Archiwa tagu: molos

PROPORCJE I WZROST, UKŁAD KOSTNY I TKANKI MIĘKKIE ORAZ TRUDNE SŁOWO: ‚SUBSTANCE’ – WPROWADZENIE DO ANATOMII (NIE TYLKO) DOGO ARGENTINO

Oto esencja tego, co sprawiło, że jako smark zakochałam się w grupie II (wg klasyfikacji FCI): 

Obejrzyjcie sobie ten film, przeczytajcie wzorzec rasy FCI (nr. 116), popatrzcie jak wyglądają dziś DdB…

Ach, to siedzenie w domu

W połowie 2017 roku skończyłam cztery teksty na temat psiej anatomii i odłożyłam je na potem – miałam zdecydować, które z wytypowanych do nich grafik wybrać. Jednak czas mijał, zajęłam się innymi sprawami, a teksty sobie były w folderze… Jako że aktualna sytuacja zafundowała nam sporo przymusowego ‚czasu wolnego’, miałam okazję zrobić porządek min. w psich folderach i wreszcie wybrać grafiki. Tak więc w najbliższym czasie na blogu pojawi się nie tylko trzecia część komentarza odnośnie propozycji zmian w ustawie o ochronie zwierząt (aczkolwiek z zamieszczeniem tego tekstu czekam aż nieco uspokoi się bieżąca sytuacja, bo zależy mi, byście czytając go skupili się i nie byli zestresowani tym wszystkim co dzieje się obecnie) oraz tłumaczenie z zakresu genetyki  (tu, jak z trzecią częścią komentarza, czekam na spokojniejszą aurę), ale i seria o anatomii 🙂 Dziś zamieszczam tzw wprowadzenie do serii tekstów dotyczących tej zupełnie elementarnej kwestii, jaką jest anatomia psa. Pamiętajcie: choć jakość towaru dostępnego dla nabywców ograniczają materiały, na których pracują jego producenci, nie ma powodu, by eksterierowo kiepskie rasowe psy, celowo przez tzw hodowców powoływane do życia (produkowane), były jeszcze bardziej …kiepskie tylko dlatego, że ich nowym właścicielom nie chciało się wykonać minimum pracy.

 Co w trawie piszczy 

Naturalną konsekwencją prowadzenia tematycznego bloga jest możliwość ”monitorowania” zagadnień i problemów, których rozwiązań poszukują jego czytelnicy. Czytelnicy, którzy kontaktując się ze mną przez stronę bloga na Facebooku oraz moje prywatne konto na tym serwisie (gdy jeszcze istniało 🙂 ), często blog pomagają prowadzić, przekazując wartościowe materiały (ponownie: dziękuję), zadając pytania (na których odpowiedź czasem czekają bardzo długo, za co w tym miejscu raz jeszcze przepraszam) oraz proponując tematy, które ich zdaniem należy poruszyć (w przygotowaniu mam kolejnych kilka tekstów, które ukażą się, gdy tylko czas pozwoli mi je dopracować) i pokazują, że opcja ”najczęściej szukane” nie jest aż tak miarodajna, jak przypuszczałam. W trzeciej części ”O RÓŻNICACH, CZYLI JAK NIE STAĆ SIĘ ROZCZAROWANYM NABYWCĄ”, tekstu, który pisałam korzystając z własnych doświadczeń, obserwacji i niejednokrotnie ”szoków”, ale też właśnie jako swego rodzaju wynik i podsumowanie rozmów (w tym w formie korespondencji) z wieloma (także niestety już rozczarowanymi) posiadaczami psów oraz osobami, które do zakupu lub adopcji psa dopiero się przygotowują i chciałby uniknąć błędów, sporo miejsca poświęciłam niezrozumieniu opiekunów młodych molosów problematyki układu kostnego i aparatu ruchu u psa. Obiecałam też, że szerzej zajmę się kwestią żywienia młodego molosa w kontekście zapewnienia mu optymalnych warunków rozwoju. Po przeczytaniu pierwszego z serii czterech, wprowadzającego tekstu, sprzed ponad dwóch lat, po tym jak go zapisałam w folderze i o nim zapominałam, tekstu sprzed ”aktualizacji” zawierającej pytania, z którymi pisaliście/dzwoniliście, przez ten czas i po ponownym podsumowaniu treści przesyłanych mi przez was wiadomości i naszych konwersacji, zdałam sobie sprawę, że pierwotne założenie, z którym ”Wprowadzenie” pisałam, nie było właściwym. Opisywanie doświadczeń z gotowymi porcjami mięsa (RAW) kupowanymi przez internet, na które ”kocia inspekcja”, będąca w takich sytuacjach zawsze o krok przed psim konsumentem, reagowała potrząsaniem łapą i obrazą kociego majestatu (co zdecydowanie obniża wiarygodność produktu jako ”wysokiej jakości”), to za mało. (Nic nie zastąpi ”instytucji” rzeźnika z bazarku.) Pisanie na zasadzie porównywania różnic w rozwoju kośćca i masy mięśniowej u np. dwójki osobników w zbliżonym wieku i typie, jednak zupełnie inaczej prowadzonych, inaczej karmionych (plan żywieniowy podparty merytoryczną bazą vs. przypadek z rodzaju ”akurat to było w promocji”) i pochodzących z różnych kojarzeń, mających różnych przodków, to zawsze pisanie tylko o dwóch bardzo konkretnych osobnikach. Dotarło do mnie, że by napisać o żywieniu w sposób z mojego punktu widzenia zadowalający, musiałabym napisać coś o podstawach, coś w rodzaju osobnego poradnika poświęconego tylko i wyłącznie tej tematyce, a nie ma sensu ”odkrywanie Ameryki”, skoro w sieci jest całkiem sporo wartościowych (kompletnych) artykułów (także w języku polskim), których z jakiegoś powodu wy jeszcze nie przeczytaliście. (Why?) Zdecydowałam się więc na zadanie ”pracy domowej” chętnym do jej odrobienia czytelnikom bloga i polecenie wam (to pod koniec dzisiejszego artykułu) polskojęzycznych opracowań na początek następujących tematów; ”Znaczenie witamin w żywieniu psów”, ”Znaczenie mikroelementów w żywieniu psów”, ”Budowa, pochodzenie i rola białek w żywieniu psów”.

Sorry, no sorry

Kretyńskie i sfeminizowane po korek bieganie w kółeczko na wystawkach-ustawkach zdegenerowało masę ras. Psy rasowe przestały wykonywać prace, dla których poszczególne rasy powstały i teraz zadaniem przygnębiającej większości z nich, ich podstawową pracą i formą użytkowania (poza uzyskiwaniem dla tzw hodowców dochodów ze sprzedaży szczeniąt) w kontekście ich rasowości, jest ustawienie się na wystawowym ringu i to w pozycji przećwiczonej (maksymalnie maskującej mankamenty anatomii) oraz ”zaprezentowanie się w ruchu” – dobre sobie… Bo co powiedzieć, gdy pani ”hodowca” (i lekarz weterynarii w jednej osobie, żeby bardziej harDkorowo było) na sznurku ciągnie za sobą po ringu psie kuriozum: molosa, ociężałego kloca o ”gibkości” a’la sparciała gumka recepturka? Można tylko zapłakać. Z perspektywy czasu sama nie wierzę, że mogłam być aż tak naiwna, gdy dekadę temu wróciłam do kynologii, by znaleźć psa dla siebie, iż oczekiwałam, że typowy Dog de Bordeaux wciąż wygląda i potencjalnie jest tak sprawny, jak pies z filmu, który oglądałam w pierwszej połowie lat ’90 tych. Wierzę, że są jeszcze gibkie, zwinne, nieco rustykalne, surowe, umięśnione i tak, to to słowo: atletyczne Dogi de Bordeaux. Nie widziałam takich, ale wierzę, że są …w końcu nadzieja umiera ostatnia.

W tym wszystkim do czego doprowadziła rzeczywistość, w której za ”hodowlę psów w czystości rasy”, zamiast facetów, którzy przy pomocy tych rasowych psów aktywnie wykonywali konkretną robotę, zabrały się (nierzadko mocno rozhisteryzowane/ sfrustrowane) panie, którym się nudzi, żenadę podbija to, że psy które nieźle/nie najgorzej/znośnie wypadają na (skrupulatnie selekcjonowanych i czasem też obrabianych w programach graficznych) fotkach, oglądane live lub na filmie nieprzyjemnie często rozczarowują …nędzą. Nie tylko ruchem, ale całym swoim wyrazem albo raczej jego brakiem, bida-anatomią. Czasem wystarczy zobaczyć je na innym zdjęciu, w innym ujęciu, by wszystko się wydało. A czasem niespodziewanie ot, tak człowiek zderza się z rzeczywistością i aż go zatyka…

Kobieta trzyma smycz, na której końcu stoi ciemno pręgowany, brachycefaliczny (acz o całkiem normalnej długości kufy, nie płaskiej a’la wklęsłej, jak po zderzeniu ze ścianą) pies wzrostu Boksera o sylwetce …żadnej (”bez mięśni” → klasyczna parówka) i kośćcu przeciętnego wyżła. Poza obwisłymi faflami i okrągłą głową, nie ma w nim nic z molosa. Ponieważ napatrzyłam się na różne kynologiczne nieszczęścia z ”superhodowli” (szczególnie na wystawach klubowych), typując ”co to za rasa”, obstawiam, że ten pies może być Cane Corso, choć nijak na Cane Corso nie wygląda. (W corsiakach wachlarz straszydeł przebija ”opcje” występujące u argntynów. Poza tym ludzie posiadający rasowe psy bywają na tle ich rasowości bardzo wrażliwi. Jakiś czas temu mijałam panią z psiakiem przypominającym Nova Scotia Duck Tolling Retrivera i zwróciłam się do osoby, z którą szłam: ”Zobacz, jaki ładny kundelek, trochę jak ten Kaczkowy Retriver”. Boszzz… Właścicielka owej emanacji depresji inbredowej prawie zabiła mnie spojrzeniem, po czym wybuchnęła: ”To jest Retriver z Nowej Szkocji!”) Strzelam więc: ”To corsinka?”, pani odpowiada krótko: ”Nie.” Oj… Ale nie poddaję się, zgaduję dalej: ”Bokser?” – to był mój drugi typ. Jak ten pies, mógłby wyglądać kupiony okazyjnie za 500 zł ”Bokser”, mieszaniec Boksera z Czymś. Pies, którego profil sylwetki (na szczęście) odbiega od ”idealnego”, lansowanego w FCI, czyli Bokser, którego linia grzbietu nie przypomina stoku narciarskiego dla początkujących. ”Bokser” z lepszą proporcją: grzbiet vs. długość łap. Ale pies, na którego patrzę to nie Bokser. Pani (chyba zniesmaczona moją nieznajomością psich ras) wyręcza mnie: To Bullmastiff. Powstrzymałam impuls: ”Ta bida?!”. I odparłam tylko coś w rodzaju: ”Ten drobiażdżek?”, i zszokowana poszłam dalej. Sylwetka parówkowego weimara, tylko ciemno pręgowanego i z głową Bida Corsiak Bokser Mix, i nazwa rasy: BullMASTIFF. Przecież to aż w uszy, nie tylko oczy, zgrzyta. Ból tak, ale nie nie Mastiff. Cóż, takie czasy…

Gdy konkretnie o dogo chodzi najbardziej uderza, że przestały być rustykalne, zabrakło im surowości, nie mają już ciał dogo. Nie widać u nich definicji mięśnia, sporo w ogóle wygląda jakby mało zanik mięśni, więc jak mają mieć ładnie zdefiniowane mięśnie? Jak mówić o; gęstości, grubości, wypełnieniu, separacji, tym docięciu i dobrej ekspozycji mięśni, gdy patrzy się na wypłosze (których właściciele i/lub hodowcy sami ”definicje mięśnia” mają… mocno niezdefiniowaną i nawet nie rozumieją o co chodzi). Argentyny zgubiły to Autentyczne Coś, ”zadziora” w wyrazie, w całej swojej strukturze, formie, nie mają substance. I nie ma bata, żeby obrzynanie uszu cokolwiek pomogło. Przeciwnie, te cięte uszy jedynie podkreślają nędzę i definitywnie obnażają właściciela psiaka typu Popłuczyny, ale Cięte, bo dokładnie wiadomo o co chodziło z ”wyborem rasy”, gdy patrzy się na psa takiego człowieka (i jego samego).

Cóż, stado psów zamkniętych w kojcach, to stado psów zamkniętych w kojcach – z bezczynnym siedzeniem w kojcu nie ma mowy o substance. Właściciele tych kojcowo-wystawowych dogo też od patrzenia w telewizor nie wyrzeźbią sylwetek. (Poza tym w ”rzeźbieniu sylwetki” także nie chodzi o kuriozalny efekt a’la Jonny Bravo itp. Zero proporcji i ogromniasty biceps poza którym na ręce nie dzieje się absolutnie nic; niczego innego nie widać, bo nic innego nie jest ”zrobione”… No, ewentualnie jakaś idiotyczna ”dziara” – odpowiednik ciętych uszu u psa. Z takimi właścicielami też nie ma o czym rozmawiać.) A dodatkowo na psach z linii Popłuczyny po Rasie też nie zbuduje się niczego wartościowego.

I najsmutniejsze, że nawet proporcjonalne Dogo Argentino coraz częściej nie mają ciał, wyrazu, owego SUBSTANCE; są ”ciastowate”, ”obłe”, jak zeszlifowane drobniutkim papierem ściernym i wygładzone, wypolerowane do granic byle jakości, przypominają odlane z porcelany, niczym nalane Cane Corso. Nie dają wrażenia ”siły”, nie są ”atletyczne”, są… Białe. I parówkowate. 

Ale tak to jest, gdy psy przeznaczone to chase and kill big powerful animals zaczynają rozmnażać ludzie, którzy… Po prostu chcieli rozmnażać białe psy, które ”groźnie wyglądają”. A potem, w większości te psy kupują ludzie, którzy mają je po to, by ”wyglądały”… I wydaje im się, że jak już będą te psy mieć, to one same się ZROBIĄ tak, żeby ”WYGLĄDAŁY”. Niestety, samo to się robi tylko to, że te psy wyglądają jak nędze, jak parówki. W Polsce Dog Argentyński co najwyżej może tylko wyglądać. Hodowcy i właściciele parówek nawet o to nie dbają. 

Back to basics; ”stosunek wapnia do fosforu” i takie tam

Ten akapit zawierać będzie niby oczywiste oczywistości, uwagi, które ”wszyscy znają i rozumieją” i których ”już nie chce się czytać”. Wszyscy są ”tacy mądrzy” i tak ”wszystko wiedzą”, a mimo to masa rasowych psów wygląda jak Popłuczyny po Rasie, której mają być przedstawicielami. Hodowcy-producenci rasowych psów to w sporej części osoby kompletne przypadkowe i, co idealnie pokazują fejbukowe ”dyskusje” (ta ich ”klasa” i ”poziom”), naprawę ograniczone, ale wszystkiego na tych fejsbukowych pseudointelektualistów od kynologii nie można zrzucać. Tzw ”przewapniowanie”, zanik mięśni etc., to ”zasługa” opiekunów psów, ludzi, którzy są z nimi 24/7. Więc musicie rozumieć, wiedzieć jak bardzo ważne jest to czym i jak swojego psa karmicie lub karmić dopiero będziecie, jak ogromny jest wpływ żywienia na ogólny rozwój psiaka, oraz jak właściwie skomponować dietę waszego psa. A aby było to możliwe, musicie nauczyć się podstaw. (Psiarzom, którzy nie mają w zwyczaju dbać o własną dietę wiedza, którą nabędą czytając i ucząc się o powyższych kwestiach może przydać się do tego, by zaczęli z większą uwagą wybierać to, co nazywają ”jedzeniem” i bardziej dbać o samych siebie). Przyswojenie sobie czym są witaminy, mikroelementy, co i jak pies trawi, co z tego wynika, co jego organizm absorbuje, a czego nie i jakie pomiędzy poszczególnymi składnikami pokarmu zachodzą zależności, jest kluczowe dla zrozumienia kolosalnego znaczenia jakie ma żywienie w przypadku, w którym ma się pod opieką szczenię molosa. Szczenię typu, który jako osobnik dorosły osiąga znaczącą wagę. Bardzo często, kiedy odpowiadam na przesyłane do mnie wiadomości albo rozmawiam z moimi czytelnikami przez telefon, proszę te osoby, aby zdecydowały się wykonać RTG stawów psiakom, których zostały właścicielami (bądź zostaną wkrótce). I by zechciały sobie poczytać o wapniu i fosforze, szczególnie gdy czytam te lakoniczne (powtarzające się) ”karmię surowym”, ”jest na suchym” i widzę zdjęcie psiaka, którego dana osoba zdecydowała się kupić i teraz go żywi ”z nadzieją, że mu będzie służyć” to surowe albo suche… Niestety, wiele jest prawdy w powiedzeniu, że ”pierwszego molosa/presę się psuje”, na nim zdobywając doświadczenie (albo i nie)… Zwłaszcza, że mało który właściciel ”odrabia pracę domową” przed zakupem/adopcją psiaka i większość ”nie ogarnia bazy”, gdy upragniony pies trafia do ich domu.

Kolejna tajemnica poliszynela: wiele osób karmi swoje psy dosyć przypadkowo, ”ekonomicznie”, kupując nie tę/taką karmę, która jest dla psa najwłaściwsza na danym etapie jego rozwoju i optymalna w sensie kaloryczności, ale tę/taką która jest tańsza. Albo też bezsensownie eksperymentując z gotowymi karmami, bo ktoś coś tam im powiedział, czy też samodzielnie przygotowując psie posiłki. Są osoby, które podają szczeniakom mnóstwo surowego mięsa… (Do czasu). Albo ”rozpieszczają je” tłustym nabiałem i dziwią się ”kłopotom”… Nie ma w takim ”żywieniowym stylu” żadnego planu, ściśle określonych wytycznych ani sprecyzowanego celu. Nie ma w nim przede wszystkim odrobiny merytorycznego przygotowania – zero wiedzy. Dużo jest za to ”słyszałam, że…” i ”przeczytałem na grupie na fejsbuku”. I chaosu. I wszystko to widać, chwilę po tym, jak rzuci się okiem na szczeniaka czy podrostka, który ma kiepską sierść albo jest wręcz różowo-łysy, zastanawiająco chudy, szczudlasty, z wystającymi żebrami i generalnie cieniutkiej jak sznurówka kości. (Albo zapasiony, jak mały tucznik, a co tam stawy…) 

Na starcie zachwiane proporcje i niedobory

Proporcje sylwetki są bardzo ważne. Ich brak, tj proporcje zaburzone u szczeniaka w wieku 8 tygodni, czyli w wieku, w którym szczenięta zwyczajowo opuszczają hodowcę i trafiają do nowych domów, zdradzają, że w przyszłości psiak nie będzie należał do tych, o których mówi się, że są ”harmonijnie zbudowane”. To, co jest (no sorry, ale) po prostu brzydkie w tym wieku, będzie takie, kiedy dorośnie. (I pamiętajcie, że choć Dogo Argentino to ”molos typu presa”, szczeniaki dogo to szczeniaki typu ”klucha”, a nie zachudzone szczury! Małe dogo mają fałdki a’la mały budda, mocne głowy i łapy, nie wyglądają jak ”Resztki z miotu Dalmatyńczyków bez Kropek”, chyba, że pochodzą z kojarzenia typu ”Dalmatyńczyki bez Kropek” albo są zarobaczone.)

Niewłaściwa budowa anatomiczna, w tym zbyt cienka kość (”nóżki jak wykałaczki”), szczególnie rzucająca się w oczy zbyt krótka kość udowa, przy (nierzadko) jednocześnie znacząco wydłużonej kości piszczelowej i niepoprawnym kącie nachylenia miednicy, ”zapadnięty front” oraz ogólnie nieciekawy fizyczny wyraz szczeniaka, nie wróżą niczego dobrego. Szczątkowe kątowanie kończyn tylnych zanika u tego typu psów wraz z ich wzrostem. Niewłaściwy pokarm np. zbyt wysoka w nim zawartość wapnia, dodatkowo pogarsza i tak od początku wadliwy układ kostny tego typu psów. (Warto zwrócić uwagę, że tzw hodowcy, zarzucający fejsika zdjęciami tego rodzaju szczeniąt praktycznie nigdy nie pokazują ich, kiedy te są już podrostkami lub zwierzętami około dwuletnimi, inaczej niż w pozycji siedzącej lub na wprost. Ukrywają owe marniutkie, suchutkie, szczątkowe ”zadki”, z wątpliwej kondycji stawami, ”hodowlanki” robią na wystawach w pipidówkach podczas ”solowych występów” i przechodzą mini załamania nerwowe za każdym razem, kiedy ktoś celowo lub nie uchwyci takiego ich psa na fotce z wystawy… Ale co zdumiewające, zupełnie nie wstydzą się u tych samych psów, tzw kurzych mostków, do których wrócę w dalszej części tekstu.)

Jest też trochę osób, którym udaje się nabyć całkiem niezłe anatomicznie szczeniaki (takie po całkiem niezłych anatomicznie rodzicach, dziadkach itd.), których potencjał nowi opiekunowie po prostu marnują, karmiąc je byle jak i nie dając szansy tym psiakom, by rozwinęły się w pełni. Nie jest żadnym zaskoczeniem że z kojarzenia w rodzaju ”Samiec typu Popłuczyny po Dogu Argentyńskim x Suka typu Popłuczyny po Dogu Argentyńskim” wychodzi Koszmarek, ale jest wielką szkodą oglądać potomstwo całkiem poprawnych, a czasem wręcz świetnych (w tym min. wolnych od wad wrodzonych) rodziców, dziadków itd., które ze względu na ograniczenia właścicieli, ich brak chęci do czytania i nauki oraz ogólne lenistwo, wygląda jak potomstwo dogo-popłuczyn. Przypadki takich psiaków są niezwykle frustrujące dla hodowców, których omija możliwość przekonania się czy oceniając szczenię jako ”zapowiadające się całkiem nieźle” pomylili się co do oceny samego szczenięcia czy jednak osoby, której je przekazali.

Tej podstawowej wiedzy jest bardzo dużo. Ale nikt za was tego nie zrobi: nikt za was nie nauczy się elementarnych podstaw. To praca, którą wy, przyszli i obecni (dla was to ostatni dzwonek) właściciele musicie wykonać, chcąc wychować molosa, jak i presę na sprawnego psiaka, który będzie w stanie optymalnie wykorzystywać swoje zasoby i swoją ”rasowość”. Inaczej czyjakolwiek praca to tylko ”pisanina/paplanina o żywieniu”, która mija się z celem i niczego nie wnosi.

Od zera do bohatera? Nie bardzo

Ciągle jeszcze i pewnie tak już zostanie, naprawdę często to przypadek decyduje, że ”wybiera się” rasę psa. Przypadek decyduje, że ”wybiera się” szczenię z ogłoszenia. Przypadek decyduje czym i jak psa się karmi itp. itd. Tylko na końcu tego ciągu przypadków oczekiwanie ”mistrzów przypadku”, którzy któregoś dnia chcą ”Na wystawę!” lub gorzej: ”Robimy szczeniaczki!”, jest takie, że byle jaki pies, po byle jakich przodkach, byle jak karmiony, byle jak utrzymywany (ach ta ”ilość ruchu na świeżym powietrzu” itd.), anatomicznie i sprawnościowo będzie psim odpowiednikiem Daniela Cragia w ”Casino Royal”. WTF? Ludzie: jak? Skąd takie pomysły?

(https://wyborcza.pl/51,75410,17783738.html?i=1)

Edukacja (odpuście ”łażenie na skróty”)

Nie mam zamiaru wprawiać w złe samopoczucie nikogo z moich czytelników, żadnej z osób, która zdecydowała się do mnie napisać, czy z którą kiedykolwiek rozmawiałam. Nie. Po prostu ogólną prawdą jest to, że aby być w stanie pewne rzeczy zrozumieć i rozmawiać o nich na określonym poziomie, wpierw należy o tych rzeczach czegoś się dowiedzieć i nauczyć dotyczących ich podstaw. Jeżeli ktoś ”nie ogarnia bazy” w rodzaju dodawania i odejmowania, nie pójdzie dalej i nie pojmie mnożenia i dzielenia, ”zatnie się”. Często zdarza mi się rozmawiać o psach, także z osobami ”oczadziałymi” na punkcie (przede wszystkim) mitu Dogo Argentino. Z osobami, które w pewnym momencie zdają się mieć mi za złe, że nie rozumieją co i o czym do nich mówię. Daleko za mną jest etap, w którym z wyrozumiałością tłumaczyłam nienadążającym gdzie u psa jest kolano, co oznacza i z czego wynika ”karp” albo ”iks”, dlaczego ”białych” nie wolno karmić ”po taniości” np. kurzymi korpusami, co to znaczy ”hodowca godny zaufania” (szczególnie w kontekście rasy genetycznie predysponowanej do uszkodzeń min. zmysłu słuchu), po co psom ras dużych podawać kolagen, dlaczego pewnych nawyków w psach wyrabiać nie warto, itp. Molosy, jak presy, a Dogi Argentyńskie w szczególności nie są psami dla leni. Szanujmy swój czas. Po prostu.

”Mięśnie tylnych łap” w czołówce ”najczęściej szukane”

Wiele osób wciąż nie umie patrzeć na psa całościowo, jako na organizm, który prawidłowo rozwijać się i funkcjonować może jedynie wtedy, gdy zapewni mu się od samego początku odpowiednie (optymalne) warunki. I to też tylko jeżeli ”materiał wyjściowy”, czyli szczenię jest co najmniej poprawnie zbudowane. Osobnik o wadliwej anatomii nigdy nie będzie ”modelowym przedstawicielem swojej rasy”, nie będzie ”zachwycał ruchem”, a pewnych zadań/ćwiczeń nie będzie w stanie wykonywać w sposób poprawny, ponieważ nieprawidłowa budowa anatomiczna w znaczący sposób ograniczać będzie jego możliwości. Być może to niezrozumienie i nieumiejętność całościowego patrzenia właścicieli bierze się z tego, że takie osoby nie przykładają zbytniej uwagi do funkcjonowania własnych organizmów?. Tak czy inaczej, ten rodzaj posiadaczy psów nie wiąże ”spacerów z psem”, tej ”odpowiedniej dawki ruchu na świeżym powietrzu” ze wzmacnianiem i budowanie mięśni psa, nie postrzega ”wychodzenia z psem” jako formy treningu i cięgle ”nie ogarnia”, że ”dom z ogródkiem” to dla psa żadna frajda, kiedy i tak całe dnie spędza polegując jako więzień, sorry: ”stóż posesji”…

W każdym razie, kiedy patrzę na zdjęcia przedstawiające psy, których właściciele nagle się ”ocknęli” i piszą do mnie z pytaniem ”Jak rozwinąć mięśnie tylnych łap?” u ich psa, to czasem nie wiem śmiać się czy płakać. Czasami aż mam ochotę wprost zapytać: ”Człowieku, a gdzie ty byleś przez ten czas, odkąd to niby ‚masz’ tego psa? Co z tym psem dotąd robiłeś, że on wygląda jak z interwencji?” i ”Dlaczego ‚rozwijać’ chcesz tylko ‚mięśnie tylnych łap’? Dlaczego uważasz, że miałoby mieć sens, pracować tylko nad ‚jednym elementem’ jego ciała? Masz trzyletniego psiaka o budowie sflaczałej, nieco zeschniętej (a czasem wręcz wysuszonej) parówki, psa o płaskim froncie, zerowej obręczy barkowej, bez zadu (zero mięśni), z wadliwie ułożoną miednicą i kątowaniem, które praktycznie nie istnieje/stykającymi się z sobą, zajęczymi piętamiI chcesz ‚rozwijać mięśnie tylnych łap? WTF?”. Taki właściciel nawet nie jest w stanie ”ogarnąć” punktu wyjścia i tego jak bardzo zaniedbał szczeniaka na samym początku, a parówka to nie Wołowina Kobe i żeby nie wiem co, żeby nie wiem jak się taki właściciel ”napinał”, nie będzie Wołowiny Kobe z parówki.

”Parówki”, zanim cokolwiek się z nimi zacznie robić, cokolwiek ”budować”, zanim w jakikolwiek sposób zacznie się z nimi pracować, trzeba ”oddać na przegląd techniczny” i upewnić się, że wcześniejsze zaniedbania nie doprowadziły do uszkodzeń aparatu ruchu, stawów, chrząstek i/lub ścięgien psa w stopniu uniemożliwiającym jakikolwiek trening, poza spacerem na smyczy i pływaniem. Zaniedbanie psiaka na wczesnym etapie skutkuje u niego brakiem odpowiedniego umięśnienia (i napięcia mięśniowego), co zdecydowanie podnosi ryzyko wystąpienia wszelkich kontuzji oraz ”odezwania się” dysplazji stawów. Naprawdę, nie ma to jak oczy, które patrzą i widzą, chwila refleksji i realne oczekiwania co do możliwości naprawienia zaniedbań. Powtarzam: szanujmy swój czas. I te biedne psy. 

Bardzo ciekawie dyskutuje się z osobami, które ”odrobiły pracę domową” lub po prostu dzielą się swoimi doświadczeniami, obserwacjami i uwagami (to się ”wkład własny” nazywa), ale potwornie nużące i irytujące jest otwieranie wiadomości, w których autorzy demaskują siebie jako leni, którym nie chce się przeczytać choćby kilku artykułów o anatomii i żywieniu psów. 

Kiepska/licha/marna/słaba/zła anatomia w natarciu, czyli kit na ”dogo fit”

Argentyńczykami zawsze interesowali się ”ludzie z fantazją”, nie brakowało tej ”fantazji” przy tworzeniu ”zaświadczeń o leczniczym kopiowaniu uszu”, nic dziwnego, że nie brakuje jej przy tworzeniu nowych ”mód” sprzyjających ”hodowcom” rozmnażającym wadliwe anatomicznie osobniki w typie rasy, ale metką ZKwP. (Po prostu Jakieś Białe Psy.)

Odnośnie mody na ”fit dogo”, które nie tyle jest fit, co po prostu źle, marniutko zbudowane to, tak: ja też widzę fotki takich psiaków. Nie dowierzam, że kity na ”fit” gdzieś przechodzą, że ludzie się na to nabierają, ale najwyraźniej tak jest. Ze swojej strony mogę powiedzieć tylko tyle, że ktoś, kto ma psiaka o ”konstrukcji” wykałaczki obciągniętej skórą, bardzo marnie, licho zbudowanego, a w najlepszym przypadku Ponitera w typie dogo (jest u nas nawet [możliwe, że nie jedyna] hodowla oparta na takiej suce), i mówi o nim, że to ”Dogo Argentino w typie fit” ma… I fantazję i tupet. W pewnym sensie można takim ludziom pogratulować pomysłowości i kreatywności. Rynek jest trudny (od cholery hodowców się narobiło), szczeniaki trzeba sprzedać, więc o klienta na szczeniaki trzeba walczyć, i nie ma się co dziwić, że tzw hodowcy robią co mogą. Wy, jako przyszli nabywcy Dogo Argentino czy też innych presiaków, a może molosów, musicie po prostu trzeźwo myśleć, szukając informacji o rasie (czytać wzorzec i rozumieć jego zapisy i odnosić je do tego, czego nauczycie się o psiej anatomii). Musicie też zebrać informacje o hodowcy, któremu zdecydujecie się zaufać.

Kreowanie ”mody” na ”fit dogo” przez jakąś tam cześć osób rozmnażających białe, trwa już parę lat i to nie jest zjawisko, które trudno zrozumieć. Jest jasne, że jeżeli chce się być ”hodowcą”, np. właśnie Dogo Argentino i sprzedawać szczeniaki, a ma się do swojej dyspozycji osobniki o wadliwej, niedostatecznej dla tej rasy anatomii; psiaki o lekkiej kości, często zbyt wysokonożne, nietrzymające proporcji właściwych rasie, ”sarenkowate” (niekiedy nawet sprawiające wrażenie ”eleganckich”, ale wciąż o zaburzonych proporcjach i nieprawidłowej dla rasy anatomii), o wąskich i płytkich, niedosięgających łokci klatkach piersiowych, praktycznie nieistniejących obręczach barkowych, nieprawidłowo usytuowanych łopatkach, kurzych mostkach, marniutkich zadkach i suchych, lisich głowach (wszystko to w dowolnej kombinacji), to trzeba jakoś ludziom sprzedać to, że te psy są takie cienkie. Wymyślić narrację, która będzie usprawiedliwiać to jak one wyglądają. Trzeba jakoś opowiedzieć to, że, mówiąc krótko: te psy nie wyglądają tak, jak powinny tak, jak nakazuje wzorzec rasy. Facebook świetnie się do takiego kitowania nadaje, bo można co rusz wrzucać fotki okraszone odpowiednią ”filozofią” i lajkami znajomych. Ale dalej nie jest tak, że jak ”wystarczająco długo” jacyś ludzie będą swoje marnie zbudowane psiaki lansować na FB, to one przestaną być chucherkami albo Pointerami w typie Dogo Argentino. To nie jest tak, że od ilości zdjęć i komentarzy te psy zmienią się na ”bardziej jak Dogo Argentino”. Zostaną im ich dłuuugie łapy, brak proporcji właściwych rasie, pointerowe czaszki i pointerowe sylwetki. Nie jest tak, że nawet te Pointerów nie przypominające dogo-wypłosze, staną się Dogo Argentino. Wąskie, płytkie klatki piersiowe psów z kurzymi mostkami nagle nie zmienią się i te smętne klatki piersiowe nie ”napompują” się, nie poszerzą i nie pogłębią. Łopatki nie zmienią położenia, miednice nachylenia, zady z nieproporcjonalnych, rachitycznych nie staną się umięśnione, grzbiety mocne, a kości nie przestaną być cienkie jak wykałaczki, bo ktoś dużo zdjęć będzie zamieszczać. Anatomia takich psów nie ulegnie zmianie przez to, że ktoś będzie dorabiał ideologię do ich wadliwej, z angielskiego poor, czyli biednej/lichej budowy anatomicznej, pisząc bzdurne komentarze pod ich zdjęciami, czy wywody dotyczące ”prowadzenia psa w typie fit” na fejsbukowych grupach kynologicznych. Nie ma magicznej różdżki, która z chucherka zrobi psa o prawidłowej budowie anatomicznej. I nawet Harry Potter nie pomoże. Te psy nie są fit one są po prostu licho, dosyć ”biednie” zbudowane. Jest bardzo duża różnica pomiędzy normalnie zbudowanym i ”zrobionym” TTB, a marniutkim, cienkim jak przecinek DA, dla którego tekst o ”fit” kondycji ma być alibi dla nieprawidłowej anatomii. To, że i ”pitom” i dogo (nielegalnie) obrzyna się uszy, nie zmienia faktu, że to różne typy psów. To, co sprawdza się przy normalnie zbudowanych TTB, nie sprawdza się przy argentyńczykach pochodzących z kojarzeń osobników o nieprawidłowej dla tej rasy anatomii, bardzo mocno odstających od nakazów wzorca rasy, lub, gdy po prostu odzywa się depresja inbredowa.

To, że fotki takich psiaków możecie oglądać w sieci albo gorzej: te psiaki na wystawach, nie oznacza, że ludzi opowiadających, czy też wypisujących bzdury w internecie, właścicieli tych psich wypłoszy, dogo-przecinków macie traktować poważnie, nie daj Boże, u nich ”szukając porad dotyczących żywienia” i starając się swoje nieszczęsne psy upodobnić do ich chucherek. 

Powiedzmy to sobie jeszcze raz

Bardzo duża (niestety ta większa) część rasowych psów używanych do rozrodu, nie jest warta tego, by je rozmnażać. (Wystawowe tytuły to tylko ”opium dla mas”). Nie są to psy wartościowe w sensie hodowlanym, a mimo to są w hodowli używane i ich geny ”idą w świat”. Psy te nie są wartościowe jako rodzice z różnorakich powodów; są nosicielami szkodliwych mutacji, np. głuchoty, schorzeń układu kostnego, chorób serca lub nerek, wnętrostwa, cierpią na przewlekłe alergie skórne i/lub pokarmowe albo też mają znacznie poważniejsze kłopoty z układem trawiennym itp., oraz problemy z psychiką. A wszystko to, w większości przypadków, w dowolnej kombinacji. Dysfunkcje te są efektem niekiedy szokującego wręcz ograniczenia puli genowej przez stosujących ”metody hodowlane”, tzw hodowców, którzy zatrważających skutków swojego postępowania wydają się celowo nie zauważać. Przypominam mapkę pochodzenia pewnej ofiary bardzo ciężkiej dysplazji, suczki Doga Kanaryjskiego z rodzimym, bardzo znanym przydomkiem, pochodzącej od utytułowanych Championów, wiecie, wystawowych zwycięzców… 

Przy okazji: przeczytajcie sobie oba teksty, jeśli jeszcze ich nie znacie. Zmieniłam nazwę w ich odnośnikach, tak więc wyzerowały się liczniki udostępnień, ale osób zainteresowanych tematem, nie powinno to zniechęcać (zaktualizowałam teksty także o link dotyczący fejsbukowej strony ”Dysplazja w Dogo Canario/Presa Canario – gdzie podzialy się etyka i empatia?”);

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2016/12/19/dysplazja-w-dogo-canario-presa-canario-gdzie-podzialy-sie-etyka-i-empatia-odpowiedzi-na-najczesciej-zadawane-pytania/

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2017/01/15/czesc-druga-odpowiedzi-na-najczesciej-zadawane-pytania-kierowane-do-dysplazja-w-dogo-canario-presa-canario-gdzie-podzialy-sie-etyka-i-empatia/

Z ”przerasowieniem” mamy do czynienia w przypadku coraz większej liczby ras. Jednak aby znać ww powody, dla których danego osobnika do rozrodu używać nie należy, trzeba być nieco ”bliżej” tych psów, czyli mieć z nimi kontakt (np. zostać ”dziabniętym” przez przesadnie lękliwego lub nienormalnie dominującego, agresywnego wręcz psa), lub mieć kontakt z właścicielami potomstwa i/lub miotowego rodzeństwa takich psów, a nie tylko oglądać fotki tych piesków na fejsbuku. Jednak obok tych nieco ”głębszych” powodów, dla których wiele z hodowlanych psów (jak i ich potomstwo) powinno zostać z hodowli wykluczonych, jest całe mnóstwo innych, gołym okiem widocznych. I te oczywiste, rzucające się w oczy powody, to wady anatomiczne tych zwierząt; niepoprawna budowa, ‚konstrukcja’ układu kostnego, która to uniemożliwia albo raczej coraz częściej tylko uniemożliwiłaby tym, dziś raczej kanapowym psom, wykonywanie zadań, do których dana rasa została stworzona. Takie wady to np. tzw Iksy – krowia postawa łap tylnych, znacząco negatywnie rzutująca na napęd, lub pozbawione przedpiersia, wąskie, płytkie klatki piersiowe wpływające min. na pojemność płuc.

Dzieci hodowców psów rasowych

Na koniec dzisiejszego tekstu zwrócę waszą uwagę na jeszcze jedną kwestię, taką nieco na marginesie tematu kryteriów wg których hodowcy kojarzą psy, w kontekście widzenia przez nich albo nie wadliwej anatomii u ich psów. Istnieje szczególnie istotny wątek, który jednak przeoczany jest nie tylko przez samych tzw hodowców, ale przede wszystkim przez nabywców rasowych psów. I przy okazji wprowadzenia do serii o anatomii, podzielę się z wami następującą uwagą;

WPROWADZENIE: Na ”pieskowej” grupie pańcia („hodowca”) zamieszcza film, na którym jest jej pies rasy +/-50kg i jej dziecko +/- 8-10letnie. Dziecko prowadzi psa, pańcia idzie za nimi i nagrywa film dokumentujący „klimat” między dzieckiem i psem – ten jest bardzo ok.

ROZWINIĘCIE: Niestety, na nagraniu uwidacznia się także sposób poruszania się tej dwójki. Pies – ”zaplecze” typu bida i ma sensu się nad nim rozwodzić, gdyż dziecko tej „hodowczyni” to dopiero jest przypadek! Dzieciak ma klasycznego iksa – „kolana uciekają do środka” i po wewnętrznej stronie nogi aż do kolan, w trakcie ruchu, praktycznie ciągle się stykają – ma też szpotawe stopy. Dziecko idzie „płynąc”; wszystkie stawy pracują nienormalnie, i człapie (nie „kroczy”), waląc śródstopiem o podłoże, jak kaczka. Przy czym, żeby jeszcze „fajniej” było, jedna z nóg jest dłuższa – i tu problem jest głębszy, ta stopa bardziej „leci” do wewnątrz, co świetnie widać w pracy stawów biodrowych, gdyż jeden z nich musi znosić większe naprężenia, jakoś „kompensować” niekorygowaną różnicę. Ale pańcia hodowczyni i mamusia w jednej osobie najwyraźniej nie widzi problemu – dzieciak idzie w skrajnie dziadowskim w typie obuwiu, które pogłębia problemy. (Gdyby pańcia miała świadomość, że „coś jest nie tak” z tym, jak jej dziecko się porusza, podczas spaceru dzieciak nie chodziłby w byle czym, tylko w odpowiednio dla niego dopasowanym obuwiu. A pańcia korygowałaby dziecko w chwili, gdy to zaczynałoby się poruszać inaczej niż uczono/uczy się je podczas zajęć z gimnastyki korekcyjnej.) Może „hodowczyni” nie widzi wady postawy, bo sama ma iksa i dla niej iks jest normalny? Może nie widzi, bo po prostu nie widzi, bo tak ma, że nie widzi? I może różnica pomiędzy jedną nogą a drugą musiałaby wynosić co najmniej centymetr, żeby ZOBACZYŁA „kulawiznę” i to, że „coś jest nie tak”?

ZAKOŃCZENIE + „TEZA”: Ta pańcia, niby ”hodowca”, NIE WIDZI KURIOZALNEGO WRĘCZ PRZYPADKU WADY POSTAWY U SWOJEGO WŁASNEGO DZIECKA. Co taka pani może mieć do zaoferowania jako „hodowca”, skoro jest ślepa na swego rodzaju ułomność fizyczną u własnego dziecka? (Pewne sporty na starcie odpadają, bo w przypadku dziecka tej pani przyczynią się np. do szybszego „potrzaskania” u niego stawów). Wady postawy wpływają na komfort życia, upraszczając: wiążą się min. z dolegliwościami bólowymi. (U kobiet w okresie ciąży przysparzają dodatkowych problemów.) Generalnie, wszelkie przybieranie na wadze u osób z tego typu wadami, dodatkowo daje popalić osłabionym stawom.

Ktoś taki, jak pańcia „hodowczyni” z przykładu, tak ślepy, jest ujowym hodowcą, bo zaniedbał WŁASNE DZIECKO. Chcesz wiedzieć jaka jest wartość hodowcy? Dowiesz się bez jego/jej brzęczenia o metodach hodowlanych, jeśli „hodowca” ma dzieci. Jeśli dzieci „hodowcy” mają wady postawy, jeśli zostały tak koncertowo zaniedbane na wczesnym etapie rozwoju, że nawet wkładek ortopedycznych nie dostały i snują się w czymś, co powoduje, że ich kostki ”latają”, to wiesz już wszystko, co musisz wiedzieć nt. „hodowcy”. Jest bez znaczenia trucie o „metodach hodowlanych”, gdy brzęczą ludzie nieumiejący się zatroszczyć o aparat ruchu własnych dzieci.

Dzieciak z przykładu ma JUŻ +/- 8-10 lat i nie ma ”świadomości własnego ruchu”; nie czuje własnego ciała, nie umie, nie jest w stanie przyjąć prawidłowej postawy, porusza się niechlujnie. Czyli: było ZERO gimnastyki korekcyjnej – NIC. Jak więc mamusia albo tatuś takiego dzieciaka, parający się „planową hodowlą psów rasowych”, może dostrzegać wadliwą anatomię u czworonoga? Jak w ogóle ktoś taki miałby dbać o aparat ruchu psa? Ludzie, którzy są „hodowcami” i mają dzieciaki np. z tak zaniedbanym iksem; biodrami, kolanami, kostkami… Są kompletnie niewiarygodni. Mogą „fajnie i ciekawie” opowiadać, ale nic poza tym. Ich gadka nie ma żadnej wartości.

https://www.mjakmama24.pl/dziecko/zdrowie/koslawe-kolana-u-dziecka-przyczyny-metody-leczenia-aa-jjwJ-Cf7y-dicp.html

Strona, której lenie ”nie umieją znaleźć”

Bez nauczenia się czym są witaminy, mikroelementy i ”O co chodzi z białkiem?” nie ruszycie z miejsca, a rozpisywanie się ze ”znajomkami z fejsbuka” o tym ”Czy karmić psa wołowiną czy od razu koniną i dlaczego nie wieprzowiną?”, nie będzie miało najmniejszego sensu. Te zagadnienia to absolutna baza, coś jak elementarz. Człowiek uczy się całe życie, więc do dzieła, nie traćcie czasu. Nie traćcie go tym bardziej, że szczęśliwie dla wszystkich miłośników psów, doskonałe opracowanie powyżej wymienionych tematów znajdziecie na wielokrotnie przeze mnie polecanej stronie o nazwie ”ŚWIAT CZARNEGO TERRIERA”, do której często odsyłam piszące do mnie osoby i w której to stworzenie jej autorzy włożyli mnóstwo pracy, i do której w każdej chwili, każdy z was może wrócić, jeżeli ”coś się wam pomiesza”. Gdy o żywienie i suplementację psa chodzi, jest czego się uczyć(!), zresztą sprawdźcie sobie listę tematów na ww stronie 🙂 Zamieszczam linki do opracowań zagadnień wymienionych przeze mnie na początku, bo najbardziej leniwi lubią jak się im wszystko podaje na tacy ;

http://www.swiatctr.pl/a-zywienie_witaminy.html

http://www.swiatctr.pl/a-zywienie_mikroelementy.html

http://www.swiatctr.pl/a-zywienie_bialko.html

Na marginesie: nie istnieje możliwość ”nie znalezienia” tej strony, jeżeli szuka się informacji dotyczących żywienia psa, gdziekolwiek w internecie.

Pamiętajcie o tym, że ścięgna są niezwykle ważne i mają znaczącą rolę w rozwoju fizycznym psa, (np. kiedy rosną kości), dlatego suplementacja jest tak ważna. #Kolagen (https://podkowa.eu/):  https://podkowa.eu/pl/p/-Kolagen-NatiCol-Kwas-Hialuronowy-Chondroityna-Witamina-C-Tabletki/1667 

(Uwaga dla skrajnie bezczelnych

Nikt za was nie będzie waszym psom ”układał diety”. Nikt za was nie będzie ”oceniał” jakości ani składu gotowej karmy, której zakup rozważacie. Życie innych ludzi nie polega na gromadzeniu informacji o psich karmach, na wypadek gdyby jakiś leń nie raczył chcieć kajać się sprawdzaniem ”Z czego jest ta karma i czy warto ją kupić?”. Nikt nie będzie poświęcał swojego czasu na robienie czegoś, co wy sami powinniście robić, tylko dlatego, że wam się nie chce albo ”nie macie do tego głowy”. Przeczytajcie sobie skład, wpiszcie w wyszukiwarkę nazwy poszczególnych składników i symbole, przeczytajcie co one oznaczają, przeczytajcie kolejne odnośniki i te, które pojawią się pod nimi – tak jak robią normalni, nieleniwi ludzie, gdy starają się poszerzyć swoją wiedzę o kolejny aspekt. I sami wyciągnijcie wnioski. Jeżeli jesteście w stanie napisać mejla czy wiadomość na portalu społecznościowym, oczekując ”rozłożenia na czynniki pierwsze” symboli wymienionych na opakowaniu jakiejś karmy, to znaczy, że nie jesteście aż takimi amebami i sami dacie radę.)

A, żeby nie było za lajtowo na deser;

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora jest zabronione.

https://kulturakynologiczna.home.blog/

CO WIADOMO O POLOWANIU Z DOGO ARGENTINO NA TERENIE EUROPY? CO TO JEST MONTERIA? JAKA JEST ROLA DZIKARZA W POLSKIEJ TRADYCJI ŁOWIECKIEJ? CZY EWENTUALNE ZAGROŻENIE PATOLOGIĄ PSEUDO.MONTERII W POLSCE TO TEMAT TABU?

Tak jak artykuł poświęcony Fila Brasileiro nie był pisany z myślą jedynie o posiadaczach i entuzjastach ”brazylijskich filetów”, tak i dzisiejszy tekst nie jest skierowany jedynie do posiadaczy i entuzjastów Dogo Argentino.

Podobno to wcale nie jest tabu

Jest parę rzeczy, o których (nie dość, że w rozmowach z hodowcami, to także) w polskim dogo-necie, używając eufemizmu, nie mówi się otwarcie. Rzeczy wzbudzających żywe zainteresowanie, a nawet emocje u ”dogomaniaków”, powodujących dodatkowo, że do białej presy z Argentyny ”kleją się” ludzie, którzy (zwłaszcza) od tego rodzaju psów powinni trzymać się z daleka. Jeśli jako jeden z tych skrajnie oczywistych, a niewygodnych tematów typujecie proceder nielegalnego cięcia uszu, to macie rację. Sierpień i wrzesień, wtedy najwięcej wejść mają teksty dotyczące kopiowania, cięcia psich uszu i bloga szturmują wracający z urlopów cwaniacy, właśnie w tym czasie odbierający szczeniaki z hodowli i szukający sposobu na upierniczenie swoim nieszczęsnym psiakom uszek w Polsce*… Jedną z tych ważnych, acz otwarcie nieporuszanych kwestii jest też bezrefleksyjne rozmnażanie byle jakich (mówiąc najdelikatniej) psów i to przy pierwszej nadarzającej się okazji – problem dosyć powszechnie dotykający wiele różnych ras. Cóż, prawdą jest, iż przekonanie, że ”ekspertem od danej rasy można być dopiero po tym, jak odchowa się miot”, zrobiło kuku w łby wielu osobom, które dziś pykają miot za miotem przekonane, że na tym właśnie polega ”hodowla psa rasowego”. I poza tym, że rozmnażają psy, ci ludzie nie robią ”dla rasy” przez siebie wybranej, absolutnie nic. ”Eksperci” tego rodzaju, wypowiadać się mogą, owszem. Ale tylko na temat tego jak u nich wyglądało owo ”odchowywanie miotu” i to pod warunkiem, że nie zawalili sprawy. I że w ogóle umieją się wypowiedzieć. (Występy co poniektórych z ”hodowców” w social media pokazują, że z tym bywa kiepsko.) Jednak, choć nieustannie wzrastająca liczba ”rozmnażaczy” mieniących się ”hodowcami”, ”rozmnażaczy” przypadkowych psów o równie przypadkowych i najgorsze, że niewiele się od siebie różniących rodowodach, jak i obsesja ciętych (nielegalnie) uszu rzeczywiście dużo mówią o niektórych właścicielach min. dogo, o ich gotowości, determinacji takich ludzi do korumpowania nieetycznych weterynarzy i/lub namawiania do łamania prawa ”kolegów/koleżanek” czysto hobbistycznie ”zgrabnie posługujących się skalpelem” etc., tym razem chciałabym rozwinąć temat z zakresu kynologii łowieckiej. Konkretnie fascynacji polowaniem z Dogo Argentino, które od zawsze rozpala wyobraźnię co poniektórych, a mimo to zawsze mówi się o nim półsłówkami i jakoś tak nieoficjalnie. A co najgorsze, że bez refleksji dotyczących tego, czy podniecający się ”łowieckim instynktem” dogo ”entuzjasta rasy”, który właśnie zapłacił tzw hodowcy kilka tysięcy za szczeniaka, choćby w najmniejszym stopniu ”ogarnia”, co sobie wziął na łeb…

Wypada w końcu ”opowiedzieć temat”, do którego nie lubią zbliżać się, jak krowa do ogrodzenia pod napięciem, ”entuzjaści i hodowcy rasy” na ślepo szukający poprzez social media klientów na szczeniaki. Wypada tym bardziej, że można zrobić to opierając się min. o materiały prasowe naprawdę łatwo dostępne (wystarczy chcieć). I dlatego, że ”oswajając” zagadnienia związane z ”polowaniem” z dogo, można upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu; nie tylko rozbroić tabu i wprost wymienić ”nadużycia” w rodzaju ”puszczania dogo luzem w las, żeby się >dziczkiem< sprawdził i/lub za >sarenką< wybiegał”, ale i wyświetlić przyszłym potencjalnym właścicielom dogo ”trudne sprawy” tak, by naprawdę rozumieli na co się porywają i by szczerze rozważyli czy naprawdę są w stanie sprostać Dogo Argentino.

Więcej: należy zająć się tym tematem właśnie po to, by ci potencjalnie przyszli właściciele dogo podejmowali świadome decyzje. By przestali kierować się pierdołami z fejsbuka i zaczęli naprawdę myśleć, bo nie trzeba się bać myśleć – myślenie nie boli. I jest bardzo ważne, by myśleć, gdy ”chcę mieć psa”/”chcę rozmnażać psy” dotyczy rasy będącej ”przeszczepem kulturowym”, rasy nierozumianej i w praktyce nijak mającej się do mentalności ów ”przeszczep” przyjmujących. Istnieje typ ludzi, którzy, gdyby tylko dać im taką możliwość, zakupywaliby oryginalne japońskie katany w oczekiwaniu, że w rozsmarowywaniu masła na chlebie samurajskie miecze sprawdzać się będą lepiej lub co najmniej tak samo dobrze, jak swojskie noże do masła – no, a przy tym jaki fejm można zdobyć na FB: ”Mam katanę i bawię się nią w kuchni”… I ten typ ludzi szczególnie nie nadaje się dla Dogo Argentino, a jednak coraz częściej to właśnie oni wybierają dogo na psa dla siebie.

”Pobudzający wyobraźnię”, niby ”doskonale rozumiany” temat ”specyfiki rasy” w rzeczywistości wcale nie jest rozumiany przez napalających się na białą presę – bo tak właśnie jest: na te psy coraz częściej ludzie się napalają, zamiast ”podejmować świadome decyzje o przyjęciu na siebie odpowiedzialności za Dogo Argentino”.

Zatrzaśnięcie się w postrzeganiu psa tylko i wyłącznie przez pryzmat jego ”rasy”, a raczej w wyobrażeniach, gusłach i legendach na temat rasy, przy równoczesnym całkowitym ignorowaniu, że i Dog Argentyński należy do gatunku canis familiaris, determinuje przekonanie tego rodzaju właścicieli na temat tego, jakie cele w wychowaniu psa są ”możliwe do osiągnięcia” oraz znacząco ogranicza ich poczucie odpowiedzialności za zachowanie ich psa i jego nawyki. A samooszukiwanie się części z właścicieli dogo, iż posiadają predyspozycje, które pozwolą im ”okiełznać” te najtrudniejsze do przepracowania ”słabostki” dogo, dopełnia obrazu nędzy i rozpaczy.

Tak, tak, są wyjątki (ci przygotowani od A do Zet, tak na serio przygotowani). Ale ja będę generalizować, bo nie będę w tym wpisie mówić o wyjątkach, bo to nie wyjątki nakłoniły mnie do przygotowania tego wpisu. Wielokrotnie czytałam w tych ”wstępnych” wiadomościach kierowanych do mnie przez posiadaczy ”dogo z problemami”, że ”decyzja o wyborze rasy była przemyślana i świadoma”. Prawda jednak jest taka, że gdyby decyzja o wyborze Dogo Argentino na domownika była ”przemyślana”, ludzie ci nie ”przejeżdżaliby na wszystkich czerwonych światłach” i nie zderzaliby się z konsekwencjami swojego NIEPRZEMYŚLANEGO postępowania. Zamiast tego konsekwentnie, na bieżąco budowaliby relację z psem. Nie budziliby się ”z ręką w nocniku”; byliby czujni, po prostu uważni, myśleliby i mieliby przygotowane (przemyślane) scenariusze pracy z psem, i po prostu wybieraliby ten, który w przypadku ich dogo – tego bardzo konkretnego osobnika – sprawdza się najlepiej.

Trącące potężną ”schizą” przedstawianie rasy Dogo Argentino w social media zarówno jako ”bezkonkurencyjnego łowcy i towarzysza codzienności macho’menów lub ambitnych kobietek, które nie dają sobie w kaszę dmuchać”, przy równoczesnym lansowaniu dogo jako ”jeszcze jednego, TYLKO ŻE ZUPEŁNIE BIAŁEGO molosa”, spowodowało, iż wiele osób (z tzw hodowcami włącznie) zapomniało jaka jest specyfika tej rasy i DO CZEGO, PO CO TA RASA POWSTAŁA. Że są to psy o niezwykle silnym charakterze, który zdradzają już jako szczenięta, min. walcząc zaciekle z miotowym rodzeństwem. Że w przypadkowych rękach, nieodpowiednio prowadzone stają się psami ponadprzeciętnie niebezpiecznymi. A bijący od nich spokój, oglądany na fejsbukowych fotkach, to wrażenie, które łatwo może prysnąć podczas wizyty w hodowli lub w trakcie wystawy, gdy psa z pozowanego i skrupulatnie wybranego do publikacji zdjęcia, ogląda się live. Gdy widzi się go w kojcu lub poza nim, w ”interakcji” z obcym psem lub człowiekiem. Albo też, gdy obserwuje się takiego psa ”na spacerku z pańcią/pańciem”, w ”akcji”, gdy ”reaguje” np. właśnie na innego psa…  Lub, zmienia się nastawienie, gdy już się jest posiadaczem dogo, którego chętnie i często pokazuje się znajomym z FB na ”uroczych fotkach”, ale któremu nie ufa się, gdy wchodzi na kanapę i zajmuje miejsce obok… Wreszcie zapomniano także o tym, że dogo potrzebują nie tylko ”wychowania”, ale przede wszystkim autentycznej więzi ze swoim człowiekiem-przewodnikiem – bo bez niej z ”wychowywania” nic nie wyjdzie.

Karygodne jest, że z potencjalnymi przyszłymi posiadaczami dogo nie mówi się tzw otwartym tekstem o tym co najważniejsze: o przeznaczeniu rasy i konsekwencjach, które owo przeznaczenie z sobą niesie. Że ”trend” jest taki, że szukając klienta nie zwraca się uwagi na to czy ów klient posiada predyspozycje do tego by sprostać Dogo Argentino. Że klienta za wszelką cenę zachęca się do zakupu, zamiast uświadamiać go czego może się spodziewać, bez owijania w bawełnę, opowiadając mu o trudnościach wiążących się z braniem na siebie odpowiedzialności w postaci psa tej rasy. Że roztaczając przed klientem wizję, iż ”właściwie argentyn to taki molos, tylko biały”, ”zapomina się dodać”, że zgodnie z klasyfikacją ”jedynie słusznej” Fédération Cynologique Internationale (FCI), dogo to jedyny na świecie myśliwski molos…

Fakt, że w ”paru” krajach rasa jest zbanowana a w innych utrzymywanie dogo podlega drastycznym restrykcjom, wydaje się dodatkowo działać na wyobraźnię części ”entuzjastów” białej presy z Argentyny – no, najwyraźniej nie ma to jak ”pies rasy uznawanej za agresywną”… Co gorsza tzw hodowcom – których co rusz przybywa – zdaje się zupełnie nie przeszkadzać a może po prostu jest im na rękę, absolutnie żenujący stan prawny dotyczący utrzymywania u nas psów ras uznawanych za agresywne i to, że w Polsce praktycznie każdy ”Czesio” albo ”Czesia” mogą sobie kupić Doga Argentyńskiego i nikt nawet (żaden Urząd) nie zainteresuje się czy mają/mieli kiedykolwiek problemy z prawem (skazujące wyroki za pobicia, rozboje, czy ”choćby tylko” założono im niebieską kartę, jako sprawcom przemocy w rodzinie…)

Zdumiewa mnie, że posiadacze argentynów zaskoczeni tym, że i jak szybko ”stracili panowanie nad sytuacją”. I przyznaję, że niejednokrotnie opada mi szczęka, gdy słucham w jakich okolicznościach ludzie ci jeszcze wciąż nie orientowali się, że mają poważny problem ze swoim białym i że nie reagując na pewne zachowania na wczesnym etapie, gdy tylko pies zaczął je przejawiać, sami kreują sytuację, która bardzo szybko ich przerośnie. Niektórzy ”na klatę” biorą uwagi o swoim ”niepokalaniu myślą”, inni wymiękają i się obrażają. Jedni pozostają w kontakcie, inni nie. Jedni, po tym jak wprowadzają określone zmiany do swojej relacji z psem, dzielą się swoją satysfakcją z tego, że udało im się przepracować problemy, że niektóre zniknęły zupełnie a inne stały się znacząco mniej uciążliwe. Inni zamykają psy w kojcach albo się ich pozbywają, przerzucając problem na osoby trzecie. Ile dogo poddawanych jest w Polsce eutanazji z uwagi na wybujałą agresję? Czy są u nas takie przypadki? Choć prawo polskie oraz wielu innych krajów (nie tylko) UE tego zabrania, jak pokazują social media, można ”po cichu”, w jakimś kręgu ”krewnych i znajomych królika”, kopiować psu uszy, a czy można go ”po cichu” wysłać za tzw tęczowy most, korzystając z tych samych znajomości? Nie istnieje żaden rzetelny rejestr danych dotyczących populacji Dogo Argentino w Polsce, więc…

Z każdej z tych napisanych do mnie przez posiadaczy ”problematycznych psów” wiadomości, potem z każdej z odbytych z nimi rozmów, bije jedno: kompletne nieprzygotowanie tzw hodowcy do bycia hodowcą, a w efekcie brak troski tzw hodowcy o przygotowanie przyszłego właściciela do sprawowania nie tylko opieki, ale przede wszystkim kontroli nad psem.

Dog Argentyński to nie jest rasa dla każdego. Nie można decydować się na psa tej rasy pod wpływem kaprysu, chwilowego impulsu i tylko ze względu na wygląd dogo albo ”legendę” i ”fejm”. 

Niezrozumienie, ”nieczucie” rasy powoduje, że powszechnym jest stosowanie przez część posiadaczy dogo, za każdym razem, gdy ich pies zachowa się agresywnie, nieadekwatnie do sytuacji, ”mantry” bezwzględnie obnażającej bezrefleksyjność lub po prostu głupotę: ”To taka rasa, one tak mają, że” Coś Tam… Powtarzają to zdanie w różnych wersjach na głos albo w myślach aż do chwili, w której ich własny pies, wobec nich samych lub ich dziecka zachowa się w sposób agresywny. I to tak jednoznacznie agresywny, że ludzie ci zaczynają się bać swojego Dogo Argentino. Wtedy (ojej!) owa ”mantra” jakoś traci dla nich ”sens”… (Co czasem oznacza, że najpierw ”po cichutku”, wśród ”zaufanych znajomych”, a potem bardziej otwarcie, taki ”pies szuka nowego domu”.) Ale do tego krytycznego, wszystko zmieniającego momentu, jako alibi dla wszelkich ”nieprawidłowości” w zachowaniu psa, tacy właściciele stosują frazy z użyciem haseł takich jak: ”typowy temperament”, ”ma mocny charakter”, ”nie jest miękki”, ”instynkt łowiecki”, ”rasa myśliwska”, ”rozładowywanie instynktu”, ”To taka, rasa, one tak mają, że”… etc. Potrzebne jest inne nastawienie. 

