Archiwa tagu: pseudohodowla

HART FILA BRASILEIRO VS. PSEUDOKYNOLOGIA I MITY O ”CECHACH UŻYTKOWYCH” I ”TYPOWYM DLA RASY TEMPERAMENCIE”, CZYLI RZECZ O TYM, JAK ZASZKODZIĆ RASIE, KTÓREJ POCHODZENIA I PRZEZNACZENIA SIĘ NIE ROZUMIE.

Mam dla was nowy tekst o Dogo Argentino, ale chciałabym abyście go naprawdę zrozumieli, ”załapali” wagę i znaczenie problemu, o którym wam w nim piszę i dlatego wpierw zabiorę was na tzw. sąsiednie podwórko, do świata Fila Brasileiro. Mam nadzieję, że po dzisiejszym artykule, obalającym min. mity dotyczące pochodzenia tej rasy, stać was będzie na głęboką refleksję, także nad treścią tekstu o Dogach Argentyńskich, który ukaże się wkrótce.

Tam, gdzie WIEDZĄ o co chodzi

Zacznijmy od tego, że w Brazylii Fila Brasileiro ”jest u siebie”, nie jest rasą ”egzotyczną”, ”kulturowym przeszczepem” jakim jest min. u nas, w Polsce. W ich ojczyźnie, w kraju, w którym naprawdę rozumie się czym jest ”użytkowość” w odniesieniu do Fila Brasileiro i co oznacza, że w pracy Fila ma być zajadłym, zaciętym obrońcą, a w domu oddanym, stabilnym psychicznie psem, tak jak na filmach, do których poniżej podaję Wam linki, wygląda ocena wyglądu i psychiki Fila Brasileiro, obejrzyjcie to nagranie, bo naprawdę chciałabym, żebyście rozumieli to, o czym wam tu piszę (na tym filmie wstęp zajmuje nieco ponad minutę): https://www.youtube.com/watch?v=esQB4zsoIyE

Ojeriza Fila Brasileiro to postawa (zachowanie) opiekuna i strażnika zwierząt gospodarskich, który nie dopuszcza złodziei do chronionego przez siebie inwentarza. Podobnie jak inne ”livestock guardian dogs”, Fila więź nawiązuje ze ”swoim” człowiekiem, ”swoją” rodziną i na tym kończy się jego potrzeba kontaktów z ludźmi. Jednak to, co tak bardzo różni Fila od innych ras powstałych do wykonywania podobnej pracy, to genetyczna, niewymagająca żadnego ”treningu” ani ”dodatkowych szkoleń” cecha, którą Brazylijczycy określają nawet cnotą: Fila nie obchodzą ludzie poza ”jego” ludźmi, dokąd nie zagrażają ”jego” człowiekowi.

Gdy z pełnoetatowych pracowników rancz, chroniących żywy inwentarz przed rabusiami i złoczyńcami, Fila stały się mieszkańcami miast, ojeriza naturalnie sprawiła, że z takim samym oddaniem, jak przedtem bydła, zaczęły chronić ”swoich” ludzi przed obcymi, po prostu broniąc dostępu obcym do swoich właścicieli. Fila są rasą, której emblematyczną cechą jest agresja skierowana przeciw ludziom. Precyzując: przeciw ludziom obcym dla właścicieli Fila. Jednak, jak widzicie na załączonych filmach, w Brazylii ci ”obcy ludzie” przeciw, którym Fila kieruje swoją agresję, to raczej bandziory niż osoby, które po prostu przebywają w publicznej przestrzeni, w której jest też Fila (wstęp na tym nagraniu trwa mniej więcej pierwszych 5 minut): https://www.youtube.com/watch?v=Cs0LPSq_rdg.

Idealna Fila odpowiada na atak, a nie go inicjuje. Pozostaje nieruchoma, skupiona na napastniku, dokąd ten nie przekroczy dystansu dwóch-trzech metrów. Gdy to się stanie, pies podejmuje interwencję, tj. wyskakuje do napastnika zdecydowanie i bezpośrednio. ”Na całego”. Fila nie cofa się, nie spogląda w tył na swojego właściciela i nie zważa na ograniczającą zasięg smycz. Skupia się na tym z ”napastników”, który jest bliżej. Zazwyczaj tzw pozorant i pies nie mają ze sobą bezpośredniego fizycznego kontaktu – tak jest, gdy prowokator trzyma dystans. Do ugryzień dochodzi, gdy odgrywający rolę napastnika podejdzie zbyt blisko i chroniąc się, do gryzienia nadstawi psu rękaw. Ćwiczenie nazywane ”atakowaniem” zajmuje niewiele czasu, chodzi jedynie o uzyskanie reakcji psa. A ta powinna być zdecydowana, ostra i twarda. Bez okazywania jakiegokolwiek zawahania przez psa, który skupiony ma być na napastniku/ach. To jest charakter tego psa i tego nie trzeba trenować. Fila, o której mówi się, że jest prawidłowej konstrukcji psychicznej, tego właściwego pod względem psychiki typu, rodzi się z tym zachowaniem. I tylko Fila przejawiające to zachowanie są uważana za Fila.

Widzicie, że prawidłowo psychicznie rozwinięty, czyli psychicznie zrównoważony Fila Brasileiro, kiedy odbierze napastnikowi narzędzie albo napastnik wypuści broń i wycofa się na odległość tych 2-3 metrów, zaprzestaje działania/ataku, bo cel został osiągnięty; zagrożenie zostało zażegnane: napastnik jest poza strefą osobistą człowieka Fila. Widać, szczególnie na pierwszym z filmów, do których linki podałam powyżej, że niektóre z psów jeszcze by trochę ”pogoniły kota” mężczyznom, którzy je prowokują, ale generalnie, bardziej ”dla utrwalenia efektu” (i dodatkowej satysfakcji) niż z jakiegokolwiek innego powodu. Bo kiedy ludzie się odsuwają, unikając bezpośredniego kontaktu, psy pohamowują się. One zawieszają atak, przerywają go. Swoje zachowanie dostosowują do zaistniałej sytuacji. One cały czas są przytomne – nie zaliczają ”odlotów”. One wykonują zadanie, a nie ”płyną w agresję”. Fila z nagrań nie ”fiksują” się i nie tracą niepotrzebnie energii.

Te psy rozumieją na czym polega ich zadanie. Powtórzmy: kiedy pojawiają się ”prowokatorzy”, których zachowanie wskazuje, że mają zamiar naruszyć przestrzeń i wedrzeć się w osobistą strefę człowieka Fila, psy, dotąd wpatrzone w swoich ludzi, przenoszą uwagę na ”napastników”, wchodzą w tryb ”wykonywania zadania” i rozpoczynają interwencję. One nie atakują tych ludzi, tylko dlatego, że oni ”pojawiają się w kadrze”. Ludzie muszą zachowywać się w określony sposób, by Fila zareagowały agresją. One nie ”odpalają się” ot, tak. Obcy nacierają na nie i na ich człowieka, mają ewidentnie nieprzychylne nastawienie i agresja Fila z filmów powyżej, jest odpowiedzią na zachowanie ”prowokatorów”. Psy z nagrań aktywnie działają dokąd to konieczne, dokąd nacierają na nie ”agresorzy”. Gdy psom udaje się pochwycić ”łup”, gdy odbiorą go ”napastnikowi”, gdy odbiorą mu ”broń” albo człowiek sam ją porzuci, Fila pohamowują się. Same. Bez interwencji przewodnika. I znowu powtórzmy: tak dzieje się też, gdy ludzie-napastnicy odsuwają się od tych psów. Gdy ”agresor” znajdzie się w odległości mniej więcej 3 metrów od Fila i zaprzestaje ”ataku”, psy także zaprzestają działania. Pozostają zaalarmowane, ale nie tracą energii, ”nie poddają się emocjom”, na bieżąco oceniają sytuację.

One wchodzą w ”tryb szarży”, wykonywania zadania polegającego na ataku i wychodzą z nich tak samo płynnie, sprawnie. I przede wszystkim te psy wiedzą, kiedy mają rozpocząć interwencję i gdy mają ją zakończyć.

Zwróćcie także uwagę na to ile obcych, postronnych osób uczestniczy, jako publiczność w tych próbach charakteru i że ”filety” mają tych obcych w …nosach. Bo to są obcy, którzy nie stanowią zagrożenia, nie przejawiają zachowań potencjalnie zagrażających człowiekowi Fila. Przestudiujcie też zachowanie uznanych za najlepsze psów i ich ludzi, i osób przekazujących właścicielom nagradzanych Fila puchary oraz gratulacje, pod koniec nagrania: jak nagrodę odbiera pierwsza para, jak otrzymuje ją druga para (obcy idzie ”kolizyjnym kursem” na wprost człowieka i psa) i jak przekazywana jest ona trzeciemu zestawowi – pies niepokoi się i daje temu wyraz, gdy ”jego” człowieka dotyka obcy). Patrzcie jak te psy reagują w zależności od tego jaka jest ”chemia” i ”dynamika” sytuacji. Każde z trzech przekazań nagród jest nieco inne i każde daje więcej narzędzi do dowiedzenia się więcej prawdy (nie mitów) na temat tej rasy. Przeanalizowanie każdej z tych sytuacji pomoże wam zrozumieć o co chodzi Brazylijczykom w Fila Brasileiro.

Skąd się wziął ”Pies, który trzyma i nie puszcza”?

Fila Brasileiro to rasa, która wyłoniła się z naturalnej genetycznej selekcji, jakiej psy zostały poddane, gdy musiały sprostać ciężkim warunkom, w których się znalazły, wykonując powierzone im zadania. Oraz dzięki dążeniu człowieka do ulepszania rasy. Przez lata powstawały i wciąż funkcjonują różne teorie na temat pochodzenia brazylijskiego super-psa. Wiele jest spekulacji dotyczących ras, które dały mu początek. Szczególnie, że w okresie, w którym kształtowała się brazylijska Fila nie tyle istniały ”rasy”, jakimi je dziś rozumiemy, co raczej ”typy ras psów” pochodzące z poszczególnych rejonów geograficznych lub nawet nico bardziej szczegółowo, z konkretnych psiarni (np. danego księcia czy gubernatora), przejawiające określone cechy psychofizyczne (fenotyp) i wykonujące bardzo konkretne rodzaje pracy.

Należy zaznaczyć, że wszystkie te przerysowane, kuriozalne wręcz ”mastifowe”, jak i ”bloodhoundowe” cechy wyglądu, widać w liniach Fila rozwijających się pod patronatem Fédération Cynologique Internationale (FCI). Istnieją znaczące różnice pomiędzy wyglądem i kondycją Fila Brasileiro, których hodowcy zrzeszeni są w Club for the Improvement of the Fila Brasileiro (CAFIB), a tym jak wyglądają Fila, których hodowcy podporządkowali się FCI albo… O tym ”albo” nieco później 🙂 Na razie wróćmy do teorii o genesis rasy.

Niemająca podparcia w rzeczywistości, ale bardzo szeroko rozpowszechniona, ogólnie znana i co łatwo zauważyć, patrząc na Fila z niektórych linii, czyniąca rasie wiele szkody, teoria, mówi, że Fila to efekt kilku krzyżowań pomiędzy trzema rasami (raczej typami ras, niż stricte rasami) angielskich psów. Zgodnie z nią, powstały w wyniku tych krzyżówek brazylijski pies po mastifie odziedziczyć miałby gabaryty i solidną strukturę kośćca, po bloodhoudach luźną skórę i nisko osadzone uszy, a po bulldogach upór. Wiara w to tłumaczenie pochodzenia Fila, zachęciła wiele osób do krzyżowania ich z mastifami (Angielskim i Neaopolitano) oraz Dogiem Niemieckim… Skutki są, jakie są.

Inna teoria, uważana za bardziej prawdopodobną, głosi, że Fila wywodzi się z dużych psów portugalskich i hiszpańskich, przede wszystkim od Leônes Mastín (odmiany Mastifa Hiszpańskiego) i Castro Laboreiro, przywiezionych do Brazylii w czasie trwającej od 1580 do 1640 roku Unii Iberyjskiej.

Była też jeszcze inna, znajdująca spore poparcie w tekstach źródłowych, teoria, według której, jedną z ras dających początek Fila Brasileiro miał być Engelsen Doggen – starodawny typ bulldoga, często używany do polowań i walk… Po nim to właśnie Fila Brasileiro miały odziedziczyć swój ”agresywny temperament”, ”upartość” i ”nieustępliwość” oraz niektóre fizyczne cechy, jak np. umaszczenie i charakterystyczną linię grzbietu (zad powyżej kłębu). Sprowadzone do Brazylii, podczas holenderskiej inwazji, około 1630 roku, Engelsen Doggen miały być tym ”zaczynem”, z którego z czasem powstała Fila Brasileiro. Holendrzy przywieźli ze sobą około trzystu psów do pomocy w ochronie nowych ziem podbitych przez Portugalczyków. W prowadzeniu akcji przeciw miejscowemu ruchowi oporu oraz, by zapewnić sobie ochronę przed jaguarami. Przywiezionymi przez nich psami miały być, wymarłe już, właśnie l’engelsen doggen/ Le Dogue De Forte Race, które towarzysząc holenderskim oddziałom szybko rozprzestrzeniły się na północnym wschodzie. Zgodnie z tym tłumaczeniem powstania rasy, na przestrzeni lat, psy będące potomkami pierwszych Dogues of Fort Race przywiezionych do tzw. Nowej Holandii, dostosowywały się do warunków tam panujących. Po wydaleniu Holendrów były już psami genetycznie przystosowanymi zarówno do klimatu, pokarmu, jak i pracy, którą tam wykonywały; polowania na grubą zwierzynę (np. jaguary), wypasania bydła oraz ścigania zbiegłych niewolników. Zachowały muskulaturę i gabaryty przodków, ale poprzez naturalną selekcję genetyczną (oraz pewnie też krzyżowanie z miejscowymi psami), ewoluowały w nową, stricte brazylijską rasę. Poprzez kolonizację na brzegach rzeki São Francisco, dotarły do Minas Gerais, gdzie doceniona została ich umiejętność pracy z bydłem (hodowano tam głównie bydło mleczne). I stały się w tamtym rejonie dosyć powszechne. Wykorzystywano je jako psy pasterskie, zaganiające oraz chroniące stada przed jaguarami i złodziejami bydła. Dzięki poganiaczom bydła oraz tropeiros, czyli ludziom zajmującym się przewożeniem towarów (w tym złota i diamentów) z wnętrza terytorium na wybrzeże, rasa z powodu swojej wszechstronności rozprzestrzeniła się po całym kraju.

I znowu: wpływ dawnych mastifów ma być wyraźnie widoczny w Fila Brasileiro, gdyż …noszą to samo umaszczenie oraz czarną maskę. Od tych dużych, nieustraszonych psów, Fila przejąć miały swoje gabaryty i …wyraz… Mastify, używane jako psy bojowe oraz myśliwskie, przekazały Fila duże, ciężkie głowy, krótkie szyje i tę specyficzną linię grzbietu. Bloodhoundom Fila zawdzięczają swój węch, a także obfitość luźnej skóry, obwisłe fafle i inne cechy typowe Bloodhoundom (przypominam o różnicach między wzorcami rasy w CAFIB i FCI), włącznie z ”zaśpiewem”…

Istnieje też teoria, zgodnie z którą, Fila de Terceira to czwarta rasa ”maczająca pazury” w powstanu Fila Brasileiro. Jak również przypuszczenie, że ”filety” są wręcz potomkami tych psów. Fila da Terceira to dziś już wymarła rasa zaganiaczy bydła, przywieziona z Terceira, z archipelagu Azorów przez portugalskich osadników. Uważa się, że Fila da Terceira powstał z krzyżowań pomiędzy psami, przywiezionymi na wyspę przez portugalskich i hiszpańskich kolonizatorów. Miały nimi być: Old Dogue de Bordeaux (z długą kufą), hiszpańskie Alano, Mastif Hiszpański, a nawet Bloodhound, do których w późnijeszym okresie wprowadzić miano także krew Old English Bulldog (w typie ”Bull”), przywiezionych przez portugalskich byłych wygnańców, bezpośrednio z Anglii. Ale…

W 2018 roku za sprawą wyjątkowej książki nastąpił swoisty przewrót w świecie Fila Brasileiro

Otóż, po 40stu latach dogłębnego, drobiazgowego, bardzo kompleksowego studiowania Fila Brasileiro, w tym prac takich osobowości jak Antônio Roberto Nascimento, Paulo Santos Cruz, Procópio do Vale oraz inni, a także wykorzystując osobiste doświadczenie z rasą, hodowca i badacz Fila Brasileiro, Antônio Carlos Linhares Borges doszedł do wniosku, że istnieje pilna potrzeba zachowania dawnego rustykalnego w wyrazie, ”surowego” Fila, z którego zrodził się modern Brazilian Fila, czyli współczesny Fila Brasileiro (tak, ten, którego sobie teraz wizualizujesz, czytając mój artykuł). Według niego stare, w znaczeniu pierwotne, rdzenne, naturalne linie dogasają i bliskie są zaniknięcia, całkowitego wymarcia (”comes near extinction”) w związku z krzyżowaniami brazylijskiego Fila i ”kundleniem” go z innymi rasami. Rasami, które wprowadziły do rasy endemicznie brazylijskiej, obce geny i utrwaliły w Fila charakterystyczne cechy, będące typowymi dla tamtych, innych ras, natomiast zupełnie obcymi dla stricte brazylijskiego psa i niepowiązanymi z nim.

Budowa i wygląd old dogs, czyli tych pierwotnych, oryginalnych Fila stoi w sprzeczności ze -na początku przeze mnie wspomnianą- starą i powszechnie znaną teorią na temat genetycznych korzeni Fila Brasileiro, sugerującą w powstaniu Fila udział ras angielskich. Jest to mało lub wcale prawdopodobne. Borges uważa, że przekonanie o takim właśnie pochodzeniu Fila, wiara w to, że ”wywodzą się z Angielskiego Mastifa, Bloodhounda i Old English Bulldog”, ostatecznie zachęciła do krzyżowania Fila z tymi obcymi, niemającymi z Fila związku, rasami. Co oznaczało dla brazylijskego super-psa utratę fizycznych i psychicznych cech stanowiących esencję, istotę oryginalnego, pierwotnego, prawdziwego Fila i czego skutki oglądamy w modern dog – tym nowożytnym Fila. Dowodzi także, że Fila Brasileiro jest pochodzenia czysto iberyjskiego, konkretnie pochodzić ma od Portuguese Alaunt dog lub Iberian Alaunt dog.

W 2018 roku Borges opublikował owoc wielu lat swojej pracy badawczej, książkę ”Fila Brasileiro – Preservação do Original” (”Fila Brasileiro – zachować oryginał”), w której wykazał, że badania porównawcze, migracyjne i historyczne dostarczają mocnych dowodów na to, że prawdopodobne pochodzenie rasy ma swoje źródło w portugalskim Alaunt dog. W książce analizuje każdą z teorii o kształtowaniu rasy, wykazując w nich niespójności, bazując na kontekście historycznym poszczególnych epok, widocznym w rycinach, grafikach lub na zdjęciach (gdy te były dostępne) z epoki przedstawiających psy oraz w oparciu o inne dokumenty historyczne. 

W opracowaniu tym pochodzenie Iberyjskiego Alaunta (Iberian Alaunt) a co za tym idzie molosowatych psów Portugalii i Hiszpanii, wyjaśniono migracją Alanów, którzy około roku 400 n.e., pod naporem Hunów, zmuszeni zostali do przeniesienia się z Azji Środkowej do innych regionów, w tym na Półwysep Iberyjski. Alanowie zabrali ze sobą swoje znane z zaciekłości oraz gabarytów psy, które później krzyżowały się z psami miejscowymi. To wyjaśniałoby genetyczne i fizyczne podobieństwo w kilku aspektach, jak np. brachycefaliczna czaszka, mocna (strong) i ciężka (heavy) kość, luźna skóra na szyi i karku oraz podgardle, tzw. łałok, zachodzące pomiędzy psami ras takich, jak Portuguese Alão (Portugalski Alaunt), Cão de Gado Transmontano (Transmontano Cattledog), Mastif Hiszpański, Presa Canario/ Dogo Canario, rejestrowany jedynie w Alianz Canine Worldwide, Alano Espaniol (Peresa de Toro/ Dogo español / Perro de Toro Español/ Alano Carnicero) itp. oraz z pochodzącymi z Bliskiego Wschodu i Kaukazu np.: Bully Kutta, Kangal, Owczarek Kaukaski, rejestrowany w Cynological Federation od Georgia (FCG), Georgian Shepherd (Nagazi), itp.

Książka Borgesa broni teorii mówiącej, iż to wielka imigracja Portugalczyków do Brazylii w okresie ”gorączki złota i diamentów”, rozpoczętym w 1690 roku, była kwestią najważniejszą, kluczową dla powstania brazylijskiego Fila. W tamtym czasie tysiące Portugalczyków przybyło do Brazylii, a zdecydowana większość osiadła w Minas Gerais, przyciągnięta przez wiele kopalń złota i diamentów w tamtym obszarze. Szacuje się, że w okresie między XVIII a XIX stuleciem do Brazylii przybyło 800 tysięcy imigrantów z Lusitanii (to nazwa starożytnej prowincji rzymskiej, znajdującej się na Półwyspie Iberyjskim, obejmującej obszar obecnej Portugalii na południe od Duero [Douro] i południowo-zachodnią część Hiszpanii, dla nas kojarzona na przykład z piękną rasą koni – Lusitano). Ta masowa imigracja Portugalczyków przywiodła do kraju także wiele rustykalnych w typie, wielozadaniowych working dogs, czyli psów pracujących takich, jak Portuguese Alão (Portugalski Alaunt). Wyjaśnia to, dlaczego Fila ukształtowała się i odkryta została w Minas Gerais, a nie w innych brazylijskich stanach. Rasa rozwijała się dokładnie wzdłuż szlaków biegnących po eksplorowanych (w kierunku odnalezienia rud złota i złóż diamentów) obszarach, czyli w miastach, na farmach, tam, gdzie rozwijająca się działalność gospodarcza, łączyła poszczególne regiony oraz tam, gdzie istniał nieustanny przepływ ludzi, a w konsekwencji i psów.

Poszukiwanie i ratowanie, ocalanie -w znaczeniu rozłożonego w czasie działania polegającego na pozyskiwaniu (odkupywaniu) poszczególnych osobników dla dokonania rekonstrukcji rasy- ostatnich okazów, które wciąż odpowiadają morfologii psów pracujących na farmach w latach 60tych i 70tych ubiegłego wieku, jest w toku, trwa. Wciąż znaleźć można wiele osobników o niezwykle rustykalnej anatomii, psów aktualnie wykorzystywanych do pracy na farmach w głębi kraju, selekcjonowanych przez pokolenia, będących najlepszymi z najlepszych, które zupełnie wolne są od domieszek krwi obcych ras. Odnajdywane okazy ocenia się na podstawie ich anatomicznej budowy oraz temperamentu. Jeśli zostają zaaprobowane, kataloguje się je i otrzymują numer nadawany przez Sociedade Brasileira de Cinofilia (SOBRACI). Nucleus of Preservation of the Original Fila Brasileiro (Núcleo OFB) [słowo nucleos ozacza: jądro/ zaczątek/ istota/ rdzeń] utworzono niedawno, a przewodniczy mu Antônio Carlos Linhares Borges. Za pośrednictwem OFB Nucleus zarejestrowane psy rozdysponowywane są w celach hodowlanych do poszczególnych regionalnych oddziałów w całej Brazylii. Kontrolowany jest również proces ochrony rasy, czyli jej restauracji dla jej zachowania, ocalenia od wyginięcia. Model psa, za którym podąża OFB Nucleus opiera się na wzorcu stworzonym przez Paulo Santos Cruz, Erwin Waldemar Rathsam i João Ebner w 1946 roku. Núcleo OFB aktywnie publikuje posty o charakterze edukacyjnym na portalach społecznościowych i platformach takich jak Facebook i YouTube: https://www.youtube.com/watch?v=mFpOnjDvpR8 

Praca nad zachowaniem prawdziwego Fila budzi zainteresowanie i przyciąga do rasy jej nowych entuzjastów, chcących zachować pierwotny, farmerski, surowy typ Fila Brasileiro. Ten, który dawniej, gdy rasa powstała wykorzystywany był do wykonywania wielu różnych zadań w całym Minas Gerais. Wtedy Fila był um cão multitarefa, czyli psem multizadaniowym. Każego dnia Fila pracowały z żywym inwentarzem, jako jego strażnicy, obrońcy i opiekunowie. Były psami pasterskimi, wraz z poganiaczami, kontrolującymi wypasanie stad, pędzenie i zaganianie zwierząt. Wykorzystywano je także do szukania i szybkiego odnajdywania zaginionych, starych lub chorych świń, kurczaków etc. Do strzeżenia nie tylko zwierząt gospodarskich, ale i czuwania nad całym dobytkiem znajdującym się w granicach rozległych majątków, farm i plantacji. W niektórych przypadkach Fila stawały się także psami myśliwskimi (em alguns casos, usado para farejar, perseguir e filar (imobilizar ou presar) a caçain): węszyły, wietrzyły, chwytały wiatr, wpadały na trop i rozpoczynały pościg, pogoń za zwierzyną, którą dopadały, pochwyciwszy ją (jak presa, czyli: ”chwytam i trzymam”), unieruchamiały i ”przypierały do muru”. Tak więc, Fila to pies, który musi posiadać ponadprzeciętne zdrowie, mieć doskonałą/ perfekcyjną budowę (structure) i musi być fizycznie sprawny (functional), a także prawidłowo rozwinięty psychicznie, gdyż bez ”ekscesów”, a więc płynnie i skutecznie wykonywać ma swoją codzienną pracę (”É um cão que deve possuir saúde superior, estrutura excelente e funcional, bem constituído e sem excessos para o trabalho diário”). U swego zarania były one psami często każdego dnia przemierzającymi, towarzysząc jeźdźcom, wiele kilometrów rozległych pastwisk, doglądając bydła lub szukając zaginionych sztuk oraz patrolując teren wielkich posiadłości wraz z funcionários, czyli pracownikami zatrudnionymi w majątkach. Pokonywanie wielkich dystansów było jedną z pierwotnych funkcji ich prawdopodobnych przodków o iberyjskim pochodzeniu/ korzeniach, szczególnie Portugalskiego Alaunta, który z powodu swojej zdolności do sprostania tym wymaganiom, wyróżniał się w wiejskim środowisku, które zawsze wyłania i wybiera osobniki najlepiej nadające się do wykonywania konkretnego rodzaju pracy. 

Jak pisze Borges, powodem, dla którego istnieje potrzeba zdecydowanego działania, czyli restauracji rasy, poprzez wynajdywanie w głębi kraju okazów odpowiadających oryginalnym Fila, sprzed krzyżówek oraz zorganizowaną pracę hodowlaną, jest fakt, że fenotyp surowych, sprawnych i maksymalnie funkcjonalnych Fila, ten sam fenotyp, który odkryty został, oszczędzony i zachowany w latach 40, 50 i 60 ubiegłego wieku, i ten sam, który wciąż dziś jeszcze odnajdywany jest na farmach, teraz został zagubiony, zatracony (is being lost). Stało się tak w wyniku ignorowania przez podmioty, które miały rzekomo zapewnić przetrwanie rasie, które niby stworzone zostały dla jej zachowania, zmian, które z biegiem lat, w wyniku działań hodowców, zaszły. Organizacje te pozwoliły na bezpodstawne, bo niemające żadnych merytorycznych uzasadnień, zmiany dotyczące fizycznej budowy ciała Fila i to w imię ludzkiej próżności (”unwarranted bodily changes in the physical structure of the animal by human vanity”). Aktualny standard rasy należącego do FCI, brazylijskiego Confederação Brasileira de Cinofilia (CBKC), na przestrzeni lat poddany został modyfikacjom, na skutek czego Fila są teraz psami cięższymi, wolniejszymi i ze zdrowotnymi problemami takimi, jak dysplazja biodrowa, słabe, wiotkie wiązadła i skręt żołądka oraz obciążone są klarownie oczywistymi, udowodnionymi cechami pochodzącymi z mieszania ich z innymi rasami (mestization traits). Wzorzec Fila Brasileiro obowiązujący w niezależnym od FCI, CAFIB pomimo, że Klub ten utrzymuje typ funkcjonalny, czyli posiadający cechy użytkowe i dużo zdrowszy (lepsza kondycja fizyczna, w związku z czym ”psy zdolne są do użytkowości”) niż ten z CBKC, także oddala się od starego, tego pierwotnego, surowego typu, kóry dziś jeszcze występuje na wiejskich terenach. Antônio Carlos Linhares Borges precyzuje, że już w latach ’70 ubiegłego wieku istniały pewne zmiany, ”naleciałości” w budowie ciała Fila (corporal modifications), niektóre nieznaczne, delikatne, subtelne, inne wyraźne i jawnie wskazujące na krzyżowanie Fila, kundlenie ich z mastifami itd. Te zmiany wpłynęły na to, jak obie organizacje, tj. (należący do FCI) CBKC i (nieuznający FCI) CAFIB, każda we własnym zakresie, idealizowała/ ustalała pożądany u siebie/w swoich szeregach typ Fila Brasileiro. W tym miejscu (na razie) zmienię temat i opowiem Wam o:

”Original purpose of the Fila Brasileiro”, czyli o pierwotnym przeznaczeniu Fila

Aby funkcjonowanie wielkich plantacji cukru w Brazylii okresu kolonialnego, było możliwe potrzebnych było bardzo wielu niewolników (rocznie do Brazylii transportowano ich mniej więcej 30.000). Fila Brasileiro (często w liczbie ponad 200stu na plantację) używane były do strzeżenia (to guard) tych niewolników i ”odwodzenia” ich, ”zniechęcania” (to discourage) do ucieczek. Jeżeli jednak niewolnicy uciekli the Filas were used to track them down, czyli tropiły ich i odnajdywały, a potem grab and hold at the end of the trail, czyli chwytały i trzymały…

Zróbmy sobie małą przerwę, bo wątek ”polowania na ludzi” nie jest zbyt chętnie omawiany przez tzw. znawców rasy (szczególnie w Polsce), a warto się przy nim na chwilę zatrzymać, choćby po to, by zrozumieć jak długą drogę przeszły ”filety” od swojego oryginalnego ”powołania” do dnia dzisiejszego. Dla naszkicowania ”klimatu sytuacji”, w której byli ludzie starający się odzyskać wolność, gdy w pogoń za nimi puszczano psy, wystarczy nam tekst wsparty wypowiedziami byłych niewolników z amerykańskiego Południa.

W artykule autorstwa Chrisa PearsonaSlavery and Dogs in the Antebellum South”, na jego blogu Sniffing the Past -Dogs History, mamy ważny cytat z ”Twelve Years a Slave” [edited by Sue Eakin and Joseph Logsdon (1968) 103-104], który pozwoliłam sobie Wam przetłumaczyć. Otóż, Solomon Northup, szczególnie znany były niewolnik, opowiedział o ucieczce przez bagna Luizjany tak: ”For thirty or forty miles it is without habitants, save wild beasts – the bear, the wild cat, the tiger, and great slimy reptiles, that are crawling through it everywhere. [Przez trzydzieści lub czterdzieści mil nie ma mieszkańców, poza dzikimi zwierzętami – niedźwiedziem, dzikim kotem, tygrysem(?) i wielkimi, oślizgłymi gadami, które pełzają wszędzie wokół.] I staggered on, fearing every instant [Chwiałem się, zataczałem, obawiając się każdej chwili,] I should feel the dreadful sting of the moccasin, or be crushed within the jaws of some disturbd alligator [że poczuję straszne ukąszenie mokasyna, albo zostanę zmiażdżony w paszczy jakiegoś aligatora, którego spokój zakłócę]. The dread of them now almost equalled the fear of the pursuing hounds. [Strach przed nimi/ Przerażenie, które we mnie budziły, teraz prawie dorównywało lękowi przed ścigającymi/ goniącymi mnie psami]”. Dalej, w swoim tekście Chris Pearson pisze: ”Yet despite the myriad obstacles facing Northup, the wild creatures still did not frighten him as much as the pursuing hounds [Jednak, pomimo bezliku/ niezliczonych przeszkód stojących przed Northupem, dzikie stworzenia nadal nie przerażały go tak bardzo, jak ścigające/ ‚prześladujące’ go psy]. Such fears were not simply abolitionist hyperbole; the interviews of many former slaves in the 1930s reiterate the fact that, despite the numerous threats from wild animals, it was the use of trained dogs that appears to have most concerned them [Takie obawy nie były po prostu abolicjonistyczną hiperbolą; przeprowadzone w latach trzydziestych, wywiady z wieloma byłymi niewolnikami, potwierdziły, że pomimo licznych zagrożeń ze strony dzikich zwierząt, to właśnie wykorzystywanie przeszkolonych psów wydawało się najbardziej ich zadręczać i martwić (podczas gdy uciekali)]”. Zachęcam Was do przeczytania całości artykułu, link do niego zamieściłam na końcu dzisiejszego wpisu.

Niewolnictwo zakończyło się w Brazylii w 1888 roku, ale Fila nie przestały być potrzebne. Tym bardziej, że wczesne Fila wykorzystywane były jako psy myśliwskie na grubą zwierzynę (zdarzało się, że skracano/cięto/kopiowano im wtedy uszy), tj. dziki i jaguary. I ta ich cecha, ich psychofizyczne możliwości, przydały się na wielkich ranczach Brazylii. Jak już wiemy, chroniły (to protect) na nich nie tylko inwentarz (przede wszystkim wielkie stada bydła), ale i samych ranczerów. Na ranczach było wiele Fila Brasileiro, które sprawdzały się nie tylko jako stróże, używano ich też do pędzenia bydła. Silny, godny zaufania pies, potrzebny był do pędzenia stad po rozległych terenach Brazylii. Fila mają naturalny instynkt pasterski i tak, jak dobrymi są stróżami, są dobrymi zaganiaczami. Ich naturalna niechęć w stosunku do obcych i przysłowiowa lojalność, wierność i oddanie wobec swojego pana, swojego człowieka, swojej rodziny, sprawiły, że dla wielu Brazylijczyków, Fila stały się bardzo naturalnymi towarzyszami. Jest niezwykle ważne dla każdego autentycznego miłośnika Fila Brasileiro, by wiedzieć, że w początkach rasy, hodowla Fila nigdy nie była ukierunkowana na taki poziom nietolerancji na osoby spoza rodziny i agresji, jak to ma miejsce dziś. Te psy pozwalały swoim panom utrzymywać normalne sąsiedzkie stosunki, pozwalały odwiedzającym ich panów, farmerom, wchodzić na teren nieruchomości. Na wielkich ranczach zatrudniano wielu ludzi, tak więc Fila musiały być psami zrównoważonymi, nieprzejawiającymi zachowań skrajnych, zagrażających pracownikom swojego pana. (Pamiętajcie, że one towarzyszyły szeregowym pracownikom plantacji podczas wspólnie wykonywanej pracy).

