Archiwa tagu: White Hunter

CO WYNIKA Z FEJSBUKOWYCH GÓWNOBURZ W ŚWIATKU DOGO ARGENTINO I OKOLIC (”PO CO NOSIĆ MASKĘ, GDY NIE MA SIĘ JUŻ TWARZY?”)

mike-reed

Już kilka lat temu, obserwując poczynania polskich tzw hodowców Dogo Argentino, psów rasy (z wielu względów) naprawdę wyjątkowej, pisałam, że moda na produkowanie argentyńczyków, skutkować będzie tym, że coraz więcej psów trafiać będzie w ręce coraz bardziej przypadkowych osób i że ogłoszenia w rodzaju ”dogo do adopcji” przestaną być ”wyjątkowymi okazjami”. To był czas, kiedy WYDAWAŁO MI SIĘ, że właściwie rozróżniam ”hodowców” i ”hodoFców”. Jednak po latach większość ”znawców rasy” w praktyce wciąż wydaje się nie rozumieć lub nie chce zrozumieć czym jest genetyka. I nie zważając na to ile dany reproduktor dał głuchych lub półgłuchych szczeniąt, w różnych kojarzeniach, używa w ”planach hodowlanych” jego potomstwa, ignorując kompletnie recesywność cech i fakt, że potomstwo ojca, który mocno przekazywał głuchotę, nawet jeżeli samo uniknęło głuchoty (całkowitej lub jednostronnej), cechę niosącą utratę słuchu przekazywać będzie swoim potomkom równie mocno – czyli: w miotach tego potomstwa też dużo będzie niepełnosprawnych szczeniąt. Dziś wykonanie badania BAER TEST jest dla niektórych, uwaga: ”hodowców”, zbyt kosztowne i zamiast badać całe mioty, niektórzy wybierają (tnąc koszty), tylko część miotu. Udostępniają swoje reproduktory (przebadane lub nie pod kątem wykluczenia jednostronnej głuchoty i dysplazji stawów) do kryć nieprzebadanych suk lub sprzedają swoje suki (przebadane lub nie) osobom, które planują kryć je nieprzebadanymi reproduktorami itp. itd. Wyciągam więc proste wnioski: WYDAWAŁO MI SIĘ, że mam do czynienia z hodowcami. Tylko i aż tyle: wydawało mi się.

Bardzo cieszę się, kiedy kontaktują się ze mną osoby, które dzięki moim tekstom zaczęły postrzegać kwestę kupna psa w bardziej realistyczny sposób i w związku z tym na swoich psich przyjaciół wybrały psiaki definitywnie wolne od głuchoty, na co dowodem jest wynik ich BAER TEST. Psiaki pochodzące z kojarzeń po OBOJGU przebadanych rodzicach, nie tylko OBUSTRONNIE SŁYSZĄCYCH, ale i WOLNYCH OD DYSPLAZJI STAWÓW BIODROWYCH I ŁOKCIOWYCH. Cieszy mnie, że pośród miłośników psów rośnie świadomość tego, jak bardzo powszechnym problemem jest dziś dysplazja stawów, kłopoty z aparatem ruchu w generalnym sensie i że jedynie opisany przez radiologa lub chirurga wynik prześwietlenia oraz wpisanie go w rodowód psa, mówi nam, że dany osobnik wolny jest od np. dysplazji i tym samym zdecydowanie zmniejsza się ryzyko, że jego potomstwo obciążone będzie nieprawidłowościami aparatu ruchu. (O ile nowy właściciel, czyli nabywca szczenięcia po wolnych od wady rodziców, będzie dość mądry, by uniknąć błędów w prowadzeniu swojego psa.) Wciąż dużo jest nieświadomych nabywców, jednak coraz więcej z państwa nie daje się nabrać na ”ładne zdjęcia na Facebooku”. To ważne, tym bardziej, że świadomość rośnie nie tylko, kiedy chodzi o ”białe”.

Bardzo ważne jest też to, że rośnie świadomość odnośnie specyfiki samej rasy. Że niektórzy z państwa dają się odwieść od zakupu Dogo Argentino na rzecz innej, lepiej dostosowanej do waszych oczekiwań i REALNEGO stylu życia rasy. Że mit ”nieustraszonego, olśniewającego wyglądem, tą elegancką bielą, psa, który dopada dzika i trzyma go zaciekle, podczas gdy jego ‚pan i władca’ wbija dzikiej świni nóż prosto w serce i ją zabija”, nie przyćmiewa już trzeźwości myślenia młodym ojcom, pracującym naście godzin na dzień, których to żony, w praktyce przez większą część czasu, miałyby zajmować się psem. Podczas ”spaceru”, jedną ręką prowadząc wózek z berbeciem, drugą starać się utrzymać dogo, który właśnie zobaczył coś, za czym postanowił udać się w pogoń… Cieszy mnie, że zafascynowani i odurzeni ”dogo mitem”, po moim ”odradzam Dogo Argentino”, skonfrontowali swoje wyobrażenia o tym, ”jak to będzie z DA” z aspektami i faktami, które wcześniej im umknęły, ze swoimi współmałżonkami i partnerami, i od nich usłyszeli odpowiedź na pytanie ”Co by było gdyby nasz pies zabił podczas spaceru jeża albo inne zwierzę i wrócił do domu z krwią na pysku?”… Jestem przekonana, że dzięki tej świadomości co najmniej klika psów (z ”przeoraną” psychiką) nie trafiło do schronisk i ”pod skrzydła fundacji”, być może nawet nie rozpadło się parę małżeństw.

Zadziwia mnie tylko jedno: jak to jest, że ”zieloni, statystyczni Kowalscy”, którymi tak pogardzają ”państwo hodowcy”, tak szybko uczą się tego, czego przez lata wciąż nie umieją się nauczyć ludzie ”od dawna związani z rasą”, rozmnażający Dogi Argentyńskie, ”hodowcy” i ich posiadacze? Moje pojęcie o dysplazji i nieprawidłowościach związanych z aparatem ruchu, zwiększyło się drastycznie w ciągu ostatniego półtora roku, nie tylko dlatego, że poznałam kalekie, RASOWE psy (różnych ras), ze znanych hodowli Związku Kynologicznego w Polsce, ale wzbogacona o najświeższą wiedzę z publikacji dotyczących badań nad zagadnieniami związanymi z genetyką, wadami i chorobami genetycznymi (które można u psów wykluczyć, o ile przeprowadza się badania eliminujące z planów hodowlanych osobniki nimi obciążone), zaczęłam dużo bardziej dokładnie przyglądać się psom, które; mijam na ulicy, tym widywanym podczas wystaw i tym, które oglądam na filmach z wystaw w internecie (także po latach).

Coraz trudniej jest spotkać prawidłowo się poruszającego psa. Zdumiewa mnie, że o ile przeciętny człowiek jest w stanie zobaczyć kulawiznę u innego człowieka i zauważyć jego nieprawidłowy sposób poruszania się, dostrzec przykurcz mięśni itp., wpaść na pomysł, że to nieprawidłowe poruszanie się może powodować ból, to kompletnie pozbawiony jest tej zdolności, kiedy chodzi o psa. Na dłużą metę jest to wręcz przerażające, kiedy taki ”przeciętny człowiek” zajmuje się rozmnażaniem psów. Przyglądanie się temu, jak poruszają się psy (szczególnie te mające być rodzicami naszego szczeniaka), umiejętność zobaczenia i nazwania nieprawidłowości, daje właściwy punkt odniesienia. Tyle, że coraz trudniej tę umiejętność nabyć, bo zdrowych, w pełni sprawnych psów jest coraz mniej. Przykre jest, że tzw hodowcy aż zbyt mocno zachłysnęli się tą legendarną u psów typu presa ”odpornością na ból” i olewają coraz więcej ewidentnych dowodów świadczących o tym, że ich psom normalne poruszanie się sprawia ”kłopot” (wygięte grzbiety, ”martwe” ogony i wiele innych oznak).

W roku 2011 na rynku pojawiła się wspaniała publikacja, Książka i DVD ”Dogs in Motion” (autorzy Martin S. Fischer i Karin E. Lilje), więcej o tej publikacji znajdziecie np. pod tym linkiem: http://www.vdh.de/en/shop/dogs-in-motion/. Polecałam to wydawnictwo już 5 lat temu na ”Forum Molosy”, ale nie wydaje mi się, aby to opracowanie zainteresowało przez ten czas zbyt wielu polskich tzw hodowców, o sędziach kynologicznych nie wspominając… Nie zmienia to jednak faktu, że przygotowując się do zakupu czy też przysposobienia psa, zwłaszcza dużej bądź też tzw wielkiej rasy, warto jest zainwestować i sprawić sobie prezent w postaci ”Dogs in Motion”, bo ta książka, w przeciwieństwie do opowieści tzw hodowców, jest PEWNYM ŹRÓDŁEM INFORMACJI o aparacie ruchu psa.

Etatowi fejsbukowi specjaliści od pisania postów dziwnej treści, kwestię badań poruszają zazwyczaj jedynie wtedy, gdy u któregoś z ”konkurencyjnych” tzw hodowców, wyskoczy z szafy jakiś trup w postaci (najczęściej) głuchego psiaka (gdy mówimy o dogo), który albo jest do adopcji, albo jest ojcem iluś tam głuchych szczeniąt i się zrobił ”syf”. (Przy czym wciąż metodą nr 1 na ”zbadanie” czy pies słyszy, jest odizolowanie szczeniaka od rodzeństwa, narobienie hałasu garnkami i ‚sprawdzanie’: ”Czy jest reakcja?”).

Zajęcia etatowe

Angażowanie się w fejsbukowe ”gównoburze” jest nawykiem, jak wiele innych zachowań. W dodatku jest to nawyk szkodliwy a w niektórych przypadkach, tych dotyczących osób najczęściej, kreujących ”szitsztormy”, z powodzeniem można by założyć, że są to zachowania kompulsywne, neurotyczne, mówiąc krótko patologiczne.

Żenujące gównoburze, których celem jest (chyba raczej nieuświadomiona) potrzeba odpowiedzenia ”głosom w głowie”, rozkręcane przez dziwne persony na Serwisie Facebook, angażują całe ”psiarskie środowiska”, stanowiąc idealną okazję do tego, by każdy frustrat pozujący na specjalistę, mógł przywalić wybranej osobie, o ile tylko powód ”szitsztormu” wykreowany został na choćby ”ciut kynologiczny” (choć i to nie jest konieczne). Zawsze można próbować ”zniszczyć konkurencję”, starając się zapewnić sobie, że to do kieszeni opluwającego kolejną osobę ”speca”, ”skapnie kaska za szczeniaczka”. Na niezliczoną ilość sposobów, podczas tych ”dysput” oczerniane, pomawiane, szkalowane i prześladowane są przez ”zacne grono” ”miłośników psów” , a w istocie zwykłych pseudokynologów, wybrane osoby. Stalking kwitnie a przy okazji, podczas afer można się kreować na ”znawców” i ”ostatnich sprawiedliwych”. O ”lubianych” (jak już dym widać na kilometr i nie można udawać, że się ”nic nie dzieje”), na grupach publicznych, na których urabia się potencjalnych nabywców psów, czyli klientów (od których zależy czy tzw hodowca będzie mieć co jeść na obiad, czy nie), pisze się delikatnie, używając eufemizmów, bo w końcu ‚jak się jest specem, to trzeba coś napisać, wyrazić zdanie, ale nie tak, żeby zrobić znajomym krzywdę‚. I tak ”śmiertelnym wrogom” można ”przyłożyć” definitywnie, w rodzaju ”Głuche psy się usypia!”, a ”lubianym znajomym”, z którymi AKTUALNIE ”trzyma się sztamę”, ”fejsbukowe autorytety” piszą np. ”Głuche szczenięta nie powinny opuszczać hodowli”. Pomyje wylewane publicznie (albo na grupach, których liczba członków idzie w setki czy tysiące) to jedynie fragment popisów stalkerów. Dla wyjątkowo niezdrowych i niemających co ze swoim życiem robić, są jeszcze tzw tajne grupy, na których planuje się jak uprzykrzyć życie wybranemu obiektowi, w tzw zaufanym gronie.

