rodzaju pracy, którą realizować mogą jedynie w bardzo wyjątkowych i specyficznych warunkach, jakie daje im rodzima Argentyna (albo niektóre miejsca w USA), odpowiednia: stabilna psychika, no, i mówiąc kolokwialnie: ”jaja” przewodnika.

Jest blog[10], na którym znaleźć możecie ”chwytający za serce”, ”pobudzający wyobraźnię”, ”szkic”, taką ”romantyczną wizję” polowania w argentyńskim stylu. Nie zrozumcie mnie źle, naprawdę podoba mi się to, co napisał ten facet. Ta autentycznie męska energia, bijąca z doboru słów, którymi się posłużył, opisując filozofię monterii. Energia w klimacie manosphere, zamiast coraz bardziej powszechnej energii soya boys albo żałosnych, aroganckich, butnych pozerów, takich miękko…ujków, którym Coś Tam Się Wydaje i których pełno np. w social media, szczególnie na Facebooku, zwłaszcza na forach tzw kynologicznych zamkniętych grup tego serwisu… Energia, która pozwala wierzyć, że autor wpisu naprawdę wie o czym pisze, że pisze z doświadczenia i nie bywa człowiekiem niepotrzebnie okrutnym. Przetłumaczę wam jego słowa:

Hunting for us is not about the kill, it’s about survival necessity, connecting to the place we live in, understanding its nature, it’s people and culture – Dla nas polowanie nie jest o zabijaniu, nam nie chodzi o zabicie [zwierzyny], w tym chodzi o potrzebę/mus/konieczność przetrwania, utrzymania się przy życiu, o połączenie, ”złapanie kontaktu” z miejscem, w którym żyjemy, zrozumienie jego natury, ludzi i kultury.

The ”Montéria” is a big game hunting style whose origins are lost in time – ”Montéria” to styl polowania na grubego zwierza, którego geneza została zagubiona/utracona w czasie. Hunting dogs are the essential players in the montéria – Psy myśliwskie to kluczowi/niezbędni gracze w montérii. According to the territory in which montéria is practiced, there are substantially differing styles, including differences in the kinds of dog breeds used and the dogs’ training and approach to the hunt itself W zależności od terytorium, na którym montéria jest praktykowana, istnieją zasadniczo różne style, włączając w to różnice dotyczące rodzajów/typów ras używanych psów oraz ich szkolenia, a także podejścia do samego polowania.

In Argentina we have the “Montéria Criolla” which in its true essence has to be done with a pack of dogs, knives only and usually by horseback – W Argentynie mamy ”Montéria Criolla”, która w swojej istocie wymaga sfory psów, jedynie noży, a myśliwi przemieszczają się konno. Gunpowder weapons are not allowed, and that’s how we like it! – Broń prochowa jest niedozwolona i tak to lubimy!

In modern days Argentina is one of the very few places on earth where you can still experience the montéria in its genuine, rough essence – W dzisiejszych czasach Argentyna jest jednym z bardzo niewielu miejsc na ziemi, gdzie wciąż można doświadczyć montérii w jej prawdziwej, oryginalnej, szorstkiej esencji. Argentina’s stark landscapes, massive and ferocious wild boars and other indigenous species of wild game naturally blend with the local horse culture – Surowe, ostre krajobrazy Argentyny, masywne, srogie i ostre dziki oraz inne autochtoniczne gatunki dzikiej grubej zwierzyny, naturalnie łączą się z lokalną kulturą powstałą/zbudowaną w około koni i jeździectwa.

The tough, reliable Dogo Argentino and the Criollo Argentino are the natural outcome of such an intense environment – Twardy, niezawodny Dogo Argentino i Criollo Argentino, czyli psy używane konkretnie w Argentynie, w tym najbardziej pierwotnym, najczystszym typie monterii, są naturalnym rezultatem (i dziedzictwem) tak specyficznego, intensywnego środowiska.

Podoba mi się sposób w jaki autor tego tekstu ”sprzedaje” monterię swoim czytelnikom, bo przyjmuję, że jemu naprawdę chodzi o to, że zdarza się, że życie myśliwych rzeczywiście zależy od ich psów. Od jakiegoś takiego bardzo wyjątkowego porozumienia między człowiekiem i sforą. Od ”flow”, które łączy tych mężczyzn z ich psami. ”Flow”, które ”klei” za każdym razem bardziej i mocniej psy i ich ludzi, i ludzi z ich psami. Polowanie odbywa się przecież w najrozmaitszych warunkach, niekiedy w trudnym terenie, myśliwi poruszają się konno i to z dużą prędkością, gdy ścigają zwierzynę. Jeźdźcy zawsze więc muszą pamiętać, że ich prey ma kły, długie i ostre, i zwłaszcza samce są agresywne i gdy zdecydują się podjąć walkę, gdy zaatakują, mogą spowodować poważne obrażenia konia… Tak więc każda kolejna wyprawa; szukanie śladów zwierzyny, tropienie jej, odnajdywanie i walka – każda dobrze wykonana wspólnie ”robota” wzmacnia ów ”flow”. Mówi się, że więzi, tego porozumienia pomiędzy myśliwym i jego psem nie można opisać, można ją tylko odczuwać. I myślę, że szczególnie w przypadku klasycznej monterii jest to prawda. Że to musi być odczuwalne, gdy człowiek i psy ”robią swoje” i istnieje między nimi coś takiego jak ”współodpowiedzialność”; obustronne rozumienie, że jeżeli popełnią błąd, może się to dla nich skończyć tragicznie. Jest swego rodzaju szlachetność w polowaniu, w którym człowiek nie tylko wcale nie ma pewności, że ”na pewno” wyjdzie z niego zwycięsko, ale że choćby wyjdzie z niego cało. W polowaniu, w którym, jeśli którykolwiek z predatorów popełni błąd, zwierzyna łatwo może wyjść z roli ”prey”…

W monterii, polowaniu takim, jak on, ten mężczyzna o nim pisze, jest sens. Tylko tak monteria może obronić się w XXI wieku – tylko gdy brakuje gwarancji, że człowiek na pewno wygra. Bo jeśli tradycja polowania z dogo w Argentynie lub zdecydowana większość tego co w Argentynie – czy gdziekolwiek indziej – dziś za monterię uchodzi, miałaby mieć choćby tylko trochę wspólnego z tym do czego dochodziło (retorycznie: czy wciąż dochodzi?) w przykładowej Francji, czymś, co niektórzy określili okazją do tego, by psy mogły po prostu zamęczać zwierzynę w imię spełniania kaprysów ”myśliwych”, to nie ma żadnego usprawiedliwienia kultywowanie takiej tradycji. W każdym razie nie z dorabianiem do niej tej ”bajeranckiej legendy”, którą tak ładnie i ”romantycznie” opisał cytowany przeze mnie bloger i która to ”legenda” tak działa na wyobraźnię.

Ewentualne teksty o ”odmiennych kulturach” itp., które miałyby tłumaczyć barbarię, są nie do obrony, bo każdy myślący człowiek ma prawo do moralnej oceny czynów innych ludzi i to niezależnie od tego jak bardzo owa zdolność do oceny moralnej może drażnić/ranić ”wrażliwe serduszka” ocenianych. I choć świat się zmienia, zasuwa w takim tempie, że czasem słów brakuje, wciąż jeszcze człowiek cywilizowany znacząco różni się od barbarzyńcy, ciągle (jeszcze) nie jesteśmy w rzeczywistości rodem z ”Brave New World”[11] Aldusa Huxleya i ludzi moralnych nie nazywamy ”Dzikusami”.

Pomyśl też o tym, że jeśli, czytając moją uwagę na temat ”warunków” zachowania sensu argentyńskich polowań z Dogo Argentino w kontekście ”romantycznej monterii”, uśmiechasz się pod nosem, zarzucając mi ”naiwność”, to rozumieć musisz, że tym samym unieważniasz swoje ewentualne argumenty przemawiające za ”tradycją nieodłącznie związaną z tą rasą”, ”tradycją bez, której rasa ta przestaje mieć rację bytu i bez której przestanie istnieć”. Albo – albo. Albo w monterii chodzi o coś, albo to barbarzyńskie znęcanie się nad zwierzyną.

Argentyńska monteria criolla z Dogo Argentino to, pewna ”filozofia”, to swego rodzaju ”sztuka”, konkretne ramy, zasady oraz warunki, w które ta dosyć nowożytna rasa, tam, w Argentynie wpasowała się idealnie. O monterii więcej opowiem wam w osobnym wpisie.

Dawno temu zakazano w Polsce polowania z chartami i psami w typie chartów, ale nie miał ów zakaz nic wspólnego z ”wrażliwością ekologiczną”, był dziełem komuny, skutkiem zalania naszego kraju przez czerwone robactwo. Chart Polski to symbol polskości, ta akurat rasa nierozerwalnie związana jest z polską kulturą, w tym z polską tradycją łowiecką. ”Pańskie pochodzenie” Charta Polskiego komunistom przeszkadzało do tego stopnia, że zawzięcie tropione i rozstrzeliwane po stodołach, polskie charty cudem ocalały. Dziś nikt nie próbuje przywrócić tradycyjnego w Polsce polowania z chartami, choć jesteśmy wolnym narodem, a Chart Polski jest bardzo, bardzo polski. Uznajemy po prostu takie polowanie za zbyt brutalne i niepotrzebne, a charty biegają teraz na specjalnie dla nich organizowanych zawodach, za sztucznymi zającami. Tak więc można znaleźć sposób na rozładowywanie energii i instynktu charta – typu psa, o którym mówi się czasem, że ”nie myśli”, że ”gdy coś szybko się przemieszcza, chart >automatycznie< rusza za tym w pogoń”… Najwyraźniej wystarczy myśleć za charta.

Dziś nie przeszłoby u nas ”polowanie z chartami”, bardzo przecież a propos naszej kultury i tradycji, a jak z kynologicznymi ”przeszczepami kulturowymi”? Jak wygląda sprawa z marzeniami o ”legalnej monterii w Polsce”? Może powinnam raczej napisać: jak u nas z ”majakami o pato.pseudo.monterii”? Ktoś już wcielił je w życie?

Dzik jest dziki, dzik jest zły, dzik ma bardzo ostre kły” – a ile naprawdę waży i jak duży jest dzik?

Pozwólcie, że posłużę się danymi dostępnymi na stronie[12] i po prostu je wam przetłumaczę, abyście mieli takie ”mniej więcej” wyobrażenie na temat ”bestii”. Tak więc: Wielkość i waga dorosłych osobników w dużej mierze zależy od czynników środowiskowych; dziki żyjące w suchych obszarach o niskiej wydajności/ nieurodzajnych wydają się być mniejsze niż ich odpowiedniki żyjące w obszarach bogatych w żywność i wodę. W większości krajów europejskich samce mają średnio 75-100 kg (165-220 funtów), 75-80 cm (30-31 cali) w kłębie i 150 cm (59 cali) długości ciała, podczas gdy samice średnio 60-80 kg (130-180 funtów), 70 cm (28 cali) w kłębie i 140 cm (55 cali) długości ciała. W regionach śródziemnomorskich w Europie samce mogą osiągnąć średnią wagę do 50 kg (110 funtów), samice 45 kg (99 funtów), wysokości w kłębie 63-65 cm (25-26 cali). W bardziej urodzajnych regionach Europy Wschodniej samce mają średnio 110-130 kg (240-290 funtów), 95 cm (37 cali) w kłębie i 160 cm (63 cali), a samice ważą 95 kg (209 funtów), osiągają 85–90 cm (33–35 cali) w kłębie i 145 cm (57 cali) długości ciała. W Europie Zachodniej i Środkowej największe samce ważą 200 kg (440 funtów), a samice 120 kg (260 funtów). W Azji Północno-Wschodniej duże samce mogą osiągać rozmiary niedźwiedzi brunatnych, ważąc 270 kg (600 funtów) i mierząc w kłębie 110-118 cm (43-46 cali). Niektóre dorosłe osobniki męskie w Kraju Nadmorskim i Mandżurii mają masę 300–350 kg (660–770 funtów) i wysokość 125 cm (49 cali) w kłębie. Dorosłe osobniki tej wielkości są na ogół odporne na drapieżnictwo zakusy wilka. Takie olbrzymy są obecnie rzadkością ze względu na przełowienie w przeszłości uniemożliwiające zwierzętom osiągnięcie pełnego wzrostu. Tu[13] znajdziecie informacje o rekordowych dzikach pozyskanych w Polsce, ten ”naj” ważył 256 kg.

Dzikarz w polskiej tradycji łowieckiej

Należy zauważyć, że w Polsce polowanie z psami rozumie się jako polowanie z; legawcami, płochaczami, aporterami, tropowcami i posokowcami, gończymi oraz dzikarzami niemającymi ”kontaktu” ze zwierzyną, a monteria nie ma nic wspólnego z polskim myślistwem. Polski Związek Łowiecki bardzo precyzyjnie opisuje pracę dzikarza, opis ten jest dostępny na stronie PZŁ[14]. W charakterystyce dzikarza widniejącej na ww stronie, w świetle omawianej kwestii, niezwykle istotne jest następujące stwierdzenie: ‚Po pierwsze pies nigdy nie może zastąpić myśliwego podczas polowania, ma jedynie stanowić dla niego wsparcie” oraz opis według którego ”wspólnym mianownikiem idealnego dzikarza są takie cechy jak wykazywanie zainteresowanie podczas łowów tylko dzikami, odwaga, wytrwałość, pasja, karności, ciętość, przy trzymanej w ryzach niezależności, która nie będzie popychać dzikarza w czasie pobytu w łowisku, w kierunku działań na „własną łapę”. Opis dostępny na stronie Polskiego Związku Łowieckiego jest tak dobitnie i klarownie sformułowany, że po prostu zacytuję go wam w całości: Podczas polowań indywidualnych bardziej przydatne i użyteczne wydają się być psy małych ras myśliwskich jak jamniki, alpejskie gończe krótkonożne czy teriery (choć te muszą być w stanie zapanować nad swoim temperamentem i ciętością), których m.in. niepozorny wzrost stanowi jedną z cech przyczyniających się do wysokiego stopnia ich skuteczności. Mając na uwadze fakt, iż podczas tego typu łowów rola dzikarza sprowadza się do zatrzymania dzika w miejscu, oszczekujący z niestwarzającej dla siebie większego ryzyka odległości pies, wykazujący przy tym umiarkowany stopień agresywności bywa często lekceważony przez dzika, przez co nie skłania go do ucieczki. Zwierz nie czując się zagrożony, nie uchodzi, dając tym samym myśliwemu czas oraz okazję dojścia go i oddania skutecznego strzału. Psy myśliwskie ras średnich i dużych o odpowiedniej odwadze i dzielności sprawdzają się natomiast zdecydowanie lepiej podczas polowań zbiorowych, kiedy to oczekuje się od nich „wypchnięcia” z opolowywanego miotu bytujących w nim dzików tuż na linię myśliwych. Psu w żadnym wypadku nie wolno oddawać się samowolnej, długotrwałej gonitwie za zwierzyną, a po dokładnym przeszukaniu miotu i zakończonym pędzeniu musi on bezproblemowo zostać odwołany i powrócić do podkładaczy. W sytuacji podążania za postrzałkiem dzikarz powinien iść po jego tropie do skutku i albo go osaczyć albo doprowadzić myśliwego do osobnika, który „spisał już testament”.

Coś, co mają psy, a czego nie ma człowiek – o hunting dogs szerzej

By nie tracić czasu, skorzystam z Wikipedii[15]: Powodem, dla którego psy stały się dla myśliwych idealnymi pomocnikami jest ich węch – nieoceniony w odnajdywaniu zdobyczy. ”Po psiemu” obdarzone tym zmysłem oraz bardzo wytrzymałe psy gończe – scenthounds od starożytności używane były do tropienia zwierzyny, która w dużej mierze dzięki nim stawała się zdobyczą. Scenthounds polowały w Asyrii, Babilonii i Egipcie, a w celtyckiej części Brytanii polowania z nimi popularne były jeszcze przed przybyciem Rzymian.

Psy myśliwskie, gdy już zwęszyły i wytropiły zwierzynę, osaczały ją; naganiały/zaganiały ją w konkretne miejsce, w którym, na bezpiecznym dla nich dystansie, ją utrzymywały. Od tego momentu ich rola w polowaniu na grubego zwierza mogła wyglądać w dwójnasób; mogły albo zaatakować ”cel”, albo rozpraszać zwierzynę, podczas gdy myśliwy zbliżał się, by uśmiercić zdobycz. Różne rasy używane były do różnych zadań i choć niektóre z tych ras lub raczej typów ras przejawiających określone cechy psychofizyczne i wykonujących konkretne rodzaje pracy, przetrwały do dziś, należy wyraźnie zaznaczyć, że dawno, dawno temu, nie tyle istniały ”rasy”, jakimi je dziś rozumiemy, co właśnie typy ras. (Typy różniące się pomiędzy sobą nie tylko wyglądem, ale także pochodzeniem, wywodzące się z poszczególnych rejonów geograficznych lub nawet nico bardziej szczegółowo, z konkretnych psiarni.)

I tak, Charty; szybkie, zwinne, zdolne atakować i uśmiercać zwierzynę, w pogoń puszczano, gdy potencjalna zdobycz znajdowała się w zasięgu wzroku, pamiętając o niezbyt dużej odporności i wytrzymałości tego typu łowców. Te psy cieszyły się względami z uwagi na łagodny charakter i bywały nie tylko myśliwymi, ale i zwierzętami towarzyszącymi: domownikami. Bardziej wytrzymałe niż charty, używane więc przeciwko większej zwierzynie, takiej jak niedźwiedzie i dziki, Alaunty (o których pisałam wam niedawno w tekście o Fila Brasileiro[16]), będące bardziej typem psów pracujących, niż ”rasą”, dzięki selekcjonowaniu ich pod kątem utrzymania i wzmocnienia w nich instynktu chwytania ofiary, odziedziczonego przez nie po dzikich przodkach oraz odbywającym się na przestrzeni setek lat krzyżowaniom z psami gończymi oraz chartami, stały się cenionymi, dużymi, pokaźnymi psami myśliwskimi. Mastify były jeszcze bardziej krzepką i twardą, po prostu odporną ”rasą”. Mogły pracować w sforze i wtedy można ich było używać do tropienia zwierzyny a potem utrzymania jej na dystans, poprzez oszczekiwanie i osaczanie. Ale można było także oczekiwać od nich, że będą prowokować zwierzę, angażować je w walkę i opanowywać (chwytając w sposób typowy dla dzisiejszych catch dogs i presa używanych w polowaniach na dzika), aż myśliwy będzie mieć możliwość uczynić ze zwierzyny swoją zdobycz. Owa podwójna funkcja oznaczała, że psy ją pełniące zasadniczo należały do typu molosów i były największymi spośród wszystkich psów myśliwskich. Używane do polowań na gruba zwierzynę ”olbrzymy” przede wszystkim jednak pełniły rolę guard dogs – psów stróżujących, obrońców. Wszystkim wyżej wymienionym typom psich myśliwych brakowało umiejętności podążania za zapachem zwierzyny i ścigania jej, nawet po przebyciu bardzo długiego dystansu, po bardzo długiej pogoni. I w tym celu wykorzystywano bardzo wytrzymałe psy gończe – ogary w typie dzisiejszych Foxhoundów, które goniły, ścigały zwierzynę a do tego miały świetny węch. Kolejnym cenionym typem psich pomocników myśliwych, były tropiciele nazywane limerami. Prowadzone na lince (ich nazwa; Limer pochodzi od średniowiecznego słowa oznaczającego smycz) tropiły zwierzynę i odnajdywały ją jeszcze przed rozpoczęciem polowania, nim prey została hunted down – powiedzmy, że nim zwierzynę dopadła sfora. A to oznaczało, że tropiciel, poza odnalezieniem niedźwiedzia czy dzika, nie mógł go spłoszyć – musiał zachować spokój – osiągano to poprzez selekcję oraz trening.

Odpuszczę sobie spaniele, terriery etc., bo chcę wam powiedzieć więcej o Alauntach. W Wikipedii jest istotny acz dosyć ”szczupły” akapit dotyczący Alauntów[17] we Francji i Hiszpanii, przetłumaczę go wam (ale dodam też parę informacji, których w Wiki zabrakło mi przy tym haśle): We Francji Alaunty rozdzielone były w trzy główne kategorie, bazujące na fizycznym wyglądzie i wykonywanych przez te psy obowiązkach. Najlżejszy typ Alaunt Gentil był podobny do Greyhounda i ten typ w pewnym momencie ”wsiąknął” w lokalne rasy myśliwskie wraz z przywodzącym na myśl mieszańca psa w rodzaju Bloodhounda z Mastifem, Alaunt Veantre, mającym wielką głowę, obwisłe fafle i uszy’ska, trzymanym wyłącznie do polowań na niedźwiedzie i dziki. Trzecia i najbardziej interesująca dla nas odmiana mastifów, znana jako Alaunt de Boucherie [nazwę tę można by przetłumaczyć jako ”Alaunt Ubojowiec”], miała kluczowe znaczenie dla rozwoju psów walczących – fighting dogs i ‚psów gryzących/kąsających’ – biting dogs.

I teraz wyjaśnienie: skoro przy biting dogs” jesteśmy, nie sposób nie zahaczyć o nieistniejącego już dziś German Bulldog, nazywanego też Bullenbeisser, który był rasą/typem psa znanego ze swojej strenght – a więc siły, mocy, hartu i agility, czyli zwinności, zręczności. Bullenbeisser (istniejący w dwóch regionalnych ”wariantach”: Brabanter Bullenbeisser i Danziger Bullenbeisser) był blisko spokrewniony z Bärenbeisser (niektórzy uważają, że to jedna >rasa< a nazwy oznaczają odpowiednio do przeznaczenia; Bull-biter” i ”Bear-biter) i był przodkiem dobrze nam znanego Boksera. We wszystkich aspektach podobny był do dzisiejszego Alano Español i bardzo podobny był do Dogo Argentino, przywodził go na myśl nie tylko z wyglądu (chodzi o atrybuty fizyczne, a nie ”kolor sierści”), ale i z uwagi na ”użytkowanie” – użytkowe go wykorzystywanie.

Dog-baiting (także dziś) jest krwawą ”rozrywką” (to tzw blood sport), polegającą na szczuciu psów typu game (game dogs) przeciwko przykutym do czegoś łańcuchem, jakoś uwięzionym dzikim zwierzętom. Psy, by pokonać stawiające opór zwierzęta, kąsają je, gryzą, szarpią i urywają im fragmenty ciała, czasem nie tylko ”ujarzmiają”, ”poskramiają” i ”obezwładniają” te zwierzęta, ale i je zabijają. Dziś jest to ”zabawa” na szczęście nielegalna w większości krajów (aczkolwiek z egzekwowaniem kar bywa różnie…). Game dogs to psy o specyficznej cesze: gameness, oznaczającej; odwagę, kuraż, zrywność (te psy są skore do walki, ”wyrywne” można by powiedzieć, używając nieco prostackiego języka), determinację, nie wycofywanie się, nie okazywanie strachu oraz raczej śmierć w walce niż poddanie się. I jest to cecha, z którą te psy przychodzą na świat, tego nie można nauczyć. U fighting dogs, czyli u psów walczących – tak określa się psy biorące udział w walkach między psami oraz w walkach psów z innymi zwierzętami – owa gameness jest cechą wysoko cenioną, bo to dzięki niej psy walczące posiadają zdolność do ataku, jego ciągłego ponawiania, nieustającego kąsania i ”przyjmowania razów” od przeciwnika, pomimo odniesionych (ciężkich) ran, wyczerpania etc. Posiadają ją terriery-szczurołapy, które dzięki gameness są w stanie eliminować plądrujące spiżarnie i wcale niemające ochoty pożegnać się z żywotem i zaciekle o swoje życie walczące, szczury, ale i psy wykorzystywane stricte do walk; TTB, czyli Terriery Typu Bull. A także Dogo Argentino.

Alaunt de Boucherie w Anglii znany był jako Alaunt Butchers (”Alaunt Rzeźnicki”), a jako Alano w Hiszpanii i we Włoszech, gdzie były określane terminem Original Bulldog (Oryginalny/Prawdziwy Buldog), używano ich do kontrolowania i obrony stad bydła. W Hiszpanii tymi trzema kategoriami Alauntów były; Mastify, Alano i Charty/Wilczarze, oddzielone dalej jako ayuda (defense types) – typ psów obronnych, których zadaniem było zapewnienie człowiekowi pomocy/wsparcia i presa (offense types) – typ psów atakujących, jak Perro de Presa Canario, Fila Brasileiro i Dogo Cubano.

Dwa rodzaje zamorskich dzikarzy

Jak już wiecie dzięki klarownemu opisowi ze strony Polskiego Związku Łowieckiego do polskiej tradycji łowieckiej ”kontakt” dzikarza ze zwierzyną nie należy. Jednak w obu dzisiejszych Amerykach, Australii i w Afryce dzikarze, lub po prostu: psy na grubego zwierza (w Afryce ową grubą zwierzyną były przede wszystkim lwy) dzielą się na dwa rodzaje, gdyż wykonują dwa rodzaje zadań. Pierwsze to Bay Dogspsy ścigające, zaganiające, osaczające i oszczekujące zwierzynę – sygnalizujące, myśliwemu: ”Zwierzyna Jest! Konkretnie Tu: Tu, Gdzie My”. Czyli są to psy wystawiające myśliwemu zdobycz, ich praca polega na oszczekiwaniu zwierzyny w trakcie polowania i osaczaniu jej. Tak więc rola tych psów – jak i w polskiej tradycji łowieckiej – sprowadza się do zatrzymania dzika w konkretnym miejscu. Bay dogs przeszkadzają dzikowi, nękają go i prześladują, głośno szczekając i utrzymując go w bezpiecznej dla nich i myśliwego odległości. (I to zachowanie w Stanach nazywa się „baying” lub keeping the boar „at bay”, czyli trzymanie dzika na dystans. W Australii terminy „bay dogs” i „baying” nie są powszechnie stosowane i potocznie używa się określeń odpowiednio ”bailers” i ”bailing”). Ich szczekanie jest komunikatem dla myśliwych, alarmuje ich i dzięki niemu wiedzą gdzie mają się udać i że już mogą udać się w kierunku, z którego dochodzą ich głosy psów. Myśliwi posługujący się bronią palną kończą polowanie na tym etapie, oddając do dzika celny strzał.

Czasami też dzikowi udaje się uciec od bay dogs, ale w pewnym momencie albo się zatrzymuje, by podjąć z nimi walkę, albo zostaje przez nie osaczony, wtedy spuszczane są dzikarze drugiego typu: catch dogs, które przechwytują dla myśliwego jego przyszłą zdobycz.

Catch Dogs – chwytający łowcy, to psy, które ścigają zwierzynę i gdy ją dościgną, wchodzą z nią w ”kontakt”; uderzają w nią; chwytają ją, opanowują i utrzymują do momentu przybycia myśliwego. Takim właśnie typem dzikarza, dosyć nowożytną rasą wyhodowaną w Argentynie specjalnie do polowań na pumy oraz przeciwko dzikom jest Dogo Argentino. Presa czy Catch Dog – obie nazwy pochodzą od łapania-chwytania i trzymania, i są używane dla oznaczenia rodzaju aktywności psa podczas pracy, jego zadań w czasie polowania, gdy udaje mu się (szczególnie po pościgu) pochwycić lub przejąć zdobycz. Psy chwytające często używane są jako uzupełniające umiejętności myśliwskich psów innych ras, innych typów, wykonujących innego rodzaju pracę – owych bay dogs. Dla myśliwego korzystającego z umiejętności psich specjalistów obu rodzajów, wybierającego polowanie w bardziej ”pierwotnym stylu”, szczekanie bay dogs oznacza, że czas uwolnić psich łowców – cach dogs lub presy, psy, które zaatakują; ”wejdą w kontakt” ze zwierzyną; uderzą w nią, pochwycą, opanują i utrzymają aż na ”miejsce akcji” przybędzie sam myśliwy. Przy czym podkreślmy, że argentyńskie presa wszystko mogą robić same – Dogo Argentino nie są niezbędni ”asystencji, którzy przygotowują plan akcji”. W południowych Stanach Dogo Argentino często krzyżuje się z American Pit Bull Terrierami i z takimi ”miksami” poluje się na świniaki. Czasem też myśliwi używają czystej krwi APBT.

Wiele z catch dogs pochodzi z krzyżowań ras dokonanych, by uzyskane dzięki tym krzyżowaniom osobniki były w stanie jak najlepiej spełnić stawiane przed nimi podczas polowania wymagania, np. te uwarunkowane konkretnym rodzajem/typem zwierzyny, czy ukształtowaniem terenu. Te psy są tough – twarde, mocne i solidnie zbudowane (w znaczeniu umięśnienia i zredukowanej tkanki tłuszczowej), mają też mocne, twarde zęby (jak u psów typu pit bull). Różne typy tych popularnych w Ameryce psów wywodzą się od psów europejskich przywiezionych przez imigrantów. Wspomniane wyżej krzyżówki (”hybrydy”) następnie mieszano z psami rodzimymi z zamiarem wytworzenia wysokiej klasy psów myśliwskich, łączących funkcjonalność z cechami siły, odporności, wytrzymałości i wytrwałości.

Gdy cach dogs i presa uderzają w zwierzynę ich szczęki dopadają zwykle podstawy ucha dzika. Gdy już pochwycą swoją zdobycz, przytrzymują ją, kontrolując głowę zwierzęcia dopóki nie pojawi się myśliwy. Następnie łowca podchodzi do dzika od tyłu i zabija go za pomocą broni białej, zwykle noża. Chyba, że celem jest schwytanie zdobyczy i przeniesienie jej. W takim przypadku, pochwyciwszy wpierw tylną kończynę zwierzęcia, które traci balans, myśliwy zmusza je do wywrócenia się i gdy dzik leży na boku, myśliwy pęta jego kończyny.

