Archiwa tagu: ZKWP

”SHANGHAI WORLD DOG SHOW 2019” ORAZ ”2019 COPA MUNDIAL EL DOGO ARGENTINO EN CHINA” -KILKA PYTAŃ

To niemożliwe!?

Serio? ”World Dog Show Shanghai 2019”, czyli coroczna światowa wystawa psów w tym roku odbędzie się w Chinach? ”Kochamy pieski”, ”jesteśmy przeciwni okrucieństwu wobec zwierząt”, ale prestiżowe ”święto kynologii”, jakim jest World Dog Show, odbędzie się w kraju, w którym wolno psy (jak i koty) żywcem wrzucać do wrzątku, nim wylądują na talerzu? W kraju, w którym tego rodzaju okrucieństwo wobec zwierząt nie jest karane? A należące do Fédération Cynologique Internationale, stowarzyszenie Związek Kynologiczny w Polsce nawet nie zajmuje oficjalnego stanowiska wobec przyznania Chinom tzw światówki?

Spora część członków ZKwP chętnie korzysta z serwisu Facebook, nie tylko po to, by tworzyć profile, na których prezentują się jako hodowcy i ułatwić kontakt potencjalnym klientom na szczenięta. Posiadacze rasowych psów z rodowodami Związku Kynologicznego w Polsce, czyli uznawanymi przez Fédération Cynologique Internationale (FCI), tworzą na tym serwisie wiele grup o tematyce kynologicznej, począwszy od takich, w których rozmawiają o ”mydle i powidle”, przez te poświęcone wystawom organizowanym przez Związek Kynologiczny w Polsce (ZKwP) pod egidą Fédération Cynologique Internationale (FCI), psim sportom, na dedykowanych konkretnym rasom lub typom psów, kończąc. Popularne jest w tym środowisku ”przejmowanie się losem zwierząt” (szczególnie psów i kotów), które padły ofiarą złego traktowania i ”wzruszanie się”, przestrzeganie przed ”praktykami pseudohodowlanymi” oraz ”troska” o rasowe psy, które się swoim właścicielom np. ”znudziły” i zostały porzucone lub też z jakiegoś powodu oferowane są przez nich na sprzedaż. (Wtedy to są burze o to ”Czy hodowca wie co się dzieje z ‚jego’ psami?”). Generalnie, polscy ”fejsbukowi kynolodzy” epatują tym ”przejmowaniem się” co rusz… Ale z World Dog Show Shanghai 2019 jest ”jakoś inaczej”. A przecież istnieje strona www.facebook.com/no.for.WDS2019.in.China (”No for China World Dog Show 2019”), na której materiału do ”przejmowania się” jest tyle, że pewnie do końca świata starczy. Dlaczego więc, choć na Facebooku tak wielu członków ZKwP wręcz epatuje swoją ”odrazą” wobec znęcania się nad zwierzętami, nie ”oburzają się” już tak chętnie na organizowanie przez FCI, światowej wystawy psów w Chinach, w żaden oficjalny sposób, którego skutkiem byłoby opublikowanie jakiegoś oficjalnego stanowiska Zarządu Głównego Związku Kynologicznego w Polsce na internetowych stronach tegoż Związku?

Przy okazji, zobaczcie jak na decyzję Fédération Cynologique Internationale o przyznaniu zaszczytu organizacji światowej wystawy psów w roku 2019, Chinom, zareagowały niektóre z organizacji członkowskich Międzynarodowej Federacji Kynologicznej (FCI): https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2019/03/29/shanghai-world-dog-show-2019-reakcje/

A o ‚złotych kartach’ od China Kennel Union dla delegatów FCI wiecie? Norwegowie obliczyli, że ‚złota karta’ ma wartość 100 tysięcy euro: https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2019/03/29/zlote-karty-o-wartosci-100-tysiecy-euro-dla-delegatow-fci/ 

Może więc tytuł tego wpisu powinien brzmieć np. tak: ”CZY CORAZ POWSZECHNIEJSZA ”OBOJĘTNOŚĆ LUDZI DOBRYCH” ROZGRZESZA WSZYSTKICH ZE WSZYSTKIEGO? ”KRYZYS MORALNY” W ZWIĄZKU KYNOLOGICZNYM W POLSCE? CO WSPÓLNEGO MAJĄ HISTORIOZOFIA i FILOZOFIA Z KYNOLOGIĄ? ORAZ USTAWA O OCHRONIE ZWIERZĄT W KONTEKŚCIE WPŁYWU SYMPATYKÓW ZKWP I FCI NA PRACE LEGISLACYJNE -O CZYM POWINNIŚMY PAMIĘTAĆ”?

Od paru lat olewam tzw wystawy (ostatnia na której byłam, to Klubowa Molosów w 2016 roku -wielkie rozczarowanie), kiedy więc na początku marca zwrócono mi uwagę na fakt, iż w tym roku światowa wystawa psów, czyli World Dog Show organizowana jest w Chinach, przede wszystkim: nie mogłam uwierzyć, że to może być prawda. W pierwszej chwili uznałam, że to tylko idiotyczna plotka, kompletna niedorzeczność. Pomyślałam, że przecież ludzie kipieliby z oburzenia i wściekłości na tych wielgachnych fejsbukowych kynologicznych grupach, których wszyscy członkowie ”kochają pieski” i są cholernie ”wrażliwi na psie cierpienie”, więc nawet, mając tak ”olewcze” podejście do Facebooka oraz pokaźną listę zablokowanych, musiałbym o tym skandalu, na którejś z (szczególnie) polskich grup lub stron, przeczytać. A jednak. Ludzie kipią, ale ‚nie bardzo’ na grupach dla członków i sympatyków Związku Kynologicznego w Polsce – może dlatego, że Związek Kynologiczny w Polsce, inaczej niż np. niemiecki czy norweski członek Międzynarodowej Federacji Kynologicznej (FCI) nie zajął oficjalnego stanowiska w sprawie decyzji FCI o przyznaniu WDS w 2019 roku, Chinom? I polskie społeczeństwo nie dowiedziało się jaki jest oficjalny stosunek ZKwP do chińskiej światówki… Czy ktoś z ZKwP się do Szanghaju wybiera? Itp. Itd. Temat jakoś przemyka/ł, nie angażując zbyt wielu ”miłośników psów”…

Dlaczego tak mnie to szokuje? Moi drodzy Związek Kynologiczny w Polsce w swoim statusie, w rozdziale drugim ”Cele i środki działania Związku” informuje, iż ”Związek realizuje swoje cele” min. przez ”czuwanie nad przestrzeganiem ogólnych zasad etycznych przez członków Związku”, a stowarzyszenie to należy do Fédération Cynologique Internationale (FCI), której celem jest min.: ”to support dogdom and canine welfare worldwide thanks to a well-established ethics”, czyli ”wspieranie świata psów i psich miłośników/ entuzjastów oraz dobrostanu psów (powiedzmy propagowania min. takiej ”opieki społecznej” dla psów) na całym świecie, dzięki ugruntowanej etyce”. Skoro więc Fédération Cynologique Internationale zadecydowała, by, choć wrzucanie psów do wrzątku nie ma wspólnego mianownika z ”ogólnymi zasadami moralnymi”, które podobno FCI (jak i ZKwP) przyświecają, Chinom powierzyć organizację World Dog Show 2019, mamy prawo zwracać uwagę na dysonans, konflikt pomiędzy ”wartościami”, do których podobno odnosi się FCI oraz ZKWP a decyzją tej Międzynarodowej Federacji Kynologicznej (FCI) o przyznaniu organizacji World Dog Show 2019, Chinom. A także na brak sprzeciwu Związku Kynologicznego w Polsce wobec zaistniałej sytuacji. Możemy odczuwać co najmniej zdziwienie i zażenowanie poziomem rozbieżności pomiędzy praktyką a tzw założeniami, prawda? Tak więc ja je odczuwam. Tym bardziej, że chodzi o stricte ”święto kynologii”, imprezę organizowaną przez federację zrzeszającą organizacje kynologiczne z 86 krajów, ”celebrację psa” jako gatunku, o którym mówimy, iż ”jest najlepszym przyjacielem człowieka”. 86 krajów do wyboru… A FCI decyduje, że to Chiny są tym, na który stawiają, z tą swoją well-established ethics”…

Puk, puk! -Kto tam? -Filozofia

Przefiltrujmy te teksty o ”etyce” z ZKwP i FCI, porównując je z tym, co zachodzi w praktyce. Zacznijmy od kwestii elementarnej. W filozofii są trzy ważne, podstawowe pytania. Pierwsze: ”co jest realne?” – i na to odpowiada metafizyka, jedna z podstawowych dyscyplin filozoficznych, badająca najogólniejsze własności bytu, po prostu badająca naturę rzeczywistości. Drugie: ”co jest prawdziwe?” – na nie odpowiada epistemologia, dział filozofii zajmujący się relacjami między poznawaniem, poznaniem a rzeczywistością. Epistemologia rozważa naturę takich pojęć jak: prawda, przekonanie, sąd, spostrzeganie, wiedza czy uzasadnienie. („Co to jest poznanie i czym jest poznawanie? Wyjaśnianie praw dotyczących zarówno poznawania i tego, co jest poznane„.) Trzecie: ”co jest dobre? – odpowiedź na to pytanie, to zadanie etyki, działu filozofii zajmującego się badaniem moralności i tworzeniem systemów myślowych, z których można wyprowadzać zasady moralne. (Etyka bada co jest uniwersalnie lepszym zachowaniem, dobrem, za którym istoty ludzkie powinny podążać.) Etyka bywa też nazywana filozofią moralną.

Sprawdzam

Gdy w wyszukiwarkę Google 5* marca bieżącego roku, wpisałam frazę ”światowa wystawa psów 2019, Chiny”, sądziłam, że szczegółowe informacje znajdę na stronie stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce, w końcu należy ono do Fédération Cynologique Internationale (FCI), czyli Międzynarodowej Federacji Kynologicznej (FCI), decyzją której w roku 2019, ”kynologiczny show” (już za mniej niż miesiąc) obędzie się właśnie w Chinach. A ”światówka”, jak każda prestiżowa wystawa, budzi zainteresowanie tzw hodowców i posiadaczy rasowych psów. Tym samym, na fejsbukowych grupach kynologicznych członkowie ZKwP rozmawiają o niej (choć nie bardzo chętnie)… Niektórzy są oburzeni decyzją FCI i pomysłem, że ”ktoś z kolegów i koleżanek” zamierza jechać do Szanghaju, by wziąć z niej udział (”Tylko ludzie bez honoru pojadą na światówkę do Chin”) a inni są ”oburzeni, ale”, a jeszcze inni… Cóż, poczytacie skriny zamieszczone w tym tekście, sami się przekonacie. Ale do szukania informacji o WDS 2019, wracając: doprecyzowanie ”szukanej frazy”, czyli rozwinięcie jej o kolejne kluczowe słowa: ”światowa wystawa psów 2019, Chiny, Związek Kynologiczny w Polsce”, nic nie zmieniło. Na oficjalnych stornach ZKwP nie ma ”szumu” na temat chińskiej światówki.

*(I 29 marca, czyli ponad trzy tygodnie później, też.)

Niezniechęcona szukałam dalej i dzięki temu dowiedziałam się, że zdaniem osób ”decyzyjnych” w ZKwP, tych, które odpowiadają za zawartość strony internetowej stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce, Chiny, Chińska Republika Ludowa, leży… w Europie… W zakładce ”wystawy”, na internetowej stronie ZKwP, nic o wielkim chińskim ”iwencie”, który sprawił, że PR FCI leci na łeb na szyję*, nie ma, aż nie wejdziemy w pole ”WYSTAWY W EUROPIE FCI” -Poważnie. (I wiecie co? Jakoś mnie to, kurczę, nie dziwi.) Kiedy już wejdziemy w to pole, zostaniemy przekierowani na stronę Fédération Cynologique Internationale – ZKwP nie przygotował ”nic od siebie” na temat ”celebracji psów” w Szanghaju. (Może ma to jakiś związek z tym, że w Sejmie co jakiś czas ponawiane są próby pracy nad zmianami w ustawie o ochronie zwierząt i może Związek Kynologiczny w Polsce, żywo przecież zainteresowany tym, ”Co w ustawie piszczy?”, stara się dobrze kojarzyć polskiemu społeczeństwu? Może ludziom w Polsce to stowarzyszenie kojarzy się np. z ”walką o dobro psów”? Aczkolwiek w statusie ZKwP, w punkcie ”Cele i środki działania Związkupojęcie ”dobra psów” nie zostało ujęte. Napisane jest tam, iż ”Celem Związku jest oparta na podstawach naukowych organizacja hodowli i szkolenia psów rasowych dla osiągnięcia jak najwyższego poziomu zarówno pod względem eksterierowym jak i użytkowym”. Tyle. Tak czy inaczej, możliwe, że szersze rozpisywanie się na temat uczestnictwa członków Związku Kynologicznego w Polsce w wystawie organizowanej w kraju, w którym psy obdziera się ze skóry i wrzuca do wrzątku, nim wylądują na talerzu, wystawy organizowanej przecież pod szyldem tego słynnego FCI, wystawy na temat której zdecydowanie negatywnie wypowiedziały się władze znaczących klubów należących do tejże Mędzynarodowej Federacji Kynologicznej, jak Fiński Kennelliito, norweski Norsk Kennel Klub, szwedzki Svenska KennelKlubben, główna organizacja kynologiczna w Wielkiej Brytanii, organizujący Crufts: The Kennel Club, niemiecki Verband für das Deutsche Hundewesen, holenderski Raad van Beheer op Kynologisch Gebied in Nederland, mogłoby mieć wpływ na społeczny odbiór Związku Kynologicznego w Polsce, prawda? Szczególnie, w kontekście tego, że niektóre kręgi starają się bardzo, by przekonać polskie społeczeństwo, że gdy chodzi o kwestię ”psa rasowego”, tylko należące do FCI, ZKwP może być postrzegane jako ”godna zaufania organizacja”, której członkowie ”zawsze i wszędzie, przede wszystkim na uwadze mają psa – najlepszego przyjaciela człowieka”… Tradycyjny chiński festiwal psiego (i kociego) mięsa, jako ”mgliste tło” światowej wystawy psów, pewnie słabo robi na PR ”miłośników psów” z ZKwP, którym (jednoznacznie) ocenić, czy ”opowiedzieć się na temat” lub po prostu: zająć stanowisko odnośnie World Dog Show Shanghai 2019, nawet do głów nie przyszło… Może więc rzeczywiście, jeśli chce się przekonać Polaków, że ”Tylko FCI i tylko ZKwP są godne zaufania”, lepiej ”po cichutku” podejść do WDS 2019, niż zajmować się nim na internetowych stronach ZKwP? Osobiście nie podałabym ręki tzw hodowcy i/lub sędziemu kynologicznemu, czy nawet tzw handlerowi, który się na chińską światówkę wybiera. W każdym razie, na stronie FCI, w wykazie krajów organizujących wystawy pod patronatem FCI, z prawej strony, w miejscu, gdzie lista opisana jest (drodzy ”geografowie” z ZKwP): ”Asia, Africa & Oceania”, znajdziemy zakładkę ”China” oraz informację, że ”szanghajski iwent” trwać będzie od 30 kwietnia, jednak ”Shanghai – World Dog Show (WDS)” to tylko dwa dni: od 2 do 3 maja 2019 roku.

Na marginesie: zobaczcie ILE wystaw pod patronatem Fédération Cynologique Internationale, odbywa się w Chinach! WDS 2019 nie jest żadnym ”wyjątkiem”, to nie jest tak, że wystawa pod patronatem FCI w Chińskiej Republice Ludowej, odbywa się po raz pierwszy. FCI ”przyjaźni się” z ”chińskimi kynologami” od jakiegoś czasu, a decyzja o zorganizowaniu światowej wystawy psów 2019 w Szanghaju jest może ”wyrazem szacunku” dla tej relacji?… Natomiast dla ”wiernych” i ”zaangażowanych” z ZKwP, WDS 2019 jest pewnie okazją do wycieczki, na którą w innych okolicznościach udać by się nie mogli (a ”zasłużyli”)… Zwróćcie też uwagę na statystyki China Kennel Union. No i tę ”notkę pochwalną” sprzed kilku lat:

*

Po ”paru latach” obserwacji serdecznie w nosie mam wszystkie te ”wystawki” (a może rację mają ci, którzy mówią o nich ”ustawki”?), z mojego punktu widzenia będące po prostu szopką dla naiwniaków i od dłuższego czasu nie śledzę informacji dotyczących tego, która i gdzie się odbywa. Tak więc na wieść o tym, że tegoroczna World Dog Show odbędzie się w Szanghaju dosłownie opadła mi szczeka.

Naoglądałam się już pokracznych wypłoszy ”biorących rasę” i dlatego ”wystawowe tytuły” nic dla mnie nie znaczą. Pies, który jest wartościowym przedstawicielem swojej rasy, w znaczeniu ”posiadającym hodowlaną wartość”, jest zwierzęciem przede wszystkim zdrowym; pełnosprawnym i zrównoważonym psychicznie a tytuły z wystaw wcale tego nie gwarantują. Ot, co. Dodatkowo, sposób w jaki tzw hodowcy z Chin interpretują wzorce ustalone przez Fédération Cynologique Internationale dla poszczególnych ras, karykaturalne ”wariacje” na temat niektórych z nich, sprawia, iż decyzja Federacji o tym, by Chiny honorować przywilejem organizacji WDS, w moich oczach staje się jeszcze bardziej kuriozalna.

Powiem Wam więcej, kiedy prawie 10 lat temu ”odrabiałam pracę domową” na temat Dogo Argentino, chcąc zorientować się w hodowlach tej rasy na świecie, żeby wiedzieć co to jest, to co wtedy było w Polsce, skąd się wzięło i dlaczego wygląda, jak wygląda, trafiłam także na strony chińskich keneli. I wiecie co? Szybko z nich uciekłam, bo to, co oni wtedy nazywali ”Dogo Argentino”, było po prostu białe i zdecydowanie bardziej przypominało skośnookie Gull Terry, z dolewką Whippetów niż Dogi Argentyńskie (Dziś, panienki, które tego typu DA produkują w Polsce, mówią, że te smętnie wyglądające psiaki są, uwaga: ”fit” – brr…). Przyznam też, że nawet nie przyszło mi wtedy do głowy sprawdzanie czy Chiny są członkiem FCI albo jakie mają szanse na to, by wkrótce się nim stać, tak groteskowo wyglądały ”Dogo Argentino made in China”. Zainteresowanie argentynami wśród niektórych Chińczyków, uznałam po prostu za ”kaprys” tych ”równiejszych spośród równych”, który pozwala ”wybrańcom” polować na grubego zwierza w stylu innym, niż ten który dotychczas znali… Moja uwaga skupiła się na tzw rodzimym podwórku i tym, co wtedy było ”Dogo Argentino made in Poland”… ALE uważajcie: nie tylko World Dog Show odbędzie się w tym roku w Chinach, albowiem ten rok to także, o zgrozo!: 2019 COPA MUNDIAL EL DOGO ARGENTINO EN CHINA. Tak więc dzisiejszy tekst nie obejmuje jedynie ”kontrowersji” w około WDS 2019, ale zahacza i o AMDA 2019.

Dokładnie zapamiętajcie sobie ”znamienitości”, które się w tym roku w Szanghaju pokażą czy to na WDS, czy na AMDA. Nie wiem jak dla was, dla mnie osoby, które jako ”kynolodzy”, będą firmowały swoimi twarzami, tzw doświadczeniem i ”marką”, zgodę na panujące powszechne w Chinach okrucieństwo w stosunku do psów (jak i kotów oraz innych zwierząt) i brak prawa, które karałoby ludzkie bestie za znęcanie się nad zwierzętami, ”nie są warte, by na nie nasikać, gdyby się paliły”.

No for China World Dog Show 2019

Związek Kynologiczny w Polsce (ZKwP) jest, powołaną 29 lipca 1938 roku organizacją zrzeszającą hodowców i miłośników psów. Po wojnie reaktywowany został 5 maja 1948 a 15 czerwca 1957 roku, ZKwP ponownie został członkiem FCI. Choć stowarzyszenie to zawiodło moje oczekiwania co do informacji na temat organizowanej w Chinach ”światówki” (może jeszcze władze ZKwP jakieś informacje udostępnią dla opinii publicznej), świat nie kończy się na tymże stowarzyszeniu hodowców i posiadaczy psów uznawanych za rasowe z uwagi na rodowody, jak to się mówi: honorowane (ciekawie brzmi to słowo w kontekście decyzji o WDS w Chinach…) przez Fédération Cynologique Internationale. Na Serwisie Facebook działa wspomniana już przeze mnie strona, dzięki której (jeśli starczy wam nerwów) możecie min. obejrzeć straszne, po prostu przerażające nagrania dotyczące tego, jak psy (i koty) są w tym kraju traktowane:

https://www.facebook.com/no.for.WDS2019.in.China/ Jest też petycja:

https://www.thepetitionsite.com/206/893/746/stop-the-fci-wds2019-in-china/?fbclid=IwAR3bQfl17roLgpIUb17wVrY8qcnaVRXm9dBukJ5X8ZCIYUfz7k_5-MlrluI

Nie dajcie się zwieść. To nie jest tak, że w Chinach psy, które trafiają do rzeźni są kradzione. Nie, nie tylko tak tam trafią. Właściciele psów odgrywają znaczącą rolę w handlu nimi na mięso, bo sami chętnie swoje psy odsprzedają ”meat traders”, czyli handlarzom mięsa. Dlatego, kiedy widzicie zdjęcie/nagranie przedstawiające psy w obrożach, przyjmijcie, że jest bardzo wysoce prawdopodobne, że to sami właściciele tychże psów po prostu sprzedali je na mięso. Pies w Chinach nie jest tym, czym jest dla, używając TOLKIENowskego określenia: ‚Ludzi Zachodu’. W tamtej kulturze nie ma znaczenia to, że pies był ”przyjacielem” przez dekadę lub dłużej, kiedy jest stary, niepotrzebny albo po prostu się znudził (bo był ”fajnym szczeniaczkiem”, jak zabawka, ale teraz jest duży i już nie jest taki ”fajnie zabawkowy”), bez mrugnięcia okiem można odsprzedać go na mięso i po prostu wrócić do domu. A gdy przyjdzie ochota, sprawić sobie nowego i potem też go sprzedać na mięso. I tak w kółko… ”Rozwój kynologii w Chinach” najwyraźniej nie idzie w parze z rozwojem empatii dla psich i kocich ”przyjaciół” ani nie wpływa na zmianę sposobu myślenia Chińczyków o tych zwierzętach, gdyż prawo, które sankcjonowałoby tak bezzasadne okrucieństwo wobec braci mniejszych, w Chinach wciąż nie istnieje. Zobaczcie ile tam jest RASOWYCH PSÓW (Tylko ostrzegam, tego się nie da ”odzobaczyć”. Pamiętajcie, że Chinese Kennel Union ma kasę na delegatów FCI, ale wciąż nie wiemy czy zechce przekazać ją na walkę z okrucieństwem wobec ”najlepszych przyjaciół człowieka”):

https://www.facebook.com/no.for.WDS2019.in.China/videos/1053908514733243/

Pani Hanna Shen pisała o ”World Dog Show 2019” już w 2015 roku

W polskim środowisku dziennikarskim jest przynajmniej jedna osoba, która podjęła się i to już w 2015 roku, przedstawienia swoim czytelnikom argumentów mówiących dlaczego decyzja Fédération Cynologique Internationale, czyli Międzynarodowej Federacji Kynologicznej (w skrócie FCI), by światowa wystawa psów w roku 2019 odbywała się Chinach, jest bulwersująca. Tą osobą jest pani Hanna Shen, polska dziennikarka na stałe mieszkająca w Tajwanie. Na temat stosunku Chińczyków do psów znaleźć możecie co najmniej dwa jej teksty: z 30. 06. 2015 i z 21. 04. 2018;

http://haniashen.blogspot.com/2015/06/pies-na-talerzu-chinczykow.html,

http://blogmedia24.pl/node/79888

Różnice

Chyba nic mnie tak nie ”uruchamia”, jak te nędze intelektualne, na Facebooku, co rusz wypisujące, by zneutralizować ewentualne ”popiskiwanie” własnego sumienia lub ”uratować honor” znajomych lub ”autorytetów”, którzy się na WDS 2019 wybierają, że ”U nas jest tak samo”. Hasełko to rzucane jest co chwilę i nikt ćwierćinteligentów, którzy szafują nim na prawo i lewo, nie konfrontuje z faktami stanowiącymi o różnicach. Nikt z biorących udział w tych żenujących dyskach, nie wymaga, by każdy z autorów tego rodzaju komentarzy, zmierzył się z owymi różnicami. Nikt twierdzenia ”u nas jest tak samo” nie rozbiera na czynniki pierwsze. Tak więc, zawczasu wyjaśnijmy sobie: u nas nie jest ”tak samo”.

”U nas” za czyn okrutny uważamy czyn, do którego wcale nie musiało dojść, który mógł zostać niepopełniony: ktoś mógł zdecydować inaczej, mógł wybrać coś innego, ale tego nie zrobił i w efekcie wybrał coś gorszego. ”U nas” w odniesieniu do traktowania zwierząt, o okrucieństwie wobec nich mówimy, gdy określamy zachowanie społecznie nieakceptowane, które umyślnie powoduje niepotrzebny ból, cierpienie lub śmierć zwierzęcia. ”U nas” barbaria przede wszystkim nazywana jest wprost: barbarzyństwem. Jest jako barbarzyństwo kwalifikowana, piętnowana i karana. ”U nas” osoby, które dopuszczają się tak niegodnych, haniebnych, odrażających, bezdusznych zachowań, jak ludzie z nagrań, pokazujących nam potworność chińskich handlarzy psów (i kotów) przeznaczonych na mięso, spotyka ostracyzm społeczny, tacy ludzie są piętnowani, niekiedy wręcz społecznie wykluczani. Tego rodzaju zachowania nami wstrząsają. My, w naszej kulturze uważamy je za wynaturzenie, nazywamy nieludzkimi. Uznajemy za przejaw zdziczenia i jako społeczeństwo je potępiamy. Co więcej, presja społeczna, by winni znęcania się ze szczególnym okrucieństwem, za swoje czyny ponosili odpowiedzialność, wciąż ”u nas” wzrasta. Osoby dopuszczające się takich zachowań są karane, gdyż polskie prawo przewiduje karę dla zwyrodnialców. Jako społeczeństwo rozumiemy, jak wielki wpływ na sprawców ma nieuchronność kary, w nagłaśnianych przypadkach okrucieństwa wobec zwierząt, uderza nas właśnie poczucie ich bezkarności, dlatego dla zwyrodnialców wymagamy coraz surowszych kar. Nie ma ”u nas” powszechnej zgody na takie traktowanie zwierząt, jakie pokazują nam filmy z Chin. Gdy na filmach, które przedstawiają sceny z rzeźni, obserwujemy skrajne okrucieństwo, przerażająco pozbawione sensu bestialstwo lub raczej bestialstwo, którego ”sens” służy jedynie temu, by przedłużyć cierpienie, agonię zwierzęcia, czujemy smutek, empatia dla drugiej istoty krzyczy w nas i budzi się w nas gniew. Wiele osób czuje taką frustrację, że jedynie wyrzucane przez łzy wulgaryzmy dają im ”choć trochę spuścić ciśnienie”. Widok takich scen sprawia, że zaczynamy sobie stawiać pytania o człowieczeństwo. A posługując się nieco bardziej wyszukanym językiem, możemy powiedzieć, iż uważamy, że zadawanie niepotrzebnego bólu zwierzętom umniejsza nas jako istoty moralne.

I nie jest ważne czy rzeźnia jest polska i ktoś pokazuje nam nagranie dokumentujące zwyrodnienie jakiegoś pracownika polskiej rzeźni, osoby, która zabija zwierzęta tak, jak zabijają potwory z horrorów, czy rzeźnia jest chińska i oglądamy chińskiego potwora w akcji. Czujemy jednakowe obrzydzenie. I domagamy się kar dla winnych popełnienia makabrycznych czynów. Z tą tylko jedną różnicą, że istotnie w Polsce mamy szansę, by nasze pragnienie ukarania winnych, zostało zaspokojone, gdyż w Polsce katowanie, celowe zadawanie cierpienia, takie bestialstwo, z jakim Chińczycy potrafią się obchodzić z psami i kotami przeznaczonymi na mięso, uważane jest za przejaw patologii, zwyrodnialstwa i nie ma na nie zgody. ”U nas”, w naszej kulturze nikt normalny nie stoi i ot, tak nie przygląda się scenom, które pokazują nam filmy z chińskimi meat traders w akcji.

Więcej: ”u nas”, w Polsce nie ma zgody także na to bestialstwo, z którym w Hiszpanii traktowane są charty i warto o tym pamiętać nie tylko w kontekście World Dog Show Madrid 2020. (Serio. Dla tych, co nie wiedzą: kolejna ”światówka” odbędzie się w Madrycie…) Tak, w XXI wieku, w kraju członkowskim Unii Europejskiej, galgueros, czyli hiszpańscy myśliwi, Galgos i Podenco, które nie spełniają ich oczekiwań podczas polowań, za karę torturują lub mordują. Szacunki mówią, że co roku okalecza się lub zabija od 50u tysięcy nawet do 100u tysięcy chartów. A zgodnie z hiszpańskim prawem, zarówno Galgos jak i Podenco, wyłączone są z przepisów dotyczących okrucieństwa wobec zwierząt domowych, gdyż uważane są za psy myśliwskie, czyli ”pracujące”/ ”służbowe”. Jeśli nie sprawdzają się w swojej roli, w ramach kary są rytualnie torturowane. Swoje okrucieństwo ich oprawcy, owi galgueros tłumaczą tym, że ”psy zawstydzają swego pana”, nie spełniając jego oczekiwań. Ów ”wstyd” i ”zła sława” muszą zostać zmyte przez tortury i zabicie winnego zwierzęcia. Psy polewane są kwasem, ciągane za samochodami, obdzierane ze skóry, grzebane żywcem, wrzucane do głębokich studzien itp. itd. Jak możemy przeczytać*, najstraszniejsza forma tradycyjnego znęcania się nad ”przynoszącymi hańbę swemu panu” chartami, to taniec fortepianowy (torturowany pies wydaje charakterystyczne dźwięki i z nich wywodzi się nazwa tortury). Przywiązanego za szyję psa mocuje się tak, by niemal wisiał w powietrzu, walczy on o każdy oddech i powoli się dusi. To może trwać nawet trzy dni.Choć większość Hiszpanów ten proceder uważa za okrutny i są mu przeciwni (powstały dziesiątki organizacji walczących przeciwko tej haniebnej tradycji w Hiszpanii) a wiele osób ratuje charty i je adoptuje, jasne jest, że jedynym sposobem na zerwanie z bestialskim zwyczajem jest zmiana postrzegania psów przez ludzi, szczególnie na południu kraju i w mniejszych miejscowościach (Hm… 21 vs. 770, 711-1492?).

*https://noizz.pl/zwierzeta/masowa-zaglada-psow-galgo-w-hiszpanii/fkdv3pk

I last but not least: ”u nas”, w Polsce, w naszej kulturze, bestialskie zadawanie bólu słabszym, znęcanie się, w tym i/lub przede wszystkim nad zwierzętami, traktowane jest jako istotna wskazówka dotycząca psychiki jednostki, która znęcania się dopuszcza. Psychologowie i psychiatrzy z barbarzyństwa wobec zwierząt wyciągają wnioski. Specjaliści uznają, iż dręczyciele zwierząt mają deficyt w zakresie tzw. uczuciowości wyższej i że jest wysoce prawdopodobne, iż nie mają również empatii i współczucia w stosunku do ludzi. Kwestia okrucieństwa wobec zwierząt w kontekście związku z zachowaniami antyspołecznymi znalazła potwierdzenie w analizach empirycznych, zauważono współistnienie okrucieństwa wobec zwierząt i przemocy w rodzinie, zarówno wobec partnerów życiowych, jak i dzieci. Dziś wiadomo już, że nie wolno lekceważyć przejawów okrucieństwa wobec zwierząt, gdyż bywa ono tzw czerwoną flagą: sprawcy okrucieństwa wobec zwierząt znajdują się w grupie bardziej predysponowanej do zachowań przestępczych wobec ludzi.  

I coś jeszcze: psi smalec nie jest elementem polskiej kultury i tradycji, to zwyczaj, którzy na ziemie Rzeczpospolitej przywędrował z Azji. Tu, za Wikipedią, macie nieco więcej: ”Na niektórych obszarach wiejskich w Polsce notuje się przypadki wytapiania z psów smalcu i wykorzystywania go przez medycynę ludową. Przed zabiciem zwierzę okładane jest kijem. Psi smalec ma być remedium na choroby skóry, choroby płuc czy gruźlicę. Według Doroty Sumińskiej zwyczaj spożywania psiego tłuszczu dotarł do Polski z Azji, a w XIX i na początku XX psi smalec był produkowany przez polskich Cyganów. Według Katarzyny Bychawskiej, psychologa zwierzęcego, przesąd o medycznych właściwościach tego tłuszczu bywa „głęboko zakorzeniony”. Współczesne doniesienia medialne o przypadkach wytapiania psiego smalcu w Polsce pochodzą z okolic Iłży (2007), okolic Częstochowy (2009), Podhala i Woli Radziszowskiej (2014). Obok smalcu, znane są przypadki wykorzystywania dawniej przez medycynę ludową w Polsce psiej śliny która miałaby leczyć czyraki oraz psich odchodów zmieszanych z wódką, jako leku na żółtaczkę.

Warto mieć na uwadze także i to, że dla istotnej części naszego społeczeństwa formą okrucieństwa wobec zwierząt jest wykorzystywanie ich do testów środków kosmetycznych oraz w celach medycznych. Coraz większa świadomość społeczna powoduje, iż wielu z nas pozostaje wiernym wyznawanym przez siebie wartościom, wszędzie tam, gdzie jako konsumenci mamy faktyczny wpływ na otaczającą nas rzeczywistość i możliwość, by z tego faktu skorzystać, czyli np. poprzez bojkotowanie wyrobów firm kosmetycznych testujących swoje produkty na zwierzętach.

Pies w kulturze Człowieka Zachodu vs. Pies na talerzu, czyli ”dążyć do dobra, unikać zła”

W tekście Why is CHINA hosting the World Dog Show 2019?jego autorka Sarah Antoinett słusznie zauważyła: ”Niektórzy sugerują, że to dobrze, że Chiny są gospodarzem World Dog Show 2019, ponieważ nauczy to Chińczyków wartości życia psa – że psy mają być wysoko cenione pielęgnowane (”umiłowane” to pierwsze tłumaczenie słowa ”cherished”) i szanowane, a nie skórowane i pieczone żywcem. Niestety ten sposób myślenia jest nietrafiony – Światowa Wystawa Psów w Chinach to sposób na zachowanie twarzy, nic więcej. To sposób na uciszenie międzynarodowej społeczności, która coraz bardziej otwarcie mówi o chińskim okrucieństwie wobec najlepszego przyjaciela człowieka. To dla okazja, by Chiny powiedziały: „Kochamy psy! Patrzcie, przecież nawet wyprawiamy im święto, fetujemy je (”celebrating”)! O czym mówicie?” Bezdyskusyjne jest również to, że gdyby decyzja o przyznaniu organizacji Światowej Wystawy Psów Rasowych, Chinom, została cofnięta, byłby to komunikat: „Dopóki nie zrobicie czegoś z brakiem przepisów o dobrostanie zwierząt i dokąd nie podejmiecie kroków w celu ochrony wielu z nich, poddanych haniebnemu okrucieństwo, nie pozwolimy na organizację tej wystawy”, Chiny definitywnie byłyby bardziej skłonne do zwrócenia uwagi i faktycznego, możliwego do wykonania, wdrażania takich praw. Na tę chwilę, przyznanie Chińczykom honoru zorganizowania WDS 2019 jest naszym sposobem na powiedzenie, że to powszechne okrucieństwo w ich kraju jest dopuszczalne.

Ale nie. Jeśli chcemy, aby to wstrętne, obrzydliwe okrucieństwo się skończyło, musimy się uaktywnić, coś powiedzieć. Musimy przypomnieć Chinom o korzeniach, czasie zanim komuniści przejęli ster, kiedy władcy Chin kochali i szanowali psy, tak dalece, że nakazywali swoim obywatelom robić to samo. Pod rządami komunistów okrucieństwo wobec psów rozprzestrzeniło się w całym kraju; pogarda dla nich jest powszechna, a podziemne organizacje regularnie szerzą propagandę, zachęcając do nienawiści wobec PSA. To jest chore, świadczy o zdeprawowaniu, jest demoralizujące i nie jest kwestionowane, nie jest przez nikogo skutecznie konfrontowane, nie ma przeciwko temu zorganizowanego oporu. Właśnie dlatego my w społeczności międzynarodowej musimy podnieść głos i mówić o tej sytuacji otwarcie.” Link do oryginalnego tekstu: https://skyespitfire.wordpress.com/2019/03/04/why-is-china-hosting-the-world-dog-show-2019/?fbclid=IwAR2TuTfjgxdKcMEm_bNPj7ArFZIVDgvpecD4O_iCOuerEvyVeByUmvbrHFE

”Addres an issue”, czyli do ”stylu uboju” dołącza tabu pokarmowe

Fejsbukowe dyskusyjki pokazują, że osoby biorące w nich udział i z największą gorliwością ”machające ręką” na oburzenie i pytania o moralność w kontekście uczestniczenia w WDS 2019, innych ‚grupowiczów’, mało wiedzą, za to bardzo dużo im się wydaje, ‚słabo idzie im myślenie’ i jak to z głupcami bywa, są bardzo pewne siebie. Chętnie, praktycznie zrównują stan prawny dotyczący zwierząt w Polsce z tym, co dzieje się w Chinach, ignorując przy tym różnice mówiące o tym, jak ”u nas” podchodzi się do barbarzyństwa wobec zwierząt, a jak się do niego podchodzi ”gdzie indziej”. Sposób ich ”argumentowania” każe sądzić, że ”w związku z tym, że (generalnie na świecie) są ludzie, którzy robią złe rzeczy, nie istnieje etyka, a w każdym razie nie trzeba nią sobie zawracać głowy”. Po drodze ludzie tacy posiłkują się zwyczajem okrutnego zabijania, poprzez wieszanie itp., w Hiszpanii, chartów, które ”nie sprawdziły się” na polowaniu i w ten sposób ”zhańbiły swoich właścicieli”, budując tą drogą narrację w w stylu: ”Na to okrucieństwo też nikt nie reaguje, nikt wystaw w Hiszpanii nie bojkotuje”. Jak gdyby tego rodzaju twierdzenia miały rozgrzeszać ”kolegów i koleżanki ze Związku”, którzy do Szanghaju (oraz Hiszpanii) pojadą i to szczekając w około, że ”kochamy pieski”, na przemian z ”przecież w Polsce jest tak samo”… Najwyraźniej w oczach osób ”mądrych inaczej”, w istocie coraz powszechniejsza w środowisku ”obojętność ludzi dobrych” rozgrzesza wszystkich ze wszystkiego.