Przysłowie mówi ”Pokaż mi swoich przyjaciół a powiem ci kim jesteś”, więc chyba więcej nie trzeba dodawać. Przykre jest, że ludzie z zaburzeniami ”uwierzytelniani” są przez znaczącą (w sensie internetowej popularności) część środowiska ”miłośników psów”, co wystawia tak jednoznaczną notę praktycznie całemu temu środowisku.

A propos: nie wiem jak to ująć, więc wybiorę opcję najdelikatniejszą. Mało jest rzeczy, które mnie dziwią, ale kiedy ktoś, kto ma czelność -NAJDELIKATNIEJ rzecz ujmując- naruszać moje dobre imię, ośmiela się nękać mnie telefonami a po zablokowaniu numeru, wiadomościami sms, w których żąda ode mnie wyrażenia zgody na używanie fragmentów moich artykułów, MOJEJ PRACY po to, by ”podbudować swoją wiarygodność”, opada mi przysłowiowa szczęka.tototototoot

Jakiż to żenujący akt desperacji, ”prosić o zgodę”, by wykorzystać pracę osoby, którą notorycznie publicznie ”krytykuje się”, kwestionując i poddając w wątpliwość jej wiedzę, w najgorszym z możliwych stylu…

Nie trzeba być psychiatrą, by dostrzec/doczytać się zaburzeń typu border line lub innych chorób psychicznych u niektórych z użytkowników Serwisu Facebook, namiętnie trzepiących posty na grupach tematycznych o kynologicznym profilu. Nie trzeba też być pracownikiem proekologicznych organizacji, by martwić się, że niezdrowe osoby z takim zapałem angażują się w polską kynologię i stają się ”ikonami” hodowli a raczej rozmnażania rasowych psów. (Przecież min. to Dogo Argentino widnieje na polskiej liście ras uznawanych z agresywne a wielu krajach jest rasą kompletnie zakazaną). Albo też angażują się w niby-pomoc, w działanie w przeróżnej maści ”fundacjach”…

Z wielką szkodą dla tzw rasowych psów aktualnie obowiązujący art.10 ustawy o ochronie zwierząt, nie spełnia swojej roli. Nie chroni ani ludzi przed psami ras naprawdę wymagających, ani psów przed ludźmi, dopuszczającymi się przeróżnych nadużyć na tych zwierzętach. Nie jest jasne ile psów ”ras wrażliwych” znajduje się w polskich rękach, a stowarzyszenie, w którym zarejestrowanych jest najwięcej psów uważanych za rasowe, czyli Związek Kynologiczny w Polsce, nie ma ”ochoty” dzielić się informacjami na temat tego, ile psów ras takich jak np. Dog Kanaryjski (Dogo Canario/Presa Canario), czy Dog Argentyński (Dogo Argentino) rodzi się w Polsce i co się z nimi dzieje. Choć każdy taki pies powinien być rejestrowany w odpowiednim urzędzie administracji publicznej, praktyka pokazuje, że większość właściwych urzędników nie ma wiedzy o tym, iż na terenie im podlegającym prowadzone są hodowle psów takich ras. Właściwie skonstruowane przepisy dotyczące psów ”ras wrażliwych” uchroniłyby psy nie tylko przed nielegalnymi zabiegami, takimi jak cięcie uszu i/lub ogonów, ale i wykorzystywanie ich do praktyk w rodzaju pseudopolowań i pozwoliłyby skutecznie walczyć z kłusownictwem, a także moralnie wyjątkowo obrzydliwymi walkami psów.

I tak w październiku pojawiło się ogłoszenie o suce Dogo Argentino do Adopcji

capture-20161028-170740capture-20161028-170803

Pod postem ”troll festiwal”, do pewnego stopnia skutecznie odwracający uwagę od istoty rzeczy. Trolle przy okazji tematów związanych z Dogo Argentino, kopiowaniem uszu i dysplazją stawów zawsze są te same i to samo wypisują, więc nie ma sensu rozwodzić się na ich temat. Ważne są fakty, które trollingiem udaje się trollom rozmyć.

Suka rasy Dogo Argentino o rodowodowym imieniu KAPRICIA White Hunter, przez swojego Pierwszego Właściciela, którego w skrócie nazywać będę PW, nazywana ”Cola”, nie posiada chipa. Suka została przekazana PW jako ekwiwalent za krycie, w wyniku którego przyszła na świat, gdyż właścicielem psa SanAgnes ODYSSEY (vel Kokos), będącego ojcem suczki, jest ten właśnie pan. Matką Coli vel KAPRICII jest suka DAHLIA White Hunter. Cola vel KAPRICIA jest miotową siostrą suki KATYUSHA White Hunter, będącej matką miotów w jednej z hodowli (Złota Troja).

O wartości hodowlanej danego rasowego psa a KAPRICIA vel Cola jest rasowym psem, pochodzącym z hodowli White Hunter, jej ojciec, Kokos vel ODYSSEY SanAgnes jest bardzo znanym w polskim internecie psem, decydują uprawnienia hodowlane, które pies otrzymuje podczas wystaw lub hodowlanych przeglądów organizowanych przez stowarzyszenie Związek Kynologiczny w Polsce i ewentualnie na innych wystawach FCI. Cola vel KAPRICIA nie otrzymała od sędziów kynologicznych uprawnień hodowlanych, więc jest osobnikiem swojej rasy, nieposiadającym hodowlanej wartości. Cola vel Kapricia jest więc PETem.

Dlaczego pierwszy właściciel pozbył się suki, której robił kiedyś takie ładne zdjęcia i pokazywał je znajomym na Facebooku? Czy dlatego, iż ta, mimo że jest córką znanego psa, a jej miotowa siostra jest używana w hodowli, posiada jakąś wadę, która uniemożliwia przyznanie jej uprawnień hodowlanych? Jest brakiem uczciwości nazywanie tej suczki ”suką hodowlaną” (w ”szitsztormach” dotyczących ogłoszenia miało to miejsce), suczka ta jest tzw petem, bo nie ma hodowlanych uprawnień. W tych warunkach, ewentualne ”robienie na niej miotu” byłoby/jest praktyką pseudohodowlaną.

Z informacji wyszkowskiego Urzędu wynika, że PW. suczkę sprzedał.

kapricia-white-hunter-vel-cola

Istotne jest pytanie dlaczego PW nie dopilnował, aby nowy właściciel suki zarejestrował ją w odpowiednim urzędzie, stosując się do art.10 ustawy o ochronie zwierząt, skoro suka jest rasowym Dogo Argentino? Czy PW dopilnował formalności związanych z przeniesieniem własności? Nie powinno stanowić problemu ustalenie kto ponosi odpowiedzialność za los suki KAPRICIA White Hunter vel Cola, jeżeli Pierwszy Właściciel dopilnował formalności. Osoby, które zajęły się szukaniem domu dla suki, mając do czynienia z Dogo Argentino, w celu ustalenia właściciela suki mogły skontaktować się z urzędem, na terenie (administracyjnym), którego suczka zastała znaleziona, w końcu Dogi Argentyńskie należy rejestrować, jako psy rasy uznawanej za agresywną. Czy suka została zarejestrowana?

Dlaczego sprzedając, przekazując odpowiedzialność za życie suczki nieposiadającej wartości hodowlanej, będącej w istocie w chwili sprzedaży –używam tego słowa w oparciu o informację przekazaną przez wyszkowski Urząd– tzw petem, PW nie dopilnował, aby niemożliwym stało się jej rozmnażanie i nie poddał suki zabiegowi kastracji lub chociaż sterylizacji? Mimo, iż do chwili sprzedaży suka nie uzyskała uprawnień hodowlanych, PW miał co do niej hodowlane plany? Może nowy właściciel takowe posiadał? W każdym razie PW sprzedał suczkę, która z jakiegoś powodu nie uzyskała do chwili sprzedaży hodowlanych uprawnień i kupił sobie na jej miejsce nową.

Osoba, której życie Coli powierzył PW okazała się niegodną zaufania. Postępowanie PW wobec suczki, która nie spełniła jego oczekiwań, zadziwia tym bardziej, że w swoim czasie ten pan napisał na mój blog tekst o tym dlaczego, z jego punktu widzenia, DA nie jest dla wszystkich. Usunęłam z bloga ten wpis, gdyż uznałam, że rozdźwięk pomiędzy treścią tekstu, wskazującą na głęboką refleksję nad specyfiką rasy i poczuciem odpowiedzialności za los psów i wszystkich żywych stworzeń przebywających w ich pobliżu, a praktycznym postępowaniem autora jest zbyt duży.

KAPRICIA vel Cola ma dziś ponad 4 lata i do dnia dzisiejszego (22 listopada 2016 r.) nie uzyskała uprawnień hodowlanych, co istotniejsze ona nawet nie miała DOMU z prawdziwego zdarzenia, tj takiego, w którym się nią właściwie opiekowano. Suki używane do rozrodu w hodowlach, rozmnaża się do (mniej więcej) 6 roku życia, uznając, że dłuższa eksploatacja organizmu jest zbyt poważnym i zagrażającym życiu suki, obciążeniem. Czteroletnia suka, która nigdy nie rodziła, w dodatku suka bez uprawnień (co dla każdego członka stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce powinno być jednoznaczne)… Barbarzyńcą byłby ktoś, usiłujący zrobić teraz z 4letniej nieródki, suczki po przejściach, matkę. Pozostaje mieć nadzieję, że nikt nie wpadnie na pomysł, by tę sukę, mimo wszystko, rozmnażać, bo ”Nawet gdyby były jakieś kłopoty i nie przeżyje w tym wieku pierwszego porodu, to tyle razy szyliśmy naszego, że jakby co, zrobimy ”cesarkę” i sami zaszyjemy a potem na własnym cycu odkarmimy szczeniaki”. Ludzie mają różne, czasem naprawdę zatrważające pomysły.

W ciągu kilku dni Cola vel KAPRICIA trafiła pod opiekę, do osób zajmujących się rozmnażaniem psów rasy Dogo Argentino. Nie została wykastrowana (może jest sterylizowana?). Trzeba jej życzyć, żeby dom do którego ostatecznie trafiła (bądź w przyszłości trafi) był bezpieczny i by właściciel/opiekun nie przyczynił się swoim nieodpowiedzialnym zachowaniem do zagrożenia jej zdrowia i życia oraz ekosystemu. I by nie pozwolił, by suka, kiedykolwiek jeszcze biegała bez nadzoru i nie wiadomo co robiła, ”biegając luzem” … za czym ganiała…

Należy mieć nadzieję, że sprawa suczki zakończyła się w sposób jednoznacznie określający kto, w sensie prawnym jest jej właścicielem, odpowiada za jej los i ponosi wszelkie konsekwencje związane z ewentualnym zaniedbaniem oraz, że nastąpiła rejestracja suki w odpowiednim ze względu na adres zamieszkania jej właściciela/li, urzędzie a także, że została zabezpieczona w sposób, który uniemożliwi ”bokiem puszczenie na niej miotu”.

