Archiwa tagu: umaszczenie Dogo Argentino

”UMOWA SPRZEDAŻY” CZYLI KIEDY ZGŁOSIĆ POLICJI GROŹBY W RODZAJU ”PRZYJEDZIEMY I ZABIERZEMY CI PSA” ORAZ ”FAJNIE, FAJNIE, ŻE TAK WALCZYSZ O TE BADANIA, ALE WIESZ, W TYCH USZACH TO LEPIEJ NIE GRZEB”

12784522_939706079476536_175874937_n

Na grupie Dogo Argentino Polska (Poland), lincz właścicielki psa, która ośmieliła się upublicznić film:

https://www.facebook.com/alex.xyzn/videos/g.300344586722991/1024202477654656/?type=2&theater przedstawiający psa, u którego rozpoznano ”rozwijającą się dysplazję stawów łokciowych na skutek nieprawidłowego procesu kostnienia śródręcznego”.

capture-20160320-105218

karta info wizyty oli pies fa

UMOWA SPRZEDAŻY

Wbrew twierdzeniom osób, które tak chętnie zabierają głos w dyskusji dotyczącej psa pani Oli, wyjaśnić należy, że umowę sprzedaży rzeczy ruchomej (np. psa) zawrzeć można w trzech możliwych formach; ustnej, pisemnej i dorozumianej. W formie pisemnej umowę sprzedaży sporządza się dla przyszłych celów dowodowych, ale konieczna jest ona jedynie w przypadku sprzedaży nieruchomości. Dokument stwierdzający fakt zaistnienia dwustronnej czynności prawnej, którego zdjęcie na forum ww publicznej grupy, udostępniła właścicielka psa i które ja wklejam w tym miejscu

umowa oli forte apache (2)

składa się dwóch części. Pierwsza to potwierdzenie formy ustnej umowy sprzedaży, czyli zapłata i wydanie rzeczy (Jak wynika ze sfotografowanej treści, zapłatę przyjęto, a rzecz wydano). Do czynności dwustronnej doszło, gdyż kwota została przyjęta i nastąpiło fizyczne wydanie rzeczy, czyli psa rasy Dog Argentyński o cesze indywidualnej, którą stanowi nr chip zwierzęcia -pani Oli psa wydano. I nie jest istotne, że na sfotografowanym przez właścicielkę zwierzęcia dokumencie nie ma informacji kto z imienia i nazwiska za psa zapłacił, bo wyraźnie napisane jest jakiego konkretnie psa (oznaczonego indywidualnym nr. chip, dodatkowo potwierdzonym w lecznicy weterynaryjnej, w której dokonano rozpoznania ”rozwijającej się dysplazji stawów łokciowych na skutek nieprawidłowego procesu kostnienia śródręcznego”) wydała druga storna umowy. Częścią drugą tego dokumentu stwierdzającego fakt zaistnienia dwustronnej czynności prawnej jest zobowiązanie dostarczenia rodowodu, z czego nie wywiązała się strona, która przyjęła sumę 4 tysięcy złotych i psa wydała nabywcy. Rodowód byłby jedynie dodatkowym potwierdzeniem faktu, iż prawo własności przeszło na właścicielkę psa, z chwilą, w której za niego zapłaciła, a druga strona wydała jej zwierzę. Wniosek jest więc prosty: jeżeli ktoś właścicielce nieszczęsnego psiaka grozi, że go jej odbierze, powinna ten fakt zgłosić policji.

W skrócie:

Odnośnie umów sprzedaży zapamiętaj sobie drogi czytelniku co następuje (za http://www.przewodnikprawny.pl/umowa-sprzeda-y-ruchomo-ci/):

Umowa sprzedaży ruchomości może być zawarta w formie dowolnej, np. ustnej, pisemnej, a także w sposób dorozumiany. Przepisy nie wprowadzają w tej kwestii żadnych ograniczeń”.

Ustalenie ceny sprzedaży stanowi jeden z przedmiotowo istotnych elementów umowy sprzedaży ruchomości. Cena wyrażana jest w postaci określonej kwoty pieniędzy lub poprzez podanie sposobu jej wyliczenia.

Podstawowym obowiązkiem sprzedawcy jest przede wszystkim przeniesienie na kupującego własności określonej rzeczy ruchomej oraz jej wydanie. Do przeniesienia własności dochodzi w zależności od rzeczy bądź to przez podpisanie umowy sprzedaży (rzeczy oznaczone co do tożsamości) bądź to przez przeniesienie faktycznego posiadania rzeczy na kupującego (rzeczy oznaczone co do gatunku oraz rzeczy przyszłe). Wydanie ruchomości ma zazwyczaj miejsce podczas zawarcia umowy lub też w innym terminie określonym w treści umowy. Ponadto sprzedawca ponosi odpowiedzialność względem kupującego, jeśli sprzedana rzecz obciążona jest wadami fizycznymi lub wadami prawnymi.

Obowiązkami kupującego, które wynikają z treści umowy sprzedaży ruchomości, są zapłata ustalonej ceny oraz odbiór rzeczy.

Do zapłaty ceny dochodzi najczęściej przy zawieraniu umowy”.

Skutkiem zawarcia opisywanej umowy jest przeniesienie własności ruchomości na kupującego, który staje się nowym właścicielem nabytej rzeczy. Po zawarciu stosownej umowy sprzedawca zobowiązany jest do wydania, zaś kupujący do odbioru przedmiotowej nieruchomości oraz do zapłaty sprzedawcy ceny w umówionej wysokości. Co więcej, sprzedawca odpowiada za wszelkie wady fizyczne lub prawne, jakimi obciążona jest zbyta rzecz ruchoma. Z tytułu wady rzeczy sprzedanej kupującemu przysługuje uprawnienie do odstąpienia od umowy lub obniżenia ceny”.

Z chwilą, w której stajesz się właścicielem psa nikt, włącznie z hodowcą, który go wyhodował, nie ma prawa narzucać ci ani ”metod leczenia”, ani ”lekarza prowadzącego”. To wszystko są twoje wybory, za które ty ponosisz odpowiedzialność.

Raz jeszcze wklejam wam link http://www.przewodnikprawny.pl/umowa-sprzeda-y-ruchomo-ci/ przeczytajcie CAŁOŚĆ ZE ZROZUMIENIEM, zanim zaczniecie czytać idiotyzmy wypisywane przez ”znawców rasy” na grupie ”Dogo Argentino Polska (Poland)”.

ODDAM W DOBRE RĘCE” CZYLI UWAŻAJ ZANIM PRZEJEDZIESZ NA CZERWONYM ŚWIETLE

Znajdujesz w necie ogłoszenie ”Oddam szczeniaka/psa w dobre ręce” i myślisz ”O, jaka fajna okazja, dzwonię pod numer z ogłoszenia”. Long story short, dzwonisz pod numer podany w ogłoszeniu, potem jedziesz na spotkanie z osobą oferującą w ogłoszeniu ”oddanie psa”, a potem ta osoba odwiedza ciebie, ”żeby sprawdzić w jakich warunkach pies będzie żył”… Wszystko jest fajnie. Przez jakiś czas… Aż… nagle okaże się, że ”wystąpił problem” i hodowca ogłosi ci, że postanowił ci psa odebrać.

Może być tak, że w ogłoszeniu oferowany będzie szczeniak, może być tak, że przedmiotem ogłoszenia będzie zwierzę dorosłe… Możecie tzw hodowcy dać się nabrać na ”oddam w dobre ręce” szczeniaka, ”psie dziecko”, stanowiące ”zagadkę” (‚nie wiadomo co z niego wyrośnie’) albo zdecydujecie się zająć dorosłym psem, ze wszystkimi tego konsekwencjami (wyrobionymi wcześniej nawykami psa, deficytami dotyczącymi socjalizacji, kłopotami zdrowotnymi itp. itd.). Osoba oferująca ”oddanie w dobre ręce” pewnie wcześniej was ”sprawdzi”, mniej więcej podobnie, jak jakaś tzw fundacja, z pomocą której czasem adoptuje się psy, koty i inne zwierzęta towarzyszące. Zarówno w przypadku szczenięcia jak i psa dorosłego będziecie ponosić określony koszty finansowe. Odkąd pies zostanie wam ”oddany”, będziecie wydawać swoje pieniądze na odpowiednią karmę, opiekę weterynaryjną, szkolenia (szczenięta powinny być odpowiednio socjalizowane, natomiast dorosłe psy trzymane w hodowlanych kojcach, często mają spore deficyty związane z brakiem wystarczającej ilości tzw kontaktu z człowiekiem, odpowiedniej socjalizacji i nierzadko trzeba z nimi ”przepracować” te ”problemy”…), być może nawet wystawy… Aż któregoś dnia zadzwoni do was ”wasz” tzw hodowca albo pojawi się na progu waszego domu lub mieszkania i powie wam, że chce SWOJEGO psa z powrotem

Zastanówcie się, zanim dacie się wkręcić w problem, dlaczego tzw hodowca miałby ”oddawać psa w dobre ręce”? Przecież może psa; sprzedać, zaproponować umowę współwłasności, tzw warunek hodowlany albo umowę adopcyjną, dlaczego więc, po co miałby ”oddawać psa w dobre ręce”? 

A teraz wyobraź sobie, że masz ileś tam psów, wszystkie musisz utrzymać (wykarmić i zapewnić im opiekę weterynaryjną, na co najmniej bazowym poziomie -koszt obowiązkowych szczepień) i poświęcić czas, by dać im odpowiednią ilość ‚ruchu na świeżym powietrzu’, generalnie zająć się nimi. Wiesz, musisz je socjalizować i dbać, by w hodowlanych kojcach nie zapomniały co to znaczy być psem…

Można psa/psy ”oddać na hotel”, ale zastanów się drogi czytelniku, ile kosztuje doba tzw hotelowania psa? Można też wynająć kogoś -czytaj PŁACIĆ komuś za opiekę nad psami…

Ale może nie masz na to wszystko kasy?

Może nie masz na to wszystko czasu?

A może nie masz ani kasy ani czasu (tak bywa, kiedy żyje się z psów…)? Dodatkowo socjalizację 24/7 zapewnić mógłby tylko naprawdę oddany opiekun…

Rozumiesz już?

Nabicie w butelkę naiwniaka jest znacznie bardziej opłacalne od ”hotelowania”… No i kto, jak nie oddany opiekun, któremu wydaje się, że Pana Boga z nogi chwycił, będzie tak o psa dbał?

Oddam w dobre ręce” bez jakiejkolwiek z ww umów powinno być sygnałem ostrzegawczym. Ludzie naiwni dają się nabrać na takie oferty. Zawsze są chętni do żerowania na niewiedzy, braku doświadczenia i zwyczajnej naiwności.

Może się okazać, że szczeniak ”interesująco wyrósł” i tzw hodowca zechce go pod jakimś pretekstem odebrać, bo skończą się jego problemy, te które skłoniły go do oddania psa lub by wykorzystać go w hodowli albo sprzedać. I to od razu taki fajny ”produkt”, gotowy, ułożony, zsocjalizowany i zadbany… Jeżeli nie chcesz sobie fundować problemu, trzymaj się z dala od ofert w rodzaju ”oddam w dobre ręce”.

Weźmiesz psa w tzw dobrej wierze, przekonany, że hodowca wraz ze zwierzęciem przekazał ci prawo własności psa, wytworzysz z nim więź i będziesz ponosił koszty jego utrzymania, a potem, nawet po roku czy dwóch, okaże się, że musisz babrać się w sądową sprawę, w której jesteś oskarżony o ”przywłaszczenie”, bo tzw hodowca będzie twierdził, że psa przekazał ci tylko ”na jakiś czas”, ”na przechowanie”, no i przecież nie masz żadnych dokumentów, włącznie z rodowodem, w którym jako właściciel wpisany jest hodowca…

Chcesz unikać dramatów? PILNUJ UMOWY. I pamiętaj, jeżeli ktoś jest rzetelnym hodowcą, ma porządek w dokumentach. Jeżeli więc przyjeżdżasz po odbiór psa i nie czeka na ciebie umowa, to sobie odpuść ”zakup”, zanim zaczniesz żałować, że ”uwierzyłeś na słowo”.

NA MARGINESIE

Jeżeli tzw hodowca znaczną część czasu spędza przed ekranem kompa, jedząc śmieciowe jedzenie albo popijając piwko, to nie ma możliwości, by wszystkim swoim psom zapewnił tę dzienną, normalną (wydawałoby się) dawkę ‚kontaktu z człowiekiem’ i ‚ruchu na świeżym powietrzu’ czyli by robił to, co robią osoby posiadające tylko jednego, dwa, może nawet trzy psy. Policz sobie drogi czytelniku ile psów jednorazowo miewają w swoich hodowlach rekordziści… Doba jest zbyt krótka, by z każdym z licznego stada psów spędzić wystarczającą ilość czasu i poświęcić mu dość uwagi, by wychwycić np. rozwijające się problemy z aparatem ruchu… Inaczej wygląda opieka nad jednym, dwoma ewentualnie trzema psami, z którymi spędzają czas tzw zwykli właściciele (Wyobraźcie sobie ”spacer” z np. 6 psami równocześnie, np. Owczarkami Środkowoazjatyckimi… W hodowli jest 10 albo więcej psów? A ile rąk ma jeden człowiek? Z iloma psami równocześnie, np. Owczarkami Środkowoazjatyckimi albo Fila Brasileiro lub Dogo Argentino, może wyjść na tzw spacer jedna osoba? Ok, nawet dwójka? Ile czasu dziennie poświęcić można jednemu psu ‚wymagającej rasy’?). W hodowli nie można też ”puścić luzem” nawet na zamkniętym terenie, wszystkich psów razem, ”żeby się wybiegały”, bo w hodowlach zwierząt się nie kastruje i o ”zgrzyt” bardzo łatwo… Co z tego wynika? To, że psy miewają braki socjalizacyjne, ale co chyba jeszcze bardziej smutne, jeżeli pies, szczególnie młody i pełen energii z kojca wychodzi dwa razy w tygodniu, to nawet jeżeli ma poważny problem ze stawami i po prostu jest dysplastykiem, na spacerze ”wystrzeliwuje” i hasa, dokąd nie zacznie czuć się źle

4 LATA

Ponad cztery lata, najpierw pytań ”na odległość”, przez internetowe fora o ”To jak to jest z tym słuchem u Dogo Argentino? Przecież są białe, czyli mają skłonność do głuchoty, ktoś coś z tym robi? Bada się w Polsce Dogi Argentyńskie? Kto i czy w ogóle robi BAER TEST swoim psom, zanim je zacznie rozmnażać? Można kupić w Polsce szczeniaka po BAER TEST?”? I potem już ”na żywo”, prosto w oczy osobom, które rozmnażają psy z rodowodami ZKwP, tzw hodowcom, kiedy ich poznawałam podczas kolejnych wystaw…

Ponad cztery lata ”znajomości” z niektórymi z ”czołowych” hodowców argentyńczyków, ale i kanarów… Ponad cztery lata oglądania psów i uczenia się ile z tych wielogodzinnych rozmów ”na żywo”, przez telefon i fejsbukowy czat, rozmów o ”dobru rasy”, ”doświadczeniu” i ”błędach innych hodowców”, znajduje odzwierciedlenie w rzeczywistości, czyli działaniach ludzi roszczących dziś sobie prawo do nazywania ich hodowcami przez duże ”H”. Ponad cztery wśród tzw miłośników psów znaczenia badań dzięki którym eliminuje się z hodowli osobniki kalekie. Propagowania wśród Nabywców, klientów tzw hodowców psów rasowych, zrzeszonych przede wszystkim w największym stowarzyszeniu osób związanych z rozmnażaniem rasowych psów w Polsce, czyli w Związku Kynologicznym w Polsce, świadomości dlaczego badania słuchu u Dogo Argentino i innych ”białych ras” oraz ”merli” są ważne i rozwijania w nich przekonania o potrzebie rzetelnej wiedzy na temat jakości słyszenia osobników używanych w hodowli/ rozmnażanych. Tzw hodowcy niby wiedzą, że to ważne, ale nie bardzo coś konkretnego z tą wiedzą chce im się robić. Rzecz jasna, są wyjątki, ale te wyjątki są ciągle bardzo wyjątkowe… Dlatego to Nabywca musi wywierać presję, by dostać produkt -w końcu w Polsce zwierzę jest rzeczą i tzw hodowcy dokładnie tak je traktują- możliwie najwyższej jakości -czytaj psa wolnego od kalectwa.

Ponad cztery lata, w ciągu których od ”forumowych znajomości”, wynikających z aktywności na forum w wątkach takich jak ten: http://www.molosy.pl/showthread.php?t=24149 (to tak a propos tego kto kogo ”lansował” i kto, i kiedy pod kogo się ”podczepił, wyczuwając okazję” do zostania ”ikoną zmian”, która tyle wniosła…) i ”to samo, ale po korekcie” http://www.molosy.pl/showthread.php?t=24341 lub ten http://www.molosy.pl/showthread.php?t=24509 albo ten http://www.molosy.pl/showthread.php?t=24349, z niektórymi tzw hodowcami Dogów Argentyńskich i Kanaryjskich, przeszłam przez ”klimaty” od ”A kim ty jesteś, że w ogóle śmiesz mi zadawać pytania na temat mojej hodowli?! Weź coś wyhoduj, a potem się mądrzyj”, do ”Pojedź ze mną na wystawę, bo nie znam angielskiego i wiesz…” i… z powrotem.

Ponad cztery lata, w ciągu których (mówiąc delikatnie) łaszono się do mnie, prosząc o opinię na temat psa po to, by niejednokrotnie ”obrazić się na amen” i ”wyzwać” mnie od ”teoretyków”, bo ”Co ty wiesz, przecież nawet nie masz psa!?” (Przypominam ”hodowcom”: nie trzeba mieć psa, by wiedzieć rzeczy zupełnie podstawowe: https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2013/09/21/dog-argentynski-morfologia-i-anatomia-psa-wzorzec-rasy/).

Cztery lata, podczas których usiłowano mi wcisnąć psy i dla swojego ”pijaru” wykorzystywano fakt, że na swoim kanale na Serwisie YouTube dokumentuję wystawy (Jeżeli ktoś kiedykolwiek myślał o tych materiałach jako o ”promowaniu hodowli” to jest mi bardzo przykro ponieważ ”promować hodowlę” mogłabym jedynie wtedy, gdyby a) płacono mi za to b) psy wchodzące w skład jej rozpłodowego stada byłyby przebadane pod kątem wykluczenia jednostronnej głuchoty, dysplazji stawów biodrowych i łokciowych, a sama hodowla prowadzona byłaby legalnie czyli zgodnie z art. 10 Ustawy o Ochronie Zwierząt. Preferowanie określonego fenotypu i wymienianie i imienia i przydomka psów, które wyglądają jak Dog Argentyński, a nie jakieś białe wypłosze, nie jest ”promocją”).

Cztery lata, przez które tzw hodowcy, z ”klubu zazdrośników” sugerowali, że inni hodowcy, tzw ”bliżsi znajomi” płacą mi za to, bym ‚promowała’ ich hodowle. Nie, oni sobie czasem wzajemnie płacili, np. kiedy osoba X robiła stronę internetową osobie Y itp. Mnie, za jednoznaczne wyrażanie opinii odnośnie fenotypu poszczególnych psów ‚płacono’ hejtem tzw hodowców, którzy czuli się pokrzywdzeni, tym że nie pieję z zachwytu nad ich ”dokonaniami” hodowlanymi. Cztery lata, jak to jeden z obrażonych znajomych, rozmnażający nieprzebadany argentyny, ostatnio określił ”wprowadzania mnie w tajniki hodowli” -włącznie z oglądaniem importowanych z … psów, które na warszawskie cargo przylatywały z całymi uszami, a potem ”coś” się im w te uszy ”robiło” i dziś (one też) uszy mają cięte… I cztery lata, w ciągu których przekonałam się, że czas leci i nic się nie zmienia, nieprzebadane psy nie są niechlubnymi wyjątkami, a normą…

Cztery lata podczas których ludzie początkowo uważani przeze mnie za ”tkniętych przez Boga” jakąś taką niesamowicie pozytywną energią/umiejętnością/wrażliwością (niepotrzebne skreślić) udowodnili mi -ale co smutniejsze sporej części osób, które zaufały im, że są profesjonalistami w tym co robią, nabyły od nich psa i dziś mają problem- że teraz tzw kynologią w Polsce parają się głównie osoby o wątpliwej etyce i niestety krótkim rozumku, który sprawia, że ciągle nie mogą nauczyć się, że ”hodowla” na psach, o których jakości słyszenia niczego się nie wie (zero BAER TEST wpisanego w rodowód psa) i których stanu stawów biodrowych i łokciowych nie zna się (zero badań RTG i wyników wpisanych w rodowód psa), to po prostu rozmnażanie jakichś psów.

Podobno rozmnażane/używane w planach hodowlanych są osobniki ”najlepsze”. Tylko, że ta najpopularniejsza wśród osób związanych z rozmnażaniem psów, ”najlepszość” nie wynika z tego, że dany hodowca w swoim hodowlanym planie używa jedynie osobniki wolne od kalectwa (np. jednostronnej głuchoty -BAER TEST, dysplazji stawów HD i ED, chorób serca, nerek, oczu), tylko z tego, że psy na podstawie WYGLĄDU (niejednokrotnie sprawiającego, iż trudno uwierzyć, że dany pies jest przedstawicielem rasy ”Dog Argentyński” a nie np. (niedożywionym) ”Pointerem”… ) za ”najlepsze” uznał jakiś sędzia kynologiczny albo 3ech (góra 10u) sędziów… Tu nie ma niczego ”naukowego”. To są tylko subiektywne i w zatrważającej większości przypadków, niepoparte dowodami w postaci wyników badań, ”odczucia” tzw sędziów kynologicznych i samych hodowców. Dodajmy, że sędziów którzy coraz częściej nie widzą (może JUŻ nie widzą, bo zbyt się do kalekich psów i ich sposobu poruszania się przyzwyczaili) kłopotów z aparatem ruchu u psów, którym przyznają hodowlane uprawnienia (a wielu sędziów równocześnie jest lekarzami weterynarii…)…

Cztery lata znajomości, po których dziś został jedynie niesmak, bo dzisiejsze gwiazdeczki kynologicznego fejsbuka nie znoszą, kiedy im się ”wypomina”, że robią z gęby cholewę, zachwalając zaskakującymi, każdego kto zna wzorzec Dogo Argentino, komentarzami, psy oszustów znanych z afer związanych z tzw odbieraniem psów nowym właścicielom pod pretekstem ”nie wywiązywania się” przez nich z umów, albo współpracy z pseudohodowlami itp. Ale to ”normalne”, kiedy ktoś żyje z psów, karmi je najtańszą karmą i generalnie nawet książeczki zdrowia ‚pożycza’ od znajomych, żeby wprowadzić psa na wystawę… Nie powinno dziwić, że ”trzepacze postów” na tzw specjalistycznych fejsbukowych grupach, jako znawcy i hodowcy istnieją głównie dlatego, że maja tupet, robią ”ładne” zdjęcia, które jak szaleni lajkują im ich znajomi i na pamięć znają rodowody psów (sztuka, która imponuje tylko chwilę, w końcu każdy może sięgnąć do np. tej bazy: http://worldpedigree.clubdogocanario.ru/). A i jeszcze ”ładnie piszą” o tym, czego kiedyś dowiedzieli się od kogoś, kto kiedyś ”coś znaczył” w hodowli ”ich rasy” albo dlatego, że czasem użyją na fejsbukowej grupie ‚brzydkiego wyrazu’, który powoduje, że w oczach czytających ”stają się bardziej wiarygodni w odbiorze”. W realu prawda wychodzi na jaw.

Spece od fejsbukowej pisaniny sami dopuszczają się zaniedbań w wyniku, których tzw linie w poszczególnych rasach obciążone są dysplazją, rozszczepem podniebienia, głuchotą itp… Na szczęście np. ww rosyjska baza danych dotycząca Dogo Canario/Presa Canrio jest znacznie bardziej rzetelnym źródłem informacji na temat dysplazji u psów wyhodowanych przez popularnych na fejsiku hodowców i zaglądając do niej, można dowiedzieć się znacznie ciekawszych, a przede wszystkim szokujących i niestety prawdziwych informacji o stanie bioder i łokci niektórych z polskich psów (A przecież są jeszcze pozostałe stawy… )…

Przez ponad 4 lata mówiono mi ‚fajnie, że walczysz o badania w Dogo Argentino’. I co? To z czego wielokrotnie robili mi zarzut tzw państwo ”hodowcy” i ich klakierzy: ja hodowcą nie jestem, więc to nie ode mnie zależy to, jak często używane do rozrodu są zwierzęta kalekie z powodu jednostronnej głuchoty, dysplazji i innych schorzeń. A były, są i pewnie będą używane w tzw ”planach hodowlanych” dogo z ”niedosłuchem”, dysplazją i te ‚mocno przekazujące’ inne schorzenia, tak jak sporo jest np. dysplastycznych kanarów, bo nie nastąpiło ”pospolite ruszenie” i dziś komplet BAER, HD&ED u psów hodowlanych w rasie Dog Argentyński, zanim zrobi z nich rodziców szczeniąt, to EWENEMENT.

Ile polskich Dogów Argentyńskich, używanych w tzw programach hodowlanych jest psami po BAER TEST, których wyniki są dostępne dla Nabywców zainteresowanych kupnem po nich szczeniąt? Jak dużo, wśród psów z ‚uprawnieniami hodowlanymi’ jest tych definitywnie wolnych od jednostronnej głuchoty?

Wciąż, po ponad 4ech latach tego ”ale fajnie, że walczysz o te badania”, na palcach jednej ręki można policzyć hodowle pracujące na przebadanych psach. (I tak zawyżyłam, bo, skorygujcie mnie, jeżeli się mylę, ale TYLKO JEDNA HODOWLA w Polsce robi dziś komplet BAER, HD&ED u psów hodowlanych, zanim zrobi z nich rodziców szczeniąt). Wyników ”czołowych czempionów” nie można się doprosić od tzw hodowców, zwłaszcza tych z największym tupetem, bo ich po prostu nie ma.

