Archiwa miesięczne: Październik 2013

FEJSBUKOWE TOWARZYSTWO WZAJEMNEJ ADORACJI ROZDAJE ‚LAJECZKI’, CZYLI KRYTYKA EKSTERIERU DOGO ARGENTINO NIE ISTNIEJE, NIE TYLKO NA WYSTAWACH, ALE NIE MA O NIEJ MOWY NAWET NA FACEBOOKU

Merytoryczna, obiektywna krytyka ”efektów pracy hodowlanej”, taka, zdawałoby się zupełnie bazowa, opierająca się o tzw eksterier psów, właściwie nie istnieje. Odnoszenie zapisów wzorca charakteryzującego Dogo Argentino do tego, co na ringach oraz na Facebooku prezentują poszczególni tzw hodowcy oraz zwykli posiadacze Dogów Argentyńskich, nie jest praktyką, mówiąc delikatnie ‚traktowaną zbyt poważnie’. Psów się ”nie rozkłada” ani na ”wystawach psów rasowych”, ani tym bardziej na Facebooku.

Na wystawkach wszystkim ma być ”miło”, żeby ludzie chcieli na nie jeździć (wcześniej uiszczając stosowną kwotę za zgłoszenie psa na wystawę). I by mieli poczucie, że ”nawet, jeśli tym razem się nie udało, na tej wystawie” (zdobyć tytułu niezbędnego do tego, by uzyskać uprawnienia hodowlane), ”to nie szkodzi, następnym razem się uda”. (Dzięki temu przyjadą znowu, wcześniej uiszczając opłatę itd., itd.). Jest więc miło. I zdecydowana większość zgłaszanych psiaków dostaje wysokie noty; szczenięta prawie zawsze są ”wybitnie obiecujące” a psy starsze ”bardzo dobre” (”Ocena „BARDZO DOBRA” (BDB) może zostać przyznana jedynie psu, który posiada typowe cechy rasy i ma zachowane proporcje oraz jest we właściwej kondycji. Nieliczne, drobne błędy mogą być tolerowane, o ile nie dotyczą budowy psa. Ta ocena może być przyznana jedynie psu wysokiej klasy.”) lub ”doskonałe” (”Ocena „DOSKONAŁA” (DOSK.) może być przyznana psu bardzo bliskiemu ideałowi wzorca rasy, będącemu w doskonałej kondycji fizycznej i psychicznej, który wykazuje harmonię oraz klasę w postawie i ruchu. Jego zalety jako przedstawiciela rasy pozwalają zignorować drobne niedoskonałości, ale piętno płci musi być wyraźne”). Jest miło, by ludzie zapisywali się do Związku i w nim zostawali (czyli płacili składki itd.). W efekcie można ”miło, szybko i bez zawracania głowy zrobić hodowlane uprawnienia” i być ”hodowcą”. ”Amatorsko” rozmnażać psy i inkasować za nie (już nie ”amatorsko”) określone sumy. I tak to się kręci. Jest miło, by ludzie chcieli pokazywać swoje psy na wystawach itd. itd. itd… I choć wystawy nie są ”przeglądami hodowlanymi” (czasem są z nimi łączone, ale czasem), są niezbędne, by hodowlane uprawnienia uzyskać… [EDIT 2018: Chociaż od tego też są wyjątki, patrz:  ”wady nabyte” i tzw specjalne przeglądy hodowlane dla psów z ”wadami nabytymi”. Czyli dla psów z uszami zmienionymi chirurgicznym zabiegiem o podłożu estetycznym: abbreviatio auriculae, potocznie zwanym; kopiowaniem/ korektą/ cięciem/ plastyką/ skracaniem/ uszu oraz dla psów z ciętym/ skróconym itp., ogonem. Ponieważ te smętne pseudo zaświadczenia o ”leczniczym kopiowaniu”, jako alibi dla zabiegu, który jest w Polsce od 1997 roku nielegalny, już nie przechodzą w ZKwP i nie można na taki świstek psów na wystawach ZKwP pod egidą FCI pokazywać, psy okaleczone, uprawnienia hodowlane dostają na specjalnych warunkach, poza wystawami… Wystarczy zapłacić za taki tzw przegląd.] 

Tym bardziej psów nie ”rozkłada się” na Serwisie Facebook, na którym przecież niby roi się od ”speców od rasy” i grup tematycznych rasie poświęconych. Nigdzie rzetelnie nie omawia się anatomii psów, ich zgodności z wzorcem rasy, tej tzw typowości (fenotypu w ogóle). Wszyscy wchodzą sobie w…

Potencjalny klient nie ma szansy zapoznać się z uczciwie omówionymi, publicznie dostępnymi, dokonaniami jednego czy drugiej hodowców [EDIT 2018 Tym bardziej, że aktualnie grupy nie są już publiczne… Wszystko przez te uszy…]. Wszelka merytoryczna krytyka, to temat tak drażliwy, że praktycznie w ogóle nie można pisać otwartym tekstem o ”fejsbukowych Dogach Argentyńskich” (w ogóle rasowych psach), inaczej niż tylko ”śliczne” i że ”pięknie nam wyrósł/a chłopak/ dziewczyna”. I to nawet na tych ”specjalnych grupach”, które są publiczne i dostępne dla wszystkich zainteresowanych rasą. Nawet, kiedy ktoś chwali się dogo-wypłoszem. A przecież przynajmniej ”parę osób” w Polsce doskonale wie, że Dog Argentyński nie powinien być w typie psa wyścigowego, charciego, o lekkiej kości i długich nogach. Że argentyn musi mieć mocny kościec, idący w parze z wyrazistą, dobrze zaznaczoną muskulaturą i zredukowaną do minimum tkanką tłuszczową. Głowa Dogo Argentino jest bardzo charakterystyczna; to połączenie stworzonej do chwytania i utrzymywania czaszki ze stworzoną do węszenia kufą. Oko jest niezwykle ważne dla wyrazu argentyna, podobnie fafle oraz górna lina głowy A dogo pozbawione esencji, owego wyrazu nigdy nie będzie miało podstawowej charakterystyki typu, pozwalającej uznać je za dobrego przedstawiciela rasy.

Żenada totalna, paranoja po korek

Tzw hodowcy trzęsą się o swój PR –”rozłożenie psa”, czyli opowiedzenie sobie o jego anatomii punkt po punkcie, zaznaczenie i nazwanie wszystkich jego zalet i wad, odczytują jako zamach na swoje ”dobre imię” (które przecież część z nich dawno już straciła) i ”próbę dyskredytowania” ich ”wartości”, jako ”hodowców”. To ”dobre imię”, niektórzy z nich stracili, nie tylko angażując się w fejsbukowe gównoburze czy publicznie przyznając (wspólne zdjęcia i ”wchodzenie sobie nawzajem w tyłek” przy różnych okazjach -uwieczniane na FB) do ”przyjacielskich kontaktów” z oszustami (ludźmi nieuczciwymi zarówno w stosunku do innych hodowców, jak i nabywców psów), specjalistami od kreowania fejsbukowych szitsztormów (pomawiania postronnych osób, grożenia im itp. itd.), ale i rozmnażając psy nieprzebadane pod kątem występowania u nich typowych dla danej rasy schorzeń o podłożu genetycznym (lub też używając do rozrodu osobników, o których wiedzą. że obciążone są np. dysplazją biodrową typu D (wynik RTG), ale utrzymują, że dany psiak ma wynik ”B” itp.) Ludzie bojący się krytyki, uchodzący powszechnie za ”doświadczonych”, nawet ”renomowanych” hodowców, sami, tym co, jako ”hodowcy” robią, tj. jak niszczą daną rasę, się dyskredytują, a psów ”rozkładać” i o wzorcu mówić nie pozwalają. Niektórym wydaje się, że samo ”manie” psa czy suki, czy (o zgrozo!) ”pary”, robi z nich kolejnych Martinez’ów…

Korekta

Mój profesor od malarstwa miał wspaniały i zupełnie nieoryginalny zwyczaj: raz w tygodniu, kilka godzin poświęcał na KOREKTĘ. Wszyscy kolejno musieliśmy ściągać zasłony z płócien i pokazać to, co stworzyliśmy. Odsłonić i… przyjąć na klatę krytykę. Czasem, w niektórych przypadkach ostrą, może nawet miażdżącą, ale zawsze merytoryczną i bardzo na temat. Ta krytyka, a właściwie korekta, nie miała na celu ”zawstydzenia” kogokolwiek, nie chodziło w niej o ”gnojenie”. Była nieodzownym elementem nauki, koniecznością, sposobem także na to, abyśmy mogli wzajemnie uczyć się od siebie i również w ten sposób sobie pomagać. Chodziło o to, by patrzeć i widzieć. Krytyka-korekta była przygotowaniem na oczywistość, o której wiele osób zapomina: tworzysz, więc musisz być przygotowanym na reakcje odbiorców. Bywało też, dla niektórych z nas, iż KOREKTA ograniczała się tylko do dwóch słów: ”Dobra robota”. Nie słyszało się ich często, niektórzy czekali na nie parę lat, ale satysfakcja, którą dawała korekta, sprowadzająca się do tych dwóch słów, była ogromna.

Słowa MAJĄ znaczenie

Zajmijmy się ”krytyką” od strony słów, których w necie (na ”fejsiku” i na forach) używają przeróżne osoby; hodowcy, posiadacze, nawet laicy, komentując poszczególne psy na zdjęciach lub filmach (szczególnie tych z wystaw), które zamieszczają znajomi tych ludzi albo zupełnie nieznajomi im posiadacze białych. Do ”ruszenia” tego zagadnienia, ostatecznie przekonała mnie fotka, zamieszczona na popularnej międzynarodowej fejsbukowej grupie o Dogo Argentino i słowo: ”MAGNIFIQUE” pod nim zamieszczone. Niektóre przypadki są tak… Powiedzmy, że ”specyficzne”, że komentować można je też tylko specyficznie albo wcale. Ja uznałam za żart, okrutny, ale jednak (chyba) żart, to, że ktoś porwał się na użycie słowa, które znaczy mniej więcej; ”wspaniały”, ”piękny”, ”cudowny”, ”imponujący”, ”okazały”, ”budzący zachwyt”, pod zdjęciem, otwierającym dzisiejszy wpis.

”Magnifique”?! WTF?

Pies z tego zdjęcia to skrajny przykład tego, jak Dog Argentyński wyglądać nie powinien i z czym się Dogo Argentino kojarzyć nie powinno, a mimo to ktoś pokusił się o tak skrajnie oderwany od rzeczywistości, po prostu absurdalny komentarz. Dlatego też to zdjęcie i komentarz pod nim, wybrałam jako idealny pretekst do poruszenia ”trudnego tematu” na fejsowej grupie o Dogo Argentino.

Ponieważ w przypadku tego dogo-mansona, petów generalnie, nie zmieniłam zdania, rozwijając temat, będę posługiwać się skrinami ze swoich komentarzy. Nie ”konsultowałam” pomysłu na ten wpis z osobą, z którą prowadziłam wymianę uwag i dlatego też nie będę wklejać w tym miejscu jej uwag -to raz. A dwa, ten zabieg pozwala mi czytelnie przedstawić mój punkt widzenia i moją ”tezę”. Mianowicie, że niezależnie od ”szczytnych intencji” lub choćby tylko ”zwykłej życzliwości” (może są jeszcze inne powody…?) skierowanej do właścicieli pecików, którzy po prostu ”kochają swoje pieseczki i bardzo się nimi cieszą”, posługiwanie się, szczególnie przez osoby ”świadome kynologicznie”, lub chcące za takie uchodzić, sądząc po ich PRowych działaniach na Serwisie Facebook, takimi samymi słowami w odniesieniu zarówno do zwierząt będących wybitnym przedstawicielami swojej rasy i tych, które… Cóż, są od tego ”rasowego piękna” dalej, gdyż są jedynie poprawne albo tych które są bardzo, bardzo daleko, bo są po prostu białe, albo są np. właśnie takimi dogo-mansonami, jest skrajnie nieuczciwe.

