Archiwa tagu: Wybór hodowli

”I JEDNA MAŁA ZEBRA” – JAK SIĘ NIE DAĆ WYROLOWAĆ I DLACZEGO TRZEBA CZYTAĆ UMOWY, KTÓRE SIĘ PODPISUJE I RODOWODY PSÓW, KTÓRE SIĘ KUPUJE

Źródło grafiki: Dailymotion [1.]

Na kynologicznych grupach fejsbuka, także tych poświęconych konkretnym rasom, kiedy ktoś (zazwyczaj taką osobą jest nowy członek grupy i przyszły nabywca rasowego psa) zadaje pytanie o badania psiaków używanych do rozrodu oraz sprzedawanych przez tzw hodowców szczeniąt, dyskutanci prześcigają się w ”mudndrościach”. Szczęśliwie czas, kiedy osoba pytająca ”u źródeł” zalewana była jadem i na starcie hejtowana, jako ”wszczynająca niepokój” i ”psująca atmosferę”, wydaje się należeć już do przeszłości i aktualnie takie pytania traktowane są przez ”znawców tematu”, czyli osoby zajmujące się rozmnażaniem psów, najczęściej jako okazja do zareklamowania się. A nie. Sorry! Przemawia przeze mnie tzw myślenie życzeniowe, czyli bardzo chciałbym, żeby tak było, ale ciągle jeszcze nie jest tak, że plucie na pytających o badania to ”definitywna przeszłość”. W każdym razie hodowcy, którzy badają swoje stada hodowlane i szczeniaki, i się tym chwalą, i chwała im za to 😉 Niech hodowcy, którzy uważniej podchodzą do swojej hodowli i selekcjonują pod kątem zdrowia, tych łatwo wykrywalnych, genetycznych obciążeń, rodziców przyszłych szczeniąt, mówią o tym otwarcie. Jeśli tylko ich zapewnienia mają pokrycie w faktach, a polecam przekonać się o tym przed podpisaniem umowy, czyli domagać się okazania wyników badań rodziców i szczeniąt, gdy np. o BAER TEST chodzi, nie pozostaje nic innego jak ”przybić im piątkę” 🙂

Hodowcy i ”żonglerzy”

Sporo hodowców publicznie podkreśla, że bada swoje hodowlane stada (niektórzy zaznaczają, że ”badają praktycznie na wszystko co w ich rasie zbadać można”) i wymaga od hodowców, z którymi rozważa współpracę, okazania (najlepiej) potwierdzonych wpisem do dokumentów danego psa, wyników badań, dopiero po tego rodzaju weryfikacji podejmując decyzje o współpracy i użyciu w swoim planie hodowlanym danego osobnika lub pokryciu suki tamtego hodowcy swoim reproduktorem. I świetnie, bo tak powinno być. Odpowiedzialny i rzetelny hodowca, to ktoś, kto chce swoim psiakom oszczędzić cierpień i zapewnić spokojne domy na całe życie, logiczne jest więc, że musi dbać o ich zdrowie i komfort życia. Jeżeli ktoś taki mówi, że jego psy są przebadane, to na potwierdzenie swoich słów, zainteresowanym nabywcom i hodowcom, pokazuje wyniki świadczące o tym, że jego psy np. nie mają dysplastycznych zmian w stawach, są wolne od głuchoty itp. Każdy tzw hodowca, który pytany o wyniki badań używanych przez siebie do rozrodu psów ”wykręca kota ogonem”  jest… Sami rozumiecie, nie muszę dopowiadać 🙂

Jednak ”argument” o ‚‚wylewaniu dziecka z kąpielą”, gdy mowa o konieczności eliminowania z tzw planów hodowlanych obciążonych schorzeniami osobników, wciąż jest na topie u pewnego typu hodowców. ”Żonglerzy” (tak ja nazywam ten typ) to tzw hodowcy, którzy przestrzegają przed ”zawężeniem puli genowej”, utyskując na eliminację z hodowli osobników, co prawda genetycznie obciążonych jakimś łatwym do ”namierzenia” dzięki badaniom, ale trudnym ”w życiu psa na co dzień”, upośledzeniem, bo ”Przecież, po latach może okazać się, że to co hodujemy w ogóle nie przypomina TEJ rasy”… (Drodzy państwo, zdradzę wam ”sekret”: wystarczy pójść na wystawę, nawet niekoniecznie klubową wystawę molosów i obejrzeć sobie np. Cane Corso albo Dogo Argentino, by ”odkryć”, że sporo z tych psów nie ma nic wspólnego z wzorcem rasy.) Tacy tzw hodowcy udają, że nie zdają sobie sprawy, a może faktycznie nie mają o tym pojęcia (jeśli tak, to natychmiast powinni przestać psy rozmnażać), że w dzisiejszej rzeczywistości wrodzone wady u rasowych psów nie występują już ”solo”. Że np. wyżej wspomniana dysplazja czy też inne, wynikające z genetyki nieprawidłowości aparatu ruchu, coraz częściej łączą się z nietolerancją pokarmową, częściową głuchotą lub chorobami nerek, serca itd. Ci ludzie wolą wyników badań swoich psów nie upubliczniać, trzymać je dla siebie, żeby podobno ”właściwie wykorzystywać wiedzę” i ”nie eliminować niepotrzebnie takich osobników z hodowli, ale by prowadzić właściwy dobór”, zamiast ”wywalać wszystko w kosmos”… Jasne, w końcu to nie oni żyją potem z tymi kalekimi, wymagającymi specjalnej troski i sporych nakładów finansowych, rasowymi psami z ”najlepszych (pseudo)hodowli”… Osoby tego pokroju jakoś nie zwracają uwagi na to, jak bardzo w ciągu ostatnich kilku dekad degenerowane były (i wciąż są) poszczególne rasy, które dzięki modzie na ”limfatyczność” i ”skórzastość”, już dziś ”nie wyglądają jak lata temu”. Mastino Neapoletano w latach sześćdziesiątych XX wieku nie był tym, czym jest dziś, przypominał raczej nieco cięższego Cane Corso i nie kojarzył się z niepełnosprawnością ruchową połączoną z przewlekłymi chorobami skóry. Jeszcze trzydzieści lat temu Dogi De Baurdoux były zdecydowanie bardziej ”sportową” rasą niż są teraz… Wzorzec FCI Fila Brasileiro od niedawna wymaga psa dłuuuższego, chyba tylko po to, żeby grzbiet łatwiej mógł się zapadać…

W molosach jest trend na ”gabaryty”, na rozmiar XXL, moda na ”nowe interpretacje wzorca”, skutkuje tym, że wzorce zmieniane są tak, aby psy stawały się coraz większe, cięższe i …pokraczne. A co!? Machnijmy se 120 kilowego mastifa! Trzeba mieć fantazję! Argentyn to wciąż jeszcze (przynajmniej w teorii ) ”pies myśliwski”, więc może tej akurat ”mody” uniknie, ale kanar, jego ”kuzyn”? Te łękowate, pozapadane grzbiety z czołowych hodowli kanarowych ”turbo-waranów” zdają się podpowiadać nam odpowiedź na to pytanie… Turbo-warany wygaszone? Te kuriozalne klatki piersiowe, pozapadane grzbiety, szeroko rozstawione łapy, w efekcie nisko noszone szyje i łby u psów rasy, której praca polegać ma na chwytaniu byków, to był tylko taki żarcik skacowanych >hodowców< znajdujących się w stanie pomroczności jasnej? Czy jednak wciąż potomstwo tych potworków zalewa rynek? Jeśli wciąż rozmnażane są turbo-warany, to szykujmy się na powitanie nadciągającej w kiepskim, typowym dla min. tzw hodowców kanaryjskich turbo-waranów, stylu: spondylozy.

Nieważne, że nie masz Buldoga Francuskiego czy ONka, wyobraź sobie i pomyśl o tym, że możliwe jest, że już niedługo z np. kanaryjską presą lub brazylijską Filą też możesz zacząć ”mieszkać w lecznicy”… W końcu to nie ”hodowców”, tylko twoje pieniądze pokrywają koszty leczenia tych rasowych psów z jedynie słusznego stowarzyszenia… A propos!

A jakie słowo pasuje dla określanie tego rodzaju osób?

Osobną kategorią są ci, którzy, kiedy nabywca szczeniaka z ich hodowli pod nos podstawia im wyniki badań, diagnozę, listę wykonanych na psiaku zabiegów, które umożliwiły mu ”jako takie normalne”’ funkcjonowanie, oraz rachunki i zwraca się do tzw hodowcy z żądaniem zwrotu poniesionych kosztów oraz apelem o zaprzestanie rozmnażania genetycznie obciążonych rodziców szczeniaka lub podrostka, a także poinformowaniem nabywców miotowego rodzeństwa kaleki o stanie zdrowia kaleki, by ustalić czy kaleka jest jedynym ”niezdrowym” osobnikiem z miotu, mówią coś w rodzaju, To niemożliwe, moje psy są zdrowe, to championy, po wyjątkowych rodzicach, nikt nigdy się nie skarżył. To twoja wina. Powtórzę krycie i wtedy wszystko będzie jasne”. Naprawdę, są w stowarzyszeniu Związek Kynologiczny w Polsce ”egzemplarze” tak bezczelne i pełne hipokryzji, że tego typu teksty przechodzą im przez gardło bez najmniejszego problemu (oni nie mają żadnego problemu z tym, żeby to napisać!) i spełniają to swoje ”powtórzę krycie” rzeczywiście je powtarzając. I znowu rodzą się kaleki. I znowu ludzie borykają się z dramatami. Ci nowi, kolejni nabici w butelkę, którzy ”nie doczytali”, że ”Przecież powinni byli wiedzieć, że wybierają rasę obciążoną ryzykiem”. ”Sami sobie winni” nabywcy kalekich psiaków na ich leczenie niejednokrotnie wydają 2-3 razy tyle ile zapłacili rozmnażaczowi… Tacy tzw hodowcy, w rzeczywistości zwykłe pseuduchy, utrzymują, że są ”hodowcami” i, że ”Jeśli coś wyszło nie tak”, to może ”Po prostu kojarzenie było niefortunne” i nie ma w tym, żadnej ich winy, ”Tak się po prostu stało”. Nieżalenie od tego ile wad u danego psiaka (i jego rodzeństwa) się ujawniło, upierają się, jednocześnie nie wykonując jego rodzicom szczegółowych badań, że ”Ojciec i matka są wartościowe w sensie hodowlanym i nie należy rezygnować z używania ich do dalszej hodowli”, i ”Może po prostu kaleki pies był źle karmiony?”… Powiecie, trzeba ich po sądach, sukinsynów ciągać! Jasne, jest to pomysł, Ale polskie prawo nie chroni konsumenta towaru pies rasowy w taki sposób, jak chroni innych konsumentów – będzie o tym ”parę słów” w trzeciej części komentarza na temat  wysuwanych przez tzw Zespół posła Sachajko pomysłów odnośnie zmian w Ustawie o Ochronie Zwierząt. Przypomnijcie mi (jeśli zapomnę), bym w najbliższym czasie zamieściła treść skierowanego przeze mnie do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów zapytania oraz odpowiedź urzędników. Tak więc drogi konsumencie towaru pt. ”Pies rasowy”: TYLKO PRECYZYJNIE SKONSTRUOWANA UMOWA Z PRODUCENTEM TOWARU PIES RASOWY JEST W STANIE CIĘ OCHRONIĆ, GDY OKAŻE SIĘ, ŻE TRAFIŁEŚ NA PSEUDUCHA UDAJĄCEGO HODOWCĘ.  

Recesywność cech, wyizolowane allele vs. mentalność typowego tzw hodowcy

Wielokrotnie prosiłam was, moi czytelnicy, abyście czytali rodowody psów, które mają być rodzicami waszych szczeniaków. Hodowcy należący do ZKwP chwalą się, że rodowody ich psów pokazują cztery pokolenia wstecz. Super! Korzystajcie z tego i sprawdźcie rodowody mamy i taty szczeniaka, którego zamierzacie kupić, bo to, co jest bardzo, bardzo ważne, jak zwykle ”umyka” w fejsbukowcyh rozmowach, które możecie sobie czytać na grupach albo w których nawet bierzecie udział.

”Sprawy prywatne”

Metody hodowlane to dla wielu tzw hodowców ”prywatne sprawy”. W oparciu o nie, te ”metody hodowlane”, tzw hodowcy tworzą własne linie, łączą swoje linie z innymi, decydują się na ”kierunek hodowli”. Nie lubią o tych metodach mówić, a już szczególnie nie przy okazji tematów dotyczących badań genetycznych, badań RTG, badań BAER itp., czyli wszystkiego tego, co dla każdego etycznego hodowcy jest oczywistym elementem selekcji i nie stanowi tematu tabu w rozmowie z potencjalnym nabywcą szczeniąt lub innym rzetelnym hodowcą, ani właściwie z każdym kto o te badania zapyta. Dobór rodziców szczeniąt drogą eliminacji osobników, być może fizycznie, w kontekście eksterieru, poprawnych, ale jednak obciążonych wrodzonymi schorzeniami, jest dla wielu tzw hodowców wciąż ”zbyt drastyczną metodą”. Dlatego też istnieją całe linie oparte na ”wybitnych przodkach”, w praktyce genetycznie obciążonych bardzo poważnymi schorzeniami. Poniższa grafika obrazuje rodowód suki rasy Presa Canario/Dogo Canario z bardzo znanej polskiej hodowli ZKwP/FCI… 

Moda na badania jest niebezpieczna

Wracając do analogii z Buldożkami Francuskimi i ”mieszkania w lecznicy”, ”czyste” RTG np. stawów biodrowych, czyli takie które mówi nam, że dany osobnik wolny jest od dysplazji lub ”zmian dysplastycznych”, jeżeli mamy do czynienia z podrostkiem poniżej 18 miesiąca życia, nie jest gwarancją, że pozostałe stawy kończyn tylnych okażą się wolne od nieprawidłowości. Nie zawsze ”czyste biodra” równają się ”czyste” stawy kolanowe i skokowe (u Bokserów badanie stawu kolanowego jest wymogiem). Warto o tym pamiętać. Podobnie o tym, że łokcie bez nieprawidłowości nie oznaczają, że nie będzie ich w stawach barkowych czy w nadgarstkach. Jeżeli macie zamiar na swojego psiego przyjaciela wybrać molosa lub presę, to poczytajcie sobie o chorobach kręgosłupa, bo niestety, nawet u tych ”lżejszych”, jak np. kanary, daje o sobie znać coraz częściej ww spondyloza, dotąd bliżej znana głównie pasjonatom np. Owczarków Niemieckich…

Moi drodzy, uczcie się o morfologii i żywieniu psa. I przykładajcie się do tego. Zrozumcie czym jest układ kostny, jak funkcjonuje, dlaczego muskulatura jest tak ważna, bo tylko tak będziecie w stanie zapewnić swoim psom odpowiednie warunki. Tylko bogaci w wiedzę będziecie umieli się o nie autentycznie troszczyć, a nie tylko być ich właścicielami.

I pamiętajcie, że kiedy większość hodowców danej rasy określone badania u swoich psów wykonuje i upublicznia ich wyniki, mniejszość, która swoich psów nie bada, czuje się… źle. I musi jakoś ”poprawić sobie humor”, usprawiedliwić swoje postępowanie w oczach innych. Tzw hodowcom fantazji, buty i hipokryzji nie brakuje, kiedy starają się lekceważyć pytania o badania, a pytających przedstawiają jako ”pretensjonalnych, rozkapryszonych bałwanów”, którzy ”o pracy hodowlanej nie mają pojęcia” i ”łatwo dają się zmanipulować mitycznym wynikom badań”. Ale to od was zależy czy dacie się wyprowadzić na manowce.

