Archiwa tagu: Związek Kynologiczny w Polsce

CO WIADOMO O POLOWANIU Z DOGO ARGENTINO NA TERENIE EUROPY? CO TO JEST MONTERIA? JAKA JEST ROLA DZIKARZA W POLSKIEJ TRADYCJI ŁOWIECKIEJ? CZY EWENTUALNE ZAGROŻENIE PATOLOGIĄ PSEUDO.MONTERII W POLSCE TO TEMAT TABU?

Tak jak artykuł poświęcony Fila Brasileiro nie był pisany z myślą jedynie o posiadaczach i entuzjastach ”brazylijskich filetów”, tak i dzisiejszy tekst nie jest skierowany jedynie do posiadaczy i entuzjastów Dogo Argentino.

Podobno to wcale nie jest tabu

Jest parę rzeczy, o których (nie dość, że w rozmowach z hodowcami, to także) w polskim dogo-necie, używając eufemizmu, nie mówi się otwarcie. Rzeczy wzbudzających żywe zainteresowanie, a nawet emocje u ”dogomaniaków”, powodujących dodatkowo, że do białej presy z Argentyny ”kleją się” ludzie, którzy (zwłaszcza) od tego rodzaju psów powinni trzymać się z daleka. Jeśli jako jeden z tych skrajnie oczywistych, a niewygodnych tematów typujecie proceder nielegalnego cięcia uszu, to macie rację. Sierpień i wrzesień, wtedy najwięcej wejść mają teksty dotyczące kopiowania, cięcia psich uszu i bloga szturmują wracający z urlopów cwaniacy, właśnie w tym czasie odbierający szczeniaki z hodowli i szukający sposobu na upierniczenie swoim nieszczęsnym psiakom uszek w Polsce*… Jedną z tych ważnych, acz otwarcie nieporuszanych kwestii jest też bezrefleksyjne rozmnażanie byle jakich (mówiąc najdelikatniej) psów i to przy pierwszej nadarzającej się okazji – problem dosyć powszechnie dotykający wiele różnych ras. Cóż, prawdą jest, iż przekonanie, że ”ekspertem od danej rasy można być dopiero po tym, jak odchowa się miot”, zrobiło kuku w łby wielu osobom, które dziś pykają miot za miotem przekonane, że na tym właśnie polega ”hodowla psa rasowego”. I poza tym, że rozmnażają psy, ci ludzie nie robią ”dla rasy” przez siebie wybranej, absolutnie nic. ”Eksperci” tego rodzaju, wypowiadać się mogą, owszem. Ale tylko na temat tego jak u nich wyglądało owo ”odchowywanie miotu” i to pod warunkiem, że nie zawalili sprawy. I że w ogóle umieją się wypowiedzieć. (Występy co poniektórych z ”hodowców” w social media pokazują, że z tym bywa kiepsko.) Jednak, choć nieustannie wzrastająca liczba ”rozmnażaczy” mieniących się ”hodowcami”, ”rozmnażaczy” przypadkowych psów o równie przypadkowych i najgorsze, że niewiele się od siebie różniących rodowodach, jak i obsesja ciętych (nielegalnie) uszu rzeczywiście dużo mówią o niektórych właścicielach min. dogo, o ich gotowości, determinacji takich ludzi do korumpowania nieetycznych weterynarzy i/lub namawiania do łamania prawa ”kolegów/koleżanek” czysto hobbistycznie ”zgrabnie posługujących się skalpelem” etc., tym razem chciałabym rozwinąć temat z zakresu kynologii łowieckiej. Konkretnie fascynacji polowaniem z Dogo Argentino, które od zawsze rozpala wyobraźnię co poniektórych, a mimo to zawsze mówi się o nim półsłówkami i jakoś tak nieoficjalnie. A co najgorsze, że bez refleksji dotyczących tego, czy podniecający się ”łowieckim instynktem” dogo ”entuzjasta rasy”, który właśnie zapłacił tzw hodowcy kilka tysięcy za szczeniaka, choćby w najmniejszym stopniu ”ogarnia”, co sobie wziął na łeb…

Wypada w końcu ”opowiedzieć temat”, do którego nie lubią zbliżać się, jak krowa do ogrodzenia pod napięciem, ”entuzjaści i hodowcy rasy” na ślepo szukający poprzez social media klientów na szczeniaki. Wypada tym bardziej, że można zrobić to opierając się min. o materiały prasowe naprawdę łatwo dostępne (wystarczy chcieć). I dlatego, że ”oswajając” zagadnienia związane z ”polowaniem” z dogo, można upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu; nie tylko rozbroić tabu i wprost wymienić ”nadużycia” w rodzaju ”puszczania dogo luzem w las, żeby się >dziczkiem< sprawdził i/lub za >sarenką< wybiegał”, ale i wyświetlić przyszłym potencjalnym właścicielom dogo ”trudne sprawy” tak, by naprawdę rozumieli na co się porywają i by szczerze rozważyli czy naprawdę są w stanie sprostać Dogo Argentino.

Więcej: należy zająć się tym tematem właśnie po to, by ci potencjalnie przyszli właściciele dogo podejmowali świadome decyzje. By przestali kierować się pierdołami z fejsbuka i zaczęli naprawdę myśleć, bo nie trzeba się bać myśleć – myślenie nie boli. I jest bardzo ważne, by myśleć, gdy ”chcę mieć psa”/”chcę rozmnażać psy” dotyczy rasy będącej ”przeszczepem kulturowym”, rasy nierozumianej i w praktyce nijak mającej się do mentalności ów ”przeszczep” przyjmujących. Istnieje typ ludzi, którzy, gdyby tylko dać im taką możliwość, zakupywaliby oryginalne japońskie katany w oczekiwaniu, że w rozsmarowywaniu masła na chlebie samurajskie miecze sprawdzać się będą lepiej lub co najmniej tak samo dobrze, jak swojskie noże do masła – no, a przy tym jaki fejm można zdobyć na FB: ”Mam katanę i bawię się nią w kuchni”… I ten typ ludzi szczególnie nie nadaje się dla Dogo Argentino, a jednak coraz częściej to właśnie oni wybierają dogo na psa dla siebie.

”Pobudzający wyobraźnię”, niby ”doskonale rozumiany” temat ”specyfiki rasy” w rzeczywistości wcale nie jest rozumiany przez napalających się na białą presę – bo tak właśnie jest: na te psy coraz częściej ludzie się napalają, zamiast ”podejmować świadome decyzje o przyjęciu na siebie odpowiedzialności za Dogo Argentino”.

Zatrzaśnięcie się w postrzeganiu psa tylko i wyłącznie przez pryzmat jego ”rasy”, a raczej w wyobrażeniach, gusłach i legendach na temat rasy, przy równoczesnym całkowitym ignorowaniu, że i Dog Argentyński należy do gatunku canis familiaris, determinuje przekonanie tego rodzaju właścicieli na temat tego, jakie cele w wychowaniu psa są ”możliwe do osiągnięcia” oraz znacząco ogranicza ich poczucie odpowiedzialności za zachowanie ich psa i jego nawyki. A samooszukiwanie się części z właścicieli dogo, iż posiadają predyspozycje, które pozwolą im ”okiełznać” te najtrudniejsze do przepracowania ”słabostki” dogo, dopełnia obrazu nędzy i rozpaczy.

Tak, tak, są wyjątki (ci przygotowani od A do Zet, tak na serio przygotowani). Ale ja będę generalizować, bo nie będę w tym wpisie mówić o wyjątkach, bo to nie wyjątki nakłoniły mnie do przygotowania tego wpisu. Wielokrotnie czytałam w tych ”wstępnych” wiadomościach kierowanych do mnie przez posiadaczy ”dogo z problemami”, że ”decyzja o wyborze rasy była przemyślana i świadoma”. Prawda jednak jest taka, że gdyby decyzja o wyborze Dogo Argentino na domownika była ”przemyślana”, ludzie ci nie ”przejeżdżaliby na wszystkich czerwonych światłach” i nie zderzaliby się z konsekwencjami swojego NIEPRZEMYŚLANEGO postępowania. Zamiast tego konsekwentnie, na bieżąco budowaliby relację z psem. Nie budziliby się ”z ręką w nocniku”; byliby czujni, po prostu uważni, myśleliby i mieliby przygotowane (przemyślane) scenariusze pracy z psem, i po prostu wybieraliby ten, który w przypadku ich dogo – tego bardzo konkretnego osobnika – sprawdza się najlepiej.

Trącące potężną ”shchizą” przedstawianie rasy Dogo Argentino w social media zarówno jako ”bezkonkurencyjnego łowcy i towarzysza codzienności macho’menów lub ambitnych kobietek, które nie dają sobie w kaszę dmuchać”, przy równoczesnym lansowaniu dogo jako ”jeszcze jednego, TYLKO ŻE ZUPEŁNIE BIAŁEGO molosa”, spowodowało, iż wiele osób (z tzw hodowcami włącznie) zapomniało jaka jest specyfika tej rasy i DO CZEGO, PO CO TA RASA POWSTAŁA. Że są to psy o niezwykle silnym charakterze, który zdradzają już jako szczenięta, min. walcząc zaciekle z miotowym rodzeństwem. Że w przypadkowych rękach, nieodpowiednio prowadzone stają się psami ponadprzeciętnie niebezpiecznymi. A bijący od nich spokój, oglądany na fejsbukowych fotkach, to wrażenie, które łatwo może prysnąć podczas wizyty w hodowli lub w trakcie wystawy, gdy psa z pozowanego i skrupulatnie wybranego do publikacji zdjęcia, ogląda się live. Gdy widzi się go w kojcu lub poza nim, w ”interakcji” z obcym psem lub człowiekiem. Albo też, gdy obserwuje się takiego psa ”na spacerku z pańcią/pańciem”, w ”akcji”, gdy ”reaguje” np. właśnie na innego psa…  Lub, zmienia się nastawienie, gdy już się jest posiadaczem dogo, którego chętnie i często pokazuje się znajomym z FB na ”uroczych fotkach”, ale któremu nie ufa się, gdy wchodzi na kanapę i zajmuje miejsce obok… Wreszcie zapomniano także o tym, że dogo potrzebują nie tylko ”wychowania”, ale przede wszystkim autentycznej więzi ze swoim człowiekiem-przewodnikiem – bo bez niej z ”wychowywania” nic nie wyjdzie.

Karygodne jest, że z potencjalnymi przyszłymi posiadaczami dogo nie mówi się tzw otwartym tekstem o tym co najważniejsze: o przeznaczeniu rasy i konsekwencjach, które owo przeznaczenie z sobą niesie. Że ”trend” jest taki, że szukając klienta nie zwraca się uwagi na to czy ów klient posiada predyspozycje do tego by sprostać Dogo Argentino. Że klienta za wszelką cenę zachęca się do zakupu, zamiast uświadamiać go czego może się spodziewać, bez owijania w bawełnę, opowiadając mu o trudnościach wiążących się z braniem na siebie odpowiedzialności w postaci psa tej rasy. Że roztaczając przed klientem wizję, iż ”właściwie argentyn to taki molos, tylko biały”, ”zapomina się dodać”, że zgodnie z klasyfikacją ”jedynie słusznej” Fédération Cynologique Internationale (FCI), dogo to jedyny na świecie myśliwski molos…

Fakt, że w ”paru” krajach rasa jest zbanowana a w innych utrzymywanie dogo podlega drastycznym restrykcjom, wydaje się dodatkowo działać na wyobraźnię części ”entuzjastów” białej presy z Argentyny – no, najwyraźniej nie ma to jak ”pies rasy uznawanej za agresywną”… Co gorsza tzw hodowcom – których co rusz przybywa – zdaje się zupełnie nie przeszkadzać a może po prostu jest im na rękę, absolutnie żenujący stan prawny dotyczący utrzymywania u nas psów ras uznawanych za agresywne i to, że w Polsce praktycznie każdy ”Czesio” albo ”Czesia” mogą sobie kupić Doga Argentyńskiego i nikt nawet (żaden Urząd) nie zainteresuje się czy mają/mieli kiedykolwiek problemy z prawem (skazujące wyroki za pobicia, rozboje, czy ”choćby tylko” założono im niebieską kartę, jako sprawcom przemocy w rodzinie…)

Zdumiewa mnie, że posiadacze argentynów zaskoczeni tym, że i jak szybko ”stracili panowanie nad sytuacją”. I przyznaję, że niejednokrotnie opada mi szczęka, gdy słucham w jakich okolicznościach ludzie ci jeszcze wciąż nie orientowali się, że mają poważny problem ze swoim białym i że nie reagując na pewne zachowania na wczesnym etapie, gdy tylko pies zaczął je przejawiać, sami kreują sytuację, która bardzo szybko ich przerośnie. Niektórzy ”na klatę” biorą uwagi o swoim ”niepokalaniu myślą”, inni wymiękają i się obrażają. Jedni pozostają w kontakcie, inni nie. Jedni, po tym jak wprowadzają określone zmiany do swojej relacji z psem, dzielą się swoją satysfakcją z tego, że udało im się przepracować problemy, że niektóre zniknęły zupełnie a inne stały się znacząco mniej uciążliwe. Inni zamykają psy w kojcach albo się ich pozbywają, przerzucając problem na osoby trzecie. Ile dogo poddawanych jest w Polsce eutanazji z uwagi na wybujałą agresję? Czy są u nas takie przypadki? Choć prawo polskie oraz wielu innych krajów (nie tylko) UE tego zabrania, jak pokazują social media, można ”po cichu”, w jakimś kręgu ”krewnych i znajomych królika”, kopiować psu uszy, a czy można go ”po cichu” wysłać za tzw tęczowy most, korzystając z tych samych znajomości? Nie istnieje żaden rzetelny rejestr danych dotyczących populacji Dogo Argentino w Polsce, więc…

Z każdej z tych napisanych do mnie przez posiadaczy ”problematycznych psów” wiadomości, potem z każdej z odbytych z nimi rozmów, bije jedno: kompletne nieprzygotowanie tzw hodowcy do bycia hodowcą, a w efekcie brak troski tzw hodowcy o przygotowanie przyszłego właściciela do sprawowania nie tylko opieki, ale przede wszystkim kontroli nad psem.

Dog Argentyński to nie jest rasa dla każdego. Nie można decydować się na psa tej rasy pod wpływem kaprysu, chwilowego impulsu i tylko ze względu na wygląd dogo albo ”legendę” i ”fejm”. 

Niezrozumienie, ”nieczucie” rasy powoduje, że powszechnym jest stosowanie przez część posiadaczy dogo, za każdym razem, gdy ich pies zachowa się agresywnie, nieadekwatnie do sytuacji, ”mantry” bezwzględnie obnażającej bezrefleksyjność lub po prostu głupotę: ”To taka rasa, one tak mają, że” Coś Tam… Powtarzają to zdanie w różnych wersjach na głos albo w myślach aż do chwili, w której ich własny pies, wobec nich samych lub ich dziecka zachowa się w sposób agresywny. I to tak jednoznacznie agresywny, że ludzie ci zaczynają się bać swojego Dogo Argentino. Wtedy (ojej!) owa ”mantra” jakoś traci dla nich ”sens”… (Co czasem oznacza, że najpierw ”po cichutku”, wśród ”zaufanych znajomych”, a potem bardziej otwarcie, taki ”pies szuka nowego domu”.) Ale do tego krytycznego, wszystko zmieniającego momentu, jako alibi dla wszelkich ”nieprawidłowości” w zachowaniu psa, tacy właściciele stosują frazy z użyciem haseł takich jak: ”typowy temperament”, ”ma mocny charakter”, ”nie jest miękki”, ”instynkt łowiecki”, ”rasa myśliwska”, ”rozładowywanie instynktu”, ”To taka, rasa, one tak mają, że”… etc. Potrzebne jest inne nastawienie. 

No, to jedziemy

Z całą pewnością ”polowaniem z Dogo Argentino” nie jest ”puszczanie go luzem w las, żeby się z >dziczkiem< sprawdził lub za >sarenką< wybiegał” ani szczucie go na wolno żyjące koty czy inne zwierzęta – takie zachowanie, poza tym, że jest niezgodne z prawem, to po prostu skrajnie nieodpowiedzialne …urestwo. Tak więc ”użytkowy Dogo Argentino”, to jaki? ”Cechy typowe dla rasy”, to jakie to cechy? ”Prawidłowy temperament”, jaki to ma być temperament? ”Rozładowywanie instynktu”, jakiego konkretnie instynktu? Jaki jest ten ”główny” instynkt u Dogo Argentino i jak go ”rozładowywać”? Niby wszyscy, wszystko wiedzą, ale kiedy przychodzi co do czego, jakoś nikt… nie umie zreferować tematu. I robi się dosyć ”schizoidalnie”…

Aby rozprawić się z tabu ”polowań” oraz rzeszą bzdur, które ”nieogarnianie” przez posiadaczy psów tej rasy zagadnienia ”użytkowości” w odniesieniu do Dogo Argentino za sobą niesie, zebrałam dla was, podkreślam: swobodnie dostępne informacje w jednym wpisie. A ponieważ w wielu miejscach dzisiejszego artykułu zdecydowałam, iż właściwym będzie pozostawić oryginalny tekst w języku obcym, artykuł sprawiać może wrażenie dłuższego niż jest w istocie. Na jego końcu, w porządku, w którym w tekście pojawiają się poszczególne cyfry i numery, umieściłam linki do źródeł.

Sięgnijmy do archiwum

W listopadzie 2014 roku w brytyjskim The Telegraph ukazał się artykuł autorstwa Roryego Mullhollanda, zatytułowany ”France’s wild boar hunting condemned as a ‚bloody spectacle from another age[1], czyli dosłownie: Francuskie polowanie na dzika potępione jako ”krwawy spektakl z innej epoki”.

W artykule tym możemy przeczytać, iż animal rights activists, czyli aktywiści na rzecz praw zwierząt are up in arms about a form of „hunting” that is becoming increasingly popular in France that involves releasing a wild boar into an enclosure and setting Argentinian hunting dogs loose to chase and kill itsą ”wkurzeni” i gotowi są walczyć z formą ”polowania”, która staje się we Francji coraz bardziej popularna, a polega na wypuszczeniu dzika do na ogrodzony teren i spuszczeniu na niego argentyńskich psów myśliwskich, tak aby go ścigały, dogoniły i zabiły. Przetłumaczę wam ten artykuł, dorzucając (w kolorowych nawiasach) uwagi, które na bieżąco będą mi się nasuwać.

Fans of the practice are believed to be coming to France from abroad to partake in the events that pit the powerful Dogo Argentino, a mastiff which was used to hunt pumas in Argentina, against boars that stand little or no chance of surviving – Uważa się, że fani tej praktyki przyjeżdżają do Francji z zagranicy, aby uczestniczyć w wydarzeniach, które w zamkniętej, oddzielonej ogrodzeniem strefie (swego rodzaju arenie/ringu, gdyż to oznacza użyte w artykule słowo ”pit” – pamiętacie Teriery Typu Bull, nazywane PITami, prawda?) lokują potężnego Doga Argentyńskiego, mastifa, który był używany do polowania na pumy w Argentynie i przeciwko dzikom, które mają nikłą lub żadną szansę na przeżycie. (Z tym ”mastifem” mocno bym polemizowała, bo dogo to presa, czyli pies trzymająco-chwytający, którego budowa fizyczna ani konstrukcja psychiczna nie odpowiadają temu co kryje się w słowie ”mastiff” [pomimo tego co czasem można zobaczyć na wystawach i/lub fejsbukowych profilach niektórych z tzw hodowców], ale rozumiem, że w niektórych publikacjach, także stricte kynologicznych stosowana jest nazwa ”Argentinian mastiff”, co wprowadza w błąd osoby niezaznajomione z rasą i niezwracające uwagi na problem, delikatnie mówiąc ”nietrafionego” przypisania Dogo Argentino do grupy II wg klasyfikacji FCI, będącej najbardziej znaną międzynarodową federacją kynologiczną – wrócę jeszcze do tego wątku w dzisiejszym tekście)

Aspas animal rights group says it does not have figures to show how widespread such events are, but believes they take place regularly and are growing in popularityGrupa ds. praw zwierząt ASPAS (Association for the protection of animaux sauvages – Stowarzyszenie na rzecz ochrony dzikich zwierząt)[2] twierdzi, że nie ma danych liczbowych pokazujących, jak rozpowszechnione są takie wydarzenia, ale [mimo tego] uważa, że odbywają się one regularnie i zyskują na popularności.

It said there were three recent combats in the Var department in Provence alone and condemns the practice as a “bloody spectacle from another age”Powiedziano (jak rozumiem chodzi o przedstawicieli organizacji ASPAS), że w samym tylko departamencie Var w Prowansji, były ostatnio trzy combats, a więc boje/walki/batalie i ASPAS potępia tę praktykę jako ”krwawy spektakl z innej epoki”.

The legality of these events is a grey area in France. Kwestia legalności tych wydarzeń to szara strefa we Francji.

Hunting with dogs is banned across much of Europe – Polowanie z psami jest zakazane w wielu krajach Europy, including in Britain – w tym w Wielkiej Brytanii (nielegalne polowania z nagonką na lisa wciąż się w UK odbywają, o czym od czasu do czasu możemy przeczytać, tak więc i tam są równi i równiejsi), but in France it is still a popular pastime – ale we Francji jest nadal popularną rozrywką/sportem/hobby, as is bullfighting in the southern regions, and it faces little opposition from politicians or animal rights groups – podobnie jak walki byków w regionach południowych i napotyka niewielki sprzeciw ze strony polityków lub grup ds. praw zwierząt.

The hunts usually involve chasing deer or boar over open countryside or though forests, with the prey having some chance of escaping alive – Zwykle polowania polegają na ściganiu jeleni lub dzików przez otwarte tereny wiejskie lub lasy, a ofiara ma szansę uciec żywcem.

Aspas said it warned local authorities that an event involving Argentinian hunting dogs was about to take place in the Var earlier this month, but said officials made no attempt to stop it – Członkowie ASPAS powiedzieli, że ostrzegli lokalne władze, iż wydarzenie z udziałem argentyńskich psów myśliwskich miało się odbyć w Var wcześniej w tym miesiącu, ale urzędnicy nie podjęli żadnej próby jego powstrzymania.

The group has launched a civil lawsuit against persons unknown to try and put a stop these events whose organisers it believes are guilty of partaking in “illegal hunting” and causing “acts of cruelty to animals”. Grupa wszczęła cywilny proces przeciwko nieznanym osobom, aby spróbować powstrzymać te wydarzenia, których organizatorzy, jak wierzą przedstawiciele ASPAS, są winni udziału w ”nielegalnym polowaniu” i powodowaniu ”aktów okrucieństwa wobec zwierząt”.

We think it is clearly illegal,” the group’s legal advisor Ariane Ambrosini told the Telegraph – ”Uważamy, że jest to wyraźnie nielegalne” – powiedziała Telegraph radca prawny grupy, Ariane Ambrosini.

She said Aspas hoped to create a legal precedent that would see the practice banned – Powiedziała, że ASPAS ma nadzieję stworzyć precedens prawny, który zakazałby praktyki.

Elsa Nardini, the wife of the owner of one of the domains where such a hunt was recently held, dismissed criticism, saying that animal rights activists were simply opposed to all types of hunting and there was nothing illegal about using the Argentinian dogs – Elsa Nardini[3] żona właściciela jednej ze stref/jednego z obszarów/terenów w/na których ostatnio odbywały się takie polowania, odrzuciła krytykę, mówiąc, że działacze na rzecz praw zwierząt byli po prostu przeciwni wszelkim rodzajom polowań i nie było nic nielegalnego w używaniu argentyńskich psów.

She told Var Matin newspaper the boars were spared unnecessary pain and that if the dogs did not kill them immediately when they caught them, then hunters would step in and put an end to the animals’ suffering – Powiedziała gazecie Var Matin (niestety, z artykułów dotyczących dzików, polowań etc., dostępnych obecnie na internetowej stronie gazety, żaden nie dotyczy sprawy opisywanej przez The Telegraph), że dzikom oszczędzono niepotrzebnego bólu i że jeśli psy nie zabiją ich od razu, gdy je złapią, wtedy pojawią się myśliwi, by położyć kres cierpieniu zwierząt.

(Po wpisaniu na YouTube frazy ”Monteria, Dogo Argentino” itp. możecie znaleźć nagrania – co prawda nie z Francjidokumentujące ”pracę psów”, ”nadzorowaną” przez panów ”myśliwych”. Polecam jednak wyciszyć dźwięk, szczególnie, jeśli macie w pobliżu małe dzieci, by nie niepokoić ich oraz, generalnie, nie szukanie tych materiałów, gdy w pobliżu was są dzieci, bo nie chcecie zafundować dzieciakom przykrości lub szoku. Sporo z tych nagrań dokumentuje skrajne okrucieństwo wobec dzikiej zwierzyny; psy zamęczające prawie upolowane, bo ciągle jeszcze żyjące, świniaki. Psy, których nikt przed tym zamęczaniem nie powstrzymuje; świnie potwornie krzyczą, a psy po prostu tępo się w nie wgryzają, banda facetów w około stoi z telefonami w łapach i się cieszy z tego co ogląda. Zazwyczaj, w którymś momencie widać, że w końcu któryś z tych typów, gdy już napatrzy się na ”spektakl”, podchodzi do dzika i dobija go nożem (nie zawsze od razu, bo sporo z tych gości słabo ”obczaja” celność, co dobrze widać na części tych filmów). Te nagrania cieszą się popularnością, zapewne dla niektórych są źródłem inspiracji, może służą do czerpania wzorców zachowań(?)… Pozostaje mieć nadzieję, że francuska wersja tego ”sportu”, która monterią nazywana być nie może, bo w monterii psy ścigają zwierzynę na otwartym terenie, często przez wiele, wiele godzin i w oryginalnej monterii, w polowaniu, w którym w Argentynie biorą udział Dogo Argentino, nie do psa należy zabijanie zwierzyny – nikt więc nie może Francuzom zarzucić, że uprawiają monterię – jest nieco bardziej ”elegancka” niż ”rozrywka” znana z YouTube… )

She said that the practice was particularly popular among young people – Powiedziała, że praktyka ta była szczególnie popularna wśród młodych ludzi.

Trochę więcej

Tekst autorstwa Renée Vonk-Hagtingius Middeleeuwse moordpraktijken[4] co przetłumaczyć można jako ”Średniowieczne/Prymitywne praktyki mordowania”, to artykuł także odnoszący się do wydarzeń opisanych przez The Telegraph. Nie będę tłumaczyć wam jego całości, skupię się na fragmentach, które nieco bardziej naświetlają sprawę, o której pisał brytyjski dziennik i, jak w przypadku poprzedniego tekstu, swoje uwagi zamieszczać będę w nawiasach. Autorka bloga o południowej Francji, Prowansji i Lazurowym wybrzeżu: Kijk, Zuid-Frankrijk!, we wpisie opublikowanym 10 listopada 2014 roku, zauważa, że czasem pewne doniesienia wydają się tak niedorzeczne, że nie poświęcamy im szczególnej uwagi, no i, co oczywiste, że wszystkiego nie można ”kupować w ciemno”, ale gdy padają konkretne cytaty i nazwiska tych cytowanych osób, doniesienia, z pozoru niewiarygodne można zweryfikować. Jej uwagę przykuła informacja dotycząca działań organizacji L’ASPAS (Association for the protection of animaux sauvages), czyli Stowarzyszenia na rzecz ochrony dzikich zwierząt, która to do trybunału wyższej instancji w Tulonie wniosła skargę przeciwko X, między innymi z uwagi na ”nielegalne praktyki łowieckie” manifestujące się ”zadawaniem poważnych obrażeń i okrucieństwa zwierzętom domowym, oswojonym lub utrzymywanym w niewoli” (jacht met verboden middelen, toebrengen van ernstig letsel en wreedheid jegens huisdieren dan wel getemde of in gevangenschap gehouden dieren), w związku z polowaniem organizowanym na dziki, 1 i 2 listopada (2014 roku) przez Domaine du Solitaire[5] w pobliżu Signes, francuskiej miejscowości i gminy położonej w najbardziej rozległym departamencie Var, w regionie Prowansja-Alpay-Lazurowe Wybrzeże.

(W tym miejscu, od siebie dodam, że, jak możemy przeczytać na stronie Le Domaine du Solitaire: Le Domaine du Solitaire est un domaine Multi-activité. Dans un cadre idyllique nous vous proposons diverses possibilités pour l’organisation de tout type d’évènements” – Le Domaine du Solitaire jest terenem, na którym równocześnie realizowane mogą być różnego rodzaju zadania/czynności/aktywności, jest to strafa oferująca w sielankowej, idyllicznej scenerii możliwość organizacji różnego rodzaju wydarzeń (”Dans un cadre idyllique nous vous proposons diverses possibilités pour l’organisation de tout type d’évènements”). Możliwe jest wynajęcie ziemi o powierzchni 80-20 hektarów, terenu w pełni ogrodzonego (”Location de nos terrains de 80 et 20 hectares entièrement clôturés”), wynajem budynku i tarasu (na 250 miejsc) (”Location de notre bâtisse et terrasse pour vos repas de groupe (jusqu’à 250 places), możliwe są polowania typu small game i big game, czyli polowania z psami na ”nie-grubą” i grubą zwierzynę (”Chasse aux petits gibiers et aux gros gibiers”), szkolenie psów – każda rasa jest akceptowana (”Entrainement de vos chiens courants dans nos 3 parcs (toute race acceptée) oraz organizacja wydarzeń o charakterze kynologicznym (”Organisation de vos journées cynophiles (Nationales, régionales d’élevage etc.), także próby pracy (”Épreuves de travail (Broussaillage, Terrier artificiel etc.))

Organizacji L’ASPAS chodziło o polowanie na dziki trzymane w niewoli (i często w niewoli urodzone), przy użyciu Dogo Argentino, które i w artykule pani Renée Vonk-Hagtingius nazwane zostały Argentijnse mastiffs, czyli Argentyńskimi mastifami (spokojnie, pamiętam i odniosę się do owej nieszczęsnej mastifowatości w dalszej części dzisiejszego wpisu): Met Argentijnse mastiffs, (op)gefokte vechthonden die bekend staan om hun moordlust en vasthoudendheid – Z argentyńskimi mastifami wyhodowanymi na wysoko wyspecjalizowane, wydajne vechthonden – walczące psy – fighting dogs, znane ze swojej moordlust – żądzy krwi i upartości, natarczywości [w dążeniu do ”kontaktu ze zwierzyną”] i nieustępliwości (to ”Czesiom” jarającym się agresją i ”uściskiem szczęk” dogo, bardzo się spodoba, szczególnie tym, którzy w solidnych szelkach wyprowadzają swoje psy ”na spacer”, tak się ”pieseczki” szarpią do innych czworonogów, stając dęba i ziejąc agresją w około, niczym smoki, no i ”Czesie” lubiące się w puszczaniu swoich psów ”w las, żeby się z dziczkami sprawdzały” też będą ukontentowane tym opisem); wat ze tussen de enorme kaken krijgen laten ze niet meer los, ze verscheuren het tot er geen leven meer inzit: co dostanie się pomiędzy ich pokaźne szczęki, tego nie wypuszczają, rozszarpują to, rozrywają, aż nie zostanie w >tym< ani odrobiny życia. Dat is een gruwelijke marteldood – to potworna, koszmarna śmierć.

(No, powiem wam, że babka ma co najmniej ”instynkt”, bo kurczę blade, takich określeń pełne były i taką narracją aż kapały historyjki opowiadane mi swego czasu przez ”speców od rasy” na temat kotów, które ich własne ”pieseczki” podczas tzw spacerów dorywały, Jakichś Tam Króliczków, które Dzieci Rodziców Posiadających Niektóre Dogo sobie zamarzyły i miały przez Jakiś Tam Czas (aż ich ”pies domowy” nie dorwał)… Oraz tzw ”psów sąsiadów”, które weszły na ”teren dogo” i zostały przez dogo ”upolowane”. Także jeśli chodzi o oddanie tego ”czegoś”, co charakteryzuje rasę, no, a przynajmniej niektóre z osobników tejże rasy, a jeszcze dosadniej charakteryzuje to owo ”coś” Konkretnych Posiadaczy Tych Konkretnych Psów, nie sposób się z panią Renée, tym jak ”temat” ujęła, nie zgodzić.)

Jak czytamy w dalszej części ‚Middeleeuwse moordpraktijken”, Marc Giraud, vice prezydent ASPAS powiedział, że myśliwych cieszy, że czerpią oni satysfakcję z powolnej agonii dzików, które nie mogą nigdzie uciec, gdyż teren na którym te praktyki się odbywają jest ogrodzony, oraz z tego, że dziki są rozszarpywane przez psy. (Jestem w stanie uwierzyć, iż przedstawiciel tej organizacji nie ”przesadził”, stwierdzając to, co powiedział, tyle nasłuchałam się wywodów różnych ”marzycieli” – są i wśród polskich ”kynologów” ludzie ”jarający się” tego rodzaju ”spektaklami”.) Dodał, że ten typ polowań jest odrażający/wstrętny/obrzydliwy, okrutny i zakazany. Że to są metody ze średniowiecza. Jednak udostępnianie terenu/obszaru na takie polowania pozwala zarobić good money, czyli opłaca się. Artykuł mówi nam, że ASPAS chce zaprzestania tego typu „fêtes sanglantes”, czyli ”krwawych uroczystości”. Z dalszej jego części dowiadujemy się, że organizacja zwróciła się do urzędu sprawującego kontrolę administracyjną min. nad terenem, na którym odbywało się ww polowanie, ale urząd, krótko mówiąc nic nie mógł zrobić. A pani Nardini powiedziała, iż prawnik reprezentujący ją (jak rozumiem generalnie Domaine du Solitaire) także złoży skargę odnośnie zniesławienia i dodała, że ten rodzaj polowania szczególnie młodzi ludzie uznają za ekscytujący. Zaznaczyła też, że na terenie Domaine du Solitaire możliwe jest również organizowanie paintball, ale Maar dat is natuurlijk voor watjes die een plas bloed voor een verfvlek aanzienTo oczywiście dla mięczaków, którzy rozlaną krew zrównują z ubrudzeniem się farbą. (…)

Ubezpieczanie psów (bez tego ani rusz)

Niestety, nie udało mi się znaleźć danych na temat tego, jak zakończyła się wyżej opisana sprawa ze strony zarządców ”parku”. Na elektronicznych stronach gazety żadnego artykułu na ten temat nie ma (Może więc, doszło do jakiejś ugody, w wyniku której wyjściowy materiał został usunięty?). Ale myślę, że już samo to, czego dowiedzieć możemy się dzięki sięgnięciu do ”archiwum doniesień o polowaniu z Dogo Argentino na terenie państw UE”, dostępnych przecież na internetowych stronach źródeł innych niż Var Matin, pozwala na wyrobienie sobie ”wrażliwości” odnośnie tego tematu.

Na fejsbukowym profilu Domaine du Solitaire (przynajmniej w ustawieniach publicznych) żadnych zdjęć ani notatek datowanych na tamten czas nie ma, generalnie, żadnych datowanych na rok 2014 informacji na ich fejsbukowej stronie nie widać, brak też zdjęć dogo (poza tym, które wklejam wam poniżej), same francuskie ”klasyki” – gończe (a, i jakieś Jamniki). Interesujący jest natomiast post opublikowany 15 czerwca br., bo przypomina, że i dla psów rozrywka ich właścicieli może być i bywa niebezpieczna, a poza tym dowiadujemy się z niego, że niektóre dziki bytujące na terenie parku są… nie są niebezpieczne.Aujourd’hui nous avons vécu deux mésaventures pour le moins ennuyeusesMieliśmy dzisiaj kłopotliwe przeżycia, dwie niemiłe przygody. Un client avait réservé le parc moyen ce matin et il n’est pas venu sans prévenir, sachant que nous refusons des gens car les week ends sont complets – Klient miał zarezerwowany średni park na dziś rano i nie pojawił się, bez uprzedniego powiadomienia nas [że nie przyjedzie], wiedząc, że odmawiamy ludziom [innym chętnym], ponieważ w weekendy mamy komplet.

Cet après-midi un client avait réservé le parc moyen à 15h – Tego popołudnia klient zarezerwował średni park na 15ą, devant la température excessivement élevée nous préférons l’appeler pour lui dire de venir plus tard mais il vient quand même à 15h30 – przed [przewidywanym] nadmiernym wzrostem temperatury/zanim zrobi się zbyt gorąco wolimy zadzwonić i powiedzieć mu, żeby przyszedł później, ale i tak przychodzi o 15.30. Vers 19h30 – około 19.30 (donc environ 4h après – więc około 4 godziny później) il arrive en courant au rdv et me dit qu’un chien s’est fait taper, przybiega i mówi, że pies został uderzony qu’il fait une hémorragie interne et qu’il est en train de mourir – że ma wewnętrzny krwotok i jest umierający. Je connais mes sangliers – znam moje dziki, je sais que dans le parc moyen il n’y a pas de sangliers dangereux – wiem, że w średnim parku nie ma niebezpiecznych dzików, et surtout avec l’espoir de pouvoir sauver le chien je vais à sa voiture et la je vois le chien qui en fait faisait un coup de chaleurz nadzieją, że uda mi się uratować psa, jadę do jego [klienta] samochodu i widzę psa, który w rzeczywistości dostał udaru cieplnego. Je l’explique a son maître mais sans payer bien sûr il monte dans sa voiture et s’en va – wyjaśniam to klientowi, ale oczywiście nie płacąc, wsiada do samochodu i odjeżdża. A l’heure actuelle nous apprenons que le chien est décédé – teraz dowiadujemy się, że pies nie żyje. Suite à tous ces événements – po tych wszystkich wydarzeniach (aujourd’hui et tout au long de la saison – dziś i przez cały sezon) nous sommes amenés à établir un règlement – jesteśmy zmuszeni ustanowić regulamin:

Les personnes qui ne viennent pas à un rdv le week end sans prévenir n’auront plus de rdv le week end – Osoby, które nie przybędą na uprzednio zarezerwowane weekendowe spotkanie bez wcześniejszego powiadomienia nas o tym, nie będą już miały możliwości bookowania wizyt w weekendy (si ils en ont d’autres dans la saison ils seront annulés – jeśli w sezonie mają zarezerwowane inne weekendowe terminy, będą one anulowane).

Tous les parcs sont payables d’avance, à l’arrivée au domaine – Wszystkie parki są płatne z góry, po przybyciu do posiadłości.

Pour la sécurité des chiens nous établissons des horaires d’arrivée pour le parc moyen et le grand parc Dla bezpieczeństwa psów ustalamy godziny przyjazdu do średniego parku i dużego parku. Il sera absolument interdit de lâcher les chiens en dehors de ces horaires – Absolutnie zabronione jest puszczanie psów poza tymi godzinami: Le matin – Rano: de 06h à 07h30od 06.00 do 07.30 (de 05h30 à 07h à partir de juillet – od 05.30 do 07.00 od lipca) L’après-midi: à partir de 17h – Popołudnie od 17.00.

A partir de maintenant il y a une durée maximum d’utilisation des parcs qui est de 3h – Od teraz maksymalny czas korzystania z parków wynosi 3 godziny.

Nous faisons en sorte d’éviter au maximum les accidents avec les sangliers en faisant des chasses de sélection régulièrement – staramy się do maksimum ograniczać ryzyko wypadków z dzikami, dokonując selekcji poprzez regularne polowania, cela dit les sangliers sont des animaux sauvages et il est impossible d’éviter tous les risques – dziki są dzikimi zwierzętami i wszystkich zagrożeń nie da się uniknąć. Tout comme un bon nombre de nos sangliers se font tuer chaque année par les chiens – wiele naszych dzików każdego roku jest zabijanych przez psy.

Nous ne serons en aucun cas responsables de quelques blessures que se soit – nie będziemy ponosić odpowiedzialności za jakiekolwiek obrażenia, ni malaise – ani dolegliwości/niedomagania, ni coup de chaud – ani udary, ni crise d’épilepsie – ani ataki epileptyczne.

Les chiens de chasse sont assurés pour les accidents de chasse pour une année complètepsy myśliwskie są ubezpieczone od wypadków na polowaniu przez cały rok (de date à date comme toutes les assurances – od daty do daty, jak we wszystkich ubezpieczeniach), il appartient donc à chaque propriétaire d’assurer ses chiens pour les actes de chasse – dlatego do każdego z właścicieli należy ubezpieczenie psów na okoliczność polowania, dans le cas où il ne le ferait pas ça serait de son entière responsabilité byłoby całkowitą odpowiedzialnością właściciela psa/psów nieubezpieczenie go/ich.

Merci de votre compréhension – dziękuję za wyrozumiałość, le bien-être des chiens passe avant tout pour nous – dobro psów jest dla nas najważniejsze.

L’équipe du solitaire – zspół solitaire

Sprawa z Bas-en-Basset z roku 2017

Oto artykuł z The Connection, z 24 lipca 2017 roku: Wild boar enclosure busted by gendarmes” – ”Zagroda z dzikami odkryta przez żandarmów”.[6]

Gendarmes came in on the illegal enclosure housing wild boar destined to be sold to hunters” – ”Żandarmi wkroczyli na teren nielegalnej zagrody, w której utrzymywane były dziki, których przeznaczeniem było zostać sprzedanymi myśliwym”.

There may be up to 150, we haven’t been able to count them all yet,” said Christine Hacques, sub-prefect of Yssingeaux – ”Może być ich nawet 150, nie byliśmy jeszcze w stanie ich policzyć”, powiedziała Christine Hacques, podprefekt Yssingeaux.

Helicopters surveyed the area of Bas-en-Basset in the Haute-Loire prior to a land operation which uncovered 64 wild boars that had been bred in the 50 hectare enclosure – Śmigłowce zbadały obszar Bas-en-Basset (miejscowość i gmina we Francji w regionie Owernia-Rodan-Alpy) w departamencie Górna Loaria, przed operacją lądową, w ramach której odkryto 64 dziki wyhodowane w zagrodzie o powierzchni 50 hektarów. A suspiciously high number of boars has been sighted in the area W okolicy zauważono podejrzanie dużą liczbę dzików. The presence of the boars was brought to attention when they wandered off of the enclosure – Na obecność dzików zwrócono uwagę, gdy wywędrowały z zagrody. They could have caused up to €250,000 worth of damage to the surrounding farmland, according to the Fédération Nationale des Syndicats d’Exploitants Agricoles (FNSEA) Według francuskiej Narodowej Federacji Gospodarstw Rolnych mogły one spowodować szkody o wartości nawet 250 000 EURO.

„We don’t understand why the authorities didn’t intervene sooner,” FNSEA head Yannick Fialip saidNie rozumiemy, dlaczego władze nie interweniowały wcześniej”, powiedział szef FNSEA, Yannick Fialip. ”We will take matters into our own hands with our own surveillance measures in communes where we find groups of wild animals are being bred – ”Weźmiemy sprawy w swoje ręce, za pomocą własnych środków nadzoru w gminach, w których odkryjemy/stwierdzimy, że hodowane są grupy dzikich zwierząt. It isn’t right that a farmer should have his livelihood destroyed by a person who breaks the law” – To nie w porządku, że rolnikowi niszczy podstawy utrzymania i pozbawia go środków do życia osoba łamiąca prawo.

An enclosure run by the same person was already closed down in 2010 Zagroda prowadzona przez tę samą osobę została już zamknięta w 2010 roku. He was breeding the boars to sell live to hunting parties, where they end up cornered and torn apart by dogs as hunters watchHodował on knury, by sprzedawać je żywe na imprezy myśliwskie, gdzie kończyły osaczone i rozszarpywane przez psy, czemu przyglądali się myśliwi.

The Association pour la Protection des Animaux Sauvages (ASPAS) is among the animal rights groups campaigning to end hunts in artificial enclosures, but French law allows a lot of leeway for such huntsAssociation pour la Protection des Animaux Sauvages (ASPAS) jest wśród grup zajmujących się prawami zwierząt i prowadzących kampanie na rzecz zakończenia polowań w sztucznej zagrodzie, ale prawo francuskie pozwala na dużą swobodę w takich polowaniach. The Dogo Argentino breed, also known as the Argentine Mastiff, is often used in boar hunts Rasa Dogo Argentino, znana również jako mastif argentyński, jest często używana w polowaniach na dziki. The breed is banned in several countries including Australia and Denmark, and a special licence is required to own one in the UK. Rasa jest zakazana w kilku krajach, w tym w Australii i Danii, a posiadanie jednego w Wielkiej Brytanii wymaga specjalnej licencji. (W tym miejscu[7] znajdziecie link do strony Ministerstwa Środowiska i Żywności Danii, przyda się wam, gdy z uwagi na dalszą część dzisiejszego artykułu, będziecie dumać nad wątkiem ”Dogo w Danii”.)

Komercja

La chasse d’animaux prisonniers derrière des grillages est une pratique cruelle, non-éthique, écologiquement aberrante… et malgré tout légale en France. L’ASPAS a enquêté dans un parc situé en Nouvelle-Aquitaine et dévoile des pratiques sadiques et insupportables. Nous demandons l’interdiction de toute forme de chasse d’animaux maintenus en captivité Polowanie na uwięzione za ogrodzeniem zwierzęta jest praktyką okrutną, nieetyczną, écologiquement aberrante – odchyleniem od normalnego, naturalnego w środowisku stanu, jest zaburzeniem naturalnego porządku rzeczy, a jednak jest praktyką legalną we Francji. Organizacja ASPAS zbadała sprawę/przeprowadziła śledztwo w sprawie parku położonego w Nowej Akwitanii i ujawniła sadystyczne, i insupportables – nie do zniesienia praktyki. Domagamy się zakazu wszelkich form polowania na zwierzęta trzymane w niewoli – mówi nam pierwszy akapit tekstu poświęconego wyżej opisanej problematyce, zamieszczonego na stronie organizacji[8].

Z wielu przyczyn daleko mi do środowisk tzw obrońców praw zwierząt (nie będę rozwijać tego tematu w tym miejscu), ale akurat w tym konkretnym przypadku, gdy chodzi o tego rodzaju ”polowania”, zgadzam się z powyższym.

Wygodnie dla ”entuzjastów” tej ”rozrywki” ogrodzony teren, 100-kilogramowy, może 120-kilogramowy dzik, którego szarpią i w którego niepotrzebnie długo (a nie, sorry, to ma być ”rozrywka” dla ”myśliwych”) i nie dość skutecznie, by zabić (a w każdym razie, by zrobić to szybko), wgryzają się psy… Ile takich psów bierze udział w ”akcji”? Zapewne co najmniej dwa… I to nie byle jakie, bo Dogi Argentyńskie, każdy o wadze… powiedzmy 45 kg. Czasem coś zwierzakowi oderwą, raz kończynę a innym razem ”tylko” ucho… Pełen luksus dla ”myśliwych”, tu sobie podjadą samochodzikiem, tam kładzikiem… (Może nawet z noktowizorkiem pod pachą, jeśli jest ”zbyt ciemno”?) Nie będę wam tu tłumaczyć całości tekstu ze strony ASPAS (jeśli jesteście ciekawi, sami możecie sobie do niego sięgnąć – pod koniec dzisiejszego artykułu znajdziecie link, a na samej stronie także króciutki reportaż), bo nie chcę dodatkowo podnosić sobie ciśnienia, artykuł z The Telegraph oraz tekst z bloga Kijk, Zuid-Frankrijk!, a także wzmianka ze strony The Connection dość dobrze oddały w czym rzecz.

Tego rodzaju ”polowanie”, dorabianie do niego ideologii, w której być może niektórzy wprost zrównują je z monterią przez to tylko, że używa się w nim białej presy jest… Czymś naprawdę obrzydliwym i godnym pogardy. Takie polowania, udział w nich… To jak fetowanie zwycięstwa zawodowego boksera nad szesnastoletnim chudzielcem w okularach: zawodowy bokser ”wklepał” dzieciakowi – to żaden powód do dumy, bo tylko mięczaki cieszą się, że dokopali słabszym od siebie. To także nie sport, coś takiego, jeśli w istocie się odbywa, to patologia.

Monteria – a co to takiego?

Monteria to ani buta, ani arogancja, ani ”zabawa” dla zakompleksionych pajaców.

Choć Dogo Argentino został wyhodowany na bazie wymarłego już Viejo Perro de Pelea Cordobes/Cordoba Fighting Dog, psa, którego specjalnością było zabijanie innych psów na ringu, podczas specjalnie organizowanych walk psów, wyhodowano, a właściwie wpierw >zaprojektowano< go jako psa polującego w sforze: dogo ma być pack dog, cooperativehunter; ma towarzyszyć innym psom chwytającym, jak i oszczekującym (specjalnie przeszkolonym do wyszukiwania, ścigania, a następnie okrążania i osaczania oraz oszczekiwania zwierzyny z bezpiecznej odległości) w czasie polowania, bez walki z tymi innymi psami, bez atakowania ich.

Osobniki posiadające faktyczną wartość użytkową to te rzeczywiście zdolne do pracy z innymi psami. To osobniki, w których cechy agresji odziedziczone po VPPC udało się, dzięki pracy hodowlanej, czyli dzięki dziesiątkom lat i wielu pokoleniom z ich przodków breed out. Cechy Białego Walczącego Doga z Cordoby musiały zostać w Dogo Argentino ”wygaszone”. Musiały zostać z nich ”wymiecione”, by Dogo Argentino, zamiast atakować psa obok, atakował zwierzynę łowną. Stało się to możliwe, gdyż zastosowano selekcję. Selekcję, poprzez którą z hodowli eliminowano psy skrajnie agresywne wobec osobników swojego gatunku (oraz ludzi!), niezrównoważone, ”łatwopalne” i nieumiejące sprostać stawianym przed nimi wymaganiom – tak uzyskano stabilną psychikę u dogo. Psychikę umożliwiającą im pracę w sforze, pracę właśnie w roli cooperativehunters. Dziś ludzie rozmnażający psy tej rasy zdają się zapominać, że szczenięta Dogo Argentino sprzedają osobom (”raczej”) z monterią w Argentynie nie mającym nic wspólnego. Gorzej, że dogo lądują na kanapach, nierzadko w domach z dziećmi, a przy nieodpowiednim skojarzeniu, gdy ”hodowca” ”zapomina” o znaczeniu zrównoważenia psychicznego kojarzonych osobników, gdy ignoruje wybujałą agresję u reproduktora lub hodowlanej suki albo też ”przymyka oko” ma nienaturalną lękliwość i niepewność u któregoś z nich, łatwo wyjść mogą i wychodzą kwestie takie jak ”zachowanie odbiegające od wzorca”…

W niektórych Dogo Argentino cechy VPPC tylko ”przysnęły” i wiedzą o tym doskonale niektórzy polscy posiadacze białych, którzy (tym razem) użyję eufemizmu: ”mają problemy” z wybujałą agresją swoich domowych psów, psów ”towarzyszących”, którą te przejawiają nie tylko wobec innych psów, ale bywa że i wobec ludzi…

Niestety, należy też dodać, że w niektórych miejscach Dogo Argentino wciąż używane są jako psy do walk, jako psy zabijające inne psy.

I, tak trochę na marginesie: skrajnym debilizmem jest kupowanie Dogo Ściąganych z Skądś Tam, z ”linii pracujących”, czyli po rodzicach (wpierw autentycznie, tak ”na całego” ćwiczonych na zagrodowych knurach, potem już) biorących udział w autentycznych, tych ”na całego” polowaniach – a zdarzają się takie ogłoszenia i transakcje – przez osoby, które z ”polowaniem” mają wspólnego tyle, że polują na przeceny w hipermarketach.