No, to jedziemy

Z całą pewnością ”polowaniem z Dogo Argentino” nie jest ”puszczanie go luzem w las, żeby się z >dziczkiem< sprawdził lub za >sarenką< wybiegał” ani szczucie go na wolno żyjące koty czy inne zwierzęta – takie zachowanie, poza tym, że jest niezgodne z prawem, to po prostu skrajnie nieodpowiedzialne …urestwo. Tak więc ”użytkowy Dogo Argentino”, to jaki? ”Cechy typowe dla rasy”, to jakie to cechy? ”Prawidłowy temperament”, jaki to ma być temperament? ”Rozładowywanie instynktu”, jakiego konkretnie instynktu? Jaki jest ten ”główny” instynkt u Dogo Argentino i jak go ”rozładowywać”? Niby wszyscy, wszystko wiedzą, ale kiedy przychodzi co do czego, jakoś nikt… nie umie zreferować tematu. I robi się dosyć ”schizoidalnie”…

Aby rozprawić się z tabu ”polowań” oraz rzeszą bzdur, które ”nieogarnianie” przez posiadaczy psów tej rasy zagadnienia ”użytkowości” w odniesieniu do Dogo Argentino za sobą niesie, zebrałam dla was, podkreślam: swobodnie dostępne informacje w jednym wpisie. A ponieważ w wielu miejscach dzisiejszego artykułu zdecydowałam, iż właściwym będzie pozostawić oryginalny tekst w języku obcym, artykuł sprawiać może wrażenie dłuższego niż jest w istocie. Na jego końcu, w porządku, w którym w tekście pojawiają się poszczególne cyfry i numery, umieściłam linki do źródeł.

Sięgnijmy do archiwum

W listopadzie 2014 roku w brytyjskim The Telegraph ukazał się artykuł autorstwa Roryego Mullhollanda, zatytułowany ”France’s wild boar hunting condemned as a ‚bloody spectacle from another age[1], czyli dosłownie: Francuskie polowanie na dzika potępione jako ”krwawy spektakl z innej epoki”.

W artykule tym możemy przeczytać, iż animal rights activists, czyli aktywiści na rzecz praw zwierząt are up in arms about a form of „hunting” that is becoming increasingly popular in France that involves releasing a wild boar into an enclosure and setting Argentinian hunting dogs loose to chase and kill itsą ”wkurzeni” i gotowi są walczyć z formą ”polowania”, która staje się we Francji coraz bardziej popularna, a polega na wypuszczeniu dzika do na ogrodzony teren i spuszczeniu na niego argentyńskich psów myśliwskich, tak aby go ścigały, dogoniły i zabiły. Przetłumaczę wam ten artykuł, dorzucając (w kolorowych nawiasach) uwagi, które na bieżąco będą mi się nasuwać.

Fans of the practice are believed to be coming to France from abroad to partake in the events that pit the powerful Dogo Argentino, a mastiff which was used to hunt pumas in Argentina, against boars that stand little or no chance of surviving – Uważa się, że fani tej praktyki przyjeżdżają do Francji z zagranicy, aby uczestniczyć w wydarzeniach, które w zamkniętej, oddzielonej ogrodzeniem strefie (swego rodzaju arenie/ringu, gdyż to oznacza użyte w artykule słowo ”pit” – pamiętacie Teriery Typu Bull, nazywane PITami, prawda?) lokują potężnego Doga Argentyńskiego, mastifa, który był używany do polowania na pumy w Argentynie i przeciwko dzikom, które mają nikłą lub żadną szansę na przeżycie. (Z tym ”mastifem” mocno bym polemizowała, bo dogo to presa, czyli pies trzymająco-chwytający, którego budowa fizyczna ani konstrukcja psychiczna nie odpowiadają temu co kryje się w słowie ”mastiff” [pomimo tego co czasem można zobaczyć na wystawach i/lub fejsbukowych profilach niektórych z tzw hodowców], ale rozumiem, że w niektórych publikacjach, także stricte kynologicznych stosowana jest nazwa ”Argentinian mastiff”, co wprowadza w błąd osoby niezaznajomione z rasą i niezwracające uwagi na problem, delikatnie mówiąc ”nietrafionego” przypisania Dogo Argentino do grupy II wg klasyfikacji FCI, będącej najbardziej znaną międzynarodową federacją kynologiczną – wrócę jeszcze do tego wątku w dzisiejszym tekście)

Aspas animal rights group says it does not have figures to show how widespread such events are, but believes they take place regularly and are growing in popularityGrupa ds. praw zwierząt ASPAS (Association for the protection of animaux sauvages – Stowarzyszenie na rzecz ochrony dzikich zwierząt)[2] twierdzi, że nie ma danych liczbowych pokazujących, jak rozpowszechnione są takie wydarzenia, ale [mimo tego] uważa, że odbywają się one regularnie i zyskują na popularności.

It said there were three recent combats in the Var department in Provence alone and condemns the practice as a “bloody spectacle from another age”Powiedziano (jak rozumiem chodzi o przedstawicieli organizacji ASPAS), że w samym tylko departamencie Var w Prowansji, były ostatnio trzy combats, a więc boje/walki/batalie i ASPAS potępia tę praktykę jako ”krwawy spektakl z innej epoki”.

The legality of these events is a grey area in France. Kwestia legalności tych wydarzeń to szara strefa we Francji.

Hunting with dogs is banned across much of Europe – Polowanie z psami jest zakazane w wielu krajach Europy, including in Britain – w tym w Wielkiej Brytanii (nielegalne polowania z nagonką na lisa wciąż się w UK odbywają, o czym od czasu do czasu możemy przeczytać, tak więc i tam są równi i równiejsi), but in France it is still a popular pastime – ale we Francji jest nadal popularną rozrywką/sportem/hobby, as is bullfighting in the southern regions, and it faces little opposition from politicians or animal rights groups – podobnie jak walki byków w regionach południowych i napotyka niewielki sprzeciw ze strony polityków lub grup ds. praw zwierząt.

The hunts usually involve chasing deer or boar over open countryside or though forests, with the prey having some chance of escaping alive – Zwykle polowania polegają na ściganiu jeleni lub dzików przez otwarte tereny wiejskie lub lasy, a ofiara ma szansę uciec żywcem.

Aspas said it warned local authorities that an event involving Argentinian hunting dogs was about to take place in the Var earlier this month, but said officials made no attempt to stop it – Członkowie ASPAS powiedzieli, że ostrzegli lokalne władze, iż wydarzenie z udziałem argentyńskich psów myśliwskich miało się odbyć w Var wcześniej w tym miesiącu, ale urzędnicy nie podjęli żadnej próby jego powstrzymania.

The group has launched a civil lawsuit against persons unknown to try and put a stop these events whose organisers it believes are guilty of partaking in “illegal hunting” and causing “acts of cruelty to animals”. Grupa wszczęła cywilny proces przeciwko nieznanym osobom, aby spróbować powstrzymać te wydarzenia, których organizatorzy, jak wierzą przedstawiciele ASPAS, są winni udziału w ”nielegalnym polowaniu” i powodowaniu ”aktów okrucieństwa wobec zwierząt”.

We think it is clearly illegal,” the group’s legal advisor Ariane Ambrosini told the Telegraph – ”Uważamy, że jest to wyraźnie nielegalne” – powiedziała Telegraph radca prawny grupy, Ariane Ambrosini.

She said Aspas hoped to create a legal precedent that would see the practice banned – Powiedziała, że ASPAS ma nadzieję stworzyć precedens prawny, który zakazałby praktyki.

Elsa Nardini, the wife of the owner of one of the domains where such a hunt was recently held, dismissed criticism, saying that animal rights activists were simply opposed to all types of hunting and there was nothing illegal about using the Argentinian dogs – Elsa Nardini[3] żona właściciela jednej ze stref/jednego z obszarów/terenów w/na których ostatnio odbywały się takie polowania, odrzuciła krytykę, mówiąc, że działacze na rzecz praw zwierząt byli po prostu przeciwni wszelkim rodzajom polowań i nie było nic nielegalnego w używaniu argentyńskich psów.

She told Var Matin newspaper the boars were spared unnecessary pain and that if the dogs did not kill them immediately when they caught them, then hunters would step in and put an end to the animals’ suffering – Powiedziała gazecie Var Matin (niestety, z artykułów dotyczących dzików, polowań etc., dostępnych obecnie na internetowej stronie gazety, żaden nie dotyczy sprawy opisywanej przez The Telegraph), że dzikom oszczędzono niepotrzebnego bólu i że jeśli psy nie zabiją ich od razu, gdy je złapią, wtedy pojawią się myśliwi, by położyć kres cierpieniu zwierząt.

(Po wpisaniu na YouTube frazy ”Monteria, Dogo Argentino” itp. możecie znaleźć nagrania – co prawda nie z Francjidokumentujące ”pracę psów”, ”nadzorowaną” przez panów ”myśliwych”. Polecam jednak wyciszyć dźwięk, szczególnie, jeśli macie w pobliżu małe dzieci, by nie niepokoić ich oraz, generalnie, nie szukanie tych materiałów, gdy w pobliżu was są dzieci, bo nie chcecie zafundować dzieciakom przykrości lub szoku. Sporo z tych nagrań dokumentuje skrajne okrucieństwo wobec dzikiej zwierzyny; psy zamęczające prawie upolowane, bo ciągle jeszcze żyjące, świniaki. Psy, których nikt przed tym zamęczaniem nie powstrzymuje; świnie potwornie krzyczą, a psy po prostu tępo się w nie wgryzają, banda facetów w około stoi z telefonami w łapach i się cieszy z tego co ogląda. Zazwyczaj, w którymś momencie widać, że w końcu któryś z tych typów, gdy już napatrzy się na ”spektakl”, podchodzi do dzika i dobija go nożem (nie zawsze od razu, bo sporo z tych gości słabo ”obczaja” celność, co dobrze widać na części tych filmów). Te nagrania cieszą się popularnością, zapewne dla niektórych są źródłem inspiracji, może służą do czerpania wzorców zachowań(?)… Pozostaje mieć nadzieję, że francuska wersja tego ”sportu”, która monterią nazywana być nie może, bo w monterii psy ścigają zwierzynę na otwartym terenie, często przez wiele, wiele godzin i w oryginalnej monterii, w polowaniu, w którym w Argentynie biorą udział Dogo Argentino, nie do psa należy zabijanie zwierzyny – nikt więc nie może Francuzom zarzucić, że uprawiają monterię – jest nieco bardziej ”elegancka” niż ”rozrywka” znana z YouTube… )

She said that the practice was particularly popular among young people – Powiedziała, że praktyka ta była szczególnie popularna wśród młodych ludzi.

Trochę więcej

Tekst autorstwa Renée Vonk-Hagtingius Middeleeuwse moordpraktijken[4] co przetłumaczyć można jako ”Średniowieczne/Prymitywne praktyki mordowania”, to artykuł także odnoszący się do wydarzeń opisanych przez The Telegraph. Nie będę tłumaczyć wam jego całości, skupię się na fragmentach, które nieco bardziej naświetlają sprawę, o której pisał brytyjski dziennik i, jak w przypadku poprzedniego tekstu, swoje uwagi zamieszczać będę w nawiasach. Autorka bloga o południowej Francji, Prowansji i Lazurowym wybrzeżu: Kijk, Zuid-Frankrijk!, we wpisie opublikowanym 10 listopada 2014 roku, zauważa, że czasem pewne doniesienia wydają się tak niedorzeczne, że nie poświęcamy im szczególnej uwagi, no i, co oczywiste, że wszystkiego nie można ”kupować w ciemno”, ale gdy padają konkretne cytaty i nazwiska tych cytowanych osób, doniesienia, z pozoru niewiarygodne można zweryfikować. Jej uwagę przykuła informacja dotycząca działań organizacji L’ASPAS (Association for the protection of animaux sauvages), czyli Stowarzyszenia na rzecz ochrony dzikich zwierząt, która to do trybunału wyższej instancji w Tulonie wniosła skargę przeciwko X, między innymi z uwagi na ”nielegalne praktyki łowieckie” manifestujące się ”zadawaniem poważnych obrażeń i okrucieństwa zwierzętom domowym, oswojonym lub utrzymywanym w niewoli” (jacht met verboden middelen, toebrengen van ernstig letsel en wreedheid jegens huisdieren dan wel getemde of in gevangenschap gehouden dieren), w związku z polowaniem organizowanym na dziki, 1 i 2 listopada (2014 roku) przez Domaine du Solitaire[5] w pobliżu Signes, francuskiej miejscowości i gminy położonej w najbardziej rozległym departamencie Var, w regionie Prowansja-Alpay-Lazurowe Wybrzeże.

(W tym miejscu, od siebie dodam, że, jak możemy przeczytać na stronie Le Domaine du Solitaire: Le Domaine du Solitaire est un domaine Multi-activité. Dans un cadre idyllique nous vous proposons diverses possibilités pour l’organisation de tout type d’évènements” – Le Domaine du Solitaire jest terenem, na którym równocześnie realizowane mogą być różnego rodzaju zadania/czynności/aktywności, jest to strafa oferująca w sielankowej, idyllicznej scenerii możliwość organizacji różnego rodzaju wydarzeń (”Dans un cadre idyllique nous vous proposons diverses possibilités pour l’organisation de tout type d’évènements”). Możliwe jest wynajęcie ziemi o powierzchni 80-20 hektarów, terenu w pełni ogrodzonego (”Location de nos terrains de 80 et 20 hectares entièrement clôturés”), wynajem budynku i tarasu (na 250 miejsc) (”Location de notre bâtisse et terrasse pour vos repas de groupe (jusqu’à 250 places), możliwe są polowania typu small game i big game, czyli polowania z psami na ”nie-grubą” i grubą zwierzynę (”Chasse aux petits gibiers et aux gros gibiers”), szkolenie psów – każda rasa jest akceptowana (”Entrainement de vos chiens courants dans nos 3 parcs (toute race acceptée) oraz organizacja wydarzeń o charakterze kynologicznym (”Organisation de vos journées cynophiles (Nationales, régionales d’élevage etc.), także próby pracy (”Épreuves de travail (Broussaillage, Terrier artificiel etc.))

Organizacji L’ASPAS chodziło o polowanie na dziki trzymane w niewoli (i często w niewoli urodzone), przy użyciu Dogo Argentino, które i w artykule pani Renée Vonk-Hagtingius nazwane zostały Argentijnse mastiffs, czyli Argentyńskimi mastifami (spokojnie, pamiętam i odniosę się do owej nieszczęsnej mastifowatości w dalszej części dzisiejszego wpisu): Met Argentijnse mastiffs, (op)gefokte vechthonden die bekend staan om hun moordlust en vasthoudendheid – Z argentyńskimi mastifami wyhodowanymi na wysoko wyspecjalizowane, wydajne vechthonden – walczące psy – fighting dogs, znane ze swojej moordlust – żądzy krwi i upartości, natarczywości [w dążeniu do ”kontaktu ze zwierzyną”] i nieustępliwości (to ”Czesiom” jarającym się agresją i ”uściskiem szczęk” dogo, bardzo się spodoba, szczególnie tym, którzy w solidnych szelkach wyprowadzają swoje psy ”na spacer”, tak się ”pieseczki” szarpią do innych czworonogów, stając dęba i ziejąc agresją w około, niczym smoki, no i ”Czesie” lubiące się w puszczaniu swoich psów ”w las, żeby się z dziczkami sprawdzały” też będą ukontentowane tym opisem); wat ze tussen de enorme kaken krijgen laten ze niet meer los, ze verscheuren het tot er geen leven meer inzit: co dostanie się pomiędzy ich pokaźne szczęki, tego nie wypuszczają, rozszarpują to, rozrywają, aż nie zostanie w >tym< ani odrobiny życia. Dat is een gruwelijke marteldood – to potworna, koszmarna śmierć.

(No, powiem wam, że babka ma co najmniej ”instynkt”, bo kurczę blade, takich określeń pełne były i taką narracją aż kapały historyjki opowiadane mi swego czasu przez ”speców od rasy” na temat kotów, które ich własne ”pieseczki” podczas tzw spacerów dorywały, Jakichś Tam Króliczków, które Dzieci Rodziców Posiadających Niektóre Dogo sobie zamarzyły i miały przez Jakiś Tam Czas (aż ich ”pies domowy” nie dorwał)… Oraz tzw ”psów sąsiadów”, które weszły na ”teren dogo” i zostały przez dogo ”upolowane”. Także jeśli chodzi o oddanie tego ”czegoś”, co charakteryzuje rasę, no, a przynajmniej niektóre z osobników tejże rasy, a jeszcze dosadniej charakteryzuje to owo ”coś” Konkretnych Posiadaczy Tych Konkretnych Psów, nie sposób się z panią Renée, tym jak ”temat” ujęła, nie zgodzić.)

Jak czytamy w dalszej części ‚Middeleeuwse moordpraktijken”, Marc Giraud, vice prezydent ASPAS powiedział, że myśliwych cieszy, że czerpią oni satysfakcję z powolnej agonii dzików, które nie mogą nigdzie uciec, gdyż teren na którym te praktyki się odbywają jest ogrodzony, oraz z tego, że dziki są rozszarpywane przez psy. (Jestem w stanie uwierzyć, iż przedstawiciel tej organizacji nie ”przesadził”, stwierdzając to, co powiedział, tyle nasłuchałam się wywodów różnych ”marzycieli” – są i wśród polskich ”kynologów” ludzie ”jarający się” tego rodzaju ”spektaklami”.) Dodał, że ten typ polowań jest odrażający/wstrętny/obrzydliwy, okrutny i zakazany. Że to są metody ze średniowiecza. Jednak udostępnianie terenu/obszaru na takie polowania pozwala zarobić good money, czyli opłaca się. Artykuł mówi nam, że ASPAS chce zaprzestania tego typu „fêtes sanglantes”, czyli ”krwawych uroczystości”. Z dalszej jego części dowiadujemy się, że organizacja zwróciła się do urzędu sprawującego kontrolę administracyjną min. nad terenem, na którym odbywało się ww polowanie, ale urząd, krótko mówiąc nic nie mógł zrobić. A pani Nardini powiedziała, iż prawnik reprezentujący ją (jak rozumiem generalnie Domaine du Solitaire) także złoży skargę odnośnie zniesławienia i dodała, że ten rodzaj polowania szczególnie młodzi ludzie uznają za ekscytujący. Zaznaczyła też, że na terenie Domaine du Solitaire możliwe jest również organizowanie paintball, ale Maar dat is natuurlijk voor watjes die een plas bloed voor een verfvlek aanzienTo oczywiście dla mięczaków, którzy rozlaną krew zrównują z ubrudzeniem się farbą. (…)

Ubezpieczanie psów (bez tego ani rusz)

Niestety, nie udało mi się znaleźć danych na temat tego, jak zakończyła się wyżej opisana sprawa ze strony zarządców ”parku”. Na elektronicznych stronach gazety żadnego artykułu na ten temat nie ma (Może więc, doszło do jakiejś ugody, w wyniku której wyjściowy materiał został usunięty?). Ale myślę, że już samo to, czego dowiedzieć możemy się dzięki sięgnięciu do ”archiwum doniesień o polowaniu z Dogo Argentino na terenie państw UE”, dostępnych przecież na internetowych stronach źródeł innych niż Var Matin, pozwala na wyrobienie sobie ”wrażliwości” odnośnie tego tematu.

Na fejsbukowym profilu Domaine du Solitaire (przynajmniej w ustawieniach publicznych) żadnych zdjęć ani notatek datowanych na tamten czas nie ma, generalnie, żadnych datowanych na rok 2014 informacji na ich fejsbukowej stronie nie widać, brak też zdjęć dogo (poza tym, które wklejam wam poniżej), same francuskie ”klasyki” – gończe (a, i jakieś Jamniki). Interesujący jest natomiast post opublikowany 15 czerwca br., bo przypomina, że i dla psów rozrywka ich właścicieli może być i bywa niebezpieczna, a poza tym dowiadujemy się z niego, że niektóre dziki bytujące na terenie parku są… nie są niebezpieczne.Aujourd’hui nous avons vécu deux mésaventures pour le moins ennuyeusesMieliśmy dzisiaj kłopotliwe przeżycia, dwie niemiłe przygody. Un client avait réservé le parc moyen ce matin et il n’est pas venu sans prévenir, sachant que nous refusons des gens car les week ends sont complets – Klient miał zarezerwowany średni park na dziś rano i nie pojawił się, bez uprzedniego powiadomienia nas [że nie przyjedzie], wiedząc, że odmawiamy ludziom [innym chętnym], ponieważ w weekendy mamy komplet.

Cet après-midi un client avait réservé le parc moyen à 15h – Tego popołudnia klient zarezerwował średni park na 15ą, devant la température excessivement élevée nous préférons l’appeler pour lui dire de venir plus tard mais il vient quand même à 15h30 – przed [przewidywanym] nadmiernym wzrostem temperatury/zanim zrobi się zbyt gorąco wolimy zadzwonić i powiedzieć mu, żeby przyszedł później, ale i tak przychodzi o 15.30. Vers 19h30 – około 19.30 (donc environ 4h après – więc około 4 godziny później) il arrive en courant au rdv et me dit qu’un chien s’est fait taper, przybiega i mówi, że pies został uderzony qu’il fait une hémorragie interne et qu’il est en train de mourir – że ma wewnętrzny krwotok i jest umierający. Je connais mes sangliers – znam moje dziki, je sais que dans le parc moyen il n’y a pas de sangliers dangereux – wiem, że w średnim parku nie ma niebezpiecznych dzików, et surtout avec l’espoir de pouvoir sauver le chien je vais à sa voiture et la je vois le chien qui en fait faisait un coup de chaleurz nadzieją, że uda mi się uratować psa, jadę do jego [klienta] samochodu i widzę psa, który w rzeczywistości dostał udaru cieplnego. Je l’explique a son maître mais sans payer bien sûr il monte dans sa voiture et s’en va – wyjaśniam to klientowi, ale oczywiście nie płacąc, wsiada do samochodu i odjeżdża. A l’heure actuelle nous apprenons que le chien est décédé – teraz dowiadujemy się, że pies nie żyje. Suite à tous ces événements – po tych wszystkich wydarzeniach (aujourd’hui et tout au long de la saison – dziś i przez cały sezon) nous sommes amenés à établir un règlement – jesteśmy zmuszeni ustanowić regulamin:

Les personnes qui ne viennent pas à un rdv le week end sans prévenir n’auront plus de rdv le week end – Osoby, które nie przybędą na uprzednio zarezerwowane weekendowe spotkanie bez wcześniejszego powiadomienia nas o tym, nie będą już miały możliwości bookowania wizyt w weekendy (si ils en ont d’autres dans la saison ils seront annulés – jeśli w sezonie mają zarezerwowane inne weekendowe terminy, będą one anulowane).

Tous les parcs sont payables d’avance, à l’arrivée au domaine – Wszystkie parki są płatne z góry, po przybyciu do posiadłości.

Pour la sécurité des chiens nous établissons des horaires d’arrivée pour le parc moyen et le grand parc Dla bezpieczeństwa psów ustalamy godziny przyjazdu do średniego parku i dużego parku. Il sera absolument interdit de lâcher les chiens en dehors de ces horaires – Absolutnie zabronione jest puszczanie psów poza tymi godzinami: Le matin – Rano: de 06h à 07h30od 06.00 do 07.30 (de 05h30 à 07h à partir de juillet – od 05.30 do 07.00 od lipca) L’après-midi: à partir de 17h – Popołudnie od 17.00.

A partir de maintenant il y a une durée maximum d’utilisation des parcs qui est de 3h – Od teraz maksymalny czas korzystania z parków wynosi 3 godziny.

Nous faisons en sorte d’éviter au maximum les accidents avec les sangliers en faisant des chasses de sélection régulièrement – staramy się do maksimum ograniczać ryzyko wypadków z dzikami, dokonując selekcji poprzez regularne polowania, cela dit les sangliers sont des animaux sauvages et il est impossible d’éviter tous les risques – dziki są dzikimi zwierzętami i wszystkich zagrożeń nie da się uniknąć. Tout comme un bon nombre de nos sangliers se font tuer chaque année par les chiens – wiele naszych dzików każdego roku jest zabijanych przez psy.

Nous ne serons en aucun cas responsables de quelques blessures que se soit – nie będziemy ponosić odpowiedzialności za jakiekolwiek obrażenia, ni malaise – ani dolegliwości/niedomagania, ni coup de chaud – ani udary, ni crise d’épilepsie – ani ataki epileptyczne.

Les chiens de chasse sont assurés pour les accidents de chasse pour une année complètepsy myśliwskie są ubezpieczone od wypadków na polowaniu przez cały rok (de date à date comme toutes les assurances – od daty do daty, jak we wszystkich ubezpieczeniach), il appartient donc à chaque propriétaire d’assurer ses chiens pour les actes de chasse – dlatego do każdego z właścicieli należy ubezpieczenie psów na okoliczność polowania, dans le cas où il ne le ferait pas ça serait de son entière responsabilité byłoby całkowitą odpowiedzialnością właściciela psa/psów nieubezpieczenie go/ich.

Merci de votre compréhension – dziękuję za wyrozumiałość, le bien-être des chiens passe avant tout pour nous – dobro psów jest dla nas najważniejsze.

L’équipe du solitaire – zspół solitaire

Sprawa z Bas-en-Basset z roku 2017

Oto artykuł z The Connection, z 24 lipca 2017 roku: Wild boar enclosure busted by gendarmes” – ”Zagroda z dzikami odkryta przez żandarmów”.[6]

Gendarmes came in on the illegal enclosure housing wild boar destined to be sold to hunters” – ”Żandarmi wkroczyli na teren nielegalnej zagrody, w której utrzymywane były dziki, których przeznaczeniem było zostać sprzedanymi myśliwym”.

There may be up to 150, we haven’t been able to count them all yet,” said Christine Hacques, sub-prefect of Yssingeaux – ”Może być ich nawet 150, nie byliśmy jeszcze w stanie ich policzyć”, powiedziała Christine Hacques, podprefekt Yssingeaux.

Helicopters surveyed the area of Bas-en-Basset in the Haute-Loire prior to a land operation which uncovered 64 wild boars that had been bred in the 50 hectare enclosure – Śmigłowce zbadały obszar Bas-en-Basset (miejscowość i gmina we Francji w regionie Owernia-Rodan-Alpy) w departamencie Górna Loaria, przed operacją lądową, w ramach której odkryto 64 dziki wyhodowane w zagrodzie o powierzchni 50 hektarów. A suspiciously high number of boars has been sighted in the area W okolicy zauważono podejrzanie dużą liczbę dzików. The presence of the boars was brought to attention when they wandered off of the enclosure – Na obecność dzików zwrócono uwagę, gdy wywędrowały z zagrody. They could have caused up to €250,000 worth of damage to the surrounding farmland, according to the Fédération Nationale des Syndicats d’Exploitants Agricoles (FNSEA) Według francuskiej Narodowej Federacji Gospodarstw Rolnych mogły one spowodować szkody o wartości nawet 250 000 EURO.

„We don’t understand why the authorities didn’t intervene sooner,” FNSEA head Yannick Fialip saidNie rozumiemy, dlaczego władze nie interweniowały wcześniej”, powiedział szef FNSEA, Yannick Fialip. ”We will take matters into our own hands with our own surveillance measures in communes where we find groups of wild animals are being bred – ”Weźmiemy sprawy w swoje ręce, za pomocą własnych środków nadzoru w gminach, w których odkryjemy/stwierdzimy, że hodowane są grupy dzikich zwierząt. It isn’t right that a farmer should have his livelihood destroyed by a person who breaks the law” – To nie w porządku, że rolnikowi niszczy podstawy utrzymania i pozbawia go środków do życia osoba łamiąca prawo.

An enclosure run by the same person was already closed down in 2010 Zagroda prowadzona przez tę samą osobę została już zamknięta w 2010 roku. He was breeding the boars to sell live to hunting parties, where they end up cornered and torn apart by dogs as hunters watchHodował on knury, by sprzedawać je żywe na imprezy myśliwskie, gdzie kończyły osaczone i rozszarpywane przez psy, czemu przyglądali się myśliwi.

The Association pour la Protection des Animaux Sauvages (ASPAS) is among the animal rights groups campaigning to end hunts in artificial enclosures, but French law allows a lot of leeway for such huntsAssociation pour la Protection des Animaux Sauvages (ASPAS) jest wśród grup zajmujących się prawami zwierząt i prowadzących kampanie na rzecz zakończenia polowań w sztucznej zagrodzie, ale prawo francuskie pozwala na dużą swobodę w takich polowaniach. The Dogo Argentino breed, also known as the Argentine Mastiff, is often used in boar hunts Rasa Dogo Argentino, znana również jako mastif argentyński, jest często używana w polowaniach na dziki. The breed is banned in several countries including Australia and Denmark, and a special licence is required to own one in the UK. Rasa jest zakazana w kilku krajach, w tym w Australii i Danii, a posiadanie jednego w Wielkiej Brytanii wymaga specjalnej licencji. (W tym miejscu[7] znajdziecie link do strony Ministerstwa Środowiska i Żywności Danii, przyda się wam, gdy z uwagi na dalszą część dzisiejszego artykułu, będziecie dumać nad wątkiem ”Dogo w Danii”.)

Komercja

La chasse d’animaux prisonniers derrière des grillages est une pratique cruelle, non-éthique, écologiquement aberrante… et malgré tout légale en France. L’ASPAS a enquêté dans un parc situé en Nouvelle-Aquitaine et dévoile des pratiques sadiques et insupportables. Nous demandons l’interdiction de toute forme de chasse d’animaux maintenus en captivité Polowanie na uwięzione za ogrodzeniem zwierzęta jest praktyką okrutną, nieetyczną, écologiquement aberrante – odchyleniem od normalnego, naturalnego w środowisku stanu, jest zaburzeniem naturalnego porządku rzeczy, a jednak jest praktyką legalną we Francji. Organizacja ASPAS zbadała sprawę/przeprowadziła śledztwo w sprawie parku położonego w Nowej Akwitanii i ujawniła sadystyczne, i insupportables – nie do zniesienia praktyki. Domagamy się zakazu wszelkich form polowania na zwierzęta trzymane w niewoli – mówi nam pierwszy akapit tekstu poświęconego wyżej opisanej problematyce, zamieszczonego na stronie organizacji[8].

Z wielu przyczyn daleko mi do środowisk tzw obrońców praw zwierząt (nie będę rozwijać tego tematu w tym miejscu), ale akurat w tym konkretnym przypadku, gdy chodzi o tego rodzaju ”polowania”, zgadzam się z powyższym.

Wygodnie dla ”entuzjastów” tej ”rozrywki” ogrodzony teren, 100-kilogramowy, może 120-kilogramowy dzik, którego szarpią i w którego niepotrzebnie długo (a nie, sorry, to ma być ”rozrywka” dla ”myśliwych”) i nie dość skutecznie, by zabić (a w każdym razie, by zrobić to szybko), wgryzają się psy… Ile takich psów bierze udział w ”akcji”? Zapewne co najmniej dwa… I to nie byle jakie, bo Dogi Argentyńskie, każdy o wadze… powiedzmy 45 kg. Czasem coś zwierzakowi oderwą, raz kończynę a innym razem ”tylko” ucho… Pełen luksus dla ”myśliwych”, tu sobie podjadą samochodzikiem, tam kładzikiem… (Może nawet z noktowizorkiem pod pachą, jeśli jest ”zbyt ciemno”?) Nie będę wam tu tłumaczyć całości tekstu ze strony ASPAS (jeśli jesteście ciekawi, sami możecie sobie do niego sięgnąć – pod koniec dzisiejszego artykułu znajdziecie link, a na samej stronie także króciutki reportaż), bo nie chcę dodatkowo podnosić sobie ciśnienia, artykuł z The Telegraph oraz tekst z bloga Kijk, Zuid-Frankrijk!, a także wzmianka ze strony The Connection dość dobrze oddały w czym rzecz.

Tego rodzaju ”polowanie”, dorabianie do niego ideologii, w której być może niektórzy wprost zrównują je z monterią przez to tylko, że używa się w nim białej presy jest… Czymś naprawdę obrzydliwym i godnym pogardy. Takie polowania, udział w nich… To jak fetowanie zwycięstwa zawodowego boksera nad szesnastoletnim chudzielcem w okularach: zawodowy bokser ”wklepał” dzieciakowi – to żaden powód do dumy, bo tylko mięczaki cieszą się, że dokopali słabszym od siebie. To także nie sport, coś takiego, jeśli w istocie się odbywa, to patologia.

Monteria – a co to takiego?

Monteria to ani buta, ani arogancja, ani ”zabawa” dla zakompleksionych pajaców.

Choć Dogo Argentino został wyhodowany na bazie wymarłego już Viejo Perro de Pelea Cordobes/Cordoba Fighting Dog, psa, którego specjalnością było zabijanie innych psów na ringu, podczas specjalnie organizowanych walk psów, wyhodowano, a właściwie wpierw >zaprojektowano< go jako psa polującego w sforze: dogo ma być pack dog, cooperativehunter; ma towarzyszyć innym psom chwytającym, jak i oszczekującym (specjalnie przeszkolonym do wyszukiwania, ścigania, a następnie okrążania i osaczania oraz oszczekiwania zwierzyny z bezpiecznej odległości) w czasie polowania, bez walki z tymi innymi psami, bez atakowania ich.

Osobniki posiadające faktyczną wartość użytkową to te rzeczywiście zdolne do pracy z innymi psami. To osobniki, w których cechy agresji odziedziczone po VPPC udało się, dzięki pracy hodowlanej, czyli dzięki dziesiątkom lat i wielu pokoleniom z ich przodków breed out. Cechy Białego Walczącego Doga z Cordoby musiały zostać w Dogo Argentino ”wygaszone”. Musiały zostać z nich ”wymiecione”, by Dogo Argentino, zamiast atakować psa obok, atakował zwierzynę łowną. Stało się to możliwe, gdyż zastosowano selekcję. Selekcję, poprzez którą z hodowli eliminowano psy skrajnie agresywne wobec osobników swojego gatunku (oraz ludzi!), niezrównoważone, ”łatwopalne” i nieumiejące sprostać stawianym przed nimi wymaganiom – tak uzyskano stabilną psychikę u dogo. Psychikę umożliwiającą im pracę w sforze, pracę właśnie w roli cooperativehunters. Dziś ludzie rozmnażający psy tej rasy zdają się zapominać, że szczenięta Dogo Argentino sprzedają osobom (”raczej”) z monterią w Argentynie nie mającym nic wspólnego. Gorzej, że dogo lądują na kanapach, nierzadko w domach z dziećmi, a przy nieodpowiednim skojarzeniu, gdy ”hodowca” ”zapomina” o znaczeniu zrównoważenia psychicznego kojarzonych osobników, gdy ignoruje wybujałą agresję u reproduktora lub hodowlanej suki albo też ”przymyka oko” ma nienaturalną lękliwość i niepewność u któregoś z nich, łatwo wyjść mogą i wychodzą kwestie takie jak ”zachowanie odbiegające od wzorca”…

W niektórych Dogo Argentino cechy VPPC tylko ”przysnęły” i wiedzą o tym doskonale niektórzy polscy posiadacze białych, którzy (tym razem) użyję eufemizmu: ”mają problemy” z wybujałą agresją swoich domowych psów, psów ”towarzyszących”, którą te przejawiają nie tylko wobec innych psów, ale bywa że i wobec ludzi…

Niestety, należy też dodać, że w niektórych miejscach Dogo Argentino wciąż używane są jako psy do walk, jako psy zabijające inne psy.

I, tak trochę na marginesie: skrajnym debilizmem jest kupowanie Dogo Ściąganych z Skądś Tam, z ”linii pracujących”, czyli po rodzicach (wpierw autentycznie, tak ”na całego” ćwiczonych na zagrodowych knurach, potem już) biorących udział w autentycznych, tych ”na całego” polowaniach – a zdarzają się takie ogłoszenia i transakcje – przez osoby, które z ”polowaniem” mają wspólnego tyle, że polują na przeceny w hipermarketach.

Ściągane jako ”świeża krew” albo po prostu jako ”lepik na klienta, który się zajara”, dogo, różnią się od Tych Nieściąganych z Ameryki Południowej (w której dziś są najlepsze warunki dla polowania z dogo) nie tylko wyglądem (rozwinę ten wątek nieco bardziej w dalszej części tekstu), one przede wszystkim są ”ulepione z innej gliny”. Te psy pochodzą z linii genetycznie znacząco, by nie powiedzieć bardzo odległych od tych, które rozlały się na naszym podwórku, bo ich przodkowie, nie tylko ”mama” albo ”tata” i nie ”na wyrywki”, ale regularnie, od pokoleń polują → >SĄ W TYM<. Zapamiętajcie tę uwagę, tym bardziej, że wkrótce na blogu pojawi się tłumaczenie związane z dziedziczeniem cech. (A na razie, w wolnej chwili, wczytajcie się w to [9] zacne opracowanie. Przynajmniej po to, by wiedzieć ile – W TEORII – wiedzieć powinien tzw hodowca…)

Chyba mało kto dziś u nas pamięta, że argentyńczyki nie były hodowane po to, by jakieś pajace miały ”posłuch na dzielni”, mogły ”wrzucać fajne foty na fejsa” i za pomocą psa kompensowały sobie swoje mentalne niedorobienie, jak to bywa dziś, np. u nas, w Polsce. (Praca dogo nigdy nie miała polegać na rozbudzaniu w nich zachowań agresywnych ukierunkowanych na człowieka.) Nie, dogo hodowano specjalnie w celu zwiększenia ich umiejętności pomagania człowiekowi w polowaniu – przeznaczone były (i wciąż są) do wykonywania bardzo konkretnego, specyficznego rodzaju pracy, którą realizować mogą jedynie w bardzo wyjątkowych i specyficznych warunkach, jakie daje im rodzima Argentyna (albo niektóre miejsca w USA), odpowiednia: stabilna psychika, no, i mówiąc kolokwialnie: ”jaja” przewodnika.

Jest blog[10], na którym znaleźć możecie ”chwytający za serce”, ”pobudzający wyobraźnię”, ”szkic”, taką ”romantyczną wizję” polowania w argentyńskim stylu. Nie zrozumcie mnie źle, naprawdę podoba mi się to, co napisał ten facet. Ta autentycznie męska energia, bijąca z doboru słów, którymi się posłużył, opisując filozofię monterii. Energia w klimacie manosphere, zamiast coraz bardziej powszechnej energii soya boys albo żałosnych, aroganckich, butnych pozerów, takich miękko…ujków, którym Coś Tam Się Wydaje i których pełno np. w social media, szczególnie na Facebooku, zwłaszcza na forach tzw kynologicznych zamkniętych grup tego serwisu… Energia, która pozwala wierzyć, że autor wpisu naprawdę wie o czym pisze, że pisze z doświadczenia i nie bywa człowiekiem niepotrzebnie okrutnym. Przetłumaczę wam jego słowa:

Hunting for us is not about the kill, it’s about survival necessity, connecting to the place we live in, understanding its nature, it’s people and culture – Dla nas polowanie nie jest o zabijaniu, nam nie chodzi o zabicie [zwierzyny], w tym chodzi o potrzebę/mus/konieczność przetrwania, utrzymania się przy życiu, o połączenie, ”złapanie kontaktu” z miejscem, w którym żyjemy, zrozumienie jego natury, ludzi i kultury.

The ”Montéria” is a big game hunting style whose origins are lost in time – ”Montéria” to styl polowania na grubego zwierza, którego geneza została zagubiona/utracona w czasie. Hunting dogs are the essential players in the montéria – Psy myśliwskie to kluczowi/niezbędni gracze w montérii. According to the territory in which montéria is practiced, there are substantially differing styles, including differences in the kinds of dog breeds used and the dogs’ training and approach to the hunt itself W zależności od terytorium, na którym montéria jest praktykowana, istnieją zasadniczo różne style, włączając w to różnice dotyczące rodzajów/typów ras używanych psów oraz ich szkolenia, a także podejścia do samego polowania.

In Argentina we have the “Montéria Criolla” which in its true essence has to be done with a pack of dogs, knives only and usually by horseback – W Argentynie mamy ”Montéria Criolla”, która w swojej istocie wymaga sfory psów, jedynie noży, a myśliwi przemieszczają się konno. Gunpowder weapons are not allowed, and that’s how we like it! – Broń prochowa jest niedozwolona i tak to lubimy!

In modern days Argentina is one of the very few places on earth where you can still experience the montéria in its genuine, rough essence – W dzisiejszych czasach Argentyna jest jednym z bardzo niewielu miejsc na ziemi, gdzie wciąż można doświadczyć montérii w jej prawdziwej, oryginalnej, szorstkiej esencji. Argentina’s stark landscapes, massive and ferocious wild boars and other indigenous species of wild game naturally blend with the local horse culture – Surowe, ostre krajobrazy Argentyny, masywne, srogie i ostre dziki oraz inne autochtoniczne gatunki dzikiej grubej zwierzyny, naturalnie łączą się z lokalną kulturą powstałą/zbudowaną w około koni i jeździectwa.

The tough, reliable Dogo Argentino and the Criollo Argentino are the natural outcome of such an intense environment – Twardy, niezawodny Dogo Argentino i Criollo Argentino, czyli psy używane konkretnie w Argentynie, w tym najbardziej pierwotnym, najczystszym typie monterii, są naturalnym rezultatem (i dziedzictwem) tak specyficznego, intensywnego środowiska.

Podoba mi się sposób w jaki autor tego tekstu ”sprzedaje” monterię swoim czytelnikom, bo przyjmuję, że jemu naprawdę chodzi o to, że zdarza się, że życie myśliwych rzeczywiście zależy od ich psów. Od jakiegoś takiego bardzo wyjątkowego porozumienia między człowiekiem i sforą. Od ”flow”, które łączy tych mężczyzn z ich psami. ”Flow”, które ”klei” za każdym razem bardziej i mocniej psy i ich ludzi, i ludzi z ich psami. Polowanie odbywa się przecież w najrozmaitszych warunkach, niekiedy w trudnym terenie, myśliwi poruszają się konno i to z dużą prędkością, gdy ścigają zwierzynę. Jeźdźcy zawsze więc muszą pamiętać, że ich prey ma kły, długie i ostre, i zwłaszcza samce są agresywne i gdy zdecydują się podjąć walkę, gdy zaatakują, mogą spowodować poważne obrażenia konia… Tak więc każda kolejna wyprawa; szukanie śladów zwierzyny, tropienie jej, odnajdywanie i walka – każda dobrze wykonana wspólnie ”robota” wzmacnia ów ”flow”. Mówi się, że więzi, tego porozumienia pomiędzy myśliwym i jego psem nie można opisać, można ją tylko odczuwać. I myślę, że szczególnie w przypadku klasycznej monterii jest to prawda. Że to musi być odczuwalne, gdy człowiek i psy ”robią swoje” i istnieje między nimi coś takiego jak ”współodpowiedzialność”; obustronne rozumienie, że jeżeli popełnią błąd, może się to dla nich skończyć tragicznie. Jest swego rodzaju szlachetność w polowaniu, w którym człowiek nie tylko wcale nie ma pewności, że ”na pewno” wyjdzie z niego zwycięsko, ale że choćby wyjdzie z niego cało. W polowaniu, w którym, jeśli którykolwiek z predatorów popełni błąd, zwierzyna łatwo może wyjść z roli ”prey”…

W monterii, polowaniu takim, jak on, ten mężczyzna o nim pisze, jest sens. Tylko tak monteria może obronić się w XXI wieku – tylko gdy brakuje gwarancji, że człowiek na pewno wygra. Bo jeśli tradycja polowania z dogo w Argentynie lub zdecydowana większość tego co w Argentynie – czy gdziekolwiek indziej – dziś za monterię uchodzi, miałaby mieć choćby tylko trochę wspólnego z tym do czego dochodziło (retorycznie: czy wciąż dochodzi?) w przykładowej Francji, czymś, co niektórzy określili okazją do tego, by psy mogły po prostu zamęczać zwierzynę w imię spełniania kaprysów ”myśliwych”, to nie ma żadnego usprawiedliwienia kultywowanie takiej tradycji. W każdym razie nie z dorabianiem do niej tej ”bajeranckiej legendy”, którą tak ładnie i ”romantycznie” opisał cytowany przeze mnie bloger i która to ”legenda” tak działa na wyobraźnię.

Ewentualne teksty o ”odmiennych kulturach” itp., które miałyby tłumaczyć barbarię, są nie do obrony, bo każdy myślący człowiek ma prawo do moralnej oceny czynów innych ludzi i to niezależnie od tego jak bardzo owa zdolność do oceny moralnej może drażnić/ranić ”wrażliwe serduszka” ocenianych. I choć świat się zmienia, zasuwa w takim tempie, że czasem słów brakuje, wciąż jeszcze człowiek cywilizowany znacząco różni się od barbarzyńcy, ciągle (jeszcze) nie jesteśmy w rzeczywistości rodem z ”Brave New World”[11] Aldusa Huxleya i ludzi moralnych nie nazywamy ”Dzikusami”.

Pomyśl też o tym, że jeśli, czytając moją uwagę na temat ”warunków” zachowania sensu argentyńskich polowań z Dogo Argentino w kontekście ”romantycznej monterii”, uśmiechasz się pod nosem, zarzucając mi ”naiwność”, to rozumieć musisz, że tym samym unieważniasz swoje ewentualne argumenty przemawiające za ”tradycją nieodłącznie związaną z tą rasą”, ”tradycją bez, której rasa ta przestaje mieć rację bytu i bez której przestanie istnieć”. Albo – albo. Albo w monterii chodzi o coś, albo to barbarzyńskie znęcanie się nad zwierzyną.

Argentyńska monteria criolla z Dogo Argentino to, pewna ”filozofia”, to swego rodzaju ”sztuka”, konkretne ramy, zasady oraz warunki, w które ta dosyć nowożytna rasa, tam, w Argentynie wpasowała się idealnie. O monterii więcej opowiem wam w osobnym wpisie.

Dawno temu zakazano w Polsce polowania z chartami i psami w typie chartów, ale nie miał ów zakaz nic wspólnego z ”wrażliwością ekologiczną”, był dziełem komuny, skutkiem zalania naszego kraju przez czerwone robactwo. Chart Polski to symbol polskości, ta akurat rasa nierozerwalnie związana jest z polską kulturą, w tym z polską tradycją łowiecką. ”Pańskie pochodzenie” Charta Polskiego komunistom przeszkadzało do tego stopnia, że zawzięcie tropione i rozstrzeliwane po stodołach, polskie charty cudem ocalały. Dziś nikt nie próbuje przywrócić tradycyjnego w Polsce polowania z chartami, choć jesteśmy wolnym narodem, a Chart Polski jest bardzo, bardzo polski. Uznajemy po prostu takie polowanie za zbyt brutalne i niepotrzebne, a charty biegają teraz na specjalnie dla nich organizowanych zawodach, za sztucznymi zającami. Tak więc można znaleźć sposób na rozładowywanie energii i instynktu charta – typu psa, o którym mówi się czasem, że ”nie myśli”, że ”gdy coś szybko się przemieszcza, chart >automatycznie< rusza za tym w pogoń”… Najwyraźniej wystarczy myśleć za charta.

Dziś nie przeszłoby u nas ”polowanie z chartami”, bardzo przecież a propos naszej kultury i tradycji, a jak z kynologicznymi ”przeszczepami kulturowymi”? Jak wygląda sprawa z marzeniami o ”legalnej monterii w Polsce”? Może powinnam raczej napisać: jak u nas z ”majakami o pato.pseudo.monterii”? Ktoś już wcielił je w życie?

Dzik jest dziki, dzik jest zły, dzik ma bardzo ostre kły” – a ile naprawdę waży i jak duży jest dzik?

Pozwólcie, że posłużę się danymi dostępnymi na stronie[12] i po prostu je wam przetłumaczę, abyście mieli takie ”mniej więcej” wyobrażenie na temat ”bestii”. Tak więc: Wielkość i waga dorosłych osobników w dużej mierze zależy od czynników środowiskowych; dziki żyjące w suchych obszarach o niskiej wydajności/ nieurodzajnych wydają się być mniejsze niż ich odpowiedniki żyjące w obszarach bogatych w żywność i wodę. W większości krajów europejskich samce mają średnio 75-100 kg (165-220 funtów), 75-80 cm (30-31 cali) w kłębie i 150 cm (59 cali) długości ciała, podczas gdy samice średnio 60-80 kg (130-180 funtów), 70 cm (28 cali) w kłębie i 140 cm (55 cali) długości ciała. W regionach śródziemnomorskich w Europie samce mogą osiągnąć średnią wagę do 50 kg (110 funtów), samice 45 kg (99 funtów), wysokości w kłębie 63-65 cm (25-26 cali). W bardziej urodzajnych regionach Europy Wschodniej samce mają średnio 110-130 kg (240-290 funtów), 95 cm (37 cali) w kłębie i 160 cm (63 cali), a samice ważą 95 kg (209 funtów), osiągają 85–90 cm (33–35 cali) w kłębie i 145 cm (57 cali) długości ciała. W Europie Zachodniej i Środkowej największe samce ważą 200 kg (440 funtów), a samice 120 kg (260 funtów). W Azji Północno-Wschodniej duże samce mogą osiągać rozmiary niedźwiedzi brunatnych, ważąc 270 kg (600 funtów) i mierząc w kłębie 110-118 cm (43-46 cali). Niektóre dorosłe osobniki męskie w Kraju Nadmorskim i Mandżurii mają masę 300–350 kg (660–770 funtów) i wysokość 125 cm (49 cali) w kłębie. Dorosłe osobniki tej wielkości są na ogół odporne na drapieżnictwo zakusy wilka. Takie olbrzymy są obecnie rzadkością ze względu na przełowienie w przeszłości uniemożliwiające zwierzętom osiągnięcie pełnego wzrostu. Tu[13] znajdziecie informacje o rekordowych dzikach pozyskanych w Polsce, ten ”naj” ważył 256 kg.

Dzikarz w polskiej tradycji łowieckiej

Należy zauważyć, że w Polsce polowanie z psami rozumie się jako polowanie z; legawcami, płochaczami, aporterami, tropowcami i posokowcami, gończymi oraz dzikarzami niemającymi ”kontaktu” ze zwierzyną, a monteria nie ma nic wspólnego z polskim myślistwem. Polski Związek Łowiecki bardzo precyzyjnie opisuje pracę dzikarza, opis ten jest dostępny na stronie PZŁ[14]. W charakterystyce dzikarza widniejącej na ww stronie, w świetle omawianej kwestii, niezwykle istotne jest następujące stwierdzenie: ‚Po pierwsze pies nigdy nie może zastąpić myśliwego podczas polowania, ma jedynie stanowić dla niego wsparcie” oraz opis według którego ”wspólnym mianownikiem idealnego dzikarza są takie cechy jak wykazywanie zainteresowanie podczas łowów tylko dzikami, odwaga, wytrwałość, pasja, karności, ciętość, przy trzymanej w ryzach niezależności, która nie będzie popychać dzikarza w czasie pobytu w łowisku, w kierunku działań na „własną łapę”. Opis dostępny na stronie Polskiego Związku Łowieckiego jest tak dobitnie i klarownie sformułowany, że po prostu zacytuję go wam w całości: Podczas polowań indywidualnych bardziej przydatne i użyteczne wydają się być psy małych ras myśliwskich jak jamniki, alpejskie gończe krótkonożne czy teriery (choć te muszą być w stanie zapanować nad swoim temperamentem i ciętością), których m.in. niepozorny wzrost stanowi jedną z cech przyczyniających się do wysokiego stopnia ich skuteczności. Mając na uwadze fakt, iż podczas tego typu łowów rola dzikarza sprowadza się do zatrzymania dzika w miejscu, oszczekujący z niestwarzającej dla siebie większego ryzyka odległości pies, wykazujący przy tym umiarkowany stopień agresywności bywa często lekceważony przez dzika, przez co nie skłania go do ucieczki. Zwierz nie czując się zagrożony, nie uchodzi, dając tym samym myśliwemu czas oraz okazję dojścia go i oddania skutecznego strzału. Psy myśliwskie ras średnich i dużych o odpowiedniej odwadze i dzielności sprawdzają się natomiast zdecydowanie lepiej podczas polowań zbiorowych, kiedy to oczekuje się od nich „wypchnięcia” z opolowywanego miotu bytujących w nim dzików tuż na linię myśliwych. Psu w żadnym wypadku nie wolno oddawać się samowolnej, długotrwałej gonitwie za zwierzyną, a po dokładnym przeszukaniu miotu i zakończonym pędzeniu musi on bezproblemowo zostać odwołany i powrócić do podkładaczy. W sytuacji podążania za postrzałkiem dzikarz powinien iść po jego tropie do skutku i albo go osaczyć albo doprowadzić myśliwego do osobnika, który „spisał już testament”.

Coś, co mają psy, a czego nie ma człowiek – o hunting dogs szerzej

By nie tracić czasu, skorzystam z Wikipedii[15]: Powodem, dla którego psy stały się dla myśliwych idealnymi pomocnikami jest ich węch – nieoceniony w odnajdywaniu zdobyczy. ”Po psiemu” obdarzone tym zmysłem oraz bardzo wytrzymałe psy gończe – scenthounds od starożytności używane były do tropienia zwierzyny, która w dużej mierze dzięki nim stawała się zdobyczą. Scenthounds polowały w Asyrii, Babilonii i Egipcie, a w celtyckiej części Brytanii polowania z nimi popularne były jeszcze przed przybyciem Rzymian.

Psy myśliwskie, gdy już zwęszyły i wytropiły zwierzynę, osaczały ją; naganiały/zaganiały ją w konkretne miejsce, w którym, na bezpiecznym dla nich dystansie, ją utrzymywały. Od tego momentu ich rola w polowaniu na grubego zwierza mogła wyglądać w dwójnasób; mogły albo zaatakować ”cel”, albo rozpraszać zwierzynę, podczas gdy myśliwy zbliżał się, by uśmiercić zdobycz. Różne rasy używane były do różnych zadań i choć niektóre z tych ras lub raczej typów ras przejawiających określone cechy psychofizyczne i wykonujących konkretne rodzaje pracy, przetrwały do dziś, należy wyraźnie zaznaczyć, że dawno, dawno temu, nie tyle istniały ”rasy”, jakimi je dziś rozumiemy, co właśnie typy ras. (Typy różniące się pomiędzy sobą nie tylko wyglądem, ale także pochodzeniem, wywodzące się z poszczególnych rejonów geograficznych lub nawet nico bardziej szczegółowo, z konkretnych psiarni.)

I tak, Charty; szybkie, zwinne, zdolne atakować i uśmiercać zwierzynę, w pogoń puszczano, gdy potencjalna zdobycz znajdowała się w zasięgu wzroku, pamiętając o niezbyt dużej odporności i wytrzymałości tego typu łowców. Te psy cieszyły się względami z uwagi na łagodny charakter i bywały nie tylko myśliwymi, ale i zwierzętami towarzyszącymi: domownikami. Bardziej wytrzymałe niż charty, używane więc przeciwko większej zwierzynie, takiej jak niedźwiedzie i dziki, Alaunty (o których pisałam wam niedawno w tekście o Fila Brasileiro[16]), będące bardziej typem psów pracujących, niż ”rasą”, dzięki selekcjonowaniu ich pod kątem utrzymania i wzmocnienia w nich instynktu chwytania ofiary, odziedziczonego przez nie po dzikich przodkach oraz odbywającym się na przestrzeni setek lat krzyżowaniom z psami gończymi oraz chartami, stały się cenionymi, dużymi, pokaźnymi psami myśliwskimi. Mastify były jeszcze bardziej krzepką i twardą, po prostu odporną ”rasą”. Mogły pracować w sforze i wtedy można ich było używać do tropienia zwierzyny a potem utrzymania jej na dystans, poprzez oszczekiwanie i osaczanie. Ale można było także oczekiwać od nich, że będą prowokować zwierzę, angażować je w walkę i opanowywać (chwytając w sposób typowy dla dzisiejszych catch dogs i presa używanych w polowaniach na dzika), aż myśliwy będzie mieć możliwość uczynić ze zwierzyny swoją zdobycz. Owa podwójna funkcja oznaczała, że psy ją pełniące zasadniczo należały do typu molosów i były największymi spośród wszystkich psów myśliwskich. Używane do polowań na gruba zwierzynę ”olbrzymy” przede wszystkim jednak pełniły rolę guard dogs – psów stróżujących, obrońców. Wszystkim wyżej wymienionym typom psich myśliwych brakowało umiejętności podążania za zapachem zwierzyny i ścigania jej, nawet po przebyciu bardzo długiego dystansu, po bardzo długiej pogoni. I w tym celu wykorzystywano bardzo wytrzymałe psy gończe – ogary w typie dzisiejszych Foxhoundów, które goniły, ścigały zwierzynę a do tego miały świetny węch. Kolejnym cenionym typem psich pomocników myśliwych, były tropiciele nazywane limerami. Prowadzone na lince (ich nazwa; Limer pochodzi od średniowiecznego słowa oznaczającego smycz) tropiły zwierzynę i odnajdywały ją jeszcze przed rozpoczęciem polowania, nim prey została hunted down – powiedzmy, że nim zwierzynę dopadła sfora. A to oznaczało, że tropiciel, poza odnalezieniem niedźwiedzia czy dzika, nie mógł go spłoszyć – musiał zachować spokój – osiągano to poprzez selekcję oraz trening.

Odpuszczę sobie spaniele, terriery etc., bo chcę wam powiedzieć więcej o Alauntach. W Wikipedii jest istotny acz dosyć ”szczupły” akapit dotyczący Alauntów[17] we Francji i Hiszpanii, przetłumaczę go wam (ale dodam też parę informacji, których w Wiki zabrakło mi przy tym haśle): We Francji Alaunty rozdzielone były w trzy główne kategorie, bazujące na fizycznym wyglądzie i wykonywanych przez te psy obowiązkach. Najlżejszy typ Alaunt Gentil był podobny do Greyhounda i ten typ w pewnym momencie ”wsiąknął” w lokalne rasy myśliwskie wraz z przywodzącym na myśl mieszańca psa w rodzaju Bloodhounda z Mastifem, Alaunt Veantre, mającym wielką głowę, obwisłe fafle i uszy’ska, trzymanym wyłącznie do polowań na niedźwiedzie i dziki. Trzecia i najbardziej interesująca dla nas odmiana mastifów, znana jako Alaunt de Boucherie [nazwę tę można by przetłumaczyć jako ”Alaunt Ubojowiec”], miała kluczowe znaczenie dla rozwoju psów walczących – fighting dogs i ‚psów gryzących/kąsających’ – biting dogs.

I teraz wyjaśnienie: skoro przy biting dogs” jesteśmy, nie sposób nie zahaczyć o nieistniejącego już dziś German Bulldog, nazywanego też Bullenbeisser, który był rasą/typem psa znanego ze swojej strenght – a więc siły, mocy, hartu i agility, czyli zwinności, zręczności. Bullenbeisser (istniejący w dwóch regionalnych ”wariantach”: Brabanter Bullenbeisser i Danziger Bullenbeisser) był blisko spokrewniony z Bärenbeisser (niektórzy uważają, że to jedna >rasa< a nazwy oznaczają odpowiednio do przeznaczenia; Bull-biter” i ”Bear-biter) i był przodkiem dobrze nam znanego Boksera. We wszystkich aspektach podobny był do dzisiejszego Alano Español i bardzo podobny był do Dogo Argentino, przywodził go na myśl nie tylko z wyglądu (chodzi o atrybuty fizyczne, a nie ”kolor sierści”), ale i z uwagi na ”użytkowanie” – użytkowe go wykorzystywanie.

Dog-baiting (także dziś) jest krwawą ”rozrywką” (to tzw blood sport), polegającą na szczuciu psów typu game (game dogs) przeciwko przykutym do czegoś łańcuchem, jakoś uwięzionym dzikim zwierzętom. Psy, by pokonać stawiające opór zwierzęta, kąsają je, gryzą, szarpią i urywają im fragmenty ciała, czasem nie tylko ”ujarzmiają”, ”poskramiają” i ”obezwładniają” te zwierzęta, ale i je zabijają. Dziś jest to ”zabawa” na szczęście nielegalna w większości krajów (aczkolwiek z egzekwowaniem kar bywa różnie…). Game dogs to psy o specyficznej cesze: gameness, oznaczającej; odwagę, kuraż, zrywność (te psy są skore do walki, ”wyrywne” można by powiedzieć, używając nieco prostackiego języka), determinację, nie wycofywanie się, nie okazywanie strachu oraz raczej śmierć w walce niż poddanie się. I jest to cecha, z którą te psy przychodzą na świat, tego nie można nauczyć. U fighting dogs, czyli u psów walczących – tak określa się psy biorące udział w walkach między psami oraz w walkach psów z innymi zwierzętami – owa gameness jest cechą wysoko cenioną, bo to dzięki niej psy walczące posiadają zdolność do ataku, jego ciągłego ponawiania, nieustającego kąsania i ”przyjmowania razów” od przeciwnika, pomimo odniesionych (ciężkich) ran, wyczerpania etc. Posiadają ją terriery-szczurołapy, które dzięki gameness są w stanie eliminować plądrujące spiżarnie i wcale niemające ochoty pożegnać się z żywotem i zaciekle o swoje życie walczące, szczury, ale i psy wykorzystywane stricte do walk; TTB, czyli Terriery Typu Bull. A także Dogo Argentino.

Alaunt de Boucherie w Anglii znany był jako Alaunt Butchers (”Alaunt Rzeźnicki”), a jako Alano w Hiszpanii i we Włoszech, gdzie były określane terminem Original Bulldog (Oryginalny/Prawdziwy Buldog), używano ich do kontrolowania i obrony stad bydła. W Hiszpanii tymi trzema kategoriami Alauntów były; Mastify, Alano i Charty/Wilczarze, oddzielone dalej jako ayuda (defense types) – typ psów obronnych, których zadaniem było zapewnienie człowiekowi pomocy/wsparcia i presa (offense types) – typ psów atakujących, jak Perro de Presa Canario, Fila Brasileiro i Dogo Cubano.

Dwa rodzaje zamorskich dzikarzy

Jak już wiecie dzięki klarownemu opisowi ze strony Polskiego Związku Łowieckiego do polskiej tradycji łowieckiej ”kontakt” dzikarza ze zwierzyną nie należy. Jednak w obu dzisiejszych Amerykach, Australii i w Afryce dzikarze, lub po prostu: psy na grubego zwierza (w Afryce ową grubą zwierzyną były przede wszystkim lwy) dzielą się na dwa rodzaje, gdyż wykonują dwa rodzaje zadań. Pierwsze to Bay Dogspsy ścigające, zaganiające, osaczające i oszczekujące zwierzynę – sygnalizujące, myśliwemu: ”Zwierzyna Jest! Konkretnie Tu: Tu, Gdzie My”. Czyli są to psy wystawiające myśliwemu zdobycz, ich praca polega na oszczekiwaniu zwierzyny w trakcie polowania i osaczaniu jej. Tak więc rola tych psów – jak i w polskiej tradycji łowieckiej – sprowadza się do zatrzymania dzika w konkretnym miejscu. Bay dogs przeszkadzają dzikowi, nękają go i prześladują, głośno szczekając i utrzymując go w bezpiecznej dla nich i myśliwego odległości. (I to zachowanie w Stanach nazywa się „baying” lub keeping the boar „at bay”, czyli trzymanie dzika na dystans. W Australii terminy „bay dogs” i „baying” nie są powszechnie stosowane i potocznie używa się określeń odpowiednio ”bailers” i ”bailing”). Ich szczekanie jest komunikatem dla myśliwych, alarmuje ich i dzięki niemu wiedzą gdzie mają się udać i że już mogą udać się w kierunku, z którego dochodzą ich głosy psów. Myśliwi posługujący się bronią palną kończą polowanie na tym etapie, oddając do dzika celny strzał.