Ja wiem co mam na podwórku” -to jest odpowiedź, która sprawiła, że kiedy kolejny raz usłyszałam ją, kiedy telefonicznie informowałam znajomą osobę będącą hodowcą DA, że ”biorę się za uszy, za kopiowanie i te ”zaświadczenia” o ”leczniczym kopiowaniu” i chcę, żeby to była wiedza, którą masz ode mnie, a nie z ZKwP”, zachciało mi się rzygać. Ale generalnie napinka na ”jestem hodowcą” i ”odpie…l się ode mnie”, jest zaje potężna… Tylko nie wiem z czego, poza tupcierstwem, wynika. Wystarczy zobaczyć ile z psów urodzonych w ostatnich latach w Polsce (rzadziej tych do Polski sprowadzonych -przy okazji: np. Włochy=zakaz cięcia, Węgry=zakaz cięcia -macie problem) ma uszy zmienione zabiegiem chirurgicznym… BAER TEST nie ma, ale uszy stoją… Symetrycznie zmienione ”korektą po pogryzieniu przez inne zwierzęta” albo ”plastyką po ranach szarpanych głowy i uszu”… To są zarówno psy niewchodzące w skład stad hodowlanych polskich hodowli, psy poszczególnych ”zwykłych Kowalskich” i ”speców” od DA, tych co to się ich yorki żon nie słuchają albo panienek, które lubią sobie zrobić słit focię z ”ładnym”, białym pieskiem, jak już skończą paznokcie malować, ale i psy będące w rękach osób związanych z ”amatorskim” rozmnażaniem psów, tzw hodowców…

Ile psów z uszami w nienaturalnym kształcie, z uszami nienaturalnie stojącymi ma za sobą BAER TEST i prześwietlenie bioder i łokci -to w przypadku Dogo Argentino albo tylko prześwietlenie, kiedy chodzi o Dogo Canario/Presa Canrio? Psy warto było poddać narkozie, by w wyniku jakiegoś chirurgicznego zabiegu (”korekta po pogryzieniu przez inne zwierzęta”? ”plastyka uszu w wyniku ran szarpanych głowy i uszu”? ”leczenie krwiaka ucha”? ”odmrożenie”? -się przekonamy…) kształt ich uszu uległ zmianie, ale nie było warto ich zwiotczyć, by dowiedzieć się czy obustronnie słyszą… Nawet w późniejszym wieku, kiedy chodzi o dysplazję. Ile z tych psów z uszami w nienaturalnym kształcie ma komplet BAER, HD i ED? Ile jest takich Dogów Argentyńskich? Zapytajcie hodowców…

Ilu hodowców ma -wydawałoby się- zupełnie naturalny odruch, kiedy są ”pomawiani”, że to z ich winy dany pies jest dysplastyczny, gdyż użyli w swojej hodowli osobników wręcz obciążonych dysplazją lub też ”tylko” zwierząt nieprzebadanych, automatycznego publikowania na Serwisie Facebook, opisanych przez weterynarza będącego chirurgiem lub radiologiem (nie ma w weterynarii specjalizacji ”ortopeda” i lekarze o wspomnianych specjalizacjach, dokształcając się we własnym zakresie, stają się kompetentni, by pomagać w diagnozowaniu, leczeniu, a w praktyce ‚zaleczaniu’ np. dysplazji i dalszym prowadzeniu obciążonego schorzeniem psa) zdjęć RTG wraz z opisem (diagnozą) stawów rodziców psa, o którym w danym przypadku mowa? Wybaczcie drodzy czytelnicy, że nie podam wam przykładu takiego zachowania, po prostu nie przypominam sobie takiej reakcji wśród hodowców Dogo Argentino lub Dogo Canario/Presa Canario, a przecież, jak pokazały ostatnie dni, ”przypadki” są https://www.facebook.com/alex.xyzn/videos/g.300344586722991/1024202477654656/?type=2&theater

Z zapomnianej już dziś akcji ”BAER dla Dogo Argentino” skorzystała garstka osób i to wcale nie dlatego, że ”tak trudno było się umówić”, po prostu nikomu nie zależało na tym, by wiedzieć jaki jest wynik BAER TEST jego psa/psów. Suka, która miała być kryta pochodzącym z Włoch reproduktorem, której właścicielka zdecydowała się skorzystać z możliwości przeprowadzenia badania za 50zł, okazała się półgłucha i z krycia hodowla się wycofała. Dlaczego? Bo po badaniu ”zostaje ślad” i Nabywcy szczeniąt z kojarzenia, w którym jedno z rodziców ma stwierdzoną jednostronną głuchotę, mogliby mieć podstawy do nazwania tzw hodowczyni ”nieprofesjonalną”. Tak, badań u psów nie robi się dlatego, że ”zostaje po nich ślad” i nie można udawać, że ”ojejku, nie wiedziałam”. A jak kryjesz nieprzebadanym repem, to hulaj dusza piekła nie ma -przecież nie ma wyniku, nie ma śladu, może się upiecze…

Po tych czterech latach wciąż było dla mnie zaskakujące, że osoby podobno tak ”obeznane” w psach typu presa są tak niekonsekwentne nawet w teoretyzowaniu o psach (Szkoda, że nie uchroniło to ich ”obeznanie” i praktyka” (sic!) rozmnażanych przez te przypadki zwierząt przed różnymi schorzeniami, widać teoria nie musi iść w parze z praktyką [a praktycznie to się okazuje, że u tzw hodowców teoria tylko teoretycznie ma wpływ na praktykę i znajomość rodowodów, robienie foteczek i pisanie postów na FB nie wystarczy, żeby być hodowcą]). Raz piszą jedno, innym razem coś zupełnie odwrotnego i kiedy prześledzić ich działalność, na jaw wychodzi, że choć tak mądrzą się na temat wzorca rasy albo żywienia, nie dość, że same wyhodowują coś skrajnie od tego wzorca odbiegającego, dopuszczają się szeregu zaniedbań w wyniku których psy mają albo deficyty psychiczne (co nie przeszkadza rozmnażać np. osobników skrajnie tchórzliwych, bo na tzw testy psychiczne osoby takie przyprowadzają inne psy niż te zgłoszone, czy też nienormalnie agresywnych) i fizyczne, od krzywicy po dysplazję i inne zwyrodnienia. Ale ci tzw hodowcy i fejsbukowi trzepacze postów w przeprowadzaniu linczu na właścicielach kalekich psów są świetni. Nigdy nie zawodzą.

Można się nie zgadzać, mieć inne podejście do tego co jest najistotniejsze w fenotypie psa i mimo to ”różnić się pięknie”. Ale należy być konsekwentnym w kwestiach kluczowych. Można więc dziwić się i to zdziwienie wyrażać (”Ej, sorry, ale rok temu śmiałaś/łeś się z tego, że X prowadza po ringu coś takiego, a teraz robisz mu/jej reklamę i uwiarygadniasz go/ją takim a nie innym komentarzem. I ty to tak na serio?” -kiedy ktoś, kogo ma się za ”znawcę” właśnie zachwyca się jakimś koślawym wypłoszem, bo ”chce, żeby ją/go wszyscy lubili”). Można też odciąć się od tzw środowiska, kiedy to ”zmęczone”’ jest tym, ”ale ty tak walczysz o te badania i taka pamiętliwa jesteś, a ja chcę, żeby wszystkim miło było”. Ale kiedy tzw ”środowisko” kryje skandal dotyczący szalejącej u psów z danej hodowli dysplazji, który okazuje się być tylko czubkiem góry lodowej, bo dysplazja w danej rasie nie jest czymś wyjątkowym, w więcej niż w jednej hodowli (jest tak popularna, że cudem byłoby krycie typu pies i suka A & 0/0 -no dobra, nawet B i ”jedynki”), nie można udawać, że wszystko jest ok, nic się nie dzieje i wmawiać sobie, że wciąż tylko ”różnimy się pięknie”.

Kiedy ktoś kryje psy bez kątów, ledwo się poruszające kaleki nie można go klepać po pleckach ”ale jesteś zaje”. Każdy kto ukrywa przed potencjalnymi Nabywcami szczeniąt prawdę o ”stylu” ”pracy hodowlanej” w danej tzw hodowli i dopinguje tzw hodowcę, który świadomie rozmnaża psy nieprzebadane albo przebadane-kalekie i swoim działaniem uwiarygadnia tego tzw hodowcę jest…

Oburzające jest, że tzw hodowcy i posiadacze, choć wiedzą ile kalekich psów ktoś wypuścił od siebie w świat czy to sprzedał je Nabywcom, czy innym hodowcom albo jak bardzo zaniedbał swojego argentyna czy kanara albo majorkę, azjatę czy innego ”dużego psa”, fundując mu drastyczne problemy z aparatem ruchu, wciąż pieją nad ”talentami” i ”mądrością” takiej osoby. Ciągle i ciągle uwiarygadniając ją jako tzw hodowcę, ”speca od żywienia” i generalnie ”guru” bez którego działalności świat się zawali. (Wbicie sobie do łba rodowodów psów nie czyni ”hodowcą”, min dlatego, że na ”hodowanie psów” trzeba mieć pieniądze, a nie liczyć, ze się na psach zarobi. Tak samo jak nie jest treningiem przypinanie smyczy do obroży psa i nakazywanie mu by ”ciągnął”, ”żeby sobie masę mięśniową wyrzeźbił”. A co z grzbietem? [Cyklicznie wywoływany, długotrwały ucisk na tchawicę ma bardzo poważne skutki zdrowotne]. Ale, jak to było? Przecież ”co ja wiem”… W końcu ”nie jestem hodowcą i nawet nie mam psa”, a ”i do ZKwP też nie należę” -na szczęście 🙂 I dlatego mogłam ”ugryźć” tabu ciętych uszu…).

Żałośni są ”specjaliści”, którzy nie wpadli na pomysł zamrożenia nasienia tych swoich super-psów (a może wpadli, ale nie mieli kasy na opłacenie jego przechowywania w szwajcarskiej klinice albo współwłaściciel’ka oponował’a?). Tacy mUndrzy, tacy cwani, a młodość psa ”przeminęła z wiatrem” jak i wartość jego nasienia… #zamkinapiasku

To jest niesamowite, jak działa to środowisko. Te ”wojny”, ”wojenki” i ”przyjaźnie”, ”pakty o nieagresji” i ”haki”, ”obrabianie sobie tyłków” i ”przekazywanie informacji”. Ale co zjednoczyło całe to towarzycho? Co sprawiło, że wszyscy oni mogli w końcu znaleźć jeden wspólny mianownik, który wreszcie dał im okazję do generalnego ”pojednania”? Co ”zjednoczyło” Hodowców i kanarów i argentynów? Uszy. I to bynajmniej nie BAER TEST. 

USZYGATE

Wygodnie jest nie wiedzieć pewnych rzeczy. Jeszcze wygodniej jest jak ci jakiś tzw ”autorytet” mówi ”jak życie wygląda” i cię ”zwalnia” z ”szukania informacji”… Zawsze wolałam psy z ciętymi uszami. Przyzwyczaiłam się, to była ”moja estetyka”. No i kurczę, ”Skoro Związek Kynologiczny w Polsce sobie wymyślił, że można przedstawiać te ‚zaświadczenia’ o ‚leczniczym kopiowaniu’, no to chyba można, nie? No w końcu jakby nie było można, to by ktoś z tym coś zrobił, prawda?” –wrong! Jak masa tych ignorantów z ZKwP, nie miałam pojęcia, jak istotną w przypadku uszu jest semantyka… Naprawdę wierzyłam w tę propagandę, że ”jak się psu obetnie fragment ucha to, to mu jakoś medycznie lepiej robi”, że ”to jakoś” go chroni, przed ”czymś” i że istnieje coś takiego jak ”kopiowanie ze względów medycznych”, bo było mi tak wygodnie, bo podobały mi się cięte psy. Tylko ciągle były jakieś problemy z tymi ”zaświadczeniami”… Niby to ”spoko jest” i ”ma problemu”, ale to się nie dodawało z tym, że ktoś ”jedzie na Słowację i psa przy hipermarkecie przekazuje komuś innemu i potem boi się czy mu tego psa oddadzą”… Te wszystkie kombinacje… ”Wiesz, ja to oficjalnie mam psy za granicą cięte, w Hiszpanii, papier nawet taki mam, jakby co”… ”Masz to ‚zaświadczenie’, skseruj sobie, tu graficznie datę zmień i podpis jakiś daj”… Ale nie wnikałam, bo podobały mi się kopiowane psy, więc co mnie obchodziło ”jak to się robi”?

Tylko któregoś dnia, czytając wypociny jednego czy drugiego ”autorytetu”, zastanowiłam się nad tym jak to jest, że psy, które nie mają BAER TEST, mają chirurgicznie zmienione uszy? Jak to jest, że psy z dysplazją stwierdzoną przez weterynarzy też mają cięte uszy, ich rodzice mają uszy cięte, ale nie mają prześwietleń? Jak to jest, że z tym ”legalnym cięciem” musi być jakiś ”specjalny wet, zaufany” i że ”to kosztuje od paru stów do ponad tysiąca pięciuset złotych” i że kto inny tnie, kto inny ”zaświadcza”… Że Ustawa obowiązuje od 1997 roku, a w Nowelizacji z 2012 pojawiło się w szczególności… Więc sobie odpuściłam ”autorytety” i zaczęłam czytać podręczniki dla weterynarzy, szczególnie te fragmenty o kopiowaniu, dysplazji i innych schorzeniach, a przede wszystkim sprawdziłam stan prawny… I nagle się okazało, że trzepiące posty na FB, osoby, które już się ”wyautorytetywowały”, robiąc z gęby cholewę i wypisując bzdety, ”żeby ich wszyscy lubili”, w tym ludzie, którzy skompromitowali się osiągnięciem polegającym np. na uzyskaniu np. galopującej dysplazji stawów w swoich liniach, po prostu opowiadają i wypisują o cięciu uszu swoim psom, totalne kłamstwa i bzdury. (Przy okazji: polecam wam przyjrzeć się uważnie kto unika wszelkich fejsbukowych dyskusji o cięciu uszu… Kto, choć zazwyczaj mądrzy się na każdym kroku, tematów związanych z cięciem unika i się ”nie wychyla”… )

W życiu by mi się nie chciało zajmować tematem USZYGATE gdyby nie ta słaba, naprawdę parszywa reakcja środowiska związanego z psami presa na dysplastyczny skandal z początku zeszłego roku. Super-popularna hodowla i bum: dysplazja -ok, mogło się zdarzyć każdemu, ale to jak zareagowała osoba, która odpowiada za to, że te dysplastyczne psy pojawiły się na świecie, jak zareagowali znajomi tego hodowcy.. To było coś… Tupeciarstwo i przysłowiowe wykręcanie kota ogonem po bandzie. I wszystko ok, nikt nic nie mówi… ”Nic się nie stało”… Dziś mamy powtórkę na grupie Dogo Argentino Polska (Poland): pow ww filmem https://www.facebook.com/alex.xyzn/videos/g.300344586722991/1024202477654656/?type=2&theater, pod tym postem https://www.facebook.com/photo.php?fbid=1025835957491308&set=gm.1018662851557824&type=3&theater i także umieszczonym na tej grupie, postem hodowcy.

Jak wprowadzić do Ustawy o Ochronie Zwierząt zapis mówiący, iż rozmnażanie zwierząt kalekich jest formą znęcania się nad nimi? By rozpocząć drogę najpierw trzeba obnażyć mentalność ”konsultantów” ”konsultujących” projekty ustaw dotyczących stricte psów. Ok, no to złapmy ZKwP za jego achillesową piętę czyli ”zaświadczenia o leczniczym kopiowaniu” i obnażmy ”procedury” od lat działające w tym stowarzyszeniu. Sprawdźmy czy hodowle prowadzone są zgodnie z art. 10 Ustawy o Ochronie Zwierząt -i tu też bida…

Przyznam, że zniesmacza mnie sytuacja, w której tzw hodowcy wypisują do mnie poematy na Facebooku i w smsach, dotyczące kontroli i ”kontroli”, które pojawiają się w ich hodowlach. Uważam, że to do siebie powinni mieć, pretensję jeżeli prowadzą hodowle psów ras uznawanych za agresywne, nielegalnie, bo Art 10 UoOZ nakazuje zarejestrowanie hodowli psów ”z listy”. Męczący jest też schemat, zgodnie z którym wyglądają te żale. Kolejny raz jasno zaznaczam: uważam, że nie jest hodowcą, ktoś kto z pełną świadomością kryje nieprzebadaną BAER TEST sukę rasy Dog Argentyński, której matka była jednostronnie głucha, a o ojcu wiadomo tyle, że jego ojciec dawał w każdym miocie szczenięta z ”niedosłuchem” (biorąc pod uwagę tylko mioty przebadane!). Jest to głupie i pozbawione jakiejkolwiek odpowiedzialności w sensie hodowlanym, szczególnie jeżeli w miocie tej suki była przynajmniej jedna jej zupełnie głucha siostra, a kryjący sukę samiec nie ma BAER TEST, bo ”przecież wiem co mam”. Szczenięta z takiego miotu, zwłaszcza jeżeli wziąć pod uwagę ‚tajemnicę dysplazji’ czyli fakt, że suka, jak i jej partner, jest nieprzebadana, oraz ”czkawkę po babci” czyli min. rozszczepy podniebienia, nie posiadają jakiejkolwiek wartości hodowlanej i powinny zostać wykastrowane oraz koniecznie przebadane i to tylko po to, by ich Nabywcy wiedzieli co mają i ”z czym to jeść”. Smętne jest, że najpierw ”zwierzano się mi” -przy czym ‚nikt nie przystawiał tzw hodowcy pistoletu do głowy’, aby informował mnie o swoim ”planie hodowlanym”, że ”na pewno będziemy badać przed kryciem”, po czym ”wyszło tak, że nie starczyło czasu”.

Po raz kolejny powtarzam: to nie ja do mnie dzwoniłam/pisałam i to nie ja mi dosłownie ”obiecywałam”, że przebadam psy, zanim ich użyję w ”hodowli”, więc nie kumam męczenia mnie żalami, że ”przecież nie trzeba mi się tłumaczyć z planu hodowlanego” i ”przecież nie ma wymogu badania”. Nie pamiętam ile razy powtarzałam, że takie ”plany hodowlane” to ja mam tam gdzie słońce nie dochodzi i mi się nie chce baterii marnować na wysłuchiwanie trucia, które mnie nie dotyczy, bo to nie moje psy i nie moja hodowla. To jest krótka piłka: badania to minimum. Nie masz przebadanych psów? To ”z czym do ludzi”? Rozmnażasz nieprzebadane psy i masz się za hodowcę? Nie zawracaj mi d…

Środowisko fanów kopiowanych uszu nie jest w stanie wybaczyć jednego: konsekwencji. Tak, drodzy ”miłośnicy psów” (z ciętymi uszami, w szczególności), wszystko fajnie, ale mieliście 4 lata na to by zacząć badać swoje psy, a przez cały ten czas tylko mówiliście, że zaczniecie to robić, więc nie możecie się dziwić, że skoro przed samymi sobą ”nie dotrzymaliście słowa”, uważam was za bandę cwaniaków, którzy na fejsiku ”lansują się” jako hodowcy, choć w gruncie rzeczy nie macie opanowanych nawet podstaw teorii genetyki, bo gdybyście mieli choć teorię, wiedzielibyście, że jest bezlitosna. I nawet tacy ignoranci jak ty czy ty powinni skumać, że te ”obrączki” na ogonach i ”łatki przy tyłku” są i będą, bo to po babci, legendarnej PECICY z ”łatą” wywabioną azotem… Tak samo jak rozszczepy… ”Łatki” widzicie, jednostronnej głuchoty zobaczyć nie możecie, a nawet jeżeli wasze psy przejawiają charakterystyczne symptomy, to jak mielibyście je zobaczyć, skoro nie widzicie albo zobaczyć nie chcecie, ewidentnych problemów z aparatem ruchu u waszych psów? Jak chcecie wyłapać znacznie subtelniejsze symptomy świadczące o jednostronnej głuchocie, skoro nie widzicie niczego podejrzanego w sposobie w jaki porusza się dany pies?

”Hodowcy-praktycy” -no błagam… Ludzie, którzy sobie praktycznie eksperymentują na żywych organizmach, realizują swoje egoizmy kosztem psów, nieprzebadanych, ale za to ”kozacko wyglądających”. I to takie smutne, że dla kasy kryje się sukę, o której parę miesięcy wstecz mówiło się ”jakie to jest gówno”Każdy kto utrzymuje się z tzw hodowli psów jest partaczem, bo żyje z psów i nie stać go na ”poziom” i taka jest smutna prawda. Rozmnażanie psów, które trzyma się w bez dostępu do światła dziennego i wyciąganie ich z kojców na wystawy, to nie hodowla, no chyba, że chodzi o fermę fretek, ale wtedy to wprost nazywane jest barbarzyństwem. Psów tak się nie trzyma. Nie ma to jak skazać szczeniaka na deficyty od samego początku, wyhodować mu krzywicę, zadbać o to by był miękki bardziej niż ”włoski import”, od ciągłego przebywania w kojcu… 

I te teksty, że ”Nie ma sensu badać, bo ryzyko jest zawsze”. Poczytaj choćby o wynikach badań dotyczących eliminowania głuchoty u amerykańskich Dalmatyńczyków kretynko/kretynie!

Śmieszy mnie, choć to śmiech przez łzy, jak czytam w tych smętnych wiadomościach, że się ”mszczę”. Ludzie, do ciężkiej cholery, to ja wam kazałam obcinać uszy waszym psom? To ja kserowałam ”zaświadczenia” i podrabiałam podpisy, bawiąc się ”fotoszopem”? Wiem, dotąd zawsze ”jakoś to było”, no ale tym razem koniec z ”jakoś to będzie”. To że nikomu wcześniej nie chciało się ”skubnąć” ZKwP za jego achillesowa piętę ”zaświadczeń o leczniczym kopiowaniu”, to też nie jest mój problem. Jeżeli cokolwiek się na was mści, to wasza własna głupota i arogancja.

Od czerwca zeszłego roku dzieje się naprawdę dużo i w tym miejscu chcę podziękować moim czytelnikom: dostałam przesyłkę i już ”poszła w świat”. Opadła mi szczęka, kiedy zobaczyłam nazwisko lekarza. W korespondencji zwrotnej, którą otrzymałam od instytucji, której przekazałam otrzymane dokumenty, pojawiło się sformułowanie ”(…) dokumentacją dowodzącą popełnienia przestępstwa przez lek. wet.”. Proszę mi wybaczyć, bo z oczywistych względów nie mogę na bieżąco informować o kolejnych etapach sprawy. Choć bardzo bym chciała, nie mogę w tej chwili napisać niczego więcej, ale pragnę wyraźnie podkreślić, że pomoc Nadawcy przesyłki jest nieoceniona i może być tym, co wprawi klocki domina w ruch oraz uzupełni przykłady urzędniczych zaniedbań dotyczących art. 10 UoOZ. Zaznaczę, że w tej chwili kończę opracowanie, które przekażę odpowiednim instytucjom, stąd też wciąż na blogu nie ukazał się tekst, który zapowiadałam już w końcu zeszłego roku. Po prostu w trakcie jego przygotowywania okazało się, że materiały zebrane przeze mnie w ostatnich miesiącach są zbyt obszerne i szczegółowe, i zdecydowanie przekraczają możliwości bloga. Jak tylko uporam się z ich ”podsumowaniem”, dam znać jakimś w miarę możliwości skondensowanym wpisem 🙂

Na koniec http://wiadomosci.dziennik.pl/polityka/artykuly/515384,glowny-lekarz-weterynarii-zmiany-rzad-beata-szydlo.html Już tylko biorąc pod uwagę tolerowanie (praktycznie 4 lata) przez Głównego Lekarza Weterynarii i cały Główny Inspektorat Weterynarii „zaświadczeń” o „leczniczym kopiowaniu psom uszu” (OKSYMORON LEVEL HARD) czyli pseudodokumentów, nieposiadających podstawy prawnej i wytwarzanych tylko i wyłącznie na potrzebę (życzenia) poszczególnych członków, monopolizującego kynologiczny rynek w Polsce, stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce, by ci mogli na wystawach rasowych psów, organizowanych przez to stowarzyszenie, pokazywać okaleczone kopiowaniem psy, choć polskie prawo zabrania kopiowania psom uszu i ogonów, kwalifikując ten zabieg jako formę znęcania się, uważam, że to dobry początek. Świetnie, że stołki tracą ludzie współwinni znęcania się nad zwierzętami, urzędnicy państwowi, którzy choć mieli pełnić funkcje kontrolująco-nadzorcze nad przestrzeganiem zapisów Ustawy o Ochronie zwierząt, brakiem reakcji na napływające do nich informacje, dotyczące łamania przez członków ZKwP zapisów UoOZ, przyczyniali się do panoszącego się w ZKwP poczucia „nietykalności” jego członków i „bycia ponad prawem”, i tym samym szerzenia się w tym środowisku procederu ściganego z urzędu i zagrożonego karą pozbawienia wolności! Urzędnicy ci dopuścili się skandalicznego zaniedbania swoich obowiązków. Zobaczymy jakie konsekwencje zostaną wyciągnięte w stosunku do członków ZKwP, z których wielu jest lekarzami weterynarii

A czytając dyski o ”zaniedbaniach ze strony nowych właścicieli” zacznijcie myśleć. Zdumiewające, że ludzie obserwujący grupy nie orientują się, że są rozgrywani przez tzw hodowców, którzy zamiast zacząć od stanowczego ścięcia argumentów osoby, która posiada np. dysplastycznego psa, poprzez publikację wyników rodziców takiego szczeniaka i tym samym udowodnienie, że jako hodowcy ze swojej strony zrobili co w ich mocy, by zminimalizować ryzyko wystąpienia kalectwa u potomstwa danej pary, czekają aż z sytuacji wybronią ich członkowie grupy… Przy każdej z takich sytuacji, czytam i nie wierzę. Nie chodzi już nawet o to, że zdarza się, że ludzie kompletnie skompromitowani swoimi ”dokonaniami”, ”jadą” właścicieli niepełnosprawnych psów, po prostu niewiarygodne jest, że ktoś kupuje narrację, w której człowieka, który przedstawia diagnozę wystawioną przez praktykującego lekarza weterynarii, traktuje się jak idiotę i ciężar ”dyskusji” przerzucany jest na;

a) wybór weterynarza przez właściciela i to, że ‚na pewno wet jest niedouczony’

b) ”skąd hodowca mógł wiedzieć?” (Przecież ”dysplazja i inne schorzenia genetyczne biorą się z kosmosu”)

c) ”złą karmę i brak suplementacji”. Drodzy ”hodowcy”, sorry, ale to że niektórzy z was karmią psy najtańszym np. mięsem i nie mają na suplementy, żeby np. ociężałego np. Doga Argentyńskiego chociaż spróbować wyprowadzić z kozińca i mają czelność wmawiać osobom, które mają tylko jednego psa, że ich, jak tych ”hodowców” nie stać na dobrą karmę i właściwą opiekę weterynaryjną, jest szczytem sk…ństwa -mniej słodyczy przed fejsbukiem, miej piwka, a zostanie wam więcej kaski na suplementację i i prześwietlenia w kierunku zdiagnozowania stanu co najmniej HD i ED).

Taki jest standard tych ”dyskusji”: zrobić z Nabywcy szczeniaka-kaleki idiotę, wmówić mu, że wybrał niewłaściwego weta, że wszystko co dotąd zrobił w związku z tym co ten wet mu poradził było złe, głupie i dodatkowo zaszkodziło psu i opie…ć właściciela za to, że ”marnuje czas na kręcenie dymu na FB zamiast psem się zająć”.

Skoro czytacze ”dymnych” tematów są tacy mUndrzy i nawet po cwaniacku udzielają się w tych dyskach, to dlaczego nie ogarniają podstawowej rzeczy? To nie Nabywca psa ma się tłumaczyć, Nabywca tylko INFORMUJE czytelników posta o problemie i diagnozie, to hodowca musi pokazać, że wyeliminował z programu hodowlanego osobniki obciążone danym schorzeniem i dopiero wtedy taki tzw hodowca staje się ciut wiarygodniejszy jako autor połajanek w kierunku Nabywcy. Jest na Serwisie Facebook taka strona ”Institute of Canine Biology” -gorąco polecam na nią zajrzeć i zacząć sobie przyswajać treść artykułów, zanim zacznie się wypisywać kretynizmy na tzw grupach tematycznych. Mam świadomość, że niektórym tzw hodowcom bardzo nie na rękę jest pisanie o najnowszych odkryciach naukowców z dziedziny genetyki, ale mam to w nosie. Zacznijcie się uczyć drodzy miłośnicy psów. Zacznijcie czytać wartościowe teksty, bo jeżeli liczycie, że ”towarzycho” w swoich postach w tych grupach ”daje wam” ”wiedzę”, to się zaje mylicie. Aczkolwiek wbijcie sobie do głów jedno: aktualny trYnd jest taki: jeżeli ośmielisz się drogi Nabywco obnażyć ”efekt pracy hodowlanej” tzw hodowcy chronionego paktem ”w kupie raźniej” (może smród jednoczy?) przez towarzystwo wzajemnej adoracji, licz się z tym, że zaleje cię fala jadu, którego wisienką na torcie ma być wmówienie ci, że za to co zrobiłeś (podanie do publicznej wiadomości diagnozy psa) towarzycho ukaże cię zorganizowaną akcją i nawet pomogą tzw hodowcy odebrać tę nieszczęsną kalekę…

Zuza Petrykowska

Ps. Tak, wiadomość o tej samej treści wysyłam do tego do kogo ją wysyłam i ”wróbelków”… A odnośnie tzw oczekiwań: na wszystko jest czas i miejsce, cierpliwości.

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora jest zabronione.

WZORZEC RASY DOGO ARGENTINO: TŁUMACZENIE ARTYKUŁU SĘDZIEGO KYNOLOGICZNEGO, HODOWCY DOGÓW ARGENTYŃSKICH, PANA MASSIMO INZOLI, ZATYTUŁOWANEGO ”10 THINGS TO KNOW BEFORE JUDGING THE DOGO ARGENTINO”

Na początek wypada zaznaczyć, że jest to tekst kierowany głównie do sędziów kynologicznych, napisany przez sędziego kynologicznego (będącego równocześnie hodowcą Dogów Argentyńskich), którego to będziemy mieć zaszczyt obserwować podczas pracy w trakcie tegorocznej białostockiej wystawy, bo to właśnie Pan Massimo Inzoli sędziować będzie Dogo Argentino 31 sierpnia 2014 w Białymstoku. (Notka o autorze umieszczona jest pod koniec wpisu).

Ponieważ mamy świadomość, że nasze tłumaczenie czytać będą nie tylko fachowcy, pozwoliłyśmy sobie umieścić w kwadratowych nawiasach, pisane kursywą, dodatkowe uściślenia, które naszym zdaniem pomogą nieobeznanym z Dogo Argentino czytelnikom, lepiej zrozumieć przesłanie artykułu, tym bardziej iż, choć język polski jest niezwykle bogaty, rzadko kiedy anglojęzyczne kynologiczne sformułowania znajdują w nim swoje odbicie. W kwadratowych nawiasach, których w tekście jest łącznie sześć, znajdziecie uwagi, iż pod koniec wpisu, w punktach zawarte są dodatkowe objaśnienia.

Zapraszamy do lektury;

”10 RZECZY, KTÓRE MUSISZ WIEDZIEĆ O DOGO ARGENTINO PRZED PRZYSTĄPIENIEM DO JEGO OCENIANIA.”