(”Za ucho i do ziemi”: w ten charakterystyczny i dosyć ”bandycki” sposób bawią się szczenięta Dogo Argentino i czasem faktycznie mogą się pokaleczyć. Ale epidemia kopiowania uszu powszechnie sprzedawana jako ”lekarstwo” i ”alibi” dla poranionych szczenięcymi szpileczkami uszek, to gruby i niesmaczny kit. A właśnie z tej ”klasy” tłumaczeniami mieliśmy do czynienia na przestrzeni lat 2012-2015, gdy ZKwP akceptowało na organizowanych przez siebie wystawach pokazywanie, w oparciu o ”zaświadczenia o leczniczym kopiowaniu uszu”, psów z uszami kopiowanymi, urodzonymi w Polsce i, jak wynikało z treści owych ”zaświadczeń”, w Polsce kopiowanymi, już po Nowelizacji Ustawy o Ochronie Zwierząt z roku 2012, w której przecież podkreślono, że kopiowania zabrania się w Polsce w szczególności. Teraz cięte uszy na wystawach są już passé i aktualnie dla psów okaleczonych, za tysiąc pięćset złotych, można uzyskać uprawnienia hodowlane dzięki tzw specjalnym przeglądom hodowlanym*…)

W USA popularnymi hog dogs – ”świniarzami” są amerykańskie rasy (i ich mieszańce). Są nimi przedstawiciele ras Cur i psy w typie Cur’ów – te są niejednolite w swoim ”typie”, często stanowią mieszankę różnych ras. Słowo ”Cur” wywodzi się ze średniowiecznej Anglii, z XIII wieku i pochodzi od słowa ”curren” oznaczającego ”to grawl” – ”warczeć”. (Gdy w angielskim wypowiada się słowo ”cur” brzmi ono jak warczenie, burczenie.) Wiele z amerykańskich Cur’ów to bay dogs i jako takie są popularne w USA i Australii. I tu, jak w przypadku bay dogs, ich różne rodzaje także pochodzą od europejskich psów przywiezionych przez imigrantów. I także te krzyżówki mieszano potem z rasami rodzimymi, by uzyskać wysokiej klasy myśliwskie psy i do pewnego stopnia pasterskie, które też musiały łączyć w sobie cechy szybkości, siły i wytrzymałości. Cur’y często mają szeroką klatkę piersiową i zredukowaną tkankę tłuszczową. Inne, niemniej popularne w USA rasy ”świaniarzy” to: Luiziana Catahoula Leopard Dog, American Pitt Bull Terrier, etc. Oraz ”mixy”, bandogi, ”kundelki”, które po prostu się sprawdzają. W Australii są to Rhodesian Ridgebacki krzyżowane z różnymi ”mastifowymi” rasami, Bully Araby, Charty także krzyżowane z terrierami i także inne celowe krzyżówki, takie ”kundelki na użytkowość”.

Na przestrzeni lat w USA i Australii występowały zarówno przypadkowe krzyżowania pomiędzy bay dogs i catch dogs, gdyż psy te zwyczajowo, przez pokolenia trzymano razem, jak i miała miejsce planowa hodowla, w której celowo łączono linie. Tak więc niektóre ”psy na świnie” są bay dogs posiadającymi cechy catch dogs lub catch dogs ”polującymi węchem”. Zwykle tych ”2w1” już się dalej nie krzyżuje i wykorzystywane są zgodnie z unikalnymi cechami każdego z osobna.

”Misja”

Jest na YouTube materiał z wielu powodów wart obejrzenia, a jednym z nich jest to, że jest tak bardzo inny od wszystkiego tego, co wyrzuca wyszukiwarka YouTube, gdy wpisać w nią frazę ”Monteria, Dogo Argentino”, ”Wild boar hunting with Dogo Argentino” itp. Oto co w drugiej minucie tego filmu mówi myśliwy, który poluje z dogo w Teksasie: ”Dogo Argentino is good with the family, loves kids, good with other dogs, tolerable of other males, loves people, and at the same time will protect you.” – Dosłownie: Dogo Argentino is good with family→ ”jest dobry z rodziną”; ma dobry kontakt z rodziną/sprawdza się jako pies rodzinny/układa mu się relacja z rodziną [przewodnika] ← dalej; kocha dzieci [zrównoważone i prawidłowo prowadzone psy wiedzą, że dziecko jest ”ludzkim szczenięciem”, znają status społeczny ”szczeniąt” swojego przewodnika i swoje miejsce w hierarchii, doceniają, że ich przewodnik pozwala im mieć interakcje ze swoimi ”szczeniętami”], jest good with other dogs ma dobry kontakt z innymi psami, i: (is) tolerable of other males → toleruje inne samce i inne samce tolerują jego-dogo, kocha ludzi i równocześnie będzie cię chronić. To jak to szło drodzy ”spece od rasy” wypisujący kretynizmy na fejsie? ”To taka rasa, one tak mają, że”… Że ”to normalne”, że dostają …olca na widok innego psa, zagryzają psy, które wejdą na ”ich teren” itd…, tak? No, a może takie zachowania są ”normalne” u zwykłych, tych nieużytkowych dogo? (Wrócę do tego wątku w nieco dalszej części artykułu.)

Dalej Miguel mówi tak: When we hear the bay dogs we release the catch dogs and the catch dogs go straight to where the noise is, and they bite –– Kiedy słyszymy bay dogs, spuszczamy catch dogs i catch dogs idą prosto tam, skąd dochodzą odgłosy [wywołane ”sytuacją” bay dogs vs. zwierzyna] i gryzą [”chapsają” zwierzynę]. So, as a hunter, you wanna get there as quickly as possible, because every minute with the boar that might weigh 300 – 400 pounds, your dog’s life is at risk Więc jako myśliwy chcesz jak najszybciej dostać się tam [na miejsce ”akcji”], ponieważ w każdej minucie z dzikiem, który może ważyć między 135 a 180 kilogramów, zagrożone jest życie twojego psa (Przy czym warto pamiętać, że przeciętny dziki knur w USA waży gdzieś od około 50u do 100u kilogramów, ale nie jest czymś niezwykłym znaleźć świniaki osiągające ok 140 kg[18].) Dogo is also a smart biter – Dogo jest także psem inteligentnie gryzącym → sprytnie/zmyślnie, po prostu: mądrze pochwytującym. It doesn’t bite a hog and just try to destroy it like it was a fight – Nie gryzie, nie wgryza się w świniaka, nie szarpie go i nie próbuje go zniszczyć/rozerwać, jakby to była walka. Dogo should bite and hold, so it’ll save a lot more energy that way – Dogo powinien ugryźć i (u)trzymać, tak zachowa zdecydowanie więcej energii [niż gdyby szarpał zwierzynę itd.]. If it’s just try to tear up the hog, it’s energy expenditure is too much, so you try to get there as quickly as possible to dispatch of the hog – Jeśli po prostu próbuje rozerwać świnię, jego wydatek energetyczny jest zbyt duży, więc próbujesz/starasz się dostać tam [gdzie dogo ”mają kontakt” ze zwierzyną] tak szybko, jak to możliwe, żeby wieprza załatwić/”wysłać na tamten świat.” – A lot of people thinks that dogo kills the hog, the dogo just catches it, and it holds it enough for the hunter to get there in time and kill it – Wiele osób myśli, że dogo zabija knura, dogo tylko go łapie/dopada/chwyta i utrzymuje wystarczająco długo/tyle ile to konieczne, by dotarł myśliwy i zabił zdobycz. [Tak, nie jest ”działką” psa myśliwskiego zabijać zwierzynę, ale od człowieka kontrolującego przebieg polowania zależy to jaką ”pracę” wykona pies. A różni ludzie mają różne ”pomysły”…]

Warte uwagi są także słowa Miguela na temat wymiarów, gabarytów dogo, tym bardziej, że ostatnio na FB możemy oglądać już nie tylko cienkie jak przecinki dogo, ale i iście mastifowate kloce pozbawione linii dolnej – czyli jedni tzw hodowcy rozmnażają wypłosze o kośćcu typu >wykałaczka<, a inni bardzo popłynęli w bajkę, że ”dogo to jeszcze jeden molos, tylko zupełnie biały”.

Na marginesie, pokazywany na filmie ”zestaw”; Dogo Argentino jako catch dog i Luisiana Catahula Leopard Dog jako bay dog, to rasy predysponowane do wrodzonej głuchoty – dogo z uwagi na ”biały kolor sierści”, czyli z powodu działania Locus S, odpowiadającego za zakres pigmentacji, a LCLD z powodu umaszczenia typu Merle, czyli działania Locus M.)

Link do filmu przywracającego wiarę w to, że są na świecie ludzie odpowiedni do tego, by być przewodnikami Dogo Argentino, znajdziecie przy tym[19] numerze.

Zazwyczaj to, co możecie zobaczyć na YT po wpisaniu frazy ”Monteria, Dogo Argentino”, ”Wild boar hunting with Dogo Argentino” itp., wygląda znacząco inaczej od tego o czym napisał Whachadero, autor tekstu, który przytoczyłam i przetłumaczyłam wam powyżej, w wątku ”Monteria – a co to takiego?”, jak i Miguel – bohater filmu, który polecam wam obejrzeć. Niestety, to, co przedstawia większość filmików z YT, to z czego ”czerpią inspirację” niektórzy ludzie, to psudomonteria i patomyślistwo, popisy miękko… Dziki nie są ”wielkie” ani groźne, szczególnie dla opancerzonych, nierzadko naprawdę wymyślnie, psów, które dopadają je średnio w cztery (ale i więcej). Cztery ”opancerzone” psy, które po prostu gryzą, szarpią, zamęczają zwierzynę, bo świnaiki są zbyt niepozorne, by móc jakkolwiek walczyć z tymi psami. A typy, które stoją z boku i patrzą jak psy kąsają, szarpią i wgryzają się w drące się wniebogłosy knury, i oczywiście nagrywają te sceny telefonami, nie bardzo nawet starają się trafić w serca tych nieszczęsnych zwierzaków, gdy znudzi ich już gapienie się na jatkę i często dźgają świnie nieudolnie, po kilka razy, zanim w końcu je zabiją. Gdzie w tym ”starcie żywiołów”? ”Siła męskości”, czy ”okazja do wykazania się”? W tych nagraniach nie ma nic poza żałosną prawdą o ich autorach. (”Nieco bardziej cywilizowany” charakter miewały/mają – o ile wciąż są dostępne – materiały, które wyrzuca wyszukiwarka YT, gdy wpisana fraza to ”Wild boar hunting with Dogo Argentino”. Na anglojęzycznych filmach faceci częściej sprawiają wrażenie, że chcą szybko uśmiercić świnię, po tym gdy dobiegną na ”miejsce akcji”, ale też filmy te nierzadko były/są montowane, tak więc nie wiadomo ile czasu mija od momentu wejścia w sytuację myśliwych do chwili, w której zadają oni śmiertelny cios pochwyconemu świniakowi… ile naprawdę zajmowało panom ”przyglądanie się akcji”, wiedzą tylko oni.)

Prey objects & predatory behaviour, czyli Dogo Argentino jako carnivore, predator – ”po prostu” drapieżnik

Prey drive – po polsku popęd łupu, przy czym w kontekście Dogo Argentino anglojęzyczne ujęcie tematu, to słowo ”prey” (ofiara, zdobycz) jakoś dosadniej oddaje istotę rzeczy – to instynktowna skłonność drapieżnika do wyszukiwania i znajdowania, ścigania, chwytania i opanowywania zdobyczy – a więc do polowania.

Niektórzy behawioryści twierdzą, że predatory behavior – zachowanie drapieżnicze wcale nie powinno być nazywane ”agresją”, że odpowiedniejsze jest interpretowanie go jako formy food-getting behavior, czyli zachowania związanego z przyjmowaniem pokarmu. Motywacja do ścigania prey objects, do pogoni za ”ofiarami”, tymi ”obiektami” wzbudzającymi w psach predatory behavior, różni się od innych >form agresji< (brak w niej affective arousal – takiego ”emocjonalnego pobudzenia”), tych bazujących na rywalizacji o zasoby i/lub samoobronę. Psy rzucające wyzwanie; szczekające, warczące i goniące np. rowerzystów czy biegaczy np. mijających dom, czy ”teren psa”, angażują się w agresję terytorialną – pojedynczo drapieżniki zwykle otwarcie nie zdradzają swoich zamiarów, robiąc dużo hałasu. (Aczkolwiek obserwowanie sfory psów gończych uzmysławia, że polowanie w grupie może być dość hałaśliwe.) Natomiast psy, które chowają się w rowach lub za krzakami i cicho rozpoczynają atak na niczego niepodejrzewających przechodniów, wykazują bardziej klasyczne zachowanie drapieżników. Jednak powiedzmy sobie wprost: frustracja psa uwiązanego lub tzw kojcowego, psa znajdującego się za ogrodzeniem i zwyczajowo niemającego normalnych interakcji ze światem poza-kojcowym, z otoczeniem spoza posesji, psa z zaburzonym procesem socjalizacji, psychologicznie zaniedbanego, w połączeniu z ciągłą ekspozycją na bodźce (stające się ”wyzwalaczami” reakcji), które stanowią raptownie poruszające się prey objects, może pchnąć do zachowania drapieżnego, do prawdziwej agresji. Dosyć obszernie pisałam na ten temat w serii tekstów o roli przestrzeni w interakcjach ludzi i psów; o znaczeniu proksemiki, zwłaszcza w kontekście uczenia psów prawidłowego odnoszenia się do niemowląt i małych dzieci, poprzez czytelne ustalenie społecznego statusu dzieci w oczach psów[20].)

Do zachowań drapieżniczych należą; polowanie; węszenie, tropienie, przeszukiwanie danego terenu i szukanie ofiary, czekanie na ofiarę, zaczajanie się, nękanie; sekwencja ataku; pościg, skok i pochwycenie, potrząsanie, zaduszanie i konsumowanie ofiary po zabiciu.

Niektóre psy mają znacznie silniejszy predatory instinct niż inne. Nie powinno to dziwić. W końcu to, że dziś psy rasowe trafiają w ręce przypadkowych osób, nie oznacza, że tak było od zawsze. Kiedyś w rasie psa nie chodziło o jego wygląd, a użytkowość (nawet jeśli dziś niektórym bardzo trudno w to uwierzyć). Psy ras, które celowo, przez pokolenia, stulecia albo ”tylko” dziesiątki lat – jak w przypadku presy Dogo Argentino – hodowano w celu utrzymania i zachowania w nich specyficznych cech/umiejętności, jak to chase and (be able to) kill big, powerful animals, czyli do pogoni i zabijania dużych, silnych zwierząt, nawet, gdy trafią w ręce ludzi nieodpowiedzialnych lub po prostu idiotów, zachowują swoje cechy. (Wiecie, ”taka rasa” – sorry za cynizm.)

Psy używane do polowania na grubą zwierzynę; niedźwiedzie, dziki, pumy, lwy, przez pokolenia były selekcjonowane wpierw w kierunku wyłonienia a potem już jedynie utrzymania w nich cech/instynktu chwytania, utrzymywania i opanowywania oraz zabijania owej zwierzyny (w sforze). A propos, jak na początku tego tekstu wspomniałam, wielokrotnie zetknęłam się z czymś na kształt ”schizofrenii” u niektórych z posiadaczy dogo. Z jednej strony ten typ właścicieli dużo mówi (lub pisze) o ”instynkcie” swoich Dogo Argentino, instynkcie, który ich psy ”muszą jakoś rozładowywać”, w związku z czym ci właściciele, o ile natrafi się okazja chętnie puszczają swoje psy ”luzem, w las, by się z dziczkiem sprawdzały i/lub za sarenką wybiegały” i/lub jakoś ”nieszczególnie mocno przejmują się” (dokąd brak świadków), gdy ich dogo upoluje ”na spacerze” jakieś stworzenie; kota, wiewiórkę, jeża (a może nawet innego psa?)… Lubią też przechwalać się ”siłą szczęk” swoich psów itp. A z drugiej strony strasznie się ”burzą”, gdy używa się w odniesieniu do korzeni i tzw ”natury” rasy Dogo Argentino, ”mocnych słów”, bo ich zdaniem podobno właśnie to, te ”mocne słowa”, a nie ”puszczanie dogo luzem w las, żeby się z dziczkiem sprawdził”, czy ”upolowywanie” kotów, robi tej rasie najgorszy PR. Tym razem więc, z uwagi na ”wrażliwość” owych ”schizofreników” zamienię słowo ”zabijanie” na łagodniejsze w brzmieniu, ”nienacechowane” słowo ”uśmiercanie”. Kontynuując: psy będące przedstawicielami ras, które przez dziesiątki pokoleń hodowano i selekcjonowano tak, aby były w stanie uśmiercać i by uśmiercały duże i silne zwierzęta, są zdecydowanie bardziej predysponowane do wykazywania zachowań związanych np. ze ściganiem ”obiektów”, które postrzegają jako swoje potencjalne ofiary, niż np. ”ozdóbki” – psy, których przeznaczeniem było być ”dodatkiem do garderoby damy dworu”.

Ponownie, tak tylko na marginesie dodam (na ten temat będzie osobny tekst), że w pewnym sensie nawet zabawne jest, że posiadacze dogo mający dziś ”problemy” ze swoimi psami, obawiający się swoich (zazwyczaj wciąż jeszcze dość młodych) psów, ludzie odczuwający przed nimi lęk (po tym, jak wydarzyło się coś będącego skutkiem tego, iż ”przejechali na wszystkich czerwonych światłach”), dziwią się, że ich pies ”ośmiela się zapomnieć kto tu jest panem”, że ”ośmiela się rzucać im wyzwanie pies rasy stworzonej ”TO CHASE AND KILL BIG, POWERFUL ANIMALS”. Szczególnie te zdziwienia i przysłowiowe budzenie się z ręką w nocniku rozbrajają, gdy dziwi się istota skrajnie inna od big powerful animal – mała i bardzo nie-powerful, taka (bezbronna) ”kobietka”… Która to wymyśliła sobie, że to czego jej w życiu potrzeba, to akurat jest Dog Argentyński, a jakiś baran albo baranica jej tego psa sprzedali…

Wytwarzająca się (lub już wytworzona) kultur(k)a wokoło tej rasy powoduje, że często na wszelkie ”nieprawidłowości” w zachowaniu psa, z błogosławieństwem a nawet za namową ”znajomych z fejsa”, macha się ręką, bo ”To taka rasa, one tak mają, że”… Właściciele dogo ”z problemami” budzą się z wyżej wspomnianą ręką w nocniku nie, gdy ich kilkumiesięczny pies zaczyna pałać żądzą mordu na widok pierwszego z brzegu przedstawiciela swojego gatunku – bo przecież ”To taka rasa, one tak mają, że”. Nie, gdy pierwszy raz usiłuje ”polować”, skupiając się totalnie na Jakimś Tam Obiekcie, bo ”To taka rasa, one tak mają, że”. Nawet nie przy pierwszej ”upolowanej” wiewiórce, ani przy pierwszym rozszarpanym podczas ”spaceru” (choćby) jeżu, bo ”To taka rasa, one tak mają, że”… Budzą się dopiero, gdy ich pies wykaże agresję wobec ich dziecka lub nich samych. Oj! Wtedy do nich dociera: JEST PROBLEM! Budzą się, gdy w ”grze” ich pies jest na znacznie wyższym levelu niż oni… I wtedy tłumaczenie ”To taka rasa, one tak mają, że”… jakoś im już nie wystarcza… Cóż za irracjonalny brak konsekwencji! No, przecież podobno ”to taka rasa, one tak mają, że” coś tam.

Niestabilność, impulsywność i agresja u dogo, są tolerowane. Niejednokrotnie, czytając wynurzenia posiadaczy psów tej rasy lub rozmawiając z tymi ludźmi, można odnieść wrażenie, że cechy te są wręcz znakiem firmowym rasy. ”Łatwopalny dogo, to prawdziwy dogo” – zdają się mówić fani rasy. Co gorsza w tym i posiadacze dogo wypowiadający się np. pod nagraniami z wystaw psów, które to nagrania dokumentują przejawy zachowania, które przez żadnego odpowiedzialnego posiadacza zwierzęcia z gatunku canis familiaris nie powinny być tolerowane. A które u udzielających się w social media ”speców”, wydają się …budzić uznanie, wręcz podziw i być powodem do odczuwania dumy(?) z przejawianego ”temperamentu” i obecnych u danego osobnika ”typowych dla rasy” cech. Cóż, dogo są chyba jedyną rasą, w przypadku której za coś ”ok” uważa się – na wystawach odbywających się pod patronatem FCI – podjudzanie psów przeciwko innym znajdującym się na ringu osobnikom, ”nakręcanie ich na siebie”, by ”okazały temperament”. Zdarza się, że sędziowie oceniający stawkę sami zachęcają wystawców do tego, by ”podgrzali atmosferę” – coś takiego oglądać było można np. na Węgrzech w 2013 roku.

Ludzie posiadający Dogo Argentino uczą się poprzez naśladownictwo: jeśli przejawiana u czyjegoś dogo agresja jest ”normalna”, tak samo ”normalna” jest agresja u ich psa – nie reagują więc na jej przejawy (aż im skalę wysadzi…). Jeśli od jakiegoś Mądralińskigo Mądralka albo Mądralki Mądralińskiej z fejsa dowiadują się, że to ”normalne”, że dogo może >zapolować< na psa sąsiadów, który wszedł na ”teren należący do dogo”, to uznają, że ”nie ma co robić afery” z tego, że ich pies ”na spacerze” zagryzł inne stworzenie, bo ”przecież to tylko jeż”…

Dla odmiany, środowisko posiadaczy TTB – Terrierów Typu Bull, psów należących do ras, których pierwotnym przeznaczeniem było zabijanie innych psów podczas walk, jakoś nie ”jarają się na plus” (a co najmniej nie robią tego publicznie), gdy TTB przejawiają agresję wobec innych psów, czy zwierząt. A praktycznie zawsze, gdy w środkach masowego przekazu (a za takie można uznać dziś i social media) pojawi się informacja, że Gdzieś Tam, Jakiś Tam TTB wyrządził krzywdę innemu psu abo zwierzęciu, czy nie daj Boże człowiekowi, natychmiast uruchamia wszelkie możliwe dla nich środki, np. właśnie poprzez media społecznościowe, tłumacząc ludziom – oburzonym i przerażonym, domagającym się totalnego zakazu posiadania psów tego typu – że tragedia była do uniknięcia, że winny jest człowiek – właściciel psa. Bo nie jest naturą TTB atakowanie i/lub zabijanie innych psów ani nie daj Boże atakowanie ludzi, bo każdy TTB to przede wszystkim canis familiaris – pies domowy, dla którego zabijanie innego psa, czy atakowanie człowieka nie jest naturalne. A gdy takie zdarzenie ma miejsce oznacza wynaturzenie. Bo w naturze psa domowego nie jest walka na śmierć i życie z innym przedstawicielem jego gatunku ani tym bardziej atakowanie człowieka. Walki psów wymyślili ludzie, nie psy. I agresję w canis familiaris podsycają ludzie, także tę ukierunkowaną na człowieka. Zamieńcie sobie teraz skrót ”TTB” na ”Dogo Argentino”, to ”To nie ich natura, to nie wina rasy” na ”To zupełnie normalne zachowanie w tej rasie” – zaczęliście ogarniać w czym problem?

Wracając do wątku ”instynktu łowieckiego”: jak już wielokrotnie pisałam to, że jakieś zachowanie, w tym przypadku konkretnie predatory behavior, jest naturalne i ”typowe dla rasy”, nie oznacza, że powinno być – poprawka: że może być akceptowane, gdy przejawiane jest w sytuacjach nieadekwatnych. Adekwatną dla Dogo Argentino sytuacją, w której >cool< jest przejawianie przez psy tej rasy – z całą mocą – predatory behavior, jest polowanie → monteria, a nie ”spacerek pośród łąk/między blokami”. I to jest to o czym często, a czasem także bardzo chętnie (tak ”z premedytacją”) ”zapominają” niektórzy posiadacze Dogo Argentino. Ludzie, którzy swoje dogo wprowadzają w przestrzeń publiczną pełną innych ludzi, innych psów oraz innych zwierząt, kompletnie nie ogarniając, że z ich psami ”coś jest nie tak”, skoro ”polują” w czasie ”spaceru”– zwłaszcza z punktu widzenia otoczenia to ”nie tak” jest bardzo wyraźne.

Ci ludzie wprowadzą swoje psy, wychodzą z nimi ”na spacer” w przestrzeń publiczną – miasto, miasteczko, ”pipidówek”, wieś, las, łąka, przydomowy skwerek, blokowisko, to, jeśli nigdzie nie widać znaku ”teren prywatny”, przestrzeń publiczna. A ”spacer” z psem, wyprowadzenie go ”na siusiu i kupkę”, w publiczną przestrzeń to z założenia nie jest polowanie. Mimo to niektórzy posiadacze dogo pozwalają swoim psom na przejawianie zachowań skrajnie niewłaściwych dla sytuacji pt. ”spacerek” i nie widzą w tym żadnego problemu. Spacer, szczególnie dla Dogo Argentino nie może być okazją do ”polowania” ani na wiewiórki, ani na koty, ani na jeże, czy jakiekolwiek inne stworzenia. Powtórzę enty raz: Dog Argentyński nie może ot, tak podczas tzw spaceru zabijać innych stworzeń.

A jednak niektóre dogo ”upolowują” zwierzątka podczas ”spacerków”.

A potem jest płacz i zgrzytanie zębów, że ”pies jest agresywny” wobec dziecka albo żony/męża, ”narzeczonej/narzeczonego”… A dlaczego ma nie być ”agresywny”, jeśli nie zna granic? Jeśli dla niego ich nie ma, bo dotąd ”wszystko uchodziło mu na sucho”… Dotąd się ”rozwijał”, był młodym osobnikiem, a teraz jest już trochę starszy, ”pewniejszy siebie”, ma już swoje nawyki

Gdy pies tak specyficznej rasy ląduje w rękach zupełnie przypadkowej osoby, która >nie czuje< tej rasy, która, nawet o takim ”tradycyjnie polskim” myślistwie nie ma bladego pojęcia, nie mówiąc o big game hunting, czy gorzej, gdy Dog Argentyński ląduje u kogoś o mentalności ”dresiarza”, bardzo łatwo o patologię. Generalnie, Dogo Argentino jest rasą szalenie atrakcyjną dla ”mentalnych dresiarzy”, widzących w presie z Argentyny takie ”apdejtowane”, wielkie, białe, ”groźne do sześcianu pitbule”. A od takich ludzi nie sposób wymagać odpowiedzialności ani intelektualnego zaplecza zapewniających, że naturalne dla rasy predatory instincts nie staną się zagrożeniem dla otoczenia psa. Czasem niestety nie sposób uniknąć konkluzji, iż taki ”typowy polski klient” na Dogo Argentino powinien mieć zakaz zbliżania się do psów tej rasy. A brak wymogu, by przepisy dotyczące utrzymywania (min.) Dogo Argentino w Polsce, były na poziomie niemieckich, aż piszczy.

Gdy cały twój świat kręci się w około FCI: Puk, puk! – Czy to molos? – Gdzie jest miejsce presy Dogo Argentino?

Kiedyś międzynarodowy sędzia kynologiczny FCI, sędziujący rasy z grup I, II, III, V i VI, Dr. Otto Schimpf, który został pierwszym specjalistą od Dogo Argentino w Europie, zwrócił uwagę[21], iż choć Fédération Cynologique Internationale (FCI), czyli najbardziej na świecie znana międzynarodowa federacja kynologiczna, porządkuje rasy psów, jako należące do konkretnych grup, których wg systematyki tej federacji jest 10 i choć aż do 4 spośród owych grup zaklasyfikowane zostały rasy myśliwskie, presa – chwytająco-trzymający Dogo Argentino ”nie załapał się” do żadnej z nich. I wylądował w grupie II – tam, gdzie molosy. Konkretnie w sekcji drugiej grupy II, jako ”mastiff type”. Dr. Schimpf napisał: „Molossoid” is a concept that has come down to us from antiquity and is associated with the meaning of “enormous, solid, with a large head, etc”. The Dogo Argentino does not need these attributesMolosoidalny typ budowy, czyli masywny typ budowy to pojęcie/koncepcja, ze starożytności, z antyku, przywodzące na myśl psa ogromnego, solidnego z dużą, wielką głową itp. Dogo Argentino nie potrzebuje tych atrybutów/cech

Przypomniał, że gdy pod kierunkiem Augustina Nores Martineza, w 1974 roku Dogo Argentino jako odrębna, ustalona rasa, uzyskał uznanie FCI, zaklasyfikowano go w grupie V, w tym co w tamtym czasie było grupą V. A wtedy grupa ta skupiała głównie celebrated Nordic breeds, czyli dobrze znane rasy nordyckie (takie jak Siberian Husky, Alaskan Malamut itp.), ale i some special hunting dogs, czyli specjalne, ”wyjątkowe” psy myśliwskie. In the front line the Pack Dogs, a więc przede wszystkim psy pracujące w sforze, psy for big game hunting, czyli do polowań na grubego zwierza, takie jak Rhodesian Ridgeback – support dog for hunting lions – pies pomocniczy do polowania na lwy w Afryce. Podkreślał, że umieszczenie Dogo Argentino w grupie psów o przeznaczeniu myśliwskim odpowiadało intencji twórców rasy, niemających wątpliwości co do przeznaczenia białej presy: to zawsze był pies myśliwski. I takim miał pozostać: łowcą predysponowanym do pracy w sforze – jedna rasa posiadająca rozliczne talenty, których skupionych wszystkich razem w jednym psie, na próżno szukać poza Dogo Argentino.

W 1985 roku Fédération Cynologique Internationale częściowo zmodyfikowała klasyfikację swoich grup, a Dogo Argentino nagle znalazł się w grupie II. Wciąż nie jest jasne jakie były podstawy tego działania i kto je zainicjował, ale Dogo Argentino stał się ”Molosserem”, lądując w kategorii, której charakterystyczne cechy nie odpowiadają charakterystycznym cechom ras myśliwskich – dogo został ”psem rasy olbrzymiej”.

I ok, wszystko to prawda, konkretne i bardzo słuszne uwagi, ale w tym miejscu mój punkt widzenia na Dogo Argentino, wchodzi na kurs kolizyjny z poglądem Dr. Schtimpfa, który stwierdził po prostu, iż ”In Europe, dogs with characteristics that corresponded with those of the Molossers quickly earned themselves a bad reputation – W Europie psy o cechach odpowiadających cechom molosów – przyjmuję, że chodziło mu o cechy fizyczne – szybko zdobyły złą reputację. They were classified as dangerous or fighting dogs. Zostały sklasyfikowane jako niebezpieczne lub walczące psy [”psy do walk”]. Consequently they were included on official lists that banned their possession and breeding and very high special taxes were applied. W konsekwencji rasa została wpisana na oficjalne listy zakazujące posiadania dogo oraz ich hodowli, zastosowano także bardzo wysokie, specjalne podatki [dla posiadaczy dogo, jako posiadaczy psów rasy uznawanej za agresywną].