Ściągane jako ”świeża krew” albo po prostu jako ”lepik na klienta, który się zajara”, dogo, różnią się od Tych Nieściąganych z Ameryki Południowej (w której dziś są najlepsze warunki dla polowania z dogo) nie tylko wyglądem (rozwinę ten wątek nieco bardziej w dalszej części tekstu), one przede wszystkim są ”ulepione z innej gliny”. Te psy pochodzą z linii genetycznie znacząco, by nie powiedzieć bardzo odległych od tych, które rozlały się na naszym podwórku, bo ich przodkowie, nie tylko ”mama” albo ”tata” i nie ”na wyrywki”, ale regularnie, od pokoleń polują → >SĄ W TYM<. Zapamiętajcie tę uwagę, tym bardziej, że wkrótce na blogu pojawi się tłumaczenie związane z dziedziczeniem cech. (A na razie, w wolnej chwili, wczytajcie się w to [9] zacne opracowanie. Przynajmniej po to, by wiedzieć ile – W TEORII – wiedzieć powinien tzw hodowca…)

Chyba mało kto dziś u nas pamięta, że argentyńczyki nie były hodowane po to, by jakieś pajace miały ”posłuch na dzielni”, mogły ”wrzucać fajne foty na fejsa” i za pomocą psa kompensowały sobie swoje mentalne niedorobienie, jak to bywa dziś, np. u nas, w Polsce. (Praca dogo nigdy nie miała polegać na rozbudzaniu w nich zachowań agresywnych ukierunkowanych na człowieka.) Nie, dogo hodowano specjalnie w celu zwiększenia ich umiejętności pomagania człowiekowi w polowaniu – przeznaczone były (i wciąż są) do wykonywania bardzo konkretnego, specyficznego rodzaju pracy, którą realizować mogą jedynie w bardzo wyjątkowych i specyficznych warunkach, jakie daje im rodzima Argentyna (albo niektóre miejsca w USA), odpowiednia: stabilna psychika, no, i mówiąc kolokwialnie: ”jaja” przewodnika.

Jest blog[10], na którym znaleźć możecie ”chwytający za serce”, ”pobudzający wyobraźnię”, ”szkic”, taką ”romantyczną wizję” polowania w argentyńskim stylu. Nie zrozumcie mnie źle, naprawdę podoba mi się to, co napisał ten facet. Ta autentycznie męska energia, bijąca z doboru słów, którymi się posłużył, opisując filozofię monterii. Energia w klimacie manosphere, zamiast coraz bardziej powszechnej energii soya boys albo żałosnych, aroganckich, butnych pozerów, takich miękko…ujków, którym Coś Tam Się Wydaje i których pełno np. w social media, szczególnie na Facebooku, zwłaszcza na forach tzw kynologicznych zamkniętych grup tego serwisu… Energia, która pozwala wierzyć, że autor wpisu naprawdę wie o czym pisze, że pisze z doświadczenia i nie bywa człowiekiem niepotrzebnie okrutnym. Przetłumaczę wam jego słowa:

Hunting for us is not about the kill, it’s about survival necessity, connecting to the place we live in, understanding its nature, it’s people and culture – Dla nas polowanie nie jest o zabijaniu, nam nie chodzi o zabicie [zwierzyny], w tym chodzi o potrzebę/mus/konieczność przetrwania, utrzymania się przy życiu, o połączenie, ”złapanie kontaktu” z miejscem, w którym żyjemy, zrozumienie jego natury, ludzi i kultury.

The ”Montéria” is a big game hunting style whose origins are lost in time – ”Montéria” to styl polowania na grubego zwierza, którego geneza została zagubiona/utracona w czasie. Hunting dogs are the essential players in the montéria – Psy myśliwskie to kluczowi/niezbędni gracze w montérii. According to the territory in which montéria is practiced, there are substantially differing styles, including differences in the kinds of dog breeds used and the dogs’ training and approach to the hunt itself W zależności od terytorium, na którym montéria jest praktykowana, istnieją zasadniczo różne style, włączając w to różnice dotyczące rodzajów/typów ras używanych psów oraz ich szkolenia, a także podejścia do samego polowania.

In Argentina we have the “Montéria Criolla” which in its true essence has to be done with a pack of dogs, knives only and usually by horseback – W Argentynie mamy ”Montéria Criolla”, która w swojej istocie wymaga sfory psów, jedynie noży, a myśliwi przemieszczają się konno. Gunpowder weapons are not allowed, and that’s how we like it! – Broń prochowa jest niedozwolona i tak to lubimy!

In modern days Argentina is one of the very few places on earth where you can still experience the montéria in its genuine, rough essence – W dzisiejszych czasach Argentyna jest jednym z bardzo niewielu miejsc na ziemi, gdzie wciąż można doświadczyć montérii w jej prawdziwej, oryginalnej, szorstkiej esencji. Argentina’s stark landscapes, massive and ferocious wild boars and other indigenous species of wild game naturally blend with the local horse culture – Surowe, ostre krajobrazy Argentyny, masywne, srogie i ostre dziki oraz inne autochtoniczne gatunki dzikiej grubej zwierzyny, naturalnie łączą się z lokalną kulturą powstałą/zbudowaną w około koni i jeździectwa.

The tough, reliable Dogo Argentino and the Criollo Argentino are the natural outcome of such an intense environment – Twardy, niezawodny Dogo Argentino i Criollo Argentino, czyli psy używane konkretnie w Argentynie, w tym najbardziej pierwotnym, najczystszym typie monterii, są naturalnym rezultatem (i dziedzictwem) tak specyficznego, intensywnego środowiska.

Podoba mi się sposób w jaki autor tego tekstu ”sprzedaje” monterię swoim czytelnikom, bo przyjmuję, że jemu naprawdę chodzi o to, że zdarza się, że życie myśliwych rzeczywiście zależy od ich psów. Od jakiegoś takiego bardzo wyjątkowego porozumienia między człowiekiem i sforą. Od ”flow”, które łączy tych mężczyzn z ich psami. ”Flow”, które ”klei” za każdym razem bardziej i mocniej psy i ich ludzi, i ludzi z ich psami. Polowanie odbywa się przecież w najrozmaitszych warunkach, niekiedy w trudnym terenie, myśliwi poruszają się konno i to z dużą prędkością, gdy ścigają zwierzynę. Jeźdźcy zawsze więc muszą pamiętać, że ich prey ma kły, długie i ostre, i zwłaszcza samce są agresywne i gdy zdecydują się podjąć walkę, gdy zaatakują, mogą spowodować poważne obrażenia konia… Tak więc każda kolejna wyprawa; szukanie śladów zwierzyny, tropienie jej, odnajdywanie i walka – każda dobrze wykonana wspólnie ”robota” wzmacnia ów ”flow”. Mówi się, że więzi, tego porozumienia pomiędzy myśliwym i jego psem nie można opisać, można ją tylko odczuwać. I myślę, że szczególnie w przypadku klasycznej monterii jest to prawda. Że to musi być odczuwalne, gdy człowiek i psy ”robią swoje” i istnieje między nimi coś takiego jak ”współodpowiedzialność”; obustronne rozumienie, że jeżeli popełnią błąd, może się to dla nich skończyć tragicznie. Jest swego rodzaju szlachetność w polowaniu, w którym człowiek nie tylko wcale nie ma pewności, że ”na pewno” wyjdzie z niego zwycięsko, ale że choćby wyjdzie z niego cało. W polowaniu, w którym, jeśli którykolwiek z predatorów popełni błąd, zwierzyna łatwo może wyjść z roli ”prey”…

W monterii, polowaniu takim, jak on, ten mężczyzna o nim pisze, jest sens. Tylko tak monteria może obronić się w XXI wieku – tylko gdy brakuje gwarancji, że człowiek na pewno wygra. Bo jeśli tradycja polowania z dogo w Argentynie lub zdecydowana większość tego co w Argentynie – czy gdziekolwiek indziej – dziś za monterię uchodzi, miałaby mieć choćby tylko trochę wspólnego z tym do czego dochodziło (retorycznie: czy wciąż dochodzi?) w przykładowej Francji, czymś, co niektórzy określili okazją do tego, by psy mogły po prostu zamęczać zwierzynę w imię spełniania kaprysów ”myśliwych”, to nie ma żadnego usprawiedliwienia kultywowanie takiej tradycji. W każdym razie nie z dorabianiem do niej tej ”bajeranckiej legendy”, którą tak ładnie i ”romantycznie” opisał cytowany przeze mnie bloger i która to ”legenda” tak działa na wyobraźnię.

Ewentualne teksty o ”odmiennych kulturach” itp., które miałyby tłumaczyć barbarię, są nie do obrony, bo każdy myślący człowiek ma prawo do moralnej oceny czynów innych ludzi i to niezależnie od tego jak bardzo owa zdolność do oceny moralnej może drażnić/ranić ”wrażliwe serduszka” ocenianych. I choć świat się zmienia, zasuwa w takim tempie, że czasem słów brakuje, wciąż jeszcze człowiek cywilizowany znacząco różni się od barbarzyńcy, ciągle (jeszcze) nie jesteśmy w rzeczywistości rodem z ”Brave New World”[11] Aldusa Huxleya i ludzi moralnych nie nazywamy ”Dzikusami”.

Pomyśl też o tym, że jeśli, czytając moją uwagę na temat ”warunków” zachowania sensu argentyńskich polowań z Dogo Argentino w kontekście ”romantycznej monterii”, uśmiechasz się pod nosem, zarzucając mi ”naiwność”, to rozumieć musisz, że tym samym unieważniasz swoje ewentualne argumenty przemawiające za ”tradycją nieodłącznie związaną z tą rasą”, ”tradycją bez, której rasa ta przestaje mieć rację bytu i bez której przestanie istnieć”. Albo – albo. Albo w monterii chodzi o coś, albo to barbarzyńskie znęcanie się nad zwierzyną.

Argentyńska monteria criolla z Dogo Argentino to, pewna ”filozofia”, to swego rodzaju ”sztuka”, konkretne ramy, zasady oraz warunki, w które ta dosyć nowożytna rasa, tam, w Argentynie wpasowała się idealnie. O monterii więcej opowiem wam w osobnym wpisie.

Dawno temu zakazano w Polsce polowania z chartami i psami w typie chartów, ale nie miał ów zakaz nic wspólnego z ”wrażliwością ekologiczną”, był dziełem komuny, skutkiem zalania naszego kraju przez czerwone robactwo. Chart Polski to symbol polskości, ta akurat rasa nierozerwalnie związana jest z polską kulturą, w tym z polską tradycją łowiecką. ”Pańskie pochodzenie” Charta Polskiego komunistom przeszkadzało do tego stopnia, że zawzięcie tropione i rozstrzeliwane po stodołach, polskie charty cudem ocalały. Dziś nikt nie próbuje przywrócić tradycyjnego w Polsce polowania z chartami, choć jesteśmy wolnym narodem, a Chart Polski jest bardzo, bardzo polski. Uznajemy po prostu takie polowanie za zbyt brutalne i niepotrzebne, a charty biegają teraz na specjalnie dla nich organizowanych zawodach, za sztucznymi zającami. Tak więc można znaleźć sposób na rozładowywanie energii i instynktu charta – typu psa, o którym mówi się czasem, że ”nie myśli”, że ”gdy coś szybko się przemieszcza, chart >automatycznie< rusza za tym w pogoń”… Najwyraźniej wystarczy myśleć za charta.

Dziś nie przeszłoby u nas ”polowanie z chartami”, bardzo przecież a propos naszej kultury i tradycji, a jak z kynologicznymi ”przeszczepami kulturowymi”? Jak wygląda sprawa z marzeniami o ”legalnej monterii w Polsce”? Może powinnam raczej napisać: jak u nas z ”majakami o pato.pseudo.monterii”? Ktoś już wcielił je w życie?

Dzik jest dziki, dzik jest zły, dzik ma bardzo ostre kły” – a ile naprawdę waży i jak duży jest dzik?

Pozwólcie, że posłużę się danymi dostępnymi na stronie[12] i po prostu je wam przetłumaczę, abyście mieli takie ”mniej więcej” wyobrażenie na temat ”bestii”. Tak więc: Wielkość i waga dorosłych osobników w dużej mierze zależy od czynników środowiskowych; dziki żyjące w suchych obszarach o niskiej wydajności/ nieurodzajnych wydają się być mniejsze niż ich odpowiedniki żyjące w obszarach bogatych w żywność i wodę. W większości krajów europejskich samce mają średnio 75-100 kg (165-220 funtów), 75-80 cm (30-31 cali) w kłębie i 150 cm (59 cali) długości ciała, podczas gdy samice średnio 60-80 kg (130-180 funtów), 70 cm (28 cali) w kłębie i 140 cm (55 cali) długości ciała. W regionach śródziemnomorskich w Europie samce mogą osiągnąć średnią wagę do 50 kg (110 funtów), samice 45 kg (99 funtów), wysokości w kłębie 63-65 cm (25-26 cali). W bardziej urodzajnych regionach Europy Wschodniej samce mają średnio 110-130 kg (240-290 funtów), 95 cm (37 cali) w kłębie i 160 cm (63 cali), a samice ważą 95 kg (209 funtów), osiągają 85–90 cm (33–35 cali) w kłębie i 145 cm (57 cali) długości ciała. W Europie Zachodniej i Środkowej największe samce ważą 200 kg (440 funtów), a samice 120 kg (260 funtów). W Azji Północno-Wschodniej duże samce mogą osiągać rozmiary niedźwiedzi brunatnych, ważąc 270 kg (600 funtów) i mierząc w kłębie 110-118 cm (43-46 cali). Niektóre dorosłe osobniki męskie w Kraju Nadmorskim i Mandżurii mają masę 300–350 kg (660–770 funtów) i wysokość 125 cm (49 cali) w kłębie. Dorosłe osobniki tej wielkości są na ogół odporne na drapieżnictwo zakusy wilka. Takie olbrzymy są obecnie rzadkością ze względu na przełowienie w przeszłości uniemożliwiające zwierzętom osiągnięcie pełnego wzrostu. Tu[13] znajdziecie informacje o rekordowych dzikach pozyskanych w Polsce, ten ”naj” ważył 256 kg.

Dzikarz w polskiej tradycji łowieckiej

Należy zauważyć, że w Polsce polowanie z psami rozumie się jako polowanie z; legawcami, płochaczami, aporterami, tropowcami i posokowcami, gończymi oraz dzikarzami niemającymi ”kontaktu” ze zwierzyną, a monteria nie ma nic wspólnego z polskim myślistwem. Polski Związek Łowiecki bardzo precyzyjnie opisuje pracę dzikarza, opis ten jest dostępny na stronie PZŁ[14]. W charakterystyce dzikarza widniejącej na ww stronie, w świetle omawianej kwestii, niezwykle istotne jest następujące stwierdzenie: ‚Po pierwsze pies nigdy nie może zastąpić myśliwego podczas polowania, ma jedynie stanowić dla niego wsparcie” oraz opis według którego ”wspólnym mianownikiem idealnego dzikarza są takie cechy jak wykazywanie zainteresowanie podczas łowów tylko dzikami, odwaga, wytrwałość, pasja, karności, ciętość, przy trzymanej w ryzach niezależności, która nie będzie popychać dzikarza w czasie pobytu w łowisku, w kierunku działań na „własną łapę”. Opis dostępny na stronie Polskiego Związku Łowieckiego jest tak dobitnie i klarownie sformułowany, że po prostu zacytuję go wam w całości: Podczas polowań indywidualnych bardziej przydatne i użyteczne wydają się być psy małych ras myśliwskich jak jamniki, alpejskie gończe krótkonożne czy teriery (choć te muszą być w stanie zapanować nad swoim temperamentem i ciętością), których m.in. niepozorny wzrost stanowi jedną z cech przyczyniających się do wysokiego stopnia ich skuteczności. Mając na uwadze fakt, iż podczas tego typu łowów rola dzikarza sprowadza się do zatrzymania dzika w miejscu, oszczekujący z niestwarzającej dla siebie większego ryzyka odległości pies, wykazujący przy tym umiarkowany stopień agresywności bywa często lekceważony przez dzika, przez co nie skłania go do ucieczki. Zwierz nie czując się zagrożony, nie uchodzi, dając tym samym myśliwemu czas oraz okazję dojścia go i oddania skutecznego strzału. Psy myśliwskie ras średnich i dużych o odpowiedniej odwadze i dzielności sprawdzają się natomiast zdecydowanie lepiej podczas polowań zbiorowych, kiedy to oczekuje się od nich „wypchnięcia” z opolowywanego miotu bytujących w nim dzików tuż na linię myśliwych. Psu w żadnym wypadku nie wolno oddawać się samowolnej, długotrwałej gonitwie za zwierzyną, a po dokładnym przeszukaniu miotu i zakończonym pędzeniu musi on bezproblemowo zostać odwołany i powrócić do podkładaczy. W sytuacji podążania za postrzałkiem dzikarz powinien iść po jego tropie do skutku i albo go osaczyć albo doprowadzić myśliwego do osobnika, który „spisał już testament”.

Coś, co mają psy, a czego nie ma człowiek – o hunting dogs szerzej

By nie tracić czasu, skorzystam z Wikipedii[15]: Powodem, dla którego psy stały się dla myśliwych idealnymi pomocnikami jest ich węch – nieoceniony w odnajdywaniu zdobyczy. ”Po psiemu” obdarzone tym zmysłem oraz bardzo wytrzymałe psy gończe – scenthounds od starożytności używane były do tropienia zwierzyny, która w dużej mierze dzięki nim stawała się zdobyczą. Scenthounds polowały w Asyrii, Babilonii i Egipcie, a w celtyckiej części Brytanii polowania z nimi popularne były jeszcze przed przybyciem Rzymian.

Psy myśliwskie, gdy już zwęszyły i wytropiły zwierzynę, osaczały ją; naganiały/zaganiały ją w konkretne miejsce, w którym, na bezpiecznym dla nich dystansie, ją utrzymywały. Od tego momentu ich rola w polowaniu na grubego zwierza mogła wyglądać w dwójnasób; mogły albo zaatakować ”cel”, albo rozpraszać zwierzynę, podczas gdy myśliwy zbliżał się, by uśmiercić zdobycz. Różne rasy używane były do różnych zadań i choć niektóre z tych ras lub raczej typów ras przejawiających określone cechy psychofizyczne i wykonujących konkretne rodzaje pracy, przetrwały do dziś, należy wyraźnie zaznaczyć, że dawno, dawno temu, nie tyle istniały ”rasy”, jakimi je dziś rozumiemy, co właśnie typy ras. (Typy różniące się pomiędzy sobą nie tylko wyglądem, ale także pochodzeniem, wywodzące się z poszczególnych rejonów geograficznych lub nawet nico bardziej szczegółowo, z konkretnych psiarni.)

I tak, Charty; szybkie, zwinne, zdolne atakować i uśmiercać zwierzynę, w pogoń puszczano, gdy potencjalna zdobycz znajdowała się w zasięgu wzroku, pamiętając o niezbyt dużej odporności i wytrzymałości tego typu łowców. Te psy cieszyły się względami z uwagi na łagodny charakter i bywały nie tylko myśliwymi, ale i zwierzętami towarzyszącymi: domownikami. Bardziej wytrzymałe niż charty, używane więc przeciwko większej zwierzynie, takiej jak niedźwiedzie i dziki, Alaunty (o których pisałam wam niedawno w tekście o Fila Brasileiro[16]), będące bardziej typem psów pracujących, niż ”rasą”, dzięki selekcjonowaniu ich pod kątem utrzymania i wzmocnienia w nich instynktu chwytania ofiary, odziedziczonego przez nie po dzikich przodkach oraz odbywającym się na przestrzeni setek lat krzyżowaniom z psami gończymi oraz chartami, stały się cenionymi, dużymi, pokaźnymi psami myśliwskimi. Mastify były jeszcze bardziej krzepką i twardą, po prostu odporną ”rasą”. Mogły pracować w sforze i wtedy można ich było używać do tropienia zwierzyny a potem utrzymania jej na dystans, poprzez oszczekiwanie i osaczanie. Ale można było także oczekiwać od nich, że będą prowokować zwierzę, angażować je w walkę i opanowywać (chwytając w sposób typowy dla dzisiejszych catch dogs i presa używanych w polowaniach na dzika), aż myśliwy będzie mieć możliwość uczynić ze zwierzyny swoją zdobycz. Owa podwójna funkcja oznaczała, że psy ją pełniące zasadniczo należały do typu molosów i były największymi spośród wszystkich psów myśliwskich. Używane do polowań na gruba zwierzynę ”olbrzymy” przede wszystkim jednak pełniły rolę guard dogs – psów stróżujących, obrońców. Wszystkim wyżej wymienionym typom psich myśliwych brakowało umiejętności podążania za zapachem zwierzyny i ścigania jej, nawet po przebyciu bardzo długiego dystansu, po bardzo długiej pogoni. I w tym celu wykorzystywano bardzo wytrzymałe psy gończe – ogary w typie dzisiejszych Foxhoundów, które goniły, ścigały zwierzynę a do tego miały świetny węch. Kolejnym cenionym typem psich pomocników myśliwych, były tropiciele nazywane limerami. Prowadzone na lince (ich nazwa; Limer pochodzi od średniowiecznego słowa oznaczającego smycz) tropiły zwierzynę i odnajdywały ją jeszcze przed rozpoczęciem polowania, nim prey została hunted down – powiedzmy, że nim zwierzynę dopadła sfora. A to oznaczało, że tropiciel, poza odnalezieniem niedźwiedzia czy dzika, nie mógł go spłoszyć – musiał zachować spokój – osiągano to poprzez selekcję oraz trening.

Odpuszczę sobie spaniele, terriery etc., bo chcę wam powiedzieć więcej o Alauntach. W Wikipedii jest istotny acz dosyć ”szczupły” akapit dotyczący Alauntów[17] we Francji i Hiszpanii, przetłumaczę go wam (ale dodam też parę informacji, których w Wiki zabrakło mi przy tym haśle): We Francji Alaunty rozdzielone były w trzy główne kategorie, bazujące na fizycznym wyglądzie i wykonywanych przez te psy obowiązkach. Najlżejszy typ Alaunt Gentil był podobny do Greyhounda i ten typ w pewnym momencie ”wsiąknął” w lokalne rasy myśliwskie wraz z przywodzącym na myśl mieszańca psa w rodzaju Bloodhounda z Mastifem, Alaunt Veantre, mającym wielką głowę, obwisłe fafle i uszy’ska, trzymanym wyłącznie do polowań na niedźwiedzie i dziki. Trzecia i najbardziej interesująca dla nas odmiana mastifów, znana jako Alaunt de Boucherie [nazwę tę można by przetłumaczyć jako ”Alaunt Ubojowiec”], miała kluczowe znaczenie dla rozwoju psów walczących – fighting dogs i ‚psów gryzących/kąsających’ – biting dogs.

I teraz wyjaśnienie: skoro przy biting dogs” jesteśmy, nie sposób nie zahaczyć o nieistniejącego już dziś German Bulldog, nazywanego też Bullenbeisser, który był rasą/typem psa znanego ze swojej strenght – a więc siły, mocy, hartu i agility, czyli zwinności, zręczności. Bullenbeisser (istniejący w dwóch regionalnych ”wariantach”: Brabanter Bullenbeisser i Danziger Bullenbeisser) był blisko spokrewniony z Bärenbeisser (niektórzy uważają, że to jedna >rasa< a nazwy oznaczają odpowiednio do przeznaczenia; Bull-biter” i ”Bear-biter) i był przodkiem dobrze nam znanego Boksera. We wszystkich aspektach podobny był do dzisiejszego Alano Español i bardzo podobny był do Dogo Argentino, przywodził go na myśl nie tylko z wyglądu (chodzi o atrybuty fizyczne, a nie ”kolor sierści”), ale i z uwagi na ”użytkowanie” – użytkowe go wykorzystywanie.

Dog-baiting (także dziś) jest krwawą ”rozrywką” (to tzw blood sport), polegającą na szczuciu psów typu game (game dogs) przeciwko przykutym do czegoś łańcuchem, jakoś uwięzionym dzikim zwierzętom. Psy, by pokonać stawiające opór zwierzęta, kąsają je, gryzą, szarpią i urywają im fragmenty ciała, czasem nie tylko ”ujarzmiają”, ”poskramiają” i ”obezwładniają” te zwierzęta, ale i je zabijają. Dziś jest to ”zabawa” na szczęście nielegalna w większości krajów (aczkolwiek z egzekwowaniem kar bywa różnie…). Game dogs to psy o specyficznej cesze: gameness, oznaczającej; odwagę, kuraż, zrywność (te psy są skore do walki, ”wyrywne” można by powiedzieć, używając nieco prostackiego języka), determinację, nie wycofywanie się, nie okazywanie strachu oraz raczej śmierć w walce niż poddanie się. I jest to cecha, z którą te psy przychodzą na świat, tego nie można nauczyć. U fighting dogs, czyli u psów walczących – tak określa się psy biorące udział w walkach między psami oraz w walkach psów z innymi zwierzętami – owa gameness jest cechą wysoko cenioną, bo to dzięki niej psy walczące posiadają zdolność do ataku, jego ciągłego ponawiania, nieustającego kąsania i ”przyjmowania razów” od przeciwnika, pomimo odniesionych (ciężkich) ran, wyczerpania etc. Posiadają ją terriery-szczurołapy, które dzięki gameness są w stanie eliminować plądrujące spiżarnie i wcale niemające ochoty pożegnać się z żywotem i zaciekle o swoje życie walczące, szczury, ale i psy wykorzystywane stricte do walk; TTB, czyli Terriery Typu Bull. A także Dogo Argentino.

Alaunt de Boucherie w Anglii znany był jako Alaunt Butchers (”Alaunt Rzeźnicki”), a jako Alano w Hiszpanii i we Włoszech, gdzie były określane terminem Original Bulldog (Oryginalny/Prawdziwy Buldog), używano ich do kontrolowania i obrony stad bydła. W Hiszpanii tymi trzema kategoriami Alauntów były; Mastify, Alano i Charty/Wilczarze, oddzielone dalej jako ayuda (defense types) – typ psów obronnych, których zadaniem było zapewnienie człowiekowi pomocy/wsparcia i presa (offense types) – typ psów atakujących, jak Perro de Presa Canario, Fila Brasileiro i Dogo Cubano.

Dwa rodzaje zamorskich dzikarzy

Jak już wiecie dzięki klarownemu opisowi ze strony Polskiego Związku Łowieckiego do polskiej tradycji łowieckiej ”kontakt” dzikarza ze zwierzyną nie należy. Jednak w obu dzisiejszych Amerykach, Australii i w Afryce dzikarze, lub po prostu: psy na grubego zwierza (w Afryce ową grubą zwierzyną były przede wszystkim lwy) dzielą się na dwa rodzaje, gdyż wykonują dwa rodzaje zadań. Pierwsze to Bay Dogspsy ścigające, zaganiające, osaczające i oszczekujące zwierzynę – sygnalizujące, myśliwemu: ”Zwierzyna Jest! Konkretnie Tu: Tu, Gdzie My”. Czyli są to psy wystawiające myśliwemu zdobycz, ich praca polega na oszczekiwaniu zwierzyny w trakcie polowania i osaczaniu jej. Tak więc rola tych psów – jak i w polskiej tradycji łowieckiej – sprowadza się do zatrzymania dzika w konkretnym miejscu. Bay dogs przeszkadzają dzikowi, nękają go i prześladują, głośno szczekając i utrzymując go w bezpiecznej dla nich i myśliwego odległości. (I to zachowanie w Stanach nazywa się „baying” lub keeping the boar „at bay”, czyli trzymanie dzika na dystans. W Australii terminy „bay dogs” i „baying” nie są powszechnie stosowane i potocznie używa się określeń odpowiednio ”bailers” i ”bailing”). Ich szczekanie jest komunikatem dla myśliwych, alarmuje ich i dzięki niemu wiedzą gdzie mają się udać i że już mogą udać się w kierunku, z którego dochodzą ich głosy psów. Myśliwi posługujący się bronią palną kończą polowanie na tym etapie, oddając do dzika celny strzał.

Czasami też dzikowi udaje się uciec od bay dogs, ale w pewnym momencie albo się zatrzymuje, by podjąć z nimi walkę, albo zostaje przez nie osaczony, wtedy spuszczane są dzikarze drugiego typu: catch dogs, które przechwytują dla myśliwego jego przyszłą zdobycz.

Catch Dogs – chwytający łowcy, to psy, które ścigają zwierzynę i gdy ją dościgną, wchodzą z nią w ”kontakt”; uderzają w nią; chwytają ją, opanowują i utrzymują do momentu przybycia myśliwego. Takim właśnie typem dzikarza, dosyć nowożytną rasą wyhodowaną w Argentynie specjalnie do polowań na pumy oraz przeciwko dzikom jest Dogo Argentino. Presa czy Catch Dog – obie nazwy pochodzą od łapania-chwytania i trzymania, i są używane dla oznaczenia rodzaju aktywności psa podczas pracy, jego zadań w czasie polowania, gdy udaje mu się (szczególnie po pościgu) pochwycić lub przejąć zdobycz. Psy chwytające często używane są jako uzupełniające umiejętności myśliwskich psów innych ras, innych typów, wykonujących innego rodzaju pracę – owych bay dogs. Dla myśliwego korzystającego z umiejętności psich specjalistów obu rodzajów, wybierającego polowanie w bardziej ”pierwotnym stylu”, szczekanie bay dogs oznacza, że czas uwolnić psich łowców – cach dogs lub presy, psy, które zaatakują; ”wejdą w kontakt” ze zwierzyną; uderzą w nią, pochwycą, opanują i utrzymają aż na ”miejsce akcji” przybędzie sam myśliwy. Przy czym podkreślmy, że argentyńskie presa wszystko mogą robić same – Dogo Argentino nie są niezbędni ”asystencji, którzy przygotowują plan akcji”. W południowych Stanach Dogo Argentino często krzyżuje się z American Pit Bull Terrierami i z takimi ”miksami” poluje się na świniaki. Czasem też myśliwi używają czystej krwi APBT.

Wiele z catch dogs pochodzi z krzyżowań ras dokonanych, by uzyskane dzięki tym krzyżowaniom osobniki były w stanie jak najlepiej spełnić stawiane przed nimi podczas polowania wymagania, np. te uwarunkowane konkretnym rodzajem/typem zwierzyny, czy ukształtowaniem terenu. Te psy są tough – twarde, mocne i solidnie zbudowane (w znaczeniu umięśnienia i zredukowanej tkanki tłuszczowej), mają też mocne, twarde zęby (jak u psów typu pit bull). Różne typy tych popularnych w Ameryce psów wywodzą się od psów europejskich przywiezionych przez imigrantów. Wspomniane wyżej krzyżówki (”hybrydy”) następnie mieszano z psami rodzimymi z zamiarem wytworzenia wysokiej klasy psów myśliwskich, łączących funkcjonalność z cechami siły, odporności, wytrzymałości i wytrwałości.

Gdy cach dogs i presa uderzają w zwierzynę ich szczęki dopadają zwykle podstawy ucha dzika. Gdy już pochwycą swoją zdobycz, przytrzymują ją, kontrolując głowę zwierzęcia dopóki nie pojawi się myśliwy. Następnie łowca podchodzi do dzika od tyłu i zabija go za pomocą broni białej, zwykle noża. Chyba, że celem jest schwytanie zdobyczy i przeniesienie jej. W takim przypadku, pochwyciwszy wpierw tylną kończynę zwierzęcia, które traci balans, myśliwy zmusza je do wywrócenia się i gdy dzik leży na boku, myśliwy pęta jego kończyny.

(”Za ucho i do ziemi”: w ten charakterystyczny i dosyć ”bandycki” sposób bawią się szczenięta Dogo Argentino i czasem faktycznie mogą się pokaleczyć. Ale epidemia kopiowania uszu powszechnie sprzedawana jako ”lekarstwo” i ”alibi” dla poranionych szczenięcymi szpileczkami uszek, to gruby i niesmaczny kit. A właśnie z tej ”klasy” tłumaczeniami mieliśmy do czynienia na przestrzeni lat 2012-2015, gdy ZKwP akceptowało na organizowanych przez siebie wystawach pokazywanie, w oparciu o ”zaświadczenia o leczniczym kopiowaniu uszu”, psów z uszami kopiowanymi, urodzonymi w Polsce i, jak wynikało z treści owych ”zaświadczeń”, w Polsce kopiowanymi, już po Nowelizacji Ustawy o Ochronie Zwierząt z roku 2012, w której przecież podkreślono, że kopiowania zabrania się w Polsce w szczególności. Teraz cięte uszy na wystawach są już passé i aktualnie dla psów okaleczonych, za tysiąc pięćset złotych, można uzyskać uprawnienia hodowlane dzięki tzw specjalnym przeglądom hodowlanym*…)

W USA popularnymi hog dogs – ”świniarzami” są amerykańskie rasy (i ich mieszańce). Są nimi przedstawiciele ras Cur i psy w typie Cur’ów – te są niejednolite w swoim ”typie”, często stanowią mieszankę różnych ras. Słowo ”Cur” wywodzi się ze średniowiecznej Anglii, z XIII wieku i pochodzi od słowa ”curren” oznaczającego ”to grawl” – ”warczeć”. (Gdy w angielskim wypowiada się słowo ”cur” brzmi ono jak warczenie, burczenie.) Wiele z amerykańskich Cur’ów to bay dogs i jako takie są popularne w USA i Australii. I tu, jak w przypadku bay dogs, ich różne rodzaje także pochodzą od europejskich psów przywiezionych przez imigrantów. I także te krzyżówki mieszano potem z rasami rodzimymi, by uzyskać wysokiej klasy myśliwskie psy i do pewnego stopnia pasterskie, które też musiały łączyć w sobie cechy szybkości, siły i wytrzymałości. Cur’y często mają szeroką klatkę piersiową i zredukowaną tkankę tłuszczową. Inne, niemniej popularne w USA rasy ”świaniarzy” to: Luiziana Catahoula Leopard Dog, American Pitt Bull Terrier, etc. Oraz ”mixy”, bandogi, ”kundelki”, które po prostu się sprawdzają. W Australii są to Rhodesian Ridgebacki krzyżowane z różnymi ”mastifowymi” rasami, Bully Araby, Charty także krzyżowane z terrierami i także inne celowe krzyżówki, takie ”kundelki na użytkowość”.

Na przestrzeni lat w USA i Australii występowały zarówno przypadkowe krzyżowania pomiędzy bay dogs i catch dogs, gdyż psy te zwyczajowo, przez pokolenia trzymano razem, jak i miała miejsce planowa hodowla, w której celowo łączono linie. Tak więc niektóre ”psy na świnie” są bay dogs posiadającymi cechy catch dogs lub catch dogs ”polującymi węchem”. Zwykle tych ”2w1” już się dalej nie krzyżuje i wykorzystywane są zgodnie z unikalnymi cechami każdego z osobna.

”Misja”

Jest na YouTube materiał z wielu powodów wart obejrzenia, a jednym z nich jest to, że jest tak bardzo inny od wszystkiego tego, co wyrzuca wyszukiwarka YouTube, gdy wpisać w nią frazę ”Monteria, Dogo Argentino”, ”Wild boar hunting with Dogo Argentino” itp. Oto co w drugiej minucie tego filmu mówi myśliwy, który poluje z dogo w Teksasie: ”Dogo Argentino is good with the family, loves kids, good with other dogs, tolerable of other males, loves people, and at the same time will protect you.” – Dosłownie: Dogo Argentino is good with family→ ”jest dobry z rodziną”; ma dobry kontakt z rodziną/sprawdza się jako pies rodzinny/układa mu się relacja z rodziną [przewodnika] ← dalej; kocha dzieci [zrównoważone i prawidłowo prowadzone psy wiedzą, że dziecko jest ”ludzkim szczenięciem”, znają status społeczny ”szczeniąt” swojego przewodnika i swoje miejsce w hierarchii, doceniają, że ich przewodnik pozwala im mieć interakcje ze swoimi ”szczeniętami”], jest good with other dogs ma dobry kontakt z innymi psami, i: (is) tolerable of other males → toleruje inne samce, kocha ludzi i równocześnie będzie cię chronić. To jak to szło drodzy ”spece od rasy” wypisujący kretynizmy na fejsie? ”To taka rasa, one tak mają, że”… Że ”to normalne”, że dostają …olca na widok innego psa, zagryzają psy, które wejdą na ”ich teren” itd…, tak? No, a może takie zachowania są ”normalne” u zwykłych, tych nieużytkowych dogo? (Wrócę do tego wątku w nieco dalszej części artykułu.)

Dalej Miguel mówi tak: When we hear the bay dogs we release the catch dogs and the catch dogs go straight to where the noise is, and they bite –– Kiedy słyszymy bay dogs, spuszczamy catch dogs i catch dogs idą prosto tam, skąd dochodzą odgłosy [wywołane ”sytuacją” bay dogs vs. zwierzyna]. So, as a hunter, you wanna get there as quickly as possible, because every minute with the boar that might weigh 300 – 400 pounds, your dog’s life is at risk Więc jako myśliwy chcesz jak najszybciej dostać się tam [na miejsce ”akcji”], ponieważ w każdej minucie z dzikiem, który może ważyć między 135 a 180 kilogramów, zagrożone jest życie twojego psa (Przy czym warto pamiętać, że przeciętny dziki knur w USA waży gdzieś od około 50u do 100u kilogramów, ale nie jest czymś niezwykłym znaleźć świniaki osiągające ok 140 kg[18].) Dogo is also a smart biter – Dogo jest także psem inteligentnie gryzącym → sprytnie/zmyślnie, po prostu: mądrze pochwytującym. It doesn’t bite a hog and just try to destroy it like it was a fight – Nie gryzie, nie wgryza się w świniaka, nie szarpie go i nie próbuje go zniszczyć/rozerwać, jakby to była walka. Dogo should bite and hold, so it’ll save a lot more energy that way – Dogo powinien ugryźć i (u)trzymać, tak zachowa zdecydowanie więcej energii [niż gdyby szarpał zwierzynę itd.]. If it’s just try to tear up the hog, it’s energy expenditure is too much, so you try to get there as quickly as possible to dispatch of the hog – Jeśli po prostu próbuje rozerwać świnię, jego wydatek energetyczny jest zbyt duży, więc próbujesz/starasz się dostać tam [gdzie dogo ”mają kontakt” ze zwierzyną] tak szybko, jak to możliwe, żeby wieprza załatwić/”wysłać na tamten świat.” – A lot of people thinks that dogo kills the hog, the dogo just catches it, and it holds it enough for the hunter to get there in time and kill it – Wiele osób myśli, że dogo zabija knura, dogo tylko go łapie/dopada/chwyta i utrzymuje wystarczająco długo/tyle ile to konieczne, by dotarł myśliwy i zabił zdobycz. [Tak, nie jest ”działką” psa myśliwskiego zabijać zwierzynę, ale od człowieka kontrolującego przebieg polowania zależy to jaką ”pracę” wykona pies. A różni ludzie mają różne ”pomysły”…]

Warte uwagi są także słowa Miguela na temat wymiarów, gabarytów dogo, tym bardziej, że ostatnio na FB możemy oglądać już nie tylko cienkie jak przecinki dogo, ale i iście mastifowate kloce pozbawione linii dolnej – czyli jedni tzw hodowcy rozmnażają wypłosze o kośćcu typu >wykałaczka<, a inni bardzo popłynęli w bajkę, że ”dogo to jeszcze jeden molos, tylko zupełnie biały”.

Na marginesie, pokazywany na filmie ”zestaw”; Dogo Argentino jako catch dog i Luisiana Catahula Leopard Dog jako bay dog, to rasy predysponowane do wrodzonej głuchoty – dogo z uwagi na ”biały kolor sierści”, czyli z powodu działania Locus S, odpowiadającego za zakres pigmentacji, a LCLD z powodu umaszczenia typu Merle, czyli działania Locus M.)

Link do filmu przywracającego wiarę w to, że są na świecie ludzie odpowiedni do tego, by być przewodnikami Dogo Argentino, znajdziecie przy tym[19] numerze.

Zazwyczaj to, co możecie zobaczyć na YT po wpisaniu frazy ”Monteria, Dogo Argentino”, ”Wild boar hunting with Dogo Argentino” itp., wygląda znacząco inaczej od tego o czym napisał Whachadero, autor tekstu, który przytoczyłam i przetłumaczyłam wam powyżej, w wątku ”Monteria – a co to takiego?”, jak i Miguel – bohater filmu, który polecam wam obejrzeć. Niestety, to, co przedstawia większość filmików z YT, to z czego ”czerpią inspirację” niektórzy ludzie, to psudomonteria i patomyślistwo, popisy miękko… Dziki nie są ”wielkie” ani groźne, szczególnie dla opancerzonych, nierzadko naprawdę wymyślnie, psów, które dopadają je średnio w cztery (ale i więcej). Cztery ”opancerzone” psy, które po prostu gryzą, szarpią, zamęczają zwierzynę, bo świnaiki są zbyt niepozorne, by móc jakkolwiek walczyć z tymi psami. A typy, które stoją z boku i patrzą jak psy kąsają, szarpią i wgryzają się w drące się wniebogłosy knury, i oczywiście nagrywają te sceny telefonami, nie bardzo nawet starają się trafić w serca tych nieszczęsnych zwierzaków, gdy znudzi ich już gapienie się na jatkę i często dźgają świnie nieudolnie, po kilka razy, zanim w końcu je zabiją. Gdzie w tym ”starcie żywiołów”? ”Siła męskości”, czy ”okazja do wykazania się”? W tych nagraniach nie ma nic poza żałosną prawdą o ich autorach. (”Nieco bardziej cywilizowany” charakter miewały/mają – o ile wciąż są dostępne – materiały, które wyrzuca wyszukiwarka YT, gdy wpisana fraza to ”Wild boar hunting with Dogo Argentino”. Na anglojęzycznych filmach faceci częściej sprawiają wrażenie, że chcą szybko uśmiercić świnię, po tym gdy dobiegną na ”miejsce akcji”, ale też filmy te nierzadko były/są montowane, tak więc nie wiadomo ile czasu mija od momentu wejścia w sytuację myśliwych do chwili, w której zadają oni śmiertelny cios pochwyconemu świniakowi… ile naprawdę zajmowało panom ”przyglądanie się akcji”, wiedzą tylko oni.)

Prey objects & predatory behaviour, czyli Dogo Argentino jako carnivore, predator – ”po prostu” drapieżnik

Prey drive – po polsku popęd łupu, przy czym w kontekście Dogo Argentino anglojęzyczne ujęcie tematu, to słowo ”prey” (ofiara, zdobycz) jakoś dosadniej oddaje istotę rzeczy – to instynktowna skłonność drapieżnika do wyszukiwania i znajdowania, ścigania, chwytania i opanowywania zdobyczy – a więc do polowania.

Niektórzy behawioryści twierdzą, że predatory behavior – zachowanie drapieżnicze wcale nie powinno być nazywane ”agresją”, że odpowiedniejsze jest interpretowanie go jako formy food-getting behavior, czyli zachowania związanego z przyjmowaniem pokarmu. Motywacja do ścigania prey objects, do pogoni za ”ofiarami”, tymi ”obiektami” wzbudzającymi w psach predatory behavior, różni się od innych >form agresji< (brak w niej affective arousal – takiego ”emocjonalnego pobudzenia”), tych bazujących na rywalizacji o zasoby i/lub samoobronę. Psy rzucające wyzwanie; szczekające, warczące i goniące np. rowerzystów czy biegaczy np. mijających dom, czy ”teren psa”, angażują się w agresję terytorialną – pojedynczo drapieżniki zwykle otwarcie nie zdradzają swoich zamiarów, robiąc dużo hałasu. (Aczkolwiek obserwowanie sfory psów gończych uzmysławia, że polowanie w grupie może być dość hałaśliwe.) Natomiast psy, które chowają się w rowach lub za krzakami i cicho rozpoczynają atak na niczego niepodejrzewających przechodniów, wykazują bardziej klasyczne zachowanie drapieżników. Jednak powiedzmy sobie wprost: frustracja psa uwiązanego lub tzw kojcowego, psa znajdującego się za ogrodzeniem i zwyczajowo niemającego normalnych interakcji ze światem poza-kojcowym, z otoczeniem spoza posesji, psa z zaburzonym procesem socjalizacji, psychologicznie zaniedbanego, w połączeniu z ciągłą ekspozycją na bodźce (stające się ”wyzwalaczami” reakcji), które stanowią raptownie poruszające się prey objects, może pchnąć do zachowania drapieżnego, do prawdziwej agresji. Dosyć obszernie pisałam na ten temat w serii tekstów o roli przestrzeni w interakcjach ludzi i psów; o znaczeniu proksemiki, zwłaszcza w kontekście uczenia psów prawidłowego odnoszenia się do niemowląt i małych dzieci, poprzez czytelne ustalenie społecznego statusu dzieci w oczach psów[20].)

Do zachowań drapieżniczych należą; polowanie; węszenie, tropienie, przeszukiwanie danego terenu i szukanie ofiary, czekanie na ofiarę, zaczajanie się, nękanie; sekwencja ataku; pościg, skok i pochwycenie, potrząsanie, zaduszanie i konsumowanie ofiary po zabiciu.

Niektóre psy mają znacznie silniejszy predatory instinct niż inne. Nie powinno to dziwić. W końcu to, że dziś psy rasowe trafiają w ręce przypadkowych osób, nie oznacza, że tak było od zawsze. Kiedyś w rasie psa nie chodziło o jego wygląd, a użytkowość (nawet jeśli dziś niektórym bardzo trudno w to uwierzyć). Psy ras, które celowo, przez pokolenia, stulecia albo ”tylko” dziesiątki lat – jak w przypadku presy Dogo Argentino – hodowano w celu utrzymania i zachowania w nich specyficznych cech/umiejętności, jak to chase and (be able to) kill big, powerful animals, czyli do pogoni i zabijania dużych, silnych zwierząt, nawet, gdy trafią w ręce ludzi nieodpowiedzialnych lub po prostu idiotów, zachowują swoje cechy. (Wiecie, ”taka rasa” – sorry za cynizm.)

Psy używane do polowania na grubą zwierzynę; niedźwiedzie, dziki, pumy, lwy, przez pokolenia były selekcjonowane wpierw w kierunku wyłonienia a potem już jedynie utrzymania w nich cech/instynktu chwytania, utrzymywania i opanowywania oraz zabijania owej zwierzyny (w sforze). A propos, jak na początku tego tekstu wspomniałam, wielokrotnie zetknęłam się z czymś na kształt ”schizofrenii” u niektórych z posiadaczy dogo. Z jednej strony ten typ właścicieli dużo mówi (lub pisze) o ”instynkcie” swoich Dogo Argentino, instynkcie, który ich psy ”muszą jakoś rozładowywać”, w związku z czym ci właściciele, o ile natrafi się okazja chętnie puszczają swoje psy ”luzem, w las, by się z dziczkiem sprawdzały i/lub za sarenką wybiegały” i/lub jakoś ”nieszczególnie mocno przejmują się” (dokąd brak świadków), gdy ich dogo upoluje ”na spacerze” jakieś stworzenie; kota, wiewiórkę, jeża (a może nawet innego psa?)… Lubią też przechwalać się ”siłą szczęk” swoich psów itp. A z drugiej strony strasznie się ”burzą”, gdy używa się w odniesieniu do korzeni i tzw ”natury” rasy Dogo Argentino, ”mocnych słów”, bo ich zdaniem podobno właśnie to, te ”mocne słowa”, a nie ”puszczanie dogo luzem w las, żeby się z dziczkiem sprawdził”, czy ”upolowywanie” kotów, robi tej rasie najgorszy PR. Tym razem więc, z uwagi na ”wrażliwość” owych ”schizofreników” zamienię słowo ”zabijanie” na łagodniejsze w brzmieniu, ”nienacechowane” słowo ”uśmiercanie”. Kontynuując: psy będące przedstawicielami ras, które przez dziesiątki pokoleń hodowano i selekcjonowano tak, aby były w stanie uśmiercać i by uśmiercały duże i silne zwierzęta, są zdecydowanie bardziej predysponowane do wykazywania zachowań związanych np. ze ściganiem ”obiektów”, które postrzegają jako swoje potencjalne ofiary, niż np. ”ozdóbki” – psy, których przeznaczeniem było być ”dodatkiem do garderoby damy dworu”.

Tak tylko na marginesie dodam (na ten temat będzie osobny tekst), że w pewnym sensie nawet zabawne jest, że posiadacze dogo mający dziś ”problemy” ze swoimi psami, obawiający się swoich (zazwyczaj wciąż jeszcze dość młodych) psów, ludzie odczuwający przed nimi lęk (po tym, jak wydarzyło się coś będącego skutkiem tego, iż ”przejechali na wszystkich czerwonych światłach”), dziwią się, że ich pies ”ośmiela się zapomnieć kto tu jest panem”, że ”ośmiela się rzucać im wyzwanie pies rasy stworzonej ”TO CHASE AND KILL BIG, POWERFUL ANIMALS”. Szczególnie te zdziwienia i przysłowiowe budzenie się z ręką w nocniku rozbrajają, gdy dziwi się istota skrajnie inna od big powerful animal – mała i bardzo nie-powerfull, taka (bezbronna) ”kobietka”… Która to wymyśliła sobie, że to czego jej w życiu potrzeba, to akurat jest Dog Argentyński, a jakiś baran albo baranica jej tego psa sprzedali…

Wytwarzająca się (lub już wytworzona) kultur(k)a wokoło tej rasy powoduje, że często na wszelkie ”nieprawidłowości” w zachowaniu psa, z błogosławieństwem a nawet za namową ”znajomych z fejsa”, macha się ręką, bo ”To taka rasa, one tak mają, że”… Właściciele dogo ”z problemami” budzą się z wyżej wspomnianą ręką w nocniku nie, gdy ich kilkumiesięczny pies zaczyna pałać żądzą mordu na widok pierwszego z brzegu przedstawiciela swojego gatunku – bo przecież ”To taka rasa, one tak mają, że”. Nie, gdy pierwszy raz usiłuje ”polować”, skupiając się totalnie na Jakimś Tam Obiekcie, bo ”To taka rasa, one tak mają, że”. Nawet nie przy pierwszej ”upolowanej” wiewiórce, ani przy pierwszym rozszarpanym podczas ”spaceru” (choćby) jeżu, bo ”To taka rasa, one tak mają, że”… Budzą się dopiero, gdy ich pies wykaże agresję wobec ich dziecka lub nich samych. Oj! Wtedy do nich dociera: JEST PROBLEM! Budzą się, gdy w ”grze” ich pies jest na znacznie wyższym levelu niż oni… I wtedy tłumaczenie ”To taka rasa, one tak mają, że”… jakoś im już nie wystarcza… Cóż za irracjonalny brak konsekwencji! No, przecież podobno ”to taka rasa, one tak mają, że” coś tam.

Niestabilność, impulsywność i agresja u dogo, są tolerowane. Niejednokrotnie, czytając wynurzenia posiadaczy psów tej rasy lub rozmawiając z tymi ludźmi, można odnieść wrażenie, że cechy te są wręcz znakiem firmowym rasy. ”Łatwopalny dogo, to prawdziwy dogo” – zdają się mówić fani rasy. Co gorsza w tym i posiadacze dogo wypowiadający się np. pod nagraniami z wystaw psów, które to nagrania dokumentują przejawy zachowania, które przez żadnego odpowiedzialnego posiadacza zwierzęcia z gatunku canis familiaris nie powinny być tolerowane. A które u udzielających się w social media ”speców”, wydają się …budzić uznanie, wręcz podziw i być powodem do odczuwania dumy(?) z przejawianego ”temperamentu” i obecnych u danego osobnika ”typowych dla rasy” cech. Cóż, dogo są chyba jedyną rasą, w przypadku której za coś ”ok” uważa się – na wystawach odbywających się pod patronatem FCI – podjudzanie psów przeciwko innym znajdującym się na ringu osobnikom, ”nakręcanie ich na siebie”, by ”okazały temperament”. Zdarza się, że sędziowie oceniający stawkę sami zachęcają wystawców do tego, by ”podgrzali atmosferę” – coś takiego oglądać było można np. na Węgrzech w 2013 roku.