Gdy na przestrzeni lat coraz więcej ludzi przenosiło się z terenów wiejskich do miast i metropolii, ich Fila trafiały tam wraz z nimi. Agresja okazywana przez te psy wobec włamywaczy sprawiła, że stały się popularne wśród miejskich właścicieli nieruchomości, jako psy stróżujące. Jako że dzisiejsza Fila Brasileiro prezentuje ten specyficzny temperament (ojeriza) wobec ludzi po prostu obcych, jest w Brazylii także popularnym psem obronnym.

Zadaniem hodowców było i jest utrzymywać prawidłową charakterystykę typu i temperamentu dzisiejszych Fila Brasileiro, jak i uzyskiwać zdrowe, dobrze zbudowane psy, które będą w stanie sprostać stawianym im oczekiwaniom – co jak widzimy, patrząc na niektóre okazy, wcale nie jest tak oczywiste… Tak czy inaczej, w pracy Fila ma być zajadłym, zaciętym obrońcą, a w domu stabilnym psychicznie, kochającym i oddanym przyjacielem. Fila ma wyglądać jak Fila, ale do tego także jeszcze wrócę 🙂

”Brazylijski temperament”

Charakterystyka temperamentu Fila Brasileiro, widniejąca na stronie Club for the Improvement of the Fila Brasileiro (CAFIB), napisana jest w wzniosłym stylu, który z uwagi na dobór słów, zdecydowanie bardziej pasowałby do opisu osoby niż zwierzęcia, ale przymykając oko na egzaltację, poznamy ducha rasy i jej brazylijską wizję. Dowiemy się, że Fila ”obdarzone są niezwykłą odwagą, determinacją i walecznością” oraz ”nie kryją swojej nienawiści wobec obcych, ani pokory, łagodności, posłuszeństwa i wierności w stosunku do swoich właścicieli i ich rodzin”. W konsekwencji czego, ”w miastach są niewyczerpanymi strażnikami i niespożytymi obrońcami własności, a na wsi wybitnymi pasterzami i łowcami, myśliwskimi psami na grubą zwierzynę”. W następstwie tego temperamentu, ”podczas wystaw, Fila nie pozwala dotykać się sędziom, jako osobom obcym i jeśli dany osobnik, w reakcji na usiłowanie dotknięcia go przez obcego, zaatakowałby sędziego, jego zachowanie nie powinno być postrzegane jako wada charakteru, a jedynie jako potwierdzenie prawidłowego temperamentu”. I to jest ”drobny szczegół”, ”coś, co może sprawiać problemy”, nie tylko w polskich warunkach (do tego wątku także wrócę w dalszej części tekstu). Na stronie CAFIB możemy przeczytać, że podczas prób temperamentu, obligatoryjnych po ukończeniu przez Fila dwunastego miesiąca życia, przeprowadzanych podczas wystaw, atakując pozoranta, pies ma wyskoczyć przed swojego człowieka i podjąć interwencję bez wahania czy okazywania uległości. Oraz, co niezwykle ważne, że ”spokojne zachowanie i pogodne usposobienie uwidaczniają pewność siebie i zrównoważenie psa. Fila znakomicie opierają się nieznanemu, obcemu dla niego otoczeniu oraz hałasom, takim jak wystrzały petard, dochodzące z odległości nie mniejszej niż pięć metrów, stanowiące obowiązkowy element testu przeprowadzanego podczas wystaw”.

Pier**lec a nie ”ojeriza”

Pomimo tak obrazowo odmalowanej przez Brazylijczyków charakterystyki temperamentu, znacząca część osób, które jako pierwsze w Polsce zajęły się hodowlą Fila Brasileiro, głośno przy tym (wtedy i teraz też…) powołując się na ”brazylijską filozofię” dotyczącą temperamentu tej rasy, pomyliła niezrównoważenie psychiczne i agresję o podłożu lękowym z ojerizą.

Co za tym idzie, mamy w Polsce i takich ”specjalistów od rasy Fila Brasileiro”, którzy np. to, że przebywający na terenie ogrodzonej posesji Fila, na widok człowieka znajdującego w odległości powiedzmy 20 metrów od owej posesji, po prostu idącego ulicą, zaczyna zachowywać się agresywnie (tj. nakręca się, zapluwa i sprawia wrażenie, że za chwilę przeciśnie się przez sztachety ogrodzenia albo zacznie wspinać się po płocie, żeby się wydostać poza teren posesji i dopaść przechodzącą w oddali, postronną osobę, która nawet nie odnotowuje, że stała się ”obiektem zainteresowania” psa), uważają za przejaw ”temperamentu typowego dla rasy”, ”cechę pożądaną”, zachowanie świadczące, iż ich Fila ”ma charakter”. Serio. Takie właśnie kawałki, na temat powyższego zachowania u swoich psów, opowiadają ”fileciarze”, którzy wychodząc ze swoimi Fila na tzw. spacer a więc wyprowadzając je poza teren posesji, idą ”z duszą na ramieniu”, drżąc na widok ludzi czy psów, idących z naprzeciwka, czyli ”na nich”. Ludzie przyzwyczajeni już do tego, że ich psy chcą atakować zawsze, każdego obcego człowieka, którego zobaczą. I choć sami, za każdym razem są przerażeni perspektywą (koniecznością) wyjścia z tak zachowującym się psem poza teren własnej, ogrodzonej posesji, osobom zainteresowanym rasą, sprzedają teksty w żaden sposób nie oddające prawdy ani o nich, jako ”specach od rasy”, ani o ich psach. Wpajają naiwnym ludziom jakąś przerobioną wersję ”rzeczywistości”, ich codzienności z ich Fila. ”Rzeczywistości”, która z prawdą ma tyle wspólnego, co obrobione w programie graficznym zdjęcie. Z tych opowieści osoby zainteresowane rasą wnioskują, że posiadacz Fila, z którym właśnie rozmawiają, jest ”niezwykłą osobowością”. Zaczynają traktować go jako ”autorytet”, wręcz guru, choć osoba taka czuje autentyczny niepokój i lęk, gdy trzyma w rękach smycz, na której końcu znajduje się ”jego/jej ukochany Fila”…

Fila żyje, istnieje, by chronić swojego człowieka, swoją rodzinę. To nie jest rasa, która przetrwała do dziś dlatego, że ludzie, którzy te psy mają, srają po gaciach ze strachu przed nimi. Obawa, lęk przed własnym Fila Brasileiro, precyzując: przed jego reakcjami wobec otoczenia, jest zaprzeczeniem wszystkiego, co zawiera się w brazylijskim powiedzeniu ”wierny jak Fila”. Widzicie na filmach z prób CAFIB, że te psy nie mają problemu z obcymi, dokąd ci nie zbliżą się na odległość mniej więcej trzech metrów od ich przewodników i ”wyskakują” do obcych wtedy, gdy ci mają ewidentnie wrogie wobec ich człowieka zamiary.

Jeżeli więc jedziesz do hodowli odebrać swojego szczeniaka, a tzw. hodowca nie pokazuje ci jak ”ogarnia” swojego dorosłego ”fileta”, jeśli nie pokazuje ci, że panuje nad swoim psem i że może z nim na smyczy, wyjść po ciebie oraz wprowadzić cię na teren posesji i do domu, to co to w ogóle jest za typ? Co to za farsa? Jak w ogóle może ci przyjść do głowy, że możesz zaufać komuś takiemu? I co nie mniej ważne: jak ktoś, kto mówi ci, że ”obawia się czy ty będziesz umieć zachować się wobec jego dorosłego Fila” i ”dlatego nie pokaże ci żadnego ze swoich dorosłych psów”, może uważać, że warto i można sprzedać ci szczeniaka Fila Brasileiro? WTF? Pomyśl. Jak w przyszłości będziesz ”uczyć” swoją rodzinę, znajomych, jak mają zachowywać się w twoim domu, w stosunku do twojego: najpierw szczeniaka, potem podrostka i w końcu dorosłego psa? Dla ciebie będzie to tylko teoria (tak samo jak dla nich) i ty też skończysz jak ten hodowca. Jeśli ty sam/sama nigdy nie doświadczyłeś/aś obserwowania zachowań dorosłego Fila Brasileiro wobec obcego w domu, w którym ten pies mieszka i uznaje za terytorium, które musi chronić, jeśli nie znasz tego wybitnie specyficznego wrażenia, które powoduje spojrzenie nic nie robiącego Fila, poza właśnie patrzeniem na ciebie ”w ten sposób”, jeśli nie widziałeś właściciela dorosłego Fila Brasileiro w ”akcji” (tj. panującego nad swoim psem, który musi być uległy i posłuszny wobec swojego człowieka oraz psychicznie stabilny, tym samym musi w stosunku do zaproszonych do domu gości, zachowywać się w sposób im niezagrażający), to jak zamierzasz poradzić sobie w praktyce skoro byłeś/aś tylko słuchaczem ”wykładów” i różnych ”teorii” autorstwa tzw. hodowcy ”o tym, jak radzić sobie z Fila”, hę? Jak wyobrażasz sobie, że uda ci się być przewodnikiem dla psa, skoro nawet ktoś, kto ci go sprzedaje nie pokazał ci, że w istocie jest możliwe panowanie nad nim, gdy w domu są np. znajomi? Jesteś przekonany/a, że chcesz kupić Fila Brasileiro od osoby, która boi się reakcji swojego dorosłego ”fileta” – psa, którego wychowała od szczeniaka?

Jeśli tzw. hodowca boi się, że jego pies, w jego domu, na jego terytorium, po tym jak on-człowiek, zaprosił swojego gościa (ciebie) do swojego domu, zaatakuje tego gościa (ciebie), to o czym w ogóle mowa?

”Weryfikacja”

Od tzw. hodowcy, który boi się, że nie zapanuje nad ”temperamentem” swojego ”fileta”, nie kupuje się psa. Od kogoś takiego nie wolno jest kupować Fila Brasileiro ponieważ taki ktoś jest kompletnie niewiarygodny. Fila jest psem, który w domu ma być stabilnym psychicznie, kochającym i oddanym przyjacielem, a nie ”potworem”, którego właściciel się boi. Tyle.

Fila są bardzo terytorialne i będą bronić każdej przestrzeni, w której je umieścimy. Pozostawione w samochodzie będą go bronić. Tak samo zaciekle ”przypilnują” pozostawionego obok telefonu czy pęku kluczy. Ta ”terytorialność” dotyczyć może bardzo dużych obszarów… Te psy sprawdzają się chroniąc naprawdę duże majątki ziemskie oraz rancza. A w mniejszej przestrzeni, ograniczonej tak, jak np. dom jeszcze się to wzmacnia… Dlatego potrzebują przewodnika, który panuje nad ich ”opiekuńczym” podejściem do życia. Nie wszystkie, ale niektóre ”polują” na nieswoje zwierzaki (zabijają te, z którymi się nie wychowały, a które naruszyły ”ich”, to ”filetowe” terytorium)…

Wpadniesz na kawkę?

Kiedy po prostu masz Fila Brasileiro, nie musisz ”pokazywać” go wszystkim. Np. gdy zapraszasz swojego biznesowego partnera na kolację, możesz swojego psa zamknąć w pomieszczeniu bez dostępu dla gości, z którego twój pies sam się nie wydostanie. Jest to słuszne i właściwe rozwiązanie wobec osób, z którymi twój Fila nie będzie miał więcej styczności, z ludźmi bywającymi w twoim domu rzadziej niż ”sporadycznie”. Nie mniej są osoby, które twój pies musi zaakceptować. Są ”obcy”, którzy do twojego domu przychodzą regularnie, dwa-trzy razy w miesiącu (twoi bliscy przyjaciele czy rodzina). Twój Fila Brasileiro musi tych obcych z jego punktu widzenia ludzi, zaakceptować ponieważ to jest twój dom. To ty decydujesz o tym, kto może w nim przebywać, a kto nie. Jedno jednak powiedzmy sobie wprost: nie każdy nadaje się do składania wizyt w filetowym domu i lepiej jest minimalizować ryzyko niż ponosić konsekwencje zaniedbań. Dlatego, jeśli masz wątpliwość co do tego, czy dana osoba ”udźwignie” nastawienie twojego ”fileta” wobec niej, nie narażaj na stres ani tego kogoś, ani siebie, ani nie wystawiaj na próbę swojego psa. Nie warto.

Jednak, gdy rozmnaża się Fila Brasileiro i sprzedaje szczeniaki, przyjmowanie obcych ludzi w domu jest elementem sprawdzianu, kwalifikowania tych osób na nabywców. To również moment na utwierdzanie potencjalnych nabywców szczeniąt, że mają do czynienia z hodowcą, a nie jakimś pętakiem.

Właściciel i nie daj Boże równocześnie tzw. hodowca, który boi się reakcji swojego ”fileta”, zdradza tym i daje dowód na to, że poległ jako ”pan” i ”przewodnik”. Taki ”hodowca” nie pokazując ci, że jest w stanie wprowadzić cię na swój teren bez obawy, że jego pies mu się ”przeciwstawi” i cię zaatakuje, i nie wprowadzając cię do swojego domu, w towarzystwie swojego dorosłego Fila, obnaża się jako człowiek kompletnie niewiarygodny. Poniósł klęskę, zapewne przede wszystkim dlatego, że popełnił błąd wielu głupców z początków rozwoju hodowli rasy w Polsce i uznał agresję lękową za ojerizę.

W Polsce, lata temu, wielu lękliwość skutkującą skrajnie agresywnymi zachowaniami, uznało za ”przejaw temperamentu”. Mit, że niezrównoważenie psychiczne jest tym samym co ojeriza (livestock guardian dog behavior), pokutuje do dziś. Skutki widać, słychać i czuć w podejściu części środowiska Fila Brasileiro do niestabilności psychicznej u osobników rozmnażanych przez należących do niego ”znawców rasy”. Lękliwe, nadpobudliwe, niezrównoważone Fila Brasileiro są ”łatwopalne”. Rzucają się na wszystko i wszystkich. I to nienormalne zachowanie, w Polsce często nazywa się ”ojerizą”.

Godny zaufania jest tylko taki hodowca, który prezentując potencjalnemu nabywcy szczeniaka, pokazuje także, że ma kontrolę nad swoimi dorosłymi psami i interesuje się tym, jak człowiek, który chce od niego kupić szczenię, reaguje na ostentacyjną niechęć dorosłych Fila wobec obcych ludzi. To jest podstawowa kwestia. Inaczej nie zweryfikuje się czy ”hodowcę” cechuje zrozumienie rasy, czy ma ze swoimi psami ”flow” i jest odpowiedzialny, czy tylko ”pozuje na fileciarza” i szybko stara się zbyć szczeniaki, nie bardzo dbając przy tym czy trafią one do odpowiednich ludzi. I nie chodzi o to, że masz móc sobie podczas wizyty w hodowli zrobić ”sesję zdjęciową z Fila Brasileiro” w kagańcu a’la Hannibal Lecter, a o to, by rozmowa z hodowcą, od którego chcesz kupić szczeniaka, przebiegała w domu, w spokoju, w towarzystwie dorosłego Fila Brasileiro. Byś mógł/mogła statycznie, czyli siedząc na kanapie i pijąc kawę, rozmawiając z hodowcą, obejrzeć sobie pozostającego w drugim końcu pokoju, dorosłego psa w jego normalnym stanie ducha. Czyli, gdy ”obcina” gościa w domu swojego pana, traktując go jak intruza, który potencjalnie może okazać się agresorem. Byś nie bał/a zapytać czy możesz ”pójść do łazienki” i miał/a okazję przekonać się jak to jest, kiedy do ”kibelka” odprowadza cię hodowca wraz ze swoim psem, przed drzwiami czekają aż skorzystasz z toalety, a potem odprowadzają cię na miejsce… (Jeśli zamieszka z tobą Fila, też będziesz odprowadzać teściową do łazienki…)

Tzw. hodowcy mogą opowiadać różne rzeczy, niektórzy nawet całkiem ciekawe i zabawne. Mogą różne rzeczy pisać… Mogą obiecywać i zapewniać… Robić ”piękne zdjęcia” i zamieszczać ”urocze” opisy pod nimi. To wszystko jest bez znaczenia. Liczy się tylko to, czy tzw. hodowca w rzeczywistości panuje nad swoimi Fila, kiedy w pobliżu są obcy dla psa ludzie i czy ”obchodzi go komu sprzedaje szczeniaki”. Dlatego jeśli nie dostaniesz zaproszenia na wspólny spacer u boku tzw. hodowcy i jego dorosłego Fila, nim ostatecznie podejmiecie decyzję (”hodowca” czy chce sprzedać ci psa i ty, czy chcesz go kupić), odpuść, bo narobisz sobie problemów, a życie i tak jest dość skomplikowane.

Jeżeli Fila Brasileiro nie umie odróżnić swojego terytorium, a właściwie terytorium swojego pana od pozostałej przestrzeni, jeżeli nie ma dla niego różnicy między terenem domu i posesji a ”światem poza domem i posesją”, reaguje skrajnie nieadekwatną agresją na widok człowieka, który 10 metrów od psa i jego człowieka po prostu sobie idzie, nawet nie patrząc w ich stronę, to nie jest to przykład ojerizy, ale wynaturzonej agresji, skrajnego niezrównoważenia psychicznego tego zwierzęcia.

W przestrzeni publicznej, daleko od rozległych terenów Brazylii

Wielkie wrażenie robi połączenie spokoju i opanowania z akuratnością i szybkością reakcji oraz bezwzględną twardością i hartem, gdy ogląda się Fila chroniącego swojego człowieka. Wystawy psów rozumiane jako ”konkursy piękności” z całą ich powierzchownością, chaosem i pośpiechem były, są i zawsze będą dla psów tej rasy bardzo nienaturalnym środowiskiem.

Poza ”swoim” terenem, Fila jest nieco bardziej wyciszona, nie aż tak terytorialna, jak ”u siebie”. Na ringu wystawowym Fila patrzą na swojego człowieka, nie rozpraszają ich inne psy na tym samym ringu przebywające i nie szukają z nimi zwady. To normalne, dla Fila jego człowiek jest centrum wszechświata. Dla znającego rasę i jej temperament, odpowiedzialnego wystawcy/hodowcy oczywiste jest, że do udziału w wystawie (poza Brazylią, w której wszyscy wiedzą co to jest Fila), czyli przebywania w przestrzeni publicznej, w której roi się od obcych osób, w przestrzeni publicznej, w której nierzadko panuje ścisk, musi swojego podopiecznego przygotować. Zabiera więc ze sobą klatkę kennelową i nakłada psu kaganiec. Właściciel-handler musi pamiętać, że agresja przeciw obcym ludziom jest dla Fila Brasileiro cechą emblematyczną. Tak więc zadaniem odpowiedzialnego i świadomego posiadacza Fila Brasileiro jest zapewnić bezpieczeństwo postronnym osobom, które znajdują się w pobliżu niego i jego psa/psów, a nie są świadome znaczenia dystansów personalnych. Co w przypadku Fila Brasileiro może oznaczać naprawdę bardzo poważne konsekwencje.

Uporczywe patrzenie w oczy wszystkie psy odbierają jako co najmniej niepokojący sygnał. Uporczywe wpatrywanie się w oczy, krzyżowanie spojrzenia z Fila Brasileiro przez obcego człowieka, może być dla Fila bodźcem do podjęcia ataku. Może być odbierane jako wyzwanie. I bywa problemem właśnie na masowych imprezach w rodzaju wystaw psów, gdy ktoś przechodząc przy klatce z Fila, zaczyna się ”filetowi” przyglądać. Może to być problemem także wtedy, gdy sędzia kynologiczny oceniający psy w ringu nie posiada zrozumienia psiej psychiki i/lub tej konkretnej rasy w szczególności i zapomni o ”awersji”, ”wstręcie” Fila do obcych…

Odpowiedzialny właściciel/wystawca ma obowiązek myśleć za wszystkich w około, gdy wprowadza w przestrzeń publiczną Fila. I to ”myślenie za innych” jest czymś, co ktoś decydujący się na Fila musi zaakceptować. Obliguje go do tego wybór Fila Brasileiro na psiego przyjaciela. Fila nie jest ”typowym pieskiem” i nie jest czymś co tzw. typowy Polak ma na myśli, kiedy słyszy słowo ”pies”. A pamiętajmy, że imprezy kynologiczne, jakimi są wystawy rasowych psów, mają zachęcać osoby postronne do wejścia w świat kynologii. Dlatego na wystawę psów może wejść każdy, kto kupi bilet. Każdy. Choć dla ”cywila” albo wręcz zupełnego kynologicznego ignoranta Fila może wyglądać równie niegroźnie i pociesznie co Bloodhound, Ogar albo nawet Dog Niemiecki, nie jest żadnym z nich. I krańcowo inaczej reaguje na nieszanowanie dystansów personalnych, czyli np. takie typowe ”O jaki śliczny piesek!” i wyciąganie rąk do ”głaskania”, automatycznie oznaczające wejście w intymną strefę człowieka Fila.

Jedyną cechą Fila Brasileiro, która sprawia, że nawet laicy i to z dystansu, dostrzegają, że ”ten pies jest jakiś inny” jest inochód. Czyli dwutaktowy, symetryczny chód boczny, który sprzyja kroczącemu ruchowi ciała. Lewa przednia i lewa tylna kończyna przenoszone są synchronicznie, a następnie prawa przednia i prawa tylna kończyna. Ten sposób poruszania się, wymagany jest u Fila Brasileiro, a za wadę uznaje się go u innych ras. Tak więc jeśli pies, którego widzisz ”wygląda jak kiwający się na boki disney’owiski Pies Pluto”, zachowaj dystans.

Fila jest bardzo, bardzo, bardzo specyficzną rasą. Dla każdego kto nigdy o ojerizie nie słyszał i nie rozumie o co w tej cesze chodzi: livestock guardian dog behavior, każdego kto nie rozpozna Fila w Fila, każdego, kto nawykowo wcina się w przestrzeń innych ludzi i psów, ignorując dystanse personalne, atak Fila Brasileiro na osobę, która ”tylko” ”zbyt blisko” podeszła, będzie atakiem zaskakującym. Dla kogoś, kto Fila zna (wie jak działa psychika Fila Brasileiro) w tym, że pies ”wyskoczy” do obcej osoby, która naruszy strefę intymną człowieka Fila, nie będzie niczego dziwnego. Ktoś taki nie zgodzi się zapewne także, że określenie ”nieuzasadniony atak” byłoby właściwym w takim przypadku. Z punktu widzenia Fila zaskakujące i bezceremonialne naruszenie przestrzeni człowieka Fila Brasileiro, przez obcego, jest powodem do podjęcia interwencji, czyli obrony jego człowieka poprzez atak na napastnika. Tak właśnie Fila widzi obcą osobę wchodzącą w intymną przestrzeń jej człowieka: jako napastnika, zagrożenie dla swojego przewodnika. Fila Brasileiro psychicznie tak właśnie została przez ludzi ukierunkowana: ”Narusz mydlaną bańkę człowieka Fila, a pożałujesz”.

Club for the Improvement of the Fila Brasileiro (CAFIB) vs. Brasileira de Cinofilia (CBKC), czyli ”Dwie różne filozofie” i …ta ”trzecia opcja”

W okresie pomiędzy rokiem 1930 a 1940, pierwsze okazy Fila, nazywanych w tamtym czasie ”Fila Nacional”, zaczęły pojawiać się na organizowanych w São Paulo wystawach psów. Pierwszym, który wystawiał te długo zaniedbywane przez historię a popularne na farmach w całym kraju, psy, był Benedito Faria de Camargo. Natomiast dr Paulo Santos Cruz, będący głównym entuzjastą i promotorem rasy, uważany za jej ”ojca”, napisał standard Fila, który stał się obowiązującym w roku 1954. Szczyt popularności ”filetów” w rodzimej Brazylii, przypadł na lata siedemdziesiąte i osiemdziesiąte, kiedy to znalazły się w czołówce ras najczęściej rejestrowanych. Równocześnie hodowcy próbowali zmienić oficjalny standard rasy tak, by zmienić temperament Fila. Tak, by nieco przytemperować zbyt wysoki poziom, wymaganego jako ”wzorcowy”, agresywnego temperamentu wykazywanego przez Fila wobec obcych osób. Ruch ten wciąż uznawany jest za kontrowersyjny z uwagi na fakt, iż niektórzy hodowcy uważają, że potulność Fila w stosunku do rodziny i dzieci (…”very docile with the family and children”…) jest dla tych psów cechą nieodłączną, konieczną, praktycznie definiującą tę rasę. Inni z kolei, zgadzają się co do potulności okazywanej przez Fila członkom rodziny oraz dzieciom, ale woleliby temperament nieco łagodniejszy pod względem ”guard”, czyli strzeżenia, ochrony i obrony właściciela. Czyli temperament na poziomie, w którym pies nie zaakceptowałby wtargnięcia na chronione przez siebie terytorium, ale akceptowałby na nim wizytę obcych, którym towarzyszyłby jego właściciel. To ojeriza definiowana jako niechęć, dystans, nieufność, podejrzliwość i oschłość w stosunku do obcych oraz w pewnych warunkach agresja wobec obcych. Faktem jest, że w tamtym okresie słowo ”ojeriza” we wzorcu, zastąpiono ”aversão” utrzymując znaczenie poprzedniego ”ojeriza”, wyrażeniem ”aversion to strangers”, czyli ”awersja wobec obcych” w oficjalnym standardzie rasy.

Odwołam się w tym miejscu do nagrań z prób, do których linki zamieściłam na początku tego wpisu i przypomnę, że przeprowadzane są w miejscu dla psów obcym, nie na ”ich” terytorium. ”Filety” poddawane próbie charakteru sprawią wrażenie nie ”po prostu agresywnych wobec obcych ludzi”, ale właśnie niezainteresowanych obcymi, zdystansowanych i niechętnych wobec nich, a także nieufnych i podejrzliwych. Agresję wobec obcych demonstrują tylko prowokowane zachowaniem mężczyzn udających ”bandziorów”, a więc w przypadku definitywnie ”podejrzanych zachowań”. (Wyjątkiem może być pies pary, który co najmniej ”groził” mężczyźnie [jedynie] obejmującemu jego właścicielkę i to bez oporu kobiety, i z pewnością, gdyby pozostający przy nim właściciel mu to umożliwił, ten Fila podjąłby ”interwencję”.) Tak więc, choć na nagraniu zachowanie tych Fila jest praktycznie idealne, otwartym pozostaje pytanie czy ”na swoim terytorium” zachowują się tak samo, jak na terytorium sobie nieznanym? Czy też są ”ostrzejsze” i ich właściciele muszą zabezpieczać je w pomieszczeniu, do którego nie mają dostępu goście ani z którego psy same nie mogą się wydostać, gdy do domów, w których te psy mieszkają przychodzą goście? Oglądając te filmy należy wziąć poprawkę na ewentualność, że to co uwodzi w Fila na nagraniu, może stać się ”nieco mniej czarujące”, gdybyśmy mieli znaleźć się w domu, któregoś z nagrodzonych psiaków…

Kolejną kwestią z tamtego okresu, tj. lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ubiegłego wieku, jest rozprzestrzenianie się i w końcu upowszechnienie mieszania ras (”miscegenation”), czyli krzyżowania Fila z innymi rasami i rejestrowania mieszańców jako pełnokrwistych Fila Brasileiro. Skandal ten skutkował podzieleniem się hodowców na dwa obozy i utworzeniem niezależnego od FCI, klubu rasy Club of Enhancement of Fila Brasileiro (CAFIB), którego jednym z założycieli był dr Paulo Santos Cruz. Zrzeszeni w CAFIB hodowcy uważają, iż podążają za wytycznymi wzorca rasy wiernie opisującego ”prawdziwą, starą”, nico rustykalną w wyrazie, brazylijską Fila, bez uwzględniania cech ras dolewanych do Fila w czasach nowożytnych”. Tak więc standard rasy CAFIB różni się od wzorca przestrzeganego przez hodowców zrzeszonych w klubach podlegających FCI. Dolewki krwi innych ras, które pojawiły się w liniach hodowców niepodlegających restrykcjom CAFIB, skutkowały i wciąż skutkują fenotypowymi zmianami. Za nimi idą modyfikacje wzorca, który przystosowywany jest do wyglądu mongrel dogs, ”kundelków”, jak egzemplarze rejestrowane poza CAFIB, określają hodowcy do CAFIB należący. FCI chce psów o zdecydowanie bardziej molosowym wyglądzie, cięższych, o pyskach z wyraźnie zaznaczonymi cechami Bloodhounda (o takim ”bloodhoundowym wyrazie twarzy”), a także o ”przystępniejszym”, ”sympatyczniejszym” temperamencie. CAFIB zdecydowanie sprzeciwia się robieniu z Fila psów ociężałych, topornych i kostropatych oraz nieugięcie nalega na kontynuowanie hodowli w kierunku zachowania niepowtarzalnej cechy, którą jest ojeriza (nie „aversão”) u Fila Brasileiro.

Ta ”trzecia opcja”

Wracając do książki Antônio Carlos Linhares Borges’a Fila Brasileiro – Preservação do Original”: Pedro Ribeiro Junqueira de Souza znany też jako Pedrinho do Engenho był słynnym hodowcą Fila z początków XX wieku, którego psy pochodziły z czystych, odrębnych, udokumentowanych, sięgających co najmniej 1870 roku, linii (…”provenientes de linhagem própria de seus antepassados, desde pelo menos 1870”). Wszystkie reprezentowały typowy dla tamej epoki wygląd i wyraz pierowtnych, surowych Fila. José Gomes także był znanym pionierem-hodowcą rasy od 1940 roku, którego przychówek z psów pochodzących od Pedrinho, odtwarzał typ przodków, z dodatkiem/ niewielką dolewką krwi Fila rodziny Reis, co także dawało osobniki w starym, pierwotnym typie. W książce “Cão Fila Brasileiro – um Presente das Estrelas(„Fila Brasileiro Dog – A Gift of the Stars”) Paulo Roberto Godinho wyjaśnia, że José Gomes zdając sobie sprawę z komercjalnego potencjału rasy, rozpoczął selekcję w kierunku uzyskania (reprodukowania) bardziej ”rozrosłego”, cięższego typu, aby zadowolić gusta klientów kupujących Fila do miast, którzy to zwyczajowo wolą psy ”mocniejsze”. Należący do niego samiec Lorde, jest przykładem rozpczętego w okresie lat 70 ubiegłego wieku, modyfikowania standardu rasy, w kierunku uzyskiwania takich właśnie okazów: pies ten był już cięższy i miał wyraźniejsze podgradle niż Fila w oryginalnym typie. W tamtym czasie luźna skóra na szyi i wyraźne podgardle przez niektórych nabywców i miłośników Fila, uważane były za ”oznakę czystości rasy”. Takie psy uważane były przez niektórych za “lepsze”. Dla uzasadnienia zmiany skutkującej nadmierną ilością luźnej skóry, opowiadano sobie, że pomaga ona psom przetrwać ataki jaguarów, gdyby te usiłowały chwytać Fila za kark.

Kolejnym przykładem wymienionym przez Antônio Borges’a był przychówek Canil Jaguara (Jaguara Kennel). Jego właściciele, Anglicy pan Chalmers i pani Rosemaire, rozpoczęli formalną hodowlę od popielatego Leo, wyszukanego jako szczenię na farmie Pedrinho i pręgowanej Mariazinha, która przybyła do Minas pędząc bydło z Goiás, ale na miejscu została porzucona i odratowana przez wojskowego lekarza weterynarii obozującego w Pampulha. Na wystawie w 1957r. Paulo Santos Cruz miał zasugerować skojarzenie tych osobników. Pan Chalmers udał się do weterynarza, który zajmował się suką i pomimo, iż początkowo tamten mu odmówił, suka i samiec ostatecznie zostały skojarzone. Oba osobniki w pełni odpowiadały staremu typowi Fila. W latach ’70 w hodowli tej urodził się pies Jaguara Jumbo, mający średnio długie fafle i nieco już większe niż u Fila sprzed dekady uszy. Natomiast jego syn – Jumbo II da Jaguara, miał uszy już prawie takie same jak Bloodhound i niezwykle łagodny temperament. Dla wielu hodowców z CAFIB, Jumbo II stał się osobnikiem wzorcowym, punktem odniesienia pod wzgledem budowy anatomicznej i struktury, która ma zostać osiągnięta w pracy hodowlanej. Borges wyjaśnia, że to był dla rasy moment przełomowy: odbił się na Fila, skutkując dotyczącymi wyglądu zmianami w zapisach standardów rasy, zarówno w CBKC (CONFEDERAÇÃO BRASILEIRA DE CINOFILIA), jak i w CAFIB (CLUB FOR THE IMPROVEMENT OF THE FILA BRASILEIRO), mimo że Fila Brasileiro nie ma wspólnego przodka z Bloodhoundami, a stare okazy z lat ’40, ’50 i ’60 ubiegłego wieku, nie miały takich uszu, o czym świadczą fotografie uwieczniające psy z tamtego okresu…

Borges wyjaśnia, że używa terminu ”ORYGINALNY” od przynajmniej lat ’80 i od tego czasu alarmował CAFIB o ‚subtelnym acz stałym’, konsekwentnym oddalaniu się od pierwotnego standardu i w efekcie szkodzących rasie, zachodzących w niej, zmianach. Czterech hodowców: Jefferson Bessa (Kennel Serras de Minas), Maurício Soares (Kennel Park of the Princes), Wagner Alves (Canil Acangussu) i Antonio Ayres (Canil Lapinha) utworzyło w 1995r. UNIFILA, aby zwrócić uwagę na te zachodzące w rasie, szkodliwe zmiany. Przez pierwszych 10 lat działalności wykazano, zanalizowano, wyeksponowano i napiętnowano budzący niepokój stan pogłowia w rasie, tj. wielość typów i brak jakiejkolwiek kontroli poczynań hodowców. Chciano odwrócić tę sytuację i nadać znaczenie narodowej rasie. Hodowcy, między sobą wymienili się psami, tak by możliwe było kojarzenie z sobą najlepszych, najbardziej odpowiadających wzorcowi osobnikow, dokonywano selekcji szczeniąt itp. Jednak po okresie pierwszej dekady działaności UNIFILA, oryginalny fenotyp znowu został zatracony. Po czterdziestu latach przekonywania klubów rasy, że należy zapobiec zachodzącym w Fila zmianom, że zatraca się pierwotnego ducha, istotę rasy Fila Brasileiro, jej prawdziwy wygląd i temperament oraz po podjęciu (niestety bez sukcesu) starań, aby zapobiec temu wszystkiemu, Borges zdecydował się na własną rękę zbadać prawdziwe pochodzenie rasy i jej pierwotne cechy (”original characteristics”). Doprowadziło to do publikacji dwóch książek. Zmotywowany do ”rescue and preserve”, czyli ratowania i zachowania starego/ oryginalnego/ pierwotnego/ farmerskiego typu Fila, wciąż odnajdowanego w głębi kraju, stworzył OFB Nucleus oraz standard Original Brazilian Fila, zarejestrowany w Biblioteca Nacional do Brasil.