Z kilku przyczyn

Powiedziałabym, że to przede wszystkim nieuczciwość w stosunku do samego siebie (Ale może to mnie się tak wydaje, bo może zbyt dobrze o niektórych myślę i zbyto wysoko te osoby oceniam…). I że nie klei się to z tą kreacją na ”hodowcę” (i to ”doświadczonego”…). To nieuczciwość w stosunku do podobno ”ulubionej” i ”ukochanej” rasy, tej ”idei hodowli” (zasady Raymond’a Oppenheimer’a mówią co jest ważne w hodowli rasowego psa) i ludzi. Ludzi, którym bezpośrednio sprzedaje się kity -właścicieli petów. (Sorry, ale czasem tak jest, że ktoś coś sobie kupił, niby miało być super, ale wyrosło Byle Jakie Coś i nic się na to nie poradzi, i takie są fakty). To nieuczciwe także w stosunku do pasjonatów rasy, którzy w sieci szukają wiarygodnego źródła wiedzy i sędziów kynologicznych – czyli tych, których często ”się czepiamy, że ciągle nie kumają o co w tej rasie chodzi.” (A jak do ciężkiej cholery mają ”kumać”, skoro dostają ”sprzeczne komunikaty”?) Jakiś przykładowy Kowalski nie wie, że ktoś ”chce być miły” i dlatego pisze coś zaskakującego pod zdjęciem obiektywnie rasowo brzydkiego psa z np. lisim pyskiem… ”Kowalski” nie musi ”kumać” tego podziału na ”pety” i ”psy wystawowe” oraz ”psy hodowlane”, zwłaszcza, gdy dopiero zaczyna ”wkręcać się w rasę”. ”Kowalski” wchodzi sobie na forum, czy fejsbukową grupę, poświęcone rasie Dogo Argentino/ Dog Argentyński i ogląda zdjęcia, czyta komentarze… Czasem wie już kto jest hodowcą, ”autorytetem” i czuje, że coś jest ”nie halo”, jakiś nieprzyjemny fałsz. Czuje się też zdezorientowany, bo jak jednocześnie ”piękny” może być ten ”zabiedzony pecik z buzią jak u charta” i pies o głowie o doskonałych proporcjach i wzorcowym wyrazie, pies anatomicznie bliski ideału, o świetnym froncie, proporcjonalnej sylwetce etc.? No, jak?

Takie postępowanie, czyli zachwycanie się dogo-popłuczynami sprawia też, że ludzie będący właścicielami tych dogo-popłuczyn, śmiało wkraczają w świat ‚rozmnażaczy’ – producentów psów z metrykami i rodowodami honorowanymi przez Fédération Cynologique Internationale i z logo Związku Kynologicznego w Polsce. Powszechna aprobata dla tego, by psy nieposiadające wartości hodowlanej, określane były tymi samymi słowami, co psy które tę wartość posiadają, lansowanie tych petów na fejsie, skutkuje tym, że aktualnie, co rusz powstają kolejne hodowle, które startując z breeding stock stworzonym z petów, produkować będą jedynie kolejne peciszcza, dogo-popłuczyny, dogo-koszmarki.

Niby jak można ”czepiać się” ludzi, którzy pokupowali sobie (często sporo przepłacając) obleśnie brzydkie psy (od prowadzących w najagresywniejszy PR na fejsbuku) i mają ciśnienia być ”hodowcami”, chociaż nic nie wiedzą o kynologii i ”hodowli” nie wspominając? Jak, skoro min., zdjęcia tych ich psów, jak i zdjęcia psów ”hodowców” uparcie lansujących swoje peciszcza na fejsie, komentuje się, używając dokładnie takich samych określeń, jakich używa się autentycznie zachwycając się wybitnymi zwierzakami? Bywa, że skandalicznie słabe osobniki ”biorą rasę”. Upór właścicielki czy właściciela praktycznie z każdego brzydactwa może zrobić ”Championa”. Kasa, kasa, kasa… 

To niby nie ma znaczenia? Sorry, no bez kitu!

W szkołach nie ma ”plastyki” z prawdziwego zdarzenia, ludzie nie rozumieją idei ”piękna”, nie ogarniają, że piękno to matematyka, symetria, harmonia -nikt ich tego nie uczy, nikt nie rozbudza w nich potrzeby uwrażliwienia się na estetykę, sztukę, a nie każdy ma głód wiedzy, który ”nakręca” do ”poszerzania horyzontów”. Biedne ludki łykają te ”zachwyty” i im się wydaje, że na końcu sznurka mają coś wyjątkowego. Fakt, że dla mnie (czy niektórych z moich znajomych) rozłożenie psa, omówienie poszczególnych zalet i wad jego budowy albo zwrócenie uwagi na znaczące wady w jego pigmentacji (które u osobnika dorosłego wystarczą, by sukę czy psa zdyskwalifikować, jako hodowlaną/ hodowlanego, jeśli ma np. nie w pełni wybarwioną truflę nosową lub zbyt jasną tęczówkę) nie jest niczym trudnym, że ja patrzę i widzę, nie zmienia tego, że ogromna większość osób porywających się na ”manie psa” i hodoFlę, nie ma o tych podstawach pojęcia. Gdyby było inaczej, gdyby ”kumanie” tego co i dlaczego ”jest ładne”, było czymś powszechnym, ”stylizacja” na blacharę, zużytą prostytutkę lub typową ”opiekaną brytyjską świnkę z tłuszczykiem” w wersji hard blond/ krucza czerń, nie byłaby taka modna…

”Zachwycanie się” peciszczami, po to, żeby komuś zrobić przyjemność jest hipokryzją, a w najlepszym przypadku naiwną wiarą w to, że nie ponosi się żadnej odpowiedzialności za to, że jakiś ”patrzący-niewidzący” tzw Kowalski, za chwilę wymyśli sobie, że swojego pecika musi rozmnażać, bo ”Przecież Iksiński i ta Malinowska tak się zachwycali, a oni przecież wiedzą co mówią!” – No, właśnie nie: oni często pie…rzą głupoty.

Nie należy, szczególnie mając świadomość bycia przez wielu postrzeganym za ”autorytet” w danej materii, nieroztropnie używać niektórych słów, a to zdarza się niestety bardzo wielu psiarzom…

Nie ma powodu w ten sposób ”zachęcać” posiadaczy petów do rejestrowania przydomków i porywania się na hodoFlę. OD BRAKU MERYTORYCZNEJ KRYTYKI ZACZYNA SIĘ NISZCZENIE RASY. Z braku merytorycznej krytyki biorą się najprawdziwsze pseudo hodowle.

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora jest zabronione.

www.facebook.com/zuzpasjaodogoargentino

JAK SŁUCH U DOGO ARGENTINO? CZYLI GŁUCHOTA & BAER TEST – Z CYKLU ZANIM KUPISZ

02-09-02hudson-getting-baer-testedPies rasowy tym różni się od kundla, który posiada wypadkową cech typowych dla psa domowego, z których żadna nie przeważa na pozostałymi, że jego rasowość szczególnie predysponuje go do wykonywania OKREŚLONYCH czynności.

Twórcy KAŻDEJ z ras skupieni byli na ”podbijaniu” określonej cechy/umiejętności występującej u psa jako gatunku, poprzez systematyczną selekcję, czyniąc w ten sposób z psów danej rasy, specjalistów w konkretnej (czasem w kilku) dziedzinie.

To rasa czyni z psa myśliwego, tropiciela, zaganiacza, szczurołapa albo aportera. Ktoś ŚWIADOMIE (!) chcący mieć psa rasowego, chce mieć nie tylko psiego przyjaciela, oczekuje też, że jego pies będzie przejawiał cechy typowe dla rasy, że w danej dziedzinie będzie specjalistą.

[Piszę mając nadzieję, że odbiorcy są osobami na określonym poziomie, w związku z czym nie mam zamiaru nikogo przepraszać za to, że UWAŻAM, ŻE LUDZIE, KTÓRZY DECYDUJĄ SIĘ NA BRANIE NA SIEBIE ODPOWIEDZIALNOŚCI ZA PSA RASOWEGO, BO JEST Ś L I C Z N Y, TO IGNORANCI I (SORRY, ALE) DEBILE. KIEDY DECYDUJESZ SIĘ NA KONKRETNĄ RASĘ NP. DOGA ARGENTYŃSKIEGO, TO ZNACZY, ŻE MASZ PEŁNĄ ŚWIADOMOŚĆ DO CZEGO PIES TEJ RASY JEST PRZEZNACZONY !]

Psi kaleka -pies z upośledzonym zmysłem jest kaleką- takim SPECJALISTĄ BYĆ NIE MOŻE.

Osoby (HODOWCY) obarczające kogoś, kto chce mieć rasowego psa, psim inwalidą, postępują wyjątkowo nieetycznie i podle.

Z jednej strony przekazując nowemu właścicielowi upośledzone zwierzę, odbierają jego opiekunowi znaczną część radości (i komfortu !) wynikających z posiadania (zdrowego) psa, a z drugiej odbierają innemu, w stu procentach sprawnemu psu, szansę na trafienie do kochającego domu.

Równocześnie taki pozornie dbający o dobro zwierząt hodowca (nie usypia upośledzonych poważnym niedosłuchem szczeniąt, bo ”małe pieski są takie śliczne i tak głęboko patrzą w oczy”), wymusza na nowym właścicielu konieczność wypracowania skutecznej (?) metody kontroli nad niedosłyszącym, bądź głuchym psem, oraz sprowadza na niego ryzyko związane z SOA – inaczej ”Rage Syndrom”;: http://www.yourpurebredpuppy.com/hea…lterriers.html,

http://www.canine-epilepsy.com/thyroiditisbehavior.html).

Psy z upośledzonym słuchem bardzo często sprawiają ”trudności wychowawcze”. Wypracowanie metody pozwalającej na skuteczne (?) porozumienie na linii opiekun-głuchy, bądź niedosłyszący pies jest nie lada wyzwaniem i nie każdy, nawet bardzo oddany zwierzęciu właściciel, doświadczony psiarz, jest w stanie udźwignąć jego ciężar. Nie jest rzadkością, że takie psy są usypiane w późniejszym wieku lub oddawane do schronisk. Znalezienie domu dla dorosłego głuchego lub poważnie niedosłyszącego psa jest bardzo trudne, zwłaszcza jeżeli jest to pies, wymagającej doświadczenia w prowadzeniu rasy, jak np. Dog Niemiecki, Dogo Argentino, czy Bullterrier. I nie wolno o tym zapominać.

Nieuczciwość hodowców oferujących niedosłyszące szczenięta -a zdarza się to niestety niezależnie od rasy- polega również na tym, że sprzedają miłośnikom danej rasy, psy dosłownie specjalnej troski.

Tacy hodowcy wydają się nie pamiętać, albo zupełnie ignorują fakt, że psiego inwalidy nie trzeba kupować (a już szczególnie nieuczciwie jest, będąc hodowcą, żądać za niego zapłaty, przekraczającej koszty poniesione na szczepienia upośledzonego pieska). Psiego inwalidę (z dowolnym ograniczeniem), osoby chcące ponosić określone ryzyko, mogą adoptować ze schroniska, a pieniądze, które trafiłyby do rąk tzw. hodowcy, można w imię autentycznej miłości do zwierząt, przekazać na zakup pokarmu dla przebywających w schronisku, z którego adoptuje się psa, zwierzaków.

Problem głuchoty powiązany jest z umaszczeniem** merle i dużą ilością białych znaczeń : Locus S → s^w (Dog Argentyński) i s^p.