Ludzie posiadający Dogo Argentino uczą się poprzez naśladownictwo: jeśli przejawiana u czyjegoś dogo agresja jest ”normalna”, tak samo ”normalna” jest agresja u ich psa – nie reagują więc na jej przejawy (aż im skalę wysadzi…). Jeśli od jakiegoś Mądralińskigo Mądralka albo Mądralki Mądralińskiej z fejsa dowiadują się, że to ”normalne”, że dogo może >zapolować< na psa sąsiadów, który wszedł na ”teren należący do dogo”, to uznają, że ”nie ma co robić afery” z tego, że ich pies ”na spacerze” zagryzł inne stworzenie, bo ”przecież to tylko jeż”…

Dla odmiany, środowisko posiadaczy TTB – Terrierów Typu Bull, psów należących do ras, których pierwotnym przeznaczeniem było zabijanie innych psów podczas walk, jakoś nie ”jarają się na plus” (a co najmniej nie robią tego publicznie), gdy TTB przejawiają agresję wobec innych psów, czy zwierząt. A praktycznie zawsze, gdy w środkach masowego przekazu (a za takie można uznać dziś i social media) pojawi się informacja, że Gdzieś Tam, Jakiś Tam TTB wyrządził krzywdę innemu psu abo zwierzęciu, czy nie daj Boże człowiekowi, natychmiast uruchamia wszelkie możliwe dla nich środki, np. właśnie poprzez media społecznościowe, tłumacząc ludziom – oburzonym i przerażonym, domagającym się totalnego zakazu posiadania psów tego typu – że tragedia była do uniknięcia, że winny jest człowiek – właściciel psa. Bo nie jest naturą TTB atakowanie i/lub zabijanie innych psów ani nie daj Boże atakowanie ludzi, bo każdy TTB to przede wszystkim canis familiaris – pies domowy, dla którego zabijanie innego psa, czy atakowanie człowieka nie jest naturalne. A gdy takie zdarzenie ma miejsce oznacza wynaturzenie. Bo w naturze psa domowego nie jest walka na śmierć i życie z innym przedstawicielem jego gatunku ani tym bardziej atakowanie człowieka. Walki psów wymyślili ludzie, nie psy. I agresję w canis familiaris podsycają ludzie, także tę ukierunkowaną na człowieka. Zamieńcie sobie teraz skrót ”TTB” na ”Dogo Argentino”, to ”To nie ich natura, to nie wina rasy” na ”To zupełnie normalne zachowanie w tej rasie” – zaczęliście ogarniać w czym problem?

Wracając do wątku ”instynktu łowieckiego”: jak już wielokrotnie pisałam to, że jakieś zachowanie, w tym przypadku konkretnie predatory behavior, jest naturalne i ”typowe dla rasy”, nie oznacza, że powinno być – poprawka: że może być akceptowane, gdy przejawiane jest w sytuacjach nieadekwatnych. Adekwatną dla Dogo Argentino sytuacją, w której >cool< jest przejawianie przez psy tej rasy – z całą mocą – predatory behavior, jest polowanie → monteria, a nie ”spacerek pośród łąk/między blokami”. I to jest to o czym często, a czasem także bardzo chętnie (tak ”z premedytacją”) ”zapominają” niektórzy posiadacze Dogo Argentino. Ludzie, którzy swoje dogo wprowadzają w przestrzeń publiczną pełną innych ludzi, innych psów oraz innych zwierząt, kompletnie nie ogarniając, że z ich psami ”coś jest nie tak”, skoro ”polują” w czasie ”spaceru”– zwłaszcza z punktu widzenia otoczenia to ”nie tak” jest bardzo wyraźne.

Ci ludzie wprowadzą swoje psy, wychodzą z nimi ”na spacer” w przestrzeń publiczną – miasto, miasteczko, ”pipidówek”, wieś, las, łąka, przydomowy skwerek, blokowisko, to, jeśli nigdzie nie widać znaku ”teren prywatny”, przestrzeń publiczna. A ”spacer” z psem, wyprowadzenie go ”na siusiu i kupkę”, w publiczną przestrzeń to z założenia nie jest polowanie. Mimo to niektórzy posiadacze dogo pozwalają swoim psom na przejawianie zachowań skrajnie niewłaściwych dla sytuacji pt. ”spacerek” i nie widzą w tym żadnego problemu. Spacer, szczególnie dla Dogo Argentino nie może być okazją do ”polowania” ani na wiewiórki, ani na koty, ani na jeże, czy jakiekolwiek inne stworzenia. Powtórzę enty raz: Dog Argentyński nie może ot, tak podczas tzw spaceru zabijać innych stworzeń.

A jednak niektóre dogo ”upolowują” zwierzątka podczas ”spacerków”.

A potem jest płacz i zgrzytanie zębów, że ”pies jest agresywny” wobec dziecka albo żony/męża, ”narzeczonej/narzeczonego”… A dlaczego ma nie być ”agresywny”, jeśli nie zna granic? Jeśli dla niego ich nie ma, bo dotąd ”wszystko uchodziło mu na sucho”… Dotąd się ”rozwijał”, był młodym osobnikiem, a teraz jest już trochę starszy, ”pewniejszy siebie”, ma już swoje nawyki

Gdy pies tak specyficznej rasy ląduje w rękach zupełnie przypadkowej osoby, która >nie czuje< tej rasy, która, nawet o takim ”tradycyjnie polskim” myślistwie nie ma bladego pojęcia, nie mówiąc o big game hunting, czy gorzej, gdy Dog Argentyński ląduje u kogoś o mentalności ”dresiarza”, bardzo łatwo o patologię. Generalnie, Dogo Argentino jest rasą szalenie atrakcyjną dla ”mentalnych dresiarzy”, widzących w presie z Argentyny takie ”apdejtowane”, wielkie, białe, ”groźne do sześcianu pitbule”. A od takich ludzi nie sposób wymagać odpowiedzialności ani intelektualnego zaplecza zapewniających, że naturalne dla rasy predatory instincts nie staną się zagrożeniem dla otoczenia psa. Czasem niestety nie sposób uniknąć konkluzji, iż taki ”typowy polski klient” na Dogo Argentino powinien mieć zakaz zbliżania się do psów tej rasy. A brak wymogu, by przepisy dotyczące utrzymywania (min.) Dogo Argentino w Polsce, były na poziomie niemieckich, aż piszczy.

Gdy cały twój świat kręci się w około FCI: Puk, puk! – Czy to molos? – Gdzie jest miejsce presy Dogo Argentino?

Kiedyś międzynarodowy sędzia kynologiczny FCI, sędziujący rasy z grup I, II, III, V i VI, Dr. Otto Schimpf, który został pierwszym specjalistą od Dogo Argentino w Europie, zwrócił uwagę[21], iż choć Fédération Cynologique Internationale (FCI), czyli najbardziej na świecie znana międzynarodowa federacja kynologiczna, porządkuje rasy psów, jako należące do konkretnych grup, których wg systematyki tej federacji jest 10 i choć aż do 4 spośród owych grup zaklasyfikowane zostały rasy myśliwskie, presa – chwytająco-trzymający Dogo Argentino ”nie załapał się” do żadnej z nich. I wylądował w grupie II – tam, gdzie molosy. Konkretnie w sekcji drugiej grupy II, jako ”mastiff type”. Dr. Schimpf napisał: „Molossoid” is a concept that has come down to us from antiquity and is associated with the meaning of “enormous, solid, with a large head, etc”. The Dogo Argentino does not need these attributesMolosoidalny typ budowy, czyli masywny typ budowy to pojęcie/koncepcja, ze starożytności, z antyku, przywodzące na myśl psa ogromnego, solidnego z dużą, wielką głową itp. Dogo Argentino nie potrzebuje tych atrybutów/cech

Przypomniał, że gdy pod kierunkiem Augustina Nores Martineza, w 1974 roku Dogo Argentino jako odrębna, ustalona rasa, uzyskał uznanie FCI, zaklasyfikowano go w grupie V, w tym co w tamtym czasie było grupą V. A wtedy grupa ta skupiała głównie celebrated Nordic breeds, czyli dobrze znane rasy nordyckie (takie jak Siberian Husky, Alaskan Malamut itp.), ale i some special hunting dogs, czyli specjalne, ”wyjątkowe” psy myśliwskie. In the front line the Pack Dogs, a więc przede wszystkim psy pracujące w sforze, psy for big game hunting, czyli do polowań na grubego zwierza, takie jak Rhodesian Ridgeback – support dog for hunting lions – pies pomocniczy do polowania na lwy w Afryce. Podkreślał, że umieszczenie Dogo Argentino w grupie psów o przeznaczeniu myśliwskim odpowiadało intencji twórców rasy, niemających wątpliwości co do przeznaczenia białej presy: to zawsze był pies myśliwski. I takim miał pozostać: łowcą predysponowanym do pracy w sforze – jedna rasa posiadająca rozliczne talenty, których skupionych wszystkich razem w jednym psie, na próżno szukać poza Dogo Argentino.

W 1985 roku Fédération Cynologique Internationale częściowo zmodyfikowała klasyfikację swoich grup, a Dogo Argentino nagle znalazł się w grupie II. Wciąż nie jest jasne jakie były podstawy tego działania i kto je zainicjował, ale Dogo Argentino stał się ”Molosserem”, lądując w kategorii, której charakterystyczne cechy nie odpowiadają charakterystycznym cechom ras myśliwskich – dogo został ”psem rasy olbrzymiej”.

I ok, wszystko to prawda, konkretne i bardzo słuszne uwagi, ale w tym miejscu mój punkt widzenia na Dogo Argentino, wchodzi na kurs kolizyjny z poglądem Dr. Schtimpfa, który stwierdził po prostu, iż ”In Europe, dogs with characteristics that corresponded with those of the Molossers quickly earned themselves a bad reputation – W Europie psy o cechach odpowiadających cechom molosów – przyjmuję, że chodziło mu o cechy fizyczne – szybko zdobyły złą reputację. They were classified as dangerous or fighting dogs. Zostały sklasyfikowane jako niebezpieczne lub walczące psy [”psy do walk”]. Consequently they were included on official lists that banned their possession and breeding and very high special taxes were applied. W konsekwencji rasa została wpisana na oficjalne listy zakazujące posiadania dogo oraz ich hodowli, zastosowano także bardzo wysokie, specjalne podatki [dla posiadaczy dogo, jako posiadaczy psów rasy uznawanej za agresywną].

Po kolei, krok po kroku ”przyczepię się” do każdego z tych zdań z osobna:In Europe, dogs with characteristics that corresponded with those of the Molossers quickly earned themselves a bad reputation – W Europie psy o cechach odpowiadających cechom molosów szybko zdobyły złą reputację. Ale, że co? Tak ”po prostu” to się stało? I w ogóle to co ”się” stało? No, najwyraźniej stało się coś, co w swoim czasie stało się z Fila Brasileiro → hodowcy chcący dostosować się do niemającej merytorycznego uzasadnienia decyzji FCI, hodowcy chcący sprzedawać swoje psy do miast, jako ”molosy”, zaczęli preferować psy o molosowej, cięższej sylwetce, bo takie psy preferują ludzie kupujący psy ”do domów i do miast”, szukający ”typowych molosów” i hodowcy im to dali. Zaczęło się całe to pierniczenie o dogo jako psie ”rasy obronnej”, w konsekwencji ”skakanie do rękawa” etc. Hodowcy (a może słuszniejszym byłoby określenie pseudohodowcy?) Dogo Argentino dali swoim klientom ”molosa”. Dali go im bez zawracania sobie głów psychiką białej presy. Presy, która może i zaczęła zmieniać się fizycznie, ale nie bardzo przy tym ewoluowała psychicznie i nie dostosowywała się do nowych warunków ”użytkowania”; ”molos towarzyszący”, ”pies rodzinny”, ”pies rasy obronnej”, ”właściwie ułożony, idealny towarzysz dziecięcych zabaw”, etc.

Kolejne zdanie, jak już wiecie, brzmi: They were classified as dangerous or fighting dogs – Zostały sklasyfikowane jako niebezpieczne lub walczące psy. Cóż, przecież Dogo Argentino to tylko Viejo Perro Pelea Cordobes – pies, który na ringu zagryzał innego psa – tyle że po ”przeróbkach” Martineza. Martineza, który chciał zachować Białego Walczącego Psa z Cordoby, więc Dogo Argentino wyhodowany/wypracowany został na genetycznej bazie VPPC. Martinez wiedział, że z powodu wybujałej agresji ta rasa skazana jest na zagładę, ale chciał zachować elegancki, majestatyczny wygląd VPPC, charakterystyczną białą sierść oraz jego siłę wyrazu. By to się udało, musiał wyeliminować niepożądane cechy: szczególnie ową wyjątkową agresję, ponieważ, choć w czasie, gdy Martinez dumał nad przyszłością VPPC, miały się one całkiem dobrze, wiedział, że w takiej formie, bez ”poprawek” VPPC nie przetrwają. Dzisiejszy Dogo Argentino to wciąż Viejo Perro Pelea Cordobes, tylko że po dziesiątkach lat (pokoleń) modyfikacji, czyli pracy hodowlanej Martinezów. Nie jest rasą stworzoną z wymieszania osobnych ras. Bazą dogo jest VPPC, do którego dolewano kolejne rasy, starając się jego instynkt zabijania innych psów, przekierować na instynkt ”zamęczania” dzikiej zwierzyny podczas monterii.

Gdy zapomina się o selekcji na psychikę, gdy psy rozmnażane są ”na eksterier”, żeby zdobywać ”lokatki” i ”nagródki” na ”wystawkach”, gdy żyją w kojcach, od czasu do czasu ”zabierane na spacer” poza kojec, gdy stają się coraz popularniejszymi ”psami towarzyszącymi” ludzi, którym podoba się ich ”biały kolor sierści” i upierniczone uszy, i gdy nie muszą już umieć pracować w sforze, bo nikt już nie pamięta o co w tej rasie chodzi i do czego została >zaprojektowana<, wracają pierwotne demony VPPC. Zdolność do pracy w sforze, zaczyna się od selekcji w kierunku uzyskiwania psów zdolnych do pracy w sforze, psów będących w stanie sprostać bardzo konkretnemu zadaniu: polowaniu typu big game i jest czymś zupełnie innym niż zagryzanie drugiego psa. Osobniki ”łatwopalne”, ”rekacyjne”, czyli reagujące nieadekwatnie do bodźca, nie mają jak podołać zadaniu, nie są w stanie sprostać wymaganiom pracy użytkowej. Wykonać zadanie mogą jedynie osobniki zdolne do panowania nad popędem, który kierował VPPC, psy nie podążające jak automaty za bodźcami. W warunkach braku możliwości realizowania instynktu w ”ucywilizowanej” wersji: w monterii, w polowaniu, w którym Dogo Argentino zamiast przedstawicieli swojego gatunku, atakuje dziką zwierzynę łowną, gdy selekcjonowanie pod kątem uzyskania stabilnej psychiki ”wylatuje” (pseudo)hodowcom z głów, wracają demony VPPC i zaczyna się problem wybujałej agresji i psychicznej niestabilności.

Consequently they were included on official lists that banned their possession and breeding and very high special taxes were applied”. W konsekwencji rasa została wpisana na oficjalne listy zakazujące jej posiadania oraz hodowli, zastosowano także bardzo wysokie, specjalne podatki. Słusznie, bo nie jest to rasa ”dla każdego” i nie tylko Dogo Argentino powinny dotyczyć szeroko rozumiane restrykcje, ale o tym kiedy indziej. Mnie nie przekonuje, że ”w imię wolności” idioci lub ludzie ”tylko” nieodpowiedzialni mają ”mieć prawo się uczyć” kosztem otoczenia. Pies rasowy nie jest sam w sobie żadnym ”dobrem, które należy się wszystkim” i nie uważam, aby było coś niewłaściwego w ograniczeniach dotyczących możliwości posiadania psów ras takich jak Dogo Argentino, Fila Brasileiro czy inne, dość ”egzotyczne”, by odpowiednie ich ułożenie – takie dzięki, któremu nie stanowią zagrożenia dla otoczenia – nie stanowiło kłopotu dla pierwszego z brzegu ”psiarza z tzw doświadczeniem”.

Dalej pan sędzia wspomina, że entuzjaści Rhodesian Ridgebacków okazali się swego czasu bystrzejsi od fanów Dogo Argentino i nakłonienie przez nich FCI do tego, by RR powróciły do grupy hunting dogs (aktualnie RR zaklasyfikowane są w grupie VI), skutkuje dziś znaczącą przewagą liczebną RR nad DA, a Rhodesian Ridgeback has remained the dog it always was, czyli pozostał psem jakim zawsze był [Co jest istotne także przez wzgląd na ich wygląd fizyczny, który nie uległ zmianom, z jakimi borykają się dziś niektóre argentyny, zbyt ”molosowe, mastifowate w wyrazie”]. By definition the hunting dog is in the so-called “Dangerous Dog” category – Z definicji pies myśliwski należy do tak zwanej kategorii ”Niebezpieczny pies”. At shows the judges are not inclined to consider it necessarily a powerful dog but simply a working dog. Na wystawach sędziowie nie mają inklinacji/nie są skłonni postrzegać/uważać ich koniecznie za potężne, ale po prostu psy pracujące. Według znanego sędziego nie ma powodu, by Dogo Argentino tkwiły w grupie II.

Uważa on, że przyszłość tej rasy można wyobrazić sobie tylko w grupie VI, grupie psów myśliwskich, ponieważ byłoby to spójne z story of its birth and with the desire of its breeder, czyli narracją o powstaniu rasy i pragnieniami jej twórców. Twierdzi, że byłby to pewny sposób na zachowanie cech/właściwości i funkcjonalności/sprawności Dogo Argentino; nadmierne/przesadne gabaryty; wzrost, budowa i waga nie są atrybutami psów myśliwskich. To fakt, nawet proporcjonalne, ale po prostu zbyt duże, ”kobylaste” i ”molosowe” osobniki nie są tym, o co w tej rasie chodzi. Pan sędzia stwierdził, że rasa zaklasyfikowana do kategorii psów myśliwskich, zostaje zdjęta z list banowanych, czyli zakazanych psów walczących.

Muszę dodać tu, moim zdaniem całkowicie oczywistą, uwagę: zdjęcie dogo z tego rodzaju list, tylko dlatego, że w jakiejś tam międzynarodowej federacji kynologicznej, która zrzesza ludzi robiących biznes na rozmnażaniu psów, ktoś zmieniłby kategorię, do której ta rasa jest przypisana, byłoby posunięciem kompletnie bezzasadnym i karygodnym. Dlatego, że problem niestabilnej psychiki u wielu psów tej rasy wciąż by istniał. To nie zaklasyfikowanie do grupy II jest problemem najbardziej palącym, ale to do czego doprowadzili hodowcy szukający klientów na szczeniaki za wszelką cenę: niestabilna psychika i wybujała agresja u części psów tej rasy – jedne linie obciążone są bardziej, inne mniej. Lata świetlne dzielą Dogo Argentino od np. Cane Corso i dogo nigdy nie powinien był wylądować w grupie II, wg porządku ”szacownej” FCI. Ale hodowcy, jak i sędziowie kynologiczni powinni ”wziąć na klatę” konsekwencje debilnego postanowienia ”jedynie słusznej” FCI: wyciągnąć wnioski z istniejącej sytuacji, przeanalizować je i zacząć w końcu selekcjonować psy pod kątem psychicznych cech umożliwiających tym stworzeniom możliwie najbardziej bezkolizyjne funkcjonowanie w skupiskach ludzkich, gdyż wszyscy właściciele Dogo Argentino mieszkają na planecie Ziemia. ”Spapranie” rasy poprzez powszechnie akceptowany brak selekcji pod kątem utrzymywania cech stanowiących podstawę psychicznego zrównoważenia, u ”problematycznych” osobników i/lub w ”problematycznych” liniach Dogo Argentino nie wyparowałoby z chwilą, gdy biała presa znalazłaby się w grupie VI wg systematyki FCI, czyli w oczach osób ”z boku”, Jakiejś Tam Federacji Hodowców . A wracając do uwag pana sędziego, podsumował on swoje wynurzenia konkluzją, że dzięki takiemu obrotowi sprawy wszechstronność/wielofunkcyjność dogo zostałaby ”udokumentowana i przestałaby być przedmiotem mitów”… No, kurczę… Jakie to ”proste”, a najlepsze, że pan sędzia tak na serio. Aż sobie odpuszczę komentarz.

Dr. Schtimpf stwierdził, że nikt nie powinien obawiać się, iż Dogo Argentino zostanie zepchnięty do roli stricte psa myśliwskiego. Wyraził zdanie, że żaden Dogo Argentino nie musi aktywnie polować, but it can and must be able to do so officially when it has the chance ale może i musi być w stanie, czyli musi być wydolnym polować, kiedy będzie mieć taką możliwość/okazję ku temu/szansę na to. Po prostu dogo powinny być na tyle sprawne, by w stosownych okolicznościach móc podołać trudowi monterii faktycznie a nie tylko czysto teoretycznie. I z tym akurat się zgadzam[22]

Jak szkoli się dogo, by mógł polować na ”grubego zwierza”?

W zagrodzie. Z dzikiem. Etapami.

Chyba wszyscy pasjonaci dogo znają wywiad sprzed ”paru lat”, wywiad[23] z Birgitte Nielsen i Peterem Van Gilsem z kennelu Perro Pelea Cordobes. W każdym razie zna go, a co najmniej jego fragmenty, część dogo fanów, którzy bardzo chętnie biegaliby (lub biegają) ze swoimi dogo po lasach w poszukiwaniu ”dziczków”, z którymi ich psy mogłyby (lub mogą) się ”sprawdzić”. Wywiad ten jest naprawdę interesujący, zwłaszcza w punktach dotyczących zbyt agresywnych argentynów, czy problemu motywacji ludzi ”wchodzących w rasę”. Jest też ciekawy z uwagi na intrygująco (raczej) nieprzypadkowy dobór słów w nim użytych, szczególnie w kontekście polowania z Dogo Argentino na terenie krajów Europy. Szkoda, że fani i zwolennicy ”łowieckiego użytkowania” dogo w Polsce, głównie skupiają się na fragmencie wypowiedzi Duńczyków, którą poniżej przytoczę, resztę ich uwag olewając, np. te dotyczące zdrowia pogłowia Dogo Argentino, no, ale cóż… Oto ów ”ekscytujący fragment” ww wywiadu, wywiadu, który, niezależnie od intencji osób, które się w nim wypowiadały, rozbudził i na dobre obudził wyobraźnię różnych ”Czesiów” w Polsce lub jedynie dolał oliwy do ognia… Niemniej prawdą jest, że dziś te różne polskie ”Czesie” snują wizje i marzenia o oddawaniu w kierunku dzików (i pewnie nie tylko) ”przypadkowych” niecelnych strzałów, posiłkując się przy tym – bardziej lub mniej otwarcie – słowami znanych hodowców.

PYTANIE: Do you think that ever the hunting with Dogo will be permuted oficially?

Sens tego pytania można przetłumaczyć następująco: Czy uważacie, że kiedykolwiek polowanie z dogo formalnie, urzędowo, poprzez zmiany w pawie zostanie zmienione/ulegnie zmianom? Że ”wachlarz możliwości”, to co możliwe/dopuszczalne vs. niedopuszczalne w polowaniu z dogo ulegnie zmianom? Że zmienione zostanie to, jak używać dogo w polowaniu? Tak więc >po polsku< można by to pytanie zadać tak: ”Czy uważacie, że kiedykolwiek zostaną w wyniku zmian w prawie, zmienione na plus, zwiększone możliwości zastosowania dogo podczas polowania?

ODPOWIEDŹ: ”We hope positively → Mamy nadzieję na pozytywny rozwój wydarzeń, pomyślny dla naszych oczekiwań. When we are talking about countries that have wild boar – Kiedy mówimy o krajach, które mają papulację dzików/w których występuje dzik, it is important to understand the hunting environment – ważne jest, aby rozumieć środowisko łowieckie, to w którym chce się polować. It is highly important to show hunters the good skill in tracking wounded game with dogo – Bardzo ważne jest [dosłownie: wybitnie i do głębi ważne], aby pokazać myśliwym dobry, wysoki poziom, wysoką skuteczność tropienia rannej zwierzyny przy użyciu/z pomocą dogo, so they get introduced to the breed slowly to better understand the charactertak, by zapoznawali się z rasą powoli, by lepiej rozumieli jej naturę, usposobienie, ”charakter”. We hope and pray that the number of boars will go mad – Mamy nadzieję i modlimy się, by liczba dzików go mad – osiągnęła ekstremalnie wysoki, nadmierny poziom, by było ich maksymalnie dużo, so they need catch dogs to protect the hunters during the hunts – by więc potrzebne stały się psy chwytająco-trzymające do ochrony myśliwych podczas polowań, if a shot failed – jeśli/gdyby/o ile strzał okaże się nieudany/chybiony/gdy starzł się nie powiedzie. We have already seen many accidents with Laikas and softer breeds on hunts – Widzieliśmy już wiele wypadków z Łajkami i miększymi rasami podczas polowań, they do not protect the hunter – one nie chronią myśliwego, in fact many do not go near enough to the boar – w rzeczywistości wiele z nich nie podchodzi do dzika wystarczająco blisko, so it get a dangerous situation for the shooter – co stwarza niebezpieczną sytuację dla strzelca, since the boar often escapes in last second with the hunter very near – w związku z tym, że dzik często ucieka w ostatniej sekundzie, mając myśliwego bardzo blisko, some even attacks the hunter – niektóre nawet atakują myśliwego… With a dogo with you in a leash until the boar is bayed up – Z dogo u boku, na smyczy, dopóki dzik pozostaje utrzymywany na dystans, you have extra safety – masz dodatkowe zabezpieczenie. That is the way we can introduce the dogoTo jest droga, którą możemy wprowadzić dogo/W ten sposób możemy myśliwym przedstawić dogo. But with the hunting tradition in Europe it is very difficul to penetrate – Ale przy istniejącej w Europie tradycji łowieckiej, bardzo trudno jest przeniknąć/przedrzeć się – and get a new breed accepted – i uzyskać akceptację dla nowej rasy.

Kolejny fragment, czyli osobne PYTANIE: Did the dogo have a future like a hunting dog with the often atacs from the law of nature? Czy dogo ma przyszłość w rodzaju ”pies myśliwski” przy częstych atakach from the law of nature? → i przy tym often atacs from the law of natureprzyznaję: waham się co do tego ”co poeta miał na myśli”. Spodziewałabym się czegoś w rodzaju …”often atacs from the animal rights activists/groups” itp., ale law of nature[24]Zakładam jednak, że chodzi właśnie o ”ataki ze strony organizacji ”pro eko”, a nie ”rozkminy filozoficzne”, gdyż odpowiedź na to pytanie nie jest szczególnie ”filozoficzna”.

ODPOWIEDŹ: Yes, for sure in the world of hunters. Tak, z pewnością w świecie myśliwych. They need a sharp dog on the prey, this quality of the dogo is already highly valuated in Sweden, where fx. Oni potrzebują ostrego, bystrego, gwałtownego ‚psa na zdobycz’, psa z popędem zdobyczy (z tą instynktowną skłonnością drapieżnika do szukania, ścigania i chwytania zdobyczy), ta zaleta dogo jest już wysoko ceniona w Szwecji, gdzie były/są efekty.

Our Uno have done more than 100 successful tracking on wounded game – Nasz Uno wykonał ponad 100 udanych tropień rannej zwierzyny (cholercia, nie przypuszczałam, że myśliwi aż tak słabo strzelają…), meaning catching the wounded deer so the pain can be stopped before the animal suffers too much – co oznacza pochwycenie/złapanie zranionego jelenia, by ból mógł zostać zatrzymany, zanim zwierzę ucierpi zbyt mocno/za bardzo. (Wow… Poważka: duuuże wow. Tak opowiedzieć tę ”bajkę”, to… Nie kupuję wersji rzeczywistości opowiedzianej w ten sposób, ale szczena mi opada, bo trzeba mieć… Powiedziałbym ”tupet”, ale zostanę przy słowie ”fantazja”.)

ONLY a dog with strong instincts to hold and catch can do this. Tylko pies z silnymi instynktami do zatrzymywania/przytrzymywania I pochwytywania może to robić. However we are very worried about the animal protection organisations – Jesteśmy jednak bardzo zaniepokojeni organizacjami ochrony zwierząt – they seem to have lost the understanding of nature – wydaje się, że utraciły zrozumienie natury.

In our opinion the fairest way of hunting is with Dogo Argentino – Naszym zdaniem najuczciwszym/ najsprawiedliwszym/ najbardziej fair sposobem polowania jest polowanie z Dogo Argentino, who search himself and tries to catch – który sam przeszukuje i próbuje pochwycić, if the boar is too strong and fast and escapes – jeśli dzik jest zbyt silny i szybki, i ucieka – he is a free animal again – znów jest wolnym zwierzęciem. IF NOT – JEŚLI NIE, the dogo catch it and holds it until the hunter comes – dogo złapie go i przytrzyma, dopóki nie pojawi się myśliwy, who can decide if he want to kill or let goktóry może zdecydować, czy chce zabić, czy puścić – if it is a sow – jeśli to locha, to maintain the population – w celu utrzymania populacji.

On the other hand you have the hunting with guns – Z drugiej strony masz polowanie z bronią, where they often shoot the wrong specimen – podczas którego często strzelają do niewłaściwego okazu, and sometimes the boar escapes wounded – a czasem dzik ucieka zraniony, this is more suffering for the animalco oznacza więcej cierpienia dla zwierzęcia.

I jeszcze jedno PYTANIE: Here in Bulgaria hunters think that dogo is not suitable dog for hunting because it is trying to make a contact with the pig and very often was hurt or killed by the boarTu, w Bułgarii myśliwi uważają, że dogo nie nadaje się, nie pasuje do polowania, ponieważ te psy próbują nawiązać kontakt ze świniakiem i bardzo często zostawały/zostają ranne lub zabite przez dzika. The fact it not barks is its minus. Fakt, że nie szczekają to ich minus. Do you think it has to be learn how to attack? Czy uważasz, że należy/trzeba uczyć je jak atakować? Definitely the test is not good lesson because the pig is pressed to the wall and the dogs must to attack from the front and that is very bad lesson. Zdecydowanie test (chodzi o te tzw próby pracy) nie jest ‚dobrą lekcją’ (mniemam, że chodzi o kontekst rozpatrywania ”prób pracy” w kategorii ”pozytywnych doświadczeń” dla niedoświadczonych, początkujących psów), ponieważ świnia jest >przyciśnięta do ściany< (w znaczeniu: pod presją, ”w poczuciu, że walczy o wszystko”) i psy muszą atakować od przodu, a to bardzo zła lekcja. What is your point of view? Jaki jest wasz punkt widzenia?

ODPOWIEDŹ: The dogos is perfect with baying dogs – Dogo są doskonale z baying dogs, we agree that in the European way of hunting – zgadzamy się, że w europejskim sposobie polowania: It can be a minus that the dogo is silent – może być minusem, że dogo jest cichy, but you can not bark and have the mouth full of boar at the same time 🙂 – ale nie możesz szczekać i jednocześnie mieć pyska pełnego dzika 🙂 [>uśmiech< zaznaczony jest w oryginalnym tekście] (Uwaga o ”pysku pełnym dzika” jest niezwykle ważna, ponieważ osoba posiadająca praktyczne doświadczenie 2w1, tj. zarówno jako hodowca oraz myśliwy polujący z Dogo Argentino, jednoznacznie stwierdza, że argentyny w łowisku zwyczajowo mają ”pyski wypchane zwierzyną I dlatego nie szczekają”, czyli że nie zabiera się ich w łowisko po to, by z boku szczekały, ale by dopadały do zwierzyny i wchodziły z nią w bezpośredni kontakt fizyczny, zatapiając w niej zęby.) As soon as the pig is bayed you release the dogos. Jak tylko świnia zostaje osaczona, wypuszczasz dogo. But the dogo must be prepared well – Ale dogo muszą być dobrze przygotowane – prepared means tested in pen gradually with a bigger boar – przygotowane oznacza testowane/sprawdzane w zagrodzie stopniowo, z większym knurem.

”Prawo do realizowania się w pasji”

Powtórzę: mamy XXI wiek i w Polsce wielu myśliwych jest w posiadaniu wysokiej klasy broni palnej, z której naprawdę umieją korzystać. Oczywiście tu też, jak w kynologii, liczy się kasa: jeśli masz pieniądze na swoją pasję uprawiasz ją na wysokim poziomie. W dzisiejszym łowiectwie nie chodzi już o ”zdobywanie pożywienia”, bo ‚po mięso’ wystarczy iść do sklepu. Dziś myślistwo to głównie regulacja i ja osobiście nie widzę niczego niewłaściwego w tym, że myśliwy z ambony strzela do zwierzyny. Zwłaszcza, gdy robi to czysto. Zawsze będę wolała zjeść zwierzaka, który nawet się nie zorientował, że umarł, od zwierzaka, który bardzo dobrze wiedział co i jak za chwilę się z nim stanie (zwierzęta w rzeźni świetnie wiedzą co je czeka). Rzygam też eko.terrorystami z ich nawijką o ‚obronie życia zwierząt’ przy równoczesnym podcieraniu się przez nich kwestią obrony życia ludzkiego. Natomiast za wysoce niepokojące zjawisko uważam fakt, iż brak możliwości oficjalnego, czyli otwartego; w świetle dnia i zgodnie z prawem, realizowania marzeń o (pseudo)monterii w Polsce, niektórzy ”miłośnicy Dogo Argentino” traktują praktycznie jako ”zamach na wolność i swobody obywatelskie”.

Sorry, ja akurat nie widzę sensu w zadawaniu dzikom czy jakiejkolwiek innej zwierzynie łownej niepotrzebnego bólu i nie jestem w stanie usprawiedliwiać sadyzmu, bo znowu sorry, ale opancerzone dogo kontra 80 może 100 kilogramowy dzik – to nie ma nic wspólnego z ”uczciwą walką”. Przeszczep kulturowy typu Dogo Agentino szarpiące dziki czy jelenie w polskim lesie ma się nijak do tradycji łowieckiej w naszym kraju, szczególnie, że u nas te upolowane dziki i jelenie się zjada i ich mięso ma nie być zatrute kortyzolem.

Na wspominanych już przeze mnie nagraniach z ”dogo w akcji”, powszechnie dostępnych na YT nagraniach, z których czerpią wzorce zachowań różne ”Czesie”, często widać, że psy w 3-4 a nawet więcej zamęczają małe dziki, takie poniżej 100kg i moim zdaniem jest to TOTALNA BARBARIA, do której nie ma jak dorobić ”usprawiedliwiającej ideologii”. Przyjmuję, że kogoś może to podniecać, że nagrywanie filmów z tych zdarzeń jakiemuś tam typowi ludzi robi ”lepiej”, ale dla mnie tacy ludzie są co najmniej …”dziwni”. Jak napisałam w tekście o WDS2019[25], w Polsce, ”w naszej kulturze, ”u nas” za czyn okrutny uważamy czyn, do którego wcale nie musiało dojść, który mógł zostać niepopełniony: ktoś mógł zdecydować inaczej, mógł wybrać coś innego, ale tego nie zrobił i w efekcie wybrał coś gorszego. ”U nas” w odniesieniu do traktowania zwierząt, o okrucieństwie wobec nich mówimy, gdy określamy zachowanie społecznie nieakceptowane, które umyślnie powoduje niepotrzebny ból, cierpienie lub śmierć zwierzęcia. ”U nas” barbaria przede wszystkim nazywana jest wprost: barbarzyństwem. Jest jako barbarzyństwo kwalifikowana, piętnowana i karana. (…) Co więcej, presja społeczna, by winni znęcania się ze szczególnym okrucieństwem, za swoje czyny ponosili odpowiedzialność, wciąż ”u nas” wzrasta. Osoby dopuszczające się takich zachowań są karane, gdyż polskie prawo przewiduje karę dla zwyrodnialców. Jako społeczeństwo rozumiemy, jak wielki wpływ na sprawców ma nieuchronność kary, w nagłaśnianych przypadkach okrucieństwa wobec zwierząt, uderza nas właśnie poczucie ich bezkarności, dlatego dla zwyrodnialców wymagamy coraz surowszych kar.” Nie uważam więc, by w Polsce była przestrzeń dla pseudo.pato.monterii. Ale… co ja tam wiem…

”Zwyrolstwo”

To nie przypadek, że walki psów w tylu krajach są nielegalne. I, co zawsze warto mieć na uwadze, to nie zakazanie walk psów odpowiada za to, że w krajach, w których ten ”sport” jest zakazany, proceder ten organizują ludzie powiązani ze światem przestępczym, po prostu bandyci i gangsterzy, dla których walki psów to jeszcze jedna, obok prostytucji, handlu ludźmi, czy narkotykami, ”gałąź biznesu”. To nie jest tak, że gdyby walki psów były legalne, ”robiliby” w nich ”mili i normalni” ludzie. (Patologia ciągnie do patologii.)

W cywilizacji łacińskiej, w świecie >Człowieka Zachodu< pies ma bardzo specjalne miejsce – pisałam o tym we wspomnianym już artykule nt. światowej wystawy psów w Chinach i nie będę powtarzać swoich uwag w tym miejscu, podkreślę tylko, że fakt, iż różne cywilizacje mają różne etyki i moralność, jest punktem wyjścia do zrozumienia skąd biorą się ”nieporozumienia” w takim generalnym sensie…

Nie będę wam tłumaczyć tego tekstu[26] słowo w słowo, nieco go sparafrazuję, by nie przedłużać tego i tak długiego wpisu. W poniższym wcale nie chodzi o ”użytkowość psa”, to po prostu ”rozrywka” dla gawiedzi ze słabym IQ i sposób na windowanie cen za szczeniaki, a przede wszystkim bezsensowne okrucieństwo urągające ”człowieczeństwu”. Ponownie, ktoś może powiedzieć, że to taka ”tradycja” albo ”kultura”, więc dodam, że nie ma w polskim języku słów, którymi mogłabym łagodnie wyrazić co o takich ”obyczajach” i ”tradycjach” sądzę, dlatego nie interesuje mnie ”spieranie” się odnośnie tego wątku. Banda pajaców uprawia hazard ot, co i dorabianie do tego ideologii o ”kulturze i tradycji” jest pozbawione sensu. Dodatkowo, sprzedawanie mięsa ze zwierząt, które brały udział w tych ”imprezach”, jako jadalnego, wystarczająco wiele mówi o ”poziomie” tych ludzi.

W traditional Indonesian hunting game, czyli tradycyjnej (korzenie tej ”tradycji” sięgają lat ’60 ubiegłego wieku, tak więc nie przesadzałabym z tym słowem, jak ktoś oglądał ”Misia”, to choćby z tego filmu wie o co chodzi z TRADYCJĄ) indonezyjskiej grze myśliwskiej psy i dziki fight to the death – walczą na śmierć i życie. Te zwierzęta zmuszane są do walki aż jedno z nich odniesie obrażenia. (Praktyki te potępiane są przez aktywistów na rzecz walki o prawa zwierząt.) Na dźwięk gwizdka, ku podnieceniu tłumu, pies szarżuje w kierunku centrum, wykonanej z bambusa areny o wymiarach 15 na 30 metrów, gdzie odbywa się walka. ”Rozrywka” nazywa się ‚Adu Bagong’ i odbywa się cyklicznie, w weekendy w różnych, odległych wioskach w prowincji Jawa Zachodnia.

To jest coś: ”Participants who groomed and fed their dogs outside the arena before the match said their continued participation in the sports is a way to preserve a cultural practice that that has been carried out for decades” – Uczestnicy, którzy przygotowywali i karmili swoje psy poza areną, przed zawodami, powiedzieli, że ich (psów) dalszy udział/dalsze uczestnictwo w tej dyscyplinie jest drogą do zachowania praktyki kulturowej, która jest prowadzona od dziesięcioleci. Pierwotnie te walki miały być podobno czymś na kształt ”testowania charakteru psów”, ”prób pracy” i wszystko to miało zacząć się od tego, że miejscowi rolnicy próbowali chronić swoje gospodarstwa, pola przed niszczeniem ich przez dziki. Jednak przez lata >widowiskowy sport< ewoluował w podziemiu i dziś chodzi o zakłady: hazard podczas tych walk i kasę, którą przynosi. Oceniane są ”umiejętności” psów i to przez jaki czas dany pies gryzie dzika. ”Once the dust has settled, injured wild boars, considered ‚unclean’ for Muslims to eat, are slaughtered and sold to non-Muslim consumers” – Gdy opadnie kurz, ranne dziki, uważane przez muzułmanów za ”nieczyste” [jak mięso świń, ale nawet, gdyby to były inne zwierzęta, chodzi o to, że mięso nie zostało pozyskane w trakcie rytualnego uboju, nie jest więc halal] są zabijane i sprzedawane niemuzułmańskim konsumentom (#EndżojKortyzol). Ale jeśli dziki nie zostaną critically injured, czyli krytycznie ranne, będą leczone i wykorzystane w następnych >zawodach<. Psy pokonane przez dziki (podobno) również będą leczone. Jeden z panów amatorów tej ”rozrywki” (opisany jako ”miłośnik psów myśliwskich”), stwierdził, że jest ona nieodłączną częścią kultury jego społeczności i nie należy jej zakazywać mimo utyskiwań aktywistów na rzecz ochrony zwierząt.

„The government and NGOs should go to the field to stop this event and educate the people that dog fighting is not right,” said Indonesian animal rights activist Marison Guciano – Rząd i organizacje pozarządowe powinny wkroczyć, by walki psów [tu dog fighting zapewne użyte w kontekście wszelkich walk, w których udział biorą psy, nie zaś jedynie walk pomiędzy psami] zatrzymać to [cyklicznie się odbywające] wydarzenie i edukować ludzi, że walki psów nie są w porządku”, powiedziała indonezyjska działaczka na rzecz praw zwierząt Marison Guciano.

„I follow this contest to increase the selling price and economic value of my dogs, and it will be useless for me as a breeder if I do not participate in a contest like this,” Badud told Reuters in his house where he keeps 40 dogs – ”Śledzę [w kontekście ”jestem w tym”] ten konkurs, by podnieść cenę sprzedaży i wartość ekonomiczną moich psów, i będzie dla mnie, jako hodowcy daremne, jeśli nie będę uczestniczył w zawodach jak te” [nie ma sensu rozmnażać psów, jeśli nie borą one udziału w walkach, bo się ich potem nie sprzeda tak, by ”wyjść na swoje” – nie opłaci się ”hodowla psów”, które nie walczą] – powiedział Badud agencji Reutera, w swoim domu, w którym trzyma 40 psów. To enter the fight, dog owners pay at least 200,000 to two million Indonesian rupiah ($14-150) and the dogs are classed into three categories depending on its breed, weight and previous track record – Aby wejść do gry, właściciele psów płacą co najmniej 200 tysięcy do 2 milionów rupii indonezyjskich (14-150 USD), a psy są przyporządkowywane do trzech kategorii, w zależności od rasy, wagi i ich wcześniejszych osiągnięć. Winners will get a trophy and cash prize of around $2000 – Zwycięzcy otrzymają trofeum i nagrodę pieniężną w wysokości około 2000 USD.

U nas te kwoty mogą nie robić wrażenia (choć pewnie zależy to od tzw mentalności ”hodowcy”…) ale najwyraźniej tam jest inaczej. Pytanie czy wśród ludzi zajmujących się w Polsce rozmnażaniem białej presy są tacy, którzy marzą o zalegalizowaniu podobnych praktyk u nas po to, by sprzedawać produkowane przez siebie psy za wyyyższe kwoty? Może przydałby im się jakiś ”mięsisty” czynnik usprawiedliwiający (ale obleśnie brzmi ta ewentualność w takim ujęciu) podniesienie cen za szczeniaki? Może są tacy, którzy chcieliby móc wprost chwalić się ”wyczynami” swoich ”produktów”? A może niektórzy już to robią? Tylko jaki w tym sens? Zważywszy, że, odkąd te psy zyskały popularność i zaczęły rozmnażać je nieodpowiednie osoby, dogo niekiedy wręcz nachalnie reklamuje się jako ”psy rodzinne”, coraz częściej ”dla każdego”…

Z uwagi na brak u tzw hodowców wyobraźni i poczucia odpowiedzialności za rozmnażane psy oraz z powodu nie istnienia odpowiednich przepisów prawnych, które regulowałyby to nad czym zapanować nie potrafią lub po prostu nie chcą ”hodowcy”, argentyny w Polsce trafiają w ręce bardzo przypadkowych ludzi. I okazują się być rasą cholernie ”jarającą” typy, którym jakoś nie robi, że ich pseudomyśliwski pies (sama przynależność do rasy nie czyni z psa ”myśliwskim”), pałający żądzą mordu na widok innego przedstawiciela swojego gatunku, a może i rozszarpujący ”zwierzątka” podczas ”spacerów”, będzie leżał na kanapie z niemowlakiem/kilkulatkiem – ich własnym dzieckiem. Do czasu, oczywiście. Aż zdarzy się COŚ; nieoczekiwane ”warknięcie”, ”pokazanie dziąsełek”, ”ostentacyjne zafalowanie falbankami”, ”skubnięcie”/ugryzienie dziecka albo ”pana i władcy”Coś, co takim osobom uświadamia ich potworną głupotę i ignorancję. (I pomyśleć, że Martinez tak się narobił, żeby z VPPC zrobić Dogo Argentino, a wystarczyło FCI, ”kilka” lat i ”paru dresiarzy”.)

Głupawy uśmieszek

W związku z tematem przewodnim dzisiejszego artykułu, z gamy możliwych ”nieprawidłowości” dotyczących zachowania dogo mającego funkcjonować jako ”pies towarzyszący”, ”pies rodzinny”, zakupiony do mieszkania/”domu z ogrodem”, ponownie wybiorę zagadnienie traktowania przez nieczujących rasy posiadaczy dogo, jako normy i czegoś pozytywnego, objawiania przez psa zachowań powszechnie klasyfikowanych przez tych ludzi jako ”cool przejawy instynktu łowieckiego”. Bezrefleksyjni właściciele jako coś pozytywnego z czym ”nie trzeba nic robić”, przejaw ”prawidłowego temperamentu”, ”typowych dla rasy cech” i czegoś ”fajnego” traktują u swoich psów impulsywność i ”łatwopalność”, w tym nieprowokowaną zaciętość w dążeniu do spięć z innymi psami. Uznają niezrównoważenie psychiczne za ”esencję” i cechę emblematyczną psów będących przedstawicielami TEJ rasy. I to, gdy w domu mają dzieci lub osoby starsze, czy też po prostu osoby niezbyt dobrze czujące się w roli ”współlokatorów” niekontrolowanych i niekorygowanych, NIEULEGŁYCH wobec właścicieli, Dogo Argentino. Zachowania absolutnie niedopuszczalne traktują jako coś, czego istotę wyczerpuje komentarz typu ”To taka rasa, one tak mają, że” i towarzyszący mu głupawy uśmieszek. I mają czelność ”kwalifikować” absolutnie niedopuszczalne u psa domowego zachowania jako ”prawidłowy temperament”. Pies, który rzuca się na innego psa, dogo, który (już w wieku kilku miesięcy) w mgnieniu oka ”traci kontakt z bazą” i usiłuje przedostać się do innego psa, żeby go dopaść i ”wysłać za tęczowy most” nie ma w sobie za grosz cech typowych dla rasy, taki z niego potencjalny cooperativehunter jak z kozej d… trąba.

I w tym właśnie kontekście jedno jeszcze jest zastanawiające. Oficjalnie fani dogo w Polsce brzydzą się walkami psów – no, chyba, że coś się zmieniło… ale nie wydaje mi się. Zakładam, że w otwartych rozmowach face to face nawet najgłupsi posiadacze dogo nie odważają się (ewentualnie) pójść dalej niż w tę skrajnie debilną dumę, że oto ich psa boją się postronni ludzie i że ”Gdyby coś, to ich pies wygrałby z każdym innym, bo to dogo, a one mają taaakie szczęęęki, że”… Nie sądzę, żeby było możliwe, by któryś z takich pajaców obnażył się do końca, wprost wychwalając walki psów, bo ciągle wierzę, że istnieje jakaś nieprzekraczalna granica, nawet dla największych głupków. Jednak puszczanie psa ”na” kota albo dzika, odległe od monterii mniej więcej tak, jak gówno od czekolady, te filmiki z YT – wielu pajaców jarają tak, że aż im się gacie palą. No, gdyby ich te aktywności nie jarały, problem puszczania psów w las, ”żeby miały okazję wykazać się instynktem”, nie istniałby. Nie istniałby i nie byłby elementem tworzącej się (a może już wytworzonej – demage is done?) w około tej rasy, w Polsce, kultury. Na forach nie pojawiałyby się – w formie ”zabawnych anegdotek” – historyjki o tego rodzaju ”polowaniach” ani o ”polowaniach” na koty, wiewiórki itp. Tego rodzaju ”przygody” nie byłyby też tematem lekkich rozmów prowadzonych przez internetowe komunikatory. To by się po prostu nie zdarzało. A jeśli by się zdarzało, to byłoby traktowane jako przykry incydent, coś nad czym należy ubolewać i czemu trzeba przeciwdziałać, a nie powód do dumy, czy żartów.

Czyli: oficjalnie walki psów są ”fuj”. Ale szczucie na zwierzynę leśną lub ”tylko” puszczanie psa luzem, ”by sobie swobodnie i bez ograniczeń pohulał” albo ”zapolował” na te jeże czy wiewiórki, koty lub inne stworzenia, które czasem giną tragicznie podczas tzw spacerów ”pieseczków” należących do debilów, jest ”fajną zabawą”. Jest ekscytujące, jest czymś, czym można się chwalić, o czym opowiada się na luzie, bez wstydu i żenady, czymś z czego się żartuje, czymś na kształt ”branżowych” smaczków i dowcipów, które rozumieją tylko ”wtajemniczeni”, czymś w praktyce powszechnie akceptowanym, bo ”To taka rasa, one tak mają, że”…

Jakoś się to (miejsce na partykułę wzmacniającą, wyraz powszechnie uważany za wulgarny) nie klei.

Jaka jest różnica między rozszarpywaniem przez TWOJEGO PSA zwierzęcia, ssaka dowolnego gatunku a rozszarpywaniem innego psa? Jaka jest różnica między grożeniem przez TWOJEGO PSA innemu psu a grożeniem tobie? Jaka jest różnica między atakowaniem przez TWOJEGO PSA innego psa a atakowaniem ciebie?