Czasami też dzikowi udaje się uciec od bay dogs, ale w pewnym momencie albo się zatrzymuje, by podjąć z nimi walkę, albo zostaje przez nie osaczony, wtedy spuszczane są dzikarze drugiego typu: catch dogs, które przechwytują dla myśliwego jego przyszłą zdobycz.

Catch Dogs – chwytający łowcy, to psy, które ścigają zwierzynę i gdy ją dościgną, wchodzą z nią w ”kontakt”; uderzają w nią; chwytają ją, opanowują i utrzymują do momentu przybycia myśliwego. Takim właśnie typem dzikarza, dosyć nowożytną rasą wyhodowaną w Argentynie specjalnie do polowań na pumy oraz przeciwko dzikom jest Dogo Argentino. Presa czy Catch Dog – obie nazwy pochodzą od łapania-chwytania i trzymania, i są używane dla oznaczenia rodzaju aktywności psa podczas pracy, jego zadań w czasie polowania, gdy udaje mu się (szczególnie po pościgu) pochwycić lub przejąć zdobycz. Psy chwytające często używane są jako uzupełniające umiejętności myśliwskich psów innych ras, innych typów, wykonujących innego rodzaju pracę – owych bay dogs. Dla myśliwego korzystającego z umiejętności psich specjalistów obu rodzajów, wybierającego polowanie w bardziej ”pierwotnym stylu”, szczekanie bay dogs oznacza, że czas uwolnić psich łowców – cach dogs lub presy, psy, które zaatakują; ”wejdą w kontakt” ze zwierzyną; uderzą w nią, pochwycą, opanują i utrzymają aż na ”miejsce akcji” przybędzie sam myśliwy. Przy czym podkreślmy, że argentyńskie presa wszystko mogą robić same – Dogo Argentino nie są niezbędni ”asystencji, którzy przygotowują plan akcji”. W południowych Stanach Dogo Argentino często krzyżuje się z American Pit Bull Terrierami i z takimi ”miksami” poluje się na świniaki. Czasem też myśliwi używają czystej krwi APBT.

Wiele z catch dogs pochodzi z krzyżowań ras dokonanych, by uzyskane dzięki tym krzyżowaniom osobniki były w stanie jak najlepiej spełnić stawiane przed nimi podczas polowania wymagania, np. te uwarunkowane konkretnym rodzajem/typem zwierzyny, czy ukształtowaniem terenu. Te psy są tough – twarde, mocne i solidnie zbudowane (w znaczeniu umięśnienia i zredukowanej tkanki tłuszczowej), mają też mocne, twarde zęby (jak u psów typu pit bull). Różne typy tych popularnych w Ameryce psów wywodzą się od psów europejskich przywiezionych przez imigrantów. Wspomniane wyżej krzyżówki (”hybrydy”) następnie mieszano z psami rodzimymi z zamiarem wytworzenia wysokiej klasy psów myśliwskich, łączących funkcjonalność z cechami siły, odporności, wytrzymałości i wytrwałości.

Gdy cach dogs i presa uderzają w zwierzynę ich szczęki dopadają zwykle podstawy ucha dzika. Gdy już pochwycą swoją zdobycz, przytrzymują ją, kontrolując głowę zwierzęcia dopóki nie pojawi się myśliwy. Następnie łowca podchodzi do dzika od tyłu i zabija go za pomocą broni białej, zwykle noża. Chyba, że celem jest schwytanie zdobyczy i przeniesienie jej. W takim przypadku, pochwyciwszy wpierw tylną kończynę zwierzęcia, które traci balans, myśliwy zmusza je do wywrócenia się i gdy dzik leży na boku, myśliwy pęta jego kończyny.

(”Za ucho i do ziemi”: w ten charakterystyczny i dosyć ”bandycki” sposób bawią się szczenięta Dogo Argentino i czasem faktycznie mogą się pokaleczyć. Ale epidemia kopiowania uszu powszechnie sprzedawana jako ”lekarstwo” i ”alibi” dla poranionych szczenięcymi szpileczkami uszek, to gruby i niesmaczny kit. A właśnie z tej ”klasy” tłumaczeniami mieliśmy do czynienia na przestrzeni lat 2012-2015, gdy ZKwP akceptowało na organizowanych przez siebie wystawach pokazywanie, w oparciu o ”zaświadczenia o leczniczym kopiowaniu uszu”, psów z uszami kopiowanymi, urodzonymi w Polsce i, jak wynikało z treści owych ”zaświadczeń”, w Polsce kopiowanymi, już po Nowelizacji Ustawy o Ochronie Zwierząt z roku 2012, w której przecież podkreślono, że kopiowania zabrania się w Polsce w szczególności. Teraz cięte uszy na wystawach są już passé i aktualnie dla psów okaleczonych, za tysiąc pięćset złotych, można uzyskać uprawnienia hodowlane dzięki tzw specjalnym przeglądom hodowlanym*…)

W USA popularnymi hog dogs – ”świniarzami” są amerykańskie rasy (i ich mieszańce). Są nimi przedstawiciele ras Cur i psy w typie Cur’ów – te są niejednolite w swoim ”typie”, często stanowią mieszankę różnych ras. Słowo ”Cur” wywodzi się ze średniowiecznej Anglii, z XIII wieku i pochodzi od słowa ”curren” oznaczającego ”to grawl” – ”warczeć”. (Gdy w angielskim wypowiada się słowo ”cur” brzmi ono jak warczenie, burczenie.) Wiele z amerykańskich Cur’ów to bay dogs i jako takie są popularne w USA i Australii. I tu, jak w przypadku bay dogs, ich różne rodzaje także pochodzą od europejskich psów przywiezionych przez imigrantów. I także te krzyżówki mieszano potem z rasami rodzimymi, by uzyskać wysokiej klasy myśliwskie psy i do pewnego stopnia pasterskie, które też musiały łączyć w sobie cechy szybkości, siły i wytrzymałości. Cur’y często mają szeroką klatkę piersiową i zredukowaną tkankę tłuszczową. Inne, niemniej popularne w USA rasy ”świaniarzy” to: Luiziana Catahoula Leopard Dog, American Pitt Bull Terrier, etc. Oraz ”mixy”, bandogi, ”kundelki”, które po prostu się sprawdzają. W Australii są to Rhodesian Ridgebacki krzyżowane z różnymi ”mastifowymi” rasami, Bully Araby, Charty także krzyżowane z terrierami i także inne celowe krzyżówki, takie ”kundelki na użytkowość”.

Na przestrzeni lat w USA i Australii występowały zarówno przypadkowe krzyżowania pomiędzy bay dogs i catch dogs, gdyż psy te zwyczajowo, przez pokolenia trzymano razem, jak i miała miejsce planowa hodowla, w której celowo łączono linie. Tak więc niektóre ”psy na świnie” są bay dogs posiadającymi cechy catch dogs lub catch dogs ”polującymi węchem”. Zwykle tych ”2w1” już się dalej nie krzyżuje i wykorzystywane są zgodnie z unikalnymi cechami każdego z osobna.

”Misja”

Jest na YouTube materiał z wielu powodów wart obejrzenia, a jednym z nich jest to, że jest tak bardzo inny od wszystkiego tego, co wyrzuca wyszukiwarka YouTube, gdy wpisać w nią frazę ”Monteria, Dogo Argentino”, ”Wild boar hunting with Dogo Argentino” itp. Oto co w drugiej minucie tego filmu mówi myśliwy, który poluje z dogo w Teksasie: ”Dogo Argentino is good with the family, loves kids, good with other dogs, tolerable of other males, loves people, and at the same time will protect you.” – Dosłownie: Dogo Argentino is good with family→ ”jest dobry z rodziną”; ma dobry kontakt z rodziną/sprawdza się jako pies rodzinny/układa mu się relacja z rodziną [przewodnika] ← dalej; kocha dzieci [zrównoważone i prawidłowo prowadzone psy wiedzą, że dziecko jest ”ludzkim szczenięciem”, znają status społeczny ”szczeniąt” swojego przewodnika i swoje miejsce w hierarchii, doceniają, że ich przewodnik pozwala im mieć interakcje ze swoimi ”szczeniętami”], jest good with other dogs ma dobry kontakt z innymi psami, i: (is) tolerable of other males → toleruje inne samce, kocha ludzi i równocześnie będzie cię chronić. To jak to szło drodzy ”spece od rasy” wypisujący kretynizmy na fejsie? ”To taka rasa, one tak mają, że”… Że ”to normalne”, że dostają …olca na widok innego psa, zagryzają psy, które wejdą na ”ich teren” itd…, tak? No, a może takie zachowania są ”normalne” u zwykłych, tych nieużytkowych dogo? (Wrócę do tego wątku w nieco dalszej części artykułu.)

Dalej Miguel mówi tak: When we hear the bay dogs we release the catch dogs and the catch dogs go straight to where the noise is, and they bite –– Kiedy słyszymy bay dogs, spuszczamy catch dogs i catch dogs idą prosto tam, skąd dochodzą odgłosy [wywołane ”sytuacją” bay dogs vs. zwierzyna]. So, as a hunter, you wanna get there as quickly as possible, because every minute with the boar that might weigh 300 – 400 pounds, your dog’s life is at risk Więc jako myśliwy chcesz jak najszybciej dostać się tam [na miejsce ”akcji”], ponieważ w każdej minucie z dzikiem, który może ważyć między 135 a 180 kilogramów, zagrożone jest życie twojego psa (Przy czym warto pamiętać, że przeciętny dziki knur w USA waży gdzieś od około 50u do 100u kilogramów, ale nie jest czymś niezwykłym znaleźć świniaki osiągające ok 140 kg[18].) Dogo is also a smart biter – Dogo jest także psem inteligentnie gryzącym → sprytnie/zmyślnie, po prostu: mądrze pochwytującym. It doesn’t bite a hog and just try to destroy it like it was a fight – Nie gryzie, nie wgryza się w świniaka, nie szarpie go i nie próbuje go zniszczyć/rozerwać, jakby to była walka. Dogo should bite and hold, so it’ll save a lot more energy that way – Dogo powinien ugryźć i (u)trzymać, tak zachowa zdecydowanie więcej energii [niż gdyby szarpał zwierzynę itd.]. If it’s just try to tear up the hog, it’s energy expenditure is too much, so you try to get there as quickly as possible to dispatch of the hog – Jeśli po prostu próbuje rozerwać świnię, jego wydatek energetyczny jest zbyt duży, więc próbujesz/starasz się dostać tam [gdzie dogo ”mają kontakt” ze zwierzyną] tak szybko, jak to możliwe, żeby wieprza załatwić/”wysłać na tamten świat.” – A lot of people thinks that dogo kills the hog, the dogo just catches it, and it holds it enough for the hunter to get there in time and kill it – Wiele osób myśli, że dogo zabija knura, dogo tylko go łapie/dopada/chwyta i utrzymuje wystarczająco długo/tyle ile to konieczne, by dotarł myśliwy i zabił zdobycz. [Tak, nie jest ”działką” psa myśliwskiego zabijać zwierzynę, ale od człowieka kontrolującego przebieg polowania zależy to jaką ”pracę” wykona pies. A różni ludzie mają różne ”pomysły”…]

Warte uwagi są także słowa Miguela na temat wymiarów, gabarytów dogo, tym bardziej, że ostatnio na FB możemy oglądać już nie tylko cienkie jak przecinki dogo, ale i iście mastifowate kloce pozbawione linii dolnej – czyli jedni tzw hodowcy rozmnażają wypłosze o kośćcu typu >wykałaczka<, a inni bardzo popłynęli w bajkę, że ”dogo to jeszcze jeden molos, tylko zupełnie biały”.

Na marginesie, pokazywany na filmie ”zestaw”; Dogo Argentino jako catch dog i Luisiana Catahula Leopard Dog jako bay dog, to rasy predysponowane do wrodzonej głuchoty – dogo z uwagi na ”biały kolor sierści”, czyli z powodu działania Locus S, odpowiadającego za zakres pigmentacji, a LCLD z powodu umaszczenia typu Merle, czyli działania Locus M.)

Link do filmu przywracającego wiarę w to, że są na świecie ludzie odpowiedni do tego, by być przewodnikami Dogo Argentino, znajdziecie przy tym[19] numerze.

Zazwyczaj to, co możecie zobaczyć na YT po wpisaniu frazy ”Monteria, Dogo Argentino”, ”Wild boar hunting with Dogo Argentino” itp., wygląda znacząco inaczej od tego o czym napisał Whachadero, autor tekstu, który przytoczyłam i przetłumaczyłam wam powyżej, w wątku ”Monteria – a co to takiego?”, jak i Miguel – bohater filmu, który polecam wam obejrzeć. Niestety, to, co przedstawia większość filmików z YT, to z czego ”czerpią inspirację” niektórzy ludzie, to psudomonteria i patomyślistwo, popisy miękko… Dziki nie są ”wielkie” ani groźne, szczególnie dla opancerzonych, nierzadko naprawdę wymyślnie, psów, które dopadają je średnio w cztery (ale i więcej). Cztery ”opancerzone” psy, które po prostu gryzą, szarpią, zamęczają zwierzynę, bo świnaiki są zbyt niepozorne, by móc jakkolwiek walczyć z tymi psami. A typy, które stoją z boku i patrzą jak psy kąsają, szarpią i wgryzają się w drące się wniebogłosy knury, i oczywiście nagrywają te sceny telefonami, nie bardzo nawet starają się trafić w serca tych nieszczęsnych zwierzaków, gdy znudzi ich już gapienie się na jatkę i często dźgają świnie nieudolnie, po kilka razy, zanim w końcu je zabiją. Gdzie w tym ”starcie żywiołów”? ”Siła męskości”, czy ”okazja do wykazania się”? W tych nagraniach nie ma nic poza żałosną prawdą o ich autorach. (”Nieco bardziej cywilizowany” charakter miewały/mają – o ile wciąż są dostępne – materiały, które wyrzuca wyszukiwarka YT, gdy wpisana fraza to ”Wild boar hunting with Dogo Argentino”. Na anglojęzycznych filmach faceci częściej sprawiają wrażenie, że chcą szybko uśmiercić świnię, po tym gdy dobiegną na ”miejsce akcji”, ale też filmy te nierzadko były/są montowane, tak więc nie wiadomo ile czasu mija od momentu wejścia w sytuację myśliwych do chwili, w której zadają oni śmiertelny cios pochwyconemu świniakowi… ile naprawdę zajmowało panom ”przyglądanie się akcji”, wiedzą tylko oni.)

Prey objects & predatory behaviour, czyli Dogo Argentino jako carnivore, predator – ”po prostu” drapieżnik

Prey drive – po polsku popęd łupu, przy czym w kontekście Dogo Argentino anglojęzyczne ujęcie tematu, to słowo ”prey” (ofiara, zdobycz) jakoś dosadniej oddaje istotę rzeczy – to instynktowna skłonność drapieżnika do wyszukiwania i znajdowania, ścigania, chwytania i opanowywania zdobyczy – a więc do polowania.

Niektórzy behawioryści twierdzą, że predatory behavior – zachowanie drapieżnicze wcale nie powinno być nazywane ”agresją”, że odpowiedniejsze jest interpretowanie go jako formy food-getting behavior, czyli zachowania związanego z przyjmowaniem pokarmu. Motywacja do ścigania prey objects, do pogoni za ”ofiarami”, tymi ”obiektami” wzbudzającymi w psach predatory behavior, różni się od innych >form agresji< (brak w niej affective arousal – takiego ”emocjonalnego pobudzenia”), tych bazujących na rywalizacji o zasoby i/lub samoobronę. Psy rzucające wyzwanie; szczekające, warczące i goniące np. rowerzystów czy biegaczy np. mijających dom, czy ”teren psa”, angażują się w agresję terytorialną – pojedynczo drapieżniki zwykle otwarcie nie zdradzają swoich zamiarów, robiąc dużo hałasu. (Aczkolwiek obserwowanie sfory psów gończych uzmysławia, że polowanie w grupie może być dość hałaśliwe.) Natomiast psy, które chowają się w rowach lub za krzakami i cicho rozpoczynają atak na niczego niepodejrzewających przechodniów, wykazują bardziej klasyczne zachowanie drapieżników. Jednak powiedzmy sobie wprost: frustracja psa uwiązanego lub tzw kojcowego, psa znajdującego się za ogrodzeniem i zwyczajowo niemającego normalnych interakcji ze światem poza-kojcowym, z otoczeniem spoza posesji, psa z zaburzonym procesem socjalizacji, psychologicznie zaniedbanego, w połączeniu z ciągłą ekspozycją na bodźce (stające się ”wyzwalaczami” reakcji), które stanowią raptownie poruszające się prey objects, może pchnąć do zachowania drapieżnego, do prawdziwej agresji. Dosyć obszernie pisałam na ten temat w serii tekstów o roli przestrzeni w interakcjach ludzi i psów; o znaczeniu proksemiki, zwłaszcza w kontekście uczenia psów prawidłowego odnoszenia się do niemowląt i małych dzieci, poprzez czytelne ustalenie społecznego statusu dzieci w oczach psów[20].)

Do zachowań drapieżniczych należą; polowanie; węszenie, tropienie, przeszukiwanie danego terenu i szukanie ofiary, czekanie na ofiarę, zaczajanie się, nękanie; sekwencja ataku; pościg, skok i pochwycenie, potrząsanie, zaduszanie i konsumowanie ofiary po zabiciu.

Niektóre psy mają znacznie silniejszy predatory instinct niż inne. Nie powinno to dziwić. W końcu to, że dziś psy rasowe trafiają w ręce przypadkowych osób, nie oznacza, że tak było od zawsze. Kiedyś w rasie psa nie chodziło o jego wygląd, a użytkowość (nawet jeśli dziś niektórym bardzo trudno w to uwierzyć). Psy ras, które celowo, przez pokolenia, stulecia albo ”tylko” dziesiątki lat – jak w przypadku presy Dogo Argentino – hodowano w celu utrzymania i zachowania w nich specyficznych cech/umiejętności, jak to chase and (be able to) kill big, powerful animals, czyli do pogoni i zabijania dużych, silnych zwierząt, nawet, gdy trafią w ręce ludzi nieodpowiedzialnych lub po prostu idiotów, zachowują swoje cechy. (Wiecie, ”taka rasa” – sorry za cynizm.)

Psy używane do polowania na grubą zwierzynę; niedźwiedzie, dziki, pumy, lwy, przez pokolenia były selekcjonowane wpierw w kierunku wyłonienia a potem już jedynie utrzymania w nich cech/instynktu chwytania, utrzymywania i opanowywania oraz zabijania owej zwierzyny (w sforze). A propos, jak na początku tego tekstu wspomniałam, wielokrotnie zetknęłam się z czymś na kształt ”schizofrenii” u niektórych z posiadaczy dogo. Z jednej strony ten typ właścicieli dużo mówi (lub pisze) o ”instynkcie” swoich Dogo Argentino, instynkcie, który ich psy ”muszą jakoś rozładowywać”, w związku z czym ci właściciele, o ile natrafi się okazja chętnie puszczają swoje psy ”luzem, w las, by się z dziczkiem sprawdzały i/lub za sarenką wybiegały” i/lub jakoś ”nieszczególnie mocno przejmują się” (dokąd brak świadków), gdy ich dogo upoluje ”na spacerze” jakieś stworzenie; kota, wiewiórkę, jeża (a może nawet innego psa?)… Lubią też przechwalać się ”siłą szczęk” swoich psów itp. A z drugiej strony strasznie się ”burzą”, gdy używa się w odniesieniu do korzeni i tzw ”natury” rasy Dogo Argentino, ”mocnych słów”, bo ich zdaniem podobno właśnie to, te ”mocne słowa”, a nie ”puszczanie dogo luzem w las, żeby się z dziczkiem sprawdził”, czy ”upolowywanie” kotów, robi tej rasie najgorszy PR. Tym razem więc, z uwagi na ”wrażliwość” owych ”schizofreników” zamienię słowo ”zabijanie” na łagodniejsze w brzmieniu, ”nienacechowane” słowo ”uśmiercanie”. Kontynuując: psy będące przedstawicielami ras, które przez dziesiątki pokoleń hodowano i selekcjonowano tak, aby były w stanie uśmiercać i by uśmiercały duże i silne zwierzęta, są zdecydowanie bardziej predysponowane do wykazywania zachowań związanych np. ze ściganiem ”obiektów”, które postrzegają jako swoje potencjalne ofiary, niż np. ”ozdóbki” – psy, których przeznaczeniem było być ”dodatkiem do garderoby damy dworu”.

Ponownie, tak tylko na marginesie dodam (na ten temat będzie osobny tekst), że w pewnym sensie nawet zabawne jest, że posiadacze dogo mający dziś ”problemy” ze swoimi psami, obawiający się swoich (zazwyczaj wciąż jeszcze dość młodych) psów, ludzie odczuwający przed nimi lęk (po tym, jak wydarzyło się coś będącego skutkiem tego, iż ”przejechali na wszystkich czerwonych światłach”), dziwią się, że ich pies ”ośmiela się zapomnieć kto tu jest panem”, że ”ośmiela się rzucać im wyzwanie pies rasy stworzonej ”TO CHASE AND KILL BIG, POWERFUL ANIMALS”. Szczególnie te zdziwienia i przysłowiowe budzenie się z ręką w nocniku rozbrajają, gdy dziwi się istota skrajnie inna od big powerful animal – mała i bardzo nie-powerful, taka (bezbronna) ”kobietka”… Która to wymyśliła sobie, że to czego jej w życiu potrzeba, to akurat jest Dog Argentyński, a jakiś baran albo baranica jej tego psa sprzedali…

Wytwarzająca się (lub już wytworzona) kultur(k)a wokoło tej rasy powoduje, że często na wszelkie ”nieprawidłowości” w zachowaniu psa, z błogosławieństwem a nawet za namową ”znajomych z fejsa”, macha się ręką, bo ”To taka rasa, one tak mają, że”… Właściciele dogo ”z problemami” budzą się z wyżej wspomnianą ręką w nocniku nie, gdy ich kilkumiesięczny pies zaczyna pałać żądzą mordu na widok pierwszego z brzegu przedstawiciela swojego gatunku – bo przecież ”To taka rasa, one tak mają, że”. Nie, gdy pierwszy raz usiłuje ”polować”, skupiając się totalnie na Jakimś Tam Obiekcie, bo ”To taka rasa, one tak mają, że”. Nawet nie przy pierwszej ”upolowanej” wiewiórce, ani przy pierwszym rozszarpanym podczas ”spaceru” (choćby) jeżu, bo ”To taka rasa, one tak mają, że”… Budzą się dopiero, gdy ich pies wykaże agresję wobec ich dziecka lub nich samych. Oj! Wtedy do nich dociera: JEST PROBLEM! Budzą się, gdy w ”grze” ich pies jest na znacznie wyższym levelu niż oni… I wtedy tłumaczenie ”To taka rasa, one tak mają, że”… jakoś im już nie wystarcza… Cóż za irracjonalny brak konsekwencji! No, przecież podobno ”to taka rasa, one tak mają, że” coś tam.

Niestabilność, impulsywność i agresja u dogo, są tolerowane. Niejednokrotnie, czytając wynurzenia posiadaczy psów tej rasy lub rozmawiając z tymi ludźmi, można odnieść wrażenie, że cechy te są wręcz znakiem firmowym rasy. ”Łatwopalny dogo, to prawdziwy dogo” – zdają się mówić fani rasy. Co gorsza w tym i posiadacze dogo wypowiadający się np. pod nagraniami z wystaw psów, które to nagrania dokumentują przejawy zachowania, które przez żadnego odpowiedzialnego posiadacza zwierzęcia z gatunku canis familiaris nie powinny być tolerowane. A które u udzielających się w social media ”speców”, wydają się …budzić uznanie, wręcz podziw i być powodem do odczuwania dumy(?) z przejawianego ”temperamentu” i obecnych u danego osobnika ”typowych dla rasy” cech. Cóż, dogo są chyba jedyną rasą, w przypadku której za coś ”ok” uważa się – na wystawach odbywających się pod patronatem FCI – podjudzanie psów przeciwko innym znajdującym się na ringu osobnikom, ”nakręcanie ich na siebie”, by ”okazały temperament”. Zdarza się, że sędziowie oceniający stawkę sami zachęcają wystawców do tego, by ”podgrzali atmosferę” – coś takiego oglądać było można np. na Węgrzech w 2013 roku.

Ludzie posiadający Dogo Argentino uczą się poprzez naśladownictwo: jeśli przejawiana u czyjegoś dogo agresja jest ”normalna”, tak samo ”normalna” jest agresja u ich psa – nie reagują więc na jej przejawy (aż im skalę wysadzi…). Jeśli od jakiegoś Mądralińskigo Mądralka albo Mądralki Mądralińskiej z fejsa dowiadują się, że to ”normalne”, że dogo może >zapolować< na psa sąsiadów, który wszedł na ”teren należący do dogo”, to uznają, że ”nie ma co robić afery” z tego, że ich pies ”na spacerze” zagryzł inne stworzenie, bo ”przecież to tylko jeż”…

Dla odmiany, środowisko posiadaczy TTB – Terrierów Typu Bull, psów należących do ras, których pierwotnym przeznaczeniem było zabijanie innych psów podczas walk, jakoś nie ”jarają się na plus” (a co najmniej nie robią tego publicznie), gdy TTB przejawiają agresję wobec innych psów, czy zwierząt. A praktycznie zawsze, gdy w środkach masowego przekazu (a za takie można uznać dziś i social media) pojawi się informacja, że Gdzieś Tam, Jakiś Tam TTB wyrządził krzywdę innemu psu abo zwierzęciu, czy nie daj Boże człowiekowi, natychmiast uruchamia wszelkie możliwe dla nich środki, np. właśnie poprzez media społecznościowe, tłumacząc ludziom – oburzonym i przerażonym, domagającym się totalnego zakazu posiadania psów tego typu – że tragedia była do uniknięcia, że winny jest człowiek – właściciel psa. Bo nie jest naturą TTB atakowanie i/lub zabijanie innych psów ani nie daj Boże atakowanie ludzi, bo każdy TTB to przede wszystkim canis familiaris – pies domowy, dla którego zabijanie innego psa, czy atakowanie człowieka nie jest naturalne. A gdy takie zdarzenie ma miejsce oznacza wynaturzenie. Bo w naturze psa domowego nie jest walka na śmierć i życie z innym przedstawicielem jego gatunku ani tym bardziej atakowanie człowieka. Walki psów wymyślili ludzie, nie psy. I agresję w canis familiaris podsycają ludzie, także tę ukierunkowaną na człowieka. Zamieńcie sobie teraz skrót ”TTB” na ”Dogo Argentino”, to ”To nie ich natura, to nie wina rasy” na ”To zupełnie normalne zachowanie w tej rasie” – zaczęliście ogarniać w czym problem?

Wracając do wątku ”instynktu łowieckiego”: jak już wielokrotnie pisałam to, że jakieś zachowanie, w tym przypadku konkretnie predatory behavior, jest naturalne i ”typowe dla rasy”, nie oznacza, że powinno być – poprawka: że może być akceptowane, gdy przejawiane jest w sytuacjach nieadekwatnych. Adekwatną dla Dogo Argentino sytuacją, w której >cool< jest przejawianie przez psy tej rasy – z całą mocą – predatory behavior, jest polowanie → monteria, a nie ”spacerek pośród łąk/między blokami”. I to jest to o czym często, a czasem także bardzo chętnie (tak ”z premedytacją”) ”zapominają” niektórzy posiadacze Dogo Argentino. Ludzie, którzy swoje dogo wprowadzają w przestrzeń publiczną pełną innych ludzi, innych psów oraz innych zwierząt, kompletnie nie ogarniając, że z ich psami ”coś jest nie tak”, skoro ”polują” w czasie ”spaceru”– zwłaszcza z punktu widzenia otoczenia to ”nie tak” jest bardzo wyraźne.

Ci ludzie wprowadzą swoje psy, wychodzą z nimi ”na spacer” w przestrzeń publiczną – miasto, miasteczko, ”pipidówek”, wieś, las, łąka, przydomowy skwerek, blokowisko, to, jeśli nigdzie nie widać znaku ”teren prywatny”, przestrzeń publiczna. A ”spacer” z psem, wyprowadzenie go ”na siusiu i kupkę”, w publiczną przestrzeń to z założenia nie jest polowanie. Mimo to niektórzy posiadacze dogo pozwalają swoim psom na przejawianie zachowań skrajnie niewłaściwych dla sytuacji pt. ”spacerek” i nie widzą w tym żadnego problemu. Spacer, szczególnie dla Dogo Argentino nie może być okazją do ”polowania” ani na wiewiórki, ani na koty, ani na jeże, czy jakiekolwiek inne stworzenia. Powtórzę enty raz: Dog Argentyński nie może ot, tak podczas tzw spaceru zabijać innych stworzeń.

A jednak niektóre dogo ”upolowują” zwierzątka podczas ”spacerków”.

A potem jest płacz i zgrzytanie zębów, że ”pies jest agresywny” wobec dziecka albo żony/męża, ”narzeczonej/narzeczonego”… A dlaczego ma nie być ”agresywny”, jeśli nie zna granic? Jeśli dla niego ich nie ma, bo dotąd ”wszystko uchodziło mu na sucho”… Dotąd się ”rozwijał”, był młodym osobnikiem, a teraz jest już trochę starszy, ”pewniejszy siebie”, ma już swoje nawyki

Gdy pies tak specyficznej rasy ląduje w rękach zupełnie przypadkowej osoby, która >nie czuje< tej rasy, która, nawet o takim ”tradycyjnie polskim” myślistwie nie ma bladego pojęcia, nie mówiąc o big game hunting, czy gorzej, gdy Dog Argentyński ląduje u kogoś o mentalności ”dresiarza”, bardzo łatwo o patologię. Generalnie, Dogo Argentino jest rasą szalenie atrakcyjną dla ”mentalnych dresiarzy”, widzących w presie z Argentyny takie ”apdejtowane”, wielkie, białe, ”groźne do sześcianu pitbule”. A od takich ludzi nie sposób wymagać odpowiedzialności ani intelektualnego zaplecza zapewniających, że naturalne dla rasy predatory instincts nie staną się zagrożeniem dla otoczenia psa. Czasem niestety nie sposób uniknąć konkluzji, iż taki ”typowy polski klient” na Dogo Argentino powinien mieć zakaz zbliżania się do psów tej rasy. A brak wymogu, by przepisy dotyczące utrzymywania (min.) Dogo Argentino w Polsce, były na poziomie niemieckich, aż piszczy.

Gdy cały twój świat kręci się w około FCI: Puk, puk! – Czy to molos? – Gdzie jest miejsce presy Dogo Argentino?

Kiedyś międzynarodowy sędzia kynologiczny FCI, sędziujący rasy z grup I, II, III, V i VI, Dr. Otto Schimpf, który został pierwszym specjalistą od Dogo Argentino w Europie, zwrócił uwagę[21], iż choć Fédération Cynologique Internationale (FCI), czyli najbardziej na świecie znana międzynarodowa federacja kynologiczna, porządkuje rasy psów, jako należące do konkretnych grup, których wg systematyki tej federacji jest 10 i choć aż do 4 spośród owych grup zaklasyfikowane zostały rasy myśliwskie, presa – chwytająco-trzymający Dogo Argentino ”nie załapał się” do żadnej z nich. I wylądował w grupie II – tam, gdzie molosy. Konkretnie w sekcji drugiej grupy II, jako ”mastiff type”. Dr. Schimpf napisał: „Molossoid” is a concept that has come down to us from antiquity and is associated with the meaning of “enormous, solid, with a large head, etc”. The Dogo Argentino does not need these attributesMolosoidalny typ budowy, czyli masywny typ budowy to pojęcie/koncepcja, ze starożytności, z antyku, przywodzące na myśl psa ogromnego, solidnego z dużą, wielką głową itp. Dogo Argentino nie potrzebuje tych atrybutów/cech

Przypomniał, że gdy pod kierunkiem Augustina Nores Martineza, w 1974 roku Dogo Argentino jako odrębna, ustalona rasa, uzyskał uznanie FCI, zaklasyfikowano go w grupie V, w tym co w tamtym czasie było grupą V. A wtedy grupa ta skupiała głównie celebrated Nordic breeds, czyli dobrze znane rasy nordyckie (takie jak Siberian Husky, Alaskan Malamut itp.), ale i some special hunting dogs, czyli specjalne, ”wyjątkowe” psy myśliwskie. In the front line the Pack Dogs, a więc przede wszystkim psy pracujące w sforze, psy for big game hunting, czyli do polowań na grubego zwierza, takie jak Rhodesian Ridgeback – support dog for hunting lions – pies pomocniczy do polowania na lwy w Afryce. Podkreślał, że umieszczenie Dogo Argentino w grupie psów o przeznaczeniu myśliwskim odpowiadało intencji twórców rasy, niemających wątpliwości co do przeznaczenia białej presy: to zawsze był pies myśliwski. I takim miał pozostać: łowcą predysponowanym do pracy w sforze – jedna rasa posiadająca rozliczne talenty, których skupionych wszystkich razem w jednym psie, na próżno szukać poza Dogo Argentino.

W 1985 roku Fédération Cynologique Internationale częściowo zmodyfikowała klasyfikację swoich grup, a Dogo Argentino nagle znalazł się w grupie II. Wciąż nie jest jasne jakie były podstawy tego działania i kto je zainicjował, ale Dogo Argentino stał się ”Molosserem”, lądując w kategorii, której charakterystyczne cechy nie odpowiadają charakterystycznym cechom ras myśliwskich – dogo został ”psem rasy olbrzymiej”.

I ok, wszystko to prawda, konkretne i bardzo słuszne uwagi, ale w tym miejscu mój punkt widzenia na Dogo Argentino, wchodzi na kurs kolizyjny z poglądem Dr. Schtimpfa, który stwierdził po prostu, iż ”In Europe, dogs with characteristics that corresponded with those of the Molossers quickly earned themselves a bad reputation – W Europie psy o cechach odpowiadających cechom molosów – przyjmuję, że chodziło mu o cechy fizyczne – szybko zdobyły złą reputację. They were classified as dangerous or fighting dogs. Zostały sklasyfikowane jako niebezpieczne lub walczące psy [”psy do walk”]. Consequently they were included on official lists that banned their possession and breeding and very high special taxes were applied. W konsekwencji rasa została wpisana na oficjalne listy zakazujące posiadania dogo oraz ich hodowli, zastosowano także bardzo wysokie, specjalne podatki [dla posiadaczy dogo, jako posiadaczy psów rasy uznawanej za agresywną].

Po kolei, krok po kroku ”przyczepię się” do każdego z tych zdań z osobna:In Europe, dogs with characteristics that corresponded with those of the Molossers quickly earned themselves a bad reputation – W Europie psy o cechach odpowiadających cechom molosów szybko zdobyły złą reputację. Ale, że co? Tak ”po prostu” to się stało? I w ogóle to co ”się” stało? No, najwyraźniej stało się coś, co w swoim czasie stało się z Fila Brasileiro → hodowcy chcący dostosować się do niemającej merytorycznego uzasadnienia decyzji FCI. Hodowcy chcący sprzedawać swoje psy do miast, jako ”molosy”, zaczęli preferować psy o molosowej, cięższej sylwetce, bo takie psy preferują ludzie kupujący psy ”do domów i do miast”, szukający ”typowych molosów” i hodowcy im to dali. Zaczęło się całe to pierniczenie o dogo jako psie ”rasy obronnej”, w konsekwencji ”skakanie do rękawa” etc. Hodowcy (a może słuszniejszym byłoby określenie pseudohodowcy?) Dogo Argentino dali swoim klientom ”molosa”. Dali go im bez zawracania sobie głów psychiką białej presy. Presy, która może i zaczęła zmieniać się fizycznie, ale nie bardzo przy tym ewoluowała psychicznie i nie dostosowywała się do nowych warunków ”użytkowania”; ”molos towarzyszący”, ”pies rodzinny”, ”pies rasy obronnej”, ”właściwie ułożony, idealny towarzysz dziecięcych zabaw”, etc.

Kolejne zdanie, jak już wiecie, brzmi: They were classified as dangerous or fighting dogs – Zostały sklasyfikowane jako niebezpieczne lub walczące psy. Cóż, przecież Dogo Argentino to tylko Viejo Perro Pelea Cordobes – pies, który na ringu zagryzał innego psa – tyle że po ”przeróbkach” Martineza. Martineza, który chciał zachować Białego Walczącego Psa z Cordoby, więc Dogo Argentino wyhodowany/wypracowany został na genetycznej bazie VPPC. Martinez wiedział, że z powodu wybujałej agresji ta rasa skazana jest na zagładę, ale chciał zachować elegancki, majestatyczny wygląd VPPC, charakterystyczną białą sierść oraz jego siłę wyrazu. By to się udało musiał wyeliminować niepożądane cechy: szczególnie ową wyjątkową agresję, ponieważ, choć w czasie gdy Martinez dumał nad przyszłością VPPC, miały się one całkiem dobrze, wiedział, że w takiej formie, bez ”poprawek” VPPC nie przetrwają. Dzisiejszy Dogo Argentino to wciąż Viejo Perro Pelea Cordobes, tylko że po dziesiątkach lat (pokoleń) modyfikacji, czyli pracy hodowlanej Martinezów. Nie jest rasą stworzoną z wymieszania osobnych ras. Bazą dogo jest VPPC, do którego dolewano kolejne rasy, starając się jego instynkt zabijania innych psów przekierować na instynkt ”zamęczania” dzikiej zwierzyny podczas monterii.

Gdy zapomina się o selekcji na psychikę, gdy psy rozmnażane są ”na eksterier”, żeby zdobywać ”lokatki” i ”nagródki” na ”wystawkach”, gdy żyją w kojcach, tylko od czasu do czasu ”zabierane na spacer” poza kojec, gdy stają się coraz popularniejszymi ”psami towarzyszącymi” ludzi, którym podoba się ich ”biały kolor sierści” i upierniczone uszy, i gdy nie muszą już umieć pracować w sforze, bo nikt już nie pamięta o co w tej rasie chodzi i do czego została >zaprojektowana<, wracają pierwotne demony VPPC. Zdolność do pracy w sforze, zaczyna się od selekcji w kierunku uzyskiwania psów zdolnych do pracy w sforze, psów będących w stanie sprostać bardzo konkretnemu zadaniu: polowaniu typu big game i jest czymś zupełnie innym niż zagryzanie drugiego psa. Osobniki ”łatwopalne”, ”reakcyjne”, czyli reagujące nieadekwatnie do bodźca, nie mają jak podołać zadaniu, nie są w stanie sprostać wymaganiom pracy użytkowej. Wykonać zadanie mogą jedynie osobniki zdolne do panowania nad popędem, który kierował VPPC, psy niepodążające jak automaty za bodźcami. W warunkach braku możliwości realizowania instynktu w ”ucywilizowanej” wersji; w monterii, w polowaniu, w którym Dogo Argentino zamiast przedstawicieli swojego gatunku, atakuje dziką zwierzynę łowną, gdy selekcjonowanie pod kątem uzyskania stabilnej psychiki ”wylatuje” (pseudo)hodowcom z głów, wracają demony VPPC i zaczyna się problem wybujałej agresji i psychicznej niestabilności.

Consequently they were included on official lists that banned their possession and breeding and very high special taxes were applied”. W konsekwencji rasa została wpisana na oficjalne listy zakazujące jej posiadania oraz hodowli, zastosowano także bardzo wysokie, specjalne podatki. Słusznie, bo nie jest to rasa ”dla każdego” i nie tylko Dogo Argentino powinny dotyczyć szeroko rozumiane restrykcje, ale o tym kiedy indziej. Mnie nie przekonuje, że ”w imię wolności” idioci lub ludzie ”tylko” nieodpowiedzialni mają ”mieć prawo się uczyć” kosztem otoczenia. Pies rasowy nie jest sam w sobie żadnym ”dobrem, które należy się wszystkim” i nie uważam, aby było coś niewłaściwego w ograniczeniach dotyczących możliwości posiadania psów ras takich jak Dogo Argentino, Fila Brasileiro czy inne, dość ”egzotyczne”, by odpowiednie ich ułożenie – takie dzięki, któremu nie stanowią zagrożenia dla otoczenia – nie stanowiło kłopotu dla pierwszego z brzegu ”psiarza z tzw doświadczeniem”.

Dalej pan sędzia wspomina, że entuzjaści Rhodesian Ridgebacków okazali się swego czasu bystrzejsi od fanów Dogo Argentino i nakłonienie przez nich FCI do tego, by RR powróciły do grupy hunting dogs (aktualnie RR zaklasyfikowane są w grupie VI), skutkuje dziś znaczącą przewagą liczebną RR nad DA, a Rhodesian Ridgeback has remained the dog it always was, czyli pozostał psem jakim zawsze był [Co jest istotne także przez wzgląd na ich wygląd fizyczny, który nie uległ zmianom, z jakimi borykają się dziś niektóre argentyny, zbyt ”molosowe, mastifowate w wyrazie”]. By definition the hunting dog is in the so-called “Dangerous Dog” category – Z definicji pies myśliwski należy do tak zwanej kategorii ”Niebezpieczny pies”. At shows the judges are not inclined to consider it necessarily a powerful dog but simply a working dog. Na wystawach sędziowie nie mają inklinacji/nie są skłonni postrzegać/uważać ich koniecznie za potężne, ale po prostu psy pracujące. Według znanego sędziego nie ma powodu, by Dogo Argentino tkwiły w grupie II.

Uważa on, że przyszłość tej rasy można wyobrazić sobie tylko w grupie VI, grupie psów myśliwskich, ponieważ byłoby to spójne z story of its birth and with the desire of its breeder, czyli narracją o powstaniu rasy i pragnieniami jej twórców. Twierdzi, że byłby to pewny sposób na zachowanie cech/właściwości i funkcjonalności/sprawności Dogo Argentino; nadmierne/przesadne gabaryty; wzrost, budowa i waga nie są atrybutami psów myśliwskich. To fakt, nawet proporcjonalne, ale po prostu zbyt duże, ”kobylaste” i ”molosowe” osobniki nie są tym, o co w tej rasie chodzi. Pan sędzia stwierdził, że rasa zaklasyfikowana do kategorii psów myśliwskich, zostaje zdjęta z list banowanych, czyli zakazanych psów walczących.

Muszę dodać tu, moim zdaniem całkowicie oczywistą uwagę: zdjęcie dogo z tego rodzaju list, tylko dlatego, że w Jakiejś Tam międzynarodowej federacji kynologicznej, która zrzesza ludzi robiących biznes na rozmnażaniu psów, ktoś zmieniłby kategorię, do której ta rasa jest przypisana, byłoby posunięciem kompletnie bezzasadnym i karygodnym. Dlatego, że problem niestabilnej psychiki u wielu psów tej rasy wciąż by istniał. To nie zaklasyfikowanie do grupy II jest problemem najbardziej palącym, ale to do czego doprowadzili hodowcy szukający klientów na szczeniaki za wszelką cenę: niestabilna psychika i wybujała agresja u części psów tej rasy – jedne linie obciążone są bardziej, inne mniej. Lata świetlne dzielą Dogo Argentino od np. Cane Corso i dogo nigdy nie powinien był wylądować w grupie II, wg porządku ”szacownej” FCI. Ale hodowcy, jak i sędziowie kynologiczni powinni ”wziąć na klatę” konsekwencje debilnego postanowienia ”jedynie słusznej” FCI: wyciągnąć wnioski z istniejącej sytuacji, przeanalizować je i zacząć w końcu selekcjonować psy pod kątem psychicznych cech umożliwiających tym stworzeniom możliwie najbardziej bezkolizyjne funkcjonowanie w skupiskach ludzkich, gdyż wszyscy właściciele Dogo Argentino mieszkają na planecie Ziemia. ”Spapranie” rasy poprzez powszechnie akceptowany brak selekcji pod kątem utrzymywania cech stanowiących podstawę psychicznego zrównoważenia, u ”problematycznych” osobników i/lub w ”problematycznych” liniach Dogo Argentino nie wyparowałoby z chwilą, gdy biała presa znalazłaby się w grupie VI wg systematyki FCI, czyli w oczach osób ”z boku”, Jakiejś Tam Federacji Hodowców . A wracając do uwag pana sędziego, podsumował on swoje wynurzenia konkluzją, że dzięki takiemu obrotowi sprawy wszechstronność/wielofunkcyjność dogo zostałaby ”udokumentowana i przestałaby być przedmiotem mitów”… No, kurczę… Jakie to ”proste”, a najlepsze, że pan sędzia tak na serio. Aż sobie odpuszczę komentarz.

Dr. Schtimpf stwierdził, że nikt nie powinien obawiać się, iż Dogo Argentino zostanie zepchnięty do roli stricte psa myśliwskiego. Wyraził zdanie, że żaden Dogo Argentino nie musi aktywnie polować, but it can and must be able to do so officially when it has the chance ale może i musi być w stanie, czyli musi być wydolnym polować, kiedy będzie mieć taką możliwość/okazję ku temu/szansę na to. Po prostu dogo powinny być na tyle sprawne, by w stosownych okolicznościach móc podołać trudowi monterii faktycznie a nie tylko czysto teoretycznie. I z tym akurat się zgadzam[22]

Jak szkoli się dogo, by mógł polować na ”grubego zwierza”?

W zagrodzie. Z dzikiem. Etapami.

Chyba wszyscy pasjonaci dogo znają wywiad sprzed ”paru lat”, wywiad[23] z Birgitte Nielsen i Peterem Van Gilsem z kennelu Perro Pelea Cordobes. W każdym razie zna go, a co najmniej jego fragmenty, część dogo fanów, którzy bardzo chętnie biegaliby (lub biegają) ze swoimi dogo po lasach w poszukiwaniu ”dziczków”, z którymi ich psy mogłyby (lub mogą) się ”sprawdzić”. Wywiad ten jest naprawdę interesujący, zwłaszcza w punktach dotyczących zbyt agresywnych argentynów, czy problemu motywacji ludzi ”wchodzących w rasę”. Jest też ciekawy z uwagi na intrygująco (raczej) nieprzypadkowy dobór słów w nim użytych, szczególnie w kontekście polowania z Dogo Argentino na terenie krajów Europy. Szkoda, że fani i zwolennicy ”łowieckiego użytkowania” dogo w Polsce głównie skupiają się na fragmencie wypowiedzi Duńczyków, którą poniżej przytoczę, resztę ich uwag olewając, np. te dotyczące zdrowia pogłowia Dogo Argentino, no, ale cóż… Oto ów ”ekscytujący fragment” ww wywiadu, wywiadu, który, niezależnie od intencji osób, które się w nim wypowiadały, rozbudził i na dobre obudził wyobraźnię różnych ”Czesiów” w Polsce lub jedynie dolał oliwy do ognia… Niemniej prawdą jest, że dziś te różne polskie ”Czesie” snują wizje i marzenia o oddawaniu w kierunku dzików (i pewnie nie tylko) ”przypadkowych” niecelnych strzałów, posiłkując się przy tym – bardziej lub mniej otwarcie – słowami znanych hodowców.

PYTANIE: Do you think that ever the hunting with Dogo will be permuted oficially?

Sens tego pytania można przetłumaczyć następująco: Czy uważacie, że kiedykolwiek polowanie z dogo formalnie, urzędowo, poprzez zmiany w pawie zostanie zmienione/ulegnie zmianom? Że ”wachlarz możliwości”, to co możliwe/dopuszczalne vs. niedopuszczalne w polowaniu z dogo ulegnie zmianom? Że zmienione zostanie to, jak używać dogo w polowaniu? Tak więc >po polsku< można by to pytanie zadać tak: ”Czy uważacie, że kiedykolwiek zostaną w wyniku zmian w prawie, zmienione na plus, zwiększone możliwości zastosowania dogo podczas polowania?

ODPOWIEDŹ: ”We hope positively → Mamy nadzieję na pozytywny rozwój wydarzeń, pomyślny dla naszych oczekiwań. When we are talking about countries that have wild boar – Kiedy mówimy o krajach, które mają papulację dzików/w których występuje dzik, it is important to understand the hunting environment – ważne jest, aby rozumieć środowisko łowieckie, to w którym chce się polować. It is highly important to show hunters the good skill in tracking wounded game with dogo – Bardzo ważne jest [dosłownie: wybitnie i do głębi ważne], aby pokazać myśliwym dobry, wysoki poziom, wysoką skuteczność tropienia rannej zwierzyny przy użyciu/z pomocą dogo, so they get introduced to the breed slowly to better understand the charactertak, by zapoznawali się z rasą powoli, by lepiej rozumieli jej naturę, usposobienie, ”charakter”. We hope and pray that the number of boars will go mad – Mamy nadzieję i modlimy się, by liczba dzików go mad – osiągnęła ekstremalnie wysoki, nadmierny poziom, by było ich maksymalnie dużo, so they need catch dogs to protect the hunters during the hunts – by więc potrzebne stały się psy chwytająco-trzymające do ochrony myśliwych podczas polowań, if a shot failed – jeśli/gdyby/o ile strzał okaże się nieudany/chybiony/gdy starzł się nie powiedzie. We have already seen many accidents with Laikas and softer breeds on hunts – Widzieliśmy już wiele wypadków z Łajkami i miększymi rasami podczas polowań, they do not protect the hunter – one nie chronią myśliwego, in fact many do not go near enough to the boar – w rzeczywistości wiele z nich nie podchodzi do dzika wystarczająco blisko, so it get a dangerous situation for the shooter – co stwarza niebezpieczną sytuację dla strzelca, since the boar often escapes in last second with the hunter very near – w związku z tym, że dzik często ucieka w ostatniej sekundzie, mając myśliwego bardzo blisko, some even attacks the hunter – niektóre nawet atakują myśliwego… With a dogo with you in a leash until the boar is bayed up – Z dogo u boku, na smyczy, dopóki dzik pozostaje utrzymywany na dystans, you have extra safety – masz dodatkowe zabezpieczenie. That is the way we can introduce the dogoTo jest droga, którą możemy wprowadzić dogo/W ten sposób możemy myśliwym przedstawić dogo. But with the hunting tradition in Europe it is very difficul to penetrate – Ale przy istniejącej w Europie tradycji łowieckiej, bardzo trudno jest przeniknąć/przedrzeć się – and get a new breed accepted – i uzyskać akceptację dla nowej rasy.

Kolejny fragment, czyli osobne PYTANIE: Did the dogo have a future like a hunting dog with the often atacs from the law of nature? Czy dogo ma przyszłość w rodzaju ”pies myśliwski” przy częstych atakach from the law of nature? → i przy tym often atacs from the law of natureprzyznaję: waham się co do tego ”co poeta miał na myśli”. Spodziewałabym się czegoś w rodzaju …”often atacs from the animal rights activists/groups” itp., ale law of nature[24]Zakładam jednak, że chodzi właśnie o ”ataki ze strony organizacji ”pro eko”, a nie ”rozkminy filozoficzne”, gdyż odpowiedź na to pytanie nie jest szczególnie ”filozoficzna”.

ODPOWIEDŹ: Yes, for sure in the world of hunters. Tak, z pewnością w świecie myśliwych. They need a sharp dog on the prey, this quality of the dogo is already highly valuated in Sweden, where fx. Oni potrzebują ostrego, bystrego, gwałtownego ‚psa na zdobycz’, psa z popędem zdobyczy (z tą instynktowną skłonnością drapieżnika do szukania, ścigania i chwytania zdobyczy), ta zaleta dogo jest już wysoko ceniona w Szwecji, gdzie były/są efekty.

Our Uno have done more than 100 successful tracking on wounded game – Nasz Uno wykonał ponad 100 udanych tropień rannej zwierzyny (cholercia, nie przypuszczałam, że myśliwi aż tak słabo strzelają…), meaning catching the wounded deer so the pain can be stopped before the animal suffers too much – co oznacza pochwycenie/złapanie zranionego jelenia, by ból mógł zostać zatrzymany, zanim zwierzę ucierpi zbyt mocno/za bardzo. (Wow… Poważka: duuuże wow. Tak opowiedzieć tę ”bajkę”, to… Nie kupuję wersji rzeczywistości opowiedzianej w ten sposób, ale szczena mi opada, bo trzeba mieć… Powiedziałbym ”tupet”, ale zostanę przy słowie ”fantazja”.)

ONLY a dog with strong instincts to hold and catch can do this. Tylko pies z silnymi instynktami do zatrzymywania/przytrzymywania I pochwytywania może to robić. However we are very worried about the animal protection organisations – Jesteśmy jednak bardzo zaniepokojeni organizacjami ochrony zwierząt – they seem to have lost the understanding of nature – wydaje się, że utraciły zrozumienie natury.

In our opinion the fairest way of hunting is with Dogo Argentino – Naszym zdaniem najuczciwszym/ najsprawiedliwszym/ najbardziej fair sposobem polowania jest polowanie z Dogo Argentino, who search himself and tries to catch – który sam przeszukuje i próbuje pochwycić, if the boar is too strong and fast and escapes – jeśli dzik jest zbyt silny i szybki, i ucieka – he is a free animal again – znów jest wolnym zwierzęciem. IF NOT – JEŚLI NIE, the dogo catch it and holds it until the hunter comes – dogo złapie go i przytrzyma, dopóki nie pojawi się myśliwy, who can decide if he want to kill or let goktóry może zdecydować, czy chce zabić, czy puścić – if it is a sow – jeśli to locha, to maintain the population – w celu utrzymania populacji.

On the other hand you have the hunting with guns – Z drugiej strony masz polowanie z bronią, where they often shoot the wrong specimen – podczas którego często strzelają do niewłaściwego okazu, and sometimes the boar escapes wounded – a czasem dzik ucieka zraniony, this is more suffering for the animalco oznacza więcej cierpienia dla zwierzęcia.

I jeszcze jedno PYTANIE: Here in Bulgaria hunters think that dogo is not suitable dog for hunting because it is trying to make a contact with the pig and very often was hurt or killed by the boarTu, w Bułgarii myśliwi uważają, że dogo nie nadaje się, nie pasuje do polowania, ponieważ te psy próbują nawiązać kontakt ze świniakiem i bardzo często zostawały/zostają ranne lub zabite przez dzika. The fact it not barks is its minus. Fakt, że nie szczekają to ich minus. Do you think it has to be learn how to attack? Czy uważasz, że należy/trzeba uczyć je jak atakować? Definitely the test is not good lesson because the pig is pressed to the wall and the dogs must to attack from the front and that is very bad lesson. Zdecydowanie test (chodzi o te tzw próby pracy) nie jest ‚dobrą lekcją’ (mniemam, że chodzi o kontekst rozpatrywania ”prób pracy” w kategorii ”pozytywnych doświadczeń” dla niedoświadczonych, początkujących psów), ponieważ świnia jest >przyciśnięta do ściany< (w znaczeniu: pod presją, ”w poczuciu, że walczy o wszystko”) i psy muszą atakować od przodu, a to bardzo zła lekcja. What is your point of view? Jaki jest wasz punkt widzenia?

ODPOWIEDŹ: The dogos is perfect with baying dogs – Dogo są doskonale z baying dogs, we agree that in the European way of hunting – zgadzamy się, że w europejskim sposobie polowania: It can be a minus that the dogo is silent – może być minusem, że dogo jest cichy, but you can not bark and have the mouth full of boar at the same time 🙂 – ale nie możesz szczekać i jednocześnie mieć pyska pełnego dzika 🙂 [>uśmiech< zaznaczony jest w oryginalnym tekście] (Uwaga o ”pysku pełnym dzika” jest niezwykle ważna, ponieważ osoba posiadająca praktyczne doświadczenie 2w1, tj. zarówno jako hodowca oraz myśliwy polujący z Dogo Argentino, jednoznacznie stwierdza, że argentyny w łowisku zwyczajowo mają ”pyski wypchane zwierzyną I dlatego nie szczekają”, czyli że nie zabiera się ich w łowisko po to, by z boku szczekały, ale by dopadały do zwierzyny i wchodziły z nią w bezpośredni kontakt fizyczny, zatapiając w niej zęby.) As soon as the pig is bayed you release the dogos. Jak tylko świnia zostaje osaczona, wypuszczasz dogo. But the dogo must be prepared well – Ale dogo muszą być dobrze przygotowane – prepared means tested in pen gradually with a bigger boar – przygotowane oznacza testowane/sprawdzane w zagrodzie stopniowo, z większym knurem.

”Prawo do realizowania się w pasji”

Powtórzę: mamy XXI wiek i w Polsce wielu myśliwych jest w posiadaniu wysokiej klasy broni palnej, z której naprawdę umieją korzystać. Oczywiście tu też, jak w kynologii, liczy się kasa: jeśli masz pieniądze na swoją pasję uprawiasz ją na wysokim poziomie. W dzisiejszym łowiectwie nie chodzi już o ”zdobywanie pożywienia”, bo ‚po mięso’ wystarczy iść do sklepu. Dziś myślistwo to głównie regulacja i ja osobiście nie widzę niczego niewłaściwego w tym, że myśliwy z ambony strzela do zwierzyny. Zwłaszcza, gdy robi to czysto. Zawsze będę wolała zjeść zwierzaka, który nawet się nie zorientował, że umarł, od zwierzaka, który bardzo dobrze wiedział co i jak za chwilę się z nim stanie (zwierzęta w rzeźni świetnie wiedzą co je czeka). Rzygam też eko.terrorystami z ich nawijką o ‚obronie życia zwierząt’ przy równoczesnym podcieraniu się przez nich kwestią obrony życia ludzkiego. Natomiast za wysoce niepokojące zjawisko uważam fakt, iż brak możliwości oficjalnego, czyli otwartego; w świetle dnia i zgodnie z prawem, realizowania marzeń o (pseudo)monterii w Polsce, niektórzy ”miłośnicy Dogo Argentino” traktują praktycznie jako ”zamach na wolność i swobody obywatelskie”.

Sorry, ja akurat nie widzę sensu w zadawaniu dzikom czy jakiejkolwiek innej zwierzynie łownej niepotrzebnego bólu i nie jestem w stanie usprawiedliwiać sadyzmu, bo znowu sorry, ale opancerzone dogo kontra 80 może 100 kilogramowy dzik – to nie ma nic wspólnego z ”uczciwą walką”. Przeszczep kulturowy typu Dogo Agentino szarpiące dziki czy jelenie w polskim lesie ma się nijak do tradycji łowieckiej w naszym kraju, szczególnie, że u nas te upolowane dziki i jelenie się zjada i ich mięso ma nie być zatrute kortyzolem.

Na wspominanych już przeze mnie nagraniach z ”dogo w akcji”, powszechnie dostępnych na YT nagraniach, z których czerpią wzorce zachowań różne ”Czesie”, często widać, że psy w 3-4 a nawet więcej zamęczają małe dziki, takie poniżej 100kg i moim zdaniem jest to TOTALNA BARBARIA, do której nie ma jak dorobić ”usprawiedliwiającej ideologii”. Przyjmuję, że kogoś może to podniecać, że nagrywanie filmów z tych zdarzeń jakiemuś tam typowi ludzi robi ”lepiej”, ale dla mnie tacy ludzie są co najmniej …”dziwni”. Jak napisałam w tekście o WDS2019[25], w Polsce, ”w naszej kulturze, ”u nas” za czyn okrutny uważamy czyn, do którego wcale nie musiało dojść, który mógł zostać niepopełniony: ktoś mógł zdecydować inaczej, mógł wybrać coś innego, ale tego nie zrobił i w efekcie wybrał coś gorszego. ”U nas” w odniesieniu do traktowania zwierząt, o okrucieństwie wobec nich mówimy, gdy określamy zachowanie społecznie nieakceptowane, które umyślnie powoduje niepotrzebny ból, cierpienie lub śmierć zwierzęcia. ”U nas” barbaria przede wszystkim nazywana jest wprost: barbarzyństwem. Jest jako barbarzyństwo kwalifikowana, piętnowana i karana. (…) Co więcej, presja społeczna, by winni znęcania się ze szczególnym okrucieństwem, za swoje czyny ponosili odpowiedzialność, wciąż ”u nas” wzrasta. Osoby dopuszczające się takich zachowań są karane, gdyż polskie prawo przewiduje karę dla zwyrodnialców. Jako społeczeństwo rozumiemy, jak wielki wpływ na sprawców ma nieuchronność kary, w nagłaśnianych przypadkach okrucieństwa wobec zwierząt, uderza nas właśnie poczucie ich bezkarności, dlatego dla zwyrodnialców wymagamy coraz surowszych kar.” Nie uważam więc, by w Polsce była przestrzeń dla pseudo.pato.monterii. Ale… co ja tam wiem…

”Zwyrolstwo”

To nie przypadek, że walki psów w tylu krajach są nielegalne. I, co zawsze warto mieć na uwadze, to nie zakazanie walk psów odpowiada za to, że w krajach, w których ten ”sport” jest zakazany, proceder ten organizują ludzie powiązani ze światem przestępczym, po prostu bandyci i gangsterzy, dla których walki psów to jeszcze jedna, obok prostytucji, handlu ludźmi, czy narkotykami, ”gałąź biznesu”. To nie jest tak, że gdyby walki psów były legalne, ”robiliby” w nich ”mili i normalni” ludzie. (Patologia ciągnie do patologii.)

W cywilizacji łacińskiej, w świecie >Człowieka Zachodu< pies ma bardzo specjalne miejsce – pisałam o tym we wspomnianym już artykule nt. światowej wystawy psów w Chinach i nie będę powtarzać swoich uwag w tym miejscu, podkreślę tylko, że fakt, iż różne cywilizacje mają różne etyki i moralność, jest punktem wyjścia do zrozumienia skąd biorą się ”nieporozumienia” w takim generalnym sensie…

Nie będę wam tłumaczyć tego tekstu[26] słowo w słowo, nieco go sparafrazuję, by nie przedłużać tego i tak długiego wpisu. W poniższym wcale nie chodzi o ”użytkowość psa”, to po prostu ”rozrywka” dla gawiedzi ze słabym IQ i sposób na windowanie cen za szczeniaki, a przede wszystkim bezsensowne okrucieństwo urągające ”człowieczeństwu”. Ponownie, ktoś może powiedzieć, że to taka ”tradycja” albo ”kultura”, więc dodam, że nie ma w polskim języku słów, którymi mogłabym łagodnie wyrazić co o takich ”obyczajach” i ”tradycjach” sądzę, dlatego nie interesuje mnie ”spieranie” się odnośnie tego wątku. Banda pajaców uprawia hazard ot, co i dorabianie do tego ideologii o ”kulturze i tradycji” jest pozbawione sensu. Dodatkowo, sprzedawanie mięsa ze zwierząt, które brały udział w tych ”imprezach”, jako jadalnego, wystarczająco wiele mówi o ”poziomie” tych ludzi.