Uczcie się na cudzych błędach

Bardzo wielu z was spędza duuużo czasu w Facebooku. ”Siedzicie na grupach”, czytacie tematy dotyczące ”waszej” rasy, w tym dyskusje, a raczej tylko rozmówki i ”gównoburze”, ”nawiązujecie kontakt z hodowcami” itd. I nierzadko robicie to znacznie dłuuużej niż przez tydzień. Wsiąkacie w te grupkowe klimaty, czytacie wszystko jak leci i wybieracie sobie ”guru”, ”autorytety” z fejsbuka… (Brr…). Dlatego bardzo Was proszę, jak już jesteście na tym Facebooku, to zwracajcie uwagę na to, jak tzw hodowcy reagują na posty dotyczące badań, publikowania wyników psiaków obciążonych schorzeniami, jak traktowane są osoby, które jakiemuś hodowcy zaufały, nabywając psiaka z jego hodowli i jak ten hodowca albo tylko tzw hodowca, potraktował tego kogoś, kiedy okazało się, że psiak jest specjalnej troski. Wyciągajcie wnioski z cudzych błędów. Nie bądźcie naiwni i nie liczcie na to, że wam ”to się na pewno nie zdarzy” albo, że zostaniecie potraktowani ”inaczej” przez kogoś, kto pół roku temu czy dwa lata wcześniej, jak gówno potraktował człowieka, który na którejś z grup (a może kilku) opisał swoje doświadczenie z nim, jako hodowcą, od którego kupił psa, bo się wam wydaje, że ”wy jesteście wyjątkowi”. Jak już spędzacie czas, gapiąc się w Facebooka, to zapamiętuje ”hodowców” biorących udział w gównoburzach, opluwających nabywców, którzy wydali często spore pieniądze najpierw na zakup szczeniaka, a potem na jego leczenie i rehabilitację. Na to, jak ”hodowcy” winą za zaawansowane zmiany o cechach dysplazji u szczeniaka albo ciasną krtań obarczają nabywców, którzy ”Przecież powinni byli wiedzieć, że wybierają rasę obciążoną ryzykiem”. Nie kupujcie psów od ludzi, którzy sami, z własnej woli obnażają się jako skończeni prostacy i prostaczki, aroganccy, bezduszni hipokryci z ciśnieniem na szmal, bo będziecie tego żałować.

Smutny trend na grupach kynologicznych; rozmówki o tym ”Jak się bronić przed natrętnym nabywcą, który chce zwrotu forsy za upośledzone szczenię?

W jednym z kolejnych artykułów powklejam wam tzw zrzuty ekranu dokumentujące cwaniakowanie tzw hodowców, ich rózmówki o tym, jak rolować nabywców psów z  niepełnosprawnościami, psów upośledzonych genetycznie. Teraz posłużę się przykładem z kreskówki 🙂 W 1952 roku, w jednym z odcinków Looney Tunes, zatytułowanym ”Fool Coverage”, Daffy Duck usiłował (dosyć agresywnie) sprzedać Porky Pig ”pełne ubezpieczenie”. Prosiak miał dostać milion dolców za podbite oko. Oczywiście był ”haczyk”, który Daffy wyjaśnił Porkyiemu dopiero po tym, jak ten podpisał umowę…. Do ”zdarzenia”, do tego podbicia oka, musiałby dojść w domu Porkyiego, 4 lipca, czyli w amerykańskie Święto Niepodległości, pomiędzy godziną 15.55 a 16.00, w wyniku paniki stada dzikich słoni, podczas gradobicia…

Kiedy Daffy, zadowolony z siebie, przekonany, że wkręcił kolejnego naiwniaka, zacierał rączki, do domu Porkyiego wbiegło stado słoni, zegarek Kaczora wskazywał godzinę 15.57, to był 4 lipca, a na zewnątrz szalała burza gradowa. Prosiak z podbitym okiem zażądał od naciągacza, aby ten wypłacił mu ów obiecany w umowie milion zielonych i wtedy, zdesperowany Daffy, na chybcika dopisał jeszcze jeden punkt; to miało być ”stado słoni i Jedna Mała Zebra”. Nie każdy ma tyle szczęścia, co prawie wyrolowany przez Daffiego Prosiak z Loony Tunes, przez którego mieszkanie, tuż po cwaniackiej zagrywce Kaczora, przegalopowała słownie: Jedna Mała Zebra.

W dużym skrócie: nie dawajcie się nabrać i sami też starajcie się nie ”cwaniakować”. Podpisując z hodowcą umowę, po prostu ją czytajcie. A najlepiej wcześniej poproście o przesłanie jej wam po to, abyście mogli zapoznać się z jej treścią i zgłosić do niej swoje ewentualne uwagi. Jeśli w umowie jest napisane, że psiak, do którego prawo własności nabywacie, jest ”Wolny od wad i zdrowy”, to wady od których ma on być wolny muszą być wymienione jedna po drugiej. Tak samo wymienione mają być przejawy zdrowia albo wykluczone objawy chorobowe. Inaczej sformułowanie ”Wolny od wad i zdrowy” to tylko napis na dropsach, nic nie znaczy, jest zwyczajną wydmuszką. Ośmiotygodniowy (jak i starszy) szczeniak Dogo Argentino w dniu, w którym sprzedaje go wam osoba zajmująca się rozmnażaniem/produkcją psów, może być definitywnie wolny od wady wrodzonej głuchoty całkowitej i częściowej, na co potwierdzeniem jest wynik badania BAER TEST, który nabywca otrzymuje wraz z metryką i książeczką zdrowia psiaka, w dniu podpisania umowy. Inaczej wszelkie ”zapewnienia” to tylko słowa.

Jeśli kupujecie psiaka co najmniej trzymiesięcznego lub starszego, rasy, w której dysplazja sieje spustoszenie, możecie żądać wyników RTG jego bioder. A z całą pewnością powinniście żądać wyników/wykonania RTG stawów szczeniaka, gdy jego rodzice ani ich rodzice nie są osobnikami pod kątem dysplazji badanymi (a mimo to, o zgrozo, decydujecie się kupić szczeniaka.) Jeśli hodowca stwierdzi, że macie ”nie wiadomo jakie wymagania”, ”urwaliście się z choinki” i generalnie, ”upadliście na głowę”, bo ”z tak wcześnie przeprowadzanych badań nic nie wynika”, a was wciąż nie zniechęci do niego taka jego reakcja na waszą troskę o, już w dniu zakupu, stan stawów szczeniaka rasy predysponowanej do wystąpienia zmian w stawach oraz innych genetycznych schorzeń aparatu ruchu, które u szczeniąt można wychwycić, gdy mają podłoże genetyczne już na tak wczesnym etapie życia i pod okiem specjalisty, podejmując odpowiednie kroki, uchronić psa przed kalectwem w przyszłości, zażądajcie dopisania do umowy punktu, w którym: zawrzecie zobowiązanie, że sami, na swój koszt (rzetelny hodowca koszt badania i opisu powinien wam zwrócić, powtarzam: rzetelny) wykonacie badanie RTG bioder w określonym terminie. A także, że wykonacie co najmniej RTG łokci, zwłaszcza w przypadkach, w których pies pochodzi z linii, o której niczego nie wiadomo, lub co do której wiadomo, że zmiany zwyrodnieniowe dotyczą także stawów kolanowych i barkowych i/lub tak wskaże lekarz weterynarii (np. w związku ze zmianami wykrytymi w stawach biodrowych szczeniaka). Ale spróbujcie zawrzeć w umowie z takim hodowcą, tak ”na marginesie”, by został ślad, iż taka rozmowa w ogóle miała miejsce, że jako nabywca chcieliście wykonać RTG bioder szczeniaka, a producent towaru/hodowca szczeniaka sprzeciwił się temu pomysłowi. I przekonajcie się jaka będzie reakcja takiego hodowcy… Gdy chodzi o zabezpieczenie zdrowia psa nie ma miejsca na kręcenie i ”dogadywanie szczegółów potem”, bo ”potem” to wy, jako właściciele bulicie za leczenie psa, to wasza kasa płynie…

Pamiętacie teksty bezczelnych tzw hodowców, o tym, że ”Jako nabywcy molosa/presy, przecież powinniście wiedzieć, że wybieracie sobie psa rasy predysponowanej do określonych schorzeń”? No, to wybijajcie tym hipokrytom ich pseudo.argumenty i żądajcie dokładnego określenia w umowie tego, kiedy pies ma zostać przebadany. Hodowca może wam nawet wskazać jego zdaniem godne zaufania placówki, w których dane badanie możecie wykonać. (Ale wcale nie musicie jechać ”aż do Czech”, w Polsce są świetne uniwersyteckie kliniki!) Poważne zmiany w stawach widoczne na RTG u szczenięcia nim to ukończy wiek 4 miesięcy, mają podłoże genetyczne. Posiadając szczegółową wiedzę co do stanu aparatu ruchu szczenięcia, macie pełne prawo korzystać z rękojmi! I wcale nie musicie zwracać psa hodowcy i wymieniać go na innego! Tym bardziej, że istnieją spore szanse, że psiak zwrócony hodowcy nie uzyska właściwej pomocy (bo ”hodowcy” tną koszty!). Możecie po prostu żądać od ”hodowcy” poniesienia kosztów leczenia psa. Jeśli to konieczne, a praktyka wielu nabywców, którzy popełnili błąd ślepo ufając osobom sprzedającym im szczeniaki pokazuje, że jest to konieczne częściej niż by się wydawać mogło, bierzcie czynny udział w tworzeniu umowy, po prostu ją współtwórzcie. I pamiętajcie, że chodzi o zabezpieczenie interesów obu stron, Gdy hodowca okaże się pseudohodowcą i dojdzie do procesu sądowego, tylko rzetelnie sporządzona umowa oraz wyniki badań psa pozwolą wam uzyskać zwrot kosztów poniesionych na ratowanie waszego psa od pseuducha. A może i zadośćuczynienie, gdy pozwiecie go o straty moralne? 

Jak dbać o dobre imię hodowli?

Na Zachodzie coraz częściej to sami hodowcy wymieniają w umowach badania, którym nowy właściciel ma poddać szczeniaka. Oczywiście, przenosząc prawo własności psa na nabywcę hodowcy-producenci tracą wszelką kontrolę nad tym, co dzieje się z psiakiem i niczego jego nowemu właścicielowi nakazać ani zabronić nie mogą. Ale starają się jak najlepiej wypełnić swoją część zobowiązań i ”pilnują” nabywcy, pomagają mu np. dopytując czy na pewno pamięta, że termin danego badania się zbliża, a po tym jak właściciel psiaka przedstawi im wyniki, zwracają mu poniesione przez niego koszty. Hodowcy-pasjonaci korzystają na tym, że namawiają swoich klientów na wykonywanie określonych badań psiakom, bo postępując, w ten – wciąż jeszcze obcy polskim tzw hodowcom – sposób, nie tylko budują genetyczną mapę swoich hodowlanych linii, ale i zaufanie klientów, czyli nabywców szczeniąt. Działając w ten sposób pokazują także, że autentycznie przejmują się losem psiaków, pochodzących z ich hodowli.

A! Właśnie! Powtórzmy: przenosząc prawo własności psa na nabywcę, tracą wszelką kontrolę nad tym co dzieje się z psiakiem i niczego jego nowemu właścicielowi nakazać ani zabronić nie mogą i tego właśnie faktu nie są w stanie ogarnąć Dziuńki, które na fejsie lansują się jako ”panie hodowczynie”. Pańcie usiłujące wmawiać ludziom, że przedziwnej natury ”wykoncypowane” przez nie, rojące się od zakazów umowy, które nie mają żadnej wartości, są pełnowartościowe. Gdy sprzedaje się psa nabywcy, gdy dochodzi do przeniesienia własności z jednej osoby na drugą, rojenia Dziuniek przestają kogokolwiek interesować. A nabywca, czyli nowy właściciel psa może z nim zrobić absolutnie wszystko co mu się podoba, oczywiście w granicach obowiązującego prawa. Może więc sprzedać psa osobie trzeciej albo zarejestrować go w stowarzyszeniu, które Dziuńki uważają za ”pseudohodowlane” i Dziuńkom nic do tego. Dla zasady zaznaczę: uważam, że w przypadku psów ras podwyższonego ryzyka, psów ras uznawanych za agresywne, których lista w Polsce jest żenująco niekompletna i nieprzemyślana, a samo rozporządzenie dowodzi niekompetencji osób, które ”opracowywały” jego treść, gdy chodzi o rasy takie jak; Dogo Argentino, Alano Español, Presa Canario/Dogo Canario, Fila Brasileiro, Boerboel, wszystkie typy American Bulldogs, wszystkie typy Terrierów Typu Bull, Owczarki Środkowoazjatyckie etc., przechodzenie tych psów z rąk do rąk, wszelki nimi obrót oraz całe ich pogłowie powinno być monitorowane przez instytucje o funkcji kontrolująco-nadzorczej. Ale i ten wątek szerzej poruszam w trzeciej części komentarza nt. zmian w UoOZ proponowanych przez tzw Zespół posła Sachajko. 

Hodowca nie robi wam łaski, sprzedając wam psa. Niestety bywa, że tylko to, że szczeniak z wrodzonymi wadami lub w przewlekłym stanie chorobowym sprzedany został nowym właścicielom, uratowało mu życie. Często jedynymi którym ktoś ”robi łaskę” są psiaki. Bo nabywca jest w stanie w tego swojego jedynego, wyczekanego i od razu ukochanego psiaka, zainwestować niejednokrotnie naprawdę duże sumy, ludzie nawet zadłużają się po to, żeby swoje psiaki móc leczyć. Wracając od hodowcy, trzymając w rękach swojego wyczekanego psiaka, wstąpcie do gabinetu weterynaryjnego (wcześniej wyselekcjonowanego, poleconego wam przez zaufane osoby) i pokażcie szczeniaka lekarzowi. Niech go obejrzy, czasem dobrze jest znać wyniki morfologii krwi… Generalnie, doświadczenie uczy, że pełny profil krwi, szczeniakowi zabranemu z hodowli wykonać należy i tyle. 

48 godzin

Pamiętajcie, że nowy dom to stres i psiak może zachowywać się nienaturalnie, być bardziej wyciszony niż leży to w jego naturze. ”Luźna kupa” lub zaparcie w pierwszym dniu/dwóch dniach to też mogą być ”tylko” objawy stresu, ale wszelkie odstępstwa od normy utrzymujące się dłużej niż maksymalnie 48 godzin są powodem do niepokoju i należy wybrać się do weterynarza.

Po co ci ten pies?

W umowie musi być też zawarta informacja uściślająca ”po co wam pies”. Jeśli chcecie psa ”na wystawy”, to w umowie powinien być punkt mówiący o tym, iż w dniu podpisania umowy szczenię wolne jest od wad uniemożliwiających mu udział w wystawach, wad wymienionych przez wzorzec rasy – taką wadą może być np. wada umaszczenia – i że kupujecie szczenię, oczekując, że w przyszłości będziecie mogli brać ze swoim psiakiem udział w wystawach organizowanych przez ZKwP/FCI. (Chyba, że wybieracie rasę, której FCI, do którego czołowe polskie stowarzyszenie hodowców i właścicieli psów rasowych [ZKwP] należy, nie uznaje – np. Alano Español lub Boerboel.) Jeśli kupujecie 8 tygodniowego samca, w dniu podpisywania umowy nie możecie otrzymać gwarancji na to, że oba jego jądra zejdą i psiak nie będzie wnętrem. Nikt także nie zagwarantuje wam, że ”na pewno” psiak będzie mieć prawidłowy zgryz. Możecie natomiast wymóc na sprzedającym, po prostu zażądać od niego, aby w umowie określił sposób zadośćuczynienia wam w przypadku, w którym np. wnętrostwo czy nieprawidłowy zgryz uniemożliwią wam udział z zakupionym psiakiem w wystawach. Myślcie racjonalnie, przewidujcie potencjalne ”schody”, a unikniecie nieprzyjemnych niespodzianek 

Jeżeli w przyszłości ”wyjdzie problem” z uzębieniem, czyli ten już wspomniany wadliwy zgryz albo braki w uzębieniu, rozwiązanie powinna określać umowa. Czy brak zęba jest spowodowany recesywną cechą, czy też jakiegoś rodzaju zaniedbaniem ze strony nabywcy psa, powie nam w odpowiednim czasie przeprowadzone RTG uzębienia, które pokazuje czy zalążki zębowe są w szczęce. Wzrost zęba może zostać zablokowany np. przez mleczny ząb, który nie wypadł i nie został usunięty we właściwym czasie. Informacja o tym, że takie RTG należy wykonać u psiaka, który docelowo ma być osobnikiem używanym w hodowli, a w określonym przedziale czasu wciąż ”zęba nie ma”, powinna zostać zawarta w umowie. Takie postawienie sprawy gwarantuje, że obie strony umowy darzą się szacunkiem i dbają o siebie wzajemnie.