No, dobrze uspokój się. Twój dogo rzuca się na inne psy i/lub inne stworzenia, ”startuje” do nich i szarpie się tak, że ledwo go utrzymujesz, ale jeszcze nie ”zafalował falbankami” przed buzią żadnego (na przykład twojego) dziecka, więc masz jeszcze chwilę… Ale zastanów się: kiedy jesteś posiadaczem nienormalnego psa, wiesz, psa zachowującego się nienormalnie, takiego, którego przeprogramowałeś swoim w brakiem reakcji lub konkretnymi reakcjami na atakowanie tych nieszczęsnych kotów i innych Żyjących Sobie Gdzieś Tam Zwierzątek, to jak sobie to we łbie rozdzielasz? To, że walki psów są be i fuj (no, chyba, że dla ciebie wcale nie są…), ale wykańczanie przez twojego ”pupila”, twojego ”domowego pieseczka”, zwierząt (wyobraź sobie, że jeże i krety też są zwierzętami) podczas ”spacerów” albo króliczków, czy też ”szynszylek” twojego dziecka w domu, jest ”cool”, ”I to nic takiego, dzieciak wziął to na miękko”. Co masz we łbie nie tak? Gdzie ci się ”popsuło”, hę?

Wróćmy jeszcze do słów duńskich hodowców

PYTANIE: Is Denmark the best country for the breed of dogo? Some of the regulations for breeding in Denmark? Czy Dania to najlepszy kraj do hodowania dogo? Przykłady jakichś regulacji dotyczące hodowli w Danii?

ODPOWIEDŹ: YES, in some ways Denmark is the best country for the dogo, we have here the strongest breeding restrictions of the world – that makes sure that the lazy and unmorally people are not busy with our breed. TAK, pod pewnymi względami Dania jest najlepszym krajem dla dogo, mamy tutaj najsilniejsze ograniczenia hodowlane na świecie – to gwarantuje, że leniwi i niemoralni ludzie nie zajmują się naszą rasą. Also it prevents that too many pups are born. Zapobiega to również rodzeniu sie zbyt wielu szczeniąt.

Chips marking is required when the pup are 6 week old, official BAER test must be done between 6-7 weeks old, test follow pedigree, that are given out when the pup are 7-8 weeks old, pedigree and BAER test ALWAYS must follow puppy when it leaves. Oznaczanie szczeniąt za pomocą chipów jest wymagane, gdy szczenię osiągnie wiek 6 tygodni, oficjalny BAER test musi zostać wykonany/przeprowadzony między 6-7 tygodniem życia szczeniąt, rodowód I wynik BAER test ZAWSZE wydawane są wraz ze szczenięciem.

ALL puppies in the litter are registrated when they are 3 weeks old, and the same number of pups must be BAERTESTED. WSZYSTKIE szczenięta w miocie są rejestrowane, gdy mają 3 tygodnie, i ta sama liczba szczeniąt, cały miot musi być BAERTESTOWANA, czyli poddana BAER test. Deaf puppies also. Głuche szczenięta także (jak rozumiem bada się szczenięta niezależnie od ”przeczuć hodowców” I rejestrowane są wszystkie wyniki). Deaf puppies must be put to sleep immediately after the test. Głuche szczenięta muszą zostać podsane eutanazji natychmiast po wykonaniu testu. Parents must be officially BAER tested also and have a FCI dysplasia result – only A B and C is allowed for breeding, and C only with A. Rodzice szczeniąt muszą zostać oficjalnie przebadani, poddani BAER test a także mieć honorowany przez FCI wynik badania w kierunku ustalenia stopnia dysplazji biodrowej – w hodowli wolno jest używać jedynie osobników z wynikami A B i C, tylko takie są dopuszczane do dalszego rozmnażania, a osobniki z wynikiem C wolno jest łączyć jedynie z tymi z wynikiem A. The parents must be mentally tested – if not passed – NO permission for breeding. Rodzice muszą być poddani testom psychicznym, jeśli ich nie zdadzą, hodowca NIE otrzyma zezwolenia na kojarzenie, rozmnażanie, hodowlę na bazie osobników bez zdanych testów psychicznych. You have only 1 chance. Masz tylko 1 szansę.

So, regarding breeding, YES, Denmark is good for the Dogos future regarding health and character. Tak więc, jeśli chodzi o hodowlę, TAK, Dania jest dobra dla przyszłości dogo, gdy chodzi o zdrowie i naturę, usposobienie rasy, jej charakter. Here you can not breed a dysplastic dog with a vicious character or weak character, just because he is pretty. Tutaj nie możesz rozmnażać dysplastycznego psa z vicious character (cóż za eufemizm…) z zepsutym, narowistym, gwałtownym charakterem/ nieprawidłowym usposobieniem lub weak character (ponownie: cóż za eufemizm…) o słabym charakterze (o niekorzystnym usposobieniu; ”miękkim”, ”delikatnym”, ”tchórzliwym”, ”histerycznym”), tylko dlatego, że jest ładny. These regulations makes the people more aware of what breeding a dogo means – and select out the lazy people with the wrong motivation. Te regulacje/ przepisy czynią ludzi bardziej świadomymi/ uświadamiają ludziom, co oznacza hodowla dogo – i eliminują ludzi leniwych I z niewłaściwą motywacją. Regarding Hunting, breeding the dogo is not the most easy thing here, but that counts almost all over the world. W odniesieniu do polowania, hodowanie dogo nie jest tutaj najłatwiejsze, ale to tyczy się prawie całego świata. However, we see the hunters here do NOT have a preoccupied opinion of the Dogo, since here Dogos have been proven in tracking wounded game and the Dogo have been seen in other circumstances than only as a “Macho Dog, playing with his hormones on a show”. Widzimy jednak, że myśliwi tutaj NIE troskają się wyrabianiem sobie opinii o Dogo Argentino, ponieważ tutaj dogo sprawdziły się w śledzeniu zranionej zwierzyny/ w podążaniu za ranną zwierzyną i tu dogo były widziane w innych okolicznościach niż tylko jako ”Pies (dla) macho, igrający(ch) ze swoimi hormonami podczas pokazów/wystaw”.

The Dogo in Denmark have a good reputation, but that was NOT just the work for one weekend. Dogo w Danii ma dobrą reputację, ale to NIE była praca tylko na jeden weekend. We have had BSL here as well – in 2000 many molosser breeds and the dogo were victims for a witch hunt. Mieliśmy tu także BSL (Breed Specific Legislation, czyli przepisy prawne dotyczące konkretnych ras psów, ras uznawanych za agresywne i zakazujące ich posiadania i/lub rozmnażania na terenie kraju objętego takim zakazem) – w 2000 r. wiele ras molosów oraz dogo było ofiarami polowania na czarownice.

We worked hard to present our dogs out in the society and together with the molosser club and kennel club we fought the breedbans and managed to create a new dog law here in Denmark that bans owners and not dogs. Ciężko pracowaliśmy, by zaprezentować, pokazać nasze psy społeczeństwu/w społeczeństwie i wraz z klubem molosów i klubem hodowlanym walczyliśmy z zakazami dotyczącymi poszczególnych ras i udało nam się stworzyć w Danii nowe prawo[7] dotyczące psów, that bans owners and not dogs, czyli prawo, które niektórym ludziom zakazuje zostania właścicieli psów, zamiast prawa zakazującego wszystkim w Danii posiadania psów konkretnej rasy.

It is possible to maintain a good hunting dog, it is just a matter of being willing to give good dogs to hunters and be willing to take the opportunities that are across the boarders, but also working the dogo in other types of hunting tells a lot about the character and instincts of the dog. Możliwe jest utrzymanie dobrego psa myśliwskiego, to tylko kwestia chęci przekazywania/dawania dobrych psów myśliwym i chęci korzystania z okazji, które są poza granicami, ale także praca dogo w innych rodzajach polowania, wiele mówi o charakterze, naturze i instynktach psa.

Za górami, lasami i morzami; w obu Amerykach i Australii – świniowate jako najeźdźcy i szkodniki

Nie ”współczuję” szczurom kanałowym, ani tym, które plądrują spichlerze etc., gdy giną od trutek lub w pyskach szczurołapów i nie zamierzam wyjaśniać swojego stanowiska, bo nie wierzę, by było to konieczne. Równocześnie rozumiem, że można trzymać w domu, jako pupila szczura kupionego w sklepie zoologicznym i czerpać radochę z interakcji ze szczurem jako domowym zwierzątkiem. I choć nie darzę tego gatunku żadnym sentymentem, uważam celowe znęcanie się nad przykładowym szczurem – jak i każdym innym zwierzęciem – za coś haniebnego. Jestem zdania, że krzywdzenie zwierząt, które rozumiem jako celowe zadawanie im bólu i cierpienia, łatwo możliwych do uniknięcia, niepotrzebnych po prostu, jest okrucieństwem. Rozumiem jednak, że są na świecie miejsca, w których, by chronić naturalne florę i faunę a także zdrowie oraz majątek, gospodarstwa ludzi, konieczne jest podjęcie drastycznych działań wobec gatunków inwazyjnych. Jednym z takich miejsc jest Australia i jednym z takich gatunków na tamtym kontynencie są Suidae – świniowate. I temu zagadnieniu, tj. świniowatych jako szkodników, w kontekście polowań z psami, poświęcę końcówkę dzisiejszego wpisu.

Oink oink zamiast Chrum chrum

Dzik (Sus scrofa), po angielsku Boar, nazywany także wild boar albo wild pig, pochodzi z rodziny Suidae, czyli świniowatych – dużych, lądowych ssaków parzystokopytnych z rzędu Cetartiodactyla. Termin boarknur w angielskim używany jest także, gdy chodzi o samce świni domowej – domestic pig. Terminy wild boar, wild pig bywają używane w odniesieniu do każdego dzikiego przedstawiciela rodzaju świniowatych, natomiast pig to dowolne ze zwierząt z tego rodzaju. Feral pig to dzika świnia – świnia domowa, która uciekła lub została wypuszczona na wolność i żyje mniej więcej jako dzikie zwierzę lub potomstwo takich zwierząt. Zoolodzy na ogół wykluczają z kategorii zdziczałych zwierzęta, które mimo że były w niewoli, były naprawdę dzikie, zanim uciekły. W związku z tym dzika eurazjatyckiego, uwolnionego lub takiego, który uciekł do siedlisk, które nie są dla niego rodzime, na przykład w Ameryce Północnej, nie uważa się ogólnie za zwierzę zdziczałe, chociaż mogą one krzyżować się z dzikimi świniami. Podobnie, ponownie wprowadzone dziki w Europie Zachodniej również nie są uważane za dzikie, zostały wychowane w niewoli przed wypuszczeniem na wolność. Hog lub feral hog to wpieprz w odniesieniu do dzikiej-feral świni. Sow to maciora/locha, swineświnia, sounder to całe stado feral hogs.

Jak już wiecie w USA polowanie z psami na wild boars i feral pigs jest dozwolone

Przetłumaczę wam fragment treści dostępnej na stronie[27]: Dziki są gatunkiem inwazyjnym w obu Amerykach i powodują problemy, włącznie z zastępowaniem rodzimych gatunków, gdyż wygrywają z nimi w konkurencji o pożywienie, niszczą też gniazda gatunków gnieżdżących się na ziemi, zabijają młode zarówno gatunków zwierząt dzikich, jak i gospodarskich, niszczą uprawy rolne, zjadają nasiona drzew i sadzonek, niszczą rodzimą roślinność i poprzez rycie, mokradła, szkodliwie wpływają na jakość wody, wchodzą w gwałtowny konflikt z ludźmi i zwierzętami domowymi oraz przenoszą choroby szkodliwe zarówno dla świń i ludzi, w tym brucelozę, włośnicę i wściekliznę rzekomą [aczkolwiek na tę ostatnią chorobę człowiek nie zapada]. W niektórych jurysdykcjach nielegalny jest import, hodowla, wypuszczanie na wolność, posiadanie, sprzedaż, dystrybucja, handel, transport, polowanie lub łapanie dzików eurazjatyckich. Polowanie i łapanie w pułapki odbywa się systematycznie dla zwiększenia szansy na zlikwidowanie/wyeliminowanie/wyplenienie/wykorzenienie i usunięcie zachęty/ podniety/ bodźca/ motywacji dla nielegalnego wypuszczania dzików, które w większości zostały celowo rozprzestrzenione przez myśliwych sportowych, czyli myśliwych traktujących polowanie na dziki jako sport.

Tłumaczenie informacji zawartych na stronie[28]: ”Polowanie z psami jest dozwolone i bardzo powszechne; praktykowano je na południowym wschodzie od pokoleń. Konkursy, w których wyłaniane są najszybsze z uzyskanych przez hodowców, bay dogs są szeroko rozpowszechnione na Południu, z Uncle Earl’s Hog Dog Trials jako popularnym przykładem, organizowanym w Winnfield, Winn Parish, w Luizjanie każdego lata od 1995 roku. Preferowane scent dogs [scent hounds], czyli psy tropiące, idące po śladzie, do łapania feral pigs to głównie rasy rodzime, w tym Catahoula Leopard Dog, Blue Lacy, Coonhounds [wszystkie z tego rodzaju], Plott Hound [scent hound do polowania na niedźwiedzie] i Blackmouth Cur. Z kolei catch dogs to zazwyczaj American Pit Bull Terrier i jego krzyżówki oraz American Bulldogs. Metoda polowania ma niewiele wariacji. Zwykle myśliwy puszcza bay dogs wyszkolone do pogoni za świnią, ścigania jej, aż ta się zmęczy, i osaczenia jej, gdy pogoń się zakończy. Następnie puszczane są catch dogs, które chwytają i przytrzymują świnię, która może stać się agresywna, dopóki nie pojawi się myśliwy, który tę świnię zabija.

Nie ma single management technique, czyli takiego jednego całkowicie skutecznego sposobu na zrządzanie prowadzeniem kontroli nad populacją feral pigs, który mógłby być totally effective, czyli >totalnie efektywny< w skutkach. Harvesting, czyli ”odławianie”, a przed takim ”wyjaławianiem językowym” (>Iinguistically sanitizing<), po prostu killing; zabijanie, wybicie 66% of the total population per year – 66% całkowitej populacji rocznie – is required to keep the Texas feral pig populations sutable – jest wymagane, aby utrzymać populację dzikich świń w Teksasie na stabilnym poziomie. Najskuteczniejsze sposoby zarządzania kontrolą populacji feral pigs sugerują używanie corral traps – zagród-pułapek mogących pochwycić całe stado dzikich świń. The federal government spends $20 million on feral pig managementRząd federalny wydaje 20 milionów dolarów na zarządzanie [kontrolą nad] populacją dzikich świń.

In February 2017, Texas Agriculture Commissioner Sid Miller approved the use of a pesticide called Kaput Feral Hog Lure, which is bait food laced with warfarin (a rodenticide used to kill rodens) W lutym 2017 r. Komisarz ds. Rolnictwa w Teksasie Sid Miller zatwierdził stosowanie pestycydu o nazwie Kaput Feral Hog Lure, czyli przynęty pokrytej warfaryną (rodentycyd stosowany do zabijania gryzoni). An estimated 2.5 million feral hogs are in Texas, and they cause about $50 million in agriculture damage per yearSzacuje się, że 2,5 miliona dzikich świń przebywa w Teksasie i powodują one około 50 milionów dolarów szkód w rolnictwie rocznie.

Australia – kraj z totalnym banem na Dogo Argentino (serio)

Jak podaje strona[29]: Świnie zostały sprowadzone z Europy do Australii przez Pierwszą Flotę w 1788 r. Importowane jako zwierzęta gospodarskie świnie wkrótce uciekły i ustanowiły dzikie populacje, które z czasem się powiększyły. Dziś szacuje się, że Australia ma do 24 milionów feral pigs. Są jednymi z najbardziej rozpowszechnionych i szkodliwych zwierząt w Queensland. Feral pigs rozprzestrzeniają chwasty, niszczą glebę i wodę, żerują na rodzimych gatunkach, niszczą uprawy [nasion, zbóż, owoców i warzyw] i zwierzęta gospodarskie [stanowią dla nich zagrożenie także dlatego, że bywają wobec nich agresywne] oraz przenoszą choroby. Możesz wesprzeć krajowy projekt mapowania dzikich świń, zgłaszając populacje dzikich świń. Zdziczała świnia jest zwierzęciem gatunku inwazyjnego zgodnie z ustawą o bezpieczeństwie biologicznym z 2014 roku.

Poniżej tej głównej treści znajdziecie opis typowego ”australijskiego dzika”. Dodam, za ww stroną, że dziki zamieszkują około 40% powierzchni Australii, od subalpejskich muraw po monsunowe równiny zalewowe. Roznoszą chwasty, degradują zbiorniki wodne i mokradła. powodują erozję gleby, polują na wiele rodzimych gatunków, w tym na małe ssaki, wyraźnie wpływają na populacje żółwi morskich, jedząc jajka i mogą przenosić choroby dotykające rodzime zwierzęta. Jako czynniki ekonomiczne, na które wpływ mają świniaki na ww stronie wspomniano; uszkadzanie prawie wszystkich rodzajów upraw od siewu do zbioru, pożywianie się przez nie materiałem siewnym, zbożowym, owocowym i warzywnym, uszkadzanie pastwisk poprzez żerowanie na nich i odsłanianie korzeni roślin, polowanie na jagnięta i możliwość przenoszenia chorób i pasożytów, które wpływają na połowie zwierząt gospodarskich. Jako czynnik społeczny wymieniono, iż dzik przenosi choroby stanowiące zagrożenie dla człowieka.

Swoistym chichotem jest, że w Australii natural enemies – naturalnymi wrogami świnowatych są wild dogs, czyli dzikie psy… Strona podaje, że najskuteczniejsza metoda walki z plagą dzikich świń w Australii, to połączenie różnych metod kontroli, w tym odstrzału, trucia (np. rozrzucania zatrutego mięsa, którym świnie się pożywiają [i tu, jak w przypadku szczurów]: karmienie wstępne jest najważniejszym krokiem, by zmaksymalizować skuteczność, należy karmić świnie nieskażoną przynętą przez kilka dni przed ułożeniem zatrutych przynęt), zastawianie pułapek oraz grodzenie terenów, połączone z odpowiednią praktyką zarządzania gruntami.

O min. australijskich ”dzikich bestiach” macie więcej (całkiem sporo na start dla zainteresowanych tematem) np. tu[28], przy czym Wikipedia podaje, iż The first recorded release of pigs in Australia was made by Capitan James Cook at Adventure Bay, Bruny Island in 1777 – co stanowi rozbieżność wobec danych z oficjalnej rządowej strony, która informuje, iż świnie do Australii przybyły 11 lat później.

Ameryka Południowa: Argentyna – matecznik dogo

Z opublikowanej w grudniu 2014 roku pracy naukowej autorstwa Sebastián A. Ballari, M. Fernanda Cuevas, Sebastián Cirignoli & Alejandro E.J. Valenzuela, zatytułowanej ”Invasive wild boar in Argentina: using protected areas as a research platform to determine distribution, impacts and management[30]Inwazyjny dzik w Argentynie: wykorzystanie obszarów chronionych jako platformy badawczej do określania rozmieszczenia, skutków i zarządzania” (także dostępnej w sieci dla wszystkich zainteresowanych) dowiadujemy się min. (wybrałam i przetłumaczyłam wam kilka jej fragmentów), iż do Argentyny dzik został sprowadzony z Europy w 1906 r. dla celów łowieckich, by można było organizować polowania sportowe na te zwierzęta, a następnie, około 1914 r. wiele knurów uciekło z niewoli i rozprzestrzeniło się na znacznej części terytorium Argentyny.

W pracy tej czytamy, iż ”Dzik jest szeroko rozpowszechniony i zajmuje większość lądowych ekoregionów Argentyny. Ponadto jego populacje są powszechne, a ich liczebność rośnie na większości obszarów chronionych. Knury notowano głównie na terenach podmokłych (bagnach, mokradłach), leśnych i tam, gdzie występują zarośla. Protected Areas (PA) managers – Menedżerowie obszarów chronionych zgłaszali także szeroki/e zakres/spektrum negatywnych oddziaływań, w tym (z)niszczenie gleby, roślinności i drapieżnictwo. Stosuje się kilka rodzajów metod kontroli, a w większości obszarów chronionych więcej niż jeden, ale najczęściej stosowaną techniką jest polowanie. Jednak skuteczność metod kontroli była niska, co sugeruje potrzebę pilnego planu w celu zdefiniowania/ określenia skoordynowanych działań zarządczych w celu zminimalizowania negatywnych oddziaływań tego gatunku, a także aby zapobiec jego ekspansji na nowe obszary”.

W Argentynie dzik nie współistnieje z żadnym ze swoich naturalnych wrogów, a jedynymi dwoma rodzimymi drapieżnikami [native predators], które mogłyby spełnić tę rolę, są puma (Puma concolor) i krytycznie zagrożony jaguar (Panthera onca). Jednak zły [poor conservation] stan ochrony tych gatunków kotów, głównie spowodowany polowaniami i rozbiciem [fragmentacją, niszczeniem] ich siedlisk, może doprowadzić do dramatycznego zmniejszenia owej potencjalnej interakcji drapieżnik-ofiara.

Menedżerowie obszarów chronionych podali, że polowanie było najczęściej stosowaną techniką (71,4%), w szczególności było ono very effective – bardzo skuteczne, gdy przeprowadzane było z użyciem koni i psów. Ponadto 28,6% menedżerów PA zgłosiło użycie pułapek jako metody kontroli populacji szkodników. Nasze wyniki wykazały jednak, że obecnie stosowane metody i ich kombinacje, wykorzystywane do zwalczania populacji dzików w chronionych obszarach (…) są nieskuteczne i nie zmniejszają liczebności tego egzotycznego gatunku, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że populacja ta dokonuje ekspansji na nowe obszary.

Co więcej, w 69,2% badanych/ocenianych obszarów chronionych miało miejsce nielegalne polowanie na dziki. W Argentynie gatunek ten przedstawia się/jest oferowany/postrzegany jako atrakcyjne big game trofeum w wielu prowincjach, nadając mu wartość ekonomiczną i kulturową (np. La Pampa, Cordoba, Neuque´n, Rio Negro i Buenos Aires). Jednak aktywności związane z polowaniami i zasobami grubej zwierzyny planowane są głównie w celu utrzymania i ulepszenia zasobów, a nie kontroli i eliminacji gatunku. Chociaż Merino (2009) wskazywał, że polowanie sportowe skutkuje pewną kontrolą populacji wild boar – dzików, Pescador (2009) ujawnili brak znaczącego wpływu tej aktywności na liczebność zwierząt kopytnych, co jest zgodne z naszymi wynikami.

Niemniej jednak uważamy, że może się powieść/ wykonalne jest wdrożenie specjalnych programów zarządzania, wykorzystujących metody kontroli, które okazały się skuteczne i tanie, jak polowanie z psami, polowanie z ukrycia przy użyciu hunting blind – przykrywki/kryjówki łowieckiej, [przenośnej czatowincy] i/lub z elevated position – podwyższenia, z użyciem przynęty oraz polowanie z pojazdów (Campbell i Long 2009). Choć całkowite zwalczenie/zlikwidowanie/wyplenienie na obszarach kontynentalnych jest trudne, zostało osiągnięte, głównie na małych wyspach (Massei i in. 2011; Veitch i Clout 2002).

”Egoizm”

Zaznaczone na czerwono fragmenty tłumaczenia pracy dotyczącej plagi świniowatych w Argentynie, traktuję jako dodatkowy komentarz do wcześniej cytowanej wypowiedzi znanych hodowców Dogo Argentino, którą przypomnę w tym miejscu: ”We hope and pray that the number of boars will go mad – Mamy nadzieję i modlimy się, by liczba dzików go mad – osiągnęła ekstremalnie wysoki, nadmierny poziom, by było ich maksymalnie dużo, so they need catch dogs to protect the hunters during the hunts – by więc potrzebne stały się psy chwytająco-trzymające do ochrony myśliwych podczas polowań, if a shot failed – jeśli/gdyby/o ile strzał okaże się nieudany/chybiony/gdy starzł się nie powiedzie. Przypomnę też tę uwagę: „We don’t understand why the authorities didn’t intervene sooner,” FNSEA head Yannick Fialip said – ”Nie rozumiemy, dlaczego władze nie interweniowały wcześniej”, powiedział szef FNSEA, Yannick Fialip. (…) It isn’t right that a farmer should have his livelihood destroyed by a person who breaks the law” – To nie w porządku, że rolnikowi niszczy podstawy utrzymania i pozbawia go środków do życia osoba łamiąca prawo.

Reasumując, dziwi mnie narracja, w której plaga dzików to taka ”fajna sprawa”, bo ”można se na nie, na lajcie argentyny puszczać”. Tam gdzie liczba dzików już jestmad”, stają się one bardzo poważnie zagrażającymi ekosystemowi szkodnikami I, jak mówią doświadczenia krajów borykających się z inwazją świnowatych, nie ma na nie sposobu. Jak pokazują wyniki badań w mateczniku rasy Dogo Argentino, wykreowany dla rozrywki, jaką niektórym dają sportowe polowania, nieco ponad sto lat temu, w Argentynie problem nie daje się rozwiązać ”polowaniami z psami”, zwłaszcza, gdy myśliwym wcale nie chodzi o wybicie szkodników, a po prostu ”dobrą zabawę” (po tym jak wcześniej tak skutecznie i to dzięki polowaniom z psami, przetrzebiono w Argentynie populację pumy).

Pajacu (jeśli jakimś cudem jesteś jednym z czytających ten artykuł) zejdź na ziemię

Byłoby super, gdyby prawdę o rasie Dogo Argentino, jej przeznaczeniu, ”łowieckim instynkcie” i ”typowych cechach”, tym jak jest trudna (w prowadzeniu, żywieniu, diagnozowaniu/leczeniu), można było zawrzeć w jednym, prostym i jakże dobitnym zdaniu, że ”Co innego katana w rękach samuraja a co innego w rękach (nawalonego) dresiarza.”, ale niestety, social media zrobiły swoje…

Jeśli temat łowiectwa w kontekście Dogo Argentino chce się traktować serio, nawet w czysto teoretycznych uprawianych w Polsce dyskusjach, czy po prostu w rozmowach uświadamiających ludziom, że ”to nie jest rasa dla każdego”, nie wolno zapominać, że polowanie, prawdziwe polowanie to nie jest zajęcie dla pi.dusiów ze słabą, czy wprost zerową ”kondychą”. (I nie mam na myśli jedynie kondycji fizycznej.) Myśliwy musi być zdrowy i sprawny. Musi być też człowiekiem odpowiedzialnym, bo nie żyje na świecie sam, otoczenie ponosi konsekwencje jego działań. Krótko mówiąc, myśliwy bardzo nie może być debilem. Także sorry, ”Czesie”, bo a) w myślistwie (też) istnieją swoiste procedury, których należy przestrzegać, ponieważ w myślistwie istnieje coś takiego jak ”czynnik ryzyka” (nie ma chyba potrzeby, bym rozwijała ten wątek?) b) by być partnerem dla sfory trzeba być mężczyzną, a nie (niedorobionym mentalnie) kolesiem, który dużo kłapie dziobem i nie jest w stanie ogarnąć zasad dotyczących polowania → łowieckiej etyki.

Bez znaczenia gdzie i z jaką ”filozofią” do polowania się podchodzi, nawet w Argentynie z dogo u boku, zarówno w przypadku ”romantycznej” monterii criolla jak i programowego ”trzebienia zarazy”, cel jest jasno określony i nie jest nim celowe znęcanie się nad zwierzętami, poprzez przedłużanie uśmiercania upolowanej zwierzyny.

Także pozerstwo pozerstwem, ale żeby być ”łowcą” trzeba mieć w sobie coś więcej niż tylko ”fantazję i pieniążki”.

Fakt, że w Polsce, w niektórych regionach, na terenach podmiejskich i w miastach coraz łatwiej ”naciąć się” na dziki, nie może być wymówką dla szczucia na nie psów. Od kontrolowania populacji dzików są określone służby a nie piz…usie z psami typu ”game”, lub raczej z psami ”pseudogame”… Dzik jest dzikim zwierzęciem, nieprzewidywalnym dlatego nie należy go prowokować. Nie należy narażać psów niemających przygotowania, których jedynym ”atutem” jest to, że ”poczuły zapach i straciły kontakt z bazą”… Bo co zrobisz, pajacu puszczający swojego psa luzem w las, żeby ”się sprawdził” z dzikiem, gdy ten trafi na dużego, ”napiętego” samca a nie młodego ”dziczka”? Pomożesz psu, który sprowokował dzika? A potem zaczął wymiękać, bo sprowokować walkę to nie to samo co ją wygrać. Jak ”pomożesz”? Co zrobisz? ”Wkurzony” dzik to nie kot, nie jeż ani kret. To nawet nie pies, który ”pobiegł za motylkiem” i niestety miał pecha wejść w drogę twojemu dogo…

W Polsce (jak i wszędzie indziej) pajace i miękko…ujki ponoszą winę za czarny PR środowiska łowieckiego, a reszta niedorobionych, tym razem ”komentatorów” do jednego worka z normalnymi ludźmi wrzuca patologię, zwyczajnych pseudomyśliwych, a potem chmary kretynek i kretynów na fejsbuku – mówiąc bardzo delikatnie – ”obrażają” ludzi, którzy z patologią nie mają nic wspólnego.

Dogo Argentino to nie sposób na zaspokajanie kompleksów. Ambicja, pomysłowość i chęć pożytecznego działania powoduje, iż niektórzy entuzjaści rasy doskonale rozumieją, że choć argentyny wyhodowano do polowań na grubą zwierzynę, można szkolić je także w kierunku realizacji zadań z dziedziny ratownictwa (search and rescue), mogą być, mają w sobie potencjał, by być psami policyjnymi (police assistance) lub wojskowymi (military work). Jeśli tylko argentyn ma zrównoważoną psychikę oraz szczęście do przewodnika, może stać się wspaniałym psem pracującym w innej dziedzinie niż ”z urodzenia” przypisane mu łowiectwo. Nie trzeba ”obrażać się” na naturalną dla tej rasy dziedzinę ”użytkowości”, ale trzeba ją rozumieć – i dziedzinę, i rasę.

”Red flags”

Tematyka dzisiejszego, jak i poprzedniego tekstu z zakresu kynologii łowieckiej[31], zahacza o co najmniej kilka istotnych kwestii związanych z kondycją rasy (mówiąc ogólnie i delikatnie). Mamy problem specyficznej (anty)kultury narastającej u nas w około tej rasy, a jednym z najdobitniej obnażających szkodliwość owej kultury objawów, jest łatwość z jaką można nabyć u nas argentyna oraz agresja dogo – często kto raz się swojego białego przestraszy, już nie przestaje się go bać… Agresja ta zapewne w wielu przypadkach, nim z siłą szamba wybiła, była do opanowania, ale nie wszyscy posiadacze presy umieli/umieją sobie z nią poradzić – i ten problem wzrasta. Z myślą o osobach, które już mają taki właśnie problem oraz tych, które chcą go uniknąć, powstały kolejne teksty, które ukażą się na ‚Zu z pasją’. Uprzedzę was, że pierwszy z nich będzie dosyć techniczny, ale mam nadzieję, że dzięki temu zabiegowi na zagadnienie agresji spojrzycie inaczej i być może uda się wam zrozumieć gdzie tkwi błąd, który powoduje, że w tej chwili być może właśnie ty zastanawiasz się czy nie oddać swojego dogo…

W jednym wpisie zebrałam dla was informacje, które winni wam byli/są przekaz(yw)ać hodowcy psów tej rasy: ludzie ”z branży”, ludzie rozmnażający Dogi Argentyńskie. Jeśli więc osoba, od której kupiliście swojego dogo albo od której zamierzacie go nabyć, nie była łaskawa zrobić wam ”wykładu” na temat ”polowań z dogo”, ”cech użytkowych” i pato.pseudo.monterii, ”wykładu” trwającego mniej więcej tyle, ile zajęło wam czytanie tego tekstu, ani nie była łaskawa szczerze porozmawiać z wami o tym, co jest absolutnie niedopuszczalną u psa domowego wybujałą agresją, a jakie cechy charakteryzują dogo posiadające ”wartość użytkową/hodowlaną”, sami oceńcie tego ”hodowcę”. A i weźcie pod uwagę, że tekst, który dziś przeczytaliście to tylko wstęp, ”szkic”, coś, co ma was zachęcić do myślenia. 

LINKI;

*https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2019/11/19/uszygate-i-specjalne-przeglady-czyli-gotowanie-zaby/

1.https://www.telegraph.co.uk/news/worldnews/europe/france/11237238/Frances-wild-boar-hunting-condemned-as-a-bloody-spectacle-from-another-age.html

2.https://www.aspas-nature.org/

3. https://www.di-casa-nardini.com/

4.https://kijkzuidfrankrijk.com/2014/11/10/middeleeuwse-moordpraktijken/

5.https://www.domaine-du-solitaire.com/

6.https://www.connexionfrance.com/French-news/Wild-boar-enclosure-busted-by-gendarmes

7.https://www.foedevarestyrelsen.dk/english/ImportExport/Travelling_with_pet_animals/Pages/The-Danish-dog-legislation.aspx

8.https://www.aspas-nature.org/actualites/enquete-carnage-derriere-le-grillage/

9.https://www.sobczyk.eu/inb/?lng=pl

10.https://wahchadero.com/2018/02/26/the-hunt/,

11.https://www.youtube.com/watch?v=z3Yind8e-xY -bnw

12.https://en.wikipedia.org/wiki/Wild_boar

13.http://hunting.info.pl/2016/03/06/rekordowe-dziki/

14.https://www.pzlow.pl/index.php/kynologia/186-podzial-ze-wzgledu-na-uzytkowosc

15.https://en.wikipedia.org/wiki/Medieval_hunting

16.https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2019/08/09/hart-fila-brasileiro-vs-pseudokynologia/

17.https://en.wikipedia.org/wiki/Alaunt

18.https://feralhogs.extension.org/physical-characteristics-of-feral-hogs/, http://guide.sportsmansguide.com/10-huge-hogs-you-have-to-see-to-believe/

19.https://www.youtube.com/watch?v=KHAssFFz3yw

20.https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2018/08/12/czlowiek-pies-i-przestrzen/

21.https://www.easypetmd.com/proper-fci-group-dogo-argentino-dr-otto-schimpf

22.https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2013/08/24/o-snuciu-pod-publiczke-opowiesci-o-uzytkowosci-dogo-argentino-czyli-polowanie-z-dogiem-argentynskim-w-polsce/

23.http://www.mydogos.com/PPC_2.htm, http://www.mydogos.com/PPC_1.htm

24.http://www.informationphilosopher.com/solutions/scientists/schrodinger/what_is_a_law_of_nature.html, https://en.wikipedia.org/wiki/Law_of_nature

25.https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2019/03/30/shanghai-world-dog-show-2019-oraz-2019-copa-mundial-el-dogo-argentino-en-china/

26.https://www.mirror.co.uk/news/world-news/dogs-wild-boars-fight-death-11360667

27.https://en.wikipedia.org/wiki/Wild_boar

28.https://en.wikipedia.org/wiki/Feral_pig

29.https://www.business.qld.gov.au/industries/farms-fishing-forestry/agriculture/land-management/health-pests-weeds-diseases/pests/invasive-animals/restricted/feral-pig

30.https://www.researchgate.net/publication/269337752_Invasive_wild_boar_in_Argentina_using_protected_areas_as_a_research_platform_to_determine_distribution_impacts_and_management

31.https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2019/09/15/kynologia-lowiecka-czy-w-polsce-mozna-polowac-z-dogiem-argentynskim/

Zuza Petrykowska

Fragmenty artykułu pochodzące z obcojęzycznych źródeł (Internetowe wydania dzienników, Wikipedia etc.) – w tekście zaznaczone kursywą – zostały przetłumaczone przeze mnie i stanowią bezpośrednie tłumaczenie treści zawartych na stronach źródłowych. Zaznaczam jednak, że jako autorka powyższego artykułu nie wyrażam zgody na jego kopiowanie i wykorzystywanie w całości lub we fragmentach (ani też na jego ”parafrazowanie”).

https://kulturakynologiczna.home.blog/

www.facebook.com/zuzpasjaodogoargentino


			

USZYGATE I SPECJALNE PRZEGLĄDY, CZYLI GOTOWANIE ŻABY – RZECZ O TYM, JAK MIĘDZY LISTOPADEM 2015 ROKU A PAŹDZIERNIKIEM ROKU 2019 ZMIENIAŁA SIĘ NARRACJA Z; ”PSY/SUKI, KTÓRE ZGODNIE Z UCHWAŁĄ ZG NIE MOGĄ BYĆ WYSTAWIANE NA WYSTAWACH ZE WZGLĘDU NA CIĘTE USZY I/LUB OGON, MOGĄ ZOSTAĆ ZAKWALIFIKOWANE DO HODOWLI NA PODSTAWIE PRZEGLĄDU” NA ”PRZEGLĄD HODOWLANY DLA SUK/PSÓW Z WADAMI UNIEMOŻLIWIAJĄCYMI UDZIAŁ W WYSTAWIE”

Jako przystawkę przed drugim tekstem z zakresu kynologii łowieckiej wrzucam wam coś, co zawsze interesuje pewną część środowiska związanego z rasą Dogo Argentino. 

Ostatnio tj. 18 października b.r. Zarząd Główny Związku Kynologicznego w Polsce, ten Zarząd Główny, który na FB prowadzi fanpejdż ”ZG ZKwP” – wybaczcie, ale już nie ogarniam co dzieje się w tym stowarzyszeniu, który ZG jest tym ”legalnym” etc., sprawę rozstrzygnąć ma Sąd – na posiedzeniu Plenum, uchwalił, że ”opłata za przegląd hodowlany dla suk/psów z wadami uniemożliwiającymi udział w wystawie wynosić będzie 1.500 zł” – tysiąc pięćset złotych, czyli cena za ”wady” poszła w górę a przy okazji ”niezauważenie” nastąpiła ”drobna ewolucja” w doborze słownictwa…

Wyobraźcie sobie, że te ”wady uniemożliwiające udział w wystawie”, coś, co ”zwykłym śmiertelnikom” kojarzy się z wypadkiem-przypadkiem (”przecież nikt normalny nie sabotuje udziału własnego i -podobno- wartościowego psa w wystawie, celowo go okaleczając, nie?” – cha, cha, cha…), to zdaniem osób decyzyjnych w ZKwP, także celowo i z pełną premedytacją kopiowane, cięte uszy i/lub ogony, co wprost napisane zostało w komunikacie z 25 listopada 2015 roku, w którym napisano: Przyjęto iż, psy/suki, które zgodnie z uchwałą ZG nie mogą być wystawiane na wystawach ze względu na cięte uszy i/lub ogon, mogą zostać zakwalifikowane do hodowli na podstawie przeglądu dokonanego przez sędziego międzynarodowego z uprawnieniami do oceny danej rasy oraz muszą spełniać pozostałe wymogi Regulaminu Hodowlanego.” Popatrzcie na grafikę dokumentującą komunikat z roku 2015, gdy ZKwP sobie ten punkt do regulaminu dodało, wszystko było jasne, było wiadomo o co chodzi, teraz niby wydaje się, iż istnieje ”niejasność”.

Jak więc stało się, że dziś ZKwP nie komunikuje już otwartym tekstem, że chodzi o psy lub co najmniej i o psy, które celowo poddano chirurgicznym zabiegom zmiany wyglądu uszu i ogonów, a jedynie mami nas ”wadami uniemożliwiającymi udział w wystawie”?

Cóż, nie od razu Kraków zbudowano… Temat organizowania ”specjalnych przeglądów” jest ”kontrowersyjny”, wymaga więc budowania odpowiedniej narracji etc. ”Oswajano” nas więc konsekwentnie za pomocą techniki popularnie zwanej ”gotowaniem żaby”. Komunikat, który ”uwodzi pomysłowością” użytego w nim słownictwa, ten z 19 listopada 2017 roku brzmiał, iż ustalono: ”opłatę za kwalifikację do hodowli zgodnie z załącznikiem nr 15 (dopuszczenie do hodowli psów i suk z wadami nabytymi) obowiązującą w roku 2018 w wysokości 1000 zł od psa.” – tadam! Mamy to, pojawia się ”delikatne rozmycie”, okazuje się, że jest specjalny i dodatkowy załącznik traktujący o ciętych psach, z uwagi na które dwa lata wcześniej postanowiono te ”specjalne przeglądy” organizować i tylko w nawiasie mamy wyjaśnienie, że chodzi o ”dopuszczenie do hodowli psów i suk z tzw wadami nabytymiw 2017 roku ZKwP oficjalnie zmieniło słownictwo związane z organizowaniem tych specjalnych przeglądów i nazwało celowe okaleczanie psów, jakim jest kopiowanie uszu i/lub ogonów ”wadami nabytymi”.

W obecnie promowanej (wisi przecież ten komunikat na internetowej stronie stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce – jak i poprzednie) przez osoby decyzyjne z ZKwP, narracji o ”powodach”, dla których pies ma być pokazywany na specjalnym przeglądzie zamiast na normalnej wystawie, gdzie jest konkurencja itd., napisane jest tylko:przegląd hodowlany dla suk/psów z wadami uniemożliwiającymi udział w wystawiei nie jest napisane, że na pewno nie chodzi o psy kopiowane, psy z uszami i/lub ogonami celowo ciętymi dla widzi mi się ich właścicieli – osób odpowiadających za te psy w sensie prawnym. Czyli z treści owego komunikatu, tego jak został on sformułowany nie wynika, że przeglądy hodowlane, z pomocą których dla psów uzyskiwane są uprawnienia hodowlane w sposób odbiegający od standardowej procedury obowiązującej w ZKwP/FCI (wystawy), nie są organizowane dla psów okaleczonych celowo, z premedytacją. A przecież wystarczyło napisać, że owe przeglądy organizowane są dla psów, które uległy nieszczęśliwym wypadkom lub odniosły kontuzje w postaci np. uszkodzenia jakiegoś mięśnia/stawu, jeśli w istocie tak jest Ale nie, ”wymyślacze treści” z ZKwP zostali przy tak dobrze się sprawdzających od listopada 2017 roku ”wadach”.

Naturalne jest więc pytanie czy te przeglądy organizowane są dla psów ”także” z kopiowanymi uszami i lub ogonami? Czy może ”przede wszystkim”? A może jedynie ”dodatkowo”? W końcu czy wiadomo jak procentowo wygląda proporcja: celowo cięte uszy i/lub ogony vs. powypadkowa utrata oka/palca, kulawizna wynikająca z zerwanego więzadła itp.?

Kto i czy w ogóle w ZKwP prowadzi (ogólnopolski) rejestr tych ”wypadków-przypadków”?

I kolejne nasuwające się pytanie: Czy można z całą pewnością wykluczyć, że powyższa kwalifikacja, przecież celowo okaleczanych psów, jako psów ”okaleczonych przypadkowo”, owo stawianie znaku równości pomiędzy nieszczęśliwym zdarzeniem a działaniem z premedytacją, a teraz, w nowej uchwale jeszcze ta ”niejasność”, to sprzyjanie ludziom mającym z etyką na bakier? Czy wystarczy, że jakiś ”hodowca” potnie, mówiąc brzydko acz obrazowo, Jakiś Hodowlany Odpad i nie musi już konkurować z innymi hodowcami i ich osiągnięciami? Nie musi już pokazywać na wystawie swojego wypłosza i walczyć o jego uprawnienia hodowlane na wystawowym ringu, konkurując z przychówkiem innych hodowców?

Jeśli tak, to dla takiego ”hodowcy” odpada problem porównywania jego psa z Nie-odpadami Hodowlanymi… Hm…

To jasne, że są psy, które faktycznie ulegały jakimś nieszczęśliwym wypadkom, np. straciły oko albo kuleją, gdyż uległy kontuzji. Ale jeśli weźmiecie pod uwagę, iż uprawnienia hodowlane ”robi się” psom ”najszybciej jak to tylko możliwe”, naprawdę młodym, ”niezużytym” i raz na całe życie, jeśli przyjrzycie się bliżej zamiłowaniu niektórych członków ZKwP do ciętych Dobermanów, Owczarków Środkowoazjatyckich, czy też ciągle jeszcze cieszących się zainteresowaniem typowym dla nowinek, Dogów Argentyńskich, Dogów Kanaryjskich etc., i zrozumiecie, że celowe okaleczenie psa poprzez planowe usunięcie mu części małżowiny usznej i/lub ogona, osoby decyzyjne w ZKwP zakwalifikowały do tej samej kategorii co ”nieszczęśliwe wypadki”, zrozumiecie, że ZKwP, to -mówiąc najkrócej- ”stan umysłu”

Do końca 2015 roku ”wielokropki”, którzy pokątnie ”u krewnych i znajomych królika”, gdzieś w Polsce, a może nawet za granicą, ale w krajach, w których cięcie uszu i/lub ogonów także jest zabronione, cięli swoje psy, mogli je potem ”na lajcie” wystawiać na wystawach organizowanych pod szyldem ZKwP/FCI. Mogli, bo ZKwP honorowało (jakże szczególnie brzmi to słowo w tym kontekście) niemające podstawy prawnej pseudozaświadczenia nazywane powszechnie przez fanatyków kopiowania ”zaświadczeniami o leczniczym kopiowaniu uszu”, które stwierdzały, iż gdzieś w Polsce, jakiś w Polsce praktykujący weterynarz, w klinice weterynaryjnej kopiował uszy tym nieszczęsnym psom – pisałam o tym bardzo obszernie w tym w kilku tekstach, np. w tym*.

Nagle jednak, we wrześniu 2015 roku, w ciągu zaledwie trzech dni po tym, jak na Klubowej Wystawie Molosów w Starej Miłosnej, pojawił się (w wyniku odbytego przeze mnie spotkania z komendantem właściwego komisariatu), patrol policji, ZKwP wycofało się z honorowania tych pseudozaświadczeń i cięte psy przestały być tak ostentacyjnie pokazywane na wystawach ZKwP/FCI, jak to miało miejsce do chwili pojawienia się policjantów na pamiętnej klubówce. W Polsce kopiowanie uszu jest zakazane od 1997 roku(!), Nowelizacja Ustawy o Ochronie Zwierząt z roku 2012 tylko to podkreśliła – i to chyba specjalnie dla członków stowarzyszeń hodowców psów. Żaden weterynarz w Polsce już od 1997 roku nie może legalnie tego zabiegu wykonać, nie może pod groźbą nie tylko utraty prawa do wykonywania zawodu, ale i kary więzienia. Mimo to zapewne znajdują się jacyś pseudoweterynarze, którzy …urwią się za parę stówek… A przecież zabieg ten jest legalny w Rosji, w USA… Generalnie, żeby urodzonemu w Polsce psu kopiować uszy, by zrobić to zgodnie z prawem, trzeba go zabrać za granicę, do kraju, w którym tego rodzaju okaleczanie psów jest legalne i tam, poza polskim terytorium, poddać go takiemu zabiegowi. Albo, chcąc mieć psa z ciętymi uszami, należy kupić go z hodowli w kraju, w którym cięcie uszu jest legalne, np. w Rosji (w hodowli prowadzonej na terenie Rosji, w hodowli, w której psy żyją na terenie Rosji, a nie takiej, o której tylko się mówi znajomym, że jest ”prowadzona w Rosji”). No, ale ciule kombinują i jakoś tam, przez znajomych i znajomych tych znajomych wyszukują sobie …urwiących się wetów albo upraszają ”umiejętnie się posługujących skalpelem” kolegów/koleżanki i tną polskie psy nielegalnie. Okazuje się (bez zaskoczenia), że jeśli jesteś ”specem” od psów presa albo innych, tradycyjnie ciętych ras, to zawsze w Polsce albo ”w okolicy”, sobie szczyle (a nawet starsze psy!) potniesz, bo wiesz do kogo się zgłosić (albo masz znajomych za granicą, w krajach, gdzie też ciąć nie wolno, ale ”znajomy załatwił”).

Poważnie, nie ma problemu: jak tak cię swędzi, żeby twój pies ”wyglądał”, to go potnij, ale zrób to zgodnie z prawem, czyli w kraju, w którym to jest legalne. Teksty o ”zamachu na wolność” z ust kombinatorów pokątnie korumpujących nieetycznych weterynarzy w Polsce i z/lub innych krajów, są po prosu żałosne -a są jednym z ulubionych ”argumentów” tych co płaczą, że ciąć nie można (więc musieli ”kombinować”). Sprawa obrzynania psom części ciała pewnie w ogóle by mnie nie zainteresowała, gdyby nie fakt, że w rasie, którą w swoim czasie (mniej więcej ok 2010 roku) wytypowałam sobie, jako wtedy ”najbardziej mi odpowiadającą”, praktycznie nie było psów z naturalnymi uszami, wszystkie miały je upitolone, natomiast tzw hodowcy nie przeprowadzali badania BAER, które jest jedynym sposobem na wykluczenie jednostronnej głuchoty. Odpowiedzi na pytania o to dlaczego nie robią BAER, były tak żenujące, że do dziś się wzdrygam, gdy je sobie przypominam. W ”top …urestwa” były kawałki o tym, że ”Szkoda ryzykować życie szczeniąt do usypiania ich do BAER TEST” (sic!). Przy czym tym samym ludziom nie było ”szkoda ryzykować życia szczeniaków”, by im (nielegalnie od 1997 roku) upitolić uszy. Pamiętam płacz i zgrzytanie zębów osoby znanej z ”hodowli”, że kolejnego szczeniaka straciła, bo ”pompa nie wytrzymała” – psiaka pokonał ”estetyczny zabieg chirurgiczny” – no, taki lajf. Nikomu z tych … nigdy nie było szkoda szczyli, co im ”pompy wysiadały”, bo obcięcie uszu to jest najważniejsza sprawa dla wielu ”miłosników” kanarów czy argentynów. Czy to się zmieniło na przestrzeni lat? Pozostawię to pytanie otwartym.

Więc?

Wychodzi na to, że jeśli masz ciętego psa, który urodził się w Polsce i tu, w Polsce miał kopiowane uszy, generalnie jeśli masz psa urodzonego i/lub ciętego w jakimkolwiek kraju, w którym uszu dla widzi mi się właściciela ciąć nie wolno, czyli masz psa okaleczonego w wyniku działania przestępczego (twojego, jako jego właściciela/właścicielki – osoby, która nakłoniła do popełnienia przestępstwa i umożliwiła komuś popełnienie tego przestępstwa na tym zwierzaku oraz osoby, która tego zwierzaka okaleczyła) i nie możesz tego psa z jego kopiowanymi uszami pokazywać na wystawach ZKwP/FCI w oparciu o smętne i żenujące świstki, którymi były (i wciąż są) ”zaświadczenia o leczniczym kopiowaniu”, dodajmy, wystawach, które hodowcom posiadającym psy kompletne są niezbędne dla uzyskania dla tych kompletnych psów uprawnień hodowlanych, to możesz celowo okaleczonego psa zabrać na tzw przegląd hodowlany zupełnie tak, jakby kopiowane uszy były ”nieszczęśliwym wypadkiem” i sprawdzić czy za tysiąc pięćset złotych załatwisz sobie prawo do rozmnażania go tak, by ”koledzy i koleżanki” ze stowarzyszenia się nie czepiali, a w każdym razie, by nie bardzo mieli jak się czepiać, że ”idziesz na skróty”… Jeśli zaprowadzisz takiego niezgodnie z prawem większości krajów Unii Europejskiej, ciętego psa, ofiarę przestępstwa na przegląd hodowlany w ZKwP/FCI, dowiesz się jak dokładnie i czy w ogóle osoby organizujące owe specjalne przeglądy hodowlane sprawdzają dokumentację dotyczącą ciętych uszu i/lub ogonów i jak bardzo troszczą się o przestrzeganie przepisów min. polskiej Ustawy o Ochronie Zwierząt.