Dlatego decydując się na psa rasy narażonej na problem wrodzonej głuchoty/niedosłuchu, takiej jak Bullterrier Angielski, Dogo Argentino, Dalamtyńczyk, Owczarek Australijski czy jakiejkolwiek rasy w której występuje umaszczenie merle lub duża ilość białych łat, musimy być pewni, że hodowca jest osobą odpowiedzialną i bada szczenięta nim przekaże je nowym właścicielom.

Ewentualnie, w porozumieniu z hodowcą, CZYLI ŚWIADOMIE ustalamy, że wykonamy BAER TEST po tym, jak piesek trafi do naszego domu i co, jakiego rodzaju zadośćuczynienie zaproponuje nam hodowca w przypadku, gdyby okazało się, że szczenię nie słyszy normalnie (70 decybeli w obu uszach).

Co to jest BAER? → http://www.youtube.com/watch?v=rdhcNU3Di9E.

Po co jest BAER? → http://www.lsu.edu/deafness/baerexpl.htm

Dogo Argentino to rasa, która miała, ma i mieć będzie problemy ze słuchem. Taka jest cena umaszczenia dogo. Argentyny były białe, są białe i będą białe. Jeżeli nie bada się szczeniąt, to nie można powiedzieć, ze robi się coś, żeby zniwelować problem, bo w 100% zlikwidować się go nie da, bo taka jest cena bieli, a konkretnie białej łaty dogo.

Przegląd miotu* robi się przed wydaniem szczeniąt nowym opiekunom → jest warunkiem wyrobienia metryk.

Nie ma jasnego terminu wyznaczonego dla przeglądu, ale tatuaż powinien być wykonany najpóźniej w dnu przeglądu, a szczeniaki wydaje się od kiedy skończą 7 tygodni (od 2014 roku wszystkie psy i koty mają być chipowane)… BAER MOŻE być wykonany przed terminem przeglądu, bo można go wykonać u 6-7 tygodniowych szczeniąt. Tak więc nowy właściciel może otrzymać komplet : szczeniak, metryka, książeczka zdrowia (!!!) i wynik BAER, zaświadczający, że szczeniak, za którego płaci, jest normalnie słyszący.

Pies, posiadający 5 sprawnych zmysłów to ”opcja standard”. Sprawny zmysł słuchu u psa, to nie ”dodatkowe wyposażenie” w samochodzie.

HODOWCA DOGO ARGENTINO, CZY INNEJ RASY ZGROŻONEJ WYSTĄPIENIEM GŁUCHOTY WRODZONEJ, KTÓRY NIE BADA PIESKÓW, ZANIM PRZEKAŻE JE DO NOWYCH DOMÓW/ NIE PORUSZA W ROZMOWACH Z PRZYSZŁYMI WŁAŚCICIELAMI SZCZENIĄT SPRAWY BAER TEST I UDAJE, ŻE ”TAMTU NIE MA”, NIE JEST HODOWCĄ, TYLKO PRODUCENTEM. KAŻDY KTO BĘDZIE CHCIAŁ SPRZEDAĆ NIEPRZEBADANEGO SZCZENIAKA NOWEMU WŁAŚCICIELOWI/NIE USATLI Z NABYWCĄ KWESTII BADANIA SLUCHU SZCZENIĘCIA, BĘDZIE NIEUCZCIWY W STOSUNKU DO NABYWCY.

BAER (określa częstotliwości na których słyszy pies) to jedyne badanie, które może wykonać hodowca zanim przekaże nam szczenię i którego wynik będziemy mogli traktować jako GWARANCJĘ.

Kiedy kupuje się np. 9tygodniowego szczeniaka, to można go kupić jako zwierzę w 100%ach wolne od JEDNEJ wady → głuchoty.

Dlatego kupujący dogo ma prawo oczekiwać, że uda mu się znaleźć hodowcę, który wykona to badanie i przekaże mu szczeniaka tylko wtedy, kiedy piesek pomyślnie przeszedł test.

Dogo bez certyfikatu jest jak produkt bez atestu. Kto kupiłaby samochód z niesprawnym układem hamowania?

Sęk w tym, że jak się nie bada szczeniąt BAER, to sprzedaje się ich tyle ile się urodziło… Zawsze, niezależnie od tego czy wszystkie pieski słyszą tak samo dobrze, bo ODPADA ”PRZESIEW”, KTÓREGO DOKONUJĄ HODOWCY BADAJĄCY SZCZENIĘTA… Przesiew ten polega na tym, że szczenięta głuche i półgłuche po prostu się usypia…

Kiedy bada się szczeniaki, to do nowych właścicieli trafiają tylko słyszące albo takie, u których niedosłuch nie jest zagrażający bezpieczeństwu całego otoczenia, a do hodowli nie trafiają psy z uszczerbkiem słuchu.

Czy hodowca zapewni nas, że nasz pies, kiedy dorośnie nie będzie mieć alergii, dlatego, że jego rodzice są wolni od tego problemu (alergie są drugim najczęstszym problemem ras białych, a więc i DA)?

Nie.

Może powiedzieć nam tylko, że jego psy wcinają wszystko na co pozwala fantazja jego, jako hodowcy, tarzają się w pylących trawach i chodzą po podłodze mytej chemicznymi środkami i nic im nie jest. Są zdrowe, nie mają reakcji alergicznych ani na pokarm, ani na pyłki itp. Ale czy to gwarancja, że nasz pies nie będzie miał uczulenia np. na pyłki traw, albo chemikalia, w których pierzemy jego posłanie? Nie.

Dla nas to informacja, że matka/ojciec lub oboje, nie mają problemów uczuleniowych, więc najprawdopodobniej nasz pies także nie będzie ich miał. Ale alergia i tak może u niego wystąpić (możemy ją sami u psa wyhodować). Hodowca NIE MA JAK zapewnić nas, że u naszego psa alergia ”NA PEWNO nie wystąpi”. Nikt nie może nam takiej gwarancji dać.

Czy hodowca może zagwarantować nam, że sprzedaje nam w 100%ach słyszące szczenię ? Tak, bo z głuchotą jest inaczej niż z alergią czy innymi problemami, które mogą wystąpić w przyszłości, a których wykluczyć nie ma jak na wczesnym etapie życia szczeniąt. Jeżeli w wieku 6/7/8/9 tyg. piesek słyszał, to znaczy, że jest/był wolny od wady zmysłu słuchu, w chwili, w której go nabywaliśmy. Tylko i aż tyle. Dlatego wymagajmy tej gwarancji.

Szczenię zakwalifikowane przez hodowcę jako PET, także musi być przebadane.

Jednostronna głuchota może być wykluczona/wykryta jedynie przy pomocy badania BAER.

Jednostronna głuchota nie czyni psa zupełnie niepełnosprawnym*.

Pies głuchy na jedno ucho może być (to zależy od podejścia hodowcy) oferowany, jako pet, ale nabywca musi mieć całkowitą jasność co do poziomu słyszenia psa, za którego bierze odpowiedzialność.

PIES JEDNOSTRONNIE GŁUCHY NIE MOŻE BYĆ UŻYWANY W HODOWLI.

*Należy pamiętać, że zwierzę głuche na jedno ucho tym bardziej należy chronić przed ryzykiem utraty słuchu w wyniku działania środków farmakologicznych, lub też nawracających zapaleń ucha!

Koszty badania → wliczone w zaliczkę (sami to proponujmy!)

Musimy pamiętać, że hodowcy to też ludzie. Ale ponieważ szczenięta są zaliczkowane dla żadnego hodowcy nie powinno stanowić problemu (natury finansowej) przeprowadzenie badania BAER na szczeniętach, które zamierza przekazać/sprzedać nowym właścicielom. Koszty utrzymania szczeniąt są wysokie. Dlatego jeżeli hodowca poprosi nas o to byśmy z własnej kieszeni pokryli koszty badania, nie obrażajmy się ! Kwestie finansowe zostaną przez obie strony dokładnie opisane w umowie dotyczącej kupna szczenięcia. Możemy być pewni, że jeżeli szczenię, które było dla nas przewidziane okazałoby się mocno niedosłyszące i w związku z tym uśpione, hodowca zagwarantuje nam rozwiązanie, które będzie dla nas satysfakcjonujące.

Dlaczego hodowca ma badać szczenięta zanim przekaże je nowym właścicielom?

To hodowca zajmuje się selekcją. Dlatego to do hodowcy powinno należeć przeprowadzenie badania BAER → szczenięta z poważnym niedosłuchem przez uczciwych hodowców są usypiane.

Tego możemy od hodowcy oczekiwać, ba wymagać → pewności, że tą jedną najbardziej problematyczną cechę rasy, u naszego pieska wykluczył. Nie kupuje się psa rasowego od hodowcy tylko po to by móc ”bawić się w show”. Psa od hodowcy, a nie z innego źródła kupuje się, żeby nie mieć styczności z mentalnością handlarza-rozmnażacza. Nie chodzi tylko o to, że hodowca rejestruje swoją działalność, szczenięta, płaci składki związkowe. Hodowca ma plan. Inny niż handlarz. Hodowca ma plan hodowlany, a handlarz ma biznesplan. Hodowca ma zasady. Hodowca jest uczciwy. Hodowca nie kojarzy psów jak leci, tych które akurat ma pod ręką. Hodowca realizuje plan hodowlany i odpowiedzialnie rozmnaża psy → robi wszystko to czego nie robią rozmnażacze-biznesmeni. Hodowca jest zobowiązany -inaczej niż pseudohodowca- postępować etycznie.

Dlaczego rzetelny hodowca bada pieski? Ponieważ chce mieć absolutną pewność i potwierdzić lub wykluczyć swoje odczucia.

Człowiek nie jest nieomylny. Odpowiedzialny hodowca nie uśpi szczenięcia, bo ”mocno go niepokoi”, ani nie przekaże go nowym właścicielom, bo ”może jednak wszystko z nim ok”. Po to są badania BEAR, żeby hodowca mógł potwierdzić lub wykluczyć swoje przypuszczenia odnośnie stanu słyszenia szczeniąt.

Obiektywnie:

Każdy, kto zajmuje się rasą, na którą w wielu krajach jest ”ban” → zwłaszcza hodowca ← bierze na siebie ogromną odpowiedzialność. W Polsce DA jest ”rasą z listy”.

Tych psów nie można przekazywać byle komu i nie można też przekazywać ich myśląc życzeniowo, że ”nie sprawiał wrażenia, żeby miał jakiś duży problem ze słuchem, więc mogę go sprzedać”. To nie jest ”moralne” podejście, bo ma zbyt wiele wspólnego z podejściem handlarza używanymi samochodami, który sprzedaje powypadkowe BMW jakiemuś nieszczęsnemu naiwniakowi, by być moralnym.

Szczeniak bez badania?

Niezbadanie szczeniąt przed przekazaniem ich nowym właścicielom jest pozbywaniem się odpowiedzialności i przerzucaniem jej na jakiegoś ”Kowalskiego”, który przez kilka miesięcy żył myślą, że będzie miał swoje wymarzone dogo (pewnie od dłuższego czasu myślał o nim jako o konkretnie ”Azorku”, albo ”Śnieżynce”) i po prostu kocha tego psa, żeby nie wiem co… Domeną hodowcy jest przeprowadzać selekcję, dlatego to hodowca powinien poddawać szczenięta badaniu BAER, a nie nowy właściciel.

Ciągłe (o dziwo jeszcze się zdarza) powtarzanie przez niektórych hodowców, że ”badanie BAER nie jest standardem, kiedy hoduje się Dogo Argentino (nie wymaga go Związek Kynologiczny)” nie może być traktowane jako argument na tolerowanie ”wolnoamerykanki”!