Osoby zaangażowane w szukanie domu Coli zamieściły na swoim profilu takie oświadczenie:

capture-20161031-082041
capture-20161031-082124

Rzecz jasna, owo oświadczenie doczekało się komentarzy nie tylko na profilu jego autorów. Cola to tylko jeden z wielu przypadków w praktyce pokazujących dlaczego REALNIE DZIAŁAJĄCY przepis dotyczący rejestracji psów ”ras trudnych” jest potrzebny. Jeżeli ”miłośnicy rasy”, nie umieją lub nie chcą kontrolować tego, co dzieje się z psami, które ‚puszczają w świat’, oznacza to, że potrzebują pomocy. Wymóg obligujący rejestrację psów ras uznawanych za agresywne i swoista, w praktyce działająca, baza danych wskazująca osoby będące właścicielami psów tych ras, pomógłby znacznie zaoszczędzić stresu i cierpienia zwierzętom a ich właścicieli lub tylko opiekunów ponoszących koszty ich utrzymania, nauczyłby odpowiedzialności. Tu nie ma żartów, Cola to nie suczka z ”pseudostoważyszenia”. Jej Pierwszy Właściciel, w chwili, gdy się jej pozbywał nie był znany jako ”pseudohodowca z psudozwiązku”. Tę suczkę zaniedbały osoby doskonale się odnajdujące w strukturach stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce, osoby jeżdżące na wystawy organizowane przez ZKwP (FCI), mające przydomki zarejestrowane w ZKwP. Ten skandal wydarzył się środowisku członków Związku Kynologicznego w Polsce. 

Korzystając z okazji, przypominam wam, że fundacje a często jedynie ”zespoły osób działających a’la fundacja” (tj. osoby niezrzeszone w jakimkolwiek tworze w rodzaju stowarzyszenia lub fundacji) nie są właścicielami zwierząt, które potocznie mówiąc ”biorą pod swoje skrzydła”. Fundacje nie mają prawa rozporządzać rzeczami, jakimi są zwierzęta -w polskim prawodawstwie zwierzę jest rzeczą.

Zgodnie z polskim prawem odłowić zwierzę biegające luzem, bezpańskie (a w każdym razie sprawiające takie wrażenie) może jedynie podmiot gospodarczy hycel/ pracownik schroniska. Nie mają prawa odławiać zwierząt osoby prywatne. Kiedy chodzi o zwierzę odłowione, biegające luzem i nieposiadające chipa lub innego umożliwiającego identyfikację właściciela oznaczenia, zwierzę trafia do schroniska, a prawo do decydowania o zwierzęciu uzyskuje odpowiedni w sensie administracyjnym urząd, ten, na terenie którego zwierzę zostało odłowione. Urząd ma podpisaną umowę ze schroniskiem. Zwierzę przekazywane jest do schroniska, w którym jest miejsce. Właściciel zwierzęcia zagubionego powinien ogłosić, że jego zwierzę zaginęło -niestety nie istnieje ”prawny obowiązek szukania” takiego zwierzęcia. W przypadku, w którym zwierzę posiada chip lub jest oznaczone w inny sposób umożliwiający ustalenie osoby odpowiedzialnej za nie w sensie prawnym, ale pomimo tego nie ma możliwości nawiązania kontaktu z tą osobą, zwierzę jest taktowane jako bezdomne. W zależności od treści umowy pomiędzy gminą a schroniskiem, zależy czy i w jaki sposób schronisko współpracuje z organizacjami zewnętrznymi. W każdym przypadku, w którym gmina nie posiada odpowiednich umów określających czy i w jaki sposób schronisko może współpracować z np. fundacjami, przekazywanie zwierząt do tzw domów tymczasowych i przetrzymywanie ich gdziekolwiek poza schroniskiem, jest bezprawne. W praktyce w większości schronisk zwierzęta kastrowane/sterylizowane są po upływie 14 dni.

Właściciel odłowionego i zwróconego mu zwierzęcia, powinien zostać obciążony kosztami interwencji.

.

W fejsbukowym świecie ”miłośników psów” kynologia to ostatni temat, którym warto się zajmować. Przykre, że kiedy poczytać żenujące popisy czołowych gwiazd i gwiazdeczek, na próżno szukać informacji o badaniach psów, których zdrowie i kondycja jest jedynym wyznacznikiem kynologicznego sukcesu. Zamiast tego trudno nie nabyć przekonania, że wybrane rasy szczególnie ulubione są przez specyficzny typ ludzi, w sąsiedztwie, których nie chciałoby się mieszkać.

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora jest zabronione. 

Źródło grafiki:

http://karelinform.ru/news/incident/76044/petrozavodchanku_mogut_oshtrafovat_na_million_za_klevetu_v_sotsseti

 

Reklamy

ZRÓB PREZENT SOBIE I SWOJEMU DOGO AGRENTINO (MIKOŁAJKI & GWIAZDKA 2014)

Dziś będzie prosto i relatywnie krótko. (Dla chętnych ”rozwinięcia wątków” w tzw gwiazdkach).

Ostatnimi czasy mój ‚zapał dogoargentynowy’ nieco ”siadł” i nie chce mi się już pisać o dogo. Stało się tak dlatego, że po ponad trzech latach bycia ‚blisko rasy’ mam poczucie, że w pewnym sensie doszłam do ściany.

Odnoszę wrażenie, że wszystko co było do napisania, zostało już napisane. Jedynym sposobem na to, by rozpoczęta na dawnym Forum Molosy, spaczona i niepotrzebna ‚popularyzacja rasy’ nie wyrządziła białym krzywdy totalnej, było -w moim i kilku innych osób, odczuciu- uświadamianie tych, którym dogo ”wpadną w oko”, ”co to jest za rasa”. Uznałam, że to czego dowiedziałam się JA, jako ”potencjalnie przyszły posiadacz dogo”, poszukując o nich rzetelnych informacji, będzie pomocne dla innych. Że w gruncie rzeczy, to cholernie dużo wiedzy -acz zupełnie podstawowej- którą przyswoić sobie powinien każdy, kto myśli o białym. Po tych paru latach doświadczeń, dyskusji, tekstów/artykułów, w tym tłumaczeń o przeznaczeniu, morfologii, anatomii, wzorcu rasy, behawiorze, po wszystkich tych wystawach i uwiecznianiu zwierząt biorących w nich udział na krótkich filmikach i udostępnianiu nagrań na moim kanale YouTube, by wszyscy zainteresowani mogli zobaczyć, jak wygląda dany pies, etc., czyli robieniu naprawdę wielu rzeczy mających na celu umożliwienie zainteresowanym tą rasą zapoznania się W JĘZYKU POLSKIM z rzetelnymi informacjami jej dotyczącymi, okazało się, że ignorantów jest tak samo wielu, jak kiedy zaczynałam.

To już nie jest rok 2010, został wykonany kawał dobrej roboty, którą NAPRAWDĘ KAŻDY ZAINTERESOWANY może sobie ”wyguglać”. Jest FB, na nim profile hodowców, czy strony hodowli, masa zdjęć, jest ”opcja: kontakt z hodowcą”, więc ‚rzygam’, kiedy gdzieś na fb, na kynologicznej grupie, w prywatnej wiadomości, na jakimś forum albo w mejlu czytam, że ktoś ”szuka, ale niczego nie może znaleźć”. Jestem wtedy o krok od napisania takiej osobie ”Odpuść dogo, jesteś zbyt głupi/głupia, nie umiesz nawet obsługiwać wyszukiwarki Google.” Powstrzymują mnie siła woli i świadomość, że niestety tylko 5% populacji/społeczeństwa jest aktywne, więc właściwie nie powinnam się dziwić… 

Dosłownie zmęczyło mnie, że przypadkowi ludzie bez jakiejkolwiek wiedzy o anatomii psa (nierozumiejący mechanizmu, jakim jest jego organizm, że budowa mówi o sprawności lub jej braku), znaczeniu genetyki (niepotrafiący ”ogarnąć” swoimi ”rozumkami” samego pojęcia ”metody hodowlanej”, o jej stosowaniu nie mówiąc), ludzie z mentalnością bazarowych handlarzy walutą z okresu głębokiego PRL-u, na dobre panoszą się w roli ‚hodowców Dogów Argentyńskich’. Oni sprzedają produkowane przez siebie szczeniaki kolejnym, zupełnie przypadkowym ludziom, mając się przy tym za kogoś, równego tym, którzy w swoje hodowle inwestowali ogromne nakłady nie tylko finansowe, sprowadzając do Polski psy takie jak np. LATIGO DONNA CECYLIA -hodowla White Hunter, czy PIERWSZE W POLSCE DOGO Z LINII DI CASA DEI MERCHESI -hodowla SanAgnes, ale i czasu oraz WIEDZY o tym, co to w ogóle jest hodowla rasowych psów.

Moi drodzy nie można ”planową hodowlą” nazwać sytuacji, w której jakaś pani, mając ”parkę” białych ”nie umie upilnować” rocznej suki w cieczce i tak zaczyna się jej pomysł na ”będę hodować dogo”. Albo, kiedy inna upiera się, żeby za wszelką cenę ”mieć szczeniaczki po swojej suczce, którą tak bardzo kocha” i kiedy ODMÓWIĄ JEJ JUŻ WSZYSCY HODOWCY, kryje swojego wypłosza innym wypłoszem, jedynym psem, którego właściciele wiedzą o ”hodowli” dogo tyle samo, co ona, więc się cieszą, że co? ”Wpadnie kaska za krycie”? Albo kiedy Pan z prezencją ”naciśnieniowanego Czesia, który boi się kobiet”, jak leci, bez pomysłu kryje swoje suki jakimiś psami i wyprzedaje skutki tych kryć, robiąc przy tym wały.

Naprawdę przykre jest, jak ”z braku myślenia” ludzie zafascynowani tym, co im się wydaje, że wiedzą o dogo, tym dogo-mitem (”pięknej białej bestii, nieustraszonym myśliwym o wielkim sercu, śpiącym z maleńkim niemowlęciem na dziczej skórze”), łapią się na ”ofertę” tych pożal się Boże hodowców… I jak ich wyobrażenia o dogo impregnują ich na rzeczywistość*…

Jednak przede wszystkim zajmują mnie w tej chwili nieco inne rzeczy niż cztery lata temu.