Po kolei, krok po kroku ”przyczepię się” do każdego z tych zdań z osobna:In Europe, dogs with characteristics that corresponded with those of the Molossers quickly earned themselves a bad reputation – W Europie psy o cechach odpowiadających cechom molosów szybko zdobyły złą reputację. Ale, że co? Tak ”po prostu” to się stało? I w ogóle to co ”się” stało? No, najwyraźniej stało się coś, co w swoim czasie stało się z Fila Brasileiro → hodowcy chcący dostosować się do niemającej merytorycznego uzasadnienia decyzji FCI. Hodowcy chcący sprzedawać swoje psy do miast, jako ”molosy”, zaczęli preferować psy o molosowej, cięższej sylwetce, bo takie psy preferują ludzie kupujący psy ”do domów i do miast”, szukający ”typowych molosów” i hodowcy im to dali. Zaczęło się całe to pierniczenie o dogo jako psie ”rasy obronnej”, w konsekwencji ”skakanie do rękawa” etc. Hodowcy (a może słuszniejszym byłoby określenie pseudohodowcy?) Dogo Argentino dali swoim klientom ”molosa”. Dali go im bez zawracania sobie głów psychiką białej presy. Presy, która może i zaczęła zmieniać się fizycznie, ale nie bardzo przy tym ewoluowała psychicznie i nie dostosowywała się do nowych warunków ”użytkowania”; ”molos towarzyszący”, ”pies rodzinny”, ”pies rasy obronnej”, ”właściwie ułożony, idealny towarzysz dziecięcych zabaw”, etc.

Kolejne zdanie, jak już wiecie, brzmi: They were classified as dangerous or fighting dogs – Zostały sklasyfikowane jako niebezpieczne lub walczące psy. Cóż, przecież Dogo Argentino to tylko Viejo Perro Pelea Cordobes – pies, który na ringu zagryzał innego psa – tyle że po ”przeróbkach” Martineza. Martineza, który chciał zachować Białego Walczącego Psa z Cordoby, więc Dogo Argentino wyhodowany/wypracowany został na genetycznej bazie VPPC. Martinez wiedział, że z powodu wybujałej agresji ta rasa skazana jest na zagładę, ale chciał zachować elegancki, majestatyczny wygląd VPPC, charakterystyczną białą sierść oraz jego siłę wyrazu. By to się udało musiał wyeliminować niepożądane cechy: szczególnie ową wyjątkową agresję, ponieważ, choć w czasie gdy Martinez dumał nad przyszłością VPPC, miały się one całkiem dobrze, wiedział, że w takiej formie, bez ”poprawek” VPPC nie przetrwają. Dzisiejszy Dogo Argentino to wciąż Viejo Perro Pelea Cordobes, tylko że po dziesiątkach lat (pokoleń) modyfikacji, czyli pracy hodowlanej Martinezów. Nie jest rasą stworzoną z wymieszania osobnych ras. Bazą dogo jest VPPC, do którego dolewano kolejne rasy, starając się jego instynkt zabijania innych psów przekierować na instynkt ”zamęczania” dzikiej zwierzyny podczas monterii.

Gdy zapomina się o selekcji na psychikę, gdy psy rozmnażane są ”na eksterier”, żeby zdobywać ”lokatki” i ”nagródki” na ”wystawkach”, gdy żyją w kojcach, tylko od czasu do czasu ”zabierane na spacer” poza kojec, gdy stają się coraz popularniejszymi ”psami towarzyszącymi” ludzi, którym podoba się ich ”biały kolor sierści” i upierniczone uszy, i gdy nie muszą już umieć pracować w sforze, bo nikt już nie pamięta o co w tej rasie chodzi i do czego została >zaprojektowana<, wracają pierwotne demony VPPC. Zdolność do pracy w sforze, zaczyna się od selekcji w kierunku uzyskiwania psów zdolnych do pracy w sforze, psów będących w stanie sprostać bardzo konkretnemu zadaniu: polowaniu typu big game i jest czymś zupełnie innym niż zagryzanie drugiego psa. Osobniki ”łatwopalne”, ”reakcyjne”, czyli reagujące nieadekwatnie do bodźca, nie mają jak podołać zadaniu, nie są w stanie sprostać wymaganiom pracy użytkowej. Wykonać zadanie mogą jedynie osobniki zdolne do panowania nad popędem, który kierował VPPC, psy niepodążające jak automaty za bodźcami. W warunkach braku możliwości realizowania instynktu w ”ucywilizowanej” wersji; w monterii, w polowaniu, w którym Dogo Argentino zamiast przedstawicieli swojego gatunku, atakuje dziką zwierzynę łowną, gdy selekcjonowanie pod kątem uzyskania stabilnej psychiki ”wylatuje” (pseudo)hodowcom z głów, wracają demony VPPC i zaczyna się problem wybujałej agresji i psychicznej niestabilności.

Consequently they were included on official lists that banned their possession and breeding and very high special taxes were applied”. W konsekwencji rasa została wpisana na oficjalne listy zakazujące jej posiadania oraz hodowli, zastosowano także bardzo wysokie, specjalne podatki. Słusznie, bo nie jest to rasa ”dla każdego” i nie tylko Dogo Argentino powinny dotyczyć szeroko rozumiane restrykcje, ale o tym kiedy indziej. Mnie nie przekonuje, że ”w imię wolności” idioci lub ludzie ”tylko” nieodpowiedzialni mają ”mieć prawo się uczyć” kosztem otoczenia. Pies rasowy nie jest sam w sobie żadnym ”dobrem, które należy się wszystkim” i nie uważam, aby było coś niewłaściwego w ograniczeniach dotyczących możliwości posiadania psów ras takich jak Dogo Argentino, Fila Brasileiro czy inne, dość ”egzotyczne”, by odpowiednie ich ułożenie – takie dzięki, któremu nie stanowią zagrożenia dla otoczenia – nie stanowiło kłopotu dla pierwszego z brzegu ”psiarza z tzw doświadczeniem”.

Dalej pan sędzia wspomina, że entuzjaści Rhodesian Ridgebacków okazali się swego czasu bystrzejsi od fanów Dogo Argentino i nakłonienie przez nich FCI do tego, by RR powróciły do grupy hunting dogs (aktualnie RR zaklasyfikowane są w grupie VI), skutkuje dziś znaczącą przewagą liczebną RR nad DA, a Rhodesian Ridgeback has remained the dog it always was, czyli pozostał psem jakim zawsze był [Co jest istotne także przez wzgląd na ich wygląd fizyczny, który nie uległ zmianom, z jakimi borykają się dziś niektóre argentyny, zbyt ”molosowe, mastifowate w wyrazie”]. By definition the hunting dog is in the so-called “Dangerous Dog” category – Z definicji pies myśliwski należy do tak zwanej kategorii ”Niebezpieczny pies”. At shows the judges are not inclined to consider it necessarily a powerful dog but simply a working dog. Na wystawach sędziowie nie mają inklinacji/nie są skłonni postrzegać/uważać ich koniecznie za potężne, ale po prostu psy pracujące. Według znanego sędziego nie ma powodu, by Dogo Argentino tkwiły w grupie II.

Uważa on, że przyszłość tej rasy można wyobrazić sobie tylko w grupie VI, grupie psów myśliwskich, ponieważ byłoby to spójne z story of its birth and with the desire of its breeder, czyli narracją o powstaniu rasy i pragnieniami jej twórców. Twierdzi, że byłby to pewny sposób na zachowanie cech/właściwości i funkcjonalności/sprawności Dogo Argentino; nadmierne/przesadne gabaryty; wzrost, budowa i waga nie są atrybutami psów myśliwskich. To fakt, nawet proporcjonalne, ale po prostu zbyt duże, ”kobylaste” i ”molosowe” osobniki nie są tym, o co w tej rasie chodzi. Pan sędzia stwierdził, że rasa zaklasyfikowana do kategorii psów myśliwskich, zostaje zdjęta z list banowanych, czyli zakazanych psów walczących.

Muszę dodać tu, moim zdaniem całkowicie oczywistą uwagę: zdjęcie dogo z tego rodzaju list, tylko dlatego, że w Jakiejś Tam międzynarodowej federacji kynologicznej, która zrzesza ludzi robiących biznes na rozmnażaniu psów, ktoś zmieniłby kategorię, do której ta rasa jest przypisana, byłoby posunięciem kompletnie bezzasadnym i karygodnym. Dlatego, że problem niestabilnej psychiki u wielu psów tej rasy wciąż by istniał. To nie zaklasyfikowanie do grupy II jest problemem najbardziej palącym, ale to do czego doprowadzili hodowcy szukający klientów na szczeniaki za wszelką cenę: niestabilna psychika i wybujała agresja u części psów tej rasy – jedne linie obciążone są bardziej, inne mniej. Lata świetlne dzielą Dogo Argentino od np. Cane Corso i dogo nigdy nie powinien był wylądować w grupie II, wg porządku ”szacownej” FCI. Ale hodowcy, jak i sędziowie kynologiczni powinni ”wziąć na klatę” konsekwencje debilnego postanowienia ”jedynie słusznej” FCI: wyciągnąć wnioski z istniejącej sytuacji, przeanalizować je i zacząć w końcu selekcjonować psy pod kątem psychicznych cech umożliwiających tym stworzeniom możliwie najbardziej bezkolizyjne funkcjonowanie w skupiskach ludzkich, gdyż wszyscy właściciele Dogo Argentino mieszkają na planecie Ziemia. ”Spapranie” rasy poprzez powszechnie akceptowany brak selekcji pod kątem utrzymywania cech stanowiących podstawę psychicznego zrównoważenia, u ”problematycznych” osobników i/lub w ”problematycznych” liniach Dogo Argentino nie wyparowałoby z chwilą, gdy biała presa znalazłaby się w grupie VI wg systematyki FCI, czyli w oczach osób ”z boku”, Jakiejś Tam Federacji Hodowców . A wracając do uwag pana sędziego, podsumował on swoje wynurzenia konkluzją, że dzięki takiemu obrotowi sprawy wszechstronność/wielofunkcyjność dogo zostałaby ”udokumentowana i przestałaby być przedmiotem mitów”… No, kurczę… Jakie to ”proste”, a najlepsze, że pan sędzia tak na serio. Aż sobie odpuszczę komentarz.

Dr. Schtimpf stwierdził, że nikt nie powinien obawiać się, iż Dogo Argentino zostanie zepchnięty do roli stricte psa myśliwskiego. Wyraził zdanie, że żaden Dogo Argentino nie musi aktywnie polować, but it can and must be able to do so officially when it has the chance ale może i musi być w stanie, czyli musi być wydolnym polować, kiedy będzie mieć taką możliwość/okazję ku temu/szansę na to. Po prostu dogo powinny być na tyle sprawne, by w stosownych okolicznościach móc podołać trudowi monterii faktycznie a nie tylko czysto teoretycznie. I z tym akurat się zgadzam[22]

Jak szkoli się dogo, by mógł polować na ”grubego zwierza”?

W zagrodzie. Z dzikiem. Etapami.

Chyba wszyscy pasjonaci dogo znają wywiad sprzed ”paru lat”, wywiad[23] z Birgitte Nielsen i Peterem Van Gilsem z kennelu Perro Pelea Cordobes. W każdym razie zna go, a co najmniej jego fragmenty, część dogo fanów, którzy bardzo chętnie biegaliby (lub biegają) ze swoimi dogo po lasach w poszukiwaniu ”dziczków”, z którymi ich psy mogłyby (lub mogą) się ”sprawdzić”. Wywiad ten jest naprawdę interesujący, zwłaszcza w punktach dotyczących zbyt agresywnych argentynów, czy problemu motywacji ludzi ”wchodzących w rasę”. Jest też ciekawy z uwagi na intrygująco (raczej) nieprzypadkowy dobór słów w nim użytych, szczególnie w kontekście polowania z Dogo Argentino na terenie krajów Europy. Szkoda, że fani i zwolennicy ”łowieckiego użytkowania” dogo w Polsce głównie skupiają się na fragmencie wypowiedzi Duńczyków, którą poniżej przytoczę, resztę ich uwag olewając, np. te dotyczące zdrowia pogłowia Dogo Argentino, no, ale cóż… Oto ów ”ekscytujący fragment” ww wywiadu, wywiadu, który, niezależnie od intencji osób, które się w nim wypowiadały, rozbudził i na dobre obudził wyobraźnię różnych ”Czesiów” w Polsce lub jedynie dolał oliwy do ognia… Niemniej prawdą jest, że dziś te różne polskie ”Czesie” snują wizje i marzenia o oddawaniu w kierunku dzików (i pewnie nie tylko) ”przypadkowych” niecelnych strzałów, posiłkując się przy tym – bardziej lub mniej otwarcie – słowami znanych hodowców.

PYTANIE: Do you think that ever the hunting with Dogo will be permuted oficially?

Sens tego pytania można przetłumaczyć następująco: Czy uważacie, że kiedykolwiek polowanie z dogo formalnie, urzędowo, poprzez zmiany w pawie zostanie zmienione/ulegnie zmianom? Że ”wachlarz możliwości”, to co możliwe/dopuszczalne vs. niedopuszczalne w polowaniu z dogo ulegnie zmianom? Że zmienione zostanie to, jak używać dogo w polowaniu? Tak więc >po polsku< można by to pytanie zadać tak: ”Czy uważacie, że kiedykolwiek zostaną w wyniku zmian w prawie, zmienione na plus, zwiększone możliwości zastosowania dogo podczas polowania?

ODPOWIEDŹ: ”We hope positively → Mamy nadzieję na pozytywny rozwój wydarzeń, pomyślny dla naszych oczekiwań. When we are talking about countries that have wild boar – Kiedy mówimy o krajach, które mają papulację dzików/w których występuje dzik, it is important to understand the hunting environment – ważne jest, aby rozumieć środowisko łowieckie, to w którym chce się polować. It is highly important to show hunters the good skill in tracking wounded game with dogo – Bardzo ważne jest [dosłownie: wybitnie i do głębi ważne], aby pokazać myśliwym dobry, wysoki poziom, wysoką skuteczność tropienia rannej zwierzyny przy użyciu/z pomocą dogo, so they get introduced to the breed slowly to better understand the charactertak, by zapoznawali się z rasą powoli, by lepiej rozumieli jej naturę, usposobienie, ”charakter”. We hope and pray that the number of boars will go mad – Mamy nadzieję i modlimy się, by liczba dzików go mad – osiągnęła ekstremalnie wysoki, nadmierny poziom, by było ich maksymalnie dużo, so they need catch dogs to protect the hunters during the hunts – by więc potrzebne stały się psy chwytająco-trzymające do ochrony myśliwych podczas polowań, if a shot failed – jeśli/gdyby/o ile strzał okaże się nieudany/chybiony/gdy starzł się nie powiedzie. We have already seen many accidents with Laikas and softer breeds on hunts – Widzieliśmy już wiele wypadków z Łajkami i miększymi rasami podczas polowań, they do not protect the hunter – one nie chronią myśliwego, in fact many do not go near enough to the boar – w rzeczywistości wiele z nich nie podchodzi do dzika wystarczająco blisko, so it get a dangerous situation for the shooter – co stwarza niebezpieczną sytuację dla strzelca, since the boar often escapes in last second with the hunter very near – w związku z tym, że dzik często ucieka w ostatniej sekundzie, mając myśliwego bardzo blisko, some even attacks the hunter – niektóre nawet atakują myśliwego… With a dogo with you in a leash until the boar is bayed up – Z dogo u boku, na smyczy, dopóki dzik pozostaje utrzymywany na dystans, you have extra safety – masz dodatkowe zabezpieczenie. That is the way we can introduce the dogoTo jest droga, którą możemy wprowadzić dogo/W ten sposób możemy myśliwym przedstawić dogo. But with the hunting tradition in Europe it is very difficul to penetrate – Ale przy istniejącej w Europie tradycji łowieckiej, bardzo trudno jest przeniknąć/przedrzeć się – and get a new breed accepted – i uzyskać akceptację dla nowej rasy.

Kolejny fragment, czyli osobne PYTANIE: Did the dogo have a future like a hunting dog with the often atacs from the law of nature? Czy dogo ma przyszłość w rodzaju ”pies myśliwski” przy częstych atakach from the law of nature? → i przy tym often atacs from the law of natureprzyznaję: waham się co do tego ”co poeta miał na myśli”. Spodziewałabym się czegoś w rodzaju …”often atacs from the animal rights activists/groups” itp., ale law of nature[24]Zakładam jednak, że chodzi właśnie o ”ataki ze strony organizacji ”pro eko”, a nie ”rozkminy filozoficzne”, gdyż odpowiedź na to pytanie nie jest szczególnie ”filozoficzna”.

ODPOWIEDŹ: Yes, for sure in the world of hunters. Tak, z pewnością w świecie myśliwych. They need a sharp dog on the prey, this quality of the dogo is already highly valuated in Sweden, where fx. Oni potrzebują ostrego, bystrego, gwałtownego ‚psa na zdobycz’, psa z popędem zdobyczy (z tą instynktowną skłonnością drapieżnika do szukania, ścigania i chwytania zdobyczy), ta zaleta dogo jest już wysoko ceniona w Szwecji, gdzie były/są efekty.

Our Uno have done more than 100 successful tracking on wounded game – Nasz Uno wykonał ponad 100 udanych tropień rannej zwierzyny (cholercia, nie przypuszczałam, że myśliwi aż tak słabo strzelają…), meaning catching the wounded deer so the pain can be stopped before the animal suffers too much – co oznacza pochwycenie/złapanie zranionego jelenia, by ból mógł zostać zatrzymany, zanim zwierzę ucierpi zbyt mocno/za bardzo. (Wow… Poważka: duuuże wow. Tak opowiedzieć tę ”bajkę”, to… Nie kupuję wersji rzeczywistości opowiedzianej w ten sposób, ale szczena mi opada, bo trzeba mieć… Powiedziałbym ”tupet”, ale zostanę przy słowie ”fantazja”.)

ONLY a dog with strong instincts to hold and catch can do this. Tylko pies z silnymi instynktami do zatrzymywania/przytrzymywania I pochwytywania może to robić. However we are very worried about the animal protection organisations – Jesteśmy jednak bardzo zaniepokojeni organizacjami ochrony zwierząt – they seem to have lost the understanding of nature – wydaje się, że utraciły zrozumienie natury.

In our opinion the fairest way of hunting is with Dogo Argentino – Naszym zdaniem najuczciwszym/ najsprawiedliwszym/ najbardziej fair sposobem polowania jest polowanie z Dogo Argentino, who search himself and tries to catch – który sam przeszukuje i próbuje pochwycić, if the boar is too strong and fast and escapes – jeśli dzik jest zbyt silny i szybki, i ucieka – he is a free animal again – znów jest wolnym zwierzęciem. IF NOT – JEŚLI NIE, the dogo catch it and holds it until the hunter comes – dogo złapie go i przytrzyma, dopóki nie pojawi się myśliwy, who can decide if he want to kill or let goktóry może zdecydować, czy chce zabić, czy puścić – if it is a sow – jeśli to locha, to maintain the population – w celu utrzymania populacji.

On the other hand you have the hunting with guns – Z drugiej strony masz polowanie z bronią, where they often shoot the wrong specimen – podczas którego często strzelają do niewłaściwego okazu, and sometimes the boar escapes wounded – a czasem dzik ucieka zraniony, this is more suffering for the animalco oznacza więcej cierpienia dla zwierzęcia.

I jeszcze jedno PYTANIE: Here in Bulgaria hunters think that dogo is not suitable dog for hunting because it is trying to make a contact with the pig and very often was hurt or killed by the boarTu, w Bułgarii myśliwi uważają, że dogo nie nadaje się, nie pasuje do polowania, ponieważ te psy próbują nawiązać kontakt ze świniakiem i bardzo często zostawały/zostają ranne lub zabite przez dzika. The fact it not barks is its minus. Fakt, że nie szczekają to ich minus. Do you think it has to be learn how to attack? Czy uważasz, że należy/trzeba uczyć je jak atakować? Definitely the test is not good lesson because the pig is pressed to the wall and the dogs must to attack from the front and that is very bad lesson. Zdecydowanie test (chodzi o te tzw próby pracy) nie jest ‚dobrą lekcją’ (mniemam, że chodzi o kontekst rozpatrywania ”prób pracy” w kategorii ”pozytywnych doświadczeń” dla niedoświadczonych, początkujących psów), ponieważ świnia jest >przyciśnięta do ściany< (w znaczeniu: pod presją, ”w poczuciu, że walczy o wszystko”) i psy muszą atakować od przodu, a to bardzo zła lekcja. What is your point of view? Jaki jest wasz punkt widzenia?

ODPOWIEDŹ: The dogos is perfect with baying dogs – Dogo są doskonale z baying dogs, we agree that in the European way of hunting – zgadzamy się, że w europejskim sposobie polowania: It can be a minus that the dogo is silent – może być minusem, że dogo jest cichy, but you can not bark and have the mouth full of boar at the same time 🙂 – ale nie możesz szczekać i jednocześnie mieć pyska pełnego dzika 🙂 [>uśmiech< zaznaczony jest w oryginalnym tekście] (Uwaga o ”pysku pełnym dzika” jest niezwykle ważna, ponieważ osoba posiadająca praktyczne doświadczenie 2w1, tj. zarówno jako hodowca oraz myśliwy polujący z Dogo Argentino, jednoznacznie stwierdza, że argentyny w łowisku zwyczajowo mają ”pyski wypchane zwierzyną I dlatego nie szczekają”, czyli że nie zabiera się ich w łowisko po to, by z boku szczekały, ale by dopadały do zwierzyny i wchodziły z nią w bezpośredni kontakt fizyczny, zatapiając w niej zęby.) As soon as the pig is bayed you release the dogos. Jak tylko świnia zostaje osaczona, wypuszczasz dogo. But the dogo must be prepared well – Ale dogo muszą być dobrze przygotowane – prepared means tested in pen gradually with a bigger boar – przygotowane oznacza testowane/sprawdzane w zagrodzie stopniowo, z większym knurem.

”Prawo do realizowania się w pasji”

Powtórzę: mamy XXI wiek i w Polsce wielu myśliwych jest w posiadaniu wysokiej klasy broni palnej, z której naprawdę umieją korzystać. Oczywiście tu też, jak w kynologii, liczy się kasa: jeśli masz pieniądze na swoją pasję uprawiasz ją na wysokim poziomie. W dzisiejszym łowiectwie nie chodzi już o ”zdobywanie pożywienia”, bo ‚po mięso’ wystarczy iść do sklepu. Dziś myślistwo to głównie regulacja i ja osobiście nie widzę niczego niewłaściwego w tym, że myśliwy z ambony strzela do zwierzyny. Zwłaszcza, gdy robi to czysto. Zawsze będę wolała zjeść zwierzaka, który nawet się nie zorientował, że umarł, od zwierzaka, który bardzo dobrze wiedział co i jak za chwilę się z nim stanie (zwierzęta w rzeźni świetnie wiedzą co je czeka). Rzygam też eko.terrorystami z ich nawijką o ‚obronie życia zwierząt’ przy równoczesnym podcieraniu się przez nich kwestią obrony życia ludzkiego. Natomiast za wysoce niepokojące zjawisko uważam fakt, iż brak możliwości oficjalnego, czyli otwartego; w świetle dnia i zgodnie z prawem, realizowania marzeń o (pseudo)monterii w Polsce, niektórzy ”miłośnicy Dogo Argentino” traktują praktycznie jako ”zamach na wolność i swobody obywatelskie”.

Sorry, ja akurat nie widzę sensu w zadawaniu dzikom czy jakiejkolwiek innej zwierzynie łownej niepotrzebnego bólu i nie jestem w stanie usprawiedliwiać sadyzmu, bo znowu sorry, ale opancerzone dogo kontra 80 może 100 kilogramowy dzik – to nie ma nic wspólnego z ”uczciwą walką”. Przeszczep kulturowy typu Dogo Agentino szarpiące dziki czy jelenie w polskim lesie ma się nijak do tradycji łowieckiej w naszym kraju, szczególnie, że u nas te upolowane dziki i jelenie się zjada i ich mięso ma nie być zatrute kortyzolem.

Na wspominanych już przeze mnie nagraniach z ”dogo w akcji”, powszechnie dostępnych na YT nagraniach, z których czerpią wzorce zachowań różne ”Czesie”, często widać, że psy w 3-4 a nawet więcej zamęczają małe dziki, takie poniżej 100kg i moim zdaniem jest to TOTALNA BARBARIA, do której nie ma jak dorobić ”usprawiedliwiającej ideologii”. Przyjmuję, że kogoś może to podniecać, że nagrywanie filmów z tych zdarzeń jakiemuś tam typowi ludzi robi ”lepiej”, ale dla mnie tacy ludzie są co najmniej …”dziwni”. Jak napisałam w tekście o WDS2019[25], w Polsce, ”w naszej kulturze, ”u nas” za czyn okrutny uważamy czyn, do którego wcale nie musiało dojść, który mógł zostać niepopełniony: ktoś mógł zdecydować inaczej, mógł wybrać coś innego, ale tego nie zrobił i w efekcie wybrał coś gorszego. ”U nas” w odniesieniu do traktowania zwierząt, o okrucieństwie wobec nich mówimy, gdy określamy zachowanie społecznie nieakceptowane, które umyślnie powoduje niepotrzebny ból, cierpienie lub śmierć zwierzęcia. ”U nas” barbaria przede wszystkim nazywana jest wprost: barbarzyństwem. Jest jako barbarzyństwo kwalifikowana, piętnowana i karana. (…) Co więcej, presja społeczna, by winni znęcania się ze szczególnym okrucieństwem, za swoje czyny ponosili odpowiedzialność, wciąż ”u nas” wzrasta. Osoby dopuszczające się takich zachowań są karane, gdyż polskie prawo przewiduje karę dla zwyrodnialców. Jako społeczeństwo rozumiemy, jak wielki wpływ na sprawców ma nieuchronność kary, w nagłaśnianych przypadkach okrucieństwa wobec zwierząt, uderza nas właśnie poczucie ich bezkarności, dlatego dla zwyrodnialców wymagamy coraz surowszych kar.” Nie uważam więc, by w Polsce była przestrzeń dla pseudo.pato.monterii. Ale… co ja tam wiem…

”Zwyrolstwo”

To nie przypadek, że walki psów w tylu krajach są nielegalne. I, co zawsze warto mieć na uwadze, to nie zakazanie walk psów odpowiada za to, że w krajach, w których ten ”sport” jest zakazany, proceder ten organizują ludzie powiązani ze światem przestępczym, po prostu bandyci i gangsterzy, dla których walki psów to jeszcze jedna, obok prostytucji, handlu ludźmi, czy narkotykami, ”gałąź biznesu”. To nie jest tak, że gdyby walki psów były legalne, ”robiliby” w nich ”mili i normalni” ludzie. (Patologia ciągnie do patologii.)

W cywilizacji łacińskiej, w świecie >Człowieka Zachodu< pies ma bardzo specjalne miejsce – pisałam o tym we wspomnianym już artykule nt. światowej wystawy psów w Chinach i nie będę powtarzać swoich uwag w tym miejscu, podkreślę tylko, że fakt, iż różne cywilizacje mają różne etyki i moralność, jest punktem wyjścia do zrozumienia skąd biorą się ”nieporozumienia” w takim generalnym sensie…

Nie będę wam tłumaczyć tego tekstu[26] słowo w słowo, nieco go sparafrazuję, by nie przedłużać tego i tak długiego wpisu. W poniższym wcale nie chodzi o ”użytkowość psa”, to po prostu ”rozrywka” dla gawiedzi ze słabym IQ i sposób na windowanie cen za szczeniaki, a przede wszystkim bezsensowne okrucieństwo urągające ”człowieczeństwu”. Ponownie, ktoś może powiedzieć, że to taka ”tradycja” albo ”kultura”, więc dodam, że nie ma w polskim języku słów, którymi mogłabym łagodnie wyrazić co o takich ”obyczajach” i ”tradycjach” sądzę, dlatego nie interesuje mnie ”spieranie” się odnośnie tego wątku. Banda pajaców uprawia hazard ot, co i dorabianie do tego ideologii o ”kulturze i tradycji” jest pozbawione sensu. Dodatkowo, sprzedawanie mięsa ze zwierząt, które brały udział w tych ”imprezach”, jako jadalnego, wystarczająco wiele mówi o ”poziomie” tych ludzi.

W traditional Indonesian hunting game, czyli tradycyjnej (korzenie tej ”tradycji” sięgają lat ’60 ubiegłego wieku, tak więc nie przesadzałabym z tym słowem, jak ktoś oglądał ”Misia”, to choćby z tego filmu wie o co chodzi z TRADYCJĄ) indonezyjskiej grze myśliwskiej psy i dziki fight to the death – walczą na śmierć i życie. Te zwierzęta zmuszane są do walki aż jedno z nich odniesie obrażenia. (Praktyki te potępiane są przez aktywistów na rzecz walki o prawa zwierząt.) Na dźwięk gwizdka, ku podnieceniu tłumu, pies szarżuje w kierunku centrum, wykonanej z bambusa areny o wymiarach 15 na 30 metrów, gdzie odbywa się walka. ”Rozrywka” nazywa się ‚Adu Bagong’ i odbywa się cyklicznie, w weekendy w różnych, odległych wioskach w prowincji Jawa Zachodnia.

To jest coś: ”Participants who groomed and fed their dogs outside the arena before the match said their continued participation in the sports is a way to preserve a cultural practice that that has been carried out for decades” – Uczestnicy, którzy przygotowywali i karmili swoje psy poza areną, przed zawodami, powiedzieli, że ich (psów) dalszy udział/dalsze uczestnictwo w tej dyscyplinie jest drogą do zachowania praktyki kulturowej, która jest prowadzona od dziesięcioleci. Pierwotnie te walki miały być podobno czymś na kształt ”testowania charakteru psów”, ”prób pracy” i wszystko to miało zacząć się od tego, że miejscowi rolnicy próbowali chronić swoje gospodarstwa, pola przed niszczeniem ich przez dziki. Jednak przez lata >widowiskowy sport< ewoluował w podziemiu i dziś chodzi o zakłady: hazard podczas tych walk i kasę, którą przynosi. Oceniane są ”umiejętności” psów i to przez jaki czas dany pies gryzie dzika. ”Once the dust has settled, injured wild boars, considered ‚unclean’ for Muslims to eat, are slaughtered and sold to non-Muslim consumers” – Gdy opadnie kurz, ranne dziki, uważane przez muzułmanów za ”nieczyste” [jak mięso świń, ale nawet, gdyby to były inne zwierzęta, chodzi o to, że mięso nie zostało pozyskane w trakcie rytualnego uboju, nie jest więc halal] są zabijane i sprzedawane niemuzułmańskim konsumentom (#EndżojKortyzol). Ale jeśli dziki nie zostaną critically injured, czyli krytycznie ranne, będą leczone i wykorzystane w następnych >zawodach<. Psy pokonane przez dziki (podobno) również będą leczone. Jeden z panów amatorów tej ”rozrywki” (opisany jako ”miłośnik psów myśliwskich”), stwierdził, że jest ona nieodłączną częścią kultury jego społeczności i nie należy jej zakazywać mimo utyskiwań aktywistów na rzecz ochrony zwierząt.