Na marginesie: nawet, gdy psa rasy tradycyjnie ciętej kupujesz w Rosji, psa który uszy i/lub ogon cięte miał tam i masz psa ciętego bez łamania prawa, rzecz sprowadza się do tego, że za 1500 złotych ”odwalasz temat”. To tak, jakby mówić ”Niech cała reszta nie dość cwanych i nieokaleczających posiadaczy psów, szczególnie ras tradycyjnie ciętych, wydaje szmal na wystawy, niech se jeżdżą, bulą na paliwo, noclegi itd. środkowy palec dla nich ode mnie.” No, nie ma to jak zasady fair play… 

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2019/02/18/jak-kituja-milosnicy-nie-tylko-dogo-argentino-czyli-kultywowanie-tradycji-okaleczania-psow-ciagle-na-topie/

A, zapomniałabym:

I jeszcze to:

*I jeszcze to:

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2015/11/17/winter-is-comming-rozmnazacze-nieprzebadanych-psow-koniec-tabu-kopiowania-obcinania-psom-uszu/

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu, oraz zdjęć i/lub grafik bez zgody autora jest zabronione.

https://kulturakynologiczna.home.blog/

CZY KYNOLOGIA ŁOWIECKA ZAJMUJE UMYSŁY SZEREGOWYCH CZŁONKÓW ZWIĄZKU KYNOLOGICZNEGO W POLSCE? CZY PROBLEM BRAKU SPECJALNYCH WYMAGAŃ DLA PSÓW MYŚLIWSKICH PRZESZKADZA? CZY OD 2015 ROKU COŚ SIĘ ZMIENIŁO? CZY W POLSCE MOŻNA POLOWAĆ Z DOGIEM ARGENTYŃSKIM? CZY POWINNIŚMY OBAWIAĆ SIĘ KŁUSOWANIA Z DOGO ARGENTINO?

”Się dzieje” i warto to umówić

Planowałam jako kolejny zamieścić wpis dotyczący problemu agresji u dogo. Jednak z uwagi na bieżące wydarzenia, zdecydowałam, że zanim dam wam tamten artykuł, najpierw poruszę wątek kynologii łowieckiej, ujęty przez pryzmat Dogo Argentino. Tak więc dziś pierwszy z dwóch tekstów na temat ”polowań z psami”. 

.Jak napisałam w opublikowanym pod koniec lipca na blogu Kultura kynologiczna dla psiarzy, dwuczęściowym tekście pt. ”NAJGRUBSZE RYBY W STAWIE’ UTRZYMUJĄ PH STOJĄCEJ WODY NA ‚WŁAŚCIWYM’ POZIOME – SŁÓW PARĘ NA TEMAT: ‚SKĄD W KYNOLOGII TYLE PATO…?*, mierzi mnie kynologia w wydaniu for fejsbukowych ”grup kynologicznych”; powszechna ignorancja i kłopoty ”kynologów” z wysłowieniem się w ojczystym języku. Jednak w świetle ostatnich wydarzeń, sprawy ”dwuzarządowości”, czyli istnienia aktualnie, od 31 maja, w praktyce dwóch Zarządów Głównych w stowarzyszeniu Związek Kynologiczny w Polsce, z których każdy ma pełne przekonanie o słuszności swojego mandatu i tym samym słuszności swojego postępowania (zaistniał więc min. problem wykluczających się wzajemnie uchwał), co skutkuje rozpoczęciem stosownych działań przez organ nadzorczy stowarzyszenia, którym jest Prezydent m.st. Warszawy; przekazaniem ZKwP datowanych na 15 lipca wytycznych, ostrzeżeń z 30 lipca i 27 sierpnia oraz ”rekomendacji” z 3 września br., postanowiłam raz jeszcze sprawdzić czy istnieje szansa na autentycznie otwarte, rzeczowe dyskusje o kynologii na fejsbuku.

Oto treść posta zamieszczonego przeze mnie 31 sierpnia na otwartej dla wszystkich zainteresowanych (czyli takiej, którą każdy użytkownik serwisu Facebook może sobie ‚podczytywać’, nie będąc jej członkiem, i w ten sposób poznawać poglądy min. hodowców na poszczególne tematy) fejsbukowej grupie kynologicznej ”KYNOLOGIA – przeszłość, teraźniejszość, przyszłość…”:

W elektronicznym wydaniu magazynu BRAĆ ŁOWIECKA, z datą 29 sierpnia bieżącego roku, ukazała się niezwykle istotna informacja, artykuł zatytułowany ”Nie będzie specjalnych wymagań dla psów myśliwskich” znaleźć możecie tu: http://braclowiecka.pl/n/36/aktualnosci/6018/nie-bedzie-specjalnych-wymagan-dla-psow-mysliwskich?fbclid=IwAR3ur_J6qwmEfnO24aL9_4wNiKOQ9v0PW73szvwo4YxmMG-yv.

Dla wygody omawiania kwestii w nim poruszonych, a mam kilka uwag i pytań, i uważam, że wy także takowe mieć będziecie (szczególnie, że każdy patrzy przez pryzmat rasy, którą sobie upodobał), pozwalam sobie zacytować sporą jego część poniżej.

W toku opracowywania – już po konsultacjach publicznych – przez Ministerstwo Środowiska oraz Rządowe Centrum Legislacji projektu zmiany rozporządzenia ws. szczegółowych warunków wykonywania polowania i znakowania tusz, które według części zapowiedzi powinno wejść w życie na początku tego tygodnia, w brzmieniu dokumentu pojawiło się kilka poprawek. Wśród istotniejszych znalazła się możliwość wykonywania indywidualnego polowania z psem na dziki w ciągu dnia już od 15 sierpnia (pierwotnie proponowano od 1 września), wprowadzona na wniosek ministra rolnictwa i rozwoju wsi.

PYTANIE o owe ”konsultacje publiczne” – ktoś, coś? Ktoś szerzej zna ten wątek i zechce objaśnić go niedoinformowanym ‚grupowiczom’?

…”w brzmieniu dokumentu pojawiło się kilka poprawek. Wśród istotniejszych znalazła się możliwość wykonywania indywidualnego polowania z psem na dziki w ciągu dnia już od 15 sierpnia”…

UWAGA: Z racji mojego wielkiego sentymentu do rasy Dogo Argentino, presy: chwytająco-trzymającej rasy psów na tzw grubego zwierza (puma, dzik etc.), przez FCI zaklasyfikowanej jako molos, w wielu krajach, włącznie z Polską, znajdującej się na liście psów ras uznawanych za agresywne, wobec czego w wielu miejscach naszego globu zakazanej całkowicie (w Polsce nie) lub podlegającej szeregu restrykcji, dotyczących nie tylko kwestii ich rozmnażania, ale i ”zwykłego” utrzymywania – to akurat nie w Polsce, ale nawet w Polsce, w przestrzeni publicznej psy ras uznawanych za agresywne muszą być prowadzone na smyczy i w kagańcu, dwa powyżej wyróżnione przeze mnie zdania, w połączeniu z innymi informacjami zawartymi ww tu dziś artykule, są z mojego punktu widzenia wyjątkowo ważne, a dlaczego, wyjaśnię w dalszej części postu.

Całkowicie usunięto natomiast szeroko dyskutowany zapis wprowadzający szczególne wymagania dla psów, z którymi wolno wykonywać polowanie, w tym poszukiwać postrzałków (wycofano się z obowiązku zarówno posiadania udokumentowanego pochodzenia z hodowli zarejestrowanej w FCI lub organizacjach z nią współpracujących, jak i potwierdzenia użytkowości przez PZŁ). Ministerstwo Środowiska uzasadniło tę zmianę wątpliwościami co do prawnych możliwości potwierdzania przez PZŁ ułożenia psów.

UWAGA: Kolejne ‚czerwone światło‚ to usunięte owe: ”szczególne wymagania dla psów, z którymi wolno wykonywać polowanie”. Informacja zawarta w nawiasie jest ważna z co najmniej dwóch powodów.

PO PIERWSZE: wymóg, by w polskim łowiectwie/myślistwie mogły być wykorzystywane jedynie psy z dokumentami honorowanymi przez FCI jest skandaliczny, gdyż łamie prawa obywateli, którzy są myśliwymi, bo myśliwi (jak wszyscy inni Polacy), mogą sobie psa (w tym przypadku do polowań) kupić w jakimkolwiek legalnie w Polsce (i nie tylko) funkcjonującym stowarzyszeniu/klubie należącym do którejś z międzynarodowych federacji kynologicznych, bo tak i już. To nie mogło przejść, bo już ‚na dzień dobry’ projekt był niezgody z prawem.

PO DRUGIE: brak wymogu ”papieru” z ZKwP uzasadniony jest wątpliwościami czy psy rozmnażane/hodowane pod egidą ZKwP/PZŁ są odpowiednio wyselekcjonowane – przecież selekcja ma sens tylko wtedy, gdy opiera się na konkretnych, surowo przestrzeganych kryteriach. Podobnie jest w służbach, przykład Owczarków Niemieckich: odkąd wyglądają jak wyglądają i w istotnej części są ”sprawne inaczej”, zastępuje się je, po uprzedniej SELEKCJI, ”zwykłym Azorem/Bellą” ze źródła z ZKwP nie mającego nic wspólnego, bo chodzi o to, by psy spełniały określone kryteria, by odpowiadały na zapotrzebowanie.

W tym miejscu odwołam się dodatkowo do cytatu z podsumowania zawartego w artykule: ”Prawo łowieckie nie upoważniło PZŁ do współpracy z organizacjami kynologicznymi.” I bardzo dobrze, bo wystawa i tzw. sędzia kynologiczny nie są odpowiednimi ”organami” do ustalania czy pies nadaje się do polowań czy nie. WYSTAWA TO TYLKO SHOW, w dodatku często marnej klasy, bo bywa, że nawet eksterieru ”sędzia” nie umie ocenić. (Jedyne ”przeglądy hodowlane” o których się ”miłośnicy psów” rozpisują to te ”dla psów z tzw wadami nabytymi”, przy czym większość tych ”nabytych wad” to celowo oberżnięte uszy i/lub ogony, psów ras tradycyjnie ciętych, okaleczonych dla widzi mi się ich właścicieli, czyli z czysto estetycznych powodów.)

Na Zachodzie psy, tzw użytki nie są poddawane ocenie na wystawach, hodowla przebiega pod okiem profesjonalistów, czynnych myśliwych a wyszkolonego psa certyfikuje (lub nie) organ państwowy. Psa ”użytka” nie wolno łączyć z jego ”odpowiednikiem” wystawowym.

To nie jest tak, że nie można stworzyć sensownego i skutecznego prawa, tym bardziej, że mamy ”ramy” i wiemy gdzie leży granica – mamy przykład Hiszpanii i patologię dotyczącą Galgo i Podenco, które jako psy pracujące nie podlegają przepisom Ustawy o Ochronie Zwierząt, więc galgueros robią z nimi to, co robią.

Informacja o modyfikacji treści projektu rozporządzenia w powyższym zakresie trafiła do ponownego zaopiniowania przez zarząd główny zrzeszenia. W odpowiedzi przekazano propozycję uregulowania kwestii psów sporządzoną przez Komisję Kynologiczną NRŁ.” (Skrót od Naczelna Rada Łowiecka.) ”Zakładała ona, że polowanie ma się odbywać przy użyciu psa rasy myśliwskiej z udokumentowanym pochodzeniem z hodowli zrzeszonych w organizacjach kynologicznych współpracujących z PZŁ, trwale oznakowanego, zgodnie z potwierdzonym przez Związek ułożeniem do pracy w zakresie wykonywania polowania, w tym poszukiwania postrzałków.

UWAGA: Znowu ocieramy się o zagadnienia związane z ograniczaniem swobody wyboru myśliwym: …”przy użyciu psa rasy myśliwskiej z udokumentowanym pochodzeniem z hodowli zrzeszonych w organizacjach kynologicznych współpracujących z PZŁ.” Sorry, ale praktycy sami najlepiej wiedzą, że nie zawsze to ”rasowość” psa decyduje o jego przydatności do wykonywania pracy; mamy bojące się wody ”psy dowodne”, bojące się wystrzałów psy do odnajdywania postrzałków… Odpowiedni temperament niejednokrotnie cechuje mieszańce ras albo psy o tzw niewiadomym pochodzeniu.

Pod koniec artykułu znowu wracamy do problemu ”definicji”, tym razem nie samego ”psa rasowego”, ale ”psa rasy myśliwskiej.” Dla zasady i krótko, w tym miejscu dodam, że działania lobbingowe ZKwP odnośnie definicji ”psa rasowego”, to po prostu działania lobbingowe ZKwP. FCI nie jest jedyną międzynarodową federacją kynologiczną i wielu hodowców na całym świecie doskonale radzi sobie nawet nie spluwając w kierunku tej (to fakt) najbardziej znanej organizacji. Problem z definicją ”psa rasy myśliwskiej” jest pokłosiem tego pierwszego.

UWAGA: Ktoś interesujący się białą presą z Argentyny, zdający sobie sprawę z tego jakie problemy dotyczą tej rasy U NAS, z treści artykułu, do którego na samym początku mojego postu-notatki wkleiłam link, może (min.) wnioskować, że jest wysoce prawdopodobne, że różne ”Cześki”, teraz mogą przyjąć, że ”w zaistniałej sytuacji”, ”zgodnie z prawem” będą mogły w istocie kłusować – chodzi mi o STYL POLOWANIA – także z Dogo Argentino. W Polsce polowanie w klasycznym stylu z dogo (Monteria) jest zabronione, jest nielegalne: pies (dodajmy, że gdy mówimy o dogo, chodzi o rasę uznawaną za agresywną) nie może ”wchodzić w kontakt” ze zwierzyną. (Tu też jest przestrzeń do przedyskutowania, bo psy innych ras, różne terriery, Jamniki w ten ”kontakt” jednak jakoś wchodzą… Jak? Skoro w Polsce szczucie podpada to pod znęcanie się? Widać są równi i równiejsi.) Proszę przeczytajcie charakterystykę DZIKARZA w Polsce, opisaną na stronie PZŁ w tym miejscu: https://www.pzlow.pl/index.php/kynologia/186-podzial-ze-wzgledu-na-uzytkowosc. Jeśli ktoś nie wie co to jest Monteria, to wystarczy wpisać sobie na YT frazę w rodzaju ”Dogo Argentino, Monteria” – tylko polecam wyciszyć dźwięk, bo zwierzyna często bardzo głośno komunikuje, że ją boli ten ”kontakt”.

Ewidentnie, choć tradycja wbijania noża w serce utrzymywanemu przez dogo dzikowi, bardzo podnieca różne persony, które się na dogo decydują, a niektóre z nich podobno nawet zostają czy też mają w planach zostać członkami PZŁ, by ”popędy” swoich psów móc realizować w ”łowiectwie”, przy tym poziomie kynologicznej kultury, który tworzy się u nas aktualnie w około rasy Dogo Argentino, wizja dziwnych ludzi biegających po lesie z Dogo Argentino (nawet bez noży), mnie nie nastraja zbyt dobrze. I jeśli faktycznie, w praktyce okaże się, że ”można w Polsce ‚polować’ -moim zdaniem w polskich warunkach to będzie forma kłusownictwa- z dogo” i podniecający się monterią właściciele będą przenosić zwyczaje z Argentyny w Polskie lasy i na polskie łąki (pomijam kwestie takie jak ”przygotowanie psa”, bo to nie ten typ ludzi, który ”przygotowuje psy”, oni je po prostu puszczają luzem w las… ), to ja byłabym za powszechnym prawem do posiadania broni, bo uważam, że każdy ma prawo się bronić albo po prostu odstrzelić psa stanowiącego zagrożenie dla otoczenia.

UWAGA: Nadmienię, że na stronie Polskiego Związku Łowieckiego w zakładce zatytułowanej „Rasy psów myśliwskich„, tu: https://www.pzlow.pl/index.php/kynologia/185-polskie-rasy-psow-mysliwskich widnieje informacja jakoby w grupie II (wg. porządku FCI) nie znajdowały się żadne rasy myśliwskie.

PYTANIE jak rozumieć to stwierdzenie? Skoro już kilka lat temu ów ”brak ras myśliwskich w grupie II FCI”, nie przeszkadzał jednemu z posiadaczy DA, myśliwemu i członkowi ZKwP, chwalić się na internetowym forum, że właśnie jako myśliwy, legalnie ze swoim psem poluje, podobno jego Dogo Argentino pracował „jak posokowiec”. Takie użytkowanie Doga Argentyńskiego jest bardzo niezwykłe, bo Dogo Argentino nie jest posokowcem, nie oszczekuje ani nie wystawia zwierzyny, on idzie górnym wiatrem i w końcu, gdy doścignie ‚prey’, to instynktownie w nią ‚uderza’. Tak więc tego rodzaju zaprzeczenie instynktowi dogo, czyli wyplenienie u dogo chęci ‚uderzenia’ w zwierzynę, jeśli w istocie się temu człowiekowi udało, uznać można za ewenement. Odpowiedzi na PYTANIA o to, jak ów pan tego dokonał, jak wyglądały próby pracy etc., są więc niezwykle ciekawe.

Ale do ”braku psów myśliwskich w grupie II FCI” wracając: Dogi Argentyńskie są dzikarzami. I jest wysoce niepokojące nierozpoznawanie w nich przez osoby (legalnie) zajmujące się u nas łowiectwem, psów myśliwskich. W Polsce psy tej rasy niestety często ekscytują specyficzny typ ludzi i ten rodzaj właścicieli cierpi na wyżej przeze mnie wspomniany „sprawdzaizm” – dolegliwość polegającą na puszczaniu dogo luzem w las, „żeby się wybiegał i może z dziczkiem sprawdził„.

Tak więc rozpoznanie przez Polski Związek Łowiecki Dogo Argentino jako dzikarza, który jednak z uwagi na styl w jakim swoją pracę wykonuje (znowu odwołam się do YT i zaproponuję wpisanie frazy: „Dogo Argentiono, monteria”), styl stojący w sprzeczności z charakterystyką dzikarza wymaganą w Polsce i opisaną na stronach Polskiego Związku Łowieckiego (w zakładce ”Podział ze względu na użytkowość”), i który dlatego nie…? Nie może? Czy tylko nie powinien? Być w Polsce, jako pies na dziki używany, pomogłoby tej rasie, nawet jeśli Ministerstwo dosyć po macoszemu potraktowało PZŁ. Natomiast jeśli myśliwi widzą szansę dla Dogo Argentino w polskim łowiectwie, to czas, by przedstawili swoje stanowisko na ten temat.

Z pewnością w szpilkach można próbować chodzić po górach, albo w japonkach, jednak najlepiej wychodzi to, gdy wybierze się obuwie specjalnie przeznaczone do chodzenia po górach. Dogo Argentino to rasa, której instynkt łowiecki to efekt przekierowania agresji z innego psa na zwierzynę łowną – protoplasta rasy, Viejo Perro de Pelea Cordobes na ringu zagryzał inne psy – ot, cała filozofia na temat korzeni rasy. Do Białego Walczącego Doga z Cordoby dodano naście ras (o których ludzie nieświadomi korzeni Doga Argentyńskiego, mówią, że z nich powstała rasa), a i tak wielu właścicieli dogo nie radzi dziś sobie z wybujałą agresją swoich psów domowych… Polski myśliwy ma wiele, znacznie do polskich realiów bardziej odpowiednich od Dogo Argentino ras i warto jest, by Polski Związek Łowiecki odniósł się do tego faktu.

Co do samego rozporządzenia, moim zdaniem po prostu nikt nie chce zrobić DOBRZE tego, co powinno zostać zrobione. Ale z drugiej strony uważam też, że nie ma co próbować robić tego z ZKwP, które za chwilę się pozamiata – coraz bardziej prawdopodobna staje się możliwość, że „ten drugi” ZG dąży do tego (całkowicie słusznie), by po tym „samozaoraniu się związku”, utworzyć nową organizację. Jednak szczerze wątpię czy „lepszą”, bo nie będą mieć po swojej stronie potrzebnych zmian w prawie. (Te konieczne zmiany to osobny temat). Tak długo jak ktokolwiek będzie „pytać” ZKwP, któremu się „zgubiło” 3,5 bani, „jak zrobić” coś tam, tak długo g… z tego typu projektów będzie. Powstanie nowej organizacji byłby milowym krokiem w polskiej kynologii. To co jest teraz, po prostu nie funkcjonuje właściwie, zaorany został prestiż i cel tej organizacji. Nie ma co płakać, ”reformować”, po prostu trzeba zbudować nową organizację, wolną od komunistycznych nawyków i pilnować, by nie doszło już do bagna jakie wytworzył ZKwP.

Testy psychiczne wykonywane przez profesjonalistów (nie osoby powiązane z ZKwP), jako podstawa są konieczne. Nie skaczesz ze spadochronem jeśli nie umiesz nawet wejść na pokład samolotu. Testy opracowane pod kątem wykonywania konkretnego rodzaju pracy. A etap wcześniej sprawdzające psychikę psa zupełnie bazowo, w kontekście przydatności do hodowli; norma vs. przesadna agresja, norma vs. nienaturalna lękliwość. I dopiero z tak odsianych psów wolno jest wybierać te z predyspozycjami do pracy łowieckiej. Pracy łowieckiej stojącej w zgodzie z polskim prawem i tradycją. (Żadnej pseudomonterii.) Pytanie na koniec: czy ci, którzy chcą prawo zmieniać celowo nie odnoszą się do istniejącego stanu rzeczy, w tym wzrastającej w Polsce liczby Dogo Argentino w bardzo przypadkowych rękach, czy są takimi ‚nieprofesjonalistami’, że im ”tak wychodzi”?

Szanowni państwo podzielcie się swoimi uwagami dotyczącymi powyższego, nie musimy się we wszystkim zgadzać, ale dyskutujmy. W każdym razie ja chętnie poznam wasze poglądy.

Pod moim postem pojawiła się odpowiedź Administratora grupy, potem moja na nią reakcja i tak ”sobie popisaliśmy na fejsie”, ale do dnia dzisiejszego temat pozostał ”nieinteresujący” dla innych ”grupowiczów”. Wspomnianą wymianę uwag dodałam na koniec dzisiejszego wpisu ponieważ chciałabym, abyście w tym miejscu zapoznali się z treścią mojej korespondencji z Polskim Związkiem Łowieckim. Oczekując… – to za dużo powiedziane, ale niech będzie: co najmniej mając nadzieję, że znajdą się inni chętni do włączenia się w rozmowę na forum otwartej grupy ”fejsa”, przeszukałam swoją skrzynkę mejlową, chcąc pod pierwotnym postem-notatką dodać treść korespondencji, którą w połowie 2015 roku z Polskim Związkiem Łowieckim wymieniłam – zadałam pytania i udzielono mi na nie (zupełnie inaczej niż w przypadku wszystkich zapytań kiedykolwiek kierowanych przeze mnie do stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce) wyczerpujących, kulturalnych odpowiedzi. Odpowiedzi, które tym bardziej teraz, po przeczytaniu powyżej cytowanego artykułu, uznałam za więcej wartościowych danych, materiał jeszcze bardziej zachęcający do podjęcia dyskusji. Jednak, ku mojemu autentycznemu zaskoczeniu, poza Administratorem grupy, treści artykułu ani moich uwag, nikt nie skomentował. Nikt nie zdecydował się włączyć do dyskusji. Widząc brak zainteresowania zagadnieniami, o których traktuje artykuł, uznałam, że dodawanie kolejnych postów, mijałoby się z celem. Nie ma sensu publikować na fejsbuku informacji, które po prostu ”przelecą na łolach” iluś tam osobom. Tym bardziej, że w fejsbukowych komentarzach nie chodzi o ”kontent”, nie po to powstały social media, by ludzie stali się ”lepsi i mądrzejsi” 😉 Dlatego też treść korespondencji z PZŁ zamieszczam w tym wpisie, na blogu, tak, by zainteresowani tematem mogli te informacje tu sobie znaleźć i lepiej zrozumieć problematykę kynologii łowieckiej.

Ciąg dalszy

W 2015 roku, od pewnego czasu stale rosnące zainteresowanie u posiadaczy oraz tzw entuzjastów rasy Dogo Argentino kwestią ”użytkowości”, czyli wykorzystywania psów tej rasy w polskim myślistwie, w tym pomysłami organizowania ”prób pracy/temperamentu” na terenie Polski -przy czym chodzić miało o wykorzystywanie tych psów z naciskiem na ”jak najbardziej w stylu dogo”- i równocześnie się z tym zbiegające ”zamykanie” dla postronnych obserwatorów dotąd otwartych dla nich grup na Serwisie Facebook, grup poświęconych tej rasie (może chodziło tylko o ilość niezmiennie, bez zważania na obowiązujące u nas prawo, ciętych/kopiowanych dogo, które min. na tych grupach można było oglądać, a może nie…), nasunęło mi kilka pytań, które drogą elektroniczną skierowałam do Polskiego Związku Łowieckiego. Jedną z powtarzanych pocztą pantoflową legend na temat przepisów dotyczących w Polsce polowania z psami, konkretnie polowania na dziki, czyli polowania z DZIKARZAMI, była ta o ”górnej granicy wzrostu w kłębie”. (”Jeśli pies ma więcej niż 45 cm w kłębie nie może być w takim myślistwie wykorzystywany”.). No, jeśli ”znawcy” tak prawią 😉 Koleżanka podpuściła mnie bym od owego ”mitycznego wzrostu w kłębie” swoje zapytanie rozpoczęła. Tym bardziej, że do ”legendy” przyklejone było sformułowanie ”specjalne zezwolenie” – bardzo interesujące gdyż o takim ”specjalnym zezwoleniu” ćwierkały wróbelki, gdy o polowanie z dogo w Polsce chodziło… (Pachniało to podobnie jak pseudolegalne kopiowanie uszu i te świstki nazywane ”zaświadczeniami o leczniczym kopiowaniu”, które umożliwiały posiadaczom okaleczonych, urodzonych w Polsce psów, pokazywać je na wystawach ZKwP/FCI w okresie od 1 stycznia 2012 do końca 2015 roku…)

Dla porządku dodam, że niecały rok po prowadzonej przeze mnie z PZŁ wymianie korespondencji, dostałam ‚zdjęcia’ (tzw zrzuty ekranu) z fejsbukowego profilu posiadacza DA, mające być potwierdzeniem, iż w łowiectwie -nie kłusownictwie- na terenie RP, swojego psa/ swoje psy ten człowiek wykorzystuje. Trzy z tych obrazków dodałam do treści dzisiejszego wpisu. W istocie nie przedstawiają one niczego nagannego – żadnego zachowania/sytuacji które mogłyby być uznane za ”dowód” np. ”znęcania się nad zwierzętami”. Nie. Aczkolwiek, jeśli na pierwszym z tych obrazków pies był puszczony luzem w przestrzeni publicznej, a jako pies rasy uznawanej za agresywną Dog Argentyński powinien być ”na smyczy i w kagańcu” (czyli, no, jeżeli chcemy być ”mili” i ”wyrozumiali” bardziej niż to konieczne, to powiemy, że PIES RASY UZNAWANEJ ZA AGRESYWNĄ W PRZESTRZENI PUBLICZNEJ POWINIEN BYĆ CO NAJMNIEJ NA LINCE), to jest to problem – na marginesie czy „łowisko” to „przestrzeń publiczna”? Na drugim, fakt: pies cały pysk wymazany ma w czerwonej substancji, ale a) nie oznacza to wcale, że ta substancja ”na pewno” jest krwią b) nawet gdyby to była krew, pies kontakt mógł mieć z już martwą, uprzednio odstrzeloną zwierzyną, tak więc ta ewentualna krew nie musiałaby ubrudzić jego głowy w wyniku ”kontaktu” tego psa z żywą zwierzyną. Natomiast z całą pewnością psu jedynie ”oszczekującemu”, ”posokowcowi” etc. specjalne zabezpieczenia w postaci ”kolczugi” -a o takim zabezpieczeniu jest mowa w komentarzu widniejącym przy obrazie- nie są potrzebne, bo taki pies NIE MA KONTAKTU ZE ZWIERZYNĄ i dzik nie może zrobić mu krzywdy. Na trzecim obrazku młody osobnik po prostu wącha martwego dzika. Tak więc, w razie (niepotrzebnego) pobudzenia uprzejmie proszę o powstrzymanie się od generalizowania czegokolwiek, jedynie na podstawie tych obrazów – zamieszczam je dla zaznaczenia, że w mediach społecznościowych takie zdjęcia, opatrzone jakimiś tam komentarzami, były i może dalej są publikowane.

Do korespondencji z PZŁ wracając: zaznaczam, że wyczerpujących i wiele wyjaśniających odpowiedzi uprzejma była udzielać mi specjalistka od kynologii łowieckiej, pani Izabela Turlik – w artykule autorstwa Witolda Szabłowskiego, zatytułowanym ”Do płci żeńskiej nie strzelam”, opublikowanym w elektronicznej wersji magazynu Wysokie obcasy, 14 października 2010 roku, przytoczona została także jej wypowiedź: http://wyborcza.pl/51,76842,8479136.html?i=2.

RAZ JESZCZE PODKREŚLĘ, ŻE PYTANIA ZADAWAŁAM 4 LATA TEMU I 4 LATA TEMU OTRZYMAŁAM NA NIE WYCZERPUJĄCE ODPOWIEDZI. Oraz, że poznałam myśliwych; posiadających dogo i z nimi NIE polujących, posiadających dogo i PODOBNO z nimi polujących Gdzieś Tam oraz osoby po prostu luzem puszczające dogo w las, ”żeby się wybiegały i z dziczkiem sprawdziły”. Pamiętam też, wspominane jako przestroga dla ”inteligentnych inaczej”, płacz i zgrzytanie zębów po (polskich) psach (psach mających polskich właścicieli), gdy na forach, w dyskusjach o ”marzeniach” o ”użytkowaniu dogo w typowym dla tej rasy stylu”, przypominano przypadki, w których psy, po tym jak ”miały kontakt z dzikiem”, padły… (Dosyć szybko i w męczarniach. Nie pamiętam, ale zdaje się, że to https://pl.wikipedia.org/wiki/Choroba_Aujeszkiego było powodem. W wolnej chwili postaram się poszukać więcej na temat tamtych ”przestróg” w moim archiwum.)

Oto treść mojej korespondencji z PZŁ, który w korespondencji ze mną reprezentowała Pani Iza Turlik:

(śr., 29 lip 2015, 15:17)

Dzień dobry Pani

Chciałabym uzyskać informacje dotyczące przepisów Polskiego Związku Łowieckiego odnośnie polowania z psami. O ile mi wiadomo jedyny zakaz dotyczący polowania z psem dotyczy w Polsce polowania z psami z grupy chartów. Tak więc w świetle polskiego prawa z chartami polować nie wolno. Poza tym ograniczeniem nie ma obostrzeń dotyczących ras jako takich, jedynie określony jest wzrost w kłębie psa, który to nie może przekraczać wysokości 45cm. Psy, które przekraczają limit 45cm w kłębie mogą być psami myśliwskimi, o ile rzecz jasna ich właściciel jest myśliwym i o ile Okręg Łowiecki, do którego należy dany myśliwy, wyda specjalną zgodę na to, by pies przekraczający wysokość 45cm w kłębie brał udział w polowaniach. Oczekuję od Państwa rzetelnej informacji na temat tego ile (i czy w ogóle?) takich specjalnych zezwoleń wydał Polski Związek Łowiecki swoim myśliwym od dnia 01 stycznia 2010 roku do dnia dzisiejszego, czyli 29 lipca 2015 roku. Szczególnie interesuje mnie ilu właścicieli psów rasy Dog Argentyński/Dogo Argentino, będących legalnie działającymi i zrzeszonymi w Polskim Związku Łowieckim myśliwymi o taką specjalną zgodę wystąpiło. Przypomnę także, że w Polsce rasa Dog Argentyński uznawana jest za niebezpieczną i znajduje się na liście ras psów, na których utrzymywanie należy mieć tzw zezwolenie.

Chciałabym także poznać oficjalne stanowisko Polskiego Związku Łowieckiego na temat obowiązującego w Polsce od lat zakazu kopiowania psów ze względów innych niż medyczne [był to jeszcze czas, w którym i ja żyłam w bajerze, że ”kopiować można z względów medycznych” – w kopiowaniu chodzi jedynie o zmianę wyglądu zwierzęcia, nie ma ono żadnych medycznych przesłanek], czyli np. z uwagi na tzw tradycję. Jak postrzegają ten zapis myśliwi pracujący z psami użytkowymi? Czy zakaz skracania ogonów i cięcia uszu ma dla myśliwych z Polskiego Związku Łowieckiego znaczenie? Czy myśliwi zauważają różnicę pomiędzy komfortem(?) pracy psa ‚skopiowanego’, a jego ewentualnym brakiem u psa posiadającego naturalny ogon i/lub uszy?

Czy psy używane przez myśliwych zrzeszonych w waszej organizacji, psy myśliwskie współpracujące z myśliwymi podczas polowań, posiadają uszy i ogony niezmienione zabiegiem kopiowania, którego to nie można przeprowadzać u nas już od prawie dwóch dekad, ze względów innych niż medyczne? [i znowu wpadka z czasów, gdy i ja żyłam w bajerze, że ”kopiować można z względów medycznych” – w kopiowaniu chodzi jedynie o zmianę wyglądu zwierzęcia, nie ma ono żadnych medycznych przesłanek] Interesuje mnie też czy często podczas polowań takie nieskopiowane ogony i uszy psów myśliwskich ulegają obrażeniom w wyniku, których lekarze weterynarii podejmują decyzję o właściwości wykonania zabiegu skrócenia ogona lub amputowania fragmentu ucha, jako najskuteczniejszej/ najwłaściwszej/ jedynej możliwej metody leczenia psa? Zakładam, iż w związku z tym jak Ustawa o Ochronie Zwierząt jednoznacznie definiuje możliwość, w której zabieg kopiowania staje się w Polsce zabiegiem legalnym, ewentualny promil(?) psów z kopiowanymi ogonami i/lub uszami, to te których przypadki są dokładnie udokumentowane przez leczących je lekarzy weterynarii, czy tak?

Z wyrazami szacunku


(3 sie 2015, 14:03)

Witam,
tak, polowanie z chartami jest w Polsce zabronione, a na ich chów i hodowlę należy uzyskać pozwolenie starosty -art.10 Ustawy Prawo łowieckie. Warunki utrzymywania chartów reguluje Rozporządzenie Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z dnia 5 lipca 2010r. w sprawie warunków i sposobu hodowanie i utrzymywania chartów rasowych oraz ich mieszańców.
Jeżeli chodzi natomiast o czworonogi wykorzystywane w łowiectwie to obecnie nie ma żadnych oficjalnych wytycznych precyzujących jakiego typu zwierzęta mogą występować w charakterze psów stricte myśliwskich. W myśl jednak obowiązujących aktualnie przepisów -pkt. 7 i 8 §5.1. Rozporządzenia Ministra Środowiska z dnia 23 marca 2005 r.w sprawie szczegółowych warunków wykonywania polowania i znakowania tusz (Dz. U. z dnia 15 kwietnia 2005 r.) podczas polowań na ptactwo oraz zwierzynę grubą musi być zapewniona obecność psa odpowiednio o swojej pracy ułożonego.
PZŁ stoi w tym miejscu na stanowisku, iż najlepiej, aby w roli psa użytkowego występowali rodowodowi przedstawiciele z III, IV, V, VI, VII, VIII grupy psów ras myśliwskich ( w myśl nomenklatury FCI i z uwzględnieniem ich użytkowego przeznaczenia) zamiast mieszańców i psów w typie rasy. Na tę chwilę nie jest to jednak wymóg a jedynie zalecenie.
Nie występują także obostrzenia dotyczące określenia wysokości psa w kłębie, która ograniczałyby psu możliwość udziału w łowach. Ponadto NIGDY nie funkcjonowała w PZŁ praktyka wydawania „specjalnych zezwoleń”, które miałyby rzekomo uprawniać psy do pracy w łowisku pomimo przekroczenia jakiegoś ustalonego limitu wysokości w kłębie. O doborze psów do pracy pod względem ich rozmiarów decyduje w tym wypadku przede wszystkim zdrowy rozsądek, etyka, bezpieczeństwo oraz względy praktyczne. Mając na uwadze powyższe nie jestem w stanie udzielić Pani odpowiedzi na zapytanie dotyczące wykorzystywania psów rasy dogo argentino w łowiectwie, chociaż osobiście nie słyszałam o takowej praktyce w Polsce. W naszym kraju nie ma tradycji polowania z psem tej rasy. Nie prowadzimy także statystyk mówiących o tym jakie konkretnie psy rasowe bądź nierasowe znajdują się w rękach poszczególnych członków PZŁ.

Trochę inaczej kształtuje się sytuacja w przypadku udziału psów w próbach i konkursach pracy psów myśliwskich organizowanych przez PZŁ. Tu do uczestnictwa dopuszczane są jedynie zwierzęta posiadające rodowody państw członkowskich FCI. Regulaminy prób oraz konkursów pracy psów myśliwskich opracowane przez PZŁ(http://www.pzlow.pl/palio/html.run?_Instance=www&_PageID=5&newser=no&_C=C_DZIALY.KYNOLOGIA.REGULAMINY&_Lang=pl&_CheckSum=1899427970) uszczegóławiają, które grupy psów bądź, które rasy mogą zostać do poszczególnych konkursowych specjalności dopuszczone. Regulaminy FCI z kolei nakładają w niektórych przypadkach obowiązkowy bądź fakultatywny wymóg zaliczenia przez pewne rasy prób lub konkursów pracy psów myśliwskich, w drodze uzyskiwania przez nie międzynarodowych championatów czy spełnienia dodatkowych wymogów hodowlanych. Dogo Argentino do grona psów, które mogę uczestniczyć w wymienionych imprezach kynologicznych nie zalicza się.

Jeśli natomiast chodzi o kwestie dotyczące kopiowania uszu i ogonów u psów myśliwskich to aspekt ten, jak Pani słusznie zauważyła reguluje Ustawa o Ochronie Zwierząt, a w ślad za nią ZKwP. Tym samym ZKwP zakazuje udziału w imprezach kynologicznych psów z kopiowanymi uszami i ogonami urodzonymi w Polsce po 01.01.2012r. dotyczy to oczywiście także psów myśliwskich (chyba, że jest to uzasadnione względami medycznymi). PZŁ w tym wypadku stoi na stanowisku, iż istnieje realna potrzeba wyłączenia spod zakazu kopiowania ogonów, (uszy w przypadku psów ras myśliwskich pozostawiane były tradycyjnie w stanie naturalnym) wzorem np. Niemiec, psów ras myśliwskich użytkowanych łowiecko. Powodem tego jest stosunkowo duża urazowość (zranienia, odmrożenia itp.) ogonów tychże zwierząt i narażanie ich na niepotrzebne ból i cierpienie, a często finalnie na ich amputację już w wieku dorosłym.
Nie znane są nam jednak oficjalne statystyki dotyczące tego jaki jest dokładny odsetek psów myśliwskich, które posiadają skrócone ogony bądź częściowo amputowane uszy z powodów medycznych.

Pozdrawiam

(3 sie 2015, 18:44)

Dzień dobry Pani

Serdecznie dziękuję za wyczerpującą odpowiedź, mam jednak jeszcze kilka pytań, które pozwolę sobie w tym miejscu zadać. Rozumiem, że ”informację” o zakazie polowania w Polsce z psami powyżej 45cm w kłębie należy włożyć między bajki, bo takiego obostrzenia nie ma i nigdy nie było – za to wyjaśnienie bardzo dziękuję. Dalej, rozumiem także, że Dog Argentyński w Polsce polować z myśliwym należącym do waszej organizacji mógłby… o ile przeszedłby tzw próby pracy albo coś na kształt prób pracy, które ”dopasowane” zostałyby dla DA, czy tak? Proszę mi powiedzieć, czy próby pracy, czyli taki ”test kwalifikacji” Dogo Argentino, który jak Pani podkreśliła nie jest rasą, która zalicza się do standardu wymaganego u ras bardziej myśliwsko u nas ”typowych”, wyglądałby tak samo, jak prób pracy np. Niemieckiego Teriera Myśliwskiego albo któregoś z popularnych w Polsce wyżłów? Czy to jest tak, że po prostu nie ma możliwości przeprowadzić w Polsce LEGALNIE psa rasy Dog Argentyński przez ”ścieżkę formalności”? Proszę mi powiedzieć czy Dog Argentyński jest rasą, z którą w Polsce w pewnych szczególnych okolicznościach polować wolno? Czy zdecydowanie nie? I jak musiałby wyglądać droga Doga Argentyńskiego, który miałby stać się pomocnikiem myśliwego? FCI nie wymieniło Dogo Argentino jako rasy, u której wymagane są próby pracy w ramach kwalifikacji hodowlanych, więc to jest punkt zupełnie jasny, ale mnie interesuje czy w szeregach Polskiego Związku Łowieckiego są myśliwi, którzy z DA polują oraz to jaką drogę ze swymi psami przejść musieli, aby było to możliwe. Jest to dla mnie o tyle ciekawe, iż osobiście znam myśliwego z DA polującego… Tak więc musicie mieć, w którymś ze swoich Oddziałów choć jednego Dogo Argentino.

Myślę, że Pani jako osobie, która w PZŁ zajmuje się kynologią znacznie łatwiej niż mnie będzie dojść do tego ile DA w Polsce poluje z myśliwymi zrzeszonymi w waszym Związku. Proszę zrozumieć, że informacje, których może udzielić PZŁ, o ile tylko zechce ”pochylić się” nad zagadnieniem psów tej rasy i określić czy i ile DA jest w rękach myśliwych zrzeszonych w waszej organizacji, są szalenie istotne. Ponieważ może okazać się, że osoby, które kupują w Polsce Dogi Argentyńskie kłusują z nimi, choć są członkami Polskiego Związku Łowieckiego. Jestem przekonana, że myśliwi w Polsce używają DA ponieważ w środowisku posiadaczy Dogów Argentyńskich krążą legendy o DA, które w Polsce i poza jej terenem polują i których właściciele należą do PZŁ. Jeżeli ktoś ma psa rasy Dog Argentyński i z nim poluje podczas polowań, które odbywają się pod patronatem PZŁ, a sam Polski Związek Łowiecki nie jest w stanie udzielić informacji o tym czy psy tej rasy polują z myśliwymi z PZŁ -jak sama Pani przyznała nie spotkała się Pani w Polsce z używanym w łowiectwie Dogo Argentino, a przecież to Pani zajmuje się w PZŁ sprawami kynologicznymi- a nawet Pani nie jest w stanie w pierwszej odpowiedzi podać mi konkretnych danych dotyczących ”ścieżki” jaką DA musiałby przejść, by stać się w Polsce psem myśliwskim, to jest to spory problem. Dlatego bardzo serdecznie proszę Panią o pomoc w sprawie ustalenia tego czy i ile Dogo Argentino jest w posiadaniu myśliwych należących do PZŁ w poszczególnych oddziałach. Z pewnością Pani i Pani współpracownikom będzie łatwiej przeprowadzić swego rodzaju ”audyt” w tej sprawie niż jakiejś organizacji z zewnątrz. Raz jeszcze bardzo serdecznie dziękują za to, że zechciała Pani poświęcić chwilę swojego czasu i odpowiedzieć na mój mejl oraz żywię nadzieję, że zrobi mi Pani grzeczność i poświęci go jeszcze odrobinę więcej, abyśmy wspólnymi siłami ustaliły czy zwierzakom nie dzieje się krzywda.

Serdecznie pozdrawiam

(7 wrz 2015, 10:36)

Witam,
przepraszam za brak odpowiedzi, ale byłam na urlopie.

Muszę zauważyć, iż myli Pani pojęcia. Mam nadzieję, iż uda mi się jasno Pani nakreślić jak ma się u nas w Polsce sytuacja z psami myśliwskimi.

Po pierwsze niestety nigdzie nie ma oficjalnie przyjętej, sprecyzowanej definicji „psa ułożonego do polowania”, „psa myśliwskiego”, bądź psa „łowiecko użytkowego”. Jeśli myśliwy ma ochotę, może teoretycznie polować nawet z psem w typie shih tzu, oczywiście abstrahując w tym miejscu od etyki, humanitaryzmu, zdrowego rozsądku i tradycji łowieckiej, które w naszej opinii jako PZŁ zdecydowanie zobowiązują do polowania z psami stricte do tego przeznaczonymi. Jeżeli jakiś myśliwy jest w posiadaniu DA i chce z nim polować, prawo mu tego nie zabrania. Nikt od nikogo nie wymaga w przypadku wprowadzania psa do łowiska jako psa – pomocnika myśliwego – przechodzenia przez jakąkolwiek formalną ścieżkę jego dopuszczenia do pracy podczas polowań. Bolejemy nad tym, iż ustawodawca nie pochylił się nad tym problemem i nie określił, iż polować można np. wyłącznie z psami rodowodowymi z poszczególnych grup ras tradycyjnie uznawanych za myśliwskie i wskazanych przez FCI (czyli tych od których wymaga się prób pracy) po wcześniejszym uzyskaniu przez nie dyplomu na konkursie pracy psów myśliwskich (wtedy w grę wchodziłyby tylko zwierzęta rodowodowe urodzone w hodowlach należących do FCI). Ustawodawca ustalił jedynie wymóg obecności psów odpowiednio do swojej pracy przygotowanych podczas polowań na ptactwo i zwierzynę grubą (pisałam już Pani o tym). Także dla DA taka ścieżka nie istnieje. Myśliwi układają bardziej lub mniej profesjonalnie swoje rasowe i nierasowe psy pod kątem ich praktycznego wykorzystania w łowisku.

Inną kwestią jest szeroko rozumiana kynologia łowiecka. Ze względu na to, iż PZŁ podpisał z ZKwP porozumienie o współpracy przyjęliśmy na siebie wymogi ustalone i obowiązki ustalone przez FCI. Z tego wynika m.in. fakt, iż od DA nie wymaga się zaliczenia prób pracy dlatego nie jest uznawany za psa użytkowego (o to z kolei wnosi do FCI kraj pochodzenia rasy).

Nie jesteśmy jako PZŁ w stanie odpowiedzieć Pani na pytanie ilu myśliwych posiada i poluje z DA, ponieważ nie prowadzimy takich statystyk, w związku z tym nie posiadamy takich informacji. Znamy tylko ogólną liczbę psów będących w rękach myśliwych zrzeszonych w PZŁ.

Pozdrawiam

To tyle jeśli chodzi o więcej faktów odnośnie tematu specjalnych wymogów dla psów ”asystujących myśliwym” ze strony profesjonalistów, czyli PZŁ, w roku 2015. Poskładajcie sobie stan rzeczy w połowie 2015 roku z treścią artykułu z elektronicznego wydania magazynu ”Brać łowiecka”, który posłużył mi za punkt wyjścia do napisania posta-notatki, którą dziś, nieco poszerzoną, zamieszczam jako wpis na moim blogu. I zastanówcie się (bardzo głęboko) nad potencjalnymi konsekwencjami aktualnie istniejącego stanu rzeczy – zmienił się? Jest ”tak samo”? Jest ”lepiej”? Czy jest ”gorzej”? Przepisy są ”jasne i precyzyjne”? ”Dosyć jasne”? Czy…? Jak jest w Polsce z polowaniem z Dogo Argentino? Mamy kolejną ”szarą strefę”?

”Trzy grosze”

A to wcześniej zapowiedziana treść uwag Administratora grupy ”KYNOLOGIA – przeszłość, teraźniejszość, przyszłość…” i moich, widniejących pod pierwotnie przeze mnie zamieszczonym postem:

Komentarz Administratora grupy: ”Zawsze zaznaczam,że jestem wolnościowcem. Każdy powinien mieć prawo realizować się w dowolny sposób – byleby nie wchodzić innym wolnym ludziom z buciorami w życie. W czasach szkoły średniej (Technikum Leśne) i dużo wcześniej, mocno interesowałem się łowiectwem i sporo wiedziałem. Było dla mnie jasne,że kiedyś zostanę myśliwym. Jednak gdy poznałem temat od strony praktycznej stwierdziłem,ze to nie dla mnie. Lubie, gdy teoria idzie w parze z praktyką a w polskiej gospodarce łowieckiej te dwie sprawy mocno się rozmijają. Jestem za tym by polować z kuszą czy łukiem. Energia kinetyczna bełtu czy strzały jest ogromna i sarnie czy dzikowi jest wszytko jedno w jakich okolicznościach pożegna się z życiem. Jeśli chodzi o polowania indywidualne to przecież można je realizować i dzisiaj – z podchodu. Niewielu się na to decyduje bo to wymaga talentu, umiejętności i cierpliwości. Współczesny leń-myśliwy woli posadzić dupę na ambonie i dokonać egzekucji z kilkudziesięciu/kilkuset metrów. Jeśli chodzi o polowania z psami. zawsze uważałem,że jakiekolwiek papiery czy nawet rasowość, dobremu psu w niczym nie pomagają. Mam kolegę, który poluje z mieszańcem po czarnej labradorce i jakimś wioskowym, owczarkowatym kundlu i jest pewne,że w woj.opolskim nie ma lepszego psa do szukania postrzałków. Jego skuteczność wynosi 100% – wszyscy myśliwi dzwonią do kumpla gdy mają problem z postrzałkiem. Wierzcie mi,ze większość polujących psów jakie znam nie widziało żadnych papierów, zaświadczeń,rodowodów i egzaminów od wielu pokoleń. Myśliwy dostaje lub kupuje ze grosze psa od innego myśliwego tylko wtedy, gdy jego super polująca suka została pokryta najlepszym dostępnym psem. To las i autentyczna w nim robota egzaminują te zwierzęta. Pies głupi, leniwy, lękliwy czy ze słabym instynktem (zdarzają się takie bardzo rzadko) dostaje wiązkę śrutu na klatę bo nikt nie będzie za darmo karmił pasożyta (i to jest słuszna koncepcja) . Jeśli chodzi o polowania z dogo argentino – jestem przeciw bo to barbarzyństwo (wiem,ze norowce też nie pieszczą się z lisem czy borsukiem) . Nikt w Polsce nie dopuści do takiej formy polowań na dziki”.

Moja odpowiedź: ”Zanim znajdę chwilę, by dorzucić ‚dodatek’ do pierwotnego postu, zrobię kilka uwag do twojej wypowiedzi. Mamy XXI wiek i wielu myśliwych jest w posiadaniu wysokiej klasy broni palnej, z której naprawdę umieją korzystać. Oczywiście tu też, jak w kynologii, liczy się kasa i jeśli masz pieniądze na swoją pasję, to uprawiasz ją na wysokim poziomie. Odpuściłabym więc ten mit o ”pajacu z dwururką” jako ”typowym” myśliwym. Ja wiem, że komuna nam wiele dziedzin przeorała, także kulturę łowiecką, ale są ludzie wytrwale ją budujący od podstaw i po prostu wrzucanie ich do jednego wora z takim ‚mentalnym kodziarstwem’ jest wielkim nadużyciem.
Pamiętaj, że w dzisiejszym łowiectwie nie chodzi już o ”zdobywanie pożywienia”, bo ‚po mięso’ wystarczy iść do sklepu. Dziś myśliwstwo to głównie regulacja i ja nie widzę niczego niewłaściwego w tym, że myśliwy z ambony strzela do zwierzyny, szczególnie, gdy robi to czysto – zawsze wolę zjeść zwierzaka, który nawet się nie zorientował, że umarł, od zwierzaka, który bardzo dobrze wiedział co i jak za chwilę się z nim stanie. Rzygam też eko.terrorystami z ich nawijką o ‚obronie życia zwierząt’ przy równoczesnym podcieraniu się przez nich kwestią obrony życia ludzkiego.
Zdaję sobie sprawę, że do środowiska łowieckiego kleją się także zwyrole, ale weź pod uwagę, że ”kolega zwyrol”, to nie jest ktoś z kim chcesz być ”w paczce”, szczególnie podczas wykonywania konkretnego zadania. (Nawet w środowisku bandytów takie numery nie przechodzą. Pamiętasz ”Heat” Michaela Manna? Pamiętasz jak ‚chłopaki’ ”podziękowali za współpracę” Waingro?) Obiektywnie trudno uwierzyć, żeby naprawdę ”dziwni” ludzie utrzymywali się w szeregach organizacji łowieckich.
Z resztą twojej wypowiedzi się zgadzam. Co do polowania z psami dodałabym jeszcze, że kortyzol jest toksyczny (stres naprawdę nam szkodzi): krowa, owca, czy świnia nad którą w rzeźni znęca się jakiś zwyrol, celowo przedłużając uśmiercanie zwierzęcia, ma tak potwornie wysoki wyrzut kortyzolu, że jej mięso staje się dla człowieka toksyczne. Tak samo toksyczne jest mięso dzika, którego zamęcza dogo albo inny pies. Na filmach z ”dogo w akcji”, na YT często widać, że psy, w 3-4 a nawet więcej, zamęczają małe dziki, takie poniżej 100kg i TO JEST BARBARIA TOTALNA
”.