Od czasu do czasu ktoś pyta mnie ”Kiedy wreszcie będziesz mieć dogo?” -szczerze mówiąc NIE WIEM. Mój styl życia zmienił się w ciągu tych lat. Tzw powerful breeds potrzebują pełnego zaangażowania opiekuna, a ja W TEJ CHWILI NIE MAM OCHOTY na obowiązek w postaci psa. 4 lata temu, kiedy zaczynałam szukać dogo dla siebie, prowadziłam inny, tzw ”ustabilizowany tryb życia”, do którego pies miał być świadomie, precyzyjnie wkomponowanym, 24/7, ”elementem”. Ale hodowla SanAgnes, która w tamtym czasie wydawała mi się ”tą hodowlą”, przestała istnieć. Szukałam. Wahałam się. Nie podejmowałam decyzji. Wszystko płynie. Przewartościowałam priorytety. Nie zamierzam wnikać w szczegóły, ale aktualny stan rzeczy bardzo mi odpowiada i w tym momencie na opcję ”mieć psa” patrzę jako na problem. I choć, co bardzo sobie cenię -teraz będę posługiwać się trybem przypuszczającym: mogłabym mieć to szczęście, że dzięki przyjaźniom, które nawiązałam i kontaktom, które sobie wyrobiłam, mogłabym mieć naprawdę faaajne dogo, po przebadanych, obustronnie słyszących i wolnych od dysplazji stawów, przodkach, nie wiem czy, kiedy przyjdzie czas, że zechcę wziąć na siebie odpowiedzialność w postaci psa, to -z przyczyn czysto praktycznych- będzie to dogo, bo dziś patrzę na tę rasę już z pewnego dystansu.

Nie jadam wysoko przetworzonych produktów i uważam, że mój pies też nie powinien. Im więcej ”technologii” i chemii, tym gorzej i to samo dotyczy karm dla zwierząt, co zresztą niedawno przyznały koncerny je produkujące:

(http://www.wesolalapka.pl/porady/purina-o-swoich-karmach-rakotworcze-aflatoksyny-sa-nieuniknionym-naturalnym-zanieczyszczeniem).

Poznałam różnych ludzi, różne punkty widzenia, różne sposoby żywienia i różne psy. Jest to o tyle ważne, że kiedy chodzi o BIAŁE dogo wcześniejsze doświadczenia i wiedzę należy zweryfikować, opierając ją o …doświadczenia z dogo. Są egzemplarze doskonale się prezentujące, które karmione są głównie ”suchym”, są psy świetnie wyglądające karmione naturalnie. O ile wiem jedne i drugie są zdrowe i mają się dobrze. Uważam, że każdy, kto podejmuje decyzję o tym, jak żywić będzie psa, podejmuje ją w oparciu o konkretne, najbardziej jemu pasujące ”parametry”. Ja uważam, że pies to zwierzę mięsożerne i powinien jeść mięso. Jak zaznaczyłam moja ”życiowa filozofia” jest ”antychemiczna”, więc pies powinien jeść mięso (rzecz jasna: nie tylko!). Ale dogo nie może jeść byle jakiego mięsa. Dogo są białe i większość z nich ma albo miewa alergie pokarmowe (Do których skłonność jest dziedziczna, zwłaszcza, gdy rozmnażane są osobniki alergią obciążone od pokoleń…).

Jakim mięsem karmić białą presę? Proste: niewywołującym reakcji alergicznych. Do wyboru mamy; koninę, kozinę, królika, jagnięcinę i niektóre gatunki ryb (choć są psy mocno reagujące na ryby…). Ale, ale! Konina?! Sorry, nie u mnie. Ja uważam, że koni się nie je, że to to samo, co kanibalizm -tak mam i już. U mnie zostają więc kozina, królik, jagnięcina i być może tych kilka gatunków ryb. Hmm… A gdzie w Warszawie dostanę kozinę, królika albo jagnięcinę ”dla dogo”? I nie oszukujmy się: za ile? Można mięso zamawiać przez internet (tylko trzeba mieć je gdzie trzymać), sprawdzając np. czy nasz biały ”jednak daje radę ze zwykłą wołowiną”, jeśli inne gatunki się nam ”nie kalkulują” albo po prostu: ”chcemy sprawdzić”. Ale i tak najpierw trzeba przekonać się czy jakość mięsa zamawianego przez internet, nam odpowiada. Czy dostajemy rzeczywiście mięso, czy ”odpadki” z tłuszczem? Przecież nie o to chodzi, żeby kupować ”okazyjnie” i dużo byle czego. To nie jest tak, że wszyscy dostawcy, którzy reklamują się jako ”dostarczający produkt najwyższej jakości”, faktycznie nam taki produkt dostarczają. To weryfikuje się przez doświadczenie. A, no i przy karmieniu nieprzetworzoną karmą, powstaje problem suplementacji, ciągłego kontrolowania czy pies ”na pewno ma wszystko czego potrzebuje”, czy może jednak np. za dużo fosforu jest w diecie… Prawidłowe karmienie psa wiąże się z WIEDZĄ.

Nigdy nie twierdziłam, że jestem typem romantyczki. Przeciwnie jestem bardzo pragmatyczną osobą. Wyciągam wnioski z doświadczeń innych, wolę też uczyć się na nie swoich błędach. Na przykład Rottweilera mogę ”w ciemno” karmić ”zwykłą wołowiną”** w poszukiwaniu, której nie muszę jechać -w najlepszym przypadku- na drugi koniec miasta, albo gdzieś pod Warszawę, do ”sprawdzonego rzeźnika”. Przykładowy Rottweiler nie ma też instynktu myśliwskiego, który ma dogo… Tak, mam świadomość, że są panie, które dogo karmią tak, jak (czyli tym samym, czym) karmią kanary (i to widać), ale ja uważam, że o białe trzeba się zdecydowanie bardziej troszczyć, bo są białe. Jacyś pijaczkowie mogą twierdzić, że przesadzam i nie wiem o czym mówię, cóż ich prawo…

Nauczyłam się, że kiedy to tylko możliwe, należy ułatwiać sobie życie, a co najmniej nie należy go sobie specjalnie utrudniać. Zadałam więc sobie pytanie ”Czy (ewentualnie albo czysto praktycznie) ‚jara mnie’, że na każdym spacerze, idąc z białym, muszę być 10 razy bardziej czujna, niż kiedy będę z niemyśliwskim molosem? Odpowiedź: Nie. Nie jara mnie to. Czy podoba mi się fakt, że wychodząc z dogo w miejsca publiczne, czyli wychodząc z nim z domu, muszę zakładać mu namordnik? Nie. Ale Dog Argentyński jest na ”liście”: jest psem rasy uznawanej za agresywną i w przestrzeni publicznej MUSI prowadzony być w kagańcu i na smyczy.  

Długo uważałam, że pewne oczywistości nie powinny być wypowiadane na głos w myśl zasady ”Po co o tym mówić? Przecież wszyscy i tak wiedzą”. Niedawno tknęło mnie, że jednak nie wszyscy o tym wiedzą, a nieszczęsna moda na dogo powoduje, że uznałam, że należy o tym choć raz napisać wprost. W ciągu ostatnich lat -ujmę to delikatnie i dyplomatycznie, żeby nikt się nie czepiał szczegółów (macie wyobraźnię, więc dacie radę) poznałam tyle historii o ”kotach” (jakkolwiek to zabrzmi mam nawet jedną ulubioną), że nie wiem czy chciałoby mi się w to ”bawić”. Nie wiem czy byłoby mi ”fajnie” patrzeć jak mój pies ”ubija albo bardzo się stara, żeby to zrobić”*** jakieś/(może kolejne? – nie daj Boże) zwierzę, bo moi drodzy: TO SIĘ DZIEJE. I co najgorsze z dogo jest tak, że NAPRAWDĘ TRZEBA POŚWIĘCAĆ IM MAKSIMUM UWAGI, KORYGOWAĆ NON-STOP i wystarczy spuścić psa z oczu na chwilę, na ”ułamek sekundy”, bo nas ”ktoś/coś rozkojarzy”, by instynkt (zapach zwierzyny) przewalczył w nim ”psa posłusznie poddanego woli przewodnika”. I BUM! Kot po drugiej stronie ulicy, jeżeli nie jest dość szybki, już nie żyje. Tak więc ”puszczanie psa luzem”, nawet albo szczególne ”poza miastem” jest strasznie głupie i nieodpowiedzialne. I jest po prostu proszeniem się o problemy, bo Doga Argentyńskiego, jako psa rasy uznawanej za agresywną, luzem puszczać nie wolno. Każdy, kto was na tym złapie, będzie mieć rację, żądając interwencji Straży Miejskiej a może nawet Policji. Dodam, że ratowanie takich ”upolowanych” przez Dogo Argentino zwierzątek, jest o tyle prze..ane, że kiedy uda się do ofiarki dostać, to o ile ta jeszcze żyje, w 9na10 przypadkach ma przetrącony kręgosłup i w praktyce jest nie do uratowania. Dlatego posiadacze dogo nie ”ratują” ofiar swoich psów, tylko pozwalają im zakończyć, to co zaczęły (Utrwalając w nich nawyk). Nie chcę być jedną z tych osób. Przestałam już lubić tych tzw znajomych, którzy mi o swoich historiach z ”upolowanymi” przez ich psy, kotami, jeżami, królikami córek itp., opowiadali. Nie widzę siebie w roli posiadacza tego typu psa, po prostu. Nie chce mi się. 

Czy ”jara” mnie ewentualność, że po wizycie u znajomych, którzy mają kota/królika/szynszylę, który siedział na moich kolanach, kiedy wrócę do domu, do mojego dogo i mojego kota/królika/szynszyli, które na co dzień sobie razem żyją i się lubią (nawet śpią na jednym posłaniu), nagle mojemu dogo, ”coś przeskoczy we łbie”, zadziała na niego zapach zwierzaka, który na sobie przyniosę i w efekcie zabije naszego kota/królika/szynszylę, gdy nie będzie mnie w pobliżu? Nie. Nie jara mnie taka opcja***.

Czy ”polowanie na wiewiórki” w miejskim parku jest ”cool”? Nie dla mnie. Czy chce mi się przeprowadzać DODATKOWE szkolenie z obrożą elektryczną (Błagam nie używajcie tego, jeżeli nie rozumiecie jak się tego NARZĘDZIA używa), którą mój pies powinien nosić praktycznie -bądźmy szczerzy- zawsze, kiedy spuszczam go ze smyczy i ‚sobie hasa’? (A, sorry, przecież nie mogę spuszczać psa TEJ RASY ze smyczy.) Czy chce mi się jeździć z nim w BAAARDZO SPECJALNE miejsca (w moim przypadku ‚za miasto’, ale równocześnie nie za bardzo ‚w dzicz’, bo tam zamiast kotów te zajączki, sarenki, dziczki…) po to, by mój pies mógł się ‚wyhasać’, równocześnie nie stanowiąc zagrożenia dla wszystkiego, co dziko żyje i też sobie w około ‚hasa’? W ułamek sekundy po tym, jak w nozdrza dogo uderzy zapach zwierzyny, pies traci kontakt z Ziemią i oko w oko stajemy z sytuacją typu ”Huston, mamy problem”. Problem nie jest poważny, dokąd pies jest młodziutki, wciąż jesteśmy na etapie WYCHOWYWANIA GO i uczenia ”co jest dobre, a co złe”, kiedy właściwie reagujemy i jesteśmy w stanie psa odwołać (obroża elektryczna może być jak znalazł na takie okazje). Zupełnie czym innym jest sytuacja, w której mamy psa, który już raz zabił DLATEGO NIE WOLNO DOPUSZCZAĆ DO WYROBIENIA W DOGO ARGENTINO TEGO NAWYKU, o ile chcemy czuć się z naszym psem komfortowo podczas spacerów. (Tak, wiem, są kolesie, którzy parskają, czytając o ”dogo, który już raz zabił”, ale tego typu palanty są po prostu palantami, no i nic na to nie poradzę.)