Nieco inna sytuacja jest ze zgryzem. Moim zdaniem, w przypadku rodzaju zgryzu zbyt wiele zależy od nabywcy. Dla Dogo Argentino wymagany jest zgryz nożycowy (cęgowy jest dopuszczalny), który łatwo można zepsuć, pozwalając rozwijającemu się psu uwieszać się na gałęziach (niektórzy właściciele nie mają wyobraźni) lub choćby pozwalając mu bawić się w przeciąganie. Nie zdecydowałabym się obarczać winą za wadę zgryzu hodowcy, w przypadku, kiedy oboje rodzice mają prawidłowy lub nawet cęgowy zgryz, bo to nie hodowca ”ma oko na psiaka 24/7”, a jego nowy właściciel.

Z mojego punktu widzenia, każdego rozwijającego się psa, presę, a już molosa szczególnie trzeba obserwować i ”dmuchać na zimne”, bo może mu to oszczędzić wielu cierpień, a na pewno niedogodności, a wam pieniędzy i nerwów. Jeśli wasz szczeniak ma w przyszłości być ”psem sportowym”, to sposób w jaki się rozwija musi być monitorowany, a każda kulawizna, nawet taka, która z pozoru ”wygląda niegroźnie”, powinna być traktowana jako poważnie zagrażająca jego sprawności. Uwaga, że chcecie z psem uprawiać sport, musi znaleźć się w umowie, wraz z konkretnie wymienionym rodzajem sportu/pracy, którą pies potencjalnie ma wykonywać (bieganie, ratownictwo itp.). Określenie w umowie dotyczącej nabycia psa, waszych oczekiwań względem niego, wymaga sformułowania przez obie jej strony pewnego rodzaju harmonogramu działań, umożliwiających jej wypełnienie obu stronom.

Pamiętajcie, że Związek Kynologiczny w Polsce posiadaczy psów dysplastycznych odsyła do …rękojmi. Przeczytajcie sobie oba teksty, do których linki wkleiłam poniżej, jeśli jeszcze ich nie znacie. Zmieniłam nazwę w odnośnikach obu, tak więc wyzerowały się liczniki udostępnień, ale osób zainteresowanych tematem, nie powinno to zniechęcać 🙂 Zaktualizowałam je też o link dotyczący fejsbukowej strony ”Dysplazja w Dogo Canario/Presa Canario – gdzie podziały się etyka i empatia?;

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2016/12/19/dysplazja-w-dogo-canario-presa-canario-gdzie-podzialy-sie-etyka-i-empatia-odpowiedzi-na-najczesciej-zadawane-pytania/

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2017/01/15/czesc-druga-odpowiedzi-na-najczesciej-zadawane-pytania-kierowane-do-dysplazja-w-dogo-canario-presa-canario-gdzie-podzialy-sie-etyka-i-empatia/.

Reasumując, dlaczego musicie w umowie zawrzeć punkt dotyczący tego ”Do czego i po co ten pies?”, bo, mówiąc krótko, ”rzecz”, czyli pies, którego od hodowcy-producenta towaru kupicie, może ”nie mieć właściwości, które rzecz tego rodzaju powinna mieć ze względu na cel w umowie oznaczony albo wynikający z okoliczności lub przeznaczenia”. Jeśli więc chcesz pokazywać psiaka, którego kupujesz na wystawach, bo kręci cię ”show” i podoba ci się pomysł spędzania weekendów na wystawach w różnych miastach, w różnych krajach, chcesz kolekcjonować rozetki, medale i pucharki, to w umowie, którą pospisujesz ze sprzedającym-hodowcą musisz też mieć napisane, że pies jest kompletny, tj, że ma uszy i ogon w stanie naturalnym, niecięte (żadnego kopiowania uszek ani obrzynania ogonków, zwłaszcza na nielegalu).

Z psem który ma ”wady nabyte”, którymi stowarzyszenie Związek Kynologiczny w Polsce wymyśliło sobie nazywać nie tylko np. amputowane pojedyncze palce, blizny czy połamane zęby, ale i, a może nawet przede wszystkim oberżnięte uszy i ogony, unikając w ten sposób słowa ”kopiowanie”, sobie po wystawkach nie pojeździcie. Jak psiak ma oberżnięte uszy i/lub ogon, to musicie odpalić do Oddziału ZKwP tysiąc pięćset złotych za ”specjalny przegląd” – nie wiem jak kwalifikowany jest ten wydatek, tzn jak go tytułują osoby, które płacą ten tysiąc pięćset złotych do kasy ZKwP, czy jakąś fakturkę na to ci z ZKwP wystawiają, czy jak – jeśli będziecie chcieli zacząć w przyszłości zajmować się jego rozmnażaniem, ale w ”show” się z nim bawić nie będziecie (chyba, że w Rosji).

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2019/11/19/uszygate-i-specjalne-przeglady-czyli-gotowanie-zaby/

Psiak niekompletny, którego wygląd uszu i/lub ogona został zmieniony za pomocą chirurgicznego zabiegu estetycznego, ma teraz w slangu członków Związku Kynologicznego w Polsce odpowiedzialnych za kształt i ostateczny charakter uchwał tego stowarzyszenia, ”wadę nabytą”. Jeśli kupicie szczeniaka lub podrostka z tą ”nabytą wadą”, spowodowaną celowymi działaniami hodowcy, lub innej osoby, która psem rozporządzała i poddała go okaleczeniu, zanim go wam zaoferowano, nie będziecie mogli brać udziału w wystawach. I o tym sprzedający musi was poinformować, zanim podejmiecie decyzję o zakupie osobnika z ”wadą nabytą”. Z drugiej strony dla kogoś, kto chce zaoszczędzić ogromne kwoty, które pociąga za sobą udział w wystawach, wszystkie te zgłoszenia, koszty związane z podróżą (w tym paliwo), pobyty w hotelach itd., i po prostu od razu zająć się rozmnażaniem psów rasowych pod patronatem FCI, na lajcie znacząco ograniczając koszty poniesione na funkcjonowanie tej działalności, to zakup psa z celowo spowodowaną przez sprzedającego ”wadą nabytą” uszu i/lub ogona, może być bardzo atrakcyjną propozycją. (Mam szczerą nadzieję, że się kiedyś jakaś państwowa instytucja o charakterze kontrolująco-nadzorczym do d… ZKwP dobierze.)

Pamiętajcie też, że szczeniak/podrostek/dorosłe zwierzę z ”wadą nabytą” z definicji nie jest osobnikiem pełnowartościowym, dlatego też tzw hodowca/sprzedający/producent towaru nie może żądać za niego kwoty standardowo ustalonej przy zakupie zwierzęcia bez ”wad nabytych”. Jeśli kupujecie ”ciuch” z plamą, dziurą itp., to nie kupujecie go za standardową stawkę. Uszkodzona rzecz oferowana jest kupującym często nawet ze zniżką wysokości 70% 🙂 

Hodowca, który zawiera w umowie zapis, że dany osobnik w dniu podpisania umowy posiada kompletne, niezmienione uszy i ogon zaznacza, że kwestia ta jest dla niego istotna i nie przyłożył ręki do nielegalnego okaleczenia danego osobnika.

[1.]https://www.dailymotion.com/video/x31ie1q – wszystkie użyte w tekście kreskówkowe grafiki pochodzą z tego samego odcinka Looney Tunes pt. ”Full Coverage”. 

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu oraz grafik bez zgody autora jest zabronione.

https://kulturakynologiczna.home.blog/

JAK TO JEST Z TYMI PET’AMI I ”POTENCJAŁEM WYSTAWOWO-HODOWLANYM”? – CZYLI JAK ROZSTRZYGA TO PRAWDZIWY HODOWCA, A JAK SPRAWĘ ZAŁATWIA HODOFCA.

fantazyjne animacje - świat zwierząt Duc Justyna

W miocie np. 9u dogo;

2a szczeniaki rodzą się jako pety – tak określa się psy nieprzedstawiające wartości hodowlanej, min. ze względu na kolor. Przez wielką białą łatę przebija prawdziwy kolor ich sierści, w miejscu, w którym wzorzec rasy nie dopuszcza znaczeń, czyli np. w okolicy ogona albo na karku. Przy czym warto zaznaczyć, że np. w Hiszpanii pies z kolorem -spotem- w niedopuszczalnym przez wzorzec rasy miejscu, nie jest eliminowany z hodowli, tak dzieje się w krajach, w których dogo jest rasą ‚egzotyczną’, w których nie ma tradycji polowań z dogo, i w których wciąż ważniejsze jest show i źle pojmowany ”wygląd” dogo, w którym to na pierwszym miejscu stawia się kolor sierści psa, która musi być jak najbardziej biała ← to często jest jedyny element wzorca rasy, który sędziowie kynologiczni w tych ‚egzotycznych’ dla DA krajach, mają wbity do głów.

i 7em szczeniaków idealnie białych, co w myśl ”stylu pracy” większości tzw ”hodowców” czyni z tej 7ki psy z potencjałem wystawowo-hodowlanym, czyli nie-pety.

Tak więc hodoFca (handlarz/producent/ignorant/naciągacz/cwaniak) oferować nam będzie 7em spośród tej 9ki szczeniąt, jako pieski ”wystawowe” (które w przyszłości, jeżeli sami będziemy chcieli zostać ”hodowcami”, będziemy mogli rozmnażać), a 2a oferować będzie, jako pety -za kwotę nieco niższą. Prosty podział = prosty (korzystny dla hodoFcy) rachunek.

Nabywca naiwniak/ignorant/ciemniak -kupujący szczenię od hodoFcy, sam proszący się o to, żeby dać zrobić się w balona, wyłoży kaskę i będzie cieszyć się, że kupił ”super-extra szczeniaka z potencjałem wystawowo-hodowlanym”… No i niby koniec. Ale ciąg dalszy tego scenariusza nastąpi nieco później.

To samo, ale inaczej

U hodoWcy rodzi się taki sam zestaw: 7ka idealnie białych szczeniąt i 2a kolorowe pety.

Doświadczony hodowca już w trakcje porodu, kiedy pomaga suce, wyciągając szczenięta i pierwszy raz ich dotyka, jest w stanie wyczuć strukturę ich kośćca, to jak są zbudowane, już w tamtej pierwszej chwili wie, które ze szczeniąt będzie obserwować ze szczególną uwagą.

Mniej więcej w okolicach 5go tygodnia życia szczeniąt, hodowca wybiera, które pieski spełniają anatomiczne (i psychiczne) kryteria zwierząt z potencjałem, a które nie są zbudowane/”skonstruowane” w sposób, który czyni je interesującymi pod względem hodowlanym. Hodowca obserwuje całą 9kę.

Jest bardzo prawdopodobne, że pod względem anatomicznym godne uwagi okazują się być oba kolorowe pety: mają świetne albo co najmniej dobre, proporcje ciała, piękne głowy, dobry kościec, ale niestety z możliwości użycia ich w hodowli w przyszłości, nie może polski hodowca skorzystać. Nie pozwalają mu na to przepisy dotyczące uzyskiwania uprawnień hodowlanych i te pieski niezależnie od tego jak świetnie są zbudowane, nigdy nie pokażą się na żadnej polskiej wystawie (W każdym razie nie inaczej niż jako ‚visitors’i’). Pozostała, idealnie biała siódemka to najprawdopodobniej (średnio jakoś tak to wypada u hodowców, którzy mają pojęcie co robią, a nie są tylko specami od sprzedawania kitów na FB i forach internetowych) 4 anatomiczne pety i 3 pieski interesujące w hodowlanym sensie. Z tej 3ki hodowca będzie typował zwierzę, które pozostawi do swojej dyspozycji oraz te, które (prawdopodobnie) przekaże w ramach umowy ”warunek hodowlany” lub ”współwłasność”.

Podsumujmy: z miotu 9 szczeniąt, 5 jest anatomicznie wartościowych, 4 to pety. Jednak ze względu na kolor w niedozwolonym miejscu u 2ch z 5ki szczeniąt z potencjałem, zostaje nam tylko 3ka. Na tę chwilę Z TEGO CO WIDAĆ I ”CZUĆ POD PALCAMI” mamy 3 pieski z potencjałem i 6 petów.

Między 7ym a 8ym tygodniem życia szczeniąt -czyli tuż przedtem zanim hodoWca przekazuje szczenięta wyselekcjonowanym wcześniej nowym opiekunom- wykonywane jest badanie słuchu u szczeniąt → BAER TEST, KTÓRY WINIK NASZYCH OBLICZEŃ MOŻE ZMIENIĆ ZUPEŁNIE.

Scenariusze mogą być różne: z wytypowanej dwa/trzy tygodnie wcześniej 3ki, pozytywnie BAER test może przejść np. tylko 1en szczeniak -tym samym pozostała 2ka, okazuje się cierpieć na wrodzoną jednostronną (albo całkowitą) głuchotę (Doświadczony hodowca szczenięta obustronnie głuche ”wyłapuje” sam, BAER test jedynie potwierdza jego wnioski. Głuche szczenięta, przez uczciwych hodowców usypiane są od razu. Uczciwy hodowca nie ukrywa głuchego szczenięcia przed komisją dokonującą przeglądu miotu, a już na pewno nie przekazuje takiego szczeniaka do żadnych fundacji ani stowarzyszeń. Uczciwy hodowca głuche jak pień szczenięta USYPIA.) Tak więc pozostała 2ka z typowanej przez hodoWcę 3ki, słyszy tylko na jedno ucho (albo wcale), a może na jedno ucho słyszy normalnie (70 decybeli), a w drugim uchu ma znaczny uszczerbek słuchu? W efekcie ta 2ka automatycznie zostaje wyeliminowana z hodowli. (Potencjalnym przyszłym właścicielom jednostronnie głuchych petów należy dokładnie wyjaśnić z jakim ryzykiem wiąże się fakt, że ich pies słyszy tylko na jedno ucho. Do zgłębienia dla tych potencjalnych przyszłych właścicieli pozostaje temat ”jak chronić psa przed nabytą utratą słuchu i w efekcie głuchotą całkowitą”. Należy wystrzegać się infekcji ucha o podłożu alergicznym, grzybiczym oraz wynikającym z częstych przypadków typu: ”zawiało go” (a niektórych medykamentów podawać tym psom nie wolno !). Oba ‚kolorowe pety’ mogą słyszeć idealnie, ale w hodowlanym sensie, w Polsce to i tak pety. Może też być tak, że jeden słyszy, a drugi jest głuchy jak pień albo słyszy jednnostronnie. Z pozostałej, idealnie białej 4ki szczeniąt, w hodowlanym sensie dla hodowcy zupełnie nieinteresujących, idealnie słyszeć mogą np. wszystkie 4 albo tylko 2 – na to nie ma reguły.

Czyli może się zdarzyć, że u PRAWDZIWEGO HODOWCY, CZŁOWIEKA PEŁNEGO PASJI, DOPILNOWUJĄCEGO DOPEŁNIENIA MAKSIMUM OBOWIĄZKÓW WZGLĘDEM ZWIERZĄT RASY, KTÓRĄ ROZMNAŻA ORAZ OSÓB, KTÓRE TE ZWIERZĘTA POTEM OD NIEGO, UFAJĄC MU, NABYWAJĄ, Z 9U SZCZENIĄT, W WIEKU 8 TYGODNI TYLKO JEDNO SPEŁNIA KRYTERIA ”SZCZENIAKA Z POTENCJAŁEM”, a dwa lub więcej szczeniąt jest usypianych.

Rzecz jasna może też być tak, że u tego prawdziwego hodoWcy przy 7ce idealnie białych i 2ce kolorowych petów los tak rozłoży karty, że typowana przez niego 3ka będzie słyszeć normalnie (70 decybeli w każdym z uszu), że pety i te kolorowe i te idealnie białe też będą słyszeć normalnie albo że do uśpienia ze względu na całkowitą wrodzoną głuchotę pójdą tylko 1 albo 2 szczeniaki. Tak, może być bardzo różnie. Nie zmienia to natomiast faktu, że dokąd hodoWca nie dysponuje wynikami BAER test nie może być pewien, które szczenięta mają potencjał, a które nie.

