Archiwa tagu: VPPC

CO WIADOMO O POLOWANIU Z DOGO ARGENTINO NA TERENIE EUROPY? CO TO JEST MONTERIA? JAKA JEST ROLA DZIKARZA W POLSKIEJ TRADYCJI ŁOWIECKIEJ? CZY EWENTUALNE ZAGROŻENIE PATOLOGIĄ PSEUDO.MONTERII W POLSCE TO TEMAT TABU?

Tak jak artykuł poświęcony Fila Brasileiro nie był pisany z myślą jedynie o posiadaczach i entuzjastach ”brazylijskich filetów”, tak i dzisiejszy tekst nie jest skierowany jedynie do posiadaczy i entuzjastów Dogo Argentino.

Podobno to wcale nie jest tabu

Jest parę rzeczy, o których (nie dość, że w rozmowach z hodowcami, to także) w polskim dogo-necie, używając eufemizmu, nie mówi się otwarcie. Rzeczy wzbudzających żywe zainteresowanie, a nawet emocje u ”dogomaniaków”, powodujących dodatkowo, że do białej presy z Argentyny ”kleją się” ludzie, którzy (zwłaszcza) od tego rodzaju psów powinni trzymać się z daleka. Jeśli jako jeden z tych skrajnie oczywistych, a niewygodnych tematów typujecie proceder nielegalnego cięcia uszu, to macie rację. Sierpień i wrzesień, wtedy najwięcej wejść mają teksty dotyczące kopiowania, cięcia psich uszu i bloga szturmują wracający z urlopów cwaniacy, właśnie w tym czasie odbierający szczeniaki z hodowli i szukający sposobu na upierniczenie swoim nieszczęsnym psiakom uszek w Polsce*… Jedną z tych ważnych, acz otwarcie nieporuszanych kwestii jest też bezrefleksyjne rozmnażanie byle jakich (mówiąc najdelikatniej) psów i to przy pierwszej nadarzającej się okazji – problem dosyć powszechnie dotykający wiele różnych ras. Cóż, prawdą jest, iż przekonanie, że ”ekspertem od danej rasy można być dopiero po tym, jak odchowa się miot”, zrobiło kuku w łby wielu osobom, które dziś pykają miot za miotem przekonane, że na tym właśnie polega ”hodowla psa rasowego”. I poza tym, że rozmnażają psy, ci ludzie nie robią ”dla rasy” przez siebie wybranej, absolutnie nic. ”Eksperci” tego rodzaju, wypowiadać się mogą, owszem. Ale tylko na temat tego jak u nich wyglądało owo ”odchowywanie miotu” i to pod warunkiem, że nie zawalili sprawy. I że w ogóle umieją się wypowiedzieć. (Występy co poniektórych z ”hodowców” w social media pokazują, że z tym bywa kiepsko.) Jednak, choć nieustannie wzrastająca liczba ”rozmnażaczy” mieniących się ”hodowcami”, ”rozmnażaczy” przypadkowych psów o równie przypadkowych i najgorsze, że niewiele się od siebie różniących rodowodach, jak i obsesja ciętych (nielegalnie) uszu rzeczywiście dużo mówią o niektórych właścicielach min. dogo, o ich gotowości, determinacji takich ludzi do korumpowania nieetycznych weterynarzy i/lub namawiania do łamania prawa ”kolegów/koleżanek” czysto hobbistycznie ”zgrabnie posługujących się skalpelem” etc., tym razem chciałabym rozwinąć temat z zakresu kynologii łowieckiej. Konkretnie fascynacji polowaniem z Dogo Argentino, które od zawsze rozpala wyobraźnię co poniektórych, a mimo to zawsze mówi się o nim półsłówkami i jakoś tak nieoficjalnie. A co najgorsze, że bez refleksji dotyczących tego, czy podniecający się ”łowieckim instynktem” dogo ”entuzjasta rasy”, który właśnie zapłacił tzw hodowcy kilka tysięcy za szczeniaka, choćby w najmniejszym stopniu ”ogarnia”, co sobie wziął na łeb…

Wypada w końcu ”opowiedzieć temat”, do którego nie lubią zbliżać się, jak krowa do ogrodzenia pod napięciem, ”entuzjaści i hodowcy rasy” na ślepo szukający poprzez social media klientów na szczeniaki. Wypada tym bardziej, że można zrobić to opierając się min. o materiały prasowe naprawdę łatwo dostępne (wystarczy chcieć). I dlatego, że ”oswajając” zagadnienia związane z ”polowaniem” z dogo, można upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu; nie tylko rozbroić tabu i wprost wymienić ”nadużycia” w rodzaju ”puszczania dogo luzem w las, żeby się >dziczkiem< sprawdził i/lub za >sarenką< wybiegał”, ale i wyświetlić przyszłym potencjalnym właścicielom dogo ”trudne sprawy” tak, by naprawdę rozumieli na co się porywają i by szczerze rozważyli czy naprawdę są w stanie sprostać Dogo Argentino.

Więcej: należy zająć się tym tematem właśnie po to, by ci potencjalnie przyszli właściciele dogo podejmowali świadome decyzje. By przestali kierować się pierdołami z fejsbuka i zaczęli naprawdę myśleć, bo nie trzeba się bać myśleć – myślenie nie boli. I jest bardzo ważne, by myśleć, gdy ”chcę mieć psa”/”chcę rozmnażać psy” dotyczy rasy będącej ”przeszczepem kulturowym”, rasy nierozumianej i w praktyce nijak mającej się do mentalności ów ”przeszczep” przyjmujących. Istnieje typ ludzi, którzy, gdyby tylko dać im taką możliwość, zakupywaliby oryginalne japońskie katany w oczekiwaniu, że w rozsmarowywaniu masła na chlebie samurajskie miecze sprawdzać się będą lepiej lub co najmniej tak samo dobrze, jak swojskie noże do masła – no, a przy tym jaki fejm można zdobyć na FB: ”Mam katanę i bawię się nią w kuchni”… I ten typ ludzi szczególnie nie nadaje się dla Dogo Argentino, a jednak coraz częściej to właśnie oni wybierają dogo na psa dla siebie.

”Pobudzający wyobraźnię”, niby ”doskonale rozumiany” temat ”specyfiki rasy” w rzeczywistości wcale nie jest rozumiany przez napalających się na białą presę – bo tak właśnie jest: na te psy coraz częściej ludzie się napalają, zamiast ”podejmować świadome decyzje o przyjęciu na siebie odpowiedzialności za Dogo Argentino”.

Zatrzaśnięcie się w postrzeganiu psa tylko i wyłącznie przez pryzmat jego ”rasy”, a raczej w wyobrażeniach, gusłach i legendach na temat rasy, przy równoczesnym całkowitym ignorowaniu, że i Dog Argentyński należy do gatunku canis familiaris, determinuje przekonanie tego rodzaju właścicieli na temat tego, jakie cele w wychowaniu psa są ”możliwe do osiągnięcia” oraz znacząco ogranicza ich poczucie odpowiedzialności za zachowanie ich psa i jego nawyki. A samooszukiwanie się części z właścicieli dogo, iż posiadają predyspozycje, które pozwolą im ”okiełznać” te najtrudniejsze do przepracowania ”słabostki” dogo, dopełnia obrazu nędzy i rozpaczy.

Tak, tak, są wyjątki (ci przygotowani od A do Zet, tak na serio przygotowani). Ale ja będę generalizować, bo nie będę w tym wpisie mówić o wyjątkach, bo to nie wyjątki nakłoniły mnie do przygotowania tego wpisu. Wielokrotnie czytałam w tych ”wstępnych” wiadomościach kierowanych do mnie przez posiadaczy ”dogo z problemami”, że ”decyzja o wyborze rasy była przemyślana i świadoma”. Prawda jednak jest taka, że gdyby decyzja o wyborze Dogo Argentino na domownika była ”przemyślana”, ludzie ci nie ”przejeżdżaliby na wszystkich czerwonych światłach” i nie zderzaliby się z konsekwencjami swojego NIEPRZEMYŚLANEGO postępowania. Zamiast tego konsekwentnie, na bieżąco budowaliby relację z psem. Nie budziliby się ”z ręką w nocniku”; byliby czujni, po prostu uważni, myśleliby i mieliby przygotowane (przemyślane) scenariusze pracy z psem, i po prostu wybieraliby ten, który w przypadku ich dogo – tego bardzo konkretnego osobnika – sprawdza się najlepiej.

Trącące potężną ”shchizą” przedstawianie rasy Dogo Argentino w social media zarówno jako ”bezkonkurencyjnego łowcy i towarzysza codzienności macho’menów lub ambitnych kobietek, które nie dają sobie w kaszę dmuchać”, przy równoczesnym lansowaniu dogo jako ”jeszcze jednego, TYLKO ŻE ZUPEŁNIE BIAŁEGO molosa”, spowodowało, iż wiele osób (z tzw hodowcami włącznie) zapomniało jaka jest specyfika tej rasy i DO CZEGO, PO CO TA RASA POWSTAŁA. Że są to psy o niezwykle silnym charakterze, który zdradzają już jako szczenięta, min. walcząc zaciekle z miotowym rodzeństwem. Że w przypadkowych rękach, nieodpowiednio prowadzone stają się psami ponadprzeciętnie niebezpiecznymi. A bijący od nich spokój, oglądany na fejsbukowych fotkach, to wrażenie, które łatwo może prysnąć podczas wizyty w hodowli lub w trakcie wystawy, gdy psa z pozowanego i skrupulatnie wybranego do publikacji zdjęcia, ogląda się live. Gdy widzi się go w kojcu lub poza nim, w ”interakcji” z obcym psem lub człowiekiem. Albo też, gdy obserwuje się takiego psa ”na spacerku z pańcią/pańciem”, w ”akcji”, gdy ”reaguje” np. właśnie na innego psa…  Lub, zmienia się nastawienie, gdy już się jest posiadaczem dogo, którego chętnie i często pokazuje się znajomym z FB na ”uroczych fotkach”, ale któremu nie ufa się, gdy wchodzi na kanapę i zajmuje miejsce obok… Wreszcie zapomniano także o tym, że dogo potrzebują nie tylko ”wychowania”, ale przede wszystkim autentycznej więzi ze swoim człowiekiem-przewodnikiem – bo bez niej z ”wychowywania” nic nie wyjdzie.

Karygodne jest, że z potencjalnymi przyszłymi posiadaczami dogo nie mówi się tzw otwartym tekstem o tym co najważniejsze: o przeznaczeniu rasy i konsekwencjach, które owo przeznaczenie z sobą niesie. Że ”trend” jest taki, że szukając klienta nie zwraca się uwagi na to czy ów klient posiada predyspozycje do tego by sprostać Dogo Argentino. Że klienta za wszelką cenę zachęca się do zakupu, zamiast uświadamiać go czego może się spodziewać, bez owijania w bawełnę, opowiadając mu o trudnościach wiążących się z braniem na siebie odpowiedzialności w postaci psa tej rasy. Że roztaczając przed klientem wizję, iż ”właściwie argentyn to taki molos, tylko biały”, ”zapomina się dodać”, że zgodnie z klasyfikacją ”jedynie słusznej” Fédération Cynologique Internationale (FCI), dogo to jedyny na świecie myśliwski molos…

Fakt, że w ”paru” krajach rasa jest zbanowana a w innych utrzymywanie dogo podlega drastycznym restrykcjom, wydaje się dodatkowo działać na wyobraźnię części ”entuzjastów” białej presy z Argentyny – no, najwyraźniej nie ma to jak ”pies rasy uznawanej za agresywną”… Co gorsza tzw hodowcom – których co rusz przybywa – zdaje się zupełnie nie przeszkadzać a może po prostu jest im na rękę, absolutnie żenujący stan prawny dotyczący utrzymywania u nas psów ras uznawanych za agresywne i to, że w Polsce praktycznie każdy ”Czesio” albo ”Czesia” mogą sobie kupić Doga Argentyńskiego i nikt nawet (żaden Urząd) nie zainteresuje się czy mają/mieli kiedykolwiek problemy z prawem (skazujące wyroki za pobicia, rozboje, czy ”choćby tylko” założono im niebieską kartę, jako sprawcom przemocy w rodzinie…)

Zdumiewa mnie, że posiadacze argentynów zaskoczeni tym, że i jak szybko ”stracili panowanie nad sytuacją”. I przyznaję, że niejednokrotnie opada mi szczęka, gdy słucham w jakich okolicznościach ludzie ci jeszcze wciąż nie orientowali się, że mają poważny problem ze swoim białym i że nie reagując na pewne zachowania na wczesnym etapie, gdy tylko pies zaczął je przejawiać, sami kreują sytuację, która bardzo szybko ich przerośnie. Niektórzy ”na klatę” biorą uwagi o swoim ”niepokalaniu myślą”, inni wymiękają i się obrażają. Jedni pozostają w kontakcie, inni nie. Jedni, po tym jak wprowadzają określone zmiany do swojej relacji z psem, dzielą się swoją satysfakcją z tego, że udało im się przepracować problemy, że niektóre zniknęły zupełnie a inne stały się znacząco mniej uciążliwe. Inni zamykają psy w kojcach albo się ich pozbywają, przerzucając problem na osoby trzecie. Ile dogo poddawanych jest w Polsce eutanazji z uwagi na wybujałą agresję? Czy są u nas takie przypadki? Choć prawo polskie oraz wielu innych krajów (nie tylko) UE tego zabrania, jak pokazują social media, można ”po cichu”, w jakimś kręgu ”krewnych i znajomych królika”, kopiować psu uszy, a czy można go ”po cichu” wysłać za tzw tęczowy most, korzystając z tych samych znajomości? Nie istnieje żaden rzetelny rejestr danych dotyczących populacji Dogo Argentino w Polsce, więc…

Z każdej z tych napisanych do mnie przez posiadaczy ”problematycznych psów” wiadomości, potem z każdej z odbytych z nimi rozmów, bije jedno: kompletne nieprzygotowanie tzw hodowcy do bycia hodowcą, a w efekcie brak troski tzw hodowcy o przygotowanie przyszłego właściciela do sprawowania nie tylko opieki, ale przede wszystkim kontroli nad psem.

Dog Argentyński to nie jest rasa dla każdego. Nie można decydować się na psa tej rasy pod wpływem kaprysu, chwilowego impulsu i tylko ze względu na wygląd dogo albo ”legendę” i ”fejm”. 

Niezrozumienie, ”nieczucie” rasy powoduje, że powszechnym jest stosowanie przez część posiadaczy dogo, za każdym razem, gdy ich pies zachowa się agresywnie, nieadekwatnie do sytuacji, ”mantry” bezwzględnie obnażającej bezrefleksyjność lub po prostu głupotę: ”To taka rasa, one tak mają, że” Coś Tam… Powtarzają to zdanie w różnych wersjach na głos albo w myślach aż do chwili, w której ich własny pies, wobec nich samych lub ich dziecka zachowa się w sposób agresywny. I to tak jednoznacznie agresywny, że ludzie ci zaczynają się bać swojego Dogo Argentino. Wtedy (ojej!) owa ”mantra” jakoś traci dla nich ”sens”… (Co czasem oznacza, że najpierw ”po cichutku”, wśród ”zaufanych znajomych”, a potem bardziej otwarcie, taki ”pies szuka nowego domu”.) Ale do tego krytycznego, wszystko zmieniającego momentu, jako alibi dla wszelkich ”nieprawidłowości” w zachowaniu psa, tacy właściciele stosują frazy z użyciem haseł takich jak: ”typowy temperament”, ”ma mocny charakter”, ”nie jest miękki”, ”instynkt łowiecki”, ”rasa myśliwska”, ”rozładowywanie instynktu”, ”To taka, rasa, one tak mają, że”… etc. Potrzebne jest inne nastawienie. 

No, to jedziemy

Z całą pewnością ”polowaniem z Dogo Argentino” nie jest ”puszczanie go luzem w las, żeby się z >dziczkiem< sprawdził lub za >sarenką< wybiegał” ani szczucie go na wolno żyjące koty czy inne zwierzęta – takie zachowanie, poza tym, że jest niezgodne z prawem, to po prostu skrajnie nieodpowiedzialne …urestwo. Tak więc ”użytkowy Dogo Argentino”, to jaki? ”Cechy typowe dla rasy”, to jakie to cechy? ”Prawidłowy temperament”, jaki to ma być temperament? ”Rozładowywanie instynktu”, jakiego konkretnie instynktu? Jaki jest ten ”główny” instynkt u Dogo Argentino i jak go ”rozładowywać”? Niby wszyscy, wszystko wiedzą, ale kiedy przychodzi co do czego, jakoś nikt… nie umie zreferować tematu. I robi się dosyć ”schizoidalnie”…

Aby rozprawić się z tabu ”polowań” oraz rzeszą bzdur, które ”nieogarnianie” przez posiadaczy psów tej rasy zagadnienia ”użytkowości” w odniesieniu do Dogo Argentino za sobą niesie, zebrałam dla was, podkreślam: swobodnie dostępne informacje w jednym wpisie. A ponieważ w wielu miejscach dzisiejszego artykułu zdecydowałam, iż właściwym będzie pozostawić oryginalny tekst w języku obcym, artykuł sprawiać może wrażenie dłuższego niż jest w istocie. Na jego końcu, w porządku, w którym w tekście pojawiają się poszczególne cyfry i numery, umieściłam linki do źródeł.

Sięgnijmy do archiwum

W listopadzie 2014 roku w brytyjskim The Telegraph ukazał się artykuł autorstwa Roryego Mullhollanda, zatytułowany ”France’s wild boar hunting condemned as a ‚bloody spectacle from another age[1], czyli dosłownie: Francuskie polowanie na dzika potępione jako ”krwawy spektakl z innej epoki”.

W artykule tym możemy przeczytać, iż animal rights activists, czyli aktywiści na rzecz praw zwierząt are up in arms about a form of „hunting” that is becoming increasingly popular in France that involves releasing a wild boar into an enclosure and setting Argentinian hunting dogs loose to chase and kill itsą ”wkurzeni” i gotowi są walczyć z formą ”polowania”, która staje się we Francji coraz bardziej popularna, a polega na wypuszczeniu dzika do na ogrodzony teren i spuszczeniu na niego argentyńskich psów myśliwskich, tak aby go ścigały, dogoniły i zabiły. Przetłumaczę wam ten artykuł, dorzucając (w kolorowych nawiasach) uwagi, które na bieżąco będą mi się nasuwać.

Fans of the practice are believed to be coming to France from abroad to partake in the events that pit the powerful Dogo Argentino, a mastiff which was used to hunt pumas in Argentina, against boars that stand little or no chance of surviving – Uważa się, że fani tej praktyki przyjeżdżają do Francji z zagranicy, aby uczestniczyć w wydarzeniach, które w zamkniętej, oddzielonej ogrodzeniem strefie (swego rodzaju arenie/ringu, gdyż to oznacza użyte w artykule słowo ”pit” – pamiętacie Teriery Typu Bull, nazywane PITami, prawda?) lokują potężnego Doga Argentyńskiego, mastifa, który był używany do polowania na pumy w Argentynie i przeciwko dzikom, które mają nikłą lub żadną szansę na przeżycie. (Z tym ”mastifem” mocno bym polemizowała, bo dogo to presa, czyli pies trzymająco-chwytający, którego budowa fizyczna ani konstrukcja psychiczna nie odpowiadają temu co kryje się w słowie ”mastiff” [pomimo tego co czasem można zobaczyć na wystawach i/lub fejsbukowych profilach niektórych z tzw hodowców], ale rozumiem, że w niektórych publikacjach, także stricte kynologicznych stosowana jest nazwa ”Argentinian mastiff”, co wprowadza w błąd osoby niezaznajomione z rasą i niezwracające uwagi na problem, delikatnie mówiąc ”nietrafionego” przypisania Dogo Argentino do grupy II wg klasyfikacji FCI, będącej najbardziej znaną międzynarodową federacją kynologiczną – wrócę jeszcze do tego wątku w dzisiejszym tekście)

Aspas animal rights group says it does not have figures to show how widespread such events are, but believes they take place regularly and are growing in popularityGrupa ds. praw zwierząt ASPAS (Association for the protection of animaux sauvages – Stowarzyszenie na rzecz ochrony dzikich zwierząt)[2] twierdzi, że nie ma danych liczbowych pokazujących, jak rozpowszechnione są takie wydarzenia, ale [mimo tego] uważa, że odbywają się one regularnie i zyskują na popularności.

It said there were three recent combats in the Var department in Provence alone and condemns the practice as a “bloody spectacle from another age”Powiedziano (jak rozumiem chodzi o przedstawicieli organizacji ASPAS), że w samym tylko departamencie Var w Prowansji, były ostatnio trzy combats, a więc boje/walki/batalie i ASPAS potępia tę praktykę jako ”krwawy spektakl z innej epoki”.

The legality of these events is a grey area in France. Kwestia legalności tych wydarzeń to szara strefa we Francji.

Hunting with dogs is banned across much of Europe – Polowanie z psami jest zakazane w wielu krajach Europy, including in Britain – w tym w Wielkiej Brytanii (nielegalne polowania z nagonką na lisa wciąż się w UK odbywają, o czym od czasu do czasu możemy przeczytać, tak więc i tam są równi i równiejsi), but in France it is still a popular pastime – ale we Francji jest nadal popularną rozrywką/sportem/hobby, as is bullfighting in the southern regions, and it faces little opposition from politicians or animal rights groups – podobnie jak walki byków w regionach południowych i napotyka niewielki sprzeciw ze strony polityków lub grup ds. praw zwierząt.

The hunts usually involve chasing deer or boar over open countryside or though forests, with the prey having some chance of escaping alive – Zwykle polowania polegają na ściganiu jeleni lub dzików przez otwarte tereny wiejskie lub lasy, a ofiara ma szansę uciec żywcem.

Aspas said it warned local authorities that an event involving Argentinian hunting dogs was about to take place in the Var earlier this month, but said officials made no attempt to stop it – Członkowie ASPAS powiedzieli, że ostrzegli lokalne władze, iż wydarzenie z udziałem argentyńskich psów myśliwskich miało się odbyć w Var wcześniej w tym miesiącu, ale urzędnicy nie podjęli żadnej próby jego powstrzymania.

The group has launched a civil lawsuit against persons unknown to try and put a stop these events whose organisers it believes are guilty of partaking in “illegal hunting” and causing “acts of cruelty to animals”. Grupa wszczęła cywilny proces przeciwko nieznanym osobom, aby spróbować powstrzymać te wydarzenia, których organizatorzy, jak wierzą przedstawiciele ASPAS, są winni udziału w ”nielegalnym polowaniu” i powodowaniu ”aktów okrucieństwa wobec zwierząt”.

We think it is clearly illegal,” the group’s legal advisor Ariane Ambrosini told the Telegraph – ”Uważamy, że jest to wyraźnie nielegalne” – powiedziała Telegraph radca prawny grupy, Ariane Ambrosini.

She said Aspas hoped to create a legal precedent that would see the practice banned – Powiedziała, że ASPAS ma nadzieję stworzyć precedens prawny, który zakazałby praktyki.

Elsa Nardini, the wife of the owner of one of the domains where such a hunt was recently held, dismissed criticism, saying that animal rights activists were simply opposed to all types of hunting and there was nothing illegal about using the Argentinian dogs – Elsa Nardini[3] żona właściciela jednej ze stref/jednego z obszarów/terenów w/na których ostatnio odbywały się takie polowania, odrzuciła krytykę, mówiąc, że działacze na rzecz praw zwierząt byli po prostu przeciwni wszelkim rodzajom polowań i nie było nic nielegalnego w używaniu argentyńskich psów.

She told Var Matin newspaper the boars were spared unnecessary pain and that if the dogs did not kill them immediately when they caught them, then hunters would step in and put an end to the animals’ suffering – Powiedziała gazecie Var Matin (niestety, z artykułów dotyczących dzików, polowań etc., dostępnych obecnie na internetowej stronie gazety, żaden nie dotyczy sprawy opisywanej przez The Telegraph), że dzikom oszczędzono niepotrzebnego bólu i że jeśli psy nie zabiją ich od razu, gdy je złapią, wtedy pojawią się myśliwi, by położyć kres cierpieniu zwierząt.

(Po wpisaniu na YouTube frazy ”Monteria, Dogo Argentino” itp. możecie znaleźć nagrania – co prawda nie z Francjidokumentujące ”pracę psów”, ”nadzorowaną” przez panów ”myśliwych”. Polecam jednak wyciszyć dźwięk, szczególnie, jeśli macie w pobliżu małe dzieci, by nie niepokoić ich oraz, generalnie, nie szukanie tych materiałów, gdy w pobliżu was są dzieci, bo nie chcecie zafundować dzieciakom przykrości lub szoku. Sporo z tych nagrań dokumentuje skrajne okrucieństwo wobec dzikiej zwierzyny; psy zamęczające prawie upolowane, bo ciągle jeszcze żyjące, świniaki. Psy, których nikt przed tym zamęczaniem nie powstrzymuje; świnie potwornie krzyczą, a psy po prostu tępo się w nie wgryzają, banda facetów w około stoi z telefonami w łapach i się cieszy z tego co ogląda. Zazwyczaj, w którymś momencie widać, że w końcu któryś z tych typów, gdy już napatrzy się na ”spektakl”, podchodzi do dzika i dobija go nożem (nie zawsze od razu, bo sporo z tych gości słabo ”obczaja” celność, co dobrze widać na części tych filmów). Te nagrania cieszą się popularnością, zapewne dla niektórych są źródłem inspiracji, może służą do czerpania wzorców zachowań(?)… Pozostaje mieć nadzieję, że francuska wersja tego ”sportu”, która monterią nazywana być nie może, bo w monterii psy ścigają zwierzynę na otwartym terenie, często przez wiele, wiele godzin i w oryginalnej monterii, w polowaniu, w którym w Argentynie biorą udział Dogo Argentino, nie do psa należy zabijanie zwierzyny – nikt więc nie może Francuzom zarzucić, że uprawiają monterię – jest nieco bardziej ”elegancka” niż ”rozrywka” znana z YouTube… )

She said that the practice was particularly popular among young people – Powiedziała, że praktyka ta była szczególnie popularna wśród młodych ludzi.

Trochę więcej

Tekst autorstwa Renée Vonk-Hagtingius Middeleeuwse moordpraktijken[4] co przetłumaczyć można jako ”Średniowieczne/Prymitywne praktyki mordowania”, to artykuł także odnoszący się do wydarzeń opisanych przez The Telegraph. Nie będę tłumaczyć wam jego całości, skupię się na fragmentach, które nieco bardziej naświetlają sprawę, o której pisał brytyjski dziennik i, jak w przypadku poprzedniego tekstu, swoje uwagi zamieszczać będę w nawiasach. Autorka bloga o południowej Francji, Prowansji i Lazurowym wybrzeżu: Kijk, Zuid-Frankrijk!, we wpisie opublikowanym 10 listopada 2014 roku, zauważa, że czasem pewne doniesienia wydają się tak niedorzeczne, że nie poświęcamy im szczególnej uwagi, no i, co oczywiste, że wszystkiego nie można ”kupować w ciemno”, ale gdy padają konkretne cytaty i nazwiska tych cytowanych osób, doniesienia, z pozoru niewiarygodne można zweryfikować. Jej uwagę przykuła informacja dotycząca działań organizacji L’ASPAS (Association for the protection of animaux sauvages), czyli Stowarzyszenia na rzecz ochrony dzikich zwierząt, która to do trybunału wyższej instancji w Tulonie wniosła skargę przeciwko X, między innymi z uwagi na ”nielegalne praktyki łowieckie” manifestujące się ”zadawaniem poważnych obrażeń i okrucieństwa zwierzętom domowym, oswojonym lub utrzymywanym w niewoli” (jacht met verboden middelen, toebrengen van ernstig letsel en wreedheid jegens huisdieren dan wel getemde of in gevangenschap gehouden dieren), w związku z polowaniem organizowanym na dziki, 1 i 2 listopada (2014 roku) przez Domaine du Solitaire[5] w pobliżu Signes, francuskiej miejscowości i gminy położonej w najbardziej rozległym departamencie Var, w regionie Prowansja-Alpay-Lazurowe Wybrzeże.

(W tym miejscu, od siebie dodam, że, jak możemy przeczytać na stronie Le Domaine du Solitaire: Le Domaine du Solitaire est un domaine Multi-activité. Dans un cadre idyllique nous vous proposons diverses possibilités pour l’organisation de tout type d’évènements” – Le Domaine du Solitaire jest terenem, na którym równocześnie realizowane mogą być różnego rodzaju zadania/czynności/aktywności, jest to strafa oferująca w sielankowej, idyllicznej scenerii możliwość organizacji różnego rodzaju wydarzeń (”Dans un cadre idyllique nous vous proposons diverses possibilités pour l’organisation de tout type d’évènements”). Możliwe jest wynajęcie ziemi o powierzchni 80-20 hektarów, terenu w pełni ogrodzonego (”Location de nos terrains de 80 et 20 hectares entièrement clôturés”), wynajem budynku i tarasu (na 250 miejsc) (”Location de notre bâtisse et terrasse pour vos repas de groupe (jusqu’à 250 places), możliwe są polowania typu small game i big game, czyli polowania z psami na ”nie-grubą” i grubą zwierzynę (”Chasse aux petits gibiers et aux gros gibiers”), szkolenie psów – każda rasa jest akceptowana (”Entrainement de vos chiens courants dans nos 3 parcs (toute race acceptée) oraz organizacja wydarzeń o charakterze kynologicznym (”Organisation de vos journées cynophiles (Nationales, régionales d’élevage etc.), także próby pracy (”Épreuves de travail (Broussaillage, Terrier artificiel etc.))

Organizacji L’ASPAS chodziło o polowanie na dziki trzymane w niewoli (i często w niewoli urodzone), przy użyciu Dogo Argentino, które i w artykule pani Renée Vonk-Hagtingius nazwane zostały Argentijnse mastiffs, czyli Argentyńskimi mastifami (spokojnie, pamiętam i odniosę się do owej nieszczęsnej mastifowatości w dalszej części dzisiejszego wpisu): Met Argentijnse mastiffs, (op)gefokte vechthonden die bekend staan om hun moordlust en vasthoudendheid – Z argentyńskimi mastifami wyhodowanymi na wysoko wyspecjalizowane, wydajne vechthonden – walczące psy – fighting dogs, znane ze swojej moordlust – żądzy krwi i upartości, natarczywości [w dążeniu do ”kontaktu ze zwierzyną”] i nieustępliwości (to ”Czesiom” jarającym się agresją i ”uściskiem szczęk” dogo, bardzo się spodoba, szczególnie tym, którzy w solidnych szelkach wyprowadzają swoje psy ”na spacer”, tak się ”pieseczki” szarpią do innych czworonogów, stając dęba i ziejąc agresją w około, niczym smoki, no i ”Czesie” lubiące się w puszczaniu swoich psów ”w las, żeby się z dziczkami sprawdzały” też będą ukontentowane tym opisem); wat ze tussen de enorme kaken krijgen laten ze niet meer los, ze verscheuren het tot er geen leven meer inzit: co dostanie się pomiędzy ich pokaźne szczęki, tego nie wypuszczają, rozszarpują to, rozrywają, aż nie zostanie w >tym< ani odrobiny życia. Dat is een gruwelijke marteldood – to potworna, koszmarna śmierć.

(No, powiem wam, że babka ma co najmniej ”instynkt”, bo kurczę blade, takich określeń pełne były i taką narracją aż kapały historyjki opowiadane mi swego czasu przez ”speców od rasy” na temat kotów, które ich własne ”pieseczki” podczas tzw spacerów dorywały, Jakichś Tam Króliczków, które Dzieci Rodziców Posiadających Niektóre Dogo sobie zamarzyły i miały przez Jakiś Tam Czas (aż ich ”pies domowy” nie dorwał)… Oraz tzw ”psów sąsiadów”, które weszły na ”teren dogo” i zostały przez dogo ”upolowane”. Także jeśli chodzi o oddanie tego ”czegoś”, co charakteryzuje rasę, no, a przynajmniej niektóre z osobników tejże rasy, a jeszcze dosadniej charakteryzuje to owo ”coś” Konkretnych Posiadaczy Tych Konkretnych Psów, nie sposób się z panią Renée, tym jak ”temat” ujęła, nie zgodzić.)

Jak czytamy w dalszej części ‚Middeleeuwse moordpraktijken”, Marc Giraud, vice prezydent ASPAS powiedział, że myśliwych cieszy, że czerpią oni satysfakcję z powolnej agonii dzików, które nie mogą nigdzie uciec, gdyż teren na którym te praktyki się odbywają jest ogrodzony, oraz z tego, że dziki są rozszarpywane przez psy. (Jestem w stanie uwierzyć, iż przedstawiciel tej organizacji nie ”przesadził”, stwierdzając to, co powiedział, tyle nasłuchałam się wywodów różnych ”marzycieli” – są i wśród polskich ”kynologów” ludzie ”jarający się” tego rodzaju ”spektaklami”.) Dodał, że ten typ polowań jest odrażający/wstrętny/obrzydliwy, okrutny i zakazany. Że to są metody ze średniowiecza. Jednak udostępnianie terenu/obszaru na takie polowania pozwala zarobić good money, czyli opłaca się. Artykuł mówi nam, że ASPAS chce zaprzestania tego typu „fêtes sanglantes”, czyli ”krwawych uroczystości”. Z dalszej jego części dowiadujemy się, że organizacja zwróciła się do urzędu sprawującego kontrolę administracyjną min. nad terenem, na którym odbywało się ww polowanie, ale urząd, krótko mówiąc nic nie mógł zrobić. A pani Nardini powiedziała, iż prawnik reprezentujący ją (jak rozumiem generalnie Domaine du Solitaire) także złoży skargę odnośnie zniesławienia i dodała, że ten rodzaj polowania szczególnie młodzi ludzie uznają za ekscytujący. Zaznaczyła też, że na terenie Domaine du Solitaire możliwe jest również organizowanie paintball, ale Maar dat is natuurlijk voor watjes die een plas bloed voor een verfvlek aanzienTo oczywiście dla mięczaków, którzy rozlaną krew zrównują z ubrudzeniem się farbą. (…)

Ubezpieczanie psów (bez tego ani rusz)

Niestety, nie udało mi się znaleźć danych na temat tego, jak zakończyła się wyżej opisana sprawa ze strony zarządców ”parku”. Na elektronicznych stronach gazety żadnego artykułu na ten temat nie ma (Może więc, doszło do jakiejś ugody, w wyniku której wyjściowy materiał został usunięty?). Ale myślę, że już samo to, czego dowiedzieć możemy się dzięki sięgnięciu do ”archiwum doniesień o polowaniu z Dogo Argentino na terenie państw UE”, dostępnych przecież na internetowych stronach źródeł innych niż Var Matin, pozwala na wyrobienie sobie ”wrażliwości” odnośnie tego tematu.

Na fejsbukowym profilu Domaine du Solitaire (przynajmniej w ustawieniach publicznych) żadnych zdjęć ani notatek datowanych na tamten czas nie ma, generalnie, żadnych datowanych na rok 2014 informacji na ich fejsbukowej stronie nie widać, brak też zdjęć dogo (poza tym, które wklejam wam poniżej), same francuskie ”klasyki” – gończe (a, i jakieś Jamniki). Interesujący jest natomiast post opublikowany 15 czerwca br., bo przypomina, że i dla psów rozrywka ich właścicieli może być i bywa niebezpieczna, a poza tym dowiadujemy się z niego, że niektóre dziki bytujące na terenie parku są… nie są niebezpieczne.Aujourd’hui nous avons vécu deux mésaventures pour le moins ennuyeusesMieliśmy dzisiaj kłopotliwe przeżycia, dwie niemiłe przygody. Un client avait réservé le parc moyen ce matin et il n’est pas venu sans prévenir, sachant que nous refusons des gens car les week ends sont complets – Klient miał zarezerwowany średni park na dziś rano i nie pojawił się, bez uprzedniego powiadomienia nas [że nie przyjedzie], wiedząc, że odmawiamy ludziom [innym chętnym], ponieważ w weekendy mamy komplet.

Cet après-midi un client avait réservé le parc moyen à 15h – Tego popołudnia klient zarezerwował średni park na 15ą, devant la température excessivement élevée nous préférons l’appeler pour lui dire de venir plus tard mais il vient quand même à 15h30 – przed [przewidywanym] nadmiernym wzrostem temperatury/zanim zrobi się zbyt gorąco wolimy zadzwonić i powiedzieć mu, żeby przyszedł później, ale i tak przychodzi o 15.30. Vers 19h30 – około 19.30 (donc environ 4h après – więc około 4 godziny później) il arrive en courant au rdv et me dit qu’un chien s’est fait taper, przybiega i mówi, że pies został uderzony qu’il fait une hémorragie interne et qu’il est en train de mourir – że ma wewnętrzny krwotok i jest umierający. Je connais mes sangliers – znam moje dziki, je sais que dans le parc moyen il n’y a pas de sangliers dangereux – wiem, że w średnim parku nie ma niebezpiecznych dzików, et surtout avec l’espoir de pouvoir sauver le chien je vais à sa voiture et la je vois le chien qui en fait faisait un coup de chaleurz nadzieją, że uda mi się uratować psa, jadę do jego [klienta] samochodu i widzę psa, który w rzeczywistości dostał udaru cieplnego. Je l’explique a son maître mais sans payer bien sûr il monte dans sa voiture et s’en va – wyjaśniam to klientowi, ale oczywiście nie płacąc, wsiada do samochodu i odjeżdża. A l’heure actuelle nous apprenons que le chien est décédé – teraz dowiadujemy się, że pies nie żyje. Suite à tous ces événements – po tych wszystkich wydarzeniach (aujourd’hui et tout au long de la saison – dziś i przez cały sezon) nous sommes amenés à établir un règlement – jesteśmy zmuszeni ustanowić regulamin:

Les personnes qui ne viennent pas à un rdv le week end sans prévenir n’auront plus de rdv le week end – Osoby, które nie przybędą na uprzednio zarezerwowane weekendowe spotkanie bez wcześniejszego powiadomienia nas o tym, nie będą już miały możliwości bookowania wizyt w weekendy (si ils en ont d’autres dans la saison ils seront annulés – jeśli w sezonie mają zarezerwowane inne weekendowe terminy, będą one anulowane).

Tous les parcs sont payables d’avance, à l’arrivée au domaine – Wszystkie parki są płatne z góry, po przybyciu do posiadłości.

Pour la sécurité des chiens nous établissons des horaires d’arrivée pour le parc moyen et le grand parc Dla bezpieczeństwa psów ustalamy godziny przyjazdu do średniego parku i dużego parku. Il sera absolument interdit de lâcher les chiens en dehors de ces horaires – Absolutnie zabronione jest puszczanie psów poza tymi godzinami: Le matin – Rano: de 06h à 07h30od 06.00 do 07.30 (de 05h30 à 07h à partir de juillet – od 05.30 do 07.00 od lipca) L’après-midi: à partir de 17h – Popołudnie od 17.00.

A partir de maintenant il y a une durée maximum d’utilisation des parcs qui est de 3h – Od teraz maksymalny czas korzystania z parków wynosi 3 godziny.

Nous faisons en sorte d’éviter au maximum les accidents avec les sangliers en faisant des chasses de sélection régulièrement – staramy się do maksimum ograniczać ryzyko wypadków z dzikami, dokonując selekcji poprzez regularne polowania, cela dit les sangliers sont des animaux sauvages et il est impossible d’éviter tous les risques – dziki są dzikimi zwierzętami i wszystkich zagrożeń nie da się uniknąć. Tout comme un bon nombre de nos sangliers se font tuer chaque année par les chiens – wiele naszych dzików każdego roku jest zabijanych przez psy.

Nous ne serons en aucun cas responsables de quelques blessures que se soit – nie będziemy ponosić odpowiedzialności za jakiekolwiek obrażenia, ni malaise – ani dolegliwości/niedomagania, ni coup de chaud – ani udary, ni crise d’épilepsie – ani ataki epileptyczne.

Les chiens de chasse sont assurés pour les accidents de chasse pour une année complètepsy myśliwskie są ubezpieczone od wypadków na polowaniu przez cały rok (de date à date comme toutes les assurances – od daty do daty, jak we wszystkich ubezpieczeniach), il appartient donc à chaque propriétaire d’assurer ses chiens pour les actes de chasse – dlatego do każdego z właścicieli należy ubezpieczenie psów na okoliczność polowania, dans le cas où il ne le ferait pas ça serait de son entière responsabilité byłoby całkowitą odpowiedzialnością właściciela psa/psów nieubezpieczenie go/ich.

Merci de votre compréhension – dziękuję za wyrozumiałość, le bien-être des chiens passe avant tout pour nous – dobro psów jest dla nas najważniejsze.

L’équipe du solitaire – zspół solitaire

Sprawa z Bas-en-Basset z roku 2017

Oto artykuł z The Connection, z 24 lipca 2017 roku: Wild boar enclosure busted by gendarmes” – ”Zagroda z dzikami odkryta przez żandarmów”.[6]

Gendarmes came in on the illegal enclosure housing wild boar destined to be sold to hunters” – ”Żandarmi wkroczyli na teren nielegalnej zagrody, w której utrzymywane były dziki, których przeznaczeniem było zostać sprzedanymi myśliwym”.

There may be up to 150, we haven’t been able to count them all yet,” said Christine Hacques, sub-prefect of Yssingeaux – ”Może być ich nawet 150, nie byliśmy jeszcze w stanie ich policzyć”, powiedziała Christine Hacques, podprefekt Yssingeaux.

Helicopters surveyed the area of Bas-en-Basset in the Haute-Loire prior to a land operation which uncovered 64 wild boars that had been bred in the 50 hectare enclosure – Śmigłowce zbadały obszar Bas-en-Basset (miejscowość i gmina we Francji w regionie Owernia-Rodan-Alpy) w departamencie Górna Loaria, przed operacją lądową, w ramach której odkryto 64 dziki wyhodowane w zagrodzie o powierzchni 50 hektarów. A suspiciously high number of boars has been sighted in the area W okolicy zauważono podejrzanie dużą liczbę dzików. The presence of the boars was brought to attention when they wandered off of the enclosure – Na obecność dzików zwrócono uwagę, gdy wywędrowały z zagrody. They could have caused up to €250,000 worth of damage to the surrounding farmland, according to the Fédération Nationale des Syndicats d’Exploitants Agricoles (FNSEA) Według francuskiej Narodowej Federacji Gospodarstw Rolnych mogły one spowodować szkody o wartości nawet 250 000 EURO.

„We don’t understand why the authorities didn’t intervene sooner,” FNSEA head Yannick Fialip saidNie rozumiemy, dlaczego władze nie interweniowały wcześniej”, powiedział szef FNSEA, Yannick Fialip. ”We will take matters into our own hands with our own surveillance measures in communes where we find groups of wild animals are being bred – ”Weźmiemy sprawy w swoje ręce, za pomocą własnych środków nadzoru w gminach, w których odkryjemy/stwierdzimy, że hodowane są grupy dzikich zwierząt. It isn’t right that a farmer should have his livelihood destroyed by a person who breaks the law” – To nie w porządku, że rolnikowi niszczy podstawy utrzymania i pozbawia go środków do życia osoba łamiąca prawo.

An enclosure run by the same person was already closed down in 2010 Zagroda prowadzona przez tę samą osobę została już zamknięta w 2010 roku. He was breeding the boars to sell live to hunting parties, where they end up cornered and torn apart by dogs as hunters watchHodował on knury, by sprzedawać je żywe na imprezy myśliwskie, gdzie kończyły osaczone i rozszarpywane przez psy, czemu przyglądali się myśliwi.

The Association pour la Protection des Animaux Sauvages (ASPAS) is among the animal rights groups campaigning to end hunts in artificial enclosures, but French law allows a lot of leeway for such huntsAssociation pour la Protection des Animaux Sauvages (ASPAS) jest wśród grup zajmujących się prawami zwierząt i prowadzących kampanie na rzecz zakończenia polowań w sztucznej zagrodzie, ale prawo francuskie pozwala na dużą swobodę w takich polowaniach. The Dogo Argentino breed, also known as the Argentine Mastiff, is often used in boar hunts Rasa Dogo Argentino, znana również jako mastif argentyński, jest często używana w polowaniach na dziki. The breed is banned in several countries including Australia and Denmark, and a special licence is required to own one in the UK. Rasa jest zakazana w kilku krajach, w tym w Australii i Danii, a posiadanie jednego w Wielkiej Brytanii wymaga specjalnej licencji. (W tym miejscu[7] znajdziecie link do strony Ministerstwa Środowiska i Żywności Danii, przyda się wam, gdy z uwagi na dalszą część dzisiejszego artykułu, będziecie dumać nad wątkiem ”Dogo w Danii”.)

Komercja

La chasse d’animaux prisonniers derrière des grillages est une pratique cruelle, non-éthique, écologiquement aberrante… et malgré tout légale en France. L’ASPAS a enquêté dans un parc situé en Nouvelle-Aquitaine et dévoile des pratiques sadiques et insupportables. Nous demandons l’interdiction de toute forme de chasse d’animaux maintenus en captivité Polowanie na uwięzione za ogrodzeniem zwierzęta jest praktyką okrutną, nieetyczną, écologiquement aberrante – odchyleniem od normalnego, naturalnego w środowisku stanu, jest zaburzeniem naturalnego porządku rzeczy, a jednak jest praktyką legalną we Francji. Organizacja ASPAS zbadała sprawę/przeprowadziła śledztwo w sprawie parku położonego w Nowej Akwitanii i ujawniła sadystyczne, i insupportables – nie do zniesienia praktyki. Domagamy się zakazu wszelkich form polowania na zwierzęta trzymane w niewoli – mówi nam pierwszy akapit tekstu poświęconego wyżej opisanej problematyce, zamieszczonego na stronie organizacji[8].

Z wielu przyczyn daleko mi do środowisk tzw obrońców praw zwierząt (nie będę rozwijać tego tematu w tym miejscu), ale akurat w tym konkretnym przypadku, gdy chodzi o tego rodzaju ”polowania”, zgadzam się z powyższym.

Wygodnie dla ”entuzjastów” tej ”rozrywki” ogrodzony teren, 100-kilogramowy, może 120-kilogramowy dzik, którego szarpią i w którego niepotrzebnie długo (a nie, sorry, to ma być ”rozrywka” dla ”myśliwych”) i nie dość skutecznie, by zabić (a w każdym razie, by zrobić to szybko), wgryzają się psy… Ile takich psów bierze udział w ”akcji”? Zapewne co najmniej dwa… I to nie byle jakie, bo Dogi Argentyńskie, każdy o wadze… powiedzmy 45 kg. Czasem coś zwierzakowi oderwą, raz kończynę a innym razem ”tylko” ucho… Pełen luksus dla ”myśliwych”, tu sobie podjadą samochodzikiem, tam kładzikiem… (Może nawet z noktowizorkiem pod pachą, jeśli jest ”zbyt ciemno”?) Nie będę wam tu tłumaczyć całości tekstu ze strony ASPAS (jeśli jesteście ciekawi, sami możecie sobie do niego sięgnąć – pod koniec dzisiejszego artykułu znajdziecie link, a na samej stronie także króciutki reportaż), bo nie chcę dodatkowo podnosić sobie ciśnienia, artykuł z The Telegraph oraz tekst z bloga Kijk, Zuid-Frankrijk!, a także wzmianka ze strony The Connection dość dobrze oddały w czym rzecz.

Tego rodzaju ”polowanie”, dorabianie do niego ideologii, w której być może niektórzy wprost zrównują je z monterią przez to tylko, że używa się w nim białej presy jest… Czymś naprawdę obrzydliwym i godnym pogardy. Takie polowania, udział w nich… To jak fetowanie zwycięstwa zawodowego boksera nad szesnastoletnim chudzielcem w okularach: zawodowy bokser ”wklepał” dzieciakowi – to żaden powód do dumy, bo tylko mięczaki cieszą się, że dokopali słabszym od siebie. To także nie sport, coś takiego, jeśli w istocie się odbywa, to patologia.

Monteria – a co to takiego?

Monteria to ani buta, ani arogancja, ani ”zabawa” dla zakompleksionych pajaców.

Choć Dogo Argentino został wyhodowany na bazie wymarłego już Viejo Perro de Pelea Cordobes/Cordoba Fighting Dog, psa, którego specjalnością było zabijanie innych psów na ringu, podczas specjalnie organizowanych walk psów, wyhodowano, a właściwie wpierw >zaprojektowano< go jako psa polującego w sforze: dogo ma być pack dog, cooperativehunter; ma towarzyszyć innym psom chwytającym, jak i oszczekującym (specjalnie przeszkolonym do wyszukiwania, ścigania, a następnie okrążania i osaczania oraz oszczekiwania zwierzyny z bezpiecznej odległości) w czasie polowania, bez walki z tymi innymi psami, bez atakowania ich.

Osobniki posiadające faktyczną wartość użytkową to te rzeczywiście zdolne do pracy z innymi psami. To osobniki, w których cechy agresji odziedziczone po VPPC udało się, dzięki pracy hodowlanej, czyli dzięki dziesiątkom lat i wielu pokoleniom z ich przodków breed out. Cechy Białego Walczącego Doga z Cordoby musiały zostać w Dogo Argentino ”wygaszone”. Musiały zostać z nich ”wymiecione”, by Dogo Argentino, zamiast atakować psa obok, atakował zwierzynę łowną. Stało się to możliwe, gdyż zastosowano selekcję. Selekcję, poprzez którą z hodowli eliminowano psy skrajnie agresywne wobec osobników swojego gatunku (oraz ludzi!), niezrównoważone, ”łatwopalne” i nieumiejące sprostać stawianym przed nimi wymaganiom – tak uzyskano stabilną psychikę u dogo. Psychikę umożliwiającą im pracę w sforze, pracę właśnie w roli cooperativehunters. Dziś ludzie rozmnażający psy tej rasy zdają się zapominać, że szczenięta Dogo Argentino sprzedają osobom (”raczej”) z monterią w Argentynie nie mającym nic wspólnego. Gorzej, że dogo lądują na kanapach, nierzadko w domach z dziećmi, a przy nieodpowiednim skojarzeniu, gdy ”hodowca” ”zapomina” o znaczeniu zrównoważenia psychicznego kojarzonych osobników, gdy ignoruje wybujałą agresję u reproduktora lub hodowlanej suki albo też ”przymyka oko” ma nienaturalną lękliwość i niepewność u któregoś z nich, łatwo wyjść mogą i wychodzą kwestie takie jak ”zachowanie odbiegające od wzorca”…

W niektórych Dogo Argentino cechy VPPC tylko ”przysnęły” i wiedzą o tym doskonale niektórzy polscy posiadacze białych, którzy (tym razem) użyję eufemizmu: ”mają problemy” z wybujałą agresją swoich domowych psów, psów ”towarzyszących”, którą te przejawiają nie tylko wobec innych psów, ale bywa że i wobec ludzi…

Niestety, należy też dodać, że w niektórych miejscach Dogo Argentino wciąż używane są jako psy do walk, jako psy zabijające inne psy.

I, tak trochę na marginesie: skrajnym debilizmem jest kupowanie Dogo Ściąganych z Skądś Tam, z ”linii pracujących”, czyli po rodzicach (wpierw autentycznie, tak ”na całego” ćwiczonych na zagrodowych knurach, potem już) biorących udział w autentycznych, tych ”na całego” polowaniach – a zdarzają się takie ogłoszenia i transakcje – przez osoby, które z ”polowaniem” mają wspólnego tyle, że polują na przeceny w hipermarketach.

Ściągane jako ”świeża krew” albo po prostu jako ”lepik na klienta, który się zajara”, dogo, różnią się od Tych Nieściąganych z Ameryki Południowej (w której dziś są najlepsze warunki dla polowania z dogo) nie tylko wyglądem (rozwinę ten wątek nieco bardziej w dalszej części tekstu), one przede wszystkim są ”ulepione z innej gliny”. Te psy pochodzą z linii genetycznie znacząco, by nie powiedzieć bardzo odległych od tych, które rozlały się na naszym podwórku, bo ich przodkowie, nie tylko ”mama” albo ”tata” i nie ”na wyrywki”, ale regularnie, od pokoleń polują → >SĄ W TYM<. Zapamiętajcie tę uwagę, tym bardziej, że wkrótce na blogu pojawi się tłumaczenie związane z dziedziczeniem cech. (A na razie, w wolnej chwili, wczytajcie się w to [9] zacne opracowanie. Przynajmniej po to, by wiedzieć ile – W TEORII – wiedzieć powinien tzw hodowca…)

Chyba mało kto dziś u nas pamięta, że argentyńczyki nie były hodowane po to, by jakieś pajace miały ”posłuch na dzielni”, mogły ”wrzucać fajne foty na fejsa” i za pomocą psa kompensowały sobie swoje mentalne niedorobienie, jak to bywa dziś, np. u nas, w Polsce. (Praca dogo nigdy nie miała polegać na rozbudzaniu w nich zachowań agresywnych ukierunkowanych na człowieka.) Nie, dogo hodowano specjalnie w celu zwiększenia ich umiejętności pomagania człowiekowi w polowaniu – przeznaczone były (i wciąż są) do wykonywania bardzo konkretnego, specyficznego rodzaju pracy, którą realizować mogą jedynie w bardzo wyjątkowych i specyficznych warunkach, jakie daje im rodzima Argentyna (albo niektóre miejsca w USA), odpowiednia: stabilna psychika, no, i mówiąc kolokwialnie: ”jaja” przewodnika.

Jest blog[10], na którym znaleźć możecie ”chwytający za serce”, ”pobudzający wyobraźnię”, ”szkic”, taką ”romantyczną wizję” polowania w argentyńskim stylu. Nie zrozumcie mnie źle, naprawdę podoba mi się to, co napisał ten facet. Ta autentycznie męska energia, bijąca z doboru słów, którymi się posłużył, opisując filozofię monterii. Energia w klimacie manosphere, zamiast coraz bardziej powszechnej energii soya boys albo żałosnych, aroganckich, butnych pozerów, takich miękko…ujków, którym Coś Tam Się Wydaje i których pełno np. w social media, szczególnie na Facebooku, zwłaszcza na forach tzw kynologicznych zamkniętych grup tego serwisu… Energia, która pozwala wierzyć, że autor wpisu naprawdę wie o czym pisze, że pisze z doświadczenia i nie bywa człowiekiem niepotrzebnie okrutnym. Przetłumaczę wam jego słowa:

Hunting for us is not about the kill, it’s about survival necessity, connecting to the place we live in, understanding its nature, it’s people and culture – Dla nas polowanie nie jest o zabijaniu, nam nie chodzi o zabicie [zwierzyny], w tym chodzi o potrzebę/mus/konieczność przetrwania, utrzymania się przy życiu, o połączenie, ”złapanie kontaktu” z miejscem, w którym żyjemy, zrozumienie jego natury, ludzi i kultury.

The ”Montéria” is a big game hunting style whose origins are lost in time – ”Montéria” to styl polowania na grubego zwierza, którego geneza została zagubiona/utracona w czasie. Hunting dogs are the essential players in the montéria – Psy myśliwskie to kluczowi/niezbędni gracze w montérii. According to the territory in which montéria is practiced, there are substantially differing styles, including differences in the kinds of dog breeds used and the dogs’ training and approach to the hunt itself W zależności od terytorium, na którym montéria jest praktykowana, istnieją zasadniczo różne style, włączając w to różnice dotyczące rodzajów/typów ras używanych psów oraz ich szkolenia, a także podejścia do samego polowania.

In Argentina we have the “Montéria Criolla” which in its true essence has to be done with a pack of dogs, knives only and usually by horseback – W Argentynie mamy ”Montéria Criolla”, która w swojej istocie wymaga sfory psów, jedynie noży, a myśliwi przemieszczają się konno. Gunpowder weapons are not allowed, and that’s how we like it! – Broń prochowa jest niedozwolona i tak to lubimy!

In modern days Argentina is one of the very few places on earth where you can still experience the montéria in its genuine, rough essence – W dzisiejszych czasach Argentyna jest jednym z bardzo niewielu miejsc na ziemi, gdzie wciąż można doświadczyć montérii w jej prawdziwej, oryginalnej, szorstkiej esencji. Argentina’s stark landscapes, massive and ferocious wild boars and other indigenous species of wild game naturally blend with the local horse culture – Surowe, ostre krajobrazy Argentyny, masywne, srogie i ostre dziki oraz inne autochtoniczne gatunki dzikiej grubej zwierzyny, naturalnie łączą się z lokalną kulturą powstałą/zbudowaną w około koni i jeździectwa.

The tough, reliable Dogo Argentino and the Criollo Argentino are the natural outcome of such an intense environment – Twardy, niezawodny Dogo Argentino i Criollo Argentino, czyli psy używane konkretnie w Argentynie, w tym najbardziej pierwotnym, najczystszym typie monterii, są naturalnym rezultatem (i dziedzictwem) tak specyficznego, intensywnego środowiska.

Podoba mi się sposób w jaki autor tego tekstu ”sprzedaje” monterię swoim czytelnikom, bo przyjmuję, że jemu naprawdę chodzi o to, że zdarza się, że życie myśliwych rzeczywiście zależy od ich psów. Od jakiegoś takiego bardzo wyjątkowego porozumienia między człowiekiem i sforą. Od ”flow”, które łączy tych mężczyzn z ich psami. ”Flow”, które ”klei” za każdym razem bardziej i mocniej psy i ich ludzi, i ludzi z ich psami. Polowanie odbywa się przecież w najrozmaitszych warunkach, niekiedy w trudnym terenie, myśliwi poruszają się konno i to z dużą prędkością, gdy ścigają zwierzynę. Jeźdźcy zawsze więc muszą pamiętać, że ich prey ma kły, długie i ostre, i zwłaszcza samce są agresywne i gdy zdecydują się podjąć walkę, gdy zaatakują, mogą spowodować poważne obrażenia konia… Tak więc każda kolejna wyprawa; szukanie śladów zwierzyny, tropienie jej, odnajdywanie i walka – każda dobrze wykonana wspólnie ”robota” wzmacnia ów ”flow”. Mówi się, że więzi, tego porozumienia pomiędzy myśliwym i jego psem nie można opisać, można ją tylko odczuwać. I myślę, że szczególnie w przypadku klasycznej monterii jest to prawda. Że to musi być odczuwalne, gdy człowiek i psy ”robią swoje” i istnieje między nimi coś takiego jak ”współodpowiedzialność”; obustronne rozumienie, że jeżeli popełnią błąd, może się to dla nich skończyć tragicznie. Jest swego rodzaju szlachetność w polowaniu, w którym człowiek nie tylko wcale nie ma pewności, że ”na pewno” wyjdzie z niego zwycięsko, ale że choćby wyjdzie z niego cało. W polowaniu, w którym, jeśli którykolwiek z predatorów popełni błąd, zwierzyna łatwo może wyjść z roli ”prey”…

W monterii, polowaniu takim, jak on, ten mężczyzna o nim pisze, jest sens. Tylko tak monteria może obronić się w XXI wieku – tylko gdy brakuje gwarancji, że człowiek na pewno wygra. Bo jeśli tradycja polowania z dogo w Argentynie lub zdecydowana większość tego co w Argentynie – czy gdziekolwiek indziej – dziś za monterię uchodzi, miałaby mieć choćby tylko trochę wspólnego z tym do czego dochodziło (retorycznie: czy wciąż dochodzi?) w przykładowej Francji, czymś, co niektórzy określili okazją do tego, by psy mogły po prostu zamęczać zwierzynę w imię spełniania kaprysów ”myśliwych”, to nie ma żadnego usprawiedliwienia kultywowanie takiej tradycji. W każdym razie nie z dorabianiem do niej tej ”bajeranckiej legendy”, którą tak ładnie i ”romantycznie” opisał cytowany przeze mnie bloger i która to ”legenda” tak działa na wyobraźnię.

Ewentualne teksty o ”odmiennych kulturach” itp., które miałyby tłumaczyć barbarię, są nie do obrony, bo każdy myślący człowiek ma prawo do moralnej oceny czynów innych ludzi i to niezależnie od tego jak bardzo owa zdolność do oceny moralnej może drażnić/ranić ”wrażliwe serduszka” ocenianych. I choć świat się zmienia, zasuwa w takim tempie, że czasem słów brakuje, wciąż jeszcze człowiek cywilizowany znacząco różni się od barbarzyńcy, ciągle (jeszcze) nie jesteśmy w rzeczywistości rodem z ”Brave New World”[11] Aldusa Huxleya i ludzi moralnych nie nazywamy ”Dzikusami”.

Pomyśl też o tym, że jeśli, czytając moją uwagę na temat ”warunków” zachowania sensu argentyńskich polowań z Dogo Argentino w kontekście ”romantycznej monterii”, uśmiechasz się pod nosem, zarzucając mi ”naiwność”, to rozumieć musisz, że tym samym unieważniasz swoje ewentualne argumenty przemawiające za ”tradycją nieodłącznie związaną z tą rasą”, ”tradycją bez, której rasa ta przestaje mieć rację bytu i bez której przestanie istnieć”. Albo – albo. Albo w monterii chodzi o coś, albo to barbarzyńskie znęcanie się nad zwierzyną.

Argentyńska monteria criolla z Dogo Argentino to, pewna ”filozofia”, to swego rodzaju ”sztuka”, konkretne ramy, zasady oraz warunki, w które ta dosyć nowożytna rasa, tam, w Argentynie wpasowała się idealnie. O monterii więcej opowiem wam w osobnym wpisie.

Dawno temu zakazano w Polsce polowania z chartami i psami w typie chartów, ale nie miał ów zakaz nic wspólnego z ”wrażliwością ekologiczną”, był dziełem komuny, skutkiem zalania naszego kraju przez czerwone robactwo. Chart Polski to symbol polskości, ta akurat rasa nierozerwalnie związana jest z polską kulturą, w tym z polską tradycją łowiecką. ”Pańskie pochodzenie” Charta Polskiego komunistom przeszkadzało do tego stopnia, że zawzięcie tropione i rozstrzeliwane po stodołach, polskie charty cudem ocalały. Dziś nikt nie próbuje przywrócić tradycyjnego w Polsce polowania z chartami, choć jesteśmy wolnym narodem, a Chart Polski jest bardzo, bardzo polski. Uznajemy po prostu takie polowanie za zbyt brutalne i niepotrzebne, a charty biegają teraz na specjalnie dla nich organizowanych zawodach, za sztucznymi zającami. Tak więc można znaleźć sposób na rozładowywanie energii i instynktu charta – typu psa, o którym mówi się czasem, że ”nie myśli”, że ”gdy coś szybko się przemieszcza, chart >automatycznie< rusza za tym w pogoń”… Najwyraźniej wystarczy myśleć za charta.

Dziś nie przeszłoby u nas ”polowanie z chartami”, bardzo przecież a propos naszej kultury i tradycji, a jak z kynologicznymi ”przeszczepami kulturowymi”? Jak wygląda sprawa z marzeniami o ”legalnej monterii w Polsce”? Może powinnam raczej napisać: jak u nas z ”majakami o pato.pseudo.monterii”? Ktoś już wcielił je w życie?

Dzik jest dziki, dzik jest zły, dzik ma bardzo ostre kły” – a ile naprawdę waży i jak duży jest dzik?