NIE CHCE MI SIĘ stawiać samej siebie w sytuacji, w której wszystkie te DODATKOWE środki ostrożności stają się koniecznością, o ile chcę przed samą sobą uchodzić za OSOBĘ ODPOWIEDZIALNĄ i być taką w stosunku do osób postronnych, posiadaczy innych psów i zwierząt. Szczerze mówiąc, gdyby jakiś pies ot, tak za…bał mojego kota, który wyszedł z mojego ogrodu, żeby się przejść albo ulubioną wiewiórkę, która przysiada na mojej ogrodowej ławce, gdy rano piję w ogrodzie kawę, to ja za….bym właścicielowi tego psa. I nie odpuściłabym mu, żeby nie wiem co. Po prostu. Nie spoczęłabym, aż tego człowieka spotkałaby kara. Na samą myśl, że są po…ebańcy, którzy ”machają ręką” na to, że ich puszczone przez nich luzem dogo, ”polują” na ”spacerach”, ”otwiera mi się nóż w kieszeni” – nie wyobrażam sobie, jak można w taki sposób traktować otoczenie, z takim lekceważeniem. Z mojego punktu widzenia to nic innego, jak przejaw miękko…ujkostwa. Aby być odpowiedzialnym posiadaczem białej presy, trzeba wykonać mnóstwo DODATKOWEJ, PREWENCYJNEJ pracy i mieć świadomość. Nie wolno dopuszczać do sytuacji, w której NASZ PIES ”POSZEDŁ ZA INSTYNKTEM” i choćby tylko raz ZABIŁ JAKIEŚ ZWIERZĘ, z kretem włącznie. Gdy dogo zrobi to raz, nie można już czuć się komfortowo, będąc z nim na spacerze.

Wiele razy, tzw ”doświadczeni hodowcy/psiarze” nie zgadzali się ze mną. (Lata mijają, a temat BAER, a teraz jeszcze HD&ED wciąż niektórych wq…wia – to także jest mocno zniechęcające). Wielu też uważa, że kiedy mówię/piszę o ”energii” w kontakcie z psem, byciu ”przewodnikiem”, o ”stanie posłusznego poddania woli przewodnika” i podaję przykład wychowawczych metod Cesar’a Millan’a, to ”opowiadam jakieś bzdury”, bo oni ”coś tam” i im ”nigdy”, ”A moje pieski się między sobą ustawiają i jakoś mnie żaden jeszcze nigdy nie ugryzł” i generalnie ”Poczekaj, będziesz mieć 5 psów, to zobaczysz”, itp. itd. Powiem wam wprost, w d…e mam ich teksty, nie przedstawiają one żadnej wartości. Ci ludzie nie rozumieją, że podejście do psów, które proponuje Cesar Millan, to coś ZNACZNIE więcej niż ”podejście do psów”, to styl życia. I każdy, kto poznał, zrozumiał i zaczął to podejście stosować, wie dokładnie o czym mówię. Skupienie się na ENERGII, na tym, by 24/7 być w stanie calm assertive energy, wyrobienie w sobie tego nawyku, zmienia życie. Poprawia relacje z otoczeniem, uwalnia od stresu (szczególnie dobrze chroni NAS od stresu innych ludzi) i pozwala skupić się na tym, co w życiu ważne. I myślę, że nie muszę -przynajmniej niektórym z was- bardziej szczegółowo tego tłumaczyć. Kwestia ENERGII wykracza daleeeko poza rewiry relacji z psem/psami i nie ma sensu zużywać jej na przekonywanie impregnowanych na ten fakt.

A odnośnie mUndrości niektórych z tzw ”doświadczonych”, dodam tylko, że problem polega na tym właśnie, że kiedy się ma 5 czy więcej psów, to nie ma opcji na wyrobienie harmonijnej relacji z każdym z nich i to nie dlatego, że CM jest jakimś bogiem, ale dlatego, że a) lenistwo jest grzechem pierworodnym wielu psiarzy (czyny nie słowa) b) Polacy wciąż nie lubią kastrować ani sterylizować swoich psów i u nas, inaczej niż u CM, pseudo-”stada” tworzą niesterylizowane zwierzęta (W hodowlach jest to całkiem zrozumiałe, ale poza nimi… -dla mnie to ”zagadka kosmosu”) I rzecz jasna c) nie sposób stosować i rzetelnie wypowiadać się na temat czegoś, czego się nie rozumie*****.

Na koniec WSZYSTKIM, szczególnie tym, którzy już przekonali się, że GENERALNIE W ŻYCIU nie tylko z psem, ENERGIA MA ZNACZENIE, wiedzą już dokładnie, że patrząc na relację człowieka z jego psem, dowiadujemy się o danej osobie baaardzo dużo i że ”filozofia Cesar’a Millan’a” rozciąga się na wszystkie aspekty życia, bardzo w nim pomagając, POLECAM PRZECZYTAĆ (albo wysłuchać audiobook’a) bardzo przystępnie napisaną książkę, która osobom -szczególnie WAM psiarzom- z otwartymi głowami da duuużo do myślenia 🙂 To http://www.poprostuksiazki.eu/2013/05/recenzja-sila-nawyku-charles-duhigg.html kolejny krok, tuż po wyrobieniu w sobie -specjalnie użyję teraz tego słowa: NAWYKU ”Calm asssertive energy 24/7”, który NAJPIERW POMOŻE WAM lepiej żyć, a potem pomoże wam lepiej rozumieć/szkolić wasze psy.

Pies to ssak. Skoro można wyrobić nawyk u małpy albo myszy laboratoryjnej, tym bardziej można wyrobić go u psa -przecież o to właśnie chodzi w szkoleniach i tresurze Skoro można zmienić nawyk myszy czy małpy, MOŻNA ZMIENIĆ NAWYK PSA. To z pewnością nie spodoba się wielu posiadaczom białych (i nie tylko Dogo Argentino), bo kolejny raz zwracam uwagę na to, że SĄ NAUKOWE (RZECZYWISTE) PODSTAWY DO TEGO, BY od posiadaczy psów, ale i tym razem bardziej np. ich szkoleniowców niż hodowców, OCZEKIWAĆ WIĘCEJ. Moi drodzy aktualni (i przyszli) posiadacze dogo i innych psów, jeżeli wasz pies ma ”zwyczaj ubijać zwierzątka podczas spacerów”, które powiedzmy sobie wprost polowaniami być nie mają, to do was LUDZI należy zapanowanie nad tym NAWYKIEM i zmienienie go. Owszem, będzie to niesłychanie trudne zadanie/CIĘŻKA PRACA, ale nie ma już wymówki, że ”to niemożliwe”. Można przepracować z ssakiem-psem-dogo nawyk zabijania tych nieszczęsnych ”kotów” podczas spacerów. Jeżeli nie macie na to czasu albo z innego powodu nie jesteście w stanie ZMIENIĆ NAWYKU wszego psa, to powinniście uświadomić sobie, że ODPOWIADACIE ZA JEGO NAWYK i waszą odpowiedzialnością jest wziąć ten fakt ”na klatę”, i nie dopuszczać do tego, by wasz pies polował podczas spacerów -sorry, ale face it. (Myszy laboratoryjne też są białe i łatwo wkręcają się w nawyki… Może więc mysz zamiast dogo?). Jeżeli nie panujesz nad własnym psem, to trzymaj go na smyczy.

Za klasykiem: zwierzę -> pies-> rasa -> imię. Rasa to nie wszystko.

Kochani, czytajcie co w ‚internetowej trawie piszczy’ -warto. Inteligentni inaczej sami ujawniają, że są ‚niemądrzy’, a przecież nie chcecie psów od hodowców będących głupcami, nie są wam też potrzebne ”rady” od ludzi co najmniej infantylnych…

Z dedykacją dla wszystkich z indolencją intelektualną, żeby się wreszcie nauczyli: http://sjp.pwn.pl/sjp/obraza;2491870.html/.

”GWIAZDKI”:

*Dziś tylko bardzo nieliczni wiedzą jakie NAPRAWDĘ były początki Dogo Argentino, reszta, która ”choruje na dogo” jest w tej ”romantycznej bajce” o stworzeniu nowej rasy z 12 z sobą wymieszanych. Założenie twórców rasy było niestety takie, że walki psów są cool. Podobało im się też to jak Viejo Perro Pelea Cordobes wyglądał, ale wiedzieli, że w tej formie; psa walczącego z innymi psami, VPPC się nie utrzyma, wyginie. Tak więc Martinez zaczął do Walczącego Psa z Cordoby, ”dolewać” rasy dziś powszechnie uważane za te, z których Dogo Argentino zostały stworzone. Idea psa myśliwskiego była tylko pretekstem do utrzymania VPPC. Trzeba było wymyślić POWÓD, dla którego białe psy o imponującym wyglądzie miały przetrwać. Tylko dlatego mamy dziś Dogo Argentino -psa polującego, jedynego na świecie myśliwskiego molosa. Baza czyli Viejo Perro Pelea Cordobes, została. Po latach prac hodowlanych, ”specyfikacja” białych psów została po prostu mocno poszerzona. Białe zostały ciut ”ucywilizowane”. Ale większość napalonych na dogo nie wnika w historię powstania rasy, jej przeznaczenie, temperament…

Ci ludzie, kiedy są już właścicielami dogo, zapominają albo nie wiedzą, że raz rozbudzony instynkt ZOSTAJE, nie znika, nie ”wyparowuje”. Pies, który raz zabił kreta, jeża, kota czy innego psa, zawsze już ma ‚wyryte w dysku twardym swojego mózgu’ to podniecenie, które wywoływały piski uśmiercanej ofiary, satysfakcję z jej ”upolowania” i tęskni do tego, bo hormony -w tym adrenalina- działają na organizmy wszystkich ssaków. Nie wolno o tym zapominać. Dlatego tak ważne jest myślenie ”przed”, konsekwencja i analizowanie ”alternatywnych scenariuszy”. Odpowiedzenie sobie na pytanie ”A co jeżeli ten ‚pan szkoleniowiec’ jest partaczem? I zamiast wyszkolić mojego psa, spowodować, że ten będzie bardzo konkretnie reagował w określonych, stanowiących autentyczne zagrożenie, sytuacjach, nauczy mojego Dogo Argentino agresji w stosunku do ludzi? Co jeżeli po ‚szkoleniu’ mój dogo zacznie atakować osoby o określonych cechach, ludzi kojarzących mu się z tym co zaprogramował w nim ‚szkoleniowiec’/odpalających w nim NAWYKI ze ”szkolenia? Co zrobię wtedy? Jak będę żyć z przekręconym psem?Bardzo łatwo jest zepsuć psychikę psa, ale znacznie trudniej jest ją naprawić. (Często to nie udaje się nawet ”specjalistom”, jak więc chcesz zrobić to sama/sam, skoro ten biały to twój pierwszy pies?)  Dogo nie zostały przez Martineza ”zaprogramowane” na psy ”obronne”. Przeznaczenie tej rasy jest zupełnie inne. Owszem, najprawdopodobniej stabilny psychicznie pies będzie bronił swojego człowieka/rodziny w sytuacji zagrażającej, ale tylko przy okazji. Dogo nie są Owczarkami Belgijskimi, nie są Beauceron’ami. Dogo Argentino są Dogo Argentino. Mimo to, niektórym ludziom, którzy sprowadzili je do swoich rodzin, wydaje się, że kilka godzin ”szkolenia” z ”wiszenia na rękawie” zrobi z ich argentyna ”psa obronnego”… Jesteś panienką/kolesiem, który w życiu nawet ryby nie wypatroszył, ale oczka ci się świecą na myśl o ”próbach dzikarskich na Słowacji”? Po kij ci to? Po co chcesz rozbudzać coś, co potem spowoduje, ze narobisz w spodnie?