Dodatkowo, drodzy państwo zapamiętajcie jedno: TO, ŻE NABYWAMY SZCZENIĘ Z POTENCJAŁEM NIE JEST RÓWNE GWARANCJI, ŻE PIES W PRZYSZŁOŚCI TEN POTENCJAŁ FAKTYCZNIE BĘDZIE MIEĆ.

Kupując szczenię od hodoWcy mamy pewność, że szczeniak nam przekazywany jest wolny przynajmniej od jednej, szalenie niebezpiecznej wady: głuchoty -częściowej lub całkowitej. Ale DA to psy (jak wiele innych ras), które hodowane się w oparciu o plany hodowlane nazywane hodowlą ”na linię”. Większość DA jest z sobą w mniejszym lub większym stopniu spokrewniona. W rodowodach psów z różnych hodowli pojawiają się ci sami przodkowie, co upraszczając, powoduje, że wybierając hodowlę -a więc linię- z której pochodzić będzie nasze szczenię, musimy jak najwięcej wiedzieć o ewentualnych zdrowotnych problemach w niej występujących. U dogo będą to -poza głuchotą- różnego rodzaju alergie, czasem choroby serca, dysplazja czy problemy związane z zaburzeniami kostnienia na podłożu chrzęstnym – o to wszystko musicie pytać posiadaczy dogo z wybranych przez was hodowli.

A kiedy już nabędziecie szczeniaka z wynikiem BAER TEST i ewentualnie wynikami badań potwierdzającymi, że jest on wolny od zaburzeń nękających jego linię, trzymajcie kciuki, żeby zgryz też był po waszej stronie, czyli, aby był nożycowy, ewentualnie cęgowy i NIGDY, ALE TO NIGDY NIE BAWCIE SIĘ Z MŁODYM PSEM W PRZECIĄGANIE SZMAT, NIE PROWOKUJCIE GO DO UWIESZANIA SIĘ itp. → BO SCHRZANICIE MU ZGRYZ!!!

Mam psa od hodoFcy

Ciąg dalszy scenariusza pt ”Mam psa od hodoFcy” jest tak różny, jak różne mogą być zdrowotne czy behawioralne problemy dogo. Dodam, że nabywcami dogo od hodoFców powinni być ludzie ”nie miewający finansowych problemów”, bo specjalistyczne badania są drogie, weterynaryjni specjaliści nie praktykują w każdym mieście, a na diagnozowanie, leczenie, a czasem i rekonwalescencję psa trzeba mieć sporo czasu i naprawdę dużo pieniędzy…

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora jest zabronione.

DOGO ARGENTINO/DOG ARGENTYŃSKI, SZCZENIAKI, SPRZEDAM -CZĘŚC 2 : STRONA INTERNETOWA & PROFIL NA FACEBOOK’U -CZYLI ”PROFESJONALNY LOOK”, KTÓRY JEST ”STYLIZACJĄ”.

Rottenecards_46671841_j39jn3vvdv

Wiesz, drogi czytelniku czym w istocie zajmuje się stylista?

Stylista STYLIZUJE. Łopatologicznie rzecz ujmując: stylista sprawia, że ktoś wygląda JAK ktoś, że ktoś wygląda NA kogoś. Nie, że ktoś JEST kimś na kogo jest wystylizowany a TYLKO, że wygląda, JAK GDYBY BYŁ kimś za kogo CHCE UCHODZIĆ. Rozumiesz już o co chodzi w ”w stylizacji” i ”stylizowaniu się”? Nie chodzi nawet o STYL a tylko o wiarygodne udawanie, że się ten styl ma.

_____

Jeżeli jesteś kimś tak niepokalanym wiedzą o kondycji rasy w Polsce i kynologii w ogóle, że hodowli DOGA ARGENTYŃSKIEGO poszukujesz wpisując w wyszukiwarkę ”dogo argentino/dog argentyński hodowla/szczeniaki/bla bla bla coś tam…” I zaczynasz szukać kogoś, komu dasz parę tyśków za psa, z którym masz spędzić… tak +/- 10 lat swojego życia, bez żadnej koncepcji przeglądając strony, które po prostu wyrzuca wyszukiwarka to… Ok, jestem w stanie ci to wybaczyć, rozumiem, że każdy musi JAKOŚ zacząć. Choć osobiście uważam, że ”jakoś” ma sens tylko wtedy, kiedy jest rzeczowe i profesjonalne.

I takie właśnie podejście proponuję tobie.

Nie wszyscy hodowcy mają swoje strony. Do niektórych znajdziesz tylko numer telefonu i maila, choć większość ma profile na FB. Proponuję, żebyś najpierw przyjrzał się informacjom widniejącym na ”wizytówkach” hodowców. Potem zadzwoń albo napisz maila do pozostałych.

Pamiętaj tzw ”hodowle” pojawiają się jak grzyby po deszczu.

Nie wszyscy, którzy rozmnażają dziś dogo, są członkami Związku Kynologicznego w Polsce i ma to różnorakie konsekwencje…

Wyszukaj w internecie filmy z psami noszącymi przydomki poszczególnych hodowli. Ale nie szalej 😉 zachowaj porządek. Zaufaj mi: jest na YouTube kanał, na którym znajdziesz wiele filmów z aktualnie wystawianymi dogo. Z polskimi dogo, urodzonymi w Polsce, w polskich hodowlach i z polskimi przydomkami. Wiem co mówię, sama te filmy na YT ”wrzucam”. Rzecz jasna, kiedy trafi ci się film innego innego niż ja użytkownika, ale z polskim psem albo psem pozostającym w rękach polskiego hodowcy (psem, który potencjalnie może zostać rodzicem twojego dogo), koniecznie także go obejrzyj!

Ale sekundka, na razie jesteśmy przy oglądaniu stron poszczególnych hodowli i/lub profilów hodowców w social media.

Wiem jak to jest na początku… Patrzysz na daną stronę i myślisz ”wygląda profesjonalnie”, ”pełno fotek”, jakiś ”miły tekst”, na zdjęciu fajny człowiek, taki ma sympatyczny wyraz twarzy”, ”na pewno to dobra hodowla” – a gówno prawda!

Pierwsza sprawa, kiedy wchodzisz na stronę internetową hodowli albo Facebook’owe profile hodowców: NIE WSZYSTKO ZŁOTO, CO SIĘ ŚWIECI!

Im mniej tam ”używania pieprzu”, ”tjutania” i podniecania się nie wiadomo czym -co najgorsze- tym lepiej. Poprawka: najlepiej jest, kiedy używania pieprzu w ogóle nie ma.

Jak już nie raz pisałam z dogo jest o tyle łatwo, że kiedy oglądasz dorodnego samca albo piękną sukę, szczęka opada ci z wrażenia.

Naprawdę.

Patrzysz na samca i wszystko w nim mówi ci, że to esencja, wcielenie marzenia Martineza – siła i elegancja. Patrzysz na sukę i od razu wiesz, że to suczka – mniejsza, nieco delikatniejsza, łagodniejsza w wyrazie, ale tak samo, jak dorodny samiec, mająca w sobie wszystkie cechy, które z dogo robią dogo – wcielenie tego co nazywamy szlachetnością wyrazu.

Prawdziwe dogo są jak prawdziwa sztuka – bronią się same. Nie trzeba ”kynologicznej wiedzy”, by docenić piękne zwierzę. Działa to samo, co powoduje łzę wzruszenia na widok arabów z Janowa Podlaskiego. To samo, co kiedyś wystarczyło ludziom nieumiejącym czytać, by zachwycali się obrazami mistrzów…

Ci, którzy w swoich kenelach mają takie właśnie bliskie ideałowi** dogo, nie mają problemu pt.:

”Przerost formy nad treścią”

Wszystkie te zakładki ”ekstra”, typu ”’tytuły”/”osiągnięcia”/”wystawy” -to się różnie nazywa, nie mają znaczenia. W istocie służą, tylko temu, żeby ”złapać klienta”, żeby go urobić -to takie ”branie pod siusiu”, że ”oto właśnie mamy do czynienia z towarem najwyższej jakości”.

Wszystkie te litanie tytułów, medali, i wygranych, miałyby znaczenie, gdyby hodowcy, którzy namiętnie to robią – zalewają nas potokiem informacji o ”sukcesach” swoich psów, jeździli na jakieś faktycznie, z punktu widzenia hodowli dogo, WAŻNE wystawy i przeglądy do AMERYKI ŁACIŃSKIEJ, WŁOCH, HISZPANII i LICZĄCYCH SIĘ, W PRZYPADKU DOGO, SĘDZIÓW – wtedy to byłby czad! Ale oni każą się nam -odbiorcom tych informacji- jarać WSZYSTKIMI TYMI KOMPLETNIE NIC NIEZNACZĄCYMI TYTUŁAMI z krajowych (nawet nie międzynarodowych, czy klubowych), rzadziej jakichś tam zagranicznych wystaw.

TYTUŁAMI ”zdobywanymi” u ludzi, którzy nigdy w życiu nie widzieli więcej niż… 10, może 15 (?) dogo naraz. I nigdy też nie wybrali się nigdzie, by zobaczyć jak te psy powinny wyglądać, żeby BYĆ DOGO. U ludzi którzy, nie kumają dogo dość, by raz na zawsze ”naumieć się”, że dogo na ringu należy mierzyć i że wszystkie egzemplarze powyżej 68cm – to psy, i 65cm suki (a tak naprawdę to psy powyżej 65cm w kłębie i suki powyżej 64cm w kłębie), nalane, mastifowate w wyrazie, kloce należy z ringu wywalać, bo są petami. A nie robić z nich ”championy”. Że zwierzaki, u których kolor zajmuje więcej niż 10% powierzchni głowy (w jednej ”łatce”!) i niebieskimi ”kropkami” na tęczówce, to pety – to wszystko jest we wzorcu rasy, którego nie ogarnia znaczna większość osób sędziujących dogo, na tych pipidówkowych i niestety nie tylko, wystawach.

Tak, więc … wyciągnij wnioski.

Najlepsi hodowcy, tacy z doświadczeniem, tradycją, WIEDZĄ i instynktem, który w hodowli także jest niezbędny (możesz przygotowywać potrawę krok po kroku zgodnie z kulinarnych przepisem ”cioci Hani”, ale jeżeli zabraknie ci smaku NIC ci nie wyjdzie, lata będą mijać a ty się niczego ”nie nauczysz”), ograniczają się do podania jakiegoś faktycznie znaczącego osiągnięcia albo w ogóle się nie chwalą, bo IM SIĘ NIE CHCE, BO ONI NIE MUSZĄ ”PRZEKONYWAĆ”, ŻE MAJĄ DOBRE PSY.

Od samego początku byli przygotowani (”odrobili pracę domową”) i byli w stanie wybrać godnego zaufania hodowcę, przedstawić mu swoje oczekiwania, porozumieć się z nim, a teraz, w trakcie realizowania planów hodowlanych, umieją na chłodno, bez emocji ocenić każdego ze swoich psów, ponieważ posiadają niezbędną do tego wiedzę; mają całe ogromne merytoryczne zaplecze – umieją posługiwać się fachowym językiem, mają zdolność obserwacji i łączenia faktów,. I są surowymi sędziami, którzy ostro oceniają każdy etap realizowania swojej pasji: pracy hodowlanej.

Psy, na których oparli swój program hodowlany sprawdziły się – dały potomstwo, które jest kolejnym pokoleniem dogo, które bronią się same. I wystarczy rzucić okiem na ich psy, żeby zrozumieć dlaczego oni są wolni od ”ciśnień na urabianie klientów”.

Na ich stornach, poza klasycznym ”psy”, ”suki”, na ogół znajdziesz tylko informację o planowanym skojarzeniu i przyjmowaniu rezerwacji na szczenięta.

Poza tym, przyszli nabywcy szczeniąt najczęściej kontakt z tymi hodowcami nawiązali albo na wystawach – właśnie zachwyceni pokazywanymi przez nich psami albo ”z polecenia”, czasem przez Facebook. Dla renomowanych hodowców strona internetowa, to ostatnio coraz częściej schludna, statyczna wizytówka.


W hodowli ”show”, to tylko ”show”, nic więcej.

I to widać szczególnie, kiedy ogłaszane są kolejne importy…

Jakaś hodowla sprowadza sobie skądś dogo…

Hodowcy z autentycznymi wynikami, kiedy korzystają z psów niebędących ich własnością, czyli kiedy współpracują z inną hodowlą albo kiedy nabywają nowego psa, sprowadzają sukę albo tylko nasienie, to po prostu to robią. O tym, że możesz mieć okazję (o ile spełnisz wymagania) nabyć szczenię po jakimś wyjątkowym, bo niedostępnym na co dzień w Polsce rodzicu albo że matką może być świeżo sprowadzona suka, dowiadujesz się dopiero, kiedy dzwonisz do hodowcy albo odwiedzasz go w jego hodowli i oglądasz, i poznajesz jego psy. Albo wyłapujesz, przeglądając publicznie dostępne na fejsie fotki, że ”O! w tej hodowli pojawiło się coś nowego.” Dokładnie tak najczęściej wygląda to w ich przypadku.

Inni hodowcy, istnieją poprzez ”medialne kreacje”. Nie byłoby ich gdyby nie jakieś małe ”show” raz na jakiś czas.

Trzeba przyznać, zdarza się, że ktoś, kogo kompletnie nie podejrzewałabym o… jakiekolwiek środki, które mogłyby spowodować, że uda mu się nabyć/sprowadzić przyzwoitej jakości dogo, robi to – niezbadane są wyroki Boskie. Ale znacznie częściej jest tak, że w końcu ogląda się taki odtrąbiony import -choćby tylko na zdjęciach- i człowiek się zastanawia o co w tym kaman?

Szał jest dziki, że aż ąŁ i ęŁ i bułkĘ, przez bibułkĘ, a zwierzak… Po prostu jest biały, poza tym nie ma w sobie NIC.

Ale są hodowcy i są …ci inni.

Rottenecards_15857111_5bmjrgkzwd

Zdjęcia

Czy fotki, które oglądasz na stornie/profilu danej hodowli, to są zdjęcia psów z tej hodowli? Głupie pytanie? Ależ skąd !

Kombinatorzy bardzo lubią ”pożyczać”, tj. udostępniać wizerunki Dogo Argentino urodzonych w innych hodowlach i należących do ludzi w żaden sposób niezwiązanych z ”pożyczającą” hodowlą.

Robią to po to, by zrobić dobre wrażenie na klientach odwiedzających stronę. Taki sposób na ”dogonienie konkurencji”.

Zawsze fajnie jest zobaczyć łeb dorodnego samca czy suczej suki w sekundę po wejściu na stronę… Tyle, że potem, kiedy zaglądamy do galerii okazuje się, że to co w niej oglądamy, psy które są/mają być rodzicami szczeniaków nijak mają się do tych zwierząt z ”pożyczonych” fotek… Wypadają bardzo bladziutko w porównaniu, które samo się nasuwa.

Osoby, które przejawiają słabość do ”pożyczania”, lubią też ilustrować wzorzec rasy zamieszczony na swojej stronie właśnie tymi ”pożyczonymi” zdjęciami (Co sprawia wyjątkowo groteskowe wrażenie, kiedy hodowla ”pracuje” na psach z wzorcem rasy DOG ARGENTYŃSKI najwięcej mającymi wspólnego, kiedy chodzi o kolor sierści).

Zastanów się chwilę, podoba ci się to, że już na wstępie ktoś usiłuje cię nabrać? Jak sądzisz? Gdyby ten ktoś, kto rozmnaża dogo miał się czym ”chwalić”, gdyby ta osoba była dumna ze swoich psów, gdyby przedstawiały one faktyczną jakość, pokazałaby na swojej stornie, w tym miejscu ”pierwszego kontaktu”, tak, by ”waliły odwiedzających po oczach”, te ”pożyczone” zdjęcia?

Zdjęcia psów na stronie, która ma być wizytówką hodowli, to mają być zdjęcia psów, którymi hodowla dysponuje (Wyjątek stanowią fotografie archiwalne, które mogą znaleźć się na stronie jako część jakiegoś tekstu opowiadającego o rasie).

Zdarza się -w różnych rasach- że ktoś lata całe ”trzepie mioty”, jeden za drugim i nic z tego nie wynika, poza tym, że zalewa rynek marnej jakości psami, które kupują naiwniacy (i dalej je potem rozmnażają…), nawet w tych przypadkach mało kto bawi się w ”pożyczanie” zdjęć. Na stornach nawet takich ”nieutalentowanych” hodowców można oglądać tylko psy z przydomkiem konkretnej hodowli, albo te, które brały udział w programie hodowlanym. I, co by nie mówić, to to jest uczciwe.