Nie jest OFICJALNIE wymagane ale kynologiczna kultura go wymaga. (W ustawie zasadniczej też nie jest napisane, że nie wolno wymiotować współbiesiadnikom do talerza, a jednak standardem jest, że się tego nie robi Dobry obyczaj nakazuje wymiotować w zacisznym miejscu -choć faktem jest, że nie zawsze i nie wszystkim się to udaje).

Jeżeli hodowca swoim działaniem może zniwelować jakiś nawracający problem, nękający rasę, która sobie upodobał np. problem częściowej głuchoty u DA, który jest wyłapywany dzięki badaniu BAER i tego nie robi (”bo nie”), to jest nieuczciwy w stosunku do etyki, sensu hodowli, która mówi by poprawiać i ulepszać (co przynajmniej należy rozumieć jako NIE POGARSZAĆ swoją ignorancją zaistniałego stanu rzeczy). To powinno przyświecać hodowcy. Mieć wiedzę i z niej nie korzystać … Jak można coś w ten sposób ulepszyć ? Albo prościej : jak można czegoś w ten sposób nie schrzanić?

*https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2013/08/07/dogo-argentino-przeglady-miotow-jak-powinny-wygladac-w-praktyce/

**https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2013/07/05/dlaczego-pigment-jest-taki-wazny-dla-dogo-argentino-podsumowanie/

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora jest zabronione.

Zuza Petrykowska

FOTOGRAFOWANIE DOGO ARGENTINO

horse_fur_texture_by_frank_1956-d64br79To prawdziwe cętki Dalmatyńczyka 🙂 ale niekiedy zdarza się, że niedoświadczony fotograf robi ”dlamatyńczyka” z Doga Argentyńskiego 🙂

Korzystając z faktu, że na dogocanarioclub.com http://dogocanarioclub.com/info/fotografia/cykl-psiej-fotografii-czesc-druga-kompozycja-i-oswietlenie/ publikowany jest cykl artykułów poświęconych fotografowaniu psów (taka ”instrukcja w pigułce”, coś w sam raz dla początkujących), postanowiłam przypomnieć swój wpis sprzed dwóch lat (pierwotnie zamieszczony na Dogomania Forum), dotyczący problemu ”cętek na sierści”, które czasem pojawiają się na zdjęciach przedstawiających psy w rzeczywistości bez-cętkowe.

W tym wpisie zwracałam także uwagę na to dlaczego należy uważnie przeglądać działy galerii dogo, które możemy znaleźć na internetowych forach, oraz fejsbookowe profile hodowców.

W przypadku Dogo Argentino, kiedy fotografuje się psy tej rasy, np. przygotowując fotorelację z wystawy albo galerię psa, niezwykle istotnie jest oświetlenie. Często zdarza się, że na fotografiach niektóre dogo wydają się być cętkowane, co powoduje zaskoczenie u oglądających zdjęcia, ponieważ jak wszyscy wiemy, sierść dogo ma być ”idealnie biała” i nie jest możliwe, żeby ”pies w cętki (ticking*)” mógł zostać ”utytułowanym championem”. Skąd więc bierze się wrażenie ”cętkowanego dogo”? Odpowiedź jest prosta. Te ”cętki”, które niekiedy widać na fotografiach, to efekt, jaki powoduje robienie zdjęć z fleszem albo w pełnym słońcu, albo w halach expo z potężnym, halogenowym oświetleniem. Białe światło odbite od jakiejkolwiek kolorowej powierzchni, daje cień w kolorze danej powierzchni (szary, ale ze śladem koloru danej powierzchni). Tak więc, od ciemnej plamki/cętki NA SKÓRZE, odbija się znacznie mniej (procentowo) światła niż od NIEZABARWIONEJ skóry. (Cętka pochłania światło i jest to zwykły, dość głęboki cień albo sierść jest niedoświetlona od spodu, a na różowej skórze mocne światło odbija się od skóry, podświetlając włosy i dodatkowo je rozjaśniając, potęgując efekt bieli. Wszystkie te ”cętkowane” foty są robione aparatami cyfrowymi, w których to matryce mają tendencję do tzw. przepalania bieli, na której tle taka cętka będzie o dwa tony ciemniejsza niż w rzeczywistości. Jedynym sposobem na pewne uniknięcie efektu dającego wrażenie istnienia plamek na sierści, jest robienie zdjęć w miękkim, rozproszonym świetle i niefotografowanie psa ”pod włos” (należy pamiętać, w którą stronę układa się sierść), co oczywiście nie zawsze jest możliwe. Dlatego należy pamiętać, że te intensywne ”cętki” są tylko złudzeniem (ponieważ nowoczesna technika jest mistrzynią oszukiwania ludzkiego oka).

Na forach internetowych HODOWCY pokazują swoje psy w galeriach specjalnie do tego przeznaczonych. Najczęściej wygląda to tak, że w tytule danej galerii mamy domowe imię psa i imię rodowodowe + jego przydomek hodowlany (ale ten porządek nie jest regułą).
Niewielu hodowców umie (albo faktycznie chce) zaprezentować swoje psy.

W poszczególnych galeriach przeważają fotki z gatunku ”u cioci na imieninach” i ”jak nam minął weekend” -miłe i sympatyczne. Świetnie, że wszyscy oglądający te fotki mogą przekonać się, że właściwie zsocjalizowany dogo jest wspaniałym przyjacielem człowieka, jego rodziny, dzieci, znajomych i innych zwierzaków. To bardzo ważne i nie wolno jest nie doceniać siły przekazu płynącego z takich, często niezwykle urokliwych, fotek, ale, wracając do galerii: w takim luźnym, niezobowiązującym, sympatycznym, a najważniejsze, że uświadamiającym ludziom, że dogo, to nie ”bestia”, podejściu do fotek nie byłoby nic złego, gdyby tak prezentowane były tylko pety. (Pet to pies nieprzedstawiający wartości hodowlanej. To pies, który nigdy nie będzie wystawiany, nie uzyska praw hodowlanych i nie zostanie reproduktorem/suką hodowlaną. Posiadacz peta nie kupił swojego psa po to, żeby jeździć na wystawy i starać się uzyskać dla niego prawa hodowlane. Po prostu chciał mieć psa danej rasy, wspaniałego przyjaciela i był świadomy, że pies rasowy, to pies posiadający UDOKUMENTOWANE POCHODZENIE. Ktoś, kto jest szczęśliwym posiadaczem peta-śłodziaka, nie musi ”obfotografowywać” go z każdej strony, prezentując w ten sposób jego wady i zalety. Tak więc właścicielom petów można ”na słowo” ufać, że ich psy są ”najpiękniejsze na świecie”. Nie ma potrzeby robić im przykrości i udowadniać, że jest inaczej. ”Uroda” petów dla hodowli i kondycji rasy, nie ma znaczenia. [Choć trzeba przyznać, że warto poświęcić trochę czasu i przekonać się, który hodowca, jaką liczbę petów uzyskuje w wyniku planowanych przez siebie kryć. W tym celu musimy nauczyć się patrzeć i samodzielnie oceniać na ile zbliżone do określonego we wzorcu rasy ideału, są psy pochodzące z danej hodowli]. Ponieważ pety, z założenia nie biorą udziału w planach hodowlanych, ich właściciele nie mają obowiązku przygotowywać im profesjonalnych portfolio**.) Co innego, kiedy pies jest psem hodowlanym, a właściciel/hodowca jest z niego dumny i przy każdej okazji podkreśla zalety swojego psa. W galerii psa hodowlanego nie może zabraknąć zdjęć ukazujących psa w pełnej krasie. Krótko mówiąc, fotek pokazujących nam prawdę na temat danego psa, jego anatomię.

Rozmawiając z (różnymi) hodowcami (różnych ras, nie tylko DA) często słyszałam, że nie ma idealnego -tu proszę wstawić dowolną rasę, ja piszę w tej chwili o dogo, więc za sekundkę wpiszę nazwę mojej ukochanej rasy: Dogo Argentino. Obiektywnie nie sposób się z tym stwierdzeniem nie zgodzić. Nie zmienia to jednak faktu, że rację mogę przyznać jedynie, temu hodowcy, który niczego nie ukrywa i pokazuje swoje psy w ujęciach, pozwalających ocenić ich linię grzbietu, kątowanie kończyn etc. Kiedy słyszę coś takiego z ust hodowcy, który nigdy nie zdecydował się zamieścić takich ”demaskatorskich” zdjęć, żadnego ze swoich psów, jedyne co mogę zrobić, to uśmiechnąć się i dać sobie spokój z traktowaniem go serio.

Hodowca ”czujący bluesa”, prawdziwy pasjonat i miłośnik rasy, a nie ktoś szukający taniego poklasku, doskonale zdaje sobie sprawę, że hodowla psów, to długa i skomplikowana droga i że nie zawsze, a właściwie BARDZO RZADKO ”wszystko się udaje”. Taki hodowca nie kombinuje i pokazuje prawdę na temat wyników swojej pracy, obfotografowując psa, w sposób, który pozwala zobaczyć mocne i nieco słabsze strony zwierzaka. (Tym bardziej, że inni i tak je widzą, może nie wszyscy, ale ”niektórzy”, bo nie da się nie widzieć kurzego mostka, płytkiej klatki piersiowej etc.) Hodowca kombinator, jak ognia unika jednoznacznie ukazujących prawdę o swoich psach (efektach swojej pracy hodowlanej), zdjęć, NIGDY nie pokazując swoich psów w sposób, który pozwala zobaczyć ich proporcje, linie, kąty etc.

Oczywiście, w związku z tym, że z każdym rokiem hodowców przybywa, szczególnie tych pisanych przez ”F”, którzy nie mają ”warsztatu”, aby odnieść wytyczne wzorca do psów, którymi dysponują, coraz więcej mamy w albumach na internetowych stronach hodowli i fesikowych profilach hodowców, zdjęć nie tyleukazujących wady” psów, co zdjęć psów, które od początku do końca nie przedstawiają hodowlanej wartości.

Psa hodowlanego pokazuje się, fotografując go w czterech ujęciach: przód, tył, prawy, lewy bok, w momencie, kiedy pies jest ustawiony NA PŁASKIEJ POWIERZCHNI (bez kombinowania z ustawianiem przednich łap 3-5 cm wyżej od tylnych i na odwrót, co daje pozór/wrażenie ”bardziej poprawnej” sylwetki: lepsze kąty/linia grzbietu), prostopadle do osi obiektywu, a obiektyw ów musi być na wysokości kłębu psa. To nie ”wydumane oczekiwania”. W taki sposób rysunki pomocnicze we wzorcach ras ukazują psy, dokładnie w tych ujęciach, bo właśnie te ujęcia pozwalają ocenić sylwetkę psa, postawę, kąty. To standard. W innych ustawieniach zmienia się optyka, zdjęcia są przekłamane.

Należy pamiętać, że jeżeli pies jest reproduktorem a nie petem, a hodowca co chwilę opowiada nam/rozpisuje się na forach i tzw fejsie o jego ”cudowności”, wystawowych sukcesach i planuje mioty, to zrobienie kilku fotek nie powinno być problemem.
Forumowe galerie w większości, praktycznie wcale nie rozróżniają psów hodowlanych od petów. Efekt jest taki, że z zamieszczanych w tychże galeriach fotografii, o danym reproduktorze, suce hodowlanej, czy psiaku, który dopiero robi karierę wystawową i któremu właściciel stara się wyrobić prawa hodowlane, niczego nie można się dowiedzieć. Chociaż te ”galerie champinów”, mają przybliżyć nam sylwetki (dosłownie) psów hodowlanych, często nic konkretnego z zamieszczonych w nich zdjęć nie można wywnioskować. No, poza tym, że pies biega po łące, skacze z pagórka na pagórek, albo… leży na trawie.