1. Wzorzec rasy

Pierwszą rzeczą, którą musisz wiedzieć oceniając [a dosłownie ”kontemplując”] Dogo Argentino jest to, że historia tej rasy jest inna od którejkolwiek z pozostałych ras.

Większość uznanych ras stworzonych zostało w procesie selekcji, opierającym się na różnorakich kryteriach, zależnych od funkcji jaką miał spełniać [uzyskany drogą selekcji] pies i warunków geograficznych obszaru, w którym miał funkcjonować [pracować]. Gdy rasa już powstała, fizyczne cechy będące esencją typu [te niezbędne i dla niego nieodzowne] były oficjalnie ustalane [i dopracowywane], poprzez badania [ w znaczeniu: studiowanie anatomii przedstawicieli danej rasy] i opracowywanie [rysowanie i opisywanie] wzorca.

Jednakże w przypadku Dogo Argentino, ten proces uległ odwróceniu.

Na początku zeszłego stulecia, Argentyńczyk Dr. Nores Martines wyobraził sobie rasę psa idealnie nadającego się do pracy pomocnika myśliwego, podczas polowania na grubą zwierzynę. Najpierw stworzył wzorzec rasy, a dopiero potem przystąpił do tworzenia Dogo Argentino. Finalnie Dr. Martines skrzyżował dziewięć ras, by jako rezultat otrzymać zwierzę tak bardzo zbliżone do ideału zaprojektowanego lata wcześniej, jak to tylko możliwe. [Dodatkowe wyjaśnienie do tego akapitu znajdziecie w punkcie 1.]

Tak więc wzorzec rasy, napisany przez jej twórcę, powinien być rozpatrywany w sposób wyjątkowo uważny, [zwłaszcza] w przypadku porównań do wzorców opisujących inne rasy. Dogo ma być dokładnie takie, jak wyobraził je sobie [i opisał w standardzie] jego twórca dziesiątki lat temu i wszelkie [jakiekolwiek] zamiary zmienienia go, powinny być uznane za poważny atak na pierwotnego ducha rasy.

Wiele lat po napisaniu oryginalnego wzorca Dogo Argntino, Fédération Cynologique Internationale (FCI) zdecydowało się przeredagować wzorce rożnych krajów tak, aby stały się bardziej ujednolicone, nowocześniejsze i łatwiejsze w odbiorze, pozostawiając mniej miejsca dla osobistych interpretacji.

Aby osiągnąć cel, którym miała być uniformizacja wzorca, FCI drogą formalną poprosiła Federación Cinológica Argentina (FCA) o dostarczenie wersji wzorca Dogo Argentino, która spełniałaby wytyczne nowego formatu. W Lutym 1997 roku, po zagorzałych bataliach pomiędzy FCA i Klubem Rasy, nowy wzorzec został wysłany do FCI. Ale nie była to jeszcze ostateczna wersja i FCI odesłało go do FCA, do korekty. Trwało to wszystko aż do Stycznia 1999 roku, kiedy to nowy wzorzec DA został ostatecznie zaaprobowany i wdrożony w życie.

Ze względu na nowy format i kilka dyskusyjnych punktów, nowy wzorzec zmodyfikował ducha oryginalnego wzorca Dogo Argentino. Tak więc w poszanowaniu dla obecnego i oficjalnego dokumentu, którego musimy przestrzegać my – wszyscy sędziowie, podczas oceniania dogo, każdy kto pragnie poważnie pogłębić swoje zrozumienie rasy, musi uważnie czytać i studiować oryginalny wzorzec. To jest jedyny dokument, który zawiera to, co było i to, co powinno być praktyczną regułą w odniesieniu do zrozumienia i sędziowania Dogo Argentino.

2. Forma (ciało) [Dodatkowe wyjaśnienie w punkcie 2.]

Dogo Argentino jest lżejszym i bardziej atletycznie zbudowanym (od innych) molosem. Nie może zmierzać w kierunku cięższego, brachymorficznego typu [bulldog], ani nie powinien być w typie psa wyścigowego, charciego, o lekkiej kości i długich nogach. W zamian plasuje się pośrodku, bez podążania w którykolwiek z tych dwóch skrajnie różnych typów budowy.

Pierwsze wrażenie, które odnosimy, patrząc na Dogo wynika z jego formy [Dodatkowe wyjaśnienie w punkcie 3]. W związku z czym musi on mieć mocny [solidny] kościec, idący w parze z wyrazistą [dobrze zaznaczoną] muskulaturą i zredukowaną do minimum tkanką tłuszczową. Dogo pozbawione tej esencji nigdy nie będzie miało podstawowej charakterystyki typu, pozwalającej uznać je za dobrego przedstawiciela rasy.

Dogo Argentino to pies rustykalny [Dodatkowe wyjaśnienie w punkcie 4.] o dumnym i szlachetnym w wyrazie.

3. Proporcje

Prawidłowe proporcje są kolejną cechą charakteryzującą typ. Kufa dogo jest prawie tak samo długa jak czaszka; zaakceptować można tylko nieznaczne jej skrócenie. Tułów musi sięgać prawie do łokcia, chociaż pies z głęboką klatką piersiową, której linia kończy się nieco poniżej łokcia, będzie preferowany. Głęboka klatka piersiowa wiąże się z dużą pojemność płuc. Długość ciała powinna być nieznacznie dłuższa, niż wysokość w kłębie, wpisując psa w prostokąt.

4. Głowa

Głowa dogo jest uformowana z połączenia czaszki stworzonej do chwytania i utrzymywania i kufy stworzonej do węszenia. Czaszka musi mieć silne mięśnie skroniowe i żwacze (szczęki), ponieważ są to główne mięśnie zapewniające solidny, dobrze rozwinięty chwyt. Kufa w swych płaszczyznach bocznych powinna być tak równoległa, jak to możliwe, szeroka, nigdy szpiczasta [nie powinna zwężać się w kierunku nosa].

Fafle są umiarkowanie grube, krótkie i przylegające. Nie chcemy zbyt obfitych i obwisłych warg, które tamują dopływ powietrza do pyska: Dogo to pies chwytający i trzymający, który podczas wykonywania swojej pracy musi móc oddychać tyle, ile tego potrzebuje, wspomagając się powietrzem płynącym z nozdrzy. Fafle muszą być więc krótkie, tak by pozwalały psu swobodnie oddychać poprzez pysk, podczas utrzymywania zdobyczy. W oryginalnym wzorcu rasy obwisłe fafle były wadą dyskwalifikującą.

Widziana z boku górna linia głowy powinna być ”sinusoidalna”/”falista”, co oznacza, że czaszka lekko wypukła bocznie (lekko zaokrąglona) przechodzi w delikatnie wklęsły, górny profil (lekko zadarty). [Lekko wypukłe wygięcie czaszki powinno przejść w lekko wklęsłą górną linię kufy -w sposób gładki/ płynny.]

5. Wyraz

Wyraz wyraźnej surowości [ta rustykalność] jest esencjonalny.

Górna powieka jest bardzo gruba i stosunkowo ciężka i ma tendencję do tworzenia kąta z górną krawędzią oka. Dolna krawędź oka powinna być mocno przylegająca. W rezultacie [charakterystyczny i typowy dla dogo] kształt oka jest trójkątny, dając oko dobrze chronione, bez widocznych białek. Preferuje się, by krawędzie powiek były czarne, ponieważ niedostateczne wybarwienie skutkuje w końcu zupełną utratą pigmentacji, która to powinna być surowo piętnowana. Oko umiejscowione jest częściowo z boku głowy, a kość oczodołu u podstawy wygląda na grubą, ponieważ kufa zaczyna się znacznie poniżej oczu. Oczy są możliwie najciemniejszego koloru, a niebieskie są niedopuszczalne, chociaż taki kolor może pojawić się u szczeniąt.

6. Kufa [Twarzoczaszka]

Bezwzględnie należy unikać przesadnie skróconej kufy. Kufa Dogo musi mieć dobrze rozwinięte górną i dolną szczękę. Bardzo krótka kufa zmniejsza górną szczękę i ogranicza zdolność węchową [zdolność do tropienia]. Wynika z tego, że dobra głębokość pyska jest także istotna. Głębokość, to wrażenie głębokości, kufy nie powinna pochodzić od obwisłych fafli, ale dobrze rozwiniętych i silnych szczęk.

7. Zgryz

Perfekcyjne nałożenie się kłów jest znacznie ważniejsze niż zgryz [rodzaj/ typ zgryzu] sam w sobie, który to może być nożycowy lub cęgowy. (W wyjątkowych przypadkach możemy zaakceptować odwrócony zgryz nożycowy, jeśli spełnione są określone wymagania [Chodzi o położenie kłów względem siebie]). Dolne kły muszą być idealnie umiejscowione pomiędzy dwoma górnymi, wspierane przez pierwsze siekacze. Pies chwytająco-trzymający musi mieć doskonale dopasowane kły. Zęby muszą być duże i zdrowe, najlepiej, żeby uzębienie było pełne [z kompletem przedtrzonowców].

8. Okrywa włosowa/ umaszczenie [Dodatkowe wyjaśnienie w punkcie 5.]

Dogo rodzi się białe, a umiera czarne. Nie jest zasadne szukanie idealnego pigmentu/ wybarwienia u młodych psów. Z biegiem lat skóra dogo staje się ewoluującą mapą -zmienia się stopniowo.

Kiedy dwadzieścia lat temu kupiłem swoją pierwszą sukę, na jej podszerstku zauważyłem osiem małych czarnych plamek. Pamiętam, że nie spałem wtedy przez tydzień. Dziś to jedna z ostatnich rzeczy, na które zwracam uwagę.

Im bardziej sierść dogo jest biała, tym bardziej szczęśliwi jesteśmy. Ale dla psa, którego przetrwanie zależy od innych, funkcjonalnych cech, czysta estetyka koloru sierści jest sprawą drugorzędną.

Czysto biały jest kolorem, który rozprzestrzenił się u wielu ras psów. To kolor udomowienia. W większości kultur zwierzęta białe są cenne, przypisuje się im także wartość symboliczną. Często białą szatę traktowano jako podkreślającą rasową czystość zwierzęcia, w opozycji do pospolitości mieszańców [i ich zwykłej, niebiałej sierści].

Umaszczenie u psów determinowane jest przez różne pigmenty. Inne zwierzęta, włączając w to ptaki i owady, mogą wytwarzać wiele różnych pigmentów. Ale psy, jak wszystkie ssaki, mogą produkować ograniczoną ich ilość; melaninę, występującą w dwóch typach: eumelaniny (odpowiedzialnej za czarny barwnik) i feomelaniny (odpowiadającej za barwnik ”żółty”).

Selekcja w kierunku uzyskania bieli nie jest łatwa, bo ten kolor nie jest regulowany poprzez działanie tylko jednego genu. U Dogów Argentyńskich kilka różnych loci (S, C and T) wpływa na okrywę włosową. Gen, który interesuje nas najbardziej znajduje się w serii alleli S, która całkowicie zahamowuje działanie melaniny i w efekcie daje czysto białą okrywę włosową. W locus S znajdują się allele odpowiadające za obecność pigmentów w sierści. Pierwszy allel tego loci determinuje całkowitą/ pełną pigmentację powierzchni ciała. Inne regulują stopień depigmentacji w poszczególnych częściach okrywy włosowej. Ostatni allel serii, sw, determinuje występowanie całkowicie białej szaty.

Dzięki allelowi sw ciemny kolor znika niemal zupełnie albo, jak to często ma miejsce w przypadku braku specyficznej [Dodatkowe wyjaśnienie w punkcie 6.] selekcji, pojawia się w postaci asymetrycznych, małych plamek, w okolicach oczu, [i/lub] na uszach [i] lub u nasady ogona.

Ponieważ allel sw jest recesywny, naturalnym jest zastanawiać się jak to jest możliwe, że dwa białe psy mogą dawać potomstwo z czarnymi znaczeniami na oczach, uszach lub ogonie.

Niezwykłość alleli z serii S przejawia się obecnością dodatkowych genów nazywanych modyfikatorami, których czynność jest niezależna od tej, którą wykonują geny główne/ podstawowe. Niektóre modyfikatory wpływają na rozmiar, zwiększając zasięg pigmentowanych obszarów i odpowiadają jako ”dodatnie”, inne, które redukują pigmentację, są ”ujemne”.

To obecność tych modyfikatorów odpowiada za spoty dookoła oczu dogo. Znaczenie dookoła oka dogo nie może przekraczać 10% powierzchni głowy. Rzecz jasna jest to przybliżona miara, ponieważ jest niemożliwym mierzenie znaczenia, podczas gdy sędzia ocenia inne cechy typu i budowę danego zwierzęcia. Ciemne znaczenia (lepiej jeśli są czarne) nie powinny być zbyt obszerne; w ten sposób są estetyczne i nie rozpraszają uwagi.

Inne geny, które wpływają na kolor szaty u Dogo Argentino znajdują się w serii T. Allele z serii T są odpowiedzialne za plamki w białych obszarach; dają efekt cętkowania na czysto białej okrywie włosowe wynikającej z działania genu sw.

Zimą u dogo wytwarza się podszerstek, którego niektóre włosy, czasami mogą być zabarwione na szaro. Lepiej jeżeli sierść przez cały rok pozostaje czysto biała i gdy podszerstek też zawsze jest czysto biały.

Biel Dogo Argentino nie powinna być mylona z albinizmem regulowanym przez/ pochodzącym od działania genu z serii C. Na szczęście psy albinosy są bardzo rzadkie; albinizm powodowany jest zahamowaniem albo zupełnym brakiem któregokolwiek z pigmentów w okrywie włosowej, skórze albo błonach śluzowych.

Reasumując, biel Doga Argentyńskiego jest bielą pochodzącą z alleli sw. Wpływają na nią tylko geny z serii T, które dają cętki na sierści, co nie jest cechą pożądaną. Jednakże kolor dogo nigdy nie jest związany z albinizmem, który pochodzi z obecności genów z serii C.

Sierść jest krótka, posiada lśniąca strukturę, jednakże nie jest gładka. Nigdy nie powinna sprawiać wrażenia miękkiej i puszystej.

U niektórych psów, które widziałem pigmentacja nosa w komplecie z błonami śluzowymi jest brązowa. To jest bardzo poważna wada ponieważ wskazuje na obecność genów recesywnych, które są niepożądane. Dogo z brązową pigmentacją nosa i/albo błon śluzowych nie powinien być rozmnażany i powinien być zdyskwalifikowany z konkursu [wystawy].

9. Temperament

Dogo nigdy nie powinien być agresywny w stosunku do ludzi. Dogo warczący na sędziego bądź handlera powinien być usunięty z ringu. Zwracaj uwagę na agresję w stosunku do zwierząt tej samej płci! U psa, który nigdy nie był użyty do pracy [polowania] w grupie psów, agresja skierowana do przedstawicieli tej samej płci może być normalna i tolerowana, ale raz jeszcze: agresja przeciwko człowiekowi niedopuszczalna.

10. Ruch

Stosunek pomiędzy wysokością w kłębie, a długością ciała identyfikuje dogo jako przedstawiciela rasy, której sylwetka wpisuje się w prostokąt i nie jest kwadratowa. W wyniku tego dogo ma raczej predyspozycje do kłusu niż galopu.

Oczywiście dogo jest też dobre w galopie, ale jego proporcje wraz z katowaniem, predysponują je do poruszania się kłusem z długim wykrokiem. Zwinny i swobodny kłus podkreśla, że dogo jest mezomorficznym typem psa, a nie brachymorficznym z ciężkim ruchem [sposobem poruszania się].

Ruch/krok/chód dogo jest niemal koci. Jego sposób poruszania się jest zwinny i szybki, i dogo zawsze jest świadom tego, co dzieje się dookoła niego.

Kiedy coś wzbudzi zainteresowanie dogo, jego reakcje są gwałtowne, a zmiana jego nastawienia oczywista.

W takim momencie jest zdolny przejść w gwałtowny, energiczny galop, by znaleźć się blisko swojego celu. W pierwszej fazie polowania pies porusza się kłusem bądź inochodem, ostrożnie podążając tropami zwierzyny. Kiedy dystans pomiędzy nim, a obiektem polowania zaczyna się zmniejszać, zainteresowanie dogo rozbudza się gwałtownie, nastawienie zaczyna zmieniać i wtedy też zmienia się jego ruch. Doganiając swoją zdobycz, dogo galopuje.

Ostatnie setki metrów dzielące dogo od jego zdobyczy są tymi, podczas których wykorzystuje on swoją największą siłę. Rzuca się na swoją zdobycz tak, aby ją unieruchomić.

Ważne jest aby pamiętać, że podczas polowania, zanim dogo dosięgnie zdobyczy, trzeba pokonać wiele kilometrów pieszo, z psami podążającymi tropem dzików. Jeżeli dogo nie jest wytrzymałe [fizycznie] i nie ma dobrych podstaw [przygotowania w postaci treningu fizycznego, ale i specjalistycznego szkolenia] przybędzie na miejsce walki o swoje życie niedotleniony i wyczerpany.

Podsumowując, podstawowe cechy, które dogo musi mieć to –w tym miejscu zdecydowałyśmy, że najlepszym rozwiązaniem będzie pozostawić oryginalne określenia z języka angielskiego i po myślniku wyjaśnić ich znaczenie, bo (znowu) kynologiczny polski nie jest dość precyzyjny i tak;

rusticity – czyli musi być pierwotny, surowy w typie, a mówiąc szerzej; rustykalny w znaczeniu ”prostoty” odnoszącej się do budowy ciała, która jest konstrukcją optymalną w stosunku do pracy, którą dogo jako przedstawiciel swojej rasy ma wykonywać. I ”wiejskości” w odniesieniu do wytrzymałości czy wręcz krzepkości, charakteryzującej Dogo Argentino.

Substance – jako że w polskim języku kynologicznym nie ma słowa, które oddałoby sens angielskiego, esencjonalnego ”substance”, a taki nagłówek ma drugi punkt artykułu i generalnie jest to słowo szalenie istotne, kiedy przychodzi do opisu dogo, zdecydowałyśmy się na użycie słowa ”FORMA”, które to w obu najważniejszych w tym kontekście znaczeniach, zarówno kształtu (sylwetki), jak i kondycji fizycznej, zawiera w sobie sens, czy wręcz istotę tego co czyni białego molosa Dogiem Argentyńskim; siłę, atletyczną budowę ciała (kondycję fizyczną), harmonijną i tym samym elegancką sylwetkę, które ten pierwotny, surowy, rustykalny wyraz czynią dodatkowo majestatycznym, dumnym i szlachetnym.

hard expression – twardy, z naciskiem na surowy, zdecydowany wyraz.

muzzle that can scent but that is strong – pysk zapewniający dobry węch i silny chwyt, czyli stworzoną do tropienia, ale równocześnie silną kufę,

a deep thorax, broad chest – głęboki tułów i szeroką klatkę piersiową (czyli cechy mające ogromne znaczenie dla wydolności oddechowej),

and an alert and combative character – czujny i waleczny charakter.

O autorze

Pochodzący z Caltanissetta, na Sycylii, Massimo Iznoli od 1992 roku jest hodowcą Dogo Argentino, jego dogo noszą przydomek ”de Angel o Demonio”. W 2007 roku wyhodowany przez niego pies, multi-Champion Indio de Angel o Demonio, zwyciężył ranking FCA na najczęściej nagradzanego Dogo Arentino w ojczyźnie rasy.

Założyciel Dogo Argentino Club Italia (DACI) [włoskiego klubu rasy Doga Argentyńskiego] i jego były vice przewodniczący, Inzoli sędziował klubowe wystawy Dogo Argentino w Austrii, Bułgarii, na Węgrzech, we Włoszech, na Słowacji, w Serbii, w Hiszpanii i w Szwajcarii i sędziował tę rasę także podczas prestiżowej Cierre Ranking w 2008 w Buenos Aires, w Argentynie.

Inzoli był inicjatorem i lektorem pierwszego, organizowanego w 2005 roku przez Włoski Związek Kynologiczny, kursu doskonalącego wiedzę [odświeżającego i aktualizującego informacje] sędziów kynologicznych o DA i od tego czasu jest odpowiedzialny za szkolenie nowych sędziów Dogo Argentino.

[W 2009 roku Pan Inzoli sędziował Dogi Argentyńskie w Polsce podczas Klubowej Wystawy Molosów.]

Link do tekstu źródłowego: http://www.dogoargentino.it/articoli/16_dogo.pdf

Dodatkowe wyjaśnienia

1. W przypadku innych ras historie ich powstania wyglądały tak, że potrzebowano psa do wykonywania jakiegoś konkretnego rodzaju pracy i aby go (typ/ ”rasę”) otrzymać selekcjonowano pod ściśle określonym kątem, najlepiej nadające się do konkretnego zadania osobniki. Gdy taki ”idealny pies” w końcu się urodził, ”studiowano go” (jego budowę anatomiczną), szkicowano i opisywano tzw wzorcem. W przypadku DA zrobiono coś, można powiedzieć, że zupełnie odwrotnego. Najpierw stworzono, dosłownie zaprojektowano hipotetyczny obraz rasy, którą chciano uzyskać, jej ”teoretyczny model”, a dopiero potem przystąpiono do jej tworzenia. (Mniej więcej tak, jak buduje się budynek, opierając się na architektonicznym planie albo szyje się sukienkę korzystając z wykrojów)]. Z jednym ALE. Otóż Martinez miał Viejo Perro Pelea Cordobes czyli Białego Doga z Cordoby/ Walczącego Psa z Cordoby. Kochał te psy, podziwiał ich piękno i siłę wyrazu, ale one, ze względu na kilka cech, którymi się odznaczały, w szczególności wysoki poziom agresji, w generalnym sensie były bezużyteczne. Matinez chciał zachować Psa z Cordoby, jego elegancki, majestatyczny wygląd, charakterystyczną białą sierść i siłę wyrazu, ale eliminując z niego niepożądane cechy czyli min. właśnie tę wyjątkową agresję, ponieważ, choć w tamtym czasie VPPC miały się całkiem dobrze, wiedział, że na dłuższą metę jest to rasa skazana na zagładę.

Dzisiejszy Dogo Argentino to wciąż Viejo Perro Pelea Cordobes, tylko że po dziesiątkach lat (pokoleń) modyfikacji czyli pracy hodowlanej Martinezów, a nie ”zupełnie nowa rasa stworzona z 9 wymieszanych z sobą ras”. (Odkąd człowiek zapragnął tworzyć psie rasy, aby takie specjalnie hodowane psy wykorzystywać do wykonywania konkretnych zadań, to te rasy, jak świat długi i szeroki, miały ”dodawane” inne rasy, po to aby niektóre cechy przyćmić -czy jak w przypadku Dogo Argentino wyciszyć- a inne wydobyć, bo tą właśnie drogą tworzy się psich specjalistów).

2. & 3. Jako że w polskim języku kynologicznym nie ma słowa, które oddałoby sens angielskiego, esencjonalnego ”substance”, a taki nagłówek ma drugi punkt artykułu i generalnie jest to słowo szalenie istotne, kiedy przychodzi do opisu dogo, zdecydowałyśmy się na użycie słowa ”FORMA”, które to w obu najważniejszych w tym kontekście znaczeniach, zarówno kształtu (sylwetki), jak i kondycji fizycznej, zawiera w sobie sens, czy wręcz istotę tego co czyni białego molosa Dogiem Argentyńskim; siłę, atletyczną budowę ciała (kondycję fizyczną), harmonijną i tym samym elegancką sylwetkę, które ten typowy dla dogo, pierwotny, surowy, rustykalny wyraz czynią dodatkowo majestatycznym, dumnym i szlachetnym.

4. Rustykalny/‚Rusticity” – czyli pierwotny, surowy w typie, a mówiąc szerzej; rustykalny w znaczeniu”prostoty” odnoszącej się do budowy ciała, która jest optymalna w stosunku do pracy, którą dogo jako przedstawiciel swojej rasy ma wykonywać i ”wiejskości” w odniesieniu do wytrzymałości czy wręcz krzepkości, charakteryzującej Dogo Argentino.

5. O charakterystycznym, białym umaszczeniu Dogo Argentino i wszystkim co się z nim wiąże: https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2013/07/05/dlaczego-pigment-jest-taki-wazny-dla-dogo-argentino-podsumowanie.

6. Bardzo trudnej, SPECYFICZNEJ selekcji, polegającej na zadaniu sobie dodatkowego trudu w kierunku redukcji spotów. Ale dziś już wiemy, że tu raczej chodzi o selekcję na poziomie labolatoryjnym, niż klasycznie rozumianą hodowlę psów rasowych i proste niewykorzystywanie w hodowli ”łaciatych psów”. Użycie sformułowania ”właściwa selekcja” sugerowałoby, że dogo selekcjonuje się w sposób niewłaściwy i dlatego okrywa włosowa niektórych osobników nie jest idealnie biała, a jak przecież wiemy tajemnica ”koloru” dogo leży w jego genotypie.

Uznałyśmy, że takie ”niewygładzone” tłumaczenie będzie okazją do zaprezentowania wszystkim zainteresowanym, jak bardzo złożone są niektóre kwestie i określenia, ile w nich niuansów oraz jak ważnym jest dokładnie zrozumieć i umieć zobrazować sobie znaczenie ich wszystkich, tak aby faktycznie umieć patrzeć na Dogo Argentino. Równocześnie mamy nadzieję, że powyższy tekst zachęci do dyskusji także hodowców, dla których zaprezentowane tłumaczenie jest okazją także do tego, by mogli podzielić się swoimi punktami widzenia i zaproponowali polskojęzyczne określenia, które mogłyby zostać użyte równolegle z tymi, na które my się zdecydowałyśmy.

Ewa Ziemska & Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu oraz zdjęć bez zgody autorów jest zabronione.

STAŁY(TROLL)FRAGMENT GRY W ŚWIECIE ”HODOWCÓW” I ”MIŁOŚNIKÓW” RASY DOG ARGENTYŃSKI (EDIT 2015: PET Z NIEBIESKĄ CĘTKĄ NA TĘCZÓWCE POKAZYWANY JEST NA WYSTAWACH ZWIĄZKU KYNOLOGICZNEGO W POLSCE)

 do tekstu

Dostałam dziś od osoby będącej członkiem fejsbukowej grupy Dogo Argentino Polska (Poland) prywatną wiadomość ze screen’em. Ten ktoś oburzał się, że na ”konkurencyjnym” profilu pojawił się, pod postem ”anonimowego” właściciela tegoż profilu, wpis, w którym jedna . pisze, że jestem jak ksiądz… Właściwie to poczułam się urzeczona troską i zobligowana do ”reakcji” (Przy okazji: cieszy mnie, że coraz więcej z państwa NAPRAWDĘ CZYTA DOGO-NET). Ok, reaguję: mam nadzieję, że ta suka ”Frutilla Nido De Condores” tzn suka tej z nickiem ”Frutilla Nido De Condores”, skorzysta z akcji BAER dla Dogo Argentino. W końcu, z myślą o psach z tym przydomkiem powstała owa akcja. Jeżeli suka już skorzystała, to mam nadzieję, że słyszy dobrze i ta z nickiem ”Frutilla Nido De Condores” pamięta, że to moje kontakty załatwiły min. jej suce badanie słuchu za 5 dyszek, bo nikomu poza mną nie chciało się wykonać kilku telefonów -to uściślam dla tych wszystkich, którzy zarzucają mi ”autokreację” i ”przerost ego”, Pewnie łatwiej trollować i kreować szitsztormy niż wziąć się za coś pożytecznego, ale ludzie: jest granica po przekroczeniu której… No, jeśli sami tego nie ogarniacie, to nikt wam nie pomoże. A MOŻE TAMTA SUKA, W DRODZE WYJĄTKU, MIAŁA WYKONANY BAER TEST, ZANIM ZOSTAŁA SPRZEDANA? PAMIĘTAMY WSZYSCY TEN http://www.pupileo.pl/showthread.php?t=24509&page=7 WĄTEK, A JUŻ SZCZEGÓLNIE PAMIĘTAMY TEN POST:

1466181_545926165494046_1778253846_n

Odnośnie ”pana ”psia krew” vel Takangor (takiego nicku używał na Dogomania Forum i Pupileo [dawne Forum Molosy]), właściciela psa Bocanegra Nido de Condres, mogę powiedzieć tylko tyle, że chciałabym zobaczyć jak w sierpniu w Białymstoku wprowadza na ring swojego peta z niebieską cętką na tęczowce, tak jak już zrobił to jakiś czas temu na innej wystawie… Obawiam się jednak, że próżne me nadzieje, bo tym razem sędzia będzie wybitnym specjalistą od dogo. Pan Massimo Inzoli, bo to o nim mowa, jest nie tylko sędzią, ale i znanym hodowcą DA (przydomek ”de Angel o Demonio”) i założycielem DACI, czyli Dogo Argentino Club Italia, a na samej wystawie z pewnością będzie więcej niż jeden Dog Argentyński. A, i gdyby np. powstała teoria, w którą ktoś chciałby uwierzyć, że to np. ”wypadek” i co do tęczówki Bocanegra Nido de Condres, to ”się mu tak teraz dopiero zrobiło”, to proszę:

Edit 2015: podczas XXIII Międzynarodowej Wystawy Psów Rasowych CACIB Łódź 2015 (Judge Sergio Pizzorno (UY) ) w kl. otwartej, ”Takangor” pokazał swojego Bocanegra Nido de Condres. Pamiętajmy: we wzorcu Dogo Argentino oczy różnobarwne uznane są za wadę dyskwalifikującą:

Cóż… ”się zrobiły” szczeniaki, musiał je ‚zalegalizować’ w Związku Kynologicznym w Polsce, więc ciągał peta po wystawach. No comment. Foty z wątku ”Miot ”B” w Nido de Condores”, na Pupileo, kiedy to ”pupi” było jeszcze Forum Molosy. Wszyscy wiedzą, wszyscy udają, że jest ”spoko i cool”… 

Dawno, dawno temu

Kiedy zaczynałam kompletować materiały do bloga, planowałam zacząć od tekstów opartych o ”archiwum Forum Molosy” (dziś Pupileo) i Dogomania Forum, ukazujących nieuczciwość, czasem prostactwo -szczególnie interesujące w przypadku przebrzmiałych dziś gwiazd dawnego Forum Molosy oraz tych, które się na owym forum wykluły… Inni dogo pasjonaci, w tym hodowcy odradzali mi ten ”kierunek”, zwracając uwagę, że właściwszym będzie skupić się w blogu na ”edukacji” dotyczącej psiej anatomii, rozumienia wzorca etc. -ok, grunt to mieć pozytywne nastawienie…

Nie wszyscy zdają sobie sprawę, że kynologia jaką dziś znamy narodziła się na Wyspach Brytyjskich, a -wszędzie i od zawsze- samo zagadnienie rozmnażania zwierząt ”w czystości rasy”, było zajęciem tzw wyższych sfer: ludzi, mówiąc banalnie ”bogatych”, posiadaczy majątków ziemskich, osób autentycznie wykształconych, o wysokim poziomie kultury osobistej, oczytanych i ciekawych świata. Dziś, kiedy mięso potrzebne do wykarmienia gromady psów przestało być towarem ”ekskluzywnym”, byle cieć, nie mający w zwyczaju myć rąk po wyjściu z ”toalety”, może ”brać się za hodowlę” min rasowych psów. A inny cieć, który być może nawet -jakimś cudem- dorobił się tytułu ”magistra”, a może tylko ”ma gadane”, może mieć się za znawcę w absolutnie każdej dziedzinie – w końcu wszyscy jesteśmy wolnymi ludźmi.