Pozwólcie, że posłużę się danymi dostępnymi na stronie[12] i po prostu je wam przetłumaczę, abyście mieli takie ”mniej więcej” wyobrażenie na temat ”bestii”. Tak więc: Wielkość i waga dorosłych osobników w dużej mierze zależy od czynników środowiskowych; dziki żyjące w suchych obszarach o niskiej wydajności/ nieurodzajnych wydają się być mniejsze niż ich odpowiedniki żyjące w obszarach bogatych w żywność i wodę. W większości krajów europejskich samce mają średnio 75-100 kg (165-220 funtów), 75-80 cm (30-31 cali) w kłębie i 150 cm (59 cali) długości ciała, podczas gdy samice średnio 60-80 kg (130-180 funtów), 70 cm (28 cali) w kłębie i 140 cm (55 cali) długości ciała. W regionach śródziemnomorskich w Europie samce mogą osiągnąć średnią wagę do 50 kg (110 funtów), samice 45 kg (99 funtów), wysokości w kłębie 63-65 cm (25-26 cali). W bardziej urodzajnych regionach Europy Wschodniej samce mają średnio 110-130 kg (240-290 funtów), 95 cm (37 cali) w kłębie i 160 cm (63 cali), a samice ważą 95 kg (209 funtów), osiągają 85–90 cm (33–35 cali) w kłębie i 145 cm (57 cali) długości ciała. W Europie Zachodniej i Środkowej największe samce ważą 200 kg (440 funtów), a samice 120 kg (260 funtów). W Azji Północno-Wschodniej duże samce mogą osiągać rozmiary niedźwiedzi brunatnych, ważąc 270 kg (600 funtów) i mierząc w kłębie 110-118 cm (43-46 cali). Niektóre dorosłe osobniki męskie w Kraju Nadmorskim i Mandżurii mają masę 300–350 kg (660–770 funtów) i wysokość 125 cm (49 cali) w kłębie. Dorosłe osobniki tej wielkości są na ogół odporne na drapieżnictwo zakusy wilka. Takie olbrzymy są obecnie rzadkością ze względu na przełowienie w przeszłości uniemożliwiające zwierzętom osiągnięcie pełnego wzrostu. Tu[13] znajdziecie informacje o rekordowych dzikach pozyskanych w Polsce, ten ”naj” ważył 256 kg.

Dzikarz w polskiej tradycji łowieckiej

Należy zauważyć, że w Polsce polowanie z psami rozumie się jako polowanie z; legawcami, płochaczami, aporterami, tropowcami i posokowcami, gończymi oraz dzikarzami niemającymi ”kontaktu” ze zwierzyną, a monteria nie ma nic wspólnego z polskim myślistwem. Polski Związek Łowiecki bardzo precyzyjnie opisuje pracę dzikarza, opis ten jest dostępny na stronie PZŁ[14]. W charakterystyce dzikarza widniejącej na ww stronie, w świetle omawianej kwestii, niezwykle istotne jest następujące stwierdzenie: ‚Po pierwsze pies nigdy nie może zastąpić myśliwego podczas polowania, ma jedynie stanowić dla niego wsparcie” oraz opis według którego ”wspólnym mianownikiem idealnego dzikarza są takie cechy jak wykazywanie zainteresowanie podczas łowów tylko dzikami, odwaga, wytrwałość, pasja, karności, ciętość, przy trzymanej w ryzach niezależności, która nie będzie popychać dzikarza w czasie pobytu w łowisku, w kierunku działań na „własną łapę”. Opis dostępny na stronie Polskiego Związku Łowieckiego jest tak dobitnie i klarownie sformułowany, że po prostu zacytuję go wam w całości: Podczas polowań indywidualnych bardziej przydatne i użyteczne wydają się być psy małych ras myśliwskich jak jamniki, alpejskie gończe krótkonożne czy teriery (choć te muszą być w stanie zapanować nad swoim temperamentem i ciętością), których m.in. niepozorny wzrost stanowi jedną z cech przyczyniających się do wysokiego stopnia ich skuteczności. Mając na uwadze fakt, iż podczas tego typu łowów rola dzikarza sprowadza się do zatrzymania dzika w miejscu, oszczekujący z niestwarzającej dla siebie większego ryzyka odległości pies, wykazujący przy tym umiarkowany stopień agresywności bywa często lekceważony przez dzika, przez co nie skłania go do ucieczki. Zwierz nie czując się zagrożony, nie uchodzi, dając tym samym myśliwemu czas oraz okazję dojścia go i oddania skutecznego strzału. Psy myśliwskie ras średnich i dużych o odpowiedniej odwadze i dzielności sprawdzają się natomiast zdecydowanie lepiej podczas polowań zbiorowych, kiedy to oczekuje się od nich „wypchnięcia” z opolowywanego miotu bytujących w nim dzików tuż na linię myśliwych. Psu w żadnym wypadku nie wolno oddawać się samowolnej, długotrwałej gonitwie za zwierzyną, a po dokładnym przeszukaniu miotu i zakończonym pędzeniu musi on bezproblemowo zostać odwołany i powrócić do podkładaczy. W sytuacji podążania za postrzałkiem dzikarz powinien iść po jego tropie do skutku i albo go osaczyć albo doprowadzić myśliwego do osobnika, który „spisał już testament”.

Coś, co mają psy, a czego nie ma człowiek – o hunting dogs szerzej

By nie tracić czasu, skorzystam z Wikipedii[15]: Powodem, dla którego psy stały się dla myśliwych idealnymi pomocnikami jest ich węch – nieoceniony w odnajdywaniu zdobyczy. ”Po psiemu” obdarzone tym zmysłem oraz bardzo wytrzymałe psy gończe – scenthounds od starożytności używane były do tropienia zwierzyny, która w dużej mierze dzięki nim stawała się zdobyczą. Scenthounds polowały w Asyrii, Babilonii i Egipcie, a w celtyckiej części Brytanii polowania z nimi popularne były jeszcze przed przybyciem Rzymian.

Psy myśliwskie, gdy już zwęszyły i wytropiły zwierzynę, osaczały ją; naganiały/zaganiały ją w konkretne miejsce, w którym, na bezpiecznym dla nich dystansie, ją utrzymywały. Od tego momentu ich rola w polowaniu na grubego zwierza mogła wyglądać w dwójnasób; mogły albo zaatakować ”cel”, albo rozpraszać zwierzynę, podczas gdy myśliwy zbliżał się, by uśmiercić zdobycz. Różne rasy używane były do różnych zadań i choć niektóre z tych ras lub raczej typów ras przejawiających określone cechy psychofizyczne i wykonujących konkretne rodzaje pracy, przetrwały do dziś, należy wyraźnie zaznaczyć, że dawno, dawno temu, nie tyle istniały ”rasy”, jakimi je dziś rozumiemy, co właśnie typy ras. (Typy różniące się pomiędzy sobą nie tylko wyglądem, ale także pochodzeniem, wywodzące się z poszczególnych rejonów geograficznych lub nawet nico bardziej szczegółowo, z konkretnych psiarni.)

I tak, Charty; szybkie, zwinne, zdolne atakować i uśmiercać zwierzynę, w pogoń puszczano, gdy potencjalna zdobycz znajdowała się w zasięgu wzroku, pamiętając o niezbyt dużej odporności i wytrzymałości tego typu łowców. Te psy cieszyły się względami z uwagi na łagodny charakter i bywały nie tylko myśliwymi, ale i zwierzętami towarzyszącymi: domownikami. Bardziej wytrzymałe niż charty, używane więc przeciwko większej zwierzynie, takiej jak niedźwiedzie i dziki, Alaunty (o których pisałam wam niedawno w tekście o Fila Brasileiro[16]), będące bardziej typem psów pracujących, niż ”rasą”, dzięki selekcjonowaniu ich pod kątem utrzymania i wzmocnienia w nich instynktu chwytania ofiary, odziedziczonego przez nie po dzikich przodkach oraz odbywającym się na przestrzeni setek lat krzyżowaniom z psami gończymi oraz chartami, stały się cenionymi, dużymi, pokaźnymi psami myśliwskimi. Mastify były jeszcze bardziej krzepką i twardą, po prostu odporną ”rasą”. Mogły pracować w sforze i wtedy można ich było używać do tropienia zwierzyny a potem utrzymania jej na dystans, poprzez oszczekiwanie i osaczanie. Ale można było także oczekiwać od nich, że będą prowokować zwierzę, angażować je w walkę i opanowywać (chwytając w sposób typowy dla dzisiejszych catch dogs i presa używanych w polowaniach na dzika), aż myśliwy będzie mieć możliwość uczynić ze zwierzyny swoją zdobycz. Owa podwójna funkcja oznaczała, że psy ją pełniące zasadniczo należały do typu molosów i były największymi spośród wszystkich psów myśliwskich. Używane do polowań na gruba zwierzynę ”olbrzymy” przede wszystkim jednak pełniły rolę guard dogs – psów stróżujących, obrońców. Wszystkim wyżej wymienionym typom psich myśliwych brakowało umiejętności podążania za zapachem zwierzyny i ścigania jej, nawet po przebyciu bardzo długiego dystansu, po bardzo długiej pogoni. I w tym celu wykorzystywano bardzo wytrzymałe psy gończe – ogary w typie dzisiejszych Foxhoundów, które goniły, ścigały zwierzynę a do tego miały świetny węch. Kolejnym cenionym typem psich pomocników myśliwych, były tropiciele nazywane limerami. Prowadzone na lince (ich nazwa; Limer pochodzi od średniowiecznego słowa oznaczającego smycz) tropiły zwierzynę i odnajdywały ją jeszcze przed rozpoczęciem polowania, nim prey została hunted down – powiedzmy, że nim zwierzynę dopadła sfora. A to oznaczało, że tropiciel, poza odnalezieniem niedźwiedzia czy dzika, nie mógł go spłoszyć – musiał zachować spokój – osiągano to poprzez selekcję oraz trening.

Odpuszczę sobie spaniele, terriery etc., bo chcę wam powiedzieć więcej o Alauntach. W Wikipedii jest istotny acz dosyć ”szczupły” akapit dotyczący Alauntów[17] we Francji i Hiszpanii, przetłumaczę go wam (ale dodam też parę informacji, których w Wiki zabrakło mi przy tym haśle): We Francji Alaunty rozdzielone były w trzy główne kategorie, bazujące na fizycznym wyglądzie i wykonywanych przez te psy obowiązkach. Najlżejszy typ Alaunt Gentil był podobny do Greyhounda i ten typ w pewnym momencie ”wsiąknął” w lokalne rasy myśliwskie wraz z przywodzącym na myśl mieszańca psa w rodzaju Bloodhounda z Mastifem, Alaunt Veantre, mającym wielką głowę, obwisłe fafle i uszy’ska, trzymanym wyłącznie do polowań na niedźwiedzie i dziki. Trzecia i najbardziej interesująca dla nas odmiana mastifów, znana jako Alaunt de Boucherie [nazwę tę można by przetłumaczyć jako ”Alaunt Ubojowiec”], miała kluczowe znaczenie dla rozwoju psów walczących – fighting dogs i ‚psów gryzących/kąsających’ – biting dogs.

I teraz wyjaśnienie: skoro przy biting dogs” jesteśmy, nie sposób nie zahaczyć o nieistniejącego już dziś German Bulldog, nazywanego też Bullenbeisser, który był rasą/typem psa znanego ze swojej strenght – a więc siły, mocy, hartu i agility, czyli zwinności, zręczności. Bullenbeisser (istniejący w dwóch regionalnych ”wariantach”: Brabanter Bullenbeisser i Danziger Bullenbeisser) był blisko spokrewniony z Bärenbeisser (niektórzy uważają, że to jedna >rasa< a nazwy oznaczają odpowiednio do przeznaczenia; Bull-biter” i ”Bear-biter) i był przodkiem dobrze nam znanego Boksera. We wszystkich aspektach podobny był do dzisiejszego Alano Español i bardzo podobny był do Dogo Argentino, przywodził go na myśl nie tylko z wyglądu (chodzi o atrybuty fizyczne, a nie ”kolor sierści”), ale i z uwagi na ”użytkowanie” – użytkowe go wykorzystywanie.

Dog-baiting (także dziś) jest krwawą ”rozrywką” (to tzw blood sport), polegającą na szczuciu psów typu game (game dogs) przeciwko przykutym do czegoś łańcuchem, jakoś uwięzionym dzikim zwierzętom. Psy, by pokonać stawiające opór zwierzęta, kąsają je, gryzą, szarpią i urywają im fragmenty ciała, czasem nie tylko ”ujarzmiają”, ”poskramiają” i ”obezwładniają” te zwierzęta, ale i je zabijają. Dziś jest to ”zabawa” na szczęście nielegalna w większości krajów (aczkolwiek z egzekwowaniem kar bywa różnie…). Game dogs to psy o specyficznej cesze: gameness, oznaczającej; odwagę, kuraż, zrywność (te psy są skore do walki, ”wyrywne” można by powiedzieć, używając nieco prostackiego języka), determinację, nie wycofywanie się, nie okazywanie strachu oraz raczej śmierć w walce niż poddanie się. I jest to cecha, z którą te psy przychodzą na świat, tego nie można nauczyć. U fighting dogs, czyli u psów walczących – tak określa się psy biorące udział w walkach między psami oraz w walkach psów z innymi zwierzętami – owa gameness jest cechą wysoko cenioną, bo to dzięki niej psy walczące posiadają zdolność do ataku, jego ciągłego ponawiania, nieustającego kąsania i ”przyjmowania razów” od przeciwnika, pomimo odniesionych (ciężkich) ran, wyczerpania etc. Posiadają ją terriery-szczurołapy, które dzięki gameness są w stanie eliminować plądrujące spiżarnie i wcale niemające ochoty pożegnać się z żywotem i zaciekle o swoje życie walczące, szczury, ale i psy wykorzystywane stricte do walk; TTB, czyli Terriery Typu Bull. A także Dogo Argentino.

Alaunt de Boucherie w Anglii znany był jako Alaunt Butchers (”Alaunt Rzeźnicki”), a jako Alano w Hiszpanii i we Włoszech, gdzie były określane terminem Original Bulldog (Oryginalny/Prawdziwy Buldog), używano ich do kontrolowania i obrony stad bydła. W Hiszpanii tymi trzema kategoriami Alauntów były; Mastify, Alano i Charty/Wilczarze, oddzielone dalej jako ayuda (defense types) – typ psów obronnych, których zadaniem było zapewnienie człowiekowi pomocy/wsparcia i presa (offense types) – typ psów atakujących, jak Perro de Presa Canario, Fila Brasileiro i Dogo Cubano.

Dwa rodzaje zamorskich dzikarzy

Jak już wiecie dzięki klarownemu opisowi ze strony Polskiego Związku Łowieckiego do polskiej tradycji łowieckiej ”kontakt” dzikarza ze zwierzyną nie należy. Jednak w obu dzisiejszych Amerykach, Australii i w Afryce dzikarze, lub po prostu: psy na grubego zwierza (w Afryce ową grubą zwierzyną były przede wszystkim lwy) dzielą się na dwa rodzaje, gdyż wykonują dwa rodzaje zadań. Pierwsze to Bay Dogspsy ścigające, zaganiające, osaczające i oszczekujące zwierzynę – sygnalizujące, myśliwemu: ”Zwierzyna Jest! Konkretnie Tu: Tu, Gdzie My”. Czyli są to psy wystawiające myśliwemu zdobycz, ich praca polega na oszczekiwaniu zwierzyny w trakcie polowania i osaczaniu jej. Tak więc rola tych psów – jak i w polskiej tradycji łowieckiej – sprowadza się do zatrzymania dzika w konkretnym miejscu. Bay dogs przeszkadzają dzikowi, nękają go i prześladują, głośno szczekając i utrzymując go w bezpiecznej dla nich i myśliwego odległości. (I to zachowanie w Stanach nazywa się „baying” lub keeping the boar „at bay”, czyli trzymanie dzika na dystans. W Australii terminy „bay dogs” i „baying” nie są powszechnie stosowane i potocznie używa się określeń odpowiednio ”bailers” i ”bailing”). Ich szczekanie jest komunikatem dla myśliwych, alarmuje ich i dzięki niemu wiedzą gdzie mają się udać i że już mogą udać się w kierunku, z którego dochodzą ich głosy psów. Myśliwi posługujący się bronią palną kończą polowanie na tym etapie, oddając do dzika celny strzał.

Czasami też dzikowi udaje się uciec od bay dogs, ale w pewnym momencie albo się zatrzymuje, by podjąć z nimi walkę, albo zostaje przez nie osaczony, wtedy spuszczane są dzikarze drugiego typu: catch dogs, które przechwytują dla myśliwego jego przyszłą zdobycz.

Catch Dogs – chwytający łowcy, to psy, które ścigają zwierzynę i gdy ją dościgną, wchodzą z nią w ”kontakt”; uderzają w nią; chwytają ją, opanowują i utrzymują do momentu przybycia myśliwego. Takim właśnie typem dzikarza, dosyć nowożytną rasą wyhodowaną w Argentynie specjalnie do polowań na pumy oraz przeciwko dzikom jest Dogo Argentino. Presa czy Catch Dog – obie nazwy pochodzą od łapania-chwytania i trzymania, i są używane dla oznaczenia rodzaju aktywności psa podczas pracy, jego zadań w czasie polowania, gdy udaje mu się (szczególnie po pościgu) pochwycić lub przejąć zdobycz. Psy chwytające często używane są jako uzupełniające umiejętności myśliwskich psów innych ras, innych typów, wykonujących innego rodzaju pracę – owych bay dogs. Dla myśliwego korzystającego z umiejętności psich specjalistów obu rodzajów, wybierającego polowanie w bardziej ”pierwotnym stylu”, szczekanie bay dogs oznacza, że czas uwolnić psich łowców – cach dogs lub presy, psy, które zaatakują; ”wejdą w kontakt” ze zwierzyną; uderzą w nią, pochwycą, opanują i utrzymają aż na ”miejsce akcji” przybędzie sam myśliwy. Przy czym podkreślmy, że argentyńskie presa wszystko mogą robić same – Dogo Argentino nie są niezbędni ”asystencji, którzy przygotowują plan akcji”. W południowych Stanach Dogo Argentino często krzyżuje się z American Pit Bull Terrierami i z takimi ”miksami” poluje się na świniaki. Czasem też myśliwi używają czystej krwi APBT.

Wiele z catch dogs pochodzi z krzyżowań ras dokonanych, by uzyskane dzięki tym krzyżowaniom osobniki były w stanie jak najlepiej spełnić stawiane przed nimi podczas polowania wymagania, np. te uwarunkowane konkretnym rodzajem/typem zwierzyny, czy ukształtowaniem terenu. Te psy są tough – twarde, mocne i solidnie zbudowane (w znaczeniu umięśnienia i zredukowanej tkanki tłuszczowej), mają też mocne, twarde zęby (jak u psów typu pit bull). Różne typy tych popularnych w Ameryce psów wywodzą się od psów europejskich przywiezionych przez imigrantów. Wspomniane wyżej krzyżówki (”hybrydy”) następnie mieszano z psami rodzimymi z zamiarem wytworzenia wysokiej klasy psów myśliwskich, łączących funkcjonalność z cechami siły, odporności, wytrzymałości i wytrwałości.

Gdy cach dogs i presa uderzają w zwierzynę ich szczęki dopadają zwykle podstawy ucha dzika. Gdy już pochwycą swoją zdobycz, przytrzymują ją, kontrolując głowę zwierzęcia dopóki nie pojawi się myśliwy. Następnie łowca podchodzi do dzika od tyłu i zabija go za pomocą broni białej, zwykle noża. Chyba, że celem jest schwytanie zdobyczy i przeniesienie jej. W takim przypadku, pochwyciwszy wpierw tylną kończynę zwierzęcia, które traci balans, myśliwy zmusza je do wywrócenia się i gdy dzik leży na boku, myśliwy pęta jego kończyny.

(”Za ucho i do ziemi”: w ten charakterystyczny i dosyć ”bandycki” sposób bawią się szczenięta Dogo Argentino i czasem faktycznie mogą się pokaleczyć. Ale epidemia kopiowania uszu powszechnie sprzedawana jako ”lekarstwo” i ”alibi” dla poranionych szczenięcymi szpileczkami uszek, to gruby i niesmaczny kit. A właśnie z tej ”klasy” tłumaczeniami mieliśmy do czynienia na przestrzeni lat 2012-2015, gdy ZKwP akceptowało na organizowanych przez siebie wystawach pokazywanie, w oparciu o ”zaświadczenia o leczniczym kopiowaniu uszu”, psów z uszami kopiowanymi, urodzonymi w Polsce i, jak wynikało z treści owych ”zaświadczeń”, w Polsce kopiowanymi, już po Nowelizacji Ustawy o Ochronie Zwierząt z roku 2012, w której przecież podkreślono, że kopiowania zabrania się w Polsce w szczególności. Teraz cięte uszy na wystawach są już passé i aktualnie dla psów okaleczonych, za tysiąc pięćset złotych, można uzyskać uprawnienia hodowlane dzięki tzw specjalnym przeglądom hodowlanym*…)

W USA popularnymi hog dogs – ”świniarzami” są amerykańskie rasy (i ich mieszańce). Są nimi przedstawiciele ras Cur i psy w typie Cur’ów – te są niejednolite w swoim ”typie”, często stanowią mieszankę różnych ras. Słowo ”Cur” wywodzi się ze średniowiecznej Anglii, z XIII wieku i pochodzi od słowa ”curren” oznaczającego ”to grawl” – ”warczeć”. (Gdy w angielskim wypowiada się słowo ”cur” brzmi ono jak warczenie, burczenie.) Wiele z amerykańskich Cur’ów to bay dogs i jako takie są popularne w USA i Australii. I tu, jak w przypadku bay dogs, ich różne rodzaje także pochodzą od europejskich psów przywiezionych przez imigrantów. I także te krzyżówki mieszano potem z rasami rodzimymi, by uzyskać wysokiej klasy myśliwskie psy i do pewnego stopnia pasterskie, które też musiały łączyć w sobie cechy szybkości, siły i wytrzymałości. Cur’y często mają szeroką klatkę piersiową i zredukowaną tkankę tłuszczową. Inne, niemniej popularne w USA rasy ”świaniarzy” to: Luiziana Catahoula Leopard Dog, American Pitt Bull Terrier, etc. Oraz ”mixy”, bandogi, ”kundelki”, które po prostu się sprawdzają. W Australii są to Rhodesian Ridgebacki krzyżowane z różnymi ”mastifowymi” rasami, Bully Araby, Charty także krzyżowane z terrierami i także inne celowe krzyżówki, takie ”kundelki na użytkowość”.

Na przestrzeni lat w USA i Australii występowały zarówno przypadkowe krzyżowania pomiędzy bay dogs i catch dogs, gdyż psy te zwyczajowo, przez pokolenia trzymano razem, jak i miała miejsce planowa hodowla, w której celowo łączono linie. Tak więc niektóre ”psy na świnie” są bay dogs posiadającymi cechy catch dogs lub catch dogs ”polującymi węchem”. Zwykle tych ”2w1” już się dalej nie krzyżuje i wykorzystywane są zgodnie z unikalnymi cechami każdego z osobna.

”Misja”

Jest na YouTube materiał z wielu powodów wart obejrzenia, a jednym z nich jest to, że jest tak bardzo inny od wszystkiego tego, co wyrzuca wyszukiwarka YouTube, gdy wpisać w nią frazę ”Monteria, Dogo Argentino”, ”Wild boar hunting with Dogo Argentino” itp. Oto co w drugiej minucie tego filmu mówi myśliwy, który poluje z dogo w Teksasie: ”Dogo Argentino is good with the family, loves kids, good with other dogs, tolerable of other males, loves people, and at the same time will protect you.” – Dosłownie: Dogo Argentino is good with family→ ”jest dobry z rodziną”; ma dobry kontakt z rodziną/sprawdza się jako pies rodzinny/układa mu się relacja z rodziną [przewodnika] ← dalej; kocha dzieci [zrównoważone i prawidłowo prowadzone psy wiedzą, że dziecko jest ”ludzkim szczenięciem”, znają status społeczny ”szczeniąt” swojego przewodnika i swoje miejsce w hierarchii, doceniają, że ich przewodnik pozwala im mieć interakcje ze swoimi ”szczeniętami”], jest good with other dogs ma dobry kontakt z innymi psami, i: (is) tolerable of other males → toleruje inne samce, kocha ludzi i równocześnie będzie cię chronić. To jak to szło drodzy ”spece od rasy” wypisujący kretynizmy na fejsie? ”To taka rasa, one tak mają, że”… Że ”to normalne”, że dostają …olca na widok innego psa, zagryzają psy, które wejdą na ”ich teren” itd…, tak? No, a może takie zachowania są ”normalne” u zwykłych, tych nieużytkowych dogo? (Wrócę do tego wątku w nieco dalszej części artykułu.)

Dalej Miguel mówi tak: When we hear the bay dogs we release the catch dogs and the catch dogs go straight to where the noise is, and they bite –– Kiedy słyszymy bay dogs, spuszczamy catch dogs i catch dogs idą prosto tam, skąd dochodzą odgłosy [wywołane ”sytuacją” bay dogs vs. zwierzyna]. So, as a hunter, you wanna get there as quickly as possible, because every minute with the boar that might weigh 300 – 400 pounds, your dog’s life is at risk Więc jako myśliwy chcesz jak najszybciej dostać się tam [na miejsce ”akcji”], ponieważ w każdej minucie z dzikiem, który może ważyć między 135 a 180 kilogramów, zagrożone jest życie twojego psa (Przy czym warto pamiętać, że przeciętny dziki knur w USA waży gdzieś od około 50u do 100u kilogramów, ale nie jest czymś niezwykłym znaleźć świniaki osiągające ok 140 kg[18].) Dogo is also a smart biter – Dogo jest także psem inteligentnie gryzącym → sprytnie/zmyślnie, po prostu: mądrze pochwytującym. It doesn’t bite a hog and just try to destroy it like it was a fight – Nie gryzie, nie wgryza się w świniaka, nie szarpie go i nie próbuje go zniszczyć/rozerwać, jakby to była walka. Dogo should bite and hold, so it’ll save a lot more energy that way – Dogo powinien ugryźć i (u)trzymać, tak zachowa zdecydowanie więcej energii [niż gdyby szarpał zwierzynę itd.]. If it’s just try to tear up the hog, it’s energy expenditure is too much, so you try to get there as quickly as possible to dispatch of the hog – Jeśli po prostu próbuje rozerwać świnię, jego wydatek energetyczny jest zbyt duży, więc próbujesz/starasz się dostać tam [gdzie dogo ”mają kontakt” ze zwierzyną] tak szybko, jak to możliwe, żeby wieprza załatwić/”wysłać na tamten świat.” – A lot of people thinks that dogo kills the hog, the dogo just catches it, and it holds it enough for the hunter to get there in time and kill it – Wiele osób myśli, że dogo zabija knura, dogo tylko go łapie/dopada/chwyta i utrzymuje wystarczająco długo/tyle ile to konieczne, by dotarł myśliwy i zabił zdobycz. [Tak, nie jest ”działką” psa myśliwskiego zabijać zwierzynę, ale od człowieka kontrolującego przebieg polowania zależy to jaką ”pracę” wykona pies. A różni ludzie mają różne ”pomysły”…]

Warte uwagi są także słowa Miguela na temat wymiarów, gabarytów dogo, tym bardziej, że ostatnio na FB możemy oglądać już nie tylko cienkie jak przecinki dogo, ale i iście mastifowate kloce pozbawione linii dolnej – czyli jedni tzw hodowcy rozmnażają wypłosze o kośćcu typu >wykałaczka<, a inni bardzo popłynęli w bajkę, że ”dogo to jeszcze jeden molos, tylko zupełnie biały”.

Na marginesie, pokazywany na filmie ”zestaw”; Dogo Argentino jako catch dog i Luisiana Catahula Leopard Dog jako bay dog, to rasy predysponowane do wrodzonej głuchoty – dogo z uwagi na ”biały kolor sierści”, czyli z powodu działania Locus S, odpowiadającego za zakres pigmentacji, a LCLD z powodu umaszczenia typu Merle, czyli działania Locus M.)

Link do filmu przywracającego wiarę w to, że są na świecie ludzie odpowiedni do tego, by być przewodnikami Dogo Argentino, znajdziecie przy tym[19] numerze.

Zazwyczaj to, co możecie zobaczyć na YT po wpisaniu frazy ”Monteria, Dogo Argentino”, ”Wild boar hunting with Dogo Argentino” itp., wygląda znacząco inaczej od tego o czym napisał Whachadero, autor tekstu, który przytoczyłam i przetłumaczyłam wam powyżej, w wątku ”Monteria – a co to takiego?”, jak i Miguel – bohater filmu, który polecam wam obejrzeć. Niestety, to, co przedstawia większość filmików z YT, to z czego ”czerpią inspirację” niektórzy ludzie, to psudomonteria i patomyślistwo, popisy miękko… Dziki nie są ”wielkie” ani groźne, szczególnie dla opancerzonych, nierzadko naprawdę wymyślnie, psów, które dopadają je średnio w cztery (ale i więcej). Cztery ”opancerzone” psy, które po prostu gryzą, szarpią, zamęczają zwierzynę, bo świnaiki są zbyt niepozorne, by móc jakkolwiek walczyć z tymi psami. A typy, które stoją z boku i patrzą jak psy kąsają, szarpią i wgryzają się w drące się wniebogłosy knury, i oczywiście nagrywają te sceny telefonami, nie bardzo nawet starają się trafić w serca tych nieszczęsnych zwierzaków, gdy znudzi ich już gapienie się na jatkę i często dźgają świnie nieudolnie, po kilka razy, zanim w końcu je zabiją. Gdzie w tym ”starcie żywiołów”? ”Siła męskości”, czy ”okazja do wykazania się”? W tych nagraniach nie ma nic poza żałosną prawdą o ich autorach. (”Nieco bardziej cywilizowany” charakter miewały/mają – o ile wciąż są dostępne – materiały, które wyrzuca wyszukiwarka YT, gdy wpisana fraza to ”Wild boar hunting with Dogo Argentino”. Na anglojęzycznych filmach faceci częściej sprawiają wrażenie, że chcą szybko uśmiercić świnię, po tym gdy dobiegną na ”miejsce akcji”, ale też filmy te nierzadko były/są montowane, tak więc nie wiadomo ile czasu mija od momentu wejścia w sytuację myśliwych do chwili, w której zadają oni śmiertelny cios pochwyconemu świniakowi… ile naprawdę zajmowało panom ”przyglądanie się akcji”, wiedzą tylko oni.)

Prey objects & predatory behaviour, czyli Dogo Argentino jako carnivore, predator – ”po prostu” drapieżnik

Prey drive – po polsku popęd łupu, przy czym w kontekście Dogo Argentino anglojęzyczne ujęcie tematu, to słowo ”prey” (ofiara, zdobycz) jakoś dosadniej oddaje istotę rzeczy – to instynktowna skłonność drapieżnika do wyszukiwania i znajdowania, ścigania, chwytania i opanowywania zdobyczy – a więc do polowania.

Niektórzy behawioryści twierdzą, że predatory behavior – zachowanie drapieżnicze wcale nie powinno być nazywane ”agresją”, że odpowiedniejsze jest interpretowanie go jako formy food-getting behavior, czyli zachowania związanego z przyjmowaniem pokarmu. Motywacja do ścigania prey objects, do pogoni za ”ofiarami”, tymi ”obiektami” wzbudzającymi w psach predatory behavior, różni się od innych >form agresji< (brak w niej affective arousal – takiego ”emocjonalnego pobudzenia”), tych bazujących na rywalizacji o zasoby i/lub samoobronę. Psy rzucające wyzwanie; szczekające, warczące i goniące np. rowerzystów czy biegaczy np. mijających dom, czy ”teren psa”, angażują się w agresję terytorialną – pojedynczo drapieżniki zwykle otwarcie nie zdradzają swoich zamiarów, robiąc dużo hałasu. (Aczkolwiek obserwowanie sfory psów gończych uzmysławia, że polowanie w grupie może być dość hałaśliwe.) Natomiast psy, które chowają się w rowach lub za krzakami i cicho rozpoczynają atak na niczego niepodejrzewających przechodniów, wykazują bardziej klasyczne zachowanie drapieżników. Jednak powiedzmy sobie wprost: frustracja psa uwiązanego lub tzw kojcowego, psa znajdującego się za ogrodzeniem i zwyczajowo niemającego normalnych interakcji ze światem poza-kojcowym, z otoczeniem spoza posesji, psa z zaburzonym procesem socjalizacji, psychologicznie zaniedbanego, w połączeniu z ciągłą ekspozycją na bodźce (stające się ”wyzwalaczami” reakcji), które stanowią raptownie poruszające się prey objects, może pchnąć do zachowania drapieżnego, do prawdziwej agresji. Dosyć obszernie pisałam na ten temat w serii tekstów o roli przestrzeni w interakcjach ludzi i psów; o znaczeniu proksemiki, zwłaszcza w kontekście uczenia psów prawidłowego odnoszenia się do niemowląt i małych dzieci, poprzez czytelne ustalenie społecznego statusu dzieci w oczach psów[20].)

Do zachowań drapieżniczych należą; polowanie; węszenie, tropienie, przeszukiwanie danego terenu i szukanie ofiary, czekanie na ofiarę, zaczajanie się, nękanie; sekwencja ataku; pościg, skok i pochwycenie, potrząsanie, zaduszanie i konsumowanie ofiary po zabiciu.

Niektóre psy mają znacznie silniejszy predatory instinct niż inne. Nie powinno to dziwić. W końcu to, że dziś psy rasowe trafiają w ręce przypadkowych osób, nie oznacza, że tak było od zawsze. Kiedyś w rasie psa nie chodziło o jego wygląd, a użytkowość (nawet jeśli dziś niektórym bardzo trudno w to uwierzyć). Psy ras, które celowo, przez pokolenia, stulecia albo ”tylko” dziesiątki lat – jak w przypadku presy Dogo Argentino – hodowano w celu utrzymania i zachowania w nich specyficznych cech/umiejętności, jak to chase and (be able to) kill big, powerful animals, czyli do pogoni i zabijania dużych, silnych zwierząt, nawet, gdy trafią w ręce ludzi nieodpowiedzialnych lub po prostu idiotów, zachowują swoje cechy. (Wiecie, ”taka rasa” – sorry za cynizm.)

Psy używane do polowania na grubą zwierzynę; niedźwiedzie, dziki, pumy, lwy, przez pokolenia były selekcjonowane wpierw w kierunku wyłonienia a potem już jedynie utrzymania w nich cech/instynktu chwytania, utrzymywania i opanowywania oraz zabijania owej zwierzyny (w sforze). A propos, jak na początku tego tekstu wspomniałam, wielokrotnie zetknęłam się z czymś na kształt ”schizofrenii” u niektórych z posiadaczy dogo. Z jednej strony ten typ właścicieli dużo mówi (lub pisze) o ”instynkcie” swoich Dogo Argentino, instynkcie, który ich psy ”muszą jakoś rozładowywać”, w związku z czym ci właściciele, o ile natrafi się okazja chętnie puszczają swoje psy ”luzem, w las, by się z dziczkiem sprawdzały i/lub za sarenką wybiegały” i/lub jakoś ”nieszczególnie mocno przejmują się” (dokąd brak świadków), gdy ich dogo upoluje ”na spacerze” jakieś stworzenie; kota, wiewiórkę, jeża (a może nawet innego psa?)… Lubią też przechwalać się ”siłą szczęk” swoich psów itp. A z drugiej strony strasznie się ”burzą”, gdy używa się w odniesieniu do korzeni i tzw ”natury” rasy Dogo Argentino, ”mocnych słów”, bo ich zdaniem podobno właśnie to, te ”mocne słowa”, a nie ”puszczanie dogo luzem w las, żeby się z dziczkiem sprawdził”, czy ”upolowywanie” kotów, robi tej rasie najgorszy PR. Tym razem więc, z uwagi na ”wrażliwość” owych ”schizofreników” zamienię słowo ”zabijanie” na łagodniejsze w brzmieniu, ”nienacechowane” słowo ”uśmiercanie”. Kontynuując: psy będące przedstawicielami ras, które przez dziesiątki pokoleń hodowano i selekcjonowano tak, aby były w stanie uśmiercać i by uśmiercały duże i silne zwierzęta, są zdecydowanie bardziej predysponowane do wykazywania zachowań związanych np. ze ściganiem ”obiektów”, które postrzegają jako swoje potencjalne ofiary, niż np. ”ozdóbki” – psy, których przeznaczeniem było być ”dodatkiem do garderoby damy dworu”.

Tak tylko na marginesie dodam (na ten temat będzie osobny tekst), że w pewnym sensie nawet zabawne jest, że posiadacze dogo mający dziś ”problemy” ze swoimi psami, obawiający się swoich (zazwyczaj wciąż jeszcze dość młodych) psów, ludzie odczuwający przed nimi lęk (po tym, jak wydarzyło się coś będącego skutkiem tego, iż ”przejechali na wszystkich czerwonych światłach”), dziwią się, że ich pies ”ośmiela się zapomnieć kto tu jest panem”, że ”ośmiela się rzucać im wyzwanie pies rasy stworzonej ”TO CHASE AND KILL BIG, POWERFUL ANIMALS”. Szczególnie te zdziwienia i przysłowiowe budzenie się z ręką w nocniku rozbrajają, gdy dziwi się istota skrajnie inna od big powerful animal – mała i bardzo nie-powerfull, taka (bezbronna) ”kobietka”… Która to wymyśliła sobie, że to czego jej w życiu potrzeba, to akurat jest Dog Argentyński, a jakiś baran albo baranica jej tego psa sprzedali…

Wytwarzająca się (lub już wytworzona) kultur(k)a wokoło tej rasy powoduje, że często na wszelkie ”nieprawidłowości” w zachowaniu psa, z błogosławieństwem a nawet za namową ”znajomych z fejsa”, macha się ręką, bo ”To taka rasa, one tak mają, że”… Właściciele dogo ”z problemami” budzą się z wyżej wspomnianą ręką w nocniku nie, gdy ich kilkumiesięczny pies zaczyna pałać żądzą mordu na widok pierwszego z brzegu przedstawiciela swojego gatunku – bo przecież ”To taka rasa, one tak mają, że”. Nie, gdy pierwszy raz usiłuje ”polować”, skupiając się totalnie na Jakimś Tam Obiekcie, bo ”To taka rasa, one tak mają, że”. Nawet nie przy pierwszej ”upolowanej” wiewiórce, ani przy pierwszym rozszarpanym podczas ”spaceru” (choćby) jeżu, bo ”To taka rasa, one tak mają, że”… Budzą się dopiero, gdy ich pies wykaże agresję wobec ich dziecka lub nich samych. Oj! Wtedy do nich dociera: JEST PROBLEM! Budzą się, gdy w ”grze” ich pies jest na znacznie wyższym levelu niż oni… I wtedy tłumaczenie ”To taka rasa, one tak mają, że”… jakoś im już nie wystarcza… Cóż za irracjonalny brak konsekwencji! No, przecież podobno ”to taka rasa, one tak mają, że” coś tam.

Niestabilność, impulsywność i agresja u dogo, są tolerowane. Niejednokrotnie, czytając wynurzenia posiadaczy psów tej rasy lub rozmawiając z tymi ludźmi, można odnieść wrażenie, że cechy te są wręcz znakiem firmowym rasy. ”Łatwopalny dogo, to prawdziwy dogo” – zdają się mówić fani rasy. Co gorsza w tym i posiadacze dogo wypowiadający się np. pod nagraniami z wystaw psów, które to nagrania dokumentują przejawy zachowania, które przez żadnego odpowiedzialnego posiadacza zwierzęcia z gatunku canis familiaris nie powinny być tolerowane. A które u udzielających się w social media ”speców”, wydają się …budzić uznanie, wręcz podziw i być powodem do odczuwania dumy(?) z przejawianego ”temperamentu” i obecnych u danego osobnika ”typowych dla rasy” cech. Cóż, dogo są chyba jedyną rasą, w przypadku której za coś ”ok” uważa się – na wystawach odbywających się pod patronatem FCI – podjudzanie psów przeciwko innym znajdującym się na ringu osobnikom, ”nakręcanie ich na siebie”, by ”okazały temperament”. Zdarza się, że sędziowie oceniający stawkę sami zachęcają wystawców do tego, by ”podgrzali atmosferę” – coś takiego oglądać było można np. na Węgrzech w 2013 roku.

Ludzie posiadający Dogo Argentino uczą się poprzez naśladownictwo: jeśli przejawiana u czyjegoś dogo agresja jest ”normalna”, tak samo ”normalna” jest agresja u ich psa – nie reagują więc na jej przejawy (aż im skalę wysadzi…). Jeśli od jakiegoś Mądralińskigo Mądralka albo Mądralki Mądralińskiej z fejsa dowiadują się, że to ”normalne”, że dogo może >zapolować< na psa sąsiadów, który wszedł na ”teren należący do dogo”, to uznają, że ”nie ma co robić afery” z tego, że ich pies ”na spacerze” zagryzł inne stworzenie, bo ”przecież to tylko jeż”…

Dla odmiany, środowisko posiadaczy TTB – Terrierów Typu Bull, psów należących do ras, których pierwotnym przeznaczeniem było zabijanie innych psów podczas walk, jakoś nie ”jarają się na plus” (a co najmniej nie robią tego publicznie), gdy TTB przejawiają agresję wobec innych psów, czy zwierząt. A praktycznie zawsze, gdy w środkach masowego przekazu (a za takie można uznać dziś i social media) pojawi się informacja, że Gdzieś Tam, Jakiś Tam TTB wyrządził krzywdę innemu psu abo zwierzęciu, czy nie daj Boże człowiekowi, natychmiast uruchamia wszelkie możliwe dla nich środki, np. właśnie poprzez media społecznościowe, tłumacząc ludziom – oburzonym i przerażonym, domagającym się totalnego zakazu posiadania psów tego typu – że tragedia była do uniknięcia, że winny jest człowiek – właściciel psa. Bo nie jest naturą TTB atakowanie i/lub zabijanie innych psów ani nie daj Boże atakowanie ludzi, bo każdy TTB to przede wszystkim canis familiaris – pies domowy, dla którego zabijanie innego psa, czy atakowanie człowieka nie jest naturalne. A gdy takie zdarzenie ma miejsce oznacza wynaturzenie. Bo w naturze psa domowego nie jest walka na śmierć i życie z innym przedstawicielem jego gatunku ani tym bardziej atakowanie człowieka. Walki psów wymyślili ludzie, nie psy. I agresję w canis familiaris podsycają ludzie, także tę ukierunkowaną na człowieka. Zamieńcie sobie teraz skrót ”TTB” na ”Dogo Argentino”, to ”To nie ich natura, to nie wina rasy” na ”To zupełnie normalne zachowanie w tej rasie” – zaczęliście ogarniać w czym problem?

Wracając do wątku ”instynktu łowieckiego”: jak już wielokrotnie pisałam to, że jakieś zachowanie, w tym przypadku konkretnie predatory behavior, jest naturalne i ”typowe dla rasy”, nie oznacza, że powinno być – poprawka: że może być akceptowane, gdy przejawiane jest w sytuacjach nieadekwatnych. Adekwatną dla Dogo Argentino sytuacją, w której >cool< jest przejawianie przez psy tej rasy – z całą mocą – predatory behavior, jest polowanie → monteria, a nie ”spacerek pośród łąk/między blokami”. I to jest to o czym często, a czasem także bardzo chętnie (tak ”z premedytacją”) ”zapominają” niektórzy posiadacze Dogo Argentino. Ludzie, którzy swoje dogo wprowadzają w przestrzeń publiczną pełną innych ludzi, innych psów oraz innych zwierząt, kompletnie nie ogarniając, że z ich psami ”coś jest nie tak”, skoro ”polują” w czasie ”spaceru”– zwłaszcza z punktu widzenia otoczenia to ”nie tak” jest bardzo wyraźne.

Ci ludzie wprowadzą swoje psy, wychodzą z nimi ”na spacer” w przestrzeń publiczną – miasto, miasteczko, ”pipidówek”, wieś, las, łąka, przydomowy skwerek, blokowisko, to, jeśli nigdzie nie widać znaku ”teren prywatny”, przestrzeń publiczna. A ”spacer” z psem, wyprowadzenie go ”na siusiu i kupkę”, w publiczną przestrzeń to z założenia nie jest polowanie. Mimo to niektórzy posiadacze dogo pozwalają swoim psom na przejawianie zachowań skrajnie niewłaściwych dla sytuacji pt. ”spacerek” i nie widzą w tym żadnego problemu. Spacer, szczególnie dla Dogo Argentino nie może być okazją do ”polowania” ani na wiewiórki, ani na koty, ani na jeże, czy jakiekolwiek inne stworzenia. Powtórzę enty raz: Dog Argentyński nie może ot, tak podczas tzw spaceru zabijać innych stworzeń.

A jednak niektóre dogo ”upolowują” zwierzątka podczas ”spacerków”.

A potem jest płacz i zgrzytanie zębów, że ”pies jest agresywny” wobec dziecka albo żony/męża, ”narzeczonej/narzeczonego”… A dlaczego ma nie być ”agresywny”, jeśli nie zna granic? Jeśli dla niego ich nie ma, bo dotąd ”wszystko uchodziło mu na sucho”… Dotąd się ”rozwijał”, był młodym osobnikiem, a teraz jest już trochę starszy, ”pewniejszy siebie”, ma już swoje nawyki

Gdy pies tak specyficznej rasy ląduje w rękach zupełnie przypadkowej osoby, która >nie czuje< tej rasy, która, nawet o takim ”tradycyjnie polskim” myślistwie nie ma bladego pojęcia, nie mówiąc o big game hunting, czy gorzej, gdy Dog Argentyński ląduje u kogoś o mentalności ”dresiarza”, bardzo łatwo o patologię. Generalnie, Dogo Argentino jest rasą szalenie atrakcyjną dla ”mentalnych dresiarzy”, widzących w presie z Argentyny takie ”apdejtowane”, wielkie, białe, ”groźne do sześcianu pitbule”. A od takich ludzi nie sposób wymagać odpowiedzialności ani intelektualnego zaplecza zapewniających, że naturalne dla rasy predatory instincts nie staną się zagrożeniem dla otoczenia psa. Czasem niestety nie sposób uniknąć konkluzji, iż taki ”typowy polski klient” na Dogo Argentino powinien mieć zakaz zbliżania się do psów tej rasy. A brak wymogu, by przepisy dotyczące utrzymywania (min.) Dogo Argentino w Polsce, były na poziomie niemieckich, aż piszczy.

Gdy cały twój świat kręci się w około FCI: Puk, puk! – Czy to molos? – Gdzie jest miejsce presy Dogo Argentino?

Kiedyś międzynarodowy sędzia kynologiczny FCI, sędziujący rasy z grup I, II, III, V i VI, Dr. Otto Schimpf, który został pierwszym specjalistą od Dogo Argentino w Europie, zwrócił uwagę[21], iż choć Fédération Cynologique Internationale (FCI), czyli najbardziej na świecie znana międzynarodowa federacja kynologiczna, porządkuje rasy psów, jako należące do konkretnych grup, których wg systematyki tej federacji jest 10 i choć aż do 4 spośród owych grup zaklasyfikowane zostały rasy myśliwskie, presa – chwytająco-trzymający Dogo Argentino ”nie załapał się” do żadnej z nich. I wylądował w grupie II – tam, gdzie molosy. Konkretnie w sekcji drugiej grupy II, jako ”mastiff type”. Dr. Schimpf napisał: „Molossoid” is a concept that has come down to us from antiquity and is associated with the meaning of “enormous, solid, with a large head, etc”. The Dogo Argentino does not need these attributesMolosoidalny typ budowy, czyli masywny typ budowy to pojęcie/koncepcja, ze starożytności, z antyku, przywodzące na myśl psa ogromnego, solidnego z dużą, wielką głową itp. Dogo Argentino nie potrzebuje tych atrybutów/cech

Przypomniał, że gdy pod kierunkiem Augustina Nores Martineza, w 1974 roku Dogo Argentino jako odrębna, ustalona rasa, uzyskał uznanie FCI, zaklasyfikowano go w grupie V, w tym co w tamtym czasie było grupą V. A wtedy grupa ta skupiała głównie celebrated Nordic breeds, czyli dobrze znane rasy nordyckie (takie jak Siberian Husky, Alaskan Malamut itp.), ale i some special hunting dogs, czyli specjalne, ”wyjątkowe” psy myśliwskie. In the front line the Pack Dogs, a więc przede wszystkim psy pracujące w sforze, psy for big game hunting, czyli do polowań na grubego zwierza, takie jak Rhodesian Ridgeback – support dog for hunting lions – pies pomocniczy do polowania na lwy w Afryce. Podkreślał, że umieszczenie Dogo Argentino w grupie psów o przeznaczeniu myśliwskim odpowiadało intencji twórców rasy, niemających wątpliwości co do przeznaczenia białej presy: to zawsze był pies myśliwski. I takim miał pozostać: łowcą predysponowanym do pracy w sforze – jedna rasa posiadająca rozliczne talenty, których skupionych wszystkich razem w jednym psie, na próżno szukać poza Dogo Argentino.

W 1985 roku Fédération Cynologique Internationale częściowo zmodyfikowała klasyfikację swoich grup, a Dogo Argentino nagle znalazł się w grupie II. Wciąż nie jest jasne jakie były podstawy tego działania i kto je zainicjował, ale Dogo Argentino stał się ”Molosserem”, lądując w kategorii, której charakterystyczne cechy nie odpowiadają charakterystycznym cechom ras myśliwskich – dogo został ”psem rasy olbrzymiej”.

I ok, wszystko to prawda, konkretne i bardzo słuszne uwagi, ale w tym miejscu mój punkt widzenia na Dogo Argentino, wchodzi na kurs kolizyjny z poglądem Dr. Schtimpfa, który stwierdził po prostu, iż ”In Europe, dogs with characteristics that corresponded with those of the Molossers quickly earned themselves a bad reputation – W Europie psy o cechach odpowiadających cechom molosów – przyjmuję, że chodziło mu o cechy fizyczne – szybko zdobyły złą reputację. They were classified as dangerous or fighting dogs. Zostały sklasyfikowane jako niebezpieczne lub walczące psy [”psy do walk”]. Consequently they were included on official lists that banned their possession and breeding and very high special taxes were applied. W konsekwencji rasa została wpisana na oficjalne listy zakazujące posiadania dogo oraz ich hodowli, zastosowano także bardzo wysokie, specjalne podatki [dla posiadaczy dogo, jako posiadaczy psów rasy uznawanej za agresywną].

Po kolei, krok po kroku ”przyczepię się” do każdego z tych zdań z osobna:In Europe, dogs with characteristics that corresponded with those of the Molossers quickly earned themselves a bad reputation – W Europie psy o cechach odpowiadających cechom molosów szybko zdobyły złą reputację. Ale, że co? Tak ”po prostu” to się stało? I w ogóle to co ”się” stało? No, najwyraźniej stało się coś, co w swoim czasie stało się z Fila Brasileiro → hodowcy chcący dostosować się do niemającej merytorycznego uzasadnienia decyzji FCI, hodowcy chcący sprzedawać swoje psy do miast, jako ”molosy”, zaczęli preferować psy o molosowej, cięższej sylwetce, bo takie psy preferują ludzie kupujący psy ”do domów i do miast”, szukający ”typowych molosów” i hodowcy im to dali. Zaczęło się całe to pierniczenie o dogo jako psie ”rasy obronnej”, w konsekwencji ”skakanie do rękawa” etc. Hodowcy (a może słuszniejszym byłoby określenie pseudohodowcy?) Dogo Argentino dali swoim klientom ”molosa”. Dali go im bez zawracania sobie głów psychiką białej presy. Presy, która może i zaczęła zmieniać się fizycznie, ale nie bardzo przy tym ewoluowała psychicznie i nie dostosowywała się do nowych warunków ”użytkowania”; ”molos towarzyszący”, ”pies rodzinny”, ”pies rasy obronnej”, ”właściwie ułożony, idealny towarzysz dziecięcych zabaw”, etc.

Kolejne zdanie, jak już wiecie, brzmi: They were classified as dangerous or fighting dogs – Zostały sklasyfikowane jako niebezpieczne lub walczące psy. Cóż, przecież Dogo Argentino to tylko Viejo Perro Pelea Cordobes – pies, który na ringu zagryzał innego psa – tyle że po ”przeróbkach” Martineza. Martineza, który chciał zachować Białego Walczącego Psa z Cordoby, więc Dogo Argentino wyhodowany/wypracowany został na genetycznej bazie VPPC. Martinez wiedział, że z powodu wybujałej agresji ta rasa skazana jest na zagładę, ale chciał zachować elegancki, majestatyczny wygląd VPPC, charakterystyczną białą sierść oraz jego siłę wyrazu. By to się udało, musiał wyeliminować niepożądane cechy: szczególnie ową wyjątkową agresję, ponieważ, choć w czasie, gdy Martinez dumał nad przyszłością VPPC, miały się one całkiem dobrze, wiedział, że w takiej formie, bez ”poprawek” VPPC nie przetrwają. Dzisiejszy Dogo Argentino to wciąż Viejo Perro Pelea Cordobes, tylko że po dziesiątkach lat (pokoleń) modyfikacji, czyli pracy hodowlanej Martinezów. Nie jest rasą stworzoną z wymieszania osobnych ras. Bazą dogo jest VPPC, do którego dolewano kolejne rasy, starając się jego instynkt zabijania innych psów, przekierować na instynkt ”zamęczania” dzikiej zwierzyny podczas monterii.

Gdy zapomina się o selekcji na psychikę, gdy psy rozmnażane są ”na eksterier”, żeby zdobywać ”lokatki” i ”nagródki” na ”wystawkach”, gdy żyją w kojcach, od czasu do czasu ”zabierane na spacer” poza kojec, gdy stają się coraz popularniejszymi ”psami towarzyszącymi” ludzi, którym podoba się ich ”biały kolor sierści” i upierniczone uszy, i gdy nie muszą już umieć pracować w sforze, bo nikt już nie pamięta o co w tej rasie chodzi i do czego została >zaprojektowana<, wracają pierwotne demony VPPC. Zdolność do pracy w sforze, zaczyna się od selekcji w kierunku uzyskiwania psów zdolnych do pracy w sforze, psów będących w stanie sprostać bardzo konkretnemu zadaniu: polowaniu typu big game i jest czymś zupełnie innym niż zagryzanie drugiego psa. Osobniki ”łatwopalne”, ”rekacyjne”, czyli reagujące nieadekwatnie do bodźca, nie mają jak podołać zadaniu, nie są w stanie sprostać wymaganiom pracy użytkowej. Wykonać zadanie mogą jedynie osobniki zdolne do panowania nad popędem, który kierował VPPC, psy nie podążające jak automaty za bodźcami. W warunkach braku możliwości realizowania instynktu w ”ucywilizowanej” wersji: w monterii, w polowaniu, w którym Dogo Argentino zamiast przedstawicieli swojego gatunku, atakuje dziką zwierzynę łowną, gdy selekcjonowanie pod kątem uzyskania stabilnej psychiki ”wylatuje” (pseudo)hodowcom z głów, wracają demony VPPC i zaczyna się problem wybujałej agresji i psychicznej niestabilności.

Consequently they were included on official lists that banned their possession and breeding and very high special taxes were applied”. W konsekwencji rasa została wpisana na oficjalne listy zakazujące jej posiadania oraz hodowli, zastosowano także bardzo wysokie, specjalne podatki. Słusznie, bo nie jest to rasa ”dla każdego” i nie tylko Dogo Argentino powinny dotyczyć szeroko rozumiane restrykcje, ale o tym kiedy indziej. Mnie nie przekonuje, że ”w imię wolności” idioci lub ludzie ”tylko” nieodpowiedzialni mają ”mieć prawo się uczyć” kosztem otoczenia. Pies rasowy nie jest sam w sobie żadnym ”dobrem, które należy się wszystkim” i nie uważam, aby było coś niewłaściwego w ograniczeniach dotyczących możliwości posiadania psów ras takich jak Dogo Argentino, Fila Brasileiro czy inne, dość ”egzotyczne”, by odpowiednie ich ułożenie – takie dzięki, któremu nie stanowią zagrożenia dla otoczenia – nie stanowiło kłopotu dla pierwszego z brzegu ”psiarza z tzw doświadczeniem”.

Dalej pan sędzia wspomina, że entuzjaści Rhodesian Ridgebacków okazali się swego czasu bystrzejsi od fanów Dogo Argentino i nakłonienie przez nich FCI do tego, by RR powróciły do grupy hunting dogs (aktualnie RR zaklasyfikowane są w grupie VI), skutkuje dziś znaczącą przewagą liczebną RR nad DA, a Rhodesian Ridgeback has remained the dog it always was, czyli pozostał psem jakim zawsze był [Co jest istotne także przez wzgląd na ich wygląd fizyczny, który nie uległ zmianom, z jakimi borykają się dziś niektóre argentyny, zbyt ”molosowe, mastifowate w wyrazie”]. By definition the hunting dog is in the so-called “Dangerous Dog” category – Z definicji pies myśliwski należy do tak zwanej kategorii ”Niebezpieczny pies”. At shows the judges are not inclined to consider it necessarily a powerful dog but simply a working dog. Na wystawach sędziowie nie mają inklinacji/nie są skłonni postrzegać/uważać ich koniecznie za potężne, ale po prostu psy pracujące. Według znanego sędziego nie ma powodu, by Dogo Argentino tkwiły w grupie II.

Uważa on, że przyszłość tej rasy można wyobrazić sobie tylko w grupie VI, grupie psów myśliwskich, ponieważ byłoby to spójne z story of its birth and with the desire of its breeder, czyli narracją o powstaniu rasy i pragnieniami jej twórców. Twierdzi, że byłby to pewny sposób na zachowanie cech/właściwości i funkcjonalności/sprawności Dogo Argentino; nadmierne/przesadne gabaryty; wzrost, budowa i waga nie są atrybutami psów myśliwskich. To fakt, nawet proporcjonalne, ale po prostu zbyt duże, ”kobylaste” i ”molosowe” osobniki nie są tym, o co w tej rasie chodzi. Pan sędzia stwierdził, że rasa zaklasyfikowana do kategorii psów myśliwskich, zostaje zdjęta z list banowanych, czyli zakazanych psów walczących.

Muszę dodać tu, moim zdaniem całkowicie oczywistą, uwagę: zdjęcie dogo z tego rodzaju list, tylko dlatego, że w jakiejś tam międzynarodowej federacji kynologicznej, która zrzesza ludzi robiących biznes na rozmnażaniu psów, ktoś zmieniłby kategorię, do której ta rasa jest przypisana, byłoby posunięciem kompletnie bezzasadnym i karygodnym. Dlatego, że problem niestabilnej psychiki u wielu psów tej rasy wciąż by istniał. To nie zaklasyfikowanie do grupy II jest problemem najbardziej palącym, ale to do czego doprowadzili hodowcy szukający klientów na szczeniaki za wszelką cenę: niestabilna psychika i wybujała agresja u części psów tej rasy – jedne linie obciążone są bardziej, inne mniej. Lata świetlne dzielą Dogo Argentino od np. Cane Corso i dogo nigdy nie powinien był wylądować w grupie II, wg porządku ”szacownej” FCI. Ale hodowcy, jak i sędziowie kynologiczni powinni ”wziąć na klatę” konsekwencje debilnego postanowienia ”jedynie słusznej” FCI: wyciągnąć wnioski z istniejącej sytuacji, przeanalizować je i zacząć w końcu selekcjonować psy pod kątem psychicznych cech umożliwiających tym stworzeniom możliwie najbardziej bezkolizyjne funkcjonowanie w skupiskach ludzkich, gdyż wszyscy właściciele Dogo Argentino mieszkają na planecie Ziemia. ”Spapranie” rasy poprzez powszechnie akceptowany brak selekcji pod kątem utrzymywania cech stanowiących podstawę psychicznego zrównoważenia, u ”problematycznych” osobników i/lub w ”problematycznych” liniach Dogo Argentino nie wyparowałoby z chwilą, gdy biała presa znalazłaby się w grupie VI wg systematyki FCI, czyli w oczach osób ”z boku”, Jakiejś Tam Federacji Hodowców . A wracając do uwag pana sędziego, podsumował on swoje wynurzenia konkluzją, że dzięki takiemu obrotowi sprawy wszechstronność/wielofunkcyjność dogo zostałaby ”udokumentowana i przestałaby być przedmiotem mitów”… No, kurczę… Jakie to ”proste”, a najlepsze, że pan sędzia tak na serio. Aż sobie odpuszczę komentarz.

Dr. Schtimpf stwierdził, że nikt nie powinien obawiać się, iż Dogo Argentino zostanie zepchnięty do roli stricte psa myśliwskiego. Wyraził zdanie, że żaden Dogo Argentino nie musi aktywnie polować, but it can and must be able to do so officially when it has the chance ale może i musi być w stanie, czyli musi być wydolnym polować, kiedy będzie mieć taką możliwość/okazję ku temu/szansę na to. Po prostu dogo powinny być na tyle sprawne, by w stosownych okolicznościach móc podołać trudowi monterii faktycznie a nie tylko czysto teoretycznie. I z tym akurat się zgadzam[22]

Jak szkoli się dogo, by mógł polować na ”grubego zwierza”?

W zagrodzie. Z dzikiem. Etapami.

Chyba wszyscy pasjonaci dogo znają wywiad sprzed ”paru lat”, wywiad[23] z Birgitte Nielsen i Peterem Van Gilsem z kennelu Perro Pelea Cordobes. W każdym razie zna go, a co najmniej jego fragmenty, część dogo fanów, którzy bardzo chętnie biegaliby (lub biegają) ze swoimi dogo po lasach w poszukiwaniu ”dziczków”, z którymi ich psy mogłyby (lub mogą) się ”sprawdzić”. Wywiad ten jest naprawdę interesujący, zwłaszcza w punktach dotyczących zbyt agresywnych argentynów, czy problemu motywacji ludzi ”wchodzących w rasę”. Jest też ciekawy z uwagi na intrygująco (raczej) nieprzypadkowy dobór słów w nim użytych, szczególnie w kontekście polowania z Dogo Argentino na terenie krajów Europy. Szkoda, że fani i zwolennicy ”łowieckiego użytkowania” dogo w Polsce, głównie skupiają się na fragmencie wypowiedzi Duńczyków, którą poniżej przytoczę, resztę ich uwag olewając, np. te dotyczące zdrowia pogłowia Dogo Argentino, no, ale cóż… Oto ów ”ekscytujący fragment” ww wywiadu, wywiadu, który, niezależnie od intencji osób, które się w nim wypowiadały, rozbudził i na dobre obudził wyobraźnię różnych ”Czesiów” w Polsce lub jedynie dolał oliwy do ognia… Niemniej prawdą jest, że dziś te różne polskie ”Czesie” snują wizje i marzenia o oddawaniu w kierunku dzików (i pewnie nie tylko) ”przypadkowych” niecelnych strzałów, posiłkując się przy tym – bardziej lub mniej otwarcie – słowami znanych hodowców.

PYTANIE: Do you think that ever the hunting with Dogo will be permuted oficially?

Sens tego pytania można przetłumaczyć następująco: Czy uważacie, że kiedykolwiek polowanie z dogo formalnie, urzędowo, poprzez zmiany w pawie zostanie zmienione/ulegnie zmianom? Że ”wachlarz możliwości”, to co możliwe/dopuszczalne vs. niedopuszczalne w polowaniu z dogo ulegnie zmianom? Że zmienione zostanie to, jak używać dogo w polowaniu? Tak więc >po polsku< można by to pytanie zadać tak: ”Czy uważacie, że kiedykolwiek zostaną w wyniku zmian w prawie, zmienione na plus, zwiększone możliwości zastosowania dogo podczas polowania?