Żywiołowego zwierzaka trudno jest przekonać, by pozował, jak zawodowa modelka. Jednak cierpliwy hodowca/właściciel jest w stanie przekonać psa, by dał sobie cyknąć profesjonalną fotkę. Warto jest dokładnie (i krytycznym okiem) obejrzeć zamieszczane w tych galeriach fotografie psów hodowlanych, ponieważ zdarzają się ”perełki” (do poszukiwań, których zachęcam przyszłych posiadaczy dogo).

Ticking: ”Locus T i Dogo Argentino”, czyli o tzw. ticking. Ticking manifestuje się poprzez pigmentację włosów i jest bardzo specyficzny → czasem pojawia się i znika (uwidaczniając się okresowo, zależnie od pory roku). Zdarza się czasem u Bulterierów i jest także możliwy u Dogo Argentino (wpływ Ponitera). Ticking to te ”widoczne niewielkie obszary z kolorowymi włosami”, o których, jako o wadzie wspomina wzorzec rasy. Obecność tickingu nie ma negatywnych, zdrowotnych konsekwencji i jest czysto kosmetyczną wadą. Czy plamy pigmentacyjne, plamy na skórze Dogo Argentino to ticking? Nie. Plamy na skórze występują zawsze u białych psów. Wynikają z działania tego samego genu lub genów, które odpowiadają za (wzorcową) pigmentację nosa, krawędzi powiek, warg i poduszek. Brak pigmentu na skórze (plam pigmentacyjnych) może być powodowany silną ekspresją allelu sw, może także być rezultatem działania lub współdziałania innych genów. Pigment z biegiem lat się intensyfikuje, dlatego im starsze dogo, tym lepiej widoczne są na nim piegi.

*Cały artykuł:

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2013/07/05/dlaczego-pigment-jest-taki-wazny-dla-dogo-argentino-podsumowanie/

**Teoretycznie. W praktyce nie wygląda to już tak różowo:

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2013/08/01/dogo-argentino-hodowle-hodowcy-i-hodofffcy/

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora jest zabronione.

Zuza Petrykowska

WYCHOWANIE I SZKOLENIE DOGO ARGENTINO: KARA & NAGRODA

1233528_714876825207833_322422122_n

Niektórzy wychowując swoje psy opierają się na założeniu, że psa należy/ trzeba nagradzać za ”dobre zachowanie” tzw ”fantem” w postaci smakołyku, czyli pokarmu

Ja uważam, że psa należy nagradzać za stan posłusznego poddania bez użycia ”fantów” w postaci ”ciasteczek”.

”Fantowe podejście” mówi, że pozytywną, z punktu widzenia właściciela/ szkoleniowca psa, czynność, czyli (zazwyczaj) podawanie psu smakołyku, należy powtarzać za każdym razem, kiedy zachowanie psa uważa się za pożądane. (Niepożądane zachowanie nie jest nagradzane.) Odbywa się to na zasadzie ”nagroda” vs ”kara”. Przy czym ”karą” za brak w danej sytuacji pozytywnej (pozytywnej, czyli pożądanej i oczekiwanej przez właściciela/ szkoleniowca psa) reakcji na polecenie osoby psa szkolącej, jest brak podania smakołyku. (W myśl zasady, że ”Skoro nie zrobiłeś tego tak, jak tego oczekiwałem/łam [albo wcale], nie dam ci ”smaczka”/ nie nagrodzę cię smaczkiem”…) Nagradzanie ”fantem” wykorzystuje się także przy przekierowywaniu uwagi psa, kiedy pies robi coś nagannego, odwraca się jego uwagę od niepochwalanego zachowania/ niechcianej czynności tzw ”pozytywnym działaniem”… W wyniku takich metod pies ma kojarzyć podanie mu smakołyku z wykonanym w sposób zadowalający człowieka, ćwiczeniem i wyrobić w sobie określony ”mechanizm skojarzeniowy”, który da efekt, o który, w założeniu chodzi osobie psa trenującej (np. przychodzenie na zawołanie, nie atakowanie innych psów etc.) Czy to aby na pewno ma sens?

NAGRODA

U psów i wilków (od których psy pochodzą), nie istnieje pojęcie nagrody typu ”fant”. U nich nie ma ”No dobra XYZ, nabiegałeś się dzisiaj i byłeś bardzo zajęty, kiedy cię zawołałem, ale jak chciałem, żebyś do mnie przybiegł, to przybiegłeś, dzięki. Masz, to jest twoja działka z tego zajączka cośmy go razem dziś ubili”.

Zaznaczam: określenie ”przewodnik” odnosi się zarówno do człowieka/ właściciela psa, jak i osobnika Alfa w czysto psim stadzie/”zespole”. Użyte przeze mnie ”stado” odnosi się zarówno do czysto psiej paczki, jak i paczki ”mieszanej” np.: dwoje dorosłych ludzi, jedno dziecko, 3 koty, 1 pies, 1 szynszyla.

W psim świecie panuje prosty porządek. Psy znają jedynie sens zadowolenia swojego przewodnika. Nagradzany jest stan ducha, czyli stan posłusznego poddania wobec przywódcy stada. W psim rozumieniu nagrodą samą w sobie, ”profitem” jest możliwość przynależności do stada, ponieważ stado gwarantuje porządek z życiu zwierzęcia, określa ramy zachowań dopuszczalnych, daje poczucie bezpieczeństwa i zapewnia przetrwanie. (To stado ułatwia organizowanie/ dostęp do pokarmu etc.).

Jedzenie/ pokarm/ posiłek jest ”nagrodą”, bo ”Jeżeli przestrzegam zasad, to kiedy przyjdzie czas będę mógł się najeść”. W psim świecie nie istnieje coś takiego, jak gwarancja, że ”cały tydzień o 7ej będzie kolacja”. To jest coś, co psom fundują ludzie, zdziczałe psy, psy pozbawione ludzkiej opieki, nie mają tej ”gwarancji”. Na to czy pies będzie mieć okazję się najeść, czyli uzupełnić zapasy nakłada się cała masa okoliczności. Stąd tak ważny jest omawiany już przeze mnie i wielokrotnie podkreślany rytuał zależności podczas przyjmowania przez psa pożywienia podawanego mu przez przewodnika. W psim świecie pokarm przyjmuje się zawsze w trakcie rytuału zależności. Innymi słowy ”lekcje” z użyciem pokarmu spożywanego przez psa, tych ”smaczków” i ”ciasteczek”, mają sens jedynie wtedy, gdy szkoleniowiec dba, aby pies, który spożywa podany przez niego pokarm/ ”smaczek” zasłużył na ten pokarm/ ”smaczek” będąc poddanym osobie (woli tej osoby), która psu pokarm/ ”smaczek” podaje. W psim stadzie/ psiej społeczności, aby zasłużyć na pokarm trzeba być non-stop uległym w stosunku do przewodnika i reszty osobników zajmujących wyższą w hierarchii tego stada, pozycję. Żyjąc w stadzie trzeba wciąż, 24/7 przestrzegać zasad. Osobnik zajmujący w stadzie wyższą pozycję  (w relacji człowiek-pies, treser/ szkoleniowiec taką właśnie pozycję zajmować powinien), nie ”nagrodzi” osobnika niesubordynowanego/ nieprzestrzegającego zasady pełnej uległości, czyli posłuszeństwa 24/7 wobec ”zwierzchnika”, dając mu dostęp do pokarmu. Przewodnik/ Alfa ”nie popchnie nosem kąska mięsa” w stronę osobnika, który nie dość, że nie okazuje mu szacunku 24/7, to jeszcze np. podejmuje decyzję o ataku na jakieś stworzenie. Treserzy/ szkoleniowcy nagradzający psy pokarmem/ ”smaczkami”, psy niebędące względem nich uległe non-stop, w procesie szkolenia czy tresury, a jedynie wybiórczo wykonując tylko część ich poleceń, działają niezgodnie z regułami psiego świata. Wysyłając zwierzętom sprzeczne komunikaty, komplikują sprawy bardzo proste i wymagają przy tym, żeby psy ”orientowały się” o co im chodzi. Działają wbrew zasadom, które psy ”mają wgrane w system operacyjny” od chwili, w której przychodzą na świat. Wprowadzają zamęt i utrudniają zrozumienie psu jego roli w relacji pies-człowiek.

Pokarm to w psim świecie kwestia bardzo szczególna.

Nagroda-zabawa też odbywa się na określonych zasadach. Po dniu pełnym pracy (patrolowanie okolicy, przemieszczanie się za przewodnikiem, polowanie itp.), przychodzi czas na relaks, moment, w którym pielęgnuje się więź wzajemnie łączącą członków stada. Można pohasać, poganiać się i odpocząć. Jeżeli jestem jednym z ”szeregowych” członków stada i moja pozycja nie jest zbyt wysoka, jest to czas, kiedy kolejny raz mogę osobnikom stojącym w hierarchii wyżej ode mnie przypomnieć, że szanuję ich rangę i pamiętam gdzie jest moje miejsce. Relaks to świetny moment na ”podlizywanie się” i czas kiedy przywódca stada zbiera należny sobie ”hołd”, jedynie od czasu do czasu manifestując swoją dominującą pozycję. Reguły obowiązujące podczas zabawy, dyktuje przewodnik. Można bawić się w polowanie i zagryzanie, ale jedno spojrzenie przewodnika/ Alfy, jedna reakcja osobnika stojącego wyżej w hierarchii, wystarczy, by przywołać kompana do porządku. Nagrodą jest uwaga, którą w czasie relaksu poświęca pozostałym członkom stada przewodnik, przyjmując od nich wyrazy posłusznego poddania. Samo przebywanie blisko ”szefa” jest ogromnym zaszczytem/ nagrodą, podobnie jak przebywanie w pobliżu i zabawa z dziećmi/ szczeniętami przewodnika (W wychowaniu wilczych szczeniąt pomagają wszyscy członkowie stada, ale ”niańką” jest konkretny osobnik: ”Beta”). I wreszcie jest to czas na psie/ wilcze ”okazywanie sobie czułości” czyli wzajemną pielęgnację sierści itp. Nagrodą dla psa jest spokój i harmonia panująca w stadzie, bo to jest gwarancją prawidłowego funkcjonowania stada, które to z kolei gwarantuje zabezpieczenie bytu (każdego) psa.

(Przypadek ”samotnych, szarych wilków” to inna historia. Dotyczy dziko żyjących psów/ wilków. A więc zwierząt nieprzebywających pod stałą opieką człowieka, niemieszkających w psio-ludzkich rodzinach/ stadach)

Chęć przetrwania jest tym co determinuje absolutnie każdego psa. Przewodnik jest w centrum świata każdego prawidłowo zsocjalizowanego, czyli nieprzejawiającego skrajnych zachowań (bezuzasadniona lękliwość/ ”agresja miskowa”/ niepewność przy zetknięciu z dziećmi, przedmiotami, czy zjawiskami itp. itd.) poddanego/ posłusznego psa. To przewodnik decyduje o przetrwaniu stada, ponieważ to on podejmuje wszystkie decyzje. Decyduje, kiedy jest czas na zdobywanie pokarmu, kiedy można jeść, kto, i w jakiej kolejności będzie się posilał. To on daje sygnał do zabawy, decyduje kiedy jest czas na odpoczynek, kto i kiedy może się rozmnażać i czy w razie zagrożenia lepiej będzie się wycofać, czy walczyć/ bronić. Dlatego zadowolenie przewodnika jest najważniejsze.