Ja bazując na tej ”wolności nas wszystkich” zawsze wychodzę z założenia, że każdy ma prawo do własnego zdania czy opinii, jednak za wartościowe uważam tylko te opinie, które oparte są o znacznie więcej niż tylko samo prawo do ich wyrażania.

Wytyczne 

Moja chęć poznania rasy, zgłębiania tematu ”Dogo Argentino”, wynikała z faktu, że był czas, kiedy przygotowywałam się do przyjęcia na siebie odpowiedzialności w postaci dogo i było dla mnie oczywiste, że muszę solidnie odrobić pracę domową i naprawdę dobrze się przygotować, jeśli chcę białego. A jeszcze w maju 2011 roku w całym polskojęzycznym internecie nie można było znaleźć podstawowych informacji na temat typowych dla tej rasy zdrowotnych problemów -włączając w to, to zawłaszczone szczególnie przez jedną panią z dużym ciśnieniem na bycie autorytetem i hodowanie, ”Forum Molosy”. Nic o tym czy i jak Polacy rozmnażający Dogi Argentyńskie pod szyldem ”Związek Kynologiczny w Polsce”, starają się (czy w ogóle?) niwelować wielki zdrowotny problem tej rasy, czyli jednostronną głuchotę. Tyle było na tym forum postów… A nic o tym, czy ludzie tam prezentujący swoje hodowle wykonują BAER  szczeniętom, nim przekażą je nowym właścicielom ani o tym, czy osobniki dorosłe, używane do rozrodu obustronnie słyszą… Niestety, praktycznie równocześnie, właśnie w tamtym okresie, hodowla SanAgnes, którą wyszukałam sobie, po dłuuugo trwającym ”przeszperze” w internecie i wybrałam jako tę, z której psa (nawet peta) bym chciała, z uwagi na fakt, że Dogi Argentyńskie z tym polskim przydomkiem odznaczały się wyjątkowo wspaniałym wyrazem, nie do znalezienia nigdzie indziej w Polsce (Sorry, w tamtym czasie moim drugim wyborem była hodowla White Hunter, dogo z obu tych hodowli miałam przyjemność widzieć live na wystawach), zawiesiła swoją działalność. A niedługo potem mój tryb życia uległ znacznej zmianie i na tę chwilę częste wyjazdy wykluczają sens -z mojego punktu widzenia- wprowadzania do mojego życia odpowiedzialności w postaci Dogo Argentino. Jednak uwieńczeniem moich poszukiwań odpowiedzi na pytania, które u gwiazd FM spowodowały rzyganie jadem i  tzw pękniecie żyłek był tekst, który pierwszy raz opublikowałam na FM, we wrześniu 2011 roku:

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2013/07/05/dlaczego-pigment-jest-taki-wazny-dla-dogo-argentino-podsumowanie/: 

Teksty ukazujące się na blogu w późniejszym czasie sprawiły, podobnie jak wcześniej te zamieszczane przeze mnie na forach, że tzw hodowcom co rusz ”pękały żyłki” i zgodnie z przewidywaniem, opartym o rytm/”styl” w jakim dotąd pojawiały się -na internetowych forach- trolle szkalujące mnie i hodowców oraz posiadaczy DA, których podziwiam i szanuję, nieudacznicy kolejny raz ruszyli do ”ataku”. Muszę przyznać, że uważam, że zrobili wielką przysługę środowisku hodowców, posiadaczy i generalnie miłośnikom rasy Dogo Argentino, bo przyszli posiadacze dogo będą teraz uważniej śledzić internet i większym namysłem podejmować decyzję komu zaufać. Nawet jeśli tylko kilkoro z Państwa uniknie kontaktów z patologią polskiej kynologii, będę to poczytywać za sukces. 

Drodzy Państwo 🙂 czytajcie działy poświęcone rasie Dog Argentyński na forach ”Pupileo” (kiedyś ”Forum Molosy”) i ”Dogomania Forum”, zwracajcie uwagę na tzw nicki, czytajcie uważnie co kto pisze , jak to pisze (forma wyrażania ”myśli” drogą pisemną mówi wiele o człowieku), patrzcie na ”chemię” pomiędzy użytkownikami, ”kto od kogo ma psa” i czytajcie ze zrozumieniem, zwłaszcza to, co aktualnie dzieje się na FB.  

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu oraz grafik bez zgody autora jest zabronione.

www.facebook.com/zuzpasjaodogoargentino

 

 

FEJSBUKOWE TOWARZYSTWO WZAJEMNEJ ADORACJI ROZDAJE ‚LAJECZKI’, CZYLI KRYTYKA EKSTERIERU DOGO ARGENTINO NIE ISTNIEJE, NIE TYLKO NA WYSTAWACH, ALE NIE MA O NIEJ MOWY NAWET NA FACEBOOKU

Merytoryczna, obiektywna krytyka ”efektów pracy hodowlanej”, taka, zdawałoby się zupełnie bazowa, opierająca się o tzw eksterier psów, właściwie nie istnieje. Odnoszenie zapisów wzorca charakteryzującego Dogo Argentino do tego, co na ringach oraz na Facebooku prezentują poszczególni tzw hodowcy oraz zwykli posiadacze Dogów Argentyńskich, nie jest praktyką, mówiąc delikatnie ‚traktowaną zbyt poważnie’. Psów się ”nie rozkłada” ani na ”wystawach psów rasowych”, ani tym bardziej na Facebooku.

Na wystawkach wszystkim ma być ”miło”, żeby ludzie chcieli na nie jeździć (wcześniej uiszczając stosowną kwotę za zgłoszenie psa na wystawę). I by mieli poczucie, że ”nawet, jeśli tym razem się nie udało, na tej wystawie” (zdobyć tytułu niezbędnego do tego, by uzyskać uprawnienia hodowlane), ”to nie szkodzi, następnym razem się uda”. (Dzięki temu przyjadą znowu, wcześniej uiszczając opłatę itd., itd.). Jest więc miło. I zdecydowana większość zgłaszanych psiaków dostaje wysokie noty; szczenięta prawie zawsze są ”wybitnie obiecujące” a psy starsze ”bardzo dobre” (”Ocena „BARDZO DOBRA” (BDB) może zostać przyznana jedynie psu, który posiada typowe cechy rasy i ma zachowane proporcje oraz jest we właściwej kondycji. Nieliczne, drobne błędy mogą być tolerowane, o ile nie dotyczą budowy psa. Ta ocena może być przyznana jedynie psu wysokiej klasy.”) lub ”doskonałe” (”Ocena „DOSKONAŁA” (DOSK.) może być przyznana psu bardzo bliskiemu ideałowi wzorca rasy, będącemu w doskonałej kondycji fizycznej i psychicznej, który wykazuje harmonię oraz klasę w postawie i ruchu. Jego zalety jako przedstawiciela rasy pozwalają zignorować drobne niedoskonałości, ale piętno płci musi być wyraźne”). Jest miło, by ludzie zapisywali się do Związku i w nim zostawali (czyli płacili składki itd.). W efekcie można ”miło, szybko i bez zawracania głowy zrobić hodowlane uprawnienia” i być ”hodowcą”. ”Amatorsko” rozmnażać psy i inkasować za nie (już nie ”amatorsko”) określone sumy. I tak to się kręci. Jest miło, by ludzie chcieli pokazywać swoje psy na wystawach itd. itd. itd… I choć wystawy nie są ”przeglądami hodowlanymi” (czasem są z nimi łączone, ale czasem), są niezbędne, by hodowlane uprawnienia uzyskać… [EDIT 2018: Chociaż od tego też są wyjątki, patrz:  ”wady nabyte” i tzw specjalne przeglądy hodowlane dla psów z ”wadami nabytymi”. Czyli dla psów z uszami zmienionymi chirurgicznym zabiegiem o podłożu estetycznym: abbreviatio auriculae, potocznie zwanym; kopiowaniem/ korektą/ cięciem/ plastyką/ skracaniem/ uszu oraz dla psów z ciętym/ skróconym itp., ogonem. Ponieważ te smętne pseudo zaświadczenia o ”leczniczym kopiowaniu”, jako alibi dla zabiegu, który jest w Polsce od 1997 roku nielegalny, już nie przechodzą w ZKwP i nie można na taki świstek psów na wystawach ZKwP pod egidą FCI pokazywać, psy okaleczone, uprawnienia hodowlane dostają na specjalnych warunkach, poza wystawami… Wystarczy zapłacić za taki tzw przegląd.] 

Tym bardziej psów nie ”rozkłada się” na Serwisie Facebook, na którym przecież niby roi się od ”speców od rasy” i grup tematycznych rasie poświęconych. Nigdzie rzetelnie nie omawia się anatomii psów, ich zgodności z wzorcem rasy, tej tzw typowości (fenotypu w ogóle). Wszyscy wchodzą sobie w…

Potencjalny klient nie ma szansy zapoznać się z uczciwie omówionymi, publicznie dostępnymi, dokonaniami jednego czy drugiej hodowców [EDIT 2018 Tym bardziej, że aktualnie grupy nie są już publiczne… Wszystko przez te uszy…]. Wszelka merytoryczna krytyka, to temat tak drażliwy, że praktycznie w ogóle nie można pisać otwartym tekstem o ”fejsbukowych Dogach Argentyńskich” (w ogóle rasowych psach), inaczej niż tylko ”śliczne” i że ”pięknie nam wyrósł/a chłopak/ dziewczyna”. I to nawet na tych ”specjalnych grupach”, które są publiczne i dostępne dla wszystkich zainteresowanych rasą. Nawet, kiedy ktoś chwali się dogo-wypłoszem. A przecież przynajmniej ”parę osób” w Polsce doskonale wie, że Dog Argentyński nie powinien być w typie psa wyścigowego, charciego, o lekkiej kości i długich nogach. Że argentyn musi mieć mocny kościec, idący w parze z wyrazistą, dobrze zaznaczoną muskulaturą i zredukowaną do minimum tkanką tłuszczową. Głowa Dogo Argentino jest bardzo charakterystyczna; to połączenie stworzonej do chwytania i utrzymywania czaszki ze stworzoną do węszenia kufą. Oko jest niezwykle ważne dla wyrazu argentyna, podobnie fafle oraz górna lina głowy A dogo pozbawione esencji, owego wyrazu nigdy nie będzie miało podstawowej charakterystyki typu, pozwalającej uznać je za dobrego przedstawiciela rasy.

Żenada totalna, paranoja po korek

Tzw hodowcy trzęsą się o swój PR –”rozłożenie psa”, czyli opowiedzenie sobie o jego anatomii punkt po punkcie, zaznaczenie i nazwanie wszystkich jego zalet i wad, odczytują jako zamach na swoje ”dobre imię” (które przecież część z nich dawno już straciła) i ”próbę dyskredytowania” ich ”wartości”, jako ”hodowców”. To ”dobre imię”, niektórzy z nich stracili, nie tylko angażując się w fejsbukowe gównoburze czy publicznie przyznając (wspólne zdjęcia i ”wchodzenie sobie nawzajem w tyłek” przy różnych okazjach -uwieczniane na FB) do ”przyjacielskich kontaktów” z oszustami (ludźmi nieuczciwymi zarówno w stosunku do innych hodowców, jak i nabywców psów), specjalistami od kreowania fejsbukowych szitsztormów (pomawiania postronnych osób, grożenia im itp. itd.), ale i rozmnażając psy nieprzebadane pod kątem występowania u nich typowych dla danej rasy schorzeń o podłożu genetycznym (lub też używając do rozrodu osobników, o których wiedzą. że obciążone są np. dysplazją biodrową typu D (wynik RTG), ale utrzymują, że dany psiak ma wynik ”B” itp.) Ludzie bojący się krytyki, uchodzący powszechnie za ”doświadczonych”, nawet ”renomowanych” hodowców, sami, tym co, jako ”hodowcy” robią, tj. jak niszczą daną rasę, się dyskredytują, a psów ”rozkładać” i o wzorcu mówić nie pozwalają. Niektórym wydaje się, że samo ”manie” psa czy suki, czy (o zgrozo!) ”pary”, robi z nich kolejnych Martinez’ów…

Korekta

Mój profesor od malarstwa miał wspaniały i zupełnie nieoryginalny zwyczaj: raz w tygodniu, kilka godzin poświęcał na KOREKTĘ. Wszyscy kolejno musieliśmy ściągać zasłony z płócien i pokazać to, co stworzyliśmy. Odsłonić i… przyjąć na klatę krytykę. Czasem, w niektórych przypadkach ostrą, może nawet miażdżącą, ale zawsze merytoryczną i bardzo na temat. Ta krytyka, a właściwie korekta, nie miała na celu ”zawstydzenia” kogokolwiek, nie chodziło w niej o ”gnojenie”. Była nieodzownym elementem nauki, koniecznością, sposobem także na to, abyśmy mogli wzajemnie uczyć się od siebie i również w ten sposób sobie pomagać. Chodziło o to, by patrzeć i widzieć. Krytyka-korekta była przygotowaniem na oczywistość, o której wiele osób zapomina: tworzysz, więc musisz być przygotowanym na reakcje odbiorców. Bywało też, dla niektórych z nas, iż KOREKTA ograniczała się tylko do dwóch słów: ”Dobra robota”. Nie słyszało się ich często, niektórzy czekali na nie parę lat, ale satysfakcja, którą dawała korekta, sprowadzająca się do tych dwóch słów, była ogromna.

Słowa MAJĄ znaczenie

Zajmijmy się ”krytyką” od strony słów, których w necie (na ”fejsiku” i na forach) używają przeróżne osoby; hodowcy, posiadacze, nawet laicy, komentując poszczególne psy na zdjęciach lub filmach (szczególnie tych z wystaw), które zamieszczają znajomi tych ludzi albo zupełnie nieznajomi im posiadacze białych. Do ”ruszenia” tego zagadnienia, ostatecznie przekonała mnie fotka, zamieszczona na popularnej międzynarodowej fejsbukowej grupie o Dogo Argentino i słowo: ”MAGNIFIQUE” pod nim zamieszczone. Niektóre przypadki są tak… Powiedzmy, że ”specyficzne”, że komentować można je też tylko specyficznie albo wcale. Ja uznałam za żart, okrutny, ale jednak (chyba) żart, to, że ktoś porwał się na użycie słowa, które znaczy mniej więcej; ”wspaniały”, ”piękny”, ”cudowny”, ”imponujący”, ”okazały”, ”budzący zachwyt”, pod zdjęciem, otwierającym dzisiejszy wpis.

”Magnifique”?! WTF?

Pies z tego zdjęcia to skrajny przykład tego, jak Dog Argentyński wyglądać nie powinien i z czym się Dogo Argentino kojarzyć nie powinno, a mimo to ktoś pokusił się o tak skrajnie oderwany od rzeczywistości, po prostu absurdalny komentarz. Dlatego też to zdjęcie i komentarz pod nim, wybrałam jako idealny pretekst do poruszenia ”trudnego tematu” na fejsowej grupie o Dogo Argentino.

Ponieważ w przypadku tego dogo-mansona, petów generalnie, nie zmieniłam zdania, rozwijając temat, będę posługiwać się skrinami ze swoich komentarzy. Nie ”konsultowałam” pomysłu na ten wpis z osobą, z którą prowadziłam wymianę uwag i dlatego też nie będę wklejać w tym miejscu jej uwag -to raz. A dwa, ten zabieg pozwala mi czytelnie przedstawić mój punkt widzenia i moją ”tezę”. Mianowicie, że niezależnie od ”szczytnych intencji” lub choćby tylko ”zwykłej życzliwości” (może są jeszcze inne powody…?) skierowanej do właścicieli pecików, którzy po prostu ”kochają swoje pieseczki i bardzo się nimi cieszą”, posługiwanie się, szczególnie przez osoby ”świadome kynologicznie”, lub chcące za takie uchodzić, sądząc po ich PRowych działaniach na Serwisie Facebook, takimi samymi słowami w odniesieniu zarówno do zwierząt będących wybitnym przedstawicielami swojej rasy i tych, które… Cóż, są od tego ”rasowego piękna” dalej, gdyż są jedynie poprawne albo tych które są bardzo, bardzo daleko, bo są po prostu białe, albo są np. właśnie takimi dogo-mansonami, jest skrajnie nieuczciwe.

Z kilku przyczyn

Powiedziałabym, że to przede wszystkim nieuczciwość w stosunku do samego siebie (Ale może to mnie się tak wydaje, bo może zbyt dobrze o niektórych myślę i zbyto wysoko te osoby oceniam…). I że nie klei się to z tą kreacją na ”hodowcę” (i to ”doświadczonego”…). To nieuczciwość w stosunku do podobno ”ulubionej” i ”ukochanej” rasy, tej ”idei hodowli” (zasady Raymond’a Oppenheimer’a mówią co jest ważne w hodowli rasowego psa) i ludzi. Ludzi, którym bezpośrednio sprzedaje się kity -właścicieli petów. (Sorry, ale czasem tak jest, że ktoś coś sobie kupił, niby miało być super, ale wyrosło Byle Jakie Coś i nic się na to nie poradzi, i takie są fakty). To nieuczciwe także w stosunku do pasjonatów rasy, którzy w sieci szukają wiarygodnego źródła wiedzy i sędziów kynologicznych – czyli tych, których często ”się czepiamy, że ciągle nie kumają o co w tej rasie chodzi.” (A jak do ciężkiej cholery mają ”kumać”, skoro dostają ”sprzeczne komunikaty”?) Jakiś przykładowy Kowalski nie wie, że ktoś ”chce być miły” i dlatego pisze coś zaskakującego pod zdjęciem obiektywnie rasowo brzydkiego psa z np. lisim pyskiem… ”Kowalski” nie musi ”kumać” tego podziału na ”pety” i ”psy wystawowe” oraz ”psy hodowlane”, zwłaszcza, gdy dopiero zaczyna ”wkręcać się w rasę”. ”Kowalski” wchodzi sobie na forum, czy fejsbukową grupę, poświęcone rasie Dogo Argentino/ Dog Argentyński i ogląda zdjęcia, czyta komentarze… Czasem wie już kto jest hodowcą, ”autorytetem” i czuje, że coś jest ”nie halo”, jakiś nieprzyjemny fałsz. Czuje się też zdezorientowany, bo jak jednocześnie ”piękny” może być ten ”zabiedzony pecik z buzią jak u charta” i pies o głowie o doskonałych proporcjach i wzorcowym wyrazie, pies anatomicznie bliski ideału, o świetnym froncie, proporcjonalnej sylwetce etc.? No, jak?

Takie postępowanie, czyli zachwycanie się dogo-popłuczynami sprawia też, że ludzie będący właścicielami tych dogo-popłuczyn, śmiało wkraczają w świat ‚rozmnażaczy’ – producentów psów z metrykami i rodowodami honorowanymi przez Fédération Cynologique Internationale i z logo Związku Kynologicznego w Polsce. Powszechna aprobata dla tego, by psy nieposiadające wartości hodowlanej, określane były tymi samymi słowami, co psy które tę wartość posiadają, lansowanie tych petów na fejsie, skutkuje tym, że aktualnie, co rusz powstają kolejne hodowle, które startując z breeding stock stworzonym z petów, produkować będą jedynie kolejne peciszcza, dogo-popłuczyny, dogo-koszmarki.

Niby jak można ”czepiać się” ludzi, którzy pokupowali sobie (często sporo przepłacając) obleśnie brzydkie psy (od prowadzących w najagresywniejszy PR na fejsbuku) i mają ciśnienia być ”hodowcami”, chociaż nic nie wiedzą o kynologii i ”hodowli” nie wspominając? Jak, skoro min., zdjęcia tych ich psów, jak i zdjęcia psów ”hodowców” uparcie lansujących swoje peciszcza na fejsie, komentuje się, używając dokładnie takich samych określeń, jakich używa się autentycznie zachwycając się wybitnymi zwierzakami? Bywa, że skandalicznie słabe osobniki ”biorą rasę”. Upór właścicielki czy właściciela praktycznie z każdego brzydactwa może zrobić ”Championa”. Kasa, kasa, kasa… 

To niby nie ma znaczenia? Sorry, no bez kitu!

W szkołach nie ma ”plastyki” z prawdziwego zdarzenia, ludzie nie rozumieją idei ”piękna”, nie ogarniają, że piękno to matematyka, symetria, harmonia -nikt ich tego nie uczy, nikt nie rozbudza w nich potrzeby uwrażliwienia się na estetykę, sztukę, a nie każdy ma głód wiedzy, który ”nakręca” do ”poszerzania horyzontów”. Biedne ludki łykają te ”zachwyty” i im się wydaje, że na końcu sznurka mają coś wyjątkowego. Fakt, że dla mnie (czy niektórych z moich znajomych) rozłożenie psa, omówienie poszczególnych zalet i wad jego budowy albo zwrócenie uwagi na znaczące wady w jego pigmentacji (które u osobnika dorosłego wystarczą, by sukę czy psa zdyskwalifikować, jako hodowlaną/ hodowlanego, jeśli ma np. nie w pełni wybarwioną truflę nosową lub zbyt jasną tęczówkę) nie jest niczym trudnym, że ja patrzę i widzę, nie zmienia tego, że ogromna większość osób porywających się na ”manie psa” i hodoFlę, nie ma o tych podstawach pojęcia. Gdyby było inaczej, gdyby ”kumanie” tego co i dlaczego ”jest ładne”, było czymś powszechnym, ”stylizacja” na blacharę, zużytą prostytutkę lub typową ”opiekaną brytyjską świnkę z tłuszczykiem” w wersji hard blond/ krucza czerń, nie byłaby taka modna…

”Zachwycanie się” peciszczami, po to, żeby komuś zrobić przyjemność jest hipokryzją, a w najlepszym przypadku naiwną wiarą w to, że nie ponosi się żadnej odpowiedzialności za to, że jakiś ”patrzący-niewidzący” tzw Kowalski, za chwilę wymyśli sobie, że swojego pecika musi rozmnażać, bo ”Przecież Iksiński i ta Malinowska tak się zachwycali, a oni przecież wiedzą co mówią!” – No, właśnie nie: oni często pie…rzą głupoty.

Nie należy, szczególnie mając świadomość bycia przez wielu postrzeganym za ”autorytet” w danej materii, nieroztropnie używać niektórych słów, a to zdarza się niestety bardzo wielu psiarzom…

Nie ma powodu w ten sposób ”zachęcać” posiadaczy petów do rejestrowania przydomków i porywania się na hodoFlę. OD BRAKU MERYTORYCZNEJ KRYTYKI ZACZYNA SIĘ NISZCZENIE RASY. Z braku merytorycznej krytyki biorą się najprawdziwsze pseudo hodowle.

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora jest zabronione.

www.facebook.com/zuzpasjaodogoargentino

DOBRY HODOWCA DOGO ARGENTINO, CZYLI JAK ROZPOZNAĆ GODNEGO ZAUFANIA HODOWCĘ DOGÓW ARGENTYŃSKICH?

 

imagesCAWMK512

Dobry hodowca przede wszystkim mówi nam o tym, jak wymagająca jest to rasa.

Ostatnio, z uwagi na to, że argentyny stają się niestety coraz bardziej popularne, ich wizerunek  -w rzeczywistości rasy niesłychanie wymagającej w prowadzeniu- uległ bardzo kłamliwemu ”zespanieleniu”.

Czym jest to ”zespanielenie”?

Proszę przejrzeć internetowe fora. Wszystkie te infantylne, niemające absolutnie żadnej merytorycznej wartości posty, niektórych właścicieli i hodowców DA, o ”ślicznych pieskach”, ”kochanych chłopczykach” i ”słodkich dziewczynkach”, opatrzone tonami emotek, serduszek i wykrzykników – wszystkie one są o psach. Nie dzieciach, a o psach. O psach potencjalnie bardzo niebezpiecznej rasy, które forumowi ignoranci przedstawiają w świetle, które nieobeznanemu z tematem Dogo Argentino ”Kowalskiemu”, może ją ”reklamować”, jako taką tylko troszeczkę, minimalnie inną ”wersję” spaniela, może labradora – milutkiego pieska, którego można fotografować w przeciwsłonecznych okularach, z niemowlakami na kocykach, generalnie psa dla każdego, kto nie obawia się ”typowych dla dogo uczuleń” i ”kiedyś już miał psa”…

Nie ma większej nieodpowiedzialności i nieuczciwości od rozpowszechniania jako prawdziwego takiego ”look’u” tej rasy!

[Polecam także podejrzeć publicznie dostępne Facebookowe profile hodowców i szeregowych posiadaczy Dogo Argentino – im więcej infantylizmu albo zaburzeń emocjonalnych (szczególnie takich ostrych, typu border line), tym gorzej. Popatrzcie sobie kto się z kim ”przyjaźni”, kto komu ”cukrzy” i wchodzi w…]

Dogo to myśliwski molos. Molos z silnym łowieckim instynktem, któremu nie każdy jest w stanie sprostać.

Dobry Hodowca nie sprzedaje szczeniąt przez nachalne wciskanie kitów na internetowych forach. Unika infantylizmów i cechuje go konkret w podejściu do tematu ”Moja Hodowla”.

Dobry Hodowca nie ma ”ciśnienia”. Ma możliwość/ warunki zatrzymać szczenięta u siebie, jeżeli zajdzie taka konieczność i nie musi za wszelką cenę ich ”wypchnąć” pierwszym lepszym chętnym na ”białą kluskę”. Nie stara się wcisnąć nam szczeniaka, klepiąc nas po pleckach na do widzenia. Zamiast tego rozważa czy będziemy nadawać się na opiekuna dogo. Nie chce, aby pies z jego przydomkiem w przyszłości, Z NASZEJ WINY spowodował nieszczęście. Nie chce, by ”jego” pies trafił do schroniska i nie chce także, by do niego – hodowcy, wrócił. Odbieranie psów opiekunom to coś, czego nie życzy sobie żaden hodowca. Tego typu ”interwencja” to dla hodowcy porażka. Niestety ZDARZA SIĘ, że ludzie sprawiający dobre wrażenie, zawodzą hodowców.

Konieczność szukania odpowiedzialnego opiekuna, umiejącego ”naprawić” – czytaj: zresocjalizować zepsutego przez nieodpowiedzialnego ”opiekuna” psa, jest nie lada wyzwaniem i wymaga czasu. Pociąga także za sobą określone koszty. I nie zawsze się udaje.