ODPOWIEDŹ: ”We hope positively → Mamy nadzieję na pozytywny rozwój wydarzeń, pomyślny dla naszych oczekiwań. When we are talking about countries that have wild boar – Kiedy mówimy o krajach, które mają papulację dzików/w których występuje dzik, it is important to understand the hunting environment – ważne jest, aby rozumieć środowisko łowieckie, to w którym chce się polować. It is highly important to show hunters the good skill in tracking wounded game with dogo – Bardzo ważne jest [dosłownie: wybitnie i do głębi ważne], aby pokazać myśliwym dobry, wysoki poziom, wysoką skuteczność tropienia rannej zwierzyny przy użyciu/z pomocą dogo, so they get introduced to the breed slowly to better understand the charactertak, by zapoznawali się z rasą powoli, by lepiej rozumieli jej naturę, usposobienie, ”charakter”. We hope and pray that the number of boars will go mad – Mamy nadzieję i modlimy się, by liczba dzików go mad – osiągnęła ekstremalnie wysoki, nadmierny poziom, by było ich maksymalnie dużo, so they need catch dogs to protect the hunters during the hunts – by więc potrzebne stały się psy chwytająco-trzymające do ochrony myśliwych podczas polowań, if a shot failed – jeśli/gdyby/o ile strzał okaże się nieudany/chybiony/gdy starzł się nie powiedzie. We have already seen many accidents with Laikas and softer breeds on hunts – Widzieliśmy już wiele wypadków z Łajkami i miększymi rasami podczas polowań, they do not protect the hunter – one nie chronią myśliwego, in fact many do not go near enough to the boar – w rzeczywistości wiele z nich nie podchodzi do dzika wystarczająco blisko, so it get a dangerous situation for the shooter – co stwarza niebezpieczną sytuację dla strzelca, since the boar often escapes in last second with the hunter very near – w związku z tym, że dzik często ucieka w ostatniej sekundzie, mając myśliwego bardzo blisko, some even attacks the hunter – niektóre nawet atakują myśliwego… With a dogo with you in a leash until the boar is bayed up – Z dogo u boku, na smyczy, dopóki dzik pozostaje utrzymywany na dystans, you have extra safety – masz dodatkowe zabezpieczenie. That is the way we can introduce the dogoTo jest droga, którą możemy wprowadzić dogo/W ten sposób możemy myśliwym przedstawić dogo. But with the hunting tradition in Europe it is very difficul to penetrate – Ale przy istniejącej w Europie tradycji łowieckiej, bardzo trudno jest przeniknąć/przedrzeć się – and get a new breed accepted – i uzyskać akceptację dla nowej rasy.

Kolejny fragment, czyli osobne PYTANIE: Did the dogo have a future like a hunting dog with the often atacs from the law of nature? Czy dogo ma przyszłość w rodzaju ”pies myśliwski” przy częstych atakach from the law of nature? → i przy tym often atacs from the law of natureprzyznaję: waham się co do tego ”co poeta miał na myśli”. Spodziewałabym się czegoś w rodzaju …”often atacs from the animal rights activists/groups” itp., ale law of nature[24]Zakładam jednak, że chodzi właśnie o ”ataki ze strony organizacji ”pro eko”, a nie ”rozkminy filozoficzne”, gdyż odpowiedź na to pytanie nie jest szczególnie ”filozoficzna”.

ODPOWIEDŹ: Yes, for sure in the world of hunters. Tak, z pewnością w świecie myśliwych. They need a sharp dog on the prey, this quality of the dogo is already highly valuated in Sweden, where fx. Oni potrzebują ostrego, bystrego, gwałtownego ‚psa na zdobycz’, psa z popędem zdobyczy (z tą instynktowną skłonnością drapieżnika do szukania, ścigania i chwytania zdobyczy), ta zaleta dogo jest już wysoko ceniona w Szwecji, gdzie były/są efekty.

Our Uno have done more than 100 successful tracking on wounded game – Nasz Uno wykonał ponad 100 udanych tropień rannej zwierzyny (cholercia, nie przypuszczałam, że myśliwi aż tak słabo strzelają…), meaning catching the wounded deer so the pain can be stopped before the animal suffers too much – co oznacza pochwycenie/złapanie zranionego jelenia, by ból mógł zostać zatrzymany, zanim zwierzę ucierpi zbyt mocno/za bardzo. (Wow… Poważka: duuuże wow. Tak opowiedzieć tę ”bajkę”, to… Nie kupuję wersji rzeczywistości opowiedzianej w ten sposób, ale szczena mi opada, bo trzeba mieć… Powiedziałbym ”tupet”, ale zostanę przy słowie ”fantazja”.)

ONLY a dog with strong instincts to hold and catch can do this. Tylko pies z silnymi instynktami do zatrzymywania/przytrzymywania I pochwytywania może to robić. However we are very worried about the animal protection organisations – Jesteśmy jednak bardzo zaniepokojeni organizacjami ochrony zwierząt – they seem to have lost the understanding of nature – wydaje się, że utraciły zrozumienie natury.

In our opinion the fairest way of hunting is with Dogo Argentino – Naszym zdaniem najuczciwszym/ najsprawiedliwszym/ najbardziej fair sposobem polowania jest polowanie z Dogo Argentino, who search himself and tries to catch – który sam przeszukuje i próbuje pochwycić, if the boar is too strong and fast and escapes – jeśli dzik jest zbyt silny i szybki, i ucieka – he is a free animal again – znów jest wolnym zwierzęciem. IF NOT – JEŚLI NIE, the dogo catch it and holds it until the hunter comes – dogo złapie go i przytrzyma, dopóki nie pojawi się myśliwy, who can decide if he want to kill or let goktóry może zdecydować, czy chce zabić, czy puścić – if it is a sow – jeśli to locha, to maintain the population – w celu utrzymania populacji.

On the other hand you have the hunting with guns – Z drugiej strony masz polowanie z bronią, where they often shoot the wrong specimen – podczas którego często strzelają do niewłaściwego okazu, and sometimes the boar escapes wounded – a czasem dzik ucieka zraniony, this is more suffering for the animalco oznacza więcej cierpienia dla zwierzęcia.

I jeszcze jedno PYTANIE: Here in Bulgaria hunters think that dogo is not suitable dog for hunting because it is trying to make a contact with the pig and very often was hurt or killed by the boarTu, w Bułgarii myśliwi uważają, że dogo nie nadaje się, nie pasuje do polowania, ponieważ te psy próbują nawiązać kontakt ze świniakiem i bardzo często zostawały/zostają ranne lub zabite przez dzika. The fact it not barks is its minus. Fakt, że nie szczekają to ich minus. Do you think it has to be learn how to attack? Czy uważasz, że należy/trzeba uczyć je jak atakować? Definitely the test is not good lesson because the pig is pressed to the wall and the dogs must to attack from the front and that is very bad lesson. Zdecydowanie test (chodzi o te tzw próby pracy) nie jest ‚dobrą lekcją’ (mniemam, że chodzi o kontekst rozpatrywania ”prób pracy” w kategorii ”pozytywnych doświadczeń” dla niedoświadczonych, początkujących psów), ponieważ świnia jest >przyciśnięta do ściany< (w znaczeniu: pod presją, ”w poczuciu, że walczy o wszystko”) i psy muszą atakować od przodu, a to bardzo zła lekcja. What is your point of view? Jaki jest wasz punkt widzenia?

ODPOWIEDŹ: The dogos is perfect with baying dogs – Dogo są doskonale z baying dogs, we agree that in the European way of hunting – zgadzamy się, że w europejskim sposobie polowania: It can be a minus that the dogo is silent – może być minusem, że dogo jest cichy, but you can not bark and have the mouth full of boar at the same time 🙂 – ale nie możesz szczekać i jednocześnie mieć pyska pełnego dzika 🙂 [>uśmiech< zaznaczony jest w oryginalnym tekście] (Uwaga o ”pysku pełnym dzika” jest niezwykle ważna, ponieważ osoba posiadająca praktyczne doświadczenie 2w1, tj. zarówno jako hodowca oraz myśliwy polujący z Dogo Argentino, jednoznacznie stwierdza, że argentyny w łowisku zwyczajowo mają ”pyski wypchane zwierzyną I dlatego nie szczekają”, czyli że nie zabiera się ich w łowisko po to, by z boku szczekały, ale by dopadały do zwierzyny i wchodziły z nią w bezpośredni kontakt fizyczny, zatapiając w niej zęby.) As soon as the pig is bayed you release the dogos. Jak tylko świnia zostaje osaczona, wypuszczasz dogo. But the dogo must be prepared well – Ale dogo muszą być dobrze przygotowane – prepared means tested in pen gradually with a bigger boar – przygotowane oznacza testowane/sprawdzane w zagrodzie stopniowo, z większym knurem.

”Prawo do realizowania się w pasji”

Powtórzę: mamy XXI wiek i w Polsce wielu myśliwych jest w posiadaniu wysokiej klasy broni palnej, z której naprawdę umieją korzystać. Oczywiście tu też, jak w kynologii, liczy się kasa: jeśli masz pieniądze na swoją pasję uprawiasz ją na wysokim poziomie. W dzisiejszym łowiectwie nie chodzi już o ”zdobywanie pożywienia”, bo ‚po mięso’ wystarczy iść do sklepu. Dziś myślistwo to głównie regulacja i ja osobiście nie widzę niczego niewłaściwego w tym, że myśliwy z ambony strzela do zwierzyny. Zwłaszcza, gdy robi to czysto. Zawsze będę wolała zjeść zwierzaka, który nawet się nie zorientował, że umarł, od zwierzaka, który bardzo dobrze wiedział co i jak za chwilę się z nim stanie (zwierzęta w rzeźni świetnie wiedzą co je czeka). Rzygam też eko.terrorystami z ich nawijką o ‚obronie życia zwierząt’ przy równoczesnym podcieraniu się przez nich kwestią obrony życia ludzkiego. Natomiast za wysoce niepokojące zjawisko uważam fakt, iż brak możliwości oficjalnego, czyli otwartego; w świetle dnia i zgodnie z prawem, realizowania marzeń o (pseudo)monterii w Polsce, niektórzy ”miłośnicy Dogo Argentino” traktują praktycznie jako ”zamach na wolność i swobody obywatelskie”.

Sorry, ja akurat nie widzę sensu w zadawaniu dzikom czy jakiejkolwiek innej zwierzynie łownej niepotrzebnego bólu i nie jestem w stanie usprawiedliwiać sadyzmu, bo znowu sorry, ale opancerzone dogo kontra 80 może 100 kilogramowy dzik – to nie ma nic wspólnego z ”uczciwą walką”. Przeszczep kulturowy typu Dogo Agentino szarpiące dziki czy jelenie w polskim lesie ma się nijak do tradycji łowieckiej w naszym kraju, szczególnie, że u nas te upolowane dziki i jelenie się zjada i ich mięso ma nie być zatrute kortyzolem.

Na wspominanych już przeze mnie nagraniach z ”dogo w akcji”, powszechnie dostępnych na YT nagraniach, z których czerpią wzorce zachowań różne ”Czesie”, często widać, że psy w 3-4 a nawet więcej zamęczają małe dziki, takie poniżej 100kg i moim zdaniem jest to TOTALNA BARBARIA, do której nie ma jak dorobić ”usprawiedliwiającej ideologii”. Przyjmuję, że kogoś może to podniecać, że nagrywanie filmów z tych zdarzeń jakiemuś tam typowi ludzi robi ”lepiej”, ale dla mnie tacy ludzie są co najmniej …”dziwni”. Jak napisałam w tekście o WDS2019[25], w Polsce, ”w naszej kulturze, ”u nas” za czyn okrutny uważamy czyn, do którego wcale nie musiało dojść, który mógł zostać niepopełniony: ktoś mógł zdecydować inaczej, mógł wybrać coś innego, ale tego nie zrobił i w efekcie wybrał coś gorszego. ”U nas” w odniesieniu do traktowania zwierząt, o okrucieństwie wobec nich mówimy, gdy określamy zachowanie społecznie nieakceptowane, które umyślnie powoduje niepotrzebny ból, cierpienie lub śmierć zwierzęcia. ”U nas” barbaria przede wszystkim nazywana jest wprost: barbarzyństwem. Jest jako barbarzyństwo kwalifikowana, piętnowana i karana. (…) Co więcej, presja społeczna, by winni znęcania się ze szczególnym okrucieństwem, za swoje czyny ponosili odpowiedzialność, wciąż ”u nas” wzrasta. Osoby dopuszczające się takich zachowań są karane, gdyż polskie prawo przewiduje karę dla zwyrodnialców. Jako społeczeństwo rozumiemy, jak wielki wpływ na sprawców ma nieuchronność kary, w nagłaśnianych przypadkach okrucieństwa wobec zwierząt, uderza nas właśnie poczucie ich bezkarności, dlatego dla zwyrodnialców wymagamy coraz surowszych kar.” Nie uważam więc, by w Polsce była przestrzeń dla pseudo.pato.monterii. Ale… co ja tam wiem…

”Zwyrolstwo”

To nie przypadek, że walki psów w tylu krajach są nielegalne. I, co zawsze warto mieć na uwadze, to nie zakazanie walk psów odpowiada za to, że w krajach, w których ten ”sport” jest zakazany, proceder ten organizują ludzie powiązani ze światem przestępczym, po prostu bandyci i gangsterzy, dla których walki psów to jeszcze jedna, obok prostytucji, handlu ludźmi, czy narkotykami, ”gałąź biznesu”. To nie jest tak, że gdyby walki psów były legalne, ”robiliby” w nich ”mili i normalni” ludzie. (Patologia ciągnie do patologii.)

W cywilizacji łacińskiej, w świecie >Człowieka Zachodu< pies ma bardzo specjalne miejsce – pisałam o tym we wspomnianym już artykule nt. światowej wystawy psów w Chinach i nie będę powtarzać swoich uwag w tym miejscu, podkreślę tylko, że fakt, iż różne cywilizacje mają różne etyki i moralność, jest punktem wyjścia do zrozumienia skąd biorą się ”nieporozumienia” w takim generalnym sensie…

Nie będę wam tłumaczyć tego tekstu[26] słowo w słowo, nieco go sparafrazuję, by nie przedłużać tego i tak długiego wpisu. W poniższym wcale nie chodzi o ”użytkowość psa”, to po prostu ”rozrywka” dla gawiedzi ze słabym IQ i sposób na windowanie cen za szczeniaki, a przede wszystkim bezsensowne okrucieństwo urągające ”człowieczeństwu”. Ponownie, ktoś może powiedzieć, że to taka ”tradycja” albo ”kultura”, więc dodam, że nie ma w polskim języku słów, którymi mogłabym łagodnie wyrazić co o takich ”obyczajach” i ”tradycjach” sądzę, dlatego nie interesuje mnie ”spieranie” się odnośnie tego wątku. Banda pajaców uprawia hazard ot, co i dorabianie do tego ideologii o ”kulturze i tradycji” jest pozbawione sensu. Dodatkowo, sprzedawanie mięsa ze zwierząt, które brały udział w tych ”imprezach”, jako jadalnego, wystarczająco wiele mówi o ”poziomie” tych ludzi.

W traditional Indonesian hunting game, czyli tradycyjnej (korzenie tej ”tradycji” sięgają lat ’60 ubiegłego wieku, tak więc nie przesadzałabym z tym słowem, jak ktoś oglądał ”Misia”, to choćby z tego filmu wie o co chodzi z TRADYCJĄ) indonezyjskiej grze myśliwskiej psy i dziki fight to the death – walczą na śmierć i życie. Te zwierzęta zmuszane są do walki aż jedno z nich odniesie obrażenia. (Praktyki te potępiane są przez aktywistów na rzecz walki o prawa zwierząt.) Na dźwięk gwizdka, ku podnieceniu tłumu, pies szarżuje w kierunku centrum, wykonanej z bambusa areny o wymiarach 15 na 30 metrów, gdzie odbywa się walka. ”Rozrywka” nazywa się ‚Adu Bagong’ i odbywa się cyklicznie, w weekendy w różnych, odległych wioskach w prowincji Jawa Zachodnia.

To jest coś: ”Participants who groomed and fed their dogs outside the arena before the match said their continued participation in the sports is a way to preserve a cultural practice that that has been carried out for decades” – Uczestnicy, którzy przygotowywali i karmili swoje psy poza areną, przed zawodami, powiedzieli, że ich (psów) dalszy udział/dalsze uczestnictwo w tej dyscyplinie jest drogą do zachowania praktyki kulturowej, która jest prowadzona od dziesięcioleci. Pierwotnie te walki miały być podobno czymś na kształt ”testowania charakteru psów”, ”prób pracy” i wszystko to miało zacząć się od tego, że miejscowi rolnicy próbowali chronić swoje gospodarstwa, pola przed niszczeniem ich przez dziki. Jednak przez lata >widowiskowy sport< ewoluował w podziemiu i dziś chodzi o zakłady: hazard podczas tych walk i kasę, którą przynosi. Oceniane są ”umiejętności” psów i to przez jaki czas dany pies gryzie dzika. ”Once the dust has settled, injured wild boars, considered ‚unclean’ for Muslims to eat, are slaughtered and sold to non-Muslim consumers” – Gdy opadnie kurz, ranne dziki, uważane przez muzułmanów za ”nieczyste” [jak mięso świń, ale nawet, gdyby to były inne zwierzęta, chodzi o to, że mięso nie zostało pozyskane w trakcie rytualnego uboju, nie jest więc halal] są zabijane i sprzedawane niemuzułmańskim konsumentom (#EndżojKortyzol). Ale jeśli dziki nie zostaną critically injured, czyli krytycznie ranne, będą leczone i wykorzystane w następnych >zawodach<. Psy pokonane przez dziki (podobno) również będą leczone. Jeden z panów amatorów tej ”rozrywki” (opisany jako ”miłośnik psów myśliwskich”), stwierdził, że jest ona nieodłączną częścią kultury jego społeczności i nie należy jej zakazywać mimo utyskiwań aktywistów na rzecz ochrony zwierząt.

„The government and NGOs should go to the field to stop this event and educate the people that dog fighting is not right,” said Indonesian animal rights activist Marison Guciano – Rząd i organizacje pozarządowe powinny wkroczyć, by walki psów [tu dog fighting zapewne użyte w kontekście wszelkich walk, w których udział biorą psy, nie zaś jedynie walk pomiędzy psami] zatrzymać to [cyklicznie się odbywające] wydarzenie i edukować ludzi, że walki psów nie są w porządku”, powiedziała indonezyjska działaczka na rzecz praw zwierząt Marison Guciano.

„I follow this contest to increase the selling price and economic value of my dogs, and it will be useless for me as a breeder if I do not participate in a contest like this,” Badud told Reuters in his house where he keeps 40 dogs – ”Śledzę [w kontekście ”jestem w tym”] ten konkurs, by podnieść cenę sprzedaży i wartość ekonomiczną moich psów, i będzie dla mnie, jako hodowcy daremne, jeśli nie będę uczestniczył w zawodach jak te” [nie ma sensu rozmnażać psów, jeśli nie borą one udziału w walkach, bo się ich potem nie sprzeda tak, by ”wyjść na swoje” – nie opłaci się ”hodowla psów”, które nie walczą] – powiedział Badud agencji Reutera, w swoim domu, w którym trzyma 40 psów. To enter the fight, dog owners pay at least 200,000 to two million Indonesian rupiah ($14-150) and the dogs are classed into three categories depending on its breed, weight and previous track record – Aby wejść do gry, właściciele psów płacą co najmniej 200 tysięcy do 2 milionów rupii indonezyjskich (14-150 USD), a psy są przyporządkowywane do trzech kategorii, w zależności od rasy, wagi i ich wcześniejszych osiągnięć. Winners will get a trophy and cash prize of around $2000 – Zwycięzcy otrzymają trofeum i nagrodę pieniężną w wysokości około 2000 USD.

U nas te kwoty mogą nie robić wrażenia (choć pewnie zależy to od tzw mentalności ”hodowcy”…) ale najwyraźniej tam jest inaczej. Pytanie czy wśród ludzi zajmujących się w Polsce rozmnażaniem białej presy są tacy, którzy marzą o zalegalizowaniu podobnych praktyk u nas po to, by sprzedawać produkowane przez siebie psy za wyyyższe kwoty? Może przydałby im się jakiś ”mięsisty” czynnik usprawiedliwiający (ale obleśnie brzmi ta ewentualność w takim ujęciu) podniesienie cen za szczeniaki? Może są tacy, którzy chcieliby móc wprost chwalić się ”wyczynami” swoich ”produktów”? A może niektórzy już to robią? Tylko jaki w tym sens? Zważywszy, że, odkąd te psy zyskały popularność i zaczęły rozmnażać je nieodpowiednie osoby, dogo niekiedy wręcz nachalnie reklamuje się jako ”psy rodzinne”, coraz częściej ”dla każdego”…

Z uwagi na brak u tzw hodowców wyobraźni i poczucia odpowiedzialności za rozmnażane psy oraz z powodu nie istnienia odpowiednich przepisów prawnych, które regulowałyby to nad czym zapanować nie potrafią lub po prostu nie chcą ”hodowcy”, argentyny w Polsce trafiają w ręce bardzo przypadkowych ludzi. I okazują się być rasą cholernie ”jarającą” typy, którym jakoś nie robi, że ich pseudomyśliwski pies (sama przynależność do rasy nie czyni z psa ”myśliwskim”), pałający żądzą mordu na widok innego przedstawiciela swojego gatunku, a może i rozszarpujący ”zwierzątka” podczas ”spacerów”, będzie leżał na kanapie z niemowlakiem/kilkulatkiem – ich własnym dzieckiem. Do czasu, oczywiście. Aż zdarzy się COŚ; nieoczekiwane ”warknięcie”, ”pokazanie dziąsełek”, ”ostentacyjne zafalowanie falbankami”, ”skubnięcie”/ugryzienie dziecka albo ”pana i władcy”Coś, co takim osobom uświadamia ich potworną głupotę i ignorancję. (I pomyśleć, że Martinez tak się narobił, żeby z VPPC zrobić Dogo Argentino, a wystarczyło FCI, ”kilka” lat i ”paru dresiarzy”.)

Głupawy uśmieszek

W związku z tematem przewodnim dzisiejszego artykułu, z gamy możliwych ”nieprawidłowości” dotyczących zachowania dogo mającego funkcjonować jako ”pies towarzyszący”, ”pies rodzinny”, zakupiony do mieszkania/”domu z ogrodem”, ponownie wybiorę zagadnienie traktowania przez nieczujących rasy posiadaczy dogo, jako normy i czegoś pozytywnego, objawiania przez psa zachowań powszechnie klasyfikowanych przez tych ludzi jako ”cool przejawy instynktu łowieckiego”. Bezrefleksyjni właściciele jako coś pozytywnego z czym ”nie trzeba nic robić”, przejaw ”prawidłowego temperamentu”, ”typowych dla rasy cech” i czegoś ”fajnego” traktują u swoich psów impulsywność i ”łatwopalność”, w tym nieprowokowaną zaciętość w dążeniu do spięć z innymi psami. Uznają niezrównoważenie psychiczne za ”esencję” i cechę emblematyczną psów będących przedstawicielami TEJ rasy. I to, gdy w domu mają dzieci lub osoby starsze, czy też po prostu osoby niezbyt dobrze czujące się w roli ”współlokatorów” niekontrolowanych i niekorygowanych, NIEULEGŁYCH wobec właścicieli, Dogo Argentino. Zachowania absolutnie niedopuszczalne traktują jako coś, czego istotę wyczerpuje komentarz typu ”To taka rasa, one tak mają, że” i towarzyszący mu głupawy uśmieszek. I mają czelność ”kwalifikować” absolutnie niedopuszczalne u psa domowego zachowania jako ”prawidłowy temperament”. Pies, który rzuca się na innego psa, dogo, który (już w wieku kilku miesięcy) w mgnieniu oka ”traci kontakt z bazą” i usiłuje przedostać się do innego psa, żeby go dopaść i ”wysłać za tęczowy most” nie ma w sobie za grosz cech typowych dla rasy, taki z niego potencjalny cooperativehunter jak z kozej d… trąba.

I w tym właśnie kontekście jedno jeszcze jest zastanawiające. Oficjalnie fani dogo w Polsce brzydzą się walkami psów – no, chyba, że coś się zmieniło… ale nie wydaje mi się. Zakładam, że w otwartych rozmowach face to face nawet najgłupsi posiadacze dogo nie odważają się (ewentualnie) pójść dalej niż w tę skrajnie debilną dumę, że oto ich psa boją się postronni ludzie i że ”Gdyby coś, to ich pies wygrałby z każdym innym, bo to dogo, a one mają taaakie szczęęęki, że”… Nie sądzę, żeby było możliwe, by któryś z takich pajaców obnażył się do końca, wprost wychwalając walki psów, bo ciągle wierzę, że istnieje jakaś nieprzekraczalna granica, nawet dla największych głupków. Jednak puszczanie psa ”na” kota albo dzika, odległe od monterii mniej więcej tak, jak gówno od czekolady, te filmiki z YT – wielu pajaców jarają tak, że aż im się gacie palą. No, gdyby ich te aktywności nie jarały, problem puszczania psów w las, ”żeby miały okazję wykazać się instynktem”, nie istniałby. Nie istniałby i nie byłby elementem tworzącej się (a może już wytworzonej – demage is done?) w około tej rasy, w Polsce, kultury. Na forach nie pojawiałyby się – w formie ”zabawnych anegdotek” – historyjki o tego rodzaju ”polowaniach” ani o ”polowaniach” na koty, wiewiórki itp. Tego rodzaju ”przygody” nie byłyby też tematem lekkich rozmów prowadzonych przez internetowe komunikatory. To by się po prostu nie zdarzało. A jeśli by się zdarzało, to byłoby traktowane jako przykry incydent, coś nad czym należy ubolewać i czemu trzeba przeciwdziałać, a nie powód do dumy, czy żartów.

Czyli: oficjalnie walki psów są ”fuj”. Ale szczucie na zwierzynę leśną lub ”tylko” puszczanie psa luzem, ”by sobie swobodnie i bez ograniczeń pohulał” albo ”zapolował” na te jeże czy wiewiórki, koty lub inne stworzenia, które czasem giną tragicznie podczas tzw spacerów ”pieseczków” należących do debilów, jest ”fajną zabawą”. Jest ekscytujące, jest czymś, czym można się chwalić, o czym opowiada się na luzie, bez wstydu i żenady, czymś z czego się żartuje, czymś na kształt ”branżowych” smaczków i dowcipów, które rozumieją tylko ”wtajemniczeni”, czymś w praktyce powszechnie akceptowanym, bo ”To taka rasa, one tak mają, że”…

Jakoś się to (miejsce na partykułę wzmacniającą, wyraz powszechnie uważany za wulgarny) nie klei.

Jaka jest różnica między rozszarpywaniem przez TWOJEGO PSA zwierzęcia, ssaka dowolnego gatunku a rozszarpywaniem innego psa? Jaka jest różnica między grożeniem przez TWOJEGO PSA innemu psu a grożeniem tobie? Jaka jest różnica między atakowaniem przez TWOJEGO PSA innego psa a atakowaniem ciebie?

No, dobrze uspokój się. Twój dogo rzuca się na inne psy i/lub inne stworzenia, ”startuje” do nich i szarpie się tak, że ledwo go utrzymujesz, ale jeszcze nie ”zafalował falbankami” przed buzią żadnego (na przykład twojego) dziecka, więc masz jeszcze chwilę… Ale zastanów się: kiedy jesteś posiadaczem nienormalnego psa, wiesz, psa zachowującego się nienormalnie, takiego, którego przeprogramowałeś swoim w brakiem reakcji lub konkretnymi reakcjami na atakowanie tych nieszczęsnych kotów i innych Żyjących Sobie Gdzieś Tam Zwierzątek, to jak sobie to we łbie rozdzielasz? To, że walki psów są be i fuj (no, chyba, że dla ciebie wcale nie są…), ale wykańczanie przez twojego ”pupila”, twojego ”domowego pieseczka”, zwierząt (wyobraź sobie, że jeże i krety też są zwierzętami) podczas ”spacerów” albo króliczków, czy też ”szynszylek” twojego dziecka w domu, jest ”cool”, ”I to nic takiego, dzieciak wziął to na miękko”. Co masz we łbie nie tak? Gdzie ci się ”popsuło”, hę?

Wróćmy jeszcze do słów duńskich hodowców

PYTANIE: Is Denmark the best country for the breed of dogo? Some of the regulations for breeding in Denmark? Czy Dania to najlepszy kraj do hodowania dogo? Przykłady jakichś regulacji dotyczące hodowli w Danii?

ODPOWIEDŹ: YES, in some ways Denmark is the best country for the dogo, we have here the strongest breeding restrictions of the world – that makes sure that the lazy and unmorally people are not busy with our breed. TAK, pod pewnymi względami Dania jest najlepszym krajem dla dogo, mamy tutaj najsilniejsze ograniczenia hodowlane na świecie – to gwarantuje, że leniwi i niemoralni ludzie nie zajmują się naszą rasą. Also it prevents that too many pups are born. Zapobiega to również rodzeniu sie zbyt wielu szczeniąt.

Chips marking is required when the pup are 6 week old, official BAER test must be done between 6-7 weeks old, test follow pedigree, that are given out when the pup are 7-8 weeks old, pedigree and BAER test ALWAYS must follow puppy when it leaves. Oznaczanie szczeniąt za pomocą chipów jest wymagane, gdy szczenię osiągnie wiek 6 tygodni, oficjalny BAER test musi zostać wykonany/przeprowadzony między 6-7 tygodniem życia szczeniąt, rodowód I wynik BAER test ZAWSZE wydawane są wraz ze szczenięciem.

ALL puppies in the litter are registrated when they are 3 weeks old, and the same number of pups must be BAERTESTED. WSZYSTKIE szczenięta w miocie są rejestrowane, gdy mają 3 tygodnie, i ta sama liczba szczeniąt, cały miot musi być BAERTESTOWANA, czyli poddana BAER test. Deaf puppies also. Głuche szczenięta także (jak rozumiem bada się szczenięta niezależnie od ”przeczuć hodowców” I rejestrowane są wszystkie wyniki). Deaf puppies must be put to sleep immediately after the test. Głuche szczenięta muszą zostać podsane eutanazji natychmiast po wykonaniu testu. Parents must be officially BAER tested also and have a FCI dysplasia result – only A B and C is allowed for breeding, and C only with A. Rodzice szczeniąt muszą zostać oficjalnie przebadani, poddani BAER test a także mieć honorowany przez FCI wynik badania w kierunku ustalenia stopnia dysplazji biodrowej – w hodowli wolno jest używać jedynie osobników z wynikami A B i C, tylko takie są dopuszczane do dalszego rozmnażania, a osobniki z wynikiem C wolno jest łączyć jedynie z tymi z wynikiem A. The parents must be mentally tested – if not passed – NO permission for breeding. Rodzice muszą być poddani testom psychicznym, jeśli ich nie zdadzą, hodowca NIE otrzyma zezwolenia na kojarzenie, rozmnażanie, hodowlę na bazie osobników bez zdanych testów psychicznych. You have only 1 chance. Masz tylko 1 szansę.

So, regarding breeding, YES, Denmark is good for the Dogos future regarding health and character. Tak więc, jeśli chodzi o hodowlę, TAK, Dania jest dobra dla przyszłości dogo, gdy chodzi o zdrowie i naturę, usposobienie rasy, jej charakter. Here you can not breed a dysplastic dog with a vicious character or weak character, just because he is pretty. Tutaj nie możesz rozmnażać dysplastycznego psa z vicious character (cóż za eufemizm…) z zepsutym, narowistym, gwałtownym charakterem/ nieprawidłowym usposobieniem lub weak character (ponownie: cóż za eufemizm…) o słabym charakterze (o niekorzystnym usposobieniu; ”miękkim”, ”delikatnym”, ”tchórzliwym”, ”histerycznym”), tylko dlatego, że jest ładny. These regulations makes the people more aware of what breeding a dogo means – and select out the lazy people with the wrong motivation. Te regulacje/ przepisy czynią ludzi bardziej świadomymi/ uświadamiają ludziom, co oznacza hodowla dogo – i eliminują ludzi leniwych I z niewłaściwą motywacją. Regarding Hunting, breeding the dogo is not the most easy thing here, but that counts almost all over the world. W odniesieniu do polowania, hodowanie dogo nie jest tutaj najłatwiejsze, ale to tyczy się prawie całego świata. However, we see the hunters here do NOT have a preoccupied opinion of the Dogo, since here Dogos have been proven in tracking wounded game and the Dogo have been seen in other circumstances than only as a “Macho Dog, playing with his hormones on a show”. Widzimy jednak, że myśliwi tutaj NIE troskają się wyrabianiem sobie opinii o Dogo Argentino, ponieważ tutaj dogo sprawdziły się w śledzeniu zranionej zwierzyny/ w podążaniu za ranną zwierzyną i tu dogo były widziane w innych okolicznościach niż tylko jako ”Pies (dla) macho, igrający(ch) ze swoimi hormonami podczas pokazów/wystaw”.

The Dogo in Denmark have a good reputation, but that was NOT just the work for one weekend. Dogo w Danii ma dobrą reputację, ale to NIE była praca tylko na jeden weekend. We have had BSL here as well – in 2000 many molosser breeds and the dogo were victims for a witch hunt. Mieliśmy tu także BSL (Breed Specific Legislation, czyli przepisy prawne dotyczące konkretnych ras psów, ras uznawanych za agresywne i zakazujące ich posiadania i/lub rozmnażania na terenie kraju objętego takim zakazem) – w 2000 r. wiele ras molosów oraz dogo było ofiarami polowania na czarownice.

We worked hard to present our dogs out in the society and together with the molosser club and kennel club we fought the breedbans and managed to create a new dog law here in Denmark that bans owners and not dogs. Ciężko pracowaliśmy, by zaprezentować, pokazać nasze psy społeczeństwu/w społeczeństwie i wraz z klubem molosów i klubem hodowlanym walczyliśmy z zakazami dotyczącymi poszczególnych ras i udało nam się stworzyć w Danii nowe prawo[7] dotyczące psów, that bans owners and not dogs, czyli prawo, które niektórym ludziom zakazuje zostania właścicieli psów, zamiast prawa zakazującego wszystkim w Danii posiadania psów konkretnej rasy.

It is possible to maintain a good hunting dog, it is just a matter of being willing to give good dogs to hunters and be willing to take the opportunities that are across the boarders, but also working the dogo in other types of hunting tells a lot about the character and instincts of the dog. Możliwe jest utrzymanie dobrego psa myśliwskiego, to tylko kwestia chęci przekazywania/dawania dobrych psów myśliwym i chęci korzystania z okazji, które są poza granicami, ale także praca dogo w innych rodzajach polowania, wiele mówi o charakterze, naturze i instynktach psa.

Za górami, lasami i morzami; w obu Amerykach i Australii – świniowate jako najeźdźcy i szkodniki

Nie ”współczuję” szczurom kanałowym, ani tym, które plądrują spichlerze etc., gdy giną od trutek lub w pyskach szczurołapów i nie zamierzam wyjaśniać swojego stanowiska, bo nie wierzę, by było to konieczne. Równocześnie rozumiem, że można trzymać w domu, jako pupila szczura kupionego w sklepie zoologicznym i czerpać radochę z interakcji ze szczurem jako domowym zwierzątkiem. I choć nie darzę tego gatunku żadnym sentymentem, uważam celowe znęcanie się nad przykładowym szczurem – jak i każdym innym zwierzęciem – za coś haniebnego. Jestem zdania, że krzywdzenie zwierząt, które rozumiem jako celowe zadawanie im bólu i cierpienia, łatwo możliwych do uniknięcia, niepotrzebnych po prostu, jest okrucieństwem. Rozumiem jednak, że są na świecie miejsca, w których, by chronić naturalne florę i faunę a także zdrowie oraz majątek, gospodarstwa ludzi, konieczne jest podjęcie drastycznych działań wobec gatunków inwazyjnych. Jednym z takich miejsc jest Australia i jednym z takich gatunków na tamtym kontynencie są Suidae – świniowate. I temu zagadnieniu, tj. świniowatych jako szkodników, w kontekście polowań z psami, poświęcę końcówkę dzisiejszego wpisu.

Oink oink zamiast Chrum chrum

Dzik (Sus scrofa), po angielsku Boar, nazywany także wild boar albo wild pig, pochodzi z rodziny Suidae, czyli świniowatych – dużych, lądowych ssaków parzystokopytnych z rzędu Cetartiodactyla. Termin boarknur w angielskim używany jest także, gdy chodzi o samce świni domowej – domestic pig. Terminy wild boar, wild pig bywają używane w odniesieniu do każdego dzikiego przedstawiciela rodzaju świniowatych, natomiast pig to dowolne ze zwierząt z tego rodzaju. Feral pig to dzika świnia – świnia domowa, która uciekła lub została wypuszczona na wolność i żyje mniej więcej jako dzikie zwierzę lub potomstwo takich zwierząt. Zoolodzy na ogół wykluczają z kategorii zdziczałych zwierzęta, które mimo że były w niewoli, były naprawdę dzikie, zanim uciekły. W związku z tym dzika eurazjatyckiego, uwolnionego lub takiego, który uciekł do siedlisk, które nie są dla niego rodzime, na przykład w Ameryce Północnej, nie uważa się ogólnie za zwierzę zdziczałe, chociaż mogą one krzyżować się z dzikimi świniami. Podobnie, ponownie wprowadzone dziki w Europie Zachodniej również nie są uważane za dzikie, zostały wychowane w niewoli przed wypuszczeniem na wolność. Hog lub feral hog to wpieprz w odniesieniu do dzikiej-feral świni. Sow to maciora/locha, swineświnia, sounder to całe stado feral hogs.

Jak już wiecie w USA polowanie z psami na wild boars i feral pigs jest dozwolone

Przetłumaczę wam fragment treści dostępnej na stronie[27]: Dziki są gatunkiem inwazyjnym w obu Amerykach i powodują problemy, włącznie z zastępowaniem rodzimych gatunków, gdyż wygrywają z nimi w konkurencji o pożywienie, niszczą też gniazda gatunków gnieżdżących się na ziemi, zabijają młode zarówno gatunków zwierząt dzikich, jak i gospodarskich, niszczą uprawy rolne, zjadają nasiona drzew i sadzonek, niszczą rodzimą roślinność i poprzez rycie, mokradła, szkodliwie wpływają na jakość wody, wchodzą w gwałtowny konflikt z ludźmi i zwierzętami domowymi oraz przenoszą choroby szkodliwe zarówno dla świń i ludzi, w tym brucelozę, włośnicę i wściekliznę rzekomą [aczkolwiek na tę ostatnią chorobę człowiek nie zapada]. W niektórych jurysdykcjach nielegalny jest import, hodowla, wypuszczanie na wolność, posiadanie, sprzedaż, dystrybucja, handel, transport, polowanie lub łapanie dzików eurazjatyckich. Polowanie i łapanie w pułapki odbywa się systematycznie dla zwiększenia szansy na zlikwidowanie/wyeliminowanie/wyplenienie/wykorzenienie i usunięcie zachęty/ podniety/ bodźca/ motywacji dla nielegalnego wypuszczania dzików, które w większości zostały celowo rozprzestrzenione przez myśliwych sportowych, czyli myśliwych traktujących polowanie na dziki jako sport.

Tłumaczenie informacji zawartych na stronie[28]: ”Polowanie z psami jest dozwolone i bardzo powszechne; praktykowano je na południowym wschodzie od pokoleń. Konkursy, w których wyłaniane są najszybsze z uzyskanych przez hodowców, bay dogs są szeroko rozpowszechnione na Południu, z Uncle Earl’s Hog Dog Trials jako popularnym przykładem, organizowanym w Winnfield, Winn Parish, w Luizjanie każdego lata od 1995 roku. Preferowane scent dogs [scent hounds], czyli psy tropiące, idące po śladzie, do łapania feral pigs to głównie rasy rodzime, w tym Catahoula Leopard Dog, Blue Lacy, Coonhounds [wszystkie z tego rodzaju], Plott Hound [scent hound do polowania na niedźwiedzie] i Blackmouth Cur. Z kolei catch dogs to zazwyczaj American Pit Bull Terrier i jego krzyżówki oraz American Bulldogs. Metoda polowania ma niewiele wariacji. Zwykle myśliwy puszcza bay dogs wyszkolone do pogoni za świnią, ścigania jej, aż ta się zmęczy, i osaczenia jej, gdy pogoń się zakończy. Następnie puszczane są catch dogs, które chwytają i przytrzymują świnię, która może stać się agresywna, dopóki nie pojawi się myśliwy, który tę świnię zabija.

Nie ma single management technique, czyli takiego jednego całkowicie skutecznego sposobu na zrządzanie prowadzeniem kontroli nad populacją feral pigs, który mógłby być totally effective, czyli >totalnie efektywny< w skutkach. Harvesting, czyli ”odławianie”, a przed takim ”wyjaławianiem językowym” (>Iinguistically sanitizing<), po prostu killing; zabijanie, wybicie 66% of the total population per year – 66% całkowitej populacji rocznie – is required to keep the Texas feral pig populations sutable – jest wymagane, aby utrzymać populację dzikich świń w Teksasie na stabilnym poziomie. Najskuteczniejsze sposoby zarządzania kontrolą populacji feral pigs sugerują używanie corral traps – zagród-pułapek mogących pochwycić całe stado dzikich świń. The federal government spends $20 million on feral pig managementRząd federalny wydaje 20 milionów dolarów na zarządzanie [kontrolą nad] populacją dzikich świń.

In February 2017, Texas Agriculture Commissioner Sid Miller approved the use of a pesticide called Kaput Feral Hog Lure, which is bait food laced with warfarin (a rodenticide used to kill rodens) W lutym 2017 r. Komisarz ds. Rolnictwa w Teksasie Sid Miller zatwierdził stosowanie pestycydu o nazwie Kaput Feral Hog Lure, czyli przynęty pokrytej warfaryną (rodentycyd stosowany do zabijania gryzoni). An estimated 2.5 million feral hogs are in Texas, and they cause about $50 million in agriculture damage per yearSzacuje się, że 2,5 miliona dzikich świń przebywa w Teksasie i powodują one około 50 milionów dolarów szkód w rolnictwie rocznie.

Australia – kraj z totalnym banem na Dogo Argentino (serio)

Jak podaje strona[29]: Świnie zostały sprowadzone z Europy do Australii przez Pierwszą Flotę w 1788 r. Importowane jako zwierzęta gospodarskie świnie wkrótce uciekły i ustanowiły dzikie populacje, które z czasem się powiększyły. Dziś szacuje się, że Australia ma do 24 milionów feral pigs. Są jednymi z najbardziej rozpowszechnionych i szkodliwych zwierząt w Queensland. Feral pigs rozprzestrzeniają chwasty, niszczą glebę i wodę, żerują na rodzimych gatunkach, niszczą uprawy [nasion, zbóż, owoców i warzyw] i zwierzęta gospodarskie [stanowią dla nich zagrożenie także dlatego, że bywają wobec nich agresywne] oraz przenoszą choroby. Możesz wesprzeć krajowy projekt mapowania dzikich świń, zgłaszając populacje dzikich świń. Zdziczała świnia jest zwierzęciem gatunku inwazyjnego zgodnie z ustawą o bezpieczeństwie biologicznym z 2014 roku.

Poniżej tej głównej treści znajdziecie opis typowego ”australijskiego dzika”. Dodam, za ww stroną, że dziki zamieszkują około 40% powierzchni Australii, od subalpejskich muraw po monsunowe równiny zalewowe. Roznoszą chwasty, degradują zbiorniki wodne i mokradła. powodują erozję gleby, polują na wiele rodzimych gatunków, w tym na małe ssaki, wyraźnie wpływają na populacje żółwi morskich, jedząc jajka i mogą przenosić choroby dotykające rodzime zwierzęta. Jako czynniki ekonomiczne, na które wpływ mają świniaki na ww stronie wspomniano; uszkadzanie prawie wszystkich rodzajów upraw od siewu do zbioru, pożywianie się przez nie materiałem siewnym, zbożowym, owocowym i warzywnym, uszkadzanie pastwisk poprzez żerowanie na nich i odsłanianie korzeni roślin, polowanie na jagnięta i możliwość przenoszenia chorób i pasożytów, które wpływają na połowie zwierząt gospodarskich. Jako czynnik społeczny wymieniono, iż dzik przenosi choroby stanowiące zagrożenie dla człowieka.

Swoistym chichotem jest, że w Australii natural enemies – naturalnymi wrogami świnowatych są wild dogs, czyli dzikie psy… Strona podaje, że najskuteczniejsza metoda walki z plagą dzikich świń w Australii, to połączenie różnych metod kontroli, w tym odstrzału, trucia (np. rozrzucania zatrutego mięsa, którym świnie się pożywiają [i tu, jak w przypadku szczurów]: karmienie wstępne jest najważniejszym krokiem, by zmaksymalizować skuteczność, należy karmić świnie nieskażoną przynętą przez kilka dni przed ułożeniem zatrutych przynęt), zastawianie pułapek oraz grodzenie terenów, połączone z odpowiednią praktyką zarządzania gruntami.

O min. australijskich ”dzikich bestiach” macie więcej (całkiem sporo na start dla zainteresowanych tematem) np. tu[28], przy czym Wikipedia podaje, iż The first recorded release of pigs in Australia was made by Capitan James Cook at Adventure Bay, Bruny Island in 1777 – co stanowi rozbieżność wobec danych z oficjalnej rządowej strony, która informuje, iż świnie do Australii przybyły 11 lat później.

Ameryka Południowa: Argentyna – matecznik dogo

Z opublikowanej w grudniu 2014 roku pracy naukowej autorstwa Sebastián A. Ballari, M. Fernanda Cuevas, Sebastián Cirignoli & Alejandro E.J. Valenzuela, zatytułowanej ”Invasive wild boar in Argentina: using protected areas as a research platform to determine distribution, impacts and management[30]Inwazyjny dzik w Argentynie: wykorzystanie obszarów chronionych jako platformy badawczej do określania rozmieszczenia, skutków i zarządzania” (także dostępnej w sieci dla wszystkich zainteresowanych) dowiadujemy się min. (wybrałam i przetłumaczyłam wam kilka jej fragmentów), iż do Argentyny dzik został sprowadzony z Europy w 1906 r. dla celów łowieckich, by można było organizować polowania sportowe na te zwierzęta, a następnie, około 1914 r. wiele knurów uciekło z niewoli i rozprzestrzeniło się na znacznej części terytorium Argentyny.

W pracy tej czytamy, iż ”Dzik jest szeroko rozpowszechniony i zajmuje większość lądowych ekoregionów Argentyny. Ponadto jego populacje są powszechne, a ich liczebność rośnie na większości obszarów chronionych. Knury notowano głównie na terenach podmokłych (bagnach, mokradłach), leśnych i tam, gdzie występują zarośla. Protected Areas (PA) managers – Menedżerowie obszarów chronionych zgłaszali także szeroki/e zakres/spektrum negatywnych oddziaływań, w tym (z)niszczenie gleby, roślinności i drapieżnictwo. Stosuje się kilka rodzajów metod kontroli, a w większości obszarów chronionych więcej niż jeden, ale najczęściej stosowaną techniką jest polowanie. Jednak skuteczność metod kontroli była niska, co sugeruje potrzebę pilnego planu w celu zdefiniowania/ określenia skoordynowanych działań zarządczych w celu zminimalizowania negatywnych oddziaływań tego gatunku, a także aby zapobiec jego ekspansji na nowe obszary”.

W Argentynie dzik nie współistnieje z żadnym ze swoich naturalnych wrogów, a jedynymi dwoma rodzimymi drapieżnikami [native predators], które mogłyby spełnić tę rolę, są puma (Puma concolor) i krytycznie zagrożony jaguar (Panthera onca). Jednak zły [poor conservation] stan ochrony tych gatunków kotów, głównie spowodowany polowaniami i rozbiciem [fragmentacją, niszczeniem] ich siedlisk, może doprowadzić do dramatycznego zmniejszenia owej potencjalnej interakcji drapieżnik-ofiara.

Menedżerowie obszarów chronionych podali, że polowanie było najczęściej stosowaną techniką (71,4%), w szczególności było ono very effective – bardzo skuteczne, gdy przeprowadzane było z użyciem koni i psów. Ponadto 28,6% menedżerów PA zgłosiło użycie pułapek jako metody kontroli populacji szkodników. Nasze wyniki wykazały jednak, że obecnie stosowane metody i ich kombinacje, wykorzystywane do zwalczania populacji dzików w chronionych obszarach (…) są nieskuteczne i nie zmniejszają liczebności tego egzotycznego gatunku, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że populacja ta dokonuje ekspansji na nowe obszary.

Co więcej, w 69,2% badanych/ocenianych obszarów chronionych miało miejsce nielegalne polowanie na dziki. W Argentynie gatunek ten przedstawia się/jest oferowany/postrzegany jako atrakcyjne big game trofeum w wielu prowincjach, nadając mu wartość ekonomiczną i kulturową (np. La Pampa, Cordoba, Neuque´n, Rio Negro i Buenos Aires). Jednak aktywności związane z polowaniami i zasobami grubej zwierzyny planowane są głównie w celu utrzymania i ulepszenia zasobów, a nie kontroli i eliminacji gatunku. Chociaż Merino (2009) wskazywał, że polowanie sportowe skutkuje pewną kontrolą populacji wild boar – dzików, Pescador (2009) ujawnili brak znaczącego wpływu tej aktywności na liczebność zwierząt kopytnych, co jest zgodne z naszymi wynikami.

Niemniej jednak uważamy, że może się powieść/ wykonalne jest wdrożenie specjalnych programów zarządzania, wykorzystujących metody kontroli, które okazały się skuteczne i tanie, jak polowanie z psami, polowanie z ukrycia przy użyciu hunting blind – przykrywki/kryjówki łowieckiej, [przenośnej czatowincy] i/lub z elevated position – podwyższenia, z użyciem przynęty oraz polowanie z pojazdów (Campbell i Long 2009). Choć całkowite zwalczenie/zlikwidowanie/wyplenienie na obszarach kontynentalnych jest trudne, zostało osiągnięte, głównie na małych wyspach (Massei i in. 2011; Veitch i Clout 2002).

”Egoizm”

Zaznaczone na czerwono fragmenty tłumaczenia pracy dotyczącej plagi świniowatych w Argentynie, traktuję jako dodatkowy komentarz do wcześniej cytowanej wypowiedzi znanych hodowców Dogo Argentino, którą przypomnę w tym miejscu: ”We hope and pray that the number of boars will go mad – Mamy nadzieję i modlimy się, by liczba dzików go mad – osiągnęła ekstremalnie wysoki, nadmierny poziom, by było ich maksymalnie dużo, so they need catch dogs to protect the hunters during the hunts – by więc potrzebne stały się psy chwytająco-trzymające do ochrony myśliwych podczas polowań, if a shot failed – jeśli/gdyby/o ile strzał okaże się nieudany/chybiony/gdy starzł się nie powiedzie. Przypomnę też tę uwagę: „We don’t understand why the authorities didn’t intervene sooner,” FNSEA head Yannick Fialip said – ”Nie rozumiemy, dlaczego władze nie interweniowały wcześniej”, powiedział szef FNSEA, Yannick Fialip. (…) It isn’t right that a farmer should have his livelihood destroyed by a person who breaks the law” – To nie w porządku, że rolnikowi niszczy podstawy utrzymania i pozbawia go środków do życia osoba łamiąca prawo.

Reasumując, dziwi mnie narracja, w której plaga dzików to taka ”fajna sprawa”, bo ”można se na nie, na lajcie argentyny puszczać”. Tam gdzie liczba dzików już jestmad”, stają się one bardzo poważnie zagrażającymi ekosystemowi szkodnikami I, jak mówią doświadczenia krajów borykających się z inwazją świnowatych, nie ma na nie sposobu. Jak pokazują wyniki badań w mateczniku rasy Dogo Argentino, wykreowany dla rozrywki, jaką niektórym dają sportowe polowania, nieco ponad sto lat temu, w Argentynie problem nie daje się rozwiązać ”polowaniami z psami”, zwłaszcza, gdy myśliwym wcale nie chodzi o wybicie szkodników, a po prostu ”dobrą zabawę” (po tym jak wcześniej tak skutecznie i to dzięki polowaniom z psami, przetrzebiono w Argentynie populację pumy).

Pajacu (jeśli jakimś cudem jesteś jednym z czytających ten artykuł) zejdź na ziemię

Byłoby super, gdyby prawdę o rasie Dogo Argentino, jej przeznaczeniu, ”łowieckim instynkcie” i ”typowych cechach”, tym jak jest trudna (w prowadzeniu, żywieniu, diagnozowaniu/leczeniu), można było zawrzeć w jednym, prostym i jakże dobitnym zdaniu, że ”Co innego katana w rękach samuraja a co innego w rękach (nawalonego) dresiarza.”, ale niestety, social media zrobiły swoje…

Jeśli temat łowiectwa w kontekście Dogo Argentino chce się traktować serio, nawet w czysto teoretycznych uprawianych w Polsce dyskusjach, czy po prostu w rozmowach uświadamiających ludziom, że ”to nie jest rasa dla każdego”, nie wolno zapominać, że polowanie, prawdziwe polowanie to nie jest zajęcie dla pi.dusiów ze słabą, czy wprost zerową ”kondychą”. (I nie mam na myśli jedynie kondycji fizycznej.) Myśliwy musi być zdrowy i sprawny. Musi być też człowiekiem odpowiedzialnym, bo nie żyje na świecie sam, otoczenie ponosi konsekwencje jego działań. Krótko mówiąc, myśliwy bardzo nie może być debilem. Także sorry, ”Czesie”, bo a) w myślistwie (też) istnieją swoiste procedury, których należy przestrzegać, ponieważ w myślistwie istnieje coś takiego jak ”czynnik ryzyka” (nie ma chyba potrzeby, bym rozwijała ten wątek?) b) by być partnerem dla sfory trzeba być mężczyzną, a nie (niedorobionym mentalnie) kolesiem, który dużo kłapie dziobem i nie jest w stanie ogarnąć zasad dotyczących polowania → łowieckiej etyki.

Bez znaczenia gdzie i z jaką ”filozofią” do polowania się podchodzi, nawet w Argentynie z dogo u boku, zarówno w przypadku ”romantycznej” monterii criolla jak i programowego ”trzebienia zarazy”, cel jest jasno określony i nie jest nim celowe znęcanie się nad zwierzętami, poprzez przedłużanie uśmiercania upolowanej zwierzyny.

Także pozerstwo pozerstwem, ale żeby być ”łowcą” trzeba mieć w sobie coś więcej niż tylko ”fantazję i pieniążki”.

Fakt, że w Polsce, w niektórych regionach, na terenach podmiejskich i w miastach coraz łatwiej ”naciąć się” na dziki, nie może być wymówką dla szczucia na nie psów. Od kontrolowania populacji dzików są określone służby a nie piz…usie z psami typu ”game”, lub raczej z psami ”pseudogame”… Dzik jest dzikim zwierzęciem, nieprzewidywalnym dlatego nie należy go prowokować. Nie należy narażać psów niemających przygotowania, których jedynym ”atutem” jest to, że ”poczuły zapach i straciły kontakt z bazą”… Bo co zrobisz, pajacu puszczający swojego psa luzem w las, żeby ”się sprawdził” z dzikiem, gdy ten trafi na dużego, ”napiętego” samca a nie młodego ”dziczka”? Pomożesz psu, który sprowokował dzika? A potem zaczął wymiękać, bo sprowokować walkę to nie to samo co ją wygrać. Jak ”pomożesz”? Co zrobisz? ”Wkurzony” dzik to nie kot, nie jeż ani kret. To nawet nie pies, który ”pobiegł za motylkiem” i niestety miał pecha wejść w drogę twojemu dogo…

W Polsce (jak i wszędzie indziej) pajace i miękko…ujki ponoszą winę za czarny PR środowiska łowieckiego, a reszta niedorobionych, tym razem ”komentatorów” do jednego worka z normalnymi ludźmi wrzuca patologię, zwyczajnych pseudomyśliwych, a potem chmary kretynek i kretynów na fejsbuku – mówiąc bardzo delikatnie – ”obrażają” ludzi, którzy z patologią nie mają nic wspólnego.

Dogo Argentino to nie sposób na zaspokajanie kompleksów. Ambicja, pomysłowość i chęć pożytecznego działania powoduje, iż niektórzy entuzjaści rasy doskonale rozumieją, że choć argentyny wyhodowano do polowań na grubą zwierzynę, można szkolić je także w kierunku realizacji zadań z dziedziny ratownictwa (search and rescue), mogą być, mają w sobie potencjał, by być psami policyjnymi (police assistance) lub wojskowymi (military work). Jeśli tylko argentyn ma zrównoważoną psychikę oraz szczęście do przewodnika, może stać się wspaniałym psem pracującym w innej dziedzinie niż ”z urodzenia” przypisane mu łowiectwo. Nie trzeba ”obrażać się” na naturalną dla tej rasy dziedzinę ”użytkowości”, ale trzeba ją rozumieć – i dziedzinę, i rasę.

”Red flags”

Tematyka dzisiejszego, jak i poprzedniego tekstu z zakresu kynologii łowieckiej[31], zahacza o co najmniej kilka istotnych kwestii związanych z kondycją rasy (mówiąc ogólnie i delikatnie). Mamy problem specyficznej (anty)kultury narastającej u nas w około tej rasy, a jednym z najdobitniej obnażających szkodliwość owej kultury objawów, jest łatwość z jaką można nabyć u nas argentyna oraz agresja dogo – często kto raz się swojego białego przestraszy, już nie przestaje się go bać… Agresja ta zapewne w wielu przypadkach, nim z siłą szamba wybiła, była do opanowania, ale nie wszyscy posiadacze presy umieli/umieją sobie z nią poradzić – i ten problem wzrasta. Z myślą o osobach, które już mają taki właśnie problem oraz tych, które chcą go uniknąć, powstały kolejne teksty, które ukażą się na ‚Zu z pasją’. Uprzedzę was, że pierwszy z nich będzie dosyć techniczny, ale mam nadzieję, że dzięki temu zabiegowi na zagadnienie agresji spojrzycie inaczej i być może uda się wam zrozumieć gdzie tkwi błąd, który powoduje, że w tej chwili być może właśnie ty zastanawiasz się czy nie oddać swojego dogo…

W jednym wpisie zebrałam dla was informacje, które winni wam byli/są przekaz(yw)ać hodowcy psów tej rasy: ludzie ”z branży”, ludzie rozmnażający Dogi Argentyńskie. Jeśli więc osoba, od której kupiliście swojego dogo albo od której zamierzacie go nabyć, nie była łaskawa zrobić wam ”wykładu” na temat ”polowań z dogo”, ”cech użytkowych” i pato.pseudo.monterii, ”wykładu” trwającego mniej więcej tyle, ile zajęło wam czytanie tego tekstu, ani nie była łaskawa szczerze porozmawiać z wami o tym, co jest absolutnie niedopuszczalną u psa domowego wybujałą agresją, a jakie cechy charakteryzują dogo posiadające ”wartość użytkową/hodowlaną”, sami oceńcie tego ”hodowcę”. A i weźcie pod uwagę, że tekst, który dziś przeczytaliście to tylko wstęp, ”szkic”, coś, co ma was zachęcić do myślenia. 

LINKI;

*https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2019/11/19/uszygate-i-specjalne-przeglady-czyli-gotowanie-zaby/

1.https://www.telegraph.co.uk/news/worldnews/europe/france/11237238/Frances-wild-boar-hunting-condemned-as-a-bloody-spectacle-from-another-age.html

2.https://www.aspas-nature.org/

3. https://www.di-casa-nardini.com/

4.https://kijkzuidfrankrijk.com/2014/11/10/middeleeuwse-moordpraktijken/

5.https://www.domaine-du-solitaire.com/

6.https://www.connexionfrance.com/French-news/Wild-boar-enclosure-busted-by-gendarmes

7.https://www.foedevarestyrelsen.dk/english/ImportExport/Travelling_with_pet_animals/Pages/The-Danish-dog-legislation.aspx

8.https://www.aspas-nature.org/actualites/enquete-carnage-derriere-le-grillage/

9.https://www.sobczyk.eu/inb/?lng=pl

10.https://wahchadero.com/2018/02/26/the-hunt/,

11.https://www.youtube.com/watch?v=z3Yind8e-xY -bnw

12.https://en.wikipedia.org/wiki/Wild_boar

13.http://hunting.info.pl/2016/03/06/rekordowe-dziki/

14.https://www.pzlow.pl/index.php/kynologia/186-podzial-ze-wzgledu-na-uzytkowosc

15.https://en.wikipedia.org/wiki/Medieval_hunting

16.https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2019/08/09/hart-fila-brasileiro-vs-pseudokynologia/

17.https://en.wikipedia.org/wiki/Alaunt

18.https://feralhogs.extension.org/physical-characteristics-of-feral-hogs/, http://guide.sportsmansguide.com/10-huge-hogs-you-have-to-see-to-believe/

19.https://www.youtube.com/watch?v=KHAssFFz3yw

20.https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2018/08/12/czlowiek-pies-i-przestrzen/

21.https://www.easypetmd.com/proper-fci-group-dogo-argentino-dr-otto-schimpf

22.https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2013/08/24/o-snuciu-pod-publiczke-opowiesci-o-uzytkowosci-dogo-argentino-czyli-polowanie-z-dogiem-argentynskim-w-polsce/

23.http://www.mydogos.com/PPC_2.htm, http://www.mydogos.com/PPC_1.htm

24.http://www.informationphilosopher.com/solutions/scientists/schrodinger/what_is_a_law_of_nature.html, https://en.wikipedia.org/wiki/Law_of_nature

25.https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2019/03/30/shanghai-world-dog-show-2019-oraz-2019-copa-mundial-el-dogo-argentino-en-china/

26.https://www.mirror.co.uk/news/world-news/dogs-wild-boars-fight-death-11360667

27.https://en.wikipedia.org/wiki/Wild_boar

28.https://en.wikipedia.org/wiki/Feral_pig

29.https://www.business.qld.gov.au/industries/farms-fishing-forestry/agriculture/land-management/health-pests-weeds-diseases/pests/invasive-animals/restricted/feral-pig

30.https://www.researchgate.net/publication/269337752_Invasive_wild_boar_in_Argentina_using_protected_areas_as_a_research_platform_to_determine_distribution_impacts_and_management

31.https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2019/09/15/kynologia-lowiecka-czy-w-polsce-mozna-polowac-z-dogiem-argentynskim/

Zuza Petrykowska

Fragmenty artykułu pochodzące z obcojęzycznych źródeł (Internetowe wydania dzienników, Wikipedia etc.) – w tekście zaznaczone kursywą – zostały przetłumaczone przeze mnie i stanowią bezpośrednie tłumaczenie treści zawartych na stronach źródłowych. Zaznaczam jednak, że jako autorka powyższego artykułu nie wyrażam zgody na jego kopiowanie i wykorzystywanie w całości lub we fragmentach (ani też na jego ”parafrazowanie”).

https://kulturakynologiczna.home.blog/

www.facebook.com/zuzpasjaodogoargentino


			

CZY KYNOLOGIA ŁOWIECKA ZAJMUJE UMYSŁY SZEREGOWYCH CZŁONKÓW ZWIĄZKU KYNOLOGICZNEGO W POLSCE? CZY PROBLEM BRAKU SPECJALNYCH WYMAGAŃ DLA PSÓW MYŚLIWSKICH PRZESZKADZA? CZY OD 2015 ROKU COŚ SIĘ ZMIENIŁO? CZY W POLSCE MOŻNA POLOWAĆ Z DOGIEM ARGENTYŃSKIM? CZY POWINNIŚMY OBAWIAĆ SIĘ KŁUSOWANIA Z DOGO ARGENTINO?