Odpowiedź Administratora grupy: ”Potwierdzam Twoje przemyśliwania jednocześnie dodam, że swego czasu bywałem w rzeźniach dość systematycznie. Jeździłem tam po mięso dla psów i widziałem, że zarówno ubój świń jak i bydła przebiegał tam bardzo sprawnie i bez dostarczania zbędnego cierpienia. W każdej branży trafiają się debile – nic nie poradzisz. Polowania z dogo w Polsce nie przejdą – to pewne a jakieś nieliczne próby takiego w zasadzie kłusownictwa mogą się zdarzyć zawsze i wszędzie”.

Być może

Być może kryzys w polskiej kynologii jest naprawdę bardzo poważny i możliwe, że ”kynologia” w Polsce sprowadza się do wystawek i tytułków, a konkretnie do histerii w około wystawek i tytułków, aktualnie organizowanych przez ”dwa Zarządy Główne” ZKwP i uparte nie przyjmowanie do wiadomości przez najzagorzalszych ”wyznawców jedynie słusznej organizacji”, że ZKwP podzieliło się na dwa różne, raczej wrogie sobie obozy i że z całej tej sytuacji wieje… Szkoda słów. Nieco ponad tydzień po publikacji posta-notatki oraz krótkiej wymianie uwag z Administratorem grupy, w komentarzu pod ww treścią dodałam tylko ‚retoryczne pytanie’: ”Jak to jest? Temat BRAK SPECJALNYCH WYMAGAŃ DLA PSÓW MYŚLIWSKICH pozostaje ‚ostentacyjnie niezauważony’, bo jest bardzo poważny, złożony i dotyka szeregu aspektów, w których „kuleje” ZKwP i naprawdę JEST O CZYM rozmawiać? Czy tylko niezauważony, bo „wszyscy są teraz zaangażowani w wkręcanie się w rytm nowego roku szkolnego”? Kynologia łowiecka jest zazwyczaj dziedziną angażującą w ‚dyskusje’ potężne ilości (nie tylko) fejsbukowych kynologów, więc o co kaman? Dyski o kopiowaniu psów skrajnie nieużytkowych -bo „tylko wtedy poszczególne psy ras tradycyjnie ciętych wyglądają, jak wyglądać powinny, gdy mają cięte uszy i/lub ogony”- prawie zawsze schodzą na wątek „konieczności” kopiowania psów użytkowych – jakoś tak pokrętnie „kynolodzy”, którzy dla swojego widzi mi się psy tną, swoje postępowanie starają się usprawiedliwiać/rozmywać, schodząc w obszary zarezerwowane dla kynologii łowieckiej. Nie trzyma się to, mówiąc brzydko kupy, ale wtedy (przy okazji) wątki z łowiectwem związane są Jakoś Tam poruszane. Teraz pojawia się informacja 10na10 związana z użytkowością, próbami pracy, temperamentem, pożądanymi cechami, selekcją etc., i nic, zero chętnych do „ugryzienia” tematu. Nawet słowa o „łamiących się od entuzjastycznego merdania” ogonach kanapowych wyżłów jakichś ”Grażyn, KarYn, Januszy i Sebiksów” polskiej kynologii. Niesamowite.

Odpowiedział mi ponownie Admin grupy: ”Jako Grzesiks nieśmiało zabiorę głos 🙂 Większość myśliwych, których znam mają psy, które nabyli/dostali od innych myśliwych. Zazwyczaj nie interesują ich papiery, rodowody, medaliki i punkty przyznane przez sędziego na próbach pracy. Interesuje je realna robota jaką wykonuje dany pies. Tylko najlepszy pokryje kilka najlepszych suk. Reszta użyźni glebę w lesie. Takie są realia. Jeśli chodzi o obcinanie uszu i ogonów. Byłem za, jestem za i pozostanę za. z jakich względów wykonuje się ten zabieg – nie ma kompletnie żadnego znaczenia. Dobermanowi jest wszystko jedno czy obcięto mu kitę i uszy bo pańci tak się podobało czy pretekstem było realne bądź urojone zapalenie ucha i kaleczenie ogona w czasie nim merdania. To co człowiek stworzył – ma prawo dowolnie kształtować. Ci, którzy twierdzą,ze natura stworzyła psa z uchem obwisłym i takie powinno ono pozostać -są w błędzie. Natura stworzyła wilka z uchem stojącym. Pies jest tylko gorsza wersją wilka. Wilk jest psowatym optymalnym. Ma idealne proporcje, masę, sierść i anatomię by przetrwać w ekstremalnych warunkach – od stepów po pustynie, góry i daleką Północ. Żaden pies mu nie dorównuje. Jednak skoro stworzono tyle ras psów,często o dość wąskiej specjalizacji to są one NASZYM wytworem i możemy nadal je przetwarzać w dowolny sposób, nawet gdy w grę wchodzi tylko estetyka. Jeśli chodzi o psy myśliwskie. Zawsze uważałem,że powinny być hodowane wyłącznie przez myśliwych. Trzymanie np. jagdterriera w bloku jest nieporozumieniem. Po co ludziom pies myśliwski skoro z nim nie pracują czyli nie polują? Przecież istnieje od cholery ras stworzonych do tego by wylegiwać się na kanapie. Wracając do prób pracy – najlepiej weryfikuje ten temat realne polowanie a nie papierki i pieczątki. Mam kolegę, który ma mieszańca po labradorce i jakimś owczarkowatym kundlu. Ma 100% skuteczność w poszukiwaniu postrzałków. Inne psy nie mają przy nim najmniejszych szans. Widziałem na własne oczy jego pracę i żaden posokowiec nie ma do niego startu. Oto dowód,że praktyka potrafi przebić każdą teorię.”

Ponieważ we dwójkę możemy pogadać sobie poza fejsbukiem, a problematyka kynologii łowieckiej okazała się, dla innych członków grupy ”nieatrakcyjnym tematem”, skwitowałam komentarz Admina dosyć luźno: ”Jest takie znane zdjęcie Picassa z jego ‚ukochanym’ afganem – stoją razem na schodkach domu. Wiesz, CHART AFGAŃSKI – esencja szyku i elegancji, harmonii i dostojeństwa, u jego boku znany malarz. Wszystko super. Tylko że Picasso stoi tak z tym psem ubrany -to za dużo powiedziane, więc niech będzie- mając na sobie jedynie takie W WYRAZIE ‚przepierdziane gacie’. I dokładnie tak, jak Picasso przy tamtym afganie, prezentuje się większość fanatyków kopiowania przy swoich ciętych psach. I to nawet, gdy te cięte psiny wyglądają na popłuczyny po rasie, której niby są przedstawicielami. Powstrzymam się od niepoprawnego politycznie rozwijania wątku, że aby wymagać „wyglądu” od innych -a w przypadku kombinatorów od cięcia psów, tymi innymi są także psy- samemu trzeba wyglądać. Napatrzyłam się live (i na fejsbukowych fotkach) jak wygląda większość ”przestrzegających tradycji” posiadaczy psów i…

Wiele razy mówiłam/pisałam dlaczego jestem przeciwna obcinaniu psom fragmentów ciała, więc nie będę powtarzać tych argumentów (mogę przytoczyć je na życzenie). Zaznaczę tylko, że kawałek o „człowieku tworzącym” i „naturalnych stojących uszach”, zawsze najbardziej mnie śmieszy (przy okazji wyjaśnię dlaczego, teraz znowu byłoby „zbyt długo”). Wilk jest wilkiem. Kropka. Pies jest psem – udomowionym gatunkiem; zmiany kształtu czaszki, w sposobie noszenia i długości ogona, kształtu, osadzenia, wielkości i sposobu noszenia ucha są skutkiem udomowienia, konsekwencją tego, że Człowiek dawno, dawno temu nie chciał mieć Wilka, tylko Psa.
A co do motywu przewodniego postu, pod którym prowadzimy tę rozmowę, to niby „fajnie napisałeś”, tylko, że PROCEDUR nie ma i nie zanosi się na razie na to, by powstać miały. A skoro nikt poza tobą dotąd niczego do tematu nie dodał, najwyraźniej bieżący stan rzeczy nikogo nie zajmuje – smutne, ale nie ”zaskakujące”.

Powyżej zacytowana przeze mnie wymiana uwag, nie różniła się zbytnio od rozmowy, normalnej rozmowy, którą można odbyć z całkowitym pominięciem social media, bo, choć miała miejsce na forum otwartej grupy serwisu Facebook, nikt się do niej nie włączył. Zostanę więc przy prowadzeniu bloga i dzieleniu się z wami moimi refleksjami w tej formie.

*https://kulturakynologiczna.home.blog/2019/07/26/o-czym-sie-wam-nie-mowi-czesc-pierwsza/,https://kulturakynologiczna.home.blog/2019/07/26/o-czym-sie-wam-nie-mowi-czesc-druga/

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu oraz zdjęć i/lub grafik bez zgody autora jest zabronione.

NOWY BLOG: ”KULTURA KYNOLOGICZNA DLA PSIARZY”

 

Zapraszam was, abyście zajrzeli do mojego nowego projektu, czyli na blog Kultura kynologiczna dla psiarzy: https://kulturakynologiczna.home.blog/ na którym znajdziecie treści sięgające daleko poza tematykę związaną z dogo, presą i molosami, którą poruszam tu, na ‚Zu z pasją’. Do utworzenia drugiego bloga zmobilizowały mnie wiadomości, które od was dostaję (w tym propozycje tematów), materiały, które mi przesyłacie, nasze rozmowy telefoniczne i wnioski płynące z tych interakcji. Które, mówiąc krótko, wskazują, że odpowiada wam styl, w jakim prowadzę bloga i chcielibyście poczytać o ‚kynologii’ wprost, takiej jaką ona jest więcej, i że wielu z was wcale nie obraża się na teksty w długiej formie. Zwłaszcza, gdy te krótkie, na które zwyczajowo natrafiacie w sieci, nie wnoszą dla was nic nowego i nie odpowiadają na nurtujące was pytania oraz wątpliwości.

Przyznaję, że ‚sprzężenie zwrotne’, które otrzymałam od was po tekście dotyczącym chińskiej światówki* dodatkowo zmotywowało mnie do utworzenia nowego bloga. Prywatne wiadomości – w tym miejscu namawiam was serdecznie do tego, abyście dzielili się swoimi refleksjami w bardziej otwarty sposób i komentowali wpisy na wordpressowej stronie, bo ja przecież nie gryzę, a wasze uwagi mogą przysłużyć się innym – napisało do mnie sporo osób ‚jakoś tam’ związanych z ZKwP. Osób, co do których mogę powiedzieć, że pamiętamy się z różnych kynologiczny for, w tym tych Serwisu Facebook i osób, które na mój tekst trafiły, szukając informacji w polskojęzycznym internecie właśnie o WDS 2019, czyli światowej wystawie psów w Chinach. I które, choć pisały, że podzielają moje wątpliwości, jednak nie odważyły się publicznie przyznać, że co najmniej z dużą częścią uwag w tamtym tekście zawartych się zgadzają. Gdyż, parafrazując tłumaczenie (więcej niż) jednej z tych osób, zostałyby ”zjedzone” za ”plucie w rodzinne gniazdo”, bo tak właśnie sporo tzw kynologów pojmuje podejmowanie i zajmowanie się ”trudnymi tematami”. I po prostu ”nie wypada” tego robić. A jeśli, mimo wszystko owe ”trudne tematy” się porusza, to grozi to towarzyskim ostracyzmem… Niestety tym, którzy moich wątpliwości odnośnie (nie)dochowania zasad etyki w kontekście min. chińskiej światówki nie podzielają, a tekst czytały, nie chciało się go komentować ani nawet napisać krytyki w prywatnej wiadomości.

Dla odmiany, jak się okazało ‚publiczne powodzenie’ tekst ten miał w środowisku posiadaczy rasowych psów oraz hodowców niezwiązanych z ZKwP/FCI. I to chyba jest najbardziej zasmucające w dzisiejszej polskiej przestrzeni kynologicznej; ludzie, którzy kynologią się zajmują i nią żyją (nie mylić z ”z niej żyją”) w przeważającej większości boją się otwarcie, w swoim środowisku, rozmawiać na te tzw trudne tematy. A to właśnie tacy ludzie (kynolodzy z duszy i serca) do mnie pisali i z takimi osobami wymieniłam wiele cennych uwag. Przykre jest także to, że klimat, w którym, w niektórych odnogach środowiska ”kynologów” o każdym, kto działa w kynologicznej organizacji innej niż ta z najdłuższym stażem, mówi się ”pseuduch”, powoduje, że ludzie z innych klubów i stowarzyszeń, po prostu chyba nawet nie tyle już ”boją się” nawiązywać kontakty z sympatykami ZKwP, co nie mają na nie ochoty.

Przechodząc do samego bloga Kultura kynologiczna dla psiarzy: planowałam, że zacznę od czegoś bardzo bazowego i napiszę co nieco o kynologii, jako dziedzinie. Jednak dzieją się różne ciekawe rzeczy i uznałam, że najlepiej rozpocząć będzie od opowiedzenia wam nie tyle o samej kynologii, co o, zgodnie z nazwą bloga: kulturze kynologicznej. Kulturze kynologicznej taką, jaką mamy ją dziś i z której to wszystko z czym mamy dziś do czynienia się bierze. I która kuleje. Bardzo. A ”rozwija się” a może raczej ”mutuje” w sieci, a szczególnie intensywnie na forach Facebooka… Cóż więc lepiej pomoże nam zorientować się w problematyce kultury kynologicznej, jak nie przykłady z natury? Znajdziecie ich w tekście aż nadto, bo (zwłaszcza w ostatnim czasie) podostawałam od was sporo różnych ciekawostek i niektóre z nich wybrałam jako uzupełnienie artykułu. Tak więc tematem pierwszego wpisu na blogu Kultura kynologiczna dla psiarzy będą; kwestia ‚amatorskiej hodowli psów rasowych’, opłacalność hodowli psów vs. prawa konsumenta (czyli nabywcy tego rasowego psa), obszary, w których polskie psiarstwo wymaga kluczowych zmian, by na powrót mogło stać się kynologią (i choć, nigdy nie jest za późno na zmianę, pytanie czy ktokolwiek tych zmian chce?). Międzynarodowe Federacje Kynologiczne zrzeszające hodowców psów, DNA i profilowanie, inbred (czyli chów wsobny/kojarzenia kazirodcze), niszowe i w Polsce wciąż jeszcze niespotykane ”hodowle butikowe”, odwieczne ”Na co zwrócić uwagę, wybierając hodowlę?” (Odpowiedź na to pytanie jest kluczowa z uwagi na fakt, iż w przeważającej większości przypadków kwestie sporne pomiędzy nabywcami towaru ”pies rasowy”, a ich producentami-hodowcami-sprzedającymi dotyczą zdrowia tych psów, wynikającego wprost z metod hodowlanych i selekcji przez tzw hodowców stosowanych). Także fakt, że za pseudokynologię w wykonaniu pseudokynologów w szeregach ZKwP, obrywają prawdziwie oddani swojej pasji hodowcy do tego stowarzyszenia należący. Oraz ”sterowanie konsumentem”, czyli manipulacja potencjalnym nabywcą rasowego psa (ale i nabywcą, który właścicielem psa już się stał), któremu wmawia się mnóstwo rzeczy po to, by…

No, właśnie, po co? Na to pytanie, moi drodzy, mam nadzieję, że sami będziecie w stanie sobie odpowiedzieć po lekturze pierwszego opublikowanego na blogu Kultura kynologiczna dla psiarzy artykułu, traktującego o wielu, wielu rzeczach, o których się wam (szczególnie przyszli nabywcy rasowych psów), nie mówi, bo ”nie musicie o nich wiedzieć” lub mówi się wam o nich bardzo… ”Specyficznie”. Tekst inicjujący bloga podzieliłam na dwie części, tak więc oto co nieco o rodzimej kulturze kynologicznej A.D. 2019;

”NAJGRUBSZE RYBY W STAWIE” UTRZYMUJĄ PH STOJĄCEJ WODY NA ”WŁAŚCIWYM” POZIOMIE – SŁÓW PARĘ NA TEMAT: ”SKĄD W ‚KYNOLOGII’ TYLE PATO…?”. (CZĘŚĆ PIERWSZA)

(DRUGA CZĘŚĆ) ”NAJGRUBSZE RYBY W STAWIE” UTRZYMUJĄ PH STOJĄCEJ WODY NA ”WŁAŚCIWYM” POZIOMIE – SŁÓW PARĘ NA TEMAT: ”SKĄD W ‚KYNOLOGII’ TYLE PATO…?”

 

”Ogłoszenia”

Jako że coraz mniej podoba mi się polityka Facebooka a za nią jego algorytmy, coraz rzadziej zaglądam na ten serwis, zapraszam was więc do kontaktu mejlowego, piszcie na adres: zuzpasjaodogoargentino@gmail.com albo powiązany z nowym blogiem: kultura.kynologiczna@gmail.com lub też bezpośrednio przez wordpressową stronę Kultura kynologiczna dla psiarzy (albo dzwońcie 🙂 ). Zdaję sobie sprawę z tego, że wielu z was jest po prostu wygodniej pisać przez FB, ale warto walczyć w leniem wewnętrznym 😉 Tym bardziej, że nie przewiduję tworzenia osobnej strony na Facebooku dla nowego bloga i „promowania” go w taki sposób, gdyż jest to blog przewidziany dla osób, które „nie chodzą na skróty” i mają ”instynkt indywidualnego poszukiwacza informacji kynologicznych”, czyli min. umieją obsługiwać wyszukiwarki internetowe, szukać konkretnych fraz i dzięki temu są/będą autentycznie zainteresowane treścią artykułów na KKDP.

W najbliższym czasie tu, na ‚Zu z pasją’ pojawią się trzy duuuże teksty dotyczące zagadnień związanych z psią agresją i podkreślę, że są one formą ukłonu w kierunku, nieco ostatnio przeze mnie zaniedbanej ”pierwotnej grupy docelowej” tego bloga, tj. właścicieli i entuzjastów psów rasy darzonej przeze mnie sporym sentymentem, czyli Dogo Argentino.

Być może niektóre z artykułów dostępnych na kulturakynologiczna.home.blog będą pojawiać się także tu, na Zu z pasją o Dogo Argentino i odwrotnie, ale to, jak to się mówi „wyjdzie w praniu”.

*https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2019/03/30/shanghai-world-dog-show-2019-oraz-2019-copa-mundial-el-dogo-argentino-en-china/?fbclid=IwAR1g3wHUWAaKGcfPvRjft0HX2KgNWs-gqPkzTW5k1WamVwb1YT1T9GSz5ig

Zuza Petrykowska

Ps. Już jakiś czas temu odpuściłam sobie udzielanie się na zamkniętych dla ogółu, psiarskich forach, bo mówiąc wprost zamęczył mnie klimat tych środowisk (zwłaszcza hipokryzja). Klimat zamkniętych grup, niby-dyskusyjnych, niedostępnych dla osób spoza towarzystwa wzajemnej adoracji, w których ciągle nazbyt często ”jedzie się” nabywców psów obciążonych schorzeniami. (Nabywców, którzy ośmielili się opisać problem, zamiast ”siedzieć cicho”.) Albo też wprost daje się popisy tego, jak bardzo nie szanuje się swojego klienta, czyli nabywcy/ konsumenta na towar ‚rasowy pies’, w arogancki, bezczelny wręcz sposób, komentując posty zupełnie ”zielonych Kowalskich”, którzy po tym, jak ”dopuszczeni zostali do ‚zaszczytu bycia członkiem’ danej grupy, ośmielają się zadać ‚jaśnie oświeconym hodowcom’ pytania” dotyczące danej rasy, w tym i te na temat ceny za szczeniaka.

Zamęczył mnie klimat, w którym wałkowane są głównie pseudokynologiczne tematy, bo te nie wymagają znajomości złożoności dziedziny, którą jest kynologia. I każda ”gwazdeczka” może w nich zabłysnąć, jak czarnobylaska łuna. Traktowanie serio danego wątku, komentarze zawierające określone fakty, udzielanie rzeczowych odpowiedzi (nazbyt często) kwitowane infantylnymi reakcjami, które ciężko nawet określić mianem ”wypowiedzi”, uważam po prostu za stratę czasu. Aczkolwiek, ja na kynologii w żaden sposób nie zarabiam. Ale rozumiem, że inne osoby mają swoje powody, by mimo ogólnego, wciąż się obniżającego poziomu tych for, tkwić na nich i się na nich udzielać.

Nieco inaczej ma się sytuacja z grupami otwartymi, czyli tymi, do których dostęp mają wszyscy użytkownicy Facebooka, w tym znaczeniu, że zamieszczane na nich posty i komentarze widoczne są i możliwe do prześledzenia, nie tylko dla członków takich grup, ale i każdego, kto ma ochotę je sobie poczytać. ”Problem” polega jedynie na tym, że grupy otwarte nie są tak chętnie oblegane przez członków i sympatyków ZKwP, jak te zamknięte (albo nawet tajne), gdyż na takich otwartych dla zainteresowanych ”z zewnątrz” grupach, wszystko co zostanie powiedziane, jest dostępne dla potencjalnych nabywców psów. A więc zaliczałyby się do tego ww reakcje hodowców na posty nabywców, którzy zakupili psy obciążone schorzeniami, ”gwónoburze i oburze”, które posty zawierające te informacje wywołały u ”niczemu winnych hodowców” itp., itd. Krótko mówiąc to, co jest najbardziej interesujące z punktu widzenia nabywcy na towar ”pies rasowy”, człowieka szukającego informacji o ”producencie towaru”, prawie zupełnie nie kręci tzw hodowców…

Ostatnio zdarzyło mi się złamać moją ‚dietę antygrupową’ i zamieściłam post na jedynej polskojęzycznej otwartej kynologicznej grupie Serwisu Facebook, którą uważam za godną uwagi, tj. ”KYNOLOGIA – przeszłość, teraźniejszość, przyszłość …”* i czasem na nią zaglądam, i którą polecam wam do podglądania, bo za niezwykle cenne uważam, że niektórzy jej członkowie mają odwagę publicznie dzielić się swoimi refleksjami dotyczącymi kondycji nie tylko polskiej kynologii, ale i nieprawidłowości w najstarszym polskim stowarzyszeniu hodowców.

*https://www.facebook.com/groups/185845201976118/about/

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu oraz zdjęć i/lub grafik bez zgody autora jest zabronione.

”SHANGHAI WORLD DOG SHOW 2019” ORAZ ”2019 COPA MUNDIAL EL DOGO ARGENTINO EN CHINA” -KILKA PYTAŃ

To niemożliwe!?

Serio? ”World Dog Show Shanghai 2019”, czyli coroczna światowa wystawa psów w tym roku odbędzie się w Chinach? ”Kochamy pieski”, ”jesteśmy przeciwni okrucieństwu wobec zwierząt”, ale prestiżowe ”święto kynologii”, jakim jest World Dog Show, odbędzie się w kraju, w którym wolno psy (jak i koty) żywcem wrzucać do wrzątku, nim wylądują na talerzu? W kraju, w którym tego rodzaju okrucieństwo wobec zwierząt nie jest karane? A należące do Fédération Cynologique Internationale, stowarzyszenie Związek Kynologiczny w Polsce nawet nie zajmuje oficjalnego stanowiska wobec przyznania Chinom tzw światówki?

Spora część członków ZKwP chętnie korzysta z serwisu Facebook nie tylko po to, by tworzyć profile, na których prezentują się jako hodowcy i ułatwić kontakt potencjalnym klientom na szczenięta. Posiadacze rasowych psów z rodowodami Związku Kynologicznego w Polsce, czyli uznawanymi przez Fédération Cynologique Internationale (FCI), tworzą na tym serwisie wiele grup o tematyce kynologicznej, począwszy od takich, w których rozmawiają o ”mydle i powidle”, przez te poświęcone wystawom organizowanym przez Związek Kynologiczny w Polsce (ZKwP) pod egidą Fédération Cynologique Internationale (FCI), psim sportom, na dedykowanych konkretnym rasom lub typom psów, kończąc. Popularne jest w tym środowisku ”przejmowanie się losem zwierząt” (szczególnie psów i kotów), które padły ofiarą złego traktowania i ”wzruszanie się”, przestrzeganie przed ”praktykami pseudohodowlanymi” oraz ”troska” o rasowe psy, które się swoim właścicielom np. ”znudziły” i zostały porzucone lub też z jakiegoś powodu oferowane są przez nich na sprzedaż. (Wtedy to są burze o to ”Czy hodowca wie co się dzieje z ‚jego’ psami?”). Generalnie, polscy ”fejsbukowi kynolodzy” epatują tym ”przejmowaniem się” co rusz… Ale z World Dog Show Shanghai 2019 jest ”jakoś inaczej”. A przecież istnieje strona www.facebook.com/no.for.WDS2019.in.China (”No for China World Dog Show 2019”), na której materiału do ”przejmowania się” jest tyle, że pewnie do końca świata starczy. Dlaczego więc, choć na Facebooku tak wielu członków ZKwP wręcz epatuje swoją ”odrazą” wobec znęcania się nad zwierzętami, nie ”oburzają się” już tak chętnie na organizowanie przez FCI, światowej wystawy psów w Chinach, w żaden oficjalny sposób, którego skutkiem byłoby opublikowanie jakiegoś oficjalnego stanowiska Zarządu Głównego Związku Kynologicznego w Polsce na internetowych stronach tegoż Związku?

Przy okazji, zobaczcie jak na decyzję Fédération Cynologique Internationale o przyznaniu zaszczytu organizacji światowej wystawy psów w roku 2019, Chinom, zareagowały niektóre z organizacji członkowskich Międzynarodowej Federacji Kynologicznej (FCI): https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2019/03/29/shanghai-world-dog-show-2019-reakcje/

A o ‚złotych kartach’ od China Kennel Union dla delegatów FCI wiecie? Norwegowie obliczyli, że ‚złota karta’ ma wartość 100 tysięcy euro: https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2019/03/29/zlote-karty-o-wartosci-100-tysiecy-euro-dla-delegatow-fci/ 

Może więc tytuł tego wpisu powinien brzmieć np. tak: ”CZY CORAZ POWSZECHNIEJSZA ”OBOJĘTNOŚĆ LUDZI DOBRYCH” ROZGRZESZA WSZYSTKICH ZE WSZYSTKIEGO? ”KRYZYS MORALNY” W ZWIĄZKU KYNOLOGICZNYM W POLSCE? CO WSPÓLNEGO MAJĄ HISTORIOZOFIA i FILOZOFIA Z KYNOLOGIĄ? ORAZ USTAWA O OCHRONIE ZWIERZĄT W KONTEKŚCIE WPŁYWU SYMPATYKÓW ZKWP I FCI NA PRACE LEGISLACYJNE -O CZYM POWINNIŚMY PAMIĘTAĆ”?

Od paru lat olewam tzw wystawy (ostatnia na której byłam, to Klubowa Molosów w 2016 roku -wielkie rozczarowanie), kiedy więc na początku marca zwrócono mi uwagę na fakt, iż w tym roku światowa wystawa psów, czyli World Dog Show organizowana jest w Chinach, przede wszystkim: nie mogłam uwierzyć, że to może być prawda. W pierwszej chwili uznałam, że to tylko idiotyczna plotka, kompletna niedorzeczność. Pomyślałam, że przecież ludzie kipieliby z oburzenia i wściekłości na tych wielgachnych fejsbukowych kynologicznych grupach, których wszyscy członkowie ”kochają pieski” i są cholernie ”wrażliwi na psie cierpienie”, więc nawet, mając tak ”olewcze” podejście do Facebooka oraz pokaźną listę zablokowanych, musiałbym o tym skandalu, na którejś z (szczególnie) polskich grup lub stron, przeczytać. A jednak. Ludzie kipią, ale ‚nie bardzo’ na grupach dla członków i sympatyków Związku Kynologicznego w Polsce – może dlatego, że Związek Kynologiczny w Polsce, inaczej niż np. niemiecki czy norweski członek Międzynarodowej Federacji Kynologicznej (FCI) nie zajął oficjalnego stanowiska w sprawie decyzji FCI o przyznaniu WDS w 2019 roku, Chinom? I polskie społeczeństwo nie dowiedziało się jaki jest oficjalny stosunek ZKwP do chińskiej światówki… Czy ktoś z ZKwP się do Szanghaju wybiera? Itp. Itd. Temat jakoś przemyka/ł, nie angażując zbyt wielu ”miłośników psów”…

Dlaczego tak mnie to szokuje? Moi drodzy Związek Kynologiczny w Polsce w swoim statusie, w rozdziale drugim ”Cele i środki działania Związku” informuje, iż ”Związek realizuje swoje cele” min. przez ”czuwanie nad przestrzeganiem ogólnych zasad etycznych przez członków Związku”, a stowarzyszenie to należy do Fédération Cynologique Internationale (FCI), której celem jest min.: ”to support dogdom and canine welfare worldwide thanks to a well-established ethics”, czyli ”wspieranie świata psów i psich miłośników/ entuzjastów oraz dobrostanu psów (powiedzmy propagowania min. takiej ”opieki społecznej” dla psów) na całym świecie, dzięki ugruntowanej etyce”. Skoro więc Fédération Cynologique Internationale zadecydowała, by, choć wrzucanie psów do wrzątku nie ma wspólnego mianownika z ”ogólnymi zasadami moralnymi”, które podobno FCI (jak i ZKwP) przyświecają, Chinom powierzyć organizację World Dog Show 2019, mamy prawo zwracać uwagę na dysonans, konflikt pomiędzy ”wartościami”, do których podobno odnosi się FCI oraz ZKWP a decyzją tej Międzynarodowej Federacji Kynologicznej (FCI) o przyznaniu organizacji World Dog Show 2019, Chinom. A także na brak sprzeciwu Związku Kynologicznego w Polsce wobec zaistniałej sytuacji. Możemy odczuwać co najmniej zdziwienie i zażenowanie poziomem rozbieżności pomiędzy praktyką a tzw założeniami, prawda? Tak więc ja je odczuwam. Tym bardziej, że chodzi o stricte ”święto kynologii”, imprezę organizowaną przez federację zrzeszającą organizacje kynologiczne z 86 krajów, ”celebrację psa” jako gatunku, o którym mówimy, iż ”jest najlepszym przyjacielem człowieka”. 86 krajów do wyboru… A FCI decyduje, że to Chiny są tym, na który stawiają, z tą swoją well-established ethics”…

Puk, puk! -Kto tam? -Filozofia

Przefiltrujmy te teksty o ”etyce” z ZKwP i FCI, porównując je z tym, co zachodzi w praktyce. Zacznijmy od kwestii elementarnej. W filozofii są trzy ważne, podstawowe pytania. Pierwsze: ”co jest realne?” – i na to odpowiada metafizyka, jedna z podstawowych dyscyplin filozoficznych, badająca najogólniejsze własności bytu, po prostu badająca naturę rzeczywistości. Drugie: ”co jest prawdziwe?” – na nie odpowiada epistemologia, dział filozofii zajmujący się relacjami między poznawaniem, poznaniem a rzeczywistością. Epistemologia rozważa naturę takich pojęć jak: prawda, przekonanie, sąd, spostrzeganie, wiedza czy uzasadnienie. („Co to jest poznanie i czym jest poznawanie? Wyjaśnianie praw dotyczących zarówno poznawania i tego, co jest poznane„.) Trzecie: ”co jest dobre? – odpowiedź na to pytanie, to zadanie etyki, działu filozofii zajmującego się badaniem moralności i tworzeniem systemów myślowych, z których można wyprowadzać zasady moralne. (Etyka bada co jest uniwersalnie lepszym zachowaniem, dobrem, za którym istoty ludzkie powinny podążać.) Etyka bywa też nazywana filozofią moralną.

Sprawdzam

Gdy w wyszukiwarkę Google 5* marca bieżącego roku, wpisałam frazę ”światowa wystawa psów 2019, Chiny”, sądziłam, że szczegółowe informacje znajdę na stronie stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce, w końcu należy ono do Fédération Cynologique Internationale (FCI), czyli Międzynarodowej Federacji Kynologicznej (FCI), decyzją której w roku 2019, ”kynologiczny show” (już za mniej niż miesiąc) obędzie się właśnie w Chinach. A ”światówka”, jak każda prestiżowa wystawa, budzi zainteresowanie tzw hodowców i posiadaczy rasowych psów. Tym samym, na fejsbukowych grupach kynologicznych członkowie ZKwP rozmawiają o niej (choć nie bardzo chętnie)… Niektórzy są oburzeni decyzją FCI i pomysłem, że ”ktoś z kolegów i koleżanek” zamierza jechać do Szanghaju, by wziąć z niej udział (”Tylko ludzie bez honoru pojadą na światówkę do Chin”) a inni są ”oburzeni, ale”, a jeszcze inni… Cóż, poczytacie skriny zamieszczone w tym tekście, sami się przekonacie. Ale do szukania informacji o WDS 2019, wracając: doprecyzowanie ”szukanej frazy”, czyli rozwinięcie jej o kolejne kluczowe słowa: ”światowa wystawa psów 2019, Chiny, Związek Kynologiczny w Polsce”, nic nie zmieniło. Na oficjalnych stornach ZKwP nie ma ”szumu” na temat chińskiej światówki.

*(I 29 marca, czyli ponad trzy tygodnie później, też.)

Niezniechęcona szukałam dalej i dzięki temu dowiedziałam się, że zdaniem osób ”decyzyjnych” w ZKwP, tych, które odpowiadają za zawartość strony internetowej stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce, Chiny, Chińska Republika Ludowa, leży… w Europie… W zakładce ”wystawy”, na internetowej stronie ZKwP, nic o wielkim chińskim ”iwencie”, który sprawił, że PR FCI leci na łeb na szyję*, nie ma, aż nie wejdziemy w pole ”WYSTAWY W EUROPIE FCI” -Poważnie. (I wiecie co? Jakoś mnie to, kurczę, nie dziwi.) Kiedy już wejdziemy w to pole, zostaniemy przekierowani na stronę Fédération Cynologique Internationale – ZKwP nie przygotował ”nic od siebie” na temat ”celebracji psów” w Szanghaju. (Może ma to jakiś związek z tym, że w Sejmie co jakiś czas ponawiane są próby pracy nad zmianami w ustawie o ochronie zwierząt i może Związek Kynologiczny w Polsce, żywo przecież zainteresowany tym, ”Co w ustawie piszczy?”, stara się dobrze kojarzyć polskiemu społeczeństwu? Może ludziom w Polsce to stowarzyszenie kojarzy się np. z ”walką o dobro psów”? Aczkolwiek w statusie ZKwP, w punkcie ”Cele i środki działania Związkupojęcie ”dobra psów” nie zostało ujęte. Napisane jest tam, iż ”Celem Związku jest oparta na podstawach naukowych organizacja hodowli i szkolenia psów rasowych dla osiągnięcia jak najwyższego poziomu zarówno pod względem eksterierowym jak i użytkowym”. Tyle. Tak czy inaczej, możliwe, że szersze rozpisywanie się na temat uczestnictwa członków Związku Kynologicznego w Polsce w wystawie organizowanej w kraju, w którym psy obdziera się ze skóry i wrzuca do wrzątku, nim wylądują na talerzu, wystawy organizowanej przecież pod szyldem tego słynnego FCI, wystawy na temat której zdecydowanie negatywnie wypowiedziały się władze znaczących klubów należących do tejże Mędzynarodowej Federacji Kynologicznej, jak Fiński Kennelliito, norweski Norsk Kennel Klub, szwedzki Svenska KennelKlubben, główna organizacja kynologiczna w Wielkiej Brytanii, organizujący Crufts: The Kennel Club, niemiecki Verband für das Deutsche Hundewesen, holenderski Raad van Beheer op Kynologisch Gebied in Nederland, mogłoby mieć wpływ na społeczny odbiór Związku Kynologicznego w Polsce, prawda? Szczególnie, w kontekście tego, że niektóre kręgi starają się bardzo, by przekonać polskie społeczeństwo, że gdy chodzi o kwestię ”psa rasowego”, tylko należące do FCI, ZKwP może być postrzegane jako ”godna zaufania organizacja”, której członkowie ”zawsze i wszędzie, przede wszystkim na uwadze mają psa – najlepszego przyjaciela człowieka”… Tradycyjny chiński festiwal psiego (i kociego) mięsa, jako ”mgliste tło” światowej wystawy psów, pewnie słabo robi na PR ”miłośników psów” z ZKwP, którym (jednoznacznie) ocenić, czy ”opowiedzieć się na temat” lub po prostu: zająć stanowisko odnośnie World Dog Show Shanghai 2019, nawet do głów nie przyszło… Może więc rzeczywiście, jeśli chce się przekonać Polaków, że ”Tylko FCI i tylko ZKwP są godne zaufania”, lepiej ”po cichutku” podejść do WDS 2019, niż zajmować się nim na internetowych stronach ZKwP? Osobiście nie podałabym ręki tzw hodowcy i/lub sędziemu kynologicznemu, czy nawet tzw handlerowi, który się na chińską światówkę wybiera. W każdym razie, na stronie FCI, w wykazie krajów organizujących wystawy pod patronatem FCI, z prawej strony, w miejscu, gdzie lista opisana jest (drodzy ”geografowie” z ZKwP): ”Asia, Africa & Oceania”, znajdziemy zakładkę ”China” oraz informację, że ”szanghajski iwent” trwać będzie od 30 kwietnia, jednak ”Shanghai – World Dog Show (WDS)” to tylko dwa dni: od 2 do 3 maja 2019 roku.

Na marginesie: zobaczcie ILE wystaw pod patronatem Fédération Cynologique Internationale, odbywa się w Chinach! WDS 2019 nie jest żadnym ”wyjątkiem”, to nie jest tak, że wystawa pod patronatem FCI w Chińskiej Republice Ludowej, odbywa się po raz pierwszy. FCI ”przyjaźni się” z ”chińskimi kynologami” od jakiegoś czasu, a decyzja o zorganizowaniu światowej wystawy psów 2019 w Szanghaju jest może ”wyrazem szacunku” dla tej relacji?… Natomiast dla ”wiernych” i ”zaangażowanych” z ZKwP, WDS 2019 jest pewnie okazją do wycieczki, na którą w innych okolicznościach udać by się nie mogli (a ”zasłużyli”)… Zwróćcie też uwagę na statystyki China Kennel Union. No i tę ”notkę pochwalną” sprzed kilku lat:

*

Po ”paru latach” obserwacji serdecznie w nosie mam wszystkie te ”wystawki” (a może rację mają ci, którzy mówią o nich ”ustawki”?), z mojego punktu widzenia będące po prostu szopką dla naiwniaków i od dłuższego czasu nie śledzę informacji dotyczących tego, która i gdzie się odbywa. Tak więc na wieść o tym, że tegoroczna World Dog Show odbędzie się w Szanghaju dosłownie opadła mi szczeka.

Naoglądałam się już pokracznych wypłoszy ”biorących rasę” i dlatego ”wystawowe tytuły” nic dla mnie nie znaczą. Pies, który jest wartościowym przedstawicielem swojej rasy, w znaczeniu ”posiadającym hodowlaną wartość”, jest zwierzęciem przede wszystkim zdrowym; pełnosprawnym i zrównoważonym psychicznie a tytuły z wystaw wcale tego nie gwarantują. Ot, co. Dodatkowo, sposób w jaki tzw hodowcy z Chin interpretują wzorce ustalone przez Fédération Cynologique Internationale dla poszczególnych ras, karykaturalne ”wariacje” na temat niektórych z nich, sprawia, iż decyzja Federacji o tym, by Chiny honorować przywilejem organizacji WDS, w moich oczach staje się jeszcze bardziej kuriozalna.

Powiem Wam więcej, kiedy prawie 10 lat temu ”odrabiałam pracę domową” na temat Dogo Argentino, chcąc zorientować się w hodowlach tej rasy na świecie, żeby wiedzieć co to jest, to co wtedy było w Polsce, skąd się wzięło i dlaczego wygląda, jak wygląda, trafiłam także na strony chińskich keneli. I wiecie co? Szybko z nich uciekłam, bo to, co oni wtedy nazywali ”Dogo Argentino”, było po prostu białe i zdecydowanie bardziej przypominało skośnookie Gull Terry, z dolewką Whippetów niż Dogi Argentyńskie (Dziś, panienki, które tego typu DA produkują w Polsce, mówią, że te smętnie wyglądające psiaki są, uwaga: ”fit” – brr…). Przyznam też, że nawet nie przyszło mi wtedy do głowy sprawdzanie czy Chiny są członkiem FCI albo jakie mają szanse na to, by wkrótce się nim stać, tak groteskowo wyglądały ”Dogo Argentino made in China”. Zainteresowanie argentynami wśród niektórych Chińczyków, uznałam po prostu za ”kaprys” tych ”równiejszych spośród równych”, który pozwala ”wybrańcom” polować na grubego zwierza w stylu innym, niż ten który dotychczas znali… Moja uwaga skupiła się na tzw rodzimym podwórku i tym, co wtedy było ”Dogo Argentino made in Poland”… ALE uważajcie: nie tylko World Dog Show odbędzie się w tym roku w Chinach, albowiem ten rok to także, o zgrozo!: 2019 COPA MUNDIAL EL DOGO ARGENTINO EN CHINA. Tak więc dzisiejszy tekst nie obejmuje jedynie ”kontrowersji” w około WDS 2019, ale zahacza i o AMDA 2019.

Dokładnie zapamiętajcie sobie ”znamienitości”, które się w tym roku w Szanghaju pokażą czy to na WDS, czy na AMDA. Nie wiem jak dla was, dla mnie osoby, które jako ”kynolodzy”, będą firmowały swoimi twarzami, tzw doświadczeniem i ”marką”, zgodę na panujące powszechne w Chinach okrucieństwo w stosunku do psów (jak i kotów oraz innych zwierząt) i brak prawa, które karałoby ludzkie bestie za znęcanie się nad zwierzętami, ”nie są warte, by na nie nasikać, gdyby się paliły”.

No for China World Dog Show 2019

Związek Kynologiczny w Polsce (ZKwP) jest, powołaną 29 lipca 1938 roku organizacją zrzeszającą hodowców i miłośników psów. Po wojnie reaktywowany został 5 maja 1948 a 15 czerwca 1957 roku, ZKwP ponownie został członkiem FCI. Choć stowarzyszenie to zawiodło moje oczekiwania co do informacji na temat organizowanej w Chinach ”światówki” (może jeszcze władze ZKwP jakieś informacje udostępnią dla opinii publicznej), świat nie kończy się na tymże stowarzyszeniu hodowców i posiadaczy psów uznawanych za rasowe z uwagi na rodowody, jak to się mówi: honorowane (ciekawie brzmi to słowo w kontekście decyzji o WDS w Chinach…) przez Fédération Cynologique Internationale. Na Serwisie Facebook działa wspomniana już przeze mnie strona, dzięki której (jeśli starczy wam nerwów) możecie min. obejrzeć straszne, po prostu przerażające nagrania dotyczące tego, jak psy (i koty) są w tym kraju traktowane:

https://www.facebook.com/no.for.WDS2019.in.China/ Jest też petycja:

https://www.thepetitionsite.com/206/893/746/stop-the-fci-wds2019-in-china/?fbclid=IwAR3bQfl17roLgpIUb17wVrY8qcnaVRXm9dBukJ5X8ZCIYUfz7k_5-MlrluI

Nie dajcie się zwieść. To nie jest tak, że w Chinach psy, które trafiają do rzeźni są kradzione. Nie, nie tylko tak tam trafią. Właściciele psów odgrywają znaczącą rolę w handlu nimi na mięso, bo sami chętnie swoje psy odsprzedają ”meat traders”, czyli handlarzom mięsa. Dlatego, kiedy widzicie zdjęcie/nagranie przedstawiające psy w obrożach, przyjmijcie, że jest bardzo wysoce prawdopodobne, że to sami właściciele tychże psów po prostu sprzedali je na mięso. Pies w Chinach nie jest tym, czym jest dla, używając TOLKIENowskego określenia: ‚Ludzi Zachodu’. W tamtej kulturze nie ma znaczenia to, że pies był ”przyjacielem” przez dekadę lub dłużej, kiedy jest stary, niepotrzebny albo po prostu się znudził (bo był ”fajnym szczeniaczkiem”, jak zabawka, ale teraz jest duży i już nie jest taki ”fajnie zabawkowy”), bez mrugnięcia okiem można odsprzedać go na mięso i po prostu wrócić do domu. A gdy przyjdzie ochota, sprawić sobie nowego i potem też go sprzedać na mięso. I tak w kółko… ”Rozwój kynologii w Chinach” najwyraźniej nie idzie w parze z rozwojem empatii dla psich i kocich ”przyjaciół” ani nie wpływa na zmianę sposobu myślenia Chińczyków o tych zwierzętach, gdyż prawo, które sankcjonowałoby tak bezzasadne okrucieństwo wobec braci mniejszych, w Chinach wciąż nie istnieje. Zobaczcie ile tam jest RASOWYCH PSÓW (Tylko ostrzegam, tego się nie da ”odzobaczyć”. Pamiętajcie, że Chinese Kennel Union ma kasę na delegatów FCI, ale wciąż nie wiemy czy zechce przekazać ją na walkę z okrucieństwem wobec ”najlepszych przyjaciół człowieka”):

https://www.facebook.com/no.for.WDS2019.in.China/videos/1053908514733243/

Pani Hanna Shen pisała o ”World Dog Show 2019” już w 2015 roku

W polskim środowisku dziennikarskim jest przynajmniej jedna osoba, która podjęła się i to już w 2015 roku, przedstawienia swoim czytelnikom argumentów mówiących dlaczego decyzja Fédération Cynologique Internationale, czyli Międzynarodowej Federacji Kynologicznej (w skrócie FCI), by światowa wystawa psów w roku 2019 odbywała się Chinach, jest bulwersująca. Tą osobą jest pani Hanna Shen, polska dziennikarka na stałe mieszkająca w Tajwanie. Na temat stosunku Chińczyków do psów znaleźć możecie co najmniej dwa jej teksty: z 30. 06. 2015 i z 21. 04. 2018;

http://haniashen.blogspot.com/2015/06/pies-na-talerzu-chinczykow.html,

http://blogmedia24.pl/node/79888

Różnice

Chyba nic mnie tak nie ”uruchamia”, jak te nędze intelektualne, na Facebooku, co rusz wypisujące, by zneutralizować ewentualne ”popiskiwanie” własnego sumienia lub ”uratować honor” znajomych lub ”autorytetów”, którzy się na WDS 2019 wybierają, że ”U nas jest tak samo”. Hasełko to rzucane jest co chwilę i nikt ćwierćinteligentów, którzy szafują nim na prawo i lewo, nie konfrontuje z faktami stanowiącymi o różnicach. Nikt z biorących udział w tych żenujących dyskach, nie wymaga, by każdy z autorów tego rodzaju komentarzy, zmierzył się z owymi różnicami. Nikt twierdzenia ”u nas jest tak samo” nie rozbiera na czynniki pierwsze. Tak więc, zawczasu wyjaśnijmy sobie: u nas nie jest ”tak samo”.

”U nas” za czyn okrutny uważamy czyn, do którego wcale nie musiało dojść, który mógł zostać niepopełniony: ktoś mógł zdecydować inaczej, mógł wybrać coś innego, ale tego nie zrobił i w efekcie wybrał coś gorszego. ”U nas” w odniesieniu do traktowania zwierząt, o okrucieństwie wobec nich mówimy, gdy określamy zachowanie społecznie nieakceptowane, które umyślnie powoduje niepotrzebny ból, cierpienie lub śmierć zwierzęcia. ”U nas” barbaria przede wszystkim nazywana jest wprost: barbarzyństwem. Jest jako barbarzyństwo kwalifikowana, piętnowana i karana. ”U nas” osoby, które dopuszczają się tak niegodnych, haniebnych, odrażających, bezdusznych zachowań, jak ludzie z nagrań, pokazujących nam potworność chińskich handlarzy psów (i kotów) przeznaczonych na mięso, spotyka ostracyzm społeczny, tacy ludzie są piętnowani, niekiedy wręcz społecznie wykluczani. Tego rodzaju zachowania nami wstrząsają. My, w naszej kulturze uważamy je za wynaturzenie, nazywamy nieludzkimi. Uznajemy za przejaw zdziczenia i jako społeczeństwo je potępiamy. Co więcej, presja społeczna, by winni znęcania się ze szczególnym okrucieństwem, za swoje czyny ponosili odpowiedzialność, wciąż ”u nas” wzrasta. Osoby dopuszczające się takich zachowań są karane, gdyż polskie prawo przewiduje karę dla zwyrodnialców. Jako społeczeństwo rozumiemy, jak wielki wpływ na sprawców ma nieuchronność kary, w nagłaśnianych przypadkach okrucieństwa wobec zwierząt, uderza nas właśnie poczucie ich bezkarności, dlatego dla zwyrodnialców wymagamy coraz surowszych kar. Nie ma ”u nas” powszechnej zgody na takie traktowanie zwierząt, jakie pokazują nam filmy z Chin. Gdy na filmach, które przedstawiają sceny z rzeźni, obserwujemy skrajne okrucieństwo, przerażająco pozbawione sensu bestialstwo lub raczej bestialstwo, którego ”sens” służy jedynie temu, by przedłużyć cierpienie, agonię zwierzęcia, czujemy smutek, empatia dla drugiej istoty krzyczy w nas i budzi się w nas gniew. Wiele osób czuje taką frustrację, że jedynie wyrzucane przez łzy wulgaryzmy dają im ”choć trochę spuścić ciśnienie”. Widok takich scen sprawia, że zaczynamy sobie stawiać pytania o człowieczeństwo. A posługując się nieco bardziej wyszukanym językiem, możemy powiedzieć, iż uważamy, że zadawanie niepotrzebnego bólu zwierzętom umniejsza nas jako istoty moralne.