[Moja ”ulubiona” wtopa to zdjęcie psa z żółtymi oczami, na którego to tle ukazuje się nazwa hodowli… ”Żółte oczy reklamą” – to dopiero muszą być specjaliści. ]

Kombinatorzy lubią też tak konstruować treści dotyczące szczeniaków, że nie jest do końca jasne, która suka jest matką miotu. Czy zdjęcia suki przy informacji o miocie, to zdjęcia matki, czy innej suki? Serio, jak się ma fatalną sukę, której się nie upilnowało i się z dnia na dzień ”robi hodowlę”, to potem, jak szczeniaki z pierwszego miotu poszły, to jak się robi drugi miot, z tej samej pary (sam sobie drogi czytelniku odpowiedz na pytanie dlaczego robi się drugi mot na obleśnie brzydkiej, bullterrierowatej suce, raczej nie ”dla dobra rasy”). I wtedy przy informacjach, ogłoszeniach o tym miocie, tak się kombinuje, żeby oglądający nie miał jak ”wykumać”, że suka z fotek, ta (która szczególnie w odniesieniu do ”bullowatej”) jest całkiem ok, nie jest matką szczeniąt…

A, I WSZELKIE ”DYPLOMY”, ”ORDERY”, ”CERTYFIKATY” I TYM PODOBNE DZIWNOŚCI, KTÓRE MOŻNA ZNALEŹĆ NA STORNACH HODOWLI, NIEMAJĄCE ZWIĄZKU ZE STANEM ZDROWIA PSÓW LUB ICH OSIĄGNIĘCIAMI Z ZAKRESU UŻYTKOWOŚCI CZY PRZEBYTYCH SZKOLEŃ, NALEŻY TRAKTOWAĆ TAK SAMO, JAK NP. DYPLOMY ZA ”WZOROWE SPRZĄTANIE STANOWISKA PRACY PO LEPIENIU PIEROGÓW”,  JAKIE MOŻE WRĘCZAĆ PIĘCIOLATKOWI PANI PRZEDSZKOLANKA.


To, że strona ”wygląda przyzwoicie”; jest graficznie czytelna i schludna, i jest na niej kilka ”fajnych” zdjęć, nie wystarczy.

Strona, owszem musi być wygodna do przegląda, ALE MUSI BYĆ PEŁNA KONKRETNYCH INFORMACJI, a nie po prostu ”pełna”. Ma być krótko, jasno, zwięźle i na temat:

jakimi psami hodowla dysponuje (skany rodowodów),

z jakimi hodowcami współpracuje,

skąd psy będące w hodowli pochodzą – informacja o rodzicach i organizacji kynologicznej w której psy są zarejestrowane

certyfikaty dokumentujące wyniki badań (np. BAER test, dysplazja etc.)


Dogo są trudną do fotografowania rasą. Często jest tak, że nawet naprawdę ładne zwierzęta na zdjęciach wychodzą niekorzystnie. Dlatego polecam oglądanie filmów na YouTube. Kiedy nie jesteś w stanie pojechać na wystawę i na żywo zobaczyć psów z hodowli, którą sobie upatrzyłeś, albo z jakiegoś powodu nie możesz odwiedzić hodowcy i zobaczyć co u siebie ma, YT czy FB są całkiem dobrze sprawdzającymi się sposobami na wyrobienie sobie zdania o dorobku poszczególnych hodowców i jakości konkretnych psów. ALE NIC NIE ZASTĄPI OGLĄDANIA PSÓW ”LIVE” !

Przeglądając Fecebook’owe profile hodowców, zwracajcie uwagę na jedno: CZY KIEDY PATRZYCIE NA PREZENTOWANE PRZEZ NICH PSY, CZY KIEDY WIDZIELIŚCIE TE PSY NA WYSTAWIE ALBO NA YT CZY FILMACH FB, ALBO NAWET NA TYM ZDJĘCIU Z FEJSA, ROZUMIELIŚCIE SKĄD BIORĄ SIĘ TE OCHY I ACHY ? JEŻELI CHOĆ PRZEZ CHWILĘ MIELIŚCIE WRAŻENIE, ŻE OTO USIŁUJE SIĘ WAS PRZEKONAĆ, ŻE PRZECIĘTNOŚĆ JEST TYM O CO CHODZI W ”PLANOWEJ HODOWLI” DOGO ARGENTINO, TO ZDAJCIE SIĘ NA WŁASNY INSTYNKT.


Wrzućcie więc na luz drodzy czytelnicy, zastanówcie się czy NA PEWNO chcecie przyjąć na siebie odpowiedzialność za psa AKURAT TEJ RASY i bez ciśnień, na spokojnie, MĄDRZE wybierajcie przydomek, któremu ZAUFACIE.

Zuza Petrykowska

_____

Ps. Podobno jestem ”wredna”. Nie, ja po prostu jestem do bólu rzeczowa. W przeciwieństwie do rozemocjonowanych osób twierdzących, że jestem ”wredna”, bo namawiam ludzi, żeby uczyli się o rasie, która im się ”podoba”, nie mam problemu z przyznaniem racji Oscar’owi Wilde i nawet mogę go w tym miejscu zacytować: ”Tyl­ko o spra­wach, które nas zu­pełnie nie interesują, możemy wy­dać rzeczy­wiście bez­stronną opi­nię, co niewątpli­wie jest powdem, że opi­nia bez­stron­na jest zaw­sze ab­so­lut­nie bezwartościowa.”

_____

*Innych stron i rozmów z których możesz dowiedzieć się kilku słów prawdy o polskich hodowlach dogo argentino przez wrodzone miłosierdzie nie będę w tym miejscu linkować, w końcu ”szukajcie, a znajdziecie”’, prawda 🙂 ?

**Nie ma dogo idealnego.

DOG ARGENTYŃSKI, SZCZENIAKI, SPRZEDAM – JA I MÓJ DOGO WYGLĄDAMY ŻAŁOŚNIE ALE JESTEŚMY ZAJE…

… JA JESTEM HODOWCĄ, A TA SUKA JEST HODOWLANA/TEN PIES TO REPRODUKTOR.

poor_poor_pitiful_me-300x213

Tekst jest pierwszą częścią krótkiego podsumowania będącego odpowiedzią na wiadomości i maile, które dostaję od osób zainteresowanych dogo, piszących do mnie poprzez DOGOMANIA FORUM i na adresy mailowe.

Się okazuje -zacznę tak ”po polskiemu”, bo ta ”forma” wydaje mi się w tej chwili najbardziej ”akuratna”- że kolejne suki są ”hodowlane”…

NIE SĄ.

Serio.

Niezależnie od tego co mają ”wpisane w papiery”.

Nie są, bo: nie tylko ”psychika”, a w istocie ”zaliczenie testów” psychicznych organizowanych przez ZKwP, nie tylko prześwietlania (dysplazja ”A”, no, może, może ”B”), nie tylko BAER (+, +) – to jest super i bardzo się chwali, że ludzie te badania wykonują, że SPOŁECZNA ŚWIADOMOŚĆ ROŚNIE i że coraz częściej jest tak, że nabywcy szczeniąt wyników tych badań po prostu żądają (Fajnie też, że niektórzy robią BAER test i dysplazję ”sami z siebie”). ALE to jest absolutne minimum.

Żyjemy w XXI w i to nie jest żaden wyczyn zrobić psu BAER, prześwietlić go pod kątem dysplazji, czy pochwalić się wynikami testów psychicznych (zwłaszcza w wykonaniu ZKwP)!

A l w a y s   judge the book by the cover”. 

Na hodowców/hodowczynie, do rozmnażania dogo w generalnym sensie nie nadają się osoby, których ”okładka” czyli; ”fizyczność”, ”energia” etc., na pierwszy rzut oka mówią, że ciężko im będzie sprostać wyzwaniu.

Wiecie państwo, że przy kryciu trzeba asystować? Pomagać suce. I często psu…

Trzeba wiedzieć co robić,

umieć to zrobić,

nie brzydzić się tego robić

i mieć siłę to zrobić

Wiecie jak wygląda poród?

Zdajecie sobie sprawę z tego, że czasem zdarzają się komplikacje, że trzeba coś naciąć, rozciąć, przyciąć, obciąć itp. itd.

SAMEMU, bo wet jest w drodze, właśnie jedzie, a szczyl się dusi…

Pojawia się krew

Trzeba szybko podejmować WŁAŚCIWE decyzje. Być w stanie SUCE POMÓC. Za przeproszeniem: wsadzić rękę i wyciągnąć z suki szczeniaka, który się zaklinował i właśnie się dusi, i właśnie umiera…

Tak, tak jest, kiedy jest się hodowcą.

Generalnie, posiadając dogo (szczególnie więcej niż jednego) trzeba być przygotowanym na to, że może się zdarzyć, że będziemy musieli psa szyć.

SAMI,

WŁASNORĘCZNIE.

Bo inaczej pies umrze, bo będzie tak ciężko ranny (dogo to spec od chwytania, utrzymywania, nie odpuszczania, prawdziwy ”zakapior” z progiem bólu o bardzo wysoko zawieszonej poprzeczce…), że nie będzie czasu na ”wycieczkę” do weta, bo psy się gryzą – to nic nadzwyczajnego…

Ale jak się dogo złapią… Gdy ”hodowca” da ciała i psów nie upilnuje…

Nieupilnowany pies może też pobiec w las za zwierzyną i dostać ”porządny łomot” od wielkiego,  no, dobra: co najmniej sporego i wkurzonego dzika…

Różne rzeczy się dzieją

Nie wolno krzyczeć, panikować, mdleć na widok krwi.

Czasem trzeba pobiec w las za psem (być gotowym na to, że będąc właścicielem typu ”Czesio bez wyobraźni”, pajac, którego jara ”gameness” u dogo [więc psa nie ”upilnował”], oberwie się od tego wielkiego i wkurzonego dzika), bo przecież pies mógł zostać ciężko ranny -zwłaszcza młody, niedoświadczony, którego instynkt powiódł na ”podbój świata”, ale tzw ”rozumu” już mu nie starczyło (ma to po właścicielu) …

Pies może nie wracać, bo się wykrwawia gdzieś na leśnej ścieżce… Może nie wracać, bo może nie być w stanie puścić trzymanego dzika, bo wie -tu ”rozum” ich nie zawodzi- że kiedy go puści, to ten go rozniesie. DOSŁOWNIE.

Pies może nie być w stanie nas bronić…

Ale i tak trzeba za nim w ten las pobiec. Skoro dopuściło się do tego, by niekontrolowany się w tym lesie znalazł!  Odpowiedzialnemu posiadaczowi dogo NIE WOLNO jest dopuścić do sytuacji, w której jego pies uśmierca jakieś, np. dzikie, W DODATKU CHRONIONE, zwierzę!

Właśnie: to nie jest tak, że jak ”dogo pobiegnie w las za dzikiem”, to ”na pewno wie co robić” i sam da sobie radę

Nie.

Może mu się wydawać, że wie co robi, kiedy biegnie, ale może być tak, że kiedy dobiegnie zorientuje się, że ma problem i zacznie szczekać, wzywając pomocy.

Dobry myśliwy, to wyszkolony myśliwy. Nic się nie ”robi samo”. Pies, który ”wie co robić” musi być odpowiednio szkolony. A w Polsce polować w stylu argentyńskim nie można… W innym? Tylko zgodnie z przepisami Związku Łowieckiego… A ilu ”Kowalskich”, którym zdarzy się, że ich dogo ”pójdzie w las” jest myśliwymi? Hę? ”Kowalskim myśliwym” raczej się wtopy nie zdarzają. ”Wtopy” zdarzają się ”Kowalskim nie-myśliwym”… Pajacom, palantom po prostu. 

Anatomiczne wady wielu petów, które niektórzy mają ochotę rozmnażać albo już rozmnażają też będą wpływać na rozwój takich ”teoretycznych” wypadków… A dzików może być kilka… A pies młodziutki… ” Instynkt” może nie wystarczyć na nie-młodziutkiego, nabuzowanego dzika…

I co ?

Zostajemy i czekamy ?

Czy pomagamy psu ?

Jest ranny ?

Rana może być drobna, ale może też być bardzo poważna… To jest ta różnica labrador, owczarek co najwyżej oszczeka dzikiego zwierzaka, kiedy go wyczuje. Nieupilnowane dogo zaczyna działać…

Nigdy nie wiadomo gdzie pies zostanie skaleczony i jak głęboko…

Gdzie jesteśmy ? W mieście czy na wsi ? Zdążymy dojechać do weterynarza?

A może sami, na miejscu musimy wyciągnąć z plecaka apteczkę i szyć psa? Albo zacząć oklejać go ”lasotaśmą” czy wynalezionym dla potrzeb wojska ”SuperGlue”, który kleił organy wewnętrzne ciężko rannych żołnierzy amerykańskich w czasie wojny w Wietnamie, hę?

Będziemy w stanie unieść bezwładnego psa ? Podnieść go z ziemi ?

(Tu ukłon w stronę wszystkich ”hodowców” mających obsesję, że dogo ma być ”duży”, tych co tak lubią ”poprawiać wzrost”, których -podobno- jednocześnie psy zachowują ”łowiecki popęd”

SERIO???

No, to tak ”czysto teoretycznie”: jak jakiś starszawy ”pan Waldzik”, albo jakaś lekko (albo mocno) otłuszczona ”pani Wiesia”, którzy sobie kupili dogo, bo ”ładne”, bo ”molos”, bo ”sąsiedzi się bać będą i płot szerokim łukiem omijać będą”, a właśnie! i ”bo podwórka też może popilnować” (bo takie jest jego/jej wyobrażenie o tej rasie, a hodowcy to pasuje, bo inkasuje kaskę za szczeniaka i ma z głowy), albo ”wiejska królowa piękności”, niuńka ze szponami jak z horroru, ma podnieść BEZWŁADNEGO, ważącego –górna granica wagi, dla samca dogo to 45kg. Te galaretowate, mastifowate ”dogo” raczej nie mieszczą się w tym ograniczeniu… – To powiedzmy, że chodzi o zwierzaka… 45, a tak naprawdę nierzadko powyżej 50o, kilogramowego? Da radę, czy może mieć problem?  Tu już nawet nie chodzi o ”ekscesy” z dzikami, a np. taki pech, jak tzw skręt żołądka!

Ja wiem, że niektórzy ”hodowcy” to idioci, ale naprawdę, wystarczy odrobina logicznego myślenia, żeby pojąć, że wzorzec rasy został już zdefiniowany przez mądrzejszych ludzi, takich nie-idiotów, nie-ignorantów, którzy OPIERAJĄC SIĘ O WŁASNE DOŚWIADCZENIA I PRAKTYKĘ, DOKŁADNIE OKREŚLILI, JAK TEN PIES MA WYGLĄDAĆ, JAKIE MA MIEĆ WYMIARY I DO KOGO MA TRAFIĆ.

Tak więc na logikę, drodzy ”poprawiacze”: zdecydujcie się. Albo ”duże”, albo z ”cechami użytkowymi”, bo jak się wam zaczną hybrydy produkować, takie ”duże”, ale ”z instynktem” to ci biedni naiwniacy, których uda się wam nabić w butelkę, mogą mieć poważny problem.)

 

Teraz, mając świadomość z czym wiąże się hodowla zwierząt, konkretnie psów rasy Dog Argentyński, WYOBRAŹ SOBIE OSOBĘ, KTÓRA MÓWI DO CIEBIE, ŻE JEJ SUKA

”BĘDZIE MIEĆ NIEDŁUGO SZCZENIAKI, WIĘC JEŻELI JESTEŚ ZAINTERESOWANY TO…”

I jeżeli właściciel/właścicielka suki nie wyglądają dosyć przekonująco, jeżeli  masz wrażenie, że za ”hodowlę bierze się” jakieś dziewczę/pani/chłopiec albo pan, którzy raczej, mówiąc wprost: NIE DADZĄ RADY, w powyżej wspomnianych ”ewentualnościach”, to nie kupuj kitu o ich ”hodowlanej suce”/”wybitnym reproduktorze”.