”Się dzieje” i warto to umówić

Planowałam jako kolejny zamieścić wpis dotyczący problemu agresji u dogo. Jednak z uwagi na bieżące wydarzenia, zdecydowałam, że zanim dam wam tamten artykuł, najpierw poruszę wątek kynologii łowieckiej, ujęty przez pryzmat Dogo Argentino. Tak więc dziś pierwszy z dwóch tekstów na temat ”polowań z psami”. 

.Jak napisałam w opublikowanym pod koniec lipca na blogu Kultura kynologiczna dla psiarzy, dwuczęściowym tekście pt. ”NAJGRUBSZE RYBY W STAWIE’ UTRZYMUJĄ PH STOJĄCEJ WODY NA ‚WŁAŚCIWYM’ POZIOME – SŁÓW PARĘ NA TEMAT: ‚SKĄD W KYNOLOGII TYLE PATO…?*, mierzi mnie kynologia w wydaniu for fejsbukowych ”grup kynologicznych”; powszechna ignorancja i kłopoty ”kynologów” z wysłowieniem się w ojczystym języku. Jednak w świetle ostatnich wydarzeń, sprawy ”dwuzarządowości”, czyli istnienia aktualnie, od 31 maja, w praktyce dwóch Zarządów Głównych w stowarzyszeniu Związek Kynologiczny w Polsce, z których każdy ma pełne przekonanie o słuszności swojego mandatu i tym samym słuszności swojego postępowania (zaistniał więc min. problem wykluczających się wzajemnie uchwał), co skutkuje rozpoczęciem stosownych działań przez organ nadzorczy stowarzyszenia, którym jest Prezydent m.st. Warszawy; przekazaniem ZKwP datowanych na 15 lipca wytycznych, ostrzeżeń z 30 lipca i 27 sierpnia oraz ”rekomendacji” z 3 września br., postanowiłam raz jeszcze sprawdzić czy istnieje szansa na autentycznie otwarte, rzeczowe dyskusje o kynologii na fejsbuku.

Oto treść posta zamieszczonego przeze mnie 31 sierpnia na otwartej dla wszystkich zainteresowanych (czyli takiej, którą każdy użytkownik serwisu Facebook może sobie ‚podczytywać’, nie będąc jej członkiem, i w ten sposób poznawać poglądy min. hodowców na poszczególne tematy) fejsbukowej grupie kynologicznej ”KYNOLOGIA – przeszłość, teraźniejszość, przyszłość…”:

W elektronicznym wydaniu magazynu BRAĆ ŁOWIECKA, z datą 29 sierpnia bieżącego roku, ukazała się niezwykle istotna informacja, artykuł zatytułowany ”Nie będzie specjalnych wymagań dla psów myśliwskich” znaleźć możecie tu: http://braclowiecka.pl/n/36/aktualnosci/6018/nie-bedzie-specjalnych-wymagan-dla-psow-mysliwskich?fbclid=IwAR3ur_J6qwmEfnO24aL9_4wNiKOQ9v0PW73szvwo4YxmMG-yv.

Dla wygody omawiania kwestii w nim poruszonych, a mam kilka uwag i pytań, i uważam, że wy także takowe mieć będziecie (szczególnie, że każdy patrzy przez pryzmat rasy, którą sobie upodobał), pozwalam sobie zacytować sporą jego część poniżej.

W toku opracowywania – już po konsultacjach publicznych – przez Ministerstwo Środowiska oraz Rządowe Centrum Legislacji projektu zmiany rozporządzenia ws. szczegółowych warunków wykonywania polowania i znakowania tusz, które według części zapowiedzi powinno wejść w życie na początku tego tygodnia, w brzmieniu dokumentu pojawiło się kilka poprawek. Wśród istotniejszych znalazła się możliwość wykonywania indywidualnego polowania z psem na dziki w ciągu dnia już od 15 sierpnia (pierwotnie proponowano od 1 września), wprowadzona na wniosek ministra rolnictwa i rozwoju wsi.

PYTANIE o owe ”konsultacje publiczne” – ktoś, coś? Ktoś szerzej zna ten wątek i zechce objaśnić go niedoinformowanym ‚grupowiczom’?

…”w brzmieniu dokumentu pojawiło się kilka poprawek. Wśród istotniejszych znalazła się możliwość wykonywania indywidualnego polowania z psem na dziki w ciągu dnia już od 15 sierpnia”…

UWAGA: Z racji mojego wielkiego sentymentu do rasy Dogo Argentino, presy: chwytająco-trzymającej rasy psów na tzw grubego zwierza (puma, dzik etc.), przez FCI zaklasyfikowanej jako molos, w wielu krajach, włącznie z Polską, znajdującej się na liście psów ras uznawanych za agresywne, wobec czego w wielu miejscach naszego globu zakazanej całkowicie (w Polsce nie) lub podlegającej szeregu restrykcji, dotyczących nie tylko kwestii ich rozmnażania, ale i ”zwykłego” utrzymywania – to akurat nie w Polsce, ale nawet w Polsce, w przestrzeni publicznej psy ras uznawanych za agresywne muszą być prowadzone na smyczy i w kagańcu, dwa powyżej wyróżnione przeze mnie zdania, w połączeniu z innymi informacjami zawartymi ww tu dziś artykule, są z mojego punktu widzenia wyjątkowo ważne, a dlaczego, wyjaśnię w dalszej części postu.

Całkowicie usunięto natomiast szeroko dyskutowany zapis wprowadzający szczególne wymagania dla psów, z którymi wolno wykonywać polowanie, w tym poszukiwać postrzałków (wycofano się z obowiązku zarówno posiadania udokumentowanego pochodzenia z hodowli zarejestrowanej w FCI lub organizacjach z nią współpracujących, jak i potwierdzenia użytkowości przez PZŁ). Ministerstwo Środowiska uzasadniło tę zmianę wątpliwościami co do prawnych możliwości potwierdzania przez PZŁ ułożenia psów.

UWAGA: Kolejne ‚czerwone światło‚ to usunięte owe: ”szczególne wymagania dla psów, z którymi wolno wykonywać polowanie”. Informacja zawarta w nawiasie jest ważna z co najmniej dwóch powodów.

PO PIERWSZE: wymóg, by w polskim łowiectwie/myślistwie mogły być wykorzystywane jedynie psy z dokumentami honorowanymi przez FCI jest skandaliczny, gdyż łamie prawa obywateli, którzy są myśliwymi, bo myśliwi (jak wszyscy inni Polacy), mogą sobie psa (w tym przypadku do polowań) kupić w jakimkolwiek legalnie w Polsce (i nie tylko) funkcjonującym stowarzyszeniu/klubie należącym do którejś z międzynarodowych federacji kynologicznych, bo tak i już. To nie mogło przejść, bo już ‚na dzień dobry’ projekt był niezgody z prawem.

PO DRUGIE: brak wymogu ”papieru” z ZKwP uzasadniony jest wątpliwościami czy psy rozmnażane/hodowane pod egidą ZKwP/PZŁ są odpowiednio wyselekcjonowane – przecież selekcja ma sens tylko wtedy, gdy opiera się na konkretnych, surowo przestrzeganych kryteriach. Podobnie jest w służbach, przykład Owczarków Niemieckich: odkąd wyglądają jak wyglądają i w istotnej części są ”sprawne inaczej”, zastępuje się je, po uprzedniej SELEKCJI, ”zwykłym Azorem/Bellą” ze źródła z ZKwP nie mającego nic wspólnego, bo chodzi o to, by psy spełniały określone kryteria, by odpowiadały na zapotrzebowanie.

W tym miejscu odwołam się dodatkowo do cytatu z podsumowania zawartego w artykule: ”Prawo łowieckie nie upoważniło PZŁ do współpracy z organizacjami kynologicznymi.” I bardzo dobrze, bo wystawa i tzw. sędzia kynologiczny nie są odpowiednimi ”organami” do ustalania czy pies nadaje się do polowań czy nie. WYSTAWA TO TYLKO SHOW, w dodatku często marnej klasy, bo bywa, że nawet eksterieru ”sędzia” nie umie ocenić. (Jedyne ”przeglądy hodowlane” o których się ”miłośnicy psów” rozpisują to te ”dla psów z tzw wadami nabytymi”, przy czym większość tych ”nabytych wad” to celowo oberżnięte uszy i/lub ogony, psów ras tradycyjnie ciętych, okaleczonych dla widzi mi się ich właścicieli, czyli z czysto estetycznych powodów.)

Na Zachodzie psy, tzw użytki nie są poddawane ocenie na wystawach, hodowla przebiega pod okiem profesjonalistów, czynnych myśliwych a wyszkolonego psa certyfikuje (lub nie) organ państwowy. Psa ”użytka” nie wolno łączyć z jego ”odpowiednikiem” wystawowym.

To nie jest tak, że nie można stworzyć sensownego i skutecznego prawa, tym bardziej, że mamy ”ramy” i wiemy gdzie leży granica – mamy przykład Hiszpanii i patologię dotyczącą Galgo i Podenco, które jako psy pracujące nie podlegają przepisom Ustawy o Ochronie Zwierząt, więc galgueros robią z nimi to, co robią.

Informacja o modyfikacji treści projektu rozporządzenia w powyższym zakresie trafiła do ponownego zaopiniowania przez zarząd główny zrzeszenia. W odpowiedzi przekazano propozycję uregulowania kwestii psów sporządzoną przez Komisję Kynologiczną NRŁ.” (Skrót od Naczelna Rada Łowiecka.) ”Zakładała ona, że polowanie ma się odbywać przy użyciu psa rasy myśliwskiej z udokumentowanym pochodzeniem z hodowli zrzeszonych w organizacjach kynologicznych współpracujących z PZŁ, trwale oznakowanego, zgodnie z potwierdzonym przez Związek ułożeniem do pracy w zakresie wykonywania polowania, w tym poszukiwania postrzałków.

UWAGA: Znowu ocieramy się o zagadnienia związane z ograniczaniem swobody wyboru myśliwym: …”przy użyciu psa rasy myśliwskiej z udokumentowanym pochodzeniem z hodowli zrzeszonych w organizacjach kynologicznych współpracujących z PZŁ.” Sorry, ale praktycy sami najlepiej wiedzą, że nie zawsze to ”rasowość” psa decyduje o jego przydatności do wykonywania pracy; mamy bojące się wody ”psy dowodne”, bojące się wystrzałów psy do odnajdywania postrzałków… Odpowiedni temperament niejednokrotnie cechuje mieszańce ras albo psy o tzw niewiadomym pochodzeniu.

Pod koniec artykułu znowu wracamy do problemu ”definicji”, tym razem nie samego ”psa rasowego”, ale ”psa rasy myśliwskiej.” Dla zasady i krótko, w tym miejscu dodam, że działania lobbingowe ZKwP odnośnie definicji ”psa rasowego”, to po prostu działania lobbingowe ZKwP. FCI nie jest jedyną międzynarodową federacją kynologiczną i wielu hodowców na całym świecie doskonale radzi sobie nawet nie spluwając w kierunku tej (to fakt) najbardziej znanej organizacji. Problem z definicją ”psa rasy myśliwskiej” jest pokłosiem tego pierwszego.

UWAGA: Ktoś interesujący się białą presą z Argentyny, zdający sobie sprawę z tego jakie problemy dotyczą tej rasy U NAS, z treści artykułu, do którego na samym początku mojego postu-notatki wkleiłam link, może (min.) wnioskować, że jest wysoce prawdopodobne, że różne ”Cześki”, teraz mogą przyjąć, że ”w zaistniałej sytuacji”, ”zgodnie z prawem” będą mogły w istocie kłusować – chodzi mi o STYL POLOWANIA – także z Dogo Argentino. W Polsce polowanie w klasycznym stylu z dogo (Monteria) jest zabronione, jest nielegalne: pies (dodajmy, że gdy mówimy o dogo, chodzi o rasę uznawaną za agresywną) nie może ”wchodzić w kontakt” ze zwierzyną. (Tu też jest przestrzeń do przedyskutowania, bo psy innych ras, różne terriery, Jamniki w ten ”kontakt” jednak jakoś wchodzą… Jak? Skoro w Polsce szczucie podpada to pod znęcanie się? Widać są równi i równiejsi.) Proszę przeczytajcie charakterystykę DZIKARZA w Polsce, opisaną na stronie PZŁ w tym miejscu: https://www.pzlow.pl/index.php/kynologia/186-podzial-ze-wzgledu-na-uzytkowosc. Jeśli ktoś nie wie co to jest Monteria, to wystarczy wpisać sobie na YT frazę w rodzaju ”Dogo Argentino, Monteria” – tylko polecam wyciszyć dźwięk, bo zwierzyna często bardzo głośno komunikuje, że ją boli ten ”kontakt”.

Ewidentnie, choć tradycja wbijania noża w serce utrzymywanemu przez dogo dzikowi, bardzo podnieca różne persony, które się na dogo decydują, a niektóre z nich podobno nawet zostają czy też mają w planach zostać członkami PZŁ, by ”popędy” swoich psów móc realizować w ”łowiectwie”, przy tym poziomie kynologicznej kultury, który tworzy się u nas aktualnie w około rasy Dogo Argentino, wizja dziwnych ludzi biegających po lesie z Dogo Argentino (nawet bez noży), mnie nie nastraja zbyt dobrze. I jeśli faktycznie, w praktyce okaże się, że ”można w Polsce ‚polować’ -moim zdaniem w polskich warunkach to będzie forma kłusownictwa- z dogo” i podniecający się monterią właściciele będą przenosić zwyczaje z Argentyny w Polskie lasy i na polskie łąki (pomijam kwestie takie jak ”przygotowanie psa”, bo to nie ten typ ludzi, który ”przygotowuje psy”, oni je po prostu puszczają luzem w las… ), to ja byłabym za powszechnym prawem do posiadania broni, bo uważam, że każdy ma prawo się bronić albo po prostu odstrzelić psa stanowiącego zagrożenie dla otoczenia.

UWAGA: Nadmienię, że na stronie Polskiego Związku Łowieckiego w zakładce zatytułowanej „Rasy psów myśliwskich„, tu: https://www.pzlow.pl/index.php/kynologia/185-polskie-rasy-psow-mysliwskich widnieje informacja jakoby w grupie II (wg. porządku FCI) nie znajdowały się żadne rasy myśliwskie.

PYTANIE jak rozumieć to stwierdzenie? Skoro już kilka lat temu ów ”brak ras myśliwskich w grupie II FCI”, nie przeszkadzał jednemu z posiadaczy DA, myśliwemu i członkowi ZKwP, chwalić się na internetowym forum, że właśnie jako myśliwy, legalnie ze swoim psem poluje, podobno jego Dogo Argentino pracował „jak posokowiec”. Takie użytkowanie Doga Argentyńskiego jest bardzo niezwykłe, bo Dogo Argentino nie jest posokowcem, nie oszczekuje ani nie wystawia zwierzyny, on idzie górnym wiatrem i w końcu, gdy doścignie ‚prey’, to instynktownie w nią ‚uderza’. Tak więc tego rodzaju zaprzeczenie instynktowi dogo, czyli wyplenienie u dogo chęci ‚uderzenia’ w zwierzynę, jeśli w istocie się temu człowiekowi udało, uznać można za ewenement. Odpowiedzi na PYTANIA o to, jak ów pan tego dokonał, jak wyglądały próby pracy etc., są więc niezwykle ciekawe.

Ale do ”braku psów myśliwskich w grupie II FCI” wracając: Dogi Argentyńskie są dzikarzami. I jest wysoce niepokojące nierozpoznawanie w nich przez osoby (legalnie) zajmujące się u nas łowiectwem, psów myśliwskich. W Polsce psy tej rasy niestety często ekscytują specyficzny typ ludzi i ten rodzaj właścicieli cierpi na wyżej przeze mnie wspomniany „sprawdzaizm” – dolegliwość polegającą na puszczaniu dogo luzem w las, „żeby się wybiegał i może z dziczkiem sprawdził„.

Tak więc rozpoznanie przez Polski Związek Łowiecki Dogo Argentino jako dzikarza, który jednak z uwagi na styl w jakim swoją pracę wykonuje (znowu odwołam się do YT i zaproponuję wpisanie frazy: „Dogo Argentiono, monteria”), styl stojący w sprzeczności z charakterystyką dzikarza wymaganą w Polsce i opisaną na stronach Polskiego Związku Łowieckiego (w zakładce ”Podział ze względu na użytkowość”), i który dlatego nie…? Nie może? Czy tylko nie powinien? Być w Polsce, jako pies na dziki używany, pomogłoby tej rasie, nawet jeśli Ministerstwo dosyć po macoszemu potraktowało PZŁ. Natomiast jeśli myśliwi widzą szansę dla Dogo Argentino w polskim łowiectwie, to czas, by przedstawili swoje stanowisko na ten temat.

Z pewnością w szpilkach można próbować chodzić po górach, albo w japonkach, jednak najlepiej wychodzi to, gdy wybierze się obuwie specjalnie przeznaczone do chodzenia po górach. Dogo Argentino to rasa, której instynkt łowiecki to efekt przekierowania agresji z innego psa na zwierzynę łowną – protoplasta rasy, Viejo Perro de Pelea Cordobes na ringu zagryzał inne psy – ot, cała filozofia na temat korzeni rasy. Do Białego Walczącego Doga z Cordoby dodano naście ras (o których ludzie nieświadomi korzeni Doga Argentyńskiego, mówią, że z nich powstała rasa), a i tak wielu właścicieli dogo nie radzi dziś sobie z wybujałą agresją swoich psów domowych… Polski myśliwy ma wiele, znacznie do polskich realiów bardziej odpowiednich od Dogo Argentino ras i warto jest, by Polski Związek Łowiecki odniósł się do tego faktu.

Co do samego rozporządzenia, moim zdaniem po prostu nikt nie chce zrobić DOBRZE tego, co powinno zostać zrobione. Ale z drugiej strony uważam też, że nie ma co próbować robić tego z ZKwP, które za chwilę się pozamiata – coraz bardziej prawdopodobna staje się możliwość, że „ten drugi” ZG dąży do tego (całkowicie słusznie), by po tym „samozaoraniu się związku”, utworzyć nową organizację. Jednak szczerze wątpię czy „lepszą”, bo nie będą mieć po swojej stronie potrzebnych zmian w prawie. (Te konieczne zmiany to osobny temat). Tak długo jak ktokolwiek będzie „pytać” ZKwP, któremu się „zgubiło” 3,5 bani, „jak zrobić” coś tam, tak długo g… z tego typu projektów będzie. Powstanie nowej organizacji byłby milowym krokiem w polskiej kynologii. To co jest teraz, po prostu nie funkcjonuje właściwie, zaorany został prestiż i cel tej organizacji. Nie ma co płakać, ”reformować”, po prostu trzeba zbudować nową organizację, wolną od komunistycznych nawyków i pilnować, by nie doszło już do bagna jakie wytworzył ZKwP.

Testy psychiczne wykonywane przez profesjonalistów (nie osoby powiązane z ZKwP), jako podstawa są konieczne. Nie skaczesz ze spadochronem jeśli nie umiesz nawet wejść na pokład samolotu. Testy opracowane pod kątem wykonywania konkretnego rodzaju pracy. A etap wcześniej sprawdzające psychikę psa zupełnie bazowo, w kontekście przydatności do hodowli; norma vs. przesadna agresja, norma vs. nienaturalna lękliwość. I dopiero z tak odsianych psów wolno jest wybierać te z predyspozycjami do pracy łowieckiej. Pracy łowieckiej stojącej w zgodzie z polskim prawem i tradycją. (Żadnej pseudomonterii.) Pytanie na koniec: czy ci, którzy chcą prawo zmieniać celowo nie odnoszą się do istniejącego stanu rzeczy, w tym wzrastającej w Polsce liczby Dogo Argentino w bardzo przypadkowych rękach, czy są takimi ‚nieprofesjonalistami’, że im ”tak wychodzi”?

Szanowni państwo podzielcie się swoimi uwagami dotyczącymi powyższego, nie musimy się we wszystkim zgadzać, ale dyskutujmy. W każdym razie ja chętnie poznam wasze poglądy.

Pod moim postem pojawiła się odpowiedź Administratora grupy, potem moja na nią reakcja i tak ”sobie popisaliśmy na fejsie”, ale do dnia dzisiejszego temat pozostał ”nieinteresujący” dla innych ”grupowiczów”. Wspomnianą wymianę uwag dodałam na koniec dzisiejszego wpisu ponieważ chciałabym, abyście w tym miejscu zapoznali się z treścią mojej korespondencji z Polskim Związkiem Łowieckim. Oczekując… – to za dużo powiedziane, ale niech będzie: co najmniej mając nadzieję, że znajdą się inni chętni do włączenia się w rozmowę na forum otwartej grupy ”fejsa”, przeszukałam swoją skrzynkę mejlową, chcąc pod pierwotnym postem-notatką dodać treść korespondencji, którą w połowie 2015 roku z Polskim Związkiem Łowieckim wymieniłam – zadałam pytania i udzielono mi na nie (zupełnie inaczej niż w przypadku wszystkich zapytań kiedykolwiek kierowanych przeze mnie do stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce) wyczerpujących, kulturalnych odpowiedzi. Odpowiedzi, które tym bardziej teraz, po przeczytaniu powyżej cytowanego artykułu, uznałam za więcej wartościowych danych, materiał jeszcze bardziej zachęcający do podjęcia dyskusji. Jednak, ku mojemu autentycznemu zaskoczeniu, poza Administratorem grupy, treści artykułu ani moich uwag, nikt nie skomentował. Nikt nie zdecydował się włączyć do dyskusji. Widząc brak zainteresowania zagadnieniami, o których traktuje artykuł, uznałam, że dodawanie kolejnych postów, mijałoby się z celem. Nie ma sensu publikować na fejsbuku informacji, które po prostu ”przelecą na łolach” iluś tam osobom. Tym bardziej, że w fejsbukowych komentarzach nie chodzi o ”kontent”, nie po to powstały social media, by ludzie stali się ”lepsi i mądrzejsi” 😉 Dlatego też treść korespondencji z PZŁ zamieszczam w tym wpisie, na blogu, tak, by zainteresowani tematem mogli te informacje tu sobie znaleźć i lepiej zrozumieć problematykę kynologii łowieckiej.

Ciąg dalszy

W 2015 roku, od pewnego czasu stale rosnące zainteresowanie u posiadaczy oraz tzw entuzjastów rasy Dogo Argentino kwestią ”użytkowości”, czyli wykorzystywania psów tej rasy w polskim myślistwie, w tym pomysłami organizowania ”prób pracy/temperamentu” na terenie Polski -przy czym chodzić miało o wykorzystywanie tych psów z naciskiem na ”jak najbardziej w stylu dogo”- i równocześnie się z tym zbiegające ”zamykanie” dla postronnych obserwatorów dotąd otwartych dla nich grup na Serwisie Facebook, grup poświęconych tej rasie (może chodziło tylko o ilość niezmiennie, bez zważania na obowiązujące u nas prawo, ciętych/kopiowanych dogo, które min. na tych grupach można było oglądać, a może nie…), nasunęło mi kilka pytań, które drogą elektroniczną skierowałam do Polskiego Związku Łowieckiego. Jedną z powtarzanych pocztą pantoflową legend na temat przepisów dotyczących w Polsce polowania z psami, konkretnie polowania na dziki, czyli polowania z DZIKARZAMI, była ta o ”górnej granicy wzrostu w kłębie”. (”Jeśli pies ma więcej niż 45 cm w kłębie nie może być w takim myślistwie wykorzystywany”.). No, jeśli ”znawcy” tak prawią 😉 Koleżanka podpuściła mnie bym od owego ”mitycznego wzrostu w kłębie” swoje zapytanie rozpoczęła. Tym bardziej, że do ”legendy” przyklejone było sformułowanie ”specjalne zezwolenie” – bardzo interesujące gdyż o takim ”specjalnym zezwoleniu” ćwierkały wróbelki, gdy o polowanie z dogo w Polsce chodziło… (Pachniało to podobnie jak pseudolegalne kopiowanie uszu i te świstki nazywane ”zaświadczeniami o leczniczym kopiowaniu”, które umożliwiały posiadaczom okaleczonych, urodzonych w Polsce psów, pokazywać je na wystawach ZKwP/FCI w okresie od 1 stycznia 2012 do końca 2015 roku…)

Dla porządku dodam, że niecały rok po prowadzonej przeze mnie z PZŁ wymianie korespondencji, dostałam ‚zdjęcia’ (tzw zrzuty ekranu) z fejsbukowego profilu posiadacza DA, mające być potwierdzeniem, iż w łowiectwie -nie kłusownictwie- na terenie RP, swojego psa/ swoje psy ten człowiek wykorzystuje. Trzy z tych obrazków dodałam do treści dzisiejszego wpisu. W istocie nie przedstawiają one niczego nagannego – żadnego zachowania/sytuacji które mogłyby być uznane za ”dowód” np. ”znęcania się nad zwierzętami”. Nie. Aczkolwiek, jeśli na pierwszym z tych obrazków pies był puszczony luzem w przestrzeni publicznej, a jako pies rasy uznawanej za agresywną Dog Argentyński powinien być ”na smyczy i w kagańcu” (czyli, no, jeżeli chcemy być ”mili” i ”wyrozumiali” bardziej niż to konieczne, to powiemy, że PIES RASY UZNAWANEJ ZA AGRESYWNĄ W PRZESTRZENI PUBLICZNEJ POWINIEN BYĆ CO NAJMNIEJ NA LINCE), to jest to problem – na marginesie czy „łowisko” to „przestrzeń publiczna”? Na drugim, fakt: pies cały pysk wymazany ma w czerwonej substancji, ale a) nie oznacza to wcale, że ta substancja ”na pewno” jest krwią b) nawet gdyby to była krew, pies kontakt mógł mieć z już martwą, uprzednio odstrzeloną zwierzyną, tak więc ta ewentualna krew nie musiałaby ubrudzić jego głowy w wyniku ”kontaktu” tego psa z żywą zwierzyną. Natomiast z całą pewnością psu jedynie ”oszczekującemu”, ”posokowcowi” etc. specjalne zabezpieczenia w postaci ”kolczugi” -a o takim zabezpieczeniu jest mowa w komentarzu widniejącym przy obrazie- nie są potrzebne, bo taki pies NIE MA KONTAKTU ZE ZWIERZYNĄ i dzik nie może zrobić mu krzywdy. Na trzecim obrazku młody osobnik po prostu wącha martwego dzika. Tak więc, w razie (niepotrzebnego) pobudzenia uprzejmie proszę o powstrzymanie się od generalizowania czegokolwiek, jedynie na podstawie tych obrazów – zamieszczam je dla zaznaczenia, że w mediach społecznościowych takie zdjęcia, opatrzone jakimiś tam komentarzami, były i może dalej są publikowane.

Do korespondencji z PZŁ wracając: zaznaczam, że wyczerpujących i wiele wyjaśniających odpowiedzi uprzejma była udzielać mi specjalistka od kynologii łowieckiej, pani Izabela Turlik – w artykule autorstwa Witolda Szabłowskiego, zatytułowanym ”Do płci żeńskiej nie strzelam”, opublikowanym w elektronicznej wersji magazynu Wysokie obcasy, 14 października 2010 roku, przytoczona została także jej wypowiedź: http://wyborcza.pl/51,76842,8479136.html?i=2.

RAZ JESZCZE PODKREŚLĘ, ŻE PYTANIA ZADAWAŁAM 4 LATA TEMU I 4 LATA TEMU OTRZYMAŁAM NA NIE WYCZERPUJĄCE ODPOWIEDZI. Oraz, że poznałam myśliwych; posiadających dogo i z nimi NIE polujących, posiadających dogo i PODOBNO z nimi polujących Gdzieś Tam oraz osoby po prostu luzem puszczające dogo w las, ”żeby się wybiegały i z dziczkiem sprawdziły”. Pamiętam też, wspominane jako przestroga dla ”inteligentnych inaczej”, płacz i zgrzytanie zębów po (polskich) psach (psach mających polskich właścicieli), gdy na forach, w dyskusjach o ”marzeniach” o ”użytkowaniu dogo w typowym dla tej rasy stylu”, przypominano przypadki, w których psy, po tym jak ”miały kontakt z dzikiem”, padły… (Dosyć szybko i w męczarniach. Nie pamiętam, ale zdaje się, że to https://pl.wikipedia.org/wiki/Choroba_Aujeszkiego było powodem. W wolnej chwili postaram się poszukać więcej na temat tamtych ”przestróg” w moim archiwum.)

Oto treść mojej korespondencji z PZŁ, który w korespondencji ze mną reprezentowała Pani Iza Turlik:

(śr., 29 lip 2015, 15:17)

Dzień dobry Pani

Chciałabym uzyskać informacje dotyczące przepisów Polskiego Związku Łowieckiego odnośnie polowania z psami. O ile mi wiadomo jedyny zakaz dotyczący polowania z psem dotyczy w Polsce polowania z psami z grupy chartów. Tak więc w świetle polskiego prawa z chartami polować nie wolno. Poza tym ograniczeniem nie ma obostrzeń dotyczących ras jako takich, jedynie określony jest wzrost w kłębie psa, który to nie może przekraczać wysokości 45cm. Psy, które przekraczają limit 45cm w kłębie mogą być psami myśliwskimi, o ile rzecz jasna ich właściciel jest myśliwym i o ile Okręg Łowiecki, do którego należy dany myśliwy, wyda specjalną zgodę na to, by pies przekraczający wysokość 45cm w kłębie brał udział w polowaniach. Oczekuję od Państwa rzetelnej informacji na temat tego ile (i czy w ogóle?) takich specjalnych zezwoleń wydał Polski Związek Łowiecki swoim myśliwym od dnia 01 stycznia 2010 roku do dnia dzisiejszego, czyli 29 lipca 2015 roku. Szczególnie interesuje mnie ilu właścicieli psów rasy Dog Argentyński/Dogo Argentino, będących legalnie działającymi i zrzeszonymi w Polskim Związku Łowieckim myśliwymi o taką specjalną zgodę wystąpiło. Przypomnę także, że w Polsce rasa Dog Argentyński uznawana jest za niebezpieczną i znajduje się na liście ras psów, na których utrzymywanie należy mieć tzw zezwolenie.

Chciałabym także poznać oficjalne stanowisko Polskiego Związku Łowieckiego na temat obowiązującego w Polsce od lat zakazu kopiowania psów ze względów innych niż medyczne [był to jeszcze czas, w którym i ja żyłam w bajerze, że ”kopiować można z względów medycznych” – w kopiowaniu chodzi jedynie o zmianę wyglądu zwierzęcia, nie ma ono żadnych medycznych przesłanek], czyli np. z uwagi na tzw tradycję. Jak postrzegają ten zapis myśliwi pracujący z psami użytkowymi? Czy zakaz skracania ogonów i cięcia uszu ma dla myśliwych z Polskiego Związku Łowieckiego znaczenie? Czy myśliwi zauważają różnicę pomiędzy komfortem(?) pracy psa ‚skopiowanego’, a jego ewentualnym brakiem u psa posiadającego naturalny ogon i/lub uszy?

Czy psy używane przez myśliwych zrzeszonych w waszej organizacji, psy myśliwskie współpracujące z myśliwymi podczas polowań, posiadają uszy i ogony niezmienione zabiegiem kopiowania, którego to nie można przeprowadzać u nas już od prawie dwóch dekad, ze względów innych niż medyczne? [i znowu wpadka z czasów, gdy i ja żyłam w bajerze, że ”kopiować można z względów medycznych” – w kopiowaniu chodzi jedynie o zmianę wyglądu zwierzęcia, nie ma ono żadnych medycznych przesłanek] Interesuje mnie też czy często podczas polowań takie nieskopiowane ogony i uszy psów myśliwskich ulegają obrażeniom w wyniku, których lekarze weterynarii podejmują decyzję o właściwości wykonania zabiegu skrócenia ogona lub amputowania fragmentu ucha, jako najskuteczniejszej/ najwłaściwszej/ jedynej możliwej metody leczenia psa? Zakładam, iż w związku z tym jak Ustawa o Ochronie Zwierząt jednoznacznie definiuje możliwość, w której zabieg kopiowania staje się w Polsce zabiegiem legalnym, ewentualny promil(?) psów z kopiowanymi ogonami i/lub uszami, to te których przypadki są dokładnie udokumentowane przez leczących je lekarzy weterynarii, czy tak?

Z wyrazami szacunku


(3 sie 2015, 14:03)

Witam,
tak, polowanie z chartami jest w Polsce zabronione, a na ich chów i hodowlę należy uzyskać pozwolenie starosty -art.10 Ustawy Prawo łowieckie. Warunki utrzymywania chartów reguluje Rozporządzenie Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z dnia 5 lipca 2010r. w sprawie warunków i sposobu hodowanie i utrzymywania chartów rasowych oraz ich mieszańców.
Jeżeli chodzi natomiast o czworonogi wykorzystywane w łowiectwie to obecnie nie ma żadnych oficjalnych wytycznych precyzujących jakiego typu zwierzęta mogą występować w charakterze psów stricte myśliwskich. W myśl jednak obowiązujących aktualnie przepisów -pkt. 7 i 8 §5.1. Rozporządzenia Ministra Środowiska z dnia 23 marca 2005 r.w sprawie szczegółowych warunków wykonywania polowania i znakowania tusz (Dz. U. z dnia 15 kwietnia 2005 r.) podczas polowań na ptactwo oraz zwierzynę grubą musi być zapewniona obecność psa odpowiednio o swojej pracy ułożonego.
PZŁ stoi w tym miejscu na stanowisku, iż najlepiej, aby w roli psa użytkowego występowali rodowodowi przedstawiciele z III, IV, V, VI, VII, VIII grupy psów ras myśliwskich ( w myśl nomenklatury FCI i z uwzględnieniem ich użytkowego przeznaczenia) zamiast mieszańców i psów w typie rasy. Na tę chwilę nie jest to jednak wymóg a jedynie zalecenie.
Nie występują także obostrzenia dotyczące określenia wysokości psa w kłębie, która ograniczałyby psu możliwość udziału w łowach. Ponadto NIGDY nie funkcjonowała w PZŁ praktyka wydawania „specjalnych zezwoleń”, które miałyby rzekomo uprawniać psy do pracy w łowisku pomimo przekroczenia jakiegoś ustalonego limitu wysokości w kłębie. O doborze psów do pracy pod względem ich rozmiarów decyduje w tym wypadku przede wszystkim zdrowy rozsądek, etyka, bezpieczeństwo oraz względy praktyczne. Mając na uwadze powyższe nie jestem w stanie udzielić Pani odpowiedzi na zapytanie dotyczące wykorzystywania psów rasy dogo argentino w łowiectwie, chociaż osobiście nie słyszałam o takowej praktyce w Polsce. W naszym kraju nie ma tradycji polowania z psem tej rasy. Nie prowadzimy także statystyk mówiących o tym jakie konkretnie psy rasowe bądź nierasowe znajdują się w rękach poszczególnych członków PZŁ.

Trochę inaczej kształtuje się sytuacja w przypadku udziału psów w próbach i konkursach pracy psów myśliwskich organizowanych przez PZŁ. Tu do uczestnictwa dopuszczane są jedynie zwierzęta posiadające rodowody państw członkowskich FCI. Regulaminy prób oraz konkursów pracy psów myśliwskich opracowane przez PZŁ(http://www.pzlow.pl/palio/html.run?_Instance=www&_PageID=5&newser=no&_C=C_DZIALY.KYNOLOGIA.REGULAMINY&_Lang=pl&_CheckSum=1899427970) uszczegóławiają, które grupy psów bądź, które rasy mogą zostać do poszczególnych konkursowych specjalności dopuszczone. Regulaminy FCI z kolei nakładają w niektórych przypadkach obowiązkowy bądź fakultatywny wymóg zaliczenia przez pewne rasy prób lub konkursów pracy psów myśliwskich, w drodze uzyskiwania przez nie międzynarodowych championatów czy spełnienia dodatkowych wymogów hodowlanych. Dogo Argentino do grona psów, które mogę uczestniczyć w wymienionych imprezach kynologicznych nie zalicza się.

Jeśli natomiast chodzi o kwestie dotyczące kopiowania uszu i ogonów u psów myśliwskich to aspekt ten, jak Pani słusznie zauważyła reguluje Ustawa o Ochronie Zwierząt, a w ślad za nią ZKwP. Tym samym ZKwP zakazuje udziału w imprezach kynologicznych psów z kopiowanymi uszami i ogonami urodzonymi w Polsce po 01.01.2012r. dotyczy to oczywiście także psów myśliwskich (chyba, że jest to uzasadnione względami medycznymi). PZŁ w tym wypadku stoi na stanowisku, iż istnieje realna potrzeba wyłączenia spod zakazu kopiowania ogonów, (uszy w przypadku psów ras myśliwskich pozostawiane były tradycyjnie w stanie naturalnym) wzorem np. Niemiec, psów ras myśliwskich użytkowanych łowiecko. Powodem tego jest stosunkowo duża urazowość (zranienia, odmrożenia itp.) ogonów tychże zwierząt i narażanie ich na niepotrzebne ból i cierpienie, a często finalnie na ich amputację już w wieku dorosłym.
Nie znane są nam jednak oficjalne statystyki dotyczące tego jaki jest dokładny odsetek psów myśliwskich, które posiadają skrócone ogony bądź częściowo amputowane uszy z powodów medycznych.

Pozdrawiam

(3 sie 2015, 18:44)

Dzień dobry Pani

Serdecznie dziękuję za wyczerpującą odpowiedź, mam jednak jeszcze kilka pytań, które pozwolę sobie w tym miejscu zadać. Rozumiem, że ”informację” o zakazie polowania w Polsce z psami powyżej 45cm w kłębie należy włożyć między bajki, bo takiego obostrzenia nie ma i nigdy nie było – za to wyjaśnienie bardzo dziękuję. Dalej, rozumiem także, że Dog Argentyński w Polsce polować z myśliwym należącym do waszej organizacji mógłby… o ile przeszedłby tzw próby pracy albo coś na kształt prób pracy, które ”dopasowane” zostałyby dla DA, czy tak? Proszę mi powiedzieć, czy próby pracy, czyli taki ”test kwalifikacji” Dogo Argentino, który jak Pani podkreśliła nie jest rasą, która zalicza się do standardu wymaganego u ras bardziej myśliwsko u nas ”typowych”, wyglądałby tak samo, jak prób pracy np. Niemieckiego Teriera Myśliwskiego albo któregoś z popularnych w Polsce wyżłów? Czy to jest tak, że po prostu nie ma możliwości przeprowadzić w Polsce LEGALNIE psa rasy Dog Argentyński przez ”ścieżkę formalności”? Proszę mi powiedzieć czy Dog Argentyński jest rasą, z którą w Polsce w pewnych szczególnych okolicznościach polować wolno? Czy zdecydowanie nie? I jak musiałby wyglądać droga Doga Argentyńskiego, który miałby stać się pomocnikiem myśliwego? FCI nie wymieniło Dogo Argentino jako rasy, u której wymagane są próby pracy w ramach kwalifikacji hodowlanych, więc to jest punkt zupełnie jasny, ale mnie interesuje czy w szeregach Polskiego Związku Łowieckiego są myśliwi, którzy z DA polują oraz to jaką drogę ze swymi psami przejść musieli, aby było to możliwe. Jest to dla mnie o tyle ciekawe, iż osobiście znam myśliwego z DA polującego… Tak więc musicie mieć, w którymś ze swoich Oddziałów choć jednego Dogo Argentino.

Myślę, że Pani jako osobie, która w PZŁ zajmuje się kynologią znacznie łatwiej niż mnie będzie dojść do tego ile DA w Polsce poluje z myśliwymi zrzeszonymi w waszym Związku. Proszę zrozumieć, że informacje, których może udzielić PZŁ, o ile tylko zechce ”pochylić się” nad zagadnieniem psów tej rasy i określić czy i ile DA jest w rękach myśliwych zrzeszonych w waszej organizacji, są szalenie istotne. Ponieważ może okazać się, że osoby, które kupują w Polsce Dogi Argentyńskie kłusują z nimi, choć są członkami Polskiego Związku Łowieckiego. Jestem przekonana, że myśliwi w Polsce używają DA ponieważ w środowisku posiadaczy Dogów Argentyńskich krążą legendy o DA, które w Polsce i poza jej terenem polują i których właściciele należą do PZŁ. Jeżeli ktoś ma psa rasy Dog Argentyński i z nim poluje podczas polowań, które odbywają się pod patronatem PZŁ, a sam Polski Związek Łowiecki nie jest w stanie udzielić informacji o tym czy psy tej rasy polują z myśliwymi z PZŁ -jak sama Pani przyznała nie spotkała się Pani w Polsce z używanym w łowiectwie Dogo Argentino, a przecież to Pani zajmuje się w PZŁ sprawami kynologicznymi- a nawet Pani nie jest w stanie w pierwszej odpowiedzi podać mi konkretnych danych dotyczących ”ścieżki” jaką DA musiałby przejść, by stać się w Polsce psem myśliwskim, to jest to spory problem. Dlatego bardzo serdecznie proszę Panią o pomoc w sprawie ustalenia tego czy i ile Dogo Argentino jest w posiadaniu myśliwych należących do PZŁ w poszczególnych oddziałach. Z pewnością Pani i Pani współpracownikom będzie łatwiej przeprowadzić swego rodzaju ”audyt” w tej sprawie niż jakiejś organizacji z zewnątrz. Raz jeszcze bardzo serdecznie dziękują za to, że zechciała Pani poświęcić chwilę swojego czasu i odpowiedzieć na mój mejl oraz żywię nadzieję, że zrobi mi Pani grzeczność i poświęci go jeszcze odrobinę więcej, abyśmy wspólnymi siłami ustaliły czy zwierzakom nie dzieje się krzywda.

Serdecznie pozdrawiam

(7 wrz 2015, 10:36)

Witam,
przepraszam za brak odpowiedzi, ale byłam na urlopie.

Muszę zauważyć, iż myli Pani pojęcia. Mam nadzieję, iż uda mi się jasno Pani nakreślić jak ma się u nas w Polsce sytuacja z psami myśliwskimi.

Po pierwsze niestety nigdzie nie ma oficjalnie przyjętej, sprecyzowanej definicji „psa ułożonego do polowania”, „psa myśliwskiego”, bądź psa „łowiecko użytkowego”. Jeśli myśliwy ma ochotę, może teoretycznie polować nawet z psem w typie shih tzu, oczywiście abstrahując w tym miejscu od etyki, humanitaryzmu, zdrowego rozsądku i tradycji łowieckiej, które w naszej opinii jako PZŁ zdecydowanie zobowiązują do polowania z psami stricte do tego przeznaczonymi. Jeżeli jakiś myśliwy jest w posiadaniu DA i chce z nim polować, prawo mu tego nie zabrania. Nikt od nikogo nie wymaga w przypadku wprowadzania psa do łowiska jako psa – pomocnika myśliwego – przechodzenia przez jakąkolwiek formalną ścieżkę jego dopuszczenia do pracy podczas polowań. Bolejemy nad tym, iż ustawodawca nie pochylił się nad tym problemem i nie określił, iż polować można np. wyłącznie z psami rodowodowymi z poszczególnych grup ras tradycyjnie uznawanych za myśliwskie i wskazanych przez FCI (czyli tych od których wymaga się prób pracy) po wcześniejszym uzyskaniu przez nie dyplomu na konkursie pracy psów myśliwskich (wtedy w grę wchodziłyby tylko zwierzęta rodowodowe urodzone w hodowlach należących do FCI). Ustawodawca ustalił jedynie wymóg obecności psów odpowiednio do swojej pracy przygotowanych podczas polowań na ptactwo i zwierzynę grubą (pisałam już Pani o tym). Także dla DA taka ścieżka nie istnieje. Myśliwi układają bardziej lub mniej profesjonalnie swoje rasowe i nierasowe psy pod kątem ich praktycznego wykorzystania w łowisku.

Inną kwestią jest szeroko rozumiana kynologia łowiecka. Ze względu na to, iż PZŁ podpisał z ZKwP porozumienie o współpracy przyjęliśmy na siebie wymogi ustalone i obowiązki ustalone przez FCI. Z tego wynika m.in. fakt, iż od DA nie wymaga się zaliczenia prób pracy dlatego nie jest uznawany za psa użytkowego (o to z kolei wnosi do FCI kraj pochodzenia rasy).

Nie jesteśmy jako PZŁ w stanie odpowiedzieć Pani na pytanie ilu myśliwych posiada i poluje z DA, ponieważ nie prowadzimy takich statystyk, w związku z tym nie posiadamy takich informacji. Znamy tylko ogólną liczbę psów będących w rękach myśliwych zrzeszonych w PZŁ.

Pozdrawiam

To tyle jeśli chodzi o więcej faktów odnośnie tematu specjalnych wymogów dla psów ”asystujących myśliwym” ze strony profesjonalistów, czyli PZŁ, w roku 2015. Poskładajcie sobie stan rzeczy w połowie 2015 roku z treścią artykułu z elektronicznego wydania magazynu ”Brać łowiecka”, który posłużył mi za punkt wyjścia do napisania posta-notatki, którą dziś, nieco poszerzoną, zamieszczam jako wpis na moim blogu. I zastanówcie się (bardzo głęboko) nad potencjalnymi konsekwencjami aktualnie istniejącego stanu rzeczy – zmienił się? Jest ”tak samo”? Jest ”lepiej”? Czy jest ”gorzej”? Przepisy są ”jasne i precyzyjne”? ”Dosyć jasne”? Czy…? Jak jest w Polsce z polowaniem z Dogo Argentino? Mamy kolejną ”szarą strefę”?

”Trzy grosze”

A to wcześniej zapowiedziana treść uwag Administratora grupy ”KYNOLOGIA – przeszłość, teraźniejszość, przyszłość…” i moich, widniejących pod pierwotnie przeze mnie zamieszczonym postem:

Komentarz Administratora grupy: ”Zawsze zaznaczam,że jestem wolnościowcem. Każdy powinien mieć prawo realizować się w dowolny sposób – byleby nie wchodzić innym wolnym ludziom z buciorami w życie. W czasach szkoły średniej (Technikum Leśne) i dużo wcześniej, mocno interesowałem się łowiectwem i sporo wiedziałem. Było dla mnie jasne,że kiedyś zostanę myśliwym. Jednak gdy poznałem temat od strony praktycznej stwierdziłem,ze to nie dla mnie. Lubie, gdy teoria idzie w parze z praktyką a w polskiej gospodarce łowieckiej te dwie sprawy mocno się rozmijają. Jestem za tym by polować z kuszą czy łukiem. Energia kinetyczna bełtu czy strzały jest ogromna i sarnie czy dzikowi jest wszytko jedno w jakich okolicznościach pożegna się z życiem. Jeśli chodzi o polowania indywidualne to przecież można je realizować i dzisiaj – z podchodu. Niewielu się na to decyduje bo to wymaga talentu, umiejętności i cierpliwości. Współczesny leń-myśliwy woli posadzić dupę na ambonie i dokonać egzekucji z kilkudziesięciu/kilkuset metrów. Jeśli chodzi o polowania z psami. zawsze uważałem,że jakiekolwiek papiery czy nawet rasowość, dobremu psu w niczym nie pomagają. Mam kolegę, który poluje z mieszańcem po czarnej labradorce i jakimś wioskowym, owczarkowatym kundlu i jest pewne,że w woj.opolskim nie ma lepszego psa do szukania postrzałków. Jego skuteczność wynosi 100% – wszyscy myśliwi dzwonią do kumpla gdy mają problem z postrzałkiem. Wierzcie mi,ze większość polujących psów jakie znam nie widziało żadnych papierów, zaświadczeń,rodowodów i egzaminów od wielu pokoleń. Myśliwy dostaje lub kupuje ze grosze psa od innego myśliwego tylko wtedy, gdy jego super polująca suka została pokryta najlepszym dostępnym psem. To las i autentyczna w nim robota egzaminują te zwierzęta. Pies głupi, leniwy, lękliwy czy ze słabym instynktem (zdarzają się takie bardzo rzadko) dostaje wiązkę śrutu na klatę bo nikt nie będzie za darmo karmił pasożyta (i to jest słuszna koncepcja) . Jeśli chodzi o polowania z dogo argentino – jestem przeciw bo to barbarzyństwo (wiem,ze norowce też nie pieszczą się z lisem czy borsukiem) . Nikt w Polsce nie dopuści do takiej formy polowań na dziki”.

Moja odpowiedź: ”Zanim znajdę chwilę, by dorzucić ‚dodatek’ do pierwotnego postu, zrobię kilka uwag do twojej wypowiedzi. Mamy XXI wiek i wielu myśliwych jest w posiadaniu wysokiej klasy broni palnej, z której naprawdę umieją korzystać. Oczywiście tu też, jak w kynologii, liczy się kasa i jeśli masz pieniądze na swoją pasję, to uprawiasz ją na wysokim poziomie. Odpuściłabym więc ten mit o ”pajacu z dwururką” jako ”typowym” myśliwym. Ja wiem, że komuna nam wiele dziedzin przeorała, także kulturę łowiecką, ale są ludzie wytrwale ją budujący od podstaw i po prostu wrzucanie ich do jednego wora z takim ‚mentalnym kodziarstwem’ jest wielkim nadużyciem.
Pamiętaj, że w dzisiejszym łowiectwie nie chodzi już o ”zdobywanie pożywienia”, bo ‚po mięso’ wystarczy iść do sklepu. Dziś myśliwstwo to głównie regulacja i ja nie widzę niczego niewłaściwego w tym, że myśliwy z ambony strzela do zwierzyny, szczególnie, gdy robi to czysto – zawsze wolę zjeść zwierzaka, który nawet się nie zorientował, że umarł, od zwierzaka, który bardzo dobrze wiedział co i jak za chwilę się z nim stanie. Rzygam też eko.terrorystami z ich nawijką o ‚obronie życia zwierząt’ przy równoczesnym podcieraniu się przez nich kwestią obrony życia ludzkiego.
Zdaję sobie sprawę, że do środowiska łowieckiego kleją się także zwyrole, ale weź pod uwagę, że ”kolega zwyrol”, to nie jest ktoś z kim chcesz być ”w paczce”, szczególnie podczas wykonywania konkretnego zadania. (Nawet w środowisku bandytów takie numery nie przechodzą. Pamiętasz ”Heat” Michaela Manna? Pamiętasz jak ‚chłopaki’ ”podziękowali za współpracę” Waingro?) Obiektywnie trudno uwierzyć, żeby naprawdę ”dziwni” ludzie utrzymywali się w szeregach organizacji łowieckich.
Z resztą twojej wypowiedzi się zgadzam. Co do polowania z psami dodałabym jeszcze, że kortyzol jest toksyczny (stres naprawdę nam szkodzi): krowa, owca, czy świnia nad którą w rzeźni znęca się jakiś zwyrol, celowo przedłużając uśmiercanie zwierzęcia, ma tak potwornie wysoki wyrzut kortyzolu, że jej mięso staje się dla człowieka toksyczne. Tak samo toksyczne jest mięso dzika, którego zamęcza dogo albo inny pies. Na filmach z ”dogo w akcji”, na YT często widać, że psy, w 3-4 a nawet więcej, zamęczają małe dziki, takie poniżej 100kg i TO JEST BARBARIA TOTALNA
”.

Odpowiedź Administratora grupy: ”Potwierdzam Twoje przemyśliwania jednocześnie dodam, że swego czasu bywałem w rzeźniach dość systematycznie. Jeździłem tam po mięso dla psów i widziałem, że zarówno ubój świń jak i bydła przebiegał tam bardzo sprawnie i bez dostarczania zbędnego cierpienia. W każdej branży trafiają się debile – nic nie poradzisz. Polowania z dogo w Polsce nie przejdą – to pewne a jakieś nieliczne próby takiego w zasadzie kłusownictwa mogą się zdarzyć zawsze i wszędzie”.

Być może

Być może kryzys w polskiej kynologii jest naprawdę bardzo poważny i możliwe, że ”kynologia” w Polsce sprowadza się do wystawek i tytułków, a konkretnie do histerii w około wystawek i tytułków, aktualnie organizowanych przez ”dwa Zarządy Główne” ZKwP i uparte nie przyjmowanie do wiadomości przez najzagorzalszych ”wyznawców jedynie słusznej organizacji”, że ZKwP podzieliło się na dwa różne, raczej wrogie sobie obozy i że z całej tej sytuacji wieje… Szkoda słów. Nieco ponad tydzień po publikacji posta-notatki oraz krótkiej wymianie uwag z Administratorem grupy, w komentarzu pod ww treścią dodałam tylko ‚retoryczne pytanie’: ”Jak to jest? Temat BRAK SPECJALNYCH WYMAGAŃ DLA PSÓW MYŚLIWSKICH pozostaje ‚ostentacyjnie niezauważony’, bo jest bardzo poważny, złożony i dotyka szeregu aspektów, w których „kuleje” ZKwP i naprawdę JEST O CZYM rozmawiać? Czy tylko niezauważony, bo „wszyscy są teraz zaangażowani w wkręcanie się w rytm nowego roku szkolnego”? Kynologia łowiecka jest zazwyczaj dziedziną angażującą w ‚dyskusje’ potężne ilości (nie tylko) fejsbukowych kynologów, więc o co kaman? Dyski o kopiowaniu psów skrajnie nieużytkowych -bo „tylko wtedy poszczególne psy ras tradycyjnie ciętych wyglądają, jak wyglądać powinny, gdy mają cięte uszy i/lub ogony”- prawie zawsze schodzą na wątek „konieczności” kopiowania psów użytkowych – jakoś tak pokrętnie „kynolodzy”, którzy dla swojego widzi mi się psy tną, swoje postępowanie starają się usprawiedliwiać/rozmywać, schodząc w obszary zarezerwowane dla kynologii łowieckiej. Nie trzyma się to, mówiąc brzydko kupy, ale wtedy (przy okazji) wątki z łowiectwem związane są Jakoś Tam poruszane. Teraz pojawia się informacja 10na10 związana z użytkowością, próbami pracy, temperamentem, pożądanymi cechami, selekcją etc., i nic, zero chętnych do „ugryzienia” tematu. Nawet słowa o „łamiących się od entuzjastycznego merdania” ogonach kanapowych wyżłów jakichś ”Grażyn, KarYn, Januszy i Sebiksów” polskiej kynologii. Niesamowite.

Odpowiedział mi ponownie Admin grupy: ”Jako Grzesiks nieśmiało zabiorę głos 🙂 Większość myśliwych, których znam mają psy, które nabyli/dostali od innych myśliwych. Zazwyczaj nie interesują ich papiery, rodowody, medaliki i punkty przyznane przez sędziego na próbach pracy. Interesuje je realna robota jaką wykonuje dany pies. Tylko najlepszy pokryje kilka najlepszych suk. Reszta użyźni glebę w lesie. Takie są realia. Jeśli chodzi o obcinanie uszu i ogonów. Byłem za, jestem za i pozostanę za. z jakich względów wykonuje się ten zabieg – nie ma kompletnie żadnego znaczenia. Dobermanowi jest wszystko jedno czy obcięto mu kitę i uszy bo pańci tak się podobało czy pretekstem było realne bądź urojone zapalenie ucha i kaleczenie ogona w czasie nim merdania. To co człowiek stworzył – ma prawo dowolnie kształtować. Ci, którzy twierdzą,ze natura stworzyła psa z uchem obwisłym i takie powinno ono pozostać -są w błędzie. Natura stworzyła wilka z uchem stojącym. Pies jest tylko gorsza wersją wilka. Wilk jest psowatym optymalnym. Ma idealne proporcje, masę, sierść i anatomię by przetrwać w ekstremalnych warunkach – od stepów po pustynie, góry i daleką Północ. Żaden pies mu nie dorównuje. Jednak skoro stworzono tyle ras psów,często o dość wąskiej specjalizacji to są one NASZYM wytworem i możemy nadal je przetwarzać w dowolny sposób, nawet gdy w grę wchodzi tylko estetyka. Jeśli chodzi o psy myśliwskie. Zawsze uważałem,że powinny być hodowane wyłącznie przez myśliwych. Trzymanie np. jagdterriera w bloku jest nieporozumieniem. Po co ludziom pies myśliwski skoro z nim nie pracują czyli nie polują? Przecież istnieje od cholery ras stworzonych do tego by wylegiwać się na kanapie. Wracając do prób pracy – najlepiej weryfikuje ten temat realne polowanie a nie papierki i pieczątki. Mam kolegę, który ma mieszańca po labradorce i jakimś owczarkowatym kundlu. Ma 100% skuteczność w poszukiwaniu postrzałków. Inne psy nie mają przy nim najmniejszych szans. Widziałem na własne oczy jego pracę i żaden posokowiec nie ma do niego startu. Oto dowód,że praktyka potrafi przebić każdą teorię.”

Ponieważ we dwójkę możemy pogadać sobie poza fejsbukiem, a problematyka kynologii łowieckiej okazała się, dla innych członków grupy ”nieatrakcyjnym tematem”, skwitowałam komentarz Admina dosyć luźno: ”Jest takie znane zdjęcie Picassa z jego ‚ukochanym’ afganem – stoją razem na schodkach domu. Wiesz, CHART AFGAŃSKI – esencja szyku i elegancji, harmonii i dostojeństwa, u jego boku znany malarz. Wszystko super. Tylko że Picasso stoi tak z tym psem ubrany -to za dużo powiedziane, więc niech będzie- mając na sobie jedynie takie W WYRAZIE ‚przepierdziane gacie’. I dokładnie tak, jak Picasso przy tamtym afganie, prezentuje się większość fanatyków kopiowania przy swoich ciętych psach. I to nawet, gdy te cięte psiny wyglądają na popłuczyny po rasie, której niby są przedstawicielami. Powstrzymam się od niepoprawnego politycznie rozwijania wątku, że aby wymagać „wyglądu” od innych -a w przypadku kombinatorów od cięcia psów, tymi innymi są także psy- samemu trzeba wyglądać. Napatrzyłam się live (i na fejsbukowych fotkach) jak wygląda większość ”przestrzegających tradycji” posiadaczy psów i…

Wiele razy mówiłam/pisałam dlaczego jestem przeciwna obcinaniu psom fragmentów ciała, więc nie będę powtarzać tych argumentów (mogę przytoczyć je na życzenie). Zaznaczę tylko, że kawałek o „człowieku tworzącym” i „naturalnych stojących uszach”, zawsze najbardziej mnie śmieszy (przy okazji wyjaśnię dlaczego, teraz znowu byłoby „zbyt długo”). Wilk jest wilkiem. Kropka. Pies jest psem – udomowionym gatunkiem; zmiany kształtu czaszki, w sposobie noszenia i długości ogona, kształtu, osadzenia, wielkości i sposobu noszenia ucha są skutkiem udomowienia, konsekwencją tego, że Człowiek dawno, dawno temu nie chciał mieć Wilka, tylko Psa.
A co do motywu przewodniego postu, pod którym prowadzimy tę rozmowę, to niby „fajnie napisałeś”, tylko, że PROCEDUR nie ma i nie zanosi się na razie na to, by powstać miały. A skoro nikt poza tobą dotąd niczego do tematu nie dodał, najwyraźniej bieżący stan rzeczy nikogo nie zajmuje – smutne, ale nie ”zaskakujące”.

Powyżej zacytowana przeze mnie wymiana uwag, nie różniła się zbytnio od rozmowy, normalnej rozmowy, którą można odbyć z całkowitym pominięciem social media, bo, choć miała miejsce na forum otwartej grupy serwisu Facebook, nikt się do niej nie włączył. Zostanę więc przy prowadzeniu bloga i dzieleniu się z wami moimi refleksjami w tej formie.

*https://kulturakynologiczna.home.blog/2019/07/26/o-czym-sie-wam-nie-mowi-czesc-pierwsza/,https://kulturakynologiczna.home.blog/2019/07/26/o-czym-sie-wam-nie-mowi-czesc-druga/

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu oraz zdjęć i/lub grafik bez zgody autora jest zabronione.

HART FILA BRASILEIRO VS. PSEUDOKYNOLOGIA I MITY O ”CECHACH UŻYTKOWYCH” I ”TYPOWYM DLA RASY TEMPERAMENCIE”, CZYLI RZECZ O TYM, JAK ZASZKODZIĆ RASIE, KTÓREJ POCHODZENIA I PRZEZNACZENIA SIĘ NIE ROZUMIE.

Mam dla was nowy tekst o Dogo Argentino, ale chciałabym abyście go naprawdę zrozumieli, ”załapali” wagę i znaczenie problemu, o którym wam w nim piszę i dlatego wpierw zabiorę was na tzw. sąsiednie podwórko, do świata Fila Brasileiro. Mam nadzieję, że po dzisiejszym artykule, obalającym min. mity dotyczące pochodzenia tej rasy, stać was będzie na głęboką refleksję, także nad treścią tekstu o Dogach Argentyńskich, który ukaże się wkrótce.

Tam, gdzie WIEDZĄ o co chodzi

Zacznijmy od tego, że w Brazylii Fila Brasileiro ”jest u siebie”, nie jest rasą ”egzotyczną”, ”kulturowym przeszczepem” jakim jest min. u nas, w Polsce. W ich ojczyźnie, w kraju, w którym naprawdę rozumie się czym jest ”użytkowość” w odniesieniu do Fila Brasileiro i co oznacza, że w pracy Fila ma być zajadłym, zaciętym obrońcą, a w domu oddanym, stabilnym psychicznie psem, tak jak na filmach, do których poniżej podaję Wam linki, wygląda ocena wyglądu i psychiki Fila Brasileiro, obejrzyjcie to nagranie, bo naprawdę chciałabym, żebyście rozumieli to, o czym wam tu piszę (na tym filmie wstęp zajmuje nieco ponad minutę): https://www.youtube.com/watch?v=esQB4zsoIyE

Ojeriza Fila Brasileiro to postawa (zachowanie) opiekuna i strażnika zwierząt gospodarskich, który nie dopuszcza złodziei do chronionego przez siebie inwentarza. Podobnie jak inne ”livestock guardian dogs”, Fila więź nawiązuje ze ”swoim” człowiekiem, ”swoją” rodziną i na tym kończy się jego potrzeba kontaktów z ludźmi. Jednak to, co tak bardzo różni Fila od innych ras powstałych do wykonywania podobnej pracy, to genetyczna, niewymagająca żadnego ”treningu” ani ”dodatkowych szkoleń” cecha, którą Brazylijczycy określają nawet cnotą: Fila nie obchodzą ludzie poza ”jego” ludźmi, dokąd nie zagrażają ”jego” człowiekowi.

Gdy z pełnoetatowych pracowników rancz, chroniących żywy inwentarz przed rabusiami i złoczyńcami, Fila stały się mieszkańcami miast, ojeriza naturalnie sprawiła, że z takim samym oddaniem, jak przedtem bydła, zaczęły chronić ”swoich” ludzi przed obcymi, po prostu broniąc dostępu obcym do swoich właścicieli. Fila są rasą, której emblematyczną cechą jest agresja skierowana przeciw ludziom. Precyzując: przeciw ludziom obcym dla właścicieli Fila. Jednak, jak widzicie na załączonych filmach, w Brazylii ci ”obcy ludzie” przeciw, którym Fila kieruje swoją agresję, to raczej bandziory niż osoby, które po prostu przebywają w publicznej przestrzeni, w której jest też Fila (wstęp na tym nagraniu trwa mniej więcej pierwszych 5 minut): https://www.youtube.com/watch?v=Cs0LPSq_rdg.