W traditional Indonesian hunting game, czyli tradycyjnej (korzenie tej ”tradycji” sięgają lat ’60 ubiegłego wieku, tak więc nie przesadzałabym z tym słowem, jak ktoś oglądał ”Misia”, to choćby z tego filmu wie o co chodzi z TRADYCJĄ) indonezyjskiej grze myśliwskiej psy i dziki fight to the death – walczą na śmierć i życie. Te zwierzęta zmuszane są do walki aż jedno z nich odniesie obrażenia. (Praktyki te potępiane są przez aktywistów na rzecz walki o prawa zwierząt.) Na dźwięk gwizdka, ku podnieceniu tłumu, pies szarżuje w kierunku centrum, wykonanej z bambusa areny o wymiarach 15 na 30 metrów, gdzie odbywa się walka. ”Rozrywka” nazywa się ‚Adu Bagong’ i odbywa się cyklicznie, w weekendy w różnych, odległych wioskach w prowincji Jawa Zachodnia.

To jest coś: ”Participants who groomed and fed their dogs outside the arena before the match said their continued participation in the sports is a way to preserve a cultural practice that that has been carried out for decades” – Uczestnicy, którzy przygotowywali i karmili swoje psy poza areną, przed zawodami, powiedzieli, że ich (psów) dalszy udział/dalsze uczestnictwo w tej dyscyplinie jest drogą do zachowania praktyki kulturowej, która jest prowadzona od dziesięcioleci. Pierwotnie te walki miały być podobno czymś na kształt ”testowania charakteru psów”, ”prób pracy” i wszystko to miało zacząć się od tego, że miejscowi rolnicy próbowali chronić swoje gospodarstwa, pola przed niszczeniem ich przez dziki. Jednak przez lata >widowiskowy sport< ewoluował w podziemiu i dziś chodzi o zakłady: hazard podczas tych walk i kasę, którą przynosi. Oceniane są ”umiejętności” psów i to przez jaki czas dany pies gryzie dzika. ”Once the dust has settled, injured wild boars, considered ‚unclean’ for Muslims to eat, are slaughtered and sold to non-Muslim consumers” – Gdy opadnie kurz, ranne dziki, uważane przez muzułmanów za ”nieczyste” [jak mięso świń, ale nawet, gdyby to były inne zwierzęta, chodzi o to, że mięso nie zostało pozyskane w trakcie rytualnego uboju, nie jest więc halal] są zabijane i sprzedawane niemuzułmańskim konsumentom (#EndżojKortyzol). Ale jeśli dziki nie zostaną critically injured, czyli krytycznie ranne, będą leczone i wykorzystane w następnych >zawodach<. Psy pokonane przez dziki (podobno) również będą leczone. Jeden z panów amatorów tej ”rozrywki” (opisany jako ”miłośnik psów myśliwskich”), stwierdził, że jest ona nieodłączną częścią kultury jego społeczności i nie należy jej zakazywać mimo utyskiwań aktywistów na rzecz ochrony zwierząt.

„The government and NGOs should go to the field to stop this event and educate the people that dog fighting is not right,” said Indonesian animal rights activist Marison Guciano – Rząd i organizacje pozarządowe powinny wkroczyć, by walki psów [tu dog fighting zapewne użyte w kontekście wszelkich walk, w których udział biorą psy, nie zaś jedynie walk pomiędzy psami] zatrzymać to [cyklicznie się odbywające] wydarzenie i edukować ludzi, że walki psów nie są w porządku”, powiedziała indonezyjska działaczka na rzecz praw zwierząt Marison Guciano.

„I follow this contest to increase the selling price and economic value of my dogs, and it will be useless for me as a breeder if I do not participate in a contest like this,” Badud told Reuters in his house where he keeps 40 dogs – ”Śledzę [w kontekście ”jestem w tym”] ten konkurs, by podnieść cenę sprzedaży i wartość ekonomiczną moich psów, i będzie dla mnie, jako hodowcy daremne, jeśli nie będę uczestniczył w zawodach jak te” [nie ma sensu rozmnażać psów, jeśli nie borą one udziału w walkach, bo się ich potem nie sprzeda tak, by ”wyjść na swoje” – nie opłaci się ”hodowla psów”, które nie walczą] – powiedział Badud agencji Reutera, w swoim domu, w którym trzyma 40 psów. To enter the fight, dog owners pay at least 200,000 to two million Indonesian rupiah ($14-150) and the dogs are classed into three categories depending on its breed, weight and previous track record – Aby wejść do gry, właściciele psów płacą co najmniej 200 tysięcy do 2 milionów rupii indonezyjskich (14-150 USD), a psy są przyporządkowywane do trzech kategorii, w zależności od rasy, wagi i ich wcześniejszych osiągnięć. Winners will get a trophy and cash prize of around $2000 – Zwycięzcy otrzymają trofeum i nagrodę pieniężną w wysokości około 2000 USD.

U nas te kwoty mogą nie robić wrażenia (choć pewnie zależy to od tzw mentalności ”hodowcy”…) ale najwyraźniej tam jest inaczej. Pytanie czy wśród ludzi zajmujących się w Polsce rozmnażaniem białej presy są tacy, którzy marzą o zalegalizowaniu podobnych praktyk u nas po to, by sprzedawać produkowane przez siebie psy za wyyyższe kwoty? Może przydałby im się jakiś ”mięsisty” czynnik usprawiedliwiający (ale obleśnie brzmi ta ewentualność w takim ujęciu) podniesienie cen za szczeniaki? Może są tacy, którzy chcieliby móc wprost chwalić się ”wyczynami” swoich ”produktów”? A może niektórzy już to robią? Tylko jaki w tym sens? Zważywszy, że, odkąd te psy zyskały popularność i zaczęły rozmnażać je nieodpowiednie osoby, dogo niekiedy wręcz nachalnie reklamuje się jako ”psy rodzinne”, coraz częściej ”dla każdego”…

Z uwagi na brak u tzw hodowców wyobraźni i poczucia odpowiedzialności za rozmnażane psy oraz z powodu nie istnienia odpowiednich przepisów prawnych, które regulowałyby to nad czym zapanować nie potrafią lub po prostu nie chcą ”hodowcy”, argentyny w Polsce trafiają w ręce bardzo przypadkowych ludzi. I okazują się być rasą cholernie ”jarającą” typy, którym jakoś nie robi, że ich pseudomyśliwski pies (sama przynależność do rasy nie czyni z psa ”myśliwskim”), pałający żądzą mordu na widok innego przedstawiciela swojego gatunku, a może i rozszarpujący ”zwierzątka” podczas ”spacerów”, będzie leżał na kanapie z niemowlakiem/kilkulatkiem – ich własnym dzieckiem. Do czasu, oczywiście. Aż zdarzy się COŚ; nieoczekiwane ”warknięcie”, ”pokazanie dziąsełek”, ”ostentacyjne zafalowanie falbankami”, ”skubnięcie”/ugryzienie dziecka albo ”pana i władcy”Coś, co takim osobom uświadamia ich potworną głupotę i ignorancję. (I pomyśleć, że Martinez tak się narobił, żeby z VPPC zrobić Dogo Argentino, a wystarczyło FCI, ”kilka” lat i ”paru dresiarzy”.)

Głupawy uśmieszek

W związku z tematem przewodnim dzisiejszego artykułu, z gamy możliwych ”nieprawidłowości” dotyczących zachowania dogo mającego funkcjonować jako ”pies towarzyszący”, ”pies rodzinny”, zakupiony do mieszkania/”domu z ogrodem”, ponownie wybiorę zagadnienie traktowania przez nieczujących rasy posiadaczy dogo, jako normy i czegoś pozytywnego, objawiania przez psa zachowań powszechnie klasyfikowanych przez tych ludzi jako ”cool przejawy instynktu łowieckiego”. Bezrefleksyjni właściciele jako coś pozytywnego z czym ”nie trzeba nic robić”, przejaw ”prawidłowego temperamentu”, ”typowych dla rasy cech” i czegoś ”fajnego” traktują u swoich psów impulsywność i ”łatwopalność”, w tym nieprowokowaną zaciętość w dążeniu do spięć z innymi psami. Uznają niezrównoważenie psychiczne za ”esencję” i cechę emblematyczną psów będących przedstawicielami TEJ rasy. I to, gdy w domu mają dzieci lub osoby starsze, czy też po prostu osoby niezbyt dobrze czujące się w roli ”współlokatorów” niekontrolowanych i niekorygowanych, NIEULEGŁYCH wobec właścicieli, Dogo Argentino. Zachowania absolutnie niedopuszczalne traktują jako coś, czego istotę wyczerpuje komentarz typu ”To taka rasa, one tak mają, że” i towarzyszący mu głupawy uśmieszek. I mają czelność ”kwalifikować” absolutnie niedopuszczalne u psa domowego zachowania jako ”prawidłowy temperament”. Pies, który rzuca się na innego psa, dogo, który (już w wieku kilku miesięcy) w mgnieniu oka ”traci kontakt z bazą” i usiłuje przedostać się do innego psa, żeby go dopaść i ”wysłać za tęczowy most” nie ma w sobie za grosz cech typowych dla rasy, taki z niego potencjalny cooperativehunter jak z kozej d… trąba.

I w tym właśnie kontekście jedno jeszcze jest zastanawiające. Oficjalnie fani dogo w Polsce brzydzą się walkami psów – no, chyba, że coś się zmieniło… ale nie wydaje mi się. Zakładam, że w otwartych rozmowach face to face nawet najgłupsi posiadacze dogo nie odważają się (ewentualnie) pójść dalej niż w tę skrajnie debilną dumę, że oto ich psa boją się postronni ludzie i że ”Gdyby coś, to ich pies wygrałby z każdym innym, bo to dogo, a one mają taaakie szczęęęki, że”… Nie sądzę, żeby było możliwe, by któryś z takich pajaców obnażył się do końca, wprost wychwalając walki psów, bo ciągle wierzę, że istnieje jakaś nieprzekraczalna granica, nawet dla największych głupków. Jednak puszczanie psa ”na” kota albo dzika, odległe od monterii mniej więcej tak, jak gówno od czekolady, te filmiki z YT – wielu pajaców jarają tak, że aż im się gacie palą. No, gdyby ich te aktywności nie jarały, problem puszczania psów w las, ”żeby miały okazję wykazać się instynktem”, nie istniałby. Nie istniałby i nie byłby elementem tworzącej się (a może już wytworzonej – demage is done?) w około tej rasy, w Polsce, kultury. Na forach nie pojawiałyby się – w formie ”zabawnych anegdotek” – historyjki o tego rodzaju ”polowaniach” ani o ”polowaniach” na koty, wiewiórki itp. Tego rodzaju ”przygody” nie byłyby też tematem lekkich rozmów prowadzonych przez internetowe komunikatory. To by się po prostu nie zdarzało. A jeśli by się zdarzało, to byłoby traktowane jako przykry incydent, coś nad czym należy ubolewać i czemu trzeba przeciwdziałać, a nie powód do dumy, czy żartów.

Czyli: oficjalnie walki psów są ”fuj”. Ale szczucie na zwierzynę leśną lub ”tylko” puszczanie psa luzem, ”by sobie swobodnie i bez ograniczeń pohulał” albo ”zapolował” na te jeże czy wiewiórki, koty lub inne stworzenia, które czasem giną tragicznie podczas tzw spacerów ”pieseczków” należących do debilów, jest ”fajną zabawą”. Jest ekscytujące, jest czymś, czym można się chwalić, o czym opowiada się na luzie, bez wstydu i żenady, czymś z czego się żartuje, czymś na kształt ”branżowych” smaczków i dowcipów, które rozumieją tylko ”wtajemniczeni”, czymś w praktyce powszechnie akceptowanym, bo ”To taka rasa, one tak mają, że”…

Jakoś się to (miejsce na partykułę wzmacniającą, wyraz powszechnie uważany za wulgarny) nie klei.

Jaka jest różnica między rozszarpywaniem przez TWOJEGO PSA zwierzęcia, ssaka dowolnego gatunku a rozszarpywaniem innego psa? Jaka jest różnica między grożeniem przez TWOJEGO PSA innemu psu a grożeniem tobie? Jaka jest różnica między atakowaniem przez TWOJEGO PSA innego psa a atakowaniem ciebie?

No, dobrze uspokój się. Twój dogo rzuca się na inne psy i/lub inne stworzenia, ”startuje” do nich i szarpie się tak, że ledwo go utrzymujesz, ale jeszcze nie ”zafalował falbankami” przed buzią żadnego (na przykład twojego) dziecka, więc masz jeszcze chwilę… Ale zastanów się: kiedy jesteś posiadaczem nienormalnego psa, wiesz, psa zachowującego się nienormalnie, takiego, którego przeprogramowałeś swoim brakiem reakcji lub konkretnymi reakcjami na atakowanie tych nieszczęsnych kotów i innych Żyjących Sobie Gdzieś Tam Zwierzątek, to jak sobie to we łbie rozdzielasz? To, że walki psów są be i fuj (no, chyba, że dla ciebie wcale nie są…), ale wykańczanie przez twojego ”pupila”, twojego ”domowego pieseczka”, zwierząt (wyobraź sobie, że jeże i krety też są zwierzętami) podczas ”spacerów” albo króliczków, czy też ”szynszylek” twojego dziecka w domu, jest ”cool”, ”I to nic takiego, dzieciak wziął to na miękko”. Co masz we łbie nie tak? Gdzie ci się ”popsuło”, hę?

Wróćmy jeszcze do słów duńskich hodowców

PYTANIE: Is Denmark the best country for the breed of dogo? Some of the regulations for breeding in Denmark? Czy Dania to najlepszy kraj do hodowania dogo? Przykłady jakichś regulacji dotyczące hodowli w Danii?

ODPOWIEDŹ: YES, in some ways Denmark is the best country for the dogo, we have here the strongest breeding restrictions of the world – that makes sure that the lazy and unmorally people are not busy with our breed. TAK, pod pewnymi względami Dania jest najlepszym krajem dla dogo, mamy tutaj najsilniejsze ograniczenia hodowlane na świecie – to gwarantuje, że leniwi i niemoralni ludzie nie zajmują się naszą rasą. Also it prevents that too many pups are born. Zapobiega to również rodzeniu sie zbyt wielu szczeniąt.

Chips marking is required when the pup are 6 week old, official BAER test must be done between 6-7 weeks old, test follow pedigree, that are given out when the pup are 7-8 weeks old, pedigree and BAER test ALWAYS must follow puppy when it leaves. Oznaczanie szczeniąt za pomocą chipów jest wymagane, gdy szczenię osiągnie wiek 6 tygodni, oficjalny BAER test musi zostać wykonany/przeprowadzony między 6-7 tygodniem życia szczeniąt, rodowód I wynik BAER test ZAWSZE wydawane są wraz ze szczenięciem.

ALL puppies in the litter are registrated when they are 3 weeks old, and the same number of pups must be BAERTESTED. WSZYSTKIE szczenięta w miocie są rejestrowane, gdy mają 3 tygodnie, i ta sama liczba szczeniąt, cały miot musi być BAERTESTOWANA, czyli poddana BAER test. Deaf puppies also. Głuche szczenięta także (jak rozumiem bada się szczenięta niezależnie od ”przeczuć hodowców” I rejestrowane są wszystkie wyniki). Deaf puppies must be put to sleep immediately after the test. Głuche szczenięta muszą zostać podsane eutanazji natychmiast po wykonaniu testu. Parents must be officially BAER tested also and have a FCI dysplasia result – only A B and C is allowed for breeding, and C only with A. Rodzice szczeniąt muszą zostać oficjalnie przebadani, poddani BAER test a także mieć honorowany przez FCI wynik badania w kierunku ustalenia stopnia dysplazji biodrowej – w hodowli wolno jest używać jedynie osobników z wynikami A B i C, tylko takie są dopuszczane do dalszego rozmnażania, a osobniki z wynikiem C wolno jest łączyć jedynie z tymi z wynikiem A. The parents must be mentally tested – if not passed – NO permission for breeding. Rodzice muszą być poddani testom psychicznym, jeśli ich nie zdadzą, hodowca NIE otrzyma zezwolenia na kojarzenie, rozmnażanie, hodowlę na bazie osobników bez zdanych testów psychicznych. You have only 1 chance. Masz tylko 1 szansę.

So, regarding breeding, YES, Denmark is good for the Dogos future regarding health and character. Tak więc, jeśli chodzi o hodowlę, TAK, Dania jest dobra dla przyszłości dogo, gdy chodzi o zdrowie i naturę, usposobienie rasy, jej charakter. Here you can not breed a dysplastic dog with a vicious character or weak character, just because he is pretty. Tutaj nie możesz rozmnażać dysplastycznego psa z vicious character (cóż za eufemizm…) z zepsutym, narowistym, gwałtownym charakterem/ nieprawidłowym usposobieniem lub weak character (ponownie: cóż za eufemizm…) o słabym charakterze (o niekorzystnym usposobieniu; ”miękkim”, ”delikatnym”, ”tchórzliwym”, ”histerycznym”), tylko dlatego, że jest ładny. These regulations makes the people more aware of what breeding a dogo means – and select out the lazy people with the wrong motivation. Te regulacje/ przepisy czynią ludzi bardziej świadomymi/ uświadamiają ludziom, co oznacza hodowla dogo – i eliminują ludzi leniwych I z niewłaściwą motywacją. Regarding Hunting, breeding the dogo is not the most easy thing here, but that counts almost all over the world. W odniesieniu do polowania, hodowanie dogo nie jest tutaj najłatwiejsze, ale to tyczy się prawie całego świata. However, we see the hunters here do NOT have a preoccupied opinion of the Dogo, since here Dogos have been proven in tracking wounded game and the Dogo have been seen in other circumstances than only as a “Macho Dog, playing with his hormones on a show”. Widzimy jednak, że myśliwi tutaj NIE troskają się wyrabianiem sobie opinii o Dogo Argentino, ponieważ tutaj dogo sprawdziły się w śledzeniu zranionej zwierzyny/ w podążaniu za ranną zwierzyną i tu dogo były widziane w innych okolicznościach niż tylko jako ”Pies (dla) macho, igrający(ch) ze swoimi hormonami podczas pokazów/wystaw”.

The Dogo in Denmark have a good reputation, but that was NOT just the work for one weekend. Dogo w Danii ma dobrą reputację, ale to NIE była praca tylko na jeden weekend. We have had BSL here as well – in 2000 many molosser breeds and the dogo were victims for a witch hunt. Mieliśmy tu także BSL (Breed Specific Legislation, czyli przepisy prawne dotyczące konkretnych ras psów, ras uznawanych za agresywne i zakazujące ich posiadania i/lub rozmnażania na terenie kraju objętego takim zakazem) – w 2000 r. wiele ras molosów oraz dogo było ofiarami polowania na czarownice.

We worked hard to present our dogs out in the society and together with the molosser club and kennel club we fought the breedbans and managed to create a new dog law here in Denmark that bans owners and not dogs. Ciężko pracowaliśmy, by zaprezentować, pokazać nasze psy społeczeństwu/w społeczeństwie i wraz z klubem molosów i klubem hodowlanym walczyliśmy z zakazami dotyczącymi poszczególnych ras i udało nam się stworzyć w Danii nowe prawo[7] dotyczące psów, that bans owners and not dogs, czyli prawo, które niektórym ludziom zakazuje zostania właścicieli psów, zamiast prawa zakazującego wszystkim w Danii posiadania psów konkretnej rasy.

It is possible to maintain a good hunting dog, it is just a matter of being willing to give good dogs to hunters and be willing to take the opportunities that are across the boarders, but also working the dogo in other types of hunting tells a lot about the character and instincts of the dog. Możliwe jest utrzymanie dobrego psa myśliwskiego, to tylko kwestia chęci przekazywania/dawania dobrych psów myśliwym i chęci korzystania z okazji, które są poza granicami, ale także praca dogo w innych rodzajach polowania, wiele mówi o charakterze, naturze i instynktach psa.

Za górami, lasami i morzami; w obu Amerykach i Australii – świniowate jako najeźdźcy i szkodniki

Nie ”współczuję” szczurom kanałowym, ani tym, które plądrują spichlerze etc., gdy giną od trutek lub w pyskach szczurołapów i nie zamierzam wyjaśniać swojego stanowiska, bo nie wierzę, by było to konieczne. Równocześnie rozumiem, że można trzymać w domu, jako pupila szczura kupionego w sklepie zoologicznym i czerpać radochę z interakcji ze szczurem jako domowym zwierzątkiem. I choć nie darzę tego gatunku żadnym sentymentem, uważam celowe znęcanie się nad przykładowym szczurem – jak i każdym innym zwierzęciem – za coś haniebnego. Jestem zdania, że krzywdzenie zwierząt, które rozumiem jako celowe zadawanie im bólu i cierpienia, łatwo możliwych do uniknięcia, niepotrzebnych po prostu, jest okrucieństwem. Rozumiem jednak, że są na świecie miejsca, w których, by chronić naturalne florę i faunę a także zdrowie oraz majątek, gospodarstwa ludzi, konieczne jest podjęcie drastycznych działań wobec gatunków inwazyjnych. Jednym z takich miejsc jest Australia i jednym z takich gatunków na tamtym kontynencie są Suidae – świniowate. I temu zagadnieniu, tj. świniowatych jako szkodników, w kontekście polowań z psami, poświęcę końcówkę dzisiejszego wpisu.

Oink oink zamiast Chrum chrum

Dzik (Sus scrofa), po angielsku Boar, nazywany także wild boar albo wild pig, pochodzi z rodziny Suidae, czyli świniowatych – dużych, lądowych ssaków parzystokopytnych z rzędu Cetartiodactyla. Termin boarknur w angielskim używany jest także, gdy chodzi o samce świni domowej – domestic pig. Terminy wild boar, wild pig bywają używane w odniesieniu do każdego dzikiego przedstawiciela rodzaju świniowatych, natomiast pig to dowolne ze zwierząt z tego rodzaju. Feral pig to dzika świnia – świnia domowa, która uciekła lub została wypuszczona na wolność i żyje mniej więcej jako dzikie zwierzę lub potomstwo takich zwierząt. Zoolodzy na ogół wykluczają z kategorii zdziczałych zwierzęta, które mimo że były w niewoli, były naprawdę dzikie, zanim uciekły. W związku z tym dzika eurazjatyckiego, uwolnionego lub takiego, który uciekł do siedlisk, które nie są dla niego rodzime, na przykład w Ameryce Północnej, nie uważa się ogólnie za zwierzę zdziczałe, chociaż mogą one krzyżować się z dzikimi świniami. Podobnie, ponownie wprowadzone dziki w Europie Zachodniej również nie są uważane za dzikie, zostały wychowane w niewoli przed wypuszczeniem na wolność. Hog lub feral hog to wpieprz w odniesieniu do dzikiej-feral świni. Sow to maciora/locha, swineświnia, sounder to całe stado feral hogs.

Jak już wiecie w USA polowanie z psami na wild boars i feral pigs jest dozwolone

Przetłumaczę wam fragment treści dostępnej na stronie[27]: Dziki są gatunkiem inwazyjnym w obu Amerykach i powodują problemy, włącznie z zastępowaniem rodzimych gatunków, gdyż wygrywają z nimi w konkurencji o pożywienie, niszczą też gniazda gatunków gnieżdżących się na ziemi, zabijają młode zarówno gatunków zwierząt dzikich, jak i gospodarskich, niszczą uprawy rolne, zjadają nasiona drzew i sadzonek, niszczą rodzimą roślinność i poprzez rycie, mokradła, szkodliwie wpływają na jakość wody, wchodzą w gwałtowny konflikt z ludźmi i zwierzętami domowymi oraz przenoszą choroby szkodliwe zarówno dla świń i ludzi, w tym brucelozę, włośnicę i wściekliznę rzekomą [aczkolwiek na tę ostatnią chorobę człowiek nie zapada]. W niektórych jurysdykcjach nielegalny jest import, hodowla, wypuszczanie na wolność, posiadanie, sprzedaż, dystrybucja, handel, transport, polowanie lub łapanie dzików eurazjatyckich. Polowanie i łapanie w pułapki odbywa się systematycznie dla zwiększenia szansy na zlikwidowanie/wyeliminowanie/wyplenienie/wykorzenienie i usunięcie zachęty/ podniety/ bodźca/ motywacji dla nielegalnego wypuszczania dzików, które w większości zostały celowo rozprzestrzenione przez myśliwych sportowych, czyli myśliwych traktujących polowanie na dziki jako sport.

Tłumaczenie informacji zawartych na stronie[28]: ”Polowanie z psami jest dozwolone i bardzo powszechne; praktykowano je na południowym wschodzie od pokoleń. Konkursy, w których wyłaniane są najszybsze z uzyskanych przez hodowców, bay dogs są szeroko rozpowszechnione na Południu, z Uncle Earl’s Hog Dog Trials jako popularnym przykładem, organizowanym w Winnfield, Winn Parish, w Luizjanie każdego lata od 1995 roku. Preferowane scent dogs [scent hounds], czyli psy tropiące, idące po śladzie, do łapania feral pigs to głównie rasy rodzime, w tym Catahoula Leopard Dog, Blue Lacy, Coonhounds [wszystkie z tego rodzaju], Plott Hound [scent hound do polowania na niedźwiedzie] i Blackmouth Cur. Z kolei catch dogs to zazwyczaj American Pit Bull Terrier i jego krzyżówki oraz American Bulldogs. Metoda polowania ma niewiele wariacji. Zwykle myśliwy puszcza bay dogs wyszkolone do pogoni za świnią, ścigania jej, aż ta się zmęczy, i osaczenia jej, gdy pogoń się zakończy. Następnie puszczane są catch dogs, które chwytają i przytrzymują świnię, która może stać się agresywna, dopóki nie pojawi się myśliwy, który tę świnię zabija.

Nie ma single management technique, czyli takiego jednego całkowicie skutecznego sposobu na zrządzanie prowadzeniem kontroli nad populacją feral pigs, który mógłby być totally effective, czyli >totalnie efektywny< w skutkach. Harvesting, czyli ”odławianie”, a przed takim ”wyjaławianiem językowym” (>Iinguistically sanitizing<), po prostu killing; zabijanie, wybicie 66% of the total population per year – 66% całkowitej populacji rocznie – is required to keep the Texas feral pig populations sutable – jest wymagane, aby utrzymać populację dzikich świń w Teksasie na stabilnym poziomie. Najskuteczniejsze sposoby zarządzania kontrolą populacji feral pigs sugerują używanie corral traps – zagród-pułapek mogących pochwycić całe stado dzikich świń. The federal government spends $20 million on feral pig managementRząd federalny wydaje 20 milionów dolarów na zarządzanie [kontrolą nad] populacją dzikich świń.

In February 2017, Texas Agriculture Commissioner Sid Miller approved the use of a pesticide called Kaput Feral Hog Lure, which is bait food laced with warfarin (a rodenticide used to kill rodens) W lutym 2017 r. Komisarz ds. Rolnictwa w Teksasie Sid Miller zatwierdził stosowanie pestycydu o nazwie Kaput Feral Hog Lure, czyli przynęty pokrytej warfaryną (rodentycyd stosowany do zabijania gryzoni). An estimated 2.5 million feral hogs are in Texas, and they cause about $50 million in agriculture damage per yearSzacuje się, że 2,5 miliona dzikich świń przebywa w Teksasie i powodują one około 50 milionów dolarów szkód w rolnictwie rocznie.

Australia – kraj z totalnym banem na Dogo Argentino (serio)

Jak podaje strona[29]: Świnie zostały sprowadzone z Europy do Australii przez Pierwszą Flotę w 1788 r. Importowane jako zwierzęta gospodarskie świnie wkrótce uciekły i ustanowiły dzikie populacje, które z czasem się powiększyły. Dziś szacuje się, że Australia ma do 24 milionów feral pigs. Są jednymi z najbardziej rozpowszechnionych i szkodliwych zwierząt w Queensland. Feral pigs rozprzestrzeniają chwasty, niszczą glebę i wodę, żerują na rodzimych gatunkach, niszczą uprawy [nasion, zbóż, owoców i warzyw] i zwierzęta gospodarskie [stanowią dla nich zagrożenie także dlatego, że bywają wobec nich agresywne] oraz przenoszą choroby. Możesz wesprzeć krajowy projekt mapowania dzikich świń, zgłaszając populacje dzikich świń. Zdziczała świnia jest zwierzęciem gatunku inwazyjnego zgodnie z ustawą o bezpieczeństwie biologicznym z 2014 roku.

Poniżej tej głównej treści znajdziecie opis typowego ”australijskiego dzika”. Dodam, za ww stroną, że dziki zamieszkują około 40% powierzchni Australii, od subalpejskich muraw po monsunowe równiny zalewowe. Roznoszą chwasty, degradują zbiorniki wodne i mokradła. powodują erozję gleby, polują na wiele rodzimych gatunków, w tym na małe ssaki, wyraźnie wpływają na populacje żółwi morskich, jedząc jajka i mogą przenosić choroby dotykające rodzime zwierzęta. Jako czynniki ekonomiczne, na które wpływ mają świniaki na ww stronie wspomniano; uszkadzanie prawie wszystkich rodzajów upraw od siewu do zbioru, pożywianie się przez nie materiałem siewnym, zbożowym, owocowym i warzywnym, uszkadzanie pastwisk poprzez żerowanie na nich i odsłanianie korzeni roślin, polowanie na jagnięta i możliwość przenoszenia chorób i pasożytów, które wpływają na połowie zwierząt gospodarskich. Jako czynnik społeczny wymieniono, iż dzik przenosi choroby stanowiące zagrożenie dla człowieka.

Swoistym chichotem jest, że w Australii natural enemies – naturalnymi wrogami świnowatych są wild dogs, czyli dzikie psy… Strona podaje, że najskuteczniejsza metoda walki z plagą dzikich świń w Australii, to połączenie różnych metod kontroli, w tym odstrzału, trucia (np. rozrzucania zatrutego mięsa, którym świnie się pożywiają [i tu, jak w przypadku szczurów]: karmienie wstępne jest najważniejszym krokiem, by zmaksymalizować skuteczność, należy karmić świnie nieskażoną przynętą przez kilka dni przed ułożeniem zatrutych przynęt), zastawianie pułapek oraz grodzenie terenów, połączone z odpowiednią praktyką zarządzania gruntami.

O min. australijskich ”dzikich bestiach” macie więcej (całkiem sporo na start dla zainteresowanych tematem) np. tu[28], przy czym Wikipedia podaje, iż The first recorded release of pigs in Australia was made by Capitan James Cook at Adventure Bay, Bruny Island in 1777 – co stanowi rozbieżność wobec danych z oficjalnej rządowej strony, która informuje, iż świnie do Australii przybyły 11 lat później.

Ameryka Południowa: Argentyna – matecznik dogo

Z opublikowanej w grudniu 2014 roku pracy naukowej autorstwa Sebastián A. Ballari, M. Fernanda Cuevas, Sebastián Cirignoli & Alejandro E.J. Valenzuela, zatytułowanej ”Invasive wild boar in Argentina: using protected areas as a research platform to determine distribution, impacts and management[30]Inwazyjny dzik w Argentynie: wykorzystanie obszarów chronionych jako platformy badawczej do określania rozmieszczenia, skutków i zarządzania” (także dostępnej w sieci dla wszystkich zainteresowanych) dowiadujemy się min. (wybrałam i przetłumaczyłam wam kilka jej fragmentów), iż do Argentyny dzik został sprowadzony z Europy w 1906 r. dla celów łowieckich, by można było organizować polowania sportowe na te zwierzęta, a następnie, około 1914 r. wiele knurów uciekło z niewoli i rozprzestrzeniło się na znacznej części terytorium Argentyny.

W pracy tej czytamy, iż ”Dzik jest szeroko rozpowszechniony i zajmuje większość lądowych ekoregionów Argentyny. Ponadto jego populacje są powszechne, a ich liczebność rośnie na większości obszarów chronionych. Knury notowano głównie na terenach podmokłych (bagnach, mokradłach), leśnych i tam, gdzie występują zarośla. Protected Areas (PA) managers – Menedżerowie obszarów chronionych zgłaszali także szeroki/e zakres/spektrum negatywnych oddziaływań, w tym (z)niszczenie gleby, roślinności i drapieżnictwo. Stosuje się kilka rodzajów metod kontroli, a w większości obszarów chronionych więcej niż jeden, ale najczęściej stosowaną techniką jest polowanie. Jednak skuteczność metod kontroli była niska, co sugeruje potrzebę pilnego planu w celu zdefiniowania/ określenia skoordynowanych działań zarządczych w celu zminimalizowania negatywnych oddziaływań tego gatunku, a także aby zapobiec jego ekspansji na nowe obszary”.

W Argentynie dzik nie współistnieje z żadnym ze swoich naturalnych wrogów, a jedynymi dwoma rodzimymi drapieżnikami [native predators], które mogłyby spełnić tę rolę, są puma (Puma concolor) i krytycznie zagrożony jaguar (Panthera onca). Jednak zły [poor conservation] stan ochrony tych gatunków kotów, głównie spowodowany polowaniami i rozbiciem [fragmentacją, niszczeniem] ich siedlisk, może doprowadzić do dramatycznego zmniejszenia owej potencjalnej interakcji drapieżnik-ofiara.

Menedżerowie obszarów chronionych podali, że polowanie było najczęściej stosowaną techniką (71,4%), w szczególności było ono very effective – bardzo skuteczne, gdy przeprowadzane było z użyciem koni i psów. Ponadto 28,6% menedżerów PA zgłosiło użycie pułapek jako metody kontroli populacji szkodników. Nasze wyniki wykazały jednak, że obecnie stosowane metody i ich kombinacje, wykorzystywane do zwalczania populacji dzików w chronionych obszarach (…) są nieskuteczne i nie zmniejszają liczebności tego egzotycznego gatunku, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że populacja ta dokonuje ekspansji na nowe obszary.

Co więcej, w 69,2% badanych/ocenianych obszarów chronionych miało miejsce nielegalne polowanie na dziki. W Argentynie gatunek ten przedstawia się/jest oferowany/postrzegany jako atrakcyjne big game trofeum w wielu prowincjach, nadając mu wartość ekonomiczną i kulturową (np. La Pampa, Cordoba, Neuque´n, Rio Negro i Buenos Aires). Jednak aktywności związane z polowaniami i zasobami grubej zwierzyny planowane są głównie w celu utrzymania i ulepszenia zasobów, a nie kontroli i eliminacji gatunku. Chociaż Merino (2009) wskazywał, że polowanie sportowe skutkuje pewną kontrolą populacji wild boar – dzików, Pescador (2009) ujawnili brak znaczącego wpływu tej aktywności na liczebność zwierząt kopytnych, co jest zgodne z naszymi wynikami.

Niemniej jednak uważamy, że może się powieść/ wykonalne jest wdrożenie specjalnych programów zarządzania, wykorzystujących metody kontroli, które okazały się skuteczne i tanie, jak polowanie z psami, polowanie z ukrycia przy użyciu hunting blind – przykrywki/kryjówki łowieckiej, [przenośnej czatowincy] i/lub z elevated position – podwyższenia, z użyciem przynęty oraz polowanie z pojazdów (Campbell i Long 2009). Choć całkowite zwalczenie/zlikwidowanie/wyplenienie na obszarach kontynentalnych jest trudne, zostało osiągnięte, głównie na małych wyspach (Massei i in. 2011; Veitch i Clout 2002).

”Egoizm”

Zaznaczone na czerwono fragmenty tłumaczenia pracy dotyczącej plagi świniowatych w Argentynie, traktuję jako dodatkowy komentarz do wcześniej cytowanej wypowiedzi znanych hodowców Dogo Argentino, którą przypomnę w tym miejscu: ”We hope and pray that the number of boars will go mad – Mamy nadzieję i modlimy się, by liczba dzików go mad – osiągnęła ekstremalnie wysoki, nadmierny poziom, by było ich maksymalnie dużo, so they need catch dogs to protect the hunters during the hunts – by więc potrzebne stały się psy chwytająco-trzymające do ochrony myśliwych podczas polowań, if a shot failed – jeśli/gdyby/o ile strzał okaże się nieudany/chybiony/gdy starzł się nie powiedzie. Przypomnę też tę uwagę: „We don’t understand why the authorities didn’t intervene sooner,” FNSEA head Yannick Fialip said – ”Nie rozumiemy, dlaczego władze nie interweniowały wcześniej”, powiedział szef FNSEA, Yannick Fialip. (…) It isn’t right that a farmer should have his livelihood destroyed by a person who breaks the law” – To nie w porządku, że rolnikowi niszczy podstawy utrzymania i pozbawia go środków do życia osoba łamiąca prawo.

Reasumując, dziwi mnie narracja, w której plaga dzików to taka ”fajna sprawa”, bo ”można se na nie, na lajcie argentyny puszczać”. Tam gdzie liczba dzików już jestmad”, stają się one bardzo poważnie zagrażającymi ekosystemowi szkodnikami I, jak mówią doświadczenia krajów borykających się z inwazją świnowatych, nie ma na nie sposobu. Jak pokazują wyniki badań w mateczniku rasy Dogo Argentino, wykreowany dla rozrywki, jaką niektórym dają sportowe polowania, nieco ponad sto lat temu, w Argentynie problem nie daje się rozwiązać ”polowaniami z psami”, zwłaszcza, gdy myśliwym wcale nie chodzi o wybicie szkodników, a po prostu ”dobrą zabawę” (po tym jak wcześniej tak skutecznie i to dzięki polowaniom z psami, przetrzebiono w Argentynie populację pumy).

Pajacu (jeśli jakimś cudem jesteś jednym z czytających ten artykuł) zejdź na ziemię

Byłoby super, gdyby prawdę o rasie Dogo Argentino, jej przeznaczeniu, ”łowieckim instynkcie” i ”typowych cechach”, tym jak jest trudna (w prowadzeniu, żywieniu, diagnozowaniu/leczeniu), można było zawrzeć w jednym, prostym i jakże dobitnym zdaniu, że ”Co innego katana w rękach samuraja a co innego w rękach (nawalonego) dresiarza.”, ale niestety, social media zrobiły swoje…

Jeśli temat łowiectwa w kontekście Dogo Argentino chce się traktować serio, nawet w czysto teoretycznych uprawianych w Polsce dyskusjach, czy po prostu w rozmowach uświadamiających ludziom, że ”to nie jest rasa dla każdego”, nie wolno zapominać, że polowanie, prawdziwe polowanie to nie jest zajęcie dla pi.dusiów ze słabą, czy wprost zerową ”kondychą”. (I nie mam na myśli jedynie kondycji fizycznej.) Myśliwy musi być zdrowy i sprawny. Musi być też człowiekiem odpowiedzialnym, bo nie żyje na świecie sam, otoczenie ponosi konsekwencje jego działań. Krótko mówiąc, myśliwy bardzo nie może być debilem. Także sorry, ”Czesie”, bo a) w myślistwie (też) istnieją swoiste procedury, których należy przestrzegać, ponieważ w myślistwie istnieje coś takiego jak ”czynnik ryzyka” (nie ma chyba potrzeby, bym rozwijała ten wątek?) b) by być partnerem dla sfory trzeba być mężczyzną, a nie (niedorobionym mentalnie) kolesiem, który dużo kłapie dziobem i nie jest w stanie ogarnąć zasad dotyczących polowania → łowieckiej etyki.

Bez znaczenia gdzie i z jaką ”filozofią” do polowania się podchodzi, nawet w Argentynie z dogo u boku, zarówno w przypadku ”romantycznej” monterii criolla jak i programowego ”trzebienia zarazy”, cel jest jasno określony i nie jest nim celowe znęcanie się nad zwierzętami, poprzez przedłużanie uśmiercania upolowanej zwierzyny.

Także pozerstwo pozerstwem, ale żeby być ”łowcą” trzeba mieć w sobie coś więcej niż tylko ”fantazję i pieniążki”.

Fakt, że w Polsce, w niektórych regionach, na terenach podmiejskich i w miastach coraz łatwiej ”naciąć się” na dziki, nie może być wymówką dla szczucia na nie psów. Od kontrolowania populacji dzików są określone służby a nie piz…usie z psami typu ”game”, lub raczej z psami ”pseudogame”… Dzik jest dzikim zwierzęciem, nieprzewidywalnym dlatego nie należy go prowokować. Nie należy narażać psów niemających przygotowania, których jedynym ”atutem” jest to, że ”poczuły zapach i straciły kontakt z bazą”… Bo co zrobisz, pajacu puszczający swojego psa luzem w las, żeby ”się sprawdził” z dzikiem, gdy ten trafi na dużego, ”napiętego” samca a nie młodego ”dziczka”? Pomożesz psu, który sprowokował dzika? A potem zaczął wymiękać, bo sprowokować walkę to nie to samo co ją wygrać. Jak ”pomożesz”? Co zrobisz? ”Wkurzony” dzik to nie kot, nie jeż ani kret. To nawet nie pies, który ”pobiegł za motylkiem” i niestety miał pecha wejść w drogę twojemu dogo…

W Polsce (jak i wszędzie indziej) pajace i miękko…ujki ponoszą winę za czarny PR środowiska łowieckiego, a reszta niedorobionych, tym razem ”komentatorów” do jednego worka z normalnymi ludźmi wrzuca patologię, zwyczajnych pseudomyśliwych, a potem chmary kretynek i kretynów na fejsbuku – mówiąc bardzo delikatnie – ”obrażają” ludzi, którzy z patologią nie mają nic wspólnego.

Dogo Argentino to nie sposób na zaspokajanie kompleksów. Ambicja, pomysłowość i chęć pożytecznego działania powoduje, iż niektórzy entuzjaści rasy doskonale rozumieją, że choć argentyny wyhodowano do polowań na grubą zwierzynę, można szkolić je także w kierunku realizacji zadań z dziedziny ratownictwa (search and rescue), mogą być, mają w sobie potencjał, by być psami policyjnymi (police assistance) lub wojskowymi (military work). Jeśli tylko argentyn ma zrównoważoną psychikę oraz szczęście do przewodnika, może stać się wspaniałym psem pracującym w innej dziedzinie niż ”z urodzenia” przypisane mu łowiectwo. Nie trzeba ”obrażać się” na naturalną dla tej rasy dziedzinę ”użytkowości”, ale trzeba ją rozumieć – i dziedzinę, i rasę.

”Red flags”

Tematyka dzisiejszego, jak i poprzedniego tekstu z zakresu kynologii łowieckiej[31], zahacza o co najmniej kilka istotnych kwestii związanych z kondycją rasy (mówiąc ogólnie i delikatnie). Mamy problem specyficznej (anty)kultury narastającej u nas w około tej rasy, a jednym z najdobitniej obnażających szkodliwość owej kultury objawów, jest łatwość z jaką można nabyć u nas argentyna oraz agresja dogo – często kto raz się swojego białego przestraszy, już nie przestaje się go bać… Agresja ta zapewne w wielu przypadkach, nim z siłą szamba wybiła, była do opanowania, ale nie wszyscy posiadacze presy umieli/umieją sobie z nią poradzić – i ten problem wzrasta. Z myślą o osobach, które już mają taki właśnie problem oraz tych, które chcą go uniknąć, powstały kolejne teksty, które ukażą się na ‚Zu z pasją’. Uprzedzę was, że pierwszy z nich będzie dosyć techniczny, ale mam nadzieję, że dzięki temu zabiegowi na zagadnienie agresji spojrzycie inaczej i być może uda się wam zrozumieć gdzie tkwi błąd, który powoduje, że w tej chwili być może właśnie ty zastanawiasz się czy nie oddać swojego dogo…

W jednym wpisie zebrałam dla was informacje, które winni wam byli/są przekaz(yw)ać hodowcy psów tej rasy: ludzie ”z branży”, ludzie rozmnażający Dogi Argentyńskie. Jeśli więc osoba, od której kupiliście swojego dogo albo od której zamierzacie go nabyć, nie była łaskawa zrobić wam ”wykładu” na temat ”polowań z dogo”, ”cech użytkowych” i pato.pseudo.monterii, ”wykładu” trwającego mniej więcej tyle, ile zajęło wam czytanie tego tekstu, ani nie była łaskawa szczerze porozmawiać z wami o tym, co jest absolutnie niedopuszczalną u psa domowego wybujałą agresją, a jakie cechy charakteryzują dogo posiadające ”wartość użytkową/hodowlaną”, sami oceńcie tego ”hodowcę”. A i weźcie pod uwagę, że tekst, który dziś przeczytaliście to tylko wstęp, ”szkic”, coś, co ma was zachęcić do myślenia. 

LINKI;

*https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2019/11/19/uszygate-i-specjalne-przeglady-czyli-gotowanie-zaby/

1.https://www.telegraph.co.uk/news/worldnews/europe/france/11237238/Frances-wild-boar-hunting-condemned-as-a-bloody-spectacle-from-another-age.html

2.https://www.aspas-nature.org/

3. https://www.di-casa-nardini.com/

4.https://kijkzuidfrankrijk.com/2014/11/10/middeleeuwse-moordpraktijken/

5.https://www.domaine-du-solitaire.com/

6.https://www.connexionfrance.com/French-news/Wild-boar-enclosure-busted-by-gendarmes

7.https://www.foedevarestyrelsen.dk/english/ImportExport/Travelling_with_pet_animals/Pages/The-Danish-dog-legislation.aspx

8.https://www.aspas-nature.org/actualites/enquete-carnage-derriere-le-grillage/

9.https://www.sobczyk.eu/inb/?lng=pl

10.https://wahchadero.com/2018/02/26/the-hunt/,

11.https://www.youtube.com/watch?v=z3Yind8e-xY -bnw

12.https://en.wikipedia.org/wiki/Wild_boar

13.http://hunting.info.pl/2016/03/06/rekordowe-dziki/

14.https://www.pzlow.pl/index.php/kynologia/186-podzial-ze-wzgledu-na-uzytkowosc

15.https://en.wikipedia.org/wiki/Medieval_hunting

16.https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2019/08/09/hart-fila-brasileiro-vs-pseudokynologia/

17.https://en.wikipedia.org/wiki/Alaunt

18.https://feralhogs.extension.org/physical-characteristics-of-feral-hogs/, http://guide.sportsmansguide.com/10-huge-hogs-you-have-to-see-to-believe/

19.https://www.youtube.com/watch?v=KHAssFFz3yw

20.https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2018/08/12/czlowiek-pies-i-przestrzen/

21.https://www.easypetmd.com/proper-fci-group-dogo-argentino-dr-otto-schimpf

22.https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2013/08/24/o-snuciu-pod-publiczke-opowiesci-o-uzytkowosci-dogo-argentino-czyli-polowanie-z-dogiem-argentynskim-w-polsce/

23.http://www.mydogos.com/PPC_2.htm, http://www.mydogos.com/PPC_1.htm

24.http://www.informationphilosopher.com/solutions/scientists/schrodinger/what_is_a_law_of_nature.html, https://en.wikipedia.org/wiki/Law_of_nature

25.https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2019/03/30/shanghai-world-dog-show-2019-oraz-2019-copa-mundial-el-dogo-argentino-en-china/

26.https://www.mirror.co.uk/news/world-news/dogs-wild-boars-fight-death-11360667

27.https://en.wikipedia.org/wiki/Wild_boar

28.https://en.wikipedia.org/wiki/Feral_pig

29.https://www.business.qld.gov.au/industries/farms-fishing-forestry/agriculture/land-management/health-pests-weeds-diseases/pests/invasive-animals/restricted/feral-pig

30.https://www.researchgate.net/publication/269337752_Invasive_wild_boar_in_Argentina_using_protected_areas_as_a_research_platform_to_determine_distribution_impacts_and_management

31.https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2019/09/15/kynologia-lowiecka-czy-w-polsce-mozna-polowac-z-dogiem-argentynskim/

Zuza Petrykowska

Fragmenty artykułu pochodzące z obcojęzycznych źródeł (Internetowe wydania dzienników, Wikipedia etc.) – w tekście zaznaczone kursywą – zostały przetłumaczone przeze mnie i stanowią bezpośrednie tłumaczenie treści zawartych na stronach źródłowych. Zaznaczam jednak, że jako autorka powyższego artykułu nie wyrażam zgody na jego kopiowanie i wykorzystywanie w całości lub we fragmentach (ani też na jego ”parafrazowanie”).

https://kulturakynologiczna.home.blog/

KONTAKT: zuzpasjaodogoargentino@gmail.com

www.facebook.com/zuzpasjaodogoargentino


CZY KYNOLOGIA ŁOWIECKA ZAJMUJE UMYSŁY SZEREGOWYCH CZŁONKÓW ZWIĄZKU KYNOLOGICZNEGO W POLSCE? CZY PROBLEM BRAKU SPECJALNYCH WYMAGAŃ DLA PSÓW MYŚLIWSKICH PRZESZKADZA? CZY OD 2015 ROKU COŚ SIĘ ZMIENIŁO? CZY W POLSCE MOŻNA POLOWAĆ Z DOGIEM ARGENTYŃSKIM? CZY POWINNIŚMY OBAWIAĆ SIĘ KŁUSOWANIA Z DOGO ARGENTINO?

”Się dzieje” i warto to umówić

Planowałam jako kolejny zamieścić wpis dotyczący problemu agresji u dogo. Jednak z uwagi na bieżące wydarzenia, zdecydowałam, że zanim dam wam tamten artykuł, najpierw poruszę wątek kynologii łowieckiej, ujęty przez pryzmat Dogo Argentino. Tak więc dziś pierwszy z dwóch tekstów na temat ”polowań z psami”. 

.Jak napisałam w opublikowanym pod koniec lipca na blogu Kultura kynologiczna dla psiarzy, dwuczęściowym tekście pt. ”NAJGRUBSZE RYBY W STAWIE’ UTRZYMUJĄ PH STOJĄCEJ WODY NA ‚WŁAŚCIWYM’ POZIOME – SŁÓW PARĘ NA TEMAT: ‚SKĄD W KYNOLOGII TYLE PATO…?*, mierzi mnie kynologia w wydaniu for fejsbukowych ”grup kynologicznych”; powszechna ignorancja i kłopoty ”kynologów” z wysłowieniem się w ojczystym języku. Jednak w świetle ostatnich wydarzeń, sprawy ”dwuzarządowości”, czyli istnienia aktualnie, od 31 maja, w praktyce dwóch Zarządów Głównych w stowarzyszeniu Związek Kynologiczny w Polsce, z których każdy ma pełne przekonanie o słuszności swojego mandatu i tym samym słuszności swojego postępowania (zaistniał więc min. problem wykluczających się wzajemnie uchwał), co skutkuje rozpoczęciem stosownych działań przez organ nadzorczy stowarzyszenia, którym jest Prezydent m.st. Warszawy; przekazaniem ZKwP datowanych na 15 lipca wytycznych, ostrzeżeń z 30 lipca i 27 sierpnia oraz ”rekomendacji” z 3 września br., postanowiłam raz jeszcze sprawdzić czy istnieje szansa na autentycznie otwarte, rzeczowe dyskusje o kynologii na fejsbuku.

Oto treść posta zamieszczonego przeze mnie 31 sierpnia na otwartej dla wszystkich zainteresowanych (czyli takiej, którą każdy użytkownik serwisu Facebook może sobie ‚podczytywać’, nie będąc jej członkiem, i w ten sposób poznawać poglądy min. hodowców na poszczególne tematy) fejsbukowej grupie kynologicznej ”KYNOLOGIA – przeszłość, teraźniejszość, przyszłość…”:

W elektronicznym wydaniu magazynu BRAĆ ŁOWIECKA, z datą 29 sierpnia bieżącego roku, ukazała się niezwykle istotna informacja, artykuł zatytułowany ”Nie będzie specjalnych wymagań dla psów myśliwskich” znaleźć możecie tu: http://braclowiecka.pl/n/36/aktualnosci/6018/nie-bedzie-specjalnych-wymagan-dla-psow-mysliwskich?fbclid=IwAR3ur_J6qwmEfnO24aL9_4wNiKOQ9v0PW73szvwo4YxmMG-yv.

Dla wygody omawiania kwestii w nim poruszonych, a mam kilka uwag i pytań, i uważam, że wy także takowe mieć będziecie (szczególnie, że każdy patrzy przez pryzmat rasy, którą sobie upodobał), pozwalam sobie zacytować sporą jego część poniżej.

W toku opracowywania – już po konsultacjach publicznych – przez Ministerstwo Środowiska oraz Rządowe Centrum Legislacji projektu zmiany rozporządzenia ws. szczegółowych warunków wykonywania polowania i znakowania tusz, które według części zapowiedzi powinno wejść w życie na początku tego tygodnia, w brzmieniu dokumentu pojawiło się kilka poprawek. Wśród istotniejszych znalazła się możliwość wykonywania indywidualnego polowania z psem na dziki w ciągu dnia już od 15 sierpnia (pierwotnie proponowano od 1 września), wprowadzona na wniosek ministra rolnictwa i rozwoju wsi.

PYTANIE o owe ”konsultacje publiczne” – ktoś, coś? Ktoś szerzej zna ten wątek i zechce objaśnić go niedoinformowanym ‚grupowiczom’?

…”w brzmieniu dokumentu pojawiło się kilka poprawek. Wśród istotniejszych znalazła się możliwość wykonywania indywidualnego polowania z psem na dziki w ciągu dnia już od 15 sierpnia”…

UWAGA: Z racji mojego wielkiego sentymentu do rasy Dogo Argentino, presy: chwytająco-trzymającej rasy psów na tzw grubego zwierza (puma, dzik etc.), przez FCI zaklasyfikowanej jako molos, w wielu krajach, włącznie z Polską, znajdującej się na liście psów ras uznawanych za agresywne, wobec czego w wielu miejscach naszego globu zakazanej całkowicie (w Polsce nie) lub podlegającej szeregu restrykcji, dotyczących nie tylko kwestii ich rozmnażania, ale i ”zwykłego” utrzymywania – to akurat nie w Polsce, ale nawet w Polsce, w przestrzeni publicznej psy ras uznawanych za agresywne muszą być prowadzone na smyczy i w kagańcu, dwa powyżej wyróżnione przeze mnie zdania, w połączeniu z innymi informacjami zawartymi ww tu dziś artykule, są z mojego punktu widzenia wyjątkowo ważne, a dlaczego, wyjaśnię w dalszej części postu.

Całkowicie usunięto natomiast szeroko dyskutowany zapis wprowadzający szczególne wymagania dla psów, z którymi wolno wykonywać polowanie, w tym poszukiwać postrzałków (wycofano się z obowiązku zarówno posiadania udokumentowanego pochodzenia z hodowli zarejestrowanej w FCI lub organizacjach z nią współpracujących, jak i potwierdzenia użytkowości przez PZŁ). Ministerstwo Środowiska uzasadniło tę zmianę wątpliwościami co do prawnych możliwości potwierdzania przez PZŁ ułożenia psów.

UWAGA: Kolejne ‚czerwone światło‚ to usunięte owe: ”szczególne wymagania dla psów, z którymi wolno wykonywać polowanie”. Informacja zawarta w nawiasie jest ważna z co najmniej dwóch powodów.

PO PIERWSZE: wymóg, by w polskim łowiectwie/myślistwie mogły być wykorzystywane jedynie psy z dokumentami honorowanymi przez FCI jest skandaliczny, gdyż łamie prawa obywateli, którzy są myśliwymi, bo myśliwi (jak wszyscy inni Polacy), mogą sobie psa (w tym przypadku do polowań) kupić w jakimkolwiek legalnie w Polsce (i nie tylko) funkcjonującym stowarzyszeniu/klubie należącym do którejś z międzynarodowych federacji kynologicznych, bo tak i już. To nie mogło przejść, bo już ‚na dzień dobry’ projekt był niezgody z prawem.

PO DRUGIE: brak wymogu ”papieru” z ZKwP uzasadniony jest wątpliwościami czy psy rozmnażane/hodowane pod egidą ZKwP/PZŁ są odpowiednio wyselekcjonowane – przecież selekcja ma sens tylko wtedy, gdy opiera się na konkretnych, surowo przestrzeganych kryteriach. Podobnie jest w służbach, przykład Owczarków Niemieckich: odkąd wyglądają jak wyglądają i w istotnej części są ”sprawne inaczej”, zastępuje się je, po uprzedniej SELEKCJI, ”zwykłym Azorem/Bellą” ze źródła z ZKwP nie mającego nic wspólnego, bo chodzi o to, by psy spełniały określone kryteria, by odpowiadały na zapotrzebowanie.

W tym miejscu odwołam się dodatkowo do cytatu z podsumowania zawartego w artykule: ”Prawo łowieckie nie upoważniło PZŁ do współpracy z organizacjami kynologicznymi.” I bardzo dobrze, bo wystawa i tzw. sędzia kynologiczny nie są odpowiednimi ”organami” do ustalania czy pies nadaje się do polowań czy nie. WYSTAWA TO TYLKO SHOW, w dodatku często marnej klasy, bo bywa, że nawet eksterieru ”sędzia” nie umie ocenić. (Jedyne ”przeglądy hodowlane” o których się ”miłośnicy psów” rozpisują to te ”dla psów z tzw wadami nabytymi”, przy czym większość tych ”nabytych wad” to celowo oberżnięte uszy i/lub ogony, psów ras tradycyjnie ciętych, okaleczonych dla widzi mi się ich właścicieli, czyli z czysto estetycznych powodów.)

Na Zachodzie psy, tzw użytki nie są poddawane ocenie na wystawach, hodowla przebiega pod okiem profesjonalistów, czynnych myśliwych a wyszkolonego psa certyfikuje (lub nie) organ państwowy. Psa ”użytka” nie wolno łączyć z jego ”odpowiednikiem” wystawowym.

To nie jest tak, że nie można stworzyć sensownego i skutecznego prawa, tym bardziej, że mamy ”ramy” i wiemy gdzie leży granica – mamy przykład Hiszpanii i patologię dotyczącą Galgo i Podenco, które jako psy pracujące nie podlegają przepisom Ustawy o Ochronie Zwierząt, więc galgueros robią z nimi to, co robią.

Informacja o modyfikacji treści projektu rozporządzenia w powyższym zakresie trafiła do ponownego zaopiniowania przez zarząd główny zrzeszenia. W odpowiedzi przekazano propozycję uregulowania kwestii psów sporządzoną przez Komisję Kynologiczną NRŁ.” (Skrót od Naczelna Rada Łowiecka.) ”Zakładała ona, że polowanie ma się odbywać przy użyciu psa rasy myśliwskiej z udokumentowanym pochodzeniem z hodowli zrzeszonych w organizacjach kynologicznych współpracujących z PZŁ, trwale oznakowanego, zgodnie z potwierdzonym przez Związek ułożeniem do pracy w zakresie wykonywania polowania, w tym poszukiwania postrzałków.

UWAGA: Znowu ocieramy się o zagadnienia związane z ograniczaniem swobody wyboru myśliwym: …”przy użyciu psa rasy myśliwskiej z udokumentowanym pochodzeniem z hodowli zrzeszonych w organizacjach kynologicznych współpracujących z PZŁ.” Sorry, ale praktycy sami najlepiej wiedzą, że nie zawsze to ”rasowość” psa decyduje o jego przydatności do wykonywania pracy; mamy bojące się wody ”psy dowodne”, bojące się wystrzałów psy do odnajdywania postrzałków… Odpowiedni temperament niejednokrotnie cechuje mieszańce ras albo psy o tzw niewiadomym pochodzeniu.

Pod koniec artykułu znowu wracamy do problemu ”definicji”, tym razem nie samego ”psa rasowego”, ale ”psa rasy myśliwskiej.” Dla zasady i krótko, w tym miejscu dodam, że działania lobbingowe ZKwP odnośnie definicji ”psa rasowego”, to po prostu działania lobbingowe ZKwP. FCI nie jest jedyną międzynarodową federacją kynologiczną i wielu hodowców na całym świecie doskonale radzi sobie nawet nie spluwając w kierunku tej (to fakt) najbardziej znanej organizacji. Problem z definicją ”psa rasy myśliwskiej” jest pokłosiem tego pierwszego.

UWAGA: Ktoś interesujący się białą presą z Argentyny, zdający sobie sprawę z tego jakie problemy dotyczą tej rasy U NAS, z treści artykułu, do którego na samym początku mojego postu-notatki wkleiłam link, może (min.) wnioskować, że jest wysoce prawdopodobne, że różne ”Cześki”, teraz mogą przyjąć, że ”w zaistniałej sytuacji”, ”zgodnie z prawem” będą mogły w istocie kłusować – chodzi mi o STYL POLOWANIA – także z Dogo Argentino. W Polsce polowanie w klasycznym stylu z dogo (Monteria) jest zabronione, jest nielegalne: pies (dodajmy, że gdy mówimy o dogo, chodzi o rasę uznawaną za agresywną) nie może ”wchodzić w kontakt” ze zwierzyną. (Tu też jest przestrzeń do przedyskutowania, bo psy innych ras, różne terriery, Jamniki w ten ”kontakt” jednak jakoś wchodzą… Jak? Skoro w Polsce szczucie podpada to pod znęcanie się? Widać są równi i równiejsi.) Proszę przeczytajcie charakterystykę DZIKARZA w Polsce, opisaną na stronie PZŁ w tym miejscu: https://www.pzlow.pl/index.php/kynologia/186-podzial-ze-wzgledu-na-uzytkowosc. Jeśli ktoś nie wie co to jest Monteria, to wystarczy wpisać sobie na YT frazę w rodzaju ”Dogo Argentino, Monteria” – tylko polecam wyciszyć dźwięk, bo zwierzyna często bardzo głośno komunikuje, że ją boli ten ”kontakt”.

Ewidentnie, choć tradycja wbijania noża w serce utrzymywanemu przez dogo dzikowi, bardzo podnieca różne persony, które się na dogo decydują, a niektóre z nich podobno nawet zostają czy też mają w planach zostać członkami PZŁ, by ”popędy” swoich psów móc realizować w ”łowiectwie”, przy tym poziomie kynologicznej kultury, który tworzy się u nas aktualnie w około rasy Dogo Argentino, wizja dziwnych ludzi biegających po lesie z Dogo Argentino (nawet bez noży), mnie nie nastraja zbyt dobrze. I jeśli faktycznie, w praktyce okaże się, że ”można w Polsce ‚polować’ -moim zdaniem w polskich warunkach to będzie forma kłusownictwa- z dogo” i podniecający się monterią właściciele będą przenosić zwyczaje z Argentyny w Polskie lasy i na polskie łąki (pomijam kwestie takie jak ”przygotowanie psa”, bo to nie ten typ ludzi, który ”przygotowuje psy”, oni je po prostu puszczają luzem w las… ), to ja byłabym za powszechnym prawem do posiadania broni, bo uważam, że każdy ma prawo się bronić albo po prostu odstrzelić psa stanowiącego zagrożenie dla otoczenia.

UWAGA: Nadmienię, że na stronie Polskiego Związku Łowieckiego w zakładce zatytułowanej „Rasy psów myśliwskich„, tu: https://www.pzlow.pl/index.php/kynologia/185-polskie-rasy-psow-mysliwskich widnieje informacja jakoby w grupie II (wg. porządku FCI) nie znajdowały się żadne rasy myśliwskie.

PYTANIE jak rozumieć to stwierdzenie? Skoro już kilka lat temu ów ”brak ras myśliwskich w grupie II FCI”, nie przeszkadzał jednemu z posiadaczy DA, myśliwemu i członkowi ZKwP, chwalić się na internetowym forum, że właśnie jako myśliwy, legalnie ze swoim psem poluje, podobno jego Dogo Argentino pracował „jak posokowiec”. Takie użytkowanie Doga Argentyńskiego jest bardzo niezwykłe, bo Dogo Argentino nie jest posokowcem, nie oszczekuje ani nie wystawia zwierzyny, on idzie górnym wiatrem i w końcu, gdy doścignie ‚prey’, to instynktownie w nią ‚uderza’. Tak więc tego rodzaju zaprzeczenie instynktowi dogo, czyli wyplenienie u dogo chęci ‚uderzenia’ w zwierzynę, jeśli w istocie się temu człowiekowi udało, uznać można za ewenement. Odpowiedzi na PYTANIA o to, jak ów pan tego dokonał, jak wyglądały próby pracy etc., są więc niezwykle ciekawe.