I, w sumie, jak tym ”dobrym ludziom”, którzy tylko oglądają się na innych i z ulgą przyjmują, że ”oni też nic nie robią”, nie przyznać racji? Bo w końcu, jak bojkotować decyzję Fédération Cynologique Internationale dotyczącą powierzenia organizacji WDS 2020 Hiszpanii, w której wieszane są Galgo i Podenco, bo ”zhańbiły swoich właścicieli”, w ogóle jak pytać o tę decyzję i ”obrażać się na wystawę”, jeśli nie zbojkotowało się World Dog Show Shanghai 2019 za iście nieludzkie traktowanie przez Chińczyków niezliczonej ilości, i to najróżniejszych psów oraz kotów przeznaczonych na mięso? Jak nie pojechać na World Dog Show Madrid 2020 lub raczej: ”dlaczego nie pojechać?”, jeśli skala tego, co akceptowane przez pochodzące z 86 krajów organizacje współpracujące z FCI, poszerzona została już o festiwal psiego mięsa? Jak zmienić te potworne zwyczaje, powstrzymać zło, skoro powszechnie członkowie organizacji wchodzących w skład Fédération Cynologique Internationale, akceptują owe haniebne praktyki? Nie wymuszają przecież na Federacji zmian decyzji, którymi ta przyznaje krajom członkowskim, w których psy wiesza się za ”hańbę” właściciela lub jeszcze żywe wrzuca się do wrzątku, organizowanie najbardziej prestiżowych wystaw. Choć podobno wszystkim im chodzi o support dogdom and canine welfare worldwide thanks to a well-established ethics”… W Polsce katowanie, to bestialstwo, z jakim Chińczycy potrafią się obchodzić z psami i kotami, które przeznaczyli na mięso (oraz to, co robią hiszpańscy galgueros), uważane jest za przejaw patologii i to niezależnie o tego, kto i na jakim zwierzęciu się takiego bestialstwa dopuszcza. Dla takiego zachowania, jako przejawu bezdyskusyjnie bestialskiego okrucieństwa i zwyrodnienia, czujemy obrzydzenie. (Z pewnością znaczenie ma także fakt, że u nas dawno, dawno temu ubój publiczny został przeniesiony do rzeźni i nasze społeczeństwo nieprzywykłe jest do jego widoku.). Psychologowie i psychiatrzy także mają o tego typu bestialstwie dosyć jednoznaczne zdanie. Czy więc fakt, że patrząc na nagrania z chińskimi meat traders w akcji, kiedy chodzi akurat o psy (i koty) ma jakieś znaczenie? Oczywiście, że tak. I to nie, jak piszą ”mądrzy inaczej”, z powodu ”hipokryzji”. Po prostu, w naszym kraju akurat to psy, jak i koty są pokarmowym tabu.

Istnieje kilka teorii naukowych, które próbują wyjaśnić powstawanie i istnienie tabu pokarmowego, jedną z nich jest teoria strukturalistyczna. Za Wikipedią: według etnosocjologa Edmunda Leacha (Kultur und Kommunikation, 1974): ”z reguły niejadalne są zwierzęta, które albo uważa się za bardzo obce albo za bardzo bliskie człowiekowi. Leach porównał jadalność zwierząt do reguł obowiązujących w małżeństwie: blisko spokrewnione osoby obowiązuje tabu zaślubin i kazirodztwa. Odpowiednio zwierzęta, z którymi człowiek obcuje w swoim miejscu zamieszkania (psy, koty), są poddane tabu pokarmowemu. Brak pokrewieństwa oznacza zezwolenie na zaślubiny, a w przeniesieniu na pokarm jadalność dzikich zwierząt. „Bardzo daleki” związek wyklucza bliskie kontakty socjalne u ludzi, jak i jadalność zwierząt, które uważa się za „dzikie” i „obce”.

Co o pokarmowym tabu możemy przeczytać na stronach samej tylko Wikipedii? Wystarczająco dużo, by lepiej zrozumieć wielość tzw kontrowersyjnych aspektów WDS 2019, czyli chińskiej światówki: ”Z punktu widzenia fizjologii odżywiania psie mięso nadaje się do spożycia. Akceptację albo odrzucenie jego spożycia przez całe społeczeństwa albo pojedyncze grupy należy więc traktować jako pozyskane drogą kulturową. Ponieważ psy w Europie i w Stanach Zjednoczonych są ulubionymi zwierzętami domowymi, dyskusja o tym tabu albo o jego braku w niektórych krajach prowadzona jest bardzo emocjonalnie. Podczas mistrzostw świata w piłce nożnej 2002 doszło do międzynarodowych protestów przeciwko spożywaniu psiego mięsa w Korei. Jedną z najbardziej znanych przeciwników była aktorka i aktywistka ochrony zwierząt Brigitte Bardot, która określiła to „barbarzyńską moralnością”, przez co zarzucono jej rasizm”.

Pamiętajmy: tabu pokarmowe to, jak klarownie tłumaczy (ponownie) Wikipedia:istniejący w określonych grupach społecznych lub kulturowych świadomy zakaz spożywania pokarmu pochodzenia roślinnego lub zwierzęcego, który jest jadalny z punktu widzenia fizjologii trawienia. (…) Nie jest znane tabu pokarmowe, które byłoby akceptowane we wszystkich kulturach. (…) W wielu przypadkach tabu nie jest utrwalone pisemnie, posiada mimo to moc zakazu wiążącego określoną grupę”.

(”Na świecie Chińczycy wyróżniają się najmniejszą liczbą zakazów pokarmowych – w Europie Francuzi.”)

Zwierzęta domowe, które w pewnym sensie uważane są za część rodziny i które są rozpieszczane, antropolodzy tacy jak Harris nazywają „zwierzętami kanapowymi” w odróżnieniu od zwierząt gospodarczych, jak bydło czy świnie. W Europie i Stanach Zjednoczonych „zwierzęta kanapowe”, jak psy czy koty, traktowane są jako niejadalne. (…) Według Harrisa tabu pokarmowe dotyczące psiego mięsa jest następnym przykładem analizy kosztów i zysków: na Zachodzie nie jada się psów, nie dlatego, że są lubiane, tylko dlatego, że posiadają wiele innych zdolności, z których człowiek korzysta. Stąd jest to dla człowieka nieekonomiczne źródło mięsa. Sytuację w Chinach Harris tłumaczy hipotezą, że zjada się tam psy ze względu na to, że zawsze brakowało Chińczykom innego mięsa. Poza tym pożytek z psa jako towarzysza człowieka jest jego zdaniem w Chinach mały, gdyż jednostce wystarcza towarzystwo miliarda ludzi w tym społeczeństwie.

Dla większości Europejczyków, jak i dla Amerykanów, spożywanie psa jest tabu. W języku polskim mięso z psa określane bywa psiną; termin odnotowany został przez słownik Doroszewskiego i jest wykorzystywany przez współczesne media, choć nie został odnotowany w Słowniku Języka Polskiego PWN. W Unii Europejskiej ubój psów i handel ich mięsem są zabronione od 1986 r. W Szwajcarii handel jest co prawda zabroniony, ale nie ubój dla prywatnego użytku. W tamtejszych mediach pojawiają się wiadomości o spożywaniu psiego mięsa i nie są to bynajmniej pojedyncze przypadki. Miłośniczka zwierząt Edith Zellweger podawała kilkakrotnie w swoich wywiadach przykłady spożywania, jak i nielegalnego handlu. Kilogram psiego mięsa ma kosztować około 25 franków szwajcarskich. Jej zdaniem psy i koty spożywa się nie tylko w pojedynczych kantonach, ale w całej Szwajcarii. Dziennikarz Markus Rohner publikował swoje wywiady z ludźmi jedzącymi psy, najczęściej mieszkańcami wsi. Poza tym nabywcy psiego mięsa mają także pochodzić z Niemiec. Zdaniem Dorothei Beutling, profesor z Instytutu Higieny Mięsa (FU Berlin Wolny Uniwersytet Berliński), psie mięso jest konsumowane w dużych ilościach w niektórych krajach Europy wschodniej, przede wszystkim w Rumunii, ale znane są też nieoficjalne, nielegalne przypadki ze Słowacji jak i z Polski: Dziennikarze „Gazety Wyborczejpowoływali się w 1995 na wypowiedź inspektora Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami w Jaworznie o rodzinach z tego miasta, jedzących psie mięso od pokoleń.”

Oficjalne statystyki z czasów Cesarstwa Niemieckiego potwierdzają ubój psów, który był rejestrowany w ten sam sposób jak ubój innych zwierząt użytkowych. Przed I wojną światową spisywano rocznie ok. 7000 przypadków ubić psów, przy czym dochodziło do licznych nielegalnych ubojów. Statystyki wskazują na regiony z najwyższymi liczbami ubić jak Saksonia, Turyngia i Śląsk. W Chemnitz istniała rzeźnia tylko dla psów i kilka gospód, w których podawano psie mięso. […] Szczególnie ceniony jako regionalny przysmak był tatar z psiego mięsa(…). Niemiecki przepis prawny dotyczący kontroli mięsa z lat 40. zalicza psy do zwierząt rzeźnych.

Znowu w szkole, czyli powtórka z pojęć

Wystawa w Szanghaju budzi, jak to się dziś ładnie mówi: ”kontrowersje”. Dla wielu z nas decyzja o tym, by, pomimo braku prawa, które zakazałoby bestialskiego traktowania psów i kotów (zwierząt w ogóle) ”lądujących na talerzach”, honorować Chiny przyznaniem im przez Fédération Cynologique Internationale, organizacji bardzo prestiżowego kynologicznego wydarzenia, jest co najmniej ”moralnie wątpliwa”. Tym bardziej, iż FCI wszem i wobec głosi, że jako organizacja ma na uwadze ”dobro psów”. Organizacja, która ”was created on May 22nd, 1911 with the aim to promote and protect cynology and purebred dogs by any means it considers necessary”, czyli ”powstała 22 maja 1911 r. w celu promowania i ochrony kynologii, i psów rasowych dowolnymi środkami/w dowolny sposób, który uzna za potrzebny/ konieczny/ niezbędny/ nieodzowny”… Hm… Co więc z tymi wszystkimi psami i to, żeby jeszcze straszniej było, często rasowymi psami, które tak potwornie są w Chińskiej Republice Ludowej, kraju organizatora WDS 2019, traktowane? Treść dysek i rozmówek o WDS 2019 na fejsbukowych grupach kynologicznych członków i sympatyków ZKwP, mrozi krew w żyłach, gdyż ludzie, mówiąc wprost, najgłupsi mają w nich do powiedzenia najwięcej. Może to dlatego, że nawet ci, którzy czują głęboki wewnętrzny sprzeciw, by ”siedzieć cicho i nic nie mówić” nie umieją swoich myśli wyrazić? Podczas, gdy ”koledzy i koleżanki ze Związku” (i to ci, którzy oficjalnie są tacy ”przeciwni okrucieństwu wobec zwierząt”!) ignorują fakt, że w Chinach psy się zjada (i to rasowe psy, a przedtem bestialsko się je zabija) i nawet komentują ”szum” wokół WDS 2019 tekstami w rodzaju ”Ile można w kółko o tym samym?” Może nie umieją przekazać dlaczego są oburzeni, co powoduje, że na samą myśl o tym, że Fédération Cynologique Internationale zdecydowało, by tę wystawę organizować w Chinach, wszystko się w nich gotuje? Co powoduje tę ”ułomność”? Niewystarczający zasób słów, brak zrozumienia podstawowych pojęć? To wina reformy edukacji sprzed prawie dwóch dekad? Czy jeszcze coś innego? Może panujący w ZKwP ”klimat”?

Moi drodzy, uporządkujmy sobie parę spraw, nim pójdziemy dalej, tym bardziej, że jak mówi nam, w rozdziale drugim ”Cele i środki działania Związku”, Statut Związku Kynologicznego w Polsce,Związek realizuje swoje cele” min. przez czuwanie nad przestrzeganiem ogólnych zasad etycznych przez członków Związku”. A co to znaczy ”przestrzeganie ogólnych zasad etycznych”? Sprawdźmy znaczenie słowa ”ogólny”, nim przejdziemy do ‚zasad etyki’. Tak więc, za słownikiem PWN: wyraz ”ogólny” oznacza: ”dotyczący ogółu osób, obejmujący całokształt czegoś, odnoszący się do wielu podobnych przedmiotów, zjawisk, składający się ze szczegółów” -bez zaskoczenia, można powiedzieć, że sformułowanie ”ogólne zasady etyczne”, to po prostu ”zero konkretów”.

Zróbmy kolejny krok: Wikipedia ponownie służy pomocą: ”Zasady etycznew odróżnieniu od moralnych są ogólnymi, filozoficznymi twierdzeniami, wynikającymi z danego światopogląduprzyjętego systemu pojęciowego (w niektórych wypadkach również religijnego). Na ich bazie można tworzyć konkretne nakazy i zakazy moralne. Często zdarza się tak, że różne zasady etyczne prowadzą do tych samych zasad moralnych.” -Ok, odnieśmy powyższe do treści Statutu stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce. Pamiętamy wymyślone przez członków stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce ”zaświadczenia o leczniczym kopiowaniu uszu”, co za tym idzie, wniosek, który się nasuwa wydaje się być oczywisty: jeśli ktoś nie czuje ”winy”, nie ma tzw poczucia winy, nie poczuwa się do winy w związku z tym, że postąpił w określony sposób, nie ma sensu mówienie mu o ”ogólnej etyce”, bo w takim kimś nie ma… Powiedzmy, że w kimś takim nie ma ‚żyznej gleby’, by te ”ogólne zasady” w nim ‚zasadzić’. Taki ktoś jest ”jałowy”, w nim te ”ogólne zasady” się nie przyjmą. W kimś takim nie można ”zasadzić sumienia”.

Idźmy dalej: etyka to ”dział filozofii zajmujący się badaniem moralności i tworzeniem systemów myślowych, z których można wyprowadzać zasady moralne. Etyka bywa też nazywana filozofią moralną.Cywilizacja łacińska, nazywana także cywilizacją Zachodu, ukształtowała się w Europie. Z czasem ten typ cywilizacji objął również takie tereny, jak obie Ameryki, Australię i Nową Zelandię. Szczegółowe analizy cywilizacji Zachodu przeprowadzili; Feliks Koneczny, Oswald Spengler, Arnold Tynbee i Samuel Huntington. Jak pisał Koneczny: Nie może istnieć etyka powszechna, skoro każda cywilizacja ma swoją własną. Ogólnoludzki trzon etyczny zawiera zaledwie cztery punkty. Powszechnie potępia się kradzież, cudzołóstwo, zdradę swego zrzeszenia, tudzież brak czci względem rodziców i starszych w swym zrzeszeniu”.

Ponownie za Wikipedią: ”Według Feliksa Konecznego cywilizacja łacińska opiera się na greckiej filozofii, rzymskim prawie i etyce chrześcijańskiej. Jako jedyna łączy wszechstronny rozwój kategorii prawdy, rozumiany jako metodyczne dochodzenie do poznania obiektywnej prawdy z kategorią dobra, opartą na podporządkowaniu życia społecznego etyce, będącej zbiorem norm postępowania przyjętym przez społeczeństwo. Dzięki temu cywilizacja łacińska mogła jako jedyna z obecnie istniejących cywilizacji stać się personalistyczną w przeciwieństwie do pozostałych cywilizacji, będących cywilizacjami gromadnościowymi. Cywilizacja łacińska wytworzyła pojęcie państwa, etyki i prawdy. Prawo jest tworzone na podstawie norm etycznych i moralnego prawa naturalnego, dzięki czemu możliwy jest rozwój moralności”.

W książce ”Państwo i prawo w cywilizacji łacińskiej”, Feliks Koneczny pisał tak: ”To pewne, że etyka jest wcześniejsza od prawa, gdyż towarzyszy najprymitywniejszym nawet związkom zrzeszeń ludzkich w samym ich zaraniu. Moralność nie z uczuć wypływa (…), lecz z pojęć, a jakieś pojęcia o moralności istnieją od samych początków życia zbiorowego. Ani nawet najdrobniejsze zrzeszenie nie zdołałoby się utrzymać, gdyby w nim nie było pojęć dobra i zła, gdyby w niem nie było zgody na to, co uważać za godziwe, a niegodziwe, chociażby zrazu miały rozstrzygać o tym względy utylitarności*. Abstrakcyjne pojęcia moralności mogą się z początku ograniczać do niektórych tylko, a ciasnych dziedzin życia, lecz jakieś muszą istnieć i stanowić źródło norm postępowania. Sama możliwość etyk rodowych, naturalnych, świadczy o ich starszeństwie względem prawa. W naturalnej kolei rzeczy, etyka wyprzedza prawo, a prawo ma być tylko pieczęcią na postulatach etycznych, wiadomych już uprzednio. Gdy prawo nie kroczy śladami etyki, powstaje jej dwoistość. Tego nie zniesie na dłuższą metę żadne zrzeszenie, lecz skaże samo siebie na upadek w rozkładzie, z coraz większą utratą walorów moralnych. Natomiast nie da się nigdy prawa przemienić w etykę. Etyka nie może być zawisłą od prawa, jakie obowiązuje gdzieś w danej chwili. Albo jest prawa przodowniczką, albo całkiem dla prawa nie istnieje.

*Utylitaryzm to (za Wikipedią): ”postawa zwana też filozofią zdrowego rozsądku, kierunek etyki zapoczątkowany w XVIII wieku, według którego to, co jest pożyteczne, jest dobre, a miarą słuszności postępowania jest użyteczność jego skutków”.

Quincunx to pojęcie z historiozofii Feliksa Konecznego: pięciomian bytu, czynnik cywilizacjotwórczy. ”Łączy pięć kategorii: dobro, prawdę, zdrowie, dobrobyt, piękno. Feliks Koneczny w swoich badaniach poszukiwał formuły lub czynnika opisującego wszystko co ogólnoludzkie, łączącego dzieła bytu materialnego i moralnego, istniejącego we wszystkich cywilizacjach i kulturach we wszystkich epokach. Wyróżnił pięć kategorii bytu – w sferze duchowej (wewnętrznej) to dobro i prawda, (przyrodzona i nadprzyrodzona), w sferze cielesnej (zewnętrznej) to zdrowie i dobrobyt. Za sferę łączącą kwestie ducha i ciała uznał piękno. Łącznie tym pięciu kategoriom bytu nadał miano quincunx”.

Dlaczego chciałam, abyście sobie powtórzyli te pojęcia (i w głębi duszy mam nadzieję, że poszperacie sobie przynajmniej w Wikipedii, by dowiedzieć się jeszcze więcej lub przypomnieć sobie to, o czy zapomnieliście)? Bo teraz poczytamy sobie to:

”INTERNATIONALE – MANIFESTO OF THE CENTENARY. For the welfare of dogs”. (November 2011). Wiecie: ”Manifest z okazji setnej rocznicy utworzenia Fédération Cynologique Internationale. Dla dobra psów”…

No, to fru: ”On the occasion of its Centenary Year, the Fédération Cynologique Internationale does confirm its mission across the globe: to preserve the health of dogs and to promote the relations between dog and man thanks to its international activities.” –Z okazji obchodów swojego stulecia, Fédération Cynologique Internationale potwierdza swoją misję na całym świecie: zachowanie zdrowia psów i promowanie powiązań/relacji między psem a człowiekiem dzięki międzynarodowej działalności” -Dobre! Samozwańczo FCI potwierdza ”misję”, której nikt tej Federacji nie powierzył, jej twórcy ją sobie sami ”powierzyli”. (FCI to nie jakaś ”rządowa organizacja”). A, i ta ”misja” rozciąga się ”na cały świat”, acha… I co tam jest dalej? Że ”preserve the health of dogs”, czyli chodzi im o ‚zachowanie zdrowia psów’, hm… Wszystkie te krótkopyskie potworki oraz np. kuriozalnie oskórzone Mastino Neapoletano czy inne karykatury są tego pragnienia żywymi dowodami… A w kontekście WDS 2019 faktycznie nabiera to sensu od strony, o której nigdy przedtem nie myślałam, w końcu lepiej żeby ludzie się nie potruli… I chcą ”promote the relations between dog and man” -Hmm… Podobno najlepiej jest ”zacząć zmieniać świat” od siebie. Może ci tzw ”decyzyjni” w FCI, powinni więcej uwagi poświęcać temu co dzieje się z psami już wyhodowanymi przez członków Federacji, której szefują, hmm? Szczególnie z tymi psiakami, które zostają sprzedane bezpośrednio do Chin albo ”jakoś” tam trafiają… Może członkowie FCI powinni np. zwracać większą uwagę na ‚utrzymywanie relacji’ ze swoimi ”psimi dziećmi”, które bezpośrednio albo ”jakoś” lądują w Chinach, co?Thanks to its international activities.” -no właśnie! Niech nie tylko sprzedają swoje ”psie dzieci” ”jakoś” albo bezpośrednio do Chin, ale niech też je odwiedzają i sprawdzają jak im się żyje. Co rusz jakaś wystawa jest tam pod patronatem FCI organizowana, co za problem? A jak to jest problem, bo ”daleko”, ”drogo”, ”trudno” albo coś w ten deseń, to może nie należy sprzedawać tam ani bezpośrednio, ani ”jakoś” jeszcze więcej psów? ”Through its 86 members and contract partners (one member per country), it cares about the welfare of all dogs worldwide. -”Za pośrednictwem 86 członków i partnerów (z każdego z tych krajów tylko jedna organizacja może należeć do FCI), dba o dobro wszystkich psów na całym świecie” -Tupeciarze! To już jest zuchwałość granicząca z bezczelnością! A może wcale nie? Po prostu wiadomo już kto odpowiada za to, że się psom na świecie krzywa dzieje. (Powinni jakoś ten kawałek ”uaktualnić”, pamiętajcie kto chciał norweski Klub wywalić za otwarte zniechęcanie swoich członków do udziału w chińskiej światówce…) ”Na całym świecie” -w tych Chinach to im słabiutko idzie. ”The FCI considers health, temperament and behaviour to be the essential points to reach this welfare and it promotes dog activities and dog sports which it considers beneficial to the dogs.” -”FCI uznaje, że zdrowie, temperament i zachowanie są kwestiami kluczowymi, dla osiągnięcia tego dobrobytu i promuje psie aktywności oraz sporty dla psów, które uważa za korzystne dla psów.” Hmm… ”welfare”... Ta… Te klatki pełne psów w rzeźniach, psiaków oczekujących na swoją kolej do wrzątku, no, to faktycznie jest jakaś aktywność, jak się taki pies szarpie, nim go jeden z drugim barbarzyńcą skatują, dla ”lepszego smaku mięsa”… ”These visions and values, re-confirmed this year 2011, one hundred years after the FCI foundation, are supported by the FCI statutory goal.” -”Te wizje i wartości, ponownie potwierdzone w tym 2011 roku, sto lat po utworzeniu FCI są wspierane przez cel statutowy FCI”. ”Wizje”? Raczej ”majaki”. ”Wartości” -błagam… ”Fajnie”, napisali sobie coś tam, a potem sobie napisali, że to coś tam, potwierdzają. Dalej są nudy, nudy, nudy, ale to zdanie jest niezłe: ”One of its tasks is to support dogdom and canine welfare worldwide thanks to a well-established ethics, the ever increasing scientific research and the non-profit exchange of cynological information.” -”Jednym z zadań jest wspieranie świata psów i psich miłośników/ entuzjastów oraz dobrostanu psów (szerzenia idei takiej ”opieki społecznej” dla psów, by się o psy troszczono) na całym świecie, dzięki ugruntowanej etyce, wciąż idącym do przodu naukowym badaniom i niekomercyjnej wymianie informacji kynologicznych.” Dzięki ”well-established ethics”, takiej ”dobrze rozwiniętej”, ”ugruntowanej”, uwaga: ”etyce”. No, te ”złote karty” dla delegatów FCI dają do myślenia. Ciekawe jak delegaci się o nich ustosunkują. Tyle szmalu, który można wykorzystać, by rzeczywiście zmienić psią codzienność w Chinach

Tak więc, co ci wszyscy ”kynolodzy” z FCI, którzy ”przybili piątkę” chińskiemu festiwalowi psiego mięsa w Yulin w prowincji Shaanxi, nie postrzegając go jako wystarczającego powodu, by nie przyznawać Chinom WDS 2019, mają na myśli, gdy w swój manifest wpisują słowo ”etyka”? O jaką etykę im chodzi? Wiecie już dlaczego należy to pytanie wypowiedzieć i dlaczego odpowiedź na nie jest ważna. To jest kluczowa kwestia (Szczególnie, gdy pamiętamy o tych ”złotych kartach”). Tzw kynolodzy z FCI coś mówią, coś piszą i na coś się powołują. W obecnych warunkach, w świetle decyzji o przyznaniu zorganizowania światowej wystawy psów w 2019 roku, Chinom, ‚pogrożeniu palcem’ przez FCI norweskiemu NKK, zasadne jest pytanie o jakiego rodzaju ”etyce” ci ludzie mówią?

Zatrzymajmy się w tym miejscu na moment, ”złapmy oddech” i jak to się mówi ”pochylmy się” nad zagadnieniami dotyczącymi etyki, jako takiej. Jako organizacja FCI (tak samo jak ZKwP) odwołuje się (przynajmniej w teorii) najprawdopodobniej do cywilizacji łacińskiej nie precyzują o jaką etykę im chodzi, ale też dlaczego mieliby odnosić się do etyki innej niż ta wytworzona w cywilizacji łacińskiej? Etykę, którą znamy, ten nasz zbiór norm postępowania przyjęty przez społeczeństwo w naszej kulturze? Ten nasz zbiór zasad, ów ”ogół zasad etycznych” różni się od tego przyjętego np. w cywilizacji chińskiej. W Państwie Środka nie rozwinęły się wszystkie kategorie quincunxa. Tam uformowała się moralność, jako system filozoficzno-moralny konfucjanizmu oraz system filozoficzno-religijny taoizmu. Konfucjanizm mówi, iż (za Wikipedią) ”zbudowanie idealnego społeczeństwa i osiągnięcie pokoju na świecie jest możliwe pod warunkiem przestrzegania obowiązków wynikających z hierarchii społecznej oraz zachowywania tradycji, czystości, ładu i porządku”. (”Dokładne określenie, czy konfucjanizm jest religią, czy filozofią jest trudne. Według europejskich kryteriów jest to mieszanka pojęć religijnych, społecznych, ekonomicznych, etycznych i obyczajowych tworzących spójny, choć nie do końca zdefiniowany światopogląd.) Taoizm natomiast głosi (za słownikiem PWN): ”duchowo-materialną jedność świata, manifestującą się w harmonii wszelkich zjawisk zachodzących w świecie, nazywanej wieloznacznym terminem dao. Według taoizmu celem mędrca jest poznanie dao, dzięki któremu nabywa się cnotę (de), pozwalającą na spontaniczne przestrzeganie zasady wu-wei, czyli niesprzeciwiania się naturalnemu porządkowi rzeczy panującemu w przyrodzie i społeczeństwie. W przeciwieństwie do konfucjanizmu taoizm kładł nacisk na wolność, spontaniczność i sceptycyzm wobec wszelkich konwencji, a intelektualno-kontemplacyjną postawę stawiał wyżej niż konwencjonalną naukę. Kontynuacją klasycznego taoizmu był neotaoizm filozoficzny, rozwijający się od początku naszej ery. Ten nurt myśli chińskiej miał charakter synkretyczny, łączył refleksję nad klasyczną myślą taoistyczną z dociekaniami dotyczącymi kosmicznych pierwiastków yin-yang. Taoizm jako religia (dao jiao) zaczął rozwijać się na przełomie II i III w. n.e., z połączenia wcześniejszej myśli filozoficznej z ludowymi wierzeniami i praktykami magicznymi, obejmującymi m.in. opartą na dualistycznej koncepcji yin-yang alchemię, dążącą do znalezienia eliksiru długowieczności, oraz różnego rodzaju praktyki lecznicze i wróżbiarskie, a także wiarę w duchy, demony i bóstwa.

Jako że to blog o psach, pozwólcie moi drodzy, że na tym wycinku dotyczącym różnic w tzw normach postępowania, poprzestanę. Wyraźnie je jednak zaznaczając i wskazując Wam gdzie możecie szukać informacji, które pomogą Wam min. jeszcze głębiej zrozumieć aspekty, w których wartości, które oficjalnie kierować mają FCI, ‚nie kleją się’ z np.. decyzją Federacji o przyznaniu WDS 2019, Chinom a WDS 2020, Hiszpanii. Liczę, że doczytacie sobie korzystając z np. dobrodziejstw internetu, znacznie więcej. Warto. Zagadnienia związane z cywilizacjami są fascynujące. A poza tym nie zaszkodzi wiedzieć więcej o świecie, prawda?

Wróćmy teraz do treści manifestu: ”Under any circumstances, the welfare of the dogs must be of the utmost priority in a context of fair-play principles and humanitarian objectives where any form of discrimination is strictly forbidden (Statutes, art.2-3-4).W każdych okolicznościach dobro psów musi być najwyższym priorytetem w kontekście zasad fair play i celów humanitarnych, jakakolwiek forma dyskryminacji jest surowo zabroniona (Statut, art.2-3-4). Jeszcze raz, tylko POWOLI: W każdych okolicznościach dobrobyt/dobrostan psów musi być najwyższym priorytetem w kontekście zasad fair-play i ‚humanitarian objectives’ czylihumanitarnych celów‚, hm… ”Humanitarnyoznacza: ”mający na celu dobro człowieka, poszanowanie jego praw i godności oraz oszczędzenie mu cierpień; też: mający na celu dobro zwierząt” – Od lat przeginali z tym wszystkimi krótkopyskimi potworkami, które wyglądają, jakby w pełnym rozbiegu uderzyły w ścianę i tak też oddychają, jak ofiary ciężkich wypadków, ale przy okazji WDS 2019 przekroczyli wszelkie granice. Tam jest napisane, że to ”dobro psów” ma być, powiedzmy, że ‚stawiane przed’, niech będzie: ‚satysfakcją’ ich właścicieli, – rzadko brak mi słów, ale tym razem brak mi słów… Naprawdę, powinni wrzucić tam jakąś aktualizację, po tym jak potraktowali Norwegów, bo nie daje się tego czytać… O! Patrzcie co jest dalej: ”This utmost care about welfare implies that any member or contract partner can refuse to (re)-register in its studbook a dog suffering from hereditary defects or featuring defects which go against the Article 2 of the statutes or a dog which does not comply with the rules of selection defined by the member or contract partner in question (Standing Orders, art.8, point 5).” – Ta najwyższa troska o dobrostan oznacza, że każdy członek lub partner może odmówić zarejestrowania lub ponownego zarejestrowania w swojej księdze hodowlanej psa cierpiącego z powodu wad dziedzicznych lub posiadającego wady niezgodne z art. 2 statutu lub psa niespełniającego kryteriów dotyczących selekcji definiowanych przez danego członka lub partnera kontraktowego (zlecenia stałe, art.8, punkt 5). Widzicie? ”Może”, ale ”nie musi”… Niby chodzi o ”dobro psów”, ale gdzieżby oni śmieli narzucać tzw hodowcom, wydającym rodowody z oznaczeniami FCI, jakieś ”standardy” i ”wymogi”! To by ”ograniczało wolność i swobodę” tzw hodowców! Efekty są jakie są…

Wybaczcie, ale dalszą część tego manifestu sami możecie sobie ”przetrawić” (całość dostępna jest w jako pdf, wystarczy wpisać w wyszukiwarkę ”FEDERATION CYNOLOGIQUE INTERNATIONALE – MANIFESTO OF THE CENTENARY For the welfare of dogs”), tym bardziej, że nie jest to zbyt długi tekst. Mnie szkoda jest nerwów, żeby dłużej się tym pełnym hipokryzji bełkotem zajmować. Popatrzcie po prostu na wzorce niektórych ras, porozmawiajcie sobie z lekarzami weterynarii, z posiadaczami psów niektórych ras… Pomyślcie o ”tle” WDS 2019 i WDS 2020, przeczytajcie stanowiska niektórych z klubów należących do FCI (na początku tego tekstu znajdziecie linki) i wszystko będzie dla was jasne.

Jeżeli mieliście jakiekolwiek złudzenia co do tego, czy dzisiejsze organizacje kynologiczne kierują się ”moralnymi zasadami” albo też jak te ”moralne zasady” rozumieją w praktyce, to już może przestać się łudzić, wiecie już jak jest.

To oczywiste, że w tych organizacjach jest wielu zapalonych, autentycznych miłośników psów, którzy na bieżąco przyswajają sobie najświeższe informacje ze świata nauki, by być coraz lepszymi hodowcami i mieć coraz zdrowsze i szczęśliwsze psy, ludzi po prostu psy kochających i posiadających zasady – oni są tacy dlatego, że taki mają charakter, taką mają potrzebę serca. I sprzeciw tych ludzi wobec decyzji FCI, jest najlepszym na to dowodem. Ale i oni, na dłuższą metę, przynajmniej na razie, niestety także funkcjonują w tych organizacjach…

Paralela

To, o czym dziś Wam piszę, budzi we mnie wiele emocji i …obrzydzenia. Także dlatego, że ”przykład ze świata kynologii”, nie odnosi się i nie ogranicza jedynie do ”świata kynologii”… Chodzi min. o sposób myślenia (albo raczej jego brak), który przy okazji ”przykładu ze świata kynologii” obnażył marność co poniektórych z tzw kynologów po prostu jako ludzi. Marność tych, którzy co rusz trzepią ozorami i/lub klikają na fejsbuku o tym, jak to ”kochają psy” i ”chcą dla nich jak najlepiej”. Jak ”uważnie selekcjonują” przyszłych posiadaczy wyhodowanych przez siebie psiaków, na okrągło ”ostrzegają” innych przed ”pseudohodowlami”, udostępniają posty o przypadkach skandalicznych zaniedbań, pod którymi zamieszczają komentarze, z których wynika, że oni sobie ”nie wyobrażają, żeby”, oni ”nigdy”, jakie to ”straszne” itp. itd., Którzy opowiadają/piszą o ”bataliach”, które przeszli, gdy odkrywszy, iż nowy właściciel nieodpowiednio traktuje ich ”psie dziecko”, postanowili psiaka odebrać. Ludzi epatujących swoim ”obrzydzeniem” dla ”znęcania się nad zwierzętami”, ”uwrażliwiających” znajomych, że ”Nie należy strzelać w sylwestra! Bo to potwornie stresuje naszych domowych psich i kocich przyjaciół oraz zwierzęta dzikie i wolno żyjące”. Ludzi warczących na ”sprzedaż żywych karpi” w okolicach Świąt Bożego Narodzenia itp. A wszystko to szczególnie na fejsbukowych profilach i kynologicznych grupach tematycznych, poprzez które z tymi osobami kontaktują się klienci na szczenięta…

Moi drodzy, co do tej chińskiej ”światówki”, jak i tego smętnego AMDA, czyli COPA MUNDIAL EL DOGO ARGENTINO EN CHINA, mam jeszcze jedną uwagę, która moim zdaniem powinna otworzyć oczy nawet najgłupszym i najbardziej zepsutym ”kynologom”, z którymi możecie mieć okazję mieć interakcje. A jeśli nie im, to może przynajmniej osobom, które zamierzają nabyć rasowego psa z rodowodem uznawanym przez Fédération Cynologique Internationale (FCI). W życiu trzeba umieć oceniać ludzi. Rozliczać ich z tego na ile to, co mówią, potwierdzają ich czyny. Przyznaję, że obawiam się czy paralela, którą się posłużyłam ma szansę trafić do ”najgłupszych i najbardziej zepsutych”, skoro dziś ”modnie jest” płakać nad karpiem, ale nad dzieckiem już nie tak bardzo, ale zaryzykuję, bo uważam, że warto:

„Kochać psy i „być kynologiem”, i zawieźć swoje psy na chińską wystawę, to tak, jak mieć dzieci, „kochać je i życzyć im, żeby im dobrze w życiu szło” i być „wrażliwym na krzywdę” wszystkich dzieci, tak „ogólnie”. I jednocześnie, wiedząc, że ktoś inny, niech będzie, że ‚szef’, też ma dzieci, ale nie traktuje ich dobrze, że po prostu się nad nimi znęca, że w piwnicy ma specjalną salę tortur, w której swoje dzieci ‚oprawia’, nie tylko „nic z tym nie zrobić”, ale jeszcze zabrać własne dzieci do domu tego ‚szefa’, na ‚ważną uroczystość’. Zabrać je tam, bo zostało się połechtanym zaproszeniem ‚szefa’ do jego domu. Bo będą na tej ‚uroczystości’ inni „ważni” ludzie i żeby dzieci mogły „poznać wpływowe osoby”, zobaczyć jak dobrze się ‚szef’ urządził, jaki ma dom, w jak prestiżowej dzielnicy… I przede wszystkim: ŻEBY DZIECI POZNAŁY ‚SZEFA’. I dobrze się bawić na tej imprezie, wiedząc, że własne dzieci naraziło się na kontakt ze zwyrodnialcem… nie myśląc o dzieciach ‚szefa’ w sali tortur….

Nie można „kochać dzieci” i jednocześnie nie czuć odrazy do kogoś, kto się nad dziećmi znęca!