Przygnębiające jest też, że CIĄGLE przybywa ludzi z ciśnieniem na rozmnażanie Argentynów, tych, którzy od chwili, w której przelewają komuś pieniądze za szczeniaka myślą o sobie w kategorii ”hodowcy”. I za każdym razem jest tak samo. ”Sprowadzili, Bo Mają Zamiar Hodować” pytają ”Co myślisz o mojej suce/moim psie?” -serio? To ”kupujesz, żeby hodować” i mnie pytasz co kupiłeś/kupiłaś? Oczu nie masz? Jak taki z ciebie chojrak, że sobie ”sprowadzasz” dogo ”do hodowli”, to CZEGO OCZEKUJESZ ODE MNIE? Ludzie, sorry, ale naprawdę, jakiś hodowca sprzedał wam jakiegoś szczeniaka. Gdyby to był taki zeje pies, jak się wam WYDAJE, to by go wam nie sprzedał, bo by go sobie zatrzymał albo przekazał komuś zaufanemu. Jeżeli kupujecie psa z hodowli, o której nikt przed wami nigdy nie słyszał i po prostu go kupujecie, ot tak, wystarczyło, że przelaliście euro, to uwierzcie, nie kupiliście czegoś co ”zamiecie wszystko to, co dotąd w Polsce’‚. To w większości przypadków nawet słabo stoi obok tego, co w tej chwili u nas jest, a żeby ”stworzyć coś nowego” trzeba mieć wiedzę&koncepcję i nie byle jaki breeding stock. U szczeniaka widać już proporcje albo ich brak, strukturę kośćca, niewłaściwe krzywizny, kąty, podstawę do tego, by wyciągnąć wnioski. Jeżeli nie umiecie tego robić, to nie rozmnażajcie argentynów. W schroniskach jest już wystarczająco dużo rasowych psów.

**Przypadkowi właściciele z mentalnością ”Zosi Samosi” ”wiedzą lepiej” i są mistrzami w wywoływaniu alergii u swoich psów, które gdyby tylko zadali sobie minimum trudu; POMYŚLELI WCZEŚNIEJ, zadali właściwe pytania, właściwym osobom, z duuużym prawdopodobieństwem nigdy by się nie pojawiły (albo byłyby krótkotrwałe/incydentalne). Nawet te psy, które są ”wolne od alergii”, niejednokrotnie po paru posiłkach z mięsa wołowego albo byle jakiej karmy komercyjnej, albo po eksperymentach swoich właścicieli, dostają ostrych reakcji alergicznych…

Jest tylko jeden racjonalny powód dla którego szczenię, które w wieku 8-10 tygodni normalnie odżywione bez śladów jakiejkolwiek alergii, niedowagi czy innych problemów pokarmowych czy skórnych, opuszcza hodowcę i trafia do nowego domu, a w ciągu następnych 10-15 tygodni staje się książkowym przykładem alergika lub psa niedożywionego. To zdarza się wtedy, gdy jest karmione byle czym. A ludzie, którzy kupują dogo, byle czym karmią je z dwóch powodów; a) nieszczęsne psy trafiły na kutwy, a NA DOGO ARGENTINO SIĘ NIE OSZCZĘDZA! (Jeżeli jesteś sknerą, wszędzie oczekujesz ”promocji”, szukasz okazji typu ”2 w cenie 1”, ”zniżek” itp. to nie kupuj dogo! Za wysokie progi dla ciebie, po co ci taki pies? Jak mu coś będzie, to na opiece weterynaryjnej też będziesz oszczędzać? Jak masz psa, na którym oszczędzasz, to go oddaj, tak będzie dla niego lepiej) b) brak im wiedzy czym DA powinny być karmione, ale to akurat także łatwo można naprawić.

”Uwielbiam” te momenty, kiedy ktoś np. opisuje, że walczy ”z właściwie to nie-wiadomo-czym” na skórze+sierści swojego psa i tłumaczy jak w ”ramach eliminowania potencjalnych alergenów”, KARMI PSA KURCZAKIEM albo PRZERZUCA GO NA WOŁOWINĘ. Kochani, NAPRAWDĘ jeżeli WYDAJE SIĘ WAM, że nie przebieram w słowach, jestem ”mało delikatna” i generalnie ”kawał suki” ze mnie, to PROSZĘ DOCEŃCIE WSZYSTKIE TE CHWILE, KIEDY GRYZĘ SIĘ W JĘZYK/OPUSZKI PALCÓW I NIE MÓWIĘ/PISZĘ WAM WPROST CO O WAS I WASZYM -nawet nie wiem jak to określić- ”PRZYGOTOWANIU”(?) DO POZSIADANIA DOGO, MYŚLĘ. Dogo są bardzo delikatne, bo są białe. ”Kolor” ich sierści, a właściwie jego brak, wynika z upośledzenia komórek, które tylko MIĘDZY INNYMI odpowiadają za produkcję barwnika. Niektóre są tak delikatne, że wystarczy, że chwilę ‚poświnią’ się na łące albo w błocie, by przestrzenie pomiędzy palcami, pachwiny, brzuch, pysk, powieki (a czasem wręcz, by ‚cały pies’), zrobiły się malinowo różowe i swędzące. Psa, który się ”świni” należy UMYĆ, jeżeli ”kąpał się w stawie”, szczególnie w okresie pylenia traw i drzew albo, kiedy w wodzie jest mnóstwo gnijących, rozkładających się szczątków roślin czy czegokolwiek innego, a nie tylko ”przetrzeć ściereczką”. Trzeba dbać o to, by na jego skórze nie pozostawały osady, by nie ‚zaparzały się’ np. w przestrzeniach pomiędzy palcami czy w pachwinach -dogo po każdym takim ‚świnieniu’ TRZEBA dokładnie opłukać czystą wodą. (Większość z was rozumie działanie ”odporności organizmu”, sami jesteście alergikami, albo macie dzieci z alergią i wiecie, że ”przyzwyczajenie się do alergenu” niweluje jego działanie. Ale wielu z was ciągle nie może pojąć, że pies zabrany nad jezioro, którego woda ma inną ”chemię” niż bajoro ”obok domu” może ciężko znieść tę różnicę -analogicznie do dziecka przyzwyczajonego do zestawu kwiatów w domowym ogrodzie, ale reagującego na bukiet róż ”u cioci na imieninach”). W przeciwnym razie pies zacznie się drapać, będą tworzyć się rany, które łatwo się infekują… I wtedy zaczyna się eksperymentowanie: ”Czym to zaleczyć?” i szprycowanie psa tym, na co akurat wpadnie JAKIŚ weterynarz… Właśnie! I ta nieszczęsna wiara w weterynarzy, przepisujących dogo/bullom/dalmatyńczykom te same specyfiki, które sztampowo podają wszystkim innym psom.

Zaczyna się od tego, że część bardzo popularnych preparatów, przepisywanych przy okazji ”typowych dolegliwości”, upośledza narząd słuchu psów. Jest to o tyle ważne, że bardzo niewiele dogo przechodzi BAER test w szczenięctwie i większość właścicieli nie wie o tym, że ich pies słyszy, owszem, ale tylko na jedno ucho. (Nie zauważają nawet, że zwyczajowo tylko jedno ucho ich psa ”wędruje”, łapiąc źródło dźwięku, podczas gdy drugie zawsze jest w tej samej pozycji). Nie zrozumcie mnie źle, ale większość weterynarzy nie ma pojęcia ani o tym co to jest BAER TEST -i nic dziwnego, bo na palcach jednej ręki można policzyć wykonujących go w Polsce specjalistów- ani o tym, jak leczyć dogo, bo jest to dla nich ciągle rasa niebywale egzotyczna i ‚lecząc’ je nie poświęcają szczególnej uwagi specyfice ich umaszczenia i wszystkiemu co się z nim wiąże. To, że jakaś pani albo pan weterynarz sprawdzał się, kiedy mieliście ONka, Jamnika albo świnkę morską nie znaczy, że będzie właściwą osobą do prowadzenia Dogo Argentino; BIAŁEGO (myśliwskiego) MOLOSA.

Kiedy twój pies zaczyna mieć problemy skórne na początek najlepiej jest zrobić dokładną dokumentację fotograficzną i o poradę poprosić hodowcę, od którego się go ma, bo to może bardzo skrócić czas ”eksperymentowania”. (Chyba, że psa kupiliście od jakiegoś handlarza, wtedy zostaje wam ”proszenie się” u innych posiadaczy i hodowców dogo. (Ale nie liczcie na to, że hodowca zechce W NIESKOŃCZONOŚĆ POŚWIĘCAĆ SWÓJ CZAS KOMUŚ, KTO JEST AŻ TAKIM IGNORANTEM, ŻE NIE UMIAŁ POZNAĆ SIĘ NA HANDLARZU, OD KTÓREGO PSA KUPOWAŁ). Jeżeli to nie wystarczy, idziemy z psem do weterynarza. Ale nie do pierwszego lepszego, tylko ZASIĘGAMY OPINII i szukamy kogoś, kto wie co robić, a nie kogoś, kto na naszym psie będzie eksperymentował i sprawdzał preparaty, które mu przedstawiciel handlowy firmy farmaceutycznej akurat podsunął.

To samo tyczy się kontrolowania wzrostu i wagi dogo -SŁUCHAJCIE HODOWCY, czyli kogoś, kto dokładnie zna poszczególne etapy rozwoju MOLOSA, w tym przypadku Doga Argentyńskiego. Tego samego szukajcie u weterynarzy, bo jest ogromna różnica pomiędzy tym jak rozwija się dogo, lab czy ONek i ktoś, kto jako weterynarz głównie zajmuje się przycinaniem zębów królikom miniaturowym, nie będzie właściwą osobą do prowadzenia dogo, szczególnie, kiedy pies nabiera masy i rośnie. Krótko mówiąc: mieszkasz w jakimś ”pipidowie”? To zanim do swojego domu sprowadzisz dogo, przeanalizuj, jak daleko masz do najbliższego wiarygodnego, odpowiedniego dla prowadzenia psa tej rasy, weterynarza i wkalkuluj sobie w koszty utrzymania psa, wizyty u tego NIEPRZYPADKOWEGO lekarza.

***To się NIE MUSI zdarzyć, to się MOŻE NIGDY nie zdarzyć, o ile tylko uświadomimy sobie znaczenie NAWYKÓW w zachowaniu naszych psów. DLATEGO BARDZO WAS PROSZĘ: PRZECZYTAJCIE TĘ KSIĄŻKĘ ALBO KUPCIE SOBIE AUDIOBOOK i zacznijcie myśleć o tym, czego wasz pies ”sam się nauczył”.

Mnóstwo ludzi napalonych na dogo mieszka na terenach podmiejskich/poza miastem, gdzie sytuacje pt. ”wpadliśmy na sarenkę/dziczka” są równie częste, jak ”wpadanie na koty” i jest wśród nich masa IDIOTÓW, dla których nie ma nic złego w tym, że ich pies ”pobiega sobie za sarenką, tak tylko troszkę ją pogoni, wybiega się przecież” -to jest tak… Ok, ugryzę się w opuszki palców, ale takie teksty nawet w postaci ”żarcików” są mega słabe. Myśliwy ma pełne prawo odstrzelić psa, który ugania się za dziką zwierzyną. Kropka.