Antônio Borges mówi, że jego celem jest odnajdywanie i ocalanie psów z wnętrza terytorium, zachowujących typ Fila hodowanych przez Pedrinho do Engenho w latach 50tych XX wieku. Te okazy były wyjątkowo rustykalnymi i wyjątkowo zdrowymi psami o oryginalnym, pierwotnym, surowym fenotypie, który dziś jest odrzucany przez wszystkie reprezentujące Fila organizacje/ podmioty/ kluby ponieważ reprezentujące go egzemplarze, postrzegane są jako ”niespełniające wymagań wzorca”, ”będące poza standardem rasy”, tym ”oficjalnym”… Który to przecież różni się w zależności od tego, wzorzec którego klubu rozpatrujemy… Często pejoratywnie psy o tym pierwotnym/ oryginalnym typie określane są przez członków klubów/ stowarzyszeń jako „kundle” [(sic!)]

Ogrom pracy

Antônio Linhares wraz z innymi osobami zaangażowanymi w projekt, odbył setki podróży w głąb Minas Gerais, odwiedzając rozliczne farmy, by pozyskać (odkupić od właścicieli) zwierzęta odpowiadające pierwowzorom Fila w celu wykorzystania tych pierwotnych w typie osobników w planowych skojarzeniach (cruzamentos programados), mających na celu restaurację rasy. Są to Fila, które przez wieki lub co najmniej przez wiele dekad (”por séculos ou no mínimo muitas décadas”) pozostały niedostępne dla reszty świata (have remained isolated). Nie miały one kontaktu z przedstawicielami organizacji kynologicznych, dzięki czemu pozostały nietknięte przez dyktowane modą zaspokajającą ludzką próżność, zmiany zachodzące w Fila Brasileiro zarejestrowanych w oficjalnych klubach rasy i rozmnażanych pod ich egidą. I dzięki tej ”izolacji”, zachowały wiele z cech i właściwości znamiennych dla starych iberyjskich psów. Te Fila są zaadoptowane, przystosowane do rodzimego środowiska, a ich genética única, czyli unikatowa baza genetyczna istnieje i utrzymuje się tylko pośród psów żyjących na terenach wiejskich, które wciąż są working dogs. Te niezwykłe, cenne cechy, bez od zawsze wykonywanej przez owe odzyskiwane Fila pracy, zostaną zatracone na przestrzeni lat u osobników, które nie będą psami pracującymi (…”cuja genética única existe somente entre os cães que vivem no meio rural que, sem um trabalho organizado, iria se perder com o passar dos anos”).

Poszukiwania starego typu Fila przeprowadzono także na farmach, w regionach Minas Gerais, w których nigdy wcześniej takich akcji nie prowadzono. Tam, gdzie nigdy przedtem nie szukano, wnosząc dzięki temu do programu odnowy rasy, krew osobników pochodzących z linii dotychczas zupełnie nieznanych ani żadnym innym organizacjom czy klubom związanym z Fila i je rejestrującym, ani poszczególnym hodowcom rasy. Wprowadzono krew osobników z regionów, które w latach 70tych ubiegłego wieku oraz wcześniejszych dekadach, były bardzo trudno dostępne ze względu na brak infrastruktury lub dlatego, że były (precarious) niebezpieczne i udawanie się w nie wiązało się z ryzykiem. W związku z czym znawcy i hodowcy Fila Brasileiro z tamtego okresu nie pozyskali okazów z terenów, do których ostatecznie dotarł Antônio Linhares. W programie preferowano pozyskiwać psy nietknięte te, które have remained isolated i których ”genotyp pozostał nietknięty na farmach”, i które w związku z tym ”zachowały wiele z cech i właściwości znamiennych dla starych iberyjskich psów”. Jednakże w zadaniu uczestniczyło też trochę (niewiele) okazów z CAFIB, zgodnych ze wzorcem rasy zatwierdzonym przez tę organizację i posiadających w wystarczającym stopniu cechy bliskie założeniom wzorca Original Fila Brasileiro. Co do psów zarejestrowanych w CBKC i zgodnych ze standardem rasy tej organizacji, istnieje (odległa) możliwość użycia w programie danego osobnika (”há remota possibilidade de ser usado algum animal”), jedynie jeśli okaz wpisuje się fizycznymi i psychicznymi cechami w założenia wzorca OFB i od niego nie odbiega. Poza tym, taki pies nie może posiadać jakichkolwiek cech mestiçagem, czyli skundlenia dolewką krwi innych ras, które w liniach CBKC są obecne. Autor jako punkt odniesienia dla swojej pracy nad restauracją rasy, poza własnymi badaniami i studiami nad Fila, wykorzystuje też opracowania Vladimir’a Beregovoy’a, który w książce „Primitive Breeds – Perfect Dogs” broni ratowania, pozyskiwania (rescue and maintenance) i kontynuowania restauracji, konserwacji rasy oraz jej utrzymania w znaczeniu planowej (manutenção) hodowli psów o typach nazywanych przez siebie ”Aboriginal” – tubylczymi, rdzennymi i pierwotnymi. Które, ponieważ zostały ukształtowane bardziej naturalnie, prawie bez interwencji człowieka, są idealnymi fenotypowo typami psów: mają wyjątkową konstrukcję, są bardzo sprawne i zdrowe. Beregovoy określa tego typu psy „wilkami udomowionymi” ponieważ w pewnych aspektach fizycznych i pod względem temperamentu przypominają swoich dzikich krewnych.

Poza troską o fizyczne cechy odkupionych i tak pozyskanych Fila, wzorzec OFB poszukiwał psów o doskonałym temperamencie. Temperament potwierdzano za pomocą kilku testów mających wykazać czy dany pies posiada psychiczne cechy pozwalające na zarejestrowanie go i tym samym uznanie za przydatnego w programie hodowlanym. Jednak dla tych, którzy chcieliby selekcjonować Fila w kierunku bardziej specyficznego (ostrzejszego) temperamentu, pasującego do guard function, grupa behawiorystów i profesjonalnych trenerów opracowała i stworzyła własny, dostosowany do rasy (develop their own breed-based) test bazujący na uznanym i powszechnie znanym Schutzhund Test stosowanym w odniesieniu do wielu psich ras.

Borges wyjaśnia, że projekt, któremu się poświęcił to restauracja i zachowanie (rescue and preserve) oryginalnego Fila. Nie chodzi w nim o ulepszenie, podniesienie standardu i unowocześnienie (aprimoramento) ani o poprawę, naprawianie (melhoramento) ”modern Fila Brasileiro”, tym bardziej, że powszechnie uważa się, że Fila została ulepszona i naprawiona (aprimorado e melhorado). Obowiązkiem hodowców wobec rasy jest dziś zachować zwierzę dawno już uformowane, więc teraz nowe ”poprawki i ulepszenia” mogłyby prowadzić do nawrotu problemów, które miały miejsce w latach ’70 i ’80 ubiegłego stulecia i które skutkowały wtedy konfliktem oraz rozdzieleniem się hodowców na dwa kluby, tj. CAFIB i CBKC, z dwoma różnymi wzorcami rasy. Tak więc inna jest Fila Brasileiro z klubów rasy podlegających FCI, w tym Confederação Brasileira de Cinofilia (CBKC), inna jest Fila Brasileiro rejestrowana w Club for the Improvement of the Fila Brasileiro (CAFIB) i inna jest Original Fila Brasileiro rejestrowana w Sociedade Brasileira de Cinofilia (SOBRACI) i odtwarzana dzięki Nucleus of Preservation of the Original Fila Brasileiro (Núcleo OFB). Jest więc nad czym się zadumać, gdyż genetycznie każdy z tych ”typów” jest już zupełnie inną rasą.

”Przeszczepy kulturowe” i określona odpowiedzialność prawna vs. niepokalanie myślą

Zdolność do analizowania sytuacji i odnajdywania się w warunkach, w których człowiekowi przyszło żyć wiele mówi o jego inteligencji (jak i mądrości). W końcu, dzięki uczeniu się i przekazywaniu wiedzy naszym potomkom różnimy się od innych zwierząt. Kwestia podejścia do temperamentu Fila Brasileiro jest jedną z tych, która pokazuje, że inteligencja jest ważna, ale jej wysoki poziom nie jest powszechny. I dlatego nie każdy zarejestrowany w legalnie działającym stowarzyszeniu hodowców, powinien mieć możliwość rozmnażania psów i sprzedawania ich ot, tak innym osobom.

Polscy tzw. hodowcy i posiadacze Fila Brasileiro, raczej nie interesują się Original Fila Brasileiro, możliwe, że nawet nic (do tej chwili) o Nucleus of Preservation of the Original Fila Brasileiro nie słyszeli, i w znaczącej części żyją w jakimś urojeniu, ”schizofrenii”. Z jednej strony wciąż zapatrzeni są w Club for the Improvement of the Fila Brasileiro (CAFIB), ignorując rzeczywistość czyli fakt, że Polska to nie Brazylia, mitologizują kwestię ojerizy, tej emblematycznej cechy Fila: ”głębokiej niechęci w stosunku do obcych ludzi”. Popełniają przy tym kardynalny błąd polegający na myleniu agresji o podłożu lękowym (szalenie niebezpiecznego dla otoczenia, niezrównoważenia psychicznego) z ową ”ojerizą”. Ojerizą, która tak ich ”jara”, że aż się pogubili i to do stopnia, w którym boją się (po wyciągnięciu z kojca), zabierać swoje psy do świata poza posesją. A z drugiej strony, w poddańczym hołdzie składanym FCI lub po prostu z czystej głupoty, robią ze swoich ”filetów” nie tylko psy ”szalone”, ale i fenotypowo przerażające: ciężkie, kostropate, kuriozalnie oskórzone kaleki zgodne z wzorcem Confederação Brasileira de Cinofilia (CBKC). Zupełnie jakby planowali jak najszybciej dorównać … , którzy zniszczyli już niektóre molosy, jak np. Mastino Neapoletano czy Dog de Bordeaux.

Wróćmy jednak do zapatrzenia w Club for the Improvement of the Fila Brasileiro, czyli CAFIB, gdy chodzi o ”temperament” Fila. Powtarzam: wymagania CAFIB oscylują wokół słowa ”ojeriza” (nie aversão) i mówią, że pies nie powinien pozwalać dotykać się sędziemu, jako osobie obcej i jeżeli zaatakowałby sędziego (symbolizującego tego ”obcego człowieka”), to jego zachowanie nie powinno być postrzegane jako wada charakteru a przeciwnie, jako cecha wysoce pożądana. Psy z linii z głęboko utrwaloną ojerizą tego stopnia lub raczej tak rozumianą, są bardzo związane ze swoimi ludźmi, swoją rodziną a bardzo wysoki poziom agresji w stosunku do osób spoza swojego najbliższego kręgu, swojej rodziny (”very high levels of aggression towards people who are not in their immediate families”) zaczynają przejawiać w okresie między 18 a 24 miesiącem swojego życia. Natomiast wspierany przez FCI (które dla ”wyznawców” monopolizującego polski rynek kynologiczny stowarzyszenia, powinno być wyznacznikiem nie tylko, gdy chodzi o zalecane przez nie (kuriozalne) cechy wyglądu Fila Brasileiro) klub rasy Confederação Brasileira de Cinofilia (CBKC), wskazuje (całkowicie słusznie), że w początkach rasy, hodowla Fila nigdy nie była ukierunkowana na taki poziom agresji i psy pozwalały odwiedzającym ich panów, farmerom, wchodzić na teren nieruchomości. I zaleca dążenie do ”zmiękczenia” temperamentu Fila. Jednak FCI ignoruje fakt, że upieranie się przez część Brazylijczyków przy ”tym poziomie agresji” nie bierze się ”z sufitu”. Dopiero w czasach, gdy w Brazylii znacznie wzrósł wskaźnik przestępczości zaczęto hodowlę ukierunkowaną na wzrost popędu obronnego u Fila i ostrzejsze reakcje w stosunku do ludzi (”to breed for a much more protective dog”).

Zróbcie sobie kolejną przerwę i zajrzyjcie na tę https://www.hoplofobia.info/bron-palna-w-brazylii/ stronę. Myślę, że wystarczy wam zapoznać się z informacjami, które autor tekstu zawarł tylko w tym wpisie (sprawdźcie też linki, do których odsyła swoich czytelników), by zrozumieć jak wygląda rzeczywistość w Brazylii i jak bardzo różni się ona od naszej, polskiej rzeczywistości. Dla zachęty zacytuję w tym miejscu fragment tekstu, cytat, który autorowi artykułu pomógł naświetlić problem: ”W kraju wolnym od religijnych, etnicznych i rasowych konfliktów, od sporów terytorialnych i granicznych, w kraju bez wojen domowych i brutalnych politycznych zamieszek, w latach 2008-2011 odnotowano w sumie 206 tysięcy zabójstw – to więcej niż wynosi liczba ofiar dwunastu ostatnich największych starć zbrojonych na świecie. – Julio Jacobo Waiselfisz, “Map of Violence” (s. 28).

Ok, wracamy do kynologii: w kontrze do FCI, CAFIB nawet nie zarejestruje psa, dokąd ten, jako osobnik dorosły, nie okaże ojerizy. (Szczenięta nie są rejestrowane). Hodowcy należący do CAFIB postrzegają swoje psy jako ”as very close to the working tracking mastiff of Brazil as it always was” i wskazują, że psy rejestrowane w FCI krzyżowane są z Dogami Niemieckimi i innymi ”miększymi mastifami”. Kierunek hodowli Fila Brasileiro obrany w Brazylii przez hodowców związanych z CAFIB, (niemieszanie Fila z przedstawicielami innych ras i upieranie się przy tym ”kontrowersyjnym” poziomie ojerizy oraz naleganie na kontynuację tej drogi), skutkuje zakazem hodowli Fila np. w Australii czy Zjednoczonym Królestwie Wielkiej Brytanii i Irlandii, ale, jak wskazują statystki przywoływane w tekście z Hoplofobii, w Brazylii ma swoje uzasadnienie…

Wskaźnik przestępstw w Brazylii może tłumaczyć poziom ojerizy, przy którym obstaje CAFIB, kiedy to ewentualne zaatakowanie sędziego kynologicznego ma być postrzegane jako cecha wysoce pożądana. Ale rozmnażanie tak agresywnych w stosunku do człowieka, tak mocno reagujących osobników w Polsce, nie ma żadnego logicznego wytłumaczenia. (Głupota ludzka jest nieograniczona, więc wielka to szkoda, że rozporządzenie o ”rasach uznawanych za agresywne” w Polsce praktycznie nie funkcjonuje…) Brazylijczycy w swoim kraju mogą i pewnie powinni robić to, co podpowiadają im warunki, w których żyją. Ale Polska to nie Brazylia. I polscy tzw hodowcy, którzy w Polsce, w warunkach, które z brazylijskimi nie mają nic wspólnego, rozmnażają psy po prostu przerażająco nienormalnie się zachowujące – skrajnie nieadekwatnie do sytuacji, psy, których sami się boją, a których zachowanie ośmielają się nazywać ”ojerizą”, postępują skandalicznie. Sprzedawanie szczeniąt po rodzicach z głębokimi problemami psychicznymi, niemającymi absolutnie nic wspólnego z ojerizą i będących jej przeciwieństwem, ludziom, którym wydaje się, że są przygotowani na odpowiedzialność w postaci tego typu (tak zniszczonego) Fila Brasileiro, w moich oczach jest, przepraszam za brzydkie słowo, ku**stwem. Tym bardziej, że nikt normalny nie chce psa z takimi problemami.

Wyobraźcie sobie, że w Polsce, na wystawie psów, na oczach polskich wystawców innych ras i postronnych osób zwiedzających, którzy ”kupili sobie bilety i przyszli obejrzeć dog show” -ze swoimi małymi dziećmi- przyszli, by ”liznąć nieco kultury kynologicznej”, spory ”filet” (każdy molos, który skończył 12-15 miesięcy jest spory) zaatakowałby sędziego. I, że to zachowanie miałoby być postrzegane jako ”wysoce pożądana cecha charakteru” takiego psa. Coś, czemu należy przyklasnąć bo ”to super, że pies ma temperament!”. Czaicie? Taka akcja: pies rzuca się na człowieka, sędziego kynologicznego, który (niezależnie od tego co o tym myślimy [ja jestem na nie]) przecież ma psy dotykać, a w około masa ludzi… Niektórzy z nich to pewnie potencjalni zainteresowani nabyciem szczeniaka… Lipa… Bo weź teraz reklamuj, że to taka ”fajna rasa”, ”No, nie dla wszystkich, ale generalnie do rany przyłóż”. To ”ekstra cecha”, ”zaje sprawa”, że pies atakuje człowieka… Nie bardzo się to ”klei”, co? Pisanie ”błyskotliwych” komentarzy na fejsbuku, a życie poza fejsbukiem to dwie różne rzeczy… Dlatego, choć ta polska ”ojeriza”, sorry po prostu pseudoojeriza(!) podobno taka ”super jest”, tym polskim tzw. hodowcom zależy na zdobyciu uprawnień hodowlanych dla poszczególnych osobników, jak najszybciej, póki dany podrostek nie wykazuje 100% swoich możliwości. Nie mogą tych uprawnień zdobyć, dokąd psiak nie skończy 15 miesięcy, więc szybciuteńko zaliczają byle jakie trzy wystawy… Ci tzw. hodowcy pieją z zachwytu i podniecają się, że hodowane przez nich psy mają ”ojerizę”, ale równocześnie sikają z obawy, że nie uda im się zdobyć uprawnień hodowlanych, zanim podrostki z ich przydomkiem pokażą na co je stać, a właściwe jak bardzo są pop…one. Gruba schiza…

Nijak

Na początku tego artykułu napisałam Wam do jakiego rodzaju wynaturzeń dochodzi, gdy Fila Brasileiro trafi w ręce Głupiego Człowieka. Kretyni i kretynki, psy, które są skrajnie nadpobudliwe i niezrównoważone, które bez jakiegokolwiek powodu zapluwają się na widok ludzi znajdujących się daleko poza terenem ”ich” posesji, określają jako ”psy z temperamentem” i kwalifikują jako w pełni nadające się pod względem psychicznym do tego, by rozmnażać je i sprzedawać ich potomstwo polskim klientom… A jak takie zachowanie Fila ma się do ”brazylijskiej filozofii” na temat tej rasy, która opisuje Fila jako psy self consciousness, czyli full awareness, co można tłumaczyć jako ”przytomne”, ”rozumne” oraz calmness, a więc ”spokojne” i ”opanowane”? To proste: nijak.

Zarówno ojeriza prezentowana przez Fila Brasileiro z filmów, które widzieliście, gdy sprawdziliście linki, jak i stopień niezrównoważenia psychicznego, lękowa agresja, przejawiająca się u sporej części polskich Fila a którą polscy ”hodowcy” uparli się interpretować jako ”typową dla rasy cechę”, ”prawidłowy temperament”, czyli ”ojerizę” właśnie, mają wspólny mianownik: genetykę. Ten typ zachowania, tj. zarówno aversão, ojeriza jak i pseudoojeriza jest w liniach (bloodlines) selekcjonowany (is selected for). Selekcjonowany, czyli celowo wyszukiwany, wybierany i ”podbijany” poprzez kojarzenie ze sobą osobników najsilniej zachowanie okazujących. Oznacza to, że osobniki przejawiające określone cechy charakteru (ojeriza, którą widzicie np. na ww nagraniach, w przypadku odpowiedzialnych i normalnych hodowców, posiadających zrozumienie rasy, ale i pier**lec osobników niezrównoważonych, skrajnie nadpobudliwych, agresywnych, gdy ”hodowcą” jest skończony/a idiot(k)a) są uznawane za pożądane. Szuka się tych skłonności u osobników, które ma się zamiar rozmnażać a psy, które nie przejawiają zachowań interpretowanych jako ”pożądane”, są ”odsiewane”, eliminowane z hodowli.

Jeżeli ”hodowcy” Fila Brasileiro w Polsce nie potrafią odróżnić agresji na tle lękowym, skrajnego niezrównoważenia psychicznego u swoich psów, od jedynie ”awersji” w stosunku do obcych, to w jaki sposób mają w swoich tzw. hodowlach uzyskiwać osobniki o temperamencie umożliwiającym normalne funkcjonowanie tym psom w polskich warunkach? Jeśli zrównoważona Fila, czyli taka, która pozostaje uważana i ”oceniająca sytuację”, ale nie rzuca się na kogoś, kto jedynie zbliża się do człowieka Fila, zachowując te 3 metry zdrowego dystansu (i nie budzi w człowieku Fila obaw), dla ”speca od rasy” i ”hodowcy” jest ”Filą bez ojerizy”, to w jakim kierunku zmierza hodowla Fila Brasileiro w Polsce? Należy postawić pytanie: jak bardzo niski jest poziom kultury kynologicznej w Polsce, skoro ”specjaliści” zdają się myśleć, że ”prawidłowo psychicznie rozwinięty Fila Brasileiro to pies, który pała żądzą mordu na sam widok człowieka spoza ”swojej” rodziny”?

Bez wątpienia jest to rasa, której populację (także) w Polsce należy ściśle kontrolować. Powinna ona znaleźć się na liście ”ras uznawanych za agresywne” ponieważ w nieodpowiedzialnych rękach stanowić może zagrożenie dla ludzi i zwierząt. Fila towarzysząca zrównoważonemu człowiekowi, rodzinie jest cudownym psem domowym, czujnym stróżem i nieocenionym kompanem spacerów każdego dnia. Co jeśli trafi w niepowołane ręce? Co jeśli taka bezmyślna, lecząca swoje kompleksy osoba zapragnie ją rozmnażać? Jak pokazuje działalność tzw. hodowców Fila, czyli części osób bezmyślnie, bez wyobraźni, bez poczucia, że ich postępowanie może mieć fatalne w skutkach konsekwencje, rozmnażających nienormalnie agresywne ”filety”, w przypadku tej konkretnej rasy, nazwa ”listy”, to sformułowanie ”lista ras uznawanych za agresywne” jest w sam raz… Ale to akurat jest zagadnienie na zupełnie inny wpis.

Ojeriza w stopniu, przy którym upiera się Club for the Improvement of the Fila Brasileiro, tj. atakowanie nawet sędziego kynologicznego usiłującego dotknąć psa, z pewnością ma sens w Brazylii. Jeśli przeczytaliście artykuł ”Broń palna w Brazylii”, do którego nieco wyżej podałam wam link, rozumiecie już dlaczego pies, który bez wahania włącza ”pole siłowe” jest tam, w pewnych warunkach idealnym kompanem. Ale ten sam poziom ”awersji” w stosunku do obcych ludzi w Polsce? Sorry, ale to może być …więcej niż trudne. Tym bardziej, że w Polsce nie mamy do czynienia z ojerizą, ale w zatrważająco dużej części przypadków z pseudoojerizą – nienormalną lękową agresją. Z niepohamowaną agresją wynikająca z lękliwości, a więc braku zrównoważenia psychicznego, która nie jest odpowiedzią psa na prowokację i/lub zagrożenie, ale przejawem frustracji i/lub psychicznych zaburzeń o podłożu dziedzicznym.

Co charakterystyczne, stabilne Fila to psy, o których można powiedzieć, że są flegmatyczne, że charakterologicznie przypominają psiaki z kreskówek Disneya: zauroczone swoim człowiekiem i skupione na nim. Wszystko jednak się zmienia w chwili zagrożenia. Zachowanie prawdziwego Fila zmienia się w ułamku sekundy. NIGDY natomiast nie jest pochopne a w momencie ustąpienia zagrożenia pies wycisza się równie szybko, jak się ”uruchomił”. Dobrze wychowany, związany ze swoim człowiekiem Fila, NIGDY nie atakuje bez powodu. Atak jest w zasadzie ostatecznością u takiego osobnika. Typowe jest jedynie ”taksowanie” obcych i ”skanowanie” otoczenia, i, jeśli zachodzi taka potrzeba, ostrzeganie osobników nieostrożnych, zwyczajnie przekraczających dystans; wchodzących na teren, którego pilnuje Fila.

”Pies Pluto” gryzie

Osobiście uważam, że między innymi z powodów wspomnianych powyżej Fila Brasileiro nie jest rasą ”na polskie warunki”. Po prostu nie jest rasą, która współgra z polską mentalnością.

Nie żyjemy z naszymi psami w próżni, ale w społeczeństwie, wśród innych ludzi i wybierając sobie określoną rasę psa, po prostu musimy brać pod uwagę otoczenie, w którym żyjemy. A fakty są takie, że Polska to nie Brazylia. U nas psy nigdy nie polowały na niewolników, bo w Polsce ich po prostu nie było. Z tych też powodów ”statystyczny Polak” nie wyobraża sobie, że gdzieś na świecie, kiedyś, ktoś wyhodował rasę psów, dla której agresja wobec ludzi (co prawda, przynajmniej w teorii, złodziei i bandytów, ale jednak ludzi) jest cechą cenioną i pożądaną. ”Typowy Polak” kojarzy psa z najlepszym przyjacielem człowieka, a nie zwierzęciem, które na człowieka poluje, czy choćby jedynie przejawia w związku z nim ”livestock guardian dog behavior” o takim natężeniu. ”Typowy Polak” nie wyobraża też sobie, że ktoś psy rasy, w której agresja w stosunku do ludzi jest cechą wrodzoną i bez ”oglądania się na ludzi, że to są ludzie”, celowo sobie do Polski sprowadził i tu je rozmnaża i sprzedaje… Ten typowy ”lubiący pieski” Polak nie poświęca także uwagi znaczeniu ”przestrzeni” w interakcji z psami i dystansom personalnym. Tym bardziej więc nawet nie przychodzi mu do głowy, że ”mydlana bańka”, to ”pole siłowe” człowieka, który u swojego boku ma, nierzadko wyglądającego jak disney’owski Pies Pluto, Fila Brasileiro, ma promień przynajmniej trzech metrów i naruszenie granicy owej ”bańki”, skutkuje bezwzględnym, automatycznym podjęciem przez ”Psa Pluto” ataku na osobę, która się tego naruszenia dopuści.

”Typowemu Polakowi” trudno byłoby, poprawka: jest trudno, zrozumieć także to, że nawet dziecko, które odwiedza dziecko, które w domu ma Fila Brasileiro, może w oczach Fila, być potencjalnym napastnikiem, zagrożeniem dla ”jego” dziecka… Tak właśnie i na dzieci, takie powiedzmy dziesięcioletnie i zdecydowanie młodsze nawet, patrzą Fila. Z tego powodu dzieci, które w domu mają ”filety”, nie przyjmują u siebie kolegów i koleżanek. Po prostu. Dziecięce zabawy pełne są okrzyków, pisków, nieskoordynowanych ruchów, przepychanek i ganianek. Czasem ktoś, kogoś ”walnie”, ktoś się rozpłacze itp. Fila każdy pisk ”swojego” dziecka, każde ”walnięcie” ”jego” dziecka przez obce dziecko, potraktuje jako usiłowanie wyrządzenia krzywdy ”jego” dziecku, atak na ”jego” małego człowieka. I będzie ”swojego” małego człowieka bronić. Definitywnie, Fila Brasileiro nie jest psem, który ułatwia ”zawieranie znajomości i utrzymywanie przyjaźni”.

Zawsze na służbie

Dorosłym zdecydowanie łatwiej niż dzieciom jest wytłumaczyć, że samowolne poruszanie się po domu człowieka Fila, zbyt głośne mówienie, raptowne ruchy, takie jak nagłe wstanie z fotela czy kanapy, nagłe udanie się w kierunku właściciela Fila, klepanie go po plecach, obejmowanie itp. są niedopuszczalnymi zachowaniami. Nie ma mowy o jakiejkolwiek ”elastyczności”. Fila działa na zasadzie odruchów, jak prezydencki ochroniarz. Normalna i psychicznie stabilna Fila, to pies uległy wobec swojego człowieka, odwoływalny dla swojego pana – właściciel może powstrzymać go od, nie tyle ”wykonania” danego działania co raczej ”dokonania go”. Bo Fila działanie podejmuje samodzielnie, na zasadzie naturalnego odruchu, tak więc przewodnik reaguje na zachowanie już trwające, na coś, co już się dzieje. I jeśli jest przewodnikiem a nie ”przewodnikiem”, pies ”nie dokona działania”.

Nie bajeruj znajomych, że ”będzie spoko” i ”na pewno dacie radę”. Zastanów się kto z twoich przyjaciół faktycznie poradzi sobie z tym, że twój pies traktuje ich jak kogoś, kto w każdej chwili może wyrządzić ci krzywdę. Może naprawdę lepiej będzie zamykać psa podczas gdy te osoby będą cię odwiedzać? Nie chcesz w kółko powtarzać ”Ej, weź wyluzuj i przestań się pocić, bo zaczynasz śmierdzieć tchórzem a on/ona tego nie lubi”, bo w końcu sam/sama zaczniesz czuć niepokój. Ale pamiętaj: Fila odseparowana od Ciebie – sensu swojego istnienia – cierpi potwornie.

Gdy przyjrzymy się innym rasom molosów, używanych jako guard dog, dostrzeżemy zasadniczą różnicę. Te inne molosy, psy w ogóle, mogą być używane jako guard dog, FILA BRASILEIRO JEST GUARD DOG. Gdy człowiek normalnego, psychicznie zrównoważonego Fila przyjmuje w swoim domu gości (tylko w takim przypadku, mając zrównoważonego psa/psy, dla którego/których jest się niekwestionowanym autorytetem, można przyjmować znajomych), Fila zachowuje się jak agent Secret Service z obstawy prezydenta USA, na wiecu na otwartym terenie – skanuje otoczenie w poszukiwaniu ”podejrzanych zachowań”. Kiedy takie zachowanie wychwyci, działa. Fila Brasileiro są po prostu dużo bardziej ”ostentacyjne” w swojej pracy: w ochronie swojego człowieka niż psy innych ras. Właściwie to należałoby powiedzieć, że są dużo bardziej ostentacyjne w sygnalizowaniu obcym, że nie będą się ”obcyndalać”, gdy już odpalą tryb ”livestock guardian dog behavior”. Tak więc, kiedy chcesz w swoim domu przyjmować znajomych (dla twojego Fila i tak obcych ludzi), wytłumacz im, że będąc u ciebie w domu, będą czuć się jakby byli w White House, bo u ciebie też obowiązują procedury, sztywna etykieta, której trzeba bezwzględnie przestrzegać albo ”agent specjalny” będzie interweniował. Ty wybierasz Fila Brasileiro, a twoi znajomi wybierają czy dalej chcą być twoimi znajomymi… Coś za coś 😉

Zagęszczenie terenu (Odrobinka empatii: weź i się wczuj)

Fakt, że Polska to nie Brazylia ma wielkie znaczenie także ze względu na zagęszczenie terenu i wspominane przeze mnie wielokrotnie w innych wpisach, ale i dzisiejszym, zagadnienie dystansów personalnych. W tym miejscu odsyłam Was do książki, autorstwa Allana I Barbary Pease ”Mowa ciała, której fragment zacytowałam poniżej, chcąc choć trochę pomóc wam zrozumieć, że Fila ”nico bardziej” niż inne psy, denerwuje brak poszanowania przestrzeni ich człowieka i dlaczego tak jest. Namawiam was do rozpoczęcia od rozdziału 9 tej pozycji, zatytułowanego ”TERYTORIALNI INTRUZI TERYTORIA I PRZESTRZEŃ OSOBISTA”. Dziś Fila chronią ludzi w miastach, ale wciąż są rasą, która ukształtowała się na rozległych terenach i wielkich ranczach Brazylii, gdy ich praca polegała na ochronie bydła.

Jeszcze jedna dygresja zanim przeczytacie fragment ”Mowy ciała”: pamiętacie film ”Giant” (”Olbrzym”) z 1956 roku? Jest w nim scena, w której postać grana przez Elizabeth Taylor pyta postać graną przez Rocka Hudsona o to, kiedy w końcu będą na ”jego ziemi”. (Jadą już ”parę dni”, wszędzie w około tylko otwarta, niekończąca się przestrzeń…) W odpowiedzi postać Liz słyszy: ”Od dwóch dni jesteśmy na mojej ziemi” – to jest właśnie ten rodzaj ”zagęszczenia terenu”, przy którym Fila Brasileiro była i jest jak znalazł. Owo ”rozcieńczone zagęszczenie” (nie ma to jak oksymoronek od czasu do czasu) sprawiło, że te psy lubią mieć dużo miejsca.

A wracając do wspomnianej książki i dystansów personalnych:

Wygląda na to, że pojazd wpływa na powiększenie się naszej przestrzeni osobistej. W niektórych przypadkach terytorium to powiększa się dziesięciokrotnie, tak więc kierowca rości sobie prawo do przestrzeni w promieniu 8-10 m z przodu i z tyłu samochodu. Kiedy ktoś zajeżdża mu drogę, nawet jeśli robi to w bezpieczny sposób, u kierowcy mogą zajść fizjologiczne zmiany: może on wybuchnąć złością, a nawet zaatakować drugiego kierowcę. Takie zachowanie jest znane pod pojęciem „drogowej furii”. Porównaj to z sytuacją w windzie, kiedy ktoś wślizguje się tuż przed jakąś osobę, naruszając jej terytorium. W takiej sytuacji normalną reakcją będą przeprosiny, przez co osoba ta zwykle nie ma do intruza żadnych pretensji. Jest to reakcja diametralnie różna od tego, co się dzieje, gdyby tej samej osobie zajechano drogę.