Stwierdzenie „kocham moje dzieci” i przedstawianie ich zwyrodnialcowi, się „nie dodają”. Nie ma PRAWDY w tym działaniu i nie ma w nim MORALNOŚCI. Szukanie wymówek, by „nie mieszać się do spraw ‚szefa'”, który się nad swoimi dziećmi znęca i po prostu iść na imprezę, udawanie, że skoro Kowalski z Iksińskim też udają, że się nic złego w piwnicy ‚szefa’ nie dzieje, to można mieć „czyste sumienie” (tym bardziej, że impreza odbywa się na poziomie zero a nie w piwnicy), mówienie „to taka kultura, tam bije się dzieci”, nie sprawią, że zabranie „ukochanych” dzieci do domu zwyrodnialca będzie czynem moralnym.

Czytałam wypowiedzi niektórych z Członków Związku Kynologicznego w Polsce na liczącej pond 15 tysięcy członków, grupie i jestem zniesmaczona (kolejny raz) niskim poziomem porażającej większości tych ludzi (prawie 20 tysięcy członków grupy a komentarzy pod postem na temat WDS 2019, raptem 38…). Tym, że oni nawet nie rozumieją, że ich „światopogląd” się w ogóle nie klei, że oni są wewnętrznie „disconected”. Ja wiem, że filozofia nie jest mocną stroną wielu z dzisiejszych „kynologów”, ale mimo wszystko, myślenie naprawdę nie boli. Przyzwoitość nie boli na pewno.

Tylko ludzie bez honoru pojadą na światówkę do Chin.” -Czy pytanie o ”normy moralne” w ZKwP ma sens?

Jak wyjaśnia nieoceniona Wikipedia: ”Honor to postawa, dla której charakterystyczne jest połączenie silnego poczucia własnej wartości z wiarą w wyznawane zasady moralne, religijne lub społeczne. Naruszenie zasad honoru przez siebie lub innych odbierane bywa jako „dyshonor” lub „hańba” (…). Honoru nie wystarczy zadeklarować, podlega on udowodnieniu w sytuacji, która pozwala na weryfikację według norm moralnych danej społeczności. Nie ma się więc honoru jako cechy immanentnej istniejącej niejako z założenia, która podlegałaby późniejszemu potwierdzeniu (lub też utracie). To, czy ktoś jest honorowy, można stwierdzić dopiero na podstawie oceny jego zachowania (w sytuacji, w której dana osoba udowadnia czynem deklarowane przez nią wartości, zdając w pewnym sensie „praktyczny egzamin z honoru”). Równocześnie oznacza to, że pojęcie honoru jest subiektywne i silnie osadzone w kulturze i epoce.

W przedwojennej Polsce istniało pojęcie ”zdolności honorowej” – były osoby zdolne do żądania i dawania satysfakcji honorowej a niektórzy uważani byli za osobników bez zdolności honorowej i z takimi człowiek przyzwoity się nie pojedynkował. Władze Fédération Cynologique Internationale zdecydowały się na krok… Powiedzieć, że osoby za ten ruch odpowiedzialne, ”nie mają zdolności honorowej”, to jak nic nie powiedzieć.

Podtytuł Tylko ludzie bez honoru pojadą na światówkę do Chin. zapożyczyłam z wypowiedzi jednej z członkiń ZKwP, pani, która bardzo krótko i zwięźle przedstawiła swój pogląd na temat chińskiej wystawy. Reakcja na jej wypowiedź sprawiła, że uznałam, że warto przypomnieć znaczenie słowa ”honor” (co też zrobiłam powyżej). W końcu, kiedy ograniczone panienki w swoim mniemaniu ”kasują” ”współdyskutantów” tak, jak ta Żółta od ”do czego służy honor” (ona zapewne się nim podciera) nie należy lekceważyć ich ograniczeń.

A propos

Gdy „dziś” słyszę lub czytam o „przedwojennej tradycji” w Związku Kynologicznym w Polsce, takie teksty odbieram, jako próbę manipulacji. Uważam, że jest rażącym nadużyciem mówienie o ZKwP w kontekście „przedwojennej tradycji”, bo stowarzyszenie powołano w 1938 roku, „na chwilę” przed II WŚ. Na chwilę przed II WŚ, po której sowieckie robactwo zalało to, co z naszego kraju zostało. Stowarzyszenie reaktywowane zostało w 1948 roku.

Jako kilkulatka oglądałam programy ”Podaj Łapę” pana Andrzeja Kochanowskiego i kynologia „wdrukowała mi się” jako kultura, dziedzina kultury, coś „wysokich lotów”. Wrażenie zaskoczenia i przygnębiającego rozczarowania, które mnie dopadło, gdy tylko zderzyłam się z postaciami robiącymi za „guru” rasy, którą sobie upatrzyłam, było dla mnie tym dotkliwsze, że w owym momencie, w moim mniemaniu wszyscy, którzy parali się kynologią powinni być tak samo elokwentni i kulturalni, jak gospodarz ”Podaj łapę”. Długo nie mogłam zrozumieć, ale tak naprawdę, że to już „nie te czasy”. Gdy byłam dzieckiem programy pana Kochanowskiego zachwycały mnie (nawet podobało mi się to, jak czasem prowadził je pan Kaźmierski) i ZKwP to było dla mnie „coś”. I to przez duże „C”. Kiedy dorosłam i zaczęłam ”grzebać”, cóż… Odkrycie, dzięki wydanej w 1993 roku książce ”CHART POLSKI”, autorstwa Małgorzaty i Izabeli Szmurło, że element polskiej kultury, łowieckiej tradycji, naszego dziedzictwa narodowego, którym bez wątpienia nasz rodzimy chart jest, ZKwP, jego działające w latach komuny, władze, starając się przypodobać się radzieckim władzom kynologicznym, po prostu zwalczały, wyleczyło mnie z sentymentalnego podejścia do Związku Kynologicznego w Polsce i zaszczepiło na gadkę o ”przedwojennej tradycji” w tym stowarzyszeniu.

Już widniejące powyżej fragmenty książki pań Szmurło wystarczą, by zrozumieć, że Chart Polski, wszystko, co się z nim wiązało, co dla Polaków symbolizował, nie było po myśli ZSRR i dlatego ZKwP długo nie chciało mieć z Chartem Polskim nic wspólnego (by ”bratni związek” się nie „obraził”). „Przedwojenna tradycja” w odniesieniu do ZKwP i sposób w jaki władze Związku reagowały na pierwsze próby restauracji Charta Polskiego przez poszczególnych członków tego stowarzyszenia, wzajemnie się wykluczają.

Specyficzny ”mental” cechujący niektórych, jedynie zmutował zamiast „ewoluować”, powodując, że ZKwP kuleje i to bardzo. Doskonale obrazują to tematy oraz poziom dyskusji odbywających się na co popularniejszych fejsbukowych grupach zrzeszających członków tego stowarzyszenia. Jeżeli nawet przyjąć, iż ludzie inteligentni, z klasą, po prostu unikają fejsbukowego bagna i dlatego prawie wcale takowych na Facebooku nie widać, niepokojący jest poziom degrengolady bijący nierzadko od najbardziej aktywnych w social media członków Związku Kynologicznego w Polsce. Wyklucza on możliwość „samo naprawy” dla tego stowarzyszenia. Wystarczy poczytać treść komentarzy zamieszczanych na forach grup itp., by dostrzec, iż próby poruszania tematów ”trudnych” spotykają się z niechęcią i są przez członków ZKwP często naprawdę agresywnie ucinane, niczym przez odurzonych sekciarzy. Próby inicjowania rozmów na ”trudne tematy” w środowisku ZKwP działają (nawet na tych niby „gniewnych”) alarmująco-ostraszająco, bo okazują się być postrzegane, przez tę znaczącą w swojej masie część, nie tyle jako ”trudne”, co po prostu ”niebezpieczne”. Mówienie do tych ludzi tzw otwartym tekstem powoduje, że załącza im się program ”auto-cenzor”, skutecznie zniechęcający ich do jakiejkolwiek głębszej refleksji i odzywa się w nich „syndrom W KUPIE RAŹNIEJ”. Można ”coś tam” mówić, wygłaszać „niepoprawne opinie”, ale tylko do pewnego momentu. Są obszary dosłownie tabu i tych tematów analizować nie wolno, bo to szkodzi „stadu”, wprowadza niepokój i uczucie zagrożenia. Jak wiemy, tabu scala środowisko.

Na marginesie, w środowiskach, w których patologia jest normą, ten, który się wyłamie, zostaje persona non grata. Bo kłuje w oczy. Bo przypomina o tym, że każdy, kto w patologii tkwi, ponosi odpowiedzialność (co najmniej za swój patologiczny stan) i przyczynia się do trwania patologii. Ludzie, którzy się wyłamują i poddają jakiemuś rodzajowi „terapii”, doznają oświecenia, w tym znaczeniu, że pojmują, że normalnie żyć można tylko otaczając się ludźmi niezwiązanymi z patologicznymi środowiskami. I nierzadko po tzw ozdrowieniu pojawia się problem: nie można znaleźć tzw wspólnego języka z „dawnymi znajomymi”…

Plucie w twarz

Znam osoby z dużym sercem i zapałem, które współpracując z wieloma innym autentycznymi miłośnikami psów z Całego Świata, wyciągały z Chin, z rzeźni, rasowe psy, transportowały je potem przez „pół kuli ziemskiej”, ”gimnastyki” przy tym było co nie miara i dziś taki jeden czy drugi ‚wyszarpany z rzeźni‚ pies mieszka w Polsce, ale też np. w UK, uratowany wielkim wysiłkiem i kasą mnóstwa osób. Nie wyobrażam sobie, że miałabym jednocześnie sponsorować ratowanie psa z chińskiej rzeźni i ”być ok” z tym, że „moje” stowarzyszenie przyklaskuje pomysłowi tak prestiżowej imprezy kynologicznej w Chinach. Myślę, że niektórzy polscy hodowcy, ale i szeregowi posiadacze psów posiadających rodowody tego stowarzyszenia, mają spore dylematy… I to nie chodzi o to, że mieliby jechać na tę wystawę. Już samo to, że FCI taką decyzję podjęło a Związek Kynologiczny w Polsce siedzi cichutko i nie zgłasza żadnych „ale”, nie publikuje nawet żadnego ”oświadczenia”, w którym wyjaśniłby swoje stanowiska, jest dla nich skandalem. Naprawdę współczuję niektórym, bo w masie koniunkturalistów, mają ”przechlapane” i boją się nawet powiedzieć, że szokuje ich światowa wystawa, ów „największy konkurs psiej piękności” w kraju, w którym za absolutnie bestialskie znęcanie się nad zwierzętami nie ma kar. W kraju, w którym psy zarzyna się na mięso, żywcem wrzuca do wrzątku itd. (nawet jeśli to miałby być tylko jeden region w tym kraju…). I że są przeciwni temu, by jakikolwiek sposób być kojarzonymi z poczynaniami FCI czy ”kolegów i koleżanek”, którzy chcą do Szanghaju na WDS 2019 jechać i tam pojadą.

Against All Odds

Na marginesie, ciekawe jak wyglądają statystyki tej wystawy, ile psów zostało zgłoszonych i ile tam pojedzie. I ile może nie wróci, bo zostaną sprzedane ‚zachwyconym ich hodowlaną wartością, chińskim’ kynologom’?

Charty cholernie często mają przechlapane… Te polskie, po II WŚ prawie przestały istnieć, rozstrzeliwane po stodołach ludzi, którzy starali się je zachować – rasę odbudowała garstka upartych pasjonatów i to wbrew wielu… Jak to się mówi ”against all odds”. I do dziś CP nie doczekały się w Polsce prawa, które chroniłoby je jako ‚narodowe dobro’, bardzo ważny element polskiej kultury i tradycji. Nie mamy nawet prawa chroniącego charty przed zakusami kłusowników… Greyhoundy, jak roboty, ”zużywane są” na wyścigach psów, na całym świecie, włącznie z Chinami i odratowują je organizacje prawie z całego świata… Tak samo jak hiszpańskie Galgo i Podenco, które… No, wiecie przecież co z nimi robią niektórzy ludzie w Hiszpanii… Kiedy więc myślę o chartach zgłoszonych na chińską światówkę, automatycznie myślę o tym ich ratowaniu i… Czy to nie straszne? Że ludzie tak walczyli o tego Charta Polskiego a teraz ktoś albo kilku ”ktosiów”, zawiezie do Chin, jednego czy dwa a może… (Nie wiem ile, może się ze statystyk dowiemy?). Ktoś, kto tak naprawdę nie rozumie tego wszystkiego, co się z tą rasą wiąże. Nie zna, jak to ująć? ”Kontekstu”? Ciekawe czy Polacy się z Chartami Polskimi na WDS 2019 wybierają? Hmm… To ważniejsze niż mogłoby się wydawać. Potomstwo takiego jednego czy drugiego Charta Polskiego też może skończyć w klatce meat traders… Mam wielką nadzieję, że Polacy do takiej ewentualności swoich rąk nie przykładają.

Nie ma psów ”szlachetnych” i ”nieszlachetnych”. Po prostu, jedne ”dobrze się kojarzą”, np. z wysokim statusem, więc ”podnoszą status” swoich właścicieli w oczach postronnych osób, a inne ”tylko” odszczurzają stodoły i pola na wisach, jeszcze inne pilnują trzód albo pracują w służbach specjalnych. Ale nie ma psów ”szlachetnych” i ”nieszlachetnych”, bo wszystkie psy, inaczej niż ludzie, mają piękne dusze.

Ustawa o ochronie zwierząt, prace w sejmie i rola Związku Kynologicznego w Polsce w decydowaniu o tym, kto jest w Polsce pseudo hodowcą a kto nie

Przy tych od lat trwających, z przerwami, pracach nad zmianami w ustawie o ochronie zwierząt (UoOZ), z WDS 2019 w Chinach (oraz WDS 2020 w Hiszpanii) w tle, wszyscy, poprawka: sympatycy i członkowie Związku Kynologicznego w Polsce, jego działacze (oraz w niektórych przypadkach wręcz ”wierni poddani” lub ”wyznawcy”), pieją: „Tylko FCI!„, ”Tylko Fédération Cynologique Internationale!”, ”Tylko Związek Kynologiczny w Polsce należy do FCI”, a ”Tylko psy z rodowodami Fédération Cynologique Internationale są prawdziwie rasowe!” -Serio? Ci ludzie naprawdę w to wierzą? Z pełnym przekonaniem? Że owo FCI to takie ”skończone dobro” i ”niepodważalne zasady”? Czy może po prostu nigdy nie czytali tego, co można na stronach Fédération Cynologique Internationale znaleźć, więc ”nie robi im” decyzja FCI o WDS 2019 i WDS 2020? A może doskonale zdają sobie sprawę z tej hipokryzji, ale po prostu ich ona nie obchodzi? To działa tak, że „załóż klapki na oczy a problem wyparuje”? Czy po prostu ”etyka” to słowo, które w części środowiska ludzi posiadających tzw rasowe psy z rodowodami FCI nic już nie znaczy?

”Majówka w Chinach” vs. Quincunx (Czyli o ”wartości” fejsbukowych dysek)

Dobrze jest przekonać się w jakim kierunku nawigowane są dyskusje na tzw kontrowersyjne tematy, na fejsbukowych grupach członków, sympatyków i niekiedy wręcz wyznawców ZKwP i FCI… Kiedy będziecie czytać treść ze skrinów, pamiętajcie, że kwestie, o których nie wolno Wam zapominać, to:

Organizatorem WDS 2019 mógł zostać niemiecki związek kynologiczny.

WDS 2019, do której zostało już mniej niż miesiąc, nie jest jedyną imprezą pod patronatem Fédération Cynologique Internationale (FCI) w Chinach! To po prostu pierwsza ”tak duża” tam, wystawa psów. (Na stronach FCI możecie znaleźć pochwalną notkę dotyczącą międzynarodowej wystawy z 2014 roku.)

Ta ”impreza” strice poświęcona jest psom. Tym razem nie są to żadne ”igrzyska”, w kraju, który z okazji ”mistrzostw świata” w jakiejś tam dziedzinie sportu ”czyści ulice” z wolno żyjących kotów i bezpańskich psów, nic z tych rzeczy. To ma być ”święto kynologii”, wiecie święto ”najlepszych przyjaciół człowieka” w jednym z 86 krajów, które z FCI współpracują.

‚Złote karty’ dla delegatów FCI

Czytając pełne hipokryzji albo głupoty a niekiedy jeszcze cynizmu, komentarze, pamiętajcie, że to ludzie z tego środowiska, środowiska, które toleruje tak wątpliwą pod względem etyki postawę, jak udział w WDS 2019 oraz dosłownie nabijanie się z tych, spośród członków Związku Kynologicznego w Polsce, którzy o wzięciu udziału w WDS 2019 (oraz WDS 2020), mówią, że to niehonorowe (Lansowana jest ”teza”, że krytykujący ”krytykują z zazdrości, bo, nie mogą jechać.”) najczęściej trzeszczą: ”uwaga na pseudohodowle” i nazywają Inne niż Fédération Cynologique Internationale (FCI), federacje kynologiczne pseudofederacjami a hodowców zrzeszonych w innych niż ZKwP stowarzyszeniach, ”pseuduchami”. Jakie więc ”zasady” cechują, wiernych FCI, członków ZKwP? Jakie to ”zasady” decydują o tym, że oni nie są ”pseudohodowcami”? To musi być chyba ”coś” innego, niż logo federacji i/lub stowarzyszenia. A może się mylę? Chodzi tylko o znaczek?

I miejcie na uwadze wszystkie te, udostępnione w ustawieniach ”publiczne”, posty o tym, jak to jedna z drugą mUndrą albo mUndrym są ”przeciwko okrucieństwu wobec zwierząt”. Tak więc;

Seledynowy od tekstu o ”podwójnych standardach” odleciał, więc rozpracujmy sobie jego komentarz, krok po kroku, abyśmy wszyscy mieli jasność jaka jest rzeczywistość. W pierwszym zdaniu napisał: ”Jasne, dajcie już spokój tym Chinom, do Madrytu pewnie się wybierzecie dupy grzać, a w Hiszpanii traktowanie psów jest nie lepsze.” -Zapewne chodzi mu o już wspomniane Galgo i Podenco – i to akurat fakt bezdyskusyjny: to, co dzieje się w Hiszpanii z chartami jest barbarzyństwem. Jednak czy w Hiszpanii psy (i koty) kąpane są we wrzątku i ściąga się z nich skórę żywcem, traktowane są prądem, by zaspokoić kulinarne żądze co poniektórych?. Nie. Psów ani kotów w Hiszpanii się nie jada. W żadnym jej regionie (inaczej niż w Szwajcarii) ani podczas żadnych ”festiwali”. Hiszpanie, którzy się tego obrzydliwego bestialstwa na chartach dopuszczają, owi galgueros, w przeciwieństwie do Chińczyków, nie wierzą, że psie mięso ma właściwości rozgrzewające i może leczyć impotencję ani, że mięso psa jest delikatniejsze, jeśli zwierzę było bite na śmierć (Pies zostaje ogłuszony, ale nie na tyle, by stracił przytomność). Hiszpanie nie wierzą, że im pies więcej wycierpi, tym mięso lepiej smakuje. Galgueros, czyli myśliwi za ”wstyd” i ”złą sławę” torturują i zabijają swoje psy, nie po to by je potem jeść. Polewają je kwasem, ciągają za samochodami, obdzierają je ze skóry, grzebią żywcem, wrzucają do studzien oraz z lubością fundują swoim chartom ”fortepianowy taniec”, ale ich nie jedzą. Hiszpanie nie kradną też i nie trują psów oraz kotów, by serwować je amatorom psiny i kociny, więc problem, który w Chinach jest poważny tj. że ci, którzy tam zdecydują się na konsumpcję psiego i kociego mięsa, ryzykują chorobę, odpada, bo powtórzmy: w Hiszpanii psiny ani kociny się nie jada. Dodać też należy, że jak pisała w artykule z 2015 roku pani Hanna Shen, Chiny zajmują drugie miejsce w rankingu państw z największą liczbą przypadków wścieklizny. Ale czy to jest różnica istotna, w kontekście o którym mowa? Czyli organizowania stricte kynologicznej imprezy, ”prestiżowego konkursu psich piękności”, ”celebracji” tzw najlepszego przyjaciela człowieka, dla członków FCI z 86 krajów, akurat właśnie w kraju, w którym ludzie wierzą, że mięso psa jest delikatniejsze, jeśli zwierzę było bite na śmierć albo, że przyniosło ”dyshonor” i dlatego należy polewać je kwasem i/lub wieszać? Ja uważam, że nie. I nie mieści mi się w głowie, że ”miłośnikom psów z rodowodami FCI”, ”nie robi”, że w rok po Szanghaju, to Madryt będzie gościł ”kynologów” z 86 państw świata… Najwyraźniej mam kiepską wyobraźnię.

Dalej tamten człowiek napisał: ”A jak komuś szkoda kasy na bilet to zapraszam na Polskie wioski”- co miało chyba sugerować, że u nas, ze zwierzętami, szczególnie z psami postępuje się ”dokładnie tak samo”, jak w Chinach albo w Hiszpanii, aczkolwiek w Polsce masowo chartów się na drzewach nie wiesza ani nie bije się ich, czy innych psów na śmierć, żeby mięso było ”lepsze”. Dalej ten pan pisał: ”Ja rozumiem ze żal dupę ściska, że wystawa daleko, droga itp. Ale to stosowanie podwójnych standardów jest po prostu żałosne, czasem jak się nie ma nic do powiedzenia sensownego, warto…..pomilczeć.” -szkoda, że Seledynowy sam jakoś się do tej swojej ”rady” nie umiał zastosować. Z jego ostatniego zdania wynika, że ”tylko kasa” jest powodem, dla którego nie tylko niektórzy Polacy, ale i Niemcy, Brytyjczycy, Szwedzi, Norwegowie czy Finowie do Chin się wybierać ani myślą. Cóż…

Pamiętacie tę myśl, że ”Kto ratuje jedno życie, ten ratuje cały świat”? Odnosiła się ona do ratowania istnień ludzkich, ale wszyscy ci ”kynolodzy” tak ”bardzo kochają pieski”… Pani Brązowa napisała ”Łatwo bojkotować imprezę, na którą z wielu względów i tak się nie pojedzie.” -To fakt, szczególnie jeśli głównym z tych ”wielu względów” i rozstrzygającym równocześnie, jest poczucie, że wzięcie udziału w takiej ”imprezie” wiązałby się z konfliktem moralnym, czyli sytuacją polegającą na konieczności podjęcia działania, którego urzeczywistnienie jest wyznaczone przez wykluczające się wartości. (Nie jestem pewna, czy pani, która napisała komentarz, który teraz rozkładam, jest w stanie zrozumieć pojęcie konfliktu moralnego, ale ja na szczęście mam inteligentnych czytelników.) Dalej: ”Łatwo oceniać tych, którzy chcą jechać” -absolutnie tak, zwłaszcza jeśli mają czelność nazywać się ”miłośnikami psów” i zwyczajowo na prawo i lewa trąbią o okrucieństwach pseudohodowli na tzw rodzimym podwórku, epatując swoją (niby) wyższością nad tymi, którzy się okrucieństwem wobec zwierząt ”w ogóle nie przejmują”. ”U nas w kraju też masa syfu odnośnie zwierząt, w Hiszpanii też, w Rosji itp. Jakoś negatywnego oceniania ludzi którzy tam jadą nie widziałam” -to ”u nas”, z wyżej już wyłuszczonych względów sobie odpuszczę, ”Hiszpanię” też. Natomiast co do uwag odnośnie ”Rosji itp.”, powiem tylko, że skoro ta pani odnotowuje ”syf odnośnie zwierząt” i nie robi niczego poza ”niezauważaniem”, ażeby ”negatywnie oceniano ludzi”, którzy też nic z tym ”syfem” nie robią (np. chociaż nie bojkotują imprez kynologicznych w krajach, które bardzo źle zwierzęta, szczególnie psy i koty, traktują, a ona nie robi tego wraz z nimi, tymi ”innymi”), to powinna mieć na tyle ”obycia”, by nie ważyć się komentować postawy osób, dla których bojkot, w tym przypadku masowej imprezy kynologicznej dla członków FCI, jest sprawą oczywistą. I, co więcej nie powinna ważyć się kwestionować potrzeby/ powodu/ prawa tych, którzy nie boją się mówić o swoim przekonaniu o słuszności bojkotowania WDS 2019 (oraz WDS 2020). I nie boją się wyrażać opinii na temat ”kolegów i koleżanek”, którzy ”nie odnotowują” dysonansu pomiędzy teoretycznym, spisanym w statutach kynologicznych organizacji, odwoływaniem się do etyki i praktycznym (nie)stosowaniu się do niej. Pani ta pisze dalej: ”Bojkot tej imprezy to dla mnie jakieś dziwne zjawisko.” -Rozumiem to i wiem z jakiego rodzaju ograniczeń wynika. ”Takie traktowanie psów w skali całego kraju jakim są Chiny jest zjawiskiem marginalnym” -Proszę, ale już o Hiszpanii ani słóweczka… No, dobrze, odpuśćmy jej galgueros. Ale czy tej pani wydaje się, że, nawet jeśli to byłoby prawdą, że owo ”takie traktowanie psów” (czyli jakie, jakiż to parszywy eufemizm mogła mieć na myśli?), to ”margines”, oznaczałoby, że zło przestaje być złem? Bo jest ”marginalne”? To dla tej osoby wystarczający powód, by zjawisko konfliktu moralnego u kogoś o zdecydowanej postawie, miało przestać zachodzić? Bo, jako tło kynologicznej imprezy pod sztandarem FCI, festiwal psiego (i kociego) mięsa, to niesankcjonowane zło wobec psów (i kotów) jest ”marginalne”? FCI zadecydowało, by, choć wrzucanie psów do wrzątku nie ma wspólnego mianownika z ”ogólnymi zasadami moralnymi”, które podobno FCI przyświecają, Chinom powierzyć organizację WDS 2019! FCI zadecydowało także, by, choć polewanie psów kwasem i wieszanie ich tak, by umierały nawet i trzy dni, nie ma wspólnego mianownika z ”ogólnymi zasadami moralnymi”, które podobno FCI przyświecają, Hiszpanii powierzyć organizację WDS 2020. Czyny okrutne wobec zwierząt, wywodzące się z tradycji, zaspokajające pewne ”przyjemności”, ”potrzeby”, są głęboko zakorzenione w kulturze, skutkuje to brakiem ogólnego sprzeciwu przedstawicieli tej kultury wobec tychże czynów. W tym świetle decyzje FCI, której to ”misją” podobno jest ”dbanie o dobro psów na całym świecie” są skandalicznie wręcz niemoralne. Owo ”marginalne zjawisko” głęboko tkwi w chińskiej kulturze, która go nie sankcjonuje, nie sankcjonuje go także FCI. Analogicznie hiszpańskie prawo ciągle nie chroni dziesiątek tysięcy chartów, które legalnie są w Hiszpanii torturowane. Nie chroni psów i nie karze ich oprawców. Kolejne zdanie: ”I wystarczy odrobina dobrych chęci żeby do takich informacji dotrzeć. To nie jest tak że w całych Chinach się psy zjada. To tak jakby napisać że w Polsce w każdym domu stoi słoik z psim smalcem…” -Co za ”zabieg”! Poleciała… Może takie ”argumentowanie” robi na kimś wrażenie, ja nieco powyżej napisałam Wam już dlaczego mnie tego rodzaju nieudolne próby manipulacji naprawdę irytują i powodują, że jednoznacznie kwalifikują osoby, które się ich dopuszczają, więc nie będę się powtarzać. Niepozostawiającą wątpliwości, odpowiedź założycielki wątku, pani komentuje: ”Czym innym jest uświadamianie innych a czym innym ocena moralności osób które na tą imprezę chcą jechać.” -Cha, cha, cha. Oj… Czyli pani przekazuje czytającym, że to ”A fuj! Nieładnie!” być zdolnym do oceny poczynań innych pod kątem moralności ich postępowania lub precyzyjniej: że czyjaś zdolność do moralnej oceny postępowania innych, powoduje dyskomfort u ocenianych. Tak, ”uświadamianie innych”, jest takie ”ogólne”, ”bezosobowe” i przez to wygodne i bezpieczne, bo nie wprowadza niepokoju, bo nie wiąże się z ”przypisywaniem odpowiedzialności”. No i w końcu ”pobudzenie u innych procesów myślowych” nie musi się udać. (I to nie dlatego, że inni są ”ograniczeni”, ale dlatego, że np. przekaz jest ”nieczytelny”…) Natomiast ocena moralna ściśle wiąże się z przypisywaniem odpowiedzialności danej jednostce. I jako taka może być postrzegana jako najprostsza forma uszanowania wolności owej jednostki. Przez uwzględnienie jej niezależności i przypisanie aktywnego wpływu na tzw los. Lub też jako zagrożenie, szczególnie w przypadku osób pasywnych, które przyzwyczaiły się mówić, ale przede wszystkim myśleć: ”zdarzyło mi się” (bez ich czynnego udziału). I taką też, pasywną, przybrały narrację dotyczącą wszystkich zdarzeń w życiu. Kiedy więc, ktoś zaczyna mówić o odpowiedzialności, poprzez ocenę moralności danej jednostki czy zbiorowości, ktoś, kto uważa, że ”rzeczy się przytrafiają” (niezależnie od poczynań i decyzji jednostki) a ”oceny moralne” są ”niemiłe”, odczuwa duuuży dyskomfort. Trudno. Taki lajf.

Pamiętajcie, że czytacie posty ludzi, którzy mają się za ”kynologów” i ”miłośników psów”, to właśnie takie osoby min. swoimi komentarzami, czyli sposobem myślenia budują i utrzymują marną klasę polskiej kynologii

Znowu to samo! Będę się powtarzać: a gdzie byliście gdy nasi sąsiedzi Rosja i Ukraina bestialsko i masowo mordowali psy przed mistrzostwami w piłce nożnej??? „Czyścili” ulice? Jakoś sobie nie przypominam nawoływania do bojkotu WDS i EDS w imię tego co zrobili!? Chyba nie ma tygodnia na FB żebym nie widziała pobitego, zmaltretowanego, zabitego psa, TU w Polsce…” – Zobaczcie, jaka znudzona! Jak ona ma już dosyć tego niewygodnego tematu… ”Gdzie byli i co robili?” ci wszyscy ”oni”? -zwróćcie uwagę jak ujada ta pani: ”wszyscy inni”, do których swoje oburzenie (na oburzenie) kieruje autorka tego komentarza: ”gdzie byliście?”. Jej w tym komentarzu nie ma, ona jest poza ”tym wszystkim”, to w ogóle nie jest jej odpowiedzialność, od niej nic nie zależy i ona na nic nie ma wpływu. Jej to nie obchodzi. Ona ma już dosyć: ”Znowu to samo!”. I tylko się ”powtarza”… Ten komentarz bardzo dobrze pokazuje chyba największy problem tego środowiska: odpowiedzialność może być tylko zbiorowa. Indywidualnej nie ma. To zawsze ”ktoś inny” musi zrobić ”coś”, jakoś ”wskazać kierunek”, bez ”innych” ani rusz… A jak nie ma indywidualnej odpowiedzialności, wszystko rozmywa się w tej zbiorowej, w której nikt nie ma sobie indywidualnie niczego do zarzucenia…

Wielu członków ZKwP w ogóle nie zna treści statutu i regulaminów własnego stowarzyszenia o zainteresowaniu tzw celami Federacji, do której ich stowarzyszenie należy, nie wspominając. Nie zaprzątają też ich głów problemy związane z etyką czy moralnością. Tak więc niby się na złe traktowanie zwierząt i brak cywilizowanych praw oburzają, ale nic z tych ich ”oburzy” nie wynika. Nie wpływają na rzeczywistość, nie dyskutują otwarcie i odważnie, nie wymagają, nie bojkotują… Poddańczo akceptują istniejący stan. Wszystko idzie w parę na Facebooku… Utrzymują kontakty z hodowcami i nabywcami, jak to się mówi ”z całego świata”, choć, jak widać niektórzy mają zastrzeżenia, co do zwyczajów czy prawa obowiązującego w poszczególnych krajach, dotyczącego zwierząt. Jeżdżą na wystawy do poszczególnych krajów, w tym do wyżej wspomnianej Hiszpanii czy Rosji, bez oglądania się na te własne zastrzeżenia. Pozwalają też, by ich psy oceniali sędziowie kynologiczni z tych krajów, bez uwagi na to, na ile teksty o etyce z jednej czy drugiej strony internetowej pokrywają się z działaniami poszczególnych organizacji, których ci sędziowie są przecież przedstawicielami. A gdy ktoś z ich ”kolegów lub koleżanek ze Związku” śmie wyrazić opinię, w której potępia tę hipokryzję i im ją wytyka, zaszczuwają go, zarzucając, że ”pewnie pije hiszpańskie wino”, ”lubi churros” albo ”ma w domu chińskie produkty”, więc ”nie ma prawa oceniać” czyjegokolwiek stosunku do WDS 2019 czy WDS 2020.

Tak więc pytanie o ”świadomość” w kontekście ”kasa vs. moralność?”, nawet, gdyby autorka tego komentarza pytała o to na serio, nie ma sensu. Szczególnie, gdy uwzględnimy kwestie takie jak ”przepisy” ZKwP dotyczące okaleczania psów chirurgicznymi zabiegami o podłożu estetycznym, których w Polsce wykonywać nie wolno od 1997 roku a ciętych psów ras tradycyjnie okaleczanych wciąż jest całkiem sporo. Oraz np. podejście do nabywców szczeniąt, gdy ci odkrywają, że zakupione przez nich psiaki są niezdrowe…

Natomiast to nagminne wręcz, obieganie od sedna sprawy w tych komentarzach, czyli organizowania ”kynologicznego święta” w kraju, w którym za wrzucenie psa do wrzątku czy polanie go kwasem nieprzewidywana jest jakakolwiek kara, jest w najlepszym razie przejawem niskiego poziomu inteligencji osób, które się tego ”wykręcania kota ogonem” dopuszczają. W końcu, ktoś może być po prostu głupi, jeśli jednak ”wykręca kota ogonem” nie będąc głupcem, to znaczy to, że jest ‚evil person’.

Perełka, czyli przykład ”zderzenia światów”. W tej rozmówce ekspresyjna, aczkolwiek ”wykropkowująca” część imiesłowu przymiotnikowego biernego, pani Zielona, zaatakowana zostaje przez panienki Żółtą i Pomarańczową ”mądrymi słowami”, a kiedy wydaje się, że już śmeiszno-straszniej być nie może, pojawia się pani Niebieska.