„The government and NGOs should go to the field to stop this event and educate the people that dog fighting is not right,” said Indonesian animal rights activist Marison Guciano – Rząd i organizacje pozarządowe powinny wkroczyć, by walki psów [tu dog fighting zapewne użyte w kontekście wszelkich walk, w których udział biorą psy, nie zaś jedynie walk pomiędzy psami] zatrzymać to [cyklicznie się odbywające] wydarzenie i edukować ludzi, że walki psów nie są w porządku”, powiedziała indonezyjska działaczka na rzecz praw zwierząt Marison Guciano.

„I follow this contest to increase the selling price and economic value of my dogs, and it will be useless for me as a breeder if I do not participate in a contest like this,” Badud told Reuters in his house where he keeps 40 dogs – ”Śledzę [w kontekście ”jestem w tym”] ten konkurs, by podnieść cenę sprzedaży i wartość ekonomiczną moich psów, i będzie dla mnie, jako hodowcy daremne, jeśli nie będę uczestniczył w zawodach jak te” [nie ma sensu rozmnażać psów, jeśli nie borą one udziału w walkach, bo się ich potem nie sprzeda tak, by ”wyjść na swoje” – nie opłaci się ”hodowla psów”, które nie walczą] – powiedział Badud agencji Reutera, w swoim domu, w którym trzyma 40 psów. To enter the fight, dog owners pay at least 200,000 to two million Indonesian rupiah ($14-150) and the dogs are classed into three categories depending on its breed, weight and previous track record – Aby wejść do gry, właściciele psów płacą co najmniej 200 tysięcy do 2 milionów rupii indonezyjskich (14-150 USD), a psy są przyporządkowywane do trzech kategorii, w zależności od rasy, wagi i ich wcześniejszych osiągnięć. Winners will get a trophy and cash prize of around $2000 – Zwycięzcy otrzymają trofeum i nagrodę pieniężną w wysokości około 2000 USD.

U nas te kwoty mogą nie robić wrażenia (choć pewnie zależy to od tzw mentalności ”hodowcy”…) ale najwyraźniej tam jest inaczej. Pytanie czy wśród ludzi zajmujących się w Polsce rozmnażaniem białej presy są tacy, którzy marzą o zalegalizowaniu podobnych praktyk u nas po to, by sprzedawać produkowane przez siebie psy za wyyyższe kwoty? Może przydałby im się jakiś ”mięsisty” czynnik usprawiedliwiający (ale obleśnie brzmi ta ewentualność w takim ujęciu) podniesienie cen za szczeniaki? Może są tacy, którzy chcieliby móc wprost chwalić się ”wyczynami” swoich ”produktów”? A może niektórzy już to robią? Tylko jaki w tym sens? Zważywszy, że, odkąd te psy zyskały popularność i zaczęły rozmnażać je nieodpowiednie osoby, dogo niekiedy wręcz nachalnie reklamuje się jako ”psy rodzinne”, coraz częściej ”dla każdego”…

Z uwagi na brak u tzw hodowców wyobraźni i poczucia odpowiedzialności za rozmnażane psy oraz z powodu nie istnienia odpowiednich przepisów prawnych, które regulowałyby to nad czym zapanować nie potrafią lub po prostu nie chcą ”hodowcy”, argentyny w Polsce trafiają w ręce bardzo przypadkowych ludzi. I okazują się być rasą cholernie ”jarającą” typy, którym jakoś nie robi, że ich pseudomyśliwski pies (sama przynależność do rasy nie czyni z psa ”myśliwskim”), pałający żądzą mordu na widok innego przedstawiciela swojego gatunku, a może i rozszarpujący ”zwierzątka” podczas ”spacerów”, będzie leżał na kanapie z niemowlakiem/kilkulatkiem – ich własnym dzieckiem. Do czasu, oczywiście. Aż zdarzy się COŚ; nieoczekiwane ”warknięcie”, ”pokazanie dziąsełek”, ”ostentacyjne zafalowanie falbankami”, ”skubnięcie”/ugryzienie dziecka albo ”pana i władcy”Coś, co takim osobom uświadamia ich potworną głupotę i ignorancję. (I pomyśleć, że Martinez tak się narobił, żeby z VPPC zrobić Dogo Argentino, a wystarczyło FCI, ”kilka” lat i ”paru dresiarzy”.)

Głupawy uśmieszek

W związku z tematem przewodnim dzisiejszego artykułu, z gamy możliwych ”nieprawidłowości” dotyczących zachowania dogo mającego funkcjonować jako ”pies towarzyszący”, ”pies rodzinny”, zakupiony do mieszkania/”domu z ogrodem”, ponownie wybiorę zagadnienie traktowania przez nieczujących rasy posiadaczy dogo, jako normy i czegoś pozytywnego, objawiania przez psa zachowań powszechnie klasyfikowanych przez tych ludzi jako ”cool przejawy instynktu łowieckiego”. Bezrefleksyjni właściciele jako coś pozytywnego z czym ”nie trzeba nic robić”, przejaw ”prawidłowego temperamentu”, ”typowych dla rasy cech” i czegoś ”fajnego” traktują u swoich psów impulsywność i ”łatwopalność”, w tym nieprowokowaną zaciętość w dążeniu do spięć z innymi psami. Uznają niezrównoważenie psychiczne za ”esencję” i cechę emblematyczną psów będących przedstawicielami TEJ rasy. I to, gdy w domu mają dzieci lub osoby starsze, czy też po prostu osoby niezbyt dobrze czujące się w roli ”współlokatorów” niekontrolowanych i niekorygowanych, NIEULEGŁYCH wobec właścicieli, Dogo Argentino. Zachowania absolutnie niedopuszczalne traktują jako coś, czego istotę wyczerpuje komentarz typu ”To taka rasa, one tak mają, że” i towarzyszący mu głupawy uśmieszek. I mają czelność ”kwalifikować” absolutnie niedopuszczalne u psa domowego zachowania jako ”prawidłowy temperament”. Pies, który rzuca się na innego psa, dogo, który (już w wieku kilku miesięcy) w mgnieniu oka ”traci kontakt z bazą” i usiłuje przedostać się do innego psa, żeby go dopaść i ”wysłać za tęczowy most” nie ma w sobie za grosz cech typowych dla rasy, taki z niego potencjalny cooperativehunter jak z kozej d… trąba.

I w tym właśnie kontekście jedno jeszcze jest zastanawiające. Oficjalnie fani dogo w Polsce brzydzą się walkami psów – no, chyba, że coś się zmieniło… ale nie wydaje mi się. Zakładam, że w otwartych rozmowach face to face nawet najgłupsi posiadacze dogo nie odważają się (ewentualnie) pójść dalej niż w tę skrajnie debilną dumę, że oto ich psa boją się postronni ludzie i że ”Gdyby coś, to ich pies wygrałby z każdym innym, bo to dogo, a one mają taaakie szczęęęki, że”… Nie sądzę, żeby było możliwe, by któryś z takich pajaców obnażył się do końca, wprost wychwalając walki psów, bo ciągle wierzę, że istnieje jakaś nieprzekraczalna granica, nawet dla największych głupków. Jednak puszczanie psa ”na” kota albo dzika, odległe od monterii mniej więcej tak, jak gówno od czekolady, te filmiki z YT – wielu pajaców jarają tak, że aż im się gacie palą. No, gdyby ich te aktywności nie jarały, problem puszczania psów w las, ”żeby miały okazję wykazać się instynktem”, nie istniałby. Nie istniałby i nie byłby elementem tworzącej się (a może już wytworzonej – demage is done?) w około tej rasy, w Polsce, kultury. Na forach nie pojawiałyby się – w formie ”zabawnych anegdotek” – historyjki o tego rodzaju ”polowaniach” ani o ”polowaniach” na koty, wiewiórki itp. Tego rodzaju ”przygody” nie byłyby też tematem lekkich rozmów prowadzonych przez internetowe komunikatory. To by się po prostu nie zdarzało. A jeśli by się zdarzało, to byłoby traktowane jako przykry incydent, coś nad czym należy ubolewać i czemu trzeba przeciwdziałać, a nie powód do dumy, czy żartów.

Czyli: oficjalnie walki psów są ”fuj”. Ale szczucie na zwierzynę leśną lub ”tylko” puszczanie psa luzem, ”by sobie swobodnie i bez ograniczeń pohulał” albo ”zapolował” na te jeże czy wiewiórki, koty lub inne stworzenia, które czasem giną tragicznie podczas tzw spacerów ”pieseczków” należących do debilów, jest ”fajną zabawą”. Jest ekscytujące, jest czymś, czym można się chwalić, o czym opowiada się na luzie, bez wstydu i żenady, czymś z czego się żartuje, czymś na kształt ”branżowych” smaczków i dowcipów, które rozumieją tylko ”wtajemniczeni”, czymś w praktyce powszechnie akceptowanym, bo ”To taka rasa, one tak mają, że”…

Jakoś się to (miejsce na partykułę wzmacniającą, wyraz powszechnie uważany za wulgarny) nie klei.

Jaka jest różnica między rozszarpywaniem przez TWOJEGO PSA zwierzęcia, ssaka dowolnego gatunku a rozszarpywaniem innego psa? Jaka jest różnica między grożeniem przez TWOJEGO PSA innemu psu a grożeniem tobie? Jaka jest różnica między atakowaniem przez TWOJEGO PSA innego psa a atakowaniem ciebie?

No, dobrze uspokój się. Twój dogo rzuca się na inne psy i/lub inne stworzenia, ”startuje” do nich i szarpie się tak, że ledwo go utrzymujesz, ale jeszcze nie ”zafalował falbankami” przed buzią żadnego (na przykład twojego) dziecka, więc masz jeszcze chwilę… Ale zastanów się: kiedy jesteś posiadaczem nienormalnego psa, wiesz, psa zachowującego się nienormalnie, takiego, którego przeprogramowałeś swoim brakiem reakcji lub konkretnymi reakcjami na atakowanie tych nieszczęsnych kotów i innych Żyjących Sobie Gdzieś Tam Zwierzątek, to jak sobie to we łbie rozdzielasz? To, że walki psów są be i fuj (no, chyba, że dla ciebie wcale nie są…), ale wykańczanie przez twojego ”pupila”, twojego ”domowego pieseczka”, zwierząt (wyobraź sobie, że jeże i krety też są zwierzętami) podczas ”spacerów” albo króliczków, czy też ”szynszylek” twojego dziecka w domu, jest ”cool”, ”I to nic takiego, dzieciak wziął to na miękko”. Co masz we łbie nie tak? Gdzie ci się ”popsuło”, hę?

Wróćmy jeszcze do słów duńskich hodowców

PYTANIE: Is Denmark the best country for the breed of dogo? Some of the regulations for breeding in Denmark? Czy Dania to najlepszy kraj do hodowania dogo? Przykłady jakichś regulacji dotyczące hodowli w Danii?

ODPOWIEDŹ: YES, in some ways Denmark is the best country for the dogo, we have here the strongest breeding restrictions of the world – that makes sure that the lazy and unmorally people are not busy with our breed. TAK, pod pewnymi względami Dania jest najlepszym krajem dla dogo, mamy tutaj najsilniejsze ograniczenia hodowlane na świecie – to gwarantuje, że leniwi i niemoralni ludzie nie zajmują się naszą rasą. Also it prevents that too many pups are born. Zapobiega to również rodzeniu sie zbyt wielu szczeniąt.

Chips marking is required when the pup are 6 week old, official BAER test must be done between 6-7 weeks old, test follow pedigree, that are given out when the pup are 7-8 weeks old, pedigree and BAER test ALWAYS must follow puppy when it leaves. Oznaczanie szczeniąt za pomocą chipów jest wymagane, gdy szczenię osiągnie wiek 6 tygodni, oficjalny BAER test musi zostać wykonany/przeprowadzony między 6-7 tygodniem życia szczeniąt, rodowód I wynik BAER test ZAWSZE wydawane są wraz ze szczenięciem.

ALL puppies in the litter are registrated when they are 3 weeks old, and the same number of pups must be BAERTESTED. WSZYSTKIE szczenięta w miocie są rejestrowane, gdy mają 3 tygodnie, i ta sama liczba szczeniąt, cały miot musi być BAERTESTOWANA, czyli poddana BAER test. Deaf puppies also. Głuche szczenięta także (jak rozumiem bada się szczenięta niezależnie od ”przeczuć hodowców” I rejestrowane są wszystkie wyniki). Deaf puppies must be put to sleep immediately after the test. Głuche szczenięta muszą zostać podsane eutanazji natychmiast po wykonaniu testu. Parents must be officially BAER tested also and have a FCI dysplasia result – only A B and C is allowed for breeding, and C only with A. Rodzice szczeniąt muszą zostać oficjalnie przebadani, poddani BAER test a także mieć honorowany przez FCI wynik badania w kierunku ustalenia stopnia dysplazji biodrowej – w hodowli wolno jest używać jedynie osobników z wynikami A B i C, tylko takie są dopuszczane do dalszego rozmnażania, a osobniki z wynikiem C wolno jest łączyć jedynie z tymi z wynikiem A. The parents must be mentally tested – if not passed – NO permission for breeding. Rodzice muszą być poddani testom psychicznym, jeśli ich nie zdadzą, hodowca NIE otrzyma zezwolenia na kojarzenie, rozmnażanie, hodowlę na bazie osobników bez zdanych testów psychicznych. You have only 1 chance. Masz tylko 1 szansę.

So, regarding breeding, YES, Denmark is good for the Dogos future regarding health and character. Tak więc, jeśli chodzi o hodowlę, TAK, Dania jest dobra dla przyszłości dogo, gdy chodzi o zdrowie i naturę, usposobienie rasy, jej charakter. Here you can not breed a dysplastic dog with a vicious character or weak character, just because he is pretty. Tutaj nie możesz rozmnażać dysplastycznego psa z vicious character (cóż za eufemizm…) z zepsutym, narowistym, gwałtownym charakterem/ nieprawidłowym usposobieniem lub weak character (ponownie: cóż za eufemizm…) o słabym charakterze (o niekorzystnym usposobieniu; ”miękkim”, ”delikatnym”, ”tchórzliwym”, ”histerycznym”), tylko dlatego, że jest ładny. These regulations makes the people more aware of what breeding a dogo means – and select out the lazy people with the wrong motivation. Te regulacje/ przepisy czynią ludzi bardziej świadomymi/ uświadamiają ludziom, co oznacza hodowla dogo – i eliminują ludzi leniwych I z niewłaściwą motywacją. Regarding Hunting, breeding the dogo is not the most easy thing here, but that counts almost all over the world. W odniesieniu do polowania, hodowanie dogo nie jest tutaj najłatwiejsze, ale to tyczy się prawie całego świata. However, we see the hunters here do NOT have a preoccupied opinion of the Dogo, since here Dogos have been proven in tracking wounded game and the Dogo have been seen in other circumstances than only as a “Macho Dog, playing with his hormones on a show”. Widzimy jednak, że myśliwi tutaj NIE troskają się wyrabianiem sobie opinii o Dogo Argentino, ponieważ tutaj dogo sprawdziły się w śledzeniu zranionej zwierzyny/ w podążaniu za ranną zwierzyną i tu dogo były widziane w innych okolicznościach niż tylko jako ”Pies (dla) macho, igrający(ch) ze swoimi hormonami podczas pokazów/wystaw”.

The Dogo in Denmark have a good reputation, but that was NOT just the work for one weekend. Dogo w Danii ma dobrą reputację, ale to NIE była praca tylko na jeden weekend. We have had BSL here as well – in 2000 many molosser breeds and the dogo were victims for a witch hunt. Mieliśmy tu także BSL (Breed Specific Legislation, czyli przepisy prawne dotyczące konkretnych ras psów, ras uznawanych za agresywne i zakazujące ich posiadania i/lub rozmnażania na terenie kraju objętego takim zakazem) – w 2000 r. wiele ras molosów oraz dogo było ofiarami polowania na czarownice.

We worked hard to present our dogs out in the society and together with the molosser club and kennel club we fought the breedbans and managed to create a new dog law here in Denmark that bans owners and not dogs. Ciężko pracowaliśmy, by zaprezentować, pokazać nasze psy społeczeństwu/w społeczeństwie i wraz z klubem molosów i klubem hodowlanym walczyliśmy z zakazami dotyczącymi poszczególnych ras i udało nam się stworzyć w Danii nowe prawo[7] dotyczące psów, that bans owners and not dogs, czyli prawo, które niektórym ludziom zakazuje zostania właścicieli psów, zamiast prawa zakazującego wszystkim w Danii posiadania psów konkretnej rasy.

It is possible to maintain a good hunting dog, it is just a matter of being willing to give good dogs to hunters and be willing to take the opportunities that are across the boarders, but also working the dogo in other types of hunting tells a lot about the character and instincts of the dog. Możliwe jest utrzymanie dobrego psa myśliwskiego, to tylko kwestia chęci przekazywania/dawania dobrych psów myśliwym i chęci korzystania z okazji, które są poza granicami, ale także praca dogo w innych rodzajach polowania, wiele mówi o charakterze, naturze i instynktach psa.

Za górami, lasami i morzami; w obu Amerykach i Australii – świniowate jako najeźdźcy i szkodniki

Nie ”współczuję” szczurom kanałowym, ani tym, które plądrują spichlerze etc., gdy giną od trutek lub w pyskach szczurołapów i nie zamierzam wyjaśniać swojego stanowiska, bo nie wierzę, by było to konieczne. Równocześnie rozumiem, że można trzymać w domu, jako pupila szczura kupionego w sklepie zoologicznym i czerpać radochę z interakcji ze szczurem jako domowym zwierzątkiem. I choć nie darzę tego gatunku żadnym sentymentem, uważam celowe znęcanie się nad przykładowym szczurem – jak i każdym innym zwierzęciem – za coś haniebnego. Jestem zdania, że krzywdzenie zwierząt, które rozumiem jako celowe zadawanie im bólu i cierpienia, łatwo możliwych do uniknięcia, niepotrzebnych po prostu, jest okrucieństwem. Rozumiem jednak, że są na świecie miejsca, w których, by chronić naturalne florę i faunę a także zdrowie oraz majątek, gospodarstwa ludzi, konieczne jest podjęcie drastycznych działań wobec gatunków inwazyjnych. Jednym z takich miejsc jest Australia i jednym z takich gatunków na tamtym kontynencie są Suidae – świniowate. I temu zagadnieniu, tj. świniowatych jako szkodników, w kontekście polowań z psami, poświęcę końcówkę dzisiejszego wpisu.

Oink oink zamiast Chrum chrum

Dzik (Sus scrofa), po angielsku Boar, nazywany także wild boar albo wild pig, pochodzi z rodziny Suidae, czyli świniowatych – dużych, lądowych ssaków parzystokopytnych z rzędu Cetartiodactyla. Termin boarknur w angielskim używany jest także, gdy chodzi o samce świni domowej – domestic pig. Terminy wild boar, wild pig bywają używane w odniesieniu do każdego dzikiego przedstawiciela rodzaju świniowatych, natomiast pig to dowolne ze zwierząt z tego rodzaju. Feral pig to dzika świnia – świnia domowa, która uciekła lub została wypuszczona na wolność i żyje mniej więcej jako dzikie zwierzę lub potomstwo takich zwierząt. Zoolodzy na ogół wykluczają z kategorii zdziczałych zwierzęta, które mimo że były w niewoli, były naprawdę dzikie, zanim uciekły. W związku z tym dzika eurazjatyckiego, uwolnionego lub takiego, który uciekł do siedlisk, które nie są dla niego rodzime, na przykład w Ameryce Północnej, nie uważa się ogólnie za zwierzę zdziczałe, chociaż mogą one krzyżować się z dzikimi świniami. Podobnie, ponownie wprowadzone dziki w Europie Zachodniej również nie są uważane za dzikie, zostały wychowane w niewoli przed wypuszczeniem na wolność. Hog lub feral hog to wpieprz w odniesieniu do dzikiej-feral świni. Sow to maciora/locha, swineświnia, sounder to całe stado feral hogs.

Jak już wiecie w USA polowanie z psami na wild boars i feral pigs jest dozwolone

Przetłumaczę wam fragment treści dostępnej na stronie[27]: Dziki są gatunkiem inwazyjnym w obu Amerykach i powodują problemy, włącznie z zastępowaniem rodzimych gatunków, gdyż wygrywają z nimi w konkurencji o pożywienie, niszczą też gniazda gatunków gnieżdżących się na ziemi, zabijają młode zarówno gatunków zwierząt dzikich, jak i gospodarskich, niszczą uprawy rolne, zjadają nasiona drzew i sadzonek, niszczą rodzimą roślinność i poprzez rycie, mokradła, szkodliwie wpływają na jakość wody, wchodzą w gwałtowny konflikt z ludźmi i zwierzętami domowymi oraz przenoszą choroby szkodliwe zarówno dla świń i ludzi, w tym brucelozę, włośnicę i wściekliznę rzekomą [aczkolwiek na tę ostatnią chorobę człowiek nie zapada]. W niektórych jurysdykcjach nielegalny jest import, hodowla, wypuszczanie na wolność, posiadanie, sprzedaż, dystrybucja, handel, transport, polowanie lub łapanie dzików eurazjatyckich. Polowanie i łapanie w pułapki odbywa się systematycznie dla zwiększenia szansy na zlikwidowanie/wyeliminowanie/wyplenienie/wykorzenienie i usunięcie zachęty/ podniety/ bodźca/ motywacji dla nielegalnego wypuszczania dzików, które w większości zostały celowo rozprzestrzenione przez myśliwych sportowych, czyli myśliwych traktujących polowanie na dziki jako sport.

Tłumaczenie informacji zawartych na stronie[28]: ”Polowanie z psami jest dozwolone i bardzo powszechne; praktykowano je na południowym wschodzie od pokoleń. Konkursy, w których wyłaniane są najszybsze z uzyskanych przez hodowców, bay dogs są szeroko rozpowszechnione na Południu, z Uncle Earl’s Hog Dog Trials jako popularnym przykładem, organizowanym w Winnfield, Winn Parish, w Luizjanie każdego lata od 1995 roku. Preferowane scent dogs [scent hounds], czyli psy tropiące, idące po śladzie, do łapania feral pigs to głównie rasy rodzime, w tym Catahoula Leopard Dog, Blue Lacy, Coonhounds [wszystkie z tego rodzaju], Plott Hound [scent hound do polowania na niedźwiedzie] i Blackmouth Cur. Z kolei catch dogs to zazwyczaj American Pit Bull Terrier i jego krzyżówki oraz American Bulldogs. Metoda polowania ma niewiele wariacji. Zwykle myśliwy puszcza bay dogs wyszkolone do pogoni za świnią, ścigania jej, aż ta się zmęczy, i osaczenia jej, gdy pogoń się zakończy. Następnie puszczane są catch dogs, które chwytają i przytrzymują świnię, która może stać się agresywna, dopóki nie pojawi się myśliwy, który tę świnię zabija.

Nie ma single management technique, czyli takiego jednego całkowicie skutecznego sposobu na zrządzanie prowadzeniem kontroli nad populacją feral pigs, który mógłby być totally effective, czyli >totalnie efektywny< w skutkach. Harvesting, czyli ”odławianie”, a przed takim ”wyjaławianiem językowym” (>Iinguistically sanitizing<), po prostu killing; zabijanie, wybicie 66% of the total population per year – 66% całkowitej populacji rocznie – is required to keep the Texas feral pig populations sutable – jest wymagane, aby utrzymać populację dzikich świń w Teksasie na stabilnym poziomie. Najskuteczniejsze sposoby zarządzania kontrolą populacji feral pigs sugerują używanie corral traps – zagród-pułapek mogących pochwycić całe stado dzikich świń. The federal government spends $20 million on feral pig managementRząd federalny wydaje 20 milionów dolarów na zarządzanie [kontrolą nad] populacją dzikich świń.

In February 2017, Texas Agriculture Commissioner Sid Miller approved the use of a pesticide called Kaput Feral Hog Lure, which is bait food laced with warfarin (a rodenticide used to kill rodens) W lutym 2017 r. Komisarz ds. Rolnictwa w Teksasie Sid Miller zatwierdził stosowanie pestycydu o nazwie Kaput Feral Hog Lure, czyli przynęty pokrytej warfaryną (rodentycyd stosowany do zabijania gryzoni). An estimated 2.5 million feral hogs are in Texas, and they cause about $50 million in agriculture damage per yearSzacuje się, że 2,5 miliona dzikich świń przebywa w Teksasie i powodują one około 50 milionów dolarów szkód w rolnictwie rocznie.

Australia – kraj z totalnym banem na Dogo Argentino (serio)

Jak podaje strona[29]: Świnie zostały sprowadzone z Europy do Australii przez Pierwszą Flotę w 1788 r. Importowane jako zwierzęta gospodarskie świnie wkrótce uciekły i ustanowiły dzikie populacje, które z czasem się powiększyły. Dziś szacuje się, że Australia ma do 24 milionów feral pigs. Są jednymi z najbardziej rozpowszechnionych i szkodliwych zwierząt w Queensland. Feral pigs rozprzestrzeniają chwasty, niszczą glebę i wodę, żerują na rodzimych gatunkach, niszczą uprawy [nasion, zbóż, owoców i warzyw] i zwierzęta gospodarskie [stanowią dla nich zagrożenie także dlatego, że bywają wobec nich agresywne] oraz przenoszą choroby. Możesz wesprzeć krajowy projekt mapowania dzikich świń, zgłaszając populacje dzikich świń. Zdziczała świnia jest zwierzęciem gatunku inwazyjnego zgodnie z ustawą o bezpieczeństwie biologicznym z 2014 roku.

Poniżej tej głównej treści znajdziecie opis typowego ”australijskiego dzika”. Dodam, za ww stroną, że dziki zamieszkują około 40% powierzchni Australii, od subalpejskich muraw po monsunowe równiny zalewowe. Roznoszą chwasty, degradują zbiorniki wodne i mokradła. powodują erozję gleby, polują na wiele rodzimych gatunków, w tym na małe ssaki, wyraźnie wpływają na populacje żółwi morskich, jedząc jajka i mogą przenosić choroby dotykające rodzime zwierzęta. Jako czynniki ekonomiczne, na które wpływ mają świniaki na ww stronie wspomniano; uszkadzanie prawie wszystkich rodzajów upraw od siewu do zbioru, pożywianie się przez nie materiałem siewnym, zbożowym, owocowym i warzywnym, uszkadzanie pastwisk poprzez żerowanie na nich i odsłanianie korzeni roślin, polowanie na jagnięta i możliwość przenoszenia chorób i pasożytów, które wpływają na połowie zwierząt gospodarskich. Jako czynnik społeczny wymieniono, iż dzik przenosi choroby stanowiące zagrożenie dla człowieka.

Swoistym chichotem jest, że w Australii natural enemies – naturalnymi wrogami świnowatych są wild dogs, czyli dzikie psy… Strona podaje, że najskuteczniejsza metoda walki z plagą dzikich świń w Australii, to połączenie różnych metod kontroli, w tym odstrzału, trucia (np. rozrzucania zatrutego mięsa, którym świnie się pożywiają [i tu, jak w przypadku szczurów]: karmienie wstępne jest najważniejszym krokiem, by zmaksymalizować skuteczność, należy karmić świnie nieskażoną przynętą przez kilka dni przed ułożeniem zatrutych przynęt), zastawianie pułapek oraz grodzenie terenów, połączone z odpowiednią praktyką zarządzania gruntami.

O min. australijskich ”dzikich bestiach” macie więcej (całkiem sporo na start dla zainteresowanych tematem) np. tu[28], przy czym Wikipedia podaje, iż The first recorded release of pigs in Australia was made by Capitan James Cook at Adventure Bay, Bruny Island in 1777 – co stanowi rozbieżność wobec danych z oficjalnej rządowej strony, która informuje, iż świnie do Australii przybyły 11 lat później.

Ameryka Południowa: Argentyna – matecznik dogo

Z opublikowanej w grudniu 2014 roku pracy naukowej autorstwa Sebastián A. Ballari, M. Fernanda Cuevas, Sebastián Cirignoli & Alejandro E.J. Valenzuela, zatytułowanej ”Invasive wild boar in Argentina: using protected areas as a research platform to determine distribution, impacts and management[30]Inwazyjny dzik w Argentynie: wykorzystanie obszarów chronionych jako platformy badawczej do określania rozmieszczenia, skutków i zarządzania” (także dostępnej w sieci dla wszystkich zainteresowanych) dowiadujemy się min. (wybrałam i przetłumaczyłam wam kilka jej fragmentów), iż do Argentyny dzik został sprowadzony z Europy w 1906 r. dla celów łowieckich, by można było organizować polowania sportowe na te zwierzęta, a następnie, około 1914 r. wiele knurów uciekło z niewoli i rozprzestrzeniło się na znacznej części terytorium Argentyny.

W pracy tej czytamy, iż ”Dzik jest szeroko rozpowszechniony i zajmuje większość lądowych ekoregionów Argentyny. Ponadto jego populacje są powszechne, a ich liczebność rośnie na większości obszarów chronionych. Knury notowano głównie na terenach podmokłych (bagnach, mokradłach), leśnych i tam, gdzie występują zarośla. Protected Areas (PA) managers – Menedżerowie obszarów chronionych zgłaszali także szeroki/e zakres/spektrum negatywnych oddziaływań, w tym (z)niszczenie gleby, roślinności i drapieżnictwo. Stosuje się kilka rodzajów metod kontroli, a w większości obszarów chronionych więcej niż jeden, ale najczęściej stosowaną techniką jest polowanie. Jednak skuteczność metod kontroli była niska, co sugeruje potrzebę pilnego planu w celu zdefiniowania/ określenia skoordynowanych działań zarządczych w celu zminimalizowania negatywnych oddziaływań tego gatunku, a także aby zapobiec jego ekspansji na nowe obszary”.

W Argentynie dzik nie współistnieje z żadnym ze swoich naturalnych wrogów, a jedynymi dwoma rodzimymi drapieżnikami [native predators], które mogłyby spełnić tę rolę, są puma (Puma concolor) i krytycznie zagrożony jaguar (Panthera onca). Jednak zły [poor conservation] stan ochrony tych gatunków kotów, głównie spowodowany polowaniami i rozbiciem [fragmentacją, niszczeniem] ich siedlisk, może doprowadzić do dramatycznego zmniejszenia owej potencjalnej interakcji drapieżnik-ofiara.