Dla niektórych samochód staje się ochronnym kokonem, w którym mogą się schować przed światem zewnętrznym. Jadąc wolno przy krawężniku, mogą stanowić takie samo zagrożenie jak kierowcy z powiększoną przestrzenią osobistą. Włosi, mający potrzebę mniejszej przestrzeni, często oskarżani są o „siedzenie na ogonie” czy natarczywość, ponieważ podjeżdżają bliżej, niż jest to kulturowo akceptowane w innych krajach”.

”Filety” posiadają ”powiększoną przestrzeń osobistą”. Są trochę jak uważni i doświadczeni kierowcy: lubią zachowywać dystans od innych i by inni zachowywali dystans do nich. Gorąco polecam wszystkim przyszłym i obecnym właścicielom psów ”Mowę ciała”, gdyż zbyt często ludzie ignorują znaczenie niewerbalnej komunikacji w interakcjach z psami, w tym i niezwykle istotną proksemikę. Szczególnie ci, którzy rozważają na swojego psiego przyjaciela wybór Fila Brasileiro, powinni zrozumieć, że dystanse personalne są BARDZO WAŻNE. Kiedy staniecie się posiadaczami Fila, wasza ”mydlana bańka” powiększy się znacząco, a wasz pies może często odczuwać ”pobudzenie”, które bywa udziałem kierowców, których dotyka tzw. drogowa furia…

O roli proksemiki pisałam już w serii tekstów, do których ten linkowany poniżej jest wprowadzeniem:

https://kulturakynologiczna.home.blog/2019/07/29/wychowanie-i-szkolenie-psa-pies-i-dziecko-czesc-pierwsza-wprowadzenie/

‚Bypass The Gatekeepers’

Lata temu nauczyłam się, że poszukiwanie wartościowych informacji na ”kynologicznie kontrowersyjne” tematy na polskojęzycznych stronach, forach itd. od razu najlepiej jest sobie odpuścić, bo przeglądanie ich jest stratą czasu. Tak jest i w przypadku ojerizy u Fila Brasileiro.

Jest bez znaczenia jakiej rasy czy typu masz psa. To ty jesteś człowiekiem. Pies jest tylko zwierzęciem, dlatego to ty masz decydować o tym, co psu wolno, a czego nie. Nigdy odwrotnie. Tam, gdzie pies nie zważa na swojego właściciela, przejmuje kontrolę i staje się ”osobą decyzyjną”, pojawiają się problemy. A Fila Brasileiro, która dyktuje co jest możliwe, a co możliwe nie jest w domu jej człowieka, dodatkowo także poza jego domem, jest psem szalenie niebezpiecznym.

W Polsce tekstem numer jeden z gatunku tych, po których usłyszeniu lub przeczytaniu od razu jest jasne z kim ma się do czynienia i że osoba, która tak ”wyjaśnia” albo usprawiedliwia zachowanie psa, jest po prostu głupia, jest fraza: ”To taka rasa, one tak mają, że”… Jeżeli, wybierając psa danej rasy, traktujesz go przede wszystkim jako zwierzę należące do gatunku psa domowego, a nie jedynie przedstawiciela konkretnej rasy, nie dajesz mu taryfy ulgowej ”z powodu jego rasy”, kiedy przejawia zachowania obiektywnie świadczące o braku zrównoważenia. I nie tłumaczysz jego fiksacji, nadpobudliwości i ”odpałów” wymówką ćwierćinteligentów: ”To taka rasa, one tak mają, że”… Nie mówisz więc, np.:”Terrier jest szczurołapem, poluje na gryzonie, więc to normalne, że ma instynkt, który, gdy mieszka w mieście rozładowuje zabijając gołębie podczas spacerów.”(Sic!) Nie zaślepia cię myślenie o psie i tym jak on się zachowuje tylko i wyłącznie z perspektywy jego ”rasowego przeznaczenia”, w którym i tak coraz rzadziej rasowe psy mogą się spełniać. Większość osób posługujących się tego rodzaju ”argumentami”, zasłaniająca się ”alibi” tego rodzaju, jak na dłoni pokazuje swój intelektualny poziom.

Właśnie, a propos ”rasowego przeznaczenia”, którym posiadacze tzw. rasowców ”tłumaczą” ”wybryki” swoich psów. W kontekście pierwotnego przeznaczenia Fila Brasileiro, idąc tropem sposobu ”myślenia” kogoś, kto fakt, że jego terrier zabija na spacerach gołębie, usprawiedliwia to zachowanie swojego psa jego ”rasowym przeznaczeniem”, tłumaczenie ”odpałów” w przypadku Fila Brasileiro, mogłoby brzmieć (a może nawet czasem brzmi…?): ”Są agresywne wobec ludzi, bo kiedyś polowały na niewolników”. Jednak wątek pierwotnego przeznaczenia rasy, fakt, że używano Fila do polowania na zbiegłych niewolników -czyli ludzi- rozwijany jest niechętnie. Szczególnie, gdy ewentualnym nabywcom reklamuje się szczenięta Fila. „Rozbudzanie wyobraźni” potencjalnego klienta w tym kierunku może na dłuższą metę, zadziałać na niekorzyść sprzedającego. Nikt więc nie zachęca „Kowalskiego” do zakupu szczeniaka opowiadaniem mu, że choć psy doprowadzać miały zbiegów w stanie (podobno) „nienaruszonym”, to właśnie te psy, które (niby) tylko „chwytały i doprowadzały” do właściciela, w owych niewolnikach, spośród wszystkich innych zagrożeń czyhających na nich w trakcie ucieczki, budziły największe przerażenie. Tłumacząc zupełnie nieuzasadnioną agresję Fila wobec ludzi, tę pseudoojerizję, ”spece od rasy”, ”dyplomatycznie” odwołują się do czasów po zakończeniu okresu niewolnictwa w Brazylii, a więc po 1888 roku, kiedy to Fila pracowały już jako ”ochroniarze” na ranczach, i wielkich majątkach ziemskich. Pomijają przy tym owi ”spece” fakt, że od końca niewolnictwa, aż do roku 1968 (pierwsze ”regulacje” dotyczące tej rasy) upłynęło prawie sto lat. Prawie sto lat, kiedy to Fila odnalazły się w roli psów ranczerów. Skoro się w tej roli odnalazły i w niej przetrwały, nie mogły być psami pałającymi żądzą mordu wobec każdego obcego. Wiecie już z wcześniejszej części tego tekstu, że Fila Brasileiro były stróżami wielkich rancz, na których roiło się od obcych, niezwiązanych z rodziną ”pana” ludzi. Tak więc próby tłumaczenia skrajnej, niczym nieuzasadnionej agresji niektórych z polskich ”filetów”, wobec obcych ludzi, ”pracą na ranczach” nie mają poparcia w faktach. Są niczym więcej niż… bredzeniem owych ”speców”.

W tym miejscu, abstrahując od Fila Brasileiro, polecę Wam jeszcze jeden artykuł. O ”tropieniu”, ”odnajdywaniu”, ”chwytaniu” i ”trzymaniu” zbiegłych z plantacji niewolników, ciekawie pisze Henry Louis Gates Jr. w tekście ”Did Dogs Really Eat Slaves, Like in Django?” Pewnie wielu z Was oglądało film Quentina Tarantino ”Django” i pamiętacie scenę, w której psy, co prawda (znowu) nie w Brazylii, ale na amerykańskim Południu i nie Fila Brasileiro, ale nieco inne tzw. bloodhounds, rzucają się na niewolnika, rozszarpują go i… zjadają. (Co Tarantino zdecydował się przekazać widzom, wyjątkowo nie obrazem, a ”wielkodusznie”, za pomocą dźwięku…) Być może niektórzy z Was zastanawiali się, oglądając tamtą scenę albo teraz, czytając ten tekst, czy zdarzenia jak to z filmu Tarantino, w rzeczywistości mogły mieć miejsce?

Jak nietrudno się domyślić, właśnie na to pytanie w ”Did Dogs Really Eat Slaves, Like in Django?” daje odpowiedź Henry Louis Gates Jr., powołując się na nieco powyżej cytowany już i przeze mnie, tekst Chrisa Pearsona i używając cytatów z ”Slavery and Dogs in the Antebellum South”. HLGJ zaznacza, że profesjonalni łowcy niewolników używali psów do ścigania i pochwytywania zbiegów: „Former slaves claimed that masters, patrollers, or professional slave catchers would use [Byli niewolnicy twierdzili, że ich panowie/ właściciele albo zorganizowane grupy składające się głównie z białych mężczyzn pilnujących przestrzegania, wymuszających dyscyplinę na niewolnikach, na terenie przedsescesyjnego Południa, albo łowcy niewolników używali] savage dogs, trained to hunt and follow the track of the poor colored fugitive, [dzikich, strasznych psów, szkolonych w polowaniu i podążaniu po śladzie biednego kolorowego zbiega]” (according to the 1857 slave narrative of William J. Anderson). Ale tropienie niewolników to jedno, pożeranie ich, jak na filmie ”Django”, to zupełnie co innego. Czy coś takiego naprawę się działo? Czy coś takiego mogło się stać? Biorąc pod uwagę fakt, że ostatecznie celem plantatora było wykorzystanie jego ”ludzkiego mienia/ majątku” dla zmaksymalizowania zysków, a nie niszczenie własności, tego ”ludzkiego inwentarza”, raczej nie byłoby najlepszą decyzją biznesową… Jednak, jak pisze Henry Louis Gates Jr., najwyraźniej czasem się to zdarzało. Powołuje się przy tym na inny fragment: Doddington cytuje posiadacza niewolników z Luizjany o nazwisku Bennett H. Barrow, „który prowadził szczegółowy dziennik i często wspominał o znaczeniu psów w chwytaniu uciekinierów, a także o straszliwej brutalności, krzywdzie i męczarni (violence), którą mogły wyrządzić (to inflict)”.

Ale najstraszniejsze -i systematyczne- używanie psów-ludożerców (use of man-eating dogs), nie miało miejsca w Stanach Zjednoczonych, jak pisze autor ”Did Dogs Really Eat Slaves, Like in Django?”, a podczas rewolucji haitańskiej, w wojnie niewolników z armią Napoleona w Saint Domingue (francuska nazwa kolonii, która stała się Haiti). Dowiadujemy się, że, jak zauważa historyk Philippe Girard w „Niewolnikach, którzy pokonali Napoleona”, „użycie przez Francuzów polujących na ludzi psów (man-hunting dogs) podczas haitańskiej rewolucji, było najbardziej wstrząsającą zbrodnią w tym wyjątkowo okrutnym konflikcie i nadal jest na Haiti żywo pamiętane”. Girard kontynuuje, że te psy nie tylko polowały, ale i zjadały schwytanych ludzi, a ich wykorzystywanie, pisze dalej, jako katów/ wykonawców egzekucji odbywało się regularnie… przed siedzibą rządu w Cap [Le Cap, Saint-Domingue, miasto, obecnie znane jako Cap-Haïtien], ku irytacji miejscowej ludności, która (uwaga!) skarżyła się na hałas”.

No comment.

Ok, wróćmy do wychowywania Fila Brasileiro

Kiedy o posiadaniu psa myślisz normalnie, trzeźwo, a nie jak ktoś z IQ poniżej średniej, rozumiesz, że mając psa odpowiadasz także za szkody, które on ewentualnie może wyrządzić. Nie migając się od odpowiedzialności za zachowanie psa myśleniem: ”To Fila Brasileiro one tak mają, że są agresywne w stosunku do ludzi”, jesteś w stanie wpływać na stan psychiczny swojego psa i zapanować nad jego zachowaniem wobec obcych osób. W związku z czym rozumiesz, że wybierając Fila nie zrobisz z niego ”przyjaciela obcych”, ale możesz tak go ułożyć, by zachowywał stan psychicznego zrównoważenia i nie ział nienawiścią w stosunku do kogoś, kto przechodzi za ogrodzeniem posesji, na której twoja Fila przebywa albo nie chciał eksterminować kogoś, kogo ty zapraszasz i wprowadzasz do swojego domu. No, chyba, że kupisz go z hodowli, w której rozmnażane są osobniki z niestabilną psychiką… Genetyki nie przeskoczysz, ale o tym będzie następny tekst 🙂

Awersja w stosunku do obcych jest cechą, nad którą odpowiedzialny przewodnik Fila Brasileiro może pracować i nad którą może zapanować. Z pewnością powinien to robić, zwłaszcza, gdy nie mieszka w Brazylii, a w Polsce. Może panować nad ”niechęcią” swojego Fila wobec obcych, wprowadzając do życia szczenięcia dyscyplinę i ustanawiając; zasady (rules), granice (boundaries) i ograniczenia (limitations) oraz dbając o jego socjalizację. Socjalizację, która w przypadku Fila polega przede wszystkim na zapewnieniu szczeniakowi maksimum pozytywnych interakcji z ludźmi. Socjalizację, w której chodzi o oswajanie młodego Fila Brasileiro z ludźmi i tworzenie pozytywnych nawyków z nimi związanych. (Kolejny raz polecam książkę ”Siła nawyku” autorstwa Charles’a Duhigg’a.) Dbając w ten sposób o stan psychiczny psiaka, od pierwszych chwili, gdy ten trafi do nowego domu, można panować nad emblematyczną cechą rasy, udowadniając przy tym, że demonizowanie Fila Brasileiro jest cechą, sorry, ale ograniczonych intelektualnie właścicieli psów tej rasy, którzy albo naprawdę nie rozumieją ”o co chodzi w Fila” i nigdy nie mieli okazji poznać (z odległości 3 metrów 😉 ) normalnego Fila Brasileiro, albo celowo -by zadość uczynić swoim kompleksom- robią ze swoich Fila ”bestie”.

Okiełznać filową niechęć do obcych ludzi można tylko prowadząc swojego szczeniaka jako psa domowego, a nie ”przedstawiciela konkretnej rasy”! I wiedzą to szczególnie ci posiadacze ”filetów”, dla których ich Fila nie jest jedynym psem w domu. Zwłaszcza mając jednego (lub więcej) molosa, rozumie się, że Fila może być tak samo zrównoważonym i stonowanym psem, jak każdy inny molos. Tak, jak zrównoważone są te inne molosy w domu, których spokój i ogólny ”luz” kojąco wpływa na ”fileta” i temperuje jego ”nieprzychylność” wobec stałych gości w domu, czyli ludzi bywających w ”molosowym” domu regularnie.

Wielu posiadaczy rasowych psów zaślepia patrzenie na nie przez pryzmat ”rasy”. To jest podejście niewyobrażalnie ograniczające sposób myślenia o tym, co jest możliwe, a co niemożliwe w wychowywaniu i układaniu psa domowego. Co jest możliwe, a co możliwe nie jest w przypadku psa domowego rasy Fila Brasileiro i w efekcie, z czym ”trzeba się pogodzić” w zachowaniu Fila Brasileiro. Zatrzaśnięcie się w postrzeganiu psa tylko i wyłącznie przez pryzmat jego ”rasy”, przy równoczesnym całkowitym ignorowaniu, że należy on do gatunku ”pies domowy”, determinuje przekonanie właścicieli Fila na temat tego, jakie cele są ”możliwe do osiągnięcia” oraz znacząco ogranicza ich poczucie odpowiedzialności za zachowanie ich psa i jego nawyki.

Między bajki można i należy włożyć historyjki kretynów opowiadających, że nie jest możliwe, by Fila Brasileiro były psami po prostu zrównoważonymi. Kretynów, niezrównoważenie psychiczne u swoich psów traktujących jako ”normę”, ”właściwe zachowanie” i mających czelność nazywać pier**lca swoich psów ”ojerizą”. Kretynów, którzy obserwując zachowanie zrównoważonego ”fileta” płaczą, że ”on/ona nie przejawia ojerizy”…

I jeszcze jedno: Fila jest psem, któremu, jak każdemu innemu, udziela się stan ducha jego człowieka i ze względu na ”awersję wobec obcych” Fila bardzo, bardzo, bardzo nie są psami dla ludzi nerwowych i niepewnych siebie. Tacy ludzie zakażają swoją energią i emocjonalnym stanem otoczenie, a Fila, która na okrągło obcuje z człowiekiem nerwowym i niepewnym siebie, to Fila, u której ”niechęć wobec obcych ludzi” zmienia się w … No, wiecie w co.

Każdy (zrównoważony) molos powinien mieć ”pstryczek on/off”

Widać na ww filmach z prób charakteru, że normalny Fila wie, kiedy wejść w tryb działania i kiedy z niego wyjść. Jest to niezwykle ważne zwłaszcza, gdy Fila przebywa w przestrzeni publicznej. Tylko dla zasady przypomnę wam, że brazylijscy ”pozoranci”, podczas prób temperamentu Fila, nie są poprzebierani za ”ludziki miszelena”. Nie muszą być ”chronieni specjalnym ubiorem”, bo nie chodzi o to, że Fila ”ma się rzucać na ludzi i ich gryźć”, ma po prostu ”odbijać ich” od swojego człowieka, niczym pole siłowe. Gdyby nie smycz… zapewne dochodziłoby do ”ukąszeń”, ale Fila trzyma się swojego człowieka – to jest instynkt, za którym podąża Fila.

Co jeszcze istotniejsze: każdy pies powinien tak, jak Fila z nagrań, reagować na napastnika, który ”wywija” czymś i prowokuje, usiłując naruszyć lub nawet naruszając osobistą przestrzeń przewodnika psa i samego psa. Kiedy napastnik narusza strefę człowieka i jego psa, jest w odległości 2-3 metrów od nich, pies powinien podjąć działanie, ”włączyć pole siłowe”. Tak powinien psychicznie pracować molos, kiedy pojawia się zagrożenie. Każdy normalny, stabilny psychicznie molos, w sytuacji takiej, jak ta z filmów, powinien mieć ”jaja” i podjąć interwencję. Gdy spośród istniejących ras psów, wybieram molosa, to takiego zachowania jak u Fila z nagrania, oczekuję od niego, gdy na naszej drodze pojawi się ktoś z ewidentnie niecnymi zamiarami. (Zwróćcie uwagę na jeszcze jeden ”smaczek”. Pooglądajcie sobie nagrania z pozorantami i psami innych molosowych i niemolosowych ras. Zobaczcie ile innych także molosów (i bandogów), po tym jak pozorant zaprzestanie działania, często wciąż jeszcze się zapluwa. A u niektórych psów ”otchłań w oczach” sygnalizuje, że już nie mają ”kontaktu z bazą”… Ile z tych ”szkolonych” molosów i nie-molosów nie ma pstryczka ”on/off”? A Fila ma. Fila się ”włącza”, a potem ”wyłącza” i czeka ”co dalej?”, w ogóle ”czy będzie coś dalej?”…)

Ojeriza (a może aversão?) prezentowana na filmikach, do których linki wkleiłam na samym początku tekstu, nie jest na poziomie ”nie do zaakceptowania”. Psy wchodzą w tryb działania i z niego wychodzą, i widać to bardzo wyraźnie. Jak napisałam powyżej, z wielu powodów, ojeriza nawet taka jak ta na ww filmach, w polskich warunkach, w naszej rzeczywistości, tak długo, jak skala zabójstw i innych ciężkich przestępstw pozostaje daleko w tyle za brazylijską (i niech tak zostanie) jest cechą u psa domowego, bardzo delikatnie mówiąc, uciążliwą. Jasne, kiedy w przestrzeni publicznej agresywnie zachowujący się człowiek, zaczyna być autentycznym zagrożeniem, tj. skracając dystans, nakierowuje się na nas z podejrzanym i potencjalnie niebezpiecznym dla nas przedmiotem w rekach, pies powinien ”włączyć pole siłowe”. Jednak, gdy jesteśmy w domu, zapraszamy przyjaciół, ”agent specjalny” ostentacyjnie i nieustannie ”skanujący otoczenie w poszukiwaniu podejrzanych zachowań” nie jest nam potrzebny – nie jeżeli mamy rodzinę, przyjaciół i znajomych, i nie mieszkamy jak jakiś pustelnik na tzw bezludziu. Fila ogranicza nie tylko ”życie towarzyskie” (całej rodziny, włącznie z dziećmi), ale przekreśla możliwość ”beztroskich wakacji”, nie mówiąc o innych sytuacjach, w których właściciel psa zmuszony jest przez dłuższy okres przebywać poza domem… O ile, w końcu, pewnie znajdziemy kogoś chętnego do mieszkania z naszym np. Dogo Argentino albo wyprowadzania go na spacery, czy też znajdziemy godny zaufania hotel, w którym białego umieścimy na czas wyjazdu, o tyle mając Fila …po prostu siedzimy w domu.

Brazylijski ideał

Temperament psychicznie zdrowych Fila sprawia, że energicznie przechodzą od stanu gotowości, do precyzyjnej odpowiedzi na bodziec – są ukierunkowane na pracę, do której są przeznaczone. Puszczone luzem, po terenie gospodarstwa (farmy, majątku ziemskiego), przejawiają silną dominację terytorialną dotyczącą obszaru ”kwatery głównej” swojego człowieka, ale bez niepotrzebnej, nieadekwatnej agresji. Trzeba zauważyć, że Fila jest tym bardziej agresywna i ostra w obronie terytorium, im bardziej inwazyjne jest działanie obcych. Te psy bronią swojego człowieka spontanicznie, bez oglądania się na przewodnika. Są w pełni skupione na napastniku, nigdy nie wycofując się w obliczu okazywanej przez niego agresji, ale reagują na odwołanie swojego właściciela. Niestymulowane, nieprowokowane, pozostają spokojne, pewne siebie, niezainteresowane obcymi, dokąd ci nie staną się intruzami, i są uległe wobec swojego człowieka-przewodnika, potwierdzając tym wysoki próg pobudliwości i psychiczne zrównoważenie. Tylko na marginesie i znowu: dla zasady dodam w tym miejscu, że wybitnie nie jest to rasa ”na kanapę”, ”do leżenia i nic nie robienia” i ”sprawiania wrażenia”. I że te psy, jak i wiele innych wymagających ras, nie powinny trafiać do ludzi leniwych, którzy w wyborze rasowego psa skupiają się na wyglądzie typowego przedstawiciela danej rasy, a raczej tym jakiego rodzaju emocje wywołuje w nich ten wygląd i jak działać on może na emocje innych ludzi. Fila niezależnie od tego z jakiej pochodzi linii, zupełnie nie jest psem dla osób lekceważących wszystko co wiąże się z pojęciem rasy, oprócz wyglądu tzw rasowego psa.

”Zupa z gwoździa”

Zbierając informacje do tego tekstu, zakładałam, że Fila Brasileiro jest rasą zdecydowanie bardziej od Doga Argentyńskiego wymagającą, także w znaczeniu potencjalnego zagrożenia, które dla otoczenia źle prowadzony pies ściśle określonego typu może stanowić. Po przeanalizowaniu specyfiki Fila, ale tak na poważnie, w oparciu o dane z portugalskojęzycznych i anglojęzycznych źródeł, a nie historyjki rozhisteryzowanych pań i panów, którzy w Polsce mają się za ”hodowców”, po rozmowach z właścicielami FILA Brasileiro, właścicielami mieszkających w Polsce zrównoważonych ”filetów” (także osobników adoptowanych w wieku kilku lat[!]), porównaniu tego z tym, co wiem o Dogo Argentino, mnie samą zaskoczyła konkluzja, że Fila są z gruntu zdecydowanie bardziej zrównoważone od Dogo Argentino. Nie chodzi tylko o ”genetyczne korzenie” tych ras, ”ewolucję”, którą przeszły, ale o ludzi. Niemniej ważne od ”genetycznego zaplecza” jest to, jak na Fila Brasileiro i w kontraście: Dogo Argentino, aktualnie patrzą ich miłośnicy oraz pseudomiłośnicy. To ludzie, wybierając na rodziców kolejnych szczeniąt, osobniki przejawiające konkretne cechy psychiczne, szczeniąt, które dorastają i potem także są rozmnażane, decydują o tym, jakie są rasowe Dogi Argentyńskie, Fila Brasileiro, ale i Owczarki Niemieckie albo Labradory…

Największe ryzyko, które wiąże się z Fila (przy czym stosunkowo łatwo jest uniknąć takich sytuacji) jest takie, że ”filet” zachowa się agresywnie w stosunku do człowieka spoza rodziny, kogoś, kto nie będzie mieć złych intencji, ale naruszy ”mydlaną bańkę” człowieka Fila, a pies odbierze to niemające charakteru napaści, naruszenie strefy osobistej ”swojego” człowieka, jako próbę ataku na przewodnika. Fila, choć kiedyś polowały na ludzi, ścigając zbiegłych niewolników, nie mają w sobie instynktu ”polowania na ludzi” dziś. Dziś, w stosunku do ”swoich” ludzi przejawiają livestock guardian dog behavior, jakby ci byli żywym inwentarzem, który chronią przed złodziejami i to jest ten ich specyficzny temperament: zmodyfikowane, przeniesione na ”swoich” ludzi ”niedopuszczanie złodziei do chronionego inwentarza”.

Fila nie ciągnie poza ”jego” teren, nie ”ucieka”, nie wabią go i nie ekscytują zapachy, ani odgłosy, nie ma ochoty ”urwać się w las i sobie zapolować”, bo sensem istnienia Fila jest jego człowiek i jego rodzina. Nie szukają zwady ani z innymi psami, ani obcymi ludźmi.

Inaczej sprawy mają się z Dogami Argentyńskimi, zdecydowanie częściej przejawiającymi zachowania, które gdy oglądamy ”sytuację” z boku, przywołują obraz protoplasty rasy: Viejo Perro Pelea Cordobes w ”akcji”. Jesteśmy wtedy świadkami jak w Dogo Argentino odzywa się ”przemycone coś”, co od razu i w całości byłoby dla nas nie do przyjęcia. Zresztą to było nie do przyjęcia dla Martineza i dlatego z Viejo Perro Pelea Cordobes zrobił Dogo Argentino. Jednak po tylu latach okazuje się, że choć do VPPC dodano tyle innych ”składników” i starano się go ”aż tak zmiękczyć”, pokolenia planowej hodowli w kierunku owego ”zmiękczenia”, nie wypleniły z Dogo Argentino agresji wobec innych psów, nieprowokowanej, nieadekwatnej do sytuacji agresji, niekiedy bardzo ”w stylu” Viejo Perro Pelea Cordobes… A może ta praca hodowlana nie była kontynuowana dość długo i z dostatecznym zapałem, by z Dogo Argentino przegonić najciemniejsze cechy Viejo Perro Pelea Cordobes i ustabilizować ich psychikę ”bardziej”?

Gdy posłuchać co o takich skrajnie niewłaściwych, delikatnie mówiąc, zachowaniach, mówią niektórzy właściciele i równocześnie tzw. hodowcy argentynów, osoby budujące PR tej rasy, kulturę kynologiczną wokoło niej, ciężko pozbyć się wrażenia, że całe to dodawanie ”miększych” ras do walczącego Białego Doga z Cordoby, to tylko pozory, taka ”gra”. Patologiczna agresja wobec innych psów wciąż jest w Dogo Argentino. Pytanie czy jest przemycana, czy też ”przemycana”, ”niechcący”, czy z pełną premedytacją? Na pewno ”niepostrzeżenie”? Jedno jest pewne, wciąż niektóre Dogi Argentyńskie są jak przemycony w częściach karabin, który czasem niepostrzeżenie sam składa się w całość i strzela…

Punkt widzenia

Są tacy, którzy choć mają szczęście mieć za przyjaciela zrównoważonego Fila (a nawet dwa), powiedzą, że wybór akurat tej rasy to był błąd. Błąd, którego nigdy więcej nie popełnią i którego z pewnością nie popełniliby, gdyby naprawdę rozumieli co to jest ojeriza. Że życie z Fila jest uciążliwe w sposób nieporównywalnie bardziej stresujący niż życie z psem ”po prostu agresywnym” bo Fila jest/bywa agresywna w stosunku do ludzi oraz nieustająco ”skanuje otoczenie” w poszukiwaniu ”podejrzanych zachowań”. Gdy takie zachowanie wychwyci, działa – nieważne czy w domu, czy poza nim. Niektórzy twierdzą, że można z nimi żyć, że ich przywiązanie i czułość, z jaką okazują je swojemu człowiekowi, a także posłuszeństwo i doświadczenie sensu przysłowia ”wierny jak Fila”, warte jest absolutnie wszystkich wyrzeczeń, które niesie z sobą bycie człowiekiem mającym oddanie Fila Brasileiro. Mnie w Fila najbardziej fascynuje to, że im więcej o tych psach wiem, im więcej się o nich dowiaduję, tym większy głód wiedzy czuję bo ”wiem, że nic nie wiem” 😉 i tym większą ochotę mam, by wiedzieć jeszcze więcej 🙂

”Rada”

Kynologia to fascynująca dziedzina. Jest w niej wszystko: geografia, historia, kultura i to od starożytności po dzisiejszą sytuację polityczną danego regionu (właśnie! jest w kynologii także polityka…), są zwierzęta, a jakże, bez nich, a przede wszystkim bez psów 🙂 nie byłoby kynologii. I są w niej ludzie… Jak z większością innych rzeczy, jakość kynologii, tej kynologicznej kultury zależy od ludzi. Pamiętajcie o tym, kiedy następnym razem jakiś głupek będzie pisać bzdury, czy to ”użytkowych cechach” danej rasy, ”prawidłowym temperamencie”, czy o tym, że ”jest tylko jedno, jedynie słuszne stowarzyszenie” albo ”jedynie słuszna federacja stowarzyszeń”. W kynologii dzieje się mnóstwo i to nieustannie. Dlatego warto jest wyjść poza ”mUndrości” z zamkniętych fejsbukowych grupek, na których rolowane są ciągle te same ”tezy” i ”opinie”. Dobrze jest samemu poszukać informacji o rasie, która nas interesuje. W ten sposób właśnie można dowiedzieć się o rzeczach, o których nikt wam na tych smętnych grupkach ani nawet podczas ”wizyty w hodowli”, nie powie – bo po co macie ”za dużo” wiedzieć?

Szukajcie informacji na własną rękę, nie chodźcie na skróty, we własnym zakresie poszerzajcie horyzonty, bo tylko tak będziecie odporni na głupotę innych. Głupotę, która, niestety, czasem jest cholernie zaraźliwa. I choć może nie uczyni Was głupszymi w tym sensie, że nie poleci Wam w dół ilość punktów IQ, gdy zaczniecie za guru uważać jakiegoś głąba, to może was zubożyć. Zubożyć o wiedzę, której za sprawą zapatrzenia w guru-głąba, nigdy nie posiądziecie. Wyłamujcie się ze schematu, który coraz częściej nie pozwala ”fejsbukowym kynologom” na samodzielne obsługiwanie wyszukiwarek internetowych, w związku z czym, o wszystko teraz pytają na, a jak 😉 na fejsbukowych grupach ”kynologicznych”… Bądźcie samodzielni. Nie pożałujecie 🙂

Tekst powstał w oparciu o informacje i uwagi zawarte na następujących stronach;

http://www.cafibbrasil.com/inicio.html

https://www.youtube.com/channel/UCkm-4IrtYKQ0kkPJPP3zBkg

http://www.dog-pictures.co.uk/dog-pictures/rescue-operation-fila.shtml

http://www.canilcaramonan.com.br/historia/

https://pt.wikipedia.org/wiki/Original_fila_brasileiro

https://www.facebook.com/originalfilabr/

https://www.youtube.com/channel/UCVtc4o-fqsCjgYmYTkT1AUw

https://pt.wikipedia.org/wiki/Alaunt

https://en.wikipedia.org/wiki/Alaunt

https://pl.wikipedia.org/wiki/Alanowie

http://www.caodegadotransmontano.org.pt/site_i.php?menu=1

http://sobraci.com.br/index.php

https://sniffingthepast.wordpress.com/2012/02/23/slavery-and-dogs-in-the-antebellum-south/

https://www.theroot.com/did-dogs-really-eat-slaves-like-in-django-1790894866

https://en.wikipedia.org/wiki/Slavery_in_Brazil

https://en.wikisource.org/wiki/Brazilian_and_United_States_Slavery_Compared

https://www.hoplofobia.info/bron-palna-w-brazylii/

Fragmenty pochodzące z portugalskojęzycznej strony Wikipedii poświęconej Original Fila Brasileiro https://pt.wikipedia.org/wiki/Original_fila_brasileiro zostały przetłumaczone przeze mnie, stanowią więc tłumaczenie tekstu zawartego na ww stronie. Pozostałe informacje pochodzące z portugalskojęzycznych źródeł także przetłumaczone zostały przeze mnie, jak i te ze źródeł anglojęzycznych.

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora oraz ”parafrazowanie” tekstu bez odnoszenia się do źródła, są zabronione. 

https://kulturakynologiczna.home.blog/

www.facebook.com/zuzpasjaodogoargentino

Reklamy

NOWY BLOG: ”KULTURA KYNOLOGICZNA DLA PSIARZY”

 

Zapraszam was, abyście zajrzeli do mojego nowego projektu, czyli na blog Kultura kynologiczna dla psiarzy: https://kulturakynologiczna.home.blog/ na którym znajdziecie treści sięgające daleko poza tematykę związaną z dogo, presą i molosami, którą poruszam tu, na ‚Zu z pasją’. Do utworzenia drugiego bloga zmobilizowały mnie wiadomości, które od was dostaję (w tym propozycje tematów), materiały, które mi przesyłacie, nasze rozmowy telefoniczne i wnioski płynące z tych interakcji. Które, mówiąc krótko, wskazują, że odpowiada wam styl, w jakim prowadzę bloga i chcielibyście poczytać o ‚kynologii’ wprost, takiej jaką ona jest więcej, i że wielu z was wcale nie obraża się na teksty w długiej formie. Zwłaszcza, gdy te krótkie, na które zwyczajowo natrafiacie w sieci, nie wnoszą dla was nic nowego i nie odpowiadają na nurtujące was pytania oraz wątpliwości.

Przyznaję, że ‚sprzężenie zwrotne’, które otrzymałam od was po tekście dotyczącym chińskiej światówki* dodatkowo zmotywowało mnie do utworzenia nowego bloga. Prywatne wiadomości – w tym miejscu namawiam was serdecznie do tego, abyście dzielili się swoimi refleksjami w bardziej otwarty sposób i komentowali wpisy na wordpressowej stronie, bo ja przecież nie gryzę, a wasze uwagi mogą przysłużyć się innym – napisało do mnie sporo osób ‚jakoś tam’ związanych z ZKwP. Osób, co do których mogę powiedzieć, że pamiętamy się z różnych kynologiczny for, w tym tych Serwisu Facebook i osób, które na mój tekst trafiły, szukając informacji w polskojęzycznym internecie właśnie o WDS 2019, czyli światowej wystawie psów w Chinach. I które, choć pisały, że podzielają moje wątpliwości, jednak nie odważyły się publicznie przyznać, że co najmniej z dużą częścią uwag w tamtym tekście zawartych się zgadzają. Gdyż, parafrazując tłumaczenie (więcej niż) jednej z tych osób, zostałyby ”zjedzone” za ”plucie w rodzinne gniazdo”, bo tak właśnie sporo tzw kynologów pojmuje podejmowanie i zajmowanie się ”trudnymi tematami”. I po prostu ”nie wypada” tego robić. A jeśli, mimo wszystko owe ”trudne tematy” się porusza, to grozi to towarzyskim ostracyzmem… Niestety tym, którzy moich wątpliwości odnośnie (nie)dochowania zasad etyki w kontekście min. chińskiej światówki nie podzielają, a tekst czytały, nie chciało się go komentować ani nawet napisać krytyki w prywatnej wiadomości.