I najczęściej spoczywa na samym hodowcy.

Dogo traktowane od szczeniaka niefrasobliwie, jak gdyby były spanielami czy labradorami, zaskakują swoich opiekunów dosyć szybko… Są dominujące i agresywne w stosunku do całego otoczenia (Podawanie psu środków uspokajających to nie jest sposób na życie…). Wyprowadzić na prostą takiego psa, umie tylko doświadczony psiarz. I praktycznie nigdy nie jest nim psuj, który zwichrował psu psychikę…

 

WARTOŚĆ HODOWLANA czyli BAER & Co.

Dobry Hodowca wypuszcza od siebie przebadane szczeniaki.

Nie powinnam musieć rozwijać tego punktu, ale mimo wszystko (wielkodusznie) to zrobię.

Dobry Hodowca szczegółowo omówił i wymienił badania, którym podda szczenię, zanim je nam przekaże. Ilość/ rodzaj badań zależeć będzie od rodzaju umowy, którą spisujemy: czy po prostu psa nabywamy, czy bierzemy psa na umowę współwłasności, czy na tzw warunek. Umowa, którą podpisujemy z hodowcą jest dopasowana do potrzeb i oczekiwań obu stron.

Nie wolno używać w programach hodowlanych psów z uszczerbkiem słuchu. Dlatego rodzice szczeniąt muszą być przebadani pod kątem jakości słyszenia oraz innych schorzeń (w tym dysplazji) a potem szczenięta, zanim trafią do nowych domów, także muszą przejść BAER TEST.

Chodzi o odpowiedzialność i uczciwość w stosunku do osób, które stają się opiekunami psa – nikt nie musi kupować/ przysposabiać psiego inwalidy, nawet kiedy mówimy o pół-inwalidzie, a o takie psy chodzi najczęściej.

Szczególnie upośledzenie musi zostać wykluczone, gdy kupujemy psa ”z potencjałem” (choćby tylko wystawowym).

Chodzi o uczciwość w stosunku do HODOWLI RASY JAKO TAKIEJ: utrzymywanie poziomu i przestrzeganie wzorca rasy.

Używanie w programach hodowlanych półgłuchych psów jest obrzydliwą hipokryzją, bo przynajmniej w teorii, hodowla to selekcja w kierunku uzyskania jak najdoskonalszych egzemplarzy. Hodowca używający, w programach hodowlanych nieprzebadanych psów jest nieuczciwy w stosunku do idei jaką jest, jeśli nie poprawianie, to przynajmniej nie psucie rasy. Głuchota jest wadą dyskwalifikującą. Fakt, że we wzorcu nie doprecyzowano czy chodzi o głuchotę całkowitą czy jednostronną nie jest żadnym ”przyzwoleniem”. Mimo to niektórzy interpretują ten zapis bardzo luźno, wychodząc z założenia, że ”jak go obserwuję, to widzę, że słyszy” (no comment) – ”czyli słyszy przynajmniej na jedno ucho, czyli głuchy zupełnie nie jest” – I dla takich ludzi BAER wciąż nie jest obowiązkowy.

Chodzi o potwierdzenie wartości hodowlanej suki lub psa hodowlanego.

Zwierzę musi:

Normalnie słyszeć (70 decybeli w obojgu uszach)

Mieć w pełni wypigmentowane tęczówki oczu, bez niebieskich luk i refleksów. Oczy nie mogą być jasne. Trufla nosowa także musi być poprawnie wybarwiona a więc w pełni wypigmentowana na czarno. (Tatuowanie nosów w ”różowe kropki” jest ku…estwem)

Samiec musi posiadać oba jądra w worku mosznowym (implanty jąder się nie liczą), suka musi mieć normalne cieczki, czyli mieć normalnie funkcjonujący układ hormonalny.

Być wolne od zmian dysplastycznych

Przewlekłych alergii

Mieć poprawny nożycowy, ewentualnie cęgowy zgryz (korygowanie zgryzu jest ku…estwem)

Mieć zrównoważony temperament, czyli być psychicznie stabilne i niereakcyjne

Zwierzęta niespełniające tych kryteriów eliminuje się z hodowli.

I DOPIERO NA KOŃCU DOGO ARGENTINO MUSI BYĆ ANATOMICZNIE (w znaczeniu wymogów wzorca rasy), POPRAWNIE ZBUDOWANYM PRZEDSTAWICIELEM SWOJEJ RASY – na takich psach prowadzi się selekcję w kierunku uzyskania jak najlepszych przedstawicieli*.

 

Alergia oraz legendy na jej temat

Dobry Hodowca nie rozmnaża psów z przewlekłymi alergiami.

Dobry Hodowca udzieli nam wyczerpujących informacji na temat sposobu karmienia odpowiedniego dla naszego psa. Nie ma najmniejszego sensu przeprowadzanie eksperymentów żywieniowych na dogo. Jeżeli hodowca proponuje nam określoną, w swojej hodowli i na swoich psach wypróbowaną karmę, nie ma sensu upierać się z testowaniem innych. Naprawdę, jednym z największych idiotyzmów, których dopuszczają się nowi właściciele dogo jest ”wybudzanie” u swojego psa alergicznych reakcji podczas szukania dla niego czegoś innego, niż to co proponuje nam hodowca. Wielu posiadaczy dogo, zrobiło ze swoich psów alergików właśnie w taki sposób. Efekt końcowy jest taki, że okazuje się, że mamy psa, który alergicznie reaguje na wszystko: wodę w kałuży, pyłki traw – wszystko. A zrobiliśmy to sobie -choć właściwie to jemu- sami. Swoją głupotą. Wybierając sposób żywienia psa nie wolno postępować chaotycznie. Osobiście nie jestem fanką suchych karm, sama unikam przetworzonej żywności i nie widzę powodu, aby serwować ją psom. Jednak wprowadzanie nowej diety, ”przechodzenie” na inny sposób żywienia niż ten, który dotąd stosował hodowca, musi odbywać się uważnie, pod kontrolą (Pisanie postów na fejsbukowych grupach i pytanie przypadkowych osób o ”porady żywieniowe” jest skrajną głupotą i nieodpowiedzialnością.)

Generalnie wszystkie porady żywieniowe, których udziela nam Dobry Hodowca należy brać sobie mocno do serca i się do nich stosować.

 

 

Trenninig

Dobry Hodowca powie nam słów kilka o treningu dogo. Jeżeli ktoś z was zachwycił się wyjątkowym egzemplarzem dogo np. podczas wystawy, to musicie wiedzieć, że TAKI EFEKT UZYSKUJE SIĘ CIĘŻKO Z PSEM PRACUJĄC. Wasz pies będzie rozlazłą galaretą i w życiu nie będzie wyglądał tak, jak ”tamten pies z wystawy”, jeżeli nie będziecie z nim odpowiednio pracować. Wiele dogo, które można obejrzeć podczas dog shows mogłoby wyglądać znacznie lepiej/ korzystniej (nawet pomimo wad), gdyby ich właściciele umieli zadbać o ich trening. Niestety niezwiązane grzbiety u dorosłych psów, zero mięśni, fatalnie umiejscowione i ułożone łopatki, ogólna wątłość i bylejakość to często efekt zaniedbania opiekunów, a nie jedynie genetyki danego psa.

To nie jest tak, ze dogo się po prostu ma i już. I ”samo z siebie się takie fajne zrobi, jak podrośnie”. Nic z tego. Można mieć to szczęście i dostać szczeniaka ze świetnego skojarzenia po anatomicznie bardzo dobrych, jeżeli przynajmniej nie przyzwoitych rodzicach i go zwyczajnie w świecie zepsuć. Zepsuć tym nic-nie-robieniem-z-nim. A pewnych rzeczy się w późniejszym wieku nie nadrobi.

Można także zepsuć psa debilnym, niedostosowanym do jego wieku (momentu rozwoju kośćca i tkanki mięśniowej) ”treningiem”. Łatwo molosowi przeciążyć stawy, doprowadzić do nabytych uszkodzeń takich jak kulwizny… Dobry Hodowca służy radą, dba o swoje ”dziecko”, pilnuje opiekuna i OPIEPRZA go w razie potrzeby. A inteligentny właściciel pamięta, że pomysł, żeby półroczny szczeniak biegł kilka-naście/ dziesiąt kilometrów za rowerem JEST SKRAJNYM DEBILIZMEM.

 

”Widziałem TAAAKIEGOOO Dogo Argentino”

W przypadku Dobrego Hodowcy najbardziej charakterystyczne jest to, że kiedy myślimy o jego psach, przewijamy sobie w głowie obrazy z wystaw, przypominamy sobie widziane na nich dogo, uderza nas to, że nigdy nie mieliśmy okazji zobaczyć słabego psa z przydomkiem tego Dobrego Hodowcy.

Dzieje się tak dlatego, że Dobrzy Hodowcy dbają o to, by na wystawach nie były pokazywane egzemplarze, które mogłyby przynieść im… wstyd.

Nigdy. Nie. Mieliśmy. Okazji. Zobaczyć. Na. Wystawie. Słabego. Psa. Z. Przydomkiem. Tego. Dobrego. Hodowcy.

Dziś zdanie o tym, które psy są dobre, a które nie, można wyrobić sobie już w ciągu roku -jeżeli ktoś się bardzo uprze. Trzeba tylko pojeździć na wystawy… I oglądać. (A jeszcze lepiej jest pojeździć sobie po hodowlach, czyli odwiedzić poszczególne hodowle. Tylko pamiętajcie: nie chodzi o to, by spośród ”takich sobie” psów wybrać najmniej byle jakiego.)

Dobre Dogo Argentino jest psem szlachetnym w wyglądzie, majestatycznym, atletycznym, o mocnym kośćcu. Patrząc na takie zwierzę czuje się jego siłę, zwinność, jednym słowem MOC. Oglądane w ruchu tak samo zachwyca (No niestety są psy, które ”ładnie” wyglądają tylko stojąc. Kiedy zaczynają się ruszać, kłusować ich urok znika, ukazując wszystkie wady budowy i poważne problemy ze stawami…).

Jeżeli przyjeżdżamy na wystawę oglądać dogo na żywo, chcemy poczuć na własnej skórze te ciarki, które wywołuje podziwianie cudu natury, wszystko to, o czym piszą reklamując nam swoje hodowle hodowcy i hodofffcy (poczuć ”moc tych nagród”, zobaczyć efekty tych ”super-extra kryć” i przekonać się o ”niesamowitych importach”) i nie czujemy nic poza rozczarowaniem w rodzaju ”To, to miało być to? To o to tyle szumu? Hmm… Kurcze miałem/am wrażenie, że to inaczej ma wyglądać” – to zaufajmy swojemu instynktowi, bo PRAWDZIWA SZTUKA BRONI SIĘ SAMA. Z Dogo Argentino jest dokładnie tak samo – zwierzę pozbawione tej charakterystycznej MOCY – a rozczarowanie oznacza, że oglądane psy jej nie mają- nie ma cech typowych dla przedstawiciela swojej rasy.

Oglądanie Dobrego Dogo to zawsze jest ogromna przyjemność, nigdy rozczarowanie dla oglądającego. No, chyba, że jednak…

Powróćmy do: Nigdy. Nie. Mieliśmy. Okazji. Zobaczyć. Na. Wystawie. Słabego. Psa. Z. Przydomkiem. Tego. Dobrego. Hodowcy.

Nie dzieje się tak dlatego, że u Dobrego Hodowcy nie rodzą się także słabe psy (Na marginesie u Dobrych Hodowców rodzi się najwięcej ”słabych” psów, bo Dobrzy Hodowcy niesłychanie wysoko stawiają sobie poprzeczkę i selekcjonują ”zaokrąglając wzwyż”, czyli oni wręcz czepiają się bardziej niż trzeba.

Po prostu Dobry Hodowca umie zadbać o to, by te słabe psy nie były pokazywane na wystawach, w związku z czym nie mamy okazji tych psów oglądać. One mieszkają sobie gdzieś tam i są wielkim skarbem dla swoich właścicieli, którzy w ramach szacunku dla samych siebie i hodowcy nie ciągają ich po wystawach… Cieszą się nimi, ale nie mają ciśnień (ani na ”show”, ani na szczęście na ”zostawanie hodowcami”…)

Jak to możliwe?

Otóż Dobry Hodowca często na dwa krycia do przodu ma umówionych przyszłych nabywców/ właścicieli szczeniąt. Są ludzie, którzy potrafią czekać na ”swoje” krycie rok, a nawet trzy lata, aby mieć szczenię z konkretnego skojarzenia. I te osoby spędzają na rozmowach z Dobrym Hodowcą dziesiątki godzin. W związku z czym Dobry Hodowca dokładnie wie czy, jakie i ewentualnie ile szczeniąt z takiego krycia zostawi sobie, komu zaproponuje umowę współwłasności na psa, czy sukę, czy takich umów będzie jedna, dwie, czy trzy, do kogo trafi pies/psy z potencjałem, do kogo suka/suki, ile ewentualnie będzie umów na warunek i kto czeka na peta, z którym całe dnie będzie np. chodził po górach, trenował nad morzem, czy polował (zgodnie z przepisami polskiego prawa). Te kwestie Dobry Hodowca ustala na długo przed kryciem. Bo ma na to czas, bo obmyśla poszczególne ”konfiguracje”. Dlatego wszystkie psy noszące przydomek Dobrego Hodowcy, które oglądać możemy na wystawach są ”dobre”.

Dobrego Hodowcę interesuje kontakt z przyszłym posiadaczem szczenięcia, a potem dorosłego dogo i jego psy nie trafiają do przypadkowych ludzi. Dobrym Hodowcom nie zdarzają się  ”wtopy” w rodzaju ”Co prawda kupiłem tego psa jako peta, ale teraz mi się tak porobiło, że bym sobie pochodził z nim na wystawy i zobaczył co z tego wyniknie”**…

Dobry Hodowca nie zalicza wtop w rodzaju ”bla bla bla w naszej hodowli tego i tego dnia urodziły się szczeniaczki, tyle piesków, tyle suczek bla bla bla, zostały 3 suczki, jeden piesek, przyjmujemy rezerwacje” – Nie! to jest kłamstwo! REZERWACJE PRZYJMUJE SIĘ ,ZANIM URODZĄ SIĘ SZCZENIĘTA! (http://definicja.net/definicja/Rezerwacja). SENS TAKIEGO OGŁOSZENIA JEST MNIEJ WIĘCEJ TAKI: TRZEPNĘLIŚMY MIOT, BO TAK I JUŻ, I ZOSTAŁO NAM KILKA SZCZENIAKÓW, JEST KTOŚ CHĘTNY?

Średnia przy dogo (generalnie w hodowli psów rasowych ) jest słaba. Na ogół na miot powiedzmy 7 szczeniąt jedno/ dwa w przyszłości warte użycia w kolejnych posunięciach hodowlanych to bardzo, bardzo dużo. Zdarza się oczywiście, że tych szczeniąt z potencjałem jest więcej (ale są to naprawdę rzadkie przypadki). Z tej siódemki zostaje nam piątka, z której dwa/ trzy szczenięta nie są już tak dla hodowcy cenne, ale spełniają kryteria show-dogs, które warto jest pokazywać, bo pomimo wad, które spowodowały, że Dobry Hodowca nie zdecydował się zatrzymać ich do dalszej pracy hodowlanej, posiadają wszelkie cechy typowe dla przedstawicieli swojej rasy i wciąż biją od nich ten niezbędny dla dogo majestat i szlachetność wyrazu lub tez po prostu ”dobrze się na nie patrzy”. Tak została nam dwójka/ trójka (częściej trójka) petów – czyli piesków nieprzedstawiających żadnej*** wartości hodowlanej, których budowa anatomiczna/ typ, powodują, że są pozbawione cech typowych dla przedstawicieli swojej rasy.

Całe ”mioty wystawowe” to ciężki kit. Naprawdę ”całe białe” nie jest ”kryterium hodowlanym”.

Trzeba pamiętać, że dogo to naprawdę trudna w hodowli rasa. Wielu hodowców stosuje linebreed, co oznacza, że jeżeli gdzieś się pomylą, potkną się w swoim planie i zabraknie im oka i instynktu, by swoją pomyłkę sobie uzmysłowić lub też odwagi, by się do niej przyznać, łatwo wpadają w pułapkę, z której bardzo, bardzo ciężko jest wyjść. (Możliwe jest to tylko dzięki przebudowaniu planu hodowlanego). Zaczynają się ”odjazdy” i kombinacje z interpretowaniem zapisów wzorca rasy tak, by to, co się urodziło jakoś dopasować, wymyślając stosowną do okoliczności narrację.

Linebreed daje komfort przewidywania, planowania cech potomstwa danej pary. Pozwala nam z dużym prawdopodobieństwem określić, które cechy szczenięta odziedziczą po swoich przodkach i pod tym względem jest znacznie wygodniejszy od outcrossu, który jest… ruletką (ale za to pozwala na odświeżenie puli genetycznej, które jest także ogromnie cenne ze względu na zapobieganie zubożenia tej puli).

 

 ”Jakie śliczne piesiuńki ! Och ! Och ! Och !

Dobry Hodowca nie wciska kitu.

Nabywca nie jest w stanie wywnioskować czegokolwiek z fotek dwudniowych, siedmiodniowych  itp. szczeniąt. Wrzucanie na fora i Facebook fotek tak małych szczeniąt to tylko i wyłącznie chwyt marketingowy, który ma pobudzić emocje potencjalnego nabywcy.

Nie ma nic złego w pokazaniu na dwóch-trzech fotkach, że ”Oto mamy maluchy” – to normalne, że się potwierdza/ ogłasza, że szczenięta już są. Ale trzepanie fotka za fotką zdjęć, z których nic nie wynika, jest kitowaniem.

”Coś widać” powiedzmy w szóstym tygodniu. Na takich zdjęciach widzimy już linie, kąty i kształty i możemy pokusić się o wnioski. (Dobry Hodowca widzi wszystko znacznie wcześniej i od początku wybiera faworytów.) Wszystko wcześniej, to ”branie pod siusiu”. Nabywcy nie interesują ”śliczne” zdjęcia z pluszowymi maskotkami, fotki ”na kanapie z ciocią Wiesią” itp. – to jest taki najgorszego rodzaju ”PR”, z którego -w kynologicznym sensie- nie wynika absolutnie nic. Profesjonalnie przygotowane zdjęcia, zrobione po to, żebyśmy mogli coś zobaczyć, to fotografie ustawionych na równej powierzchni szczeniaków. Ustawianych tak, aby widać było głowę i profil sylwetki (łopatkę, głębokość klatki, linię grzbietu, kąty). Tylko i wyłącznie z takich zdjęć wynika to, co jest interesujące dla nabywcy, tylko tak można, na podstawie zdjęć, ”ocenić anatomię psiaków”.

A skoro już ktoś podrzuca nam przypadkowo dobierane i ”urabiające” fotki, to warto pamiętać, że u pięcio-sześciotygodniowych szczeniąt, wzdęty brzuch, głowa ciasno obciągnięta skórą jest oznaką zarobaczenia…

Dobry Hodowca DORADZA i należy tych jego rad słuchać – szczególnie, kiedy chodzi o żywienie, trening i ”podejście do wychowania”.

*Suka/pies hodowlany MUSI SPEŁNIAĆ OKREŚLONE WYMOGI: rozwinięcie:

Zaczynamy od tego, że wiemy jak dane zwierzę słyszy (zaczynamy od tego, bo to można zbadać zanim wyda się szczenięta do nowych domów, już od 7go tygodnia ich życia). Dogo, Bull, Dalmtyńczyk, jak i każdy szczeniak/ dorosły pies rasy w której umaszczeniu występują białe znaczenia, oraz ”kolor” merle, powinien zostać poddany badaniu BAER, które jednoznacznie i ponad wszelką wątpliwość wykaże poziom słyszenia w obu jego uszach. Wielu hodowców obawia się BAER. Obawiają się, że gdyby badania wykazały uszczerbek słuchu u ich psów, zmniejszyłaby się liczba osobników hodowlanych – to prawda. Ale w hodowli rasowych psów chodzi o selekcjonowanie najlepszych osobników i UŻYWA SIĘ TYLKO TAKICH – więc? WTF?Linebreed sam w sobie ogranicza pulę genetyczną, tak więc wydaje się logiczne, że zdrowie psów pochodzących ze skojarzeń nieszczególnie bogatych genetycznie, musi być wnikliwe kontrolowane tak, aby wykluczyć z programów hodowlanych te zwierzęta, w przypadku których ograniczenie puli genetycznej skutkowało bardzo negatywnymi zmianami lub w przypadku, których można przypuszczać, że mamy już do czynienia z depresją inbredową.

Obawy hodowców o zmniejszenie (dodatkowe) tej genetycznej bazy, nie zmienią faktu, że dziś możemy kupić np. Bullterriera z pełnym zestawem badań, mówiących nam prawdę o słuchu szczeniaka, jego nerkach (problemy typowe dla bullów) i sercu… Sądzę, że już wkrótce ”klienci” wymuszą na wszystkich hodowcach dogo, zwyczaj ich BAERowania, oraz przyzwyczają wszystkich hodowców do badania szczeniąt przekazywanych nowym właścicielom, jako zwierząt ”z potencjałem wystawowo-hodowlanym”.

Potem, w wieku już między 3a4ym miesiącem życia szczyla, można zrobić pierwsze prześwietlenie, które pokaże nam stan stawów biodrowych zwierzęcia – jeżeli chcemy kupić psa do hodowli/sukę hodowlaną powinniśmy móc porównać stawy zwierzęcia powiedzmy w okresie trzeciego, ósmego, szesnastego i dwudziestego czwartego miesiąca życia – to ostatnie badanie jest najważniejsze.

Wykrycie  ewentualnych nieprawidłowości we wczesnym wieku, pozwoli nam walczyć z dysplazją lub cechami dysplazji naszego pupila, oraz możliwe najlepiej zabezpieczyć go przed jej konsekwencjami.

Kolejna kwestia to zejście obu jąder u samca – wnętrostwo wyklucza psa z hodowli, wskazuje, że para hodowlana ze skojarzenia, której wnętr pochodzi, nie powinna być ponownie łączona, oraz że miotowe rodzeństwo wnętra także obciążone jest (w sposób recesywny) tą samą wadą.

U suki ważne jest, by była wolna od problemów hormonalnych, które najczęściej objawiają się problemami z cieczką, która np. w ogóle nie występuje, mimo iż suka jest już w wieku, w którym cieczka powinna wystąpić.

I prawidłowy zgryz. Zgryz nożycowy. I dopuszczalny zgryz cęgowy.

Tyłozgryz i przodozgryz wykluczają zwierzę z programów hodowlanych. Dobry Hodowca poinstruuje nas, jak dbać o prawidłowy zgryz naszego psa (jak go nie zepsuć) oraz w jaki sposób można zgryz korygować (zabezpieczyć zgryz cęgowy, aby tym dopuszczalnym cęgowym pozostał).

Przyjmuje się, że mniej więcej do dwudziestego czwartego miesiąca życia ustala się pigment dogo i jeżeli do tego czasu nos się nie wypigmentował, to naturalnie się już nie wybarwi. Z tęczówkami jest prościej: kolorują się szybko i szczenię opuszczające hodowlę w mniej więcej ósmym tygodniu życia musi mieć już w pełni wykolorowaną tęczówkę. Bez niebieskich luk i refleksów. Ale prawdą jest też, że szczenięta z linii o popranej pigmentacji, opuszczając hodowlę, także mają już w pełni wybarwione noski.

BAER (oraz wszystkie inne badania, na których powinno nam zależeć, jeżeli zamierzamy w przyszłości sami zostać hodowcami albo chcemy z naszym psem/suką uczestniczyć w programie hodowlanym (współpracować w porozumieniu z wybranym hodowcą), kosztuje. Ale od tego mamy umowy pomiędzy hodowcą a nabywcą, by kwestię badania BAER dokładnie omówić i uwzględnić ją w kosztach (można koszt badania BAER doliczyć do zaliczki, kiedy rezerwuje się szczeniaka u hodowcy).

Wszystkie te punkty są niesłychanie ważne, ponieważ hodowcy stosują linebreed (ograniczający pulę genetyczną) i zdarza się, że w rodowodach obojga rodziców po kilka razy powtarzają się te same zwierzaki…).

Wyniki tych badań potwierdzają PRZYDATNOŚĆ HODOWLANĄ danego zwierzęcia. Uprawnienia hodowlane zdobywane na wystawach, na ”show” dają prawo rozmnażania zwierząt, ale: Nabywco pamiętaj tylko wyniki badań, zaliczenie powyższych punktów, zrównoważony temperament i dopiero na końcu poprawna, czynią psa wartym rozmnażania.

Chów w pokrewieństwie niestety, czy to się komuś podoba czy nie, wymaga od hodowców ostrej selekcji i Dobry Hodowca doskonale zdaje sobie z tego sprawę.

**Co także jest bardzo ważne: szanowni państwo: nabywcy psów z Dobrych Hodowli nie robią -przepraszam za kolokwializm- siary tym hodowcom na internetowych forach! Poczytajcie sobie państwo uważnie tematy na internetowych forach  -ze szczególną uwagą te pozakładane przeze mnie 😉 [”sigourney.weaver” na Dogomania Forum oraz ”gość + jakiś tam numerek” na kiedyś bardzo popularnym forum, którego moderatorzy postanowili usunąć informację o tym, kto jest autorką artykułów o genetyce umaszczeń etc… (tematy z DGM mają takie same tytuły, jak te z ”tamtego” forum, więc łatwo jest je ”namierzyć”). Zachęcam do uważnego wczytywania się – naprawdę warto 🙂 To bardzo pomaga wyrobić sobie zdanie (szczególnie na temat osób, które … być może będą kiedyś dobijać się do was na ”fejsie” chcąc zostać waszymi znajomymi… ). Przypomniałam sobie o tym z uwagi na to, że na Dogomnia Forum w dziale Dog Argentyński zamieściłam ostatnio informację min. o tym blogu i standardowo odezwał się … taki bardzo, bardzo… specyficzny ”pan”… z bogatym … ”dorobkiem”… Rzecz jasna, ”popisy” na Facebooku, także są nie do przecenienia…

***Żadnej – słówko dyskusyjne. Owszem są sytuacje zupełnie oczywiste, kiedy dane zwierzę ma wadę genetyczną np.: nie w pełni wypigmentowaną tęczówką oka, jest głuche#, umaszczenie niezgodne ze standardem rasy##, lekką, praktycznie charcią kość, albo jest zbudowane jak Mastif Angielski. Albo, kiedy kilka wad nakłada się na siebie np. głowa odbiegająca budową od tego, co nazywamy typową dla dogo głową###, idzie w parze z fatalną linią grzbietu i płytką klatką piersiową…

#Takie szczenięta powinny być usypane niezwłocznie po zdiagnozowaniu niepełnosprawności

##Zdarza się, że zwierzęta doskonałe anatomicznie rodzą się z kolorem przebijającym się przez wielka białą łatę np. w okolicy ogona lub karku i mimo iż jest to ich jedyna wada, formalnie są petami (W sensie naukowym nie jest to żadna wada i jest to tylko ”forma kosmetycznej” wady), ale  musimy szanować wytyczne wzorca. Są to przypadki niezwykle bolesne dla Dobrego Hodowcy i takie psy często pozostają w hodowli. Dobrzy Hodowcy uważają, że barbarzyństwem byłoby sprzedawać, jako peta co najmniej poprawnie zbudowane zwierzę (tym bardziej, że przepisy hodowlane dotyczące dogo, w krajach, w których ta rasa nie jest aż tak ”egzotyczna” są znacznie bardziej zrównoważone w kwestii koloru niekoniecznie na głowie, czy więcej niż jednej łaty na psim łbie…), dodatkowo pozbawione wad rozwojowych, jak ”klasycznego peta”, którego nieprzydatność do hodowli wynikająca z niedoskonałości anatomicznych, czy np. wad zgryzu jest zupełnie oczywista i nie podlega dyskusji. Proszę sobie to wyobrazić: zdarza się, że formalnie taki anatomicznie świetny ”pet”, jest petem ze względu na kolor, a naprawdę bardzo marnej jakości pies jest ”wystawowy”, tylko dlatego, że jest biały…

###”Rasę psa (a molosa szczególnie) poznaje się po twarzy” – w przypadku dogo głowa jest kwestią determinującą, absolutnie decydującą

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora jest zabronione.

www.facebook.com/zuzpasjaodogoargentino

JAK WYBRAĆ HODOWLĘ DOGO ARGENTINO? CZYLI POZNAJ ANATOMIĘ PSA I WZORZEC RASY, ZANIM WYBIERZESZ HODOWLĘ. (PSY Z POTENCJAŁEM WYSTAWOWYM A MOŻE NAWET HODOWLANYM VS. PETY)

Musisz

Drogi czytelniku w tym tekście wiele razy powtórzy się słowo ”musisz” ponieważ fakty są takie, że aby móc w pełni świadomie wybrać hodowlę i być ze swojego wyboru w pełni zadowolony musisz przyszły właścicielu Dogo Argentino (w ogóle jakiegokolwiek rasowego psa) wyznaczyć sobie kryteria wyboru, którymi będziesz się posługiwał, decydując o tym, któremu hodowcy zaufasz
Czemuś tak niesamowitemu nie sposób się oprzeć

561297503_8236e25310

ale psa wybiera się na długie lata, wiąże się z nim określone nadzieje i dlatego warto przygotować się do jego wyboru merytorycznie. Kierowanie się emocjami zawsze potem wychodzi bokiem, naprawdę nie ma się co spieszyć (chyba, że łapie się pchły).