Autorytet przewodnika podważyć może jedynie równie fizycznie i psychicznie silny osobnik -to u dziko żyjących psów i wilków. Efektem takiej prawdziwej psiej/ wilczej konfrontacji jest albo dodatkowe podbudowanie autorytetu przewodnika, albo zmiana lidera w stadzie. U psów autorytet przewodnika-człowieka może zniszczyć każdy właściciel sam, kiedy z ignorancją podchodzi do psich zasad społecznych. Generalnie właściciele psów, mający problemy ze swoimi psami nie cieszą się autorytetem u swoich podopiecznych (na własne życzenie).

Nagrodą dla psa jest świadomość dobrze spełnionego, względem przewodnika (i stada) obowiązku, posłusznego poddania, oznaczającego dzień bez korekty i wykonywania poleceń. (Praca zespołowa: ”Całe stado dało z siebie wszystko, każdy wiedział co ma robić, upolowaliśmy mięso i jadłem. Przetrwałem kolejny dzień”).

W naturalnych warunkach (wilki/ dziko żyjące psy) przewodnik nie daje ”fantów” poddanym sobie osobnikom. Pokarm, owszem jest nagrodą, ale za ogólne/ ciągłe/ nieprzerwane posłuszne poddanie szefowi. Nie wygląda to tak, że lider grupy rozdaje poszczególnym członkom stada kawałki upolowanego jelonka. Nie ma mowy o sytuacji w stylu ”No dobra XYZ, nabiegałeś się dzisiaj i byłeś bardzo zajęty, kiedy cię zawołałem, ale jak chciałem, żebyś do mnie przybiegł, to przybiegłeś, dzięki, masz to jest twoja działka”. Po czym nie oddaje XYZetowi kawałka jedzonka. Przewodnik stada nie ”dziękuje poszczególnym członkom swojej ekipy za dobrze wykonaną robotę”. Nie musi. Posłuszeństwo mu się po prostu należy. Możliwość jedzenia, a właściwie posilenia się, odbywa się na ogólnie przyjętych zasadach. Najpierw jedzą najważniejsi, zgodnie z hierarchią ważności. A jedzenie służy jako środek uzupełniający zapasy energetyczne i jest wydarzeniem. Jest celebrowane ponieważ nie jest gwarantowane. W naturalnych, niezaburzonych warunkach, psy przyjmują pokarm w trakcie ”rytuału zależności” względem przewodnika i pozostałych członków stada. I tylko tak. Jasne, samotnicy znajdują pokarm np. na śmietnikach, ale już w tandemie przy tym ”znaleźnym” będzie panowała określona kolejność, albo będą mieć miejsce ”spinki” związane z dominacją. Ten kto ma silniejszy charakter i kto jest silniejszy, ten zje lepsze kąski i zje ich więcej.

Autentyczny przewodnik, mający prawdziwy kontakt z naturą swojego podopiecznego, nie musi go przekupywać ”smaczkami”. Autentyczny przewodnik po prostu wymaga, a jego pies spełnia jego wymagania i robi to z ochotą, ponieważ to przewodnik dźwiga na sobie odpowiedzialność za stado. Dlatego pozostali członkowie stada np. nie świrują na widok innego psa, nie zżerają kanapy pod nieobecność ludzi, nie sapią i nie skomlą odkąd w domu pojawiło się płaczące niemowlę, nie mówiąc już o powarkiwaniu na którąkolwiek osobę w rodzinie itp. itd. Psy mające autentycznego przewodnika mogą po prostu cieszyć się życiem. W tych relacjach nie potrzeba przekupstwa i ”wkradania się w łaski”. Wszystko kręci się dookoła odpowiedniej energii, którą przewodnik emituje na psa.

(DYGRESJA. Niezwykłe jest to, że większość właścicieli psów ma jakieś tam pojęcie w kwestii hierarchii, czyli tego, że psy są zwierzętami hierarchicznymi i że wzajemnie się, nazwijmy to ”pozycjonują”. Że generalnie przestrzegają zasad hierarchii w swoich społecznościach. Równocześnie te same osoby, w jakiś zupełnie zdumiewający sposób, przyjmują, że sprawy ”hierarchii w stadzie”, ich jako ludzi, ”nie dotyczą”, jakby byli ”ponad” te kwestie. Na jakiej zasadzie mieliby być wyjęci z tych reguł? Zawsze fascynował mnie powód takiego myślenia. Jak to jest, że człowieka ta sprawa niby ”nie dotyczy”? Miałoby chodzić o ”naukowe definicje stada”? Że niby ”stado” to ”zbiorowość przedstawicieli jednego gatunku”? Więc dwa (człowiek + pies) albo cztery (człowiek + pies + kot + papuga żako) gatunki to już nie jest stado, ta ? Ok. Dobra. Ale jak wytłumaczyć to psu? Wszyscy, albo dwa, albo na przykład cztery gatunki dzielimy tę samą przestrzeń, koegzystujemy ze sobą, mamy wzajemne interakcje (Ja głaszczę psa, on mnie liże, kot śpi wtulony w psa, a papuga siada mi na ramieniu i zaczepia psa poskrzekując do niego, kot się irytuje i wychodzi z pokoju). Jak pies miałby wpaść na pomysł, że to nie jest ”stado” (takie jakim on je widzi) i jego zasady pozostałych domowników , sorry, członków jego stada, jedynego jakie zna ”z autopsji”, nie dotyczą?

Domyślam się, że to podobny klimat jak ten z ”udomowionymi psami” i ”dzikimi wilkami”. Psy przecież świetnie zdają sobie sprawę i w 100%ach ogarniają co to znaczy być ”udomowionym” i, że należy zapomnieć o naturalnych instynktach/ zasadach, bo te należą do ”dzikiego wilka”, koniec, kropka i udomowienie jest praktycznie równe ”ucywilizowaniu/ uczłowieczeniu”, więc powinny zacząć stosować ”ludzką psychologię”. Psy są przecież mistrzami w opracowywaniu naukowych teorii i posługiwaniu się encyklopedycznymi hasłami… Nie zrozumcie mnie źle, świadoma jestem dostępnych wyników badań dotyczących zarówno wilków, jak i psów domowych, chodzi mi o to, że ”chodzenie na skróty” prowadzi na manowce.

Zdumiewają mnie niektórzy właściciele psów pytający na internetowych forach, innych ”mądrali”, co mają zrobić, bo ”jeden ich pies nie toleruje drugiego” i, w skrócie, pragnie go eksterminować. Opisują przy tym zachowania będące bezdyskusyjnie zachowaniami dominacyjnymi. Piszą, że ich psy ”ustalają” pomiędzy sobą hierarchię i kompletnie nie zastanawiają się gdzie w tej bajce jest ich -ludzi- miejsce. Skoro psy walczą o dominację, jeden chce zdominować drugiego, to niestety osoba będąca ich właścicielem nie jest dla nich przewodnikiem. Nie kontroluje zachowania swoich psów albo kontroluje je tylko czasami z czego wniosek, że niestety nie jest przewodnikiem, a bycie ”szefem” tylko czasami zawsze wprowadza chaos. I co najgorsze, taka osoba, wydaje się być absolutnie niepokalana myślą jak bardzo, w niektórych sytuacjach taki stan rzeczy może być groźny. A ”doradzacze” prześcigają się w pomysłach i ”dobrych radach”, w rodzaju ”Separuj je od siebie”, ”Jednego zamykaj w łazience, kiedy karmisz tego drugiego”, ”Jak zaczyna warczeć, to odwracaj jego uwagę, daj mu smaczek” (o zgrozo!), ”Wyprowadzaj je osobno”. A to zawsze tylko zaognia problem. Takie psy są wiecznie napięte na siebie i niestabilne psychicznie. A kiedy wreszcie przyjdzie ten moment, że właścicielowi nie uda się ich ”upilnować”, w najlepszym przypadku kończy się szyciem albo tym, że jeden z psów przestaje być ”składnikiem problemu”, bo odchodzi do Krainy Wiecznych Łowów. W jeszcze ”lepszym”, wieczną schizą właściciela, że ”Muszę pamiętać, żeby dokładnie zamknąć drzwi i przypiąć go do kaloryfera”. To obłęd w czystej postaci.

Skoro niektórzy tak lubią stosować ”ludzką psychologię” w odniesieniu do psów, to dlaczego nawet w tym nie są konsekwentni ? Jeżeli dziecko bije albo jest bite przez innego dzieciaka, to powinnam dać ciasteczko ”agresorowi” za każdym razem, kiedy zaczyna wyzywać kolegę, co jest preludium przed szarpaniną i liczyć, że ciasteczko odwróci jego uwagę od pomysłu skopania tamtego dziecka? A może powinnam wziąć cwaniaka za chabety, wymownie spojrzeć mu w oczy i powiedzieć zdecydowanym tonem ”przestań (bo pożałujesz)”? Podjąć działanie, konkretnie zareagować, dać sygnał ”nie rób tego”, zanim sytuacja się rozkręci i patrzenie w oczy nie odniesie już żadnego skutku? Czy jednak dać agresorowi ”smaczek”, żeby ”wyrobić pozytywne skojarzenie z pojawianiem się w kadrze tego drugiego dziecka?”. Dochodzi do tego, że w sytuacji porad a’la ”zagubiona we mgle owieczka bez dzwoneczka” pomysły, by ”jednego z psów oddać” są wręcz na wagę złota…

Fanatycy tzw ”metod pozytywnych” za wszelką cenę starają się zdeprecjonować pracę/ sukcesy osób przestrzegających zasad psiej psychologii. Na rozmaitych forach rozpisują się o ”złamanych charakterach” psów, które zwyczajnie w świecie są poddane/ posłuszne swoim przewodnikom. Nie wiem z czego wnioskują na temat tego ”złamanego charakteru”? Pies, który idzie z/za właścicielem/ obok swojego człowieka, ”ze spuszczoną głową”, nie jest ”smutny”, bo np. nie może ciągnąć na smyczy (Ciągnięcie na smyczy jest przejawem ”ekspresji osobowości psa”, czy raczej nieudolności jego właściciela w byciu dla psa autorytetem?) Taki pies po prostu podąża za przewodnikiem/ przy swoim przewodniku. Psi łeb noszony równo z linią grzbietu albo jedynie niewiele ponad nią, nie oznacza, że pies jest ”podłamany”. On jest wyluzowany, nie spina się, bo jest poddany woli przewodnika, nic ponadto. Mięśnie jego ciała nie są napięte i pies po prostu sobie idzie, czasem wręcz człapie, bo nie musi się już ”napinać”, ponieważ ma świadomość, że to nie on ”dźwiga na barkach” odpowiedzialność za stado, tylko człowiek-przewodnik.  To święte oburzenie i oskarżanie innych o ”psychiczne torturowanie psów” jest zadziwiające, ponieważ idąc dalej tym tropem, bardzo szybko można dojść do konkluzji, że wszystkie dziko żyjące psy i wilki, będące poddane swoim przewodnikom, są zwierzętami z ”okaleczoną psychiką” , ”złamanymi charakterami” i że są ”zastraszone przez agresywnie dominujących pozerów”. Co najzwyczajniej w świecie jest kosmiczną bzdurą i nie trzyma się kupy, brzydko mówiąc.