Obawiam się, że wy, ci którzy przeczytaliście powyższą treść, jesteście już w tym momencie bardziej świadomi, od niektórych ignorantów z ”hodowlanymi sukami” I ”championami reproduktorami”, którzy mają zamiar rozmnażać swoje pety.

Wrzućcie więc na luz drodzy czytelnicy, zastanówcie się czy NA PEWNO chcecie przyjąć na siebie odpowiedzialność za psa AKURAT TEJ RASY i bez ciśnień, na spokojnie, MĄDRZE wybierajcie przydomek, któremu ZAUFACIE.

Zuza Petrykowska

JAK WYBRAĆ HODOWLĘ DOGO ARGENTINO? CZYLI POZNAJ ANATOMIĘ PSA I WZORZEC RASY, ZANIM WYBIERZESZ HODOWLĘ. (PSY Z POTENCJAŁEM WYSTAWOWYM A MOŻE NAWET HODOWLANYM VS. PETY)

Musisz

Drogi czytelniku w tym tekście wiele razy powtórzy się słowo ”musisz” ponieważ fakty są takie, że aby móc w pełni świadomie wybrać hodowlę i być ze swojego wyboru w pełni zadowolony musisz przyszły właścicielu Dogo Argentino (w ogóle jakiegokolwiek rasowego psa) wyznaczyć sobie kryteria wyboru, którymi będziesz się posługiwał, decydując o tym, któremu hodowcy zaufasz
Czemuś tak niesamowitemu nie sposób się oprzeć

561297503_8236e25310

ale psa wybiera się na długie lata, wiąże się z nim określone nadzieje i dlatego warto przygotować się do jego wyboru merytorycznie. Kierowanie się emocjami zawsze potem wychodzi bokiem, naprawdę nie ma się co spieszyć (chyba, że łapie się pchły).

Jak wybrać hodowlę Dogo Argentino (i nie wdepnąć przy tym w g…)?

Pamiętaj, że wybierając daną hodowlę w istocie nagradzasz efekty pracy konkretnego hodowcy. Postępujesz tak, jakbyś decydował, któremu pracownikowi dasz premię, czy oddawał głos na konkretnego polityka. Musisz zdawać sobie sprawę z tego, że istnieje wiele analogii pomiędzy tzw życiem codziennym, a hodowlą psów. Są takie miejsca jak np. Zakopane, do którego zawsze przyjeżdżają tabuny turystów. Tam turyści przyjeżdżali, przyjeżdżają i będą przyjeżdżać niezależnie od np. poziomu obsługi kelnerskiej w restauracjach. Tak więc dla właścicieli zakopiańskich knajp nie ma znaczenia czy ich kelnerzy i kelnerki są profesjonalni. Nawet jeżeli ktoś, kto zostanie fatalnie obsłużony, tak się wkurzy, że postanowi, że jego noga w restauracji X więcej nie postanie to, to w żaden sposób nie ”uderzy po kieszeni” właściciela tego lokalu. Dlatego właściciel knajpy nie czuje potrzeby, by cokolwiek poprawiać. Na miejsce obrażonego pana Iksińskiego jest 10u innych gości, być może także jednorazowych klientów, którzy nawet jeżeli również się ”obrażą”, to i tak najpierw uiszczą rachunek. Biznes się kręci. W świecie ”hodowli rasowych psów” pełno jest partaczy, osób, które jedynie dzięki swoim fejsbukowym kreacjom znane są jako ”hodowczynie” czy ”hodowcy”, udają, że ”coś robią”, ”udzielają się” i lubią pozować na ”autorytety”. Ale wystarczy zobaczyć co takie ”gwiazdy” i ”gwiazdeczki” ”wyhodowały”. Przyjrzeć się, podczas wystaw, psom, którym robią ”take ładne zdjęcia” w nigdy przypadkowych(!) pozach/ustawieniach albo poznać ludzi, którzy mają od kogoś takiego psa. Obejrzeć potomków tych fejsbukowych ”championów” i dowiedzieć się, jak u nich z dysplazją albo BAER TEST… Warto także poszukać ”afer”, tj, tego kto, ile razy, komu, dlaczego i w jakich okolicznościach groził? Kto, ile razy i dlaczego ”użerał się fundacjami”, bo pseudohodowlane praktyki w Związku Kynologicznym w Polsce zdarzają się, jak wszędzie indziej i nawet tzw hodowcy białej presy, czyli Dogów Argentyńskich, zostawali bohaterami reportaży telewizyjnych o rażących zaniedbaniach; psach pozostawianych samym sobie na niby ”ogrodzonych posesjach” , bez dostępu do wody itd.

Wybieranie hodowli to naprawdę poważna decyzja. Wielu osobom wydaje się, że wystarczy, że kupują psa rasowego z rodowodem, że mają świadomość, że tylko pies posiadający udokumentowane pochodzenie jest psem rasowym, więc uważają, że kontaktują się z wybranym hodowcą i w końcu nabywając pieska z jego hodowli są ”bezpieczni” i ”na pewno” nie zostaną wyrolowani… Mają podstawy, wiedzą, że rasowy = rodowodowy, ale to nie wystarczy, warto bardziej zagłębić się w temat. Proszę na sprawę wyboru hodowli spojrzeć w ten sposób: kiedy wybieram psa z hodowli XYZ, to znaczy, że popieram działania konkretnego hodowcy -”oddaję na niego swój wyborczy głos”. Jeżeli w mocie było 6 szczeniąt i sześć osób ”zagłosowało” na danego hodowcę, kupując psy z jego hodowli, to hodowca ”zyskał sto procent poparcia” i ”załapał się” na kolejną kadencję – może ”planować” albo po prostu ”zrobić” kolejny, (byle jaki) miot. Trzeba nauczyć się oceniać nie tylko psy, ale i ludzi, zanim podejmie się decyzję o wyborze hodowli. Rozróżniać tych o mentalności bazarowego handlarza, który gnijącą, wędzoną makrelę wciskać będą jako ”świeży stek z tuńczyka”, od pasjonatów, których w przypadku DA, na palcach jednej ręki można policzyć (choć coraz więcej powstaje hodowli) a jeszcze duuużo wolnych palców zostanie… Szukać tych, którzy w swoją hodowlę inwestują, inwestują w breeding stock, do rozrodu używają jedynie osobników przebadanych i wolnych od schorzeń o podłożu genetycznym (np. schorzeń aparatu ruchu, a więc osobniki wolne od dysplazji), nabywcom przekazują szczenięta wraz z certyfikatem dotyczącym jakości ich słyszenia. I w końcu umieć patrzeć na psy i odróżniać te będące typowymi przedstawicielami rasy od nieposiadających tej wartości, od petów. Tych petów na pierwszy rzut oka, czyli petów eksterierowych. O tym czy dany osobnik posiada autentyczną wartość hodowlaną, mówi nam nie sam eksterier, ale eksterier poparty wynikami badań wykluczającymi u tego osobnika typowe dla jego rasy schorzenia. U Dogo Argentino będą to min. jednostronna (bądź całkowita) głuchota, schorzenia aparatu ruchu, jak choćby dysplazja stawów biodrowych i łokciowych (czasem barkowych ale też kolanowych) wady serca lub nerek. Należy także wiedzieć skąd bierze się ”białe umaszczenie Dogo Argentino” i rozumieć ograniczenia/ zastrzeżenia, które wynikają z tej pięknej i efektownej, ale i bardzo ryzykownej maści:

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2013/07/05/dlaczego-pigment-jest-taki-wazny-dla-dogo-argentino-podsumowanie/.

Decyzja o wyborze hodowli zazwyczaj jest trudna. Ale jest przynajmniej dwa razy trudniejsza, kiedy pragnie się mieć psa z wielką białą łatą, bo ”biały” Dogo Argentino, czytelniku, to podobnie jak np. biały Bullterrier Angielski, kolorowy pies, którego kolor przykrywa ogromna, biała łata -przeczytajcie tekst podlinkowany powyżej.

Jeżeli ”nie odrobi się pracy domowej”, może się zdarzyć, że funduje się ”kolejną kadencję” komuś, kto niczym sobie na nasze zaufanie nie zasłużył. (Nawet decydując się na peta, a nie psa wystawowego nie należy zapominać, że niedosłyszący Dog Argentyński, w przyszłości może okazać się pięćdziesięcioma kilogramami problemu, z którym bardzo trudno sobie poradzić…). Nieprzemyślany wybór hodowcy oznacza, że odbiera się szansę wykazania się innym, tym bardziej godnym zaufania i pozwala się, nie bacząc na cierpienie psów, oszustom napychać kieszenie. Tak więc, tak samo, jak psy, należy umieć oceniać ludzi, umieć słuchać odpowiedzi na zadawane im pytania i wyciągać wnioski, bo nie wszyscy zarejestrowani hodowcy są hodowcami. Niektórzy tylko za hodowców uchodzą, będąc w istocie producentami rasowych psów. Pseudohodowlane praktyki mają miejsce w Związku Kynologicznym w Polsce.

Pytania, które trzeba zadać, czyli coś, czego kruche ego ”hodowcy” może nie wytrzymać

Z hodowcami psów rasowych -i dotyczy to w takim samym stopniu hodowców wszystkich ras, bez wyjątków- bywa jak z urzędnikami. Jedni i drudzy nie zawsze ”sami z siebie” chcą o wszystkim mówić i jeżeli nie wiemy o co zapytać, to ”sami z siebie” nam nie podpowiedzą. Zwłaszcza, kiedy chodzi o tzw. ”trudne kwestie” np. autentyczne efekty pracy hodowlanej (Temat, niezwykle drażliwy, bo łatwo w nim zahaczyć o kompleksy pani czy pana mających się za ”hodowców”). Te efekty to min. to na ile psy, które możemy u hodowcy oglądać, odwiedzając jego hodowlę albo podczas wystaw, wyglądają na przedstawicieli swojej rasy. Molosa, generalnie rasę psa zawsze poznaje się po ”twarzy”, co w praktyce oznacza, że ”Argentyn ma z buzi na argentyna wyglądać”. Oglądając wszystkie te ”Championy” musimy zadać sobie pytanie, czy w istocie patrzymy na psy zbudowane zgodne z wymogami wzorca rasy? Przejawiające psychiczne cechy dla tej rasy typowe? Zastanówmy się też nad tym, czy psy, które obserwujemy są emocjonalnie stabilne, tzn czy są osobnikami zrównoważonymi psychicznie, czy też może są przesadnie bojaźliwe lub wręcz agresywne? Więcej o ”efektach pracy hodowlanej” i ”trudnych pytaniach”, które warto postawić osobie zajmującej się rozmnażaniem rasowych, zanim podejmie się decyzję, że akurat z tą osobą chce się podpisać umowę dotyczącą kupna-sprzedaży psa, znajdziecie tu:

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2016/12/19/1201/

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2017/01/15/szkic/

Miłośniku, przyszły właścicielu presy Dogo Argentino, musisz nauczyć się rozróżniać autentyczne wyniki pracy hodowcy, a żeby być do tego zdolnym najpierw musisz nauczyć się samodzielnie oceniać wyhodowanie przez niego psy*, od bajerowania na temat efektów hodowlanej pracy, w którym niektórzy ”hodowcy” są naprawdę świetni. Aby móc oprzeć się ”propagandzie sukcesu”, czyli opowieściom tzw hodowców o tym, jak długo ”siedzą w rasie”, jakie wielkie i oryginalne mają ”plany”, ile wystaw i z jakimi wynikami ”wygrały” ich psy, musisz najpierw nauczyć się patrzeć na wszystkie psy, w ogóle. Jeżeli nauczysz się podstaw anatomii i zobaczysz co dokładnie znaczy ”spionowana łopatka”, ”harmonijny ruch”, poznasz rodzaje chodu psa, zrozumiesz/ unaocznisz sobie czym jest poprawne kątowanie albo ”miękki nadgarstek” i jak je rozpoznać, nauczysz się dostrzegać wady dokładnie tak samo, jak zalety danego psa, staniesz się odporny/a na agresywny, kitujący PR. Chcąc kupić presę i nie dać się wpuścić w maliny, czyli nie paść ofiarą oszustwa, musisz wiedzieć skąd bierze się u psów dysplazja stów. Nie licz, że ”wyjaśni” ci to pierwszy z brzegu ”hodowca” i przeczytaj artykuły, do których linki wkleiłam powyżej.

A! (Bardzo ważne, zwłaszcza jeżeli jesteś osobą, którą na poważnie interesują wystawy i zamierzasz jeździć także na te zagraniczne. Bez wiedzy, polegając jedynie na ”uroku osobistym tzw hodowcy”, możesz w przyszłości bardzo się rozczarować…) Nie ma nic bardziej przykrego od widoku wyrazu twarzy wystawcy, który inwestuje czas i pieniądze w wyjazd na zagraniczną wystawę i na zimno zderza się z rzeczywistością, kiedy okazuje się, że jego pies, który dotąd ”kosił konkurentów” w stawce ”6 argentynów na krzyż”, u sędziów, którzy wzorca rasy uczą się na kwadrans przed wystawą, sędziowany przez starego dogo-wyjadacza, w stawce ponad 20u konkurentów w swojej klasie (!), odpada na pierwszym etapie przesiewu…

Bardzo wiele osób uważa, wręcz wyznaje pogląd, którego z infantylną upartością zaciekle broni na forach, że ”wszystkie psy są piękne”. Oczywiście. Jako ”psiara” nie mogę się z tym nie zgodzić. Generalnie, ”pieski są śliczne i słodkie” (nawet małe i zaplute pokurcze, te mikro psy, mikroby wręcz, z wyłupiastymi oczami, mają w swoich właścicielach największych fanów). Ale jako miłośnik rasy, patrzący na sprawę kynologicznym okiem, muszę powiedzieć, że owszem, ”wszystkie psy są najpiękniejsze i najcudowniejsze dla swoich właścicieli”, ale nie wszystkie posiadają taką samą wartość, jako przedstawiciele konkretnej rasy, ponieważ nie wszystkie są np. zbudowane zgodnie z wytycznymi wzorca rasy albo mają zdrowy i sprawny aparat ruchu.

Pety vs psy z potencjałem wystawowym (a może nawet hodowlanym)

Psy pochodzące z zarejestrowanych hodowli (właśnie o tym, jak ważne jest mieć świadomość gdzie, czyli w jakim związku czy stowarzyszeniu zarejestrowana jest hodowla, będzie kolejny tekst) dzielą się na zwierzaki posiadające potencjał hodowlany, zwierzęta, które w chwili przekazywania nowym właścicielom, mają wykonany komplet badań dokumentujących ich stan zdrowia i wykluczających, iż obciążone są schorzeniami będącymi zmorą danej rasy (w przypadku DA chodzi mi  BAER TEST) i wydają się obiecująco zapowiadać pod względem fizycznym (takich psiaków jest jak na lekarstwo), i można spodziewać się/liczyć, że wyrosną, rozwiną się na typowych przedstawicieli rasy i pety. Pety, które z założenia nie posiadają wartości hodowlanej, choć także mają wykonany komplet badań, ale ich anatomia, już na wczesnym etapie ich rozwoju wskazuje, że nie będą ”ładnymi”, typowymi przedstawicielami swojej rasy (delikatny kościec, zaburzone proporcje itp.). Z tego powodu ważne jest, by znać wzorzec rasy i umieć go odnieść do oglądanych np. podczas wystawy, psów, będących potencjalnymi rodzicami naszych szczeniąt. Pewne cechy zdradzające, że dane szczenię nie wyrośnie na idealnie zbudowanego przedstawiciela rasy, można wcześnie zaobserwować (Niektórzy tzw hodowcy wychodzą z wygodnego dla niech -zwłaszcza finansowo- założenia, że ”Jak biały, to wystawowy”, a to, proszę państwa, jest zwykły kit, bo temat wartości hodowlanej, czy nawet jedynie wystawowej, danego zwierzęcia jest znacznie bardziej złożony.