Jak wybrać hodowlę Dogo Argentino (i nie wdepnąć przy tym w g…)?

Pamiętaj, że wybierając daną hodowlę w istocie nagradzasz efekty pracy konkretnego hodowcy. Postępujesz tak, jakbyś decydował, któremu pracownikowi dasz premię, czy oddawał głos na konkretnego polityka. Musisz zdawać sobie sprawę z tego, że istnieje wiele analogii pomiędzy tzw życiem codziennym, a hodowlą psów. Są takie miejsca jak np. Zakopane, do którego zawsze przyjeżdżają tabuny turystów. Tam turyści przyjeżdżali, przyjeżdżają i będą przyjeżdżać niezależnie od np. poziomu obsługi kelnerskiej w restauracjach. Tak więc dla właścicieli zakopiańskich knajp nie ma znaczenia czy ich kelnerzy i kelnerki są profesjonalni. Nawet jeżeli ktoś, kto zostanie fatalnie obsłużony, tak się wkurzy, że postanowi, że jego noga w restauracji X więcej nie postanie to, to w żaden sposób nie ”uderzy po kieszeni” właściciela tego lokalu. Dlatego właściciel knajpy nie czuje potrzeby, by cokolwiek poprawiać. Na miejsce obrażonego pana Iksińskiego jest 10u innych gości, być może także jednorazowych klientów, którzy nawet jeżeli również się ”obrażą”, to i tak najpierw uiszczą rachunek. Biznes się kręci. W świecie ”hodowli rasowych psów” pełno jest partaczy, osób, które jedynie dzięki swoim fejsbukowym kreacjom znane są jako ”hodowczynie” czy ”hodowcy”, udają, że ”coś robią”, ”udzielają się” i lubią pozować na ”autorytety”. Ale wystarczy zobaczyć co takie ”gwiazdy” i ”gwiazdeczki” ”wyhodowały”. Przyjrzeć się, podczas wystaw, psom, którym robią ”take ładne zdjęcia” w nigdy przypadkowych(!) pozach/ustawieniach albo poznać ludzi, którzy mają od kogoś takiego psa. Obejrzeć potomków tych fejsbukowych ”championów” i dowiedzieć się, jak u nich z dysplazją albo BAER TEST… Warto także poszukać ”afer”, tj, tego kto, ile razy, komu, dlaczego i w jakich okolicznościach groził? Kto, ile razy i dlaczego ”użerał się fundacjami”, bo pseudohodowlane praktyki w Związku Kynologicznym w Polsce zdarzają się, jak wszędzie indziej i nawet tzw hodowcy białej presy, czyli Dogów Argentyńskich, zostawali bohaterami reportaży telewizyjnych o rażących zaniedbaniach; psach pozostawianych samym sobie na niby ”ogrodzonych posesjach” , bez dostępu do wody itd.

Wybieranie hodowli to naprawdę poważna decyzja. Wielu osobom wydaje się, że wystarczy, że kupują psa rasowego z rodowodem, że mają świadomość, że tylko pies posiadający udokumentowane pochodzenie jest psem rasowym, więc uważają, że kontaktują się z wybranym hodowcą i w końcu nabywając pieska z jego hodowli są ”bezpieczni” i ”na pewno” nie zostaną wyrolowani… Mają podstawy, wiedzą, że rasowy = rodowodowy, ale to nie wystarczy, warto bardziej zagłębić się w temat. Proszę na sprawę wyboru hodowli spojrzeć w ten sposób: kiedy wybieram psa z hodowli XYZ, to znaczy, że popieram działania konkretnego hodowcy -”oddaję na niego swój wyborczy głos”. Jeżeli w mocie było 6 szczeniąt i sześć osób ”zagłosowało” na danego hodowcę, kupując psy z jego hodowli, to hodowca ”zyskał sto procent poparcia” i ”załapał się” na kolejną kadencję – może ”planować” albo po prostu ”zrobić” kolejny, (byle jaki) miot. Trzeba nauczyć się oceniać nie tylko psy, ale i ludzi, zanim podejmie się decyzję o wyborze hodowli. Rozróżniać tych o mentalności bazarowego handlarza, który gnijącą, wędzoną makrelę wciskać będą jako ”świeży stek z tuńczyka”, od pasjonatów, których w przypadku DA, na palcach jednej ręki można policzyć (choć coraz więcej powstaje hodowli) a jeszcze duuużo wolnych palców zostanie… Szukać tych, którzy w swoją hodowlę inwestują, inwestują w breeding stock, do rozrodu używają jedynie osobników przebadanych i wolnych od schorzeń o podłożu genetycznym (np. schorzeń aparatu ruchu, a więc osobniki wolne od dysplazji), nabywcom przekazują szczenięta wraz z certyfikatem dotyczącym jakości ich słyszenia. I w końcu umieć patrzeć na psy i odróżniać te będące typowymi przedstawicielami rasy od nieposiadających tej wartości, od petów. Tych petów na pierwszy rzut oka, czyli petów eksterierowych. O tym czy dany osobnik posiada autentyczną wartość hodowlaną, mówi nam nie sam eksterier, ale eksterier poparty wynikami badań wykluczającymi u tego osobnika typowe dla jego rasy schorzenia. U Dogo Argentino będą to min. jednostronna (bądź całkowita) głuchota, schorzenia aparatu ruchu, jak choćby dysplazja stawów biodrowych i łokciowych (czasem barkowych ale też kolanowych) wady serca lub nerek. Należy także wiedzieć skąd bierze się ”białe umaszczenie Dogo Argentino” i rozumieć ograniczenia/ zastrzeżenia, które wynikają z tej pięknej i efektownej, ale i bardzo ryzykownej maści:

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2013/07/05/dlaczego-pigment-jest-taki-wazny-dla-dogo-argentino-podsumowanie/.

Decyzja o wyborze hodowli zazwyczaj jest trudna. Ale jest przynajmniej dwa razy trudniejsza, kiedy pragnie się mieć psa z wielką białą łatą, bo ”biały” Dogo Argentino, czytelniku, to podobnie jak np. biały Bullterrier Angielski, kolorowy pies, którego kolor przykrywa ogromna, biała łata -przeczytajcie tekst podlinkowany powyżej.

Jeżeli ”nie odrobi się pracy domowej”, może się zdarzyć, że funduje się ”kolejną kadencję” komuś, kto niczym sobie na nasze zaufanie nie zasłużył. (Nawet decydując się na peta, a nie psa wystawowego nie należy zapominać, że niedosłyszący Dog Argentyński, w przyszłości może okazać się pięćdziesięcioma kilogramami problemu, z którym bardzo trudno sobie poradzić…). Nieprzemyślany wybór hodowcy oznacza, że odbiera się szansę wykazania się innym, tym bardziej godnym zaufania i pozwala się, nie bacząc na cierpienie psów, oszustom napychać kieszenie. Tak więc, tak samo, jak psy, należy umieć oceniać ludzi, umieć słuchać odpowiedzi na zadawane im pytania i wyciągać wnioski, bo nie wszyscy zarejestrowani hodowcy są hodowcami. Niektórzy tylko za hodowców uchodzą, będąc w istocie producentami rasowych psów. Pseudohodowlane praktyki mają miejsce w Związku Kynologicznym w Polsce.

Pytania, które trzeba zadać, czyli coś, czego kruche ego ”hodowcy” może nie wytrzymać

Z hodowcami psów rasowych -i dotyczy to w takim samym stopniu hodowców wszystkich ras, bez wyjątków- bywa jak z urzędnikami. Jedni i drudzy nie zawsze ”sami z siebie” chcą o wszystkim mówić i jeżeli nie wiemy o co zapytać, to ”sami z siebie” nam nie podpowiedzą. Zwłaszcza, kiedy chodzi o tzw. ”trudne kwestie” np. autentyczne efekty pracy hodowlanej (Temat, niezwykle drażliwy, bo łatwo w nim zahaczyć o kompleksy pani czy pana mających się za ”hodowców”). Te efekty to min. to na ile psy, które możemy u hodowcy oglądać, odwiedzając jego hodowlę albo podczas wystaw, wyglądają na przedstawicieli swojej rasy. Molosa, generalnie rasę psa zawsze poznaje się po ”twarzy”, co w praktyce oznacza, że ”Argentyn ma z buzi na argentyna wyglądać”. Oglądając wszystkie te ”Championy” musimy zadać sobie pytanie, czy w istocie patrzymy na psy zbudowane zgodne z wymogami wzorca rasy? Przejawiające psychiczne cechy dla tej rasy typowe? Zastanówmy się też nad tym, czy psy, które obserwujemy są emocjonalnie stabilne, tzn czy są osobnikami zrównoważonymi psychicznie, czy też może są przesadnie bojaźliwe lub wręcz agresywne? Więcej o ”efektach pracy hodowlanej” i ”trudnych pytaniach”, które warto postawić osobie zajmującej się rozmnażaniem rasowych, zanim podejmie się decyzję, że akurat z tą osobą chce się podpisać umowę dotyczącą kupna-sprzedaży psa, znajdziecie tu:

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2016/12/19/1201/

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2017/01/15/szkic/

Miłośniku, przyszły właścicielu presy Dogo Argentino, musisz nauczyć się rozróżniać autentyczne wyniki pracy hodowcy, a żeby być do tego zdolnym najpierw musisz nauczyć się samodzielnie oceniać wyhodowanie przez niego psy*, od bajerowania na temat efektów hodowlanej pracy, w którym niektórzy ”hodowcy” są naprawdę świetni. Aby móc oprzeć się ”propagandzie sukcesu”, czyli opowieściom tzw hodowców o tym, jak długo ”siedzą w rasie”, jakie wielkie i oryginalne mają ”plany”, ile wystaw i z jakimi wynikami ”wygrały” ich psy, musisz najpierw nauczyć się patrzeć na wszystkie psy, w ogóle. Jeżeli nauczysz się podstaw anatomii i zobaczysz co dokładnie znaczy ”spionowana łopatka”, ”harmonijny ruch”, poznasz rodzaje chodu psa, zrozumiesz/ unaocznisz sobie czym jest poprawne kątowanie albo ”miękki nadgarstek” i jak je rozpoznać, nauczysz się dostrzegać wady dokładnie tak samo, jak zalety danego psa, staniesz się odporny/a na agresywny, kitujący PR. Chcąc kupić presę i nie dać się wpuścić w maliny, czyli nie paść ofiarą oszustwa, musisz wiedzieć skąd bierze się u psów dysplazja stów. Nie licz, że ”wyjaśni” ci to pierwszy z brzegu ”hodowca” i przeczytaj artykuły, do których linki wkleiłam powyżej.

A! (Bardzo ważne, zwłaszcza jeżeli jesteś osobą, którą na poważnie interesują wystawy i zamierzasz jeździć także na te zagraniczne. Bez wiedzy, polegając jedynie na ”uroku osobistym tzw hodowcy”, możesz w przyszłości bardzo się rozczarować…) Nie ma nic bardziej przykrego od widoku wyrazu twarzy wystawcy, który inwestuje czas i pieniądze w wyjazd na zagraniczną wystawę i na zimno zderza się z rzeczywistością, kiedy okazuje się, że jego pies, który dotąd ”kosił konkurentów” w stawce ”6 argentynów na krzyż”, u sędziów, którzy wzorca rasy uczą się na kwadrans przed wystawą, sędziowany przez starego dogo-wyjadacza, w stawce ponad 20u konkurentów w swojej klasie (!), odpada na pierwszym etapie przesiewu…

Bardzo wiele osób uważa, wręcz wyznaje pogląd, którego z infantylną upartością zaciekle broni na forach, że ”wszystkie psy są piękne”. Oczywiście. Jako ”psiara” nie mogę się z tym nie zgodzić. Generalnie, ”pieski są śliczne i słodkie” (nawet małe i zaplute pokurcze, te mikro psy, mikroby wręcz, z wyłupiastymi oczami, mają w swoich właścicielach największych fanów). Ale jako miłośnik rasy, patrzący na sprawę kynologicznym okiem, muszę powiedzieć, że owszem, ”wszystkie psy są najpiękniejsze i najcudowniejsze dla swoich właścicieli”, ale nie wszystkie posiadają taką samą wartość, jako przedstawiciele konkretnej rasy, ponieważ nie wszystkie są np. zbudowane zgodnie z wytycznymi wzorca rasy albo mają zdrowy i sprawny aparat ruchu.

Pety vs psy z potencjałem wystawowym (a może nawet hodowlanym)

Psy pochodzące z zarejestrowanych hodowli (właśnie o tym, jak ważne jest mieć świadomość gdzie, czyli w jakim związku czy stowarzyszeniu zarejestrowana jest hodowla, będzie kolejny tekst) dzielą się na zwierzaki posiadające potencjał hodowlany, zwierzęta, które w chwili przekazywania nowym właścicielom, mają wykonany komplet badań dokumentujących ich stan zdrowia i wykluczających, iż obciążone są schorzeniami będącymi zmorą danej rasy (w przypadku DA chodzi mi  BAER TEST) i wydają się obiecująco zapowiadać pod względem fizycznym (takich psiaków jest jak na lekarstwo), i można spodziewać się/liczyć, że wyrosną, rozwiną się na typowych przedstawicieli rasy i pety. Pety, które z założenia nie posiadają wartości hodowlanej, choć także mają wykonany komplet badań, ale ich anatomia, już na wczesnym etapie ich rozwoju wskazuje, że nie będą ”ładnymi”, typowymi przedstawicielami swojej rasy (delikatny kościec, zaburzone proporcje itp.). Z tego powodu ważne jest, by znać wzorzec rasy i umieć go odnieść do oglądanych np. podczas wystawy, psów, będących potencjalnymi rodzicami naszych szczeniąt. Pewne cechy zdradzające, że dane szczenię nie wyrośnie na idealnie zbudowanego przedstawiciela rasy, można wcześnie zaobserwować (Niektórzy tzw hodowcy wychodzą z wygodnego dla niech -zwłaszcza finansowo- założenia, że ”Jak biały, to wystawowy”, a to, proszę państwa, jest zwykły kit, bo temat wartości hodowlanej, czy nawet jedynie wystawowej, danego zwierzęcia jest znacznie bardziej złożony.

Autentyczne wyniki pracy hodowlanej (a każdy kolejny miot, to etap pracy, podlegający ocenie) ”jakość” psów, kiedy dorosną, dają komunikat o powodzeniu pomysłu na kojarzenie, o sensowności wybranej przez hodowcę drogi. Każdy, kto ”zabiera się do” rozmnażania zwierząt -w tym przypadku psów bardzo trudnej w hodowli rasy, musi być na tyle inteligentny, by rozumieć podstawy genetyki. Kolejny raz odsyłam do artykułu na temat roli pigmentacji, podlinkowanego powyżej i przypominam, że Dogo Argentino są podatne min. na alergie. Namawiam też do zapoznania się z zagadnieniami metod hodowlanych stosowanych min. przy argentynach. I raz jeszcze polecam zastanowić się nad faktem, że Dogo Argentino to myśliwski molos, którego łowiecki instynkt dla osób nieprzygotowanych/ nieuświadomionych, może być bardzo poważnym problemem.

Do przemyślenia: jeżeli ze skojarzenia danej pary hodowlanej przychodzą na świat szczenięta z jakąś poważną wadą, która ujawnia się w trakcie dorastania piesków, np. wnętrostwo u samca/ samców, dla inteligentnego, znającego podstawy genetyki hodowcy, jest to sygnał, że takiego krycia nie wolno powtarzać i należy rozważyć czy w ogóle jest sens dalszego używania w hodowli (już w innych połączeniach) tego konkretnego samca i tej konkretnej suki. Wnętrostwo jest wadą genetyczną, ujawniającą się recesywnie. I jest dla hodowcy oczywiste, że -przepraszam za kolokwializm- jednojajowo płodny wnętr, będzie tę wadę przekazywał swojemu potomstwu. Jest także jasne, że miotowi bracia wnętra, samce, u których ta wada ”fizycznie” się nie objawiła, także obciążone są tą samą cechą recesywną i ich potomstwo jest na nią tak samo narażone. Tak więc kolejne łączenie pary, o której wiadomo, że dała potomstwo z wadą wrodzoną, świadczyć może tylko o dwóch rzeczach a) w danej hodowli rozmnaża psy osoba skrajnie niepokalana inteligencją b) w danej hodowli rozmnaża psy osoba skrajnie łaknąca forsy… (http://twojezwierze.pl/psy/choroby-psow/artykuly/zobacz/moj-pies-jest-wnetrem-co-to-oznacza.html http://www.piesporadnik.pl/title,Wnetrostwo,pid,573.html  )

To nie zapewnienia, nie słowa tzw hodowcy, a psy które wybrał jako godne rozmnażania, pary hodowlane, te przez niego wyhodowane, wybrane z miotu, te które ocenił jako osobniki posiadające największą wartość hodowlaną, czyli najbliższe ideałowi określonemu przez wzorzec rasy, takie które warto jego zdaniem wystawiać, a w przyszłości użyć w planach hodowlanych, mówią o stanie wiedzy hodowcy i wynikach jego pracy. Za hodowcę mówią też badania osobników, które wybrał na rodziców szczeniąt lub ich brak. Oraz on sam, a od chamów, prostaków i ludzie emocjonalnie niestabilnych należy trzymać się jak najdalej. Nie należy dać uwieść się ”na słowo” opowieściami o wynikach wystaw  i zdobytych tytułach. Sporo osób w polskim dogo-świecie jest świetnych w gadce o duperelach, ale te osoby gubią się kiedy zaczyna się z nimi rozmawiać o konkretach. Hodowca musi mieć pojęcie o rodowodach swoich psów, musi wiedzieć ”z czego są zrobione”. Ktoś kto krzyżuje psy bo ”takie ma”, ”takie sobie kupił” i mu ”się podobają” i ”zobaczymy co z tego wyjdzie”, to nie jest poważny hodowca, to nawet nie jest ”hodowca”. To jest jakiś ktoś, kto sobie coś tam robi, ale na dłuższa metę nikt nie wie co i najgorsze, że on sam też, to zwykły ”rozmnażacz” żyjący ze sprzedaży szczeniaków …

Zupełnie inaczej rzecz ma się, kiedy słucha się/ rozmawia z hodowcą/ wystawcą, którego pies/y zapiera/ją dech w piersiach (Coraz mniej jest takich argentynów, ale czasem się zdarzają, to są takie ”wyjątkowe wyjątki”).

Właśnie, to jest charakterystyczne. Kiedy widzi się ”takiego sobie” Doga Argentyńskiego, człowiek myśli sobie ”fajne, białe psisko”/ ”duży, biały pies”/ ”ogromny, ”biały Labrador” i tyle, nic więcej. Ewentualnie rozczarowanie, że ”to, co ktoś widział na jakimś zdjęciu, co go tak zachwyciło, nie ma odbicia w (np. wystawowej) rzeczywistości… Kiedy jednak ma się do czynienia z naprawdę dobrym, wybitnym psem, to dosłownie zatyka z wrażenia. Kiedy obserwuje się prawdziwe, atletyczne Dogo Argentino w głowie migają neony ”silny”, ”dostojny”, ”zachwycający”, ”gibki”. Człowiek patrzy i wierzy, że taki pies, pies tej rasy faktycznie może poradzić sobie z dzikiem, pumą, bo wszystko w nim mówi o jego sprawności. Takie psy przywołują skojarzenia z dzikimi kotami, ogierami, z siłą natury i pięknem.

Jak o każdej z wystaw także o wartości Wystawy Klubowe i przyznawanych na niej lokat, decyduje to, co o Dogo Argentino wie ten, kto te psy sędziuje. Niestety, nawet na wystawach klubowych zdarza się, że DA sędziują osoby zupełnie przypadkowe w odniesieniu do tej rasy i potem słucha się zadziwiających ”mądrości” od kogoś, kto na co dzień hoduje małe buldogowate i o argentynach wie tyle, co przeczyta na kwadrans przed wejściem psów na ring albo tyle ile asystent/ka podpowieWystawa klubowa jest swego rodzaju przeglądem hodowlanej stawki oraz ”osiągnięć” tzw hodowców. Teoretycznie to najbardziej prestiżowa z odbywających się w Polsce wystaw, w których biorą udział Dogi Argentyńskie. To tu można spotkać (i poznać) hodowców i zobaczyć ich psy (w zestawieniu z konkurentami albo tymi, którzy za ”konkurentów ”chcieliby uchodzić. Trzeba zdawać sobie sprawę, że poza wystawą klubową, na większość z wystaw odbywających się w naszym kraju przyjeżdża średnio 6-8* psów… Tak więc zdarza się, że ”zgarniają rasę” naprawdę słabe zwierzęta, które w innych okolicznościach (większej liczby konkurentów) nie miałby szansy zakwalifikować się do pierwszej czwórki.) Czasem można odnieść wrażenie, że sędziowie przyznają tytuły i wnioski na championaty za samo pofatygowanie się na wystawę… w dzisiejszych warunkach nawet ”prestiżowa” kiedyś tzw klubówka nie jest wystawą, na którą warto jechać, czasem przez pół Polski. Przypadkowi sędziowie, jak i przypadkowe ”Dogi Argentyńskie” skutecznie zniechęcają do udziału w takich imprezach, a wygrane białych wypłoszy… Cóż, zniechęcają do tego jeszcze bardziej.

Obejrzyj sobie czytelniku, na forach oraz na FB polskie Championy Dogo Argentino. Będziesz albo zaskoczony, albo zażenowany tym, jak bardzo, bardzo różne argentyny mogą się tym tytułem poszczycić. Ile jest u nas obleśne brzydkich (galaretowatych, kostropatych, na glinianych kozincowanych łapach i tylko z nazwy) ”polskich Championów”. Poczytaj też sobie ich zagraniczne tytuły. Im bardziej egzotyczny Championat, tym mniej wart (pies). Ważne, żeby to wiedzieć, bo mamy w Polsce psy utytułowane w bardzo egzotycznych miejscach (które nigdzie indziej nie zdobyłby hodowlanych uprawnień). Miejscach tak dla DA oryginalnych, że równie dobrze wystawcy/hodowcy mogliby chwalić się championatami Madagaskaru, Etiopii, Księżyca, Jowisza… Najwięcej znaczą tytuły zdobyte w krajach, w których DA są rasą popularną/ liczną i doskonale znaną sędziom; w Ameryce Łacińskiej (rodzima Argentyna, Brazylia), Włoszech, Hiszpanii, Francji, potem mamy południowych sąsiadów (Węgry), potem długo, długo nic i Rosję (z naciskiem na Moskwę). Warto jednak zwrócić uwagę na wysiłek niektórych prawdziwych hodowców, hodowców z sukcesami ”podbijających nowe tereny”, jeżdżących z białą presą do Niemiec i tam święcących triumfy.

*Wniosek z powyższego, zawsze pytaj hodowcę, o to w jakich warunkach jego psy uzyskały swoje tytuły. Poproś o ”zestawienie”. Chodzi o to, drogi argentynomaniaku, abyś miał możliwość dowiedzieć się z iloma i jakimi konkurentami stawał w szranki pies, którego tak reklamuje ci hodowca (Ci ludzie tym żyją, oni potrafią z całego serca nienawidzić tzw konkurentów, opluwać ich publicznie lub tylko w prywatnych wiadomościach, lub telefonicznych rozmowach, więc nie kupuj odpowiedzi w stylu ”nie pamiętam”. Oni bardzo dokładnie pamiętają każdą wygraną, dokładnie tak samo, jak każdą przegraną, żyją tymi ”wynikami wystaw”, bo tylko dzięki nim mogą dziś opylić ci szczeniaka.) Hodowcy uwielbiają górnolotne określenia, mocno działające na wyobraźnię przyszłych właścicieli, ”zgarnianie rasy” jest jednym z tych określeń. ”Moc” jego oddziaływania blednie, jak podkoszulek zostawiony na słońcu, kiedy okazuje się, że pies, czy suka ”zgarnęli rasę” jako soliści)…

W Polsce (to zjawisko dotyczy większości ras) praktycznie wszystkie psy, z wyjątkiem tych posiadających określone przez wzorzec ”wady dyskwalifikujące”* są oferowane/ sprzedawane nowym właścicielom jako psy ”posiadające potencjalną wartość hodowlaną”. Trzeba pamiętać, że niektóre cechy (nie mające nic wspólnego z niebieskim okiem czy czernią przy ogonie) świadczące o tym, że w przyszłości pies nie będzie posiadał wartości hodowlanej są widoczne już we wczesnym wieku. Np. charakterystyczne wady inbreed’owe, będące skutkiem kojarzeń krewaniczych, np. możliwa do zaobserwowania dla wnikliwego oka wada postawy osobników urodzonych w danej hodowli. W skrajnych przypadkach skutki nieprzemyślanego ”linebredu” powodują, że dokładnie tę samą wadę obserwujemy u większości psów z danej hodowli (Wada staje się sygnaturą hodowli).

Warto mieć na uwadze, że za psy sprzedawane jako definitywne pety, tj te obciążone wadami wymienionymi przez wzorzec rasy i/lub nie posiadające certyfikowanych wyników badań, hodowca nie może ustalić zbyt wygórowanej ceny.

*Dla DA są to min. niebieski refleks tęczówki, częściowo niedopigmentowana tęczówka (niebieska ”łatka” na tęczówce) Choć taka wada nie przeszkadzała pewnemu panu pokazywać na wystawie psa nią obciążonego, a sędziującej osobie tego psa ocenić, jakby był pełnowartościowym zwierzęciem. Dlatego niektórych sędziów nie należy traktować serio. (Właściciel pieska, udziałem swojego peciszcza w wystawie ”legalizował” sobie puszczony na lewo, poprawka ”przez nieuwagę” miocik, po tym, jak ”nie upilnował” swojego peta i suki…)

Psy, które cechuje wada inbreedowa nie powinny być używane w hodowli, nie powinny być także oferowane nowym właścicielom inaczej niż jako pety. Pamiętajmy, że ”wykucie na pamięć” wzorca rasy to za mało. Trzeba nauczyć się anatomii psa, obserwować poprawnie zbudowane zwierzęta w ruchu, jeździć na wystawy i odwiedzać hodowców. Trzeba nauczyć się przekładać wiedzę teoretyczną na umiejętność praktycznego patrzenia. Można także godzinami oglądać filmiki na YouTube, których bohaterami są Dogi Argentyńskie, jeżeli nie mamy innej możliwości oglądania „dogo w naturze”. Jednym słowem należy robić wszystko co pozwoli nam dowiedzieć się więcej o rasie.