Idealna Fila odpowiada na atak, a nie go inicjuje. Pozostaje nieruchoma, skupiona na napastniku, dokąd ten nie przekroczy dystansu dwóch-trzech metrów. Gdy to się stanie, pies podejmuje interwencję, tj. wyskakuje do napastnika zdecydowanie i bezpośrednio. ”Na całego”. Fila nie cofa się, nie spogląda w tył na swojego właściciela i nie zważa na ograniczającą zasięg smycz. Skupia się na tym z ”napastników”, który jest bliżej. Zazwyczaj tzw pozorant i pies nie mają ze sobą bezpośredniego fizycznego kontaktu – tak jest, gdy prowokator trzyma dystans. Do ugryzień dochodzi, gdy odgrywający rolę napastnika podejdzie zbyt blisko i chroniąc się, do gryzienia nadstawi psu rękaw. Ćwiczenie nazywane ”atakowaniem” zajmuje niewiele czasu, chodzi jedynie o uzyskanie reakcji psa. A ta powinna być zdecydowana, ostra i twarda. Bez okazywania jakiegokolwiek zawahania przez psa, który skupiony ma być na napastniku/ach. To jest charakter tego psa i tego nie trzeba trenować. Fila, o której mówi się, że jest prawidłowej konstrukcji psychicznej, tego właściwego pod względem psychiki typu, rodzi się z tym zachowaniem. I tylko Fila przejawiające to zachowanie są uważana za Fila.

Widzicie, że prawidłowo psychicznie rozwinięty, czyli psychicznie zrównoważony Fila Brasileiro, kiedy odbierze napastnikowi narzędzie albo napastnik wypuści broń i wycofa się na odległość tych 2-3 metrów, zaprzestaje działania/ataku, bo cel został osiągnięty; zagrożenie zostało zażegnane: napastnik jest poza strefą osobistą człowieka Fila. Widać, szczególnie na pierwszym z filmów, do których linki podałam powyżej, że niektóre z psów jeszcze by trochę ”pogoniły kota” mężczyznom, którzy je prowokują, ale generalnie, bardziej ”dla utrwalenia efektu” (i dodatkowej satysfakcji) niż z jakiegokolwiek innego powodu. Bo kiedy ludzie się odsuwają, unikając bezpośredniego kontaktu, psy pohamowują się. One zawieszają atak, przerywają go. Swoje zachowanie dostosowują do zaistniałej sytuacji. One cały czas są przytomne – nie zaliczają ”odlotów”. One wykonują zadanie, a nie ”płyną w agresję”. Fila z nagrań nie ”fiksują” się i nie tracą niepotrzebnie energii.

Te psy rozumieją na czym polega ich zadanie. Powtórzmy: kiedy pojawiają się ”prowokatorzy”, których zachowanie wskazuje, że mają zamiar naruszyć przestrzeń i wedrzeć się w osobistą strefę człowieka Fila, psy, dotąd wpatrzone w swoich ludzi, przenoszą uwagę na ”napastników”, wchodzą w tryb ”wykonywania zadania” i rozpoczynają interwencję. One nie atakują tych ludzi, tylko dlatego, że oni ”pojawiają się w kadrze”. Ludzie muszą zachowywać się w określony sposób, by Fila zareagowały agresją. One nie ”odpalają się” ot, tak. Obcy nacierają na nie i na ich człowieka, mają ewidentnie nieprzychylne nastawienie i agresja Fila z filmów powyżej, jest odpowiedzią na zachowanie ”prowokatorów”. Psy z nagrań aktywnie działają dokąd to konieczne, dokąd nacierają na nie ”agresorzy”. Gdy psom udaje się pochwycić ”łup”, gdy odbiorą go ”napastnikowi”, gdy odbiorą mu ”broń” albo człowiek sam ją porzuci, Fila pohamowują się. Same. Bez interwencji przewodnika. I znowu powtórzmy: tak dzieje się też, gdy ludzie-napastnicy odsuwają się od tych psów. Gdy ”agresor” znajdzie się w odległości mniej więcej 3 metrów od Fila i zaprzestaje ”ataku”, psy także zaprzestają działania. Pozostają zaalarmowane, ale nie tracą energii, ”nie poddają się emocjom”, na bieżąco oceniają sytuację.

One wchodzą w ”tryb szarży”, wykonywania zadania polegającego na ataku i wychodzą z nich tak samo płynnie, sprawnie. I przede wszystkim te psy wiedzą, kiedy mają rozpocząć interwencję i gdy mają ją zakończyć.

Zwróćcie także uwagę na to ile obcych, postronnych osób uczestniczy, jako publiczność w tych próbach charakteru i że ”filety” mają tych obcych w …nosach. Bo to są obcy, którzy nie stanowią zagrożenia, nie przejawiają zachowań potencjalnie zagrażających człowiekowi Fila. Przestudiujcie też zachowanie uznanych za najlepsze psów i ich ludzi, i osób przekazujących właścicielom nagradzanych Fila puchary oraz gratulacje, pod koniec nagrania: jak nagrodę odbiera pierwsza para, jak otrzymuje ją druga para (obcy idzie ”kolizyjnym kursem” na wprost człowieka i psa) i jak przekazywana jest ona trzeciemu zestawowi – pies niepokoi się i daje temu wyraz, gdy ”jego” człowieka dotyka obcy). Patrzcie jak te psy reagują w zależności od tego jaka jest ”chemia” i ”dynamika” sytuacji. Każde z trzech przekazań nagród jest nieco inne i każde daje więcej narzędzi do dowiedzenia się więcej prawdy (nie mitów) na temat tej rasy. Przeanalizowanie każdej z tych sytuacji pomoże wam zrozumieć o co chodzi Brazylijczykom w Fila Brasileiro.

Skąd się wziął ”Pies, który trzyma i nie puszcza”?

Fila Brasileiro to rasa, która wyłoniła się z naturalnej genetycznej selekcji, jakiej psy zostały poddane, gdy musiały sprostać ciężkim warunkom, w których się znalazły, wykonując powierzone im zadania. Oraz dzięki dążeniu człowieka do ulepszania rasy. Przez lata powstawały i wciąż funkcjonują różne teorie na temat pochodzenia brazylijskiego super-psa. Wiele jest spekulacji dotyczących ras, które dały mu początek. Szczególnie, że w okresie, w którym kształtowała się brazylijska Fila nie tyle istniały ”rasy”, jakimi je dziś rozumiemy, co raczej ”typy ras psów” pochodzące z poszczególnych rejonów geograficznych lub nawet nico bardziej szczegółowo, z konkretnych psiarni (np. danego księcia czy gubernatora), przejawiające określone cechy psychofizyczne (fenotyp) i wykonujące bardzo konkretne rodzaje pracy.

Należy zaznaczyć, że wszystkie te przerysowane, kuriozalne wręcz ”mastifowe”, jak i ”bloodhoundowe” cechy wyglądu, widać w liniach Fila rozwijających się pod patronatem Fédération Cynologique Internationale (FCI). Istnieją znaczące różnice pomiędzy wyglądem i kondycją Fila Brasileiro, których hodowcy zrzeszeni są w Club for the Improvement of the Fila Brasileiro (CAFIB), a tym jak wyglądają Fila, których hodowcy podporządkowali się FCI albo… O tym ”albo” nieco później 🙂 Na razie wróćmy do teorii o genesis rasy.

Niemająca podparcia w rzeczywistości, ale bardzo szeroko rozpowszechniona, ogólnie znana i co łatwo zauważyć, patrząc na Fila z niektórych linii, czyniąca rasie wiele szkody, teoria, mówi, że Fila to efekt kilku krzyżowań pomiędzy trzema rasami (raczej typami ras, niż stricte rasami) angielskich psów. Zgodnie z nią, powstały w wyniku tych krzyżówek brazylijski pies po mastifie odziedziczyć miałby gabaryty i solidną strukturę kośćca, po bloodhoudach luźną skórę i nisko osadzone uszy, a po bulldogach upór. Wiara w to tłumaczenie pochodzenia Fila, zachęciła wiele osób do krzyżowania ich z mastifami (Angielskim i Neaopolitano) oraz Dogiem Niemieckim… Skutki są, jakie są.

Inna teoria, uważana za bardziej prawdopodobną, głosi, że Fila wywodzi się z dużych psów portugalskich i hiszpańskich, przede wszystkim od Leônes Mastín (odmiany Mastifa Hiszpańskiego) i Castro Laboreiro, przywiezionych do Brazylii w czasie trwającej od 1580 do 1640 roku Unii Iberyjskiej.

Była też jeszcze inna, znajdująca spore poparcie w tekstach źródłowych, teoria, według której, jedną z ras dających początek Fila Brasileiro miał być Engelsen Doggen – starodawny typ bulldoga, często używany do polowań i walk… Po nim to właśnie Fila Brasileiro miały odziedziczyć swój ”agresywny temperament”, ”upartość” i ”nieustępliwość” oraz niektóre fizyczne cechy, jak np. umaszczenie i charakterystyczną linię grzbietu (zad powyżej kłębu). Sprowadzone do Brazylii, podczas holenderskiej inwazji, około 1630 roku, Engelsen Doggen miały być tym ”zaczynem”, z którego z czasem powstała Fila Brasileiro. Holendrzy przywieźli ze sobą około trzystu psów do pomocy w ochronie nowych ziem podbitych przez Portugalczyków. W prowadzeniu akcji przeciw miejscowemu ruchowi oporu oraz, by zapewnić sobie ochronę przed jaguarami. Przywiezionymi przez nich psami miały być, wymarłe już, właśnie l’engelsen doggen/ Le Dogue De Forte Race, które towarzysząc holenderskim oddziałom szybko rozprzestrzeniły się na północnym wschodzie. Zgodnie z tym tłumaczeniem powstania rasy, na przestrzeni lat, psy będące potomkami pierwszych Dogues of Fort Race przywiezionych do tzw. Nowej Holandii, dostosowywały się do warunków tam panujących. Po wydaleniu Holendrów były już psami genetycznie przystosowanymi zarówno do klimatu, pokarmu, jak i pracy, którą tam wykonywały; polowania na grubą zwierzynę (np. jaguary), wypasania bydła oraz ścigania zbiegłych niewolników. Zachowały muskulaturę i gabaryty przodków, ale poprzez naturalną selekcję genetyczną (oraz pewnie też krzyżowanie z miejscowymi psami), ewoluowały w nową, stricte brazylijską rasę. Poprzez kolonizację na brzegach rzeki São Francisco, dotarły do Minas Gerais, gdzie doceniona została ich umiejętność pracy z bydłem (hodowano tam głównie bydło mleczne). I stały się w tamtym rejonie dosyć powszechne. Wykorzystywano je jako psy pasterskie, zaganiające oraz chroniące stada przed jaguarami i złodziejami bydła. Dzięki poganiaczom bydła oraz tropeiros, czyli ludziom zajmującym się przewożeniem towarów (w tym złota i diamentów) z wnętrza terytorium na wybrzeże, rasa z powodu swojej wszechstronności rozprzestrzeniła się po całym kraju.

I znowu: wpływ dawnych mastifów ma być wyraźnie widoczny w Fila Brasileiro, gdyż …noszą to samo umaszczenie oraz czarną maskę. Od tych dużych, nieustraszonych psów, Fila przejąć miały swoje gabaryty i …wyraz… Mastify, używane jako psy bojowe oraz myśliwskie, przekazały Fila duże, ciężkie głowy, krótkie szyje i tę specyficzną linię grzbietu. Bloodhoundom Fila zawdzięczają swój węch, a także obfitość luźnej skóry, obwisłe fafle i inne cechy typowe Bloodhoundom (przypominam o różnicach między wzorcami rasy w CAFIB i FCI), włącznie z ”zaśpiewem”…

Istnieje też teoria, zgodnie z którą, Fila de Terceira to czwarta rasa ”maczająca pazury” w powstanu Fila Brasileiro. Jak również przypuszczenie, że ”filety” są wręcz potomkami tych psów. Fila da Terceira to dziś już wymarła rasa zaganiaczy bydła, przywieziona z Terceira, z archipelagu Azorów przez portugalskich osadników. Uważa się, że Fila da Terceira powstał z krzyżowań pomiędzy psami, przywiezionymi na wyspę przez portugalskich i hiszpańskich kolonizatorów. Miały nimi być: Old Dogue de Bordeaux (z długą kufą), hiszpańskie Alano, Mastif Hiszpański, a nawet Bloodhound, do których w późnijeszym okresie wprowadzić miano także krew Old English Bulldog (w typie ”Bull”), przywiezionych przez portugalskich byłych wygnańców, bezpośrednio z Anglii. Ale…

W 2018 roku za sprawą wyjątkowej książki nastąpił swoisty przewrót w świecie Fila Brasileiro

Otóż, po 40stu latach dogłębnego, drobiazgowego, bardzo kompleksowego studiowania Fila Brasileiro, w tym prac takich osobowości jak Antônio Roberto Nascimento, Paulo Santos Cruz, Procópio do Vale oraz inni, a także wykorzystując osobiste doświadczenie z rasą, hodowca i badacz Fila Brasileiro, Antônio Carlos Linhares Borges doszedł do wniosku, że istnieje pilna potrzeba zachowania dawnego rustykalnego w wyrazie, ”surowego” Fila, z którego zrodził się modern Brazilian Fila, czyli współczesny Fila Brasileiro (tak, ten, którego sobie teraz wizualizujesz, czytając mój artykuł). Według niego stare, w znaczeniu pierwotne, rdzenne, naturalne linie dogasają i bliskie są zaniknięcia, całkowitego wymarcia (”comes near extinction”) w związku z krzyżowaniami brazylijskiego Fila i ”kundleniem” go z innymi rasami. Rasami, które wprowadziły do rasy endemicznie brazylijskiej, obce geny i utrwaliły w Fila charakterystyczne cechy, będące typowymi dla tamtych, innych ras, natomiast zupełnie obcymi dla stricte brazylijskiego psa i niepowiązanymi z nim.

Budowa i wygląd old dogs, czyli tych pierwotnych, oryginalnych Fila stoi w sprzeczności ze -na początku przeze mnie wspomnianą- starą i powszechnie znaną teorią na temat genetycznych korzeni Fila Brasileiro, sugerującą w powstaniu Fila udział ras angielskich. Jest to mało lub wcale prawdopodobne. Borges uważa, że przekonanie o takim właśnie pochodzeniu Fila, wiara w to, że ”wywodzą się z Angielskiego Mastifa, Bloodhounda i Old English Bulldog”, ostatecznie zachęciła do krzyżowania Fila z tymi obcymi, niemającymi z Fila związku, rasami. Co oznaczało dla brazylijskego super-psa utratę fizycznych i psychicznych cech stanowiących esencję, istotę oryginalnego, pierwotnego, prawdziwego Fila i czego skutki oglądamy w modern dog – tym nowożytnym Fila. Dowodzi także, że Fila Brasileiro jest pochodzenia czysto iberyjskiego, konkretnie pochodzić ma od Portuguese Alaunt dog lub Iberian Alaunt dog.

W 2018 roku Borges opublikował owoc wielu lat swojej pracy badawczej, książkę ”Fila Brasileiro – Preservação do Original” (”Fila Brasileiro – zachować oryginał”), w której wykazał, że badania porównawcze, migracyjne i historyczne dostarczają mocnych dowodów na to, że prawdopodobne pochodzenie rasy ma swoje źródło w portugalskim Alaunt dog. W książce analizuje każdą z teorii o kształtowaniu rasy, wykazując w nich niespójności, bazując na kontekście historycznym poszczególnych epok, widocznym w rycinach, grafikach lub na zdjęciach (gdy te były dostępne) z epoki przedstawiających psy oraz w oparciu o inne dokumenty historyczne. 

W opracowaniu tym pochodzenie Iberyjskiego Alaunta (Iberian Alaunt) a co za tym idzie molosowatych psów Portugalii i Hiszpanii, wyjaśniono migracją Alanów, którzy około roku 400 n.e., pod naporem Hunów, zmuszeni zostali do przeniesienia się z Azji Środkowej do innych regionów, w tym na Półwysep Iberyjski. Alanowie zabrali ze sobą swoje znane z zaciekłości oraz gabarytów psy, które później krzyżowały się z psami miejscowymi. To wyjaśniałoby genetyczne i fizyczne podobieństwo w kilku aspektach, jak np. brachycefaliczna czaszka, mocna (strong) i ciężka (heavy) kość, luźna skóra na szyi i karku oraz podgardle, tzw. łałok, zachodzące pomiędzy psami ras takich, jak Portuguese Alão (Portugalski Alaunt), Cão de Gado Transmontano (Transmontano Cattledog), Mastif Hiszpański, Presa Canario/ Dogo Canario, rejestrowany jedynie w Alianz Canine Worldwide, Alano Espaniol (Peresa de Toro/ Dogo español / Perro de Toro Español/ Alano Carnicero) itp. oraz z pochodzącymi z Bliskiego Wschodu i Kaukazu np.: Bully Kutta, Kangal, Owczarek Kaukaski, rejestrowany w Cynological Federation od Georgia (FCG), Georgian Shepherd (Nagazi), itp.

Książka Borgesa broni teorii mówiącej, iż to wielka imigracja Portugalczyków do Brazylii w okresie ”gorączki złota i diamentów”, rozpoczętym w 1690 roku, była kwestią najważniejszą, kluczową dla powstania brazylijskiego Fila. W tamtym czasie tysiące Portugalczyków przybyło do Brazylii, a zdecydowana większość osiadła w Minas Gerais, przyciągnięta przez wiele kopalń złota i diamentów w tamtym obszarze. Szacuje się, że w okresie między XVIII a XIX stuleciem do Brazylii przybyło 800 tysięcy imigrantów z Lusitanii (to nazwa starożytnej prowincji rzymskiej, znajdującej się na Półwyspie Iberyjskim, obejmującej obszar obecnej Portugalii na południe od Duero [Douro] i południowo-zachodnią część Hiszpanii, dla nas kojarzona na przykład z piękną rasą koni – Lusitano). Ta masowa imigracja Portugalczyków przywiodła do kraju także wiele rustykalnych w typie, wielozadaniowych working dogs, czyli psów pracujących takich, jak Portuguese Alão (Portugalski Alaunt). Wyjaśnia to, dlaczego Fila ukształtowała się i odkryta została w Minas Gerais, a nie w innych brazylijskich stanach. Rasa rozwijała się dokładnie wzdłuż szlaków biegnących po eksplorowanych (w kierunku odnalezienia rud złota i złóż diamentów) obszarach, czyli w miastach, na farmach, tam, gdzie rozwijająca się działalność gospodarcza, łączyła poszczególne regiony oraz tam, gdzie istniał nieustanny przepływ ludzi, a w konsekwencji i psów.

Poszukiwanie i ratowanie, ocalanie -w znaczeniu rozłożonego w czasie działania polegającego na pozyskiwaniu (odkupywaniu) poszczególnych osobników dla dokonania rekonstrukcji rasy- ostatnich okazów, które wciąż odpowiadają morfologii psów pracujących na farmach w latach 60tych i 70tych ubiegłego wieku, jest w toku, trwa. Wciąż znaleźć można wiele osobników o niezwykle rustykalnej anatomii, psów aktualnie wykorzystywanych do pracy na farmach w głębi kraju, selekcjonowanych przez pokolenia, będących najlepszymi z najlepszych, które zupełnie wolne są od domieszek krwi obcych ras. Odnajdywane okazy ocenia się na podstawie ich anatomicznej budowy oraz temperamentu. Jeśli zostają zaaprobowane, kataloguje się je i otrzymują numer nadawany przez Sociedade Brasileira de Cinofilia (SOBRACI). Nucleus of Preservation of the Original Fila Brasileiro (Núcleo OFB) [słowo nucleos ozacza: jądro/ zaczątek/ istota/ rdzeń] utworzono niedawno, a przewodniczy mu Antônio Carlos Linhares Borges. Za pośrednictwem OFB Nucleus zarejestrowane psy rozdysponowywane są w celach hodowlanych do poszczególnych regionalnych oddziałów w całej Brazylii. Kontrolowany jest również proces ochrony rasy, czyli jej restauracji dla jej zachowania, ocalenia od wyginięcia. Model psa, za którym podąża OFB Nucleus opiera się na wzorcu stworzonym przez Paulo Santos Cruz, Erwin Waldemar Rathsam i João Ebner w 1946 roku. Núcleo OFB aktywnie publikuje posty o charakterze edukacyjnym na portalach społecznościowych i platformach takich jak Facebook i YouTube: https://www.youtube.com/watch?v=mFpOnjDvpR8 

Praca nad zachowaniem prawdziwego Fila budzi zainteresowanie i przyciąga do rasy jej nowych entuzjastów, chcących zachować pierwotny, farmerski, surowy typ Fila Brasileiro. Ten, który dawniej, gdy rasa powstała wykorzystywany był do wykonywania wielu różnych zadań w całym Minas Gerais. Wtedy Fila był um cão multitarefa, czyli psem multizadaniowym. Każego dnia Fila pracowały z żywym inwentarzem, jako jego strażnicy, obrońcy i opiekunowie. Były psami pasterskimi, wraz z poganiaczami, kontrolującymi wypasanie stad, pędzenie i zaganianie zwierząt. Wykorzystywano je także do szukania i szybkiego odnajdywania zaginionych, starych lub chorych świń, kurczaków etc. Do strzeżenia nie tylko zwierząt gospodarskich, ale i czuwania nad całym dobytkiem znajdującym się w granicach rozległych majątków, farm i plantacji. W niektórych przypadkach Fila stawały się także psami myśliwskimi (em alguns casos, usado para farejar, perseguir e filar (imobilizar ou presar) a caçain): węszyły, wietrzyły, chwytały wiatr, wpadały na trop i rozpoczynały pościg, pogoń za zwierzyną, którą dopadały, pochwyciwszy ją (jak presa, czyli: ”chwytam i trzymam”), unieruchamiały i ”przypierały do muru”. Tak więc, Fila to pies, który musi posiadać ponadprzeciętne zdrowie, mieć doskonałą/ perfekcyjną budowę (structure) i musi być fizycznie sprawny (functional), a także prawidłowo rozwinięty psychicznie, gdyż bez ”ekscesów”, a więc płynnie i skutecznie wykonywać ma swoją codzienną pracę (”É um cão que deve possuir saúde superior, estrutura excelente e funcional, bem constituído e sem excessos para o trabalho diário”). U swego zarania były one psami często każdego dnia przemierzającymi, towarzysząc jeźdźcom, wiele kilometrów rozległych pastwisk, doglądając bydła lub szukając zaginionych sztuk oraz patrolując teren wielkich posiadłości wraz z funcionários, czyli pracownikami zatrudnionymi w majątkach. Pokonywanie wielkich dystansów było jedną z pierwotnych funkcji ich prawdopodobnych przodków o iberyjskim pochodzeniu/ korzeniach, szczególnie Portugalskiego Alaunta, który z powodu swojej zdolności do sprostania tym wymaganiom, wyróżniał się w wiejskim środowisku, które zawsze wyłania i wybiera osobniki najlepiej nadające się do wykonywania konkretnego rodzaju pracy. 

Jak pisze Borges, powodem, dla którego istnieje potrzeba zdecydowanego działania, czyli restauracji rasy, poprzez wynajdywanie w głębi kraju okazów odpowiadających oryginalnym Fila, sprzed krzyżówek oraz zorganizowaną pracę hodowlaną, jest fakt, że fenotyp surowych, sprawnych i maksymalnie funkcjonalnych Fila, ten sam fenotyp, który odkryty został, oszczędzony i zachowany w latach 40, 50 i 60 ubiegłego wieku, i ten sam, który wciąż dziś jeszcze odnajdywany jest na farmach, teraz został zagubiony, zatracony (is being lost). Stało się tak w wyniku ignorowania przez podmioty, które miały rzekomo zapewnić przetrwanie rasie, które niby stworzone zostały dla jej zachowania, zmian, które z biegiem lat, w wyniku działań hodowców, zaszły. Organizacje te pozwoliły na bezpodstawne, bo niemające żadnych merytorycznych uzasadnień, zmiany dotyczące fizycznej budowy ciała Fila i to w imię ludzkiej próżności (”unwarranted bodily changes in the physical structure of the animal by human vanity”). Aktualny standard rasy należącego do FCI, brazylijskiego Confederação Brasileira de Cinofilia (CBKC), na przestrzeni lat poddany został modyfikacjom, na skutek czego Fila są teraz psami cięższymi, wolniejszymi i ze zdrowotnymi problemami takimi, jak dysplazja biodrowa, słabe, wiotkie wiązadła i skręt żołądka oraz obciążone są klarownie oczywistymi, udowodnionymi cechami pochodzącymi z mieszania ich z innymi rasami (mestization traits). Wzorzec Fila Brasileiro obowiązujący w niezależnym od FCI, CAFIB pomimo, że Klub ten utrzymuje typ funkcjonalny, czyli posiadający cechy użytkowe i dużo zdrowszy (lepsza kondycja fizyczna, w związku z czym ”psy zdolne są do użytkowości”) niż ten z CBKC, także oddala się od starego, tego pierwotnego, surowego typu, kóry dziś jeszcze występuje na wiejskich terenach. Antônio Carlos Linhares Borges precyzuje, że już w latach ’70 ubiegłego wieku istniały pewne zmiany, ”naleciałości” w budowie ciała Fila (corporal modifications), niektóre nieznaczne, delikatne, subtelne, inne wyraźne i jawnie wskazujące na krzyżowanie Fila, kundlenie ich z mastifami itd. Te zmiany wpłynęły na to, jak obie organizacje, tj. (należący do FCI) CBKC i (nieuznający FCI) CAFIB, każda we własnym zakresie, idealizowała/ ustalała pożądany u siebie/w swoich szeregach typ Fila Brasileiro. W tym miejscu (na razie) zmienię temat i opowiem Wam o:

”Original purpose of the Fila Brasileiro”, czyli o pierwotnym przeznaczeniu Fila

Aby funkcjonowanie wielkich plantacji cukru w Brazylii okresu kolonialnego, było możliwe potrzebnych było bardzo wielu niewolników (rocznie do Brazylii transportowano ich mniej więcej 30.000). Fila Brasileiro (często w liczbie ponad 200stu na plantację) używane były do strzeżenia (to guard) tych niewolników i ”odwodzenia” ich, ”zniechęcania” (to discourage) do ucieczek. Jeżeli jednak niewolnicy uciekli the Filas were used to track them down, czyli tropiły ich i odnajdywały, a potem grab and hold at the end of the trail, czyli chwytały i trzymały…

Zróbmy sobie małą przerwę, bo wątek ”polowania na ludzi” nie jest zbyt chętnie omawiany przez tzw. znawców rasy (szczególnie w Polsce), a warto się przy nim na chwilę zatrzymać, choćby po to, by zrozumieć jak długą drogę przeszły ”filety” od swojego oryginalnego ”powołania” do dnia dzisiejszego. Dla naszkicowania ”klimatu sytuacji”, w której byli ludzie starający się odzyskać wolność, gdy w pogoń za nimi puszczano psy, wystarczy nam tekst wsparty wypowiedziami byłych niewolników z amerykańskiego Południa.

W artykule autorstwa Chrisa PearsonaSlavery and Dogs in the Antebellum South”, na jego blogu Sniffing the Past -Dogs History, mamy ważny cytat z ”Twelve Years a Slave” [edited by Sue Eakin and Joseph Logsdon (1968) 103-104], który pozwoliłam sobie Wam przetłumaczyć. Otóż, Solomon Northup, szczególnie znany były niewolnik, opowiedział o ucieczce przez bagna Luizjany tak: ”For thirty or forty miles it is without habitants, save wild beasts – the bear, the wild cat, the tiger, and great slimy reptiles, that are crawling through it everywhere. [Przez trzydzieści lub czterdzieści mil nie ma mieszkańców, poza dzikimi zwierzętami – niedźwiedziem, dzikim kotem, tygrysem(?) i wielkimi, oślizgłymi gadami, które pełzają wszędzie wokół.] I staggered on, fearing every instant [Chwiałem się, zataczałem, obawiając się każdej chwili,] I should feel the dreadful sting of the moccasin, or be crushed within the jaws of some disturbd alligator [że poczuję straszne ukąszenie mokasyna, albo zostanę zmiażdżony w paszczy jakiegoś aligatora, którego spokój zakłócę]. The dread of them now almost equalled the fear of the pursuing hounds. [Strach przed nimi/ Przerażenie, które we mnie budziły, teraz prawie dorównywało lękowi przed ścigającymi/ goniącymi mnie psami]”. Dalej, w swoim tekście Chris Pearson pisze: ”Yet despite the myriad obstacles facing Northup, the wild creatures still did not frighten him as much as the pursuing hounds [Jednak, pomimo bezliku/ niezliczonych przeszkód stojących przed Northupem, dzikie stworzenia nadal nie przerażały go tak bardzo, jak ścigające/ ‚prześladujące’ go psy]. Such fears were not simply abolitionist hyperbole; the interviews of many former slaves in the 1930s reiterate the fact that, despite the numerous threats from wild animals, it was the use of trained dogs that appears to have most concerned them [Takie obawy nie były po prostu abolicjonistyczną hiperbolą; przeprowadzone w latach trzydziestych, wywiady z wieloma byłymi niewolnikami, potwierdziły, że pomimo licznych zagrożeń ze strony dzikich zwierząt, to właśnie wykorzystywanie przeszkolonych psów wydawało się najbardziej ich zadręczać i martwić (podczas gdy uciekali)]”. Zachęcam Was do przeczytania całości artykułu, link do niego zamieściłam na końcu dzisiejszego wpisu.

Niewolnictwo zakończyło się w Brazylii w 1888 roku, ale Fila nie przestały być potrzebne. Tym bardziej, że wczesne Fila wykorzystywane były jako psy myśliwskie na grubą zwierzynę (zdarzało się, że skracano/cięto/kopiowano im wtedy uszy), tj. dziki i jaguary. I ta ich cecha, ich psychofizyczne możliwości, przydały się na wielkich ranczach Brazylii. Jak już wiemy, chroniły (to protect) na nich nie tylko inwentarz (przede wszystkim wielkie stada bydła), ale i samych ranczerów. Na ranczach było wiele Fila Brasileiro, które sprawdzały się nie tylko jako stróże, używano ich też do pędzenia bydła. Silny, godny zaufania pies, potrzebny był do pędzenia stad po rozległych terenach Brazylii. Fila mają naturalny instynkt pasterski i tak, jak dobrymi są stróżami, są dobrymi zaganiaczami. Ich naturalna niechęć w stosunku do obcych i przysłowiowa lojalność, wierność i oddanie wobec swojego pana, swojego człowieka, swojej rodziny, sprawiły, że dla wielu Brazylijczyków, Fila stały się bardzo naturalnymi towarzyszami. Jest niezwykle ważne dla każdego autentycznego miłośnika Fila Brasileiro, by wiedzieć, że w początkach rasy, hodowla Fila nigdy nie była ukierunkowana na taki poziom nietolerancji na osoby spoza rodziny i agresji, jak to ma miejsce dziś. Te psy pozwalały swoim panom utrzymywać normalne sąsiedzkie stosunki, pozwalały odwiedzającym ich panów, farmerom, wchodzić na teren nieruchomości. Na wielkich ranczach zatrudniano wielu ludzi, tak więc Fila musiały być psami zrównoważonymi, nieprzejawiającymi zachowań skrajnych, zagrażających pracownikom swojego pana. (Pamiętajcie, że one towarzyszyły szeregowym pracownikom plantacji podczas wspólnie wykonywanej pracy).

Gdy na przestrzeni lat coraz więcej ludzi przenosiło się z terenów wiejskich do miast i metropolii, ich Fila trafiały tam wraz z nimi. Agresja okazywana przez te psy wobec włamywaczy sprawiła, że stały się popularne wśród miejskich właścicieli nieruchomości, jako psy stróżujące. Jako że dzisiejsza Fila Brasileiro prezentuje ten specyficzny temperament (ojeriza) wobec ludzi po prostu obcych, jest w Brazylii także popularnym psem obronnym.

Zadaniem hodowców było i jest utrzymywać prawidłową charakterystykę typu i temperamentu dzisiejszych Fila Brasileiro, jak i uzyskiwać zdrowe, dobrze zbudowane psy, które będą w stanie sprostać stawianym im oczekiwaniom – co jak widzimy, patrząc na niektóre okazy, wcale nie jest tak oczywiste… Tak czy inaczej, w pracy Fila ma być zajadłym, zaciętym obrońcą, a w domu stabilnym psychicznie, kochającym i oddanym przyjacielem. Fila ma wyglądać jak Fila, ale do tego także jeszcze wrócę 🙂

”Brazylijski temperament”

Charakterystyka temperamentu Fila Brasileiro, widniejąca na stronie Club for the Improvement of the Fila Brasileiro (CAFIB), napisana jest w wzniosłym stylu, który z uwagi na dobór słów, zdecydowanie bardziej pasowałby do opisu osoby niż zwierzęcia, ale przymykając oko na egzaltację, poznamy ducha rasy i jej brazylijską wizję. Dowiemy się, że Fila ”obdarzone są niezwykłą odwagą, determinacją i walecznością” oraz ”nie kryją swojej nienawiści wobec obcych, ani pokory, łagodności, posłuszeństwa i wierności w stosunku do swoich właścicieli i ich rodzin”. W konsekwencji czego, ”w miastach są niewyczerpanymi strażnikami i niespożytymi obrońcami własności, a na wsi wybitnymi pasterzami i łowcami, myśliwskimi psami na grubą zwierzynę”. W następstwie tego temperamentu, ”podczas wystaw, Fila nie pozwala dotykać się sędziom, jako osobom obcym i jeśli dany osobnik, w reakcji na usiłowanie dotknięcia go przez obcego, zaatakowałby sędziego, jego zachowanie nie powinno być postrzegane jako wada charakteru, a jedynie jako potwierdzenie prawidłowego temperamentu”. I to jest ”drobny szczegół”, ”coś, co może sprawiać problemy”, nie tylko w polskich warunkach (do tego wątku także wrócę w dalszej części tekstu). Na stronie CAFIB możemy przeczytać, że podczas prób temperamentu, obligatoryjnych po ukończeniu przez Fila dwunastego miesiąca życia, przeprowadzanych podczas wystaw, atakując pozoranta, pies ma wyskoczyć przed swojego człowieka i podjąć interwencję bez wahania czy okazywania uległości. Oraz, co niezwykle ważne, że ”spokojne zachowanie i pogodne usposobienie uwidaczniają pewność siebie i zrównoważenie psa. Fila znakomicie opierają się nieznanemu, obcemu dla niego otoczeniu oraz hałasom, takim jak wystrzały petard, dochodzące z odległości nie mniejszej niż pięć metrów, stanowiące obowiązkowy element testu przeprowadzanego podczas wystaw”.

Pier**lec a nie ”ojeriza”

Pomimo tak obrazowo odmalowanej przez Brazylijczyków charakterystyki temperamentu, znacząca część osób, które jako pierwsze w Polsce zajęły się hodowlą Fila Brasileiro, głośno przy tym (wtedy i teraz też…) powołując się na ”brazylijską filozofię” dotyczącą temperamentu tej rasy, pomyliła niezrównoważenie psychiczne i agresję o podłożu lękowym z ojerizą.

Co za tym idzie, mamy w Polsce i takich ”specjalistów od rasy Fila Brasileiro”, którzy np. to, że przebywający na terenie ogrodzonej posesji Fila, na widok człowieka znajdującego w odległości powiedzmy 20 metrów od owej posesji, po prostu idącego ulicą, zaczyna zachowywać się agresywnie (tj. nakręca się, zapluwa i sprawia wrażenie, że za chwilę przeciśnie się przez sztachety ogrodzenia albo zacznie wspinać się po płocie, żeby się wydostać poza teren posesji i dopaść przechodzącą w oddali, postronną osobę, która nawet nie odnotowuje, że stała się ”obiektem zainteresowania” psa), uważają za przejaw ”temperamentu typowego dla rasy”, ”cechę pożądaną”, zachowanie świadczące, iż ich Fila ”ma charakter”. Serio. Takie właśnie kawałki, na temat powyższego zachowania u swoich psów, opowiadają ”fileciarze”, którzy wychodząc ze swoimi Fila na tzw. spacer a więc wyprowadzając je poza teren posesji, idą ”z duszą na ramieniu”, drżąc na widok ludzi czy psów, idących z naprzeciwka, czyli ”na nich”. Ludzie przyzwyczajeni już do tego, że ich psy chcą atakować zawsze, każdego obcego człowieka, którego zobaczą. I choć sami, za każdym razem są przerażeni perspektywą (koniecznością) wyjścia z tak zachowującym się psem poza teren własnej, ogrodzonej posesji, osobom zainteresowanym rasą, sprzedają teksty w żaden sposób nie oddające prawdy ani o nich, jako ”specach od rasy”, ani o ich psach. Wpajają naiwnym ludziom jakąś przerobioną wersję ”rzeczywistości”, ich codzienności z ich Fila. ”Rzeczywistości”, która z prawdą ma tyle wspólnego, co obrobione w programie graficznym zdjęcie. Z tych opowieści osoby zainteresowane rasą wnioskują, że posiadacz Fila, z którym właśnie rozmawiają, jest ”niezwykłą osobowością”. Zaczynają traktować go jako ”autorytet”, wręcz guru, choć osoba taka czuje autentyczny niepokój i lęk, gdy trzyma w rękach smycz, na której końcu znajduje się ”jego/jej ukochany Fila”…

Fila żyje, istnieje, by chronić swojego człowieka, swoją rodzinę. To nie jest rasa, która przetrwała do dziś dlatego, że ludzie, którzy te psy mają, srają po gaciach ze strachu przed nimi. Obawa, lęk przed własnym Fila Brasileiro, precyzując: przed jego reakcjami wobec otoczenia, jest zaprzeczeniem wszystkiego, co zawiera się w brazylijskim powiedzeniu ”wierny jak Fila”. Widzicie na filmach z prób CAFIB, że te psy nie mają problemu z obcymi, dokąd ci nie zbliżą się na odległość mniej więcej trzech metrów od ich przewodników i ”wyskakują” do obcych wtedy, gdy ci mają ewidentnie wrogie wobec ich człowieka zamiary.

Jeżeli więc jedziesz do hodowli odebrać swojego szczeniaka, a tzw. hodowca nie pokazuje ci jak ”ogarnia” swojego dorosłego ”fileta”, jeśli nie pokazuje ci, że panuje nad swoim psem i że może z nim na smyczy, wyjść po ciebie oraz wprowadzić cię na teren posesji i do domu, to co to w ogóle jest za typ? Co to za farsa? Jak w ogóle może ci przyjść do głowy, że możesz zaufać komuś takiemu? I co nie mniej ważne: jak ktoś, kto mówi ci, że ”obawia się czy ty będziesz umieć zachować się wobec jego dorosłego Fila” i ”dlatego nie pokaże ci żadnego ze swoich dorosłych psów”, może uważać, że warto i można sprzedać ci szczeniaka Fila Brasileiro? WTF? Pomyśl. Jak w przyszłości będziesz ”uczyć” swoją rodzinę, znajomych, jak mają zachowywać się w twoim domu, w stosunku do twojego: najpierw szczeniaka, potem podrostka i w końcu dorosłego psa? Dla ciebie będzie to tylko teoria (tak samo jak dla nich) i ty też skończysz jak ten hodowca. Jeśli ty sam/sama nigdy nie doświadczyłeś/aś obserwowania zachowań dorosłego Fila Brasileiro wobec obcego w domu, w którym ten pies mieszka i uznaje za terytorium, które musi chronić, jeśli nie znasz tego wybitnie specyficznego wrażenia, które powoduje spojrzenie nic nie robiącego Fila, poza właśnie patrzeniem na ciebie ”w ten sposób”, jeśli nie widziałeś właściciela dorosłego Fila Brasileiro w ”akcji” (tj. panującego nad swoim psem, który musi być uległy i posłuszny wobec swojego człowieka oraz psychicznie stabilny, tym samym musi w stosunku do zaproszonych do domu gości, zachowywać się w sposób im niezagrażający), to jak zamierzasz poradzić sobie w praktyce skoro byłeś/aś tylko słuchaczem ”wykładów” i różnych ”teorii” autorstwa tzw. hodowcy ”o tym, jak radzić sobie z Fila”, hę? Jak wyobrażasz sobie, że uda ci się być przewodnikiem dla psa, skoro nawet ktoś, kto ci go sprzedaje nie pokazał ci, że w istocie jest możliwe panowanie nad nim, gdy w domu są np. znajomi? Jesteś przekonany/a, że chcesz kupić Fila Brasileiro od osoby, która boi się reakcji swojego dorosłego ”fileta” – psa, którego wychowała od szczeniaka?

Jeśli tzw. hodowca boi się, że jego pies, w jego domu, na jego terytorium, po tym jak on-człowiek, zaprosił swojego gościa (ciebie) do swojego domu, zaatakuje tego gościa (ciebie), to o czym w ogóle mowa?

”Weryfikacja”

Od tzw. hodowcy, który boi się, że nie zapanuje nad ”temperamentem” swojego ”fileta”, nie kupuje się psa. Od kogoś takiego nie wolno jest kupować Fila Brasileiro ponieważ taki ktoś jest kompletnie niewiarygodny. Fila jest psem, który w domu ma być stabilnym psychicznie, kochającym i oddanym przyjacielem, a nie ”potworem”, którego właściciel się boi. Tyle.

Fila są bardzo terytorialne i będą bronić każdej przestrzeni, w której je umieścimy. Pozostawione w samochodzie będą go bronić. Tak samo zaciekle ”przypilnują” pozostawionego obok telefonu czy pęku kluczy. Ta ”terytorialność” dotyczyć może bardzo dużych obszarów… Te psy sprawdzają się chroniąc naprawdę duże majątki ziemskie oraz rancza. A w mniejszej przestrzeni, ograniczonej tak, jak np. dom jeszcze się to wzmacnia… Dlatego potrzebują przewodnika, który panuje nad ich ”opiekuńczym” podejściem do życia. Nie wszystkie, ale niektóre ”polują” na nieswoje zwierzaki (zabijają te, z którymi się nie wychowały, a które naruszyły ”ich”, to ”filetowe” terytorium)…

Wpadniesz na kawkę?

Kiedy po prostu masz Fila Brasileiro, nie musisz ”pokazywać” go wszystkim. Np. gdy zapraszasz swojego biznesowego partnera na kolację, możesz swojego psa zamknąć w pomieszczeniu bez dostępu dla gości, z którego twój pies sam się nie wydostanie. Jest to słuszne i właściwe rozwiązanie wobec osób, z którymi twój Fila nie będzie miał więcej styczności, z ludźmi bywającymi w twoim domu rzadziej niż ”sporadycznie”. Nie mniej są osoby, które twój pies musi zaakceptować. Są ”obcy”, którzy do twojego domu przychodzą regularnie, dwa-trzy razy w miesiącu (twoi bliscy przyjaciele czy rodzina). Twój Fila Brasileiro musi tych obcych z jego punktu widzenia ludzi, zaakceptować ponieważ to jest twój dom. To ty decydujesz o tym, kto może w nim przebywać, a kto nie. Jedno jednak powiedzmy sobie wprost: nie każdy nadaje się do składania wizyt w filetowym domu i lepiej jest minimalizować ryzyko niż ponosić konsekwencje zaniedbań. Dlatego, jeśli masz wątpliwość co do tego, czy dana osoba ”udźwignie” nastawienie twojego ”fileta” wobec niej, nie narażaj na stres ani tego kogoś, ani siebie, ani nie wystawiaj na próbę swojego psa. Nie warto.

Jednak, gdy rozmnaża się Fila Brasileiro i sprzedaje szczeniaki, przyjmowanie obcych ludzi w domu jest elementem sprawdzianu, kwalifikowania tych osób na nabywców. To również moment na utwierdzanie potencjalnych nabywców szczeniąt, że mają do czynienia z hodowcą, a nie jakimś pętakiem.

Właściciel i nie daj Boże równocześnie tzw. hodowca, który boi się reakcji swojego ”fileta”, zdradza tym i daje dowód na to, że poległ jako ”pan” i ”przewodnik”. Taki ”hodowca” nie pokazując ci, że jest w stanie wprowadzić cię na swój teren bez obawy, że jego pies mu się ”przeciwstawi” i cię zaatakuje, i nie wprowadzając cię do swojego domu, w towarzystwie swojego dorosłego Fila, obnaża się jako człowiek kompletnie niewiarygodny. Poniósł klęskę, zapewne przede wszystkim dlatego, że popełnił błąd wielu głupców z początków rozwoju hodowli rasy w Polsce i uznał agresję lękową za ojerizę.

W Polsce, lata temu, wielu lękliwość skutkującą skrajnie agresywnymi zachowaniami, uznało za ”przejaw temperamentu”. Mit, że niezrównoważenie psychiczne jest tym samym co ojeriza (livestock guardian dog behavior), pokutuje do dziś. Skutki widać, słychać i czuć w podejściu części środowiska Fila Brasileiro do niestabilności psychicznej u osobników rozmnażanych przez należących do niego ”znawców rasy”. Lękliwe, nadpobudliwe, niezrównoważone Fila Brasileiro są ”łatwopalne”. Rzucają się na wszystko i wszystkich. I to nienormalne zachowanie, w Polsce często nazywa się ”ojerizą”.

Godny zaufania jest tylko taki hodowca, który prezentując potencjalnemu nabywcy szczeniaka, pokazuje także, że ma kontrolę nad swoimi dorosłymi psami i interesuje się tym, jak człowiek, który chce od niego kupić szczenię, reaguje na ostentacyjną niechęć dorosłych Fila wobec obcych ludzi. To jest podstawowa kwestia. Inaczej nie zweryfikuje się czy ”hodowcę” cechuje zrozumienie rasy, czy ma ze swoimi psami ”flow” i jest odpowiedzialny, czy tylko ”pozuje na fileciarza” i szybko stara się zbyć szczeniaki, nie bardzo dbając przy tym czy trafią one do odpowiednich ludzi. I nie chodzi o to, że masz móc sobie podczas wizyty w hodowli zrobić ”sesję zdjęciową z Fila Brasileiro” w kagańcu a’la Hannibal Lecter, a o to, by rozmowa z hodowcą, od którego chcesz kupić szczeniaka, przebiegała w domu, w spokoju, w towarzystwie dorosłego Fila Brasileiro. Byś mógł/mogła statycznie, czyli siedząc na kanapie i pijąc kawę, rozmawiając z hodowcą, obejrzeć sobie pozostającego w drugim końcu pokoju, dorosłego psa w jego normalnym stanie ducha. Czyli, gdy ”obcina” gościa w domu swojego pana, traktując go jak intruza, który potencjalnie może okazać się agresorem. Byś nie bał/a zapytać czy możesz ”pójść do łazienki” i miał/a okazję przekonać się jak to jest, kiedy do ”kibelka” odprowadza cię hodowca wraz ze swoim psem, przed drzwiami czekają aż skorzystasz z toalety, a potem odprowadzają cię na miejsce… (Jeśli zamieszka z tobą Fila, też będziesz odprowadzać teściową do łazienki…)

Tzw. hodowcy mogą opowiadać różne rzeczy, niektórzy nawet całkiem ciekawe i zabawne. Mogą różne rzeczy pisać… Mogą obiecywać i zapewniać… Robić ”piękne zdjęcia” i zamieszczać ”urocze” opisy pod nimi. To wszystko jest bez znaczenia. Liczy się tylko to, czy tzw. hodowca w rzeczywistości panuje nad swoimi Fila, kiedy w pobliżu są obcy dla psa ludzie i czy ”obchodzi go komu sprzedaje szczeniaki”. Dlatego jeśli nie dostaniesz zaproszenia na wspólny spacer u boku tzw. hodowcy i jego dorosłego Fila, nim ostatecznie podejmiecie decyzję (”hodowca” czy chce sprzedać ci psa i ty, czy chcesz go kupić), odpuść, bo narobisz sobie problemów, a życie i tak jest dość skomplikowane.

Jeżeli Fila Brasileiro nie umie odróżnić swojego terytorium, a właściwie terytorium swojego pana od pozostałej przestrzeni, jeżeli nie ma dla niego różnicy między terenem domu i posesji a ”światem poza domem i posesją”, reaguje skrajnie nieadekwatną agresją na widok człowieka, który 10 metrów od psa i jego człowieka po prostu sobie idzie, nawet nie patrząc w ich stronę, to nie jest to przykład ojerizy, ale wynaturzonej agresji, skrajnego niezrównoważenia psychicznego tego zwierzęcia.

W przestrzeni publicznej, daleko od rozległych terenów Brazylii

Wielkie wrażenie robi połączenie spokoju i opanowania z akuratnością i szybkością reakcji oraz bezwzględną twardością i hartem, gdy ogląda się Fila chroniącego swojego człowieka. Wystawy psów rozumiane jako ”konkursy piękności” z całą ich powierzchownością, chaosem i pośpiechem były, są i zawsze będą dla psów tej rasy bardzo nienaturalnym środowiskiem.

Poza ”swoim” terenem, Fila jest nieco bardziej wyciszona, nie aż tak terytorialna, jak ”u siebie”. Na ringu wystawowym Fila patrzą na swojego człowieka, nie rozpraszają ich inne psy na tym samym ringu przebywające i nie szukają z nimi zwady. To normalne, dla Fila jego człowiek jest centrum wszechświata. Dla znającego rasę i jej temperament, odpowiedzialnego wystawcy/hodowcy oczywiste jest, że do udziału w wystawie (poza Brazylią, w której wszyscy wiedzą co to jest Fila), czyli przebywania w przestrzeni publicznej, w której roi się od obcych osób, w przestrzeni publicznej, w której nierzadko panuje ścisk, musi swojego podopiecznego przygotować. Zabiera więc ze sobą klatkę kennelową i nakłada psu kaganiec. Właściciel-handler musi pamiętać, że agresja przeciw obcym ludziom jest dla Fila Brasileiro cechą emblematyczną. Tak więc zadaniem odpowiedzialnego i świadomego posiadacza Fila Brasileiro jest zapewnić bezpieczeństwo postronnym osobom, które znajdują się w pobliżu niego i jego psa/psów, a nie są świadome znaczenia dystansów personalnych. Co w przypadku Fila Brasileiro może oznaczać naprawdę bardzo poważne konsekwencje.

Uporczywe patrzenie w oczy wszystkie psy odbierają jako co najmniej niepokojący sygnał. Uporczywe wpatrywanie się w oczy, krzyżowanie spojrzenia z Fila Brasileiro przez obcego człowieka, może być dla Fila bodźcem do podjęcia ataku. Może być odbierane jako wyzwanie. I bywa problemem właśnie na masowych imprezach w rodzaju wystaw psów, gdy ktoś przechodząc przy klatce z Fila, zaczyna się ”filetowi” przyglądać. Może to być problemem także wtedy, gdy sędzia kynologiczny oceniający psy w ringu nie posiada zrozumienia psiej psychiki i/lub tej konkretnej rasy w szczególności i zapomni o ”awersji”, ”wstręcie” Fila do obcych…

Odpowiedzialny właściciel/wystawca ma obowiązek myśleć za wszystkich w około, gdy wprowadza w przestrzeń publiczną Fila. I to ”myślenie za innych” jest czymś, co ktoś decydujący się na Fila musi zaakceptować. Obliguje go do tego wybór Fila Brasileiro na psiego przyjaciela. Fila nie jest ”typowym pieskiem” i nie jest czymś co tzw. typowy Polak ma na myśli, kiedy słyszy słowo ”pies”. A pamiętajmy, że imprezy kynologiczne, jakimi są wystawy rasowych psów, mają zachęcać osoby postronne do wejścia w świat kynologii. Dlatego na wystawę psów może wejść każdy, kto kupi bilet. Każdy. Choć dla ”cywila” albo wręcz zupełnego kynologicznego ignoranta Fila może wyglądać równie niegroźnie i pociesznie co Bloodhound, Ogar albo nawet Dog Niemiecki, nie jest żadnym z nich. I krańcowo inaczej reaguje na nieszanowanie dystansów personalnych, czyli np. takie typowe ”O jaki śliczny piesek!” i wyciąganie rąk do ”głaskania”, automatycznie oznaczające wejście w intymną strefę człowieka Fila.

Jedyną cechą Fila Brasileiro, która sprawia, że nawet laicy i to z dystansu, dostrzegają, że ”ten pies jest jakiś inny” jest inochód. Czyli dwutaktowy, symetryczny chód boczny, który sprzyja kroczącemu ruchowi ciała. Lewa przednia i lewa tylna kończyna przenoszone są synchronicznie, a następnie prawa przednia i prawa tylna kończyna. Ten sposób poruszania się, wymagany jest u Fila Brasileiro, a za wadę uznaje się go u innych ras. Tak więc jeśli pies, którego widzisz ”wygląda jak kiwający się na boki disney’owiski Pies Pluto”, zachowaj dystans.

Fila jest bardzo, bardzo, bardzo specyficzną rasą. Dla każdego kto nigdy o ojerizie nie słyszał i nie rozumie o co w tej cesze chodzi: livestock guardian dog behavior, każdego kto nie rozpozna Fila w Fila, każdego, kto nawykowo wcina się w przestrzeń innych ludzi i psów, ignorując dystanse personalne, atak Fila Brasileiro na osobę, która ”tylko” ”zbyt blisko” podeszła, będzie atakiem zaskakującym. Dla kogoś, kto Fila zna (wie jak działa psychika Fila Brasileiro) w tym, że pies ”wyskoczy” do obcej osoby, która naruszy strefę intymną człowieka Fila, nie będzie niczego dziwnego. Ktoś taki nie zgodzi się zapewne także, że określenie ”nieuzasadniony atak” byłoby właściwym w takim przypadku. Z punktu widzenia Fila zaskakujące i bezceremonialne naruszenie przestrzeni człowieka Fila Brasileiro, przez obcego, jest powodem do podjęcia interwencji, czyli obrony jego człowieka poprzez atak na napastnika. Tak właśnie Fila widzi obcą osobę wchodzącą w intymną przestrzeń jej człowieka: jako napastnika, zagrożenie dla swojego przewodnika. Fila Brasileiro psychicznie tak właśnie została przez ludzi ukierunkowana: ”Narusz mydlaną bańkę człowieka Fila, a pożałujesz”.

Club for the Improvement of the Fila Brasileiro (CAFIB) vs. Brasileira de Cinofilia (CBKC), czyli ”Dwie różne filozofie” i …ta ”trzecia opcja”

W okresie pomiędzy rokiem 1930 a 1940, pierwsze okazy Fila, nazywanych w tamtym czasie ”Fila Nacional”, zaczęły pojawiać się na organizowanych w São Paulo wystawach psów. Pierwszym, który wystawiał te długo zaniedbywane przez historię a popularne na farmach w całym kraju, psy, był Benedito Faria de Camargo. Natomiast dr Paulo Santos Cruz, będący głównym entuzjastą i promotorem rasy, uważany za jej ”ojca”, napisał standard Fila, który stał się obowiązującym w roku 1954. Szczyt popularności ”filetów” w rodzimej Brazylii, przypadł na lata siedemdziesiąte i osiemdziesiąte, kiedy to znalazły się w czołówce ras najczęściej rejestrowanych. Równocześnie hodowcy próbowali zmienić oficjalny standard rasy tak, by zmienić temperament Fila. Tak, by nieco przytemperować zbyt wysoki poziom, wymaganego jako ”wzorcowy”, agresywnego temperamentu wykazywanego przez Fila wobec obcych osób. Ruch ten wciąż uznawany jest za kontrowersyjny z uwagi na fakt, iż niektórzy hodowcy uważają, że potulność Fila w stosunku do rodziny i dzieci (…”very docile with the family and children”…) jest dla tych psów cechą nieodłączną, konieczną, praktycznie definiującą tę rasę. Inni z kolei, zgadzają się co do potulności okazywanej przez Fila członkom rodziny oraz dzieciom, ale woleliby temperament nieco łagodniejszy pod względem ”guard”, czyli strzeżenia, ochrony i obrony właściciela. Czyli temperament na poziomie, w którym pies nie zaakceptowałby wtargnięcia na chronione przez siebie terytorium, ale akceptowałby na nim wizytę obcych, którym towarzyszyłby jego właściciel. To ojeriza definiowana jako niechęć, dystans, nieufność, podejrzliwość i oschłość w stosunku do obcych oraz w pewnych warunkach agresja wobec obcych. Faktem jest, że w tamtym okresie słowo ”ojeriza” we wzorcu, zastąpiono ”aversão” utrzymując znaczenie poprzedniego ”ojeriza”, wyrażeniem ”aversion to strangers”, czyli ”awersja wobec obcych” w oficjalnym standardzie rasy.

Odwołam się w tym miejscu do nagrań z prób, do których linki zamieściłam na początku tego wpisu i przypomnę, że przeprowadzane są w miejscu dla psów obcym, nie na ”ich” terytorium. ”Filety” poddawane próbie charakteru sprawią wrażenie nie ”po prostu agresywnych wobec obcych ludzi”, ale właśnie niezainteresowanych obcymi, zdystansowanych i niechętnych wobec nich, a także nieufnych i podejrzliwych. Agresję wobec obcych demonstrują tylko prowokowane zachowaniem mężczyzn udających ”bandziorów”, a więc w przypadku definitywnie ”podejrzanych zachowań”. (Wyjątkiem może być pies pary, który co najmniej ”groził” mężczyźnie [jedynie] obejmującemu jego właścicielkę i to bez oporu kobiety, i z pewnością, gdyby pozostający przy nim właściciel mu to umożliwił, ten Fila podjąłby ”interwencję”.) Tak więc, choć na nagraniu zachowanie tych Fila jest praktycznie idealne, otwartym pozostaje pytanie czy ”na swoim terytorium” zachowują się tak samo, jak na terytorium sobie nieznanym? Czy też są ”ostrzejsze” i ich właściciele muszą zabezpieczać je w pomieszczeniu, do którego nie mają dostępu goście ani z którego psy same nie mogą się wydostać, gdy do domów, w których te psy mieszkają przychodzą goście? Oglądając te filmy należy wziąć poprawkę na ewentualność, że to co uwodzi w Fila na nagraniu, może stać się ”nieco mniej czarujące”, gdybyśmy mieli znaleźć się w domu, któregoś z nagrodzonych psiaków…

Kolejną kwestią z tamtego okresu, tj. lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ubiegłego wieku, jest rozprzestrzenianie się i w końcu upowszechnienie mieszania ras (”miscegenation”), czyli krzyżowania Fila z innymi rasami i rejestrowania mieszańców jako pełnokrwistych Fila Brasileiro. Skandal ten skutkował podzieleniem się hodowców na dwa obozy i utworzeniem niezależnego od FCI, klubu rasy Club of Enhancement of Fila Brasileiro (CAFIB), którego jednym z założycieli był dr Paulo Santos Cruz. Zrzeszeni w CAFIB hodowcy uważają, iż podążają za wytycznymi wzorca rasy wiernie opisującego ”prawdziwą, starą”, nico rustykalną w wyrazie, brazylijską Fila, bez uwzględniania cech ras dolewanych do Fila w czasach nowożytnych”. Tak więc standard rasy CAFIB różni się od wzorca przestrzeganego przez hodowców zrzeszonych w klubach podlegających FCI. Dolewki krwi innych ras, które pojawiły się w liniach hodowców niepodlegających restrykcjom CAFIB, skutkowały i wciąż skutkują fenotypowymi zmianami. Za nimi idą modyfikacje wzorca, który przystosowywany jest do wyglądu mongrel dogs, ”kundelków”, jak egzemplarze rejestrowane poza CAFIB, określają hodowcy do CAFIB należący. FCI chce psów o zdecydowanie bardziej molosowym wyglądzie, cięższych, o pyskach z wyraźnie zaznaczonymi cechami Bloodhounda (o takim ”bloodhoundowym wyrazie twarzy”), a także o ”przystępniejszym”, ”sympatyczniejszym” temperamencie. CAFIB zdecydowanie sprzeciwia się robieniu z Fila psów ociężałych, topornych i kostropatych oraz nieugięcie nalega na kontynuowanie hodowli w kierunku zachowania niepowtarzalnej cechy, którą jest ojeriza (nie „aversão”) u Fila Brasileiro.

Ta ”trzecia opcja”

Wracając do książki Antônio Carlos Linhares Borges’a Fila Brasileiro – Preservação do Original”: Pedro Ribeiro Junqueira de Souza znany też jako Pedrinho do Engenho był słynnym hodowcą Fila z początków XX wieku, którego psy pochodziły z czystych, odrębnych, udokumentowanych, sięgających co najmniej 1870 roku, linii (…”provenientes de linhagem própria de seus antepassados, desde pelo menos 1870”). Wszystkie reprezentowały typowy dla tamej epoki wygląd i wyraz pierowtnych, surowych Fila. José Gomes także był znanym pionierem-hodowcą rasy od 1940 roku, którego przychówek z psów pochodzących od Pedrinho, odtwarzał typ przodków, z dodatkiem/ niewielką dolewką krwi Fila rodziny Reis, co także dawało osobniki w starym, pierwotnym typie. W książce “Cão Fila Brasileiro – um Presente das Estrelas(„Fila Brasileiro Dog – A Gift of the Stars”) Paulo Roberto Godinho wyjaśnia, że José Gomes zdając sobie sprawę z komercjalnego potencjału rasy, rozpoczął selekcję w kierunku uzyskania (reprodukowania) bardziej ”rozrosłego”, cięższego typu, aby zadowolić gusta klientów kupujących Fila do miast, którzy to zwyczajowo wolą psy ”mocniejsze”. Należący do niego samiec Lorde, jest przykładem rozpczętego w okresie lat 70 ubiegłego wieku, modyfikowania standardu rasy, w kierunku uzyskiwania takich właśnie okazów: pies ten był już cięższy i miał wyraźniejsze podgradle niż Fila w oryginalnym typie. W tamtym czasie luźna skóra na szyi i wyraźne podgardle przez niektórych nabywców i miłośników Fila, uważane były za ”oznakę czystości rasy”. Takie psy uważane były przez niektórych za “lepsze”. Dla uzasadnienia zmiany skutkującej nadmierną ilością luźnej skóry, opowiadano sobie, że pomaga ona psom przetrwać ataki jaguarów, gdyby te usiłowały chwytać Fila za kark.