****To też się nie musi zdarzyć. Instynkt łowiecki u jednych dogo jest bardzo silny u innych nie, ale JEST ZAWSZE. Nieprzekierowany na ”spalanie się psa” w wykonywaniu konkretnej pracy, co w opcji ”minimal” oznacza psa ułożonego = poddanego woli przewodnika (a stworzenie takiej relacji z psem wiąże się z ogromnym zaangażowaniem właściciela), będzie mieć/miewa tragiczne skutki.

Dogo stawia wymagania swojemu właścicielowi. Niestety bardzo wielu nowych właścicieli nie jest w stanie im sprostać. Szczególnie tych ignorantów, którzy ”sobie kupili dogo”, bo ”Było ogłoszenie w internecie, że są szczeniaczki”, tych którzy kupili przypadkowe psy, od przypadkowych ludzi z pretęchą ”hodowcy dogo”, bo ”kiedyś mieli trudnego psa”, bo ”Na posesję nikt nie wejdzie”, bo ”dogo na smyczy podnosi prestiż (na osiedlu domków jednorodzinnych kupionych na kredyt…)” i bo ”Było blisko, nie musieliśmy daleko jechać”, albo -to mój ulubiony typ, który mogę scharakteryzować następująco: ”Ona się nudzi i trochę boi, kiedy jego nie ma i się jej czułałki przejadły, bo wszystkie koleżanki mają, i ona chce coś innego, większego, ale ładnego i białego, żeby do białych kozaczków pasowało”. Wszyscy ci ludzie nie szukali właściwej dla siebie rasy, WŁAŚCIWEJ hodowli, albo po prostu nie zrezygnowali z kupna psa, tylko pojechali tam, gdzie zawiodło ich ogłoszenie z gratki, tablicy, OLXa, czy allegro. Nie nawiązali żadnego kontaktu z hodowcą, żeby przekonać się czy ten jest rzetelny, czy tylko bezczelny (z drugiej strony w większości i tak byli bez szans…). I NIE MAJĄ POJĘCIA TAKŻE O BEHAWIORZE, więc nie są stanie uprzedzić, zapobiec niewłaściwym zachowaniom swoich psów. Oni nie wiedzą, że coś się dzieje, dokąd pies nie zacznie ”wypraszać ich z kuchni, kiedy je”. Nie umieją psa wychować, nie są dla niego żadnym autorytetem, więc nie ma mowy o tym, by byli przewodnikami, których ten respektuje. Budzą się i coś im w czaszkach zaczyna pikać, kiedy pies np. ”zjada meble” i ”warczy”. Ten typ właścicieli jest zbyt ograniczony intelektualnie i mentalnie (udowodnili to od początku, postępując po prostu głupio i ulegając pokusie ”kupię sobie dogo”), żeby objąć skalę zjawiska. Ci ludzie nigdy w pełni nie korzystają z tego, że mają psa, bo nie są w stanie zbudować z nim pełniej relacji. Zaniedbują go od samego początku i nawet nie zdają sobie z tego sprawy, bo nie wiedzą (nigdy nie widzieli) jak rozwija się molos. Nie potrafią go właściwie karmić (a od tzw hodowcy nie mogą oczekiwać pomocy, bo ten sam niczego nie wie), więc ich psy niewłaściwie się rozwijają; mają niedobory minerałów, krzywice, niedowagę, niedorozwój mięśni albo nadwagę, kłopoty ze stawami (zwłaszcza, że od szczeniaka wychowują się na śliskich płytkach i nie są suplementowane), nie są socjalizowane z otoczeniem; a) ludźmi –szczególnie małymi dziećmi, które psy znudzone i praktycznie można powiedzieć, że -jak ich właściciele- przez to ‚intelektualnie upośledzone’, posiadające silny instynkt łowiecki, nienauczone bezwzględnego szacunku do ”ludzkich szczeniąt”, w sytuacjach wyjątkowo dramatycznych mogą potraktować albo ”tylko” chcieć potraktować, jak ”kota” -a już samo to w wykonaniu dogo jest bardzo niebezpieczne b) innymi zwierzętami -nie tylko psami, ale i krowami, końmi…

Życie z białymi jest dla tych właścicieli trudne, tym bardziej, że nie umieją oni podejść do kwestii wychowania psa/rehabilitowania go w sposób całościowy. Szukają rozwiązań konkretnych problemów, chcą eliminować konkretne zjawiska, ignorując, zupełnie nie rozumiejąc, że ”to wszystko się ze sobą łączy”. W efekcie osiągają krótkotrwałe albo po prostu mizerne rezultaty. I ciągle nie rozumieją dlaczego im ”nie wychodzi”.

*****Aby harmonijna relacja była możliwa, niezbędny jest jeden składnik: AUTENTYCZNE ZROZUMIENIE PRZEZ WSZYSTKICH ZAANGAŻOWANYCH, ZASAD. Wprowadzenie kolejnego psa do stada, w którym wszyscy znają swoje miejsce i przestrzegają zasad (z tym akurat LUDZIE mają problem -np. ona się stara, a on nie i na odwrót) jest znacznie prostsze niż liczenie na to, że z chaosu jakoś ”cudownie”, nagle i ot tak, po prostu, ”zrobi się” harmonia albo co najmniej porządek. Świetne są wszystkie te akcje typu ”Mam dwa samce, w tym dogo i one nie bardzo się dogadują” -co mogę powiedzieć? Przychodzi taki moment, kiedy już się ”nie chce”… Kiedy brak wyobraźni ”pomysłowych” posiadaczy psów po prostu zaczyna …śmieszyć. Ja mam wtedy ochotę rozsiąść się na wygodnej kanapie i ‚patrzeć, jak świat płonie’…

Reasumując: nie stosujesz zasad CM, ale ci dobrze w relacji z twoim psem -o życiu nie wspominając- to gitara, byle ci dobrze było. Jak masz ”sajgon” i z psem/psami, i w życiu, w relacjach z ludźmi, ale twierdzisz, że CM to ”idiota”, albo ”faszysta”, a ktoś, kto jasno odpowiada ci na pytanie i instruuje cię jak postępować, by naprawić problemy, jest ”zarozumiały”, a ”to nawijanie o energii, to pieprzenie”, to twój wybór, ja cię ”nawracać” nie będę. (Nie mój cyrk nie moje małpy)

Zuza Petrykowska

Ps. Błagam! Zrób przysługę swojemu psu i nie sprowadzaj go do domu, w którym na podłodze są śliskie płytki/panele! To najszybszy, gwarantowany wręcz sposób na zafundowanie psu rozwalonych stawów, a potem jest płacz i zgrzytanie zębów, bo ”jak to odkręcić?” (I pompowanie kasy w leczenie psa, kiedy w najgorszym, przypadku zrobiło się z niego kalekę)…

PPs. Tak: jeżeli dotąd ‚nie wcisnęłam lajka’ pod zdjęciem twojego psa, to dlatego, że nie ma ku temu powodu. I nie: nie jest tak, że jak się coś nieciekawego/brzydkiego obejrzy wystarczającą ilość razy, to się to ”ładne” staje. Po prostu człowiek się przyzwyczaja, że to jest brzydkie. Nic poza tym.

PPPs. To nie jest normalne, ze dogo dookoła oka zamiast sierści ma szerokie na pięć milimetrów ”okulary” z łysej różowej skóry! Heeeloooooł!!!

PPPPs.http://obcyjezykpolski.strefa.pl/?md=archive&id=491

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu oraz zdjęć bez zgody autorów jest zabronione.

Zdjęcie z http://www.poprostuksiazki.eu/2013/05/recenzja-sila-nawyku-charles-duhigg.html 

Dogo Argentino : XIX Międzynarodowa Wystawa Psów Rasowych Katowice 22.03.2014 r

485541_820640164631498_1758855389_n

Na zdjęciu Cazador Criollo DESPERADO – CAC, CACIB, BOB

fot. Ewa Ziemska (Rey Gladiator)

Na początek pełne wyniki, a tuż po nich linki do filmików z YT 🙂

____________________

PSY

klasa szczeniąt

Alcatraz Caballero Fantasma – 1 wo.

klasa młodzieży

HEROS Złota Troja – Zwycięzca Młodzieży, Najlepszy Jumnior w Rasie
LOCO White Hunter – 2
JADEO de Los Escorpiones Blancos – nieobecny
B-BOY Blancos Lobos de La Montenes – nie do oceny (zostałam poinformowana iż powodem braku możliwości oceny było cyt. : Marcin Pietrowicz: bo nie chciał się dać złapać za jaja)

klasa pośrednia

BARTON Guerrera del Blanco – nieobecny

klasa otwarta

HUIRO de Los Escorpiones Blancos – CAC, res.CACIB
INEKO White Hunter – 2
El Susto Blanco CORRADO – 3

klasa championów

Cazador Criollo DESPERADO – CAC, CACIB, BOB

 

___________________

SUKI

klasa szczeniąt

CAMAYA Arroyo Blanco – wo. BEST PUPPY

klasa młodzieży

ROSARIO del Cavdillo
ZARINA Taurus – nieobecna

klasa pośrednia

VAIRA Blansky Les – CAC
ARROGANT ANGEL Insane White Love – 2
COCO de Lacy Atoazra – 3
BRASILIA Guerrera del Blanco – 4
KATIUSHA White Hunter
Dianca Alquanto Magnificente

klasa otwarta

MARICA Debajo de Gran Torre – CAC
SAFONA Złota Troja – 2
AYMARA Garganta del Diablo – 3
ASKA Mordida de Tijera – nieobecna

klasa championów

FABIANA de Los Escorpiones Blancos – CAC, CACIB
DOLORES Dogo Primera – 2 res. CACIB

 

_____________________________

A za komentarz nich posłuży wpis Oli Nie Aleksandry z Insaine White Love :

”Bywałam na różnych wystawach zanim w moim domu zagościły dogo. Oglądałam różne rasy, ale nigdy nie spotkałam się z tak dokładną oceną. Myślę, że Wszyscy, którzy byli wczoraj obecni ciągle są jeszcze pod wrażeniem dokładności i skrupulatności sędziego . Oglądał, dotykał, zaglądał, przeglądał, obserwował i to co wzbudziło największe chyba wrażenia to mierzył -chodził z miarką i mierzył. Dodatkowo wypraszał z ringu psy, które po prostu nie były przygotowane. To naprawde było wspaniałe show! Oby więcej takich sędziów i takich show! Gratuluje zwycięzcom!