*Dodatkowe wymogi hodowlane :
W przypadku Dogo Argentino Polski Związek Kynologiczny wymaga testów psychicznych. Dla Dogo Argentino nie są przewidziane obowiązkowe badania stawów biodrowych, ani badania słuchu. O wyniki obu badań sam, przyszły właścicielu argentyna, musisz zapytać hodowcę, od którego planujesz zakupić szczeniaka. Na szczęście dla coraz liczniejszej grupy polskich hodowców BAER nie jest już hasłem na dźwięk, którego dostają apopleksji i coraz więcej polskich psów ma za sobą BAER test 🙂

Rozmowa i pierwszy kontakt z hodowcą

jeżeli kontaktujemy się z hodowcą (np. telefonicznie), a on o nic nas nie pyta i jedyna informacja, którą od niego otrzymujemy odnosi się do kwoty, za którą możemy psa kupić, to odpuśćmy sobie takiego ”hodowcę” i jego ”hodowlę”. Dogo Argentino to nie ciuch z przeceny ani pączek z hipermarketu. Dogo Argentino to duży, trudny w prowadzeniu pies, który jeżeli trafi w nieodpowiednie ręce, może stać się nieprzewidywalnym i niebezpiecznym zwierzęciem (Wkrótce na blogu pojawi się artykuł o temperamencie dogo-myśliwego, na spacerowe -i nie tylko- przejawy którego coraz częściej nowi nabywcy okazują się być zupełnie nieprzygotowani… Tak to właśnie jest, kiedy mnożą się hodoFle, a hodFcy chcę tylko wcisnąć szczeniaka…). Dlatego nie należy usprawiedliwiać hodowcy i myśleć ”No tak, na pewno ma dziesiątki telefonów dziennie, więc w końcu 27 raz odpowiedział ‚z automatu’, gdyby był wypoczęty porozmawiał by ze mną dłużej”. Owszem, do hodowców dzwonią/wydzwaniają przeróżni ludzie i 90% telefonów to ”zawracanie głowy” przez kogoś, kto ”chce rasowego, ale niekoniecznie z rodowodem, najlepiej tanio”. Wszyscy jesteśmy tylko ludźmi, i hodowca ma prawo być poirytowany telefonami od kretynów. Mimo wszystko jednak, jeżeli my na ”dzień dobry” nie brzmimy jak troglodyta, przedstawiamy się jak cywilizowani ludzie i umiemy złożyć zdanie, nie kalecząc przy tym języka polskiego, to należy nam się, aby profesjonalnie nas potraktowano. Ktoś, kto zajmuje się hodowlą DA, zajmuje się hodowlą jednej z ras umieszczonych na tej nieszczęsnej liście MSWiA, psów ras uznawanych za agresywne i jego podstawowym obowiązkiem jest być w stu procentach pewnym, komu psa sprzedaje. Handlarza interesuje tylko zainkasowanie kwoty za szczeniaka. Hodowcę interesuje kto chce kupić od niego jego pieska. Dlatego hodowca o cenie mówi na samym końcu. Tym bardziej, że sam hodowca dokąd nie urodzą się szczenięta, nie wie jaką wartość szczenięta będą mieć, ile urodzi się psów z potencjałem, czy zostawi sobie jakiegoś, czy będą pieski na warunek, współwłasność, czy będą pety. Normalny, prawdziwy hodowca jest ciekawy tego z kim rozmawia, pyta czy osoba zainteresowana kupnem szczeniaka, miała wcześniej psa tak wymagającej w prowadzeniu rasy, czy ma doświadczenie, gdzie mieszka, w jakich warunkach pies będzie żył (dom czy mieszkanie), dlaczego chcemy Doga Argentyńskiego, czy zdajemy sobie sprawę z tego, że to pies z silnym instynktem łowieckim, czy mamy dzieci, inne zwierzęta, czy chcemy psa wystawowego, czy sami jesteśmy zainteresowani hodowlą, a może chcemy peta? Hodowca bardzo skrupulatnie wybiera ”rodziców adopcyjnych” dla swoich szczeniąt i dlatego zanim cokolwiek z nami ustali, najpierw chce nas poznać i porozmawiać z nimi ”na żywo”, twarzą w twarz.

Cena

Bywa różnie. Cena za Dogo Argentino w Polsce waha się… Dwa lata temu powiedziałbym, że od 4.000 za peta wzwyż…  W przypadku wybitnego krycia, takiego na które jedzie się do np. Brazylii (co raczej polskim hodowcom się nie zdarza i jeśli już coś ponadprzeciętnego ”kombinują”, to starają się ściągnąć do Polski nasienie psa, który gdzieś tam uchodzi za wybitnego i którego zazwyczaj sami nie mieli nigdy okazji zobaczyć ”live”), cena za szczeniaka może wynosić nawet kilka tysięcy euro. Ale to raczej, kiedy kupujemy psa za granicą. I wtedy, zagraniczny hodowca za tych kilka tysięcy euro chętnie wciśnie nam peta. Psiaka, którego w życiu nie zostawiłby sobie do hodowli ani nie przekazał do hodowli znanemu sobie hodowcy, którego ceni i szanuje, ale nam chętnie go wciśnie, skoro już przyjechaliśmy. W końcu mieć parę tysięcy euro a nie mieć, to zawsze jest różnica, bo gdy chodzi o kaskę, nieistotna jest szerokość geograficzna.) *Ale… ponieważ, kiedy ten tekst pierwotnie powstawał, we wrześniu 2011 roku, nie było jeszcze aż tylu hodowli, nie zdarzały się przypadki, kiedy to pety ”szły” w cenie psów z potencjałem, z kompletem badań itd… Czas leci, hodoFców jest coraz więcej, wszystko się zmienia i… jak się okazuje, ”schodzi na psy”.
Pamiętajcie państwo o podziale na pety, psy wystawowe i te posiadające autentyczną wartość hodowlaną. Cena szczeniaka zależy od tego, czy chcemy mieć przebadanego peta ”na kolanka”, bo nie jesteśmy zainteresowani wystawami etc., ale nie chcemy niespodzianek dotyczących stanu zdrowia szczyla, chcemy oszczędzić sobie nerwów i wydatków, czy też chcemy mieć peta i tyle?  Czy chcemy psa wystawowego (który być może mógłby w przyszłości zostać psem hodowlanym/suką hodowlaną)? Jeśli tak, to psiak, poza tym, że nie może być obciążony wadami, które wzorzec rasy wymienia jako dyskwalifikujące, musi mieć komplet certyfikowanych badań, które mówią nam, że psiak nie tylko dobrze wygląda, czyli min. jest szczeniakiem o proporcjonalnej sylwetce, dobrym kośćcu i kształtnej głowie, ale jest zdrowy i w chwili, w której podpisujemy umowę ze sprzedającym go nam hodowcą, nie ma przeciwwskazań, aby na tym etapie życia, obiektywnie móc uznać to szczenię za posiadające wystawowy potencjał. O tym czy w przyszłości dany psiak będzie mógł zostać użyty w hodowli, dowiemy się, gdy zwierzak osiągając dojrzałość, będzie mieć nie tylko poprawny zgryz, ale i będzie prawidłowo fizycznie rozwinięty, czyli jego anatomia będzie odpowiadać wymaganiom wzorca rasy. 

Jeżeli dzwonimy do hodowli i hodowca mówi nam coś w rodzaju ”wszystkie pieski są w tej samej cenie, która wynosi 4500 zł”, to możemy założyć, że wszystkie szczenięta są petami. Jeżeli tzw hodowca od razu wie, że wszystkie psy sprzeda za tę samą kwotę, to znaczy, że jest handlarzem, a nie hodowcą psów. Dodatkowo jeżeli usłyszymy, że ”Dog Argentyński to teraz tak popularna rasa, że na szczenięta trzeba się zapisywać i dwa-trzy krycia czasem przeczekać”, to jeżeli dzwonimy do hodowcy, rozmawiamy z nim, on mówi nam, że ”na argentyny trzeba się zapisywać” i równocześnie rozmawia z nami o sprzedaniu nam szczeniaka z miotu, który aktualnie ma u siebie, to coś tu nie gra. Albo na DA jest ”popyt” i ”schodzą jak świeże bułeczki” i wtedy hodowca nie ma z nami o czym rozmawiać, bo szczenięta są zarezerwowane, albo po prostu opowiada nam bajki i stara się wyrobić w nas przekonanie, że musimy kupić teraz i to psa od niego, bo potem może nam być bardzo trudno. Takich cwaniaków i cwaniar trzeba unikać.

To co widać ”na pierwszy rzut oka”

Pet to szczeniak błękitnym refleksem na tęczówce, nie w pełni wybarwioną tęczówką, niebieskim okiem, z kolorem przebijającym się przez wielką białą łatę w innym miejscu niż głowa, albo w kilku miejscach na głowie (wystarczy, że dwóch różnych) i poza nią. Kolor na głowie wystawowego (a w Polsce i hodowlanego DA) nie może przekraczać 10% powierzchni głowy, wliczając w to powierzchnię naturalnego, nieciętego ucha i może występować tylko w jednym miejscu, może to być tylko jedna ”łatka”, nie dwie, nie trzy, jedna. (Tak, jest w Polsce hodowla założona przez panią, która obcięła uszy swojej suce, po to, by móc ją wystawiać i zrobić jej uprawnienia hodowlane, ale cóż… Obiektywnie, biorąc pod uwagę ”kolorystyczne wymogi wzorca rasy”, suka ta jest petem a jej potomstwo nie powinno było się urodzić, gdyż ona z założenia nie przedstawiała wartości hodowlanej. Jednak suka urodziła potomstwo i nikt nie zgłosił żadnych ”ale”, choć pani ta, sama, tak bardzo kiedyś narzekała i to publicznie, że podobno jakiś pies miał braki w uzębieniu a mimo to został reproduktorem… Ot, ”uczciwość” tzw hodowców…)

Niestety nie w pełni wybarwione nosy nie są jeszcze zaliczane do wad dyskwalifikujących, choć nie w pełni wypigmentowany nos to tak samo wynik silnej ekspresji swsw jak fragment niebieskiej tęczówki, oczy wiecie już, jeżeli przeczytaliście linkowany na początku tekst.

Dogo stają się (niestety) coraz bardziej popularne, w związku z tym powstają coraz to nowe hodowle, które w większości pracują na kiepskiej jakości materiale i po prostu rozmnażają rasowe psy zgodnie z prawem (To ”zgodnie z prawem” to też osobny wątek, więc o związkach i stowarzyszeniach w innym wpisie). Nie wolno mylić hodowcy-pasjonata z  handlarzem-cwanikiem. Jeżeli będziemy się mylić, to pomożemy cwaniakom rozłożyć na łopatki wspaniałą rasę, jaką jest Dogo Argentino, dokładnie w taki sam sposób, jak w latach 90tych zeszłego wieku rujnowano w Polsce wspaniałe Rottki i ASTy. A tego przecież żaden argentynomianiak nie chce.

Jak już wcześniej wspominałam w Polsce panuje zwyczaj (nie dotyczący hodowców-pasjonatów, których na palcach jednej ręki można w naszym kraju policzyć [a i tak zostanie jeszcze kilka wolnych palców] im szacunek do idei pracy hodowlanej, a także poczucie dobrego smaku nie pozwalają na arogancję, która obezwładnia ich „kolegów), że praktycznie wszystkie psy, nieposiadające wad, które wzorzec rasy definiuje jako wady dyskwalifikujące (mam na myśli wady, widoczne u szczeniąt już w okresie, kiedy przekazuje się je nowym właścicielom), sprzedawane są jako psy z potencjałem wystawowym i hodowlanym równocześnie (choć to dwie różne ”bajki”). Wybitnie bezczelne jednostki pchają pety z wadami na wystawy… i być może wadliwie umaszczone szczeniaki ”opychają” jak szczeniaki z potencjałem (za tę samą cenę)… Tak to już jest, że tupet pomieszany z wyjątkowym uporem sprawia, że hodowcy-bajerowcy i ci z gatunku ‚w życiu się o prawdziwe Dogo Argentino nie otarłem/am’, ci hodoFcy i producenci, są w stanie z najkoszmarniejszego psa zrobić ”championa”.

Jak powstają hodowle, których ”trzon” stanowią słabe psy?

Osoby opierające hodowlę na eksterierowo słabych psach, czyli min. przerośniętych, ze słabą anatomią, ze słabym kośćcem, ”galaretowatych”, osobnikach bez wyrazu, z fatalnymi głowami, psich sukach i suczych psach (wszystko to z ”i”&”lub” na przemian) nie bardzo wiedzą jak powinien wyglądać Dog Argentyński. I raczej nie bardzo się tym przejmują. W polskiej ”kynologii” ”siedzi” bardzo dużo osób, które po prostu mają kompleksy i/albo chcą na rozmnażaniu psów zarobić, z tego żyją, że sprzedają  szczeniaki (Choć hodowla niby jest w Polsce ”amatorska”). Garstka hodowców (mówię o ogóle) ze Związku Kynologicznego w Polsce to hodowcy sercem i duszą, tacy z prawdziwego zdarzenia, którzy np., kiedy chodzi o białą presę, czyli nasze ukochane Dogo Argentino (czy to kanaryjską, czyli Dogo Canario/ Presa Canario), wykonują RTG stawów biodrowych i łokciowych (a czasem i kolanowych albo barkowych, z którymi także są problemy…) osobnikom, które decydują się rozmnażać i które zostają rodzicami szczeniąt, które potem kupują za tysiące złotych (albo euro) nabywcy (o BAER TEST nie wspominając), sprawdzają kondycję serca i wykonują inne badania, po to, aby mającym się urodzić szczeniętom oszczędzić cierpień a ich opiekunom stresu i wydatków. Wracając jednak do wątku ”wiedzieć jak wygląda prawdziwy, czyli anatomiczny i sprawny Dog Argentyński”, gdyby osoby te to wiedziały, nie kupowałyby przypadkowych szczeniaków od przypadkowych tzw hodowców. Ludzie ci nie zaczynaliby od słabych psów i na ich bazie nie rozpoczynaliby ”hodowli”. To fakt, hodowca-pasjonat, który może poszczycić się pewnym dorobkiem, ktoś, kto wypracował określony poziom, który starannie utrzymuje, nie oddaje ot, tak wybitnego a czasem nawet tylko poprawnego osobnika, komuś ”z ulicy”. Obiektywnie trudno jest zdobyć wartościowy ”zaczyn” do hodowli. Gdyby jednak osoby porywające się na ”hodowanie Dogo Argentino”, na byle czym, miały odrobinę inteligencji, zamiast rozmnażać dogo-popłuczyny, budowałby relacje z hodowcami osiągającymi sukcesy, które to potwierdzają wyniki badań ich psów! Czyli hodowcami mającym w swoim dorobku nie tylko psy anatomicznie zajmujące, ale przede wszystkim sprawne, czyli zdrowe, wolne od wad wrodzonych. Gdyby starczyło tym ludziom inteligencji i pokory, swoją drogę jako ”hodowcy”, rozpoczynaliby od współpracy z kimś, na czyją fachową pomoc mogliby liczyć i nie papraliby rasy jeszcze bardziej, produkując białe wypłosze. Przeciwnie, w ich hodowli rodziłyby się przynajmniej poprawne osobniki. I już na starcie, współpracując z prawdziwymi, dbającymi o poziom i wciąż inwestującymi w swoją hodowlę, hodowcami, osoby te miałyby szansę mieć, jako breeding stock anatomiczne osobniki. Tak więc ludzie, którzy w życiu o autentyczne DA się nawet nie otarli, i którzy zupełnie nie mają ”oka”/”wyczucia” do argentynów (do psiej anatomii w ogóle), kupują szczeniaki od innych przypadkowych ludzi albo takich, których uważają za ”specjalistów”, bo ci są dobrzy w tzw ”bajerze” i rozpowszechnianiu ”informacji”, szczególnie na FB, o tym, jakie to ”super-ekstra psy mają u siebie”. Szczeniaki, które wyrastają na brzydkie, rasowo, czyli eksterierowo kiepskie DA, których rozmnażanie nie ma najmniejszego sensu, bo nie wnosi nic wartościowego do rasy. A przeciwnie może dużo zepsuć. jednak ponieważ te osoby nie mają pojęcia czym charakteryzuje się Dogo Argentino a hodowcy-bajerowcy, od których swoje psy kupili, idą w zaparte i jak mantrę powtarzają ”Ależ nam chłopak/dziewczyna ładnie wyrósł/wyrosła”. No, w końcu ludzie zapłacili im  za przyszłe ”championy”, niech więc mają poczucie, że mają ”championy”, nie można im powiedzieć (nawet jeśli się to widzi, będąc zwykłym handlarzem szczeniąt): „Sorry, ale nie wyszło„, bo jeszcze zechcą zwrotu pieniędzy… Posiadacze dogo-koszmarków ”wyjeżdżają” im tytuły, zdobywają uprawnienia i produkują kolejne brzydkie, jak sraczka na śniegu szczeniaki, z których wyrastają brzydkie, jak sraczka na śniegu ”Dogi Argentyńskie”… A wszystko dlatego, że dla polskich sędziów i generalnie większości sędziów z krajów innych niż Argentyna, Brazylia, Włochy, Francja i Hiszpania DA, to rasa wciąż bardzo egzotyczna…
i tak w kółko. Niektórzy tzw hodowcy mają pioruńskie ciśnienie, żeby ich psy, tzn. psy noszące ich przydomek ”zasilały inne hodowle”, żeby ich przydomek pojawiał się w innych hodowlach (to im wizerunkowo dobrze robi). Sęk w tym, że od jakiegoś czasu tak się dzieje, że wyhodowane przez najgorliwszych hodowców-bajerowców psy, zasilają tylko polskie, w większości bardzo słabe i coraz gorsze, nowe ”hodowle”… Jakoś nikt z zagranicy się o ich psy „nie zabija”…

Tak więc mamy dziś sytuację, w której samozwańczy ”spece od rasy”, bajeranci, produkują/trzaskają mnóstwo słabych psów, których rodzice pokazywani są głównie w Polsce, sprzedają je potem naiwnym ludziom, którzy po prostu chcą mieć ”Dogo Argentino” i myślą ”Hodowla, to hodowla, ważne, żeby była blisko domu, bo mi się nie chce daleko jechać” i biedacy, którzy w życiu prawdziwego DA nie widzieli (No, bo jak? Jadą do hodowli, a tam poczwarki. Nawet jak są ”odrobinę” rozczarowani i 6 zmysł im się włącza, to ”przecież są w hodowli Dogo Argentino”, więc wszystko jest ok. Kupują więc te poczwarki i zakładają nowe hodowle…
Niestety trzeba uzmysłowić sobie, że z dorobkiem hodowców-bajerowców (generalnie, rasa jest często bez znaczenia) jest trochę jak ze sztuką nowoczesną (Jestem plastykiem, więc to dla mnie najbardziej naturalny punkt odniesienia). Przed wejściem na wystawę -nie ma znaczenia czy chodzi o malarstwo, rzeźbę czy instalacje- żeby ”ogarnąć bezmiar talentu artysty i jego geniusz”, trzeba przeczytać ścianę mdłej treści tekstu albo wysłuchać godzinnego wykładu, a i tak ”nad wyraz intelektualny”, mocno naciągany, ”przekaz twórcy”, może nie przekonać, że np. zużyta gumowa rękawiczka jest sztuką… Po praniu mózgu (albo usiłowaniu jego przeprowadzenia) normalny człowiek i tak ma wrażenie, że robią z niego idiotę, choć to fakt, nie każdy, bo większość tak cholernie chce uchodzić za intelektualistów, że oglądają ekspozycję cmokając i ”ochając” nad rozklekotanym czarno-białym telewizorem, na ekranie, którego goły facet pali fajkę w bujanym fotelu

I tu i tu, czyli i w przypadku tzw. osiągnięć hodowlanych hodowców-bajerowców, hodoFców-producentów, i ”wartości przekazu” niektórych ”artystów”, mamy do czynienia z przerostem używania pieprzu nad treścią. O formie nikt już nie pamięta. A sztuka powinna być przede wszystkim piękna. Na szczęście z psami jest łatwiej niż ze sztuką. W przypadku Dogo Argentino prawdziwa sztuka dalej broni się sama. Psy definitywnie są albo zachwycające, albo śmieszne.

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora jest zabronione.

http://www.facebook.com/zuzpasjaodogoargentino

DLACZEGO PIGMENT JEST TAKI WAŻNY DLA DOGO ARGENTINO -PODSUMOWANIE

Przypominam artykuł, który pierwotnie zamieściłam na jednym z internetowych for 9 września 2011 roku 🙂 RZECZ JASNA ARTYKUŁ PUBLIKOWANY DZIŚ ZAWIERA KILKA AKTUALIZACJI …

Jest to podsumowanie, w oparciu o ogólnie dostępną, ba OBOWIĄZKOWĄ dla hodowców, ale i obecnych, jak i przyszłych właścicieli dogo, wiedzę, na temat pochodzenia/istoty BIAŁEGO UMASZCZENIA u Dogo Argentino

Zdjęcia pochodzą z różnych internetowych storn (dla wszystkich publicznie dostępnych i nie wszystke przedstawiają Dogo Argentino, natomiast doskonale obrazują typy niewłaściwych wariantów umaszczenia, które wystepuje u ”białych” psów).

Na początek należy pamiętać, że istnieje bardzo dużo różnych alleli, zlokalizowanych w różnych chromosomach, odpowiadających za różne rodzaje umaszczenia. Nie wszystkie allele występują u wszystkich ras. Są rasy, u których pewnych genów nie ma wcale, u innych występują niemal wszystkie, a u jeszcze innych pewne geny występują wyłącznie w postaci recesywnej.
Z ciekawostek : po pierwsze u DA nie ma mowy o Merle ! , występuje za to Ticking 🙂 – ale o tym nieco później

Wszystkie Dogo Argentino używane do rozrodu muszą bezwzględnie przechodzić badania słuchu.
Wszystkie szczenięta, równie bezwzględnie muszą przechodzić te same badania co ich rodzice, zanim trafią do nowych domów (Ewentualnie wkrótce po tym jak trafią do nowych domów – w końcu ostateczna decyzja dotycząca kwestii ustalenia jakości słyszenia szczeniąt należy do nabywców, osób, które z tymi psami potem żyja na co dzień). Należy zdawać sobie sprawę z ewentualnego zagrożenia SOA – inaczej „Rage Syndrom” : http://www.yourpurebredpuppy.com/hea…lterriers.html , http://www.canine-epilepsy.com/thyroiditisbehavior.html), który może ujawnić się u każdego mocno niedosłyszącego lub głuchego psa (proszę przeczytać artykuł → upraszczając : istotną rolę przy występowaniu tego zjawiska, odgrywają także zaburzenia hormonalne – tarczyca), niezależnie od rasy (Głuchy szczeniak -jak i dorosły pies- to obarczanie nowego właściciela koniecznością wypracowania skutecznej (?) metody kontrolowania psa, zarówno w domu, jak i poza nim).
Należy również zdawać sobie sprawę, z tego że nawet z przebadanych rodziców, pochodzących z kilku pokoleń psów normalnie słyszących, mogą urodzić się niedosłyszące lub głuche szczenięta → to ryzyko wliczone w umaszczenie Dogo Argentino, dlatego tak ważne są badania słuchu populacji dogo.
Choć za „Range Syndrome” nie odpowiada tylko niedosłuch (kwestia socjalizacji etc.) wiadomo już, że szczególnie narażone na jego wystąpienie są psy z niedosłuchem. Jak zauważają behawioryści każdy niedosłyszący, czy głuchy pies (a konkretnie właściciel takiego psa) może paść ofiarą tego syndromu dlatego też, zaraz po zdiagnozowaniu należy usypiać głuche szczenięta (Hodowla rasowych psów ma z założenia selekcjonować zwierzęta w kierunku wyłaniania osobników najlepszych. Nieetyczne jest świadome powoływanie na na świat zwierząt kalekich (które bez trudu można znaleźć w schroniskach) i sprzedawanie lub tylko przekazywanie ich potem, nowym opiekunom – to nie jest hodowla, to jest PRODUKCJA).

—–
* TYROZYNAZA to enzym odpowiadający za powstawanie pigmentu.

Albinizm to brak tyrozynazy przy obecności melanocytów. → Taki pies nie jest „biały”, jest DOSŁOWNIE BEZBARWNY i nigdzie nie można zaobserwować u niego śladów pigmentu.

U Dogo Argentino albinizm nie występuje → pytanie czy mógłby ? …
To fotki, jak dotąd, najgorzej, najsłabiej pigmentowanego dorosłego dogo, jakiego udało mi się wyśledzić w necie →

vghfcrfghjukj jjhkiolkjmn

i link do artykułu opisującego jego historię : http://latimesblogs.latimes.com/unle…no-update.html

Pigment u psów przybiera dwie formy :

Eumelanina → to jest ciemny pigment: czarny, brązowy (czekoladowy) i niebieski.

Phaeomelanina (felomelanina) i to jest jasny pigment dający czerwony, żółty i kremowy kolor psiej sierści.

PIGMENT JEST STRUKTURALNY, a nie jedynie dekoracyjny (jak do niedawna sądziło wielu tzw ”hodowców”) → komórki pigmentu mają swoje obowiązki. Utrata pigmentu może skutkować, poza zmianami koloru i poważną utratą pigmentacji, która daje mocno białego psa, często także (z) upośledzeniem lub uszkodzeniem innych funkcji : skóry, sierści, zmysłów <wzrok, słuch> a nawet funkcji innych organów.

LOCUS S → Geny z S odpowiadają za zakres pigmentacji. Ta seria genów bierze swój początek w JEDNOLITYM UMASZCZENIU przechodząc w „kolor” biały.

Tak więc : MOCNIEJ PIGMENTOWANY PIES MOŻE DAWAĆ BIELSZE PSY, ALE NIE ODWROTNIE → FAKT WARTY ZAPAMIĘTANIA

„Białe geny” są w rzeczywistości genami, które upośledzają zdolność organizmu do tworzenia pigmentu. Strefy białe w rzeczywistości są POZBAWIONE PIGMENTU i oznaczają jego brak w miejscach w których występują → biel/biały nie jest „trzecią” formą melaniny.

Umaszczenie Dogo Argentino :

s^w = ”ekstremalnie (duża) biała łata”: → kolor jest ograniczony do nie więcej niż 10-15% całej powierzchni ciała: jeżeli pigment jest obecny, to jest ograniczony do głowy & okolic ogona. Ten gen jest również powiązany z sensoryczną głuchotą (głuchota na poziomie sensorów) w wielu rasach.

Albinizm (wbrew powszechnie panującej opinii) NIE MA nic wspólnego z głuchotą ! U albinosów melanocyty są obecne przy braku barwnika, u Dogo Argentino i Bullterriera Angielskiego odwrotnie → brak jest melanocytów → stąd problemy z głuchotą.