Kolejnym przykładem wymienionym przez Antônio Borges’a był przychówek Canil Jaguara (Jaguara Kennel). Jego właściciele, Anglicy pan Chalmers i pani Rosemaire, rozpoczęli formalną hodowlę od popielatego Leo, wyszukanego jako szczenię na farmie Pedrinho i pręgowanej Mariazinha, która przybyła do Minas pędząc bydło z Goiás, ale na miejscu została porzucona i odratowana przez wojskowego lekarza weterynarii obozującego w Pampulha. Na wystawie w 1957r. Paulo Santos Cruz miał zasugerować skojarzenie tych osobników. Pan Chalmers udał się do weterynarza, który zajmował się suką i pomimo, iż początkowo tamten mu odmówił, suka i samiec ostatecznie zostały skojarzone. Oba osobniki w pełni odpowiadały staremu typowi Fila. W latach ’70 w hodowli tej urodził się pies Jaguara Jumbo, mający średnio długie fafle i nieco już większe niż u Fila sprzed dekady uszy. Natomiast jego syn – Jumbo II da Jaguara, miał uszy już prawie takie same jak Bloodhound i niezwykle łagodny temperament. Dla wielu hodowców z CAFIB, Jumbo II stał się osobnikiem wzorcowym, punktem odniesienia pod wzgledem budowy anatomicznej i struktury, która ma zostać osiągnięta w pracy hodowlanej. Borges wyjaśnia, że to był dla rasy moment przełomowy: odbił się na Fila, skutkując dotyczącymi wyglądu zmianami w zapisach standardów rasy, zarówno w CBKC (CONFEDERAÇÃO BRASILEIRA DE CINOFILIA), jak i w CAFIB (CLUB FOR THE IMPROVEMENT OF THE FILA BRASILEIRO), mimo że Fila Brasileiro nie ma wspólnego przodka z Bloodhoundami, a stare okazy z lat ’40, ’50 i ’60 ubiegłego wieku, nie miały takich uszu, o czym świadczą fotografie uwieczniające psy z tamtego okresu…

Borges wyjaśnia, że używa terminu ”ORYGINALNY” od przynajmniej lat ’80 i od tego czasu alarmował CAFIB o ‚subtelnym acz stałym’, konsekwentnym oddalaniu się od pierwotnego standardu i w efekcie szkodzących rasie, zachodzących w niej, zmianach. Czterech hodowców: Jefferson Bessa (Kennel Serras de Minas), Maurício Soares (Kennel Park of the Princes), Wagner Alves (Canil Acangussu) i Antonio Ayres (Canil Lapinha) utworzyło w 1995r. UNIFILA, aby zwrócić uwagę na te zachodzące w rasie, szkodliwe zmiany. Przez pierwszych 10 lat działalności wykazano, zanalizowano, wyeksponowano i napiętnowano budzący niepokój stan pogłowia w rasie, tj. wielość typów i brak jakiejkolwiek kontroli poczynań hodowców. Chciano odwrócić tę sytuację i nadać znaczenie narodowej rasie. Hodowcy, między sobą wymienili się psami, tak by możliwe było kojarzenie z sobą najlepszych, najbardziej odpowiadających wzorcowi osobnikow, dokonywano selekcji szczeniąt itp. Jednak po okresie pierwszej dekady działaności UNIFILA, oryginalny fenotyp znowu został zatracony. Po czterdziestu latach przekonywania klubów rasy, że należy zapobiec zachodzącym w Fila zmianom, że zatraca się pierwotnego ducha, istotę rasy Fila Brasileiro, jej prawdziwy wygląd i temperament oraz po podjęciu (niestety bez sukcesu) starań, aby zapobiec temu wszystkiemu, Borges zdecydował się na własną rękę zbadać prawdziwe pochodzenie rasy i jej pierwotne cechy (”original characteristics”). Doprowadziło to do publikacji dwóch książek. Zmotywowany do ”rescue and preserve”, czyli ratowania i zachowania starego/ oryginalnego/ pierwotnego/ farmerskiego typu Fila, wciąż odnajdowanego w głębi kraju, stworzył OFB Nucleus oraz standard Original Brazilian Fila, zarejestrowany w Biblioteca Nacional do Brasil.

Antônio Borges mówi, że jego celem jest odnajdywanie i ocalanie psów z wnętrza terytorium, zachowujących typ Fila hodowanych przez Pedrinho do Engenho w latach 50tych XX wieku. Te okazy były wyjątkowo rustykalnymi i wyjątkowo zdrowymi psami o oryginalnym, pierwotnym, surowym fenotypie, który dziś jest odrzucany przez wszystkie reprezentujące Fila organizacje/ podmioty/ kluby ponieważ reprezentujące go egzemplarze, postrzegane są jako ”niespełniające wymagań wzorca”, ”będące poza standardem rasy”, tym ”oficjalnym”… Który to przecież różni się w zależności od tego, wzorzec którego klubu rozpatrujemy… Często pejoratywnie psy o tym pierwotnym/ oryginalnym typie określane są przez członków klubów/ stowarzyszeń jako „kundle” [(sic!)]

Ogrom pracy

Antônio Linhares wraz z innymi osobami zaangażowanymi w projekt, odbył setki podróży w głąb Minas Gerais, odwiedzając rozliczne farmy, by pozyskać (odkupić od właścicieli) zwierzęta odpowiadające pierwowzorom Fila w celu wykorzystania tych pierwotnych w typie osobników w planowych skojarzeniach (cruzamentos programados), mających na celu restaurację rasy. Są to Fila, które przez wieki lub co najmniej przez wiele dekad (”por séculos ou no mínimo muitas décadas”) pozostały niedostępne dla reszty świata (have remained isolated). Nie miały one kontaktu z przedstawicielami organizacji kynologicznych, dzięki czemu pozostały nietknięte przez dyktowane modą zaspokajającą ludzką próżność, zmiany zachodzące w Fila Brasileiro zarejestrowanych w oficjalnych klubach rasy i rozmnażanych pod ich egidą. I dzięki tej ”izolacji”, zachowały wiele z cech i właściwości znamiennych dla starych iberyjskich psów. Te Fila są zaadoptowane, przystosowane do rodzimego środowiska, a ich genética única, czyli unikatowa baza genetyczna istnieje i utrzymuje się tylko pośród psów żyjących na terenach wiejskich, które wciąż są working dogs. Te niezwykłe, cenne cechy, bez od zawsze wykonywanej przez owe odzyskiwane Fila pracy, zostaną zatracone na przestrzeni lat u osobników, które nie będą psami pracującymi (…”cuja genética única existe somente entre os cães que vivem no meio rural que, sem um trabalho organizado, iria se perder com o passar dos anos”).

Poszukiwania starego typu Fila przeprowadzono także na farmach, w regionach Minas Gerais, w których nigdy wcześniej takich akcji nie prowadzono. Tam, gdzie nigdy przedtem nie szukano, wnosząc dzięki temu do programu odnowy rasy, krew osobników pochodzących z linii dotychczas zupełnie nieznanych ani żadnym innym organizacjom czy klubom związanym z Fila i je rejestrującym, ani poszczególnym hodowcom rasy. Wprowadzono krew osobników z regionów, które w latach 70tych ubiegłego wieku oraz wcześniejszych dekadach, były bardzo trudno dostępne ze względu na brak infrastruktury lub dlatego, że były (precarious) niebezpieczne i udawanie się w nie wiązało się z ryzykiem. W związku z czym znawcy i hodowcy Fila Brasileiro z tamtego okresu nie pozyskali okazów z terenów, do których ostatecznie dotarł Antônio Linhares. W programie preferowano pozyskiwać psy nietknięte te, które have remained isolated i których ”genotyp pozostał nietknięty na farmach”, i które w związku z tym ”zachowały wiele z cech i właściwości znamiennych dla starych iberyjskich psów”. Jednakże w zadaniu uczestniczyło też trochę (niewiele) okazów z CAFIB, zgodnych ze wzorcem rasy zatwierdzonym przez tę organizację i posiadających w wystarczającym stopniu cechy bliskie założeniom wzorca Original Fila Brasileiro. Co do psów zarejestrowanych w CBKC i zgodnych ze standardem rasy tej organizacji, istnieje (odległa) możliwość użycia w programie danego osobnika (”há remota possibilidade de ser usado algum animal”), jedynie jeśli okaz wpisuje się fizycznymi i psychicznymi cechami w założenia wzorca OFB i od niego nie odbiega. Poza tym, taki pies nie może posiadać jakichkolwiek cech mestiçagem, czyli skundlenia dolewką krwi innych ras, które w liniach CBKC są obecne. Autor jako punkt odniesienia dla swojej pracy nad restauracją rasy, poza własnymi badaniami i studiami nad Fila, wykorzystuje też opracowania Vladimir’a Beregovoy’a, który w książce „Primitive Breeds – Perfect Dogs” broni ratowania, pozyskiwania (rescue and maintenance) i kontynuowania restauracji, konserwacji rasy oraz jej utrzymania w znaczeniu planowej (manutenção) hodowli psów o typach nazywanych przez siebie ”Aboriginal” – tubylczymi, rdzennymi i pierwotnymi. Które, ponieważ zostały ukształtowane bardziej naturalnie, prawie bez interwencji człowieka, są idealnymi fenotypowo typami psów: mają wyjątkową konstrukcję, są bardzo sprawne i zdrowe. Beregovoy określa tego typu psy „wilkami udomowionymi” ponieważ w pewnych aspektach fizycznych i pod względem temperamentu przypominają swoich dzikich krewnych.

Poza troską o fizyczne cechy odkupionych i tak pozyskanych Fila, wzorzec OFB poszukiwał psów o doskonałym temperamencie. Temperament potwierdzano za pomocą kilku testów mających wykazać czy dany pies posiada psychiczne cechy pozwalające na zarejestrowanie go i tym samym uznanie za przydatnego w programie hodowlanym. Jednak dla tych, którzy chcieliby selekcjonować Fila w kierunku bardziej specyficznego (ostrzejszego) temperamentu, pasującego do guard function, grupa behawiorystów i profesjonalnych trenerów opracowała i stworzyła własny, dostosowany do rasy (develop their own breed-based) test bazujący na uznanym i powszechnie znanym Schutzhund Test stosowanym w odniesieniu do wielu psich ras.

Borges wyjaśnia, że projekt, któremu się poświęcił to restauracja i zachowanie (rescue and preserve) oryginalnego Fila. Nie chodzi w nim o ulepszenie, podniesienie standardu i unowocześnienie (aprimoramento) ani o poprawę, naprawianie (melhoramento) ”modern Fila Brasileiro”, tym bardziej, że powszechnie uważa się, że Fila została ulepszona i naprawiona (aprimorado e melhorado). Obowiązkiem hodowców wobec rasy jest dziś zachować zwierzę dawno już uformowane, więc teraz nowe ”poprawki i ulepszenia” mogłyby prowadzić do nawrotu problemów, które miały miejsce w latach ’70 i ’80 ubiegłego stulecia i które skutkowały wtedy konfliktem oraz rozdzieleniem się hodowców na dwa kluby, tj. CAFIB i CBKC, z dwoma różnymi wzorcami rasy. Tak więc inna jest Fila Brasileiro z klubów rasy podlegających FCI, w tym Confederação Brasileira de Cinofilia (CBKC), inna jest Fila Brasileiro rejestrowana w Club for the Improvement of the Fila Brasileiro (CAFIB) i inna jest Original Fila Brasileiro rejestrowana w Sociedade Brasileira de Cinofilia (SOBRACI) i odtwarzana dzięki Nucleus of Preservation of the Original Fila Brasileiro (Núcleo OFB). Jest więc nad czym się zadumać, gdyż genetycznie każdy z tych ”typów” jest już zupełnie inną rasą.

”Przeszczepy kulturowe” i określona odpowiedzialność prawna vs. niepokalanie myślą

Zdolność do analizowania sytuacji i odnajdywania się w warunkach, w których człowiekowi przyszło żyć wiele mówi o jego inteligencji (jak i mądrości). W końcu, dzięki uczeniu się i przekazywaniu wiedzy naszym potomkom różnimy się od innych zwierząt. Kwestia podejścia do temperamentu Fila Brasileiro jest jedną z tych, która pokazuje, że inteligencja jest ważna, ale jej wysoki poziom nie jest powszechny. I dlatego nie każdy zarejestrowany w legalnie działającym stowarzyszeniu hodowców, powinien mieć możliwość rozmnażania psów i sprzedawania ich ot, tak innym osobom.

Polscy tzw. hodowcy i posiadacze Fila Brasileiro, raczej nie interesują się Original Fila Brasileiro, możliwe, że nawet nic (do tej chwili) o Nucleus of Preservation of the Original Fila Brasileiro nie słyszeli, i w znaczącej części żyją w jakimś urojeniu, ”schizofrenii”. Z jednej strony wciąż zapatrzeni są w Club for the Improvement of the Fila Brasileiro (CAFIB), ignorując rzeczywistość czyli fakt, że Polska to nie Brazylia, mitologizują kwestię ojerizy, tej emblematycznej cechy Fila: ”głębokiej niechęci w stosunku do obcych ludzi”. Popełniają przy tym kardynalny błąd polegający na myleniu agresji o podłożu lękowym (szalenie niebezpiecznego dla otoczenia, niezrównoważenia psychicznego) z ową ”ojerizą”. Ojerizą, która tak ich ”jara”, że aż się pogubili i to do stopnia, w którym boją się (po wyciągnięciu z kojca), zabierać swoje psy do świata poza posesją. A z drugiej strony, w poddańczym hołdzie składanym FCI lub po prostu z czystej głupoty, robią ze swoich ”filetów” nie tylko psy ”szalone”, ale i fenotypowo przerażające: ciężkie, kostropate, kuriozalnie oskórzone kaleki zgodne z wzorcem Confederação Brasileira de Cinofilia (CBKC). Zupełnie jakby planowali jak najszybciej dorównać … , którzy zniszczyli już niektóre molosy, jak np. Mastino Neapoletano czy Dog de Bordeaux.

Wróćmy jednak do zapatrzenia w Club for the Improvement of the Fila Brasileiro, czyli CAFIB, gdy chodzi o ”temperament” Fila. Powtarzam: wymagania CAFIB oscylują wokół słowa ”ojeriza” (nie aversão) i mówią, że pies nie powinien pozwalać dotykać się sędziemu, jako osobie obcej i jeżeli zaatakowałby sędziego (symbolizującego tego ”obcego człowieka”), to jego zachowanie nie powinno być postrzegane jako wada charakteru a przeciwnie, jako cecha wysoce pożądana. Psy z linii z głęboko utrwaloną ojerizą tego stopnia lub raczej tak rozumianą, są bardzo związane ze swoimi ludźmi, swoją rodziną a bardzo wysoki poziom agresji w stosunku do osób spoza swojego najbliższego kręgu, swojej rodziny (”very high levels of aggression towards people who are not in their immediate families”) zaczynają przejawiać w okresie między 18 a 24 miesiącem swojego życia. Natomiast wspierany przez FCI (które dla ”wyznawców” monopolizującego polski rynek kynologiczny stowarzyszenia, powinno być wyznacznikiem nie tylko, gdy chodzi o zalecane przez nie (kuriozalne) cechy wyglądu Fila Brasileiro) klub rasy Confederação Brasileira de Cinofilia (CBKC), wskazuje (całkowicie słusznie), że w początkach rasy, hodowla Fila nigdy nie była ukierunkowana na taki poziom agresji i psy pozwalały odwiedzającym ich panów, farmerom, wchodzić na teren nieruchomości. I zaleca dążenie do ”zmiękczenia” temperamentu Fila. Jednak FCI ignoruje fakt, że upieranie się przez część Brazylijczyków przy ”tym poziomie agresji” nie bierze się ”z sufitu”. Dopiero w czasach, gdy w Brazylii znacznie wzrósł wskaźnik przestępczości zaczęto hodowlę ukierunkowaną na wzrost popędu obronnego u Fila i ostrzejsze reakcje w stosunku do ludzi (”to breed for a much more protective dog”).

Zróbcie sobie kolejną przerwę i zajrzyjcie na tę https://www.hoplofobia.info/bron-palna-w-brazylii/ stronę. Myślę, że wystarczy wam zapoznać się z informacjami, które autor tekstu zawarł tylko w tym wpisie (sprawdźcie też linki, do których odsyła swoich czytelników), by zrozumieć jak wygląda rzeczywistość w Brazylii i jak bardzo różni się ona od naszej, polskiej rzeczywistości. Dla zachęty zacytuję w tym miejscu fragment tekstu, cytat, który autorowi artykułu pomógł naświetlić problem: ”W kraju wolnym od religijnych, etnicznych i rasowych konfliktów, od sporów terytorialnych i granicznych, w kraju bez wojen domowych i brutalnych politycznych zamieszek, w latach 2008-2011 odnotowano w sumie 206 tysięcy zabójstw – to więcej niż wynosi liczba ofiar dwunastu ostatnich największych starć zbrojonych na świecie. – Julio Jacobo Waiselfisz, “Map of Violence” (s. 28).

Ok, wracamy do kynologii: w kontrze do FCI, CAFIB nawet nie zarejestruje psa, dokąd ten, jako osobnik dorosły, nie okaże ojerizy. (Szczenięta nie są rejestrowane). Hodowcy należący do CAFIB postrzegają swoje psy jako ”as very close to the working tracking mastiff of Brazil as it always was” i wskazują, że psy rejestrowane w FCI krzyżowane są z Dogami Niemieckimi i innymi ”miększymi mastifami”. Kierunek hodowli Fila Brasileiro obrany w Brazylii przez hodowców związanych z CAFIB, (niemieszanie Fila z przedstawicielami innych ras i upieranie się przy tym ”kontrowersyjnym” poziomie ojerizy oraz naleganie na kontynuację tej drogi), skutkuje zakazem hodowli Fila np. w Australii czy Zjednoczonym Królestwie Wielkiej Brytanii i Irlandii, ale, jak wskazują statystki przywoływane w tekście z Hoplofobii, w Brazylii ma swoje uzasadnienie…

Wskaźnik przestępstw w Brazylii może tłumaczyć poziom ojerizy, przy którym obstaje CAFIB, kiedy to ewentualne zaatakowanie sędziego kynologicznego ma być postrzegane jako cecha wysoce pożądana. Ale rozmnażanie tak agresywnych w stosunku do człowieka, tak mocno reagujących osobników w Polsce, nie ma żadnego logicznego wytłumaczenia. (Głupota ludzka jest nieograniczona, więc wielka to szkoda, że rozporządzenie o ”rasach uznawanych za agresywne” w Polsce praktycznie nie funkcjonuje…) Brazylijczycy w swoim kraju mogą i pewnie powinni robić to, co podpowiadają im warunki, w których żyją. Ale Polska to nie Brazylia. I polscy tzw hodowcy, którzy w Polsce, w warunkach, które z brazylijskimi nie mają nic wspólnego, rozmnażają psy po prostu przerażająco nienormalnie się zachowujące – skrajnie nieadekwatnie do sytuacji, psy, których sami się boją, a których zachowanie ośmielają się nazywać ”ojerizą”, postępują skandalicznie. Sprzedawanie szczeniąt po rodzicach z głębokimi problemami psychicznymi, niemającymi absolutnie nic wspólnego z ojerizą i będących jej przeciwieństwem, ludziom, którym wydaje się, że są przygotowani na odpowiedzialność w postaci tego typu (tak zniszczonego) Fila Brasileiro, w moich oczach jest, przepraszam za brzydkie słowo, ku**stwem. Tym bardziej, że nikt normalny nie chce psa z takimi problemami.

Wyobraźcie sobie, że w Polsce, na wystawie psów, na oczach polskich wystawców innych ras i postronnych osób zwiedzających, którzy ”kupili sobie bilety i przyszli obejrzeć dog show” -ze swoimi małymi dziećmi- przyszli, by ”liznąć nieco kultury kynologicznej”, spory ”filet” (każdy molos, który skończył 12-15 miesięcy jest spory) zaatakowałby sędziego. I, że to zachowanie miałoby być postrzegane jako ”wysoce pożądana cecha charakteru” takiego psa. Coś, czemu należy przyklasnąć bo ”to super, że pies ma temperament!”. Czaicie? Taka akcja: pies rzuca się na człowieka, sędziego kynologicznego, który (niezależnie od tego co o tym myślimy [ja jestem na nie]) przecież ma psy dotykać, a w około masa ludzi… Niektórzy z nich to pewnie potencjalni zainteresowani nabyciem szczeniaka… Lipa… Bo weź teraz reklamuj, że to taka ”fajna rasa”, ”No, nie dla wszystkich, ale generalnie do rany przyłóż”. To ”ekstra cecha”, ”zaje sprawa”, że pies atakuje człowieka… Nie bardzo się to ”klei”, co? Pisanie ”błyskotliwych” komentarzy na fejsbuku, a życie poza fejsbukiem to dwie różne rzeczy… Dlatego, choć ta polska ”ojeriza”, sorry po prostu pseudoojeriza(!) podobno taka ”super jest”, tym polskim tzw. hodowcom zależy na zdobyciu uprawnień hodowlanych dla poszczególnych osobników, jak najszybciej, póki dany podrostek nie wykazuje 100% swoich możliwości. Nie mogą tych uprawnień zdobyć, dokąd psiak nie skończy 15 miesięcy, więc szybciuteńko zaliczają byle jakie trzy wystawy… Ci tzw. hodowcy pieją z zachwytu i podniecają się, że hodowane przez nich psy mają ”ojerizę”, ale równocześnie sikają z obawy, że nie uda im się zdobyć uprawnień hodowlanych, zanim podrostki z ich przydomkiem pokażą na co je stać, a właściwe jak bardzo są pop…one. Gruba schiza…

Nijak

Na początku tego artykułu napisałam Wam do jakiego rodzaju wynaturzeń dochodzi, gdy Fila Brasileiro trafi w ręce Głupiego Człowieka. Kretyni i kretynki, psy, które są skrajnie nadpobudliwe i niezrównoważone, które bez jakiegokolwiek powodu zapluwają się na widok ludzi znajdujących się daleko poza terenem ”ich” posesji, określają jako ”psy z temperamentem” i kwalifikują jako w pełni nadające się pod względem psychicznym do tego, by rozmnażać je i sprzedawać ich potomstwo polskim klientom… A jak takie zachowanie Fila ma się do ”brazylijskiej filozofii” na temat tej rasy, która opisuje Fila jako psy self consciousness, czyli full awareness, co można tłumaczyć jako ”przytomne”, ”rozumne” oraz calmness, a więc ”spokojne” i ”opanowane”? To proste: nijak.

Zarówno ojeriza prezentowana przez Fila Brasileiro z filmów, które widzieliście, gdy sprawdziliście linki, jak i stopień niezrównoważenia psychicznego, lękowa agresja, przejawiająca się u sporej części polskich Fila a którą polscy ”hodowcy” uparli się interpretować jako ”typową dla rasy cechę”, ”prawidłowy temperament”, czyli ”ojerizę” właśnie, mają wspólny mianownik: genetykę. Ten typ zachowania, tj. zarówno aversão, ojeriza jak i pseudoojeriza jest w liniach (bloodlines) selekcjonowany (is selected for). Selekcjonowany, czyli celowo wyszukiwany, wybierany i ”podbijany” poprzez kojarzenie ze sobą osobników najsilniej zachowanie okazujących. Oznacza to, że osobniki przejawiające określone cechy charakteru (ojeriza, którą widzicie np. na ww nagraniach, w przypadku odpowiedzialnych i normalnych hodowców, posiadających zrozumienie rasy, ale i pier**lec osobników niezrównoważonych, skrajnie nadpobudliwych, agresywnych, gdy ”hodowcą” jest skończony/a idiot(k)a) są uznawane za pożądane. Szuka się tych skłonności u osobników, które ma się zamiar rozmnażać a psy, które nie przejawiają zachowań interpretowanych jako ”pożądane”, są ”odsiewane”, eliminowane z hodowli.

Jeżeli ”hodowcy” Fila Brasileiro w Polsce nie potrafią odróżnić agresji na tle lękowym, skrajnego niezrównoważenia psychicznego u swoich psów, od jedynie ”awersji” w stosunku do obcych, to w jaki sposób mają w swoich tzw. hodowlach uzyskiwać osobniki o temperamencie umożliwiającym normalne funkcjonowanie tym psom w polskich warunkach? Jeśli zrównoważona Fila, czyli taka, która pozostaje uważana i ”oceniająca sytuację”, ale nie rzuca się na kogoś, kto jedynie zbliża się do człowieka Fila, zachowując te 3 metry zdrowego dystansu (i nie budzi w człowieku Fila obaw), dla ”speca od rasy” i ”hodowcy” jest ”Filą bez ojerizy”, to w jakim kierunku zmierza hodowla Fila Brasileiro w Polsce? Należy postawić pytanie: jak bardzo niski jest poziom kultury kynologicznej w Polsce, skoro ”specjaliści” zdają się myśleć, że ”prawidłowo psychicznie rozwinięty Fila Brasileiro to pies, który pała żądzą mordu na sam widok człowieka spoza ”swojej” rodziny”?

Bez wątpienia jest to rasa, której populację (także) w Polsce należy ściśle kontrolować. Powinna ona znaleźć się na liście ”ras uznawanych za agresywne” ponieważ w nieodpowiedzialnych rękach stanowić może zagrożenie dla ludzi i zwierząt. Fila towarzysząca zrównoważonemu człowiekowi, rodzinie jest cudownym psem domowym, czujnym stróżem i nieocenionym kompanem spacerów każdego dnia. Co jeśli trafi w niepowołane ręce? Co jeśli taka bezmyślna, lecząca swoje kompleksy osoba zapragnie ją rozmnażać? Jak pokazuje działalność tzw. hodowców Fila, czyli części osób bezmyślnie, bez wyobraźni, bez poczucia, że ich postępowanie może mieć fatalne w skutkach konsekwencje, rozmnażających nienormalnie agresywne ”filety”, w przypadku tej konkretnej rasy, nazwa ”listy”, to sformułowanie ”lista ras uznawanych za agresywne” jest w sam raz… Ale to akurat jest zagadnienie na zupełnie inny wpis.

Ojeriza w stopniu, przy którym upiera się Club for the Improvement of the Fila Brasileiro, tj. atakowanie nawet sędziego kynologicznego usiłującego dotknąć psa, z pewnością ma sens w Brazylii. Jeśli przeczytaliście artykuł ”Broń palna w Brazylii”, do którego nieco wyżej podałam wam link, rozumiecie już dlaczego pies, który bez wahania włącza ”pole siłowe” jest tam, w pewnych warunkach idealnym kompanem. Ale ten sam poziom ”awersji” w stosunku do obcych ludzi w Polsce? Sorry, ale to może być …więcej niż trudne. Tym bardziej, że w Polsce nie mamy do czynienia z ojerizą, ale w zatrważająco dużej części przypadków z pseudoojerizą – nienormalną lękową agresją. Z niepohamowaną agresją wynikająca z lękliwości, a więc braku zrównoważenia psychicznego, która nie jest odpowiedzią psa na prowokację i/lub zagrożenie, ale przejawem frustracji i/lub psychicznych zaburzeń o podłożu dziedzicznym.

Co charakterystyczne, stabilne Fila to psy, o których można powiedzieć, że są flegmatyczne, że charakterologicznie przypominają psiaki z kreskówek Disneya: zauroczone swoim człowiekiem i skupione na nim. Wszystko jednak się zmienia w chwili zagrożenia. Zachowanie prawdziwego Fila zmienia się w ułamku sekundy. NIGDY natomiast nie jest pochopne a w momencie ustąpienia zagrożenia pies wycisza się równie szybko, jak się ”uruchomił”. Dobrze wychowany, związany ze swoim człowiekiem Fila, NIGDY nie atakuje bez powodu. Atak jest w zasadzie ostatecznością u takiego osobnika. Typowe jest jedynie ”taksowanie” obcych i ”skanowanie” otoczenia, i, jeśli zachodzi taka potrzeba, ostrzeganie osobników nieostrożnych, zwyczajnie przekraczających dystans; wchodzących na teren, którego pilnuje Fila.

”Pies Pluto” gryzie

Osobiście uważam, że między innymi z powodów wspomnianych powyżej Fila Brasileiro nie jest rasą ”na polskie warunki”. Po prostu nie jest rasą, która współgra z polską mentalnością.

Nie żyjemy z naszymi psami w próżni, ale w społeczeństwie, wśród innych ludzi i wybierając sobie określoną rasę psa, po prostu musimy brać pod uwagę otoczenie, w którym żyjemy. A fakty są takie, że Polska to nie Brazylia. U nas psy nigdy nie polowały na niewolników, bo w Polsce ich po prostu nie było. Z tych też powodów ”statystyczny Polak” nie wyobraża sobie, że gdzieś na świecie, kiedyś, ktoś wyhodował rasę psów, dla której agresja wobec ludzi (co prawda, przynajmniej w teorii, złodziei i bandytów, ale jednak ludzi) jest cechą cenioną i pożądaną. ”Typowy Polak” kojarzy psa z najlepszym przyjacielem człowieka, a nie zwierzęciem, które na człowieka poluje, czy choćby jedynie przejawia w związku z nim ”livestock guardian dog behavior” o takim natężeniu. ”Typowy Polak” nie wyobraża też sobie, że ktoś psy rasy, w której agresja w stosunku do ludzi jest cechą wrodzoną i bez ”oglądania się na ludzi, że to są ludzie”, celowo sobie do Polski sprowadził i tu je rozmnaża i sprzedaje… Ten typowy ”lubiący pieski” Polak nie poświęca także uwagi znaczeniu ”przestrzeni” w interakcji z psami i dystansom personalnym. Tym bardziej więc nawet nie przychodzi mu do głowy, że ”mydlana bańka”, to ”pole siłowe” człowieka, który u swojego boku ma, nierzadko wyglądającego jak disney’owski Pies Pluto, Fila Brasileiro, ma promień przynajmniej trzech metrów i naruszenie granicy owej ”bańki”, skutkuje bezwzględnym, automatycznym podjęciem przez ”Psa Pluto” ataku na osobę, która się tego naruszenia dopuści.

”Typowemu Polakowi” trudno byłoby, poprawka: jest trudno, zrozumieć także to, że nawet dziecko, które odwiedza dziecko, które w domu ma Fila Brasileiro, może w oczach Fila, być potencjalnym napastnikiem, zagrożeniem dla ”jego” dziecka… Tak właśnie i na dzieci, takie powiedzmy dziesięcioletnie i zdecydowanie młodsze nawet, patrzą Fila. Z tego powodu dzieci, które w domu mają ”filety”, nie przyjmują u siebie kolegów i koleżanek. Po prostu. Dziecięce zabawy pełne są okrzyków, pisków, nieskoordynowanych ruchów, przepychanek i ganianek. Czasem ktoś, kogoś ”walnie”, ktoś się rozpłacze itp. Fila każdy pisk ”swojego” dziecka, każde ”walnięcie” ”jego” dziecka przez obce dziecko, potraktuje jako usiłowanie wyrządzenia krzywdy ”jego” dziecku, atak na ”jego” małego człowieka. I będzie ”swojego” małego człowieka bronić. Definitywnie, Fila Brasileiro nie jest psem, który ułatwia ”zawieranie znajomości i utrzymywanie przyjaźni”.

Zawsze na służbie

Dorosłym zdecydowanie łatwiej niż dzieciom jest wytłumaczyć, że samowolne poruszanie się po domu człowieka Fila, zbyt głośne mówienie, raptowne ruchy, takie jak nagłe wstanie z fotela czy kanapy, nagłe udanie się w kierunku właściciela Fila, klepanie go po plecach, obejmowanie itp. są niedopuszczalnymi zachowaniami. Nie ma mowy o jakiejkolwiek ”elastyczności”. Fila działa na zasadzie odruchów, jak prezydencki ochroniarz. Normalna i psychicznie stabilna Fila, to pies uległy wobec swojego człowieka, odwoływalny dla swojego pana – właściciel może powstrzymać go od, nie tyle ”wykonania” danego działania co raczej ”dokonania go”. Bo Fila działanie podejmuje samodzielnie, na zasadzie naturalnego odruchu, tak więc przewodnik reaguje na zachowanie już trwające, na coś, co już się dzieje. I jeśli jest przewodnikiem a nie ”przewodnikiem”, pies ”nie dokona działania”.

Nie bajeruj znajomych, że ”będzie spoko” i ”na pewno dacie radę”. Zastanów się kto z twoich przyjaciół faktycznie poradzi sobie z tym, że twój pies traktuje ich jak kogoś, kto w każdej chwili może wyrządzić ci krzywdę. Może naprawdę lepiej będzie zamykać psa podczas gdy te osoby będą cię odwiedzać? Nie chcesz w kółko powtarzać ”Ej, weź wyluzuj i przestań się pocić, bo zaczynasz śmierdzieć tchórzem a on/ona tego nie lubi”, bo w końcu sam/sama zaczniesz czuć niepokój. Ale pamiętaj: Fila odseparowana od Ciebie – sensu swojego istnienia – cierpi potwornie.

Gdy przyjrzymy się innym rasom molosów, używanych jako guard dog, dostrzeżemy zasadniczą różnicę. Te inne molosy, psy w ogóle, mogą być używane jako guard dog, FILA BRASILEIRO JEST GUARD DOG. Gdy człowiek normalnego, psychicznie zrównoważonego Fila przyjmuje w swoim domu gości (tylko w takim przypadku, mając zrównoważonego psa/psy, dla którego/których jest się niekwestionowanym autorytetem, można przyjmować znajomych), Fila zachowuje się jak agent Secret Service z obstawy prezydenta USA, na wiecu na otwartym terenie – skanuje otoczenie w poszukiwaniu ”podejrzanych zachowań”. Kiedy takie zachowanie wychwyci, działa. Fila Brasileiro są po prostu dużo bardziej ”ostentacyjne” w swojej pracy: w ochronie swojego człowieka niż psy innych ras. Właściwie to należałoby powiedzieć, że są dużo bardziej ostentacyjne w sygnalizowaniu obcym, że nie będą się ”obcyndalać”, gdy już odpalą tryb ”livestock guardian dog behavior”. Tak więc, kiedy chcesz w swoim domu przyjmować znajomych (dla twojego Fila i tak obcych ludzi), wytłumacz im, że będąc u ciebie w domu, będą czuć się jakby byli w White House, bo u ciebie też obowiązują procedury, sztywna etykieta, której trzeba bezwzględnie przestrzegać albo ”agent specjalny” będzie interweniował. Ty wybierasz Fila Brasileiro, a twoi znajomi wybierają czy dalej chcą być twoimi znajomymi… Coś za coś 😉

Zagęszczenie terenu (Odrobinka empatii: weź i się wczuj)

Fakt, że Polska to nie Brazylia ma wielkie znaczenie także ze względu na zagęszczenie terenu i wspominane przeze mnie wielokrotnie w innych wpisach, ale i dzisiejszym, zagadnienie dystansów personalnych. W tym miejscu odsyłam Was do książki, autorstwa Allana I Barbary Pease ”Mowa ciała, której fragment zacytowałam poniżej, chcąc choć trochę pomóc wam zrozumieć, że Fila ”nico bardziej” niż inne psy, denerwuje brak poszanowania przestrzeni ich człowieka i dlaczego tak jest. Namawiam was do rozpoczęcia od rozdziału 9 tej pozycji, zatytułowanego ”TERYTORIALNI INTRUZI TERYTORIA I PRZESTRZEŃ OSOBISTA”. Dziś Fila chronią ludzi w miastach, ale wciąż są rasą, która ukształtowała się na rozległych terenach i wielkich ranczach Brazylii, gdy ich praca polegała na ochronie bydła.

Jeszcze jedna dygresja zanim przeczytacie fragment ”Mowy ciała”: pamiętacie film ”Giant” (”Olbrzym”) z 1956 roku? Jest w nim scena, w której postać grana przez Elizabeth Taylor pyta postać graną przez Rocka Hudsona o to, kiedy w końcu będą na ”jego ziemi”. (Jadą już ”parę dni”, wszędzie w około tylko otwarta, niekończąca się przestrzeń…) W odpowiedzi postać Liz słyszy: ”Od dwóch dni jesteśmy na mojej ziemi” – to jest właśnie ten rodzaj ”zagęszczenia terenu”, przy którym Fila Brasileiro była i jest jak znalazł. Owo ”rozcieńczone zagęszczenie” (nie ma to jak oksymoronek od czasu do czasu) sprawiło, że te psy lubią mieć dużo miejsca.

A wracając do wspomnianej książki i dystansów personalnych:

Wygląda na to, że pojazd wpływa na powiększenie się naszej przestrzeni osobistej. W niektórych przypadkach terytorium to powiększa się dziesięciokrotnie, tak więc kierowca rości sobie prawo do przestrzeni w promieniu 8-10 m z przodu i z tyłu samochodu. Kiedy ktoś zajeżdża mu drogę, nawet jeśli robi to w bezpieczny sposób, u kierowcy mogą zajść fizjologiczne zmiany: może on wybuchnąć złością, a nawet zaatakować drugiego kierowcę. Takie zachowanie jest znane pod pojęciem „drogowej furii”. Porównaj to z sytuacją w windzie, kiedy ktoś wślizguje się tuż przed jakąś osobę, naruszając jej terytorium. W takiej sytuacji normalną reakcją będą przeprosiny, przez co osoba ta zwykle nie ma do intruza żadnych pretensji. Jest to reakcja diametralnie różna od tego, co się dzieje, gdyby tej samej osobie zajechano drogę.

Dla niektórych samochód staje się ochronnym kokonem, w którym mogą się schować przed światem zewnętrznym. Jadąc wolno przy krawężniku, mogą stanowić takie samo zagrożenie jak kierowcy z powiększoną przestrzenią osobistą. Włosi, mający potrzebę mniejszej przestrzeni, często oskarżani są o „siedzenie na ogonie” czy natarczywość, ponieważ podjeżdżają bliżej, niż jest to kulturowo akceptowane w innych krajach”.

”Filety” posiadają ”powiększoną przestrzeń osobistą”. Są trochę jak uważni i doświadczeni kierowcy: lubią zachowywać dystans od innych i by inni zachowywali dystans do nich. Gorąco polecam wszystkim przyszłym i obecnym właścicielom psów ”Mowę ciała”, gdyż zbyt często ludzie ignorują znaczenie niewerbalnej komunikacji w interakcjach z psami, w tym i niezwykle istotną proksemikę. Szczególnie ci, którzy rozważają na swojego psiego przyjaciela wybór Fila Brasileiro, powinni zrozumieć, że dystanse personalne są BARDZO WAŻNE. Kiedy staniecie się posiadaczami Fila, wasza ”mydlana bańka” powiększy się znacząco, a wasz pies może często odczuwać ”pobudzenie”, które bywa udziałem kierowców, których dotyka tzw. drogowa furia…

O roli proksemiki pisałam już w serii tekstów, do których ten linkowany poniżej jest wprowadzeniem:

https://kulturakynologiczna.home.blog/2019/07/29/wychowanie-i-szkolenie-psa-pies-i-dziecko-czesc-pierwsza-wprowadzenie/

‚Bypass The Gatekeepers’

Lata temu nauczyłam się, że poszukiwanie wartościowych informacji na ”kynologicznie kontrowersyjne” tematy na polskojęzycznych stronach, forach itd. od razu najlepiej jest sobie odpuścić, bo przeglądanie ich jest stratą czasu. Tak jest i w przypadku ojerizy u Fila Brasileiro.

Jest bez znaczenia jakiej rasy czy typu masz psa. To ty jesteś człowiekiem. Pies jest tylko zwierzęciem, dlatego to ty masz decydować o tym, co psu wolno, a czego nie. Nigdy odwrotnie. Tam, gdzie pies nie zważa na swojego właściciela, przejmuje kontrolę i staje się ”osobą decyzyjną”, pojawiają się problemy. A Fila Brasileiro, która dyktuje co jest możliwe, a co możliwe nie jest w domu jej człowieka, dodatkowo także poza jego domem, jest psem szalenie niebezpiecznym.

W Polsce tekstem numer jeden z gatunku tych, po których usłyszeniu lub przeczytaniu od razu jest jasne z kim ma się do czynienia i że osoba, która tak ”wyjaśnia” albo usprawiedliwia zachowanie psa, jest po prostu głupia, jest fraza: ”To taka rasa, one tak mają, że”… Jeżeli, wybierając psa danej rasy, traktujesz go przede wszystkim jako zwierzę należące do gatunku psa domowego, a nie jedynie przedstawiciela konkretnej rasy, nie dajesz mu taryfy ulgowej ”z powodu jego rasy”, kiedy przejawia zachowania obiektywnie świadczące o braku zrównoważenia. I nie tłumaczysz jego fiksacji, nadpobudliwości i ”odpałów” wymówką ćwierćinteligentów: ”To taka rasa, one tak mają, że”… Nie mówisz więc, np.:”Terrier jest szczurołapem, poluje na gryzonie, więc to normalne, że ma instynkt, który, gdy mieszka w mieście rozładowuje zabijając gołębie podczas spacerów.”(Sic!) Nie zaślepia cię myślenie o psie i tym jak on się zachowuje tylko i wyłącznie z perspektywy jego ”rasowego przeznaczenia”, w którym i tak coraz rzadziej rasowe psy mogą się spełniać. Większość osób posługujących się tego rodzaju ”argumentami”, zasłaniająca się ”alibi” tego rodzaju, jak na dłoni pokazuje swój intelektualny poziom.

Właśnie, a propos ”rasowego przeznaczenia”, którym posiadacze tzw. rasowców ”tłumaczą” ”wybryki” swoich psów. W kontekście pierwotnego przeznaczenia Fila Brasileiro, idąc tropem sposobu ”myślenia” kogoś, kto fakt, że jego terrier zabija na spacerach gołębie, usprawiedliwia to zachowanie swojego psa jego ”rasowym przeznaczeniem”, tłumaczenie ”odpałów” w przypadku Fila Brasileiro, mogłoby brzmieć (a może nawet czasem brzmi…?): ”Są agresywne wobec ludzi, bo kiedyś polowały na niewolników”. Jednak wątek pierwotnego przeznaczenia rasy, fakt, że używano Fila do polowania na zbiegłych niewolników -czyli ludzi- rozwijany jest niechętnie. Szczególnie, gdy ewentualnym nabywcom reklamuje się szczenięta Fila. „Rozbudzanie wyobraźni” potencjalnego klienta w tym kierunku może na dłuższą metę, zadziałać na niekorzyść sprzedającego. Nikt więc nie zachęca „Kowalskiego” do zakupu szczeniaka opowiadaniem mu, że choć psy doprowadzać miały zbiegów w stanie (podobno) „nienaruszonym”, to właśnie te psy, które (niby) tylko „chwytały i doprowadzały” do właściciela, w owych niewolnikach, spośród wszystkich innych zagrożeń czyhających na nich w trakcie ucieczki, budziły największe przerażenie. Tłumacząc zupełnie nieuzasadnioną agresję Fila wobec ludzi, tę pseudoojerizję, ”spece od rasy”, ”dyplomatycznie” odwołują się do czasów po zakończeniu okresu niewolnictwa w Brazylii, a więc po 1888 roku, kiedy to Fila pracowały już jako ”ochroniarze” na ranczach, i wielkich majątkach ziemskich. Pomijają przy tym owi ”spece” fakt, że od końca niewolnictwa, aż do roku 1968 (pierwsze ”regulacje” dotyczące tej rasy) upłynęło prawie sto lat. Prawie sto lat, kiedy to Fila odnalazły się w roli psów ranczerów. Skoro się w tej roli odnalazły i w niej przetrwały, nie mogły być psami pałającymi żądzą mordu wobec każdego obcego. Wiecie już z wcześniejszej części tego tekstu, że Fila Brasileiro były stróżami wielkich rancz, na których roiło się od obcych, niezwiązanych z rodziną ”pana” ludzi. Tak więc próby tłumaczenia skrajnej, niczym nieuzasadnionej agresji niektórych z polskich ”filetów”, wobec obcych ludzi, ”pracą na ranczach” nie mają poparcia w faktach. Są niczym więcej niż… bredzeniem owych ”speców”.

W tym miejscu, abstrahując od Fila Brasileiro, polecę Wam jeszcze jeden artykuł. O ”tropieniu”, ”odnajdywaniu”, ”chwytaniu” i ”trzymaniu” zbiegłych z plantacji niewolników, ciekawie pisze Henry Louis Gates Jr. w tekście ”Did Dogs Really Eat Slaves, Like in Django?” Pewnie wielu z Was oglądało film Quentina Tarantino ”Django” i pamiętacie scenę, w której psy, co prawda (znowu) nie w Brazylii, ale na amerykańskim Południu i nie Fila Brasileiro, ale nieco inne tzw. bloodhounds, rzucają się na niewolnika, rozszarpują go i… zjadają. (Co Tarantino zdecydował się przekazać widzom, wyjątkowo nie obrazem, a ”wielkodusznie”, za pomocą dźwięku…) Być może niektórzy z Was zastanawiali się, oglądając tamtą scenę albo teraz, czytając ten tekst, czy zdarzenia jak to z filmu Tarantino, w rzeczywistości mogły mieć miejsce?

Jak nietrudno się domyślić, właśnie na to pytanie w ”Did Dogs Really Eat Slaves, Like in Django?” daje odpowiedź Henry Louis Gates Jr., powołując się na nieco powyżej cytowany już i przeze mnie, tekst Chrisa Pearsona i używając cytatów z ”Slavery and Dogs in the Antebellum South”. HLGJ zaznacza, że profesjonalni łowcy niewolników używali psów do ścigania i pochwytywania zbiegów: „Former slaves claimed that masters, patrollers, or professional slave catchers would use [Byli niewolnicy twierdzili, że ich panowie/ właściciele albo zorganizowane grupy składające się głównie z białych mężczyzn pilnujących przestrzegania, wymuszających dyscyplinę na niewolnikach, na terenie przedsescesyjnego Południa, albo łowcy niewolników używali] savage dogs, trained to hunt and follow the track of the poor colored fugitive, [dzikich, strasznych psów, szkolonych w polowaniu i podążaniu po śladzie biednego kolorowego zbiega]” (according to the 1857 slave narrative of William J. Anderson). Ale tropienie niewolników to jedno, pożeranie ich, jak na filmie ”Django”, to zupełnie co innego. Czy coś takiego naprawę się działo? Czy coś takiego mogło się stać? Biorąc pod uwagę fakt, że ostatecznie celem plantatora było wykorzystanie jego ”ludzkiego mienia/ majątku” dla zmaksymalizowania zysków, a nie niszczenie własności, tego ”ludzkiego inwentarza”, raczej nie byłoby najlepszą decyzją biznesową… Jednak, jak pisze Henry Louis Gates Jr., najwyraźniej czasem się to zdarzało. Powołuje się przy tym na inny fragment: Doddington cytuje posiadacza niewolników z Luizjany o nazwisku Bennett H. Barrow, „który prowadził szczegółowy dziennik i często wspominał o znaczeniu psów w chwytaniu uciekinierów, a także o straszliwej brutalności, krzywdzie i męczarni (violence), którą mogły wyrządzić (to inflict)”.

Ale najstraszniejsze -i systematyczne- używanie psów-ludożerców (use of man-eating dogs), nie miało miejsca w Stanach Zjednoczonych, jak pisze autor ”Did Dogs Really Eat Slaves, Like in Django?”, a podczas rewolucji haitańskiej, w wojnie niewolników z armią Napoleona w Saint Domingue (francuska nazwa kolonii, która stała się Haiti). Dowiadujemy się, że, jak zauważa historyk Philippe Girard w „Niewolnikach, którzy pokonali Napoleona”, „użycie przez Francuzów polujących na ludzi psów (man-hunting dogs) podczas haitańskiej rewolucji, było najbardziej wstrząsającą zbrodnią w tym wyjątkowo okrutnym konflikcie i nadal jest na Haiti żywo pamiętane”. Girard kontynuuje, że te psy nie tylko polowały, ale i zjadały schwytanych ludzi, a ich wykorzystywanie, pisze dalej, jako katów/ wykonawców egzekucji odbywało się regularnie… przed siedzibą rządu w Cap [Le Cap, Saint-Domingue, miasto, obecnie znane jako Cap-Haïtien], ku irytacji miejscowej ludności, która (uwaga!) skarżyła się na hałas”.

No comment.

Ok, wróćmy do wychowywania Fila Brasileiro

Kiedy o posiadaniu psa myślisz normalnie, trzeźwo, a nie jak ktoś z IQ poniżej średniej, rozumiesz, że mając psa odpowiadasz także za szkody, które on ewentualnie może wyrządzić. Nie migając się od odpowiedzialności za zachowanie psa myśleniem: ”To Fila Brasileiro one tak mają, że są agresywne w stosunku do ludzi”, jesteś w stanie wpływać na stan psychiczny swojego psa i zapanować nad jego zachowaniem wobec obcych osób. W związku z czym rozumiesz, że wybierając Fila nie zrobisz z niego ”przyjaciela obcych”, ale możesz tak go ułożyć, by zachowywał stan psychicznego zrównoważenia i nie ział nienawiścią w stosunku do kogoś, kto przechodzi za ogrodzeniem posesji, na której twoja Fila przebywa albo nie chciał eksterminować kogoś, kogo ty zapraszasz i wprowadzasz do swojego domu. No, chyba, że kupisz go z hodowli, w której rozmnażane są osobniki z niestabilną psychiką… Genetyki nie przeskoczysz, ale o tym będzie następny tekst 🙂

Awersja w stosunku do obcych jest cechą, nad którą odpowiedzialny przewodnik Fila Brasileiro może pracować i nad którą może zapanować. Z pewnością powinien to robić, zwłaszcza, gdy nie mieszka w Brazylii, a w Polsce. Może panować nad ”niechęcią” swojego Fila wobec obcych, wprowadzając do życia szczenięcia dyscyplinę i ustanawiając; zasady (rules), granice (boundaries) i ograniczenia (limitations) oraz dbając o jego socjalizację. Socjalizację, która w przypadku Fila polega przede wszystkim na zapewnieniu szczeniakowi maksimum pozytywnych interakcji z ludźmi. Socjalizację, w której chodzi o oswajanie młodego Fila Brasileiro z ludźmi i tworzenie pozytywnych nawyków z nimi związanych. (Kolejny raz polecam książkę ”Siła nawyku” autorstwa Charles’a Duhigg’a.) Dbając w ten sposób o stan psychiczny psiaka, od pierwszych chwili, gdy ten trafi do nowego domu, można panować nad emblematyczną cechą rasy, udowadniając przy tym, że demonizowanie Fila Brasileiro jest cechą, sorry, ale ograniczonych intelektualnie właścicieli psów tej rasy, którzy albo naprawdę nie rozumieją ”o co chodzi w Fila” i nigdy nie mieli okazji poznać (z odległości 3 metrów 😉 ) normalnego Fila Brasileiro, albo celowo -by zadość uczynić swoim kompleksom- robią ze swoich Fila ”bestie”.

Okiełznać filową niechęć do obcych ludzi można tylko prowadząc swojego szczeniaka jako psa domowego, a nie ”przedstawiciela konkretnej rasy”! I wiedzą to szczególnie ci posiadacze ”filetów”, dla których ich Fila nie jest jedynym psem w domu. Zwłaszcza mając jednego (lub więcej) molosa, rozumie się, że Fila może być tak samo zrównoważonym i stonowanym psem, jak każdy inny molos. Tak, jak zrównoważone są te inne molosy w domu, których spokój i ogólny ”luz” kojąco wpływa na ”fileta” i temperuje jego ”nieprzychylność” wobec stałych gości w domu, czyli ludzi bywających w ”molosowym” domu regularnie.

Wielu posiadaczy rasowych psów zaślepia patrzenie na nie przez pryzmat ”rasy”. To jest podejście niewyobrażalnie ograniczające sposób myślenia o tym, co jest możliwe, a co niemożliwe w wychowywaniu i układaniu psa domowego. Co jest możliwe, a co możliwe nie jest w przypadku psa domowego rasy Fila Brasileiro i w efekcie, z czym ”trzeba się pogodzić” w zachowaniu Fila Brasileiro. Zatrzaśnięcie się w postrzeganiu psa tylko i wyłącznie przez pryzmat jego ”rasy”, przy równoczesnym całkowitym ignorowaniu, że należy on do gatunku ”pies domowy”, determinuje przekonanie właścicieli Fila na temat tego, jakie cele są ”możliwe do osiągnięcia” oraz znacząco ogranicza ich poczucie odpowiedzialności za zachowanie ich psa i jego nawyki.

Między bajki można i należy włożyć historyjki kretynów opowiadających, że nie jest możliwe, by Fila Brasileiro były psami po prostu zrównoważonymi. Kretynów, niezrównoważenie psychiczne u swoich psów traktujących jako ”normę”, ”właściwe zachowanie” i mających czelność nazywać pier**lca swoich psów ”ojerizą”. Kretynów, którzy obserwując zachowanie zrównoważonego ”fileta” płaczą, że ”on/ona nie przejawia ojerizy”…

I jeszcze jedno: Fila jest psem, któremu, jak każdemu innemu, udziela się stan ducha jego człowieka i ze względu na ”awersję wobec obcych” Fila bardzo, bardzo, bardzo nie są psami dla ludzi nerwowych i niepewnych siebie. Tacy ludzie zakażają swoją energią i emocjonalnym stanem otoczenie, a Fila, która na okrągło obcuje z człowiekiem nerwowym i niepewnym siebie, to Fila, u której ”niechęć wobec obcych ludzi” zmienia się w … No, wiecie w co.

Każdy (zrównoważony) molos powinien mieć ”pstryczek on/off”

Widać na ww filmach z prób charakteru, że normalny Fila wie, kiedy wejść w tryb działania i kiedy z niego wyjść. Jest to niezwykle ważne zwłaszcza, gdy Fila przebywa w przestrzeni publicznej. Tylko dla zasady przypomnę wam, że brazylijscy ”pozoranci”, podczas prób temperamentu Fila, nie są poprzebierani za ”ludziki miszelena”. Nie muszą być ”chronieni specjalnym ubiorem”, bo nie chodzi o to, że Fila ”ma się rzucać na ludzi i ich gryźć”, ma po prostu ”odbijać ich” od swojego człowieka, niczym pole siłowe. Gdyby nie smycz… zapewne dochodziłoby do ”ukąszeń”, ale Fila trzyma się swojego człowieka – to jest instynkt, za którym podąża Fila.

Co jeszcze istotniejsze: każdy pies powinien tak, jak Fila z nagrań, reagować na napastnika, który ”wywija” czymś i prowokuje, usiłując naruszyć lub nawet naruszając osobistą przestrzeń przewodnika psa i samego psa. Kiedy napastnik narusza strefę człowieka i jego psa, jest w odległości 2-3 metrów od nich, pies powinien podjąć działanie, ”włączyć pole siłowe”. Tak powinien psychicznie pracować molos, kiedy pojawia się zagrożenie. Każdy normalny, stabilny psychicznie molos, w sytuacji takiej, jak ta z filmów, powinien mieć ”jaja” i podjąć interwencję. Gdy spośród istniejących ras psów, wybieram molosa, to takiego zachowania jak u Fila z nagrania, oczekuję od niego, gdy na naszej drodze pojawi się ktoś z ewidentnie niecnymi zamiarami. (Zwróćcie uwagę na jeszcze jeden ”smaczek”. Pooglądajcie sobie nagrania z pozorantami i psami innych molosowych i niemolosowych ras. Zobaczcie ile innych także molosów (i bandogów), po tym jak pozorant zaprzestanie działania, często wciąż jeszcze się zapluwa. A u niektórych psów ”otchłań w oczach” sygnalizuje, że już nie mają ”kontaktu z bazą”… Ile z tych ”szkolonych” molosów i nie-molosów nie ma pstryczka ”on/off”? A Fila ma. Fila się ”włącza”, a potem ”wyłącza” i czeka ”co dalej?”, w ogóle ”czy będzie coś dalej?”…)

Ojeriza (a może aversão?) prezentowana na filmikach, do których linki wkleiłam na samym początku tekstu, nie jest na poziomie ”nie do zaakceptowania”. Psy wchodzą w tryb działania i z niego wychodzą, i widać to bardzo wyraźnie. Jak napisałam powyżej, z wielu powodów, ojeriza nawet taka jak ta na ww filmach, w polskich warunkach, w naszej rzeczywistości, tak długo, jak skala zabójstw i innych ciężkich przestępstw pozostaje daleko w tyle za brazylijską (i niech tak zostanie) jest cechą u psa domowego, bardzo delikatnie mówiąc, uciążliwą. Jasne, kiedy w przestrzeni publicznej agresywnie zachowujący się człowiek, zaczyna być autentycznym zagrożeniem, tj. skracając dystans, nakierowuje się na nas z podejrzanym i potencjalnie niebezpiecznym dla nas przedmiotem w rekach, pies powinien ”włączyć pole siłowe”. Jednak, gdy jesteśmy w domu, zapraszamy przyjaciół, ”agent specjalny” ostentacyjnie i nieustannie ”skanujący otoczenie w poszukiwaniu podejrzanych zachowań” nie jest nam potrzebny – nie jeżeli mamy rodzinę, przyjaciół i znajomych, i nie mieszkamy jak jakiś pustelnik na tzw bezludziu. Fila ogranicza nie tylko ”życie towarzyskie” (całej rodziny, włącznie z dziećmi), ale przekreśla możliwość ”beztroskich wakacji”, nie mówiąc o innych sytuacjach, w których właściciel psa zmuszony jest przez dłuższy okres przebywać poza domem… O ile, w końcu, pewnie znajdziemy kogoś chętnego do mieszkania z naszym np. Dogo Argentino albo wyprowadzania go na spacery, czy też znajdziemy godny zaufania hotel, w którym białego umieścimy na czas wyjazdu, o tyle mając Fila …po prostu siedzimy w domu.

Brazylijski ideał

Temperament psychicznie zdrowych Fila sprawia, że energicznie przechodzą od stanu gotowości, do precyzyjnej odpowiedzi na bodziec – są ukierunkowane na pracę, do której są przeznaczone. Puszczone luzem, po terenie gospodarstwa (farmy, majątku ziemskiego), przejawiają silną dominację terytorialną dotyczącą obszaru ”kwatery głównej” swojego człowieka, ale bez niepotrzebnej, nieadekwatnej agresji. Trzeba zauważyć, że Fila jest tym bardziej agresywna i ostra w obronie terytorium, im bardziej inwazyjne jest działanie obcych. Te psy bronią swojego człowieka spontanicznie, bez oglądania się na przewodnika. Są w pełni skupione na napastniku, nigdy nie wycofując się w obliczu okazywanej przez niego agresji, ale reagują na odwołanie swojego właściciela. Niestymulowane, nieprowokowane, pozostają spokojne, pewne siebie, niezainteresowane obcymi, dokąd ci nie staną się intruzami, i są uległe wobec swojego człowieka-przewodnika, potwierdzając tym wysoki próg pobudliwości i psychiczne zrównoważenie. Tylko na marginesie i znowu: dla zasady dodam w tym miejscu, że wybitnie nie jest to rasa ”na kanapę”, ”do leżenia i nic nie robienia” i ”sprawiania wrażenia”. I że te psy, jak i wiele innych wymagających ras, nie powinny trafiać do ludzi leniwych, którzy w wyborze rasowego psa skupiają się na wyglądzie typowego przedstawiciela danej rasy, a raczej tym jakiego rodzaju emocje wywołuje w nich ten wygląd i jak działać on może na emocje innych ludzi. Fila niezależnie od tego z jakiej pochodzi linii, zupełnie nie jest psem dla osób lekceważących wszystko co wiąże się z pojęciem rasy, oprócz wyglądu tzw rasowego psa.

”Zupa z gwoździa”

Zbierając informacje do tego tekstu, zakładałam, że Fila Brasileiro jest rasą zdecydowanie bardziej od Doga Argentyńskiego wymagającą, także w znaczeniu potencjalnego zagrożenia, które dla otoczenia źle prowadzony pies ściśle określonego typu może stanowić. Po przeanalizowaniu specyfiki Fila, ale tak na poważnie, w oparciu o dane z portugalskojęzycznych i anglojęzycznych źródeł, a nie historyjki rozhisteryzowanych pań i panów, którzy w Polsce mają się za ”hodowców”, po rozmowach z właścicielami FILA Brasileiro, właścicielami mieszkających w Polsce zrównoważonych ”filetów” (także osobników adoptowanych w wieku kilku lat[!]), porównaniu tego z tym, co wiem o Dogo Argentino, mnie samą zaskoczyła konkluzja, że Fila są z gruntu zdecydowanie bardziej zrównoważone od Dogo Argentino. Nie chodzi tylko o ”genetyczne korzenie” tych ras, ”ewolucję”, którą przeszły, ale o ludzi. Niemniej ważne od ”genetycznego zaplecza” jest to, jak na Fila Brasileiro i w kontraście: Dogo Argentino, aktualnie patrzą ich miłośnicy oraz pseudomiłośnicy. To ludzie, wybierając na rodziców kolejnych szczeniąt, osobniki przejawiające konkretne cechy psychiczne, szczeniąt, które dorastają i potem także są rozmnażane, decydują o tym, jakie są rasowe Dogi Argentyńskie, Fila Brasileiro, ale i Owczarki Niemieckie albo Labradory…

Największe ryzyko, które wiąże się z Fila (przy czym stosunkowo łatwo jest uniknąć takich sytuacji) jest takie, że ”filet” zachowa się agresywnie w stosunku do człowieka spoza rodziny, kogoś, kto nie będzie mieć złych intencji, ale naruszy ”mydlaną bańkę” człowieka Fila, a pies odbierze to niemające charakteru napaści, naruszenie strefy osobistej ”swojego” człowieka, jako próbę ataku na przewodnika. Fila, choć kiedyś polowały na ludzi, ścigając zbiegłych niewolników, nie mają w sobie instynktu ”polowania na ludzi” dziś. Dziś, w stosunku do ”swoich” ludzi przejawiają livestock guardian dog behavior, jakby ci byli żywym inwentarzem, który chronią przed złodziejami i to jest ten ich specyficzny temperament: zmodyfikowane, przeniesione na ”swoich” ludzi ”niedopuszczanie złodziei do chronionego inwentarza”.

Fila nie ciągnie poza ”jego” teren, nie ”ucieka”, nie wabią go i nie ekscytują zapachy, ani odgłosy, nie ma ochoty ”urwać się w las i sobie zapolować”, bo sensem istnienia Fila jest jego człowiek i jego rodzina. Nie szukają zwady ani z innymi psami, ani obcymi ludźmi.

Inaczej sprawy mają się z Dogami Argentyńskimi, zdecydowanie częściej przejawiającymi zachowania, które gdy oglądamy ”sytuację” z boku, przywołują obraz protoplasty rasy: Viejo Perro Pelea Cordobes w ”akcji”. Jesteśmy wtedy świadkami jak w Dogo Argentino odzywa się ”przemycone coś”, co od razu i w całości byłoby dla nas nie do przyjęcia. Zresztą to było nie do przyjęcia dla Martineza i dlatego z Viejo Perro Pelea Cordobes zrobił Dogo Argentino. Jednak po tylu latach okazuje się, że choć do VPPC dodano tyle innych ”składników” i starano się go ”aż tak zmiękczyć”, pokolenia planowej hodowli w kierunku owego ”zmiękczenia”, nie wypleniły z Dogo Argentino agresji wobec innych psów, nieprowokowanej, nieadekwatnej do sytuacji agresji, niekiedy bardzo ”w stylu” Viejo Perro Pelea Cordobes… A może ta praca hodowlana nie była kontynuowana dość długo i z dostatecznym zapałem, by z Dogo Argentino przegonić najciemniejsze cechy Viejo Perro Pelea Cordobes i ustabilizować ich psychikę ”bardziej”?