Menedżerowie obszarów chronionych podali, że polowanie było najczęściej stosowaną techniką (71,4%), w szczególności było ono very effective – bardzo skuteczne, gdy przeprowadzane było z użyciem koni i psów. Ponadto 28,6% menedżerów PA zgłosiło użycie pułapek jako metody kontroli populacji szkodników. Nasze wyniki wykazały jednak, że obecnie stosowane metody i ich kombinacje, wykorzystywane do zwalczania populacji dzików w chronionych obszarach (…) są nieskuteczne i nie zmniejszają liczebności tego egzotycznego gatunku, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że populacja ta dokonuje ekspansji na nowe obszary.

Co więcej, w 69,2% badanych/ocenianych obszarów chronionych miało miejsce nielegalne polowanie na dziki. W Argentynie gatunek ten przedstawia się/jest oferowany/postrzegany jako atrakcyjne big game trofeum w wielu prowincjach, nadając mu wartość ekonomiczną i kulturową (np. La Pampa, Cordoba, Neuque´n, Rio Negro i Buenos Aires). Jednak aktywności związane z polowaniami i zasobami grubej zwierzyny planowane są głównie w celu utrzymania i ulepszenia zasobów, a nie kontroli i eliminacji gatunku. Chociaż Merino (2009) wskazywał, że polowanie sportowe skutkuje pewną kontrolą populacji wild boar – dzików, Pescador (2009) ujawnili brak znaczącego wpływu tej aktywności na liczebność zwierząt kopytnych, co jest zgodne z naszymi wynikami.

Niemniej jednak uważamy, że może się powieść/ wykonalne jest wdrożenie specjalnych programów zarządzania, wykorzystujących metody kontroli, które okazały się skuteczne i tanie, jak polowanie z psami, polowanie z ukrycia przy użyciu hunting blind – przykrywki/kryjówki łowieckiej, [przenośnej czatowincy] i/lub z elevated position – podwyższenia, z użyciem przynęty oraz polowanie z pojazdów (Campbell i Long 2009). Choć całkowite zwalczenie/zlikwidowanie/wyplenienie na obszarach kontynentalnych jest trudne, zostało osiągnięte, głównie na małych wyspach (Massei i in. 2011; Veitch i Clout 2002).

”Egoizm”

Zaznaczone na czerwono fragmenty tłumaczenia pracy dotyczącej plagi świniowatych w Argentynie, traktuję jako dodatkowy komentarz do wcześniej cytowanej wypowiedzi znanych hodowców Dogo Argentino, którą przypomnę w tym miejscu: ”We hope and pray that the number of boars will go mad – Mamy nadzieję i modlimy się, by liczba dzików go mad – osiągnęła ekstremalnie wysoki, nadmierny poziom, by było ich maksymalnie dużo, so they need catch dogs to protect the hunters during the hunts – by więc potrzebne stały się psy chwytająco-trzymające do ochrony myśliwych podczas polowań, if a shot failed – jeśli/gdyby/o ile strzał okaże się nieudany/chybiony/gdy starzł się nie powiedzie. Przypomnę też tę uwagę: „We don’t understand why the authorities didn’t intervene sooner,” FNSEA head Yannick Fialip said – ”Nie rozumiemy, dlaczego władze nie interweniowały wcześniej”, powiedział szef FNSEA, Yannick Fialip. (…) It isn’t right that a farmer should have his livelihood destroyed by a person who breaks the law” – To nie w porządku, że rolnikowi niszczy podstawy utrzymania i pozbawia go środków do życia osoba łamiąca prawo.

Reasumując, dziwi mnie narracja, w której plaga dzików to taka ”fajna sprawa”, bo ”można se na nie, na lajcie argentyny puszczać”. Tam gdzie liczba dzików już jestmad”, stają się one bardzo poważnie zagrażającymi ekosystemowi szkodnikami I, jak mówią doświadczenia krajów borykających się z inwazją świnowatych, nie ma na nie sposobu. Jak pokazują wyniki badań w mateczniku rasy Dogo Argentino, wykreowany dla rozrywki, jaką niektórym dają sportowe polowania, nieco ponad sto lat temu, w Argentynie problem nie daje się rozwiązać ”polowaniami z psami”, zwłaszcza, gdy myśliwym wcale nie chodzi o wybicie szkodników, a po prostu ”dobrą zabawę” (po tym jak wcześniej tak skutecznie i to dzięki polowaniom z psami, przetrzebiono w Argentynie populację pumy).

Pajacu (jeśli jakimś cudem jesteś jednym z czytających ten artykuł) zejdź na ziemię

Byłoby super, gdyby prawdę o rasie Dogo Argentino, jej przeznaczeniu, ”łowieckim instynkcie” i ”typowych cechach”, tym jak jest trudna (w prowadzeniu, żywieniu, diagnozowaniu/leczeniu), można było zawrzeć w jednym, prostym i jakże dobitnym zdaniu, że ”Co innego katana w rękach samuraja a co innego w rękach (nawalonego) dresiarza.”, ale niestety, social media zrobiły swoje…

Jeśli temat łowiectwa w kontekście Dogo Argentino chce się traktować serio, nawet w czysto teoretycznych uprawianych w Polsce dyskusjach, czy po prostu w rozmowach uświadamiających ludziom, że ”to nie jest rasa dla każdego”, nie wolno zapominać, że polowanie, prawdziwe polowanie to nie jest zajęcie dla pi.dusiów ze słabą, czy wprost zerową ”kondychą”. (I nie mam na myśli jedynie kondycji fizycznej.) Myśliwy musi być zdrowy i sprawny. Musi być też człowiekiem odpowiedzialnym, bo nie żyje na świecie sam, otoczenie ponosi konsekwencje jego działań. Krótko mówiąc, myśliwy bardzo nie może być debilem. Także sorry, ”Czesie”, bo a) w myślistwie (też) istnieją swoiste procedury, których należy przestrzegać, ponieważ w myślistwie istnieje coś takiego jak ”czynnik ryzyka” (nie ma chyba potrzeby, bym rozwijała ten wątek?) b) by być partnerem dla sfory trzeba być mężczyzną, a nie (niedorobionym mentalnie) kolesiem, który dużo kłapie dziobem i nie jest w stanie ogarnąć zasad dotyczących polowania → łowieckiej etyki.

Bez znaczenia gdzie i z jaką ”filozofią” do polowania się podchodzi, nawet w Argentynie z dogo u boku, zarówno w przypadku ”romantycznej” monterii criolla jak i programowego ”trzebienia zarazy”, cel jest jasno określony i nie jest nim celowe znęcanie się nad zwierzętami, poprzez przedłużanie uśmiercania upolowanej zwierzyny.

Także pozerstwo pozerstwem, ale żeby być ”łowcą” trzeba mieć w sobie coś więcej niż tylko ”fantazję i pieniążki”.

Fakt, że w Polsce, w niektórych regionach, na terenach podmiejskich i w miastach coraz łatwiej ”naciąć się” na dziki, nie może być wymówką dla szczucia na nie psów. Od kontrolowania populacji dzików są określone służby a nie piz…usie z psami typu ”game”, lub raczej z psami ”pseudogame”… Dzik jest dzikim zwierzęciem, nieprzewidywalnym dlatego nie należy go prowokować. Nie należy narażać psów niemających przygotowania, których jedynym ”atutem” jest to, że ”poczuły zapach i straciły kontakt z bazą”… Bo co zrobisz, pajacu puszczający swojego psa luzem w las, żeby ”się sprawdził” z dzikiem, gdy ten trafi na dużego, ”napiętego” samca a nie młodego ”dziczka”? Pomożesz psu, który sprowokował dzika? A potem zaczął wymiękać, bo sprowokować walkę to nie to samo co ją wygrać. Jak ”pomożesz”? Co zrobisz? ”Wkurzony” dzik to nie kot, nie jeż ani kret. To nawet nie pies, który ”pobiegł za motylkiem” i niestety miał pecha wejść w drogę twojemu dogo…

W Polsce (jak i wszędzie indziej) pajace i miękko…ujki ponoszą winę za czarny PR środowiska łowieckiego, a reszta niedorobionych, tym razem ”komentatorów” do jednego worka z normalnymi ludźmi wrzuca patologię, zwyczajnych pseudomyśliwych, a potem chmary kretynek i kretynów na fejsbuku – mówiąc bardzo delikatnie – ”obrażają” ludzi, którzy z patologią nie mają nic wspólnego.

Dogo Argentino to nie sposób na zaspokajanie kompleksów. Ambicja, pomysłowość i chęć pożytecznego działania powoduje, iż niektórzy entuzjaści rasy doskonale rozumieją, że choć argentyny wyhodowano do polowań na grubą zwierzynę, można szkolić je także w kierunku realizacji zadań z dziedziny ratownictwa (search and rescue), mogą być, mają w sobie potencjał, by być psami policyjnymi (police assistance) lub wojskowymi (military work). Jeśli tylko argentyn ma zrównoważoną psychikę oraz szczęście do przewodnika, może stać się wspaniałym psem pracującym w innej dziedzinie niż ”z urodzenia” przypisane mu łowiectwo. Nie trzeba ”obrażać się” na naturalną dla tej rasy dziedzinę ”użytkowości”, ale trzeba ją rozumieć – i dziedzinę, i rasę.

”Red flags”

Tematyka dzisiejszego, jak i poprzedniego tekstu z zakresu kynologii łowieckiej[31], zahacza o co najmniej kilka istotnych kwestii związanych z kondycją rasy (mówiąc ogólnie i delikatnie). Mamy problem specyficznej (anty)kultury narastającej u nas w około tej rasy, a jednym z najdobitniej obnażających szkodliwość owej kultury objawów, jest łatwość z jaką można nabyć u nas argentyna oraz agresja dogo – często kto raz się swojego białego przestraszy, już nie przestaje się go bać… Agresja ta zapewne w wielu przypadkach, nim z siłą szamba wybiła, była do opanowania, ale nie wszyscy posiadacze presy umieli/umieją sobie z nią poradzić – i ten problem wzrasta. Z myślą o osobach, które już mają taki właśnie problem oraz tych, które chcą go uniknąć, powstały kolejne teksty, które ukażą się na ‚Zu z pasją’. Uprzedzę was, że pierwszy z nich będzie dosyć techniczny, ale mam nadzieję, że dzięki temu zabiegowi na zagadnienie agresji spojrzycie inaczej i być może uda się wam zrozumieć gdzie tkwi błąd, który powoduje, że w tej chwili być może właśnie ty zastanawiasz się czy nie oddać swojego dogo…

W jednym wpisie zebrałam dla was informacje, które winni wam byli/są przekaz(yw)ać hodowcy psów tej rasy: ludzie ”z branży”, ludzie rozmnażający Dogi Argentyńskie. Jeśli więc osoba, od której kupiliście swojego dogo albo od której zamierzacie go nabyć, nie była łaskawa zrobić wam ”wykładu” na temat ”polowań z dogo”, ”cech użytkowych” i pato.pseudo.monterii, ”wykładu” trwającego mniej więcej tyle, ile zajęło wam czytanie tego tekstu, ani nie była łaskawa szczerze porozmawiać z wami o tym, co jest absolutnie niedopuszczalną u psa domowego wybujałą agresją, a jakie cechy charakteryzują dogo posiadające ”wartość użytkową/hodowlaną”, sami oceńcie tego ”hodowcę”. A i weźcie pod uwagę, że tekst, który dziś przeczytaliście to tylko wstęp, ”szkic”, coś, co ma was zachęcić do myślenia. 

LINKI;

*https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2019/11/19/uszygate-i-specjalne-przeglady-czyli-gotowanie-zaby/

1.https://www.telegraph.co.uk/news/worldnews/europe/france/11237238/Frances-wild-boar-hunting-condemned-as-a-bloody-spectacle-from-another-age.html

2.https://www.aspas-nature.org/

3. https://www.di-casa-nardini.com/

4.https://kijkzuidfrankrijk.com/2014/11/10/middeleeuwse-moordpraktijken/

5.https://www.domaine-du-solitaire.com/

6.https://www.connexionfrance.com/French-news/Wild-boar-enclosure-busted-by-gendarmes

7.https://www.foedevarestyrelsen.dk/english/ImportExport/Travelling_with_pet_animals/Pages/The-Danish-dog-legislation.aspx

8.https://www.aspas-nature.org/actualites/enquete-carnage-derriere-le-grillage/

9.https://www.sobczyk.eu/inb/?lng=pl

10.https://wahchadero.com/2018/02/26/the-hunt/,

11.https://www.youtube.com/watch?v=z3Yind8e-xY -bnw

12.https://en.wikipedia.org/wiki/Wild_boar

13.http://hunting.info.pl/2016/03/06/rekordowe-dziki/

14.https://www.pzlow.pl/index.php/kynologia/186-podzial-ze-wzgledu-na-uzytkowosc

15.https://en.wikipedia.org/wiki/Medieval_hunting

16.https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2019/08/09/hart-fila-brasileiro-vs-pseudokynologia/

17.https://en.wikipedia.org/wiki/Alaunt

18.https://feralhogs.extension.org/physical-characteristics-of-feral-hogs/, http://guide.sportsmansguide.com/10-huge-hogs-you-have-to-see-to-believe/

19.https://www.youtube.com/watch?v=KHAssFFz3yw

20.https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2018/08/12/czlowiek-pies-i-przestrzen/

21.https://www.easypetmd.com/proper-fci-group-dogo-argentino-dr-otto-schimpf

22.https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2013/08/24/o-snuciu-pod-publiczke-opowiesci-o-uzytkowosci-dogo-argentino-czyli-polowanie-z-dogiem-argentynskim-w-polsce/

23.http://www.mydogos.com/PPC_2.htm, http://www.mydogos.com/PPC_1.htm

24.http://www.informationphilosopher.com/solutions/scientists/schrodinger/what_is_a_law_of_nature.html, https://en.wikipedia.org/wiki/Law_of_nature

25.https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2019/03/30/shanghai-world-dog-show-2019-oraz-2019-copa-mundial-el-dogo-argentino-en-china/

26.https://www.mirror.co.uk/news/world-news/dogs-wild-boars-fight-death-11360667

27.https://en.wikipedia.org/wiki/Wild_boar

28.https://en.wikipedia.org/wiki/Feral_pig

29.https://www.business.qld.gov.au/industries/farms-fishing-forestry/agriculture/land-management/health-pests-weeds-diseases/pests/invasive-animals/restricted/feral-pig

30.https://www.researchgate.net/publication/269337752_Invasive_wild_boar_in_Argentina_using_protected_areas_as_a_research_platform_to_determine_distribution_impacts_and_management

31.https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2019/09/15/kynologia-lowiecka-czy-w-polsce-mozna-polowac-z-dogiem-argentynskim/

Zuza Petrykowska

Fragmenty artykułu pochodzące z obcojęzycznych źródeł (Internetowe wydania dzienników, Wikipedia etc.) – w tekście zaznaczone kursywą – zostały przetłumaczone przeze mnie i stanowią bezpośrednie tłumaczenie treści zawartych na stronach źródłowych. Zaznaczam jednak, że jako autorka powyższego artykułu nie wyrażam zgody na jego kopiowanie i wykorzystywanie w całości lub we fragmentach (ani też na jego ”parafrazowanie”).

https://kulturakynologiczna.home.blog/

KONTAKT: zuzpasjaodogoargentino@gmail.com

www.facebook.com/zuzpasjaodogoargentino


					

WYCHOWANIE I SZKOLENIE PSA: CZĘŚĆ SZÓSTA (Z PSEM WŚRÓD IGNORANTÓW -”EKSPERYMENTY W TERENIE” I TOP WKU…ĄCYCH ZACHOWAŃ POSIADACZY PSÓW)

Pierwotnie tekst ten nosił tytuł ”Z PSEM WŚRÓD IGNORANTÓW -”EKSPERYMENTY W TERENIE” I TOP WKU…ĄCYCH ZACHOWAŃ POSIADACZY PSÓW”, jednak najwyraźniej tylko z mojego punktu widzenia tytuł ten był dość precyzyjny, by jasne było, iż tekst jest dla wszystkich tych, którzy szukają informacji o tym jak układać i wychowywać psa, w kontekście jego interakcji nie tylko z właścicielem i jego rodziną, szczególnie dziećmi, ale ludźmi w ogóle, w tym także dziećmi w ogólnym sensie. Ponieważ wiele wejść ma tekst na temat wprowadzania niemowlęcia do domu, w którym jest pies, uznałam, że bardziej prozaiczny tytuł tekstu, do którego wstęp czytasz obecnie, może pomóc osobom szukającym odpowiedzi na pytania w nieco szerszym zakresie i dlatego postanowiłam zmienić jego tytuł na mniej konkretny, za to zawierający frazy najczęściej szukane.

 

Pępki świata i ich święte krowy

Tym razem będzie o braku szacunku w stosunku do osób postronnych i ignorancji posiadaczy czworonogów, przekonanych, że ich psy to święte krowy. O osobach, które swoją arogancją i krótkowzrocznością komunikują otoczeniu (celowo albo ”niechcący”, bo ”tak im wychodzi”), że zupełnie ”gdzieś” mają tych, którzy nie podzielają przekonania, że tekst ”To tylko pies!” jest stosowną reakcją na niewłaściwe zachowanie psa i to na jego niewłaściwe zachowanie w przestrzeni publicznej.

Pies pozwala sobie na tyle, na ile pozwala mu jego człowiek. Jeżeli więc pozwalasz swojemu psu na zachowania uciążliwe dla innych, irytujące osoby postronne, stresujące je lub wręcz narażające je na niebezpieczeństwo i ludzie ci o tym mówią a ty to ”zlewasz”, to problem jest z tobą. Nie uczysz psa bezkolizyjnego, harmonijnego przebywania w przestrzeni publicznej, wśród ludzi, zwierząt (i zjawisk) i nie wywiązujesz się z odpowiedzialności, którą jest posiadanie psa. Nie masz więc prawa oczekiwać, że otoczenie będzie potulnie poddawać się kreowanej przez ciebie sytuacji. To jak ”zajmujesz się” psem, to jakie nawyki w nim wyrobiłeś/aś i to jak go wychowałeś/aś może wku..ać i często wku…a innych. Pamiętaj, nie wszystko w zachowaniu twojego psa, nie wszystko do czego ty się przyzwyczaiłeś/aś, co tobie pasuje i co ty uważasz za ”fajne”, ”właściwe”, ”pożądane”, musi być takie dla innych. Do niewłaściwych zachowań twojego psa nie muszą ”przyzwyczajać się” inni ludzie ani zwierzęta.

Czy aby to pojąć trzeba odpowiadać za Dużego Zwierza?

Agresja nigdy nie jest normalnym stanem. Normalnym stanem ducha jest asertywny spokój, agresja jest odstępstwem od tej normy. Jest zrozumiała lub uzasadniona, o ile jest dostosowaną, adekwatną do sytuacji, reakcją np. na naruszenie przestrzeni i agresywne, zagrażające przewodnikowi lub samemu psu, zachowanie napastnika.

W każdym innym przypadku, czy to spowodowana brakiem prawidłowej socjalizacji, dziedzicznymi zaburzeniami psychicznymi (o które w przypadku psów rasowych i tzw metod hodowlanych, wcale nie jest trudno [”#Życie24na7wKojcu”]), wynikająca ze starzenia się psa i powodowana zespołem zaburzeń poznawczych (w skrócie CDS), z fizjologii (wpływ hormonów u osobnika właśnie dojrzewającego) lub biorąca się z choroby, czy ”trudnej przeszłości”, kiedy więc słowo ”adekwatna” nie oddaje istoty rzeczy, jest nie do zaakceptowania. Szczególnie, gdy dochodzi do niej w przestrzeni publicznej.

Idę chodnikiem i: padam ofiarą ataku psa wielkości ”ratlerka” (”rozmiar” psa jest bez znaczenia, atak to atak), prowadzonego przez właścicielkę na długiej, luźnej smyczy. Psa, który znienacka, po tym jak już mnie minie, zawraca, podbiega do mnie od tyłu i chwyta mnie za łydkę (na szczęście ”opakowaną” w buty z wysoką cholewką), usiłując wgryźć się w nią skuteczniej. Zatrzymuję się więc, patrzę w dół, spoglądam na stojącą jak bezmózgi kołek, jego właścicielkę i głośno wypowiadam jedno słowo: ”Serio?!” Jej pies wystraszony tym, że zatrzymałam się i odwróciłam, już do niej zwiał i udaje, że go nie ma. Co robi panienka, której popieprzony piesek atakuje postronne osoby podczas tzw spaceru? Po prostu stoi z wyrazem twarzy niepokalanym myślą. Zero reakcji na zachowanie psa. Żadnego ”przepraszam”. Nic. Po prostu stoi. Co więc robię ja? Pomagam jej. W tym celu używam partykuły wzmacniającej (tej, dzięki której każdy Polak rozpozna swojego krajana podczas zagranicznych wojaży), która niestety najskuteczniej pomaga osobom, którym zawiesił się system, na powrót zacząć kontaktować z bazą. Powtarzam więc: ”Serio, k…?!” I dopiero wtedy panienka się odzywa i pada ciche (mam poczucie, że naprawdę wymuszone) ”Przepraszam”. Ciśnienie podskakuje mi pod sufit, ale zachęcam ją do jakiejś ”refleksji” na temat zdarzenia, pytając: ”I co dalej?” A idiotka odpowiada tylko: ”To pierwszy raz”. Myślę sobie ”Nie. No, kurczę! To niemożliwe, żebym była aż tak wyjątkowa”. Ale nie opie…m tej ameby bardziej, bo wszystko w niej mówi mi, że to nie ma sensu. Że do chwili, w której jej pies nie złapie kogoś za łydkę wiosną czy latem, gdy chodzi się z odkrytymi nogami albo nie ugryzie czyjegoś dziecka, panienka nie będzie reagować na jego ”odpały”. W końcu ”to taki mały piesek i nic się nie stało” -no nie? Nieważne czy pies jest ”mały”, czy ”duży”, atakowanie ludzi i ich gryzienie, to atakowanie ludzi i ich gryzienie. Wyobraźcie sobie co by było, co by się działo w mediach społecznościowych, gdyby tak, jak ”małe, słodziutkie i niegroźne pieski” zachowały się duże psy a ich właściciele za każdym razem ”tłumaczyliby”, że ”to pierwszy raz”.  Hm?

Z mojego punktu widzenia nieuzasadniona agresja jest nie do zaakceptowania i kropka. Oznacza to, że nie wyobrażam sobie, abym mogła uznać, że ”Ten pies tak ma i już”. I zwalnia mnie to z obowiązku reagowania na jego zachowanie, korygowania go etc. Ale ludzie są rożni i różne rzeczy im pasują. Jeżeli ktoś godzi się na to, że w stosunku do niego i jego bliskich, w jego domu, ogrodzie, na jego posesji, jego pies będzie przejawiał zachowania agresywne, to ok. Jego sprawa, jego los i powiedzmy, że powód tej agresji mnie nie interesuje (I aż do kolejnego paska w ”serwisie informacyjnym” nikogo nie będzie obchodził). Ale kiedy taki ktoś zabiera agresywnie się zachowującego psa w miejsca publiczne, w których są inni ludzie oraz zwierzęta, moim zdaniem, ryzykuje zbyt wiele i przede wszystkim uprawia hazard nie swoimi zasobami. (Czy muszę dodawać albo klarować, że w pisząc te słowa nie mam już na myśli ”małych, słodziutkich i niegroźnych piesków”, ale wszystkie te nieco większe , ale także ponapinane i/lub histeryczne onki, labki, wyżły itd.itp.?) Nie swoje środki ryzykuje, puszczając takiego psa luzem lub na rozwijającej się smyczy, dodatkowo sam/a wślepiając się w ekran telefonu lub oddając ”plotkom” z sąsiadami i nie sprawując nad agresywnym psem kontroli.

Nigdy nie zgodziłabym się za normę przyjąć, że notorycznie nieprawidłowe (szczególnie wziąwszy pod uwagę, że psy trzymamy w skupiskach ludzkich i w pobliżu innych zwierząt) zachowanie w stosunku do człowieka (dziecko, matka prowadząca wózek, rowerzysta, biegacz, ktoś niosący coś dużego i nietypowego itp.), czy zwierząt (spacer z psem nie jest np. ”polowaniem” i pies na spacerze nie może ”polować” ani na wiewiórki ani na ”dziczki”), jest normą, którą można tłumaczyć w znaczeniu jej usprawiedliwiania (np. ulubione przez wielu: „To pies ze schroniska” -kropka.). To jasne, że pies może być chory, może przyjmować leki, które znacząco wpływają na jego kondycję psychiczną i ”rozmontowują mu” osobowość, że może dojrzewać i może wydawać mu się, że może ”rumaczyć”, że może się starzeć i mieć zaburzone reakcje albo tracić pamięć. Ale od tego, aby nad psem sprawował kontrolę, jest jego właściciel, opiekun tego psa. I od tego jest smycz a kiedy to potrzebne, także kaganiec, by ich używać.

Żyj sam i daj żyć innym

Jak już pisałam, dla mnie pies to molos, Duże Zwierzę i potencjalnie, jeśli będzie ono zaniedbane i w efekcie tego zaburzone psychicznie i/lub nieupilnowane, może wyrządzić wielką szkodę. Dlatego do mnie „opowieści usprawiedliwiające” nie trafiają i mnie nie przekonują. Nie rozumiem bierności niektórych psiarzy i przyznaję, że zdarzają się sytuacje, w których drażni mnie ona nieprzeciętnie wręcz. Oburza mnie, że osoby, które odpowiedzialne są za ”małe pieski” i te inne, ”z założenia niegroźne”, przy czym jednak agresywnie się zachowujące, zdają się wartościować napaści i ugryzienia. Zupełnie nie licząc się z tym, że dla kogoś (np. dziecka) nawet ugryzienie przez Jamnika może stać się traumą, że małe dziecko może tak bardzo wystraszyć się ataku ”słodkiego Buldożka Francuskiego”, czy jakiegoś małego terriera, że zacznie bać się wszystkich psów, a jego rodzicom bardzo trudno będzie przepracować z nim ten strach. Że ugryzienie biegacza ”w łydkę”, może poważanie uszkodzić mięsień, nawet jeśli ugryzie ”tylko kundelek w typie owczarka” (I zupełnie bez znaczenia jest, że ktoś biega ”tylko” amatorsko). Nie uważam też, że przez to, że ”mój pies jest duży” i ”groźny”, i ”wygląda agresywnie” (zdaniem niektórych -WTF?) , ma służyć za gryzak sfrustrowanym psim agresorom ”łagodnych i niegroźnych ras”. A ja mam w tym samym czasie, gdy atakuje nas jakiś popieprzony pies, powstrzymywać mojego przed tym, aby ”nie oddał” przychlastowi i że razem z moim psem mamy biernie przyglądać się temu, jak agresor kąsa i gryzie mojego psa. Nie, ja, kiedy atakuje mojego psa i mnie (bo mój pies nie jest wolnym elektronem, razem jesteśmy w publicznej przestrzeni i bo ja trzymam smycz, na której jest wyprowadzany mój pies) atakuje jakieś psi pier…olec, reaguję i bronię mojego psa i siebie przed atakiem. I robię to przy użyciu fizycznych bodźców, gdy inne sposoby zawodzą.

Nie wyobrażam sobie usprawiedliwiania agresji, co najmniej pięćdziesięcio kilogramowego zwierza, który, jak pierwszy z brzegu burek „Nie lubi listonoszy” (”Bo jeden go kiedyś kopnął” albo „Bo nie. I już”) i „to dla tego atakuje wszystkich, którzy mu się z listonoszem kojarzą” (Np. noszą torby w charakterystyczny sposób.) I kropka. I co? Reszta świata ma/musi zaakceptować, ten stan permanentnego popier…olenia u takiego psa? Co to za skandaliczne postawienie sprawy? Reszta świata widzi to tak, że ten pies jest pier…olnięty i nie zgadza się z tym, że ”to normalne”. Ten pies jest agresywny i niebezpieczny ot, co. Dlatego, jeżeli masz psa, który zachowuje się nienormalnie, nie chodź z nim w miejsca publiczne a jak już musisz, to sprawuj nad nim kontrolę; zapnij na smycz i wyprowadzaj go w kagańcu.

O! Dziecko!

Nigdy też nie zaakceptuję tekstów o tym, że psy po prostu ”mają prawo” zachować się agresywnie, zareagować agresją na to, że dziecko np. czterolatek ”piszczy” albo „intensywnie wpatruje się jakiemuś psu w oczy”. Powtórzę, że zaniedbaniem bardzo wielu rodziców jest nienauczenie dzieci, że nie wolno jest im zbliżać się do obcych psów i usiłować ich dotykać. Nienauczenie dzieci poszanowania przestrzeni zwierząt, ze szczególnym uwzględnieniem kotów, które się ”nie obcyndalają” i ”jadą pazurami jak leci”, i psów, których zachowania mogą być od kocich zdecydowanie bardziej ostre i niebezpieczne. Jednak jeszcze większym zaniedbaniem i to ze strony posiadaczy psów, które dodatkowo przebywają w przestrzeni publicznej (nierzadko bez smyczy, biegając luzem), jest nienauczenie tychże psów, że dzieci są ludzkimi szczeniętami i że jako takie są dla nich nietykalne. Każdy pies musi rozumieć, że dziecko to szczenię, a szczenięta ”nie rzucają wyzwań”, są bezbronne, ale przede wszystkim nietykalne. Są dla psów nietykalne, gdyż należą do swoich właścicieli-ludzi i to ludzie ”rozporządzają swoimi szczeniętami” oraz, kiedy zachodzi taka potrzeba, bronią swoich szczeniąt tak, jak broni swoich szczeniąt suka-matka, a więc zaciekle i do końca.

Jeżeli ktoś dopuszcza takie postawienie sprawy, w którym pies odbiera zachowanie dziecka, to że małe dziecko ”patrzy mu w oczy”, a on-pies interpretuje to jako ”wyzwanie do walki”, ”wyzwanie do określenia lub potwierdzenia swojej pozycji społecznej względem dziecka”, itp., to taki ktoś ma coś nie tak z głową. Przede wszystkim dopuszcza szalenie niebezpieczną ewentualność, że pies może nie rozumieć czym jest dziecko i z tego powodu je zaatakować. A na atakowanie dzieci przez psy, nie może być przyzwolenia. Ludzie, którzy tłumaczą zachowanie psa; ”Zaatakował, bo odebrał wpatrywanie się dziecka, jako zagrożenie i wyzwanie do walki” kompromitują się. Dzieci to szczenięta ludzi, nie stanowią żadnego zagrożenia, więc traktowanie ich, jak osobników stwarzających zagrożenie, atakowanie przy użyciu zębów, jest niedopuszczalne, jest przejawem zaburzenia psychicznego, którego przewodnik nie może akceptować. Normalny pies wie, że dziecko, to szczenię człowieka, a szczenię nie jest dla niego zagrożeniem. Psy atakujące dzieci po prostu nie są normalne, są bardzo zaburzone, reagują bardzo nieadekwatnie do sytuacji. A wszystko dlatego, że ich właściciele/ opiekunowie zaniedbali swój obowiązek nauczenia psów odnoszenia się do dzieci, ludzkich szczeniąt.