Na wykropkowany imiesłów przymiotnikowy bierny, któremu towarzyszył rzeczownik, Żółta zareagowała ”czyli nie inaczej niż my Polacy” -Uuu… Mocno poleciała. I od razu jest jasne, z jakiego rodzaju osobnikami przystaje ”pani Żółta”. Szkoda tylko, że bazując na zachowaniach swojego kręgu towarzyskiego, cechy ”dzikusów” pani Żółta przypisuje całemu swojemu narodowi. Zielona odpisuje Żółtej, żeby sobie ”darowała wykład”. Najwyraźniej nie interesują jej ”refleksje” Żółtej (nie dziwi mnie to). Na klarowny komunikat o chęci ucięcia ”interakcji” przez Zieloną, Żółta odpisuje: ”Ty również! daruj sobie puste słowa”. Hm… Coś u Żółtej ”nie bangla”. Po pierwsze, Zielona klarownie zakomunikowała, że nie jest ciekawa ”myśli” Żółtej: ”daruj sobie wykład” -tak jej odpisała, zawczasu, uprzedzając ewentualne ”wymUndrzanie się” Żółtej. Ale Żółta nie kuma. Po drugie, Zielona wcale się nie rozpisuje, przeciwnie, jest bardzo oszczędna w słowach. Po trzecie, jak w pierwszym komentarzu, i w drugim (i tak już będzie do końca), Żółta obnaża swoje słabości. Włącza się Pomarańczowa i ”wali” ”mądrymi słowami” -nawet mi się nie chce tego komentować. Panie Żółta i Pomarańczowa przez chwilę się miziają, po czym Zielona wyjaśnia, tzn usiłuje wyjaśnić swoje wzburzenie, pisząc: ”dla mnie takie traktowanie zwierząt to bestialstwo”. Nie jest jej łatwo wyjaśnić swoje wzburzenie, bo Żółta i Pomarańczowa, te ”tytany intelektu”, przecież ”wiedzą lepiej”. Tak więc Pomarańczowa ”usadza” w swoim mniemaniu, Zieloną, oburzając się: ”dla mnie też, ale nie jest to dla mnie żadną podstawą do wyzywania jakiegokolwiek narodu od „pierd…dzikusów„. No tak… Zielona nie zwyzywała ”narodu”. Zielona nie napisała nic, co sugerować by mogło, że ”nie szanuje narodu”. W okienku komentarza, pod filmem zawierającym drastyczne sceny z udziałem psów i ludzi, obiektywnie się nad tymi psami znęcających, napisała dwa, a właściwie to półtora słowa: ”Pierd…dzikusy!!!”, opatrzone trzema wykrzyknikami. Wczujcie się i przeczytajcie zdanie Pomarańczowej ”ze zrozumieniem”, jest ”po polskiemu”, nie ”po polsku”, ale zmuście się: ”dla mnie też, ale nie jest to dla mnie żadną podstawą do wyzywania jakiegokolwiek narodu od „pierd…dzikusów„. Powoli, zacznijmy od ”żadną podstawą” -czyli, jednak w ”światopoglądzie” pani Pomarańczowej, jakieś ”podstawy” do ”wyzywania jakiegokolwiek narodu od pierd…dzikusów” są. (Po prostu akurat nie należy do nich ”wzburzenie” odnośnie złego traktowania zwierząt). Przejdźmy do ”wyzywania” -słowo ”dzikus” nie jest wyzwiskiem, ale Zielona użyła tego rzeczownika w połączeniu z imiesłowem biernym przymiotnikowym, pochodzącym od wyrazu powszechnie uważanego za wulgarny i powstało ”wyzwisko”, czyli spontanicznie wypowiedziane wyrażenie, ujawniające negatywne emocje mówiącego względem adresata. Idźmy dalej: ”jakiegokolwiek narodu” -to nie jest przypadkowe użycie słów i wskazuje, że Pomarańczowa ”wartościuje” narody na ”lepsze i ”gorsze”. Przeczytajcie to jeszcze raz [kontekst: ”takie traktowanie zwierząt to bestialstwo”]: ”dla mnie też, ale nie jest to dla mnie żadną podstawą do wyzywania jakiegokolwiek narodu od „pierd…dzikusów„. Po polsku to zdanie brzmiałoby jakoś np. tak: ”Ja też (uważam, że takie [jak na filmie udostępnionym przez założycielkę wątku] traktowanie zwierząt to bestialstwo), ale jeżeli tego bestialstwa nie dopuszczają się wszyscy przedstawiciele tego narodu, nie jest ono powodem, by o całym narodzie mówić źle.” Tylko, że w ten sposób Pomarańczowa zatoczyłaby kółeczko do mUndrości swojej Żółtej psiapsi, która napisała przecież: ”czyli nie inaczej niż my Polacy”… I teraz idzie bomba, Żółta pisze do Pomarańczowej: ”na mnie to nie robi wrażenia, ona sama nie rozumie tego co pisze” -słodka jest. Taka.. głupia. I nie ogarnia, że jest głupia. Zielona, ma cierpliwość (niepotrzebnie) i pisze ”no tak bo przecież mnie znasz nie od dziś”. Żółta jest w bajce, że ”kontroluje rozmowę”, więc pisze Zielonej: ”Pani (…) bez odbioru ,nie mój poziom. Pa” -fakt, nie jej poziom. Jest tak ograniczona, że brakuje skali. Nie jest w stanie dosięgnąć Zielonej, która dalej tłumaczy (najwyraźniej panie wpędziły ją w poczucie winy albo uznała, że [potencjalnie] ‚dzbanów’ odbierających jej komentarz tak samo, jak Żółta z Pomarańczową może być więcej): ”akurat odnosiłam się nie do narodu ale do ludzi z filmiku. Konkretnych osób ciągających, rzucających te psinki. Może faktycznie nie powinno być „pierd…” ale zadziałały emocje. No ale co będę tłumaczyć. Już wszystko o mnie Panie wiedzą i niczego więcej się nie spodziewają.” (Zielona ich nie ”tyka”, kulturalnie im ”paniuje”, co też zdecydowanie wskazuje na różnice pomiędzy nią a tymi paniami). Wtedy na Zieloną szarżuje nowa, Niebieska ”intelektualistka”: ”niestety ale nie ma co się łudzić że Twoja świnkę to na czerwonym dywanie zaproszono do limuzyny. Rzeczywistość jest taka sama. Proszę teraz zobaczyć filmiki z transportu świń lub innych zwierząt rzeźnych, podejść do lustra i powiedzieć do siebie to samo.” -Czy jest sens dziwić, się, że choć Zielona nie obraziła żadnej z nich, sama została obrażona? Zaznaczam: nazywanie osoby głupiej wprost: głupią, nie jest obraźliwie. Są ludzie wysocy, niscy, szczupli, grubi, z jasnymi albo ciemnymi włosami i są też ludzie inteligentni albo nieinteligentni. I o tych nieinteligentnych mówi się, że są głupi. Ot, co. Czy dla Niebieskiej ”intelektualistki” ma znaczenie, że film, który zamieściła założycielka tematu i który tak emocjonalnie skomentowała Zielona, pochodzi ze strony ”No for China World Dog Show 2019”? Że zamieszczony został na grupie ”kynologów”, rzekomych ”miłośników psów (nie tylko) rasowych (ale jeśli już ”rasowych”, to tylko z rodowodami ZKWP/ FCI [bo inne rodowody się nie liczą, bo ”inne organizacje zrzeszają pseudo hodowców” i ”te ich rasowe psy to kundle”])”, na grupie członków, sympatyków (i nierzadko wyznawców) Związku Kynologicznego w Polsce, w kontekście, który można sprecyzować:Patrzcie, wy, którzy nie widzicie nic złego w WDS 2019 organizowanej w Chinach. Wy, którzy chcecie na wystawę do Szanghaju jechać, wy ”miłośnicy psów”, którzy tak dużo postów trzepiecie i opowiadacie w rozmowach face to face, jak wam dobro psów na sercach leży” i ciągle przed pseudohodowlami przestrzegacie i mówicie, że ”tylko FCI”, jak w Chinach traktowane są psy. Będziecie tam ”nawiązywać kontakty, żeby tam sprzedawać szczeniaki, by trafiły do wrzątku kiedyś? Nie brzydzi was decyzja FCI?”. Dla Niebieskiej, jak i wielu innych wypowiadających się pod materiałami pochodzącymi ze strony No for China World Dog Show 2019 i udostępnianymi na grupach, kontekst komentarza Zielonej, fakt, że zamieściła go pod konkretnym filmem, zamieszczonym w konkretnym miejscu, w kontekście bardzo konkretnego wydarzenia, jakim jest World Dog Show 2019, nie ma znaczenia. Gdyby to było amerykańskie forum, panienki mogłyby Zielonej przywalić jeszcze za niewolnictwo, ale że jest Zielona zagrywka na nutę white man guilt też by nie wyszła… Przeczytajcie ostatnie posty, nie chcę Wam spojlerować. 

”Sztuczka”

Pisząc fragment o Charcie Polskim, myśląc o determinacji ludzi, którzy walczyli o to, by ta rasa nie zginęła, przypomniałam sobie idiom ”Against all odds” (oznaczający, że pomimo bardzo małego prawdopodobieństwa np. pokonuje się ciężką chorobę). Siłą rzeczy, przypomniał mi się też kawałek Phila Collinsa i wiecie co? Nigdy nie lubiłam takich ”sztuczek”, ale tym razem zrobię wyjątek. Jeżeli w dalszym ciągu uważając się za ”miłośnika psów”, mimo przeczytania tego tekstu, nie rozumiesz jeszcze ”Co jest nie w porządku w organizowaniu światowej wystawy psów w Chinach?”, to puść sobie ”Against All Odds” Phila Collinsa, jako tło do oglądania filmów na stronie ”No for China World Dog Show 2019”. Nagrań z psami w klatkach, psami, które w chińskich rzeźniach czekają na zaszlachtowanie. Patrz w oczy tych psów, bo wiele z nich patrzy w oczy filmującym je ludziom, uparcie szukając w człowieku… Jeżeli to cię nie ruszy, to jest z tobą coś bardzo nie tak.

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu oraz grafik bez zgody autora jest zabronione.

www.facebook.com/zuzpasjaodogoargentino

Reklamy

FESTIWAL PSIEGO MIĘSA W YULIN W PROWINCJI SHAANXI, ”SHANGHAI WORLD DOG SHOW 2019” I ZŁOTE KARTY O WARTOŚCI, JAK PODAJE NORSK KENNEL KLUB, 100 TYSIĘCY EURO DLA DELEGATÓW FEDERATION CYNOLOGIQUE INTERNATIONALE

Czasem naprawdę doceniam internet. Zwłaszcza możliwość wykorzystania Google Translate do przetłumaczenia sobie z norweskiego treści ze strony Norsk Kennel Klub.

Jak możemy dowiedzieć się ze stanowiska opublikowanego na stronie Norsk Kennel Klub, norweskiego członka Fédération Cynologique Internationale: ”All FCI’s 91 delegates have received gold cards that can be used in connection with any visit to the World Dog Show 2019 in China. The gold cards were awarded by the China Kennel Union after the club was awarded WDS2019 under the FCIS General Assembly in June. NKK now urges that the money intended to cover hotels and stay for FCI’s delegates during WDS 2019 now be donated to organizations that work on concret measures to improve dog welfare in China.” –Wszystkich 91 delegatów FCI otrzymało złote karty, które mogą być wykorzystane w związku z każdą wizytą na World Dog Show 2019 w Chinach. Złote karty zostały przyznane przez China Kennel Union po tym, jak przyznano mu organizację WDS 2019, w czerwcu podczas Walnego Zgromadzenia FCI. Norsk Kennel Klub wzywa teraz, aby pieniądze przeznaczone na pokrycie hoteli i pobytu dla delegatów FCI podczas WDS 2019, zostały przekazane organizacjom, które pracują nad konkretnymi środkami/ wypracowują konkretne środki działania (zapewne chodzi min o lobbowanie na rzecz zmiany prawa) w celu poprawy dobrostanu psów w Chinach.

Dalej możemy przeczytać, iż ”NKK has reacted strongly to the World Dog Show being awarded to a country where the abuse of dogs is extensive. In this connection, Norwegian exhibitors and judges have been discouraged from attending the event, which has resulted in a threat of FCI exclusion.” –NKK zdecydowanie zareagowało na przyznanie organizacji World Dog Show krajowi w którym nadużycia (znęcanie się, maltretowanie) wobec psów są ekstensywne (obfitują w wielość przypadków, rozciągają się na wiele aspektów itd.). W związku z tym norwescy wystawcy i sędziowie byli zniechęceni do udziału w wydarzeniu, co spowodowało zagrożenie wykluczeniem FCI.

Jeszcze dalej NKK informuje, że w liście przekazanym do FCI i China Kennel UnionNKK confirms that they will not make use of the card, and requires that the China Kennel Union donate the money that was intended for NKK’s stay to an organization that works with actual and concrete measures to improve dog welfare in the country.” –Norsk Kennel Klub potwierdza, że Norwegowie nie będą korzystać z karty, i wymagają, aby China Kennel Union przekazał pieniądze przeznaczone na pobyt NKK, organizacji, która
pracuje nad
doprowadzeniem do poprawy sytuacji psów w Chinach.

It is not good democratic practice to accept this form of gift, and NKK would never use this card. When we also see that there is an urgent need to use resources to improve dog welfare in the country, these „gold cards” get an extra taste. ”We also expect other kennel clubs to respond in the same way to this gift, and refrain from making use of the offer, ”says NKK’s CEO Trine Hage.” -Nie jest dobrą demokratyczną praktyką, akceptowanie/ przyjmowanie tej formy prezentu i NKK nigdy nie użyłby tej karty (przedstawiciele NNK). Kiedy widzimy, że istnieje pilna potrzeba wykorzystania zasobów w celu poprawy dobrostanu psów w kraju, te „złote karty” zyskują także dodatkowy smak. Oczekujemy także, że inne kluby zareagują w ten sam sposób na ten prezent i powstrzymają się od wykorzystania tej oferty”, mówi prezes NKK, Trine Hage.]

W dalszej części stanowiska Norsk Kennel Klub czytamy: ”In the letter which is now submitted to the FCI and CKU, NKK also lists several measures that could have been implemented if the money intended for FCI delegates had instead been earmarked for dog welfare. The measures are calculated based on Norwegian prices. Carried out in China, one can very likely be able to get even more done for the total amount these cards are worth; estimated at just over EUR 100,000.” -W liście, który jest teraz przekazywany do FCI i CKU, NKK wymienia również kilka środków/ rozwiązań, które mogłyby zostać wdrożone, jeśli pieniądze przeznaczone dla delegatów FCI zostały przeznaczone na dobrostan psów. Obliczeń dokonano na podstawie cen norweskich. Wykorzystując te środki/ zasoby (które CKU przeznaczyło dla delegatów z Norwegii, wartość ‚gold card’), realizując ich wykorzystanie w Chinach, prawdopodobnie można by zrobić/ osiągnąć jeszcze więcej z całkowitą kwotą, którą te karty są warte; szacowana przez Norwegów wartość wyniosła nieco ponad 100 000 euro.

Norweski klub podaje, że sposób w jaki te pieniądze można by wydać (na podstawie norweskich cen) to:

At least 600 consultant hours with PR / lobbyist company with the purpose of influencing legislation on dog welfareCo najmniej 600 godzin konsultacji z firmą PR / lobbystami w celu wywarcia wpływu na ustawodawstwo dotyczące dobrostanu psów,

At least 100 lectures focusing on dog welfare with well-known and renowned speakers -Co najmniej 100 wykładów koncentrujących się na dobrostanie psów ze znanymi i uznanymi mówcami

At least 1 very comprehensive campaign on nationwide TV / Radio -Co najmniej jedna bardzo obszerna kampania w ogólnokrajowej telewizji / radiu

20,000 books and other information material with a focus on ethics and dog welfare -20,000 książek i innych materiałów informacyjnych skoncentrowanych na kwestii etyki i dobrostanu psów.”

The NKK has still not received an answer to our question to the FCI and the China Kennel Union regarding which measures have been implemented or planned to end the abuse of dogs in China. Since we still do not know what the CKU has actually done or are or planning to make progress towards WDS2019, we have to demand that the money intended for NKK’s stay during WDS2019 now be donated to an organization that actually works for the dog welfare, or used by CKU or FCI to work with dog welfare. We also expect other kennel clubs to refuse this „gold card” and stay at home during events. We also request regular feedback from FCI and CKU on any progress in dog welfare in China, says Trine Hage.” –NKK nadal nie otrzymał odpowiedzi na nasze pytanie skierowane do FCI i China Kennel Union dotyczące tego, które środki zostały wdrożone lub są planowane do wdrożenia w celu zakończenia nadużyć wobec psów, ich maltretowania w Chinach. Ponieważ nadal nie wiemy, co CKU faktycznie zrobiło lub jakie działania planuje podjąć by poczynić postępy przed zbliżającym się WDS 2019, musimy zażądać, aby pieniądze przeznaczone na pobyt NKK podczas WDS 2019 zostały przekazane organizacji, która faktycznie działa na rzecz dobrostanu psów lub by wykorzystane zostały przez CKU lub FCI do pracy nad dobrostanem psów. Oczekujemy także, że inne kluby hodowlane odmówią przyjęcia tej „złotej karty i pozostaną w domu (zapewne chodzi o hotelowe pokoje) podczas imprez. Zwracamy się również z prośbą o regularne informacje zwrotne, oczekujemy tych informacji od FCI i CKU na temat postępów dotyczących dobrostanu psów w Chinach”, mówi Trine Hage”.

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu oraz grafik bez zgody autora jest zabronione.

www.facebook.com/zuzpasjaodogoargentino

”SHANGHAI WORLD DOG SHOW 2019” – JAK NA DECYZJĘ FEDERATION CYNOLOGIQUE INTERNATIONAL O PRZYZNANIU ORGANIZACJI ŚWIATOWEJ WYSTAWY PSÓW RASOWYCH W ROKU 2019 CHINOM, POMIMO ODBYWAJĄCEGO SIĘ W YULIN W PROWINCJI SHAANXI FESTIWALU PSIEGO MIĘSA, ZAREAGOWAŁY NIEKTÓRE KLUBY CZŁONKOWSKIE FCI

Fiński Kennelliito, czyli ”The Finnish Kennel Club – canine expert since 1889”, na swojej stronie już 25 sierpnia 2015 roku zamieścił następującą treść: https://www.kennelliitto.fi/en/about-us/news/statement-finnish-kennel-club-concerning-decision-making-fci-and-treatment-dogs-china. Zwróćcie szczególną uwagę na sformułowanie użyte w zdaniu: ”The Finnish Kennel Club recommends all Finnish judges who will be invited to judge at the WDS 2019, as well as all exhibitors thinking about participating with their dogs, to pay attention to this statement of the FKC.

Na stronie Norsk Kennel Klub: https://www.nkk.no/aktuelt/uakseptable-gullkort-etter-wds-valg-article111111-991.html. (Polecam Wam, abyście sami, krok po kroku przetłumaczyli sobie treść opublikowaną przez NKK).

Na stronie Svenska Kennelklubben https://www.skk.se/globalassets/dokument/om-skk/skk-standpoint.pdf także widnieje oficjalne stanowisko klubu (I treść stanowiska szwedzkiego klubu także umieściłam w postaci tzw zrzutów ekranu, ale pod koniec tego tekstu.)

Na stronie niemieckiego członka FCI, Verband für das Deutsche Hundewesen też widnieje oficjalne stanowisko: https://www.vdh.de/newslettersystem/en/news/artikel/world-dog-show-china-2019-the-position-of-the-vdh/.

Znajdziemy je także na stronie holenderskiego Związku Raad van Beheer op Kynologisch Gebied in Nederland: https://www.houdenvanhonden.nl/contentassets/1153e564a120472389ebe4de07a001f0/toespraak-rvb-nieuwjaarsreceptie-2019.pdf

Oraz na stronie czołowej brytyjskiej organizacji kynologicznej, gospadarza słynnego Crufts: The Kennel Club: https://www.thekennelclub.org.uk/press-releases/2015/june/kennel-club-statement-regarding-the-world-dog-show-2019/.

Natomiast na stronach Związku Kynologicznego w Polsce… Sprawdźcie.

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu oraz grafik bez zgody autora jest zabronione.

www.facebook.com/zuzpasjaodogoargentino

”TEMAT ZASTĘPCZY” -CZYLI CO W 2006 ROKU (NIECO PONAD DEKADĘ TEMU) MÓWIŁ O OKALECZANIU PSÓW ZE WZGLĘDÓW ESTETYCZNYCH, SĘDZIA KYNOLOGICZNY ZWIĄZKU KYNOLOGICZNEGO W POLSCE, ÓWCZESNY PREZES TEGO STOWARZYSZENIA.

Materiały archiwalne

Oto coś nie coś ”Z archiwum” cięcia/ kopiowania/ skracania/ plastyki/ korekty uszu psom i/lub cięcia/ kurtyzowania/ kopiowania psich ogonów w środowisku Związku Kynologicznego w Polsce”.

#Odpowiedzialność

Wywiad jest z 2006 roku, ale warto poczytać, jak o okaleczaniu rasowych psów mówił wtedy Prezes Związku Kynologicznego w Polsce, pan Andrzej Mania. Warto się tego dowiedzieć, by wyrobić sobie opinię o tym, jak stowarzyszenie Związek Kynologiczny w Polsce, kreowało przez lata kulturę kynologiczną w naszym kraju. Szczególnie, jak kreowało w Polsce kulturę kynologiczną w odniesieniu do praktyk ustawowo zakazanych i jak kształtowana przez Związek Kynologiczny w Polsce narracja na temat tych zabiegów, formowała i ustawiała sposób myślenia o nich przez członków tego stowarzyszenia, a w konsekwencji nierzadko także osób zupełnie z nim niezwiązanych.

Pamiętajmy, że odpowiedź na pytanie: ”Czy Związek Kynologiczny w Polsce nie powinien zadbać o psy?”, brzmiała: ”Nie. Bo egzekwowanie prawa to nie nasza rzecz”.

Wyjątkowo godna uwagi jest zmiana dotycząca ”naświetlenia” tematu nielegalnego okaleczania psów, do której doszło na przestrzeni 5 lat pomiędzy wywiadami (wywiad z roku 2001:https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2019/02/18/nie-chcialbym-miec-dobermana-z-dlugim-ogonem/). W 2006, tytuł wywiadu, a więc główna myśl bijąca z niego jest taka, że okaleczanie psów zabiegami o podłożu estetycznym, to ”temat zastępczy”, przy czym w roku 2001 pan Mania udzielił wywiadu, który opublikowany został pod tytułem bardzo jednoznacznym, po prostu: ”Nie chciałbym mieć dobermana z długim ogonem”.

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2019/02/18/nie-chcialbym-miec-dobermana-z-dlugim-ogonem/

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2019/02/18/jak-kituja-milosnicy-nie-tylko-dogo-argentino-czyli-kultywowanie-tradycji-okaleczania-psow-ciagle-na-topie/

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu oraz zdjęć bez zgody autora jest zabronione.

www.facebook.com/zuzpasjaodogoargentino

https://twitter.com/odogoargentino

”NIE CHCIAŁBYM MIEĆ DOBERMANA Z DŁUGIM OGONEM” -CZYLI CO W 2001 ROKU (PRAWIE DWADZIEŚCIA LAT TEMU) MÓWIŁ O OKALECZANIU PSÓW ZE WZGLĘDÓW ESTETYCZNYCH, SĘDZIA KYNOLOGICZNY ZWIĄZKU KYNOLOGICZNEGO W POLSCE, ÓWCZESNY PREZES TEGO STOWARZYSZENIA

Materiały archiwalne

Oto coś nie coś ”Z archiwum” cięcia/ kopiowania/ skracania/ plastyki/ korekty itp. uszu psom i/lub cięcia/ kurtyzowania/ kopiowania psich ogonów w środowisku Związku Kynologicznego w Polsce”.

#Odpowiedzialność

Wywiad jest z 2001 roku, ale warto przeczytać, jak o okaleczaniu rasowych psów, mówił w tamtym czasie ówczesny Prezes stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce, pan Andrzej Mania. Warto się tego dowiedzieć, by wyrobić sobie opinię o tym, jak stowarzyszenie Związek Kynologiczny w Polsce przez lata kreowało kulturę kynologiczną w naszym kraju. Szczególnie, jak kreowało w Polsce kulturę kynologiczną w odniesieniu do praktyk ustawowo zakazanych i jak kształtowana przez Związek Kynologiczny w Polsce narracja na temat tych zabiegów, formowała i ustawiała sposób myślenia o nich przez członków tego stowarzyszenia, a w konsekwencji nierzadko także osób zupełnie z nim niezwiązanych.

Prof. Marek Żakowicz w podręczniku dla studentów medycyny weterynaryjnej ”Chirurgia małych zwierząt” nie pozostawił złudzeń na temat tego, jakiego rodzaju zabiegiem jest abbreviatio auriculae, czyli kopiowanie psom uszu. Tym bardziej więc warto przeczytać wywiad z panem Andrzejem Manią, jako Prezesem Związku Kynologicznego w Polsce w roku 2001, gdyż z tego co pan Mania w tymże wywiadzie powiedział, jasno wynika, że w roku 2001 stanowisko ZKwP na temat kopiowania psom uszu i/lub cięcia im ogonów, także nie pozostawiało wątpliwości i mówiło wprost, że w zabiegach tych chodzi o zmianę wyglądu zwierząt, które są im poddawane.

Uszy grubymi nićmi szyte…

Wejście w życie nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt, w której to od 1 stycznia 2012 roku w szczególności zabroniono wykonywania na psach chirurgicznych zabiegów, których celem jest zmiana ich wyglądu, spowodowało, że ”stara gwardia” ZKwP oraz ich adherenci i pretorianie to, co dotąd, dla wszystkich posiadających zupełnie przeciętny poziom inteligencji, było zupełnie oczywiste i czego ”góra” ZKwP nigdy nie kwestionowała, i o czym w wywiadzie, który jest tematem tego wpisu,  w 2001 roku otwarcie mówił Prezes ZKwP, postanowili uznać za ”niejasne”, ”niejednoznaczne”. I  tak zaczęło się opowiadanie idiotyzmów o ”leczniczych właściwościach” obrzynania, w imię widzi mi się właścicieli, uszu psom. 

Zawsze parskam, czytając albo słuchając tekstów o ”leczniczych właściwościach kopiowania uszu psom” (a także ”skracania”, obcinania im ogonów), szczególnie gdy chodzi o psy trzymająco-chwytające, jak Dogo Argentino. Nie dlatego, że kitowanie, gdy chodzi min. o białe presy ”jest zabawne”. Przeciwnie, jest wręcz porażająco nadmuchane absurdem i groteską.

Gdy przyjrzeć się ilości wszystkich tych polskich Cane Corso, Dobermanów, Dogów Kanaryjskich i w końcu Dogów Argentyńskich, których właściciele twierdzą, że ich psy miały uszy ”chore” i dlatego poddali je zabiegowi kopiowania (sic!) (co z ogonami corsiaków i dobków? ”pokaleczyły się”?  ”strasznie poturbowały” i to w wieku zaledwie kilku dni  -litości…), można dojść do wniosku, że polska populacja ciętych/ kopiowanych/ po skróceniu/ plastyce/ korekcie uszu argentynów i kanarów a za nimi dobków i corsiaków itp., od roku 2011 do dnia dzisiejszego, zapadła i cierpi na jakąś wyjątkową, iście endemiczną, genetyczną ”przypadłość”, nieznaną nigdzie indziej na świecie. ”Przypadłość”/ ”chorobę”, która nie dotyka psów poza naszymi granicami. ”Przypadłość”/ ”chorobę”, która –i to naprawdę niezwykłe(!)– atakuje także psy importowane do Polski na krótko potem, jak się pod opieką polskich właścicieli znajdą. ”Chorobę”/ ”przypadłość”, o której nie słyszeli lekarze weterynarii nienależący do stowarzyszeń hodowców psów w Polsce (Warto zwrócić uwagę na to, co o tej ”tajemniczej chorobie” mają do powiedzenia lekarze weterynarii należący do polskich stowarzyszeń hodowców rasowych psów…). ”Przypadłość”/ ”chorobę”, która skutkuje zdumiewającą podatnością Dogów Argentyńskich i Kanaryjskich, Cane Corso i Dobermanów itp. znajdujących się w rękach polskich właścicieli, na, jak mówiła treść lewych zaświadczeń, tych pseudo zaświadczeń, ”zaświadczeń” bez prawnej podstawy i jakiejkolwiek wartości, tych niby ”zaświadczeń” o ”leczniczym kopiowaniu uszu”, świstków udających ”zaświadczenia”: ”pogryzienia przez inne zwierzęta”. To są dopiero jaja… Zatrważająca ilość Dogo Argentino i Dogo Canario/ Presa Canario, Cane Corso i Dobermanów znajdujących się polskich rękach padła ofiarą ”pogryzienia przez inne zwierzęta”…

Dogi Argentyńskie, jak i Kanaryjskie, to raczej takie ”kozaki” i to właśnie jara w nich różnych ziótków, więc jakież to niezwykłe zwierzęta ”gryzą” te argentyny i kanary w te ich naturalne uszy. I to tylko w uszy. Co to za niezwykłe stwory, które wiedzą, że z kolei Dobermany i Cane Corso gryźć należy nie tylko w uszy, ale także w ogony?! I kiedy to się niby dzieje? Znajdujące się w rękach polskich właścicieli argentyny i kanary miały/mają jakąś genetyczną skłonność do prowokowania ”zwierząt”, aby te ”gryzły” je np. podczas tzw spacerów? I to precyzyjnie w uszy? A Dobermany i Cane Corso? One genetycznie tak mają, że ”zwierzęta” ”ogryzają” lub ”odgryzają” im dodatkowo także ogony? I, co nie mniej ciekawe: czy te ”ataki” ”zwierząt” ”gryzących” argentyńczyki, kanary corsiaki i dobki zdarzają się też po kopiowaniu, czy już nie? Czy pocięte Dogi Argentyńskie i Kanaryjskie, Dobermany i Cane Corso także padają ”ofiarą” tych różnych, tajemniczych, najwyraźniej piekielnie inteligentnych(?) i zapewne ”niesamowicie agresywnych zwierząt”? Może wiewiórek z wielgachnymi zębiskami? Żeby zrobić ”kuku” psu na grubego zwierza, np. argentyńskiej presie, będąc wiewiórką, trzeba mieć ”pałer”… Te wiewiórki szablstozębne atakują też kopiowane Dogi Kanaryjskie, Argentyńskie, Cane Corso i Dobermany, te ze skróconymi uszami/ po plastyce/ korekcie uszu, czy nie? Ogony dobków i corsiaków po ”skróceniu” też dalej prowokują ”zwierzęta” do ”gryzienia”? Czy w tych polskich argentynach i kanarach, dobkach i corsiakach pociętych tuż przed i niedługo po wejściu w życie nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt, a i tych ciętych aktualnie, jest tak głęboka ”skaza genetyczna”, że tajemnicze, stanowiące wyzwanie dla naukowców, którzy chcieliby opisać zjawisko owych ”ataków” na rasowe psy, wiewiórki szablastozębne(?), odróżniają psy mające ją w sobie, posiadające tę ”skazę”, od pozostałych? Czy wiewiórki szablastozębne(?) umieją odróżnić osobniki już ”uleczone”, korektą/ plastyką/ kopiowaniem/ cięciem/ skróceniem uszu i/lub ogonów, te ”oznakowane”, od psów naturalnych, kompletnych, tych nieciętych?

To przecież absolutnie fascynujące kwestie, które wymagają dokładnego zbadania! Co te psy mają w końcówkach swoich naturalnych uszu? Co to jest? To, co tak ”prowokuje” ”inne zwierzęta” do ”atakowania” tych nieszczęsnych psów? I celowania w tych ”atakach” stricte w ich uszy i/lub ogony? Co to jest to, co tak męczy te zatrważające ilości urodzonych w Polsce, zwłaszcza po styczniu 2012 roku polskie Dogo Argentino, Dogo Canario/ Presa Canario, Cane Corso i Dobermany itp.? Czym jest to, co uaktywnia się, gdy psy tych ras, kupowane od hodowców z innych krajów, staną się własnością polskich właścicieli i przekroczą polską granicę? Co powoduje, że ”zwierzęta gryzą” te psy w uszy i/lub ogony?

Wypada prześwietlić pulę genetyczną tych pociętych polskich psiaków rasy Dogo Argentino, Dogo Canario/ Presa Canario, Doberamnów i Cane Corso, bo ewidentnie cierpią na jakąś fascynującą ”chorobę”, która kosiła, a może i dalej kosi, całe mioty, a precyzując szczenięce uszy i/lub ogony szczeniąt… To jest ewenement na skalę światową: ”choroba”, ”skaza genetyczna” objawiająca się ”prowokowaniem” właśnie np. mitycznych szablastozębnych wiewiórek, istnienia których do dziś nie potwierdzono, więc może polnych myszy, jeży albo kretów, a może ślimaków, do ”ataków” na, i to niesamowite: uszy oraz ogony psów, ale tylko i wyłącznie psów ras tradycyjnie okaleczanych plastyką/ kopiowaniem/ cięciem/ skracaniem/ korektą uszu, np. psów typu presa i ras tradycyjnie okaleczanych amputacjami ogonów… Ludzie! To jest coś! Na tym można karierę naukową zrobić, taką od a do zet. Coś ”ogryza” uszy rasowym Dogom Argentyńskim, psom, które są zdolne poradzić sobie z dzikiem a nawet pumą… Łaaał… 

Dla tych, którym wywiad czyta się niewygodnie, powiększenie:

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2019/02/18/temat-zastepczy-czyli-co-w-2006-roku-nieco-ponad-dekade-temu-mowil-o-okaleczaniu-psow-ze-wzgledow-estetycznych-sedzia-kynologiczny-zwiazku-kynologicznego/

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2019/02/18/jak-kituja-milosnicy-nie-tylko-dogo-argentino-czyli-kultywowanie-tradycji-okaleczania-psow-ciagle-na-topie/

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora jest zabronione.

www.facebook.com/zuzpasjaodogoargentino

https://twitter.com/odogoargentino

”BRANŻOWY JĘZYK” ŚRODOWISKA FANATYKÓW KOPIOWANIA/ CIĘCIA/ SKRACANIA/ PLASTYKI/ KOREKTY ITP. USZU PSOM I/LUB KURTYZOWANIA/ CIĘCIA/ KOPIOWANIA PSICH OGONÓW. ORAZ PARĘ SŁÓW O TYM JAK KITUJĄ ”MIŁOŚNICY” (NIE TYLKO) DOGO ARGENTINO, CZYLI KULTYWOWANIE TRADYCJI OKALECZANIA PSÓW CIĄGLE NA TOPIE

”Szukana fraza”

Kiedy otwieram niektóre maile albo prywatne wiadomości na Facebooku, albo patrzę na ”klucz”, jakim sporo z was trafia na blog, czuję się zażenowana. Jeden temat niezmiennie jara ”miłośników psów” (szczególnie) typu presa: ”uszy”. Co jest ”niejasnego” w polskich przepisach zabraniających z powodu widzi mi się właścicieli, okaleczania psów na terenie Polski, chirurgicznymi zabiegami zmieniającymi ich wygląd? Obowiązujące w Polsce prawo zabrania cięcia/ skracania/ kopiowania/ korekty/ plastyki itp. uszu i/lub skracania/ przycinania/ kopiowania/ kurtyzowania itp. ogonów psom. Ustawa mówi (Art. 6.1a.), że ”Zabrania się znęcania nad zwierzętami” i że ”Przez znęcanie się nad zwierzętami należy rozumieć zadawanie albo świadome dopuszczanie do zadawania bólu lub cierpień, a w szczególności:

1. umyślne zranienie lub okaleczenie zwierzęcia, niestanowiące dozwolonego prawem zabiegu lub procedury w rozumieniu art. 2 ust. 1 pkt 6 ustawy z dnia 15 stycznia 2015 r. o ochronie zwierząt wykorzystywanych do celów naukowych lub edukacyjnych, w tym znakowanie zwierząt stałocieplnych przez wypalanie lub wymrażanie, a także wszelkie zabiegi mające na celu zmianę wyglądu zwierzęcia i wykonywane w celu innym niż ratowanie jego zdrowia lub życia, a w szczególności przycinanie psom uszu i ogonów (kopiowanie)”.

Gdy zostaniecie złapani na tym, że udało wam się namówić jakiegoś lekarza weterynarii, by popełnił przestępstwo w postaci wykonania zagrożonego karą pozbawienia wolności i utratą prawa do wykonywania zawodu, także będziecie odpowiadać. Waszą winą będzie to, że dostarczyliście temu komuś zwierzę, by przeprowadził na nim nielegalny zabieg, zapłaciliście mu za przeprowadzenie go itd… Mimo tych grożących wam oraz komuś, kogo/ osobom, które za sobą pociągniecie poważnych konsekwencji (zwłaszcza z punktu widzenia weterynarza…), nie boicie się szukać informacji o tym, ”jak złamać prawo”? Szukacie jakichś podpowiedzi ”gdzie?”, ”za ile?”, ”u kogo?” Itd., oberżnąć psu uszy i/lub ogon? Serio?

No, najwyraźniej serio

Aż taki to fetysz? Skoro ”kopiowanie”, ”cięcie”, ”skracanie”, ”plastyka” i ”korekta” psom uszu to ciągle taki ”hot” temat (czyżby także był to powód, dla którego kiedyś otwarte fejsbukowe grupy o rasie Dogo Argentino, na których aż się roi od psów z uszami zmienionymi zabiegiem chirurgicznym o podłożu estetycznym, dziś są zamkniętymi? -to retoryczne pytanie, rzecz jasna, wiemy jak jest), przygotowałam zainteresowanym wpis o tej tematyce. (Właściwie to nawet trzy.)

”Branżowy język”

Dla niezorientowanych w temacie a chcących zrozumieć patologię, w której nurzają się posiadacze części z rasowych, mających rodowody honorowane przez FCI, Dogów Argentyńskich, Dogów Kanaryjskich, Dobermanów, Cane Corso oraz psiaków innych ras, tradycyjnie (czyli butnie i uparcie) okaleczanych w imię zaspokajania próżności właścicieli, najpierw krótkie wyjaśnienie. Zacznijmy więc od tego, że dla zrozumienia istoty zjawiska, z którym mamy do czynienia, czyli kwestii nielegalnego okaleczania psów zabiegami chirurgicznymi o podłożu estetycznym, na terenie Polski (albo dla odmiany np. na Słowacji, ale wtedy łamane jest Słowackie prawo…), wpierw należy zrozumieć, że określenia: ”plastyka uszu”, ”cięcie uszu”, ”skracanie uszu”, ”kopiowanie uszu”, ”korekta uszu”, jak i ”kurtyzowanie ogona”, ”cięcie ogona” oraz ”kopiowanie ogona”, stosowane są przez ”życzliwie patrzących” na te praktyki, członków stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce, w tym i lekarzy medycyny weterynaryjnej, wymiennie. (Określenia te widnieją na pseudo zaświadczeniach, tych żałosnych ”zaświadczeniach o leczniczym kopiowaniu”, którymi niektórzy chwalili się na Facebooku i, o których to świstach słów kilka nieco potem.) Aby więc w pełni pojąć skalę zjawiska okaleczania psów (i to rasowych, tych z rodowodami FCI) zabronionymi w (między innymi) naszym kraju, niepotrzebnymi, wynikającymi jedynie z widzi mi się właścicieli tych nieszczęsnych psów, zabiegami chirurgicznymi, w wyniku których uszy psa zmienione zostają symetrycznie, zgodnie ze ściśle określonym wzorem cięcia przypisanym do konkretnej rasy, należy ów ”branżowy język”, te ww określenia, rozumieć dokładnie tak, jak rozumieją je przychylni tym praktykom, członkowie stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce, tj. jednakowo/ tożsamo.

Na (nie tylko) zamkniętych facebookowych grupach o tematyce kynologicznej, dyskusje o ”słuszności” okaleczania psów, podziwie dla ”hołdowania tradycji” okaleczania przedstawicieli części ras i/lub/oraz przywiązaniu poszczególnych osób do okaleczania kupowanych i/lub/oraz hodowanych przez nie i nierzadko przez lata (a może nawet wciąż?) pokazywanych na wystawach rasowych psów, nie należą do rzadkości, są raczej elementem ”stałego programu”. Osoby prezentujące pogląd, że niepotrzebne okaleczanie psów jest złe, że jest oznaką zacofania, braku poszanowania prawa oraz jaskrawego braku szacunku dla tych z członków stowarzyszenia, którzy przepisów przestrzegają etc., stanowią mniejszość, a ich zdanie jest marginalizowane, czasem wyśmiewane…

Gusła, mity i legendy

Dodać należy także, iż niektórzy członkowie stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce, a do stowarzyszenia tego należą także lekarze weterynarii, aktualnie prowadzący w naszym kraju swoje praktyki, utrzymują, że ”kopiowanie uszu ma właściwości lecznicze” i traktowane jest przez nich jako ”działanie prewencyjne”, mające psa okaleczonego ”korektą”/ ”cięciem”/ ”kopiowaniem” itp. uszu ”chronić przed chorobami” tychże uszu lub ich ”uszkodzeniem”. Analogicznie, cięcie/ kopiowanie/ kurtyzowanie ogona u psa ma ”uchronić ogon przed urazami”, np. przed jego złamaniem. Tego typu narracja jest szalenie szkodliwa, gdyż wprowadza w błąd osoby, które swoją wiedzę kynologiczną czerpią nierzadko przede wszystkim. z wypowiedzi członków ZKwP, przeczytanych na forach grup kynologicznych Serwisu Facebook, a nie z podręczników medycyny weterynaryjnej. I co za tym idzie, kreowany, ustawiany przez ”działaczy” i/lub sympatyków stowarzyszenia, trzepiących posty na rzecz ”promocji” ZKwP, sposób myślenia o okaleczaniu psów w imię ”poprawy ich wyglądu”, trafia ”pod strzechy”…

”Na legalu”

Rozumieć też trzeba, że co innego, w odniesieniu do tego, co ci ludzie robią ze swoimi psami, dla części członków Związku Kynologicznego w Polsce, oznacza określenie ”legalny”/ ”legalnie”, a co innego dla osób z tym stowarzyszeniem niezwiązanych w jakikolwiek sposób. Ci członkowie ZKwP, kiedy, w odniesieniu do swoich psów, mówią, że coś jest ”legalne”, mają na myśli uchwały i regulaminy swojego stowarzyszenia, które to regulaminy i uchwały czasem stoją w sprzeczności z obowiązującym w Polsce prawem. I przykład tych smętnych, nieposiadających podstawy prawnej ”zaświadczeń o leczniczym kopiowaniu”, które tzw osoby decyzyjne w ZKwP wymyśliły, jako usprawiedliwianie poczynań tych, którzy, będąc członkami ZKwP, pomimo obowiązującego w Polsce prawa, wciąż chcieli psy okaleczać i móc chwalić się tym na wystawach ZKwP, jest emblematycznym. Zapamiętajcie reakcję stowarzyszenia hodowców psów Związek Kynologiczny w Polsce, na próbę ukrócenia procederu okaleczania psów: ”W wyjątkowych przypadkach dopuszcza się przyjęcie na wystawę psa urodzonego w Polsce po 01.01.2012 i poddanego zabiegowi kopiowania, o ile zabieg został przeprowadzony z poszanowaniem art.27 Ustawy o Ochronie Zwierząt (DZ.U.1997, nr 111, poz.724).” Te pseudo zaświadczenia istniały i istnieją, gdyż w innym przypadku okaleczone psy, od 1 stycznia 2012 roku nie mogłyby być pokazywane na wystawach, które na terenie Polski Związek Kynologiczny w Polsce organizował oraz tych, które odbywały się także pod patronatem FCI, ale już poza granicami naszego kraju, w państwach, w których okaleczanie psów ze względów estetycznych także jest surowo zabronione.