Gdy posłuchać co o takich skrajnie niewłaściwych, delikatnie mówiąc, zachowaniach, mówią niektórzy właściciele i równocześnie tzw. hodowcy argentynów, osoby budujące PR tej rasy, kulturę kynologiczną wokoło niej, ciężko pozbyć się wrażenia, że całe to dodawanie ”miększych” ras do walczącego Białego Doga z Cordoby, to tylko pozory, taka ”gra”. Patologiczna agresja wobec innych psów wciąż jest w Dogo Argentino. Pytanie czy jest przemycana, czy też ”przemycana”, ”niechcący”, czy z pełną premedytacją? Na pewno ”niepostrzeżenie”? Jedno jest pewne, wciąż niektóre Dogi Argentyńskie są jak przemycony w częściach karabin, który czasem niepostrzeżenie sam składa się w całość i strzela…

Punkt widzenia

Są tacy, którzy choć mają szczęście mieć za przyjaciela zrównoważonego Fila (a nawet dwa), powiedzą, że wybór akurat tej rasy to był błąd. Błąd, którego nigdy więcej nie popełnią i którego z pewnością nie popełniliby, gdyby naprawdę rozumieli co to jest ojeriza. Że życie z Fila jest uciążliwe w sposób nieporównywalnie bardziej stresujący niż życie z psem ”po prostu agresywnym” bo Fila jest/bywa agresywna w stosunku do ludzi oraz nieustająco ”skanuje otoczenie” w poszukiwaniu ”podejrzanych zachowań”. Gdy takie zachowanie wychwyci, działa – nieważne czy w domu, czy poza nim. Niektórzy twierdzą, że można z nimi żyć, że ich przywiązanie i czułość, z jaką okazują je swojemu człowiekowi, a także posłuszeństwo i doświadczenie sensu przysłowia ”wierny jak Fila”, warte jest absolutnie wszystkich wyrzeczeń, które niesie z sobą bycie człowiekiem mającym oddanie Fila Brasileiro. Mnie w Fila najbardziej fascynuje to, że im więcej o tych psach wiem, im więcej się o nich dowiaduję, tym większy głód wiedzy czuję bo ”wiem, że nic nie wiem” 😉 i tym większą ochotę mam, by wiedzieć jeszcze więcej 🙂

”Rada”

Kynologia to fascynująca dziedzina. Jest w niej wszystko: geografia, historia, kultura i to od starożytności po dzisiejszą sytuację polityczną danego regionu (właśnie! jest w kynologii także polityka…), są zwierzęta, a jakże, bez nich, a przede wszystkim bez psów 🙂 nie byłoby kynologii. I są w niej ludzie… Jak z większością innych rzeczy, jakość kynologii, tej kynologicznej kultury zależy od ludzi. Pamiętajcie o tym, kiedy następnym razem jakiś głupek będzie pisać bzdury, czy to ”użytkowych cechach” danej rasy, ”prawidłowym temperamencie”, czy o tym, że ”jest tylko jedno, jedynie słuszne stowarzyszenie” albo ”jedynie słuszna federacja stowarzyszeń”. W kynologii dzieje się mnóstwo i to nieustannie. Dlatego warto jest wyjść poza ”mUndrości” z zamkniętych fejsbukowych grupek, na których rolowane są ciągle te same ”tezy” i ”opinie”. Dobrze jest samemu poszukać informacji o rasie, która nas interesuje. W ten sposób właśnie można dowiedzieć się o rzeczach, o których nikt wam na tych smętnych grupkach ani nawet podczas ”wizyty w hodowli”, nie powie – bo po co macie ”za dużo” wiedzieć?

Szukajcie informacji na własną rękę, nie chodźcie na skróty, we własnym zakresie poszerzajcie horyzonty, bo tylko tak będziecie odporni na głupotę innych. Głupotę, która, niestety, czasem jest cholernie zaraźliwa. I choć może nie uczyni Was głupszymi w tym sensie, że nie poleci Wam w dół ilość punktów IQ, gdy zaczniecie za guru uważać jakiegoś głąba, to może was zubożyć. Zubożyć o wiedzę, której za sprawą zapatrzenia w guru-głąba, nigdy nie posiądziecie. Wyłamujcie się ze schematu, który coraz częściej nie pozwala ”fejsbukowym kynologom” na samodzielne obsługiwanie wyszukiwarek internetowych, w związku z czym, o wszystko teraz pytają na, a jak 😉 na fejsbukowych grupach ”kynologicznych”… Bądźcie samodzielni. Nie pożałujecie 🙂

Tekst powstał min. w oparciu o informacje i uwagi zawarte na następujących stronach;

http://www.cafibbrasil.com/inicio.html

https://www.youtube.com/channel/UCkm-4IrtYKQ0kkPJPP3zBkg

http://www.dog-pictures.co.uk/dog-pictures/rescue-operation-fila.shtml

http://www.canilcaramonan.com.br/historia/

https://pt.wikipedia.org/wiki/Original_fila_brasileiro

https://www.facebook.com/originalfilabr/

https://www.youtube.com/channel/UCVtc4o-fqsCjgYmYTkT1AUw

https://pt.wikipedia.org/wiki/Alaunt

https://en.wikipedia.org/wiki/Alaunt

https://pl.wikipedia.org/wiki/Alanowie

http://www.caodegadotransmontano.org.pt/site_i.php?menu=1

http://sobraci.com.br/index.php

https://sniffingthepast.wordpress.com/2012/02/23/slavery-and-dogs-in-the-antebellum-south/

https://www.theroot.com/did-dogs-really-eat-slaves-like-in-django-1790894866

https://en.wikipedia.org/wiki/Slavery_in_Brazil

https://en.wikisource.org/wiki/Brazilian_and_United_States_Slavery_Compared

https://www.hoplofobia.info/bron-palna-w-brazylii/

Fragmenty pochodzące z portugalskojęzycznej strony Wikipedii poświęconej Original Fila Brasileiro https://pt.wikipedia.org/wiki/Original_fila_brasileiro zostały przetłumaczone przeze mnie, stanowią więc tłumaczenie tekstu zawartego na ww stronie. Pozostałe informacje pochodzące z portugalskojęzycznych źródeł także przetłumaczone zostały przeze mnie, jak i te ze źródeł anglojęzycznych.

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora oraz ”parafrazowanie” tekstu bez odnoszenia się do źródła, są zabronione. 

https://kulturakynologiczna.home.blog/

www.facebook.com/zuzpasjaodogoargentino

”UMOWA SPRZEDAŻY” CZYLI KIEDY ZGŁOSIĆ POLICJI GROŹBY W RODZAJU ”PRZYJEDZIEMY I ZABIERZEMY CI PSA” ORAZ ”FAJNIE, FAJNIE, ŻE TAK WALCZYSZ O TE BADANIA, ALE WIESZ, W TYCH USZACH TO LEPIEJ NIE GRZEB”

12784522_939706079476536_175874937_n

Na grupie Dogo Argentino Polska (Poland), lincz właścicielki psa, która ośmieliła się upublicznić film:

https://www.facebook.com/alex.xyzn/videos/g.300344586722991/1024202477654656/?type=2&theater przedstawiający psa, u którego rozpoznano ”rozwijającą się dysplazję stawów łokciowych na skutek nieprawidłowego procesu kostnienia śródręcznego”.

capture-20160320-105218

karta info wizyty oli pies fa

UMOWA SPRZEDAŻY

Wbrew twierdzeniom osób, które tak chętnie zabierają głos w dyskusji dotyczącej psa pani Oli, wyjaśnić należy, że umowę sprzedaży rzeczy ruchomej (np. psa) zawrzeć można w trzech możliwych formach; ustnej, pisemnej i dorozumianej. W formie pisemnej umowę sprzedaży sporządza się dla przyszłych celów dowodowych, ale konieczna jest ona jedynie w przypadku sprzedaży nieruchomości. Dokument stwierdzający fakt zaistnienia dwustronnej czynności prawnej, którego zdjęcie na forum ww publicznej grupy, udostępniła właścicielka psa i które ja wklejam w tym miejscu

umowa oli forte apache (2)

składa się dwóch części. Pierwsza to potwierdzenie formy ustnej umowy sprzedaży, czyli zapłata i wydanie rzeczy (Jak wynika ze sfotografowanej treści, zapłatę przyjęto, a rzecz wydano). Do czynności dwustronnej doszło, gdyż kwota została przyjęta i nastąpiło fizyczne wydanie rzeczy, czyli psa rasy Dog Argentyński o cesze indywidualnej, którą stanowi nr chip zwierzęcia -pani Oli psa wydano. I nie jest istotne, że na sfotografowanym przez właścicielkę zwierzęcia dokumencie nie ma informacji kto z imienia i nazwiska za psa zapłacił, bo wyraźnie napisane jest jakiego konkretnie psa (oznaczonego indywidualnym nr. chip, dodatkowo potwierdzonym w lecznicy weterynaryjnej, w której dokonano rozpoznania ”rozwijającej się dysplazji stawów łokciowych na skutek nieprawidłowego procesu kostnienia śródręcznego”) wydała druga storna umowy. Częścią drugą tego dokumentu stwierdzającego fakt zaistnienia dwustronnej czynności prawnej jest zobowiązanie dostarczenia rodowodu, z czego nie wywiązała się strona, która przyjęła sumę 4 tysięcy złotych i psa wydała nabywcy. Rodowód byłby jedynie dodatkowym potwierdzeniem faktu, iż prawo własności przeszło na właścicielkę psa, z chwilą, w której za niego zapłaciła, a druga strona wydała jej zwierzę. Wniosek jest więc prosty: jeżeli ktoś właścicielce nieszczęsnego psiaka grozi, że go jej odbierze, powinna ten fakt zgłosić policji.

W skrócie:

Odnośnie umów sprzedaży zapamiętaj sobie drogi czytelniku co następuje (za http://www.przewodnikprawny.pl/umowa-sprzeda-y-ruchomo-ci/):

Umowa sprzedaży ruchomości może być zawarta w formie dowolnej, np. ustnej, pisemnej, a także w sposób dorozumiany. Przepisy nie wprowadzają w tej kwestii żadnych ograniczeń”.

Ustalenie ceny sprzedaży stanowi jeden z przedmiotowo istotnych elementów umowy sprzedaży ruchomości. Cena wyrażana jest w postaci określonej kwoty pieniędzy lub poprzez podanie sposobu jej wyliczenia.

Podstawowym obowiązkiem sprzedawcy jest przede wszystkim przeniesienie na kupującego własności określonej rzeczy ruchomej oraz jej wydanie. Do przeniesienia własności dochodzi w zależności od rzeczy bądź to przez podpisanie umowy sprzedaży (rzeczy oznaczone co do tożsamości) bądź to przez przeniesienie faktycznego posiadania rzeczy na kupującego (rzeczy oznaczone co do gatunku oraz rzeczy przyszłe). Wydanie ruchomości ma zazwyczaj miejsce podczas zawarcia umowy lub też w innym terminie określonym w treści umowy. Ponadto sprzedawca ponosi odpowiedzialność względem kupującego, jeśli sprzedana rzecz obciążona jest wadami fizycznymi lub wadami prawnymi.

Obowiązkami kupującego, które wynikają z treści umowy sprzedaży ruchomości, są zapłata ustalonej ceny oraz odbiór rzeczy.

Do zapłaty ceny dochodzi najczęściej przy zawieraniu umowy”.

Skutkiem zawarcia opisywanej umowy jest przeniesienie własności ruchomości na kupującego, który staje się nowym właścicielem nabytej rzeczy. Po zawarciu stosownej umowy sprzedawca zobowiązany jest do wydania, zaś kupujący do odbioru przedmiotowej nieruchomości oraz do zapłaty sprzedawcy ceny w umówionej wysokości. Co więcej, sprzedawca odpowiada za wszelkie wady fizyczne lub prawne, jakimi obciążona jest zbyta rzecz ruchoma. Z tytułu wady rzeczy sprzedanej kupującemu przysługuje uprawnienie do odstąpienia od umowy lub obniżenia ceny”.

Z chwilą, w której stajesz się właścicielem psa nikt, włącznie z hodowcą, który go wyhodował, nie ma prawa narzucać ci ani ”metod leczenia”, ani ”lekarza prowadzącego”. To wszystko są twoje wybory, za które ty ponosisz odpowiedzialność.

Raz jeszcze wklejam wam link http://www.przewodnikprawny.pl/umowa-sprzeda-y-ruchomo-ci/ przeczytajcie CAŁOŚĆ ZE ZROZUMIENIEM, zanim zaczniecie czytać idiotyzmy wypisywane przez ”znawców rasy” na grupie ”Dogo Argentino Polska (Poland)”.

ODDAM W DOBRE RĘCE” CZYLI UWAŻAJ ZANIM PRZEJEDZIESZ NA CZERWONYM ŚWIETLE

Znajdujesz w necie ogłoszenie ”Oddam szczeniaka/psa w dobre ręce” i myślisz ”O, jaka fajna okazja, dzwonię pod numer z ogłoszenia”. Long story short, dzwonisz pod numer podany w ogłoszeniu, potem jedziesz na spotkanie z osobą oferującą w ogłoszeniu ”oddanie psa”, a potem ta osoba odwiedza ciebie, ”żeby sprawdzić w jakich warunkach pies będzie żył”… Wszystko jest fajnie. Przez jakiś czas… Aż… nagle okaże się, że ”wystąpił problem” i hodowca ogłosi ci, że postanowił ci psa odebrać.

Może być tak, że w ogłoszeniu oferowany będzie szczeniak, może być tak, że przedmiotem ogłoszenia będzie zwierzę dorosłe… Możecie tzw hodowcy dać się nabrać na ”oddam w dobre ręce” szczeniaka, ”psie dziecko”, stanowiące ”zagadkę” (‚nie wiadomo co z niego wyrośnie’) albo zdecydujecie się zająć dorosłym psem, ze wszystkimi tego konsekwencjami (wyrobionymi wcześniej nawykami psa, deficytami dotyczącymi socjalizacji, kłopotami zdrowotnymi itp. itd.). Osoba oferująca ”oddanie w dobre ręce” pewnie wcześniej was ”sprawdzi”, mniej więcej podobnie, jak jakaś tzw fundacja, z pomocą której czasem adoptuje się psy, koty i inne zwierzęta towarzyszące. Zarówno w przypadku szczenięcia jak i psa dorosłego będziecie ponosić określony koszty finansowe. Odkąd pies zostanie wam ”oddany”, będziecie wydawać swoje pieniądze na odpowiednią karmę, opiekę weterynaryjną, szkolenia (szczenięta powinny być odpowiednio socjalizowane, natomiast dorosłe psy trzymane w hodowlanych kojcach, często mają spore deficyty związane z brakiem wystarczającej ilości tzw kontaktu z człowiekiem, odpowiedniej socjalizacji i nierzadko trzeba z nimi ”przepracować” te ”problemy”…), być może nawet wystawy… Aż któregoś dnia zadzwoni do was ”wasz” tzw hodowca albo pojawi się na progu waszego domu lub mieszkania i powie wam, że chce SWOJEGO psa z powrotem

Zastanówcie się, zanim dacie się wkręcić w problem, dlaczego tzw hodowca miałby ”oddawać psa w dobre ręce”? Przecież może psa; sprzedać, zaproponować umowę współwłasności, tzw warunek hodowlany albo umowę adopcyjną, dlaczego więc, po co miałby ”oddawać psa w dobre ręce”? 

A teraz wyobraź sobie, że masz ileś tam psów, wszystkie musisz utrzymać (wykarmić i zapewnić im opiekę weterynaryjną, na co najmniej bazowym poziomie -koszt obowiązkowych szczepień) i poświęcić czas, by dać im odpowiednią ilość ‚ruchu na świeżym powietrzu’, generalnie zająć się nimi. Wiesz, musisz je socjalizować i dbać, by w hodowlanych kojcach nie zapomniały co to znaczy być psem…

Można psa/psy ”oddać na hotel”, ale zastanów się drogi czytelniku, ile kosztuje doba tzw hotelowania psa? Można też wynająć kogoś -czytaj PŁACIĆ komuś za opiekę nad psami…

Ale może nie masz na to wszystko kasy?

Może nie masz na to wszystko czasu?

A może nie masz ani kasy ani czasu (tak bywa, kiedy żyje się z psów…)? Dodatkowo socjalizację 24/7 zapewnić mógłby tylko naprawdę oddany opiekun…

Rozumiesz już?

Nabicie w butelkę naiwniaka jest znacznie bardziej opłacalne od ”hotelowania”… No i kto, jak nie oddany opiekun, któremu wydaje się, że Pana Boga z nogi chwycił, będzie tak o psa dbał?

Oddam w dobre ręce” bez jakiejkolwiek z ww umów powinno być sygnałem ostrzegawczym. Ludzie naiwni dają się nabrać na takie oferty. Zawsze są chętni do żerowania na niewiedzy, braku doświadczenia i zwyczajnej naiwności.

Może się okazać, że szczeniak ”interesująco wyrósł” i tzw hodowca zechce go pod jakimś pretekstem odebrać, bo skończą się jego problemy, te które skłoniły go do oddania psa lub by wykorzystać go w hodowli albo sprzedać. I to od razu taki fajny ”produkt”, gotowy, ułożony, zsocjalizowany i zadbany… Jeżeli nie chcesz sobie fundować problemu, trzymaj się z dala od ofert w rodzaju ”oddam w dobre ręce”.

Weźmiesz psa w tzw dobrej wierze, przekonany, że hodowca wraz ze zwierzęciem przekazał ci prawo własności psa, wytworzysz z nim więź i będziesz ponosił koszty jego utrzymania, a potem, nawet po roku czy dwóch, okaże się, że musisz babrać się w sądową sprawę, w której jesteś oskarżony o ”przywłaszczenie”, bo tzw hodowca będzie twierdził, że psa przekazał ci tylko ”na jakiś czas”, ”na przechowanie”, no i przecież nie masz żadnych dokumentów, włącznie z rodowodem, w którym jako właściciel wpisany jest hodowca…

Chcesz unikać dramatów? PILNUJ UMOWY. I pamiętaj, jeżeli ktoś jest rzetelnym hodowcą, ma porządek w dokumentach. Jeżeli więc przyjeżdżasz po odbiór psa i nie czeka na ciebie umowa, to sobie odpuść ”zakup”, zanim zaczniesz żałować, że ”uwierzyłeś na słowo”.

NA MARGINESIE

Jeżeli tzw hodowca znaczną część czasu spędza przed ekranem kompa, jedząc śmieciowe jedzenie albo popijając piwko, to nie ma możliwości, by wszystkim swoim psom zapewnił tę dzienną, normalną (wydawałoby się) dawkę ‚kontaktu z człowiekiem’ i ‚ruchu na świeżym powietrzu’ czyli by robił to, co robią osoby posiadające tylko jednego, dwa, może nawet trzy psy. Policz sobie drogi czytelniku ile psów jednorazowo miewają w swoich hodowlach rekordziści… Doba jest zbyt krótka, by z każdym z licznego stada psów spędzić wystarczającą ilość czasu i poświęcić mu dość uwagi, by wychwycić np. rozwijające się problemy z aparatem ruchu… Inaczej wygląda opieka nad jednym, dwoma ewentualnie trzema psami, z którymi spędzają czas tzw zwykli właściciele (Wyobraźcie sobie ”spacer” z np. 6 psami równocześnie, np. Owczarkami Środkowoazjatyckimi… W hodowli jest 10 albo więcej psów? A ile rąk ma jeden człowiek? Z iloma psami równocześnie, np. Owczarkami Środkowoazjatyckimi albo Fila Brasileiro lub Dogo Argentino, może wyjść na tzw spacer jedna osoba? Ok, nawet dwójka? Ile czasu dziennie poświęcić można jednemu psu ‚wymagającej rasy’?). W hodowli nie można też ”puścić luzem” nawet na zamkniętym terenie, wszystkich psów razem, ”żeby się wybiegały”, bo w hodowlach zwierząt się nie kastruje i o ”zgrzyt” bardzo łatwo… Co z tego wynika? To, że psy miewają braki socjalizacyjne, ale co chyba jeszcze bardziej smutne, jeżeli pies, szczególnie młody i pełen energii z kojca wychodzi dwa razy w tygodniu, to nawet jeżeli ma poważny problem ze stawami i po prostu jest dysplastykiem, na spacerze ”wystrzeliwuje” i hasa, dokąd nie zacznie czuć się źle

4 LATA

Ponad cztery lata, najpierw pytań ”na odległość”, przez internetowe fora o ”To jak to jest z tym słuchem u Dogo Argentino? Przecież są białe, czyli mają skłonność do głuchoty, ktoś coś z tym robi? Bada się w Polsce Dogi Argentyńskie? Kto i czy w ogóle robi BAER TEST swoim psom, zanim je zacznie rozmnażać? Można kupić w Polsce szczeniaka po BAER TEST?”? I potem już ”na żywo”, prosto w oczy osobom, które rozmnażają psy z rodowodami ZKwP, tzw hodowcom, kiedy ich poznawałam podczas kolejnych wystaw…

Ponad cztery lata ”znajomości” z niektórymi z ”czołowych” hodowców argentyńczyków, ale i kanarów… Ponad cztery lata oglądania psów i uczenia się ile z tych wielogodzinnych rozmów ”na żywo”, przez telefon i fejsbukowy czat, rozmów o ”dobru rasy”, ”doświadczeniu” i ”błędach innych hodowców”, znajduje odzwierciedlenie w rzeczywistości, czyli działaniach ludzi roszczących dziś sobie prawo do nazywania ich hodowcami przez duże ”H”. Ponad cztery wśród tzw miłośników psów znaczenia badań dzięki którym eliminuje się z hodowli osobniki kalekie. Propagowania wśród Nabywców, klientów tzw hodowców psów rasowych, zrzeszonych przede wszystkim w największym stowarzyszeniu osób związanych z rozmnażaniem rasowych psów w Polsce, czyli w Związku Kynologicznym w Polsce, świadomości dlaczego badania słuchu u Dogo Argentino i innych ”białych ras” oraz ”merli” są ważne i rozwijania w nich przekonania o potrzebie rzetelnej wiedzy na temat jakości słyszenia osobników używanych w hodowli/ rozmnażanych. Tzw hodowcy niby wiedzą, że to ważne, ale nie bardzo coś konkretnego z tą wiedzą chce im się robić. Rzecz jasna, są wyjątki, ale te wyjątki są ciągle bardzo wyjątkowe… Dlatego to Nabywca musi wywierać presję, by dostać produkt -w końcu w Polsce zwierzę jest rzeczą i tzw hodowcy dokładnie tak je traktują- możliwie najwyższej jakości -czytaj psa wolnego od kalectwa.

Ponad cztery lata, w ciągu których od ”forumowych znajomości”, wynikających z aktywności na forum w wątkach takich jak ten: http://www.molosy.pl/showthread.php?t=24149 (to tak a propos tego kto kogo ”lansował” i kto, i kiedy pod kogo się ”podczepił, wyczuwając okazję” do zostania ”ikoną zmian”, która tyle wniosła…) i ”to samo, ale po korekcie” http://www.molosy.pl/showthread.php?t=24341 lub ten http://www.molosy.pl/showthread.php?t=24509 albo ten http://www.molosy.pl/showthread.php?t=24349, z niektórymi tzw hodowcami Dogów Argentyńskich i Kanaryjskich, przeszłam przez ”klimaty” od ”A kim ty jesteś, że w ogóle śmiesz mi zadawać pytania na temat mojej hodowli?! Weź coś wyhoduj, a potem się mądrzyj”, do ”Pojedź ze mną na wystawę, bo nie znam angielskiego i wiesz…” i… z powrotem.

Ponad cztery lata, w ciągu których (mówiąc delikatnie) łaszono się do mnie, prosząc o opinię na temat psa po to, by niejednokrotnie ”obrazić się na amen” i ”wyzwać” mnie od ”teoretyków”, bo ”Co ty wiesz, przecież nawet nie masz psa!?” (Przypominam ”hodowcom”: nie trzeba mieć psa, by wiedzieć rzeczy zupełnie podstawowe: https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2013/09/21/dog-argentynski-morfologia-i-anatomia-psa-wzorzec-rasy/).

Cztery lata, podczas których usiłowano mi wcisnąć psy i dla swojego ”pijaru” wykorzystywano fakt, że na swoim kanale na Serwisie YouTube dokumentuję wystawy (Jeżeli ktoś kiedykolwiek myślał o tych materiałach jako o ”promowaniu hodowli” to jest mi bardzo przykro ponieważ ”promować hodowlę” mogłabym jedynie wtedy, gdyby a) płacono mi za to b) psy wchodzące w skład jej rozpłodowego stada byłyby przebadane pod kątem wykluczenia jednostronnej głuchoty, dysplazji stawów biodrowych i łokciowych, a sama hodowla prowadzona byłaby legalnie czyli zgodnie z art. 10 Ustawy o Ochronie Zwierząt. Preferowanie określonego fenotypu i wymienianie i imienia i przydomka psów, które wyglądają jak Dog Argentyński, a nie jakieś białe wypłosze, nie jest ”promocją”).

Cztery lata, przez które tzw hodowcy, z ”klubu zazdrośników” sugerowali, że inni hodowcy, tzw ”bliżsi znajomi” płacą mi za to, bym ‚promowała’ ich hodowle. Nie, oni sobie czasem wzajemnie płacili, np. kiedy osoba X robiła stronę internetową osobie Y itp. Mnie, za jednoznaczne wyrażanie opinii odnośnie fenotypu poszczególnych psów ‚płacono’ hejtem tzw hodowców, którzy czuli się pokrzywdzeni, tym że nie pieję z zachwytu nad ich ”dokonaniami” hodowlanymi. Cztery lata, jak to jeden z obrażonych znajomych, rozmnażający nieprzebadany argentyny, ostatnio określił ”wprowadzania mnie w tajniki hodowli” -włącznie z oglądaniem importowanych z … psów, które na warszawskie cargo przylatywały z całymi uszami, a potem ”coś” się im w te uszy ”robiło” i dziś (one też) uszy mają cięte… I cztery lata, w ciągu których przekonałam się, że czas leci i nic się nie zmienia, nieprzebadane psy nie są niechlubnymi wyjątkami, a normą…

Cztery lata podczas których ludzie początkowo uważani przeze mnie za ”tkniętych przez Boga” jakąś taką niesamowicie pozytywną energią/umiejętnością/wrażliwością (niepotrzebne skreślić) udowodnili mi -ale co smutniejsze sporej części osób, które zaufały im, że są profesjonalistami w tym co robią, nabyły od nich psa i dziś mają problem- że teraz tzw kynologią w Polsce parają się głównie osoby o wątpliwej etyce i niestety krótkim rozumku, który sprawia, że ciągle nie mogą nauczyć się, że ”hodowla” na psach, o których jakości słyszenia niczego się nie wie (zero BAER TEST wpisanego w rodowód psa) i których stanu stawów biodrowych i łokciowych nie zna się (zero badań RTG i wyników wpisanych w rodowód psa), to po prostu rozmnażanie jakichś psów.

Podobno rozmnażane/używane w planach hodowlanych są osobniki ”najlepsze”. Tylko, że ta najpopularniejsza wśród osób związanych z rozmnażaniem psów, ”najlepszość” nie wynika z tego, że dany hodowca w swoim hodowlanym planie używa jedynie osobniki wolne od kalectwa (np. jednostronnej głuchoty -BAER TEST, dysplazji stawów HD i ED, chorób serca, nerek, oczu), tylko z tego, że psy na podstawie WYGLĄDU (niejednokrotnie sprawiającego, iż trudno uwierzyć, że dany pies jest przedstawicielem rasy ”Dog Argentyński” a nie np. (niedożywionym) ”Pointerem”… ) za ”najlepsze” uznał jakiś sędzia kynologiczny albo 3ech (góra 10u) sędziów… Tu nie ma niczego ”naukowego”. To są tylko subiektywne i w zatrważającej większości przypadków, niepoparte dowodami w postaci wyników badań, ”odczucia” tzw sędziów kynologicznych i samych hodowców. Dodajmy, że sędziów którzy coraz częściej nie widzą (może JUŻ nie widzą, bo zbyt się do kalekich psów i ich sposobu poruszania się przyzwyczaili) kłopotów z aparatem ruchu u psów, którym przyznają hodowlane uprawnienia (a wielu sędziów równocześnie jest lekarzami weterynarii…)…

Cztery lata znajomości, po których dziś został jedynie niesmak, bo dzisiejsze gwiazdeczki kynologicznego fejsbuka nie znoszą, kiedy im się ”wypomina”, że robią z gęby cholewę, zachwalając zaskakującymi, każdego kto zna wzorzec Dogo Argentino, komentarzami, psy oszustów znanych z afer związanych z tzw odbieraniem psów nowym właścicielom pod pretekstem ”nie wywiązywania się” przez nich z umów, albo współpracy z pseudohodowlami itp. Ale to ”normalne”, kiedy ktoś żyje z psów, karmi je najtańszą karmą i generalnie nawet książeczki zdrowia ‚pożycza’ od znajomych, żeby wprowadzić psa na wystawę… Nie powinno dziwić, że ”trzepacze postów” na tzw specjalistycznych fejsbukowych grupach, jako znawcy i hodowcy istnieją głównie dlatego, że maja tupet, robią ”ładne” zdjęcia, które jak szaleni lajkują im ich znajomi i na pamięć znają rodowody psów (sztuka, która imponuje tylko chwilę, w końcu każdy może sięgnąć do np. tej bazy: http://worldpedigree.clubdogocanario.ru/). A i jeszcze ”ładnie piszą” o tym, czego kiedyś dowiedzieli się od kogoś, kto kiedyś ”coś znaczył” w hodowli ”ich rasy” albo dlatego, że czasem użyją na fejsbukowej grupie ‚brzydkiego wyrazu’, który powoduje, że w oczach czytających ”stają się bardziej wiarygodni w odbiorze”. W realu prawda wychodzi na jaw.

Spece od fejsbukowej pisaniny sami dopuszczają się zaniedbań w wyniku, których tzw linie w poszczególnych rasach obciążone są dysplazją, rozszczepem podniebienia, głuchotą itp… Na szczęście np. ww rosyjska baza danych dotycząca Dogo Canario/Presa Canrio jest znacznie bardziej rzetelnym źródłem informacji na temat dysplazji u psów wyhodowanych przez popularnych na fejsiku hodowców i zaglądając do niej, można dowiedzieć się znacznie ciekawszych, a przede wszystkim szokujących i niestety prawdziwych informacji o stanie bioder i łokci niektórych z polskich psów (A przecież są jeszcze pozostałe stawy… )…

Przez ponad 4 lata mówiono mi ‚fajnie, że walczysz o badania w Dogo Argentino’. I co? To z czego wielokrotnie robili mi zarzut tzw państwo ”hodowcy” i ich klakierzy: ja hodowcą nie jestem, więc to nie ode mnie zależy to, jak często używane do rozrodu są zwierzęta kalekie z powodu jednostronnej głuchoty, dysplazji i innych schorzeń. A były, są i pewnie będą używane w tzw ”planach hodowlanych” dogo z ”niedosłuchem”, dysplazją i te ‚mocno przekazujące’ inne schorzenia, tak jak sporo jest np. dysplastycznych kanarów, bo nie nastąpiło ”pospolite ruszenie” i dziś komplet BAER, HD&ED u psów hodowlanych w rasie Dog Argentyński, zanim zrobi z nich rodziców szczeniąt, to EWENEMENT.

Ile polskich Dogów Argentyńskich, używanych w tzw programach hodowlanych jest psami po BAER TEST, których wyniki są dostępne dla Nabywców zainteresowanych kupnem po nich szczeniąt? Jak dużo, wśród psów z ‚uprawnieniami hodowlanymi’ jest tych definitywnie wolnych od jednostronnej głuchoty?

Wciąż, po ponad 4ech latach tego ”ale fajnie, że walczysz o te badania”, na palcach jednej ręki można policzyć hodowle pracujące na przebadanych psach. (I tak zawyżyłam, bo, skorygujcie mnie, jeżeli się mylę, ale TYLKO JEDNA HODOWLA w Polsce robi dziś komplet BAER, HD&ED u psów hodowlanych, zanim zrobi z nich rodziców szczeniąt). Wyników ”czołowych czempionów” nie można się doprosić od tzw hodowców, zwłaszcza tych z największym tupetem, bo ich po prostu nie ma.

Ja wiem co mam na podwórku” -to jest odpowiedź, która sprawiła, że kiedy kolejny raz usłyszałam ją, kiedy telefonicznie informowałam znajomą osobę będącą hodowcą DA, że ”biorę się za uszy, za kopiowanie i te ”zaświadczenia” o ”leczniczym kopiowaniu” i chcę, żeby to była wiedza, którą masz ode mnie, a nie z ZKwP”, zachciało mi się rzygać. Ale generalnie napinka na ”jestem hodowcą” i ”odpie…l się ode mnie”, jest zaje potężna… Tylko nie wiem z czego, poza tupcierstwem, wynika. Wystarczy zobaczyć ile z psów urodzonych w ostatnich latach w Polsce (rzadziej tych do Polski sprowadzonych -przy okazji: np. Włochy=zakaz cięcia, Węgry=zakaz cięcia -macie problem) ma uszy zmienione zabiegiem chirurgicznym… BAER TEST nie ma, ale uszy stoją… Symetrycznie zmienione ”korektą po pogryzieniu przez inne zwierzęta” albo ”plastyką po ranach szarpanych głowy i uszu”… To są zarówno psy niewchodzące w skład stad hodowlanych polskich hodowli, psy poszczególnych ”zwykłych Kowalskich” i ”speców” od DA, tych co to się ich yorki żon nie słuchają albo panienek, które lubią sobie zrobić słit focię z ”ładnym”, białym pieskiem, jak już skończą paznokcie malować, ale i psy będące w rękach osób związanych z ”amatorskim” rozmnażaniem psów, tzw hodowców…

Ile psów z uszami w nienaturalnym kształcie, z uszami nienaturalnie stojącymi ma za sobą BAER TEST i prześwietlenie bioder i łokci -to w przypadku Dogo Argentino albo tylko prześwietlenie, kiedy chodzi o Dogo Canario/Presa Canrio? Psy warto było poddać narkozie, by w wyniku jakiegoś chirurgicznego zabiegu (”korekta po pogryzieniu przez inne zwierzęta”? ”plastyka uszu w wyniku ran szarpanych głowy i uszu”? ”leczenie krwiaka ucha”? ”odmrożenie”? -się przekonamy…) kształt ich uszu uległ zmianie, ale nie było warto ich zwiotczyć, by dowiedzieć się czy obustronnie słyszą… Nawet w późniejszym wieku, kiedy chodzi o dysplazję. Ile z tych psów z uszami w nienaturalnym kształcie ma komplet BAER, HD i ED? Ile jest takich Dogów Argentyńskich? Zapytajcie hodowców…

Ilu hodowców ma -wydawałoby się- zupełnie naturalny odruch, kiedy są ”pomawiani”, że to z ich winy dany pies jest dysplastyczny, gdyż użyli w swojej hodowli osobników wręcz obciążonych dysplazją lub też ”tylko” zwierząt nieprzebadanych, automatycznego publikowania na Serwisie Facebook, opisanych przez weterynarza będącego chirurgiem lub radiologiem (nie ma w weterynarii specjalizacji ”ortopeda” i lekarze o wspomnianych specjalizacjach, dokształcając się we własnym zakresie, stają się kompetentni, by pomagać w diagnozowaniu, leczeniu, a w praktyce ‚zaleczaniu’ np. dysplazji i dalszym prowadzeniu obciążonego schorzeniem psa) zdjęć RTG wraz z opisem (diagnozą) stawów rodziców psa, o którym w danym przypadku mowa? Wybaczcie drodzy czytelnicy, że nie podam wam przykładu takiego zachowania, po prostu nie przypominam sobie takiej reakcji wśród hodowców Dogo Argentino lub Dogo Canario/Presa Canario, a przecież, jak pokazały ostatnie dni, ”przypadki” są https://www.facebook.com/alex.xyzn/videos/g.300344586722991/1024202477654656/?type=2&theater

Z zapomnianej już dziś akcji ”BAER dla Dogo Argentino” skorzystała garstka osób i to wcale nie dlatego, że ”tak trudno było się umówić”, po prostu nikomu nie zależało na tym, by wiedzieć jaki jest wynik BAER TEST jego psa/psów. Suka, która miała być kryta pochodzącym z Włoch reproduktorem, której właścicielka zdecydowała się skorzystać z możliwości przeprowadzenia badania za 50zł, okazała się półgłucha i z krycia hodowla się wycofała. Dlaczego? Bo po badaniu ”zostaje ślad” i Nabywcy szczeniąt z kojarzenia, w którym jedno z rodziców ma stwierdzoną jednostronną głuchotę, mogliby mieć podstawy do nazwania tzw hodowczyni ”nieprofesjonalną”. Tak, badań u psów nie robi się dlatego, że ”zostaje po nich ślad” i nie można udawać, że ”ojejku, nie wiedziałam”. A jak kryjesz nieprzebadanym repem, to hulaj dusza piekła nie ma -przecież nie ma wyniku, nie ma śladu, może się upiecze…

Po tych czterech latach wciąż było dla mnie zaskakujące, że osoby podobno tak ”obeznane” w psach typu presa są tak niekonsekwentne nawet w teoretyzowaniu o psach (Szkoda, że nie uchroniło to ich ”obeznanie” i praktyka” (sic!) rozmnażanych przez te przypadki zwierząt przed różnymi schorzeniami, widać teoria nie musi iść w parze z praktyką [a praktycznie to się okazuje, że u tzw hodowców teoria tylko teoretycznie ma wpływ na praktykę i znajomość rodowodów, robienie foteczek i pisanie postów na FB nie wystarczy, żeby być hodowcą]). Raz piszą jedno, innym razem coś zupełnie odwrotnego i kiedy prześledzić ich działalność, na jaw wychodzi, że choć tak mądrzą się na temat wzorca rasy albo żywienia, nie dość, że same wyhodowują coś skrajnie od tego wzorca odbiegającego, dopuszczają się szeregu zaniedbań w wyniku których psy mają albo deficyty psychiczne (co nie przeszkadza rozmnażać np. osobników skrajnie tchórzliwych, bo na tzw testy psychiczne osoby takie przyprowadzają inne psy niż te zgłoszone, czy też nienormalnie agresywnych) i fizyczne, od krzywicy po dysplazję i inne zwyrodnienia. Ale ci tzw hodowcy i fejsbukowi trzepacze postów w przeprowadzaniu linczu na właścicielach kalekich psów są świetni. Nigdy nie zawodzą.

Można się nie zgadzać, mieć inne podejście do tego co jest najistotniejsze w fenotypie psa i mimo to ”różnić się pięknie”. Ale należy być konsekwentnym w kwestiach kluczowych. Można więc dziwić się i to zdziwienie wyrażać (”Ej, sorry, ale rok temu śmiałaś/łeś się z tego, że X prowadza po ringu coś takiego, a teraz robisz mu/jej reklamę i uwiarygadniasz go/ją takim a nie innym komentarzem. I ty to tak na serio?” -kiedy ktoś, kogo ma się za ”znawcę” właśnie zachwyca się jakimś koślawym wypłoszem, bo ”chce, żeby ją/go wszyscy lubili”). Można też odciąć się od tzw środowiska, kiedy to ”zmęczone”’ jest tym, ”ale ty tak walczysz o te badania i taka pamiętliwa jesteś, a ja chcę, żeby wszystkim miło było”. Ale kiedy tzw ”środowisko” kryje skandal dotyczący szalejącej u psów z danej hodowli dysplazji, który okazuje się być tylko czubkiem góry lodowej, bo dysplazja w danej rasie nie jest czymś wyjątkowym, w więcej niż w jednej hodowli (jest tak popularna, że cudem byłoby krycie typu pies i suka A & 0/0 -no dobra, nawet B i ”jedynki”), nie można udawać, że wszystko jest ok, nic się nie dzieje i wmawiać sobie, że wciąż tylko ”różnimy się pięknie”.

Kiedy ktoś kryje psy bez kątów, ledwo się poruszające kaleki nie można go klepać po pleckach ”ale jesteś zaje”. Każdy kto ukrywa przed potencjalnymi Nabywcami szczeniąt prawdę o ”stylu” ”pracy hodowlanej” w danej tzw hodowli i dopinguje tzw hodowcę, który świadomie rozmnaża psy nieprzebadane albo przebadane-kalekie i swoim działaniem uwiarygadnia tego tzw hodowcę jest…

Oburzające jest, że tzw hodowcy i posiadacze, choć wiedzą ile kalekich psów ktoś wypuścił od siebie w świat czy to sprzedał je Nabywcom, czy innym hodowcom albo jak bardzo zaniedbał swojego argentyna czy kanara albo majorkę, azjatę czy innego ”dużego psa”, fundując mu drastyczne problemy z aparatem ruchu, wciąż pieją nad ”talentami” i ”mądrością” takiej osoby. Ciągle i ciągle uwiarygadniając ją jako tzw hodowcę, ”speca od żywienia” i generalnie ”guru” bez którego działalności świat się zawali. (Wbicie sobie do łba rodowodów psów nie czyni ”hodowcą”, min dlatego, że na ”hodowanie psów” trzeba mieć pieniądze, a nie liczyć, ze się na psach zarobi. Tak samo jak nie jest treningiem przypinanie smyczy do obroży psa i nakazywanie mu by ”ciągnął”, ”żeby sobie masę mięśniową wyrzeźbił”. A co z grzbietem? [Cyklicznie wywoływany, długotrwały ucisk na tchawicę ma bardzo poważne skutki zdrowotne]. Ale, jak to było? Przecież ”co ja wiem”… W końcu ”nie jestem hodowcą i nawet nie mam psa”, a ”i do ZKwP też nie należę” -na szczęście 🙂 I dlatego mogłam ”ugryźć” tabu ciętych uszu…).

Żałośni są ”specjaliści”, którzy nie wpadli na pomysł zamrożenia nasienia tych swoich super-psów (a może wpadli, ale nie mieli kasy na opłacenie jego przechowywania w szwajcarskiej klinice albo współwłaściciel’ka oponował’a?). Tacy mUndrzy, tacy cwani, a młodość psa ”przeminęła z wiatrem” jak i wartość jego nasienia… #zamkinapiasku

To jest niesamowite, jak działa to środowisko. Te ”wojny”, ”wojenki” i ”przyjaźnie”, ”pakty o nieagresji” i ”haki”, ”obrabianie sobie tyłków” i ”przekazywanie informacji”. Ale co zjednoczyło całe to towarzycho? Co sprawiło, że wszyscy oni mogli w końcu znaleźć jeden wspólny mianownik, który wreszcie dał im okazję do generalnego ”pojednania”? Co ”zjednoczyło” Hodowców i kanarów i argentynów? Uszy. I to bynajmniej nie BAER TEST. 

USZYGATE

Wygodnie jest nie wiedzieć pewnych rzeczy. Jeszcze wygodniej jest jak ci jakiś tzw ”autorytet” mówi ”jak życie wygląda” i cię ”zwalnia” z ”szukania informacji”… Zawsze wolałam psy z ciętymi uszami. Przyzwyczaiłam się, to była ”moja estetyka”. No i kurczę, ”Skoro Związek Kynologiczny w Polsce sobie wymyślił, że można przedstawiać te ‚zaświadczenia’ o ‚leczniczym kopiowaniu’, no to chyba można, nie? No w końcu jakby nie było można, to by ktoś z tym coś zrobił, prawda?” –wrong! Jak masa tych ignorantów z ZKwP, nie miałam pojęcia, jak istotną w przypadku uszu jest semantyka… Naprawdę wierzyłam w tę propagandę, że ”jak się psu obetnie fragment ucha to, to mu jakoś medycznie lepiej robi”, że ”to jakoś” go chroni, przed ”czymś” i że istnieje coś takiego jak ”kopiowanie ze względów medycznych”, bo było mi tak wygodnie, bo podobały mi się cięte psy. Tylko ciągle były jakieś problemy z tymi ”zaświadczeniami”… Niby to ”spoko jest” i ”ma problemu”, ale to się nie dodawało z tym, że ktoś ”jedzie na Słowację i psa przy hipermarkecie przekazuje komuś innemu i potem boi się czy mu tego psa oddadzą”… Te wszystkie kombinacje… ”Wiesz, ja to oficjalnie mam psy za granicą cięte, w Hiszpanii, papier nawet taki mam, jakby co”… ”Masz to ‚zaświadczenie’, skseruj sobie, tu graficznie datę zmień i podpis jakiś daj”… Ale nie wnikałam, bo podobały mi się kopiowane psy, więc co mnie obchodziło ”jak to się robi”?

Tylko któregoś dnia, czytając wypociny jednego czy drugiego ”autorytetu”, zastanowiłam się nad tym jak to jest, że psy, które nie mają BAER TEST, mają chirurgicznie zmienione uszy? Jak to jest, że psy z dysplazją stwierdzoną przez weterynarzy też mają cięte uszy, ich rodzice mają uszy cięte, ale nie mają prześwietleń? Jak to jest, że z tym ”legalnym cięciem” musi być jakiś ”specjalny wet, zaufany” i że ”to kosztuje od paru stów do ponad tysiąca pięciuset złotych” i że kto inny tnie, kto inny ”zaświadcza”… Że Ustawa obowiązuje od 1997 roku, a w Nowelizacji z 2012 pojawiło się w szczególności… Więc sobie odpuściłam ”autorytety” i zaczęłam czytać podręczniki dla weterynarzy, szczególnie te fragmenty o kopiowaniu, dysplazji i innych schorzeniach, a przede wszystkim sprawdziłam stan prawny… I nagle się okazało, że trzepiące posty na FB, osoby, które już się ”wyautorytetywowały”, robiąc z gęby cholewę i wypisując bzdety, ”żeby ich wszyscy lubili”, w tym ludzie, którzy skompromitowali się osiągnięciem polegającym np. na uzyskaniu np. galopującej dysplazji stawów w swoich liniach, po prostu opowiadają i wypisują o cięciu uszu swoim psom, totalne kłamstwa i bzdury. (Przy okazji: polecam wam przyjrzeć się uważnie kto unika wszelkich fejsbukowych dyskusji o cięciu uszu… Kto, choć zazwyczaj mądrzy się na każdym kroku, tematów związanych z cięciem unika i się ”nie wychyla”… )

W życiu by mi się nie chciało zajmować tematem USZYGATE gdyby nie ta słaba, naprawdę parszywa reakcja środowiska związanego z psami presa na dysplastyczny skandal z początku zeszłego roku. Super-popularna hodowla i bum: dysplazja -ok, mogło się zdarzyć każdemu, ale to jak zareagowała osoba, która odpowiada za to, że te dysplastyczne psy pojawiły się na świecie, jak zareagowali znajomi tego hodowcy.. To było coś… Tupeciarstwo i przysłowiowe wykręcanie kota ogonem po bandzie. I wszystko ok, nikt nic nie mówi… ”Nic się nie stało”… Dziś mamy powtórkę na grupie Dogo Argentino Polska (Poland): pow ww filmem https://www.facebook.com/alex.xyzn/videos/g.300344586722991/1024202477654656/?type=2&theater, pod tym postem https://www.facebook.com/photo.php?fbid=1025835957491308&set=gm.1018662851557824&type=3&theater i także umieszczonym na tej grupie, postem hodowcy.

Jak wprowadzić do Ustawy o Ochronie Zwierząt zapis mówiący, iż rozmnażanie zwierząt kalekich jest formą znęcania się nad nimi? By rozpocząć drogę najpierw trzeba obnażyć mentalność ”konsultantów” ”konsultujących” projekty ustaw dotyczących stricte psów. Ok, no to złapmy ZKwP za jego achillesową piętę czyli ”zaświadczenia o leczniczym kopiowaniu” i obnażmy ”procedury” od lat działające w tym stowarzyszeniu. Sprawdźmy czy hodowle prowadzone są zgodnie z art. 10 Ustawy o Ochronie Zwierząt -i tu też bida…

Przyznam, że zniesmacza mnie sytuacja, w której tzw hodowcy wypisują do mnie poematy na Facebooku i w smsach, dotyczące kontroli i ”kontroli”, które pojawiają się w ich hodowlach. Uważam, że to do siebie powinni mieć, pretensję jeżeli prowadzą hodowle psów ras uznawanych za agresywne, nielegalnie, bo Art 10 UoOZ nakazuje zarejestrowanie hodowli psów ”z listy”. Męczący jest też schemat, zgodnie z którym wyglądają te żale. Kolejny raz jasno zaznaczam: uważam, że nie jest hodowcą, ktoś kto z pełną świadomością kryje nieprzebadaną BAER TEST sukę rasy Dog Argentyński, której matka była jednostronnie głucha, a o ojcu wiadomo tyle, że jego ojciec dawał w każdym miocie szczenięta z ”niedosłuchem” (biorąc pod uwagę tylko mioty przebadane!). Jest to głupie i pozbawione jakiejkolwiek odpowiedzialności w sensie hodowlanym, szczególnie jeżeli w miocie tej suki była przynajmniej jedna jej zupełnie głucha siostra, a kryjący sukę samiec nie ma BAER TEST, bo ”przecież wiem co mam”. Szczenięta z takiego miotu, zwłaszcza jeżeli wziąć pod uwagę ‚tajemnicę dysplazji’ czyli fakt, że suka, jak i jej partner, jest nieprzebadana, oraz ”czkawkę po babci” czyli min. rozszczepy podniebienia, nie posiadają jakiejkolwiek wartości hodowlanej i powinny zostać wykastrowane oraz koniecznie przebadane i to tylko po to, by ich Nabywcy wiedzieli co mają i ”z czym to jeść”. Smętne jest, że najpierw ”zwierzano się mi” -przy czym ‚nikt nie przystawiał tzw hodowcy pistoletu do głowy’, aby informował mnie o swoim ”planie hodowlanym”, że ”na pewno będziemy badać przed kryciem”, po czym ”wyszło tak, że nie starczyło czasu”.

Po raz kolejny powtarzam: to nie ja do mnie dzwoniłam/pisałam i to nie ja mi dosłownie ”obiecywałam”, że przebadam psy, zanim ich użyję w ”hodowli”, więc nie kumam męczenia mnie żalami, że ”przecież nie trzeba mi się tłumaczyć z planu hodowlanego” i ”przecież nie ma wymogu badania”. Nie pamiętam ile razy powtarzałam, że takie ”plany hodowlane” to ja mam tam gdzie słońce nie dochodzi i mi się nie chce baterii marnować na wysłuchiwanie trucia, które mnie nie dotyczy, bo to nie moje psy i nie moja hodowla. To jest krótka piłka: badania to minimum. Nie masz przebadanych psów? To ”z czym do ludzi”? Rozmnażasz nieprzebadane psy i masz się za hodowcę? Nie zawracaj mi d…

Środowisko fanów kopiowanych uszu nie jest w stanie wybaczyć jednego: konsekwencji. Tak, drodzy ”miłośnicy psów” (z ciętymi uszami, w szczególności), wszystko fajnie, ale mieliście 4 lata na to by zacząć badać swoje psy, a przez cały ten czas tylko mówiliście, że zaczniecie to robić, więc nie możecie się dziwić, że skoro przed samymi sobą ”nie dotrzymaliście słowa”, uważam was za bandę cwaniaków, którzy na fejsiku ”lansują się” jako hodowcy, choć w gruncie rzeczy nie macie opanowanych nawet podstaw teorii genetyki, bo gdybyście mieli choć teorię, wiedzielibyście, że jest bezlitosna. I nawet tacy ignoranci jak ty czy ty powinni skumać, że te ”obrączki” na ogonach i ”łatki przy tyłku” są i będą, bo to po babci, legendarnej PECICY z ”łatą” wywabioną azotem… Tak samo jak rozszczepy… ”Łatki” widzicie, jednostronnej głuchoty zobaczyć nie możecie, a nawet jeżeli wasze psy przejawiają charakterystyczne symptomy, to jak mielibyście je zobaczyć, skoro nie widzicie albo zobaczyć nie chcecie, ewidentnych problemów z aparatem ruchu u waszych psów? Jak chcecie wyłapać znacznie subtelniejsze symptomy świadczące o jednostronnej głuchocie, skoro nie widzicie niczego podejrzanego w sposobie w jaki porusza się dany pies?

”Hodowcy-praktycy” -no błagam… Ludzie, którzy sobie praktycznie eksperymentują na żywych organizmach, realizują swoje egoizmy kosztem psów, nieprzebadanych, ale za to ”kozacko wyglądających”. I to takie smutne, że dla kasy kryje się sukę, o której parę miesięcy wstecz mówiło się ”jakie to jest gówno”Każdy kto utrzymuje się z tzw hodowli psów jest partaczem, bo żyje z psów i nie stać go na ”poziom” i taka jest smutna prawda. Rozmnażanie psów, które trzyma się w bez dostępu do światła dziennego i wyciąganie ich z kojców na wystawy, to nie hodowla, no chyba, że chodzi o fermę fretek, ale wtedy to wprost nazywane jest barbarzyństwem. Psów tak się nie trzyma. Nie ma to jak skazać szczeniaka na deficyty od samego początku, wyhodować mu krzywicę, zadbać o to by był miękki bardziej niż ”włoski import”, od ciągłego przebywania w kojcu… 

I te teksty, że ”Nie ma sensu badać, bo ryzyko jest zawsze”. Poczytaj choćby o wynikach badań dotyczących eliminowania głuchoty u amerykańskich Dalmatyńczyków kretynko/kretynie!

Śmieszy mnie, choć to śmiech przez łzy, jak czytam w tych smętnych wiadomościach, że się ”mszczę”. Ludzie, do ciężkiej cholery, to ja wam kazałam obcinać uszy waszym psom? To ja kserowałam ”zaświadczenia” i podrabiałam podpisy, bawiąc się ”fotoszopem”? Wiem, dotąd zawsze ”jakoś to było”, no ale tym razem koniec z ”jakoś to będzie”. To że nikomu wcześniej nie chciało się ”skubnąć” ZKwP za jego achillesowa piętę ”zaświadczeń o leczniczym kopiowaniu”, to też nie jest mój problem. Jeżeli cokolwiek się na was mści, to wasza własna głupota i arogancja.

Od czerwca zeszłego roku dzieje się naprawdę dużo i w tym miejscu chcę podziękować moim czytelnikom: dostałam przesyłkę i już ”poszła w świat”. Opadła mi szczęka, kiedy zobaczyłam nazwisko lekarza. W korespondencji zwrotnej, którą otrzymałam od instytucji, której przekazałam otrzymane dokumenty, pojawiło się sformułowanie ”(…) dokumentacją dowodzącą popełnienia przestępstwa przez lek. wet.”. Proszę mi wybaczyć, bo z oczywistych względów nie mogę na bieżąco informować o kolejnych etapach sprawy. Choć bardzo bym chciała, nie mogę w tej chwili napisać niczego więcej, ale pragnę wyraźnie podkreślić, że pomoc Nadawcy przesyłki jest nieoceniona i może być tym, co wprawi klocki domina w ruch oraz uzupełni przykłady urzędniczych zaniedbań dotyczących art. 10 UoOZ. Zaznaczę, że w tej chwili kończę opracowanie, które przekażę odpowiednim instytucjom, stąd też wciąż na blogu nie ukazał się tekst, który zapowiadałam już w końcu zeszłego roku. Po prostu w trakcie jego przygotowywania okazało się, że materiały zebrane przeze mnie w ostatnich miesiącach są zbyt obszerne i szczegółowe, i zdecydowanie przekraczają możliwości bloga. Jak tylko uporam się z ich ”podsumowaniem”, dam znać jakimś w miarę możliwości skondensowanym wpisem 🙂

Na koniec http://wiadomosci.dziennik.pl/polityka/artykuly/515384,glowny-lekarz-weterynarii-zmiany-rzad-beata-szydlo.html Już tylko biorąc pod uwagę tolerowanie (praktycznie 4 lata) przez Głównego Lekarza Weterynarii i cały Główny Inspektorat Weterynarii „zaświadczeń” o „leczniczym kopiowaniu psom uszu” (OKSYMORON LEVEL HARD) czyli pseudodokumentów, nieposiadających podstawy prawnej i wytwarzanych tylko i wyłącznie na potrzebę (życzenia) poszczególnych członków, monopolizującego kynologiczny rynek w Polsce, stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce, by ci mogli na wystawach rasowych psów, organizowanych przez to stowarzyszenie, pokazywać okaleczone kopiowaniem psy, choć polskie prawo zabrania kopiowania psom uszu i ogonów, kwalifikując ten zabieg jako formę znęcania się, uważam, że to dobry początek. Świetnie, że stołki tracą ludzie współwinni znęcania się nad zwierzętami, urzędnicy państwowi, którzy choć mieli pełnić funkcje kontrolująco-nadzorcze nad przestrzeganiem zapisów Ustawy o Ochronie zwierząt, brakiem reakcji na napływające do nich informacje, dotyczące łamania przez członków ZKwP zapisów UoOZ, przyczyniali się do panoszącego się w ZKwP poczucia „nietykalności” jego członków i „bycia ponad prawem”, i tym samym szerzenia się w tym środowisku procederu ściganego z urzędu i zagrożonego karą pozbawienia wolności! Urzędnicy ci dopuścili się skandalicznego zaniedbania swoich obowiązków. Zobaczymy jakie konsekwencje zostaną wyciągnięte w stosunku do członków ZKwP, z których wielu jest lekarzami weterynarii

A czytając dyski o ”zaniedbaniach ze strony nowych właścicieli” zacznijcie myśleć. Zdumiewające, że ludzie obserwujący grupy nie orientują się, że są rozgrywani przez tzw hodowców, którzy zamiast zacząć od stanowczego ścięcia argumentów osoby, która posiada np. dysplastycznego psa, poprzez publikację wyników rodziców takiego szczeniaka i tym samym udowodnienie, że jako hodowcy ze swojej strony zrobili co w ich mocy, by zminimalizować ryzyko wystąpienia kalectwa u potomstwa danej pary, czekają aż z sytuacji wybronią ich członkowie grupy… Przy każdej z takich sytuacji, czytam i nie wierzę. Nie chodzi już nawet o to, że zdarza się, że ludzie kompletnie skompromitowani swoimi ”dokonaniami”, ”jadą” właścicieli niepełnosprawnych psów, po prostu niewiarygodne jest, że ktoś kupuje narrację, w której człowieka, który przedstawia diagnozę wystawioną przez praktykującego lekarza weterynarii, traktuje się jak idiotę i ciężar ”dyskusji” przerzucany jest na;

a) wybór weterynarza przez właściciela i to, że ‚na pewno wet jest niedouczony’

b) ”skąd hodowca mógł wiedzieć?” (Przecież ”dysplazja i inne schorzenia genetyczne biorą się z kosmosu”)

c) ”złą karmę i brak suplementacji”. Drodzy ”hodowcy”, sorry, ale to że niektórzy z was karmią psy najtańszym np. mięsem i nie mają na suplementy, żeby np. ociężałego np. Doga Argentyńskiego chociaż spróbować wyprowadzić z kozińca i mają czelność wmawiać osobom, które mają tylko jednego psa, że ich, jak tych ”hodowców” nie stać na dobrą karmę i właściwą opiekę weterynaryjną, jest szczytem sk…ństwa -mniej słodyczy przed fejsbukiem, miej piwka, a zostanie wam więcej kaski na suplementację i i prześwietlenia w kierunku zdiagnozowania stanu co najmniej HD i ED).

Taki jest standard tych ”dyskusji”: zrobić z Nabywcy szczeniaka-kaleki idiotę, wmówić mu, że wybrał niewłaściwego weta, że wszystko co dotąd zrobił w związku z tym co ten wet mu poradził było złe, głupie i dodatkowo zaszkodziło psu i opie…ć właściciela za to, że ”marnuje czas na kręcenie dymu na FB zamiast psem się zająć”.

Skoro czytacze ”dymnych” tematów są tacy mUndrzy i nawet po cwaniacku udzielają się w tych dyskach, to dlaczego nie ogarniają podstawowej rzeczy? To nie Nabywca psa ma się tłumaczyć, Nabywca tylko INFORMUJE czytelników posta o problemie i diagnozie, to hodowca musi pokazać, że wyeliminował z programu hodowlanego osobniki obciążone danym schorzeniem i dopiero wtedy taki tzw hodowca staje się ciut wiarygodniejszy jako autor połajanek w kierunku Nabywcy. Jest na Serwisie Facebook taka strona ”Institute of Canine Biology” -gorąco polecam na nią zajrzeć i zacząć sobie przyswajać treść artykułów, zanim zacznie się wypisywać kretynizmy na tzw grupach tematycznych. Mam świadomość, że niektórym tzw hodowcom bardzo nie na rękę jest pisanie o najnowszych odkryciach naukowców z dziedziny genetyki, ale mam to w nosie. Zacznijcie się uczyć drodzy miłośnicy psów. Zacznijcie czytać wartościowe teksty, bo jeżeli liczycie, że ”towarzycho” w swoich postach w tych grupach ”daje wam” ”wiedzę”, to się zaje mylicie. Aczkolwiek wbijcie sobie do głów jedno: aktualny trYnd jest taki: jeżeli ośmielisz się drogi Nabywco obnażyć ”efekt pracy hodowlanej” tzw hodowcy chronionego paktem ”w kupie raźniej” (może smród jednoczy?) przez towarzystwo wzajemnej adoracji, licz się z tym, że zaleje cię fala jadu, którego wisienką na torcie ma być wmówienie ci, że za to co zrobiłeś (podanie do publicznej wiadomości diagnozy psa) towarzycho ukaże cię zorganizowaną akcją i nawet pomogą tzw hodowcy odebrać tę nieszczęsną kalekę…

Zuza Petrykowska

Ps. Tak, wiadomość o tej samej treści wysyłam do tego do kogo ją wysyłam i ”wróbelków”… A odnośnie tzw oczekiwań: na wszystko jest czas i miejsce, cierpliwości.

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora jest zabronione.

BADANIA, OD KTÓRYCH ZALEŻEĆ POWINNY UPRAWNIENIA HODOWLANE, CZYLI KOMPLETNIE GŁUCHY DOGO ARGENTINO I SKANDALICZNE REAKCJE ŚRODOWISKA HODOWCÓW NA AKCJĘ UŚWIADAMIANIA POTENCJALNYCH I OBECNYCH WŁAŚCICIELI PSÓW TYPU PRESA O ZNACZENIU TYCH BADAŃ.

Iral White Angel BAER test wynik 1na2

Iral White Angel BAER test wynik 2na2

Zawsze ogromnie zniesmaczało mnie (i rozczarowywało), kiedy przychodziło do pytań o BAER test i słyszałam, że ‚szkoda ryzykować, życiem szczeniaka, bo to zabieg, który wykonuje się w pełnej narkozie i nigdy nie wiadomo czy szczenię się wybudzi’ (badanie wykluczające jednostronną głuchotę można wykonywać już u ośmiotygodniowych szczeniąt). Ale nikomu z tych, którzy wygłaszali takie mUNdrościnigdy nie było szkoda ryzykować życiem, nawet starszych szczeniąt, kiedy chodziło o cięcie uszu, w przypadku którego chodziło jedynie o to, by pies miał bardziej ”kozacki” wygląd. (No, bo ile mamy w Polsce ciętych, ”UŻYTKOWYCH” Dogów Argentyńskich?) Czasem szczeniaki umierały (i pewnie dalej umierają) podczas obcinania uszu: nie wybudzały się z narkozy. Ale nie pamiętam, żebym słyszała, że ktoś, gdzieś, kiedyś płakał po tym, jak ‚stracił szczenię podczas wykonywania badania BAER test’, potwierdzającego normalny słuch. (Nic dziwnego, bo to się nie dzieje.) Natomiast przeżycie przez szczeniaka zabiegu obcinania fragmentu ucha (małżowiny usznej) często komentowane jest uwagami o ”silnym sercu” (”Wybudził się bez problemu, więc ma ma mocną pompę”).