Autentyczne wyniki pracy hodowlanej (a każdy kolejny miot, to etap pracy, podlegający ocenie) ”jakość” psów, kiedy dorosną, dają komunikat o powodzeniu pomysłu na kojarzenie, o sensowności wybranej przez hodowcę drogi. Każdy, kto ”zabiera się do” rozmnażania zwierząt -w tym przypadku psów bardzo trudnej w hodowli rasy, musi być na tyle inteligentny, by rozumieć podstawy genetyki. Kolejny raz odsyłam do artykułu na temat roli pigmentacji, podlinkowanego powyżej i przypominam, że Dogo Argentino są podatne min. na alergie. Namawiam też do zapoznania się z zagadnieniami metod hodowlanych stosowanych min. przy argentynach. I raz jeszcze polecam zastanowić się nad faktem, że Dogo Argentino to myśliwski molos, którego łowiecki instynkt dla osób nieprzygotowanych/ nieuświadomionych, może być bardzo poważnym problemem.

Do przemyślenia: jeżeli ze skojarzenia danej pary hodowlanej przychodzą na świat szczenięta z jakąś poważną wadą, która ujawnia się w trakcie dorastania piesków, np. wnętrostwo u samca/ samców, dla inteligentnego, znającego podstawy genetyki hodowcy, jest to sygnał, że takiego krycia nie wolno powtarzać i należy rozważyć czy w ogóle jest sens dalszego używania w hodowli (już w innych połączeniach) tego konkretnego samca i tej konkretnej suki. Wnętrostwo jest wadą genetyczną, ujawniającą się recesywnie. I jest dla hodowcy oczywiste, że -przepraszam za kolokwializm- jednojajowo płodny wnętr, będzie tę wadę przekazywał swojemu potomstwu. Jest także jasne, że miotowi bracia wnętra, samce, u których ta wada ”fizycznie” się nie objawiła, także obciążone są tą samą cechą recesywną i ich potomstwo jest na nią tak samo narażone. Tak więc kolejne łączenie pary, o której wiadomo, że dała potomstwo z wadą wrodzoną, świadczyć może tylko o dwóch rzeczach a) w danej hodowli rozmnaża psy osoba skrajnie niepokalana inteligencją b) w danej hodowli rozmnaża psy osoba skrajnie łaknąca forsy… (http://twojezwierze.pl/psy/choroby-psow/artykuly/zobacz/moj-pies-jest-wnetrem-co-to-oznacza.html http://www.piesporadnik.pl/title,Wnetrostwo,pid,573.html  )

To nie zapewnienia, nie słowa tzw hodowcy, a psy które wybrał jako godne rozmnażania, pary hodowlane, te przez niego wyhodowane, wybrane z miotu, te które ocenił jako osobniki posiadające największą wartość hodowlaną, czyli najbliższe ideałowi określonemu przez wzorzec rasy, takie które warto jego zdaniem wystawiać, a w przyszłości użyć w planach hodowlanych, mówią o stanie wiedzy hodowcy i wynikach jego pracy. Za hodowcę mówią też badania osobników, które wybrał na rodziców szczeniąt lub ich brak. Oraz on sam, a od chamów, prostaków i ludzie emocjonalnie niestabilnych należy trzymać się jak najdalej. Nie należy dać uwieść się ”na słowo” opowieściami o wynikach wystaw  i zdobytych tytułach. Sporo osób w polskim dogo-świecie jest świetnych w gadce o duperelach, ale te osoby gubią się kiedy zaczyna się z nimi rozmawiać o konkretach. Hodowca musi mieć pojęcie o rodowodach swoich psów, musi wiedzieć ”z czego są zrobione”. Ktoś kto krzyżuje psy bo ”takie ma”, ”takie sobie kupił” i mu ”się podobają” i ”zobaczymy co z tego wyjdzie”, to nie jest poważny hodowca, to nawet nie jest ”hodowca”. To jest jakiś ktoś, kto sobie coś tam robi, ale na dłuższa metę nikt nie wie co i najgorsze, że on sam też, to zwykły ”rozmnażacz” żyjący ze sprzedaży szczeniaków …

Zupełnie inaczej rzecz ma się, kiedy słucha się/ rozmawia z hodowcą/ wystawcą, którego pies/y zapiera/ją dech w piersiach (Coraz mniej jest takich argentynów, ale czasem się zdarzają, to są takie ”wyjątkowe wyjątki”).

Właśnie, to jest charakterystyczne. Kiedy widzi się ”takiego sobie” Doga Argentyńskiego, człowiek myśli sobie ”fajne, białe psisko”/ ”duży, biały pies”/ ”ogromny, ”biały Labrador” i tyle, nic więcej. Ewentualnie rozczarowanie, że ”to, co ktoś widział na jakimś zdjęciu, co go tak zachwyciło, nie ma odbicia w (np. wystawowej) rzeczywistości… Kiedy jednak ma się do czynienia z naprawdę dobrym, wybitnym psem, to dosłownie zatyka z wrażenia. Kiedy obserwuje się prawdziwe, atletyczne Dogo Argentino w głowie migają neony ”silny”, ”dostojny”, ”zachwycający”, ”gibki”. Człowiek patrzy i wierzy, że taki pies, pies tej rasy faktycznie może poradzić sobie z dzikiem, pumą, bo wszystko w nim mówi o jego sprawności. Takie psy przywołują skojarzenia z dzikimi kotami, ogierami, z siłą natury i pięknem.

Jak o każdej z wystaw także o wartości Wystawy Klubowe i przyznawanych na niej lokat, decyduje to, co o Dogo Argentino wie ten, kto te psy sędziuje. Niestety, nawet na wystawach klubowych zdarza się, że DA sędziują osoby zupełnie przypadkowe w odniesieniu do tej rasy i potem słucha się zadziwiających ”mądrości” od kogoś, kto na co dzień hoduje małe buldogowate i o argentynach wie tyle, co przeczyta na kwadrans przed wejściem psów na ring albo tyle ile asystent/ka podpowieWystawa klubowa jest swego rodzaju przeglądem hodowlanej stawki oraz ”osiągnięć” tzw hodowców. Teoretycznie to najbardziej prestiżowa z odbywających się w Polsce wystaw, w których biorą udział Dogi Argentyńskie. To tu można spotkać (i poznać) hodowców i zobaczyć ich psy (w zestawieniu z konkurentami albo tymi, którzy za ”konkurentów ”chcieliby uchodzić. Trzeba zdawać sobie sprawę, że poza wystawą klubową, na większość z wystaw odbywających się w naszym kraju przyjeżdża średnio 6-8* psów… Tak więc zdarza się, że ”zgarniają rasę” naprawdę słabe zwierzęta, które w innych okolicznościach (większej liczby konkurentów) nie miałby szansy zakwalifikować się do pierwszej czwórki.) Czasem można odnieść wrażenie, że sędziowie przyznają tytuły i wnioski na championaty za samo pofatygowanie się na wystawę… w dzisiejszych warunkach nawet ”prestiżowa” kiedyś tzw klubówka nie jest wystawą, na którą warto jechać, czasem przez pół Polski. Przypadkowi sędziowie, jak i przypadkowe ”Dogi Argentyńskie” skutecznie zniechęcają do udziału w takich imprezach, a wygrane białych wypłoszy… Cóż, zniechęcają do tego jeszcze bardziej.

Obejrzyj sobie czytelniku, na forach oraz na FB polskie Championy Dogo Argentino. Będziesz albo zaskoczony, albo zażenowany tym, jak bardzo, bardzo różne argentyny mogą się tym tytułem poszczycić. Ile jest u nas obleśne brzydkich (galaretowatych, kostropatych, na glinianych kozincowanych łapach i tylko z nazwy) ”polskich Championów”. Poczytaj też sobie ich zagraniczne tytuły. Im bardziej egzotyczny Championat, tym mniej wart (pies). Ważne, żeby to wiedzieć, bo mamy w Polsce psy utytułowane w bardzo egzotycznych miejscach (które nigdzie indziej nie zdobyłby hodowlanych uprawnień). Miejscach tak dla DA oryginalnych, że równie dobrze wystawcy/hodowcy mogliby chwalić się championatami Madagaskaru, Etiopii, Księżyca, Jowisza… Najwięcej znaczą tytuły zdobyte w krajach, w których DA są rasą popularną/ liczną i doskonale znaną sędziom; w Ameryce Łacińskiej (rodzima Argentyna, Brazylia), Włoszech, Hiszpanii, Francji, potem mamy południowych sąsiadów (Węgry), potem długo, długo nic i Rosję (z naciskiem na Moskwę). Warto jednak zwrócić uwagę na wysiłek niektórych prawdziwych hodowców, hodowców z sukcesami ”podbijających nowe tereny”, jeżdżących z białą presą do Niemiec i tam święcących triumfy.

*Wniosek z powyższego, zawsze pytaj hodowcę, o to w jakich warunkach jego psy uzyskały swoje tytuły. Poproś o ”zestawienie”. Chodzi o to, drogi argentynomaniaku, abyś miał możliwość dowiedzieć się z iloma i jakimi konkurentami stawał w szranki pies, którego tak reklamuje ci hodowca (Ci ludzie tym żyją, oni potrafią z całego serca nienawidzić tzw konkurentów, opluwać ich publicznie lub tylko w prywatnych wiadomościach, lub telefonicznych rozmowach, więc nie kupuj odpowiedzi w stylu ”nie pamiętam”. Oni bardzo dokładnie pamiętają każdą wygraną, dokładnie tak samo, jak każdą przegraną, żyją tymi ”wynikami wystaw”, bo tylko dzięki nim mogą dziś opylić ci szczeniaka.) Hodowcy uwielbiają górnolotne określenia, mocno działające na wyobraźnię przyszłych właścicieli, ”zgarnianie rasy” jest jednym z tych określeń. ”Moc” jego oddziaływania blednie, jak podkoszulek zostawiony na słońcu, kiedy okazuje się, że pies, czy suka ”zgarnęli rasę” jako soliści)…

W Polsce (to zjawisko dotyczy większości ras) praktycznie wszystkie psy, z wyjątkiem tych posiadających określone przez wzorzec ”wady dyskwalifikujące”* są oferowane/ sprzedawane nowym właścicielom jako psy ”posiadające potencjalną wartość hodowlaną”. Trzeba pamiętać, że niektóre cechy (nie mające nic wspólnego z niebieskim okiem czy czernią przy ogonie) świadczące o tym, że w przyszłości pies nie będzie posiadał wartości hodowlanej są widoczne już we wczesnym wieku. Np. charakterystyczne wady inbreed’owe, będące skutkiem kojarzeń krewaniczych, np. możliwa do zaobserwowania dla wnikliwego oka wada postawy osobników urodzonych w danej hodowli. W skrajnych przypadkach skutki nieprzemyślanego ”linebredu” powodują, że dokładnie tę samą wadę obserwujemy u większości psów z danej hodowli (Wada staje się sygnaturą hodowli).

Warto mieć na uwadze, że za psy sprzedawane jako definitywne pety, tj te obciążone wadami wymienionymi przez wzorzec rasy i/lub nie posiadające certyfikowanych wyników badań, hodowca nie może ustalić zbyt wygórowanej ceny.

*Dla DA są to min. niebieski refleks tęczówki, częściowo niedopigmentowana tęczówka (niebieska ”łatka” na tęczówce) Choć taka wada nie przeszkadzała pewnemu panu pokazywać na wystawie psa nią obciążonego, a sędziującej osobie tego psa ocenić, jakby był pełnowartościowym zwierzęciem. Dlatego niektórych sędziów nie należy traktować serio. (Właściciel pieska, udziałem swojego peciszcza w wystawie ”legalizował” sobie puszczony na lewo, poprawka ”przez nieuwagę” miocik, po tym, jak ”nie upilnował” swojego peta i suki…)

Psy, które cechuje wada inbreedowa nie powinny być używane w hodowli, nie powinny być także oferowane nowym właścicielom inaczej niż jako pety. Pamiętajmy, że ”wykucie na pamięć” wzorca rasy to za mało. Trzeba nauczyć się anatomii psa, obserwować poprawnie zbudowane zwierzęta w ruchu, jeździć na wystawy i odwiedzać hodowców. Trzeba nauczyć się przekładać wiedzę teoretyczną na umiejętność praktycznego patrzenia. Można także godzinami oglądać filmiki na YouTube, których bohaterami są Dogi Argentyńskie, jeżeli nie mamy innej możliwości oglądania „dogo w naturze”. Jednym słowem należy robić wszystko co pozwoli nam dowiedzieć się więcej o rasie.

*Dodatkowe wymogi hodowlane :
W przypadku Dogo Argentino Polski Związek Kynologiczny wymaga testów psychicznych. Dla Dogo Argentino nie są przewidziane obowiązkowe badania stawów biodrowych, ani badania słuchu. O wyniki obu badań sam, przyszły właścicielu argentyna, musisz zapytać hodowcę, od którego planujesz zakupić szczeniaka. Na szczęście dla coraz liczniejszej grupy polskich hodowców BAER nie jest już hasłem na dźwięk, którego dostają apopleksji i coraz więcej polskich psów ma za sobą BAER test 🙂

Rozmowa i pierwszy kontakt z hodowcą

jeżeli kontaktujemy się z hodowcą (np. telefonicznie), a on o nic nas nie pyta i jedyna informacja, którą od niego otrzymujemy odnosi się do kwoty, za którą możemy psa kupić, to odpuśćmy sobie takiego ”hodowcę” i jego ”hodowlę”. Dogo Argentino to nie ciuch z przeceny ani pączek z hipermarketu. Dogo Argentino to duży, trudny w prowadzeniu pies, który jeżeli trafi w nieodpowiednie ręce, może stać się nieprzewidywalnym i niebezpiecznym zwierzęciem (Wkrótce na blogu pojawi się artykuł o temperamencie dogo-myśliwego, na spacerowe -i nie tylko- przejawy którego coraz częściej nowi nabywcy okazują się być zupełnie nieprzygotowani… Tak to właśnie jest, kiedy mnożą się hodoFle, a hodFcy chcę tylko wcisnąć szczeniaka…). Dlatego nie należy usprawiedliwiać hodowcy i myśleć ”No tak, na pewno ma dziesiątki telefonów dziennie, więc w końcu 27 raz odpowiedział ‚z automatu’, gdyby był wypoczęty porozmawiał by ze mną dłużej”. Owszem, do hodowców dzwonią/wydzwaniają przeróżni ludzie i 90% telefonów to ”zawracanie głowy” przez kogoś, kto ”chce rasowego, ale niekoniecznie z rodowodem, najlepiej tanio”. Wszyscy jesteśmy tylko ludźmi, i hodowca ma prawo być poirytowany telefonami od kretynów. Mimo wszystko jednak, jeżeli my na ”dzień dobry” nie brzmimy jak troglodyta, przedstawiamy się jak cywilizowani ludzie i umiemy złożyć zdanie, nie kalecząc przy tym języka polskiego, to należy nam się, aby profesjonalnie nas potraktowano. Ktoś, kto zajmuje się hodowlą DA, zajmuje się hodowlą jednej z ras umieszczonych na tej nieszczęsnej liście MSWiA, psów ras uznawanych za agresywne i jego podstawowym obowiązkiem jest być w stu procentach pewnym, komu psa sprzedaje. Handlarza interesuje tylko zainkasowanie kwoty za szczeniaka. Hodowcę interesuje kto chce kupić od niego jego pieska. Dlatego hodowca o cenie mówi na samym końcu. Tym bardziej, że sam hodowca dokąd nie urodzą się szczenięta, nie wie jaką wartość szczenięta będą mieć, ile urodzi się psów z potencjałem, czy zostawi sobie jakiegoś, czy będą pieski na warunek, współwłasność, czy będą pety. Normalny, prawdziwy hodowca jest ciekawy tego z kim rozmawia, pyta czy osoba zainteresowana kupnem szczeniaka, miała wcześniej psa tak wymagającej w prowadzeniu rasy, czy ma doświadczenie, gdzie mieszka, w jakich warunkach pies będzie żył (dom czy mieszkanie), dlaczego chcemy Doga Argentyńskiego, czy zdajemy sobie sprawę z tego, że to pies z silnym instynktem łowieckim, czy mamy dzieci, inne zwierzęta, czy chcemy psa wystawowego, czy sami jesteśmy zainteresowani hodowlą, a może chcemy peta? Hodowca bardzo skrupulatnie wybiera ”rodziców adopcyjnych” dla swoich szczeniąt i dlatego zanim cokolwiek z nami ustali, najpierw chce nas poznać i porozmawiać z nimi ”na żywo”, twarzą w twarz.