Ale do ”braku psów myśliwskich w grupie II FCI” wracając: Dogi Argentyńskie są dzikarzami. I jest wysoce niepokojące nierozpoznawanie w nich przez osoby (legalnie) zajmujące się u nas łowiectwem, psów myśliwskich. W Polsce psy tej rasy niestety często ekscytują specyficzny typ ludzi i ten rodzaj właścicieli cierpi na wyżej przeze mnie wspomniany „sprawdzaizm” – dolegliwość polegającą na puszczaniu dogo luzem w las, „żeby się wybiegał i może z dziczkiem sprawdził„.

Tak więc rozpoznanie przez Polski Związek Łowiecki Dogo Argentino jako dzikarza, który jednak z uwagi na styl w jakim swoją pracę wykonuje (znowu odwołam się do YT i zaproponuję wpisanie frazy: „Dogo Argentiono, monteria”), styl stojący w sprzeczności z charakterystyką dzikarza wymaganą w Polsce i opisaną na stronach Polskiego Związku Łowieckiego (w zakładce ”Podział ze względu na użytkowość”), i który dlatego nie…? Nie może? Czy tylko nie powinien? Być w Polsce, jako pies na dziki używany, pomogłoby tej rasie, nawet jeśli Ministerstwo dosyć po macoszemu potraktowało PZŁ. Natomiast jeśli myśliwi widzą szansę dla Dogo Argentino w polskim łowiectwie, to czas, by przedstawili swoje stanowisko na ten temat.

Z pewnością w szpilkach można próbować chodzić po górach, albo w japonkach, jednak najlepiej wychodzi to, gdy wybierze się obuwie specjalnie przeznaczone do chodzenia po górach. Dogo Argentino to rasa, której instynkt łowiecki to efekt przekierowania agresji z innego psa na zwierzynę łowną – protoplasta rasy, Viejo Perro de Pelea Cordobes na ringu zagryzał inne psy – ot, cała filozofia na temat korzeni rasy. Do Białego Walczącego Doga z Cordoby dodano naście ras (o których ludzie nieświadomi korzeni Doga Argentyńskiego, mówią, że z nich powstała rasa), a i tak wielu właścicieli dogo nie radzi dziś sobie z wybujałą agresją swoich psów domowych… Polski myśliwy ma wiele, znacznie do polskich realiów bardziej odpowiednich od Dogo Argentino ras i warto jest, by Polski Związek Łowiecki odniósł się do tego faktu.

Co do samego rozporządzenia, moim zdaniem po prostu nikt nie chce zrobić DOBRZE tego, co powinno zostać zrobione. Ale z drugiej strony uważam też, że nie ma co próbować robić tego z ZKwP, które za chwilę się pozamiata – coraz bardziej prawdopodobna staje się możliwość, że „ten drugi” ZG dąży do tego (całkowicie słusznie), by po tym „samozaoraniu się związku”, utworzyć nową organizację. Jednak szczerze wątpię czy „lepszą”, bo nie będą mieć po swojej stronie potrzebnych zmian w prawie. (Te konieczne zmiany to osobny temat). Tak długo jak ktokolwiek będzie „pytać” ZKwP, któremu się „zgubiło” 3,5 bani, „jak zrobić” coś tam, tak długo g… z tego typu projektów będzie. Powstanie nowej organizacji byłby milowym krokiem w polskiej kynologii. To co jest teraz, po prostu nie funkcjonuje właściwie, zaorany został prestiż i cel tej organizacji. Nie ma co płakać, ”reformować”, po prostu trzeba zbudować nową organizację, wolną od komunistycznych nawyków i pilnować, by nie doszło już do bagna jakie wytworzył ZKwP.

Testy psychiczne wykonywane przez profesjonalistów (nie osoby powiązane z ZKwP), jako podstawa są konieczne. Nie skaczesz ze spadochronem jeśli nie umiesz nawet wejść na pokład samolotu. Testy opracowane pod kątem wykonywania konkretnego rodzaju pracy. A etap wcześniej sprawdzające psychikę psa zupełnie bazowo, w kontekście przydatności do hodowli; norma vs. przesadna agresja, norma vs. nienaturalna lękliwość. I dopiero z tak odsianych psów wolno jest wybierać te z predyspozycjami do pracy łowieckiej. Pracy łowieckiej stojącej w zgodzie z polskim prawem i tradycją. (Żadnej pseudomonterii.) Pytanie na koniec: czy ci, którzy chcą prawo zmieniać celowo nie odnoszą się do istniejącego stanu rzeczy, w tym wzrastającej w Polsce liczby Dogo Argentino w bardzo przypadkowych rękach, czy są takimi ‚nieprofesjonalistami’, że im ”tak wychodzi”?

Szanowni państwo podzielcie się swoimi uwagami dotyczącymi powyższego, nie musimy się we wszystkim zgadzać, ale dyskutujmy. W każdym razie ja chętnie poznam wasze poglądy.

Pod moim postem pojawiła się odpowiedź Administratora grupy, potem moja na nią reakcja i tak ”sobie popisaliśmy na fejsie”, ale do dnia dzisiejszego temat pozostał ”nieinteresujący” dla innych ”grupowiczów”. Wspomnianą wymianę uwag dodałam na koniec dzisiejszego wpisu ponieważ chciałabym, abyście w tym miejscu zapoznali się z treścią mojej korespondencji z Polskim Związkiem Łowieckim. Oczekując… – to za dużo powiedziane, ale niech będzie: co najmniej mając nadzieję, że znajdą się inni chętni do włączenia się w rozmowę na forum otwartej grupy ”fejsa”, przeszukałam swoją skrzynkę mejlową, chcąc pod pierwotnym postem-notatką dodać treść korespondencji, którą w połowie 2015 roku z Polskim Związkiem Łowieckim wymieniłam – zadałam pytania i udzielono mi na nie (zupełnie inaczej niż w przypadku wszystkich zapytań kiedykolwiek kierowanych przeze mnie do stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce) wyczerpujących, kulturalnych odpowiedzi. Odpowiedzi, które tym bardziej teraz, po przeczytaniu powyżej cytowanego artykułu, uznałam za więcej wartościowych danych, materiał jeszcze bardziej zachęcający do podjęcia dyskusji. Jednak, ku mojemu autentycznemu zaskoczeniu, poza Administratorem grupy, treści artykułu ani moich uwag, nikt nie skomentował. Nikt nie zdecydował się włączyć do dyskusji. Widząc brak zainteresowania zagadnieniami, o których traktuje artykuł, uznałam, że dodawanie kolejnych postów, mijałoby się z celem. Nie ma sensu publikować na fejsbuku informacji, które po prostu ”przelecą na łolach” iluś tam osobom. Tym bardziej, że w fejsbukowych komentarzach nie chodzi o ”kontent”, nie po to powstały social media, by ludzie stali się ”lepsi i mądrzejsi” 😉 Dlatego też treść korespondencji z PZŁ zamieszczam w tym wpisie, na blogu, tak, by zainteresowani tematem mogli te informacje tu sobie znaleźć i lepiej zrozumieć problematykę kynologii łowieckiej.

Ciąg dalszy

W 2015 roku, od pewnego czasu stale rosnące zainteresowanie u posiadaczy oraz tzw entuzjastów rasy Dogo Argentino kwestią ”użytkowości”, czyli wykorzystywania psów tej rasy w polskim myślistwie, w tym pomysłami organizowania ”prób pracy/temperamentu” na terenie Polski -przy czym chodzić miało o wykorzystywanie tych psów z naciskiem na ”jak najbardziej w stylu dogo”- i równocześnie się z tym zbiegające ”zamykanie” dla postronnych obserwatorów dotąd otwartych dla nich grup na Serwisie Facebook, grup poświęconych tej rasie (może chodziło tylko o ilość niezmiennie, bez zważania na obowiązujące u nas prawo, ciętych/kopiowanych dogo, które min. na tych grupach można było oglądać, a może nie…), nasunęło mi kilka pytań, które drogą elektroniczną skierowałam do Polskiego Związku Łowieckiego. Jedną z powtarzanych pocztą pantoflową legend na temat przepisów dotyczących w Polsce polowania z psami, konkretnie polowania na dziki, czyli polowania z DZIKARZAMI, była ta o ”górnej granicy wzrostu w kłębie”. (”Jeśli pies ma więcej niż 45 cm w kłębie nie może być w takim myślistwie wykorzystywany”.). No, jeśli ”znawcy” tak prawią 😉 Koleżanka podpuściła mnie bym od owego ”mitycznego wzrostu w kłębie” swoje zapytanie rozpoczęła. Tym bardziej, że do ”legendy” przyklejone było sformułowanie ”specjalne zezwolenie” – bardzo interesujące gdyż o takim ”specjalnym zezwoleniu” ćwierkały wróbelki, gdy o polowanie z dogo w Polsce chodziło… (Pachniało to podobnie jak pseudolegalne kopiowanie uszu i te świstki nazywane ”zaświadczeniami o leczniczym kopiowaniu”, które umożliwiały posiadaczom okaleczonych, urodzonych w Polsce psów, pokazywać je na wystawach ZKwP/FCI w okresie od 1 stycznia 2012 do końca 2015 roku…)

Dla porządku dodam, że niecały rok po prowadzonej przeze mnie z PZŁ wymianie korespondencji, dostałam ‚zdjęcia’ (tzw zrzuty ekranu) z fejsbukowego profilu posiadacza DA, mające być potwierdzeniem, iż w łowiectwie -nie kłusownictwie- na terenie RP, swojego psa/ swoje psy ten człowiek wykorzystuje. Trzy z tych obrazków dodałam do treści dzisiejszego wpisu. W istocie nie przedstawiają one niczego nagannego – żadnego zachowania/sytuacji które mogłyby być uznane za ”dowód” np. ”znęcania się nad zwierzętami”. Nie. Aczkolwiek, jeśli na pierwszym z tych obrazków pies był puszczony luzem w przestrzeni publicznej, a jako pies rasy uznawanej za agresywną Dog Argentyński powinien być ”na smyczy i w kagańcu” (czyli, no, jeżeli chcemy być ”mili” i ”wyrozumiali” bardziej niż to konieczne, to powiemy, że PIES RASY UZNAWANEJ ZA AGRESYWNĄ W PRZESTRZENI PUBLICZNEJ POWINIEN BYĆ CO NAJMNIEJ NA LINCE), to jest to problem – na marginesie czy „łowisko” to „przestrzeń publiczna”? Na drugim, fakt: pies cały pysk wymazany ma w czerwonej substancji, ale a) nie oznacza to wcale, że ta substancja ”na pewno” jest krwią b) nawet gdyby to była krew, pies kontakt mógł mieć z już martwą, uprzednio odstrzeloną zwierzyną, tak więc ta ewentualna krew nie musiałaby ubrudzić jego głowy w wyniku ”kontaktu” tego psa z żywą zwierzyną. Natomiast z całą pewnością psu jedynie ”oszczekującemu”, ”posokowcowi” etc. specjalne zabezpieczenia w postaci ”kolczugi” -a o takim zabezpieczeniu jest mowa w komentarzu widniejącym przy obrazie- nie są potrzebne, bo taki pies NIE MA KONTAKTU ZE ZWIERZYNĄ i dzik nie może zrobić mu krzywdy. Na trzecim obrazku młody osobnik po prostu wącha martwego dzika. Tak więc, w razie (niepotrzebnego) pobudzenia uprzejmie proszę o powstrzymanie się od generalizowania czegokolwiek, jedynie na podstawie tych obrazów – zamieszczam je dla zaznaczenia, że w mediach społecznościowych takie zdjęcia, opatrzone jakimiś tam komentarzami, były i może dalej są publikowane.

Do korespondencji z PZŁ wracając: zaznaczam, że wyczerpujących i wiele wyjaśniających odpowiedzi uprzejma była udzielać mi specjalistka od kynologii łowieckiej, pani Izabela Turlik – w artykule autorstwa Witolda Szabłowskiego, zatytułowanym ”Do płci żeńskiej nie strzelam”, opublikowanym w elektronicznej wersji magazynu Wysokie obcasy, 14 października 2010 roku, przytoczona została także jej wypowiedź: http://wyborcza.pl/51,76842,8479136.html?i=2.

RAZ JESZCZE PODKREŚLĘ, ŻE PYTANIA ZADAWAŁAM 4 LATA TEMU I 4 LATA TEMU OTRZYMAŁAM NA NIE WYCZERPUJĄCE ODPOWIEDZI. Oraz, że poznałam myśliwych; posiadających dogo i z nimi NIE polujących, posiadających dogo i PODOBNO z nimi polujących Gdzieś Tam oraz osoby po prostu luzem puszczające dogo w las, ”żeby się wybiegały i z dziczkiem sprawdziły”. Pamiętam też, wspominane jako przestroga dla ”inteligentnych inaczej”, płacz i zgrzytanie zębów po (polskich) psach (psach mających polskich właścicieli), gdy na forach, w dyskusjach o ”marzeniach” o ”użytkowaniu dogo w typowym dla tej rasy stylu”, przypominano przypadki, w których psy, po tym jak ”miały kontakt z dzikiem”, padły… (Dosyć szybko i w męczarniach. Nie pamiętam, ale zdaje się, że to https://pl.wikipedia.org/wiki/Choroba_Aujeszkiego było powodem. W wolnej chwili postaram się poszukać więcej na temat tamtych ”przestróg” w moim archiwum.)

Oto treść mojej korespondencji z PZŁ, który w korespondencji ze mną reprezentowała Pani Iza Turlik:

(śr., 29 lip 2015, 15:17)

Dzień dobry Pani

Chciałabym uzyskać informacje dotyczące przepisów Polskiego Związku Łowieckiego odnośnie polowania z psami. O ile mi wiadomo jedyny zakaz dotyczący polowania z psem dotyczy w Polsce polowania z psami z grupy chartów. Tak więc w świetle polskiego prawa z chartami polować nie wolno. Poza tym ograniczeniem nie ma obostrzeń dotyczących ras jako takich, jedynie określony jest wzrost w kłębie psa, który to nie może przekraczać wysokości 45cm. Psy, które przekraczają limit 45cm w kłębie mogą być psami myśliwskimi, o ile rzecz jasna ich właściciel jest myśliwym i o ile Okręg Łowiecki, do którego należy dany myśliwy, wyda specjalną zgodę na to, by pies przekraczający wysokość 45cm w kłębie brał udział w polowaniach. Oczekuję od Państwa rzetelnej informacji na temat tego ile (i czy w ogóle?) takich specjalnych zezwoleń wydał Polski Związek Łowiecki swoim myśliwym od dnia 01 stycznia 2010 roku do dnia dzisiejszego, czyli 29 lipca 2015 roku. Szczególnie interesuje mnie ilu właścicieli psów rasy Dog Argentyński/Dogo Argentino, będących legalnie działającymi i zrzeszonymi w Polskim Związku Łowieckim myśliwymi o taką specjalną zgodę wystąpiło. Przypomnę także, że w Polsce rasa Dog Argentyński uznawana jest za niebezpieczną i znajduje się na liście ras psów, na których utrzymywanie należy mieć tzw zezwolenie.

Chciałabym także poznać oficjalne stanowisko Polskiego Związku Łowieckiego na temat obowiązującego w Polsce od lat zakazu kopiowania psów ze względów innych niż medyczne [był to jeszcze czas, w którym i ja żyłam w bajerze, że ”kopiować można z względów medycznych” – w kopiowaniu chodzi jedynie o zmianę wyglądu zwierzęcia, nie ma ono żadnych medycznych przesłanek], czyli np. z uwagi na tzw tradycję. Jak postrzegają ten zapis myśliwi pracujący z psami użytkowymi? Czy zakaz skracania ogonów i cięcia uszu ma dla myśliwych z Polskiego Związku Łowieckiego znaczenie? Czy myśliwi zauważają różnicę pomiędzy komfortem(?) pracy psa ‚skopiowanego’, a jego ewentualnym brakiem u psa posiadającego naturalny ogon i/lub uszy?

Czy psy używane przez myśliwych zrzeszonych w waszej organizacji, psy myśliwskie współpracujące z myśliwymi podczas polowań, posiadają uszy i ogony niezmienione zabiegiem kopiowania, którego to nie można przeprowadzać u nas już od prawie dwóch dekad, ze względów innych niż medyczne? [i znowu wpadka z czasów, gdy i ja żyłam w bajerze, że ”kopiować można z względów medycznych” – w kopiowaniu chodzi jedynie o zmianę wyglądu zwierzęcia, nie ma ono żadnych medycznych przesłanek] Interesuje mnie też czy często podczas polowań takie nieskopiowane ogony i uszy psów myśliwskich ulegają obrażeniom w wyniku, których lekarze weterynarii podejmują decyzję o właściwości wykonania zabiegu skrócenia ogona lub amputowania fragmentu ucha, jako najskuteczniejszej/ najwłaściwszej/ jedynej możliwej metody leczenia psa? Zakładam, iż w związku z tym jak Ustawa o Ochronie Zwierząt jednoznacznie definiuje możliwość, w której zabieg kopiowania staje się w Polsce zabiegiem legalnym, ewentualny promil(?) psów z kopiowanymi ogonami i/lub uszami, to te których przypadki są dokładnie udokumentowane przez leczących je lekarzy weterynarii, czy tak?

Z wyrazami szacunku


(3 sie 2015, 14:03)

Witam,
tak, polowanie z chartami jest w Polsce zabronione, a na ich chów i hodowlę należy uzyskać pozwolenie starosty -art.10 Ustawy Prawo łowieckie. Warunki utrzymywania chartów reguluje Rozporządzenie Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z dnia 5 lipca 2010r. w sprawie warunków i sposobu hodowanie i utrzymywania chartów rasowych oraz ich mieszańców.
Jeżeli chodzi natomiast o czworonogi wykorzystywane w łowiectwie to obecnie nie ma żadnych oficjalnych wytycznych precyzujących jakiego typu zwierzęta mogą występować w charakterze psów stricte myśliwskich. W myśl jednak obowiązujących aktualnie przepisów -pkt. 7 i 8 §5.1. Rozporządzenia Ministra Środowiska z dnia 23 marca 2005 r.w sprawie szczegółowych warunków wykonywania polowania i znakowania tusz (Dz. U. z dnia 15 kwietnia 2005 r.) podczas polowań na ptactwo oraz zwierzynę grubą musi być zapewniona obecność psa odpowiednio o swojej pracy ułożonego.
PZŁ stoi w tym miejscu na stanowisku, iż najlepiej, aby w roli psa użytkowego występowali rodowodowi przedstawiciele z III, IV, V, VI, VII, VIII grupy psów ras myśliwskich ( w myśl nomenklatury FCI i z uwzględnieniem ich użytkowego przeznaczenia) zamiast mieszańców i psów w typie rasy. Na tę chwilę nie jest to jednak wymóg a jedynie zalecenie.
Nie występują także obostrzenia dotyczące określenia wysokości psa w kłębie, która ograniczałyby psu możliwość udziału w łowach. Ponadto NIGDY nie funkcjonowała w PZŁ praktyka wydawania „specjalnych zezwoleń”, które miałyby rzekomo uprawniać psy do pracy w łowisku pomimo przekroczenia jakiegoś ustalonego limitu wysokości w kłębie. O doborze psów do pracy pod względem ich rozmiarów decyduje w tym wypadku przede wszystkim zdrowy rozsądek, etyka, bezpieczeństwo oraz względy praktyczne. Mając na uwadze powyższe nie jestem w stanie udzielić Pani odpowiedzi na zapytanie dotyczące wykorzystywania psów rasy dogo argentino w łowiectwie, chociaż osobiście nie słyszałam o takowej praktyce w Polsce. W naszym kraju nie ma tradycji polowania z psem tej rasy. Nie prowadzimy także statystyk mówiących o tym jakie konkretnie psy rasowe bądź nierasowe znajdują się w rękach poszczególnych członków PZŁ.

Trochę inaczej kształtuje się sytuacja w przypadku udziału psów w próbach i konkursach pracy psów myśliwskich organizowanych przez PZŁ. Tu do uczestnictwa dopuszczane są jedynie zwierzęta posiadające rodowody państw członkowskich FCI. Regulaminy prób oraz konkursów pracy psów myśliwskich opracowane przez PZŁ(http://www.pzlow.pl/palio/html.run?_Instance=www&_PageID=5&newser=no&_C=C_DZIALY.KYNOLOGIA.REGULAMINY&_Lang=pl&_CheckSum=1899427970) uszczegóławiają, które grupy psów bądź, które rasy mogą zostać do poszczególnych konkursowych specjalności dopuszczone. Regulaminy FCI z kolei nakładają w niektórych przypadkach obowiązkowy bądź fakultatywny wymóg zaliczenia przez pewne rasy prób lub konkursów pracy psów myśliwskich, w drodze uzyskiwania przez nie międzynarodowych championatów czy spełnienia dodatkowych wymogów hodowlanych. Dogo Argentino do grona psów, które mogę uczestniczyć w wymienionych imprezach kynologicznych nie zalicza się.

Jeśli natomiast chodzi o kwestie dotyczące kopiowania uszu i ogonów u psów myśliwskich to aspekt ten, jak Pani słusznie zauważyła reguluje Ustawa o Ochronie Zwierząt, a w ślad za nią ZKwP. Tym samym ZKwP zakazuje udziału w imprezach kynologicznych psów z kopiowanymi uszami i ogonami urodzonymi w Polsce po 01.01.2012r. dotyczy to oczywiście także psów myśliwskich (chyba, że jest to uzasadnione względami medycznymi). PZŁ w tym wypadku stoi na stanowisku, iż istnieje realna potrzeba wyłączenia spod zakazu kopiowania ogonów, (uszy w przypadku psów ras myśliwskich pozostawiane były tradycyjnie w stanie naturalnym) wzorem np. Niemiec, psów ras myśliwskich użytkowanych łowiecko. Powodem tego jest stosunkowo duża urazowość (zranienia, odmrożenia itp.) ogonów tychże zwierząt i narażanie ich na niepotrzebne ból i cierpienie, a często finalnie na ich amputację już w wieku dorosłym.
Nie znane są nam jednak oficjalne statystyki dotyczące tego jaki jest dokładny odsetek psów myśliwskich, które posiadają skrócone ogony bądź częściowo amputowane uszy z powodów medycznych.

Pozdrawiam

(3 sie 2015, 18:44)

Dzień dobry Pani

Serdecznie dziękuję za wyczerpującą odpowiedź, mam jednak jeszcze kilka pytań, które pozwolę sobie w tym miejscu zadać. Rozumiem, że ”informację” o zakazie polowania w Polsce z psami powyżej 45cm w kłębie należy włożyć między bajki, bo takiego obostrzenia nie ma i nigdy nie było – za to wyjaśnienie bardzo dziękuję. Dalej, rozumiem także, że Dog Argentyński w Polsce polować z myśliwym należącym do waszej organizacji mógłby… o ile przeszedłby tzw próby pracy albo coś na kształt prób pracy, które ”dopasowane” zostałyby dla DA, czy tak? Proszę mi powiedzieć, czy próby pracy, czyli taki ”test kwalifikacji” Dogo Argentino, który jak Pani podkreśliła nie jest rasą, która zalicza się do standardu wymaganego u ras bardziej myśliwsko u nas ”typowych”, wyglądałby tak samo, jak prób pracy np. Niemieckiego Teriera Myśliwskiego albo któregoś z popularnych w Polsce wyżłów? Czy to jest tak, że po prostu nie ma możliwości przeprowadzić w Polsce LEGALNIE psa rasy Dog Argentyński przez ”ścieżkę formalności”? Proszę mi powiedzieć czy Dog Argentyński jest rasą, z którą w Polsce w pewnych szczególnych okolicznościach polować wolno? Czy zdecydowanie nie? I jak musiałby wyglądać droga Doga Argentyńskiego, który miałby stać się pomocnikiem myśliwego? FCI nie wymieniło Dogo Argentino jako rasy, u której wymagane są próby pracy w ramach kwalifikacji hodowlanych, więc to jest punkt zupełnie jasny, ale mnie interesuje czy w szeregach Polskiego Związku Łowieckiego są myśliwi, którzy z DA polują oraz to jaką drogę ze swymi psami przejść musieli, aby było to możliwe. Jest to dla mnie o tyle ciekawe, iż osobiście znam myśliwego z DA polującego… Tak więc musicie mieć, w którymś ze swoich Oddziałów choć jednego Dogo Argentino.

Myślę, że Pani jako osobie, która w PZŁ zajmuje się kynologią znacznie łatwiej niż mnie będzie dojść do tego ile DA w Polsce poluje z myśliwymi zrzeszonymi w waszym Związku. Proszę zrozumieć, że informacje, których może udzielić PZŁ, o ile tylko zechce ”pochylić się” nad zagadnieniem psów tej rasy i określić czy i ile DA jest w rękach myśliwych zrzeszonych w waszej organizacji, są szalenie istotne. Ponieważ może okazać się, że osoby, które kupują w Polsce Dogi Argentyńskie kłusują z nimi, choć są członkami Polskiego Związku Łowieckiego. Jestem przekonana, że myśliwi w Polsce używają DA ponieważ w środowisku posiadaczy Dogów Argentyńskich krążą legendy o DA, które w Polsce i poza jej terenem polują i których właściciele należą do PZŁ. Jeżeli ktoś ma psa rasy Dog Argentyński i z nim poluje podczas polowań, które odbywają się pod patronatem PZŁ, a sam Polski Związek Łowiecki nie jest w stanie udzielić informacji o tym czy psy tej rasy polują z myśliwymi z PZŁ -jak sama Pani przyznała nie spotkała się Pani w Polsce z używanym w łowiectwie Dogo Argentino, a przecież to Pani zajmuje się w PZŁ sprawami kynologicznymi- a nawet Pani nie jest w stanie w pierwszej odpowiedzi podać mi konkretnych danych dotyczących ”ścieżki” jaką DA musiałby przejść, by stać się w Polsce psem myśliwskim, to jest to spory problem. Dlatego bardzo serdecznie proszę Panią o pomoc w sprawie ustalenia tego czy i ile Dogo Argentino jest w posiadaniu myśliwych należących do PZŁ w poszczególnych oddziałach. Z pewnością Pani i Pani współpracownikom będzie łatwiej przeprowadzić swego rodzaju ”audyt” w tej sprawie niż jakiejś organizacji z zewnątrz. Raz jeszcze bardzo serdecznie dziękują za to, że zechciała Pani poświęcić chwilę swojego czasu i odpowiedzieć na mój mejl oraz żywię nadzieję, że zrobi mi Pani grzeczność i poświęci go jeszcze odrobinę więcej, abyśmy wspólnymi siłami ustaliły czy zwierzakom nie dzieje się krzywda.

Serdecznie pozdrawiam

(7 wrz 2015, 10:36)

Witam,
przepraszam za brak odpowiedzi, ale byłam na urlopie.

Muszę zauważyć, iż myli Pani pojęcia. Mam nadzieję, iż uda mi się jasno Pani nakreślić jak ma się u nas w Polsce sytuacja z psami myśliwskimi.

Po pierwsze niestety nigdzie nie ma oficjalnie przyjętej, sprecyzowanej definicji „psa ułożonego do polowania”, „psa myśliwskiego”, bądź psa „łowiecko użytkowego”. Jeśli myśliwy ma ochotę, może teoretycznie polować nawet z psem w typie shih tzu, oczywiście abstrahując w tym miejscu od etyki, humanitaryzmu, zdrowego rozsądku i tradycji łowieckiej, które w naszej opinii jako PZŁ zdecydowanie zobowiązują do polowania z psami stricte do tego przeznaczonymi. Jeżeli jakiś myśliwy jest w posiadaniu DA i chce z nim polować, prawo mu tego nie zabrania. Nikt od nikogo nie wymaga w przypadku wprowadzania psa do łowiska jako psa – pomocnika myśliwego – przechodzenia przez jakąkolwiek formalną ścieżkę jego dopuszczenia do pracy podczas polowań. Bolejemy nad tym, iż ustawodawca nie pochylił się nad tym problemem i nie określił, iż polować można np. wyłącznie z psami rodowodowymi z poszczególnych grup ras tradycyjnie uznawanych za myśliwskie i wskazanych przez FCI (czyli tych od których wymaga się prób pracy) po wcześniejszym uzyskaniu przez nie dyplomu na konkursie pracy psów myśliwskich (wtedy w grę wchodziłyby tylko zwierzęta rodowodowe urodzone w hodowlach należących do FCI). Ustawodawca ustalił jedynie wymóg obecności psów odpowiednio do swojej pracy przygotowanych podczas polowań na ptactwo i zwierzynę grubą (pisałam już Pani o tym). Także dla DA taka ścieżka nie istnieje. Myśliwi układają bardziej lub mniej profesjonalnie swoje rasowe i nierasowe psy pod kątem ich praktycznego wykorzystania w łowisku.

Inną kwestią jest szeroko rozumiana kynologia łowiecka. Ze względu na to, iż PZŁ podpisał z ZKwP porozumienie o współpracy przyjęliśmy na siebie wymogi ustalone i obowiązki ustalone przez FCI. Z tego wynika m.in. fakt, iż od DA nie wymaga się zaliczenia prób pracy dlatego nie jest uznawany za psa użytkowego (o to z kolei wnosi do FCI kraj pochodzenia rasy).

Nie jesteśmy jako PZŁ w stanie odpowiedzieć Pani na pytanie ilu myśliwych posiada i poluje z DA, ponieważ nie prowadzimy takich statystyk, w związku z tym nie posiadamy takich informacji. Znamy tylko ogólną liczbę psów będących w rękach myśliwych zrzeszonych w PZŁ.

Pozdrawiam

To tyle jeśli chodzi o więcej faktów odnośnie tematu specjalnych wymogów dla psów ”asystujących myśliwym” ze strony profesjonalistów, czyli PZŁ, w roku 2015. Poskładajcie sobie stan rzeczy w połowie 2015 roku z treścią artykułu z elektronicznego wydania magazynu ”Brać łowiecka”, który posłużył mi za punkt wyjścia do napisania posta-notatki, którą dziś, nieco poszerzoną, zamieszczam jako wpis na moim blogu. I zastanówcie się (bardzo głęboko) nad potencjalnymi konsekwencjami aktualnie istniejącego stanu rzeczy – zmienił się? Jest ”tak samo”? Jest ”lepiej”? Czy jest ”gorzej”? Przepisy są ”jasne i precyzyjne”? ”Dosyć jasne”? Czy…? Jak jest w Polsce z polowaniem z Dogo Argentino? Mamy kolejną ”szarą strefę”?

”Trzy grosze”

A to wcześniej zapowiedziana treść uwag Administratora grupy ”KYNOLOGIA – przeszłość, teraźniejszość, przyszłość…” i moich, widniejących pod pierwotnie przeze mnie zamieszczonym postem:

Komentarz Administratora grupy: ”Zawsze zaznaczam,że jestem wolnościowcem. Każdy powinien mieć prawo realizować się w dowolny sposób – byleby nie wchodzić innym wolnym ludziom z buciorami w życie. W czasach szkoły średniej (Technikum Leśne) i dużo wcześniej, mocno interesowałem się łowiectwem i sporo wiedziałem. Było dla mnie jasne,że kiedyś zostanę myśliwym. Jednak gdy poznałem temat od strony praktycznej stwierdziłem,ze to nie dla mnie. Lubie, gdy teoria idzie w parze z praktyką a w polskiej gospodarce łowieckiej te dwie sprawy mocno się rozmijają. Jestem za tym by polować z kuszą czy łukiem. Energia kinetyczna bełtu czy strzały jest ogromna i sarnie czy dzikowi jest wszytko jedno w jakich okolicznościach pożegna się z życiem. Jeśli chodzi o polowania indywidualne to przecież można je realizować i dzisiaj – z podchodu. Niewielu się na to decyduje bo to wymaga talentu, umiejętności i cierpliwości. Współczesny leń-myśliwy woli posadzić dupę na ambonie i dokonać egzekucji z kilkudziesięciu/kilkuset metrów. Jeśli chodzi o polowania z psami. zawsze uważałem,że jakiekolwiek papiery czy nawet rasowość, dobremu psu w niczym nie pomagają. Mam kolegę, który poluje z mieszańcem po czarnej labradorce i jakimś wioskowym, owczarkowatym kundlu i jest pewne,że w woj.opolskim nie ma lepszego psa do szukania postrzałków. Jego skuteczność wynosi 100% – wszyscy myśliwi dzwonią do kumpla gdy mają problem z postrzałkiem. Wierzcie mi,ze większość polujących psów jakie znam nie widziało żadnych papierów, zaświadczeń,rodowodów i egzaminów od wielu pokoleń. Myśliwy dostaje lub kupuje ze grosze psa od innego myśliwego tylko wtedy, gdy jego super polująca suka została pokryta najlepszym dostępnym psem. To las i autentyczna w nim robota egzaminują te zwierzęta. Pies głupi, leniwy, lękliwy czy ze słabym instynktem (zdarzają się takie bardzo rzadko) dostaje wiązkę śrutu na klatę bo nikt nie będzie za darmo karmił pasożyta (i to jest słuszna koncepcja) . Jeśli chodzi o polowania z dogo argentino – jestem przeciw bo to barbarzyństwo (wiem,ze norowce też nie pieszczą się z lisem czy borsukiem) . Nikt w Polsce nie dopuści do takiej formy polowań na dziki”.

Moja odpowiedź: ”Zanim znajdę chwilę, by dorzucić ‚dodatek’ do pierwotnego postu, zrobię kilka uwag do twojej wypowiedzi. Mamy XXI wiek i wielu myśliwych jest w posiadaniu wysokiej klasy broni palnej, z której naprawdę umieją korzystać. Oczywiście tu też, jak w kynologii, liczy się kasa i jeśli masz pieniądze na swoją pasję, to uprawiasz ją na wysokim poziomie. Odpuściłabym więc ten mit o ”pajacu z dwururką” jako ”typowym” myśliwym. Ja wiem, że komuna nam wiele dziedzin przeorała, także kulturę łowiecką, ale są ludzie wytrwale ją budujący od podstaw i po prostu wrzucanie ich do jednego wora z takim ‚mentalnym kodziarstwem’ jest wielkim nadużyciem.
Pamiętaj, że w dzisiejszym łowiectwie nie chodzi już o ”zdobywanie pożywienia”, bo ‚po mięso’ wystarczy iść do sklepu. Dziś myśliwstwo to głównie regulacja i ja nie widzę niczego niewłaściwego w tym, że myśliwy z ambony strzela do zwierzyny, szczególnie, gdy robi to czysto – zawsze wolę zjeść zwierzaka, który nawet się nie zorientował, że umarł, od zwierzaka, który bardzo dobrze wiedział co i jak za chwilę się z nim stanie. Rzygam też eko.terrorystami z ich nawijką o ‚obronie życia zwierząt’ przy równoczesnym podcieraniu się przez nich kwestią obrony życia ludzkiego.
Zdaję sobie sprawę, że do środowiska łowieckiego kleją się także zwyrole, ale weź pod uwagę, że ”kolega zwyrol”, to nie jest ktoś z kim chcesz być ”w paczce”, szczególnie podczas wykonywania konkretnego zadania. (Nawet w środowisku bandytów takie numery nie przechodzą. Pamiętasz ”Heat” Michaela Manna? Pamiętasz jak ‚chłopaki’ ”podziękowali za współpracę” Waingro?) Obiektywnie trudno uwierzyć, żeby naprawdę ”dziwni” ludzie utrzymywali się w szeregach organizacji łowieckich.
Z resztą twojej wypowiedzi się zgadzam. Co do polowania z psami dodałabym jeszcze, że kortyzol jest toksyczny (stres naprawdę nam szkodzi): krowa, owca, czy świnia nad którą w rzeźni znęca się jakiś zwyrol, celowo przedłużając uśmiercanie zwierzęcia, ma tak potwornie wysoki wyrzut kortyzolu, że jej mięso staje się dla człowieka toksyczne. Tak samo toksyczne jest mięso dzika, którego zamęcza dogo albo inny pies. Na filmach z ”dogo w akcji”, na YT często widać, że psy, w 3-4 a nawet więcej, zamęczają małe dziki, takie poniżej 100kg i TO JEST BARBARIA TOTALNA
”.

Odpowiedź Administratora grupy: ”Potwierdzam Twoje przemyśliwania jednocześnie dodam, że swego czasu bywałem w rzeźniach dość systematycznie. Jeździłem tam po mięso dla psów i widziałem, że zarówno ubój świń jak i bydła przebiegał tam bardzo sprawnie i bez dostarczania zbędnego cierpienia. W każdej branży trafiają się debile – nic nie poradzisz. Polowania z dogo w Polsce nie przejdą – to pewne a jakieś nieliczne próby takiego w zasadzie kłusownictwa mogą się zdarzyć zawsze i wszędzie”.

Być może

Być może kryzys w polskiej kynologii jest naprawdę bardzo poważny i możliwe, że ”kynologia” w Polsce sprowadza się do wystawek i tytułków, a konkretnie do histerii w około wystawek i tytułków, aktualnie organizowanych przez ”dwa Zarządy Główne” ZKwP i uparte nie przyjmowanie do wiadomości przez najzagorzalszych ”wyznawców jedynie słusznej organizacji”, że ZKwP podzieliło się na dwa różne, raczej wrogie sobie obozy i że z całej tej sytuacji wieje… Szkoda słów. Nieco ponad tydzień po publikacji posta-notatki oraz krótkiej wymianie uwag z Administratorem grupy, w komentarzu pod ww treścią dodałam tylko ‚retoryczne pytanie’: ”Jak to jest? Temat BRAK SPECJALNYCH WYMAGAŃ DLA PSÓW MYŚLIWSKICH pozostaje ‚ostentacyjnie niezauważony’, bo jest bardzo poważny, złożony i dotyka szeregu aspektów, w których „kuleje” ZKwP i naprawdę JEST O CZYM rozmawiać? Czy tylko niezauważony, bo „wszyscy są teraz zaangażowani w wkręcanie się w rytm nowego roku szkolnego”? Kynologia łowiecka jest zazwyczaj dziedziną angażującą w ‚dyskusje’ potężne ilości (nie tylko) fejsbukowych kynologów, więc o co kaman? Dyski o kopiowaniu psów skrajnie nieużytkowych -bo „tylko wtedy poszczególne psy ras tradycyjnie ciętych wyglądają, jak wyglądać powinny, gdy mają cięte uszy i/lub ogony”- prawie zawsze schodzą na wątek „konieczności” kopiowania psów użytkowych – jakoś tak pokrętnie „kynolodzy”, którzy dla swojego widzi mi się psy tną, swoje postępowanie starają się usprawiedliwiać/rozmywać, schodząc w obszary zarezerwowane dla kynologii łowieckiej. Nie trzyma się to, mówiąc brzydko kupy, ale wtedy (przy okazji) wątki z łowiectwem związane są Jakoś Tam poruszane. Teraz pojawia się informacja 10na10 związana z użytkowością, próbami pracy, temperamentem, pożądanymi cechami, selekcją etc., i nic, zero chętnych do „ugryzienia” tematu. Nawet słowa o „łamiących się od entuzjastycznego merdania” ogonach kanapowych wyżłów jakichś ”Grażyn, KarYn, Januszy i Sebiksów” polskiej kynologii. Niesamowite.

Odpowiedział mi ponownie Admin grupy: ”Jako Grzesiks nieśmiało zabiorę głos 🙂 Większość myśliwych, których znam mają psy, które nabyli/dostali od innych myśliwych. Zazwyczaj nie interesują ich papiery, rodowody, medaliki i punkty przyznane przez sędziego na próbach pracy. Interesuje je realna robota jaką wykonuje dany pies. Tylko najlepszy pokryje kilka najlepszych suk. Reszta użyźni glebę w lesie. Takie są realia. Jeśli chodzi o obcinanie uszu i ogonów. Byłem za, jestem za i pozostanę za. z jakich względów wykonuje się ten zabieg – nie ma kompletnie żadnego znaczenia. Dobermanowi jest wszystko jedno czy obcięto mu kitę i uszy bo pańci tak się podobało czy pretekstem było realne bądź urojone zapalenie ucha i kaleczenie ogona w czasie nim merdania. To co człowiek stworzył – ma prawo dowolnie kształtować. Ci, którzy twierdzą,ze natura stworzyła psa z uchem obwisłym i takie powinno ono pozostać -są w błędzie. Natura stworzyła wilka z uchem stojącym. Pies jest tylko gorsza wersją wilka. Wilk jest psowatym optymalnym. Ma idealne proporcje, masę, sierść i anatomię by przetrwać w ekstremalnych warunkach – od stepów po pustynie, góry i daleką Północ. Żaden pies mu nie dorównuje. Jednak skoro stworzono tyle ras psów,często o dość wąskiej specjalizacji to są one NASZYM wytworem i możemy nadal je przetwarzać w dowolny sposób, nawet gdy w grę wchodzi tylko estetyka. Jeśli chodzi o psy myśliwskie. Zawsze uważałem,że powinny być hodowane wyłącznie przez myśliwych. Trzymanie np. jagdterriera w bloku jest nieporozumieniem. Po co ludziom pies myśliwski skoro z nim nie pracują czyli nie polują? Przecież istnieje od cholery ras stworzonych do tego by wylegiwać się na kanapie. Wracając do prób pracy – najlepiej weryfikuje ten temat realne polowanie a nie papierki i pieczątki. Mam kolegę, który ma mieszańca po labradorce i jakimś owczarkowatym kundlu. Ma 100% skuteczność w poszukiwaniu postrzałków. Inne psy nie mają przy nim najmniejszych szans. Widziałem na własne oczy jego pracę i żaden posokowiec nie ma do niego startu. Oto dowód,że praktyka potrafi przebić każdą teorię.”

Ponieważ we dwójkę możemy pogadać sobie poza fejsbukiem, a problematyka kynologii łowieckiej okazała się, dla innych członków grupy ”nieatrakcyjnym tematem”, skwitowałam komentarz Admina dosyć luźno: ”Jest takie znane zdjęcie Picassa z jego ‚ukochanym’ afganem – stoją razem na schodkach domu. Wiesz, CHART AFGAŃSKI – esencja szyku i elegancji, harmonii i dostojeństwa, u jego boku znany malarz. Wszystko super. Tylko że Picasso stoi tak z tym psem ubrany -to za dużo powiedziane, więc niech będzie- mając na sobie jedynie takie W WYRAZIE ‚przepierdziane gacie’. I dokładnie tak, jak Picasso przy tamtym afganie, prezentuje się większość fanatyków kopiowania przy swoich ciętych psach. I to nawet, gdy te cięte psiny wyglądają na popłuczyny po rasie, której niby są przedstawicielami. Powstrzymam się od niepoprawnego politycznie rozwijania wątku, że aby wymagać „wyglądu” od innych -a w przypadku kombinatorów od cięcia psów, tymi innymi są także psy- samemu trzeba wyglądać. Napatrzyłam się live (i na fejsbukowych fotkach) jak wygląda większość ”przestrzegających tradycji” posiadaczy psów i…

Wiele razy mówiłam/pisałam dlaczego jestem przeciwna obcinaniu psom fragmentów ciała, więc nie będę powtarzać tych argumentów (mogę przytoczyć je na życzenie). Zaznaczę tylko, że kawałek o „człowieku tworzącym” i „naturalnych stojących uszach”, zawsze najbardziej mnie śmieszy (przy okazji wyjaśnię dlaczego, teraz znowu byłoby „zbyt długo”). Wilk jest wilkiem. Kropka. Pies jest psem – udomowionym gatunkiem; zmiany kształtu czaszki, w sposobie noszenia i długości ogona, kształtu, osadzenia, wielkości i sposobu noszenia ucha są skutkiem udomowienia, konsekwencją tego, że Człowiek dawno, dawno temu nie chciał mieć Wilka, tylko Psa.
A co do motywu przewodniego postu, pod którym prowadzimy tę rozmowę, to niby „fajnie napisałeś”, tylko, że PROCEDUR nie ma i nie zanosi się na razie na to, by powstać miały. A skoro nikt poza tobą dotąd niczego do tematu nie dodał, najwyraźniej bieżący stan rzeczy nikogo nie zajmuje – smutne, ale nie ”zaskakujące”.

Powyżej zacytowana przeze mnie wymiana uwag, nie różniła się zbytnio od rozmowy, normalnej rozmowy, którą można odbyć z całkowitym pominięciem social media, bo, choć miała miejsce na forum otwartej grupy serwisu Facebook, nikt się do niej nie włączył. Zostanę więc przy prowadzeniu bloga i dzieleniu się z wami moimi refleksjami w tej formie.

*https://kulturakynologiczna.home.blog/2019/07/26/o-czym-sie-wam-nie-mowi-czesc-pierwsza/,https://kulturakynologiczna.home.blog/2019/07/26/o-czym-sie-wam-nie-mowi-czesc-druga/

Zuza Petrykowska

KONTAKT: zuzpasjaodogoargentino@gmail.com

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu oraz zdjęć i/lub grafik bez zgody autora jest zabronione.

NOWY BLOG: ”KULTURA KYNOLOGICZNA DLA PSIARZY”

 

Zapraszam was, abyście zajrzeli do mojego nowego projektu, czyli na blog Kultura kynologiczna dla psiarzy: https://kulturakynologiczna.home.blog/ na którym znajdziecie treści sięgające daleko poza tematykę związaną z dogo, presą i molosami, którą poruszam tu, na ‚Zu z pasją’. Do utworzenia drugiego bloga zmobilizowały mnie wiadomości, które od was dostaję (w tym propozycje tematów), materiały, które mi przesyłacie, nasze rozmowy telefoniczne i wnioski płynące z tych interakcji. Które, mówiąc krótko, wskazują, że odpowiada wam styl, w jakim prowadzę bloga i chcielibyście poczytać o ‚kynologii’ wprost, takiej jaką ona jest więcej, i że wielu z was wcale nie obraża się na teksty w długiej formie. Zwłaszcza, gdy te krótkie, na które zwyczajowo natrafiacie w sieci, nie wnoszą dla was nic nowego i nie odpowiadają na nurtujące was pytania oraz wątpliwości.

Przyznaję, że ‚sprzężenie zwrotne’, które otrzymałam od was po tekście dotyczącym chińskiej światówki* dodatkowo zmotywowało mnie do utworzenia nowego bloga. Prywatne wiadomości – w tym miejscu namawiam was serdecznie do tego, abyście dzielili się swoimi refleksjami w bardziej otwarty sposób i komentowali wpisy na wordpressowej stronie, bo ja przecież nie gryzę, a wasze uwagi mogą przysłużyć się innym – napisało do mnie sporo osób ‚jakoś tam’ związanych z ZKwP. Osób, co do których mogę powiedzieć, że pamiętamy się z różnych kynologiczny for, w tym tych Serwisu Facebook i osób, które na mój tekst trafiły, szukając informacji w polskojęzycznym internecie właśnie o WDS 2019, czyli światowej wystawie psów w Chinach. I które, choć pisały, że podzielają moje wątpliwości, jednak nie odważyły się publicznie przyznać, że co najmniej z dużą częścią uwag w tamtym tekście zawartych się zgadzają. Gdyż, parafrazując tłumaczenie (więcej niż) jednej z tych osób, zostałyby ”zjedzone” za ”plucie w rodzinne gniazdo”, bo tak właśnie sporo tzw kynologów pojmuje podejmowanie i zajmowanie się ”trudnymi tematami”. I po prostu ”nie wypada” tego robić. A jeśli, mimo wszystko owe ”trudne tematy” się porusza, to grozi to towarzyskim ostracyzmem… Niestety tym, którzy moich wątpliwości odnośnie (nie)dochowania zasad etyki w kontekście min. chińskiej światówki nie podzielają, a tekst czytały, nie chciało się go komentować ani nawet napisać krytyki w prywatnej wiadomości.

Dla odmiany, jak się okazało ‚publiczne powodzenie’ tekst ten miał w środowisku posiadaczy rasowych psów oraz hodowców niezwiązanych z ZKwP/FCI. I to chyba jest najbardziej zasmucające w dzisiejszej polskiej przestrzeni kynologicznej; ludzie, którzy kynologią się zajmują i nią żyją (nie mylić z ”z niej żyją”) w przeważającej większości boją się otwarcie, w swoim środowisku, rozmawiać na te tzw trudne tematy. A to właśnie tacy ludzie (kynolodzy z duszy i serca) do mnie pisali i z takimi osobami wymieniłam wiele cennych uwag. Przykre jest także to, że klimat, w którym, w niektórych odnogach środowiska ”kynologów” o każdym, kto działa w kynologicznej organizacji innej niż ta z najdłuższym stażem, mówi się ”pseuduch”, powoduje, że ludzie z innych klubów i stowarzyszeń, po prostu chyba nawet nie tyle już ”boją się” nawiązywać kontakty z sympatykami ZKwP, co nie mają na nie ochoty.

Przechodząc do samego bloga Kultura kynologiczna dla psiarzy: planowałam, że zacznę od czegoś bardzo bazowego i napiszę co nieco o kynologii, jako dziedzinie. Jednak dzieją się różne ciekawe rzeczy i uznałam, że najlepiej rozpocząć będzie od opowiedzenia wam nie tyle o samej kynologii, co o, zgodnie z nazwą bloga: kulturze kynologicznej. Kulturze kynologicznej taką, jaką mamy ją dziś i z której to wszystko z czym mamy dziś do czynienia się bierze. I która kuleje. Bardzo. A ”rozwija się” a może raczej ”mutuje” w sieci, a szczególnie intensywnie na forach Facebooka… Cóż więc lepiej pomoże nam zorientować się w problematyce kultury kynologicznej, jak nie przykłady z natury? Znajdziecie ich w tekście aż nadto, bo (zwłaszcza w ostatnim czasie) podostawałam od was sporo różnych ciekawostek i niektóre z nich wybrałam jako uzupełnienie artykułu. Tak więc tematem pierwszego wpisu na blogu Kultura kynologiczna dla psiarzy będą; kwestia ‚amatorskiej hodowli psów rasowych’, opłacalność hodowli psów vs. prawa konsumenta (czyli nabywcy tego rasowego psa), obszary, w których polskie psiarstwo wymaga kluczowych zmian, by na powrót mogło stać się kynologią (i choć, nigdy nie jest za późno na zmianę, pytanie czy ktokolwiek tych zmian chce?). Międzynarodowe Federacje Kynologiczne zrzeszające hodowców psów, DNA i profilowanie, inbred (czyli chów wsobny/kojarzenia kazirodcze), niszowe i w Polsce wciąż jeszcze niespotykane ”hodowle butikowe”, odwieczne ”Na co zwrócić uwagę, wybierając hodowlę?” (Odpowiedź na to pytanie jest kluczowa z uwagi na fakt, iż w przeważającej większości przypadków kwestie sporne pomiędzy nabywcami towaru ”pies rasowy”, a ich producentami-hodowcami-sprzedającymi dotyczą zdrowia tych psów, wynikającego wprost z metod hodowlanych i selekcji przez tzw hodowców stosowanych). Także fakt, że za pseudokynologię w wykonaniu pseudokynologów w szeregach ZKwP, obrywają prawdziwie oddani swojej pasji hodowcy do tego stowarzyszenia należący. Oraz ”sterowanie konsumentem”, czyli manipulacja potencjalnym nabywcą rasowego psa (ale i nabywcą, który właścicielem psa już się stał), któremu wmawia się mnóstwo rzeczy po to, by…

No, właśnie, po co? Na to pytanie, moi drodzy, mam nadzieję, że sami będziecie w stanie sobie odpowiedzieć po lekturze pierwszego opublikowanego na blogu Kultura kynologiczna dla psiarzy artykułu, traktującego o wielu, wielu rzeczach, o których się wam (szczególnie przyszli nabywcy rasowych psów), nie mówi, bo ”nie musicie o nich wiedzieć” lub mówi się wam o nich bardzo… ”Specyficznie”. Tekst inicjujący bloga podzieliłam na dwie części, tak więc oto co nieco o rodzimej kulturze kynologicznej A.D. 2019;

”NAJGRUBSZE RYBY W STAWIE” UTRZYMUJĄ PH STOJĄCEJ WODY NA ”WŁAŚCIWYM” POZIOMIE – SŁÓW PARĘ NA TEMAT: ”SKĄD W ‚KYNOLOGII’ TYLE PATO…?”. (CZĘŚĆ PIERWSZA)

(DRUGA CZĘŚĆ) ”NAJGRUBSZE RYBY W STAWIE” UTRZYMUJĄ PH STOJĄCEJ WODY NA ”WŁAŚCIWYM” POZIOMIE – SŁÓW PARĘ NA TEMAT: ”SKĄD W ‚KYNOLOGII’ TYLE PATO…?”

 

”Ogłoszenia”

Jako że coraz mniej podoba mi się polityka Facebooka a za nią jego algorytmy, coraz rzadziej zaglądam na ten serwis, zapraszam was więc do kontaktu mejlowego, piszcie na adres: zuzpasjaodogoargentino@gmail.com albo powiązany z nowym blogiem: kultura.kynologiczna@gmail.com lub też bezpośrednio przez wordpressową stronę Kultura kynologiczna dla psiarzy (albo dzwońcie 🙂 ). Zdaję sobie sprawę z tego, że wielu z was jest po prostu wygodniej pisać przez FB, ale warto walczyć w leniem wewnętrznym 😉 Tym bardziej, że nie przewiduję tworzenia osobnej strony na Facebooku dla nowego bloga i „promowania” go w taki sposób, gdyż jest to blog przewidziany dla osób, które „nie chodzą na skróty” i mają ”instynkt indywidualnego poszukiwacza informacji kynologicznych”, czyli min. umieją obsługiwać wyszukiwarki internetowe, szukać konkretnych fraz i dzięki temu są/będą autentycznie zainteresowane treścią artykułów na KKDP.

W najbliższym czasie tu, na ‚Zu z pasją’ pojawią się trzy duuuże teksty dotyczące zagadnień związanych z psią agresją i podkreślę, że są one formą ukłonu w kierunku, nieco ostatnio przeze mnie zaniedbanej ”pierwotnej grupy docelowej” tego bloga, tj. właścicieli i entuzjastów psów rasy darzonej przeze mnie sporym sentymentem, czyli Dogo Argentino.

Być może niektóre z artykułów dostępnych na kulturakynologiczna.home.blog będą pojawiać się także tu, na Zu z pasją o Dogo Argentino i odwrotnie, ale to, jak to się mówi „wyjdzie w praniu”.

*https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2019/03/30/shanghai-world-dog-show-2019-oraz-2019-copa-mundial-el-dogo-argentino-en-china/?fbclid=IwAR1g3wHUWAaKGcfPvRjft0HX2KgNWs-gqPkzTW5k1WamVwb1YT1T9GSz5ig

Zuza Petrykowska

Ps. Już jakiś czas temu odpuściłam sobie udzielanie się na zamkniętych dla ogółu, psiarskich forach, bo mówiąc wprost zamęczył mnie klimat tych środowisk (zwłaszcza hipokryzja). Klimat zamkniętych grup, niby-dyskusyjnych, niedostępnych dla osób spoza towarzystwa wzajemnej adoracji, w których ciągle nazbyt często ”jedzie się” nabywców psów obciążonych schorzeniami. (Nabywców, którzy ośmielili się opisać problem, zamiast ”siedzieć cicho”.) Albo też wprost daje się popisy tego, jak bardzo nie szanuje się swojego klienta, czyli nabywcy/ konsumenta na towar ‚rasowy pies’, w arogancki, bezczelny wręcz sposób, komentując posty zupełnie ”zielonych Kowalskich”, którzy po tym, jak ”dopuszczeni zostali do ‚zaszczytu bycia członkiem’ danej grupy, ośmielają się zadać ‚jaśnie oświeconym hodowcom’ pytania” dotyczące danej rasy, w tym i te na temat ceny za szczeniaka.

Zamęczył mnie klimat, w którym wałkowane są głównie pseudokynologiczne tematy, bo te nie wymagają znajomości złożoności dziedziny, którą jest kynologia. I każda ”gwazdeczka” może w nich zabłysnąć, jak czarnobylaska łuna. Traktowanie serio danego wątku, komentarze zawierające określone fakty, udzielanie rzeczowych odpowiedzi (nazbyt często) kwitowane infantylnymi reakcjami, które ciężko nawet określić mianem ”wypowiedzi”, uważam po prostu za stratę czasu. Aczkolwiek, ja na kynologii w żaden sposób nie zarabiam. Ale rozumiem, że inne osoby mają swoje powody, by mimo ogólnego, wciąż się obniżającego poziomu tych for, tkwić na nich i się na nich udzielać.

Nieco inaczej ma się sytuacja z grupami otwartymi, czyli tymi, do których dostęp mają wszyscy użytkownicy Facebooka, w tym znaczeniu, że zamieszczane na nich posty i komentarze widoczne są i możliwe do prześledzenia, nie tylko dla członków takich grup, ale i każdego, kto ma ochotę je sobie poczytać. ”Problem” polega jedynie na tym, że grupy otwarte nie są tak chętnie oblegane przez członków i sympatyków ZKwP, jak te zamknięte (albo nawet tajne), gdyż na takich otwartych dla zainteresowanych ”z zewnątrz” grupach, wszystko co zostanie powiedziane, jest dostępne dla potencjalnych nabywców psów. A więc zaliczałyby się do tego ww reakcje hodowców na posty nabywców, którzy zakupili psy obciążone schorzeniami, ”gwónoburze i oburze”, które posty zawierające te informacje wywołały u ”niczemu winnych hodowców” itp., itd. Krótko mówiąc to, co jest najbardziej interesujące z punktu widzenia nabywcy na towar ”pies rasowy”, człowieka szukającego informacji o ”producencie towaru”, prawie zupełnie nie kręci tzw hodowców…

Ostatnio zdarzyło mi się złamać moją ‚dietę antygrupową’ i zamieściłam post na jedynej polskojęzycznej otwartej kynologicznej grupie Serwisu Facebook, którą uważam za godną uwagi, tj. ”KYNOLOGIA – przeszłość, teraźniejszość, przyszłość …”* i czasem na nią zaglądam, i którą polecam wam do podglądania, bo za niezwykle cenne uważam, że niektórzy jej członkowie mają odwagę publicznie dzielić się swoimi refleksjami dotyczącymi kondycji nie tylko polskiej kynologii, ale i nieprawidłowości w najstarszym polskim stowarzyszeniu hodowców.

*https://www.facebook.com/groups/185845201976118/about/

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu oraz zdjęć i/lub grafik bez zgody autora jest zabronione.

ZAKUP BILETU DO MUZEUM CZY GALERII NIE DAJE PRAWA DO DOTYKANIA EKSPONATÓW, CZYLI WYSTAWA PSÓW I POSZANOWANIE VS. NARUSZANIE PRZESTRZENI

Świeży temat: ”Wystawa psów w Bydgoszczy. Zwierzę ugryzło 8-latka”: ://bydgoszcz.naszemiasto.pl/artykul/wystawa-psow-w-bydgoszczy-zwierze-ugryzlo-8-latka,5004384,artgal,t,id,tm.html?fbclid=IwAR2wWSWjCZ9tSaQ-XEhkn6i1e_fjkgwGtufxy7Juvx5abMd5tuOGbpl_jqs.

Sprawa a raczej treść artykułu, do którego powyżej podałam Wam link, poruszona została zapewne na niejednej z kynologicznych grup tematycznych. Komentarze były, są i pewnie jeszcze będą bardzo różnej… ”klasy”. Jednak najistotniejsze jest to, że niezależnie od tego co w istocie zaszło (to wiedzą tylko osoby bezpośrednio w zdarzenie zaangażowane) kolejny raz mamy dowód na to, że w kynologii kwestia poszanowania przestrzeni vs. naruszania przestrzeni w interakcjach ludzi z psami, jest skandalicznie wręcz zaniedbana.

Ogólnie

Żyjemy w ”tu i teraz” a nie życzeniowo, w ”idealnym świecie”. Jeżeli rzeczywistość pokazuje, że (niestety) ludzie są bezmyślnymi (nie umieją przewidywać konsekwencji swoich zachowań) prostakami (nie mają szacunku dla cudzej własności i wyciągają do niej ręce jak po swoje), to tę rzeczywistość trzeba ”wziąć na klatę”.

Tak więc podczas wystawy psów nie wolno zostawiać psa bez nadzoru. Nieważne, że jest zabezpieczony, w klatce i to przykrytej jakimś materiałem a droga do tej klatki otoczona jest mnóstwem tobołów, które mają ”utrudnić” nachlanym intruzom kontakt z psem pod nieobecność jego właściciela lub też, gdy ten jedynie na chwilę spuści klatkę z psem z oczu. Skoro doświadczenie uczy,  że ludzie, jeśli mają ochotę włożyć łapę do klatki z tak zabezpieczonym psem albo zaproponować to swojemu dziecku (sic!), niepowstrzymani i tak to zrobią, to nie wolno dawać im ku temu okazji. Wnioski są niewesołe, ale oczywiste. Tak po prostu wygląda rzeczywistość. Trzeba być mądrzejszym od innych dla dobra psa oraz własnego.

Rozwiązanie

Należy gości wystawy, zwiedzających, osoby, które zakupiły bilet i ”przyszły pooglądać pieski”, edukować. Podobno wystawy mają także za zadanie ludzi niezwiązanych z kynologią, w świat kynologii wprowadzać. To wprowadzanie powinno więc zaczynać się od uczenia tzw laików wystawowego savior -vivre, czyli tego co zwiedzającemu wolno (bo jest dla niego bezpieczne i nie przeszkadza ”gwiazdom” wydarzenia a więc psom i hodowcom), a czego mu nie wolno (bo stanowi dla niego zagrożenie i utrudnia przebieg wydarzenia jego głównym uczestnikom). Organizator wystawy powinien zadbać o bezpieczeństwo wszystkich, którzy w wydarzeniu biorą udział w więc także osób, które znalazły się na terenie imprezy, jako zwiedzający. Zakup biletu do muzeum czy galerii nie daje prawa do dotykania eksponatów (I to akurat rozumieją wszyscy, może z wyjątkiem osób z poważnymi zaburzeniami psychicznymi, które to np. usiłują lizać lub liżą obrazy, ale ten typ ”pasjonatów sztuki” definitywnie należy do mniejszości). I tak samo, jak z obrazami w galeriach, jest z psami, które podziwiać można podczas dog shows -ich też się nie dotyka. Psy pokazywane na wystawach nie są po to, żeby zabawiać zwiedzających. Wystawa psów to nie cyrk. To wydarzenie dla hodowców i posiadaczy rasowych psów. Jednak najwyraźniej kultura leci na łeb na szyję i to co wydawać by się mogło oczywiste dla wielu wcale takie nie jest. Żyjemy w czasach, w których organizator wystawy musi zacząć liczyć się z tym faktem. Praktyka pokazuje, że znacząca część gości wystawy nie umie się podczas tego wydarzenia zachować, tak więc organizator powinien poinstruować kupujących bilety i przebywających na terenie wystawy jako ”zwiedzający oglądacze”, co do tego, jakich zasad zobowiązani są przestrzegać.