Zazwyczaj, jeżeli -chciałabym móc użyć słowa ”kiedy”, ale to sugerowałaby, że publikowanie w internecie przez hodowców DA wyników BAER test potwierdzających, że używają w hodowli psów obustronnie słyszących, wolnych od głuchoty jednostronnej, jest u nas jakimś popularnym zwyczajem/standardem, a tak niestety nie jest, więc słowo ”jeżeli” jest znacznie właściwszym- ktoś pokazuje w internecie wyniki badania BAER test, to pokazuje wyniki psów normalnie słyszących. Wyników Dogo Argentino zupełnie głuchych nie mamy okazji oglądać.

Zazwyczaj dzieje się tak dlatego, że szczenięta niesłyszące są usypiane natychmiast po wykonaniu BAER test, który w takich sytuacjach jedynie potwierdza przypuszczenia i obawy hodowcy.

Zazwyczaj tak jest. Ale od czasu do czasu ten zwyczaj jest łamany i zupełnie głuche szczenię nie zostaje uśpione. Była taka AFERA jakiś czas temu: https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2013/11/26/adopcje-dogo-argentino/. Nie zostaje uśpione dlatego, że hodowca przekazał je/sprzedał nowym właścicielom, nie zdając sobie zupełnie sprawy z tego, że zwierzę jest inwalidą (Możemy wierzyć w taką ewentualność, w końcu coraz bardziej przypadkowi (i tępi) ludzie biorą się za rozmnażanie Dogów Argentyńskich i wszystko jest możliwe. Aczkolwiek takie przypadki mówiłyby o tzw hodowcy wystarczająco dużo, aby skreślić go z listy ”godny zaufania”.) Albo zupełnie głuche Dogi Argentyńskie nie są usypiane dlatego, że tzw hodowca z pełną premedytacją postanowił je sprzedać i odpowiedzialnością za szczenię oraz decyzje, które będą dotyczyć jego dalszego losu, obciążyć nowego opiekuna. Co tym bardziej skreśla takiego tzw hodowcę z listy osób ”godnych zaufania”.

Niewiedza albo podłość -żadna z tych cech nie jest/nie powinna być właściwą dla hodowcy. ”Zdjęcie wpisu” to zdjęcie/wynik BAER test takiego właśnie obustronnie/zupełnie głuchego Doga Argentyńskiego pochodzącego z hodowli zarejestrowanej w Stowarzyszeniu Właścicieli Kotów i Psów Rasowych. Właściciele psa poinformowali mnie, iż ich prawnik skontaktował się już z hodowlą.

Są sytuacje, w których to czy pies pochodzi z hodowli zarejestrowanej w organizacji kynologicznej podlegającej FCI czy nie, właściwie nie ma znaczenia. Szczególnie dobrze ten fakt obrazuje dysplastyczny skandal w środowisku hodowców psów rasy Dogo Canario/Presa Canario działających pod egidą Związku Kynologicznego w Polsce, który to został już oficjalnie poinformowany o delikatnie mówiąc ‚nieprawidłowościach’, których dopuszczają się hodowcy (i ich tzw sympatycy) korzystający z zaufania, jakim większość osób pragnących zakupić rasowego psa darzy tę najstarszą w Polsce organizację kynologiczną. (Poinformowane o tych ”nieprawidłowościach” zostało już także Towarzystwo Przyjaciół Zwierząt w Polsce oraz, co najistotniejsze, kiedy dochodzi do popełnienia przestępstw z Kodeksu Karnego (jak groźby i zastraszanie), polska policja). Nie ma znaczenia ”renoma” jaką cieszy się dana organizacja kynologiczna, kiedy jej członkowie zaczynają stosować bandycki terror w stosunku do innych osób. Coś jest bardzo nie w porządku, delikatnie mówiąc, kiedy tzw hodowcy rasowych psów zaczynają stosować mafijne metody do kneblowania ust tym, dla których dobrostan zwierząt jest ważniejszy niż dla tzw hodowców.

W dzisiejszym tekście posłużymy się jednak wynikiem BAER test psa spoza Związku Kynologicznego w Polsce, pochodzącgo z zarejestrowanej w Stowarzyszeniu Właścicieli Kotów i Psów Rasowych, hodowli ”White Angel”. Dziś, by przypomnieć jak niezwykle ważne są badania słuchu dla psów rasy Dogo Argentino kilka słów o przypadku kompletnie głuchego psa o imieniu Iral White Angel, którego ojcem jest Demon White Angel, a matką Hexa White Angel -ponieważ rodowody wydawane przez organizacje, których członkowie rozmnażają zwierzęta w powstałych po nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt (po 1 stycznia 2012 roku) są dosyć ”specyficzne”, jest to cała wiedza dotycząca przodków głuchego Irala White Angel, którą dysponują jego właściciele.

(Edit 2015: Uwaga na hodowlę lub raczej ”pana hodowcę”, który kiedyś był członkiem SWKiPR i psy rozmnażał pod przydomkiem ”White Angel” a dziś jest członkiem stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce i jego hodowla (FCI) nazywa się ”Quebrada Del Toro- Dogo Argentino Kennel”. Najwyraźniej ZKwP jest bardziej przyjazne od Stowarzyszenia Właścicieli Kotów i Psów Rasowych. Już w lipcu 2015 r., suka Dogo Argentino o rodowodowym imieniu Totora De La Pampita (ta całkowicie biała: https://www.youtube.com/watch?v=dpkuE7hiC0A), należąca do tej osoby, pokazywana była na warszawskiej wystawie. Link do tekstu:

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2014/01/27/uwaga-na-zarejestrowana-w-skwipr-hodowle-white-angel-dogo-argentino-czyli-bo-to-mezalians-bylby-dla-psa/). Oto informacje na temat Irala:

rodowód

Emocje na bok

Wiele z osób, które ”chcą mieć psa konkretnej rasy”, przyjeżdżając do hodowcy, odebrać szczeniaka, zupełnie traci głowę. Zapominając o najistotniejszych kwestiach praktycznych, o których część z nich pamiętała jeszcze, kiedy rozmawiali z hodowcą przez telefon i ustalali, że szczegóły ”dogadają przy odbiorze szczeniaka”. W końcu hodowca ”wydawał/a się taki/a miły/a i kompetentny/a, tak ciekawie opowiadał/a o rasie i swoich psach”… Wciąż sporo osób wybiera daną hodowlę, bo: ”Było blisko i nie musieliśmy jechać na drugi koniec Polski”. Albo: ”I tak mnie/nas kompletnie nie interesowały całe te wystawy, więc jakie to ma znaczenie gdzie jest zarejestrowana hodowla?”. (Potem okazuje się, że kiedy przychodzi do starania się o praktyczną pomoc, to w jakiej organizacji kynologicznej pies jest zarejestrowany może mieć znaczenie.) I kiedy przychodzi dzień, w którym jedzie się po psiaka, na którego tak bardzo się czekało, niektórym emocje kompletnie przysłaniają rzeczywistość i wystarczy pokazać im szczeniaka, żeby o bożym świecie zapomnieli. Od chwili, w której zobaczą ”ślicznego małego pieska” można och urabiać jak się chce, bo nie mają już kontaktu z rzeczywistością; biorą na ręce, całują pieska, bawią się z nim tarzając po podłodze i w kółko powtarzają: ”Jaki on śliczny!”. W tym momencie wystarczy im tylko podać do podpisania umowę i zainkasować kwotę. Nie dziwi mnie, że ”zwykłemu Kowalskiemu” nawet się nie śni, jak bardzo sprzedający psy potrafią być perfidni w stosunku do ich nabywców, czyli swoich klientów. Przeciętny człowiek, który nigdy nie interesował się ”hodowlą rasowych psów” nie jest sobie w stanie wyobrazić jakimi pokładami zdolności handlowych i często hipokryzji dysponują ludzie żyjący ze sprzedawania psów, więc kiedy okazuje się, że padł ofiarą kogoś nieuczciwego albo nieprofesjonalnego, największą pretensję -i słusznie- ma do siebie. ”Gdybym nie był/a tak podekscytowany/a widokiem szczeniaka i tym jaki był w tamtym momencie słodki, zapytałbym/a o te badania”.

Kilka faktów

Hodowca, który nie orientuje się, że szczeniak jest KOMPLETNIE GŁUCHY nie nadaje się do rozmnażania psów rasy, wyjątkowo na problemy z prawidłowym słyszeniem narażonej, niezależnie czy ”nie zauważa” problemu ”niechcący”, czy robi to z pełną świadomością, gdyż naraża i właścicieli psa, i samo zwierzę, a takie postępowanie poddaje w wątpliwość etyczność hodowcy i jest zaprzeczeniem idei hodowli rasowych psów.

Drodzy przyszli nabywcy zwierząt, w sensie generalnym, pamiętajcie o takich ”uroczych smaczkach”, jak np. kawałek z umowy, którą podpisała osoba będąca właścicielem Irala White Angel;

Hodowca oświadcza, że u rodziców psa będącego przedmiotem umowy, nie stwierdzono występowania schorzeń dziedzicznych” – TO BARDZO WYGODNE! I W PRAKTYCE NALEŻY TO TŁUMACZYĆ: NIE STWIERDZONO, BO NIE STARANO SIĘ ICH WYKLUCZYĆ, BĄDŹ POTWIERDZIĆ. Jeżeli rodzice danego zwierzęcia nie zostali poddani badaniu BAER test, o którego wynik każdy świadomy nabywca Dogo Argentino powinien pytać hodowcę, to nie wiadomo czy są osobnikami obustronnie słyszącymi, czy nie. Nie wiadomo czy są jednostronnie głuche czy nie, a może tylko jedno z nich? Gdyby z dwójki rodziców obustronnie słyszących, urodziło się zupełnie głuche szczenię, nie byłoby to winą hodowcy, ale takiego szczenięcia hodowca nie sprzedaje. Kompletnie głuche szczenię hodowca usypia jako obciążone genetycznym kalectwem.

Nie będę państwu przepisywać całej tej umowy, po prostu zamieszczę jej screen-fragment (z pominięciem danych personalnych), żebyście mogli się przekonać, jak wyglądać może umowa między Sprzedającym i Kupującym.

Na przyszłość: w umowie zwracajcie uwagę na punkt poruszający kwestię jakości słyszenia psa, kiedy kupujecie psa z ”wielką białą łatą” albo o umaszczeniu typu merle i wymagajcie jasnego określenia warunków! I nie podpisujcie umów, w których problem głuchoty w żaden sposób nie jest zdefiniowany. Musicie wiedzieć czy kupujecie psa, który przeszedł BAER test, no co macie dokument poświadczający to, jak wasz pies słyszy(?), czy takiego, o którego jakości słyszenia nie wiecie niczego pewnego. Musicie wiedzieć czy kupujecie psa wolnego od zmory rasy: jednostronnej głuchoty, czyli psa, który słyszy normalnie na oboje uszu i od głuchoty jest kompletnie wolny. Wymagajcie w umowach zapisów jednoznacznie definiujących termin w jakim wasz pies ma przejść BAER test, jeżeli kupujecie szczeniaka bez certyfikatu oraz to jakiego zadośćuczynienia będziecie żądać od hodowcy/jaką rekompensatę przewidział dla was hodowca, jeżeli pies okaże się kaleki. Jednostronna głuchota jest kalectwem, z którym odpowiednio prowadzony pies, chroniony przed alergiami i ”zawiewaniem sobie uszu”, może żyć zupełnie normalnie pod warunkiem, że jego właściciel jest w stanie zapewnić mu odpowiednią opiekę. Aby to zrobić, świadomie chronić psa przed NABYTĄ utratą słuchu, czyli np. nawracającymi zapaleniami uszu, właściciel musi wiedzieć, że jego pies sprawne ma tylko jedno ucho.

umowa frag 1

umowa frag 2

umowa frag 3

Nieco inaczej rzecz ma się z dysplazją

Kupując psa rasy, w której dysplazja jest powszechna, należy przede wszystkim rozumieć czym ona jest. A znając aktualne stanowisko np. ZKwP, na temat szczeniąt obarczonych schorzeniami, wiedzieć o dysplazji po prostu WSZYSTKO.

Aby w ogóle serio traktować danego hodowcę i brać go pod uwagę jako kogoś, komu zapłaci się kilka tysięcy złotych za psa, z którym będzie żyło się kolejną dekadę, należy takiego hodowcę najpierw zapytać o wyniki badań w kierunku dysplazji jego breeding stock, czyli psów, które w swojej hodowli rozmnaża. I każde ”kręcenie” na temat wyników dotyczących dysplazji, podobnie jak wyników BAER test, traktować jako znak, że czas zakończyć rozmowę i znaleźć hodowcę, który nie kręci. (Proście o informacje na temat wyników HD, a także ED miotowego rodzeństwa psów, które mają być rodzicami waszego szczeniaka. Szukajcie kontaktu z posiadaczami psów z wybranej przez siebie hodowli. Sami sprawdźcie ”czy na pewno jest tak ”spoko” i ”fajnie”, bo może się okazać, że połowa dorosłych osobników z danego krycia jest kalekami… Genetyka jest bezlitosna). Należy wiedzieć, że dysplazji z wynikiem D lub E posiadacz psa nie może mu sam ”zafundować”, trzymając psa na zbyt śliskiej podłodze, jak to często starają się opiekunom nieszczęsnych genetycznych kalek wmówić ”uczciwi hodowcy”. Zwłaszcza, gdy psiak poważnie zaawansowane cechy dysplazji ma, będąc w wieku 7 lub 8miesięcy(!)

Wolne od dysplazji stawów biodrowych są osobniki z wynikiem A.

B to wynik stawów biodrowych prawie normalnych, C to dysplazja nieznaczna.

W dysplazji łokciowej 0/0 oznacza, że stawy są wolne od dysplazji, a 1/1, 0/1, 1/0 to dysplazja lekka.

Poniżej zamieszczam linki do ”ściąg” na temat dysplazji stawów biodrowych i łokciowych;

https://www.facebook.com/media/set/?set=a.831743246880945.1073741830.828616347193635&type=3, https://www.facebook.com/media/set/?set=a.831746043547332.1073741831.828616347193635&type=3

Krucjata przeciwko budzeniu świadomości o roli obciążeń genetycznych w hodowli psów rasowych

Dysplastyczny skandal, który wybuchł na ”sąsiednim podwórku”, czyli w środowisku Dogo Canario/Presa Canario związanych z ZKwP i obrzydliwa nagonka skierowana na osoby, które postanowiły nie dopuścić do jego zamilczenia, tworząc stronę: www.facebook.com/dysplazjawdogocanariopresacanari,o to swego rodzaju ”powtórka z rozrywki” z dawnego Forum Molosy (dziś Pupileo), sprzed czterech lat, kiedy to na FM podjęty został temat roli pigmentu, jego znaczenia, a także BAER test i pytań o wyniki BAER rozmnażanych w tamtym czasie (zarejestrowanych z ZKwP) i popularnych na FM Dogów Argentyńskich. Wtedy ”fejsbuk” nie był tak popularny i ”szczucie” niepokornych, zadających niewygodne pytania i poruszających niewygodne dla ”hodowlanego biznesu” kwestie, odbywało się na/poprzez Forum Molosy. Różne dziwne osoby zakładały tzw lewe konta i spod lewych nicków rozpoczynały tematy szkalujące osoby, które domagały się odpowiedzi na pytania o jakość słyszenia rozmnażanych w tamtym czasie Dogo Argentino. Dziś do grożenia i szkalowania służy fejsbuk. Tyle, że środowisko tzw hodowców i ”sympatyków” tych tzw hodowców, przechodzi wszelkie granice w swej obłąkańczej krucjacie przeciw ‚psującym biznes’, szkalując i pomawiając. Wprost, posługując się własnymi imionami i nazwiskami, czyli używając w tych celach swoich oryginalnych kont na Serwisie FACEBOOK, opluwając tych, którzy edukują przyszłych i być może obecnych posiadaczy psów o tym, czym jest dysplazja i jak nie należy traktować nabywców psów z ”najlepszych hodowli”, psów genetycznie obciążonych dysplazją. Dobrostan psów, ich zdrowie i komfort życia w ogóle nie interesuje ”adwokatów” tych ”najlepszych” hodowców, za nic mają cierpienie zwierząt i straty moralne (i finansowe) ich właścicieli.

Świat staje na głowie, kiedy ludzie pozbawieni empatii i etyki zaczynają nazywać się ”miłośnikami rasy”. Polski Kodeks Karny przewiduje określone konsekwencje zarówno w stosunku do osób dopuszczających się kierowania gróźb karalnych i zastraszania, jak i tych, którzy ”tylko” dopuszczają się przestępstw przeciwko dobremu imieniu, ale co równie istotne nasz Kodeks Karny ma także określone rozwiązania dla osób, które znęcają się nad zwierzętami. Korzystajmy z prawa, które pozwala nam piętnować przestępstwa, tak jak właściciele głuchego dogo, którego wyniki posłużyły za ”zdjęcie wpisu”.

Dysplazja? Co ci proponuje Związek Kynologiczny w Polsce? To proste: czytanie ze zrozumieniem

dys 02

(http://www.zkwp.pl/zg/index.php?n=kom_zg)

Rękojmia -czyli zwierzę towarem konsumpcyjnym. Wyciągnijcie wnioski.dys 03

(http://www.prawakonsumenta.uokik.gov.pl/reklamacje/rekojmia)

Reasumując

Każdy Dogo Argentino, który nie posiada certyfikatu, ‚wbitego’ do rodowodu przez uprawnionego do tego lekarza weterynarii, wyniku badania BAER test potwierdzającego, że zwierzak słyszy normalnie, w praktyce jest petem.

Mamy XXI wiek, żyjemy w Unii Europejskiej a nie w zapyziałym trzecim świecie i to, że Związek Kynologiczny w Polsce, czy nawet jakakolwiek inna organizacja na świecie nie wymaga jeszcze (najwyższy czas to zmienić), aby u ras zagrożonych głuchotą, czyli psów o umaszczeniu typu ”biała łata”, szczególnie sw sw, czy merle, BAER test był badaniem obowiązkowym, tym od którego min. także zależeć będzie czy dane zwierzę otrzyma uprawnienia hodowlane, czy nie, nie oznacza, że problem głuchoty oraz innych schorzeń o podłożu genetycznym, nękających psy rasowe, wolno jest lekceważyć i ignorować! Faktem jest to, że wszyscy hodowcy Dogo Argentino doskonale zdają sobie sprawę, że jest to rasa, u której jednostronna głuchota, której nie można wykluczyć ”domowymi testami” (z dzwoneczkami i upuszczeniem garnków na podłogę), sieje największe spustoszenie. A problemem to, że jedynie garstka z ludzi dogo rozmnażających bada swoje psy i z programów hodowlanych eliminuje osobniki dotknięte kalectwem/kalectwami.

Kupowanie ”do hodowli”, niejednokrotnie za naprawdę poważne pieniądze (5 tysięcy złotych to sporo za psa), Dogów Argentyńskich, o których jakości słyszenia niczego się nie wie, jest tym samym co nabywanie ”dzieła sztuki” od jakiegoś ‚pana Czesia’, który ”przysięgał że to oryginalny Kossak”. Falsyfikaty mogą wyglądać jak oryginały, ale na aukcjach dzieł sztuki nie wystawia się przedmiotów, których autentyczność nie jest potwierdzona. Z tego samego powodu żaden poważny hodowca Dogów Argentyńskich, Dalmatyńczyków, Bulterierów, Catahoula Leopard Dog, etc., nie może używać w hodowli zwierząt, które nie posiadają certyfikatu poświadczającego, że są wolne od jednostronnej głuchoty, a tę pewność daje tylko wykonanie BAER test!

W związku z tym czego uczy skandaliczne zachowanie hodowców Dogo Canario/Presa Canario, należy przyjąć, że to już najwyższy czas wymagać od hodowców Dogów Argentyńskich nie tylko wyników BAER test rodziców szczeniąt, które są nam oferowane, ale także żądać od nich certyfikowanych wyników określających stan ich aparatu ruchu, czy rodzice szczeniąt są wolni od dysplazji, czy może ich wynik to w najgorszym przypadku B lub C- choć z punktu widzenia nabywcy kwalifikowanie przez lekarzy specjalistów wyniku C jako dysplazji, powinno dawać do myślenia.

Nie ma obowiązku być ”hodowcą rasowych psów”. Jeżeli wybiera się do hodowli rasę wybitnie trudną, a taką z wielu przyczyn jest Dogo Argentino, robi się to dobrowolnie. Nie masz przebadanego breeding stock? To co z ciebie za ”hodowca”? Jesteś pseuduchem najzwyczajniejszym w świecie! Tym bardziej obmierzłym, że chowasz się w strukturach Związku Kynologicznego w Polsce!

250 złotych za pewność, że psiak jest wolny od jednostronnej głuchoty i z czystym sumieniem możesz sprzedać go innemu hodowcy albo przekazać nabywcy, który będzie hodowcą chciał zostać w przyszłości? To bardzo niewiele. A zysk jest ogromny: reputacja uczciwego hodowcy. Hodowca Dogo Argentino może nowego posiadacza psa zapewnić o dwóch rzeczach; że w chwili, w której dochodzi do transakcji i/albo podpisania umowy pomiędzy hodowcą, a nowym właścicielem, pies normalnie słyszy i że jego rodzice także słyszą obustronnie i są wolni (co najmniej) od dysplazji -to ogromnie dużo. Hodowca Dogo Canario/Presa Canario ma ”łatwiej”: słyszące tylko na jedno ucho osobniki nie są zmorą w tej rasie, więc może po prostu zapewnić nowego posiadacza Dogo Kanaryjskiego, że rodzice szczenięcia są wolni od dysplazji, ale same zapewnienia nie wystarczą. Potrzebne są wyniki badań, które potwierdzają zapewnienia hodowców.

Edit:

Dodaję do tekstu treść będącą odpowiedzią na bardzo krótki komentarz jednej z czytelniczek:

Pani Ewelino dlaczego ”Jak zwykle WA”? Po pierwsze dokumenty, tj. wyniki badania psa, umowę jego zakupu i rodowód przesłała mi osoba będąca opiekunem psa. Zrobiła to, prosząc mnie, abym na blogu poruszyła temat tego, ‚jak nie należy kupować psa‚. Chciała przestrzec innych, potencjalnych przyszłych właścicieli, by nie emocjonowali się szczeniakami, ale trzeźwo myśleli, podpisując umowę. Ta osoba ZDECYDOWAŁA SIĘ opowiedzieć o swoim doświadczeniu osobom trzecim, aby inni mogli wyciągnąć wnioski z jej błędu. Tak się złożyło, że ten ktoś kupił psa z tej, a nie innej hodowli, czyli z hodowli spoza Związku Kynologicznego w Polsce, ale to nie jest tak, że wszyscy hodowcy prowadzący hodowle zarejestrowane w ZKwP są ideałami i że taka sama historia nie mogłaby się zdarzyć w hodowli działającej jako zarejestrowana w najstarszej polskiej organizacji kynologicznej. Nabywcy psów sądzą się ze Sprzedającymi z ZKwP, tylko o tym nie mówią publicznie, bo albo nie mają siły opisywać tego, jak zostali przez hodowcę potraktowani albo są zastraszani, albo po prostu NIE CHCĄ, dlatego nie czyta Pani o zbyt wielu takich przypadkach. Tematyka powyższego tekstu jasno pokazuje, że to nie jest tak, że hodowle zarejestrowane w Związku Kynologicznym w Polsce są w JAKIKOLWIEK SPOSÓB ”lepsze” od hodowli spoza ZKwP, np. z Stowarzyszenia Właścicieli Kotów i Psów Rasowych. Na przestrzeni ostatnich lat hodowcy zrzeszeni w ZKwP nie zrobili NIC, aby pozytywny wynik BAER test stał się kryterium niezbędnym przy uzyskiwaniu uprawnień hodowlanych dla psów ras genetycznie zagrożonych głuchotą. Powszechnie przyjęło się uważać, że ZKwP jest jakimś ”gwarantem jakości”, ale dysplastyczny skandal wybuchł w środowisku Dogo Canario/Presa Canario zarejestrowanych w ZKwP i to hodowcy rozmnażający psy pod egidą Związku Kynologicznego w Polsce zareagowali w sposób agresywny, bandycki wręcz na powstanie strony, która zwraca uwagę na to, jak poważnym, genetycznym schorzeniem jest dysplazja u psów trafiających do Nabywców i narażających ich na ogromne straty moralne i finansowe, a same zwierzęta na życie w kalectwie. Hodowcy zrzeszeni w Związku Kynologicznym w Polsce nie zrobili NIC, by badania w kierunku wykluczenia dysplazji stawów były kryterium niezbędnym przy uzyskiwaniu hodowlanych uprawnień dla psów, które rozmnażają. Najwyższy czas skończyć z mitem, że Związek Kynologiczny w Polsce jest w jakikolwiek sposób ”lepszy” od innych organizacji kynologicznych w naszym kraju. W końcu hodowcy spoza ZKwP działają w Stowarzyszeniach -legalnie działających, w ramach obowiązującego prawa- a wciąż są przez hodowców z ZKwP nazywani ”pseudohodowcami”. Pojęcia nie mam na jakiej podstawie, gdyż to ci, którzy nazywają ludzi rozmnażających psy poza strukturami ZKwP, ”pseudohodowcami”, w praktyce sami uprawiają praktyki pseudohodowlane. Podkreślam raz jeszcze: NIE MA ZNACZENIA w jakiej organizacji kynologicznej działa hodowca, LICZY SIĘ TYLKO DOBROSTAN ZWIERZĄT → KOMFORT ICH ŻYCIA. Żaden hodowca, który ŚWIADOMIE przyczynia się do powoływania kalekich zwierząt nie powinien zwierząt rozmnażać.

Ten komentarz dodam do tekstu jako ”rozwinięcie” i ”podsumowanie”, Pani komentarz do tekstu przekonał mnie, że jest to konieczne. Pozdrawiam

Edit: pamiętajcie o Aferze, suczce rasy Dogo Argentino, którą ”pani hodowczyni” ukryła przed przeglądem miotu, suczce, której nie zaczipowała i którą, zamiast uspić, przekazała fundacji, by ta znalazła jej właścicieli

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2013/11/26/adopcje-dogo-argentino-jaka-piekna-katastrofa/

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu oraz zdjęć bez zgody autora jest zabronione.

WZORZEC RASY DOGO ARGENTINO: TŁUMACZENIE ARTYKUŁU SĘDZIEGO KYNOLOGICZNEGO, HODOWCY DOGÓW ARGENTYŃSKICH, PANA MASSIMO INZOLI, ZATYTUŁOWANEGO ”10 THINGS TO KNOW BEFORE JUDGING THE DOGO ARGENTINO”

Na początek wypada zaznaczyć, że jest to tekst kierowany głównie do sędziów kynologicznych, napisany przez sędziego kynologicznego (będącego równocześnie hodowcą Dogów Argentyńskich), którego to będziemy mieć zaszczyt obserwować podczas pracy w trakcie tegorocznej białostockiej wystawy, bo to właśnie Pan Massimo Inzoli sędziować będzie Dogo Argentino 31 sierpnia 2014 w Białymstoku. (Notka o autorze umieszczona jest pod koniec wpisu).

Ponieważ mamy świadomość, że nasze tłumaczenie czytać będą nie tylko fachowcy, pozwoliłyśmy sobie umieścić w kwadratowych nawiasach, pisane kursywą, dodatkowe uściślenia, które naszym zdaniem pomogą nieobeznanym z Dogo Argentino czytelnikom, lepiej zrozumieć przesłanie artykułu, tym bardziej iż, choć język polski jest niezwykle bogaty, rzadko kiedy anglojęzyczne kynologiczne sformułowania znajdują w nim swoje odbicie. W kwadratowych nawiasach, których w tekście jest łącznie sześć, znajdziecie uwagi, iż pod koniec wpisu, w punktach zawarte są dodatkowe objaśnienia.

Zapraszamy do lektury;

”10 RZECZY, KTÓRE MUSISZ WIEDZIEĆ O DOGO ARGENTINO PRZED PRZYSTĄPIENIEM DO JEGO OCENIANIA.”

1. Wzorzec rasy

Pierwszą rzeczą, którą musisz wiedzieć oceniając [a dosłownie ”kontemplując”] Dogo Argentino jest to, że historia tej rasy jest inna od którejkolwiek z pozostałych ras.

Większość uznanych ras stworzonych zostało w procesie selekcji, opierającym się na różnorakich kryteriach, zależnych od funkcji jaką miał spełniać [uzyskany drogą selekcji] pies i warunków geograficznych obszaru, w którym miał funkcjonować [pracować]. Gdy rasa już powstała, fizyczne cechy będące esencją typu [te niezbędne i dla niego nieodzowne] były oficjalnie ustalane [i dopracowywane], poprzez badania [ w znaczeniu: studiowanie anatomii przedstawicieli danej rasy] i opracowywanie [rysowanie i opisywanie] wzorca.

Jednakże w przypadku Dogo Argentino, ten proces uległ odwróceniu.

Na początku zeszłego stulecia, Argentyńczyk Dr. Nores Martines wyobraził sobie rasę psa idealnie nadającego się do pracy pomocnika myśliwego, podczas polowania na grubą zwierzynę. Najpierw stworzył wzorzec rasy, a dopiero potem przystąpił do tworzenia Dogo Argentino. Finalnie Dr. Martines skrzyżował dziewięć ras, by jako rezultat otrzymać zwierzę tak bardzo zbliżone do ideału zaprojektowanego lata wcześniej, jak to tylko możliwe. [Dodatkowe wyjaśnienie do tego akapitu znajdziecie w punkcie 1.]

Tak więc wzorzec rasy, napisany przez jej twórcę, powinien być rozpatrywany w sposób wyjątkowo uważny, [zwłaszcza] w przypadku porównań do wzorców opisujących inne rasy. Dogo ma być dokładnie takie, jak wyobraził je sobie [i opisał w standardzie] jego twórca dziesiątki lat temu i wszelkie [jakiekolwiek] zamiary zmienienia go, powinny być uznane za poważny atak na pierwotnego ducha rasy.

Wiele lat po napisaniu oryginalnego wzorca Dogo Argntino, Fédération Cynologique Internationale (FCI) zdecydowało się przeredagować wzorce rożnych krajów tak, aby stały się bardziej ujednolicone, nowocześniejsze i łatwiejsze w odbiorze, pozostawiając mniej miejsca dla osobistych interpretacji.

Aby osiągnąć cel, którym miała być uniformizacja wzorca, FCI drogą formalną poprosiła Federación Cinológica Argentina (FCA) o dostarczenie wersji wzorca Dogo Argentino, która spełniałaby wytyczne nowego formatu. W Lutym 1997 roku, po zagorzałych bataliach pomiędzy FCA i Klubem Rasy, nowy wzorzec został wysłany do FCI. Ale nie była to jeszcze ostateczna wersja i FCI odesłało go do FCA, do korekty. Trwało to wszystko aż do Stycznia 1999 roku, kiedy to nowy wzorzec DA został ostatecznie zaaprobowany i wdrożony w życie.

Ze względu na nowy format i kilka dyskusyjnych punktów, nowy wzorzec zmodyfikował ducha oryginalnego wzorca Dogo Argentino. Tak więc w poszanowaniu dla obecnego i oficjalnego dokumentu, którego musimy przestrzegać my – wszyscy sędziowie, podczas oceniania dogo, każdy kto pragnie poważnie pogłębić swoje zrozumienie rasy, musi uważnie czytać i studiować oryginalny wzorzec. To jest jedyny dokument, który zawiera to, co było i to, co powinno być praktyczną regułą w odniesieniu do zrozumienia i sędziowania Dogo Argentino.

2. Forma (ciało) [Dodatkowe wyjaśnienie w punkcie 2.]

Dogo Argentino jest lżejszym i bardziej atletycznie zbudowanym (od innych) molosem. Nie może zmierzać w kierunku cięższego, brachymorficznego typu [bulldog], ani nie powinien być w typie psa wyścigowego, charciego, o lekkiej kości i długich nogach. W zamian plasuje się pośrodku, bez podążania w którykolwiek z tych dwóch skrajnie różnych typów budowy.

Pierwsze wrażenie, które odnosimy, patrząc na Dogo wynika z jego formy [Dodatkowe wyjaśnienie w punkcie 3]. W związku z czym musi on mieć mocny [solidny] kościec, idący w parze z wyrazistą [dobrze zaznaczoną] muskulaturą i zredukowaną do minimum tkanką tłuszczową. Dogo pozbawione tej esencji nigdy nie będzie miało podstawowej charakterystyki typu, pozwalającej uznać je za dobrego przedstawiciela rasy.

Dogo Argentino to pies rustykalny [Dodatkowe wyjaśnienie w punkcie 4.] o dumnym i szlachetnym w wyrazie.

3. Proporcje

Prawidłowe proporcje są kolejną cechą charakteryzującą typ. Kufa dogo jest prawie tak samo długa jak czaszka; zaakceptować można tylko nieznaczne jej skrócenie. Tułów musi sięgać prawie do łokcia, chociaż pies z głęboką klatką piersiową, której linia kończy się nieco poniżej łokcia, będzie preferowany. Głęboka klatka piersiowa wiąże się z dużą pojemność płuc. Długość ciała powinna być nieznacznie dłuższa, niż wysokość w kłębie, wpisując psa w prostokąt.

4. Głowa

Głowa dogo jest uformowana z połączenia czaszki stworzonej do chwytania i utrzymywania i kufy stworzonej do węszenia. Czaszka musi mieć silne mięśnie skroniowe i żwacze (szczęki), ponieważ są to główne mięśnie zapewniające solidny, dobrze rozwinięty chwyt. Kufa w swych płaszczyznach bocznych powinna być tak równoległa, jak to możliwe, szeroka, nigdy szpiczasta [nie powinna zwężać się w kierunku nosa].

Fafle są umiarkowanie grube, krótkie i przylegające. Nie chcemy zbyt obfitych i obwisłych warg, które tamują dopływ powietrza do pyska: Dogo to pies chwytający i trzymający, który podczas wykonywania swojej pracy musi móc oddychać tyle, ile tego potrzebuje, wspomagając się powietrzem płynącym z nozdrzy. Fafle muszą być więc krótkie, tak by pozwalały psu swobodnie oddychać poprzez pysk, podczas utrzymywania zdobyczy. W oryginalnym wzorcu rasy obwisłe fafle były wadą dyskwalifikującą.

Widziana z boku górna linia głowy powinna być ”sinusoidalna”/”falista”, co oznacza, że czaszka lekko wypukła bocznie (lekko zaokrąglona) przechodzi w delikatnie wklęsły, górny profil (lekko zadarty). [Lekko wypukłe wygięcie czaszki powinno przejść w lekko wklęsłą górną linię kufy -w sposób gładki/ płynny.]

5. Wyraz

Wyraz wyraźnej surowości [ta rustykalność] jest esencjonalny.

Górna powieka jest bardzo gruba i stosunkowo ciężka i ma tendencję do tworzenia kąta z górną krawędzią oka. Dolna krawędź oka powinna być mocno przylegająca. W rezultacie [charakterystyczny i typowy dla dogo] kształt oka jest trójkątny, dając oko dobrze chronione, bez widocznych białek. Preferuje się, by krawędzie powiek były czarne, ponieważ niedostateczne wybarwienie skutkuje w końcu zupełną utratą pigmentacji, która to powinna być surowo piętnowana. Oko umiejscowione jest częściowo z boku głowy, a kość oczodołu u podstawy wygląda na grubą, ponieważ kufa zaczyna się znacznie poniżej oczu. Oczy są możliwie najciemniejszego koloru, a niebieskie są niedopuszczalne, chociaż taki kolor może pojawić się u szczeniąt.

6. Kufa [Twarzoczaszka]

Bezwzględnie należy unikać przesadnie skróconej kufy. Kufa Dogo musi mieć dobrze rozwinięte górną i dolną szczękę. Bardzo krótka kufa zmniejsza górną szczękę i ogranicza zdolność węchową [zdolność do tropienia]. Wynika z tego, że dobra głębokość pyska jest także istotna. Głębokość, to wrażenie głębokości, kufy nie powinna pochodzić od obwisłych fafli, ale dobrze rozwiniętych i silnych szczęk.

7. Zgryz

Perfekcyjne nałożenie się kłów jest znacznie ważniejsze niż zgryz [rodzaj/ typ zgryzu] sam w sobie, który to może być nożycowy lub cęgowy. (W wyjątkowych przypadkach możemy zaakceptować odwrócony zgryz nożycowy, jeśli spełnione są określone wymagania [Chodzi o położenie kłów względem siebie]). Dolne kły muszą być idealnie umiejscowione pomiędzy dwoma górnymi, wspierane przez pierwsze siekacze. Pies chwytająco-trzymający musi mieć doskonale dopasowane kły. Zęby muszą być duże i zdrowe, najlepiej, żeby uzębienie było pełne [z kompletem przedtrzonowców].

8. Okrywa włosowa/ umaszczenie [Dodatkowe wyjaśnienie w punkcie 5.]

Dogo rodzi się białe, a umiera czarne. Nie jest zasadne szukanie idealnego pigmentu/ wybarwienia u młodych psów. Z biegiem lat skóra dogo staje się ewoluującą mapą -zmienia się stopniowo.

Kiedy dwadzieścia lat temu kupiłem swoją pierwszą sukę, na jej podszerstku zauważyłem osiem małych czarnych plamek. Pamiętam, że nie spałem wtedy przez tydzień. Dziś to jedna z ostatnich rzeczy, na które zwracam uwagę.

Im bardziej sierść dogo jest biała, tym bardziej szczęśliwi jesteśmy. Ale dla psa, którego przetrwanie zależy od innych, funkcjonalnych cech, czysta estetyka koloru sierści jest sprawą drugorzędną.

Czysto biały jest kolorem, który rozprzestrzenił się u wielu ras psów. To kolor udomowienia. W większości kultur zwierzęta białe są cenne, przypisuje się im także wartość symboliczną. Często białą szatę traktowano jako podkreślającą rasową czystość zwierzęcia, w opozycji do pospolitości mieszańców [i ich zwykłej, niebiałej sierści].

Umaszczenie u psów determinowane jest przez różne pigmenty. Inne zwierzęta, włączając w to ptaki i owady, mogą wytwarzać wiele różnych pigmentów. Ale psy, jak wszystkie ssaki, mogą produkować ograniczoną ich ilość; melaninę, występującą w dwóch typach: eumelaniny (odpowiedzialnej za czarny barwnik) i feomelaniny (odpowiadającej za barwnik ”żółty”).

Selekcja w kierunku uzyskania bieli nie jest łatwa, bo ten kolor nie jest regulowany poprzez działanie tylko jednego genu. U Dogów Argentyńskich kilka różnych loci (S, C and T) wpływa na okrywę włosową. Gen, który interesuje nas najbardziej znajduje się w serii alleli S, która całkowicie zahamowuje działanie melaniny i w efekcie daje czysto białą okrywę włosową. W locus S znajdują się allele odpowiadające za obecność pigmentów w sierści. Pierwszy allel tego loci determinuje całkowitą/ pełną pigmentację powierzchni ciała. Inne regulują stopień depigmentacji w poszczególnych częściach okrywy włosowej. Ostatni allel serii, sw, determinuje występowanie całkowicie białej szaty.

Dzięki allelowi sw ciemny kolor znika niemal zupełnie albo, jak to często ma miejsce w przypadku braku specyficznej [Dodatkowe wyjaśnienie w punkcie 6.] selekcji, pojawia się w postaci asymetrycznych, małych plamek, w okolicach oczu, [i/lub] na uszach [i] lub u nasady ogona.

Ponieważ allel sw jest recesywny, naturalnym jest zastanawiać się jak to jest możliwe, że dwa białe psy mogą dawać potomstwo z czarnymi znaczeniami na oczach, uszach lub ogonie.

Niezwykłość alleli z serii S przejawia się obecnością dodatkowych genów nazywanych modyfikatorami, których czynność jest niezależna od tej, którą wykonują geny główne/ podstawowe. Niektóre modyfikatory wpływają na rozmiar, zwiększając zasięg pigmentowanych obszarów i odpowiadają jako ”dodatnie”, inne, które redukują pigmentację, są ”ujemne”.

To obecność tych modyfikatorów odpowiada za spoty dookoła oczu dogo. Znaczenie dookoła oka dogo nie może przekraczać 10% powierzchni głowy. Rzecz jasna jest to przybliżona miara, ponieważ jest niemożliwym mierzenie znaczenia, podczas gdy sędzia ocenia inne cechy typu i budowę danego zwierzęcia. Ciemne znaczenia (lepiej jeśli są czarne) nie powinny być zbyt obszerne; w ten sposób są estetyczne i nie rozpraszają uwagi.

Inne geny, które wpływają na kolor szaty u Dogo Argentino znajdują się w serii T. Allele z serii T są odpowiedzialne za plamki w białych obszarach; dają efekt cętkowania na czysto białej okrywie włosowe wynikającej z działania genu sw.

Zimą u dogo wytwarza się podszerstek, którego niektóre włosy, czasami mogą być zabarwione na szaro. Lepiej jeżeli sierść przez cały rok pozostaje czysto biała i gdy podszerstek też zawsze jest czysto biały.

Biel Dogo Argentino nie powinna być mylona z albinizmem regulowanym przez/ pochodzącym od działania genu z serii C. Na szczęście psy albinosy są bardzo rzadkie; albinizm powodowany jest zahamowaniem albo zupełnym brakiem któregokolwiek z pigmentów w okrywie włosowej, skórze albo błonach śluzowych.

Reasumując, biel Doga Argentyńskiego jest bielą pochodzącą z alleli sw. Wpływają na nią tylko geny z serii T, które dają cętki na sierści, co nie jest cechą pożądaną. Jednakże kolor dogo nigdy nie jest związany z albinizmem, który pochodzi z obecności genów z serii C.

Sierść jest krótka, posiada lśniąca strukturę, jednakże nie jest gładka. Nigdy nie powinna sprawiać wrażenia miękkiej i puszystej.

U niektórych psów, które widziałem pigmentacja nosa w komplecie z błonami śluzowymi jest brązowa. To jest bardzo poważna wada ponieważ wskazuje na obecność genów recesywnych, które są niepożądane. Dogo z brązową pigmentacją nosa i/albo błon śluzowych nie powinien być rozmnażany i powinien być zdyskwalifikowany z konkursu [wystawy].

9. Temperament

Dogo nigdy nie powinien być agresywny w stosunku do ludzi. Dogo warczący na sędziego bądź handlera powinien być usunięty z ringu. Zwracaj uwagę na agresję w stosunku do zwierząt tej samej płci! U psa, który nigdy nie był użyty do pracy [polowania] w grupie psów, agresja skierowana do przedstawicieli tej samej płci może być normalna i tolerowana, ale raz jeszcze: agresja przeciwko człowiekowi niedopuszczalna.

10. Ruch

Stosunek pomiędzy wysokością w kłębie, a długością ciała identyfikuje dogo jako przedstawiciela rasy, której sylwetka wpisuje się w prostokąt i nie jest kwadratowa. W wyniku tego dogo ma raczej predyspozycje do kłusu niż galopu.

Oczywiście dogo jest też dobre w galopie, ale jego proporcje wraz z katowaniem, predysponują je do poruszania się kłusem z długim wykrokiem. Zwinny i swobodny kłus podkreśla, że dogo jest mezomorficznym typem psa, a nie brachymorficznym z ciężkim ruchem [sposobem poruszania się].

Ruch/krok/chód dogo jest niemal koci. Jego sposób poruszania się jest zwinny i szybki, i dogo zawsze jest świadom tego, co dzieje się dookoła niego.

Kiedy coś wzbudzi zainteresowanie dogo, jego reakcje są gwałtowne, a zmiana jego nastawienia oczywista.

W takim momencie jest zdolny przejść w gwałtowny, energiczny galop, by znaleźć się blisko swojego celu. W pierwszej fazie polowania pies porusza się kłusem bądź inochodem, ostrożnie podążając tropami zwierzyny. Kiedy dystans pomiędzy nim, a obiektem polowania zaczyna się zmniejszać, zainteresowanie dogo rozbudza się gwałtownie, nastawienie zaczyna zmieniać i wtedy też zmienia się jego ruch. Doganiając swoją zdobycz, dogo galopuje.

Ostatnie setki metrów dzielące dogo od jego zdobyczy są tymi, podczas których wykorzystuje on swoją największą siłę. Rzuca się na swoją zdobycz tak, aby ją unieruchomić.

Ważne jest aby pamiętać, że podczas polowania, zanim dogo dosięgnie zdobyczy, trzeba pokonać wiele kilometrów pieszo, z psami podążającymi tropem dzików. Jeżeli dogo nie jest wytrzymałe [fizycznie] i nie ma dobrych podstaw [przygotowania w postaci treningu fizycznego, ale i specjalistycznego szkolenia] przybędzie na miejsce walki o swoje życie niedotleniony i wyczerpany.

Podsumowując, podstawowe cechy, które dogo musi mieć to –w tym miejscu zdecydowałyśmy, że najlepszym rozwiązaniem będzie pozostawić oryginalne określenia z języka angielskiego i po myślniku wyjaśnić ich znaczenie, bo (znowu) kynologiczny polski nie jest dość precyzyjny i tak;

rusticity – czyli musi być pierwotny, surowy w typie, a mówiąc szerzej; rustykalny w znaczeniu ”prostoty” odnoszącej się do budowy ciała, która jest konstrukcją optymalną w stosunku do pracy, którą dogo jako przedstawiciel swojej rasy ma wykonywać. I ”wiejskości” w odniesieniu do wytrzymałości czy wręcz krzepkości, charakteryzującej Dogo Argentino.

Substance – jako że w polskim języku kynologicznym nie ma słowa, które oddałoby sens angielskiego, esencjonalnego ”substance”, a taki nagłówek ma drugi punkt artykułu i generalnie jest to słowo szalenie istotne, kiedy przychodzi do opisu dogo, zdecydowałyśmy się na użycie słowa ”FORMA”, które to w obu najważniejszych w tym kontekście znaczeniach, zarówno kształtu (sylwetki), jak i kondycji fizycznej, zawiera w sobie sens, czy wręcz istotę tego co czyni białego molosa Dogiem Argentyńskim; siłę, atletyczną budowę ciała (kondycję fizyczną), harmonijną i tym samym elegancką sylwetkę, które ten pierwotny, surowy, rustykalny wyraz czynią dodatkowo majestatycznym, dumnym i szlachetnym.

hard expression – twardy, z naciskiem na surowy, zdecydowany wyraz.

muzzle that can scent but that is strong – pysk zapewniający dobry węch i silny chwyt, czyli stworzoną do tropienia, ale równocześnie silną kufę,

a deep thorax, broad chest – głęboki tułów i szeroką klatkę piersiową (czyli cechy mające ogromne znaczenie dla wydolności oddechowej),

and an alert and combative character – czujny i waleczny charakter.

O autorze

Pochodzący z Caltanissetta, na Sycylii, Massimo Iznoli od 1992 roku jest hodowcą Dogo Argentino, jego dogo noszą przydomek ”de Angel o Demonio”. W 2007 roku wyhodowany przez niego pies, multi-Champion Indio de Angel o Demonio, zwyciężył ranking FCA na najczęściej nagradzanego Dogo Arentino w ojczyźnie rasy.

Założyciel Dogo Argentino Club Italia (DACI) [włoskiego klubu rasy Doga Argentyńskiego] i jego były vice przewodniczący, Inzoli sędziował klubowe wystawy Dogo Argentino w Austrii, Bułgarii, na Węgrzech, we Włoszech, na Słowacji, w Serbii, w Hiszpanii i w Szwajcarii i sędziował tę rasę także podczas prestiżowej Cierre Ranking w 2008 w Buenos Aires, w Argentynie.

Inzoli był inicjatorem i lektorem pierwszego, organizowanego w 2005 roku przez Włoski Związek Kynologiczny, kursu doskonalącego wiedzę [odświeżającego i aktualizującego informacje] sędziów kynologicznych o DA i od tego czasu jest odpowiedzialny za szkolenie nowych sędziów Dogo Argentino.

[W 2009 roku Pan Inzoli sędziował Dogi Argentyńskie w Polsce podczas Klubowej Wystawy Molosów.]

Link do tekstu źródłowego: http://www.dogoargentino.it/articoli/16_dogo.pdf

Dodatkowe wyjaśnienia

1. W przypadku innych ras historie ich powstania wyglądały tak, że potrzebowano psa do wykonywania jakiegoś konkretnego rodzaju pracy i aby go (typ/ ”rasę”) otrzymać selekcjonowano pod ściśle określonym kątem, najlepiej nadające się do konkretnego zadania osobniki. Gdy taki ”idealny pies” w końcu się urodził, ”studiowano go” (jego budowę anatomiczną), szkicowano i opisywano tzw wzorcem. W przypadku DA zrobiono coś, można powiedzieć, że zupełnie odwrotnego. Najpierw stworzono, dosłownie zaprojektowano hipotetyczny obraz rasy, którą chciano uzyskać, jej ”teoretyczny model”, a dopiero potem przystąpiono do jej tworzenia. (Mniej więcej tak, jak buduje się budynek, opierając się na architektonicznym planie albo szyje się sukienkę korzystając z wykrojów)]. Z jednym ALE. Otóż Martinez miał Viejo Perro Pelea Cordobes czyli Białego Doga z Cordoby/ Walczącego Psa z Cordoby. Kochał te psy, podziwiał ich piękno i siłę wyrazu, ale one, ze względu na kilka cech, którymi się odznaczały, w szczególności wysoki poziom agresji, w generalnym sensie były bezużyteczne. Matinez chciał zachować Psa z Cordoby, jego elegancki, majestatyczny wygląd, charakterystyczną białą sierść i siłę wyrazu, ale eliminując z niego niepożądane cechy czyli min. właśnie tę wyjątkową agresję, ponieważ, choć w tamtym czasie VPPC miały się całkiem dobrze, wiedział, że na dłuższą metę jest to rasa skazana na zagładę.

Dzisiejszy Dogo Argentino to wciąż Viejo Perro Pelea Cordobes, tylko że po dziesiątkach lat (pokoleń) modyfikacji czyli pracy hodowlanej Martinezów, a nie ”zupełnie nowa rasa stworzona z 9 wymieszanych z sobą ras”. (Odkąd człowiek zapragnął tworzyć psie rasy, aby takie specjalnie hodowane psy wykorzystywać do wykonywania konkretnych zadań, to te rasy, jak świat długi i szeroki, miały ”dodawane” inne rasy, po to aby niektóre cechy przyćmić -czy jak w przypadku Dogo Argentino wyciszyć- a inne wydobyć, bo tą właśnie drogą tworzy się psich specjalistów).

2. & 3. Jako że w polskim języku kynologicznym nie ma słowa, które oddałoby sens angielskiego, esencjonalnego ”substance”, a taki nagłówek ma drugi punkt artykułu i generalnie jest to słowo szalenie istotne, kiedy przychodzi do opisu dogo, zdecydowałyśmy się na użycie słowa ”FORMA”, które to w obu najważniejszych w tym kontekście znaczeniach, zarówno kształtu (sylwetki), jak i kondycji fizycznej, zawiera w sobie sens, czy wręcz istotę tego co czyni białego molosa Dogiem Argentyńskim; siłę, atletyczną budowę ciała (kondycję fizyczną), harmonijną i tym samym elegancką sylwetkę, które ten typowy dla dogo, pierwotny, surowy, rustykalny wyraz czynią dodatkowo majestatycznym, dumnym i szlachetnym.

4. Rustykalny/‚Rusticity” – czyli pierwotny, surowy w typie, a mówiąc szerzej; rustykalny w znaczeniu”prostoty” odnoszącej się do budowy ciała, która jest optymalna w stosunku do pracy, którą dogo jako przedstawiciel swojej rasy ma wykonywać i ”wiejskości” w odniesieniu do wytrzymałości czy wręcz krzepkości, charakteryzującej Dogo Argentino.

5. O charakterystycznym, białym umaszczeniu Dogo Argentino i wszystkim co się z nim wiąże: https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2013/07/05/dlaczego-pigment-jest-taki-wazny-dla-dogo-argentino-podsumowanie.

6. Bardzo trudnej, SPECYFICZNEJ selekcji, polegającej na zadaniu sobie dodatkowego trudu w kierunku redukcji spotów. Ale dziś już wiemy, że tu raczej chodzi o selekcję na poziomie labolatoryjnym, niż klasycznie rozumianą hodowlę psów rasowych i proste niewykorzystywanie w hodowli ”łaciatych psów”. Użycie sformułowania ”właściwa selekcja” sugerowałoby, że dogo selekcjonuje się w sposób niewłaściwy i dlatego okrywa włosowa niektórych osobników nie jest idealnie biała, a jak przecież wiemy tajemnica ”koloru” dogo leży w jego genotypie.

Uznałyśmy, że takie ”niewygładzone” tłumaczenie będzie okazją do zaprezentowania wszystkim zainteresowanym, jak bardzo złożone są niektóre kwestie i określenia, ile w nich niuansów oraz jak ważnym jest dokładnie zrozumieć i umieć zobrazować sobie znaczenie ich wszystkich, tak aby faktycznie umieć patrzeć na Dogo Argentino. Równocześnie mamy nadzieję, że powyższy tekst zachęci do dyskusji także hodowców, dla których zaprezentowane tłumaczenie jest okazją także do tego, by mogli podzielić się swoimi punktami widzenia i zaproponowali polskojęzyczne określenia, które mogłyby zostać użyte równolegle z tymi, na które my się zdecydowałyśmy.

Ewa Ziemska & Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu oraz zdjęć bez zgody autorów jest zabronione.

STAŁY(TROLL)FRAGMENT GRY W ŚWIECIE ”HODOWCÓW” I ”MIŁOŚNIKÓW” RASY DOG ARGENTYŃSKI (EDIT 2015: PET Z NIEBIESKĄ CĘTKĄ NA TĘCZÓWCE POKAZYWANY JEST NA WYSTAWACH ZWIĄZKU KYNOLOGICZNEGO W POLSCE)

 do tekstu

Dostałam dziś od osoby będącej członkiem fejsbukowej grupy Dogo Argentino Polska (Poland) prywatną wiadomość ze screen’em. Ten ktoś oburzał się, że na ”konkurencyjnym” profilu pojawił się, pod postem ”anonimowego” właściciela tegoż profilu, wpis, w którym jedna . pisze, że jestem jak ksiądz… Właściwie to poczułam się urzeczona troską i zobligowana do ”reakcji” (Przy okazji: cieszy mnie, że coraz więcej z państwa NAPRAWDĘ CZYTA DOGO-NET). Ok, reaguję: mam nadzieję, że ta suka ”Frutilla Nido De Condores” tzn suka tej z nickiem ”Frutilla Nido De Condores”, skorzysta z akcji BAER dla Dogo Argentino. W końcu, z myślą o psach z tym przydomkiem powstała owa akcja. Jeżeli suka już skorzystała, to mam nadzieję, że słyszy dobrze i ta z nickiem ”Frutilla Nido De Condores” pamięta, że to moje kontakty załatwiły min. jej suce badanie słuchu za 5 dyszek, bo nikomu poza mną nie chciało się wykonać kilku telefonów -to uściślam dla tych wszystkich, którzy zarzucają mi ”autokreację” i ”przerost ego”, Pewnie łatwiej trollować i kreować szitsztormy niż wziąć się za coś pożytecznego, ale ludzie: jest granica po przekroczeniu której… No, jeśli sami tego nie ogarniacie, to nikt wam nie pomoże. A MOŻE TAMTA SUKA, W DRODZE WYJĄTKU, MIAŁA WYKONANY BAER TEST, ZANIM ZOSTAŁA SPRZEDANA? PAMIĘTAMY WSZYSCY TEN http://www.pupileo.pl/showthread.php?t=24509&page=7 WĄTEK, A JUŻ SZCZEGÓLNIE PAMIĘTAMY TEN POST:

1466181_545926165494046_1778253846_n

Odnośnie ”pana ”psia krew” vel Takangor (takiego nicku używał na Dogomania Forum i Pupileo [dawne Forum Molosy]), właściciela psa Bocanegra Nido de Condres, mogę powiedzieć tylko tyle, że chciałabym zobaczyć jak w sierpniu w Białymstoku wprowadza na ring swojego peta z niebieską cętką na tęczowce, tak jak już zrobił to jakiś czas temu na innej wystawie… Obawiam się jednak, że próżne me nadzieje, bo tym razem sędzia będzie wybitnym specjalistą od dogo. Pan Massimo Inzoli, bo to o nim mowa, jest nie tylko sędzią, ale i znanym hodowcą DA (przydomek ”de Angel o Demonio”) i założycielem DACI, czyli Dogo Argentino Club Italia, a na samej wystawie z pewnością będzie więcej niż jeden Dog Argentyński. A, i gdyby np. powstała teoria, w którą ktoś chciałby uwierzyć, że to np. ”wypadek” i co do tęczówki Bocanegra Nido de Condres, to ”się mu tak teraz dopiero zrobiło”, to proszę:

Edit 2015: podczas XXIII Międzynarodowej Wystawy Psów Rasowych CACIB Łódź 2015 (Judge Sergio Pizzorno (UY) ) w kl. otwartej, ”Takangor” pokazał swojego Bocanegra Nido de Condres. Pamiętajmy: we wzorcu Dogo Argentino oczy różnobarwne uznane są za wadę dyskwalifikującą:

Cóż… ”się zrobiły” szczeniaki, musiał je ‚zalegalizować’ w Związku Kynologicznym w Polsce, więc ciągał peta po wystawach. No comment. Foty z wątku ”Miot ”B” w Nido de Condores”, na Pupileo, kiedy to ”pupi” było jeszcze Forum Molosy. Wszyscy wiedzą, wszyscy udają, że jest ”spoko i cool”… 

Dawno, dawno temu

Kiedy zaczynałam kompletować materiały do bloga, planowałam zacząć od tekstów opartych o ”archiwum Forum Molosy” (dziś Pupileo) i Dogomania Forum, ukazujących nieuczciwość, czasem prostactwo -szczególnie interesujące w przypadku przebrzmiałych dziś gwiazd dawnego Forum Molosy oraz tych, które się na owym forum wykluły… Inni dogo pasjonaci, w tym hodowcy odradzali mi ten ”kierunek”, zwracając uwagę, że właściwszym będzie skupić się w blogu na ”edukacji” dotyczącej psiej anatomii, rozumienia wzorca etc. -ok, grunt to mieć pozytywne nastawienie…

Nie wszyscy zdają sobie sprawę, że kynologia jaką dziś znamy narodziła się na Wyspach Brytyjskich, a -wszędzie i od zawsze- samo zagadnienie rozmnażania zwierząt ”w czystości rasy”, było zajęciem tzw wyższych sfer: ludzi, mówiąc banalnie ”bogatych”, posiadaczy majątków ziemskich, osób autentycznie wykształconych, o wysokim poziomie kultury osobistej, oczytanych i ciekawych świata. Dziś, kiedy mięso potrzebne do wykarmienia gromady psów przestało być towarem ”ekskluzywnym”, byle cieć, nie mający w zwyczaju myć rąk po wyjściu z ”toalety”, może ”brać się za hodowlę” min rasowych psów. A inny cieć, który być może nawet -jakimś cudem- dorobił się tytułu ”magistra”, a może tylko ”ma gadane”, może mieć się za znawcę w absolutnie każdej dziedzinie – w końcu wszyscy jesteśmy wolnymi ludźmi.

Ja bazując na tej ”wolności nas wszystkich” zawsze wychodzę z założenia, że każdy ma prawo do własnego zdania czy opinii, jednak za wartościowe uważam tylko te opinie, które oparte są o znacznie więcej niż tylko samo prawo do ich wyrażania.

Wytyczne 

Moja chęć poznania rasy, zgłębiania tematu ”Dogo Argentino”, wynikała z faktu, że był czas, kiedy przygotowywałam się do przyjęcia na siebie odpowiedzialności w postaci dogo i było dla mnie oczywiste, że muszę solidnie odrobić pracę domową i naprawdę dobrze się przygotować, jeśli chcę białego. A jeszcze w maju 2011 roku w całym polskojęzycznym internecie nie można było znaleźć podstawowych informacji na temat typowych dla tej rasy zdrowotnych problemów -włączając w to, to zawłaszczone szczególnie przez jedną panią z dużym ciśnieniem na bycie autorytetem i hodowanie, ”Forum Molosy”. Nic o tym czy i jak Polacy rozmnażający Dogi Argentyńskie pod szyldem ”Związek Kynologiczny w Polsce”, starają się (czy w ogóle?) niwelować wielki zdrowotny problem tej rasy, czyli jednostronną głuchotę. Tyle było na tym forum postów… A nic o tym, czy ludzie tam prezentujący swoje hodowle wykonują BAER  szczeniętom, nim przekażą je nowym właścicielom ani o tym, czy osobniki dorosłe, używane do rozrodu obustronnie słyszą… Niestety, praktycznie równocześnie, właśnie w tamtym okresie, hodowla SanAgnes, którą wyszukałam sobie, po dłuuugo trwającym ”przeszperze” w internecie i wybrałam jako tę, z której psa (nawet peta) bym chciała, z uwagi na fakt, że Dogi Argentyńskie z tym polskim przydomkiem odznaczały się wyjątkowo wspaniałym wyrazem, nie do znalezienia nigdzie indziej w Polsce (Sorry, w tamtym czasie moim drugim wyborem była hodowla White Hunter, dogo z obu tych hodowli miałam przyjemność widzieć live na wystawach), zawiesiła swoją działalność. A niedługo potem mój tryb życia uległ znacznej zmianie i na tę chwilę częste wyjazdy wykluczają sens -z mojego punktu widzenia- wprowadzania do mojego życia odpowiedzialności w postaci Dogo Argentino. Jednak uwieńczeniem moich poszukiwań odpowiedzi na pytania, które u gwiazd FM spowodowały rzyganie jadem i  tzw pękniecie żyłek był tekst, który pierwszy raz opublikowałam na FM, we wrześniu 2011 roku:

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2013/07/05/dlaczego-pigment-jest-taki-wazny-dla-dogo-argentino-podsumowanie/: 

Teksty ukazujące się na blogu w późniejszym czasie sprawiły, podobnie jak wcześniej te zamieszczane przeze mnie na forach, że tzw hodowcom co rusz ”pękały żyłki” i zgodnie z przewidywaniem, opartym o rytm/”styl” w jakim dotąd pojawiały się -na internetowych forach- trolle szkalujące mnie i hodowców oraz posiadaczy DA, których podziwiam i szanuję, nieudacznicy kolejny raz ruszyli do ”ataku”. Muszę przyznać, że uważam, że zrobili wielką przysługę środowisku hodowców, posiadaczy i generalnie miłośnikom rasy Dogo Argentino, bo przyszli posiadacze dogo będą teraz uważniej śledzić internet i większym namysłem podejmować decyzję komu zaufać. Nawet jeśli tylko kilkoro z Państwa uniknie kontaktów z patologią polskiej kynologii, będę to poczytywać za sukces. 

Drodzy Państwo 🙂 czytajcie działy poświęcone rasie Dog Argentyński na forach ”Pupileo” (kiedyś ”Forum Molosy”) i ”Dogomania Forum”, zwracajcie uwagę na tzw nicki, czytajcie uważnie co kto pisze , jak to pisze (forma wyrażania ”myśli” drogą pisemną mówi wiele o człowieku), patrzcie na ”chemię” pomiędzy użytkownikami, ”kto od kogo ma psa” i czytajcie ze zrozumieniem, zwłaszcza to, co aktualnie dzieje się na FB.  

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu oraz grafik bez zgody autora jest zabronione.

www.facebook.com/zuzpasjaodogoargentino