Całość brzmiała następująco: KOMUNIKAT Zarządu Głównego ZKwP W związku z uchwaloną przez Sejm RP nowelizacją Ustawy o Ochronie Zwierząt (DZ.U.2011,nr 230, poz.1373), która w art.6, ust.2, pkt. 1 w sposób nie budzący wątpliwości zakazuje wykonywania zabiegów kopiowania uszu i ogonów, Zarząd Główny na posiedzeniu w dn. 29.10.2011 podjął następujące uchwały:

1. Wszystkie psy urodzone w Polsce po 01.01.2012r. muszą mieć pozostawione naturalne uszy i ogony. Kierownicy sekcji ras zostają zobowiązani do zaznaczania w protokółach kontroli miotów każdego przypadku ciętego ogona i/lub uszu oraz zgłaszania tego faktu zarządowi oddziału. W rasach, w których występują ogony szczątkowe i/lub skrócone, ogony wszystkich szczeniąt muszą zostać opisane w protokółach kontroli miotów, a następnie w metrykach i rodowodach.

2.Od 01.01.2012r. zostaje wprowadzony zakaz wystawiania psów z kopiowanymi ogonami i/lub uszami. Zakaz ten dotyczy WYŁĄCZNIE psów URODZONYCH W POLSCE PO 01.01.2012. W wyjątkowych przypadkach dopuszcza się przyjęcie na wystawę psa urodzonego w Polsce po 01.01.2012 i poddanego zabiegowi kopiowania, o ile zabieg został przeprowadzony z poszanowaniem art.27 Ustawy o Ochronie Zwierząt (DZ.U.1997, nr 111, poz.724). W takim przypadku właściciel psa zobowiązany jest dołączyć do zgłoszenia oryginał lub, poświadczoną przez jego macierzysty oddział ZKwP, kopię stosownego zaświadczenia lekarskiego, które musi zawierać, umożliwiające weryfikację, szczegółowe dane kontaktowe lecznicy i wystawiającego zaświadczenie lekarza takie jak: nazwisko, adres, nr telefonu oraz adres e-mail. Zaświadczenie pozostaje w dokumentach wystawowych organizatora imprezy.

3.W dniu 18.03.2015 Plenum ZG ZKwP uchwaliło, że zaświadczenia lekarskie wystawione przez lekarzy weterynarii z zagranicy po tej dacie nie będą honorowane. Psy z takimi zaświadczeniami nie będą przyjmowane na wystawy.

Organizacje zrzeszone w FCI przyjmują, że coś, na czym widnieje pieczątka stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce, posiada wartość. Jeżeli więc, w ramach wyjaśnienia dlaczego dany pies jest niekompletny, czyli ma cięte uszy i/lub ogon, przekazywany jest im jakiś papier z pieczątką ZKwP, przyjmują, że ma on odzwierciedlenie w polskim prawie, mówiąc krótko, gdy odnosi się to do psów okaleczonych, że pies stał się niekompletny zgodnie z obowiązującym w Polsce prawem. 

”Argumenty”, czyli ”użytkowanie”, ”tradycja rasy” i ”zdrowie” Doga Argentyńskiego pretekstami do okaleczania uszu Dogo Argentino

Gdy mamy do czynienia z kwestią nielegalnego skracania/ cięcia/ kopiowania/ korekty/ plastyki uszu, zazwyczaj ”Grażyny” i ”Karyny” do spółki z ”Januszami” i ”Sebiksami” polskiej kynologii, broniąc obrzynania psom fragmentów ciała mówią/ piszą np. coś takiego: ”Dogo Argentino w swoim pierwotnym opisie miał mieć cięte uszy i powinien mieć do dziś, zarówno z uwagi na przeznaczenie jak i zdrowie”. Jakie … (w tym miejscu każdy przeciętnie inteligentny odbiorca tego rodzaju komunikatu, gdy usiłuje się robić z niego idiotę, ma pełne prawo użyć partykuły wzmacniającej, wyrazu powszechnie uważanego za wulgarny) ”przeznaczenie” i jakie ”zdrowie”? W Polsce monteria* i walki psów są zakazane.

Osoby nieumiejące po prostu przyznać, że jarają się psami z okaleczonymi uszami, bo te upierniczone uszy wiążą się dla nich z jakimś mitem, są swego rodzaju fetyszem, jakoś koją ich kompleksy, czy cholera wie co im dają, szukając alibi dla, w istocie, haniebnego procederu, szczególnie, gdy przyjrzymy się kombinacjom koniecznym do tego, by dziś, w Polsce psu uszy oberżnąć, odwołują się do ”argumentów”, których nie są w stanie bronić i używają wyrazów, których znaczenia nie rozumieją.

W Polsce, zarówno walki psów są zabronione i Dogi Argentyński zarejestrowane w Związku Kynologicznym w Polsce, któremu to stowarzyszeniu zawdzięczamy owe pseudo zaświadczenia, potocznie nazywane ”zaświadczeniami o leczniczym kopiowaniu uszu” w walkach psów udziału nie biorą, jak i zabronione jest polowanie z Dogo Argentino w tradycyjnym dla tej rasy stylu (monteria). W naszym kraju Dog Argentyński jest jedną z ras psów uznawanych za agresywne i jako taki może być wyprowadzany w przestrzeń publiczną na smyczy i w kagańcu. Tak więc Dogo Argentino zarejestrowane w ZKwP nie biegają po polskich łąkach i lasach (przynajmniej oficjalnie, niektóre foteczki z fejsbunia mówią co innego…) ze swoimi właścicielami i/lub wystawowymi handlerami, żeby jeszcze śmieszno-straszniej było, nie chwytają dzików a „panowie i władcy” tych polskich argentynów, nie wbijają tym polskim dzikom noży w serca, jak tradycja użytkowania Dogo Argentino nakazuje. (Czy może jednak są tacy, którzy to robią?) Pum u nas nie mamy, ale bywają poj…ńcy szczujący swoje psy na wolno żyjące koty albo inne zwierzaki. Niektórzy polscy posiadacze Dogów Argentyńskich czasem sobie swoje białe „puszczają po lesie, za sarenką”, żeby ”się pieski wybiegały”. W związku z czym polscy posiadacze argentynów nie muszą obawiać się, że ich psu, w walce inny pies albo dzik oderwie ucho (sarenka czy kot w starciu z Dogiem Argentyńskim są bezbronne). Polskim psom nie trzeba „ze względów użytkowych” „skracać uszu” i robić „nowych fryzur”, jak nazywają chirurgiczną zmianę wyglądu, wielkości i sposobu noszenia uszu fanatycy tego procederu, jarający się „kozackim” i „budzącym respekt na dzielni” wyglądem psów z takimi uszami. To, że obetnie się psu uszy, nie sprawi, że samemu zacznie się ”budzić respekt”. Jeżeli jakiś typ jest kurduplem o wzroście ”metr siedemdziesiąt” i ma śmieszne tatuaże, nie urośnie od tego, że okaleczy swojego psa. Dalej będzie tylko kurduplem ze śmiesznymi tatuażami. Pani, która jest po prostu brzydka i do tego ma grube uda, też nie stanie się Gisele Bundchen dlatego, że obcięcia psu uszy. (Nawet, kiedy przepuści fotkę w paru filtrach, a jakaś inna ”ładna inaczej” znajoma napisze jej, że w jakiejś kiecce wygląda ”pięknie”.)

Uwaga za marginesie: jeśli, Drogi Czytelniku znasz zwyroli, którzy szczują w Polsce swoje Dogo Argentino (albo inne psy) na dziką zwierzynę i dodatkowo jarają się mordowaniem „białą bronią” tej zwierzyny, to zasuwaj z tym na najbliższy komisariat. Jak znasz z…ebów, którzy tak się „tradycją rasy” jarają, że się do jej źródła, Viejo Perro Pelea Cordobes dogrzebali i gdzieś do walk swoje Dogo Argentino wystawiają, to też zapierniczaj na komisariat, bo to też temat dla prokuratury.

Kiedyś pewien zbrodniarz powiedział, że ”kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą”. Nie. Tak myślą ludzie ułomni intelektualnie, totalitaryści, niewolnicy ideologii, cała reszta wie, że to nieprawda. Ludzie, którzy okaleczają swoje psy też mogą kłamać do woli, powtarzając, że „Kopiowanie uszu ma lecznicze właściwości.”, ale nie zaczarują rzeczywistości.

Abbreviatio auriculae

Podręcznik dla studentów medycyny weterynaryjnej autorstwa prof. dr. Marka Żakowicza ”Chirurgia małych zwierząt”, podręcznik, z którego uczyło się wielu praktykujących dziś lekarzy weterynarii, mówi jasno, iż skracanie małżowin usznych (kopiowanie) jest zabiegiem wykonywanym ze skazań estetycznych. Za prof. dr. Markiem Żakowiczem: ”Skracanie małżowin usznych (abbreviatio auriculae). Wskazania: względy estetyczne u niektórych ras psów. Celem zabiegu jest usunięcie tylnej części małżowiny usznej, co powinno zmienić ustawienie opadającego ucha na ucho stojące. Jednocześnie zmieniony kształt ucha ma harmonizować z sylwetką zwierzęcia. Z tego względu dla każdej rasy istnieją nieco inne wskazania odnośnie do wielkości i kształtu usuwanej części małżowiny.

Technika zabiegu dla wszystkich ras psów jest wspólna. Przeprowadza się go u zwierząt, które nie przekroczyły 3-4 miesiąca życia. Najodpowiedniejszy jest wiek 2-2,5 miesiąca, jakkolwiek można skracać małżowiny także u psów w wieku 4-6 tygodni”.

Tzw kopiowanie uszu zmienia wygląd psa, jest to zabieg estetyczny, niemający żadnych wskazań medycznych. W jego wyniku zmienione zostają wielkość ucha, jego kształt oraz sposób noszenia, czyli ucho ze swobodnie zwisającego staje się stojące. Jest to zabieg przeprowadzany symetrycznie na obojgu uszach danego psa. Istotne, że w zabiegu estetycznym, chodzi o wygląd uszu, o to aby tkanka małżowiny usznej usunięta została zgodnie z konkretnym wzorem określającym ”wygląd idealnie ciętej małżowiny usznej” dla psa danej rasy. Liczy się to, aby po zabiegu uszy stały i były zakończone szpiczasto (wyjątkiem może być cięcie ucha na sposób przewidziany np. dla Cimarron Uruguayo), aby uszy WYGLĄDAŁY odpowiednio. I tyle. Z tego też powodu Ustawodawca jednoznacznie zakwalifikował kopiowanie jako zabieg mający na celu zmianę wyglądu zwierzęcia i wykonywany w celu innym niż ”ratowanie jego zdrowia lub życia”. Tym samym zabieg kopiowania (choć bez znaczenia jest to jakiego słowa użyjemy, czy powiemy ”kopiowanie”, ”plastyka”, ”korekta”, ”cięcie”, ”skrócenie”. Itp., gdyż chodzi o efekt: zmianę wyglądu psa, poprzez zmianę wyglądu jego uszu), wypełnia znamiona przestępstwa, jakim jest znęcanie się nad zwierzęciem poprzez umyślne zranienie lub okaleczenie go, niestanowiące dozwolonego prawem zabiegu. Za obowiązującą ustawą, żeby się Wam utrwaliło:

Art. 6.1a. Zabrania się znęcania nad zwierzętami.

2.Przez znęcanie się nad zwierzętami należy rozumieć zadawanie albo świadome dopuszczanie do zadawania bólu lub cierpień, a w szczególności:

1) umyślne zranienie lub okaleczenie zwierzęcia, niestanowiące dozwolonego prawem zabiegu lub procedury w rozumieniu art. 2 ust. 1 pkt 6 ustawy z dnia 15 stycznia 2015 r. o ochronie zwierząt wykorzystywanych do celów naukowych lub edukacyjnych, w tym znakowanie zwierząt stałocieplnych przez wypalanie lub wymrażanie, a także wszelkie zabiegi mające na celu zmianę wyglądu zwierzęcia i wykonywane w celu innym niż ratowanie jego zdrowia lub życia, a w szczególności przycinanie psom uszu i ogonów (kopiowanie).

Ustawodawca najwyraźniej podzielał opinię, iż obcinaniem psom uszu, szczególnie obcinaniem wynikającym z tzw tradycji, niczego się nie leczy i że zabiegi takie, będące jedynie okaleczeniem pod całkowitą narkozą, zabiegi wynikające tylko i wyłącznie z widzi mi się osoby odpowiedzialnej za psa w sensie prawnym, są niewłaściwe i należy ich zakazać.

Każdy zabieg wymagający pełnej narkozy, jest zabiegiem ryzykownym. Należy więc unikać zabiegów niepotrzebnych a jedynie stanowiących zagrożenie dla życia psich malców. Wiele o mentalności tzw hodowców psów mówi ich niechęć do wykonywania BAER TEST, badania potwierdzającego lub wykluczającego głuchotę jednostronną (bądź całkowitą), a więc badania określającego jakość słyszenia psiaków, badania niewymagającego pełnej narkozy, na którą to jednak narkozę(!), jako powód niechęci do przeprowadzenia BAER test, powołują się tzw hodowcy, jednocześnie bez mrugnięcia okiem szafujący życiem szczeniąt, by wykonać cięcie uszu.

A, i ”argument” najżałośniejszy z żałosnych, czyli zakaz cięcia jako ”zamach na wolność” posiadaczy psów

Jeżeli ktoś bardzo chce, może pojechać ze swoim psem do kraju, w którym chirurgiczne zabiegi zmieniające psom wygląd są legalne i tam oberżnąć swojemu psu uszy i/lub ogon. Nie ma problemu, jak tak cię swędzi, żeby twój pies ”wyglądał”, to go potnij, ale zrób to zgodnie z prawem, czyli w kraju, w którym to jest legalne, bo teksty o ”zamachu na wolność” z ust kombinatorów pokątnie korumpujących nieetycznych weterynarzy w Polsce i z/lub innych krajów, są po prosu żałosne.

I jeszcze jedno, jak chcesz, żeby twój pies ”wyglądał”, to nie kupuj go w byle jakiej ”hodowli”, w której rozmnażane są smętne wypłosze, marne popłuczyny po Dogo Argentino, które z rasą mają tyle wspólnego, że są białe. Skup się na prawidłowym żywieniu szczeniaka, ogarnij na czym polega ”budowanie” psa. Nie trzymaj go na śliskich panelach, ale zadbaj o kondycję jego więzadeł. Zapewnij mu stosowną porcję ruchu i daj szansę potencjałowi, który w sobie ma, który mają jego gany, alby w pełni się rozwinął. Nie ma nic bardziej żałosnego od argentyna z frontem płaskim jak deska do prasowania, klatką szerokości przecinka, dysplazją i ”kozackimi” uszami, w dodatku ciętymi na AST’a albo Dobermana.

Związek Kynologiczny w Polsce nie jest żadnym ”urzędem” ani ”instytucją”, to tylko stowarzyszenie zrzeszające ludzi, amatorów, min. zajmujących się rozmnażaniem rasowych psów

Standardem jest, że niektórzy członkowie ZKwP nie myślą dalej niż, parafrazując, koniec regulaminu i/lub uchwał ich stowarzyszenia. I niestety, w takim środowisku jest naturalne, że słowo ”legalne”/ ”legalny” odnosi się do treści uchwał i regulaminów ZKwP, a niekoniecznie do obowiązującego w Polsce prawa, czego doskonałym przykładem jest proceder okaleczania psów chirurgicznymi zabiegami zmieniającymi ich wygląd, tj cięciem/ plastyką/ kopiowaniem/ korektą/ skracaniem itp. uszu i/lub kurtyzowaniem/ kopiowaniem/ cięciem ogonów. Zabiegi te są w Polsce nielegalne od 1997r. i jest to dla członków stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce oczywiste od samego początku, czego dowodem jest min. wywiad z roku 2001, którego udzielił magazynowi o tematyce kynologicznej ówczesny prezes stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce, pan Andrzej Mania: https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2019/02/18/nie-chcialbym-miec-dobermana-z-dlugim-ogonem/ albo wywiad tego samego członka ZKwP z roku 2006 https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2019/02/18/temat-zastepczy-czyli-co-w-2006-roku-nieco-ponad-dekade-temu-mowil-o-okaleczaniu-psow-ze-wzgledow-estetycznych-sedzia-kynologiczny-zwiazku-kynologicznego/, kiedy to także pełnił rolę prezesa ZKwP.

Nowelizacja UoOZ (ustawy o ochronie zwierząt) z roku 2011, tylko podkreśliła fakt, iż okaleczanie psów zabiegami chirurgicznymi o podłożu estetycznym jest w Polsce zakazane. Z uwagi na ignorowanie przez część członków ZKwP stanu prawnego w Nowelizacji UoOZ pojawiło się sformułowanie, że w szczególności zabrania się kopiowania. Jednak członkowie ZKwP lubujący się w obrzynaniu psom uszu (i/lub ogonów), ”miłośnicy” ras tradycyjnie okaleczanych (do których należą, zajmujące dziś czołowe miejsce na liście okaleczanych, Dogi Argentyńskie oraz Dogi Kanaryjskie), nie przyjmują tego do wiadomości i, w rezultacie, psy od lat są okaleczane.

Czy o nielegalnych praktykach środowisko ZKwP wie?

http://www.dogomania.com/forum/topic/20228-aleksander-waszkowski-pl/

http://torun.wyborcza.pl/torun/1,48723,16884632,Weterynarz_obcial_psom_ogony__Zostal_skazany_za_znecanie.html

https://nowosci.com.pl/torun-odcinal-uszy-psom-sa-zarzuty-za-znecanie-nad-zwierzetami/ar/10811964#112

Nielegalnie, w Polsce, swoje psy estetycznymi zabiegami chirurgicznymi, okaleczają, przy współudziale praktykujących (a może nawet prawa do wykonywania zawodu już pozbawionych), polecanych sobie „w zaufaniu”, weterynarzy, „miłośnicy” Dogów Argentyńkich, Dobermanów, Cane Corso, Dogów Kanaryjskich itp., dokarmiający w ten sposób swój egoizm i tyle. Wszystko inne to dorabianie ideologii do łamania prawa. Weterynarze, którzy wykonują te zabiegi, doskonale wiedzą, że są one w Polsce nielegalne i robią to, przedkładając swój osobisty interes (stawka za nielegalny zabieg), wewnętrzne procedury stowarzyszenia hodowców psów, którego są członkami lub na którego rzecz ”wykonują konsultacje”, panujące w tym stowarzyszeniu tradycje, zwyczaje oraz ”kulturę”, ponad Kodeks Etyki Lekarza Weterynarii i obowiązujące w Polsce prawo.

Raz jeszcze pseudo zaświadczenia o ”leczniczym kopiowaniu uszu”

Po wejściu życie poprzedniej nowelizacji UoOZ, od 1 styczna 2012 roku, aby na wystawy organizowane w Polsce przez Związek Kynologiczny w Polsce, pod patronatem Fédération Cynologique Internationale (FCI), można było zgłaszać psy z uszami ”kopiowanymi” lub ”ciętymi”, nie ”zmienionymi chirurgicznym zabiegiem”, a ”kopiowanymi” właśnie lub ”ciętymi”, potrzebny był świstek nazywany przez posiadaczy psów z uszami zmienionymi takim zabiegiem: ”zaświadczenie o leczniczym kopiowaniu uszu”. Na oficjalnej stronie ZKwP, w każdym przypadku używano słowa ”kopiowanie” na zmianę z ”cięcie”. I tak treść, którą można było znaleźć na stronie ZKwP mówiła, powtórzę, żeby i to się Wam utrwaliło;

KOMUNIKAT Zarządu Głównego ZKwP W związku z uchwaloną przez Sejm RP nowelizacją Ustawy o Ochronie Zwierząt (DZ.U.2011,nr 230, poz.1373), która w art.6, ust.2, pkt. 1 w sposób nie budzący wątpliwości zakazuje wykonywania zabiegów kopiowania uszu i ogonów, Zarząd Główny na posiedzeniu w dn. 29.10.2011 podjął następujące uchwały:

1. Wszystkie psy urodzone w Polsce po 01.01.2012r. muszą mieć pozostawione naturalne uszy i ogony. Kierownicy sekcji ras zostają zobowiązani do zaznaczania w protokółach kontroli miotów każdego przypadku ciętego ogona i/lub uszu oraz zgłaszania tego faktu zarządowi oddziału. W rasach, w których występują ogony szczątkowe i/lub skrócone, ogony wszystkich szczeniąt muszą zostać opisane w protokółach kontroli miotów, a następnie w metrykach i rodowodach.

2.Od 01.01.2012r. zostaje wprowadzony zakaz wystawiania psów z kopiowanymi ogonami i/lub uszami. Zakaz ten dotyczy WYŁĄCZNIE psów URODZONYCH W POLSCE PO 01.01.2012. W wyjątkowych przypadkach dopuszcza się przyjęcie na wystawę psa urodzonego w Polsce po 01.01.2012 i poddanego zabiegowi kopiowania, o ile zabieg został przeprowadzony z poszanowaniem art.27 Ustawy o Ochronie Zwierząt (DZ.U.1997, nr 111, poz.724). W takim przypadku właściciel psa zobowiązany jest dołączyć do zgłoszenia oryginał lub, poświadczoną przez jego macierzysty oddział ZKwP, kopię stosownego zaświadczenia lekarskiego, które musi zawierać, umożliwiające weryfikację, szczegółowe dane kontaktowe lecznicy i wystawiającego zaświadczenie lekarza takie jak: nazwisko, adres, nr telefonu oraz adres e-mail. Zaświadczenie pozostaje w dokumentach wystawowych organizatora imprezy.”

”3.W dniu 18.03.2015 Plenum ZG ZKwP uchwaliło, że zaświadczenia lekarskie wystawione przez lekarzy weterynarii z zagranicy po tej dacie nie będą honorowane. Psy z takimi zaświadczeniami nie będą przyjmowane na wystawy.”

Posiadacze psów pochodzących z zagranicznych hodowli np. z Włoch, czy Węgier, twierdzili często, że ”zaświadczenia” ich nie dotyczą, bo psy są ”importami” i kopiowane były za granicą. Niestety buta i arogancja idą w parze z ignorancją, gdyż osoby te zapominają, że w tych krajach także obowiązuje zakaz kopiowania… Tak więc, przypadkach budzących wątpliwości należy zwrócić się do zagranicznych hodowców, z hodowli, których pochodzącą będące dziś w rękach polskich posiadaczy, okaleczone psy, by od nich uzyskać informacje dotyczące tego, czy psy do polski przekazane były z uszami naturalnymi, czy też sprzedane zostały jako zwierzęta po zabiegu… Należy także liczyć się z faktem, że być może nie tylko polscy posiadacze psów ras tradycyjnie okaleczanych zabiegiem kopiowania uszu, łamią prawo.

Krótki rys historyczny końca ery pseudo zaświadczeń -”Interwencja” na Klubowej Wystawie Molosów.

W pierwszych dniach września 2015 roku, odbyłam spotkanie w KOMENDZIE REJONOWEJ POLICJI WARSZAWA VII przy ul. Grenadierów 73/75 w Warszawie, którego celem było zapoznanie Nadkomisarza, któremu podlega także komisariat w Starej Miłosnej, gdzie odbywają się wystawy psów organizowane przez ZKwP, z problematyką okaleczania psów nielegalnymi w Polsce zabiegami oraz pseudo zaświadczeniami o ”leczniczym kopiowaniu”. Po tym spotkaniu, drogą elektroniczną przekazałam, pracownikom komisariatu przy ul. Grenadierów obszerną notatkę, w której raz jeszcze zgłaszałam potrzebę interwencji patrolu policji na Klubowej Wystawie Molosów, która odbywać się miała (i odbyła) w dniu 13 września 2015r, na terenie temu komisariatowi podlegającym. Podczas tamtego spotkania zawiadamiałam o przestępczym procederze i jednocześnie prosiłam o interwencję w celu spisania treści zaświadczeń, które właściciele okaleczonych psów, pokazujący je w dniu 13 września 2015r. musieli mieć przy sobie, aby psy mogły zostać ocenione, aby stosowne organy mogły zweryfikować treść owych ”zaświadczeń” ze stanem faktycznym i pociągnąć do odpowiedzialności osoby winne popełnieniu przestępstwa znęcania się (Tylko uprawnione organy mają prawo legitymować polskich obywateli np. biorących udział w imprezie, którą jest wystawa psów). Niestety, mimo moich starań, obaj policjanci z komisariatu w Starej Miłosnej, którzy na wystawie się pojawili, byli nieprzygotowani do pełnienia obowiązków. Nie zapoznali się z treścią przekazaną przez mnie kierownictwu komisariatu i ”interwencja” nie powiodła się. Jak już pisałam w tekście https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2015/11/17/winter-is-comming-rozmnazacze-nieprzebadanych-psow-koniec-tabu-kopiowania-obcinania-psom-uszu/ dysponuję nagraniem wideo, dokumentującym udział pań z ZKwP, w tym członkini kierownictwa warszawskiego oddziału, w tejże ”interwencji”. Zajadłość reprezentantki ZkwP, przerażonej widokiem policjantów na terenie wystawy, nieprzygotowanych i tylko wspominających o ”zaświadczeniach”, mówiła sama za siebie.

Choć, z mojego punktu widzenia, interwencja ta była, z powodu nieprzygotowania policjantów, nieudana, to już 16 września 2015r., a więc trzy dni po zaobserwowaniu przez członków ZKwP, policjantów na Klubowej Wystawie Molosów, Plenum Związku Kynologicznego w Polsce zakazało ”wystawiania psów na zaświadczenia o leczniczym kopiowaniu”, najwyraźniej obawiając się, że może się tak zdarzyć, że uprawnione organy zechcą zapoznać się z treścią tych ”zaświadczeń” i członkowie ZKwP takimi ”zaświadczeniami” dysponujący, w tym lekarze weterynarii, będą mieć z tego powodu bardzo duże problemy.

Skutkiem sprowadzenia przeze mnie na ”Klubówkę” w dniu 13 września patrolu policji była uchwała ZKwP z dnia 16 września 2015r. Mówiąca; ”Plenum podjęło uchwałę, że od 1 stycznia 2016r. nie będą przyjmowane na wystawy psy urodzone w Polsce po 1 stycznia 2012 r z kopiowanymi uszami i/lub ogonami.”, –tylko tyle, nic więcej, żadnych wyjaśnień, choć wcześniejsze uchwała z dnia 18 marca 2015 roku mówiła, że uchwalono, iż; ”obowiązują dotychczasowe zasady przyjmowania na wystawy psów urodzonych w Polsce po 01.01.2012 i poddanych zabiegowi kopiowania ogonów i/lub uszu, o ile zabieg został przeprowadzony z poszanowaniem art.27 Ustawy o Ochronie Zwierząt (DZ.U.1997, nr 111, poz.724)”. (To właśnie, ten oksymoron o ”kopiowaniu z poszanowaniem art 27 UoOZ” jest powodem, dla którego w pewnym momencie pan zajmujący się w swoim czasie hodowlą Dogów Argentyńskich i równocześnie praktykujący lekarz weterynarii, ”wpadł w kłopoty”, ale środowiska zawodowe stoją murem za ”swoimi” Regionalna Izba Lekarsko-Weterynaryjna postarała się, by koledze włos z głowy nie spadł… Na razie…) ”W takim przypadku właściciel psa zobowiązany jest dołączyć do zgłoszenia oryginał lub poświadczoną przez jego macierzysty oddział ZKwP kopię stosownego zaświadczenia lekarskiego, wystawionego przez lekarza weterynarii, będącego członkiem Izby Weterynaryjnej w Polsce. Zaświadczenie musi zawierać, umożliwiające weryfikację, szczegółowe dane kontaktowe lecznicy i wystawiającego zaświadczenie lekarza, takie jak: nazwisko, adres, nr telefonu oraz adres e-mail. Zaświadczenie pozostaje w dokumentach wystawowych organizatora imprezy.

Zaświadczenia wystawiane przez lekarzy weterynarii z zagranicy nie będą honorowane.
Psy pochodzące z krajów, w których nie obowiązuje zakaz kopiowania ogonów i uszu będą przyjmowane na wystawy na dotychczasowych zasadach”.

Aktualnie okaleczone, kopiowane uszy Zarząd Główny ZKwP postanowił nazywać ”wadą nabytą” i dziś na stronie najstarszego stowarzyszenia hodowców rasowych psów (…) ZKwP, mamy uchwałę z dnia 19 listopada 2017 roku, o przeglądach hodowlanych psów kopiowanych, które dziś nazywa się tam psami ”z wadami nabytymi”; ZkwP ”ustalił opłatę za kwalifikację do hodowli zgodnie z załącznikiem nr 15 (dopuszczenie do hodowli psów i suk z wadami nabytymi) obowiązującą w roku 2018 w wysokości 1000 zł od psa. Opłatę za przegląd wnosi się na rzecz oddziału Związku organizującego przegląd. [Zatwierdził wniosek Głównej Komisji Szkolenia Psów o dopuszczenie psów z kopiowanymi uszami/ogonami do udziału w imprezach organizowanych pod patronatem GKSP; dotyczy psów urodzonych w Polsce przed 01.01.2012 r. oraz psów urodzonych w krajach, w których kopiowanie jest legalne]”.

…”jeżeli zostaną naruszone nasze regulaminy, to”…

Tzw opinia publiczna, bulwersuje się od czasu do czasu, gdy wybucha skandal dotyczący pseudo hodowlanych praktyk w stowarzyszeniu Związek Kynologiczny w Polsce (mnóstwo komentarzy i udostępnień na Serwisie Facebook robi swoje) i oczekuje od ZKwP ”zajęcia jakiegoś stanowiska”. W takich momentach warto przypomnieć sobie pytanie, zadanie w 2006 roku, ówczesnemu Prezesowi stowarzyszenia ZKwP, w kontekście ignorowania zakazu kopiowania uszu i cięcia psom ogonów, przez właścicieli rasowych psów, będących członkami Związku Kynologicznego w Polsce, które to brzmiało ”Czy Związek Kynologiczny w Polsce nie powinien zadbać o psy?”. Pan Andrzej Mania, ówczesny prezes ZKwP, odpowiedział: ”Nie. Bo egzekwowanie prawa to nie nasza rzecz”… Tak więc pamiętajcie moi drodzy: Związek Kynologiczny nie jest żadną ”instytucją państwową”. ZKwP to tylko stowarzyszenie amatorskich hodowców…

Warto nie zapominać także, że ZKwP robi wyjątki nawet wtedy, gdy chodzi o wewnętrzne procedury, regulaminy i uchwały tego stowarzyszenia. Tak jest np. z tymi specjalnymi tzw przeglądami hodowlanymi dla okaleczonych cięciem uszu i/lub ogonów psów, które teraz nazywa się w ZKwP psami z ”wadami nabytymi”… Zupełnie jakby do ich okaleczenia nie przyczyniło się celowe działanie ich właścicieli, którzy to po prostu chcieli, by uszy ich psów wyglądały w określony sposób, ale ”losowe zdarzenie”.

Niewygodna i usilnie zakłamywana prawda

Użytkowość Dogów Argentyńskich trzymanych w Polsce ogranicza się do tego, że mają „ładnie wyglądać”, choć znacząca część, nawet tych wystawowych i „hodowlanych” to raczej białe wypłosze. Psy tej rasy, rozmnażane w Polsce mają słyszeć na oboje uszu, mieć sprawny aparat ruchu, serce i nerki, oraz być stabilne psychicznie, bo w przeważającej większości trafiają na kanapy rodzin z dziećmi. A ktoś, kto płaci średnio od tysiąca euro wzwyż za szczeniaka, chce mieć sprawnego psa a nie inwalidę (”tylko” dysplazja to już spore obciążenie dla finansów) i nie chce także obawiać się ”odpałów” swojego psa.


I tak, choć od lat na różnych forach „spece” posiadający i rozmnażający psy tej rasy (niektórych miałam okazję poznać), kłamali publicznie, także w setkach postów walających się po necie, że „kopiowanie uszu ma lecznicze właściwości”, rzeczywistości nie zaczarują.

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2019/02/18/nie-chcialbym-miec-dobermana-z-dlugim-ogonem/

https://zuzpasjaodogoargentino.wordpress.com/2019/02/18/temat-zastepczy-czyli-co-w-2006-roku-nieco-ponad-dekade-temu-mowil-o-okaleczaniu-psow-ze-wzgledow-estetycznych-sedzia-kynologiczny-zwiazku-kynologicznego/

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora jest zabronione.

www.facebook.com/zuzpasjaodogoargentino

https://twitter.com/odogoargentino

 

 

O RÓŻNICACH CZYLI JAK NIE STAĆ SIĘ ROZCZAROWANYM NABYWCĄ. CZĘŚĆ 3 Z 3

 (Źródło Facebook)

”Coś mu jest, coś jest nie tak, musimy iść do weterynarza” vs ”Poczekamy, zobaczymy co z tego wyniknie, najwyżej podamy mu”…

Emocjonalny stosunek nabywcy do jego psa zwykle pojawia się na długo zanim psiak się urodzi, nawet na długo zanim wybrana zostanie hodowla. Hodowca natomiast nie ma do szczeniąt aż tak emocjonalnego stosunku (a jeżeli ma, to nie jest w stanie obiektywnie ocenić wartości miotu) i o szczeniaku wybranym przez siebie dla nabywcy, myśli w kategorii np. ”Niezła głowa, zbyt krótki, za długie łapy, nie trzyma proporcji, pet”, w skrócie ”Żółty” -od koloru obróżki, którą nosi ten akurat szczeniak.

Najprawdopodobniej to właśnie ”nastawienie” powoduje, że to, co nabywcę zaniepokoiłoby tak, że w środku nocy biegłby/jechał ze szczeniakiem pod pachą do lecznicy 24/7, tzw hodowcy ”nie rusza”. Niektórzy tzw hodowcy mają zwyczaj sami ”leczyć” szczeniaki i dorosłe psy, większość z nich uważa się za ”speców”, którzy ”nie raz już to przechodzili” i ”wiedzą, że wystarczy podać”… lub też przyzwyczajona jest do ”radzenia się znajomych hodowców”. I najczęściej wcale nie chodzi o to, że ”weterynarze się nie znają”, a o ekonomię. Wielu tzw hodowców ”oszczędza”. Kłania się wspomniany w pierwszej części tekstu, brak zaplecza finansowego i ”hodowanie na styk” (”Jak sprzedam szczeniaka, będę mieć na kotlety”), które świetnie oddają teksty w rodzaju ”Proszę to zachować dla siebie, ja z tego, z hodowli żyję”, wymykające się rozemocjonowanym tzw hodowcom, w rozmowach z Wami, drodzy czytelnicy, kiedy okazuje się, że psiak ma jakiś zdrowotny problem.

Tzw hodowców bardzo często nie stać po prostu na korzystanie z usług lecznic weterynaryjnych, tak samo jak nie stać ich na przeprowadzanie badań i jak nie byłoby ich stać na utrzymywanie szczeniąt, które okazałby się obciążone wadami i które bardzo trudno byłoby im sprzedać. Dlatego tzw hodowcom nie opłaca się przeprowadzać badań ani szczeniętom ani ich rodzicom, bo to generowałoby zbyt duże koszty i ”hodowla” przestałaby przynosić zyski. Nierzadko więc robią wszystko co mogą, aby odwlec moment, w którym będą musieli zapłacić lekarzowi weterynarii za jego usługi. Dlatego, np. zamiast wieźć do lecznicy psa, u którego właśnie odezwały się skutki babeszjozy, zamieszczają posty na fejsbukowych grupach, oczekując ”diagnozy przez internet”, od przypadkowych ”specjalistów”, którzy akurat są ”on line”. To jasne, że bardzo fajnie jest, kiedy doświadczenia z psami powodują, że niektórzy ”naprawdę wiedzą” co dolega ich psu i przy niezagrażających psiemu życiu sytuacjach, podają właściwy preparat, jeżeli mają go w domu i nie muszą jechać do weterynarza z każdym drobiazgiem. Jednak często to nie ”doświadczenie”, a zwyczajna bezduszność połączona z brakiem pieniędzy na leczenie psów, kieruje ludźmi, którzy ”nie przejmują się aż tak”. Wspomnijcie wszystkie przypadki psów, które z dnia na dzień ”wyparowują” i wszelki słuch po nich ginie. O ”wybitnych reproduktorach”, po ”wybitnych rodzicach”, ojców ”wybitnego potomstwa”, psach o oryginalnych, niejednokrotne szalenie pretensjonalnych imionach, nadawanych im np. na cześć znanych gitarzystów…

W tym miejscu wypada też dodać, że niektórzy tzw hodowcy czują się tak pewnie, że sami przeprowadzają tzw cesarki swoim sukom, choć zabiegi chirurgiczne na zwierzętach towarzyszących, polskie prawo pozwala przeprowadzać jedynie praktykującym lekarzom weterynarii. A jeszcze inni mieli lub niestety wciąż jeszcze mają czelność sami okaleczać szczenięta ”zabiegami kopiowania” czyli przycinania uszu i/lub ogona. Ciętych, młodziutkich argentynów z polskimi przydomkami na FB nie brakuje… Czyżby wszyscy posiadacze tych nieszczęsnych psiaków wywozili je na cięcie uszu do Rosji?