Dla odmiany, jak się okazało ‚publiczne powodzenie’ tekst ten miał w środowisku posiadaczy rasowych psów oraz hodowców niezwiązanych z ZKwP/FCI. I to chyba jest najbardziej zasmucające w dzisiejszej polskiej przestrzeni kynologicznej; ludzie, którzy kynologią się zajmują i nią żyją (nie mylić z ”z niej żyją”) w przeważającej większości boją się otwarcie, w swoim środowisku, rozmawiać na te tzw trudne tematy. A to właśnie tacy ludzie (kynolodzy z duszy i serca) do mnie pisali i z takimi osobami wymieniłam wiele cennych uwag. Przykre jest także to, że klimat, w którym, w niektórych odnogach środowiska ”kynologów” o każdym, kto działa w kynologicznej organizacji innej niż ta z najdłuższym stażem, mówi się ”pseuduch”, powoduje, że ludzie z innych klubów i stowarzyszeń, po prostu chyba nawet nie tyle już ”boją się” nawiązywać kontakty z sympatykami ZKwP, co nie mają na nie ochoty.

Przechodząc do samego bloga Kultura kynologiczna dla psiarzy: planowałam, że zacznę od czegoś bardzo bazowego i napiszę co nieco o kynologii, jako dziedzinie. Jednak dzieją się różne ciekawe rzeczy i uznałam, że najlepiej rozpocząć będzie od opowiedzenia wam nie tyle o samej kynologii, co o, zgodnie z nazwą bloga: kulturze kynologicznej. Kulturze kynologicznej taką, jaką mamy ją dziś i z której to wszystko z czym mamy dziś do czynienia się bierze. I która kuleje. Bardzo. A ”rozwija się” a może raczej ”mutuje” w sieci, a szczególnie intensywnie na forach Facebooka… Cóż więc lepiej pomoże nam zorientować się w problematyce kultury kynologicznej, jak nie przykłady z natury? Znajdziecie ich w tekście aż nadto, bo (zwłaszcza w ostatnim czasie) podostawałam od was sporo różnych ciekawostek i niektóre z nich wybrałam jako uzupełnienie artykułu. Tak więc tematem pierwszego wpisu na blogu Kultura kynologiczna dla psiarzy będą; kwestia ‚amatorskiej hodowli psów rasowych’, opłacalność hodowli psów vs. prawa konsumenta (czyli nabywcy tego rasowego psa), obszary, w których polskie psiarstwo wymaga kluczowych zmian, by na powrót mogło stać się kynologią (i choć, nigdy nie jest za późno na zmianę, pytanie czy ktokolwiek tych zmian chce?). Międzynarodowe Federacje Kynologiczne zrzeszające hodowców psów, DNA i profilowanie, inbred (czyli chów wsobny/kojarzenia kazirodcze), niszowe i w Polsce wciąż jeszcze niespotykane ”hodowle butikowe”, odwieczne ”Na co zwrócić uwagę, wybierając hodowlę?” (Odpowiedź na to pytanie jest kluczowa z uwagi na fakt, iż w przeważającej większości przypadków kwestie sporne pomiędzy nabywcami towaru ”pies rasowy”, a ich producentami-hodowcami-sprzedającymi dotyczą zdrowia tych psów, wynikającego wprost z metod hodowlanych i selekcji przez tzw hodowców stosowanych). Także fakt, że za pseudokynologię w wykonaniu pseudokynologów w szeregach ZKwP, obrywają prawdziwie oddani swojej pasji hodowcy do tego stowarzyszenia należący. Oraz ”sterowanie konsumentem”, czyli manipulacja potencjalnym nabywcą rasowego psa (ale i nabywcą, który właścicielem psa już się stał), któremu wmawia się mnóstwo rzeczy po to, by…

No, właśnie, po co? Na to pytanie, moi drodzy, mam nadzieję, że sami będziecie w stanie sobie odpowiedzieć po lekturze pierwszego opublikowanego na blogu Kultura kynologiczna dla psiarzy artykułu, traktującego o wielu, wielu rzeczach, o których się wam (szczególnie przyszli nabywcy rasowych psów), nie mówi, bo ”nie musicie o nich wiedzieć” lub mówi się wam o nich bardzo… ”Specyficznie”. Tekst inicjujący bloga podzieliłam na dwie części, tak więc oto co nieco o rodzimej kulturze kynologicznej A.D. 2019;

”NAJGRUBSZE RYBY W STAWIE” UTRZYMUJĄ PH STOJĄCEJ WODY NA ”WŁAŚCIWYM” POZIOMIE – SŁÓW PARĘ NA TEMAT: ”SKĄD W ‚KYNOLOGII’ TYLE PATO…?”. (CZĘŚĆ PIERWSZA)

(DRUGA CZĘŚĆ) ”NAJGRUBSZE RYBY W STAWIE” UTRZYMUJĄ PH STOJĄCEJ WODY NA ”WŁAŚCIWYM” POZIOMIE – SŁÓW PARĘ NA TEMAT: ”SKĄD W ‚KYNOLOGII’ TYLE PATO…?”

 

”Ogłoszenia”

Jako że coraz mniej podoba mi się polityka Facebooka a za nią jego algorytmy, coraz rzadziej zaglądam na ten serwis, zapraszam was więc do kontaktu mejlowego, piszcie na adres: zuzpasjaodogoargentino@gmail.com albo powiązany z nowym blogiem: kultura.kynologiczna@gmail.com lub też bezpośrednio przez wordpressową stronę Kultura kynologiczna dla psiarzy (albo dzwońcie 🙂 ). Zdaję sobie sprawę z tego, że wielu z was jest po prostu wygodniej pisać przez FB, ale warto walczyć w leniem wewnętrznym 😉 Tym bardziej, że nie przewiduję tworzenia osobnej strony na Facebooku dla nowego bloga i „promowania” go w taki sposób, gdyż jest to blog przewidziany dla osób, które „nie chodzą na skróty” i mają ”instynkt indywidualnego poszukiwacza informacji kynologicznych”, czyli min. umieją obsługiwać wyszukiwarki internetowe, szukać konkretnych fraz i dzięki temu są/będą autentycznie zainteresowane treścią artykułów na KKDP.

W najbliższym czasie tu, na ‚Zu z pasją’ pojawią się trzy duuuże teksty dotyczące zagadnień związanych z psią agresją i podkreślę, że są one formą ukłonu w kierunku, nieco ostatnio przeze mnie zaniedbanej ”pierwotnej grupy docelowej” tego bloga, tj. właścicieli i entuzjastów psów rasy darzonej przeze mnie sporym sentymentem, czyli Dogo Argentino.

Być może niektóre z artykułów dostępnych na kulturakynologiczna.home.blog będą pojawiać się także tu, na Zu z pasją o Dogo Argentino i odwrotnie, ale to, jak to się mówi „wyjdzie w praniu”.

*https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2019/03/30/shanghai-world-dog-show-2019-oraz-2019-copa-mundial-el-dogo-argentino-en-china/?fbclid=IwAR1g3wHUWAaKGcfPvRjft0HX2KgNWs-gqPkzTW5k1WamVwb1YT1T9GSz5ig

Zuza Petrykowska

Ps. Już jakiś czas temu odpuściłam sobie udzielanie się na zamkniętych dla ogółu, psiarskich forach, bo mówiąc wprost zamęczył mnie klimat tych środowisk (zwłaszcza hipokryzja). Klimat zamkniętych grup, niby-dyskusyjnych, niedostępnych dla osób spoza towarzystwa wzajemnej adoracji, w których ciągle nazbyt często ”jedzie się” nabywców psów obciążonych schorzeniami. (Nabywców, którzy ośmielili się opisać problem, zamiast ”siedzieć cicho”.) Albo też wprost daje się popisy tego, jak bardzo nie szanuje się swojego klienta, czyli nabywcy/ konsumenta na towar ‚rasowy pies’, w arogancki, bezczelny wręcz sposób, komentując posty zupełnie ”zielonych Kowalskich”, którzy po tym, jak ”dopuszczeni zostali do ‚zaszczytu bycia członkiem’ danej grupy, ośmielają się zadać ‚jaśnie oświeconym hodowcom’ pytania” dotyczące danej rasy, w tym i te na temat ceny za szczeniaka.

Zamęczył mnie klimat, w którym wałkowane są głównie pseudokynologiczne tematy, bo te nie wymagają znajomości złożoności dziedziny, którą jest kynologia. I każda ”gwazdeczka” może w nich zabłysnąć, jak czarnobylaska łuna. Traktowanie serio danego wątku, komentarze zawierające określone fakty, udzielanie rzeczowych odpowiedzi (nazbyt często) kwitowane infantylnymi reakcjami, które ciężko nawet określić mianem ”wypowiedzi”, uważam po prostu za stratę czasu. Aczkolwiek, ja na kynologii w żaden sposób nie zarabiam. Ale rozumiem, że inne osoby mają swoje powody, by mimo ogólnego, wciąż się obniżającego poziomu tych for, tkwić na nich i się na nich udzielać.

Nieco inaczej ma się sytuacja z grupami otwartymi, czyli tymi, do których dostęp mają wszyscy użytkownicy Facebooka, w tym znaczeniu, że zamieszczane na nich posty i komentarze widoczne są i możliwe do prześledzenia, nie tylko dla członków takich grup, ale i każdego, kto ma ochotę je sobie poczytać. ”Problem” polega jedynie na tym, że grupy otwarte nie są tak chętnie oblegane przez członków i sympatyków ZKwP, jak te zamknięte (albo nawet tajne), gdyż na takich otwartych dla zainteresowanych ”z zewnątrz” grupach, wszystko co zostanie powiedziane, jest dostępne dla potencjalnych nabywców psów. A więc zaliczałyby się do tego ww reakcje hodowców na posty nabywców, którzy zakupili psy obciążone schorzeniami, ”gwónoburze i oburze”, które posty zawierające te informacje wywołały u ”niczemu winnych hodowców” itp., itd. Krótko mówiąc to, co jest najbardziej interesujące z punktu widzenia nabywcy na towar ”pies rasowy”, człowieka szukającego informacji o ”producencie towaru”, prawie zupełnie nie kręci tzw hodowców…

Ostatnio zdarzyło mi się złamać moją ‚dietę antygrupową’ i zamieściłam post na jedynej polskojęzycznej otwartej kynologicznej grupie Serwisu Facebook, którą uważam za godną uwagi, tj. ”KYNOLOGIA – przeszłość, teraźniejszość, przyszłość …”* i czasem na nią zaglądam, i którą polecam wam do podglądania, bo za niezwykle cenne uważam, że niektórzy jej członkowie mają odwagę publicznie dzielić się swoimi refleksjami dotyczącymi kondycji nie tylko polskiej kynologii, ale i nieprawidłowości w najstarszym polskim stowarzyszeniu hodowców.

*https://www.facebook.com/groups/185845201976118/about/

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu oraz zdjęć i/lub grafik bez zgody autora jest zabronione.

CIĘCIE/KOPIOWANIE/PLASTYKA I KOREKTA USZU U DOGO ARGENTINO, DOGO CANARIO/PRESA CANARIO, CANE CORSO ORAZ INNYCH RAS TRADYCYJNIE CIĘTYCH

 

 (źródło Facebook)

Wstęp

Na moim blogu, przy ”najczęściej szukane” wysoko widnieją frazy ”ucho, presa” i ”wskazanie do cięcia”, a ostatnio znowu otrzymałam zapytania dotyczące kopiowania uszu. Tak więc, aby ostatecznie rozwiać wątpliwości, co do tego ”Czy w Polsce wolno psom uszy kopiować czy nie?” oraz ”Jak to zrobić?”, zamieszczam tekst, który mam nadzieję jednoznacznie wyjaśni kwestię cięcia uszu wszystkim, którzy aktualnie wciąż jeszcze mają jakiekolwiek wątpliwości.

Otóż moi drodzy, niezależnie od tego co w internecie wypisują o ”tradycji rasy” i ”chorobach uszu” jakieś idiotki albo idioci, których zdaniem ”Na Dogo Argentino, DogoCanario/ Presa Canario, Cane Corso etc. z naturalnymi uszami nie daje się patrzeć” i dla których ”tradycja rasy wymaga cięcia ucha”, polskie prawo tak, jak prawo wielu innych krajów UE, zabrania okaleczania psów kopiowaniem im uszu. Kropka.

Rozwinięcie

Kopiowanie uszu zmienia wygląd psa, jest to zabieg estetyczny, niemający żadnych wskazań medycznych. W jego wyniku zmienione zostają wielkość ucha, jego kształt oraz sposób noszenia, czyli ucho ze swobodnie zwisającego staje się stojące. Jest to zabieg przeprowadzany symetrycznie na obojgu uszach danego psa. Istotne, że w zabiegu estetycznym, którym jest kopiowanie uszu chodzi o wygląd uszu, o to, aby tkanka małżowiny usznej usunięta została zgodnie z konkretnym wzorem określającym ”wygląd idealnie ciętej małżowiny usznej” dla psa danej rasy. Liczy się to, aby po zabiegu uszy stały i były zakończone szpiczasto*.

Dla odmiany w chirurgicznych zabiegach medycznych przeprowadzanych na małżowinie psiego ucha w przypadkach, w których ewentualnie usuwana jest część małżowiny usznej, lekarz weterynarii nie kieruje się wyglądem psa i ”potrzebą postawienia uszu”, nie obchodzi go też przypisany do rasy ”tradycyjny kształt ciętych uszu”. Lekarz weterynarii, przeprowadzając chirurgiczną ingerencję w małżowinie usznej psa, ingerencję mającą na celu ratowanie zdrowia zwierzęcia, amputując niekiedy znaczną część małżowiny usznej, kieruje się potrzebą natury medycznej, nie zważając na to, jak uszy będą po zabiegu noszone ani czy też małżowiny zostaną prawie zupełnie zredukowane. Nie zajmuje go to, czy w efekcie zabiegu uszy psa będą wyglądały zgodne z tym, jak cięte ucho wyglądać ma w ”tradycji” danej rasy, bo nie wykonuje zabiegu, w którym chodzi o zmianę wyglądu psa ”na życzenie klienta”, tylko zabieg medyczny. 

Kopiowanie uszu to zabieg przez dekady przeprowadzany na psach określonych ras takich jak Doberman, Dogo Argentino (Dog Argentyński), Dogo Canario/Presa Canario (Dog Kanaryjski), Cane Corso, Bokser, Dog Niemiecki, American Staffordshire Terrier, American Pit Bull Terrier, Cimarrón Uruguayo, Owczarek Środkowoazjatycki itp., które zawsze rodzą się z uszami naturalnie swobodnie zwisającymi. Dopiero ingerencja chirurgicznego skalpela powoduje, że uszy psów tych ras stają się mniejsze, stojące i szpiczaste lub zaaokrąglone w specyficzny sposób, jak u Cimarróna. Mijający na ulicy, okaleczone kopiowaniem uszu psy wyżej wymienionych przeze mnie ras, ludzie zazwyczaj nie zdają sobie sprawy, że psy tych ras zawsze rodzą się z uszami naturalnie wiszącymi, jak np. Labradory. ”Tradycja” okaleczania Dobermana, Doga Argentyńskiego czy Cane Corso cięciem uszu (Oraz ogonów w przypadku dobków i corsiakow), spowodowała, że wiele osób, napotykając np. Cane Corso w naturalnymi, nieokaleczonymi uszami (i ogonem) zastanawia się ”Co to za rasa? Może jakiś mieszaniec? Podobny do corsiaka, ale ma inne uszy”. I prawie nikt też nie myśli o tym, że psy ww ras, psy które poznawał albo też tylko mijał na ulicy, z dużym prawdopodobieństwem padły ofiarą przestępstwa, jakim jest znęcanie się, bo tak kopiowanie uszu kwalifikuje polskie (i nie tylko) prawo.

Psy po chirurgicznych zabiegach medycznych, wykonanych w celu ratowania zdrowia, w wyniku których zmieniony został kształt małżowiny usznej (zazwyczaj małżowiny uszne zostają zredukowane do minimum), zobaczyć można w schroniskach, ale nie na wystawach ZKwP czy w hodowlach tzw hodowców. Kopiowanie psom uszu, zakazane jest dziś praktycznie w całej Europie. Legalnie psy kopiowaniem okaleczać można np. na terenie Indii, Chin, Rosji, USA, Kanady lub Meksyku.

W Polsce ”wskazaniem do cięcia” estetycznego, bo tym jest kopiowanie psom uszu, żeby wyglądały tak, jak się ”lud przyzwyczaił”, żeby miały oboje uszu stojących i szpiczastych, zawsze był i wciąż jest tylko i wyłącznie egoizm właściciela. Nie ma ”wskazania do kopiowania/ cięcia” dla kanapowych piesków, które kupują ludzie w Polsce, innego niż ”żeby groźnie/ kozacko wyglądały”. Nie ma medycznych wskazań do symetrycznego, zgodnego z ”tradycją”, okaleczania psich uszu. I każdy kto opowiada, że można ”kopiować psu uszy ze względów medycznych” opowiada idiotyzmy, kłamie i wprowadza w błąd kogoś, komu ten przekaz serwuje. Po prostu wśród wielu z posiadaczy psów typu presa, panuje moda na groźnie wyglądające psy, do czego dorabiana jest ”ideologia” o ”prewencyjnym cięciu uszu ze względów medycznych” albo bajki o ”alergii i zniszczonych krawędziach uszu, które to zaprzyjaźniony weterynarz ciachnął akurat tak, żeby ładnie wyglądały uszka”. Ciągle jeszcze ludzie, którzy upodobali sobie na swoje ofiary psy typu presa (środowisko tego typu ”miłośników” argentynów i kanarów, jest wyjątkowo odporne na zaakceptowanie polskiego stanu prawnego), utrzymują, że kiedy okaleczają psom uszy, to chodzi im o ”zdrowie psów” i ”ochronę przed chorobami uszu nieciętych”.

A co do ”tradycji rasy” i ”użytkowania” Dogo Argentino w praktyce: cięcie ucha, miało zabezpieczać psy przed rozerwaniem/ oderwaniem im uszu przez zwierzę, z którym mają ”kontakt” ”w trakcie polowania” lub innego psa, w czasie walki. Oficjalnie w Polsce z psami trzymająco-chwytającymi czyli psami typu presa, w tym Dogo Argentino (ani Alano Español), na dziki w stylu typowym dla tej rasy się nie poluje, a walki psów z udziałem czołowych championów Doga Argentyńskiego czy Kanaryjskiego, z rodowodami ZKwP także się nie odbywają. Nie ma więc żadnego praktycznego powodu dla nielegalnego w Polsce oraz wielu innych krajach, kopiowania uszu u Dogo Argentino, no może poza kompleksami właścicieli okaleczonych psów. Serio, jak czytam o ”użytkowości Dogo Argentino w Polsce”, to mnie pusty śmiech ogarnia, więc darujcie, ale do wątków dotyczących ”tradycji rasy” w odniesieniu do ”użytkowania Dogo Argentino w Polsce”, nie będę się odnosić. Niech piszą o tym niuńki i pajace, podniecający się ”kozackim wyglądem” i twierdzący, że ”Na naturalne uszy u Doga Argentyńskiego nie da się patrzeć”. Po prostu nie ma to jak sfrustrowany chłoptaś ”wbijający się do związku łowieckiego”, żeby sobie i wszystkim w około coś udowodnić i tego rodzaju persony. Tylko tych nieszczęsnych dzikich zwierząt, na których ”psy się będą sprawdzać” ogromnie szkoda.

A propos żenujących pomysłów, osób i pseudodylematów tych różnych ”znawców”. Nie ma żadnego ”Czy kopiowanie powinno być zakazane?” albo ”Czy powinno zakazać się kopiowania uszu u psów?” ani ”Kopiować czy nie kopiować? Oto jest pytanie.”, bo w Polsce od 1997 r. panuje zakaz okaleczania psów chirurgicznymi zabiegami estetycznymi, a takim właśnie, czysto estetycznym, bo po prostu zmieniającym wygląd psiego ucha, jest zabieg kopiowania uszu. EDIT 2019: o czym w wywiadach mówił członek stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce, sędzia kynologiczny, pan Andrzej Mania;

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2019/02/18/nie-chcialbym-miec-dobermana-z-dlugim-ogonem/, https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2019/02/18/temat-zastepczy-czyli-co-w-2006-roku-nieco-ponad-dekade-temu-mowil-o-okaleczaniu-psow-ze-wzgledow-estetycznych-sedzia-kynologiczny-zwiazku-kynologicznego/ 

Smutne bardzo jest to, że osoby mające problem z przyswojeniem sobie tych bardzo podstawowych i oczywistych faktów, zaczynają zajmować się pisaniem o kopiowaniu uszu w sposób, który innym imbecylom może sugerować, że okaleczanie własnego psa tak, jak robią to imbecyle-fanatyczni wyznawcy ciętych uszu, jest ”cool” i ”generalnie spoko”.

Nie szukajcie na moim blogu ”wskazań do cięcia uszu” ani informacji typu ”polecani do kopiowania”, bo ich nie znajdziecie. Na Facebooku macie od groma posiadaczy psów okaleczonych cięciem uszu (i/lub ogonów), którzy powinni stać się celem zainteresowania prokuratury w celu wyjaśnienia okoliczności w jakich ich psy poddano okaleczeniu lub może wręcz ”powinni siedzieć” za znęcanie się nad zwierzętami, podżeganie do popełnienia przestępstwa itp., ale zamiast tego chwalą się tym, że swoim psom uszy i/lub ogony upierniczyli, wrzucając na FB zdjęcia tych zwierzaków. Znacząca część tych osób to tzw hodowcy i wiele psów z ciętymi uszami i/lub ogonami można było przez lata oglądać nie tylko w polskim internecie, ale i na wystawach organizowanych przez ZKwP, pod patronatem FCI, więc do tych ludzi, tzw hodowców i posiadaczy kopiowanych psów, piszcie i z nimi sobie o cięciu uszu i/lub ogonów gadajcie. Ich pytajcie jak to zrobili, jak upierniczyli uszy (i/lub ogony) swoim, urodzonym (szczególnie) po 1 stycznia 2012 r. psom? Kto im pomagał, ile za to wziął i kto pośredniczył? Piszcie do właścicieli okaleczonych psów, bo każda z osób, która posiada okaleczonego kopiowaniem uszu psa, która nie zabrała psa na wycieczkę do USA, Rosji lub innego kraju, w którym psy kopiowaniem uszu okaleczać można, np. na jakieś hiszpańskie zadupie i zrobiła to nielegalnie w Polsce lub ”u znajomych na Słowacji”, złamała prawo. Ale wcześniej taka osoba musiała dostać ”namiar” od innego posiadacza psa z ciętymi uszami, na ”pewną osobę, która zabieg przeprowadzi”. Na ”jakąś panią weterynarz, co to kiedyś psy hodowała, ale już przestała, a ciąć umie i lubi, to z sentymentu do rasy, ciachnie” albo inną ”technik weterynarii”, ”znanego i zasłużonego działacza, który zawsze chętnie służy pomocą” albo ”hodowcę, który zna kogoś na Słowacji i pomoże”, ale mnie nie obrażajcie i u mnie nie szukajcie pomocy w popełnieniu przestępstwa.

Wszystkim, którzy jeszcze udają, że nie wiedzą wytłuszczę, w błąd osoby nie zajmujące się kynologią, a przy okazji problematyką okaleczania psów nielegalnymi zabiegami, wprowadzają właściciele psów z kopiowanymi uszami, członkowie stowarzyszeń osób zrzeszających tzw hodowców i posiadaczy psów rasowych czyli takich o udokumentowanym pochodzeniu, opowiadając bzdury o ”leczniczych właściwościach” okaleczania psów kopiowaniem i ”tradycji rasy”. Prym w tym wiodą, a w każdym razie latami wiedli, członkowie posiadającego dominującą na polskim rynku pozycję, stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce, którzy to sobie samym i wszystkim w około przez lata i na internetowych forach, i w rozmowach podczas wystaw psów, i wielu innych okazjach, wmawiali i może wciąż wmawiają (?), że istnieje możliwość ”legalnego” skopiowania psa w Polsce, poprzez obcięcie mu uszu, ”z poszanowaniem obowiązującej ustawy”. Osoby takie twierdziły lub wciąż twierdzą, że ”pies był skopiowany ze względów medycznych”, co po prostu jest niemożliwe gdyż KOPIOWANIE NIE JEST ZABIEGIEM, KTÓRY WYKONYWANY JEST ZE WSKAZAŃ MEDYCZNYCH, JEST TO ZABIEG TYLKO I WYŁĄCZNIE ESTETYCZNY. Kopiowania czyli bezsensownego, powodowanego jedynie ”widzi mi się” człowieka okaleczania psów, poza Polską zakazuje wiele krajów. Mimo to posiadacze okaleczonych zwierząt opowiadają legendy o ”chorobach uszu” i przypadkach ”pogryzień”, które mają tłumaczyć nielegalne zabiegi, którym poddali swoje psy w ostatnich latach (szczególnie po 1 stycznia 2012 r.). Podkreślam, całkowicie nietrafne jest stanowisko części członków stowarzyszenia o nazwie Związek Kynologiczny w Polsce, które to mówiło przez ostatnie lata, że ”kopiowanie było lub jest dozwolone w przypadkach gdy wykonywane jest dla ratowania zdrowia”. KOPIOWANIE NIGDY nie jest wykonywane ze wskazań MEDYCZNYCH, a zatem nigdy nie służy ratowaniu zdrowia.

Zakończenie

Dla śmiesznych ludzi, największych ignorantów liczy się ”ostry”, ”groźny”, ”wzbudzający respekt” wygląd, jaki w odczuciu postronnych osób zazwyczaj daje okaleczone ucho Doga Argentyńskiego, Kanaryjskiego, Teriera Typu Bull czy Cane Corso, wygląd ”tradycyjny” dla rasy, wygląd ”fajny”, tzw ”kozacki wygląd”. Patrząc na wspólne foty niektórych osób i ich psów z nielegalnie oberżniętymi uszami (często Dogo Argentino ciętego na American Staffordshire Terriera lub Dobermana, żeby jeszcze tragiczniej było) można wysnuć jeden wniosek, ”kozacki wygląd”, który zdaniem niektórych dają psom cięte uszy, nie jest tym co cechuje większość właścicieli psów o tym ”kozackim wyglądzie”. Sorry.

”Pańcia” ma czas na zrobienie sobie pazurów i napisanie paru ”błyskotliwych” komentarzy na fejbukowej grupie kynologicznej, no ewentualnie przepuszczenie selfie z psem w piętnastu filtrach, które nieco poprawią jej ”look” na ”sexy tipsiarę”, ale nie ma go już na sprawdzenie i douczenie się ”Co nowego w diagnozowaniu i eliminowaniu chorób wrodzonych u rasowych psów”. Analogicznie ”pańcio” o swój sześciopak dba co najwyżej ”piwkowaniem” przed tv i tymi nieszczęsnymi, oberżniętymi psimi uszami, stara się nadrobić swoją posturę typu Zapocony Grubas z Brzuszyskiem lub Woody Allen z Korporacyjną Piwną Piłeczką, tak aby przynajmniej wygląd psa był ”kozacki”. I to wszystko. Nie dziwi mnie już więc dbałość o ”kozacki wygląd” ich psów u tych ludzi. Wygląd człowieka nie jest kwestią jego wyboru, ale nie dajmy się zwariować. ”Zapuszczenie się” jest wyborem, tuczenie siebie i swojej rodziny śmieciowym żarciem, jest wyborem, ”zatrzaśnięcie w solarium” jest wyborem, fundowanie sobie dziwacznych fryzur, przebieranie się za kogoś, kto ma styl i każde inne robienie sobie niedobraną ”stylizacją” krzywdy, też jest wyborem. W psach ”siedzą” panie, które nie umieją się pogodzić z tym, że natura w kwestii wyglądu nie była dla nich zbyt łaskawa i są panowie, którzy mają ”metr sześćdziesiąt w kapeluszu” albo wyglądają jakby byli w bliźniaczej ciąży od 20 lat, i z perspektywy czasu, naprawdę rozumiem, że dla znaczącej części fanatyków kopiowanych, za wszelką cenę, uszu, ”kozacki wygląd” u ich psów, to jedyny ”kozacki wygląd” z jakim ci ludzie kiedykolwiek będą łączeni. Okaleczone uszy psów, trzymanych przez nich na smyczach, psów których zdjęcia wrzucają na serwisy społecznościowe, nadają tym psom -przynajmniej w mniemaniu tych ludzi- ten specyficzny, ”fajny”, ”wzbudzający respekt”, dowartościowujący ich właścicieli, wygląd, na który ci ludzie, sami z siebie nie mają szans.

Przyszły nabywco, zanim zdecydujesz się na psa rasy tradycyjnie okaleczanej czy to obrzynaniem samych uszu czy uszu i ogona nie bierz przykładu z zakompleksionych patałachów i nie pokazuj wszystkim w około, że jesteś tak beznadziejną osobą, żeby za wszelką cenę stygmatyzować swojego psa nielegalnym okaleczaniem go kopiowaniem uszu. Po prostu wylecz się z kompleksów, ciesz się swoimi sukcesami, rodziną, przyjaciółmi, zacznij zdrowo się odżywiać, idź na siłownię albo rób bransoletki z koralików, cokolwiek, ale nie bądź, jak oni. Przyjrzyj się wszystkim tym ludziom, którzy choć od praktycznie 20 lat w Polsce psów okaleczać nie wolno, wciąż to robią. Chcesz być kojarzony/kojarzona z tym środowiskiem? Należeć do ”klubu lasek” w rodzaju ”może jestem (w dowolnej kombinacji) głupia, brzydka i gruba, ale mój pies ma zajebiste, cięte uszy” albo być jednym z tych pajaców, którzy są tak skrajnie przede wszystkim psychicznie nieatrakcyjni, że ”stawiają na ‚wzbudzający respekt’ wygląd swoich psów”? Jeżeli tak, to tym bardziej odpuść sobie presy, corsiaki, ttb i generalnie zainwestuj w wizyty w poradni psychologicznej, bo od ”jarania się” ”kozackim wyglądem” psa z nielegalni upierniczonymi uszami jest już tylko krok do podniecania się ”legendarną” zaciętością Dogo Argentino i puszczaniem ich ”za dziczkiem, żeby się sprawdziły w akcji”…

*Cięte uszy Cimarrón Uruguayo wyglądają jak u Myszki Miki.

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu oraz zdjęć bez zgody autora jest zabronione.

Ps.

Fragment z Ustawy o Ochronie Zwierząt:

2. Przez znęcanie się nad zwierzętami należy rozumieć zadawanie albo świadome dopuszczanie do zadawania bólu lub cierpień, a w szczególności:

1) umyślne zranienie lub okaleczenie zwierzęcia, niestanowiące dozwolonego prawem zabiegu lub procedury w rozumieniu art. 2 ust. 1 pkt 6 ustawy z dnia 15 stycznia 2015 r. o ochronie zwierząt wykorzystywanych do celów naukowych lub edukacyjnych, w tym znakowanie zwierząt stałocieplnych przez wypalanie lub wymrażanie, a także wszelkie zabiegi mające na celu zmianę wyglądu zwierzęcia i wykonywane w celu innym niż ratowanie jego zdrowia lub życia, a w szczególności przycinanie psom uszu i ogonów (kopiowanie)”.

Podręcznik dla studentów medycyny weterynaryjnej autorstwa prof. dr. Marka Żakowicza ”Chirurgia małych zwierząt”, podręcznik, z którego uczyło się wielu praktykujących dziś lekarzy weterynarii, mówi jasno, iż skracanie małżowin usznych (kopiowanie) jest zabiegiem wykonywanym ze skazań estetycznych. Za prof. dr. Markiem Żakowiczem: ”Skracanie małżowin usznych (abbreviatio auriculae). Wskazania: względy estetyczne u niektórych ras psów.

Celem zabiegu jest usunięcie tylnej części małżowiny usznej, co powinno zmienić ustawienie opadającego ucha na ucho stojące. Jednocześnie zmieniony kształt ucha ma harmonizować z sylwetką zwierzęcia. Z tego względu dla każdej rasy istnieją nieco inne wskazania odnośnie do wielkości i kształtu usuwanej części. Małżowiny.

Technika zabiegu dla wszystkich ras psów jest wspólna. Przeprowadza się go u zwierząt, które nie przekroczyły 3-4 miesiąca życia. Najodpowiedniejszy jest wiek 2-2,5 miesiąca, jakkolwiek można skracać małżowiny także u psów w wieku 4-6 tygodni”.