Posiadanie psa wiąże się z szeregiem obowiązków, nie wystarczy tylko ”dać michę i wyjść na siusiu”, psa trzeba wychowywać. I to nie chodzi o to, żeby przynosił patyczek i siadał na zawołanie. Pies, który przebywa w przestrzeni publicznej, w tzw miejscach publicznych, w których są ludzie, w tym małe dzieci, wykonujący różne czynności, inne zwierzęta, czyli przede wszystkim psy, ale i wiewiórki, czy koty, musi znać zasady przebywania w tych miejscach, radzić sobie psychicznie z bodźcami, które to otoczenie powoduje. Masz psa, to super, ale on nie może uprzykrzać życia innym. Nie tylko ty chcesz ”wyjść na spacer” ze swoim psem. Inni też chcą i chcą móc sobie spokojnie spacerować, czy to ze swoimi psami, czy dziećmi albo biegać lub jeździć na rowerze. Niektórzy chcą w spokoju poczytać książkę na ławce w parku albo zjeść coś z przyjaciółmi na rozłożonym na trawniku kocu. Miejsca publiczne nazywają się tak dlatego, że są powszechnie i zazwyczaj nieodpłatnie dostępne dla ”każdej jednostki fizycznej”. Skwer, chodnik, czy inne ”miejsce publiczne”, to bez znaczenia, nie jesteś pępkiem świata, a twój pies nie jest świętą krową. Jeżeli więc zaczyna ujadać na przejeżdżające na rolkach dzieciaki, rzucać się na przechodzącego obok psa albo wbiega na czyjś koc, to przeproś za jago zachowanie osoby, którym przeszkadza i zabierz go gdzie indziej. Gdzieś, gdzie jego zachowanie nie będzie wprowadzało dysharmonii, stresowało innych lub powodowało napięcia u ludzi i psów w około. Nie utrudniaj życia innym. Racz zrobić rachunek sumienia i przyznaj, że nie wszystkie psy ”mają tak, jak twój”, niektóre są zrównoważone, stabilne psychicznie i po prostu normalne, więc tekst ”To tylko pies!” możesz sobie wsadzić w…

”Przyzwyczajenie-znieczulenie”

Wpuszczasz psa z klatki schodowej, a ten wybiega, piłując japę na cały regulator, plotkujesz na chodniku, podczas gdy twój pies drze ryja na całe osiedle, bo ”coś zobaczył”, puszczasz psa luzem, mimo że ten zaczepia inne psy i wywołuje spiny, a na każdą uwagę, że twój pies zachowuje się źle, odpowiadasz ”Wyluzuj, to tylko pies” .-ej, ogarnij się, bo twoje zachowanie wku…a innych i kiedyś, ktoś nie wytrzyma i ci ”przyfasoli”.

Zakładam, że raczej lubisz swojego psa, ale zrozum, nie wszyscy w około muszą go ”lubić” i przyklaskiwać twojemu podejściu do tego ”co wolno psu” w odniesieniu do obcych ludzi i innych zwierząt. Szczególnie, kiedy pozwalasz mu drzeć mordę na każdego, nawet w promieniu 30 metrów od niego; psa, człowieka; rowerzystę, biegacza etc. Może tobie to nie przeszkadza, może jesteś przyzwyczajony/a do tego, że twój pies zachowuje się jak debil i w jego zachowaniu nie widzisz (już?) nic nadzwyczajnego. Może dla ciebie ono jest ”normalne” i nie czujesz już zażenowany/a za każdym razem, gdy np. stoisz (jak kołek) i trzymasz smycz (i nie robisz nic poza tym), na końcu której twój stojący na tylnych łapach pies, szarpie się jak dziki i wypluwa sobie płuca, bo w pobliżu przejeżdża rowerzysta albo ktoś przebiega. Ale ludzi w około jego opętańcze darcie japy denerwuje i powoduje, że nie czują się komfortowo, widząc jego zachowanie i zdając sobie sprawę, że jeśli wypuścisz smycz z rąk, to twój pies zaatakuje tego kogoś, kogo obrał za cel. Postaw się na miejscu tego przykładowego rowerzysty czy biegacza, którego twój pies ”obelżywie oszczekuje” i do którego tak się szarpie, i wyobraź sobie, że zdarzają im się dni, kiedy po kilka razy wyskakują na nich z zza krzaków albo rzucają się z chodnika obok, psy tak pop…olone, jak twój. A nie każdy jest na smyczy. (Miej litość.)

Przychodzisz na publiczną plażę z napiętym, jak baranie jaja terrierem, który sprawia wrażenie, jakby był podłączony do prądu, to przynajmniej staraj się, żeby jego obecność na plaży nie męczyła innych. Masz psa, który na okrągło jest pobudzony i tobie może nie przeszkadzać, że kiedy rozkładasz koc dla siebie i koleżanki/kolegi, ten skacze w około ciebie tak, że plącze ci nogi w smycz, a piach ląduje w jedzeniu, które znajoma osoba na tym kocu rozkłada. Może jesteś przyzwyczajona/y do tego, że podekscytowany łapie za tę smycz zębami i od czasu do czasu, dla odmiany, twoje przedramię, dookoła którego smycz jest okręcona. Może uważasz, że pytanie go ”Puszku, co robisz?” za każdym razem, kiedy cię gryzie, ma sens, bo może za którymś razem w końcu przemówi ludzkim głosem i powie ci dlaczego bawi go gryzienie twojej ręki? Ale kiedy zaczyna ujadać, bo w odległości kilku metrów od niego jakiś dzieciak bawi się piłką, a twojego psa aż nosi z frustracji, że nie może znaleźć się tam, gdzie to dziecko, to każ mu się zamknąć. Niech żuje ci ręce do woli, to twoje łapy, ale kiedy zaczyna oszczekiwać jakieś dziecko i szarpać się na smyczy, usiłując wydostać z szelek, po to, żeby ”coś zrobić z tym, że to dziecko z piłką tam jest”, ty zrób coś, żeby przestał zachowywać się, jak debil. Nie jesteś na tej plaży sam/a!

Nikogo nie obchodzi w jaką dyskusję na fejsbuku się wdałeś/aś, wychodzisz psem, to się nie wlepiaj w telefon. Zajmuj się psem. Jeżeli zabierasz go na ”leniwy lunch” ze znajomymi, nie zostawiaj samego sobie. W dodatku puszczonego luzem, podczas gdy ty pijesz ze znajomkami piwo w restauracyjnym ogródku. Twój pies ma się trzymać ciebie, ty masz go pilnować, a nie pozwalać na to, żeby oddalał się, kiedy tylko zobaczy innego psa, który budzi w nim ”takie jakieś emocje”, że zaczyna ścigać go tak, że właściciel drugiego psa spieprza z nim na drugą stronę ulicy… Myśl o tym, że zachowanie twojego psa oraz twoja ignorancja do spółki z arogancją, wpływają na innych. Masz psa = masz obowiązek.

”Kukułki”

Niektórzy psiarze funkcjonują ze swoimi psami, w tzw miejscach publicznych, w przekonaniu, że ich psom wolno wszystko i że/bo są, i to jest naprawdę niezłe, ”niegroźne”. Tacy psiarze są jak rodzice rozwydrzonych dzieci, na wszystko mający jedną odpowiedź: ”To tylko dziecko!”, tyle że psiarze odpowiadają: ”To tylko pies!” I kiedy przychodzi co do czego, i ich pies wywoła ”problem”, np. spinę z innym psem, osoby postronne zajmą się tym. Ignoranccy aroganci np. pozwalają swojemu debilnemu psu biegać w samopas, chociaż nie są w stanie na odległość sprawić, że zaprzestanie jakiegoś zachowania, nie są a stanie przywołać go do siebie, bo ich pies kompletnie się z nimi nie liczy. Czyli nie sprawują nad nim kontroli, nie mają z nim ”flow”, ale puszczają go luzem. I kiedy ich pies naprzykrza się innemu, który nie ma fazy na ”bliskie spotkania” i sytuacja staje się napięta, bo atakowany namolnością intruza pies, zaczyna się marszczyć itd., a intruz jeszcze bardziej się napina, to jak potoczy się ”spina”, pozostawiają właścicielowi napastowanego psa. Przerzucają swoją odpowiedzialność na jakąś obcą osobę, która w tym momencie musi przecież zająć się własnym psem i kontrolować jego zachowanie (no, albo nie…). I śmieją jeszcze mieć pretensje dotyczące tego, jak ten ktoś sobie poradził (albo nie) z tym, że obcy dla niego pies, pies ”kukułeczki”, wtargnął w ich przestrzeń i narobił syfu.

Jesteś właścicielem psa, więc odpowiedzialność za jego zachowanie spoczywa na tobie. Kiedy ktoś zwraca ci uwagę, dotyczącą jego zachowania, weź ją sobie do serca, nie mów, ”To tylko pies!”, że ”Chciał się tylko przywitać”, że ”Nic się nie stało” i że ‚‚Nie ma się czym denerwować” albo że ”Przestraszył się” i ”to dlatego” ganiał przerażonego sześciolatka, jeżdżącego na rowerze. Nie wciskaj ludziom kitów. Na to już za późno, dałeś/aś ciała i ten ktoś już jest wku…wony, więc nie mów, ”Po co te emocje?”, bo jeszcze bardziej taką osobę wku…wiasz. Przeproś, ”posyp głowę popiołem” i zabieraj swojego psa i siebie z oczu tego kogoś. Nie wdawaj się w dyskusje, nie broń stanowiska, które jest nie do obrony, bo tylko się ośmieszasz. Nie dopilnowałeś/aś psa, ot, cała filozofia. To normalne, że ludzie zwracają się do właściciela psa, kiedy ten zachowuje się niewłaściwie. Ale jeżeli nie ma cię w pobliżu, to nie dziw się, że wku…wiony tata owego sześciolatka, zasunął kopa twojemu psu. Gdyby moje dziecko usiłował ugryźć jakiś pies, ode mnie też zarobiłby kopa i kompletnie nieistotne byłoby dla mnie czy ten pies byłby duży, czy mały albo za jak ”słodkiego” ty go masz. Pies nie może ganiać dziecka, bo ”przestraszył się odgłosu” wydawanego przez jego rower, deskorolkę, czy cokolwiek innego. Pies nie może ganiać dziecka, po to, żeby je zębami ”skorygować”, żeby wymusić na nim zaprzestanie jakiegoś zachowania, dlatego, że on pies, psychicznie nie radzi sobie z tym, co zachowanie dziecka u niego wywołuje. Od korygowania szczeniaków są ich matki a od korygowania dzieci -ludzkich szczeniąt, są ludzie. Psy nie mogą ot, tak naruszać przestrzeni dzieci, tym bardziej nie mogą naruszać jej z intencją ”korygowania ich” i to przy użyciu zębów. To, że ty możesz tego nie ogarniać, to twój problem. Kogoś, czyje dziecko, psa albo kogo samego, atakować będzie twój psychicznie zaburzony pies, to, że ty zachowujesz się, jak owieczka bez dzwoneczka, zupełnie nie obchodzi. Jeżeli twój pies nie umie radzić sobie z płynącymi z otoczenia bodźcami, bądź odpowiedzialny/a i nie spuszczaj go ze smyczy. Wtedy unikniesz rozmów z wku…wionymi tatusiami sześciolatków na rowerkach, którzy mają zerową tolerancję na twoje kity i zachowanie twojego psa.

To jest tak proste, że aż nie do uwierzenia; jeżeli nie umiesz kontrolować zachowania swojego psa i twoja relacja z nim ogranicza się do tego, że jesteś dla niego podajnikiem na karmę, to nie spuszczaj go ze smyczy. Jeżeli nie umiesz sprawić, by zachowywał się w sposób nieinwazyjny, nieuciążliwy dla otoczenia, żeby swoim zachowaniem nie wprowadzał zamętu do otoczenia i nie denerwował ludzi w około, to zadbaj o to, żeby choć minimalnie kontrolować go, kiedy może stać się ”niegrzeczny” i po prostu wyprowadzaj go na smyczy.

Pepeg story

Otwarta przestrzeń, polana, grupka kilku osób (samych kobiet) i kilku luzem puszczonych psów. Wszystkie psiaki są nieduże, takie do 25 kg. Ja i pies nie idziemy ”na czołowe” z tą grupą, idziemy ścieżką nieco z boku. Po prostu sobie tamtędy przechodzimy. Z daleka widzę ”klimat” między tamtymi psami. Widzę, który jest ”liderem” w tym zestawie i gra rolę ”koguta” ogarniającego swoje ”stadko kur” i jak, jakimi metodami dominuje drugiego samca. (Łapy ”dominanta” często lądują na kłębie dominowanego podrostka i starszy samiec zastyga w tej pozycji za każdym razem, gdy udaje mu się dogonić dominowanego osobnika, który najwyraźniej nie ma większego problemu z zaistniałą sytuacją). Patrzę na to i wiem, że jeżeli ”dominat” spróbuje takich ”metod”, tego rodzaju ”strategii społecznej” i to ”na dzień dobry” z molosem, który idzie obok mnie (zdarza się nam napotykać naprawdę dziwne, bardzo konfrontacyjne, ale biegające luzem psy…), będzie kicha. Nie mam już jak zmienić trasy, dwa z psów, rzecz jasna ”dominat” i ten uległy wobec niego podrostek, niczym emisariusze, odłączyły się od pozostałych i zaczęły oddalać od właścicielek, zmierzając w naszym kierunku. (Dzieli nas dystans ponad dwudziestu metrów.) Młodziutki psiak jest nakręcony, podekscytowany i raczej niegroźny, biegnie na nas z ewidentnym nastawieniem, że ”oto pojawił się ktoś nowy, potencjalny kompan do ganianki”. Psiak nie widzi nic poza ”nowym” psem, nie widzi człowieka, który z tym psem jest i pędzi na pewniaka, skracając dystans. Nie interesuje go ”czytanie sygnałów”, nie ma ”refleksji” nad tym czy ów nieznany pies okazuje mu zainteresowanie itp., po prostu do nas biegnie. On, niepowstrzymany, nawykowo naruszy przestrzeń (tym akurat razem) moją i prowadzonego przeze mnie psa, ale nie kieruje nim ”potrzeba dominacji” a ”nawyk ekscytacji”. Idący przy mnie molos, zerka na niego, jednak zdecydowanie większą uwagę zwraca na drugiego psa, tego starszego, którego nie cieszy nasz widok… Z ”miękkim” podrostkiem, gdyby ten był solo, molos zapewne by się ”dogadał” i w efekcie, jeżeli psiak nie wystraszyłby się jego gabarytów, mogliby się poganiać i mieć całkiem sympatyczną interakcję -zakładam tak, ponieważ znam psa, z którym jestem na spacerze, więc jego zachowania i reakcje potrafię przewidzieć. Ale nie ma opcji na ”sympatyczną interakcję” dlatego, że młodziak nie jest sam i przede wszystkim dlatego, że drugi z psów, ”dominat”, będzie ”bronił zasobów”, czyli nie dopuści do tego, by molos ”przejął” podrostka. Nie zamierzam też pozwalać przebywającemu pod moją opieką molosowi na interakcję z psami, o których nie wiem nic, poza tym czego dowiaduje się właśnie w tym momencie i co już mi się nie podoba.

”Dominant” nie jest nastawiony ”pozytywnie”. Starszego psa pojawienie się idącego ze mną molosa, także w pełni dojrzałego samca, ekscytuje inaczej niż młodziaka. Idzie na nas z nastawieniem dominanta; jest naprężony, na sztywnych łapach, patrzy z ukosa, ale przy tym jest jednoznacznie zaskoczony i nieco onieśmielony gabarytami dorosłego psa, którego prowadzę. I przez to nie ośmiela się wejść na nas wprost. Ten, raczej, jak mówi tor, którym się porusza, starać się będzie zajść nas od tyłu, po łuku i naruszyć naszą strefę, kiedy idący obok mnie pies, straci go z oczu. Wciąż się przemieszczamy, nie robimy przystanku. ”Dominat”, jak inne tego typu psy, spróbuje po prostu ”włożyć nos w dupę” prowadzonego przeze mnie osobnika, kiedy zapomnimy, że jest ”tam gdzieś za nami”. Koryguję molosa, któremu nie podoba się nastawienie ”dominanta”, będącego jeszcze chwilę temu obok rozentuzjazmowanego podrostka, a teraz zataczającego duży łuk i zaczynającego jednoznacznie podążać za nami. Przekierowuję uwagę Dużego Zwierza na siebie i nie zatrzymując się, gdyż nie chcę wytrącać go z trybu ”mamy swoje sprawy i te psy nas nie interesują”, kontynuuję spacer. Molos zerka w tył, ale potulnie kroczy przy mnie.

”Dominant” nie odpuszcza. Zachowuje się zgodnie z moimi przewidywaniami i w odległości mniej niż 10u metrów, ”siada nam na ogonie”. Duże Zwierzę podaje się mojej woli, choć ”ciutkę” się jeży. Stalkujący molosa ”dominant” jeży się bardzo.

Od grupki kobiet odłączają się dwie panie i zbliżają się w naszą stronę. Oto natrafia się świetna (kolejna) okazja do przekonania się jak i czy w ogóle na komunikaty niewerbalne i werbalne wysyłane zarówno przez obce psy(!), jak i ich właścicieli, reagują właściciele upierdliwych psów. To interesujące tym bardziej, że owa psia ”upierdliwość” nie bierze się z sufitu…

Eksperymentuję: przystaję na moment -podrostek nie wyhamowuje, dalej, w tym samym tempie idzie wprost na nas. Starszy samiec także nie reaguje. Głośno i zdecydowanym tonem mówię ”Nie!”, komunikat wzmacniam gestem stop oraz tupnięciem w podłoże. Nie chcę, aby obcy pies ot, tak naruszył moją przestrzeń, absorbował sobą mnie i psa, a co za tym idzie prawdopodobnie zatrzymał nas, dając czas stalkerowi na zbliżenie się. ”Rozentuzjazmowany” młodziak szybko reaguje: zatrzymuje się, przestaje skracać dystans, po prostu staje w miejscu i patrzy na psa, którego prowadzę. Pani pod opieką, której ten pies jest, wydaje się być nico bardziej przytomna od właścicielki ”dominanta”, gdyż na mój komunikat reaguje równe szybko, jak jej pies. Ruszamy a kobieta podchodzi do podrostka i zapina go na smycz. Nie dyskutuje ze mną. Nic nie mówi, po prostu zabiera swojego psa. I na tym etapie -super. Nie obchodzi mnie co myśli o moim zachowaniu, czy rozumie je i wie z czego wynika, czy dla niej zachowałam się ”jak wariatka”. Jej pies nie wszedł w moją przestrzeń, nie zaczął nas absorbować, nie zatrzymał nas i możemy przemieszczać się, ciągle nie dając możliwości pseudo dominantowi na wejście w naszą przestrzeń. Zadziałało moje ”Nie!”, babka zapięła swojego psa na smycz i go zabrała -małe, a cieszy. Serio. Dosyć szybka reakcja osoby, która w jakimś tam stopniu zwraca uwagę na zachowanie swojego psa i to, jak na nie reagują inni ludzie. Brawo dla tej pani.

Kątem oka widzę, że drugi z psów (ten napięty, jak baranie jaja), mniejszy od zabranego już przez właścicielkę, młodziaka, ”dominant”, nieprzychylnie łypiący na olbrzyma, którego obrał sobie za cel, nie zaprzestał stalkowania. Moje zachowanie go nie ”wybiło”, on dalej chce wejść w moją przestrzeń, dla którego jest ona ”przestrzenią psa, którego prowadzę”, bo ”dominant” nie ma zwyczaju odnoszenia się w takich sytuacjach do ludzi. Moja obecność go nie obchodzi i to co robię nie ma dla niego znaczenia. ”Dominant” chce naruszyć przestrzeń molosa (naszą), bo ”jego jest przestrzeń, w której jesteśmy” -to mówi jego zachowanie. On przyzwyczajony jest naruszać przestrzeń innych psów (i ludzi) z tym nietolerowanym przez mnie, konfrontacyjnym nastawieniem mówiącym, że to ”on tu rządzi”. Jego właścicielka zaczyna wydawać dźwięki, standardowe ”on tylko chce…”, czy mój pies ”to suczka?” itp. Robi to, by zyskać na czasie, by sprawić jakieś wrażenie, że jakoś ”jest w tej sytuacji”, choć zachowanie jej psa mówi, że nie ma jej w tym co jej pies robi. Pani ignoruje fakt, że mogę sobie nie życzyć i nie życzę sobie obecności jej psa blisko siebie, czego już przecież dałam wyraz. ”Nie kuma” tego z czym nie miała problemu pani pierwszego psiaka. Skoro powiedziałam ”Nie!”, pokazałam gest ”stop” i do tego tupnęłam, to znaczy, że nie chcę, aby obcy (jej) pies do mnie podchodził. Ale ona udaje, że tego nie słyszała albo, że nie rozumie co oznacza słowo ”Nie!” ani ”gest stop”. Jej pies samowolnie się od niej oddalił i usiłuje wejść w moją przestrzeń (i tylko przy okazji, mojego psa, bo to ja jestem przewodnikiem psa a nie pies moim), ja tego nie chcę, a ona ma do w sowim …zadzie. Kompletnie jej to wisi. Niby woła psa, ale nie skutkuje to tym, że zaczyna kontrolować jego zachowanie, on do niej nie przychodzi.

Jej pies nie przestaje za nami podążać. Zachowanie i mowa ciała jej psa komunikują, że to on jest osobnikiem dominującym względem swojej właścicielki oraz, że to on ustala zasady, według których inne psy mogą być w przestrzeni, którą on uznaje za swoją (w tym momencie jest to polana i jej niesprecyzowane okolice, w których przebywamy ja i molos). Jednak, gdy chodzi o idącego przy mnie molosa, pies tej pani definitywnie okazuje się być pseudo dominantem. Podąża za nami dlatego, że wciąż jest w bajce, że pies, którego prowadzę (jak inne) ”musi się zgodzić” na naruszenie przez niego swojej przestrzeni. Jednak boi się zainicjować kontakt, jak to ma w zwyczaju, czyli wedrzeć się w przestrzeń obcego osobnika, gdyż tym razem chodzi o przestrzeń ponadprzeciętnie (zwłaszcza z tego psa punktu widzenia) dużego samca. Dlatego wyczekuje okazji, by zrobić to w chwili, w której molos o nim ”zapomni”. To ten psi pseudo dominant decyduje o tym, co może a czego nie może robić -nie jego właścicielka. Nic w zachowaniu tej kobiety nie mówi, że ona przyjęła do wiadomości mój brak zgody na to, aby jej pies do mnie i mojego psa podszedł. Zignorowała moje ”Nie!”. Nie przyszło jej do głowy, że jeżeli mówię ”nie” i stopuję psa, który się do mnie zbliża, mam ku temu powód. I sęk w tym, że ta pani nie powinna nawet zajmować się tym jaki jest ten powód, ale od razu powinna uszanować moje ”nie”. Czyli podjąć działanie dzięki któremu jej pies nie zbliży się do mnie i idącego ze mną psa. Ja i molos idziemy, jej pies niezmordowanie nas stalkuje.

Kiedy mówię tej pani, że nie chcę, aby jej pies naruszał moją przestrzeń, babka się rozkręca. Powtarzam, że nie chcę jej psa blisko siebie, a ona to ponownie ignoruje. Lekceważy mój brak zgody na przebywanie jej psa w mojej przestrzeni osobistej. Najprawdopodobniej ta osoba przyjmuje, że skoro prowadzę psa na smyczy, to ”muszę się automatycznie godzić na to, że inne psy będą do niego podchodzić”, czyli, że inne psy, będą naruszać moją przestrzeń po to, by wejść w przestrzeń mojego psa. Nie. To tak nie działa. To, że ta pani nie rozumie znaczenia przestrzeni osobistej, szczególnie, że nie ogarnia jej w odniesieniu do interakcji z psami, nie jest moim problemem. To jest jej problem i nie widzę powodu, dla którego inni (w tym ja) mają dawać się terroryzować przejawianej przez nią ignorancji. Nie stoję w miejscu, cały czas wolno sobie, wraz z molosem, idę. Przemieszczamy się w obranym wcześniej kierunku. Pies tej pani idzie za mną i idącym przy mnie samcem. Ciągle stara się znaleźć blisko prowadzonego przeze mnie psa (najbliżej podchodzi na 3 metry) a jest zjeżony na maksa, napięty. Boi się molosa, ale nie umie ustąpić (taki nawyk…). Nie reaguje na werbalne komunikaty, nie pomaga moje pstrykanie na niego palcami ani syczenie, ciągnie się za mną i moim psem.

Babka coś nawija i podnosi mi ciśnienie. Pluszak nie jest (jeszcze?) w fazie na ”zwracanie uwagi” namolnemu psu, bo staram się, najlepiej jak mogę, przekazać mu, że nie powinien interesować się ciągnącym się za nami kretynem i najprawdopodobniej, w tym momencie, może nawet(?) dałyby sobie włożyć nos w dupę, bo ten pseudo dominant wisi mu i powiewa… Tym bardziej, że molos ufa mi, że wiem co robię i nie sprowadziłabym na niego (nas) zagrożenia, pozwalając na to, by w naszą przestrzeń wszedł agresor, pies z nieprzychylnym nam nastawieniem. No, ale właśnie… Ten pies to jest stalker. I ten stalker jest zjeżony, nabuzowany, sztywny… Mogłoby wystarczyć jedno jego (jeszcze bardziej) ”krzywe spojrzenie”… I co może zrobić pies, który idzie obok mnie, kiedy zachowanie namolnego kundla go zdenerwuje? Kiedy tamten jednak, niezasłużenie wpuszczony przeze mnie w naszą przestrzeń, ”zebrałby się w sobie” i po ”obwąchaniu”, ośmieli się doskoczyć do molosa i jak tamtego podrostka, próbowałby ”dominować”, jeszcze bardziej nas terroryzować? Molos ”odwinąłby się”, aby przekazać mu, że ma się zabierać z jego/naszej przestrzeni, odstraszyłby go… W zależności od tego, jak ”obliczył siebie” sytuację dominancik, to odstraszenie wystarczy albo nie. Jeśli nie wystarczy, stalker stanie się agresorem, nie odpuści i postara się ”postawić na swoim”, co nie może mu się udać. Koniec końców, to zawsze ten większy pies ma przekopane. Moją rolą, jako przewodnika, jest zapewnić psa, który przebywa pod moją opieką, że to nie na jego głowie, jest ochrona naszej przestrzeni i to nie on musi ”odbijać” psich intruzów z kompleksem Napoleona.

Kiedy więc namolny pies, którego właścicielka zdążyła już zacząć iść w przeciwnym niż my kierunku, licząc chyba na to, że jej pies pójdzie za nią (nie wiem na jakiej podstawie, bo ona go nie obchodzi), bez zmian podąża za nami, odwracam się i nogą, konkretnie krawędzią pepega odbijam go od nas. Nie wkładam w to specjalnej siły, chcę, żeby ten namolny pies z nastawieniem, którego nie życzę sobie w pobliżu siebie ani mojego psa, dał nam spokój. Zmęczyło mnie, że ten najeżony kretyn cały czas idzie za nami. Nie chcę, żeby ten pies był blisko mnie. (Nie mogę powiedzieć, że ”kopię” tego psa, bo gdybym chciała go kopnąć, mogłabym zrobić mu krzywdę, a but zsunąłby mi się ze stopy). Intruz natychmiast odskakuje i odpuszcza sobie stalkowanie nas, od razu zaczyna wąchać trawkę dziesięć metrów od nas. I to uruchamia jego ”panią i władczynię”.

Zawraca i zaczyna jęczeć, że bla bla bla… i coś tam dalej, ale nie słucham jej, idę w swoim kierunku. Ona strasznie się ekscytuje. Zatrzymuję się więc i odwracam do niej, mówiąc: ”Pani pies nie chciał odkleić się ode mnie i tego oto psa, ciągle lazł za nami, a ja pani powiedziałam, że nie życzę go sobie w swojej przestrzeni osobistej. Nie zrobiła pani nic, nie zapięła go pani na smycz i nie zabrała go. Zignorowała pani to, co pani powiedziałam, a teraz śmie się pani na mnie wyzierać? Bo skutecznie przegoniłam od siebie i psa, pani namolnego kundla?”. Kobieta coś truje, zupełnie nie odnosi się o tego co do niej mówię. (Ten typ tak ma: ignoruje fakty.) Zwracam jej uwagę, żeby nie pochodziła do mnie w takim stanie, nie machała łapami i nie wydzierała się, bo wku… psa obok mnie i baba odchodzi. Jej psu nie stała się żadna krzywda, ale ona poczuła się ”dotknięta” moją reakcją na jej zaniedbanie. Oburzyło ją, że śmiałam pepegiem trącić jej psa, bo ona nie zrobiła nic, żeby powstrzymać go od zachowania, które było dla mnie uciążliwe. A wystarczyło, żeby właściwie zareagowała na komunikat ”Nie chcę pani psa obok siebie”.

Na marginesie, ciekawe jest to, że tego typu osobom nie zdarza się myśleć, że pies do którego ich pies ot, tak podchodzi, może być na coś chory albo po prostu agresywny. Kiedy słyszę coś w rodzaju ”Proszę się nie denerwować, mój pies nie gryzie”, zawsze odpowiadam, że ”mój gryzie” i z żalem przyznaję, że niestety tego rodzaju deklaracja działa najlepiej.