Przy okazji wypada wspomnieć przypadek bardzo znanego w środowisku Związku Kynologicznego w Polsce działacza tego stowarzyszenia, hodowcy, sędziego kynologicznego, w swoim czasie lekarza weterynarii*. Cóż, taka to jest ta ”kultura” w ZKwP, stowarzyszeniu wciąż posiadającym dominującą pozycję na polskim rynku kynologicznym. Stowarzyszeniu osób rozmnażających i sprzedających nabywcom psy posiadające rodowody honorowane przez FCI czyli federację stowarzyszeń zrzeszających osoby, które rozmnażają (i sprzedają) psy.

A propos, najpierw słów kilka o ”papierologii” czyli nie tylko FCI

Nabywcy często kompletnie nie interesują się ”papierologią” dotyczącą ich psów i ten typ osób to target-marzenie dla wszystkich cwaniaków, którzy pozakładali w Polsce ”stowarzyszenia hodowców” spod znaku pieska i kotka po 2012 roku. W internecie roi się od ogłoszeń o sprzedaży ”rasowych” szczeniąt w ”okazyjnych cenach”, w których sprzedający piszą bzdety, które krótko mówiąc, naiwniacy łykają jak młode pelikany. W epoce powszechnego dostępu do informacji, ignorancja jest wyborem. Dlatego winą za to, że nabywcy kupują mieszańce, kundle, które z jakąś rasą łączy jedynie kolor sierści, psy z kojarzeń typu ”pani co roku dopuszcza do swojej suczki swojego pieska (syna tej suczki)” i sprzedaje np. ”maltańczyki” za 500 złotych, w bonusie standardowo już obciążone schorzeniami wynikającymi z chowu wsobnego czyli kojarzeń kazirodczych lub płacą komuś za to, że w obsranej stodole, w klatkach trzyma np. 60 dorosłych psów i kilogramy zarobaczonych, niedożywionych i nierzadko chorych jak ich rodzice, szczeniąt, obarczać można jedynie ich samych, głupców, którzy ”chcąc oszczędzić”, sami proszą się, żeby zrobić z nich jeszcze większych idiotów. Przykre jest tylko to, że głupi ludzie generujący popyt na ”rasowe psy w atrakcyjnych cenach”, nie tylko dają pole do popisu zwyczajnym oszustom, ale i uczestniczą w procederze znęcania się nad zwierzętami. Tacy ludzie ten proceder nakręcają.

Osobom, które kynologią się nie interesują, których nie zajmuje zastanawianie się ”skąd się na świecie wziął ich pies” (genetyka), które ”po prostu chcą kupić psa”, bardzo łatwo jest pogubić się w nazwach wszystkich tych działających dziś w Polsce stowarzyszeń ludzi, którzy psy rozmnażają, federacji zrzeszających te stowarzyszenia oraz w rodowodach. Kupują psa z jakiegoś stowarzyszenia (albo nawet i nie to, bo ”się znajomym znajomych pieski urodziły”), nie patrząc przy tym na jego nazwę, choć dziś prawie każdy ma ”internet w telefonie” i wszyscy znają ”wujka Google”. A potem są zaskoczeni, że np. nie mogą ze swoim psem wziąć udziału w jakiejś wystawie, albo że ich ”Tosa Inu” z obciętym ogonem (tak, serio), wygląda raczej jak zastanawiająco piaskowy pinczer średni, niż japoński molos. Albo, że ich ”Nowofunland”, choć czarny, to raczej mieszaniec Groenendael’a (jeden z Owczarków Belgijskich), z jakimś wiejskim, ”bysiem”, którego któryś z członków rodziny może kiedyś leżał obok jakiegoś Nowofundlanda…

Rodowód to nic innego jak drzewo genealogiczne. Rodowód dokumentuje pochodzenie psa w sposób kompletny, nie ma w nim ”dziur”, ”białych plam”/”niewypełnionych pól”. Rodowód pozwala zorientować się w przodkach danego psiaka na kilka pokoleń wstecz. Jednak nawet monopolizujący rynek kynologiczny w Polsce, Związek Kynologiczny w Polsce, należący do Federacion Cynologique Internationale (FCI) nie wymaga, aby informacje zawarte w rodowodach wydawanych przez to stowarzyszenie, zawierały certyfikat identyfikacyjny DNA. Oznacza to, że nabywca musi na ”słowo honoru” przyjąć, że rodzicami danego szczenięcia są ojciec i matka wpisani w rodowód psiaka. ZKwP wciąż nie zdecydowało się wprowadzić wymogu badań DNA, które potwierdzałyby informacje zamieszczane w rodowodach psów zarejestrowanych w tym stowarzyszeniu.

Wyjątkowo aktywni na forach społecznościowych i wyjątkowo nie rozumiejący zasad, którymi kieruje się rynek oraz tego, że prawem klienta jest dostęp do informacji o towarze (masowa ”hodowla” uczyniła z psów towar), członkowie mającego w Polsce ciągle dominującą pozycję Związku Kynologicznego w Polsce, ślepo przekonani o tym, że ZKwP należy się monopol, działają jak Orwellowska Policja Myśli. Zaciekle bronią potencjalnych nabywców przed ”myślozbrodnią”, którą rodzi dostęp do informacji o tym, że nie tylko pies z metryką wydawaną przez stowarzyszenie, którego są członkami i rodowodem honorowanym przez FCI, jest rasowy, nazywając absolutnie każdego hodowcę działającego poza Związkiem Kynologicznym w Polsce ”pseudohodowcą”. Wielu członków ZKwP, przy każdej nadarzającej się okazji w rodzaju ”dyskusji o stowarzyszeniach i ‚rasowowści’ psów, stara się dyskredytować wszelkie inicjatywy kynologiczne niezwiązane z ich stowarzyszeniem, uzmysławiające natomiast potencjalnym nabywcom, iż mają wybór i nie są skazani na psa z metryką ZKwP. Działania części członków ZKwP, mają znamiona nieuczciwej konkurencji, przeciwdziałają warunkom niezbędnym dla powstania i rozwoju konkurencji.

Być może działania te można byłoby wziąć za dobrą monetę i może nawet traktować jako słuszne, choć przecież wszyscy wiemy, że monopol prowadzi do wynaturzeń. Może gdyby ZKwP funkcjonował wzorcowo, jego członkowie zaciekle tępiliby wszelkie przypadki nieprawidłowości przede wszystkim ”na swoim podwórku” -np. cięcie uszu psom czyli ignorowanie przez tzw hodowców zakazu okaleczania psów chirurgicznymi zabiegami estetycznymi- działania wyznawców ZKwP nie raziłyby aż tak bardzo… Jednak praktyka pokazuje tępą bezrefleksyjność tych osób nad stanem ich ”własnego podwórka”. Min. powszechnym w tym stowarzyszeniu przyzwoleniu na rozmnażanie psów z dysfunkcjami fizycznymi i nierzadko psychicznymi. Niestety brak jest konkretnego, jednomyślnego i zdecydowanego działania członków ZKwP, którzy w swojej masie, w praktyce wciąż pozwalają na to, by psy ras predysponowanych do wystąpienia wad dziedzicznych, rozmnażane były bez uprzedniego przeprowadzenia badań w rodzaju zwykłego RTG stawów, BAER Test, itp., jako formy kwalifikacji hodowlanej. Potencjalny nabywca np. Dogo Argentino, zadając pytanie o BAER, słyszy, że ”ZKwP nie wprowadził odgórnie wymogu badań” i tyle. ”Nie ma wymogu, więc nie musimy”. Choć schorzenia takie jak dysplazja dotykają coraz większej populacji, także psów ras małych jak Buldog Francuski czy Mops, problem ten jest ignorowany, a RTG stawów to badanie, wymagane jedynie dla wąskiej części psów używanych do rozrodu przez członków ZKwP. A nie chodzi o to, aby wąską część rozmnażanych pod egidą ZKWP psów badać pod kątem zaledwie kilku schorzeń, ale o to by zauważyć problem i postawić uczciwą diagnozę, określającą które rasy, jakich badań wymagają oraz postawić wymóg, że do rozrodu używane mogą być jedynie zwierzęta wolne od wad, znacząco utrudniających komfort życia ich potomstwu oraz znalezienie tym niepełnosprawnym i wymagającym szczególnej opieki psom, domów. ZKwP wciąż nie wprowadziło także obowiązku identyfikacji DNA, potwierdzającego treść zawartą w rodowodach wydawanych przez to stowarzyszenie, w sensie generalnym, a nie tylko wtedy, gdy ”właściciel nie upilnuje suczki i psa”, a matką miotu jest suka np. bez hodowlanych uprawnień. W pozostałych przypadkach, kiedy chodzi o ”planowe krycia”, nabywcy pozostaje ”wierzyć na słowo”, że przodkami jego szczenięcia są psy wpisane w dokumenty z pieczątką ZKwP… Przez lata członkowie ZKwP tolerowali i jak pokazuje praktyka wciąż tolerują, nielegalne w Polsce, okaleczanie psów z rodowodami ZKwP, zabiegami cięcia uszu i ogonów, opowiadając przy tym, że obcięcie psu fragmentu małżowiny usznej ”ma działanie lecznicze i chroni psa przed zapaleniem ucha”, a ”nieobcięty ogon, się łamie”… Tajemnicą poliszynela jest też które osoby z ”towarzycha” działaczy mają na swoim koncie największe dokonania, kiedy chodzi o kopiowanie psich uszu i ogonów oraz uważane są za specjalistów w tej dziedzinie. A dodać należy, że ten stan rzeczy ma miejsce, choć w ZKwP działają jako wystawcy, hodowcy i sędziowie kynologiczni praktykujący na terenie Polski, lekarze weterynarii…

Inne niż Fédération Cynologique Internationale federacje kynologiczne, zupełnie od FCi niezależne

Strach przed konkurencją (odpływem klientów na szczenięta), powoduje bardzo agresywny hejt członków ZKwP min. na powstały w 2001r. Polski Klub Psa Rasowego, należący do ACW czyli Alianz Canine Worldwide**. ACW to także federacja zrzeszająca stowarzyszenia hodowców psów i niezależnie od tego czy jej zasięg pozwala nazwać ją czy też nie ”konkurencyjną” względem FCI, jest to uznana, niezależna federacja, wydająca własne dokumenty dotyczące pochodzenia rozmnażanych pod egidą ACW psów, bez ”oglądania się na FCI”.

Dla polskiego nabywcy może to być o tyle istotna informacja, że do ACW należy wymieniony przeze mnie powyżej, Polski Klub Psa Rasowego, o którym wspominałam przy okazji kwestii dysplazji gdyż, jak podaje strona PKPR*** w tym stowarzyszeniu wyniki RTG stawów biodrowych, są elementem kwalifikacji hodowlanej u psów ras predysponowanych do tego schorzenia i do rozrodu dopuszczane są jedynie reproduktory i suki hodowlane z wynikami A lub B, posiadające certyfikat identyfikacyjny DNA (obowiązuje od 01.01.2013). A od 20 stycznia 2010 roku Polski Klub Psa Rasowego nie rejestruje psiaków okaleczonych kopiowaniem i/lub cięciem ogona. Uważam, opierając się o te dane, że nazywanie członków tego stowarzyszenia, ”pseudohodowcami”, jest poważnym nadużyciem, szczególnie w ustach członków, uciekającego od identyfikacji DNA, latami ignorującego wprowadzony w 1997r. zakaz okaleczania psów chirurgicznymi zabiegami o charakterze estetycznym, a problem dysplazji zamykającego w notatce o ”rękojmi”, ZKwP.

Inne organizacje kynologiczne niezrzeszone w FCI, to min. działające na terenie USA, American Kennel Club -AKC (http://www.akc.org/) i United Kennel Club -UKC (http://www.scottishkennelclub.org/index.html),

brytyjski The Kennel Club -TKC, organizujący najbardziej znaną na świecie wystawę Crufts (http://www.thekennelclub.org.uk/),

działający na terenie Zjednoczonego Królestwa, Scottisch Kennel Club -SKC (http://www.scottishkennelclub.org/index.html)

i Canadian Kennel Club -CKC (https://www.ckc.ca/en).

Zaznaczam, że także w Skandynawii funkcjonują organizacje kynologiczne działające niezależnie od FCI.

Wielu nabywców psów nazywanych rasowymi, gubi się we wszystkich tych skrótach i nazwach, ale wystarczy kilka minut w Google, aby przekonać się czy ogłoszenie faktycznie warte jest zainteresowania czy też nie. Decydując się na psa konkretnej rasy, należy zrobić dokładny ”przeszper” 😉 w internecie, dowiedzieć się jaka jest kondycja rasy i jaka organizacja/stowarzyszenie/hodowla oferuje nabywcom psy, które rodzą się w wyniku autentycznej pracy hodowlanej, prawdziwej selekcji, opartej nie tylko o ”wystawowe tytuły”, ale przede wszystkim o coraz powszechniejsze na świecie, wyniki badań, eliminujące z programów hodowlanych osobniki obciążone wrodzonymi wadami. Jeżeli masz pieniądze i dobrowolnie chcesz przeznaczyć co najmniej kilka tysięcy złotych na zakup psa, to pamiętaj, żeby nie dać się orżnąć. Jeżeli fascynuje Cię pies rasy pochodzącej z Finlandii, USA czy Wielkiej Brytanii, nie masz ”ciśnienia” na ”sprowadzanie świeżej krwi”, a po prostu chcesz mieć psa po przebadanych przodkach, nie musisz kupować takiego psa od polskiego hodowcy. Możesz nawiązać kontakt bezpośrednio z zagranicznym hodowcą. W większości przypadków ”różnicy cenowej” nie odczujesz, a możesz mieć okazję przekonać się, jak inaczej od tzw hodowców, do hodowli podchodzą prawdziwi hodowcy.

Wracając do zdrowia

Jednego trzeba się nauczyć, nie jest ważne co mówi hodowca. Naprawdę. Po tym, jak zabierzesz szczeniaka z hodowli, pojedź z nim do weterynarza i poproś, żeby wyjaśnił ci np. jakie szczepienia szczenię przeszło, niech specjalista ”odcyfruje” ci nakleję po naklejce, może w książeczce są ślady czegoś, o czym hodowca nie był łaskaw cię poinformować, a co może mieć realny wpływ na stan zdrowia psiaka aktualnie lub w najbliższej przyszłości? Niektórzy tzw hodowcy sami szczepią szczeniaki tym co akurat mają pod ręką i bywa, że zaznaczają ten fakt w książeczkach zdrowia szczeniąt. Nie zapomnij także odwiedzić gabinetu weterynaryjnego, z którego usług korzystał hodowca, dokąd szczeniak przebywał pod jego opieką. Zwłaszcza jeżeli zapłacisz za szczeniaka ”z potencjałem”, takiego ”na wystawy” i ”do hodowli”. Pamiętaj, że niejednokrotnie w sytuacjach spornych, dotyczących stanu zdrowia psów, tzw hodowcy, aby utrudnić nabywcom dochodzenie ich praw (pociągniecie do odpowiedzialności tzw hodowcy) poprzez ustalenie faktycznego stanu zdrowia psiaków w dniu zawarcia umowy pomiędzy tzw hodowcą a nabywcą, odmawiają nabywcy wydania dokumentacji medycznej dotyczącej zabiegów wykonanych na szczeniętach przed ich sprzedażą. Mam na myśli szczególnie zabiegi chirurgiczne, które psiak mógł przejść, o czym nabywca nie został poinformowany. Osoba będąca formalnym właścicielem psa ma pełne prawo do uzyskania pełnej informacji medycznej na temat psa, którego jest właścicielem.

Tzw hodowcy miewają różne, zaskakujące pomysły na to, jak ”zabezpieczyć zdrowie” szczeniąt. Wystarczy przecież wspomnieć wszystkie te ”pierdulety”, które opowiadali, a co bezczelniejsi wciąż opowiadają, o ”leczniczym”, ”prewencyjnym” obcinaniu szczeniętom części małżowin usznych, które to miało ”w przyszłości chronić psy przed zapaleniami uszu”, a w istocie sprawiało jedynie, że szczeniak-towar z oberzniętymi uszami ”lepiej schodził”. Ślady tych ”przebojowych” pomysłów zostają czasem w książeczkach zdrowia, dlatego w skrajnych przypadkach należy wybrać się do lecznicy, która była tą, z której tzw hodowca korzystał, bo można dowiedzieć się nierzadko szokujących rzeczy, nie tylko o szczepieniach, ale także o chirurgicznych zabiegach, które przeszedł pies, zanim sprzedano go jako ”pełnowartościowego” przyszłego ”championa” i ”reproduktora”…

Zasada ograniczonego zaufania jest bardzo ważna nie tylko dlatego, że na przykład każdemu szczeniakowi może się zdarzyć, że zje jakieś patyki i/lub kamienie i rzeczywiście nie należy panikować, kiedy w kale zauważy się ślady krwi. Natomiast niezależnie od tłumaczeń tzw hodowcy, z których wynika, że ”Ona/on tak ma, wypuszczona/y na teren posesji wciąga wszystko jak odkurzacz, ta krew w kupie, to pewnie przez te patyki, które zżera, tyle ich tu jest, a ja nie nadążam. Jest ta krew w kupie od jakiegoś czasu”, to krew widoczna w kupie szczeniaka dłużej niż jeden-dwa dni jest objawem wysoce niepokojącym i może oznaczać zapalenie przewodu pokarmowego. Możesz czekać aż ”samo przejdzie”, ufając, że ”hodowca na pewno ma rację”, a możesz udać się do lecznicy i wykonać USG (jeżeli masz szczęście i trafił ci się naprawdę fajny psychicznie szczeniak, to uśpienie go przed wykonaniem badania, wcale nie będzie konieczne), które może uratować twojemu psu życie -i przy okazji- dowiedzieć się -od weterynarza, który zdradzi ci sekrety książeczki zdrowia twojego psa- że psiakowi, którego jesteś teraz właścicielem, w wieku kilku tygodni, podano specyfik, który podawać wolno jedynie dorosłym psom, w przypadku, w którym dorosły pies zakażony został pasożytem lamblii. Dowiesz się też, że tzw hodowca, nie reagując na od ponad tygodnia pojawiającą się w kale szczenięcia krew, doprowadził u szczeniaka do rozwinięcia się u niego zapalenia przewodu pokarmowego.

Układ kostny&aparat ruchu u psa czyli zagadnienia dla porażającej części nabywców będące kompletnie poza ich (oraz tzw hodowców) zasięgiem pojmowania

Nabywcy szczeniąt choć zazwyczaj bardzo dobrze (szybko) reagują na niepokojące objawy u swoich psiaków i ”wolą dmuchać na zimne”, jednak coraz częściej okazują się być bezbronni w zderzeniu z rzeczywistością, w której coraz więcej psów cierpi na dysfunkcje aparatu ruchu. Nawet gdy niepokoi ich sposób poruszania się ich psiaka, porównują jego ruch z tym jak poruszają się inne szczenięta i podrostki, które spotykają podczas spacerów. Szczególnie przykre jest gdy dwie osoby np. na psim wybiegu, przyglądają się dwóm szczeniętom w tym samym wieku, z tymi samymi dysfunkcjami i tej samej rasy np. Labradora i kiedy wnioski z takich porównań brzmią mniej więcej ”Skoro on/ona też się tak porusza, to znaczy, że to jest ok, to jest normalny sposób poruszania się psa”. ”Wewnętrzny głos” właściciela, którego niepokoi to, jak jego psiak się porusza, zostaje zagłuszony przez to, w jaki sposób porusza się większość psów, które obserwuje.

Prawda jest taka, że brak wiedzy u nabywców psów, odnośnie zagrożeń wynikających z rasowych predyspozycji danego szczeniaka, brak zainteresowania z ich strony stanem zdrowia rodziców szczenięcia, które decydują się zakupić/zaadoptować, niewłaściwe warunki, które psiak ma w nowym domu (w tym podłoże) oraz dieta niedostosowana do indywidualnych cech szczenięcia (wiek, waga, typ budowy i rodzaj aktywności), powodują, że powiększa się liczba psów cierpiących z powodu dysfunkcji aparatu ruchu. Nie można całą winą za kulawizny, krzywice, dysplazje oraz ich konsekwencje obarczać jedynie tzw hodowców, a dowodem na to są kundle i mieszańce, które także spotyka się na psich wybiegach i w parkach podczas spacerów, i które również mają problemy z aparatem ruchu.

Coraz więcej psów obciążonych jest anatomicznymi wadami i przejawia symptomy świadczące o tym, że ruch sprawia im kłopot, a normalny sposób poruszania się nie jest dla nich możliwy. Często wady takie doskonale widoczne są już u szczeniąt w wieku, w którym najczęściej rasowe psy sprzedawane są nabywcom, tj już w 8 tygodniu życia szczeniąt i zdradzają (delikatnie mówiąc) predyspozycję danego zwierzęcia do problemów wynikających z niepoprawnej budowy anatomicznej. Szczególnie dobrze widoczne są nieprawidłowe ułożenie miednicy oraz prawie zupełny brak kątowania kończyn tylnych (tzw przeprosty), które uwypuklają zdjęcia prezentujące sylwetki psiaków z profilu, które osoby rozmnażające psy, szukając kupców na szczenięta, zamieszczają na stronach internetowych, w tym na swoich profilach na Serwisie Facebook. Nieprawidłowe ułożenie miednicy, pociąga za sobą niewłaściwy sposób kątowania kończyn tylnych (daje też niewłaściwą linię grzbietu), ale i problemy ze stawami łokciowymi oraz kręgosłupem nie są dziś rzadkością.

Ta nieszczęsna większość zaniedbanych przez swoich opiekunów na wczesnym etapie rozwoju psiaków (w tym tzw hodowców), powoduje, że wadliwy sposób poruszania się psów zaczyna być traktowany jako normalny, przez osoby nie posiadające podstawowej wiedzy na temat psiej anatomii czyli przez większość posiadaczy psów. Osoby nieumiejące przywołać sobie ani obrazu układu kostnego psa ani obrazu psa poprawnie zbudowanego i normalnie się poruszającego nie są w stanie zauważyć i zrozumieć przyczyn problemów z poruszaniem się u swoich psów.

Szczególnie rażąca jest niewiedza posiadaczy psów rasowych, którzy nie rozumieją sensu wzorca rasy i tego, że wzorzec rasy dla rasowego psa, to mniej więcej coś takiego, jak architektoniczno-budowlany projekt (plan) budynku, określający funkcję, formę i konstrukcję obiektu. W dużym skrócie, wadliwie skonstruowany budynek zawali się i dokładnie to samo dzieje się z niektórymi psami → sypią się im stawy i konstrukcja się wali. O ile mogę zrozumieć punkt widzenia handlarza, przepraszam tzw hodowcy psów, któremu zależy na tym, żeby sprzedać szczniaki-towar, i który w nosie ma wszystko inne, o tyle trudno mi zrozumieć ignorancję nabywców, którzy wydają, często niemałe pieniądze na ten towar czyli szczeniaki, które sypią się, bo a) ich rodzice też się sypali, ze względu na to jak byli/są zbudowani b) trafiają do opiekunów, którzy nie umieją się nimi zajmować.

Wadliwie zbudowane (przykład nieprawidłowego ułożenia miednicy) i przez to wadliwie się poruszające psy dla pozbawionych wiedzy ”Kowalskich”, stają się osobnikami wzorcowymi, ”punktami odniesienia”, z którymi porównują swoje psy, chcąc sprawdzić czy to, jak ich pies chodzi, w jaki sposób się porusza, jest ”normalne”. Pozbawieni absolutnie podstawowej wiedzy właściciele, uspokajają się, poprzez porównywanie swoich szczeniaków i podrostków z psami z dysfunkcjami aparatu ruchu, że ”wszystko jest ok”. Brak ”czujności” względem budowy anatomicznej szczeniąt i ich aparatu ruchu, skutkuje tym, że po tym jak bezmyślnie wybrali tzw hodowlę, bezmyślnie wybierają pierwszy lepszy gabinet weterynaryjny, a potem równie bezrefleksyjnie patrzą, jak kulawiznę szczenięcia ”załatwia się” przeciwbólowym zastrzykiem bez poświęcania jej pochodzeniu należytej uwagi czyli bez analizowania jej związku z budową psa i jak przypadkowi weterynarze, mówiąc wprost, maskują problem.

Jeżeli naprawdę chcesz przygotować się na pojawienie się w Twoim domu psa, zainwestuj trochę swojego czasu (i pieniędzy) w edukację. Kolejny raz polecam wydawnictwo Dogs in Motion: http://www.vdh.de/en/shop/dogs-in-motion/.

Puść sobie ten filmik: https://www.youtube.com/watch?v=iRcAX6lIBfk

Nabywcy szczeniąt nie umieją łączyć faktów

Podają swoim psom ”zbilansowaną karmę”, ale nie zadają sobie trudu, by przeanalizować co oznacza słowo ”zbilansowana”. Owszem, znowu upraszczając, taka karma będzie mieć ”wszystko czego potrzebuje pies”, jednakże jeżeli psiak ma określone deficyty, kiedy trafia do nowego domu lub gdy objawiają się one na krótko po tym, jak trafi do nowego opiekuna, taka karma wcale nie będzie pokrywać jego zapotrzebowania. Ona wystarczy i będzie świetnie służyć psu bez deficytów i tylko takiemu, i pod warunkiem, że deficyty nie wystąpią np. ze względu na zmianę trybu życia psa lub jego etap rozwoju. Niedoświadczeni i bezrefleksyjni właściciele nie dostosowują karmy, generalnie sposobu żywienia i suplementacji do typu budowy psa, tego jak się on rozwija, jego indywidualnego tempa rozwoju, oraz tego jaki tryb życia psiak prowadzi.

Ignoranccy właściciele nie biorą pod uwagę tego, jak wyglądają ”spacery” ich pupila, ignorując kwestię ”wydatków energetycznych”. Niezależnie od tego czy na tzw spacerach aktywność psa to tylko snucie się na smyczy przez ok godzinę lub krócej i kwadrans do pół godziny zabawy na psim placu zabaw z mało absorbującym towarzystwem (albo nawet nie) czy też ich psiak szaleje co najmniej trzy dni w tygodniu na psim placu zabaw z psimi kolegami, z którymi bawi się w zapasy i ganianki, przez dobre trzy kwadranse lub dłużej, a wcześniej wędruje i robi dziesięciokilometrowe ”kółeczko”, którego przejście zajmuje 2h, psa karmią tak samo. A jako sposób na upewnienie się, że z ich szczeniakiem lub podrostkiem jest wszystko w porządku, zamiast wizyty u specjalisty i RTG, wybierają ”porównywanie z innymi psami na wybiegu”.

Zapominają, że sami, z oczywistych przyczyn, na lodowisku chodzić się nie uczyli i skazują szczenięta i młode psy, u których wciąż trwa faza wzrostu na to, by ślizgały się po domowej, wyłożonej płytkami lub panelami, podłodze, która dla psiaka jest jak lodowisko. A wszystko dlatego, że nabywcom brak wyobraźni, by ”ogarnąć” dlaczego powierzchnia stawiająca opór jest dla rozwijających się psów tak ważna, no i ”Bo wykładziny są obrzydliwe”. Zapominają ile razy w ciągu dnia szczeniak podskakuje i skacze na ludzi, ”witając się” i wskakuje na kanapę, a potem z niej zeskakuje i jak często łapy mu się rozjeżdżają, i na którą ciężar spada zazwyczaj (nieszczęsne łokcie i nadgarstki). Do tego dodać należy ignorowanie faktu, że nawet ”niegroźne” skaleczenie poduszki podczas spaceru, może spowodować, że pies zacznie kuleć, co w konsekwencji prowadzi do tego, że zaczyna bardziej obciążać drugą łapę i tym samym zaburza ruch. Nie kojarzą też, że niewłaściwe podłoże i wszelki dyskomfort, który pies może odczuwać wpływają na to, że pies nawykowo uczy się poruszać niewłaściwie.

Psy zaniedbane dokładnie tak samo jak dzieciaki

Za każdym razem, kiedy obserwuję młodą psią rasową czy też nie, kalekę zamiatającą zadem lub z wyginającym się na wszystkie strony stawem skokowym albo utykającą z powodu problemu ze stawem łokciowym lub nadgarstkiem czy też śródręczem, nie wierzę, że jej właściciel nie widzi tego co ja (albo też zdaje się tym kompletnie nie przejmować). Ale zdarza się, że takiemu właścicielowi na spacerze z psem towarzyszy dziecko i choć nieodmiennie mnie to szokuje, nie raz już przekonałam się, że jeżeli ktoś nie dostrzega wady postawy u swojego własnego dziecka, nie widzi tego np. tzw iksa i nie robi niczego, by zatroszczyć się o stan stawów swojego dziecka, jego kręgosłup, a to ”nie robienie niczego”, objawia się tym, że nie ćwiczy z dzieckiem, nie koryguje tego, jak dziecko np. stawia stopy czyli nie robi tego wszystkiego, co robią rodzice, którzy zauważają problem, zabierają swoje dziecko na gimnastykę korekcyjną i ciągle pilnują, tak, także na spacerach, aby dziecko ćwiczyło właściwy sposób poruszania się i przyzwyczajało kręgosłup do właściwej postawy, nie jest w stanie wychwycić nieprawidłowości w sposobie poruszania się u psa. Jest to absolutnie oczywiste. Ktoś, kto nie był w stanie dbać o prawidłowy rozwój i ułożenie stawów biodrowych u własnego dziecka, kiedy to było niemowlęciem, nie jest w stanie dbać o to samo u swojego zwierzęcia. Kropka.

Zastanawiałam się jak najlepiej będzie uwrażliwić obecnych i przyszłych posiadaczy psów na psie problemy aparatu ruchu, które ja widzę ”na kilometr”, a których właściciele psów z tymi dysfunkcjami wydają się kompletnie nie widzieć. Ostatecznie uznałam, że najlepiej będzie przedstawić osobom czytającym ten wpis wady postawy u człowieka i zadania gimnastyki korekcyjnej oraz rehabilitacji u dzieci, bo uważam, że należy korzystać z łatwo przyswajalnych przykładów i mam nadzieję, że osoby nie dostrzegające problemów u swoich psów, a w tych gorszych wariantach i u swoich dzieci, bardziej ”wczują się w temat”, kiedy zaczną czytać o tym, jakie problemy z postawą mogą mieć ludzie.

(http://www.profesor.pl/publikacja,16499,Artykuly,Wady-postawy-ciala-a-wskazania-i-przeciwwskazania-do-udzialu-w-zajeciach-wychowania-fizycznego,

(http://wylecz.to/pl/choroby/uklad-kostno-stawowy/kolana-szpotawe-i-koslawe.html#popupClose)

Podstawową kwestią jest to, aby właściciele psów byli świadomi istniejących wad i zagrożeń, które z nich wynikają. Dlatego polecam przeczytać podlinkowaną treść i bogatszym o wiedzę na temat wad postawy ciała u człowieka, odnieść się kolejny raz do układu kostnego psa, ”ruszyć wyobraźnią” i uwrażliwić się na problem, bo wady postawy u psów tak samo jak u ludzi, skutkują zaburzeniami napięcia mięśni, ich osłabieniem, przykurczami lub mięśniami zbyt rozciągniętymi, a także poważnymi ograniczeniami w zakresie ruchu w stawach. Pies nie może mówić, ale wystarczy porozmawiać z osobami, które na co dzień borykają się z kłopotami kręgosłupa lub mają doświadczenia np. w ”problemach z kolanami”. Myślenie nie boli, pomaga za to chronić przed bólem nie tylko psy, ale i innych ludzi.

O przykład zaniedbania nietrudno

Zdarza mi się pytać właścicieli, szczególnie młodziutkich psiaków, o to co sądzą o tym jak zbudowany jest ich pies, czy zdają sobie sprawę, że wady anatomiczne, którymi jest obciążony wpływają na sposób w jaki się porusza i jak będzie się rozwijał, czy w ogóle zdają sobie sprawę z tych wad i zauważają, że ich psiaki nie poruszają się prawidłowo. Czy widzą ”luźny zad”, którym pies ”zamiata” na boki, przykurcze i niedorozwój mięśni, ”martwy ogon” itp. Czasem nie pytam o ”odczucia właścicieli”, a po prostu zwracam uwagę, że psa należy prześwietlić, aby ustalić co konkretnie jest nie tak oraz wybrać skuteczny sposób leczenia lub niestety tylko zaleczania istniejącego problemu. Staram się uświadomić takim osobom, że z wiekiem ich psu będzie funkcjonować się gorzej i że nie podejmowanie żadnych środków zaradczych, skutkować będzie tym, że pies będzie bardzo podatny na kontuzje i że w którymś momencie i tak będą musieli poddać go zabiegowi chirurgicznemu, który w późniejszym wieku, z wielu powodów (np. kondycja serca psa), może okazać się niemożliwym do przeprowadzenia -sytuacja patowa. Ograniczam się do przypadków naprawdę drastycznych, takich w których na widok tego jak dany pies się porusza ”aż pękają oczy”. Znikoma część takich osób potwierdza, że nie pierwszy raz słyszą od kogoś napotkanego na spacerze z psem, że ich zwierzak ma problem z ruchem. Niektórzy po takiej kilkunastominutowej rozmowie deklarują, że zabiorą psiaka np. na SGGW, aby wykonać RTG stawów i usłyszeć diagnozę dotyczącą wyniku prześwietlenia. Rzecz jasna czy faktycznie to robią, czy podejmują jakiekolwiek działania, aby swoim psom pomóc, wiedzą tylko te osoby. Poza tym psa nie wystarczy zdiagnozować, trzeba także dostosować jego (i przy tym swój) tryb życia do opartych o wyniki badań, zaleceń lekarza, a właścicielom nie zawsze chce się ”aż tak wysilać”.

Z perspektywy czasu, tj obserwując to, jak pogarsza się kondycja spotykanych przez mnie psów, psów które nie powinny biegać, podskakiwać, skakać i przeskakiwać, spadać z murków, schodków itp., bo mówiąc wprost sypią się, ale robią to wszystko, bo ich właściciele nie dbają o nie i im na to pozwalają, z przykrością zauważam, że niestety znaczna część posiadaczy psiaków, mówiąc wprost kalekich, ignoruje problemy ”ukochanych psów”. Nie robią nic. W związku z czym, kiedy pies rośnie i felerny szkielet musi dźwigać coraz większy ciężar, wynikający raczej z tycia psa, łapania przez niego ”sadła”, niż właściwego ”budowania masy” czyli przemyślanej pracy w kierunku wzmocnienia mięśni głębokich tak bardzo ważnych, zwłaszcza przy wadliwej budowie anatomicznej, lub gdy zwierzak pada ofiarą nowej kontuzji, psiak po prostu przestaje ”hasać” i coraz częściej ogranicza ruch. Pies ”rośnie”, ale niedorozwój masy mięśniowej, przykurcze itd., zostają i także się rozwijają… Obstawiam, że powód dla którego właściciele psów nie podejmują żadnych działań, tj. olewają kłopoty układu kostnego u swoich psów, jest prosty. Tacy ludzie nie myślą, są ignorantami pozbawionymi empatii. Pies, inaczej niż dziecko czy po prostu człowiek, nie powie ”Już nie mogę, boli mnie, nie chcę iść dalej”, a skoro nie powie i żalów nie słychać, to można udawać, że problem nie istnieje. Przecież skoro pies teraz ”daje radę”, to ”potem też jakoś będzie sobie radził”.

To bardzo przykre, że posiadacze kalekich młodych molosów, psów które osiągają duuuże rozmiary i mogą duuużo ważyć, nic sobie nie robią z kalectwa swoich psów. Niewiedza nie jest usprawiedliwieniem, a kiedy psa zaniedbuje osoba, która wie, że pies wymaga specjalnej opieki, to już w ogóle jest skandal. Takim sztandarowym przykładem jest dla mnie przypadek (w tej chwili) pięciomiesięcznego berneńczyka. Kość udowa tego psiaka ”zawieszona” w miednicy w sposób bardzo nieprawidłowy, kiedy psiak po prostu sobie stoi, układa się praktycznie pionowo, co za tym idzie pionowo też układają się kości piszczelowa i strzałkowa, co z kolei skutkuje tym, że łapa praktycznie pozbawiona jest kątowania, co ostatecznie powoduje nienaturalny nacisk i rotację w stawie skokowym, ale i wpływa na śródstopie. Staw skokowy ”lata na wszystkie strony” i samo patrzenie na tego psa boli. Najbardziej druzgocące wrażenie psiak ten sprawia, kiedy idzie, a w każdym razie stara się iść stępa. Stęp to najwolniejszy, swobodny krok, w którym w każdym momencie trzy z psich łap wspierają organizm zwierzęcia czyli dotykają podłoża, a stopy podnoszone są znad ziemi pojedynczo w określonej sekwencji.