 

 

 

LINKI (od klasy szczeniąt do Best of Breed) :

https://www.youtube.com/watch?v=-UwuN0VSwTo

https://www.youtube.com/watch?v=8n9Eu1m2qms

https://www.youtube.com/watch?v=J1jlsx68iww

https://www.youtube.com/watch?v=ShTbOSycPyM

https://www.youtube.com/watch?v=0Q75VQL3GAE

https://www.youtube.com/watch?v=m4FF14z8KH0

https://www.youtube.com/watch?v=aKan0DN8Oqs

https://www.youtube.com/watch?v=46qrjD91Yog

https://www.youtube.com/watch?v=yE8SowtGYC8

https://www.youtube.com/watch?v=gnZyiZcR3iU

https://www.youtube.com/watch?v=i6bbogH9q-c

https://www.youtube.com/watch?v=r4Bk9smNaiE

https://www.youtube.com/watch?v=AImSY5SwH-k

https://www.youtube.com/watch?v=nZNqGZHmwY0

https://www.youtube.com/watch?v=AqIGU9tOIQ0

https://www.youtube.com/watch?v=2q2kJyWKq9Q

https://www.youtube.com/watch?v=kXzTk_kzOPc

https://www.youtube.com/watch?v=f3j2-KjDFIM

https://www.youtube.com/watch?v=oQO0IA_gsec

https://www.youtube.com/watch?v=4GXcIdHsTv4

https://www.youtube.com/watch?v=x8wkSUgzW60

https://www.youtube.com/watch?v=msPdgjMmv58

https://www.youtube.com/watch?v=OR3A1u3utAk

https://www.youtube.com/watch?v=rz4chfjQLYM

https://www.youtube.com/watch?v=g9Zm3oUn6jU

https://www.youtube.com/watch?v=0KNdpPqjp4g

https://www.youtube.com/watch?v=5Ano4yop0BA

Zuza Petrykowska

STAŁY(TROLL)FRAGMENT GRY W ŚWIECIE ”HODOWCÓW” I ”MIŁOŚNIKÓW” RASY DOG ARGENTYŃSKI (EDIT 2015: PET Z NIEBIESKĄ CĘTKĄ NA TĘCZÓWCE POKAZYWANY JEST NA WYSTAWACH ZWIĄZKU KYNOLOGICZNEGO W POLSCE)

 do tekstu

Dostałam dziś od osoby będącej członkiem fejsbukowej grupy Dogo Argentino Polska (Poland) prywatną wiadomość ze screen’em. Ten ktoś oburzał się, że na ”konkurencyjnym” profilu pojawił się, pod postem ”anonimowego” właściciela tegoż profilu, wpis, w którym jedna . pisze, że jestem jak ksiądz… Właściwie to poczułam się urzeczona troską i zobligowana do ”reakcji” (Przy okazji: cieszy mnie, że coraz więcej z państwa NAPRAWDĘ CZYTA DOGO-NET). Ok, reaguję: mam nadzieję, że ta suka ”Frutilla Nido De Condores” tzn suka tej z nickiem ”Frutilla Nido De Condores”, skorzysta z akcji BAER dla Dogo Argentino. W końcu, z myślą o psach z tym przydomkiem powstała owa akcja. Jeżeli suka już skorzystała, to mam nadzieję, że słyszy dobrze i ta z nickiem ”Frutilla Nido De Condores” pamięta, że to moje kontakty załatwiły min. jej suce badanie słuchu za 5 dyszek, bo nikomu poza mną nie chciało się wykonać kilku telefonów -to uściślam dla tych wszystkich, którzy zarzucają mi ”autokreację” i ”przerost ego”, Pewnie łatwiej trollować i kreować szitsztormy niż wziąć się za coś pożytecznego, ale ludzie: jest granica po przekroczeniu której… No, jeśli sami tego nie ogarniacie, to nikt wam nie pomoże. A MOŻE TAMTA SUKA, W DRODZE WYJĄTKU, MIAŁA WYKONANY BAER TEST, ZANIM ZOSTAŁA SPRZEDANA? PAMIĘTAMY WSZYSCY TEN http://www.pupileo.pl/showthread.php?t=24509&page=7 WĄTEK, A JUŻ SZCZEGÓLNIE PAMIĘTAMY TEN POST:

1466181_545926165494046_1778253846_n

Odnośnie ”pana ”psia krew” vel Takangor (takiego nicku używał na Dogomania Forum i Pupileo [dawne Forum Molosy]), właściciela psa Bocanegra Nido de Condres, mogę powiedzieć tylko tyle, że chciałabym zobaczyć jak w sierpniu w Białymstoku wprowadza na ring swojego peta z niebieską cętką na tęczowce, tak jak już zrobił to jakiś czas temu na innej wystawie… Obawiam się jednak, że próżne me nadzieje, bo tym razem sędzia będzie wybitnym specjalistą od dogo. Pan Massimo Inzoli, bo to o nim mowa, jest nie tylko sędzią, ale i znanym hodowcą DA (przydomek ”de Angel o Demonio”) i założycielem DACI, czyli Dogo Argentino Club Italia, a na samej wystawie z pewnością będzie więcej niż jeden Dog Argentyński. A, i gdyby np. powstała teoria, w którą ktoś chciałby uwierzyć, że to np. ”wypadek” i co do tęczówki Bocanegra Nido de Condres, to ”się mu tak teraz dopiero zrobiło”, to proszę:

Edit 2015: podczas XXIII Międzynarodowej Wystawy Psów Rasowych CACIB Łódź 2015 (Judge Sergio Pizzorno (UY) ) w kl. otwartej, ”Takangor” pokazał swojego Bocanegra Nido de Condres. Pamiętajmy: we wzorcu Dogo Argentino oczy różnobarwne uznane są za wadę dyskwalifikującą:

Cóż… ”się zrobiły” szczeniaki, musiał je ‚zalegalizować’ w Związku Kynologicznym w Polsce, więc ciągał peta po wystawach. No comment. Foty z wątku ”Miot ”B” w Nido de Condores”, na Pupileo, kiedy to ”pupi” było jeszcze Forum Molosy. Wszyscy wiedzą, wszyscy udają, że jest ”spoko i cool”… 

Dawno, dawno temu

Kiedy zaczynałam kompletować materiały do bloga, planowałam zacząć od tekstów opartych o ”archiwum Forum Molosy” (dziś Pupileo) i Dogomania Forum, ukazujących nieuczciwość, czasem prostactwo -szczególnie interesujące w przypadku przebrzmiałych dziś gwiazd dawnego Forum Molosy oraz tych, które się na owym forum wykluły… Inni dogo pasjonaci, w tym hodowcy odradzali mi ten ”kierunek”, zwracając uwagę, że właściwszym będzie skupić się w blogu na ”edukacji” dotyczącej psiej anatomii, rozumienia wzorca etc. -ok, grunt to mieć pozytywne nastawienie…

Nie wszyscy zdają sobie sprawę, że kynologia jaką dziś znamy narodziła się na Wyspach Brytyjskich, a -wszędzie i od zawsze- samo zagadnienie rozmnażania zwierząt ”w czystości rasy”, było zajęciem tzw wyższych sfer: ludzi, mówiąc banalnie ”bogatych”, posiadaczy majątków ziemskich, osób autentycznie wykształconych, o wysokim poziomie kultury osobistej, oczytanych i ciekawych świata. Dziś, kiedy mięso potrzebne do wykarmienia gromady psów przestało być towarem ”ekskluzywnym”, byle cieć, nie mający w zwyczaju myć rąk po wyjściu z ”toalety”, może ”brać się za hodowlę” min rasowych psów. A inny cieć, który być może nawet -jakimś cudem- dorobił się tytułu ”magistra”, a może tylko ”ma gadane”, może mieć się za znawcę w absolutnie każdej dziedzinie – w końcu wszyscy jesteśmy wolnymi ludźmi.

Ja bazując na tej ”wolności nas wszystkich” zawsze wychodzę z założenia, że każdy ma prawo do własnego zdania czy opinii, jednak za wartościowe uważam tylko te opinie, które oparte są o znacznie więcej niż tylko samo prawo do ich wyrażania.

Wytyczne 

Moja chęć poznania rasy, zgłębiania tematu ”Dogo Argentino”, wynikała z faktu, że był czas, kiedy przygotowywałam się do przyjęcia na siebie odpowiedzialności w postaci dogo i było dla mnie oczywiste, że muszę solidnie odrobić pracę domową i naprawdę dobrze się przygotować, jeśli chcę białego. A jeszcze w maju 2011 roku w całym polskojęzycznym internecie nie można było znaleźć podstawowych informacji na temat typowych dla tej rasy zdrowotnych problemów -włączając w to, to zawłaszczone szczególnie przez jedną panią z dużym ciśnieniem na bycie autorytetem i hodowanie, ”Forum Molosy”. Nic o tym czy i jak Polacy rozmnażający Dogi Argentyńskie pod szyldem ”Związek Kynologiczny w Polsce”, starają się (czy w ogóle?) niwelować wielki zdrowotny problem tej rasy, czyli jednostronną głuchotę. Tyle było na tym forum postów… A nic o tym, czy ludzie tam prezentujący swoje hodowle wykonują BAER  szczeniętom, nim przekażą je nowym właścicielom ani o tym, czy osobniki dorosłe, używane do rozrodu obustronnie słyszą… Niestety, praktycznie równocześnie, właśnie w tamtym okresie, hodowla SanAgnes, którą wyszukałam sobie, po dłuuugo trwającym ”przeszperze” w internecie i wybrałam jako tę, z której psa (nawet peta) bym chciała, z uwagi na fakt, że Dogi Argentyńskie z tym polskim przydomkiem odznaczały się wyjątkowo wspaniałym wyrazem, nie do znalezienia nigdzie indziej w Polsce (Sorry, w tamtym czasie moim drugim wyborem była hodowla White Hunter, dogo z obu tych hodowli miałam przyjemność widzieć live na wystawach), zawiesiła swoją działalność. A niedługo potem mój tryb życia uległ znacznej zmianie i na tę chwilę częste wyjazdy wykluczają sens -z mojego punktu widzenia- wprowadzania do mojego życia odpowiedzialności w postaci Dogo Argentino. Jednak uwieńczeniem moich poszukiwań odpowiedzi na pytania, które u gwiazd FM spowodowały rzyganie jadem i  tzw pękniecie żyłek był tekst, który pierwszy raz opublikowałam na FM, we wrześniu 2011 roku:

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2013/07/05/dlaczego-pigment-jest-taki-wazny-dla-dogo-argentino-podsumowanie/: 

Teksty ukazujące się na blogu w późniejszym czasie sprawiły, podobnie jak wcześniej te zamieszczane przeze mnie na forach, że tzw hodowcom co rusz ”pękały żyłki” i zgodnie z przewidywaniem, opartym o rytm/”styl” w jakim dotąd pojawiały się -na internetowych forach- trolle szkalujące mnie i hodowców oraz posiadaczy DA, których podziwiam i szanuję, nieudacznicy kolejny raz ruszyli do ”ataku”. Muszę przyznać, że uważam, że zrobili wielką przysługę środowisku hodowców, posiadaczy i generalnie miłośnikom rasy Dogo Argentino, bo przyszli posiadacze dogo będą teraz uważniej śledzić internet i większym namysłem podejmować decyzję komu zaufać. Nawet jeśli tylko kilkoro z Państwa uniknie kontaktów z patologią polskiej kynologii, będę to poczytywać za sukces. 

Drodzy Państwo 🙂 czytajcie działy poświęcone rasie Dog Argentyński na forach ”Pupileo” (kiedyś ”Forum Molosy”) i ”Dogomania Forum”, zwracajcie uwagę na tzw nicki, czytajcie uważnie co kto pisze , jak to pisze (forma wyrażania ”myśli” drogą pisemną mówi wiele o człowieku), patrzcie na ”chemię” pomiędzy użytkownikami, ”kto od kogo ma psa” i czytajcie ze zrozumieniem, zwłaszcza to, co aktualnie dzieje się na FB.  

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu oraz grafik bez zgody autora jest zabronione.

www.facebook.com/zuzpasjaodogoargentino