Nie bądź kukułką, można inaczej

Zrozum, że nie każdy właściciel psa zachowuje się tak nonszalancko, jak ty. Niektórzy posiadacze psów, szczególnie właściciele psów dużych ras, psów ciężkich (czyli takich powyżej 50kg) i z dużymi głowami, psów, które swoimi gabarytami (”wyglądem”) budzą niepokój u innych osób (i dostają od tych osób określone, często niczym nieuzasadnione ”łatki”), i które budzą specyficzne zainteresowanie u niektórych psów, są nauczeni doświadczeniem, że aby móc spokojnie ze swoim psem przebywać w przestrzeni publicznej i by spacer z psem był przyjemnością, muszą skanować otoczenie. Muszą zwracać uwagę na zachowania ludzi w około (uważać min. np. ”głaskaczy”) i mieć oko na przebywające w pobliżu psy. Psy które, kiedy prowadzone są na smyczach, odpada problem naruszania przez nie przestrzeni i psy, które biegają luzem i nie przestrzegają przy tym psiego savoir vivre. Nie przestrzegają zasad etykiety, bo albo są ”entuzjastycznie nakręcone 24/7” i rozpoczynanie interakcji z innym (praktycznie każdym napotkanym) psem w takim stanie jest dla nich naturalne (bo tak też zachowują się w stosunku do ludzi) i kiedy automatycznie wchodzą w przestrzeń innego psa, nie czytają sygnałów, które on wysyła (tj. mowy jego ciała i kompletnie ignorują płynące od niego subtelne niewerbalne komunikaty), skupiając się na tym, żeby się z nim ”przywitać”, za wszelką cenę. Albo ich intencją jest okazanie dominacji względem psa, którego właśnie zobaczyły i w którego stronę zdecydowanie zmierzają, i którego przestrzeń zamierzają naruszyć tak, jak to robią osobniki o wyższym statusie społecznym, dominujące nad osobnikami o niższym statusie społecznym. Życie uczy, że kiedy ma się pod swoją opieką Duże Zwierzę, trzeba być uważnym. I to wcale nie ze względu na to, że owo Duże Zwierzę ma problem z otoczeniem, ale dlatego, że otoczenie bardzo często ma problem z Dużym Zwierzem. O ile jeszcze łatwo zneutralizować zamęt powodowany przez psy zachowujące się, jakby były na prochach 24/7, to ponapinane wyżełki i inne popierdółki, którym wydaje się, że ”dominują”, są naprawdę trudnymi przeciwnikami dla przewodnika molosa. Spuszczone ze smyczy, zlewające ciepłym moczem swoich właścicieli, a więc nawykowo mające gdzieś ludzi i w ogóle się z nimi nie liczące, zaciekle ”szukają guza”. Pojawiają się znikąd, zachodząc psa, którego sobie upatrzyły od tyłu albo biegną do niego, nawet z odległości kilkudziesięciu metrów, otwarcie ”kolizyjnym kursem” i wywołują tzw spiny.

Niektórzy posiadacze psów, umieją przewidzieć zachowania swoich podopiecznych. Wiedzą jak ich psy reagują na konkretne zachowania innych psów np. naruszanie przez nie przestrzeni ich podopiecznych. Np. wiedzą, że bezceremonialne wdarcie się w przestrzeń ich, spokojnie idącego albo np. żującego sobie na wybiegu oponę, psa, przez napiętego dominanta, nie ujdzie intruzowi na sucho. Reakcja młodego, sprawnego psa, ważącego np. 50 kg, różnić się może (różni się) od reakcji psa ważącego połowę mniej. No i rasa, czy też tzw typ również jest istotnym czynnikiem… Wiele z psów nawykowo naruszających przestrzeń wszystkich innych psów, reaguje histerycznie na ”zwrócenie im uwagi” przez molosa, czy po prostu dużego psa. ”Odwinięcie się”, zawarczenie i okazanie falujących falbanek przez, dotąd zajętego żuciem opony, molosa, który nie życzy sobie towarzystwa ani tym bardziej łap obcego psa na swoim kłębie, jest często przez takie psy odbierane jako ”atak”. Co skutkuje histerycznym skowytem, który dla otoczenia składającego się z ”niekumających bazy” ludzi jest dowodem, że ”ten miły piesek chciał się tylko przywitać, a ten wielki pies go zaatakował”. Albo też owo okazanie falujących falbanek traktowane jest przez intruzów jako ”wyzwanie”. Czyli molos przekazuje obcemu psu: ”Nie znam cię. Nie chcę tego zmieniać. Na pewno cię nie lubię”, ”Zabieraj łapy z mojego grzbietu, bo mnie wkurzasz” itp. a intruz reaguje agresją na sygnał ostrzegawczy i atakuje molosa. I powstaje problem. Molosy szybko ”zamiatają” takie cwaniakowanie u ponapinanych intruzów. I zazwyczaj, kiedy złapią namolnego cwaniaczka, chwilę go przytrzymują, czekając aż ten przestanie wierzgać i wtedy go puszczają. Ale mają słabą tolerancję na psy, które nie uczą się na swoich błędach. Właściciele molosów mają natomiast słabą tolerancję na właścicieli tych psów, którzy, jak ich czworonożni podopieczni, również nie uczą się na błędach. Zdarzają się naprawdę dziwni, po prostu głupi ludzie, którzy zawsze postępują tak samo: ich pies biega w samopas, w ogóle nie patrzy nawet w stronę właściciela i za każdym razem, gdy widzi konkretnego psa, wywołuje z nim spinę. Do takich osób trafia jedynie ”obietnica”, brzmiąca mniej więcej: ”Jeżeli pani/pana pies kolejny raz podbiegnie do mojego i znowu będzie usiłować go pogryźć, to ja puszczę smycz i nie będę przeszkadzać mojemu psu w zachowaniu, które w takiej sytuacji uzna za najwłaściwsze. Innymi słowy, pozwolę mojemu psu obronić się przed pana/pani agresywnym psem z natężeniem, które mój pies uzna za stosowne”. Polecam takie obietnice składać głośno i wyraźnie tak, aby otocznie, tj ludzie wokoło dokładnie usłyszeli, że sytuacja, w której nasz pies jest atakowany przez tego luzem biegającego, ma miejsce kolejny raz i że jest to kolejna rozmowa z właścicielem/ką pieprzniętego psa. Zawstydzanie idiotów pokroju osób mających w du…e wszystko i wszystkich z wyjątkiem samych siebie, często odnosi skutek. Osobiście też staram się dotrzymywać obietnic, dlatego, jeżeli kolejny ras prowadzony przeze mine pies, zaczepiany lub po prostu atakowany jest przez tego samego osobnika, luzuję smycz. Pozwalam, by będący ze mną pies sam mógł odstraszyć niedoszłego ”przeciwnika”. Robię to, rzecz jasna tylko w tych przypadkach, w których intruz jest psem o gabarytach, które nie pozwolą mu zewrzeć się z prowadzonym przeze mnie psem w uścisku. Czyli w tych sytuacjach, o których wiem, że ”walka” z oczywistych względów nie jest możliwa, bo Duże Zwierzę ”nie zniża się” do ”walczenia” z małymi psami. Pozwalam mu odstraszać niezbyt duże kundle, ”miniaturki”, itp, ale ONkami, goldkami, labkami itp. zajmuję się ja, unikając ryzyka, że potencjalni ”dominanci” tak będą zacietrzewieni, że jednak nie przestraszą się ryczącego na nie molosa, a ośmielą się go zaatakować. 

Na marginesie, czasem dobrze jest na spacerze z psem wyciągnąć z kieszeni telefon, po to, by nagrać zachowanie intruza. Kiedy kolejny raz zauważamy tego samego psiego agresora puszczonego luzem i szukającego guza zacznijmy nagrywać. (Jeśli jesteśmy ”ogarniętym” psiarzem, to podczas spaceru z naszym podopiecznym skanujemy otoczenie, więc agresora z ”dorobkiem” nie jest trudno zauważyć.) Nagrajmy to jak: pies-agresor zbliża się do nas i naszego psa, jak uspokajamy naszego psa, jak nawołujemy właściciela takiego wywołującego spiny psa, by po niego przyszedł, zapiął go na smycz i zabrał gdzie indziej, jak informujemy (praktycznie całe otoczenie), że jeżeli obcy pies przekroczy granicę trzech metrów, to uznamy, że ponownie jesteśmy atakowani przez tego puszczonego luzem i niezabezpieczonego kagańcem psa, że nasz pies przebywa w przestrzeni publicznej na smyczy i że kolejny raz jest celem ataku psa puszczonego luzem i niezabezpieczonego kagańcem. To oczywiste, że trudno jest jednocześnie utrzymać smycz, nogą odganiać agresora, który stara się pogryźć naszego psa i jednocześnie tak trzymać telefon, aby możliwe był nagranie zdarzenia, ale to się udaje. I dzięki takim nagraniom powstaje materiał, z którym powinniśmy zgłosić się do dzielnicowego, który to ma obowiązek ”oświecić” właściciela agresywnego psa na temat konsekwencji, które za sobą niesie niezabezpieczanie tego typu psa w czasie, gdy przebywa on w przestrzeni publicznej. Poza tym warto pamiętać, że działając w taki sposób pomagamy także innym psom i ich właścicielom.

Bycie przewodnikiem dla psa w paru aspektach przypomina bycie rodzicem (więź, wychowywanie, czułość, troska itp. itd.) i powiem wprost: ja sobie nie wyobrażam, że dowiedziawszy się od mojego dziecka, że inne dziecko w jego szkole jest agresywne wobec niego (i może innych dzieci), miałabym mojemu dziecku powiedzieć ”rozwiążcie to między sobą, bez ingerencji ze strony dorosłych”. To byłoby podłe i bezduszne, i skutkowałoby utratą zaufania dziecka (a więc także jakiejkolwiek wiarygodności), wobec rodzica, który, gdy dziecko oczekuje pomocy, zawodzi je. Normalni ludzie nie chcą, żeby ich normalne psy musiały użerać się z psami, które mają ze sobą problemy, dokładnie tak samo, jak nie chcą, żeby ich dzieci miały użerać się z dziećmi niedostosowanymi i agresywnymi. Dlatego, gdy dowiadują się, że dziecko ma problem, podejmują interwencję. Jednak masa posiadaczy psów jak mantrę powtarza, że ”Psy powinny po psiemu, bez ingerencji ze strony człowieka, rozwiązywać swoje sprawy”. Sorry, ale, tak już poza odpowiedzialnością przewodnika wobec jego psa i tym, że to, że przewodnik ma chronić psa przed niepotrzebnym stresem itp., wystarczy raz zobaczyć jak ”swoje sprawy same rozwiązują” psy typu presa albo molosy w rodzaju CC, żeby zweryfikować słuszność tego poglądu i zrozumieć, jak bardzo, potencjalnie niebezpieczne może być ”zostawienie psich spraw, psom”.

Wielokrotnie powtarzałam, że mam świadomość, że psy typu presa, molosy są dosyć egzotycznymi psami w miastach, w miejskich parkach, na skwerach i psich wybiegach. I że ludzie w większości przyzwyczajeni do obcowania z labkami, owczarkami, wyżłami, spanielami, kundelkami i innymi ”miękkimi” psami, no ewentualnie łatwo nakręcającymi się ttb czy mikro psami, nie ogarniają czym jest Duże Zwierzę, które dużo waży i ma duża buzię. Że Duże Zwierzę może napiętemu kundelkowi, zrobić krzywdę, chwytając go za szyję, przywalając go do ziemi i ”uwalając” się na nim, jeśli agresorek zbyt będzie je irytował i tylko tak zrobić mu ”kuku”. Ale po prostu nie chcę, by pies, który przebywa pod moją opieką, za którego ja jestem odpowiedzialna, musiał ”mierzyć się” z psami, którym ich właściciele zrobili krzywdę i którym przez to wydaje się, że mogą swoje zaburzone dominacyjne zachowania przejawiać w stosunku do każdego psa, którego sobie namierzą oraz każdej osoby, która im się nawinie. Puszczanie luzem pieprzniętego psa, z olewem totalnym na to, co on robi i dziwienie się ludziom, którzy w efekcie ”gimnastykują się”, żeby ich psy nie przemieliły pieprzniętego agresora, jest mocno wku… zachowaniem.

Wołanie głuchego Bullterriera

Poznałam kiedyś panią, która miała białą, głuchą Bullterierkę. Chodziła z nią na spacery do parków, w których pełno było ludzi uprawiających sport, rodziców z dziećmi i innych posiadaczy psów na spacerach ze swoimi podopiecznymi. Spuszczała tę sukę ze smyczy i pozwalała, by ganiała aż do ”wyczerpania baterii” (co w przypadku tej rasy jest chyba niemożliwe do osiągnięcia). Kiedy suka zaczynała zachowywać się ”nieodpowiednio” (szybko się nakręcała i ”odlatywała”), np. zaczynała psa, z którym wcześniej się bawiła, zbyt intensywnie traktować (jak worek treningowy), uwieszając mu się na faflach, raniąc je do krwi, tak, że jej ”kolega” biegał po parku z czerwoną kufą albo za bardzo zoomowała się na bawiących się dzieciach, pani ta zaczynała ją wołać. Serio. Głuchego jak pień bulla. Gdy było jasne, że jej pies przeholowuje, babka, zaczynała udawać, że stara się coś z tym zrobić, że woła sukę i zaczynała wydzierać się, w kółko powtarzając jej imię, tłumacząc, zaniepokojonemu właścicielowi ”worka treningowego”, że ”Jak ona jest taka rozbawiona, to się jej dowołać nie można”

Typ ludzi, którym się nie chce

Bardzo smutne jest to, że ludzie posiadający psy, które ”sprawiają im kłopoty” lub wręcz takie, o których sami wprost mówią, że są zaburzone, tak naprawdę nie są zainteresowani rozwiązaniem problemu. Mówią, że ich pies coś tam, jakoś usprawiedliwiają to jego niewłaściwe zachowanie, czyli w istocie usprawiedliwiają swoją indolencję, swoje nic nie robienie w kierunku poprawy zachowania ich psa tak, by zaczął zachowywać się właściwie, ale nie interesuje ich zgłębienie przyczyn tego niewłaściwego, często uciążliwego dla innych, postronnych osób, zachowania. Nie interesuje ich scharakteryzowanie tego zachowania, dokładne opisanie, nazwanie i określenie jego przyczyn, bo im się nie chce. To jest zbyt dużo pracy, zbyt wiele wiedzy trzeba przyswoić i czasu poświęcić, by przepracować z psem problemy, które go gnębią i powodują, ze jest trudny w życiu na co dzień. Zbyt wiele potrzeba konsekwencji i zdecydowania. A im, od strony intelektualnej nie chce się w to zagłębiać, nie chce im się o tym myśleć, skupić na tym co niezbędne, by problem rozwiązać. Ani wdrażać w życie koniecznych dla poprawy zachowania psa zmian. Wolą sobie coś tam pochrzanić, że ich pies to coś tam i że sorry, bo on tak ma, no ale tak ma i w ogóle to… I że fajnie by było…

”Taka sytuacja”

Moja druga połowa wchodzi do wnętrza restauracji, ja z psem czekamy na zewnątrz. Planujemy zająć miejsce w ogródku, ale chwilowo ja i pies siadamy przy stoliku tuż przy witrynie knajpy, czekając, by w komplecie udać się do ogródka. Jakieś trzy-cztery metry ode mnie i psa siedzą trzy osoby. Na ich stoliku są talerze, stoi karafka z winem i kieliszki. Państwo są wyluzowani i w trakcie posiłku. Rzucają okiem na leżącego obok mnie, zmęczonego długim spacerem, psa. Coś zaczyna burczeć, odruchowo, kątem oka zerkam na Pluszaka, chociaż wiem, że to nie on wydaje z siebie ten odgłos. Dostrzegam pod stolikiem trójki osób małego psa. Małego psa, który jest napięty, łypie nieprzychylnie w naszą stronę, burczy, warczy i nawet ośmiela się zacząć szczekać, kiedy nawiązuję z nim kontakt wzrokowy, próbując przekonać się ”Co to jest?” Leżący przy mnie pies nie reaguje na psiego wariata. Mniejsze od Foxterriera coś, rozkręca się. Pluszak go zlewa. Siedząca najbliżej nas pani, zaczyna, patrząc na Pluszka; ”Jaki on grzeczny. Taki duży a taki grzeczny. Ona tak na niego warczy i szczeka a on taki grzeczny”. Rzucam okiem na Pluszaka, w czterech literach ma i tego porąbanego psiaka, i te osoby. Nie nawiązuję kontaktu wzrokowego z mówiącą ”w przestrzeń” panią, bo nie chcę zachęcać jej do rozpoczęcia rozmowy, ale ona dalej nawija. Powtarza, że ona (ta ukryta pod ich stolikiem bucząco-warcząco-szczekająca poczwarka) ”Jest taka niegrzeczna, a ten wielki pies jest taki grzeczny i nawet na nią nie patrzy. Jak to możliwe?” (WTF? A co, Pluszak, zdaniem tej pani powinien zrobić ”w reakcji” na zachowanie jej psa? Wskoczyć pod ich stolik, złapać poczwarkę i połknąć ją, jak kobra? Sorry, ale on nie je byle czego.) Patrzę więc na panią, która cały czas mówi i to do mnie, jak się okazuje, i zadaję jej pytanie; ”Przepraszam, a czego się pani spodziewa? Że co on miałby zrobić? Zacząć zachowywać się tak samo, jak pani pies? On jest normalny, więc ją ignoruje”. Pani wyczuwa ”przytyk” dotyczący różnic pomiędzy oboma zwierzakami, ale odnoszę wrażenie, że dokładnie rozumie dlaczego powiedziałam to, co powiedziałam. Jej towarzysz włącza się i mówi, że ”To pies ze schroniska”. Patrzę na niego z szeroko otwartymi oczami i uniesionymi brwiami, bo nie wiedzę ”linku”. (”To pies ze schroniska”, więc może się zachowywać, jak debil, nienormalnie agresywnie i już? Bo?) Ich pies cały czas burczy, warczy i poszczekuje. I raz na parę sekund wyskakuje spod ich stolika, ”przeklinając” w kierunku Pluszaka i zaraz pod ten stolik wraca. Nie korygują go, nie wysyłają mu żadnego dla niego czytelnego sygnału, że jego zachowanie jest niewłaściwe, ma go zaprzestać i się uspokoić, bo spokój jest pożądanym stanem ducha w sytuacji, w której nie dzieje się absolutnie nic zagrażającego bezpieczeństwu. Pani ogranicza się jedynie do łapania psiny za kufę i zaciskania na niej dłoni oraz próbuje psa ”przestawić”, jakoś odwrócić, ale suczka jest napięta i nie daje się ruszyć. Ciągle namierza Pluszaka. Beznadzieja zachowań tych ludzi i ich tłumaczenie nienormalnego zachowania ich psa ”schroniskową przeszłością”, skłania mnie do tego, żeby jednak wygłosić kilka zdań ; ”Państwa pies jest zaburzony. Pierwszym zmysłem psa jest węch, więc wasz pies wszystko co chciałby wiedzieć o mnie i moim psie powinien wiedzieć po tym, jak wciągnie w nozdrza nasz zapach. Nie musi do nas podchodzić w tym celu, tym bardziej, że nasza mowa ciała mówi, że nie jesteśmy zainteresowani interakcją z nim. Że nas w ogóle nie obchodzi i nasze nastawienie wobec niego jest zupełnie neutralne. Tym bardziej więc, powinien się uspokoić, bo nasze zachowanie oznacza, że nie jesteśmy dla niego żadnym zagrożeniem. Nie naruszamy też jego przestrzeni, niezależnie od tego co mu się wydaje, nie wchodzimy w nią. Po prostu tu siedzimy w przestrzeni, obiektywnie, publicznej”. Facet odpowiada, że oni ”nie są tacy mądrzy, bo tyle nie czytają”. Patrzę na niego z politowaniem, bo oto kolejny raz mam do czynienia ze standardem typu; ”Fajny taki spokojny psiak, nasz taki nie jest, ale… Nie chce się nam czegokolwiek robić, więc tak sobie będziemy pieprzyć, że fajnie by było, jakby nasz był taki spokojny, ale no, po prostu… No, byłoby fajnie, ale… nic nie zrobimy dla naszego. Szkoda, że nasz taki nie jest”… Itd… Ale weź się nie wymądrzaj, paniusiu”. I kontynuuję; ”Proszę pana, rozumiem, że jak się ma w nosie pewne rzeczy, to takie podśmiechujki, jakie pan teraz uprawia są bardzo fajne, ale siedząca przy stoliku z panem pani wydaje się tęsknić za normalnym psem, jak ten, który leży obok mnie i to pani zaczęła rozmowę. Tu nie chodzi nawet o to, żeby ”dużo czytać”, tylko patrzeć i ogarniać co się dzieje, umieć reagować i unikać problemów. Wasz pies nie jest normalny, reaguje agresją na to, że kilka metrów od niego jest inny pies, który ma go w nosie. I takie psy, jak pański, powodują, że np. ja nie mogę ot, tak puścić luzem mojego psa, bo nie wiem co zrobi pański pies”… – W tym momencie typ mi przerywa i mówi, że ”Ona jeszcze nigdy nikogo nie ugryzła.” (Wow, dajmy im medal…) I wtedy jego, zachwycająca się ”manierami” Pluszaka, towarzyszka, szybko uzupełnia, wtrącając: ”Ale ugryzie, ale w końcu ugryzie”. (No ładnie -myślę sobie. Czyli dostaję ”na talerzu” potwierdzenie, że pies jest poważnie zaburzony i jego zachowanie powoduje, że nawet jego właściciele wiedzą, że ”w końcu coś się zdarzy”, ale nic z tym nie robią…) Zamykam więc rozmowę; ”No właśnie, nawet jeżeli pana pies z frustracji, która go zżera, bo jest bardzo pogubiony i nie dostaje od was żadnej pomocy, żadnych wskazówek co do tego, jak powinien i może się zachowywać, ugryzie mojego, czy jakiegoś innego, luzem puszczonego i zajętego swoimi sprawami, psa, bo ”coś tam” i mój, czy inny pies, odbije piłeczkę. Tzn skoryguje go, zachowa się tak, aby powstrzymać zachowanie pana psa, to i tak to ten mój albo inny pies, będzie dla pana tym ”agresywnym”. Gdyby wasz pies był nieco większy, już kilka minut temu, karafka z winem wylądowałaby na spódnicy, którejś z pań albo pańskich spodniach, kieliszki i talerze z obiadem, byłaby na bruku, bo wyskakując spod stolika, na mojego psa i mnie, wasz pies powywracałby wszystko. Macie państwo psa niewielkich rozmiarów i tylko to uchroniło was przed zasyfionym finiszem wizyty w restauracji i może dlatego, nie ogarniacie jak poważny jest problem. Wszystko do czasu oczywiście, kiedy jak pani sama zauważyła, wasz pies ugryzie jakiegoś psa albo człowieka”. To mówiąc wstałam, i weszłam z Pluszakiem do knajpy, tam poczekaliśmy chwilę na miskę z wodą i już w komplecie udaliśmy się do ogródka.

Szanujmy innych (to naprawdę nie boli)

Kiedy idę sobie z prowadzonym przeze mnie psem, nie mam obowiązku ”kochać całego świata”, ”ze wszystkimi się bratać” i ”być do rany przyłóż”, tylko dlatego, że obok mnie idzie pies. Założenie, bardzo typowe dla wielu psiarzy, czyli że ktoś, kto ma psa, ”kocha wszystkie pieski” i generalnie na pewno akceptuje ”metody wychowawcze” i ”poglądy na wychowanie” psa, każdego z właścicieli napotykanych psów, jest bezpodstawne. Ja nie akceptuję ”mądrości” osób, które dużo mówią, ale w praktyce nie bardzo umieją sobie poradzić z zachowaniem swoich psów i nie ”kocham wszystkich piesków”.

Lubię psy. Ale tylko niektóre. Lubię psy, które umieją się zachować. Psy zrównoważone, stabilnie psychicznie, czytające sygnały, a nie zaburzone w sposób, który sprawia, że przestają zwracać uwagę na niewerbalną komunikację i bezceremonialnie naruszają przestrzeń moją i mojego psa, ignorując zupełnie obecność człowieka i odnosząc się jedynie do psa, jakby to pies wyprowadzał człowieka, a nie człowiek psa. Lubię psy, które nie naruszają mojej przestrzeni i przestrzeni mojego psa bez mojego zezwolenia. Psów, które ładują się w moją strefę osobistą, w której także znajduje się mój pies, dla którego ja jestem przewodnikiem, nie lubię. Takich psów nie chcę mieć w mojej przestrzeni i takim psom nie pozwalam zbliżać się do siebie ani mojego psa. Ja dla psa, którego jestem opiekunem, jestem przewodnikiem, to ja wyprowadzam psa, a nie pies mnie i dlatego to ja decyduję czy i jaki pies może się do mnie i mojego psa zbliżać. Tak samo jest z rodzicami dzieci; to od rodziców dzieci, zależy, czy jakiś pies może do ich dziecka podejść, czy nie. Niestety, właściciele psów nienauczonych poszanowania przestrzeni, u których czytanie mowy ciała zostało zaburzone nieprawidłowymi nawykami, które tym psom zaszczepili ludzie, kompletnie ten fakt ignorują. Ci ludzie kompletnie nie liczą się z tym, że niektórzy, inaczej niż oni, świadomie podchodzą do kwestii osobistej przestrzeni i nie życzą sobie jej bezceremonialnego naruszania, bez względu na to, co ”piesek chciał tylko”.

Wychodząc z psem ”w miejsca publiczne”, funkcjonuję z nim jako ”zestaw człowiek&pies”, wielką szkodą jest, że sposób w jaki np. ja postrzegam ”przebywanie z psem w miejscach publicznych”, tj min. na spacerach, jak modeluję swoją więź z psem i jak wygląda moja rola w relacji człowiek-pies, w odniesieniu do psa, nad którym sprawuję opiekę, jest aż tak mało popularny wśród osób posiadających psy i wydawałoby się, zobowiązanych do kontrolowania ich zachowania. Z mojego punktu widzenia zdumiewające jest, że ludzie wyprowadzający psy na spacery, puszczający je w samopas w przestrzeni publicznej, zupełnie ignorują fakty. Jeżeli jakiś pies bezceremonialnie ładuje się w przestrzeń psa, który prowadzony jest na smyczy albo idzie spokojnie przy nodze właściciela, czy grupy osób, oszczekuje tego psa i na niego warczy, zdradzając tym samym swoje dalekie od przyjacielskiego, czy nawet neutralnego, po prostu agresywne nastawienie, to ten agresywny intruz, nie atakuje tylko psa, on atakuje całą grupę, bo pies jest w tym momencie elementem grupy.

Przyzwyczajenie ludzi posiadających zaburzone psy do myślenia o takich sytuacjach w kategoriach typu ”mój pies ma problemy z innymi psami”, jest bardzo szkodliwe, bo nie oddaje istoty rzeczy. Tak zachowujące się psy są przede wszystkim zaburzone, ich reakcje na to, co dzieje się w ich otoczeniu są nieprawidłowe, przesadne. Zdradzają też, że psy te pogubiły się w swojej roli w relacji z człowiekiem.

Prawie na każdym spacerze doświadczam ignorancji lub po prostu barku szacunku w stosunku do innych ludzi ze strony psiarzy, kompletnie nie panujących nad zachowaniem swoich psów, nie rozumiejących przyczyn ich zachowania oraz nie traktujących tych irytujących czy wręcz utrudniających życie, a czasem nawet niebezpiecznych dla innych, postronnych osób, zachowań ich psów.

Rozregulowane potencjometry i pseudo dominanci

Powtórzymy, pies, który bezceremonialnie ładuje się w przestrzeń psa, który znajduje się w towarzystwie człowieka, czy grupy osób, nie narusza przestrzeni i/lub nie atakuje tylko psa, on narusza przestrzeń i/lub atakuje całą grupę. A więc i ludzi, bo atakowany pies jest elementem grupy. I tak postrzegany jest przez niezaburzone psy, pies idący obok człowieka, właśnie jako element zestawu, a nie ”wolny elektron”. Niezaburzone psy ”ogarniają całość obrazka”. Zanim zdecydują się nawiązać interakcję, stają w pewnej bezpiecznej, tj komfortowej dla wszystkich zainteresowanych, odległości, zazwyczaj kilku metrów i zaciągają się zapachem napotkanego psa (i jego człowieka, jeśli człowiek jest obok). Obserwują i psa, i jego człowieka. I nie skracają dystansu, dokąd nie mają pewności, że mogą to zrobić. I nawet jeśli ten pies nie jest dla nich ”nieznajomy”, upewniają się, czytając mowę ciała tego psa (i jego człowieka, jeśli człowiek jest obok), czy dziś, w tym momencie napotkany pies (i jego człowiek, jeśli ten jest obok) ma do nich tak samo neutralne, a może wręcz pozytywne nastawienie, jak one do niego (nich), czy skrócenie dystansu będzie zachowaniem pożądanym, czy nie. Na tym polega psi savoir vivre, na poszanowaniu przestrzeni, zamiast jej bezceremonialnym naruszaniu.

Naruszaniu przestrzeni, które powodowane jest przesadną ekscytacją, tym ”rozkręconym potencjometrem” tak typowym dla psów, które przez swoich właścicieli nauczone zostały, że poszanowanie przestrzeni, zarówno właściciela jak i innych ludzi oraz psów, nie jest ważne. I że ważna jest leżąca u podstaw ich zachowania, nie łącząca się z dominacją (przynajmniej u znaczącej większości takich psów i do pewnego momentu), ekscytacja. Że ekscytacja ta jest pożądanym (ludzie nie korygują zachowania takich psów) i nagradzanym (uwaga ludzi, zabawa z nimi, smakołyki od nich) stanem umysłu, dlatego po ludziach można skakać, do woli naruszać ich przestrzeń i ignorować ich obecność, kiedy prowadzą obok siebie inne psy. I podbiegać do tych innych psów, ”żeby się z nimi bawić”, zarażając je swoim przesadnie podnieconym stanem ducha. Takie psy zachowują się tak, jakby jedynym sposobem komunikacji między psami było wtargnięcie w przestrzeń pierwszego z brzegu psa, z nastawieniem ”Jejku! Jejku! Jak zaje..iście! Róbmy coś!”, z równocześnie zablokowaną funkcją odbioru jego zwrotnej reakcji. Kiedy atakowany ”entuzjastyczną ekscytacją” pies nie reaguje przejęciem energii intruza, nie wchodzi w tak samo wysokie rejestry, jak on, ale pozostając w swoim stanie ducha, neutralnie komunikuje mu, że zachowanie intruza nie jest tym, z czym chce mieć do czynienia i np. krótko warknie na intruza, aby go ”ostudzić” i wybić z tej ekscytacji, intruz może tego nawet nie zauważyć i często nie zauważa, zbyt rozstrojony, żeby ”złapać kontakt z bazą”.