Psiak nie jest diagnozowany przez specjalistę, choć jego właścicielka zdaje sobie sprawę, że pies ma poważną dysfunkcję, bo jak sama przyznała, zwracano jej już uwagę, szczególnie na lewą tylną łapę psiaka. Ta dysfunkcja znacząco będzie wpływać na dalszy rozwój i komfort życia zwierzęcia w przyszłości, zwłaszcza kiedy psina zacznie przybierać na wadze, a zaniedbanie tego najlepiej i z daleka widocznego już dziś problemu, będzie przyczyniać się do rozwoju kolejnych nieprawidłowości (Wina tzw hodowcy jest oczywista i nie zamierzam się nad nią w tym momencie rozwodzić). Nie jestem przekonana czy pannica będąca właścicielką tej psiny jest zdolna do ”myślenia perspektywicznego”, z tego jak traktuje kalectwo psa, wnioskować można, że niestety nie. Dla mnie ten przypadek jest tym bardziej bulwersujący, że osoba będąca za psa odpowiedzialna, stwierdziła, że psiak ”tak specyficznie się rusza od początku” i przyznaje, że od chwili gdy pies stał się jej własnością, wie, że ”coś z nim jest nie tak”, że kupiła tego psa i wzięła go z hodowli, mimo że widziała niewłaściwe ułożenie kości i psiak poruszał się (kulał) w ten sposób, który można obserwować i dziś. I tyle. Chociaż ”uratowała” psiaka i wzięła go pod swoją opiekę, zaniedbuje go i przyczynia się do dalszego rozwoju jego kalectwa, zamiast próbować robić wszystko, aby anatomiczna wada była dla jej psa w przyszłości, przez wszystkie lata jego życia, możliwie jak najmniej odczuwalną. Przykro patrzeć na tę psinkę gdy zacznie się myśleć o tym, ile waży dorosły berneńczyk i ile może się kontuzji temu psiakowi przytrafić, co zdarzy się z jego stawami biodrowymi, choćby tylko przez najbliższy rok, skoro jego właścicielka, choć wie, że pies wymaga interwencji medycznej, a psiak, kiedy ”biegnie”, przemieszcza się ”na żabę”, zamiast zacząć mu pomagać, pozwala mu ”biegać”, skakać, generalnie ”hasać” bez ograniczeń i pozwala by ”rolowały się” po nim inne, także dużo cięższe od niego psy…

Może do pomocy takim psom zniechęcają ich właścicieli koszty tej pomocy? Diagnozowanie, zabiegi, suplementy, specjalne dbanie o psiaka do końca jego życia… Może, po prostu łatwiej żyje się z psem, którego mimo jego ułomności traktuje się, jakby tej ułomności nie miał? Wygodniej przecież puścić psa ze smyczy i pogapić się w telefon albo porozmawiać z inną panią, która ”wyszła z psem” niż poświęcać psu uwagę, której wymaga. A jak pies ”posypie się” tak, że będzie ledwo chodził, to nie będzie trzeba się przejmować, że puszczony ze smyczy ucieknie, przecież on ledwo chodzi, łatwo będzie go więc dogonić, no i w telefon będzie można spokojnie się wlepić…

(Do przeczytania: http://bori2.republika.pl/htmle/staw%20skokowy.html,

http://www.labteam.pl/?pogodzinach=1&id=5&id2=20)

Kity w ogłoszeniach

Nie mam cierpliwości do osób, które bezczelnie łżą i wciskają kit, dlatego zazwyczaj, po tym, jak rzucę okiem na zdjęcia prezentujące wyjątkowo anatomicznie kiepskie szczeniaki i podrostki na sprzedaż, nie czytam, jak swój towar zachwalają tzw hodowcy. Po prostu ze wszech miar unikam pokusy zadawania tym ludziom pytań na temat stanu zdrowia psiaków, pod ogłoszeniami o sprzedaży szczeniąt, które ci zamieszczają na fejsbukowych grupach kynologicznych. Ale czasem, zwłaszcza kiedy ktoś podsyła mi coś ”wybitnego”, pozwalam sobie na odstępstwo od reguły. Niedawno więc wyświetliło mi się ogłoszenie, w którym pani chcąca sprzedać szczeniaka rasy mało w Polsce popularnej i przez to postrzeganej jako ”ekskluzywna” (coś w sam raz dla tych, którzy lubią ”lansować się”, opowiadając znajomym jakiego to wyjątkowego i drogiego psa mają), zachwalała swój towar, pisząc, że ”jest piękny, ma wspaniały ruch” i że jest psem ”na wystawy i do hodowli”. Ze zdjęć, które tzw hodowczyni wybrała, wynikało, że pies ma ”rypniętą” miednicę. Czyli miednicę ułożoną pod niewłaściwym kątem i źle wyglądający przykurcz. Wbrew pozorom najlepiej tę prawdę oddawała fotka nie ta, na której pies wyglądał jakby kucał, żeby się załatwić (choć to było zdjęcie, które niby miało ”oddać sylwetkę psa z profilu” -sic!), ale ta która pokazywać miała ten jego ”piękny ruch”. Niewłaściwe kąty, dawały niepełny, brzydko krótki, wykrok, a fakt, że pies nie opierał łapy na poduszce i to, że stykała się ona z podłożem w tym konkretnym miejscu, podkreślało niewłaściwy kąt ułożenia miednicy. W odpowiedzi na pytanie ”Co pies ma z zadem?”, pani, która podrostka chciała sprzedać, napisała, że ”kuca z zimna”. I to by było na tyle w kwestii, powiedzmy jej ”profesjonalizmu”. Tak, charty, kiedy im zimno, czasem sprawiają wrażenie, że ”przykucają”, jednak na niewłaściwy kąt ułożenia miednicy, temperatura otoczenia nie ma żadnego wpływu. Inne zdjęcia tego samego samca, dostępne na stronie tej pani, jeszcze lepiej ukazały niewłaściwe kąty i ułożenie kości kończyn tylnych u tego psiaka. Tzw hodowcy po prostu starają się sprzedać swój towar, dlatego nabywcy psów muszą znać układ kostny psa, by umieć zobaczyć, kiedy usiłuje się im wciskać kity. Psiak z ”rypniętą miednicą”, psiak lekki, np. chart właśnie, nie musi borykać się z żadnymi poważnymi konsekwencjami swojej anatomicznej wady, jednak oferowanie go jako psa z potencjałem hodowlanym jest nieuczciwością, nie tylko względem nabywcy, z którego robi się idiotę, ale przede wszystkim rasy. Koślawy chart z przykurczami, pies mający przecież być esencją elegancji i harmonii, mający oszałamiać swoim ruchem i sylwetką, to jeden z najsmutniejszych widoków, na który narażone jest oko ciut wrażliwszego kynologa. Taki ”chart” to tylko chuda, koślawa, kanciasta szkapa.

W kolejnym wpisie nieco szerzej opiszę kwestie związane z układem kostnym psa i postaram się zwrócić Waszą uwagę na dysfunkcje psiego aparatu ruchu, w sposób, który -moim zdaniem- pozwoli wam zrozumieć dlaczego powinniście poświęcać anatomii Waszych psów więcej czasu oraz dlaczego znajomość budowy psiego szkieletu i układu mięśni, umiejętność patrzenia na psa i swego rodzaju ”prześwietlania spojrzeniem” ułożenia jego kości, tj. dostrzegania jego wad anatomicznych i konsekwencji, które niosą, jest ważna. Świadomy człowiek widzi nieprawidłowości, dostrzega niedorozwój mięśni i przykurcze u swojego psa, wie też kiedy ten nie jest ”fit”, a po prostu jest zbyt chudy. Dzięki temu umie o swojego psa prawidłowo dbać. Siłą rzeczy we wpisie tym znaczącą część uwagi poświęcę kwestii żywienia molosa.

Zabawa, która nie jest zabawą

To, że pies jest przedstawicielem konkretnej rasy, nie może przesłaniać tego, że przede wszystkim jest Canis Faliliaris czyli psem domowym, psem za którego człowiek jest odpowiedzialny. To nie jest tak, że skoro pies jest Jamnikiem albo terrierem, to przy każdej okazji ma przekopywać trawniki i ogrody. Zachowanie psa należy kontrolować, podczas zabawy z innymi psami także.

Wielu właścicieli psów ogranicza się do stania z boku i nie interweniowania w psie kontakty. Prawdopodobnie większość z takich osób ma dobre intencje i chodzi im o to, aby ”nie psuć psom dobrej zabawy”, bo ”one same się ze sobą dogadują”. Rozumiem to, mnie najbardziej irytują właściciele histeryczni, którzy zamierają na każdy dźwięk, który wyda ich pies lub pies znajdujący się w pobliżu ich psa. Jednak kompletna ignorancja względem sygnałów, które psy wysyłają, ich mowy ciała lub też niewłaściwe odczytywanie psich przekazów, powoduje, że właściciele psów nie interweniują w sytuacjach, w których interweniować powinni. Tym samym tracą kontrolę nad zachowaniem psa i pozwalają, by utrwalały się w nim nawyki bardzo niepożądane.

Wpierw krótko o interakcjach z ludźmi

Szczególnie przeszkadzają dwa psie zachowania w kontaktach z ludźmi. Pierwsze to skakanie na ludzi, które bierze się stąd, że opiekunowie psów nie interweniują, kiedy ich psy na ludzi skaczą lub robią to w sposób niewłaściwy, tak samo jak niewłaściwie reagują osoby ”obskakiwane”. Gdyby pies dostał czytelny dla niego sygnał, że jego zachowanie jest niepożądane i ma go zaprzestać, nie skakał by na ludzi. Jednak ”skakanie na ludzi”, to skutek, a nie istota problemu. Kłopoty z psim zachowaniem biorą się z tego, że właściciele psów patrzą na zachowanie swoich pupilów w sposób wybiórczy. Nie widzą całościowego obrazu, nie widzą związku pomiędzy poszczególnymi zdarzeniami i zachowaniami, nie rozumieją mechanizmu uczenia się psów, wybierają sobie fragment z całości i na nim się skupiają. Nie rozumieją też, że nie wystarczy przerwać jakiegoś zachowania, należy psu przekazać, jakie zachowanie ”zamiast” jest pożądanym, tym właściwym.

Psy skaczą na swoich właścicieli, ich znajomych i nieznajomych. Skaczą też na dzieci, bo nie nauczone poszanowania przestrzeni ani swojego właściciela ani innych ludzi, nie widzą powodu, dla którego nie miały by skakać na ”ludzi w mniejszym rozmiarze”. Z jakiejś niejasnej przyczyny niektórzy ludzie myślą, że psy same ”powinny wiedzieć, że w stosunku do dzieci mają być ostrożne i delikatne”. A skąd pies ma to wiedzieć? Pies, którego nikt nigdy nie nauczył właściwego zachowania względem dzieci? Skąd ma to wiedzieć pies, który -po podstawa- nie szanuje przestrzeni, tej ”strefy komfortu” swojego właściciela? Owszem, są psy z natury bardzo uważne, umiejące zachować się w sposób, który jest wręcz ujmujący dla wszystkich obserwujących interakcję takiego psa z dzieckiem. Jednak te psy mają określoną psychikę, no i ktoś je takiego zachowania nauczył lub po prostu nie popsuł w nich umiejętności zachowywania się względem dzieci. Natomiast szczeniak, młody czy dorosły pies, któremu ”pozwala się na wszystko”, raz jeszcze użyję tego sformułowania, bo jest kluczowe, nienauczony poszanowania przestrzeni swojego właściciela oraz innych ludzi (we wszystkich rozmiarach), dodatkowo ciągle ”nakręcony” lub łatwo ulegający impulsom, bo jego opiekun nie zdaje sobie sprawy z roli rytuałów i nie dba o właściwe przeprowadzanie rytuałów dotyczących poszczególnych interakcji oraz sytuacji (karmienie, zabawa itp.), psiak którego właściciel nie umie wyciszyć, z oczywistych względów na bakier jest z ”byciem grzecznym”. Psy, które skaczą na ludzi, ”żeby się przywitać”, żeby sprawdzić co ci jedzą lub czy mają ”smaczki”, są szalenie irytujące i mogą być niebezpieczne, bo mogą niechcący wyrządzić komuś krzywdę. Zachowują się tak, gdyż zachowanie ich opiekunów oraz reakcje każdej z osób, która doświadczyła na sobie tego ich skakania, tylko wzmocniły psie przekonanie, że skakanie jest cool. Każdorazowa pochwała, a jako pochwała przez psa będzie traktowane pogłaskanie go, często ”pogłaskanie obłaskawiające”, które uprawiają zaskoczeni ”napadnięci”, obcy dla psa ludzie, przez osobę na którą pies skacze, wzmacnia w nim to zachowanie, wzmacnia nawyk (Podanie smaczka psu, który molestuje nas, o to, żeby jemu też dać smakołyk, uczy psa, że skakanie jest dobre i ma sens → jest nagradzane).

Nauczenie psa właściwego zachowania, w tym nie skakania na ludzi, jest dużo prostsze niż mogłoby się wydawać tylko zaczyna się wcześniej 🙂 Wystarczy, że sam właściciel nauczy psa, że rytuał powitania przebiegać ma w spokoju i będzie tego pilnował. To właśnie, kiedy pies wita się ze swoim człowiekiem najczęściej skacze. Dlatego, kiedy pierwszy raz spotykamy swojego szczeniaka, przyjeżdżamy do hodowli, pozwólmy mu być sobą. Jeżeli mamy szczęście (kupujemy psa od mądrego hodowcy), psy będą zachowywać się normalnie czyli po psiemu i będą nas obwąchiwać. Pozwólmy aby poznały nasz zapach, ale kiedy tylko zauważymy symptomy niepotrzebnej ekscytacji lub jej eskalacji, postarajmy się jej u naszego psiaka nie pobudzać. Nie mówmy do niego, tym bardziej nie piszczmy i nie ”gadusiajmy” jak do niemowlaka. Bądźmy spokojni, dajmy się obwąchać, nie ”wkręcajmy się” w ”O jejkuuu! Jakie one są ŚLICZNE!!!”, a psiaki same po chwili się uspokoją. Dobrze jest znaleźć się na tym samym poziomie co szczeniak czyli ukucnąć albo usiąść na podłodze, tak aby od samego początku psiakowi ”nie kodowało się w głowie”, że aby nawiązać z nami interakcję, musi się o nas opierać łapami. Nie ekscytujmy siebie, piszcząc do ”ślicznego szczeniaczka” i nie projektujmy tej energii na i tak już podekscytowanego psiaka. Jeżeli nasza ekscytacja nie będzie eskalować i po 2-3 minutach, ”okrzepniemy” w tym ”Boszzz, jaki on śliczny!”, szczenię też zacznie się wyciszać. Od samego początku należy unikać bezsensownego ekscytowania psiaka i starać się, aby był ”wyluzowany” czyli radosny, ciekawski, ale psychicznie spokojny. Ten spokój będzie procentował, bo spokojny pies ”nie wkręca się” ot tak, przy byle jakim bodźcu. ”Nie wkręca się” oznacza także, że nie przestraszy go byle co i byle co nie zaburzy jego spokoju ducha.

Jeżeli opiekun dba o spokój ducha swojego psiaka, od samego początku, od pierwszych chwil, które z nim spędza czyli od chwili poznania się psiaka z człowiekiem, szybko i łatwo przećwiczy z nim powitania, kiedy będą już razem mieszkać. Ekscytację wynikającą z powrotu właściciela do domu, u szczeniaka, który nie jest nadpobudliwy, bo człowiek nie wyrobił w nim nawyku nadpobudliwości, bardzo łatwo jest zatrzymać. Wystarczy wysunąć przed siebie rękę i powiedzieć ”nie” do psiaka, który już szykuje się, by stanąć na tylnych łapach. Można dotknąć głowy psa, odsunąć ją nieco i powtórzyć ”nie”. Tak długo, jak psiak jest zbyt mały, byśmy mogli dosięgnąć go dłonią, kiedy stoimy, przykucajmy do niego, bądźmy dla niego dostępni. Stabilne psychicznie szczeniaki bardzo szybko łapią o co chodzi. Nauczmy rytuału powitania wszystkich, którzy bywają w naszym domu. Uzyskamy w ten sposób wiele korzyści, a to że pies nie nauczy się skakania na ludzi jako rytuału powitania i nie będzie pobudzony, witając się z ludźmi, to tylko jedna z nich. (Oczywiście ćwiczyć należy także poza domem). Pies, który nie nuczy się skakać przy powitaniu z właścicielem, nie będzie skakał na obcych. Kropka 🙂 Psa, który ”ładnie się wita”, tj. ”cały chodzi”, merda ogonem jak szalony na widok swojego właściciela, ale na niego nie skacze, nagradzajmy. Mizianiem albo smakołykiem, ale nagradzajmy, sygnalizujmy psu, że jego zachowanie jest pożądane, a łatwo nam będzie je utrwalić.

Pamiętajmy też by nie przeholować ze smaczkami. Nadużywając smakołyków, łatwo jest ”wyprztykać się z asów w rękawie” i znudzić psa ”nagrodą, szczególnie jeżeli oferuje się psu ciągle takie same smaczki, nie zważając, że monotonia zniechęca psa do zabiegania o nagrodę. Dodatkowo nieumiejętne korzystanie z pozytywnych wzmocnień, które dają smaczki, skutkuje wyrobieniem w psie nawyku postrzegania wszystkich ludzi w około, jako podajników na karmę. W oczach takiego psa, każda osoba, która wkłada rękę do kieszeni, torby itp. robi to po to, by dać psu coś do jedzenia… A przyglądając się takiemu psiakowi, łatwo jest zauważyć, że pies nie jest zainteresowany człowiekiem, który mu smakołyk podaje, a jedynie kąskiem. Takie psy działają kompulsywnie, nie nawiązują kontaktu wzrokowego z człowiekiem, pobudzone, pchają się na niego, naruszając jego przestrzeń, obserwują wędrówkę jego dłoni do kieszeni i to czy smakołyk jest już w ręce czy nie. A po tym jak smakołyk pochwycą, tracą zainteresowanie osobą, która im go podała.

Nie wolno uczyć psa podejmowania karmy od przypadkowych osób. Pies nie może przyjmować pokarmu od ludzi, którzy nie są jego właścicielem/ami lub osobami, które z przewodnikiem danego psa współpracują. Nagroda ma być nagrodą, to jedno. Pies na nagrodę musi zasłużyć wykonaniem konkretnego zadania. I dwa, nagrody podawać psu mogą jedynie osoby posiadające zgodę jego opiekuna. Nie chodzi jedynie o uniknięcie problemu jakim jest nawyk oczekiwania przez psa i wymuszania przez niego, aby karmę podawano mu za każdym razem gdy zbliży się do osoby, która w kieszeni/saszetce/torbie/plecaku trzyma psie smakołyki. Że to degeneruje istotę smakołyku jako nagrody za wykonanie konkretnego zadania/utrzymanie pożądanego zachowania itp., ale i o kwestię bezpieczeństwa psa. Są ludzie, którzy wybierają się na ”spacer” w okolice, w które zazwyczaj psiarze wyprowadzają swoje psy, tylko po to, aby od czasu do czasu móc jakiemuś nieszczęsnemu psiakowi psiknąć gazem pieprzowym w pysk i są osoby, które znajdują chorą przyjemność w truciu zwierząt, zarówno wolno żyjących, jaki i domowych psów i kotów. Raz po raz można usłyszeć lub przeczytać, że w jakieś miejscowości, w jakiejś dzielnicy ktoś, w okolicach, w których posiadacze psów zazwyczaj wyprowadzają swoich pupilów na spacery, rozrzuca zatrutą lub nafaszerowaną drobinami szkła czy gwoździ karmę. Ucząc psa, aby nie podejmował karmy od nieznajomych, ludzi, których nie znamy, nawet posiadaczy innych psów, minimalizujemy ryzyko, że ktoś naszemu psu wyrządzi krzywdę.

Wiele jest psów, które ”świrują” na widok rozsypanego przy śmietnikach pieczywa i które szaleją za tym spleśniałym ”chlebem dla ptaków”. Psy uczą się, że stare spleśniałe bułki to rarytas od innych psów, które rozochocone tym, jak zachowują się ich właściciele, kiedy tylko zobaczą swojego psa ze starym chlebem w pysku, za każdym razem rzucają się na zielone ”pieczywko”. Zachowanie ludzi, ich ekscytacja, wszystkie te krzyki, groźby i nawet wyzwiska, które niektórzy kierują do swoich psów, uczą je, że ilekroć tak się będą zachowywać czyli podejmować ”pokarm” znaleziony na spacerze, ”coś będzie się działo”, ludzie poświęcą im uwagę, będą je ganiać i ”będzie zabawa”. Im mniej człowiek ekscytuje się na widok psa, który do pyska pakuje sobie zieloną bułę, tym łatwiej jest mu oduczyć go takiego zachowania, przekierować jego uwagę i sprawić by spleśniałe pieczywo ani inne ”ciekawostki kulinarne”, na które pies może natrafić podczas spaceru, przestały być dla niego atrakcyjne.

Pamiętać też trzeba o tym, że za każdym razem, kiedy właściciel psa sygnalizuje mu, że oto właśnie pies ma coś niebywale ważnego, do czego człowiek nie ma dostępu (zielony chleb w psim pysku), a na czym człowiekowi bardzo zależy, co chce psu odebrać, ”ważność człowieka” w psich oczach spada. Kiedy człowiek zasygnalizuje psu, że ten ma kontrolę nad czymś czego człowiek-właściciel nie kontroluje, przekazuje psu rolę przewodnika. Każdemu właścicielowi, który gania za psem, usiłując odebrać mu to, co ten ma w pysku, autorytet u psa leci na łeb na szyję. Człowiek ma być dla psa przewodnikiem, nie może więc wchodzić z nim w interakcje, które obnażają go jako niezdolnego do ”wywarcia wpływu” → człowiek goni, pies ucieka i człowiek nie ma szans psa dogonić, dokąd pies łaskawie się nie zatrzyma i pozwoli człowiekowi do siebie podejść (i i tak nie odda mu ”artefaktu”). Przewodnik, aby pozostać przewodnikiem nie może wchodzić ze swoim psem w interakcje, które pozbawiają go roli lidera. Od ”ganianek” pies ma psich kolegów. Dlatego mądry właściciel ”trzyma ciśnienie”, kiedy jego pies euforycznie podbiega do rozsypanego w około śmietnika, spleśniałego pieczywa lub jakiegokolwiek innego, ale równie podejrzanego ”pokarmu” i dając mu krótki sygnał dźwiękowy w rodzaju klaśnięcia w dłonie, zwraca uwagę psa na siebie i go do siebie przywołuje (najlepiej gestem). Jeżeli to nie skutkuje, właściciel oddala się zdecydowanie, nie zwracając uwagi na psa. Chodzi o to, aby sytuacji, która potencjalnie może rozwinąć się w zagrażającym autorytetowi przewodnika kierunku, człowiek nie poświęcał zbytniej uwagi, bo będzie na tym tracił, tylko szybko sygnalizował psu, że w zielonym chlebie nie ma niczego interesującego. ”Poświęcając uwagę” tego typu sytuacji czyli tak naprawdę tracąc zimną krew i panikując (bo tak zazwyczaj reagują właściciele, kiedy ich psy usiłują ”przekąsić coś na mieście”), człowiek mający przecież być liderem, za którym pies podąża, a nie odwrotnie, ”wchodzi w bajkę psa”. ”Spada przy okazji kilka oczek w dół” i sam stawia siebie w roli ”partnera psa w zabawie w ganianie za artefaktem”. A jako ”partner”, traci rolę przewodnika (lidera). Pamiętajcie, to przewodnik decyduje co jest ”fajne” i co ”fajnie jest robić”, a co nie jest godne uwagi. Dlatego właściciel musi przekierować uwagę psa na siebie i aktywność, która będzie znacznie bardziej dla psa atrakcyjna, a w każdym razie pożądana przez właściciela, niż ta ”podejrzana karma”, którą pies znalazł. Tą bardziej od znalezionej ”karmy”, atrakcyjną dla psa aktywnością, powinna być interakcja z właścicielem. Nie należy psa nagradzać smakołykami, za to, że ”po prostu przyszedł”, bo łatwo stracić zainteresowanie psa ”atutem”, który opiera się o karmę. Stąd też zawsze na pierwszym miejscu, jako nagroda stać musi interakcja z właścicielem. Po ”przyjściu na przywołanie” musi nastąpić coś dalej, bo to człowiek, właściciel ma być dla psa źródłem największych atrakcji. Właścicielowi, który ma ”dobry link” ze swoim psem, łatwo jest przekierować uwagę psa z np. ww spleśniałego chleba na piłkę, która oznacza zaproszenie do zabawy. I tylko dla podkreślenia oczywistości dodam, że przećwiczenie nie podejmowania, znalezionej podczas spacerów ”karmy” dużo łatwiejsze jest w okresie szczenięctwa. U podrostka i dorosłego psa, mamy już do czynienia z nawykami, które opiekun psa musi ”przeprogramować”.

Wstrętny zwyczaj

Niektórzy posiadacze psów mają wstrętny zwyczaj traktować ”wyjście do sklepu” jako ”okazję do wyprowadzenia psa”. Psi ”spacer”, wygląda wtedy tak, że pies idzie z właścicielem do sklepu, przed sklepem właściciel psa przywiązuje go do czegoś, pies czeka, a potem wracają do domu. Pies ma okazję się załatwić, ale to dla niego jedyna korzyść. Oczekiwanie na właściciela wiąże się z ogromnym stresem dla wielu psów, które kompulsywnie ujadają lub starają się sprawiać wrażenie, że są przeźroczyste i wcale ich nie ma. Dodatkowo zimą właściciele bez wyobraźni, skazują psa na czekanie, które wiąże się z tym, że siedzący pies, mrozi sobie tyłek i stawy, a przy tym jak niewielką uwagę właściciele psów kierują na ich aparat ruchu i jak niewielu z nich myśli o stawach swoich pupilów, skazywanie ich na mrożenie sobie tyłków jest wyjątkowo parszywym zwyczajem. Psy pozostawione ”przed sklepem” niejednokrotnie przeżywają gehennę, boją się ludzi i innych psów, a są narażone na przebywanie w ich bardzo bliskim sąsiedztwie bez możliwości udania się w miejsce, w którym będą czuły się bardziej bezpieczne. Dodatkowo łatwo mogą stać się łupem psich złodziei lub może spotkać je inne krzywda. Mogą też stać się niebezpieczne dla otoczenia, gdyż mogą reagować w nieprzewidywalny sposób na pojawiających się w ich pobliżu ludzi albo inne zwierzęta…

Jackpot czyli chciał mnie ugryźć uwiązany przed sklepem …york (Serio)

A propos nierównego traktowania psów, ”łagodnych ras” i przywiązywania przed sklepem czworonożnych pupilów. Ostatnio, objuczona zakupami, wychodziłam ze sklepu, zajęta upewnianiem się, że i portfel i telefon mam przy sobie oraz pisaniem sms’a, nie zwróciłam uwagi na przywiązanego do miejsca, do którego przypina się rowery, yorka. Kiedy przechodziłam obok metalowego stojaka, york zaczął jak szalony szczekać na minie, a że przywiązany był na długiej smyczy, w mig znalazł się przy mojej kostce. Nigdy nie przestraszyłam się zachowania jakiegoś psa, ale muszę przyznać, że to stworzonko wzięło mnie z zaskoczenia. Aż mi się ”system zawiesił” tak mnie zaskoczył. Stworek zatrzymał się, jazgotał i kombinował jak mnie dziabnąć, w na szczęście osłoniętą kostkę. Był strasznie nakręcony. Oprzytomniawszy poruszyłam nogą, chcąc go odgonić i bum! Zaskoczenie nr 2. czyli przechodzień, który sytuacji nie widział, bo wyłonił się zza rogu, w chwili gdy york wciąż jazgotał, a ja poruszałam stopą, starając się panować nad zakupami i również mnie zaatakował, tyle, że tekstem ”Co pani ludziom psy kopie?”. No żesz, jasna cholera! Ok, przeklęłam innymi słowami 😉 bo są sytuacje kiedy zamiast rzucać tofu, po prostu należy rzucić mięsem. Wyjaśniałam więc, w dosyć asertywny sposób, panu, który błędnie odczytał sytuację, że york rzucił mi się do kostki, pokusiłam się przy okazji o stawienie diagnozy dotyczącej kondycji psychicznej yorka z użyciem przymiotnika, którego fragment kojarzy się z wyrazem ”króliczek” w języku angielskim i przedrostka ”po”. Uznałam, że nie ma sensu wdawać się w dyskusję i wyjaśniać temu człowiekowi, że gdybym yorka faktycznie kopnęła, to pewnie już by się nie wydzierał, bo po prostu byłby game over. I sobie poszłam. Nie zdecydowałam się też wrócić do sklepu w poszukiwaniu właściciela/ki tego stworka i wyjaśnień dlaczego zostawia przed sklepem, wzdłuż trasy wyjścia z tegoż sklepu, agresywnego, niezabezpieczonego psa, bo sytuacja po prostu mnie wq…iła i rozniosłabym idiot(k)ę.

Piszę o tej sytuacji, bo pies, który decyduje się pokonać dystans ok 2 metrów po to, by znaleźć się na drodze obcego człowieka i zębami ”nawiązać z nim interakcję”, z człowiekiem, który go kompletnie ignoruje, jest zaburzony i niebezpieczny. Tak, niebezpieczny może być nawet york, bo nawet zęby yorka mogą uszkodzić skórę i wbić się w mięsień, a prawda jest taka, że nie wiadomo co za syf taki york ma w pysku… Niektóre osoby wyznają zasadę, że ”mały pies=mała kupa” i dlatego nie sprzątają po swoich miniaturkach, może uważają, że małe gówno nie śmierdzi albo nie brudzi, bo jest małe? Nie wiem. Wiem natomiast, że posiadacze miniaturek często nie postrzegają tych stworzeń jako psów i zupełnie ignorują wszelkie kwestie związane z ich wychowaniem. Biorąc pod uwagę oba te fakty, skłaniam się ku ”tezie”, że jest wysoce prawdopodobne, że właściciele, którzy swoich psów nie wychowują, którzy po niech nie sprzątają, mogą także ich nie szczepić albo w ogóle ignorować ich stan zdrowia. Z tego powodu nie uważam aby ugryzienie przez yorka miało być traktowane inaczej niż ugryzienie lub pogryzienie przez jakiegokolwiek innego psa, takiego ”w większym rozmiarze”, niezależnie od tego jak zabawna wydawać by się komuś mogła fraza w rodzaju ”ugryzł mnie york”.

”Zabawa zębami”

Kolejny problem to ”zabawa zębami”. Niektórzy właściciele bez wyobraźni, do zabawy z psem wykorzystują nie zabawki, a swoje własne ręce. ”Bawią się z psem”, klepiąc go po pysku i pozwalając, aby pies łapał ich dłonie w zęby i je przygryzał, wpychają mu pięść do pyska i też pozwalają, aby pies ”gryzł” wtedy ich ręce. Konsekwencje wyuczenia psa, że w interakcji z człowiekiem może używać zębów, mogą być bardzo poważne, szczególnie w domu z małymi dziećmi lub też w interakcji obce dziecko-pies w jakiejś zupełnie przypadkowej sytuacji poza domem. Psy nadpobudliwe, niestabilne psychicznie, o energii typu ”Diabeł Tasmański”, które bardzo intensywnie reagują nawet na niezbyt mocne bodźce z otoczenia, nauczone ”zabawy zębami”, mogą tak ”bawić się” także z dziećmi. Pies, który nie szanuje przestrzeni swojego właściciela, a używanie zębów względem właściciela jest bardzo ostrym przejawem, że pies swojego właściciela jako przewodnika, nie postrzega (inaczej nie ośmieliłby się używać zębów w interakcji z nim), nie traktuje dziecka tegoż właściciela jako ”własności” swojego przewodnika. Oznacza to, że nie odnosi się do dziecka, w taki sposób, w jaki mógłby odnosić się do szczenięcia suki, która choć raz skorygowałby go, gdyby z niewłaściwym rodzajem energii zjawił się w pobliżu jej szczenięcia. Suki-matki są bardzo wrażliwe na to kto i w jakiej odległości znajduje się w pobliżu ich szczeniąt oraz z jaką energią do nich podchodzi i bardzo ostro korygują każdego psa, który próbuje zbliżyć się do szczeniąt bez autoryzacji matki. Innymi słowy, gdyby jakimś cudem w pobliżu szczeniąt znalazł się pies o energii kreskówkowego Diabła Tasmańskiego, który dodatkowo ośmieliłby się potraktować szczenięta zębami, matka bez wahania podjęłaby działanie, którego celem mogłoby być nawet unicestwienie takiego osobnika.

Tak więc, w dużym skrócie, to że pies ”bawi się zębami” jest wierzchołkiem problemu i oznacza, że w wychowaniu psa, właściciel popełnił szereg błędów, których konsekwencji świadomie lub nie, doświadcza. Konsekwencjami bardzo czytelnymi dla takiego nieświadomego lub ignoranckiego właściciela, których doświadczyłby z całą pewnością, byłoby ”pogryzienie (jego) dziecka przez jego psa”. ”Pogryzienie”, które rzecz jasna wcale pogryzieniem by być nie musiało, bo pies, który ”pogryzłby dziecko”, mógłby po prostu ”uważać”, że się z nim bawi, jak z właścicielem i nie mieć ”intencji” w rodzaju ”upoluję sobie to stworzenie, podoba mi się jak piszczy”, taki pies by się ”bawił ” i po prostu ”podobałoby mu się piszczenie zabawki”. Wystarczy odrobina wyobraźni, by wiedzieć, że nie wolno uczyć psów, że w interakcjach z ludźmi mogą używać zębów.

Pamiętać także należy, że zabawy w przeciąganie, psy -inaczej niż ludzie- traktują serio, więc momenty, w których człowiek przegrywa z psem, puszczając szarpak, są dla psa sygnałem, że człowiek fizycznie jest słabszy od psa i nie wpływają korzystnie na ”obraz właściciela w psiej głowie”… Nie polecam też żadnych piszczących zabawek, które mogą psy pobudzać, przez skojarzenia z piskami, które wydaje uśmiercana ofiara. Odpowiedzialny właściciel stara się swoim postępowaniem utrwalać w psie ”spokój ducha”, niepotrzebnie nie pobudza i nie ekscytuje psa. Zamiast tego dba, by ten był radosny i ciekawski świata, ale stabilny psychicznie.

A propos ”obrazu właściciela w psiej głowie” warto przeczytać ten artykuł:

https://www.psychologytoday.com/blog/canine-corner/201704/dogs-prefer-advice-people-who-actually-have-the-answers 🙂

Między psami

Nigdy nie zrozumiem dwóch rzeczy. Pierwszą jest (dla mnie wręcz oburzająca) ignorancja z jaką do zachowania swoich psów podchodzą właściciele ”miniaturek” i wszystkich tzw niegroźnych ras, kiedy to kompletnie przez nich niewychowane, niekorygowane i nie posiadające ze swoimi opiekunami autentycznej więzi, psy wykazują skrajne zachowania, których właściciele/opiekunowie, ludzie za zachowanie tych psów odpowiedzialni, po prostu nie widzą lub które świadomie bądź nie ignorują. Drugą jest porażająca niekonsekwencja, którą przejawiają niektórzy psiarze, dla których nie tylko presy, ale nawet molosy takie jak Cane Corso są psami bardzo egzotycznymi. Większość osób ”kochających psy” źle reaguje na słowo ”hierarchia” i zaraz po tym, gdy ono padnie, zaczynają się przedziwne, ”filozoficzne” dyskusje, powoływania się na ”badania naukowców”, ”historię udomowienia psa” itd. Smutne, że w tych rozmowach nie tyle chodzi o dojście do wspólnych wniosków, co raczej udowadnianie sobie wzajemnie, że ”moja mojszość jest bardziej mojsza niż twoja”. Mówiąc krótko, sednem tych rozmów jest dominacja jednego rozmówcy nad drugim. Jednak tak się składa, że to zazwyczaj osoby, które nie dostają apopleksji przy słowie ”hierarchia”, reagują właściwie w sytuacjach, które innym psiarzom wymykają się spod kontroli i w konsekwencji bywają dla psów nawet bardzo szkodliwe.

Przykład spacerowy, jeden z wielu, otóż, do grupki osób i czterech psów dołącza kolejna osoba ze swoim psem, będącym samcem, który właśnie osiągnął dojrzałość, od ok trzech tygodni układ hormonalny samca zaczyna dawać o sobie znać. Co w połączeniu ze sposobem wychowania psa, na który zdecydował się (lub tylko mu ”tak wyszło”), właściciel psa, skutkuje tym, że pies podczas spaceru ”zzoomowany” jest na wyszukiwaniu ”celów”, które usiłuje dominować. Cztery psy, do których ”dołączają”, to nastoletnia suczka, kilkunastomiesięczny samiec, dwuletnia suka i sześciomiesięczny szczeniak. Wszystkie psy się znają. Staruszka nie jest zainteresowana interakcją z młodymi psami i trzyma się swojego właściciela, który jest też właścicielem kilkunastomiesięcznego samca. Młoda suka jest ”sfokusowana” tylko i wyłącznie na piłce, którą na początku spaceru, właściciel trzymał w kieszeni. Trzyma się przy nim, nie opuszczając go na krok i szczeka na niego histerycznie przez cały czas, domagając się piłki. Z suką nie ma kontaktu. Ona nie nawiązuje kontaktu wzrokowego nawet, a raczej szczególnie ze swoim właścicielem, tępo patrzy tylko w jego kieszeń. Sprawia wrażenie, że przy haśle ”piłka”, ”zawiesił się jej system”. Po kilkunastu minutach jej uporczywego szczekania, właściciel się poddaje i daje jej piłkę. Ta natychmiast traci nim jakiekolwiek zainteresowanie i od tego momentu skupiona jest już tylko na przeżuwaniu piłki, której zaciekle ”broni” przed pozostałymi psami, za każdym razem, kiedy któryś z nich przechodzi obok niej. Właściciel suki udaje, że jej zachowanie nie ma charakteru kompulsywnego (co nie daje nadziei na to, że kiedyś rozwiąże problem, który u suki wyhodował). Suki w ogóle ”nie ma w spacerze”, żuje piłkę, w pewnej odległości od ”stada”. Staruszka grzecznie stoi obok swojego właściciela, a szczeniak i kulkunastomiesięczny młodziak bawią się w ”zapasy”.