Cena

Bywa różnie. Cena za Dogo Argentino w Polsce waha się… Dwa lata temu powiedziałbym, że od 4.000 za peta wzwyż…  W przypadku wybitnego krycia, takiego na które jedzie się do np. Brazylii (co raczej polskim hodowcom się nie zdarza i jeśli już coś ponadprzeciętnego ”kombinują”, to starają się ściągnąć do Polski nasienie psa, który gdzieś tam uchodzi za wybitnego i którego zazwyczaj sami nie mieli nigdy okazji zobaczyć ”live”), cena za szczeniaka może wynosić nawet kilka tysięcy euro. Ale to raczej, kiedy kupujemy psa za granicą. I wtedy, zagraniczny hodowca za tych kilka tysięcy euro chętnie wciśnie nam peta. Psiaka, którego w życiu nie zostawiłby sobie do hodowli ani nie przekazał do hodowli znanemu sobie hodowcy, którego ceni i szanuje, ale nam chętnie go wciśnie, skoro już przyjechaliśmy. W końcu mieć parę tysięcy euro a nie mieć, to zawsze jest różnica, bo gdy chodzi o kaskę, nieistotna jest szerokość geograficzna.) *Ale… ponieważ, kiedy ten tekst pierwotnie powstawał, we wrześniu 2011 roku, nie było jeszcze aż tylu hodowli, nie zdarzały się przypadki, kiedy to pety ”szły” w cenie psów z potencjałem, z kompletem badań itd… Czas leci, hodoFców jest coraz więcej, wszystko się zmienia i… jak się okazuje, ”schodzi na psy”.
Pamiętajcie państwo o podziale na pety, psy wystawowe i te posiadające autentyczną wartość hodowlaną. Cena szczeniaka zależy od tego, czy chcemy mieć przebadanego peta ”na kolanka”, bo nie jesteśmy zainteresowani wystawami etc., ale nie chcemy niespodzianek dotyczących stanu zdrowia szczyla, chcemy oszczędzić sobie nerwów i wydatków, czy też chcemy mieć peta i tyle?  Czy chcemy psa wystawowego (który być może mógłby w przyszłości zostać psem hodowlanym/suką hodowlaną)? Jeśli tak, to psiak, poza tym, że nie może być obciążony wadami, które wzorzec rasy wymienia jako dyskwalifikujące, musi mieć komplet certyfikowanych badań, które mówią nam, że psiak nie tylko dobrze wygląda, czyli min. jest szczeniakiem o proporcjonalnej sylwetce, dobrym kośćcu i kształtnej głowie, ale jest zdrowy i w chwili, w której podpisujemy umowę ze sprzedającym go nam hodowcą, nie ma przeciwwskazań, aby na tym etapie życia, obiektywnie móc uznać to szczenię za posiadające wystawowy potencjał. O tym czy w przyszłości dany psiak będzie mógł zostać użyty w hodowli, dowiemy się, gdy zwierzak osiągając dojrzałość, będzie mieć nie tylko poprawny zgryz, ale i będzie prawidłowo fizycznie rozwinięty, czyli jego anatomia będzie odpowiadać wymaganiom wzorca rasy. 

Jeżeli dzwonimy do hodowli i hodowca mówi nam coś w rodzaju ”wszystkie pieski są w tej samej cenie, która wynosi 4500 zł”, to możemy założyć, że wszystkie szczenięta są petami. Jeżeli tzw hodowca od razu wie, że wszystkie psy sprzeda za tę samą kwotę, to znaczy, że jest handlarzem, a nie hodowcą psów. Dodatkowo jeżeli usłyszymy, że ”Dog Argentyński to teraz tak popularna rasa, że na szczenięta trzeba się zapisywać i dwa-trzy krycia czasem przeczekać”, to jeżeli dzwonimy do hodowcy, rozmawiamy z nim, on mówi nam, że ”na argentyny trzeba się zapisywać” i równocześnie rozmawia z nami o sprzedaniu nam szczeniaka z miotu, który aktualnie ma u siebie, to coś tu nie gra. Albo na DA jest ”popyt” i ”schodzą jak świeże bułeczki” i wtedy hodowca nie ma z nami o czym rozmawiać, bo szczenięta są zarezerwowane, albo po prostu opowiada nam bajki i stara się wyrobić w nas przekonanie, że musimy kupić teraz i to psa od niego, bo potem może nam być bardzo trudno. Takich cwaniaków i cwaniar trzeba unikać.

To co widać ”na pierwszy rzut oka”

Pet to szczeniak błękitnym refleksem na tęczówce, nie w pełni wybarwioną tęczówką, niebieskim okiem, z kolorem przebijającym się przez wielką białą łatę w innym miejscu niż głowa, albo w kilku miejscach na głowie (wystarczy, że dwóch różnych) i poza nią. Kolor na głowie wystawowego (a w Polsce i hodowlanego DA) nie może przekraczać 10% powierzchni głowy, wliczając w to powierzchnię naturalnego, nieciętego ucha i może występować tylko w jednym miejscu, może to być tylko jedna ”łatka”, nie dwie, nie trzy, jedna. (Tak, jest w Polsce hodowla założona przez panią, która obcięła uszy swojej suce, po to, by móc ją wystawiać i zrobić jej uprawnienia hodowlane, ale cóż… Obiektywnie, biorąc pod uwagę ”kolorystyczne wymogi wzorca rasy”, suka ta jest petem a jej potomstwo nie powinno było się urodzić, gdyż ona z założenia nie przedstawiała wartości hodowlanej. Jednak suka urodziła potomstwo i nikt nie zgłosił żadnych ”ale”, choć pani ta, sama, tak bardzo kiedyś narzekała i to publicznie, że podobno jakiś pies miał braki w uzębieniu a mimo to został reproduktorem… Ot, ”uczciwość” tzw hodowców…)

Niestety nie w pełni wybarwione nosy nie są jeszcze zaliczane do wad dyskwalifikujących, choć nie w pełni wypigmentowany nos to tak samo wynik silnej ekspresji swsw jak fragment niebieskiej tęczówki, oczy wiecie już, jeżeli przeczytaliście linkowany na początku tekst.

Dogo stają się (niestety) coraz bardziej popularne, w związku z tym powstają coraz to nowe hodowle, które w większości pracują na kiepskiej jakości materiale i po prostu rozmnażają rasowe psy zgodnie z prawem (To ”zgodnie z prawem” to też osobny wątek, więc o związkach i stowarzyszeniach w innym wpisie). Nie wolno mylić hodowcy-pasjonata z  handlarzem-cwanikiem. Jeżeli będziemy się mylić, to pomożemy cwaniakom rozłożyć na łopatki wspaniałą rasę, jaką jest Dogo Argentino, dokładnie w taki sam sposób, jak w latach 90tych zeszłego wieku rujnowano w Polsce wspaniałe Rottki i ASTy. A tego przecież żaden argentynomianiak nie chce.

Jak już wcześniej wspominałam w Polsce panuje zwyczaj (nie dotyczący hodowców-pasjonatów, których na palcach jednej ręki można w naszym kraju policzyć [a i tak zostanie jeszcze kilka wolnych palców] im szacunek do idei pracy hodowlanej, a także poczucie dobrego smaku nie pozwalają na arogancję, która obezwładnia ich „kolegów), że praktycznie wszystkie psy, nieposiadające wad, które wzorzec rasy definiuje jako wady dyskwalifikujące (mam na myśli wady, widoczne u szczeniąt już w okresie, kiedy przekazuje się je nowym właścicielom), sprzedawane są jako psy z potencjałem wystawowym i hodowlanym równocześnie (choć to dwie różne ”bajki”). Wybitnie bezczelne jednostki pchają pety z wadami na wystawy… i być może wadliwie umaszczone szczeniaki ”opychają” jak szczeniaki z potencjałem (za tę samą cenę)… Tak to już jest, że tupet pomieszany z wyjątkowym uporem sprawia, że hodowcy-bajerowcy i ci z gatunku ‚w życiu się o prawdziwe Dogo Argentino nie otarłem/am’, ci hodoFcy i producenci, są w stanie z najkoszmarniejszego psa zrobić ”championa”.

Jak powstają hodowle, których ”trzon” stanowią słabe psy?

Osoby opierające hodowlę na eksterierowo słabych psach, czyli min. przerośniętych, ze słabą anatomią, ze słabym kośćcem, ”galaretowatych”, osobnikach bez wyrazu, z fatalnymi głowami, psich sukach i suczych psach (wszystko to z ”i”&”lub” na przemian) nie bardzo wiedzą jak powinien wyglądać Dog Argentyński. I raczej nie bardzo się tym przejmują. W polskiej ”kynologii” ”siedzi” bardzo dużo osób, które po prostu mają kompleksy i/albo chcą na rozmnażaniu psów zarobić, z tego żyją, że sprzedają  szczeniaki (Choć hodowla niby jest w Polsce ”amatorska”). Garstka hodowców (mówię o ogóle) ze Związku Kynologicznego w Polsce to hodowcy sercem i duszą, tacy z prawdziwego zdarzenia, którzy np., kiedy chodzi o białą presę, czyli nasze ukochane Dogo Argentino (czy to kanaryjską, czyli Dogo Canario/ Presa Canario), wykonują RTG stawów biodrowych i łokciowych (a czasem i kolanowych albo barkowych, z którymi także są problemy…) osobnikom, które decydują się rozmnażać i które zostają rodzicami szczeniąt, które potem kupują za tysiące złotych (albo euro) nabywcy (o BAER TEST nie wspominając), sprawdzają kondycję serca i wykonują inne badania, po to, aby mającym się urodzić szczeniętom oszczędzić cierpień a ich opiekunom stresu i wydatków. Wracając jednak do wątku ”wiedzieć jak wygląda prawdziwy, czyli anatomiczny i sprawny Dog Argentyński”, gdyby osoby te to wiedziały, nie kupowałyby przypadkowych szczeniaków od przypadkowych tzw hodowców. Ludzie ci nie zaczynaliby od słabych psów i na ich bazie nie rozpoczynaliby ”hodowli”. To fakt, hodowca-pasjonat, który może poszczycić się pewnym dorobkiem, ktoś, kto wypracował określony poziom, który starannie utrzymuje, nie oddaje ot, tak wybitnego a czasem nawet tylko poprawnego osobnika, komuś ”z ulicy”. Obiektywnie trudno jest zdobyć wartościowy ”zaczyn” do hodowli. Gdyby jednak osoby porywające się na ”hodowanie Dogo Argentino”, na byle czym, miały odrobinę inteligencji, zamiast rozmnażać dogo-popłuczyny, budowałby relacje z hodowcami osiągającymi sukcesy, które to potwierdzają wyniki badań ich psów! Czyli hodowcami mającym w swoim dorobku nie tylko psy anatomicznie zajmujące, ale przede wszystkim sprawne, czyli zdrowe, wolne od wad wrodzonych. Gdyby starczyło tym ludziom inteligencji i pokory, swoją drogę jako ”hodowcy”, rozpoczynaliby od współpracy z kimś, na czyją fachową pomoc mogliby liczyć i nie papraliby rasy jeszcze bardziej, produkując białe wypłosze. Przeciwnie, w ich hodowli rodziłyby się przynajmniej poprawne osobniki. I już na starcie, współpracując z prawdziwymi, dbającymi o poziom i wciąż inwestującymi w swoją hodowlę, hodowcami, osoby te miałyby szansę mieć, jako breeding stock anatomiczne osobniki. Tak więc ludzie, którzy w życiu o autentyczne DA się nawet nie otarli, i którzy zupełnie nie mają ”oka”/”wyczucia” do argentynów (do psiej anatomii w ogóle), kupują szczeniaki od innych przypadkowych ludzi albo takich, których uważają za ”specjalistów”, bo ci są dobrzy w tzw ”bajerze” i rozpowszechnianiu ”informacji”, szczególnie na FB, o tym, jakie to ”super-ekstra psy mają u siebie”. Szczeniaki, które wyrastają na brzydkie, rasowo, czyli eksterierowo kiepskie DA, których rozmnażanie nie ma najmniejszego sensu, bo nie wnosi nic wartościowego do rasy. A przeciwnie może dużo zepsuć. jednak ponieważ te osoby nie mają pojęcia czym charakteryzuje się Dogo Argentino a hodowcy-bajerowcy, od których swoje psy kupili, idą w zaparte i jak mantrę powtarzają ”Ależ nam chłopak/dziewczyna ładnie wyrósł/wyrosła”. No, w końcu ludzie zapłacili im  za przyszłe ”championy”, niech więc mają poczucie, że mają ”championy”, nie można im powiedzieć (nawet jeśli się to widzi, będąc zwykłym handlarzem szczeniąt): „Sorry, ale nie wyszło„, bo jeszcze zechcą zwrotu pieniędzy… Posiadacze dogo-koszmarków ”wyjeżdżają” im tytuły, zdobywają uprawnienia i produkują kolejne brzydkie, jak sraczka na śniegu szczeniaki, z których wyrastają brzydkie, jak sraczka na śniegu ”Dogi Argentyńskie”… A wszystko dlatego, że dla polskich sędziów i generalnie większości sędziów z krajów innych niż Argentyna, Brazylia, Włochy, Francja i Hiszpania DA, to rasa wciąż bardzo egzotyczna…
i tak w kółko. Niektórzy tzw hodowcy mają pioruńskie ciśnienie, żeby ich psy, tzn. psy noszące ich przydomek ”zasilały inne hodowle”, żeby ich przydomek pojawiał się w innych hodowlach (to im wizerunkowo dobrze robi). Sęk w tym, że od jakiegoś czasu tak się dzieje, że wyhodowane przez najgorliwszych hodowców-bajerowców psy, zasilają tylko polskie, w większości bardzo słabe i coraz gorsze, nowe ”hodowle”… Jakoś nikt z zagranicy się o ich psy „nie zabija”…

Tak więc mamy dziś sytuację, w której samozwańczy ”spece od rasy”, bajeranci, produkują/trzaskają mnóstwo słabych psów, których rodzice pokazywani są głównie w Polsce, sprzedają je potem naiwnym ludziom, którzy po prostu chcą mieć ”Dogo Argentino” i myślą ”Hodowla, to hodowla, ważne, żeby była blisko domu, bo mi się nie chce daleko jechać” i biedacy, którzy w życiu prawdziwego DA nie widzieli (No, bo jak? Jadą do hodowli, a tam poczwarki. Nawet jak są ”odrobinę” rozczarowani i 6 zmysł im się włącza, to ”przecież są w hodowli Dogo Argentino”, więc wszystko jest ok. Kupują więc te poczwarki i zakładają nowe hodowle…
Niestety trzeba uzmysłowić sobie, że z dorobkiem hodowców-bajerowców (generalnie, rasa jest często bez znaczenia) jest trochę jak ze sztuką nowoczesną (Jestem plastykiem, więc to dla mnie najbardziej naturalny punkt odniesienia). Przed wejściem na wystawę -nie ma znaczenia czy chodzi o malarstwo, rzeźbę czy instalacje- żeby ”ogarnąć bezmiar talentu artysty i jego geniusz”, trzeba przeczytać ścianę mdłej treści tekstu albo wysłuchać godzinnego wykładu, a i tak ”nad wyraz intelektualny”, mocno naciągany, ”przekaz twórcy”, może nie przekonać, że np. zużyta gumowa rękawiczka jest sztuką… Po praniu mózgu (albo usiłowaniu jego przeprowadzenia) normalny człowiek i tak ma wrażenie, że robią z niego idiotę, choć to fakt, nie każdy, bo większość tak cholernie chce uchodzić za intelektualistów, że oglądają ekspozycję cmokając i ”ochając” nad rozklekotanym czarno-białym telewizorem, na ekranie, którego goły facet pali fajkę w bujanym fotelu

I tu i tu, czyli i w przypadku tzw. osiągnięć hodowlanych hodowców-bajerowców, hodoFców-producentów, i ”wartości przekazu” niektórych ”artystów”, mamy do czynienia z przerostem używania pieprzu nad treścią. O formie nikt już nie pamięta. A sztuka powinna być przede wszystkim piękna. Na szczęście z psami jest łatwiej niż ze sztuką. W przypadku Dogo Argentino prawdziwa sztuka dalej broni się sama. Psy definitywnie są albo zachwycające, albo śmieszne.

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora jest zabronione.

http://www.facebook.com/zuzpasjaodogoargentino