I nie jest ważne czy rzeźnia jest polska i ktoś pokazuje nam nagranie dokumentujące zwyrodnienie jakiegoś pracownika polskiej rzeźni, osoby, która zabija zwierzęta tak, jak zabijają potwory z horrorów, czy rzeźnia jest chińska i oglądamy chińskiego potwora w akcji. Czujemy jednakowe obrzydzenie. I domagamy się kar dla winnych popełnienia makabrycznych czynów. Z tą tylko jedną różnicą, że istotnie w Polsce mamy szansę, by nasze pragnienie ukarania winnych, zostało zaspokojone, gdyż w Polsce katowanie, celowe zadawanie cierpienia, takie bestialstwo, z jakim Chińczycy potrafią się obchodzić z psami i kotami przeznaczonymi na mięso, uważane jest za przejaw patologii, zwyrodnialstwa i nie ma na nie zgody. ”U nas”, w naszej kulturze nikt normalny nie stoi i ot, tak nie przygląda się scenom, które pokazują nam filmy z chińskimi meat traders w akcji.

Więcej: ”u nas”, w Polsce nie ma zgody także na to bestialstwo, z którym w Hiszpanii traktowane są charty i warto o tym pamiętać nie tylko w kontekście World Dog Show Madrid 2020. (Serio. Dla tych, co nie wiedzą: kolejna ”światówka” odbędzie się w Madrycie…) Tak, w XXI wieku, w kraju członkowskim Unii Europejskiej, galgueros, czyli hiszpańscy myśliwi, Galgos i Podenco, które nie spełniają ich oczekiwań podczas polowań, za karę torturują lub mordują. Szacunki mówią, że co roku okalecza się lub zabija od 50u tysięcy nawet do 100u tysięcy chartów. A zgodnie z hiszpańskim prawem, zarówno Galgos jak i Podenco, wyłączone są z przepisów dotyczących okrucieństwa wobec zwierząt domowych, gdyż uważane są za psy myśliwskie, czyli ”pracujące”/ ”służbowe”. Jeśli nie sprawdzają się w swojej roli, w ramach kary są rytualnie torturowane. Swoje okrucieństwo ich oprawcy, owi galgueros tłumaczą tym, że ”psy zawstydzają swego pana”, nie spełniając jego oczekiwań. Ów ”wstyd” i ”zła sława” muszą zostać zmyte przez tortury i zabicie winnego zwierzęcia. Psy polewane są kwasem, ciągane za samochodami, obdzierane ze skóry, grzebane żywcem, wrzucane do głębokich studzien itp. itd. Jak możemy przeczytać*, najstraszniejsza forma tradycyjnego znęcania się nad ”przynoszącymi hańbę swemu panu” chartami, to taniec fortepianowy (torturowany pies wydaje charakterystyczne dźwięki i z nich wywodzi się nazwa tortury). Przywiązanego za szyję psa mocuje się tak, by niemal wisiał w powietrzu, walczy on o każdy oddech i powoli się dusi. To może trwać nawet trzy dni.Choć większość Hiszpanów ten proceder uważa za okrutny i są mu przeciwni (powstały dziesiątki organizacji walczących przeciwko tej haniebnej tradycji w Hiszpanii) a wiele osób ratuje charty i je adoptuje, jasne jest, że jedynym sposobem na zerwanie z bestialskim zwyczajem jest zmiana postrzegania psów przez ludzi, szczególnie na południu kraju i w mniejszych miejscowościach (Hm… 21 vs. 770, 711-1492?).

*https://noizz.pl/zwierzeta/masowa-zaglada-psow-galgo-w-hiszpanii/fkdv3pk

I last but not least: ”u nas”, w Polsce, w naszej kulturze, bestialskie zadawanie bólu słabszym, znęcanie się, w tym i/lub przede wszystkim nad zwierzętami, traktowane jest jako istotna wskazówka dotycząca psychiki jednostki, która znęcania się dopuszcza. Psychologowie i psychiatrzy z barbarzyństwa wobec zwierząt wyciągają wnioski. Specjaliści uznają, iż dręczyciele zwierząt mają deficyt w zakresie tzw. uczuciowości wyższej i że jest wysoce prawdopodobne, iż nie mają również empatii i współczucia w stosunku do ludzi. Kwestia okrucieństwa wobec zwierząt w kontekście związku z zachowaniami antyspołecznymi znalazła potwierdzenie w analizach empirycznych, zauważono współistnienie okrucieństwa wobec zwierząt i przemocy w rodzinie, zarówno wobec partnerów życiowych, jak i dzieci. Dziś wiadomo już, że nie wolno lekceważyć przejawów okrucieństwa wobec zwierząt, gdyż bywa ono tzw czerwoną flagą: sprawcy okrucieństwa wobec zwierząt znajdują się w grupie bardziej predysponowanej do zachowań przestępczych wobec ludzi.  

I coś jeszcze: psi smalec nie jest elementem polskiej kultury i tradycji, to zwyczaj, którzy na ziemie Rzeczpospolitej przywędrował z Azji. Tu, za Wikipedią, macie nieco więcej: ”Na niektórych obszarach wiejskich w Polsce notuje się przypadki wytapiania z psów smalcu i wykorzystywania go przez medycynę ludową. Przed zabiciem zwierzę okładane jest kijem. Psi smalec ma być remedium na choroby skóry, choroby płuc czy gruźlicę. Według Doroty Sumińskiej zwyczaj spożywania psiego tłuszczu dotarł do Polski z Azji, a w XIX i na początku XX psi smalec był produkowany przez polskich Cyganów. Według Katarzyny Bychawskiej, psychologa zwierzęcego, przesąd o medycznych właściwościach tego tłuszczu bywa „głęboko zakorzeniony”. Współczesne doniesienia medialne o przypadkach wytapiania psiego smalcu w Polsce pochodzą z okolic Iłży (2007), okolic Częstochowy (2009), Podhala i Woli Radziszowskiej (2014). Obok smalcu, znane są przypadki wykorzystywania dawniej przez medycynę ludową w Polsce psiej śliny która miałaby leczyć czyraki oraz psich odchodów zmieszanych z wódką, jako leku na żółtaczkę.

Warto mieć na uwadze także i to, że dla istotnej części naszego społeczeństwa formą okrucieństwa wobec zwierząt jest wykorzystywanie ich do testów środków kosmetycznych oraz w celach medycznych. Coraz większa świadomość społeczna powoduje, iż wielu z nas pozostaje wiernym wyznawanym przez siebie wartościom, wszędzie tam, gdzie jako konsumenci mamy faktyczny wpływ na otaczającą nas rzeczywistość i możliwość, by z tego faktu skorzystać, czyli np. poprzez bojkotowanie wyrobów firm kosmetycznych testujących swoje produkty na zwierzętach.

Pies w kulturze Człowieka Zachodu vs. Pies na talerzu, czyli ”dążyć do dobra, unikać zła”

W tekście Why is CHINA hosting the World Dog Show 2019?jego autorka Sarah Antoinett słusznie zauważyła: ”Niektórzy sugerują, że to dobrze, że Chiny są gospodarzem World Dog Show 2019, ponieważ nauczy to Chińczyków wartości życia psa – że psy mają być wysoko cenione pielęgnowane (”umiłowane” to pierwsze tłumaczenie słowa ”cherished”) i szanowane, a nie skórowane i pieczone żywcem. Niestety ten sposób myślenia jest nietrafiony – Światowa Wystawa Psów w Chinach to sposób na zachowanie twarzy, nic więcej. To sposób na uciszenie międzynarodowej społeczności, która coraz bardziej otwarcie mówi o chińskim okrucieństwie wobec najlepszego przyjaciela człowieka. To dla okazja, by Chiny powiedziały: „Kochamy psy! Patrzcie, przecież nawet wyprawiamy im święto, fetujemy je (”celebrating”)! O czym mówicie?” Bezdyskusyjne jest również to, że gdyby decyzja o przyznaniu organizacji Światowej Wystawy Psów Rasowych, Chinom, została cofnięta, byłby to komunikat: „Dopóki nie zrobicie czegoś z brakiem przepisów o dobrostanie zwierząt i dokąd nie podejmiecie kroków w celu ochrony wielu z nich, poddanych haniebnemu okrucieństwo, nie pozwolimy na organizację tej wystawy”, Chiny definitywnie byłyby bardziej skłonne do zwrócenia uwagi i faktycznego, możliwego do wykonania, wdrażania takich praw. Na tę chwilę, przyznanie Chińczykom honoru zorganizowania WDS 2019 jest naszym sposobem na powiedzenie, że to powszechne okrucieństwo w ich kraju jest dopuszczalne.

Ale nie. Jeśli chcemy, aby to wstrętne, obrzydliwe okrucieństwo się skończyło, musimy się uaktywnić, coś powiedzieć. Musimy przypomnieć Chinom o korzeniach, czasie zanim komuniści przejęli ster, kiedy władcy Chin kochali i szanowali psy, tak dalece, że nakazywali swoim obywatelom robić to samo. Pod rządami komunistów okrucieństwo wobec psów rozprzestrzeniło się w całym kraju; pogarda dla nich jest powszechna, a podziemne organizacje regularnie szerzą propagandę, zachęcając do nienawiści wobec PSA. To jest chore, świadczy o zdeprawowaniu, jest demoralizujące i nie jest kwestionowane, nie jest przez nikogo skutecznie konfrontowane, nie ma przeciwko temu zorganizowanego oporu. Właśnie dlatego my w społeczności międzynarodowej musimy podnieść głos i mówić o tej sytuacji otwarcie.” Link do oryginalnego tekstu: https://skyespitfire.wordpress.com/2019/03/04/why-is-china-hosting-the-world-dog-show-2019/?fbclid=IwAR2TuTfjgxdKcMEm_bNPj7ArFZIVDgvpecD4O_iCOuerEvyVeByUmvbrHFE

”Addres an issue”, czyli do ”stylu uboju” dołącza tabu pokarmowe

Fejsbukowe dyskusyjki pokazują, że osoby biorące w nich udział i z największą gorliwością ”machające ręką” na oburzenie i pytania o moralność w kontekście uczestniczenia w WDS 2019, innych ‚grupowiczów’, mało wiedzą, za to bardzo dużo im się wydaje, ‚słabo idzie im myślenie’ i jak to z głupcami bywa, są bardzo pewne siebie. Chętnie, praktycznie zrównują stan prawny dotyczący zwierząt w Polsce z tym, co dzieje się w Chinach, ignorując przy tym różnice mówiące o tym, jak ”u nas” podchodzi się do barbarzyństwa wobec zwierząt, a jak się do niego podchodzi ”gdzie indziej”. Sposób ich ”argumentowania” każe sądzić, że ”w związku z tym, że (generalnie na świecie) są ludzie, którzy robią złe rzeczy, nie istnieje etyka, a w każdym razie nie trzeba nią sobie zawracać głowy”. Po drodze ludzie tacy posiłkują się zwyczajem okrutnego zabijania, poprzez wieszanie itp., w Hiszpanii, chartów, które ”nie sprawdziły się” na polowaniu i w ten sposób ”zhańbiły swoich właścicieli”, budując tą drogą narrację w w stylu: ”Na to okrucieństwo też nikt nie reaguje, nikt wystaw w Hiszpanii nie bojkotuje”. Jak gdyby tego rodzaju twierdzenia miały rozgrzeszać ”kolegów i koleżanki ze Związku”, którzy do Szanghaju (oraz Hiszpanii) pojadą i to szczekając w około, że ”kochamy pieski”, na przemian z ”przecież w Polsce jest tak samo”… Najwyraźniej w oczach osób ”mądrych inaczej”, w istocie coraz powszechniejsza w środowisku ”obojętność ludzi dobrych” rozgrzesza wszystkich ze wszystkiego.

I, w sumie, jak tym ”dobrym ludziom”, którzy tylko oglądają się na innych i z ulgą przyjmują, że ”oni też nic nie robią”, nie przyznać racji? Bo w końcu, jak bojkotować decyzję Fédération Cynologique Internationale dotyczącą powierzenia organizacji WDS 2020 Hiszpanii, w której wieszane są Galgo i Podenco, bo ”zhańbiły swoich właścicieli”, w ogóle jak pytać o tę decyzję i ”obrażać się na wystawę”, jeśli nie zbojkotowało się World Dog Show Shanghai 2019 za iście nieludzkie traktowanie przez Chińczyków niezliczonej ilości, i to najróżniejszych psów oraz kotów przeznaczonych na mięso? Jak nie pojechać na World Dog Show Madrid 2020 lub raczej: ”dlaczego nie pojechać?”, jeśli skala tego, co akceptowane przez pochodzące z 86 krajów organizacje współpracujące z FCI, poszerzona została już o festiwal psiego mięsa? Jak zmienić te potworne zwyczaje, powstrzymać zło, skoro powszechnie członkowie organizacji wchodzących w skład Fédération Cynologique Internationale, akceptują owe haniebne praktyki? Nie wymuszają przecież na Federacji zmian decyzji, którymi ta przyznaje krajom członkowskim, w których psy wiesza się za ”hańbę” właściciela lub jeszcze żywe wrzuca się do wrzątku, organizowanie najbardziej prestiżowych wystaw. Choć podobno wszystkim im chodzi o support dogdom and canine welfare worldwide thanks to a well-established ethics”… W Polsce katowanie, to bestialstwo, z jakim Chińczycy potrafią się obchodzić z psami i kotami, które przeznaczyli na mięso (oraz to, co robią hiszpańscy galgueros), uważane jest za przejaw patologii i to niezależnie o tego, kto i na jakim zwierzęciu się takiego bestialstwa dopuszcza. Dla takiego zachowania, jako przejawu bezdyskusyjnie bestialskiego okrucieństwa i zwyrodnienia, czujemy obrzydzenie. (Z pewnością znaczenie ma także fakt, że u nas dawno, dawno temu ubój publiczny został przeniesiony do rzeźni i nasze społeczeństwo nieprzywykłe jest do jego widoku.). Psychologowie i psychiatrzy także mają o tego typu bestialstwie dosyć jednoznaczne zdanie. Czy więc fakt, że patrząc na nagrania z chińskimi meat traders w akcji, kiedy chodzi akurat o psy (i koty) ma jakieś znaczenie? Oczywiście, że tak. I to nie, jak piszą ”mądrzy inaczej”, z powodu ”hipokryzji”. Po prostu, w naszym kraju akurat to psy, jak i koty są pokarmowym tabu.

Istnieje kilka teorii naukowych, które próbują wyjaśnić powstawanie i istnienie tabu pokarmowego, jedną z nich jest teoria strukturalistyczna. Za Wikipedią: według etnosocjologa Edmunda Leacha (Kultur und Kommunikation, 1974): ”z reguły niejadalne są zwierzęta, które albo uważa się za bardzo obce albo za bardzo bliskie człowiekowi. Leach porównał jadalność zwierząt do reguł obowiązujących w małżeństwie: blisko spokrewnione osoby obowiązuje tabu zaślubin i kazirodztwa. Odpowiednio zwierzęta, z którymi człowiek obcuje w swoim miejscu zamieszkania (psy, koty), są poddane tabu pokarmowemu. Brak pokrewieństwa oznacza zezwolenie na zaślubiny, a w przeniesieniu na pokarm jadalność dzikich zwierząt. „Bardzo daleki” związek wyklucza bliskie kontakty socjalne u ludzi, jak i jadalność zwierząt, które uważa się za „dzikie” i „obce”.

Co o pokarmowym tabu możemy przeczytać na stronach samej tylko Wikipedii? Wystarczająco dużo, by lepiej zrozumieć wielość tzw kontrowersyjnych aspektów WDS 2019, czyli chińskiej światówki: ”Z punktu widzenia fizjologii odżywiania psie mięso nadaje się do spożycia. Akceptację albo odrzucenie jego spożycia przez całe społeczeństwa albo pojedyncze grupy należy więc traktować jako pozyskane drogą kulturową. Ponieważ psy w Europie i w Stanach Zjednoczonych są ulubionymi zwierzętami domowymi, dyskusja o tym tabu albo o jego braku w niektórych krajach prowadzona jest bardzo emocjonalnie. Podczas mistrzostw świata w piłce nożnej 2002 doszło do międzynarodowych protestów przeciwko spożywaniu psiego mięsa w Korei. Jedną z najbardziej znanych przeciwników była aktorka i aktywistka ochrony zwierząt Brigitte Bardot, która określiła to „barbarzyńską moralnością”, przez co zarzucono jej rasizm”.

Pamiętajmy: tabu pokarmowe to, jak klarownie tłumaczy (ponownie) Wikipedia:istniejący w określonych grupach społecznych lub kulturowych świadomy zakaz spożywania pokarmu pochodzenia roślinnego lub zwierzęcego, który jest jadalny z punktu widzenia fizjologii trawienia. (…) Nie jest znane tabu pokarmowe, które byłoby akceptowane we wszystkich kulturach. (…) W wielu przypadkach tabu nie jest utrwalone pisemnie, posiada mimo to moc zakazu wiążącego określoną grupę”.

(”Na świecie Chińczycy wyróżniają się najmniejszą liczbą zakazów pokarmowych – w Europie Francuzi.”)

Zwierzęta domowe, które w pewnym sensie uważane są za część rodziny i które są rozpieszczane, antropolodzy tacy jak Harris nazywają „zwierzętami kanapowymi” w odróżnieniu od zwierząt gospodarczych, jak bydło czy świnie. W Europie i Stanach Zjednoczonych „zwierzęta kanapowe”, jak psy czy koty, traktowane są jako niejadalne. (…) Według Harrisa tabu pokarmowe dotyczące psiego mięsa jest następnym przykładem analizy kosztów i zysków: na Zachodzie nie jada się psów, nie dlatego, że są lubiane, tylko dlatego, że posiadają wiele innych zdolności, z których człowiek korzysta. Stąd jest to dla człowieka nieekonomiczne źródło mięsa. Sytuację w Chinach Harris tłumaczy hipotezą, że zjada się tam psy ze względu na to, że zawsze brakowało Chińczykom innego mięsa. Poza tym pożytek z psa jako towarzysza człowieka jest jego zdaniem w Chinach mały, gdyż jednostce wystarcza towarzystwo miliarda ludzi w tym społeczeństwie.

Dla większości Europejczyków, jak i dla Amerykanów, spożywanie psa jest tabu. W języku polskim mięso z psa określane bywa psiną; termin odnotowany został przez słownik Doroszewskiego i jest wykorzystywany przez współczesne media, choć nie został odnotowany w Słowniku Języka Polskiego PWN. W Unii Europejskiej ubój psów i handel ich mięsem są zabronione od 1986 r. W Szwajcarii handel jest co prawda zabroniony, ale nie ubój dla prywatnego użytku. W tamtejszych mediach pojawiają się wiadomości o spożywaniu psiego mięsa i nie są to bynajmniej pojedyncze przypadki. Miłośniczka zwierząt Edith Zellweger podawała kilkakrotnie w swoich wywiadach przykłady spożywania, jak i nielegalnego handlu. Kilogram psiego mięsa ma kosztować około 25 franków szwajcarskich. Jej zdaniem psy i koty spożywa się nie tylko w pojedynczych kantonach, ale w całej Szwajcarii. Dziennikarz Markus Rohner publikował swoje wywiady z ludźmi jedzącymi psy, najczęściej mieszkańcami wsi. Poza tym nabywcy psiego mięsa mają także pochodzić z Niemiec. Zdaniem Dorothei Beutling, profesor z Instytutu Higieny Mięsa (FU Berlin Wolny Uniwersytet Berliński), psie mięso jest konsumowane w dużych ilościach w niektórych krajach Europy wschodniej, przede wszystkim w Rumunii, ale znane są też nieoficjalne, nielegalne przypadki ze Słowacji jak i z Polski: Dziennikarze „Gazety Wyborczejpowoływali się w 1995 na wypowiedź inspektora Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami w Jaworznie o rodzinach z tego miasta, jedzących psie mięso od pokoleń.”

Oficjalne statystyki z czasów Cesarstwa Niemieckiego potwierdzają ubój psów, który był rejestrowany w ten sam sposób jak ubój innych zwierząt użytkowych. Przed I wojną światową spisywano rocznie ok. 7000 przypadków ubić psów, przy czym dochodziło do licznych nielegalnych ubojów. Statystyki wskazują na regiony z najwyższymi liczbami ubić jak Saksonia, Turyngia i Śląsk. W Chemnitz istniała rzeźnia tylko dla psów i kilka gospód, w których podawano psie mięso. […] Szczególnie ceniony jako regionalny przysmak był tatar z psiego mięsa(…). Niemiecki przepis prawny dotyczący kontroli mięsa z lat 40. zalicza psy do zwierząt rzeźnych.

Znowu w szkole, czyli powtórka z pojęć

Wystawa w Szanghaju budzi, jak to się dziś ładnie mówi: ”kontrowersje”. Dla wielu z nas decyzja o tym, by, pomimo braku prawa, które zakazałoby bestialskiego traktowania psów i kotów (zwierząt w ogóle) ”lądujących na talerzach”, honorować Chiny przyznaniem im przez Fédération Cynologique Internationale, organizacji bardzo prestiżowego kynologicznego wydarzenia, jest co najmniej ”moralnie wątpliwa”. Tym bardziej, iż FCI wszem i wobec głosi, że jako organizacja ma na uwadze ”dobro psów”. Organizacja, która ”was created on May 22nd, 1911 with the aim to promote and protect cynology and purebred dogs by any means it considers necessary”, czyli ”powstała 22 maja 1911 r. w celu promowania i ochrony kynologii, i psów rasowych dowolnymi środkami/w dowolny sposób, który uzna za potrzebny/ konieczny/ niezbędny/ nieodzowny”… Hm… Co więc z tymi wszystkimi psami i to, żeby jeszcze straszniej było, często rasowymi psami, które tak potwornie są w Chińskiej Republice Ludowej, kraju organizatora WDS 2019, traktowane? Treść dysek i rozmówek o WDS 2019 na fejsbukowych grupach kynologicznych członków i sympatyków ZKwP, mrozi krew w żyłach, gdyż ludzie, mówiąc wprost, najgłupsi mają w nich do powiedzenia najwięcej. Może to dlatego, że nawet ci, którzy czują głęboki wewnętrzny sprzeciw, by ”siedzieć cicho i nic nie mówić” nie umieją swoich myśli wyrazić? Podczas, gdy ”koledzy i koleżanki ze Związku” (i to ci, którzy oficjalnie są tacy ”przeciwni okrucieństwu wobec zwierząt”!) ignorują fakt, że w Chinach psy się zjada (i to rasowe psy, a przedtem bestialsko się je zabija) i nawet komentują ”szum” wokół WDS 2019 tekstami w rodzaju ”Ile można w kółko o tym samym?” Może nie umieją przekazać dlaczego są oburzeni, co powoduje, że na samą myśl o tym, że Fédération Cynologique Internationale zdecydowało, by tę wystawę organizować w Chinach, wszystko się w nich gotuje? Co powoduje tę ”ułomność”? Niewystarczający zasób słów, brak zrozumienia podstawowych pojęć? To wina reformy edukacji sprzed prawie dwóch dekad? Czy jeszcze coś innego? Może panujący w ZKwP ”klimat”?

Moi drodzy, uporządkujmy sobie parę spraw, nim pójdziemy dalej, tym bardziej, że jak mówi nam, w rozdziale drugim ”Cele i środki działania Związku”, Statut Związku Kynologicznego w Polsce,Związek realizuje swoje cele” min. przez czuwanie nad przestrzeganiem ogólnych zasad etycznych przez członków Związku”. A co to znaczy ”przestrzeganie ogólnych zasad etycznych”? Sprawdźmy znaczenie słowa ”ogólny”, nim przejdziemy do ‚zasad etyki’. Tak więc, za słownikiem PWN: wyraz ”ogólny” oznacza: ”dotyczący ogółu osób, obejmujący całokształt czegoś, odnoszący się do wielu podobnych przedmiotów, zjawisk, składający się ze szczegółów” -bez zaskoczenia, można powiedzieć, że sformułowanie ”ogólne zasady etyczne”, to po prostu ”zero konkretów”.

Zróbmy kolejny krok: Wikipedia ponownie służy pomocą: ”Zasady etycznew odróżnieniu od moralnych są ogólnymi, filozoficznymi twierdzeniami, wynikającymi z danego światopogląduprzyjętego systemu pojęciowego (w niektórych wypadkach również religijnego). Na ich bazie można tworzyć konkretne nakazy i zakazy moralne. Często zdarza się tak, że różne zasady etyczne prowadzą do tych samych zasad moralnych.” -Ok, odnieśmy powyższe do treści Statutu stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce. Pamiętamy wymyślone przez członków stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce ”zaświadczenia o leczniczym kopiowaniu uszu”, co za tym idzie, wniosek, który się nasuwa wydaje się być oczywisty: jeśli ktoś nie czuje ”winy”, nie ma tzw poczucia winy, nie poczuwa się do winy w związku z tym, że postąpił w określony sposób, nie ma sensu mówienie mu o ”ogólnej etyce”, bo w takim kimś nie ma… Powiedzmy, że w kimś takim nie ma ‚żyznej gleby’, by te ”ogólne zasady” w nim ‚zasadzić’. Taki ktoś jest ”jałowy”, w nim te ”ogólne zasady” się nie przyjmą. W kimś takim nie można ”zasadzić sumienia”.

Idźmy dalej: etyka to ”dział filozofii zajmujący się badaniem moralności i tworzeniem systemów myślowych, z których można wyprowadzać zasady moralne. Etyka bywa też nazywana filozofią moralną.Cywilizacja łacińska, nazywana także cywilizacją Zachodu, ukształtowała się w Europie. Z czasem ten typ cywilizacji objął również takie tereny, jak obie Ameryki, Australię i Nową Zelandię. Szczegółowe analizy cywilizacji Zachodu przeprowadzili; Feliks Koneczny, Oswald Spengler, Arnold Tynbee i Samuel Huntington. Jak pisał Koneczny: Nie może istnieć etyka powszechna, skoro każda cywilizacja ma swoją własną. Ogólnoludzki trzon etyczny zawiera zaledwie cztery punkty. Powszechnie potępia się kradzież, cudzołóstwo, zdradę swego zrzeszenia, tudzież brak czci względem rodziców i starszych w swym zrzeszeniu”.

Ponownie za Wikipedią: ”Według Feliksa Konecznego cywilizacja łacińska opiera się na greckiej filozofii, rzymskim prawie i etyce chrześcijańskiej. Jako jedyna łączy wszechstronny rozwój kategorii prawdy, rozumiany jako metodyczne dochodzenie do poznania obiektywnej prawdy z kategorią dobra, opartą na podporządkowaniu życia społecznego etyce, będącej zbiorem norm postępowania przyjętym przez społeczeństwo. Dzięki temu cywilizacja łacińska mogła jako jedyna z obecnie istniejących cywilizacji stać się personalistyczną w przeciwieństwie do pozostałych cywilizacji, będących cywilizacjami gromadnościowymi. Cywilizacja łacińska wytworzyła pojęcie państwa, etyki i prawdy. Prawo jest tworzone na podstawie norm etycznych i moralnego prawa naturalnego, dzięki czemu możliwy jest rozwój moralności”.

W książce ”Państwo i prawo w cywilizacji łacińskiej”, Feliks Koneczny pisał tak: ”To pewne, że etyka jest wcześniejsza od prawa, gdyż towarzyszy najprymitywniejszym nawet związkom zrzeszeń ludzkich w samym ich zaraniu. Moralność nie z uczuć wypływa (…), lecz z pojęć, a jakieś pojęcia o moralności istnieją od samych początków życia zbiorowego. Ani nawet najdrobniejsze zrzeszenie nie zdołałoby się utrzymać, gdyby w nim nie było pojęć dobra i zła, gdyby w niem nie było zgody na to, co uważać za godziwe, a niegodziwe, chociażby zrazu miały rozstrzygać o tym względy utylitarności*. Abstrakcyjne pojęcia moralności mogą się z początku ograniczać do niektórych tylko, a ciasnych dziedzin życia, lecz jakieś muszą istnieć i stanowić źródło norm postępowania. Sama możliwość etyk rodowych, naturalnych, świadczy o ich starszeństwie względem prawa. W naturalnej kolei rzeczy, etyka wyprzedza prawo, a prawo ma być tylko pieczęcią na postulatach etycznych, wiadomych już uprzednio. Gdy prawo nie kroczy śladami etyki, powstaje jej dwoistość. Tego nie zniesie na dłuższą metę żadne zrzeszenie, lecz skaże samo siebie na upadek w rozkładzie, z coraz większą utratą walorów moralnych. Natomiast nie da się nigdy prawa przemienić w etykę. Etyka nie może być zawisłą od prawa, jakie obowiązuje gdzieś w danej chwili. Albo jest prawa przodowniczką, albo całkiem dla prawa nie istnieje.

*Utylitaryzm to (za Wikipedią): ”postawa zwana też filozofią zdrowego rozsądku, kierunek etyki zapoczątkowany w XVIII wieku, według którego to, co jest pożyteczne, jest dobre, a miarą słuszności postępowania jest użyteczność jego skutków”.

Quincunx to pojęcie z historiozofii Feliksa Konecznego: pięciomian bytu, czynnik cywilizacjotwórczy. ”Łączy pięć kategorii: dobro, prawdę, zdrowie, dobrobyt, piękno. Feliks Koneczny w swoich badaniach poszukiwał formuły lub czynnika opisującego wszystko co ogólnoludzkie, łączącego dzieła bytu materialnego i moralnego, istniejącego we wszystkich cywilizacjach i kulturach we wszystkich epokach. Wyróżnił pięć kategorii bytu – w sferze duchowej (wewnętrznej) to dobro i prawda, (przyrodzona i nadprzyrodzona), w sferze cielesnej (zewnętrznej) to zdrowie i dobrobyt. Za sferę łączącą kwestie ducha i ciała uznał piękno. Łącznie tym pięciu kategoriom bytu nadał miano quincunx”.

Dlaczego chciałam, abyście sobie powtórzyli te pojęcia (i w głębi duszy mam nadzieję, że poszperacie sobie przynajmniej w Wikipedii, by dowiedzieć się jeszcze więcej lub przypomnieć sobie to, o czy zapomnieliście)? Bo teraz poczytamy sobie to:

”INTERNATIONALE – MANIFESTO OF THE CENTENARY. For the welfare of dogs”. (November 2011). Wiecie: ”Manifest z okazji setnej rocznicy utworzenia Fédération Cynologique Internationale. Dla dobra psów”…

No, to fru: ”On the occasion of its Centenary Year, the Fédération Cynologique Internationale does confirm its mission across the globe: to preserve the health of dogs and to promote the relations between dog and man thanks to its international activities.” –Z okazji obchodów swojego stulecia, Fédération Cynologique Internationale potwierdza swoją misję na całym świecie: zachowanie zdrowia psów i promowanie powiązań/relacji między psem a człowiekiem dzięki międzynarodowej działalności” -Dobre! Samozwańczo FCI potwierdza ”misję”, której nikt tej Federacji nie powierzył, jej twórcy ją sobie sami ”powierzyli”. (FCI to nie jakaś ”rządowa organizacja”). A, i ta ”misja” rozciąga się ”na cały świat”, acha… I co tam jest dalej? Że ”preserve the health of dogs”, czyli chodzi im o ‚zachowanie zdrowia psów’, hm… Wszystkie te krótkopyskie potworki oraz np. kuriozalnie oskórzone Mastino Neapoletano czy inne karykatury są tego pragnienia żywymi dowodami… A w kontekście WDS 2019 faktycznie nabiera to sensu od strony, o której nigdy przedtem nie myślałam, w końcu lepiej żeby ludzie się nie potruli… I chcą ”promote the relations between dog and man” -Hmm… Podobno najlepiej jest ”zacząć zmieniać świat” od siebie. Może ci tzw ”decyzyjni” w FCI, powinni więcej uwagi poświęcać temu co dzieje się z psami już wyhodowanymi przez członków Federacji, której szefują, hmm? Szczególnie z tymi psiakami, które zostają sprzedane bezpośrednio do Chin albo ”jakoś” tam trafiają… Może członkowie FCI powinni np. zwracać większą uwagę na ‚utrzymywanie relacji’ ze swoimi ”psimi dziećmi”, które bezpośrednio albo ”jakoś” lądują w Chinach, co?Thanks to its international activities.” -no właśnie! Niech nie tylko sprzedają swoje ”psie dzieci” ”jakoś” albo bezpośrednio do Chin, ale niech też je odwiedzają i sprawdzają jak im się żyje. Co rusz jakaś wystawa jest tam pod patronatem FCI organizowana, co za problem? A jak to jest problem, bo ”daleko”, ”drogo”, ”trudno” albo coś w ten deseń, to może nie należy sprzedawać tam ani bezpośrednio, ani ”jakoś” jeszcze więcej psów? ”Through its 86 members and contract partners (one member per country), it cares about the welfare of all dogs worldwide. -”Za pośrednictwem 86 członków i partnerów (z każdego z tych krajów tylko jedna organizacja może należeć do FCI), dba o dobro wszystkich psów na całym świecie” -Tupeciarze! To już jest zuchwałość granicząca z bezczelnością! A może wcale nie? Po prostu wiadomo już kto odpowiada za to, że się psom na świecie krzywa dzieje. (Powinni jakoś ten kawałek ”uaktualnić”, pamiętajcie kto chciał norweski Klub wywalić za otwarte zniechęcanie swoich członków do udziału w chińskiej światówce…) ”Na całym świecie” -w tych Chinach to im słabiutko idzie. ”The FCI considers health, temperament and behaviour to be the essential points to reach this welfare and it promotes dog activities and dog sports which it considers beneficial to the dogs.” -”FCI uznaje, że zdrowie, temperament i zachowanie są kwestiami kluczowymi, dla osiągnięcia tego dobrobytu i promuje psie aktywności oraz sporty dla psów, które uważa za korzystne dla psów.” Hmm… ”welfare”... Ta… Te klatki pełne psów w rzeźniach, psiaków oczekujących na swoją kolej do wrzątku, no, to faktycznie jest jakaś aktywność, jak się taki pies szarpie, nim go jeden z drugim barbarzyńcą skatują, dla ”lepszego smaku mięsa”… ”These visions and values, re-confirmed this year 2011, one hundred years after the FCI foundation, are supported by the FCI statutory goal.” -”Te wizje i wartości, ponownie potwierdzone w tym 2011 roku, sto lat po utworzeniu FCI są wspierane przez cel statutowy FCI”. ”Wizje”? Raczej ”majaki”. ”Wartości” -błagam… ”Fajnie”, napisali sobie coś tam, a potem sobie napisali, że to coś tam, potwierdzają. Dalej są nudy, nudy, nudy, ale to zdanie jest niezłe: ”One of its tasks is to support dogdom and canine welfare worldwide thanks to a well-established ethics, the ever increasing scientific research and the non-profit exchange of cynological information.” -”Jednym z zadań jest wspieranie świata psów i psich miłośników/ entuzjastów oraz dobrostanu psów (szerzenia idei takiej ”opieki społecznej” dla psów, by się o psy troszczono) na całym świecie, dzięki ugruntowanej etyce, wciąż idącym do przodu naukowym badaniom i niekomercyjnej wymianie informacji kynologicznych.” Dzięki ”well-established ethics”, takiej ”dobrze rozwiniętej”, ”ugruntowanej”, uwaga: ”etyce”. No, te ”złote karty” dla delegatów FCI dają do myślenia. Ciekawe jak delegaci się o nich ustosunkują. Tyle szmalu, który można wykorzystać, by rzeczywiście zmienić psią codzienność w Chinach

Tak więc, co ci wszyscy ”kynolodzy” z FCI, którzy ”przybili piątkę” chińskiemu festiwalowi psiego mięsa w Yulin w prowincji Shaanxi, nie postrzegając go jako wystarczającego powodu, by nie przyznawać Chinom WDS 2019, mają na myśli, gdy w swój manifest wpisują słowo ”etyka”? O jaką etykę im chodzi? Wiecie już dlaczego należy to pytanie wypowiedzieć i dlaczego odpowiedź na nie jest ważna. To jest kluczowa kwestia (Szczególnie, gdy pamiętamy o tych ”złotych kartach”). Tzw kynolodzy z FCI coś mówią, coś piszą i na coś się powołują. W obecnych warunkach, w świetle decyzji o przyznaniu zorganizowania światowej wystawy psów w 2019 roku, Chinom, ‚pogrożeniu palcem’ przez FCI norweskiemu NKK, zasadne jest pytanie o jakiego rodzaju ”etyce” ci ludzie mówią?

Zatrzymajmy się w tym miejscu na moment, ”złapmy oddech” i jak to się mówi ”pochylmy się” nad zagadnieniami dotyczącymi etyki, jako takiej. Jako organizacja FCI (tak samo jak ZKwP) odwołuje się (przynajmniej w teorii) najprawdopodobniej do cywilizacji łacińskiej nie precyzują o jaką etykę im chodzi, ale też dlaczego mieliby odnosić się do etyki innej niż ta wytworzona w cywilizacji łacińskiej? Etykę, którą znamy, ten nasz zbiór norm postępowania przyjęty przez społeczeństwo w naszej kulturze? Ten nasz zbiór zasad, ów ”ogół zasad etycznych” różni się od tego przyjętego np. w cywilizacji chińskiej. W Państwie Środka nie rozwinęły się wszystkie kategorie quincunxa. Tam uformowała się moralność, jako system filozoficzno-moralny konfucjanizmu oraz system filozoficzno-religijny taoizmu. Konfucjanizm mówi, iż (za Wikipedią) ”zbudowanie idealnego społeczeństwa i osiągnięcie pokoju na świecie jest możliwe pod warunkiem przestrzegania obowiązków wynikających z hierarchii społecznej oraz zachowywania tradycji, czystości, ładu i porządku”. (”Dokładne określenie, czy konfucjanizm jest religią, czy filozofią jest trudne. Według europejskich kryteriów jest to mieszanka pojęć religijnych, społecznych, ekonomicznych, etycznych i obyczajowych tworzących spójny, choć nie do końca zdefiniowany światopogląd.) Taoizm natomiast głosi (za słownikiem PWN): ”duchowo-materialną jedność świata, manifestującą się w harmonii wszelkich zjawisk zachodzących w świecie, nazywanej wieloznacznym terminem dao. Według taoizmu celem mędrca jest poznanie dao, dzięki któremu nabywa się cnotę (de), pozwalającą na spontaniczne przestrzeganie zasady wu-wei, czyli niesprzeciwiania się naturalnemu porządkowi rzeczy panującemu w przyrodzie i społeczeństwie. W przeciwieństwie do konfucjanizmu taoizm kładł nacisk na wolność, spontaniczność i sceptycyzm wobec wszelkich konwencji, a intelektualno-kontemplacyjną postawę stawiał wyżej niż konwencjonalną naukę. Kontynuacją klasycznego taoizmu był neotaoizm filozoficzny, rozwijający się od początku naszej ery. Ten nurt myśli chińskiej miał charakter synkretyczny, łączył refleksję nad klasyczną myślą taoistyczną z dociekaniami dotyczącymi kosmicznych pierwiastków yin-yang. Taoizm jako religia (dao jiao) zaczął rozwijać się na przełomie II i III w. n.e., z połączenia wcześniejszej myśli filozoficznej z ludowymi wierzeniami i praktykami magicznymi, obejmującymi m.in. opartą na dualistycznej koncepcji yin-yang alchemię, dążącą do znalezienia eliksiru długowieczności, oraz różnego rodzaju praktyki lecznicze i wróżbiarskie, a także wiarę w duchy, demony i bóstwa.

Jako że to blog o psach, pozwólcie moi drodzy, że na tym wycinku dotyczącym różnic w tzw normach postępowania, poprzestanę. Wyraźnie je jednak zaznaczając i wskazując Wam gdzie możecie szukać informacji, które pomogą Wam min. jeszcze głębiej zrozumieć aspekty, w których wartości, które oficjalnie kierować mają FCI, ‚nie kleją się’ z np.. decyzją Federacji o przyznaniu WDS 2019, Chinom a WDS 2020, Hiszpanii. Liczę, że doczytacie sobie korzystając z np. dobrodziejstw internetu, znacznie więcej. Warto. Zagadnienia związane z cywilizacjami są fascynujące. A poza tym nie zaszkodzi wiedzieć więcej o świecie, prawda?

Wróćmy teraz do treści manifestu: ”Under any circumstances, the welfare of the dogs must be of the utmost priority in a context of fair-play principles and humanitarian objectives where any form of discrimination is strictly forbidden (Statutes, art.2-3-4).W każdych okolicznościach dobro psów musi być najwyższym priorytetem w kontekście zasad fair play i celów humanitarnych, jakakolwiek forma dyskryminacji jest surowo zabroniona (Statut, art.2-3-4). Jeszcze raz, tylko POWOLI: W każdych okolicznościach dobrobyt/dobrostan psów musi być najwyższym priorytetem w kontekście zasad fair-play i ‚humanitarian objectives’ czylihumanitarnych celów‚, hm… ”Humanitarnyoznacza: ”mający na celu dobro człowieka, poszanowanie jego praw i godności oraz oszczędzenie mu cierpień; też: mający na celu dobro zwierząt” – Od lat przeginali z tym wszystkimi krótkopyskimi potworkami, które wyglądają, jakby w pełnym rozbiegu uderzyły w ścianę i tak też oddychają, jak ofiary ciężkich wypadków, ale przy okazji WDS 2019 przekroczyli wszelkie granice. Tam jest napisane, że to ”dobro psów” ma być, powiedzmy, że ‚stawiane przed’, niech będzie: ‚satysfakcją’ ich właścicieli, – rzadko brak mi słów, ale tym razem brak mi słów… Naprawdę, powinni wrzucić tam jakąś aktualizację, po tym jak potraktowali Norwegów, bo nie daje się tego czytać… O! Patrzcie co jest dalej: ”This utmost care about welfare implies that any member or contract partner can refuse to (re)-register in its studbook a dog suffering from hereditary defects or featuring defects which go against the Article 2 of the statutes or a dog which does not comply with the rules of selection defined by the member or contract partner in question (Standing Orders, art.8, point 5).” – Ta najwyższa troska o dobrostan oznacza, że każdy członek lub partner może odmówić zarejestrowania lub ponownego zarejestrowania w swojej księdze hodowlanej psa cierpiącego z powodu wad dziedzicznych lub posiadającego wady niezgodne z art. 2 statutu lub psa niespełniającego kryteriów dotyczących selekcji definiowanych przez danego członka lub partnera kontraktowego (zlecenia stałe, art.8, punkt 5). Widzicie? ”Może”, ale ”nie musi”… Niby chodzi o ”dobro psów”, ale gdzieżby oni śmieli narzucać tzw hodowcom, wydającym rodowody z oznaczeniami FCI, jakieś ”standardy” i ”wymogi”! To by ”ograniczało wolność i swobodę” tzw hodowców! Efekty są jakie są…

Wybaczcie, ale dalszą część tego manifestu sami możecie sobie ”przetrawić” (całość dostępna jest w jako pdf, wystarczy wpisać w wyszukiwarkę ”FEDERATION CYNOLOGIQUE INTERNATIONALE – MANIFESTO OF THE CENTENARY For the welfare of dogs”), tym bardziej, że nie jest to zbyt długi tekst. Mnie szkoda jest nerwów, żeby dłużej się tym pełnym hipokryzji bełkotem zajmować. Popatrzcie po prostu na wzorce niektórych ras, porozmawiajcie sobie z lekarzami weterynarii, z posiadaczami psów niektórych ras… Pomyślcie o ”tle” WDS 2019 i WDS 2020, przeczytajcie stanowiska niektórych z klubów należących do FCI (na początku tego tekstu znajdziecie linki) i wszystko będzie dla was jasne.

Jeżeli mieliście jakiekolwiek złudzenia co do tego, czy dzisiejsze organizacje kynologiczne kierują się ”moralnymi zasadami” albo też jak te ”moralne zasady” rozumieją w praktyce, to już może przestać się łudzić, wiecie już jak jest.

To oczywiste, że w tych organizacjach jest wielu zapalonych, autentycznych miłośników psów, którzy na bieżąco przyswajają sobie najświeższe informacje ze świata nauki, by być coraz lepszymi hodowcami i mieć coraz zdrowsze i szczęśliwsze psy, ludzi po prostu psy kochających i posiadających zasady – oni są tacy dlatego, że taki mają charakter, taką mają potrzebę serca. I sprzeciw tych ludzi wobec decyzji FCI, jest najlepszym na to dowodem. Ale i oni, na dłuższą metę, przynajmniej na razie, niestety także funkcjonują w tych organizacjach…

Paralela

To, o czym dziś Wam piszę, budzi we mnie wiele emocji i …obrzydzenia. Także dlatego, że ”przykład ze świata kynologii”, nie odnosi się i nie ogranicza jedynie do ”świata kynologii”… Chodzi min. o sposób myślenia (albo raczej jego brak), który przy okazji ”przykładu ze świata kynologii” obnażył marność co poniektórych z tzw kynologów po prostu jako ludzi. Marność tych, którzy co rusz trzepią ozorami i/lub klikają na fejsbuku o tym, jak to ”kochają psy” i ”chcą dla nich jak najlepiej”. Jak ”uważnie selekcjonują” przyszłych posiadaczy wyhodowanych przez siebie psiaków, na okrągło ”ostrzegają” innych przed ”pseudohodowlami”, udostępniają posty o przypadkach skandalicznych zaniedbań, pod którymi zamieszczają komentarze, z których wynika, że oni sobie ”nie wyobrażają, żeby”, oni ”nigdy”, jakie to ”straszne” itp. itd., Którzy opowiadają/piszą o ”bataliach”, które przeszli, gdy odkrywszy, iż nowy właściciel nieodpowiednio traktuje ich ”psie dziecko”, postanowili psiaka odebrać. Ludzi epatujących swoim ”obrzydzeniem” dla ”znęcania się nad zwierzętami”, ”uwrażliwiających” znajomych, że ”Nie należy strzelać w sylwestra! Bo to potwornie stresuje naszych domowych psich i kocich przyjaciół oraz zwierzęta dzikie i wolno żyjące”. Ludzi warczących na ”sprzedaż żywych karpi” w okolicach Świąt Bożego Narodzenia itp. A wszystko to szczególnie na fejsbukowych profilach i kynologicznych grupach tematycznych, poprzez które z tymi osobami kontaktują się klienci na szczenięta…

Moi drodzy, co do tej chińskiej ”światówki”, jak i tego smętnego AMDA, czyli COPA MUNDIAL EL DOGO ARGENTINO EN CHINA, mam jeszcze jedną uwagę, która moim zdaniem powinna otworzyć oczy nawet najgłupszym i najbardziej zepsutym ”kynologom”, z którymi możecie mieć okazję mieć interakcje. A jeśli nie im, to może przynajmniej osobom, które zamierzają nabyć rasowego psa z rodowodem uznawanym przez Fédération Cynologique Internationale (FCI). W życiu trzeba umieć oceniać ludzi. Rozliczać ich z tego na ile to, co mówią, potwierdzają ich czyny. Przyznaję, że obawiam się czy paralela, którą się posłużyłam ma szansę trafić do ”najgłupszych i najbardziej zepsutych”, skoro dziś ”modnie jest” płakać nad karpiem, ale nad dzieckiem już nie tak bardzo, ale zaryzykuję, bo uważam, że warto:

„Kochać psy i „być kynologiem”, i zawieźć swoje psy na chińską wystawę, to tak, jak mieć dzieci, „kochać je i życzyć im, żeby im dobrze w życiu szło” i być „wrażliwym na krzywdę” wszystkich dzieci, tak „ogólnie”. I jednocześnie, wiedząc, że ktoś inny, niech będzie, że ‚szef’, też ma dzieci, ale nie traktuje ich dobrze, że po prostu się nad nimi znęca, że w piwnicy ma specjalną salę tortur, w której swoje dzieci ‚oprawia’, nie tylko „nic z tym nie zrobić”, ale jeszcze zabrać własne dzieci do domu tego ‚szefa’, na ‚ważną uroczystość’. Zabrać je tam, bo zostało się połechtanym zaproszeniem ‚szefa’ do jego domu. Bo będą na tej ‚uroczystości’ inni „ważni” ludzie i żeby dzieci mogły „poznać wpływowe osoby”, zobaczyć jak dobrze się ‚szef’ urządził, jaki ma dom, w jak prestiżowej dzielnicy… I przede wszystkim: ŻEBY DZIECI POZNAŁY ‚SZEFA’. I dobrze się bawić na tej imprezie, wiedząc, że własne dzieci naraziło się na kontakt ze zwyrodnialcem… nie myśląc o dzieciach ‚szefa’ w sali tortur….

Nie można „kochać dzieci” i jednocześnie nie czuć odrazy do kogoś, kto się nad dziećmi znęca!

Stwierdzenie „kocham moje dzieci” i przedstawianie ich zwyrodnialcowi, się „nie dodają”. Nie ma PRAWDY w tym działaniu i nie ma w nim MORALNOŚCI. Szukanie wymówek, by „nie mieszać się do spraw ‚szefa'”, który się nad swoimi dziećmi znęca i po prostu iść na imprezę, udawanie, że skoro Kowalski z Iksińskim też udają, że się nic złego w piwnicy ‚szefa’ nie dzieje, to można mieć „czyste sumienie” (tym bardziej, że impreza odbywa się na poziomie zero a nie w piwnicy), mówienie „to taka kultura, tam bije się dzieci”, nie sprawią, że zabranie „ukochanych” dzieci do domu zwyrodnialca będzie czynem moralnym.

Czytałam wypowiedzi niektórych z Członków Związku Kynologicznego w Polsce na liczącej pond 15 tysięcy członków, grupie i jestem zniesmaczona (kolejny raz) niskim poziomem porażającej większości tych ludzi (prawie 20 tysięcy członków grupy a komentarzy pod postem na temat WDS 2019, raptem 38…). Tym, że oni nawet nie rozumieją, że ich „światopogląd” się w ogóle nie klei, że oni są wewnętrznie „disconected”. Ja wiem, że filozofia nie jest mocną stroną wielu z dzisiejszych „kynologów”, ale mimo wszystko, myślenie naprawdę nie boli. Przyzwoitość nie boli na pewno.

Tylko ludzie bez honoru pojadą na światówkę do Chin.” -Czy pytanie o ”normy moralne” w ZKwP ma sens?

Jak wyjaśnia nieoceniona Wikipedia: ”Honor to postawa, dla której charakterystyczne jest połączenie silnego poczucia własnej wartości z wiarą w wyznawane zasady moralne, religijne lub społeczne. Naruszenie zasad honoru przez siebie lub innych odbierane bywa jako „dyshonor” lub „hańba” (…). Honoru nie wystarczy zadeklarować, podlega on udowodnieniu w sytuacji, która pozwala na weryfikację według norm moralnych danej społeczności. Nie ma się więc honoru jako cechy immanentnej istniejącej niejako z założenia, która podlegałaby późniejszemu potwierdzeniu (lub też utracie). To, czy ktoś jest honorowy, można stwierdzić dopiero na podstawie oceny jego zachowania (w sytuacji, w której dana osoba udowadnia czynem deklarowane przez nią wartości, zdając w pewnym sensie „praktyczny egzamin z honoru”). Równocześnie oznacza to, że pojęcie honoru jest subiektywne i silnie osadzone w kulturze i epoce.

W przedwojennej Polsce istniało pojęcie ”zdolności honorowej” – były osoby zdolne do żądania i dawania satysfakcji honorowej a niektórzy uważani byli za osobników bez zdolności honorowej i z takimi człowiek przyzwoity się nie pojedynkował. Władze Fédération Cynologique Internationale zdecydowały się na krok… Powiedzieć, że osoby za ten ruch odpowiedzialne, ”nie mają zdolności honorowej”, to jak nic nie powiedzieć.