Jak zawsze, kiedy w sytuację wchodzi nowy pies, ”chemia” sytuacji nieco się zmienia. Jeszcze dwa miesiące wcześniej oba młode samce (różnica wieku wynosi ok 3 miesiące) doskonale się rozumiały i nie było między nimi zgrzytów. Teraz ewidentnie pies, który dołącza ma ochotę udowodnić młodzieniaszkowi, że jest względem niego dominujący. Zaczyna się kładzenie łap na karku i powarkiwanie, kiedy ”dominowany” ciągle jeszcze ”nie łapie”, że ”dominant” nie chce dołączyć do zabawy w zapasy, ale wymaga przyjęcia pozycji uległej. Młodszy pies, ciągle jest w bajce pt ”bawimy się”, jak sugeruje jego zachowanie i początkowo nie rozumie co się dzieje, kiedy ”dominant” na poważnie zaczyna próbować go dominować. Zabawa przechodzi w walkę, bo młodszy samiec nie ma zamiaru odpuścić, zrzuca z siebie starszego i ”stawia się” agresorowi. Właściciele tych dwóch psów nie robią nic. Stoją i patrzą. Ludzie, którzy przez kwadrans rozmawiali o ”szkoleniu” i ”układaniu psów” (nie dotykając przy tym tematu nienormalnego zachowania sfokusowanej na piłce, suki jednego z nich), w momencie, w którym zabawa pomiędzy dwoma wyluzowanymi psami, tj młodzieniaszkiem i ok sześciomiesięcznym szczeniakiem, przeradza się w interakcję będącą walką pomiędzy dwoma samcami w praktycznie tym samym wieku, nie podejmują żadnego działania. Sytuacja wyszła poza dotychczasowe ramy i dwa podrostki, ignorując najmłodszego psa, zaczynają walkę o ”pozycję”. Mimo to ich opiekunowie nie ingerują w zachowanie swoich zwierząt. Zmieniają się dźwięki przez psy wydawane, zdecydowanie zmienia się ”styl zapasów” i zachowania obu psów, a u starszego pojawiają się zęby, które nie są elementem ”zabawy w przepychanki”. Rozpoczyna się spina. Zęby i pazury na poważnie. Stojący obok i obserwujący zdarzenie szczeniak, powili zaczyna się ”wkręcać” i jest oczywiste, że niepowstrzymany, przyłączy się do interakcji, która zabawą już nie jest. Pobudza go ta sytuacja, choć jeszcze nie bardzo ”kuma” o co w niej chodzi. Mężczyźni, na słowa właścicielki szczeniaka, że należy samce ”wybić” z tego stanu i przerwać im, bo stają się coraz bardziej agresywne, mogą się pokaleczyć i ona nie chce, żeby jej szczeniak obserwował i uczył się tego rodzaju zachowań, odpowiadają, że psy ”Muszą się poustawiać”, ”Muszą ułożyć sobie hierarchię” i ”Musi być jasne, który dominuje”. Mnie opada szczęka i uderza mnie brak konsekwencji, bo przez cały czas panowie rozmawiali w sposób sugerujący, iż uważają, że ”problematyka hierarchii” ich psów nie dotyczy zupełnie, w żaden sposób. Jest też jasne, dzięki tej sytuacji, że żaden z tych panów nie jest ”dominantem”, bo to ”dominant” narzuca reguły w jakich przebiega psie spotkanie. Kobieta odgania swojego szczeniaka, molosa, któremu energia obu samców zaczyna udzielać się coraz bardziej i odważnie wchodzi między psy. ”Rykiem” skierowanym do młodszego z psów, tego, z którym wcześniej bawił się jej szczeniak i którego dobrze zna, komendą ”zostaw” udaje jej się ”wybić” od razu oba psy. Młodszy, na widok badyla, z którym wcześniej biegał w pysku, zupełnie zapomina o ”agresorze”, a kiedy kobieta rzuca kij, psiak, wraz z jej młodym molosem, odbiega i oba zwierzaki bawią się, jak przed pojawieniem się ”dominanta”. Młodzieniaszek odpuścił, ale ”agresor” jest jeszcze w swojej bajce, tej pt. ”Udowodnię ci, że nad tobą dominuję” i tego psa musi powstrzymać kolejnym (dosłownie) ryknięciem, komendy ”Zostaw”, kiedy ten usiłuje pobiec za młodszym i szczeniakiem. Wytrącony z sytuacji przez zupełnie dla siebie obcą osobę, ”agresor”, bardziej ”rykiem” niż komendą, odpuszcza i wtedy jego właściciel zapina go na smycz. Mężczyźni wydają się być zniesmaczeni zachowaniem kobiety, w czym upewnia mnie zdanie wypowiedziane przez jednego z nich, brzmiące ”Psy same powinny załatwiać takie rzeczy”. Skoro ”psy powinny same załatwiać takie rzeczy”, to dlaczego właściciel ”agresora” zapiął swojego psa na smycz, zamiast pozwolić mu spiąć się kolejny raz z młodzieniaszkiem, kiedy ten wraz ze szczeniakiem następnym razem podbiegnie do kobiety lub swojego właściciela? (Co to za ”logika”?) Właściciel psa, który zaburzył chemię sytuacji, nie wykreował konsekwencji wobec swojego psa, po prostu z nim odszedł, ”pouczając” wcześniej właścicielkę szczeniaka, że psy ”Nie zrobią sobie krzywdy”, i że ”One jakoś muszą sobie ułożyć kontakty”.

Pytane: od czego pies ma właściciela? Po co ”szkolenia”, skoro właściciel nie rozumie, że jako człowiek, to on jest zobligowany do nadzorowania sposobu w jaki jego pies kontaktuje się z innymi psami (i otoczeniem)? Tak więc pies z ”fazą na dominowanie”’ młodszego kolegi nie dostał czytelnego dla siebie sygnału, że jego zachowanie jest nieakceptowane, bo → właściciel je akceptuje, nie rozumiejąc przy tym skutków jakie to niesie dla jego psa i sposobu w jaki jego pies traktuje jego samego, inne osoby oraz inne psy. Pies został z sytuacji zabrany i tyle. Nie pokazano mu jakiego zachowania oczekuje się od niego ”zamiast”, nie został uspokojony i odszedł z sytuacji z tym samym napięciem, z którym w nią wszedł. Zachowanie zostało przerwane, ale nie przez właściciela, który aby przeprowadzić korektę, której skutkiem byłoby, uspokojenie psa i wykreowanie konsekwencji polegającej na nieatakowaniu przez niego innych osobników, najpierw musiałby zrozumieć co w ogóle się wydarzyło. Niewłaściwie i potencjalnie bardzo niebezpieczne zachowanie, jako jedyna rozpoznała i przerwała właścicielka małego molosa z czego plus jest taki (bardzo duży dla jej psa), że szczeniak zobaczył, że jego opiekunka ”ma moc oddziaływania na inne, obce psy”. A także, że jej psiak nie zaobserwował zachowania niedopuszczalnego podczas spaceru, który ma być okazją do socjalizacji i uczenia się właściwych zachowań min. poprzez zabawę z innymi psami, a jego ”horyzont” nie został poszerzony o obserwowanie walczących psów oraz być może przyłączenie się do tej spiny. Całego świata nie da się uratować, ale trzeba robić wszystko, by dbać o prawidłowy rozwój psychiczny własnego psa i minimalizować ryzyko, że będzie na sobie doświadczał skutków ignorancji właścicieli innych psów.

Owszem socjalizacja psa to także spięcia. Jednak po to pies ma człowieka-opiekuna, aby człowiek nadzorował przebieg spięć, w których jego pies będzie uczestniczył. Co innego, krótka ”spinka”, drobne i szybko przechodzące do historii nieporozumienie, wśród bawiących się, wyluzowanych i psychicznie stabilnych psów, o zrównoważonej energii, a co innego sytuacja w której napięty pies, wchodzi w jakąś interakcję z innymi psami, kompletnie ignorując przy tym ”chemiczny odczyn” sytuacji, w którą wchodzi. Pies, który od razu ”ładuje się” jako agresor w grupę bawiących się psów, nie zważając na ich mowę ciała, ignorując wysyłane przez nie sobie nawzajem sygnały, to nie jest pies zrównoważony, to pies, któremu właściciel pozwala ”rumaczyć” i który napotykane przez siebie psy postrzega jako osobniki, które musi dominować, ponieważ, w którymś momencie, jego właściciel popełnił błąd wychowawczy, którego skutkiem jest zaburzenie psychiki tego psa.

”Co on taki miękki, charakteru nie ma?”

Istnieje też specyficzna korelacja pomiędzy obawą obcych osób, zazwyczaj posiadaczy innych psów, ras kiedyś popularnych i uważanych za ”wzbudzające respekt”, przejawiająca się okrzykiem ”Jaki on wielki!” na widok molosa, fascynacją tym ”rozmiarem” (i wyobrażeniami, które ten za sobą niesie) oraz rozczarowaniem (tak, to właściwe słowo), że ”walki nie będzie”, okraszonym tekstem typu ”Co on taki miękki, charakteru nie ma?”. Naprawdę za każdym razem, kiedy jakaś zupełnie obca osoba, znienacka obnaża się jako bezrefleksyjna/y zakompleksiona/y idiot(k)a jestem zażenowana. Są ludzie, którzy reagują swego rodzaju rozczarowaniem na to, że młody molos, który jednak już zaczyna interesować się zapachem suk i odważnie jeży się, kiedy usiłują atakować go napięte do granic wytrzymałości wyrywanych ze stawów rąk właścicieli i szelek, w których się rzucają, Labradory i inne psy ”łagodnych ras”, nie ”wkręca się” i nie odpowiada na ich zachowanie agresją. Mówiąc krótko, brak ”żądzy mordu” u psychicznie zdrowego i mądrze prowadzonego molosa, zawodzi osoby, które wyobrażają sobie -na tylko takim osobom znanych podstawach- że ”wielki pies powinien reagować” w jakiś, w ich mniemaniu ”wielki”, ”widowiskowy”, wydający im się właściwym(?) sposób.

Zdarzało mi się słyszeć coś na kształt zawodu, że ”walki nie będzie”, kiedy właścicielka młodego molosa, który, kiedy bawił się z innym psem, zaatakowany został przez bardzo pobudzonego Onka, weszła między psy, kategorycznie nakazując swojemu ”zostaw”, kiedy ten już był o sekundę przed tym, aby ”się odwinąć” i chwycić agresora, który skacząc na niego równocześnie próbował ”dziabnąć” go w bok. Młody molos natychmiast odpuścił. Owczarka, kobieta odgoniła przy użyciu nogi. Właścicielka zapinała na smycz swojego molosa, kiedy ”pan i władca” nakręconego ONka zwrócił się do niej z uwagą, że jej pies ”Nie ma charakteru”, bo ”Łatwo odpuścił”. Szczęka mi opadła. Ludzie są tak bardzo uwięzieni w swoich kompleksach, że nie myślą trzeźwo i nie potrafią widzieć rzeczy takimi, jakimi są. Właścicielka molosa, wzięła głęboki oddech i powoli, z wyjątkową cierpliwością wyjaśniła panu od owczarka, że jej pies jest stabilny psychicznie, bo ona dba o to, aby utrzymywać go w stanie psychicznej równowagi. Łatwo więc jest go uspokoić, bo nie ”wkręca się”, ot tak, bo nie jest nadpobudliwy i rozchwiany, jak jego owczarek. Zapytała też pana od owczarka czy zastanowił się nad tym co powiedział, tj czy naprawdę chciałby, aby ona nie interweniowała i pozwoliła swojemu psu, ”z tym wielkim łbem”, żeby zachował się w stosunku do jego owczarka w taki sposób, jak zachował się owczarek względem jej molosa? Poprosiła, aby ”pan” owczarka wyobraził sobie co by się wydarzyło, gdyby za kilka miesięcy, jej molos, któremu głowa przecież jeszcze urośnie, sam skorygował jego owczarka. Zanim mężczyzna zdążył odpowiedzieć, poprosiła go, by odpuścił sobie FILOZO(fo)WANIE, bo na szczęście, dla niej dobro jej psa jest ważniejsze niż przebieg doświadczenia, które dziś miał ochotę przeprowadzić właściciel owczarka i nigdy nie pozwoliłaby na to, aby jej pies uczestniczył w ”walce”, która mogłaby skończyć się obrażeniami, nawet niewielkimi u jej czy innego psa, zwłaszcza po to, by ”coś komuś udowodnić”. Przeprosiła też ”pana i władcę” owczarka, że jej pies nie spełnił jego wyobrażeń co do ”nie-miękkości charakteru”, która powinna cechować zachowanie ”wielkiego psa, z wielkim łbem” i zabrała swojego psa z wybiegu.

Myśleć więcej niż inni

Być może z takich sytuacji wynika jedno, może po prostu chodzi o to, że ci mądrzy właściciele molosów są inni od właścicieli owczarków, Huskey, Labradorów i mieszańców. Może jest tak dlatego, że potrafią ”wysilić wyobraźnię” i rozumieją jak niebezpieczną ”maszynerią” może być organizm pobudzonego molosa, który nie ma ochoty, by inny pies go ”dominował”. Wiedzą jakie konsekwencje mieć będzie takie zachowanie, jak wyżej wspomnianego, napalonego na dominację mieszańca czy ONka, u ich molosa na takim właśnie mieszańcu lub ONku, kiedy ich szczeniak podrośnie i osiągnie pełnię rozwoju fizycznego, jak i psychicznego. Mądrzy właściciele molosów rozumieją doskonale, że bardzo niebezpieczne dla nich i otoczenia byłoby gdyby ich psy ośmielały się dominować otoczenie, bo to automatycznie oznaczałoby, że oni sami nie są dla swoich psów przewodnikami i nie mają kontroli nad ich zachowaniem. Mądrzy posiadacze molosów rozumieją, że trudno jest wyciszyć molosa, który w końcu decyduje się wykorzystać swoją ”molosowatość” w starciu z innym psem. Rozumieją, że molos, któremu pozwoli się na ”rozpalenie emocji”, staje się trudny do ”wychłodzenia”, jak rozgrzany piec hutniczy i długo z takiego psa ”schodzi temperatura”, monitorują więc ”termostat” na bieżąco.

Ludzie dla których ”wielkie psy” wciąż są zjawiskiem niezrozumiałym, którzy molosy traktują tak samo, jak ”Burka babci”, lub mieszańca sąsiadów czy swojego wyżła, wciąż jeszcze nie kojarzą, że CC, Rotki czy presy to psy posiadające specyficznie inną psychikę i przeznaczone do wykonywania zupełnie innego rodzaju pracy niż ta, którą wykonywać miały psy, do których są przyzwyczajeni. To psy z ”dużymi głowami” i w konsekwencji ”mocnym zgryzem”, w dodatku, jak to się potocznie określa ”świadome swojej siły”. Dlatego trzeba nierozumiejącym specyfiki ”molosowatości” tłumaczyć, cierpliwie i ze spokojem, że jeżeli dziś ich bezczynność wobec niewłaściwych i niejednokrotnie agresywnych zachowań ich psów, nauczy naszego Doga Argentyńskiego, Kanaryjskiego, Corsiaka albo innego Dużego Zwierza, że takie zachowanie jest dopuszczalne, to w przyszłości nasz pies, nawet nie bardzo się starając, może podczas odpierania takiej ”próby ustawiania hierarchii”, ich psu zrobić wielką krzywdę, z ”game over” włącznie. Trzeba ludziom tłumaczyć, że nie wystarczy, że nad zachowaniem psa ”niebezpiecznej rasy” pracuje jego właściciel, jeżeli wszyscy inni posiadacze ”niegroźnych” labków, ”przymilnych” mieszańców i ”tresowanych” ONków, nie będą właściwie reagować.

Bardzo często psy normalnie się bawią i nie ma między nimi żadnych nieporozumień, a te które się przytrafiają są chwilowe, szybko się ulatniają i faktycznie nie wymagają ingerencji człowieka. Aż pojawia się Pies z Problemami. Pies pobudzony, bo właściciele nie zapewniają mu odpowiedniego poziomu stymulacji psychicznej, sprawiający wrażenie, że ”od dawna nie miał okazji się wybiegać”, zachowujący się ”jakby był na prochach”, nie umiejący się wyciszyć, pies nieposłuszny, bo nieułożony, mający właściciela za Podajnik na Karmę, ale nie ”przewodnika”, pies emocjonalnie zaburzony, którego psychiczną kondycję najlepiej oddałoby określenie ”emocjonalnie niedorozwinięty”, pies, który przyłączając się do psiaków razem biegających, ganiających się nawzajem, by odebrać, zdobyć i ”memlać” patyk-artefakt lub ”uwalających się” na sobie w psich zapasach w błocie, nie bawi się z nimi, ale zaczyna na jednego z nich polować, usiłując uwiesić się zębami na boku lub pod szyją jednego z nich albo zaczyna kąsać biegające psy w pęciny. Pies, który przyzwyczajony, że jego interakcja z innymi psami zaczyna się od i praktycznie polega na tym, że inne psy poddają się jego bezdyskusyjnej dominacji, reaguje agresją na każdego psa, na którego np. nie jest w stanie wskoczyć, gdyż ten jest za duży na to, by mógł położyć łapy na jego grzbiecie i w ten sposób przybrać postawę dominującą. Pies, który atakuje każdego psa, który znajdzie się w pobliżu ”jego człowieka” czyli jego własności. Pies, który wybiera sobie najbardziej spokojnego, wycofanego lub po prostu uległego psiaka z grupy i zamęczając go, na nim ćwiczy ”polowanie” oraz ”dominację”. Pies, który nie umie bawić się w ”zapasy”, bo w jego wykonaniu od zapasów do poważnej spiny jest tylko krok -to problem, który dotyczy wielu TTB. Krótko mówiąc, pies którego psychika i emocjonalność są zaburzone na tyle, że jego pojawienie się znacząco zmienia ”chemię sytuacji” i powoduje, że wspólna zabawa, wcześniej świetnie się rozumiejącej i bezkonfliktowo się bawiącej lub jedynie przebywającej wspólnie na tym samym wybiegu, grupy psów, staje się niemożliwa.

Często właściciele psów nie reagują, kiedy jeden z nich zaczyna zachowywać się niewłaściwie. Nie reagują np. na ”polowanie” lub wkrętkę na walkę, zwłaszcza w przypadku TTB, który kiedy rozsadza go energia i raz upatrzy sobie obiekt, sam, bez korekty nie wybije się ze stanu ”Spinka! Spinka! Wrrr! Wrrr! Spinka!”. TTB, niekorygowane przez właścicieli bardzo szybko się nakręcają i z każdym psem bawią się, tak jakby ten drugi pies też był TTB. Tj kąsają i mocno szarpią (a czasem nawet kaleczą) każdego psa, z którym się bawią. Nie wybijane z tej ”wkrętki”, nie rozumieją, że piski drugiego psa i jego uciekanie oznaczają, że ”zabawa” nie jest już dla tego drugiego psa zabawą i że daje on sygnał do przerwy. Korekty przeprowadzane na nich przez pewniejsze siebie psy, ich warczenie oraz używanie w korektach, które te psy usiłują przeprowadzić, zębów, dodatkowo TTB nakręcają (dźwięk) i nie są dla nich czytelne -próg bólu znacznie wyższy u TTB (jak i presy) niż ”zwykłych psów”. Tak więc często, mimo iż jakiś pies ucieka przed TTB, popiskując, właściciele nie podejmują żadnego działania, odczytując ”odwijanie się” i kąsanie TTB przez napastowanego przez niego psiaka, jako ciągły udział napastowanego w zabawie. Nie przerywają zachowania napastliwego psa, nie chronią też psa napastowanego przed stresem, który napastnik w nim wywołuje. W końcu, kiedy zdesperowany napastowany psiak wydaje z siebie wyjątkowo płaczliwy pisk lub zaczyna skamleć, właściciele decydują, że TTB ”Chyba troszkę przesadził, to może skończmy na dziś”. Skutek jest taki, że często TTB, który w duchu nie jest ”agresywnym” psem, a po prostu nie umie się bawić z innymi psami w sposób przez te psy akceptowalny, dostaje od ”pań z osiedla” łatkę psa agresywnego, a w końcu staje się agresywny, z tego ”głodu interakcji” i frustracji, którą odpalają w nim reakcje innych psów na jego zachowanie i to że trzymany wiecznie na smyczy (bo ”jest agresywny”) nie ma okazji na kontakt z innymi przedstawicielami swojego gatunku, i nie może swobodnie biegać, wyszaleć się i rozładować kumulującej się w nim energii. Bywa też, że zaburzony emocjonalnie TTB, wiecznie podminowany i pobudzony, szuka okazji, żeby spełnić się jako TTB w spinie i staje się psem naprawdę niebezpiecznym.

Szkolenia? Doprawdy?

Niby wszyscy chodzą ”na szkolenia” i do ”psiego przedszkola”, pełno teraz ”behawiorystów”, dlaczego więc niektórzy (niezależnie od płci) stoją, jak tępe dzidy i patrzą, jak ich zastraszony np. Mops ucieka przed rozkręconym na maxa np. Bullterrierem, kompletnie nie reagując, kiedy ich pies szuka u nich wsparcia i pomocy, biegając dookoła ich kostek, by wreszcie spróbować schronić się przed napastnikiem pod najbliższą ławkę? Właściciele niewyżytych kundelków i niedużych owczarków przyglądają się jak to, co kilka minut wcześniej było hasaniem za patykiem grupki psów, zmienia się w uganianie się ich psa, za dwoma najbardziej zajętymi zabawą w ”zabierz mi patyk”, psiakami, które w ferworze zabawy jeszcze się nie zorientowały, że coś niedużego, np. JRT za nimi biega i usiłuje je gryźć. Nic nie dają im obserwacje, że pozostałe psy wyłączyły się z ganianki i albo są na drugim końcu wybiegu, wąchając trawę albo ”przeczekują” psychola w pobliżu swoich właścicieli.

Szerszy horyzont czyli właściwy punkt odniesienia

Nauka z bycia w pobliżu dwóch psów typu presa, które postanowiły sobie ”coś udowodnić” i ”wzięły się za łby” uwrażliwia na to, jak może zakończyć się pozostawienie ”układania hierarchii” psom i dlaczego nie wolno pozwalać ignorantom na ”nieangażowanie się” w to, jak ”psy ustawiają sobie” ”hierarchię”/”kontakty”/”się ze sobą dogadują”. Rzecz jasna, spięcie lub nawet walka psa w typie Huskey/Alaskan Malamute z mieszańcem ONka z labem to (na szczęście) nie to samo, co spięcie się ze sobą dwóch samców kanara czy nawet młodych suk DA, które ”spinając się” już tylko ”na początek” dziurawią sobie na wylot nawzajem policzki, łapy itp. Odpowiednio szybkie nie rozdzielenie dwóch Dogów Kanaryjskich lub Argentyńskich (generalnie psów, w których jeden jest np. właśnie DA), które wchodzą ze sobą w ”kontakt fizyczny”, bo mają ”problem z hierarchią”, kończy się zazwyczaj bardzo ciężkimi obrażeniami lub wręcz śmiercią jednego z nich. Są hodowle, w których można zostać świadkiem różnych zdarzeń w zupełnie zaskakujących momentach… I być może dopiero takie nieco ”graniczne” doświadczenie, jest tym co ”uwrażliwiłoby” osoby pozostawiające psom ”układanie kontaktów”, na to, że nie jest to właściwy rodzaj postępowania. Z oczywistych jednak względów, daleka jestem od ”życzenia” komukolwiek uczestniczenia w zdarzeniu typu ”dwa Dogi Argentyńskie ze sobą walczą”. Aczkolwiek wystarczy duży pies, który ”sprowadza do parteru” niezbyt dużego agresora, tylko poprzez samo ”uwalenie się na nim” i dociśnięcie go do ziemi, i też może być niefajnie…

”Forma” i FORMA

Spacery z psem są świetną okazją do pracy nad własną kondycją. Jasne, że na początku tylko się ze szczeniakiem przemieszczamy czyli chodzimy z nim i to niezbyt długo, aby go nie zmęczyć. Długo też unikamy okazji, w których mógłby nabawić się kontuzji, ale nie zmienia to faktu, że także wtedy, gdy ”tylko chodzimy”, spalamy kalorie. Kiedy rozwój aparatu ruchu dobiegnie końca, molosa ”typu fit”, jak argentyńczyk czy corsiak, można zabierać na spacery, które będą treningiem. Pies razem z nami, jeśli tylko potwierdzą do wyniki badań, może np. biegać. Przy czym pamiętać należy, że zaczyna się od wydłużenia trasy, dystansu, który się z psem pokonuje, idąc. Nie można z dnia na dzień wymagać od psa, by bez jakiegokolwiek przygotowania, od dziś ”biegał przy rowerze” i nie należy od psa, który nie ukończył drugiego roku życia lub innymi słowy, u którego nie zakończyła się faza wzrostu, wymagać owego ”biegania przy rowerze”. Wypada też dodać, że pies (jak człowiek) potrzebuje rozgrzewki, która pobudza krążenie, dosłownie rozgrzewa i uelastycznia mięśnie i w ten sposób przygotowuje organizm do wysiłku oraz chroni go przed kontuzjami. A po treningu, niezależnie od tego na jaki rodzaj aktywności z psem się zdecydujemy, ważne jest uspokojenie organizmu. Nie wolno treningu ”ucinać” ot tak, przed jego zakończeniem organizm należy płynnie wyciszyć, np. zmieniając tempo biegu, tak by zakończyć go spokojnym krokiem.

Właściciele, którzy któregoś dnia budzą się z pomysłem ”Od dziś pies ma trening” i ściągają z kanapy zapasionego ziwerza, którego główną aktywnością fizyczną na co dzień jest leżenie na tej kanapie i każą mu biec przy rowerze, przodują w rankingu ”Krótka historia o tym, jak załatwiłem’/am swojego psa”. Ludzka głupota najczęściej wykańcza psy.

Molos ”typu fit” zupełnie nie jest psem dla ludzi nie lubiących i unikających aktywności fizycznej. Tak, wiem, że patrząc na część tzw hodowców albo posiadaczy tego typ psów można w to wątpić, ale trzeba pamiętać, że w naszym domu, pies, inaczej niż w hodowli, nie jest tylko jednym z wielu zamkniętych w kojcu i naprawdę nie ma powodu, żeby robić z niego zapasioną, sfrustrowaną kluchę, która głównie leży na kanapie lub terenie posesji. Przy okazji, wzorzec rasy podaje, że dla samca DA górna granica wagi wynosi 45kg, oczywiście zdarzają się osobniki cięższe, w ogóle mocno wychodzące poza proporcje opisane we wzorcu, ważące zdecydowanie więcej niż 45kg. Przypomnijcie sobie te słowa, kiedy jako ”hodowca” przedstawi się wam jakiś starszawy, lekko niedomagający pan, albo jakaś młoda, ale lekko (albo mocno) otłuszczona pani (i vice versa). Polecam z dużą dozą sceptycyzmu traktować ”hodowców”, których fizyczność nie bardzo ”gra” z wymaganiami, jakie przez swoim właścicielem stawiają białe, kanary czy np. corsiaki. Szczególnie, że za psem, który nieupilnowany uda się za czymś w pogoń, trzeba pobiec… I choć kanar nie jest aż takim amatorem ruchu jak argentyn czy corsiak, to jednak wciąż nie powinien być niepełnosprawną kluchą, nawet, kiedy takie wrażenie sprawia jego tzw hodowca. I tak jak wspomniałam nieco powyżej, w kolejnym wpisie będzie zdecydowanie więcej o układzie kostnym, żywieniu i formie.

”Kozacki wygląd” rekompensatą za…

Człowiek lubi wygodę. Długo myślałam, że cięte uszy po prostu ”fajnie wyglądają”, bo to było wygodne. Przez myśl mi nie przeszło, że obcięcie psu fragmentu małżowiny usznej może mu ”uratować życie”, a to zawsze była i chyba dalej jest ulubiona ściema właścicieli i hodowców okaleczonych kopiowaniem uszu psów, kiedy ich o te cięte uszy zapytać. Bezrefleksyjnie przyjęłam stanowisko, że kopiowane uszy jakoś ”lepiej ukazują kształt głowy” i ”podkreślają wyraz”. Niektórzy twierdzili i wciąż twierdzą, że takie uszy ”powodują, że pies wygląda na ostrego, bardziej groźnego i wzbudzającego respekt”. I że ”ucho kopiowane harmonizuje ze szlachetną, elegancką sylwetką psa”, choć jak tak popatrzeć na te trzaskane w Polsce, zwłaszcza po 2012r., przez różnych obwiesiów Dogo Argentino albo Dogo Canario/Presa Canario, to teksty o ”harmonii”, ”eleganckiej sylwetce” i ”szlachetności” brzmią jak kpina.

Dogo Argentino nigdy nie fascynowały mnie ze względu na ”respekt”, jaki ich wygląd/wyraz/rozmiar czy cokolwiek innego, może budzić u innych. To nie miał być pies, który sprawi, że ludzie jakoś inaczej zaczną mnie traktować. Ja za najbardziej interesujące w tej rasie, uznałam wymogi, które stawia swojemu właścicielowi Dog Argentyński. Dziś, niezmiennie uważam, że pies, a molos szczególnie (jeżeli tylko masz dla niego odpowiednio dużo czasu), jest najlepszym coachem, jednak tylko pod pewnymi warunkami. Poznając różne argentyńczyki i ich właścicieli, doszłam do wniosku, że teoria o wymogach które niby muszą spełniać osoby decydujące się na posiadanie Dogo Argentino, w rzeczywistości ”nieco rozjeżdża się” z praktyką, mówiąc delikatnie, a łowiecki instynkt, który u jednych białych nie ”wybija” wcale, u innych mocniej, a dla innych jest esencją ich życia, jest dodatkiem, który jednak mnie nie ”kręci”. Nie wiem też co konkretnym osobom poszło nie tak z ich psami i na ile jakieś zachowanie wynika z błędów wychowawczych, które w stosunku do swoich psów popełnili, a na ile to kwestia ”dziedziczenia cech” ani też gdzie problem wziął się wprost z tego, że biały miał wyleczyć kompleksy swojego właściciela. Lata walki o promowanie BAER test i nieustający opór większości środowiska tzw hodowców, którzy jednak zamiast swoje psy badać, wolą udawać, że jednostronna głuchota nie jest u białych problemem, stosunek tych ludzi do sprawy dysplazji, także znacząco zniechęciły mnie mocno do pomysłu posiadania psa tej rasy. Jednak to, co utrzymuje mnie w decyzji, że Dog Argentyński nie jest typem psa, o który mi chodzi, to fakt, że ”selekcja na psychikę”, to wciąż w tej rasie tabu i po prostu, w sensie generalnym, nie istnieje. Przy tak szczególnej rasie, nie bez przyczyny objętej szeregiem restrykcji w wielu krajach, brak selekcjonowania psów pod kątem ich psychiki, jest szczególnie niepokojący.

”Hodowcy” potrafią godzinami truć o ”wyrazie” i ”charakterze” głowy, ale promil polskich Dogo Argentino ma głowy, które faktycznie wyglądają wzorcowo i niektóre polskie argentyńczyki jako przedstawicieli swojej rasy, identyfikuje się raczej ”po białym kolorze” sierści niż ”wyrazie”. A propos ”koloru”, aktualne znowu na polskich ringach wystawowych pojawiają się psy z niewybarwionymi, a właściwie prawie różowymi nosami, którym sędziowie nie mający pojęcia o genetyce, ekspresji genów i związkach braku pigmentacji z głuchotą oraz innymi dysfunkcjami organizmu, przyznają hodowlane uprawnienia, nadając smętnym petom tytuły bez praktycznej wartości.

Nie będą już nawet pisać o proporcjach głowy… Choć rasę psa poznaje się ”po twarzy”, ”hodowcy” nie przykładają wagi do kształtu, wielkości, osadzenia i rozstawu oczu u psów, które zachwalają jako ”championy”, o ”czarnych kreskach”, w około oczu, których brak u tak wielu polskich psów, nie wspominając. Ignorują też (różowe) fafle i fatalne kształty kufy. Skupiając się na tym jak zorganizować ”ciachnięcie uszu”, tzw hodowcy zaniedbali to, co w hodowli naprawdę jest istotne, a w swojej obsesji oberżniętych uszu, zapomnieli nawet o tym, że ucho nieokaleczone, naturalnie wiszące, idealnie umiejscowione, o proporcjonalnej względem głowy wielkości i kształcie, noszone we właściwy sposób, a nie np. ”w różyczkę”, jak u Whippet’a czy załamane, jak u terrierów, jest nie tylko ozdobą psa, ale także, a może przede wszystkim dowodem na solidną pracę, którą wykonał hodowca, uzyskując takie właśnie, idealne ucho. Poza tym psie uszy są fantastyczne w dotyku i co na pewno nie mniej ważne, a wręcz najważniejsze są (jak ogon) niezwykle istotnym elementem psiej komunikacji. Oberżnięcie psu uszu, ”rozwiązuje problem” (w rzeczywistości tylko pozornie) uszu nietypowych, małych, źle osadzonych, zbyt kolorowych i zbyt wielkich przy małej, kruchej główce a’la Dalmatyńczyk bez kropek lub ”duży JRT z gór” itp. Niezależnie od tego jak bardzo pretensjonalne imię wybierze psu tzw hodowca, cięcie uszu nie zrobi z białego o wyrazie pyska a’la krokodyl, Dogo Argentino. Kiedy podliczam ile petów w Polsce zostało psami hodowlanymi po tym jak oberżnięto im kolorowe uszy, to aż mnie pusty śmiech ogarnia. Niektórzy tzw hodowcy całe linie zbudowali na tym, że ”uciachali” swoim psom uszy…

Dla śmiesznych ludzi, największych ignorantów liczy się ”ostry”, ”groźny”, ”wzbudzający respekt” wygląd, jaki w odczuciu postronnych osób zazwyczaj daje okaleczone ucho, wygląd ”tradycyjny” dla rasy, wygląd ”fajny”, tzw ”kozacki wygląd”. Patrząc na wspólne foty niektórych osób i ich psów z nielegalnie oberżniętymi uszami (często na American Staffordsire Terriera, żeby jeszcze tragiczniej było) można wysnuć jeden wniosek, ”kozacki wygląd”, który zdaniem niektórych dają psom cięte uszy, nie jest tym co cechuje większość właścicieli psów o tym ”kozackim wyglądzie”. Sorry.

”Pańcia” ma czas na zrobienie sobie pazurów i napisanie paru ”błyskotliwych” komentarzy na fejbukowej grupie kynologicznej, no ewentualnie przepuszczenie selfie z psem w piętnastu filtrach, które nieco poprawią jej ”look” na ”sexy tipsiarę”, ale nie ma go już na sprawdzenie i douczenie się ”Co nowego w diagnozowaniu i eliminowaniu chorób wrodzonych u rasowych psów”. Analogicznie ”pańcio” o swój sześciopak dba co najwyżej ”piwkowaniem” przed tv i tymi nieszczęsnymi, oberżniętymi psimi uszami, stara się nadrobić swoją posturę typu Zapocony Grubas z Brzuszyskiem lub Woody Allen z Piwnym Brzuszkiem, tak aby przynajmniej wygląd psa był ”kozacki”. I to wszystko. Nie dziwi mnie już więc dbałość o ”kozacki wygląd” ich psów u tych ludzi. Wygląd człowieka nie jest kwestią jego wyboru, ale nie dajmy się zwariować. ”Zapuszczenie się” jest wyborem, tuczenie siebie i swojej rodziny śmieciowym żarciem, jest wyborem, ”zatrzaśnięcie w solarium” jest wyborem, fundowanie sobie dziwacznych fryzur i każde inne robienie sobie niedobraną ”stylizacją” krzywdy, też jest wyborem. W psach ”siedzą” panie, które nie umieją się pogodzić z tym, że natura w kwestii wyglądu nie była dla nich zbyt łaskawa i są panowie, którzy mają ”metr sześćdziesiąt w kapeluszu” albo wyglądają jakby byli w bliźniaczej ciąży od 20 lat, i z perspektywy czasu, naprawdę rozumiem, że dla znaczącej części fanatyków kopiowanych, za wszelką cenę, uszu, ”kozacki wygląd” u ich psów, to jedyny ”kozacki wygląd” z jakim ci ludzie kiedykolwiek będą łączeni. Okaleczone uszy psów, trzymanych przez nich na smyczach, psów których zdjęcia wrzucają na serwisy społecznościowe, nadają tym psom -przynajmniej w mniemaniu tych ludzi- ten specyficzny, ”fajny”, ”wzbudzający respekt”, dowartościowujący ich właścicieli, wygląd, na który ci ludzie, sami z siebie nie mają szans.

Przyszły nabywco, zanim zdecydujesz się na psa rasy tradycyjnie okaleczanej czy to obrzynaniem samych uszu czy uszu i ogona, nie bierz przykładu z zakompleksionych patałachów i nie pokazuj wszystkim w około, że jesteś tak beznadziejną osobą, żeby za wszelką cenę stygmatyzować swojego psa nielegalnym okaleczaniem go kopiowaniem uszu. Po prostu wylecz się z kompleksów, ciesz się swoimi sukcesami, rodziną, przyjaciółmi, zacznij zdrowo się odżywiać, idź na siłownię albo rób bransoletki z koralików, cokolwiek, ale nie bądź, jak oni. Przyjrzyj się wszystkim tym ludziom, którzy choć od praktycznie 20lat w Polsce psów okaleczać nie wolno, wciąż to robią. Chcesz być kojarzony/kojarzona z tym środowiskiem? Należeć do ”klubu lasek” w rodzaju ”może jestem głupia i/lub brzydka i/lub gruba, ale mój pies ma zajebiste, cięte uszy” albo być jednym z tych pajaców, którzy są tak skrajnie, przede wszystkim psychicznie nieatrakcyjni, że ”stawiają na ‚wzbudzający respekt’ wygląd swoich psów”? Jeżeli tak, to tym bardziej odpuść sobie presy, corsiaki i generalnie zainwestuj w wizyty w poradni psychologicznej, bo od ”jarania się” ”kozackim wyglądem” psa z nielegalnie upierniczonymi uszami jest już tylko krok do podniecania się ”legendarną” zaciętością Dogo Argentino i puszczaniem ich ”za dziczkiem, żeby się sprawdziły w akcji”…

 (Źródło Facebook)

*http://torun.wyborcza.pl/torun/1,35576,16884632,Weterynarz_obcial_psom_ogony__Zostal_skazany_za_znecanie.html.

**http://alianzfederation.org

***http://pkpr.republika.pl/Regulamin_hodowli.pdf

Zuza Petrykowska

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora jest zabronione.