 

”UMOWA SPRZEDAŻY” CZYLI KIEDY ZGŁOSIĆ POLICJI GROŹBY W RODZAJU ”PRZYJEDZIEMY I ZABIERZEMY CI PSA” ORAZ ”FAJNIE, FAJNIE, ŻE TAK WALCZYSZ O TE BADANIA, ALE WIESZ, W TYCH USZACH TO LEPIEJ NIE GRZEB”

12784522_939706079476536_175874937_n

Na grupie Dogo Argentino Polska (Poland), lincz właścicielki psa, która ośmieliła się upublicznić film:

https://www.facebook.com/alex.xyzn/videos/g.300344586722991/1024202477654656/?type=2&theater przedstawiający psa, u którego rozpoznano ”rozwijającą się dysplazję stawów łokciowych na skutek nieprawidłowego procesu kostnienia śródręcznego”.

capture-20160320-105218

karta info wizyty oli pies fa

UMOWA SPRZEDAŻY

Wbrew twierdzeniom osób, które tak chętnie zabierają głos w dyskusji dotyczącej psa pani Oli, wyjaśnić należy, że umowę sprzedaży rzeczy ruchomej (np. psa) zawrzeć można w trzech możliwych formach; ustnej, pisemnej i dorozumianej. W formie pisemnej umowę sprzedaży sporządza się dla przyszłych celów dowodowych, ale konieczna jest ona jedynie w przypadku sprzedaży nieruchomości. Dokument stwierdzający fakt zaistnienia dwustronnej czynności prawnej, którego zdjęcie na forum ww publicznej grupy, udostępniła właścicielka psa i które ja wklejam w tym miejscu

umowa oli forte apache (2)

składa się dwóch części. Pierwsza to potwierdzenie formy ustnej umowy sprzedaży, czyli zapłata i wydanie rzeczy (Jak wynika ze sfotografowanej treści, zapłatę przyjęto, a rzecz wydano). Do czynności dwustronnej doszło, gdyż kwota została przyjęta i nastąpiło fizyczne wydanie rzeczy, czyli psa rasy Dog Argentyński o cesze indywidualnej, którą stanowi nr chip zwierzęcia -pani Oli psa wydano. I nie jest istotne, że na sfotografowanym przez właścicielkę zwierzęcia dokumencie nie ma informacji kto z imienia i nazwiska za psa zapłacił, bo wyraźnie napisane jest jakiego konkretnie psa (oznaczonego indywidualnym nr. chip, dodatkowo potwierdzonym w lecznicy weterynaryjnej, w której dokonano rozpoznania ”rozwijającej się dysplazji stawów łokciowych na skutek nieprawidłowego procesu kostnienia śródręcznego”) wydała druga storna umowy. Częścią drugą tego dokumentu stwierdzającego fakt zaistnienia dwustronnej czynności prawnej jest zobowiązanie dostarczenia rodowodu, z czego nie wywiązała się strona, która przyjęła sumę 4 tysięcy złotych i psa wydała nabywcy. Rodowód byłby jedynie dodatkowym potwierdzeniem faktu, iż prawo własności przeszło na właścicielkę psa, z chwilą, w której za niego zapłaciła, a druga strona wydała jej zwierzę. Wniosek jest więc prosty: jeżeli ktoś właścicielce nieszczęsnego psiaka grozi, że go jej odbierze, powinna ten fakt zgłosić policji.

W skrócie:

Odnośnie umów sprzedaży zapamiętaj sobie drogi czytelniku co następuje (za http://www.przewodnikprawny.pl/umowa-sprzeda-y-ruchomo-ci/):

Umowa sprzedaży ruchomości może być zawarta w formie dowolnej, np. ustnej, pisemnej, a także w sposób dorozumiany. Przepisy nie wprowadzają w tej kwestii żadnych ograniczeń”.

Ustalenie ceny sprzedaży stanowi jeden z przedmiotowo istotnych elementów umowy sprzedaży ruchomości. Cena wyrażana jest w postaci określonej kwoty pieniędzy lub poprzez podanie sposobu jej wyliczenia.

Podstawowym obowiązkiem sprzedawcy jest przede wszystkim przeniesienie na kupującego własności określonej rzeczy ruchomej oraz jej wydanie. Do przeniesienia własności dochodzi w zależności od rzeczy bądź to przez podpisanie umowy sprzedaży (rzeczy oznaczone co do tożsamości) bądź to przez przeniesienie faktycznego posiadania rzeczy na kupującego (rzeczy oznaczone co do gatunku oraz rzeczy przyszłe). Wydanie ruchomości ma zazwyczaj miejsce podczas zawarcia umowy lub też w innym terminie określonym w treści umowy. Ponadto sprzedawca ponosi odpowiedzialność względem kupującego, jeśli sprzedana rzecz obciążona jest wadami fizycznymi lub wadami prawnymi.

Obowiązkami kupującego, które wynikają z treści umowy sprzedaży ruchomości, są zapłata ustalonej ceny oraz odbiór rzeczy.

Do zapłaty ceny dochodzi najczęściej przy zawieraniu umowy”.

Skutkiem zawarcia opisywanej umowy jest przeniesienie własności ruchomości na kupującego, który staje się nowym właścicielem nabytej rzeczy. Po zawarciu stosownej umowy sprzedawca zobowiązany jest do wydania, zaś kupujący do odbioru przedmiotowej nieruchomości oraz do zapłaty sprzedawcy ceny w umówionej wysokości. Co więcej, sprzedawca odpowiada za wszelkie wady fizyczne lub prawne, jakimi obciążona jest zbyta rzecz ruchoma. Z tytułu wady rzeczy sprzedanej kupującemu przysługuje uprawnienie do odstąpienia od umowy lub obniżenia ceny”.

Z chwilą, w której stajesz się właścicielem psa nikt, włącznie z hodowcą, który go wyhodował, nie ma prawa narzucać ci ani ”metod leczenia”, ani ”lekarza prowadzącego”. To wszystko są twoje wybory, za które ty ponosisz odpowiedzialność.

Raz jeszcze wklejam wam link http://www.przewodnikprawny.pl/umowa-sprzeda-y-ruchomo-ci/ przeczytajcie CAŁOŚĆ ZE ZROZUMIENIEM, zanim zaczniecie czytać idiotyzmy wypisywane przez ”znawców rasy” na grupie ”Dogo Argentino Polska (Poland)”.

ODDAM W DOBRE RĘCE” CZYLI UWAŻAJ ZANIM PRZEJEDZIESZ NA CZERWONYM ŚWIETLE

Znajdujesz w necie ogłoszenie ”Oddam szczeniaka/psa w dobre ręce” i myślisz ”O, jaka fajna okazja, dzwonię pod numer z ogłoszenia”. Long story short, dzwonisz pod numer podany w ogłoszeniu, potem jedziesz na spotkanie z osobą oferującą w ogłoszeniu ”oddanie psa”, a potem ta osoba odwiedza ciebie, ”żeby sprawdzić w jakich warunkach pies będzie żył”… Wszystko jest fajnie. Przez jakiś czas… Aż… nagle okaże się, że ”wystąpił problem” i hodowca ogłosi ci, że postanowił ci psa odebrać.

Może być tak, że w ogłoszeniu oferowany będzie szczeniak, może być tak, że przedmiotem ogłoszenia będzie zwierzę dorosłe… Możecie tzw hodowcy dać się nabrać na ”oddam w dobre ręce” szczeniaka, ”psie dziecko”, stanowiące ”zagadkę” (‚nie wiadomo co z niego wyrośnie’) albo zdecydujecie się zająć dorosłym psem, ze wszystkimi tego konsekwencjami (wyrobionymi wcześniej nawykami psa, deficytami dotyczącymi socjalizacji, kłopotami zdrowotnymi itp. itd.). Osoba oferująca ”oddanie w dobre ręce” pewnie wcześniej was ”sprawdzi”, mniej więcej podobnie, jak jakaś tzw fundacja, z pomocą której czasem adoptuje się psy, koty i inne zwierzęta towarzyszące. Zarówno w przypadku szczenięcia jak i psa dorosłego będziecie ponosić określony koszty finansowe. Odkąd pies zostanie wam ”oddany”, będziecie wydawać swoje pieniądze na odpowiednią karmę, opiekę weterynaryjną, szkolenia (szczenięta powinny być odpowiednio socjalizowane, natomiast dorosłe psy trzymane w hodowlanych kojcach, często mają spore deficyty związane z brakiem wystarczającej ilości tzw kontaktu z człowiekiem, odpowiedniej socjalizacji i nierzadko trzeba z nimi ”przepracować” te ”problemy”…), być może nawet wystawy… Aż któregoś dnia zadzwoni do was ”wasz” tzw hodowca albo pojawi się na progu waszego domu lub mieszkania i powie wam, że chce SWOJEGO psa z powrotem

Zastanówcie się, zanim dacie się wkręcić w problem, dlaczego tzw hodowca miałby ”oddawać psa w dobre ręce”? Przecież może psa; sprzedać, zaproponować umowę współwłasności, tzw warunek hodowlany albo umowę adopcyjną, dlaczego więc, po co miałby ”oddawać psa w dobre ręce”? 

A teraz wyobraź sobie, że masz ileś tam psów, wszystkie musisz utrzymać (wykarmić i zapewnić im opiekę weterynaryjną, na co najmniej bazowym poziomie -koszt obowiązkowych szczepień) i poświęcić czas, by dać im odpowiednią ilość ‚ruchu na świeżym powietrzu’, generalnie zająć się nimi. Wiesz, musisz je socjalizować i dbać, by w hodowlanych kojcach nie zapomniały co to znaczy być psem…

Można psa/psy ”oddać na hotel”, ale zastanów się drogi czytelniku, ile kosztuje doba tzw hotelowania psa? Można też wynająć kogoś -czytaj PŁACIĆ komuś za opiekę nad psami…

Ale może nie masz na to wszystko kasy?

Może nie masz na to wszystko czasu?

A może nie masz ani kasy ani czasu (tak bywa, kiedy żyje się z psów…)? Dodatkowo socjalizację 24/7 zapewnić mógłby tylko naprawdę oddany opiekun…

Rozumiesz już?

Nabicie w butelkę naiwniaka jest znacznie bardziej opłacalne od ”hotelowania”… No i kto, jak nie oddany opiekun, któremu wydaje się, że Pana Boga z nogi chwycił, będzie tak o psa dbał?

Oddam w dobre ręce” bez jakiejkolwiek z ww umów powinno być sygnałem ostrzegawczym. Ludzie naiwni dają się nabrać na takie oferty. Zawsze są chętni do żerowania na niewiedzy, braku doświadczenia i zwyczajnej naiwności.

Może się okazać, że szczeniak ”interesująco wyrósł” i tzw hodowca zechce go pod jakimś pretekstem odebrać, bo skończą się jego problemy, te które skłoniły go do oddania psa lub by wykorzystać go w hodowli albo sprzedać. I to od razu taki fajny ”produkt”, gotowy, ułożony, zsocjalizowany i zadbany… Jeżeli nie chcesz sobie fundować problemu, trzymaj się z dala od ofert w rodzaju ”oddam w dobre ręce”.

Weźmiesz psa w tzw dobrej wierze, przekonany, że hodowca wraz ze zwierzęciem przekazał ci prawo własności psa, wytworzysz z nim więź i będziesz ponosił koszty jego utrzymania, a potem, nawet po roku czy dwóch, okaże się, że musisz babrać się w sądową sprawę, w której jesteś oskarżony o ”przywłaszczenie”, bo tzw hodowca będzie twierdził, że psa przekazał ci tylko ”na jakiś czas”, ”na przechowanie”, no i przecież nie masz żadnych dokumentów, włącznie z rodowodem, w którym jako właściciel wpisany jest hodowca…

Chcesz unikać dramatów? PILNUJ UMOWY. I pamiętaj, jeżeli ktoś jest rzetelnym hodowcą, ma porządek w dokumentach. Jeżeli więc przyjeżdżasz po odbiór psa i nie czeka na ciebie umowa, to sobie odpuść ”zakup”, zanim zaczniesz żałować, że ”uwierzyłeś na słowo”.

NA MARGINESIE

Jeżeli tzw hodowca znaczną część czasu spędza przed ekranem kompa, jedząc śmieciowe jedzenie albo popijając piwko, to nie ma możliwości, by wszystkim swoim psom zapewnił tę dzienną, normalną (wydawałoby się) dawkę ‚kontaktu z człowiekiem’ i ‚ruchu na świeżym powietrzu’ czyli by robił to, co robią osoby posiadające tylko jednego, dwa, może nawet trzy psy. Policz sobie drogi czytelniku ile psów jednorazowo miewają w swoich hodowlach rekordziści… Doba jest zbyt krótka, by z każdym z licznego stada psów spędzić wystarczającą ilość czasu i poświęcić mu dość uwagi, by wychwycić np. rozwijające się problemy z aparatem ruchu… Inaczej wygląda opieka nad jednym, dwoma ewentualnie trzema psami, z którymi spędzają czas tzw zwykli właściciele (Wyobraźcie sobie ”spacer” z np. 6 psami równocześnie, np. Owczarkami Środkowoazjatyckimi… W hodowli jest 10 albo więcej psów? A ile rąk ma jeden człowiek? Z iloma psami równocześnie, np. Owczarkami Środkowoazjatyckimi albo Fila Brasileiro lub Dogo Argentino, może wyjść na tzw spacer jedna osoba? Ok, nawet dwójka? Ile czasu dziennie poświęcić można jednemu psu ‚wymagającej rasy’?). W hodowli nie można też ”puścić luzem” nawet na zamkniętym terenie, wszystkich psów razem, ”żeby się wybiegały”, bo w hodowlach zwierząt się nie kastruje i o ”zgrzyt” bardzo łatwo… Co z tego wynika? To, że psy miewają braki socjalizacyjne, ale co chyba jeszcze bardziej smutne, jeżeli pies, szczególnie młody i pełen energii z kojca wychodzi dwa razy w tygodniu, to nawet jeżeli ma poważny problem ze stawami i po prostu jest dysplastykiem, na spacerze ”wystrzeliwuje” i hasa, dokąd nie zacznie czuć się źle

4 LATA

Ponad cztery lata, najpierw pytań ”na odległość”, przez internetowe fora o ”To jak to jest z tym słuchem u Dogo Argentino? Przecież są białe, czyli mają skłonność do głuchoty, ktoś coś z tym robi? Bada się w Polsce Dogi Argentyńskie? Kto i czy w ogóle robi BAER TEST swoim psom, zanim je zacznie rozmnażać? Można kupić w Polsce szczeniaka po BAER TEST?”? I potem już ”na żywo”, prosto w oczy osobom, które rozmnażają psy z rodowodami ZKwP, tzw hodowcom, kiedy ich poznawałam podczas kolejnych wystaw…

Ponad cztery lata ”znajomości” z niektórymi z ”czołowych” hodowców argentyńczyków, ale i kanarów… Ponad cztery lata oglądania psów i uczenia się ile z tych wielogodzinnych rozmów ”na żywo”, przez telefon i fejsbukowy czat, rozmów o ”dobru rasy”, ”doświadczeniu” i ”błędach innych hodowców”, znajduje odzwierciedlenie w rzeczywistości, czyli działaniach ludzi roszczących dziś sobie prawo do nazywania ich hodowcami przez duże ”H”. Ponad cztery wśród tzw miłośników psów znaczenia badań dzięki którym eliminuje się z hodowli osobniki kalekie. Propagowania wśród Nabywców, klientów tzw hodowców psów rasowych, zrzeszonych przede wszystkim w największym stowarzyszeniu osób związanych z rozmnażaniem rasowych psów w Polsce, czyli w Związku Kynologicznym w Polsce, świadomości dlaczego badania słuchu u Dogo Argentino i innych ”białych ras” oraz ”merli” są ważne i rozwijania w nich przekonania o potrzebie rzetelnej wiedzy na temat jakości słyszenia osobników używanych w hodowli/ rozmnażanych. Tzw hodowcy niby wiedzą, że to ważne, ale nie bardzo coś konkretnego z tą wiedzą chce im się robić. Rzecz jasna, są wyjątki, ale te wyjątki są ciągle bardzo wyjątkowe… Dlatego to Nabywca musi wywierać presję, by dostać produkt -w końcu w Polsce zwierzę jest rzeczą i tzw hodowcy dokładnie tak je traktują- możliwie najwyższej jakości -czytaj psa wolnego od kalectwa.

Ponad cztery lata, w ciągu których od ”forumowych znajomości”, wynikających z aktywności na forum w wątkach takich jak ten: http://www.molosy.pl/showthread.php?t=24149 (to tak a propos tego kto kogo ”lansował” i kto, i kiedy pod kogo się ”podczepił, wyczuwając okazję” do zostania ”ikoną zmian”, która tyle wniosła…) i ”to samo, ale po korekcie” http://www.molosy.pl/showthread.php?t=24341 lub ten http://www.molosy.pl/showthread.php?t=24509 albo ten http://www.molosy.pl/showthread.php?t=24349, z niektórymi tzw hodowcami Dogów Argentyńskich i Kanaryjskich, przeszłam przez ”klimaty” od ”A kim ty jesteś, że w ogóle śmiesz mi zadawać pytania na temat mojej hodowli?! Weź coś wyhoduj, a potem się mądrzyj”, do ”Pojedź ze mną na wystawę, bo nie znam angielskiego i wiesz…” i… z powrotem.

Ponad cztery lata, w ciągu których (mówiąc delikatnie) łaszono się do mnie, prosząc o opinię na temat psa po to, by niejednokrotnie ”obrazić się na amen” i ”wyzwać” mnie od ”teoretyków”, bo ”Co ty wiesz, przecież nawet nie masz psa!?” (Przypominam ”hodowcom”: nie trzeba mieć psa, by wiedzieć rzeczy zupełnie podstawowe: https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2013/09/21/dog-argentynski-morfologia-i-anatomia-psa-wzorzec-rasy/).

Cztery lata, podczas których usiłowano mi wcisnąć psy i dla swojego ”pijaru” wykorzystywano fakt, że na swoim kanale na Serwisie YouTube dokumentuję wystawy (Jeżeli ktoś kiedykolwiek myślał o tych materiałach jako o ”promowaniu hodowli” to jest mi bardzo przykro ponieważ ”promować hodowlę” mogłabym jedynie wtedy, gdyby a) płacono mi za to b) psy wchodzące w skład jej rozpłodowego stada byłyby przebadane pod kątem wykluczenia jednostronnej głuchoty, dysplazji stawów biodrowych i łokciowych, a sama hodowla prowadzona byłaby legalnie czyli zgodnie z art. 10 Ustawy o Ochronie Zwierząt. Preferowanie określonego fenotypu i wymienianie i imienia i przydomka psów, które wyglądają jak Dog Argentyński, a nie jakieś białe wypłosze, nie jest ”promocją”).

Cztery lata, przez które tzw hodowcy, z ”klubu zazdrośników” sugerowali, że inni hodowcy, tzw ”bliżsi znajomi” płacą mi za to, bym ‚promowała’ ich hodowle. Nie, oni sobie czasem wzajemnie płacili, np. kiedy osoba X robiła stronę internetową osobie Y itp. Mnie, za jednoznaczne wyrażanie opinii odnośnie fenotypu poszczególnych psów ‚płacono’ hejtem tzw hodowców, którzy czuli się pokrzywdzeni, tym że nie pieję z zachwytu nad ich ”dokonaniami” hodowlanymi. Cztery lata, jak to jeden z obrażonych znajomych, rozmnażający nieprzebadany argentyny, ostatnio określił ”wprowadzania mnie w tajniki hodowli” -włącznie z oglądaniem importowanych z … psów, które na warszawskie cargo przylatywały z całymi uszami, a potem ”coś” się im w te uszy ”robiło” i dziś (one też) uszy mają cięte… I cztery lata, w ciągu których przekonałam się, że czas leci i nic się nie zmienia, nieprzebadane psy nie są niechlubnymi wyjątkami, a normą…

Cztery lata podczas których ludzie początkowo uważani przeze mnie za ”tkniętych przez Boga” jakąś taką niesamowicie pozytywną energią/umiejętnością/wrażliwością (niepotrzebne skreślić) udowodnili mi -ale co smutniejsze sporej części osób, które zaufały im, że są profesjonalistami w tym co robią, nabyły od nich psa i dziś mają problem- że teraz tzw kynologią w Polsce parają się głównie osoby o wątpliwej etyce i niestety krótkim rozumku, który sprawia, że ciągle nie mogą nauczyć się, że ”hodowla” na psach, o których jakości słyszenia niczego się nie wie (zero BAER TEST wpisanego w rodowód psa) i których stanu stawów biodrowych i łokciowych nie zna się (zero badań RTG i wyników wpisanych w rodowód psa), to po prostu rozmnażanie jakichś psów.

Podobno rozmnażane/używane w planach hodowlanych są osobniki ”najlepsze”. Tylko, że ta najpopularniejsza wśród osób związanych z rozmnażaniem psów, ”najlepszość” nie wynika z tego, że dany hodowca w swoim hodowlanym planie używa jedynie osobniki wolne od kalectwa (np. jednostronnej głuchoty -BAER TEST, dysplazji stawów HD i ED, chorób serca, nerek, oczu), tylko z tego, że psy na podstawie WYGLĄDU (niejednokrotnie sprawiającego, iż trudno uwierzyć, że dany pies jest przedstawicielem rasy ”Dog Argentyński” a nie np. (niedożywionym) ”Pointerem”… ) za ”najlepsze” uznał jakiś sędzia kynologiczny albo 3ech (góra 10u) sędziów… Tu nie ma niczego ”naukowego”. To są tylko subiektywne i w zatrważającej większości przypadków, niepoparte dowodami w postaci wyników badań, ”odczucia” tzw sędziów kynologicznych i samych hodowców. Dodajmy, że sędziów którzy coraz częściej nie widzą (może JUŻ nie widzą, bo zbyt się do kalekich psów i ich sposobu poruszania się przyzwyczaili) kłopotów z aparatem ruchu u psów, którym przyznają hodowlane uprawnienia (a wielu sędziów równocześnie jest lekarzami weterynarii…)…

Cztery lata znajomości, po których dziś został jedynie niesmak, bo dzisiejsze gwiazdeczki kynologicznego fejsbuka nie znoszą, kiedy im się ”wypomina”, że robią z gęby cholewę, zachwalając zaskakującymi, każdego kto zna wzorzec Dogo Argentino, komentarzami, psy oszustów znanych z afer związanych z tzw odbieraniem psów nowym właścicielom pod pretekstem ”nie wywiązywania się” przez nich z umów, albo współpracy z pseudohodowlami itp. Ale to ”normalne”, kiedy ktoś żyje z psów, karmi je najtańszą karmą i generalnie nawet książeczki zdrowia ‚pożycza’ od znajomych, żeby wprowadzić psa na wystawę… Nie powinno dziwić, że ”trzepacze postów” na tzw specjalistycznych fejsbukowych grupach, jako znawcy i hodowcy istnieją głównie dlatego, że maja tupet, robią ”ładne” zdjęcia, które jak szaleni lajkują im ich znajomi i na pamięć znają rodowody psów (sztuka, która imponuje tylko chwilę, w końcu każdy może sięgnąć do np. tej bazy: http://worldpedigree.clubdogocanario.ru/). A i jeszcze ”ładnie piszą” o tym, czego kiedyś dowiedzieli się od kogoś, kto kiedyś ”coś znaczył” w hodowli ”ich rasy” albo dlatego, że czasem użyją na fejsbukowej grupie ‚brzydkiego wyrazu’, który powoduje, że w oczach czytających ”stają się bardziej wiarygodni w odbiorze”. W realu prawda wychodzi na jaw.

Spece od fejsbukowej pisaniny sami dopuszczają się zaniedbań w wyniku, których tzw linie w poszczególnych rasach obciążone są dysplazją, rozszczepem podniebienia, głuchotą itp… Na szczęście np. ww rosyjska baza danych dotycząca Dogo Canario/Presa Canrio jest znacznie bardziej rzetelnym źródłem informacji na temat dysplazji u psów wyhodowanych przez popularnych na fejsiku hodowców i zaglądając do niej, można dowiedzieć się znacznie ciekawszych, a przede wszystkim szokujących i niestety prawdziwych informacji o stanie bioder i łokci niektórych z polskich psów (A przecież są jeszcze pozostałe stawy… )…

Przez ponad 4 lata mówiono mi ‚fajnie, że walczysz o badania w Dogo Argentino’. I co? To z czego wielokrotnie robili mi zarzut tzw państwo ”hodowcy” i ich klakierzy: ja hodowcą nie jestem, więc to nie ode mnie zależy to, jak często używane do rozrodu są zwierzęta kalekie z powodu jednostronnej głuchoty, dysplazji i innych schorzeń. A były, są i pewnie będą używane w tzw ”planach hodowlanych” dogo z ”niedosłuchem”, dysplazją i te ‚mocno przekazujące’ inne schorzenia, tak jak sporo jest np. dysplastycznych kanarów, bo nie nastąpiło ”pospolite ruszenie” i dziś komplet BAER, HD&ED u psów hodowlanych w rasie Dog Argentyński, zanim zrobi z nich rodziców szczeniąt, to EWENEMENT.

Ile polskich Dogów Argentyńskich, używanych w tzw programach hodowlanych jest psami po BAER TEST, których wyniki są dostępne dla Nabywców zainteresowanych kupnem po nich szczeniąt? Jak dużo, wśród psów z ‚uprawnieniami hodowlanymi’ jest tych definitywnie wolnych od jednostronnej głuchoty?

Wciąż, po ponad 4ech latach tego ”ale fajnie, że walczysz o te badania”, na palcach jednej ręki można policzyć hodowle pracujące na przebadanych psach. (I tak zawyżyłam, bo, skorygujcie mnie, jeżeli się mylę, ale TYLKO JEDNA HODOWLA w Polsce robi dziś komplet BAER, HD&ED u psów hodowlanych, zanim zrobi z nich rodziców szczeniąt). Wyników ”czołowych czempionów” nie można się doprosić od tzw hodowców, zwłaszcza tych z największym tupetem, bo ich po prostu nie ma.

Ja wiem co mam na podwórku” -to jest odpowiedź, która sprawiła, że kiedy kolejny raz usłyszałam ją, kiedy telefonicznie informowałam znajomą osobę będącą hodowcą DA, że ”biorę się za uszy, za kopiowanie i te ”zaświadczenia” o ”leczniczym kopiowaniu” i chcę, żeby to była wiedza, którą masz ode mnie, a nie z ZKwP”, zachciało mi się rzygać. Ale generalnie napinka na ”jestem hodowcą” i ”odpie…l się ode mnie”, jest zaje potężna… Tylko nie wiem z czego, poza tupcierstwem, wynika. Wystarczy zobaczyć ile z psów urodzonych w ostatnich latach w Polsce (rzadziej tych do Polski sprowadzonych -przy okazji: np. Włochy=zakaz cięcia, Węgry=zakaz cięcia -macie problem) ma uszy zmienione zabiegiem chirurgicznym… BAER TEST nie ma, ale uszy stoją… Symetrycznie zmienione ”korektą po pogryzieniu przez inne zwierzęta” albo ”plastyką po ranach szarpanych głowy i uszu”… To są zarówno psy niewchodzące w skład stad hodowlanych polskich hodowli, psy poszczególnych ”zwykłych Kowalskich” i ”speców” od DA, tych co to się ich yorki żon nie słuchają albo panienek, które lubią sobie zrobić słit focię z ”ładnym”, białym pieskiem, jak już skończą paznokcie malować, ale i psy będące w rękach osób związanych z ”amatorskim” rozmnażaniem psów, tzw hodowców…

Ile psów z uszami w nienaturalnym kształcie, z uszami nienaturalnie stojącymi ma za sobą BAER TEST i prześwietlenie bioder i łokci -to w przypadku Dogo Argentino albo tylko prześwietlenie, kiedy chodzi o Dogo Canario/Presa Canrio? Psy warto było poddać narkozie, by w wyniku jakiegoś chirurgicznego zabiegu (”korekta po pogryzieniu przez inne zwierzęta”? ”plastyka uszu w wyniku ran szarpanych głowy i uszu”? ”leczenie krwiaka ucha”? ”odmrożenie”? -się przekonamy…) kształt ich uszu uległ zmianie, ale nie było warto ich zwiotczyć, by dowiedzieć się czy obustronnie słyszą… Nawet w późniejszym wieku, kiedy chodzi o dysplazję. Ile z tych psów z uszami w nienaturalnym kształcie ma komplet BAER, HD i ED? Ile jest takich Dogów Argentyńskich? Zapytajcie hodowców…

Ilu hodowców ma -wydawałoby się- zupełnie naturalny odruch, kiedy są ”pomawiani”, że to z ich winy dany pies jest dysplastyczny, gdyż użyli w swojej hodowli osobników wręcz obciążonych dysplazją lub też ”tylko” zwierząt nieprzebadanych, automatycznego publikowania na Serwisie Facebook, opisanych przez weterynarza będącego chirurgiem lub radiologiem (nie ma w weterynarii specjalizacji ”ortopeda” i lekarze o wspomnianych specjalizacjach, dokształcając się we własnym zakresie, stają się kompetentni, by pomagać w diagnozowaniu, leczeniu, a w praktyce ‚zaleczaniu’ np. dysplazji i dalszym prowadzeniu obciążonego schorzeniem psa) zdjęć RTG wraz z opisem (diagnozą) stawów rodziców psa, o którym w danym przypadku mowa? Wybaczcie drodzy czytelnicy, że nie podam wam przykładu takiego zachowania, po prostu nie przypominam sobie takiej reakcji wśród hodowców Dogo Argentino lub Dogo Canario/Presa Canario, a przecież, jak pokazały ostatnie dni, ”przypadki” są https://www.facebook.com/alex.xyzn/videos/g.300344586722991/1024202477654656/?type=2&theater

Z zapomnianej już dziś akcji ”BAER dla Dogo Argentino” skorzystała garstka osób i to wcale nie dlatego, że ”tak trudno było się umówić”, po prostu nikomu nie zależało na tym, by wiedzieć jaki jest wynik BAER TEST jego psa/psów. Suka, która miała być kryta pochodzącym z Włoch reproduktorem, której właścicielka zdecydowała się skorzystać z możliwości przeprowadzenia badania za 50zł, okazała się półgłucha i z krycia hodowla się wycofała. Dlaczego? Bo po badaniu ”zostaje ślad” i Nabywcy szczeniąt z kojarzenia, w którym jedno z rodziców ma stwierdzoną jednostronną głuchotę, mogliby mieć podstawy do nazwania tzw hodowczyni ”nieprofesjonalną”. Tak, badań u psów nie robi się dlatego, że ”zostaje po nich ślad” i nie można udawać, że ”ojejku, nie wiedziałam”. A jak kryjesz nieprzebadanym repem, to hulaj dusza piekła nie ma -przecież nie ma wyniku, nie ma śladu, może się upiecze…

Po tych czterech latach wciąż było dla mnie zaskakujące, że osoby podobno tak ”obeznane” w psach typu presa są tak niekonsekwentne nawet w teoretyzowaniu o psach (Szkoda, że nie uchroniło to ich ”obeznanie” i praktyka” (sic!) rozmnażanych przez te przypadki zwierząt przed różnymi schorzeniami, widać teoria nie musi iść w parze z praktyką [a praktycznie to się okazuje, że u tzw hodowców teoria tylko teoretycznie ma wpływ na praktykę i znajomość rodowodów, robienie foteczek i pisanie postów na FB nie wystarczy, żeby być hodowcą]). Raz piszą jedno, innym razem coś zupełnie odwrotnego i kiedy prześledzić ich działalność, na jaw wychodzi, że choć tak mądrzą się na temat wzorca rasy albo żywienia, nie dość, że same wyhodowują coś skrajnie od tego wzorca odbiegającego, dopuszczają się szeregu zaniedbań w wyniku których psy mają albo deficyty psychiczne (co nie przeszkadza rozmnażać np. osobników skrajnie tchórzliwych, bo na tzw testy psychiczne osoby takie przyprowadzają inne psy niż te zgłoszone, czy też nienormalnie agresywnych) i fizyczne, od krzywicy po dysplazję i inne zwyrodnienia. Ale ci tzw hodowcy i fejsbukowi trzepacze postów w przeprowadzaniu linczu na właścicielach kalekich psów są świetni. Nigdy nie zawodzą.

Można się nie zgadzać, mieć inne podejście do tego co jest najistotniejsze w fenotypie psa i mimo to ”różnić się pięknie”. Ale należy być konsekwentnym w kwestiach kluczowych. Można więc dziwić się i to zdziwienie wyrażać (”Ej, sorry, ale rok temu śmiałaś/łeś się z tego, że X prowadza po ringu coś takiego, a teraz robisz mu/jej reklamę i uwiarygadniasz go/ją takim a nie innym komentarzem. I ty to tak na serio?” -kiedy ktoś, kogo ma się za ”znawcę” właśnie zachwyca się jakimś koślawym wypłoszem, bo ”chce, żeby ją/go wszyscy lubili”). Można też odciąć się od tzw środowiska, kiedy to ”zmęczone”’ jest tym, ”ale ty tak walczysz o te badania i taka pamiętliwa jesteś, a ja chcę, żeby wszystkim miło było”. Ale kiedy tzw ”środowisko” kryje skandal dotyczący szalejącej u psów z danej hodowli dysplazji, który okazuje się być tylko czubkiem góry lodowej, bo dysplazja w danej rasie nie jest czymś wyjątkowym, w więcej niż w jednej hodowli (jest tak popularna, że cudem byłoby krycie typu pies i suka A & 0/0 -no dobra, nawet B i ”jedynki”), nie można udawać, że wszystko jest ok, nic się nie dzieje i wmawiać sobie, że wciąż tylko ”różnimy się pięknie”.

Kiedy ktoś kryje psy bez kątów, ledwo się poruszające kaleki nie można go klepać po pleckach ”ale jesteś zaje”. Każdy kto ukrywa przed potencjalnymi Nabywcami szczeniąt prawdę o ”stylu” ”pracy hodowlanej” w danej tzw hodowli i dopinguje tzw hodowcę, który świadomie rozmnaża psy nieprzebadane albo przebadane-kalekie i swoim działaniem uwiarygadnia tego tzw hodowcę jest…

Oburzające jest, że tzw hodowcy i posiadacze, choć wiedzą ile kalekich psów ktoś wypuścił od siebie w świat czy to sprzedał je Nabywcom, czy innym hodowcom albo jak bardzo zaniedbał swojego argentyna czy kanara albo majorkę, azjatę czy innego ”dużego psa”, fundując mu drastyczne problemy z aparatem ruchu, wciąż pieją nad ”talentami” i ”mądrością” takiej osoby. Ciągle i ciągle uwiarygadniając ją jako tzw hodowcę, ”speca od żywienia” i generalnie ”guru” bez którego działalności świat się zawali. (Wbicie sobie do łba rodowodów psów nie czyni ”hodowcą”, min dlatego, że na ”hodowanie psów” trzeba mieć pieniądze, a nie liczyć, ze się na psach zarobi. Tak samo jak nie jest treningiem przypinanie smyczy do obroży psa i nakazywanie mu by ”ciągnął”, ”żeby sobie masę mięśniową wyrzeźbił”. A co z grzbietem? [Cyklicznie wywoływany, długotrwały ucisk na tchawicę ma bardzo poważne skutki zdrowotne]. Ale, jak to było? Przecież ”co ja wiem”… W końcu ”nie jestem hodowcą i nawet nie mam psa”, a ”i do ZKwP też nie należę” -na szczęście 🙂 I dlatego mogłam ”ugryźć” tabu ciętych uszu…).