Psy także miewają gorsze dni. I kiedy, powiedzmy, że ich ”cierpliwość” zbyt wiele razy, w zbyt krótkich odstępach czasu, wystawiana jest na próbę, mogą na taką ekscytację reagować ostrzej. Mogą intruza, który nie odbiera ”zmarszczenia się” atakowanego, jego ostrzegawczych warknięć, skorygować zębami; mogą go ”ukąsić” (jak kasownik, czyli złapać i puścić). Zwłaszcza, kiedy rzecz dzieje się na wybiegu i korygujący pies nie ma przy sobie swojego przewodnika, który zdecydowanie da mu sygnał ”Nie rób tak. Odpuść temu kretynowi, bo możesz go za mocno dziabnąć”. Taka reakcja u psa atakowanego energią, której nie chce się poddać, u intruza, u którego jego ”zabawowa ekscytacja” przykrywa skłonność do dominacyjnych zachowań, może być odczytana niewłaściwie. Jako wyzwanie i sygnał do rozpoczęcia spiny. Właściciele nieumiejących się zachować i niereagujących na mowę ciała, psów, także mogą ją odczytać jako agresję. Tego typu osoby potrafią zacząć z oburzeniem ”rzucać się”, że ich pies ”Chciał się tylko pobawić, a został ugryziony!”. Nie pozostaje nic innego jak zwrócić im uwagę, że najwyraźniej pies, którego przestrzeń samowolnie ”ugryziony” naruszył, nie miał ochoty na zabawę, a intruz nie zrozumiał sygnału.

Równie męczące i częste są próby naruszenia przestrzeni powodowane dominacyjnymi zapędami obcego psa. Nauczonego interakcjami z osobami, z którymi ma zazwyczaj do czynienia, a więc przede wszystkim przez swojego właściciela, iż ludzie nie są świadomi znaczenia przestrzeni osobistej w interakcjach z psami, nie umieją jej używać tj, nie umieją przestrzeni zawłaszczać ani jej zachowywać/bronić, ignoruje wszystkich ludzi, przyzwyczajony, że swoją przestrzeń oddają mu bez oporów. A więc przyjmują względem niego postawę uległą i za cel swojego dominacyjnego zachowania od razu przyjmuje psa, jako tego, który ”wie o co kaman”.

Taki pies inicjuje interakcję z psem, którego dostrzeże ”na swoim terenie”. Czyli po tym, jak go zauważy, ”obiera na niego kurs” i zaczyna skracać dystans. Bez znaczenia jest to, że obcy ”na terenie dominanta” pies nie jest z nim ”na kursie kolizyjnym”. Ten obcy może kompletnie ignorować obecność psa, któremu ”coś się wydaje”, ale ten i tak zacznie skracać dystans, aby ”podjąć interwencję”. I zrobi to samowolnie, bez oglądania się na swojego właściciela, kiedy tylko poczuje impuls. Niepowstrzymany ”wetnie się” w przestrzeń każdego psa lub człowieka, który prowadzi na smyczy psa. Odpali go pojawienie się w pobliżu innego osobnika i będzie mniej lub bardziej zuchwale (to zależy od tego jakiego ”rozmiaru” jest ”dominant”) usiłował wedrzeć się w przestrzeń napotkanego psa. Ignorując obecność człowieka jeśli ten prowadzi ”cel” na smyczy. Co jest sygnałem, iż tego napotkanego psa z założenia traktuje jako osobnika uległego względem siebie i równocześnie psa ”wyprowadzającego na spacer swojego człowieka”. Człowieka, który, w takim przypadku, jest osobnikiem jeszcze mniej ważnym, w sensie ”statusu społecznego”, od atakowanego przez ”dominanta”, psa. Na wszelką formę oporu ze strony napastowanego psa, osobnik z nawykiem dominacji, reaguje agresją. Tj. rzuca się do walki z psem, któremu naruszanie przestrzeni przez agresora i jego dominacyjne zapędy, nie pasują. I który wyraźnie to manifestuje; jeżąc się, unosząc głowę i uszy, ogon stawiając w sztorc, wypinając pierś do przodu, marszcząc się i ”falując firankami”. Generalnie, w odbiorze stając się jeszcze większym.

Psy żądające natychmiastowej uległości od każdego osobnika swojego gatunku, którego sobie upatrzą i namierzą, nawykowo terroryzują inne psy poprzez bezceremonialne naruszanie ich przestrzeni i, dla wielu normalnych, ale mniej ”przebojowych” psów, zaskakujące i bardzo stresujące, ”rzucanie się” na nie i gryzienie ich. Wcinając się, z takim nastawieniem w przestrzeń molosa, usiłując wymusić i na nim zajęcie pozycji uległej, mówiąc krótko ryzykują. Jednak naprawdę to zdrowiem i być może nawet życiem, bo agresorzy potrafią w swojej zajadłości wbiec nawet pod jadący samochód, swoich zaburzonych psów, ryzykują ich nieprzytomni, nieodpowiedzialni, głupi i aroganccy właściciele.

Uczysz psa, aby szanował przestrzeń innych psów (i ludzi), czytał ich mowę ciała, zwracał uwagę na komunikaty niewerbalne, które wysyłają do niego oraz innych, kiedy właściwie przeprowadzasz rytuały poznania, kiedy twój pies jest szczenięciem i poznajecie nowe osoby, psy i inne zwierzaki. Wchodzisz w rolę przewodnika swojego psa, kiedy umiesz używać swojej osobistej przestrzeni, zachowujesz ją, bronisz jej i zawłaszczasz przestrzeń w około, kiedy pojawia się nieznany wam pies, który ”chce poznać” szczeniaka. Oceniając nastawienie tego obcego psa, decydujesz, czy chcesz, aby do was podchodził, czy nie. Wybieraj mądrze i pozwalaj na interakcje twojego szczeniaka tylko z psami, które umieją się zachować, z psami zrównoważonymi. A więc tymi, które, kiedy staniesz przed swoim szczeniakiem, jak ”pole siłowe”, komunikując im, że szczeniak jest twój, że jest twoją własnością i ty decydujesz, czy jakiś pies może do was podejść, czy nie, zatrzymają się i skupią się na twoim przekazie. Jeżeli pies uszanuje ciebie jako przewodnika szczeniaka, podejdzie do was ciekawski, ale i spokojny, i będzie odnosił się do ciebie, będzie wiedział, że szczeniak jest twój i ty decydujesz, jak ma ta interakcja przebiegać; jak długo może trwać i jak on, pies ”spoza waszej paczki”, może się do szczeniaka odnosić i z nim bawić. Dla obcego psa ma być jasne, że to ty chronisz szczeniaka i to ty, kiedy uznasz, że chcesz, przerwiesz interakcję, że przerwiesz ją oraz podejmiesz interwencję, jeśli uznasz, że on, pies ”spoza waszej paczki”, zachował się w stosunku do szczeniaka niewłaściwie.

Nauczenie psa, wyrobienie w nim nawyku, aby czytał niewerbalne sygnały innych psów i wnioskował po ich mowie ciała czy życzą sobie interakcji z nim, czy nie, jest ważne także dlatego, że kiedy twój pies będzie przebywał z innymi psami np. na psim wybiegu, a jest Dużym Zwierzem, może onieśmielać je swoimi gabarytami. Twój pies nie może ”kozaczyć”, dlatego, że z obawy przed jego ”słoniowym”, z perspektywy niektórych psiaków, rozmiarem, te oddają mu swoją przestrzeń i pozwalają by się w nią wdzierał. On ma być fajnym, wyluzowanym psem. Twój pies nie powinien i nie może ”dominować” innych psów w tak, dodam żenującym stylu. W pewnych okolicznościach, kiedy będziesz czuć się gorzej, albo będziesz rozkojarzony/a pracą itp., itd., nie będziesz poświęcać psu tyle czasu, co wcześniej albo podrzucisz go znajomym, wyjeżdżając na wakacje, coś, co wydawać by się mogło, jest bez znaczenia; małe psy oddają swoją osobistą przestrzeń twojemu, rozbrykanemu ”słonikowi”, bo ”mu się zapomniało”, że powinien zwracać uwagę na ich mowę ciała, może okazać się tym, co skłoni twojego psa do sprawdzenia, czy ”To na pewno ty dalej jesteś jego przewodnikiem? Bo może czas, żebyście zamienili się rolami?” Pamiętaj, wszystko się liczy i wszystko ma znaczenie.

Wychodząc z psem ”w miejsca publiczne”, funkcjonuję z nim jako ”zestaw człowiek/ludzie&pies”. Problemem jest, że nie widzą tego w ten sposób właściciele psów z nawykiem dominacji. Nie rozumieją oni, że dla normalnego psa, którego bardzo ważną cechą jest obrona jego człowieka, agresor wdzierający się w przestrzeń grupy, jest zagrożeniem dla tej grupy a nie jedynie jednego z jej członków. Ignoranci takie sytuacje widzą tak, że oto ”ich pies po prostu podszedł do innego psa, którego ktoś prowadził na smyczy, albo który szedł obok swojego właściciela, czy kilku osób”. Nie zwracają uwagi na mowę ciała ani swojego psa, ani psa, do którego ich pies ”po prostu podszedł”, ani człowieka, czy osób, który/e z psem był/y. Nie widzą napięcia mięśni, ustawienia ogona, uszu, nie widzą zjeżonej sierści i tego, że ich pies bardzo szybko i drastycznie skrócił dystans między sobą, a tym drugim psem i jego człowiekiem/grupą ludzi… Nie myślą też o rasie, która nie tylko wpływa na wygląd danego zwierzęcia! Ale także cechy psychofizyczne. Np ”labki” są ”miękkie”, bo to psy, które miały wyławiać z wody strzeloną kaczkę w taki sposób, aby nie uszkodzić mięsa. Molos to typ ”guard dog”, pies nastawiony na ochranianie swojego człowieka. I od molosów nikt nie wymagał ”nie uszkadzania mięsa”.

To nie pies decyduje

Jeżeli pies, którego nie znam, nie poświęca uwagi na to, aby ”odczytać mnie poza werbalnie”, zaciągnąć się zapachem moim i mojego psa, i upewnić się, czytając moją mowę ciała (i mowę ciała mojego psa), czy nie mam nic przeciwko temu, aby się do mnie zbliżył, to nie chcę, aby zbliżał się do mnie i mojego psa. Nie chcę, aby mój pies miał interakcje z psami, które ignorują komunikację niewerbalną, mają reakcje nieadekwatne do sytuacji i nie są nauczone poszanowania przestrzeni ludzi ani psów. I nie chcę mieć z takimi psami nic wspólnego, bo ich zachowanie po prostu mnie drażni. Takie psy przejawiają szereg zachowań, które z mojego punktu widzenia są nie do zaakceptowania i dlatego nie wyrażam zgody na ich interakcję z moim psem ani ze mną. Nie lubię, kiedy psy na mnie skaczą i pchają mi pyski do kieszeni, żeby sprawdzić, czy mam przy sobie jakieś psie smakołyki. I nie nigdy nie pojmę, jak można nie być zażenowanym dopuszczeniem do tego, by pies, którego jest się właścicielem, zachowywał się w taki sposób wobec (szczególnie) obcych ludzi. Jest dla mnie oczywiste, że posiadacze tak zachowujących się psów, ”sraliby po gaciach”, gdyby Duże Zwierzę zachowywało się tak w stosunku do nich. Czyli wdzierało się w ich osobistą przestrzeń, skakało na nich, opierało się o nich przednimi łapami, kufą dosięgając ich twarzy i zaglądając w oczy, ”chciało smaczka”. No, ale cóż… Tak, czy inaczej, to ja-człowiek decyduję o tym, czy jakiś pies może wejść w moją strefę osobistą.

Po co?

Często, prowadząc psa, jestem uczestnikiem sytuacji (lub obserwuję takowe jako przechodzeń, ale odnosić się będę do sytuacji, których byłam uczestnikiem), w których jakiś, prowadzony na smyczy pies dostrzega innego, zatrzymuje się i obiera go za ”cel”. Staje i zaczyna wgapiać się w psa, którego dzieli od niego np. około 15-10 metrów. Właściciel takiego psa także staje. I tak stoją, dwa pajace. Ustawiony na ”cel” pies, stojący za nim człowiek a między nimi naprężona do granic smycz.

Tak więc idę chodnikiem, obok mnie spokojny psiak, mający w nosie stojące w odległości około 10 metrów przed nami, pajace. Obcy pies, bez niespodzianek; ziejący frustracją, ”łeścik” w szelkach. Wślepia się w Pluszaka i zaczyna przejawiać oznaki eskalacji ekscytacji związanej z dostrzeżeniem prowadzonego przeze mnie psa. Zaczyna się trząść i powarkiwać, jest naprężony, na sztywnych łapach, z ogonem w sztorc, cały ”aż chodzi”. W jego mowie ciała nie ma nic co można odczytać jako ”chęć poznania się” z moim psem. On nie węszy, nie zaciąga się zapachem Pluszaka i moim, nie stara się poznać naszego zapachu i czegoś o nas dowiedzieć. Nie przejawia żadnych oznak świadczących o tym, że pojawienie się w zasięgu jego wzroku prowadzonego przeze mnie psa, kojarzy z ewentualną możliwością rozpoczęcia jakiejś pokojowej interakcji z moim, wciąż wyluzowanym, psem. ”Snajper” nie zaprasza Pluszaka ”do zabawy”, za to emanuje frustracją. Nic tak do szału nie doprowadza psów przyzwyczajonych do dominowania, jak brak możliwości naruszenia przestrzeni jakiegoś psa. Pluszak omija go wzrokiem i to jest dla mnie najlepszy sygnał, że właściwie oceniam ”łeścika”. Molos nie patrzy w jego stronę, olewa napiętego pajaca tak, jak ma w zwyczaju olewać psich wariatów, czyli reagujące na niego frustracją i nienormalną agresją, niezbyt duże, czy wręcz mikro psy. (Te większe go wkurzają i, a jakże, potrafi im ”odbluzgnąć”, jeśli się na niego drą.) Prowadzę go ”po zewnętrznej” tak, aby obcy terierek-frustrat miał możliwie najbardziej utrudniony fizyczny kontakt z moim psem. Żeby nie dać mu okazji do dziabnięcia zbyt dużego, by mógł mu położyć łapy na grzbiecie i niedostępnego, by włożyć mu nos w du…pę, Pluszaka, ”w szynkę” lub pęcinę, w razie gdyby jego pajacowaty właściciel poluzował mu smycz, kiedy będziemy agresora mijać. To luzowanie smyczy i pozwolenie zaburzonemu psu na naruszenie przestrzeni ignorującego go, obcego psa, zachowującego od frustrata stosowny dystans, to bardzo typowe zachowanie niepokalanych myśleniem właścicieli tego rodzaju agresorów. Właściciel obcego psa ciągle stoi w miejscu. Nie koryguje zachowania swojego psa, nie uspokaja go, nie skraca smyczy, nie odwraca jego uwagi i nie kieruje jej na siebie, i jakąś propozycję, którą dla niego mógłby mieć (gdyby nie był pajacem), nie odciąga go i nie oddala się z nim. Nie robi niczego, po prostu stoi w miejscu. Dociera do mnie, że pomimo tego co dzieje się z jego psem, temu człowiekowi wydaje się, że jego ”piesek zobaczył pieska, z którym chce się przywitać”. Ten człowiek stoi tam jak pajac, z napiętym, niepewnym, zaburzonym psem i wygląda na to, że ”trybi sobie”, że tej jego poczwarce chodzi o ”przywitanie się i może zabawę z moim psem”. Po co miałby tam tak stać, gdyby rozumiał, że jego pies przejawia zachowanie agresywne wobec mojego? Hę? Co myśli ten człowiek? Zachowanie psów reagujących w taki sposób na inne, jest nawykowe. One napinają się na jakiegoś psa i jeśli same nie mogą udać się w jego kierunku, bo ogranicza je ”zasięg smyczy”, to wyczekują aż dzielący je od niego dystans się zmniejszy (aż człowiek prowadzący psa obranego przez nie za ”cel”, podprowadzi ów ”cel” bliżej) i rzucają się w jego kierunku. Zapominając, że są na smyczy, prawie wypluwają sobie przy tym płuca. Tak mają, że kiedy widzą innego psa i nie mogą wejść w jego ”mydlaną bańkę”, czyli naruszyć jego osobistej przestrzeni, dostają szału. Nie wiem więc skąd przekonanie właścicieli tego typu ”łeścików” oraz innych nieszczęśliwych psów, że ”tym razem będzie inaczej”. Staram się sobie tłumaczyć, że ci ludzie liczą na to, że z jakiegoś (nie wiadomo jakiego, po prostu magicznego) powodu, ”tym razem będzie inaczej”. Bo jeżeli stoją tak, wiedząc, że ”będzie tak, jak zawsze”, to są skrajnymi idiotami/ idiotkami.

”Łeścik” w końcu zaczyna szczekać na idącego przy mnie psa, który w ogóle nie patrzy w jego stronę. Zapluwa się, choć dla normalnego psa, byłoby oczywiste, że Pluszak i ja przemieszczamy się bezkolizyjnie w stosunku do niego, idziemy sobie gdzieś indziej, ścieżki nasza, jego i jego człowieka, nie krzyżują się. Nie idziemy ”na czołowe”, więc nawet gdyby bardzo mocno ponaciągać teorię, że napięty ”łeścik” czegoś ”broni”, ta nie utrzyma się. No, chyba, że chodzi o to, że wydaje mu się, że jest ”panem na włościach” i broni swojej przestrzeni, która jest… nieograniczona. Pies człowieka-ameby wściekle rzuca się w kierunku Pluszaka. Jego właściciel nie ściąga smyczy. Autentycznie, jak warzywo, stoi dalej. Potworek szaleje. Dzieli nas jakieś pięć metrów. Zatrzymuję się, zdecydowanie szarpiąc smyczą obrożę Pluszaka, tak aby ten upewnił się, że ma ”nie wyglądać zza mojej nogi, żeby sprawdzić ‚jak sytuacja’, tylko grzecznie stać w miejscu” i dlatego, że Pluszak zdążył się troszkę zjeżyć. I zadaję trzymającemu smycz ”łeścika”, człowiekowi proste pytanie: ”Co pan robi?” Człowiek-warzywo głupio się uśmiecha, ale nie odpowiada. Próbuję dalej; ”Po co pan tak stoi? Proszę odejść, zanim ten pański pies wypluje sobie płuca”. Typ odpowiada (i to jest przebój); ”Chciałem, żeby się poznały”. Unoszę brwi i ponieważ nie mam złudzeń, że oto usiłuję rozmawiać z amebą (a to kompletnie bez sensu), odpowiadam brzydko, acz dosadnie, patrząc w oczy ameby; ”A na …uj mojemu psu taki poj…any kolega?”, po czym odbijam w bok i kontynuuję spacer z psem.

Znowu tzw siła nawyku, czyli wskazówka do zachowania i nagroda po nim

Najczęściej spotykany typ ameb, kiedy ich pies napina się na innego psa, gdy tylko go zobaczy, korzysta zawsze z tej samej ”procedury”. Zamiast skorygować zachowanie psa i iść dalej w swoją stronę, po łuku wymijając psiaka obcego, budzącego niezdrowe (ale po korekcie już nieco mniej) emocje u ich czworonoga, ci ludzie podkręcają jeszcze odlot swojego psa. Ten typ właścicieli, gdy ich pies zaczyna przejawiać oznaki (nieuzasadnionej) wrogości wobec obcego, znajdującego się w odległości co najmniej kilku metrów, psa, staje w miejscu. Stają i przyciągają szarpiącego się na smyczy psa do siebie. I nic poza tym. Nie ”rozbrajają granatu” (nie korygują zachowania psa, nim ten ”wyskoczy” do psiaka, którego sobie obrał za cel, na którym rozładuje frustrację) ale przeprowadzają pozornie ”kontrolowany wybuch”. Czyli pozwalają na to, by ich pies rzucał się na obcego psa, szarpiąc się na smyczy, ujadając i warcząc, wyrywając im ręce ze stawów. Postępują tak za każdym razem, wyrabiając w swoim psie nawyk. Nawyk, w którym wskazówką odbezpieczającą zachowanie, czyli atak na żyjącego swoim życiem, obcego psa, jest nie tyle chwila, w której ich pies zobaczy obcego psa, ale moment, w którym właściciel staje w miejscu, oczekując na dalszy rozwój wypadków, jak gdyby kompletnie nie odgrywał w całej sytuacji jakiejkolwiek roli (i nie wiedział, na podstawie wcześniejszych doświadczeń, jak sytuacja będzie przebiegać). Kiedy człowiek się zatrzymuje, jego sfrustrowany i psychicznie niezrównoważony pies odbiera to jako ”sygnał do akcji” i ”wyskakuje” do obcego psa. Zachowanie, które uruchamia wskazówka to atak. Nagrodą dla agresora jest akceptacja jego zachowania przez człowieka: pies nie otrzymuje korekty, czyli w jego rozumieniu jego zachowanie jest dobre. Często ta część nagrody jest wzmocniona poklepaniem psa ”po akcji” którą ”przeprowadził” -zachowanie to w rozumieniu tego typu właścicieli ma ich agresywnie się zachowującego psa, ”uspokoić”, ale pies odbiera je jako nagrodę. Natomiast najmocniejszą częścią nagrody jest zniwelowanie poziomu frustracji, który u tego typu psów nigdy jednak nie opada do bezpiecznego poziomu, bo ciągle żyją one w stanie nadmiernego pobudzenia i rozchwiania psychicznego, gdyż ich ludzie nie są dla niech przewodnikami i nie potrafią dać im wskazówek odnośnie tego, jak powinny zachowywać się ”zamiast”.

Pojawienie się obcego psa w polu widzenia takiego agresora, nie jest wskazówką do ataku na niego. Wyraźnie widać to, gdy właściciel niestabilnego psychicznie psa, zaczyna myśleć i korygować jego zachowanie, nim jego pies za bardzo ”odleci”. Nie zatrzymywanie się w oczekiwaniu aż ”cel” znajdzie się dość blisko, by agresywny pies mógł do niego ”wyskoczyć” i go zaatakować, tylko korygowanie agresora i mijanie psa, który budzi u niego emocje, z którymi agresor nie umie sobie poradzić bez pomocy swojego człowieka, pokazują, że korekta we właściwym momencie i o właściwym natężeniu ”rozbraja granat”.

Nie bądź debilem, myśl

Założenie, że twój pies może podchodzić do innego, praktycznie każdego psa, którego spotka na swojej drodze albo którego jedynie wypatrzy z jakiejś tam odległości, jest po prostu głupie, nieodpowiedzialne i świadczy wybitnie źle o tobie. Analogicznie jest z założeniem, że twój pies może podchodzić do każdego człowieka, którego spotka albo którego wypatrzy. Jeśli na to pozwalasz, to przede wszystkim przedstawiasz się jako osoba, która nie myśli, ma kiepską wyobraźnię i zupełnie nie liczy się z innymi. (Jest przecież powód dla, którego uczymy dzieci, aby trzymały się z dala od obcych.)

Nigdy nie wiesz jaki jest ten pies, do którego właśnie postanowił podejść twój psiak, ten do którego dystans zaczął samowolnie skracać. Przecież może być na coś chory, może mieć psychiczne problemy i może być bardzo agresywny. Ludzie są różni, o czym ty, mając psa, który samowolnie się od ciebie oddala i ma cię w nosie, ale i tak puszczasz go bez smyczy, powinieneś/ powinnaś doskonale wiedzieć. To, że budzący zainteresowanie twojego psa, pies nie jest prowadzony w kagańcu i na smyczy wcale nie oznacza, że dla twojego psa będzie bezpiecznie się do niego zbliżyć i naruszyć jego przestrzeń. Jeżeli budzący zainteresowanie twojego psa, pies jest prowadzony na smyczy, oznacza to, że nie będzie miał możliwości samodzielnie oddalić się od swojego opiekuna i rozpocząć interakcji z twoim psem. Oznacza to także, w razie czego nie będzie mógł od twojego psa oddalić się lub po prostu uciec, jeśli ten zacznie zachowywać się w sposób, który tamtego psa wystraszy i najście twojego psa, będzie dla tamtego bardzo stresującym przeżyciem, gdyż nie każdy pies tak, jak i nie każdy człowiek, umie chronić swoją osobistą przestrzeń.

Warto zastanowić się nad tym, że zapewne istnieje powód, dla którego budzący zainteresowanie twojego psa, pies prowadzony jest na smyczy. Może nie ma żadnego emocjonującego ”drugiego dna”, może ten pies i jego człowiek/ludzie kończą już spacer i właściciel/e chce/ą już iść do domu bez żadnych przystanków? Może opiekun/owie psa jest/są zmęczony/eni i nie chce mu/im się pilnować psa podczas zabawy, dlatego prowadzi/ą go na smyczy? Ale może właściciel stara się z tym psem coś przepracować? A może chwilę wcześniej ten obcy pies brał udział w spinie i jest pobudzony? Może to on został zaatakowany a może on był atakującym? Nie wiesz jaki ”na pewno” jest ten pies, który budzi zainteresowanie twojego psa. Może w tym momencie, idąc przy nodze swojego człowieka, uspokaja się, może jego człowiek stara się go wyciszyć? Może temu psu, który budzi zainteresowanie twojego psa, nie jest potrzebny w tym momencie ”kolega do zabawy” albo kolejny psi kołek, któremu się wydaje, że jest ”panem na włościach”?

Nie wiesz, więc nie pozwalaj, aby twój pies samowolnie wchodził z interakcję z każdym psem. I w końcu, to nie do twojego psa ani nie do ciebie należy decyzja, czy twój pies może wejść w strefę osobistą człowieka, który tamtego psa prowadzi, więc nie bądź burakiem i szanuj osobistą przestrzeń innych ludzi.

Zamieńmy się rolami

Jeżeli idę z psem i nagle z jazgotem uaktywnia się coś za nami, coś czego obecności nie byliśmy nawet świadomi, bo jest tak małe albo tak dobrze schowało się za właścicielem, że kiedy odwracam się (a pies za mną) usiłując to zobaczyć, to dalej tylko to słyszę, to wiem, że mam do czynienia z zaburzonym psim czymś. Właściciele tego czegoś mówią między sobą coś o tym, że prowadzony przeze mnie pies jest ”wielki, ślini się i jest groźny” (WTF?), więc ”to normalne (WTF?), że ich ‚pies’ przestraszył się” mojego. Patrzę na Pluszaka, on patrzy na mnie i merda do mnie ogonem. Mówię do idącej przy mnie przyjaciółki ”Te małe to jakieś poj…ane są. Znowu jakiś szczur nas zwyzywał, nawet nie wiedziałam, że ”to” gdzieś tam jest”. Koleś trzymający ”coś” na smyczy, drze się do mnie (jak jego pies, z bezpiecznej odległości co najmniej dziesięciu metrów), że ”Przynajmniej są słodziutkie!”. Rozumiem, że chodzi mu o to, że są poje…ane, ale słodziutkie. Odwracam się więc i z uśmiechem odpowiadam mu, że ”Jak są poje…ane, to raczej nie bardzo są słodziutkie”. Typ jeszcze się produkuje, ale macham na niego ręką. Kiedy przechodzimy na drugą stronę ulicy, a oni są od nas jakieś minimum 30metrów i nie przechodzą na drugą stronę ulicy, jego pies znowu zaczyna jazgotać na mojego, a koleś coś za nami pokrzykuje. Pokaż mi swojego psa, a powiem ci kim jesteś (No, jak nie, jak tak 🙂 )

Wyobraźmy sobie, że właściciele Dużych Zwierzów dopuszczaliby do tego, aby ich psy zachowywały się tak, jak zachowują się w przestrzeni publicznej, psy ”niegroźnych ras” i wszystkie te ”joreczki” i ”łeściki”… Molosy są normalne i trzeba naprawdę dużo ”pracy”, żeby im schrzanić psychikę, ale przypuśćmy, że spuszczałabym ze smyczy ponad pięćdziesięcio kilowego ”kloca” i pozwalałabym mu podbiegać do obcych ludzi, skakać po nich i zaczepiać pazurami przednich łap o ich twarze, bo ”On tak ma, że się ze wszystkimi wita”. Że ktoś machałaby ręką na to, że jego kanar znowu ”Przestraszył się dziecka na deskorolce” i dlatego zaczął je ścigać, warcząc, szczekając na nie i usiłując pochwycić je za łydkę. Że spod restauracyjnego stolika, na ”czułałkę”, wyskakiwałby rotek, bo ”Jest ze schroniska”. Że siedzący na plaży mastif, napinałby się na bawiące się dzieci, a wcześniej od czasu do czasu gryzł w rękę osobę, która trzymałaby smycz… Raczej by to nie przeszło, co 😉 ? A z mikrobami i ”niegroźnymi” rasami przechodzi – DLACZEGO?

Zwyczajne chamstwo

Doświadczenie interakcji z ludźmi posiadającymi psy i ich psami, szczególnie w dużym mieście, w który mnóstwo ludzi ”ma psy”, uczy że jedynie promil z tych osób ”wie po co im pies”. Ze w tym, że mają psa jest jakaś celowość, mają dla niego czas i poświęcają mu go, że łączy tych ludzi z ich psami autentyczna więź. I to jest frustrujące, że takich osób, jest promil. Bardzo łatwo jest nadziać się na ”trudne przypadki”, których właściciele nie reagują na to, że zachowanie ich psów, do którego oni dopuszczają, utrudnia życie innym. Zdarzają się spacery, wycieczki rowerowe, czy wyjścia na bieganie, które bardzo męczą. Ludzie w jednej ręce trzymają smycz, a w drugiej telefon, poza którym świata nie widzą albo puszczają psa luzem i giną w telefonie. I ok, rozumiem, nauczyłam się, poprawka: interakcje z nieodpowiedzialnymi idiotami mnie tego nauczyły, że ludzie ”nie kumają bazy”, że, jak powiedział pan od skretyniałej suczki, co rusz wyskakującej spod stolika i wściekle ujadającej na drugiego psa, ”nie są tacy mądrzy, bo nie czytają”. Ale przykre jest, że osoby, które wychodzą ze swoimi, nieumiejącymi się zachować i stwarzającymi problemy, innym, psami, nie rozumieją, że ich postawa, tj. bierne pozwalanie tym psom, by dalej zachowały się niewłaściwie, jest po prostu przejawem chamstwa. Tu nie chodzi o ”czytanie”, tu chodzi o ogarnianie podstaw, tego że nie jesteśmy na świecie sami i w około pełno jest innych ludzi.

Dlatego Moi Drodzy, nie miejcie wyrzutów sumienia, kiedy puszczą wam nerwy. Gdy będziecie biegać a z krzaków wyskoczy na was jakiś popieprzony pies i będzie usiłował złapać was za pęcinę albo kiedy inny poważnie zaburzony pies będzie rzucał się na wasze dziecko lub psa: opie…cie właścicieli tych psów do woli. Nie martwcie się, że ”to brzydko i nieładnie jest używać takich wyrazów”, macie do czynienia z chamami, których nie obchodzą inni, więc nie obawiajcie się, że urazicie ich ”delikatne serduszka”. Pamiętajcie, że kumulowanie negatywnej energii, jest niezdrowe, więc nie hamujcie się i rzucajcie mięsem do woli, w trosce o prawidłowe ciśnienie tętnicze 🙂 Pozdrawiam Was serdecznie.

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora jest zabronione.

Www.facebook.com/zuzpasjaodogoargentino