Bonus

Z okazji wystaw drukuje się bilety, katalogi, dyplomy, można wydrukować także ulotki informacyjne zawierające podstawowe dane dotyczące zachowania zasad bezpieczeństwa przez zwiedzających. Wystarczy odbitka ksero wręczana każdemu, kto kupuje bilet. Tyle mówi się dziś o ”promocji” kynologicznych stowarzyszeń… Czy ulotka z informacją o tym dlaczego obcego psa się nie dotyka nie byłaby idealnym sposobem promocji? Przecież takie ulotki nie zawsze wyrzuca się ”od razu”. Wraz z biletami lądują w torbach i plecakach, w samochodzie, na stolikach z kluczami… Taką ulotkę można potem przypiąć na tablicy ogłoszeń w przedszkolu, szkole…

Tyle korzyści za ile? 5 groszy od kserokopii? …

Poszanowanie przestrzeni vs. naruszanie przestrzeni

Poszanowanie przestrzeni vs. naruszanie przestrzeni to temat wiecznie żywy i ciągle nienależycie serio przez tzw kynologów traktowany. Dystanse personalne dotyczą zarówno ludzi, jak i innych zwierząt -psów też. Proksemika to osobna dziedzina, element komunikacji niewerbalnej. I obiektywnie „niewyczuwanie niestosowności” przez daną osobę, naruszania przestrzeni obcego (człowieka lub zwierzęcia) świadczy o inteligencji tej osoby (nie tylko tej emocjonalnej). Nie pozostaje nic innego jak „trąbić” i to „drukowanymi literami”, zarówno posiadaczom psów, jak i osobom postronnym (w tym rodzicom odpowiadającym za dzieci), że przestrzeń intymna psa jest, tak samo jak przestrzeń intymna człowieka, jego własnością, przedłużeniem ciała i pies/kot (czy jakiekolwiek inne zwierzę, np. człowiek) nie musi akceptować wtargnięcia w nią.

Nikt normalny, ”kynologicznie świadomy” nie zostawiłby na wystawie, wśród tłumu obcych ludzi i psów czasem po prostu agresywnych wobec innych przedstawicieli swojego gatunku, psa rasy Fila Brasileiro. I najwyraźniej, w starciu z arogancją i ignorancją postronnych osób, należy przyjąć, że wchodząc z psem w przestrzeń wystawy, dla jego bezpieczeństwa i własnego spokoju ducha, należy traktować go, jakby był Fila Brasileiro, nawet, gdy nasz pies to Pekińczyk albo Labrador.

Do poczytania

Zachęcam do przeczytania serii tekstów o przestrzeni w kontekście interakcji z psami: https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2018/08/12/czlowiek-pies-i-przestrzen/

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora jest zabronione.

www.facebook.com/zuzpasjaodogoargentino

WYCHOWANIE I SZKOLENIE PSA: CZĘŚĆ SZÓSTA (Z PSEM WŚRÓD IGNORANTÓW -”EKSPERYMENTY W TERENIE” I TOP WKU…ĄCYCH ZACHOWAŃ POSIADACZY PSÓW)

Pierwotnie tekst ten nosił tytuł ”Z PSEM WŚRÓD IGNORANTÓW -”EKSPERYMENTY W TERENIE” I TOP WKU…ĄCYCH ZACHOWAŃ POSIADACZY PSÓW”, jednak najwyraźniej tylko z mojego punktu widzenia tytuł ten był dość precyzyjny, by jasne było, iż tekst jest dla wszystkich tych, którzy szukają informacji o tym jak układać i wychowywać psa, w kontekście jego interakcji nie tylko z właścicielem i jego rodziną, szczególnie dziećmi, ale ludźmi w ogóle, w tym także dziećmi w ogólnym sensie. Ponieważ wiele wejść ma tekst na temat wprowadzania niemowlęcia do domu, w którym jest pies, uznałam, że bardziej prozaiczny tytuł tekstu, do którego wstęp czytasz obecnie, może pomóc osobom szukającym odpowiedzi na pytania w nieco szerszym zakresie i dlatego postanowiłam zmienić jego tytuł na mniej konkretny, za to zawierający frazy najczęściej szukane.

 

Pępki świata i ich święte krowy

Tym razem będzie o braku szacunku w stosunku do osób postronnych i ignorancji posiadaczy czworonogów, przekonanych, że ich psy to święte krowy. O osobach, które swoją arogancją i krótkowzrocznością komunikują otoczeniu (celowo albo ”niechcący”, bo ”tak im wychodzi”), że zupełnie ”gdzieś” mają tych, którzy nie podzielają przekonania, że tekst ”To tylko pies!” jest stosowną reakcją na niewłaściwe zachowanie psa i to na jego niewłaściwe zachowanie w przestrzeni publicznej.

Pies pozwala sobie na tyle, na ile pozwala mu jego człowiek. Jeżeli więc pozwalasz swojemu psu na zachowania uciążliwe dla innych, irytujące osoby postronne, stresujące je lub wręcz narażające je na niebezpieczeństwo i ludzie ci o tym mówią a ty to ”zlewasz”, to problem jest z tobą. Nie uczysz psa bezkolizyjnego, harmonijnego przebywania w przestrzeni publicznej, wśród ludzi, zwierząt (i zjawisk) i nie wywiązujesz się z odpowiedzialności, którą jest posiadanie psa. Nie masz więc prawa oczekiwać, że otoczenie będzie potulnie poddawać się kreowanej przez ciebie sytuacji. To jak ”zajmujesz się” psem, to jakie nawyki w nim wyrobiłeś/aś i to jak go wychowałeś/aś może wku..ać i często wku…a innych. Pamiętaj, nie wszystko w zachowaniu twojego psa, nie wszystko do czego ty się przyzwyczaiłeś/aś, co tobie pasuje i co ty uważasz za ”fajne”, ”właściwe”, ”pożądane”, musi być takie dla innych. Do niewłaściwych zachowań twojego psa nie muszą ”przyzwyczajać się” inni ludzie ani zwierzęta.

Czy aby to pojąć trzeba odpowiadać za Dużego Zwierza?

Agresja nigdy nie jest normalnym stanem. Normalnym stanem ducha jest asertywny spokój, agresja jest odstępstwem od tej normy. Jest zrozumiała lub uzasadniona, o ile jest dostosowaną, adekwatną do sytuacji, reakcją np. na naruszenie przestrzeni i agresywne, zagrażające przewodnikowi lub samemu psu, zachowanie napastnika.

W każdym innym przypadku, czy to spowodowana brakiem prawidłowej socjalizacji, dziedzicznymi zaburzeniami psychicznymi (o które w przypadku psów rasowych i tzw metod hodowlanych, wcale nie jest trudno [”#Życie24na7wKojcu”]), wynikająca ze starzenia się psa i powodowana zespołem zaburzeń poznawczych (w skrócie CDS), z fizjologii (wpływ hormonów u osobnika właśnie dojrzewającego) lub biorąca się z choroby, czy ”trudnej przeszłości”, kiedy więc słowo ”adekwatna” nie oddaje istoty rzeczy, jest nie do zaakceptowania. Szczególnie, gdy dochodzi do niej w przestrzeni publicznej.

Idę chodnikiem i: padam ofiarą ataku psa wielkości ”ratlerka” (”rozmiar” psa jest bez znaczenia, atak to atak), prowadzonego przez właścicielkę na długiej, luźnej smyczy. Psa, który znienacka, po tym jak już mnie minie, zawraca, podbiega do mnie od tyłu i chwyta mnie za łydkę (na szczęście ”opakowaną” w buty z wysoką cholewką), usiłując wgryźć się w nią skuteczniej. Zatrzymuję się więc, patrzę w dół, spoglądam na stojącą jak bezmózgi kołek, jego właścicielkę i głośno wypowiadam jedno słowo: ”Serio?!” Jej pies wystraszony tym, że zatrzymałam się i odwróciłam, już do niej zwiał i udaje, że go nie ma. Co robi panienka, której popieprzony piesek atakuje postronne osoby podczas tzw spaceru? Po prostu stoi z wyrazem twarzy niepokalanym myślą. Zero reakcji na zachowanie psa. Żadnego ”przepraszam”. Nic. Po prostu stoi. Co więc robię ja? Pomagam jej. W tym celu używam partykuły wzmacniającej (tej, dzięki której każdy Polak rozpozna swojego krajana podczas zagranicznych wojaży), która niestety najskuteczniej pomaga osobom, którym zawiesił się system, na powrót zacząć kontaktować z bazą. Powtarzam więc: ”Serio, k…?!” I dopiero wtedy panienka się odzywa i pada ciche (mam poczucie, że naprawdę wymuszone) ”Przepraszam”. Ciśnienie podskakuje mi pod sufit, ale zachęcam ją do jakiejś ”refleksji” na temat zdarzenia, pytając: ”I co dalej?” A idiotka odpowiada tylko: ”To pierwszy raz”. Myślę sobie ”Nie. No, kurczę! To niemożliwe, żebym była aż tak wyjątkowa”. Ale nie opie…m tej ameby bardziej, bo wszystko w niej mówi mi, że to nie ma sensu. Że do chwili, w której jej pies nie złapie kogoś za łydkę wiosną czy latem, gdy chodzi się z odkrytymi nogami albo nie ugryzie czyjegoś dziecka, panienka nie będzie reagować na jego ”odpały”. W końcu ”to taki mały piesek i nic się nie stało” -no nie? Nieważne czy pies jest ”mały”, czy ”duży”, atakowanie ludzi i ich gryzienie, to atakowanie ludzi i ich gryzienie. Wyobraźcie sobie co by było, co by się działo w mediach społecznościowych, gdyby tak, jak ”małe, słodziutkie i niegroźne pieski” zachowały się duże psy a ich właściciele za każdym razem ”tłumaczyliby”, że ”to pierwszy raz”.  Hm?

Z mojego punktu widzenia nieuzasadniona agresja jest nie do zaakceptowania i kropka. Oznacza to, że nie wyobrażam sobie, abym mogła uznać, że ”Ten pies tak ma i już”. I zwalnia mnie to z obowiązku reagowania na jego zachowanie, korygowania go etc. Ale ludzie są rożni i różne rzeczy im pasują. Jeżeli ktoś godzi się na to, że w stosunku do niego i jego bliskich, w jego domu, ogrodzie, na jego posesji, jego pies będzie przejawiał zachowania agresywne, to ok. Jego sprawa, jego los i powiedzmy, że powód tej agresji mnie nie interesuje (I aż do kolejnego paska w ”serwisie informacyjnym” nikogo nie będzie obchodził). Ale kiedy taki ktoś zabiera agresywnie się zachowującego psa w miejsca publiczne, w których są inni ludzie oraz zwierzęta, moim zdaniem, ryzykuje zbyt wiele i przede wszystkim uprawia hazard nie swoimi zasobami. (Czy muszę dodawać albo klarować, że w pisząc te słowa nie mam już na myśli ”małych, słodziutkich i niegroźnych piesków”, ale wszystkie te nieco większe , ale także ponapinane i/lub histeryczne onki, labki, wyżły itd.itp.?) Nie swoje środki ryzykuje, puszczając takiego psa luzem lub na rozwijającej się smyczy, dodatkowo sam/a wślepiając się w ekran telefonu lub oddając ”plotkom” z sąsiadami i nie sprawując nad agresywnym psem kontroli.

Nigdy nie zgodziłabym się za normę przyjąć, że notorycznie nieprawidłowe (szczególnie wziąwszy pod uwagę, że psy trzymamy w skupiskach ludzkich i w pobliżu innych zwierząt) zachowanie w stosunku do człowieka (dziecko, matka prowadząca wózek, rowerzysta, biegacz, ktoś niosący coś dużego i nietypowego itp.), czy zwierząt (spacer z psem nie jest np. ”polowaniem” i pies na spacerze nie może ”polować” ani na wiewiórki ani na ”dziczki”), jest normą, którą można tłumaczyć w znaczeniu jej usprawiedliwiania (np. ulubione przez wielu: „To pies ze schroniska” -kropka.). To jasne, że pies może być chory, może przyjmować leki, które znacząco wpływają na jego kondycję psychiczną i ”rozmontowują mu” osobowość, że może dojrzewać i może wydawać mu się, że może ”rumaczyć”, że może się starzeć i mieć zaburzone reakcje albo tracić pamięć. Ale od tego, aby nad psem sprawował kontrolę, jest jego właściciel, opiekun tego psa. I od tego jest smycz a kiedy to potrzebne, także kaganiec, by ich używać.

Żyj sam i daj żyć innym

Jak już pisałam, dla mnie pies to molos, Duże Zwierzę i potencjalnie, jeśli będzie ono zaniedbane i w efekcie tego zaburzone psychicznie i/lub nieupilnowane, może wyrządzić wielką szkodę. Dlatego do mnie „opowieści usprawiedliwiające” nie trafiają i mnie nie przekonują. Nie rozumiem bierności niektórych psiarzy i przyznaję, że zdarzają się sytuacje, w których drażni mnie ona nieprzeciętnie wręcz. Oburza mnie, że osoby, które odpowiedzialne są za ”małe pieski” i te inne, ”z założenia niegroźne”, przy czym jednak agresywnie się zachowujące, zdają się wartościować napaści i ugryzienia. Zupełnie nie licząc się z tym, że dla kogoś (np. dziecka) nawet ugryzienie przez Jamnika może stać się traumą, że małe dziecko może tak bardzo wystraszyć się ataku ”słodkiego Buldożka Francuskiego”, czy jakiegoś małego terriera, że zacznie bać się wszystkich psów, a jego rodzicom bardzo trudno będzie przepracować z nim ten strach. Że ugryzienie biegacza ”w łydkę”, może poważanie uszkodzić mięsień, nawet jeśli ugryzie ”tylko kundelek w typie owczarka” (I zupełnie bez znaczenia jest, że ktoś biega ”tylko” amatorsko). Nie uważam też, że przez to, że ”mój pies jest duży” i ”groźny”, i ”wygląda agresywnie” (zdaniem niektórych -WTF?) , ma służyć za gryzak sfrustrowanym psim agresorom ”łagodnych i niegroźnych ras”. A ja mam w tym samym czasie, gdy atakuje nas jakiś popieprzony pies, powstrzymywać mojego przed tym, aby ”nie oddał” przychlastowi i że razem z moim psem mamy biernie przyglądać się temu, jak agresor kąsa i gryzie mojego psa. Nie, ja, kiedy atakuje mojego psa i mnie (bo mój pies nie jest wolnym elektronem, razem jesteśmy w publicznej przestrzeni i bo ja trzymam smycz, na której jest wyprowadzany mój pies) atakuje jakieś psi pier…olec, reaguję i bronię mojego psa i siebie przed atakiem. I robię to przy użyciu fizycznych bodźców, gdy inne sposoby zawodzą.

Nie wyobrażam sobie usprawiedliwiania agresji, co najmniej pięćdziesięcio kilogramowego zwierza, który, jak pierwszy z brzegu burek „Nie lubi listonoszy” (”Bo jeden go kiedyś kopnął” albo „Bo nie. I już”) i „to dla tego atakuje wszystkich, którzy mu się z listonoszem kojarzą” (Np. noszą torby w charakterystyczny sposób.) I kropka. I co? Reszta świata ma/musi zaakceptować, ten stan permanentnego popier…olenia u takiego psa? Co to za skandaliczne postawienie sprawy? Reszta świata widzi to tak, że ten pies jest pier…olnięty i nie zgadza się z tym, że ”to normalne”. Ten pies jest agresywny i niebezpieczny ot, co. Dlatego, jeżeli masz psa, który zachowuje się nienormalnie, nie chodź z nim w miejsca publiczne a jak już musisz, to sprawuj nad nim kontrolę; zapnij na smycz i wyprowadzaj go w kagańcu.

O! Dziecko!

Nigdy też nie zaakceptuję tekstów o tym, że psy po prostu ”mają prawo” zachować się agresywnie, zareagować agresją na to, że dziecko np. czterolatek ”piszczy” albo „intensywnie wpatruje się jakiemuś psu w oczy”. Powtórzę, że zaniedbaniem bardzo wielu rodziców jest nienauczenie dzieci, że nie wolno jest im zbliżać się do obcych psów i usiłować ich dotykać. Nienauczenie dzieci poszanowania przestrzeni zwierząt, ze szczególnym uwzględnieniem kotów, które się ”nie obcyndalają” i ”jadą pazurami jak leci”, i psów, których zachowania mogą być od kocich zdecydowanie bardziej ostre i niebezpieczne. Jednak jeszcze większym zaniedbaniem i to ze strony posiadaczy psów, które dodatkowo przebywają w przestrzeni publicznej (nierzadko bez smyczy, biegając luzem), jest nienauczenie tychże psów, że dzieci są ludzkimi szczeniętami i że jako takie są dla nich nietykalne. Każdy pies musi rozumieć, że dziecko to szczenię, a szczenięta ”nie rzucają wyzwań”, są bezbronne, ale przede wszystkim nietykalne. Są dla psów nietykalne, gdyż należą do swoich właścicieli-ludzi i to ludzie ”rozporządzają swoimi szczeniętami” oraz, kiedy zachodzi taka potrzeba, bronią swoich szczeniąt tak, jak broni swoich szczeniąt suka-matka, a więc zaciekle i do końca.

Jeżeli ktoś dopuszcza takie postawienie sprawy, w którym pies odbiera zachowanie dziecka, to że małe dziecko ”patrzy mu w oczy”, a on-pies interpretuje to jako ”wyzwanie do walki”, ”wyzwanie do określenia lub potwierdzenia swojej pozycji społecznej względem dziecka”, itp., to taki ktoś ma coś nie tak z głową. Przede wszystkim dopuszcza szalenie niebezpieczną ewentualność, że pies może nie rozumieć czym jest dziecko i z tego powodu je zaatakować. A na atakowanie dzieci przez psy, nie może być przyzwolenia. Ludzie, którzy tłumaczą zachowanie psa; ”Zaatakował, bo odebrał wpatrywanie się dziecka, jako zagrożenie i wyzwanie do walki” kompromitują się. Dzieci to szczenięta ludzi, nie stanowią żadnego zagrożenia, więc traktowanie ich, jak osobników stwarzających zagrożenie, atakowanie przy użyciu zębów, jest niedopuszczalne, jest przejawem zaburzenia psychicznego, którego przewodnik nie może akceptować. Normalny pies wie, że dziecko, to szczenię człowieka, a szczenię nie jest dla niego zagrożeniem. Psy atakujące dzieci po prostu nie są normalne, są bardzo zaburzone, reagują bardzo nieadekwatnie do sytuacji. A wszystko dlatego, że ich właściciele/ opiekunowie zaniedbali swój obowiązek nauczenia psów odnoszenia się do dzieci, ludzkich szczeniąt.

Posiadanie psa wiąże się z szeregiem obowiązków, nie wystarczy tylko ”dać michę i wyjść na siusiu”, psa trzeba wychowywać. I to nie chodzi o to, żeby przynosił patyczek i siadał na zawołanie. Pies, który przebywa w przestrzeni publicznej, w tzw miejscach publicznych, w których są ludzie, w tym małe dzieci, wykonujący różne czynności, inne zwierzęta, czyli przede wszystkim psy, ale i wiewiórki, czy koty, musi znać zasady przebywania w tych miejscach, radzić sobie psychicznie z bodźcami, które to otoczenie powoduje. Masz psa, to super, ale on nie może uprzykrzać życia innym. Nie tylko ty chcesz ”wyjść na spacer” ze swoim psem. Inni też chcą i chcą móc sobie spokojnie spacerować, czy to ze swoimi psami, czy dziećmi albo biegać lub jeździć na rowerze. Niektórzy chcą w spokoju poczytać książkę na ławce w parku albo zjeść coś z przyjaciółmi na rozłożonym na trawniku kocu. Miejsca publiczne nazywają się tak dlatego, że są powszechnie i zazwyczaj nieodpłatnie dostępne dla ”każdej jednostki fizycznej”. Skwer, chodnik, czy inne ”miejsce publiczne”, to bez znaczenia, nie jesteś pępkiem świata, a twój pies nie jest świętą krową. Jeżeli więc zaczyna ujadać na przejeżdżające na rolkach dzieciaki, rzucać się na przechodzącego obok psa albo wbiega na czyjś koc, to przeproś za jago zachowanie osoby, którym przeszkadza i zabierz go gdzie indziej. Gdzieś, gdzie jego zachowanie nie będzie wprowadzało dysharmonii, stresowało innych lub powodowało napięcia u ludzi i psów w około. Nie utrudniaj życia innym. Racz zrobić rachunek sumienia i przyznaj, że nie wszystkie psy ”mają tak, jak twój”, niektóre są zrównoważone, stabilne psychicznie i po prostu normalne, więc tekst ”To tylko pies!” możesz sobie wsadzić w…

”Przyzwyczajenie-znieczulenie”

Wpuszczasz psa z klatki schodowej, a ten wybiega, piłując japę na cały regulator, plotkujesz na chodniku, podczas gdy twój pies drze ryja na całe osiedle, bo ”coś zobaczył”, puszczasz psa luzem, mimo że ten zaczepia inne psy i wywołuje spiny, a na każdą uwagę, że twój pies zachowuje się źle, odpowiadasz ”Wyluzuj, to tylko pies” .-ej, ogarnij się, bo twoje zachowanie wku…a innych i kiedyś, ktoś nie wytrzyma i ci ”przyfasoli”.

Zakładam, że raczej lubisz swojego psa, ale zrozum, nie wszyscy w około muszą go ”lubić” i przyklaskiwać twojemu podejściu do tego ”co wolno psu” w odniesieniu do obcych ludzi i innych zwierząt. Szczególnie, kiedy pozwalasz mu drzeć mordę na każdego, nawet w promieniu 30 metrów od niego; psa, człowieka; rowerzystę, biegacza etc. Może tobie to nie przeszkadza, może jesteś przyzwyczajony/a do tego, że twój pies zachowuje się jak debil i w jego zachowaniu nie widzisz (już?) nic nadzwyczajnego. Może dla ciebie ono jest ”normalne” i nie czujesz już zażenowany/a za każdym razem, gdy np. stoisz (jak kołek) i trzymasz smycz (i nie robisz nic poza tym), na końcu której twój stojący na tylnych łapach pies, szarpie się jak dziki i wypluwa sobie płuca, bo w pobliżu przejeżdża rowerzysta albo ktoś przebiega. Ale ludzi w około jego opętańcze darcie japy denerwuje i powoduje, że nie czują się komfortowo, widząc jego zachowanie i zdając sobie sprawę, że jeśli wypuścisz smycz z rąk, to twój pies zaatakuje tego kogoś, kogo obrał za cel. Postaw się na miejscu tego przykładowego rowerzysty czy biegacza, którego twój pies ”obelżywie oszczekuje” i do którego tak się szarpie, i wyobraź sobie, że zdarzają im się dni, kiedy po kilka razy wyskakują na nich z zza krzaków albo rzucają się z chodnika obok, psy tak pop…olone, jak twój. A nie każdy jest na smyczy. (Miej litość.)

Przychodzisz na publiczną plażę z napiętym, jak baranie jaja terrierem, który sprawia wrażenie, jakby był podłączony do prądu, to przynajmniej staraj się, żeby jego obecność na plaży nie męczyła innych. Masz psa, który na okrągło jest pobudzony i tobie może nie przeszkadzać, że kiedy rozkładasz koc dla siebie i koleżanki/kolegi, ten skacze w około ciebie tak, że plącze ci nogi w smycz, a piach ląduje w jedzeniu, które znajoma osoba na tym kocu rozkłada. Może jesteś przyzwyczajona/y do tego, że podekscytowany łapie za tę smycz zębami i od czasu do czasu, dla odmiany, twoje przedramię, dookoła którego smycz jest okręcona. Może uważasz, że pytanie go ”Puszku, co robisz?” za każdym razem, kiedy cię gryzie, ma sens, bo może za którymś razem w końcu przemówi ludzkim głosem i powie ci dlaczego bawi go gryzienie twojej ręki? Ale kiedy zaczyna ujadać, bo w odległości kilku metrów od niego jakiś dzieciak bawi się piłką, a twojego psa aż nosi z frustracji, że nie może znaleźć się tam, gdzie to dziecko, to każ mu się zamknąć. Niech żuje ci ręce do woli, to twoje łapy, ale kiedy zaczyna oszczekiwać jakieś dziecko i szarpać się na smyczy, usiłując wydostać z szelek, po to, żeby ”coś zrobić z tym, że to dziecko z piłką tam jest”, ty zrób coś, żeby przestał zachowywać się, jak debil. Nie jesteś na tej plaży sam/a!

Nikogo nie obchodzi w jaką dyskusję na fejsbuku się wdałeś/aś, wychodzisz psem, to się nie wlepiaj w telefon. Zajmuj się psem. Jeżeli zabierasz go na ”leniwy lunch” ze znajomymi, nie zostawiaj samego sobie. W dodatku puszczonego luzem, podczas gdy ty pijesz ze znajomkami piwo w restauracyjnym ogródku. Twój pies ma się trzymać ciebie, ty masz go pilnować, a nie pozwalać na to, żeby oddalał się, kiedy tylko zobaczy innego psa, który budzi w nim ”takie jakieś emocje”, że zaczyna ścigać go tak, że właściciel drugiego psa spieprza z nim na drugą stronę ulicy… Myśl o tym, że zachowanie twojego psa oraz twoja ignorancja do spółki z arogancją, wpływają na innych. Masz psa = masz obowiązek.

”Kukułki”

Niektórzy psiarze funkcjonują ze swoimi psami, w tzw miejscach publicznych, w przekonaniu, że ich psom wolno wszystko i że/bo są, i to jest naprawdę niezłe, ”niegroźne”. Tacy psiarze są jak rodzice rozwydrzonych dzieci, na wszystko mający jedną odpowiedź: ”To tylko dziecko!”, tyle że psiarze odpowiadają: ”To tylko pies!” I kiedy przychodzi co do czego, i ich pies wywoła ”problem”, np. spinę z innym psem, osoby postronne zajmą się tym. Ignoranccy aroganci np. pozwalają swojemu debilnemu psu biegać w samopas, chociaż nie są w stanie na odległość sprawić, że zaprzestanie jakiegoś zachowania, nie są a stanie przywołać go do siebie, bo ich pies kompletnie się z nimi nie liczy. Czyli nie sprawują nad nim kontroli, nie mają z nim ”flow”, ale puszczają go luzem. I kiedy ich pies naprzykrza się innemu, który nie ma fazy na ”bliskie spotkania” i sytuacja staje się napięta, bo atakowany namolnością intruza pies, zaczyna się marszczyć itd., a intruz jeszcze bardziej się napina, to jak potoczy się ”spina”, pozostawiają właścicielowi napastowanego psa. Przerzucają swoją odpowiedzialność na jakąś obcą osobę, która w tym momencie musi przecież zająć się własnym psem i kontrolować jego zachowanie (no, albo nie…). I śmieją jeszcze mieć pretensje dotyczące tego, jak ten ktoś sobie poradził (albo nie) z tym, że obcy dla niego pies, pies ”kukułeczki”, wtargnął w ich przestrzeń i narobił syfu.

Jesteś właścicielem psa, więc odpowiedzialność za jego zachowanie spoczywa na tobie. Kiedy ktoś zwraca ci uwagę, dotyczącą jego zachowania, weź ją sobie do serca, nie mów, ”To tylko pies!”, że ”Chciał się tylko przywitać”, że ”Nic się nie stało” i że ‚‚Nie ma się czym denerwować” albo że ”Przestraszył się” i ”to dlatego” ganiał przerażonego sześciolatka, jeżdżącego na rowerze. Nie wciskaj ludziom kitów. Na to już za późno, dałeś/aś ciała i ten ktoś już jest wku…wony, więc nie mów, ”Po co te emocje?”, bo jeszcze bardziej taką osobę wku…wiasz. Przeproś, ”posyp głowę popiołem” i zabieraj swojego psa i siebie z oczu tego kogoś. Nie wdawaj się w dyskusje, nie broń stanowiska, które jest nie do obrony, bo tylko się ośmieszasz. Nie dopilnowałeś/aś psa, ot, cała filozofia. To normalne, że ludzie zwracają się do właściciela psa, kiedy ten zachowuje się niewłaściwie. Ale jeżeli nie ma cię w pobliżu, to nie dziw się, że wku…wiony tata owego sześciolatka, zasunął kopa twojemu psu. Gdyby moje dziecko usiłował ugryźć jakiś pies, ode mnie też zarobiłby kopa i kompletnie nieistotne byłoby dla mnie czy ten pies byłby duży, czy mały albo za jak ”słodkiego” ty go masz. Pies nie może ganiać dziecka, bo ”przestraszył się odgłosu” wydawanego przez jego rower, deskorolkę, czy cokolwiek innego. Pies nie może ganiać dziecka, po to, żeby je zębami ”skorygować”, żeby wymusić na nim zaprzestanie jakiegoś zachowania, dlatego, że on pies, psychicznie nie radzi sobie z tym, co zachowanie dziecka u niego wywołuje. Od korygowania szczeniaków są ich matki a od korygowania dzieci -ludzkich szczeniąt, są ludzie. Psy nie mogą ot, tak naruszać przestrzeni dzieci, tym bardziej nie mogą naruszać jej z intencją ”korygowania ich” i to przy użyciu zębów. To, że ty możesz tego nie ogarniać, to twój problem. Kogoś, czyje dziecko, psa albo kogo samego, atakować będzie twój psychicznie zaburzony pies, to, że ty zachowujesz się, jak owieczka bez dzwoneczka, zupełnie nie obchodzi. Jeżeli twój pies nie umie radzić sobie z płynącymi z otoczenia bodźcami, bądź odpowiedzialny/a i nie spuszczaj go ze smyczy. Wtedy unikniesz rozmów z wku…wionymi tatusiami sześciolatków na rowerkach, którzy mają zerową tolerancję na twoje kity i zachowanie twojego psa.

To jest tak proste, że aż nie do uwierzenia; jeżeli nie umiesz kontrolować zachowania swojego psa i twoja relacja z nim ogranicza się do tego, że jesteś dla niego podajnikiem na karmę, to nie spuszczaj go ze smyczy. Jeżeli nie umiesz sprawić, by zachowywał się w sposób nieinwazyjny, nieuciążliwy dla otoczenia, żeby swoim zachowaniem nie wprowadzał zamętu do otoczenia i nie denerwował ludzi w około, to zadbaj o to, żeby choć minimalnie kontrolować go, kiedy może stać się ”niegrzeczny” i po prostu wyprowadzaj go na smyczy.

Pepeg story

Otwarta przestrzeń, polana, grupka kilku osób (samych kobiet) i kilku luzem puszczonych psów. Wszystkie psiaki są nieduże, takie do 25 kg. Ja i pies nie idziemy ”na czołowe” z tą grupą, idziemy ścieżką nieco z boku. Po prostu sobie tamtędy przechodzimy. Z daleka widzę ”klimat” między tamtymi psami. Widzę, który jest ”liderem” w tym zestawie i gra rolę ”koguta” ogarniającego swoje ”stadko kur” i jak, jakimi metodami dominuje drugiego samca. (Łapy ”dominanta” często lądują na kłębie dominowanego podrostka i starszy samiec zastyga w tej pozycji za każdym razem, gdy udaje mu się dogonić dominowanego osobnika, który najwyraźniej nie ma większego problemu z zaistniałą sytuacją). Patrzę na to i wiem, że jeżeli ”dominat” spróbuje takich ”metod”, tego rodzaju ”strategii społecznej” i to ”na dzień dobry” z molosem, który idzie obok mnie (zdarza się nam napotykać naprawdę dziwne, bardzo konfrontacyjne, ale biegające luzem psy…), będzie kicha. Nie mam już jak zmienić trasy, dwa z psów, rzecz jasna ”dominat” i ten uległy wobec niego podrostek, niczym emisariusze, odłączyły się od pozostałych i zaczęły oddalać od właścicielek, zmierzając w naszym kierunku. (Dzieli nas dystans ponad dwudziestu metrów.) Młodziutki psiak jest nakręcony, podekscytowany i raczej niegroźny, biegnie na nas z ewidentnym nastawieniem, że ”oto pojawił się ktoś nowy, potencjalny kompan do ganianki”. Psiak nie widzi nic poza ”nowym” psem, nie widzi człowieka, który z tym psem jest i pędzi na pewniaka, skracając dystans. Nie interesuje go ”czytanie sygnałów”, nie ma ”refleksji” nad tym czy ów nieznany pies okazuje mu zainteresowanie itp., po prostu do nas biegnie. On, niepowstrzymany, nawykowo naruszy przestrzeń (tym akurat razem) moją i prowadzonego przeze mnie psa, ale nie kieruje nim ”potrzeba dominacji” a ”nawyk ekscytacji”. Idący przy mnie molos, zerka na niego, jednak zdecydowanie większą uwagę zwraca na drugiego psa, tego starszego, którego nie cieszy nasz widok… Z ”miękkim” podrostkiem, gdyby ten był solo, molos zapewne by się ”dogadał” i w efekcie, jeżeli psiak nie wystraszyłby się jego gabarytów, mogliby się poganiać i mieć całkiem sympatyczną interakcję -zakładam tak, ponieważ znam psa, z którym jestem na spacerze, więc jego zachowania i reakcje potrafię przewidzieć. Ale nie ma opcji na ”sympatyczną interakcję” dlatego, że młodziak nie jest sam i przede wszystkim dlatego, że drugi z psów, ”dominat”, będzie ”bronił zasobów”, czyli nie dopuści do tego, by molos ”przejął” podrostka. Nie zamierzam też pozwalać przebywającemu pod moją opieką molosowi na interakcję z psami, o których nie wiem nic, poza tym czego dowiaduje się właśnie w tym momencie i co już mi się nie podoba.

”Dominant” nie jest nastawiony ”pozytywnie”. Starszego psa pojawienie się idącego ze mną molosa, także w pełni dojrzałego samca, ekscytuje inaczej niż młodziaka. Idzie na nas z nastawieniem dominanta; jest naprężony, na sztywnych łapach, patrzy z ukosa, ale przy tym jest jednoznacznie zaskoczony i nieco onieśmielony gabarytami dorosłego psa, którego prowadzę. I przez to nie ośmiela się wejść na nas wprost. Ten, raczej, jak mówi tor, którym się porusza, starać się będzie zajść nas od tyłu, po łuku i naruszyć naszą strefę, kiedy idący obok mnie pies, straci go z oczu. Wciąż się przemieszczamy, nie robimy przystanku. ”Dominat”, jak inne tego typu psy, spróbuje po prostu ”włożyć nos w dupę” prowadzonego przeze mnie osobnika, kiedy zapomnimy, że jest ”tam gdzieś za nami”. Koryguję molosa, któremu nie podoba się nastawienie ”dominanta”, będącego jeszcze chwilę temu obok rozentuzjazmowanego podrostka, a teraz zataczającego duży łuk i zaczynającego jednoznacznie podążać za nami. Przekierowuję uwagę Dużego Zwierza na siebie i nie zatrzymując się, gdyż nie chcę wytrącać go z trybu ”mamy swoje sprawy i te psy nas nie interesują”, kontynuuję spacer. Molos zerka w tył, ale potulnie kroczy przy mnie.

”Dominant” nie odpuszcza. Zachowuje się zgodnie z moimi przewidywaniami i w odległości mniej niż 10u metrów, ”siada nam na ogonie”. Duże Zwierzę podaje się mojej woli, choć ”ciutkę” się jeży. Stalkujący molosa ”dominant” jeży się bardzo.

Od grupki kobiet odłączają się dwie panie i zbliżają się w naszą stronę. Oto natrafia się świetna (kolejna) okazja do przekonania się jak i czy w ogóle na komunikaty niewerbalne i werbalne wysyłane zarówno przez obce psy(!), jak i ich właścicieli, reagują właściciele upierdliwych psów. To interesujące tym bardziej, że owa psia ”upierdliwość” nie bierze się z sufitu…

Eksperymentuję: przystaję na moment -podrostek nie wyhamowuje, dalej, w tym samym tempie idzie wprost na nas. Starszy samiec także nie reaguje. Głośno i zdecydowanym tonem mówię ”Nie!”, komunikat wzmacniam gestem stop oraz tupnięciem w podłoże. Nie chcę, aby obcy pies ot, tak naruszył moją przestrzeń, absorbował sobą mnie i psa, a co za tym idzie prawdopodobnie zatrzymał nas, dając czas stalkerowi na zbliżenie się. ”Rozentuzjazmowany” młodziak szybko reaguje: zatrzymuje się, przestaje skracać dystans, po prostu staje w miejscu i patrzy na psa, którego prowadzę. Pani pod opieką, której ten pies jest, wydaje się być nico bardziej przytomna od właścicielki ”dominanta”, gdyż na mój komunikat reaguje równe szybko, jak jej pies. Ruszamy a kobieta podchodzi do podrostka i zapina go na smycz. Nie dyskutuje ze mną. Nic nie mówi, po prostu zabiera swojego psa. I na tym etapie -super. Nie obchodzi mnie co myśli o moim zachowaniu, czy rozumie je i wie z czego wynika, czy dla niej zachowałam się ”jak wariatka”. Jej pies nie wszedł w moją przestrzeń, nie zaczął nas absorbować, nie zatrzymał nas i możemy przemieszczać się, ciągle nie dając możliwości pseudo dominantowi na wejście w naszą przestrzeń. Zadziałało moje ”Nie!”, babka zapięła swojego psa na smycz i go zabrała -małe, a cieszy. Serio. Dosyć szybka reakcja osoby, która w jakimś tam stopniu zwraca uwagę na zachowanie swojego psa i to, jak na nie reagują inni ludzie. Brawo dla tej pani.

Kątem oka widzę, że drugi z psów (ten napięty, jak baranie jaja), mniejszy od zabranego już przez właścicielkę, młodziaka, ”dominant”, nieprzychylnie łypiący na olbrzyma, którego obrał sobie za cel, nie zaprzestał stalkowania. Moje zachowanie go nie ”wybiło”, on dalej chce wejść w moją przestrzeń, dla którego jest ona ”przestrzenią psa, którego prowadzę”, bo ”dominant” nie ma zwyczaju odnoszenia się w takich sytuacjach do ludzi. Moja obecność go nie obchodzi i to co robię nie ma dla niego znaczenia. ”Dominant” chce naruszyć przestrzeń molosa (naszą), bo ”jego jest przestrzeń, w której jesteśmy” -to mówi jego zachowanie. On przyzwyczajony jest naruszać przestrzeń innych psów (i ludzi) z tym nietolerowanym przez mnie, konfrontacyjnym nastawieniem mówiącym, że to ”on tu rządzi”. Jego właścicielka zaczyna wydawać dźwięki, standardowe ”on tylko chce…”, czy mój pies ”to suczka?” itp. Robi to, by zyskać na czasie, by sprawić jakieś wrażenie, że jakoś ”jest w tej sytuacji”, choć zachowanie jej psa mówi, że nie ma jej w tym co jej pies robi. Pani ignoruje fakt, że mogę sobie nie życzyć i nie życzę sobie obecności jej psa blisko siebie, czego już przecież dałam wyraz. ”Nie kuma” tego z czym nie miała problemu pani pierwszego psiaka. Skoro powiedziałam ”Nie!”, pokazałam gest ”stop” i do tego tupnęłam, to znaczy, że nie chcę, aby obcy (jej) pies do mnie podchodził. Ale ona udaje, że tego nie słyszała albo, że nie rozumie co oznacza słowo ”Nie!” ani ”gest stop”. Jej pies samowolnie się od niej oddalił i usiłuje wejść w moją przestrzeń (i tylko przy okazji, mojego psa, bo to ja jestem przewodnikiem psa a nie pies moim), ja tego nie chcę, a ona ma do w sowim …zadzie. Kompletnie jej to wisi. Niby woła psa, ale nie skutkuje to tym, że zaczyna kontrolować jego zachowanie, on do niej nie przychodzi.

Jej pies nie przestaje za nami podążać. Zachowanie i mowa ciała jej psa komunikują, że to on jest osobnikiem dominującym względem swojej właścicielki oraz, że to on ustala zasady, według których inne psy mogą być w przestrzeni, którą on uznaje za swoją (w tym momencie jest to polana i jej niesprecyzowane okolice, w których przebywamy ja i molos). Jednak, gdy chodzi o idącego przy mnie molosa, pies tej pani definitywnie okazuje się być pseudo dominantem. Podąża za nami dlatego, że wciąż jest w bajce, że pies, którego prowadzę (jak inne) ”musi się zgodzić” na naruszenie przez niego swojej przestrzeni. Jednak boi się zainicjować kontakt, jak to ma w zwyczaju, czyli wedrzeć się w przestrzeń obcego osobnika, gdyż tym razem chodzi o przestrzeń ponadprzeciętnie (zwłaszcza z tego psa punktu widzenia) dużego samca. Dlatego wyczekuje okazji, by zrobić to w chwili, w której molos o nim ”zapomni”. To ten psi pseudo dominant decyduje o tym, co może a czego nie może robić -nie jego właścicielka. Nic w zachowaniu tej kobiety nie mówi, że ona przyjęła do wiadomości mój brak zgody na to, aby jej pies do mnie i mojego psa podszedł. Zignorowała moje ”Nie!”. Nie przyszło jej do głowy, że jeżeli mówię ”nie” i stopuję psa, który się do mnie zbliża, mam ku temu powód. I sęk w tym, że ta pani nie powinna nawet zajmować się tym jaki jest ten powód, ale od razu powinna uszanować moje ”nie”. Czyli podjąć działanie dzięki któremu jej pies nie zbliży się do mnie i idącego ze mną psa. Ja i molos idziemy, jej pies niezmordowanie nas stalkuje.

Kiedy mówię tej pani, że nie chcę, aby jej pies naruszał moją przestrzeń, babka się rozkręca. Powtarzam, że nie chcę jej psa blisko siebie, a ona to ponownie ignoruje. Lekceważy mój brak zgody na przebywanie jej psa w mojej przestrzeni osobistej. Najprawdopodobniej ta osoba przyjmuje, że skoro prowadzę psa na smyczy, to ”muszę się automatycznie godzić na to, że inne psy będą do niego podchodzić”, czyli, że inne psy, będą naruszać moją przestrzeń po to, by wejść w przestrzeń mojego psa. Nie. To tak nie działa. To, że ta pani nie rozumie znaczenia przestrzeni osobistej, szczególnie, że nie ogarnia jej w odniesieniu do interakcji z psami, nie jest moim problemem. To jest jej problem i nie widzę powodu, dla którego inni (w tym ja) mają dawać się terroryzować przejawianej przez nią ignorancji. Nie stoję w miejscu, cały czas wolno sobie, wraz z molosem, idę. Przemieszczamy się w obranym wcześniej kierunku. Pies tej pani idzie za mną i idącym przy mnie samcem. Ciągle stara się znaleźć blisko prowadzonego przeze mnie psa (najbliżej podchodzi na 3 metry) a jest zjeżony na maksa, napięty. Boi się molosa, ale nie umie ustąpić (taki nawyk…). Nie reaguje na werbalne komunikaty, nie pomaga moje pstrykanie na niego palcami ani syczenie, ciągnie się za mną i moim psem.

Babka coś nawija i podnosi mi ciśnienie. Pluszak nie jest (jeszcze?) w fazie na ”zwracanie uwagi” namolnemu psu, bo staram się, najlepiej jak mogę, przekazać mu, że nie powinien interesować się ciągnącym się za nami kretynem i najprawdopodobniej, w tym momencie, może nawet(?) dałyby sobie włożyć nos w dupę, bo ten pseudo dominant wisi mu i powiewa… Tym bardziej, że molos ufa mi, że wiem co robię i nie sprowadziłabym na niego (nas) zagrożenia, pozwalając na to, by w naszą przestrzeń wszedł agresor, pies z nieprzychylnym nam nastawieniem. No, ale właśnie… Ten pies to jest stalker. I ten stalker jest zjeżony, nabuzowany, sztywny… Mogłoby wystarczyć jedno jego (jeszcze bardziej) ”krzywe spojrzenie”… I co może zrobić pies, który idzie obok mnie, kiedy zachowanie namolnego kundla go zdenerwuje? Kiedy tamten jednak, niezasłużenie wpuszczony przeze mnie w naszą przestrzeń, ”zebrałby się w sobie” i po ”obwąchaniu”, ośmieli się doskoczyć do molosa i jak tamtego podrostka, próbowałby ”dominować”, jeszcze bardziej nas terroryzować? Molos ”odwinąłby się”, aby przekazać mu, że ma się zabierać z jego/naszej przestrzeni, odstraszyłby go… W zależności od tego, jak ”obliczył siebie” sytuację dominancik, to odstraszenie wystarczy albo nie. Jeśli nie wystarczy, stalker stanie się agresorem, nie odpuści i postara się ”postawić na swoim”, co nie może mu się udać. Koniec końców, to zawsze ten większy pies ma przekopane. Moją rolą, jako przewodnika, jest zapewnić psa, który przebywa pod moją opieką, że to nie na jego głowie, jest ochrona naszej przestrzeni i to nie on musi ”odbijać” psich intruzów z kompleksem Napoleona.

Kiedy więc namolny pies, którego właścicielka zdążyła już zacząć iść w przeciwnym niż my kierunku, licząc chyba na to, że jej pies pójdzie za nią (nie wiem na jakiej podstawie, bo ona go nie obchodzi), bez zmian podąża za nami, odwracam się i nogą, konkretnie krawędzią pepega odbijam go od nas. Nie wkładam w to specjalnej siły, chcę, żeby ten namolny pies z nastawieniem, którego nie życzę sobie w pobliżu siebie ani mojego psa, dał nam spokój. Zmęczyło mnie, że ten najeżony kretyn cały czas idzie za nami. Nie chcę, żeby ten pies był blisko mnie. (Nie mogę powiedzieć, że ”kopię” tego psa, bo gdybym chciała go kopnąć, mogłabym zrobić mu krzywdę, a but zsunąłby mi się ze stopy). Intruz natychmiast odskakuje i odpuszcza sobie stalkowanie nas, od razu zaczyna wąchać trawkę dziesięć metrów od nas. I to uruchamia jego ”panią i władczynię”.

Zawraca i zaczyna jęczeć, że bla bla bla… i coś tam dalej, ale nie słucham jej, idę w swoim kierunku. Ona strasznie się ekscytuje. Zatrzymuję się więc i odwracam do niej, mówiąc: ”Pani pies nie chciał odkleić się ode mnie i tego oto psa, ciągle lazł za nami, a ja pani powiedziałam, że nie życzę go sobie w swojej przestrzeni osobistej. Nie zrobiła pani nic, nie zapięła go pani na smycz i nie zabrała go. Zignorowała pani to, co pani powiedziałam, a teraz śmie się pani na mnie wyzierać? Bo skutecznie przegoniłam od siebie i psa, pani namolnego kundla?”. Kobieta coś truje, zupełnie nie odnosi się o tego co do niej mówię. (Ten typ tak ma: ignoruje fakty.) Zwracam jej uwagę, żeby nie pochodziła do mnie w takim stanie, nie machała łapami i nie wydzierała się, bo wku… psa obok mnie i baba odchodzi. Jej psu nie stała się żadna krzywda, ale ona poczuła się ”dotknięta” moją reakcją na jej zaniedbanie. Oburzyło ją, że śmiałam pepegiem trącić jej psa, bo ona nie zrobiła nic, żeby powstrzymać go od zachowania, które było dla mnie uciążliwe. A wystarczyło, żeby właściwie zareagowała na komunikat ”Nie chcę pani psa obok siebie”.

Na marginesie, ciekawe jest to, że tego typu osobom nie zdarza się myśleć, że pies do którego ich pies ot, tak podchodzi, może być na coś chory albo po prostu agresywny. Kiedy słyszę coś w rodzaju ”Proszę się nie denerwować, mój pies nie gryzie”, zawsze odpowiadam, że ”mój gryzie” i z żalem przyznaję, że niestety tego rodzaju deklaracja działa najlepiej.

Nie bądź kukułką, można inaczej

Zrozum, że nie każdy właściciel psa zachowuje się tak nonszalancko, jak ty. Niektórzy posiadacze psów, szczególnie właściciele psów dużych ras, psów ciężkich (czyli takich powyżej 50kg) i z dużymi głowami, psów, które swoimi gabarytami (”wyglądem”) budzą niepokój u innych osób (i dostają od tych osób określone, często niczym nieuzasadnione ”łatki”), i które budzą specyficzne zainteresowanie u niektórych psów, są nauczeni doświadczeniem, że aby móc spokojnie ze swoim psem przebywać w przestrzeni publicznej i by spacer z psem był przyjemnością, muszą skanować otoczenie. Muszą zwracać uwagę na zachowania ludzi w około (uważać min. np. ”głaskaczy”) i mieć oko na przebywające w pobliżu psy. Psy które, kiedy prowadzone są na smyczach, odpada problem naruszania przez nie przestrzeni i psy, które biegają luzem i nie przestrzegają przy tym psiego savoir vivre. Nie przestrzegają zasad etykiety, bo albo są ”entuzjastycznie nakręcone 24/7” i rozpoczynanie interakcji z innym (praktycznie każdym napotkanym) psem w takim stanie jest dla nich naturalne (bo tak też zachowują się w stosunku do ludzi) i kiedy automatycznie wchodzą w przestrzeń innego psa, nie czytają sygnałów, które on wysyła (tj. mowy jego ciała i kompletnie ignorują płynące od niego subtelne niewerbalne komunikaty), skupiając się na tym, żeby się z nim ”przywitać”, za wszelką cenę. Albo ich intencją jest okazanie dominacji względem psa, którego właśnie zobaczyły i w którego stronę zdecydowanie zmierzają, i którego przestrzeń zamierzają naruszyć tak, jak to robią osobniki o wyższym statusie społecznym, dominujące nad osobnikami o niższym statusie społecznym. Życie uczy, że kiedy ma się pod swoją opieką Duże Zwierzę, trzeba być uważnym. I to wcale nie ze względu na to, że owo Duże Zwierzę ma problem z otoczeniem, ale dlatego, że otoczenie bardzo często ma problem z Dużym Zwierzem. O ile jeszcze łatwo zneutralizować zamęt powodowany przez psy zachowujące się, jakby były na prochach 24/7, to ponapinane wyżełki i inne popierdółki, którym wydaje się, że ”dominują”, są naprawdę trudnymi przeciwnikami dla przewodnika molosa. Spuszczone ze smyczy, zlewające ciepłym moczem swoich właścicieli, a więc nawykowo mające gdzieś ludzi i w ogóle się z nimi nie liczące, zaciekle ”szukają guza”. Pojawiają się znikąd, zachodząc psa, którego sobie upatrzyły od tyłu albo biegną do niego, nawet z odległości kilkudziesięciu metrów, otwarcie ”kolizyjnym kursem” i wywołują tzw spiny.

Niektórzy posiadacze psów, umieją przewidzieć zachowania swoich podopiecznych. Wiedzą jak ich psy reagują na konkretne zachowania innych psów np. naruszanie przez nie przestrzeni ich podopiecznych. Np. wiedzą, że bezceremonialne wdarcie się w przestrzeń ich, spokojnie idącego albo np. żującego sobie na wybiegu oponę, psa, przez napiętego dominanta, nie ujdzie intruzowi na sucho. Reakcja młodego, sprawnego psa, ważącego np. 50 kg, różnić się może (różni się) od reakcji psa ważącego połowę mniej. No i rasa, czy też tzw typ również jest istotnym czynnikiem… Wiele z psów nawykowo naruszających przestrzeń wszystkich innych psów, reaguje histerycznie na ”zwrócenie im uwagi” przez molosa, czy po prostu dużego psa. ”Odwinięcie się”, zawarczenie i okazanie falujących falbanek przez, dotąd zajętego żuciem opony, molosa, który nie życzy sobie towarzystwa ani tym bardziej łap obcego psa na swoim kłębie, jest często przez takie psy odbierane jako ”atak”. Co skutkuje histerycznym skowytem, który dla otoczenia składającego się z ”niekumających bazy” ludzi jest dowodem, że ”ten miły piesek chciał się tylko przywitać, a ten wielki pies go zaatakował”. Albo też owo okazanie falujących falbanek traktowane jest przez intruzów jako ”wyzwanie”. Czyli molos przekazuje obcemu psu: ”Nie znam cię. Nie chcę tego zmieniać. Na pewno cię nie lubię”, ”Zabieraj łapy z mojego grzbietu, bo mnie wkurzasz” itp. a intruz reaguje agresją na sygnał ostrzegawczy i atakuje molosa. I powstaje problem. Molosy szybko ”zamiatają” takie cwaniakowanie u ponapinanych intruzów. I zazwyczaj, kiedy złapią namolnego cwaniaczka, chwilę go przytrzymują, czekając aż ten przestanie wierzgać i wtedy go puszczają. Ale mają słabą tolerancję na psy, które nie uczą się na swoich błędach. Właściciele molosów mają natomiast słabą tolerancję na właścicieli tych psów, którzy, jak ich czworonożni podopieczni, również nie uczą się na błędach. Zdarzają się naprawdę dziwni, po prostu głupi ludzie, którzy zawsze postępują tak samo: ich pies biega w samopas, w ogóle nie patrzy nawet w stronę właściciela i za każdym razem, gdy widzi konkretnego psa, wywołuje z nim spinę. Do takich osób trafia jedynie ”obietnica”, brzmiąca mniej więcej: ”Jeżeli pani/pana pies kolejny raz podbiegnie do mojego i znowu będzie usiłować go pogryźć, to ja puszczę smycz i nie będę przeszkadzać mojemu psu w zachowaniu, które w takiej sytuacji uzna za najwłaściwsze. Innymi słowy, pozwolę mojemu psu obronić się przed pana/pani agresywnym psem z natężeniem, które mój pies uzna za stosowne”. Polecam takie obietnice składać głośno i wyraźnie tak, aby otocznie, tj ludzie wokoło dokładnie usłyszeli, że sytuacja, w której nasz pies jest atakowany przez tego luzem biegającego, ma miejsce kolejny raz i że jest to kolejna rozmowa z właścicielem/ką pieprzniętego psa. Zawstydzanie idiotów pokroju osób mających w du…e wszystko i wszystkich z wyjątkiem samych siebie, często odnosi skutek. Osobiście też staram się dotrzymywać obietnic, dlatego, jeżeli kolejny ras prowadzony przeze mine pies, zaczepiany lub po prostu atakowany jest przez tego samego osobnika, luzuję smycz. Pozwalam, by będący ze mną pies sam mógł odstraszyć niedoszłego ”przeciwnika”. Robię to, rzecz jasna tylko w tych przypadkach, w których intruz jest psem o gabarytach, które nie pozwolą mu zewrzeć się z prowadzonym przeze mnie psem w uścisku. Czyli w tych sytuacjach, o których wiem, że ”walka” z oczywistych względów nie jest możliwa, bo Duże Zwierzę ”nie zniża się” do ”walczenia” z małymi psami. Pozwalam mu odstraszać niezbyt duże kundle, ”miniaturki”, itp, ale ONkami, goldkami, labkami itp. zajmuję się ja, unikając ryzyka, że potencjalni ”dominanci” tak będą zacietrzewieni, że jednak nie przestraszą się ryczącego na nie molosa, a ośmielą się go zaatakować. 

Na marginesie, czasem dobrze jest na spacerze z psem wyciągnąć z kieszeni telefon, po to, by nagrać zachowanie intruza. Kiedy kolejny raz zauważamy tego samego psiego agresora puszczonego luzem i szukającego guza zacznijmy nagrywać. (Jeśli jesteśmy ”ogarniętym” psiarzem, to podczas spaceru z naszym podopiecznym skanujemy otoczenie, więc agresora z ”dorobkiem” nie jest trudno zauważyć.) Nagrajmy to jak: pies-agresor zbliża się do nas i naszego psa, jak uspokajamy naszego psa, jak nawołujemy właściciela takiego wywołującego spiny psa, by po niego przyszedł, zapiął go na smycz i zabrał gdzie indziej, jak informujemy (praktycznie całe otoczenie), że jeżeli obcy pies przekroczy granicę trzech metrów, to uznamy, że ponownie jesteśmy atakowani przez tego puszczonego luzem i niezabezpieczonego kagańcem psa, że nasz pies przebywa w przestrzeni publicznej na smyczy i że kolejny raz jest celem ataku psa puszczonego luzem i niezabezpieczonego kagańcem. To oczywiste, że trudno jest jednocześnie utrzymać smycz, nogą odganiać agresora, który stara się pogryźć naszego psa i jednocześnie tak trzymać telefon, aby możliwe był nagranie zdarzenia, ale to się udaje. I dzięki takim nagraniom powstaje materiał, z którym powinniśmy zgłosić się do dzielnicowego, który to ma obowiązek ”oświecić” właściciela agresywnego psa na temat konsekwencji, które za sobą niesie niezabezpieczanie tego typu psa w czasie, gdy przebywa on w przestrzeni publicznej. Poza tym warto pamiętać, że działając w taki sposób pomagamy także innym psom i ich właścicielom.

Bycie przewodnikiem dla psa w paru aspektach przypomina bycie rodzicem (więź, wychowywanie, czułość, troska itp. itd.) i powiem wprost: ja sobie nie wyobrażam, że dowiedziawszy się od mojego dziecka, że inne dziecko w jego szkole jest agresywne wobec niego (i może innych dzieci), miałabym mojemu dziecku powiedzieć ”rozwiążcie to między sobą, bez ingerencji ze strony dorosłych”. To byłoby podłe i bezduszne, i skutkowałoby utratą zaufania dziecka (a więc także jakiejkolwiek wiarygodności), wobec rodzica, który, gdy dziecko oczekuje pomocy, zawodzi je. Normalni ludzie nie chcą, żeby ich normalne psy musiały użerać się z psami, które mają ze sobą problemy, dokładnie tak samo, jak nie chcą, żeby ich dzieci miały użerać się z dziećmi niedostosowanymi i agresywnymi. Dlatego, gdy dowiadują się, że dziecko ma problem, podejmują interwencję. Jednak masa posiadaczy psów jak mantrę powtarza, że ”Psy powinny po psiemu, bez ingerencji ze strony człowieka, rozwiązywać swoje sprawy”. Sorry, ale, tak już poza odpowiedzialnością przewodnika wobec jego psa i tym, że to, że przewodnik ma chronić psa przed niepotrzebnym stresem itp., wystarczy raz zobaczyć jak ”swoje sprawy same rozwiązują” psy typu presa albo molosy w rodzaju CC, żeby zweryfikować słuszność tego poglądu i zrozumieć, jak bardzo, potencjalnie niebezpieczne może być ”zostawienie psich spraw, psom”.

Wielokrotnie powtarzałam, że mam świadomość, że psy typu presa, molosy są dosyć egzotycznymi psami w miastach, w miejskich parkach, na skwerach i psich wybiegach. I że ludzie w większości przyzwyczajeni do obcowania z labkami, owczarkami, wyżłami, spanielami, kundelkami i innymi ”miękkimi” psami, no ewentualnie łatwo nakręcającymi się ttb czy mikro psami, nie ogarniają czym jest Duże Zwierzę, które dużo waży i ma duża buzię. Że Duże Zwierzę może napiętemu kundelkowi, zrobić krzywdę, chwytając go za szyję, przywalając go do ziemi i ”uwalając” się na nim, jeśli agresorek zbyt będzie je irytował i tylko tak zrobić mu ”kuku”. Ale po prostu nie chcę, by pies, który przebywa pod moją opieką, za którego ja jestem odpowiedzialna, musiał ”mierzyć się” z psami, którym ich właściciele zrobili krzywdę i którym przez to wydaje się, że mogą swoje zaburzone dominacyjne zachowania przejawiać w stosunku do każdego psa, którego sobie namierzą oraz każdej osoby, która im się nawinie. Puszczanie luzem pieprzniętego psa, z olewem totalnym na to, co on robi i dziwienie się ludziom, którzy w efekcie ”gimnastykują się”, żeby ich psy nie przemieliły pieprzniętego agresora, jest mocno wku… zachowaniem.