Żałośni są ”specjaliści”, którzy nie wpadli na pomysł zamrożenia nasienia tych swoich super-psów (a może wpadli, ale nie mieli kasy na opłacenie jego przechowywania w szwajcarskiej klinice albo współwłaściciel’ka oponował’a?). Tacy mUndrzy, tacy cwani, a młodość psa ”przeminęła z wiatrem” jak i wartość jego nasienia… #zamkinapiasku

To jest niesamowite, jak działa to środowisko. Te ”wojny”, ”wojenki” i ”przyjaźnie”, ”pakty o nieagresji” i ”haki”, ”obrabianie sobie tyłków” i ”przekazywanie informacji”. Ale co zjednoczyło całe to towarzycho? Co sprawiło, że wszyscy oni mogli w końcu znaleźć jeden wspólny mianownik, który wreszcie dał im okazję do generalnego ”pojednania”? Co ”zjednoczyło” Hodowców i kanarów i argentynów? Uszy. I to bynajmniej nie BAER TEST. 

USZYGATE

Wygodnie jest nie wiedzieć pewnych rzeczy. Jeszcze wygodniej jest jak ci jakiś tzw ”autorytet” mówi ”jak życie wygląda” i cię ”zwalnia” z ”szukania informacji”… Zawsze wolałam psy z ciętymi uszami. Przyzwyczaiłam się, to była ”moja estetyka”. No i kurczę, ”Skoro Związek Kynologiczny w Polsce sobie wymyślił, że można przedstawiać te ‚zaświadczenia’ o ‚leczniczym kopiowaniu’, no to chyba można, nie? No w końcu jakby nie było można, to by ktoś z tym coś zrobił, prawda?” –wrong! Jak masa tych ignorantów z ZKwP, nie miałam pojęcia, jak istotną w przypadku uszu jest semantyka… Naprawdę wierzyłam w tę propagandę, że ”jak się psu obetnie fragment ucha to, to mu jakoś medycznie lepiej robi”, że ”to jakoś” go chroni, przed ”czymś” i że istnieje coś takiego jak ”kopiowanie ze względów medycznych”, bo było mi tak wygodnie, bo podobały mi się cięte psy. Tylko ciągle były jakieś problemy z tymi ”zaświadczeniami”… Niby to ”spoko jest” i ”ma problemu”, ale to się nie dodawało z tym, że ktoś ”jedzie na Słowację i psa przy hipermarkecie przekazuje komuś innemu i potem boi się czy mu tego psa oddadzą”… Te wszystkie kombinacje… ”Wiesz, ja to oficjalnie mam psy za granicą cięte, w Hiszpanii, papier nawet taki mam, jakby co”… ”Masz to ‚zaświadczenie’, skseruj sobie, tu graficznie datę zmień i podpis jakiś daj”… Ale nie wnikałam, bo podobały mi się kopiowane psy, więc co mnie obchodziło ”jak to się robi”?

Tylko któregoś dnia, czytając wypociny jednego czy drugiego ”autorytetu”, zastanowiłam się nad tym jak to jest, że psy, które nie mają BAER TEST, mają chirurgicznie zmienione uszy? Jak to jest, że psy z dysplazją stwierdzoną przez weterynarzy też mają cięte uszy, ich rodzice mają uszy cięte, ale nie mają prześwietleń? Jak to jest, że z tym ”legalnym cięciem” musi być jakiś ”specjalny wet, zaufany” i że ”to kosztuje od paru stów do ponad tysiąca pięciuset złotych” i że kto inny tnie, kto inny ”zaświadcza”… Że Ustawa obowiązuje od 1997 roku, a w Nowelizacji z 2012 pojawiło się w szczególności… Więc sobie odpuściłam ”autorytety” i zaczęłam czytać podręczniki dla weterynarzy, szczególnie te fragmenty o kopiowaniu, dysplazji i innych schorzeniach, a przede wszystkim sprawdziłam stan prawny… I nagle się okazało, że trzepiące posty na FB, osoby, które już się ”wyautorytetywowały”, robiąc z gęby cholewę i wypisując bzdety, ”żeby ich wszyscy lubili”, w tym ludzie, którzy skompromitowali się osiągnięciem polegającym np. na uzyskaniu np. galopującej dysplazji stawów w swoich liniach, po prostu opowiadają i wypisują o cięciu uszu swoim psom, totalne kłamstwa i bzdury. (Przy okazji: polecam wam przyjrzeć się uważnie kto unika wszelkich fejsbukowych dyskusji o cięciu uszu… Kto, choć zazwyczaj mądrzy się na każdym kroku, tematów związanych z cięciem unika i się ”nie wychyla”… )

W życiu by mi się nie chciało zajmować tematem USZYGATE gdyby nie ta słaba, naprawdę parszywa reakcja środowiska związanego z psami presa na dysplastyczny skandal z początku zeszłego roku. Super-popularna hodowla i bum: dysplazja -ok, mogło się zdarzyć każdemu, ale to jak zareagowała osoba, która odpowiada za to, że te dysplastyczne psy pojawiły się na świecie, jak zareagowali znajomi tego hodowcy.. To było coś… Tupeciarstwo i przysłowiowe wykręcanie kota ogonem po bandzie. I wszystko ok, nikt nic nie mówi… ”Nic się nie stało”… Dziś mamy powtórkę na grupie Dogo Argentino Polska (Poland): pow ww filmem https://www.facebook.com/alex.xyzn/videos/g.300344586722991/1024202477654656/?type=2&theater, pod tym postem https://www.facebook.com/photo.php?fbid=1025835957491308&set=gm.1018662851557824&type=3&theater i także umieszczonym na tej grupie, postem hodowcy.

Jak wprowadzić do Ustawy o Ochronie Zwierząt zapis mówiący, iż rozmnażanie zwierząt kalekich jest formą znęcania się nad nimi? By rozpocząć drogę najpierw trzeba obnażyć mentalność ”konsultantów” ”konsultujących” projekty ustaw dotyczących stricte psów. Ok, no to złapmy ZKwP za jego achillesową piętę czyli ”zaświadczenia o leczniczym kopiowaniu” i obnażmy ”procedury” od lat działające w tym stowarzyszeniu. Sprawdźmy czy hodowle prowadzone są zgodnie z art. 10 Ustawy o Ochronie Zwierząt -i tu też bida…

Przyznam, że zniesmacza mnie sytuacja, w której tzw hodowcy wypisują do mnie poematy na Facebooku i w smsach, dotyczące kontroli i ”kontroli”, które pojawiają się w ich hodowlach. Uważam, że to do siebie powinni mieć, pretensję jeżeli prowadzą hodowle psów ras uznawanych za agresywne, nielegalnie, bo Art 10 UoOZ nakazuje zarejestrowanie hodowli psów ”z listy”. Męczący jest też schemat, zgodnie z którym wyglądają te żale. Kolejny raz jasno zaznaczam: uważam, że nie jest hodowcą, ktoś kto z pełną świadomością kryje nieprzebadaną BAER TEST sukę rasy Dog Argentyński, której matka była jednostronnie głucha, a o ojcu wiadomo tyle, że jego ojciec dawał w każdym miocie szczenięta z ”niedosłuchem” (biorąc pod uwagę tylko mioty przebadane!). Jest to głupie i pozbawione jakiejkolwiek odpowiedzialności w sensie hodowlanym, szczególnie jeżeli w miocie tej suki była przynajmniej jedna jej zupełnie głucha siostra, a kryjący sukę samiec nie ma BAER TEST, bo ”przecież wiem co mam”. Szczenięta z takiego miotu, zwłaszcza jeżeli wziąć pod uwagę ‚tajemnicę dysplazji’ czyli fakt, że suka, jak i jej partner, jest nieprzebadana, oraz ”czkawkę po babci” czyli min. rozszczepy podniebienia, nie posiadają jakiejkolwiek wartości hodowlanej i powinny zostać wykastrowane oraz koniecznie przebadane i to tylko po to, by ich Nabywcy wiedzieli co mają i ”z czym to jeść”. Smętne jest, że najpierw ”zwierzano się mi” -przy czym ‚nikt nie przystawiał tzw hodowcy pistoletu do głowy’, aby informował mnie o swoim ”planie hodowlanym”, że ”na pewno będziemy badać przed kryciem”, po czym ”wyszło tak, że nie starczyło czasu”.

Po raz kolejny powtarzam: to nie ja do mnie dzwoniłam/pisałam i to nie ja mi dosłownie ”obiecywałam”, że przebadam psy, zanim ich użyję w ”hodowli”, więc nie kumam męczenia mnie żalami, że ”przecież nie trzeba mi się tłumaczyć z planu hodowlanego” i ”przecież nie ma wymogu badania”. Nie pamiętam ile razy powtarzałam, że takie ”plany hodowlane” to ja mam tam gdzie słońce nie dochodzi i mi się nie chce baterii marnować na wysłuchiwanie trucia, które mnie nie dotyczy, bo to nie moje psy i nie moja hodowla. To jest krótka piłka: badania to minimum. Nie masz przebadanych psów? To ”z czym do ludzi”? Rozmnażasz nieprzebadane psy i masz się za hodowcę? Nie zawracaj mi d…

Środowisko fanów kopiowanych uszu nie jest w stanie wybaczyć jednego: konsekwencji. Tak, drodzy ”miłośnicy psów” (z ciętymi uszami, w szczególności), wszystko fajnie, ale mieliście 4 lata na to by zacząć badać swoje psy, a przez cały ten czas tylko mówiliście, że zaczniecie to robić, więc nie możecie się dziwić, że skoro przed samymi sobą ”nie dotrzymaliście słowa”, uważam was za bandę cwaniaków, którzy na fejsiku ”lansują się” jako hodowcy, choć w gruncie rzeczy nie macie opanowanych nawet podstaw teorii genetyki, bo gdybyście mieli choć teorię, wiedzielibyście, że jest bezlitosna. I nawet tacy ignoranci jak ty czy ty powinni skumać, że te ”obrączki” na ogonach i ”łatki przy tyłku” są i będą, bo to po babci, legendarnej PECICY z ”łatą” wywabioną azotem… Tak samo jak rozszczepy… ”Łatki” widzicie, jednostronnej głuchoty zobaczyć nie możecie, a nawet jeżeli wasze psy przejawiają charakterystyczne symptomy, to jak mielibyście je zobaczyć, skoro nie widzicie albo zobaczyć nie chcecie, ewidentnych problemów z aparatem ruchu u waszych psów? Jak chcecie wyłapać znacznie subtelniejsze symptomy świadczące o jednostronnej głuchocie, skoro nie widzicie niczego podejrzanego w sposobie w jaki porusza się dany pies?

”Hodowcy-praktycy” -no błagam… Ludzie, którzy sobie praktycznie eksperymentują na żywych organizmach, realizują swoje egoizmy kosztem psów, nieprzebadanych, ale za to ”kozacko wyglądających”. I to takie smutne, że dla kasy kryje się sukę, o której parę miesięcy wstecz mówiło się ”jakie to jest gówno”Każdy kto utrzymuje się z tzw hodowli psów jest partaczem, bo żyje z psów i nie stać go na ”poziom” i taka jest smutna prawda. Rozmnażanie psów, które trzyma się w bez dostępu do światła dziennego i wyciąganie ich z kojców na wystawy, to nie hodowla, no chyba, że chodzi o fermę fretek, ale wtedy to wprost nazywane jest barbarzyństwem. Psów tak się nie trzyma. Nie ma to jak skazać szczeniaka na deficyty od samego początku, wyhodować mu krzywicę, zadbać o to by był miękki bardziej niż ”włoski import”, od ciągłego przebywania w kojcu… 

I te teksty, że ”Nie ma sensu badać, bo ryzyko jest zawsze”. Poczytaj choćby o wynikach badań dotyczących eliminowania głuchoty u amerykańskich Dalmatyńczyków kretynko/kretynie!

Śmieszy mnie, choć to śmiech przez łzy, jak czytam w tych smętnych wiadomościach, że się ”mszczę”. Ludzie, do ciężkiej cholery, to ja wam kazałam obcinać uszy waszym psom? To ja kserowałam ”zaświadczenia” i podrabiałam podpisy, bawiąc się ”fotoszopem”? Wiem, dotąd zawsze ”jakoś to było”, no ale tym razem koniec z ”jakoś to będzie”. To że nikomu wcześniej nie chciało się ”skubnąć” ZKwP za jego achillesowa piętę ”zaświadczeń o leczniczym kopiowaniu”, to też nie jest mój problem. Jeżeli cokolwiek się na was mści, to wasza własna głupota i arogancja.

Od czerwca zeszłego roku dzieje się naprawdę dużo i w tym miejscu chcę podziękować moim czytelnikom: dostałam przesyłkę i już ”poszła w świat”. Opadła mi szczęka, kiedy zobaczyłam nazwisko lekarza. W korespondencji zwrotnej, którą otrzymałam od instytucji, której przekazałam otrzymane dokumenty, pojawiło się sformułowanie ”(…) dokumentacją dowodzącą popełnienia przestępstwa przez lek. wet.”. Proszę mi wybaczyć, bo z oczywistych względów nie mogę na bieżąco informować o kolejnych etapach sprawy. Choć bardzo bym chciała, nie mogę w tej chwili napisać niczego więcej, ale pragnę wyraźnie podkreślić, że pomoc Nadawcy przesyłki jest nieoceniona i może być tym, co wprawi klocki domina w ruch oraz uzupełni przykłady urzędniczych zaniedbań dotyczących art. 10 UoOZ. Zaznaczę, że w tej chwili kończę opracowanie, które przekażę odpowiednim instytucjom, stąd też wciąż na blogu nie ukazał się tekst, który zapowiadałam już w końcu zeszłego roku. Po prostu w trakcie jego przygotowywania okazało się, że materiały zebrane przeze mnie w ostatnich miesiącach są zbyt obszerne i szczegółowe, i zdecydowanie przekraczają możliwości bloga. Jak tylko uporam się z ich ”podsumowaniem”, dam znać jakimś w miarę możliwości skondensowanym wpisem 🙂

Na koniec http://wiadomosci.dziennik.pl/polityka/artykuly/515384,glowny-lekarz-weterynarii-zmiany-rzad-beata-szydlo.html Już tylko biorąc pod uwagę tolerowanie (praktycznie 4 lata) przez Głównego Lekarza Weterynarii i cały Główny Inspektorat Weterynarii „zaświadczeń” o „leczniczym kopiowaniu psom uszu” (OKSYMORON LEVEL HARD) czyli pseudodokumentów, nieposiadających podstawy prawnej i wytwarzanych tylko i wyłącznie na potrzebę (życzenia) poszczególnych członków, monopolizującego kynologiczny rynek w Polsce, stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce, by ci mogli na wystawach rasowych psów, organizowanych przez to stowarzyszenie, pokazywać okaleczone kopiowaniem psy, choć polskie prawo zabrania kopiowania psom uszu i ogonów, kwalifikując ten zabieg jako formę znęcania się, uważam, że to dobry początek. Świetnie, że stołki tracą ludzie współwinni znęcania się nad zwierzętami, urzędnicy państwowi, którzy choć mieli pełnić funkcje kontrolująco-nadzorcze nad przestrzeganiem zapisów Ustawy o Ochronie zwierząt, brakiem reakcji na napływające do nich informacje, dotyczące łamania przez członków ZKwP zapisów UoOZ, przyczyniali się do panoszącego się w ZKwP poczucia „nietykalności” jego członków i „bycia ponad prawem”, i tym samym szerzenia się w tym środowisku procederu ściganego z urzędu i zagrożonego karą pozbawienia wolności! Urzędnicy ci dopuścili się skandalicznego zaniedbania swoich obowiązków. Zobaczymy jakie konsekwencje zostaną wyciągnięte w stosunku do członków ZKwP, z których wielu jest lekarzami weterynarii

A czytając dyski o ”zaniedbaniach ze strony nowych właścicieli” zacznijcie myśleć. Zdumiewające, że ludzie obserwujący grupy nie orientują się, że są rozgrywani przez tzw hodowców, którzy zamiast zacząć od stanowczego ścięcia argumentów osoby, która posiada np. dysplastycznego psa, poprzez publikację wyników rodziców takiego szczeniaka i tym samym udowodnienie, że jako hodowcy ze swojej strony zrobili co w ich mocy, by zminimalizować ryzyko wystąpienia kalectwa u potomstwa danej pary, czekają aż z sytuacji wybronią ich członkowie grupy… Przy każdej z takich sytuacji, czytam i nie wierzę. Nie chodzi już nawet o to, że zdarza się, że ludzie kompletnie skompromitowani swoimi ”dokonaniami”, ”jadą” właścicieli niepełnosprawnych psów, po prostu niewiarygodne jest, że ktoś kupuje narrację, w której człowieka, który przedstawia diagnozę wystawioną przez praktykującego lekarza weterynarii, traktuje się jak idiotę i ciężar ”dyskusji” przerzucany jest na;

a) wybór weterynarza przez właściciela i to, że ‚na pewno wet jest niedouczony’

b) ”skąd hodowca mógł wiedzieć?” (Przecież ”dysplazja i inne schorzenia genetyczne biorą się z kosmosu”)

c) ”złą karmę i brak suplementacji”. Drodzy ”hodowcy”, sorry, ale to że niektórzy z was karmią psy najtańszym np. mięsem i nie mają na suplementy, żeby np. ociężałego np. Doga Argentyńskiego chociaż spróbować wyprowadzić z kozińca i mają czelność wmawiać osobom, które mają tylko jednego psa, że ich, jak tych ”hodowców” nie stać na dobrą karmę i właściwą opiekę weterynaryjną, jest szczytem sk…ństwa -mniej słodyczy przed fejsbukiem, miej piwka, a zostanie wam więcej kaski na suplementację i i prześwietlenia w kierunku zdiagnozowania stanu co najmniej HD i ED).

Taki jest standard tych ”dyskusji”: zrobić z Nabywcy szczeniaka-kaleki idiotę, wmówić mu, że wybrał niewłaściwego weta, że wszystko co dotąd zrobił w związku z tym co ten wet mu poradził było złe, głupie i dodatkowo zaszkodziło psu i opie…ć właściciela za to, że ”marnuje czas na kręcenie dymu na FB zamiast psem się zająć”.

Skoro czytacze ”dymnych” tematów są tacy mUndrzy i nawet po cwaniacku udzielają się w tych dyskach, to dlaczego nie ogarniają podstawowej rzeczy? To nie Nabywca psa ma się tłumaczyć, Nabywca tylko INFORMUJE czytelników posta o problemie i diagnozie, to hodowca musi pokazać, że wyeliminował z programu hodowlanego osobniki obciążone danym schorzeniem i dopiero wtedy taki tzw hodowca staje się ciut wiarygodniejszy jako autor połajanek w kierunku Nabywcy. Jest na Serwisie Facebook taka strona ”Institute of Canine Biology” -gorąco polecam na nią zajrzeć i zacząć sobie przyswajać treść artykułów, zanim zacznie się wypisywać kretynizmy na tzw grupach tematycznych. Mam świadomość, że niektórym tzw hodowcom bardzo nie na rękę jest pisanie o najnowszych odkryciach naukowców z dziedziny genetyki, ale mam to w nosie. Zacznijcie się uczyć drodzy miłośnicy psów. Zacznijcie czytać wartościowe teksty, bo jeżeli liczycie, że ”towarzycho” w swoich postach w tych grupach ”daje wam” ”wiedzę”, to się zaje mylicie. Aczkolwiek wbijcie sobie do głów jedno: aktualny trYnd jest taki: jeżeli ośmielisz się drogi Nabywco obnażyć ”efekt pracy hodowlanej” tzw hodowcy chronionego paktem ”w kupie raźniej” (może smród jednoczy?) przez towarzystwo wzajemnej adoracji, licz się z tym, że zaleje cię fala jadu, którego wisienką na torcie ma być wmówienie ci, że za to co zrobiłeś (podanie do publicznej wiadomości diagnozy psa) towarzycho ukaże cię zorganizowaną akcją i nawet pomogą tzw hodowcy odebrać tę nieszczęsną kalekę…

Zuza Petrykowska

Ps. Tak, wiadomość o tej samej treści wysyłam do tego do kogo ją wysyłam i ”wróbelków”… A odnośnie tzw oczekiwań: na wszystko jest czas i miejsce, cierpliwości.

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora jest zabronione.

KONIECZNA JEST KONTROLA W ZWIĄZKU KYNOLOGICZNYM W POLSCE. KOLEJNA UCHWAŁA PLENUM ZKWP ZACHĘCA DO OKALECZANIA PSÓW Z POWODÓW ESTETYCZNYCH?

Jak jest możliwe, że działalność stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce przez tyle lat jego istnienia nie podlegała żadnej kontroli?

komunikat 25 .11

Ciąg dalszy tematu;

winter-is-coming

Jak to było możliwe, ten brak kontroli, skoro od 1997r w Polsce obowiązuje zakaz okaleczania psów zabiegami estetycznymi (nieratującymi ich zdrowia lub życia)? Kopiowanie psich uszu zalicza się do zabiegów estetycznych. Dlaczego więc prywatne stowarzyszenie ZKwP nie doczekało się żadnej kontroli, choć obcinanie psom fragmentów uszu i/lub ogonów to ”zabiegi”, którym niektórzy członkowie ZKwP chętnie swoje psy poddawali i wciąż poddają? Jakim cudem było możliwe, iż prywatne stowarzyszenie Związek Kynologiczny w Polsce nie doczekało się jakiejkolwiek kontroli weryfikującej ilość okaleczonych psów zarejestrowanych w tym stowarzyszeniu, szczególnie po wprowadzeniu w życie 1 stycznia 2012r Nowelizacji Ustawy o Ochronie Zwierząt, podkreślającej, iż kopiowania psom uszu (i kurtyzowania im ogonów) polskie prawo zabrania W SZCZEGÓLNOSCI? Dlaczego, choć zabroniony przez polskie prawo proceder kwitnie wśród części zrzeszonych w Związku Kynologicznym w Polsce posiadaczy i hodowców psów ras tradycyjnie okaleczanych, co widać na wystawach organizowanych przez to stowarzyszenie, internetowych stronach hodowców i posiadaczy (w tym Serwis Facebook) w nim zrzeszonych oraz w ich hodowlach*, i w Polsce wciąż publicznie można oglądać zwierzęta poddane ”zabiegom” kwalifikowanym przez polskie prawo jako forma znęcania się, ZKwP nie podlegało żadnej kontroli?

Statut ZKwP podaje, iż stowarzyszenie to swoje cele realizuje poprzez ”reprezentowanie interesów kynologii przed władzami i instytucjami w kraju oraz organizacjami kynologicznymi międzynarodowymi i zagranicznymi”. Czy ta treść zwalnia ZKwP z konieczności odpowiadania przez tymi władzami i instytucjami? Przed rodzimym Ustawodawcą? Czy mamy do czynienia z sytuacją określaną jako państwo w państwie? Czy brak kontroli nad poczynaniami Plenum ZKwP w sprawie wydawanych przez nie uchwał dotyczących nielegalnego w Polsce obcinania psom uszu i ogonów wynika z tego, iż wiele instytucji oraz znaczna część społeczeństwa uznała, iż to ZKwP jest organem decydującym czy swoje przepisy dostosuje do obowiązującego w Polsce prawa czy nie? Czy taka samozwańcza deklaracja ”reprezentowania interesów kynologii” zwalnia Zarząd Główny Związku Kynologicznego w Polsce z obowiązków przestrzegania zapisów np. Ustawy o Ochronie Zwierząt?

 

Związek Kynologiczny w Polsce jest tylko prywatnym stowarzyszeniem i nie stanowi polskiego prawa, może jedynie się do niego dostosować. Jednak kolejne decyzje Plenum tego Związku poddają w wątpliwość jego szacunek względem obowiązującego w Polsce prawa.

Czyżby to właśnie ten brak kontroli nakłonił Zarząd Główny Związku Kynologicznego w Polsce do uchwalenia aż tak skandalicznych postanowień, jak te dotyczące ”opierania” się przez ZKwP zakazowi okaleczania psów ze względów estetycznych?

W punkcie piątym komunikatu widniejącego na oficjalniej stronie prywatnego stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce (screen macie powyżej), informującym o podjętych w dniu 25 listopada 2015 r. uchwałach podano: Przyjęto iż, psy/suki, które zgodnie z uchwałą ZG nie mogą być wystawiane na wystawach ze względu na cięte uszy i/lub ogon, mogą zostać zakwalifikowane do hodowli na podstawie przeglądu dokonanego przez sędziego międzynarodowego z uprawnieniami do oceny danej rasy oraz muszą spełniać pozostałe wymogi Regulaminu Hodowlanego”. (Chodzi tu o treść uchwały z 16 września tego roku, screen znajdziecie poniżej.) Pomijając problem niezgodności zacytowanej powyżej uchwały ze statutem stowarzyszenia ZKwP, mówiącym, iż: ”Członek Związku jest zobowiązany przestrzegać postanowień statutu i wydanych na jego podstawie regulaminów” -a w żadnym w tych regulaminów, szczególnie w Regulaminie Hodowli Psów Rasowych nie ma mowy o tego rodzaju niejasnej ”kwalifikacji hodowlanej”- i fakt, że uchwała ta przeczy podstawowym zasadom dotyczących funkcjonowania samego stowarzyszenia, jest ona kolejną niezgodną z obowiązującą w Polsce Ustawą o Ochronie Zwierząt, uchwałą, którą Zarząd Główny ZKwP podjął. Przypomnijmy zaakceptowanie przez Zarząd Główny Związku Kynologicznego w Polsce, nieposiadających podstawy prawnej ”zaświadczeń” o ”leczniczym kopiowaniu” psich uszu, które to członkowie ZKwP składali w poszczególnych oddziałach Związku, po wejściu w życie 1 stycznia 2012r Nowelizacji Ustawy o Ochronie Zwierząt, by okaleczone nielegalnym w Polsce ”zabiegiem” psy mogły być pokazywane na organizowanych przez ZKwP wystawach.

małe a cieszy

a przez prawie 4 lata było tak:

komunikat o ''zaświadczeniach''

Jest to tym bardziej oburzające, iż Statut ZKwP nakazuje swoim członkom ”traktować humanitarnie wszystkie zwierzęta i przestrzegać ustawy o ochronie zwierząt”.

W uchwale, którą w ostatnich dniach Związek Kynologiczny w Polsce raczył podzielić się z opinią publiczną i swoimi członkami, poprzez podanie jej treści na swojej oficjalnej stronie internetowej, stowarzyszenie to zadecydowało o utworzeniu swoim członkom możliwości dalszego wykorzystywania w hodowli okaleczonych kopiowaniem psów (zaznaczmy: urodzonych po tym jak Ustawodawca kopiowania i kurtyzowania zabronił w Polsce W SZCZEGÓLNOŚCI ), z obejściem procedury opisanej w Regulaminie Hodowli Psów Rasowych, do którego muszą(?) stosować się członkowie ZKwP posiadający psy kompletnie, nieokaleczone (z naturalnymi uszami i ogonami). Czy takim rozstrzygnięciem, szczególnie biorąc pod uwagę treść uchwały ZG ZKwP z dnia 16 września tego roku czyli sprzed nieco ponad dwóch miesięcy, uchwały zabraniającej udziału w wystawach psom okaleczonym (a zgodnie z Regulaminem Hodowli Psów Rasowych udział psa w wystawach jest kluczowym elementem kwalifikacji hodowlanej dla każdego psa zarejestrowanego w stowarzyszeniu ZKwP), powoduje, iż słuszny wydaje się wniosek, iż Zarząd Główny Związku Kynologicznego w Polsce kolejny raz postanowił zadrwić z treści nie tylko zapisów Ustawy o Ochronie Zwierząt, ale i własnego Statutu? Trudno przecież wyobrazić sobie, by Plenum ZKwP nie znało i nie rozumiało zasad wedle, których stowarzyszenie to funkcjonuje, może jednak? Czy osoby ”decyzyjne”, Plenum ZKwP doprawdy nie zna treści Ustawy o Ochronie Zwierząt? Obowiązujący aktualnie w Polsce stan prawny kwalifikuje ”zabieg” kopiowania, tj chirurgicznej ingerencji w tkankę małżowiny usznej psa, zmieniającej jego kształt i sposób noszenia, jako formę znęcania się poprzez ”umyślne zranienie lub okaleczenie zwierzęcia, niestanowiące dozwolonego prawem zabiegu lub procedury”, gdyż ”wszelkie zabiegi majce na celu zmianę wyglądu zwierzęcia i wykonywane w celu innym niż ratowanie jego zdrowia lub życia, a w szczególności przycinanie psom uszu i ogonów (kopiowanie)” ustawodawca uznał za ”zadawanie albo świadome dopuszczanie do zadawania bólu i cierpień”.

Art. 5.Każde zwierzę wymaga humanitarnego traktowania.

Art. 6. 2. Przez znęcanie się nad zwierzętami należy rozumieć zadawanie albo świadome dopuszczanie do zadawania bólu lub cierpień, a w szczególności:

1)16) umyślne zranienie lub okaleczenie zwierzęcia, niestanowiące dozwolonego prawem zabiegu lub doświadczenia na zwierzęciu, w tym znakowanie zwierząt stałocieplnych przez wypalanie lub wymrażanie, a także wszelkie zabiegi mające na celu zmianę wyglądu zwierzęcia i wykonywane w celu innym niż ratowanie jego zdrowia lub życia, a w szczególności przycinanie psom uszu i ogonów (kopiowanie)

Publiczność wystaw organizowanych przez ZKwP, ”stowarzyszenie osób zainteresowanych w amatorskiej hodowli psów rasowych” -jak czytamy w Statucie ZKwP- nie będzie już na nich, tak licznie oglądać psów z kopiowanymi uszami i ciętymi ogonami -to wynika z Uchwały z 16 września tego roku. Nie oznacza to jednak, że osoby lubujące się w okaleczaniu psów nielegalnymi procedurami chirurgicznymi zmieniającymi wygląd psów, nie będą kultywowały tradycji kopiowania uszu i/lub kurtyzowania ogonów swoim psom -zachęca ich do tego Uchwala z dnia 25 listopada tego roku. Proceder obcinania uszu i/lub ogonów wprost oficjalnie schodzi do podziemia i to bardzo nisko… Okaleczone psy nie będą pokazywane przez polskich tzw hodowców psów ras ”tradycyjnie ciętych” na organizowanych w Polsce wystawach. Polacy należący do ZKwP nie będą mogli chwalić się przed wystawową publicznością ani okaleczonymi psami, które urodziły się w Polsce ani tymi, które pochodzą z krajów również objętych zakazem kultywowania barbarzyńskiej tradycji (importami). Natomiast nikt z ZKwP nie zabroni im chwalić się ”nowymi fryzurkami” -tak określają uszy po kopiowaniu fani ich obcinania- np. na Serwisie Facebook.

Polska kynologia upada w imię skandalicznego przywiązania do barbarzyńskich tradycji garstki aroganckich, względem prawa, ”miłośników psów”. Zarząd Główny ZKwP poucza swoją najnowszą uchwałą ludzi chcących psy okaleczać, nie o tym, że ”zabiegi” kopiowania i kurtyzowania są w Polsce zakazane, ale w praktyce wręcz zachęca ich do nie przejmowania się, polskim prawem i nie respektowania go, proponując w swojej uchwale rozwiązanie pozwalające obejść (złamać?) własny Regulamin Hodowli Psów Rasowych ZKwP, tak by okaleczone psy mogły być rozmnażane i zaspokajały chore wizje swoich właścicieli? W imię interesu garstki, za nic mających dobrostan psów członków, ZG ZKwP ordynarnie lekceważy i polskie prawo (zapisy Ustawy o Ochronie Zwierząt), i własne regulaminy, i tych ze swoich członków, którzy zapisów Ustawy o Ochronie Zwierząt, przestrzegają?

Jak widać Zarząd Główny najstarszej polskiej organizacji kynologicznej, Związku Kynologicznego w Polsce, powstałego w roku 1938, ale rozwijającego się w okresie PRLu, stowarzyszenia samozwańczych ”reprezentantów interesów kynologii’, w najnowszej ze swoich uchwał nie bawił się już w subtelności o rzekomym ”leczniczym kopiowaniu”, nie napisano w komunikacie dotyczącym decyzji podjętych 25 listopada tego roku ani słowa o ”zaświadczeniach”, nic o ”leczeniu poprzez obcinanie fragmentów uszu”. Nie. Użyto wprost słów ”cięte uszy i/lub ogon”. Ta bezpośredniość jest wysoce alarmująca i ostatecznie powinna pozbawić złudzeń tych, którym ”elastyczność” ZKwP względem ”tradycyjnego” okaleczania części zarejestrowanych w tym stowarzyszeniu psów, wydaje się przypadkowa.

Na koniec dodam, iż wciąż oczekuję od Głównego Inspektoratu Weterynarii oraz osoby Głównego Lekarza Weterynarii podania mi do wiadomości PODSTAWY PRAWNEJ ”zaświadczenia”, które to honorowane było przez poszczególne Oddziały ZKwP i o którym była mowa w cytowanym przez mnie poniżej komunikacie oraz którego treść wiążąca była dla członków ZKwP aż do 16 września tego roku. Brak podstawy prawnej, oznacza, iż Główny Inspektorat Weterynarii dopuścił się poważnego zaniedbania, tolerując pseudodokumenty stanowiące alibi dla znęcania się nad zwierzętami. O podstawę prawną ww ”zaświadczenia” pytam już trzeci raz, obie odpowiedzi, które dotąd otrzymałam słowem nie odnosiły się do ”podstawy prawnej” pseudodokumentu… Wnioski zostawiam wam, Drodzy czytelnicy.

Treść ze strony ZKwP:

KOMUNIKAT Zarządu Głównego ZKwP W związku z uchwaloną przez Sejm RP nowelizacją Ustawy o Ochronie Zwierząt (DZ.U.2011,nr 230, poz.1373), która w art.6, ust.2, pkt. 1 w sposób nie budzący wątpliwości zakazuje wykonywania zabiegów kopiowania uszu i ogonów, Zarząd Główny na posiedzeniu w dn. 29.10.2011 podjął następujące uchwały:

1. Wszystkie psy urodzone w Polsce po 01.01.2012r. muszą mieć pozostawione naturalne uszy i ogony. Kierownicy sekcji ras zostają zobowiązani do zaznaczania w protokółach kontroli miotów każdego przypadku ciętego ogona i/lub uszu oraz zgłaszania tego faktu zarządowi oddziału. W rasach, w których występują ogony szczątkowe i/lub skrócone, ogony wszystkich szczeniąt muszą zostać opisane w protokółach kontroli miotów, a następnie w metrykach i rodowodach.