Dygresja do dygresji 😉 Jakoś dotąd nie spotkałam się z twierdzeniem posiadacza Dogo Argentino, Presa Canario, Cane Corso, Akity Japońskiej, czy innego psa typu powerful breed, że ”dominacja nad psem to wymysł niepewnych siebie psycholi”. Wręcz przeciwnie. Nigdy też nie zdarzyło się, żeby zaatakował mnie Rottweiler, argentyn, czy kanar… Za to nie raz napadały na mnie wyskakujące zza krzaków ”labki”, sznaucery średnie, ”szeltki”i inne ”lofciaste pieseczki”,tych ”łagodnych ras”, których pańcie dostają palpitacji serca podczas ideologicznych dyskusji ”o przewadze ”metod pozytywnych” nad ”faszystowską dominacją”, na internetowych forach…)

KARA

Pies nie zna pojęcia ”kary”, w sposób w jaki rozumieją je ludzie. Ludzka ”kara” jest czystą abstrakcją. W psim świecie nie ma ”kary”, jest tylko ”korekta”. Wynikiem jakiegoś niewłaściwego zachowania, którego skutki wilk/pies może odczuwać jako rozłożony w czasie proces/efekt może być obniżenie pozycji w stadzie, a za tym utrudnione dojście do pokarmu lub wykluczenie ze stada z wszelkimi tego konsekwencjami. Pojęcie kary, którym posługują się ludzie związane jest ze świadomością istoty karanej odnośnie tego, że jest ona karana, czyli że jakieś rozłożone w czasie (np. dzień, dwa dni i więcej) zachowanie przewodnika-człowieka względem podopiecznego-psa, ma związek z jego (psa) zachowaniem, którego przewodnik-człowiek nie akceptuje i którego zaprzestania lub ograniczenia wymaga od swojego podopiecznego. Np. ”Azor nawarczał na Burka podczas tzw kolacji, więc przez 5 dni ‚palimy mu miskę’, się nauczy, że tak nie wolno” –WTF?

Pies żyje teraźniejszością/ w chwili obecnej/ ”tu i teraz”, co oznacza, że nie rozpamiętuje, nie analizuje, nie rozmyśla abstrakcyjnie (pies nie posiada takiej zdolności), w kółko o tym, że coś zrobił ”źle”, albo że coś ”mógł zrobić inaczej”, albo że ”czegoś nie powinien był robić”. To zachowanie jest typowe dla człowieka.

Karę (w świecie ludzi) ponosi się jako skutek złego (nieakceptowanego/ niebezpiecznego itp.) zachowania. Jej wynikiem (wynikiem odbycia kary) ma być ”nauka na przyszłość”, czyli niepowtarzanie niechcianego przez karzących zachowania lub co najmniej znaczne ograniczenie częstotliwości występowania tego zachowania. I można by zaryzykować stwierdzenie, że mniej więcej, do tego momentu ludzie i psy łapią się na wspólny mianownik, ale potem dla psów za dużo już abstrakcji, by ”kumały” o co chodzi. U ludzi zaprzestanie/ ograniczenie danego zachowania ma być efektem uświadomienia sobie (poprzez refleksję nad faktem ”bycia ukaranym”/ przemyślenie zagadnienia) karanemu niewłaściwości danego zachowania. Tylko wtedy kara ma sens, ponieważ jedynie mechanizm ”refleksji” w trakcie i po byciu ukaranym, może przynieść oczekiwane przez nakładających karę, skutki. Tak więc (w świecie ludzi) kara/ ukaranie/ nałożenie/ odbycie kary wiąże się z przeanalizowaniem jej przyczyn (zarówno u karanego, jak i karzącego), świadomością u karanego ”złego charakteru jego uczynku”, czyli ”zatrzymania się” i ”pochylenia się nad problemem”, zastanowienia się nad postępkiem i jakimś dłuższym czasem trwania/ obowiązywania/ działania ”efektu kary”.

U psów/wilków nie ma na to środków (myślenie abstrakcyjne i przekazanie wniosków z niego wynikających, innym psom/ członkom stada). Konsekwencją nietolerowanego zachowania w świecie psów jest korekta mająca charakter działania odbywającego się w ”czasie teraźniejszym ciągłym”. Nieprzerwanie, do chwili uzyskania efektu.

Jest tylko tu i teraz . Robisz źle → przestań →  efekt →  wszystko jest ok: https://www.youtube.com/watch?v=QPbY3ezRdnk -wilk zbyt się podekscytował i za bardzo się narzucał, więc Szarplaninac zwrócił mu uwagę. Żaden pies nie mówi innemu ”Słuchaj stary źle zrobiłeś, nie wolno jest tak się ekscytować tym, że będziemy jeść/ pan tak długo cię głaskał/ sąsiadka przyszła na kawę. To nie jest dobre, bo rozprasza wszystkich pozostałych członków stada, wiesz tych co są blisko ciebie (włącznie z ludźmi, którzy czują irytację i/lub lęk i/lub zniecierpliwienie etc). Tak więc teraz musimy cię ukarać. Nie będziemy się z tobą bawić /nie damy ci dziś zjeść kolacji/ ‚obrazimy się’ na ciebie/ ludzie nie spuszczą cię ze smyczy na spacerze dziś i jutro itp. A ty skojarzysz to postępowanie ze swoim ‚złym zachowaniem’ i będziesz wiedział, że ‚ponosisz karę’ ”. Psy nie prowadzą pomiędzy sobą tego typu ”psychologizujących rozmów”. Tak ”każe” się dzieci, ale nie psy. Dzieci rozumieją co do nich mówimy. Psy nie. Psy nie znają ”kary”. Psy znają i stosują względem siebie korektę, czyli natychmiastową reakcję na niewłaściwe zachowanie, obliczoną na natychmiastowe zaprzestanie tego zachowania i powrót poddawanego korekcie osobnika do stanu psychicznego ”posłusznego poddania”, gwarantującego trwanie harmonii w stadzie. Kiedy w grupie/ stadzie kilku psów (lub wilków), np. w parku, podczas zabawy, jeden z nich zachowa się w sposób niewłaściwy, np. w wyniku nadmiernej ekscytacji wprowadzi zamęt/ chaos, ”przeholuje” i za mocno skubnie kompana podczas zabawy, niepotrzebnie pobudzając innych członków stada, zagrażając porządkowi w nim panującemu, inne psy, czasem tylko jeden lub dwa, skorygują go. Tu mamy sukę zwracająca uwagę narzucającemu się jej samcowi: https://www.youtube.com/watch?v=x9A0WzGLHQQ

*Hierarchia (w zdrowym stadzie – dziko żyjące psy/wilki) jest praktycznie niepodważalna. ”Drastyczne zmiany” następują tylko na ”szczycie” i to pod bardzo specyficznymi, jasno określonymi i znanymi wszystkim członkom stada, warunkami. W bardzo wyjątkowych, losowych sytuacjach (np. osłabienie fizyczne jakiegoś osobnika) psy/wilki niebędące wysoko w hierarchii, mają szansę zmienić swoją pozycję, ”przeskakując wyżej”. I odwrotnie, ktoś, kto miał problemy z przestrzeganiem zasad, wiele razy był korygowany za to samo zachowanie, w krótkich odstępach czasu, może zostać ”zdegradowany” i spaść w hierarchii ważności o kilka oczek niżej. (U wilków czasem zdarza się, że stała atencja jednego lub kilku wyżej stojących w hierarchii członków stada, poświęcona osobnikowi uplasowanemu niżej, nawet osobnikowi Omega, wspieranie go poprzez przyjmowanie dowodów uległości, ośmielanie go poprzez zabawę, podczas posiłków, zachęcanie go by nie jadł jako ostatni, a np. 4 od końca i nie atakowanie go podczas tych prób, może ”wywindować go” i odmienić jego los. Osobnik Omega stosując się do zasad panujących w stadzie, wcale nie musi być skazany na bycie Omegą do końca życia). Nawet jeżeli psy przebywają w swoim towarzystwie tylko kilka minut (są zostawione ”same sobie” i człowiek ich nie kontroluje), ich wzajemne relacje są bardzo jasno określone i hierarchia poszczególnych osobników jest ustalona. Jeżeli żaden z psów nie ma charakteru dominanta i nie próbuje zawłaszczyć sobie ”placu zabaw” ani zdominować kompanów, zabawa będzie przebiegać bez zakłóceń. Kiedy ktoś zacznie się za bardzo szarogęsić, ktoś inny może ”zwrócić mu uwagę”. Stąd raz dany pies wydaje się być dominujący, a innym razem uległy, w zależności od ”składu” psiego towarzystwa i energii poszczególnych osobników. Pamiętać trzeba, że one żyją w ”chwili obecnej”. Dlatego psu potrzebny jest autentyczny przewodnik, który kontroluje jego zachowanie. Widząc, że w parku, wśród 5 biegających psów, dwa z nich zaczynają przejawiać zachowania dominacyjne względem siebie, może zainterweniować i uprzedzić ewentualną scysję. Interwencja przewodnika powoduje, że psy przypominają sobie, że szef już jest i że jest nim człowiek.

W wilczym stadzie hierarchia jest ustalona jasno, każdy osobnik ma swoje miejsce. Praktycznie rzecz biorąc można by członków każdego stada ustawić w kolejce, obrazując w ten sposób kto jest najważniejszy, a kto jest na końcu. Kiedy następuje jakieś większe nieporozumienie rozwiązuje się je przy pomocy zębów, szczęk i pazurów. I ok, bo wszyscy zawodnicy mają do dyspozycji taki sam sprzęt. I podobnie jest, gdy ”pokłócą się” psy… W przypadku psów, przewodnik-człowiek musi pamiętać, że fizycznie stoi na przegranej pozycji. Dlatego nie wolno mu dopuścić do sytuacji, w której psy ustalają hierarchię pomiędzy sobą (zwłaszcza, że używają do tego sprzętu, którym my nie dysponujemy). Zawsze należy blokować dominacyjne zapędy psów, z którymi ma się do czynienia. We własnym domu, zwłaszcza kiedy ma się więcej niż jednego psa, na spacerze w parku, kiedy nasz pies albo psy bawią się z psimi kumplami i kiedy zaczyna się robić jasne, że za chwilę dojdzie do ”spiny”, bo komuś zaczęło się wydawać, że jest ”mocniejszy”. Wtedy trzeba wkroczyć do akcji i przypomnieć psom, że życie z człowiekiem-przewodnikiem wyklucza dominowanie innych psów. W psio-ludzkim stadzie przewodnikiem zawsze powinien być (ale nie zawsze jest) człowiek. ”Modyfikacją” jest jedynie to, że każdy członek rodziny jest no. 1, a pies jest w hierarchii niżej od trzyletniego brzdąca.

Nawet jeżeli psów mamy kilka, nie faworyzujemy żadnego z nich.

W ludzko-psim zestawie nawet jeżeli człowiek jest jeden a psów jest pięć, to człowiek pilnuje, by wzajemne relacje psów były na tym samym poziomie. Nie ma opcji na to, by jeden pies szefował reszcie, to zawsze prowadzi do problemów. Każdego z psów należy traktować tak samo. Żadnego nie wolno faworyzować, bo to przynosi skutki odwrotne od oczekiwanych. Żaden pies nie będzie ”chodził jak w zegarku” dopóki człowiek nie zostanie dla niego autentycznym przewodnikiem.

Korekta jest wynikiem/ skutkiem zachowania nieakceptowanego/ niedopuszczalnego przez resztę członków stada (dążących za wszelką cenę do utrzymania porządku, czyli przestrzegania zasad zapewniających przetrwanie stada). Korekta polegać będzie na wytrąceniu danego osobnika ze stanu, w którym się znalazł, a skutkiem ma być i jest natychmiastowy efekt: zaprzestanie tego działania i powrót do stanu posłusznego poddania, czyli okazanie posłuszeństwa wobec przewodnika. Jeżeli korygującym jest stojący znacznie wyżej w hierarchii osobnik, a ”przewinienie” jest niewielkie, zazwyczaj wystarczającą korektą będzie warknięcie lub uderzenie kłem. Jeżeli ”przegięcie” było z gatunku tych cięższych lub koryguje osobnik stojący na podobnej co korygowany, pozycji w stadzie, korektą będzie fizycznie intensywniejsze zachowanie.