Z tego wynika, że DA jest rasą predysponowaną do wystąpienia głuchoty.
Dogo Argentino, zdaniem naukowców, występują wyłącznie pod postacią swsw.
Wiadomy jest fakt, że jedną z przyczyn głuchoty jest brak melanocytów w prążku naczyniowym ślimaka, który prowadzi do wczesnego, postnatalnego zwyrodnienia prążka i wtórnej degeneracji komórek słuchowych ślimaka i neuronów

DSC04182-1

Zdaniem genetyków (w oparciu o dostępne w tej chwili wyniki badań) wszystkie Dogo Argentino są sw sw . Zarówno dogo z poprawną (wzorcową) pigmentacją głowy → całkowicie/jednolicie ciemna tęczówka oka, ZAUWAŻALNIE czarne krawędzie powiek, czarny W PEŁNI WYBARWIONY nos, ZAUWAŻANLNIE czarne krawędzie fafli, oraz czarne poduszki, jak i psy ubogo wybarwione. Wszystkie są sw sw .
Najprawdopodobniej niepełna, bądź jedynie śladowa pigmentacja niektórych dogo jest wynikiem WYJĄTKOWO SILNEJ EKSPRESJI sw → działanie sw jest tak intensywne, że łata obejmuje także naturalne centra pigmentacyjne (swego rodzaju „bastiony” komórek pigmentacyjnych) jakimi są głowa (a więc : krawędzie powiek, krawędzie fafli/warg, nos), poduszki, co daje efekt ubogiej/śladowej pigmentacji (niedopigmentowany nos jest przykładem silnej ekspresji sw).
Kolorowe znaczenia, potocznie „łaty” → a faktyczne dziury w białej łacie przez, które możemy zobaczyć rzeczywisty kolor psa ← u dogo pojawiają się najczęściej właśnie na głowie, w okolicach ogona, lub -jak u pirenejczyka- w okolicy karku.
Kojarzenia psów z wyjątkowo silną ekspresją swsw prowadzą do systematycznego utrwalania tej cechy i w konsekwencji do coraz słabiej pigmentowanych psów. Konsekwencje utrwalania braku pigmentu prowadzą do uszkodzeń funkcji zmysłów (dlatego tak wiele Bullterrierów, Dalmatyńczyków i Dogo Argentino boryka się z problemem głuchoty).
Białe umaszczenie z założenia jest ryzykowne i należy w sposób bardzo przemyślany podchodzić do hodowli psów ras białych. W przeciwnym wypadku będzie się sprowadzać na świat np. niedosłyszące lub głuche szczenięta (najczęstsza konsekwencja silnej ekspresji sw, to upośledzenie narządu słuchu).
Ponieważ białe umaszczenie wynikające z swsw, jest tak „wrażliwe” stopień pigmentacji można już teraz traktować jako wskazówkę (do czasu aż zostaną udostępnione wyniki badań poświęconych dogo) i starać się w programach hodowlanych używać osobniki z ekspresją sw pozwalającą na wypigmentowane krawędzie fafli/warg, czarne nosy, poduszki, ciemne tęczówki oczu, oraz promować te z zauważalnie pigmentowanymi krawędziami powiek. Należy uważać, bo przy tym umaszczeniu bardzo łatwo się „wykoleić” i przekroczyć cienką granicę… Jeżeli ktoś w dalszym ciągu będzie twierdzić, że skoro wszystkie dogo są zagrożone komplikacjami związanymi z charakterystyczną maścią, to nie ma sensu „zawracać sobie głowy pigmentem”, to proszę czytać dalej, albo przynajmniej wziąć pod uwagę, to, że w zamyśle twórców rasy (tradycyjnie) dogo ma być pigmentowany, a z pustego w próżne…

Stopień pigmentacji nosa, czy warg nie może być traktowany jako wyrokujący w sprawie głuchoty tj. nie możemy, tylko patrząc na dane zwierzę, wyrokować na temat słuchu psa, oraz tego czy szczenięta po nim będą miały idealny słuch, czy nie. Pamiętajmy, że POTENCJALNIE „na pierwszy rzut oka” i w oparciu o to co wiemy już na temat pochodzenia umaszczenia dogo, każdy zwierzak tej rasy, POTENCJALNIE może mieć problem ze słuchem. Dlatego tak ważne jest przeprowadzanie badań słuchu u tej rasy. Bez konkretnych danych → opracowań wyników badań/w oczekiwaniu na wyniki badań ← należy przyjąć, że w związku z tym, że w ciągu swojego życia suka może mieć zaledwie kilka miotów (6), niedopigmentowaną, mającą za to wiele anatomicznie i psychicznie pożądanych cech sukę, można dopuścić do hodowli. Ponieważ pies-reproduktor może w swoim życiu pokryć praktycznie nieograniczoną liczbę suk, to już takiego niedopigmentowanego samca nie należy lekkomyślnie używać do rozrodu → nawet jeżeli pies słyszy, to przekaże wyjątkowo silną ekspresję sw i jej konsekwencje swojemu potomstwu. Nie wolno zapominać, że pies reproduktor zostawia po sobie więcej potomstwa niż hodowlana suka, w związku z czym każdą swoją „niedoskonałość” przekaże większej, niż suka, liczbie potomków. Dotyczy to wszystkich/wszelkich wad, nie tylko ewentualnego upośledzenia słuchu. Z tego powodu samce używane jako reproduktory powinny podlegać większej selekcji niż suki.
Kojarzenie osobników z brakami pigmentacyjnymi jest niedopuszczalne → braki pigmentacyjne to ta wyjątkowo silna ekspresja sw.
To oczywiste ale należy to przypomnieć (taka „kosmetyczna uwaga”) : należy zdawać sobie sprawę, że niedopigmentowanie jest dziedziczne (jaskrawy przykład różowych nosów u Bullterrierów), w związku z czym, z pary niedopigentowanych psów nie będą rodzić się psy poprawnie pigmentowane. Przypominam : MOCNIEJ PIGMENTOWANY PIES MOŻE DAWAĆ BIELSZE PSY, ALE NIE ODWROTNIE.
Kwestia pigmentu wciąż jest przez wielu hodowców traktowana z „przymróżeniem oka”, w myśl zasady „co, kto lubi” i w programach hodowlanych pozostawiana jest na ostatnim miejscu (edit 🙂 : szczęśliwie po krucjacie, którą przeprowadziłam na pewnym kiedyś -w chwili publikacji artykułu- bardzo popularnym forum do części ignorantów -polskich hodowców, dotarło, że kewstii pigmentacji dłużej olewać nie wolno 🙂 i tak się fajnie złożyło, że miesiąc po tym jak wrzuciłam tekst na forum NAJWAŻNIEJSZY KLUB RASY – KLUB ARGENTYŃSKI ogłosił wprowadzenie koreky wzorca obejmującej min temat zbyt rózowych dogo – to się nazywa idealne wyczucie czasu 😉 ). Proszę pamiętać, że traktowanie sprawy pigmentu w ten właśnie sposób, przez hodowców Bullterriera Angielskiego, lekceważenie tego tematu, doprowadziło do tego, że w tej chwili nawet osobniki kolorowe rodzą się z tendencją do braków pigmentacyjnych i jako osobniki dorosłe mają jedynie częściowo pigmentowane, a czasem wręcz prawie zupełnie różowe nosy. Oraz co ważniejsze : kolorowe bulle, nie są wolne od problemu głuchoty → http://www.lsu.edu/deafness/incidenc.htm . Coraz częściej rodzą się półgłuche, lub głuche kolorowe bulle (chociaż obustronna głuchota jest rzadkością) i to właśnie one, osobniki z częściowym niedosłuchem, robią szkodę tej w rasie. Podobnie rzecz ma się w przypadku Dogo Argentino : w naszej rasie także najwięcej szkody powodują psy z częściowym niedosłuchem.
Należy wyraźnie podkreślić : w tej chwili nie ma badań jednoznacznie wykazujących bezpośredni związek między głuchotą a brakiem pigmentacji warg i nosa → NIE MA PODSTAW [!!!] do twierdzeń w rodzaju : „O, ten pies ma różowe fafle, NA PEWNO ma problem ze słuchem”. Tak więc nie wolno nadinterpretować faktów i upraszczać rzeczywistości w ignorancki sposób, ponieważ takie uproszczenia byłyby niezwykle krzywdzące dla wielu hodowców. Niemniej jednak od dawna wiadomo, że u Dogo Argentino występuje problem głuchoty, dlatego wszystkie psy, które mają zostać użyte do rozrodu powinny zostać przebadane (Chodzi o migrację pigmentu i fakt, że nie dociera on do wszystkich partii ciała, i skoro jest go tak mało, może zdarzyć się, że w uchu słabo wybarwionego psa, psa z wyjątkowo silną ekspresją sw, nie będzie melanocytów i tego zagrożenia nie wolno bagatelizować).

Bardzo ciekawe zdjęcie suki z motylkowym nosem, jasnymi oczami i kolorem biszkoptowym na głowie (opisanej jako suka Dogo Argentino)

Dogo20Argentino-6-White-116x_119283304687 oraz kilka zdjęć z fejsowego fanpejdża DeafDogsRock

61557_588247484518724_2103105202_n48005_592454180764721_459017957_n1016052_613941958615943_1463122744_n1016782_627936510549821_1846449102_n

OCZY (http://abnormality.purpleflowers.net/genetics/eyes.htm) :
Niebieskie oko u różnych ras jest powodowane przez różne geny.
U Dogo Argentino i Bullterriera Angielskiego obecność niebieskiego oka spowodowana jest silną ekspresją genu sw.
(Wystąpienie niebieskiego zupełnie lub częściowo- oka -lub oczu- predysponuje do wystąpienia głuchoty -całkowitej lub częściowej- w takich rasach jak Bullterier Angielski, Dogo Argentino i Dalmatyńczyk (oraz bokser i APBT i u mieszańców tych ras) → to objaw, który mówi, że mamy do czynienia z wyjątkowo silną ekspresją sw. U wszystkich „białych” ras zaburzenie w wybarwieniu tęczówki należy traktować jako ostrzeżenie)
„Oczny przykład” silnej ekspresji sw, która uniemożliwia prawidłową pigmentację oczu

362176174_37378d7682

W TYM MIEJSCU WARTO ZAUWAŻYĆ, ŻE NIEKTÓRZY POLSCY NABYWCY DOGO -ALE TO WCIĄŻ WINA HODOWCY- A WRAZ Z NIMI SĘDZIOWIE SĄ ZUPEŁNIE ODPORNI NA WIEDZĘ 😦 Mamy w Polsce takiego pana, który prowadza na wystawy swojego peta z niebieskim trójkątem na tęczówce. i żeby było JESZCZE śmieszniej, a właściwie tragiczniej ten pies został oceniony przez przez sędziujacego i dostał nawet jakiś kuriozalny w jego przypadku tytuł, w rodzaju BOB … Tak, tak proszę państwa, kiedy będąc na wystawie zdarzy się wam zobaczyć na ringu dogo z niebieską tęczówką/fragmentem niewybarwionej tęczówki to wiedzcie, że a) ten kto stoi na drugim końcu sznurka jest oszustem b) ten kto nie wyrzuca tego kogoś z ringu jest zupełnym ignorantem nie mającym najmnijszych podstaw by uchodzić za sędziego/sędzię… (TYLKO PRZEZ GRZECZNOŚĆ NIE WYMIENIĘ W TYM MIEJSCU PEŁNEJ NAZWY PSA -WRAZ Z PRZYDOMKIEM HODOWLANYM- I POMINĘ MILCZENIEM NAZWISKO OSOBY SĘDZIUJĄCEJ…)

 Zupełnie niebieskie oczy dogo

imagesCASAD5QX-24235746_moto_2272_mid-1

Możliwe są cztery przyczyny tego, że pies ma niebieskie oczy/oko.

Trzy z nich związane są z utratą pigmentu w okrywie włosowej.
Najczęstszą przyczyną jest działanie genu merle (u DA nie występującego). Merle działa min. rozjaśniając oczy (tęczówki) i nosy. To powoduje, że postrzegamy oko → tęczówkę jako niebieską (u zwierząt nie posiadających tęczówki oczy są czerwone). W związku z działaniem merle psy często mają :

„wall eyes” → jedno oko jest niebieskie, a drugie brązowe lub bursztynowe

„split eye” → tęczówka lub tęczówki jest/są nie w pełni wybarwione na brązowo lub bursztynowo i ma/mają niebieską „łatkę”. Niedopigmentowanie takiego oka waha się od prawie niebieskiego do prawie brązowego/prawie bursztynowego.

Im mocniej działanie merle przejawia się w okrywie włosowej (im więcej obszarów zupełnie pozbawionych jest pigmentu), tym bardziej prawdopodobne jest, że pies będzie miał niebieskie oczy albo „motylkowy nos”. Psy merle z przeważającymi obszarami koloru (czerń, wątróbka) rzadko mają niedopigmentowane oczy i/lub nosy. Podwójne homozygotyczne merle z dużym prawdopodobieństwem będą miały niebieskie oczy i prawie różowe nosy, wynika to z kombinacji merle i dużych obszarów bieli na głowie

np. 602004_578565458820260_208283422_n
Drugą przyczyną powodującą niebieskie oczy/oko jest dużo bieli (brak pigmentu) dookoła oczu/oka. Białe obszary pojawiają się tam, gdzie komórki nie są w stanie produkować pigmentu. Tak więc jeżeli te białe obszary rozprzestrzeniają się na głowę, może zdarzyć się, że zabraknie pigmentu na prawidłowe wybarwienie tęczówki oka, oraz/albo nosa. Jednak jest to przypadek pasujący jedynie do psów ekstremalnie białych („extreme spotting pattern”) takich jak np. białe boksery (oraz Dogo Argentino i mieszańce APBT). Możecie panstow raz jeszcze spojrzeć na przykłady zupełnie niebieskich oczu u dogo pokazanych powyżej.
Trzecia możliwość jest wynikiem działania jednego z silniejszych genów z serii C. W serii C zawiera się gen odpowiadający za albinizm. Niektóre z genów serii C wpływają tylko na phaeomelaninę (czerwony pigment) w okrywie włosowej, rozjaśniając/rozcieńczając ją do koloru kremowego lub (tzw.) białego, pozostawiając nos czarnym (albo wątróbkowym, niebieskim, albo isabellowatym), a oczy brązowe (albo bursztynowe). Jednak istnieje także przynajmniej jeden gen, który rozjaśnia cały pigment psa, prawie do białego. To najbliższy albinizmowi przykład → znany przynajmniej u Dobermanów. „Białe Dobermany” mają bardzo jasną okrywę włosową → w kolorze bardzo delikatnym/jasnym isabella i „podpalaniem” w kolorze kremowym, niebieskie oczy i zupełnie różowe nosy.
Albinos, żeby być albinosem musi wyglądać następująco : musi mieć białe → a właściwie zupełnie bezbarwne futro, kompletnie różowy nos, różowe krawędzie powiek, niebieskie oczy i różowe poduszki.
”Doberman albinos” (za stroną : http://homepage.usask.ca/~schmutz/white.html : „Some people call white Dobermans „albino”. This coloration is inherited in a recessive manner, as is classic albinism. We recently studied the DNA sequence of tyrosinase in such dogs, (and blue and Isabella Dobermans), and found no mutation in the coding sequence of this gene. Another gene called „P” may be the cause of the white coloration in Doberman Pinschers because this gene has also caused other forms of albinism in other animals”). W skrócie : po przeprowadzeniu badań nie znalezniono mutacji, która pozwliłaby naukowcom określać te psy mianem albniosów… Chyba wychodzi na to, że naukowcy wciąż jeszcze nie wiedzą JAK NAZYWAĆ ten ”kolor” i być może dlatego w publikacjach dotyczących zaburzeń pigmentacyjnych pojawia się określenie ”forms of albnism”… – i porównanie ”albinosa” z kolorowymi dobkami :

1312361150_98e24abc0cHPIM0936.JPG

Montydayone011rottivaler

dobiecolors – na tym zdjęciu mamy pełną gamę kolorowych dobermanów – na foto nie ma ”albinosa”, bo albino to zaprzeczenie koloru ! Kolor niebieski i isabella są kolorami niehodowlanymi – psów w tym umaszczeniu się nie rozmnaża (oczywiście robią to debile produkujący chore albinosy, które reklamują jako ”białe dobermany” – coż 😦 są hieny, żądne robienia kasy na absolutnie wszytskim…)

*Pamiętajmy też, że na zdjęciach oczy psów blikują w określony sposób : niebieskie oczy na czerwono, brązowe i bursztynowe na żółto, a żółte na zielono.
Ostatnia możliwość wynika z faktu, że niebieskie oczy mogą być powodowane działaniem zupełnie osobnego genu nie mającego związku z umaszczeniem psa. Ten gen jednakże jest rzadki. Podobno występuje u Borderów, ale głównie jest obserwowany u Husky. Husky może mieć jedno lub oboje oczu niebieskich niezależnie od koloru sierści. Niebieski kolor oczu występuje w wariantach od prawie białego do błękitnego jak niebo. Efekt błękitnych oczu, robi szczególnie duże wrażenie, kiedy obserwuje się go u czarnych psów.
W przypadku psów z kompletnie wybarwionymi nosami i czernią dookoła oczu (pigmentowanymi krawędziami powiek), jedynym wytłumaczeniem błękitu oczu jest, że za ich kolor odpowiada czynnik inny od tego odpowiedzialnego za umaszczenie i pigmentację (jej zakres).

Bursztynowe oczy :
Bursztynowe oczy pojawiają się zazwyczaj, kiedy eumelanina jest rozjaśniona/rozcieńczona albo zmodyfikowana przez geny recesywne serii B albo D. Innymi słowy, wszystkie wątróbkowe psy (bb) mają bursztynowe oczy, a niebieskie i isabellowate (dd). Czasami psy z czarnym pigmentem także mają bursztynowe oczy, ale generalnie znajduje się je tylko przy umaszczeniach wątróbkowych i rozcieńczonych/rozjaśnionych (dilute). Bursztynowe oczy wahają się od jasno brązowych do żółtych, żółto-zielonych, albo szarych.

(U niektórych „kolorowych” ras zdarzają się wyjątki od tej „generalnej” reguły → np. Alano Espaniol . Bursztynowe, czy wręcz żółte oczy występują u nich bardzo często niezależnie od umaszczenia. Być może, jak w czwartym przypadku oczu niebieskich, istnieje jakiś osobny gen odpowiadający za jasne (mało intensywne) wybarwienie tęczówki oka…)

NOSY (http://abnormality.purpleflowers.net/genetics/noses.htm) :
„Butterfly” albo „parti” :
O „motylkowym” nosie mówimy, kiedy pies na skórze nosa ma jasnoróżowe plamki/kropki. Te wzorki są nierównomiernie/przypadkowo rozłożone i mogą pokrywać dowolną powierzchnię nosa, od małej różowej kropki, do prawie całego nosa. Czasem „motylkowe nosy” występują u psów extreme white spotting (jak Boksery, Bullterriery Angielskie, i Dogo Argentino, mieszańce APBT) ale zazwyczaj są powiązane z merle. Nie wszystkie merle mają „motylkowe nosy”, chociaż podwójne merle i normalne merle z mniejszą ilością ciemnych wzorów niż zazwyczaj, są bardziej podatne na wystąpienie „motylkowych nosów”. „Motylkowe nosy” są często spotykane u Dogów Niemieckich Arlekinów. „Motylkowe nosy” powstają, kiedy w części nosa nie ma/brak jest pigmentu (różowy kolor jest wynikiem braku pigmentu). Gen merle rozcieńcza dowolną część/ilość pigmentu w okrywie włosowej i nosie, tworząc szare strefy w umaszczeniu i różowe strefy na nosie. Dog Niemiecki Arlekin, ma dodatkowy gen, który rozcieńcza szare strefy merle do białego, więc to ekstra mocne/silne rozcieńczenie oznacza, że Arlekiny są wyjątkowo podatne/narażone na motylkowe nosy. Te nie różowe strefy na nosie mogą być wątróbkowe, niebieskie albo isabellowate jeśli pies jest bb (wątróbka) i/albo dd (dilute → maść rozcieńczona). Psy z maścią wątróbkową i isabellowatą często mają bardzo jasne nosy, czasem jasno różowe, więc motylkowe nosy mogą nie objawiać się u wątróbkówych albo isabellowatych merle (nos może być po prostu zupełnie różowy)

Przykłady :

60243126_1 1258129252677_f zentauro large7160243126_2

mail

Dudley nose” : Czasami w niektórych rasach takich jak, Bullterrier Angielski terminu „dudley nose” używa się by opisać psa z różowym nosem powiązanym z dużą ilością bieli na pysku. Jednakże zazwyczaj chodzi o psy z utratą pigmentu na nosie. Generalnie utrata pigmentu w przypadku nosa „dudley” sprowadza się do braku pigmentu na środku nosa, i rozchodzeniu się tego braku, który u niektórych psów obejmuje prawie całą powierzchnię nosa. Utrata pigmentu powoduje, że nos staje się jaśniejszy w strefach, w których występuje brak, aż do barwy dull pink → matowo różowej. Nos dudley nigdy nie traci całego pigmentu i nigdy nie jest tak różowy, jak motylkowy nos albo różowy nos występujący u psów wątróbkowych. Dodatkowo w przypadku nosa dudley zawsze obecna jest ciemniejsza strefa krawędzi nosa. Nosy dudley generalnie widywane są tylko u psów z intensywnie czarnymi nosami, z tego powodu, że jaśniejszy pigment wątróbkowego, isabellowatego i niebieskiego umaszczenia, powoduje, że utrata pigmentu jest bardzo trudna do zauważenia/wychwycenia.
W przypadku psa z fotki poniżej warto zwrócić uwagę zarówno na jego nos, jak i jasne oczy… (Ten pies to, o ile nie 100% DA, przynajmniej mix dogo z APBT

5667527842_633de6147f-1

„Snow nose” : Znany także jako „zimowy nos”, to nos „dudley”, który pojawia się w okresie zimowym, albo jako efekt stresu lub innych czynników. Nos „dudley” jest permanentny (występuje zawsze – wybarwienie nie ulega zmianie), a nos „zimowy” jest zjawiskiem sezonowym.

Psy wątróbkowe (bb) i rozcieńczone (dilute) wątróbkowe czyli isabellowate (dd) mają nosy w kolorze od głęboko/mocno brązowego do różowego. Jest genetycznie niemożliwe, żeby wątróbkowy pies miał czarny albo niebieski nos.
Psy błękitne (dd) mają nosy w kolorze od jasno szarego do prawie czarnego. Jest genetycznie niemożliwe aby niebieski pies miał brązowy nos. Jednakże należy zauważyć, że czasami szare psy nie muszą mieć genu rozcieńczającego (dilute). Najwidoczniej „błękitny” pies może mieć czarny nos i ciemne oczy, ponieważ w rzeczywistości będzie czarnym psem z genem szarzenia/siwienia, a nie właściwym/typowym błękitnym w wyniku działania genu dilute. Czasami też „niebieskie” psy mogą być bardzo ciemne i ich sierść i nos mogą wydawać się prawie czarne. Czasem może być ciężko jednoznacznie stwierdzić, czy pies jest czarny czy błękitny.
Taki ciekawy przykład :

silverlab

Brązowa pigmentacja nosa i fafli, zamiast wymaganej czarnej → osobniki homozygotyczne pod względem genu B (bb), nie posiadają czarnego pigmentu (typowy to Lablador i Pitbull „Red Nose”)

Poniżej przykłady białych psów z wadliwym brązowym (rozjaśnionym) pigmentem (wszytkie, poza pierwszą, fotki pochodzą z DeafDogsRock i psy ze zdjęć są głuche) i jasnymi oczami (od brązowych, jasno żółte -”księżycowe”).

30-11045132_621185794558226_2030584430_n

7247_584249734918499_699045698_n294897_604413862902086_737468594_n 207113_596347113708761_1112854038_n

***

Locus T i Dogo Argentino → czyli o tzw. ticking.
Ticking manifestuje się poprzez pigmentację włosów i jest bardzo specyficzny → czasem pojawia się i znika.

Zdarza się czasem u Bulterierów i jest także możliwy u Dogo Argentino (wpływ Ponitera) → ticking to te ”widoczne niewielkie obszary z kolorowymi włosami”, o których, jako o wadzie wspomina wzorzec rasy. Obecność ticking nie ma negatywnych, zdrowotnych konsekwencji i jest czysto kosmetyczną wadą.
Czy plamy pigmentacyjne, plamy na skórze Dogo Argentino to ticking ? → Nie : plamy na skórze występują zawsze u białych psów. Wynikają z działania tego samego genu lub genów, które odpowiadają za (wzorcową) pigmentację nosa, krawędzi powiek, warg i poduszek. Brak pigmentu na skórze (plam pigmentacyjnych) może być powodowany silną ekspresją allelu sw, może także być rezultatem działania, lub współdziałania innych genów.
Pigment z biegiem lat się intensyfikuje, dlatego im starsze dogo, tym lepiej widoczne są na nim piegi
Jaskrawy przykład ticking u pointera :

blackpointer

***

Wnioski :

Białe „za wszelką cenę” dogo były, są i będą -z założenia- skazane na uszkodzenia słuchu. Wymóg przeprowadzania obowiązkowych badań słuchu dla wszystkich psów, które miałby zostać użyte w hodowli (jak i badań pod kątem dysplazji przeprwadzonyh po ukończeniu przez psa 18-22 miesiąca życia), o wprowadzenie którego powinni starać się wszyscy miłośnicy rasy, to minimum, które musi spełniać każdy etyczny hodowca. Skoro nie ma obowiązku narzuconego przez np. ZKWP, sami hodowcy powinni starać się niwelować zagrożenie niedosłuchem poprzez badanie swoich hodowlanych dogo.

Nazewnictwo, którym wciąż posługuje się spora liczba, hodowców, sędziów i posiadaczy dogo, zawiera błędy logiczne → niewłaściwą metodę rozumowanianomenklaturę nie mającą odbicia w rzeczywistości :
To nie kolor jest „łatą” u Dogo Argentino, a bielbłędnie traktowana przez twórców wzorca jako kolor bazowy. Dziś jest jasne, że dogo jest kolorowym psem z wielką białą łatą. Wzorzec nie odnosi się do aktualnego stanu wiedzy (rzeczywistości) i już samo to daje prawo do żądania przeprowadzenia w nim zmian (Tych dotyczących umaszczenia – z naukowego punktu widzenia naprawdę nie ma znaczenia to, że pies ma kolor w okolicach ogona, albo na łopatce, dalej jest swsw o ile kolor na jego ciele nie przekracza 15%).

Duża/poważna wada”, to wada zdrowotna lub rozwojowa, która warunkowana jest genetycznie. Obecność niektórych cech fenotypowych, które mogą świadczyć o jakimś schorzeniu, jest POWAŻNĄ WADĄ.

I teraz „pigmentacyjnie” nawiązując do aktualnie obowiązującego wzorca : OBIEKTYWNIE, w oparciu o wiedzę/fakty, a nie „widzi-mi-się”, za (aktualnie obowiązującym) wzorcem :

WADY DUŻE :

Słaba pigmentacja nosaTAK

Zbyt jasne okoTAK

Nadmierna pigmentacja skóry u młodych psówNIE. Za pigmentację skóry odpowiadają te same geny, które dają prawidłowe wybarwienie tęczówki, krawędzi powiek, nosa, krawędzi fafli i poduszek. Tak więc „obfita pigmentacja skóry” może być traktowana jedynie jako WADA KOSMETYCZNA, a faktycznie POWINNA BYĆ TRAKTOWANA JAKO ZALETA.

Niewielkie plamki zabarwionej sierściNIE. Ponieważ ticking to wada kosmetyczna i nie niesie w sobie żadnych negatywnych dla zdrowia psa i jego potomstwa konsekwencji. (Inaczej rzecz ma się z brakami pigmentu…)

WADY DYSKWALIFIKUJĄCE :

Nos bez pigmentacjiTAK (+ nos nie w pełni wypigmentowany, o którym niestety wzorzec w tej chwili nie wspomina jako o wadzie dyskwalifikujacej…)

Jasno niebieskie oczy, oczy różnobarwneTAK

GłuchotaTAK

Łaty na tułowiu. Więcej niż jedna łata na głowieNIE. Szczególnie łata na głowie jest pożądana, zwłaszcza kiedy obejmuje obszary blisko ucha/uszu, lub wręcz ucho, a jeszcze lepiej dwoje uszu.

Pies rasowy tym różni się od kundla (który posiada wypadkową cech typowych dla psa domowego, z których żadna nie przeważa na pozostałymi), że jego „rasowość” szczególnie predysponuje go do wykonywania określonych czynności. Twórcy rasy skupieni byli na „podbijaniu” określonej cechy/umiejętności występującej u psa poprzez systematyczną selekcję, czyniąc w ten sposób z psów danej rasy, specjalistów w konkretnej (czasem w kilku) dziedzinie. To rasa czyni z psa tropiciela, zaganiacza, szczurołapa albo aportera. Ktoś chcący mieć psa rasowego oczekuje, że jego pies będzie przejawiał cechy typowe dla rasy, że w danej dziedzinie będzie specjalistą. Psi kaleka → pies z upośledzonym zmysłem, takim specjalistą być nie może. Osoby obarczające kogoś, kto chce mieć rasowego psa, psim inwalidą, postępują wyjątkowo nieetycznie i podle. Z jednej strony przekazując nowemu właścicielowi upośledzone zwierzę, odbierają jego opiekunowi znaczną część radości (i komfortu !) wynikającą z posiadania (zdrowego) psa, a z drugiej odbierają innemu, w stu procentach sprawnemu psu, szansę na trafienie do kochającego domu. Równocześnie taki pozornie dbający o dobro zwierząt hodowca (nie usypia upośledzonych szczeniąt, bo „małe pieski są takie śliczne i tak głęboko patrzą w oczy”), wymusza na nowym właścicielu konieczność wypracowania skutecznej (?) metody kontroli nad niedosłyszącym, bądź głuchym psem, oraz sprowadza na niego ryzyko związane z „Rage Syndorme”. Nieuczciwość takich hodowców polega również na tym, że sprzedają miłośnikom danej rasy psy dosłownie specjalnej troski. Tacy hodowcy wydają się nie pamiętać, albo zupełnie ignorują fakt, że psiego inwalidy nie trzeba kupować (a już szczególnie nie uczciwie jest, będąc hodowcą, żądać za niego zapłaty, przekraczającej koszty poniesione na szczepienia upośledzonego pieska). Psiego inwalidę (z dowolnym ograniczeniem), osoby chcące ponosić określone ryzyko, mogą adoptować ze schroniska, a pieniądze, które trafiłyby do rąk tzw. hodowcy, można w imię autentycznej miłości do zwierząt, przekazać na zakup pokarmu dla przebywających w schronisku, z którego adoptuje się psa, zwierzaków.

Jeżeli ktoś miałby ochotę podważyć powyższe, to proszę o merytoryczną argumentację opartą o badania naukowe. (Aby ułatwić życie osobom czytającym temat, które nie znają języków obcych , uprzejmie proszę o zamieszczanie tłumaczeń na język polski i wklejanie linków do oryginalnych opracowań jako uzupełnień). Przy okazji badań naukowych… Chcę wyraźnie zaznaczyć, że dokąd osoba zajmująca się hodowlą psów rasowych (lub planująca to w przyszłości), psów „białej” rasy, których umaszczenie spowodowane jest zupełnym brakiem pigmentu we włosie, jak to ma miejsce w przypadku Dogo Argentino, czyli działaniem LOCUS S („białe” psy, za których umaszczenie odpowiada LOCUS C, są „białe” jedynie pozornie, w ich sierści jest pigment, a psy te mają umaszczenie śmietankowe lub popielate), nie bada swoich psów pod kątem występowania u nich głuchoty, lub częściowego upośledzenia słuchu, nie ma moralnego prawa kwestionować powyższych informacji.
Dodatkowo chcę przypomnieć, że przeprowadzanie testu BAER u psów „białych ras” takich jak Dogo Argentino, Bullterrier Angielski i Dalmatyńczyk (a także psów z umaszczeniem merle), jest w dzisiejszych warunkach standardem, wymogiem, który musi spełniać etyczny hodowca, chcący działać dla dobra rasy, którą sobie upodobał, i także w najmniejszym stopniu nie uprawnia do podważania ustaleń genetyków.

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora jest zabronione.

_____

ZAPRASZAMY NA http://www.facebook.com/zuzpasjaodogoargentino