2.Od 01.01.2012r. zostaje wprowadzony zakaz wystawiania psów z kopiowanymi ogonami i/lub uszami. Zakaz ten dotyczy WYŁĄCZNIE psów URODZONYCH W POLSCE PO 01.01.2012. W wyjątkowych przypadkach dopuszcza się przyjęcie na wystawę psa urodzonego w Polsce po 01.01.2012 i poddanego zabiegowi kopiowania, o ile zabieg został przeprowadzony z poszanowaniem art.27 Ustawy o Ochronie Zwierząt (DZ.U.1997, nr 111, poz.724). W takim przypadku właściciel psa zobowiązany jest dołączyć do zgłoszenia oryginał lub, poświadczoną przez jego macierzysty oddział ZKwP, kopię stosownego zaświadczenia lekarskiego, które musi zawierać, umożliwiające weryfikację, szczegółowe dane kontaktowe lecznicy i wystawiającego zaświadczenie lekarza takie jak: nazwisko, adres, nr telefonu oraz adres e-mail. Zaświadczenie pozostaje w dokumentach wystawowych organizatora imprezy.

3.W dniu 18.03.2015 Plenum ZG ZKwP uchwaliło, że zaświadczenia lekarskie wystawione przez lekarzy weterynarii z zagranicy po tej dacie nie będą honorowane. Psy z takimi zaświadczeniami nie będą przyjmowane na wystawy.

 *”Rozdział 2

Art. 10. 1. 29) Prowadzenie hodowli lub utrzymywanie psa rasy uznawanej za agresywną wymaga zezwolenia wydanego przez wójta (burmistrza, prezydenta miasta) właściwego ze względu na planowane miejsce prowadzenia hodowli lub utrzymywania psa na wniosek osoby zamierzającej prowadzić taką hodowlę lub utrzymywać takiego psa.

2. Zezwolenia, o którym mowa w ust. 1, nie wydaje się, a wydane cofa się, jeżeli pies będzie lub jest utrzymywany w warunkach i w sposób, które stanowią zagrożenie dla ludzi lub zwierząt.

2a. 30) Organem właściwym w sprawie cofnięcia zezwolenia, o którym mowa w ust. 1, jest wójt (burmistrz, prezydent miasta) właściwy ze względu na miejsce prowadzenia hodowli lub utrzymywania psa.

2b. W razie zmiany miejsca prowadzenia hodowli lub utrzymywania psa właściwy organ dokonuje zmiany zezwolenia, o którym mowa w ust. 1.

2c. Rozstrzygnięcia w sprawie wydania zezwolenia oraz cofnięcia zezwolenia, o którym mowa w ust. 1, są podejmowane w formie decyzji administracyjnej.

3. Minister właściwy do spraw administracji publicznej, po zasięgnięciu opinii Związku Kynologicznego w Polsce, ustala, w drodze rozporządzenia, wykaz ras psów uznawanych za agresywne, biorąc pod uwagę konieczność zapewnienia bezpieczeństwa ludzi i zwierząt.”

 W odniesieniu do punktu 7 komunikatu z 25 listopada tego roku wkleję wam fragment mejla przesłanego przeze mnie na skrzynkę mejlową ZG ZKwP sześć dni temu czyli 17 grudnia tego roku: ”To bardzo ładnie, że wreszcie choć w jednej z najczęściej okaleczanych nielegalnym obcinaniem uszu i ogonów (równocześnie!) ras, zaistniała realna szansa na walkę z dysplazją stawów. Tylko dlaczego ”reprezentanci interesów kynologii” nie walczą o obowiązkowe badania w kierunku eliminowania genetycznych schorzeń u wszystkich ras nękanych tymi schorzeniami? Same skargi do waszego Rzecznika Dyscyplinarnego są dość inspirujące, byście wiedzieli o które schorzenia, w których rasach chodzi. I dlaczego z jednej strony niby wprowadzacie środek do walki z dysplazją, a z drugiej robicie wszystko by hodowcy i posiadacze Cane Corso jednak wciąż mogli się, przy poparciu waszego stowarzyszenia nad swoimi psami znęcać?”. Odpowiedź jeszcze nie nadeszła…

EDIT: Pamiętajmy także, iż FCI (Fédération Cynologique Internationale) zatwierdziło zmiany we wzorcach niektórych włoskich ras, w tym CANE CORSO, której to przedstawicieli wciąż dosyć często polscy hodowcy i posiadacze okaleczają ”zabiegami kopiowania” (obcinanie uszu) i cięcia części ogona. Aby przeczytać nowy wzorzec CC wystarczy wejść na stronę FCI http://www.fci.be/en/New-standards-of-Italian-breeds-valid-from-01-01-2016-231.html i kliknąć w Cane Corso (343). Ciekawe kiedy Związek Kynologiczny w Polsce postanowi zwrócić swoim członkom uwagę na fakt, iż nowy wzorzec Cane Corso wymaga aby uszy oraz ogony u psów tej rasy pozostawiono niezmienione estetycznymi ”zabiegami”, naturalne. Przychodzące na świat po 1 stycznia 2016r Cane Corso, aby być Cane Corso muszą pozostać KOMPLETNE: ”Ears: Triangular, drooping, of medium size. With a wide set-on that is much above the zygomatic arches. Ears are un-cropped.” Czyli polscy uparci fanatycy okaleczania psów, jeżeli dalej będą okaleczać swoje Cane Corso, będą działać także dodatkowo wbrew zaleceniom oficjalnego wzorca rasy… Co na to FCI? Zobaczymy, przekonamy się w ciągu pierwszych miesięcy przyszłego roku, jak członkowie ZKwP odniosą się do zmiany wzorca Cane Corso czyli rasy z lubością ”tradycyjnie” okaleczanej w Polsce, pomimo od lat (https://pl.wikipedia.org/wiki/Kopiowanie_(kynologia)) funkcjonującego u nas zakazu, zmiany zatwierdzonej przez FCI… Pożyjemy zobaczymy czy i w tym przypadku ”fani” CC zastosują podejście typu ”wolnoć Tomku w swoim domku”… A jeżeli zajdzie potrzeba, przekonamy się co na tę wolnoamerykankę powie nam FCI.

capture-20151223-162233

capture-20151223-162252

capture-20151223-162038

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu oraz zdjęć bez zgody autora jest zabronione.

BADANIA, OD KTÓRYCH ZALEŻEĆ POWINNY UPRAWNIENIA HODOWLANE, CZYLI KOMPLETNIE GŁUCHY DOGO ARGENTINO I SKANDALICZNE REAKCJE ŚRODOWISKA HODOWCÓW NA AKCJĘ UŚWIADAMIANIA POTENCJALNYCH I OBECNYCH WŁAŚCICIELI PSÓW TYPU PRESA O ZNACZENIU TYCH BADAŃ.

Iral White Angel BAER test wynik 1na2

Iral White Angel BAER test wynik 2na2

Zawsze ogromnie zniesmaczało mnie (i rozczarowywało), kiedy przychodziło do pytań o BAER test i słyszałam, że ‚szkoda ryzykować, życiem szczeniaka, bo to zabieg, który wykonuje się w pełnej narkozie i nigdy nie wiadomo czy szczenię się wybudzi’ (badanie wykluczające jednostronną głuchotę można wykonywać już u ośmiotygodniowych szczeniąt). Ale nikomu z tych, którzy wygłaszali takie mUNdrościnigdy nie było szkoda ryzykować życiem, nawet starszych szczeniąt, kiedy chodziło o cięcie uszu, w przypadku którego chodziło jedynie o to, by pies miał bardziej ”kozacki” wygląd. (No, bo ile mamy w Polsce ciętych, ”UŻYTKOWYCH” Dogów Argentyńskich?) Czasem szczeniaki umierały (i pewnie dalej umierają) podczas obcinania uszu: nie wybudzały się z narkozy. Ale nie pamiętam, żebym słyszała, że ktoś, gdzieś, kiedyś płakał po tym, jak ‚stracił szczenię podczas wykonywania badania BAER test’, potwierdzającego normalny słuch. (Nic dziwnego, bo to się nie dzieje.) Natomiast przeżycie przez szczeniaka zabiegu obcinania fragmentu ucha (małżowiny usznej) często komentowane jest uwagami o ”silnym sercu” (”Wybudził się bez problemu, więc ma ma mocną pompę”).

Zazwyczaj, jeżeli -chciałabym móc użyć słowa ”kiedy”, ale to sugerowałaby, że publikowanie w internecie przez hodowców DA wyników BAER test potwierdzających, że używają w hodowli psów obustronnie słyszących, wolnych od głuchoty jednostronnej, jest u nas jakimś popularnym zwyczajem/standardem, a tak niestety nie jest, więc słowo ”jeżeli” jest znacznie właściwszym- ktoś pokazuje w internecie wyniki badania BAER test, to pokazuje wyniki psów normalnie słyszących. Wyników Dogo Argentino zupełnie głuchych nie mamy okazji oglądać.

Zazwyczaj dzieje się tak dlatego, że szczenięta niesłyszące są usypiane natychmiast po wykonaniu BAER test, który w takich sytuacjach jedynie potwierdza przypuszczenia i obawy hodowcy.

Zazwyczaj tak jest. Ale od czasu do czasu ten zwyczaj jest łamany i zupełnie głuche szczenię nie zostaje uśpione. Była taka AFERA jakiś czas temu: https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2013/11/26/adopcje-dogo-argentino/. Nie zostaje uśpione dlatego, że hodowca przekazał je/sprzedał nowym właścicielom, nie zdając sobie zupełnie sprawy z tego, że zwierzę jest inwalidą (Możemy wierzyć w taką ewentualność, w końcu coraz bardziej przypadkowi (i tępi) ludzie biorą się za rozmnażanie Dogów Argentyńskich i wszystko jest możliwe. Aczkolwiek takie przypadki mówiłyby o tzw hodowcy wystarczająco dużo, aby skreślić go z listy ”godny zaufania”.) Albo zupełnie głuche Dogi Argentyńskie nie są usypiane dlatego, że tzw hodowca z pełną premedytacją postanowił je sprzedać i odpowiedzialnością za szczenię oraz decyzje, które będą dotyczyć jego dalszego losu, obciążyć nowego opiekuna. Co tym bardziej skreśla takiego tzw hodowcę z listy osób ”godnych zaufania”.

Niewiedza albo podłość -żadna z tych cech nie jest/nie powinna być właściwą dla hodowcy. ”Zdjęcie wpisu” to zdjęcie/wynik BAER test takiego właśnie obustronnie/zupełnie głuchego Doga Argentyńskiego pochodzącego z hodowli zarejestrowanej w Stowarzyszeniu Właścicieli Kotów i Psów Rasowych. Właściciele psa poinformowali mnie, iż ich prawnik skontaktował się już z hodowlą.

Są sytuacje, w których to czy pies pochodzi z hodowli zarejestrowanej w organizacji kynologicznej podlegającej FCI czy nie, właściwie nie ma znaczenia. Szczególnie dobrze ten fakt obrazuje dysplastyczny skandal w środowisku hodowców psów rasy Dogo Canario/Presa Canario działających pod egidą Związku Kynologicznego w Polsce, który to został już oficjalnie poinformowany o delikatnie mówiąc ‚nieprawidłowościach’, których dopuszczają się hodowcy (i ich tzw sympatycy) korzystający z zaufania, jakim większość osób pragnących zakupić rasowego psa darzy tę najstarszą w Polsce organizację kynologiczną. (Poinformowane o tych ”nieprawidłowościach” zostało już także Towarzystwo Przyjaciół Zwierząt w Polsce oraz, co najistotniejsze, kiedy dochodzi do popełnienia przestępstw z Kodeksu Karnego (jak groźby i zastraszanie), polska policja). Nie ma znaczenia ”renoma” jaką cieszy się dana organizacja kynologiczna, kiedy jej członkowie zaczynają stosować bandycki terror w stosunku do innych osób. Coś jest bardzo nie w porządku, delikatnie mówiąc, kiedy tzw hodowcy rasowych psów zaczynają stosować mafijne metody do kneblowania ust tym, dla których dobrostan zwierząt jest ważniejszy niż dla tzw hodowców.

W dzisiejszym tekście posłużymy się jednak wynikiem BAER test psa spoza Związku Kynologicznego w Polsce, pochodzącgo z zarejestrowanej w Stowarzyszeniu Właścicieli Kotów i Psów Rasowych, hodowli ”White Angel”. Dziś, by przypomnieć jak niezwykle ważne są badania słuchu dla psów rasy Dogo Argentino kilka słów o przypadku kompletnie głuchego psa o imieniu Iral White Angel, którego ojcem jest Demon White Angel, a matką Hexa White Angel -ponieważ rodowody wydawane przez organizacje, których członkowie rozmnażają zwierzęta w powstałych po nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt (po 1 stycznia 2012 roku) są dosyć ”specyficzne”, jest to cała wiedza dotycząca przodków głuchego Irala White Angel, którą dysponują jego właściciele.

(Edit 2015: Uwaga na hodowlę lub raczej ”pana hodowcę”, który kiedyś był członkiem SWKiPR i psy rozmnażał pod przydomkiem ”White Angel” a dziś jest członkiem stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce i jego hodowla (FCI) nazywa się ”Quebrada Del Toro- Dogo Argentino Kennel”. Najwyraźniej ZKwP jest bardziej przyjazne od Stowarzyszenia Właścicieli Kotów i Psów Rasowych. Już w lipcu 2015 r., suka Dogo Argentino o rodowodowym imieniu Totora De La Pampita (ta całkowicie biała: https://www.youtube.com/watch?v=dpkuE7hiC0A), należąca do tej osoby, pokazywana była na warszawskiej wystawie. Link do tekstu:

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2014/01/27/uwaga-na-zarejestrowana-w-skwipr-hodowle-white-angel-dogo-argentino-czyli-bo-to-mezalians-bylby-dla-psa/). Oto informacje na temat Irala:

rodowód

Emocje na bok

Wiele z osób, które ”chcą mieć psa konkretnej rasy”, przyjeżdżając do hodowcy, odebrać szczeniaka, zupełnie traci głowę. Zapominając o najistotniejszych kwestiach praktycznych, o których część z nich pamiętała jeszcze, kiedy rozmawiali z hodowcą przez telefon i ustalali, że szczegóły ”dogadają przy odbiorze szczeniaka”. W końcu hodowca ”wydawał/a się taki/a miły/a i kompetentny/a, tak ciekawie opowiadał/a o rasie i swoich psach”… Wciąż sporo osób wybiera daną hodowlę, bo: ”Było blisko i nie musieliśmy jechać na drugi koniec Polski”. Albo: ”I tak mnie/nas kompletnie nie interesowały całe te wystawy, więc jakie to ma znaczenie gdzie jest zarejestrowana hodowla?”. (Potem okazuje się, że kiedy przychodzi do starania się o praktyczną pomoc, to w jakiej organizacji kynologicznej pies jest zarejestrowany może mieć znaczenie.) I kiedy przychodzi dzień, w którym jedzie się po psiaka, na którego tak bardzo się czekało, niektórym emocje kompletnie przysłaniają rzeczywistość i wystarczy pokazać im szczeniaka, żeby o bożym świecie zapomnieli. Od chwili, w której zobaczą ”ślicznego małego pieska” można och urabiać jak się chce, bo nie mają już kontaktu z rzeczywistością; biorą na ręce, całują pieska, bawią się z nim tarzając po podłodze i w kółko powtarzają: ”Jaki on śliczny!”. W tym momencie wystarczy im tylko podać do podpisania umowę i zainkasować kwotę. Nie dziwi mnie, że ”zwykłemu Kowalskiemu” nawet się nie śni, jak bardzo sprzedający psy potrafią być perfidni w stosunku do ich nabywców, czyli swoich klientów. Przeciętny człowiek, który nigdy nie interesował się ”hodowlą rasowych psów” nie jest sobie w stanie wyobrazić jakimi pokładami zdolności handlowych i często hipokryzji dysponują ludzie żyjący ze sprzedawania psów, więc kiedy okazuje się, że padł ofiarą kogoś nieuczciwego albo nieprofesjonalnego, największą pretensję -i słusznie- ma do siebie. ”Gdybym nie był/a tak podekscytowany/a widokiem szczeniaka i tym jaki był w tamtym momencie słodki, zapytałbym/a o te badania”.

Kilka faktów

Hodowca, który nie orientuje się, że szczeniak jest KOMPLETNIE GŁUCHY nie nadaje się do rozmnażania psów rasy, wyjątkowo na problemy z prawidłowym słyszeniem narażonej, niezależnie czy ”nie zauważa” problemu ”niechcący”, czy robi to z pełną świadomością, gdyż naraża i właścicieli psa, i samo zwierzę, a takie postępowanie poddaje w wątpliwość etyczność hodowcy i jest zaprzeczeniem idei hodowli rasowych psów.

Drodzy przyszli nabywcy zwierząt, w sensie generalnym, pamiętajcie o takich ”uroczych smaczkach”, jak np. kawałek z umowy, którą podpisała osoba będąca właścicielem Irala White Angel;

Hodowca oświadcza, że u rodziców psa będącego przedmiotem umowy, nie stwierdzono występowania schorzeń dziedzicznych” – TO BARDZO WYGODNE! I W PRAKTYCE NALEŻY TO TŁUMACZYĆ: NIE STWIERDZONO, BO NIE STARANO SIĘ ICH WYKLUCZYĆ, BĄDŹ POTWIERDZIĆ. Jeżeli rodzice danego zwierzęcia nie zostali poddani badaniu BAER test, o którego wynik każdy świadomy nabywca Dogo Argentino powinien pytać hodowcę, to nie wiadomo czy są osobnikami obustronnie słyszącymi, czy nie. Nie wiadomo czy są jednostronnie głuche czy nie, a może tylko jedno z nich? Gdyby z dwójki rodziców obustronnie słyszących, urodziło się zupełnie głuche szczenię, nie byłoby to winą hodowcy, ale takiego szczenięcia hodowca nie sprzedaje. Kompletnie głuche szczenię hodowca usypia jako obciążone genetycznym kalectwem.

Nie będę państwu przepisywać całej tej umowy, po prostu zamieszczę jej screen-fragment (z pominięciem danych personalnych), żebyście mogli się przekonać, jak wyglądać może umowa między Sprzedającym i Kupującym.

Na przyszłość: w umowie zwracajcie uwagę na punkt poruszający kwestię jakości słyszenia psa, kiedy kupujecie psa z ”wielką białą łatą” albo o umaszczeniu typu merle i wymagajcie jasnego określenia warunków! I nie podpisujcie umów, w których problem głuchoty w żaden sposób nie jest zdefiniowany. Musicie wiedzieć czy kupujecie psa, który przeszedł BAER test, no co macie dokument poświadczający to, jak wasz pies słyszy(?), czy takiego, o którego jakości słyszenia nie wiecie niczego pewnego. Musicie wiedzieć czy kupujecie psa wolnego od zmory rasy: jednostronnej głuchoty, czyli psa, który słyszy normalnie na oboje uszu i od głuchoty jest kompletnie wolny. Wymagajcie w umowach zapisów jednoznacznie definiujących termin w jakim wasz pies ma przejść BAER test, jeżeli kupujecie szczeniaka bez certyfikatu oraz to jakiego zadośćuczynienia będziecie żądać od hodowcy/jaką rekompensatę przewidział dla was hodowca, jeżeli pies okaże się kaleki. Jednostronna głuchota jest kalectwem, z którym odpowiednio prowadzony pies, chroniony przed alergiami i ”zawiewaniem sobie uszu”, może żyć zupełnie normalnie pod warunkiem, że jego właściciel jest w stanie zapewnić mu odpowiednią opiekę. Aby to zrobić, świadomie chronić psa przed NABYTĄ utratą słuchu, czyli np. nawracającymi zapaleniami uszu, właściciel musi wiedzieć, że jego pies sprawne ma tylko jedno ucho.

umowa frag 1

umowa frag 2

umowa frag 3

Nieco inaczej rzecz ma się z dysplazją

Kupując psa rasy, w której dysplazja jest powszechna, należy przede wszystkim rozumieć czym ona jest. A znając aktualne stanowisko np. ZKwP, na temat szczeniąt obarczonych schorzeniami, wiedzieć o dysplazji po prostu WSZYSTKO.

Aby w ogóle serio traktować danego hodowcę i brać go pod uwagę jako kogoś, komu zapłaci się kilka tysięcy złotych za psa, z którym będzie żyło się kolejną dekadę, należy takiego hodowcę najpierw zapytać o wyniki badań w kierunku dysplazji jego breeding stock, czyli psów, które w swojej hodowli rozmnaża. I każde ”kręcenie” na temat wyników dotyczących dysplazji, podobnie jak wyników BAER test, traktować jako znak, że czas zakończyć rozmowę i znaleźć hodowcę, który nie kręci. (Proście o informacje na temat wyników HD, a także ED miotowego rodzeństwa psów, które mają być rodzicami waszego szczeniaka. Szukajcie kontaktu z posiadaczami psów z wybranej przez siebie hodowli. Sami sprawdźcie ”czy na pewno jest tak ”spoko” i ”fajnie”, bo może się okazać, że połowa dorosłych osobników z danego krycia jest kalekami… Genetyka jest bezlitosna). Należy wiedzieć, że dysplazji z wynikiem D lub E posiadacz psa nie może mu sam ”zafundować”, trzymając psa na zbyt śliskiej podłodze, jak to często starają się opiekunom nieszczęsnych genetycznych kalek wmówić ”uczciwi hodowcy”. Zwłaszcza, gdy psiak poważnie zaawansowane cechy dysplazji ma, będąc w wieku 7 lub 8miesięcy(!)

Wolne od dysplazji stawów biodrowych są osobniki z wynikiem A.

B to wynik stawów biodrowych prawie normalnych, C to dysplazja nieznaczna.

W dysplazji łokciowej 0/0 oznacza, że stawy są wolne od dysplazji, a 1/1, 0/1, 1/0 to dysplazja lekka.

Poniżej zamieszczam linki do ”ściąg” na temat dysplazji stawów biodrowych i łokciowych;

https://www.facebook.com/media/set/?set=a.831743246880945.1073741830.828616347193635&type=3, https://www.facebook.com/media/set/?set=a.831746043547332.1073741831.828616347193635&type=3

Krucjata przeciwko budzeniu świadomości o roli obciążeń genetycznych w hodowli psów rasowych

Dysplastyczny skandal, który wybuchł na ”sąsiednim podwórku”, czyli w środowisku Dogo Canario/Presa Canario związanych z ZKwP i obrzydliwa nagonka skierowana na osoby, które postanowiły nie dopuścić do jego zamilczenia, tworząc stronę: www.facebook.com/dysplazjawdogocanariopresacanari,o to swego rodzaju ”powtórka z rozrywki” z dawnego Forum Molosy (dziś Pupileo), sprzed czterech lat, kiedy to na FM podjęty został temat roli pigmentu, jego znaczenia, a także BAER test i pytań o wyniki BAER rozmnażanych w tamtym czasie (zarejestrowanych z ZKwP) i popularnych na FM Dogów Argentyńskich. Wtedy ”fejsbuk” nie był tak popularny i ”szczucie” niepokornych, zadających niewygodne pytania i poruszających niewygodne dla ”hodowlanego biznesu” kwestie, odbywało się na/poprzez Forum Molosy. Różne dziwne osoby zakładały tzw lewe konta i spod lewych nicków rozpoczynały tematy szkalujące osoby, które domagały się odpowiedzi na pytania o jakość słyszenia rozmnażanych w tamtym czasie Dogo Argentino. Dziś do grożenia i szkalowania służy fejsbuk. Tyle, że środowisko tzw hodowców i ”sympatyków” tych tzw hodowców, przechodzi wszelkie granice w swej obłąkańczej krucjacie przeciw ‚psującym biznes’, szkalując i pomawiając. Wprost, posługując się własnymi imionami i nazwiskami, czyli używając w tych celach swoich oryginalnych kont na Serwisie FACEBOOK, opluwając tych, którzy edukują przyszłych i być może obecnych posiadaczy psów o tym, czym jest dysplazja i jak nie należy traktować nabywców psów z ”najlepszych hodowli”, psów genetycznie obciążonych dysplazją. Dobrostan psów, ich zdrowie i komfort życia w ogóle nie interesuje ”adwokatów” tych ”najlepszych” hodowców, za nic mają cierpienie zwierząt i straty moralne (i finansowe) ich właścicieli.

Świat staje na głowie, kiedy ludzie pozbawieni empatii i etyki zaczynają nazywać się ”miłośnikami rasy”. Polski Kodeks Karny przewiduje określone konsekwencje zarówno w stosunku do osób dopuszczających się kierowania gróźb karalnych i zastraszania, jak i tych, którzy ”tylko” dopuszczają się przestępstw przeciwko dobremu imieniu, ale co równie istotne nasz Kodeks Karny ma także określone rozwiązania dla osób, które znęcają się nad zwierzętami. Korzystajmy z prawa, które pozwala nam piętnować przestępstwa, tak jak właściciele głuchego dogo, którego wyniki posłużyły za ”zdjęcie wpisu”.

Dysplazja? Co ci proponuje Związek Kynologiczny w Polsce? To proste: zytanie ze zrozumieniem

dys 02

(http://www.zkwp.pl/zg/index.php?n=kom_zg)

Rękojmia -czyli zwierzę towarem konsumpcyjnym. Wyciągnijcie wnioski.dys 03

(http://www.prawakonsumenta.uokik.gov.pl/reklamacje/rekojmia)

Reasumując

Każdy Dogo Argentino, który nie posiada certyfikatu, ‚wbitego’ do rodowodu przez uprawnionego do tego lekarza weterynarii, wyniku badania BAER test potwierdzającego, że zwierzak słyszy normalnie, w praktyce jest petem.

Mamy XXI wiek, żyjemy w Unii Europejskiej a nie w zapyziałym trzecim świecie i to, że Związek Kynologiczny w Polsce, czy nawet jakakolwiek inna organizacja na świecie nie wymaga jeszcze (najwyższy czas to zmienić), aby u ras zagrożonych głuchotą, czyli psów o umaszczeniu typu ”biała łata”, szczególnie sw sw, czy merle, BAER test był badaniem obowiązkowym, tym od którego min. także zależeć będzie czy dane zwierzę otrzyma uprawnienia hodowlane, czy nie, nie oznacza, że problem głuchoty oraz innych schorzeń o podłożu genetycznym, nękających psy rasowe, wolno jest lekceważyć i ignorować! Faktem jest to, że wszyscy hodowcy Dogo Argentino doskonale zdają sobie sprawę, że jest to rasa, u której jednostronna głuchota, której nie można wykluczyć ”domowymi testami” (z dzwoneczkami i upuszczeniem garnków na podłogę), sieje największe spustoszenie. A problemem to, że jedynie garstka z ludzi dogo rozmnażających bada swoje psy i z programów hodowlanych eliminuje osobniki dotknięte kalectwem/kalectwami.

Kupowanie ”do hodowli”, niejednokrotnie za naprawdę poważne pieniądze (5 tysięcy złotych to sporo za psa), Dogów Argentyńskich, o których jakości słyszenia niczego się nie wie, jest tym samym co nabywanie ”dzieła sztuki” od jakiegoś ‚pana Czesia’, który ”przysięgał że to oryginalny Kossak”. Falsyfikaty mogą wyglądać jak oryginały, ale na aukcjach dzieł sztuki nie wystawia się przedmiotów, których autentyczność nie jest potwierdzona. Z tego samego powodu żaden poważny hodowca Dogów Argentyńskich, Dalmatyńczyków, Bulterierów, Catahoula Leopard Dog, etc., nie może używać w hodowli zwierząt, które nie posiadają certyfikatu poświadczającego, że są wolne od jednostronnej głuchoty, a tę pewność daje tylko wykonanie BAER test!

W związku z tym czego uczy skandaliczne zachowanie hodowców Dogo Canario/Presa Canario, należy przyjąć, że to już najwyższy czas wymagać od hodowców Dogów Argentyńskich nie tylko wyników BAER test rodziców szczeniąt, które są nam oferowane, ale także żądać od nich certyfikowanych wyników określających stan ich aparatu ruchu, czy rodzice szczeniąt są wolni od dysplazji, czy może ich wynik to w najgorszym przypadku B lub C- choć z punktu widzenia nabywcy kwalifikowanie przez lekarzy specjalistów wyniku C jako dysplazji, powinno dawać do myślenia.

Nie ma obowiązku być ”hodowcą rasowych psów”. Jeżeli wybiera się do hodowli rasę wybitnie trudną, a taką z wielu przyczyn jest Dogo Argentino, robi się to dobrowolnie. Nie masz przebadanego breeding stock? To co z ciebie za ”hodowca”? Jesteś pseuduchem najzwyczajniejszym w świecie! Tym bardziej obmierzłym, że chowasz się w strukturach Związku Kynologicznego w Polsce!

250 złotych za pewność, że psiak jest wolny od jednostronnej głuchoty i z czystym sumieniem możesz sprzedać go innemu hodowcy albo przekazać nabywcy, który będzie hodowcą chciał zostać w przyszłości? To bardzo niewiele. A zysk jest ogromny: reputacja uczciwego hodowcy. Hodowca Dogo Argentino może nowego posiadacza psa zapewnić o dwóch rzeczach; że w chwili, w której dochodzi do transakcji i/albo podpisania umowy pomiędzy hodowcą, a nowym właścicielem, pies normalnie słyszy i że jego rodzice także słyszą obustronnie i są wolni (co najmniej) od dysplazji -to ogromnie dużo. Hodowca Dogo Canario/Presa Canario ma ”łatwiej”: słyszące tylko na jedno ucho osobniki nie są zmorą w tej rasie, więc może po prostu zapewnić nowego posiadacza Dogo Kanaryjskiego, że rodzice szczenięcia są wolni od dysplazji, ale same zapewnienia nie wystarczą. Potrzebne są wyniki badań, które potwierdzają zapewnienia hodowców.

Edit:

Dodaję do tekstu treść będącą odpowiedzią na bardzo krótki komentarz jednej z czytelniczek:

Pani Ewelino dlaczego ”Jak zwykle WA”? Po pierwsze dokumenty, tj. wyniki badania psa, umowę jego zakupu i rodowód przesłała mi osoba będąca opiekunem psa. Zrobiła to, prosząc mnie, abym na blogu poruszyła temat tego, ‚jak nie należy kupować psa‚. Chciała przestrzec innych, potencjalnych przyszłych właścicieli, by nie emocjonowali się szczeniakami, ale trzeźwo myśleli, podpisując umowę. Ta osoba ZDECYDOWAŁA SIĘ opowiedzieć o swoim doświadczeniu osobom trzecim, aby inni mogli wyciągnąć wnioski z jej błędu. Tak się złożyło, że ten ktoś kupił psa z tej, a nie innej hodowli, czyli z hodowli spoza Związku Kynologicznego w Polsce, ale to nie jest tak, że wszyscy hodowcy prowadzący hodowle zarejestrowane w ZKwP są ideałami i że taka sama historia nie mogłaby się zdarzyć w hodowli działającej jako zarejestrowana w najstarszej polskiej organizacji kynologicznej. Nabywcy psów sądzą się ze Sprzedającymi z ZKwP, tylko o tym nie mówią publicznie, bo albo nie mają siły opisywać tego, jak zostali przez hodowcę potraktowani albo są zastraszani, albo po prostu NIE CHCĄ, dlatego nie czyta Pani o zbyt wielu takich przypadkach. Tematyka powyższego tekstu jasno pokazuje, że to nie jest tak, że hodowle zarejestrowane w Związku Kynologicznym w Polsce są w JAKIKOLWIEK SPOSÓB ”lepsze” od hodowli spoza ZKwP, np. z Stowarzyszenia Właścicieli Kotów i Psów Rasowych. Na przestrzeni ostatnich lat hodowcy zrzeszeni w ZKwP nie zrobili NIC, aby pozytywny wynik BAER test stał się kryterium niezbędnym przy uzyskiwaniu uprawnień hodowlanych dla psów ras genetycznie zagrożonych głuchotą. Powszechnie przyjęło się uważać, że ZKwP jest jakimś ”gwarantem jakości”, ale dysplastyczny skandal wybuchł w środowisku Dogo Canario/Presa Canario zarejestrowanych w ZKwP i to hodowcy rozmnażający psy pod egidą Związku Kynologicznego w Polsce zareagowali w sposób agresywny, bandycki wręcz na powstanie strony, która zwraca uwagę na to, jak poważnym, genetycznym schorzeniem jest dysplazja u psów trafiających do Nabywców i narażających ich na ogromne straty moralne i finansowe, a same zwierzęta na życie w kalectwie. Hodowcy zrzeszeni w Związku Kynologicznym w Polsce nie zrobili NIC, by badania w kierunku wykluczenia dysplazji stawów były kryterium niezbędnym przy uzyskiwaniu hodowlanych uprawnień dla psów, które rozmnażają. Najwyższy czas skończyć z mitem, że Związek Kynologiczny w Polsce jest w jakikolwiek sposób ”lepszy” od innych organizacji kynologicznych w naszym kraju. W końcu hodowcy spoza ZKwP działają w Stowarzyszeniach -legalnie działających, w ramach obowiązującego prawa- a wciąż są przez hodowców z ZKwP nazywani ”pseudohodowcami”. Pojęcia nie mam na jakiej podstawie, gdyż to ci, którzy nazywają ludzi rozmnażających psy poza strukturami ZKwP, ”pseudohodowcami”, w praktyce sami uprawiają praktyki pseudohodowlane. Podkreślam raz jeszcze: NIE MA ZNACZENIA w jakiej organizacji kynologicznej działa hodowca, LICZY SIĘ TYLKO DOBROSTAN ZWIERZĄT → KOMFORT ICH ŻYCIA. Żaden hodowca, który ŚWIADOMIE przyczynia się do powoływania kalekich zwierząt nie powinien zwierząt rozmnażać.

Ten komentarz dodam do tekstu jako ”rozwinięcie” i ”podsumowanie”, Pani komentarz do tekstu przekonał mnie, że jest to konieczne. Pozdrawiam

Edit: pamiętajcie o Aferze, suczce rasy Dogo Argentino, którą ”pani hodowczyni” ukryła przed przeglądem miotu, suczce, której nie zaczipowała i którą, zamiast uspić, przekazała fundacji, by ta znalazła jej właścicieli

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2013/11/26/adopcje-dogo-argentino-jaka-piekna-katastrofa/

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu oraz zdjęć bez zgody autora jest zabronione.

TO SIĘ IM NIGDY NIE ZNUDZI

Zaglądam ”na stare śmieci”, a tu ? Niespodzianka 😦 Po co pisać, skoro można wrzucić screeny:

01 2

Pseudo gór ! Generalnie polecam poczytać ‚fachowe’ posty przyszłego pana hodowcy:capture-20140616-105126

Zuza Petrykowska