Podtytuł Tylko ludzie bez honoru pojadą na światówkę do Chin. zapożyczyłam z wypowiedzi jednej z członkiń ZKwP, pani, która bardzo krótko i zwięźle przedstawiła swój pogląd na temat chińskiej wystawy. Reakcja na jej wypowiedź sprawiła, że uznałam, że warto przypomnieć znaczenie słowa ”honor” (co też zrobiłam powyżej). W końcu, kiedy ograniczone panienki w swoim mniemaniu ”kasują” ”współdyskutantów” tak, jak ta Żółta od ”do czego służy honor” (ona zapewne się nim podciera) nie należy lekceważyć ich ograniczeń.

A propos

Gdy „dziś” słyszę lub czytam o „przedwojennej tradycji” w Związku Kynologicznym w Polsce, takie teksty odbieram, jako próbę manipulacji. Uważam, że jest rażącym nadużyciem mówienie o ZKwP w kontekście „przedwojennej tradycji”, bo stowarzyszenie powołano w 1938 roku, „na chwilę” przed II WŚ. Na chwilę przed II WŚ, po której sowieckie robactwo zalało to, co z naszego kraju zostało. Stowarzyszenie reaktywowane zostało w 1948 roku.

Jako kilkulatka oglądałam programy ”Podaj Łapę” pana Adama Kochanowskiego i kynologia „wdrukowała mi się” jako kultura, dziedzina kultury, coś „wysokich lotów”. Wrażenie zaskoczenia i przygnębiającego rozczarowania, które mnie dopadło, gdy tylko zderzyłam się z postaciami robiącymi za „guru” rasy, którą sobie upatrzyłam, było dla mnie tym dotkliwsze, że w owym momencie, w moim mniemaniu wszyscy, którzy parali się kynologią powinni być tak samo elokwentni i kulturalni, jak gospodarz ”Podaj łapę”. Długo nie mogłam zrozumieć, ale tak naprawdę, że to już „nie te czasy”. Gdy byłam dzieckiem programy pana Kochanowskiego zachwycały mnie (nawet podobało mi się to, jak czasem prowadził je pan Kaźmierski) i ZKwP to było dla mnie „coś”. I to przez duże „C”. Kiedy dorosłam i zaczęłam ”grzebać”, cóż… Odkrycie, dzięki wydanej w 1993 roku książce ”CHART POLSKI”, autorstwa Małgorzaty i Izabeli Szmurło, że element polskiej kultury, łowieckiej tradycji, naszego dziedzictwa narodowego, którym bez wątpienia nasz rodzimy chart jest, ZKwP, jego działające w latach komuny, władze, starając się przypodobać się radzieckim władzom kynologicznym, po prostu zwalczały, wyleczyło mnie z sentymentalnego podejścia do Związku Kynologicznego w Polsce i zaszczepiło na gadkę o ”przedwojennej tradycji” w tym stowarzyszeniu.

Już widniejące powyżej fragmenty książki pań Szmurło wystarczą, by zrozumieć, że Chart Polski, wszystko, co się z nim wiązało, co dla Polaków symbolizował, nie było po myśli ZSRR i dlatego ZKwP długo nie chciało mieć z Chartem Polskim nic wspólnego (by ”bratni związek” się nie „obraził”). „Przedwojenna tradycja” w odniesieniu do ZKwP i sposób w jaki władze Związku reagowały na pierwsze próby restauracji Charta Polskiego przez poszczególnych członków tego stowarzyszenia, wzajemnie się wykluczają.

Specyficzny ”mental” cechujący niektórych, jedynie zmutował zamiast „ewoluować”, powodując, że ZKwP kuleje i to bardzo. Doskonale obrazują to tematy oraz poziom dyskusji odbywających się na co popularniejszych fejsbukowych grupach zrzeszających członków tego stowarzyszenia. Jeżeli nawet przyjąć, iż ludzie inteligentni, z klasą, po prostu unikają fejsbukowego bagna i dlatego prawie wcale takowych na Facebooku nie widać, niepokojący jest poziom degrengolady bijący nierzadko od najbardziej aktywnych w social media członków Związku Kynologicznego w Polsce. Wyklucza on możliwość „samo naprawy” dla tego stowarzyszenia. Wystarczy poczytać treść komentarzy zamieszczanych na forach grup itp., by dostrzec, iż próby poruszania tematów ”trudnych” spotykają się z niechęcią i są przez członków ZKwP często naprawdę agresywnie ucinane, niczym przez odurzonych sekciarzy. Próby inicjowania rozmów na ”trudne tematy” w środowisku ZKwP działają (nawet na tych niby „gniewnych”) alarmująco-ostraszająco, bo okazują się być postrzegane, przez tę znaczącą w swojej masie część, nie tyle jako ”trudne”, co po prostu ”niebezpieczne”. Mówienie do tych ludzi tzw otwartym tekstem powoduje, że załącza im się program ”auto-cenzor”, skutecznie zniechęcający ich do jakiejkolwiek głębszej refleksji i odzywa się w nich „syndrom W KUPIE RAŹNIEJ”. Można ”coś tam” mówić, wygłaszać „niepoprawne opinie”, ale tylko do pewnego momentu. Są obszary dosłownie tabu i tych tematów analizować nie wolno, bo to szkodzi „stadu”, wprowadza niepokój i uczucie zagrożenia. Jak wiemy, tabu scala środowisko.

Na marginesie, w środowiskach, w których patologia jest normą, ten, który się wyłamie, zostaje persona non grata. Bo kłuje w oczy. Bo przypomina o tym, że każdy, kto w patologii tkwi, ponosi odpowiedzialność (co najmniej za swój patologiczny stan) i przyczynia się do trwania patologii. Ludzie, którzy się wyłamują i poddają jakiemuś rodzajowi „terapii”, doznają oświecenia, w tym znaczeniu, że pojmują, że normalnie żyć można tylko otaczając się ludźmi niezwiązanymi z patologicznymi środowiskami. I nierzadko po tzw ozdrowieniu pojawia się problem: nie można znaleźć tzw wspólnego języka z „dawnymi znajomymi”…

Plucie w twarz

Znam osoby z dużym sercem i zapałem, które współpracując z wieloma innym autentycznymi miłośnikami psów z Całego Świata, wyciągały z Chin, z rzeźni, rasowe psy, transportowały je potem przez „pół kuli ziemskiej”, ”gimnastyki” przy tym było co nie miara i dziś taki jeden czy drugi ‚wyszarpany z rzeźni‚ pies mieszka w Polsce, ale też np. w UK, uratowany wielkim wysiłkiem i kasą mnóstwa osób. Nie wyobrażam sobie, że miałabym jednocześnie sponsorować ratowanie psa z chińskiej rzeźni i ”być ok” z tym, że „moje” stowarzyszenie przyklaskuje pomysłowi tak prestiżowej imprezy kynologicznej w Chinach. Myślę, że niektórzy polscy hodowcy, ale i szeregowi posiadacze psów posiadających rodowody tego stowarzyszenia, mają spore dylematy… I to nie chodzi o to, że mieliby jechać na tę wystawę. Już samo to, że FCI taką decyzję podjęło a Związek Kynologiczny w Polsce siedzi cichutko i nie zgłasza żadnych „ale”, nie publikuje nawet żadnego ”oświadczenia”, w którym wyjaśniłby swoje stanowiska, jest dla nich skandalem. Naprawdę współczuję niektórym, bo w masie koniunkturalistów, mają ”przechlapane” i boją się nawet powiedzieć, że szokuje ich światowa wystawa, ów „największy konkurs psiej piękności” w kraju, w którym za absolutnie bestialskie znęcanie się nad zwierzętami nie ma kar. W kraju, w którym psy zarzyna się na mięso, żywcem wrzuca do wrzątku itd. (nawet jeśli to miałby być tylko jeden region w tym kraju…). I że są przeciwni temu, by jakikolwiek sposób być kojarzonymi z poczynaniami FCI czy ”kolegów i koleżanek”, którzy chcą do Szanghaju na WDS 2019 jechać i tam pojadą.

Against All Odds

Na marginesie, ciekawe jak wyglądają statystyki tej wystawy, ile psów zostało zgłoszonych i ile tam pojedzie. I ile może nie wróci, bo zostaną sprzedane ‚zachwyconym ich hodowlaną wartością, chińskim’ kynologom’?

Charty cholernie często mają przechlapane… Te polskie, po II WŚ prawie przestały istnieć, rozstrzeliwane po stodołach ludzi, którzy starali się je zachować – rasę odbudowała garstka upartych pasjonatów i to wbrew wielu… Jak to się mówi ”against all odds”. I do dziś CP nie doczekały się w Polsce prawa, które chroniłoby je jako ‚narodowe dobro’, bardzo ważny element polskiej kultury i tradycji. Nie mamy nawet prawa chroniącego charty przed zakusami kłusowników… Greyhoundy, jak roboty, ”zużywane są” na wyścigach psów, na całym świecie, włącznie z Chinami i odratowują je organizacje prawie z całego świata… Tak samo jak hiszpańskie Galgo i Podenco, które… No, wiecie przecież co z nimi robią niektórzy ludzie w Hiszpanii… Kiedy więc myślę o chartach zgłoszonych na chińską światówkę, automatycznie myślę o tym ich ratowaniu i… Czy to nie straszne? Że ludzie tak walczyli o tego Charta Polskiego a teraz ktoś albo kilku ”ktosiów”, zawiezie do Chin, jednego czy dwa a może… (Nie wiem ile, może się ze statystyk dowiemy?). Ktoś, kto tak naprawdę nie rozumie tego wszystkiego, co się z tą rasą wiąże. Nie zna, jak to ująć? ”Kontekstu”? Ciekawe czy Polacy się z Chartami Polskimi na WDS 2019 wybierają? Hmm… To ważniejsze niż mogłoby się wydawać. Potomstwo takiego jednego czy drugiego Charta Polskiego też może skończyć w klatce meat traders… Mam wielką nadzieję, że Polacy do takiej ewentualności swoich rąk nie przykładają.

Nie ma psów ”szlachetnych” i ”nieszlachetnych”. Po prostu, jedne ”dobrze się kojarzą”, np. z wysokim statusem, więc ”podnoszą status” swoich właścicieli w oczach postronnych osób, a inne ”tylko” odszczurzają stodoły i pola na wisach, jeszcze inne pilnują trzód albo pracują w służbach specjalnych. Ale nie ma psów ”szlachetnych” i ”nieszlachetnych”, bo wszystkie psy, inaczej niż ludzie, mają piękne dusze.

Ustawa o ochronie zwierząt, prace w sejmie i rola Związku Kynologicznego w Polsce w decydowaniu o tym, kto jest w Polsce pseudohodowcą a kto nie

Przy tych od lat trwających, z przerwami, pracach nad zmianami w ustawie o ochronie zwierząt (UoOZ), z WDS 2019 w Chinach (oraz WDS 2020 w Hiszpanii) w tle, wszyscy, poprawka: sympatycy i członkowie Związku Kynologicznego w Polsce, jego działacze (oraz w niektórych przypadkach wręcz ”wierni poddani” lub ”wyznawcy”), pieją: „Tylko FCI!„, ”Tylko Fédération Cynologique Internationale!”, ”Tylko Związek Kynologiczny w Polsce należy do FCI”, a ”Tylko psy z rodowodami Fédération Cynologique Internationale są prawdziwie rasowe!” -Serio? Ci ludzie naprawdę w to wierzą? Z pełnym przekonaniem? Że owo FCI to takie ”skończone dobro” i ”niepodważalne zasady”? Czy może po prostu nigdy nie czytali tego, co można na stronach Fédération Cynologique Internationale znaleźć, więc ”nie robi im” decyzja FCI o WDS 2019 i WDS 2020? A może doskonale zdają sobie sprawę z tej hipokryzji, ale po prostu ich ona nie obchodzi? To działa tak, że „załóż klapki na oczy a problem wyparuje”? Czy po prostu ”etyka” to słowo, które w części środowiska ludzi posiadających tzw rasowe psy z rodowodami FCI nic już nie znaczy?

”Majówka w Chinach” vs. Quincunx (Czyli o ”wartości” fejsbukowych dysek)

Dobrze jest przekonać się w jakim kierunku nawigowane są dyskusje na tzw kontrowersyjne tematy, na fejsbukowych grupach członków, sympatyków i niekiedy wręcz wyznawców ZKwP i FCI… Kiedy będziecie czytać treść ze skrinów, pamiętajcie, że kwestie, o których nie wolno Wam zapominać, to:

Organizatorem WDS 2019 mógł zostać niemiecki związek kynologiczny.

WDS 2019, do której zostało już mniej niż miesiąc, nie jest jedyną imprezą pod patronatem Fédération Cynologique Internationale (FCI) w Chinach! To po prostu pierwsza ”tak duża” tam, wystawa psów. (Na stronach FCI możecie znaleźć pochwalną notkę dotyczącą międzynarodowej wystawy z 2014 roku.)

Ta ”impreza” strice poświęcona jest psom. Tym razem nie są to żadne ”igrzyska”, w kraju, który z okazji ”mistrzostw świata” w jakiejś tam dziedzinie sportu ”czyści ulice” z wolno żyjących kotów i bezpańskich psów, nic z tych rzeczy. To ma być ”święto kynologii”, wiecie święto ”najlepszych przyjaciół człowieka” w jednym z 86 krajów, które z FCI współpracują.

‚Złote karty’ dla delegatów FCI

Czytając pełne hipokryzji albo głupoty a niekiedy jeszcze cynizmu, komentarze, pamiętajcie, że to ludzie z tego środowiska, środowiska, które toleruje tak wątpliwą pod względem etyki postawę, jak udział w WDS 2019 oraz dosłownie nabijanie się z tych, spośród członków Związku Kynologicznego w Polsce, którzy o wzięciu udziału w WDS 2019 (oraz WDS 2020), mówią, że to niehonorowe (Lansowana jest ”teza”, że krytykujący ”krytykują z zazdrości, bo, nie mogą jechać.”) najczęściej trzeszczą: ”uwaga na pseudohodowle” i nazywają Inne niż Fédération Cynologique Internationale (FCI), federacje kynologiczne pseudofederacjami a hodowców zrzeszonych w innych niż ZKwP stowarzyszeniach, ”pseuduchami”. Jakie więc ”zasady” cechują, wiernych FCI, członków ZKwP? Jakie to ”zasady” decydują o tym, że oni nie są ”pseudohodowcami”? To musi być chyba ”coś” innego, niż logo federacji i/lub stowarzyszenia. A może się mylę? Chodzi tylko o znaczek?

I miejcie na uwadze wszystkie te, udostępnione w ustawieniach ”publiczne”, posty o tym, jak to jedna z drugą mUndrą albo mUndrym są ”przeciwko okrucieństwu wobec zwierząt”. Tak więc;

Seledynowy od tekstu o ”podwójnych standardach” odleciał, więc rozpracujmy sobie jego komentarz, krok po kroku, abyśmy wszyscy mieli jasność jaka jest rzeczywistość. W pierwszym zdaniu napisał: ”Jasne, dajcie już spokój tym Chinom, do Madrytu pewnie się wybierzecie dupy grzać, a w Hiszpanii traktowanie psów jest nie lepsze.” -Zapewne chodzi mu o już wspomniane Galgo i Podenco – i to akurat fakt bezdyskusyjny: to, co dzieje się w Hiszpanii z chartami jest barbarzyństwem. Jednak czy w Hiszpanii psy (i koty) kąpane są we wrzątku i ściąga się z nich skórę żywcem, traktowane są prądem, by zaspokoić kulinarne żądze co poniektórych?. Nie. Psów ani kotów w Hiszpanii się nie jada. W żadnym jej regionie (inaczej niż w Szwajcarii) ani podczas żadnych ”festiwali”. Hiszpanie, którzy się tego obrzydliwego bestialstwa na chartach dopuszczają, owi galgueros, w przeciwieństwie do Chińczyków, nie wierzą, że psie mięso ma właściwości rozgrzewające i może leczyć impotencję ani, że mięso psa jest delikatniejsze, jeśli zwierzę było bite na śmierć (Pies zostaje ogłuszony, ale nie na tyle, by stracił przytomność). Hiszpanie nie wierzą, że im pies więcej wycierpi, tym mięso lepiej smakuje. Galgueros, czyli myśliwi za ”wstyd” i ”złą sławę” torturują i zabijają swoje psy, nie po to by je potem jeść. Polewają je kwasem, ciągają za samochodami, obdzierają je ze skóry, grzebią żywcem, wrzucają do studzien oraz z lubością fundują swoim chartom ”fortepianowy taniec”, ale ich nie jedzą. Hiszpanie nie kradną też i nie trują psów oraz kotów, by serwować je amatorom psiny i kociny, więc problem, który w Chinach jest poważny tj. że ci, którzy tam zdecydują się na konsumpcję psiego i kociego mięsa, ryzykują chorobę, odpada, bo powtórzmy: w Hiszpanii psiny ani kociny się nie jada. Dodać też należy, że jak pisała w artykule z 2015 roku pani Hanna Shen, Chiny zajmują drugie miejsce w rankingu państw z największą liczbą przypadków wścieklizny. Ale czy to jest różnica istotna, w kontekście o którym mowa? Czyli organizowania stricte kynologicznej imprezy, ”prestiżowego konkursu psich piękności”, ”celebracji” tzw najlepszego przyjaciela człowieka, dla członków FCI z 86 krajów, akurat właśnie w kraju, w którym ludzie wierzą, że mięso psa jest delikatniejsze, jeśli zwierzę było bite na śmierć albo, że przyniosło ”dyshonor” i dlatego należy polewać je kwasem i/lub wieszać? Ja uważam, że nie. I nie mieści mi się w głowie, że ”miłośnikom psów z rodowodami FCI”, ”nie robi”, że w rok po Szanghaju, to Madryt będzie gościł ”kynologów” z 86 państw świata… Najwyraźniej mam kiepską wyobraźnię.

Dalej tamten człowiek napisał: ”A jak komuś szkoda kasy na bilet to zapraszam na Polskie wioski”- co miało chyba sugerować, że u nas, ze zwierzętami, szczególnie z psami postępuje się ”dokładnie tak samo”, jak w Chinach albo w Hiszpanii, aczkolwiek w Polsce masowo chartów się na drzewach nie wiesza ani nie bije się ich, czy innych psów na śmierć, żeby mięso było ”lepsze”. Dalej ten pan pisał: ”Ja rozumiem ze żal dupę ściska, że wystawa daleko, droga itp. Ale to stosowanie podwójnych standardów jest po prostu żałosne, czasem jak się nie ma nic do powiedzenia sensownego, warto…..pomilczeć.” -szkoda, że Seledynowy sam jakoś się do tej swojej ”rady” nie umiał zastosować. Z jego ostatniego zdania wynika, że ”tylko kasa” jest powodem, dla którego nie tylko niektórzy Polacy, ale i Niemcy, Brytyjczycy, Szwedzi, Norwegowie czy Finowie do Chin się wybierać ani myślą. Cóż…

Pamiętacie tę myśl, że ”Kto ratuje jedno życie, ten ratuje cały świat”? Odnosiła się ona do ratowania istnień ludzkich, ale wszyscy ci ”kynolodzy” tak ”bardzo kochają pieski”… Pani Brązowa napisała ”Łatwo bojkotować imprezę, na którą z wielu względów i tak się nie pojedzie.” -To fakt, szczególnie jeśli głównym z tych ”wielu względów” i rozstrzygającym równocześnie, jest poczucie, że wzięcie udziału w takiej ”imprezie” wiązałby się z konfliktem moralnym, czyli sytuacją polegającą na konieczności podjęcia działania, którego urzeczywistnienie jest wyznaczone przez wykluczające się wartości. (Nie jestem pewna, czy pani, która napisała komentarz, który teraz rozkładam, jest w stanie zrozumieć pojęcie konfliktu moralnego, ale ja na szczęście mam inteligentnych czytelników.) Dalej: ”Łatwo oceniać tych, którzy chcą jechać” -absolutnie tak, zwłaszcza jeśli mają czelność nazywać się ”miłośnikami psów” i zwyczajowo na prawo i lewa trąbią o okrucieństwach pseudohodowli na tzw rodzimym podwórku, epatując swoją (niby) wyższością nad tymi, którzy się okrucieństwem wobec zwierząt ”w ogóle nie przejmują”. ”U nas w kraju też masa syfu odnośnie zwierząt, w Hiszpanii też, w Rosji itp. Jakoś negatywnego oceniania ludzi którzy tam jadą nie widziałam” -to ”u nas”, z wyżej już wyłuszczonych względów sobie odpuszczę, ”Hiszpanię” też. Natomiast co do uwag odnośnie ”Rosji itp.”, powiem tylko, że skoro ta pani odnotowuje ”syf odnośnie zwierząt” i nie robi niczego poza ”niezauważaniem”, ażeby ”negatywnie oceniano ludzi”, którzy też nic z tym ”syfem” nie robią (np. chociaż nie bojkotują imprez kynologicznych w krajach, które bardzo źle zwierzęta, szczególnie psy i koty, traktują, a ona nie robi tego wraz z nimi, tymi ”innymi”), to powinna mieć na tyle ”obycia”, by nie ważyć się komentować postawy osób, dla których bojkot, w tym przypadku masowej imprezy kynologicznej dla członków FCI, jest sprawą oczywistą. I, co więcej nie powinna ważyć się kwestionować potrzeby/ powodu/ prawa tych, którzy nie boją się mówić o swoim przekonaniu o słuszności bojkotowania WDS 2019 (oraz WDS 2020). I nie boją się wyrażać opinii na temat ”kolegów i koleżanek”, którzy ”nie odnotowują” dysonansu pomiędzy teoretycznym, spisanym w statutach kynologicznych organizacji, odwoływaniem się do etyki i praktycznym (nie)stosowaniu się do niej. Pani ta pisze dalej: ”Bojkot tej imprezy to dla mnie jakieś dziwne zjawisko.” -Rozumiem to i wiem z jakiego rodzaju ograniczeń wynika. ”Takie traktowanie psów w skali całego kraju jakim są Chiny jest zjawiskiem marginalnym” -Proszę, ale już o Hiszpanii ani słóweczka… No, dobrze, odpuśćmy jej galgueros. Ale czy tej pani wydaje się, że, nawet jeśli to byłoby prawdą, że owo ”takie traktowanie psów” (czyli jakie, jakiż to parszywy eufemizm mogła mieć na myśli?), to ”margines”, oznaczałoby, że zło przestaje być złem? Bo jest ”marginalne”? To dla tej osoby wystarczający powód, by zjawisko konfliktu moralnego u kogoś o zdecydowanej postawie, miało przestać zachodzić? Bo, jako tło kynologicznej imprezy pod sztandarem FCI, festiwal psiego (i kociego) mięsa, to niesankcjonowane zło wobec psów (i kotów) jest ”marginalne”? FCI zadecydowało, by, choć wrzucanie psów do wrzątku nie ma wspólnego mianownika z ”ogólnymi zasadami moralnymi”, które podobno FCI przyświecają, Chinom powierzyć organizację WDS 2019! FCI zadecydowało także, by, choć polewanie psów kwasem i wieszanie ich tak, by umierały nawet i trzy dni, nie ma wspólnego mianownika z ”ogólnymi zasadami moralnymi”, które podobno FCI przyświecają, Hiszpanii powierzyć organizację WDS 2020. Czyny okrutne wobec zwierząt, wywodzące się z tradycji, zaspokajające pewne ”przyjemności”, ”potrzeby”, są głęboko zakorzenione w kulturze, skutkuje to brakiem ogólnego sprzeciwu przedstawicieli tej kultury wobec tychże czynów. W tym świetle decyzje FCI, której to ”misją” podobno jest ”dbanie o dobro psów na całym świecie” są skandalicznie wręcz niemoralne. Owo ”marginalne zjawisko” głęboko tkwi w chińskiej kulturze, która go nie sankcjonuje, nie sankcjonuje go także FCI. Analogicznie hiszpańskie prawo ciągle nie chroni dziesiątek tysięcy chartów, które legalnie są w Hiszpanii torturowane. Nie chroni psów i nie karze ich oprawców. Kolejne zdanie: ”I wystarczy odrobina dobrych chęci żeby do takich informacji dotrzeć. To nie jest tak że w całych Chinach się psy zjada. To tak jakby napisać że w Polsce w każdym domu stoi słoik z psim smalcem…” -Co za ”zabieg”! Poleciała… Może takie ”argumentowanie” robi na kimś wrażenie, ja nieco powyżej napisałam Wam już dlaczego mnie tego rodzaju nieudolne próby manipulacji naprawdę irytują i powodują, że jednoznacznie kwalifikują osoby, które się ich dopuszczają, więc nie będę się powtarzać. Niepozostawiającą wątpliwości, odpowiedź założycielki wątku, pani komentuje: ”Czym innym jest uświadamianie innych a czym innym ocena moralności osób które na tą imprezę chcą jechać.” -Cha, cha, cha. Oj… Czyli pani przekazuje czytającym, że to ”A fuj! Nieładnie!” być zdolnym do oceny poczynań innych pod kątem moralności ich postępowania lub precyzyjniej: że czyjaś zdolność do moralnej oceny postępowania innych, powoduje dyskomfort u ocenianych. Tak, ”uświadamianie innych”, jest takie ”ogólne”, ”bezosobowe” i przez to wygodne i bezpieczne, bo nie wprowadza niepokoju, bo nie wiąże się z ”przypisywaniem odpowiedzialności”. No i w końcu ”pobudzenie u innych procesów myślowych” nie musi się udać. (I to nie dlatego, że inni są ”ograniczeni”, ale dlatego, że np. przekaz jest ”nieczytelny”…) Natomiast ocena moralna ściśle wiąże się z przypisywaniem odpowiedzialności danej jednostce. I jako taka może być postrzegana jako najprostsza forma uszanowania wolności owej jednostki. Przez uwzględnienie jej niezależności i przypisanie aktywnego wpływu na tzw los. Lub też jako zagrożenie, szczególnie w przypadku osób pasywnych, które przyzwyczaiły się mówić, ale przede wszystkim myśleć: ”zdarzyło mi się” (bez ich czynnego udziału). I taką też, pasywną, przybrały narrację dotyczącą wszystkich zdarzeń w życiu. Kiedy więc, ktoś zaczyna mówić o odpowiedzialności, poprzez ocenę moralności danej jednostki czy zbiorowości, ktoś, kto uważa, że ”rzeczy się przytrafiają” (niezależnie od poczynań i decyzji jednostki) a ”oceny moralne” są ”niemiłe”, odczuwa duuuży dyskomfort. Trudno. Taki lajf.

Pamiętajcie, że czytacie posty ludzi, którzy mają się za ”kynologów” i ”miłośników psów”, to właśnie takie osoby min. swoimi komentarzami, czyli sposobem myślenia budują i utrzymują marną klasę polskiej kynologii

Znowu to samo! Będę się powtarzać: a gdzie byliście gdy nasi sąsiedzi Rosja i Ukraina bestialsko i masowo mordowali psy przed mistrzostwami w piłce nożnej??? „Czyścili” ulice? Jakoś sobie nie przypominam nawoływania do bojkotu WDS i EDS w imię tego co zrobili!? Chyba nie ma tygodnia na FB żebym nie widziała pobitego, zmaltretowanego, zabitego psa, TU w Polsce…” – Zobaczcie, jaka znudzona! Jak ona ma już dosyć tego niewygodnego tematu… ”Gdzie byli i co robili?” ci wszyscy ”oni”? -zwróćcie uwagę jak ujada ta pani: ”wszyscy inni”, do których swoje oburzenie (na oburzenie) kieruje autorka tego komentarza: ”gdzie byliście?”. Jej w tym komentarzu nie ma, ona jest poza ”tym wszystkim”, to w ogóle nie jest jej odpowiedzialność, od niej nic nie zależy i ona na nic nie ma wpływu. Jej to nie obchodzi. Ona ma już dosyć: ”Znowu to samo!”. I tylko się ”powtarza”… Ten komentarz bardzo dobrze pokazuje chyba największy problem tego środowiska: odpowiedzialność może być tylko zbiorowa. Indywidualnej nie ma. To zawsze ”ktoś inny” musi zrobić ”coś”, jakoś ”wskazać kierunek”, bez ”innych” ani rusz… A jak nie ma indywidualnej odpowiedzialności, wszystko rozmywa się w tej zbiorowej, w której nikt nie ma sobie indywidualnie niczego do zarzucenia…

Wielu członków ZKwP w ogóle nie zna treści statutu i regulaminów własnego stowarzyszenia o zainteresowaniu tzw celami Federacji, do której ich stowarzyszenie należy, nie wspominając. Nie zaprzątają też ich głów problemy związane z etyką czy moralnością. Tak więc niby się na złe traktowanie zwierząt i brak cywilizowanych praw oburzają, ale nic z tych ich ”oburzy” nie wynika. Nie wpływają na rzeczywistość, nie dyskutują otwarcie i odważnie, nie wymagają, nie bojkotują… Poddańczo akceptują istniejący stan. Wszystko idzie w parę na Facebooku… Utrzymują kontakty z hodowcami i nabywcami, jak to się mówi ”z całego świata”, choć, jak widać niektórzy mają zastrzeżenia, co do zwyczajów czy prawa obowiązującego w poszczególnych krajach, dotyczącego zwierząt. Jeżdżą na wystawy do poszczególnych krajów, w tym do wyżej wspomnianej Hiszpanii czy Rosji, bez oglądania się na te własne zastrzeżenia. Pozwalają też, by ich psy oceniali sędziowie kynologiczni z tych krajów, bez uwagi na to, na ile teksty o etyce z jednej czy drugiej strony internetowej pokrywają się z działaniami poszczególnych organizacji, których ci sędziowie są przecież przedstawicielami. A gdy ktoś z ich ”kolegów lub koleżanek ze Związku” śmie wyrazić opinię, w której potępia tę hipokryzję i im ją wytyka, zaszczuwają go, zarzucając, że ”pewnie pije hiszpańskie wino”, ”lubi churros” albo ”ma w domu chińskie produkty”, więc ”nie ma prawa oceniać” czyjegokolwiek stosunku do WDS 2019 czy WDS 2020.

Tak więc pytanie o ”świadomość” w kontekście ”kasa vs. moralność?”, nawet, gdyby autorka tego komentarza pytała o to na serio, nie ma sensu. Szczególnie, gdy uwzględnimy kwestie takie jak ”przepisy” ZKwP dotyczące okaleczania psów chirurgicznymi zabiegami o podłożu estetycznym, których w Polsce wykonywać nie wolno od 1997 roku a ciętych psów ras tradycyjnie okaleczanych wciąż jest całkiem sporo. Oraz np. podejście do nabywców szczeniąt, gdy ci odkrywają, że zakupione przez nich psiaki są niezdrowe…

Natomiast to nagminne wręcz, obieganie od sedna sprawy w tych komentarzach, czyli organizowania ”kynologicznego święta” w kraju, w którym za wrzucenie psa do wrzątku czy polanie go kwasem nieprzewidywana jest jakakolwiek kara, jest w najlepszym razie przejawem niskiego poziomu inteligencji osób, które się tego ”wykręcania kota ogonem” dopuszczają. W końcu, ktoś może być po prostu głupi, jeśli jednak ”wykręca kota ogonem” nie będąc głupcem, to znaczy to, że jest ‚evil person’.

Perełka, czyli przykład ”zderzenia światów”. W tej rozmówce ekspresyjna, aczkolwiek ”wykropkowująca” część imiesłowu przymiotnikowego biernego, pani Zielona, zaatakowana zostaje przez panienki Żółtą i Pomarańczową ”mądrymi słowami”, a kiedy wydaje się, że już śmeiszno-straszniej być nie może, pojawia się pani Niebieska.

Na wykropkowany imiesłów przymiotnikowy bierny, któremu towarzyszył rzeczownik, Żółta zareagowała ”czyli nie inaczej niż my Polacy” -Uuu… Mocno poleciała. I od razu jest jasne, z jakiego rodzaju osobnikami przystaje ”pani Żółta”. Szkoda tylko, że bazując na zachowaniach swojego kręgu towarzyskiego, cechy ”dzikusów” pani Żółta przypisuje całemu swojemu narodowi. Zielona odpisuje Żółtej, żeby sobie ”darowała wykład”. Najwyraźniej nie interesują jej ”refleksje” Żółtej (nie dziwi mnie to). Na klarowny komunikat o chęci ucięcia ”interakcji” przez Zieloną, Żółta odpisuje: ”Ty również! daruj sobie puste słowa”. Hm… Coś u Żółtej ”nie bangla”. Po pierwsze, Zielona klarownie zakomunikowała, że nie jest ciekawa ”myśli” Żółtej: ”daruj sobie wykład” -tak jej odpisała, zawczasu, uprzedzając ewentualne ”wymUndrzanie się” Żółtej. Ale Żółta nie kuma. Po drugie, Zielona wcale się nie rozpisuje, przeciwnie, jest bardzo oszczędna w słowach. Po trzecie, jak w pierwszym komentarzu, i w drugim (i tak już będzie do końca), Żółta obnaża swoje słabości. Włącza się Pomarańczowa i ”wali” ”mądrymi słowami” -nawet mi się nie chce tego komentować. Panie Żółta i Pomarańczowa przez chwilę się miziają, po czym Zielona wyjaśnia, tzn usiłuje wyjaśnić swoje wzburzenie, pisząc: ”dla mnie takie traktowanie zwierząt to bestialstwo”. Nie jest jej łatwo wyjaśnić swoje wzburzenie, bo Żółta i Pomarańczowa, te ”tytany intelektu”, przecież ”wiedzą lepiej”. Tak więc Pomarańczowa ”usadza” w swoim mniemaniu, Zieloną, oburzając się: ”dla mnie też, ale nie jest to dla mnie żadną podstawą do wyzywania jakiegokolwiek narodu od „pierd…dzikusów„. No tak… Zielona nie zwyzywała ”narodu”. Zielona nie napisała nic, co sugerować by mogło, że ”nie szanuje narodu”. W okienku komentarza, pod filmem zawierającym drastyczne sceny z udziałem psów i ludzi, obiektywnie się nad tymi psami znęcających, napisała dwa, a właściwie to półtora słowa: ”Pierd…dzikusy!!!”, opatrzone trzema wykrzyknikami. Wczujcie się i przeczytajcie zdanie Pomarańczowej ”ze zrozumieniem”, jest ”po polskiemu”, nie ”po polsku”, ale zmuście się: ”dla mnie też, ale nie jest to dla mnie żadną podstawą do wyzywania jakiegokolwiek narodu od „pierd…dzikusów„. Powoli, zacznijmy od ”żadną podstawą” -czyli, jednak w ”światopoglądzie” pani Pomarańczowej, jakieś ”podstawy” do ”wyzywania jakiegokolwiek narodu od pierd…dzikusów” są. (Po prostu akurat nie należy do nich ”wzburzenie” odnośnie złego traktowania zwierząt). Przejdźmy do ”wyzywania” -słowo ”dzikus” nie jest wyzwiskiem, ale Zielona użyła tego rzeczownika w połączeniu z imiesłowem biernym przymiotnikowym, pochodzącym od wyrazu powszechnie uważanego za wulgarny i powstało ”wyzwisko”, czyli spontanicznie wypowiedziane wyrażenie, ujawniające negatywne emocje mówiącego względem adresata. Idźmy dalej: ”jakiegokolwiek narodu” -to nie jest przypadkowe użycie słów i wskazuje, że Pomarańczowa ”wartościuje” narody na ”lepsze i ”gorsze”. Przeczytajcie to jeszcze raz [kontekst: ”takie traktowanie zwierząt to bestialstwo”]: ”dla mnie też, ale nie jest to dla mnie żadną podstawą do wyzywania jakiegokolwiek narodu od „pierd…dzikusów„. Po polsku to zdanie brzmiałoby jakoś np. tak: ”Ja też (uważam, że takie [jak na filmie udostępnionym przez założycielkę wątku] traktowanie zwierząt to bestialstwo), ale jeżeli tego bestialstwa nie dopuszczają się wszyscy przedstawiciele tego narodu, nie jest ono powodem, by o całym narodzie mówić źle.” Tylko, że w ten sposób Pomarańczowa zatoczyłaby kółeczko do mUndrości swojej Żółtej psiapsi, która napisała przecież: ”czyli nie inaczej niż my Polacy”… I teraz idzie bomba, Żółta pisze do Pomarańczowej: ”na mnie to nie robi wrażenia, ona sama nie rozumie tego co pisze” -słodka jest. Taka.. głupia. I nie ogarnia, że jest głupia. Zielona, ma cierpliwość (niepotrzebnie) i pisze ”no tak bo przecież mnie znasz nie od dziś”. Żółta jest w bajce, że ”kontroluje rozmowę”, więc pisze Zielonej: ”Pani (…) bez odbioru ,nie mój poziom. Pa” -fakt, nie jej poziom. Jest tak ograniczona, że brakuje skali. Nie jest w stanie dosięgnąć Zielonej, która dalej tłumaczy (najwyraźniej panie wpędziły ją w poczucie winy albo uznała, że [potencjalnie] ‚dzbanów’ odbierających jej komentarz tak samo, jak Żółta z Pomarańczową może być więcej): ”akurat odnosiłam się nie do narodu ale do ludzi z filmiku. Konkretnych osób ciągających, rzucających te psinki. Może faktycznie nie powinno być „pierd…” ale zadziałały emocje. No ale co będę tłumaczyć. Już wszystko o mnie Panie wiedzą i niczego więcej się nie spodziewają.” (Zielona ich nie ”tyka”, kulturalnie im ”paniuje”, co też zdecydowanie wskazuje na różnice pomiędzy nią a tymi paniami). Wtedy na Zieloną szarżuje nowa, Niebieska ”intelektualistka”: ”niestety ale nie ma co się łudzić że Twoja świnkę to na czerwonym dywanie zaproszono do limuzyny. Rzeczywistość jest taka sama. Proszę teraz zobaczyć filmiki z transportu świń lub innych zwierząt rzeźnych, podejść do lustra i powiedzieć do siebie to samo.” -Czy jest sens dziwić, się, że choć Zielona nie obraziła żadnej z nich, sama została obrażona? Zaznaczam: nazywanie osoby głupiej wprost: głupią, nie jest obraźliwie. Są ludzie wysocy, niscy, szczupli, grubi, z jasnymi albo ciemnymi włosami i są też ludzie inteligentni albo nieinteligentni. I o tych nieinteligentnych mówi się, że są głupi. Ot, co. Czy dla Niebieskiej ”intelektualistki” ma znaczenie, że film, który zamieściła założycielka tematu i który tak emocjonalnie skomentowała Zielona, pochodzi ze strony ”No for China World Dog Show 2019”? Że zamieszczony został na grupie ”kynologów”, rzekomych ”miłośników psów (nie tylko) rasowych (ale jeśli już ”rasowych”, to tylko z rodowodami ZKWP/ FCI [bo inne rodowody się nie liczą, bo ”inne organizacje zrzeszają pseudo hodowców” i ”te ich rasowe psy to kundle”])”, na grupie członków, sympatyków (i nierzadko wyznawców) Związku Kynologicznego w Polsce, w kontekście, który można sprecyzować:Patrzcie, wy, którzy nie widzicie nic złego w WDS 2019 organizowanej w Chinach. Wy, którzy chcecie na wystawę do Szanghaju jechać, wy ”miłośnicy psów”, którzy tak dużo postów trzepiecie i opowiadacie w rozmowach face to face, jak wam dobro psów na sercach leży” i ciągle przed pseudohodowlami przestrzegacie i mówicie, że ”tylko FCI”, jak w Chinach traktowane są psy. Będziecie tam ”nawiązywać kontakty, żeby tam sprzedawać szczeniaki, by trafiły do wrzątku kiedyś? Nie brzydzi was decyzja FCI?”. Dla Niebieskiej, jak i wielu innych wypowiadających się pod materiałami pochodzącymi ze strony No for China World Dog Show 2019 i udostępnianymi na grupach, kontekst komentarza Zielonej, fakt, że zamieściła go pod konkretnym filmem, zamieszczonym w konkretnym miejscu, w kontekście bardzo konkretnego wydarzenia, jakim jest World Dog Show 2019, nie ma znaczenia. Gdyby to było amerykańskie forum, panienki mogłyby Zielonej przywalić jeszcze za niewolnictwo, ale że jest Zielona zagrywka na nutę white man guilt też by nie wyszła… Przeczytajcie ostatnie posty, nie chcę Wam spojlerować. 

”Sztuczka”

Pisząc fragment o Charcie Polskim, myśląc o determinacji ludzi, którzy walczyli o to, by ta rasa nie zginęła, przypomniałam sobie idiom ”Against all odds” (oznaczający, że pomimo bardzo małego prawdopodobieństwa np. pokonuje się ciężką chorobę). Siłą rzeczy, przypomniał mi się też kawałek Phila Collinsa i wiecie co? Nigdy nie lubiłam takich ”sztuczek”, ale tym razem zrobię wyjątek. Jeżeli w dalszym ciągu uważając się za ”miłośnika psów”, mimo przeczytania tego tekstu, nie rozumiesz jeszcze ”Co jest nie w porządku w organizowaniu światowej wystawy psów w Chinach?”, to puść sobie ”Against All Odds” Phila Collinsa, jako tło do oglądania filmów na stronie ”No for China World Dog Show 2019”. Nagrań z psami w klatkach, psami, które w chińskich rzeźniach czekają na zaszlachtowanie. Patrz w oczy tych psów, bo wiele z nich patrzy w oczy filmującym je ludziom, uparcie szukając w człowieku… Jeżeli to cię nie ruszy, to jest z tobą coś bardzo nie tak.

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu oraz grafik bez zgody autora jest zabronione.

www.facebook.com/zuzpasjaodogoargentino

FESTIWAL PSIEGO MIĘSA W YULIN W PROWINCJI SHAANXI, ”SHANGHAI WORLD DOG SHOW 2019” I ZŁOTE KARTY O WARTOŚCI, JAK PODAJE NORSK KENNEL KLUB, 100 TYSIĘCY EURO DLA DELEGATÓW FEDERATION CYNOLOGIQUE INTERNATIONALE

Czasem naprawdę doceniam internet. Zwłaszcza możliwość wykorzystania Google Translate do przetłumaczenia sobie z norweskiego treści ze strony Norsk Kennel Klub.

Jak możemy dowiedzieć się ze stanowiska opublikowanego na stronie Norsk Kennel Klub, norweskiego członka Fédération Cynologique Internationale: ”All FCI’s 91 delegates have received gold cards that can be used in connection with any visit to the World Dog Show 2019 in China. The gold cards were awarded by the China Kennel Union after the club was awarded WDS2019 under the FCIS General Assembly in June. NKK now urges that the money intended to cover hotels and stay for FCI’s delegates during WDS 2019 now be donated to organizations that work on concret measures to improve dog welfare in China.” –Wszystkich 91 delegatów FCI otrzymało złote karty, które mogą być wykorzystane w związku z każdą wizytą na World Dog Show 2019 w Chinach. Złote karty zostały przyznane przez China Kennel Union po tym, jak przyznano mu organizację WDS 2019, w czerwcu podczas Walnego Zgromadzenia FCI. Norsk Kennel Klub wzywa teraz, aby pieniądze przeznaczone na pokrycie hoteli i pobytu dla delegatów FCI podczas WDS 2019, zostały przekazane organizacjom, które pracują nad konkretnymi środkami/ wypracowują konkretne środki działania (zapewne chodzi min o lobbowanie na rzecz zmiany prawa) w celu poprawy dobrostanu psów w Chinach.

Dalej możemy przeczytać, iż ”NKK has reacted strongly to the World Dog Show being awarded to a country where the abuse of dogs is extensive. In this connection, Norwegian exhibitors and judges have been discouraged from attending the event, which has resulted in a threat of FCI exclusion.” –NKK zdecydowanie zareagowało na przyznanie organizacji World Dog Show krajowi w którym nadużycia (znęcanie się, maltretowanie) wobec psów są ekstensywne (obfitują w wielość przypadków, rozciągają się na wiele aspektów itd.). W związku z tym norwescy wystawcy i sędziowie byli zniechęceni do udziału w wydarzeniu, co spowodowało zagrożenie wykluczeniem z FCI.

Jeszcze dalej NKK informuje, że w liście przekazanym do FCI i China Kennel UnionNKK confirms that they will not make use of the card, and requires that the China Kennel Union donate the money that was intended for NKK’s stay to an organization that works with actual and concrete measures to improve dog welfare in the country.” –Norsk Kennel Klub potwierdza, że Norwegowie nie będą korzystać z karty, i wymagają, aby China Kennel Union przekazał pieniądze przeznaczone na pobyt NKK, organizacji, która pracuje nad doprowadzeniem do poprawy sytuacji psów w Chinach.

It is not good democratic practice to accept this form of gift, and NKK would never use this card. When we also see that there is an urgent need to use resources to improve dog welfare in the country, these „gold cards” get an extra taste. ”We also expect other kennel clubs to respond in the same way to this gift, and refrain from making use of the offer, ”says NKK’s CEO Trine Hage.” -Nie jest dobrą demokratyczną praktyką, akceptowanie/ przyjmowanie tej formy prezentu i NKK nigdy nie użyłby tej karty (przedstawiciele NNK). Kiedy widzimy, że istnieje pilna potrzeba wykorzystania zasobów w celu poprawy dobrostanu psów w kraju, te „złote karty” zyskują także dodatkowy smak. Oczekujemy także, że inne kluby zareagują w ten sam sposób na ten prezent i powstrzymają się od wykorzystania tej oferty”, mówi prezes NKK, Trine Hage.]

W dalszej części stanowiska Norsk Kennel Klub czytamy: ”In the letter which is now submitted to the FCI and CKU, NKK also lists several measures that could have been implemented if the money intended for FCI delegates had instead been earmarked for dog welfare. The measures are calculated based on Norwegian prices. Carried out in China, one can very likely be able to get even more done for the total amount these cards are worth; estimated at just over EUR 100,000.” -W liście, który jest teraz przekazywany do FCI i CKU, NKK wymienia również kilka środków/ rozwiązań, które mogłyby zostać wdrożone, jeśli pieniądze przeznaczone dla delegatów FCI zostały.by przeznaczone na dobrostan psów. Obliczeń dokonano na podstawie cen norweskich. Wykorzystując te środki/ zasoby (które CKU przeznaczyło dla delegatów z Norwegii, wartość ‚gold card’), realizując ich wykorzystanie w Chinach, prawdopodobnie można by zrobić/ osiągnąć jeszcze więcej z całkowitą kwotą, którą te karty są warte; szacowana przez Norwegów wartość wyniosła nieco ponad 100 000 euro.

Norweski klub podaje, że sposób w jaki te pieniądze można by wydać (na podstawie norweskich cen) to:

At least 600 consultant hours with PR / lobbyist company with the purpose of influencing legislation on dog welfareCo najmniej 600 godzin konsultacji z firmą PR / lobbystami w celu wywarcia wpływu na ustawodawstwo dotyczące dobrostanu psów,

At least 100 lectures focusing on dog welfare with well-known and renowned speakers -Co najmniej 100 wykładów koncentrujących się na dobrostanie psów ze znanymi i uznanymi mówcami

At least 1 very comprehensive campaign on nationwide TV / Radio -Co najmniej jedna bardzo obszerna kampania w ogólnokrajowej telewizji / radiu

20,000 books and other information material with a focus on ethics and dog welfare -20,000 książek i innych materiałów informacyjnych skoncentrowanych na kwestii etyki i dobrostanu psów.”

The NKK has still not received an answer to our question to the FCI and the China Kennel Union regarding which measures have been implemented or planned to end the abuse of dogs in China. Since we still do not know what the CKU has actually done or are or planning to make progress towards WDS2019, we have to demand that the money intended for NKK’s stay during WDS2019 now be donated to an organization that actually works for the dog welfare, or used by CKU or FCI to work with dog welfare. We also expect other kennel clubs to refuse this „gold card” and stay at home during events. We also request regular feedback from FCI and CKU on any progress in dog welfare in China, says Trine Hage.” –NKK nadal nie otrzymał odpowiedzi na nasze pytanie skierowane do FCI i China Kennel Union dotyczące tego, które środki zostały wdrożone lub są planowane do wdrożenia w celu zakończenia nadużyć wobec psów, ich maltretowania w Chinach. Ponieważ nadal nie wiemy, co CKU faktycznie zrobiło lub jakie działania planuje podjąć by poczynić postępy przed zbliżającym się WDS 2019, musimy zażądać, aby pieniądze przeznaczone na pobyt NKK podczas WDS 2019 zostały przekazane organizacji, która faktycznie działa na rzecz dobrostanu psów lub by wykorzystane zostały przez CKU lub FCI do pracy nad dobrostanem psów. Oczekujemy także, że inne kluby hodowlane odmówią przyjęcia tej „złotej karty i pozostaną w domu (zapewne chodzi o hotelowe pokoje) podczas imprez. Zwracamy się również z prośbą o regularne informacje zwrotne, oczekujemy tych informacji od FCI i CKU na temat postępów dotyczących dobrostanu psów w Chinach”, mówi Trine Hage”.

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu oraz grafik bez zgody autora jest zabronione.

www.facebook.com/zuzpasjaodogoargentino

”SHANGHAI WORLD DOG SHOW 2019” – JAK NA DECYZJĘ FEDERATION CYNOLOGIQUE INTERNATIONAL O PRZYZNANIU ORGANIZACJI ŚWIATOWEJ WYSTAWY PSÓW RASOWYCH W ROKU 2019 CHINOM, POMIMO ODBYWAJĄCEGO SIĘ W YULIN W PROWINCJI SHAANXI FESTIWALU PSIEGO MIĘSA, ZAREAGOWAŁY NIEKTÓRE KLUBY CZŁONKOWSKIE FCI

Fiński Kennelliito, czyli ”The Finnish Kennel Club – canine expert since 1889”, na swojej stronie już 25 sierpnia 2015 roku zamieścił następującą treść: https://www.kennelliitto.fi/en/about-us/news/statement-finnish-kennel-club-concerning-decision-making-fci-and-treatment-dogs-china. Zwróćcie szczególną uwagę na sformułowanie użyte w zdaniu: ”The Finnish Kennel Club recommends all Finnish judges who will be invited to judge at the WDS 2019, as well as all exhibitors thinking about participating with their dogs, to pay attention to this statement of the FKC.

Na stronie Norsk Kennel Klub: https://www.nkk.no/aktuelt/uakseptable-gullkort-etter-wds-valg-article111111-991.html. (Polecam Wam, abyście sami, krok po kroku przetłumaczyli sobie treść opublikowaną przez NKK).

Na stronie Svenska Kennelklubben https://www.skk.se/globalassets/dokument/om-skk/skk-standpoint.pdf także widnieje oficjalne stanowisko klubu (I treść stanowiska szwedzkiego klubu także umieściłam w postaci tzw zrzutów ekranu, ale pod koniec tego tekstu.)

Na stronie niemieckiego członka FCI, Verband für das Deutsche Hundewesen też widnieje oficjalne stanowisko: https://www.vdh.de/newslettersystem/en/news/artikel/world-dog-show-china-2019-the-position-of-the-vdh/.

Znajdziemy je także na stronie holenderskiego Związku Raad van Beheer op Kynologisch Gebied in Nederland: https://www.houdenvanhonden.nl/contentassets/1153e564a120472389ebe4de07a001f0/toespraak-rvb-nieuwjaarsreceptie-2019.pdf

Oraz na stronie czołowej brytyjskiej organizacji kynologicznej, gospadarza słynnego Crufts: The Kennel Club: https://www.thekennelclub.org.uk/press-releases/2015/june/kennel-club-statement-regarding-the-world-dog-show-2019/.

Natomiast na stronach Związku Kynologicznego w Polsce… Sprawdźcie.

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu oraz grafik bez zgody autora jest zabronione.

www.facebook.com/zuzpasjaodogoargentino