Wołanie głuchego Bullterriera

Poznałam kiedyś panią, która miała białą, głuchą Bullterierkę. Chodziła z nią na spacery do parków, w których pełno było ludzi uprawiających sport, rodziców z dziećmi i innych posiadaczy psów na spacerach ze swoimi podopiecznymi. Spuszczała tę sukę ze smyczy i pozwalała, by ganiała aż do ”wyczerpania baterii” (co w przypadku tej rasy jest chyba niemożliwe do osiągnięcia). Kiedy suka zaczynała zachowywać się ”nieodpowiednio” (szybko się nakręcała i ”odlatywała”), np. zaczynała psa, z którym wcześniej się bawiła, zbyt intensywnie traktować (jak worek treningowy), uwieszając mu się na faflach, raniąc je do krwi, tak, że jej ”kolega” biegał po parku z czerwoną kufą albo za bardzo zoomowała się na bawiących się dzieciach, pani ta zaczynała ją wołać. Serio. Głuchego jak pień bulla. Gdy było jasne, że jej pies przeholowuje, babka, zaczynała udawać, że stara się coś z tym zrobić, że woła sukę i zaczynała wydzierać się, w kółko powtarzając jej imię, tłumacząc, zaniepokojonemu właścicielowi ”worka treningowego”, że ”Jak ona jest taka rozbawiona, to się jej dowołać nie można”

Typ ludzi, którym się nie chce

Bardzo smutne jest to, że ludzie posiadający psy, które ”sprawiają im kłopoty” lub wręcz takie, o których sami wprost mówią, że są zaburzone, tak naprawdę nie są zainteresowani rozwiązaniem problemu. Mówią, że ich pies coś tam, jakoś usprawiedliwiają to jego niewłaściwe zachowanie, czyli w istocie usprawiedliwiają swoją indolencję, swoje nic nie robienie w kierunku poprawy zachowania ich psa tak, by zaczął zachowywać się właściwie, ale nie interesuje ich zgłębienie przyczyn tego niewłaściwego, często uciążliwego dla innych, postronnych osób, zachowania. Nie interesuje ich scharakteryzowanie tego zachowania, dokładne opisanie, nazwanie i określenie jego przyczyn, bo im się nie chce. To jest zbyt dużo pracy, zbyt wiele wiedzy trzeba przyswoić i czasu poświęcić, by przepracować z psem problemy, które go gnębią i powodują, ze jest trudny w życiu na co dzień. Zbyt wiele potrzeba konsekwencji i zdecydowania. A im, od strony intelektualnej nie chce się w to zagłębiać, nie chce im się o tym myśleć, skupić na tym co niezbędne, by problem rozwiązać. Ani wdrażać w życie koniecznych dla poprawy zachowania psa zmian. Wolą sobie coś tam pochrzanić, że ich pies to coś tam i że sorry, bo on tak ma, no ale tak ma i w ogóle to… I że fajnie by było…

”Taka sytuacja”

Moja druga połowa wchodzi do wnętrza restauracji, ja z psem czekamy na zewnątrz. Planujemy zająć miejsce w ogródku, ale chwilowo ja i pies siadamy przy stoliku tuż przy witrynie knajpy, czekając, by w komplecie udać się do ogródka. Jakieś trzy-cztery metry ode mnie i psa siedzą trzy osoby. Na ich stoliku są talerze, stoi karafka z winem i kieliszki. Państwo są wyluzowani i w trakcie posiłku. Rzucają okiem na leżącego obok mnie, zmęczonego długim spacerem, psa. Coś zaczyna burczeć, odruchowo, kątem oka zerkam na Pluszaka, chociaż wiem, że to nie on wydaje z siebie ten odgłos. Dostrzegam pod stolikiem trójki osób małego psa. Małego psa, który jest napięty, łypie nieprzychylnie w naszą stronę, burczy, warczy i nawet ośmiela się zacząć szczekać, kiedy nawiązuję z nim kontakt wzrokowy, próbując przekonać się ”Co to jest?” Leżący przy mnie pies nie reaguje na psiego wariata. Mniejsze od Foxterriera coś, rozkręca się. Pluszak go zlewa. Siedząca najbliżej nas pani, zaczyna, patrząc na Pluszka; ”Jaki on grzeczny. Taki duży a taki grzeczny. Ona tak na niego warczy i szczeka a on taki grzeczny”. Rzucam okiem na Pluszaka, w czterech literach ma i tego porąbanego psiaka, i te osoby. Nie nawiązuję kontaktu wzrokowego z mówiącą ”w przestrzeń” panią, bo nie chcę zachęcać jej do rozpoczęcia rozmowy, ale ona dalej nawija. Powtarza, że ona (ta ukryta pod ich stolikiem bucząco-warcząco-szczekająca poczwarka) ”Jest taka niegrzeczna, a ten wielki pies jest taki grzeczny i nawet na nią nie patrzy. Jak to możliwe?” (WTF? A co, Pluszak, zdaniem tej pani powinien zrobić ”w reakcji” na zachowanie jej psa? Wskoczyć pod ich stolik, złapać poczwarkę i połknąć ją, jak kobra? Sorry, ale on nie je byle czego.) Patrzę więc na panią, która cały czas mówi i to do mnie, jak się okazuje, i zadaję jej pytanie; ”Przepraszam, a czego się pani spodziewa? Że co on miałby zrobić? Zacząć zachowywać się tak samo, jak pani pies? On jest normalny, więc ją ignoruje”. Pani wyczuwa ”przytyk” dotyczący różnic pomiędzy oboma zwierzakami, ale odnoszę wrażenie, że dokładnie rozumie dlaczego powiedziałam to, co powiedziałam. Jej towarzysz włącza się i mówi, że ”To pies ze schroniska”. Patrzę na niego z szeroko otwartymi oczami i uniesionymi brwiami, bo nie wiedzę ”linku”. (”To pies ze schroniska”, więc może się zachowywać, jak debil, nienormalnie agresywnie i już? Bo?) Ich pies cały czas burczy, warczy i poszczekuje. I raz na parę sekund wyskakuje spod ich stolika, ”przeklinając” w kierunku Pluszaka i zaraz pod ten stolik wraca. Nie korygują go, nie wysyłają mu żadnego dla niego czytelnego sygnału, że jego zachowanie jest niewłaściwe, ma go zaprzestać i się uspokoić, bo spokój jest pożądanym stanem ducha w sytuacji, w której nie dzieje się absolutnie nic zagrażającego bezpieczeństwu. Pani ogranicza się jedynie do łapania psiny za kufę i zaciskania na niej dłoni oraz próbuje psa ”przestawić”, jakoś odwrócić, ale suczka jest napięta i nie daje się ruszyć. Ciągle namierza Pluszaka. Beznadzieja zachowań tych ludzi i ich tłumaczenie nienormalnego zachowania ich psa ”schroniskową przeszłością”, skłania mnie do tego, żeby jednak wygłosić kilka zdań ; ”Państwa pies jest zaburzony. Pierwszym zmysłem psa jest węch, więc wasz pies wszystko co chciałby wiedzieć o mnie i moim psie powinien wiedzieć po tym, jak wciągnie w nozdrza nasz zapach. Nie musi do nas podchodzić w tym celu, tym bardziej, że nasza mowa ciała mówi, że nie jesteśmy zainteresowani interakcją z nim. Że nas w ogóle nie obchodzi i nasze nastawienie wobec niego jest zupełnie neutralne. Tym bardziej więc, powinien się uspokoić, bo nasze zachowanie oznacza, że nie jesteśmy dla niego żadnym zagrożeniem. Nie naruszamy też jego przestrzeni, niezależnie od tego co mu się wydaje, nie wchodzimy w nią. Po prostu tu siedzimy w przestrzeni, obiektywnie, publicznej”. Facet odpowiada, że oni ”nie są tacy mądrzy, bo tyle nie czytają”. Patrzę na niego z politowaniem, bo oto kolejny raz mam do czynienia ze standardem typu; ”Fajny taki spokojny psiak, nasz taki nie jest, ale… Nie chce się nam czegokolwiek robić, więc tak sobie będziemy pieprzyć, że fajnie by było, jakby nasz był taki spokojny, ale no, po prostu… No, byłoby fajnie, ale… nic nie zrobimy dla naszego. Szkoda, że nasz taki nie jest”… Itd… Ale weź się nie wymądrzaj, paniusiu”. I kontynuuję; ”Proszę pana, rozumiem, że jak się ma w nosie pewne rzeczy, to takie podśmiechujki, jakie pan teraz uprawia są bardzo fajne, ale siedząca przy stoliku z panem pani wydaje się tęsknić za normalnym psem, jak ten, który leży obok mnie i to pani zaczęła rozmowę. Tu nie chodzi nawet o to, żeby ”dużo czytać”, tylko patrzeć i ogarniać co się dzieje, umieć reagować i unikać problemów. Wasz pies nie jest normalny, reaguje agresją na to, że kilka metrów od niego jest inny pies, który ma go w nosie. I takie psy, jak pański, powodują, że np. ja nie mogę ot, tak puścić luzem mojego psa, bo nie wiem co zrobi pański pies”… – W tym momencie typ mi przerywa i mówi, że ”Ona jeszcze nigdy nikogo nie ugryzła.” (Wow, dajmy im medal…) I wtedy jego, zachwycająca się ”manierami” Pluszaka, towarzyszka, szybko uzupełnia, wtrącając: ”Ale ugryzie, ale w końcu ugryzie”. (No ładnie -myślę sobie. Czyli dostaję ”na talerzu” potwierdzenie, że pies jest poważnie zaburzony i jego zachowanie powoduje, że nawet jego właściciele wiedzą, że ”w końcu coś się zdarzy”, ale nic z tym nie robią…) Zamykam więc rozmowę; ”No właśnie, nawet jeżeli pana pies z frustracji, która go zżera, bo jest bardzo pogubiony i nie dostaje od was żadnej pomocy, żadnych wskazówek co do tego, jak powinien i może się zachowywać, ugryzie mojego, czy jakiegoś innego, luzem puszczonego i zajętego swoimi sprawami, psa, bo ”coś tam” i mój, czy inny pies, odbije piłeczkę. Tzn skoryguje go, zachowa się tak, aby powstrzymać zachowanie pana psa, to i tak to ten mój albo inny pies, będzie dla pana tym ”agresywnym”. Gdyby wasz pies był nieco większy, już kilka minut temu, karafka z winem wylądowałaby na spódnicy, którejś z pań albo pańskich spodniach, kieliszki i talerze z obiadem, byłaby na bruku, bo wyskakując spod stolika, na mojego psa i mnie, wasz pies powywracałby wszystko. Macie państwo psa niewielkich rozmiarów i tylko to uchroniło was przed zasyfionym finiszem wizyty w restauracji i może dlatego, nie ogarniacie jak poważny jest problem. Wszystko do czasu oczywiście, kiedy jak pani sama zauważyła, wasz pies ugryzie jakiegoś psa albo człowieka”. To mówiąc wstałam, i weszłam z Pluszakiem do knajpy, tam poczekaliśmy chwilę na miskę z wodą i już w komplecie udaliśmy się do ogródka.

Szanujmy innych (to naprawdę nie boli)

Kiedy idę sobie z prowadzonym przeze mnie psem, nie mam obowiązku ”kochać całego świata”, ”ze wszystkimi się bratać” i ”być do rany przyłóż”, tylko dlatego, że obok mnie idzie pies. Założenie, bardzo typowe dla wielu psiarzy, czyli że ktoś, kto ma psa, ”kocha wszystkie pieski” i generalnie na pewno akceptuje ”metody wychowawcze” i ”poglądy na wychowanie” psa, każdego z właścicieli napotykanych psów, jest bezpodstawne. Ja nie akceptuję ”mądrości” osób, które dużo mówią, ale w praktyce nie bardzo umieją sobie poradzić z zachowaniem swoich psów i nie ”kocham wszystkich piesków”.

Lubię psy. Ale tylko niektóre. Lubię psy, które umieją się zachować. Psy zrównoważone, stabilnie psychicznie, czytające sygnały, a nie zaburzone w sposób, który sprawia, że przestają zwracać uwagę na niewerbalną komunikację i bezceremonialnie naruszają przestrzeń moją i mojego psa, ignorując zupełnie obecność człowieka i odnosząc się jedynie do psa, jakby to pies wyprowadzał człowieka, a nie człowiek psa. Lubię psy, które nie naruszają mojej przestrzeni i przestrzeni mojego psa bez mojego zezwolenia. Psów, które ładują się w moją strefę osobistą, w której także znajduje się mój pies, dla którego ja jestem przewodnikiem, nie lubię. Takich psów nie chcę mieć w mojej przestrzeni i takim psom nie pozwalam zbliżać się do siebie ani mojego psa. Ja dla psa, którego jestem opiekunem, jestem przewodnikiem, to ja wyprowadzam psa, a nie pies mnie i dlatego to ja decyduję czy i jaki pies może się do mnie i mojego psa zbliżać. Tak samo jest z rodzicami dzieci; to od rodziców dzieci, zależy, czy jakiś pies może do ich dziecka podejść, czy nie. Niestety, właściciele psów nienauczonych poszanowania przestrzeni, u których czytanie mowy ciała zostało zaburzone nieprawidłowymi nawykami, które tym psom zaszczepili ludzie, kompletnie ten fakt ignorują. Ci ludzie kompletnie nie liczą się z tym, że niektórzy, inaczej niż oni, świadomie podchodzą do kwestii osobistej przestrzeni i nie życzą sobie jej bezceremonialnego naruszania, bez względu na to, co ”piesek chciał tylko”.

Wychodząc z psem ”w miejsca publiczne”, funkcjonuję z nim jako ”zestaw człowiek&pies”, wielką szkodą jest, że sposób w jaki np. ja postrzegam ”przebywanie z psem w miejscach publicznych”, tj min. na spacerach, jak modeluję swoją więź z psem i jak wygląda moja rola w relacji człowiek-pies, w odniesieniu do psa, nad którym sprawuję opiekę, jest aż tak mało popularny wśród osób posiadających psy i wydawałoby się, zobowiązanych do kontrolowania ich zachowania. Z mojego punktu widzenia zdumiewające jest, że ludzie wyprowadzający psy na spacery, puszczający je w samopas w przestrzeni publicznej, zupełnie ignorują fakty. Jeżeli jakiś pies bezceremonialnie ładuje się w przestrzeń psa, który prowadzony jest na smyczy albo idzie spokojnie przy nodze właściciela, czy grupy osób, oszczekuje tego psa i na niego warczy, zdradzając tym samym swoje dalekie od przyjacielskiego, czy nawet neutralnego, po prostu agresywne nastawienie, to ten agresywny intruz, nie atakuje tylko psa, on atakuje całą grupę, bo pies jest w tym momencie elementem grupy.

Przyzwyczajenie ludzi posiadających zaburzone psy do myślenia o takich sytuacjach w kategoriach typu ”mój pies ma problemy z innymi psami”, jest bardzo szkodliwe, bo nie oddaje istoty rzeczy. Tak zachowujące się psy są przede wszystkim zaburzone, ich reakcje na to, co dzieje się w ich otoczeniu są nieprawidłowe, przesadne. Zdradzają też, że psy te pogubiły się w swojej roli w relacji z człowiekiem.

Prawie na każdym spacerze doświadczam ignorancji lub po prostu barku szacunku w stosunku do innych ludzi ze strony psiarzy, kompletnie nie panujących nad zachowaniem swoich psów, nie rozumiejących przyczyn ich zachowania oraz nie traktujących tych irytujących czy wręcz utrudniających życie, a czasem nawet niebezpiecznych dla innych, postronnych osób, zachowań ich psów.

Rozregulowane potencjometry i pseudo dominanci

Powtórzymy, pies, który bezceremonialnie ładuje się w przestrzeń psa, który znajduje się w towarzystwie człowieka, czy grupy osób, nie narusza przestrzeni i/lub nie atakuje tylko psa, on narusza przestrzeń i/lub atakuje całą grupę. A więc i ludzi, bo atakowany pies jest elementem grupy. I tak postrzegany jest przez niezaburzone psy, pies idący obok człowieka, właśnie jako element zestawu, a nie ”wolny elektron”. Niezaburzone psy ”ogarniają całość obrazka”. Zanim zdecydują się nawiązać interakcję, stają w pewnej bezpiecznej, tj komfortowej dla wszystkich zainteresowanych, odległości, zazwyczaj kilku metrów i zaciągają się zapachem napotkanego psa (i jego człowieka, jeśli człowiek jest obok). Obserwują i psa, i jego człowieka. I nie skracają dystansu, dokąd nie mają pewności, że mogą to zrobić. I nawet jeśli ten pies nie jest dla nich ”nieznajomy”, upewniają się, czytając mowę ciała tego psa (i jego człowieka, jeśli człowiek jest obok), czy dziś, w tym momencie napotkany pies (i jego człowiek, jeśli ten jest obok) ma do nich tak samo neutralne, a może wręcz pozytywne nastawienie, jak one do niego (nich), czy skrócenie dystansu będzie zachowaniem pożądanym, czy nie. Na tym polega psi savoir vivre, na poszanowaniu przestrzeni, zamiast jej bezceremonialnym naruszaniu.

Naruszaniu przestrzeni, które powodowane jest przesadną ekscytacją, tym ”rozkręconym potencjometrem” tak typowym dla psów, które przez swoich właścicieli nauczone zostały, że poszanowanie przestrzeni, zarówno właściciela jak i innych ludzi oraz psów, nie jest ważne. I że ważna jest leżąca u podstaw ich zachowania, nie łącząca się z dominacją (przynajmniej u znaczącej większości takich psów i do pewnego momentu), ekscytacja. Że ekscytacja ta jest pożądanym (ludzie nie korygują zachowania takich psów) i nagradzanym (uwaga ludzi, zabawa z nimi, smakołyki od nich) stanem umysłu, dlatego po ludziach można skakać, do woli naruszać ich przestrzeń i ignorować ich obecność, kiedy prowadzą obok siebie inne psy. I podbiegać do tych innych psów, ”żeby się z nimi bawić”, zarażając je swoim przesadnie podnieconym stanem ducha. Takie psy zachowują się tak, jakby jedynym sposobem komunikacji między psami było wtargnięcie w przestrzeń pierwszego z brzegu psa, z nastawieniem ”Jejku! Jejku! Jak zaje..iście! Róbmy coś!”, z równocześnie zablokowaną funkcją odbioru jego zwrotnej reakcji. Kiedy atakowany ”entuzjastyczną ekscytacją” pies nie reaguje przejęciem energii intruza, nie wchodzi w tak samo wysokie rejestry, jak on, ale pozostając w swoim stanie ducha, neutralnie komunikuje mu, że zachowanie intruza nie jest tym, z czym chce mieć do czynienia i np. krótko warknie na intruza, aby go ”ostudzić” i wybić z tej ekscytacji, intruz może tego nawet nie zauważyć i często nie zauważa, zbyt rozstrojony, żeby ”złapać kontakt z bazą”.

Psy także miewają gorsze dni. I kiedy, powiedzmy, że ich ”cierpliwość” zbyt wiele razy, w zbyt krótkich odstępach czasu, wystawiana jest na próbę, mogą na taką ekscytację reagować ostrzej. Mogą intruza, który nie odbiera ”zmarszczenia się” atakowanego, jego ostrzegawczych warknięć, skorygować zębami; mogą go ”ukąsić” (jak kasownik, czyli złapać i puścić). Zwłaszcza, kiedy rzecz dzieje się na wybiegu i korygujący pies nie ma przy sobie swojego przewodnika, który zdecydowanie da mu sygnał ”Nie rób tak. Odpuść temu kretynowi, bo możesz go za mocno dziabnąć”. Taka reakcja u psa atakowanego energią, której nie chce się poddać, u intruza, u którego jego ”zabawowa ekscytacja” przykrywa skłonność do dominacyjnych zachowań, może być odczytana niewłaściwie. Jako wyzwanie i sygnał do rozpoczęcia spiny. Właściciele nieumiejących się zachować i niereagujących na mowę ciała, psów, także mogą ją odczytać jako agresję. Tego typu osoby potrafią zacząć z oburzeniem ”rzucać się”, że ich pies ”Chciał się tylko pobawić, a został ugryziony!”. Nie pozostaje nic innego jak zwrócić im uwagę, że najwyraźniej pies, którego przestrzeń samowolnie ”ugryziony” naruszył, nie miał ochoty na zabawę, a intruz nie zrozumiał sygnału.

Równie męczące i częste są próby naruszenia przestrzeni powodowane dominacyjnymi zapędami obcego psa. Nauczonego interakcjami z osobami, z którymi ma zazwyczaj do czynienia, a więc przede wszystkim przez swojego właściciela, iż ludzie nie są świadomi znaczenia przestrzeni osobistej w interakcjach z psami, nie umieją jej używać tj, nie umieją przestrzeni zawłaszczać ani jej zachowywać/bronić, ignoruje wszystkich ludzi, przyzwyczajony, że swoją przestrzeń oddają mu bez oporów. A więc przyjmują względem niego postawę uległą i za cel swojego dominacyjnego zachowania od razu przyjmuje psa, jako tego, który ”wie o co kaman”.

Taki pies inicjuje interakcję z psem, którego dostrzeże ”na swoim terenie”. Czyli po tym, jak go zauważy, ”obiera na niego kurs” i zaczyna skracać dystans. Bez znaczenia jest to, że obcy ”na terenie dominanta” pies nie jest z nim ”na kursie kolizyjnym”. Ten obcy może kompletnie ignorować obecność psa, któremu ”coś się wydaje”, ale ten i tak zacznie skracać dystans, aby ”podjąć interwencję”. I zrobi to samowolnie, bez oglądania się na swojego właściciela, kiedy tylko poczuje impuls. Niepowstrzymany ”wetnie się” w przestrzeń każdego psa lub człowieka, który prowadzi na smyczy psa. Odpali go pojawienie się w pobliżu innego osobnika i będzie mniej lub bardziej zuchwale (to zależy od tego jakiego ”rozmiaru” jest ”dominant”) usiłował wedrzeć się w przestrzeń napotkanego psa. Ignorując obecność człowieka jeśli ten prowadzi ”cel” na smyczy. Co jest sygnałem, iż tego napotkanego psa z założenia traktuje jako osobnika uległego względem siebie i równocześnie psa ”wyprowadzającego na spacer swojego człowieka”. Człowieka, który, w takim przypadku, jest osobnikiem jeszcze mniej ważnym, w sensie ”statusu społecznego”, od atakowanego przez ”dominanta”, psa. Na wszelką formę oporu ze strony napastowanego psa, osobnik z nawykiem dominacji, reaguje agresją. Tj. rzuca się do walki z psem, któremu naruszanie przestrzeni przez agresora i jego dominacyjne zapędy, nie pasują. I który wyraźnie to manifestuje; jeżąc się, unosząc głowę i uszy, ogon stawiając w sztorc, wypinając pierś do przodu, marszcząc się i ”falując firankami”. Generalnie, w odbiorze stając się jeszcze większym.

Psy żądające natychmiastowej uległości od każdego osobnika swojego gatunku, którego sobie upatrzą i namierzą, nawykowo terroryzują inne psy poprzez bezceremonialne naruszanie ich przestrzeni i, dla wielu normalnych, ale mniej ”przebojowych” psów, zaskakujące i bardzo stresujące, ”rzucanie się” na nie i gryzienie ich. Wcinając się, z takim nastawieniem w przestrzeń molosa, usiłując wymusić i na nim zajęcie pozycji uległej, mówiąc krótko ryzykują. Jednak naprawdę to zdrowiem i być może nawet życiem, bo agresorzy potrafią w swojej zajadłości wbiec nawet pod jadący samochód, swoich zaburzonych psów, ryzykują ich nieprzytomni, nieodpowiedzialni, głupi i aroganccy właściciele.

Uczysz psa, aby szanował przestrzeń innych psów (i ludzi), czytał ich mowę ciała, zwracał uwagę na komunikaty niewerbalne, które wysyłają do niego oraz innych, kiedy właściwie przeprowadzasz rytuały poznania, kiedy twój pies jest szczenięciem i poznajecie nowe osoby, psy i inne zwierzaki. Wchodzisz w rolę przewodnika swojego psa, kiedy umiesz używać swojej osobistej przestrzeni, zachowujesz ją, bronisz jej i zawłaszczasz przestrzeń w około, kiedy pojawia się nieznany wam pies, który ”chce poznać” szczeniaka. Oceniając nastawienie tego obcego psa, decydujesz, czy chcesz, aby do was podchodził, czy nie. Wybieraj mądrze i pozwalaj na interakcje twojego szczeniaka tylko z psami, które umieją się zachować, z psami zrównoważonymi. A więc tymi, które, kiedy staniesz przed swoim szczeniakiem, jak ”pole siłowe”, komunikując im, że szczeniak jest twój, że jest twoją własnością i ty decydujesz, czy jakiś pies może do was podejść, czy nie, zatrzymają się i skupią się na twoim przekazie. Jeżeli pies uszanuje ciebie jako przewodnika szczeniaka, podejdzie do was ciekawski, ale i spokojny, i będzie odnosił się do ciebie, będzie wiedział, że szczeniak jest twój i ty decydujesz, jak ma ta interakcja przebiegać; jak długo może trwać i jak on, pies ”spoza waszej paczki”, może się do szczeniaka odnosić i z nim bawić. Dla obcego psa ma być jasne, że to ty chronisz szczeniaka i to ty, kiedy uznasz, że chcesz, przerwiesz interakcję, że przerwiesz ją oraz podejmiesz interwencję, jeśli uznasz, że on, pies ”spoza waszej paczki”, zachował się w stosunku do szczeniaka niewłaściwie.

Nauczenie psa, wyrobienie w nim nawyku, aby czytał niewerbalne sygnały innych psów i wnioskował po ich mowie ciała czy życzą sobie interakcji z nim, czy nie, jest ważne także dlatego, że kiedy twój pies będzie przebywał z innymi psami np. na psim wybiegu, a jest Dużym Zwierzem, może onieśmielać je swoimi gabarytami. Twój pies nie może ”kozaczyć”, dlatego, że z obawy przed jego ”słoniowym”, z perspektywy niektórych psiaków, rozmiarem, te oddają mu swoją przestrzeń i pozwalają by się w nią wdzierał. On ma być fajnym, wyluzowanym psem. Twój pies nie powinien i nie może ”dominować” innych psów w tak, dodam żenującym stylu. W pewnych okolicznościach, kiedy będziesz czuć się gorzej, albo będziesz rozkojarzony/a pracą itp., itd., nie będziesz poświęcać psu tyle czasu, co wcześniej albo podrzucisz go znajomym, wyjeżdżając na wakacje, coś, co wydawać by się mogło, jest bez znaczenia; małe psy oddają swoją osobistą przestrzeń twojemu, rozbrykanemu ”słonikowi”, bo ”mu się zapomniało”, że powinien zwracać uwagę na ich mowę ciała, może okazać się tym, co skłoni twojego psa do sprawdzenia, czy ”To na pewno ty dalej jesteś jego przewodnikiem? Bo może czas, żebyście zamienili się rolami?” Pamiętaj, wszystko się liczy i wszystko ma znaczenie.

Wychodząc z psem ”w miejsca publiczne”, funkcjonuję z nim jako ”zestaw człowiek/ludzie&pies”. Problemem jest, że nie widzą tego w ten sposób właściciele psów z nawykiem dominacji. Nie rozumieją oni, że dla normalnego psa, którego bardzo ważną cechą jest obrona jego człowieka, agresor wdzierający się w przestrzeń grupy, jest zagrożeniem dla tej grupy a nie jedynie jednego z jej członków. Ignoranci takie sytuacje widzą tak, że oto ”ich pies po prostu podszedł do innego psa, którego ktoś prowadził na smyczy, albo który szedł obok swojego właściciela, czy kilku osób”. Nie zwracają uwagi na mowę ciała ani swojego psa, ani psa, do którego ich pies ”po prostu podszedł”, ani człowieka, czy osób, który/e z psem był/y. Nie widzą napięcia mięśni, ustawienia ogona, uszu, nie widzą zjeżonej sierści i tego, że ich pies bardzo szybko i drastycznie skrócił dystans między sobą, a tym drugim psem i jego człowiekiem/grupą ludzi… Nie myślą też o rasie, która nie tylko wpływa na wygląd danego zwierzęcia! Ale także cechy psychofizyczne. Np ”labki” są ”miękkie”, bo to psy, które miały wyławiać z wody strzeloną kaczkę w taki sposób, aby nie uszkodzić mięsa. Molos to typ ”guard dog”, pies nastawiony na ochranianie swojego człowieka. I od molosów nikt nie wymagał ”nie uszkadzania mięsa”.

To nie pies decyduje

Jeżeli pies, którego nie znam, nie poświęca uwagi na to, aby ”odczytać mnie poza werbalnie”, zaciągnąć się zapachem moim i mojego psa, i upewnić się, czytając moją mowę ciała (i mowę ciała mojego psa), czy nie mam nic przeciwko temu, aby się do mnie zbliżył, to nie chcę, aby zbliżał się do mnie i mojego psa. Nie chcę, aby mój pies miał interakcje z psami, które ignorują komunikację niewerbalną, mają reakcje nieadekwatne do sytuacji i nie są nauczone poszanowania przestrzeni ludzi ani psów. I nie chcę mieć z takimi psami nic wspólnego, bo ich zachowanie po prostu mnie drażni. Takie psy przejawiają szereg zachowań, które z mojego punktu widzenia są nie do zaakceptowania i dlatego nie wyrażam zgody na ich interakcję z moim psem ani ze mną. Nie lubię, kiedy psy na mnie skaczą i pchają mi pyski do kieszeni, żeby sprawdzić, czy mam przy sobie jakieś psie smakołyki. I nie nigdy nie pojmę, jak można nie być zażenowanym dopuszczeniem do tego, by pies, którego jest się właścicielem, zachowywał się w taki sposób wobec (szczególnie) obcych ludzi. Jest dla mnie oczywiste, że posiadacze tak zachowujących się psów, ”sraliby po gaciach”, gdyby Duże Zwierzę zachowywało się tak w stosunku do nich. Czyli wdzierało się w ich osobistą przestrzeń, skakało na nich, opierało się o nich przednimi łapami, kufą dosięgając ich twarzy i zaglądając w oczy, ”chciało smaczka”. No, ale cóż… Tak, czy inaczej, to ja-człowiek decyduję o tym, czy jakiś pies może wejść w moją strefę osobistą.

Po co?

Często, prowadząc psa, jestem uczestnikiem sytuacji (lub obserwuję takowe jako przechodzeń, ale odnosić się będę do sytuacji, których byłam uczestnikiem), w których jakiś, prowadzony na smyczy pies dostrzega innego, zatrzymuje się i obiera go za ”cel”. Staje i zaczyna wgapiać się w psa, którego dzieli od niego np. około 15-10 metrów. Właściciel takiego psa także staje. I tak stoją, dwa pajace. Ustawiony na ”cel” pies, stojący za nim człowiek a między nimi naprężona do granic smycz.

Tak więc idę chodnikiem, obok mnie spokojny psiak, mający w nosie stojące w odległości około 10 metrów przed nami, pajace. Obcy pies, bez niespodzianek; ziejący frustracją, ”łeścik” w szelkach. Wślepia się w Pluszaka i zaczyna przejawiać oznaki eskalacji ekscytacji związanej z dostrzeżeniem prowadzonego przeze mnie psa. Zaczyna się trząść i powarkiwać, jest naprężony, na sztywnych łapach, z ogonem w sztorc, cały ”aż chodzi”. W jego mowie ciała nie ma nic co można odczytać jako ”chęć poznania się” z moim psem. On nie węszy, nie zaciąga się zapachem Pluszaka i moim, nie stara się poznać naszego zapachu i czegoś o nas dowiedzieć. Nie przejawia żadnych oznak świadczących o tym, że pojawienie się w zasięgu jego wzroku prowadzonego przeze mnie psa, kojarzy z ewentualną możliwością rozpoczęcia jakiejś pokojowej interakcji z moim, wciąż wyluzowanym, psem. ”Snajper” nie zaprasza Pluszaka ”do zabawy”, za to emanuje frustracją. Nic tak do szału nie doprowadza psów przyzwyczajonych do dominowania, jak brak możliwości naruszenia przestrzeni jakiegoś psa. Pluszak omija go wzrokiem i to jest dla mnie najlepszy sygnał, że właściwie oceniam ”łeścika”. Molos nie patrzy w jego stronę, olewa napiętego pajaca tak, jak ma w zwyczaju olewać psich wariatów, czyli reagujące na niego frustracją i nienormalną agresją, niezbyt duże, czy wręcz mikro psy. (Te większe go wkurzają i, a jakże, potrafi im ”odbluzgnąć”, jeśli się na niego drą.) Prowadzę go ”po zewnętrznej” tak, aby obcy terierek-frustrat miał możliwie najbardziej utrudniony fizyczny kontakt z moim psem. Żeby nie dać mu okazji do dziabnięcia zbyt dużego, by mógł mu położyć łapy na grzbiecie i niedostępnego, by włożyć mu nos w du…pę, Pluszaka, ”w szynkę” lub pęcinę, w razie gdyby jego pajacowaty właściciel poluzował mu smycz, kiedy będziemy agresora mijać. To luzowanie smyczy i pozwolenie zaburzonemu psu na naruszenie przestrzeni ignorującego go, obcego psa, zachowującego od frustrata stosowny dystans, to bardzo typowe zachowanie niepokalanych myśleniem właścicieli tego rodzaju agresorów. Właściciel obcego psa ciągle stoi w miejscu. Nie koryguje zachowania swojego psa, nie uspokaja go, nie skraca smyczy, nie odwraca jego uwagi i nie kieruje jej na siebie, i jakąś propozycję, którą dla niego mógłby mieć (gdyby nie był pajacem), nie odciąga go i nie oddala się z nim. Nie robi niczego, po prostu stoi w miejscu. Dociera do mnie, że pomimo tego co dzieje się z jego psem, temu człowiekowi wydaje się, że jego ”piesek zobaczył pieska, z którym chce się przywitać”. Ten człowiek stoi tam jak pajac, z napiętym, niepewnym, zaburzonym psem i wygląda na to, że ”trybi sobie”, że tej jego poczwarce chodzi o ”przywitanie się i może zabawę z moim psem”. Po co miałby tam tak stać, gdyby rozumiał, że jego pies przejawia zachowanie agresywne wobec mojego? Hę? Co myśli ten człowiek? Zachowanie psów reagujących w taki sposób na inne, jest nawykowe. One napinają się na jakiegoś psa i jeśli same nie mogą udać się w jego kierunku, bo ogranicza je ”zasięg smyczy”, to wyczekują aż dzielący je od niego dystans się zmniejszy (aż człowiek prowadzący psa obranego przez nie za ”cel”, podprowadzi ów ”cel” bliżej) i rzucają się w jego kierunku. Zapominając, że są na smyczy, prawie wypluwają sobie przy tym płuca. Tak mają, że kiedy widzą innego psa i nie mogą wejść w jego ”mydlaną bańkę”, czyli naruszyć jego osobistej przestrzeni, dostają szału. Nie wiem więc skąd przekonanie właścicieli tego typu ”łeścików” oraz innych nieszczęśliwych psów, że ”tym razem będzie inaczej”. Staram się sobie tłumaczyć, że ci ludzie liczą na to, że z jakiegoś (nie wiadomo jakiego, po prostu magicznego) powodu, ”tym razem będzie inaczej”. Bo jeżeli stoją tak, wiedząc, że ”będzie tak, jak zawsze”, to są skrajnymi idiotami/ idiotkami.

”Łeścik” w końcu zaczyna szczekać na idącego przy mnie psa, który w ogóle nie patrzy w jego stronę. Zapluwa się, choć dla normalnego psa, byłoby oczywiste, że Pluszak i ja przemieszczamy się bezkolizyjnie w stosunku do niego, idziemy sobie gdzieś indziej, ścieżki nasza, jego i jego człowieka, nie krzyżują się. Nie idziemy ”na czołowe”, więc nawet gdyby bardzo mocno ponaciągać teorię, że napięty ”łeścik” czegoś ”broni”, ta nie utrzyma się. No, chyba, że chodzi o to, że wydaje mu się, że jest ”panem na włościach” i broni swojej przestrzeni, która jest… nieograniczona. Pies człowieka-ameby wściekle rzuca się w kierunku Pluszaka. Jego właściciel nie ściąga smyczy. Autentycznie, jak warzywo, stoi dalej. Potworek szaleje. Dzieli nas jakieś pięć metrów. Zatrzymuję się, zdecydowanie szarpiąc smyczą obrożę Pluszaka, tak aby ten upewnił się, że ma ”nie wyglądać zza mojej nogi, żeby sprawdzić ‚jak sytuacja’, tylko grzecznie stać w miejscu” i dlatego, że Pluszak zdążył się troszkę zjeżyć. I zadaję trzymającemu smycz ”łeścika”, człowiekowi proste pytanie: ”Co pan robi?” Człowiek-warzywo głupio się uśmiecha, ale nie odpowiada. Próbuję dalej; ”Po co pan tak stoi? Proszę odejść, zanim ten pański pies wypluje sobie płuca”. Typ odpowiada (i to jest przebój); ”Chciałem, żeby się poznały”. Unoszę brwi i ponieważ nie mam złudzeń, że oto usiłuję rozmawiać z amebą (a to kompletnie bez sensu), odpowiadam brzydko, acz dosadnie, patrząc w oczy ameby; ”A na …uj mojemu psu taki poj…any kolega?”, po czym odbijam w bok i kontynuuję spacer z psem.

Znowu tzw siła nawyku, czyli wskazówka do zachowania i nagroda po nim

Najczęściej spotykany typ ameb, kiedy ich pies napina się na innego psa, gdy tylko go zobaczy, korzysta zawsze z tej samej ”procedury”. Zamiast skorygować zachowanie psa i iść dalej w swoją stronę, po łuku wymijając psiaka obcego, budzącego niezdrowe (ale po korekcie już nieco mniej) emocje u ich czworonoga, ci ludzie podkręcają jeszcze odlot swojego psa. Ten typ właścicieli, gdy ich pies zaczyna przejawiać oznaki (nieuzasadnionej) wrogości wobec obcego, znajdującego się w odległości co najmniej kilku metrów, psa, staje w miejscu. Stają i przyciągają szarpiącego się na smyczy psa do siebie. I nic poza tym. Nie ”rozbrajają granatu” (nie korygują zachowania psa, nim ten ”wyskoczy” do psiaka, którego sobie obrał za cel, na którym rozładuje frustrację) ale przeprowadzają pozornie ”kontrolowany wybuch”. Czyli pozwalają na to, by ich pies rzucał się na obcego psa, szarpiąc się na smyczy, ujadając i warcząc, wyrywając im ręce ze stawów. Postępują tak za każdym razem, wyrabiając w swoim psie nawyk. Nawyk, w którym wskazówką odbezpieczającą zachowanie, czyli atak na żyjącego swoim życiem, obcego psa, jest nie tyle chwila, w której ich pies zobaczy obcego psa, ale moment, w którym właściciel staje w miejscu, oczekując na dalszy rozwój wypadków, jak gdyby kompletnie nie odgrywał w całej sytuacji jakiejkolwiek roli (i nie wiedział, na podstawie wcześniejszych doświadczeń, jak sytuacja będzie przebiegać). Kiedy człowiek się zatrzymuje, jego sfrustrowany i psychicznie niezrównoważony pies odbiera to jako ”sygnał do akcji” i ”wyskakuje” do obcego psa. Zachowanie, które uruchamia wskazówka to atak. Nagrodą dla agresora jest akceptacja jego zachowania przez człowieka: pies nie otrzymuje korekty, czyli w jego rozumieniu jego zachowanie jest dobre. Często ta część nagrody jest wzmocniona poklepaniem psa ”po akcji” którą ”przeprowadził” -zachowanie to w rozumieniu tego typu właścicieli ma ich agresywnie się zachowującego psa, ”uspokoić”, ale pies odbiera je jako nagrodę. Natomiast najmocniejszą częścią nagrody jest zniwelowanie poziomu frustracji, który u tego typu psów nigdy jednak nie opada do bezpiecznego poziomu, bo ciągle żyją one w stanie nadmiernego pobudzenia i rozchwiania psychicznego, gdyż ich ludzie nie są dla niech przewodnikami i nie potrafią dać im wskazówek odnośnie tego, jak powinny zachowywać się ”zamiast”.

Pojawienie się obcego psa w polu widzenia takiego agresora, nie jest wskazówką do ataku na niego. Wyraźnie widać to, gdy właściciel niestabilnego psychicznie psa, zaczyna myśleć i korygować jego zachowanie, nim jego pies za bardzo ”odleci”. Nie zatrzymywanie się w oczekiwaniu aż ”cel” znajdzie się dość blisko, by agresywny pies mógł do niego ”wyskoczyć” i go zaatakować, tylko korygowanie agresora i mijanie psa, który budzi u niego emocje, z którymi agresor nie umie sobie poradzić bez pomocy swojego człowieka, pokazują, że korekta we właściwym momencie i o właściwym natężeniu ”rozbraja granat”.

Nie bądź debilem, myśl

Założenie, że twój pies może podchodzić do innego, praktycznie każdego psa, którego spotka na swojej drodze albo którego jedynie wypatrzy z jakiejś tam odległości, jest po prostu głupie, nieodpowiedzialne i świadczy wybitnie źle o tobie. Analogicznie jest z założeniem, że twój pies może podchodzić do każdego człowieka, którego spotka albo którego wypatrzy. Jeśli na to pozwalasz, to przede wszystkim przedstawiasz się jako osoba, która nie myśli, ma kiepską wyobraźnię i zupełnie nie liczy się z innymi. (Jest przecież powód dla, którego uczymy dzieci, aby trzymały się z dala od obcych.)

Nigdy nie wiesz jaki jest ten pies, do którego właśnie postanowił podejść twój psiak, ten do którego dystans zaczął samowolnie skracać. Przecież może być na coś chory, może mieć psychiczne problemy i może być bardzo agresywny. Ludzie są różni, o czym ty, mając psa, który samowolnie się od ciebie oddala i ma cię w nosie, ale i tak puszczasz go bez smyczy, powinieneś/ powinnaś doskonale wiedzieć. To, że budzący zainteresowanie twojego psa, pies nie jest prowadzony w kagańcu i na smyczy wcale nie oznacza, że dla twojego psa będzie bezpiecznie się do niego zbliżyć i naruszyć jego przestrzeń. Jeżeli budzący zainteresowanie twojego psa, pies jest prowadzony na smyczy, oznacza to, że nie będzie miał możliwości samodzielnie oddalić się od swojego opiekuna i rozpocząć interakcji z twoim psem. Oznacza to także, w razie czego nie będzie mógł od twojego psa oddalić się lub po prostu uciec, jeśli ten zacznie zachowywać się w sposób, który tamtego psa wystraszy i najście twojego psa, będzie dla tamtego bardzo stresującym przeżyciem, gdyż nie każdy pies tak, jak i nie każdy człowiek, umie chronić swoją osobistą przestrzeń.

Warto zastanowić się nad tym, że zapewne istnieje powód, dla którego budzący zainteresowanie twojego psa, pies prowadzony jest na smyczy. Może nie ma żadnego emocjonującego ”drugiego dna”, może ten pies i jego człowiek/ludzie kończą już spacer i właściciel/e chce/ą już iść do domu bez żadnych przystanków? Może opiekun/owie psa jest/są zmęczony/eni i nie chce mu/im się pilnować psa podczas zabawy, dlatego prowadzi/ą go na smyczy? Ale może właściciel stara się z tym psem coś przepracować? A może chwilę wcześniej ten obcy pies brał udział w spinie i jest pobudzony? Może to on został zaatakowany a może on był atakującym? Nie wiesz jaki ”na pewno” jest ten pies, który budzi zainteresowanie twojego psa. Może w tym momencie, idąc przy nodze swojego człowieka, uspokaja się, może jego człowiek stara się go wyciszyć? Może temu psu, który budzi zainteresowanie twojego psa, nie jest potrzebny w tym momencie ”kolega do zabawy” albo kolejny psi kołek, któremu się wydaje, że jest ”panem na włościach”?

Nie wiesz, więc nie pozwalaj, aby twój pies samowolnie wchodził z interakcję z każdym psem. I w końcu, to nie do twojego psa ani nie do ciebie należy decyzja, czy twój pies może wejść w strefę osobistą człowieka, który tamtego psa prowadzi, więc nie bądź burakiem i szanuj osobistą przestrzeń innych ludzi.

Zamieńmy się rolami

Jeżeli idę z psem i nagle z jazgotem uaktywnia się coś za nami, coś czego obecności nie byliśmy nawet świadomi, bo jest tak małe albo tak dobrze schowało się za właścicielem, że kiedy odwracam się (a pies za mną) usiłując to zobaczyć, to dalej tylko to słyszę, to wiem, że mam do czynienia z zaburzonym psim czymś. Właściciele tego czegoś mówią między sobą coś o tym, że prowadzony przeze mnie pies jest ”wielki, ślini się i jest groźny” (WTF?), więc ”to normalne (WTF?), że ich ‚pies’ przestraszył się” mojego. Patrzę na Pluszaka, on patrzy na mnie i merda do mnie ogonem. Mówię do idącej przy mnie przyjaciółki ”Te małe to jakieś poj…ane są. Znowu jakiś szczur nas zwyzywał, nawet nie wiedziałam, że ”to” gdzieś tam jest”. Koleś trzymający ”coś” na smyczy, drze się do mnie (jak jego pies, z bezpiecznej odległości co najmniej dziesięciu metrów), że ”Przynajmniej są słodziutkie!”. Rozumiem, że chodzi mu o to, że są poje…ane, ale słodziutkie. Odwracam się więc i z uśmiechem odpowiadam mu, że ”Jak są poje…ane, to raczej nie bardzo są słodziutkie”. Typ jeszcze się produkuje, ale macham na niego ręką. Kiedy przechodzimy na drugą stronę ulicy, a oni są od nas jakieś minimum 30metrów i nie przechodzą na drugą stronę ulicy, jego pies znowu zaczyna jazgotać na mojego, a koleś coś za nami pokrzykuje. Pokaż mi swojego psa, a powiem ci kim jesteś (No, jak nie, jak tak 🙂 )

Wyobraźmy sobie, że właściciele Dużych Zwierzów dopuszczaliby do tego, aby ich psy zachowywały się tak, jak zachowują się w przestrzeni publicznej, psy ”niegroźnych ras” i wszystkie te ”joreczki” i ”łeściki”… Molosy są normalne i trzeba naprawdę dużo ”pracy”, żeby im schrzanić psychikę, ale przypuśćmy, że spuszczałabym ze smyczy ponad pięćdziesięcio kilowego ”kloca” i pozwalałabym mu podbiegać do obcych ludzi, skakać po nich i zaczepiać pazurami przednich łap o ich twarze, bo ”On tak ma, że się ze wszystkimi wita”. Że ktoś machałaby ręką na to, że jego kanar znowu ”Przestraszył się dziecka na deskorolce” i dlatego zaczął je ścigać, warcząc, szczekając na nie i usiłując pochwycić je za łydkę. Że spod restauracyjnego stolika, na ”czułałkę”, wyskakiwałby rotek, bo ”Jest ze schroniska”. Że siedzący na plaży mastif, napinałby się na bawiące się dzieci, a wcześniej od czasu do czasu gryzł w rękę osobę, która trzymałaby smycz… Raczej by to nie przeszło, co 😉 ? A z mikrobami i ”niegroźnymi” rasami przechodzi – DLACZEGO?

Zwyczajne chamstwo

Doświadczenie interakcji z ludźmi posiadającymi psy i ich psami, szczególnie w dużym mieście, w który mnóstwo ludzi ”ma psy”, uczy że jedynie promil z tych osób ”wie po co im pies”. Ze w tym, że mają psa jest jakaś celowość, mają dla niego czas i poświęcają mu go, że łączy tych ludzi z ich psami autentyczna więź. I to jest frustrujące, że takich osób, jest promil. Bardzo łatwo jest nadziać się na ”trudne przypadki”, których właściciele nie reagują na to, że zachowanie ich psów, do którego oni dopuszczają, utrudnia życie innym. Zdarzają się spacery, wycieczki rowerowe, czy wyjścia na bieganie, które bardzo męczą. Ludzie w jednej ręce trzymają smycz, a w drugiej telefon, poza którym świata nie widzą albo puszczają psa luzem i giną w telefonie. I ok, rozumiem, nauczyłam się, poprawka: interakcje z nieodpowiedzialnymi idiotami mnie tego nauczyły, że ludzie ”nie kumają bazy”, że, jak powiedział pan od skretyniałej suczki, co rusz wyskakującej spod stolika i wściekle ujadającej na drugiego psa, ”nie są tacy mądrzy, bo nie czytają”. Ale przykre jest, że osoby, które wychodzą ze swoimi, nieumiejącymi się zachować i stwarzającymi problemy, innym, psami, nie rozumieją, że ich postawa, tj. bierne pozwalanie tym psom, by dalej zachowały się niewłaściwie, jest po prostu przejawem chamstwa. Tu nie chodzi o ”czytanie”, tu chodzi o ogarnianie podstaw, tego że nie jesteśmy na świecie sami i w około pełno jest innych ludzi.

Dlatego Moi Drodzy, nie miejcie wyrzutów sumienia, kiedy puszczą wam nerwy. Gdy będziecie biegać a z krzaków wyskoczy na was jakiś popieprzony pies i będzie usiłował złapać was za pęcinę albo kiedy inny poważnie zaburzony pies będzie rzucał się na wasze dziecko lub psa: opie…cie właścicieli tych psów do woli. Nie martwcie się, że ”to brzydko i nieładnie jest używać takich wyrazów”, macie do czynienia z chamami, których nie obchodzą inni, więc nie obawiajcie się, że urazicie ich ”delikatne serduszka”. Pamiętajcie, że kumulowanie negatywnej energii, jest niezdrowe, więc nie hamujcie się i rzucajcie mięsem do woli, w trosce o prawidłowe ciśnienie tętnicze 🙂 Pozdrawiam Was serdecznie.

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora jest zabronione.

Www.facebook.com/zuzpasjaodogoargentino

WYCHOWANIE I SZKOLENIE PSA: PIES I DZIECKO – CZĘŚĆ PIĄTA: UCZMY SIĘ OD PSICH MAM (UCZENIE PSÓW PRAWIDŁOWEGO ODNOSZENIA SIĘ DO DZIECI I UŻYWANIE PRZESTRZENI OSOBISTEJ W KONTEKŚCIE USTALENIA STATUSU SPOŁECZNEGO NASZEGO DZIECKA-‚LUDZKIEGO SZCZENIĘCIA’ W RELACJACH Z NASZYM PSEM I PSAMI OBCYMI)

Pierwotnie tekst ten nosił tytuł ”UCZMY SIĘ OD PSICH MAM (UCZENIE PSÓW PRAWIDŁOWEGO ODNOSZENIA SIĘ DO DZIECI I UŻYWANIE PRZESTRZENI OSOBISTEJ W KONTEKŚCIE USTALENIA STATUSU SPOŁECZNEGO NASZEGO DZIECKA-‚LUDZKIEGO SZCZENIĘCIA’ W RELACJACH Z NASZYM PSEM I PSAMI OBCYMI”, jednak najwyraźniej tylko z mojego punktu widzenia tytuł ten był dość precyzyjny, by jasne było, iż tekst jest dla wszystkich tych, którzy szukają informacji o tym jak układać i wychowywać psa, w kontekście jego interakcji nie tylko z właścicielem i jego rodziną, szczególnie dziećmi, ale ludźmi w ogóle, w tym także dziećmi w ogólnym sensie. Ponieważ wiele wejść ma tekst na temat wprowadzania niemowlęcia do domu, w którym jest pies, uznałam, że bardziej prozaiczny tytuł tekstu, do którego wstęp czytasz obecnie, może pomóc osobom szukającym odpowiedzi na pytania w nieco szerszym zakresie i dlatego postanowiłam zmienić jego tytuł na mniej konkretny, za to zawierający frazy najczęściej szukane.

 

Ten wpis dedykuję wszystkim rodzicom małych dzieci i szczególnie mocno polecam przeczytać go tym z nich, którzy równocześnie są posiadaczami psów. 

Psia mama wie najlepiej

Jeżeli chcemy mieć co najmniej poprawne interakcje z psami, to niezależnie od tego czy planujemy zakup psa, mamy psa, czy też nie mamy psa, ale mamy dziecko lub najzwyczajniej po prostu sami chcemy czuć się komfortowo stykając się z psami, powinniśmy zrozumieć jedno; psy uczą się od chwili, w której przychodzą na świat. Ich pierwszą nauczycielką i instruktorką jest ich matka, a psia mama, wie najlepiej co jest dobre dla jej dzieci. Dlatego też podejścia do psów, powinniśmy uczyć się od psich mam.

W pierwszych tygodniach swojego życia, szczenięta znają trzy rzeczy: zapach mamy, jej dotyk i jej energię/ nastawienie, czyli ten bijący od niej asertywny spokój. Ów asertywny spokój to idealne połączenie równowagi psychicznej, wewnętrznego błogostanu z, cytując słownikową definicję słowa ”asertywność”, posiadaniem i wyrażaniem własnego zdania oraz bezpośrednim wyrażaniem emocji i postaw w granicach nienaruszających praw i psychicznego terytorium innych oraz własnych, bez zachowań agresywnych, a także obrona własnych praw w sytuacjach społecznych”. Można więc powiedzieć, że psie mamy odznaczają się czymś, co w odniesieniu do człowieka, określilibyśmy wysoce rozwiniętą inteligencją emocjonalną. Powinniśmy więc pamiętać, że stanem ducha dla psów najbardziej naturalnym, tym w którym czują się najlepiej, jest asertywny spokój. Ten asertywny spokój, który znają od swych mam, które właśnie w tym stanie psychicznym się nimi zajmowały i że naturalnym sposobem poznawania świata jest dla psów zmysł węchu.

Psie mamy i przestrzeń

Psie matki są zaciekle opiekuńcze w stosunku do swoich dzieci. Znają rolę przestrzeni, używają jej i jej bronią, zawłaszczają przestrzeń i wymagają jej poszanowania po to, by zapewnić spokój i bezpieczeństwo swoim szczeniętom. Wyznaczają wyraźne granice dla pozostałych członków psiej ekipy lub po prostu innych, postronnych psów, bardzo zdecydowanie reagując na wszelkie próby przekraczania tych granic, naruszania spokoju i bezpieczeństwa szczeniąt. Matki sygnalizują za pomocą mowy ciała i werbalnie, że nie chcą obecności innych osobników w pobliżu swoich dzieci. I te inne, zbyt ciekawskie psy, które chciały podejść do legowiska, żeby ”sprawdzić co u dzieci”, ”jakie one są?” itp., to rozumieją. Respektują granice wyznaczone przez matkę szczeniąt i wycofują się, choć czasem matka musi im o wyznaczonych przez siebie granicach, przypomnieć (korektą). Kiedy intruz podejdzie zbyt blisko szczeniąt, suka natychmiast zareaguje. Może takiego osobnika, ”ugryźć”, ale to właśnie będzie korekta. Korekta typu ”kasownik”, czyli złap-puść i kiedy korekta odniesie skutek, suka natychmiast powróci do szczeniąt. To bardzo ważne, żeby rozumieć zachowanie matki i by nie mylić go z agresją, nawet, gdy suka-matka używa zębów i kąsa intruza. Suki nie dopuszczając do swoich szczeniąt innych psów (intruzów), sygnalizują w ten sposób, że nie życzą sobie ”pomocy” w wychowywaniu dzieci, że radzą sobie same i pozostałe osobniki mają to uszanować. Matki przedstawiają swoje szczenięta pozostałym członkom stada/ innym osobnikom, kiedy uznają, że nadszedł odpowiedni czas. I robią to na ”własnych warunkach”.

Psia mama delikatnie, ale stanowczo, od pierwszego dnia życia szczeniąt wprowadza do ich życia dyscyplinę ustanawiając; zasady (rules), granice (boundaries) i ograniczenia (limitations). Szczenięta uczą się bawiąc, poznają ograniczenia w tych zabawach, uczą się zarówno od swojego miotowego rodzeństwa, jak i matki. Na późniejszym etapie do tej nauki o ”życiu w społeczeństwie” włączają się inne osobniki, także ucząc szczeniaki i podrostki zasad oraz respektu. (W hodowlach jest to np. starsze przyrodnie rodzeństwo, ”babcie”, ”wujkowie” itp.). Min. tego, że w zabawie nie wolno ”przeginać”. Kiedy szczeniak zbyt się nakręci, a dorosły pies chciałby już zabawę zakończyć, skoryguje szczeniaka ”zmarszczeniem się” i/lub ”warknięciem”. 

(Na filmiku poniżej szczeniaka uspokoiła nie mama, a inny dorosły osobnik. Szczylek zbyt się zacietrzewił w szarpaniu nogawki kamerzysty. Mama, trącając go pyskiem próbowała zakomunikować mu, że ”już dosyć”, ale jak widać malec bardzo się nakręcił i zaczął się z mamą ”kłócić”. Dopiero interwencja buldożka pomogła szczeniaka przywołać do porządku: https://www.youtube.com/watch?v=GN429ymLWwY .)

Mowa ciała i przestrzeni

Ok, zajmijmy się przez chwilę mową ciała i przestrzeni w komunikacji pomiędzy ludźmi. Teoretycznie niby wszyscy wiemy, że istnieją dystanse personalne (temu zagadnieniu poświęciłam tekst LUDZIE I INNE ZWIERZĘTA” -MOWA CIAŁA I PRZESTRZENI, DYSTANSE PERSONALNE I OSOBISTA PRZESTRZEŃ W INTERAKCJACH LUDZI Z PSAMI & PSÓW Z LUDŹMI -BAZA BEZ KTÓREJ WSZYSTKO SIĘ SYPIE), ale każdy z nas, od czasu do czasu, miewa do czynienia z osobami, u których tzw wyczucie (emocjonalna inteligencja) szwankują i które nie umieją zachować właściwego dystansu w interakcjach z innymi ludźmi, i naruszają przestrzeń innych osób, nie zauważając przy tym nawet, że ich zachowanie razi. Cytując za Wikipedią; ”Dystanse personalne, są jednym z objawów zachowań przestrzennych człowieka”. Przestrzeń dookoła człowieka, określona przez to z jakiej kultury dana osoba się wywodzi a także gęstość zaludnienia typową dla rejonu, w którym osoba dorastała i się wychowywała (tzw otoczenie społeczne), traktowana jest jako przedłużenia ciała. Dalej za Wikipedią: Dystanse personalne są charakterystyczne dla ludzi, jak i innych gatunków zwierząt.

Dystanse personalne i sposób ich traktowania są ważnymi komunikatami niewerbalnymi. Odległość, jaką ludzie zachowują w stosunku do innych osób, pokazuje między innymi stosunek emocjonalny do rozmówcy (”lubienie” go lub ”nielubienie”), status społeczny, typ prowadzonej rozmowy (intymna/ oficjalna, ”łatwa”/ ”trudna”). Wiemy też co to jest komunikacja niewerbalna, tak? Jeśli nie, to proszę bardzo, za Wikipedią: ”Komunikacja niewerbalna -zespół niewerbalnych komunikatów nadawanych i odbieranych przez ludzi na wszystkich niewerbalnych kanałach jednocześnie. Informują one o podstawowych stanach emocjonalnych, intencjach, oczekiwaniach wobec rozmówcy, pozycji społecznej, pochodzeniu, wykształceniu, samoocenie, cechach temperamentu, itd. Komunikaty te nadawane są i odbierane najczęściej na poziomie nieświadomym, jednak mogą być również nadawane i odbierane świadomie (tak jak większość gestów -emblematów czy wiele wyrazów mimicznych). Komunikacja niewerbalna może odgrywać równie istotną (lub nawet większą) rolę, co komunikacja niewerbalna.” Mamy to, tak? No, to idźmy dalej:

Szczeniaczkowo-dzieciaczkowo

Wychowywanie psa przez człowieka, czyli socjalizacja psa, wprowadzanie go przez przewodnika w każdą sytuację, oswajanie z bodźcami, które płyną z otoczenia i dbanie o psychiczną stabilność i zrównoważenie psa, nauka posłuszeństwa, a więc uległości w stosunku do człowieka-przewodnika, wyrabianie w psiaku określonych nawyków, dzięki którym życie z nim jest frajdą, a nie pasmem problemów i nieszczęść, zajmuje mniej więcej, w przypadku molosa, dwa lata. To jest czas, w którym należy inwestować maksimum swojej energii w utworzenie z psem więzi. Więzi, która nie opiera się jedynie na zaufaniu, którym nas psiak obdarza, ale i dyscyplinie. Czyli ograniczeniach, które psu stawiamy, na jasnych zasadach, dotyczących tego co psu jest wolno, a czego mu nie wolno -i w tym wychowywanie psa bardzo podobne jest do wychowywania dziecka. Te pierwsze dwa lata, kiedy kształtuje się psychika młodego molosa, to czas, w którym jako przewodnik pracujesz na waszą wspólną przyszłość.

Kiedy w naszym domu pojawia się szczeniak, zaczynamy wychowywać psiaka i na co dzień mieć do czynienia z wieloma różnymi psami oraz osobami, bardzo ważną kwestią staje się ”PRZESTRZEŃ”. Bardzo ważne jest nauczenie psa poszanowania przestrzeni; naszej, jako jego właściciela, bo to ustawia nas w określonej roli w relacji z psem, członków naszej rodziny, którzy także mają z psem częste interakcje i powinni w nich czuć się pewnie, więc ich rola i tzw status społeczny musi być dla psa jasny oraz innych, zazwyczaj zupełnie obcych osób, bo to gwarantuje nam uniknięcie wielu kłopotliwych i stresujących (osoby postronne, jak i nas) sytuacji. A także poszanowania przestrzeni innych zwierząt, w tym psów, również po to, abyśmy unikali niepotrzebnych problemów.

Wróćmy do stref dystansu komunikacyjnego

Wewnętrzna strefa intymna, mająca do 15 cm i zewnętrzna strefa intymna mierząca od 15 do 45 cm, są zarezerwowane wyłącznie dla najbliższych. Prawo do jej naruszania mają jedynie osoby uczuciowo powiązane. Jest to strefa najważniejsza, pilnie strzeżona i uważana za osobistą własność. ”Na sucho” jej przekraczanie uchodzi jedynie w wyjątkowych sytuacjach (np. w zatłoczonym autobusie).

Strefa osobista ma od 45 cm do 1,2 m i jest to odległość, która dzieli nas od ludzi których znamy i zapewnia nam komfortowe warunki w kontaktach towarzyskich. Nie dopuszczamy do tej strefy obcych, a wtargnięcie w nią osoby obcej odbieramy jako naruszenie naszego komfortu.

Strefa społeczna wynosi od 1,2 m do 3,6 m, to dystans jaki staramy się zachować od osób nam nieznanych. Strefa publiczna to ta, w której dystans między osobami wynosi od 3,6 m, wykorzystywana zazwyczaj podczas wystąpień publicznych. I to jest dystans, który niezaburzony pies trzyma w stosunku do obcych dla niego osób i najkrótszy dystans, który obcy pies powinien zachować, chcąc zakomunikować naszemu, że jego nastawienie w stosunku do naszego psa jest obojętne/ neutralne lub pozytywne. Dystans, z którego obcy pies czyta sygnały naszego i z którego nasz czyta komunikaty obcego psa.

”Mydlana bańka”

Kluczowe jest, by pies wiedział, że rozumiemy znaczenie ”przestrzeni osobistej” (w kontekście od intymnej strefy wewnętrznej, przez intymną strefę zewnętrzną i strefę osobistą) w kontaktach z nim i umiemy posługiwać się nią tak samo, jak jego mama i rodzeństwo. Że nasza intymna oraz osobista przestrzeń, nasza ”mydlana bańka”, należy do nas, jako że jest częścią nas i to my-przewodnicy, osobniki o statusie społecznym wyższym i dominującym względem statusu psa, decydujemy o tym kto i kiedy oraz w jaki sposób może w niej przebywać. Dopiero, kiedy rozumiemy znaczenie przestrzeni i umiemy jej używać w interakcjach z psami, a więc wymagać jej poszanowania i jej bronić, kiedy zajdzie taka potrzeba, zawłaszczać przestrzeń w około nas i to co w niej jest, możemy stać się przewodnikami dla naszego psa. Nauczenie psa, aby respektował przestrzeń w około nas, naszą ”mydlaną bańkę”, owo ”przedłużenie naszego ciała”, bardzo ułatwia wychowywanie go, gdyż ustawia psa w roli osobnika nam podporządkowanego. Przestrzeń, to jak jeden osobnik traktuje ”mydlaną bańkę” drugiego, mówi o wzajemnych relacjach pomiędzy osobnikami i ich społecznym statusie. I tak osobniki o niższym statusie społecznym, nie naruszają przestrzeni osobników o wyższym statusie społecznym, natomiast osobniki o wyższym statusie społecznym, mogą przestrzeń osobników o niższym statusie społecznym, naruszać bez konsekwencji. Jeżeli nauczymy naszego szczeniaka, aby w pobliżu nas był spokojny i radosny, ale zachowywał się uważnie, a tego min. wymagamy, ucząc go poszanowania naszej przestrzeni, zyskujemy bardzo wiele. Wymaganie od psa poszanowania naszej przestrzeni, ustawia nas w roli tych, którzy ustanawiają zasady, gdyż, powtórzmy; nie narusza się samowolnie, bez zaproszenia przestrzeni osobników dominujących, a jeśli tak się stanie, naruszenie ich ”mydlanej bańki” ma określone konsekwencje. Wyrobienie w psie nawyku poszanowania naszej przestrzeni, rozwiązuje bardzo wiele problemów, jest też niezwykle ważne, kiedy chodzi o interakcje psa z małymi dziećmi.

”Ludzkie szczenię”

W każdym dziecku, każdy pies powinien widzieć ludzkie szczenię, małego człowieka, który nie jest dla niego żadnym zagrożeniem, ale przede wszystkim jest dla niego nietykalny, otoczony ”polem siłowym”, do którego pies, bez zgody człowieka-właściciela ludzkiego szczenięcia, nie może się zbliżać, (Analogicznie, jak nie może zbliżać się do szczeniąt bez zgody suki-matki). W naszym dziecku, nasz pies powinien widzieć ludzkie szczenię swojego przewodnika. Oznacza to, że respektowanie ”promienia przestrzeni osobistej”, owej ”mydlanej bańki” naszego dziecka, a co za tym idzie jego społecznego statusu, czyli dominującej względem psa, pozycji, powinno być dla naszego psa naturalne. O ile oczywiście przedstawimy naszemu psu nasze dziecko, czyli ludzkie szczenię w sposób prawidłowy tak, jak innym psom swoje szczenięta przedstawia psia mama. Nasz pies, który w naszym dziecku widzi ”szczenię przewodnika”, będzie szanował jego przestrzeń i od początku odnosił się do niego w sposób dla dziecka bezpieczny. Tj. będzie w kontaktach z naszym dzieckiem uważny. Nie będzie w jego pobliżu przejawiał ekscytacji (nauczony, że nie jest to rodzaj energii/ psychicznego stanu, z/w którym wolno przebywać w pobliżu ”szczeniąt”), nie będzie też ”kradł”/ odbierał mu kąsków ani zabawek, gdyż rozumieć będzie, że nierespektowanie przez niego społecznego statusu szczenięcia należącego do jego człowieka, wiązać się będzie ze zdecydowaną reakcją przewodnika. (Nierespektowanie statusu społecznego szczenięcia niesie konsekwencje.) Pies, któremu w czytelny dla niego sposób przedstawi się dziecko oraz jego (psa) rolę w kontekście interakcji ze ”szczenięciem przewodnika” nie będzie też ”bronił” dziecka przed np. członkami rodziny (jak to bywa, np. psy ”nie pozwalają” babciom czy wujkom na zbliżanie się do niemowląt), gdyż będzie wiedział, że to człowiek-przewodnik i ”właściciel ludzkiego szczenięcia” decyduje o tym, kto może przebywać w pobliżu dziecka. Taki pies w interakcjach z dzieckiem (naszym i innymi dziećmi) będzie uważny.