Efekt korekty będzie natychmiastowy ponieważ każdy członek stada zna zasady i wie, że niedostosowanie się do wymogów stada, równa się poniesieniu konsekwencji za ”niesubordynację”. Konsekwencją może być spadek pozycji w hierarchii, wykluczenie ze stada, a w bardzo ekstremalnych przypadkach unicestwienie (Wiele razy osobnik był korygowany za to samo ”przewinienie”, ”miał zwracaną uwagę”, komuś wreszcie ”puszczają nerwy” i kończy sprawę). Tylko z punktu widzenia człowieka takie zachowanie postrzegane jest jako okrucieństwo.

Kreowanie konsekwencji przez przewodnika-człowieka polega na ”przywołaniu do porządku”, którego skutkiem jest okazanie człowiekowi posłusznego poddania.

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2013/09/21/charakter-i-wychowanie-dogo-argentino-korygowanie-niewlasciwego-zachowania-czyli-kreowanie-konsekwencji/

Niestety, wielu właścicieli psów mylnie identyfikuje zachowania będące korektą jako przejaw ”agresji”. Zaczynają świrować, że ich starszy pies za chwilę zagryzie szczeniaka itp. Zapominają, że jeżeli oni nie są w stanie udzielić psu wskazówek odnośnie właściwego zachowania, kiedy ten zaczyna np. nakręcać się coraz bardziej w zabawie albo przy jedzeniu, to dorosły, zrównoważony pies ”udzieli mu lekcji” (Tym bardziej, że bardzo prawdopodobne jest, że to ten właśnie pies, a nie człowiek, jest przewodnikiem w ich ”stadzie” albo, że pies i człowiek sprawują tą funkcję na przemian… ). Wystarczyłoby poobserwować przez chwilę zwierzęta w ich wzajemnych relacjach, by przekonać się czy mamy do czynienia z faktyczną agresją wobec szczeniaka (co jest bardzo rzadkim zachowaniem i oznacza, że z drugim, dorosłym psem jest duuuży problem), czy ze zwykłą i zupełnie normalną w psim świecie (zwłaszcza, że człowiek zachowuje się jak ”owca we mgle”) korektą. Zakładanie, że każde warknięcie starszego/ dorosłego osobnika na szczeniaka oznacza potencjalne zagrożenie życia dla szczeniaka, jest tak samo błędne jak założenie, że ”każdy pies, który merda ogonem się cieszy”. Na tym filmiku mama żąda chwili dla siebie 😉 : https://www.youtube.com/watch?v=fpBxzSOwtrg

Kiedy skorygowany pies zaprzestaje nieakceptowanego przez inne psy zachowania, natychmiast absolutnie automatycznie wszyscy pozostali członkowie stada/ inne psy, przechodzą nad tym wydarzeniem do porządku. Natychmiast wszystko wraca do normy. Przewinienie zostaje wybaczone, ”urazy” zapomniane. Minutę po zdarzeniu nikt już nie pamięta, że chwilę wcześniej nastąpił jakiś zgrzyt i kogoś trzeba było ”skubnąć zębem”. Wszystko gra i żaden pies nie zastanawia się nad tym co się wydarzyło. Koniec. Kropka. Zero ”psychologizowania”. Psom żyje się znacznie łatwiej niż ludziom.

Dominacja nad psem nie ma nic wspólnego z agresją czy frustracją

Wydawałoby się, że skoro większość osób mających więcej niż jednego psa (z zupełnie niezrozumiałych przyczyn ) pozwala jednemu z nich dominować, po prostu oddając mu rolę przewodnika, to pomysł by przejęli tę rolę na siebie, nie powinien być aż tak ”kontrowersyjny”. A jednak, z jakiegoś dziwnego powodu, ludzie, o ile są w stanie pogodzić się z ”dominacją” u psów, to kiedy przychodzi do nich samych, czyli ”dominujących ludzi”, zaczynają zdradzać objawy schizofrenii. Zaczynają się gadki o ”agresywnym pozerstwie” itp. Skąd taki pomysł? Dominacja nad psem polega na przekonaniu go, że jest się jego przewodnikiem. Psa można ”przekonać” oddziałując na niego. Jak ? Na pewno nie prowadząc długie monologi. Przekupstwo też nie jest metodą na wyrobienie sobie autorytetu u psa. Wszystko polega na energii. Na pewności siebie i przekonaniu o słuszności swojego postępowania . Taką energię emitują/ projektują na członków stada, przewodnicy.

(Edit 2018: Parę słów min. o tym jak zostać przewodnikiem:

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2018/08/14/ludzie-i-inne-zwierzeta-mowa-ciala-i-przestrzeni-dystanse-personalne-i-osobista-przestrzen-w-interakcjach-ludzi-z-psami-psow-z-ludzmi-baza-bez-ktorej-wszystko-sie-sypie/)

Nie oszukujmy się. Człowiek nie jest w stanie ”ogarnąć” psa inaczej niż ”mentalnie”, czyli siłą swojej woli. Fizycznie, w ewentualnym starciu z psem, leżymy i kwiczymy. Pies, który nie jest poddany człowiekowi, może być lub bywać posłuszny, owszem, może przychodzić na zawołanie i ”podawać łapę”, ale nigdy nie jest podporządkowany na 100%. Nie jest psem poddanym woli przewodnika. A my czujemy to zupełnie instynktownie i gdzieś w środku nie jesteśmy pewni czy jeżeli zachowamy się jakoś tam, to jak na to nasze zachowanie zareaguje nasz pies. ”Ten słodki Azor, który jest taki kochaniutki i tak lubi się miziać… Czy jeżeli teraz zepchnę go z kanapy, to nie zawarczy na mnie? Kiedyś już zawarczał. Czy tym razem nie zachce mnie chapsnąć?” To są dylematy ludzi posiadających często świetnie wytresowane, ale równocześnie zupełnie niewychowane psy, które nie są im poddane. Nasze psy doskonale zdają sobie sprawę z naszego stanu emocjonalnego. Więc jeżeli nie ufam mojemu psu, bo się go obawiam, bo nie umiem przewidzieć/ powstrzymać jego reakcji, to on to wie i dlatego nie traktuje mnie jak swojego przewodnika i nigdy mi się nie podda. I koło się zamyka. By dominować nad psem, trzeba przede wszystkim zmienić swój sposób postrzegania psa i swoje nastawienie. Tzw ”metody pozytywne” bywają o tyle irytujące, że osoby je ”wyznające” (niestety to słowo bardzo często okazuje się być najodpowiedniejszym) z góry zakładają, że może im się nie udać. Dopuszczają możliwość, że pies nie wykona ich polecenia albo, że wykona je tylko ”czasem” i nie starają się tak, jakby mogły się starać, gdyby miały inne nastawienie. Tym samym godzą się na częściową próżnię, emanują nieodpowiedni rodzaj energii i idą na łatwiznę, ponieważ nie chce im się wykonać odrobiny pracy nad sobą –bo to wcale nie o psa chodzi!

Najgorsze, że zamknięcie się na fakty dotyczące tego, jak psy postrzegają relacje społeczne i jak się w nich zachowują, i życzeniowe nastawienie ”wyznawców metod pozytywnych”, że psy, skoro są udomowione, to staną się bardziej ”ludzkie”, to ”Trzeba próbować, może w końcu, może tym razem się uda”, ich psi podopieczni odczuwają jako brak przekonania i pewności w działaniu. Psy takie nastawienie odczytują jako słabość. Ci ludzie nie podejmują działań z nastawieniem ”to się stanie”/ ”zrobię to”/ ”uda mi się”, ”on wykona to polecenie” i emanują słabą energię. Dla swoich psów zawsze będą tylko podajnikami na karmę, ”miziaczami”, stworzeniami na drugim końcu smyczy, partnerami do zabawy, ale nie będą, tymi których poleceń się słucha i wykonuje bez chwili wahania czy ”buntu”, bo do tego niezbędny jest szacunek/ respekt, którym ich psy nie darzą ich.

Uczucie, którym obdarzasz swojego psa na pewno zapewni ci jego zaufanie (ale nie zagwarantuje mu poczucia bezpieczeństwa i) nie zaowocuje autorytetem, który buduje się od pierwszych dni z psem, wprowadzając do jego życia dyscyplinę i ustanawiając zasady (rules), granice (bounderies) i ograniczenia (limitations). Gdyby dominujący osobnik-przewodnik, w grupie psów lub wilków, lub w ”składzie mieszanym”, był po prostu agresywny, nie byłby przewodnikiem. Agresja jest wynikiem niestabilności psychicznej. Żadne zwierzę nie zaufa niestabilnej/ niepewnej energii. Gdyby opowieści dziwnej treści całej masy ”szkoleniowców”, o ”sfrustrowanych pajacach, którym marzy się dominacja”, miały w sobie cokolwiek z prawdy, to idąc ich tropem, ”filozując”, jak niektórzy z nich, trzeba byłoby oczekiwać, że dominujący w grupie samiec, jako agresor (choć taki scenariusz jest niemożliwy, ponieważ w świecie zwierząt agresor nie ma szans być przewodnikiem), byłby eliminowany. Wilki na wolności mają przewodników, którym poddają się ”na lajcie”. Psy poddają się innym psom, a nawet ludziom (tym szczęśliwcom, którzy zechcą zastanowić się nad ich naturą) i robią to zupełnie dobrowolnie, a przy tym są szczęśliwe, że ich ludzcy przewodnicy posługują się czytelnymi dla nich zasadami i odbierają sygnały, które one, mową ciała, spojrzeniem, dźwiękiem, im przekazują. Te psy są szczęśliwe, bo są pewne swojego przewodnika, który o nie dba, zapewniając im ”organizację pracy” i bezpieczeństwo przetrwania.

Tylko ludziom, na szczęście nie wszystkim, wydaje się, że dominacja jest słowem nacechowanym negatywnie. Dominacja u psów, dominacja dzięki której stają się uległe/ posłuszne jest kwestią energii emitowanej przez przewodnika. Dominacja, czyli ten specyficzny rodzaj energii, daje autorytet przewodnikowi. Autorytet pozwalający sprawnie korygować/ ”prostować” niechciane przez przewodnika (i resztę stada/ rodziny) zachowania oraz zapewnić sukces stadu. Trwanie stada i jego przetrwanie jest tym sukcesem.

W relacji z człowiekiem (i innymi psami oraz stworzeniami) pies może prezentować cztery rodzaje zachowania:

walka -kiedy nie zgadza się z naszym działaniem np. pies zaczyna szarpać się, kiedy usiłujemy zapiąć mu obrożę i smycz przed wyjściem na spacer, warczy, kiedy chcemy mu odebrać miskę lub zabawkę, lub najklarowniejszy przykład, kiedy pies chce nas pogryźć,

”świrowanie” -nadmierna ekscytacja, nadmierna agresja, lękliwość –wszystkie rodzaje ”odlotów”,

unikanie -kiedy pies po prostu unika kontaktu z nami albo zupełnie nas ignorując, albo starając się uniknąć przebywania w pobliżu nas lub innych psów,

poddanieposłuszne poddanie, gotowość do odbierania i wypełniania komend.

Chyba wszyscy możemy się zgodzić, że ten czwarty stan poddania jest najwłaściwszym dla ludzko-psiego stada 🙂 bo pozwala ”wszystkim zaangażowanym” cieszyć się harmonijna relacją.

O wychowaniu, energii i stanie ducha było już tu:

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2013/08/17/wychowanie-i-szkolenie-dogo-dogo-argentino-cesar-millan/ -ale przypomnieć nie zaszkodzi 😉

Na koniec coś ‚absolutnie słodkiego’:

http://www.youtube.com/watch?v=WZCBuyfCCeo&feature=share. A jeżeli to było za słodkie to ok, zejdźmy na ziemię 😉 na ”nasze podwórko”  i zobaczmy, że dogo też może kumplować się ze swoim kotem: 

https://www.youtube.com/watch?v=sMFMQtc9Wc0

Zuza Petrykowska

 

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora jest zabronione.