Pies prawidłowo ułożony, bez względu na to, czy jego właściciel jest rodzicem, został przez swojego człowieka nauczony, że dzieci to ludzkie szczenięta i odnosi się do nich tak, jak prawidłowo psychicznie rozwinięty pies odnosi się do szczeniąt, czyli uważnie i z ostrożnością oraz, co nie mniej ważne, bez agresji(!). Nie narusza ich przestrzeni także dlatego, że jego właściciel nauczył go lub po prostu podtrzymał w nim, instynktowne dla psa, respektowanie dystansów personalnych. Taki pies, na etapie, w którym wyrazimy już zgodę na jego interakcje z dzieckiem (czyli, kiedy już, jak psia mama, podejmiemy decyzję, że pies może mieć interakcje dzieckiem), chętnie uczestniczy/ asystuje w jego wychowaniu (co niezwykle ważne, dając dziecku dodatkowe umiejętności społeczne), ciesząc się z tego, że może być kompanem szczeniaka swojego przewodnika.

”Jakiś” pies, który w naszym dziecku będzie widział szczenię należące do osobnika o wyższym od niego statusie społecznym, nie ośmieli się naruszyć przestrzeni naszego dziecka. Ale, aby ”jakiś” pies, który być może wcale nie został przez swojego właściciela nauczony, że ma szanować przestrzeń ludzkich szczeniąt (lub ludzi w ogóle), widział w nas osobnika o statusie społecznym wyższym niż jego, musi przekonać się, czyli odczuć, że rozumiemy czym jest przestrzeń w około nas, w tym nasza intymna i osobista przestrzeń. Że umiemy jej używać i nie oddajemy jej ot, tak psu, który próbuje się w nią wedrzeć. Czyli musimy takiemu psu przekazać, że przede wszystkim nie wolno jest mu wdzierać się w naszą przestrzeń. Tak więc, aby ”jakiś”, obcy pies szanował osobistą przestrzeń naszego dziecka i nie ”wcinał się w nią na pewniaka”, musimy, jako ”właściciele dzieci”, dać mu wyraźny sygnał mową ciała oraz werbalnie (jeśli to konieczne), jak psia mama, że nie wolno mu w przestrzeń naszego dziecka-ludzkiego szczenięcia wejść, bo przestrzeń, w której dziecko się znajduje należy do nas, a my nie zamierzamy go w nią wpuszczać, oddawać mu jej ani niczego co się w niej znajduje.

Pies jak dziecko

Równie ważna jest umiejętność zadbania o poszanowanie przestrzeni znajdującego się pod naszą opieką, szczeniaka. A więc zawłaszczanie przestrzeni i emanowanie energią przewodnika, kiedy obce psy, bezceremonialnie usiłują przestrzeń naszą i naszego szczeniaka naruszać oraz niepozwalanie obcym osobom, by bezceremonialnie dotykały, a więc ot, tak naruszały przestrzeń naszego szczeniaka. Jedynie osoby, które my, jako przewodnicy akceptujemy, które naszemu psiakowi przedstawiamy, mogą, na przez nas określonych zasadach, wchodzić w interakcję z naszym szczeniakiem. Dlaczego to jest takie ważne? Bo, mówiąc krótko, WSZYSTKO się z tym wiąże.

Przestrzeń, człowiek i szczeniak w domu

Tak więc mamy w domu szczeniaka i chcemy by traktował nas jako przewodnika (bo wtedy życie z psem jest proste i piękne). Ok, musimy zacząć od tego, aby nauczyć go, że nie może ot, tak, samowolnie naruszać naszej przestrzeni, że to my go do niej zapraszamy i aby wchodzić w naszą przestrzeń, musi sobie na to zasłużyć. A jak szczeniak ma na to zasłużyć? Odpowiednim zachowaniem, czyli właściwym stanem emocjonalnym. Nie zapraszamy do naszej przestrzeni szczeniaka nadmiernie pobudzonego, niepotrzebnie podekscytowanego. Chodzi przecież o to, aby nasz pies był wyluzowany, czyli radosny, ciekawski, ale i uważny oraz psychicznie stabilny, czyli by był psem umiejącym panować nad swoimi emocjami, bo tylko w takim stanie pies jest otwarty na polecenia przewodnika, łatwo oraz szybko się uczy i wiedzie dobre życie. Utrzymywanie psiaka w stanie zrównoważenia psychicznego tak, by był to dla niego naturalny stan ducha będzie procentowało, bo taki pies nie reaguje impulsywnie (nie rządzą nim impulsy), ”nie wkręca się” ot, tak i byle co nie zaburzy jego spokoju.

Zaczynamy od pierwszego powitania, tego w dniu, w którym poznajemy naszego szczeniaka

Kiedy pierwszy raz spotykamy naszego szczeniaka, przyjeżdżamy do hodowli lub schroniska, pozwólmy mu być sobą (W istocie, tak samo jak ze szczeniakiem należy postępować z podrostkiem lub psem zupełnie dorosłym, gdy uczymy psiaka prawidłowego odnoszenia się do nas, tego by traktował nas jako przewodnika). Jeżeli mamy szczęście i kupujemy psa od mądrego hodowcy, psy będą zachowywać się normalnie, czyli po psiemu i będą nas obwąchiwać. Pozwólmy, aby poznały nasz zapach. Jasne, że szczeniaki będą się trochę ekscytować, ale kiedy tylko zauważymy symptomy eskalacji, niepotrzebnego, nadmiernego pobudzenia, postarajmy się psiaków dodatkowo nie nakręcać naszym zachowaniem i dajmy im czas, żeby się uspokoiły.

Jest ważne, aby podczas tego pierwszego wspólnego rytuału poznania i przywitania, znaleźć się na tym samym poziomie co szczeniak, czyli ukucnąć albo usiąść na podłodze, czy trawniku tak, aby od samego początku psiakowi ”nie kodowało się głowie”, że aby nawiązać z nami interakcję, musi się o nas opierać łapami. Pozwólmy psiakowi nacieszyć się sytuacją, niech przez nią przejdzie po swojemu, niech przeżyje emocje po swojemu, niech wybrzmią, ale jeśli nasza obecność będzie go zbyt pobudzać (np. po paru chwilach ciągle jeszcze nie będzie mógł się opanować i dalej będzie nas obskakiwał, usiłował lizać itp.), pomóżmy mu się wyciszyć. Odsuńmy go na wyciągniecie ręki i nie cofajmy jej (gest stop), dokąd psiak nie zrozumie, że nie życzymy sobie, aby w tym stanie wchodził w naszą intymną przestrzeń. Nie nawiązujmy z nim kontaktu wzrokowego i nie mówmy do niego. Bądźmy spokojni, nie dotykajmy go (nie głaszczmy i nie ”czochrajmy”). Dajmy mu się uspokoić, pozwólmy by nas obwąchał, ale nie patrzmy na niego. Pozwólmy psiakowi nieco ochłonąć. Szczeniaki są różne, jedne od razu załapią sens naszego zachowania, inne jakby ”stracą nami zainteresowanie” i odejdą, po to tylko, żeby po chwili wrócić z tym samym nastawieniem, czyli podekscytowane. W takim przypadku nie należy się zniechęcać. Nakręconemu, podekscytowanemu, rozbawionemu szczeniakowi potrzeba po prostu nieco więcej czasu, aby dostroił się do naszych fal 🙂 Dystansując się do zbyt ”odlotowego” stanu ducha szczeniaka, nie ”zrazimy go” do siebie. Pokażemy mu tylko, że nie chcemy go w naszej przestrzeni, kiedy jest namolny i nieuważny. Przywołując go do nas, gdy się nieco uspokoi, damy mu czytelny dla niego sygnał, jaki rodzaj energii preferujemy w trakcie interakcji i jaki rodzaj energii jest przez nas nagradzany (uwagą i mizianiem). Szczeniaka, kiedy ”załapie” o co chodzi, należy nagrodzić.

Wyrabiając w szczenięciu pożądane nawyki, najlepiej unikać smakołyków (tym bardziej, że w momencie pierwszego kontaktu nie chcemy go ponownie ekscytować) i zamiast nich wykorzystać słowo/ sformułowanie, którego od tego czasu będziemy używać jako nagrody, wzmocnione dotykiem, tym co zazwyczaj nazywamy pogłaskaniem (przykładowy ”dobry pies”&mizianie). Psiak uczy się wtedy, że bycie radosnym, ciekawskim i spokojnym (w sensie uważnym), równocześnie, wiąże się z nagrodą, którą jest uwaga ze strony człowieka-przewodnika, a to dla każdego psa powinno być najcenniejszą z nagród. Żaden smakołyk nie ma tej mocy co autorytet przewodnika (tuż po nim jest ”magiczne słowo”). ”Ciasteczka” są świetne i bardzo się przydają, ale na nieco innym etapie. Kiedy psiak rozumie już np. jak należy się witać, zna rytuał i wchodząc z nami w interakcję jest w pełni wyluzowany, radosny, ale nie namolny, nachalny czy nieuważny. Kiedy (już) nie ekscytuje się niepotrzebnie. Gdy psiak przychodzi do nas w takim stanie ducha, np. gdy wracamy z pracy, warto jest, a właściwie trzeba docenić jego styl bycia. To, że daje nam zdjąć płaszcz i buty, i rozmerdany spokojnie czeka, szanując naszą ”mydlaną bańkę”, nie skacząc na nas, nie popiskując, aż to my się z nim przywitamy, aż zaprosimy go do naszej intymnej sfery i fizycznego kontaktu, i wtedy dać mu smakołyk. Kąsek ma być tylko miłym dodatkiem do ”magicznego słowa” i miziania na przywitanie, czymś co nie jest gwarantowane, ale może się zdarzyć i jest miłą niespodzianką dla psa. Warto jest takiemu emocjonalnie inteligentnemu psiakowi wydać jakieś polecenie, np. ”siad” i kiedy wykona polecenie, dać mu nagrodę.

I nie ekscytujmy też siebie, piszcząc do ”ślicznego szczeniaczka” i nie projektujmy tego rodzaju energii na i tak już rozemocjonowanego naszą obecnością, psiaka. Jeżeli my nie będziemy się ekscytować tym ”Boszzz, jaki on piękny!” i okrzepniemy, po tych 2-3 minutach szczenię też zacznie się uspokajać.

Zachowajmy zimną głowę także dlatego, że to te momenty wykorzystują nieuczciwi tzw hodowcy. To w tych chwilach, chwilach ”odlotów” swoich klientów nad ”słodyczą” szczeniąt, za które klientów ”kasują” owi nieuczciwi hodowcy, ci zwyczajni ”rozmnażacze” psów, dają nabywcom szczeniaków do podpisania umowy skonstruowane na niekorzyść nabywców/ nowych opiekunów psiaków. Umowy np. wcale niebędące umowami typu kupno-sprzedaż, dzięki którym następuje przeniesienie własności i pies staje się własnością osoby, która płaci za niego tzw hodowcy kilka tysięcy złotych czy euro, ale umowami zawierającymi pewne zastrzeżenia (nie mylić(!) z umowami hodowlanymi typu np. ”warunek hodowlany”). Zastrzeżenia np. co do odpowiedzialności tzw hodowcy za to, że psiak jest częściowo głuchy (niespodzianka, która ”przytrafia się” jeleniom kupującym np. Dogo Argentino bez znanych wyników BAER TEST ) albo w miesiąc czy dwa po transakcji okazał się mieć cechy dysplazji. (To gdy kupuje się szczenię nie mając wiedzy o stanie jego stawów. Niewiedza nabywców rasowych psów, odnośnie skali zjawiska dysplazji o podłożu genetycznym np. w rasach takich jak Dogo Canario/Presa Canario [Dog Kanaryjski], i nieprzeprowadzanie przez nowych właścicieli psiaków podstawowych RTG, tj. bioder (ale i kolan) i łokci (a także stawów barkowych), zwłaszcza, gdy nabywają podrostki w wieku 4-5-6 miesięcy, jest zatrważającym i niestety niezwykle powszechnym zjawiskiem. Pierwsze RTG u ras predysponowanych do wystąpienia schorzeń aparatu ruchu, przeprowadza się u szczeniąt w wieku między 3 a 4 miesiącem życia. Jeśli w tym okresie np. u Doga Kanaryjskiego nieprawidłowości będą poważne, należy ze specjalistą uzgodnić metodę leczenia lub jedynie zaleczania schorzenia).

Korzyści

Jeśli opiekun dba o spokój ducha swojego szczeniaka od samego początku, od pierwszych chwil, które z nim spędza, czyli od chwili rytuału przedstawienia, szybko i łatwo przećwiczy z nim powitania, kiedy będą już razem mieszkać. Ekscytację wynikającą z powrotu właściciela do domu, u szczeniaka, który nie jest nadpobudliwy, bo człowiek nie wyrobił w nim nawyku nadpobudliwości, bardzo łatwo jest zatrzymać. Wystarczy wysunąć przed siebie rękę i powiedzieć ”nie” do psiaka, który już szykuje się, by skoczyć lub stanąć na tylnych łapach. Można dotknąć głowy psa, odsunąć ją nieco i powtórzyć ”nie”. Tak długo, jak psiak jest zbyt mały, byśmy mogli dosięgnąć go dłonią, kiedy stoimy, przykucajmy do niego, bądźmy dla niego dostępni. Stabilne psychicznie szczeniaki bardzo szybko łapią o co chodzi. Nauczmy rytuału powitania, tj tego, że psa nie wolno niepotrzebnie ekscytować ”na dzień dobry”, wszystkich, którzy bywają w naszym domu. Uzyskamy w ten sposób wiele korzyści, a to, że pies nie nauczy się skakania na ludzi, jako ”normalnego” sposobu/rytuału powitania i nie będzie niepotrzebnie pobudzony, witając się ze znanymi sobie ludźmi, czy poznając nowe osoby, to tylko jedna z nich. To jasne, ale i tak to zaznaczę, ćwiczyć należy także poza domem. Pies, który nie nauczy się skakać przy powitaniu z właścicielem, nie będzie skakał na inne osoby. Psa, który ”ładnie się wita”, ”cały chodzi” i ”merda ogonem jak wariat” na widok swojego właściciela, ale nie skacze i ”nie szaleje”, nagradzamy. Mizianiem albo smakołykiem (jednak z ”fantami” nie wolno przesadzać), ale nagradzajmy, sygnalizujmy psu, że jego zachowanie jest przez nas pożądane, a łatwo nam będzie je utrwalić.

W kontraście

Sporo psów skacze na swoich właścicieli, ich znajomych i nieznajomych. Skaczą też na dzieci, bo nienauczone poszanowania przestrzeni ani swojego właściciela, ani innych ludzi, nie znają powodu, dla którego nie miałyby skakać na ”ludzi w mniejszym rozmiarze”. Z jakiejś niejasnej przyczyny niektórzy ludzie myślą, że psy same ”Powinny wiedzieć, że w stosunku do dzieci mają być ostrożne i delikatne”. A skąd pies ma to wiedzieć? Pies, którego nikt nigdy nie nauczył właściwego zachowania względem dzieci? Skąd ma to wiedzieć pies, który nie szanuje przestrzeni, osobistej strefy, tej ”strefy komfortu” swojego właściciela? Owszem, są psy z natury bardzo uważne, umiejące zachować się w sposób, który jest wręcz ujmujący dla wszystkich obserwujących interakcję takiego psa z dzieckiem. Jednak te psy mają określoną psychikę, no i ktoś je takiego zachowania nauczył lub po prostu nie popsuł, nie ”rozregulował” w nich umiejętności zachowywania się względem dzieci. Natomiast szczeniak, młody czy dorosły pies, któremu ”pozwala się na wszystko”, nienauczony poszanowania przestrzeni swojego właściciela oraz innych ludzi (w tym dzieci), przyzwyczajony, że ludzie nie wymagają poszanowania swojej przestrzeni osobistej i oddają ją psom, podporządkowując się im. Pies dodatkowo ciągle ”nakręcony” lub łatwo ulegający impulsom, bo jego opiekun nie zdaje sobie sprawy z roli rytuałów i nie dba o właściwe przeprowadzanie rytuałów dotyczących poszczególnych interakcji oraz sytuacji (karmienie, zabawa itp.). Psiak, którego właściciel nie umie wyciszyć, z oczywistych względów na bakier jest z ”byciem grzecznym”. Psy, które skaczą na ludzi, ”żeby się przywitać”, żeby sprawdzić co ci jedzą lub czy mają ”smaczki”, są szalenie irytujące i mogą być niebezpieczne, bo mogą niechcący wyrządzić komuś krzywdę. Zachowują się tak, gdyż zachowanie ich opiekunów oraz reakcje każdej z osób, która doświadczyła na sobie tego ich skakania i natarczywości, tylko wzmocniły psie przekonanie, że skakanie jest ”cool”. Każdorazowa pochwała, a jako pochwała przez psa będzie traktowane pogłaskanie go, często ”pogłaskanie obłaskawiające”, które uprawiają zaskoczeni ”napadnięci”, obcy dla psa ludzie, przez osobę na którą pies skacze, wzmacnia w nim to zachowanie, wzmacnia nawyk. Kiedy daje się smakołyk psu, który widząc, że ”dajemy ciasteczko” naszemu psu (którego nagradzamy za coś konkretnego), molestuje nas, żeby jemu też dać kąsek, uczy się tego molestującego nas psa, że wywieranie presjiskakanie jest dobre. Pies uczy się, że jego zachowanie przynosi mu korzyść, dostaje ”smaczka”, dostaje nagrodę. Dla psa zachowanie jest właściwe, skoro jest nagradzane.

Inne psy naruszają przestrzeń szczeniaka

Kiedy zabierasz swojego szczeniaka na spacer i nagle podbiega do was nieznany pies, możesz krzyknąć ”Ej!” (części to wystarczy) albo wystąpić przed swojego szczeniaka, uniemożliwiając obcemu, skrócenie dystansu i wtargnięcie w waszą przestrzeń. Normalny, niezaburzony pies zatrzyma się, nie wtargnie w waszą przestrzeń i zacznie węszyć tak, aby poznać zapach szczeniaka i twój. Cel, dla którego taki obcy pies podbiega, jest mało istotny, na ogół psy chcą po prostu poznać nowego w okolicy szczeniaka, jednak i wtedy nie zawsze zachowują zasady psiego savoir-vivre. A mówiąc wprost, bardzo często te zasady naruszają. I nawet, kiedy nie zachowują się jednoznacznie agresywnie, bezceremonialne wtargnięcie w przestrzeń drugiego psa, zwłaszcza psa, który jest w towarzystwie człowieka i nieodnoszenie się do tego człowieka, nie zwracanie na jego obecność uwagi i wtargnięcie w przestrzeń takiej dwójki, świadczy o tym, że pies, który przestrzeń narusza, jest zaburzony –przyzwyczajony do nieprawidłowego zachowania ludzi, zupełnie ”nie po psiemu” ignoruje niewerbalne komunikaty i lekceważy mowę ciała.

Rolą opiekuna szczenięcia jest chronić jego psychiczny komfort. Przewodnik ma dawać psu poczucie bezpieczeństwa, tylko tak zdobędzie zaufanie psiaka. Tylko jeśli szczeniak będzie czuć, że przy nas jest bezpieczny, obdarzy nas zaufaniem, dzięki czemu nowe sytuacje nie będą go niepokoić. Tylko w taki sposób, budując swój autorytet w oczach naszego czworonożnego przyjaciela, zapewnimy psu równowagę i stabilność psychiczną. A tylko zrównoważone i psychicznie stabilne psy są radosnymi i wyluzowanymi psiakami.

Dygresja z gabinetu weterynaryjnego

Oto do poczekalni gabinetu weterynaryjnego wchodzi młoda kobieta ze szczenięciem pod pachą i szybko siada na miejscu po mojej lewej stronie. Przestrzeń nas dzielącą zajmuje wolne krzesło. Bardzo dobrze, bo wystarczył jeden rzut oka na tę parę, tuż po tym jak znalazła się w pomieszczeniu, by wiedzieć, że psina jest skrajnie zestresowana, a jej pani nie jest typem osoby, która wie jak zapewnić temu szczeniakowi poczucie bezpieczeństwa, którego on tak bardzo w tej chwili potrzebuje, gdyż sama emanuje niepewnością. Tak więc zachowanie dystansu od obcych, jest dla tego psiaka dobre. Szczeniak to 4-5 miesięczny kundelek, jest drobny, ”ościsty” i nie wygląda na psiaka, który w przyszłości miałby przekroczyć wzrost w kłębie typowego Labradora. Zapewne ktoś, kiedyś w jego rodzinie był ONkiem, po którym malcowi zostały te typowe ONkowe uchole, chwilowo jeszcze załamane w połowie i gackowato urocze. Psi dzieciak ma piękne, ogromne i w tej chwili wystraszone oczy. I cały drży z nerwów.

W poczekalni, poza nim jest bardzo pobudzony spaniel. Jeden z tych psiaków 24/7 żyjących w stanie nadmiernego pobudzenia i ekscytacji. Zwierzak, którego dodatkowo nakręca przebywanie w poczekalni, choć jego właściciel mógłby po prostu wyprowadzić go na zewnątrz i poczekać na ich kolej za drzwiami lecznicy. Jednak mężczyzna tego nie robi i pies zmuszony jest przebywać w pomieszczeniu pełnym zapachowych bodźców, także tych wysoce niepokojących, gdyż stres innych zwierząt też ma zapach i pozostawia specyficzny zapachowy ślad. Spaniel ”szaleje” po całej (fakt, że niezbyt dużej) poczekalni. Niby jest na smyczy, niby jest z nim dwójka opiekunów, ale to bez znaczenia. Tych ludzi mogłoby równie dobrze w ogóle nie być, bo nie wpływają, a na pewno nie wpływają korzystnie na psychiczny stan i zachowanie tego psa. Spaniel dyszy w charakterystyczny sposób, jest pobudzony i ciągle się kręci, smycz jest napięta non-stop. Psiak nie wie co ze sobą zrobić. Reaguje na każdy bodziec, a przede wszystkim wszystko odbiera jako ”bodziec”. Skrzypnięcie drzwi, sygnał nadchodzącej wiadomości dochodzący z telefonu kogoś z obecnych, widok osób przechodzących przed witryną lecznicy, skrzyżowanie spojrzenia z kimkolwiek z obecnych w pomieszczeniu ludzi (od razu usiłuje nawiązać fizyczną interakcję, ciągnąć w kierunku osoby np. wychodzącej z jednego z gabinetów) itd. Co rusz przysiada na krótką chwilę, po czym znowu zaczyna się kręcić. Nie umie się wyciszyć i najwyraźniej jego zachowanie jest dla jego właścicieli naturalne. Kiedy ”próbują” spaniela ”uspokoić, odnoszę wrażenie, że robią to nie tyle ”z potrzeby serca”, ale raczej z uwagi na spojrzenia pana, który czeka z małym psim staruszkiem, którego zachowanie spaniela bardzo drażni. Spaniel jeśli już podchodzi do swoich opiekunów, to po to, żeby się na niego/nią wspinać. Być może instynktownie szuka u nich jakichś wskazówek, ale żadnych nie dostaje. Spaniel wszystko i wszystkich ”chce wąchać” z bardzo bliska i jest w tym bardzo inwazyjny. Choć od chwili, w której weszłam do poczekalni, ignoruję jego obecność i nie zachęcam go w żaden sposób do nawiązania interakcji (także poprzez nie nawiązywanie z nim wzrokowego kontaktu, gdyż nie lubię tego typu energii u psów i nie chcę interakcji z psami znajdującymi się w takim niechlujnym emocjonalnie stanie), ten rwie się do mnie, jakbyśmy byli najlepszymi kolegami. Od wtargnięcia w moją przestrzeń, choć nie zapraszam go do niej ani nawet nie komunikuję mu, że moje nastawienie do niego jest choćby neutralne (cały czas tego psa ignoruję), powstrzymuje go jedynie smycz, której koniec trzyma jego właściciel. Ten pies nie rozumie i nie czyta komunikatów, które wysyłam mu swoją postawą. Być może byłyby dla niego bardziej czytelne, gdybym zamiast siedzieć stała. Spaniel Ignoruje ”energię”, którą emanują psy i osoby w pomieszczeniu. Nie wyczuwa ”niechęci” psiego staruszka ani niepokoju, który dodatkowo wzmacnia u szczeniaka. Nie zwraca uwagi na wysyłane, zarówno przez psy, jak i osoby, niewerbalne sygnały. Właściciele, choć zapewne(?) czują, że powinni psa jakoś uspokoić (sytuacja trwa, oczekiwanie na wejście do gabinetu się przeciąga i spaniel ”szaleje” już dobre 30 minut) nie są w stanie tego zrobić. Mężczyzna nieudolnie próbował ”coś zrobić” -sprowadzało się to do pochylenia się nad psem i pogłaskania go. Poniósł więc oczywistą klęskę i szybko zrezygnował z dalszych prób. Tak więc spaniel nie przestaje się kręcić, ciągnąć na smyczy i ciągle dyszy w ten charakterystyczny sposób, zdradzający niezdrowe pobudzenie i niepokój. Energia, którą wokół siebie roztacza chaotyczny, popiskujący spaniel, bardzo negatywnie działa na szczeniaka, ”spina” psiego staruszka, ale zupełnie nie rusza czwartego oczekującego. Czwartym psem w tym pomieszczeniu jest ”ozdóbka”, która w przeciwieństwie do szczeniaka, nie obserwuje nakręconego spaniela, a jedynie z rzadka ”rzuca okiem” w jego stronę, najwyraźniej w poczuciu totalnego bezpieczeństwa, które zapewniają jej/mu kolana właścicielki. Tak, czwarty oczekujący to wyjątkowo spokojny, siedzący na kolanach swojej pani tzw mikro psiak. Co istotne, właściciele ozdóbki (także jest ich dwoje) zajęci są rozmową i swoim psem. Nie poświęcają uwagi pobudzonemu spanielowi, nie nawiązują z nim kontaktu wzrokowego. Można odnieść wrażenie, że nie widzą ani tego psa, ani jego właścicieli. Mężczyzna obok kobiety siedzącej na krześle i trzymającej na swoich kolanach ozdóbkę, stoi na szeroko rozstawionych nogach, frontem zwrócony jest do pomieszczenia, a więc i spaniela, jego ręce są swobodne, trochę zaplecione na klatce piersiowej (z łokciami na zewnątrz), trochę gestykulują. Od czasu do czasu nachyla się nad kobietą i psiakiem, dotykając obojga. Pani, która trzyma na kolanach miniaturkę zajmuje miejsce tuż obok właścicielki spaniela, jednak postawa, którą przyjął właściciel ozdóbki, to jak ten team ”dwoje ludzi+pies” weszli do pomieszczenia, jak zajęli miejsce i to co i jak robią od chwili, w której się w nim znaleźli, onieśmiela spaniela. Spaniel ”sam z siebie” nie decyduje się wedrzeć w przestrzeń mikro psiaka, a raczej ludzi mikro psiaka, z którymi mikro tam jest (w przypadku ”gacka”, ”staruszka”, jak i mojej osoby, powstrzymała go od tego jedynie smycz) i unosząc łeb, z odległości metra węszy, wciąga w nozdrza zapach mężczyzny, w ten sposób starając się dowiedzieć czegoś o człowieku, który przyszedł z panią, która na kolanach trzyma ozdóbkę. I jest to jedyny przejaw normalnego zachowania u tego psa. Komunikat, który wysyła samą swoją postawą mężczyzna, trafia do tego spaniela, mimo że pies ten jest emocjonalnym niechlujem, jest w stanie permanentnego pobudzenia, ”odlotu” od chwili, w której wszedł do poczekalni.

Postawiony na podłodze, przed krzesłem opiekunki, w chwilę po tym jak kobieta zajęła miejsce, mały ”gacek”, zerka nerwowo w stronę szarpiącego się w jego kierunku, dążącego do kontaktu z nim, spaniela. Po 2-3 minutach opiekunka szczeniaka zauważa, że spaniel jeszcze bardziej niepokoi jej, już zdenerwowanego pobytem w poczekalni, psa i reaguje. Co robi? Bierze malca na ręce. Szczeniak ląduje na jej kolanach. Ale ta pani nie sadza go w taki sposób, jak zrobiła to właścicielka ozdóbki. Nie, ta pani, po chwili bierze szczeniaka na ręce, jak niemowlę. Układa psa wzdłuż swojej prawej ręki ”kółkami do góry”, odkrywając w ten sposób podbrzusze szczyla, tak, że w tej pozycji, odsłonięty malec ma nieokrzesanego spaniela, który wciąż się do niego rwie, z tyłu, za sobą. Efekt jest taki, że ”gacek” nerwowo wykręcając łebek, próbuje sprawdzić gdzie znajduje się inwazyjny spaniel i drży jeszcze bardziej, a jego oczy stają się jeszcze większe…

A w jaki inny (i oczywisty) sposób, mogła, poprawka powinna była zachować się kobieta, aby dać poczucie bezpieczeństwa w tej stresującej sytuacji swojemu szczeniakowi? Bardzo prosto. Przestrzeń, którą zajęła znajdowała się po przekątnej w stosunku do spaniela i jego ludzi. Dzieliły ją od nich przynajmniej 3 metry. Krzesło na którym usiadła znajdowało się w rogu pomieszczenia, za plecami i po swojej lewej stronie miała ściany. Ona i jej psiak znajdowali się więc w narożnej części poczekalni. Fragment podłogi na którym początkowo ustawiła malca był dla niego właściwym miejscem. Wystarczyłoby, aby kobieta zawłaszczyła przestrzeń tak, jak (zapewne nieświadomie) zrobili to właściciele psa rasy ozdobnej, od początku ignorujący spaniela. Kobieta będąca właścicielką mikro psa dosłownie i w przenośni wzięła w posiadanie ozdóbkę, usadowiwszy psiaka na swoich kolanach, a mężczyzna wzmocnił ten zabieg (słowo ”przekaz” sugerowałoby świadome działanie) ustawiwszy się w miejscu, w którym stanął i przybierając pozycję dominującą. Właścicielka ”gacka” mogła zawłaszczyć przestrzeń bardzo prosto i czytelnie, nie tylko dla psa, w tym przypadku tego konkretnego spaniela, ale i ludzi, właścicieli namolnego spaniela. Wystarczyłoby, aby wysunęła do przodu swoją prawą nogę, tworząc w ten sposób barierę oddzielającą jej szczeniaka od reszty zwierząt i osób znajdujących się w pomieszczeniu. ”Mowa ciała ruleZ”. Ludzie poza swoją świadomością ”łapią” o co chodzi w takich niewerbalnych komunikatach. To ważne, bo spaniel z ”rozkręconym potencjometrem” mógłby ”nie zajarzyć”, że oto kobieta, która przyszła ze szczeniakiem, siedząc, sygnalizuje, że jej noga stanowi barierę, granicę, której nikomu przekroczyć nie wolno. Być może niewerbalny komunikat od siedzącej kobiety nie zadziałaby na niego w tym stopniu, co niewerbalny komunikat wysłany przez stojącego mężczyznę? Postawa mężczyzny zadecydowała, że spaniel uszanował tzw mydlaną bańkę teamu ”dwoje ludzi+mikro pies”. Nie jest powiedziane, że na tym etapie, na którym spaniel jest, z tymi problemami, które ma, zadziałałby na niego ”subtelny” komunikat wysłany przez kobietę. (Nie działały na niego komunikaty wysyłane przeze mnie. Kiedy zmieniłam pozycję z obojętnie-neutralnej na jednoznacznie sygnalizującą, że nie życzę sobie, by wchodził w moją przestrzeń, Spaniel nie odczytał tego sygnału.) Może ”do wyobraźni przemawiają mu” niewerbalne, bardziej ”ordynarne” komunikaty wysyłane przez stojących mężczyzn? Może. Ale zostawmy nakręconego spaniela (i jego właścicieli) i skupmy się na ”gacku”.

Zamiast kulić się na krześle, jak nieprzygotowana uczennica, która boi się, że nauczycielka wyrwie ją do tablicy, właścicielka szczeniaka mogła normalnie usiąść i usadzić ”gacka” pomiędzy lewą stopą a prawym kolanem nieco wyciągniętej w przód nogi. Gdyby to nie wystarczyło, mogłaby nachylić się nieco nad swoim szczenięciem i oprzeć łokcie o kolana, stając się takim ”domkiem z daszkiem”, w którego przestrzeni ”gacek” poczułby się bezpiecznie. Dodatkowym wsparciem dla szczeniaka, byłoby ułożenie dłoni na jego przedpiersiu i mizianie go po nim od chwili, w której drżenie jego ciała zaczęłoby ustępować, sygnalizując tym, że poziom stresu malca opada. (Psiak powinien zostać przez właścicielkę dodatkowo zmotywowany do zmiany stanu ducha na bardziej ”luzacki”, poprzez odwrócenie uwagi od nakręconego spaniela, smakołykiem, który uruchomiłby nos malca i sprawił, że ”ciasteczko” przeniosłoby jego umysł do tych pozbawionych stresu, radosnych chwil, gdy nagradzany jest przez swoją panią, tzw smaczkiem za prawidłowe wykonanie jej polecenia). Taka postawa ciała (zupełnie nieświadomie) motywuje większość właścicieli przesadnie pobudzonych psów do zapanowania nad nimi, w takich przypadkach polegającego na przyciągnięciu tych nieokiełznanych psów bliżej siebie, co bardzo dobrze działa na stalkowane psiaki. Tak więc nawet, gdyby spaniel ”nie zajarzył” sygnałów, które otoczeniu przekazywałaby kobieta, ze sporym prawdopodobieństwem ”zajarzyliby je” jego właściciele. Taka postawa ciała umożliwia też łatwe wykonanie gestu ”stop” w kierunku psa, który ewentualnie, pomimo bariery, którą stanowi wyciągnięta w przód noga przewodnika chronionego szczeniaka i cała jego pozycja, stara się do szczeniaka dostać, naruszając przestrzeń obcego człowieka, gdyż dłoń jest na wysokości linii wzroku namolnego psa. (Łatwo jest także wstać z krzesła i w ten sposób przystopować stalkera). Gdy jednak i gest stop to zbyt mało, wydanie polecenia właścicielowi namolnego psa:Proszę, skrócić smycz i trzymać swojego psa blisko siebie, bo jego zachowanie stresuje mojego szczeniaka” (tak, wydanie polecenia) jest na tym etapie naturalną konsekwencją komunikatów, które dotąd wysyłaliśmy niewerbalnie i mało prawdopodobne jest by opiekunowie nadpobudliwych psów chcieli z nimi ”dyskutować” (o formie, w której informujemy ich, że oczekujemy by wpłynęli na zachowanie swoich psów). Na tym etapie, po tak mocnych niewerbalnych komunikatach, autorytatywne wydanie polecenia obcej osobie, której pies ”nie kontaktuje z bazą”, rzadko kiedy spotyka się z ”oporem”. Tak działa mowa ciała. Większość właścicieli namolnych psów w sytuacji takiej jak ”przepełniona poczekalnia lecznicy weterynaryjnej” już po przyjęciu przez opiekuna stalkowanego psiaka tej specyficznej pozycji ciała (bariera z nogi i ”domek”), która wysyła w przestrzeń komunikaty ostre niczym neony, nie dopuszcza do tego, abyśmy byli zmuszeni wykonać gest stop w stosunku do ich psa ani tym bardziej wydawać im samym polecenia.

Wszystko to mogła i/lub powinna była zrobić w trosce o psychiczny komfort swojego podopiecznego, właścicielka ”gacka”. Zamiast tego jednak ”wywaliła go kółkami do góry”, wzmacniając jego niepewność i pogłębiając obawy związane z zachowaniem niekorygowanego, nadpobudliwego spaniela. Wnioskując z zachowania tej pani, jej postępowania ww opisanej sytuacji, zasadniczo można mieć pewność, że szczeniak, gdy podrośnie będzie niepewnym siebie, lękliwym psem, bo nie ma go kto nauczyć pewności siebie na poziomie gwarantującym psychiczną równowagę.

Wróćmy w przestrzeń publiczną poza poczekalniami gabinetów weterynaryjnych, w której obce psy usiłują naruszać przestrzeń naszego szczeniaka

Pamiętaj, że zdarzają się psy bardzo mocno zaburzone, które potrafią przebiec spory dystans, tylko po to, żeby rzucić się na szczeniaka, zaatakować go, choć nie stanowi on dla nich żadnego zagrożenia. Musisz dbać o swoją osobistą przestrzeń, gdyż w niej (albo w około niej) znajduje się twój szczeniak. Szczeniak, który ma ufać ci, że jesteście teamem, że umiesz go chronić, wiesz jak to robić i że może na tobie jako swoim przewodnikowi polegać, że twoje osądy zapewnią jemu, tobie, czyli WAM, bezpieczeństwo. Wiele z agresywnych reakcji na inne psy, niewłaściwych zachowań w stosunku do innych psów, bierze się stąd, że gdy te agresywnie się dziś zachowujące (sfrustrowane) psiaki były szczeniętami, ich ludzie nie umieli chronić własnej oraz ich przestrzeni i pozwalali, aby psy o niewłaściwym nastawieniu, nadpobudliwe, zachowujące się zbyt intensywnie i dominujące, mówiąc krótko o nastawieniu, które stresowało dzisiejszych ”agresorów”, bez żadnego oporu ze strony człowieka, naruszały przestrzeń tych psiaków.

Dlatego, kiedy jakiś obcy pies, biegnie do was z drugiego końca polany, musisz przywołać go do porządku, poprzez zawłaszczenie przestrzeni i szczeniaka, który w niej jest. Musisz zablokować wtargnięcie intruza w waszą przestrzeń. Tylko manifestując, że nie masz zamiaru oddać obcemu psu swojej osobistej przestrzeni, podporządkowując się mu i wpuszczając go do wnętrza swojej ”mydlanej bańki”, możesz obronić swoją przestrzeń osobistą (i swojego szczeniaka) oraz zasłużyć na respekt obcego psa. Psy nie liczą się z ludźmi, którzy nie rozumieją jak ważna jest w interakcjach przestrzeń.

Niewiele jest w przestrzeni publicznej psów niezaburzonych, mających uważnych i mądrych właścicieli, którzy od początku, od pierwszych chwil, kiedy przysposabiają szczenię, nie psują go i zachowują w nim to „bycie psem”. Czyli wszystko to, co typowe jest dla psa jako gatunku i czego nauczył się wcześniej od swojej mamy. Psów, które ludzi i inne psy (oraz zwierzęta) poznają nosem, poprzez zmysł węchu, z pewnej odległości, zaciągając się ich zapachem, nie naruszając ich przestrzeni, bezceremonialnym w nią wtargnięciem. I dając sobie czas na odczytanie sygnałów, które w związku ze spotkaniem, przekazuje im napotkany pies. Same, tym zachowaniem przekazują napotkanemu psu, że znają zasady, rozumieją jak działa psi savoir vivre i nie dążą do konfliktu. Udowadniają to, szanując przestrzeń obcego psa. Zrównoważone osobniki nie zaczynają interakcji z innym psem od wtargnięcia w jego przestrzeń lub przestrzeń jego i jego przewodnika. Tak robią psy zaburzone. Zrównoważone psy nie rozpoczynają interakcji tylko dlatego, że jakiś pies czy człowiek pojawił się w pobliżu. Psy nie muszą nawiązywać interakcji ze wszystkimi psami, czy osobami, które napotykają. I psy niezaburzone tego nie robią. Niezaburzone psy wszystkiego, co z psiego punktu widzenia, ważne, dowiadują się o napotkanym psie, czy człowieku, wciągając w nozdrza jego zapach. Nie muszą wchodzić z nim w fizyczny kontakt typu ”nos w du…ę”.

Niezaburzone psy, zanim rozpoczną interakcję z innym osobnikiem, upewniają się, że osobnik, który je zainteresował; w ogóle je zauważył. Czyli zamiast podbiegać do drugiego psa od tyłu i znienacka ”atakować” go swoją obecnością, ryzykując, że ich zachowanie zostanie poczytane za atak lub próbę sprowokowania ”awantury”, czekają, by upewnić się, że interesujący je osobnik jest świadom ich obecności i zainteresowania, które wywołał. Kiedy to się dzieje, czyli gdy psy spostrzegą się nawzajem, przesyłają sobie komunikaty niewerbalnie. Porozumiewają się mową ciała; wysyłają sygnały, odbierają je i przekazują nadawcy odpowiedzi. Czyli na odległość rozstrzygają, czy chcą interakcji czy nie. Rozstrzygają to, czy ewentualna interakcja będzie pokojowa, bo oba psy są do siebie pozytywnie nastawione, czy nie. I zazwyczaj, gdy okazuje się, że ”zawarcie znajomości” mogłoby skutkować jakimś ”kwasem”, nie decydują się skrócić dzielącego je dystansu, ”nie zostają znajomymi”, nie otwierają dla siebie wzajemnie swoich osobistych przestrzeni i się do nich nie zapraszają, ale bezkolizyjnie wymijają się po łuku. Obywa się bez ”spiny”, o ile tylko oba psy wzajemnie szanują swoją przestrzeń i unikają ”kolizyjnego kursu”.

W zawłaszczaniu przestrzeni chodzi o to, żeby nieznanemu psu pokazać, że musi szanować waszą przestrzeń; twoją i twojego szczeniaka, że nie może jej naruszać ot, tak, ale że musi odnieść się do człowieka, jako przewodnika zestawu szczeniak-człowiek, bo to człowiek decyduje, czy obcy pies może wejść w ich przestrzeń. Analogicznie, rzecz ma się z dziećmi, ”ludzkimi szczeniętami”, ale do tego wrócę w dalszej części wpisu.

Jako przewodnik bierzesz każdego obcego psa ”na klatę”, czyli stajesz na linii obcy-twój szczeniak, jesteś ”tarczą” i po prostu, jakkolwiek zabawne może się to komuś wydawać ”emanujesz energią przywódcy”. Oznacza to, że musisz być pewny/a siebie i sprawiać wrażenie, że naprawdę twój ”jest ten kawałek podłogi” i ”nieupoważnionym wstęp wzbroniony”. Dajesz wtedy sygnał zarówno własnemu psu: ”Obserwuj moją mowę ciała i patrz, jak ja to załatwię, utwierdź się w tym, że to ja jestem liderem i o nic nie musisz się martwić. Pokażę temu obcemu, że nie ma prawa naruszać mojej (naszej) przestrzeni, że ja, twój lider, sobie tego nie życzę. Ze mną jesteś bezpieczny, obronię cię”. I obcemu psu: ”Nie naruszaj mojej przestrzeni, jestem liderem tego ‚stada’. Ten szczeniak jest mój. Nie podchodź do nas”.

Zaznaczenie ”ten szczeniak jest mój”, to zaznaczenie ”to jest moje”, w generalnym sensie, działa tak samo, kiedy wychodzisz z kuchni z kanapką, a pies podbiega i chce ci ją zabrać. Jeżeli umiesz zawłaszczyć np. kanapkę i wychodząc z przykładowej kuchni emanujesz energią ”to jest moje”, pies nie ośmieli się próbować kraść twojej przekąski. Najgorsze co można robić, kiedy pies chce zabrać nam przykładową kanapkę, czy inną rzecz, to unosić tę rzecz w górę. To zachowanie spowoduje, że pies ruszy w kierunku, w którym przedmiot się oddala, oczy i nos poprowadzą go za kanapką i pies będzie się o nas opierał, starając się dostać do jedzenia. A to już jest konfrontacja. Jeżeli umiemy zawłaszczać przestrzeń, przedmioty, inne zwierzęta, oraz ludzi; nasze dzieci, mężów, żony, przyjaciół i całą resztę, włącznie z panią z warzywniaka, to unikamy wielu trudnych i stresujących sytuacji.

Umiejętność ”zawłaszczania przestrzeni” przez ludzi to forma komunikacji z psem. Komunikacji, którą psy doskonale rozumieją i którą same się posługują. Z którą jednak zaburzone psy są na bakier (o czym w dalszej części tekstu).

Umiejętność zawłaszczania przestrzeni przez człowieka, daje między innymi to, że nie musisz dotykać, trzymać w ręce np. danego przedmiotu, aby przekazać psu, że przedmiot ten należy do Ciebie i nie wolno go psu dotykać, wszystko to możesz zrobić na odległość, przybierając określoną pozycję ciała, a czasem tylko rzucając psu zdecydowane spojrzenie. Zawłaszczanie przestrzeni, jest elementem komunikacji niewerbalnej, tym ”emanowaniem energii lidera”.

Kiedy w domu z psem pojawia się niemowlę

Ok, mamy dzidziusia. Super. Mamy też psa. Co musimy zrobić, żeby wszystko grało, kiedy mama i niemowlę przyjadą do domu? Przypominam;

Przed rytuałem poznania, oswaja się psa z nowym zapachem. Przyniesienie do domu jakiegokolwiek przedmiotu pachnącego dzieckiem jest dobrym rozwiązaniem. Jeżeli zapach niemowlęcia powoduje u psa jakąkolwiek ekscytację, należy to zachowanie skorygować. W przeciwnym wypadku zapach dziecka zawsze będzie działał na psa pobudzająco, a to nie jest bezpieczne. Zapach dziecka to zapach, w pobliżu, którego psu nie wolno jest się ekscytować, ten zapach nie może psa pobudzać. To zapach, który ma mówić psu, że w jego pobliżu musi zachowywać się spokojnie i uważnie. Jeżeli istnieje taka konieczność, ćwiczymy z psem aż zrozumie czego od niego wymagamy. Czyli ćwiczymy aż uzyskamy stan, w którym zapach niemowlęcia nie powoduje u psa ekscytacji. Jednakże, jeżeli od samego początku dba się o psychiczną kondycję psa, o jego równowagę psychiczną, więź z nim, utrzymuje się go w stanie posłusznego poddania i dba o to, aby był radosnym i ciekawskim stworzeniem, które łatwo się wycisza, nie powinno być z tym żadnych problemów.

Krótko mówiąc, od pierwszego kontaktu psa z zapachem dziecka, z przedmiotami pachnącymi niemowlęciem, wyrabiamy w psie nawyk, że ten zapach oznacza spokój i wyciszenie oraz poddanie woli przewodnika.

Nawyk to; wskazówka → zachowanie → nagroda. Zapach jest wskazówką. Zachowanie, które wskazówka wyzwala to naturalny spokój, zwyczajny stan psa, którym ten żyje z nami od początku. Nagrodą jest zadowolenie przewodnika, który chwali psa werbalnie lub dotykiem, ewentualnie smakołykiem (jednak z fantami nie wolno przesadzać) i poczucie psa, że został nagrodzony przez przewodnika.

Psa/ psy wprowadzamy do domu, w którym dziecko już jest. W ten sposób tworzymy sytuację, w której dziecko jest w domu, do którego psa/ psy wprowadza przewodnik. Czyli poddane woli przewodnika psy, wprowadzane są w nową sytuację na zasadach ustalonych przez przewodnika. Dodatkowo, postępując w ten sposób unika się zbędnego nakręcania psów (świrowania, ekscytacji) w związku z nową sytuacją, wejściem oczekiwanej przez psy pani itd. Lepiej przyprowadzić psa/ psy do domu, po tym jak mama i dziecko przyjechali już ze szpitala i mama oraz wszyscy obecni podczas rytuału przedstawiania ludzkiego szczenięcia, ”małego Alfy”, psim członkom stada, mieli ”chwilę dla siebie”. Czas potrzebny mamie na wszystko to, co chciała zrobić, żeby czuć się komfortowo po przyjeździe do domu. Wtedy nie ma niepotrzebnych nerwów, spieszenia się z czymkolwiek, bo mama i reszta obecnych mają poczucie kontroli nad sytuacją. A to jest niezbędne do tego, aby rytuał został prawidłowo przeprowadzony. (Wszyscy domownicy muszą pilnować, by kontakt psa z dzieckiem odbywał się zawsze na określonych zasadach).

”Rytuał”

Pierwszy raz pokazujesz/ przedstawiasz psu dziecko, kiedy pies jest po spacerze; zmęczony, wybiegany, ma ”rozładowane bateryjki” i jest w stanie posłusznego poddania. (Takie zwierzę trudniej się ekscytuje i łatwiej uspokaja). Pies musi być spokojny. Jeżeli psa będą ekscytować dźwięki, które wydaje z siebie dziecko albo jego zapach, musisz psa korygować. Pies ma być wyluzowany i uległy, nie ”podminowany” ani dyszący z emocji, a spokojny. Jeżeli zaczyna ”fiksować”, nawet odrobinkę, musi być korygowany. Do skutku, do uzyskania stanu spokojnego poddania.

Mama przedstawia psu dziecko, kiedy jest spokojna i zrelaksowana -wszyscy którzy uczestniczą w ceremonii mają być wyluzowani, bo ich samopoczucie wpływa na psy.

Rytuału nie uda się przeprowadzić prawidłowo będąc zdenerwowanym. Dobrze jest więc poprosić o pomoc w jego prawidłowym przeprowadzeniu kogoś zaprzyjaźnionego, kogo wcześniej dokładnie wprowadzi się w sens ”zaprezentowania” psu nowego domownika, którym jest ‚ludzkie szczenię’ i z kim omówi się, jak ma ten rytuał wyglądać, krok po kroku. Z oczywistych powodów najłatwiej jest, gdy tym kto wprowadza psa do pomieszczenia, w którym już jest mama z dzieckiem (tym pomieszczeniem powinien być tzw pokój dzienny, gdyż przez pewien czas nie chcemy, aby pies kręcił się po tzw pokoju dziecinnym), jest tata i równocześnie właściciel psa. Wygodnie jest poprosić znajomą osobę, aby wyprowadziła psa na długi spacer, podczas, którego rodzice spokojnie ”zainstalują się” w domu z niemowlęciem. I umówić się z tym kimś, aby, gdy rodzice będą już gotowi, przyprowadził psa przed dom. Osoba, która jest ”asystentem” i która wyprowadziła psa na spacer, przekazuje psa jego właścicielowi i udaje się do mamy i dziecka. Kiedy właściciel psa i równocześnie tata, dostaje potwierdzenie, że może wracać z psem do domu, wtedy wracają. Ponieważ wygodnie jest korygować psa znajdującego się na smyczy, nie należy od razu puszczać psa luzem. Mama trzyma niemowlę na rękach i nie robi niczego, aby ekscytować psa, który z pewnością ucieszy się na jej widok ”jak wariat”. Powinna okazać, że w tym momencie, choć widzi psa i cieszy ją jej widok, zajmuje ją niemowlę. Pies powinien widzieć, że skupiona jest na dziecku. Pies musi zrozumieć, że jego rodzinie zaszła zmiana, że od tej chwili w domu jest ktoś, kto jest najważniejszy dla jego pani i pana, i tym kimś jest niemowlę-ludzkie szczenię. Pies ma zachować dystans do dziecka, więc zarówno mama dziecka, jak i jego tata, nie pozwalają psu podejść do mamy trzymającej niemowlę na bliżej niż metr-półtora. Chodzi o to, aby pies zorientował się, że stało się coś bardzo wyjątkowego i od teraz w domu jest ”szczenię”, które absorbuje uwagę jego pani i że choć wcześniej pies mógł swobodnie przebywać w osobistej przestrzeni swojej właścicielki, teraz wymaga ona od niego, aby zachował dystans. To będzie trudne dla psa, przyzwyczajonego do powitań przebiegających w określony sposób. Ale jeżeli nasz pies, jest psem zrównoważonym i nieulegającym łatwo emocjom, bardzo szybko zacznie nie tylko bardzo się przyglądać temu co robi jego pani, ale i węszyć. I skupi się na tym co oznacza zapach, który wwierca mu się w nozdrza, zapach, który zna jako ”zapach uspokojenia”. Pies będzie obserwował co robi jego pani. Żeby było jasne, nie chodzi o to, aby ”olać psa” i potraktować go jak powietrze! Postępując w ten sposób, tj nie odrywając się od niemowlęcia, dlatego, że ”na scenie pojawił się pies”, komunikujemy mu, że opieka nad niemowlęciem jest dla nas najważniejsza. Kiedy pies, wciąż na smyczy, korygowany w razie potrzeby przez tatę dziecka i swojego pana równocześnie, zrozumie co się dzieje i po prostu usiądzie, węsząc i obserwując co robi jego pani, mama dziecka, może przekazać niemowlę osobie, która jej asystuje i przywitać się z psem tak, jak to zawsze mają w zwyczaju. Poświęcić należytą uwagę psu, który tęsknił za nią i przeżywał jej nieobecność, z pewnością czując w domu nieco bardziej niż ostatnio, napiętą atmosferę oczekiwania. Jest ważne, aby witając się z psem, nie zepsuć tego jego spokoju i wyciszenia, czyli aby korygować każdą jego ”próbę odlotu”. Aby psiak zrozumiał zmiany, które zaszły, musimy być konsekwentni. Musimy pamiętać także o tym, że nasz pies potrzebuje kontaktu z nami(!). Mamy dziecko, ale psa też mamy i nie wolno nam go zaniedbywać!

Pokój dziecka powinien być pokojem dziecka i pies nie powinien do niego wchodzić przez pierwsze dwa-trzy miesiące. Wszystko po to, aby uczył się odnosić do dziecka prawidłowo. Pies ma doskonały węch i naprawdę nie jest dla niego ”karą”, to że ma dać przestrzeń osobom zajmującym się niemowlęciem. On wszystko co musi wiedzieć, wie ”na odległość”, gdyż czuje zapachy. Wystarczy więc, że z dystansu progu pokoju dziecięcego będzie obserwował jak jego właściciele opiekują się maleństwem. Ważne jest też, by pies wiedział, że choć jemu do dziecinnego pokoju wchodzić nie wolno, mogą do niego wchodzić inne osoby, niż tylko mama i tata dziecka. Że może do pokoju dziecka wejść dziadek albo ciocia itd. Wszystko to po to, by pies nie uznał, że jego rolą jest decydowanie o tym, kto może przebywać w pokoju dziecinnym, by nie zaczął ”bronić” dziecka przed innymi członkami rodziny, bo takie zachowanie nie jest bezpieczne. Ani dla dziecka ani dla członków jego rodziny. Po tych dwóch-trzech miesiącach (choć ktoś może uznać, że wystarczy krótszy okres czasu), mama zaprasza psa, aby podszedł blisko i powąchał dziecko trzymane przez nią na rękach. Powtórzmy; mama zaprasza psa, psu nie wolno jest podchodzić do dziecka i wchodzić w jego przestrzeń, samowolnie. Pies może być blisko dziecka tylko wtedy, gdy zaprosi go do tego, aby był blisko niego, mama lub tata dziecka albo inny członek rodziny. Pies, którego przyzwyczaimy do przestrzegania tych reguł, nie jest uciążliwy dla osób opiekujących się maleństwem.

W rytuale przedstawiania nowego członka rodziny, dziecka, ludzkiego szczenięcia, psom, kluczową rolę odgrywają hierarchia i dominacja. Ten kto chce przeprowadzić tę ceremonię w sposób właściwy, nie ucieknie przed tematem ”dominacji”. Przedstawiasz psu dziecko jako osobnik dominujący. Pozwalasz mu podejść na metr, półtora lub dwa metry, jak ci jest wygodniej. I to wszystko. Ta odległość wystarczy, by pies mógł obserwować, słuchać i węszyć i przyswajać zapach ”z daleka”. Nie pozwalasz psu na samowolnie podejście bliżej. Jeżeli chcesz, by psy właściwie odnosiły się do dziecka i chcesz nauczyć je, by dawały ci swobodę, kiedy opiekujesz się dzieckiem, nie możesz im pozwolić na samowolne decydowanie o tym, kiedy mogą być blisko niego a kiedy nie. To wąchanie, słuchanie i obserwowanie ”na odległość” powinno trwać przynajmniej dwa miesiące, ale to absolutne minimum. Nie przejmuj się, psu nie będzie „smutno”, nie robisz mu żadnej przykrości, po prostu ustalasz zasady. Zasady, dzięki którym nauczy się, że w pobliżu dziecka wolno/ można przebywać tylko wtedy, kiedy jest się spokojnym i zrównoważonym, i kiedy matka/ ojciec (lub inna osoba opiekująca się dzieckiem), czyli człowiek, na to pozwala, kiedy zaprasza psa, by był blisko dziecka. To jest ważne dlatego, że czasami psy, które nie znają swojej roli w rodzinie/ stadzie zaczynają przejawiać nadopiekuńcze skłonności, co w efekcie powoduje, że np. zaczynają warczeć na niektórych domowników i ”bronią dziecka”. To nie jest ani dobre, ani urocze, ani tym bardziej bezpieczne.

W żadnym wypadku nie izoluj psów od dziecka!

Przeciwnie, pozwalaj im wszystko obserwować, ale z dystansu, tak robiłaby suka, opiekująca się swoimi szczeniętami i nikt nie miałby jej tego za złe. Weź z niej przykład. Musisz wyznaczyć granice w sposób, który będzie czytelny dla twojego psa. Jeżeli pokażesz psom w jaki sposób chcesz, by były obok dziecka, uzyskasz; ”EFEKT MYDLANEJ BAŃKI” -psy będą zawsze blisko, ale nigdy nie będą na dziecko skakać, nigdy nie będą plątały się mamie pod nogami, kiedy się nim opiekuje, nie ośmielą się też w przyszłości „rywalizować” z dzieckiem. Z urodzenia dziecko będzie dla nich autorytetem, ”Alfą”, ponieważ nauczone były traktować je od samego początku jako ”Alfę”. Nauczysz je szanowania przestrzeni dziecka.

Po miesiącu, dwóch lub trzech (będziesz wiedzieć, kiedy) w analogicznych okolicznościach, jak te z 1go dnia, pozwolisz psom zbliżyć się tak, by mogły z bliska powąchać dziecko, by mogły go dotknąć. Pozwolisz im na fizyczną interakcję z niemowlęciem, z twoim ‚szczenięciem’. Rzecz jasna, ty je wołasz, ty decydujesz jak długo są blisko dziecka i ty je odsyłasz, kiedy chcesz zakończyć sytuację.

Oczywiste oczywistości

Każdy pies może być wspaniałym towarzyszem, jeśli tylko zapewni mu się odpowiednią dawkę ćwiczeń, dyscypliny i uczuć. Formując, kształtując w nim dobre zachowania, właściwe nawyki w okresie szczenięctwa, macie największe szanse ”wymodelować” sobie idealnego czworonożnego przyjaciela.

Pamiętajcie, że przy wyborze szczeniaka. wielkie znaczenie ma jego poziom energii, powiedzmy ”osobowość”, bo psy są różne, jak i ludzie.

Otoczenie ma znaczenie, dlatego psich kolegów też trzeba psu roztropnie wybierać.

Prawidłowo ukształtowane psychicznie psy, ”umieją się zachować”. Ich psychika radzi sobie z bodźcami płynącymi z otoczenia i reagują adekwatnie do sytuacji. Zachowują stan asertywnego spokoju i uległości względem przewodnika, tam gdzie psy zaburzone reagują przesadnie; agresją, niebezpieczną ekscytacją, która łatwo eskaluje, strachem, wycofaniem, czy ucieczką. Zaburzone psy potrafią np. na wybuchający w ich pobliżu balonik zareagować chęcią walki i agresją albo ”odlatują”, ”tracąc kontakt z bazą”, zamykają się w sobie lub uciekają od ”źródła bodźca”. Psy stabilne psychicznie, po prostu ”odnotowują”, że dźwięk, choć niespodziewany, wybrzmiał, nie oznaczał jednak zagrożenia i można go ”olać”.

Na koniec: kolejność na znaczenie

Wiele osób decyduje się na ”pierwszego w dorosłym życiu psa” tuż przed albo chwilę po ślubie. I tak naprawdę ”na wariata”, tuż przedtem, nim radośni, przyszli właściciele psiaka, zajdą w ciążę. Bo wcześniej nie było jak ”mieć psa”. Bo ”obijali się” po wynajmowanych mieszkaniach, po odziedziczonych po ciociach ”klitkach” i na psa nie było miejsca, ”warunków”. A teraz przeprowadzają się do, nieważne czy na kredyt, czy ”po babci”, ale nowego i także wyczekanego, i wymarzonego domu lub mieszkania. Remont/ wykańczanie, dziecko, szczeniak… Wszystko na raz, w tym samym czasie, praktycznie jednocześnie. Start w ”nowy początek” z przytupem i melodyjką. Wymarzony i wyczekany szczeniak (kiedy chodzi o ”rasowca” w przeważającej większości przypadków wybrany ze względu na wygląd i wyobrażenia na temat rasy a nie faktyczną zdolność do sprostania wymaganiom, które owa rasowość przed właścicielem takiego psa stawia) wraz ze swoimi ludźmi wprowadza się do domu lub mieszkania, za chwilę na świat przychodzi dzidziuś. I… Cóż, to się nie bardzo udaje. ”Dużo miejsca”, ”ogródek” to za mało, kiedy masz paromiesięcznego psa i malutkie niemowlę. Pies sam się nie wychowa. Pies potrzebuje twojej uwagi i twojego czasu, tak jak potrzebuje ich dziecko. I w starciu z nawałem obowiązków, psiak może przegrać. Więc jeśli nie wyobrażasz sobie rodziny bez psa, daj sobie przynajmniej rok na zbudowanie relacji z psiakiem, nim przywitasz w swoim życiu kolejne spełnione marzenie. Będzie ci łatwiej. 

Czas, w którym planuje się zajść w ciążę, być w ciąży, potem zajmować się niemowlęciem i kilka kolejnych lat, to nie jest czas, w którym powinno się sprowadzać do domu szczenię, które należy wychować/ ułożyć. I to już nawet nie chodzi o rasę, czy typ psiaka. Po prostu dziecko absorbuje rodziców tak bardzo, że nie mają ani czasu, ani energii, ani ochoty na to, by absorbowało ich dodatkowo także szczenię, podrostek lub dorosły pies (który ma już swoje nawyki, które trzeba poznać i nad którymi zazwyczaj trzeba trochę popracować). Nic samo się nie zrobi, pies się sam nie ”wychowa”. Dlatego osobom planującym powiększenie rodziny, rodzicom z małymi dzieciaczkami, odradzam dodawanie sobie kolejnego obowiązku, w postaci szczeniaka. Oczywiście wybór zawsze należy do was i zrobicie jak chcecie, ale nim podejmiecie decyzję, uczciwie rozważcie czy dacie radę sprostać równocześnie opiece nad niemowlęciem i wychowywaniu molosa (czy jakiegokolwiek innego psa).

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora jest zabronione.

www.facebook.com/zuzpasjaodogoargentino

twitter.com/odogoargentino (@odogoargentino)